Październikowy miesiąc przybliża nas do Matki Bożej, która jest Królową Różańca Świętego.

***

***
17 października wspominamy 55. rocznicę beatyfikacji św. Maksymiliana Marii Kolbego. Św. Maksymilian był beatyfikowany jako wyznawca przez papieża Pawła VI (17.10.1971) a kanonizowany jako męczennik przez papieża Jana Pawła II (10.10.1982). To jedyny taki przypadek w historii Kościoła, aby motywy beatyfikacji i kanonizacji były różne. Również po raz pierwszy w historii Kościoła beatyfikacji dokonał osobiście papież.
***
LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENTY
w naszym ojczystym języku sprawowane są w kościele św. Piotra
46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS
W KAŻDY PIĄTEK jest GODZINNA ADORACJA od godz.. 18.00
W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ.
MSZA ŚWIĘTA jest o godz. 19.00
***
W KAŻDĄ SOBOTĘ O GODZ. 18.00 JEST MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z NIEDZIELI
MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ JEST PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00
***
W PIERWSZE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ JEST NABOŻEŃSTWO PIĘCIU SOBÓB WYNAGRADZAJĄCYCH ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.
***
W DRUGIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ KORONKĄ DO SERCA BOLESNEJ MATKI PRZEBITEGO SIEDMIOKROTNIE MIECZEM BOLEŚCI.
***
W TRZECIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ NA RÓŻAŃCU O POKÓJ NA ŚWIECIE.
***
W KAŻDĄ NIEDZIELĘ MSZA ŚWIĘTA JEST O GODZ. 14.00
PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ JEST ADORACJA I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ OD GODZ. 13.30
***
w pierwsze czwartki miesiąca
MSZA ŚWIĘTA jest o godz. 19.00
po MSZY ŚWIĘTEJ GODZINNA ADORACJA w intencji kapłanów.
w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego (4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD)

Kaplice adoracji nie są jedynie schronieniem dla pobożnych wiernych. Są one pełnymi blasku ośrodkami intensywnego Boskiego działania, które wychodzi poza mury kaplicy – do domów, szkół i szpitali, a także do ciemnych i zimnych miejsc, w których dusze są zniewalane przez szatana – i przenika serca, uzdrawia chorych i nawołuje do powrotu do domu tych, którzy oddalili się ode Mnie. To właśnie dlatego dzieło nieustannej adoracji – albo choćby dłuższej codziennej adoracji – ma głęboko apostolski charakter i wyróżnia się nadprzyrodzoną owocnością. (z książki “IN SINU JESU” )
***
poniedziałek – 19 października 2026
42. rocznica porwania ks. Jerzego Popiełuszki. Msza Święta w Warszawie

W poniedziałek 19 października przypada 42. rocznica porwania błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Kapelan Solidarności, obrońca wiary i najwyższych wartości głoszonych z narażeniem życia w okresie stanu wojennego, został zamordowany przez funkcjonariuszy komunistycznych. W poniedziałek o godzinie 18:00 w stołecznym kościele p.w. Św. Stanisława Kostki odprawiona zostanie uroczysta Msza święta z udziałem metropolity warszawskiego abpa Adriana Galbasa.
Śmierć księdza Popiełuszki wstrząsnęła Polską i poruszyła światową opinię publiczną – przypomina Biuro Prasowe Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Beatyfikacja kapłana w 2010 roku była dowodem trwałej siły jego kultu. Grób męczennika komunizmu odwiedziły do dziś ponad 23 miliony ludzi.
Dzień porwania księdza Popiełuszki przypadający 19 października ustanowiony został Narodowym Dniem Duchownych Niezłomnych.
W Mszy Świętej sprawowanej w poniedziałek w stołecznym kościele p.w. św. Stanisława Kostki weźmie udział rodzina księdza Jerzego Popiełuszki, wysocy rangą przedstawiciele administracji państwowej oraz liczne poczty sztandarowe Solidarności wraz z władzami związku. Na zakończenie obchodów, o godzinie 20:30 w kościele odbędzie się młodzieżowe czuwanie modlitewne.
– Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie tylko mówił o Polsce, ale przede wszystkim jej służył. Była to służba ewangeliczna niesiona aż do ofiary z życia. Pokazał w ten sposób, na czym polega wolność od nienawiści. Takiej wolności bardzo nam dziś potrzeba – powiedział ks. Karol Oparcik, kustosz Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki.
Świecką część obchodów objął patronatem Prezydent RP Karol Nawrocki. Wydarzeniom religijnym patronuje Metropolita Warszawski Abp Adrian Galbas.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko, urodzony w 1947 roku w Okopach na Białostocczyźnie, po zdaniu matury wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jako kleryk odbywał przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce kleryckiej w Bartoszycach, gdzie wobec komunistycznej indoktrynacji dał się poznać jako niezłomny obrońca wiary i wartości.
Po święceniach kapłańskich w 1972 roku pełnił posługę w kilku parafiach Archidiecezji Warszawskiej, zajmując się m.in. duszpasterstwem młodzieży i służby zdrowia.
W ostatnich latach życia posługiwał w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdzie związał się z Solidarnością oraz celebrował comiesięczne Msze święte za Ojczyznę gromadzące wokół świątyni wielotysięczne tłumy. W czasie stanu wojennego ksiądz Jerzy występował w obronie internowanych, wskutek czego stał się obiektem nękania i prowokacji ze strony służb komunistycznego reżimu.
Swoją ostatnią duszpasterską podróż odbył 19 października 1984 roku do Parafii Świętych Polskich Braci Męczenników do Bydgoszczy. Podczas podróży powrotnej został porwany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Oficjalna wersja uwiarygadniana farsowym procesem toruńskim mówi, że zginął tego samego dnia. Ustalenia prokuratora Andrzeja Witkowskiego mówią zaś o przejęciu duchownego przez funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej, kilkudniowych torturach towarzyszących nakłanianiu do podjęcia współpracy, wreszcie śmierci, prawdopodobnie dopiero 25 października. Umęczone ciało księdza wrzucono do Wisły na wysokości tamy we Włocławku.
Pogrzeb Księdza Jerzego, który odbył się 3 listopada 1984 roku, zgromadził blisko milionową rzeszę ludzi.
Od 1984 roku grób męczennika odwiedził blisko 23 miliony wiernych, w tym liczni prezydenci i przedstawiciele świata kultury. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 roku zaliczył księdza Jerzego Popiełuszkę do grona błogosławionych, a papież Franciszek w 2014 r. ustanowił go patronem Solidarności.
Kult ks. Popiełuszki trwa nieprzerwanie od czasu jego śmierci i przejawia się na wielu płaszczyznach – od licznych pielgrzymek do miejsc związanych z jego życiem i męczeństwem, poprzez powstające w Polsce i za granicą ośrodki jego kultu, po niezliczone inicjatywy edukacyjne i artystyczne.
Relikwie błogosławionego znajdują się w 67 krajach na sześciu kontynentach. Ten globalny zasięg świadczy o uniwersalnym oddziaływaniu kapłana.
źródła: KAI, PCh24.pl
***
Niedziela Misyjna – 18 października
100. Światowy Dzień Misyjny. Stolica Apostolska ogłasza możliwość uzyskania odpustu
Penitencjaria Apostolska na mocy uprawnień udzielonych przez Papieża Leona XIV ogłosiła, iż 18 października 2026 roku, w 100. Światowym Dniu Misyjnym można uzyskać odpust zupełny modląc się na różańcu i wypełniając zwykłe warunki uzyskania odpustu.

***
Warunki umożliwiające uzyskanie odpustu
Aby móc uzyskać odpust w tym dniu należy włączyć się w modlitwę różańcową oraz wypełnić zwykłe warunki: być w stanie łaski uświęcającej lub przystąpić do sakramentu spowiedzi i przyjąć Komunię Świętą. Następnie w sumieniu szczerze wyrzec się przywiązania do wszelkiego grzechu oraz pomodlić się w intencjach, w których modli się Papież.
Możliwość odpustu dla starszych i chorych
Osoby starsze, chore, ich opiekunowie oraz wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą tego dnia opuścić domu mogą również uzyskać odpust zupełny. Warunkiem jest wyrzeczenie się przywiązania do wszelkiego grzechu i wzbudzenie intencji wypełnienia trzech zwykłych warunków, gdy tylko będzie to możliwe (być w stanie łaski uświęcającej lub przystąpić do sakramentu spowiedzi, przyjąć Komunię Świętą oraz pomodlić się w intencjach, w których modli się Papież). Muszą też duchowo przyłączyć się do tej modlitwy różańcowej, ofiarując miłosiernemu Bogu swoje modlitwy, cierpienia lub trudy własnego życia i znajdując w tym pociechę pośród utrapień.
Penitencjaria Apostolska usilnie prosi, by kapłani posiadający odpowiednie upoważnienia do spowiadania z gotowością, wielkodusznie i miłosiernie oddali się do dyspozycji wiernych w sprawowaniu sakramentu pokuty.
Dar odpustu zupełnego związany jest z obchodami setnej rocznicy ustanowienia Światowego Dnia Misyjnego, w Polsce nazywanego Niedzielą Misyjną. Odpust zupełny można ofiarować za dusze w czyśćcu cierpiące.
Dekret w sprawie odpustu podpisał bp Krzysztof Nykiel, regens Penitencjarii Apostolskiej.
żródło: vaticannews.va/pl
***
Papież Leon XIV dziękuje za modlitwy: Naprawdę odczułem wasze wsparcie!

W pozdrowieniu po modlitwie Anioł Pański Papież podziękował wiernym za wsparcie modlitewne podczas jego operacji i hospitalizacji. Zapowiedział, że będzie teraz stopniowo wracał do swoich obowiązków.
„Pragnę podziękować wszystkim, którzy w ostatnich dniach modlili się za mnie. Naprawdę czułem wasze wsparcie, dziękuję!” – powiedział Leon XIV na zakończenie modlitwy Anioł Pański z kilkunastoma tysiącami wiernych zebranych na Placu św. Piotra, pod oknami Pałacu Apostolskiego.
„Szczególną wdzięczność wyrażam lekarzom, pielęgniarkom i pielęgniarzom oraz całemu personelowi Polikliniki Gemelli” – mówił Ojciec Święty.
„To doświadczenie sprawiło, że w szczególny sposób doświadczyłem bliskości z tymi, którzy zmagają się z chorobą i słabością. Po przejściu tego trudnego etapu, jak wiecie, będę teraz stopniowo powracał do swoich zajęć, zawsze z Bożą pomocą i wspierany waszymi modlitwami” – dodał Papież.
Wspomnienie misjonarzy
Wcześniej Leon XIV przypomniał obchodzony w tę niedzielę 100. Światowy Dzień Misyjny. „Pomyślmy, jak bogata jest historia misji w ciągu tych stu lat! Módlmy się, aby Kościół zawsze pozostawał wierny nakazowi Pana Zmartwychwstałego: ‘Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!’” – stwierdził Papież.
Pierwszy Anioł Pański po operacji
Był to pierwszy Anioł Pański Papieża z wiernymi po wyjściu ze szpitala. Leon XIV spędził pięć dni w Klinice Gemelli, gdzie usunięto mu dolny płat prawego płuca w związku z wykryciem na nim guzka. W sobotę 17 października lekarze stwierdzili, że stan Ojca Świętego jest dobry i może on opuścić szpital. Leon XIV powrócił do Watykanu 17 października wczesnym popołudniem.
Wojciech Rogacin – Watykan
***
Kościół katolicki nadal się rozwija.
Oto najnowsze dane podane przez Watykan.
Pomimo kryzysu religijnego obserwowanego w wielu krajach zachodnich Kościół katolicki na świecie nadal się rozwija. Z najnowszego raportu watykańskiej agencji Fides, opublikowanego 16 października, wynika, że liczba katolików przekroczyła 1,42 miliarda. Szczególną uwagę zwraca sytuacja w Afryce, gdzie katolicyzm rozwija się dynamicznie, a liczba wiernych jest już większa niż w Europie.

***
Raport przygotowano przed setnym Światowym Dniem Misyjnym, obchodzonym 18 października pod hasłem „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. Dane dotyczą 2024 roku i zostały porównane z rokiem poprzednim.
Afryka wyprzedza Europę – rośnie liczba katolików i kapłanów
Według Fides na świecie żyje obecnie, według najnowszych dostępnych statystyk, 1 422 144 000 katolików, czyli 17,8 proc. ludności globu. W ciągu roku ich liczba wzrosła o 16,69 mln. Największy przyrost odnotowano w Afryce – 7,58 mln, a następnie w obu Amerykach – blisko 7 mln.
Szczególnie wymowne jest porównanie Afryki i Europy. Na Czarnym Lądzie mieszka już 288,3 mln katolików, podczas gdy w Europie – 287,2 mln. Jeszcze większe różnice widać w statystykach powołań kapłańskich i zakonnych.
– Liczba katolików na świecie rośnie, a liczba kapłanów ponownie wzrasta, choć nieznacznie – informuje agencja Fides.
Po pięciu latach spadków liczba księży wzrosła o 425, osiągając 407 421. W Afryce przybyło 1676 kapłanów, w Azji 1065, natomiast w Europie ubyło ich aż 2483.
Niepokojące pozostają jednak dane dotyczące nowych powołań. Na całym świecie liczba seminarzystów wyższych seminariów duchownych zmniejszyła się o 2891, do 103 604. Jedynym kontynentem, na którym odnotowano wzrost, była Afryka, gdzie przybyło 786 seminarzystów.
Spadła również liczba sióstr zakonnych – o 9292, do 580 131. Także w tym przypadku wyjątkiem okazała się Afryka, gdzie liczba zakonnic wzrosła o 2190.
– Afryka odnotowała największy wzrost liczby katolików i była jedynym kontynentem, na którym zwiększyła się zarówno liczba sióstr zakonnych, jak i seminarzystów – podkreślono w watykańskim opracowaniu.
Raport pokazuje również rosnące zaangażowanie świeckich. Liczba misjonarzy świeckich wzrosła o ponad 18 tys., a katechistów o ponad 22 tys.
Najnowsze statystyki potwierdzają zatem, że geograficzny środek ciężkości światowego katolicyzmu stopniowo przesuwa się w stronę Afryki. Podczas gdy Europa zmaga się ze spadkiem liczby duchownych i powołań, Kościół afrykański staje się coraz ważniejszą częścią wspólnoty katolickiej.
żródło: mp/ Agenzia Fides, Vatican News, Fronda.pl
***
Nie możesz się zabrać za różaniec? Zrób te 3 rzeczy
Publikacja 12.10.26|
|2 min czytania

***
Jak przełamać w sobie opór do różańca? Mamy dla ciebie trzy proste rady.
Różaniec nie jest najłatwiejszy
Różaniec jest jednocześnie prostą i trudną modlitwą. Jego struktura nie jest skomplikowana, a samo powtarzanie „Zdrowaś Maryjo” nie nastręcza większych trudności. Jeśli jednak różaniec ma być owocną modlitwą, wymaga nieco wysiłku, czasu i motywacji. A tych w codziennym zabieganiu może nam po prostu brakować.
Oto trzy proste porady, jak zabrać się za różaniec.
1. Wzbudź intencję
Dobrą motywacją do odmawiania różańca jest intencja, w której ofiarujemy całą modlitwę lub poszczególne dziesiątki. Warto nie tylko prosić, ale także dziękować. Wdzięczne serce otwiera się na przychodzącego Boga i ułatwia spędzanie z Nim czasu na modlitwie.
2. Podziel różaniec
Może być nam trudno odmówić cały różaniec za jednym razem. Możemy jednak w wolnych chwilach w ciągu dnia odmawiać poszczególne dziesiątki. Warto wykorzystać na to dojazd do pracy, przerwę na kawę czy spacer do sklepu. Skupienie się na medytacji jednej tajemnicy, zamiast wszystkich pięciu, również może być łatwiejsze.
3. Po prostu zacznij
Różaniec trzeba po prostu zacząć. Gdy tylko przyjdzie ci do głowy myśl: „Może odmówić różaniec?”, zacznij go odmawiać. Zmów tyle dziesiątek, ile dasz radę. Przecież nie chodzi o to, by koniecznie go skończyć, ale by być z Jezusem i rozważać tajemnice Jego życia.
***
sobota -17 października
Dziś w Rzymie międzynarodowy różaniec
W przededniu 100. Światowego Dnia Misyjnego wierni na całym świecie zaproszeni zostali do włączenia się w Międzynarodowy Różaniec Misyjny w intencji papieża i jego powrotu do zdrowia. Inicjatorem wspólnej modlitwy są Papieskie Dzieła Misyjne, które przypominają, że „Leon XIV to misjonarz, który został papieżem”.

Adobe Stock
***
Główna modlitwa odbędzie się w Rzymie. W sobotę o godz. 15 wierni zawierzą papieża opiece Matki Bożej. Różaniec poprowadzi kard. Louis Antonio Tagle, pro-prefekt Dykasterii ds. Ewangelizacji oraz od niedawna dziekan Kolegium Kardynalskiego.
Uczestnicy będą rozważać kolejne tajemnice radosne na tarasie Międzynarodowego Centrum Animacji Misyjnej, które znajduje się na kampusie Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum – roztacza się stamtąd widok na Plac św. Piotra. Do duchowego włączenia się w tę modlitwę zaproszeni są misjonarze, parafie, rodziny i wierni na całym świecie.
Misyjna modlitwa
Nazwy kolejnych tajemnic różańca będą wypowiadane w języku włoskim, angielskim i hiszpańskim, a pięćdziesiąt modlitw „Zdrowaś Maryjo”, zostanie poświęconych każdemu z pięciu kontynentów (w kolejności: Afryce, Ameryce, Europie, Oceanii i Azja) i odmówionych w dwóch językach lokalnych.
Medytacji towarzyszyć będą trzy fragmenty z orędzi papieża Franciszka na Światowe Dni Misyjne oraz dwa z nauczania Leona XIV. Mają wybrzmieć m.in. jego pierwsze słowa wypowiedziane do wiernych tuż po wyborze na Następcę św. Piotra: „Musimy razem poszukiwać sposobów, jak być Kościołem misyjnym, Kościołem, który buduje mosty, dialog, zawsze otwartym na przyjęcie, jak ten plac, z otwartymi ramionami dla wszystkich, wszystkich, którzy potrzebują naszego miłosierdzia, naszej obecności, dialogu i miłości”.
Modlitwa poszerza serca
Międzynarodowy Różaniec Misyjny został zaplanowany już wcześniej z okazji jubileuszu Światowego Dnia Misyjnego, ale w obecnej sytuacji nabiera głębszego znaczenia. Modlitwie za papieża towarzyszyć będzie wołanie w intencji Kościoła i jego posługi misyjnej oraz za misjonarzy rozsianych w najdalszych zakątkach globu.
Różaniec Misyjny zapoczątkował w lutym 1951 r. amerykański duchowny abp. Fulton J. Sheen, niedawno ogłoszony błogosławionym, który pełnił wówczas funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Różaniec miał otworzyć ludzkie serca na modlitwę nie tylko w osobistych intencjach, ale objąć nią potrzeby całej rodziny ludzkiej oraz dzieło ewangelizacyjne Kościoła na świecie.
Wielki jubileusz misji
Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony w 1926 roku przez papieża Piusa XI i obchodzony jest co roku w przedostatnią niedzielę października. W tym roku przypada jego setna edycja.
Orędzie Leona XIV na ten jubileuszowy dzień nosi tytuł „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji” i przypomina, że „im bardziej będziemy zjednoczeni w Chrystusie, tym pełniej będziemy mogli wspólnie wypełniać misję, jaką On nam powierzył”.
W Polsce Światowy Dzień Misyjny, zwany także Niedzielą Misyjną, otwiera Tydzień Misyjny.
jol, Fides/KA/TYgodnik NiedzielaI
***
Dziś 17 października papież opuścił szpital
Ojciec Święty może już opuścić szpital – poinformowali lekarze nadzorujący leczenie Leona XIV w Klinice Gemelli. W związku z tym Papież jeszcze dziś 17 października powróci z Kliniki Gemelli do Watykanu
O godz. 12.00 Leon XIV odprawił Mszę św. w sali specjalnie przygotowanej na 10 piętrze Polikliniki Gemelli.

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej przekazało komunikat:
Dr Luigi Carbone i prof. Stefano Margaritora przekazują następujące informacje dotyczące przebiegu rekonwalescencji Papieża po operacji: Na podstawie wyników badań krwi, badania radiologicznego klatki piersiowej wykonanego dziś rano oraz oceny stanu klinicznego uznano, że Ojciec Święty może zostać wypisany ze szpitala.
Papież wraca do Watykanu. Anioł Pański z okien Pałacu
W związku z informacją przedstawioną przez lekarzy, papież Leon XIV zostanie dziś wypisany z Kliniki Gemelli, gdzie przebywał w związku z operacją prawego płuca i jutro w niedzielę będzie mógł przewodniczyć modlitwie Anioł Pański z okna papieskiego apartamentu.
Vatican News
***
Różaniec to “Ewangelia” przełożona na modlitwę
Modlitwa różańcowa od wieków pozostaje jedną z najważniejszych praktyk duchowych Kościoła. Skąd się wywodzi, dlaczego Maryja tak często zachęca do jej odmawiania i jak przeżywać ją owocnie? O tym opowiada bp Maciej Małyga.
Zdaniem biskupa Macieja Małygi, korzeni różańca należy szukać przede wszystkim na kartach Pisma Świętego. – Początków modlitwy różańcowej możemy się dopatrywać w Ewangelii. Właściwie większość modlitwy Zdrowaś Maryjo to są słowa, które do Maryi wypowiedział Archanioł Gabriel, jak nam przekazuje św. Łukasz, czyli: “Bądź pozdrowiona”, to znaczy “Raduj się”, czyli “Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą”. Tam są też słowa Elżbiety do Maryi, do Matki Bożej. Jeśli chodzi o same tzw. zdrowaśki, to właśnie one pochodzą z Ewangelii. Oczywiście cała modlitwa Ojcze nasz, czyli początek każdej dziesiątki, jest zupełnie ewangelijna. To modlitwa, której nauczył swoich uczniów Pan Jezus, czyli także nas.”
Tajemnice różańcowe są bezpośrednio związane z wydarzeniami opisanymi przez ewangelistów. – Same tajemnice to oczywiście znowu Ewangelia. Dwadzieścia różnych wydarzeń z życia Pana Jezusa. Możemy więc powiedzieć, że różaniec bardzo mocno łączy się z tym, o czym mówi nam Pismo Święte. Właściwie łączy się lub jest niemalże tożsamy. To jest Pismo Święte przełożone na bardzo prostą modlitwę, na modlitwę medytacyjną, której rytm uspokaja i powinien naszą uwagę kierować właśnie na to, co stało się dwa tysiące lat temu – wskazuje biskup.
Biskup Maciej przywołał również osobiste wspomnienie związane z Piesza Pielgrzymką Wrocławską, które dobrze oddaje sens modlitwy różańcowej. – Bardzo lubię rozważanie księdza Orzechowskiego, które raz tylko słyszałem podczas pierwszej pielgrzymki wrocławskiej, kilkadziesiąt lat temu. To było chyba podczas modlitwy tajemnicą bolesną – ukrzyżowanie Pana Jezusa. Ksiądz Orzechowski mówił: “Oto teraz Maryja prowadzi nas pod krzyż i pokazuje nam swojego cierpiącego Pana Jezusa”. Właśnie to jest tajemnicą różańca: Maryja, która prowadzi nas za swoim Synem.
Ważnym etapem rozwoju różańca było ukształtowanie modlitwy maryjnej w znanej dziś formie. – Zakon cystersów, bardzo zakochany w Maryi, tę modlitwę rozwija o element związany z postacią Matki Bożej. Wiąże ją także z obrazem róż, czyli stu pięćdziesięciu róż ofiarowanych Maryi. Około roku 1350 ukształtowała się modlitwa “Zdrowaś Maryjo”, jaką znamy dzisiaj. Pierwsza część modlitwy to słowa Archanioła Gabriela, potem słowa Elżbiety, a następnie dodano jeszcze wezwanie: “Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.
Jak zaznacza bp Małyga, różaniec jest owocem długiego procesu duchowego dojrzewania całego Kościoła. – Historia jest taka: początkowo niejasna, a potem pojawia się coraz więcej różnych elementów. Różne szkoły duchowości coś dodają, więc różaniec jest jakimś wspólnym długim dziełem Kościoła. Jego powstanie jest pięknym procesem. Każdy coś dodał. Jest to dzieło ludu Bożego prowadzonego przez Magisterium i Słowo Boże.
Maryja w objawieniach wielokrotnie zachęca wiernych do odmawiania różańca. – Myślę, że siła różańca tkwi w tym jednym słowie, które się powtarza sto pięćdziesiąt razy, czyli “Jezus”. I to słowo, właściwie to imię, jest rozważane w bardzo konkretnych okolicznościach, które bardzo pasują do naszego życia. Bo mamy swoje tajemnice radosne i mamy swoje tajemnice bolesne. Nie brakuje nam światła i czasem jest także wiele Bożej chwały. To sprawia, że różaniec jest nam bliski – wskazuje bp Małyga, dodając, że powtarzalny rytm modlitwy pomaga również uporządkować wnętrze człowieka. – Ten rytm, który z jednej strony może wprowadzić jakąś nieuważność, z drugiej strony pozwala naszej duszy się uspokoić, naszej duszy i naszemu ciału, i powędrować gdzieś dalej. To już zależy od naszej uwagi, dokąd ten duch powędruje. Czy do Nazaretu, jak w wielu tajemnicach radosnych, czy gdzieś na sufit – mówi biskup Maciej.
Wielu ludziom, szczególnie młodym, różaniec może wydawać się modlitwą długą i powtarzalną. – Bardzo dobrym sposobem jest różaniec z dopowiedzeniami, czyli w każdej dziesiątce po imieniu Jezus można dodać taką ilustrację. Na przykład: “Jezus, który zmartwychwstał”. I potem dalsza część modlitwy. Ale możemy to rozwijać: “który zmartwychwstał dla mnie”, “który jest życiem”. Albo możemy to ilustrować jeszcze bardziej Ewangelią: “który ukazał się Marii Magdalenie w ogrodzie”, “który powiedział uczniom: Pokój wam”- opowiada hierarcha, zachęcając również do rozważania fragmentów Biblii przed każdą dziesiątką: – Na pewno rozważanie przed rozpoczęciem każdej dziesiątki. Najlepszym jest zawsze odczytanie fragmentu Słowa Bożego, czyli tego wydarzenia, które będzie rozważane. Ale też tam umieszczamy swoje życie. Właśnie nasze światła, krzyże i radości.
Różaniec jest także przestrzenią do dawania świadectwa. – Na pewno jest jakimś znakiem i na pewno ma jakieś znaczenie. Na pewno też powinien być używany zgodnie ze swoim znaczeniem, ale jest pięknym znakiem. Budzi się we mnie sympatia, gdy widzę jakiegoś kierowcę, który w swoim samochodzie ma zawieszony różaniec. Myślę, że jest on zawieszony zasadniczo jako znak modlitwy, żeby się pomodlić, żeby pamiętać o Panu Jezusie – podkreśla biskup przyznając, że sam również wozi różaniec w samochodzie. – Ja mam różaniec zawieszony w swoim samochodzie po to, żeby mi przypominał o modlitwie. I mam jeszcze taki drugi oczywiście pod ręką, żeby się nim w czasie drogi modlić.
Różaniec jest związany także z doświadczeniem bliskości Boga i pokojem serca: – Kiedy się modlimy, jesteśmy bliżej Niego. Przenosimy się naszymi myślami i może naszą wyobraźnią, w ogóle naszą duszą właśnie na te dróżki Palestyny, po których Maryja nas prowadzi. I to już jest bardzo ważne doświadczenie prawdy różańca – zaznacza biskup, dodając: – Różaniec daje pokój. Zwłaszcza kiedy nam trudno poskładać myśli, jest dobrą modlitwą. A także doświadczamy siły Boga, który odpowiada na nasze prośby i intencje zanoszone podczas tej modlitwy.
bp Maciej Małyga – ks. Łukasz Romańczuk/Tygodnik Niedziela
(artykuł powstał na podstawie rozmowy w Katolickim Radiu Rodzina)
***
15 obietnic, które Boża Matka ofiaruje każdemu, kto modli się modlitwą różańcową.

***
Rozpropagowanie modlitwy różańcowej powszechna świadomość przypisuje św. Dominikowi Guzmanowi, założycielowi Zakonu Kaznodziejskiego. I choć jest w tym sporo racji, trzeba podkreślić, że to innemu dominikaninowi zawdzięczamy kształt Różańca oraz poznanie obietnic przekazanych ludzkości przez Matkę Bożą.
Rola jaką odegrał św. Dominik w szerzeniu nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny jest niepodważalna. Według przekazów to właśnie jemu objawiła się Matka Boża wręczając skuteczną broń przeciwko odstępstwom od wiary – modlitwę różańcową. Była to Jej odpowiedź na błagalne wołanie o pomoc w walce o wybawienie dusz od herezji albigensów.
Kształt Różańca, opracowany przez Dominika, różnił się od tego znanego nam dzisiaj. Początkowo składał się ze 150 powtórzeń (na wzór 150 psalmów Starego Testamentu) Pozdrowienia Anielskiego. Było to podyktowane względami praktycznymi, ponieważ nie wszyscy bracia zakonni potrafili czytać, dlatego też przełożeni zalecali im zastępowanie lektury Pisma Świętego modlitwą różańcową, zwaną ówcześnie Psałterzem Maryjnym.
W tej formie Różaniec (z kilkoma niewielkimi zmianami, takimi jak dodanie na końcu każdego „Zdrowaś Maryjo” jednego z wydarzeń z życia Pana Jezusa i Maryi w celu rozmyślań) dotrwał aż do XV wieku. Wtedy to bł. Alan de La Roche, również dominikanin, przebudował strukturę modlitwy różańcowej, dzieląc ją na trzy części (Radosną, Bolesną i Chwalebną) oraz dodając do niej modlitwę „Ojcze nasz”. Ten układ Różańca (wraz z modlitwą „O mój Jezu” odmawianą po każdej dziesiątce na polecenie Maryi, która ukazała się Pastuszkom w Fatimie oraz z tajemnicami światła dodanymi w 2002 roku przez św. Jana Pawła II) znamy i stosujemy do dziś.
Bł. Alan de La Roche kochał Matkę Bożą nie mniej niż św. Dominik. Propagował oddawanie Jej czci zakładając Bractwa Różańcowe do czego namawiała go sama Maryja. W objawieniu, otrzymanym przez dominikanina, Bogarodzica przekazała mu również 15 obietnic. Wyświadczone zostaną one każdemu, kto poważnie i sumiennie będzie odmawiał Różaniec.
Oto one:
1. Tym, którzy będą pobożnie odmawiali Różaniec, obiecuję szczególną opiekę.
2. Dla tych, którzy będą wytrwale odmawiali Różaniec, zachowam pewne szczególne łaski.
3. Różaniec będzie potężną bronią przeciwko piekłu; zniszczy występek i rozgromi herezję.
4. Różaniec doprowadzi do zwycięstwa cnoty i dobra; w miejsce miłości do świata wprowadzi miłość do Boga i obudzi w sercach ludzi pragnienie szukania nieba.
5. Ci, którzy zawierzą mi się przez Różaniec, nie zginą.
6. Ci, którzy będą z pobożnością odmawiali mój Różaniec, rozważając jego tajemnice, nie zostaną zdruzgotani nieszczęściem ani nie umrą nie przygotowani.
7. Ci, którzy prawdziwie oddadzą się memu Różańcowi, nie umrą bez pocieszenia Kościoła.
8. Ci, którzy będą odmawiali Różaniec, znajdą podczas swego życia i w chwili śmierci światło Boże oraz pełnię Bożej łaski i będą mieli udział w zasługach błogosławionych.
9. Szybko wyprowadzę z czyśćca te dusze, które z pobożnością odmawiały Różaniec.
10. Prawdziwe dzieci mojego Różańca będą się radować wielką chwałą w niebie.
11. To, o co prosić będziecie przez mój Różaniec, otrzymacie.
12. Ci, którzy będą szerzyć nabożeństwo do mojego Różańca, otrzymają ode mnie pomoc w swych potrzebach.
13. Otrzymałam od mego Syna zapewnienie, że czciciele mego Różańca będą mieli w świętych niebieskich przyjaciół w życiu i w godzinie śmierci.
14. Ci, którzy wiernie odmawiają mój Różaniec, są moimi dziećmi – prawdziwie są oni braćmi i siostrami mego Syna, Jezusa Chrystusa.
15. Nabożeństwo do mego Różańca jest szczególnym znakiem Bożego upodobania
Dlatego warto przecierać palcami paciorki różańca rozważając wydarzenia z życia Pana Jezusa i Maryi. Tym bardziej, że – jak zapewniała sama Matka Boża – “nie ma takiego problemu, ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego nie można byłoby rozwiązać przy pomocy Różańca”.
PCh24.pl
***
piątek – 16 października
Z Krakowa na Stolicę Piotrową.
48 lat temu wybrano Kardynała Karola Wojtyłę na 264 następcę św. Piotra.
Karol Wojtyła jako Jan Paweł II na balkonie bazyliki św. Piotra w dniu wyboru/Wikipedia
***
48 lat temu, 16 października 1978 r., kardynałowie wybrali na papieża metropolitę krakowskiego, 58-letniego kard. Karola Wojtyłę. Przyjął on imię Jan Paweł II.
Został 264. zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i pierwszym od 1903 r. papieżem, który nigdy nie był urzędnikiem Kurii Rzymskiej. Konklawe, czyli wybór następcy, rozpoczęło się 14 października 1978 r. Uczestniczyło w nim 111 kardynałów. Z tego 56 było Europejczykami, a 26 Włochami.
Zgodnie z obowiązującym prawem obrady i głosowania odbywały się w Kaplicy Sykstyńskiej. Przed wyjazdem na pogrzeb Jana Pawła I i na konklawe kard. Karol Wojtyła noc spędził w domu gościnnym sióstr urszulanek na warszawskim Powiślu. W czasie konklawe, w wyniku ósmego głosowania 16 października, kardynałowie wybrali na papieża metropolitę Krakowa, 58-letniego kard. Karola Wojtyłę.
Oznaczało to, że pierwszy raz od 1522 r. papieżem został duchowny, który nie był Włochem. Na kard. Wojtyłę zagłosowało wówczas 99 kardynałów ze 111 uczestniczących w konklawe. O wyniku wyborów poinformował świat zewnętrzny biały dym unoszący się nad Kaplicą Sykstyńską.
Dym powstaje ze spalenia kartek do głosowania, do których dodaje się mniej lub więcej słomy i ewentualnie innych substancji (dla uzyskania odpowiedniego koloru dymu). Kard. Wojtyła przyjął imię Jan Paweł II. Tradycja, w której nowo wybrany papież przybiera nowe imię, wywodzi się z Biblii. Powołując Szymona (w języku hebr. Szymon pochodzi od im. Symeon – “Jahwe wysłuchał”) na apostoła, Jezus zmienił jego imię na Kefas (po aramejsku, w tłum. na grekę “Piotr”, czyli “kamień”).
Była to zapowiedź tego, czym Piotr stanie się dla Kościoła. Pełny tytuł Jana Pawła II brzmiał: “Jego Świątobliwość Ojciec Święty Jan Paweł II, Biskup Rzymski, Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Katolickiego, Patriarcha Zachodu, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego”. Został on 264. zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i pierwszym od 1903 r. papieżem, który nigdy nie był urzędnikiem kurii rzymskiej.
W pierwszym wystąpieniu powiedział, że kardynałowie “powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez łączność w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Lękałem się przyjęcia tego wyboru, jednak czynię to w duchu posłuszeństwa naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi oraz w całkowitym zawierzeniu Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie”.
Uroczysta msza inaugurująca pontyfikat odbyła się 22 października na Placu św. Piotra w Rzymie. W homilii nowy papież powiedział: “Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Przesłanie to uważane jest za jeden ze społecznych i teologicznych fundamentów jego pontyfikatu. Pierwszą pielgrzymką papieża była wizyta 29 października w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli.
Podczas 27 lat posługi odbył 104 pielgrzymki międzynarodowe, odwiedzając 129 krajów na wszystkich kontynentach. Ponadto odbył ponad 140 podróży apostolskich po Włoszech. Pierwszą podróż odbył do Republiki Dominikańskiej, Meksyku i na Wyspy Bahama – w styczniu 1979 r. Polska jest krajem, który papież odwiedzał najczęściej – dziewięć razy. Siedem razy odwiedził USA i Francję, Meksyk i Hiszpanię – po pięć razy.
W czasie podróży zagranicznych Jan Paweł II wygłosił ponad 2400 przemówień. Najdalszą była 32. podróż zagraniczna – na Daleki Wschód i do Oceanii (18 listopada – 1 grudnia 1986 r.), papież przebył 48 974 km. Podróż na Daleki Wschód i do Oceanii była też najdłuższa, trwała 13 dni.
Na drugim miejscu pod tym względem była pielgrzymka do Ameryki Południowej (31 marca – 13 kwietnia 1987 r.). Na trzecim – siódma podróż do Polski – 12 dni.
Podczas swego pontyfikatu papież Jan Paweł II ogłosił 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji apostolskich i 43 listy apostolskie. Zwołał 9 konsystorzy, mianował 232 kardynałów (łącznie z ogłoszonymi 28 września 2003 r.), w tym 10 Polaków. Kanonizował 478 świętych (w tym 9 Polaków i dwóch świętych związanych z Polską) i beatyfikował 1318 błogosławionych (w tym 154 Polaków).
Gość Niedzielny
***
„Czy przyjmujesz?” Jan Paweł II wiedział, komu powierza swoje życie

W poniedziałek 16 października 1978 roku o godzinie 19.20, papież Jan Paweł II ukazał się w Loży Błogosławieństw i powiedział: “Staję przed wami, aby wyznać naszą wspólną wiarę i bezgraniczne zaufanie do Matki Najświętszej”.
fot. Arturo Mari/L’Osservatore Romano
***
16 października 1978 roku Karol Wojtyła usłyszał w Kaplicy Sykstyńskiej pytanie, od którego zależała jego przyszłość. Odpowiedział, choć nie wiedział, co przyniosą następne lata. Kilka miesięcy później wyjaśnił, na czym opierała się jego decyzja. To świadectwo pozwala dostrzec zasadniczy rys całego pontyfikatu. TODO MESSAGE
„Czy przyjmujesz?” Jan Paweł II wiedział, komu powierza swoje życie
Wspomnienie wyboru Jana Pawła II przywołuje przede wszystkim scenę na balkonie Bazyliki św. Piotra. Nowy papież, pierwszy od wieków nie-Włoch, pozdrawia zgromadzonych wiernych. W Polsce wiadomość wywołuje niezwykłe poruszenie. Rozpoczyna się pontyfikat, który wywrze ogromny wpływ na dzieje Kościoła i świata.
Warto jednak cofnąć się o kilkadziesiąt minut, do Kaplicy Sykstyńskiej. Tam, po zakończeniu głosowania, Karol Wojtyła usłyszał krótkie pytanie: „Czy przyjmujesz?”. Odpowiedź nie była formalnością. Wybrany kardynał miał prawo odmówić. Wojtyła przyjął wybór, a wraz z nim odpowiedzialność, której rozmiarów nie mógł w pełni przewidzieć.
Co myślał Karol Wojtyła?
Moglibyśmy zapytać, co wówczas czuł i myślał. Czy obawiał się nowego zadania? Czy zastanawiał się nad losem krakowskiej diecezji, którą pozostawiał? Czy próbował wyobrazić sobie przyszłość?
Odpowiedź na te pytania byłaby niezmiernie interesująca, ale jej nie znamy. Nie znamy i nie będziemy jej zgadywać. Próby odtwarzania cudzych przeżyć, choć tak popularne w opowieściach o wielkich postaciach, więcej często mówią o wyobraźni autorów niż o samych bohaterach. Mamy natomiast własne świadectwo Jana Pawła II, zapisane zaledwie kilka miesięcy po wyborze.
Znalazło się ono w pierwszej encyklice Redemptor hominis, ogłoszonej kilka miesięcy później, 4 marca 1979 roku. Papież wrócił do tamtego momentu. Przytoczył pytanie, które usłyszał, i odpowiedź, jakiej udzielił: „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła — świadom wielkich trudności — przyjmuję”.
Trzeba uważnie przeczytać to zdanie. Wojtyła nie powołuje się na swoje doświadczenie, zdolności czy gotowość do kierowania Kościołem. Przeciwnie, zaznacza świadomość trudności. Uzasadnieniem jego decyzji jest posłuszeństwo Chrystusowi. W tych kilku słowach zawiera się coś, co okaże się jednym z najważniejszych rysów całego pontyfikatu.
Chrystus, a nie program naprawy świata
Pierwsze zdanie Redemptor hominis brzmi: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii”. To niezwykle mocne otwarcie dokumentu, w którym nowy papież przedstawia podstawowe kierunki swojej posługi.
Warto przypomnieć atmosferę, w jakiej te słowa zostały wypowiedziane. Od zakończenia Soboru Watykańskiego II minęło zaledwie kilkanaście lat. Życie Kościoła wypełniały dyskusje o odnowie, stosunku do współczesnego świata, dialogu, nowych formach duszpasterstwa i przemianach społecznych. W niektórych nurtach debaty posoborowej można było odnieść wrażenie, że sprawą najważniejszą staje się znalezienie nowego sposobu obecności Kościoła w świecie.
Jan Paweł II nie kwestionował potrzeby tej odnowy. Przeciwnie, wielokrotnie podkreślał, że realizacja nauczania soborowego należy do podstawowych zadań jego pontyfikatu. Wskazywał jednak punkt, od którego należy rozpocząć: nie od analizy świata, nie od programu reform, nawet nie od rozważań o samym Kościele. Rozpocząć należy od Chrystusa.
Nie było to odrzucenie Soboru, ale konsekwentne rozwinięcie jego nauczania. Konstytucja Gaudium et spes, poświęcona przecież Kościołowi w świecie współczesnym, zawiera fundamentalne stwierdzenie, że tajemnica człowieka wyjaśnia się dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego.
Wojtyła uczynił tę prawdę osią swojej refleksji. Nie można właściwie zrozumieć człowieka, jego godności, wolności, cierpienia i przeznaczenia, pomijając Chrystusa. I nie można zrozumieć misji Kościoła, traktując ją jedynie jako działalność społeczną, wychowawczą czy humanitarną. Powtórzy tę myśl potem w słynnym kazaniu na placu Zwycięstwa w Warszawie, 2 czerwca 1979 roku.
Kościół ma służyć człowiekowi, ponieważ Chrystus przyszedł człowieka odkupić. Chodzi o porządek teologiczny: to od Chrystusa należy wychodzić, by zrozumieć człowieka, a nie odwrotnie. Odwrócenie tego porządku prowadziłoby do zasadniczej zmiany sensu misji Kościoła.
„Świadom wielkich trudności”
Powróćmy jednak do Kaplicy Sykstyńskiej. W odpowiedzi Wojtyły znajduje się jeszcze jedno istotne sformułowanie: „świadom wielkich trudności”. Nie jest to zapewnienie człowieka, który nie ma wątpliwości co do własnych możliwości. Przeciwnie, papież otwarcie przyznaje, że podejmuje zadanie trudne. A jednak je przyjmuje.
Właśnie tu ujawnia się praktyczne znaczenie chrystocentryzmu. Nie chodzi wyłącznie o pogląd teologiczny, o przekonanie dotyczące miejsca Chrystusa w historii zbawienia. Chodzi również o sposób podejmowania decyzji i rozumienia własnego życia.
Jeśli Chrystus jest Panem, to chrześcijanin nie musi uważać siebie za ostateczne źródło własnej siły. Nie musi też znać całej przyszłości, zanim odpowie na rozpoznane powołanie.
Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z rozsądku. Wiara nie zwalnia z rozeznawania, przygotowania ani przewidywania konsekwencji decyzji. Nie każda propozycja jest powołaniem i nie każde trudne zadanie należy przyjmować.
Ale nawet po starannym rozeznaniu pozostaje granica ludzkiej wiedzy. Podejmujemy zobowiązania, których wszystkich następstw nie możemy przewidzieć. Karol Wojtyła nie wiedział 16 października 1978 roku, jakie wydarzenia przyniesie jego pontyfikat. Nie znał przyszłych pielgrzymek, dramatycznych wydarzeń na placu św. Piotra, przemian politycznych w Europie ani własnej drogi przez cierpienie i chorobę. Znał natomiast Tego, któremu zawierzył.
Pytanie, które dotyczy również nas
Łatwo uznać wydarzenie z Kaplicy Sykstyńskiej za wyjątkową historię, niemającą wiele wspólnego z codziennym życiem. W końcu wybór papieża zdarza się niezwykle rzadko, a większość ludzi nigdy nie stanie wobec odpowiedzialności o podobnej skali. Jednak samo pytanie „czy przyjmujesz?” nie jest nam obce.
Staje przed nim człowiek podejmujący decyzję o małżeństwie. Stają przed nim rodzice przyjmujący odpowiedzialność za dziecko. Jak mocno brzmią wtedy właśnie, gdy dowiadują się o poczęciu te słowa encykliki: „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła — świadom wielkich trudności — przyjmuję”. Może je wypowiedzieć ktoś, kto musi zaopiekować się bliskim człowiekiem, choć wie, jak bardzo zmieni to jego życie. Dotyczą one kapłana rozpoczynającego posługę. Każdy, komu zostaje powierzony obowiązek, którego nie potrafi wypełnić bez wysiłku i wyrzeczeń może je powtarzać.
Żadna z tych osób nie zna swojej przyszłości. Nie może przewidzieć wszystkich trudności ani zagwarantować, że zawsze podejmie właściwą decyzję. Pewność powodzenia nie jest wcale warunkiem podjęcia odpowiedzialności. Chrześcijańska odpowiedź na pytanie o powołanie nie opiera się wyłącznie na przekonaniu o własnych możliwościach. Istotne jest również pytanie, czy rozpoznajemy w nim wolę Boga i czy jesteśmy gotowi Mu zaufać.
To zasadnicza różnica między poleganiem jedynie na sobie a posłuszeństwem wiary.
Od kogo zaczynamy?
W 48. rocznicę wyboru Jana Pawła II warto przypomnieć sobie nie tylko wydarzenie historyczne, lecz także tę prostą prawdę, którą nowy papież postawił w centrum swojego nauczania. Dziś, podobnie jak pod koniec lat siedemdziesiątych, Kościół staje wobec licznych pytań o swoje miejsce w świecie, o język, jakim powinien się posługiwać, o sposoby docierania do ludzi i o odpowiedzi na współczesne problemy.
Są to pytania ważne. Ale pierwsze pytanie dotyczy Chrystusa. Jan Paweł II przypomniał to już w chwili przyjęcia wyboru, a następnie uczynił fundamentem swojej pierwszej encykliki.
Być może właśnie dlatego jego odpowiedź z 16 października 1978 roku pozostaje tak aktualna. Nie daje gotowej recepty na wszystkie życiowe trudności. Wskazuje jednak, od czego należy zacząć, kiedy przychodzi podjąć odpowiedzialność, która nas przerasta.
Od Chrystusa.
Michał Jędryka/Aleteia.pl
***
Msza święta przy grobie św. Jana Pawła II stała się polską tradycją na Watykanie.
W każdy czwartek o godz. 7.10 Polacy gromadzą się w w Bazylice św. Piotra w kaplicy św. Sebastiana.
Odprawianie Mszy św. przy grobie Jana Pawła II zainicjował ks. Konrad Krajewski, ceremoniarz papieski, obecnie kardynał i ordynariusz Archidiecezji łódzkiej.
fot. Roman Koszowski /Gość Niedzielny
***
W tej kaplicy pod ołtarzem znajduje się sarkofag św. Jana Pawła II. Polacy w każdy czwartkowy poranek uczestniczą tam we Mszy świętej koncelebrowanej przez 30 kapłanów, czasem 100, a nawet 150. W ciągu roku tę Eucharystię celebruje 2200 polskich księży. A ilość wiernych jest nieraz tak duża, że często nie mieszczą się w kaplicy św. Sebastiana i wypełniają nawet część nawy Bazyliki św. Piotra. Choć św. Jan Paweł II “odszedł do domu Ojca” – jak to pięknie określił w czasie pogrzebu na placu przed watykańską Bazyliką kardynał Joseph Ratzinger – minęło już 21 lat, to nadal uczestników tej Eucharystii nie ubywa.
***
Polacy zgromadzili się na Placu św. Piotra w 48. rocznicę wyboru św. Jana Pawła II modląc się na różańcu

***
W 48. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową Polacy zgromadzili się na Placu św. Piotra, by odmówić różaniec w intencji pokoju oraz powrotu do zdrowia Leona XIV. Pięć dziesiątek powierzono różnym środowiskom polonijnym. W ten sposób rocznica sprzed niemal pół wieku połączyła pamięć o Papieżu Polaku z troską o jego następcę.
Pięć dziesiątek, jedna intencja
Nie była to uroczystość poświęcona wyłącznie wspominaniu wyboru św. Jana Pawła II. W centrum spotkania znalazły się sprawy, które dziś szczególnie poruszają Kościół: zdrowie Ojca Świętego i pokój w świecie naznaczonym konfliktami.
Organizatorem czuwania był Kościół i Hospicjum św. Stanisława w Rzymie, we współpracy z Watykańską Fundacją Jana Pawła II oraz polskimi duszpasterstwami działającymi przy sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Rzymie i kościele św. Mikołaja w Ostii.
Poszczególne dziesiątki prowadzili przedstawiciele polskich wspólnot i organizacji oraz siostra zakonna. Każde środowisko wniosło swój udział w czuwanie, łącząc Polaków związanych z różnymi miejscami i instytucjami Wiecznego Miasta. Czuwaniu przewodniczył o. Jan Maciejowski OFMConv, gwardian kolegium penitencjarzy Bazyliki Watykańskiej.
Modlitwa za Leona XIV i o pokój
W dniu rocznicy wyboru pierwszego Papieża Polaka uczestnicy zwrócili się szczególnie ku Leonowi XIV, który przebywa w rzymskiej Poliklinice Gemelli. Prosili o jego zdrowie, siły fizyczne i duchowe oraz światło Ducha Świętego w kierowaniu Kościołem. W ten sposób wdzięczność za pontyfikat Jana Pawła II została wyrażona poprzez duchową bliskość z obecnym Następcą św. Piotra.
Drugim ważnym wymiarem czuwania był pokój. Uczestnicy odmówili modlitwę Jana Pawła II, której słowa nabierają szczególnej wymowy wobec współczesnych wojen: „Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy”. W dalszej części modlitwy znalazło się wezwanie do przezwyciężenia logiki odwetu i zemsty oraz poszukiwania rozwiązań opartych na dialogu i cierpliwości.
źródło: KAI / Ks. Paweł Rytel-Andrianik, ks. Łukasz Bankowski, Vatican News .pl
***
św. Jan Paweł II w obronie teologii moralnej. 6 głównych błędów potępionych w encyklice „Veritatis splendor”

***
Teologii moralnej Jan Paweł II poświęcił swoją encyklikę Veritatis splendor („Blask prawdy”). Przypomniał w niej o podstawowych zasadach moralności chrześcijańskiej i wskazał błędy podważające nauczanie Kościoła.
Kryzys teologii moralnej w XX wieku
Wiek XX to niewątpliwie czas wielu błędów w dziedzinie teologii moralnej. To właśnie w II połowie tego stulecia coraz bardziej szerzył się relatywizm moralny, który nie uznawał jednoznacznego dobra i zła, co jak nietrudno się domyślić było pochodną modernizmu. Innym niebezpieczeństwem była opcja fundamentalna, czyli pogląd, że dopóki człowiek ukierunkowuje swoje życie na Boga, to jego grzechy się nie liczą. Trzeba również wspomnieć o poglądzie, że przykazania są rzekomo zbyt trudne do zachowywania, oraz o słynnym „cel uświęca środki”.
Do odnowy teologii moralnej wezwał Sobór Watykański II, jednak przygotowany wówczas przez specjalną komisję projekt dokumentu został odrzucony przez ojców soborowych jako nieadekwatny. A ponieważ nie byli w stanie opracować nowego tekstu, kwestię teologii moralnej i wydania odpowiedniego dokumentu w tej sprawie pozostawiono późniejszym papieżom.
Tego zadania podjął się najpierw św. Paweł VI, wydając 1968 roku encyklikę Humanae vitae o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego. Papież bronił nauczania Kościoła w tej kwestii i jednoznacznie potępił jakiekolwiek praktyki antykoncepcyjne.
Z kolei św. Jan Paweł II postanowił w encyklice Veritatis splendor dokonać głębszej refleksji w dziedzinie teologii moralnej i omówić jej fundamentalne prawdy. Przypomniał kryteria podziału grzechów na lekkie i ciężkie (czyli śmiertelne). Podkreślił także, że dobro lub zło konkretnego czynu zależą zarówno od przedmiotu działania, jak i od intencji danej osoby, okoliczności oraz konsekwencji. Ponadto poruszył temat ludzkiej wolności.
Jednak jednym z najważniejszych celów tego dokumentu było wskazanie i odrzucenie błędnych koncepcji moralnych rozpowszechnionych w XX wieku. Wśród najistotniejszych zagadnień omawianych przez papieża znalazły się: fałszywie rozumiana autonomia sumienia, relatywizm moralny, ewolucjonizm dogmatyczny, podwójny status prawdy moralnej, opcja fundamentalna i przekonanie, że cel uświęca środki.
Błąd #1: fałszywie rozumiana autonomia sumienia
Jednym z podejmowanych przez św. Jana Pawła II zagadnień była kwestia sumienia i tego, co należy rozumieć przez fakt, że dokonuje ono osądów moralnych. Papież zwrócił uwagę na szerzący się wówczas błąd, którego zwolennicy twierdzili, że sumienie jest ostatecznym trybunałem rozstrzygania dobra i zła.
Do tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia. (…) Powstała tendencja, by przyznać sumieniu jednostki wyłączny przywilej autonomicznego określania kryteriów dobra i zła oraz zgodnego z tym działania. Wizja ta łączy się z etyką indywidualistyczną, według której każdy człowiek staje wobec własnej prawdy, różnej od prawdy innych. Posunięty do skrajnych konsekwencji, indywidualizm prowadzi do zaprzeczenia samej idei natury ludzkiej – pisał papież (VS 32).
Tymczasem Jan Paweł II podkreślił, że sumienie nie ustanawia samodzielnie norm moralnych ani nie decyduje arbitralnie o tym, co jest dobre, a co złe. Jego zadaniem jest rozpoznawanie prawdy moralnej i wydawanie osądu na temat konkretnego ludzkiego działania w jej świetle. Dlatego sumienie wymaga nieustannej formacji, która pomaga właściwie rozeznawać dobro i unikać zła. Dokonuje się ona między innymi poprzez zgłębianie Pisma Świętego oraz poznawanie nauczania Kościoła.
Błąd #2: relatywizm moralny
Jeszcze większym XX-wiecznym błędem było całkowite odrzucanie istnienia norm moralnych wypływających z Objawienia Bożego.
Jan Paweł II wskazał, że niektórzy teologowie moralni – wbrew nauczaniu Kościoła – rozróżniali „porządek zbawienia”, dotyczący relacji człowieka z Bogiem i dążenia do zbawienia, oraz „porządek etyczny”, dotyczący konkretnych czynów człowieka i jego relacji ze światem. Uznawali te dwie sfery za odrębne, co doprowadziło ich do wniosku, że Objawienie Boże nie zawiera uniwersalnych prawd moralnych.
Doszli do stwierdzenia, że Boże Objawienie nie zawiera żadnej konkretnej i określonej treści moralnej, trwale i powszechnie obowiązującej: Słowo Boże miałoby moc wiążącą jedynie jako zachęta, ogólnikowe napomnienie, które później tylko autonomiczny rozum musi sam wypełnić konkretną treścią, ustanawiając normy moralne rzeczywiście „obiektywne”, tzn. dostosowane do określonej sytuacji historycznej – zauważył Jan Paweł II (VS 37).
Takie podejście prowadzi w konsekwencji do odrzucenia nie tylko norm moralnych zawartych w Objawieniu, lecz także autorytetu doktrynalnego Kościoła.
Papież wyjaśnił, że rozdzielenie „porządku zbawienia” od „porządku etycznego” jest niezgodne z nauczaniem katolickim. Już w chwili stworzenia Bóg obdarzył bowiem człowieka prawem naturalnym, które jest światłem rozumu wszczepionym przez Boga w ludzką naturę. Dzięki niemu człowiek może rozpoznawać, co należy czynić, a czego unikać. Prawo to nazywamy naturalnym, ponieważ rozum, który je rozpoznaje i ogłasza, należy do ludzkiej natury.
Ojciec Święty przywołał słowa swojego poprzednika, Leona XIII, który pisał, że „prawo naturalne zostało wypisane i wyryte w duszy wszystkich ludzi i każdego człowieka, nie jest to bowiem nic innego, jak sam ludzki rozum, który nakazuje nam czynić dobro i zabrania grzeszyć”.
Aby pomóc człowiekowi w pełniejszym rozpoznawaniu dobra i zła, Bóg obdarzył go również darem Objawienia i wiarą. Objawienie obejmuje prawdy, które Bóg objawił o sobie w Piśmie Świętym, Tradycji oraz przez Wcielenie swojego Syna. Jednym z pierwszych wyrazów tego Objawienia było przekazanie Dziesięciu Przykazań i innych przepisów Narodowi Wybranemu. Z kolei w Nowym Testamencie Bóg, przyjmując ludzką naturę, przyszedł na ziemię i obdarzył ludzkość Nowym Prawem, zapisanym przede wszystkim na kartach Ewangelii.
Zadanie interpretacji reguł moralnych zawartych w Objawieniu Chrystus „powierzył Apostołom i ich następcom, zapewniając im specjalną pomoc Ducha prawdy” (VS 25).
Błąd #3: ewolucjonizm dogmatyczny
Trzecią grupę błądzących stanowią ci, którzy choć uznają istnienie norm moralnych objawionych przez Boga, to twierdzą, że ich obowiązywanie może zmieniać się w zależności od kontekstu kulturowego i historycznego. W konsekwencji coś, co było uznawane za złe w czasach apostolskich, niekoniecznie musiałoby być złe również dzisiaj. Takie podejście podważa niezmienność prawa moralnego i jest częścią herezji ewolucjonizmu dogmatycznego, wynikającej z modernizmu.
Prawda jest jednak inna: normy moralne zachowują swoją moc obowiązującą niezależnie od zmieniających się warunków historycznych. I tak choćby słowa Chrystusa: „Kto oddala żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo” (por. Mt 19,9) nie straciły na aktualności. Ich znaczenie nie ograniczało się do czasów, w których Zbawiciel nauczał, lecz pozostaje aktualne także dzisiaj. Nie zmieniają tego ani postęp technologiczny, ani przemiany cywilizacyjne.
Jan Paweł II podkreślił, że choć człowiek zawsze żyje w określonej kulturze, to jednocześnie jego natura wykracza poza uwarunkowania kulturowe. Możliwy jest zatem rozwój rozumienia prawa moralnego, ale nie zmiana jego istoty.
Ta prawda prawa moralnego, podobnie jak prawda „depozytu wiary”, ujawnia się stopniowo w ciągu stuleci: wyrażające ją normy w swej istocie pozostają w mocy, muszą jednak być uściślane i definiowane „eodem sensu eademque sententia” [w tym samym sensie i w tym samym znaczeniu – red.] w świetle historycznych okoliczności przez Magisterium Kościoła, którego decyzję poprzedza i wspomaga proces ich odczytywania i formułowania, dokonujący się w umysłach wierzących i w ramach refleksji teologicznej – wyjaśnił papież (VS 53).
Błąd #4: podwójny status prawdy moralnej
Kolejny błąd omawiany przez Jana Pawła II polega na uznawaniu, że choć objawione prawo moralne istnieje i jest niezmienne, to w pewnych sytuacjach można od niego odstąpić. Zwolennicy tego poglądu przypisują prawdzie moralnej rzekomo „podwójny status”. Pierwszy określają jako doktrynalny lub abstrakcyjny, i odnosi się on do ogólnych zasad moralnych. Drugi zaś nazywają egzystencjalnym lub pastoralnym, i dotyczy on konkretnych sytuacji życiowych.
Ujęcie to, uwzględniające okoliczności i sytuację, mogłoby dostarczać uzasadnień dla wyjątków od reguły ogólnej i tym samym pozwalać w praktyce na dokonywanie z czystym sumieniem czynów, które prawo moralne uznaje za wewnętrznie złe. W ten sposób wprowadza się w niektórych przypadkach rozdział lub nawet opozycję między doktryną wyrażoną przez nakaz o znaczeniu ogólnym a normą indywidualnego sumienia, które w praktyce miałoby stanowić ostateczną instancję orzekającą o dobru i złu – zauważył Ojciec Święty (VS 56).
Papież wskazał, że na tej podstawie próbuje się uzasadnić istnienie rzekomych „pastoralnych” rozwiązań, sprzecznych z Magisterium Kościoła, a także usprawiedliwiać łamanie zakazów w nim zawartych, które w tym ujęciu nie miałyby obowiązywać bezwzględnie.
Tezy te podważają samą tożsamość sumienia w jego relacji do wolności człowieka i prawa Bożego – podkreślił święty papież (VS 56).
Błąd #5: opcja fundamentalna
Piątym błędem jest popularna w XX wieku koncepcja opcji fundamentalnej. Jej zwolennicy twierdzą, że dopóki człowiek zasadniczo ukierunkowuje swoje życie na Boga, to popełniane przez niego pojedyncze grzechy ciężkie nie skazują go na wieczne potępienie. W tym ujęciu pojęcia dobra i zła moralnego odnoszą się jedynie do całościowego wyboru człowieka – opowiedzenia się za Bogiem lub odrzucenia Go. Co zaś tyczy się konkretnych, codziennych wyborów, zwolennicy tej teorii używają jedynie pojęć słuszności i niesłuszności, rezygnując z oceny moralnej danych czynów.
W ten sposób wewnątrz rzeczywistości ludzkiego działania zarysowuje się jakby podział na dwie płaszczyzny moralności: na porządek dobra i zła, zależny od woli, oraz sferę konkretnych czynów, które oceniane są jako moralnie słuszne lub niesłuszne wyłącznie na podstawie technicznego obliczenia proporcji między dobrem i złem, „przed-moralnym” lub „fizycznym”, które jest rzeczywistym następstwem czynu. Podział ten sięga tak daleko, że konkretne działanie, nawet będące skutkiem wolnej decyzji, rozpatruje się jako proces czysto fizyczny, nie zaś w kategoriach właściwych dla czynu ludzkiego. Skutkiem takiego ujęcia jest ograniczenie moralnej oceny osoby w oparciu o dokonaną przez nią opcję fundamentalną, wyłączając z tej oceny, całkowicie lub częściowo, poszczególne czyny i konkretne zachowania – pisał św. Jan Paweł II (VS 65).
Papież zauważył, że gdyby koncepcja opcji fundamentalnej była prawdziwa, wówczas „człowiek miałby pozostawać moralnie dobrym, trwać w łasce Bożej i osiągnąć własne zbawienie, nawet gdyby poprzez niektóre swoje czyny sprzeciwiał się świadomie i w rzeczy ważnej przykazaniom Bożym przedstawionym na nowo przez Kościół” (VS 68). Oznaczałoby to, że nawet po popełnieniu grzechu ciężkiego człowiek nie zrywałby relacji z Bogiem, jeśli tylko prawdziwie kocha Go w swoim sercu. Tymczasem świadoma decyzja o popełnieniu grzechu ciężkiego już jest zaprzeczeniem tej miłości.
Ojciec Święty podkreślił, że podstawowy wybór Boga i przyjęcie radykalnych zobowiązań wobec Niego – będące odpowiedzią na wezwanie Chrystusa „Pójdź za Mną” – mają oczywiście fundamentalne znaczenie. Nie można jednak oddzielać ich od konkretnych czynów i codziennych decyzji. Co więcej, to właśnie poprzez te decyzje urzeczywistnia się wybór Boga dokonany przez człowieka.
W rzeczywistości człowiek nie idzie na zatracenie tylko na skutek niewierności wobec tej opcji fundamentalnej, poprzez którą „z własnej woli cały powierza się Bogu”. Za każdym razem, gdy świadomie popełnia grzech śmiertelny, obraża Boga, który nadał mu prawo i tym samym staje się winnym wobec całego prawa (…); choć zachowuje wiarę, traci „łaskę uświęcającą”, „miłość”, i „szczęśliwość wieczną” „Raz otrzymaną łaskę usprawiedliwienia – naucza Sobór Trydencki – można utracić nie tylko na skutek niewierności, która prowadzi aż do utraty wiary, ale także przez jakikolwiek inny grzech śmiertelny” – przypomniał Jan Paweł II (VS 68).
Błąd #6: cel uświęca środki
Szóstym wreszcie błędem jest przekonanie, że cel uświęca środki. Jan Paweł II stanowczo odrzucił tę zasadę i przypomniał, że nigdy nie wolno popełniać czynów wewnętrznie złych (intrinsece malum – czyli takich, które są złe w każdej okoliczności), nawet jeśli miałyby one prowadzić do osiągnięcia dobrego rezultatu.
Nie można zatem usprawiedliwiać czynów moralnie niedopuszczalnych samym powołaniem się na ich spodziewane korzystne skutki. Ocena moralna nie zależy bowiem wyłącznie od celu, jaki chce osiągnąć działający. Papież przytoczył w tym kontekście słowa św. Tomasza z Akwinu:
Zdarza się często – pisze znowu Akwinata – że człowiek działa w dobrej intencji, ale bez duchowego pożytku, ponieważ zabrakło mu prawej woli; dzieje się tak wówczas, gdy na przykład ktoś kradnie, aby nakarmić biednego: w tym przypadku, chociaż intencja jest dobra, brakuje prawości woli. W konsekwencji, nie można usprawiedliwić żadnego złego czynu dokonanego w dobrej intencji: „A czyż mamy (jak nas powtarzają i jak niektórzy powiadają, że mówimy) czynić złe rzeczy, aby z nich wyszły dobre? Potępienie takich jest sprawiedliwe” (por. Rz 3, 8) – pisał Jan Paweł II (VS 78).
Powołując się na nauczanie Soboru Watykańskiego II, papież wymienił szereg czynów, których nie można zaakceptować w żadnych okolicznościach:
Sam Sobór Watykański II, mówiąc o szacunku należnym ludzkiej osobie, wymienia wiele przykładów takich czynów: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą, a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby; wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażają cywilizację ludzką, bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy” – podkreślił Ojciec Święty (VS 80).
Znaczenie encykliki
Encyklika Veritatis splendor, ogłoszona 6 sierpnia 1993 roku, miała ogromne znaczenie dla Kościoła. Wobec pojawiających się teorii podważających podstawowe zasady katolickiej teologii moralnej konieczne stało się jasne przedstawienie stanowiska Kościoła oraz wskazanie błędów, które zagrażały integralności jego nauczania.
Należy docenić wkład zarówno św. Pawła VI, jak i św. Jana Pawła II, którzy poprzez swoje encykliki bronili katolickiej teologii moralnej przed koncepcjami podważającymi jej fundamenty. Humanae vitae potwierdziła nauczanie Kościoła w kwestii przekazywania życia ludzkiego, natomiast Veritatis splendor przedstawiła szerszą refleksję nad podstawami moralności chrześcijańskiej.
Niestety, nauczanie obu papieży bywa dziś pomijane, a wielu katolików w swoim codziennym życiu postępuje w sposób sprzeczny z zawartymi w nim wskazaniami. Nie brakuje osób, które deklarują przywiązanie do Kościoła, a jednocześnie odrzucają te elementy jego nauczania, które uznają za zbyt wymagające lub niedostosowane do współczesnych realiów.
Warto sięgnąć po papieskie encykliki – a św. Jan Paweł II pozostawił ich po sobie cały szereg – aby lepiej poznać i zrozumieć nauczanie Kościoła. Trudno żyć zgodnie z zasadami, których się nie zna lub których znaczenia się nie rozumie. Sama lektura nie gwarantuje oczywiście zmiany postępowania, ale może być pierwszym krokiem ku refleksji i wcielaniu nauczania Kościoła we własne życie.
Adrian Fyda/PCh24.pl
***
wtorek – 13 października 2026
Znak, o którym zaświadczyły tysiące. Mija 109. rocznica Cudu Słońca z Fatimy
13 października 1917 doszło do cudu, znaku zapowiadanego przez Maryję, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęło przypominać srebrny dysk i… tańczyć!
Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.
Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy także, że te ani wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artura de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.
Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekłą reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, a Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny i oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.
Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.
„Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.
PCh24.pl
***
„Cud słońca” w Fatimie
Tłum patrzący na “Cud Słońca” – fot. Judah Rua/Wikipedia
***
13 października 1917 r. w Fatimie miał miejsce tzw. cud słońca. Wydarzenie to zakończyło trwające kilka miesięcy objawienia Matki Bożej. Czym był “cud słońca”?
Mimo ulewnego deszczu na cud oczekiwało 90 tys. osób
Opisy tego ostatniego, publicznego akcentu objawień obiegły całą ówczesną prasę. Objawienia były już na tyle znane i wywoływały sprzeczne emocje, że w Fatimie, mimo ulewnego deszczu oczekiwało wówczas 70 tys. osób przybyłych z całej Portugalii, a kolejne 20 tys. na obrzeżach. Byli to zarówno wierzący jak i skrajni sceptycy i antyklerykałowie, gdyż taki reżim panował wówczas w Portugalii.
Po długim czasie oczekiwania nad skalnym dębem ukazała się Maryja, zwracająca się do Łucji z prośbą, aby zbudowano tu na jej cześć kaplicę. Dodaje, że jest Matką Bożą Różańcową, wzywa do odmawiania różańca i zapowiada rychły koniec wojny i powrót z niej żołnierzy.

***
Jak wyglądał „cud słońca”?
Wkrótce potem Maryja rozchyla szeroko ręce, nagle przestaje padać deszcz, rozstępują się chmury i ukazuje się słońce, świecące silniejszym blaskiem niż zwykle. Wtem – jak czytamy w opisach – słońce zaczyna migotać, jakby zapalało się i przygasało, a następnie wirować, rzucając we wszystkie strony promienie w różnych kolorach.
Nagle słońce przestaje wirować, a olbrzymia świetlista kula pędzi z wielką prędkością w kierunku przerażonego tłumu. Nagle zatrzymuje się i wraca na swoje miejsce. A kiedy rzesze szaleją z zachwytu, trójka pastuszków doznaje wizji, w której Maryja wraz z Dzieciątkiem błogosławi świat.
W ten sposób zakończyły się najsłynniejsze w XX stuleciu objawienia maryjne, które nastąpiły w czasie, gdy toczyła się pierwsza wojna światowa, a w Portugalii sprawował rządy ostro antykościelny reżim. W Rosji za kilka tygodni miała zacząć ateistyczna rewolucja, która – w swych konsekwencjach – przyniosła najwięcej zbrodni i ofiar w historii świata oraz prześladowania Kościoła w niespotykanej dotąd skali.
KAI,zś/Stacja7
***
Fatima – wyjaśnienie i rozwiązanie współczesnego kryzysu

***
Społeczność ludzka zaprezentowała w pierwszej części tego stulecia, tj. przed rokiem 1914, swoją świetlaną stronę. We wszystkich dziedzinach postęp był niekwestionowany. Gospodarka znajdowała się w bezprecedensowym rozkwicie. Życie społeczne wydawało się wkraczać w złotą erę.
Tymczasem pewne poważne symptomy zaciemniały ten radosny obraz. Istniały problemy moralne i materialne, lecz niewielu zwracało w pełni uwagę na zakres i znaczenie tych zjawisk. Olbrzymia większość oczekiwała, że nauka i postęp rozwiążą wszystkie te problemy.
Pierwsza wojna światowa była straszliwym tego zaprzeczeniem. We wszystkich sferach życia narastały nieustannie trudności, aż do 1939 r., kiedy to wybuchła II wojna światowa. I tak dochodzimy do sytuacji obecnej, gdzie możemy powiedzieć, że nie ma ani jednego narodu na ziemi, który nie borykałby się z poważnymi problemami w prawie wszystkich dziedzinach.
Innymi słowy, gdy analizujemy wewnętrzną sytuację każdego narodu, to zauważamy tam stan pełen niepokoju, zamętu, rozpasania apetytów i ambicji oraz podważania wszystkich wartości, który jeśli nie jest już otwartą anarchią, to w każdym razie do niej zmierza. Żaden z mężów stanu nie potrafił zaproponować lekarstwa, które położyłoby kres temu chorobliwemu procesowi o światowym zasięgu.
Istotnym elementem orędzi Matki Bożej i Anioła Portugalii w Fatimie w roku 1917 jest uświadomienie ludziom powagi tej sytuacji i wyjaśnienie jej w świetle planów Opatrzności Bożej oraz wskazanie niezbędnych środków do uniknięcia katastrofy. Oto jest właściwa historia naszej epoki, a nawet więcej, jest to jej przyszłość, o której poucza nas Matka Najświętsza.
Zachodnie Cesarstwo Rzymskie zakończyło swoje istnienie katastrofą, opisaną i wyjaśnioną przez geniusz wielkiego Doktora Kościoła – św. Augustyna. Upadek średniowiecza został przewidziany przez wielkiego proroka, św. Wincentego Ferreriusza. Rewolucja francuska, która oznacza koniec epoki nowożytnej, była przewidziana przez innego wielkiego proroka, św. Ludwika Marię Grignion de Montfort. Epoka współczesna, która wydaje się kończyć nowym kryzysem, została obdarzona większym przywilejem, gdyż to sama Matka Boża przyszła przemówić do ludzi.
Św. Augustyn mógł tylko potomności wyjaśnić przyczyny tragedii, której sam był świadkiem. Św. Wincentemu Ferreriuszowi i św. Ludwikowi Grignion de Montfort nie udało się odsunąć burzy, gdyż ludzie nie chcieli ich słuchać. Z kolei Matka Boża wyjaśnia przyczyny obecnego kryzysu i zarazem wskazuje środki zaradcze, przepowiadając jednocześnie katastrofę, jeśli ludzie Jej nie posłuchają.
Pod każdym względem, zarówno z powodu swej treści, jak i godności objawiającej się Osoby, orędzie fatimskie przewyższa więc to wszystko, co Opatrzność przekazywała ludziom w obliczu wielkich nawałnic dziejowych.
Z tego też powodu, można kategorycznie stwierdzić bez najmniejszej obawy popadnięcia w sprzeczność, że objawienia Matki Bożej i Anioła Pokoju w Fatimie stanowią najważniejsze i najbardziej zachwycające wydarzenia XX wieku.
Plinio Corrêa de Oliveira
* Powyższy artykuł, tak trafnie przewidujący również obecne wydarzenia na świecie, został opublikowany ponad pięćdziesiąt lat temu w miesięczniku „Catolicismo”, nr 29, maj 1953 r. (fragmenty).
źródło: przymierzezmaryja.pl
***
455 lat po Lepanto. Czy dziś wierzymy jeszcze w moc broni, która ocaliła Europę?
455 lat po zwycięstwie pod Lepanto znów kreślone są scenariusze, w których Europa staje się zdominowana przez wyznawców islamu. Tym razem mają zapewnić to już nie potężne wojska sułtana, a – jak miał wyrazić się niegdyś prezydent Algierii Huari Bumedien – brzuchy muzułmańskich kobiet. To więc może ostatni dzwonek, by sięgnąć po broń, która przed podobnym zagrożeniem ochroniła Stary Kontynent 7 października 1571 roku?

***
Dziś mija 455 lat od niezwykłego wydarzenia, które zdecydowało o losach Europy. 7 października 1571 roku flota chrześcijańska pokonała pod Lepanto wojska tureckie. Stało się tak, choć wielu przewidywało tryumf sił sułtana Selima II, który chciał podbić Europę i zaprowadzić w niej muzułmańską wiarę. Liczebna przewaga sił Imperium Osmańskiego została jednak zniwelowana przez… nieoczekiwaną, a sprzyjającą flocie Ligi Świętej zmianę wiatru, która utrudniła manewry wrogiej armadzie.
Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit
Współcześni widzieli w tym wydarzeniu cud. Nie był to jednak cud niespodziewany, a cud wymodlony. Gdy ówczesny papież, św. Pius V usłyszał o zbliżającej się wojnie, wezwał cały katolicki świat do modlitwy różańcowej. W całej Europie samą bitwę poprzedziła walka innej armii – codziennie odmawiającej różaniec, poszczącej i organizującej maryjne procesje. Tak też Pius V nie miał wątpliwości co do tego, komu należy przypisać zwycięstwo pod Lepanto i ocalenie Europy. Na pamiątkę tego zwycięstwa uczynił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej, które obchodzimy dziś jako święto Matki Bożej Różańcowej.
Różaniec to przedziwna modlitwa. Każdy katolik dobrze ją zna – przecież towarzyszy nam od dziecka. Zasad jej odmawiania nauczyliśmy się mając zaledwie kilka lat. Wielu z nas szczególnie w pamięci zapadły październikowe nabożeństwa z okresu przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. W dorosłym życiu jesteśmy różańcowi mniej lub bardziej wierni. Niezależnie od tego, na koniec bliscy odmówią go przy naszej trumnie.
Odkrywając skarb, który przynosi pokój
Ogłaszając Rok Różańca, św. Jan Paweł II pisał w Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae, że różaniec to „skarb, który trzeba odkryć”. Są przynajmniej cztery powody, które sprawiają, że dziś papieskie przesłanie jest jeszcze aktualniejsze.
Pierwszym z tych powodów jest coraz bardziej niepokojąca sytuacja na świecie. W 2002 roku, widząc początki nowych niepokojów czy to w zamachach z 11 września 2001 roku, czy w wydarzeniach na Bliskim Wschodzie, papież z Polski pisał o „pilnej potrzebie wołania do Boga o dar pokoju”. 24 lata później widzimy, że niestety potrzeba ta stała się jeszcze pilniejsza. Dlatego Leon XIV, mówiąc o dramacie trwających wojen i widmie ich rozszerzenia, wskazuje na różaniec, apelując o wspólną modlitwę w intencji pokoju. Różaniec stał się typową dla tej intencji formą modlitwy. Być może dlatego, że jego naturalnym działaniem jest wprowadzanie pokoju do serca i umysłu osoby go odmawiającej. „Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i « naszym pokojem » (Ef 2, 14). Kto przyswaja sobie misterium Chrystusa – a różaniec właśnie do tego prowadzi – dowiaduje się, na czym polega sekret pokoju, i przyjmuje to jako życiowy projekt. Ponadto, mocą swego charakteru medytacyjnego, przez spokojne następowanie po sobie kolejnych « Zdrowaś Maryjo », różaniec wywiera na modlącego się kojący wpływ, który usposabia go do przyjmowania i doświadczania w głębi swego jestestwa oraz do szerzenia wokół siebie tego prawdziwego pokoju, który jest szczególnym darem Zmartwychwstałego (por. J 14, 27; 20, 21)” – pisał św. Jan Paweł II.
Bardzo modne – co również zauważał już Wojtyła – jest dziś sięganie po znane z obcych tradycji religijnych metody medytacji, wyciszenia i uspokojenia. Joga, mantra, techniki oddechowe, medytacja transcendentalna, zen, mindfulness… Znany z dzieciństwa różaniec może wydaje nam się zbyt staroświecki i nudny. Może kojarzy się jedynie z bezmyślnym powtarzaniem formułki. Może tak jest, bo nigdy nie spróbowaliśmy odmówić go jako dorośli i jak dorośli, zatrzymując się jedynie na etapie dziecięcej modlitwy. Różaniec to modlitwa kontemplacji, w której uczymy się przyglądać życiu Chrystusa i swojemu życiu w perspektywie Ewangelii. Dlatego „z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji”. Tak odmawiany – przemienia odmawiającego, napełniając jego życie pokojem.
Odkrywając skarb, który chroni rodzinę
Obok modlitwy o pokój, Jan Paweł II wskazał też na pilną potrzebę modlitwy w intencji rodziny, zwracając uwagę na grożące jej u początku XXI wieku niebezpieczeństwa. Zauważył, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Tak wiele uwagi poświęcamy dziś grożącym rodzinie ideologiom. Czy sięgamy po narzędzie, w którym nasz święty rodak widział skuteczną obronę przed tym zagrożeniem?
Szczególną wartość papież widział we wspólnym odmawianiu różańca w rodzinie. Różaniec odmawiany wspólnie przez małżonków, różaniec odmawiany przez rodziców z dziećmi… Już sama wspólna modlitwa jednoczy i wzmacnia rodzinę. Dlatego Jan Paweł II określił różaniec „modlitwą rodziny i za rodzinę”.
Odkrywając skarb, który strzeże wiary Kościoła
O rodzinie, stojących przed nią zagrożeniach i związanych z tym wyzwaniach duszpasterskich papież Leon XIV będzie w najbliższych dniach rozmawiał z biskupami całego świata. Dziś rozpoczyna się w Watykanie spotkanie zwołane przez ojca świętego z okazji 10. rocznicy ogłoszenia adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Ten przygotowany przez papieża Franciszka dokument wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w Kościele katolickim. Pojawiła się w nim możliwość dopuszczenia do Komunii świętej rozwodników żyjących w ponownych związkach, nawet jeżeli nie zachowują wstrzemięźliwości seksualnej. Dokonano w ten sposób przewrotu kopernikańskiego w katolickiej teologii moralnej, stawiając pod znakiem zapytania samą istotę nierozerwalności małżeństwa? Katolików przestały obowiązywać obiektywne normy i podlegają już tylko subiektywnej ocenie własnego sumienia? Amoris laetitia jest jednym z tych dokumentów, które wywołały dyskusję na temat zachowania jedności doktrynalnej w Kościele katolickim. Czy Kościół przetrwa jako wierny swojej doktrynie?
Wedle tradycji Maryja przekazała św. Dominiakowi różaniec jako broń przeciwko herezji albigensów. „Historia różańca pokazuje, jak tej modlitwy używali zwłaszcza dominikanie, gdy Kościół przeżywał trudne chwile z powodu szerzenia się herezji. Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami?” – pytał św. Jan Paweł II.
Odkrywając skarb, który broni chrześcijańskiego dziedzictwa Europy
Wedle badań przeprowadzonych przez francuskie Obserwatorium Imigracji i Demografii, niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, dotychczasowe otwarcie Francji na masową migrację sprawi, że do 2050 roku w kraju tym nastąpią bardzo poważne zmiany demograficzne. We dwóch z trzech przebadanych scenariuszy osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się między 2050 a 2060 rokiem mniejszością w ludności tego europejskiego kraju. Zmiany demograficzne niosą ze sobą oczywiście również zmiany religijne. Mówimy wszak o imigrantach w przytłaczającej większości wyznających islam. „Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową, aby wedrzeć się na półkulę północną. I z pewnością nie jako przyjaciele. Ponieważ wedrą się, aby dokonać podboju. I podbiją ją, zaludniając swoimi dziećmi. To brzuchy naszych kobiet dadzą nam zwycięstwo” – miał powiedzieć na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1974 roku prezydent Algierii Houari Boumedienne. Czy rzeczywistość ta się zrealizuje, a Europa stanie się muzułmańska?
Przed podobnym zagrożeniem nasz kontynent stanął 455 lat temu. Wówczas uratował go różaniec. Przez wieki ratował też rodzinę i jedność Kościoła, a pokolenia katolików widziały w nim nadzieję wobec targających światem wojen. Wiele uwagi poświęcamy dziś w Kościele rozważaniom na temat kryzysu rodziny. Z przerażeniem obserwujemy sytuację geopolityczną. Rozprawiamy na temat podejścia do doktryny. Zastanawiamy się nad rosnącym wpływem islamu. Czy w tym wszystkim wierzymy jeszcze w moc różańca? To skarb, który na tych czterech płaszczyznach może okazać się niezwykle cenny.
Karol Kubicki/Fronda.pl
***
Odmawiam różaniec, ale myślę o wszystkim oprócz różańca.
W modlitwie różańcowej jest nasza siła.
Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.

fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela
***
Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
Może po prostu przychodzimy na modlitwę tacy, jacy jesteśmy. Ze zmęczeniem, niepokojem, problemami i sprawami, których nie udało nam się zostawić przed drzwiami. Bo jeśli podczas różańca przypomina nam się ktoś bliski, możemy przecież pomodlić się właśnie za niego. Jeśli myślimy o kimś chorym – powierzmy go Maryi. Jeśli wraca osoba, która nas zraniła, możemy oddać Jej również tę trudną relację. A kiedy zaczynamy martwić się o przyszłość, czasem wystarczy powiedzieć: „Maryjo, Ty przecież wiesz”. Wtedy różaniec przestaje być czymś oderwanym od naszego życia. To właśnie nasze życie przynosimy na modlitwę.
Oczywiście, dobrze jest się skupić. Dobrze jest zatrzymać się przy tajemnicy, którą rozważamy. Ale nie zawsze się to udaje. Czasem przez kilka minut jesteśmy gdzieś daleko i dopiero po chwili orientujemy się, że nie wiemy nawet, które „Zdrowaś Maryjo” właśnie odmówiliśmy.
Wtedy można po prostu wrócić. Bez złości na siebie. Bez przekonania, że wszystko robimy źle. Bez zaczynania modlitwy od wyrzutów sumienia. Po prostu wrócić. I może właśnie tego różaniec uczy nas nie tylko w modlitwie.
Ile razy w ciągu dnia tracimy z oczu to, co naprawdę ważne? Ile razy zamartwiamy się czymś, co jeszcze się nie wydarzyło? Ile razy wracamy myślami do sytuacji, których nie możemy już zmienić? A przecież zawsze można spróbować wrócić do tego, co jest teraz. Do człowieka, który stoi obok. Do chwili, która właśnie trwa. Do Boga. Dlatego jeśli podczas różańca znowu uciekły nam myśli, nie musimy się zniechęcać. Możemy wrócić. Nawet jeśli zdarzy się to po raz dziesiąty. Nawet jeśli po raz pięćdziesiąty.
Maryja nie czeka na nas z oceną, czy dobrze odmówiliśmy różaniec. Przynosimy Jej to, co mamy: radość, zmęczenie, wdzięczność, lęk, ludzi, o których chcemy pamiętać, i sprawy, które od dawna chodzą nam po głowie. Bierzemy więc paciorki do ręki. I zacznijmy jeszcze raz: „Zdrowaś Maryjo…”
Natalia Janowiec/TYgodnik Niedziela
***
Pomoce do dobrego odmawiania różańca
Ojciec Święty proponuje pewne innowacje, zmiany, które mogą pogłębić modlitwę różańcową i uczynić ją drogą do kontemplacji Oblicza Jezusa.

fot. Magdalena Pijewska
***
Pierwsza rada papieska dotyczy modlitw: Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Po wysłuchaniu słowa Bożego i skupieniu się na rozważanej tajemnicy, czymś naturalnym jest wzniesienie ducha ku Ojcu. Jezus w każdej swej tajemnicy prowadzi nas do Ojca, np. w czasie chrztu w Jordanie, czy w momencie przemienienia na Taborze. Jest On zawsze zjednoczony z Ojcem i nas chce wprowadzić w zażyłość z Nim, byśmy razem z Jezusem wołali Abba, Ojcze (Rz 8,15; Ga 4,6). Ojcze nasz nadaje charakter eklezjalny modlitwie różańcowej. Zdrowaś Maryjo zajmuje najwięcej miejsca w Różańcu. Dzięki temu jest on modlitwą maryjną. Charakter maryjny nie przeciwstawia się chrystologicznemu, ale go podkreśla i uwypukla.
Pierwsza część Zdrowaś Maryjo jest zaczerpnięta ze słów Gabriela i św. Elżbiety i skierowana do Maryi; jest adorującą kontemplacją tajemnicy Wcielenia, która spełnia się w Maryi za sprawą Ducha Świętego. Ośrodkiem Zdrowaś Maryjo i zwornikiem między jego pierwszą a drugą częścią jest święte imię Jezus. Przy zbyt szybkim odmawianiu centrum to uchodzi uwagi, a wraz z nim misterium Chrystusa, które jest kontemplowane. Umyka to, co jest istotne w Różańcu – imię Jezus i to, co gwarantuje jego owocność, a mianowicie medytacja tajemnicy. Tylko jeden krok do klepania pacierzy. Jan Paweł II, idąc za Pawłem VI, proponuje, żeby podkreślić imię Jezus, dodając do niego tzw. dopowiedzenie, które nawiązuje do rozważanej tajemnicy (RVM 33). Dopowiedzenie można by nazwać „przystankiem Jezus” w modlitwie Różańca. Świadome zatrzymanie się zwraca uwagę na Jezusa, Jego życie i misteria; jest wyznaniem wiary i pozwala przyswajać treść tajemnicy. Na „przystanku Jezus”, modlący się budzi się z monotonnego odmawiania modlitwy i staje w obliczu Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela. Czyż to nie jest właśnie kontemplacja: pełne miłości i podziwu zatrzymanie się przy Jezusie. Jak powinno wyglądać takie dopowiedzenie? Weźmy jako przykład znak Kany (J 2,1-12). Pod imieniu „Jezus” możemy dodać: który wysłuchuje prośbę swej Matki.
Druga rada Papieża, wielkiego Duszpasterza – rola doksologii i końcowy akt strzelisty. Doksologia trynitarna, czyli Chwała Ojcu…, jest celem chrześcijańskiej kontemplacji (RVM 34).
Drogą jest sam Chrystus, który prowadzi nas do Ojca w Duchu Świętym. Idąc drogą Chrystusa stajemy wobec misterium trzech Osób Boskich, którym należy się chwała i uwielbienie. Chwała Ojcu jako szczyt kontemplacji powinno być w publicznym odmawianiu uwydatnione, np. śpiewem. Krótkie Chwała Ojcu… nie pełni tylko roli zakończenia. To ma być szczyt kontemplacji, doświadczenie Taboru, przedsmak kontemplacji (wizji) uszczęśliwiającej. „Dobrze, że tu jesteśmy” (Łk 9,33). Po doksologii trynitamej następuje końcowy akt strzelisty, który ma różną formę. U nas w Polsce funkcjonują szczególnie dwa: O Maryjo bez zmazy pierworodnej poczęta… i fatimska: O mój Jezu… Ojciec Święty ma tu bardzo interesującą propozycję: lepiej będzie można wyrazić owocność danej tajemnicy, gdy każdą tajemnicę zakończy się modlitwą o osiągnięcie specyficznych owoców konkretnej tajemnicy. W ten sposób będzie można podkreślić związek Różańca z życiem. Papież wzywa tu do badań i pastoralnych eksperymentów, które można przeprowadzić w sanktuariach maryjnych. Co można by tu zaproponować?
W prywatnym odmawianiu Różańca, akty strzeliste mogą być improwizowane; natomiast w odmawianiu wspólnotowym można czerpać akty strzeliste z liturgii lub pieśni Kościoła.
Mamy wielkie bogactwo pieśni na Boże Narodzenie, na Wielki Post, na święta maryjne i eucharystyczne. Dopowiedzenia do tajemnic światła:
1) …Jezus, który w czasie chrztu w Jordanie został namaszczony Duchem Świętym;
2) …Jezus, który objawił w Kanie swą chwałę i uwierzyli w Niego;
3) …Jezus, który głosił nadejście panowania Boga i wzywał wszystkich do nawrócenia;
4) …Jezus, który objawił uczniom swoje Bóstwo na Taborze, aby ich wzmocnić na godzinę męki;
5) …Jezus, który z miłości oddał swoje Ciało i Krew za zbawienie świata.
Akty strzeliste wymawiane po Chwała Ojcu:
1) Panie Jezu, który w czasie chrztu w Jordanie zostałeś namaszczony Duchem Świętym, spraw, abyśmy byli wrażliwi na natchnienia Twojego Ducha i żyli zobowiązaniami chrztu świętego. Tobie cześć i chwała na wieki.
2) Jezu, który objawiłeś swoją chwałę na weselu w Kanie, spraw, abyśmy na wzór Twojej Matki wierzyli w Ciebie bez cudownych znaków. Tobie cześć…
3) Jezu, który głosiłeś nadejście panowania Boga, spraw, abyśmy się nawrócili i przyjęli orędzie Dobrej Nowiny…
4) Jezu, który objawiłeś swe Bóstwo na Taborze, spraw, abyśmy zawsze kontemplowali Twe Oblicze wraz z Maryją i słuchali Twojego słowa. Tobie cześć…
5) Jezu, który w czasie Wieczerzy dałeś swoje Ciało i Krew za zbawienie świata, spraw, abyśmy żyli dla braci. Tobie…
Warto skorzystać z propozycji Ojca Świętego.
ks. Józef Kudasiewicz/Tygodnik Niedziela
***
Krótka historia różańca świętego według o. Amortha
Wszystko zaczęło się w klasztorach. Tu od nie-pamiętnych czasów odmawiano sto pięćdziesiąt psalmów Dawidowych. Mnichom, a także ludowi, który nawiedzał klasztory, trudno było nauczyć się na pamięć każdego z nich. W związku z tym około roku 850 pewien mnich o irlandzkich korzeniach zaproponował, aby odmawiano zamiast nich sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz. I tak się stało. Wierni i mnisi skorzystali z rady irlandzkie-go duchownego i zaczęli odliczać powtórzenia Modlitwy Pańskiej na różne sposoby. Niektórzy posługiwali się stu pięćdziesięcioma kamykami, niektórzy sznurkami, a jeszcze inni węzłami.

***
Wszystko zaczęło się w klasztorach. Tu od nie-pamiętnych czasów odmawiano sto pięćdziesiąt psalmów Dawidowych. Mnichom, a także ludowi, który nawiedzał klasztory, trudno było nauczyć się na pamięć każdego z nich. W związku z tym około roku 850 pewien mnich o irlandzkich korzeniach zaproponował, aby odmawiano zamiast nich sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz. I tak się stało. Wierni i mnisi skorzystali z rady irlandzkie-go duchownego i zaczęli odliczać powtórzenia Modlitwy Pańskiej na różne sposoby. Niektórzy posługiwali się stu pięćdziesięcioma kamykami, niektórzy sznurkami, a jeszcze inni węzłami.
Z biegiem lat z węzłów i kamyków powstał różaniec. W XIII wieku mnisi cysterscy opracowali nową formę modlitwy, którą nazwali właśnie różańcem. Dlaczego? Po prostu porównywali ją do bukietu mistycznych róż ofiarowanych Maryi. Następnie św. Dominik rozpowszechnił różaniec, ogłaszając w 1214 roku, że nabożeństwo różańcowe jest pomocne w walce chrześcijan z herezjami.
Tajemnice różańcowe w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj, jeszcze się wtedy nie ukształtowały. Nastąpiło to dopiero w XIII wieku. Różni teologowie od dawna uważali, że sto pięćdziesiąt psalmów to ukryte proroctwa o życiu Jezusa. W oparciu o studia nad psalmami opracowano psałterze naszego Pana, Jezusa Chrystusa, a tak-że hymny na cześć Maryi. Powstały cztery różne psałterze: sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz, sto pięćdziesiąt razy Pozdrowienie anielskie, sto pięćdziesiąt razy Chwała Jezusowi, sto pięćdziesiąt razy Chwała Maryi.
Około roku 1350 ukształtowało się Zdrowaś Mario w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj. Stało się to dzięki zakonowi kartuzów, który połączył pozdrowienie archanioła Gabriela z pozdrowieniem św. Elżbiety oraz dodał „teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.
W XIV wieku cystersi, zwłaszcza we francuskim regionie Trèves, wprowadzili dodatkowe fragmenty wypowiadane po imieniu Jezus, aby objąć w tej modlitwie całe życie Chrystusa.
Około połowy XIV wieku Enrico Kalkar, kar-tuz z Kolonii, wprowadził Ojcze nasz przed każdą dziesiątką Zdrowaś Mario. Ten sposób odmawiania różańca szybko rozpowszechnił się w całej Eu-ropie.
Również w kartuzji w Trewirze na początku XV wieku Dominik Helion (zwany także Dominikiem z Prus lub Dominikiem z Trewiru) opracował różaniec, do którego dodał pięćdziesiąt ułożonych przez siebie formuł odnoszących się do wydarzeń związanych z życiem Jezusa Chrystusa. Formuły dodawał po każdym odmawianym Zdrowaś Mario, po słowach „błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus”.
Podobnie jak w propozycji Enrica Kalkara, wezwania Dominika z Prus były podzielone w grupy po dziesięć, przy czym każdą grupę poprzedzało Ojcze nasz.
W latach 1435–1445 Dominik ułożył dla flamandzkich braci kartuzów odmawiających psałterz Maryi sto pięćdziesiąt formuł podzielonych na trzy grupy odwołujące się do ewangelicznych przekazów o dzieciństwie Chrystusa, Jego publicznej działalności i męce oraz zmartwychwstaniu.
W 1470 roku dominikanin Alan de la Roche w porozumieniu z kartuzami, od których na-uczył się odmawiać różaniec, stworzył pierwszą konfraternię różańcową, szybko rozpowszechniając ten rodzaj modlitwy. Nazwał nowym różańcem formę obejmującą rozważania wewnątrz każdego Zdrowaś Mario, a starym różańcem – formę bez medytacji, w której odmawia się jedynie Zdrowaś Mario.
Należy również wspomnieć o św. Piotrze z Werony, dominikaninie, który przyczynił się do wielkiej popularyzacji konfraterni maryjnych. Alan de la Roche ograniczył modlitwę różańcową do piętnastu tajemnic podzielonych na radosne, bolesne i chwalebne i – jak już wspomniałem – dopiero Jan Paweł II, wielki apostoł modlitwy różańcowej, w liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae wprowadził tajemnice światła streszczające publiczne życie Jezusa.
Dominikanie byli wielkimi głosicielami modlitwy różańcowej na świecie. Stworzyli liczne bractwa różańcowe, wśród których należy wy-mienić Konfraternię Różańca założoną w 1470 roku, Konfraternię Różańca Nieustającego, zwaną także Godziną Czuwania, założoną w 1630 roku przez ojca Tymoteusza Ricciego (inicjatywa polegała na tym, aby odmawiać różaniec przez wszystkie godziny dnia i nocy we wszystkie dni roku) oraz Konfraternię Żywego Różańca założoną w 1826 roku przez Paulinę Jaricot.
Od średniowiecznej formuły różańca odchodzono stopniowo w okresie renesansu. Ostateczną formę różaniec uzyskał w 1521 roku za sprawą dominikanina Alberta de Castella.
Święty Pius V, również dominikanin, był pierwszym papieżem różańcowym. W 1569 roku opisał owoce zebrane przez św. Dominika dzięki tej modlitwie i zachęcał wszystkich chrześcijan, aby ją odmawiali. Leon XIII ze swoimi dwunasto-ma encyklikami poświęconymi różańcowi był drugim papieżem różańcowym.
Od roku 1478 do dnia dzisiejszego powstało ponad dwieście dokumentów papieskich poświęconych różańcowi.
W kilku objawieniach sama Matka Boża wskazała modlitwę różańcową jako najbardziej potrzebną ludzkości. W czasie objawienia w Lourdes w 1858 roku miała długi sznur różańca na ramieniu. W 1917 roku w Fatimie, podobnie jak w ostatnich latach w Medjugorje, Matka Boża zachęcała, aby odmawiać różaniec codziennie.
o. Gabriele Amorth
Esej pochodzi z książki “Mój różaniec” o. Gabriele Amortha wydanej nakładem wydawnictwa Esprit
***
Niedziela – 11 października
Leon XIV: Nasza radość, to dar Boży dla zbawienia świata

Przyjęcie weselne z ewangelicznej przypowieści, to nasze święto, a sala bankietowa to nasze kościoły, domy, gdzie każdego dnia Syn Króla – Jezus Chrystus, powraca, by wyrażać nam swoją miłość – wskazał Leon XIV w katechezie podczas modlitwy Anioł Pański. Papież dodał, że głoszona przez chrześcijan radość, łzy, gesty dobroci są darem Bożym dla zbawienia świata.
Dobro dąży do rozprzestrzeniania się
Papież w katechezie nawiązał do sceny z Ewangelii św. Mateusza, odczytywanej w tę niedzielę, przedstawiającej ucztę weselną, wyprawianą przez króla dla jego syna. Zaproszenie na ucztę wielu osób jest znakiem – jak pisał św. Tomasz z Akwinu w Summa theologiae – że dobro z natury dąży do rozprzestrzeniania się: „Bonum dicitur diffusivum sui”.
Niestety – wskazał Ojciec Święty – „nie zawsze dobro, które oferujemy, jest rozumiane, dostrzegane i doceniane; wręcz przeciwnie, czasami jest ono źle interpretowane i odrzucane.” Stąd wielu w przypowieści odrzuca zaproszenie króla. Ten jednak nie rezygnuje z uroczystości, przeciwnie, zaprasza jeszcze więcej osób, przechodniów, „aby radość nowożeńców stała się darem dla wszystkich”.

Na modlitwie obecni licznie Polacy (VATICAN MEDIA)
Jesteśmy wybrani na ucztę
Papież wskazał, że to my jesteśmy tymi wybranymi na ucztę. „Przyjęcie weselne to nasze święto, a sala bankietowa to nasze kościoły, nasze domy, miejsca, w których żyjemy i gdzie każdego dnia Syn Króla – Jezus Chrystus, powraca, by wyrażać nam swoją miłość i oczekuje na nasze „tak” – mówił Papież.
Tam Go spotykamy przyodziani w białą szatę chrzcielną i „ozdobieni klejnotami dobrych uczynków, które przybliżają nas do Boga i do siebie nawzajem.”
Jak mówił Leon XIV, radość, którą głosimy, „nie jest zatem sztuczna, lecz głęboka, konkretna, rzeczywista, piękna jak oblicza ludzi, których spotykamy, prawdziwa jak praca, uśmiechy, łzy, uściski dłoni i gesty dobroci, które wypełniają nasze dni. Jest to dar Boży dla zbawienia świata.”
Wojciech Rogacin – Watykan
***
piątek – 9 października 2026
Kardynał Gerhard Müller:
Tak, Maryja jest Współodkupicielką. Oto, dlaczego

Matka Boża jest Współodkupicielką. Ten tytuł w pełni sprawiedliwie opisuje Jej rolę w Bożym planie zbawienia. Maryja w pełnej wolności wypowiedziała “fiat”, dając w ten sposób wzór doskonałego chrześcijaństwa. Mówił o tym kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
Kardynał Gerhard Müller opublikował artykuł na temat roli Matki Bożej na włoskim portalu “La Nuova Bussola Quotidiana”. To treść przemówienia, które wygłosił w czwartek 8 października na konferencji międzynarodowej “De Maria numquam satis”, która odbyła się w Rzymie na Augustinianum.
Purpurat rozpoczął od kwestii fundamentalnych, pokazując, jaka jest natura relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. “Bóg niczego nie zyskuje ani nie traci, pozwalając stworzeniom osobowym uczestniczyć w swojej nieskończonej Istocie, swoim Duchu i swojej niewyczerpanej dobroci. Łaska Boża nie wzrasta, im mniej myślimy o człowieku. Jego Majestat nie miażdży nas w proch. Wręcz przeciwnie: Syn, współistotny Ojcu, przyjmuje nasze uniżenie i staje się podobny do nas, ludzi, aż do śmierci na krzyżu, aby wywyższyć nas w swojej osobie ku chwale Boga Ojca. Jego doskonałość objawia się w tym, że stwarza nas bez nas i odkupuje od grzechu pierworodnego i grzechów osobistych czystą łaską” – mówił.
Następnie wskazał, że współpraca człowieka z Bogiem jest najwyższą godnością, jaką Bóg może przekazać ludzkości. “Bóg nie wyklucza nas z dzieła odkupienia, lecz włącza nas, pozwalając nam uczestniczyć i współpracować w dziele odkupienia i udoskonalenia ludzkości we wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ludzka współpraca z Bogiem stanowi zatem najwyższą godność, jaką Bóg może przekazać ludzkości, ponieważ natura, stworzona i pobłogosławiona przez Boga, urzeczywistnia się w duchowych aktach poznania Boga i doskonali się w działaniu moralnym w wolnej przyczynowości” – zaznaczył.
“Musimy zrozumieć, że współpraca stworzenia w Bożym planie zbawienia jest szczytem naszej ludzkiej godności” – podkreślił dobitnie.
Z tego wypływają konkretne wnioski dla prawdy o Matce Bożej.
“Mariologia jest szczytem antropologii katolickiej i kryterium katolickiej ortodoksji, ponieważ całe odkupienie zależy od tego, czy Bóg udzieli Maryi dignitas causalitatis w urzeczywistnieniu swojej powszechnej woli zbawczej. Akt Wcielenia jest wyłącznym dziełem Boga, ponieważ wieczny Syn Ojca przyjął ludzką naturę z Maryi i uczynił ją trwałą w swojej Boskiej Osobie” – wyjaśnił.
Jak powiedział, ludzka natura Matki Bożej jest “duchową naturą wolnej osoby”; dlatego Jej “fiat” to nie jest tylko “posłuszne wykonanie rozkazu przełożonego, jak w wojsku”.
“Bóg objawia wielkość swojej łaski w miłości, która nie przytłacza, lecz przynosi zbawienie, podporządkowując się wolnej zgodzie, „ consensusowi ” stworzenia. Bóg uzależnił wypełnienie swojej zbawczej woli we Wcieleniu, Krzyżu i Zmartwychwstaniu swego Syna od dobrowolnej zgody jednej kobiety, powierzając jej w ten sposób zbawienie całej ludzkości w jej dziewiczym i macierzyńskim sercu” – powiedział kardynał.
“Gdyby zaparła się swego „ Fiat ”, wszyscy bylibyśmy na wieki zgubieni. Lecz Bóg nie ryzykował; wręcz przeciwnie, od wieczności wybrał Maryję, aby stała się Matką swego Syna. I z tego powodu, od pierwszej chwili swego poczęcia, została Ona również zachowana od grzechu pierworodnego dla odkupienia świata przez swego Syna. Zatem Jej dobrowolne „tak” nie było arbitralnym wyborem między dwiema równoważnymi możliwościami, lecz wypełnieniem Jej najczystszej miłości, która jednoczy Ją w oblubieńczym przymierzu z Duchem Świętym, właśnie jako Oblubienicę” – kontynuował.
Właśnie to sprawia, że Matka Boża jest w tak wyjątkowy sposób związana ze zbawczym dziełem Jej Syna.
“Maryja deklaruje gotowość, w wolności urzeczywistnionej przez łaskę, do oddania się na służbę powszechnej woli zbawczej Boga, a tym samym do współpracy w jej historycznym urzeczywistnieniu aż do krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. To ten sam Duch Święty, który dokonał wcielenia Słowa w Jej ciele i w Jej woli, i który w swoim eschatologicznym wylaniu na uczniów Jezusa czyni Maryję Dziewicą, która otrzymuje wszelką łaskę, i Matką wierzących. Z tego powodu Maryja jest w sposób wyjątkowy i istotny związana ze zbawczym dziełem Chrystusa” – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
To z kolei oznacza, że można w pełni sprawiedliwie mówić o współpracy Matki Bożej w dziele Odkupienia.
“Maryja, poprzez swoją konstytutywną współpracę we Wcieleniu, jest nierozerwalnie i ściśle związana z dziełem odkupienia. Jeśli Maryja, swoim „ Fiat mihi secundum verbum tuum ”, przyczyniła się konstytutywnie do Wcielenia, to obejmuje to również – w imieniu całej ludzkości – Jej współpracę w odkupieniu przez krzyż Jej Syna, obok którego stała i gdzie Jej dusza została przebita mieczem. W istocie, ciało, które wisiało na krzyżu i w którym Chrystus ofiarował się Ojcu dla zbawienia świata, jest tym samym ciałem, które narodziło się z Niej dla zbawienia świata” – wyjaśnił.
Wynika stąd, że tytuł “Współodkupicielka” jest wobec Maryi w pełni adekwatny.
“Kiedy Maryja jest nazywana „współodkupicielką” w katolickiej pobożności i teologii, nie jest to mylące określenie ani entuzjastyczna przesada, lecz prawda obiektywnie zawarta w objawieniu. Tytułu tego nie należy wstrzymywać z powodu jego odrzucenia przez protestantów, którzy, opierając się na swojej doktrynie usprawiedliwienia, rozumieją odkupienie bez dobrowolnego udziału człowieka, a tym samym je minimalizują. Wymaga on wyjaśnienia w ogólnym kontekście bosko-ludzkiego dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa, Syna Bożego, i Maryję” – zaznaczył.
PCh24.pl/źródło: La Nuova Bussola Quotidiana
***
środa – 7 października 2026
Msza św. w kaplicy Jezusa Milosiernego o godz. 19.00
Święto Matki Bożej Różańcowej.
Pamiątka cudownej interwencji Maryi pod Lepanto

***
Październik w Kościele katolickim jest miesiącem poświęconym Maryi i modlitwie różańcowej. 7 października Kościół obchodzi święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione przez papieża Piusa V w 1572 r.
Święto Matki Bożej Różańcowej zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa wojsk Ligi Świętej, skupionej wokół Państwa Kościelnego, nad wojskami Imperium Osmańskiego, odniesionego pod Lepanto 7 października 1571 r.
Przed bitwą, w obliczu zagrożenia islamizacją Europy, papież Pius V, dominikanin, skierował do całego Kościoła wezwanie do modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa chrześcijan. Według tradycji w czasie modlitwy różańcowej Pius V miał wizję, w której zobaczył zatokę, gdzie toczyła się walka, a nad nią Maryję patrzącą ze spokojem na zmagania.
Bitwa, która rozstrzygnęła o losach wojny, przypadła akurat w dzień, kiedy dominikanie obchodzili wspomnienie Maryi Królowej Różańca. Mimo znacznej przewagi liczebnej wojska Imperium Osmańskiego poniosły klęskę. Do zwycięstwa przyczyniła się raptowna zmiana kierunku wiatru, co papież przypisał interwencji Maryi.
W podzięce ustanowił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Dwa lata później papież Grzegorz XIII zmienił nazwę święta na święto Matki Bożej Różańcowej a jego obchody przeniósł na pierwszą niedzielę października. Obchody święta na cały Kościół rozszerzył w 1716 r. papież Klemens XI, w podzięce za odniesione pod Belgradem kolejne zwycięstwo nad Turkami.
W 1883 r. Leon XIII wprowadził do Litanii loretańskiej do Najświętszej Marii Panny wezwanie „Królowo różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.
Pierwsze ślady modlitwy różańcowej zostały zanotowane wśród egipskich pustelników w V w. n.e. Mnisi powtarzali wielokrotnie pierwszą część modlitwy Zdrowaś Maryjo, czyli pozdrowienie anielskie, i błogosławieństwo św. Elżbiety. Drugą część modlitwy dodano prawdopodobnie w XIV w. podczas epidemii dżumy w Europie. Ostateczny tekst modlitwy Zdrowaś Maryjo zatwierdził papież Pius V w 1568 r.
Powstanie modlitwy różańcowej w formie zbliżonej do znanej obecnie tradycja Kościoła przypisuje założycielowi zakonu dominikanów św. Dominikowi Guzmánowi. Matka Boża miała mu się objawić i podarować różaniec, zachęcając go do odmawiania tej modlitwy.
Różaniec składający się z trzech części – radosnej, bolesnej i chwalebnej – i z 15 tajemnic, zatwierdził po soborze trydenckim w roku 1569 papież Pius V. W 2002 r. papież Jan Paweł II listem apostolskim Rosarium Virginis Mariae dodał do różańca tajemnice światła, zapełniając lukę między dzieciństwem Pana Jezusa i Jego męką.
Na modlitwę różańcową jako szczególnie skuteczną i miłą Bogu wskazywało wielu papieży, począwszy od Piusa X. Wielkim czcicielem różańca był m.in. papież Leon XIII, którego pontyfikat przypadał na lata 1878-1903. Napisał on 12 encyklik i dwa listy apostolskie poświęcone różańcowi. Papież Paweł VI w adhortacji Marialis cultus z 2 lutego 1974 r. wskazał na różaniec jako na modlitwę głęboko zakorzenioną w Biblii.
W liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae z 16 października 2002 r. papież Jan Paweł II nazwał różaniec „modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości”.
„W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem” – zaznaczył papież. Podkreślił, że od młodzieńczych lat modlitwa ta miała ważne miejsce w jego życiu duchowym i zachęcał wszystkich do jej odmawiania.
Jak wskazał, różaniec jest szczególnie skuteczną modlitwą o dar pokoju. Zachęcał, by różańcem modlić się w rodzinach.
„Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki” – pisał.
źródło: Iwona Żurek/PAP/PCh24.pl
***
455 lat po Lepanto. Czy dziś wierzymy jeszcze w moc broni, która ocaliła Europę?
455 lat po zwycięstwie pod Lepanto znów kreślone są scenariusze, w których Europa staje się zdominowana przez wyznawców islamu. Tym razem mają zapewnić to już nie potężne wojska sułtana, a – jak miał wyrazić się niegdyś prezydent Algierii Huari Bumedien – brzuchy muzułmańskich kobiet. To więc może ostatni dzwonek, by sięgnąć po broń, która przed podobnym zagrożeniem ochroniła Stary Kontynent 7 października 1571 roku?

***
Dziś mija 455 lat od niezwykłego wydarzenia, które zdecydowało o losach Europy. 7 października 1571 roku flota chrześcijańska pokonała pod Lepanto wojska tureckie. Stało się tak, choć wielu przewidywało tryumf sił sułtana Selima II, który chciał podbić Europę i zaprowadzić w niej muzułmańską wiarę. Liczebna przewaga sił Imperium Osmańskiego została jednak zniwelowana przez… nieoczekiwaną, a sprzyjającą flocie Ligi Świętej zmianę wiatru, która utrudniła manewry wrogiej armadzie.
Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit
Współcześni widzieli w tym wydarzeniu cud. Nie był to jednak cud niespodziewany, a cud wymodlony. Gdy ówczesny papież, św. Pius V usłyszał o zbliżającej się wojnie, wezwał cały katolicki świat do modlitwy różańcowej. W całej Europie samą bitwę poprzedziła walka innej armii – codziennie odmawiającej różaniec, poszczącej i organizującej maryjne procesje. Tak też Pius V nie miał wątpliwości co do tego, komu należy przypisać zwycięstwo pod Lepanto i ocalenie Europy. Na pamiątkę tego zwycięstwa uczynił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej, które obchodzimy dziś jako święto Matki Bożej Różańcowej.
Różaniec to przedziwna modlitwa. Każdy katolik dobrze ją zna – przecież towarzyszy nam od dziecka. Zasad jej odmawiania nauczyliśmy się mając zaledwie kilka lat. Wielu z nas szczególnie w pamięci zapadły październikowe nabożeństwa z okresu przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. W dorosłym życiu jesteśmy różańcowi mniej lub bardziej wierni. Niezależnie od tego, na koniec bliscy odmówią go przy naszej trumnie.
Odkrywając skarb, który przynosi pokój
Ogłaszając Rok Różańca, św. Jan Paweł II pisał w Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae, że różaniec to „skarb, który trzeba odkryć”. Są przynajmniej cztery powody, które sprawiają, że dziś papieskie przesłanie jest jeszcze aktualniejsze.
Pierwszym z tych powodów jest coraz bardziej niepokojąca sytuacja na świecie. W 2002 roku, widząc początki nowych niepokojów czy to w zamachach z 11 września 2001 roku, czy w wydarzeniach na Bliskim Wschodzie, papież z Polski pisał o „pilnej potrzebie wołania do Boga o dar pokoju”. 24 lata później widzimy, że niestety potrzeba ta stała się jeszcze pilniejsza. Dlatego Leon XIV, mówiąc o dramacie trwających wojen i widmie ich rozszerzenia, wskazuje na różaniec, apelując o wspólną modlitwę w intencji pokoju. Różaniec stał się typową dla tej intencji formą modlitwy. Być może dlatego, że jego naturalnym działaniem jest wprowadzanie pokoju do serca i umysłu osoby go odmawiającej. „Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i « naszym pokojem » (Ef 2, 14). Kto przyswaja sobie misterium Chrystusa – a różaniec właśnie do tego prowadzi – dowiaduje się, na czym polega sekret pokoju, i przyjmuje to jako życiowy projekt. Ponadto, mocą swego charakteru medytacyjnego, przez spokojne następowanie po sobie kolejnych « Zdrowaś Maryjo », różaniec wywiera na modlącego się kojący wpływ, który usposabia go do przyjmowania i doświadczania w głębi swego jestestwa oraz do szerzenia wokół siebie tego prawdziwego pokoju, który jest szczególnym darem Zmartwychwstałego (por. J 14, 27; 20, 21)” – pisał św. Jan Paweł II.
Bardzo modne – co również zauważał już Wojtyła – jest dziś sięganie po znane z obcych tradycji religijnych metody medytacji, wyciszenia i uspokojenia. Joga, mantra, techniki oddechowe, medytacja transcendentalna, zen, mindfulness… Znany z dzieciństwa różaniec może wydaje nam się zbyt staroświecki i nudny. Może kojarzy się jedynie z bezmyślnym powtarzaniem formułki. Może tak jest, bo nigdy nie spróbowaliśmy odmówić go jako dorośli i jak dorośli, zatrzymując się jedynie na etapie dziecięcej modlitwy. Różaniec to modlitwa kontemplacji, w której uczymy się przyglądać życiu Chrystusa i swojemu życiu w perspektywie Ewangelii. Dlatego „z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji”. Tak odmawiany – przemienia odmawiającego, napełniając jego życie pokojem.
Odkrywając skarb, który chroni rodzinę
Obok modlitwy o pokój, Jan Paweł II wskazał też na pilną potrzebę modlitwy w intencji rodziny, zwracając uwagę na grożące jej u początku XXI wieku niebezpieczeństwa. Zauważył, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Tak wiele uwagi poświęcamy dziś grożącym rodzinie ideologiom. Czy sięgamy po narzędzie, w którym nasz święty rodak widział skuteczną obronę przed tym zagrożeniem?
Szczególną wartość papież widział we wspólnym odmawianiu różańca w rodzinie. Różaniec odmawiany wspólnie przez małżonków, różaniec odmawiany przez rodziców z dziećmi… Już sama wspólna modlitwa jednoczy i wzmacnia rodzinę. Dlatego Jan Paweł II określił różaniec „modlitwą rodziny i za rodzinę”.
Odkrywając skarb, który strzeże wiary Kościoła
O rodzinie, stojących przed nią zagrożeniach i związanych z tym wyzwaniach duszpasterskich papież Leon XIV będzie w najbliższych dniach rozmawiał z biskupami całego świata. Dziś rozpoczyna się w Watykanie spotkanie zwołane przez ojca świętego z okazji 10. rocznicy ogłoszenia adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Ten przygotowany przez papieża Franciszka dokument wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w Kościele katolickim. Pojawiła się w nim możliwość dopuszczenia do Komunii świętej rozwodników żyjących w ponownych związkach, nawet jeżeli nie zachowują wstrzemięźliwości seksualnej. Dokonano w ten sposób przewrotu kopernikańskiego w katolickiej teologii moralnej, stawiając pod znakiem zapytania samą istotę nierozerwalności małżeństwa? Katolików przestały obowiązywać obiektywne normy i podlegają już tylko subiektywnej ocenie własnego sumienia? Amoris laetitia jest jednym z tych dokumentów, które wywołały dyskusję na temat zachowania jedności doktrynalnej w Kościele katolickim. Czy Kościół przetrwa jako wierny swojej doktrynie?
Wedle tradycji Maryja przekazała św. Dominiakowi różaniec jako broń przeciwko herezji albigensów. „Historia różańca pokazuje, jak tej modlitwy używali zwłaszcza dominikanie, gdy Kościół przeżywał trudne chwile z powodu szerzenia się herezji. Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami?” – pytał św. Jan Paweł II.
Odkrywając skarb, który broni chrześcijańskiego dziedzictwa Europy
Wedle badań przeprowadzonych przez francuskie Obserwatorium Imigracji i Demografii, niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, dotychczasowe otwarcie Francji na masową migrację sprawi, że do 2050 roku w kraju tym nastąpią bardzo poważne zmiany demograficzne. We dwóch z trzech przebadanych scenariuszy osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się między 2050 a 2060 rokiem mniejszością w ludności tego europejskiego kraju. Zmiany demograficzne niosą ze sobą oczywiście również zmiany religijne. Mówimy wszak o imigrantach w przytłaczającej większości wyznających islam. „Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową, aby wedrzeć się na półkulę północną. I z pewnością nie jako przyjaciele. Ponieważ wedrą się, aby dokonać podboju. I podbiją ją, zaludniając swoimi dziećmi. To brzuchy naszych kobiet dadzą nam zwycięstwo” – miał powiedzieć na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1974 roku prezydent Algierii Houari Boumedienne. Czy rzeczywistość ta się zrealizuje, a Europa stanie się muzułmańska?
Przed podobnym zagrożeniem nasz kontynent stanął 455 lat temu. Wówczas uratował go różaniec. Przez wieki ratował też rodzinę i jedność Kościoła, a pokolenia katolików widziały w nim nadzieję wobec targających światem wojen. Wiele uwagi poświęcamy dziś w Kościele rozważaniom na temat kryzysu rodziny. Z przerażeniem obserwujemy sytuację geopolityczną. Rozprawiamy na temat podejścia do doktryny. Zastanawiamy się nad rosnącym wpływem islamu. Czy w tym wszystkim wierzymy jeszcze w moc różańca? To skarb, który na tych czterech płaszczyznach może okazać się niezwykle cenny.
Karol Kubicki/żródło: Fronda.pl
***
poniedziałek – 5 października 2026
Św. Faustyna Kowalska. Apostołka Miłosierdzia
wikipedia
***
Choć edukację zakończyła po zaledwie 3 latach podstawówki – jej książka jest jednym z największych światowych bestsellerów. Pogardzana w zakonie, posądzana o szaleństwo stała się wielkim narzędziem w rękach Pana Boga, który przypomniał światu o swoim Miłosierdziu.
Św. Faustyna urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci w ubogiej wiejskiej rodzinie. Rodzice Heleny, bo takie imię święta otrzymał na chrzcie, mieszkali we wsi Głogowiec. Z trudem utrzymywali rodzinę z 3 hektarów posiadanej ziemi. Dzieci musiały ciężko pracować, by pomóc w gospodarstwie.
Dopiero w wieku 12 lat Helena poszła do szkoły, w której mogła, z powodu biedy, uczyć się tylko trzy lata. W wieku 16 lat rozpoczęła pracę w mieście jako służąca. Jak ważne było dla niej życie duchowe pokazuje fakt, że w umowie zastrzegła sobie prawo odprawiania dorocznych rekolekcji, codzienne uczestnictwo we Mszy św. oraz możliwość odwiedzania chorych i potrzebujących pomocy.
Decyzja o zakonie
Mając 20 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Decyzję wstąpienia do klasztoru podjęła podczas jakiejś zabawy tanecznej. Po latach opisała to w swoim „Dzienniczku”: „W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego ranami, który mi powiedział: »Dokąd cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz«”. To była chwila, która dała jej siłę, by pokonać wszelkie przeszkody: sprzeciw rodziców, brak posagu (dawniej wstępując do zakonu trzeba było wnieść całkiem niemały posag), własny lęk i niezdecydowanie.
Orędzie miłosierdzia
Przez 13 lat zakonnego życia wielokrotnie objawiał jej się Jezus przekazując orędzie miłosierdzia, które Faustyna zapisywała w swoim „Dzienniczku”, tłumaczonym dziś na wiele języków. Jedno z tych objawień zaowocowało znanym dziś w całym świecie obrazem Jezusa Miłosiernego. Święta opisuje to pod datą 22 lutego 1931: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony a drugi blady (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według wzoru, który widzisz, z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«”.
Obraz w dwóch wersjach powstał dopiero kilka lat później. Jeden znajduje się w Wilnie, w polskim kościele Świętego Ducha, drugi w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Na polecenie Chrystusa przekazane przez Faustynę pierwsza niedziela po Wielkanocy miała być – i obecnie rzeczywiście jest – obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia.
„Moje posłannictwo nie kończy się ze śmiercią, ale się zacznie”
Faustyna zmarła 5 października 1938 r. Była prostą, niewykształconą kobietą, najdłużej mieszkała w klasztorze w Krakowie, także w Wilnie, Płocku i Warszawie, pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. W ostatnich latach życia bardzo cierpiała – trawiła ją gruźlica, była też niezrozumiana przez współsiostry, które czyniły jej wiele przykrości.
Doświadczała jako mistyczka cierpień Chrystusa, pisała: „Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem Najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest miłością i Miłosierdziem”. Beatyfikował ją Jan Paweł II 18 kwietnia 1993 r. w Rzymie, a kanonizował 30 kwietnia 2000 r. też w Rzymie. Wspominana jest w Liturgii Kościoła 5 października.
Obietnica Jezusa
Jezus, który wielokrotnie objawiał się Faustynie, kazał jej zapisać takie słowa: „Córko moja miłowana, mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości. Palą mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia mojego, ja dopełnię czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im sędzią, ale miłosiernym zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach mojego miłosierdzia, głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani mnie niedowierzanie mojej dobroci? Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności”.
5 form kultu Bożego Miłosierdzia
Od Faustyny pochodzi pięć form kultu Bożego Miłosierdzia: obraz Miłosierdzia Bożego – „Jezu ufam Tobie”; Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godz. 15, w której Jezus skonał na krzyżu), a także Litania i samo święto – Niedziela Miłosierdzia.
W czasie konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w sierpniu 2002 Ojciec Święty zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu i wezwał do rozprzestrzenia kultu miłosierdzia. Jan Paweł II powiedział: „Dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście« (por. Dzienniczek, 1732). Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!”
Miłosierdzie na co dzień
Kult Miłosierdzia Bożego, zainicjowany przez św. Faustynę i bł. ks. Michała Sopoćkę (beatyfikowanego w 2008 r., wileńskiego spowiednika Faustyny, głosiciela kultu miłosierdzia, założyciela zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego) rozwinął się z Polski na cały świat. Chyba najbardziej przyjął się na Filipinach, gdzie codziennie o godzinie 15:00 zamiera ruch na ulicach i odmawiana jest koronka do Miłosierdzia Bożego, a także w Stanach Zjednoczonych i wielu innych miejscach świata. Do sanktuarium w Łagiewnikach pielgrzymowały już miliony wiernych. Wyzwaniem pozostaje konkretne okazywanie miłosierdzia na co dzień wobec bliźnich i przyjęcie daru Bożego przebaczenia w postaci trwałej przemiany życia.
KAI
***
Co to jest miłość miłosierna?
Dlaczego Święto Miłosierdzia obchodzone jest w Drugą Niedzielę Wielkanocną? Wybór tego właśnie dnia nie jest przypadkiem.

Kluczem jest fragment Ewangelii św. Jana odczytywany zawsze w czytaniach z tej niedzieli (J 20, 19-31). Mowa w nich o ukazaniu się Jezusa Apostołom w pierwszym dniu tygodnia w Wieczerniku, pokazaniu im ran, przekazaniu władzy odpuszczania grzechów oraz o kłopotach Apostoła Tomasza z wiarą w zmartwychwstanie.
Bł. ks. Michał Sopoćko podkreślał, że obraz Jezusa miłosiernego namalowany według wizji św. Faustyny ma oddawać właśnie ów moment ukazania się Zmartwychwstałego w Wieczerniku. Nawiasem mówiąc z tych powodów krytykował obraz Adolfa Hyły jako nieliturgiczny, a bronił pierwszego wizerunku namalowanego w Wilnie przez artystę Eugeniusza Kazimirowskiego. Zostawmy jednak na boku spór o to, który obraz lepiej oddaje wizję św. Faustyny. Faktem jest, że pierwsze publiczne wystawienie pierwszego obrazu miało miejsce w 1935 roku w Ostrej Bramie właśnie w II Niedzielę Wielkanocną.
Najprościej i najkrócej można powiedzieć, że tak chciał sam Jezus, który „sekretarce” Bożego Miłosierdzia powiedział: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” (Dzienniczek 299). Ale jakie jest powiązanie kazania się Jezusa Zmartwychwstałego w Wieczerniku z tajemnicą Bożego Miłosierdzia? Na pierwszy rzut oka nie widać tego związku, ale spróbujmy poukładać pewne fakty po kolei.
Miłosierdzie – ruch w dół i w górę
Jezus mówi do Siostry Faustyny: „Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowaniem miłosierdzia” (Dzienniczek, 301). Pojawia się pytanie, czym właściwie jest miłosierdzie i czym różni się ono od miłości. Św. Jan pisze „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Można powiedzieć, że miłosierdzie jest wyjątkowym, najpiękniejszym obliczem Bożej miłości. Jest ono Bożą odpowiedzią na tajemnicę zła, śmierci i grzechu. Prościej, jest to miłość wobec słabych, dotkniętych złem, grzechem, chorobą, samotnością, rozpaczą, śmiercią.
Miłosierdzie ma sobie podwójny dynamizm: ruch w dół i w górę. Pierwszy jest ruch w dół – zejście na poziom ludzkiego bólu, grzechu, samotności, choroby, śmierci. Drugi jest ruch w górę, czyli wydobywanie nieszczęśnika z dołka, podnoszenie z upadku, przywracanie do życia przez przebaczenie, uzdrowienie.
Biblia pokazuje tę dwoistą aktywność miłosierdzia w wielu obrazach. Dobry Pasterz wyrusza na poszukiwanie zagubionej owcy, następnie przyprowadza ją do stada. Samarytanin pochyla się nad ofiarą napadu, a następnie leczy jej rany, zawozi do gospody.
Co to jest miłość miłosierna?
Ten podwójny ruch miłosierdzia Bożego widać w osobie Jezusa, w całej jego misji, ale najpełniej w krzyżu i zmartwychwstaniu, czyli Jego Passze.
Krzyż to ogołocenie, uniżenie, zejście Boga w ludzkiej postaci na samo dno ludzkiego bólu, samotności, ciemności. „Zstąpił do piekieł” – mówimy w credo, czyli wszedł w rzeczywistość ludzkiej śmierci. Jan Paweł II pisze: „Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem… Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Dlatego w koronce powtarzamy: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. „Dla” – czyli „z powodu”, „ze względu na”.
Krzyż jest jednak tylko pierwszym etapem aktywności Bożego miłosierdzia. Drugim jest powstanie z martwych. Jezus po to wchodzi do mrocznej krainy śmierci, by nas z niej wybawić, czyli pociągnąć w górę ku życiu, ku zmartwychwstaniu.
Miłosierdzie pochyla się nie tylko, by współczuć, by towarzyszyć w ciemności. Ono wyprowadza z mroku do światła, ze śmierci ku życiu, bierze na ręce i przyprowadza do wspólnoty zbawionych.
Miłosierna miłość Boga okazuje się potężniejsza niż nienawiść, grzech i śmierć. „Wykonało się!” – te słowa zwiastują już na krzyżu zwycięstwo Bożego miłosierdzia.
„Pokazał im ręce i bok”
Wróćmy teraz do Wieczernika. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się jako ten, który właśnie odbył paschalną drogę, dokonał największego dzieła Bożego miłosierdzia. Przynosi uczniom owoce tego czynu. Daje im pokój i przekazuje moc odpuszczania grzechów. „Weźmijcie Ducha Świętego!” – mówi.
A Duch Święty to owa miłosierna miłość Boga, która przeprowadziła Jezusa ze śmierci do życia. Ta sama moc miłosierdzia będzie odtąd obecna we wspólnocie Kościoła, w sakramentach. Teraz uczniowie Pana mają dawać ją światu, leczyć nią ludzi, wydobywać ich z niewoli zła.
Jezus „pokazał im ręce i bok”, czyli swoje rany. Wątpiącemu Tomaszowi kazał nawet dotknąć ran. Mówi tym gestem: „Moja miłość jest silniejsza niż wszelkie zło, wszystko przetrzyma. Wasze zranienia ranią i Mnie. To, co was najbardziej boli, dotyczy Mnie. Jestem w samym środku waszego cierpienia. Dlatego w moich ranach jest wasze uzdrowienie, przebaczenie, życie. Te rany są zdrojem miłosierdzia, które nieustannie rozlewa się na cały świat!”.
„Ofiaruj mi nędzę i niemoc swoją, a ucieszysz serce moje”
„Miejscem”, gdzie łaska Bożego Miłosierdzia dotyka nas i leczy są sakramenty, a zwłaszcza chrzest i spowiedź.
Ochrzczeni jako dzieci nie bardzo rozumiemy, że chrzest jest sakramentem odpuszczenia grzechów. Ale każda spowiedź jest w gruncie rzeczy odnowieniem łaski chrztu. Jezus może powtórzyć każdemu z nas, to co powiedział do św. Faustyny: „Jestem dla ciebie miłosierdziem samym, przeto proszę cię, ofiaruj mi nędzę i tę niemoc swoją, a ucieszysz tym serce moje”. Czy nie tak dzieje się zawsze, gdy klękamy przy konfesjonale?
Osobiście z Niedzielą Miłosierdzia kojarzy mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego. Usłyszałem go kiedyś od innego księdza, który mówił z ambony, a ja siedziałem w konfesjonale. Spowiadałem innych, ale ciążyły mi strasznie własne grzechy. Ja, wątpiący Tomasz, usłyszałem wtedy odpowiedź z Góry:
„Święty Tomaszu niewierny
ze mną było inaczej
On sam mnie dotknął
włożył dłonie w grzechu mego rany
bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany
Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy
za trudne
i po co tłumaczyć”
(„Wybaczyć).
ks. Tomasz Jaklewicz/Stacja7.pl
***
Co można wyczytać z obrazu Jezusa Miłosiernego?
fot. Stacja7
***
Prosta siostra Faustyna “od garnków”, zobaczyła i przekazała nam obraz, który teraz znany jest na całym świecie. O co w nim chodzi? O fenomenie Bożego Miłosierdzia opowiada s. Gaudia Skass.
„Uratowani” to ludzie, którzy w pewnym momencie swojego życia spotkali Chrystusa i poszli za Nim. „Uratowani” to też Ci, którzy w konfesjonale zostawiają cały swój ból Jezusowi. Jesteśmy wszyscy uratowani przez Miłość, bo za wszystkich nas umarł Chrystus. Wydarzenie Jego męki i śmierci najwięcej mówi o tym, jak bardzo nas kocha. Nie nas ogólnie, ale nas szczególnie – Ciebie i mnie.
Ktoś oddał za Ciebie życie
Nie każdy jest tego świadomy. To wielka szkoda. To straszne, jak wielu ludzi nie wie, że są uratowani. Przypomina mi się historia ze Stanów Zjednoczonych. Wyobraźcie sobie typowy amerykański dom – duży, zadbany, elegancki. W dużym salonie na parterze w szklanej gablocie wisiał mundur strażacki. Brudny, podarty mundur – widać, że po akcji. Kiedyś zaproszeni przez właścicieli goście zapytali, o co chodzi z tym mundurem, bo to dość nietypowe. Właściciel opowiedział im, że kiedy był mały w jego domu rodzinnym wybuchł pożar. Mundur ten należał do strażaka, który uratował go z płomieni, ale sam nie przeżył. „Od tej pory trzymam ten mundur u siebie w domu, żeby codziennie pamiętać, że ktoś oddał za mnie życie” – powiedział właściciel.

***
„Wszystko mi mówi o Bożym miłosierdziu”
W pewnym sensie s. Faustyna miała łatwiej, bo mówiła „wszystko mi mówi o Bożym miłosierdziu”. Można by jej pozazdrościć. A nam na pewno o Bożym Miłosierdziu mówi ten obraz, obraz Jezusa Miłosiernego. Patrząc na niego możemy mówić „mam wizję, mam objawienie”, bo uczestniczymy w tym samym wydarzeniu, które opisała Faustyna. Ona była zachwycona i przerażona zarazem, bo z jednej strony to wielka radość, że Bóg jest tak blisko, a jednocześnie drżenie – bo to przecież Bóg. Jezus powiedział po prostu „Wymaluj obraz. Chcę by był czczony na całym świecie. Będę dawał wiele łask przez ten obraz.”
Jezus Miłosierny na tym obrazie jest odpowiedzią na kryzys bliskich relacji, których ciągle nam brakuje. On przychodzi zwyczajnie, by z Tobą być, by Ciebie słuchać. Ręce Jezusa mają ślady po gwoździach. Bóg, który do nas przychodzi to poraniony Bóg i może dlatego tak łatwo nam z Nim być – bo też jesteśmy poranieni. Jego dłonie są też odpowiedzią na nasze niskie poczucie własnej wartości, bo krwawa rana to wyryte na nich moje i Twoje imię. Już przez Izajasza Bóg mówił nam „jesteś dla mnie bezcenny, wykupiłem Cię”.

Prosta siostra Faustyna od garnków, zobaczyła i przekazała nam obraz, który teraz znany jest na całym świecie. A wszystko zaczęło się w Płocku, w Polsce. Naprawdę dzieją się cuda, ludzie zbliżają się do Boga. Ten obraz jest niejako oknem na spotkanie z Bogiem. Jezus z tego obrazu mówi dziś „Spójrz na moje stopy. Nieustannie idę do Ciebie, nieustannie Cię szukam, ścigam Cię gdy się zagubisz”.

***
Krew i woda – eucharystia i spowiedź, życie i oczyszczenie
Jezus chce wyprostować wszystkie zawikłane ścieżki i chce dać Ci pełnię życia, abyś poczuł jego smak. Dlatego czeka na Ciebie w sakramentach. Jezus powiedział Faustynie – „moją chwałą jest grzesznik”. Bóg nie męczy się przebaczaniem, mówił o tym papież Franciszek. On jest gotów cały czas nam przebaczać. Miłosierdzie Boże to odpowiedź na naszą nieumiejętność przebaczania sobie samym i innym, których często tak łatwo osądzamy.
„Jezu, ufam Tobie”
Ufa się tylko komuś, o kim wiesz, że Cię akceptuje takiego, jakim jesteś; kto Cię nie odrzuci, nawet gdybyś powiedział o najgorszych świństwach swojego życia. Bóg Cię nie odrzuci, będzie wzruszony, że mu zaufałeś. Takiego Boga poznała s. Faustyna – zaufała Mu na całego. Wiedziała, że Bóg jest samą Miłością i nie ma innej opcji, jak tylko zaufać Mu bezgranicznie.
Stacja7.pl
siostra Gaudia Skass ZMBM – malarka i dziennikarka, przez wiele lat pracowała w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Współorganizowała duchowe przygotowania do Światowych Dni Młodzieży.
***
siostra Gaudia Skass ZMBM:
Koronka do Miłosierdzia Bożego modlitwą całego świata

Proste obrazki z modlitwą, dramat II wojny światowej, działalność misjonarzy i papieży sprawiły, że Koronka do Miłosierdzia Bożego dotarła niemal do wszystkich zakątków świata. „To jest zadziwiające, na jak wielką skalę rozeszła się ta modlitwa” – mówi Vatican News s. Gaudia Skass ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. W tych dniach mija 89 lat od pierwszego wydania Koronki w Krakowie.
Pierwszy druk w Krakowie
Podczas audiencji generalnej 7 października Leon XIV zawierzył Polaków wstawiennictwu św. Faustyny, której liturgiczne wspomnienie przypadało dwa dni wcześniej. Jest jeszcze inna ważna data w październiku, związana z kultem Miłosierdzia Bożego. Jesienią 1937 roku w oficynie Józefa Cebulskiego przy ul. Szewskiej 22 w Krakowie wydrukowano pierwsze obrazki Jezusa Miłosiernego z Koronką do Miłosierdzia Bożego oraz małe modlitewniki. Ich wydanie przygotował bł. ks. Michał Sopoćko, kierownik duchowy s. Faustyny, który przekazał do druku Koronkę, nowennę oraz ułożoną przez siebie litanię do Miłosierdzia Bożego. 27 września siostra Faustyna odwiedziła drukarnię wraz z przełożoną matką Ireną Krzyżanowską, a w październiku publikacja znalazła się na półkach księgarskich.

To Jezus polecił Faustynie rozpowszechnienie nabożeństwa Koronki do Miłosierdzia Bożego
Modlitwa na czas wojny
„Koronka bardzo szybko zaczęła docierać do ludzi poprzez obrazki Jezusa Miłosiernego, na odwrocie których drukowano tekst modlitwy. Jeszcze przed II wojną światową wydawano też małe modlitewniki, dzięki którym Koronka trafiała do coraz szerszego grona osób.” – mówi s. Gaudia Skass.
Paradoksalnie do jej dalszego rozpowszechnienia przyczynił się dramat wojny. „To był taki czas, kiedy ludzie bardzo szukali nadziei, pomocy i ta modlitwa nagle przynosiła im dużo pocieszenia, dodawała sił” – wskazuje. Jak dodaje, zachowały się także świadectwa ludzi, którym w czasie wojny Koronka „dosłownie ratowała życie”.

Kongres Miłosierdzia Bożego w Wielnie w czerwcu 2026 r. ((© Aistė Karpytė))
Papieże i Miłosierdzie
W kolejnych dziesięcioleciach kult Bożego Miłosierdzia rozwijał się na świecie, a szczególne znaczenie miał pontyfikat św. Jana Pawła II. „To jest jego olbrzymia zasługa” – podkreśla s. Gaudia.
W kontekście samej Koronki rozmówczyni Vatican News wspomina również Papieża Franciszka i inicjatywę „Misericordina” – pudełeczka stylizowanego na opakowanie lekarstwa, zawierającego m.in. różaniec i obrazek z tekstem Koronki. „Papież Franciszek w mojej pamięci jest zapamiętany jako promotor Koronki” – dodaje.

Symfonia Miłosierdzia – z Krakowa na cały świat
W 2025 roku zorganizowano wielki most modlitewny spod Łagiewnik na kilka kontynentów. Ludzie modlili się Koronką do Miłosierdzia Bożego
Siła Koronki
Według s. Gaudii wyjątkowość modlitwy nie wynika jedynie z jej prostoty. „Myślę, że siła Koronki głównie tkwi w tym, że podyktował ją sam Jezus” – mówi. Jak zaznacza, w „Dzienniczku” św. Faustyny wielokrotnie pojawia się przypomnienie o mocy tej modlitwy i łaskach, które mogą być przez nią wypraszane.
„Ta modlitwa w swojej istocie, w swoim teologicznym przekazie odwołuje się do samego centrum Ewangelii – do miłosiernej miłości Boga objawionej w Misterium Paschalnym, w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” – wyjaśnia.
Dla s. Gaudii Koronka jest przede wszystkim modlitwą nadziei. „Każdy mój upadek woła po prostu o miłosierdzie Boga, a Bóg jest tym, który to miłosierdzie chce mi okazywać” – mówi.

Koronka do Miłosierdzia Bożego – potężna modlitwa grzeszników
Siłę Koronki do Miłosierdzia Bożego stanowi fakt, że to sam Jezus polecił modlić się tą modlitwą
W niemal każdym języku
Dokładnej skali rozpowszechnienia Koronki nie sposób dziś określić. „To jest w ogóle nie do zbadania, bo ta skala jest tak olbrzymia” – przyznaje s. Gaudia Skass. Jak zauważa, modlitwę tłumaczono nie tylko na języki narodowe, ale również na liczne lokalne dialekty. Siostra z klasztoru w krakowskich Łagiewnikach żartobliwie zauważa, że łatwiej byłoby dziś wskazać języki, na które Koronka nie została jeszcze przełożona.
„Koronka jest przetłumaczona na wszystkie języki, o których ja kiedykolwiek słyszałam, także na wiele dialektów” – mówi. Dużą rolę odegrali w tym misjonarze. „Koronka dotarła nawet do niewielkich społeczności, małych grup etnicznych, które posługują się własnymi lokalnymi językami czy dialektami. Czasem mówi nimi zaledwie garstka ludzi, ale oni też modlą się słowami Koronki. To naprawdę zadziwiające, jak daleko dotarła ta modlitwa” – zaznacza.

Symfonia Miłosierdzia w Krakowie
Transmisja na cały świat
Skalę kultu pokazują również codzienne transmisje modlitwy z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Koronkę transmituje kilka stacji telewizyjnych, w tym jedna ogólnopolska i jedna wileńska, kilkanaście rozgłośni radiowych. Z krakowskim sanktuarium można łączyć się także za pośrednictwem YouTube’a, dziewięciu stron internetowych, również zagranicznych oraz aplikacji Faustyna.pl. „Ciężko to zliczyć, ale średnio tylko w samym TVP na modlitwie z nami łączy się około 400–500 tysięcy osób dziennie, w dzień powszedni” – podaje s. Gaudia. Jak dodaje, według docierających do niej szacunków łączna liczba uczestników codziennej modlitwy może sięgać nawet około milion.
Karol Darmoros – Vatican News
***
Bł. Bartolo Longo: były satanista i pierwszy apostoł Nowenny Pompejańskiej

Wstąpił do sekty spirytystów i oddał duszę diabłu. Dziś jest błogosławionym. W tej niezwykłej historii pojawia się również – a jakże – różaniec.TODO MESSAGE
5 października Kościół wspomina bł. Bartolo Longo. Przeszedł drogę od piekła do chwały ołtarzy. Mówiono o nim: kapłan szatana. Po nawróceniu stał się oddanym sługą Matki Bożej – Królowej Różańca Świętego.
Jan Paweł II określił go „wzorem dla współczesnych świeckich katolików”. I choć nazywa się go pierwszym apostołem Nowenny pompejańskiej, to jego kult w Kościele wciąż jest mało rozpowszechniony.
Bartolo Longo: kapłan szatana
Bartolo (Bartłomiej) Longo urodził się w 1841 roku w Latiano we Włoszech. Jego rodzina była religijna. Kultywowało się w niej tradycje chrześcijańskie. Upowszechnienie różnych idei i ateistycznych koncepcji w tamtym czasie – na temat wiary, istnienia Boga – miały negatywny wpływ na młodego mężczyznę.
Bartolo rozpoczął studia prawnicze na uniwersytecie w Neapolu. Wstąpił w szeregi satanistycznej sekty spirytystów. Służył tam jako kapłan szatana i okultysta.
Podczas jednej z wizji oddał swoją duszę diabłu. Brał aktywny udział w demonstracjach wolnomularskich opowiadających się przeciwko religii i papiestwu. Był czas, że czuł się jak obłąkany, myślał o samobójstwie.
Czy chcesz trafić do piekła?
Pewnego dnia w niewytłumaczalny sposób usłyszał błagalny głos swego zmarłego ojca, który namawiał go do nawrócenia i zawierzenia Bogu. Longo zwrócił się z pomocą do przyjaciela, opowiadając mu o zaistniałej sytuacji. Vincenzo Pepe zapytał go wprost, czy chce trafić do piekła, czy jednak może zmieni dotychczasowe życie.
Obaj udali się do dominikanina Alberta Radentego – filozofa i teologa. Zakonnik otoczył Bartolo modlitwą, przekonał do generalnej spowiedzi. Po okresie przygotowawczym 25 marca 1871 roku wstąpił do świeckiego zakonu dominikańskiego. Przyjął imię „Brat Różaniec” (Rosario).
Bartolo Longo: nawrócenie i różaniec
W swoim dziele zatytułowanym „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach” Bartolo Longo napisał, że każdy grzesznik, choćby był najbardziej upadły, jeśli zwróci się do Matki Bożej, może znaleźć ocalenie.
Ratunkiem na tej drodze jest różaniec, bowiem czysta intencja sprowadza z nieba nadprzyrodzoną moc.
On sam podążał tą drogą wiodącą do zbawienia, odkąd w duszy usłyszał głos: „Kto szerzy różaniec, będzie zbawiony”.
Owoce nawrócenia
Owoce jego nawrócenia i pracy były ogromne. Powstało sanktuarium Matki Bożej Różańcowej, wybudowano sierocińce, domy opieki, rozpoczęto wydawanie czasopisma „Różaniec i Pompeje” (drukowane do dziś i rozprowadzane po całym świecie).
Bartolo był również inicjatorem powstania Zgromadzenia Sióstr Różańca Świętego. Dzięki jego staraniom na ponurej ziemi naznaczonej wybuchami Wezuwiusza powstało nowe miasto z nowymi drogami, zakładami, usługami. Jego wiara i miłość do Matki Bożej zaczęła promieniować na zewnątrz i przejawiała się w konkretnych działaniach.
W domu Cateriny Volpicelli, założycielki Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca, poznał swoją przyszłą małżonkę – Mariannę de Fusco (sługę Bożą, trwa jej proces beatyfikacyjny). Kobieta była wdową, miała pięcioro dzieci. Bartolo został administratorem jej dóbr oraz opiekunem jej dzieci.
Pobrali się w 1885 roku, żyjąc w czystej miłości. Po śmierci Marianny spadkobiercy przejęli dom. Longo wyjechał do rodzinnej miejscowości – Francavilli. Po namowach przyjaciół powrócił w 1925 roku do Pompejów. Nie posiadał wówczas żadnych dóbr. Mieszkańcy miasta przyjęli go niezwykle życzliwie. Otrzymał od nich zaszczytny tytuł Rycerza Wielkiego Krzyża Orderu Grobu Świętego w Jerozolimie.
Powołany do wielkich spraw
Kilka lat wcześniej o. Emanuel Ribera, redemptorysta, przepowiedział mu, że Bóg oczekuje od niego wielkich rzeczy. Takie też były jego udziałem. To jemu zawdzięczamy Nowe Pompeje, jest inicjatorem modlitwy piętnastu sobót oraz autorem medytacji.
Dzięki jego prośbie papież Leon XIII ustanowił w 1883 roku październik miesiącem różańca świętego. To on spisał obietnicę Maryi daną Fortunatinie: „ktokolwiek odmówi tę nowennę, otrzyma łaski, o które prosi”.
Jego marzeniem było zobaczyć Maryję. Zmarł 5 października 1926 roku. Pochowany został w krypcie pod obrazem Matki Bożej Pompejańskiej.
Przepowiedział wizyty papieży w Pompejach. Dwukrotnie to miejsce odwiedził Jan Paweł II w 1979 i 2003 roku. W 2008 r. przybył tam także Benedykt XVI. Bartolo został beatyfikowany 26 października 1980 r.
Anna Gębalska-Berekets/Aleteia.pl
***
Niezwykła historia o tym, jak powstała Nowenna pompejańska i o cudach Matki Bożej Różańcowej

Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: „Natina rozmawia z Najświętszą Panną”.TODO MESSAGE
Biografia bł. Bartola Longa – włoskiego satanisty, który przeżył cudowne uwolnienie i nawrócenie, a w ramach pokuty obiecał, że „nie opuści tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzy tutaj różańca Maryi” – jest materiałem na świetny film. Jednak dziś nie opowiemy Państwu o życiu budowniczego Pompejów, ale o Nowennie pompejańskiej, nazywanej „nowenną nie do odparcia”, którą miliony wierzących na całym świecie modli się z ufnością w sprawach, których po ludzku nie da się rozwiązać. I zaświadczają, że sprawy te zostają rozwiązane.
Bartolo Longo: satanista zostaje tercjarzem
Nawrócenie Bartola Longa było mocne, przeżył potężny wstrząs. Ale nie było jednorazowym aktem. Co pewien czas targały nim nie tylko wątpliwości, ale doświadczał napadów panicznego wręcz lęku.
„Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa” – pisał były kapłan świątyni szatana.
Dominikanin Albert Radente, u którego Bartolo odbył generalną spowiedź, modlił się za niego gorąco i pościł w jego intencji. 25 marca 1871 r. przyjął go do trzeciego zakonu dominikańskiego, a Longo wybrał dla siebie imię brat Różaniec.
Różaniec i zbawienie
Mimo powracającej depresji i lęków walczył, podjął pokutę. Porządkował dawne sprawy i odwiedzał znajomych z sekty, mówiąc im, że całym sercem tkwią w błędzie, który może skazać ich na wieczne potępienie. Był wyśmiewany, nikt nie rozumiał, o co mu chodzi.
Poszedł nawet na spotkanie grupy oddającej się seansom spirytystycznym i trzymając w dłoniach medalik Matki Bożej zawołał: „Wyrzekam się spirytyzmu, bo jest on tylko plątaniną kłamstw i błędów!”. W chwilach największych pokus przeciw nadziei przywoływał słowa o. Radentego, powtarzającego za Maryją: „Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony”.
Podczas kolejnego ataku rozpaczy, którego doświadczył już w Pompejach, też przypomniał sobie te słowa, upadł na kolana i wyznał: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca”.
I ruszył. Tak zaczęła się jego ciężka, wyczerpująca zdrowie i siły, pełna trudności praca nad zbudowaniem nie tylko świątyni z kamieni i drewna, ale żywej, z serc ludzi wierzących Królowej Różańca Świętego. „Opatrzność wzięła mnie za rękę, tak jak ktoś, kto prowadzi niewidomych i dzieci” – zanotował po latach.

***
Potęga ufności Bartola Longa
Był rok 1879, Bartolo Longo chorował na dur brzuszny, którego nikt nie potrafił wyleczyć. Bardzo cierpiał, wydawało się, że umiera. Jednocześnie nadzorował prace budowy świątyni w Pompejach.
„Nadszedł dzień Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1879 roku. Po raz pierwszy koronę ze złota umieszczono na głowie Matki Bożej, lecz tego dnia leżałem w łóżku we wciąż pogarszającym się stanie. Wszyscy otaczający mnie przyjaciele, a wśród nich ojciec Radente, modlili się do Madonny za moje życie. Nie było nawet promyka nadziei…
Wtedy pomyślałem, żeby już dłużej nie czekać i z Bożą pomocą zatrzymać ciężki dur. Trzeba było wziąć obraz z parafii i postawić go w mojej sypialni. Tak się stało. Obecni powtarzali: Wtedy i my uwierzymy w cuda Maryi pod tym obrazem, gdy wyzdrowieje. A ja zwróciłem się z ufnością do świętej Katarzyny ze Sieny i powiedziałem jej tak:
Moja droga siostro, napisałem o tobie w książce «Piętnaście Sobót», że z nieba narzekasz na małą liczbę swoich wiernych na ziemi, którzy uciekaliby się do ciebie z prośbą o łaski, jakby zmniejszyła się w niebie moc, którą Jezus powierzył ci na ziemi. Dziś jakim sposobem czytelnicy mają dać wiarę moim słowom, jeśli ja jako pierwszy, który się do ciebie zwracam, nie otrzymam od ciebie łaski? I jak uwierzą w cuda Maryi Różańcowej z Pompejów, jeśli ona pozwoli umrzeć temu, kto zainicjował budowę jej świątyni i rozpowiada o jej czynach?
Niewypowiedziana dobroci Matki, która spełniła modlitwy świętej Katarzyny! O północy otworzyłem oczy – ból w karku i kręgosłupie minął wraz z durem, tak że pierwszy promień słońca przyjemnie skaleczył moje oczy pierwszy raz po wielu dniach, gdy przez ból nie znosiłem światła! Czy nie jest to jawny cud?” – pisał wzruszony Bartolo Longo będąc pewnym interwencji Matki Bożej Różańcowej.
Pięć lat później, w 1884 r., Maryja czczona w Pompejach w wizerunku Królowej Różańca sama zabierze głos, dając tym samym światło Bartolowi Longowi na napisanie nowenny, dziś zwanej pompejańską.

***
Cud Królowej Różańca
8 maja 1884 r. w Neapolu, na pierwszym piętrze pałacu Rocco przy Via Settembrini 5 wydarza się rzecz niewytłumaczalna. W pokoju stoi 21-letnia Fortunatina Agrelli, od prawie dwóch lat chorująca na dziwną chorobę, która objawiała się silnymi konwulsjami, trwającymi nieustannie przez dziesięć godzin. Każdego wieczoru coś dusiło ją w środku, a ona trzymała się kurczowo za gardło, rzucała się na łóżku, wyrywała włosy z głowy, gryzła i z nadludzką siłą uderzała w ludzi i przedmioty.
Były wieczory, że czterech silnych mężczyzn nie potrafiło utrzymać jej na łóżku. Po atakach padała bezsilna i wyczerpana, a jej ciałem wstrząsały drgawki. Poza atakami cierpiała na bóle głowy, nóg i brzucha, a temperatura jej ciała raz opadała, a raz się podnosiła do niebezpiecznych wartości. Nikt nie wiedział, co robić. Medycyna wyczerpała możliwości, nietypowe objawy trwały przez dwa lata.
Fortunatina, nazywana przez bliskich Natiną, modliła się do Matki Bożej, prosząc Ją o pomoc. I właśnie 8 maja, po tych dwuletnich torturach wstała z krzesła i bez żadnego problemu stanęła prosto na środku pokoju. Wszyscy świadkowie wstrzymali oddech, a ona odkryła, że może się poruszać, nic jej nie dusi, nie przypiera do łóżka. Została uzdrowiona!
Natychmiast przypomniała sobie słowa Maryi: „Kiedy zaczniesz znów chodzić, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu”. Ruszyła pod obraz i uklękła w skupieniu.
18 czerwca 1884 r. przyjechała do Doliny Pompejańskiej i w obecności całej rodziny dała świadectwo cudu. Był to cud nie tylko o jej uzdrowieniu, ale o skuteczności nowenny, którą podpowiedziała sama Maryja. Bartolo Longo rozpropagował modlitwę w oparciu o relację Fortunatiny, która pod przysięgą zeznała, że sposób odmawiania został jej objawiony przez Matkę Bożą. Jak to się stało?
Skuteczność „pompejanki”
Żeby zrozumieć cud uzdrowienia Fortunatiny i rolę, którą odegrał w spisaniu nowenny pompejańskiej Bartolo Longo, musimy się cofnąć w czasie. „Był 16 lutego 1884 roku. Pan Mariano Rosati, gorliwy pomocnik w budowie świątyni, przybył do mnie i poprosił o poświęcony medalik Matki Bożej Pompejańskiej. Chciał go wręczyć swojemu przyjacielowi, doktorowi Belmontemu dla jego ciężko chorej pacjentki” – zapisał w książce pt. Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach bł. Bartolo Longo.
„Jeżeli Najświętsza Panna Pompejańska uzdrowi pannę Agrelli – powiedział – to do grona jej czcicieli na pewno dołączy wielu neapolitańczyków. Ojciec chorej ma sporo przyjaciół. Wyślę jej także książeczkę z nowenną, niech rodzina się modli, a obrazek Matki Bożej Pompejańskiej niech zawieszą nad łóżkiem chorej”.
Kiedy Natina odebrała obrazek, medalik i nowennę od swojego lekarza, poczuła przypływ miłości i jakąś tajemniczą ufność ku nabożeństwu do Matki Bożej Pompejańskiej. Przejęta tym pobożnym uczuciem zapragnęła napisać prośbę do Matki Bożej. Ponieważ była bardzo osłabiona i nie mogła utrzymać pióra, podyktowała następujące słowa:
Ciężko chora Fortunatina Agrelli prosi o uzdrowienie Najświętszą Pannę Różańcową w Pompejach. Jeżeli zostanie wysłuchana, przyrzeka osobiście przybyć do Pompejów, złożyć swoje podziękowanie i przekazać ofiarę na Jej kościół”.
Pan Rosati odesłał prośbę do Pompejów, Bartolo Longo złożył ją na ołtarzu u stóp Matki Bożej Pompejańskiej, a Fortunatina i cała jej rodzina rozpoczęła nowennę w intencji odzyskania zdrowia. Stan chorej nie tylko nie ulegał poprawie, ale zaczął się pogarszać. Dziewczyna zaczęła wątpić w pomoc Maryi.
Gdy jednak upłynęły dwa dni od zakończenia nowenny, zaczęły dziać się nadzwyczajne zdarzenia, które obszernie opisała, a potwierdzili je liczni świadkowie, w tym jej ojciec, adwokat Camil Agrelli, ksiądz Salvator Nisio oraz Vincent Belmonte, lekarz z Neapolu.

***
Rozmowy z Maryją
W świadectwie złożonym w sanktuarium w Pompejach czytamy: „3 marca po godzinie 14 na nowo zaczęły się konwulsje, które po godzinie jednak niespodziewanie ustąpiły. Concettina, która siedziała przy łóżku chorej, usłyszała nagle głos Fortunatiny, która zupełnie głośno i wyraźnie wypowiedziała następujące słowa: Królowo Różańca z Pompejów, udziel mi tej łaski!
Wystraszyło to Concettinę i zaczęła uważnie przysłuchiwać się słowom chorej. Pragnąc, by także inni członkowie rodziny byli świadkami tego nadzwyczajnego wydarzenia, pociągnęła za dzwonek. Przybyła natychmiast jej matka Teresa oraz inni domownicy. Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: Natina rozmawia z Najświętszą Panną!
Wszyscy zaczęli przysłuchiwać się tej tajemniczej rozmowie. Do ich uszu docierały tylko odpowiedzi chorej, ale nie słyszeli słów niewidzialnej Rozmówczyni. Zauważyli, że podczas rozmowy Natina szukała czegoś na szyi, jakby pragnęła wziąć do ręki medalik Matki Bożej. Zabrano mi go! – zawołała głosem pełnym bólu. Potem zaczęła składać różne obietnice, że będzie ten medalik nosiła na szyi i zawiesi obrazek nad łóżkiem. W końcu usłyszeli takie słowa: Pozwól mi, Matko, ucałować koniec Twojej szaty!
Zapadła cisza. Fortunatina przeżegnała się tak dokładnie i z taką swobodą, jakby odzyskała wszystkie siły. Lecz zaraz potem znów wpadła w konwulsje”.
Świadectwo widzenia Maryi
Fortunatina później zrelacjonowała swoje widzenie: „Leżałam w półśnie, gdy ukazała mi się Matka Boża Różańcowa. Gdy ją ujrzałam, natychmiast uczyniłam znak krzyża. Najświętsza Panna jedną ręką trzymała Dzieciątko Jezus, a drugą różaniec. Siedziała na tronie, który otaczali aniołowie. Maryja i Jezus byli ubrani w biało-złote szaty z jedwabiu, na głowach mieli korony wysadzane drogimi kamieniami.
Towarzyszyli im zakonnik i zakonnica św. Dominika. Tron, piękno Maryi i wspaniałość nieba mnie zachwyciły. Maryja patrzała na mnie czułym, macierzyńskim wzrokiem. Wzbudziło to moje zaufanie i zaczęłam ją natychmiast błagać:
Królowo Różańca Świętego w Pompejach, udziel mi łaski zdrowia! Już złożyłam Ci tę prośbę, odmówiłam nowennę, ale nie doświadczyłam jeszcze Twojego miłosierdzia. O Maryjo, dotąd nie wyświadczyłaś mi jeszcze żadnej łaski. Chcę być zdrowa!
Maryja odpowiedziała: Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze odbierałaś łaski. Teraz, gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca Świętego z Pompejów, które mi jest bliższe ponad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a wyzdrowiejesz”.
Nowenna pompejańska
W trakcie trwania trzyczęściowej nowenny Maryja przyszła do Fortunatiny jeszcze kilka razy. W czasie jednego z widzeń powiedziała: „W trakcie ostatniej nowenny pogorszy ci się tak bardzo, że lekarz potwierdzi beznadziejny stan. A gdy już wszyscy zwątpią w twoje wyzdrowienie, ty tym bardziej w to ufaj. 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, będziesz zupełnie zdrowa”.
Po dwóch tygodniach, w nocy z 19 na 20 kwietnia Fortunatina znów zobaczyła Matkę Bożą Różańcową. To widzenie dodało jej odwagi i wyznała: „Najświętsza Panno Pompejańska, nie chcę czekać do 15 sierpnia na całkowite wyzdrowienie”. I o dziwo Maryja wysłuchała prośby o zmianę daty cudu uzdrowienia. Co ciekawe, Maryja odpowiedziała natychmiast:
„Ponieważ znosiłaś chorobę z poddaniem się woli Bożej, Bóg udzieli ci tej łaski na Moją prośbę. W 26 dniu tego miesiąca zostaniesz uzdrowiona z porażenia. 30 kwietnia ustaną wszystkie inne cierpienia. Od tego dnia będziesz mogła chodzić. Kiedy znów staniesz na nogi, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu. Zanim upłynie maj, wyjdziesz z domu”.
Zanim odeszła, dodała głosem pełnym przychylności i dobroci: „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowenny, odmawiając piętnaście tajemnic różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne” – zapisał Bartolo Longo.
26 kwietnia, w święto Matki Bożej Dobrej Rady, około godziny 3 nad ranem, całkowicie ustało wewnętrzne porażenie, któremu medycyna nie mogła w żaden sposób zaradzić. Fortunatina Agrelli cierpiała na nie przez rok i dwa tygodnie bez przerwy. W ten sposób spełniła się zapowiedź Maryi. Zgodnie z Jej słowami 30 kwietnia ustały wszystkie inne cierpienia.
8 maja odmówiła modlitwę błagalną do potężnej Królowej Różańca w Pompejach, którą tego dnia w południe odmawiają wszyscy czciciele Matki Bożej Różańcowej. Wpatrywała się też ufnie w obraz Matki Bożej Pompejańskiej wiszący na przeciwległej ścianie, przed którym paliły się od rana dwie duże świece.

Cuda z rąk Matki
Bartolo Longo, pewny wstawiennictwa Maryi nie tylko uporządkował Jej rady co do sposobu odprawiania nowenny, ale zaczął starannie zapisywać wszystkie świadectwa o łaskach otrzymanych za pośrednictwem Królowej Pompejów.
„O ukochane serce Maryi! Pojawiła się ona córce kapitana Agrelli z Neapolu i powtórzyła jej te słodkie słowa: Za każdym razem, gdy chcesz otrzymać ode mnie łaskę, zmów trzy razy nowennę z piętnastoma tajemnicami różańca, a potem trzy nowenny dziękczynne.
Młoda Fortunatina odmówiła wszystko w tym porządku i cudownie ozdrowiała. Za jej przykładem, po odmówieniu trzech nowenn, cudownie ozdrowiało i otrzymało odpowiednie łaski tysiące osób nie tylko we Włoszech, ale także we wszystkich rejonach Europy, w Ameryce, Afryce, a nawet w Indiach i Chinach.
Relacje o łaskach i cudach, jakie miały miejsce w następstwie odmawiania nowenny pompejańskiej – poświadczone procesami kanonicznymi i zeznaniami wiarygodnych świadków oraz dyplomowanych lekarzy, opisywane przez wielu biskupów z dalekich diecezji – przeczytać można w czasopiśmie Różaniec i Nowe Pompeje począwszy od roku 1884 aż do dziś” – pisał niestrudzony brat Różaniec.
B. Longo, “Historia sanktuarium w Pompejach”.
B. Longo, “Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach“.
Agnieszka Bugała/Aleteia.pl
***
Niedziela – 4 października
Dzisiejsze przesłasnie Ojca świętego Leon XIV:
Naszymi wyborami budujemy lub niszczymy Kościół

W rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański Leon XIV mówił o tym, że człowiek przez swoje wybory może budować lub niszczyć Kościół. Jako przykład wielkiego budowniczego Kościoła wskazał św. Franciszka z Asyżu, który „naprawił Kościół mocą wiary w Pana Jezusa” i którego charyzmat wciąż jest żywy.
Aktualność przypowieści o winnicy
W rozważaniu, wygłoszonym jak co tydzień z okna biblioteki w Pałacu Apostolskim, Papież odwołał się dzisiejszej Ewangelii i zawartej w niej przypowieści o winnicy oraz słów o tym, że „kamień, który odrzucili budujący stał się głowicą węgła”. Leon XIV wskazał na aktualność tego fragmentu: zarówno jego przesłania o odrzuceniu Boga, które dokonuje się także dziś, jak też na obraz niszczonej winnicy. „Winnicą, którą należy uprawiać w duchu sprawiedliwości, jest Kościół, który budujemy lub niszczymy poprzez nasze wybory” – przypomniał.
Bóg odpowiada miłosierdziem na odrzucenie
Ojciec Święty mówił o tym, że nauczanie Chrystusa „skłaniając nas do refleksji nad licznymi okrucieństwami, które niszczą świat i historię narodów, objawia zawsze większe miłosierdzie Jego Ojca”. Podkreślił, że nawet gwałtowne odrzucenie Boga przez człowieka nie jest w stanie „udaremnić woli Boga, który w swojej nieskończonej sprawiedliwości przemienia zło w odkupienie”. Jak zapewnił Papież „Wszechmocny kieruje biegiem historii, przychodząc nam z pomocą we wszystkich naszych upadkach: Bóg nigdy nie odrzuca naszego życia!”.
Św. Franciszek – zbudował życie na Chrystusie i odbudował Kościół mocą wiary
Mówiąc o biblijnych robotnikach w winnicy, Papież przypomniał też o św. Franciszku, którego 800. rocznicę śmierci wspomina dziś Kościół i który otrzymał od Chrystusa polecenie, aby ten Jego Kościół odbudować. „Franciszek, zainspirowany Krucyfiksem, zbudował przede wszystkim własne życie na fundamencie Chrystusa, dzieląc Jego ubóstwo, radość i cierpienia, aż po mistyczny znak stygmatów – mówił – Będąc człowiekiem żarliwej modlitwy, pełen miłości wobec wszystkich, był wzorem dla pierwszych braci, którzy podzielali jego ascezę, uznając ją za autentyczny warunek reformy Kościoła. Św. Franciszek naprawił Kościół mocą wiary w Pana Jezusa, uzdrawiając pęknięcia niezgody świadectwem braterskiej miłości”.
Aktualność franciszkańskiego charyzmatu
Leon XIV wskazał też na aktualność charyzmatu św. Franciszka, o czym świadczy m.in. liczna rodzina franciszkańska. Zachęcił by jubileusz 800-lecia śmierci Biedaczyny z Asyżu był czasem wytrwałej modlitwy o pokój o zaangażowania w budowę zgody między narodami. Zapewnił też o duchowej łączności z sanktuarium w Pompejach, gdzie odmawiana jest suplika do Matki Bożej Różańcowej.
Dorota Abdelmoula-Viet – Watykan
***
Święty Franciszek z Asyżu – ten, który pogodził życie ze śmiercią

Pierwszy historycznie potwierdzony stygmatyk, jedyny święty, który nie ma wrogów. 4 października przypada wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. W 2026 roku ten dzień jest wyjątkowy, ze względu na obchody 800-lecia śmierci Biedaczyny z Asyżu.
Franciszek, a właściwie Jan Bernardone, przyszedł na świat na przełomie 1181 i 1182 roku we włoskiej Umbrii. Jego rodzice Piotr i Joanna należeli do zamożniejszych obywateli miasta. Chłopcu nie spieszno było ani do nauki, ani do interesów. Swoją młodość spędzał beztrosko w otoczeniu kompanów, marząc o sławie rycerskiej.
Przełomowe zdarzenie
20-letni Jan Bernardone wyruszył na wojnę z Perugią. Dostał się do niewoli i ciężko zachorował. Gdy wyzdrowiał, ponownie spróbował żołnierskiej przygody, ale w jego duszy toczyła się już cicha walka.
W pewnym momencie postanowił jednak zostawić przyjaciół, interesy ojca i marzenia o sławie. W samotności, ubóstwie i na modlitwie, pragnął zostać doskonałym naśladowcą Chrystusa i „odbudować Jego Kościół”. Szybko zgromadzili się wokół niego uczniowie, a papież zatwierdził ułożoną przez Franciszka regułę, która dała początek Zakonowi Braci Mniejszych, Sióstr Klarysek i Trzeciemu Zakonowi, przeznaczonemu dla ludzi świeckich.
Dziś mija 800 lat od śmierci św. Franciszka. W 1982 r. z okazji 800. rocznicy jego urodzin do Asyżu pielgrzymował Jan Paweł II. W watykańskim archiwum zachowało się nagranie …
Radosny stygmatyk
14 września 1224 roku spełniło się największe pragnienie Franciszka – upodobnić się całkowicie do Mistrza. Chrystus w postaci serafina odcisnął na jego ciele swoje rany (pierwsze potwierdzone stygmaty). Od tamtej chwili Franciszek, nazywany „Serafickim”, żył jeszcze dwa lata, w czasie których Bóg stopniowo go ogołacał.
Wtedy jednak, gdy tracił wzrok, cierpiał na malarię, wrzody żołądka i reumatyzm, napisał swoją „Pieśń słoneczną”, najradośniejszą modlitwę jaką zna świat.
Nie tylko rośliny i zwierzęta
W świadomości przeciętnego chrześcijanina funkcjonuje na ogół uproszczony obraz św. Franciszka, kojarzonego z kwiatkami, ptaszkami i wilkiem podającym łapę. A przecież ten mistyk i stygmatyk był człowiekiem z krwi i kości, był kimś, kto w XIII wieku nie tylko wydobył Kościół z kryzysu, ale dokonał w nim największej „rewolucji”, trwającej po dzień dzisiejszy.
Postać, która nie przestaje inspirować
Jest rzeczą niepojętą, że ten, którego „tak trudno naśladować”, który wydaje się tak odległy, tak niepodobny do współczesnego człowieka, wciąż zadziwia, oczarowuje, i to nie tylko chrześcijan, bo nawet niewierzący są pod urokiem tej postaci. „To chyba jedyny święty, który nie ma wrogów i jest powszechnie akceptowany” – słusznie ktoś zauważył.

W Sali Marconi w Palazzo Pio zaprezentowano kalendarz wydarzeń związanych z 800. rocznicą śmierci św. Franciszka z Asyżu. „Nauczanie Franciszka zachowuje nieustanną aktualność, …
Święty pokoju i pojednania
Gdy Franciszek umierał 3 października 1226 roku na gołej ziemi w Porcjunkuli poprosił braci, aby mu zaśpiewali: ci rzewnie płacząc rozpoczęli „Pieśń słoneczną”, ułożoną przez niego w czasie choroby. Gdy skończyli, słabnącym głosem dodał do niej ostatnią strofę: „Bądź pochwalony, Panie mój, przez naszą siostrę, Śmierć cielesną…”.
Tak umierał ten, któremu tu na ziemi udało się pogodzić człowieka z wilkiem, radość z cierpieniem i życie ze śmiercią.
Biedaczynę z Asyżu kanonizował papież Grzegorz IX w 1228 roku. Jego relikwie znajdują się w bazylice jemu poświęconej w Asyżu. Patronuje franciszkanom, ekologom i handlarzom.
ks. Arkadiusz Nocoń, Artur Hanula – Vatican News
***
Ostatnie godziny świętego Franciszka z Asyżu
Giotto, śmierć św. Franciszka, domena publiczna
3 października 2026
Osiemset lat temu, 3 października 1226 roku, też była sobota. Franciszek miał zaledwie 44 lata. Chciał umrzeć tam, gdzie przed laty zaczęła się historia jego wspólnoty
Żył zaledwie 44 lata. A Kościół odmienił tak bardzo, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo styl chrześcijaństwa, w którym dziś jesteśmy zanurzeni, ukształtował właśnie on.
800 lat temu, 3 października 1226 roku też była sobota. Organizm Franciszka był wyniszczony chorobami i latami bardzo surowego życia. Dwa lata wcześniej, na górze La Verna, otrzymał stygmaty.
Od kilku lat cierpiał na ciężką, postępującą chorobę oczu. Niemal nie widział, musiał stronić od światła, a podejmowane leczenie nie przyniosło poprawy. Dziś lekarze przypuszczają, że mogła to być jaglica, czyli przewlekłe zakażenie spojówek i rogówki. Nieleczone prowadzi do bliznowacenia i utraty wzroku. Franciszek mógł nabawić się tej choroby podczas wyprawy na Wschód w 1219 r., kiedy przebywał w rejonie Damietty podczas V krucjaty.
Ale jego organizm wyniszczała inna choroba, rodzaj malarii, też nabytej prawdopodobnie na Wschodzie. Już po powrocie stamtąd, w 1220 roku, zrezygnował z kierowania założonym przez siebie zakonem. Z jednej strony widział problemy, jakie rodziły się w rozrastającej się dynamicznie wspólnocie, które wymagały jego twardej ręki, z drugiej strony – był świadomy, że z powodu utraty sił nie jest w stanie stawić im czoła. O pomoc w tej sprawie zwrócił się do papieża. Franciszek pracował nad regułą zakonu, którą ostatecznie papież zaaprobował w 1223 roku.
Po ustanowieniu reguły stan Franciszka zaczął się pogarszać jeszcze bardziej. Zdołał przenieść się do Greccio, gdzie urządził pierwszą bożonarodzeniową szopkę, wprowadzając zaszczepiony do dziś w chrześcijaństwie sposób świętowania uroczystości Narodzenia Pana. Nie mieszkał wtedy we wspólnocie wraz z braćmi, lecz najpierw w chatce przy kościele San Damiano w Asyżu – to tam, niemal zupełnie niewidomy, napisał Pieśń Słoneczną – a potem w pustelni.
Wiosną 1226 roku był już tak słaby, że braciom podyktował krótką ostatnią wolę. Sprowadzała się właściwie do trzech próśb: żeby bracia wzajemnie się kochali, pozostali wierni ubóstwu i byli wierni Kościołowi. Sam nie był już w stanie długo mówić.
Ostatnie miesiące życia spędzał w okolicach Asyżu. Kiedy zrozumiał, że śmierć jest blisko, podjął jeszcze jedną decyzję.
Chciał umrzeć tam, gdzie wszystko się zaczęło
Franciszek przebywał wówczas w rezydencji biskupa Asyżu. Poprosił braci, żeby przenieśli go kilka kilometrów niżej, do Porcjunkuli, niewielkiego kościółka Matki Bożej Anielskiej.
To miejsce było dla niego szczególne. Tutaj przed laty gromadzili się pierwsi bracia, tutaj odbywały się kapituły rodzącego się zakonu i stąd bracia wyruszali głosić Ewangelię. Franciszek chciał więc umrzeć tam, gdzie jego franciszkańska droga właściwie się zaczęła. Tradycja zapamiętała to jako pragnienie, by „oddać ducha życia tam, gdzie otrzymał ducha łaski”.
W drodze do Porcjunkuli Franciszek poprosił niosących go braci, aby zatrzymali się i odwrócili go twarzą w stronę Asyżu. Niemal niewidomy pobłogosławił wtedy miasto.
Z ostatnimi dniami Franciszka wiąże się również jedna z najbardziej niezwykłych kobiecych postaci w jego biografii: rzymska arystokratka Jakobina Settesoli.
Franciszek znał ją z wcześniejszych pobytów w Rzymie. Pomagała mu w organizacji wielu spraw zakonnych, przyczyniła się do uzyskania audiencji u papieży. Została tercjarką. Franciszek przed śmiercią chciał ją wezwać i prosił, aby przywiozła rzeczy potrzebne do jego pochówku oraz potrawę, którą przygotowywała dla niego podczas wcześniejszej choroby. Oraz mustaccioli, słodkie ciasteczka przypominające toruńskie pierniki.
List nie zdążył nawet zostać wysłany, kiedy Jakobina pojawiła się w Porcjunkuli sama, przywożąc wszystko to, o co Franciszek chciał prosić. Również neapolitańskie pierniczki.
Chciał umierać na nagiej ziemi
Franciszek chciał umierać tak, jak próbował żyć: niczego nie posiadając. Poprosił braci, aby mógł nałożyć włosienicę. Wymógł również, aby położono go na gołej ziemi. Franciszkańska tradycja zachowała obraz umierającego założyciela leżącego bezpośrednio na ziemi, pozbawionego wszystkiego, co mógłby jeszcze nazwać swoim.

***
Ale Franciszek nie chciał umierać sam. Wokół niego byli bracia. Pobłogosławił ich, także tych nieobecnych i tych, którzy mieli dopiero kiedyś do zakonu wstąpić. Jeszcze w swoim testamencie nazywał siebie „małym bratem Franciszkiem”.
W pewnym momencie poprosił o Ewangeliarz. Chciał usłyszeć fragment Ewangelii według św. Jana rozpoczynający się od słów: „Było to przed Świętem Paschy…”. To początek trzynastego rozdziału Ewangelii św. Jana relacjonującego Ostatnią Wieczerzę, obmycie nóg uczniom i ostatnie godziny Jezusa przed Męką.
Potem Franciszek zaczął odmawiać Psalm 142: „Głośno wołam do Pana, głośno Pana błagam”. Psalm kończy się prośbą człowieka osaczonego i bezsilnego: „Wyprowadź mnie z więzienia, bym dziękował Twemu imieniu”.
Św. Bonawentura napisał, że właśnie po modlitwie tym psalmem Franciszek umarł.
„Siostra śmierć”
Rok wcześniej, ciężko chory i cierpiący, dopisał do swojej „Pieśni słonecznej” słowa pochwały Boga za „siostrę naszą, śmierć cielesną, której żaden człowiek żyjący uniknąć nie może”.
Śmierć nie przestała być śmiercią. Franciszek nie udawał, że choroba nie boli ani że umieranie jest łatwe. Ale Franciszek nawet śmierć włączył do wielkiej rodziny stworzenia. Słońce było bratem. Księżyc siostrą. Woda siostrą. Ogień bratem. A na końcu siostrą stała się również śmierć.
Pochwalony bądź, Panie, przez naszą siostrę, śmierć cielesną,
Której żaden człowiek żywy ująć nie może;
Biada tym, co konają w grzechach śmiertelnych;
Błogosławieni, którzy znajdą się w Twej najświętszej woli,
Bowiem śmierć wtóra zła im nie uczyni.
Franciszek umarł w sobotę wieczorem, 3 października 1226 roku, w Porcjunkuli. Franciszkanie 3 października obchodzą jego Transitus, czyli „przejście”. Według liturgicznego sposobu liczenia czasu rozpoczął się już następny dzień, jego wspomnienie przypada 4 października.
I dziś wieczorem, 3 października, osiemset lat po tamtym wieczorze, franciszkanie na całym świecie będą celebrowali niezwykłą noc, w której śmierć nazywają nie końcem, lecz Transitus. Przejściem.
mt/stacja7.pl
***
***
Plac św. Piotra rozświetli różaniec o pokój

W każdą sobotę października Plac św. Piotra rozświetlą pochodnie. O godz. 21.00 wierni i pielgrzymi będą wspólnie odmawiać różaniec, prosząc o zakończenie wojen i pokój między narodami. Pięć wieczorów modlitwy z wizerunkiem Mater Ecclesiae będzie odpowiedzią na szczególny apel Leona XIV.
Plac św. Piotra rozświetli różaniec o pokój
W każdą sobotę października Plac św. Piotra rozświetlą pochodnie. O godz. 21.00 wierni i pielgrzymi będą wspólnie odmawiać różaniec, prosząc o zakończenie wojen i pokój między narodami. Pięć wieczorów modlitwy z wizerunkiem Mater Ecclesiae będzie odpowiedzią na szczególny apel Leona XIV.
Z Różańcem przeciw wojnie
3, 10, 17, 24 i 31 października – przez pięć kolejnych sobót – Plac św. Piotra stanie się miejscem wieczornej modlitwy o pokój. O godz. 21.00 rozpoczynać się będzie różaniec aux flambeaux, odmawiany przy świetle pochodni. Modlitwie towarzyszyć będzie wizerunek Matki Bożej Mater Ecclesiae.
Intencja jest jedna: pokój dla narodów dotkniętych wojną.
Odpowiedź na apel Leona XIV
Inicjatywa jest bezpośrednią odpowiedzią na wezwanie Ojca Świętego, który prosił, aby październik stał się czasem szczególnej modlitwy różańcowej o ustanie konfliktów.
„Zapraszam wszystkich wiernych i wszystkie wspólnoty chrześcijańskie, aby w nadchodzącym październiku odmawiali różaniec w szczególnej intencji ustania wojen i zaprowadzenia pokoju między narodami pozostającymi w konflikcie” – mówił Leon XIV.
Pięć wieczorów pod oknami Papieża
W blasku pochodni mieszkańcy Rzymu i pielgrzymi z całego świata będą powierzać Maryi cierpienie ludzi żyjących pośród wojny. Organizatorzy zapraszają do wspólnego rozważania tajemnic życia Chrystusa i modlitwy o pojednanie.
Przez cały październik, w każdą sobotę wieczorem, Plac św. Piotra ma więc odpowiadać Różańcem na jedno z najczęściej powracających wezwań Leona XIV: wezwanie do modlitwy o pokój.
ks. Łukasz Bankowski – Watykan
***
środa – 1 październik 2026
Ojciec św. Leon XIV podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra powiedział:
„Kościół jest zbudowany z osób miłujących Jezusa Chrystusa”.
Nie można nie zauważyć wyraźnych znaków nadziei widocznych we Francji

***
Papież Leon XIV zwrócił uwagę na pewne oznaki nadziei, które dostrzegł podczas podróży apostolskiej do Francji. Podkreślił, że od kilku lat rośnie liczba nawróceń i chrztów osób dorosłych. Wskazał również, że symbolem tego odrodzenia może być odbudowa paryskiej katedry Notre Dame.
Papież podczas audiencji generalnej w Watykanie podzielił się swoimi obserwacjami po zakończonej podróży apostolskiej do Francji. Zwrócił uwagę na kilka ważnych zjawisk i wydarzeń, które napawają radością i nadzieją. Leon XIV podkreślił, że podróż ta „była wielkim darem dla niego i dla Ludu Bożego” we Francji. Ojciec święty wskazał na odrodzenie, które jest kluczem do odczytania jego pielgrzymki do Paryża, Lourdes i Metz.
Leon XIV zwrócił uwagę na dwa ważne wydarzenia. Z jednej strony na Nieszpory sprawowane ku czci Najświętszej Maryi Panny oraz sprawowanie solennej Mszy świętej w katedrze Notre Dame.
„Chciałbym zebrać – wciąż jeszcze bardzo żywe – myśli i wrażenia z tej wizyty duszpasterskiej wokół jednego wielkiego symbolu: Katedry Notre-Dame w Paryżu. Tam, po południu pierwszego dnia, sprawowaliśmy Nieszpory ku czci Najświętszej Maryi Panny, solenną, a zarazem pełną radości liturgię, podczas której muzyka, śpiew i piękno świątyni poruszały do głębi serca zjednoczone w modlitwie. Właśnie Katedra Notre-Dame, poprzez dramat, którego doświadczyła, może symbolicznie rzucić światło na całą tę Podróż Apostolską, dając nam klucz do jej odczytania, który ująłbym w jednym słowie, jakim jest odrodzenie” – mówił Ojciec święty.
„Przede wszystkim jednak Notre-Dame jest obrazem Kościoła żywych kamieni, świętego Ludu Bożego” – wskazał.
Leon XIV zwrócił uwagę również na drugie spotkanie z wiernymi, do którego doszło na stadionie Stade de France w Paryżu. Uczestniczyły w nim tysiące młodych osób,
„Dwa zupełnie różne miejsca, a jednak dwa wydarzenia wzajemnie się dopełniające, jakby zjednoczone duchowo. Co je łączyło? Kościół, który nie jest zbudowany z kamieni ani betonu, lecz z osób miłujących Jezusa Chrystusa, ponieważ same zostały przez Niego umiłowane. W Notre-Dame byli kapłani i diakoni, osoby konsekrowane oraz osoby zaangażowane w duszpasterstwo; na stadionie zaś zgromadziło się nowe pokolenie Francuzów: nowe, powiedziałbym, nie tylko ze względu na wiek, lecz jeszcze bardziej ze względu na ducha, wolność serca i wiarę. Ci młodzi śpiewali i wołali, ale potrafili także trwać w ciszy i słuchać. Ich skupione i wzruszone twarze odsłaniały serca spragnione prawdy i miłości. Z radością powiedziałem im: „Jesteście świętymi Francji!”. Tamto czuwanie było wielkim znakiem nadziei” – podkreślił papież.
Leon XIV zauważył również, że we Francji jest dostrzegalny również inny znak nadziei i odrodzenia, który dostrzegalny jest od kilku lat. Zwrócił uwagę, że stale rośni liczna osób, które proszą o chrzest w Kościele katolickim.
„Kulminacyjnym wydarzeniem mojej wizyty w stolicy była Msza św. na Place de la Concorde. Tam znak odrodzenia ukazał się w sposób zaskakujący: zgromadzenie liturgiczne, obejmujące na rozległym placu kapłanów, chór i znaczącą rzeszę wiernych, rozciągało się wzdłuż całej Avenue des Champs-Élysées aż po Łuk Triumfalny. W czasie Komunii św. wszyscy mogli przystąpić do Eucharystii, która była udzielana w wielu miejscach. Oto prawdziwa odbudowa, odnowa Kościoła, której może dokonać jedynie Bóg za wstawiennictwem Maryi Panny” – mówił Ojciec święty.
„Było więc czymś naturalnym i koniecznym, abym po Paryżu udał się jako pielgrzym do Lourdes, aby oddać cześć Maryi, Matce Kościoła – Tej, która w godzinie męki i śmierci podtrzymuje lampę wiary i nadziei. Poprzez macierzyńską troskę Maryi Panny, w Lourdes, Pan kieruje przesłanie nadziei i odrodzenia do wszystkich: do pielgrzymów, a zwłaszcza do osób cierpiących na ciele i duchu. Pragnąłem wyraźnie przypomnieć to przesłanie: każde ludzkie życie, niezależnie od jego kondycji, nawet naznaczone najgłębszą kruchością, zachowuje swoją nienaruszalną godność i zasługuje na troskę, towarzyszenie oraz niesienie ulgi w cierpieniu, z ludzkim współczuciem i przy wykorzystaniu środków, jakie daje nam nauka. Dlatego Lourdes jest dla całego świata sanktuarium cywilizacji miłości” – podsumował Leon XIV.
źródło: vaticanbews.va, KAI
***
1 października 2026
Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu”
Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 ok. tysiąc dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). Zapraszamy do śledzenia transmisji z tego wydarzenia w mediach watykańskich.
Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.
Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.
To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi.
Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.
Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.
Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.
Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie.
Niezwykły rozwój inicjatywy
Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu” powstała w Wenezueli w 2005 roku. Stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach. Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.
Do modlitwy zaproszone są nie tylko dzieci, ale takżę rodzice, nauczyciele, kapłani, osoby zakonne, katecheci i rodziny.
Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym
Wojciech Rogacin, Artur Hanula – Vatican News
***
Dzieci z całego świata łączą się z Ojcem Świętym w modlitwie różańcowej

***
Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 około tysiąca dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).
Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.
Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.
To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi. Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.
Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.
Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”. Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie.
Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu” powstała w Wenezueli w 2005 roku. Stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach. Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.
Do modlitwy zaproszone są nie tylko dzieci, ale takżę rodzice, nauczyciele, kapłani, osoby zakonne, katecheci i rodziny.
Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym Apostolatem Fatimskim. W tym roku po raz pierwszy do inicjatywy dołączy również Światowy Dzień Różańca (World Rosary Day).
żródło: Vatican News PL, Wojciech Rogacin, Artur Hanula / KAI
***
Papież, setki dzieci i Różaniec o pokój
Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 ok. tysiąc dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). Zapraszamy do śledzenia transmisji z tego wydarzenia w mediach watykańskich.
Apele Papieża
Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.
Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.
Szczególna inicjatywa
To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi.
Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.
Dzieci z Różańcem
Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.
Świat potrzebuje modlitwy
Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.
Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie.
Wojciech Rogacin, Artur Hanula – Vatican News
***
Ojciec św. Leon XIV przewodzi dziś różańcowej modlitwie o pokój z setkami dzieci w Watykanie

Około tysiąc dzieci z Rzymu będzie się modlić w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa 1 października przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”, zorganizowaną przez papieską fundację Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).
Poświęcony Różańcowi miesiąc – październik – Papież Leon XIV rozpocznie wspólną modlitwą wraz z dzieci z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich 1 października o godz. 17 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi. W ten sposób zainaugurują oni wspólnie tegoroczną akcję „Milion dzieci modli się na Różańcu”, organizowaną od ponad dwudziestu lat przez papieską fundację Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).
Z Watykanem tego wieczora łączyć się będą duchowo dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie.
W tym roku – jak informuje ACN – po raz pierwszy kampania potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października – do dnia święta Matki Bożej Różańcowej – aby umożliwić diecezjom, parafiom, szkołom, wspólnotom i rodzinom na różnych kontynentach wybór dnia najlepiej odpowiadającego ich rzeczywistości duszpasterskiej, przy jednoczesnym zjednoczeniu we wspólnej intencji modlitwy o pokój i jedność.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie pomaga prześladowanym
Papieska fundacja działa wśród Kościoła prześladowanego
Dzieci z całego świata zjednoczone na modlitwie
Podczas gdy w Rzymie dzieci będą modlić się wraz z Leonem XIV, podobne inicjatywy są już przygotowywane w wielu krajach — od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.
Modlitwa za zraniony świat
Kampania 2026 czerpie inspirację z przesłania fatimskiego: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.
W tegorocznym zaproszeniu skierowanym do uczestników kardynał Kurt Koch, międzynarodowy przewodniczący Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie oraz prefekt Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, przypomina, że Niepokalane Serce Maryi oznacza życie całkowicie otwarte na Ducha Świętego i ukazuje Maryję jako wzór wiary, miłości i modlitwy.
Inicjatywa nabiera szczególnego znaczenia w czasie, gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością. Modlitwa dzieci ma być w tym kontekście prostym, a zarazem uniwersalnym znakiem zaufania i nadziei: dzieci różnych języków, kultur i krajów, zjednoczone we wspólnej modlitwie o pokój.

Papież również w maju 2026 r. modlił się wraz z wiernymi na Różańcu przed grotą Matki Bożej z Lourdes (@Vatican Media)
Od małej grupy w Wenezueli do światowej sieci
Inicjatywa „Milion dzieci modli się na różańcu” narodziła się w Wenezueli w 2005 roku i stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach.
Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.
Zaproszenie nie jest skierowane wyłącznie do dzieci, ale też do rodziców, nauczycieli, kapłanów, osoby zakonne, katechetów i rodziny, aby modlili się razem z nimi. Wystarczy odmówienie dziesiątka Różańca.
Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym Apostolatem Fatimskim. W tym roku po raz pierwszy do inicjatywy dołączy również Światowy Dzień Różańca (World Rosary Day).
Wojciech Rogacin – Vatycan News
***
Dzień i noc przez cały październik. Polacy podejmą „Nieustający Różaniec” w intencji pokoju
Przez cały październik, dzień i noc, ma trwać nieprzerwana modlitwa różańcowa o pokój na świecie i Boże błogosławieństwo dla Polski. Organizatorzy piątej edycji „Nieustającego Różańca” proszą o zapisy, aby wypełnić wszystkie godziny miesiąca. Dołączyć może każdy, odpowiadając w ten sposób na ponawiane przez Leona XIV wezwania do modlitwy o pokój.

***
Potrzeba ludzi na każdą godzinę
Od pierwszej minuty 1 października aż do końca miesiąca różaniec ma być odmawiany bez przerwy w dzień i w nocy. Aby było to możliwe, potrzebni są kolejni uczestnicy. Zapisy już trwają na stronie nieustajacyrozaniec.pl.
Dalsza część artykułu pod video
„Chcemy, żeby przez cały październik trwała nieustanna modlitwa różańcowa o pokój na świecie i Boże błogosławieństwo dla Polski” – mówi Vatican News Arkadiusz Kuzniacki, jeden z organizatorów inicjatywy.
Doba została podzielona na półgodzinne odcinki. Uczestnik wybiera odpowiadającą mu porę i zobowiązuje się w tym czasie do odmówienia różańca. Każdego dnia potrzeba więc co najmniej 48 osób, aby modlitwa nie została przerwana ani na chwilę.
Inicjatywa otrzymała błogosławieństwo bp. Tadeusza Lityńskiego, ordynariusza diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.
W jedności z Leonem XIV
Tegoroczny „Nieustający Różaniec” rozpocznie się w szczególnym momencie. 1 października, dokładnie w dniu rozpoczęcia inicjatywy, Leon XIV będzie modlił się na różańcu o pokój wraz z setkami dzieci w Ogrodach Watykańskich. Spotkanie przy Grocie Matki Bożej z Lourdes rozpocznie światowy tydzień modlitwy w ramach inicjatywy „Milion dzieci modli się na różańcu”.
W ten sposób polska inicjatywa wpisuje się w modlitwę, do której Ojciec Święty zaprasza cały Kościół. Leon XIV regularnie apeluje o modlitwę za narody dotknięte wojną, ofiary przemocy oraz o pokój.
Październikowy różaniec może być więc bardzo konkretną odpowiedzią na jego wezwanie – wybrać swoją godzinę i dołączyć do modlitwy, która przez cały miesiąc nie ma ustawać.
744 godziny – także w środku nocy
„Nieustający Różaniec” organizowany jest już po raz piąty przez Stowarzyszenie Katolicka Wschowa. Co roku formalnie zapisuje się ponad 120 osób. Niektórzy wybierają szczególnie wymagające godziny – drugą czy trzecią w nocy – i pozostają im wierni przez cały miesiąc.
W tym roku organizatorzy wprowadzają również skrzynkę intencji. Uczestnicy będą mogli przekazywać własne prośby, które zostaną objęte wspólną modlitwą. Jedną z głównych intencji będzie także odnowa życia sakramentalnego Polaków w perspektywie zbliżającej się 150. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.
Wybierz swoją godzinę
Do „Nieustającego Różańca” może dołączyć każdy – nie trzeba należeć do żadnej wspólnoty ani stowarzyszenia. Wystarczy ofiarować swój czas, wybrać godzinę i włączyć się w modlitwę o pokój podejmowaną w jedności z Ojcem Świętym.
Zapisy prowadzone są na stronie nieustajacyrozaniec.pl. Można tam wybrać dzień i godzinę modlitwy oraz dołączyć do 744-godzinnego różańcowego łańcucha.
Vatican News/ ks. Łukasz Bankowski
***
Październik z różańcem. Skąd wzięła się ta modlitwa i jakie ma znaczenie?
Październik jest w Kościele katolickim miesiącem poświęconym modlitwie różańcowej. Według papieża Jana Pawła II różaniec, choć ma charakter maryjny, w istocie jest modlitwą chrystologiczną.
James Coleman/Unsplash
***
Należy do tradycji kontemplacji chrześcijańskiej i jest jakby streszczeniem ewangelicznego przesłania. Przez cały październik w parafiach odprawiane są nabożeństwa różańcowe. Ponadto 7 października obchodzone jest wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi pod Lepanto 7 października 1571 r.
Pierwsze ślady modlitwy różańcowej zanotowali egipscy pustelnicy w V w. n.e. Mnisi powtarzali wielokrotnie pierwszą część modlitwy “Zdrowaś Maryjo”, czyli pozdrowienie anielskie, i błogosławieństwo św. Elżbiety. Drugą jej część dodano prawdopodobnie w XIV w. podczas epidemii dżumy w Europie. Ostateczny tekst “Zdrowaś Maryjo” zatwierdził papież Pius V w 1568 r.
Powstanie modlitwy różańcowej w formie zbliżonej do znanej obecnie tradycja Kościoła przypisuje założycielowi zakonu dominikanów św. Dominikowi Guzmanowi. Matka Boża miała mu się objawić i podarować różaniec, zachęcając go do odmawiania tej modlitwy. Różaniec w znanym dziś kształcie zatwierdził papież Pius V w 1569 r.
Do 2002 r. składał się z trzech części: radosnej, bolesnej i chwalebnej, po pięć tajemnic w każdej. Czwartą część różańca, tajemnice światła, dodał papież Jan Paweł II 16 października 2002 r. listem apostolskim “Rosarium Virginis Mariae”, zapełniając lukę między dzieciństwem Pana Jezusa i Jego męką. W dokumencie tym papież zaznaczył, że “różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej”. Podkreślił, że różaniec jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd “modlitwie sercať czy “modlitwie Jezusowej”, która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu.
Według Jana Pawła II różaniec, choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym. “W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem […]. Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczanie głębi Jego miłości” – pisał papież. Dodał, że jest to modlitwa “o wielkim znaczeniu, przynosząca owoce świętości”.
Papież przypomniał również, że to właśnie do modlitwy różańcowej wzywała wielokrotnie Matka Boża w wielu objawieniach oficjalnie uznanych przez Kościół katolicki, m.in. w Fatimie i Lourdes. O modlitwie różańcowej wielokrotnie pisali również inni papieże. Leon XIII w ogłoszonej 1 września 1883 r. encyklice “Supremi apostolatus officio” nazwał różaniec skutecznym narzędziem duchowym wobec bolączek społeczeństwa. Paweł VI w adhortacji apostolskiej “Marialis cultus” podkreślił kontemplacyjny charakter różańca, przestrzegając: “jeśli różańcowi brak kontemplacji, upodabnia się on do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł”.
Na niezwykłą moc tej prostej modlitwy wskazywało na przestrzeni wieków także wielu świętych. Jednym z nich był francuski misjonarz św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, który uważał różaniec za “przedziwny sekret” i “potężną broń duchową”. Kapucyn, św. ojciec Pio z Pietrelciny nazywał różaniec “tarczą w walce z pokusami” i radził, by nigdy się z nim nie rozstawać.
Jednym z najgorliwszych propagatorów różańca był kanonizowany w październiku 2025 r. świecki tercjarz dominikański św. Bartolo Longo – inicjator budowy Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach i autor “Nowenny pompejańskiej”. Longo, który nawrócił się po wielu latach życia z dala od Kościoła, miał usłyszeć od Maryi zapewnienie, że “kto szerzy różaniec, będzie zbawiony”.
Z kolei założyciel Rycerstwa Niepokalanej św. Maksymilian Kolbe nazwał różaniec “prostą a wzniosłą zarazem modlitwą, którą sama Niepokalana wskazała, objawiając się w Lourdes”. Dodał, że różaniec powinien stać się “mieczem każdego Rycerza i Rycerki Niepokalanej”.
Gość Niedzielny
***
Różaniec – pomoc na drodze do Nieba

***
Jako Matka Jezusa Chrystusa, Maryja Dziewica godna jest wszelkiego uwielbienia. I dlatego chrześcijanie, od najdawniejszych czasów, pozdrawiali ją słowami anioła: Zdrowaś, łaski pełna, Pan z Tobą (czyli bądź pozdrowiona pełna łaski).
Do tych słów dołączano zwykle inne, wypowiedziane przez św. Elżbietę (matkę św. Jana Chrzciciela, proroka poprzedzającego Mesjasza), gdy Maryja, jej kuzynka, przyszła ją odwiedzić. Wiedząc, dzięki nadprzyrodzonej wizji, że będzie ona matką Boga, św. Elżbieta pozdrowiła ją mówiąc: Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego.
Ze swej strony Kościół stosownie dołączył słowa Jezus po żywota Twojego, i Maryja po początkowym zdrowaś. W wieku XII używanie tej pierwszej części Zdrowaś Maryjo stało się częstsze, a w następnym stuleciu liczne zakony religijne zalecały jej odmawianie swoim członkom. W XIV wieku zaczęto dodawać prośbę: Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
W 1568 roku papież św. Pius V usankcjonował tę dodaną część, gdy ogłaszając Brewiarz Rzymski (zbiór modlitw i lektur przeznaczonych do codziennego odmawiania przez księży), nakazał, aby po Ojcze Nasz, na początku każdej godziny Brewiarza, odmawiać także Zdrowaś Maryjo.
Jako że słowa anioła Gabriela stanowią pierwotny rdzeń, do którego dodawano różne elementy, które tworzą dziś Zdrowaś Maryjo, modlitwa ta nazywana jest Pozdrowieniem Anielskim.
Odnawianie radości zwiastowania
Zdrowaś Maryjo jest najwznioślejszym pozdrowieniem Przenajświętszej Dziewicy, najdoskonalszą pochwałą, jaką możemy do Niej skierować, składa się ona bowiem ze słów, jakimi sam Bóg natchnął swojego posłańca, anioła Gabriela.
Maryja nie posiadała się z radości w obliczu dobrej nowiny o nadejściu Odkupiciela, którą oznajmił jej anioł. Dlatego też chrześcijanie wierzyli, że każde powtarzane przez nich Zdrowaś Maryjo, będzie usłyszane przez Przenajświętszą Maryję Pannę jako echo tej radości. I przyłączając się do tego radowania, chętnie powtarzali wiele razy Zdrowaś Maryjo.
Temu maryjnemu pozdrowieniu zwykle towarzyszyło uklęknięcie, by lepiej wyrazić znaczenie słowa Ave, co oznacza „pozdrawiam Cię”. Opowiada się na przykład o św. Ludwiku, królu Francji w latach 1226–1270, że miał on zwyczaj odmawiać codziennie 50 Zdrowaś Maryjo, to klękając, to powstając na przemian przy każdym, wolno odmawianym, Zdrowaś Maryjo.
Powstanie Różańca
Z biegiem czasu utrwalił się zwyczaj odmawiania za jednym razem 150 Zdrowaś Maryjo. Liczba ta odpowiada liczbie Psalmów (poematów religijnych ułożonych w większości przez Króla Dawida). A jako że zbiór 150 psalmów nazywany jest Psałterzem, analogicznie nadano zbiorowi 150 Zdrowaś Maryjo tak odmawianych nazwę Psałterza Maryi.
Do Zdrowaś Maryjo dołączono Ojcze Nasz, doskonałą modlitwę, której Jezus Chrystus nauczył swoich uczniów. A później również Chwała Ojcu – doksologię (rodzaj formuły wychwalającej) Trójcy Świętej: Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Dla lepszego układu całości, zbiór 150 Zdrowaś Maryjo został podzielony na 15 dziesiątek, a każda dziesiątka poprzedzona Ojcze Nasz i zakończona Chwała Ojcu.
Aby ułatwić liczenie dziesiątek Zdrowaś Maryjo, używa się nasion pewnych roślin lub ziarenek (zwanych paciorkami) zrobionych z drewna, metalu, kamienia lub innego materiału, nawleczonych regularnie na sznurek lub połączonych drutem. Krzyżyk upamiętniający Krzyż, na którym nasz Pan Jezus Chrystus zmarł dla odkupienia ludzi, stanowi wykończenie tego nabożnego przedmiotu.
Takie jest nabożeństwo, które pobożność katolicka nazwała Różańcem (nazwę tę rozciąga się także na opisany wcześniej przedmiot, za pomocą którego liczy się kolejne Zdrowaś Maryjo).
Zaczynając modlitwę różańcową, odmawia się Credo (streszczenie podstawowych artykułów wiary katolickiej), trzymając nabożnie krzyżyk.
Skąd wzięła się nazwa Różaniec?
Nazwa Różaniec pochodzi, jak wiadomo, od róży. W średniowiecznej łacinie rosarium oznaczało różany ogród. A Najświętsza Panna, w niektórych poematach średniowiecznych, nazywana jest różanym ogrodem.
W Różańcu kolejne Zdrowaś Maryjo pojmuje się jako róże duchowe, które wierny składa Maryi Przenajświętszej Dziewicy, wijąc w ten sposób, na jej cześć, symboliczną koronę różaną lub wianek z róż (stąd określenia corona po włosku i chapelet po francusku, a więc dosłownie „korona”, „wianek” na oznaczenie jednej trzeciej Różańca […].
Różaniec, wspaniała forma kultu
Różaniec stanowi szczególnie wspaniałą formę kultu prywatnego oddawanego Bogu i Przenajświętszej Dziewicy.
Pierwszym i najwyższym aktem kultu katolickiego jest ofiara Mszy Świętej. Pobożność katolicka umieszcza święty Różaniec jako nabożeństwo zaraz po Mszy Świętej i Modlitwie Brewiarzowej (dawniej Brewiarz, dzisiaj Liturgia Godzin) dla kapłanów i uczestnictwie w sakramentach dla świeckich.
Pewnego dnia Przenajświętsza Maryja Panna objawiła błogosławionemu Alanowi de la Roche, że po ofierze Mszy Świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką Męki Jezusa Chrystusa, nie ma praktyki wspanialszej i przynoszącej większe zasługi niż Różaniec, który jest jakby drugim upamiętnieniem i przedstawieniem życia i męki Jezusa Chrystusa (Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Przedziwny sekret Różańca świętego, Wrocław, 2000 str. 53).
Tajemnice Różańca świętego
Mając na uwadze fakt, że ciągłe powtarzanie tej samej formuły mogłoby często prowadzić do błądzenia myśli, powstał pomysł, aby połączyć odmawianie Zdrowaś Maryjo z rozważaniem tajemnic naszej wiary związanych z pozdrowieniem Anielskim. W ten sposób, podczas gdy usta wymawiałyby słowa Pozdrowienia Anielskiego, duch kontemplowałby różne momenty historii naszego zbawienia. To szczęśliwe połączenie modlitwy ustnej z modlitwą myślną przypisuje się mnichowi kartuskiemu Dominikowi z Prus, który żył w Niemczech na początku XV wieku. […]
Na początku każdy wybierał tajemnice wedle własnego uznania, podczas odmawiania 150 Zdrowaś Maryjo. Z biegiem czasu jednak ich liczba została ograniczona do piętnastu, a każdej tajemnicy przypisane zostało dziesięć Zdrowaś Maryjo.
Tajemnice z kolei zostały podzielone na trzy serie, każda licząca pięć tajemnic, zwane odpowiednio tajemnicami radosnymi, bolesnymi i chwalebnymi.
W tajemnicach radosnych rozważamy radości Matki Boskiej: (I) zwiastowanie anielskie; (II) nawiedzenie jej kuzynki, świętej Elżbiety; (III) narodzenie naszego Pana Jezusa Chrystusa w grocie w Betlejem; (IV) ofiarowanie małego Jezusa w świątyni w Jerozolimie czterdzieści dni po Jego narodzeniu; (V) zgubienie i odnalezienie małego Jezusa w świątyni, gdy miał dwanaście lat i słuchał oraz wypytywał uczonych w piśmie.
W tajemnicach bolesnych kontemplujemy różne wydarzenia związane z męką i śmiercią naszego Pana Jezusa Chrystusa: (I) Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, gdy pocił się krwią; (II) biczowanie przywiązanego do kolumny przez rzymskich żołnierzy; (III) umieszczenie na Jego głowie korony cierniowej; (IV) skazanie Go na śmierć i dźwiganie przezeń krzyża aż na szczyt Góry Kalwaryjskiej; i w końcu (V) Jego odkupieńczą śmierć na krzyżu.
W tajemnicach chwalebnych rozważamy triumf naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Przenajświętszej Matki: (I) Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa; (II) Jego Wniebowstąpienie; (III) zesłanie Ducha Świętego na Matkę Boską i Apostołów pięćdziesiąt dni (Pięćdziesiątnica, pol. Zielone Świątki) po Zmartwychwstaniu; (IV) Wniebowzięcie Matki Boskiej; (V) chwalebne ukoronowanie Matki Boskiej w niebie jako Królowej Aniołów i Świętych.
Jednocześnie taki podział tajemnic Różańca został powszechnie zaakceptowany dopiero, gdy został ustalony i zatwierdzony przez papieża Benedykta XIII w bulli Pretiosus z 26 maja 1727 roku, która uczyniła obligatoryjnym rozważanie tajemnic, równocześnie z odmawianiem ustnym Pozdrowienia Anielskiego, aby pozyskać odpusty łączone z tym nabożeństwem. […]
Odpusty złączone z Różańcem
Odmawianie Różańca zostało wzbogacone cennymi odpustami: odpustem zupełnym, jeśli dokonuje się w kościele, w publicznym miejscu modlitwy lub w rodzinie, społeczności religijnej lub pobożnym stowarzyszeniu; odpust cząstkowy – w innych okolicznościach.
Aby uzyskać odpust całkowity, wystarczy odmawiać jedną trzecią Różańca (cząstkę), lecz wtedy owe pięć dziesiątek należy odmawiać w sposób nieprzerwany. A do modlitwy ustnej powinno się dodać pobożne rozważanie tajemnic.
Wierny, który posługuje się z należytą czcią przedmiotem kultu (Krzyż lub Krucyfiks, Różaniec, Szkaplerz, Medalik), odpowiednio pobłogosławionym przez kapłana, może uzyskać odpust cząstkowy.
Warto podkreślić wagę, jaką przywiązuje Kościół do części Różańca odmawianej w rodzinie: mianowicie przyznając odpust zupełny wszystkim, którzy w tym uczestniczą.
Odmawianie Różańca w rodzinie jest bardzo miłe Matce Boskiej. To właśnie w nawiązaniu do tego o. Peyton ułożył formułę, uświęconą później przez papieża Piusa XII: Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczoną pozostaje.
Różaniec sprzyja bowiem jedności rodziny, dobru w najwyższym stopniu cennemu, zwłaszcza w naszych czasach, gdy rodzina zagrożona jest przez tyle czynników rozkładu, jak bezbożne wychowanie przekazywane w tylu szkołach, demoralizujące filmy i programy, które wdzierają się nawet do takiego schronienia, jakim jest ognisko domowe, rozpowszechniająca się rozwiązłość obyczajów etc. Przeciwko temu wszystkiemu Różaniec odmawiany w rodzinie jest szczególnym antidotum.
W rzeczywistości Różaniec jest jednym z najdoskonalszych środków, aby otrzymać od Boga, za pośrednictwem Matki Boskiej, wszystkie cnoty i wykorzenić wszelkie wady i złe skłonności. […]
Różaniec w walce z szatanem
Opętany wieczną nienawiścią szatan pragnie jedynie powodować wszelkiego rodzaju szkody chwale Boga i zabrać do piekła tyle dusz, ile tylko będzie mógł. A jako że utracił on niebo na zawsze, pragnie, aby wszyscy, podobnie jak on, byli wiecznie nieszczęśliwi.
Dlatego kusi on nieustannie ludzi, starając się pociągnąć ich do grzechu. Miało to już miejsce w przypadku Adama i Ewy w raju i dziać się będzie podobnie w przypadku wszystkich ludzi aż do końca świata – oprócz wyjątków szczególnego boskiego przywileju, na przykład u Najświętszej Maryi Panny.
W walce z Szatanem człowiek może liczyć na pomoc łaski, której udziela mu Bóg i na specjalnych opiekunów, jak Najświętsza Maryja Panna, Aniołowie Stróże i święci.
W tej walce rola Matki Boskiej jest wybitna. Nazywa się Ją Postrachem demonów. W najbardziej znanym ze swoich dzieł, Traktacie o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, święty Ludwik Grignion de Montfort wyjaśnia, dlaczego:
Jedyna nieprzyjaźń, jaką Bóg popierał i ustanowił, wrogość nieprzejednana, która nie tylko ma trwać, lecz zwiększać się aż do końca: to nieprzyjaźń pomiędzy Maryją, Jego godną Matką a Szatanem; pomiędzy synami i sługami Przenajświętszej Maryi Panny a synami i zwolennikami Lucyfera; tak, że Maryja jest najstraszliwszą nieprzyjaciółką, jaką Bóg ustanowił przeciwko Szatanowi. On dał Jej, począwszy od raju, aż tyle nienawiści do tego przeklętego nieprzyjaciela Boga, tyle przenikliwości w wykrywaniu podłości tego starego węża, tyle siły, aby zwyciężyć, zmiażdżyć i unicestwić tego pysznego bezbożnika, że przestrach jaki Maria wzbudza w Szatanie jest większy niż ten, jaki wzbudzają w nim wszyscy aniołowie i ludzie, i w pewnym sensie, sam Bóg. Nie chodzi o to, że gniew, nienawiść i potęga Boga nie są nieskończenie większe od tych, które posiada Najświętsza Maryja Panna, bowiem doskonałości Maryi są ograniczone, lecz po pierwsze, że Szatan, jako że jest dumny, cierpi nieporównanie bardziej dlatego, że zwyciężyła go i ukarała mała i pokorna niewolnica Boga, której pokora upokarza go bardziej niż potęga Boska; po drugie, ponieważ Bóg udzielił Maryi tak wielkiej mocy nad demonami, że jak to wiele razy zmuszeni wyznali ustami opętanych, tylko jedno z Jej westchnień za jedną duszę napawa ich większym strachem niż modlitwy wszystkich świętych; a jedna tylko Jej groźba bardziej niż wszystkie inne tortury. (op. cit., str. 517–518).
Aby uzyskać wstawiennictwo Matki Boskiej na rzecz nas samych w walce z Szatanem, nie ma nabożeństwa bardziej wskazanego niż Różaniec:
Uzbrójcie się bronią Boga, uzbrójcie się w Różaniec – mówi święty Ludwik Grignion de Montfort – a zmiażdżycie głowę Szatana i pozostaniecie niewzruszeni wobec wszelkich jego pokus. Stąd bierze się to, że Różaniec, mimo iż jest narzędziem materialnym, jest tak przerażający dla diabła i fakt, że święci posługiwali się nim, aby spętać Szatana i wydalić go z ciała opętanych [to jest ludzi, których ciałem zawładnął Szatan], co poświadcza wiele historii.
Pewien człowiek, mówi nam błogosławiony Alan, na próżno próbował wszelkiego rodzaju pobożnych praktyk, aby uwolnić się od złego ducha, który go opętał, wpadł tedy na pomysł, aby umieścić cząstkę Różańca na własnej szyi, co przyniosło mu ulgę. A upewniwszy się, że gdy ściągał go z szyi, Szatan wielce go dręczył, postanowił nosić go na szyi dzień i noc, co zupełnie przepędziło diabła, który nie mógł znieść tak straszliwego łańcucha.
Błogosławiony Alan zaświadcza, że uwolnił wielką liczbę opętanych, kładąc im na szyi cząstkę Różańca.
Ojciec Juan Amat, z zakonu świętego Dominika, głosił kazania w czasie Wielkiego Postu w pewnym miejscu położonym w Królestwie Aragonu; przyprowadzono wtedy do niego pewną dziewczynę opętaną przez diabła. Po tym jak wiele razy na próżno odprawił nad nią egzorcyzmy, położył jej na szyi cząstkę Różańca, a ona natychmiast poczęła krzyczeć i wydawać przeraźliwe jęki, wołając: Zabierz, zabierz te paciorki, które mnie dręczą. W końcu, ulitowawszy się nad nią, Ojciec zdjął jej z szyi cząstkę różańcową.
Tej nocy, gdy czcigodny Ojciec odpoczywał w swoim łożu, te same demony, które opętały ową dziewczynę, rzuciły się na niego i z pianą wściekłości na ustach starały się nim zawładnąć; jednak kapłan, mocno ściskając Różaniec w dłoni, mimo wysiłków czynionych przez demony, aby go wyrwać, smagał je nim, a krzycząc Święta Maryjo, Matko Boska Różańcowa, pomóż mi! wreszcie je odpędził.
Następnego ranka, kiedy poszedł do kościoła, spotkał biedną dziewczynę nadal będącą w mocy Szatana; jeden z demonów, które w niej przebywały, począł się śmiać, drwiąc z niego: Ach! bracie, gdybyś nie miał twego Różańca, zgotowałybyśmy ci los. Wówczas szacowny Ojciec zarzucił ponownie cząstkę Różańca na szyję dziewczyny mówiąc: Na najświętsze imiona Jezusa i Maryi Jego świętej Matki, i na mocy Przenajświętszego Różańca, nakazuję wam, złe duchy, abyście natychmiast opuściły to ciało. I tak oto diabły zmuszone zostały do natychmiastowego posłuchu, a dziewczyna została uwolniona.
Te historie ukazują siłę świętego Różańca, zdolną pokonać wszelkie diabelskie sztuczki i wszelkie możliwe grzechy, ponieważ błogosławione paciorki cząstki Różańca przepędzają je. (Przedziwny sekret Różańca świętego, str. 335–336).
Antonio A. Borelli – PCh24.pl
tekst jest fragmentem książki Antonio A. Borellego pt. „Różaniec – ratunek dla świata”.
***
Różaniec Święty – nić kontemplacji spleciona z bojowym orężem

***
Pomimo usilnych prób ukrycia niewygodnego oblicza Ecclesia Militans podejmowanych przez kościelnych modernistów, prawda na temat natury Matki naszej, Kościoła Świętego, pozostaje zawsze na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć do tradycyjnego Magisterium lub… do kieszeni. Na paciorkach różańca, który tam znajdziemy, zapisane są nie tylko święte tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, ale także chwalebne dzieje potyczek Christianitas z bezbożnym światem.
„W pobożności – tak samo jak w miłości – nie przykrzy się częste powtarzanie tych samych słów, gdyż ogień miłości, która nas rozpala, sprawia, że zawsze zawierają coś nowego” – pisał o Różańcu Ojciec Święty Pius XI. Ilość fenomenów zawartych w tej prostej, a jednocześnie niezwykłej modlitwie, trudno zliczyć – podobnie jak wypowiedzi świętych, myślicieli katolickich i papieży na jej temat. Sam Leon XIII zyskał sobie przydomek „różańcowego papieża”, gdyś poświęcił Różańcowi aż 12 encyklik. To właśnie ten papież dodał do Litranii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca Świętego”.
„Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, co możecie, aby ludzie ją kochali. Odmawiajcie ku jej czci różaniec. Czyńcie to zawsze. Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to Ona dała nam Jezusa. Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” – nauczał św. o. Pio.
Z kolei wielki czciciel Bogurodzicy, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, wzywał: „Niechaj wszyscy, mężczyźni i niewiasty, uczeni i prości, sprawiedliwi i grzesznicy, wielcy i mali, wysławiają i cześć oddają Jezusowi dniem i nocą odmawiając święty różaniec. Wierzcie w moc różańca. Nie oparł mu się żaden grzesznik, skoro oplotłem go różańcem. Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu. Zżyjmy się z różańcem tak, abyśmy go stale odmawiali, abyśmy łatwo doń wracali, abyśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile”.
„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać za pomocą różańca” – zapewniała siostra Łucja z Fatimy. Najbardziej skuteczną formą tej modlitwy jest cudowna nowenna pompejańska, a sam Różaniec towarzyszy dziejom chrześcijańskiego świata w najbardziej chwalebnych chwilach jego tryumfu nad siłami zła, jak również w codziennych, mniejszych lub większych, potyczkach.
Skąd się wzięło święto Matki Bożej Różańcowej?
„Pragniemy, aby cały miesiąc październik bieżącego roku był poświęcony niebieskiej Królowej Rożańcowej. Poczynając od pierwszego października do drugiego listopada, we wszystkich kościołach parafialnych oraz innych, jeśli Ordynariusze miejscowi uznają to za stosowne, a także we wszystkich kościołach i kaplicach poświęconych czci Bogurodzicy winna być odmawiana uroczyście przynajmniej jedna część różańca wraz z litanią loretańską. Zalecamy też, by odmawianie różańca z ludem było połączone z nabożeństwem lub wystawieniem Najświętszego Sakramentu” – pisał Leon XIII w encyklice Supremi apostolatus w roku 1883.
W innej maryjno-różańcowej encyklice, zatytułowanej Laetitiae sanctae, papież zwracał uwagę na trzy choroby ówczesnego świata. Były nimi niechęć do chrześcijańskiego modelu pracowitego, upływającego w cichości życia, chęć wyrugowania cierpienia przez człowieka i zapomnienie o perspektywie wieczności. Czy choroby te nie osiągają dziś swego delirium? Powszechny socjalizm wykorzenia szacunek dla owoców własnej pracy, żądanie uznania aborcji i eutanazji za „prawa człowieka” wpisują się w wizję świata bez przeciwności i cierpienia, a wreszcie kryzys, jaki dotyka samego Kościoła – jest smutnym „ukoronowaniem” porzucenia nadprzyrodzonej postawy na rzecz świeckiego „humanitaryzmu”. Lekarstwem na te choroby duszy jest według Leona XIII stała, wytrwała modlitwa połączona z rozważaniem tajemnic Różańca Świętego.
Obchodząc przypadające na 7 października święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, należy pamiętać, że o ile Różaniec stanowił zawsze duchową broń w walce o własne zbawienie i o przyprowadzenie heretyków na łono Kościoła, o tyle ma on również swoją odsłonę stricte militarną. I to niebagatelną. Chodzi oczywiście o kontekst bitwy pod Lepanto, z którym nierozerwalnie związane jest maryjno-różańcowe wspomnienie liturgiczne.
„Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej” – pisał św. Pius V, ustanawiając święto Matki Bożej Różańcowej. Jak wiemy, podczas gdy działa chrześcijańskiej floty morskiej uderzyły w tureckie statki, w Rzymie pod wodzą świętego papieża wierni szturmowali niebo z różańcami w rękach.
Nie był to ostatni i jedyny dowód specjalnej przychylności Opatrzności Bożej wyjednanej przez modlitwę różańcową. Jej rola była niebagatelna także przy zwycięskim pochodzie wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedeń. Po drodze król zatrzymywał się w maryjnych sanktuariach, a gdy doszło do potyczki wojsk Rzeczypospolitej ze znacznie liczniejszymi zastępami ottomańskich bisurmanów, polskie miasta, w tym szczególnie Kraków, trwały właśnie na modlitwie różańcowej. W procesji z Najświętszym Sakramentem lud śpiewał Różaniec, a życie w mieście zamarło na rzecz postu, umartwienia i modlitwy w intencji zwycięstwa.
Męski Różaniec – przypomina o roli mężczyzny
Jakiś czas temu Gazeta Wyborcza próbowała wszcząć „awanturę o bojowy różaniec”. Publikując zdjęcie Wojciecha Cejrowskiego z różańcem z linki spadochronowej, lewicowa redakcja sugerowała, że może to być… „sprawa dla ABW”, gdyż jak to – tak masywne, twarde i wytrzymałe sakramentalium, do tego jeszcze z ostrymi krawędziami, może stanowić doskonałą broń… nie tylko duchową!
Abstrahując od kuriozalności tego publicystycznego casusu, zwróciliśmy się z pytaniem do jednego z koordynatorów inicjatywy Męski Różaniec, reżysera Dariusza Walusiaka. – Dlaczego męski Różaniec? Od jakiegoś czasu przyjęło się, że Różaniec kojarzony jest wyłącznie z kobietami, ze starszymi paniami, które siedzą i klepią „Zdrowaśki”. Jednak zupełnie inaczej wyglądało to w przeszłości, kiedy rolą mężczyzny w sposób oczywisty i niezaprzeczalny była walka. Różaniec jest dla nas bronią przeciwko władzy szatana na ziemi. Tę broń dostaliśmy od Maryi i zawsze tak było, że mężczyźni, rycerze, szli walczyć z wrogiem, który zagrażał nam jako katolikom, z muzułmanami czy bolszewikami, których celem było zniszczenie chrześcijańskiego świata. Polacy zawsze stawali naprzeciw tej ekspansji, broniąc dostępu do Europy. Ale w tym samym czasie, gdy rycerstwo lub wojsko wychodziło do walki, trwały procesje, modlitwy, pokuty, wznoszono do Boga modły o zwycięstwo. Żony, matki i starcy, a nawet dzieci, mieli w ten sposób swój udział, sięgając częstokroć właśnie po Różaniec. Każde zwycięstwo oręża polskiego zostało wymodlone – podkreśla rozmówca PCh24.pl.
Męski Różaniec to ogólnopolska akcja, w ramach której katolicy podejmują wezwanie Najświętszej Maryi Panny do modlitwy za grzechy świata, odmawiając publicznie Różaniec – Wracamy do tego modelu, w którym mężczyzna jest zawsze wojownikiem. Kościół w swojej pierwotnej formie był także wojowniczy. Wszystkie wyzwania, jakie niosło życie, związane były z walką – walką ze złem, której elementem była broń w postaci różańca. Dzisiejszy mężczyzna w sytuacji, kiedy jesteśmy atakowani i siły zła chcą zmienić nasze podejście do życia, odebrać nam Boga, czuje w sobie agresję, ale z drugiej strony jest też bezsilność, bo nie ma możliwości podjęcia fizycznej walki, jak kiedyś. Ale mam broń, Różaniec, i ta walka odbywa się dziś przede wszystkim na duchowej płaszczyźnie. Stajemy przeciwko przejawom złego ducha, a z nim możemy walczyć tą bronią, którą otrzymaliśmy od Maryi, która zdeptała głowę węża. Uczestnicząc w Męskim Różańcu, nie czujemy się bezsilni, odnajdujemy jedność siłę i wspólną wiarę w modlitwę, które może odmienić oblicze świata – tłumaczy Dariusz Walusiak.
Nasz rozmówca odniósł się także do zmiany paradygmatu w samym Kościele, gdzie nie mówi się już o Kościele wojującym, lecz raczej pielgrzymującym. – To odejście od Kościoła Wojującego, który walczył ze złem, doprowadziło w jakiś sposób do zinfantylizowania Kościoła. Wielu mężczyzn nie widzi swojego miejsca. W sytuacji, gdy kościół był wojowniczy odnajdowaliśmy swoje miejsce zgodne z charakterem i naturą. Chcieliśmy pokazać, że nasze miejsce w Kościele to jest walka ze złem, obrona rodziny i cywilizacji. Staję z Różańcem w ręku i spełniam swoją powinność. W przeciwnym wypadku pozostaje albo fizyczny bunt na ulicy albo położenie uszu po sobie, kapitulacja i dostosowanie się do świata – mówi. I niech te słowa posłużą za puentę tych refleksji na święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej.
17 października odbędą procesje w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce organizowane przez środowisko Męskiego Różańca.
Filip Obara/PCh24.pl
***
Dlaczego różaniec nazywa się różańcem? Poznaj historię jednej z najpopularniejszych modlitw Kościoła
***
Październik nazywany jest miesiącem różańcowym. Kościół w tym czasie szczególnie zaleca tę prostą i zarazem głęboką modlitwę. Znasz jego historię?
150 psalmów
Tradycja monastycznej modlitwy zwraca uwagę na ciągłą potrzebę trwania w Bożej obecności. Kolejno anachoreci, benedyktyni, cystersi, kartuzi słysząc słowa: „Nieustannie się módlcie” (1Tes 5,17), na wzór Chrystusa uświęcali poszczególne pory dnia i nocy, obok Eucharystii, rozważaniem Ojcze nasz oraz modlitwą stu pięćdziesięcioma psalmami.
Wschodni chrześcijanie, wzrastając w tradycji medytacji, wprowadzili powtarzanie wybranych słów Pisma: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu” czy „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”. Czyniono to w rytm oddechu, posługiwano się często kamykami, by zliczyć ilość powtórzeń i pomóc w skupieniu.
W późniejszych wiekach różaniec połączy rozmaite tradycje, w tym także hezychastyczną modlitwę Jezusową. Na Zachodzie przy klasztorach w VIII i IX w. uczono świeckich wiernych oraz rozmaitych illiterati (analfabetów) modlitw, opartych na Piśmie Świętym, pobożnych hymnach, a przede wszystkim na Modlitwie Pańskiej. Taki zastępczy „psałterz” służył także mnichom, którzy nawet podczas pracy fizycznej mogli odmówić 150 modlitw – tyle, ile jest psalmów w Psałterzu.
„Zdrowaś Maryjo”
Powoli powstawały różne nurty modlitwy medytacyjnej, powiązanej z kultem oddawanym Bogurodzicy. Znana nam w obecnej formie modlitwa Ave Maria ukształtowała się dopiero około XIII i XIV w., kiedy to najpierw powiązano ze sobą ewangeliczne słowa pozdrowienia anielskiego oraz słowa św. Elżbiety.
Epidemie „czarnej śmierci”, dziesiątkujące ludzi w średniowiecznej Europie, spowodowały, że do pozdrowienia dołączono następnie prośbę do Maryi o modlitwę za „nas grzesznych teraz i w godzinę śmierci naszej”. Zdarzało się, że odmawiano pięćdziesiąt czy sto razy Zdrowaś Maryjo między innymi na pamiątkę dzieła stworzenia świata. Stopniowo utarło się stosowanie stu pięćdziesięciu wezwań do Maryi.
Skąd nazwa „różaniec”?
Interesujące są również hipotezy dotyczące pochodzenia nazwy „różaniec” (rosarium). Jedna z nich kieruje nas na Daleki Wschód, gdzie ludzie także wykorzystują jako techniczną pomoc w medytacji sznur modlitewny. Indyjskie słowo „japamala” oznaczające „zbiór modlitw”, bądź „zbiór róż” („japa” – róża), służyło dla opisu metody modlitwy na paciorkach, która w VIII i IX wieku przeszła do islamu, a na przełomie XII i XIII wieku dalej, do chrześcijaństwa.
Między innymi dominikanin Wilhelm de Nubruk, przebywając jakiś czas wśród Tatarów, relacjonuje: „Oni noszą sznury modlitewne (paternoster) tak jak my”. Tradycja zachodnia podaje legendę o cystersie, któremu Maryja objawiła, że zamiast wieńca kwiatów składanego u stóp jej figury, może składać „wieniec róż” (niem. Rosenkranz; róża – kwiat symbolicznie związany z Bogurodzicą) w formie wielokrotnej modlitwy Ave Maria.
W XV wieku ostatecznie powiązano dwa wymiary: powtarzanie modlitewnych formuł oraz rozważanie tajemnic z życia Jezusa i Maryi. Obok maryjnego różańca, znane są inne jego formy. Przykładem może być Różaniec Najświętszego Imienia Jezus, odmawiany podobnie, choć odnoszący się do innych tajemnic radosnych z życia Jezusa.
Pierwszy podział różańca, tajemnice, bractwa różańcowe
Ważną rolę w rozpowszechnianiu różańca odgrywają dominikanie, którzy uczą, jak się modlić, odwołując się przy tym do rozważań biblijnych. Bretoński dominikanin bł. Alain de la Roche porządkuje rozmaite tradycje i upowszechnia podział różańca (nazywa go Psałterzem Jezusa i Maryi) na piętnaście dziesiątków (jedno Ojcze nasz, dziesięć Zdrowaś) podzielonych na trzy części.
Od XV wieku rozkwitają także bractwa różańcowe, dla których pierwszy statut opracował w 1476 r. przeor dominikańskiego kościoła św. Andrzeja z Kolonii. Znamy też jeden z pierwszych obrazów różańcowych (ok. 1500 r.), przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem trzymającym w ręku różaniec, obok których klęczą św. Dominik i męczennik Piotr z Werony; pod płaszczem opieki Maryi zgromadzeni są licznie duchowni i świeccy.
Dominikanie – propagatorzy modlitwy różańcowej
Za przyczyną żyjącego w XVI w. kartuza Dominika z Prus zaczyna rozpowszechniać się legenda o św. Dominiku, który otrzymał od Maryi sznur różańcowych pereł jako broń w duchowej walce z herezją albigensów. Przez długi czas powstanie różańca kojarzono z postacią św. Dominika, który miał go „otrzymać” od samej Matki Bożej podczas objawienia.
Widać jednak, że różaniec powstawał przez wieki i nie sposób przypisać jego genezę jednemu objawieniu czy człowiekowi. Niewątpliwie jednak Zakon św. Dominika, wędrowni kaznodzieje, którzy przemarzali Europę, ogromnie przyczynił się do rozpowszechnienia tej modlitwy.
„W tej chwili jakaś siła wstąpiła w duszę moją”. Św. s. Faustyna o modlitwie różańcowej
Różaniec zatwierdzony przez Papieża
Oficjalnie jednolity Różaniec Najświętszej Maryi Panny zatwierdza papież (też dominikanin) św. Pius V w 1569 r., a później, na pamiątkę zwycięstwa chrześcijan nad Turkami pod Lepanto, ustanawia dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej.
Na różańcu modli się, zalecając go jednocześnie innym, wielu papieży, między innymi Leon XIII, bł. Jan XXIII, Paweł VI, aż przychodzi czas obecnego pontyfikatu. Jan Paweł II wpisuje się w ciągłość nauki o znaczeniu różańcowej modlitwy, a w liście „Rosarium Virginis Mariae” (RVM) z 2002 r. uzupełnienia ją przez dodanie rozważań tajemnic światła.
Zarys teologii różańca
Różaniec jest modlitwą co najmniej dwupoziomową. Pierwszy poziom urzeczywistnia się przez stosowanie specjalnej techniki modlitewnej: rytmicznym powtarzaniu formuły. Dzięki melodyce i rytmowi słów, serce i umysł mogą oczyścić się z natłoku uczuć i myśli, a skoncentrować na sprawach Bożych. Przywoływanie słów Modlitwy Pańskiej czy Pozdrowienia Anielskiego pozawala, by w sercu doświadczać bardziej opieki świętych osób.
Powtarzanie jest jedną z metod pomagającą przez kontemplację wspominać i uobecniać Osoby Boże, a w powiązaniu z Nimi także Maryję. Przywoływanie imienia ukochanej osoby pozwala zobaczyć, że podobnie jak w centrum modlitwy Zdrowaś Maryjo tkwi słowo „Jezus”, imię Zbawiciela może przenikać nasze życie.
POLECAMY: Rozważania różańcowe z Prymasem Wyszyńskim [POBIERZ PDF]
Jak powracanie do ukochanej osoby – wciąż i wciąż
Nasza pamięć przywołuje ukochaną Osobę, rozmawiamy z Przyjacielem, jakby „oddychamy uczuciami Chrystusa” (RVM 15), a to powoduje zacieśnienie więzów przyjaźni. By przyjaźń wzrastała, trzeba „przegadać” wiele godzin!
Powracanie do ukochanej osoby nie nuży, ale umacnia, podobnie jak trzykrotne wyznanie miłości do Zmartwychwstałego ze strony Piotra (RVM 26). Poziom rytmicznego powtarzania jest ściśle związany z używaniem paciorków, które pomagają odmierzać rytm modlitwy i dają szansę skupienia się.
Więź z Chrystusem
Metoda modlitwy na różańcu znajduje liczne interpretacje i omówienia, z których na uwagę szczególną zasługuje „List o Różańcu” (RVM) Jana Pawła II. Co prawda, jak uczy św. Augustyn, kiedy dzięki jakiejś metodzie kontaktujemy się z Bogiem, to w rzeczywistości nie możemy na tym spocząć. Gdybyśmy się zatrzymali na określonym sposobie kontaktu, to poprzestalibyśmy na metodzie, a nie na żywym Bogu, którego żadna droga, metoda czy forma objąć i wyczerpać nie może. Bóg jest zawsze dalej, zawsze bardziej, zawsze inaczej niż pozwalają sięgnąć możliwości jego stworzeń.
Jednakże w nauce wielu mistrzów duchowych słyszymy, iż metody, o ile nie „ubóstwiają” same siebie, służą pomocą w tym, co nazwać i określić nie sposób, czyli w osobowym spotkaniu z żywym Bogiem. Więź z Chrystusem, która jest celem, może być osiągana za pomocą różnych metod, spośród których szczególnie wartościową jest różaniec.
Prostota i głębia
Różaniec łączy prostotę i głębię. „Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd modlitwie serca czy modlitwie Jezusowej, która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu” (RVM 5). Poziom medytacyjnego powtarzania, zaczerpnięty z tradycji wschodniej, łączy się z rozważaniem i kontemplacją tajemnic życia Jezusa i całej Trójcy Św. oraz Maryi i innych świętych, które są przedmiotem tzw. tajemnic czterech części różańca.
Tajemnice różańca są określane mianem miniaturowej Biblii. Trudno przecenić ich rolę w kształtowaniu biblijnej świadomości katolików. Najbardziej dotyczą nauki o Jezusie Chrystusie. Dokonane niedawno papieskie uzupełnienie wypełnia pewną chrystologiczną lukę. Otóż tajemnice radosne opisują akt Wcielenia oraz dzieciństwo Jezusa. Bolesne odsyłają nas do Jego męki i śmierci. Część chwalebna przypomina o tym, że nasz Pasterz wrócił do życia i jest zmartwychwstały.
Tajemnice światła
Dodanie tajemnic światła rozwija wymiar chrystologiczny, wnikając w tajemnice publicznego życia Chrystusa. Ewangelii i tak nie sposób wyczerpać. Wskazanie na chrzest w Jordanie, początek znaków w Kanie Galilejskiej, głoszenie Dobrej Nowiny i wzywanie do nawrócenia, Góra Przemienienia i ustanowienie Eucharystii pomagają nam zobaczyć, że bogactwo tajemnicy Chrystusa staje przed nami otworem.
Nie jesteśmy zatem ograniczeni piętnastoma, czy nawet dwudziestoma tajemnicami różańca. Pozostajemy otwarci na nie dającą się domknąć przestrzeń głębi Bożej tajemnicy (Kol 2,2-3), tajemnicy, która przewyższa wszelką wiedzę (Ef 3,19). Gdy wspominamy, wraz z Maryją, życie Chrystusa, światło łaski pozwala nam dostrzec w Nim nie tylko Boga, ale misterium człowieka, godność jego poczęcia, narodzin, nauki, wesela, pracy czy śmierci (25).
o. Marcin Lisak OP, KAI
***
Jak odmawiać różaniec?
Modlitwa różańcowa krok po kroku
Różaniec to modlitwa, która w prosty sposób wskaże ci drogę do Bożej Miłości. Daj sobie szansę i znajdź czas na chwilę spędzoną sam na sam z Bogiem i Maryją. Jak odmawiać różaniec?
Zastanawiasz się jak odmawiać różaniec? To proste! Wystarczy poznać kilka podstawowych zasad i chwycić różaniec w dłoń, a także znaleźć ciche miejsce, w którym będziesz mógł się skupić i już! My powiemy ci, jak prawidłowo odmawiać tę piękną modlitwę.
Zanim przejdziemy do tekstu, warto wspomnieć o wyjątkowym przewodniku duchowym na każdy czas. Mowa o książce pt. „37 scen z życia ks. Jerzego Popiełuszki”. Sceny wybrane z trzydziestu siedmiu lat życia księdza Popiełuszki to 37 szans, by przejrzeć się w nich i postawić sobie bardzo osobiste pytania o prawdę, lęk, nienawiść, rządzę odwetu i o zwycięstwo dobra w życiu. Książkę znajdziesz na Dobroci.pl!
Różaniec – modlitwa znana już od średniowiecza, która wiąże się z powrotem rycerzy z pierwszych wypraw krzyżowych. Odmawianie różańca polega na rytmicznym powtarzaniu wybranych modlitw i odmierzaniu koralików nawleczonych na sznurek. Różaniec znany jest także mieszkańcom Palestyny, muzułmanom, a także wyznawcom buddyzmu i hinduizmu.
Aby pogłębić swoje duchowe życie i lepiej zrozumieć znaczenie modlitwy, sięgnij po modlitewnik „Weź i się módl”. To duchowy przewodnik, który pomoże Ci skupić się na Słowie Bożym. Zawiera słowa klucze, cytaty z Pisma Świętego i rozważania na każdy dzień roku, przygotowane przez 100 kapłanów. Dzięki temu modlitewnikowi, codzienna modlitwa stanie się bardziej świadoma i głęboka. Więcej informacji i możliwość zakupu znajdziesz tutaj.
Jak odmawiać różaniec? Modlitwy
Różaniec rozpoczynamy od Znaku Krzyża Świętego – tzw. „przeżegnania się”. Na różańcowym krzyżu odmawiamy „Wierzę w Boga”, a następnie przesuwając się na pierwszy koralik odmawiamy „Ojcze Nasz”. Na trzech kolejnych koralikach 3 razy „Zdrowaś Mario”, a na kolejnym koraliku wieńczącym część różańca, która nie wchodzi w okrąg odmawiamy „Chwała Ojcu i Synowi” oraz „O mój Jezu’.
Kiedy wchodzimy w koraliki, które znajdują się w okręgu różańca, odmawiamy na pierwszym koraliku „Ojcze nasz”, a następnie 10x „Zdrowaś Mario”, na łączącym koraliku „Chwała Ojcu” i „O mój Jezu”. Po tym podajemy nazwę tajemnicy różańca i odmawiamy ponownie „Ojcze nasz”. Tę sekwencję powtarzamy pięć razy. Na koniec modlitwy odmawiamy „Pod Twoją obronę”.
Modlitwy przed rozważaniem tajemnic
- Znak Krzyża Świętego
- Wierzę w Boga
- Ojcze Nasz
- Zdrowaś Maryjo (3x)
- Chwała Ojcu
- O mój Jezu
Odmawianie poszczególnych tajemnic
- Podaj nazwę tajemnicy
- Ojcze Nasz
- Zdrowaś Mario (10x)
- Chwała Ojcu
- O mój Jezu
Modlitwa na koniec:
- Pod Twoją obronę

Jak odmawiać różaniec? Tajemnice różańca
Tajemnice różańca to nieodłączny element modlitwy różańcowej. Służą one rozważaniu poszczególnych wydarzeż z życia Jezusa i Maryi. Każda część tajemnicy różańca zawiera 5 tajemnic, co w sumie daje 20 tajemnic różańca. Wyróżniamy cztery części różańca: część radosną, część światła, część bolesną część chwalebną.
Tajemnice radosne:
- Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny,
- Nawiedzenie św. Elżbiety,
- Narodziny Jezusa,
- Ofiarowanie Jezusa w świątyni,
- Odnalezienie Jezusa w świątyni.
Rozważania tajemnice radosne >>>
Tajemnice światła:
- Chrzest Jezusa w Jordanie,
- Wesele w Kanie Galilejskiej,
- Głoszenie Królestwa Bożego,
- Przemienienie na górze Tabor,
- Ustanowienie Eucharystii.
Rozważania tajemnice światła >>>
Tajemnice bolesne:
- Modlitwa Jezusa w Ogrójcu,
- Biczowanie Jezusa,
- Cierniem ukoronowanie,
- Droga krzyżowa,
- Ukrzyżowanie.
Rozważania tajemnice bolesne >>>
Tajemnice chwalebne
- Zmartwychwstanie Jezusa,
- Wniebowstąpienie Jezusa,
- Zesłanie Ducha Świętego,
- Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny,
- Ukoronowanie Matki Bożej na Królową Nieba i Ziemi.
Rozważania tajemnice chwalebne >>>
Każda tajemnica różańca ma swoje rozważanie. Każda część różańca przypisana jest do poszczególnego dnia tygodnia. Tajemnice radosne odmawiamy w poniedziałek i sobotę, tajemnice bolesne we wtorek i w piątek, tajemnice światła w czwartek, a tajemnice chwalebne w środę i w niedzielę.
***
Rozważanie Różańcowych Tajemnic
Te rozważania mogą pomóc szczególnie tym,, którym trudno znaleźć chwilę na cały różaniec. Wystarczy jedna tajemnica, by każdego dnia poczuć się częścią wielkiego różańcowego poruszenia!
Rozważania pochodzą z różnych źródeł, dzięki czemu każdego dnia można modlić się w nieco inny sposób. Są tu rozważania inspirowane nauczaniem Prymasa Wyszyńskiego oraz rozważania ks. Gabriela Amortha, znanego egzorcysty. Wykorzystaliśmy także teksty z cyklu „Różaniec. Prosta droga do nieba” o. Macieja Okońskiego OP oraz historie z książki „30 Scen z życia Maryi” Anety Liberackiej.
1 października
PIERWSZA TAJEMNICA BOLESNA: MODLITWA W OGRÓJCU
Po Ostatniej Wieczerzy Jezus udał się do Ogrodu Oliwnego. Droga była krótka, ale wystarczająca, aby w Jezusie zaszła radykalna przemiana – ogarnęły Go strach i przygnębienie. Powiedział wtedy: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!”. Następnie upadł twarzą na ziemię i długo się modlił: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty [niech się stanie]”.
Patrząc na tę orację, warto zastanowić się, czego Jezus uczy nas na temat modlitwy. Po pierwsze: słuszne jest modlenie się w intencji potrzeb materialnych (zdrowia, pracy, uczuć), ale kto zatrzymuje się w tym miejscu, nie modli się, a jedynie prosi. Modlitwa to coś innego. Pierwszym krokiem powinna być adoracja wielkiego i świętego Pana. Drugim – dziękowanie Mu za to, czym jesteśmy i co posiadamy, ponieważ jest to Jego darem i nie mamy w tym żadnej zasługi. Trzecim – wystosowanie prośby o przebaczenie naszych niedoskonałości. Dopiero na końcu możemy prosić Boga o to, czego potrzebujemy.
Po drugie: modlitwa Jezusa – krótka, ale jakże intensywna – uczy nas, że rozmowie z Bogiem trzeba poświęcić czas, i że należy ją powtarzać. Nie jest ona jak włączanie światła, nie wystarczy naciśnięcie przycisku.
Po trzecie – Jezus uczy nas, że modlitwa powinna kończyć się całkowitym poddaniem się woli Bożej. My sami nigdy nie wiemy, co jest dla nas najlepsze. Po powrocie Jezus zastał trzech apostołów śpiących. Zwrócił się do Piotra, który niedawno oświadczył, że jest gotowy umrzeć za Niego: „Tak [oto] nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Jaka wspaniała lekcja! Diabeł nieustannie nas kusi i jeśli nie będziemy czuwać, możemy ulec pokusie, upaść. Aby tego uniknąć, trzeba się modlić.
Rozważanie jest fragmentami z książki „Mój różaniec” ks. Gabriela Amortha, egzorcysty.
***
PIERWSZA TAJEMNICA RADOSNA: ZWIASTOWANIE
Każdy z nas byłby zaskoczony tą sytuacją. Oto przychodzi anioł i mówi “będziesz matką”. “Będziesz Matką Syna Bożego”. “Będzie On nazwany Synem Najwyższego”.
Wobec tej sytuacji Maryja pyta jak się to stanie i po zupełnie niezwykłym wyjaśnieniu anioła mówi “tak, zgadzam się, niech się dzieje wola Pana Boga”.
Oddała wszystko, co miała – swoje plany, swoją cielesność, swój czas. Oddała wszystko, a Bóg dał jej jeszcze więcej. Jej postawa uczy nas “To, co daje Bóg: chwile, mgnienia dni, Ty w Miłości je oddaj”.
Maryjo, ucz nas oddawania tego, co dla nas najcenniejsze, byśmy mogli otrzymać jeszcze więcej.
Rozważanie inspirowane nauczaniem Prymasa Wyszyńskiego, przygotowane przez redakcję Stacji7
PIERWSZA TAJEMNICA CHWALEBNA: ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA
Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby martwi.
Anioł zaś przemówił do niewiast: „Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Przyjdźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem”.
Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.
A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: „Witajcie!” One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą”.




































































Uroczysta procesja z okazji 140. rocznicy objawień maryjnych w Sanktuarium w Gietrzwałdzie (10 września 2017 roku).

fot. Brewiarz.pl

sanktuariummaryjne.pl

FOT. PAWEŁ WITEK / STACJA7.PL




















fot. Canva Pro







































































I













Matka Teresa – właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu – urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje (dzisiejsza Macedonia) w rodzinie albańskiej. Została ochrzczona następnego dnia i ten dzień obchodziła później jako swoje urodziny. Dzieciństwo upłynęło jej w harmonii, pośród małych, codziennych spraw, w atmosferze wsparcia ze strony rodziny. W 1919 r. jej ojciec, kupiec, wyjechał w interesach. Wrócił z podróży w bardzo ciężkim stanie zdrowia i mimo natychmiastowej pomocy zmarł. Odbiło się to istotnie na sytuacji materialnej rodziny. Matka pozostała bez środków do życia. Choć nie było im łatwo, przyjmowali w swoich murach ubogich i szukających pomocy. Regularnie na posiłki przychodziła do nich pewna starsza kobieta. Matka mówiła wtedy do dzieci: “Przyjmujcie ją serdecznie, z miłością. Nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielicie się z innymi”. Ponadto matka odwiedzała raz w tygodniu staruszkę opuszczoną przez rodzinę, zanosiła jej jedzenie, sprzątała dom, prała, karmiła. Powtarzała dzieciom: “Gdy czynicie coś dobrego, róbcie to bez hałasu, jakbyście wrzucały kamyk do morza”.





























Zainteresował się nim także władca Galilei, Herod II Antypas. Być może sam Jan udał się do niego, by rzucić mu w oczy: “Nie wolno ci mieć żony twego brata”. Rozgniewany władca nakazał go aresztować i osadzić w twierdzy Macheront. W czasie uczty urodzinowej pijany król pod przysięgą zobowiązał się dać córce Herodiady, Salome, wszystko, o cokolwiek poprosi. Ta po naradzie z matką zażądała głowy Jana Chrzciciela. Zginął on ścięty mieczem. Był ostatnim prorokiem Starego Testamentu.Jan Chrzciciel jest jedynym świętym, którego Kościół czci w ciągu roku dwukrotnie: 24 czerwca – w uroczystość jego narodzenia, i 29 sierpnia – we wspomnienie jego męczeńskiej śmierci.



















































































































fot. Wenhao Ryan,Unsplash/ jasnagora.pl

fot. M. Mazur/Flickr episkopat.pl
. fot. domena publiczna, wikipedia,org/ Freepik / Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego
Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego | Fot. Wikipedia
fot. Magnolia/Cathopic































































Flos Carmeli, fot. Fr Lawrence Lew, OP/Flickr.com
fot. karmel.pl
Pietro Novelli, Our Lady of Carmel and Saints/Wikipedia.org/domena publiczna

fot. Family News Service/Stacja7




fot. wikipedia
fot. Canva.cof




fot. FSSPX Polska,youtube (print screen)/ Ks. prof. Piotr Majer (upjp2)








































































































fot. Dulce María/Cathopic
fot. Jacob Bentzinger/Unsplash


fot. Vatican Media



fot. Wikipedia/Canva
fot. Cathopic
fot. Wikipedia/Freepik





















\






































