ogłoszenia – grudzień 2025

***

Boże Narodzenie

Dziś narodził się Wam Zbawiciel – Jezus, Mesjasz Pan!

Szopka bożonarodzeniowa na świecie: różne tradycje, których być może nie znasz
Holyart.pl

***

Trwa oktawa Bożego Narodzenia

W liturgii obchody Bożego Narodzenia trwają osiem dni. Oktawa (łac. octavus – ósmy) jest to czas w liturgii obejmujący ważną uroczystość i siedem dni po niej następujących. Ma ona swoją wielowiekową tradycję.

Najwcześniej w III w. powstała oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, w czasie której odbywały się nabożeństwa i katechezy dla nowo ochrzczonych dorosłych. Po przyjęciu chrztu w Noc Paschalną konieczne było wtajemniczenie (tzw. mistagogia) w pełniejsze rozumienie tajemnicy zbawienia (co działo się w oktawie). W VII wieku ukształtowała się oktawa Bożego Narodzenia, później Bożego Ciała i Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W obrządku rzymskim odnowionym na polecenie Soboru Watykańskiego II zachowane zostały tylko dwie formalne oktawy: Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia.

Kolejne dni oktawy

Drugi dzień oktawy Bożego Narodzenia, 26 grudnia, poświęcony jest św. Szczepanowi, diakonowi i pierwszemu męczennikowi. Kult liturgiczny św. Szczepana znany jest od IV wieku. W państwie Karolingów, a następnie w innych krajach zachodnich i północnych św. Szczepan stał się patronem koni, dlatego 26 grudnia święcono owies. W niektórych parafiach zwyczaj ten nadal jest pielęgnowany.

Trzeci dzień oktawy, 27 grudnia, poświęcony jest św. Janowi Apostołowi. Jego kult liturgiczny istniał już od IV wieku. W dniu św. Jana święci się wino i podaje się wiernym do picia: Bibe amorem s. Joannis. To bardzo stara tradycja Kościoła, sięgająca czasów średniowiecza. Związana jest z pewną legendą, według której św. Jan miał pobłogosławić kielich zatrutego wina. Wersje tego przekazu są różne. Jedna mówi, że to cesarz Domicjan, który wezwał apostoła do Rzymu, by tam go zgładzić, podał mu kielich zatrutego wina. Św. Jan pobłogosławił go, a kielich się rozpadł.

Dziś ta tradycja ma inną wymowę. Głównym przesłaniem Ewangelii według św. Jana jest miłość. Dlatego, gdy podaje się owo wino, mówi się „pij miłość św. Jana”. Bo wino – sięgając do biblijnych korzeni – oznacza szczęście, radość, ale również cierpienie i miłość. Czerwony, a taki był najczęstszy jego kolor, to barwa miłości.

Czwarty dzień oktawy, 28 grudnia, to święto Młodzianków, wprowadzone do liturgii w V wieku. Młodziankowie to dzieci z Betlejem i okolicy, które niewinnie musiały oddać życie dla Chrystusa. Historia tego wydarzenia stała się treścią obchodu liturgicznego.

Dni następne, to jest 29, 30 i 31 grudnia, zgodnie z prawami oktawy, są dalszym ciągiem obchodów Bożego Narodzenia. W tym czasie przypadają dwa wspomnienia dowolne – św. Tomasza Becketa, biskupa i męczennika (29 grudnia) i św. Sylwestra I, papieża (31 grudnia).

Ostatni dzień oktawy w pierwszy dzień nowego roku

Oktawę Bożego Narodzenia zamyka uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi obchodzona zawsze 1 stycznia, w Nowy Rok. 

1 stycznia to także Światowy Dzień Pokoju, z okazji którego Ojciec Święty ogłasza swe orędzie pokojowe, kierowane do wszystkich ludzi dobrej woli.

KAI/Stacja7

fot. unsplash

***

środa 31 grudnia

kościół św. Piotra

Adoracja Najświętszego Sakramentu

od godz. 18.00

Msza św. o godz. 19.00

Wdzięczni Miłosiernemu Bogu za kolejny rok życia prośmy o błogosławieństwo na następny!

“Boże wszelkiej pociechy, dziękujemy Ci przez Jezusa Chrystusa, Twego Jednorodzonego Syna, żeś zechciał darować nam z Twojej ojcowskiej dobroci ten jeszcze jeden rok dla poprawy naszego życia”.

Ta krótka modlitwa sprawdzi się idealnie dla tych, którzy także duchowo chcą przeżyć zakończenie roku i rozpoczęcie nowego. Litania składa się z części dziękczynnej i błagalnej. Warto odmówić ją 31 grudnia w gronie rodzinnym, parafialnym lub indywidualnie.


Litania na ostatni dzień roku

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba Boże – zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata Boże – zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty Boże – zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami.
Łaskawy i miłosierny Boże – zmiłuj się nad nami.

Boże, który stworzyłeś nas z niczego na obraz i podobieństwo swoje – dziękujemy Ci za to.
Boże, który dałeś nam duszę nieśmiertelną –
Boże, który wybawiłeś nas od wiekuistego potępienia –
Boże, który pomimo naszych grzechów zawsze wyświadczasz nam Miłosierdzie –
Boże, który dajesz nam deszcze i pogodę słoneczną –
Boże, który nas żywisz i utrzymujesz przy życiu –
Boże, który zsyłasz nam kapłanów i nauczycieli –
Boże, który uwolniłeś nas swoją pomocą od tyłu niebezpieczeństw –
Boże, który zechciałeś nas utrzymywać w pokoju i jedności –

My, grzeszni, prosimy Cię – wysłuchaj nas, Panie.
Abyś zechciał być naszym dobroczyńcą i w przyszłym roku, prosimy Cię –
Abyś zechciał oświecać mądrością i umacniać naszego papieża Leona XIV., prosimy Cię –
Abyś zechciał napełnić gorliwością apostolską naszego metropolitę archidiecezji Glasgow Williama, naszego arcybiskupa Stanisława i wszystkich kapłanów, prosimy Cię –
Abyś zechciał kierować wszystkie świeckie rządy dla dobra ich poddanych, prosimy Cię –
Abyś zechciał być pomocny rodzicom, prosimy Cię –
Abyś zechciał użyczyć wszystkim chrześcijanom ducha jedności i braterskiej miłości, prosimy Cię –
Abyś zechciał zawrócić błądzących na drogę prawdy i dobra, prosimy Cię,
Abyś zechciał być Ojcem biednych, opuszczonych, wdów i sierot, prosimy Cię,
Abyś zechciał pocieszyć zasmuconych i przybyć na pomoc uciśnionym, prosimy Cię,
Abyś zechciał pokrzepić chorych, a umierających doprowadzić do życia wiecznego, prosimy Cię,
Abyś zechciał odpłacić łaskami niebieskimi naszym dobroczyńcom ich dary, prosimy Cię,
Abyś zechciał zachować nas od powietrza, głodu, ognia, wojny i wszelkich chorób, prosimy Cię,
Abyś zechciał odwrócić wszelkie nieszczęścia od naszych mieszkań, prosimy Cię,
Abyś zechciał wprowadzić nas po skończonym życiu do szczęśliwej wieczności, prosimy Cię,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

Módlmy się: Ojcze miłosierdzia i Boże wszelkiej pociechy, dziękujemy Ci przez Jezusa Chrystusa, Twego Jednorodzonego Syna, żeś zechciał darować nam z Twojej ojcowskiej dobroci ten jeszcze jeden rok dla poprawy naszego życia. Mocno i szczerze postanawiamy, jeśli nas jeszcze przy życiu zechcesz zostawić, służyć Ci w następnym roku z większą wiernością. Racz nam, o Boże, udzielić Twojej łaski dla wykonania tego postanowienia. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

stacja7.pl/adonai.pl

***

Papież Leon XIV zachęca do refleksji i dziękczynienia na koniec roku

Papież Leon XIV podczas ostatniej w tym roku audiencji generalnej na placu św. Piotra wezwał wiernych do refleksji nad minionym rokiem, powierzenia się Bożej Opatrzności i dziękczynienia za otrzymane łaski. W przemówieniu, wygłoszonym w kontekście kończącego się Jubileuszu i okresu Bożego Narodzenia, Ojciec Święty, przywołując słowa swego poprzednika, podkreślił znaczenie postaw uwielbienia, zadziwienia i wdzięczności.

Pope Leo
Vatican Media

***

Podsumowanie roku w świetle wiary

Papież rozpoczął od lektury fragmentu Listu św. Pawła do Efezjan (Ef 3,20-21), chwalącego Boga za Jego nieskończoną moc. Leon XIV  podsumował 2025 r. jako czas naznaczony radością z pielgrzymek w Roku Świętym, ale też bólem po śmierci papieża Franciszka i trwających konfliktach zbrojnych. Zachęcał do przedstawienia wszystkiego Bogu i proszenia o odnowę łaski.

Wdzięczność, która „oddycha inną atmosferą”

Przypomniał słowa swego poprzednika, Franciszka, o tym, że katolicka wdzięczność i nadzieja „oddychają zupełnie inną atmosferą: uwielbienia, zadziwienia, wdzięczności”, przeciwstawiając ją często powierzchownej i skoncentrowanej na sobie nadziei świata.

„Jesteśmy dziś wezwani do rozważania tego, co Pan uczynił dla nas w minionym roku, a także do szczerego rachunku sumienia, do oceny naszej odpowiedzi na Jego dary” – mówił Leon XIV. Zachęcił do proszenia o przebaczenie za chwile, w których nie potrafiliśmy docenić Bożych natchnień i najlepiej wykorzystać powierzonych talentów.

Znaki Jubileuszu: wędrówka i próg

Nawiązując do przeżywanego Roku Jubileuszowego, Papież wskazał na kluczowe znaki, które towarzyszyły wiernym w minionych miesiącach. Pierwszym jest znak wędrówki i celu, symbolizowany przez pielgrzymów przybywających do grobu św. Piotra. Przypomniał, że całe życie jest pielgrzymowaniem ku pełnemu spotkaniu z Bogiem.

Kolejnym znakiem jest przejście przez Drzwi Święte. Dokonane przez miliony wiernych, wyrażało – jak podkreślił Papież – ich „tak” dla Boga, który przebaczeniem zaprasza do przekroczenia progu nowego życia. Życia „ożywionego łaską, wzorowanego na Ewangelii, rozpalonego miłością do bliźniego”, także tego „irytującego i nieprzyjaznego, ale obdarzonego niezrównaną godnością brata”.

Refleksja w blasku Narodzenia

Refleksję o tych znakach Leon XIV osadził w blasku świąt Bożego Narodzenia. Przywołał słowa św. Leona Wielkiego, że Narodzenie Jezusa to radość dla świętego, grzesznego i poganina. „Jego zaproszenie jest skierowane dzisiaj do nas wszystkich” – mówił Papież. Wyjaśniał, że Bóg jest towarzyszem w drodze ku życiu, daje łaskę powstania z grzechu, a w swoim Wcieleniu odkupił i ukazał piękno ludzkiej słabości.

Przesłanie na nowy rok: Bóg jest Miłością

Na zakończenie swego rozważania Papież zacytował Pawła VI, który przesłanie Jubileuszu streścił w jednym słowie: „miłość”. „Bóg jest Miłością! Bóg mnie miłuje! Bóg czekał na mnie, a ja Go nowo odnalazłem! Bóg jest miłosierdziem! Bóg jest przebaczeniem! Bóg jest zbawieniem! Bóg, tak, Bóg jest życiem!” – przypomniał słowa swego poprzednika z 1975 roku Papież Leon.

Błogosławieństwo na przyszłość

„Niech te myśli towarzyszą nam w przejściu między starym a nowym rokiem, a następnie zawsze w naszym życiu” – zakończył swoją ostatnią audiencję generalną w 2025 roku Papież Leon XIV.

Vatican News

***

Nowy Rok Pański MMXXVI

Uroczystość

Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Msza święta w kościele św. Piotra

o godz. 14.00

W Nowy Rok, można uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami modląc się słowami hymnu do Ducha Świętego:

O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,
Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg.
Niebieską łaskę zesłać racz
Sercom, co dziełem są Twych rąk.

Pocieszycielem jesteś zwan
I najwyższego Boga dar.
Tyś namaszczeniem naszych dusz,
Zdrój żywy, miłość, ognia żar.

Ty darzysz łaską siedemkroć,
Bo moc z prawicy Ojca masz,
Przez Boga obiecany nam,
Mową wzbogacasz język nasz.

Światłem rozjaśnij naszą myśl,
W serca nam miłość świętą wlej
I wątłą słabość naszych ciał
Pokrzep stałością mocy Twej.

Nieprzyjaciela odpędź w dal
I Twym pokojem obdarz wraz.
Niech w drodze za przewodem Twym
Miniemy zło, co kusi nas.

Daj nam przez Ciebie Ojca znać,
Daj, by i Syn poznany był.
I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch,
Niech wyznajemy z wszystkich sił.

Niech Bogu Ojcu chwała brzmi,
Synowi, który zmartwychwstał,
I Temu, co pociesza nas,
Niech hołd wieczystych płynie chwał.
Amen.

***

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Święto dwóch tajemnic

OUR LADY;ICON
Public Domain

***

Taki jest liturgiczny tytuł ostatniego dnia świątecznej oktawy Narodzenia Pańskiego, przypadającej pierwszego dnia nowego roku kalendarzowego. Wyznajemy w nim wiarę, że Maryja jest „Theotokos” – „Bogurodzicą”.

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi jest najstarszym świętem maryjnym w Kościele katolickim. Dogmat o Bożym Macierzyństwie Najświętszej Maryi Panny został zatwierdzony w 431 r. w czasie III soboru powszechnego w Efezie. Jest to pierwszy z dogmatów maryjnych.

Dla nas, nazwanie Maryi „Matką Bożą” jest czymś zupełnie oczywistym. Warto jednak pamiętać, że tytuł ten był w historii powodem wielu teologicznych sporów, dotyczących w rzeczywistości prawdy o naturze Syna Bożego.

Czy możemy się jednak dziwić, że prawda o dwojakiej, boskiej i ludzkiej naturze Chrystusa jawiła się jako tajemnica tak trudna do wyobrażenia? Wierzymy, że Maryja urodziła Jezusa w Jego ludzkiej naturze. Ale Ten, którego urodziła jest Synem Przedwiecznego Ojca, Synem Bożym, Osobą Boską.

A zarazem naprawdę jest jej Synem. Dlatego właśnie nazywamy ją Matką Bożą. Przez fakt swego macierzyństwa Maryja „gwarantuje” też prawdziwość człowieczeństwa Jezusa, kwestionowaną nieraz (podobnie jak boskość) w czasie toczonych w starożytności teologicznych dysput. „Wielka Boga-Człowieka Matko!” – wołał, wyznając tę właśnie wiarę, Prymas Stefan Wyszyński w Jasnogórskich Ślubach Narodu.

Obrzezanie Pańskie

Tak właśnie, do czasu ostatniej reformy liturgicznej, brzmiała nazwa świątecznego dnia, kończącego oktawę Narodzenia Pańskiego. Obrzezanie Pańskie. Wydarzenie często wstydliwie przemilczane, jak coś dziwnego, czy wręcz nieprzyzwoitego.

„Kiedy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Chłopca, nadano Mu imię Jezus, którym nazwał Go anioł jeszcze przed Jego poczęciem” – słyszymy w Ewangelii przeznaczonej na dzisiejsze święto.

Obrzezanie Jezusa jest ważnym znakiem. Ukazuje bowiem realność Jego człowieczeństwa. Potwierdza również żydowskość Jezusa i Jego włączenie w Przymierze z Izraelem.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Wierzymy i wyznajemy, że Jezus z Nazaretu, urodzony jako Żyd z córki Izraela w Betlejem (…) jest odwiecznym Synem Bożym, który stał się człowiekiem. (…) W tym celu Bóg odwiecznie wybrał na Matkę swego Syna córkę Izraela, młodą Żydówkę z Nazaretu w Galilei”.

Człowieczeństwo Jezusa jest realne i konkretne. Przed pozbawianiem Jezusa więzi z żydowskością i odrywaniem Go od korzeni przestrzegał Jan Paweł II. „Chrystus jawiłby się niczym meteor, który przypadkiem trafił na ziemię, pozbawiony wszelkich więzi z ludzką historią” – mówił. Było by to błędne rozumienie sensu historii zbawienia i podważenie istoty prawdy o Wcieleniu. „Jezus jest Żydem i na zawsze nim pozostanie” – głosi Kościół.

Święto dwóch tajemnic

Te dwie tajemnice: boskiego macierzyństwa Maryi i żydowskiego człowieczeństwa Jezusa, splatają się nierozłącznie w tym świątecznym dniu. Bez ich przyjęcia, nie zrozumiemy sensu historii zbawienia.

ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia.pl

***

28 grudnia

NIEDZIELA ŚWIĘTEJ RODZINY

File:John everett millais, cristo in casa dei genitori (la bottega del carpentiere), 1849-50, 01.jpg
(Wikimedia Commons)

Jezus w domu rodzicówobraz olejny Johna Everetta Millais’go

Święta Rodzina pracuje w stolarskiej izbie w Nazarecie. Dwie osoby pomagają św. Józefowi przy pracy drewnianych drzwi. Jedna z nich – to św. Anna, matka Maryi. Mały Jezus wystraszony z powodu skaleczenia swojej lewej ręki pokazuje ranę Matce Bożej, która czule całuje go w policzek, Także św. Józef z troską ogląda dłoń Jezusa, do którego z prawej strony zbliża się św. Jan Chrzciciel przynosząc miską czystej wody, aby obmyć ranę.

Warsztat Józefa wygląda ubogo. Widać proste narzędzia i deski, Na podłodze są wióra. Przez otwarte drzwi do warsztatu Józefa zaglądają owce. W przedstawieniu nawet bardzo drobnych szczegółów artysta posłużył się autentyczną pracownią biednego cieśli na Oxford Street w Londynie. Obraz po raz pierwszy został pokazany w Royal Academy w 1850 roku.

Obraz Millais’go zawiera w sobie bardzo bogatą religijną symbolikę. Jest węgielnica zawieszona nad głową Jezusa, która oznacza Trójcę Świętą. Jest Gołębica symbolizująca Ducha Świętego. Jest drabina oparta o ścianę nawiązując do Drabiny Jakuba. Również krwawiąca rana na ręce i krople krwi na stopie Jezusa zapowiadają Ukrzyżowanie. A naczynie z wodą niesione przez Jana symbolizuje Chrzest Chrystusa. Zaś stado owiec z lewej strony obrazu zapowiada wspólnotę wiernych czyli Kościół.

***

Świętość to jest coś normalnego i codziennego

Świętość, to nie nadzwyczajność

ks. Wojciech Węgrzyniak, rekolekcjonista i teolog, wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

***

Normalność polega na tym, bym nie myślał kategoriami „ja nie będę święty, bo nie jestem nadzwyczajny”. Przyjechałem do was, do świętych, w parafii Świętej Rodziny – jesteście święci. Świętość to imię chrześcijan! – mówił ks. Wojciech Węgrzyniak podczas Mszy św. odpustowych w parafii św. Rodziny w Łodzi-Retkini.

Rekolekcjonista w swojej homilii pokazał Świętą Rodzinę w jej codzienności i wymienił pięć cech tej rodziny. – Boże, Ty w Świętej Rodzinie dałeś nam wzór życia – śpiewaliśmy w pieśni na wejście. Chcemy patrzeć na ten wzór, który został nam tu dany czy coś trzeba przyfastrygować w naszym życiu czy doszyć. Normalność. My świętość pomyliliśmy z nadzwyczajnością, tak jak można by zdrowie pomylić z mistrzostwami świata. Aby być mistrzem świata, musisz być zdrowym, ale nie musisz być mistrzem świata, by być zdrowym. Świętość to jest coś normalnego, codziennego. Normalność polega na tym, bym nie myślał kategoriami „ja nie będę święty, bo nie jestem nadzwyczajny”. Przyjechałem do was, do świętych, w parafii Świętej Rodziny – jesteście święci. Świętość to imię chrześcijan! Najważniejsze jest zdrowie nie tylko ciała ale o duszy. Drugie to niepowtarzalność. Święta Rodzina to nie jest wzór o wychodzeniu za mąż, posiadaniu dziecka itp. Każdy święty jest niepowtarzalny. On tylko pokazuje, że można zostać świętym też nadzwyczajnie i że każdy z nas jest oryginałem. Każdy z nas ma swoją cechę świętości, zastanówmy się jaka jest moja cecha charakteru. Niepowtarzalność Świętej Rodziny jest piękna – przekonywał ks. Wojciech Węgrzyniak.

W dalszej części homilii rekolekcjonista wskazał na kolejne trzy cechy Świętej Rodziny. – Krzyż osobisty rodziny. Nie było porodu w domu, mieszkali w trudnych warunkach, Jezus umiera, Maryja ogląda śmierć swojego syna… To nie jest tak, że jak będziesz święty, to nie będziesz cierpiał. Świętość nie eliminuje krzyża, pozwala nam się wspiąć do chwały zmartwychwstania (…) Czwartą cechą jest krzyż rodzinny. To nie generuje, że masz być grzeszny albo to, że jesteś gorszy. Każdy jest odpowiedzialny za swoje grzechy. To nie była kwestia rodowodu Jezusa, ale i naszego życia. Wiara to jest tajemnica wolności. (…) Ostatnią cechą jest posłuszeństwu Panu Bogu. W Świętej Rodzinie każdy jest absolutnie posłuszny Panu Bogu. „Bądź wola Twoja” czy „Ojcze, w Twoje ręce oddaje ducha mego”. Na to, co zdarza się nam jako chrześcijanom, mówimy „bądź wola moja”. Jak nie dasz mi tego czy tamtego, to się obrażam na Pana Boga. Jak nas nie posłuchasz to…. Życie chrześcijan zaczyna się, gdy mówimy: „bądź wola Twoja!”. Chcę słuchać pragnienia Pana Boga. Bądźmy w sobie cierpliwi, bo do niektórych rzeczy trzeba dochodzić całe życie. Zachęcam, byśmy nie tylko świętowali pięknie, ale i spróbowali popatrzeć na ten wzór i zobaczyć, czy czegoś tam nie ma jeszcze dla nas. Chcemy w tym wzorze zobaczyć swoją rodzinę – mówił ks. Węgrzyniak…

Piotr Drzewiecki/Tygodnik Niedziela

***

13.30 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

W TYM CZASIE RÓWNIEŻ MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

14.00 – MSZA ŚW.

REPRODUKCJA HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆ

***
Ucieczka Świętej Rodziny do Egiptu miała miejsce około 2 lat po narodzinach Jezusa. Maryja i Józef wrócili na teren Palestyny po śmierci Heroda, który czyhał na życie Dzieciątka.

Franciszek Kucharczak: Gdy Maryja z Józefem przybyli do Betlejem, „nie było dla nich miejsca w gospodzie”. Ale właściwie dlaczego? Jak można rodzącą kobietę posłać do chlewa?

ks.Dawid Ledwoń: Grubo. (śmiech)

Ale jak – gospodarze obawiali się rytualnej nieczystości związanej z porodem?

Zasadniczo, ale nie tylko. Dla wielu z nas, wyrosłych w tzw. kulturze zachodniej, dom, mieszkanie mają określony standard, różny od pomieszczeń gospodarczych czy hodowlanych, jak stajnia, chlew czy kurnik. Te rzeczywistości mogą się stykać i do dziś w bardzo starych domostwach stykają się ze sobą choćby przez ścianę, ale się nie przenikają. Tymczasem na starożytnym Bliskim Wschodzie, oprócz domów w szeregowej małomiasteczkowej czy wielkomiejskiej zabudowie, biedniejsi ludzie mieszkali też w zaadaptowanych na mieszkania naturalnych grotach. Głębsze, niższe części groty stanowiły pomieszczenia magazynowe, tam mieściły się cysterny na wodę i schronienie znajdowały również zwierzęta, o czym świadczą zachowane do dziś kamienne żłoby. Po prostu życie, o którym my, przyzwyczajeni do wypachnionych wnętrz, szpitali położniczych czy porodówek, nie mamy bladego pojęcia. Nieco innym wątkiem jest brak miejsca w Betlejem, do którego zawitał Józef z brzemienną Maryją.

No właśnie – w czym był problem?

W polskich przekładach czytamy, że tego miejsca dla nich nie było w gospodzie (Łk 2,7). Użyty przez Łukasza grecki rzeczownik katalyma oznacza „salę” lub „pokój” gościnny (zob. 1 Mch 3,45). Ponieważ wszystkie takie miejsca były zajęte i nie zapewniały należytej intymności, trzeba było wybrać inne rozwiązanie. Była nim zaciszna grota, która wcale nie musiała być chlewem ani zagrodą, ale mogła być opuszczonym domostwem. W misternie ułożonej przez Łukasza narracji każdy szczegół jest ważny, zwłaszcza ten dotyczący wspomnianego terminu katalyma. Drugi raz użyje go ewangelista w pytaniu Jezusa: „Gdzie jest izba (katalyma), w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?” (Łk 22,11). W ten sposób Łukasz obejmuje swoją opowieść literacką i teologiczną klamrą. Chce nam powiedzieć, że choć przed laty w Domu Chleba – jak tradycyjnie rozumie się nazwę Betlejem (od hebr. Bet Lechem, a pierwotnie, prawdopodobnie: Bet el-Lahami – „dom/świątynia [boga] Laham”) nie było miejsca dla Jezusa, to On sam przygotowuje dla nas miejsce przy stole eucharystycznym, ofiarując samego siebie za życie świata.

Święta Rodzina nie mieszkała cały czas w Grocie Narodzenia. Potem już chyba było lokum o wyższym standardzie?

Rzeczywiście, w Ewangelii Mateusza czytamy, że trzej mędrcy nie przybyli do groty, lecz do domu (gr. oîkos; Mt 2,11). Na tym miejscu zgodnie z tradycją stoi do dziś sanktuarium Domu św. Józefa, wspominanego przez pielgrzymów w XIV w. Kościół ten znajduje się 450 m od Groty Mlecznej, gdzie według legendy z VI wieku Maryja schroniła się z Jezusem podczas rzezi niewiniątek, dokonanej na rozkaz Heroda Wielkiego, tuż przed ucieczką do Egiptu.

W potocznym wyobrażeniu między narodzeniem Jezusa a ucieczką do Egiptu minęło niewiele czasu. Tak chyba nie było?

To wyobrażenie nie jest takie bezpodstawne. Ono wynika z tego, że ewangeliści syntetycznie ujęli to, co wymagało czasu chociażby z obowiązku zachowania przepisów Prawa. W Kpł 12,1-4 czytamy przecież, że po urodzeniu chłopca kobieta pozostawała nieczysta, a po obrzezaniu chłopca ósmego dnia od jego narodzin, powinna pozostać w domu jeszcze przez trzydzieści trzy dni. W przypadku urodzenia dziewczynki ten czas był dwa razy dłuższy!

Zatem jaka mogła być chronologia? W jakim odstępie czasowym od narodzenia mógł nastąpić pokłon Trzech Króli?

W odstępie dwóch lat. Już wyjaśniam. Chronologie wydarzeń przedstawione u Matusza i Łukasza różnią się, bo różne są ich tradycje i założenia teologiczne, ale się uzupełniają. Relacja Mateusza sugeruje, że po oczyszczeniu w świątyni Święta Rodzina pozostała w Betlejem. Łukaszowi taki porządek zdarzeń jest nieznany. Nie wie nic o Mędrcach. Nie odnotował ucieczki do Egiptu. Chcąc jednak uzgodnić dwie wersje relacji ewangelistów, musielibyśmy przyjąć taką kolejność wydarzeń: narodziny (około 7 r. przed Chr.), pokłon pasterzy jeszcze w betlejemskiej grocie, obrzezanie Jezusa po ośmiu dniach od Jego narodzin i ofiarowanie w świątyni trzydzieści trzy dni później, wreszcie pokłon Mędrców ze Wschodu po około dwóch latach. Przyjmuje się bowiem powszechnie, że owa rzeź niewinnych dzieci miała miejsce około dwa lata od narodzin Jezusa. Jest to zgodne z informacją, jaką mamy w Ewangelii: „Herod, widząc, że go mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od mędrców” (Mt 2,16). Następna w porządku chronologicznym byłaby ucieczka do Egiptu i po śmierci Heroda w 4 r. przed Chr. powrót na teren Palestyny. Ponieważ Matusz odnotował, że umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia, można przyjąć, że Józef dowiedział się też o wczesnej śmierci trzech synów Heroda, których ojciec kazał zamordować. Poza tym Józef z Maryją obawiali się też Archelaosa. Zarządzał on Jerozolimą i całą Judeą oraz Samarią i Idumeą, dlatego udali się wraz z Jezusem do Nazaretu w Galilei, który był pod rządami Heroda Antypasa.

Z czego Józef utrzymywał rodzinę w Betlejem? Cieśla to chyba nie był najgorszy zawód?

Nie najgorszy, ale też nie najlepiej wynagradzany. Święta Rodzina od samego początku wiodła skromne życie. Świadczy o tym chociażby ofiara, jaką według relacji Łukasza Maryja i Józef mieli złożyć w świątyni (Łk 2,24). Były to według Prawa przewidziane dla ubogich dwa młode gołębie albo para synogarlic (Kpł 5,7;12,8). Trzeba też pamiętać, że użyty przez Mateusza i Marka grecki termin tektōn, oddany w polskich przekładach jako „cieśla”, jest niejednoznaczny, podobnie jak łacińskie słowo faber. Ten termin nie oznacza jedynie człowieka pracującego w drewnie, ale rzemieślnika w ogóle, zwłaszcza pracującego na budowie. Jednak mając na uwadze realia palestyńskie, trzeba przyznać, że Józef musiał mieć w swojej pracy więcej do czynienia z kamieniem niż z drewnem. Fakt, że współcześni Jezusa identyfikowali Go jako syna cieśli (Mt 13,55; Mk 6,3), może świadczyć o tym, że tego zawodu, jak było to w zwyczaju, nauczył się On od swojego opiekuna.

Niektórzy sądzą, że na wyprawę do Egiptu posłużyło złoto ofiarowane przez Mędrców. To możliwe?

Mateusz nie rozwija wątku związanego z kosztownościami, choć z racji fachu ma upodobanie w pisaniu o dużych sumach pieniędzy. W swojej wersji Ewangelii o ucieczce do Egiptu informuje zdawkowo, operuje dużą ilością czasowników, ale w tej relacji, mimo pośpiechu, nie ma chaosu. Józef postępuje zdecydowanie, konkretnie. Z Betlejem zabiera największe skarby swojego życia – Dziecię i Jego Matkę. Dla tego ubogiego cieśli z Betlejem liczą się tylko oni, nie żadne złoto ani przywożone z dalekiej Arabii Południowej i Somalii kosztowne kadzidło, które w czasach Jezusa w przeliczeniu na wagę było cenniejsze niż wspomniany kruszec! Jakie to różne od myślenia wielu współczesnych ludzi, którzy swojego szczęścia upatrują nie w rodzinie, ale w majątku czy w karierze.

Opis okoliczności narodzenia Jezusa w Ewangelii według św. Łukasza jest najbogatszy. Czy Łukasz znał to z opowiadań Maryi?

Łukasz i Mateusz komponując swoje narracje o narodzinach Jezusa, nie tylko sięgali do odległych i niezależnych od siebie tradycji, ale też redakcja tekstów dokonywała się w odmiennych środowiskach. Inne też były duchowe potrzeby wspólnot – pierwszych adresatów każdej z kanonicznych postaci Ewangelii. Na pewno Mateusz napisał swoje opowiadanie o dzieciństwie Jezusa z perspektywy św. Józefa, natomiast Łukasz – z perspektywy Maryi. Ponieważ uczniowie Jezusa poznali Go w wieku dorosłym, to szczegóły dotyczące Jego dzieciństwa ewangeliści mogli poznać jedynie z bliskiego otoczenia, jakim musieli być krewni Chrystusa. W przypadku Łukasza źródłem wiedzy mogła być Maryja, skoro sam ewangelista podkreśla, że „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”. Musimy jednak pamiętać, że Ewangelie to nie kroniki historyczne w dzisiejszym tego słowa rozumieniu, ale historia zbawienia. Ewangeliści sięgają do historii, ale łączą ją z teologią i to właśnie ona – jeśli można tak powiedzieć – w przekazie gra zwykle pierwsze skrzypce.

Gość Niedzielny

***

Papieskie orędzie Urbi et Orbi:

Narodziny Pana to narodziny pokoju

Jezus jest Zbawicielem. Dzięki Jego łasce każdy z nas może i musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby oddalić nienawiść, przemoc i antagonizmy, a praktykować dialog, pokój i pojednanie – podkreślił Papież Leon XIV w orędziu Urbi et Orbi. Prawdziwy pokój wymaga odpowiedzialności i otwarcia serca na cierpiących, a jego źródłem jest przyjęcie Dzieciątka z Betlejem, które przynosi nadzieję całemu światu – relacjonuje Vatican News.

Vatican News

***

„Dzisiaj narodził się nam Zbawiciel” – rozpoczął Leon XIV swoje pierwsze orędzie Urbi et Orbi na Boże Narodzenie. Podkreślił, że Jezus Chrystus jest naszym pokojem, który zwycięża nienawiść i wrogość miłosierną miłością Boga. Dlatego „Narodziny Pana to narodziny pokoju”.

Pokój zaczyna się w sercu człowieka

Ojciec Święty wyjaśnił, że „Jezus Chrystus jest naszym pokojem przede wszystkim dlatego, że uwalnia nas od grzechu, a następnie, ponieważ wskazuje nam drogę, którą należy podążać, aby przezwyciężyć konflikty, wszystkie konflikty, od międzyludzkich po międzynarodowe”. Pokój zaczyna się w sercu człowieka, który przyjmuje Boże przebaczenie i wchodzi w dialog oraz solidarność z cierpiącymi.

Odpowiedzialność i miłość – warunek pokoju

Zaznaczył, że w Narodzeniu widzimy wybór Chrystusa: „On sam go poniósł za nas, wziął go na siebie. Tylko On mógł to uczynić. Ale jednocześnie pokazał nam to, co tylko my możemy zrobić, a mianowicie, aby każdy wziął na siebie własną część odpowiedzialności”.

Leon XIV przypomniał, że pokój wymaga miłości i osobistego zaangażowania: „Kto nie kocha, nie zbawia się, jest zgubiony”. Wezwał „wszystkich do odnowienia z przekonaniem naszego wspólnego zaangażowania w pomoc tym, którzy cierpią”.

Bliski Wschód i świat – wołanie o pokój

Papież przywołał sytuacje konfliktów i cierpienia na świecie, modląc się o sprawiedliwość, bezpieczeństwo i pokój dla Libanu, Palestyny, Izraela, Syrii oraz Ukrainy, wzywając do odważnego, pełnego szacunku dialogu i zakończenia przemocy.

Leon XIV powierzył Księciu Pokoju „cały kontynent europejski, prosząc, aby nadal inspirował go duchem wspólnoty i współpracy, wiernym jego chrześcijańskim korzeniom i historii, solidarnym i otwartym na tych, którzy są w potrzebie”.

Orędzie obejmuje także cierpiących w Sudanie, Sudanie Południowym, Mali, Burkina Faso, Demokratycznej Republice Konga, Haiti, Mjanmie, Tajlandii, Kambodży, Jemenie, w Azji Południowej i Oceanii, a także uchodźców i migrantów szukających bezpieczeństwa oraz godnego życia.

Nadzieja, która pozostaje

Ojciec Święty podkreślił, że Rok Jubileuszowy dobiega końca, ale Chrystus pozostaje z nami na zawsze: „On jest Bramą zawsze otwartą, która wprowadza nas do Bożego życia”. „Dziecię, które się narodziło, jest Bogiem, który stał się człowiekiem; nie przychodzi On, aby potępiać, ale aby zbawiać” – zaznacza Papież. W Nim każda rana zostaje uleczona i każde serce znajduje ukojenie i pokój.

Vatican News

***

Ojciec św.Leon XIV podczas Pasterki:

Boże Narodzenie to historia miłości, która nas angażuje

“Podziwiajmy mądrość Bożego Narodzenia. Nie jakąś ideę rozwiązującą wszystkie problemy, ale historię miłości, która nas angażuje” – powiedział Leon XIV podczas Pasterki sprawowanej w bazylice watykańskiej.

FOT. VATICAN MEDIA

***

Papież Leon XIV podkreślił, że rodząc się jako człowiek Jezus rozjaśnia zbawieniem naszą noc. Nie istnieje ciemność, której by ta gwiazda nie rozjaśniała, ponieważ w jej świetle cała ludzkość widzi jutrzenkę nowego i wiecznego życia – wskazał Ojciec Święty. Dodał, iż Boskie światło, które promieniuje z tego Dzieciątka, pomaga nam dostrzec człowieka w każdym rodzącym się życiu.

Leon XIV podczas Pasterki: „Tam, gdzie jest miejsce dla człowieka, jest miejsce dla Boga”

Papież zwrócił uwagę, że objawiając się człowiekowi jako człowiek Pan Jezus ukazał mu jego prawdziwy obraz, a jak długo noc błędu zaciemnia tę opatrznościową prawdę, dopóty „nie ma miejsca dla innych, dla dzieci, dla ubogich, dla obcokrajowców…. Na ziemi nie ma miejsca dla Boga, jeśli nie ma miejsca dla człowieka: nieprzyjmowanie jednego oznacza nieprzyjmowanie tego drugiego. Natomiast tam, gdzie jest miejsce dla człowieka, jest miejsce dla Boga: wówczas stajnia może stać się bardziej święta niż świątynia, a łono Dziewicy Maryi jest arką Nowego Przymierza” – powiedział Leon XIV.

„Bóg w obliczu oczekiwań narodów, posyła niemowlę”

Ojciec Święty podkreślił mądrość Bożego Narodzenia, bowiem Bóg w obliczu oczekiwań narodów „posyła niemowlę, aby było słowem nadziei; wobec cierpienia ubogich posyła On bezbronnego, aby był siłą do podniesienia się; w obliczu przemocy i ucisku zapala On łagodne światło, które oświeca zbawieniem wszystkie dzieci tego świata”.

Przeciwstawił urzeczowienie człowieka proponowane przez wypaczoną ekonomię – godności osoby objawionej przez Boga. Zaznaczył, iż podczas gdy człowiek chce stać się Bogiem, aby panować nad bliźnim,  Bóg chce stać się człowiekiem, aby uwolnić nas od wszelkiej niewoli”.

„Boże Narodzenie jest dla nas czasem wdzięczności i misji”

Nawiązując do uwielbienia aniołów, wyśpiewujących chwałę Bogu papież zaznaczył, iż jej przejawem jest pokój na ziemi. Przypomniał wypowiedziane przed rokiem słowa papieża Franciszka, że Narodzenie Jezusa ożywia w nas „dar i zobowiązanie do zaniesienia nadziei tam, gdzie została utracona” – rozpoczynające Rok Święty.

Teraz, gdy Jubileusz przybliża się do swego zakończenia, Boże Narodzenie jest dla nas czasem wdzięczności i misji. Wdzięczności za otrzymany dar, a misji, aby dać o nim świadectwo światu – wskazał Leon XIV.

„Głośmy zatem radość Bożego Narodzenia, które jest świętem wiary, miłości i nadziei. Jest to święto wiary, ponieważ Bóg staje się człowiekiem, rodząc się z Dziewicy. Jest to święto miłości, ponieważ dar Syna Odkupiciela urzeczywistnia się w braterskim oddaniu. Jest to święto nadziei, ponieważ Dzieciątko Jezus rozpala ją w nas, czyniąc nas zwiastunami pokoju. Z tymi cnotami w sercu, nie bojąc się nocy, możemy wyjść na spotkanie jutrzenki nowego dnia” – powiedział Ojciec Święty na zakończenie homilii.

vatican.va, KAI, zś/Stacja7

***

papież Leon XIV:

„Chrześcijanin nie ma wrogów,

ma braci i siostry”

“Chrześcijanin nie ma wrogów, ma braci i siostry, którzy pozostają nimi nawet wtedy, gdy się nie rozumieją” – mówił papież Leon XIV w rozważaniu poprzedzającym dzisiejszą modlitwę „Anioł Pański” i apostolskie błogosławieństwo. 

FOT. VATICAN MEDIA

Papież zaznaczył, iż obchodzone bezpośrednio po Bożym Narodzeniu święto pierwszego męczennika, św. Szczepana podkreśla jego narodziny dla nieba. Zwrócił uwagę, iż wszystko co Szczepan czyni i mówi odzwierciedla boską miłość objawioną w Jezusie. Dlatego też narodziny Syna Bożego między nami wzywają nas do życia dzieci Bożych. Podkreślił, że pomimo sytuacji odrzucenia, żadna siła nie jest w stanie pokonać dzieła Boga.

Wszędzie na świecie są ci, którzy wybierają sprawiedliwość, nawet jeśli to kosztuje, którzy przedkładają pokój nad własne lęki, którzy służą ubogim zamiast sobie samym. Wtedy kiełkuje nadzieja i mimo wszystko świętowanie ma sens – stwierdził Leon XIV.

Leon XIV: „Chrześcijanin nie ma wrogów”

Ojciec Święty przyznał, że osoby wierzące w pokój i obierające  bezbronną drogę Jezusa i męczenników są często wyśmiewane, wykluczane z publicznej debaty i nierzadko oskarżane o sprzyjanie przeciwnikom i wrogom. Chrześcijanin nie ma jednak wrogów, ma braci i siostry, którzy pozostają nimi nawet wtedy, gdy się nie rozumieją – wskazał papież. Przypomniał, iż „Szczepan umarł przebaczając, tak jak Jezus: dzięki sile prawdziwszej niż siła broni”.

Niech Maryja wprowadzi nas do swojej radości – radości, która rozprasza wszelki strach i wszelkie zagrożenia, tak jak w słońcu topnieje śnieg – powiedział Leon XIV przed odmówieniem modlitwy „Anioł pański” i udzieleniem apostolskiego błogosławieństwa.

KAI, vatican news, pa/Stacja7

***

środa 24 grudnia

This image has an empty alt attribute; its file name is candle-64179_960_720.jpg
pixabay/Aleteia.pl

***


Modlitwa przed Wieczerzą Wigilijną

Boże Narodzenie jest przede wszystkim świętem religijnym. Dlatego w ten szczególny wieczór bardzo ważna jest wspólna modlitwa i serce otwarte do każdego.

Stół nakryty jest białym obrusem a na środku krzyż, świeca, Pismo Święte i opłatki. Z nastaniem zmroku i pojawieniem się na niebie pierwszej gwiazdy rodzina gromadzi się do wspólnej modlitwy, którą prowadzi ojciec rodziny lub inna osoba wedle starszeństwa.

„Jest taki zwyczaj w mym kraju rodzinnym,

   Gdy pierwsza gwiazda błyśnie na wieczornym niebie,

   Ludzie wspólnego gniazda łamią chleb biblijny,

    Najtkliwsze uczucie, przekazują w tym chlebie”  

Cyprian Kamil Norwid

*** 

fot. Canva Pro

***

Prowadzący modlitwę zapala świecę i oznajmia:

Oto światłość, która w noc dzisiejszą przyszła na ziemię, by rozproszyć ciemności grzechu.

Rodzina odpowiada:

Bogu niech będą dzięki.

Prowadzący modlitwę:

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Wszyscy:

Amen.

Z Księgi proroka Izajasza:

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Bo każdy but pieszego żołnierza, każdy płaszcz zbroczony krwią, pójdą na spalenie, na pastwę ognia. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki.

Ewangelia o Narodzeniu Jezusa Chrystusa według św. Łukasza:

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.

Wybierali się więc wszyscy, żeby się zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, dlatego że miejsca dla nich nie było w gospodzie. Otóż w tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swą trzodą. Naraz stanął przy nich Anioł Pański i jasność Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz Anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam wielką radość, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, czyli Mesjasz Pan.

A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. I nagle przyłączyło się do Anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”.

Śpiewamy kolędę „Wśród nocnej ciszy” lub „Bóg się rodzi”. Do przygotowanej Bożonarodzeniowej Szopki najmłodsze z dzieci umieszcza w niej figurkę Dzieciątka Jezus. Następnie modlimy się słowami:

Boże, nasz Ojcze, w tę Świętą Noc, podczas której wspominamy Narodzenie Twojego Syna Jezusa Chrystusa, błagamy Cię, abyś błogosławił naszą doczesność, a naszym zmarłym dał udział w swojej Światłości.

  • Udziel naszej rodzinie daru miłości, zgody i pokoju. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
  • Przyjmij do swojego Królestwa naszych zmarłych (wymienić imiona). Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
  • Obdarz także naszych sąsiadów, przyjaciół i znajomych pokojem tej nocy. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
  • W serca tych, którzy nie uznają Twego Syna za swojego Pana, wlej łaskę wiary i nawrócenia. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
  • Wszystkich samotnych, opuszczonych, biednych i chorych obdarz pocieszeniem. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!

Wspólnie modlimy się „Ojcze nasz”

Najświętsza Maryjo Panno, Matko Boga, prosimy Cię: wstawiaj się za tymi, którzy przez wiarę w Twojego Syna, a naszego Pana, Jezusa Chrystusa, są prześladowani i nie mogą w pokoju świętować Jego Wcielenia.

Następuje modlitwa przed łamaniem się opłatkiem.

Panie Jezu Chryste, dzięki swemu Narodzeniu sprawiłeś, że krocząca w ciemnościach ludzkość ujrzała Twoje zbawienie. Spraw, abyśmy i my jaśnieli chwalebnym blaskiem Twojego światła i byli Twoimi uczniami. Amen.

Łamiąc się opłatkiem składamy życzenia i po zakończeniu modlimy się przed posiłkiem:

Pobłogosław Panie Boże nas, pobłogosław ten posiłek, tych, którzy go przygotowali i naucz nas dzielić się chlebem i radością z wszystkimi. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Kończymy Wieczerzę Wigilijną również modlitwą:  

Dziękujemy Ci, Boże, za te dary, któreśmy z dobroci Twojej spożywali. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

***

kościół św. Piotra

Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

46 Hyndland Street , Glasgow, G11 5PS

***

Pasterka o godz.21.30

Msza święta w Dzień Bożego Narodzenia

o godz. 14.00

Również w Drugi Dzień Świąt Msza święta o godz. 14.00


Życzenia na Boże Narodzenie

i na Nowy Rok 2025

Św. Franciszek z Asyżu po powrocie z Ziemi Świętej był tak urzeczony i wzruszony, że zainscenizował betlejemski żłóbek w grocie znajdującej się w Greccio. Pragnął jak najbardziej uroczyście przeżyć narodziny Dzieciątka Jezus, aby pobudzić wszystkich do wielkiej wdzięczności i miłości, bo jak zwykł mówić: ” Miłość nie jest kochana! Jakże ludzie mogą kochać się nawzajem, jeżeli nie kochają Miłości?”

Klasztorne Kroniki opisują, że “kazał przygotować żłób, przynieść siano i przyprowadzić na to miejsce woła i osła. Zwołują się bracia, schodzą ludzie, las rozbrzmiewa różnymi głosami, a owa błogosławiona noc rozjaśnia się licznymi i jasnymi światłami, napełnia pochwalnymi i harmonijnymi śpiewami stając się wspaniałą i odświętną. Mąż Boży stał przed żłobem przepełniony pobożnością, zalany łzami i radością. Przy żłobie odprawiana jest uroczysta Msza św., a Franciszek, diakon Chrystusowy, śpiewa świętą Ewangelię. Następnie wygłasza do stojących tam ludzi kazanie o narodzeniu się ubogiego Króla, którego, gdy chciał nazwać po imieniu, z nadmiaru czułej miłości, nazywał Dzieciątkiem z Betlejem”…

Biedaczyna z Asyżu pragnąc jak najbardziej upodobnić się do Jezusa, któremu Ojciec niebieski wybrał drogę przyjścia na ten świat jako słabe, bezradne Niemowlę skrajnie ubogie, pozostawił nam wspaniały, cudowny dar żłóbka betlejemskiego. Sam przeżywał rozmaite trudności, które pochodziły nawet od najbliższych. Jednak nie załamał się, bo patrzył na Maleńkiego w żłobie złożonego. Ta Boża Tajemnica dała mu ogromną pociechę. Boży Syn wybrał dla siebie ubóstwo i maleńkość, słabość i bezradność. W taki właśnie sposób przyszła na ten świat Boża moc – przez ogołocenie się z wszelkiej ludzkiej potęgi, znaczenia i mocy.  

Klika wieków później Franciszek Karpiński ujął najtrafniej jak to jest możliwe ludzkimi słowami cały ten paradoks Tajemnicy Wcielenia wyśpiewując w kolędzie:

“Bóg się rodzi, moc truchleje.

 Pan niebiosów obnażony.

 Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

 Ma granice Nieskończony.

 Wzgardzony, okryty chwałą,

 Śmiertelny Król nad wiekami.

 A Słowo ciałem się stało

 I zamieszkało między nami”.

Św. Franciszku jesteśmy wdzięczni za dar odkrycia Bożego żłóbka, dlatego prosimy, abyś nam wyprosił w to Boże Narodzenie Roku Pańskiego 2025 u Bożej Dzieciny moc wiary, niezachwianą nadzieję i żar miłości, bo żyjemy w czasie ogromnego zaczadzenia ludzkich serc diabelskim zbałamuceniem.

Jesteśmy także wdzięczni św. Janowi Pawłowi II, który wprowadził ten cudowny zwyczaj stawiania każdego roku szopki z Betlejemu na placu św. Piotra wraz z ogromną choinką przypominającą, że to na drzewie rajskim diabeł zwiódł ludzki ród w osobie Adama i Ewy i to również na drzewie krzyża dokonało się zbawienie.

W styczniu 1983 roku w Sali Klementyńskiej tak tłumaczył polskiej młodzieży znaczenie choinki:

“Co znaczy to drzewko? (…). Ja osobiście myślę, że to drzewko jest symbolem drzewa życia, tego, o którym mowa jest w Księdze Rodzaju, i tego, które z Chrystusem razem zostało na nowo zasadzone w glebie ludzkości. Niegdyś człowiek został od tego drzewa życia odcięty przez grzech. Z chwilą kiedy Chrystus przyszedł na świat, to drzewo życia w Nim, przez Niego zostaje zasadzone na nowo w glebie życia ludzkości i rośnie razem z Nim, i dojrzewa do krzyża. Istnieje związek między drzewkiem wigilijnym Bożego Narodzenia a drzewem krzyża Wielkiego Piątku. Tajemnica paschalna… Piękna to tradycja i wymowna, tym bardziej że te drzewka świecą. Symbolizują życie i światło. Chrystus jest życiem i światłem.

Muszę Wam powiedzieć, że ja osobiście, chociaż mam już wiele lat, nigdy nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie Boże Narodzenie i kiedy mi to drzewko postawią w mieszkaniu. Jest w tym wszystkim głęboka wymowa, która jednoczy nas bez względu na wiek: zarówno starsi, jak i małe dzieci reagują podobnie, chociaż na innym poziomie świadomości”.

VATICAN-CHRISTMAS

fot. Antoine Mekary/Aleteia

****

To dzięki naszemu papieżowi co roku na placu św. Piotra choinka rozbłyskuje światełkami. Św. Jan Paweł II świętował Boże Narodzenie według naszego prastarego zwyczaju.Tęsknił za swoją Ojczyzną. Widział jak wciąż istnieje zagrożenie nie tylko zewnętrznych wrogów, ale również jak sami Rodacy czynią wielką krzywdę Ojczystej Ziemi. Choć jesteśmy porozrzucani po różnych miejscach świata, nie jest nam obojętne co dzieje się w naszym rodzinnym Kraju. Dlatego prosimy Ciebie, Ojcze Święty o wstawiennictwo u Tej, która dała największy dar – Boga dla ludzkości – Chrystusa – prawdziwe “drzewo życia”.

Zielona jodła zawsze jest zielona, w zimowej aurze również – dlatego jest znakiem życia, które nie umiera. Wpatrując się na ten wymowny symbol przyjmijmy bożonarodzeniowe życzenia, nie tyle poprzez prezenty, co poprzez dawanie coraz bardziej siebie samych. Pozwólmy więc,aby BOŻA MOC mogła leczyć nasze bardzo poranione serca.

ks. Marian

***

„Gość Niedzielny” z wizytą w Greccio. To tu św. Franciszek zbudował pierwszą stajenkę

Góry Lacjum parują, a sanktuarium w Greccio otulają chmury.

Góry Lacjum parują, a sanktuarium w Greccio otulają chmury.

zdjęcia: Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

***

„Noc stała się widna jak dzień, rozkoszna dla ludzi i zwierząt” – notował Tomasz z Celano. Ruszyliśmy do Greccio po śladach Biedaczyny, by zobaczyć to u źródła i przeczytać „Ewangelię bez komentarza”.

Poza sezonem to zmoknięte jak kura miasteczko śpi. Jedynie bar kusi obłędnym zapachem kawy. Un bicchiere di vino e il classico panino – sączy się z głośników piosenka, którą śpiewa Jovanotti. Wino pozostawiam na wieczór. Teraz zamawiam un caffè. 1,10 euro. Polacy mieszkający w Italii zapewniają, że to jedyny tańszy produkt niż w Polsce.

Stajenka kojarzy się ze śniegiem. A tu, w Greccio, leje jak z cebra. Przeżyłem już klimaty Bożego Narodzenia w 30-stopniowym meksykańskim upale, teraz adoruję Nowonarodzonego w strugach deszczu.

Sam na sam

Gdy przestaje padać, zielone góry Lacjum parują w słońcu, a sanktuarium otulają chmury. Ten kontrast przypomina mi dewizę Biedaczyny: „Wszystkie ciemności świata nie zgaszą światła jednej świecy”. 

To pierwszy kościół poświęcony Franciszkowi.

To pierwszy kościół poświęcony Franciszkowi.

***
705 m n.p.m. Niecałe 1500 mieszkańców, którzy pochowali się przed deszczem w domach. Sporo z nich z tabliczką: Vendesi – na sprzedaż. By dotknąć misterium, musicie zastosować magiczne zaklęcie: „Poza sezonem”. Najlepiej od listopada do kwietnia, gdy Italia nie jest rozdeptywana przez 65 milionów turystów (to dane z ubiegłego roku). Jasne, możecie zmoknąć, będziecie zwiedzać „ogród Europy” opatuleni, bo wiatr wdziera się we wszelkie szczeliny, ale dzięki temu będziecie w tych miejscach sami. I być może choć w jednej setnej doświadczycie tego, co czuł mieszkający w wilgotnej grocie Franciszek. Z tą różnicą, że wieczorem wrócicie do ciepłego hotelu i nie będziecie spali z kamieniem podłożonym pod głowę, pilnując, czy nie zakrada się pod niego skorpion. Nasz przewodnik, o. Grzegorz Gwidon Hensel (na co dzień penitencjarz na Lateranie), opowiada, że gdy mieszkając w Umbrii, miał odprawić Mszę św., zauważył tego pajęczaka przyczepionego do ornatu.

Boże Narodzenie w strugach deszczu? Witajcie w Lacjum!

Boże Narodzenie w strugach deszczu? Witajcie w Lacjum!

***
Jak to dobrze, że przyjechaliśmy właśnie teraz! Możemy poczuć się, jak Franciszek, który tu, w Greccio, przebywał o tej samej porze roku. Pamiętam, jak kiedyś zacząłem przeglądać w księgarni: „Pod słońcem Toskanii”, „Winnica w Toskanii”, „Mądrość Toskanii” „Toskania dzień po dniu”, „Wzgórza Toskanii”, „Lato w Toskanii”, „1000 dni w Toskanii”, „Za dużo słońca w Toskanii”, „Miłość w Toskanii”… Na szczęście Lacjum pozostaje wciąż dziewicze i niezadeptane. Spotykamy więcej kotów niż ludzi. Choć listopad ustępuje miejsca grudniowi, szaroburość nie kłuje w oczy jak nad Wisłą. Drzewa pozostały zielone.

Jestem tu osiem wieków po pierwszym przedstawieniu przez Biedaczynę Bożego Narodzenia, gdy – jak notował Tomasz z Celano – „Greccio stało się jakby nowym Betlejem”. Za chwilę ruszamy do Fonte Colombo, gdzie powstawała reguła. A wszystko w 800. rocznicę zatwierdzenia jej przez Honoriusza III bullą Solet annuere. Jak tu nie czuć wzruszenia?

Dlaczego wybrał Greccio? „Dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze” – doskonale wiedział, co miał na myśli jego Mistrz. Przemierzał setki kilometrów, zdeptał Umbrię i Lacjum wzdłuż i wszerz. „Miłość Jezusa przynagla nas” – wołał za Pawłem. Przyszedł tu w 1223 roku prosto z Rzymu, gdzie w Santa Maria Maggiore adorował relikwie Żłóbka. Musiało być to dla niego ważne doświadczenie, skoro postanowił przenieść Boże Narodzenie do oddalonego o 100 kilometrów miasta.

Od kołyski

To również nasza marszruta. Przyjechaliśmy z Wiecznego Miasta, wprost od niezwykłej kołyski… Żłóbek, w którym swe pierwsze chwile na ziemi miał spędzać sam Mesjasz, wykonano z drewna klonu palestyńskiego. Pierwsze informacje na jego temat pochodzą z 248 roku. Jak zwykle, jeśli chodzi o bezcenne znaleziska Ziemi Świętej, w grę wchodzi jedno imię: Helena. To cesarzowa miała odnaleźć kołyskę przechowywaną pieczołowicie przez mieszkańców Betlejem i nakazać wybudowanie bazyliki Narodzenia Pańskiego, w której ją umieszczono. Gdy Palestyną zaczęli rządzić muzułmanie, patriarcha Miasta Pokoju św. Sofroniusz wysłał relikwie Cunabulum Domini (Kołyski Pana) do Rzymu. Ostatecznie spoczęły w kryształowej urnie w krypcie pod ołtarzem głównym bazyliki Matki Bożej Większej na Eskwilinie (tej samej, o której wybudowanie miała prosić papieża Liberiusza sama Maryja, potwierdzając to pragnienie cudem: śniegiem, który pokrył Rzym 4 sierpnia, wyznaczając przy tym kontury przyszłej świątyni). Do naszych czasów przetrwało pięć deseczek, które pozostały z najsłynniejszego żłóbka świata (cztery o długości 70 cm i jedna dłuższa o 10 centymetrów). Wedle badań mają rzeczywiście dwa tysiące lat. Co ciekawe, z inicjatywy papieża Franciszka część żłóbka Jezusa wróciła cztery lata temu do Betlejem.

W tej grocie „Greccio stało się jakby nowym Betlejem”.

W tej grocie „Greccio stało się jakby nowym Betlejem”.

***
Kard. Grzegorz Ryś opisuje Greccio czterema słowami: liturgia, dziecięctwo, pokora i ubóstwo. – To właśnie ze względu na ubóstwo Franciszek najbardziej ukochał Boże Narodzenie – wyjaśnia. – Chciał, by żłób stał się ołtarzem Eucharystii, bo szopka stwarza scenerię, ale faktem Boże narodzenie staje się podczas Mszy! To istota tej inscenizacji. Franciszek zwrócił uwagę na to, że liturgia to nie jest teatr. Nie odgrywamy tego, że Pan Jezus się narodził. A za czasów Franciszka była ogromna pokusa, by z liturgii zrobić przedstawienie. Liturgia nie jest teatrem. My jesteśmy w Betlejem. Franciszek tym różni się od reszty świata, że bierze Ewangelię dosłownie. Na pierwszym roku seminarium przyszedł do nas kard. Macharski i powiedział: „Weźcie sobie na całe życie wzór z Franciszka. On napisał piątą Ewangelię – cztery Ewangelie bez komentarza”.

Tomasz z Celano pisze, że w Greccio Franciszek sam stał się „dzieckiem z Dziecięciem”. Bezbronność spotkała bezbronność, Ostatni – ostatniego, obnażony Pan niebiosów – tego, który nazywał siebie simplex et idiota.

Beeeeetlejem!

Biograf Franciszka notował: „Przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę. Był na owym terenie mąż imieniem Jan, dobrej sławy, a jeszcze lepszego życia, którego błogosławiony Franciszek kochał szczególną miłością, ponieważ mimo że w swojej ziemi był on szlachcicem i człowiekiem bardzo poważanym, jednak gardził szlachectwem cielesnym, natomiast szedł za szlachectwem ducha. Jego to właśnie, prawie na piętnaście dni przed Narodzeniem Pańskim, Franciszek poprosił do siebie i rzekł doń: »Przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia«”. I tak się zaczęło!

Poza sezonem miasteczko smacznie śpi.

Poza sezonem miasteczko smacznie śpi.

***

O osła nie musiał się starać, bo przeciągłe ryki tych sympatycznych uparciuchów słychać na zielonych wzgórzach. „Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci” – pisał Tomasz z Celano. „Mężczyźni i kobiety, pełni rozradowania, według swej możności przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświeciła niegdyś wszystkie dnie i lata. Głosy rozchodziły się po lesie, a skały odpowiadały echem na radosne okrzyki”. Biograf Franciszka wspomina, że wymawiał on słowo „Betlejem” jak… becząca owca: Beeeeetlejem!

Noc jak dzień

Nie lubię słowa „szopka”. Kojarzy się z czymś banalnym. Wyrażenie „niezła szopka” oznacza żenujące wydarzenie, a do krwiobiegu popkultury przeniknęły słowa „poziom jak na jasełkach”. Nie! To, co zainicjował Franciszek, nie miało nic wspólnego z banałem! – Centrum tego, co tu się wydarzyło, nie było przedstawienie szopki Bożego narodzenia, raczej przeżywanie Eucharystii w takich warunkach, w jakich narodził się sam Jezus – wyjaśnia o. Gwidon. – Wszystko było skoncentrowane na żywej obecności Pana Jezusa. Zachowały się opowieści, że ludzie widzieli, jak figurka ożywa w rękach Franciszka, który podczas tej Mszy Świętej czytał Ewangelię i głosił słowo Boże. Był diakonem i nigdy nie odważył się przyjąć święceń kapłańskich.

W Greccio oglądamy szopki z całego świata. Jesteśmy sami. Nie słychać głosów, które nagrałem, gdy montowano potężną stajenkę w gigantycznej franciszkańskiej bazylice w katowickich Panewnikach: „Barany przodem!”, „Uwaga! Wół zahaczył o okno, dajcie tego pierona na lewo!”, „Kaj niesiesz tego osła?”, „Dawać anioła!”, a bracia w brązowych habitach zamyślali się: „Najtrudniej jest rozciągnąć niebo”. Nic z tych rzeczy. Słychać krople deszczu. Bardzo sprzyja to kontemplowaniu tego, co wydarzyło się tu przed ośmiu wiekami.

Franciszek przyszedł do Greccio z Rzymu, gdzie w Santa Maria Maggiore adorował relikwie Żłóbka.

Franciszek przyszedł do Greccio z Rzymu, gdzie w Santa Maria Maggiore adorował relikwie Żłóbka.

***

By liturgia mogła odbyć się na zewnątrz (po raz pierwszy!), potrzebna była zgoda papieża. To pokazuje, jakim zaufaniem następca Piotra obdarzył „ojca serafickiego”. To właśnie w Greccio papież Franciszek podpisał list Admirabile signum (dosł. „Godny podziwu”). „Święty Franciszek, z prostotą tego znaku, dokonał wielkiego dzieła ewangelizacji” − pisał, dodając, że szopka wywołuje wzruszenie, gdyż „ukazuje czułość Boga”. Gdy odwiedził grób świętego imiennika jako następca Piotra, był pierwszym, który wszedł do Sali Obnażenia, czyli miejsca, w którym młodziutki Bernardone zrzucił szlacheckie jedwabie i zrezygnował z zaszczytów. „Wszyscy mamy się obnażyć ze światowości” – powiedział wówczas.

Kamień na kamieniu

Ojciec Hensel pokazuje nam ambonę św. Bernardyna ze Sieny – wielkiego reformatora franciszkanów, oskarżanego o nadużywanie imienia Jezus. Obok la cantina – piwniczka, w której bracia podawali wino. Wspinamy się na piętro. – Jesteśmy w czasach Bonawentury, gdy klasztor rozrósł się (ma już drewniane przepierzenia). Modliło się tu więcej braci… Pewnego razu na Wielkanoc Franciszek przebrał się za żebraka. Bracia nie rozpoznali go, ale przyjęli, wyciągając w refektarzu drogą zastawę. A on usiadł na podłodze w popiele i powiedział: „Teraz czuję się jak prawdziwy brat mniejszy” – mówi o. Gwidon. Przypomina mi się stół, który widziałem na Kalatówkach, w pustelni Brata Alberta, który powtarzał: „Nisko siadać, mało jadać, dużo robić, mało gadać”. Stół miał wysokość… 12 centymetrów. Bracia, jedząc posiłki, siedzieli na podłodze.

XIII-wieczna stajenka z rzymskiej bazyliki w Santa Maria Maggiore.

XIII-wieczna stajenka z rzymskiej bazyliki w Santa Maria Maggiore.

***

– To pierwszy kościół poświęcony Franciszkowi. Pomimo wielu remontów i przebudów nie zmieniono jego pierwotnej formy. Ponieważ stawiali go miejscowi, ma bardzo prostą konstrukcję – opowiada o. Gwidon, wskazując na beczkowe sklepienie. – A tu, na fresku, zapłakany Biedaczyna. Bracia często widzieli, jak płakał nad swymi grzechami, ale może to być związane z tym, że Franciszek chorował na oczy, które bracia leczyli, stosując drastyczne metody – na przykład przykładając mu do skroni rozpalone żelazo. Zniósł próbę „brata ognia” niezwykle mężnie.

Jak we Włoszech obchodzi się Boże Narodzenie? – pytamy, zjeżdżając w dolinę. – Nie jest tu popularna nasza tradycyjna wigilia – opowiada franciszkanin. – Szopki ukończone są już 8 grudnia (wówczas otwiera się ogromną wystawę w Asyżu), a wszystko to znika w Trzech Króli. Nie ma zwyczaju trzymania choinki czy szopki do Matki Boskiej Gromnicznej. W czasie świąt (sporo zależy od regionu) Włosi jedzą zupę z soczewicy, dania rybne (zwłaszcza w Neapolu) i koniecznie wszechobecne w sklepach spożywczych panettone, czyli słynne drożdżowe babki.

Przed chwilą w Greccio widziałem kolejny kamień, który służył Franciszkowi za poduszkę. – Spał na gołej skale, podkładając sobie pod głowę kamień – opowiada o. Hensel. – Bardzo symboliczne! On kochał takie rozpadliny, pęknięcia, wyłomy skalne. Bo dla niego skałą był Chrystus, a wejście w taką szczelinę było wejściem w Jego serce. Franciszek wchodził w ruinę, pęknięcie, by spotkać tam Pana. A o samym Greccio mawiał, że jest „bogate ubóstwem”.

Franciszek kochał takie rozpadliny, pęknięcia, wyłomy skalne – opowiada o. Hensel.

Franciszek kochał takie rozpadliny, pęknięcia, wyłomy skalne – opowiada o. Hensel.

Gość Niedzielny

***

Bożonarodzeniowa kartka od Leona XIV

Bożonarodzeniowa kartka od Leona XIV
Bożonarodzeniowa kartka od Leona XIV

***

Ich adresatami są głównie pracownicy i emeryci watykańscy. Udekorowane są reprodukcjami dzieł sakralnych, głównie obrazów przechowywanych w Watykanie, których tematyka jest związana z danym świętem.

Tradycję tę podtrzymuje również Leon XIV, który zlecił przygotowanie kartki na Boże Narodzenie. Mamy na niej – z jednej strony – reprodukcję mozaiki włoskiego artysty Alberto Salietti z 1955 r. przedstawiającą Pokłon Trzech Króli. Z drugiej strony umieszczono papieski herb, a pod nim odręcznie napisany tekst. Życzeniami Papieża są słowa jego poprzednika: Narodziny Pana są narodzinami pokoju (Św. Leon Wielki, Mowa 26). Pod nimi podpis Leon XIV i data: Boże Narodzenie 2025, Rok Jubileuszowy.


Włodzimierz Rędzioch/Watykan

***

Boże Narodzenie w Watykanie.

Tak będą wyglądać święta Leona XIV

FOT. VATICAN MEDIA

***

Wraz z papieską audiencją bożonarodzeniową dla Kurii Rzymskiej, w poniedziałek rano rozpoczęła się seria uroczystości i innych tradycyjnych spotkań w Watykanie, trwająca ponad dwa tygodnie. To pierwsze Boże Narodzenie Leona XIV jako papieża.

W Wigilię zamknięcie pierwszych Drzwi Świętych

W Wigilię Bożego Narodzenia o godzinie 22:00 w Bazylice św. Piotra zostanie odprawiona Pasterka. Papież Franciszek zazwyczaj odprawiał ją wczesnym wieczorem, ale teraz ponownie odbędzie się przed północą. Leon XIV przywrócił Mszę św. w Boże Narodzenie, 25 grudnia o godz. 10 w Bazylice św. Piotra, która będzie transmitowana na żywo.

W południe z centralnej loggii Bazyliki św. Piotra odbędzie się kolejne wydarzenie transmitowane na cały świat: papieskie błogosławieństwo „Urbi et Orbi” (Miastu i Światu). Nie wiadomo jeszcze, czy Leon XIV będzie kontynuował tradycję swoich poprzedników, polegającą na składaniu życzeń bożonarodzeniowych w kilku językach.

Po południu 25 grudnia, o godzinie 17:00, zostaną zamknięte pierwsze z czterech Drzwi Świętych w Rzymie. Jako pierwsza będzie Bazylika Santa Maria Maggiore. Ceremonii przewodniczyć będzie jednak nie papież, lecz archiprezbiter, kardynał Rolandas Makrickas.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia papież poprowadzi tradycyjną modlitwę południową Anioł Pański z pielgrzymami zgromadzonymi na Placu św. Piotra. Następnego dnia, o godzinie 11:00, planowane jest zamknięcie Drzwi Świętych w katedrze papieskiej, św. Jana na Lateranie. Nabożeństwu przewodniczyć będzie wikariusz generalny papieża dla diecezji rzymskiej, kardynał Baldassare Reina.

Następnie, w niedzielę 28 grudnia, kardynał James Harvey, jako archiprezbiter zamknie Drzwi Święte w Bazylice św. Pawła za Murami podczas uroczystego nabożeństwa.

Papież Leon XIV zakończy rok kalendarzowy 2025 „Te Deum” podczas Nieszporów w Bazylice św. Piotra; to dziękczynienie za miniony rok rozpocznie się 31 grudnia o godzinie 17:00.

Uroczystości w styczniu. Jak będą wyglądać?

W Nowy Rok papież odprawi Mszę św. w Bazylice św. Piotra o godzinie 10:00. Ojciec Święty opublikował już swoje orędzie na 59. Światowy Dzień Pokoju, który Kościół katolicki obchodzi tego dnia. W orędziu ostro krytykuje obecne globalne zbrojenia i rosnącą militaryzację myślenia

Kolejnym punktem papieskiego programu będzie zamknięcie Drzwi Świętych w Bazylice św. Piotra podczas Mszy św. we wtorek, 6 stycznia, o godzinie 9:30. Ten symboliczny akt zakończy, po 54. tygodniach, Rok Święty, który papież Franciszek zainaugurował w Boże Narodzenie 2024 roku.

Po serii bożonarodzeniowych uroczystości, 7 stycznia w Watykanie rozpocznie się długo oczekiwane dwudniowe zgromadzenie wszystkich kardynałów Kościoła z całego świata. Na pierwszym „nadzwyczajnym konsystorzu” swojego pontyfikatu papież Leon XIV zamierza omówić z nimi ważne kwestie dotyczące przyszłości Kościoła katolickiego.

Vatican mediaKAI – Stacja7

***

Radość Świąt kontra obchód męczeństwa. Dlaczego czcimy św. Szczepana w oktawie Narodzenia Pańskiego?

(Męczeństwo św. Szczepana © Raimond Spekking Wikimedia Commons)

***

Liturgiczny obchód męczeństwa św. Szczepana pozornie zdaje się stać w sprzeczności z radością Bożego Narodzenia. Przecież do Świąt przygotowywaliśmy się przez cały Adwent, poprzedziliśmy je dniem Wigilii, a wreszcie przyszliśmy nawet na Mszę św. w środku nocy – wszystko po to, by radować się z narodzin Boga-Człowieka. Jednak już następnego dnia Kościół zdaje się odwracać uwagę od żłóbka, by rozważać ukamienowanie św. Szczepana. Czy obchód ku czci Pierwszego Męczennika znalazł się w tym dniu przypadkiem, czy raczej ma on głębsze znaczenie?

Święty Szczepan był pierwszym męczennikiem, który oddał życie za wiarę w Chrystusa. W tym czasie Kościół był „nowonarodzony”, bo założony przez Chrystusa niewiele wcześniej. Umieszczenie obchodu ku czci świętego diakona jeszcze w oktawie Bożego Narodzenia symbolicznie łączy Narodziny Chrystusa z narodzinami Kościoła. Jak podkreślił ks. Aaron B. Huberfeld ICRSS, wspomnienia konkretnych świętych w oktawie Bożego Narodzenia mają starożytną tradycję:

Pierwsze trzy święta oktawy Bożego Narodzenia są obchodzone od starożytności. Zawsze pobożnie nazywano je Trzema Towarzyszami. Zaczynamy od św. Szczepana, zamordowanego z polecenia Szawła z Tarsu, którego nawrócenie będziemy świętować miesiąc później. Szczepan był męczennikiem loquendo et moriendo – przez swoje słowa i przez swoją śmierć. Następnego dnia wracamy do białych szat liturgicznych, ponieważ św. Jan jest jedynym Apostołem, którego nie wspomina się w czerwieni. Był on jedynym Apostołem, który nie opuścił swego Zbawiciela na Kalwarii, i dlatego Bóg postanowił, że będzie on męczennikiem loquendo sed non moriendo – przez swoje słowa, lecz nie przez śmierć: został bowiem cudownie zachowany od egzekucji i zakończył swoje życie w pokoju na wyspie Patmos. Następnie, 28 grudnia, obchodzimy święto Świętych Młodzianków Męczenników – tych maleńkich dzieci z Betlejem, które, jak modlimy się w kolekcie ich Mszy, dały świadectwo Chrystusowi non loquendo, sed moriendo – nie przez słowa, lecz przez swoją śmierć, gdyż zostały zabite przez rozszalałego Heroda na wypadek, gdyby jedno z nich było nowo narodzonym Królem[1]– napisał ks. Huberfeld na łamach portalu New Liturgical Movement.

Umieszczenie św. Szczepana w kalendarzu liturgicznym zaraz po Bożym Narodzeniu ma jeszcze głębszy powód, który można zobaczyć analizując mowę Pierwszego Męczennika wygłoszoną przed Sanhedrynem. Szczepan przedstawił w niej prawie całą historię zbawienia, począwszy od starotestamentalnych patriarchów: Abrahama, Izaaka, Jakuba i Mojżesza. To właśnie w dziejach tych postaci widzimy zapowiedzi obiecanego Mesjasza, który miał wybawić swój lud.

Abraham nie wahał się poświęcić swojego Syna, aby wypełnić Boską prośbę. Podobieństwo jego historii do Boga Ojca ofiarującego swojego Syna za nasze grzechy nasuwa się samo. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne – czytamy w Ewangelii św. Jana (J 3,16). To jeszcze nie koniec symboli mesjańskich. Izaak mający umrzeć na górze wchodził na nią niosąc drewno; podobnie kilka tysięcy lat później Chrystus niósł drzewo krzyża na Górę Kalwarię, by na jej szczycie oddać zostać zabitym dla odkupienia ludzkości. Obydwu nim śmierć nie wyrządziła szkody; Izaak został od niej uratowany, a Chrystus, choć śmierć poniósł, to jednak wyszedł z niej zwycięsko.

Kolejnym archetypem Mesjasza był Józef, sprzedany Egipcjanom przez swoich braci. Z tego złego czynu Bóg wyprowadził jednak dobro, ponieważ wiele lat później ten sam Józef – już jako wysoki urzędnik faraona – uratował swoich braci od śmierci z głodu. Historia ta powtórzyła się w osobie Chrystusa, który został wydany przez swój lud, a nawet sprzedany przez Judasza za trzydzieści srebrników. Śmierć Chrystusa była jednak elementem Bożego planu i właśnie przez nią ludzkość została wyzwolona z niewoli grzechu.

Najwięcej mesjańskich zapowiedzi znajdujemy jednak w dziejach Mojżesza. Pierwszym z nich było cudowne przejście przez Morze Czerwone, w czym Kościół widzi zwiastun paschalnego przejścia Chrystusa ze śmierci do życia – stąd opis tego wydarzenia czytany jest w czasie Wigilii Paschalnej. Mojżesz był również tym, który przekazał Prawo Narodowi Wybranemu. Podobnie Chrystus dał prawo Nowego Testamentu odkupionej ludzkości, z taką jedynie różnicą, że jako Bóg sam był autorem tego prawa. Symboli jest nawet więcej. W czasie podróży przez pustynię pod wodzą Mojżesza Bóg karmił swój lud manną, tak jak później będzie ich karmił Ciałem i Krwią swojego Syna, a miedziany wąż wywyższony na pustyni i wybawiający od śmierci jest archetypem Chrystusa wywyższonego na krzyżu, przynoszącemu wierzącym wybawienie od śmierci wiecznej. Wreszcie sam Mojżesz zapowiedział mającego nadejść Mesjasza w słowach: Proroka jak ja wzbudzi wam Bóg spośród braci waszych (Pwt 18,15).

Starotestamentalni posłannicy Boga byli niestety niejednokrotnie odrzucani. Tak stało się m.in. z Józefem sprzedanym do Egiptu czy Mojżeszem, którego faraon nie tylko nie posłuchał, ale nawet ścigał ze swoim wojskiem. Co więcej, Mojżesza odrzucił również jego własny lud, przeprowadzony niegdyś cudownie przez Morze Czerwone. Ci sami Izraelici, którzy widzieli plagi i cuda z jego ręki, a więc sami doświadczyli tego, że Bóg działał przez niego, zwątpili i zaczęli tęsknić za Egiptem. A przecież to właśnie w Egipcie cierpieli ogromny ucisk! Zamiast oddawać cześć Bogu, który ich wybawił, uczynili złotego cielca i oddawali mu cześć.

W podobny sposób Chrystus został odrzucony i zabity przez własny lud. Żydzi wydali Go na śmierć pomimo cudów, a nawet wskrzeszeń, które uczynił. I właśnie to Szczepan wypomniał Sanhedrynowi: że skazali niewinnego człowieka na śmierć. Porównał ich zachowanie do postawy braci Józefa czy Izraelitów na pustyni. Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali. Wy, którzy otrzymaliście Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go – mówił Szczepan (Dz 7,52-53). Te słowa wywołały gniew u żydów, którzy rzucili się na świętego diakona z kamieniami. Powodem śmierci Szczepana była więc jego wiara w Chrystusa będącego wypełnieniem figur Starego Testamentu.

Mowa Szczepana miała miejsce niedługo po zakończeniu ziemskiego żywota Zbawiciela, czyli po Jego Wniebowstąpieniu. I właśnie w tej mowie Pierwszy Męczennik pokazał, że Jezus Chrystus był wypełnieniem starotestamentalnych figur i Mesjaszem oczekiwanym od dawna. Kościół, umieszczając obchód św. Szczepana jeszcze w oktawie Bożego Narodzenia, chce podkreślić – tak jak Szczepan w swojej mowie – że w tym narodzonym w Betlejem Dzieciątku wypełniły się biblijne zapowiedzi Mesjasza.

Pojawiające się 26 grudnia w kościele czerwony kolor liturgiczny i opis ukamienowania Pierwszego Męczennika pozornie stanowią pewną sprzeczność z radosnym czasem Bożego Narodzenia. W rzeczywistości jednak święto to pozwala nam lepiej zastanowić się nad tajemnicą Wcielenia, ponieważ Szczepan jako pierwszy oddał swoje życie za wiarę w Bóstwo Dzieciątka z Betlejem. Jak opisuje św. Łukasz, nawet gdy żydzi zapłonęli gniewem przeciwko Szczepanowi, on odważnie wyznawał wiarę w Bóstwo Syna Człowieczego: Gdy to usłyszeli, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego A on, pełen Ducha Świętego, patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,54-56).

Adrian Fyda

[1] https://www.newliturgicalmovement.org/2018/12/guest-article-octave-and-twelve-days-of.html

PCh24.pl

***

Nakazane święta kościelne w 2025 roku

fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

***

Wśród licznych świąt kościelnych można wyróżnić święta nakazane, czyli dni w które wierni zobowiązani są do uczestnictwa we Mszy świętej oraz do powstrzymywania się od prac niekoniecznych. Lista świąt nakazanych regulowana jest przez Kodeks Prawa Kanonicznego. Oprócz nich wierni zobowiązani są do uczestnictwa we Mszy w każdą niedzielę.

Święta nakazane w 2025 roku:

1 stycznia (środa) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki

6 stycznia (poniedziałek) – Trzech Króli, czyli uroczystość Objawienia Pańskiego

20 kwietnia (niedziela) – Wielkanoc

1 czerwca (niedziela) – Wniebowstąpienie Pańskie

8 czerwca (niedziela) – Niedziela Zesłania Ducha Świętego (Zielone Świątki)

19 czerwca (czwartek) – Boże Ciało, czyli uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

15 sierpnia (piątek) – Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

1 listopada (sobota) – Uroczystość Wszystkich Świętych

25 grudnia (czwartek) – Uroczystość Narodzenia Pańskiego

Pozostałe ważne dni w 2025 roku:

Oprócz wymienionych powyżej świąt nakazanych obchodzone są również inne święta o głębokiej tradycji. W te święta wierni nie są zobowiązani do uczestnictwa we Mszy świętej oraz powstrzymywania się od prac niekoniecznych, jednak polscy biskupi zachęcają do udziału w liturgii również w te dni.

2 lutego (niedziela) – Święto Ofiarowania Pańskiego (Matki Boskiej Gromnicznej)

5 marca (środa) – Środa Popielcowa

17-19 kwietnia (czwartek-sobota) – Triduum Paschalne ( Wielki Piątek jest jedynym dniem w roku, w którym nie odprawia się Mszy św.)

21 kwietnia (poniedziałek) – Poniedziałek Wielkanocny

3 maja (sobota) – Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

9 czerwca (poniedziałek) – Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

29 czerwca (niedziela) – Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła

26 grudnia (piątek) – Święto świętego Szczepana, pierwszego męczennika

Adwent rozpocznie się 30 listopada.

***

Czwarta Niedziela Adwentu

21 grudnia

***

13.30 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

W TYM CZASIE RÓWNIEŻ MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

14.00 – MSZA ŚW.

PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

kościół św. Piotra

Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

Partick, 46 Hyndland Street , Glasgow, G11 5PS

***

W poniedziałek 22 grudnia i w środę 24 grudnia – ostatnie Msze święte Roratnie w kaplicy izbie Jezusa Miłosiernego o godz. 7.00

This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW, G3 7SD

fot. Daiga Ellaby/ Unsplash

***

 fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

***

środa 17 grudnia


Ojciec święty Leon XIV:

Prawdziwy skarb znajdujemy w sercu otwartym na Boga

(PCh24TV)

***

– Prawdziwą przystanią dla serca nie jest posiadanie dóbr tego świata, lecz osiągnięcie tego, co może je napełnić całkowicie, czyli miłości Boga, a raczej Boga, który jest Miłością – powiedział Ojciec Święty podczas audiencji generalnej 17 grudnia. Temat wygłoszonej katechezy brzmiał: „Pascha jako przystań dla niespokojnego serca”.

Leon XIV przypomniał, że ludzkie życie naznaczone jest nieustannym ruchem i działaniem. W świecie, który wymaga szybkości i skuteczności, rodzi się pytanie: czy w zmartwychwstaniu Chrystusa odnajdujemy odpoczynek? – Wiara mówi nam: tak, odpoczniemy. Nie będziemy bezczynni, lecz wkroczmy do odpoczynku Boga, który jest pokojem i radością – zaznaczył papież.

Ojciec Święty zauważył, że nadmiar aktywności bywa wirującym chaosem, odbierającym pokój serca. – Czasami, pod koniec dni pełnych zajęć, czujemy się puści. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy maszynami, lecz „mamy serce”, a nawet więcej, możemy powiedzieć, że „jesteśmy sercem” – zaznaczył Ojciec Święty. Serce stanowi centrum naszego człowieczeństwa, miejsce, gdzie przechowujemy prawdziwy skarb, bowiem jak uczy Pan Jezus: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”. (Mt 6, 21).

– To w sercu przechowuje się prawdziwy skarb, a nie w ziemskich sejfach, nie w wielkich inwestycjach finansowych, które dziś jak nigdy dotąd są szalone i niesprawiedliwie skoncentrowane, ubóstwiane za krwawą cenę milionów ludzkich istnień i zniszczenia Bożego stworzenia – wskazał papież. Zachęcił do odczytywania swego życia w świetle Paschy. Wyjaśnił, że oznacza to odnalezienie dostępu do istoty człowieka, do naszego niespokojnego serca.

Leon XIV zauważył, że pośród licznych zajęć, którym nieustannie stawiamy czoła, coraz częściej pojawia się ryzyko rozproszenia, braku sensu lub rozpaczy – nawet u osób pozornie odnoszących sukcesy. Zaznaczył, iż ten niepokój nie jest chaosem, lecz znakiem, że zostaliśmy stworzeni dla pełni, dla miłości. W tym kontekście papież przywołał słowa św. Augustyna, który powiedział, że nasze serce jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu.- Prawdziwą przystanią dla serca nie jest posiadanie dóbr tego świata, lecz osiągnięcie tego, co może je napełnić całkowicie, czyli miłości Boga, a raczej Boga, który jest Miłością. Ten skarb można jednak odnaleźć jedynie miłując bliźniego, którego spotykamy na naszej drodze: braci i siostry z krwi i kości, których obecność pobudza i stawia pytania naszemu sercu, wzywając je do otwarcia się i dania siebie w darze – powiedział Ojciec Święty, dodając, iż w ten sposób serce wraca do swojego źródła i odnajduje sens.

– Niespokojne serce nie będzie rozczarowane, jeśli wejdzie w dynamizm miłości, dla której jest stworzone. Cel jest pewny, życie zwyciężyło i w Chrystusie będzie nadal zwyciężało: we wszystkim, co na co dzień obumiera. Oto nadzieja chrześcijańska: błogosławmy i dziękujmy zawsze Panu, który nam ją dał! – stwierdził papież na zakończenie swojej katechezy.

źródło: KAI

***

Ostatnie dni Adwentu, od 17 grudnia, stanowią bezpośrednie przygotowanie do celebrowania Bożego Narodzenia. Charakterystyczne dla tego czasu są Wielkie Antyfony, zwane także „Antyfonami O!”, gdyż każda z nich zaczyna się właśnie od tej litery.

Wielkie O! Antyfony o niezwykłej treści

Zestawienie pierwszych liter antyfon wielkich, czytane od tyłu, daje zawołanie, które jest istotą ostatnich dni Adwentu.

fot. Józef Wolny/Tygodnik Niedziela

***

Od 17 grudnia w aklamacjach śpiewanych przed Ewangelią pojawiają się antyfony o niezwykłej treści. „Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać” – słyszymy 19 grudnia. „Kluczu Dawida, który otwierasz bramy wiecznego królestwa, przyjdź i wyprowadź z więzienia jeńca siedzącego w ciemnościach” – rozbrzmiewa w kościołach następnego dnia. To niektóre z wezwań tzw. antyfon wielkich, śpiewanych w ostatnich dniach przed Narodzeniem Pańskim. Ich brzmienie i styl zdradzają wielowiekową tradycję. Istotnie – powstały pod koniec VI wieku, gdy na gruzach Imperium Rzymskiego w bólach rodziło się średniowiecze. Straszne to były czasy dla spadkobierców chwały dawnego Rzymu. Przez Europę przewalały się dzikie ludy, wywracając ustalony od wieków porządek, mordując lub porywając ludzi tysiącami i zajmując ich siedziby. Obrazu totalnej zagłady dopełniały kataklizmy naturalne i zarazy koszące całe społeczności. W takich okolicznościach na Stolicy Piotrowej zasiadł Grzegorz I (590–604), któremu chrześcijanie nadadzą niebawem przydomek Wielki, a Kościół wyniesie go do chwały ołtarzy, aby wreszcie ogłosić doktorem Kościoła. To za jego pontyfikatu ustalono, że Adwent w wersji rzymskiej będzie trwał 4 tygodnie, i to on wprowadził do liturgii antyfony wielkie, których treść w niezrównany sposób wyraża tęsknotę za Zbawicielem. W jego czasach ludzie, wciąż niepewni nie tylko swojego jutra, ale nawet swego dziś, zdawali sobie sprawę z chwiejności spraw tego świata. Byli zatem bardziej świadomi swojej rzeczywistej kondycji, niż są jej świadomi ludzie współcześni, żyjący w pozornej stabilizacji. Słowo Boże pozostaje jednak niezmienne. I niezmiennie aktualne pozostają zakorzenione w Starym Testamencie słowa tęsknoty. To esencja Adwentu.

Skąd się to wzięło

Mrok słabo rozjaśniony światłami lampionów – to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi na myśl w odniesieniu do Adwentu. Nastrój tajemniczości, jaki towarzyszy przygotowaniu na przyjście Zbawiciela, dobrze wyraża istotę tego okresu – czekamy przecież na nadejście wieczystej światłości. Takie jest znaczenie łacińskiego słowa adventus: przyjście, przybycie. Już w starożytności chrześcijanie określali tym słowem podwójne nadejście Chrystusa. Pierwsze odnosiło się do Mesjasza, który przyjął ciało i narodził się, gdy nadeszła „pełnia czasu”. Drugie dotyczy przyjścia Chrystusa w czasie paruzji.

Na początku chrześcijanie „adwentem” nazywali święta Bożego Narodzenia i Objawienia Pańskiego, a dopiero później zaczęto używać tego określenia na oznaczenie czasu przygotowania do tych świąt. Mogło to być najwcześniej w drugiej połowie IV wieku, bo dopiero wówczas na stałą datę obchodów Narodzenia Pańskiego wyznaczono 25 grudnia. Nie od razu jednak wyznaczono jednolity czas trwania Adwentu. Długo obok siebie istniały tradycje gallikańska i rzymska. Ta pierwsza nadała Adwentowi charakter pokutny, powiązany z postem i wzmożoną modlitwą, nieco podobny w atmosferze do Wielkiego Postu. W Rzymie było inaczej. Tam obchody Adwentu wprowadzono dopiero w drugiej połowie VI wieku i nie miały one charakteru pokutnego. Nie poszczono, położono za to akcent na liturgię, która podkreślała radosne oczekiwanie na święta Narodzenia Pańskiego.

Z upływem czasu doszło do połączenia obu tradycji, wskutek czego Adwent przyjął formę istniejącą do dzisiaj. W liturgii obecne są elementy rzymskie, akcentujące radosne oczekiwanie, a także gallikańskie, podkreślające rys ascetyczny w postaci koloru fioletowego i braku śpiewu Gloria (brak ten nie jest jednak wyrazem pokuty, jak w Wielkim Poście, ale oczekiwania na pełne wybrzmienie tego hymnu w noc Narodzenia Pańskiego).

Nowa forma była propagowana zwłaszcza przez benedyktynów i cystersów. W XIII w., w znacznym stopniu za sprawą nowych zakonów, takich jak franciszkanie, rozpowszechniła się w całym Kościele.

Im bliżej, tym gęściej

Adwent w obecnym kształcie otwiera rok liturgiczny i obejmuje cztery niedziele poprzedzające 25 grudnia. W zależności od kalendarza może więc trwać od 23 do 28 dni. Dzieli się na dwa okresy. Pierwszy, trwający od początku Adwentu do 16 grudnia, akcentuje powtórne przyjście Jezusa na końcu czasów. Znajduje to odbicie w tekstach liturgicznych.

Okres drugi, nawiązujący już bezpośrednio do uroczystości Narodzenia Pańskiego, koncentruje się na wezwaniu do powrotu do dziecięctwa Bożego. Obie części łączą czytania z Księgi Izajasza, które zapowiadają nadejście Mesjasza albo wyrażają tęsknotę za Nim. Przyjście Zbawiciela jest powodem do radości, co najmocniej podkreśla liturgia III niedzieli Adwentu, zwanej niedzielą Gaudete. Tego dnia antyfona na wejście brzmi: Gaudete in Domino (Radujcie się w Panu). Radość tę symbolizuje kolor różowy, którego można użyć podczas liturgii. Również teksty liturgiczne w tym dniu wyrażają radość z bliskiego już przyjścia Pana.

Atmosfera ostatnich dni Adwentu, poczynając od 17 grudnia, gęstnieje. Przyczyniają się do tego wspomniane wielkie antyfony, zwane także antyfonami „O!”, bo w oryginalnej wersji każda z nich zaczyna się od tego wołacza. Treść owych krótkich wezwań modlitewnych, adresowanych do Chrystusa, pochodzi ze Starego Testamentu, a pojawiające się tam imiona Boże są głęboko zakorzenione w proroctwach mesjańskich. O Sapientia, quae ex ore Altissimi prodisti… – brzmi początek pierwszej (O Mądrości, która wyszłaś z ust Najwyższego…). Kolejne zaczynają się od słów: O Adonai (Panie); O Radix (Korzeniu); O clavis David (Kluczu Dawida); O Oriens (Wschodzie); O Rex (Królu); O Emmanuel.

Pierwsze litery antyfon, zebrane razem i odczytane od tyłu, tworzą tajemnicze łacińskie hasło ERO CRAS (Będę jutro).

Żywy zabytek

Wielkie antyfony śpiewa się przed hymnem „Magnificat” podczas nieszporów w ostatnich dniach Adwentu. Od Soboru Watykańskiego II są obecne w uproszczonej formie także we Mszy św., w wersecie śpiewanym przed Ewangelią. Są to jakby okrzyki radości na cześć nadchodzącego Pana, zapowiadanego w proroctwach.

Według tradycji antyfony „O” wprowadził do liturgii papież św. Grzegorz Wielki. To wezwania do mającego się wkrótce narodzić Jezusa Chrystusa. Obecny kształt literacki nadał im żyjący w IX wieku Amalariusz z Metzu, wybitny teolog i liturgista. To za jego czasów charakter Adwentu wzbogacił się o rys eschatologiczny, stając się także czasem oczekiwania na ostateczny powrót Chrystusa w chwale.

Antyfony wielkie to żywy zabytek, liczący prawie półtora tysiąca lat tradycji, ale, jak zwykle w przestrzeni ducha, jest to tradycja ciągle pełna treści i nigdy nie traci aktualności. Mogą one służyć za podstawę wspólnych lub osobistych rozważań i modlitw. Można się nimi modlić także poza liturgią, wielokrotnie w ciągu dnia, na przykład traktując jako tzw. akty strzeliste. Bezustannie karmią duszę, bo też niezmiennie wyrażają tę samą tęsknotę kolejnych pokoleń chrześcijan za Tym, który jest już blisko. Będzie jutro.

***

Ostatnie dni Adwentu, od 17 grudnia, stanowią bezpośrednie przygotowanie do celebrowania Bożego Narodzenia. Charakterystyczne dla tego czasu są Wielkie Antyfony, zwane także „Antyfonami O!”, gdyż każda z nich zaczyna się właśnie od tej litery.

Antyfony te obecne są w liturgii Adwentu od czasów Grzegorza Wielkiego. Znane zwłaszcza z wieczornych nieszporów, kiedy śpiewamy je przed hymnem „Magnificat”, swoje miejsce znalazły też we Mszy świętej.

Treść antyfon stanowi jakby okrzyki radości, wzywające Pana różnymi imionami: Mądrość, Adonai, Korzeń Jessego, Klucz Dawida, Wschód, Król narodów czy Emmanuel. Imiona te są głęboko zakorzenione we wskazujących na oczekiwanego Mesjasza proroctwach Starego Testamentu.

Piękną obietnicę kryją również pierwsze litery wyśpiewywanych w antyfonach imion – tytułów oczekiwanego Mesjasza, stanowiące akrostych: gdy odczytamy je od tyłu, powstaje tajemnicze łacińskie hasło „Ero cras” (Emmanuel – Rex – Oriens – Clavis – Radix – Adonai – Sapientia), czyli „Jutro przybędę”.

Teksty Antyfon:

17 grudnia – Mądrości Najwyższego, która zarządzasz wszystkim mocno i łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności (Iz 11,2-3; 28,29)

18 grudnia – Wodzu domu Izraela, który na Synaju dałeś Prawo Mojżeszowi, przyjdź nas odkupić mocą Twojego ramienia (Iz 11,4-5; 33,22)

19 grudnia – Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać (Iz 11:1; 11:10)

20 grudnia – Kluczu Dawida, który otwierasz bramy wiecznego królestwa, przyjdź i wyprowadź z więzienia jeńca siedzącego w ciemnościach (Iz 9,6; 22:22)

21 grudnia – O Wschodzie, blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci (Iz 9,2)

22 grudnia – Królu narodów, Kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego z mułu utworzyłeś (Iz 2,4; 9,7)

23 grudnia – Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, przyjdź nas zbawić, nasz Panie i Boże (Iz 7,14)

***

Adwentowe antyfony „O”.

Kryją w sobie ważną obietnicę

Elena/Flickr

***

Gdy zestawimy łacińskie tytuły wielkich antyfon adwentowych i spojrzymy na ich pierwsze litery, to czytane od końca utworzą akrostych „Ero cras” – „Przyjdę jutro”.

Czas poprzedzający Wigilię Bożego Narodzenia to chyba najbardziej zabiegane dni w roku. Pomimo że tempo codziennych wydarzeń wydaje się zwalniać i coraz mniej myślimy o naszych zwykłych obowiązkach, to lista spraw, które wymagają szybkiego załatwienia, wciąż rośnie.

Trzeba kupić choinkę i rozejrzeć się za odpowiednią ilością karpia, wciąż jeszcze nie mamy wszystkich prezentów, w domu czekają nas porządki itp.

Wielkie antyfony adwentowe – co to jest

Tymczasem w wieczory tych grudniowych dni, od 17 do 23 grudnia, czyli w ostatnim tygodniu Adwentu, w tradycji Kościoła łacińskiego podczas modlitwy nieszporów śpiewa się lub odmawia od wieków tzw. wielkie antyfony „O”. Poprzedzały one hymn Magnificat, stanowiący dziękczynienie Maryi za łaskę cudownego poczęcia Chrystusa.

Za autora tych krótkich, zawierających trzy lub cztery wersy płomiennych wezwań modlitewnych, uważany jest św. Grzegorz Wielki – papież, którego pontyfikat przypadł na koniec VI wieku i który jest czczony zarówno przez chrześcijański Zachód, jak i Wschód. Był on równocześnie najbardziej prawdopodobnym twórcą liturgii rzymskiej.

O czym mówią antyfony „O”

Ostateczny, niezmieniony po dziś dzień, kształt literacki antyfonom miał z kolei nadać żyjący w IX wieku Amalariusz z Metzu. Każda z napisanych przez niego siedmiu antyfon na dni od 17 do 23 grudnia ma dość logiczną konstrukcję stylistyczną.

Zaczyna się od wezwania do przychodzącego Chrystusa (zawsze poprzedzonego “O”, stąd nazwa antyfon). Choć nigdy nie nazywa Go po imieniu, lecz określa opartymi na Starym Testamencie metaforami literackimi: „Mądrość, która wyszła z ust Najwyższego”, „Adonai, wódz Izraela”, „Korzeń Jessego”, „Klucz Dawida”, „Wschód”, „Król narodów” oraz „Emmanuel”.

Te dostojne synonimy potęgują uczucie tajemniczości i oczekiwania na wielkie wydarzenie. Zapadające coraz szybciej mroki wieczoru rozświetla wizja zwycięskiego władcy i króla, który – jak wschodzące o poranku słońce – przezwycięża nocny lęk i zagubienie, ogrzewając swoim nieprzemijającym i wiecznym blaskiem pogrążony w letargu świat.

„O Wschodzie, Blasku światłości wieczystej i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć żyjących w mroku i cieniu śmierci” – woła antyfona z 21 grudnia. Dobrze ona koresponduje z troparionem (specjalnym hymnem liturgicznym) śpiewanym na Wschodzie w dzień Bożego Narodzenia, który „napełnił wszechświat światłem poznania, dzięki czemu czciciele gwiazd od Gwiazdy nauczyli się czcić Ciebie, Słońce sprawiedliwości, i poznali, że Ty jesteś Wschodzącym z wysokości”.

Po każdym wezwaniu antyfony, w jej drugiej części, znajdziemy krótką prośbę o dobre owoce wcielenia, które wyzwala człowieka z jego grzesznej i słabej kondycji. Słyszymy słowa o „wyprowadzeniu z więzienia człowieka pogrążonego w cieniu śmierci”, o „wyzwoleniu potężnym ramieniem” czy też „nauczenie nas dróg roztropności”. Nacechowane optymizmem i nadzieją zapowiedzi poprzedza konsekwentnie ten sam czasownik: „przyjdź” (łac. „veni”).

***

Przyjdź, Panie Jezu!

Co ciekawe, gdy zestawimy łacińskie tytuły antyfon i spojrzymy na ich pierwsze litery, to czytane od końca utworzą akrostych „Ero cras” – „Przyjdę jutro”.

Sapientia
Adonai
Radix Jesse
Clavis David
Oriens
Rex gentium
Emmanuel

Przez stulecia antyfony ostatniego tygodnia przed Bożym Narodzeniem stanowiły natchnienie dla artystów i kompozytorów. Śpiewane najpierw w klasztorach w jednogłosowej tonacji chorałowej, przez wieki obudowane zostały coraz bardziej dostojnymi formami muzycznymi. Niezależnie jednak od iskrzącej się feerią dźwiękowych barw ornamentyką, wszystkie wyrażają gotowość rodzaju ludzkiego na przyjęcie przychodzącego Pana, który przed wiekami nie znalazł miejsca narodzenia, poza małą szopą za miasteczkiem.

Dzisiaj, biegnące gdzieś niepostrzeżenie między zakorkowanymi ulicami i migotającymi przedświątecznymi reklamami, słowa antyfon każą na chwilę przystanąć i zapytać się: czy jesteśmy gotowi przyjąć Dziecię narodzone w Betlejem?

Czy Jego blask i obraz dostrzegamy nie tylko w tych, którzy zmęczeni, choć zadowoleni, wracają obładowani torbami z upominkami z galerii handlowych, ale we wszystkich potrzebujących, samotnych i opuszczonych? Śpiących w środkach komunikacji miejskiej i gromadzących się w tych dniach tak licznie na wigiliach dla ubogich lub bezdomnych? W kolumnach uchodźców przemierzających pieszo Bałkany i stojących pod granicami Unii Europejskiej?

Do nich również, a może i przede wszystkim, zwracają się teksty grudniowych antyfon, z radością oznajmujących, że to, co niemożliwe dla człowieka, zawsze jest możliwe dla Boga i Jego Syna. Pan przyjdzie już jutro – do wszystkich i dla wszystkich.

Łukasz Kobeszko/Aleteia.pl

***

Wielkie antyfony adwentowe – wezwania pełne tajemnicy

fot. ks. Włodzimierz Piętka/Gość Niedzielny

***

Wielkie antyfony wyrosły w tradycji monastycznej i znalazły swoje miejsce w liturgii godzin.

Wszystkie nawiązują do tekstów Starego Testamentu, z nich też zaczerpnęły tytuły mesjańskie: Mądrość, Adonai, Pan, Wódz Izraela, Korzeń Jessego, Znak dla narodów, Klucz Dawida, Berło domu Izraela, Wschód, Blask Światła wiecznego, Słońce Sprawiedliwości, Król narodów, Kamień węgielny Kościoła, Emmanuel, Król i Prawodawca, Zbawiciel narodów. Głębia tych tytułów budzi zachwyt, tęsknotę za Chrystusem, objawieniem się tej pełni, która nastanie wraz z Jego ostatecznym przyjściem. Zdumiewa fakt, że „imię Jezus” nie pojawia się bezpośrednio w żadnej antyfonie, natomiast każda z nich odsłania jakąś część Jego tajemnicy. Każdą z antyfon można podzielić na trzy części. W pierwszej znajduje się jeden lub kilka tytułów mesjańskich, w drugiej rozwinięcie, które stanowi komentarz. Ostatnia część to bezpośredni zwrot do Chrystusa, rozpoczynający się od słowa „przyjdź”. Antyfony to pełna tęsknoty modlitwa, żarliwe błaganie, wołanie o…

Mądrość, która wyszła z ust Najwyższego

O Mądrości, która wyszłaś z ust Najwyższego, Ty obejmujesz wszechświat od krańca do krańca i wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą; przyjdź i naucz nas dróg roztropności.

Ta antyfona jest utkana z trzech starotestamentalnych cytatów. Pierwszy pochodzi z Księgi Syracydesa. Uosobiona Mądrość otwiera usta wobec zgromadzenia i stwierdza: „Wyszłam z ust Najwyższego i niby mgła okryłam ziemię” (24,3). Drugi zaczerpnięty jest z Księgi Mądrości. Tutaj Mądrość „sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią” (8,1). Z Księgi Przysłów zaczerpnięty jest motyw wzywający ludzi do prawego postępowania: „Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi!” (9,6).

Mądrością jest Boży Syn, Logos, Odwieczne Słowo. W Nim zamieszkała cała pełnia Bóstwa. On otwiera swe usta pośród swego ludu, a w Jego słowach jest Duch i życie. Słuchając ich z wiarą, otwieramy się na dar, zbliżamy się do obiecanej nam pełni. Chrystus, Odwieczne Słowo, staje się pochodnią dla naszych stóp i światłem na naszych ścieżkach, pokarmem dla pokładających w Nim nadzieję. Jednocześnie nawiązanie do biblijnej tradycji mądrościowej wskazuje na tajemnicę Trójcy oraz temat nowego stworzenia. Ojciec stwarza świat przez Słowo, swojego Syna, oraz tchnienie Ducha. Syn z łagodnością wprowadza nas w tajemnicę królestwa, obdarza łaską i chwałą, uzdalnia do tego, by żyć darem nowego życia.

Adonai, Pan, Wódz Izraela

O Adonai, Wodzu Izraela, Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi  i na Synaju dałeś mu Prawo; przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.

Ta antyfona to kompozycja czterech cytatów z Księgi Wyjścia, które stanowią niezwykle głęboką interpretację opowieści o krzewie gorejącym. Bóg wychodzi na spotkanie Mojżesza w tajemnicy krzewu, który płonie, ale się nie spala. Jest Wodzem Izraela, Tym, który prowadzi przez pustynię do ziemi obietnic. On wybawia swój lud z niewoli grzechu, działa mocą swojego potężnego ramienia, które wskazuje na wyzwalającą moc Boga.

Chrystus nazwany jest Adonai, to znaczy Pan i Władca. To tytuł, który w Starym Testamencie zarezerwowany był jedynie dla Boga. Odniesienie go do Chrystusa wskazuje na Jego Bóstwo. Słowa antyfony wskazują i na to, że teraz to człowieczeństwo Syna Bożego jest nowym krzewem gorejącym, miejscem objawienia się potęgi Bożej miłości. W Nim zostały wypełnione wszystkie obietnice. On jest nowym Mojżeszem, nową Torą, Panem i Prawodawcą. On jest Zbawicielem, którego wyglądali patriarchowie, prorocy i wszyscy, którzy poszli za ich słowem. On jest Wodzem, który prowadzi nas z niewoli grzechu ku prawdziwej wolności dzieci Bożych.

Przyjdź, o Adonai, Panie i Królu! Rozgrzej płomieniem miłości nasze letnie serca. Wypisz w ich głębi swoje Prawo. Wyzwól nas z tego, co ogranicza objawienie się Twojej chwały. Obyśmy mogli spocząć w Tobie, krzewie gorejącym, który nigdy nie przestaje płonąć żarliwą miłością.

Korzeń Jessego, Znak dla narodów

O Korzeniu Jessego, który się wznosisz jako znak dla narodów, przed Tobą zamilkną królowie, a ludy modlić się będą do Ciebie; przyjdź nas wyzwolić, już dłużej nie zwlekaj.

Do głosu w tej antyfonie dochodzą dwa wersety z Księgi Izajasza. „Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę” (11,10). Autor antyfony zestawił to proroctwo z innym fragmentem, zaczerpniętym z czwartej pieśni o słudze Pańskim: „Tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta” (Iz 52,15). Zapowiedź narodzin i odniesienie do pieśni, która mówi o cierpieniu Mesjasza, tworzą przedziwne zestawienie.

Spełnienie mesjańskich obietnic wiąże się z tajemnicą paschalną. Syn „owinięty w pieluszki i złożony w żłobie” jest znakiem dla pasterzy. Ale też On, zgodnie z proroctwem Symeona, jest znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. W sposób szczególny ów „znak” ujawni swoje znaczenie w „godzinie Jezusa”. Ukrzyżowanie to moment, w którym narody patrzą na „Tego, którego przebili”. W zmartwychwstaniu Chrystus wychodzi z „wnętrza ziemi”, by na wielki królować w chwale Ojca. Wówczas ujawnia się potęga Bożej miłości. Ta miłość podnosi i wyzwala, uzdrawia i przebacza. Tęsknota za nią dosięga najgłębszych warstw naszego istnienia.

Klucz Dawida, Berło domu Izraela

O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz, a nikt nie otworzy; przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, pogrążonego w mroku i cieniu śmierci.

Ta antyfona jest kompilacją trzech cytatów. Pierwszy pochodzi z Księgi Izajasza. Bóg ogłasza przez proroka: „Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy (22,22). Drugi to nawiązanie do błogosławieństwa Jakuba z Księgi Rodzaju: „Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!” (49,10). Trzeci zaczerpnięty jest z Psalmu 107, medytacji o wędrówce Izraelitów przez pustynię. „W swoim ucisku wołali do Pana, a On ich uwolnił od trwogi. I wyprowadził ich z ciemności i mroku, a ich kajdany pokruszył” (107,10-14).

Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii, absolutnym centrum, Alfą i Omegą. On posiada pełnię władzy, która nie przeminie. Władza ta obejmuje nie tylko „dom Dawida”, czyli naród wybrany, ale rozciąga się na wszystkie ludy i narody. Słowa o więzieniu, a także o mroku i cieniu śmierci, możemy odczytywać w świetle prawdy o zstąpieniu Chrystusa do otchłani. Klucz Dawida jest zatem metaforą zmartwychwstania. Bóg wyprowadza swego Syna z krainy śmierci, pokazując, że bramy nieba pozostają dla nas otwarte. „W nadziei już jesteśmy zbawieni” (Rz 8,24).

Wschód, Blask Światła wiecznego, Słońce Sprawiedliwości

O Wschodzie, Blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci.

W antyfonie możemy odnaleźć nawiązanie do co najmniej trzech starotestamentalnych cytatów. Pierwszy, z Księgi Mądrości, ukazuje mądrość jako „odblask wieczystej światłości” (7,26). Proroctwo z Księgi Malachiasza mówi o prawdziwie pobożnych, adorujących Boga: „A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach” (3,20). Współcześnie najmniej ewidentne jest odniesienie do trzeciego cytatu z Księgi Zachariasza: „Przyjdzie mąż, a imię jego Odrośl” (6,12a). W Wulgacie, łacińskim tłumaczeniu Biblii używanym w czasie, w którym komponowano antyfony, słowo „Odrośl” przetłumaczono jako „Oriens”, czyli Wschód. W antyfonie widać także wyraźne echo pieśni Zachariasza, nowotestamentalnego kantyku, który nazywa Chrystusa Słońcem sprawiedliwości (Łk 1,79). Bóg zamieszkujący światłość niedostępną odsłonił siebie w życiu Jezusa. On przyszedł i rozproszył ciemności grzechu. On jest światłością prawdziwą oświecającą każdego człowieka, a żadna ciemność nie jest w stanie przysłonić blasku, który ma swoje źródło w Nim. I choć w tym życiu „wpatrujemy się w jasność Pańską jak w zwierciadle”, „widzimy niejasno”, to jednak kształtując je ,opierając się na nauce Chrystusa, „upodobniamy się do Jego oblicza”. Odkrywamy prawdę i osiągamy prawdziwą wolność.

Król narodów, Kamień węgielny Kościoła

O Królu narodów, przez nie upragniony; Kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego utworzyłeś z prochu ziemi.

W tej antyfonie odnajdujemy dwa starotestamentalne cytaty. Pierwszy został zaczerpnięty z Księgi Jeremiasza: „Nikogo nie można porównać do Ciebie, Panie! Jesteś wielki i wielkie jest przepotężne imię Twoje! Kto nie lękałby się Ciebie, Królu narodów?” (10,6-7). Drugi pochodzi z Księgi Izajasza: „Przeto tak mówi Pan Bóg: »Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień dobrany, węgielny, cenny, do fundamentów założony. Kto wierzy, nie potknie się«” (28,16). Ten wątek został podjęty w Liście do Efezjan. Chrześcijanie zgromadzeni w Kościele nie są już „obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga – zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus” (2,19-20). Antyfona zawiera także nawiązanie do dzieła stworzenia, prochu, który symbolizuje kruchość istnienia.

Wszystko przemija, wieczny jest Bóg. Przetrwać może tylko to, co z Niego. Kościół, Jego dzieło, jest przystanią i portem dla wszystkich rozbitków, rzeczywistością, w której przebywa Chrystus „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. On przez śmierć i zmartwychwstanie zburzył mur wrogości i uczynił obie części ludzkości jednością. Jeżeli pytamy o źródło jedności w Kościele, to jest nim właśnie wyrażana na różne sposoby wiara w Chrystusa Jezusa.

Emmanuel, Król i Prawodawca, Zbawiciel narodów

O Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, oczekiwany Zbawicielu narodów, przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.

Antyfona w syntetyczny sposób łączy kilka cytatów z Księgi Izajasza. Mesjasz jest Emmanuelem, Bogiem z nami, synem Dziewicy (7,14). Jednocześnie, jak stwierdza Izajasz, jest naszym sędzią, prawodawcą i królem. „On nas zbawi!” (33,22). Ten sam Izajasz żarliwie woła do Boga: „Teraz więc, Panie, Boże nasz, wybaw nas z jego ręki! I niech wiedzą wszystkie królestwa ziemi, że Ty sam jesteś Bogiem, o Panie!” (37,20). W antyfonie możemy znaleźć także aluzję do Ewangelii Jana: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (4,42).

Bóg, który wszedł w przymierze z narodem wybranym, od zawsze był bliski tym, którzy pokładali w Nim ufność. Jednak wierząc we wcielenie Syna Bożego, możemy pójść o krok dalej: Bóg nie tylko jest bliski, ale jest ludzki. Od momentu, w którym „słowo stało się ciałem”, żadne nasze doświadczenie nie jest Mu obce. Jesteśmy nie tylko w orbicie Jego zainteresowania. Wzywając Go, otwieramy się na Jego przychodzenie, doświadczamy wyzwolenia z grzechu, odnowy naszej natury. On przyszedł i zbawił to, co przyjął – obarczone słabością człowieczeństwo. Zbawia nas. Zbawia mnie.

ks. Włodzimierz PiętkaGość Niedzielny

***

Adwent to jeszcze nie Boże Narodzenie! Czyli kiedy mamy świętować, a kiedy pościć

(opr. PCh24.pl / GS)

***

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia trwa od wieczora 24 grudnia aż do Święta Chrztu Pańskiego. W polskiej tradycji czas świąteczny jest nawet dłuższy, a to ze względu na ludowy zwyczaj śpiewania kolęd aż do 2 lutego. Niestety coraz częściej „okresem świątecznym” staje się czas przed Świętami, kiedy to bombardowani jesteśmy świąteczną muzyką, filmami, czy produktami w sklepach. Przepiękny okres Adwentu jest pomijany, a ci, którzy „świętowali” przez cały Adwent, wraz z nadejściem Bożego Narodzenia świętowania mają już dosyć.

Kościół daje nam przepiękny i trwający nieco ponad dwa tygodnie okres Bożego Narodzenia. Rozpoczyna się on Nieszporami w Wigilię Bożego Narodzenia, czyli 24 grudnia wieczorem. To właśnie wtedy liturgiczne teksty po raz pierwszy wyrażają radość z Narodzin Zbawiciela. Kolejne obchody Bożego Narodzenia zawierają Mszę w nocy („Pasterkę”), dzień Bożego Narodzenia, a następnie całą Oktawę, czyli osiem dni świętowania. Radosny obchód Bożego Narodzenia jest więc niejako wydłużony aż do 1 stycznia włącznie. Spotkania z rodziną i znajomymi, wspólne śpiewanie kolęd, a przede wszystkim medytacja nad liturgicznymi tekstami bożonarodzeniowymi, pozwalają nam lepiej świętować Narodziny Mesjasza.

O cudowna zamiana: Stworzyciel rodzaju ludzkiego przyjmując ciało z duszą, raczył się narodzić z Dziewicy: i stając się człowiekiem bez udziału człowieka, udzielił nam swego Bóstwa – mówi treść jednej z nieszpornych antyfon na dzień 1 stycznia. Przykład ten pokazuje, że Kościół obdarza nas głębokimi tekstami bożonarodzeniowymi przez całe osiem dni.

To jednak nie koniec. Po zakończeniu Oktawy, czyli tego „rozciągniętego dnia”, okres Bożego Narodzenia trwa nadal. W jego trakcie, 6 stycznia, obchodzimy Objawienie Pańskie, znane powszechnie jako święto Trzech Króli. Uroczystość ta jest starsza nawet od samego obchodu Bożego Narodzenia, a jej szczególne znaczenie polega na tym, że wspomina ona objawienie się Narodzonego Zbawiciela mędrcom, a przez nich – całemu światu. Do 1960 r. święto to również miało swoją Oktawę, która wraz z obchodzonym 13 stycznia Świętem Chrztu Pańskiego „na dobre” kończyła okres Bożego Narodzenia. W nowym kalendarzu liturgicznym, czyli tym wprowadzonym w 1969 r., czas świąteczny również kończy się świętem Chrztu Pańskiego, które jednak obchodzi się kilka dni wcześniej, a mianowicie w niedzielę po uroczystości Trzech Króli.

Zgodnie z polską tradycją, nieformalny okres świąteczny jest jeszcze dłuższy i trwa aż do święta Ofiarowania Pańskiego 2 lutego. Chociaż w kościołach nie słyszymy już kolęd, to w domach rozbrzmiewają one jeszcze przez trzy tygodnie, a dzięki świątecznym spotkaniom radość z przyjścia Chrystusa na świat trwa nadal.

Oprócz radosnego okresu Narodzenia Pańskiego, Kościół daje nam również wyjątkowy czas na przygotowanie się do niego, czyli niespełna cztery tygodnie Adwentu. W tym czasie wyczekujemy zarówno kolejnych w naszym życiu świąt Bożego Narodzenia jak i powtórnego przyjścia Chrystusa na końcu czasów. Medytowanie nad Sądem Ostatecznym może być dla nas okazją do nawrócenia i odejścia od życia w grzechu, a rozważanie starotestamentalnych proroctw zapowiadających nadejście Mesjasza oraz drogi Matki Bożej, którą przeszła od Zwiastowania przez Nawiedzenie św. Elżbiety aż do stajenki w Betlejem, pozwala nam jeszcze bardziej pragnąć przeżycia świąt Bożego Narodzenia po raz kolejny. Maryja jako niezwykle ważna postać w dziele Zbawienia jest dla nas szczególną towarzyszką w całym Adwencie, co wyrażają choćby Roraty, czyli Msze św. ku Jej czci tradycyjnie odprawiane jeszcze przed świtem. Oczekiwanie w ciemności i jedynie przy świetle świec symbolizuje ciemność grzechu, w której pogrążona była ludzkość zanim Chrystus przyszedł na świat, by ją odkupić.

Mimo, że Adwent jest czasem radosnego przygotowania, to nie jest on jednak pozbawiony ducha pokuty. Przypomina nam o tym m.in. fioletowy kolor liturgiczny, czy też brak hymnu Gloria („Chwała na wysokości”) na niedzielnej Mszy św. W Adwencie warto zatem powziąć drobne wyrzeczenia, bo jak mówią święci przewodnicy duchowi, im więcej się umartwiamy w czasie przygotowania, tym większa będzie nasza radość, gdy przyjdą Święta. Wierni przywiązani do starej tradycji mają ku temu szczególną okazję dzięki przypadającym w 3. tygodniu Adwentu Suchym Dniom, czyli trzema dniami modlitwy i postu (środa, piątek i sobota).

Cisza i pokuta mają dobry wpływ zarówno na duszę jak i na ciało. Bardzo potrzebne jest nam odmówienie sobie jakiejś przyjemności, pójście naprzeciw swojej wygodzie poprzez wczesne wstanie na Roraty, czy rezygnacja z internetu na koszt modlitwy. Post i modlitwa pomagają nam bowiem uśmierzać nasze pożądliwości i zwracać się ku Bogu, o czym mówi sama Ewangelia. Kiedy Apostołowie zapytali Jezusa, czemu nie mogli wyrzucić konkretnego rodzaju złego ducha, On im odpowiedział: „Ten rodzaj żadnym sposobem wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę i post” (Mk 9,28). Kiedy pościmy, nasze ciało oczyszcza się oraz uczy się posłuszeństwa naszemu rozumowi, a dzięki temu łatwiej jest nam zwalczać pokusy. Ogromną korzyść odnosi także nasza dusza, która ma okazję zerwać z ciążącym w niej grzechem, pojednać się z Bogiem bądź wzmocnić relację z Nim. Pięknym doświadczeniem jest zatem czterotygodniowe wyczekiwanie na mające się narodzić Dzieciątko, a dzięki temu radość, gdy Ono się narodzi, będzie jeszcze większa. Nic więc dziwnego, że Kościół tradycyjnie zalecał przygotowanie do wielu świąt poprzez Wigilię, czyli dzień postu. A nawet ta najsłynniejsza – Wigilia Bożego Narodzenia – zakłada powstrzymanie się od pokarmów mięsnych.

Pokutno-przygotowawczy charakter Adwentu jest czymś zupełnie przeciwnym do tego, co oferują nam sklepy, radio, czy telewizja. Motywy świąteczne królują tam już w listopadzie, próbując nakłonić nas do „świętowania” jeszcze wcześniej. Podporządkowując się takiej modzie omija nas ten przepiękny czas adwentowego przygotowania, będący jednocześnie (być może ostatnią!) okazją do nawrócenia. Tracimy również właściwy okres Bożego Narodzenia przypadający między Wigilią a świętem Chrztu Pańskiego. Kiedy on bowiem nadejdzie, czujemy zmęczenie „świętowaniem” już w Adwencie. Choinki ubrane na początku grudnia trafiają do kosza zaraz po Świętach, a muzyki świątecznej, którą byliśmy bombardowani od co najmniej miesiąca, mamy już dosyć. Adwent zostaje więc zastąpiony „okresem świątecznym”, a właściwy okres Bożego Narodzenia po prostu ginie.

Wbrew pozorom, takie zjawisko nie jest niczym nowym i w niektórych krajach trwa już od kilkuset lat. W latach 80. ubiegłego stulecia w języku angielskim pojawiło się nawet określenie „Christmas creep” („gorączka bożonarodzeniowa”), oznaczające czas świątecznych zakupów na długo przed Bożym Narodzeniem. Sprzedawcy wystawiają produkty bożonarodzeniowe wcześniej, aby wydłużyć czas rzekomo „świąteczny” i zwiększyć swoją sprzedaż. Sklepy zakładają, że trzymiesięczny okres: październik-listopad-grudzień winien być czasem największego utargu w roku.

Niestety przesunięcie świętowania Bożego Narodzenia na Adwent widoczne jest nawet we wspólnotach katolickich, choć może jeszcze nie w Polsce. W krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej do porządku dziennego przeszło organizowanie parafialnych koncertów kolęd i spotkań świątecznych już od samego początku Adwentu. Tymczasem konia z rzędem temu, kto znajdzie tam świąteczne dekoracje lub kolędy w styczniu.

Czy naprawdę o to chodzi w Adwencie? Tracimy ten piękny czas refleksji i modlitwy przed jednymi z największych Świąt w roku! W końcu Boże Narodzenie to radosne świętowanie Wcielenia Syna Bożego i Jego Narodzin w Betlejem. Cała otoczka składająca się z ubierania choinki i szykowania wystroju naszych domostw, gotowania tradycyjnych potraw, a także obdarowywania się prezentami ma nam pomóc lepiej przeżyć świąteczny czas, ale nigdy nie może stać się celem samym w sobie.

Adrian Fyda/PCh24.pl

***

Trzecia Niedziela Adwentu

14 grudnia

fot. Bożena Sztajner/Tygodnik Niedziela

13.30 – Adoracja Najświętszego Sakramentu

(w tym czasie jest możliwość spowiedzi św.)

14.00 – Msza święta

fot. Ranyel Paula/cathopic.com

***

Gaudete, czyli radujcie się! Najbardziej radosna Niedziela w Adwencie

Tradycja świętowania Niedzieli “Gaudete” wyrosła w czasach, gdy Adwent miał typowo postny charakter. Wtedy miała charakter przerwy w poście, była jedynym radosnym akcentem Adwentu.

Nazwa III niedzieli Adwentu pochodzi od słów antyfony na wejście: „Gaudete in Domino”, czyli „Radujcie się zawsze w Panu”. Teksty liturgii tej niedzieli przepełnione są radością z zapowiadanego przyjścia Chrystusa i z odkupienia, jakie przynosi.

Nazywana jest także „Niedzielą różową” gdyż jest to jeden z dwóch dni w roku, kiedy kapłan może sprawować liturgię w szatach koloru różowego.

Przewaga światła

W liturgii adwentowej obowiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych. Jako barwa powstała ze zmieszania błękitu i czerwieni, które odpowiednio wyrażają to co duchowe i to co cielesne, fiolet oznacza walkę między duchem a ciałem. Zarazem połączenie błękitu i czerwieni symbolizuje dokonane przez Wcielenie Chrystusa zjednoczenie tego co boskie i tego co ludzkie. Wyjątkiem jest III niedziela Adwentu – tzw. Niedziela „Gaudete”. Obowiązuje wtedy różowy kolor szat liturgicznych, który wyraża przewagę światła, a tym samym bliskość Bożego Narodzenia.

Kulminacyjny punkt oczekiwania

Tradycja świętowania Niedzieli „Gaudete” wyrosła w czasach, gdy Adwent miał typowo postny charakter. Wtedy miała charakter przerwy w poście, była jedynym radosnym akcentem Adwentu. Teraz, gdy Adwent obchodzony jest jako czas radosnego oczekiwania stanowi ona bardziej kulminacyjny punkt tego okresu trafnie wyrażając jego prawdziwą tożsamość.

Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego „adventus”, które oznacza przyjście. Dla starożytnych rzymian słowo to, oznaczało oficjalny przyjazd cezara. Dla chrześcijan to radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i radosnego oczekiwania.

KAI/Stacja7

***

Dziś 14 grudnia wspomnienie św. Jana od Krzyża

Ukrzyżowanie według św. Jana od Krzyża

Św. Jan od Krzyża jest nie tylko autorem traktatów teologicznych, ale również rysunku przedstawiającego ukrzyżowanie Chrystusa, który różni się od popularnych przedstawień tej sceny.

W okresie, gdy Jan od Krzyża był spowiednikiem w klasztorze Wcielenia w Awili, narysował szkic przedstawiający ukrzyżowanego Chrystusa. Wyrażał on w plastyczny sposób jego wizję. Jan posiadał wrodzony talent wzmocniony uduchowionym trybem życia. Często podczas wolnych chwil rzeźbił drewniane postacie Chrystusa. Narysował też jedynego w swoim rodzaju Jezusa Ukrzyżowanego. Niektórzy twierdzą, że niejednego. Minie jeszcze sporo czasu (Jan przebywa w Awili w latach 1572—1577), zanim napisze swoje dzieła. Ale podstawowe idee duchowe kształtujące myślenie Jana od Krzyża już w nim tkwią. Są to między innymi etapy oczyszczenia, które prowadzą do zjednoczenia z Bogiem, w czym pomagają święte obrazy. „Pozwalają ulecieć ku Bogu żywemu” (DGK III 15, 2). Z tej idei narodził się ukrzyżowany Chrystus ojca Jana.

Pewnego dnia, najprawdopodobniej między 1574 a 1577 rokiem, Jan od Krzyża modlił się w wewnętrznej galerii klasztoru. Nagle objawił mu się ukrzyżowany Chrystus. Natychmiast na kartce papieru naszkicował to, co ujrzał. Była to postać Chrystusa w skrócie perspektywicznym. Ciało Jezusa przypominało skręcony stożek. Sam krzyż był prosty. Ciało martwego Jezusa, z głową opadającą na piersi, było odchylone ku przodowi. Podtrzymywały je gwoździe. Nadprzyrodzona wizja przekształciła się w straszny i okrutny obraz trudny do zaakceptowania w tamtych czasach. Można powiedzieć, że mistycyzm Jana od Krzyża przełamywał estetyczne kanony. Mamy w jego obrazie oszczędność i pewność linii, pełen niepokoju skurcz ciała, głębię przeżyć i genialny skrót perspektywiczny. Jan kontempluje Jezusa, który jest już cieniem człowieka. Jego pokaleczone ciało przybiły do krzyża grzechy ludzi, za których zginął.

Ten szkic jest czymś wyjątkowym u kogoś, kto, tak jak Jan, nie lubił osobistych zwierzeń, kto niechętnie odnosił się do doznań zmysłowych na drodze życia duchowego. Jest on jednak zgodny z jego upodobaniem dla „obrazów realistycznych i żywych, które pobudzają wolę i pobożność wiernych” (DGK, III 35, 3). Być może jest to także próba wyrażenia czegoś, czego nie można wyrazić słowami. W każdym razie szkic Jana od Krzyża nie jest co prawda cudem, ale nie jest też dziełem czysto ludzkim. To mistyczny impuls wyzwolił zdolności artystyczne Świętego. Mistyk i artysta są w równej mierze autorami tego dzieła. Byłoby błędem przesadnie realistyczne traktowanie wizji, która doprowadziła do powstania szkicu. Najprawdopodobniej Jan ujrzał ją zmysłami wewnętrznymi (w wyobraźni) lub własnym intelektem. Była ona wyraźna i jednocześnie zawierała elementy materialne.

Genialny szkic na wiele lat został zapomniany. Święty podarował go swojej ulubionej córce duchowej, s. Annie Marii od Jezusa. Przechowywała go ona ponad 40 lat. Na światło dzienne został wydobyty podczas procesu beatyfikacyjnego Jana od Krzyża. Wtedy to została wykonana kopia dzieła, którą sporządzono na potrzeby procesu. Kopia ta później zaginęła. Natomiast sam oryginalny szkic s. Anna Maria przekazała przed swoją śmiercią s. Marii Pinel, która umieściła go w specjalnym relikwiarzu. Dzięki temu stał się on dostępny dla biografów Świętego. Jeden z nich zalecił nawet wykonanie ryciny dzieła i umieścił ją w swojej książce o Janie. Był nim Hieronim od św. Józefa. Ta rycina zapoczątkowała obiegowe przedstawianie rysunku Świętego. W pewien sposób różniło się to przedstawienie od oryginału, ale miało duży wpływ na kolejne reprodukcje dzieła. W 1641 r., po śmierci s. Marii Pinel, właścicielki rysunku, został on umieszczony w relikwiarzu, w którym przebywał do 1969 roku.

Ukrzyżowanie według św. Jana od Krzyża

W XX wieku nadszedł czas na odkrycie dzieła mistycznego Jana od Krzyża. Wraz z tym procesem odkryto także szkic ukrzyżowanego Chrystusa. Najwięksi i najwybitniejsi pisarze karmelitańscy i nie tylko poświęcili wiele stron rozważań na temat wizji Świętego. Francuski karmelita bosy, wielki znawca Świętego, Bruno de Jésus-Marie pokazał go dwóm wybitnym malarzom hiszpańskim, José Maríi Sertowi i Salvadorowi Dalí. Sert przypuszczał, że ciało Chrystusa zostało naszkicowane w pozycji horyzontalnej, gdy już stygło. Namalował w związku z tym trzy szkice, na których Chrystus znajduje się w pozycji horyzontalnej. Analiza Serta odbiega od prawdy o oryginalnym szkicu. Dziś wiadomo już z całą pewnością, że Jan od Krzyża wykonał swój rysunek, przedstawiając Chrystusa w pozycji pionowej. Również drugi artysta, Dalí, po swojemu zinterpretował genialne dzieło Świętego. Jego Chrystus św. Jana od Krzyża, wystawiony w Art Gallery w Glasgow, w formie i treści jest inny od oryginału. Postać Chrystusa jest zimna, niewzruszona, wręcz marmurowa i przypomina raczej bóstwo greckie niż dramatycznego i żywego Chrystusa z Kalwarii św. Jana od Krzyża. Również inne prace Dalíego przedstawiające ten temat mają niewiele wspólnego z dziełem Świętego.

W dobie współczesnej każdy z nas może dzięki milionowym reprodukcjom szkicu św. Jana od Krzyża obcować z tym niepojętym dziełem: owocem kunsztu artystycznego i mistycznego.

o. Bartłomiej Józef Kucharszki OCD/Głos Karmelu 6/2010Opoka.pl

***

Słynny rysunek Chrystusa na krzyżu autorstwa św. Jana od Krzyża

fot.Józef Wolny – Gość Niedzielny

***

To jest coś bardziej subtelnego

Wieczory uwielbienia czy różaniec są dobre, ale… istnieje droga prowadząca dalej. O. Serafin Maria Tyszko OCD mówi o jej opisie u św. Jana od Krzyża.

Jarosław Dudała: Załóżmy, że prowadzę jakieś życie wewnętrzne. Słyszałem, że św. Jan od Krzyża był wielkim mistrzem duchowości. Skąd mam wiedzieć, czy jego pisma to coś dla mnie?

O. Serafin Tyszko OCD: Ścieżek na drodze, którą jest Jezus, jest wiele. Ale jeżeli coś we mnie iskrzy, jeśli budzą się jakieś pragnienia na wspomnienie o św. Janie, to dlaczego nie miałbym uważać, że Duch Pański mnie do tego zaprasza?

Może dlatego, że św. Jan jest trudny? Nawet św. Teresa Wielka mówiła, że nie do końca go rozumie.

To, o czym o pisze Jan (o przeobrażającym zjednoczeniu), a także Teresa – przynajmniej do piątych mieszkań “Zamku wewnętrznego” włącznie – jest absolutnie dla wszystkich chrześcijan! A że Teresa nie do końca rozumiała Jana, to nic dziwnego. Nie ma co tego dramatyzować. Każdy z nas idzie własną ścieżką i druga osoba nigdy nie staje się mną.

Czyli nie trzeba być mnichem, mniszką czy zakonnikiem, żeby osiągać szczyty kontemplacji?

Gdyby to ode mnie zależało, to spokojnie beatyfikowałbym brata św. Teresy od Jezusa (miał na imię Lorenzo), brata św. Jana od Krzyża (Francisco) czy siostrę św. Elżbiety od Trójcy Świętej – Małgorzatę. Małgorzata, mama 9 dzieci (jedno wcześnie zmarło), która w wieku 42 lat została wdową, osiągnęła szczyty życia kontemplacyjnego w życiu małżeńsko-rodzinnym. Wzrastała przy tym w życiu kontemplacji i miłości bez szczególnego nauczania ze strony innych, poza podpowiedziami jej klauzurowej siostry.

Albo taka babcia Hala, która spotkałem w 1990 r. w Ukrainie. Dziś ma 91 lat. Przy niewielkim moim udziale poddała się pewnym Bożym działaniom, w tym intensywnej nocy ciemnej. Jestem przekonany, że prowadzi głębokie życie kontemplacyjne w ramach swojego świeckiego życia.

Kwestią jest tylko to, czy dana osoba zgodzi się na prowadzenie Boże, czerpiąc z doświadczenia Jana czy Teresy.

Zapytam więc przewrotnie: dla kogo nie jest św. Jan? Czego nie można u niego znaleźć?

Początków życia duchowego. Sam zresztą pisał, że jest szereg dobrych książek o początkach medytacji, dlatego on nie będzie się tym zajmował. – Chcę pisać o punktach stycznych, kiedy Duch Pański przeprowadza duszę z jednego poziomu na drugi, czyli o nocach ciemnych – deklarował Jan. (Teresa w ramach tzw. próby miłości w trzecim mieszkaniu “Zamku wewnętrznego” mówi, że chce pisać o tym, jakie przeobrażenia i jakie oczyszczenia są potrzebne.) I wreszcie – w różnych momentach – Jan pisze o szczytach: w “Pieśni duchowej” czy “Żywym płomieniu miłości”.

Jeżeli ktoś chce czerpać z Jana początki życia duchowego, to trochę u niego znajdzie, ale niewiele.

Jeżeli ktoś chce pytać, na czym polega medytacja chrześcijańska, to też nie.

Wątku ewangelizacyjnego – kerygmatycznego, pierwszej metanoi  – tam się nie znajdzie.

Trochę można znaleźć w życiorysie św. Teresy, ale nie jest to opracowane w sposób systematyczny.

Pisał Ojciec w książce “Geniusz św. Jana od Krzyża”, że droga, którą proponuje św. Jan, to droga bez atrakcji. I że jeżeli nie wyciszy się w sobie pewnego rodzaju pobożności, to w ogóle nie można wejść na tę drogę.

Może tak być, może tak być…

Pisałem to w 1988-1989 roku. Dziś bym tak tego nie nazwał. Nie mówiłbym o “braku atrakcji”. Ale tym kluczu układ podstawowy jest prosty: czy dana osoba szuka zjednoczenia ze sobą Ojca, Syna i Ducha Świętego przez wcielone Słowo Boga żywego, jakim jest Jezus, czy szuka Jego Osoby i zjednoczenia z Nim, czy raczej szuka wrażeń.

Dziś napisałbym, że Jan nie zachęca do zatrzymywania się na wrażeniach – ale to też trzeba dobrze rozumieć. Jan mówił: – Proszę bardzo: jeśli interesują cię dary, przeżycia, doznania i jest ci to potrzebne, to ja nie będę dyskutować z Duchem Świętym. Ale podpowiadam ci: jeśli nie pójdziesz w ubóstwo ducha, nie oderwiesz się od tego, to to, co na pewnym etapie w życiu duchowym ci służyło, na innym etapie będzie ci przeszkadzać.

Chce Ojciec powiedzieć, że aby pójść głębiej za św. Janem, trzeba przestać chodzić na wieczory uwielbienia, przestać odmawiać różaniec?

Nie, to zła interpretacja.

Główny problem jest taki: czy dana osoba chce zostać: niewolnikiem religijnym, strachliwym wobec Boga, czy chce – i to jest częstsze – zostać najemnikiem Boga, czyli osobą, która mówi o opłacalności (“co ja będę z tego miał, że będę odmawiał różaniec?”, “co ja będę z tego miał, że będę prowadził życie liturgiczne?” itd., itd.) Jeżeli dana osoba się na tym zatrzyma, to nie pójdzie dalej.

To nierzadkie zjawisko. Mam kontakt z wieloma dawnymi znajomymi z ruchu oazowego czy odnowy charyzmatycznej, którzy z różnych powodów tak się przyzwyczaili do doznań, przeżyć czy nawet głębszych doświadczeń, tak się przyzwyczaili do modlitw ustnych w pewnym kluczu, że dalej nie mogą pójść. Bo nie chcą wejść w większą pustkę, świętą pustkę, noc ciemną, to, co Jan nazywa próżnią – czyli głębokie ubóstwo duchowe, które sprawia, że moja przestrzeń duchowa jest otwarta na dalsze działanie. Zatrzymują się na tym poziomie. I wtedy to przeszkadza.

Natomiast to, co się dzieje po drodze, jest dobre, jeśli ta osoba daje się prowadzić dalej. Jeśli  nie prowadzi modlitw ustnych na kilometry i tony, paplając i próbując zakląć Boga, żeby jej coś dał – ze zbawieniem włącznie.

Jak zaczniesz chodzić na modlitwę dla Niego, żeby to On “więcej z tego miał”, to dokonuje się jakieś pogłębienie. I wówczas rewidujesz swoje dotychczasowe zaangażowanie modlitewne – nie musisz go odrzucać. Stanowisko typu: “To ja już w ogóle nie będę uwielbiał” byłoby dziwaczne.

A że mogę się na tej atrakcji, przeżyciu, wrażeniu zatrzymać – to zupełnie inna kwestia. To się zdarza: dana osoba nie chce wejść w świętą, pierwszą, błogosławioną, będącą darem Bożym noc ciemną – czyli przejście z poziomu sentido (poziomu płytko-emocjonalnego, płytko-racjonalistycznego, podstawowo-wyobrażeniowego, fantazyjnego, doznaniowego) na poziom espiritu. Wówczas rzeczy, o których pan wspomniał – które na pewnym etapie były potrzebne, bo wyprowadziły tę osobę ze śmierci duchowej albo z bylejakości czy przeciętności kościelnej –  te rzeczy zostają przywłaszczone i zaczynają przeszkadzać. To myślenie typu: “To ma być, a jak mi Pan Bóg tego nie da, to mogę się na Niego obrazić”. I  zaczyna się latanie po miejscach, w których “to” dają… A Bóg mówi: “Wcale nie musisz tam latać. Ja jestem w tobie, tylko na inny sposób. Czy jesteś gotów przejść przez błogosławioną ciemną noc? Czy jesteś gotów zostawić to, co było, na rzecz ubóstwa duchowego, czyli poddania się Duchowi Bożemu, w którym wchodzisz w darmowość, bezinteresowność, a nie atrakcyjność, wrażeniowość, doznaniowość itd.?”

Wiele osób, które przyjeżdżają do nas na rekolekcje, wywodzi się z tego nurtu doznaniowego. Problem pojawia się, gdy proponuje im się coś idącego dalej. Wtedy zdarza się, że pojawia się lekkie przerażenie, bo człowiek do czegoś się przyzwyczaił, zna to, to jest jego. A kiedy wchodzi w noc ciemną, duchowe podpórki i częściowo ziemia trzęsą się, jakby nie było oparcia. Jan od Krzyża pisze o kimś takim: “oparty, a bez oparcia”. Bo nie odczuwa tego, ale jest oparty na samym Bogu. Do tej pory mógł być oparty na darach, doznaniach, wrażeniach, na przeżyciach, a Osoba była na drugim miejscu. Pytanie brzmi: czy pragnę za wszelką cenę Osoby i Jej prowadzenia, czy bardziej pragnę mieć coś dla siebie, np. doznania religijno-charyzmatyczne czy jakiekolwiek inne. I tutaj problem mają absolutnie wszyscy: czy są z różańca, czy z modlitwy ustnej, tzw. charyzmatycznej czy jakiejkolwiek innej.

A wcześniej czy później każda taka osoba stanie przed propozycją nocy ciemnej. Zgodzi się – pójdzie dalej. Nie zgodzi się – będzie krążyć na jakimś poziomie. Bóg to będzie tolerował przez jakiś czas: “Dobrze, jeśli tak sobie życzysz, wrócę za jakiś czas i znów zaproponuję ci coś dalej”. To jest niezmiernie dyskretna historia!

Załóżmy, że zgodzę się pójść dalej. Co będzie dalej?

Dalej będzie większa prostota i głębsze zjednoczenie, ale bardziej z Osobą aniżeli z działaniami Osób Boskich, bynajmniej Ich nie odrzucając. Będzie głębsze doświadczenie, ale już niekoniecznie doznaniowe, przeżyciowe. Wtedy dokonuje się paschalne “odkręcenie się” od samego siebie, a kręcenie się wokół Niego. Silniejsze stają się wiara, nadzieja i miłość jako najistotniejsze elementy życia Bożego we mnie. I zaczynam bardziej prowadzić życie w Duchu Świętym (u Teresy to jest w czwartym mieszkaniu “Zamku wewnętrznego”) aniżeli religijno-pobożnościowe, religijno-moralne. Jestem gotów na dobre paschalne cierpienia. Jestem gotów na bardziej ofiarną, ale roztropną służbę. Jestem bardziej gotowy na całkowite wydanie się Jemu: “zdobądź mnie, przejmij mnie, ja nie chcę już należeć do siebie, chce należeć do Ciebie”. Jan mówi, że jeśli taka osoba pozwoli żeby ją przekroczyć, Bóg – żeby jej nie zniechęcić – przeważnie daje jej pewne doświadczenia, których nie można już nazwać odczuciami, wrażeniami, atrakcjami. To jest coś bardziej subtelnego. Opisuje to zarówno w “Pieśni duchowej”, jak i w “Żywym płomieniu miłości”. To jest nieporównywalne do tego, co się działo na poziomie sentido. On tamtego poziomu nie neguje, mówi tylko: “Idź na skróty. Dlaczego idziesz drogą zmysłowo-wyobrażeniową, zamiast iść drogą duchową?”

Św. Paweł o tym samym pisze do Koryntian: nie neguję, stwierdzam, że macie wszystkie dary łaski”. Ale – mówi dalej – duchowi nie jesteście. Nie jesteście pneumatikoi. Podpowiedzieć wam, dlaczego nie jesteście pneumatikoi? Jesteście sarkikoi, czyli ludźmi starego człowieka, tyle że już z pierwszymi darami, pierwocinami Ducha. Ale duchowymi w sensie ścisłym (pneumatikoi ), poddanymi Duchowi jeszcze nie jesteście. Jesteście sarkikoi (my to tłumaczymy jako “cieleśni”, ale to nie jest do końca prawidłowe), bo zdarzają się u was takie a takie rzeczy. Ale nie neguję, że nie brak wam żadnych darów łaski.

I dokonuje się wreszcie w niektórych przypadkach – nie we wszystkich – przeobrażające, oblubieńcze, zaślubiające zjednoczenie z Bogiem, gdy ta osoba jest do głębi wolna, jest uwolniona od opinii ludzkiej i uwolniona od przywłaszczania sobie rzeczy duchowych. Jest głęboko uboga i nic jej nie brakuje. Jest miłosierna wobec braci – nie potrafi osądzać. Jest służebna, ale mądrze – ponieważ łączy w sobie miłość miłosierną z prawdą i sprawiedliwością w rozumieniu biblijnym. Może mieć pewne doświadczenia duchowe i może ich nie mieć. Może być w głębokiej oschłości przez resztę życia, ale jest cała zjednoczona i nie odchodzi od Boga.

Przeważnie ludziom towarzyszą przy tym pewne doświadczenia – niekoniecznie ekstatyczne, jak u Teresy; u Jana było tego prawdopodobnie mniej, przynajmniej nic o tym nie pisze.

Taki człowiek jest przeobrażająco zjednoczony z Bogiem. Jest u celu tego, co może się wydarzyć po tej stronie.

Potem jeszcze Jan opisuje rzeczy zupełnie niezwykłe: taka osoba jest na tyle poddana Duchowi Świętemu, że sama tchnie Ducha Świętego.

Ponieważ w jej duszy jest niebo (już teraz, nie gdzieś daleko), ponieważ ma życie wieczne w Chrystusie, Duch Święty czasem podwiewa zasłonę i ta osoba jakby zaczyna widzieć Boga, chociaż nie w sensie absolutnym – nie tak, jak po drugiej stronie. Ma też prawdziwe owoce Ducha Świętego: miłość (agape), radość, pokój…

Niektórzy są w tym kluczu widoczni, niektórzy bardzo ukryci. Taka babcia Hala… Niewiele osób odkryło, że to jest osoba prawdopodobnie głęboko zjednoczona z Bogiem. Jest uboga, prosta. Nie jest przeznaczona na świecznik.

To są piękne rzeczy! Ale bez nocy ciemnej to jest niemożliwe.

O. Serafin Maria Tyszko (ur. 1953) jest karmelitą bosym. Pochodzi ze Słupska. W Karmelu od 1979 r., kapłanem jest od roku 1985. Ponad 3 lata pracował w Ukrainie, 18 lat spędził w karmelitańskim eremickim domu modlitwy w Drzewinie koło Pruszcza Gdańskiego, obecnie (od 7 lat) w będącym w budowie klasztorze rekolekcyjnym na Zwoli koło Poznania.

Gość Niedzielny

***

piątek -12 grudnia

UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ Z GUADALUPE

Uroczysta Msza św. o godz. 19.00 w sali parafialnej przy kościele św. Piotra,

której przewodniczył będzie paulin o. Marcin Sylwan Wirkowski z Apostolstwa Różańca Świętego i Płaszcza Najświętszej Dziewicy z Guadalupe.

Podczas Mszy św. odnowienie naszego zawierzenia, aby Najświętsza Maryja Panna okryła nas swoim płaszczem.

Maryja z Guadalupe jest jak żywa osoba. Najważniejsze fakty dotyczące cudownego wizerunku
fot. Depositphotos/Deon.pl

***

Tajemnicze światło na obrazie Matki Bożej z Guadalupe – Patronki życia

Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z Guadalupe, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które – na oczach tysięcy wiernych – utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych.

Zjawisko zostało sfotografowane przez obecnych w świątyni. Zdjęcia wizerunku Matki Bożej ze świetlnym embrionem można zobaczyć na stronie internetowej Francuskiego Stowarzyszenia Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy (www.acimps.org). Jego działacze przypuszczają, że Maryja pokazała w swym łonie obraz nienarodzonego Jezusa.

Komentując zamieszczone fotografie, ks. Luis Matos ze Wspólnoty Błogosławieństw podkreśla, że nie są one odblaskiem światła zewnętrznego, np. fleszy aparatów fotograficznych. Powiększenia fotografii, zrobionych przez wiernych obecnych w sanktuarium, wyraźnie pokazują, że światło pochodzi bezpośrednio z wnętrza obrazu. Białe, intensywne światło ma formę i rozmiary ludzkiego embrionu. Widać również na nich strefy cienia, charakterystyczne dla echograficznych wizerunków płodu w łonie matki.

Tymczasem ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich przestrzega przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Nie jest to jednak wystarczająca podstawa, by z całą pewnością stwierdzić, że Maryja ukazała nam Jezusa jako nienarodzone dziecko – zaznacza duchowny. Argumentuje, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

12 grudnia 2015-Pustynia Serca/źródło: sanctus.pl

***

POMÓŻ RATOWAĆ ŻYCIE OD POCZĘCIA

***

DLA PRZYPOMNIENIA DLA TYCH, KTÓRZY PRZYSTĘPUJĄ DO KOMUNII ŚW. MIMO, ŻE ZGADZAJĄ SIĘ NA ZABIJANIE DZIECI W ŁONIE MATEK:

Zgodnie z kan. 1364 §1 PRAWA KANONICZNEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO, ekskomunice „latae sententiae” – wiążącej mocą samego prawa podlegają katolicy odstępujący od prawd wiary, heretycy lub schizmatycy. W Encyklice „Evangelium vitae” św. Jan Paweł II napisał: „Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami […]  oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na Słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne”. Oznacza to więc, że aprobowanie aborcji jest odstąpieniem od prawdy katolickiej wiary.

***

Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego

Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego
materdolorosa.pl

***

Istota Dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego

Duchowa adopcja jest przyjęciem w modlitewną opiekę jednego dziecka, któremu grozi śmierć w łonie matki. Imię tego dziecka jest znane jedynie samemu Bogu. Modlitwą ogarniamy nie tylko poczęte dziecko, ale również jego rodziców, aby przyjęli je z miłością i dobrze wychowali. Zobowiązanie do takiej modlitwy podejmowane jest przez konkretną osobę na dziewięć miesięcy od chwili poczęcia do urodzenia.

Duchowa adopcja, wypływająca z idei miłosiernej miłości dla istoty najmniejszej i całkowicie bezbronnej, jest bezpośrednim powierzeniem Panu Bogu tego adoptowanego duchowo dziecka w modlitwie, błaganiu o zmianę myślenia jego rodziców, w prośbach, aby wypełnieni miłością nie zamykali się na nowe życie,nie bali się zubożenia tym życiem. Bo miłość, gdy się nią dzielisz, gdy nią obdarzasz jest jak chleb – takiej miłości i takiego chleba przybywa (Matka Teresa z Kalkuty).

Duchowa Adopcja

Może ją podjąć każdy człowiek:

  • obejmuje jedno dziecko i jego rodziców, o których wie tylko Bóg
  • trwa przez dziewięć miesięcy

Zobowiązanie:

  • codzienna modlitwa – jeden dziesiątek różańca
  • dobrowolne postanowienia, np.: post, Komunia św., pomoc potrzebującym, walka ze złym przyzwyczajeniem,
  • modlitwa w intencji uratowania życia dziecka

Modlitwa codzienna

Panie Jezu – za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po urodzeniu – proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

Treść przyrzeczenia

“Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”. Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo, wszyscy Aniołowie i Święci. Wiedziony(a) pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, ja (N.N.), postanawiam mocno i przyrzekam, że od dnia (…) biorę w Duchową Adopcję jedno dziecko, którego imię jedynie Bogu jest wiadome, aby przez dziewięć miesięcy, każdego dnia, modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Tymi modlitwami będą:

  • jedna tajemnica Różańca;
  • modlitwa, która dziś po raz pierwszy odmówię;
  • ewentualne dobrowolne postanowienie(a): .…………………………..”

Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego – www.duchowa-adopcja.pl

ze strony parafii Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach


Duchowa adopcja to dziewięciomiesięczna modlitwa w intencji życia zagrożonego w łonie matki. Dla Polaków jest ona także formą osobistego wypełnienia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Polega na indywidualnym modlitewnym zobowiązaniom podjętym w intencji dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki. Osoba odmawia jedną dowolnie wybraną tajemnicę “Różańca” i specjalną modlitwę w intencji dziecka i jego rodziców. Do modlitwy wierni mogą dołączyć dodatkowe wyrzeczenie, np. post czy działania charytatywne.

***

Dlaczego ochrona życia od poczęcia jest tak ważna? Odpowiedź w nauczaniu Jana Pawła II

POPE JOHN PAUL II
Derrick CEYRAC | AFP

***

„W przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu” – pisał papież.– Każda ludzka istota ma prawo do absolutnego poszanowania podstawowego dobra, jakim jest życie, a uznanie tego prawa stanowi fundament współistnienia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej – przypominał Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”.

Ekskomunika za aborcję

Nauczanie św. Jana Pawła II nt. świętości życia ludzkiego wydaje się szczególnie aktualne w kontekście ogłoszonego wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Wedle Katechizmu Kościoła Katolickiego, przyjętego w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II i za jego aprobatą: „Życie ludzkie od chwili poczęcia powinno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby, wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia” (KKK 2270).

A zatem „bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym” (2271) i pociąga za sobą kanoniczną karę ekskomuniki.

Mówi o tym Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 1314. „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”.

Cywilizacja śmierci

„Cywilizacji śmierci” należy się przeciwstawić – wielokrotnie apelował Jan Paweł II. Budowa „cywilizacji miłości” nie jest utopią – zapewniał – i jest to najważniejsze zadanie rodziny.

W „Liście do rodzin” z 1994 r. pisze, że ta wspólnota znajduje się „pośrodku wielkiego zmagania pomiędzy dobrem a złem, między życiem a śmiercią, między miłością a wszystkim, co jest jej przeciwieństwem”.

Obrona życia od poczęcia jest tematem jednej z najważniejszych encyklik Jana Pawła II – „Evangelium vitae” z 1995 r. W encyklice tej zwraca uwagę, że zarówno teksty biblijne (np. Ps 139,13-16), jak i najstarsza Tradycja chrześcijańska (np. Didache i List do Diogneta) ostro sprzeciwiały się zamachom na niewinne życie ludzkie. Afirmując jednocześnie jego wartość od samego początku, tj. od poczęcia.

Teksty Pisma Świętego wyrażają wielki szacunek dla ludzkiej istoty w matki, co każe nam wyciągnąć logiczny wniosek, że także ona jest objęta Bożym przykazaniem: „nie zabijaj”.

Aborcja jest zawsze złem

„Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej – uczy Jan Paweł II w tejże encyklice – jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości.

Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać” (EV, 57).

Encyklika, będąca żarliwą obroną najsłabszych, jest równocześnie gorzką diagnozą współczesnej cywilizacji, nazwanej „cywilizacją śmierci”. U jej źródeł – pisze Jan Paweł II – tkwi egoizm i relatywizm etyczny. Spaczone pojęcie wolności absolutyzuje znaczenie jednostki ludzkiej i przekreśla jej solidarność z drugimi.

Efektem takich postaw jest oderwanie wolności od prawdy. Pogarda dla bezbronnych – nienarodzonych, upośledzonych, umierających, powoduje, iż sferę życia społecznego kształtuje siła.

Ograniczenie szkodliwości prawa

Legalizacja aborcji i eutanazji przez większość parlamentarną jest natomiast decyzją tyrańską wobec najbardziej bezbronnych.

Szczególna powinność – podkreśla papież Wojtyła – spoczywa na chrześcijańskich politykach, współuczestniczących w procesie kształtowania prawa. W przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu („Evangelium vitae” 73).

Polityk chrześcijański musi jednoznacznie opowiedzieć się po stronie życia, dążąc do jego całkowitej ochrony przez prawo. Nie zawsze osiągnięcie tego celu jest możliwe od razu. W takiej sytuacji może i powinien on wesprzeć te inicjatywy, które doprowadzą do ograniczenia szkodliwości już obowiązującego prawa.

Prawo do odmowy

W tym kontekście Jan Paweł II z naciskiem wskazuje na moralny obowiązek sprzeciwu wobec prawa umożliwiającego dokonywanie aborcji, niezależnie od przesłanek je usprawiedliwiających. Oznacza to także, że lekarze, personel medyczny i pielęgniarski oraz osoby kierujące instytucjami służby zdrowia, klinik i ośrodków leczniczych, powinny mieć zapewnioną możliwość odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywaniu i dokonywaniu czynów wymierzonych przeciw życiu. Kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe.

Z kolei w książce „Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II podkreśla, że legalizacja przerywania ciąży to uprawnienia dane dorosłemu człowiekowi do pozbawienia życia człowieka nienarodzonego, czyli tego, który nie może się bronić.

„Trudno pomyśleć sytuację bardziej niesprawiedliwą i trudno tu naprawdę mówić o obsesji – odpowiada papież krytykom – gdy w grę wchodzi podstawowy nakaz prawego sumienia: to znaczy obrona prawa do życia ludzkiej istoty – niewinnej i bezbronnej”.

Wartości nienegocjowalne

Istotnym wątkiem nauczania Jana Pawła II było przypominanie o istnieniu „wartości nienegocjowalnych”, a są to te wartości, które w najbardziej podstawowy sposób chronią życia, godności i dobra osoby ludzkiej oraz jej prawa do rozwoju, muszą więc stanowić nienaruszalny fundament życia społeczności ludzkiej.

Wartości te – w świetle nauczania Kościoła – mają wymiar uniwersalny i ponadkonfesyjny: wynikają bowiem nie tylko z Objawienia, ale i z prawa naturalnego, zapisanego w każdym ludzkim sumieniu. Zaliczał do nich m.in. prawo człowieka do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

„Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne »większości« opinii publicznej – tłumaczył Jan Paweł II w encyklice »Evangelium vitae« – ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako »prawo naturalne«, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego.

Gdyby na skutek tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń”.

Dzień Życia

Jan Paweł II zaproponował ponadto, aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia. Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej kondycji.

W odpowiedzi na to wezwanie papieża, zebranie plenarne Episkopatu Polski uchwaliło w 1998 roku datę obchodów na uroczystość Zwiastowania Pańskiego (25 marca).

Katolicka Agencja Informacyjna

***

Aborcja wiąże się z ekskomuniką i zakazem przystępowania do sakramentów. Jak uzyskać rozgrzeszenie?

REPORTER

***

„Nie mam uprawnień, aby udzielić rozgrzeszenia z tego grzechu” – powiedział młody ksiądz głośniej, niż trzeba. Poczuła się jak odesłana od okienka w jakimś urzędzie.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.

Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Opuszczona przez wszystkich

Nie była u spowiedzi niemal pół wieku. Można powiedzieć, że od tego dnia, gdy zostawiona przez wszystkich, także najbliższych, sama sobie, na drugim roku studiów, nie widząc innego wyjścia, poszła na “zabieg”.

Nauczyła się z tym żyć. Potem wyszła za mąż, urodziła i wychowała troje dzieci. Doczekała się wnuków. Raz, przed chrztem pierwszego dziecka, poszła do spowiedzi, aby wyznać ten grzech.

Ledwo zaczęła, po drugiej stronie kratki konfesjonału wyczuła panikę pomieszaną z wrogością. “Nie mam uprawnień, aby udzielić rozgrzeszenia z tego grzechu” – powiedział młody ksiądz głośniej, niż trzeba. Nerwowo tłumaczył jej, co powinna zrobić, z namaszczeniem wypowiadając słowo “penitencjarz”.

Poczuła się jak odesłana od okienka w jakimś urzędzie. Jakby wpadła w biurokratyczną machinę. Doszła do wniosku, że widocznie nie zasłużyła na przebaczenie, skoro mimo szczerego żalu i postanowienia, że nigdy więcej, go nie dostała.

Decyzja papieża Franciszka

Nigdy więcej nie próbowała. Aż do roku 2016. “Idź” – powiedziała córka, której wszystko opowiedziała niedawno, gdy urodził się drugi wnuk. “Teraz żaden ksiądz nie może cię odesłać”.

Wiedziała, o co jej chodzi. Słyszała o Nadzwyczajnym Jubileuszu i decyzji papieża Franciszka, że każdy ksiądz może teraz udzielić rozgrzeszenia takim, jak ona.

Ale na wszelki wypadek, gdy miesiąc później w sąsiedniej parafii drżąc z emocji klęknęła w konfesjonale, od razu powiedziała, że przyszła, bo jest Rok Miłosierdzia. Odchodziła po spowiedzi zapłakana, wdzięczna i szczęśliwa. “W tym momencie zrozumiałam najgłębszy sens Roku Miłosierdzia. Doświadczyłam go” – powiedziała potem.

Grzechy zastrzeżone

Grzech zabicia dziecka w łonie matki, nazywany aborcją, Kościół zalicza do tzw. grzechów zastrzeżonych.

“Chodzi o to, by uświadomić ludziom powagę tego grzechu” – wyjaśniał w 2010 roku ówczesny regens Penitencjarii Apostolskiej (zastępca Wielkiego Penitencjarza) bp Gianfranco Girotti. Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 1398 stwierdza: “Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”.

Osoba ekskomunikowana nie może przystępować do sakramentów. Nie może uzyskać rozgrzeszenia z tego grzechu, także wtedy, gdy w pełni pojmuje popełnione zło, żałuje, ma mocne postanowienie poprawy i pragnie zadośćuczynić. Dopóki nie zostanie z niej zdjęta kara ekskomuniki. Nie każdy ksiądz może to zrobić. Uprawnienia ma biskup i wyznaczeni przez niego kapłani.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Konferencja Episkopatu Polski ujednoliciła na terenie naszego kwestię takich uprawnień i ogłosiła, którzy kapłani otrzymują jurysdykcję od swojego biskupa diecezjalnego do zwalniania z ekskomuniki związanej z grzechem aborcji (m. in. dziekani i wicedziekani, proboszczowie, księża spowiadający w katedrach). A także w jakich sytuacjach każdy spowiednik może od niej uwolnić (np. “w czasie komunii wielkanocnej, misji i rekolekcji”).

Rok Miłosierdzia

Podczas Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia na całym świecie w sprawie udzielania rozgrzeszenia z grzechu przerwania ciąży obowiązywały inne zasady. Zmienił je papież Franciszek. Po jego ogłoszeniu w liście, który otrzymał abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, Franciszek napisał:

“Przebaczenia Bożego nie można odmówić nikomu, kto żałuje. Zwłaszcza jeśli ze szczerym sercem przystępuje do sakramentu spowiedzi, by pojednać się z Ojcem. Również z tego powodu postanowiłem, mimo wszelkich przeciwnych rozporządzeń, upoważnić wszystkich kapłanów w Roku Jubileuszowym do rozgrzeszenia z grzechu aborcji osób, które jej dokonały, żałują tego z całego serca i proszą o przebaczenie“.

Dodał, że kapłani powinni się przygotować do tego wielkiego zadania, “by potrafili łączyć słowa szczerego przyjęcia z refleksją, która pomoże zrozumieć popełniony grzech oraz wskaże drogę autentycznego nawrócenia, by pojąć prawdziwe i wielkoduszne przebaczenie Ojca, który wszystko odnawia swoją obecnością”.

Jak bardzo papieżowi zależy na ułatwieniu korzystania z tego daru świadczy fakt, że jego decyzja objęła też wiernych chodzących do kościołów, gdzie sakramenty sprawują kapłani z Bractwa św. Piusa X.

Każdy ksiądz może rozgrzeszyć z aborcji

Ostatecznie papież podjął decyzję, że takie rozszerzone uprawnienia będą obowiązywały na stałe. W liście apostolskim Misericordia et misera z dnia 20 listopada 2016 roku czytamy:

Z powodu tego wymagania, aby żadna przeszkoda nie stała pomiędzy prośbą o pojednanie a Bożym przebaczeniem, udzielam od tej pory wszystkim kapłanom, na mocy ich posługi, władzy rozgrzeszania osób, które popełniły grzech aborcji.

Decyzja Franciszka nie oznacza, że zmienił stanowisko Kościoła w sprawie aborcji. W lutym 2016 r. mówił: “Aborcja to nie jest ‘mniejsze zło’. To zbrodnia. To zabić jedno, aby ocalić drugie. Tak samo postępuje mafia. To zbrodnia. To zło absolutne”.

Jednak Boże Miłosierdzie jest większe od nawet najcięższego grzechu.

Artur Stopka – publikacja 10.10.16 – aktualizacja 25.05.22/Aleteia.pl

***

Tajemnica wizerunku Matki Bożej z Guadalupe

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Adobe Stock

***

BERNADETA GRABOWSKA: – Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: – Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie – z włókien agawy – niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień…

– Jak doszło do jego powstania?

– 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak – trudno się dziwić – nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów – róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

– Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi…

– Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie…

– Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

– Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem… Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii – Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

– To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe…

– Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa – „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

– Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia…

– Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą – wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu – Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

– Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

– Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów – niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli… Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

– Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

– Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

– Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

– Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin – Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

– Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

– Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes – biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie – trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie – dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka – Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

– O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

– Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych – nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga – jest ono święte i nienaruszalne.

Tygodnik Niedziela

***

7 grudnia

Druga Niedziela Adwentu

Od niedzieli zapalamy świece w adwentowym wieńcu
fot. depositphotos.com


***

13.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚW.

14.00 – MSZA ŚWIĘTA

Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – PARTICK, 46 HYNDLAND STREET, GLASGOW, G11 5PS

***

papież Leon XIV:

„Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”

“Każdy z nas może być małym światełkiem, jeśli przyjmie Jezusa” – mówił Leon XIV w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”.

FOT. VATICAN MEDIA

***

Papież niedzielną modlitwę „Anioł Pański” odmówił z wiernymi zgromadzonymi na Placu św. Piotra w Watykanie. Swoje przemówienie poświęcił „duchowości Adwentu”.

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że Ewangelia drugiej niedzieli Adwentu zapowiada nadejście królestwa Bożego, związane z wezwaniem do nawrócenia, głoszonym przez Jana Chrzciciela. W jego słowach rozbrzmiewa „Boże wezwanie, by nie igrać z życiem i wykorzystać chwilę obecną, aby przygotować się na spotkanie z Tym, który sądzi nie na podstawie pozorów, lecz na podstawie czynów i intencji serca”.

Królestwo Boże „objawi się w Jezusie Chrystusie, w łagodności i miłosierdziu”. Prorok Izajasz porównuje je do odrośli, co jest obrazem „narodzin i nowości”. Na odrośl, który wyrasta z pozornie martwego pnia, zaczyna wiać Duch Święty ze swoimi darami. (…) Jest to doświadczenie, które Kościół przeżył podczas Soboru Watykańskiego II, zakończonego dokładnie sześćdziesiąt lat temu: doświadczenie, które odnawia się, gdy wspólnie zmierzamy ku królestwu Bożemu, wszyscy pragnąc je przyjąć i służyć mu – wskazał papież. Dodając, że wówczas „realizuje się to, co po ludzku wydawałoby się niemożliwe”.

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Przygotujmy się na Jego królestwo, przyjmijmy je – wezwał Leon XIV, zapewniając, że będzie nas prowadził Jezus. Na tym polega „duchowość Adwentu, tak świetlista i konkretna”. Iluminacje wzdłuż ulic przypominają nam, że każdy z nas może być małym światełkiem, jeśli przyjmie Jezusa, odrośl nowego świata – powiedział papież.

Stacja7.pl

***

8 grudnia

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny

Msza święta o godz. 7 rano w kaplicy izbie Jezusa Miłosiernego

w Godzinie Łaski – adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 12.00 – 13.00

***

fot. radio Niepokalanów

***

Po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi 8 grudnia 1854, bł. Pius IX ustanowił ten dzień uroczystością Niepokalanego Poczęcia. „Najświętsza Maryja Dziewica od pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga wszechmogącego, na mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana czysta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego”.

Cytowana definicja precyzyjnie wyjaśnia znaczenie tej prawdy wiary, która głosi, że Maryja została poczęta wolna od zmazy grzechu pierworodnego. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia: Aby być Matką Zbawiciela, „została obdarzona przez Boga godnymi tak wielkiego zadania darami”. W chwili Zwiastowania anioł Gabriel pozdrawia Ją jako „pełną łaski” (Łk 1,28). W ciągu wieków Kościół uświadomił sobie, że Maryja, napełniona „łaską” przez Boga (Łk 1,28), została odkupiona od chwili swego poczęcia. Maryja jest „odkupiona w sposób wznioślejszy ze względu na zasługi swego Syna”. Dzięki łasce Bożej Maryja przez całe życie pozostała wolna od wszelkiego grzechu osobistego Por. KKK, 490−493.


Niepokalanie poczęta Maryja – jak Ewa w raju przed grzechem, czy raczej jak każdy z nas po chrzcie?

Są ciekawe pytania dotyczące Matki Bożej, na które dogmat o Niepokalanym Poczęciu nie odpowiada wiążąco – mówi ks. prof. Jacek Kempa, dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Niepokalanie poczęta Maryja – jak Ewa w raju przed grzechem, czy raczej jak każdy z nas po chrzcie?

 Scena zwiastowania Maryi na fresku w Sanktuarium Matki Bożej Sokalskiej.

fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

***

Jarosław Dudała: Co to znaczy: Niepokalane Poczęcie?

Ks. prof. Jacek Kempa: 
Niepokalane Poczęcie to jest prawda, a nie wydarzenie. Prawda o tym, że Maryja od początku swojego istnienia, czyli od poczęcia, jest zachowana od grzechu pierworodnego.

Często Niepokalane Poczęcie Maryi jest mylone z dziewiczym poczęciem Jezusa. Tymczasem w Niepokalanym Poczęciu nie chodzi o to, jak Pan Jezus został poczęty, ale o to, Kim była Matka Boża.

Dokładnie tak. To jest mylone nieustannie i wprowadza bardzo duży zamęt. Ta pomyłka prawdopodobnie bierze się z kilku powodów. Pierwszy jest taki, że ta uroczystość przypada 8 grudnia, a więc w Adwencie, w pobliżu Bożego Narodzenia.

Kolejny powód jest pewnie taki, że w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi czytamy podczas Mszy o dziewiczym poczęciu Pana Jezusa – czytamy opis sceny Zwiastowania z Ewangelii według św. Łukasza.

Bardzo możliwe. A ten fragment jest przecież czytany dlatego, że Maryja jest w nim przez Archanioła Gabriela nazwana „łaski pełną”. Tu znajduje się podstawowe ewangeliczne odniesienie do prawdy wiary, którą nazywamy Niepokalanym Poczęciem.

Co to znaczy: „pełna łaski”? Są co do tego wątpliwości, ponieważ użyte w tym miejscu greckie słowo kecharitomene nie oznacza dosłownie „pełna łaski”, a raczej „obdarowana łaską”. A to przecież mniej kategoryczne stwierdzenie.

Prawda wyrażona w dogmacie o Niepokalanym Poczęciu nie jest prostym, dosłownym powtórzeniem tego, o czym mówi nam Ewangelia. Jest daleko idącą interpretacją, wynikającą z wiary Ludu Bożego, która rozwijała się po ogłoszeniu Ewangelii, po spisaniu i zamknięciu kanonu pism Nowego Testamentu. Dlatego odwoływanie się do słowa kecharitomene jak do fundamentu jest oczywiście potrzebne, ale nie wyczerpuje treści nauki o Niepokalanym Poczęciu.

Wracam więc do pierwszego pytania – co to dokładnie znaczy: Niepokalane Poczęcie?

Ściśle odpowiada na to definicja dogmatyczna papieża Piusa IX z 1854 roku. Mówi ona, że Maryja od początku swojego istnienia jest zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego i że dzieje się to mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa.

Jakie to zachowanie od grzechu pierworodnego miało skutki dla Matki Bożej i jakie skutki ma dla nas?

Najpierw jest to zwierciadlane odbicie stwierdzenia, że Maryja jest cała święta – z tym dopowiedzeniem, że jest święta od poczęcia, a nie tak jak my, uświęcona przez chrzest sakramentalny. Nie była przecież ochrzczona. Nie było wtedy sakramentu chrztu świętego. Mówiąc jeszcze inaczej: Nie mogło być łaski chrztu, skoro nie było odkupienia dokonanego przez Pana Jezusa.

Dogmat ten orzeka więc, że to wszystko, co się składa na pełnię świętości Maryi, zostało Jej podarowane od początku Jej istnienia. Dar ten zaś otrzymała przed dokonaniem się odkupienia w Chrystusie. To obdarowanie nie wydarzyło się jakby „poza darem odkupienia”, ale na mocy przewidzianego przez Boga odkupienia ludzkości.

Czy Matka Boża była zatem jak Ewa w raju przed grzechem pierworodnym, czy raczej jak my po chrzcie świętym?

Odniesienie Maryi do Ewy w raju jest znane z Tradycji wiary. Wnosi ważne światło w rozumienie roli Maryi w historii zbawienia. Niestety, może prowadzić też do spekulacji, których prawdziwości nie sposób sprawdzić.

Prawda o Niepokalanym Poczęciu pozwala nam powiedzieć, że Maryja jest jak Ewa przed grzechem: obdarzona nadprzyrodzoną przyjaźnią z Bogiem. Umocniona tą łaską nigdy nie traci więzi z Bogiem. Jest więc „nową Ewą”, początkiem „nowego stworzenia”. Istotą tego stanu jest pozostanie w podarowanej więzi z Bogiem – czyli w łasce.

Kiedy stawia Pan alternatywę między stanem Ewy w raju a stanem człowieka po chrzcie, to zostaje wprowadzony jeszcze inny problem. Chrzest gładzi grzech pierworodny i grzechy osobiste, jeśli zostały wcześniej popełnione. Czyli, mówiąc pozytywnie, chrzest obdarza nowym życiem w Chrystusie. Wprowadza w więź z Bogiem. Czy to uświęcenie przez chrzest wprowadza nas w stan pierwszych rodziców? Intuicyjnie zawołamy „nie!”, wskazując na to, że w dalszym życiu niestety popełniamy wiele grzechów, czyli ulegamy skutkom grzechu pierworodnego, do których należy skłonność do grzeszenia. Gdybyśmy do tego dodali jeszcze tradycyjną wykładnię wiary biblijnej, że pierwsi rodzice byli wyposażeni w niezwykłe dary wolności od cierpienia i śmierci, to zamęt gotowy. Zdecydowanie chrzest nie przywraca nas do stanu rajskiego. Nawet stwierdzenie, że chrzest „przywraca” nam łaskę nie jest poprawne. On nas po prostu obdarowuje czymś, na co nie zasłużyliśmy: nowym życiem w Chrystusie, czyli łaską wielkiego, miłosiernego Ojca. Gdzie jest Maryja w tym zestawieniu? Jest jak Ewa jedynie w sensie symbolicznym, jako Matka „nowej ludzkości”, odkupionej przez Chrystusa. Poza tym nie odwracamy się już wstecz ku Ewie. Maryja nie jest wolna od cierpień, od przemijania ku śmierci. Przecież czcimy ją także jako Matkę Bolesną. Maryja, odkupiona od początku swojego istnienia przez Chrystusa, wskazuje drogę ku przyszłości – jest prawzorem naszego odkupienia. W tym sensie jest jak wszyscy ochrzczeni, a nie jak Ewa. Jej przywilejem jest to, że otrzymała ten dar od początku swojego istnienia i na mocy specjalnego Bożego przywileju. Tajemnicą tego daru, ale i Jej współpracy z nim jest jej nieprzerwana świętość, to znaczy Jej zupełne oddanie Bogu, które się nigdy nie zachwiało.

Czyli można by powiedzieć, że Matka Boża była wolna od winy, ale nie była wolna od skutków grzechu pierworodnego?

Tak. A do skutków grzechu pierworodnego należy – jak wiadomo – skłonność do grzechu osobistego. Trwały i trwają spory co do tego, czy można z dogmatu o Niepokalanym Poczęciu wyciągać wnioski sięgające stwierdzenia, że Maryja nie przeżywała skłonności do złego. Wydaje się, że takie twierdzenie prowadziłoby do osobliwego wniosku, że Maryja stoi w swej „nadziemskiej” doskonałości poniekąd wyżej od Jezusa, czyli Syna Bożego w Jego ludzkiej naturze. Bo przypomnijmy, że Syn Boży stał się człowiekiem i jako Jezus z Nazaretu był kuszony do złego, a więc musiał się mierzyć z jakiegoś rodzaju pociąganiem w stronę zła. Owszem, zwyciężał je, ale w tym doświadczeniu pociągania do złego objawia swoją solidarność z nami. Gdyby twierdzić, że Maryja takiego stanu narażania na zło – np. w postaci doświadczania zwyczajnych codziennych słabości – nie przeżywała, to trzeba by uznać, że w porządku łaski stała Ona wyżej niż Pan Jezus. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu oczywiście tego nie zakłada.

Z historii teologii wiemy, że w Kościele coraz wyraźniej rozwijało się przekonanie, iż Maryja nigdy nie popełniła żadnego grzechu, nawet lekkiego. Niemniej byli także autorzy sugerujący, że Maryja postępowała w doskonałości swojego życia. Nie popełniła nigdy grzechu ciężkiego (czyli nie zerwała nigdy swojej więzi z Bogiem), ale podlegała procesowi doskonalenia się w miłości Boga. To są otwarte kwestie. Można o nich dyskutować, bo dogmat o Niepokalanym Poczęciu tego nie przesądza.

Już święty Augustyn uważał, że Matka Boża była niepokalanie poczęta. Święto Niepokalanego Poczęcia zostało oficjalnie wprowadzone przez papieża Sykstusa IV w 1477 r. Sobór Trydencki zastrzegał, że grzech pierworodny nie dotyczy Maryi. Dlaczego w takim razie tak długo zajęło Kościołowi ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu? Przypomnijmy, że stało się to dopiero w 1854 r.

Z poglądami św. Augustyna na ten temat sprawa jest skomplikowana. Trzeba by naświetlać kontekst teologiczny, w jakim formułował swoje przemyślenia. Trudno go uznać za prekursora współcześnie ogłoszonej nauki o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Na pewno głosił świętość Maryi.

Rzeczywiście łatwiej jest wprowadzić święto do kalendarza liturgicznego niż ogłosić dogmat. Chwalenie Boga, Maryi i świętych w liturgii Kościoła nie domaga się w każdym przypadku precyzyjnych definicji. Natomiast ogłoszenie dogmatu nasuwało trudności. Czy można mówić o świętości Maryi jako efekcie dzieła odkupienia w Chrystusie? Jak można mówić, że Maryja jest od chwili poczęcia odkupiona przez Chrystusa, skoro dopiero stanie się osobą dorosłą, dopiero ma Go urodzić, a On dopiero za jakiś czas dokona dzieła Odkupienia?

Jak rozstrzygnięto tę wątpliwość?

Zwykle przywołujemy tu naukę franciszkańskiego teologa bł. Jana Dunsa Szkota, który jako pierwszy bardzo wyraźnie podkreślił, że Bóg nie jest związany biegiem historii. W swojej wszechwiedzy przewiduje, że Maryja zostanie Matką Odkupiciela. Przewidując to, udziela daru odkupienia Maryi, zanim spełni się Odkupienie przez Chrystusa.

Duns Szkot był zatem prekursorem myśli o tym, że Maryja cieszy się łaską Odkupienia za sprawą Bożego przewidzenia daru odkupienia przez Krzyż Chrystusa. I tak to zostało zapisane w definicji dogmatycznej w 1854 roku: Maryja na mocy przewidzianych zasług Zbawiciela rodzaju ludzkiego Jezusa Chrystusa została zachowana od grzechu pierworodnego.

Około czterech lat po tym uroczystym akcie miały miejsce objawienia w Lourdes. Matka Boża przedstawiła się tam św. Bernadecie jako Niepokalane Poczęcie.

Myślę, że miało to niesłychanie wielkie znaczenie dla szerokiego spopularyzowania tego tytułu Maryi i zawartej w nim treści. W każdym razie kult Maryi jako wyróżnionej przez Boga darem Niepokalanego Poczęcia rozpowszechnił się bardzo i stał się pośrednio przyczyną jeszcze większego wyniesienia Maryi w Kościele.

Szereg badaczy historii teologii mówi, że mniej więcej od tamtego czasu zaczęła się niestety umacniać także niepoprawna pobożność maryjna. Wyobrażała ona sobie Maryję nie jako jedną z nas w Kościele, jako pierwszą w Kościele, ale jako kogoś nieomal boskiego, jako osobę, którą można już tylko czcić, ale nie da się Jej naśladować. Szczęśliwie wróciliśmy do równowagi w Kościele: czcząc Maryję, nie stawiamy jej ponad ludzkością, ponad Kościołem. Jej wyjątkowa rola Matki Zbawiciela nie oddala jej od nas, Jej przywilej Niepokalanego Poczęcia nie stawia Jej ponad nami, ale czyni z Niej osobę „pierwszą w pielgrzymce wiary”.

Mówiliśmy, że ze względu na nagminne mylenie Niepokalanego Poczęcia Maryi z dziewiczym poczęciem Jezusa dość nieszczęśliwie się stało, że uroczystość Niepokalanego Poczęcia jest w Adwencie i że niemal sąsiaduje z Bożym Narodzeniem. Ale teologicznie to ma sens. Skoro definicja dogmatyczna mówi, że Niepokalane Poczęcie Maryi to skutek przewidzianych zasług Pana Jezusa, to mamy prawo – jak Dante Alighieri – nazywać Matkę Bożą „córką Swego Syna”.

Tak. Myślę, że dobrze jest przeżywać Adwent jako wielki skrót historii zbawienia. W takim szybkim résumé nauka o Niepokalanym Poczęciu ma swoje miejsce: oto po wiekach oczekiwania w narodzie wybranym pojawia się osoba, która jest przygotowana przez Boga do tego, żeby stać się Matką Zbawiciela. Tak, to bardzo pasuje! Należy tylko przesunąć akcent z tego nieprawidłowego skojarzenia z poczęciem Jezusa…

rozmawiał: Jarosław Dudała/Gość Niedzielny

***

Niepokalane Poczęcie: kto tu kogo począł? Uroczystość, której wielu katolików nie rozumie.

NIEPOKALANE POCZĘCIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
CERES/Wikipedia | Domena publiczna

***

8 grudnia świętujemy nie to, że Maryja poczęła i urodziła Jezusa, będąc i pozostając dziewicą. Chodzi o coś zupełnie innego.

Niepokalane Poczęcie Maryi, którego uroczystość obchodzimy w liturgii 8 grudnia, często bywa mylone z Jej dziewiczym macierzyństwem. To pierwsza sprawa, którą warto wyjaśnić.

Świętujemy dzisiaj nie to, że Maryja poczęła i urodziła Jezusa, będąc i pozostając dziewicą. Chodzi o coś innego. A mianowicie o to, że Bóg, wybierając Ją jeszcze przed Jej urodzeniem na Matkę swojego Syna, przygotował Ją do tej roli, pozwalając Jej począć się i urodzić bez obciążenia grzechem pierworodnym.

Pełna łaski

Nie znaczy to, że Maryja była pozbawiona jakiejś części ludzkiego doświadczenia czy bagażu człowieczej natury. Bóg Jej niczego nie odjął. Wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że od czasów Adama i Ewy była pierwszym pełnym człowiekiem. Grzech jest w nas pewnym brakiem. Grzech pierworodny to rana, pęknięcie w naturze, z którym się rodzimy. W Niej tego braku nie było.

Była i pozostała pełna – Pełna łaski – bo miała stać się Matką Tego, który jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem. Aby Jezus – tak jak od Ojca otrzymał pełnię bóstwa – tak po Matce mógł odziedziczyć pełne, niewybrakowane grzechem człowieczeństwo.

Nie znaczy to, że Maryi nie dotyczył problem grzechu pierworodnego i że nie potrzebowała odkupienia. Ta pełnia uzdrowionego człowieczeństwa została Jej podarowana dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Syna. Tyle, że niejako przed czasem.

Próbując jakoś wyrazić tę uprzedniość, liturgia mówi, że stało się to na mocy zasług przewidzianej śmierci Chrystusa. Pan mógł to tak urządzić, bo w przeciwieństwie do nas nie jest ograniczony czasem. U Niego wszystko jest teraz.

To przygotowanie, którego Bóg dokonał w Maryi, nie oznacza także jakiegokolwiek ograniczenia Jej woli. Maryja nie była zmuszona zostać Matką Boga, choć oczywiście łatwiej Jej było dzięki temu powiedzieć: Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie. O ile coś takiego w ogóle może być łatwe.

Niespętana, nieograniczona grzechem była w momencie decyzji i w każdym innym momencie swojego życia najbardziej wolnym stworzeniem, jakie kiedykolwiek chodziło po ziemi. Bardziej wolny jest już tylko Jezus, ale On nie jest stworzeniem, lecz Stwórcą. Nie kimś wolnym, ale samą Wolnością.

Bez grzechu

Z powyższego akapitu można wyciągnąć wniosek, że Maryi w ogóle było łatwiej czynić dobro i unikać grzechu. To prawda. Nie miała w sobie niszczącego wolność kosmicznego wirusa grzechu. Tylko powiedzmy sobie szczerze, że to jest względne ułatwienie w świecie skażonym grzechem. Pełnia niewinności to także maksymalna wrażliwość na najmniejsze nawet zło.

Maryja była trochę jak główna bohaterka Miasta ślepców (nota bene świetna rola Julianne Moore, znanej szerzej jako pani prezydent Coin z Igrzysk śmierci). Jedyna widząca wśród niewidomych, pochłoniętych egoistyczną walką o przetrwanie. Jeśli to znaczy, że miała łatwiej, to owszem – miała łatwiej. Dodajmy tylko, że do programu tego łatwiej należało stanie pod krzyżem i Wielka Sobota.

W to szczególne, uprzednie wybranie i przygotowanie Maryi, w tę Jej zachwycającą i dającą nam nadzieję wolność Kościół wierzył od samego początku. Nie jest to wymysł Piusa IX, który korzystając z bycia papieżem, narzucił go innym.

Wiara w Niepokalane Poczęcie ma swoją podstawę w Piśmie Świętym. Składają się na nią: zapowiedź nieprzyjaźni między Niewiastą a wężem, która kończy się zmiażdżeniem głowy tego ostatniego przez jej Potomstwo; obrazy starotestamentalne, w których Kościół widział od samego początku zapowiedź Maryi (Arka Przymierza, lilia między cierniem, ziemia kapłańska, runo Gedeona – tak, dobrze wam się kojarzy, Godzinki są przecież o Niepokalanym Poczęciu).

A także określenia Pełna łaski oraz błogosławiona między niewiastami, jakich używają w stosunku do niej Gabriel i Elżbieta.

Jestem Niepokalane Poczęcie

Wiarę tę podzielali również ojcowie Kościoła, nazywając ją czystą, niewinną i bez skazy. Na Wschodzie od VII, a na Zachodzie od VIII wieku obchodzono święto Poczęcia Maryi. Zastrzeżenia zgłaszali późniejsi teologowie (w tym święci Bernard i Tomasz z Akwinu).

Ale to dlatego, że nie za bardzo zgadzało im się to z prawdą o tym, że grzech pierworodny dotyczy wszystkich ludzi i że wszyscy potrzebują odkupienia. Sprawę wyjaśnił ostatecznie kilka wieków później doktor subtelny, czyli błogosławiony Jan Duns Szkot. A i my już to sobie wyjaśniliśmy powyżej.

Ogłoszenie dogmatu przez Piusa IX nie polegało więc na wyciągnięciu nikomu nieznanego wcześniej poglądu teologicznego z papieskiej tiary. Chodziło raczej o ostateczne zdefiniowanie formalne i potwierdzenie prawdy wiary, jaką Kościół nosił w swoim łonie i wyznawał od samego początku.

Kościół na Wschodzie wierzy tak samo. A jego dystans do rzeczonego dogmatu wynika z przekonania, iż definiowanie i ogłaszanie prawd wiary jest raczej kompetencją soboru niż pojedynczych biskupów (choćby był to biskup samego Rzymu).

Objawienie prywatne

W tym kontekście warto dodać, że była to inicjatywa oddolna i to dochodząca do głosu już od dobrych kilku wieków. Samo ogłoszenie bulli Niewysłowiony Bóg (Ineffabilis Deus) papież poprzedził konsultacjami z komisją teologów, konsystorzem kardynałów i biskupami całego świata. Mieli oni za zadanie napisać, jak wiara w Niepokalane Poczęcie miewa się w praktyce religijnej ich wiernych.

Cztery lata po ogłoszeniu dogmatu do całej sprawy uprzejma była odnieść się nawet sama Zainteresowana. Bernadecie Soubirous (prostej dziewczynie, którą trudno posądzać o dogłębną wiedzę teologiczną) Maryja przedstawiła się, mówiąc: Jestem Niepokalane Poczęcie.

W objawienia prywatne – w przeciwieństwie do dogmatów – katolik nie ma co prawda obowiązku wierzyć, ale trzeba przyznać, że Maryja trafiła w Lourdes w samo sedno. Jesteśmy tym, co pozwolimy zrobić ze sobą Bogu. Jesteśmy tym, co otrzymamy od Niego. Jeśli chcemy być w pełni sobą, w pełni ludźmi, to tylko On może dać nam tę pełnię.

Michał Lubowicki -Aleteia.pl

***

GODZINA ŁASKI

8 grudnia godz.12.00

W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny 8 grudnia każdego roku od godz. 12:00 do 13:00 trwa Godzina Łaski.

 Adobe Stock

***

O tej godzinie Maryja obiecuje morze łask i zachęca do modlitwy w kościele, a jeżeli to nie jest to możliwe, można także prosić o łaski w domu, pracy, tam, gdzie akurat przebywamy. To wezwanie do modlitwy nie tylko swoich i swojej rodziny intencjach, lecz także pokój na świecie, Kościół i nawrócenie grzeszników, a także do ofiary i pokuty.

Niewielu w Polsce słyszało o objawieniach Matki Bożej w Montichiari-Fontanelle, choć przyjęło się już w licznych parafiach nabożeństwo zwane Godziną Łaski. U jego początków są właśnie objawienia Matki Bożej Róży Duchownej we włoskim Montichiari.

UWAGA! Warto przypomnieć, że Kościół oficjalnie nie potwierdził tych objawień, choć zezwolił na kult Maryi w sanktuarium w Montichiari – tak wyglądała sytuacja do 8 lipca 2024. Tego dnia bowiem Dykasteria Nauki Wiary wydała pozytywną opinię na temat objawień, jakich doznała włoska mistyczka Pierina Gilli. Zgodnie z nowymi normami ws. zjawisk nadprzyrodzonych dykasteria stwierdziła, że w treści objawień nie znaleziono żadnych elementów bezpośrednio sprzecznych z nauczaniem Kościoła.

O niewielkim miasteczku w północnej Italii, u podnóża Alp, 20 km od Brescii, zrobiło się głośno tuż po II wojnie światowej. Wówczas to, w roku 1946, najpierw w Montichiari, a potem – w następnych latach – w położonej nieco na uboczu dzielnicy Fontanelle Matka Boża wielokrotnie ukazała się Pierinie Gilli, pielęgniarce z miejscowego szpitala. Dzięki tym objawieniom miasteczko zupełnie zmieniło swój charakter, m.in. w górującym nad okolicą starym zamku, zwanym obecnie Zamkiem Maryi, ulokowano ośrodek dla ludzi chorych i starych, natomiast przy źródle w Fontanelle – według życzenia Maryi – powstał ogromny ośrodek leczniczy z basenami z leczącą wodą z poświęconego przez Najświętszą Pannę źródła.

Pierina Gilli

Powiernicą Matki Bożej – jak wspomniałem – była Pierina Gilli, urodzona 3 sierpnia 1911 r. w wiosce San Giorgio pod Montichiari. Pochodziła ona z biednej, wielodzietnej rodziny. Gdy jej ojciec, Pancrazio, zmarł wskutek ran odniesionych podczas I wojny światowej, mała Pierina trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Sytuacja materialna rodziny poprawiła się, kiedy jej matka, Rosa, wyszła powtórnie za mąż, i Pierina mogła wrócić do domu. Była jednak źle traktowana przez ojczyma. W trudnych chwilach – jak wspominała – śpiewała Litanię loretańską do Matki Bożej, by powstrzymać jego agresję.

W wieku 18 lat podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu w Montichiari. Przekonana od dzieciństwa o opiece Matki Bożej, pragnęła wstąpić do zakonu, jednak z powodu słabego zdrowia i braku posagu nie została przyjęta. Nie załamując się, oddała Maryi swoje życie. Postanowiła równocześnie praktykować uczynki miłosierdzia i pokuty. Pod wpływem duchowych natchnień złożyła prywatny ślub czystości i odmówiła zamążpójścia. Celem wybranej przez nią drogi było uświęcenie własne, a także ofiarowanie praktyk pokutnych oraz cierpień za przeżywających trudności kapłanów oraz osoby konsekrowane.

Ponownie starała się o przyjęcie do zakonu w 32. roku życia. Choć została przyjęta do Zgromadzenia Służebnic Miłosierdzia, nie złożyła ślubów wieczystych, głównie z powodu nękających ją ciężkich chorób. W wieku 35 lat po raz pierwszy miała widzenie Matki Bożej.

Objawienia Róży Duchownej

Pierwsze objawienie Pierina przeżyła 24 listopada 1946 r. podczas pracy w szpitalu. Ujrzała płaczącą Madonnę z zanurzonymi w piersi trzema mieczami. Szatę Maryi zdobiły trzy róże: biała, czerwona i złota. Maryja nazwała siebie Różą Duchowną. Głównym przesłaniem była prośba o szerzenie kultu Matki Bożej Róży Duchownej w intencji uświęcenia dusz konsekrowanych. Kiedy Pierina opowiedziała o tym widzeniu swojemu spowiednikowi, nie znalazła zrozumienia, co więcej – nakazał jej milczenie.

Podczas kolejnych widzeń i mistycznych ekstaz Pierina widziała Matkę Bożą w różnych miejscach: w domowym oratorium, w szpitalnej sali, w domowej kaplicy, w kościołach… Świadkami tych objawień były setki osób. W licznych orędziach Matka Boża nawiązywała do wielkich objawień: w Lourdes – nazywając się Niepokalanym Poczęciem; w Fatimie – pragnąc, aby rozwijano w zgromadzeniach zakonnych nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca i czczono Ją pod wezwaniem Róży Duchownej (Mistycznej); na rue du Bac w Paryżu – nakazując wybicie medalika podobnego do tego z 1830 r., kiedy to miały miejsce objawienia św. Katarzynie Labouré. Już bodaj z tego wynika, że przesłania Maryi w Montichiari okazały się bardzo kościelne, a tym samym uniwersalne, stąd też figury Matki Bożej Róży Duchownej zaczęto wkrótce stawiać w wielu kościołach na całym świecie.

Fenomenem tych objawień jest wspomniana Godzina Łaski: 60 minut między godz. 12.00 a 13.00 w dniu 8 grudnia, czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Oto Jej słowa: „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

Słowo Kościoła

Objawienia z Montichiari przez wiele lat nie były zatwierdzone przez Kościół, mimo że potwierdziły je cuda uzdrowień, zjawiska świetlne i słoneczne oglądane wielokrotnie w Montichiari, a nawet to, że papież Paweł VI miał na swoim biurku statuę pielgrzymującej Madonny Róży Duchownej.

Biskup Brescii Giacinto Tredici, który ostatecznie musiał wydać werdykt o prawdziwości objawień, nie będąc im przeciwny, sugerował Pierinie Gilli życie w ukryciu. Ta pokornie zastosowała się do zaleceń i przez wiele lat mieszkała w skromnym domku przy franciszkańskim klasztorze w Fontanelle, gdzie spotykała się z pielgrzymami w swojej niedużej kaplicy. Aż do śmierci prowadziła pustelnicze życie. Poświęciła się modlitwie i pokucie, jednak nigdy nie przywdziała habitu zakonnego. Zmarła w opinii świętości 12 stycznia 1991 r., nie doczekawszy się zatwierdzenia objawień. Jej grób i miejsca objawień odwiedza rocznie ponad 100 tys. pielgrzymów.

Kolejny biskup Brescii, Giulio Sanguinetti, widząc, jak statuy Maryi z trzema różami na piersiach lub też z trzema mieczami zdobywają świat, 15 sierpnia 2000 r. uznał kult Matki Bożej Róży Duchownej z objawień w Montichiari. Przesłał także list do dwóch stowarzyszeń, które spontanicznie zajmowały się miejscami kultu w Fontanelle. Poinformował je o mianowaniu „kapłana, który ma zająć się sprawą kultu, w osobie Pierino Bosellego, dyrektora diecezjalnego wydziału do spraw liturgii”. Wkrótce w Montichiari powstało nowe stowarzyszenie, utworzone z dwóch dotychczasowych, zatwierdzone przez biskupa i przez proboszcza Montichiari ks. Franco Bertoniego. Jego celem jest szerzenie pobożności do Matki Bożej w Fontanelle. To nowe stowarzyszenie nazywa się Róża Duchowna – Fontanelle.

Uznanie objawień Róży Duchownej wpłynęło na jeszcze liczniejsze fundowanie świątyń pod tym wezwaniem, powstały nowe ruchy religijne; także wiele osób, które odwiedzają i poznają Montichiari, odkrywa powołanie kapłańskie lub zakonne. Chociaż więc objawienia w Montichiari-Fontanelle nie wniosły szczególnie wiele nowego czy to do teologii, czy do pobożności maryjnej, to należałoby napisać, że Bóg zawsze wybiera sobie tylko znany i właściwy moment na swoje przesłanie do Kościoła i świata. Orędzie Matki Bożej z Montichiari jest wołaniem o zagrożoną świętość kapłanów i osób konsekrowanych, jest wezwaniem do modlitwy, do podejmowania dzieł zadośćuczynienia i pokuty szczególnie za tych kapłanów, którzy przeżywają kryzys wiary, a nierzadko odchodzą z drogi powołania lub nawet otwarcie zaczynają walczyć z Kościołem.

„Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie, ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie nawiedzić kościoła, a będzie modlił się w południe w domu, ten także otrzyma za moim pośrednictwem wiele łask. Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę. Spójrz na to Serce, które tak umiłowało ludzkość, ale większość ludzi tylko rzuca w nie obelgami. Jeśli dobrzy i źli zjednoczą się w modlitwie, dostąpią przez to Serce miłosierdzia i otrzymają dar pokoju”.

Prośby i obietnice

1. Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.

2. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała.

3. Będą masowe nawrócenia.

4. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga.

5. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich.

6. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona.

7. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny łaski.

8. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu.

Czesław Ryszka/Tygodnik Niedziela

***

Ten jeden obraz w Barcelonie zatrzymał mnie w pół kroku. Nie spodziewałam się, że zmieni moją wiarę

Inmaculada (Zurbarán, Barcelona)

Museu Nacional d’Art de Catalunya/ Public Domain/ Canva

Inmaculada (Zurbarán, Barcelona)

***

Pojechałam do Hiszpanii wygłosić wykład o dekonstrukcji symboli teologicznych w malarstwie. Weszłam do muzeum tylko „przy okazji”. A wtedy wydarzyło się coś, czego nie przewidziałam.

Gdy praca staje się pustą bieganiną

Samolot przechylał się nad Barceloną, a ja patrzyłam w mleczną mgłę z coraz cięższym sercem. Słoneczna Hiszpania. Akurat. Bardziej jak Londyn. Jechałam z kolejnym wykładem — dekonstrukcja symboli teologicznych w malarstwie współczesnym. Temat ukochany, a mimo to czułam w sobie wypalenie, jakby moje przemyślenia były skazane na porażkę w świecie, który nie ma już czasu na piękno.

Przez całą drogę wracało do mnie jedno pytanie: po co ja to jeszcze robię?

Ludzie wolą rolki, Tik Toka, śmieszne filtry, migoczące obrazy. Jak coś o sztuce to w 10 sekund, zabawnie.  A ja próbuję mówić o ikonografii, o tradycji, o teologicznych sensach, o ukrytych symbolach które wymagają ciszy, skupienia, otwartości. O tym, że nadal istnieją malarze nawiązujący do tego, co kiedyś było kanonem. To bez sensu. Nikogo to nie interesuje już. 

Mgła zagania mnie do Museu Nacional d’Art de Catalunya. Wchodzę z przyzwyczajenia, z  zamiarem „odfajkowania” kilku sal. Nic mnie nie rusza. Wszystko jest poprawne, znane, przewidywalne.

I wtedy widzę Ją. Niepokalane Poczęcie Zurbarána.

Wiszący skromnie, wśród innych obrazów, cichy, na ich tle wstydliwie niepozorny. A jednak coś mnie zatrzymało.

Inmaculada (Zurbarán)
Inmaculada (Zurbarán)

***

Maryja Niepokalana

Podchodzę z czystej ciekawości — zawodowy odruch. Maryja w bieli, księżyc pod stopami, dłonie złożone. W głowie automatycznie odhaczam schematy epoki, wskazówki Pacheco o tym, jak należy malować Maryję: młodą, o pięknych rysach, otoczoną wieńcem gwiazd dwunastu.

Chcę już odejść. Ale kątem oka zauważam Bramę Niebieską po lewej stronie.

„Zamknięta brama przez którą przechodzi Zbawiciel … dziewicze macierzyństwo… Ezechiel.” – myślę.

I nagle czuję lekkie zawstydzenie. Dlaczego nie zobaczyłam tego od razu?

Przesuwam wzrok na drugą stronę:

Schody — Drabina Jakubowa. Łącznik nieba i ziemi. Maryja jest tu Pośredniczką i Tą, która niesie pomoc ludziom w dążeniu do Królestwa Niebieskiego.

Poniżej lustro — „zwierciadło bez skazy” z Księgi Mądrości. Wybraństwo bez grzechu poczętej Matki Boga.

Świątynia. Miasto. Palma. Wieża Dawidowa. “Tyś zdrojem wód żywych spływających z Libanu “(PnP 4,15) tyle proroctw, które spełniły się w Jej osobie!

A nad jej głową — dziesięć gwiazd, dziesięć, nie dwanaście!
A jednak nie — dwie kolejne, ukryte w chmurach.

Nagle wszystko zaczyna pulsować znaczeniem. I coś we mnie pęka.

Moment, którego nie potrafię wyjaśnić

Patrzyłam na Maryję, a ona — inaczej niż większość Inmaculadas — nie kierowała wzroku ku niebu. Patrzyła w dół, na ziemię. Na mnie.

W tamtej sekundzie poczułam, jak cała drętwieję. Jakby cały mój wewnętrzny chaos został nagle „złapany” przez to spojrzenie.

Przez lata tłumaczyłam studentom, że symbole są językiem, którym sztuka rozmawia z wiarą. Ale miałam wrażenie, że sama od dawna słyszę już tylko echo swojej wiedzy, a nie głos Boga.

A teraz — przy tym jednym obrazie — poczułam coś, co trudno nazwać inaczej niż łaską.

Jakby wszystkie te dawne symbole — Brama, Drabina, Gwiazdy, Wieża, Morze — zaczęły składać się w jedną wielką opowieść o czystości, wyborze, pięknie i o tym, że Maryja jest tajemnicą, którą próbujemy może czasem zbyć i sprowadzić do roli zwykłej kobiety, której zdarzyło się urodzić Jezusa. 

Poczułam wilgoć pod powiekami. I choć było mi głupio płakać w muzeum, nie mogłam się opanować.

Przestań analizować. Popatrz na Nią sercem.

Zwierciadło sprawiedliwości, 
Wieżo Dawidowa,
Bramo niebieska, 
Gwiazdo zaranna, 
Uzdrowienie chorych, 
Ucieczko grzesznych,
Pocieszycielko strapionych,  

Pocieszycielko strapionych! Módl się za nami.

Jak bardzo nie doceniamy pomocy, jaką mamy w Maryi!

Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta!

Następnego dnia mówiłam inaczej.
Nie jak historyk sztuki.
Bardziej jak świadek.

O tym, że stare mistrzostwo nie było kwestią estetyki czy artystycznego widzimisię, lecz modlitwą. I opowiedziałam o skromnym skarbie, który mają tuż pod nosem, ale nie widzą. O tym, że Niepokalane Poczęcie nie jest po prostu malowidłem, a teologicznym poematem zapisanym w symbolach. Studenci – nie wiem, czy którykolwiek był wierzący, słuchali obojętnie.

Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta! Módl się za nami.
Pocieszycielko strapionych! Módl się za nami.

Po wykładzie podeszła do mnie dziewczyna.

– Pierwszy raz dotarło do mnie, że to coś więcej, niż tylko obraz. Że to  hymn pochwalny wysławiający Maryję.  Modlitwa zamknięta w obrazie, którą ja też mogę się modlić,  razem z malarzem, ponad wiekami!  – powiedziała.

I wtedy zrozumiałam: to właśnie jest sens.

Nie to, by cały świat natychmiast się nawrócił, ale to, by jedna osoba zobaczyła w nim posłanie, które czekało na nią od wieków.

Sztuka zmienia nas, jeśli jej na to pozwolimy

Od tamtego wieczoru w Museu Nacional d’Art de Catalunya noszę w sobie jedno przekonanie:

Mistrzowie przekazują więcej, niż widzą nasze oczy. Ale tylko otwarte serce pozwala, by ich dzieła nas przemieniały.

Maryja z obrazu Zurbarána patrzy w dół, nie dlatego, że boi się nieba, ale dlatego, że chce zejść do naszego świata, Pocieszycielka strapionych!

Do mojego zmęczenia.
Twojego szukania.
Naszych pytań.

I być może właśnie wtedy sztuka sakralna robi to, co robi najlepiej: prowadzi do modlitwy, a przez nią do Boga.

Miriam Wysocka –Aleteia.pl

***

Nazwa „roraty” pochodzi od adwentowej pieśni na wejście, rozpoczynającej się od słów:

„Rorate caeli desuper” – „Spuśćcie rosę niebiosa”.

fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

***

Świecę Roratnią zapala się w czasie Mszy św. odprawianej przed wschodem słońca. Ciemność symbolizuje świat, w którym ludzkość oczekiwała na przyjście Mesjasza. Ciemność symbolizuje współczesnego człowieka, w którego życiu nie narodził się jeszcze Chrystus, albo człowieka, który się od Niego oddalił. Ciemność uzmysławia sytuację, którą całkowicie odmienił Bóg poprzez Tajemnicę Wcielenia. Podczas Pasterki w pierwszym Czytaniu Kościół ogłasza proroctwo Izajasza: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. (…) Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany” (Iz 9, 1. 5). To wszystko prowadzi do uwielbienia Boga za to, że stał się jednym z nas, by nas zbawić.

Świeca roratnia rozjaśnia ciemności. którą symbolizuje Maryja, wybrana przez Boga na Matkę Bożego Syna. W Adwencie słyszymy proroka Izajasza: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański” (Iz 11, 1-2). Duch Święty zstąpił na Maryję, co opisuje scena Zwiastowania. Wybrana przez Boga wywodzi się z rodu Dawida,

Świeca Roratnia symbolizuje Najświętszą Maryję Pannę, bo to Ona nosi w swoim łonie Światłość świata – Jezusa Chrystusa. Ta Światłość jest już obecna w Maryi, dlatego nazywamy Ją Jutrzenką i Gwiazdą Zaranną. Tak jak ta gwiazda zapowiada wschód Słońca, tak Maryja zapowiada radość przyjścia Mesjasza. W oczekiwaniu na Narodzenie Pańskie Adwent jest tym szczególnym czasem medytowania nad Tajemnicą Wiecienia: Boży Syn, który jest w Jej łonie i ten sam Boży Syn obecny we wspólnocie Kościoła, w sakramentach i w Bożym Słowie.

***

Adwent w dziejach Polski odgrywał wielką rolę w przygotowaniu do świąt Bożego Narodzenia, wyrażając wielką tęsknotą na cud Pańskich Narodzin.

***

W czasie tej Mszy św. na ołtarzu pali się dodatkowa świeca, pięknie ubrana, symbolizująca Maryję, która w noc betlejemską poda nam swymi rękami najdoskonalsze światło – Chrystusa, swego Syna.                                                                                    

Przed rozpoczęciem Mszy św. podchodził do ołtarza król, niosąc pięknie ozdobioną świecę i stawiał ją na najwyższym lichtarzu na środku ołtarza. Podobne świece, lecz już nieozdobione, przynosili do ołtarza prymas, senator, ziemianin, rycerz, mieszczanin, chłop – przedstawiciele ówczesnych stanów i każdy składając świecę mówił: Gotów jestem na sąd Boży.

Od Bolesława, Łokietka, Leszka,
Gdy jeszcze w Polsce Duch Pański mieszkał,
Stał na ołtarzu przed mszą roraty
Siedmioramienny lichtarz bogaty.
A stany państwa szły do ołtarza,
A każdy jedną świecę rozżarza.
Król – który berłem potężnym włada,
Prymas – najpierwsza senatu rada,
Senator – świecki opiekun prawa,
Szlachcic – co królów Polsce nadawa,
Żołnierz – co broni swoich współbraci,
Kupiec – co handlem ziomków bogaci,
Chłopek – co z pola, ze krwi i z roli
Dla reszty braci chleb ich mozoli.
Każdy na świeczkę grosz swój przyłoży
I każdy gotów iść na sąd Boży…

Codziennego udziału w roratach przestrzegali królowie: Zygmunt Stary, Zygmunt August, królowa Bona, Anna Jagiellonka i Marysieńka Sobieska.

(według Joanny Komaszyło: Tradycje Katolickie w Białymstoku)

***

W adwencie w każdy poniedziałek i środę Msza święta Roratnia w kaplicy izbie Jezusa Miłosiernego o godzinie 7 rano.

This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW, G3 7SD

***

Jak nie zepsuć Adwentu? Nie popełnij tych błędów

fot. Daiga Ellaby/ Unsplash

***

Adwent jest wyjątkowym czasem w życiu człowieka wierzącego. Kościół proponuje nam na te kilka tygodni bardzo obfitą paletę możliwości większego zaangażowania w oczekiwanie na przyjście Pana. Oto wskazówki, które pomogą dobrze przeżyć ten czas.

1. Uświadom sobie, na co tak naprawdę czekasz

Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy słyszysz “Boże Narodzenie”? Dla wielu z nas oznacza to: świętowanie, rodzinną atmosferę, wolne od szkoły czy pracy, możliwość odpoczynku. Ale czy to na to najbardziej czekamy? Adwent ma nas przygotować na przyjście Pana – zarówno na Jego powtórne przyjście na końcu świata, paruzję, jak i na Jego narodzenie. To na Nim powinno się skupić nasze oczekiwanie.

2. Pomyśl, kto czeka na Ciebie

Okres przedświąteczny zdaje się wyzwalać w ludziach większą otwartość, szczodrość i chęć pomocy. Rozliczne przedświąteczne zbiórki, charytatywne koncerty, przygotowywanie paczek z prezentami zachęcają nas do dawania siebie innym. Co ciekawe – mimo wielu wydatków w tym czasie, chętniej otwieramy swoje serca i portfele, by pomóc bardziej potrzebującym. Pomyśl, komu możesz w tym adwencie coś ofiarować, kto oczekuje Pana Boga i mógłby Go znaleźć w Twojej dobroci.

3. Roratnie wstawanie to nie wyścig po zaliczenie

Moda na roraty rozpowszechnia się. Kościoły w wielu parafiach są pełne wiernych, także i dzieci, mimo porannej pory. Łatwo jednak wpaść w przekonanie, że Adwent będzie ważny tylko z nimi. Roraty to nie konkurs z medalami. Jaka motywacja przyświeca Twojemu porannemu wstawaniu? Im bliższa jest Boga, tym lepiej. Roraty nie mogą być sposobem na udowodnienie sobie i komukolwiek, że jest się lepszym i wytrwalszym.

4. Nastrój – tak, ale czemu od razu świąteczne piosenki?

Bolączką naszych czasów jest nieumiejętność czekania. Denerwują nas korki i kolejki, biegniemy na metro nawet jeśli kolejne przyjedzie za kilkadziesiąt sekund, a w sklepach choinki, bombki i światełka pojawiają się prawie obok zniczy na początku listopada. Adwent może być dla nas lekcją cierpliwego czekania. Ale nie da się tego zrobić, jeśli od początku fundujemy sobie świąteczne – urocze skądinąd – piosenki we wszystkich gatunkach muzycznych. Poczekaj z tym. W sieci można znaleźć wiele pięknych adwentowych utworów o niezwykle bogatych tekstach – może skorzystasz z adwentowej playlisty Stacji7. Zdążysz jeszcze nasłuchać się kolęd i piosenek o Nowonarodzonym.

5. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę

Przygotowanie Świąt to spore wyzwanie. Kiedy żyjemy w biegu, czas ucieka nam nie wiadomo kiedy i nagle robi się 22, 23 grudnia. Zdenerwowani biegamy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów, przytłacza nas ogrom sprzątania, nie wspominając o gotowaniu. Spróbuj zrobić, co możesz, wcześniej – szczególnie jeśli chodzi o duchowe porządki czyli spowiedź. Pomoże Ci to zaoszczędzić stres i niepotrzebne nerwy.

6. Niech przygotowania nie będą ważniejsze od Gościa

Chyba wszyscy zgodzimy się, że celem adwentu i przygotowań na Boże Narodzenie nie jest wzorcowe posprzątanie domu, suto zastawiony stół i spełniające marzenia prezenty. Jezus przychodzi, by dać nam miłość i pokój, którymi będziemy mogli się dzielić w gronie najbliższych. W ferworze przygotowań nie zapomnij, że najważniejszy w tym wszystkim jest Pan Bóg. W końcu to jego narodzenie będziemy świętować – nie można zostawiać go na dalszym planie.

7. Nie nadymaj się tak

Bóg przyszedł na świat jako maleńkie dziecko. To, co może nam Go przesłonić, to przerost formy nad treścią. Zastanów się, co w adwencie pomoże Ci przygotować się na jak najszczersze przyjęcie Go do swego życia. Pomysłów może być wiele, ale aktywność to nie wszystko, bo „nic się nie zmieni, jeśli nic nie zmienisz”. Niech to będzie błogosławiony czas!

Otylia Sałek/Stacja7pl

***

30 listopada

Pierwsza Niedziela Adwentu

13.30 – Adoracja Najświętszego Sakramentu i możliwość przystąpienia do sakramentu pojednania

14.00 – MSZA ŚW.

Po Mszy św. w godzinie miłosierdzia – Koronka do Bożego Miłosierdzia

Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – PARTICK, 46 HYNDLAND STREET, GLASGOW, G11 5PS


***

„Sen to symbol życiowego odrętwienia, bierności i wycofania, a także nieumiejętności czytania Bożych znaków w swoim życiu. To również obraz oddalenia człowieka od Boga i niewiary. Warto na początku Adwentu zadać sobie pytanie: co dziś jest moim duchowym snem?”

„Noc się posunęła, a przybliżył się dzień” – dobrze ilustrują one to, co dokonało się przez przyjście na świat Jezusa Chrystusa – prawdziwego Światła zwyciężającego wszelki mrok.

„Wszyscy potrzebujemy tego Światła”.

„Potrzebujemy Światła, gdy sami doświadczamy bezradności, niepewności i obaw”.

„Potrzebujemy Światła, gdy szukamy drogi”.

„Potrzebujemy światła, aby nie zbłądzić” – Adwent jest właśnie po to, aby wyjść ku Chrystusowi, aby powstać ze snu, rozbudzić w sobie na nowo nadzieję, bo „człowiek żyje, dopóki czeka, dopóki w jego sercu żyje nadzieja” (Benedykt XVI).

„W Adwencie chodzi właśnie o to, by powstać ze snu” .

„Sen to symbol życiowego odrętwienia, bierności i wycofania, a także nieumiejętności czytania Bożych znaków w swoim życiu. To również obraz oddalenia człowieka od Boga i niewiary. Jak podpowiada nam papież Franciszek, sen, z którego mamy się przebudzić, to także obojętność, próżność, niezdolność do nawiązywania autentycznie ludzkich relacji, niezdolność do zatroszczenia się o brata samotnego, opuszczonego lub chorego. Warto zatem na początku tego Adwentu zadać sobie pytanie – co dziś jest moim duchowym snem?”

„Wierzę w Kościół Chrystusowy”.

„W tym czasie chcemy odnowić naszą wiarę w Kościół, zobaczyć, co znaczy wierzyć Kościołowi i umocnić naszą wiarę w to, czego Kościół naucza”. Jak zauważa papież Benedykt XVI, że słowu Kościół niemal zawsze towarzyszy określenie „Boży”, a to wskazuje, że nie jest to „stowarzyszenie ludzkie, zrodzone ze wspólnych idei czy interesów, lecz powołał je Bóg”.

„Jezus Chrystus potrzebuje Kościoła, by działać pośród nas. Ale i my potrzebujemy Kościoła. Nasza wiara rodzi się przecież w Kościele, żyje i rozwija się w nim, a także nas do niego prowadzi. Nie możemy żyć autentyczną wiarą bez Kościoła”. Owo adwentowe powstanie ze snu to także przezwyciężenie obojętności i przyzwyczajenia, „aby poczuć się odpowiedzialnym za Kościół, który wspólnie stanowimy”.
„Warto, byśmy częściej przypominali sobie, że Kościół to my wszyscy, zjednoczeni z Chrystusem w mocy Ducha Świętego” .

“Powstać ze snu to pójść dalej odważnie za tymi dobrymi podpowiedziami, które odkrywa przed nami Duch Święty” .

(z listu na Adwent – Prymas Polski arcybiskup Wojciech Polak/ www.prymaspolski.pl)

*

Podsumowanie piątego dnia papieskiej podróży: Miłość nie jest na czas określony

Podsumowanie piątego dnia papieskiej podróży: Miłość nie jest na czas określony

 Papież przy grobie św. Szarbela.

***

Wizytą przy grobie wielkiego libańskiego świętego – Szarbela – w sanktuarium św, Marona w Annai Papież Leon XIV rozpoczął piąty dzień swojej podróży apostolskiej do Turcji i Libanu. Był to zarazem drugi dzień jego pobytu w Libanie. Naznaczony został wołaniem o pokój, jedność i wezwaniem do młodych, aby budowali prawdziwą przyjaźń i miłość, która nie jest „na czas ograniczony”.

„Św. Szarbel uczy nas zachowań, które są sprzeczne z postawami ogółu. Lecz właśnie dlatego tak nas pociągają, bo są jak świeża i czysta woda, której pragną wędrujący przez pustynię” – tak mówił Leon XIV przy grobie libańskiego świętego pustelnika.

Czego uczy św. Szarbel?

Jego przemożnemu wstawiennictwu zawierzył jedność Kościoła i pokój na świecie, a w szczególności w Libanie i na Bliskim Wschodzie.

Papież przyznał, że przybywa do grobu św. Szarbela jako pielgrzym. Zastanawiając się nad dziedzictwem św. Szarbela, Leon XIV zwrócił uwagę na paradoks tego świętego pustelnika. Nic nie napisał, żył w ukryciu, a jego sława rozeszła się po całym świecie. Czego nas zatem uczy dzisiaj św. Szarbel? – pytał Papież. „Chciałbym to podsumować – powiedział – w następujący sposób: Duch Święty ukształtował go, aby tych, którzy żyją bez Boga, nauczył modlitwy; tych, którzy żyją w hałasie – nauczył ciszy; tych, którzy żyją dla pozorów – nauczył skromności, a tych, którzy poszukują bogactw – nauczył ubóstwa. Są to zachowania przeciwne głównemu nurtowi, ale właśnie dlatego nas pociągają, jak świeża i czysta woda, której pragną wędrujący przez pustynię”.

„Dla Kościoła – powiedział – prosimy o komunię i jedność: począwszy od rodzin, małych Kościołów domowych, poprzez wspólnoty parafialne i diecezjalne, aż po Kościół powszechny. Komunia, jedność. A dla świata prosimy o pokój. Szczególnie błagamy o niego dla Libanu i całego Bliskiego Wschodu”.

 Papież przy grobie św. Szarbela.

U Maryi, Pani Libanu w Harissie

Od grobu św. Szarbela Leon XIV pielgrzymował dziś rano do sanktuarium maryjnego w Harissie. Czczonej tam Pani Libanu przekazał w darze złotą różę. Spotkał się też z libańskim duchowieństwem oraz osobami zaangażowanymi w duszpasterstwo.

Papież odwołał się do nauczania Jana Pawła II, który mówił w 1984 roku: „Wytwarzajcie wszędzie tam, gdzie żyjecie i pracujecie, atmosferę braterstwa.”

„Jeśli chcemy budować pokój – powiedział Leon XIV – zakotwiczmy się w Niebie i, kierując się tam mocno, kochajmy bez obawy utraty tego, co przemija, i dawajmy bez miary. Z tych korzeni, silnych i głębokich jak korzenie cedrów, wyrasta miłość i z Bożą pomocą powstają konkretne i trwałe dzieła solidarności” Papież ofiarował złotą różę sanktuarium Maryi, Pani Libanu w Harissie.

Niech się wzniesie ku niebu pieśń pokoju

O pokoju i pojednaniu mówił Leon XIV także podczas spotkania ekumenicznego i międzyreligijnego z przywódcami wielu wspólnot religijnych na Placu Męczenników w Bejrucie.

W coraz bardziej powiązanym świecie jesteście wezwani do bycia budowniczymi pokoju: do przeciwstawiania się nietolerancji, przezwyciężania przemocy i eliminowania wykluczenia – powiedział Leon XIV. Dodał, że Liban jest przykładem, iż wyznawcy różnych religii mogą żyć razem i budować kraj zjednoczony poprzez szacunek i dialog.

Leon XIV wezwał, by waśnie z tej ziemi, „gdzie minarety i wieże kościelne stoją obok siebie, sięgając nieba” wznosiły się do Jedynego Boga błagania o pokój. „Niech tutaj, na tej ukochanej ziemi, każdy dzwon, każdy adhan, każde wezwanie do modlitwy łączy się w jedną, wznoszącą się pieśń – nie tylko po to, aby wielbić miłosiernego Stwórcę nieba i ziemi, ale także aby z głębi serca modlić się o boski dar pokoju” – wzywał Leon XIV. Podczas spotkania międzyreligijnego Leon XIV mówił o pokojowym współistnieniu różnych religii .

Macie entuzjazm, by zmienić historię

Następnie Leon XIV spotkał się z kilkunastoma tysiącami młodych przybyłych nie tylko z Libanu, ale też z diaspory libańskiej, m.in. z Iraku czy Syrii. Najpierw Ojciec Święty wysłuchał świadectw czworga młodych Libańczyków, którzy opowiadali o tragicznych momentach związanych z wydarzeniami w kraju, a także o nawiązywanych mimo trudności relacjach i więzach solidarności.

„Drodzy młodzi, być może ubolewacie nad tym, że odziedziczyliście świat rozdarty wojnami i zniekształcony przez niesprawiedliwości społeczne. Jednak w was tkwi nadzieja – dar, który nam, dorosłym, wydaje się już nieosiągalny. Wy macie czas! Macie więcej czasu, aby marzyć, organizować się i czynić dobro. Jesteście teraźniejszością, a przyszłość już powstaje w waszych rękach! Macie entuzjazm, by zmienić bieg historii!” – Mówił Leon XIV. Młodych Libańczyków Papież wzywał, by mieli odwagę zmieniać historię.

Miłość nie jest na czas określony

Papież powiedział również młodym, jak budować relacje przyjaźni i wzajemną miłość.

„Jeśli w centrum relacji przyjaźni lub miłości znajduje się nasze „ja”, relacja ta nie może być owocna. Podobnie nie można naprawdę kochać, jeśli kocha się na czas określony, dopóki trwa uczucie: miłość na czas ograniczony jest miłością ograniczonej jakości” – przekonywał Papież.

Spotkanie w Nuncjaturze

Po zakończeniu spotkań dnia, Papież Leon XIV przyjął w siedzibie Nuncjatury Apostolskiej zwierzchników islamskich i druzyjskich wspólnot Libanu. Podczas spotkania rozmawiano o dobrych relacjach między różnymi wspólnotami religijnymi, wyrażając nadzieję na zachowanie pluralizmu i współistnienia, które czynią Liban wyjątkowym, oraz na położenie kresu przemocy utrudniającej spokój i samo życie wspólnot.

02.12.2025/VATICANNEWS.VA/Gość Niedzielny

***

Leon XIV: św. Szarbelu uproś Kościołowi jedność, a światu pokój

Św. Szarbel uczy nas zachowań, które są sprzeczne z postawami ogółu. Lecz właśnie dlatego tak nas pociągają, bo są jak świeża i czysta woda, której pragną wędrujący przez pustynię. Leon XIV mówił o tym przy grobie libańskiego świętego pustelnika. Jego przemożnemu wstawiennictwu zawierzył jedność Kościoła i pokój na świecie, a w szczególności w Libanie i na Bliskim Wschodzie.

Vatican Media

***

Papież przyznał, że przybywa do grobu św. Szarbela jako pielgrzym. Wyraził przypuszczenie, że i jego poprzednicy pragnęliby tam przybyć, a w szczególności św. Paweł VI, który beatyfikował i kanonizował tego maronickiego mnicha.

Żył w ukryciu, nic nie napisał, a jest znany w całym świecie

Zastanawiając się nad dziedzictwem św. Szarbela, Leon XIV zwrócił uwagę na paradoks tego świętego pustelnika. Nic nie napisał, żył w ukryciu, a jego sława rozeszła się po całym świecie. Czego nas zatem uczy dzisiaj św. Szarbel? – pytał Papież.

Jak świeża i czysta woda na pustyni

„Chciałbym to podsumować – powiedział – w następujący sposób: Duch Święty ukształtował go, aby tych, którzy żyją bez Boga, nauczył modlitwy; tych, którzy żyją w hałasie – nauczył ciszy; tych, którzy żyją dla pozorów – nauczył skromności, a tych, którzy poszukują bogactw – nauczył ubóstwa. Są to zachowania przeciwne głównemu nurtowi, ale właśnie dlatego nas pociągają, jak świeża i czysta woda, której pragną wędrujący przez pustynię”.

Duchownym przypomina o wymaganiach ich powołania

Leon XIV zauważył, że św. Szarbel jest też szczególnym przykładem dla duchownych. Przypomina im o ewangelicznych wymaganiach ich powołania. „Jednak jego spójność życia, tyle radykalna, co pokorna, jest przesłaniem dla wszystkich chrześcijan” – dodał Ojciec Święty.

Moc wstawiennictwa: „rzeka miłosierdzia”

Papież wspomniał też o przemożnym wstawiennictwie św. Szarbela, podkreślając, że nigdy nie przestał on wstawiać się za nami u Ojca Niebieskiego. „Już za jego życia wielu ludzi przychodziło do niego, aby otrzymać od Pana pocieszenie, przebaczenie i radę. Po jego śmierci wszystko to się zwielokrotniło i stało się rzeką miłosierdzia. Również z tego powodu, każdego 22. dnia miesiąca, tysiące pielgrzymów przybywa tu z różnych krajów, aby spędzić dzień na modlitwie i odpoczynku duszy i ciała”.

Prosimy o jedność dla Kościoła i pokój dla świata

Modląc się przy grobie św. Szarbela, Leon XIV zawierzył jego wstawiennictwu potrzeby Kościoła, Libanu i świata. „Dla Kościoła – powiedział – prosimy o komunię i jedność: począwszy od rodzin, małych Kościołów domowych, poprzez wspólnoty parafialne i diecezjalne, aż po Kościół powszechny. Komunia, jedność. A dla świata prosimy o pokój. Szczególnie błagamy o niego dla Libanu i całego Bliskiego Wschodu”.

Nie ma pokoju bez nawrócenia

Papież przypomniał jednak, że nie ma pokoju bez nawrócenia. O tym właśnie przypominają nam święci. „Niech więc św. Szarbel pomoże nam zwrócić się do Boga i prosić o dar nawrócenia dla nas wszystkich”.

On jest światłem, które Bóg zapalił w Libanie

Na zakończenie Leon XIV odniósł się do daru, którzy przywiózł do tego górskiego sanktuarium. Jest nim lampa, która, jak wyjaśnił ma być symbolem światła, które Bóg zapalił w tym miejscu poprzez św. Szarbela. „Ofiarowując tę lampę, opiece św. Szarbela powierzam Liban i jego naród, aby zawsze kroczył w świetle Chrystusa. Dzięki Bogu za dar św. Szarbela! Dziękuję wam, którzy strzeżecie jego pamięci. Wędrujcie w świetle Pana!” – dodał Ojciec Święty.

Vatican Media/Tygodnik Niedziela

***

Aby Matka Boża była coraz bardziej znana,miłowana, uwielbiana i słuchana!

„Różaniec Święty, to bardzo potężna broń.

Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

(św. Josemaria Escriva do Balaguer)

A rosary is used for prayers and meditations.
fot.wiseGeek

***

Intencje Żywego Różańca

na miesiąc grudzień 2025 roku

Intencja Ojca Świętego, którą powierza Kościołowi:

  • Módlmy się, aby chrześcijanie żyjący w strefie wojny lub konfliktu, szczególnie na Bliskim Wschodzie, byli siewcami pokoju, nadziei i pojednania.

więcej informacji – Vaticannews.va: papieska intencja

***

 Intencje Polskiej Misji Katoickiej w Glasgow:

  • Boża Matko, któraś w milczeniu Tajemnicy Zwiastowania nosiła w swoim łonie naszego Zbawiciela, bądź z nami na drogach naszego adwentowego czasu, abyśmy żyjąc w zgiełku niespokojnej codzienności mogli się dobrze przygotować na Narodziny Bożej Dzieciny w naszych sercach.
  • Za papieża Leona XIV, aby Duch Święty prowadził go, a święty Michał Archanioł strzegł.
  • Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego  

Dodatkowe intencje dla Róż:  

Matki Bożej Częstochowskiej (II), św. Moniki i bł. Pauliny Jaricot:

  • Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Cię Boża Matko, abyś wypraszała u Syna Twego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci.

    dla Roży:  

bł. Kard. Stefana Wyszyńskiego:

  • Wysławiamy Boga w Trójcy Jedynego, że zostaliśmy stworzeni na Boże podobieństwo, aby stanowić wspólnotę życia w miłości. Abyśmy mogli zawsze przeżywać wspólnie dany nam czas i ten  radosny i ten związany z trudem – dlatego prosimy Cię Miłosierny Boże o łaskę ustawicznego umacniania naszego małżeńskiego przymierza poprzez ciągłe ożywianie wzajemnej miłości.

 ***

Od 1 grudnia modlimy się kolejnymi Tajemnicami Różańca Świętego i w nowych intencjach, które otrzymaliście na maila 30 listopada z adresu e-rozaniec@kosciol.org (jeśli ktoś z Was nie dostał maila na ten miesiąc, proszę o kontakt z Zelatorem Róży, albo na adres rozaniec@kosciolwszkocji.org)

________________________________________

Obecnie mamy 20 Róż Żywego Różańca, choć do niedawna mieliśmy 21. Dlatego bardzo serdecznie zachęcamy chętnych, aby zechcieli dołączyć się do Żywego Różańca. Módlmy się, aby dotąd nieprzekonani mogli się przekonać jak skuteczną i tym samym jak bardzo potrzebną jest dziś modlitwa różańcowa.

 ***

kościół św. Piotra

Partick, 46 Hyndland Street , Glasgow, G11 5PS

Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

***

W każdy piątek jest Adoracja Najświętszego Sakramentu od godz. 18.00

W czasie Adoracji jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej.

Msza św. wynagradzająca za grzechy nasze i całego świata odprawiana jest o godz. 19.00

***

W trzeci piątek miesiąca sprzątamy kościół św. Piotra od godz. 17.00. Chętni bardzo mile widziani

***

W każdą sobotę o godz. 18.00 jest Msza św. wigilijna z niedzieli

Możliwość spowiedzi świętej jest od godz. 17.00

***

W pierwsze soboty miesiąca po Mszy św. jest Nabożeństwo Pięciu Sobót Wynagradzających za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Najświętszej Matce Bożej

***

W drugie soboty miesiąca po Mszy św. modlimy się Koronką do Serca Boleściwej Matki – Serca przebitego siedmiokrotnie mieczem boleści.

***

W trzecie soboty miesiąca po Mszy św. modlimy się na różańcu o pokój na świecie.

***

W każdą Niedzielę Msza św. jest o godz. 14.00

Przed Mszą św. jest Adoracja Najświętszego Sakramentu.

W tym czasie jest także możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi od godz. 13.30


Od września 2024 roku trwają prace renowacyjne kościoła św. Piotra. Dlatego w piątki Adoracja, spowiedź św. i Msza św. na czas remontu jest w sali parafialnej. Natomiast w soboty i w niedziele Msze św. są w kościele.

***

Kaplica izba Jezusa Miłosiernego

4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD

W każdy pierwszy czwartek miesiąca jest Msza św. o godz. 19.00

Po Mszy św. jest Godzina Święta

This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

***

Naczynia połączone

Pierwsze czwartki, pierwsze piątki, pierwsze soboty.

Interesowni praktykują dla obietnic, gorliwi – z miłości. Podejmiesz wyzwanie?

„Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
ISTOCKPHOTO

***

Sytuacja z utrudnionym dostępem do Mszy, także pierwszopiątkowej, w jakiej przed pięcioma laty postawiła nas pandemia, pokazuje, jak ważne są dla wielu katolików dni, w których okazujemy szczególną cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. W pierwsze piątki miesiąca liczba wiernych w kościołach jest wyższa niż w inne dni powszednie, a wielu jest takich, którzy podejmują tego dnia posty i inne czyny pokutne.

Niedawno zmienił się sposób wyznaczania pierwszych dni miesiąca w kalendarzu kościelnym. Wcześniej obchodzono wszystkie trzy dni razem. Decydował pierwszy piątek. Jeśli ten dzień przypadł pierwszego dnia danego miesiąca, wtedy czwartek, choć kalendarzowo należał jeszcze do poprzedniego miesiąca, obchodziło się jako pierwszy. Jeżeli natomiast pierwszym dniem miesiąca była sobota, wówczas jako pierwszą sobotę w Kościele obchodziło się tę, która przypadała za tydzień – po pierwszym piątku. Niedawno zostało to uproszczone. Pierwsze czwartek, piątek i sobotę obchodzi się teraz wtedy, kiedy faktycznie są pierwsze w kalendarzu na dany miesiąc. Sposób liczenia dni to jednak kwestia drugorzędna. Istotne jest nastawienie serca i intencja, z jaką podejmuje się te praktyki.

Jak ciąża

Skąd te praktyki się wzięły? – Za pierwszymi piątkami stoi żądanie Pana Jezusa z objawień św. Małgorzaty Alacoque. Jeśli chodzi o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca, to stoi za nimi tradycja fatimska. Natomiast wcześniejsza tradycja bardziej była związana z kultem Niepokalanego Serca Maryi, który nawiązywał do kultu Serca Jezusa – mówi ks. prof. Marek Chmielewski. Dodaje, że praktyki pierwszego czwartku, piątku i soboty miesiąca nie mają charakteru obowiązkowego, lecz należą raczej do sfery pobożności. – O ile liturgia jest obowiązkowa, bo to jest kult Kościoła, o tyle jeśli chodzi o formy pobożności, to takiego obowiązku w sensie prawnym nie ma. Natomiast ze względów formacyjnych te formy się szanuje – zauważa.

Szczególnie popularne jest wśród wiernych nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. Dlaczego ma to być akurat dziewięć piątków, czyli de facto dziewięć miesięcy?

– Dlatego, że dziewięć miesięcy to analogia do czasu, jakiego potrzebuje dziecko rozwijające się w łonie matki, aby się urodzić. Przez praktykę dziewięciu pierwszych piątków ma się narodzić nowy człowiek, który żyje sakramentami. Jeśli dobrze wczytamy się w objawienia, których Pan Jezus udzielił św. Małgorzacie, zauważymy, że one mają na celu właśnie to: wychowanie człowieka do regularnego życia sakramentalnego – wskazuje teolog.

Zwraca uwagę na fakt, że od uchwały IV Soboru Laterańskiego w 1215 roku katolik ma obowiązek spowiedzi i Komunii raz w roku, szczególnie w okresie wielkanocnym. Na tamte czasy było to wymaganie wysokie, jeśli weźmie się pod uwagę istniejącą wtedy sieć kościołów. Z czasem jednak ulegało to zmianom i już na przykład w XVII wieku duszpasterstwo oraz dostępność kościołów wyglądały całkiem inaczej. Wówczas traktowanie pobożności na zasadzie „raz w roku” wymagało zdynamizowania. I taka pomoc przyszła. Pierwszopiątkowe praktyki i związane z nimi obietnice Jezusa znacznie ożywiły życie duchowe katolików.

Sama św. Małgorzata Maria Alacoque w jednym z listów napisała, że kult Najświętszego Serca „ma na celu odnowienie w duszach skutków Odkupienia”. To jest zasadniczy cel tego nabożeństwa.

Chodzi o cel

Wraz z nową formą pobożności pojawiły się także jej wypaczenia, polegające na magicznym traktowaniu praktyk pierwszopiątkowych (a także pierwszosobotnich), czyli wykonywaniu ich na zasadzie „zaliczenia”: przyjść, odprawić spowiedź, Komunię, najlepiej wszystko w sam pierwszy piątek. Towarzyszy temu oczekiwanie, że gdy wypełnię praktykę, Pan Bóg musi mi zagwarantować zbawienie. Taki „handel wymienny”.

Ksiądz Marek Chmielewski, przestrzegając przed taką postawą, podkreśla ważność odpowiedniego przygotowania do spełniania warunków nabożeństwa. – Jest dobrą intuicją duszpasterską, że dzieci pierwszokomunijne przynajmniej przez pierwszy rok odprawiają dziewięć pierwszych piątków. Nie powinno tam jednak chodzić o uzyskanie nieco magicznie traktowanego „biletu do nieba”. Obietnica mówi przede wszystkim, że człowiek nie umrze bez szansy pojednania z Bogiem, ale to samo przez się nie jest gwarancją zbawienia. Chodzi o to, żeby tego młodego człowieka wychować w życiu sakramentalnym nie tylko co do ilości wypełnionych praktyk. On ma się nauczyć, jak się spowiadać: nie tylko w sposób faktograficzny, ale analityczny; ma się nauczyć życia eucharystycznego, adoracji. I to jest ważne – przekonuje. Przywołuje konkretny przykład prawidłowej formacji w tym zakresie.

– W pierwszych latach kapłaństwa pracowałem w dużej parafii w Radomiu. Była tam siostra katechetka, która przez pół godziny odprawiała z dziećmi rachunek sumienia, zanim księża usiedli, żeby spowiadać je na pierwsze piątki. I widać było efekty. Dzieci były dobrze przygotowane, wiedziały, co mówią. Takie podejście jest bardzo ważne dla rozwoju duchowego. Jeśli tego nie ma, dochodzi do takich sytuacji, że dorosły człowiek spowiada się jak dziecko pierwszokomunijne. Tak więc praktyka pierwszych piątków miesiąca ma wielki potencjał duszpasterski, jeśli jest mądrze i dobrze sprawowana. I to jest jej zasadniczy cel. Chodzi przecież o wychowanie do miłości Boga, bliźniego i samego siebie – akcentuje kapłan.

Wynagrodzenie

Nabożeństwo do Serca Jezusowego jest kultem ekspiacyjnym, wynagradzającym. Podobnie jest z kultem Niepokalanego Serca Maryi Panny, w którym od czasu objawień fatimskich wzmocniony został element pokuty za grzechy. Maryja w Fatimie mówiła dzieciom, że wielu ludzi ginie na wieki, bo zbyt mało jest takich, którzy chcieliby się za nich modlić i ofiarować swoje cierpienia. Także tu istotny jest więc motyw wynagrodzenia.

– Wynagrodzenie jest często traktowane na sposób ludzki: komuś zrobiłem przykrość, to teraz muszę przeprosić, żeby mu sprawić przyjemność. Samo wyrażenie „obrażać Boga” jest antropomorficzne, ale nie mamy innych narzędzi. Wyglądałoby na to, że przez nasze zgrzeszenie Pan Bóg coś traci i my musimy Mu to oddać, tak jak w ramach restytucji musimy oddać to, co ukradliśmy, bo w przeciwnym razie nie spełnimy warunku nawrócenia – mówi ks. Marek Chmielewski. Zauważa jednak, że to nie do końca tak. – Chodzi o to, że skoro Bóg jest miłością, to grzech jest zaprzeczeniem miłości. To jest przede wszystkim krzywda, jaką człowiek samemu sobie wyrządza przez odwrócenie się od miłości. I to nie miłości w znaczeniu uczuciowym, tylko rozumianym jako afirmacja osoby. Wynagrodzenie jest przede wszystkim odbudowaniem i wzmocnieniem w grzeszniku miłości. To wynagrodzenie staje się bardziej zrozumiałe, gdy patrzymy na nie przez wymiar Kościoła. Czasami mówimy, że Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa jest jak zespół naczyń połączonych. Jeżeli poziom spada w jednym naczyniu, to spada we wszystkich. Mistyczne Ciało doznaje uszczerbku przez cudzy grzech. Wierni mający tę świadomość tym bardziej chcą okazać miłość Bogu i bliźniemu, aby ten brak, jaki Kościół cierpi, został wyrównany. A więc nie tyle Pan Bóg cierpi szkody (jest przecież bytem absolutnym), ile Kościół ponosi duchowe straty. I gorliwi chcą naprawić to, co inni zepsuli. To jest wyraz odpowiedzialności za zbawienie innych i za życie Kościoła – podkreśla teolog.

Czwartki

Tradycja pierwszych czwartków jest późniejsza niż piątków i sobót. – Nie można ich traktować na równi z pierwszymi piątkami – zauważa ks. prof. Chmielewski. Dodaje, że trudno wskazać początek tej tradycji. Prawdopodobnie wiąże się z orędziami na Światowe Dni Powołań, które zapoczątkował św. Paweł VI. – Tam, jak się zdaje, jest początek tej praktyki: zaproszenie do szczególnej modlitwy w pierwsze czwartki o powołania, głównie kapłańskie – mówi. Zauważa, że zwyczajowo modlimy się o powołania, ale rzadko akcentuje się modlitwę za powołanych. O to, żeby byli wierni powołaniu – a to jest przecież istota.

Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny


W każdą trzecią sobotę miesiąca w kaplicy izbie Jezusa Miłosiernego jest spotkanie Biblijne na temat: kobiety w Piśmie Świętym. Spotkanie rozpoczynamy o godz. 10.00 śpiewaniem Godzinek ku czci Najświętszej Maryi Panny a kończymy w południe modlitwą Anioł Pański.

***

W czwartym tygodniu każdego miesiąca – z piątku na sobotę – jest całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu dla kobiet w kaplicy Sióstr Benedyktynek w Largs.

Początek Adoracji rozpoczyna się modlitwą różańcową o godz. 21.00 a zakończenie Adoracji śpiewem Godzinek ku czci Najświętszej Maryi Panny o brzasku dnia o godz. 5.00

Benedictine Monastery, 5 Mackerston Place, Largs, Scotland

***

O co tak naprawdę „chodzi” w adoracji?

Słyszymy to słowo na każdym kroku, w naszych miastach spotykamy kaplice adoracji, ale czy tak właściwie zastanawiamy się czym ta adoracja naprawdę jest? Jaki jest jej sens i jakie może przynieść owoce?

fot.  Magdalena Pijewska/Tygodnik Niedziela

***

Wierzę mocno w to, że adoracja Boga jest najważniejszą sprawą w podtrzymywaniu tego świata w komunii z Bogiem i jednocześnie największą ochroną dla naszego świata przed zatraceniem się w grzechu.

Kard. Karol Wojtyła nazywał klasztor krakowskich Kamedułów na Bielanach „piorunochronem dla Krakowa”. Ukryci za murami klasztoru mnisi przez swoją modlitwę i adorację pewnie wyprosili niejedną łaskę dla ludzi żyjących w świecie.

W tekście z początków chrześcijaństwa, napisanym po grecku, odkryłem, że autor na opisanie adoracji Boga użył słowa „fotografować”. Zawsze myślałem, że to słowo pojawiło się w czasach odkrycia aparatu fotograficznego. Tymczasem używane było również do określenia tego, o czym tu rozmawiamy.

Człowiek, który adoruje Najświętszy Sakrament, w jakimś sensie w swojej duszy i w swoim umyśle „fotografuje” Boga, aby nosić Jego zdjęcie w sobie i przez to chodzić w obecności Boga.

Dlatego powinniśmy jak najwięcej wpatrywać się w najbardziej realną obecność Boga tu, na ziemi, jaką jest Jego obecność w Eucharystii. Zakłada to również konieczność wpatrywania się w Najświętszy Sakrament podczas chwil adoracji.

Trzeba więc zadbać o to, aby koncentrować się na patrzeniu w Jezusa Eucharystycznego. Patrzenie to jednak ma być wysiłkiem zjednoczenia swojego myślenia i odczuwania z Panem Bogiem.

Adoracja może mieć też formę modlitewnego zawierzenia Bogu wielu spraw. Dlatego przed Najświętszym Sakramentem odprawiamy różne nabożeństwa, litanie, konkretne modlitwy.

To nasze serce ma nam podpowiadać, jak powinna wyglądać nasza adoracja. Pewnie trzeba w niej połączyć naszą osobistą relację z Bogiem i wpatrywanie się w Jego obecność z polecaniem Bogu konkretnych problemów życiowych.

Wierzę, że jeśli wytrwamy w adoracji, to sam Duch Święty zadba o to, jak ma ona wyglądać, bo gdy nie wiemy, jak mamy się modlić, sam „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości”.

ks. bp. Andrzej Przybylski/Tygodnik Niedziela

***

Adobe Stock

***

KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ przyjmujemy z należytym uszanowaniem do ust i na klęcząco.

Jeżeli przystępujący do Komunii świętej decyduje się przyjąć CIAŁO PAŃSKIE na rękę – wtedy spożywa NAJŚWIĘTSZE CIAŁO w obecności kapłana.

Przyjmując KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – na słowa kapłana: CIAŁO CHRYSTUSA – przyjmujący odpowiada: AMEN.

***

Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

***

“Ten kto MNIE spożywa, będzie żył przez MNIE” (J 6,57)

„Wiara Kościoła jest istotową wiarą eucharystyczną, a więc sakramentalną, i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii”. (papież Benedykt XVI)

***

Czekanie na Spotkanie. Post eucharystyczny – dlaczego, dla kogo i jak?

Praktykę postu eucharystycznego wprowadził papież Marcin V w XV wieku. Obowiązywał od północy aż do przyjęcia Komunii. Obecne przepisy stanowią, że należy go zachować przynajmniej przez godzinę przed przyjęciem Komunii świętej.

Każde dziecko komunijne wie, że godzinę przed przyjęciem Komunii św. należy powstrzymać się od jedzenia i picia. To tzw. post eucharystyczny. Zasadniczym celem tej praktyki jest okazanie szacunku Ciału Pańskiemu. Mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego. „Aby przygotować się odpowiednio na przyjęcie sakramentu Eucharystii, wierni zachowają ustanowiony przez Kościół post. Postawa zewnętrzna (gesty, ubranie) powinna być wyrazem szacunku, powagi i radości tej chwili, w której Chrystus staje się naszym gościem” – czytamy (1387).

Różnie z tym musiało bywać, skoro już św. Paweł upominał Koryntian: „Gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę!” (1 Kor 11,20-22).

Dalej apostoł przestrzega przed świętokradztwem: „Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,28-29).

Tak stanowcze słowa zawsze pobudzały chrześcijan do szczególnej uważności w obchodzeniu się z postaciami eucharystycznymi.

– Praktyka postu eucharystycznego pojawiła się w starożytności jako efekt rozwoju duchowości i być może także dyscypliny kościelnej. Starano się, aby przyjęcie Komunii jako pokarmu cielesno-duchowego nie było w pewnym sensie osłabione przez przyjęcie innego pokarmu. Taka dyscyplina sprawiła, że zanikły Msze wieczorne – wyjaśnia liturgista, ks. dr hab. Dominik Ostrowski.

Wzmianki o praktykach, które można określić jako post eucharystyczny, znajdujemy m.in. u św. Augustyna, który pisał: „Eucharystię świętą przyjmuje się zawsze na czczo i taki zwyczaj zachowany jest na całym świecie”. Święty stwierdzał: „Podobało się Duchowi Świętemu, by na wyrażenie czci dla tak wzniosłego Sakramentu najpierw do ust chrześcijan wchodziło Ciało Pańskie, wpierw przed innym pokarmem”.

W średniowieczu nie zajmowano się zbytnio kwestią postu eucharystycznego, ponieważ wierni bardzo rzadko przystępowali do Komunii, ograniczając się do spoglądania na Hostię podczas Mszy lub przyjmowania Komunii duchowej. Dopiero w XV wieku upowszechniła się praktyka zachowywania postu od północy aż do momentu przyjęcia Komunii. – Praktykę postu eucharystycznego wprowadził dla całego Kościoła papież Marcin V w XV wieku; od tego czasu post ten wymagał bycia na czczo od północy aż do przyjęcia Komunii – podkreśla duchowny.

Wielkie zmiany

Post eucharystyczny w takiej formie funkcjonował w Kościele przez wieki. Zmiana nastąpiła dopiero w XX wieku, wraz z rozwojem praktyki częstego przystępowania do stołu Pańskiego. W 1953 roku Pius XII skrócił post eucharystyczny do trzech godzin przed przyjęciem Komunii Świętej i orzekł, że wypicie wody nie łamie tego postu. Zezwolił też chorym na przyjmowanie bez ograniczenia czasu przed przyjęciem Komunii Świętej napoju niealkoholowego i lekarstwa, zarówno płynnego, jak i stałego. Zaznaczył także, że osoby przyjmujące Wiatyk w niebezpieczeństwie śmierci nie są związane żadnym prawem postu.

W ustanawiającym zmianę dokumencie Christus Dominus papież przypomniał, że post eucharystyczny „służy nie tylko do okazania należnej czci Boskiemu Zbawicielowi, ale przyczynia się także do rozwoju pobożności, może powiększyć również owoce świętości, do których zdobywania przy pomocy łaski Bożej nas tak bardzo zachęca sam Chrystus, źródło świętości i jej twórca”. Dzięki zmianie wprowadzonej przez Piusa XII po wielu wiekach zaczęto odprawiać Msze św. wieczorne.

Dalsze złagodzenie postu eucharystycznego wprowadził Paweł VI w roku 1964, skracając go do jednej godziny przed przyjęciem Komunii. Ten sam papież w 1973 roku w instrukcji Immensae caritatis określił post eucharystyczny trwający „mniej więcej piętnaście minut” dla osób chorych i starszych, przebywających w szpitalach lub domach, a także dla ich opiekunów, pragnących razem z nimi przystąpić do Komunii Świętej.

Obecnie obowiązujące prawo kanoniczne znosi post eucharystyczny dla chorych i osób w podeszłym wieku. „Osoby w podeszłym wieku lub złożone jakąś chorobą, jak również ci, którzy się nimi opiekują, mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej” – czytamy w Kodeksie Prawa Kanonicznego (kan. 919 § 3). Kodeks stanowi także, że z zachowania postu eucharystycznego są zwolnieni kapłani, którzy danego dnia po odprawieniu jednej Mszy muszą celebrować drugą albo trzecią. W takim wypadku po pierwszej lub po drugiej Mszy Świętej mogą spożywać posiłki, nawet jeśli przed przyjęciem Komunii Świętej nie zachodziłaby przerwa jednej godziny (kan. 919 § 2 KPK). – Przyjmuje się, że zwolnienie kapłana z postu eucharystycznego przed kolejną Mszą ma na celu dobro wiernych, którzy nie powinni być pozbawieni Eucharystii z powodu kolejnego godzinnego postu kapłana – podkreśla ks. Dominik Ostrowski. Zaznacza, że przyjęcie przez kapłana Komunii na Mszy Świętej jest koniecznością, dlatego konieczność sprawowania dwóch Mszy nie może stać w sprzeczności z prawem o Komunii kapłana. – On przez swoje kapłaństwo urzędowe umożliwia wiernym skorzystanie z Mszy Świętej, z Komunii. Dlatego jego zwalnia się z obowiązku postu, który ma drugorzędne znaczenie wobec samej Eucharystii i ma jej służyć – wyjaśnia.

A co jeśli…

Obecne przepisy prawa kanonicznego, stanowiące, że post eucharystyczny należy zachować przynajmniej przez godzinę przed przyjęciem Komunii (kan. 919 § 1 KPK), oznaczają, że godzina to niezbędne minimum. Zawiera się w tym natomiast sugestia, iż w miarę możliwości można wydłużyć ten czas. Co jednak robić w sytuacji, gdy ktoś przez nieuwagę zjadł coś i jego post eucharystyczny będzie za krótki? Albo jak się zachować, gdy ten problem powstaje wskutek niespodziewanego przyśpieszenia godziny Mszy Świętej?

– Wszystkie przepisy prawa kościelnego są podporządkowane celowi głównemu, jakim jest zbawienie dusz, a zatem trzeba zawsze uważać, aby przez dosłowne przestrzeganie zapisu nie zaszkodzić temu, co ten przepis chroni. Jeśli przyjmujemy, że celem postu jest odpowiednie duchowe przygotowanie do przyjęcia Komunii Świętej, to w sytuacji, gdy nie mamy dokładnie 60 minut postu, należy ocenić, czy brakujące 5 minut „robi różnicę”. Moim zdaniem lepiej jest być posłusznym Kościołowi i powstrzymać się od Komunii, jeśli nie minęła godzina, bo Bogu podoba się nasze posłuszeństwo, a brak możliwości przystąpienia do Komunii nie jest z definicji szkodą, raczej jest to swoista chwilowa utrata przywileju i nie przynosi ona zagrożenia duchowego, wręcz przeciwnie, może pogłębić w nas szacunek do Eucharystii, a także być swoistą nauką, żeby nie powiedzieć nauczką. Moglibyśmy się zastanawiać, czy mamy prawo „zerwać kłosy w szabat”, jak apostołowie, ale tu są potrzebne duża dojrzałość i mądra wolność, ponieważ jeśli można samemu skrócić post o 5 minut, to dlaczego nie o 25? – wskazuje liturgista. – Jeśli dojrzała osoba zinterpretuje, że kilka minut nie robi różnicy i nie uczyni z tego narzędzia do nadużyć, to nie zdziwię się, jeżeli także autorytet duchowny ją usprawiedliwi. Ks. Krzysztof Grzywocz tłumaczył, że potrzeba dużej mądrości i dojrzałości, aby wiedzieć, kiedy „zerwać kłosy”. Wskazywał też na niebezpieczeństwo zaburzeń i skrupułów, zwłaszcza u osób osamotnionych i bez relacji, które bezpiecznie czują się tylko w ogrodzeniu przepisów. Odnowiona liturgia i prawo dają dużo przestrzeni do samodzielnych decyzji i oczekują pewnej dojrzałości – zauważa kapłan. Jako przykład wskazuje zapis o obmyciu palców przez kapłana, jeśli pozostały na nich partykuły (czyli cząstki Ciała Chrystusa); dawniej należało obmyć palce zawsze.

Co po Komunii?

Nieraz wierni zadają sobie pytanie, czy po przyjęciu Ciała Pańskiego należy zachować jakiś odstęp czasowy przed zjedzeniem posiłku. Problem taki może występować na przykład w szpitalu, gdzie chory po przyjęciu Komunii mógłby od razu coś zjeść lub popić kawą. Kapelani apelują tu zazwyczaj do osobistego wyczucia osoby przyjmującej Komunię. – Nie spotkałem przepisu, który by tego zabraniał, chociaż słyszałem opinie, że istnieje pewien „bufor czasowy”, czasem określany na 15 minut; nie jest to jednak oficjalne prawo. Po przyjęciu Komunii Świętej i zakończeniu obrzędu można udać się od razu na posiłek, są przecież tzw. agapy przedłużające spotkanie wspólnoty – tłumaczy ks. Dominik Ostrowski. I dodaje: – Na pewno jednak warto przypomnieć, że po Komunii Kościół przez wieki odmawiał modlitwy dziękczynne, a więc istnieje powód, aby odczekać chwilę z kolejnym posiłkiem.

Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

***

Wyjść z siebie.

Wskazówki od św. Piotra na temat żywej nadziei

W życiu św. Piotra to nie upadki, słabości i wady okazały się decydujące. Ważniejsze były jego powroty. Dlatego postawa Piotra budzi nadzieję.

PETER PAUL RUBENS, ŚW PIOTR, 1610 R; WIKIMEDIA

***

Był charakterny i impulsywny, zuchwały i porywczy, a czasem nawet bardzo pochopny. Nie zawsze rozumiał Chrystusa, często upadał i ranił Pana.

Bez Niego?

To on, krocząc po jeziorze w kierunku Jezusa, odwracając od Niego wzrok, zaczął tonąć. To on wziął Mistrza na bok, aby napomnieć Go za zapowiedź męczeńskiej śmierci. To on wyszedł z inicjatywą rozstawienia na górze Tabor trzech namiotów, nie rozumiejąc wymowy sceny Przemienienia, zapowiedzi przyszłej chwały i zmartwychwstania Jezusa. To on w Ogrójcu zaatakował mieczem sługę arcykapłana, za co został napomniany przez Mistrza. To on przechwalał się, że nigdy nie opuści Pana, nawet jeśli uczyniliby to inni, a „zanim kogut zapiał”, w noc męki Jezusa, zaparł się Go aż trzykrotnie. To poważne „wpadki” i dowody niewierności. Jednocześnie wystarczające powody, by po ludzku odejść od Chrystusa, mając świadomość, że zawaliłem, nie dałem rady, po prostu zawiodłem. Łatwiej byłoby pójść własną drogą, już bez Niego. Zacząć życie na własnych warunkach. Może mniej ambitne, ale z pewnością spokojniejsze i wygodniejsze. Zresztą nie tylko Piotr mógł się przekonać, że pójście za Chrystusem ma swoje konsekwencje i nie wiąże się w żadnym wypadku z urządzaniem sobie wygodnego miejsca na ziemi. Chrześcijaństwo to wspólna wędrówka, oddanie inicjatywy Temu, który zaprasza i powołuje; powierza ważne zadania, mówiąc: „Wypłyń na głębię”, a czasem z zatroskaniem pyta: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”. Taką drogą i taką okazją jest rozpoczynający się Adwent, czas nadziei i oczekiwania na przyjście Pana.

Ważne powroty

Mimo tak wielu niepowodzeń postawa Piotra budzi nadzieję. Przetrwał wszystkie porażki i kryzysy. Nie podporządkował im swojego życia. Nie rozpaczał, nie lamentował, nie rozdrapywał starych ran. Dał się prowadzić Jezusowi. Miał wewnętrzną świadomość, że obcuje z Kimś wyjątkowym. To on jako pierwszy z grona apostołów wyznał, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego. W życiu Piotra to nie upadki, jego brak wiary, słabości i wady okazały się decydujące. O wiele ważniejsze były jego powroty.

Tak jest też z nami. Potykamy się, upadamy i grzeszymy, zapewniamy, że już nigdy nie będziemy się zapierać Jezusa, a tymczasem boleśnie Go zdradzamy. Piotr nam podpowiada, że nasz trudny charakter, niezrozumienie Chrystusa, ciężkie grzechy nigdy nie zniechęcą Boga do nas. On zawsze na nas liczy i czeka. Ale historia Piotra pokazuje coś jeszcze. Jezus widzi nas inaczej, niż my postrzegamy samych siebie. Chrystus inspiruje, zachęca, zaprasza i powołuje do tego, co nowe i nieznane. On nie zwleka. Szymona podczas pierwszego spotkania nazwał Piotrem – Opoką. Ten od razu poszedł za Nim, będąc świadkiem pierwszego cudu, obfitego połowu ryb. A później widział kolejne nadzwyczajne dzieła Mistrza: wraz z Jakubem i Janem był świadkiem wskrzeszenia przez Jezusa córki Jaira. Nie zabrakło go podczas Przemienienia na górze Tabor. Wraz z Janem otrzymał też od Pana specjalne zadanie przygotowania ostatniej wieczerzy. Te cuda dzieją się też w naszym życiu. Pod warunkiem, że opieramy je na Nim, nie na sobie.

Na boku

Spotkania Piotra z Jezusem wskazują, że życie szczęśliwe polega na słuchaniu bardziej Boga aniżeli siebie. Nie na projektowaniu własnych pomysłów, ale przyjęciu Jego woli, nawet zgody na Jego cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie. Wszystkie napomnienia, także te uczynione przez Chrystusa „na boku”, były dla Piotra szansą na powrót do Pana i bezcenną lekcją wierności. To wskazówka dla nas. Jeśli Bóg nas napomina, to nie po to, by nas upokorzyć czy ośmieszyć, ale po to, byśmy myśleli coraz bardziej „po Bożemu”, nie po ludzku.

W prostym rybaku z Galilei, z całą jego gamą słabości i wad, Jezus dostrzegł kogoś, komu zechciał powierzyć stery Kościoła, czyniąc go „rybakiem ludzi”. I byłoby to niemożliwe, gdyby nie zgoda Piotra na pójście za Panem i porzucenie dotychczasowego stylu życia, wszystkiego, co posiadał. Bez naszej zgody Bóg nie mógłby w nas działać. O tym, jak ten prosty i nieuczony człowiek głosił z odwagą i mocą Dobrą Nowinę, już po zmartwychwstaniu Chrystusa, świadczy reakcja słuchaczy opisana przez św. Łukasza w Dziejach Apostolskich. Gdy w dniu Pięćdziesiątnicy Duch Święty zstąpił w postaci ognistych języków na zebranych w Wieczerniku apostołów i Maryję, św. Piotr wygłosił pierwszą wielką mowę, a po niej ochrzcił ok. 3 tys. Żydów przybyłych do Jerozolimy. A potem dokonał licznych cudów: uzdrowił chromego w świątyni oraz Eneasza, wskrzesił Tabitę, a także setnika Korneliusza. To wydarzenie o szczególnym charakterze, bo mamy tu do czynienia z nawróceniem pierwszego poganina. Dokonania tego domagał się od Piotra sam Jezus.

Myśl o nadziei

Apostoł Piotr to autor dwóch listów. Pierwszy z nich nazywany jest pierwszą encykliką papieską, czasem też homilią. Jego adresatami są wierni z Azji Mniejszej. Ale i my. Piotr najprawdopodobniej nigdy nie głosił tam Ewangelii. Osnową całego listu jest myśl o nadziei, a Piotr pociesza, dodaje odwagi i umacnia wiarę swych adresatów. Przekonuje, że człowiek, zaproszony przez Boga do życia nadprzyrodzonego, na ziemi jest wędrowcem, podróżnym i pielgrzymem, a jego prawdziwe mieszkanie, jedyny trwały dom, jest w niebie. To wskazówka dla nas. Zbyt często bywamy „ziemscy i światowi”, pochłonięci doczesnością. Zapominamy, że jako chrześcijanie mamy być w drodze. Zamiast szukać Ojczyzny, która jest w niebie, urządzamy się wygodnie i komfortowo na ziemi. Do czasu. Piotr przypomina, że to pułapka. Jesteśmy bowiem przeznaczeni przez Ojca do „dziedzictwa niezniszczalnego, nieskalanego i niewiędnącego”. To, co ziemskie, jest podatne na zniszczenie, starzeje się i usycha, marnieje i więdnie, po prostu bezpowrotnie przemija i ginie. Nadzieja, i to żywa nadzieja, jest tylko w Bogu i z Boga.

Nie znaczy to, że ziemskie życie pozbawione jest wyzwań i trudów. Piotr zachęca do trwania w prawdziwej radości mimo bólu i cierpienia: „Musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń; przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota”. Te trudne doświadczenia, podobnie jak w życiu Piotra, są nam bardzo potrzebne. Ich celem nie jest pogrążenie człowieka, przeciwnie – wypróbowanie i wydoskonalenie naszej wiary, po to, aby mogła ulec oczyszczeniu, a przez to się wzmocnić. Cierpienia i różne doświadczenia życiowe są ogniem, który, podobnie jak w przypadku złota, nie unicestwia wiary, ale niszczy wszelkie pseudowartości, zanieczyszczenia; usuwa wszystko to, co nie jest wiarą.

Ku rzeczom przyszłym

Adwent jest doskonałą okazją, by podczas radosnego oczekiwania na Pana spojrzeć na siebie, na swoje wzloty i upadki, trudy i wyzwania, w duchu „żywej nadziei”, która ostatecznie prowadzi do budowania swego życia na Bogu. W tej adwentowej wędrówce za radą św. Piotra warto odrzucić przyziemny model życia opierający się wyłącznie na zaspokajaniu żądz i namiętności. Pożądania cielesne kierują człowieka wyłącznie ku teraźniejszości, a nie rzeczom przyszłym. Są też radykalnie przeciwne nadziei, wręcz ją zabijają. Ale z drugiej strony także mocna nadzieja zabija pożądania cielesne. Piotr niejako zachęca, by „wyjść z siebie”, porzucić wszystko to, co nie jest nadziejorodne i nie prowadzi do spotkania z Bogiem. To właśnie wyjście – „z siebie” i na spotkanie przychodzącego Pana – cechuje prawdziwych chrześcijan. Nieżyjący już ojciec Piotr Rostworowski, komentując Pierwszy List św. Piotra, mówi tak: „W doczesnym życiu wciąż trzeba z czegoś wychodzić, bo inaczej grozi nam ugrzęźniecie w ociężałości ciała, i wciąż trzeba wypatrywać Pana, bo wciąż na nowo trzeba Go gdzieś spotykać. Aby duch ludzki mógł mieć tę sprężystość i tę nieustanną gotowość, musi być trzeźwy. Uleganie namiętnościom zabija energię ducha. Otępiały duch nie ma sił wybiegać na spotkanie Pana, co więcej – przyćmiony jego wzrok w ogóle nie jest w stanie zauważyć Jego przyjścia”.

Czuwajmy zatem. Bądźmy ludźmi nadziei. Zawsze w drodze i tylko z Chrystusem. Wyjdźmy z siebie, by spotkać przychodzącego Pana. Adwent czas zacząć.

ks. Rafał Skitek/Gość Niedzielny

***

Dlaczego Biblia i Kościół potępiają wywoływanie duchów?

Wiedza, której Bóg nam nie odsłania, jest wiedzą, której mieć nie powinniśmy.

Tęsknotę Zygmunta Augusta za zmarłą żoną miało ukoić wywołanie jej ducha – praktyka zakazana przez Kościół.

VIDIMAGES /ALAMY STOCK PHOTO/BEW

***

Była noc z 7 na 8 stycznia 1569 roku. W tonącej w półmroku komnacie zamku siedział król Zygmunt August. Dobiegający pięćdziesiątki polski władca czekał na spotkanie ze swoją drugą żoną, Barbarą Radziwiłłówną, która… nie żyła od 18 lat.

Przez te wszystkie lata król nie zdołał pogodzić się z jej śmiercią. Od dnia odejścia Barbary z tego świata ubierał się na czarno, pamiątek po zmarłej nie pozwalał ruszać, a swoje pokoje mieszkalne kazał obić żałobnym kirem. Ani trzecie małżeństwo, ani romanse, w które się angażował, nie przyniosły mu oczekiwanego ukojenia. Stan władcy budził troskę jego otoczenia, bo zgorzkniały i przybity król nie służy dobrze państwu. Wtedy to podobno zaufani dworzanie Zygmunta Augusta, Mikołaj i Jerzy Mniszchowie, poinformowali go o możliwości wywołania ducha Barbary. Monarcha zgodził się ochoczo.

Ceremonię miał poprowadzić czarnoksiężnik Twardowski – ten sam, którego legenda umieściła na księżycu. Niektórzy badacze twierdzą, że był Niemcem z Wittenbergi i nazywał się Laurentius Dhur – po łacinie Durentius, czyli „twardy”. Z tego miało powstać spolszczone nazwisko szarlatana. To on miał, według pogłosek, podjąć się wywołania ducha zmarłej królowej – a naprawdę przeprowadzenia mistyfikacji z udziałem łudząco podobnej do Radziwiłłówny Barbary Giżanki. Król, któremu Twardowski kazał nie ruszać się z miejsca, na widok „zjawy” zerwał się z fotela i rzucił się w jej kierunku, ale mag zatrzymał władcę. W zamieszaniu zgasła świeca i „duch” znikł w ciemności.

Jak było naprawdę? Wiarygodności tej historii dodaje fakt, że ostatni z Jagiellonów na polskim tronie rzeczywiście był zabobonny, parał się alchemią i otaczał astrologami.

Za zasłoną

Tęsknota za bliskimi sercu zmarłymi potrafi być tak wielka, że owładnięty nią człowiek czasami próbuje sięgnąć za zasłonę doczesności, żeby choć na chwilę „spotkać się” z tymi, bez których trudno mu żyć. Bywa, że takie osoby, desperacko szukając nadziei, nawiązują kontakt z czymś, co biorą za „sygnał z tamtej strony”, i zakładają pochopnie, że odzywa się do nich ich bliski. Na przykład ręka matki porusza się bez udziału jej umysłu, zapisując słowa, jak sądzi, jej zmarłego syna. Albo ktoś zadaje pytania, a „zmarły” odpowiada stuknięciami czy w inny sposób. Przyjmowanie, że w ten sposób rozmawia się rzeczywiście z kimś bliskim, jest naiwne. W podobnych sytuacjach można stwierdzić jedynie, że „po drugiej stronie” mamy do czynienia z jakąś inteligencją. Co jednak uprawnia do założenia, że to inteligencja przychylna człowiekowi? Skąd pewność, że to „coś” nie chce człowieka oszukać, a w końcu zatracić? Wystarczy zwrócić uwagę na konsekwencje, z jakimi borykają się ludzie, którzy naiwnie weszli w kontakt z siłami, o których nic nie wiedzą, na przykład duchowe zniewolenia i opętania. Podobne praktyki naruszają bezpośrednio pierwsze przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. To próba wykradzenia Bogu tego, co człowiek bezpiecznie może otrzymać tylko od Niego. Bóg tego nie toleruje. Wprost mówi: „Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym”.

Obrzydliwość

Było to oczywiste już dla starożytnych Hebrajczyków. Księga Powtórzonego Prawa napomina: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza” (18,10-12).

Zakaz sformułowany jasno. Milczenie Boga nie uprawnia do poszukiwania wiedzy u „konkurencji”. Ilustruje to tragiczna historia Saula. Gdy pierwszy król Izraelitów okazał nieposłuszeństwo, Bóg odrzucił go i kazał Samuelowi namaścić nowego króla – Dawida.

Od tamtej pory Bóg nie dawał mu odpowiedzi na jego pytania, a prorok Samuel już nie żył. „Radził się Saul Pana, lecz Pan mu nie odpowiadał ani przez sny, ani przez urim, ani przez proroków” – pisze autor natchniony (1 Sm 28,6). Wtedy Saul, choć sam wcześniej usunął z kraju wróżbitów i czarnoksiężników, niepewny co do losów bitwy z Filistynami, postanowił wydrzeć ukrytą wiedzę w inny sposób – kazał dworzanom znaleźć kobietę wywołującą duchy. „Chciałbym pójść i się jej poradzić” – wyjaśnił. I poszedł. Polecił wróżbiarce wywołać ducha Samuela. Nie skończyło się to dobrze. Saul wpadł w śmiertelne przerażenie, gdy wywołany z zaświatów Samuel potwierdził jego odrzucenie przez Boga i zapowiedział mu, co się nazajutrz wydarzy, mianowicie klęska i śmierć Saula oraz jego synów.

Lepiej mu było nie wiedzieć. Skoro jednak był uparty i sięgnął po wiedzę do złego źródła, zasłużył na stwierdzenie: masz, co chciałeś.

Kościół mówi „nie”

Jakąś namiastkę „kontaktu” ze zmarłymi może zaoferować rozwijająca się technologia. Zapewne za sprawą sztucznej inteligencji będzie możliwe dokonanie samooszustwa co do spotkania z duszami zmarłych, ale żadne oszukiwanie się dobra nie przynosi.

Katechizm Kościoła Katolickiego zwraca uwagę, że Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. „Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie” – mówi dokument. Kościół nie pozostawia złudzeń: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość”.

Katechizm przestrzega też przed innymi groźnymi dla człowieka zachowaniami, takimi jak korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa czy posługiwanie się medium. Dokument wskazuje, że są to przejawy chęci panowania nad czasem, nad historią i nad ludźmi, a zarazem jest to pragnienie zjednania sobie ukrytych mocy. „Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu” – stwierdza.

W punkcie 2117 czytamy, że wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – „są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności”.

Katechizm podkreśla także, że praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Piętnuje też noszenie amuletów. „Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich” – podkreślają autorzy katechizmu.

Sobór Watykański II przypomina, że ze zmarłymi może łączyć nas jedynie modlitwa – „wzajemne udzielanie sobie dóbr duchowych”. Ponadto komisja doktrynalna soboru wyraźnie zabroniła „prowokowania za pomocą ludzkich środków doświadczalnego kontaktu z duchami lub duszami ludzi zmarłych w celu otrzymania informacji”.

Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

***

„Najświętsze Serce” robi furorę. Film dotknie „serca Francji” w epoce antyklerykalizmu?

(Plakat filmu “Sacré-Cœur: son règne n’a pas de fin” (“Najświętsze Serce. Jego panowanie nie ma końca”) / materiał promocyjny producenta)

***

W antyklerykalnej Francji, gdzie często zakazuje się nawet wystawiania szopek bożonarodzeniowych w przestrzeni publicznej, nikt nie spodziewał się, że historia Najświętszego Serca Jezusa przyciągnie większe tłumy niż hollywoodzkie produkcje. Jeszcze przed premierą film Najświętsze Serce. Jego panowanie nie ma końca był wyśmiewany przez część francuskich pseudo-elit kulturalnych, wywołując kpiny lub oburzenie wobec treści uznawanych za zbyt „prozelityczne”. Państwowe spółki kolejowe we Francji odmówiły reklamowania filmu.

„Jednak, jak pokazują wyniki sprzedaży biletów, te starania niewiele zdziałały. Wręcz przeciwnie film Sacré-Cœur: son règne n’a pas de fin (Najświętsze Serce: Jego panowanie nie ma końca), wyreżyserowany i wyprodukowany przez Stevena Gunnella i jego żonę Sabrinę Gunnell, stał się kinową sensacją roku” – napisała na stronie NCR katolicka dziennikarka Solène Tadié.

Od premiery 1 października film przełamał wszelkie przewidywania: odnotowano rekordową frekwencję na seansach, a w całej Francji pojawiła się fala nawróceń. Planowane jest rozszerzenie dystrybucji na cały świat – amerykańska premiera ma mieć miejsce tuż przed lub w trakcie obchodów uroczystości Najświętszego Serca Jezusa w 2026 r., jak informuje SAJE Distribution.

Reżyser filmu, Steven Gunnell, były członek popularnego zespołu popowego Alliage z lat 90. XX w., odbudował swoje życie po latach uzależnień i depresji po rozpadzie grupy, odnajdując na początku lat 2000 wiarę. I to wiara, jak mówi, stopniowo doprowadziła go do stworzenia tego filmu. Dla Gunnella ten sukces nie jest kwestią marketingu ani kontrowersji, lecz objawieniem czegoś głębszego. – Świat umiera, bo nie wie, jak bardzo jest kochany…Ten film jest po prostu odpowiedzią – powiedział w rozmowie z Solène Tadié.

92-minutowy fabularyzowany dokument opowiada o objawieniach Jezusa danym św. Małgorzacie Marii Alacoque w Paray-le-Monial w XVII wieku, jednym z najważniejszych wydarzeń w historii chrześcijaństwa. Poprzez świadectwa, opisy cudów eucharystycznych, analizę historyczną i rekonstrukcje, film przedstawia chwilę, w której Chrystus objawił światu swoje serce: płonące miłością do ludzi i zranione ich grzechami.

Projekt zrodził się ze zbiegu osobistych historii. Orędzie z Paray-le-Monial odegrało kluczową rolę także w duchowej drodze Sabriny Gunnell – żony Stevena i współreżyserki filmu budząc w niej młodzieńcze pragnienie, by podążać przez życie z chrześcijańskim mężem i razem poprzez sztukę przekazywać coś z Bożego piękna. Również matka Stevena przeżyła kiedyś niespodziewane, głęboko osobiste spotkanie z Najświętszym Sercem – na długo przed swoim nawróceniem.

– To właśnie przez te dwie historie, a później przez nasze ponowne odkrycie sanktuarium już jako małżeństwo, zaczęliśmy rozumieć duchowość Najświętszego Serca — wyjaśnił Gunnell. Z czasem oboje dostrzegli, że przesłanie powierzone św. Małgorzacie Marii pozostaje odpowiedzią na współczesny świat dotknięty rozpaczą, podziałami i utratą transcendencji.

Ogromne pragnienie Boga w świecie

Część siły oddziaływania filmu, jak zauważa reżyser, wynika z szerszego kontekstu kulturowego, w którym się pojawił. Na całym Zachodzie społeczeństwa wydają się coraz bardziej kruche, z narastającą rozpaczą młodych, powszechną samotnością i poczuciem bezsensu. Gunnell przywołał niedawne zabójstwo amerykańskiego chrześcijańskiego działacza Charliego Kirka, które ujawnia głębię globalnej polaryzacji. – Spójrz na tę przemoc. Spójrz na młodzież, która zabija za nic, która upada pod ciężarem rozpaczy. Kiedy byłem młody, bójki kończyły się na pięściach. Dziś  niestety nie kończy się tylko na pięściach – powiedział.

Ten klimat niepokoju pomaga też wyjaśnić odnowione poszukiwanie Boga – również we Francji, gdzie nadzwyczajny wzrost liczby chrztów dorosłych skłonił biskupów do zwołania krajowego synodu w 2026 roku. „Tu chodzi o odpowiedź na pragnienie, ogromne pragnienie Boga – podkreślił Gunnell.

Jezus kocha Francję”… nawet gdy Francja Go nie kocha

Sprzeciw, z jakim film się spotkał, wydaje się tylko zwiększać jego sukces. Po tym jak publiczne sieci reklamowe odmówiły wywieszenia plakatów filmu w imię „neutralności”, burmistrz Marsylii poszedł o krok dalej i godzinę przed seansem zakazał zaplanowanej projekcji, mimo że sala była już pełna, a widzowie czekali na zewnątrz. Gunnell powiedział, że taka reakcja ma źródło w tożsamościowej traumie Francji. – Pewne elity nie mogą znieść, że ten film dotyka serca Francji. Dla nich historia zaczęła się w 1789 roku, i byli wstrząśnięci przypomnieniem dziedzictwa, które zaczęło się wiek przed rewolucją, bo oczywiście Chrystus widział te nadchodzące wydarzenia – wyjaśnił.

Dla Gunnella objawienia w Paray-le-Monial wpisują się w Boży plan. – Jezus przyszedł na świat przez naród wybrany. Ale nie w Jerozolimie objawił swoje serce — uczynił to we Francji. Dlaczego? Myślę, że kocha Francję! – powiedział. To twierdzenie, jak zaznaczył, nie jest próżnym patriotyzmem, lecz teologicznym przekonaniem. Lista świętych, którą przywołał w rozmowie z NCR  jest bowiem nieprzypadkowo francuska: św. Małgorzata Maria Alacoque, św. Franciszek Salezy, św. Wincenty a Paulo, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, św. Teresa z Lisieux i św. Jan Maria Vianney.

Przypominając, że Pismo Święte nazywa Izrael „ludem o twardym karku”, dodał z uśmiechem, że „Francja może być drugim narodem o twardej głowie i sztywnym karku. Być może dlatego Jezus tak nalegał i ukazywał się przez 18 miesięcy św. Małgorzacie Marii!”

Boży doskonały czas”

Od premiery filmu Paray-le-Monial zostało niemal zalane pielgrzymami. Sanktuarium otrzymuje stały napływ e-maili i telefonów od ludzi – wielu bardzo dalekich od wiary – którzy przybywają, chcąc poświęcić się Najświętszemu Sercu, pójść do spowiedzi czy porozmawiać z kapłanem. Pracownicy zostali nawet przeszkoleni, aby poradzić sobie z tym nieoczekiwanym napływem.

Wśród tych duchowych owoców w życiu Gunnella zbiegły się tragedia i łaska. Jego ojciec, z którym nie utrzymywał kontaktu od dziesięcioleci i który był daleko od Kościoła, przyjął Eucharystię 15 sierpnia 2023 roku, w trakcie kręcenia filmu. Było to ich ostatnie spotkanie. Rok później, po jego śmierci, matka Gunnella znalazła w jego rzeczach małą angielską modlitewną kartę do Najświętszego Serca. Gunnell zobaczył w tym delikatny znak Bożej wierności.

„Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie”

Jeszcze jeden nieoczekiwany zbieg okoliczności wzmocnił jego poczucie Bożego prowadzenia. Po drugiej stronie Atlantyku biskupi USA jednogłośnie zdecydowali o poświęceniu kraju Najświętszemu Sercu Jezusa w czerwcu 2026 roku, przed 250. rocznicą niepodległości. Dla niego to potwierdzenie, że przesłanie Serca Jezusowego powraca wszędzie tam, gdzie społeczeństwa stają się niespokojne i podzielone. 

Gdy trwają prace nad angielską wersją filmu, gotowy jest już kolejny projekt. Gunnellowie przygotowują teraz swój następny film – La Lumière du Monde (Światłość Świata), który ma zgłębiać Tajemnice Światła Chrystusa. Ruszyła już nowa kampania fundraisingowa, aby ten projekt mógł się zrealizować.  Solène Tadié tak wyraża swoja refleksje w końcówce tego wywiadu-artykułu: Sacré-Cœur – źródło zakłopotania dla elit kulturowych, a jednocześnie źródło nadziei dla szerokich mas – jawi się jako znak czasu. W świecie określanym jako postchrześcijański jest to dyskretne, ale głęboko poruszające duchowe odkrycie miłości Chrystusa.

PCh24.plźródło: KAI

***

Fenomen „Sacré Coeur”. Dlaczego dokument o wydarzeniach sprzed lat poruszył Francję?

Saje

***

Ponad 400 tys. widzów w półtora miesiąca, kolejki przed kinami, a jednocześnie próby cenzury i zakazy w przestrzeni publicznej – oto „Sacré Coeur”.

Ponad 400 tys. widzów w półtora miesiąca, kolejki przed kinami, a jednocześnie próby cenzury i zakazy w przestrzeni publicznej – „Sacré Coeur” stał się we Francji jednym z najbardziej komentowanych filmów roku. Produkcja poświęcona objawieniom Najświętszego Serca Jezusa w Paray-le-Monial nie tylko ożywiła debatę o religii, ale ujawniła duchowe pragnienia tysięcy ludzi, którzy – jak się okazuje – od dawna czekali na kino wyrażające ich wiarę.

Ten sukces zaskoczył wszystkich!

Film, wyświetlany od 1 października, łączy rekonstrukcje życia św. Małgorzaty Marii Alacoque, komentarze ekspertów oraz świadectwa osób poruszonych przesłaniem wypływającym z objawień Najświętszego Serca Jezusowego. Francuskie media nie ukrywają zaskoczenia: kolejki przed kinami są „najdłuższe od lat”. Równocześnie jednak część środowisk świeckich i lewicowych próbuje film marginalizować. Pokaz w miejskim kinie w Marsylii odwołano z powodu rzekomego „naruszenia laickości”, a agencja odpowiedzialna za reklamy w metrze odmówiła ekspozycji plakatów, uznając je za prozelityzm”.

Paradoksalnie – te decyzje jeszcze bardziej nagłośniły film. Jak zauważają komentatorzy, sprzeciwy wobec religijnej tematyki jedynie spotęgowały zainteresowanie i stały się niezamierzoną promocją. Choć takie porównanie w kontekście filmu katolickiego może być nie na miejscu: zakazany owoc smakuje najlepiej!

{"rendered":"[GALERIA] Film \u201eSacr\u00e9 Coeur\u201d \u2013 kadry z produkcji"}

kadr z filmu „Sacré Coeur”

***

Kto naprawdę ogląda „Sacré Coeur”?

Eseista Jean Duchesne, piszący dla francuskiej edycji Aletei, zwraca uwagę na grupę widzów, o której w debacie mówi się niewiele: ludzi wierzących, często milczących, pozbawionych przestrzeni publicznego wyrażenia swojej wiary. To oni, a nie typowi bywalcy kin, wypełniają sale.

Duchesne nazywa ich „publicznością niekinofilską” – ludźmi, którzy rzadko chodzą do kina, bo nie znajdują tam treści zgodnych z ich światopoglądem. „Sacré Coeur” daje im coś, czego brakowało od dawna: możliwość przeżycia wiary w przestrzeni publicznej, anonimowo, ale w naprawdę głęboki sposób.

Kolejny krok francuskiego nawrócenia?

„Le Figaro” mówi o „cichym, ale realnym powrocie religii”. „La Croix” podkreśla, że jak na dokument film cieszy się „bezprecedensową popularnością”, a widownia jest bardziej różnorodna, niż wskazywałyby kontrowersje.

Jednak to, co najbardziej porusza widzów, to nie spór o świeckość, lecz samo przesłanie objawień. Ks. Pascal Ide zwraca uwagę, że film „odkurza centralną prawdę chrześcijaństwa: Bóg ma Serce”. To pragnienie Boga, który chce dotrzeć do każdego człowieka, jest – jak mówi kapłan – „najbardziej uderzającym doświadczeniem filmu”.

Zarówno twórcy, jak i komentatorzy podkreślają, że film unika wątków politycznych. Nie ma w nim odniesień do historycznych nadużyć symboliki Sacré Coeur ani sporów ideologicznych. W centrum jest orędzie: „Miłość nie jest kochana, ale nic nie może jej zniechęcić”. Dla Francji, w której od kilku lat obserwujemy wzrost liczby chrztów dorosłych i powrót do wiary, ten film zdaje się kolejnym „znakiem czasu” i nawrócenia Najstarszej Córy Kościoła.

Czy „Sacré Coeur” zainspiruje inne produkcje?

Duchesne sugeruje, że sukces filmu może stać się początkiem nowego rodzaju kina – „docufiction” inspirowanego życiem świętych, które nie tyle opowiada ich biografię, ile ukazuje promieniowanie ich duchowości dziś.

Czy można sobie wyobrazić podobne filmy o św. Augustynie, św. Teresie z Lisieux, św. Edycie Stein, św. Matce Teresie? Autor uważa, że tak. „To nie kwestia pieniędzy, lecz inspiracji – łaski Bożej”.

źródło: aleteia.fr, vaticannews.va

***

O tym, jak Małgorzata Maria Alacoque wymodliła uzdrowienie i nawrócenie swego brata – księdza

Św. Małgorzata Maria Alacoque
Wikimedia Commons | domena publiczna

***

„Przepełnia Mnie pragnienie, aby być czczonym przez ludzi w Najświętszym Sakramencie. Tymczasem nie ma prawie nikogo, kto chciałby ugasić to pragnienie i odpowiedzieć na moją miłość” – mówił Jezus do św. Małgorzaty Marii Alacoque.

Francuska święta, siostra Małgorzata Maria Alacoque przeszła do historii Kościoła jako ta, której Pan Jezus objawił tajemnicę swojego Serca. To jej powierzył też zadanie propagowania nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego. Mimo, że w ostatnich dniach życia zakonnica chciała, aby wszystkie jej notatki zniszczono, przełożeni zdecydowali inaczej i dzięki temu znamy nie tylko szczegóły jej mistycznych rozmów z Jezusem, ale też zwykłe – i niezwykłe – wydarzenia z jej czterdziestotrzyletniego życia. Dziś zaglądamy do tych notatek i przybliżamy historię rodzinną, choć – jak to u św. Małgorzaty – z Sercem Jezusa w roli głównej.

Ksiądz, który umiera

Rok 1686 zbliżał się ku końcowi. Siostra Małgorzata spędzała piętnasty rok życia za murami klasztoru Sióstr Nawiedzenia w Paray-le-Monial.

Pewnego dnia otrzymała krótki, nerwowy w treści list przyniesiony przez posłańca. Autorem był rodzony brat siostry Małgorzaty, Chryzostom. Donosił w korespondencji, że ksiądz Jakub Alacoque, drugi z braci obojga i proboszcz parafii w Bois-Sainte-Marie, ciężko zachorował.

List zawierał gorącą prośbę o modlitwę, ponieważ „przypadek szybko został uznany przez trzech lekarzy za nierokujący nadziei i medycy zaprzestali dalszego leczenia” – pisał Chryzostom Alacoque.

Pogodzono się z diagnozą i nieuniknioną śmiercią księdza, jednak czy nie zaszkodzi poprosić o modlitwę jego rodzoną siostrę – klauzurową mniszkę?

Umrze, ale czy już?

Małgorzata przeczytała rozpaczliwy list ze spokojem. I co najciekawsze – natychmiast stwierdziła, że nie sądzi, aby jej brat był bliski śmierci. Poprosiła jednak, aby posłaniec zechciał poczekać i… poszła pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem.

Zdumiony chłopak czekał, mniszka nie wracała, ale gdy już wróciła, jego zdumienie jeszcze wzrosło. Oznajmiła bowiem, z radosnym uśmiechem, że jej brat, proboszcz w Bois-Sainte-Marie, z pewnością umrze, ale jeszcze nie teraz, nie na tę chorobę!

Poprosiła też, aby wiadomość tę, na piśmie, dostarczył rodzinie. Jakież było zdumienie wszystkich, gdy tydzień później chory kapłan, na którym medycy postawili krzyżyk, całkowicie wyzdrowiał!

Upomnienie siostrzane

A co tak naprawdę wydarzyło się, gdy Małgorzata uklękła przed Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie? Okazuje się, że gdy złożyła Panu Bogu kilka gorliwych obietnic, usłyszała, że owszem, kapłan wróci do zdrowia, ale Bóg pragnie, aby wzrosła jego gorliwość w wierze i duszpasterski zapał. Chce się nim posłużyć, jako narzędziem, w ważnych, Bożych sprawach.

Zaraz w styczniu, po nowym roku, s. Małgorzata napisała dług list do swojego brata, aby podzielić się z nim treścią rozmów z Jezusem i ustaleniami, na które się zgodziła. Przypomniał mu też, że „Boga nie należy lekceważyć, że on, kapłan, musi wyzwolić się z przywiązania do przemijających dóbr, porzucić gry hazardowe i zmienić postępowanie”.

Wzywała też, aby powierzył się we wszystkim Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, który w swojej ogromnej miłości pragnie uczynić go świętym. „To w tym celu zachował cię w dobrym zdrowiu, choroba miała tobą wstrząsnąć i pomóc szybciej kroczyć drogą ku doskonałości. Nie zaznasz spoczynku, jeżeli wszystkiego nie oddasz Bogu” – pisała.

Trzy narzędzia w ręku Boga

List wywołał wielkie poruszenie. Brat – kapłan nie spodziewał się pouczeń od młodszej siostry. Sposób, w jaki dotąd żył nie budził w nim niepokoju, choć z treści listu wynika, że Małgorzata wiedziała o niezbyt gorliwym w pobożności sposobie życia Jakuba, i że w niej, ten sposób, niepokój budził.

Uzdrowienie księdza Alacoque, a potem jego nawrócenie, to jedna z wielu wysłuchanych modlitw, które św. Małgorzata złożyła u stóp Jezusa. Co zrobił niezbyt niegorliwy dotąd, kapłan?

Ze świadectw wynika, że nie tylko uporządkował swoje życie codzienne, porzucił hazard i zrezygnował z zabiegania o powiększanie majątku, ale całkowicie poddał się Bożemu prowadzeniu, a wierni parafii w Bois-Sainte-Marie byli jednymi z pierwszych, którzy zaczęli czcić Najświętsze Serce Jezusa w nabożeństwie, jakie objawił św. Małgorzacie Jezus.

Chryzostom Alacoque podjął się nawet budowy kaplicy poświęconej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa wewnątrz kościoła, a ksiądz Jakub zadbał, aby w każdy piątek odprawiano w niej mszę świętą. Rodzeństwo Alacoque – mniszka, kapłan i świecki – działali zgodnie w jednej sprawie – szerzenia kultu Boskiego Serca.

Artykuł powstał na podstawie książki pt. „Przedziwna historia. Bulla kanonizacyjna bł. Małgorzaty Marii Alacoque” papieża Benedykta XV z 1920 r.

Agnieszka Bugała/Aleteia.pl

***

O co chodzi w kulcie Serca Jezusa?

Ks. Jan Twardowski cudownie to wyjaśnia i trafia w sedno wiary

STATUE-SACRE-COEUR-JESUS-shutterstock
Shutterstock I Maria.Ratta

***

„Stwórz, Boże, we mnie serce czyste, bo wstydzę się tego połatanego” – mówił ksiądz Jan Twardowski. Może dzień uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa to najlepszy termin na porzucenie łachmanów?

„Nabożeństwo ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa powstało w czasie, kiedy Kościół był bardzo bogaty i świątynie budowano jak królewskie rezydencje. Powstało w czasie politycznej potęgi Kościoła, kiedy kardynałowie bywali mężami stanu. Wtedy nabożeństwo to odkryto jako powrót do samotności Jezusa w tym świecie, do Jezusa z pokaleczonym sercem.

Powstało w dobie uczonych dyskusji teologicznych i rozmaitych sporów – jako powrót do najprostszego stosunku do Pana Boga poprzez intymną modlitwę. Serce Jezusa nie potrzebowało ani pieniędzy, ani złota. Potrzebowało drugiego serca” – mówił ks. Jan Twardowski.

Najświętsze Serca Jezusa

Poeta, ksiądz Jan wygłosił przed laty cykl homilii poświęconych tajemnicy Najświętszego Serca Pana Jezusa. Głosił je z zapałem w piątki. Każdą z nich z można by z powodzeniem wydać jako zbiór złotych myśli o Bożym Sercu, ale tego by skromny kaznodzieja z Krakowskiego Przedmieścia nie chciał.

Wolałby, aby nie tyle zachwycać się kunsztem jego przepowiadania, ale pójść po sznurze ułożonym ze słów do samego sedna duchowego życia, którym jest Serce Jezusa. „Nabożeństwo do Serca Jezusa jest powrotem do serdecznych uczuć wiary, do rozmowy z Przyjacielem” – mówił.

Przyzwyczailiśmy się, że w maju chodzimy na majowe – i modlimy się Litanią loretańską – a w czerwcu na czerwcowe – i odmawiamy Litanię do Serca Pana Jezusa. Dlaczego właśnie tak?

„Wygląda na to, że Pan Jezus sam wybrał czerwiec na miesiąc swego Serca. Największe objawienie, tak zwane wielkie objawienie św. Małgorzaty Marii, miało miejsce 16 czerwca, kiedy to usłyszała słowa: «Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wynoszenia się, by dać im dowody swej miłości»” – mówił i wyjaśniał, że czerwiec jest pośrodku roku, czyli dokładnie tak, jak serce pośrodku człowieka.

Serce przy Sercu

Jeśli coś zatrważa w objawieniu się Jezusa św. Małgorzacie Alacoque, to skarga Jezusa na brak miłości. I jeśli coś w nabożeństwie czerwcowym chcieć uznać za najważniejsze, to to, że odkrywając i adorując Serce Jezusa, przez wymienianie kolejnych Jego przymiotów i cech, tak naprawdę kontemplujemy Jego życie.

Mówimy: Twoje Serce, które doświadczyło od nas, ludzi, wiele zła, mimo to wybacza i kocha. Odkrycie Jego wyznania miłości, otwiera nas na wzajemność. Serce człowieka przy sercu Jezusa – tylko to się liczy. Tylko to daje życie.

Trzeba patrzeć na serce Jezusa z Wielkiego Piątku” – uczył ks. Jan. Cierpienie całkowicie niewinnego pozwoli nam na odnalezienie sensu innego, niewinnego cierpienia. Jeśli ktoś w twoim domu choruje – dziecko, mąż, żona, mamusia, czy tatuś i wiesz, że niczym, absolutnie niczym nie zasłużyli sobie na to cierpienie, to gdzie szukasz odpowiedzi o jego przyczynę?

„W Sercu Boga jest jedyna prawdziwa odpowiedź” – mówił ks. Jan i proponował, aby nabożeństwo czerwcowe zaczynało się od ukazania umęczonego, cierpiącego Serca Jezusa. Przed zmartwychwstaniem.

Ojciec dla Syna

W jednym z duchowych ćwiczeń ks. Jan radził, aby postawić pytanie jakie Serce Jezusa było dla samego siebie. Czy czułe, kochające, dobre, troskliwe, rozczulone nad swoim bólem i cierpieniem? Nad odrzuceniem i zdradą jednego z przyjaciół? Jakie było? Czy Serce Jezusa było dla siebie serdeczne? Czy uważało: Jesteś tego warte, jesteś wszechmocne, potężne, z Twojej myśli powstał świat – możesz wszystko?

To jest Serce, które nigdy nie myślało o sobie. Przeżyło biedne dzieciństwo w stajni, ucieczkę, poniewierkę na obczyźnie i samotność. Serce, które nigdy nie myślało os sobie. Jedyne, jakie przybiło siebie na krzyż. Było dla siebie nie tylko surowe, ale nawet okrutne” – tłumaczył ks. Jan.

Trudno to zrozumieć, bo nam, ludziom, przeszkadza chęć panowania nad sytuacją, udowadniania, że mamy rację, nie chcemy uchodzić za naiwnych, którzy dali się wykorzystać, oszukać zaradniejszym, sprytniejszym. A jednak tylko cierpienie Jezusa mogło pojednać grzeszników z Bogiem. Jego Serce cierpliwe, miłosierne, przebaczające nam wszystko, wstecz i na zapas, mogło otworzyć nam powrót do raju.

Serce Jezusa musiało być niedobre dla siebie, by nas odkupić” – mówił. Czy to można zrozumieć? Można wtedy, gdy jest miłość. Mama, która rezygnuje z pełnego posiłku, gdy wie, że nie starczy dla dzieci jest odbiciem Jego decyzji. Serce ludzkie zawsze czerpie zdolność do miłości ze źródła, którym jest Jego Serce. Nawet jeśli o tym nie wie.

Serce na swoim miejscu

Pustoszeją nam kościoły, w mediach biją na alarm. Wielu wieści koniec pewnej epoki w Kościele. „Nieraz mówią – głosił ks. Jan – że nabożeństwo piątkowe przeżywa kryzys. To świat przeżywa kryzys, bo myśli o interesach, polityce, uczonych księgach, a traci świadomość prostego, ludzkiego serca”.

A jak kończą ludzie bez serca? Wiadomo – cierpią. Istotą życia Kościoła i bycia w Kościele jest osobisty kontakt z Jezusem. Na kolanach i w ciszy. „Ludzkie Serce Jezusa jest samotne” – mówił ks. Jan.

Czy nie powinniśmy Go pocieszyć? To przecież nie ma nic wspólnego z sentymentalizmem… A jednak uciekamy od Bożego Serca. Dlaczego? Bo stawia nam wymagania. W Nim, jak w lustrze, widzimy to, co krzywe i brzydkie.

Bycie z Jezusem sercem, to kochać Tego, który od nas wiele wymaga. To miłość trudna, ale tylko ta i taka uświęca” – uczył.

Przebij, czyli otwórz

Kiedy Kościół przypomina nam Wielki Piątek? „W uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa” – pisał ks. Jan. Jest ciepło, wszystko kwitnie, żar leje się z nieba a Kościół staje przed nami „z łamaniem kości, śmiercią, gromadką kobiet mdlejących z wrażenia i z bólu”.

Po co? Przecież to zupełnie nie pasuje do czerwca, pogody, zbliżających się wakacji. Czemu taki brak wyczucia? A czy twoje serce nigdy nie było zranione w środku lata? Czy nie zdarzyło ci się płakać, krzyczeć z bólu, dotykać dna rozpaczy, gdy za oknem kwitły kaliny i piwonie różowiły się w ogródku sąsiada? Czy nie ma pogrzebów w czerwcu…? I co robić, gdy nam się przydarzą serdeczne dramaty ludzkiego losu?

Tajemnica Bożego Serca to tajemnica serca pokaleczonego, poranionego, przebitego a jednak Serca, które kocha i służy innym” – uczył ks. Jan. Jeśli ktoś zrani twoje serce, upokorzy, okaleczy je i podepcze – nieważne, czy w grudniu, czy w maju – zapamiętaj na zawsze, że Jego Serce też przebito na wylot, ale nawet na jedną chwilę, nie przestało wierzyć w sens miłości. I zmartwychwstało!

Co robić, gdy nas zranią do żywego? Gdy już się wydaje, że to koniec? „Własną mocą nie umiemy uszyć sobie ani nowej głowy, ani nowego serca, ani nowego sumienia, ani nowego życia. Jesteśmy oberwańcami, którzy stale łatają samych siebie. Tylko jeden Bóg może człowieka stworzyć na nowi. Jeszcze za jego życia” – mówił ks. Jan i podpowiadał, żeby często powtarzać:

Stwórz, Boże, we mnie serce czyste, bo wstydzę się tego połatanego”. Może dzień uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa to najlepszy termin na porzucenie łachmanów?

Artykuł powstał na podstawie książek:
J. Twardowski, Kilka myśli o Sercu Pana Jezusa
A. Sulikowski, Świat poetycki ks. Jana Twardowskiego

Agnieszka Bugała – Aleteia.pl

***