Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • XIV Niedziela Zwykła – Rok B 8 lipca 2018

    Poznać i przyjąć Prawdę
    XIV Niedziela Zwykła – ROK B
    8 lipca 2018

    Objazdowy cyrk rozbił swój namiot na obrzeżach wsi. I zdarzyło się, że jednego wieczoru, tuż przed rozpoczęciem przedstawienia, na zapleczu cyrkowego taboru, powstał pożar. Właściciel próbował zaradzić nieszczęściu. Więc pierwszemu, którego spotkał ze swoich ludzi polecił, żeby czym prędzej biegł do wsi zorganizować pomoc w gaszeniu pożaru. Tym spotkanym był klaun przebrany już za błazna, gotowy na występ. Ogień był niebezpieczny nie tylko dla cyrku, bowiem z powodu wiatru bardzo łatwo i szybko mógł się rozprzestrzenić poprzez suche pola i objąć swym płomieniem całą wieś. Klaun biegł więc co sił w kierunku zabudowań i krzyczał, że pali się.

    Napotkanych ludzi błagał, żeby czym prędzej przyszli na pomoc. Ale ludzie nie brali jego dramatycznego zachowania poważnie. Po prostu – myśleli, że to jest jedna z jego sztuczek, aby zachęcić na występ. I czym głośniej nawoływał, tym głośniejszy wzbudzał śmiech. A ogień stawał się coraz większy, tak, że doszedł do wsi i spalił tam wiele domów.

    Głównym powodem dlaczego ludzie nie usłuchali klauna było to, że brali go tylko za błazna, myśląc, że próbuje ich rozbawić i zachęcić, aby przyszli na cyrkowy występ. Ta przeszkoda okazała się tak duża, że oni nie byli w stanie zrozumieć sytuacji. A sytuacja była bardzo niebezpieczna i to również dla nich samych. Mimo, że słyszeli o niej – nie usłuchali. A przecież wystarczyło, choćby na moment, aby zdać sobie sprawę, że może posługują się stereotypem, kalką. Potrzebny był im tylko błysk światła, który oni uznali, za zbędny i niepotrzebny.

    Na takim stereotypie stworzył swoją sztukę Carl Zuckmayer pt. Kapitan z Köpenick. Mieszkańcy Berlina rozumowali tak jak widzieli: skoro ktoś występuje w mundurze kapitana, musi być kapitanem. A kapitana trzeba słuchać i wykonywać jego rozkazy. I fałszywy kapitan świetnie wykorzystał ich mentalność.

    Bo człowiek często posługuje się takimi gotowymi szufladkami, oceniając innych według utartej, obiegowej matrycy.

    W dzisiejszym Bożym Słowie, jak mówi Ewangelia, Pan Jezus przychodzi do swojego rodzinnego miasta Nazaret. Mieszkańcy znali Go. Przecież wśród nich wzrastał. Wielu z nich widziało Go jak pomagał św. Józefowi w stolarskim zawodzie. I tak na Niego patrzyli. Mimo, że słyszeli o wielkiej popularności swojego Ziomka, o Jego cudownych czynach, to jednak kiedy stanął w ich synagodze i przeczytał święty tekst, a potem jednoznacznie stwierdził, że Pismo o Nim mówi – nie byli w stanie przyjąć. On, który od nich wyszedł: za kogo się uważa? „Wielu pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? A takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi? ”… Wydawało im się, że znają Go dobrze. Za dobrze, żeby się nabrać, iż stoi przed nimi Oczekiwany Mesjasz. Uwierzyli swoim utartym schematom, że Mesjasz ma przyjść przez nikogo nieznany, że wyzwoli ich z niewoli wrogów. Dlatego nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia, mimo, że na ich oczach naprawdę spełniały się przepowiadane proroctwa? Rozminęli się z Prawdą.

    Pan Jezus swoje odrzucenie tłumaczy powszechnym losem proroków, którzy nie znajdują uznania w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych, w swojej rodzinie. Hans Urs von Balthasar pisze, że „dopóki człowiek się opiera, nie może doznać uzdrowienia, zakłada ono bowiem całkowite zawierzenie. Boży wysłannik z taką właśnie sytuacją ma zawsze do czynienia”. Potwierdzeniem jest dzisiejsze I Czytanie, w którym Bóg wyraźnie powołuje proroka Ezechiela. Jego imię oznacza: „Bóg czyni mocnym”, bo dał mu trudne zadanie. Powołuje go jeszcze przed upadkiem Jerozolimy w 587 roku zanim narodził się Chrystus. I Bóg nie ukrywa trudności, przed którymi prorok będzie musiał stanąć. Tymi trudnościami będą: opór i zatwardziałość ludzi. To samo spotkało wcześniej i Izajasza i Jeremiasza i innych. Bo prorok nie może iść na żaden kompromis. On ma dokładnie przekazać słowa Pana. Nie jest sprawą proroka, czy ci, do których on mówi, posłuchają go, czy też nie.

    Dobrze jest postawić sobie pytanie: Dlaczego jest tak trudno człowiekowi poznać i przyjąć Prawdę, gdy Ona jest bardzo blisko? Czy częściej bywa rozpoznawana i przyjmowana przez tych, którzy przychodzą z daleka? Może to jest tak jak mówi przysłowie, że najciemniej jest pod latarnią. Tadeusz Żychiewicz napisał w ten sposób, że „tak bywa z prawdą zbyt bliską. To światło najwyraźniej świeci tym, którzy przychodzą z daleka, jak poganie. A kiedy się jest bardzo blisko i kiedy nazbyt się przywyka do darów Pana, trudno bywa pojąć te sprawy.”

    Św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu wyraźnie daje odpowiedź, że Boże dzieło nie ostoi się w człowieku, który widzi tylko swoją siłę i swoją wielkość. On, Paweł, nie mający najmniejszej wątpliwości, że jest słabym człowiekiem, zgodził się przyjąć Chrystusa do siebie całkowicie: „Najchętniej więc będę się chełpił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa”. I dlatego wiedział, że ilekroć niedomagał czy to poprzez swoją bezsilność, czy wtedy kiedy cierpiał – tylekroć zwyciężał w nim Jezusowy dar. „Moc bowiem w słabości się doskonali”.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • XIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 1.07.2018

    XIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 1.07.2018

    Ewangelia cierpienia pisze się nieustannie – i nieustannie przemawia słowem tego przedziwnego paradoksu: źródła mocy Bożej biją właśnie ze środka ludzkiej słabości. Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą się dzielić z innymi. Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. I tym bardziej Kościół czuje potrzebę odwoływania się do ludzkich cierpień dla ocalenia świata. (Salvifici doloris, 27)

    PIERWSZE CZYTANIE    Mdr 1,13-15:2,23-24

    Śmierć, rzeczywistość, z którą człowiek stale obcuje, nie jest prawdą pierwotną. Na początku bowiem jej nie było, ale jako smutna konsekwencja grzechu „weszła na świat przez zawiść diabła” i stała się wspólnym dziedzictwem wszystkich ludzi. Śmierć człowieka została zwyciężona przez Chrystusową śmierć. Przypominając człowiekowi, że musi umrzeć, Bóg nie niszczy pierwotnego zamysłu, co więcej, potwierdza go i w sposób szczególny przywraca po upadku spowodowanym przez grzech pierworodny. To potwierdzenie przyszło wraz z Chrystusem, który dobrowolnie przyjął na siebie brzemię grzechu i zechciał przejść przez śmierć. W ten sposób świat stał się widownią Jego męki i zbawczej śmierci. (17 lutego 1999)

    DRUGIE CZYTANIE      2 Kor 8,7.9.13-15

    Któż mógłby wymyślić większy znak miłości? Trwamy w zachwycie w obliczu tajemnicy Boga, który zniża się, aby przyjąć naszą kondycję ludzką aż po poświęcenie się za nas na krzyżu. W swym ubóstwie przyszedł, aby ofiarować zbawienie grzesznikom Ten, który – jak nam przypomina św. Paweł – „będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swym ubogacić”. Jak dziękować Bogu Za tyle dobra bez żadnych warunków? (Orędzie do Młodych na XV Światowy Dzień Młodzieży)

    EWANGELIA     Mk 5,21-43

    Na kartach Ewangelii przesuwa się przed naszymi oczyma wiele kobiet, różnego wieku i stanu. Spotykamy kobiety dotknięte chorobą czy cierpieniem fizycznym, jak owa kobieta cierpiąca „na upływ krwi”, której nie wolno było dotykać nikogo, uważano bowiem, że dotknięcie takie czyni człowieka „nieczystym”. Każda z nich doznała uzdrowienia, a ta, która „między tłumem” dotknęła się płaszcza Jezusa, spotkała się z Jego pochwałą z racji swej wielkiej wiary: „twoja wiara cię ocaliła”. Jest też córka Jaira, którą Jezus przywraca do życia, zwracając się do niej serdecznie: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!”. Cały ten sposób mówienia o kobietach i do kobiet oraz odnoszenia się do nich stanowi wyraźną „nowość” na tle panującego wówczas obyczaju. Każda dziedziczy od „początku” godność osoby właśnie jako kobieta. Jezus z Nazaretu tę godność potwierdza, przypomina, odnawia, czyni treścią Ewangelii i Odkupienia, dla którego został posłany na świat. (Mulieris dignitatem, 13)

    CIERPIENIE I WIARA

    W śmierci i zmartwychwstaniu Odkupiciela ludzkie cierpienie znajduje swój najgłębszy sens i zbawczą wartość. Całe brzemię ludzkich udręk i cierpień zawarte jest w tej tajemnicy Boga, który przyjmując naszą ludzką naturę tak bardzo uniżył samego siebie (…). Z paradoksu krzyża rodzi się odpowiedź na najbardziej niepokojące nas pytania. Chrystus cierpi za nas: bierze na siebie cierpienie wszystkich i je odkupia. Chrystus cierpi z nami, pozwalając nam dzielić Nim nasze cierpienia. Zjednoczone z cierpieniem Chrystusa, ludzkie cierpienie staje się środkiem zbawienia. Cierpienie, przyjmowane z wiarą, staje się jakby bramą wprowadzającą w tajemnicę odkupieńczego cierpienia Chrystusa. Takie cierpienie nie odbiera już pokoju i szczęścia, bo opromienia je blask zmartwychwstania. (Orędzie na XII Światowy Dzień Chorego 2004)

  • komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    W dzisiejszą niedzielę liturgia Kościoła obchodzi uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. W kalendarzu kościelnym jest to wyjątek, ponieważ wspomnienie każdego ze świętych obchodzimy w dniu ich narodzin dla nieba – to znaczy w dniu przejścia z tego świata do oglądania Boga twarzą w twarz. Dlaczego ten wyjątek? Dlaczego właśnie dziś, w Dzień Pański, Kościół zamiast celebrować kolejną XII niedzielę zwykłą daje nam do rozważania tę wyjątkową postać w dniu jego narodzin? Św. Jan Chrzciciel jest ostatnim prorokiem, który zamyka Stary Testament i otwiera Nowy Testament. Boża zapowiedź, obietnica dana człowiekowi już od zarania dziejów, po nieszczęsnym grzechu pierworodnym, właśnie wypełnia się w tym nawoływaniu św. Jana Chrzciciela, żeby prostować ludzkie drogi, bo oto przychodzi nasz Pan i Zbawca, wyczekiwany Mesjasz.

    Warto tutaj zwrócić uwagę na znaczenie samego imienia, które każdy człowiek otrzymuje na początku swojej drogi. Nadane imię pomaga lepiej zrozumieć Boże sprawy. Mama Jana – Elżbieta – po hebrajsku znaczy: Bóg przyrzekł. Zaś jego ojciec Zachariasz – znaczy: Bóg pamięta. A ich syn Jan: Bóg jest łaskawy. Już same imiona wskazują na Bożą rzeczywistość, którą należy właściwie odczytać. Rodzina Zachariasza i sąsiedzi byli przeciwni imieniu Jan, bowiem tradycja nakazywała wybrać imię jego ojca albo dziadka, aby podkreślić przynależność do rodu. Ale to dziecię, urodzone z dwojga ludzi posuniętych w latach, z niepłodnej Elżbiety i z niedowierzającego w poczęcie syna Zachariasza, kiedy dorośnie, nie będzie się troszczyć o wąski rodzinny krąg, ale przede wszystkim o sprawy wypełnienia Bożych obietnic.

    Bardzo ważne jest właściwe odczytanie znaczenia imienia, które daje sam Bóg. Pismo Święte wyraźnie na to wskazuje zarówno w Starym Testamencie jak i w Nowym. W sakramencie chrztu otrzymałem imię tak naprawdę od samego Chrystusa. Dlatego święci: Bazyli i Grzegorz napisali: “Chociaż inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swoich zawodów lub czynów, my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami”. W sakramencie bierzmowania, będąc już świadomi naszej obecności w Bożym Kościele, wybieramy  nowe imię, które ma nam pomóc zrealizować nasze powołanie. Osoby, które składają śluby zakonne stają się osobami konsekrowanymi, to znaczy przeznaczonymi na wyłączną służbę Ewangelii – otrzymują nowe imię.

    Święty Jan Chrzciciel, poprzednik Pana Jezusa, według kalendarza – pół roku wcześniej urodzony i zarazem Jego krewny, jest jedynym prorokiem, któremu Bóg zlecił bezpośrednie przygotowanie ludzi uwikłanych w niewoli grzechu na przyjęcie Bożego Syna. Ci, którzy pytali Pana Jezusa kim jest Jan Chrzciciel – taką usłyszeli odpowiedź : “Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciela.” Ojciec dominikanin Jacek Salij pisze, że “Kościół od wieków domyśla się, że Jan Chrzciciel już w łonie matki został uwolniony od grzechu pierworodnego, mianowicie w momencie, kiedy jego matka Elżbieta spotkała się z brzemienną Synem Bożym Maryją. Toteż Jan jest jedynym świętym, którego narodzeniu poświęcone jest święto liturgiczne – podobnie jak narodzeniu Pana Jezusa oraz narodzeniu Matki Najświętszej”.

    Warto również rozważyć, ile dobra zostało wyzwolone w ludzkich sercach z powodu narodzin Jana Chrzciciela. Jego ojciec Zachariasz doznał łaski nawrócenia. Bo czym był znak odebrania daru mowy, jakie nastąpiło podczas jego spotkania z aniołem w przybytku Pańskim? Było znakiem jego niedowiarstwa. Zaś ósmego dnia po narodzinach, w dzień obrzezania, kiedy pytano go – jak ma być nazwane dziecię – napisał na podanej mu tabliczce: ”Jan będzie mu na imię”. I natychmiast otworzyły się jego usta i znowu mógł mówić, i wielbić Boga. Nastąpiło jego pełne nawrócenie, uwierzył w Boże dzieła, które są cudem w naszych oczach. Ta radość stała się udziałem całej rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Dlatego pełni zdumienia pytali: “Kim będzie to dziecię?” Bo widziano w tym wydarzeniu “rękę Pańską”.

    Taka prawdziwa radość właściwie zawsze powinna towarzyszyć przy narodzinach dziecka. I choć takie maleństwo jeszcze niczego nie potrafi rozumieć – już może obdarzać. Tak jak św. Jan Chrzciciel, który zanim nawrócił tysiące ludzi swoim nawoływaniem do pokuty – to mając zaledwie osiem dni nawrócił do Boga swojego własnego ojca.

    Opowiadał jeden z księży jak chrzcił maleńkiego Jasia. Jego narodziny sprawiły, że nawrócił do Pana Jezusa siedmioro ludzi. Najpierw jego rodzice wpadli w zachwyt. Z tego zachwytu postanowili zawrzeć sakrament małżeństwa i rozpoczęli życie z Jezusem: niedzielna Msza św., spowiedź św., modlitwa… Również rodzice chrzestni, którzy dotychczas żyli bez ślubu i zupełnie nie uczestniczyli w życiu Kościoła, zrobili to samo. Tak więc następnych czworo się nawróciło. Dołączyła do nich jeszcze siostra matki chrzestnej, kiedy zobaczyła co się dzieje i też się nawróciła.

    W to dzisiejsze święto narodzin św. Jana Chrzciciela uciszmy nasze serce, żeby stało się pustynią, bo wtedy usłyszymy jego głos, który nawołuje do nawrócenia. A ze skruszonym sercem łatwiej jest odczytać nasze imię, które nadał nam Bóg zanim jeszcze zaistnieliśmy w łonach naszych mam.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Narodzenie św. Jana Chrzciciela  24 czerwca 2018

    Narodzenie św. Jana Chrzciciela 24 czerwca 2018

    MSZA W WIGILIĘ 

    Św. Jan Chrzciciel to przede wszystkim wzór wiary. Idąc śladami proroka Eliasza, aby lepiej słuchać słowa jedynego Pana swego życia, pozostawia wszystko i wycofuje się na pustynię, z której rozlegnie się głos wzywający do prostowania ścieżek Panu. Jest wzorem pokory, bo tym, którzy widzą w Nim nie tylko proroka, lecz nawet Mesjasza, odpowiada: Ja nie jestem Tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach. Jest wzorem konsekwencji i odwagi w obronie prawdy, za którą gotów jest zapłacić swoją osobą aż po więzienie i śmierć. (24 czerwca 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE    Jr 1,4-10

    Człowiek, tak jak jest „chciany” przez Boga, tak jak został przez Niego odwiecznie „wybrany”, powołany, przeznaczony do łaski i do chwały – to jest właśnie człowiek „każdy”, najbardziej „konkretny” i najbardziej „realny”: człowiek w całej pełni tajemnicy, która stała się jego udziałem w Jezusie Chrystusie, która nieustannie staje się udziałem każdego z tych czterech miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, od chwili kiedy się poczynają pod sercem matki. (Redemptor hominis, 13)

    DRUGIE CZYTANIE       1 P 1,8-12

    Duszpasterze i świeccy uczestniczą w Kościele w posłannictwie prorockim Chrystusa: świeccy – dając słowem i życiem chrześcijańskim świadectwo wierze; duszpasterze zaś – rozpoznając, co w tym świadectwie jest wyrazem zdrowej wiary, a co ze światłem wiary jest mniej zgodne; natomiast rodzina uczestniczy w tym posłannictwie jako wspólnota chrześcijańska, poprzez swój szczególny udział i świadectwo Wiary. (Familiaris consortio, 73)

    EWANGELIA      Łk 1,5-17

    Nadzieja pochodzi od Boga i rodzi się z naszej wiary w Niego. Ludzie nadziei to ci, którzy wierzą, że Bóg nie stworzył ich bez powodu i że zaspokoi ich potrzeby. Wierzą, że Bóg ich miłuje tak jak wierny Ojciec. (15 września 1987)

    PRZEWODNIK I NADZIEJA

    Szukamy przewodnika, który pokaże nam drogę. I tu wychodzi nam naprzeciw postać św. Jana Chrzciciela, głos wołającego na pustyni (Łk 3,4). Wyprowadzi on nas na drogę, którą winniśmy kroczyć, jeśli nasze oczy mają „ujrzeć zbawienie Boże” (Łk 3,6). Prowadzeni przez niego odbywamy naszą wędrówkę wiary, aby jaśniej widzieć zbawienie, którego Bóg dokonał w ciągu historii, począwszy od Abrahama. Jan Chrzciciel był ostatnim w linii proroków, którzy podtrzymywali i ożywiali nadzieję w Ludzie Bożym. W nim właśnie wypełnił się czas. (21 marca 2000)

    MSZA W DZIEŃ 

    ,Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię” (Iz 44,1). Dzisiaj obchodzimy uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. Te słowa proroka Izajasza dobrze odpowiadają tej wielkiej postaci biblijnej, która znajduje się między Starym a Nowym Testamentem. W długim zastępie proroków i sprawiedliwych Izraela Opatrzność postawiła Jana Chrzciciela bezpośrednio przed Mesjaszem, aby przygotował Jemu drogę przez nauczanie i świadectwo życia. Jan jest jedynym wśród świętych mężczyzn i kobiet, którego narodzenie obchodzi liturgia. (24 czerwca 2001)

    PIERWSZE CZYTANIE      Iz 
49,1-6

    Pan wezwał swego sługę “już z łona matki”. To stwierdzenie w pełni odnosi się do Chrystusa, ale w sposób analogiczny można je zastosować do Jego Poprzednika. Obaj oni przyszli na świat za łaską Bożą, dzięki specjalnej interwencji Boga: pierwszy rodzi się z Dziewicy, drugi ze starej i bezpłodnej kobiety. Już z łona matki Jan zapowiada Tego, który objawi światu zamysł Bożej miłości. (24 czerwca 2001)

    DRUGIE CZYTANIE      Dz 13,22-26

    Nakłanianie ludzkiego serca do nawrócenia i pokuty oraz ofiarowanie mu daru pojednania zawiera się w naturze misji Kościoła, kontynuatora zbawczego dzieła swego Boskiego Założyciela. Misja ta nie ogranicza się do stwierdzeń teoretycznych i ukazywania pozbawionego skutecznej mocy ideału etycznego, lecz nastawiona jest na wyrażenie się w ściśle określonej posłudze w zakresie konkretnej praktyki pokuty i pojednania. (Reconciliatio et paenitentia, 23)

    EWANGELIA       Łk 1, 
57-66.80

    „Jan będzie mu na imię”. Zachariasz potwierdza zdumionej rodzinie imię syna, wypisując je na tablicy. Sam Bóg przez swego anioła wskazał na to imię, które po hebrajsku oznacza „Bóg jest przychylny”. Bóg jest przychylny dla człowieka, chce On jego życia i jego zbawienia. Bóg jest przychylny dla swego narodu: przez niego chce On błogosławić wszystkim narodom ziemi. Bóg jest przychylny dla ludzkości, prowadzi ją drogą wiodącą do ziemi, gdzie panuje spokój i sprawiedliwość. Wszystko to zostało zapisane w tym imieniu: Jan! Jan był zwiastunem, poprzednikiem: został posłany po to, aby przygotować drogę Chrystusowi. (24 czerwca 2001)

    POWOŁANIE I POSŁANNICTWO

    Kościół od najdawniejszych czasów otacza szczególną czcią św.Jana Chrzciciela, jego powołanie i wyjątkowe posłannictwo. W powołaniu tym i posłannictwie Kościół odnajduje siebie jako dziedzica Starego Przymierza, a zarazem czuje się wezwany do świadczenia o Jezusie Chrystusie: Baranku Bożym, który gładzi grzechy świata. (24 czerwca 1984)

  • komentarz do XI Niedzieli zwykłej   Rok B  17.06.2018

    komentarz do XI Niedzieli zwykłej Rok B 17.06.2018

    Dzisiejsze Boże Słowo kładzie nacisk na wiarę, która w ludzkim sercu wciąż ma możliwość wzrostu. Pan Jezus, aby przybliżyć rzeczywistość Królestwa Bożego często używa przypowieści, w których występuje ziarno i rola. Bowiem przez ten obraz można lepiej zrozumieć co dzieje sie w ludzkim sercu, na którym zostało posiane Słowo Boga.

    Są różne odmiany ziarna i są różne rodzaje gleby. I tutaj ważne jest uświadomienie sobie, że to nie gleba daje ziarno, tylko ziarno daje ziarno. Ale bez gleby ziarno ziarna nie wyda. Coś podobnego dzieje się we wnętrzu człowieczego serca. Dlatego losy wiary w człowieku są zależne od losów człowieka.

    Obserwując siebie i otaczający świat trzeba przyznać, że człowiekowi żyjącemu dziś bardzo często brakuje cierpliwości. To jest jakiś znak czasu. Ten wir życia, w którym upływa ludzkie życie, utrudnia widzenie dobra. A przecież to dobro już jest posiane i wciąż zasiewane, ale ludzkie oko nie widzi owego wzrostu, bo ono odbywa się niepostrzeżenie. Sprawia to Boża moc, że to co jest posiane rośnie, potem zakwita i na końcu wydaje owoc.

    Słyszłem kiedyś taką opowiastkę o pobożnym chłopcu, który znalazł się we śnie w sklepie. Za ladą stał anioł i sprzedawał różne rzeczy.

    – Co chciałbyś nabyć młodzieńcze? – zapytał anioł.

    – A co sprzedajesz?

    – Wszystko, czego byś zapragnął.

    – Pragnę nabyć miłości do Boga i do bliźniego – mówił pobożny chłopiec. Chciałbym także otrzymać żywą wiarę, abym potem mógł ją przekazywać.

    – O piękne rzeczy prosisz, chłopcze – odparł anioł, ale ja nie sprzedaję gotowych rzeczy. W tym sklepie są tylko nasiona tego czego pragniesz.

    Te maleńkie nasiona każdy z nas otrzymał w sakramencie chrztu. Wtedy nasi rodzice i rodzice chrzestni zapewnili Kościół, że będą dbać o rozwój posianego w nas Bożego życia. I ono wzrasta powoli nawet pomimo różnych przeciwności.

    Ziarnko gorczycy, o którym mówi dziś Pan Jezus, należy do najmniejszych spośród nasion. “Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. Ten obraz powolnego i prawie niedostrzegalngo wzrostu gorczycy z małego ziarnka Pan Jezus porównuje ze swoim Królestwem, które też wzrasta powoli i długo w ludzkim sercu. Wszystko ma swój czas i swoją kolejność. Nasienie posiane w ziemię najpierw daje źdźbło, potem kłos a w końcu pełne ziarno.

    Tu znowu posłużę się takim obrazem o człowieku, który chciał przyśpieszyć porę żniwa na swoim polu. Dlatego każdego dnia od rana do wieczora wyciągał źdźbła po kilka milimetrów. I choć wyglądało, że jego zboże jest wyższe niż jego sąsiadów – to jednak wkrótce przekonał się, pomimo tak wielkiego wysiłku, że nie pozostało mu nic innego jak jedynie zaorać swoje pole.

    Jak ważna jest cierpliwość, respektowanie kolejnych etapów życia i zaufanie do Siewcy, który wciąż obsiewa ludzkie poletka posługując się ludźmi. Tutaj warto przypomnieć św. Pawła, który wiele włożył wysiłku w głoszeniu Królestwa Bożego. Pomagali mu w tym między innymi Apollos, Barnaba, Tymoteusz. Do wiernych w Koryncie tak pisze: “Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”.

    To wzrastanie Kościoła wciąż trwa, choć tyle wieków już przeminęło i nikt nie zdołał, choć usiłowano po wielokroć zatrzymać Boży siew.

    Ci, którzy dziś znów wprzągają na to Boże pole cały arsenał diabelskich broni niech spojrzą na pierwszą gminę chrześcijańską zgromadzoną w Wieczerniku. A ja przypomnę takie wydarzenie z życia Jeana Fabrea, uczonego francuskiego, autora powszechnie znanego wielotomowego dzieła “Z życia owadów”. Otóż on w swojej rodzinnej miejscowości Serignan zaprzyjaźnił się z proboszczem. Któregoś dnia ks. proboszcz przygotowując na najbliższą niedzielę kazanie o boskim pochodzeniu Kościoła zapytał
:

    – Co by pan profesor powiedział na ten temat ludziom, którzy powątpiewają?

    – Odpowiedziałbym w ten sposób: Weźcie dwunastu mężczyzn z Serignan, uczcie ich przez trzy lata nowej nauki, a potem wyślijcie do Paryża, niech ją głoszą. Zobaczymy, jakie będą skutki teraz i potem, po dwóch tysiącach lat, czy ktoś będzie jeszcze o tym wydarzeniu coś wiedział.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XI NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 17 czerwca 2018

    XI NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 17 czerwca 2018

    Miłość otwiera na drugiego człowieka, stając się tym samym podstawą ludzkich relacji Uzdalnia do przekraczania bariery własnych słabości i uprzedzeń. Oczyszcza pamięć, uczy nowych dróg, otwiera perspektywę prawdziwego pojednania, którego istotnym owocem jest wspólne dawanie świadectwa Ewangelii, tak potrzebnego współczesnemu światu. (10 czerwca 1999)

     

    PIERWSZE CZYTANIE         Ez 17,22-24

    Gdy zanika wrażliwość na Boga, zostaje też zagrożona i zniekształcona wrażliwość na człowieka. Człowiek nie potafi już postrzegąc samego siebie jako kogoś „przedziwnie odmiennego” od innych ziemskich stworzeń; uznaje, że jest tylko jedną z wielu istot żyjących, organizmem, który – w najlepszym razie – osiągnął bardzo wysoki stopień rozwoju. (Evangelium vitae, 22)

     

    DRUGIE CZYTANIE       2 Kor 5,6-10

    Jesteśmy powołani, aby głosić Chrystusa i nakazy Jego Ewangelii. Musimy czynić to wszyscy i z niesłabnącym zapałem. Ta potrzeba pogłębia w nas tęsknotę za jednością wszystkich wierzących w Jezusa Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka. Jedność Jego uczniów, zburzona w przeszłości na skutek różnych okoliczności historycznych, nie mających nic wspólnego z Ewangelią, jest dzisiaj znowu celem dążeń tych, którzy razem cierpieli za sprawę wiary. (8 września 1993)

     

    EWANGELIA       Mk 4,26-34

    Pragnę, kontynuując specyficzne Magisterium moich poprzedników, wezwać Kościół do odnowy zaangażowania misyjnego. Jest ono nastawione przede wszystkim na cel wewnętrzny: odnowę wiary i życia chrześcijańskiego. Misje bowiem odnawiają Kościół, wzmacniają wiarę i tożsamość chrześcijańską, dają życiu chrześcijańskiemu nowy entuzjazm i nowe uzasadnienie. Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana! Nowa ewangelizacja ludów chrześcijańskich znajdzie natchnienie i oparcie w oddaniu się działalności misyjnej. Do tego jednak, by głosić naglącą potrzebę ewangelizacji misyjnej, w większym jeszcze stopniu skłania mnie fakt, że stanowi ona pierwszą posługę, jaką Kościół może spełnić względem każdego człowieka i całej ludzkości w dzisiejszym świecie. (Redemptoris missio, 2)

    ŚWIADECTWO WIARY

    Dzisiaj może bardziej niż w innym czasie trzeba autentycznego świadectwa wiary ukazanego życiem świeckich uczniów Chrystusa – niewiast i mężczyzn, młodych i starszych. Potrzeba zdecydowanego świadectwa wierności Kościołowi i odpowiedzialnością za Kościół, który przez dwadzieścia wieków niesie wszystkim ludom i narodom zbawienie i głosi niezmienną naukę Ewangelii. (10 czerwca 1999)

  • komentarz do X NIEDZIELI ZWYKŁEJ   ROK B  10 czerwca 2018

    komentarz do X NIEDZIELI ZWYKŁEJ   ROK B  10 czerwca 2018

    Boże Słowo, na tę niedzielę wypowiedziane, wyraźnie wskazuje, że człowiek źle wybiera, błędne podejmuje decyzje. I to od samego początku dziejów Adam i Ewa zbuntowali się przeciw Bogu a potem Kain zabił brata Abla. To były pierwsze błędne wybory, po których na przestrzeni wieków wciąż następują kolejne. Nie można tutaj nie zauważyć zbuntowanego Lucyfera, który  sprytnie wsącza w ludzkie serce swoją truciznę. Niestety, człowiek bardzo często ulega tej diabelskiej podpowiedzi: Czy aby rzeczywiście Bóg tak powiedział? A może Stwórca nie jest życzliwy swojemu stworzeniu? Adam, pierwszy człowiek i potem kolejni jego następcy na tej ziemi przyjmują ten diabelski tok myślenia, bo wydaje się, że ta argumentacja wygląda całkiem interesująco i nęcąco. Ale szatański rechot szybko daje o sobie znać w momencie kiedy człowiek zaczyna przeżywać lęk i wstyd. Ukrywa się przed swoim Bogiem, który go stworzył z miłości i dla miłości. Ta wątpliwość podsunięta przez ojca kłamstwa w wielu sercach znajduje podatny grunt. Tak było w raju. Tak było w przechodzeniu z ziemi niewoli do ziemi obiecanej. Wciąż szemrali mając pretensje do Mojżesza po co ich wyprowadzał: “Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek”. Serca ich wciąż jeszcze były w Egipcie, w domu niewoli. Bali się stanąć przed wyzwaniem do walki ze swoimi przeciwnikami, bo byli przerażeni widząc nagość swojej słabości. Słuchali bardziej ludzkich opinii, bo nie potrafili widzieć Bożej mocy, która przecież nieustannie ich prowadziła i to w dzień poprzez znak obłoku i w nocy – w świetlistym słupie. Dlatego oragrneło ich tchórzostwo i przestraszyli się. Zamiast iść do przodu – oni wracali na pustynię i w kółko chodzili przez lat 40. Ilu ludzi czyni dziś podobnie! Bo nie podejmują bitwy. Zlękli się. Ktoś w konfesjonale nie pokonał zniewalającego wstydu. Odbył spowiedź, ale świętokradczą. Od tamtego czasu cała jego religijność jest sztuczna i bez życia. Ktoś inny nie przeciwstawił się złu i niesprawiedliwości, bo bał się co inni powiedzą – ci ważni i wpływowi. Od czasu grzechu pierworodnego człowiek często nie umie wyjść z diabelskiej pułapki. W takim stanie żar jego życia gaśnie. Jest jakby zaplątany w pajęczynie, którą tka niewidoczny upadły anioł. Jedni szukają zapomnienia w alkoholu, w narkotykach czy w erotyce, w hazardzie. Inni żyją w ogromnym lęku przed potężnym dzisiejszym bożkiem, którego imię brzmi: co inni powiedzą o mnie. Za wszelką cenę trzeba się trzymać tzw. obowiązującej poprawności, bo w przeciwnym razie będzie się ośmieszonym i napiętnowanym.

    Nie trzeba być opętanym przez diabła w sposób spektakularny. Wystarczy po prostu przyjąć logikę świata i bardzo wielu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy – realizuje kompletnie wywrócony Boży świat. Ilu jest takich, którzy twierdzą, że są jak najbardziej wierzącymi, ale zabicie najbardziej bezbronnej istoty ludzkiej (dla uspokojenia sumienia używa się słowa ‘aborcja’) nazywają prawem kobiety, eutanazję – współczuciem, aby ulżyć w cierpieniu a różnego rodzaju zboczenia i dewiacje – obroną mniejszości, która też ma prawo i do małżeństwa i do adopcji. Ktoś sprytnie zdołał poprzeinaczać: w miejsce prawdy włożył fałsz a fałsz nazwał prawdą. Dlatego zło nazywa się dobrem i na odwrót – dobro złem. Skoro szatan odważył się kusić Syna Bożego po 40 dniowym poście i w zasadzie jego propozycje były całkiem sensownie: zamienić kamienie w chleb czy pokazać się światu. No, z trzecią pokusą przesadził chcąc pokłonu od samego Boga. Więc dlaczego najbliżsi nie mogą próbować przywołać Pana Jezusa do porządku, o czym jest mowa w dzisiejszej Ewangelii. Ojciec dominikanin Jacek Salij tak komentuje zaniepokojenie bliskich Chrystusa: “Nieraz samego nawet Pana Jezusa próbujemy przywołać do porządku. Oczywiście, że Go kochamy, modlimy się do Niego — ale zarazem uważamy, że Jego nauka jest nieżyciowa i wówczas wprowadzamy do niej nasze korekty. Łaskawie nie mamy nic przeciwko temu, że Pan Jezus broni trwałości małżeństwa. Ale On nauczał, że „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”. Chyba oszalał. Zgoda, że trzeba dążyć do zgody społecznej, ale modlić się za nieprzyjaciół? To przecież szaleństwo! Zgoda, że poczętemu życiu ludzkiemu należy się szacunek. Ale nie dopuszczać wyjątków? Przecież życie ma swoje twarde prawa, a my nie będziemy fanatykami.”

    Jednego bądźmy pewni: Jeżeli Pana Jezusa chcemy zmieścić w naszych poglądach i oczekiwaniach, po prostu unormalnić – to już nie jest prawdziwy Chrystus – taki dopasowany na naszą modłę. Pan Jezus mówi wyraźnie: “Kto chce iść za Mną, niech zaprze samego siebie i weźmie swój krzyż na ramiona i niech Mnie naśladuje”. Św. Paweł Apostoł ujął to w bardzo mocnych słowach: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (…) Spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia Słowa zbawić wierzących (…) Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest
 z Ducha Bożego. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić”.

    Kilkaset lat później abba Antoni (251-356), jeden z mnichów żyjący na pustyni, przepowiedział to co się dzieje za naszych dni: „Nadejdą czasy, w których ludzie zgłupieją i gdy ujrzą kogoś, kto nie jest szalony, zaatakują go, mówiąc: «Jesteś szaleńcem», tylko ze względu na to, że nie jest takim, jak i oni”.

    Tylko Pan Jezus tak naprawdę wyzwala z wszelkiego zniewolenia dając człowiekowi Bożą moc i wskazuje drogę jaką należy iść. Dziś, 10 czerwca, mija dokładnie 39 lat, jak św. Jana Pawła II wypowiedział znamienne słowa na krakowskich Błoniach, które zignorować nie można, właśnie teraz w tym obecnym świecie: “Musicie być mocni mocą wiary! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego! Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć”.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • DZIESIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA – 10.06.2018

    DZIESIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA – 10.06.2018

    Wolność człowieka to wolność istoty stworzonej, a więc wolność dana, którą trzeba przyjąć niczym kiełkującą dopiero roślinę i troszczyć się odpowiedzialnie o jej wzrost. Jest zarazem niezbywalnym samoposiadaniem i uniwersalnym otwarciem na wszystko, co istnieje, przez przekroczenie siebie ku poznaniu i miłości drugiego. Wolność jest zatem zakorzeniona w prawdzie człowieka i skierowana ku wspólnocie. (Veritatis splendor, 86)

    PIERWSZE CZYTANIE     Rdz 3,9-15

    Pismo Święte uczy, że na początku dziejów Adam i Ewa zbuntowali się przeciw Bogu, a Kain zabił swego brata Abla. Były to pierwsze błędne wybory, po których na przestrzeni wieków nastąpiły niezliczone dalsze. Każdy z nich ma istotne znaczenie moralne, które zakłada określoną odpowiedzialność podmiotu i wiąże się z podstawowymi relacjami osoby z Bogiem, z innymi osobami i ze światem stworzonym. (1 stycznia 2005)

    DRUGIE CZYTANIE     2 Kor 4,13-5,1

    Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętegol Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć… Musicie być mocni miłością, która cierpliwa jest, łaskawa jest… (10 czerwca 1979)

    EWANGELIA     Mk 3,20-35

    Ewangelie wspominają zaledwie kilka razy o jej przygodnej obecności w jednym czy drugim momencie nauczania Jezusa i nic nie mówią, czy była w Wieczerniku w czasie ustanowienia Eucharystii. Jednak rola, jaką pełni w Kanie, widoczna jest w jakiś sposób w całej drodze Chrystusa. Objawienie, które w czasie chrztu w Jordanie dał o Nim bezpośrednio Ojciec, a które w Janie Chrzcicielu odbiło się echem, w Kanie znajdujemy na Jej ustach i staje się ono wielkim macierzyńskim napomnieniem, skierowanym przez Nią do Kościoła wszystkich czasów: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Jest to napomnienie, które dobrze wprowadza w słowa i znaki Chrystusa w czasie Jego życia publicznego, stanowiąc maryjne tło dla wszystkich tajemnic Światła. (Rosarium Virginis Mariae, 21)

    CZŁOWIEK I MIŁOŚĆ

    Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej swego Uczestnictwa. (Redemptor hominis, 10)

     

  • UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA – piątek 8 czerwca 2018

    UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA – piątek 8 czerwca 2018

    NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA
    Kontemplujmy Serce Jezusa, które jest źródłem życia, gdyż przez nie dokonało się zwycięstwo nad śmiercią. Ono także jest źródłem świętości, gdyż w nim zostaje przezwyciężony grzech, który jest przeciwnikiem duchowego rozwoju człowieka. Z Serca Pana Jezusa bierze początek świętość każdego z nas. Uczmy się od tego Serca miłości Boga i zrozumienia tajemnicy grzechu – mysterium iniquitatis. Wynagradzajmy Sercu Bożemu za grzechy popełnione przez nas i przez naszych bliźnich. Wynagradzajmy za odrzucanie dobroci i miłości Boga. (6 czerwca 1999)
    PIERWSZE CZYTANIE Oz 11,1.3-4.8c-9
    Chrystus objawiając [miłosierdzie Boże] zarówno czynami jak nauczaniem, zwracał się do ludzi, którzy nie tylko znali pojęcie miłosierdzia, ale którzy ponadto ze swej wielowiekowej historii, jako Lud Boży Starego Przymierza, wynieśli szczególne doświadczenie miłosierdzia Bożego. Było to doświadczenie zarówno społeczne i wspólnotowe, jak też indywidualne i wewnętrzne. Izrael był bowiem ludem Przymierza z Bogiem, któremu to Przymierzu niejednokrotnie bywał niewierny. Kiedy budziła się świadomość tej niewierności – a wciągu dziejów Izraela nie brakło proroków i mężów, którzy świadomość taką budzili – wówczas odwoływano się do miłosierdzia. (Dives in misericordia, 4)
    DRUGIE CZYTANIE Ef 3,8-12.14-19
    ,Bóg bogaty w miłosierdzie” (Ef 2, 4). To hasło jest niejako streszczeniem całej prawdy o tej miłości Boga do człowieka, która przyniosła ludzkości odkupienie. Pełnia tej miłości objawiła się w ofierze Krzyża. Taka jest miara miłosiernej miłości! Taka jest miara miłosierdzia Bożego! (18 sierpnia 2002)
    EWANGELIA J 19,31-37
    Uroczystość Serca Jezusa jest jakby wielkim dopowiedzeniem i głębokim komentarzem do wydarzeń wielkopiątkowych. Zapis Ewangelii św. Jana odnosi się do samego zakończenia tych wydarzeń. Żołnierze wysłani przez Piłata sprawdzają, czy skazańcy na Golgocie już nie żyją. Chrystus już nie żyje. Aby to stwierdzić, jeden z żołnierzy zadaje cios włócznią – i wówczas z przebitego boku „wypłynęła krew i woda”. Było to sprawdzianem śmierci. Do tego opisu ewangelista dodaje dwa zdania, które mają świadczyć o wypełnieniu się proroctw Starego Przymierza. W tych słowach zawiera się klucz do tajemnicy, która stoi w centrum dzisiejszej uroczystości. Klucz do dziejów duszy wielu ludzi, którzy poprzez tę otwartą ranę w boku ukrzyżowanego Chrystusa, widoczną na zewnątrz, docierają do tego, co jest ukryte dla wzroku. Patrzą na Jego Serce. Wpatrują się w Jego Serce. (7 czerwca 1991)
    WEZWANIE DO MIŁOŚCI
    Chrystusowe wezwanie do miłości wzajemnej na wzór Jego miłości, wyznacza nam wszystkim tę samą miarę. Doznajemy niejako przynaglenia, abyśmy korzystając z daru miłosiernej miłości Boga, sami z dnia na dzień oddawali życie, czyniąc miłosierdzie wobec braci. Uświadamiamy sobie, że Bóg, okazując nam miłosierdzie, oczekuje, że będziemy świadkami miłosierdzia w dzisiejszym świecie. (18 sierpnia 2002)

  • BOŻE CIAŁO  czwartek 31 maja 2018

    BOŻE CIAŁO czwartek 31 maja 2018

    Czwartek po Uroczystości Najświętszej Trójcy

    NAJŚWIĘTSZEGO CIAŁA I KRWI CHRYSTUSA

    Uroczystość

    Na dzień poświęcony szczególnej czci publicznej Eucharystii Kościół wybrał przed wiekami czwartek po uroczystości Trójcy Przenajświętszej: dzień Bożego Ciała. Dziś właśnie obchodzimy Boże Ciało, pragniemy tchnąć w tę uroczystość całą wiarę i miłość Piotra i Apostołów, którzy w Wielki Czwartek przed Paschą byli uczestnikami Ostatniej Wieczerzy, a przez to uczestnikami ustanowienia tego Sakramentu, zawsze uznawanego w Kościele za Najświętszy. Sakrament Ciała i Krwi Pana. Sakrament Bożej Paschy. Sakrament Śmierci i Zmartwychwstania. Sakrament Miłości, która jest potężniejsza niż śmierć. Sakrament Ofiary i Uczty odkupienia. Sakrament Komunii dusz z Chrystusem w Duchu Świętym. Sakrament wiary Kościoła pielgrzymującego i nadziei wiecznego zjednoczenia. Pokarm dusz. (8 czerwca 1980)

    PIERWSZE CZYTANIE     Wj 24,3-8

    W Wieczerniku Jezus mówi o Przymierzu. To słowo apostołowie rozumieją bez trudu, należą bowiem do ludu, z którym Jahwe – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – zawarł Stare Przymierze podczas wyjścia z Egiptu. Dobrze pamiętają górę Synaj i Mojżesza, który schodził z góry niosąc Prawo Boże wypisane na dwóch kamiennych tablicach. Nie zapomnieli też, że wziąwszy «księgę przymierza”, Mojżesz czytał ją głośno ludowi, a wszyscy oświadczyli: „Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni”. W ten sposób zostało zawarte przymierze między Bogiem a Jego ludem, przypieczętowane krwią zwierząt złożonych w ofierze. Dlatego Mojżesz pokropił nią lud mówiąc: „Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów”. (25 czerwca 2000)

    DRUGIE CZYTANIE         Hbr 9,11-15

    Jezus Chrystus, Syn Boży – jako Człowiek – w żarliwej modlitwie swojej męki, pozwolił Duchowi Świętemu, który już przeniknął do samej głębi Jego własne człowieczeństwo, przekształcić je w doskonałą ofiarę poprzez akt swej śmierci jako żertwy miłości na Krzyżu. Tę ofiarę złożył sam – sam był jej jedynym kapłanem: „złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę”. W swoim człowieczeństwie byt godny stać się taką ofiarą, ponieważ sam jeden był „nieskalany”. (Dominum et Vivificantem, 40)

    EWANGELIA        Mk 14,12-16.22-26

    Ileż to razy w życiu widzieliśmy, jak rozstaje się dwoje kochających się ludzi. W chwili odejścia – gest, fotografia, jakiś przedmiot podawany z ręki do ręki, by przedłużyć w jakiś sposób obecność w nieobecności. I nic więcej. Ludzka miłość zdolna jest do takich tylko symboli. Jezus Chrystus – prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek rozstając się ze swymi przyjaciółmi nie pozostawia im symbolu, a rzeczywistość: Siebie samego. Wraca do Ojca, lecz pozostaje wśród ludzi. Nie pozostawia zwykłego przedmiotu, który przywoływałby jego wspomnienie. Pod postacią chleba i wina jest On rzeczywiście obecny ze swym Ciałem, swą Krwią, swą Duszą i swym Bóstwem. (9 lipca 1980)

    PAN IDZIE

    „Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba”. Idzie pośród ulic. Idzie w znaku białej Hostii niesionej w monstrancji. Idzie poprzez serca. Poprzez sumienia. Czy jesteście prawdziwie Ludem, zjednoczonym jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego? Czy jesteśmy Jego Ludem? (14 czerwca 1987)