Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • SIEDEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B .  29 lipca 2018

    SIEDEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B . 29 lipca 2018

    Ręce, które łamały chleb dla uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy, miały zostać rozpięte na krzyżu, aby Chrystus mógł przyciągnąć  wszystkich do siebie w wiecznym Królestwie swego Ojca. Przez sprawowanie
 Eucharystii nieustannie przyciąga On do siebie ludzi, aby byli prawdziwymi członkami Jego Ciała. (22 marca 2000)

    PIERWSZE CZYTANIE      2 Krl 4,42-44

    Prorokowi Eliaszowi wystarczyło niewiele chlebów jęczmiennych, przyniesionych mu jako pierwociny, aby nasycić sto osób i nawet, po skończeniu posiłku, pozostały jeszcze resztki. Istotny przekaz tego czytania to obfitość: dana wszystkim możliwość jedzeni
a do sytości. Powraca tutaj echem charakterystyczna zapowiedź proroków, którzy mówili o czasach przyszłego Mesjasza jako o okresie wielkiej obfitości (por. Ps 21,27; Iz 25,6). (25 lipca 1982)

    DRUGIE CZYTANIE        Ef 4,1-6

    To prawdziwy program chrześcijańskiego współżycia Ludu Bożego. Mamy postępować „z całą pokorą i cichością”, a także „z cierpliwością”. Jednak to zaledwie pierwszy, łatwiejszy punkt programu napisanego dla chrześcijan. Czytamy bowiem: „Znosząc siebie nawzajem w miłości”. „Znosić się (…) w miłości” znaczy więcej niż tylko tolerować. „Znosić się w miłości” to także usiłować zrozumieć; zrozumieć, by wybaczyć; „znosić się w miłości” to również akceptować, czuć się wewnętrznie bliskim, chcieć przebywać we wspólnocie, poczuwać się do wspólnoty, to spieszyć, by wspierać, to chcieć współpracować i współtworzyć. (9 czerwca 1991)

    EWANGELIA       J 6,1-15

    Jedynie Chrystus, „chleb żywy, który zstąpił z nieba”, może zaspokoić głód człowieka w każdej epoce oraz w każdym zakątku ziemi. Jednakże On nie chce tego czynić sam i dlatego -podobnie jak wtedy, gdy rozmnożył chleb – posługuje się uczniami. Ten cudowny znak stanowi symbol największej tajemnicy miłości, ponawiającej się codziennie we Mszy św.: poprzez wyświęconych szafarzy Chrystus ofiaruje w darze swoje Ciało i swoją Krew za życie ludzkości. A ci, którzy w sposób godny spożywają je przy Jego Stole, stają się żywymi narzędziami Jego obecności, miłości, miłosierdzia i pokoju. (10 czerwca 2004)

    NASZE GŁODY

    Człowiek współczesny odczuwa wielki głód: głód prawdy, sprawiedliwości, miłości, pokoju, piękna, ale nade wszystko głód Boga. „Powinniśmy być głodni Boga”- woła św. Augustyn. To, On, Ojciec niebieski, daje nam prawdziwy chleb! (29 lipca 1979)

  • komentarz do Liturgii Słowa na  XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    Jezus Chrystus jest moim Pasterzem
    XVI Niedziela Zwykła – ROK B

    Liturgia Słowa z ostatnich dwóch niedziel skupia się wokół tajemnicy Bożego posłannictwa. W Starym Testamencie Bóg wybierał proroków, a kiedy nadeszła pełnia czasów posyła obiecanego i zapowiadanego po wielokroć i to nawet w najdrobniejszych szczegółach swojego Syna. I Boży Syn przyszedł i przywrócił mieszkańcom tej ziemi utraconą Bożą bliskość, swoją krwią wymazując ludzką winę. Aby zaś dokonane dzieło jednania trwało, Chrystus zechciał powołać najpierw apostołów, a potem we współpracy z ludem Bożym wciąż dokonuje nowych powołań, „bo żniwo jest wielkie a robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.

    W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaczyna już przygotowywać uczniów, którzy dopiero co powrócili ze swojej pierwszej misji, na przyjęcie wielkiej tajemnicy wiary. Tą tajemnicą będzie Eucharystia. Patrząc na zmęczonych pierwszych misjonarzy Jezus mówi do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Św. Marek zaznacza, że „nawet na posiłek nie mieli czasu”. Posiłkiem dla ciała jest chleb. Dlatego Chrystus już za niedługo powie o sobie, że „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

    Tymczasem może dziwić, że tak wielki tłum chodził za Jezusem, aby Go słuchać – a On wraz z uczniami oddala się „na miejsce pustynne osobno”. Jednak ludzie pragnący słuchać Jezusowych słów nie zniechęcają się. Szukają Chrystusa – tyle że na swój sposób, posługując się jedynie swoją intuicją, swoim tylko rozumowaniem, które w tym wypadku okazało się skuteczne, bo uprzedzili Chrystusa i oczekiwali już na Niego w miejscu, do którego On dopiero co przypłynął. Co znaczy więc „oddalenie się Jezusa”?

    Rozumiem dlaczego oddalił się od mieszkańców swojego miasta Nazaret, ponieważ chcieli Go strącić w przepaść. Albo innym razem doszło do takiej sytuacji wokół świątyni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie chcieli Jezusa ukamienować – a On zniknął im sprzed oczu. Ale tu? Przecież mieli dobrą wolę. Chcieli Go słuchać. A mimo to Jezus oddalił się. Dlaczego? Takie pytanie stawiam przede wszystkim samemu sobie: w jaki sposób ja szukam Boga w moim życiu? I czy zdaję sobie sprawę, że na nic byłoby moje szukanie, gdyby równocześnie sam Jezus mnie nie odnajdywał?

    Jacek Salij pisze, że „jeśli szukam osoby, jeśli szukam jej naprawdę, znajdę ją tylko wówczas, kiedy dam jej szansę, żeby również ona mogła mnie szukać. Jednostronne narzucanie się osobie, którą kocham, zdradza jakiś egocentryzm, jakiś niedostatek mojej miłości. Choćby to był mój własny współmałżonek, choćby to było moje rodzone dziecko – moja miłość powinna zostawić przestrzeń, aby ta bardzo bliska mi osoba mogła się ubiegać również o mnie. Bo jeśli ja kocham naprawdę, to pragnę serdecznie, aby ten, kogo kocham, nie był egocentrykiem, aby ukształtowała się w nim bezinteresowność wobec innych. Fałszywa to miłość, jeśli osobę, którą kocham, czynię jednostronnym odbiorcą moich usług i poświęceń. Czasem w ten fałszywy sposób kochamy nasze własne dzieci i jeszcze rozczulamy się nad sobą, że z miłości do dziecka nie oszczędzamy samych siebie. Tymczasem trzeba by raczej zauważyć, że fałszywą miłością wychowuję moje dziecko na egoistę i człowieka nieszczęśliwego. Bo człowiek, który nie nauczy się prawdziwie kochać, nie może być człowiekiem szczęśliwym.”

    Ten tekst bardzo dobrze przybliża zrozumienie sensu: dlaczego Pan ukrywa swoje oblicze przed człowiekiem? Dlaczego pozwala się szukać? Bóg daje człowiekowi wciąż szansę właściwego odnalezienia. Szukanie w sposób jednostronny nie jest właściwe.

    W dzisiejszej Ewangelii Jezus jawi się jako dobry pasterz, który poprzez swoje oddalenie w gruncie rzeczy szuka pogubionych. Bo może być tak, że ja jestem blisko Pana Jezusa, że ja z wielkim zainteresowaniem słucham Jego nauki i nic z tego nie wynika. A to znaczy, że jestem nadal zabłąkaną owcą. Wtedy dopiero naprawdę odnajdę Boga w moim życiu kiedy zrozumiem, że Jezus Chrystus jest moim Pasterzem. Tak właśnie tłumaczy o. Salij: „Nie wystarczy słuchać Jego nauki, trzeba się nią żywić. Trzeba żywić się Jego wolą, Jego mocą zbawiającą człowieka, Jego Ciałem. Właśnie po to, żeby nas odnaleźć i wyprowadzić na te wspaniałe pastwiska, Jezus niekiedy pozornie się od nas oddala. Chce nas sprowokować, abyśmy szukali Go więcej niż dotychczas.”

    Jest taki wiersz Cyrila Egana, w którym pewien człowiek wciąż czegoś szukał. Pewnego dnia ktoś zapytał go czego on właściwie szuka. Odpowiedział, że szuka Boga. I dodał:

    „Nie mów mi, że znajdę Go w swoim sercu,
    (chociaż w jakimś sensie to prawda;)
    I nie mów mi, że znajdę Go w drugim człowieku,
    (chociaż w jakiejś mierze i to jest prawdą;)
    To, czego szukam – to Bóg
    Bóg, który wkracza we wszystkie wymiary człowieczeństwa.”

    Panie, ja wiem, że w sercu moim wciąż ma swoje miejsce niepokój. Drzemią w nim jak w ciemnych zaułkach przeróżne pożądania, pretensje i urazy powiększane przez własny egoizm.

    Dlatego tym bardziej proszę i wołam z mojego oddalenia – ulecz Dobry Pasterzu moje zranienia.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • SZESNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA  ROK B   22 lipca 2018

    SZESNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 22 lipca 2018

    Cechą charakterystyczną nowej ludzkości odkupionej przez Chrystusa jest pełnia braterskiej miłości. Eucharystia jest bowiem w pełnym tego słowa znaczeniu sakramentem miłości, pojmowanej jako dar z siebie. Bez duchowego pokarmu, czerpanego z Ciała i Krwi Chrystusa, ludzka miłość pozostaje zawsze skażona egoizmem. Natomiast komunia z niebieskim Chlebem nawraca serca i wzbudza w nich zdolność miłowania tak, jak umiłował nas Jezus. (17 czerwca 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE        ]r 23,1-6

    Słowami proroka Jeremiasza Bóg obiecuje swemu ludowi, że nie pozostawi go nigdy bez pasterzy, którzy zawsze będą go gromadzili i prowadzili: „Ustanowię zaś nad nimi (czyli nad moimi owcami) pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć”. Kościół  jako lud Boży nieustannie doświadcza spełniania się tej prorockiej zapowiedzi i z radością za to dziękuje Bogu. Wie, że to Jezus Chrystus jest żywym, najwyższym i ostatecznym wypełnieniem Bożej obietnicy. (Pastores dabo vobis, 1)

    DRUGIE CZYTANIE      Ef 2,13-18

    Prawdą zasadniczą, nie tylko doktrynalną ale równocześnie egzystencjonalną jest, że Eucharystia buduje Kościół, buduje jako autentyczną wspólnotę Ludu Bożego, jako zgromadzenie wiernych naznaczone tym samym znamieniem jedności, która była udziałem apostołów i pierwszych uczniów Pana. Eucharystia wciąż na nowo buduje tę wspólnotę i jedność. Zawsze zaś buduje ją i zawsze odradza na zbawczym zrębie ofiary samego Chrystusa przez to, że odnawia Jego śmierć krzyżową, za cenę której nas odkupił. (Redemptor hominis, 20)

    EWANGELIA     Mk 6,30-34

    W Ewangelii z dzisiejszej liturgii Jezus mówi do apostołów powracających z misji: “Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!”. Jezus i uczniowie, strudzeni nieustanną pracą wśród ludzi, potrzebowali czasem chwili spokoju. Ewangelia opowiada, że w rzeczywistości tłumy nie pozwoliły im zaznać upragnionego «wytchnienia». Niemniej wypoczynek zachowuje swoją wartość i istnieje potrzeba wykorzystywania czasu wolnego dla zdrowego odprężenia fizycznego, a zwłaszcza duchowego. We współczesnym społeczeństwie, pochłoniętym często przez gorączkową aktywność i bardzo konkurencyjnym, w którym dominuje logika produkcji i zysku, nierzadko ze szkodą dla człowieka, jest tym bardziej konieczne, aby każdy mógł korzystać z odpowiednich okresów wypoczynku, pozwalających odzyskać siły i zarazem odnaleźć właściwą równowagę duchową. (23 lipca 2000)

    RADOŚĆ I ŚWIĘTOŚĆ

    Za każdym razem, kiedy i gromadzimy się na Eucharystię, zostajemy umocnieni w świętości i odnowie i w radości. Radość i świętość są rzeczywiście niechybnym następstwem naszego zbliżenia się do Boga. Kiedy posilamy się chlebem życia, który z nieba zstąpił, wzrastamy w podobieństwie do naszego Zbawiciela zmartwychwstałego, który jest źródłem naszej radości, radości, która będzie udziałem całego narodu. Oby radość i świętość obfitowały zawsze w waszym życiu i kwitły w waszych domach. Oby Eucharystia była dla nas i dla całego Kościoła ośrodkiem waszego życia, źródłem waszej radości i świętości i drogą do życia wiecznego w Chrystusie Jezusie naszym Panu. (16 lutego 1981)

  • komentarz na XV Niedzielę zwykłą Rok B – 15 lipca 2018

    komentarz na XV Niedzielę zwykłą Rok B – 15 lipca 2018

    W Korei podczas ostatniej wojny w jednej z wiosek został ostrzelany katolicki Kościół. Figura Chrystusa, która stała na placu przed kościołem podczas strzelaniny została rozbita na wiele części.

    Grupa amerykańskich żołnierzy pomagała potem księdzu zebrać fragmenty figury, z których udało się złożyć prawie całą postać Chrystusa za wyjątkiem rąk. Zaproponowali więc księdzu, że polecą do Ameryki, aby zamówić nowe ręce. Ale ksiądz nie zgodził się.

    • Mam lepszą myśl – powiedział – zostawmy postać Chrystusa bez rąk. A na postumencie zrobimy napis: Przyjacielu, użycz mi swoich rąk.

    Ksiądz chciał w ten sposób wywołać refleksję u tych, którzy przechodząc, będą patrzeć na takiego Chrystusa, że oto Pan Bóg zechciał potrzebować naszych rąk, aby podnosiły tych, którzy upadli. Naszych nóg, aby szukały pogubionych. Naszych uszu, które słuchałyby samotnych i naszego głosu, który budziłby nadzieję.

    Ten obraz, myślę, że jest dobrym wprowadzeniem do rozważania dzisiejszego Słowa Bożego, w którym jest mowa o wybraniu, powołaniu i posłaniu. Pan Jezus powołuje Dwunastu i nie podaje żadnych wyjaśnień dlaczego akurat ci. I może dziwić, że właśnie wybrał takich zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się ludzi. A gdyby im czegoś brakowało w wypełnianiu zleconej misji – Jezus zapewnia, że będzie im to dodane.

    Hans Urs von Balthasar komentując ten tekst pisze: „Jednego brak im na pewno – i to właśnie otrzymują w chwili rozesłania – prawa głoszenia królestwa Bożego wraz z władzą nad duchami nieczystymi, co jest możliwe tylko wówczas, gdy posiadamy Ducha Świętego, który rozprzestrzeniając się, ogranicza sferę działania duchów nieczystych. Ponieważ otrzymują te rzeczy od Jezusa w darze, przeto żąda się od nich, by nie dodawali do tego własnych pomocy i środków perswazji; to dlatego nie mają zabierać ze sobą ani torby, ani chleba, ani pieniędzy, ani ubrań na zmianę, nie mają też upatrywać wygód, jeśli chodzi o dach nad głową. Zaś zlecona im misja ogranicza się do głoszenia, wzywania do nawrócenia, bez wymogu osiągnięcia sukcesu. Jeśli ich słowa nie odniosą skutku, nie ich to sprawa, wówczas mają po prostu ruszyć dalej”… Sama bowiem prawda ewangeliczna jest najbardziej przekonywająca.

    Dzisiejsze I Czytanie z Księgi proroka Amosa pokazuje Bożego wysłannika ze Starego Testamentu. Bowiem Bóg w każdym czasie zleca konkretne zadania. Za panowania króla Jerobama II, około 750 roku przed narodzeniem Chrystusa, Królestwo Izraela miało okres materialnej prosperity. I szerzyła się wtedy również niesprawiedliwość społeczna, wyzysk biednych. Moralna korupcja poszerzała swoje kręgi. Właśnie w taki czas Bóg wybiera i posyła proroka Amosa, który sam jest zdziwiony, że ma iść, aby głosić prawdę o Bogu i o ludzkich sprawach: „Nie jestem prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan”. Jego przepowiadanie spowodowało, że skazany został na wygnanie: „ Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy”.

    A kiedy nadeszła pełnia czasów, Bóg posyła swego Syna Jezusa Chrystusa, który z kolei powołuje galilejskich rybaków. Ani prorocy Starego Testamentu, ani Apostołowie nie pragnęli tej misji, nie wybierali jej sami; zostali po prostu postawieni na tej drodze. I pomimo zaskoczenia szli – byli posłani.

    Ten proces wciąż trwa poprzez wieki, poprzez kraje i tak Boże przesłanie dociera do ludzkich serc.

    Ojciec św. Jan Paweł II w Encyklice Misja Zbawiciela napisał zaraz na wstępie: „Wiara bowiem umacnia się, gdy jest przekazywana.”

    Wtedy ile odnajduje się przestrzeni w swoim sercu i w życiu społecznym, które stały się na powrót zupełnie sprofanowane i to nie tylko pod wpływem czasu.

    Jak to dobrze, że Boża ręka wciąż dotyka ludzkich ramion. I ci co są wolni od wewnętrznego oporu na pewno czują to dotknięcie i słyszą skierowane do nich słowo: „Idź, prorokuj do narodu mego”. Tak stają się posłanymi.

    Cyprian Norwid genialnie ujął poezją teologię takiej osoby przez Boga dotkniętej:

    „Duchowny gdzieżby, o promiennym czole
    I nie porywacz dusz intryg kleszczami,
    Lecz na pokory zasłanym popiele
    Z oczyma rzeczy przyszłych feniksami
    A od kochania cały w swym aniele,
    Poufny nawet srogi słów światłością
    Którego moc jest niemoc, niemocnością,
    Którego cichość jak olejek wonny
    A głośność jako wóz potwornokonny
    Z świętego Jana patmosowych mocy
    Którego wzrusza nawet kształt i wzięcie,
    Którego prostość jest jako obłocy
    Na uciszonym niebie o północy
    A drzwi jako zastygłe pieczęcie,
    A okno ptactwu przystępne głodnemu,
    Widzeniom dobrym i słońcu wschodniemu”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XV Niedziela Rok B – 15 lipca 2018

    Kościół, odczuwając i przeżywając naglącą dziś potrzebę nowej ewangelizacji, nie może uchylać się od stałej misji niesienia Ewangelii ludziom, milionom mężczyzn i kobiet, którzy do tej pory nie znają Chrystusa, Odkupiciela człowieka. Właśnie to jest zadaniem specyficznie misyjnym, które Jezus powierzył i codziennie na nowo powierza swojemu Kościołowi. Wkład świeckich, którzy zresztą nie zawiedli na tym polu, jawi się dziś coraz wyraźniej jako nieodzowny i cenny. Wezwanie Pana Jezusa: „Idźcie na cały świat” stale znajduje oddźwięk we wspaniałomyślnej postawie wielu osób świeckich, gotowych porzucić dotychczasowe życie, wykonywaną pracę, własny region czy ojczyznę, by udać się – przynajmniej na jakiś czas – na tereny misyjne, (Christifideies laici, 35)

    PIERWSZE CZYTANIE      Am 7,12-15

    Wszyscy musimy zgodnie nieść światu świadectwo o Jezusie Chrystusie, Synu Boga żywego, który powstał z martwych i objawił wszystkim ludziom oblicze jedynego Boga. Wszyscy chrześcijanie są wezwani do wypełnienia tego zadania zgodnie ze swym powołaniem. Nakaz ewangelizacji wymaga od chrześcijan, by zbliżali się do siebie wzajemnie i wspólnie działali: ewangelizacja i jedność, ewangelizacja i ekumenizm są ze sobą nierozerwalnie związane. (22 czerwca l996)

    DRUGIE CZYTANIE     Ef 1.3-14

    Pierwsze podstawowe dane, które dostarczają nam Księgi Święte Starego i Nowego Testamentu, dotyczą miłosierdzia Boga i Jego przebaczenia. W Psalmach i w przepowiadaniu Proroków imię miłosierny jest tym imieniem, które chyba najczęściej jest przypisywane Panu, wbrew uparcie powielanemu schematowi, wedle którego Bóg Starego Testamentu przedstawiany jest przede wszystkim jako Bóg surowy i karzący. Tak więc wśród Psalmów długi wywód sapiencjalny, czerpiąc z tradycji Wyjścia, przypomina łaskawe działanie Boga pośród swego ludu. Działanie to, choć przedstawione w formie antropomorficznej, jest bodaj jedną z najbardziej wymownych starotestamentalnych proklamacji miłosierdzia Bożego. (Reconciliatio et paenitentia, 29)

    EWANGUA      Mk 6,7-13

    Pierwsze rozesłanie apostołów (por. Mt 10, 5; Mk 6, 7; Łk 9,1-2) znajduje pełnię w misji, którą Jezus powierza im po Zmartwychwstaniu, w momencie Wniebowstąpienia. Są to słowa, które zachowują w pełni swoją aktualność: “Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. (Mt28, 18-20). Ta misja apostolska znalazła swoje uroczyste potwierdzenie w dniu wylania Ducha Świętego w Pięćdziesiątnicę. (Pastores gregis, 9)

    NAKAZ MISYJNY ZAWSZE AKTUALNY

    Jak nigdy dotąd, Kościół ma dziś możliwość niesienia Ewangelii, świadectwem i słowem, do wszystkich ludzi i do wszystkich narodów. Widzę świt nowej epoki misyjnej, która stanie się okresem promiennym i bogatym w owoce, jeśli wszyscy chrześcijanie, a w szczególności misjonarze i młode Kościoły, odpowiedzą z wielkodusznością i świętością na wołania i wyzwania naszych czasów. (Redemptoris missio, 92)

  • XIV NIEDZIELA Rok B – 8 lipca 2018

    Nasze czasy, w których ludzkość jest w fazie przemian i poszukiwań wymagają ożywienia działalności misyjnej Kościoła. Horyzonty i możliwości misji poszerzają się i my, chrześcijanie, jesteśmy przynaglani do odwagi apostolskiej opartej na ufności pokładanej w Duchu. (Redemptoris missio, 30)

    PIERWSZE CZYTANIE        Ez 2,2-5

    Udział w prorockim urzędzie Chrystusa uprawnia i zobowiązuje świeckich do tego, by z wiarą przyjęli Ewangelię i głosili ją słowem i czynem, demaskując śmiało i odważnie wszelkie przejawy zła. (Christifideles laici, 14)

    DRUGIE CZYTANIE      12 Kor 12,7-10

    Okazywanie macierzyńskiej dobroci Kościoła tym wszystkim, którzy aktualnie nie spełniają obiektywnych warunków wymaganych przez Sakrament Pokuty, pomoc płynącą z ich aktów pobożności pozasakramentalnych, ich szczery wysiłek zachowania łączności z Bogiem, uczestnictwo we Mszy Św., częste odmawianie aktów wiary, nadziei, miłości i żalu w sposób możliwie najdoskonalszy, może przygotować im drogę do pełnego pojednania w godzinie, którą zna jedynie Opatrzność. (Reconciliatio et paenitentia, 34)

    EWANGELIA        Mk 6,1-6

    Stoimy dziś w sytuacji religijnej znacznie zróżnicowanej i zmiennej: narody są w fazie przemian; rzeczywistości społecznej i religijnej, które niegdyś były jasne i określone, dziś przeobrażają się w sytuacje złożone. Wystarczy pomyśleć o niektórych zjawiskach, takich jak urbanizacja, masowe migracje, przemieszczanie się uchodźców, dechrystianizacja krajów od dawna chrześcijańskich, zaznaczający się znaczny wpływ Ewangelii i wartości ewangelicznych w krajach o znacznej większości niechrześcijańskiej, ale też mnożenie się mesjanizmów i sekt religijnych. Ta radykalna zmiana sytuacji religijnych i społecznych utrudnia konkretne zastosowanie pewnych rozróżnień i kategorii. (Redemptoris missio, 32)

    ODWAGA I GORLIWOŚĆ

    Dziś Kościół musi stawić czoło innym wyzwaniom, kierując się ku nowym horyzontom zarówno w pierwszej misji wśród narodów, jak i w nowej ewangelizacji ludów, którym Chrystus był już przepowiadany. Dziś od wszystkich chrześcijan, od wszystkich Kościołów partykularnych i od Kościoła powszechnego wymaga się tej samej odwagi, jaka pobudzała misjonarzy przeszłości, tej samej gotowości do słuchania głosu Ducha Świętego. (Redemptoris missio, 30)

  • XIV Niedziela Zwykła – Rok B 8 lipca 2018

    Poznać i przyjąć Prawdę
    XIV Niedziela Zwykła – ROK B
    8 lipca 2018

    Objazdowy cyrk rozbił swój namiot na obrzeżach wsi. I zdarzyło się, że jednego wieczoru, tuż przed rozpoczęciem przedstawienia, na zapleczu cyrkowego taboru, powstał pożar. Właściciel próbował zaradzić nieszczęściu. Więc pierwszemu, którego spotkał ze swoich ludzi polecił, żeby czym prędzej biegł do wsi zorganizować pomoc w gaszeniu pożaru. Tym spotkanym był klaun przebrany już za błazna, gotowy na występ. Ogień był niebezpieczny nie tylko dla cyrku, bowiem z powodu wiatru bardzo łatwo i szybko mógł się rozprzestrzenić poprzez suche pola i objąć swym płomieniem całą wieś. Klaun biegł więc co sił w kierunku zabudowań i krzyczał, że pali się.

    Napotkanych ludzi błagał, żeby czym prędzej przyszli na pomoc. Ale ludzie nie brali jego dramatycznego zachowania poważnie. Po prostu – myśleli, że to jest jedna z jego sztuczek, aby zachęcić na występ. I czym głośniej nawoływał, tym głośniejszy wzbudzał śmiech. A ogień stawał się coraz większy, tak, że doszedł do wsi i spalił tam wiele domów.

    Głównym powodem dlaczego ludzie nie usłuchali klauna było to, że brali go tylko za błazna, myśląc, że próbuje ich rozbawić i zachęcić, aby przyszli na cyrkowy występ. Ta przeszkoda okazała się tak duża, że oni nie byli w stanie zrozumieć sytuacji. A sytuacja była bardzo niebezpieczna i to również dla nich samych. Mimo, że słyszeli o niej – nie usłuchali. A przecież wystarczyło, choćby na moment, aby zdać sobie sprawę, że może posługują się stereotypem, kalką. Potrzebny był im tylko błysk światła, który oni uznali, za zbędny i niepotrzebny.

    Na takim stereotypie stworzył swoją sztukę Carl Zuckmayer pt. Kapitan z Köpenick. Mieszkańcy Berlina rozumowali tak jak widzieli: skoro ktoś występuje w mundurze kapitana, musi być kapitanem. A kapitana trzeba słuchać i wykonywać jego rozkazy. I fałszywy kapitan świetnie wykorzystał ich mentalność.

    Bo człowiek często posługuje się takimi gotowymi szufladkami, oceniając innych według utartej, obiegowej matrycy.

    W dzisiejszym Bożym Słowie, jak mówi Ewangelia, Pan Jezus przychodzi do swojego rodzinnego miasta Nazaret. Mieszkańcy znali Go. Przecież wśród nich wzrastał. Wielu z nich widziało Go jak pomagał św. Józefowi w stolarskim zawodzie. I tak na Niego patrzyli. Mimo, że słyszeli o wielkiej popularności swojego Ziomka, o Jego cudownych czynach, to jednak kiedy stanął w ich synagodze i przeczytał święty tekst, a potem jednoznacznie stwierdził, że Pismo o Nim mówi – nie byli w stanie przyjąć. On, który od nich wyszedł: za kogo się uważa? „Wielu pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? A takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi? ”… Wydawało im się, że znają Go dobrze. Za dobrze, żeby się nabrać, iż stoi przed nimi Oczekiwany Mesjasz. Uwierzyli swoim utartym schematom, że Mesjasz ma przyjść przez nikogo nieznany, że wyzwoli ich z niewoli wrogów. Dlatego nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia, mimo, że na ich oczach naprawdę spełniały się przepowiadane proroctwa? Rozminęli się z Prawdą.

    Pan Jezus swoje odrzucenie tłumaczy powszechnym losem proroków, którzy nie znajdują uznania w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych, w swojej rodzinie. Hans Urs von Balthasar pisze, że „dopóki człowiek się opiera, nie może doznać uzdrowienia, zakłada ono bowiem całkowite zawierzenie. Boży wysłannik z taką właśnie sytuacją ma zawsze do czynienia”. Potwierdzeniem jest dzisiejsze I Czytanie, w którym Bóg wyraźnie powołuje proroka Ezechiela. Jego imię oznacza: „Bóg czyni mocnym”, bo dał mu trudne zadanie. Powołuje go jeszcze przed upadkiem Jerozolimy w 587 roku zanim narodził się Chrystus. I Bóg nie ukrywa trudności, przed którymi prorok będzie musiał stanąć. Tymi trudnościami będą: opór i zatwardziałość ludzi. To samo spotkało wcześniej i Izajasza i Jeremiasza i innych. Bo prorok nie może iść na żaden kompromis. On ma dokładnie przekazać słowa Pana. Nie jest sprawą proroka, czy ci, do których on mówi, posłuchają go, czy też nie.

    Dobrze jest postawić sobie pytanie: Dlaczego jest tak trudno człowiekowi poznać i przyjąć Prawdę, gdy Ona jest bardzo blisko? Czy częściej bywa rozpoznawana i przyjmowana przez tych, którzy przychodzą z daleka? Może to jest tak jak mówi przysłowie, że najciemniej jest pod latarnią. Tadeusz Żychiewicz napisał w ten sposób, że „tak bywa z prawdą zbyt bliską. To światło najwyraźniej świeci tym, którzy przychodzą z daleka, jak poganie. A kiedy się jest bardzo blisko i kiedy nazbyt się przywyka do darów Pana, trudno bywa pojąć te sprawy.”

    Św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu wyraźnie daje odpowiedź, że Boże dzieło nie ostoi się w człowieku, który widzi tylko swoją siłę i swoją wielkość. On, Paweł, nie mający najmniejszej wątpliwości, że jest słabym człowiekiem, zgodził się przyjąć Chrystusa do siebie całkowicie: „Najchętniej więc będę się chełpił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa”. I dlatego wiedział, że ilekroć niedomagał czy to poprzez swoją bezsilność, czy wtedy kiedy cierpiał – tylekroć zwyciężał w nim Jezusowy dar. „Moc bowiem w słabości się doskonali”.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • XIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 1.07.2018

    XIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 1.07.2018

    Ewangelia cierpienia pisze się nieustannie – i nieustannie przemawia słowem tego przedziwnego paradoksu: źródła mocy Bożej biją właśnie ze środka ludzkiej słabości. Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą się dzielić z innymi. Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. I tym bardziej Kościół czuje potrzebę odwoływania się do ludzkich cierpień dla ocalenia świata. (Salvifici doloris, 27)

    PIERWSZE CZYTANIE    Mdr 1,13-15:2,23-24

    Śmierć, rzeczywistość, z którą człowiek stale obcuje, nie jest prawdą pierwotną. Na początku bowiem jej nie było, ale jako smutna konsekwencja grzechu „weszła na świat przez zawiść diabła” i stała się wspólnym dziedzictwem wszystkich ludzi. Śmierć człowieka została zwyciężona przez Chrystusową śmierć. Przypominając człowiekowi, że musi umrzeć, Bóg nie niszczy pierwotnego zamysłu, co więcej, potwierdza go i w sposób szczególny przywraca po upadku spowodowanym przez grzech pierworodny. To potwierdzenie przyszło wraz z Chrystusem, który dobrowolnie przyjął na siebie brzemię grzechu i zechciał przejść przez śmierć. W ten sposób świat stał się widownią Jego męki i zbawczej śmierci. (17 lutego 1999)

    DRUGIE CZYTANIE      2 Kor 8,7.9.13-15

    Któż mógłby wymyślić większy znak miłości? Trwamy w zachwycie w obliczu tajemnicy Boga, który zniża się, aby przyjąć naszą kondycję ludzką aż po poświęcenie się za nas na krzyżu. W swym ubóstwie przyszedł, aby ofiarować zbawienie grzesznikom Ten, który – jak nam przypomina św. Paweł – „będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swym ubogacić”. Jak dziękować Bogu Za tyle dobra bez żadnych warunków? (Orędzie do Młodych na XV Światowy Dzień Młodzieży)

    EWANGELIA     Mk 5,21-43

    Na kartach Ewangelii przesuwa się przed naszymi oczyma wiele kobiet, różnego wieku i stanu. Spotykamy kobiety dotknięte chorobą czy cierpieniem fizycznym, jak owa kobieta cierpiąca „na upływ krwi”, której nie wolno było dotykać nikogo, uważano bowiem, że dotknięcie takie czyni człowieka „nieczystym”. Każda z nich doznała uzdrowienia, a ta, która „między tłumem” dotknęła się płaszcza Jezusa, spotkała się z Jego pochwałą z racji swej wielkiej wiary: „twoja wiara cię ocaliła”. Jest też córka Jaira, którą Jezus przywraca do życia, zwracając się do niej serdecznie: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!”. Cały ten sposób mówienia o kobietach i do kobiet oraz odnoszenia się do nich stanowi wyraźną „nowość” na tle panującego wówczas obyczaju. Każda dziedziczy od „początku” godność osoby właśnie jako kobieta. Jezus z Nazaretu tę godność potwierdza, przypomina, odnawia, czyni treścią Ewangelii i Odkupienia, dla którego został posłany na świat. (Mulieris dignitatem, 13)

    CIERPIENIE I WIARA

    W śmierci i zmartwychwstaniu Odkupiciela ludzkie cierpienie znajduje swój najgłębszy sens i zbawczą wartość. Całe brzemię ludzkich udręk i cierpień zawarte jest w tej tajemnicy Boga, który przyjmując naszą ludzką naturę tak bardzo uniżył samego siebie (…). Z paradoksu krzyża rodzi się odpowiedź na najbardziej niepokojące nas pytania. Chrystus cierpi za nas: bierze na siebie cierpienie wszystkich i je odkupia. Chrystus cierpi z nami, pozwalając nam dzielić Nim nasze cierpienia. Zjednoczone z cierpieniem Chrystusa, ludzkie cierpienie staje się środkiem zbawienia. Cierpienie, przyjmowane z wiarą, staje się jakby bramą wprowadzającą w tajemnicę odkupieńczego cierpienia Chrystusa. Takie cierpienie nie odbiera już pokoju i szczęścia, bo opromienia je blask zmartwychwstania. (Orędzie na XII Światowy Dzień Chorego 2004)

  • komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    W dzisiejszą niedzielę liturgia Kościoła obchodzi uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. W kalendarzu kościelnym jest to wyjątek, ponieważ wspomnienie każdego ze świętych obchodzimy w dniu ich narodzin dla nieba – to znaczy w dniu przejścia z tego świata do oglądania Boga twarzą w twarz. Dlaczego ten wyjątek? Dlaczego właśnie dziś, w Dzień Pański, Kościół zamiast celebrować kolejną XII niedzielę zwykłą daje nam do rozważania tę wyjątkową postać w dniu jego narodzin? Św. Jan Chrzciciel jest ostatnim prorokiem, który zamyka Stary Testament i otwiera Nowy Testament. Boża zapowiedź, obietnica dana człowiekowi już od zarania dziejów, po nieszczęsnym grzechu pierworodnym, właśnie wypełnia się w tym nawoływaniu św. Jana Chrzciciela, żeby prostować ludzkie drogi, bo oto przychodzi nasz Pan i Zbawca, wyczekiwany Mesjasz.

    Warto tutaj zwrócić uwagę na znaczenie samego imienia, które każdy człowiek otrzymuje na początku swojej drogi. Nadane imię pomaga lepiej zrozumieć Boże sprawy. Mama Jana – Elżbieta – po hebrajsku znaczy: Bóg przyrzekł. Zaś jego ojciec Zachariasz – znaczy: Bóg pamięta. A ich syn Jan: Bóg jest łaskawy. Już same imiona wskazują na Bożą rzeczywistość, którą należy właściwie odczytać. Rodzina Zachariasza i sąsiedzi byli przeciwni imieniu Jan, bowiem tradycja nakazywała wybrać imię jego ojca albo dziadka, aby podkreślić przynależność do rodu. Ale to dziecię, urodzone z dwojga ludzi posuniętych w latach, z niepłodnej Elżbiety i z niedowierzającego w poczęcie syna Zachariasza, kiedy dorośnie, nie będzie się troszczyć o wąski rodzinny krąg, ale przede wszystkim o sprawy wypełnienia Bożych obietnic.

    Bardzo ważne jest właściwe odczytanie znaczenia imienia, które daje sam Bóg. Pismo Święte wyraźnie na to wskazuje zarówno w Starym Testamencie jak i w Nowym. W sakramencie chrztu otrzymałem imię tak naprawdę od samego Chrystusa. Dlatego święci: Bazyli i Grzegorz napisali: “Chociaż inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swoich zawodów lub czynów, my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami”. W sakramencie bierzmowania, będąc już świadomi naszej obecności w Bożym Kościele, wybieramy  nowe imię, które ma nam pomóc zrealizować nasze powołanie. Osoby, które składają śluby zakonne stają się osobami konsekrowanymi, to znaczy przeznaczonymi na wyłączną służbę Ewangelii – otrzymują nowe imię.

    Święty Jan Chrzciciel, poprzednik Pana Jezusa, według kalendarza – pół roku wcześniej urodzony i zarazem Jego krewny, jest jedynym prorokiem, któremu Bóg zlecił bezpośrednie przygotowanie ludzi uwikłanych w niewoli grzechu na przyjęcie Bożego Syna. Ci, którzy pytali Pana Jezusa kim jest Jan Chrzciciel – taką usłyszeli odpowiedź : “Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciela.” Ojciec dominikanin Jacek Salij pisze, że “Kościół od wieków domyśla się, że Jan Chrzciciel już w łonie matki został uwolniony od grzechu pierworodnego, mianowicie w momencie, kiedy jego matka Elżbieta spotkała się z brzemienną Synem Bożym Maryją. Toteż Jan jest jedynym świętym, którego narodzeniu poświęcone jest święto liturgiczne – podobnie jak narodzeniu Pana Jezusa oraz narodzeniu Matki Najświętszej”.

    Warto również rozważyć, ile dobra zostało wyzwolone w ludzkich sercach z powodu narodzin Jana Chrzciciela. Jego ojciec Zachariasz doznał łaski nawrócenia. Bo czym był znak odebrania daru mowy, jakie nastąpiło podczas jego spotkania z aniołem w przybytku Pańskim? Było znakiem jego niedowiarstwa. Zaś ósmego dnia po narodzinach, w dzień obrzezania, kiedy pytano go – jak ma być nazwane dziecię – napisał na podanej mu tabliczce: ”Jan będzie mu na imię”. I natychmiast otworzyły się jego usta i znowu mógł mówić, i wielbić Boga. Nastąpiło jego pełne nawrócenie, uwierzył w Boże dzieła, które są cudem w naszych oczach. Ta radość stała się udziałem całej rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Dlatego pełni zdumienia pytali: “Kim będzie to dziecię?” Bo widziano w tym wydarzeniu “rękę Pańską”.

    Taka prawdziwa radość właściwie zawsze powinna towarzyszyć przy narodzinach dziecka. I choć takie maleństwo jeszcze niczego nie potrafi rozumieć – już może obdarzać. Tak jak św. Jan Chrzciciel, który zanim nawrócił tysiące ludzi swoim nawoływaniem do pokuty – to mając zaledwie osiem dni nawrócił do Boga swojego własnego ojca.

    Opowiadał jeden z księży jak chrzcił maleńkiego Jasia. Jego narodziny sprawiły, że nawrócił do Pana Jezusa siedmioro ludzi. Najpierw jego rodzice wpadli w zachwyt. Z tego zachwytu postanowili zawrzeć sakrament małżeństwa i rozpoczęli życie z Jezusem: niedzielna Msza św., spowiedź św., modlitwa… Również rodzice chrzestni, którzy dotychczas żyli bez ślubu i zupełnie nie uczestniczyli w życiu Kościoła, zrobili to samo. Tak więc następnych czworo się nawróciło. Dołączyła do nich jeszcze siostra matki chrzestnej, kiedy zobaczyła co się dzieje i też się nawróciła.

    W to dzisiejsze święto narodzin św. Jana Chrzciciela uciszmy nasze serce, żeby stało się pustynią, bo wtedy usłyszymy jego głos, który nawołuje do nawrócenia. A ze skruszonym sercem łatwiej jest odczytać nasze imię, które nadał nam Bóg zanim jeszcze zaistnieliśmy w łonach naszych mam.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Narodzenie św. Jana Chrzciciela  24 czerwca 2018

    Narodzenie św. Jana Chrzciciela 24 czerwca 2018

    MSZA W WIGILIĘ 

    Św. Jan Chrzciciel to przede wszystkim wzór wiary. Idąc śladami proroka Eliasza, aby lepiej słuchać słowa jedynego Pana swego życia, pozostawia wszystko i wycofuje się na pustynię, z której rozlegnie się głos wzywający do prostowania ścieżek Panu. Jest wzorem pokory, bo tym, którzy widzą w Nim nie tylko proroka, lecz nawet Mesjasza, odpowiada: Ja nie jestem Tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach. Jest wzorem konsekwencji i odwagi w obronie prawdy, za którą gotów jest zapłacić swoją osobą aż po więzienie i śmierć. (24 czerwca 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE    Jr 1,4-10

    Człowiek, tak jak jest „chciany” przez Boga, tak jak został przez Niego odwiecznie „wybrany”, powołany, przeznaczony do łaski i do chwały – to jest właśnie człowiek „każdy”, najbardziej „konkretny” i najbardziej „realny”: człowiek w całej pełni tajemnicy, która stała się jego udziałem w Jezusie Chrystusie, która nieustannie staje się udziałem każdego z tych czterech miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, od chwili kiedy się poczynają pod sercem matki. (Redemptor hominis, 13)

    DRUGIE CZYTANIE       1 P 1,8-12

    Duszpasterze i świeccy uczestniczą w Kościele w posłannictwie prorockim Chrystusa: świeccy – dając słowem i życiem chrześcijańskim świadectwo wierze; duszpasterze zaś – rozpoznając, co w tym świadectwie jest wyrazem zdrowej wiary, a co ze światłem wiary jest mniej zgodne; natomiast rodzina uczestniczy w tym posłannictwie jako wspólnota chrześcijańska, poprzez swój szczególny udział i świadectwo Wiary. (Familiaris consortio, 73)

    EWANGELIA      Łk 1,5-17

    Nadzieja pochodzi od Boga i rodzi się z naszej wiary w Niego. Ludzie nadziei to ci, którzy wierzą, że Bóg nie stworzył ich bez powodu i że zaspokoi ich potrzeby. Wierzą, że Bóg ich miłuje tak jak wierny Ojciec. (15 września 1987)

    PRZEWODNIK I NADZIEJA

    Szukamy przewodnika, który pokaże nam drogę. I tu wychodzi nam naprzeciw postać św. Jana Chrzciciela, głos wołającego na pustyni (Łk 3,4). Wyprowadzi on nas na drogę, którą winniśmy kroczyć, jeśli nasze oczy mają „ujrzeć zbawienie Boże” (Łk 3,6). Prowadzeni przez niego odbywamy naszą wędrówkę wiary, aby jaśniej widzieć zbawienie, którego Bóg dokonał w ciągu historii, począwszy od Abrahama. Jan Chrzciciel był ostatnim w linii proroków, którzy podtrzymywali i ożywiali nadzieję w Ludzie Bożym. W nim właśnie wypełnił się czas. (21 marca 2000)

    MSZA W DZIEŃ 

    ,Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię” (Iz 44,1). Dzisiaj obchodzimy uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. Te słowa proroka Izajasza dobrze odpowiadają tej wielkiej postaci biblijnej, która znajduje się między Starym a Nowym Testamentem. W długim zastępie proroków i sprawiedliwych Izraela Opatrzność postawiła Jana Chrzciciela bezpośrednio przed Mesjaszem, aby przygotował Jemu drogę przez nauczanie i świadectwo życia. Jan jest jedynym wśród świętych mężczyzn i kobiet, którego narodzenie obchodzi liturgia. (24 czerwca 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE      Iz 
49,1-6

    Pan wezwał swego sługę “już z łona matki”. To stwierdzenie w pełni odnosi się do Chrystusa, ale w sposób analogiczny można je zastosować do Jego Poprzednika. Obaj oni przyszli na świat za łaską Bożą, dzięki specjalnej interwencji Boga: pierwszy rodzi się z Dziewicy, drugi ze starej i bezpłodnej kobiety. Już z łona matki Jan zapowiada Tego, który objawi światu zamysł Bożej miłości. (24 czerwca 2001)

    DRUGIE CZYTANIE      Dz 13,22-26

    Nakłanianie ludzkiego serca do nawrócenia i pokuty oraz ofiarowanie mu daru pojednania zawiera się w naturze misji Kościoła, kontynuatora zbawczego dzieła swego Boskiego Założyciela. Misja ta nie ogranicza się do stwierdzeń teoretycznych i ukazywania pozbawionego skutecznej mocy ideału etycznego, lecz nastawiona jest na wyrażenie się w ściśle określonej posłudze w zakresie konkretnej praktyki pokuty i pojednania. (Reconciliatio et paenitentia, 23)

    EWANGELIA       Łk 1, 
57-66.80

    „Jan będzie mu na imię”. Zachariasz potwierdza zdumionej rodzinie imię syna, wypisując je na tablicy. Sam Bóg przez swego anioła wskazał na to imię, które po hebrajsku oznacza „Bóg jest przychylny”. Bóg jest przychylny dla człowieka, chce On jego życia i jego zbawienia. Bóg jest przychylny dla swego narodu: przez niego chce On błogosławić wszystkim narodom ziemi. Bóg jest przychylny dla ludzkości, prowadzi ją drogą wiodącą do ziemi, gdzie panuje spokój i sprawiedliwość. Wszystko to zostało zapisane w tym imieniu: Jan! Jan był zwiastunem, poprzednikiem: został posłany po to, aby przygotować drogę Chrystusowi. (24 czerwca 2001)

    POWOŁANIE I POSŁANNICTWO

    Kościół od najdawniejszych czasów otacza szczególną czcią św.Jana Chrzciciela, jego powołanie i wyjątkowe posłannictwo. W powołaniu tym i posłannictwie Kościół odnajduje siebie jako dziedzica Starego Przymierza, a zarazem czuje się wezwany do świadczenia o Jezusie Chrystusie: Baranku Bożym, który gładzi grzechy świata. (24 czerwca 1984)