Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz do Liturgii Słowa – 13 stycznia 2019

    komentarz do Liturgii Słowa – 13 stycznia 2019

    Wejść w Boże życie
    Święto Chrztu Pańskiego – ROK C

    Niewierzący zapytał chrześcijanina, który dopiero co przyjął chrzest:

    – Czy to prawda, że nawróciłeś się do Chrystusa?

    – Tak.

    – Skoro przekonałeś się do Niego to na pewno musisz bardzo dużo wiedzieć o Jego życiu, o czasach w których żył. Czy potrafiłbyś mi powiedzieć o czym On nauczał,  ile w ogóle wygłosił kazań?

    – Nie wiem. Nie umiem ci odpowiedzieć na Twoje pytania i to jest nie dobrze, że tak mało wiem o Jezusie. Ale jedno wiem na pewno: Jeszcze rok temu byłem pijaczyną, miałem pełno długów i moja rodzina przeżywała ze mną męki. Dziś przestałem pić, nie mam żadnych długów i jesteśmy znowu szczęśliwą rodziną. Wszystko to uczynił dla mnie Chrystus.

    W dzisiejszą niedzielę Chrztu Pańskiego Kościół przeżywa tajemnicę oczyszczenia i tajemnicę wejścia w Boże życie. Czy zdaję sobie sprawę co uczynił we mnie chrzest święty?  Jak odmienił całe moje życie?

    W Rzymie chodząc po miejscach uświęconych przez pierwszych chrześcijan często można odnaleźć wizerunki Chrystusa jako Dobrego Pasterza niosącego na swoich ramionach owcę. W katakumbach jeszcze dzisiaj znajduje się aż 105 zachowanych przykładów takiego ujęcia Chrystusa i to często umieszczonych przy chrzcielnicach. Bo Jezus jest dobrym pasterzem. I On nie tylko oddaje swoje życie za owce, ale daje każdemu, kto uwierzy i ochrzci się, szansę wejścia w autentyczne Boże życie.

    Według Słownika języka polskiego słowo „chrzest” wywodzi się od imienia Chrystusa. Naznacza niejako imieniem Chrystusa, bo czyni człowieka chrześcijaninem. Zaś występujące w Piśmie św. słowo „baptisma” związane jest z zanurzaniem, z obmyciem. Podczas chrztu najważniejszym momentem jest obrzęd polewania wodą. Woda jest bowiem źródłem i siłą życia. Bez wody ziemia i wszystko co na niej żyje stałoby się pustynią. Dlatego w chrzcie świętym jest znakiem Bożego życia. Symbol wody dla współczesnego człowieka nie ma już takiego samego znaczenia jak dla ludzi Wschodu.

    Ks. Władysław Przybyś zauważa, że „człowiek Wschodu, spalony słońcem i przyprószony piaskiem pustyni, potrzebował wody do orzeźwienia się i obmycia. Stąd też elementarnym gestem gościnności było umycie nóg przybysza. Jak obmycie wodą oczyszcza zabrudzone ciało potem i pyłem, tak działanie Boże  oczyszcza duszę ze zła, które ją szpeci. W miarę jak postępuje zatrucie wód i my coraz lepiej rozumiemy znaczenie czystej wody”.

    W dzisiejszej Ewangelii Chrystus wstępuje w wody Jordanu i tym samym sprawia, że odtąd ta rzeka będzie symbolizować wielorakie obmycia. Pierwsze obmycie dokonuje się poprzez chrzest. W miarę upływu czasu, kiedy życie człowieka doświadcza przeróżnych sytuacji, przychodzą kolejne obmycia. Bo ludzkie serce nie dochowuje wierności Bogu, nie wytrzymuje życia we wspólnocie i popełnia złe czyny – wtedy może odwoływać się do władzy odpuszczania grzechów istniejącej w Kościele na mocy słów Chrystusa: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone…”

    Ks. Biskup Jan Pietraszko w swoich rozważaniach pt. Po śladach Słowa Bożego pisze w ten sposób: „Tak jak cały Kościół rodzi się z pierwszego obmycia w wodzie i w Duchu Świętym, tak samo cały Kościół we wszystkich swoich członkach wstępuje ciągle w sakramencie pokuty w te wody oczyszczenia, które płyną szerokim  nurtem przez każdą współczesność Kościoła”.

    Jest jeszcze jeden bardzo istotny nurt, który nieustannie płynie poprzez całe Ciało Mistyczne Chrystusa. Jest to strumień Chrystusowej Krwi. Jeżeli na świecie jest ponad 450 000 kapłanów sprawujących o każdej porze dnia i nocy Najświętszą Eucharystię – to przecież wciąż dokonuje się akt konsekracji: „To jest bowiem kielich Krwi mojej… która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”. Tak więc nieustannie poprzez człowieka  i obok człowieka płynie strumień Bożego oczyszczenia. Znaczenie wód Jordanu jest bardzo głębokie odkąd Chrystus wszedł w tę rzekę. W niej znajduje się ocalenie dla każdego kto tylko pragnie tak naprawdę szczerze porzucić swoje grzeszne życie.

    Jaką budzi w człowieku nadzieję ta tajemnica chrztu Chrystusa czekając cierpliwie i pokornie. Oby tylko ludzkie serce otworzyło się i z wiarą wyznało: Panie nie jestem godzien…

    Bo oto przed nami jest Baranek Boży, który gładzi grzechy świata.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • CHRZEST PAŃSKI 13 stycznia 2019

    Łukasz mówi nam, że podczas chrztu Jezusa w Jordanie „otworzyło się niebo” (Łk 3,21). Niegdyś prorok Izajasz wołał do Boga: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19). Właśnie teraz, w momencie chrztu, Bóg zdaje się odpowiadać na to wołanie, spełnia tę modlitwę. „Otwarcie się” nieba jest połączone ze zstąpieniem na Chrystusa Ducha Świętego pod postacią gołębicy. Jest to widzialny znak, że modlitwa proroka została wysłuchana i że jego proroctwo wypełniło się. Temu widzialnemu znakowi towarzyszy głos z nieba: „A z nieba odezwał się głos: (Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22). Tak więc znak oddziałuje na wzrok (gołębica) i na słuch (głos) uprzywilejowanych świadków owego niezwykłego i nadprzyrodzonego wydarzenia. Zwłaszcza w ludzkiej duszy Chrystusa, ale także w świadomości innych osób obecnych nad Jordanem nabiera realnego kształtu przedwieczne „upodobanie” Ojca w Synu. (11 lipca 1990)

    PIERWSZE CZYTANIE Iz, 42,1-4.6-7

    Jak wynika z pieśni, Sługa, na którym „spoczął Duch Pański”, ma spełnić misję króla mesjańskiego: wyzwolić lud. Ustanowiony „przymierzem dla ludzi i światłością dla narodów”, ma otworzyć oczy niewidomym, z zamknięcia wypuścić jeńców z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. W królewskiej misji wspiera Mesjasza moc Boża, jak głosi Sługa w swojej drugiej pieśni: “Bóg mój stał stał się moją siłą”(Iz 49,5), a także w trzeciej: „Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obeIgi” (Iz 50,7). Mocą pozwalającą Słudze wypełnić misję królewską jest duch Boży, który w mesjańskiej wyroczni Izajasza występuje w ścisłym powiązaniu ze „sprawiedliwością”, jaką należy oddać ubogim i pokornym. (21 marca 1990)

    DRUGIE CZYTANIE Dz 1O
, 34-38

    W Dziejach Apostolskich odnajdujemy syntezę kerygmatu apostolskiego i pierwszy zarys katechezy, utrwalonej następnie w Credo. Są to kerygmat i katecheza jerozolimska z dnia Pięćdziesiątnicy, powtórzone w Cezarei, w domu Korneliusza – poganina, gdzie powtórzyło się wydarzenie z Wieczernika: Była to „Pięćdziesiątnica pogan”, analogiczna – wedle świadectwa samego Piotra – do Pięćdziesiątnicy jerozolimskiej. (6 grudnia 1989)

    EWANGELIA Łk 3,15-16,21-22

    Osoba Ducha Świętego najbardziej przerasta wszystkie dostępne nam metody poznania. Dla nas Trzecia Osoba jest Bogiem ukrytym i niewidzialnym, również dlatego, że trudno znaleźć dla Niej jakieś wyraźne analogie w świecie ludzkiego poznania. Samo pochodzenie i tchnienie miłości, która w duszy ludzkiej odzwierciedla Miłość nie stworzoną, nie jest czymś tak przejrzystym jak akt poznawczy, w pewnym sensie samoświadomy. Dlatego mówi się o tajemnicy miłości w wymiarze psychologicznym i teologicznym; czytamy o tym u św. Tomasza. Pozwala to też zrozumieć, dlaczego mówiąc o Duchu Świętym – podobnie zresztą jak o miłości ludzkiej – odwołujemy się najczęściej do symbolów. Ujawniają one dynamizm Jego działania, ale także Jego samego jako Osobę działającą, (17 października 1990)

    CHRZEST ZOBOWIĄZUJE

    
Chrzest jest darem nadprzyrodzonym, radykalną przemianą natury ludzkiej, włączeniem duszy w samo życie Boże, konkretną i osobową realizacją Odkupienia, i dlatego chrzest zobowiązuje konsekwentnie do życia w nowy sposób, to znaczy, do naśladowania Chrystusa. Nigdy nie było łatwo żyć po chrześcijańsku, a tym mniej w społeczeństwie nowoczesnym. (9 stycznia 1983)

  • Radość z odnalezienia Boga  Uroczystość Bożego Objawienia – ROK C

    Radość z odnalezienia Boga Uroczystość Bożego Objawienia – ROK C

    6 stycznia 2019

    Narody pogańskie choć nie otrzymały wcześniej zapowiedzi, tak jak Żydzi, to jednak w osobach Mędrców jako pierwsi przychodzą złożyć Bogu hołd. Tak jest w dzisiejszej Ewangelii  według świętego Mateusza. U św. Łukasza pierwszymi, którzy przyszli pokłonić się Nowonarodzonemu byli żydowscy pasterze – a więc ludzie bardzo prości i pogardliwie nazywani „am haarecami”. Nie byli więc żadnymi reprezentantami swojego narodu. Byli  jedynie bardzo blisko betlejemskiej stajni. I tu nie tyle o tę odległość chodzi, którą trzeba przejść nogami, ale o tę przestrzeń serca – szczerego i prostego, które potrafiło uwierzyć w nieprawdopodobną nowinę oznajmioną przez anioła.

    Mędrcy zaś przyszli z bardzo daleka. Szli tak jak wskazywała im gwiazda. To ona była dla nich znakiem, że trzeba ruszyć w drogę – a to oznaczało pozostawić swój dotychczasowy świat, swoją mądrość, swoje przyzwyczajenia, swój utarty codzienny tryb życia i wyruszyć w nieznane. Jest to rodzaj pójścia za głosem Bożym – zupełnie dla nich nowym, wcześniej nieznanym – w przeciwieństwie do narodu wybranego, który pomimo, że był już oswojony ze Słowem Bożym,  jednak nie rozpoznał czasu Bożych nawiedzin. Nie wystarczającym więc okazało się znać jedynie miejsce narodzin Mesjasza.

    Hans Urs von Balthasar pisze w ten sposób: „Izrael stał się głuchy na tego rodzaju słowa Objawienia: nie życzy sobie, by cokolwiek zakłócało odwieczny rytm jego pokoleń. (Podobnie zachowuje się Kościół, gdy stanie mu na drodze święty z jakimś nieoczekiwanym orędziem). Naiwne pytanie ludzi spoza wspólnoty: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?”, skierowane do Żydów – lub do Kościoła – wprawia zapytanych w zakłopotanie, wręcz przerażenie. U Heroda reakcja ta zrodzi zawoalowany plan morderstwa; na szczęście Mędrcy, dotarłszy – idąc za prowadzącą ich gwiazdą – na miejsce i oddawszy pokłon Dziecięciu, dzięki Opatrzności Bożej unikają niebezpieczeństwa. To wydarzenie ma wartość znaku; wskazuje na to, że poganie będą wybrani przed wszystkimi innymi; Jezus nieraz znajduje u nich większą wiarę niż w Izraelu. Często właśnie konwertyci będą ukazywać Kościołowi nowe, owocne drogi.”

    Ta radość z odnalezienia Boga wciąż trwa. Pismo św. przemawia do każdego i każdego nawołuje słowami: „Szukajcie Pana, dopóki pozwala się znaleźć”. I bywa często tak, że radość jest tym większa, im dłuższa i trudniejsza była droga, która doprowadziła do Boga.

    Tu przywołam taką jedną z wielu dróg, która jest przedziwną historią ludzkiego życia. Dotyczy holenderskiego pisarza Piotra van der Meer Walcherena. Nie był on ochrzczony. W młodym wieku Bóg był dla niego pustym słowem; po prostu nie istniał. Był bogaty i miał powodzenie. Miał kochającą żonę i dziecko, a jednak odczuwał pustkę i osamotnienie. Był rozczarowany, bo nikt z wykształconych ludzi nie mógł mu odpowiedzieć, dlaczego ludzie cierpią, dlaczego jest tyle krzywdy i jaki sens ma śmierć człowieka.

    Zastanawiało go jednak, że Kościół dawał odpowiedź na te pytania i dlatego zaczął się nim interesować. Pewnego dnia wybrał się do klasztoru trapistów. Przyjęli go życzliwie. W ich klasztorze doświadczył spokoju i ciszy, a ich nocne śpiewy psalmów wstrząsnęły nim. Piotr poczuł się naraz małym grzesznym człowiekiem i bardzo zapragnął Boga. Potem – wszystko poszło już łatwo: zaczął poznawać religię katolicką i po przygotowaniu się przyjął chrzest święty. Po śmierci żony, mając 74 lata, wstąpił do zakonu benedyktynów. Po dwóch latach został wyświęcony na kapłana w klasztorze, gdzie jego córka była zakonnicą.

    Bóg jest zawsze obecny w każdym ludzkim sercu, ale do odkrycia tej prawdy prowadzi nieraz dziwna i długa droga. Światło gwiazdy jest Bożym wołaniem. Jeżeli człowiek pójdzie za tym światłem i nie zniechęci się drogą na której trzeba doświadczyć przeróżnych trudności, nawet i takich, że na jakiś czas światło gwiazdy nie będzie widoczne – to jednak wytrwałość zostanie wynagrodzona i to stokrotnie, bo nadejdzie upragniony dzień wielkiej radości – dzień odnalezienia Boga.

    Ks. Jan Twardowski zauważa, że trzech mędrców malowano zawsze uśmiechniętych – nie tylko dlatego, że znaleźli Jezusa, ale i dlatego, że wciąż nowi mędrcy idą pokłonić się Bogu.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • OBJAWIENIE PAŃSKIE Niedziela 6 stycznia 2019

    Mędrcy spotykają Jezusa w Beth-lechem, co oznacza „dom chleba”. W ubogiej betlejemskiej grocie leży na słomie „ziarno pszeniczne”, które umierając przyniesie „plon obfity” (J 12,24). Mówiąc o sobie samym i o swej zbawczej misji, w czasie swojego życia publicznego, Jezus będzie posługiwał się obrazem chleba. Powie: „Jam jest chleb życia”, „Jam jest chleb, który z nieba zstąpił”, „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6,35.41.51). Przemierzając z wiarą drogę Odkupiciela od ubóstwa żłóbka do opuszczenia na krzyżu, lepiej zrozumiemy tajemnicę Jego miłości, która odkupiła ludzkość. Dziecię, złożone przez Maryję w żłobie, jest Bogiem-Człowiekiem, którego zobaczymy przybitego do krzyża. Ten sam Zbawiciel jest obecny W sakramencie Eucharystii. W betlejemskiej stajni dał się adorować Maryi, Józefowi i pasterzom w ubogiej postaci Nowonarodzonego Dziecięcia; w konsekrowanej Hostii adorujemy Go obecnego sakramentalnie w ciele i krwi, duszy i bóstwie, i dającego się nam jako pokarm na życie wieczne. Msza święta staje się więc prawdziwym spotkaniem miłości z Tym, który samego siebie wydał za nas. (Orędzie na Światowy Dzień Młodzieży 2005)

  • komentarz do Niedzielnej Liturgii Słowa – 30 grudnia 2018

    komentarz do Niedzielnej Liturgii Słowa – 30 grudnia 2018

    Przyjście Bożego Syna na tę naszą ludzką ziemię odbyło się w scenerii nieprawdopodobnie dramatycznej. Warto zdać sobie sprawę z tej bardzo trudnej do uwierzenia prawdy – właśnie kiedy celebrujemy uroczystość świętej Rodziny.

    Słowo stało się ciałem – ale w jaki sposób? Bóg powierza swój plan Maryi i Józefowi. I tych dwoje ludzi godzi się wejść na tę Bożą drogę, która dla człowieka patrzącego oczami ciała jest całkowicie nie do przyjęcia, bo ta droga jest niezmiernie trudna, wręcz szokująca i pełna tajemnicy. Bóg stawia przed Maryją i Józefem zadanie w jaki sposób ma spełnić się Tajemnica Wcielenia. To Boże zadanie wymaga od nich zrezygnowania ze swoich własnych ludzkich planów. Byli przecież dwojgiem zakochanych ludzi, tuż po zaręczynach. Bóg stawia ich w sytuacji w której mają decydować o życiu Zbawiciela, którego narodziny realnie były zagrożenie. Maryja w stanie błogosławionym spodziewająca się rozwiązania była dla Józefa, zakochanego i uczciwego, w żaden sposób nie do wytłumaczenia. A cudzołóstwo w tamtym czasie było karane i to ukamienowaniem. Józef ugodzony w dziedzinie najbardziej wrażliwej stoi przed faktem, że jego ukochana wybranka spodziewa się dziecka – a on nawet nie wie z kim. Maryja milczy. Czyż nie mogła Ona, pełna Ducha Świętego, powiedzieć Józefowi chociażby w kilku słowach, które zawiera modlitwa Angelus, a którą Kościół ustami swoich wiernych przypomina za każdym razem kiedy słyszy dźwięk bicia dzwonów? Dlaczego milczała? Przecież przerastała Józefa – bo wiedziała kogo nosi pod swoim sercem. Przerastała godnością stając się Matką Bożego Syna. Wiedziała o konsekwencjach jakie grożą Jej i Dziecku poczętemu w Jej łonie w razie niezrozumienia. Ale Ona mocno zaufała przede wszystkim Bogu w wypowiedzianym Fiat przy Zwiastowaniu i zaufała Józefowi, którego sam Bóg wybrał dla Niej. Wybrany na męża i opiekuna musi sam sobie poradzić i rozeznać Boży zamysł. To było jego zadanie. Gdyby Maryja zaczęła próbować wyjaśniać i podpowiadać Józefowi co ma robić – to czyniłaby nie swoje zadanie, usiłując kierować ich trojgiem i całą tą sytuacją. A przecież to było zadanie wyznaczone Józefowi. Dlatego milczała i Jej milczenie okazało się błogosławione.

    Józef bierze w swoje ręce całą tą skomplikowaną rzeczywistość i postanawia potajemnie opuścić Maryję, aby ją uratować, a siebie samego skazuje na wielką pogardę otoczenia, na hańbę z powodu pozostawienia swojej ciężarnej narzeczonej. Zadecydował stracić wszystko byleby tylko ocalić Maryję i Jej poczęte Dziecię. I właśnie wtedy kiedy dał dowód swojej wspaniałomyślnej miłości do swojej narzeczonej, ukazuje mu się anioł i uspokaja go, aby nie bał się przyjąć Maryi do swego domu. I tak też uczynił. W swoim życiu jeszcze nieraz słuchał głosu anioła – tak jak po narodzinach Jezusa, kiedy nocą wziął Maryję i Jej Dziecię, żeby wyruszyć, ale nie do Nazaretu, gdzie miał swój dom, swoją stolarnię i swoich bliskich, tylko w dalekie obce strony, by w ten sposób ratować życie Maleńkiego Boga.

    Tylko Bóg może mówić człowiekowi w sytuacjach trudnych i beznadziejnych słowa: Nie bój się. Uczyń to co mówię do ciebie. Ale czy dzisiejszy mężczyzna, mąż i ojciec słyszy głos Boga? Tak samo kobieta, żona i matka? Nie usłyszą jeżeli nie rozmawiają z Bogiem. Potem ich decyzje i konsekwencje z tego wynikające nie są już według Bożego zamysłu. Są rodem z innego miejsca.

    Bardzo często w życiu bywają sytuacje, w których żona jest przekonana, iż wie lepiej od męża jak ich małżeństwo wygląda i bierze ster w swoje ręce. Zaczyna wyjaśniać, pouczać, po prostu rządzić w małżeństwie. Może tak czasem wydawać się, że taki sposób jest właściwy – „bo mój mąż jest przecież całkowicie nieodpowiedzialny”. Kiedy zada się pytanie: „A co pani mu powierza?” – następuje irytacja. „Ksiądz mnie w ogóle nie zrozumiał. Powiedziałam – nic, bo nie mogę. Jest przecież nieodpowiedzialny.” I tak kółko się zamyka. Wtedy taki małżonek powołany do odpowiedzialności za żonę i dzieci łatwo może zatracić sprawność w pełnieniu swojej misji. Duchowo staje się nieobecny w takim związku. Małżonka zaś pogrąża się w goryczy. Ich codzienne życie jest już tylko wytykaniem wzajemnych wad.

    Trzeba na nowo odkryć w postaci Józefa jego męską gotowość zdolną oddać swoje życie za żonę. Jeżeli w małżeństwie różnego rodzaju zachcianki stawiane są na pierwszym miejscu, a nie to co mówi Bóg Stwórca: Nie bój się wziąć do siebie swej małżonki – małżeństwo często staje się koszmarem. Ale skoro bliski kontakt z Bogiem Zbawicielem jest wręcz wyśmiewany – bo to sprawa tylko dla dzieci i ludzi starych – tacy małżonkowie, niby wszystko wiedzący, nie usłyszą Boga głos. Lęk wzięcia małżonki do siebie z całą odpowiedzialnością próbuje się zastąpić chociażby modnym tematem, wciąż dziś dyskutowanym, kto powinien rządzić w małżeństwie.

    U ks. Piotra Pawlukiewicza wyczytałem przykład ochroniarza, który pokazuje kto jest ważniejszy: czy prezydent kraju, który udaje się na jakieś spotkanie, czy ochraniarz? Oczywiście, że prezydent. A jednak nie jest to takie jednoznaczne. Nad wszystkim musi czuwać ochrona prezydenta. Oficer może kazać prezydentowi stanąć w tym miejscu albo w innym. Może nakazać prezydentowi cofnąć się albo iść do przodu. Może opóźnić spotkanie, albo je skrócić. W sytuacji krytycznej może nawet siłą usunąć prezydenta ze strefy zagrożenia Ale wszystko to może uczynić w jednym celu. Aby ocalić mu życie. A kiedy trzeba musi się rzucić na niego i zakryć go własnym ciałem. W tym porównaniu można znaleźć odpowiedź na pytanie Kto w małżeństwie rządzi? A raczej kto i jak ma w nim służyć?

    Józef w życiu Świętej Rodziny decydował jak ochronić zagrożone życie Bożego Dziecięcia i Jego Matki. Anioł mu to nakazał. A Maryja i Jezus byli najszczęśliwsi przy mężnym Józefie. Dziś wiele kobiet nie musiałoby nieustannie narzekać na swój los i szukać pomocy u podejrzanych uzdrowicieli, gdyby ich poślubieni ochroniarze byli, jak mówi Biblia o Józefie – prawymi ludźmi i mieli tę duchową moc, by zawsze na czas wstawać i brać w swój bezpieczny świat swoją rodzinę.

    Jezus, który jest światłością już się narodził i wciąż się rodzi. Ale Jego światło widoczne jest w miejscu, gdzie panuje Boży porządek. Bo tam, gdzie panuje pycha i zarozumiałość, ustawiczna kłótnia, w której udowadnia się całą winę nie sobie – tam jest niebezpieczne miejsce dla Maleńkiego Jezusa i Jego Matki. Dlatego Józef może ominąć to miejsce.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Niedziela w oktawie Narodzenia Pańskiego – 30 grudnia 2018

    Niedziela w oktawie Narodzenia Pańskiego – 30 grudnia 2018

    Niedziela w oktawie Narodzenia Pańskiego    ŚWIĘTEJ RODZINY

    Kościół otacza głęboką czcią świętą Rodzinę, wszystkim rodzinom za wzór. Święta Rodzina z Nazaretu, bezpośrednio związana z tajemnicą Wcielenia, sama też jest szczególną tajemnicą. Równocześnie – podobnie jak we Wcieleniu – do tajemnicy tej należy prawdziwe ojcostwo: ludzki kształt Rodziny Syna Bożego – prawdziwa ludzka rodzina, ukształtowana przez tajemnicę Bożą. (Redemptoris custos, 21)

    PIERWSZE CZYTANIE       Syr 3,2-6.12-14

    Przykazanie zobowiązujące człowieka do czci rodziców, ojca i matki, zabezpiecza podstawowe dobro ludzkiej wspólnoty. Rodzina bowiem znajduje się u podstaw wszystkich ludzkich wspólnot, wszystkich społeczności i społeczeństw. Bóg jako Najwyższy Prawodawca daje temu wyraz w Przymierzu synajskim, a Ewangelia potwierdza i pogłębia prawdę moralną Dekalogu o rodzinie. Rodzina jest bowiem wspólnotą najpełniejszą z punktu widzenia więzi międzyludzkiej. Nie ma więzi, która by ściślej wiązała osoby, niż więź małżeńska i rodzinna. Nie ma innej, którą można by z tak pełnym pokryciem określić jako „komunia”. Nie ma też innej, w której wzajemne zobowiązania byłyby równie głębokie i całościowe, a ich naruszenie godziłoby bardziej boleśnie w ludzką wrażliwość: kobiety, mężczyzny, dzieci, rodziców. (3 czerwca 1991)

    DRUGIE CZYTANIE               Kol 3,12-21

    Prawdziwy pokój jest owocem sprawiedliwości, cnoty moralnej i gwarancji prawnej, która czuwa nad pełnym poszanowaniem praw oraz obowiązków i równym podziałem dobrodziejstw i powinności. Skoro jednak sprawiedliwość ludzka jest zawsze krucha i niedoskonała, zdana na egoizm i ograniczenia zarówno osób, jak i całych grup, należy ją praktykować w duchu przebaczenia ; w pewnym sensie uzupełniać przebaczeniem, które goi rany i odnawia zakłócone relacje pomiędzy ludźmi. Jest to ważne zarówno w przypadku napięć między pojedynczymi osobami, jak i w konfliktach o bardziej ogólnym zasięgu, również międzynarodowym. Przebaczenie w żadnej mierze nie przeciwstawia się sprawiedliwości, gdyż nie polega na rezygnacji ze słusznych żądań, by naruszony porządek został naprawiony. (8 grudnia 2001)

    EWANGELIA

    Maryja i Józef nie pojmują treści Jego (Jezusa) odpowiedzi ani sposobu, w jaki reaguje On wobec ich rodzicielskiego zatroskania, a który sprawia wrażenie odrzucenia. Poprzez tę postawę Jezus pragnie ujawnić tajemnicze aspekty swej zażyłości z Ojcem, aspekty, które Maryja odgaduje intuicyjnie nie potrafiąc ich jednak powiązać z aktualnie przeżywanym doświadczeniem. W ten sposób tworzy się pierwsze ogniwo w łańcuchu wydarzeń, które pomogą Maryi stopniowo przezwyciężać naturalną rolę wyznaczoną Jej przez macierzyństwo, by oddać się na służbę misji swego boskiego Syna. (15 stycznia 1997)

    MODLITWA ZA RODZINY

    Synu Boży, który przyszedłeś do nas w cieple ludzkiej rodziny, pozwól, aby wszystkie rodziny mogły wzrastać w miłości i współtworzyć dobro całej ludzkiej rodziny, zachowując wierną i płodną jedność, szanując życie i dążąc do braterskiej solidarności z wszystkimi. Naucz je wyrzekać się egoizmu, kłamstwa i bezwzględnej pogoni za własną korzyścią. Pomóż im pomnażać ogromne bogactwa serca i umysłu, które wzrastają, gdy Ty ożywiasz je swoim tchnieniem. (25 grudnia 1994)

     

  • komentarz  do Liturgii Słowa na BOŻE NARODZENIE 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na BOŻE NARODZENIE 2018

    Bóg się rodzi, moc truchleje.
    Pan niebiosów obnażony!
    Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
    Ma granice Nieskończony!
    Wzgardzony okryty chwałą,
    Śmiertelny Król nad wiekami!

    A Słowo stało się Ciałem
    I zamieszkało między nami.

    Co roku ta kolęda Franciszka Karpińskiego wypełnia nasze kościoły i domy wyśpiewując cały paradoks Tajemnicy Wcielenia. Owe przeciwieństwa wytyczają granice przestrzeni, w której rodzi się Mesjasz świata. A rodzi się, jak powiedział Ojciec św., „dla ludzkości poszukującej wolności i pokoju. Rodzi się dla każdego człowieka udręczonego grzechem, potrzebującego zbawienia i spragnionego nadziei.

    Maryja „powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie”.

    Oto ikona Bożego Narodzenia: bezbronne niemowlę, które kobiece dłonie zawijają w ubogie pieluszki i składają w żłobie.

    Któż mógłby pomyśleć, że ta maleńka istota ludzka jest Synem Najwyższego? Tylko Ona, Matka, zna prawdę i strzeże tajemnicy.

    Tej nocy my także możemy wniknąć w Jej spojrzenie, by rozpoznać w tym Dziecięciu ludzkie oblicze Boga. Również my – ludzie trzeciego tysiąclecia – możemy spotkać Chrystusa i kontemplować Go oczyma Maryi.”

    Tajemnicę Bożych Narodzin można porównać do ziarna wrzuconego w ziemię. Jest ono niewidoczne, ziemią przykryte. Aż po pewnym czasie to maleńkie ziarenko potrafi tę ziemię rozsadzić i wyróść, aby wydać owoc. Potrzebne jest tu cierpliwe czekanie, choć nieraz wydaje się ono bardzo długie.

    Czy niepodobnie jest z Maleńkim Dzieckiem bezradnie spoczywającym na kolanach Matki, którą odepchnięto z powodu ubóstwa na margines życia, poza miasto? Ale Ono będzie rosło, będzie przeżywało ludzki los, tak jak każdy, aż pewnego dnia wypowie Słowo, w którym jest pełnia życia – aż pewnego dnia zabłyśnie cudem Zmartwychwstania.

    W sercu każdego z nas posiane jest ziarno Bożego życia. Nie wiadomo tylko ile drogi jeszcze pozostało, bo noszenie Bożych ziaren u każdego jest inne. Tu, po tej stronie to Boże życie jest osłonięte, tak jak ziarno przykryte ziemią. Przechodzą przez nią różni ludzie nieświadomi, że w człowieczym sercu kiełkuje Boże życie. A kiedy bywają trudne odcinki ludzkich dróg – to tak jakby olbrzymia skiba przygniata resztki nadziei. Wtedy ciepło słonecznych promieni, które daje Pan poprzez dobroć ludzkich rąk nie tylko ocala, ale i roznieca przygaszający płomień prawdziwego życia. Przygnieciony człowiek sam nie potrafiłby ożywić w sobie nadziei.

    Tu przypomina mi się historia o węgierskim benedyktynie, który blisko dwadzieścia lat spędził w sowieckich łagrach. Kiedy opowiadał na spotkaniu z młodzieżą o panujących tam nieludzkich warunkach, o zmaganiu się z głodem, zimnem, wyczerpującą pracą, w pewnym momencie ktoś postawił mu takie pytanie:

    – Jak to się stało, że zachował ojciec takie wnikliwe spojrzenie na życie, wysoki poziom duchowy, a nawet tyle radości i pogody ducha? Przecież tamta sytuacja wręcz popychała do tego, by stać się człowiekiem żalu, goryczy, by znienawidzić swoich oprawców. Przecież tam, w obozie łatwo było znaleźć usprawiedliwienie dla swojej złości, agresji, nawet nienawiści.

    – To rzeczywiście nie było łatwe – odpowiedział zakonnik – ale mnie i moich towarzyszy niedoli ocaliła jedna rzecz. Przez te wszystkie lata, każdego wieczoru zbieraliśmy się w kącie baraku i każdy z nas mówił o tym, co go w tym dniu dobrego spotkało. Ktoś opowiadał o swoim zachwycie nad wschodzącym słońcem, inny, że kromka czarnego chleba tak bardzo smakowała, ktoś jeszcze cieszył się, że zagoiło się jakieś skaleczenie. Opowiadaliśmy sobie nawet o tym, że przyśnili się rodzice, rodzinny dom. Uratowało nas właśnie to, że przez dwadzieścia lat, będąc w tym piekle, nie daliśmy sobie wyrwać z serc umiejętności dziękowania, poczucia wdzięczności. To było nasze zwycięstwo nad nieludzkim systemem, to sprawiło, że nie uważam mojego życia za zmarnowane, że cały czas byłem i jestem szczęśliwy.

    Czy to nie były właśnie te Boże ziarna w ich sercach ukryte? Razem zebrane wyrosły mocne, niczym łan zboża, któremu ani burze i wichry, ani deszcze i śniegi zaszkodzić już nie mogły.

    Odkąd narodził się na naszej ludzkiej ziemi Boży Syn – nikt nie przechodzi przez nią sam. Boże Wcielenie wciąż się dokonuje w ludzkich sercach. Taka jest ostateczna celowość tego wszystkiego, co tam w Betlejem się dokonało.

    Jeżeli w tę dzisiejszą noc słyszę przesłanie anioła: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję Wam wielką radość, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” – to znaczy, że wciąż Bóg się rodzi w kruchej dziecięcej postaci. Bo Eucharystia jest jeszcze ciągle znakiem przychodzącego Boga w pokornej postaci. I ja, biedny, grzeszny człowiek, nie tylko drżącą ręką dotknę tego cudu dobroci i miłości, ale co więcej – zostanę zaproszony do stołu Pańskiego.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • NARODZENIE PAŃSKIE 2018

    NARODZENIE PAŃSKIE 2018

    MSZA ŚW. W NOCY 

    Zgromadziliśmy się [w tym kościele] – podobnie jak tylu naszych braci i sióstr w wierze gromadzi się dziś o północnej godzinie na całym świecie – dlatego, że rodzi się Dziecię. Przychodzi na świat z łona swej Matki, podobnie jak tyle ludzkich dzieci od początku i stale… rodzi się. Matka, owinęła Je w pieluszki, położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Syn jest nam dany: „Tak Bóg – Ojciec Przedwieczny – umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał” (J3,16). W Nim otrzymaliśmy wszystko. Więcej Ojciec Przedwieczny nie mógł nam dać. (25 grudnia 1981)

    PIERWSZE CZYTANIE                  Iz 9 1-3.5-6

    „Na Jego barkach spoczęła władza”. Jaka to władza spoczęła na barkach tego Niemowlęcia, które w godzinie swego przyjścia na świat nie miało nawet zwyczajnego, ludzkiego dachu nad głową? W noc betlejemską pytamy o tę „władzę”, którą przynosi z sobą na świat Nowonarodzony. [Jest to] władza jedyna. Władza, którą On tylko posiada. Tylko On bowiem ma moc przeniknąć duszę każdego człowieka pokojem Bożego Upodobania. Tylko On ma moc sprawić, aby ludzie stali się synami Bożymi. Tylko On mocen jest wynieść dzieje człowieka do wysokości Bożej chwały. Tylko On. (25 grudnia 1982)

    DRUGIE CZYTANIE                      Tt 2, 11-14

    Co to jest łaska? – Jest to miłość obdarowująca. W pustce i samotności tej betlejemskiej nocy ta obdarowująca miłość Ojca przyszła na świat w Synu narodzonym z Dziewicy. Syn został nam dany. Już tym pierwszym momentem swego Przyjścia „poucza nas – jak pisze Apostoł – abyśmy, wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały”. (25 grudnia 1981)

    EWANGELIA                          Łk 2, 1-14

    Liturgia nocy Bożego Narodzenia jest bogata w szczególny realizm: realizm tej chwili, którą odnawiamy, a także realizm serc, które na nowo przeżywają tę chwilę. Wszyscy bowiem jesteśmy głęboko poruszeni i wzruszeni, chociaż to, co obchodzimy, wydarzyło się około dwóch tysięcy lat temu. Aby mieć całkowity obraz rzeczywistości tego wydarzenia, aby wniknąć jeszcze bardziej w realizm tej chwili i w serca ludzkie, przypomnijmy sobie, że wydarzyło się to tak jak się wydarzyło: w opuszczeniu, w skrajnym ubóstwie, w stajni-grocie, za miastem, ponieważ ludzie w mieście nie chcieli przyjąć Matki i Józefa do żadnego ze swoich domów. Nigdzie nie było miejsca. Od samego początku świat okazał się niegościnny wobec Boga, który miał się narodzić jako człowiek. (24 grudnia 1978)

    ŚWIĘTO CZŁOWIEKA

    Boże Narodzenie jest świętem człowieka. Rodzi się człowiek. Jeden z miliardów ludzi, którzy się urodzili, rodzą i będą się rodziIi na ziemi. Człowiek, element składowy wielkiej statystyki. Nie przypadkiem Jezus przyszedł na świat w okresie spisu ludności, kiedy cesarz rzymski chciał wiedzieć, ilu poddanych liczy jego kraj. Człowiek, przedmiot rachunku, rozważany w kategorii ilości; jeden wśród miliardów. I równocześnie jeden, jedyny, niepowtarzalny. Jeżeli tak uroczyście obchodzimy narodzenie Jezusa, czynimy to dlatego, aby dać świadectwo, że każdy człowiek jest kimś jedynym i niepowtarzalnym. (25 grudnia 1978)

    MSZA ŚW. O ŚWICIE 

    Narodziny syna Bożego są największym obdarowaniem, największą łaską udzieloną człowiekowi, jaką można sobie wyobrazić. Przypominając sobie w ten święty dzień narodzenie Chrystusa, przeżywamy tajemnicę Bożego usynowienia człowieka za sprawą Chrystusa, który przychodzi na świat. Dlatego ta noc i ten dzień Bożego Narodzenia w odczuciu ludzi szukających prawdy są święte. My, chrześcijanie, uznajemy je za szczególnie święte, ponieważ dostrzegamy w nich nieomylny ślad działania Tego, który jest Święty, pełen miłosierdzia i dobroci. (25 grudnia 1999)

    PIERWSZE CZYTANIE            Iz 62,11-12

    Miłość przyrzeczona Córze Syjonu jest miłością  nową i wierną, jest wspaniałą nadzieją, która spycha w niepamięć porzucenie niewiernej oblubienicy: „Mówcie do Córy Syjońskiej: Oto twój Zbawca przychodzi. Oto Jego nagroda z Nim idzie i zapłata Jego przed Nim. Nazywać ich będą «Ludem Świętym», «Odkupionymi przez Pana». A tobie dadzą miano: «Poszukiwane», «Miasto nie opuszczone»”. (24 kwietnia 1996)

    DRUGIE CZYTANIE            Tt 3, 4-7

    Objawiła się Dobroć i Miłość. Objawiła się Łaska. Co to jest laska? Łaska – to właśnie objawienie się Boga. Otwarcie się Boga. Bóg, trwając w niezgłębionej pełni swej Boskiej Istoty: Istoty Trójjedynej, otwiera się dla człowieka, staje się Darem dla tego człowieka dla którego jest Stwórcą i Panem. Łaska to Bóg jako „Ojciec nasz”. To Syn Boży jako Syn Dziewicy. Łaska to Duch Święty, działający w sercu człowieka w nieskończonym bogactwie swych darów. Łaska – to Emmanuel: Bóg z nami. Bóg pośród nas. Łaska – to Bóg dla nas poprzez noc betlejemską, poprzez krzyż na Kalwarii, poprzez Zmartwychwstanie, poprzez Eucharystię, poprzez Pięćdziesiątnicę, poprzez Kościół – Ciało Chrystusa. (25 grudnia 1985)

    EWANGELIA                        Łk 2,15-20

    W uroczystość Bożego Narodzenia czytamy o pasterzach z Betlejem, którzy jako pierwsi zostali wezwani do żłóbka, aby zobaczyć Nowonarodzonego: „Udali się z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie”. Zatrzymajmy się nad tym „znaleźli”. To słowo wskazuje na poszukiwanie. Ich przybycie do groty Narodzenia było wynikiem poszukiwania. Ale jednocześnie byli prowadzeni; byli prowadzeni – jak czytamy – przez głos i światło. I jeżeli cofniemy się jeszcze bardziej w przeszłość, zobaczymy, że prowadziła ich tradycja ich narodu, jego oczekiwanie. (27 grudnia 1978)

    DLACZEGO NARODZIŁ SIĘ CHRYSTUS?

    [Chrystus] przyszedł na świat, aby ludzie mogli Go znaleźć; ci, którzy Go szukają. Tak jak znaleźli Go pasterze w grocie betlejemskiej. Powiem jeszcze więcej. Jezus przyszedł na świat, aby ukazać całą godność i szlachetność szukania Boga, które jest najgłębszą potrzebą duszy ludzkiej, oraz by wyjść naprzeciw temu poszukiwaniu. (27 grudnia 1978)

    MSZA ŚW. W DZIEŃ 

    Tajemnica Wcielenia stanowi w zbawczym zamierzeniu Trójcy Przenajświętszej wypełnienie ponad obfite obietnicy danej ludziom przez Boga po grzechu pierworodnym: po owym pierwszym grzechu, którego skutki obciążają całe dzieje człowieka na ziemi (por. Rdz 3, 15). Oto przychodzi na świat Syn, „potomek niewiasty”, który „zmiażdży głowę węża”. Jak wynika ze słów protoewangelii, zwycięstwo Syna niewiasty nie dokona się bez ciężkiej walki, która ma wypełnić całe ludzkie dzieje. (Redemptoris Mater, 11)

    PIERWSZE CZYTANIE                    Iz 52, 7-10

    „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny”! O jakże pełne wdzięku jest Boże Narodzenie! Tak. Jest pełne ludzkiego ubóstwa, nosi na sobie znamię odepchnięcia od drzwi, gdy Józef i Maryja szukali miejsca w gospodzie. Nosi na sobie znamię ludzkiej obojętności – może pierwszy sygnał zatwardziałości serc, z którą się będzie spotykał Zwiastun dobrej nowiny, nie tylko za dni swego życia, ale przez pokolenia. I właśnie – poprzez to wszystko – Boże Narodzenie jest pełne wdzięku! (25 grudnia 1988)

    DRUGIE CZYTANIE                     Hbr 1,1-6

    Według Objawienia Syn Boży stał się człowiekiem „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia”. Historia zbawienia zakłada de facto istnienie grzechu w dziejach ludzkości stworzonej przez Boga. Zbawienie, o jakim mowa w Bożym Objawieniu, jest przede wszystkim wyzwoleniem od tego zła, jakim jest grzech. Jest to prawda centralna w soteriologii chrześcijańskiej: propter nos homines et propter nostram salutem descendit de caelis. (27 sierpnia 1986)

    EWANGELIA                   J 1,1-18

    Zawarta w Prologu Janowym prawda o Słowie jest poniekąd potwierdzeniem objawienia Mądrości w Starym Testamencie, a równocześnie treść tamtego objawienia definitywnie przerasta: Słowo nie tylko jest „u Boga”, ale Jest Bogiem”. Jeśli Słowo to przyszło na świat w osobie Jezusa Chrystusa, to „przyszło do swojej własności”, albowiem „świat stał się przez Nie”. Przyszło do „swoich”, Ono bowiem jest „światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”. Samoobjawienie się Boga w Jezusie Chrystusie oznacza „przyjście” Słowa, które jest Synem przedwiecznym. (2 września 1987)

    CZŁOWIEK W TAJEMNICY ODKUPIENIA

    Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. To jest ów – jeśli tak wolno się wyrazić – ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo. (Redemptor hominis. 10)

     

     

  • SŁOWO ŚW. JANA PAWŁA II NA IV NIEDZIELĘ ADWENTU – 23 grudnia 2018

    SŁOWO ŚW. JANA PAWŁA II NA IV NIEDZIELĘ ADWENTU – 23 grudnia 2018

    CZWARTA NIEDZIELA ADWENTU

    Dzień dzisiejszy, IV Niedziela Adwentu, zachęca nas do wejścia w klimat głębokiego skupienia i modlitwy, abyśmy mogli dobrze się przygotować na bliskie już przyjście Pana.

    Ze wzruszeniem i radością oczekujemy narodzin Odkupiciela. Na ulicach i w domach wszystko mówi o Bożym Narodzeniu. Światła, ozdoby i prezenty tworzą niepowtarzalną gwiazdkową atmosferę. Te zewnętrzne przygotowania, choć nieodzowne, nie powinny jednak odwracać naszej uwagi od istotnego i nadzwyczajnego wydarzenia, którego pamiątkę obchodzimy, to znaczy od narodzin Jezusa – bezcennego daru, jaki Ojciec ofiarował ludzkości. (24 grudnia 2000)

    PIERWSZE CZYTANIE            Mi 5, 1-4a

    Słynne proroctwo Micheasza wskazuje na narodziny Emmanuela. Mówi prorok: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić”. Te słowa wyrażają oczekiwanie na narodziny pełne mesjańskiej nadziei, które raz jeszcze uwypuklają rolę matki: to przedziwne wydarzenie, niosące radość i zbawienie, jednoznacznie na nią wskazuje i ją wywyższa. Dziewicze macierzyństwo Maryi zostało przygotowane w szerszym sensie przez łaskę jaką Bóg okazał pokornym i ubogim. (31 stycznia 1996)

    DRUGIE CZYTANIE         Hbr 10, 5-10

    W liście do Hebrajczyków czytamy, że Chrystus „chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Przychodząc na świat, powiedział do Ojca: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją”. Właśnie to posłuszeństwo realizuje się ostatecznie w ofierze Krzyża: Jeśli grzech zrodził cierpienie, to teraz ból Boga – owo cierpienie zyskuje poprzez Ducha Świętego swój ostateczny ludzki wyraz w Chrystusie ukrzyżowanym. I równocześnie z głębi tego cierpienia Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym. (1 sierpnia 1990)

    EWANGELIA       Łk. 1,39-45

    Na duchowej drodze niech nas prowadzi Maryja, która za sprawą Ducha Świętego była doskonale uległa stwórczej i odkupieńczej woli Boga. Jej krewna Elżbieta, przyjmując Ją w swoim domu, również zostaje napełniona Duchem Świętym i zwraca się do „Matki Pana” słowami: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Niech Duch Święty sprawi, by każdy chrześcijanin mógł szczerze i z przekonaniem powiedzieć „tak” Chrystusowi, który przychodzi w tajemnicy Bożego Narodzenia, aby wyzwolić nas swoją mocą i skierować nasze kroki na drogi pokoju. (21 grudnia 1997)

    LITURGICZNE PRELEUDIUM

    Spotykamy się dziś w liturgicznym i duchowym klimacie Adwentu, pogłębionym jeszcze przez bliskie już święta. Nowenna przed Bożym Narodzeniem, którą odprawiamy w tych dniach, jest jakby liturgicznym preludium, które pomaga nam przygotować się do uroczystych obchodów wielkiego „wydarzenia” sprzed dwudziestu stuleci: wzywa nas, byśmy rozważali głębokie prawdy tajemnicy wcielenia i uczynili je częścią własnego życia. (22 grudnia 1999)

     

     

  • komentarz do Liturgii Bożego Słowa na IV Niedzielę Adwentu – 23 grudnia 2018

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa na IV Niedzielę Adwentu – 23 grudnia 2018

    Dziś jest już ostatnia niedziela Adwentu. Maryja z Tajemnicą Zwiastowania idzie poprzez górzystą krainę „z pośpiechem”- jak zaznacza Ewangelia, do swojej krewnej Elżbiety. W ten sposób dokonuje się kolejna Tajemnica – mówimy Nawiedzenie. Mimo, że Maryja nie powiedziała Elżbiecie, iż jest brzemienną – zostają wypowiedziane takie oto słowa: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” W tym spotkaniu dokonuje się nieprawdopodobne i przedziwne połączenie Starego Przymierza z Nowym.

    Hans Urs von Balthasar komentuje to w taki sposób: „Chrystus przeznaczył całe Stare Przymierze na swego poprzednika, dlatego też pełna jego wykładnia jest możliwa tylko w odniesieniu do Chrystusa. Drogowskaz ma tylko wtedy sens, gdy miejscowość, którą wskazuje, rzeczywiście istnieje. Zgadza się to z faktem, że ludzie Starego Przymierza mieli bardzo niejasne wyobrażenia na temat istoty zbawienia, które oczekuje ich w przyszłości. Inaczej Elżbieta: wraz z dzieckiem w swym łonie, napełniona Duchem Świętym, wie bardzo dobrze o celu zbawienia. To dlatego wita stojącą przed nią niewiastę jako Tę, która posiadała wiarę doskonałą, tak iż Bóg mógł wreszcie spełnić daną dawno temu obietnicę.”

    Każdy człowiek nosi w sobie dziedzictwo Adama i Ewy. Chciałby przede wszystkim panować nad sytuacją. Poznać, wiedzieć i rozumieć jak sprawy się mają. Realizować swoje plany. Iść swoją drogą. A kiedy tak się nie dzieje – wtedy zaczyna wątpić. Tylko Maryja, jedna jedyna, zgodziła się pozostawić to wszystko Bogu. Mimo, że swoje życie wyobrażała sobie całkiem inaczej, to jednak w Zwiastowaniu wypowiedziała swoje „fiat” – „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Zaufała Bogu i to zaufała całkowite. Od razu też poznała jak wiele ta zgoda na Boże plany kosztuje. Bo oto zrezygnowała z macierzyństwa, a teraz musi przyjąć na siebie macierzyństwo tak nadzwyczajne, że całe Jej życie idzie nie tak jakby człowiek chciał. Rozpoczyna się od Józefa, któremu nie wiadomo jak wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Przeżywa upokorzenie, przeżywa smutek, samotność. Ale Ona ze swoim bezgranicznym zaufaniem w tych wymaganiach rozpoznaje Boga. A jest to dopiero początek drogi. Kiedy przyjdzie czas rozwiązania Józef będzie szukał i nie znajdzie dla Niej miejsca w Betlejem. Boży Syn urodzi się w stajni, w miejscu przeznaczonym dla zwierząt. Potem król Herod w swojej wściekłości dokona rzezi Niewiniątek. Tyle niemowląt zabitych. Tyle rodzin w żałobie. I trzeba będzie dalej wierzyć Bogu i śpiewać „Wielbi dusza moja Pana”. Ufała w każdej sytuacji, że właśnie w ten sposób realizuje się Boży plan zbawienia, choć po ludzku taki niezrozumiały i trudny do przyjęcia. Ale Maryja będzie się godzić na to co Bóg da, dlatego pod osłoną nocy opuści swój rodzinny kraj razem z Jezusem i Józefem pójdzie w obce strony przez zieloną granicę. Po powrocie do Nazaretu przez trzydzieści lat nic szczególnego się nie wydarzy poza trudną odpowiedzią 12-letniego Syna: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Później Chrystus będzie nauczał o Królestwie Bożym. I znowu Maryja będzie musiała słuchać bardzo trudnych słów swojego Syna: „Co Mnie i Tobie niewiasto?” Innym zaś razem usłyszy: „Któż jest moją matką? Ten kto słucha Słowa Bożego i wypełnia je”.

    W taki trudny i niezrozumiały sposób Pan Bóg prowadzi Ją aż na Golgotę. I tam na Kalwarii Maryja, jak pisze ks. Ludwik Evely – „nie tylko powie: Oto ja służebnica Pańska – to jeszcze było łatwe – ale: Oto Sługa Pański – niech Mu się stanie, niech nam się stanie… Tam to Maryja stała się w pełni matką, tam dała wszystko, tam dostosowała się do wszystkich myśli, wszystkich pragnień, całego posłannictwa Tego Człowieka, który był zarazem Jej Synem i Jej Bogiem. Tam zrodziła Go po raz drugi: w Jego Odkupieniu, w Jego Dziele. A to dlatego, że wyraziła doskonałą zgodę.”

    Jej wiara była prawdziwie doskonałą, a nauczyła się jej przez posłuszeństwo zgadzając się na wszystkie wymagania, które Bóg stawiał na Jej drodze. Nie rozumiejąc ich całkowicie godziła się z wolą Boga. A przecież jakże trudno było w nich zobaczyć, że to są te wielkie rzeczy, które Pan uczynił w niskości, rozczarowaniu, zdruzgotaniu, cierpieniu, w rozdarciu duszy Swej służebnicy. Dlatego tak bardzo upodobniła się do Swojego Syna, który w dzisiejszym II Czytaniu mówi: „Oto idę. W zwoju księgi napisano o Mnie, abym pełnił wolę Twoją, Boże.”

    W tym kończącym się Adwencie żarliwiej pragnę przesuwać paciorki różańca, abym mógł bardziej świadomie przeżywać prawdę słów: Bądź wola Twoja a nie moja. Maryja jest tutaj najlepszą przewodniczką. Ojciec św. Jan Paweł II w Liście Apostolskim o Różańcu tak pisze: „Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o nauczenie się Jego samego. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie, wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.”

    ks. Marian Łękawa SAC