Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz  do Liturgii Słowa na BOŻE NARODZENIE 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na BOŻE NARODZENIE 2018

    Bóg się rodzi, moc truchleje.
    Pan niebiosów obnażony!
    Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
    Ma granice Nieskończony!
    Wzgardzony okryty chwałą,
    Śmiertelny Król nad wiekami!

    A Słowo stało się Ciałem
    I zamieszkało między nami.

    Co roku ta kolęda Franciszka Karpińskiego wypełnia nasze kościoły i domy wyśpiewując cały paradoks Tajemnicy Wcielenia. Owe przeciwieństwa wytyczają granice przestrzeni, w której rodzi się Mesjasz świata. A rodzi się, jak powiedział Ojciec św., „dla ludzkości poszukującej wolności i pokoju. Rodzi się dla każdego człowieka udręczonego grzechem, potrzebującego zbawienia i spragnionego nadziei.

    Maryja „powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie”.

    Oto ikona Bożego Narodzenia: bezbronne niemowlę, które kobiece dłonie zawijają w ubogie pieluszki i składają w żłobie.

    Któż mógłby pomyśleć, że ta maleńka istota ludzka jest Synem Najwyższego? Tylko Ona, Matka, zna prawdę i strzeże tajemnicy.

    Tej nocy my także możemy wniknąć w Jej spojrzenie, by rozpoznać w tym Dziecięciu ludzkie oblicze Boga. Również my – ludzie trzeciego tysiąclecia – możemy spotkać Chrystusa i kontemplować Go oczyma Maryi.”

    Tajemnicę Bożych Narodzin można porównać do ziarna wrzuconego w ziemię. Jest ono niewidoczne, ziemią przykryte. Aż po pewnym czasie to maleńkie ziarenko potrafi tę ziemię rozsadzić i wyróść, aby wydać owoc. Potrzebne jest tu cierpliwe czekanie, choć nieraz wydaje się ono bardzo długie.

    Czy niepodobnie jest z Maleńkim Dzieckiem bezradnie spoczywającym na kolanach Matki, którą odepchnięto z powodu ubóstwa na margines życia, poza miasto? Ale Ono będzie rosło, będzie przeżywało ludzki los, tak jak każdy, aż pewnego dnia wypowie Słowo, w którym jest pełnia życia – aż pewnego dnia zabłyśnie cudem Zmartwychwstania.

    W sercu każdego z nas posiane jest ziarno Bożego życia. Nie wiadomo tylko ile drogi jeszcze pozostało, bo noszenie Bożych ziaren u każdego jest inne. Tu, po tej stronie to Boże życie jest osłonięte, tak jak ziarno przykryte ziemią. Przechodzą przez nią różni ludzie nieświadomi, że w człowieczym sercu kiełkuje Boże życie. A kiedy bywają trudne odcinki ludzkich dróg – to tak jakby olbrzymia skiba przygniata resztki nadziei. Wtedy ciepło słonecznych promieni, które daje Pan poprzez dobroć ludzkich rąk nie tylko ocala, ale i roznieca przygaszający płomień prawdziwego życia. Przygnieciony człowiek sam nie potrafiłby ożywić w sobie nadziei.

    Tu przypomina mi się historia o węgierskim benedyktynie, który blisko dwadzieścia lat spędził w sowieckich łagrach. Kiedy opowiadał na spotkaniu z młodzieżą o panujących tam nieludzkich warunkach, o zmaganiu się z głodem, zimnem, wyczerpującą pracą, w pewnym momencie ktoś postawił mu takie pytanie:

    – Jak to się stało, że zachował ojciec takie wnikliwe spojrzenie na życie, wysoki poziom duchowy, a nawet tyle radości i pogody ducha? Przecież tamta sytuacja wręcz popychała do tego, by stać się człowiekiem żalu, goryczy, by znienawidzić swoich oprawców. Przecież tam, w obozie łatwo było znaleźć usprawiedliwienie dla swojej złości, agresji, nawet nienawiści.

    – To rzeczywiście nie było łatwe – odpowiedział zakonnik – ale mnie i moich towarzyszy niedoli ocaliła jedna rzecz. Przez te wszystkie lata, każdego wieczoru zbieraliśmy się w kącie baraku i każdy z nas mówił o tym, co go w tym dniu dobrego spotkało. Ktoś opowiadał o swoim zachwycie nad wschodzącym słońcem, inny, że kromka czarnego chleba tak bardzo smakowała, ktoś jeszcze cieszył się, że zagoiło się jakieś skaleczenie. Opowiadaliśmy sobie nawet o tym, że przyśnili się rodzice, rodzinny dom. Uratowało nas właśnie to, że przez dwadzieścia lat, będąc w tym piekle, nie daliśmy sobie wyrwać z serc umiejętności dziękowania, poczucia wdzięczności. To było nasze zwycięstwo nad nieludzkim systemem, to sprawiło, że nie uważam mojego życia za zmarnowane, że cały czas byłem i jestem szczęśliwy.

    Czy to nie były właśnie te Boże ziarna w ich sercach ukryte? Razem zebrane wyrosły mocne, niczym łan zboża, któremu ani burze i wichry, ani deszcze i śniegi zaszkodzić już nie mogły.

    Odkąd narodził się na naszej ludzkiej ziemi Boży Syn – nikt nie przechodzi przez nią sam. Boże Wcielenie wciąż się dokonuje w ludzkich sercach. Taka jest ostateczna celowość tego wszystkiego, co tam w Betlejem się dokonało.

    Jeżeli w tę dzisiejszą noc słyszę przesłanie anioła: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję Wam wielką radość, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” – to znaczy, że wciąż Bóg się rodzi w kruchej dziecięcej postaci. Bo Eucharystia jest jeszcze ciągle znakiem przychodzącego Boga w pokornej postaci. I ja, biedny, grzeszny człowiek, nie tylko drżącą ręką dotknę tego cudu dobroci i miłości, ale co więcej – zostanę zaproszony do stołu Pańskiego.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • NARODZENIE PAŃSKIE 2018

    NARODZENIE PAŃSKIE 2018

    MSZA ŚW. W NOCY 

    Zgromadziliśmy się [w tym kościele] – podobnie jak tylu naszych braci i sióstr w wierze gromadzi się dziś o północnej godzinie na całym świecie – dlatego, że rodzi się Dziecię. Przychodzi na świat z łona swej Matki, podobnie jak tyle ludzkich dzieci od początku i stale… rodzi się. Matka, owinęła Je w pieluszki, położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Syn jest nam dany: „Tak Bóg – Ojciec Przedwieczny – umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał” (J3,16). W Nim otrzymaliśmy wszystko. Więcej Ojciec Przedwieczny nie mógł nam dać. (25 grudnia 1981)

    PIERWSZE CZYTANIE                  Iz 9 1-3.5-6

    „Na Jego barkach spoczęła władza”. Jaka to władza spoczęła na barkach tego Niemowlęcia, które w godzinie swego przyjścia na świat nie miało nawet zwyczajnego, ludzkiego dachu nad głową? W noc betlejemską pytamy o tę „władzę”, którą przynosi z sobą na świat Nowonarodzony. [Jest to] władza jedyna. Władza, którą On tylko posiada. Tylko On bowiem ma moc przeniknąć duszę każdego człowieka pokojem Bożego Upodobania. Tylko On ma moc sprawić, aby ludzie stali się synami Bożymi. Tylko On mocen jest wynieść dzieje człowieka do wysokości Bożej chwały. Tylko On. (25 grudnia 1982)

    DRUGIE CZYTANIE                      Tt 2, 11-14

    Co to jest łaska? – Jest to miłość obdarowująca. W pustce i samotności tej betlejemskiej nocy ta obdarowująca miłość Ojca przyszła na świat w Synu narodzonym z Dziewicy. Syn został nam dany. Już tym pierwszym momentem swego Przyjścia „poucza nas – jak pisze Apostoł – abyśmy, wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały”. (25 grudnia 1981)

    EWANGELIA                          Łk 2, 1-14

    Liturgia nocy Bożego Narodzenia jest bogata w szczególny realizm: realizm tej chwili, którą odnawiamy, a także realizm serc, które na nowo przeżywają tę chwilę. Wszyscy bowiem jesteśmy głęboko poruszeni i wzruszeni, chociaż to, co obchodzimy, wydarzyło się około dwóch tysięcy lat temu. Aby mieć całkowity obraz rzeczywistości tego wydarzenia, aby wniknąć jeszcze bardziej w realizm tej chwili i w serca ludzkie, przypomnijmy sobie, że wydarzyło się to tak jak się wydarzyło: w opuszczeniu, w skrajnym ubóstwie, w stajni-grocie, za miastem, ponieważ ludzie w mieście nie chcieli przyjąć Matki i Józefa do żadnego ze swoich domów. Nigdzie nie było miejsca. Od samego początku świat okazał się niegościnny wobec Boga, który miał się narodzić jako człowiek. (24 grudnia 1978)

    ŚWIĘTO CZŁOWIEKA

    Boże Narodzenie jest świętem człowieka. Rodzi się człowiek. Jeden z miliardów ludzi, którzy się urodzili, rodzą i będą się rodziIi na ziemi. Człowiek, element składowy wielkiej statystyki. Nie przypadkiem Jezus przyszedł na świat w okresie spisu ludności, kiedy cesarz rzymski chciał wiedzieć, ilu poddanych liczy jego kraj. Człowiek, przedmiot rachunku, rozważany w kategorii ilości; jeden wśród miliardów. I równocześnie jeden, jedyny, niepowtarzalny. Jeżeli tak uroczyście obchodzimy narodzenie Jezusa, czynimy to dlatego, aby dać świadectwo, że każdy człowiek jest kimś jedynym i niepowtarzalnym. (25 grudnia 1978)

    MSZA ŚW. O ŚWICIE 

    Narodziny syna Bożego są największym obdarowaniem, największą łaską udzieloną człowiekowi, jaką można sobie wyobrazić. Przypominając sobie w ten święty dzień narodzenie Chrystusa, przeżywamy tajemnicę Bożego usynowienia człowieka za sprawą Chrystusa, który przychodzi na świat. Dlatego ta noc i ten dzień Bożego Narodzenia w odczuciu ludzi szukających prawdy są święte. My, chrześcijanie, uznajemy je za szczególnie święte, ponieważ dostrzegamy w nich nieomylny ślad działania Tego, który jest Święty, pełen miłosierdzia i dobroci. (25 grudnia 1999)

    PIERWSZE CZYTANIE            Iz 62,11-12

    Miłość przyrzeczona Córze Syjonu jest miłością  nową i wierną, jest wspaniałą nadzieją, która spycha w niepamięć porzucenie niewiernej oblubienicy: „Mówcie do Córy Syjońskiej: Oto twój Zbawca przychodzi. Oto Jego nagroda z Nim idzie i zapłata Jego przed Nim. Nazywać ich będą «Ludem Świętym», «Odkupionymi przez Pana». A tobie dadzą miano: «Poszukiwane», «Miasto nie opuszczone»”. (24 kwietnia 1996)

    DRUGIE CZYTANIE            Tt 3, 4-7

    Objawiła się Dobroć i Miłość. Objawiła się Łaska. Co to jest laska? Łaska – to właśnie objawienie się Boga. Otwarcie się Boga. Bóg, trwając w niezgłębionej pełni swej Boskiej Istoty: Istoty Trójjedynej, otwiera się dla człowieka, staje się Darem dla tego człowieka dla którego jest Stwórcą i Panem. Łaska to Bóg jako „Ojciec nasz”. To Syn Boży jako Syn Dziewicy. Łaska to Duch Święty, działający w sercu człowieka w nieskończonym bogactwie swych darów. Łaska – to Emmanuel: Bóg z nami. Bóg pośród nas. Łaska – to Bóg dla nas poprzez noc betlejemską, poprzez krzyż na Kalwarii, poprzez Zmartwychwstanie, poprzez Eucharystię, poprzez Pięćdziesiątnicę, poprzez Kościół – Ciało Chrystusa. (25 grudnia 1985)

    EWANGELIA                        Łk 2,15-20

    W uroczystość Bożego Narodzenia czytamy o pasterzach z Betlejem, którzy jako pierwsi zostali wezwani do żłóbka, aby zobaczyć Nowonarodzonego: „Udali się z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie”. Zatrzymajmy się nad tym „znaleźli”. To słowo wskazuje na poszukiwanie. Ich przybycie do groty Narodzenia było wynikiem poszukiwania. Ale jednocześnie byli prowadzeni; byli prowadzeni – jak czytamy – przez głos i światło. I jeżeli cofniemy się jeszcze bardziej w przeszłość, zobaczymy, że prowadziła ich tradycja ich narodu, jego oczekiwanie. (27 grudnia 1978)

    DLACZEGO NARODZIŁ SIĘ CHRYSTUS?

    [Chrystus] przyszedł na świat, aby ludzie mogli Go znaleźć; ci, którzy Go szukają. Tak jak znaleźli Go pasterze w grocie betlejemskiej. Powiem jeszcze więcej. Jezus przyszedł na świat, aby ukazać całą godność i szlachetność szukania Boga, które jest najgłębszą potrzebą duszy ludzkiej, oraz by wyjść naprzeciw temu poszukiwaniu. (27 grudnia 1978)

    MSZA ŚW. W DZIEŃ 

    Tajemnica Wcielenia stanowi w zbawczym zamierzeniu Trójcy Przenajświętszej wypełnienie ponad obfite obietnicy danej ludziom przez Boga po grzechu pierworodnym: po owym pierwszym grzechu, którego skutki obciążają całe dzieje człowieka na ziemi (por. Rdz 3, 15). Oto przychodzi na świat Syn, „potomek niewiasty”, który „zmiażdży głowę węża”. Jak wynika ze słów protoewangelii, zwycięstwo Syna niewiasty nie dokona się bez ciężkiej walki, która ma wypełnić całe ludzkie dzieje. (Redemptoris Mater, 11)

    PIERWSZE CZYTANIE                    Iz 52, 7-10

    „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny”! O jakże pełne wdzięku jest Boże Narodzenie! Tak. Jest pełne ludzkiego ubóstwa, nosi na sobie znamię odepchnięcia od drzwi, gdy Józef i Maryja szukali miejsca w gospodzie. Nosi na sobie znamię ludzkiej obojętności – może pierwszy sygnał zatwardziałości serc, z którą się będzie spotykał Zwiastun dobrej nowiny, nie tylko za dni swego życia, ale przez pokolenia. I właśnie – poprzez to wszystko – Boże Narodzenie jest pełne wdzięku! (25 grudnia 1988)

    DRUGIE CZYTANIE                     Hbr 1,1-6

    Według Objawienia Syn Boży stał się człowiekiem „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia”. Historia zbawienia zakłada de facto istnienie grzechu w dziejach ludzkości stworzonej przez Boga. Zbawienie, o jakim mowa w Bożym Objawieniu, jest przede wszystkim wyzwoleniem od tego zła, jakim jest grzech. Jest to prawda centralna w soteriologii chrześcijańskiej: propter nos homines et propter nostram salutem descendit de caelis. (27 sierpnia 1986)

    EWANGELIA                   J 1,1-18

    Zawarta w Prologu Janowym prawda o Słowie jest poniekąd potwierdzeniem objawienia Mądrości w Starym Testamencie, a równocześnie treść tamtego objawienia definitywnie przerasta: Słowo nie tylko jest „u Boga”, ale Jest Bogiem”. Jeśli Słowo to przyszło na świat w osobie Jezusa Chrystusa, to „przyszło do swojej własności”, albowiem „świat stał się przez Nie”. Przyszło do „swoich”, Ono bowiem jest „światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”. Samoobjawienie się Boga w Jezusie Chrystusie oznacza „przyjście” Słowa, które jest Synem przedwiecznym. (2 września 1987)

    CZŁOWIEK W TAJEMNICY ODKUPIENIA

    Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. To jest ów – jeśli tak wolno się wyrazić – ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo. (Redemptor hominis. 10)

     

     

  • SŁOWO ŚW. JANA PAWŁA II NA IV NIEDZIELĘ ADWENTU – 23 grudnia 2018

    SŁOWO ŚW. JANA PAWŁA II NA IV NIEDZIELĘ ADWENTU – 23 grudnia 2018

    CZWARTA NIEDZIELA ADWENTU

    Dzień dzisiejszy, IV Niedziela Adwentu, zachęca nas do wejścia w klimat głębokiego skupienia i modlitwy, abyśmy mogli dobrze się przygotować na bliskie już przyjście Pana.

    Ze wzruszeniem i radością oczekujemy narodzin Odkupiciela. Na ulicach i w domach wszystko mówi o Bożym Narodzeniu. Światła, ozdoby i prezenty tworzą niepowtarzalną gwiazdkową atmosferę. Te zewnętrzne przygotowania, choć nieodzowne, nie powinny jednak odwracać naszej uwagi od istotnego i nadzwyczajnego wydarzenia, którego pamiątkę obchodzimy, to znaczy od narodzin Jezusa – bezcennego daru, jaki Ojciec ofiarował ludzkości. (24 grudnia 2000)

    PIERWSZE CZYTANIE            Mi 5, 1-4a

    Słynne proroctwo Micheasza wskazuje na narodziny Emmanuela. Mówi prorok: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić”. Te słowa wyrażają oczekiwanie na narodziny pełne mesjańskiej nadziei, które raz jeszcze uwypuklają rolę matki: to przedziwne wydarzenie, niosące radość i zbawienie, jednoznacznie na nią wskazuje i ją wywyższa. Dziewicze macierzyństwo Maryi zostało przygotowane w szerszym sensie przez łaskę jaką Bóg okazał pokornym i ubogim. (31 stycznia 1996)

    DRUGIE CZYTANIE         Hbr 10, 5-10

    W liście do Hebrajczyków czytamy, że Chrystus „chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Przychodząc na świat, powiedział do Ojca: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją”. Właśnie to posłuszeństwo realizuje się ostatecznie w ofierze Krzyża: Jeśli grzech zrodził cierpienie, to teraz ból Boga – owo cierpienie zyskuje poprzez Ducha Świętego swój ostateczny ludzki wyraz w Chrystusie ukrzyżowanym. I równocześnie z głębi tego cierpienia Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym. (1 sierpnia 1990)

    EWANGELIA       Łk. 1,39-45

    Na duchowej drodze niech nas prowadzi Maryja, która za sprawą Ducha Świętego była doskonale uległa stwórczej i odkupieńczej woli Boga. Jej krewna Elżbieta, przyjmując Ją w swoim domu, również zostaje napełniona Duchem Świętym i zwraca się do „Matki Pana” słowami: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Niech Duch Święty sprawi, by każdy chrześcijanin mógł szczerze i z przekonaniem powiedzieć „tak” Chrystusowi, który przychodzi w tajemnicy Bożego Narodzenia, aby wyzwolić nas swoją mocą i skierować nasze kroki na drogi pokoju. (21 grudnia 1997)

    LITURGICZNE PRELEUDIUM

    Spotykamy się dziś w liturgicznym i duchowym klimacie Adwentu, pogłębionym jeszcze przez bliskie już święta. Nowenna przed Bożym Narodzeniem, którą odprawiamy w tych dniach, jest jakby liturgicznym preludium, które pomaga nam przygotować się do uroczystych obchodów wielkiego „wydarzenia” sprzed dwudziestu stuleci: wzywa nas, byśmy rozważali głębokie prawdy tajemnicy wcielenia i uczynili je częścią własnego życia. (22 grudnia 1999)

     

     

  • komentarz do Liturgii Bożego Słowa na IV Niedzielę Adwentu – 23 grudnia 2018

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa na IV Niedzielę Adwentu – 23 grudnia 2018

    Dziś jest już ostatnia niedziela Adwentu. Maryja z Tajemnicą Zwiastowania idzie poprzez górzystą krainę „z pośpiechem”- jak zaznacza Ewangelia, do swojej krewnej Elżbiety. W ten sposób dokonuje się kolejna Tajemnica – mówimy Nawiedzenie. Mimo, że Maryja nie powiedziała Elżbiecie, iż jest brzemienną – zostają wypowiedziane takie oto słowa: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” W tym spotkaniu dokonuje się nieprawdopodobne i przedziwne połączenie Starego Przymierza z Nowym.

    Hans Urs von Balthasar komentuje to w taki sposób: „Chrystus przeznaczył całe Stare Przymierze na swego poprzednika, dlatego też pełna jego wykładnia jest możliwa tylko w odniesieniu do Chrystusa. Drogowskaz ma tylko wtedy sens, gdy miejscowość, którą wskazuje, rzeczywiście istnieje. Zgadza się to z faktem, że ludzie Starego Przymierza mieli bardzo niejasne wyobrażenia na temat istoty zbawienia, które oczekuje ich w przyszłości. Inaczej Elżbieta: wraz z dzieckiem w swym łonie, napełniona Duchem Świętym, wie bardzo dobrze o celu zbawienia. To dlatego wita stojącą przed nią niewiastę jako Tę, która posiadała wiarę doskonałą, tak iż Bóg mógł wreszcie spełnić daną dawno temu obietnicę.”

    Każdy człowiek nosi w sobie dziedzictwo Adama i Ewy. Chciałby przede wszystkim panować nad sytuacją. Poznać, wiedzieć i rozumieć jak sprawy się mają. Realizować swoje plany. Iść swoją drogą. A kiedy tak się nie dzieje – wtedy zaczyna wątpić. Tylko Maryja, jedna jedyna, zgodziła się pozostawić to wszystko Bogu. Mimo, że swoje życie wyobrażała sobie całkiem inaczej, to jednak w Zwiastowaniu wypowiedziała swoje „fiat” – „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Zaufała Bogu i to zaufała całkowite. Od razu też poznała jak wiele ta zgoda na Boże plany kosztuje. Bo oto zrezygnowała z macierzyństwa, a teraz musi przyjąć na siebie macierzyństwo tak nadzwyczajne, że całe Jej życie idzie nie tak jakby człowiek chciał. Rozpoczyna się od Józefa, któremu nie wiadomo jak wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Przeżywa upokorzenie, przeżywa smutek, samotność. Ale Ona ze swoim bezgranicznym zaufaniem w tych wymaganiach rozpoznaje Boga. A jest to dopiero początek drogi. Kiedy przyjdzie czas rozwiązania Józef będzie szukał i nie znajdzie dla Niej miejsca w Betlejem. Boży Syn urodzi się w stajni, w miejscu przeznaczonym dla zwierząt. Potem król Herod w swojej wściekłości dokona rzezi Niewiniątek. Tyle niemowląt zabitych. Tyle rodzin w żałobie. I trzeba będzie dalej wierzyć Bogu i śpiewać „Wielbi dusza moja Pana”. Ufała w każdej sytuacji, że właśnie w ten sposób realizuje się Boży plan zbawienia, choć po ludzku taki niezrozumiały i trudny do przyjęcia. Ale Maryja będzie się godzić na to co Bóg da, dlatego pod osłoną nocy opuści swój rodzinny kraj razem z Jezusem i Józefem pójdzie w obce strony przez zieloną granicę. Po powrocie do Nazaretu przez trzydzieści lat nic szczególnego się nie wydarzy poza trudną odpowiedzią 12-letniego Syna: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Później Chrystus będzie nauczał o Królestwie Bożym. I znowu Maryja będzie musiała słuchać bardzo trudnych słów swojego Syna: „Co Mnie i Tobie niewiasto?” Innym zaś razem usłyszy: „Któż jest moją matką? Ten kto słucha Słowa Bożego i wypełnia je”.

    W taki trudny i niezrozumiały sposób Pan Bóg prowadzi Ją aż na Golgotę. I tam na Kalwarii Maryja, jak pisze ks. Ludwik Evely – „nie tylko powie: Oto ja służebnica Pańska – to jeszcze było łatwe – ale: Oto Sługa Pański – niech Mu się stanie, niech nam się stanie… Tam to Maryja stała się w pełni matką, tam dała wszystko, tam dostosowała się do wszystkich myśli, wszystkich pragnień, całego posłannictwa Tego Człowieka, który był zarazem Jej Synem i Jej Bogiem. Tam zrodziła Go po raz drugi: w Jego Odkupieniu, w Jego Dziele. A to dlatego, że wyraziła doskonałą zgodę.”

    Jej wiara była prawdziwie doskonałą, a nauczyła się jej przez posłuszeństwo zgadzając się na wszystkie wymagania, które Bóg stawiał na Jej drodze. Nie rozumiejąc ich całkowicie godziła się z wolą Boga. A przecież jakże trudno było w nich zobaczyć, że to są te wielkie rzeczy, które Pan uczynił w niskości, rozczarowaniu, zdruzgotaniu, cierpieniu, w rozdarciu duszy Swej służebnicy. Dlatego tak bardzo upodobniła się do Swojego Syna, który w dzisiejszym II Czytaniu mówi: „Oto idę. W zwoju księgi napisano o Mnie, abym pełnił wolę Twoją, Boże.”

    W tym kończącym się Adwencie żarliwiej pragnę przesuwać paciorki różańca, abym mógł bardziej świadomie przeżywać prawdę słów: Bądź wola Twoja a nie moja. Maryja jest tutaj najlepszą przewodniczką. Ojciec św. Jan Paweł II w Liście Apostolskim o Różańcu tak pisze: „Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o nauczenie się Jego samego. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie, wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.”

    ks. Marian Łękawa SAC

  • III NIEDZIELA ADWENTU – 16 grudnia 2018

    III NIEDZIELA ADWENTU – 16 grudnia 2018

    «Radujcie się. Pan jest blisko!». Dzień dzisiejszy, III Niedziela Adwentu, jest przepełniony radością: radością ludzi oczekujących Tego, który «jest blisko», «Boga-z-nami», zapowiadanego przez proroków. Zaznajemy dziś przedsmaku «wielkiej radości» Bożego Narodzenia; radości, która stanie się udziałem «całego 
narodu», ponieważ Zbawiciel przyszedł i przyjdzie ponownie, aby nas nawiedzić z wysoka niczym wschodzące słońce. Jest to radość chrześcijan pielgrzymujących przez świat, oczekujących z nadzieją chwalebnego powrotu Tego, który ogołocił się ze swej Boskiej chwały, aby przyjść nam z pomocą. (17 grudnia 2000)

    PIERWSZE CZYTANIE          So 3, 14 -18a

    Mamy tu wezwanie do radości: „Ciesz się i wesel z całego serca”. Mówi się o obecności Pana: „król Izraela, Pan, jest pośród ciebie”. Znajdujemy również wezwanie, by pokonać strach: ,Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce!”. Mamy również obietnicę zbawczego działania Boga: „Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi”. Podobieństwa są tak liczne i wyraźne, że pozwalają rozpoznać w Maryi nową „Córę Syjonu”, która ma prawdziwy powód do radości, ponieważ Bóg postanowił zrealizować swój zbawczy plan. (1 maja 1996)

    DRUGIE CZYTANIE          Flp 4,4-7

    „Pan jest blisko tych, którzy Go szukają”, mówi dzisiejsza liturgia. “Blisko” i „daleko” to kategorie odległości wymiernej w przestrzeni albo wymiernej w godzinach, latach, stuleciach, tysiącleciach. Jednakże w czasie Adwentu mamy zastanowić się zwłaszcza nad dogłębną naturą duchową tej odległości, to znaczy nad jej odniesieniem do Boga. Czymże jest i jak można odczytać bliskość lub dalekość Boga? Czyż właśnie owo „niespokojne serce” człowieka nie jest najdogodniejszym i najwłaściwszym czujnikiem dalekości i bliskości Boga? (15 grudnia 1998)

    EWANGELIA            Łk 3,10-18

    Jan mówił otwarcie, że jego chrzest ma funkcję przygotowawczą, symboliczną w stosunku do chrztu Mesjasza, który będzie to czynił „Duchem Świętym i ogniem”. Mówił też, że Mesjasz ogniem Ducha oczyści do końca ludzi poddających się Jego woli, których jak „pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”, wrzuci do „piekła ognistego”, gdzie zginie wszystko, co nie podda się oczyszczeniu. (6 września 1989)

    DUCH BOŻEGO NARODZENIA

    Dzisiejsze spotkanie pomaga nam wzbudzić w sobie właściwego ducha Bożego Narodzenia, bardzo odmiennego od tego, jaki nadaje mu świat, czyniąc ze świąt wydarzenie komercyjne. Pozwólcie, aby na drodze przygotowania do tej uroczystości prowadziła was Maryja, Matka Wcielonego Słowa. Oczekuje Ona w milczeniu spełnienia się obietnic Bożych i uczy nas, że aby nieść światu pokój i radość, należy najpierw przyjąć w swoim sercu Jezusa Chrystusa – Księcia Pokoju i źródło radości. Aby tak się stało, trzeba się nawrócić ku Jego miłości, być gotowym pełnić Jego wolę. (17 grudnia 2000)

  • komentarz do Liturgii Słowa na III Niedzielę Adwentu – 16 grudnia 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na III Niedzielę Adwentu – 16 grudnia 2018

    Dzisiejsza Liturgia kładzie akcent na słowo ‘radość’, bo jest już połowa adwentowej drogi. A to znaczy, że „Pan jest już blisko”. Czy ta radość wypełnia również moje serce? Obawiam się, że nie idę równo z Liturgią Kościoła. Bliskość Boga wywołuje we mnie raczej skrępowanie.

    Oczywiście, że pragnę iść za Jezusem, ale równocześnie chciałbym zachować odpowiedni dystans. I wiem dlaczego: bo wciąż za dużo jest we mnie ciemnych miejsc. Wiem również, że te ciemne miejsca często mają moje przyzwolenie? Jeżeli miałbym jakieś usprawiedliwienie, to pewnie tylko takie, że nie do końca jestem świadom wszystkich krzyżujących się w moim sercu pragnień, tęsknot i dążeń. Stąd ten lęk przed przenikliwym Bożym spojrzeniem. A przecież, jak pyta w swoim rozważaniu ks. biskup Jan Pietraszko: „Czy tak być musi?

    Tak bywa w życiu, ale Pan Bóg mówi, że tak być nie musi i nie powinno – że może być odwrotnie. Powinno być odwrotnie. Bóg mówi: Jestem blisko – radujcie się, moje obecne przyjście adwentowe nie jest przyjściem w mocy i potędze sędziowskiego majestatu. Nie jest to czas okazywania władzy i pozywania przed sąd. Przychodząc do was pragnę wam powiedzieć, że oczy wasze mogłyby widzieć światło prawdziwe, a nie widzą; że uszy wasze mogłyby słuchać słów prawdy i mądrości, a nie słyszą; że usta wasze mogłyby mówić słowa prawdziwe, dobre i piękne, a nie mówią; że ciała wasze są pokryte trądem, nogi wasze są kulawe i ręce uschłe, a mogłyby być zdrowe…

    Przychodząc do was przynoszę wam nie sąd, lecz nadzieję.”

    I właśnie ta nadzieja jest źródłem radości. Z niej bierze się chęć, siła i zapał, aby uczynić wielki wysiłek, który przygotowuje we mnie miejsce dla Pana.

    Jest takie opowiadanie jak pewien człowiek dowiedział się, że Bóg zapragnął przyjść do niego.

    – Do mnie? – upewniał się pytając kilkakrotnie – do mojego domu?

    Biegał po wszystkich pokojach. Nawet wszedł na strych, potem do piwnicy. Spojrzał teraz na swój dom innymi oczyma. I doszedł do wniosku, że w takim bałaganie nie może przyjąć zapowiedzianego Gościa. Wszędzie pełno różnych rupieci, niepotrzebnych rzeczy. Niby tyle przestrzeni, a właściwie nie ma miejsca, żeby w ogóle myśleć o przyjmowaniu kogokolwiek.

    Otworzył okna. Otworzył drzwi i wołał, ażeby ktoś zechciał mu pomóc uporządkować jego zaniedbany dom.

    Wymiatając zawzięcie różne śmieci po chwili zauważył, że jednak ktoś przyszedł mu pomóc. Razem powynosili przed dom wszystkie niepotrzebne rzeczy, aby je spalić. Kosztowało ich to wiele pracy, aby wyczyścić ściany, wyszorować podłogi, umyć okna. Ale końca roboty – tak się wydawało – nie było widać. W pewnym momencie właściciel był już tak zmęczony i zrezygnowany, że powiedział:

    -To się nam nie uda!

    – Na pewno się uda! – odpowiedział drugi.

    Pracowali dalej, aż nadszedł wieczór. Dopiero wtedy poszli do kuchni i nakryli stół.

    – Teraz mój Gość może już do mnie przyjść – powiedział zadowolony gospodarz domu – ale gdzie On jest? Już powinien być.

    – Ależ ja już tutaj jestem! – odpowiedział pomagający mu człowiek i usiadł przy stole – chodź, zjedzmy teraz coś razem.

    Tę podstawową prawdę Bożej obecności w człowieczym sercu ujął w bardzo krótkiej rozmowie ks. Jan Twardowski przy Stacji siódmej Drogi Krzyżowej:

    – „Gdzie byłeś? – pytał Jezusa ktoś, kto upadł.

    – Byłem przy tobie – odpowiedział Jezus.

    – Nie widziałem i nie widzę!

    – Zacznij się modlić, wtedy Mnie zobaczysz.”

    Pewna żydowska legenda opowiada o rabbim, który spotkał proroka Eliasza. Rabbi pomyślał sobie: ten człowiek może mi rzeczywiście powiedzieć, kiedy w końcu przyjdzie obiecany Mesjasz. Pomyślał i zapytał:

    – O to musisz Go już sam zapytać – odparł prorok.

    – A gdzie Go szukać? – chciał wiedzieć rabin.

    – Siedzi przy bramie miejskiej w Rzymie, pomiędzy biednymi i chorymi. Opatruje ich rany – wyjaśnił Eliasz.

    Rabbi udał się w to miejsce i szybko je odnalazł. Wszystko było tak jak mówił prorok. Zapytał Mesjasza o termin Jego powrotu. Odpowiedź była krótka: DZISIAJ.

    Rabbi wrócił szybko do domu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Ale kiedy był już późny wieczór rozczarowany skarży się do Eliasza, że Mesjasz go okłamał: miał przyjść dzisiaj, a nie ma Go jeszcze do tej pory.

    – Dopóki nie zrozumiesz, co oznacza DZISIAJ, Mesjasz przyjść nie może – odpowiedział prorok.

    Bóg jest nieustannie obecny na człowieczych drogach. Czy rozpoznaję Go na mojej drodze?

    Mój Pan, mój Bóg – z ludzką twarzą mojego bliźniego, w adwentowym czasie, tu i teraz…

    Jeżeli wołanie Kościoła stanie się i moim wołaniem: „Niebiosa rosę spuście nam na ziemskie niwy”, wtedy moje serce, choćby było spieczone jak popękana ziemia, może się odmienić i będzie żywe, wrażliwe.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • II Niedziela Adwentu  9 grudnia 2018

    II Niedziela Adwentu 9 grudnia 2018

    DRUGA NIEDZIELA ADWENTU

    Wiemy, że ten Król, do którego w czasie Adwentu zwracamy się z całą naszą wiarą i nadzieją, przyjdzie na świat bezdomny, a za pierwsze miejsce schronienia będzie Mu stajnia dla zwierząt. I właśnie do tego przygotowujemy się w ciągu okresu adwentowego, ażeby przychodzącego w takim – po ludzku biorąc – uniżeniu, przyjąć Go z tym gorętszym oczekiwaniem i z tym większą miłością. Żeby w noc Bożego Narodzenia – w prawdziwą noc „Nowego Początku” – z Nim razem rozpocząć nowy etap naszego życia. Tak czeka Kościół na Tego, który ma przyjść. Nie jest to oczekiwanie bierne. Adwent jest czasem szczególnego współdziałania w duchu pokornej i radosnej nadziei z tym Słowem Życia, które Bóg odwiecznie wypowiada. I które wypowiada stale na nowo, dla każdego człowieka, dla każdego pokolenia, dla każdej epoki. Pragniemy wsłuchiwać się w to słowo na wzór Tej, która najpełniej przyjęła Je swoim sercem: na wzór Niepokalanej. I pragniemy wsłuchiwać się w Nie -w to Przedwieczne Słowo Prawdy i Miłości – na miarę naszych czasów, naszej epoki. (9 grudnia 1979)

    PIERWSZE CZYTANIE                  Ba 5,1-9

    Pierwsze czytanie i psalm responsoryjny roztaczają przed nami geograficzny obraz okolic Boskiego Adwentu. Widzimy przede wszystkim miasto Jeruzalem, do którego prorok Baruch mówi w ten sposób: „Podnieś się, Jeruzalem! Stań na miejscu wysokim, spojrzyj na wschód, zobacz twe dzieci, zgromadzone na słowo Świętego od wschodu słońca aż do zachodu, rozradowane, że Bóg o nich pamiętał”. Od wschodu do zachodu rozciągają się góry, pagórki i doliny. Kraj jest pełen nierówności. Prorok Baruch mówi o ich „zrównaniu”. Mówi też o „lasach i drzewach pachnących”, które „ocieniać będą Izraela”. (5 grudnia 1982)

    DRUGIE CZYTANIE               Flp 1
.4-6:8-11

    „Mam właśnie ufność – pisze św. Paweł do Filipin – że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa”. To „dobre dzieło” zostało zapoczątkowane w każdym z nas już w chwili poczęcia, w chwili urodzin, ponieważ przynieśliśmy z sobą na świat nasze człowieczeństwo i wszystkie „dary natury”, które do niego należą. Tym bardziej to „dobre dzieło” zostało zapoczątkowane w każdym z nas przez chrzest, kiedy staliśmy się dziećmi Bożymi i dziedzicami Jego Królestwa. Trzeba rozwijać to „dobre dzieło” z dnia na dzień, stale i z ufnością aż do końca, „do dnia Chrystusa Jezusa”. W ten sposób całe życie staje się współpracą z łaską i staje się dojrzewaniem do tej pełni, jakiej sam Bóg od nas oczekuje. Każdy z nas bowiem jest podobny do tych rolników, o których mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości. Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew, lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”. Starajmy się  rozumieć w ten sposób całe nasze życie. Ono jest w całości adwentem. I właśnie dlatego jest interesujące i warto je przeżyć w pełni; jest godne tego, że jest stworzone na obraz i podobieństwo Boże: w każdym powołaniu, w każdej sytuacji, w każdym doświadczeniu. (9 grudnia 1979)

    EWANGELIA             Łk 3:1-6

    W liturgii dzisiejszej niedzieli adwentowej, drugiej tego okresu, bardzo często powtarza się to samo słowo, wzywając, że tak powiem, do skupienia na nim naszej uwagi. Jest to słowo „przygotujcie”. To słowo bierze dzisiaj Kościół z ust Jana Chrzciciela. To właśnie on tak nauczał, w ten sposób głosił, kiedy słowo Boże zstąpiło na niego na pustyni. On je przyjął i „obchodził całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia” (Łk 3, 3). Słowo „przygotujcie” jest słowem nawrócenia – w języku greckim odpowiada mu wyrażenie metanoia – stąd widoczne jest, że to wyrażenie jest skierowane do człowieka wewnętrznego, do ducha ludzkiego. I w taki sposób należy rozumieć słowo „przygotujcie”. Język Poprzednika Chrystusowego jest metaforyczny. Mówi on o drogach, o ścieżkach, które trzeba „prostować”, o górach i o pagórkach, które powinny być „zrównane”, o wąwozach, które trzeba „wypełnić”, czyli podnieść do poziomu odpowiednio wyższego; mówi wreszcie o miejscach bezdrożnych, które należy wyrównać. To wszystko jest powiedziane w przenośni: tak jak gdyby chodziło o przygotowanie przyjęcia szczególnego gościa, któremu trzeba ułatwić drogę, dla którego trzeba uczynić kraj dostępnym, przyciągającym i godnym odwiedzenia. Otóż ta wspaniała przenośnia Janowa, w której słychać echo słów wielkiego proroka Izajasza mówiącego o krajobrazie palestyńskim, wyraża to, co trzeba uczynić w duszy, w sercu, w sumieniu, aby były dostępne dla Najwyższego Gościa: dla Boga, który ma przyjść w noc Bożego Narodzenia i ma przychodzić potem stale do człowieka, a w końcu przybyć dla każdego u kresu życia, a dla wszystkich przy końcu świata. (9 grudnia 1979)

    STAŁE PRZYGOTOWANIE

    Człowiek ciągle przygotowuje się do czegoś w swoim życiu. Matka przygotowuje się do wydania na świat dziecka i troszczy się o różne rzeczy potrzebne dla niego, od wózka do pieluszek; chłopiec i dziewczyna, odkąd zaczynają chodzić do szkoły, wiedzą, że codziennie trzeba przygotowywać się do lekcji. Również nauczyciele muszą przygotowywać się, aby je dobrze prowadzić. Student przygotowuje się do egzaminów. Narzeczeni przygotowują się do małżeństwa. Seminarzysta przygotowuje się do święceń kapłańskich. Sportowiec przygotowuje się do swoich zawodów. Chirurg do operacji. A człowiek ciężko chory przygotowuje się na śmierć. Widać z tego, że żyjemy przygotowując się ciągle do czegoś. Całe nasze życie jest przygotowaniem z etapu na etap, z dnia na dzień, od jednego zadania do drugiego. Kiedy Kościół w dzisiejszej liturgii adwentowej powtarza nam wezwanie Jana Chrzciciela wypowiedziane nad Jordanem, chce, abyśmy to całe „przygotowywanie się” z dnia na dzień, z etapu na etap, które stanowi osnowę całego życia, wypełniali z pamięcią o Bogu. Ponieważ, koniec końców, przygotowujemy się na spotkanie z Nim. I całe nasze życie na ziemi ma swój ostateczny sens i wartość, kiedy na to spotkanie przygotowujemy się stale i konsekwentnie. (9 grudnia 1979)

  • komentarz do Liturgii Słowa na II Niedzielę Adwentu – 9 grudnia 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na II Niedzielę Adwentu – 9 grudnia 2018

    Czytałem kiedyś o sierocińcu w Ameryce, w którym zachowanie ośmioletniej dziewczynki było bardzo tajemnicze. Mianowicie bez przerwy coś pisała na kartkach papieru, a potem chowała je w różnych miejscach, najczęściej w ogrodzie. Zaciekawiona wychowawczyni zawezwała dziewczynkę i po rozmowie razem poszły do tych miejsc, gdzie znajdowały się owe tajemnicze kartki. Na każdej z nich było wypisane jedno zdanie: „Kto znajdzie tę kartkę, niech wie, że go kocham”.

    Czy zachowanie tej dziewczynki nie przybliża Bożej rzeczywistości? Pan Bóg, który tak bardzo tęskni za człowieczym sercem, często w podobny sposób daje znać o sobie. Sławny francuski kaznodzieja, dominikanin o. Lacordaire w jednym ze swoich kazań użył takiego sformułowania: „Bóg ukrywa się – tak dalece, jak to tylko możliwe – za ścianą z chmur. Gdyby się bowiem objawił w całej pełni, nasza wolność uległaby stopieniu w gorącym słońcu Jego miłości”.

    Słowa ze Starego Testamentu, które zapisał prorok Jeremiasz: „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość”, albo Słowa, które są w Ewangelii według św. Jana: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” – czyż nie są Bożym listem skierowanym do człowieka? Człowiek może i powinien odnaleźć na drodze swojego życia ukrywającego się Boga – o ile będzie Go szukał.

    Św. Bonawentura w tym adwentowym czasie sięga jeszcze po inny obraz wzięty z Pieśni nad Pieśniami, w której słowo „Bóg” nie występuje ani razu, zaś słowo „miłość” użyte jest aż po tysiąckroć. Cytuje on z tej Pieśni słowa, które brzmią wymowniej w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka: „Pod cieniem jego, któregom pragnęła, siedziałam”. Ks. Stanisław Musiał, jezuita, komentuje te słowa w ten sposób: „Życie chrześcijanina na tym świecie, pomiędzy dwoma przyjściami Chrystusa, tym pierwszym, które miało miejsce w Betlejem, i tym drugim, chwalebnym, u końca wieków, gdy Chrystus zwinie jak zwój pergaminowy historię tego świata, jest życiem „pod cieniem” Chrystusa. Cień nie jest nieobecnością. By mógł zaistnieć cień, musi być rzeczywistość, od której pada cień. Żyjemy „pod cieniem” Chrystusa, tzn. w jego pokornej obecności na tym świecie. Obecności, która nie niszczy ludzkiej wolności, bo ani nie jest hałaśliwa, ani przytłaczająca. Żeby ją odkryć, trzeba obok łaski Bożej zaprząc w jej poszukiwanie całe swoje serce i całego swego ducha. Nigdy w wymiarze ziemskim nie kończący się adwent oczekiwania Chrystusa, oczekiwania nie pustego, w nicości i donikąd, lecz pod Jego „cieniem”.

    A więc adwent trwa, który jest również czasem mojego oczekiwania. Czy zdaję sobie sprawę, że każda chwila życia dokonuje się pod nieustannym „cieniem” Jezusowej obecności? Stale jestem obdarowywany Jego darami. Ale może być i tak, że ja nawet nie zauważam mojego Darczyńcę, ponieważ – jak napisał Adam Mickiewicz: „Szukasz Boga, On często schodzi po kryjomu i puka do drzwi twoich, aleś rzadko w domu”.

    Św. Augustyn zaś, aby pokazać jak człowiek może pobłądzić, posłużył się takim porównaniem: w pięknej, ale niemądrej dziewczynie zakochał się książę i jako zadatek swojej miłości przysłał jej wspaniały pierścień zaręczynowy. A ona tak bardzo zachwycona tym pierścieniem zakochała się i to całkowicie w tym kawałku szlachetnego kruszcu. Miłość księcia była już jej niepotrzebna.

    Opowiadał jeden z księży jak poszedł odwiedzić pewną staruszkę. Gdy wszedł do jej skromnego mieszkania od razu zauważył uroczyście zastawiony stół. Biały obrus, kilka filiżanek, niektóre poszczerbione i bez ucha. Szklanki – trochę niedomyte, bo to i wzrok już nie ten. Na talerzu jakieś ciastka, owoce. Zapytał:

    – A cóż to za uroczystość?

    – A, to moje imieniny, proszę księdza. Przyjdą moje dzieci i wnuki. Właściwie to już powinni być.

    – To zaprosiła pani całą rodzinę?

    – Proszę księdza, dzieci się nie zaprasza. Przecież to moje imieniny.

    I ten ksiądz siedział z tą panią godzinę, dwie. Nikt nie przyjechał. Kiedy opowiadał tę historię – mówił, że do końca życia nie zapomni tej sceny, jak chowała do kredensu filiżanki ze stołu, szklanki i ciastka. Próbowała się uśmiechać. Mówiła, że pewnie zajęci, ale w oczach miała łzy.

    Pan Jezus stale obecny w tabernakulum, stale gotowy do rozmowy stoi przed drzwiami człowieczego serca i czeka. A każdej niedzieli wysyła swoje sługi i ma nadzieję, że człowiek zechce przyjąć Jego zaproszenie. Wszystko jest przygotowane. A tymczasem człowiek, jeżeli w ogóle nie zignoruje, to bardzo często o Mszy św. powie bez najmniejszej żenady: „Pójdę w sobotę wieczorem i będę miał już z głowy”. Dla ilu ludzi, którzy twierdzą, że oczywiście i jak najbardziej są katolikami, a jakże – chrześcijaństwo jest tylko zbiorem przepisów, które powinno się zachowywać. Jeżeli człowiek potrafi całym swoim zaangażowaniem opowiadać na przykład o sporcie, o polityce, o pieniądzach, a z kolei kiedy jest w kościele na Eucharystii – nudzi się – czy to nie jest znak, że nadszedł czas, aby iść ku rzece Jordan i posłuchać słów adwentowego proroka z dzisiejszej Ewangelii: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.

    Kiedy zrozumiem i zobaczę, że to chodzi o moje drogi, które wciąż są jeszcze we mnie tak bardzo powykręcane i wyboiste – to znaczy, że łaska nawrócenia jest już blisko. Bo najtrudniej dostrzec jest swój własny grzech.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz na I Niedzielę Adwentu – Rok C – 2 grudnia 2018

    komentarz na I Niedzielę Adwentu – Rok C – 2 grudnia 2018

    Kolejna szansa
    I Niedziela Adwentu – ROK C 2018

    Z dzisiejszą niedzielą Liturgia Kościoła rozpoczyna kolejny Adwent. Pytam sam siebie: ile już ich było w moim życiu? Każdy z nich był dla mnie szansą, aby poszerzyć horyzont poza zwykłe ludzkie, codzienne oczekiwania. Czy we mnie to najważniejsze czekanie już jest rzeczywiście najważniejsze.

    Tu w Szkocji jesienną porą jest chyba łatwiej myśleć o czasie, który był i już minął, bo ciężkie chmury na niebie, bo deszcz pchany wiatrem mocniej uderza w szyby, bo ciemność nocy skraca dzień o wiele bardziej niż w moich rodzinnych stronach. W takiej aurze chciałoby się uratować mijający czas, który jest czasem jedynym danym człowiekowi. W chrześcijaństwie ten czas ma wymiar dramatyczny. „Reinkarnacja, jak pisał ks. Janusz Pasierb, niesie ze sobą jakąś pociechę, że nieudane życie będzie można powtórzyć, jak repetuje się w szkole tę samą klasę. Znaczy to, że nic nie jest stracone, że życie nie musi być straszliwym stresem i wyścigiem z czasem, przerażającą loterią, gdzie wszystko można wygrać lub przegrać, na zawsze i nieodwołalnie.”

    Wyrazistość moich zmarnowanych lat widzę teraz wyraźniej niż w czasie, który minął. G.B. Shaw złożył swego czasu ciekawe i samokrytyczne wyznanie kiedy go zapytano jaką osobistością z historii chciałby być, gdyby mógł jeszcze raz zacząć swoje życie. Odpowiedział zdecydowanie: „Życzyłbym sobie być tym człowiekiem, którym George Bernard Shaw mógł się stać, a się nie stał”.

    Zaś Wisława Szymborska w swoim wierszu napisała po prostu:

    „Nic dwa razy się nie zdarza
    i nie zdarzy. Z tej przyczyny
    zrodziliśmy się bez wprawy
    i pomrzemy bez rutyny.”

    Z melancholią patrzę na migocący płomień świecy. W mojej pamięci przesuwają się wciąż bardzo żywe obrazy o ludziach i zdarzeniach, o sprawach i rzeczach, które były mi dane – raz tylko i nie więcej. W takim zamyśleniu czytam wiersz pt. „Pieśni”, który napisał Konstanty Ildefons Gałczyński:

    „Z dnia na dzień tkaninę tkamy
    wzorzystą dla pokolenia.
    Chciałbym i blask naszej lampy
    Ocalić od zapomnienia.”

    Zapatrzony w migocący płomień staję się świadkiem rozmowy. Zapałka mówi do świecy:

    – Otrzymałam polecenie, by cię zapalić.

    – Tylko nie to – daje odpowiedź świeca – Jeśli zacznę się palić, moje dni będą policzone i nikt w przyszłości nie będzie mógł podziwiać mojego piękna.

     

    – Zapalenie jest jedyną rzeczą, którą potrafię. Jeśli cię nie zapalę, nie spełnię mojego zadania i rozminę się z moim przeznaczeniem.

    – Dobrze rozumiem, ale co to ma wspólnego ze mną?

    – Ty jesteś świecą, której przeznaczeniem jest dawać światło. Czy chcesz przez całe życie być zimna i twarda, nie wypełniając swojego zadania?

    – Ale palenie się boli – stwierdza świeca.

    – Tak, to jest prawda. Ale czyż dawanie światła nie jest tajemnicą naszego powołania. Masz świecić dla innych. To co sprawi ci ból i twoje siły spalane przez płomień – to wszystko zostanie przeobrażone w ciepłe światło. W ten sposób innym rozświetlisz ciemność i ogrzejesz ich zimną przestrzeń.

    Świeca dopiero po jakimś czasie decyduje się i mówi do zapałki:

    – Proszę więc, zapal mnie.

    Nadal przesuwam kartki z poezją Gałczyńskiego i znajduję jeszcze inną jego pieśń – „Pieśń Cherubińską, a w niej takie słowa:

    „Kiedyś nadejdzie jesień. Świat nam się mniejszy ukaże,
    a za to dzieła wyrosną i usną jak olbrzymy.
    Pójdziemy wtedy za miasto i z dala popatrzymy
    na dni nie zmarnowane i noce wolne od marzeń.
    Tylko trzeba się przemóc. Musimy. Jeszcze goręcej!”

    Jeżeli więc poezja ludzką ręką pisana może ożywić i wyrwać z marazmu – cóż dopiero Twoje Słowo, które wypowiedziałeś, Panie mój i Boże mój.

    Twoje Słowo już stało się ciałem i zamieszkało tu i teraz. Czekasz tylko, aby człowiek zechciał usłyszeć i przyjąć.

    Oto kolejny Adwent w moim życiu znowu trwa.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Adwent 2 grudnia 2018

    Adwent 2 grudnia 2018

    PIERWSZA NIEDZIELA ADWENTU

    Dzisiejsza pierwsza Niedziela Adwentu rozpoczyna nowy rok liturgiczny. Kościół na nowo wyrusza w drogę i zachęca nas do głębszej refleksji nad tajemnicą Chrystusa – tajemnicą zawsze nową, która nie wyczerpuje się z czasem. Chrystus jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem. Dzięki Niemu historia ludzkości pielgrzymuje niejako ku wypełnieniu się Królestwa, które On sam zapoczątkował poprzez swoje wcielenie i swoje zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. Dlatego Adwent jest synonimem nadziei: nie daremnym oczekiwaniem na jakiegoś bezosobowego boga, lecz konkretną i niezawodną ufnością w powrót Tego, który już raz do nas przyszedł, «ObluUeńca», który swoją krwią przypieczętował zawarte z ludzkością wieczne przymierze. Jest to nadzieja, która pobudza do czujności, cnoty wyróżniającej ten szczególny okres liturgiczny. Do czujności w modlitwie, ożywianej pełnym miłości oczekiwaniem; czujności wyrażającej się w dynamice konkretnej miłości, której towarzyszy świadomość, że Królestwo Boże przybliża się tam, gdzie ludzie uczą się żyć jak bracia. (2 grudnia 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE      Jr  33,14-16

    “Pan mówi: «Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź…» czytamy dzisiaj te słowa z księgi proroka Jeremiasza i wiemy, że one ogłaszają początek nowego roku liturgicznego, i jednocześnie zapowiadają zbliżającą się już w tej liturgii chwilę narodzenia Syna Bożego z Dziewicy. Do tej chwili w liturgicznym roku Kościoła, do tej wielkiej i radosnej uroczystości przygotowujemy się co roku. Istotnie, dzień, w którym rodzi się Chrystus, winien nam przynieść (jak głosi ten sam prorok Jeremiasz) tę radosną pewność, że „Pan jest naszą sprawiedliwością”. (2 grudnia 1979)

    DRUGIE CZYTANIE       1 Tes 3,12-4,2

    Adwent jest pierwszym i podstawowym czasem wyboru; przyjmując go, uczestnicząc w nim, wybieramy zasadniczy sens całego życia. To wszystko, co dzieje się między dniem urodzin i dniem śmierci każdego z nas, stanowi wielką próbę: egzamin z naszej ludzkości. I stąd gorące wezwanie św. Pawła w dzisiejszym drugim czytaniu: wezwanie do spotęgowania miłości, do utwierdzenia i zachowania nienagannymi naszych serc w świętości; wezwanie, byśmy w całym sposobie postępowania (dzisiejszym językiem można by powiedzieć „w całym stylu życia”) zachowali nakazy Chrystusa. Apostoł uczy: jeżeli mamy podobać się Bogu, nie możemy trwać w zastoju, powinniśmy iść naprzód, czyli „stawać się coraz doskonalszymi”. (2 grudnia 1979)

    EWANGELIA      Łk  21,25-28.34-36

    Będziemy przeżywali we właściwy sposób Boże Narodzenie, czyli radosne pierwsze przyjście Zbawiciela, kiedy będziemy świadomi Jego ostatecznego przyjścia „z wielką mocą i chwałą”, jak oświadcza dzisiejsza Ewangelia. W tym fragmencie znajduje się zdanie, na które pragnę zwrócić waszą uwagę: „Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagraża ziemi”. Zwracam uwagę, ponieważ także w naszej epoce udziela się ludziom strach.„w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi”. Czasu końca świata nikt nie zna „tylko Ojciec” (Mk 13,32), i dlatego z tego strachu, który udziela się ludziom naszych czasów, nie powinniśmy wyciągać żadnego wniosku w odniesieniu do przyszłości świata. Natomiast dobrze jest zatrzymać się nad tym zdaniem z dzisiejszej Ewangelii. Aby dobrze przeżywać pamiątkę narodzenia Chrystusa, trzeba dobrze zachowywać w pamięci prawdę o ostatecznym przyjściu Chrystusa; o tym ostatnim Adwencie. I kiedy Pan Jezus mówi: „Uważajcie na siebie…, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask”, to słusznie wyczuwamy, że On mówi tutaj nie tylko o ostatecznym dniu całego świata ludzkiego, lecz także o ostatnim dniu każdego człowieka. Ten dzień, który zamyka czas naszego życia na ziemi i otwiera przed nami wymiar wieczności, jest także Adwentem. W owym dniu przyjdzie do nas Pan jako Odkupiciel i Sędzia. (2 grudnia 1979)

    ADWENT I PRZEMIJANIE

    Wielorakie jest znaczenie Adwentu, który jako czas liturgiczny, rozpoczyna się dzisiejszą niedzielą. Wydaje się jednak, ,
że
 nade wszystko pierwsza z czterech niedziel tego okresu mówi nam o prawdzie przemijania, któremu poddany Jest świat i człowiek na świecie. Nasze życie na świecie jest przemijaniem, które nieuchronnie prowadzi do kresu. Jednakże Kościół chce nam powiedzieć – i czyni to z całą wytrwałością – że to przemijanie ten kres są jednocześnie adwentem: my nie tylko przemijamy, ale równocześnie przygotowujemy się! Przygotowujemy się na spotkanie z Nim. Życie człowieka nie jest tylko zbliżaniem się do kresu, który razem ze śmiercią ciała oznacza unicestwienie całej istoty ludzkiej. Adwent niesie w sobie pewność niezniszczalności tej istoty. Jeżeli powtarza: „Czuwajcie więc i módlcie się…”, to czyni to dlatego, byśmy mogli być przygotowani, by „stanąć przed Synem Człowieczym”. I stąd ku Temu, który przybędzie – ku Chrystusowi – zwracamy się z całkowitą ufnością i przekonaniem. I mówimy do Niego: prowadź! Prowadź mnie w prawdzie! Prowadź nas w prawdzie! (2 grudnia 1979)