Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • 26.VIII –  Uroczystość NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY CZĘSTOCHOWSKIEJ

    26.VIII – Uroczystość NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY CZĘSTOCHOWSKIEJ

    Uroczystość NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY CZĘSTOCHOWSKIEJ   26 sierpnia

    Przyzwyczaili się Polacy wszystkie niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne, rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, jak narodziny dziecka, jak matura, czyli egzamin dojrzałości, jak tyle innych… wiązać z tym miejscem, z tym sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce – Tej, która tutaj nie tylko ma swój Obraz, swój Wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świecie – ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna. Jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła – uczy Sobór. Jest obecna dla każdego i dla wszystkich, którzy do Niej pielgrzymują… choćby tylko duszą i sercem, choćby tylko ostatnim tchnieniem życia, jeśli inaczej nie mogą. Przyzwyczaili się do tego Polacy. (4 czerwca 1979)

    PIERWSZE CZYTANIE     Prz 8,22-35

    Przez dar z samej siebie Maryja uczestniczy w pełni w realizacji zamysłu Boga, który oddaje się światu. Przyjmując i rozważając w swym sercu wydarzenia nie zawsze dla Niej zrozumiałe, staje się wzorem dla wszystkich, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je, i zasługuje na tytuł „Stolicy Mądrości”. Tą Mądrością jest sam Jezus Chrystus, Odwieczne Słowo Boga, który objawia i doskonale wypełnia wolę Ojca. Maryja zaprasza każdego człowieka do przyjęcia tej Mądrości. Także do nas kieruje polecenie, które podczas uczty w Kanie Galilejskiej wydała sługom: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Wam powie”. (Veritatis splendor, 120)

    DRUGIE CZYTANIE       Ga 4,4-7

    Chrystus jest Synem Bożym – i przychodzi nam dawać przybrane synostwo. Otrzymując w mocy Ducha Świętego godność synów Bożych, w mocy tegoż Ducha mówimy do Boga: „Ojcze”. Jako synowie de możemy być niewolnikami. Nasze synostwo Boże niesie W sobie dziedzictwo wolności. (I19 czerwca 1983)

    EWANGELIA      J 2,1-11

    Przedziwną tajemnicę jasnogórskiego sanktuarium liturgia oddaje przede wszystkim czytając zapis Ewangelii Janowej o godach w Kanie Galilejskiej. Zapis ten mówi o obecności Matki Jezusa i o zaproszeniu samego Jezusa oraz Jego uczniów. Rzecz bowiem dzieje się u początku nauczania Syna Maryi, u początku Jego publicznej działalności w Galilei. Wydarzenie ewangeliczne kojarzy się nam naprzód z samym tysiącleciem chrztu. To poprzez owo wydarzenie z 966 roku, poprzez chrzest, u początku naszych dziejów, Jezus Chrystus został zaproszony do Ojczyzny, jakby do polskiej Kany. I zaproszona z Nim przybyła od razu Matka Jego. Przybyła i była obecna wraz ze swym Synem, jak o tym mówią liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a w szczególności pieśń Bogurodzica. W roku 1382 – 83 odsłania się w dziejach naszych jakby nowy kształt owego zaproszenia. Obraz Jasnogórski przynosi z sobą nowy znak obecności Matki Jezusa. Rzec można, że i sam Chrystus zostaje w nowy sposób zaproszony w nasze dzieje. Zostaje zaproszony, aby okazywał swoją zbawczą moc tak, jak po raz
 pierwszy okazał w Kanie Galilejskiej. Zostaje zaproszony, aby synowie i córki polskiej ziemi znajdowali się w zasięgu zbawczej mocy Odkupiciela świata. (19 czerwca 1983)

    RYS MACIERZYŃSKI POLSKIEGO CHRZEŚCIJAŃSTWA

    W Kanie Galilejskiej Maryja mówi do sług weselnego przyjęcia: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Począwszy od 1382 roku staje Maryja wobec synów i córek tej ziemi, wobec całych pokoleń, i powtarza te same słowa. Na tej drodze Jasna Góra staje się szczególnym miejscem ewangelizacji. Słowo Dobrej Nowiny uzyskuje tutaj jakąś wyjątkową wyrazistość, a równocześnie zostaje jakby zapośredniczone przez Matkę. Jasna Góra wniosła w dzieje Kościoła na naszej ziemi i w całe nasze polskie chrześcijaństwo ów rys macierzyński, którego początki wiążą się z wydarzeniem Kany Galilejskiej. (19 czerwca 1983)

  • DWUDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA   19 sierpnia 2018

    DWUDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA 19 sierpnia 2018

    DWUDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA

    Człowiek nie może być prawdziwie wolny, jak tylko przez miłość. Miłość Boga nade wszystko i miłość ludzi: braci, bliźnich, rodaków… Tego właśnie uczy nas Chrystus, który do końca umiłował. O tym mówi Eucharystia – najświętsze dziedzictwo przybranych dzieci. (13 czerwca 1987)

    PIERWSZE CZYTANIE          Prz 9,1-6

    Głębia objawionej mądrości rozrywa ciasny krąg schematów myślowych, do których przywykliśmy, a które absolutnie nie są w stanie należycie jej wyrazić. (Fides et ratio, 23)

    DRUGIE CZYTANIE            Ef 5,15-20

    Trzeba odkryć i stale przeżywać piękno modlitwy oraz liturgii.  Należy modlić się do Boga nie tylko wypowiadając poprawne formuły teologiczne, ale również w sposób piękny i godny. Znaczące jest w tym kontekście wezwanie zawarte w Liście do Efezjan, by unikać wszystkiego, co jest przesadne i niestosowne, i napełniać usta czystym brzmieniem hymnów liturgicznych. (26 lutego 2003)

    EWANGELIA             J 6,51-58

    W synagodze w Kafarnaum Jezus mówi jasno: „Ciało” i „Krew”, “spożywać” i „pić”, chociaż wiedział, że drażni wrażliwość i mentalność Żydów. Czyli Jezus mówi o swojej Osobie rzeczywistej, całkowitej, nie symbolicznej, i daje do zrozumienia, że jest to Jego ofiara poświęcenia, która urzeczywistni się po raz pierwszy na Ostatniej Wieczerzy, wyprzedzając mistycznie Ofiarę Krzyża, i będzie przekazywana przez wszystkie wieki za pośrednictwem Mszy świętej. Jest to tajemnica wiary, przed którą możemy jedynie klęknąć w uwielbieniu, w milczeniu, w podziwie. (19 sierpnia 1979)

    EUCHARYSTIA I CYWILIZACJA MIŁOŚCI

    Ilekroć uczestniczymy w Eucharystii, tylekroć bardziej jeszcze jednoczymy się z Chrystusem, a w Nim – z wszystkimi ludźmi, więzią doskonalszą od jakiegokolwiek zjednoczenia w porządku natury; zjednoczonych rozsyła na cały świat, abyśmy poprzez wiarę i czyny na rzecz innych dawali świadectwo Bożej miłości, przygotowując przyjście Jego królestwa i antycypując je, choć jeszcze w cieniu obecnego czasu. Budujemy w ten sposób cywilizację miłości. Cywilizację, która – oparta na fundamencie miłości do ludzi nas otaczających, naszych bliźnich – przekształci struktury i cały świat. (15 maja 1988)

  • komentarz na XX Niedzielę zwykłą  19 sierpnia 2018

    komentarz na XX Niedzielę zwykłą 19 sierpnia 2018

    Przygotowania do objawienia się Jezusa
    Chrystusa
    XX Niedziela Zwykła – ROK B

    Zakonna siostra, głodna i zmęczona, dotarła w końcu do obozu dla uciekinierów w północnym Sudanie, w którym schronienie znajdowali przejściowo uciekinierzy z Etiopii. Przy ognisku stał na straży szczupły, blady, młody żołnierz. Jego zadaniem było pilnowanie bramy. Kiedy władze obozu sprawdzały dokumenty zakonnicy – ona usiadła na skraju drogi, aby trochę odpocząć. Młody żołnierz zamknął bramę i podszedł do niej. Ze swojej torby wyjął chleb i podał jej. A ona odłamała kawałek i resztę mu oddała.

    Kiedy tak siedziała, ciesząc się tym gestem przełamywania chleba, wyjęła ze swojej kieszeni brewiarz. Żołnierz znowu podszedł do niej. Usiadł obok i rozłożył przed sobą kilka kartek z Koranu. Nie rozumiał ani słowa po angielsku, a zakonnica nie rozumiała ani słowa w jego ojczystym dialekcie. Ale – jak później opowiadała – łamanie chleba, a potem wspólna modlitwa – to było jak kawałek drogi przebytej razem, jak wędrowanie do centrum życia …

    Co to znaczy dla człowieka centrum życia? Jak je opisać? Jak je przybliżyć i do siebie i do tych, z którymi idę?

    Tym centrum jest po prostu Jezus obecny w swoim Słowie i w Eucharystii.

    Minionej niedzieli doświadczenie proroka Eliasza było zapowiedzią prawdziwego pokarmu, który da Bóg. Rozumiem proroka, który przeżywał lęk. Wiem dlaczego zamknął się w sobie. Przez swoją zbytnią aktywność żył w obawie i bał się, aby znowu nie przeżywać kolejnej porażki. Ale z tego stanu Pan Bóg wyprowadza go stopniowo. Najpierw kładzie u jego wezgłowia pokarm, bowiem Eliasz ma jeszcze przed sobą długą drogę. W Biblii wyrażenie „czterdzieści dni i czterdzieści nocy” ma bardzo głębokie znaczenie. Między innymi jest nią cierpliwość, w którą trzeba się uzbroić, żeby iść przez pustynię. Potrzeba powrotu do źródła. Ujście rzeki ma wygląd często błotnisty. Jest niekształtnym rozlewiskiem. Dlatego, chcąc poznać smak prawdziwej wody – trzeba iść do miejsca, skąd ta rzeka wypływa. Niecierpliwy człowiek uzna to za stratę czasu. A tymczasem Boże Światło przychodzi jak oświetlenie neonowej lampy. Takiego porównania używa ks. Ludwik Evely pisząc, że „jest pewna przerwa między chwilą przekręcenia kontaktu a momentem, gdy światło zabłyśnie. Jeżeli się niecierpliwimy, jeżeli nie znosimy tego, aby trwać wiernie w ciemności, jak długo trzeba, jeżeli odwracamy się na pięcie ze złością mówiąc: ‘Nic tu nie da się zrobić’ – Bóg nie będzie mógł nas oświecić. Nie trzeba zamykać kontaktu, ani się podniecać. Ale pozostać bardzo spokojnie w skupieniu. A wtedy za jakiś czas w rurce coś zadrgnie. Dojrzycie parę błysków. I nagle pojawi się światło.”

    O takim doświadczeniu pisał kardynał Newman: „Przychodzimy jak Jakub w nocy i składamy głowę na kamieniu, jak na poduszce. A gdy wstajemy i w myśli przechodzimy to, co się działo, przypominamy sobie, że widzieliśmy aniołów i Boga, który się objawił przez nich i wołamy: Pan tu był, a ja o tym nie wiedziałem”.

    Pan Bóg zawsze jest gotów poprowadzić człowieka z wielką troską drogą, która wiedzie przez pustynię. Na niej bywają i wichury, i trzęsienia – również związane z koniecznym odejściem od wielorakich przywiązań, z którymi trudno jest rozstać się. I to nie chodzi tylko o materialny ekwipunek, chodzi przede wszystkim o moje przekonanie, o moją rację. Jak często w przegranej sytuacji osamotniony człowiek łudzi samego siebie powtarzaniem: „Jeszcze się okaże, kto miał rację!” A przecież dopiero przejście przez pustynne oczyszczenie daje człowiekowi doświadczyć łagodnego szeptu kochającej i leczącej Bożej obecności.

    Droga Eliasza przez pustynię jest tu wspaniałym przykładem. On zgodził się, aby poprowadziła go Boża Mądrość, o której mówi dziś I Czytanie. To Ona jest kluczem do rozumienia Bożych i ludzkich dróg. To Ona przygotowała Bożą biesiadę z potraw, które mają zdolność leczenia z „głupoty” i wprowadzania na „drogę rozwagi”. Czy z tego zaproszenia skorzystają ci, którzy sami siebie uważają za mądrych? Bo zaproszenie skierowane jest do wszystkich. Mądrość bowiem „wysłała służące, aby wołały z wyżynnych miejsc miasta: „Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie”. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi”.

    Jest to kolejna zapowiedź Eucharystii – przygotowanie do objawienia się Jezusa Chrystusa. Bowiem Syn Boży jest wcieloną Mądrością. Jest wcielonym Słowem Bożym. W Nim odwieczna Mądrość i Słowo Boże stało się Ciałem, aby być dla nas Chlebem życia.

    Ja wiem, że wszystkie moje obawy, wszystkie moje pytania, cała moja niewrażliwość pochodzi z mojego nieprawdziwego obrazu Boga, którego, mimo to, wciąż trzymam się uparcie. Stąd biorą się moje rozczarowania.

    Więc o jedno proszę i o to błagam, abyś uwolnił mnie Panie od tych nieprawdziwych moich wyobrażeń.

    Panie Jezu Chryste, który jesteś Słowem i który objawiasz się nieustannie – dokończ rozpoczęte we mnie swoje dzieło.

    Marian Łękawa SAC

  • komentarz do XIX Niedzieli 12 sierpnia 2018

    komentarz do XIX Niedzieli 12 sierpnia 2018

    Nie zawieść Bożego oczekiwania
    XIX Niedziela Zwykła – ROK B
    12 sierpnia 2018

    Dzisiejsze Słowo Boże jest kontynuacją poprzedniej niedzieli. Pan Jezus nadal przygotowuje swoich słuchaczy na przyjęcie całej prawdy o Eucharystii. Bo, ażeby uwierzyć tak naprawdę w to co zawiera szósty rozdział Ewangelii według św. Jana – nie będzie łatwo, a dla bardzo wielu okaże się wręcz nie do przyjęcia.

    Boży zasiew oby nie zmarnował się we mnie – dobrze będzie zatrzymać się przy I Czytaniu, które nawiązuje do kolejnej już zapowiedzi o posilaniu człowieka Bożym pokarmem. Aby wejść głębiej w ten tekst i zrozumieć dlaczego Eliasz po tak spektakularnym zwycięstwie nad pogańskimi kapłanami bożka Baala oddala się „na odległość jednego dnia drogi” i pragnie już umrzeć, trzeba zobaczyć całą sytuację w jakiej to wszystko się odbywało. Przecież te wydarzenia powinny były sprawić przełom. I lud powinien powrócić do wiary w Boga. A tymczasem Eliasz, który zawierzył całkowicie Bogu i potrafił bez lęku przeciwstawić się królowi sam walcząc przeciwko 450 niewiernym prorokom – teraz ucieka na pustynię i pragnie śmierci. Siada pod jałowcowym krzewem i pełen rozgoryczenia prosi Boga: „Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków”. Powodem jego depresji i apatii stał się list, który otrzymał od królowej Izebel. To ona, główna propagatorka kultu Baala, wyraźnie zapowiada w swoim liście, że dotychczasowe bałwochwalstwo nadal będzie jedyną religią, a Eliasz musi zginąć. Nadzieja, którą żył prorok – wygasła. Co w nim pozostało? Świadomość, że to co zrobił – było całkowicie daremne. A przecież wszystko co zrobił – to z myślą o Bogu. Dla Niego walczył. I jaka zapłata? Pozostał sam jeden. Ci, którzy widzieli cudowne wydarzenie trwają nadal w swojej niewierze i jeszcze czyhają na jego życie. I oto, znajdując się w takiej przegranej sytuacji, sam Bóg wyprowadza go z depresji. Posyła anioła, który mówi do niego: ”Wstań i jedź!”

    Ojciec Anselm Grün, benedyktyn, tak komentuje tę scenę: „Eliasz je chleb, upieczony w żarzącym się popiele i pije wodę z dzbana, który stoi obok niego. Sam nie znajduje już żywności w swoim życiu. Potrzebuje anioła, który go dotknie i otworzy mu oczy na chleb, upieczony w popiele jego wypalonych nadziei i pasji. Jednak ani anioł, ani chleb i woda nie mogą sprawić, żeby wyruszył w drogę. Je i pije, a potem znowu się kładzie. Pozwala sobie pomóc, ale samodzielnie nie robi żadnego kroku naprzód. Za bardzo dąsa się jeszcze na Boga i ludzi, którzy z nim walczą. Jeszcze zbyt mocno więzi go jego rozczarowanie, ażeby anioł mógł go od tego uwolnić. Znowu zasypia, aby umrzeć. Po prostu nie chce wstać. Nie chce znowu walczyć. Nie ma jeszcze sił, aby kroczyć dalej, tak jak się tego od niego wymaga. Wtedy jednak drugi raz dotyka go anioł Pana: „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga”. Teraz podnosi się, je, pije i idzie wzmocniony tym pokarmem czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do góry Horeb”.

    Góra Horeb jest górą Synaj, na której Bóg zawarł przymierze ze swoim ludem, przekazując przez Mojżesza dziesięcioro przykazań. I na tym miejscu Eliasz doznał Bożego dotknięcia, które go odmieniło. Bóg dał mu doświadczyć, że Boża wszechmoc nie jest podobna ani do szalejącej wichury, ani do trzęsienia ziemi czy ognia. Jego wszechmoc przejawia się w delikatnym i łagodnie orzeźwiającym dotyku – podnosząc tych, którzy upadli. Nawet nie stworzenie nieba i ziemi, ani moc podtrzymywania w istnieniu nieogarnionego wszechświata jest największym dziełem Bożej wszechmocy. Największym Bożym dziełem – to jest pokorne przyjście Syna Bożego na tę ziemię. A przyszedł po to, aby zgodzić się umrzeć śmiercią krzyżową, by w ten sposób ocalić ludzi przechodzących przez tę ziemię. Każdy powrót młodszego syna, który umarł, a znowu ożył i każde dostrzeżenie przez starszego brata swojego własnego egoizmu – dokonuje się ręką Boga i to jest największe dzieło Jego wszechmocy.

    Jak wspaniale Bóg odmienił Eliasza, wyprowadzając go z rozpaczy. Jeszcze nie tak dawno był pełen gniewu i mocy zdolnej aż do zabójstwa fałszywych proroków – a teraz staje się osobą pełną delikatności, łagodności i czułości. Pokarm, który Bóg mu dał poprzez anioła stał się ważnym elementem, bo doprowadził go do świętego miejsca. Ojcowie Kościoła w tej scenie odnajdowali sens Eucharystii.

    Wspomniany już dziś o. Anselm Grün pisze: „Podczas Eucharystii Bóg podaje nam chleb aniołów, dotyka nas i daje ciało i krew swego Syna, żeby nas nakarmić i napoić. Sami nie możemy sprawić, aby dokonała się w nas przemiana. Konieczny jest anioł, który nas potrąci, niezbędny jest człowiek, który otworzy nam oczy, który wskaże nam przygotowany dla nas chleb i wodę. Potrzebujemy samego Boga, który troskliwie poprowadzi nas pustynną drogą, i poprzez wichury i trzęsienia ziemi naszego życia otworzy nas na łagodny szept Jego kochającej i leczącej obecności.”

    Odmienienie Eliasza stało się możliwe dlatego, że spełnił on jedynie oczekiwanie Boga: po prostu zawierzył Bogu. A tylko tego jednego Bóg potrzebował.

    Patrząc na koleje mojego życia, które są związane z przeróżnymi drogami moich bliźnich – coraz bardziej ogarnia mnie lęk, aby nie zawieść Bożego oczekiwania.

    Pewnie dlatego powtarzam i to coraz częściej: Jezu, ufam Tobie.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • DZIEWIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B  12 sierpnia 2018

    DZIEWIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B 12 sierpnia 2018

    Oczami naszej duszy wpatrujemy się dzisiaj w tajemnicę Eucharystii i kontemplujemy tajemniczy zamysł Boga, który zaprasza do swego stołu mieszkańców całej ziemi. W Eucharystii doświadczamy prawdy o naszej misji w Kościele: stajemy się uczestnikami Chrystusa i ten fakt zmienia nasze życie w zaczyn pojednania i komunii. Chleb eucharystyczny przemienia nas w ludzi nowych – apostołów jedności i pokoju. (21 czerwca 1992)

    PIERWSZE CZYTANIE      1 Krl 19,4-8

    Człowiek potrzebuje pokarmu i napoju, aby mógł żyć. Potrzebuje pokarmu i napoju ludzkie ciało, organizm, aby mógł żyć, rosnąć, rozwijać się, pracować. Jest to pokarm życia doczesnego, przemijającego, które kończy się śmiercią. Potrzebuje też pokarmu i napoju ludzka dusza, aby mogła wytrwać w wędrówce do życia wiecznego. Człowiek potrzebuje Eucharystii, aby mógł żyć na wieki tym życiem, które jest z Boga samego. (13 czerwca 1987)

    DRUGIE CZYTANIE      Ef 4,30-5,2

    Tylko dzięki Eucharystii możliwa jest praktyka heroicznych cnót chrześcijańskich: miłości, aż do przebaczenia nieprzyjaciołom, do miłości tych, którzy zadają nam cierpienie, do oddania swojego życia za bliźniego; czystości w każdym wieku i sytuacji życiowej; cierpliwości, zwłaszcza w cierpieniu i kiedy się jest wzburzonym z powodu milczenia Boga w dramatach historii lub swojej egzystencji. Bądźcie dlatego zawsze duszami żyjącymi Eucharystią, byście mogli być prawdziwymi chrześcijanami! (19 sierpnia 1979)

    EWANGELIA      J 6,41-51

    Słowa eucharystycznej zapowiedzi słuchacze rozumieli w sposób cielesny. Tymczasem słowa te mogą być wypełnione właściwą treścią tylko za sprawą Ducha, który daje życie. W Eucharystii Chrystus daje nam swe Ciało i Krew jako pokarm i napój pod postacią chleba i wina – jak podczas ostatniej wieczerzy, uczty paschalnej. Tylko w mocy Ducha, który daje życie, pokarm i napój eucharystyczny mogą sprawować w nas komunię, czyli zbawcze zjednoczenie z Chrystusem ukrzyżowanym i uwielbionym, (13 września 1989)

    BÓG, KTÓRY JEST Z NAMI

    Chrystus pozostaje wśród nas. Nie tylko podczas Mszy świętej, lecz również później, pod postacią przechowywanych w tabernakulum postaci. Zaś kult eucharystyczny rozciąga się na cały dzień i nie, ogranicza się do momentu sprawowania Ofiary. Jest to Bóg bliski, Bóg, który nas oczekuje, Bóg, który zechciał z nami pozostać. (15 maja 1988)

  • komentarz na XVIII Niedziela zwykła Rok B – 5 sierpnia 2018

    komentarz na XVIII Niedziela zwykła Rok B – 5 sierpnia 2018

    Chleb życia
    XVIII Niedziela Zwykła – ROK B

    Robiło się już ciemno – a na pustyni zmrok zapada bardzo szybko. Hansen poczuł się nieswojo na samą myśl, że będzie zmuszony przenocować na pustyni. Od razu przypominały mu się zasłyszane opowieści o napadach i rozbojach. Usiłował więc dotrzeć przynajmniej do jakieś oazy, aby tam rozbić namiot zanim zapadną całkowite ciemności. I rzeczywiście dostrzegł w niedalekiej odległości kilka drzew, które otaczały źródło wody. Nad tym miejscem unosił się dym z ogniska.

    Kiedy był już bliżej zauważył trzech ponuro wyglądających nomadów. Stali pod drzewem i patrzyli w jego kierunku. Ich namiot był już rozbity i nad ogniskiem wisiał kociołek z herbatą. Pełen niepewności zbliżył się do oczekujących go mężczyzn. „Salaam” – usłyszał na powitanie. To piękne słowo oznaczające „pokój” jest pozdrowieniem wśród mieszkańców pustyni. Od razu serce Hansena napełniło się nadzieją. Odpowiedział również: „Salaam”. Trzej mężczyźni wrócili do ogniska i usiedli. Zaprosili przybysza, aby dołączył do nich. Jeden z nich wyciągnął z worka chleb i podał go Hansenowi. Drugi podał mu sól. Zarówno chleb jak i sól są symbolami pokoju i gościnności. Ucieszony ułamał kawałek chleba i posypał go solą. Pozostali zrobili również to samo. Ten wspólny posiłek dawał Hansenowi pewność, że teraz już nic złego mu nie grozi. Bo dzielenie się chlebem jest wejściem w rejon opieki i serdeczności. Chleb bowiem łączy.

    Aby człowiek mógł wejść głębiej w Wielką Tajemnicę Wiary, jaką jest Eucharystia, dzisiejsze Słowo Boże posługuje się chlebem danym do spożywania. Pierwsze Czytanie opisuje jak Pan Bóg w cudowny sposób karmi swój lud wybrany. O zmierzchu zsyła na obóz stado przepiórek. Zaś rano Izraelici znajdują „coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi”. I pytają: Co to jest? – po hebrajsku: „man hu?” Stąd nazwa: „manna”. W tym starotestamentowym cudzie jest więc i mięso i chleb. Chleb, który jest ciałem i ciało, które jest chlebem zapowiada rzeczywistość, która wymaga całkowitego zawierzenia Bogu. Chrystus wyjaśnia dziś w Kafarnaum: „Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

    Ale Pan Jezus widząc, że ludzie nie odstępują od Niego, jedynie tylko dlatego, bo chcą nadal karmić się w taki cudowny sposób, naprowadza ich na właściwą drogę: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy.” Zachowanie Żydów jest zupełnie podobnie do Samarytanki przy studni. Ona też chciała takiej „cudownej wody”, dlatego prosiła Jezusa: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać.”

    I tu następuje niebezpieczeństwo oddalenia się człowieka od Bożego Daru właśnie pytaniem skierowanym do Boga: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?” Takie pytanie jest niewłaściwe i sprzeczne, bo – jak pisze Hans Urs von Balthasar – „człowiek nie może „wykonywać” dzieł Bożych. Jezus zwraca im uwagę na tę sprzeczność i ukazuje rozwiązanie. Dziełem Bożym jest to, by człowiek wierzył miast działać; by się oddawał Temu, który został posłany przez Boga. Na to ludzie żądają znaku, by mogli wierzyć; wciąż jeszcze wyobrażają sobie bowiem wiarę jako czyn. Teraz więc Jezus przeciwstawia siebie jako prawdziwy chleb z nieba owej mannie, którą zbierali Izraelici na pustyni; głodu duchowego nie da się już zaspokoić w inny sposób jak tylko przyjmując w wierze Jezusa, którego Bóg zesłał światu jako „prawdziwy chleb z nieba”. Człowiek wierzący również będzie musiał działać, ale z wiary, nie zaś po to, by uwierzyć. Wiara jest bowiem doskonałym zawierzeniem siebie działającemu Bogu, nie zaś ludzkim działaniem”.

    Pan Jezus zanim dokonał cudownego rozmnożenia chleba najpierw wystawił na próbę wiary wszystkich idących za Nim. Kazał im usiąść. A to znaczyło, że zażądał od nich oddania się w Jego ręce, zawierzenia, uwierzenia, że On może ich nakarmić. Dopóki stali mogli zostać, albo pójść sobie, żeby w jakiś sposób samemu zorganizować sobie pożywienie. Ale kiedy już usiedli – to znaczyło, że zrezygnowali ze swojej samowystarczalności, przestali liczyć na swoje własne siły. Zaufali Jezusowi. I wtedy nastąpił właściwy moment cudu. Wspólnie dokonali aktu wiary. Byli więc na dobrej drodze, ale czy oni potrafią wytrwać do końca, wierząc we wszystko czego będzie Chrystus od nich wymagał?

    Jesteśmy na Mszy świętej, którą rozpoczynamy od aktu wiary. Czy podobny niepokój nas nie ogarnia, jak tamtych zasłuchanych w Jezusowe słowa, którym aż taki cud został zaproponowany? Czy potrafimy, jak tamci ludzie, usiąść, uspokoić się, czekać, pragnąc żyć nie własnym życiem, ale życiem prawdziwym, którym jest Jezus Chrystus? Bo On i tylko On jest chlebem życia.

    Thomas Merton w książce pt. Chleb żywy komentując szósty rozdział Ewangelii według św. Jana pisze, że „nie docenimy niezwykłego bogactwa tego rozdziału, jednego z największych w Ewangelii, jeśli nie uwzględnimy w nim dwóch różnych płaszczyzn znaczeniowych, poprzez które Jezus jasno daje do zrozumienia, że chlebem życia jest przede wszystkim Jego Osoba, a następnie to, że udziela się nam w dwóch formach: Piśmie Świętym – „słowie Bożym” i w Eucharystii.

    Marian Łękawa SAC

  • OSIEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B

    OSIEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B

    Zebraliśmy się wokół ołtarza Pana, który sam tylko może rozjaśnić nam tajemnicę naszego życia, dramat miłości i zbawienia, i który sam tylko może dać moc, abyśmy nie upadali lub byśmy podnosili się, a nade wszystko, abyśmy żyli w sposób odpowiadający wymaganiom i ideałom chrześcijaństwa. (5 sierpnia 1979)

    PIERWSZE CZYTANIE        Wj 16,2-4.12-15

    Także my, jak naród izraelski, przeżywamy na ziemi doświadczenie Wyjścia: „ziemią obiecaną” jest niebo. Bóg, który nie opuścił swojego narodu na pustyni, nie opuszcza również człowieka w jego pielgrzymce ziemskiej. Dał mu „chleb”, zdolny utrzymywać go w ciągu drogi: „chlebem” tym jest Chrystus. On przede wszystkim jest pokarmem duszy, prawdą objawioną, a potem swoją Osobą obecną w Sakramencie Eucharystii. (5 sierpnia 1979)

    DRUGIE CZYTANIE      Ef 4,17-20-24

    Pokuta oznacza ascezę, to jest konkretny i codzienny wysiłek człowieka wspartego łaską Bożą, aby stracić swe życie dla Chrystusa, co jest jedynym sposobem, by je zyskać; aby porzucić dawnego człowieka i przyoblec człowieka nowego; aby przezwyciężać w sobie to, co cielesne, by zwyciężyło to, co jest duchowe; aby nieustan
nie wznosić się od rzeczy, które są na ziemi, do tych, które są w górze, gdzie przebywa Chrystus. Pokuta jest zatem nawróceniem, które przechodzi z serca do czynów, a więc do całego chrześcijańskiego życia. (Reconciliatio et paenitentia, 4)

    EWANGELIA      J 6,24-35

    Jezus mówi symbolicznie, nawiązuje do wielkiego cudu manny danej przez Boga narodowi żydowskiemu w czasie przejścia przez pustynię. Jasną jest rzeczą, że Jezus nie przekreśla normalnego starania i poszukiwania pokarmu codziennego i tego wszystkiego, co życie ludzkie może czynić bardziej postępowym, bardziej rozwiniętym, bardziej zadawalającym. Ale życie nieuchronnie mija. Jezus przypomina, że prawdziwe znaczenie naszego ziemskiego istnienia znajduje się w wieczności i że na całą historię ludzką, z jej dramatami i jej radościami należy patrzeć w perspektywie wieczności. (5 sierpnia 1979)

    ZNAK I TAJEMNICA

    Jakże trudne było dla słuchaczy Jezusa to przejście od znaku do tajemnicy, na którą ów znak wskazywał, od chleba powszedniego do tego chleba, «który trwa na wieki». Nie jest ono łatwe również i dla nas, ludzi XX wieku. Po to właśnie są Kongresy Eucharystyczne, aby tę prawdę całemu światu przypominały: “Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki». (31 maja 1997)

  • XVII NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B  29 lipca 2018

    XVII NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B 29 lipca 2018

    W roku bieżącym w czasie Mszy św. Kościół przekazuje swoim wiernym Słowa Ewangelii według św. Marka. Ale od dziś przez kilka niedziel, uczestnicząc w Wielkiej Tajemnicy Wiary, będziemy słuchać Ewangelii według św. Jana, z rozdziału szóstego, gdzie Chrystus stopniowo i coraz intensywniej podprowadza do właściwego zrozumienia co to znaczy Chleb życia, co to znaczy Eucharystia.

    Aby Słowo Boże dziś zasłyszane we mnie żyło pełniej – powinienem przypomnieć sobie czym jest chleb dla człowieka. Bo tak już bywa, że człowiek, dla którego chleb jest pożywieniem, dopiero wtedy kiedy odczuwa jego brak, zaczyna rozumieć jak wielkim skarbem jest kromka chleba.

    Ksiądz Cezary Jurkiewicz, mój współbrat na pierwszej mojej placówce po święceniach w Paryżu, który dopuścił mnie do przyjaźni z sobą pomimo czterdziestu lat różnicy, często opowiadał mi swoje koleje życia. I pamiętam jego komentarz do naszych pallotyńskich modlitw: „Dałeś im chleb z nieba, wszelki smak mający w sobie” – że on zrozumiał właściwe znaczenie tych słów dopiero w obozie koncentracyjnym w Dachau.

    Kiedy zmarł lekarz profesor Breitenbach, jego trzej synowie zaczęli rozdzielać spadek po ojcu zgodnie z jego ostatnią wolą. Były tam stare, ręcznie wykonane meble dębowe, ciężkie dywany i drogocenne obrazy. Przeglądając szuflady w jednej z nich znaleźli dziwny, twardy przedmiot owinięty w szary papier. Po odwinięciu zobaczyli skamieniałą połówkę bochenka chleba. I wtedy stara gospodyni opowiedziała zdumionym synom historię tego chleba: Było to w czasie I wojny światowej. Starszy pan wtedy właśnie ciężko zachorował. Do tej choroby dołączył się ogólny stan wyczerpania. Potrzebne było dobre odżywianie, ale to były bardzo trudne czasy. Właśnie w tym krytycznym momencie jeden ze znajomych przysłał pół bochenka chleba. Chociaż profesor bardzo się ucieszył z tego prezentu, to nie zjadł chleba. Wiedział, że w sąsiednim domu córka nauczyciela była chora i cierpiała z głodu. Powiedział wtedy: „Co tam ja… stary człowiek, młode życie bardziej tego potrzebuje”. I musiałam zanieść ten chleb do domu nauczyciela. Jak się później okazało, także jego żona nie chciała zatrzymać tego podarunku, lecz oddała go wdowie, która mieszkała na poddaszu. Ale i tutaj nie skończyła się dziwna podróż chleba. Staruszka zaniosła go bowiem do swojej córki, która razem z dwójką dzieci mieszkała na sąsiedniej ulicy w suterynie. Z kolei córka patrząc na ten chleb przypomniała sobie starego lekarza, który wyleczył jedno z jej dzieci z ciężkiej choroby i nie wziął za swoją pracę ani grosza. Poszła więc z tym pół-bochenkiem do mieszkania doktora, a my natychmiast rozpoznaliśmy ten chleb – zakończyła gospodyni. Kiedy pan profesor trzymał znowu w dłoniach ten kawałek chleba i słuchał opowieści o jego wędrówce, był poruszony do głębi i powiedział: „Tak długo, jak wśród nas panuje taka miłość, nie obawiam się o nas”. Ale chleba nie zjadł. Tylko powiedział do mnie: „Zachowamy go, a kiedy zacznie nas ogarniać małoduszność, wystarczy, że na niego popatrzymy”.

    Kiedy gospodyni skończyła opowiadać, trzej bracia jeszcze długo milczeli. Wreszcie najstarszy z nich powiedział: „Myślę, że powinniśmy podzielić się tym chlebem. Każdy z nas zachowa swój kawałek jako pamiątkę po naszym ojcu oraz jako przypomnienie tej ukrytej w człowieku siły, która nie opuszcza go nawet w największej potrzebie.”

    Cyprian Norwid w wierszu Moja piosnka podniósł chleb aż do wysokości boskiego rodowodu

    „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

    Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

    Dla darów Nieba… Tęskno mi, Panie…”

    Żyjąc z dala od Ojczyzny często widzę sponiewierany chleb, porzucony, jakby nie miał już żadnej wartości. Taki chleb z czym może się kojarzyć dzisiejszemu człowiekowi, który słucha o cudzie jego rozmnożenia? Doczesność jest tą pokusą, która wciąż idzie za człowiekiem i usiłuje sprowadzić Jezusa tylko do ziemskiego wymiaru. Ale Chrystus nie daje się zamknąć w takim ciasnym kole. Dlatego wychodzi na górę. Kto chce iść za Nim musi zadać sobie trud wspinania i szukania. I tłumy szły za Jezusem i byli zasłuchani tak bardzo, że nawet zapomnieli o jedzeniu. Jego słowa: „Starajcie się naprzód o Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” były rozumiane dosłownie.

    Jezusowy cud rozmnożenia chleba miał już swoją zapowiedź w Starym Testamencie, kiedy to prorok Elizeusz – jak opisuje dzisiejsze I Czytanie – cudownie nakarmił stu ludzi, mając tylko dziesięć jęczmiennych placków. Ale w tym miejscu ogarnia mnie niepokój, bo ci, którzy byli najbliżej nie uwierzyli w niemożliwe rzeczy, które sprawia Bóg. Bo jak wytłumaczyć nie zdziwienie, ale niedowierzanie najpierw sługi proroka, który pyta: „Jakże to rozdzielę między sto ludzi?” Zaś w Ewangelii Andrzej, brat Szymona Piotra mówi do Jezusa: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”

    Jak bardzo potrzebuję Bożej mocy, by móc wciąż przezwyciężać moją ludzką niemoc i wznosić się ponad to, co jest tylko doczesne. Bo można pozostać ze swoim brakiem zawierzenia, ale wtedy jest już tak jak napisał ks. Jan Twardowski: „Widzimy tylko chleb – nie widzimy Jezusa w Komunii świętej. Widzimy ciało – nie widzimy ducha. Widzimy ludzkie działanie – ale nie widzimy Bożej łaski”.

    ks. Marian Łękawa SAC 

  • SIEDEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B .  29 lipca 2018

    SIEDEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B . 29 lipca 2018

    Ręce, które łamały chleb dla uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy, miały zostać rozpięte na krzyżu, aby Chrystus mógł przyciągnąć  wszystkich do siebie w wiecznym Królestwie swego Ojca. Przez sprawowanie
 Eucharystii nieustannie przyciąga On do siebie ludzi, aby byli prawdziwymi członkami Jego Ciała. (22 marca 2000)

    PIERWSZE CZYTANIE      2 Krl 4,42-44

    Prorokowi Eliaszowi wystarczyło niewiele chlebów jęczmiennych, przyniesionych mu jako pierwociny, aby nasycić sto osób i nawet, po skończeniu posiłku, pozostały jeszcze resztki. Istotny przekaz tego czytania to obfitość: dana wszystkim możliwość jedzeni
a do sytości. Powraca tutaj echem charakterystyczna zapowiedź proroków, którzy mówili o czasach przyszłego Mesjasza jako o okresie wielkiej obfitości (por. Ps 21,27; Iz 25,6). (25 lipca 1982)

    DRUGIE CZYTANIE        Ef 4,1-6

    To prawdziwy program chrześcijańskiego współżycia Ludu Bożego. Mamy postępować „z całą pokorą i cichością”, a także „z cierpliwością”. Jednak to zaledwie pierwszy, łatwiejszy punkt programu napisanego dla chrześcijan. Czytamy bowiem: „Znosząc siebie nawzajem w miłości”. „Znosić się (…) w miłości” znaczy więcej niż tylko tolerować. „Znosić się w miłości” to także usiłować zrozumieć; zrozumieć, by wybaczyć; „znosić się w miłości” to również akceptować, czuć się wewnętrznie bliskim, chcieć przebywać we wspólnocie, poczuwać się do wspólnoty, to spieszyć, by wspierać, to chcieć współpracować i współtworzyć. (9 czerwca 1991)

    EWANGELIA       J 6,1-15

    Jedynie Chrystus, „chleb żywy, który zstąpił z nieba”, może zaspokoić głód człowieka w każdej epoce oraz w każdym zakątku ziemi. Jednakże On nie chce tego czynić sam i dlatego -podobnie jak wtedy, gdy rozmnożył chleb – posługuje się uczniami. Ten cudowny znak stanowi symbol największej tajemnicy miłości, ponawiającej się codziennie we Mszy św.: poprzez wyświęconych szafarzy Chrystus ofiaruje w darze swoje Ciało i swoją Krew za życie ludzkości. A ci, którzy w sposób godny spożywają je przy Jego Stole, stają się żywymi narzędziami Jego obecności, miłości, miłosierdzia i pokoju. (10 czerwca 2004)

    NASZE GŁODY

    Człowiek współczesny odczuwa wielki głód: głód prawdy, sprawiedliwości, miłości, pokoju, piękna, ale nade wszystko głód Boga. „Powinniśmy być głodni Boga”- woła św. Augustyn. To, On, Ojciec niebieski, daje nam prawdziwy chleb! (29 lipca 1979)

  • komentarz do Liturgii Słowa na  XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    Jezus Chrystus jest moim Pasterzem
    XVI Niedziela Zwykła – ROK B

    Liturgia Słowa z ostatnich dwóch niedziel skupia się wokół tajemnicy Bożego posłannictwa. W Starym Testamencie Bóg wybierał proroków, a kiedy nadeszła pełnia czasów posyła obiecanego i zapowiadanego po wielokroć i to nawet w najdrobniejszych szczegółach swojego Syna. I Boży Syn przyszedł i przywrócił mieszkańcom tej ziemi utraconą Bożą bliskość, swoją krwią wymazując ludzką winę. Aby zaś dokonane dzieło jednania trwało, Chrystus zechciał powołać najpierw apostołów, a potem we współpracy z ludem Bożym wciąż dokonuje nowych powołań, „bo żniwo jest wielkie a robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.

    W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaczyna już przygotowywać uczniów, którzy dopiero co powrócili ze swojej pierwszej misji, na przyjęcie wielkiej tajemnicy wiary. Tą tajemnicą będzie Eucharystia. Patrząc na zmęczonych pierwszych misjonarzy Jezus mówi do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Św. Marek zaznacza, że „nawet na posiłek nie mieli czasu”. Posiłkiem dla ciała jest chleb. Dlatego Chrystus już za niedługo powie o sobie, że „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

    Tymczasem może dziwić, że tak wielki tłum chodził za Jezusem, aby Go słuchać – a On wraz z uczniami oddala się „na miejsce pustynne osobno”. Jednak ludzie pragnący słuchać Jezusowych słów nie zniechęcają się. Szukają Chrystusa – tyle że na swój sposób, posługując się jedynie swoją intuicją, swoim tylko rozumowaniem, które w tym wypadku okazało się skuteczne, bo uprzedzili Chrystusa i oczekiwali już na Niego w miejscu, do którego On dopiero co przypłynął. Co znaczy więc „oddalenie się Jezusa”?

    Rozumiem dlaczego oddalił się od mieszkańców swojego miasta Nazaret, ponieważ chcieli Go strącić w przepaść. Albo innym razem doszło do takiej sytuacji wokół świątyni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie chcieli Jezusa ukamienować – a On zniknął im sprzed oczu. Ale tu? Przecież mieli dobrą wolę. Chcieli Go słuchać. A mimo to Jezus oddalił się. Dlaczego? Takie pytanie stawiam przede wszystkim samemu sobie: w jaki sposób ja szukam Boga w moim życiu? I czy zdaję sobie sprawę, że na nic byłoby moje szukanie, gdyby równocześnie sam Jezus mnie nie odnajdywał?

    Jacek Salij pisze, że „jeśli szukam osoby, jeśli szukam jej naprawdę, znajdę ją tylko wówczas, kiedy dam jej szansę, żeby również ona mogła mnie szukać. Jednostronne narzucanie się osobie, którą kocham, zdradza jakiś egocentryzm, jakiś niedostatek mojej miłości. Choćby to był mój własny współmałżonek, choćby to było moje rodzone dziecko – moja miłość powinna zostawić przestrzeń, aby ta bardzo bliska mi osoba mogła się ubiegać również o mnie. Bo jeśli ja kocham naprawdę, to pragnę serdecznie, aby ten, kogo kocham, nie był egocentrykiem, aby ukształtowała się w nim bezinteresowność wobec innych. Fałszywa to miłość, jeśli osobę, którą kocham, czynię jednostronnym odbiorcą moich usług i poświęceń. Czasem w ten fałszywy sposób kochamy nasze własne dzieci i jeszcze rozczulamy się nad sobą, że z miłości do dziecka nie oszczędzamy samych siebie. Tymczasem trzeba by raczej zauważyć, że fałszywą miłością wychowuję moje dziecko na egoistę i człowieka nieszczęśliwego. Bo człowiek, który nie nauczy się prawdziwie kochać, nie może być człowiekiem szczęśliwym.”

    Ten tekst bardzo dobrze przybliża zrozumienie sensu: dlaczego Pan ukrywa swoje oblicze przed człowiekiem? Dlaczego pozwala się szukać? Bóg daje człowiekowi wciąż szansę właściwego odnalezienia. Szukanie w sposób jednostronny nie jest właściwe.

    W dzisiejszej Ewangelii Jezus jawi się jako dobry pasterz, który poprzez swoje oddalenie w gruncie rzeczy szuka pogubionych. Bo może być tak, że ja jestem blisko Pana Jezusa, że ja z wielkim zainteresowaniem słucham Jego nauki i nic z tego nie wynika. A to znaczy, że jestem nadal zabłąkaną owcą. Wtedy dopiero naprawdę odnajdę Boga w moim życiu kiedy zrozumiem, że Jezus Chrystus jest moim Pasterzem. Tak właśnie tłumaczy o. Salij: „Nie wystarczy słuchać Jego nauki, trzeba się nią żywić. Trzeba żywić się Jego wolą, Jego mocą zbawiającą człowieka, Jego Ciałem. Właśnie po to, żeby nas odnaleźć i wyprowadzić na te wspaniałe pastwiska, Jezus niekiedy pozornie się od nas oddala. Chce nas sprowokować, abyśmy szukali Go więcej niż dotychczas.”

    Jest taki wiersz Cyrila Egana, w którym pewien człowiek wciąż czegoś szukał. Pewnego dnia ktoś zapytał go czego on właściwie szuka. Odpowiedział, że szuka Boga. I dodał:

    „Nie mów mi, że znajdę Go w swoim sercu,
    (chociaż w jakimś sensie to prawda;)
    I nie mów mi, że znajdę Go w drugim człowieku,
    (chociaż w jakiejś mierze i to jest prawdą;)
    To, czego szukam – to Bóg
    Bóg, który wkracza we wszystkie wymiary człowieczeństwa.”

    Panie, ja wiem, że w sercu moim wciąż ma swoje miejsce niepokój. Drzemią w nim jak w ciemnych zaułkach przeróżne pożądania, pretensje i urazy powiększane przez własny egoizm.

    Dlatego tym bardziej proszę i wołam z mojego oddalenia – ulecz Dobry Pasterzu moje zranienia.

    ks. Marian Łękawa SAC