Category: Ogłoszenia

Ogłoszenia kościoła św. Szymona w Glasgow

  • ogłoszenia – luty 2022

    OD PIĄTKU 30 LIPCA 2021 ROKU

    LITURGIA NAJŚWIĘTSZEJ OFIARY MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

    fot. Grzegorz Gałązka/Niedziela

    ***

    Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.

    Usłysz krzyk wszystkich Twoich dzieci, udręczone błaganie całej ludzkości. Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy. Spraw, niech ustanie wojna (…), która zagraża Twoim stworzeniom na niebie, na ziemi i w morzu.

    Z Maryją, Matką Jezusa i naszą, błagamy Cię, przemów do serc ludzi odpowiedzialnych za losy narodów. Zniszcz logikę odwetów i zemsty, a poddaj przez Ducha Świętego nowe rozwiązania wielkoduszne i szlachetne, w dialogu i cierpliwym wyczekiwaniu – bardziej owocne niż gwałtowne działania wojenne. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Św. Jan Paweł II w swoich pielgrzymkach nawiedził również Ukrainę w roku 2001 i tam modlił się, aby “Boża Matka okryła swoim macierzyńskim płaszczem wszystkich ludzi dobrej woli, zamieszkujących ten wielki kraj”.

    File:Matka Boża Zarwanicka.jpg

    Ikona Matki Bożej Zarwanickiej z cerkwi greckokatolickiej św. Mikołaja w Kijowie.

    Przed tym wizerunkiem, który jest bardzo czczony na Ukrainie papież modlił się takimi słowami:

    Błogosławiona Dziewico Maryjo,
    Matko Boża Zarwanicka,
    dziękuję Ci za łaskę tej wizyty na Rusi Kijowskiej,
    z której światło Ewangelii promieniowało na cały kraj.

    Przed Twoim cudownym obrazem,
    strzeżonym w kościele św. Mikołaja,
    zawierzam Tobie, Matko Boga i Matko Kościoła,
    moją podróż apostolską na Ukrainę
    .

    Święta Matko Boża,
    osłoń macierzyńskim płaszczem wszystkich chrześcijan
    i wszystkich ludzi dobrej woli,
    zamieszkujących ten wielki kraj.

    Prowadź ich do swego Syna Jezusa,
    który dla wszystkich jest Drogą, Prawdą i Życiem.

    ***

    Podczas ceremonii powitalnej św. Jan Paweł II powiedział takie słowa, które teraz warto przypomnieć:

    „Przybywam do was, drodzy obywatele Ukrainy, jako przyjaciel waszego szlachetnego narodu. Przybywam jako brat w wierze, by objąć wszystkich chrześcijan, którzy wśród najcięższych udręk zachowali wierność Chrystusowi. Przybywam w miłości, by wyrazić wszystkim synom i córkom tego narodu o wszelkich kulturalnych i religijnych tradycjach mój szacunek i serdeczną przyjaźń. Pozdrawiam ciebie, Ukraino, dzielny i nieustępliwy świadku przywiązania do wartości wiary. Ile wycierpiałaś, by obronić w trudnych czasach wolność wyznawania wiary!”

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Polscy duchowni nie opuszczą Ukrainy.

    Chcą nieść pomoc i są gotowi na męczeństwo.

    Polscy duchowni znajdujący się na Ukrainie niosą pomoc wszystkim potrzebującym, oferując schronienie, jedzenie, a przede wszystkim posługę duchową. Około 300 zakonników i księży Kościoła katolickiego nie opuściło Ukrainy i zapowiedzieli, że pozostaną w tym kraju, by pomagać, nawet jeśli będzie wiązać się to z męczeństwem – podaje portal cruxnow.com.

    Duchowni odmówili opuszczenia Ukrainy. – W ostatnich godzinach słyszałem deklaracje, że zostaną, nawet za cenę męczeństwa – portal cruxnow relacjonuje wypowiedź ks. Leszka Kryża, szefa Biura Pomocy Kościołowi na Wschodzie Konferencji Episkopatu Polski.

    Ojciec Łukasz Wiśniewski, prowincjał dominikański w Polsce wspomniał o jednym z ukraińskich braci, który poprosił o wcześniejsze wyświęcenie, by mógł jak najszybciej udać się z posługą do swojego kraju. Prowincjał poinformował, że wszyscy bracia znajdujący się na Ukrainie chcą pozostać na miejscu, pomimo „tragicznej sytuacji” i objęcia walkami coraz większej części kraju.

    Budynki zakonników i kościoły służą za schronienie dla cywilów, którzy próbują przedostać się od wschodniej do zachodniej granicy.

    Ojciec Bartłomiej Przepeluk, jezuita wskazuje, że zakonnicy organizują schronienie dla przemieszczających się. Oferują jedzenie, picie i odpoczynek, zanim ludzie znów wyruszą w drogę.

    Pomoc oferują również pallotyni we Lwowie, Żytomierzu i Kijowie oraz kapucyni, salezjanie i franciszkanie. Ludzie mają ukrywać się w piwnicach obiektów kościelnych i niższych kościołach.

    O. Stanisław Kawa, kustosz i przewodniczący Konferencji Przełożonych Zakonnych na Ukrainie zaznaczył, że „Franciszkanie przebywają z narodem Ukrainy”. Siedemnastu braci ma posługiwać w pięciu różnych miejscach m.in. we Lwowie i Boryspolu pod Kijowem. Zakonnik zwraca uwagę, że wiele osób nie może opuścić Ukrainy, ponieważ są schorowane, biedne, niepełnosprawne i ktoś się musi nimi zająć.

    Duchowni, którzy wypowiadali się dla cruxnow.com wskazali, że ważniejsza niż dostarczanie żywności oraz wszelkich materiałów pomocowych jest modlitwa. Apelują, by dużo się modlić o pokój.

    – Tyle miłości, tyle telefonów, tyle współczucia ile dostajemy i ile ja otrzymałem osobiście i cała Ukraina dostaje od Polski to trudno wyrazić słowami. Wiemy, jakie są historyczne problemy między Ukrainą a Polską, ale jednak w tym momencie po prostu Polska jest kimś najbliższym, kto współczuje, pomaga – mówi z klei ks. Andrzej Lalik, wikariusz parafii Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Mościskach, pod Lwowem.

    Ks. Lalik wskazuje, że do Polski – poza Ukraińcami – próbują przedostać się liczni Afrykańczycy, Azjaci i ludzie mówiący w różnych językach. Kapłan zwraca uwagę, że „wiele osób porzuca Ukrainę, bo ulegli panice”. Jego zdaniem, w zachodniej części Ukrainy jest bezpiecznie. Duchowny podkreślił, że nie zamierza opuszczać kraju. –  Nie zamierzam uciekać. Nie zamierzam się chować. Stoję na posterunku, jestem gotowy, aby wyspowiadać, aby mszę odprawiać. Modlimy się dużo. W parafii urządzamy adorację Najświętszego Sakramentu, różańce, drogi krzyżowe, koronki. Msze odprawiamy tak jak przed wojną. Nikt z nas, kapłanów nie uciekł. Wszyscy z diecezji są na swoim miejscu i są gotowi być z parafianami do końca – komentował w wywiadzie udzielonym KAI.

    źródło: cruxnow.com, thetablet.co.uk, KAI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 26 LUTY 2022

    W KATEDRZE ŚW. ANDRZEJA UROCZYSTĄ MSZĄ ŚWIĘTĄ KONCELEBROWANĄ ROZPOCZĄŁ POSŁUGĘ ARCYBISKUPA KSIĄDZ BISKUP WILLIAM NOLAN

    Bishop William Nolan

    Pope Francis has named justice and peace champion Bishop William Nolan to lead the Archdiocese of Glasgow 

    Pope Francis has chosen Bishop William Nolan be the next Archbishop of Glasgow.
    Scottish Catholic Media Office
    Pope Francis has chosen Scotland’s justice and peace bishop, William Nolan, as the next leader of the Archdiocese of Glasgow.
    Bishop Nolan, 68, who shares Francis’ concerns for the plight of migrants, protection of the planet and opposition to the arms trade, will take charge of one of the UK’s largest Catholic communities. As Archbishop of Glasgow, his position will also give him a voice on the national stage.
    The archbishop-elect currently leads the Diocese of Galloway, in southwest Scotland, and is president of Justice and Peace Scotland, a national body that advocates on a variety of social issues from climate change to nuclear weapons. Last year, Bishop Nolan announced the establishment of a Scotland-wide “Care of Creation Office”, an initiative that had been inspired by the Pope’s encyclical on the environment, Laudato Si’ and established in time for the COP26 green summit in Glasgow. 
    “As Bishop of Galloway, Bishop Nolan presented a pastoral vision with a genuinely collaborative approach. He led with humility and determination, inspired by the initiatives of Pope Francis, and focussing on the needs of the Church for the 21st century,” Fr. William McFadden, Vicar General of the Diocese of Galloway, said. 
    Bishop Nolan succeeds Archbishop Philip Tartaglia, who died suddenly on 13 January 2021, which is also the feast day of St Kentigern, known as St Mungo, the patron saint of Glasgow. Aged 70, the archbishop, who had a heart condition, had recently tested positive for Covid-19.  
    Around a quarter of Scotland’s 800,000 Catholics live in the Archdiocese of Glasgow, which includes 89 parishes, 83 primary schools and 21 secondary schools. The archdiocese covers the majority of the city of Glasgow, the most populous in Scotland and the fourth-most populous in the UK, along with some areas on its outskirts. 
    Although the Archdiocese of St Andrews and Edinburgh is the Scottish diocese traditionally led by a cardinal, in 1994 Glasgow’s Archbishop Thomas Winning was given the red hat by Pope St John Paul II. Bishop Nolan’s focus on the social gospel would make him a strong contender for a red hat in the Francis papacy. Scotland is currently without a cardinal. 
    The Archdiocese of St Andrews and Edinburgh has been led since 2013 by Archbishop Leo Cushley, a former Vatican diplomat. He took over from the late Cardinal Keith O’Brien, who resigned amid scandal after he was accused of acts of sexual misconduct against priests and seminarians. He later gave up the rights and privileges associated with being cardinal.
    As Archbishop of Glasgow, Bishop Nolan could also be chosen as leader of Scotland’s bishops’ conference, a position which is voted for by fellow bishops. The current president is Bishop of Aberdeen Hugh Gilbert OSB, a Benedictine monk, although the post was previously held by Archbishop Tartaglia. 
    “I am well aware of my own inadequacies and of the difficulties the Church faces today,” the archbishop-elect said about his appointment. “Thank God therefore that we can sure of the presence and power of the Holy Spirit in the Church. As I leave the Diocese of Galloway behind, from now on I belong to Glasgow. And I assure the people of Glasgow of my commitment and dedication to them.” He added that he felt “overwhelmed by the trust Pope Francis is putting in me.”
    Alistair Dutton, chief executive of Sciaf, said: “A very warm congratulations to Bishop William Nolan who has been appointed as Archbishop of Glasgow by Pope Francis today. We deeply appreciate his presence on Sciaf’s Board and his commitment to social justice. Sciaf has benefited greatly from his leadership, most recently his contributions throughout Cop26. We wish him well as he concludes his time with the people and priests of Galloway and begins a new chapter in Glasgow.”…
    by Christopher Lamb/Tablet
    Bishop william nolan 103 team member
    fot. SCIAF
    Bishop Nolan William Nolan was born on 26th January 1954, the fourth of eleven children born to William and Catherine Nolan (both deceased). He was baptised in St Patrick’s Church, Craigneuk and educated at Cathedral Primary School in Motherwell, St Patrick’s Primary, Craigneuk, St Vincent’s College, Langbank (1965-67), and St Mary’s College, Blairs (1967-71). His senior seminary formation was at the Scots College, Rome (1971-78) where he graduated with a Licence in Sacred Theology. Father Nolan was ordained priest for the Diocese of Motherwell on 30th June 1977. He has ministered as assistant priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1978-1980; assistant priest of St David’s, Plains, 1980-1983; vice-rector of the Scots College, Rome, 1983-1990; assistant priest of St Bridget’s, Baillieston, 1990-1994; parish priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1994 to February 2015. He has held the posts of chairman of the Council of Priests, 1992-1998; chairman of the Committee for Ongoing Formation of Priests, 1993-2004; administrator, St John Ogilvie, Vicar General of Motherwell Diocese, June 2014 to February 2015. Bishop Nolan was nominated as Bishop of Galloway on 22nd November 2014 by Pope Francis, and Ordained in the Grand Hall, Kilmarnock on 14th February 2015 by Archbishop Leo Cushley of St. Andrew’s and Edinburgh.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 26.02.2022KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I KOMUNII ŚW.

    * OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

    * O GODZ. 18.00 – MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VIII NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO W INTENCJI WSPÓLNOTY ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    VIII NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO – 27.02.2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 28.02.2022 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    * PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LUTY 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    MÓDLMY SIĘ W INTENCJI ZAKONNIC I INNYCH KOBIET KONSEKROWANYCH – DZIĘKUJĄC IM ZA ICH MISJĘ I ODWAGĘ – ABY NADAL ODKRYWAŁY NOWE ODPOWIEDZI W OBLICZU WYZWAŃ NASZYCH CZASÓW.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BĘDĄC CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI JAK BOLEŚNIE RANIĄ NASZE GRZECHY TWOJE SERCE BOŻA I NASZA MATKO I SERCE TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, MODLIMY SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE, ABY ODNAWIAJĄC SWOJE ŚLUBOWANIA WYTRWAŁY NA DRODZE POWOŁANIA I MODLIMY SIĘ ZA OSOBY OBARCZONE CIĘŻKIM KRZYŻEM CIERPIENIA, ABY DZIĘKI BOŻEJ MOCY BYŁO IM DANE JUŻ TERAZ ZOBACZYĆ JAK BARDZO SĄ POTRZEBNI W MISJI RATOWANIA BIEDNYCH GRZESZNIKÓW.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekazaliśmy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK – 22 LUTY 2022

    33238 DNI TEMU, CO STANOWI 91 LAT, ŚW. FAUSTYNIE KOWALSKIEJ UKAZAŁ SIĘ PAN JEZUS MIŁOSIERNY. DZIŚ TEN WIZERUNEK ZNANY JUŻ JEST NA CAŁYM ŚWIECIE Z PODPISEM: JEZU, UFAM TOBIE!

    To wydarzenie miało miejsce w celi płockiego klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy Starym Rynku w niedzielę w dniu 22 lutego 1931 roku

    Wieczorem, kiedy byłam w celi – zapisała w swym „Dzienniczku” św. Siostra Faustyna – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. – Po chwili powiedział mi Jezus: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (Dz. 47)

    ***

    Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego został namalowany w Wilnie w 1934 roku pod okiem samej Siostry Faustyny w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego, a wystawiony do publicznej czci po raz pierwszy w Ostrej Bramie w 1935 roku.

    Od tego czasu powstało wiele obrazów. Najbardziej znany jest łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Hyły z kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Obraz ten powstał pod okiem krakowskiego kierownika duchowego Apostołki Bożego Miłosierdzia – o. Józefa Andrasza SJ, który poświęcił go w święto Miłosierdzia 16 kwietnia 1944 roku. Właśnie na tym wizerunku spełniły się słowa Pana Jezusa wypowiedziane do Siostry Faustyny przy pierwszym objawieniu: Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. Przed tym obrazem modlą się nie tylko pielgrzymi z całego świata, którzy fizycznie przybywają do tego świętego miejsca, ale także internauci korzystając z transmisji on-line oraz gigapikselowej prezentacji na stronie: www.faustyna.pl .

    fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ufam Tobie, Jezu

    Ufam Tobie, Jezu
    ISTOCKPHOTO; MONTAŻ STUDIO GN

    ***

    „Jezu, ufam Tobie”. Te trzy słowa są kluczem do Bożego miłosierdzia. „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność” – mówi Jezus św. Faustynie. Ale pierwsza jest ufność Boga względem mnie. Ufność rodzi ufność.

    Siostra Faustyna notuje w „Dzienniczku”: „W pewnej chwili zapytał mnie spowiednik [bł. ks. Michał Sopoćko – przyp. T.J.], jaki ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko nie mieści się na tym obrazie. Odpowiedziałam, że się pomodlę i odpowiem na przyszły tydzień. Kiedy odeszłam od konfesjonału – i przechodząc koło Najświętszego Sakramentu – otrzymałam wewnętrzne zrozumienie, jaki ma być ten napis. Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, to jest, że te trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezu, ufam Tobie”. Sam Jezus niejako podpowiedział, na czym Mu najbardziej zależy. Na ufności! To słowo powraca w „Dzienniczku” jak refren. Dlaczego? Na pewno nie chodzi o mechaniczne powtarzanie słów: „Jezu, ufam Tobie” czy traktowanie ich jak magicznej formuły. Bogu nie zależy na słowach, lecz na sercu każdego z nas.

    Kwestia zaufania jest aktualna zwłaszcza w czasach, gdy tak wiele nieufności w nas i wokół nas… Na przykład gdy słyszę o nowych przepisach o ochronie danych osobowych, to myślę, że świat zwariował. Elektroniczne sieci, kamery, komórki, GPS-y, Facebook itd. sprawiają, że jesteśmy widoczni wszędzie i zawsze dla tych, którzy chcą nas znaleźć. Żeby ukryć ten fakt, wprowadzamy jakieś biurokratyczne procedury, dzięki którym dostajemy złudzenie ochrony naszej prywatności. To jakiś absurd. Obawiam się, że ta rzekoma ochrona danych osobowych będzie powodowała raczej narastanie wzajemnej nieufności między ludźmi, niż kogokolwiek przed czymkolwiek chroniła. W kulturze, która promuje narcyzów skoncentrowanych na swojej osobie, swoich prawach, obojętnych na dobro wspólne, będziemy dla siebie jeszcze bardziej anonimowi, nieufni i podejrzliwi.

    Co to ma wspólnego ze słowami: „Jezu, ufam Tobie”? Sądzę, że sporo. Jezus, jako Bóg i jako człowiek, zaprasza nas do postawy zaufania. Mówi nam: „Człowieku, zaufaj człowiekowi, sobie i innym” oraz: „Człowieku, zaufaj Bogu”. Gdzie jest ufność, tam powstają więzi międzyludzkie i te duchowe – z Bogiem. Tam jesteśmy bliżej nieba. Gdzie potęguje się nieufność, tam otwiera się droga do piekła.

    Między karykaturą a oryginałem

    Obraz Chrystusa jest nam potrzebny bardziej niż dawniej, bo jesteśmy coraz bardziej wzrokowcami. Kultura medialna jest dziś raczej kulturą obrazu niż słowa. Na ekranach naszych komputerów wciąż klikamy w ikonki. No właśnie, ikonki. Bądźmy więc wdzięczni, że Jezus daje nam obraz, ikonę. Trzeba ją tylko „rozklikać”, uruchomić. Nacisnąć „enter” – wchodzę. Tym „enterem” jest właśnie ufność.

    Słowa: „Jezu, ufam Tobie” są integralną częścią obrazu Jezusa Miłosiernego. Warto zwracać uwagę na to, gdy kupujemy reprodukcje łagiewnickiego lub wileńskiego wizerunku. Tych słów na obrazie Jezusa Miłosiernego nie może zabraknąć. Pan Jezus powiedział św. Faustynie: „Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie”. I obiecał: „Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego”. Święty Paweł pisze: „On [Chrystus] jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15).

    Może wydawać się to dziwne, że Pan każe wykonać zakonnicy swój „portret” i zapewnia, że ten właśnie obraz będzie „naczyniem” na łaski. A może powodem tej wyjątkowej prośby jest fakt, że tak wiele fałszywych obrazów Boga stworzyliśmy sobie i wciąż stwarzamy? I nie chodzi w tej chwili o wizerunki w kościołach, ale o coś ważniejszego – o obraz Boga, który nosimy w sobie, w duszy. Jakże często jest on bardzo daleki od tego, który zostawił nam Chrystus w Ewangelii. Ta wewnętrzna „ikona” Boga bywa zniekształcona tak dalece, że zamiast zachęcać do ufności, bliskości czy modlitwy, może często odpychać od Boga, napawać lękiem, zniechęcać.

    W 2015 r. w kinach wyświetlano film pt. „Zupełnie Nowy Testament”. Bohaterem był Bóg, a dokładniej Jego karykatura. Bóg był ukazany jako zrzędny pijaczyna mieszkający w Brukseli, który siedzi w pidżamie i kapciach, pije wódkę, tyranizuje swoją rodzinę, całymi dniami przesiaduje przed „boskim” komputerem, zajmując się zatruwaniem ludziom życia przez przeróżne złośliwości. Film reklamowano jako „diabelsko śmieszną komedię”. Zaiste, było w tym coś diabolicznego. A gdzie szatan, tam i głęboki smutek maskowany rechotem. Przypominam ten film, bo jest to dobry przykład na to, jak bardzo zniekształcony obraz Boga może powstać w głowach i sercach współczesnych. Jeśli ktoś wyobraża sobie Boga jako patologicznego, zazdrosnego złośliwca, który utrudnia wszystkim życie swoimi przestarzałymi zasadami, to ostatnią rzeczą, jaką można zrobić, jest Mu zaufać. Robota diabła polega dokładnie na tym – na serwowaniu nam karykatury, zamiast autentycznego obrazu Boga, i osłabianiu zaufania do Niego.

    Tak było już w raju pod drzewem poznania dobra i zła. Nie ufajcie Bogu – wmawiał ludziom wąż starodawny. – On wam zabrania tylu rzeczy, bądźcie odważni, bądźcie sobą, wybierzcie wolność, czyli siebie. Ta diabelska propaganda w ciągle nowych wcieleniach mąci nam w głowach i sercach. Nie bez sukcesów, niestety. Dlatego tak aktualne są słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To odpowiedź na tę odwieczną pokusę.

    Kto więcej zaufa, więcej otrzyma

    W takim kontekście doceńmy dar, jakim jest wizerunek Jezusa Miłosiernego. Chrystus w ten sposób przychodzi nam z pomocą. Jego istotą jest połączenie prawdy o ukrzyżowaniu („spojrzenie Jezusa powinno być jak z krzyża”) i zmartwychwstaniu. Jezus usilnie prosił s. Faustynę: „Niech ten obraz będzie wystawiony na widok publiczny, niech ludzie modlą się przed nim, niech pomaga im odnowić obraz Boga Miłosiernego w sobie. Niech poczują siłę Mojego kochającego spojrzenia, niech wejdą w promieniowanie Mojego miłosierdzia. Niech spływa na nich Moje błogosławieństwo i przebaczenie”.

    Jezus jest niewyczerpanym źródłem łask. Daje nam wszystko, co potrzebne do świętości. Ale warunek korzystania z tych łask jest jeden: zaufanie. „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką Mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca”.

    Kiedy idziemy do źródła, możemy oczekiwać obfitości wody, ale jeśli nie zabierzemy ze sobą naczynia do czerpania, ta droga może okazać się daremna. Ksiądz Krzysztof Grzywocz podczas rekolekcji o ufności opowiadał m.in. historię pewnego człowieka, który modlił się przed wizerunkiem Jezusa w Łagiewnikach. Ów mężczyzna, patrząc na napis „Jezu, ufam Tobie”, ku własnemu zaskoczeniu wypowiedział nagle słowa: „Jezu, ja nie ufam Tobie”. Coś w nim pękło. Rozpłakał się, wzruszył. Odkrył, jak głęboko nie ufał ani sobie, ani innym, ani Bogu. I właśnie wtedy, gdy szczerze przed Jezusem przyznał się do swojej nieufności, miał wrażenie, że wreszcie modli się autentycznie. „Jaka ufność musiała go ogarnąć, aby takie słowa powiedzieć” – komentował ks. Grzywocz.

    Słyszałem kiedyś świadectwo dziewczyny, która opowiadała o początku swojej świadomej wiary. W jej parafii odbywało się przygotowanie do bierzmowania, nie zaliczyła obowiązkowych spotkań. Ostatnią szansą była oaza. Postanowiła „zapisać się na niby” do grupy oazowej, żeby załapać się na bierzmowanie. Animatorka na spotkaniu grupy postawiła pytanie: „Kim jest dla ciebie Jezus?”. Padały piękne odpowiedzi: jest Światłem, Dobrym Pasterzem, Drogą, Prawdą i Życiem, itd. Układała w głowie jakąś pobożną formułkę. Kiedy przyszła jej kolej, powiedziała głośno: „Jezus jest dla mnie nikim”. To był początek jej drogi wiary. Poczuła się przyjęta przez Jezusa ze swoją niewiarą, udawaniem. Tak się zaczęło w jej życiu coś pięknego.

    Przed Bogiem nie musimy niczego udawać, recytować pięknych zdań bez pokrycia. Przed Nim jesteśmy zawsze nadzy i nie musimy się tego wstydzić. Nie trzeba przykrywać swojej nędzy maską, grać pobożniejszych, niż jesteśmy. Możemy stanąć z naszym grzechem, brudem, zwątpieniem, nieczystością… Zapłakać jak Piotr. Poddać się. Bezbronnie. Ręce do góry. Panie, Ty wiesz, Ty wszystko wiesz.

    Ufność, czyli skok

    Jezu, ufam Tobie! Co znaczą te słowa? Jak je rozumieć?

    Jezu… Zauważmy, że zwracamy się tu do Pana po imieniu, bezpośrednio i osobiście. Nawet nie „Panie Jezu”, ale po prostu „Jezu”. „Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

    Ufam… Zaufanie pojawia się między osobami, które się znają, są sobie bliskie. Jeśli ufam Jezusowi, to znaczy, że znam Go na tyle, że mogę Mu ufać. Dzieci z natury ufają swoim rodzicom. Im bardziej jednak stajemy się dorośli, tym trudniej nam ufać. Tylko miłość burzy mur nieufności, podejrzliwości, dystansu. Ufam temu, o którym wiem, że mnie kocha i mi ufa. Ufność rodzi ufność. Aby zaufać, konieczna jest pokora, uznanie tego, że nie jestem samowystarczalny. Potrzebuję pomocy, potrzebuję kogoś, potrzebuję ciebie.

    Ufam… „Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli” (Ps 22). Tak wołano do Jezusa pod krzyżem. Zaufanie Jezusa do Ojca oznaczało wytrwałość w obliczu cierpienia i triumfu zła. Ufność nie traci nadziei w obliczu próby. Nie oczekuje natychmiastowej nagrody. Nie muszę wszystkiego rozumieć. Bóg wie lepiej. Ufność jest wciąż poddawana próbie. Wymaga nowych aktów woli, ponawiania zaufania. Każda pokonana próba wzmacnia ufność.

    Tobie… Jakbyśmy byli z Jezusem „na Ty”. Brzmi tu jakaś zażyłość. Święty Tomasz, gdy dotknął Zmartwychwstałego, wyznał: „Pan mój i Bóg mój”. Pan mu powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. To błogosławieństwo dla ufających, czyli wierzących pośrodku ciemności. Ufność jest skokiem. Jak w tym starym przykładzie o dziecku, które miało wyskoczyć przez okno z płonącego domu, ale w kłębach dymu nie widziało ojca. – „Skacz” – woła tata. „Ale tato, ja ciebie nie widzę”. „Skacz, jestem, złapię cię, nie bój się”. To jest właśnie zaufanie. Nie teoria, ale decyzja, powierzenie się. Skok… w mocne ramiona Zbawcy, Ratownika.

    „Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze”.•

    ks. Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Katedra św. Piotra darem Chrystusa dla Kościoła

    22 lutego zapalane są wszystkie świece w ołtarzu Katedry

    22 lutego zapalane są wszystkie świece w ołtarzu Katedry

    Liturgia łacińska celebruje święto Katedry św. Piotra. Chodzi o bardzo starą tradycję, której świadectwa mamy w Rzymie już pod koniec IV wieku, będącą wyrazam wdzięczności Bogu za misję powierzoną apostołowi Piotrowi i jego następcom. „Katedra” to dosłownie tron biskupa stojący w kościele będącym matką diecezji, z tej racji nazwany właśnie „katedrą”. Stanowi symbol władzy biskupa, w szczególności jego „magisterium”, to znaczy ewangelicznego nauczania, którego jako następca Apostołów ma on strzec i przekazywać dla dobra całej wspólnoty chrześcijańskiej. Kiedy biskup bierze w posiadanie Kościół partykularny, który został mu powierzony, to – w mitrze na głowie i z pastorałem w ręku – zasiada na katedrze. Z tego miejsca będzie przewodził, jako nauczyciel i pasterz, pielgrzymce wierzących, w wierze, nadziei i miłości.

    Co było zatem „katedrą” św. Piotra? Wybrany przez Chrystusa jako „skała”, na której zbuduje Kościół (por. Mt 16, 18), rozpoczął swoją posługę w Jerozolimie po Wniebowstąpieniu Pana i po Zesłaniu Ducha Świętego. Pierwszą „siedzibą” Kościoła był Wieczernik; jest prawdopodobne, że w tej sali, gdzie również Maryja, Matka Jezusa, modliła się razem z uczniami, było specjalne miejsce, zarezerwowane dla Szymona Piotra. Następnie siedzibą Piotra stała się Antiochia, miasto położone nad rzeką Orontes, w Syrii, w ówczesnych czasach trzecia metropolia imperium rzymskiego, po Rzymie i Aleksandrii w Egipcie. Pierwszym biskupem tego miasta, ewangelizowanego przez Barnabę i Pawła, gdzie „po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami” (Dz 11, 26), był Piotr. Martyrologium Rzymskie przed reformą kalendarza odnotowywało również specjalne obchody Katedry św. Piotra w Antiochii. Stamtąd Opatrzność poprowadziła Piotra do Rzymu, gdzie zakończył swój bieg w służbie Ewangelii męczeństwem. Dlatego siedziba w Rzymie, która otrzymała największy zaszczyt, przyjęła na siebie również posługę, jaką Chrystus powierzył Piotrowi, aby był w służbie wszystkich Kościołów partykularnych, celem budowania i jedności całego Ludu Bożego.

    Siedziba w Rzymie została w ten sposób uznana za siedzibę następców św. Piotra, zaś „katedra” Biskupa Rzymu reprezentuje katedrę Apostoła, któremu Chrystus kazał paść całą swoją owczarnię. Potwierdzają to najstarsi Ojcowie Kościoła, jak na przykład św. Ireneusz, biskup Lyonu, który w swoim traktacie Przeciw herezjom opisuje Kościół w Rzymie jako „największy i najstarszy, uznawany przez wszystkich; … założony i zbudowany w Rzymie przez dwóch najczcigodniejszych Apostołów, Piotra i Pawła”; i dodaje: „Z tym Kościołem, z racji jego najznakomitszego pochodzenia, musi zgadzać się Kościół powszechny, to znaczy wierni, którzy gdziekolwiek się znajdują” (Przeciw herezjom, III, 3, 2-3).

    Tertulian z kolei stwierdza: „Ten Kościół w Rzymie, jakże jest błogosławiony! Sami Apostołowie wlali w niego swoją krew, całą doktrynę” (Napomnienia dla heretyków, 36). Katedra Biskupa Rzymu reprezentuje nie tylko jego posługę wspólnocie rzymskiej, ale również jego misję przewodzenia całemu Ludowi Bożemu.

    Celebrowanie święta Katedry św. Piotra oznacza zatem przypisywanie jej wielkiego znaczenia i wymiaru duchowego oraz uznawanie jej za uprzywilejowany znak miłości Boga, odwiecznego i dobrego Pasterza, który chce zgromadzić cały swój Kościół i prowadzić go po drogach zbawienia. Spośród wielu świadectw Ojców chciałbym przytoczyć świadectwo św. Hieronima, pochodzące z jego listu do Biskupa Rzymu, szczególnie interesującego, gdyż zawarte jest w nim bezpośrednie odniesienie właśnie do „katedry” Piotra, przedstawiające ją jako pewny fundament prawdy i pokoju. Św. Hieronim tak pisze: „Postanowiłem zasięgnąć rady katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiał Apostoł; przychodzę teraz, aby prosić o pokarm dla mojej duszy tu, gdzie przedtem otrzymałem szatę Chrystusa. Nie idę za innym prymatem, jedynie za Chrystusowym; dlatego jestem w jedności z twoim błogosławieństwem, to znaczy z katedrą Piotra. Wiem, że na tej skale jest zbudowany Kościół” (Listy I, 15, 1-2).

    Drodzy Bracia i Siostry, w absydzie Bazyliki św. Piotra, jak wiecie, znajduje się monument poświęcony katedrze Apostoła, dzieło Berniniego, zrealizowane w formie wielkiego tronu z brązu, podtrzymywanego przez figury czterech Doktorów Kościoła, dwóch zachodnich, św. Augustyna i św. Ambrożego, oraz dwóch wschodnich, św. Jana Chryzostoma i św. Atanazego. Zapraszam Was, abyście się zatrzymali przed tym wymownym dziełem, które dziś możemy podziwiać, udekorowanym licznymi świecami, i pomodlili się w sposób szczególny w intencji posługi, jaką Bóg mi powierzył. Wznosząc wzrok ku witrażowi z alabastru, który otwiera się światłem wprost na katedrę, przyzywajcie Ducha Świętego, ażeby zawsze podtrzymywał swym światłem i swoją mocą moją codzienną posługę całemu Kościołowi. Za to, jak i za Wasze pobożne skupienie, z całego serca Wam dziękuję.

    papież Benedykt XVI/tłumaczył z języka włoskiego o. Jan Pach OSPPE/Tygodnik Niedziela 2006

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Przewodniczący KEP z „listem braterskiej troski” do niemieckiego Kościoła. Tematem niepokój wokół Drogi Synodalnej

    fot. Episkopat News

    ***

    Mając na uwadze komunię wiary i historii między Polską a Niemcami, chciałbym wyrazić moje głębokie zatroskanie i zaniepokojenie informacjami docierającymi ostatnio z niektórych środowisk Kościoła katolickiego w Niemczech – napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w liście skierowanym do przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec bp. Georga Bätzinga ws. niemieckiej „drogi synodalnej”.

    Przewodniczący Episkopatu przyznał, że Kościół katolicki w Niemczech jest ważny w Europie. „Dlatego z niepokojem patrzę na dotychczasowe działania niemieckiej +drogi synodalnej+. Obserwując jej owoce można odnieść wrażenie, że podstawą refleksji nie zawsze jest Ewangelia” – napisał.

    Abp Gądecki podkreślił, że będąc wiernym nauczaniu Kościoła „nie powinniśmy ulegać naciskom świata ani poddawać się wzorcom dominującej kultury, gdyż może to prowadzić do moralnego i duchowego zepsucia”. „Wystrzegajmy się powtarzania utartych sloganów i standardowych żądań typu: zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, komunia dla rozwiedzionych czy błogosławieństwo związków jednopłciowych” – zaapelował.

    „Mimo oburzenia, ostracyzmu i niepopularności Kościół katolicki – wierny prawdzie Ewangelii, a jednocześnie powodowany miłością do każdego człowieka – nie może milczeć i zgadzać się na tę nieprawdziwą wizję człowieka, a tym bardziej jej błogosławić ani promować” – zaznaczył Przewodniczący Episkopatu.

    Dodał, że współczesny kryzys Kościoła w Europie jest przede wszystkim kryzysem wiary. „Kryzys wiary jest jedną z przyczyn, dla których Kościół doświadcza trudności, gdy chodzi o głoszenie jasnej doktryny teologicznej i moralnej” – napisał. „Autorytet papieża i biskupów najbardziej potrzebny jest wówczas, gdy Kościół przeżywa trudny czas i gdy poddawany jest presji, aby odstąpić od nauczania Jezusa” – zauważył Przewodniczący Episkopatu.

    Abp Gądecki odniósł się w liście do dokumentów Kościoła katolickiego, nauczania papieża Franciszka, św. Jana Pawła II, św. Pawła VI, a także Kongregacji Nauki Wiary.

    Pełny tekst listu:

    Drogi Biskupie Georg,

    Kościół katolicki w Niemczech i w Polsce łączy ponad tysiąc lat wspólnej historii. Wyrasta ona z depozytu apostolskiej wiary w Jezusa Chrystusa, który złożony w ręce św. Piotra, został przekazany następcom apostołów – biskupom – przewodzącym,  nauczającym i uświęcającym poszczególne Kościoły lokalne. „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” (Mt 16,18-19).

    Owa komunia wiary wyraża się dobitnie m.in. w postaciach świętych, którzy cieszą się czcią zarówno katolików w Polsce, jak i w Niemczech. Myślę o św. Brunonie z Kwerfurtu, św. Jadwidze Śląskiej, św. Teresie Benedykcie od Krzyża (Edycie Stein) czy św. Maksymilianie Marii Kolbe. Szczególne znaczenie w naszych relacjach ma także wymiana listów dotyczących przebaczenia, stanowiąc początek ważnego i tak potrzebnego procesu pojednania, po trudnych doświadczeniach II wojny światowej. Był on wspierany zarówno przez Karola Wojtyłę, jak i bł. Stefana kard. Wyszyńskiego.  W latach późniejszych znalazł swój konkretny wyraz we wsparciu duchowym i materialnym, jakie otrzymywaliśmy od katolików niemieckich w okresie panowania komunizmu w naszej ojczyźnie.

    Z tych wszystkich powodów Kościół katolicki w Niemczech jest mi bardzo bliski i bardzo ważny. Mając na uwadze ową komunię wiary i historii między Polską a Niemcami, chciałbym wyrazić moje głębokie zatroskanie i zaniepokojenie informacjami docierającymi ostatnio z niektórych środowisk Kościoła katolickiego w Niemczech. W duchu chrześcijańskiej miłości pozwalam więc sobie skierować do Ciebie – jako przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec – ten pełen braterskiej troski list, w duchu współodpowiedzialności za powierzony nam przez Chrystusa depozyt świętej wiary apostolskiej.

    Jako pasterze Kościoła mamy świadomość, iż w świecie toczy się walka duchowa. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Chrystus odniósł zwycięstwo nad szatanem, a powinnością Kościoła jest urzeczywistnienie tego zwycięstwa w świecie. Pozwól, Drogi Bracie w biskupstwie, że podzielę się swoją obawą, co do słuszności tez stawianych przez niektóre środowiska Kościoła katolickiego w Niemczech, zwłaszcza w kontekście tzw. „drogi synodalnej”.

    Pokusa szukania pełni prawdy poza Ewangelią

    Kościół katolicki w Niemczech jest ważny na mapie Europy i mam świadomość, że albo będzie promieniował na cały kontynent swoją wiarą, albo też swoją niewiarą. Dlatego z niepokojem patrzę na dotychczasowe działania niemieckiej „drogi synodalnej”. Obserwując jej owoce można odnieść wrażenie, że podstawą refleksji nie zawsze jest Ewangelia. Zdarzało się tak w historii. Wystarczy wspomnieć tzw. Biblię Jeffersona (T. Jefferson, The Life and Morals of Jesus of Nazareth, Rough Draft Printing 2015). Amerykański prezydent stwierdził, że Ewangelie zawierają zdania niezwykle mądre i wzniosłe, które z pewnością pochodzą bezpośrednio od Jezusa, ale także zdania głupie i trywialne, jakie muszą pochodzić od niewykształconych apostołów. Przekonany, że dysponuje kryteriami pozwalającymi odróżnić jedne zdania od drugich, postanowił dokonać tego za pomocą nożyczek. W ten sposób powstał nowożytny apokryf, zdaniem jego autora, lepszy od oryginału. Nie da się wykluczyć, że właśnie w tych najtrudniejszych fragmentach Biblii, podpadających pod „nożyce Jeffersona”, wyraża się proprium christianum – to, co charakterystyczne dla chrześcijaństwa.

    Pokusa wiary w nieomylność nauk społecznych

    Jedną z dzisiejszych pokus w Kościele jest nieustanne konfrontowanie nauczania Jezusa z aktualnym dorobkiem psychologii i nauk społecznych. Jeśli coś w Ewangelii nie zgadza się z aktualnym stanem wiedzy w tych naukach, uczniowie, aby uchronić Mistrza przed kompromitacja w oczach współczesnych, próbują „zaktualizować” Ewangelię. Pokusa „unowocześnienia” w szczególny sposób dotyczy sfery tożsamości seksualnej. Zapomina się jednak, że stan wiedzy naukowej zmienia się często, i to niekiedy w sposób bardzo diametralny, np. za sprawą zmiany paradygmatu. Zmienność wpisana jest w samą naturę nauki, której dostępny jest jedynie fragment wszelkiej możliwej wiedzy. Odkrywanie błędów i ich analizowanie jest w nauce motorem postępu.

    Jednakże niektóre z naukowych pomyłek miały swoje dramatyczne konsekwencje. Wystarczy wspomnieć takie naukowe teorie jak rasizm czy eugenika. W oparciu o najnowsze zdobycze nauki, Kongres Stanów Zjednoczonych przegłosował w 1924 roku National Origin Act, nakładający restrykcyjne kwoty migracyjne na mieszkańców Europy Południowej i Środkowej oraz zakazujący niemal całkowicie imigracji z Azji. Głównym powodem było przekonanie, że narody takie jak np. Włosi czy Polacy są niższe rasowo. Z kolei w oparciu o wiedzę z zakresu eugeniki w Stanach Zjednoczonych w XX w. wysterylizowano przymusowo – jak się ocenia – około 70 tysięcy kobiet należących do mniejszości etnicznych (por. G. Consolmagno, Covid, fede e fallibilità della scienza, La Civiltà Cattolica 4118, s. 105-119). W tym i innych przypadkach mówimy o tzw. „naukowych błędach”. Obok nich istnieją jednak również „ideologiczne oszustwa”. Te legły u podstaw np. obserwowanej obecnie zmiany w podejściu do seksualności (J. A. Reisman, E. W. Eichel, Kinsey, Sex and Fraud: The Indoctrination of a People, Huntington House Publication, Lafayette 1990; J. Colapinto, As Nature Made Him. The Boy Who Was Raised As a Girl, Harper Perennial, New York-London-Toronto-Sydney 2006).

    Proces rozwoju wiedzy nie zatrzymuje się na naszym pokoleniu. Także pokolenia, które przyjdą po nas, będą musiały odłożyć na bok książki np. z zakresu psychologii czy nauk społecznych, które dzisiaj uważa się za nieomylne. Jak zatem powinien ustosunkować się Kościół do aktualnego stanu wiedzy naukowej, aby nie powtórzyć błędu, jaki popełnił w odniesieniu do Galileusza? Jest to poważne intelektualne wyzwanie, które musimy podjąć, czerpiąc z Objawienia i rzetelnych osiągnieć nauki.

    Pokusa życia z kompleksem niższości

    Mam świadomość, że katolicy ‒ nie tylko w Niemczech, ale również w Polsce ‒ żyją dzisiaj pod presją opinii publicznej, co powoduje, że niejeden z nich cierpi na swoisty kompleks niższości. Uczniom Chrystusa generalnie – jak pisał Papież Franciszek – zagraża dziś „pewien rodzaj kompleksu niższości, prowadzący do relatywizowania lub ukrywania swojej chrześcijańskiej tożsamości i przekonań. (…) Kończy się to tym, że grzebią radość z misji w pewnego rodzaju obsesji, by być jak wszyscy inni i mieć to, co inni posiadają” (Evangelii gaudium, 79).

    Papież Franciszek w przemówieniu do pracowników kurii rzymskiej podkreślał, że dzisiaj w Europie nie żyjemy już w „systemie chrześcijańskim” (Franciszek, Przemówienie do Kurii Rzymskiej z okazji Życzeń Bożonarodzeniowych, 21.12.2019 roku). Świat stał się pod wieloma względami bardziej pluralistyczny. Istotnym źródłem tej zmiany na Starym Kontynencie jest „głęboki kryzys wiary, który dotknął wielu ludzi”. Wiara „nie stanowi już oczywistej przesłanki życia wspólnego, a wręcz jest w istocie często negowana, wyszydzana, marginalizowana i wyśmiewana”. Niestety, „umysły [wielu] zaślepił bóg tego świata” (2 Kor 4,4). Zdrowej nauki znieść nie mogą, ale mnożą sobie nauczycieli według własnych pożądań (por. 2 Tm 4,3). Stąd ważność ostrzeżenia skierowanego do Rzymian: „Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2).

    Wierni nauczaniu Kościoła nie powinniśmy ulegać naciskom świata ani poddawać się wzorcom dominującej kultury, gdyż może to prowadzić do moralnego i duchowego zepsucia. Wystrzegajmy się powtarzania utartych sloganów i standardowych żądań typu: zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, komunia dla rozwiedzionych czy błogosławieństwo związków jednopłciowych. „Aktualizacja” definicji małżeństwa w Karcie Praw Podstawowych UE nie jest powodem, aby manipulować przy Ewangelii.

    Pokusa myślenia korporacyjnego

    Mam świadomość, że Kościół w Niemczech systematycznie traci wiernych, a liczba kapłanów z roku na rok się zmniejsza. Poszukuje zatem sposobów, aby utrzymać wiernych przy sobie i zachęcić młodych do wyboru kapłaństwa. Wydaje się jednak, że staje w tym zakresie wobec ryzyka myślenia korporacyjnego: „brakuje pracowników, obniżmy kryteria naboru”. Stąd postulat zniesienia obowiązku kapłańskiego celibatu znalazł się w tekście „Zobowiązanie do celibatu w posłudze kapłańskiej”, który 4 lutego br. został poddany pierwszemu czytaniu podczas zgromadzenia „drogi synodalnej” we Frankfurcie nad Menem. Odpowiedzi na pytanie o relację między wymaganiem kapłańskiego celibatu a liczbą powołań udzielił już św. Paweł VI: „Nie jesteśmy skłonni wierzyć, że dzięki zniesieniu celibatu kościelnego, natychmiast znacznie by wzrosła ilość powołań kapłańskich. Dzisiejsza bowiem praktyka Kościołów i innych wspólnot religijnych, które pozwalają swym duchownym na zawieranie małżeństw, zdaje się wskazywać na coś wręcz przeciwnego” (Sacerdotalis celibatus, 49).

    Przyczyny kryzysu leżą gdzie indziej. My, duchowni, staliśmy się niejednokrotnie jedynie ekspertami od polityki społecznej, migracyjnej, ekologicznej, co niewątpliwie nie wymaga życia w celibacie. Chrystus jednak, jak zaznacza Papież Franciszek, nie potrzebuje urzędników obsesyjnie zatroskanych o swój wolny czas i odczuwających „stanowczą potrzebę zachowania swojej przestrzeni autonomii, tak jakby zadanie ewangelizacji było niebezpieczną trucizną, a nie radosną odpowiedzią na miłość Boga, który nas wzywa do misji” (Evangelii gaudium, 81). Wierni zasługują na kapłanów, którzy oddają się w pełni do dyspozycji Chrystusa. Chrystus powołuje uczniów, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). Tym, co przyciąga ludzi do Kościoła i do kapłaństwa nie jest jeszcze jedna propozycja łatwego życia, ale przykład życia całkowicie poświęconego Bogu.

    W tym kontekście, niemiecka „droga synodalna” podjęła także kwestię święcenia kobiet przegłosowując 4 lutego br. we Frankfurcie nad Menem tekst „Kobiety w posługach i urzędach w Kościele”. Sprawa ta została definitywnie rozstrzygnięta przez św. Jana Pawła II. „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (Jan Pawel II, Ordinatio Sacerdotalis, 4).

    Przypominał o tym już wielokrotnie Papież Franciszek: „A w odniesieniu do wyświęcania kobiet, Kościół się wypowiedział i mówi: „nie”. Powiedział to Jan Paweł II w sposób ostateczny. Ta brama jest zamknięta, ale w tej sprawie chcę ci coś powiedzieć. Już to powiedziałem, ale powtarzam. Matka Boża, Maryja, była ważniejsza niż apostołowie, biskupi, diakoni i kapłani. Kobieta w Kościele jest ważniejsza niż biskupi i kapłani” (Franciszek, Konferencja prasowa podczas lotu z Rio de Janeiro do Rzymu 28.07.2013 roku).

    We współczesnym świecie często opacznie rozumie się równość, utożsamiając ją z ujednoliceniem. Każdą zaś różnicę traktuje się jako przejaw dyskryminacji. Ponadto kapłaństwo bywa błędnie rozumiane jako źródło dominacji i kościelnej kariery, a nie pokornej służby. Jan Paweł II w swoim nauczaniu na temat sakramentu święceń zarezerwowanego dla mężczyzn, odwoływał się do samej woli Chrystusa i Tradycji, wskazując jednocześnie na tzw. „komplementarność płci”. Kobiety pełniły bardzo ważną rolę w życiu Jezusa, obok Jakuba i Jana, mamy Marię i Martę. Były pierwszymi świadkami Zmartwychwstania. Mamy wreszcie Najświętszą Maryję Pannę, bez zgody której nie dokonałoby się misterium Wcielenia i od której Jezus uczył się bycia człowiekiem. Mimo że Chrystus łamał przyjęte w żydowskiej społeczności kanony dotyczące relacji mężczyzn z kobietami, gdzie wystarczy wspomnieć rozmowę z Samarytanką, nie pozostawił najmniejszej wątpliwości, że kapłaństwo jest powołaniem wyłącznie dla mężczyzn (por. Mulieris dignitatem, 26; Ordinatio Sacerdotalis, 2). Nie przeszkadzało to jednak kobietom odgrywać w Kościele role równie ważne, a niekiedy może ważniejsze, niż były udziałem mężczyzn. Lista świętych kobiet, które istotnie wpłynęły na losy Kościoła jest długa. Można na niej umieścić choćby św. Hildegardę z Bingen, św. Katarzynę Sieneńską, św. Jadwigę – królową Polski, św. Teresę z Avila czy św. Faustynę.

    Ponadto jedno z czterech forów „drogi synodalnej” przegłosowało dokument roboczy pt. „Życie w udanych związkach”, który popiera błędną i gorszącą praktykę błogosławieństwa związków jednopłciowych oraz podejmuje próbę zmiany nauczania Kościoła na temat grzechu czynów homoseksualnych.

    Katechizm wyraźnie odróżnia skłonności homoseksualne od czynów homoseksualnych. Uczy szacunku dla każdego człowieka niezależnie od jego skłonności, ale jednoznacznie potępia czyny homoseksualne, jako akty przeciwne naturze (por. Rz 1,24-27; 1 Kor 6,9-10).

    Mimo oburzenia, ostracyzmu i niepopularności Kościół katolicki – wierny prawdzie Ewangelii, a jednocześnie powodowany miłością do każdego człowieka – nie może milczeć i zgadzać się na tę nieprawdziwą wizję człowieka, a tym bardziej jej błogosławić ani promować.

    O niedopuszczalności błogosławieństwa par jednopłciowych przypomniała Kongregacja Nauki Wiary w liście z dnia 22 lutego 2021 roku: „W konsekwencji, aby być w zgodzie z naturą sakramentaliów, kiedy wzywa się błogosławieństwa dla jakichś relacji międzyludzkich, konieczne jest – oprócz właściwej intencji uczestniczących w tym osób – aby to, co jest błogosławione, było obiektywnie i pozytywnie ukierunkowane na otrzymanie i wyrażenie łaski, w funkcji planów Boga wpisanych w stworzenie i w pełni objawionych przez Chrystusa Pana. Dlatego tylko te rzeczywistości, które same w sobie są skierowane na służenie tym planom, są zgodne z istotą błogosławieństwa udzielanego przez Kościół. Z tego powodu nie jest dozwolone udzielanie błogosławieństwa związkom, także stałym związkom partnerskim, które zakładają praktykowanie seksualności poza małżeństwem (czyli poza nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety, który sam w sobie jest otwarty na przekazywanie życia), jak to ma miejsce w przypadku związków między osobami tej samej płci” (Kongregacja Nauki Wiary, Responsum ad dubium Kongregacji Nauki Wiary odnośnie udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci).

    Pokusa ulegania presji

    Współczesny kryzys Kościoła w Europie jest przede wszystkim kryzysem wiary. Aby rozmawiać o Bogu, musimy najpierw rozmawiać z Bogiem, który mieszka w głębinach naszego serca, tam, gdzie czujemy smak prawdy (R. Sarah, Służyć prawdzie, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2021, s. 148). Kryzys wiary jest jedną z przyczyn, dla których Kościół doświadcza trudności, gdy chodzi o głoszenie jasnej doktryny teologicznej i moralnej.

    Autorytet papieża i biskupów najbardziej potrzebny jest wówczas, gdy Kościół przeżywa trudny czas i gdy poddawany jest presji, aby odstąpić od nauczania Jezusa. Gdy przeżywa dramaty zbliżone do tych, jakie były doświadczeniem chrześcijan z Galacji. Potrzebny jest, aby powiedzieć z mocą: „Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową” (Ga 1,7).

    Papież Paweł VI, poddawany presji z powodu swojego stanowiska na temat antykoncepcji wyrażonego w encyklice Humanae vitae, napisał: „Czy należy prawo moralne obniżyć do poziomu tego, co ludzie zwykle robią, a więc sprowadzić moralność do poziomu obyczajów (które, nawiasem mówiąc, jutro mogą być jeszcze gorsze niż dzisiaj, i dokąd wówczas dojdziemy)? Czy też przeciwnie, należy utrzymać wysoki poziom ideału, nawet jeśli on jest trudny do osiągnięcia, nawet jeśli zwykły człowiek czuje się niezdolny, żeby do niego dojść, albo winny? Sądzę, że razem ze wszystkimi mędrcami, bohaterami i świętymi, powiedziałbym: wszyscy prawdziwi przyjaciele ludzkiej natury i prawdziwego ludzkiego szczęścia (wierzący i niewierzący), chociażby nawet protestowali i stawiali opór, w głębi serca podziękują autorytetowi, który będzie posiadał dosyć światła, siły i ufności na to, żeby nie obniżyć ideału. Nigdy prorocy Izraela ani apostołowie Kościoła nie zgodzili się na pomniejszenie ideału, nigdy nie złagodzili pojęcia doskonałości, nie starali się zmniejszyć odległości między ideałem a naturą. Nigdy oni nie zacieśnili pojęcia grzechu – wręcz przeciwnie”( Paweł VI, w: J. Guitton, Dialogi z Pawłem VI, Poznań 1969, s. 296).

    W podobnym duchu pisał papież Franciszek: „Zważywszy, że wiara jest jedna, powinna być wyznawana w całej jej czystości i pełni. Właśnie dlatego, że wszystkie prawdy wiary łączą się w jedno, negowanie którejś z nich, choćby spośród tych, które mogą wydawać się mniej ważne, oznacza szkodzenie całości. Każda epoka może uznawać pewne elementy wiary za łatwiejsze lub trudniejsze do przyjęcia: dlatego jest rzeczą ważną czuwać, aby przekazywany był cały depozyt wiary (por. 1 Tm 6,20), aby akcentowane były należycie wszystkie aspekty wyznania wiary. Ponieważ jedność wiary jest jednością Kościoła, ujęcie czegoś z wiary oznacza ujęcie czegoś z prawdy komunii” (Lumen fidei, 48).

    Drogi Bracie w biskupstwie,

    nasz stosunek do świata z zasady nie może być negatywny, Chrystus bowiem nie po to przyszedł na świat, aby świat potępić, ale aby świat zbawić (por. J 12,47). Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale aby się nawrócił i żył (por. Ez 33,11). Naszym zadaniem jest znalezienie skutecznych sposobów wzywania ludzi do nawrócenia. Na tym też polega Boże miłosierdzie. Jezus widząc tłum, zlitował się nad nim, „byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach” (Mk 6,34). Zdanie to nie oznacza, że w Izraelu nie było w tamtym czasie pasterzy, których pieczy powierzona była troska o Bożą owczarnię. Istniało jednak poważne ryzyko, że – jeśli przywódcy zawiodą – lud Boży, to znaczy należący do Boga, ulegnie rozproszeniu, a wiele owiec się zagubi lub padnie ofiarą drapieżnych bestii.

    Wiem – rozmawialiśmy o tym w czasie naszych spotkań, również ostatnio, w Poznaniu –  że jesteś głęboko przejęty losem powierzonej Ci owczarni i pragniesz, aby żadna z owiec się nie zabłąkała; aby każdy z powierzonych Ci wiernych osiągnął szczęśliwe życie wieczne z Chrystusem. Pozwól więc, że zakończę słowami, przytoczonego na początku Listu św. Pawła do Efezjan: „W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże ‒ wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień, ażebym jawnie ją wypowiedział, tak jak winienem” (Ef 6, 10-20).

    Z wyrazami głębokiego szacunku i braterskim pozdrowieniem w Chrystusie,

    + Stanisław Gądecki

    Arcybiskup Metropolita Poznański, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

    Warszawa, dnia 22 lutego 2022 roku

    W święto katedry św. Piotra

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 25 LUTY 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    * MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    * MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PRZYPOMNIENIE: W TRZECI PIĄTEK KAŻDEGO MIESIĄCA PRZYPADA NASZ OBOWIĄZEK SPRZĄTANIA KOŚCIÓŁA ŚW. PIOTRA O GODZ. 17.00

    BARDZO DZIĘKUJĘ PANIOM I PANOM, ŻE PRZYŚLIŚCIE TAK LICZNIE W MINIONY PIĄTEK.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W 2021 r. sekcja polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie zebrała 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan

    W 2021 r. polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie zebrała ponad 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan. Po Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Libanu trafiło już 950 tys. euro.

    fot. Karol Porwich /Niedziela

    ***

    Organizacja przypomniała, że XIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym poświęcony był wsparciu chrześcijan w Libanie.

    “Pomoc Kościołowi w Potrzebie nauczone doświadczeniem Iraku i Syrii, gdzie wojna i trudna sytuacja ekonomiczna zmusiły do ucieczki setki tysięcy chrześcijan, nie chciało dopuścić, by podobny scenariusz zrealizował się w Libanie.

    “Za każdym razem, gdy obywatel Libanu emigruje, przegrywamy nową bitwę” – powiedział maronicki patriarcha ks. kard. Béchara Boutros Raï.

    Dyrektor sekcji polskiej PKWP ks. prof. Waldemar Cisło poinformował, że organizacja przekazała do Libanu 950 tys. euro. Wyjaśnił, że stowarzyszenie może docierać do potrzebujących dzięki nawiązaniu współpracy z Kościołem maronickim, Kościołem grecko-melchickim i Kościołem chaldejskim.

    Wsparcie dla Libanu w 2021 r. uzupełniły transporty z pomocą humanitarną, możliwe dzięki życzliwości wojska. Wśród produktów było m.in. mleko w proszku, środki czystości i leki. Wśród darczyńców znaleźli się m.in.: Grupa PKP, Polfa Tarchomin, PGD Polska i IŁ Capital.

    Przypomniano, że dzięki pieniądzom z rezerwy premiera i inicjatywie podjętej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu do Libańczyków i do syryjskich uchodźców w Dolinie Bekaa trafiły paczki z żywnością.

    “Udało nam się zawieźć 10 tys. paczek żywnościowych i higienicznych” – wskazał ks. prof. Cisło.

    Poinformował, że w 2021 r. PKWP zebrało ponad 12 mln zł. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa różańcowa

    Różaniec

    Różaniec jest jedną z najbardziej popularnych modlitw na świecie. Znany jest – jeśli idzie o formę – od bardzo dawna w religiach Dalekiego Wschodu, w prawosławiu i oczywiście w katolicyzmie. Zwyczaj odmawiania różańców sięga czasów przed narodzeniem Chrystusa. W 1849 r. odkryto wśród ruin starożytnej Niniwy w ręku niewiasty coś w rodzaju różańca. Posążek pochodził z VIII, a może nawet IX w. przed Chrystusem. “Różańce” stosowali powszechnie w Indiach wyznawcy Wisznu i Siwy, także wyznawcy Buddy, lamowie w Tybecie, a nawet mahometanie w Syrii i północnej Afryce.
    Różaniec miał też różne formy. W Chinach np. były nim sznury z węzłami (tzw. sznury mnemotechniczne). Podobną formę miały sznury bramińskie. Najstarsza wzmianka o nich pochodzi z II w. po Chrystusie (księga Athararedd). Różaniec indyjskich siwaitów (czcicieli Siwy) miał formę sznurków z nanizanymi perełkami owocu aksza i składał się z 32, 64, 84 lub 108 paciorków. Podobne różańce mieli i mają dotąd mnisi buddyjscy. Różańce te ułatwiały modlitwę, zwłaszcza gdy pewne formuły stale się powtarzały. Czytamy o pierwszych pustelnikach, że wyznaczali sobie do codziennego odmawiania po 100 i więcej Ojcze nasz czy innych pacierzy.
    Sozomenos i Palladiusz (w. V) podają, że pierwsi chrześcijanie dla łatwiejszego zapamiętania ilości wyznaczonych sobie pacierzy liczyli je na palcach, potem posługiwali się kamykami. Tak czynił św. Paweł Pustelnik, który na 300 kamykach liczył 300 Ojcze nasz. Metodę udoskonalono, posługując się sznurkami z węzłami lub sznurkami z nanizanymi na nich pętelkami czy kawałkami drewna. Taki różaniec miał posiadać św. Pachomiusz (+ 346) i św. Benedykt z Nursji (+ 547). W grobie św. Gertrudy z Nivelles (+ 658) znaleziono sznurek z nawleczonymi kulkami. Byłby to więc najstarszy chrześcijański znaleziony różaniec. Najdawniejszy z zachowanych różańców pochodzi jednak dopiero z XIII w. Znaleziono jego rzeźbę na nagrobku Gerarda, rycerza zakonu templariuszy (+ 1273). Sznur przedstawia 158 nanizanych na nim paciorków. Około roku 1500 pojawiają się różańce, na które składają się paciorki ułożone w dziesiątki.

    Modlitwą najwcześniej i najpowszechniej odmawianą była Modlitwa Pańska. Kiedy powstały zakony, reguła zobowiązywała kapłanów do codziennego odmawiania 150 psalmów. Braci zakonnych natomiast zobowiązywano do odmawiania 150 Ojcze nasz. Dlatego tak ułożone modlitwy nazywano Psałterzem braci. Tak było u benedyktynów jeszcze w XI, u templariuszy – w XII, a nawet w XIII wieku.
    Od XII w. rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odmawiania Pozdrowienia Anielskiego. Wprowadzono je najpierw w formie antyfony do oficjum o Najświętszej Maryi Pannie w wieku XI, w tym samym czasie w modlitwie Anioł Pański, wreszcie jako odrębną modlitwę, powtarzaną wiele razy. Składała się ona początkowo jedynie ze słów anioła Gabriela: “Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 28). Potem zaczęto dodawać słowa, wypowiedziane do Maryi przez św. Elżbietę: “I błogosławiony owoc żywota Twojego” (Łk 1, 42). Tak było aż do wieku XII. Potem zaczęto dodawać słowa następne: “…Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Od XV w. ta forma przyjęła się już powszechnie w Kościele na Zachodzie. Zatwierdził ją św. Pius V w 1566 r., a w 1568 r. wprowadził ją do brewiarza.
    Ze średniowiecza pochodzi zwyczaj częstego powtarzania Pozdrowienia Anielskiego. Pustelnik Aybert z Hennegau (+ 1140) miał zwyczaj codziennie odmawiać je 150 razy. Za każdym razem przyklękał, a na końcu padał na twarz. Różaniec w postaci wielokrotnego odmawiania Pozdrowienia Anielskiego upowszechniał św. Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanów), dlatego nazywa się go ojcem różańca do Najświętszej Maryi Panny.
    Nie jest to jednak ścisłe. Różaniec bowiem w obecnej formie ustalił się dopiero w XV w. dzięki innemu dominikaninowi, bł. Alanusowi a la Roche (van den Clip), który żył w latach 1428-1475. On ustalił nazwę “Psałterz Maryi”, jak też i liczbę 150 Zdrowaś, które podzielił na dekady (dziesiątki), każda przeplatana Modlitwą Pańską. On też założył pierwsze bractwo różańcowe w Douai w 1470 r. W 1464 r. ukazała mu się Maryja. Poleciła mu propagować w swym imieniu różaniec i zakładać bractwa różańcowe. Przekazała mu również 15 obietnic dla tych, którzy będą odmawiać różaniec:

    Ktokolwiek będzie mi służył przez odmawianie różańca świętego, otrzyma wyjątkowe łaski.Obiecuję moją specjalną obronę i największe łaski wszystkim tym, którzy będą odmawiać różaniec.Różaniec stanie się bronią przeciw piekłu, zniszczy, pomniejszy grzechy, zwycięży heretyków.Spowoduje on, że cnoty i dobre dzieła zakwitną; otrzyma on od Boga obfite przebaczenie dla dusz; odciągnie serca ludu od umiłowania świata i jego marności; podniesie je do pożądania rzeczy wiecznych.Dusza, która poleci mi się przez odmawianie różańca, nie zginie.Ktokolwiek będzie odmawiał różaniec i odda się rozmyślaniu nad jego świętymi tajemnicami, nigdy nie będzie pokonany przez niepowodzenia. Bóg nie będzie karał w swojej sprawiedliwości, nie zginie śmiercią niespodziewaną, jeżeli będzie sprawiedliwym, wytrwałym w łasce Bożej i będzie godnym życia wiecznego.Ktokolwiek będzie miał prawdziwe nabożeństwo do różańca – nie umrze bez sakramentów Kościoła.Wierni w odmawianiu różańca będą mieli w życiu i przy śmierci światło Boże i pełnię Jego łaski.Uwolnię z czyśćca tych, którzy mieli nabożeństwo do różańca świętego.Wierne dzieci różańca zasłużą na wysoki stopień chwały w niebie.Otrzymacie wszystko, o co prosicie przez odmawianie różańca.Wszystkich, którzy rozpowszechniają różaniec, będę wspomagała w ich potrzebach.Otrzymałam od mojego Boskiego Syna obietnicę, że wszyscy obrońcy różańca będą mieli za wstawienników cały Dwór Niebieski w czasie życia i w godzinę śmierci.Wszyscy, którzy odmawiają różaniec, są moimi synami i braćmi mojego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa.Nabożeństwo do mojego różańca jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba.

    Różaniec

    Niemniej żarliwie nową formę modlitwy wprowadzali dominikanie: Michał Francois, a przede wszystkim Jakub Spranger (w. XV). Dzięki nim, jak też dzięki poparciu wielu zakonów i hierarchów, modlitwa różańcowa stała się własnością całego Kościoła łacińskiego w wieku XVI, a bractwa różańcowe spotykamy we wszystkich krajach, gdzie tylko dominikanie mieli swoje placówki.

    Z wolna zaczęto także wprowadzać do różańca tajemnice ku rozważaniu życia Chrystusa Pana i Maryi. W XVI w. ustalono ostatecznie 15 tajemnic i podzielono je na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych. Bulle papieskie, począwszy od papieża Sykstusa IV (+ 1484), wspominają o różańcu złożonym jedynie z 15 Ojcze nasz i 150 Zdrowaś. Dopiero bulla św. Piusa V z 17 marca 1569 r. po raz pierwszy zwraca uwagę, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym dla utrzymania odpustów. Ten zwyczaj utrwalił się szczególnie po zwycięstwie w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r., po której Pius V wprowadził święto Matki Bożej Różańcowej.
    Obok różańca “dominikańskiego” zaczęły pojawiać się przeróżne koronki. Szczególną sławę zdobyły sobie koronki zakonu serwitów i franciszkanów ku czci 7 Boleści i 7 Radości Najświętszej Maryi Panny. Bardzo je propagowali bernardyni, a w Polsce bł. Władysław z Gielniowa (1440-1505).
    Modlitwę różańcową popularyzowali liczni święci. Św. Stanisław Kostka (+ 1568) prosił, by przy śmierci dano mu do rąk różaniec, bo to najmilsza pamiątka od niebieskiej Matki. Św. Teresa z Avila (+ 1582) jako siedmioletnia dziewczynka z bratem wyszukiwała w ogrodzie ustronie, gdzie odmawiała z nim różaniec. Św. Karol Boromeusz (+ 1584) był jednym z najżarliwszych propagatorów bractw różańcowych. Św. Filip Nereusz (+ 1595) nawet w nocy nie rozstawał się ze swoim różańcem. Św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna de Chantal (+ 1541) ślubem zobowiązali się do codziennego odmawiania różańca. Św. Józef Kalasanty (+ 1648), św. Jan de la Salle (+ 1719) i św. Jan Bosko (+ 1888) wprowadzili codzienne odmawianie cząstki różańca świętego nie tylko w swoich rodzinach zakonnych, ale także wśród wychowanków. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort nosił przy sobie stale u pasa duży różaniec, podobnie św. Alfons Liguori (+ 1787).
    Najwięcej do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej w Kościele przyczynili się jednak papieże. Wśród nich pierwsze miejsce ma papież Klemens VIII (+ 1605), który wydał 19 bulli zachęcających wiernych do odmawiania tej modlitwy, oraz papież Leon XIII. W latach 1883-1898 wydał on aż 12 urzędowych pism dotyczących różańca świętego. Można je nazwać encyklopedią różańcową. Łącznie w całym swoim pontyfikacie zostawił on 22 oficjalne dokumenty dotyczące różańca. On też wprowadził nabożeństwa różańcowe w październiku. Pius XI i Pius XII codziennie ze swoimi domownikami odmawiali różaniec. Pius XI wydał osobny dokument O Różańcu Najświętszej Maryi Panny (z 29 września 1937 r.). Papieże Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II niejeden raz w swoich publicznych przemówieniach zachęcali wiernych do ukochania tej modlitwy.

    Jan Paweł II i różaniec

    W 2002 r. Jan Paweł II listem Rosarium Virginis Mariae dołączył do różańca także czwartą część – tajemnice światła (chrzest Chrystusa, pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, głoszenie Królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii). Ogłosił także czas od października 2002 do października 2003 Rokiem Różańca Świętego i wezwał wszystkich wierzących do częstszej i bardziej gorliwej modlitwy różańcowej.
    Do odmawiania różańca kilkakrotnie wzywała także Matka Boża w czasie swych objawień, m.in. w Lourdes (1858), w La Salette, w Fatimie (1917), w Beauraing (1932) i w Banneux (1933).




    Różaniec nie może zastąpić Mszy świętej czy uczestnictwa w innych celebracjach liturgicznych; nie stanowi konkurencji ani dla Liturgii Godzin, ani dla koronki do Miłosierdzia Bożego, ani dla innych form kultu. Jest natomiast wspaniałym i potężnym sposobem przeżywania naszej wiary w żywej łączności z Maryją, wraz z którą wędrujemy po drogach tajemnic naszego odkupienia. Zachęcamy do wytrwałej modlitwy różańcowej, szczególnie w październiku – powierzajmy Matce Bożej Ojca Świętego i wszystkie bliskie jego sercu sprawy.

    Za odmówienie w całości (i bez przerwy) przynajmniej jednej części różańca (pięciu dziesiątek) w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy pobożnym stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami można uzyskać odpust zupełny (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy). Więcej na temat odpustów i o różańcu – w naszej Czytelni.

     • Dokumenty i nauczanie papieskie o Różańcu
     • O historii Różańca
      • O modlitwie różańcowej
      • Rozważania tajemnic różańcowych
    Internetowa Liturgia Godzin

    *****

    WIERSZ O RÓŻAŃCU

    W małej izdebce, tuż obok łóżka,
    Z różańcem w ręku klęczy staruszka
    Czemuż to babciu mówisz pacierze?
    Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

    Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
    Moc mają ogromną, odpuszczają winy
    Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
    Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

    Pierwsza dziesiątka jest za papieża
    Niech nami kieruje, Bogu powierza.
    Druga w intencji całego Kościoła
    Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

    Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
    A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
    Czwartą odmawiam w intencji syna…
    Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

    Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
    Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
    Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
    Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

    Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
    Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
    I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
    Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

    Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
    Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
    Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
    Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

    Awantury, alkohol, płacz i siniaki
    Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
    Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
    Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

    Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
    Bogu polecam swych wnucząt udręki,
    Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
    Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

    „Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
    Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
    Na nic te posty i twoje modły,
    Bo los już taki musi być podły.”

    Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
    Wie, że jest chora, niedługo skona.
    Co będzie z synem, z jego rodziną?
    Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

    I zmarła nieboga. Wezwano syna
    Ten twardo powiedział – nie moja to wina.
    Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
    Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

    Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
    W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
    Nie ma paciorków – patrzy i nie wierzy,
    Palcami starte od milionów pacierzy.

    Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
    Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
    Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
    Wybacz mi – krzyknął – Boże mój kochany!

    Ożyło w końcu syna sumienie,
    Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
    Całował zimne swej matki dłonie,
    Twarz łzami zoraną i siwe skronie.

    Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
    Szczęście gościło w ich domu progu.
    I codziennie wieczorem, całą rodziną,
    Różaniec mówili za matki przyczyną..

    wiersz Jacka Daniluka z książki “Jego śladem” dedykowany św. Janowi Pawłowi II

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    O. Gabriele Amorth: Różaniec wywołuje paniczny strach u demona - zdjęcie
    fot. via Pixabay

    *****

    o. Gabriele Amorth:

    Różaniec wywołuje paniczny strach u demona

    Zmarły w 2016 roku egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    o. Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dom zakonny stanął obok Planned Parenthood i spadła liczba aborcji

    Samplefot. Exe Lobaiza / Cathopic

    ***

    W Saint Louis naprzeciwko kliniki Planned Parenthood znajduje się klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Jak zaznaczają siostry, od czasu, gdy dom zakonny znajduje się w tym miejscu, liczba przeprowadzanych aborcji w klinice spadła.

    Klasztor, noszący imię patronki obrońców życia, Naszej Pani z Guadalupe, został założony w 2017 r. za aprobatą miejscowego biskupa, po tym, jak kilka katolickich małżeństw zaproponowało budowę kaplicy w pobliżu placówki Planned Parenthood. Jest miejscem, gdzie mogą spotykać i modlić się osoby działające w ruchach pro-life. Siostry towarzyszą poprzez modlitwę i gościnność wszystkim, którzy włączają się w budowanie społeczności broniącej życia. „Ludzie pytają: co robisz cały dzień? Odpowiadam wtedy: otwieram drzwi, gdy ktoś przyjdzie. Dzwonek do drzwi dyktuje nam to, co robimy” – mówi s. Ann Hall.

    Klasztor jest swoistą przystanią, do której zawsze mogą przyjść osoby chcące wesprzeć działania za życiem. Pomaga ludziom zbierać się razem. „W pewnym sensie jest to lodołamacz, który pozwala poznać ludzi i zachęca ich, by przyszli ponownie” – kontynuuje s. Hall. Ci, którzy są zbyt nieśmiali, by modlić się w intencji obrony życia pod samą kliniką, mogą przejść przez ulicę i modlić się w klasztornej kaplicy. Kilka razy w miesiącu odbywają tam się także wspólne spotkania, adoracje i obiady. Z gościny sióstr korzystają też archidiecezjalne grupy duszpasterskie pro-life, a także przygotowujący wiece antyaborcyjne.

    Klinika Planned Parenthood jest ostatnim miejscem w Missouri, gdzie wykonuje się aborcje chirurgiczne. „Od czasu otwarcia klasztoru ich liczba gwałtownie spadła, nie tylko w klinice, ale i w całym stanie” – powiedziała Amy Kosta, z organizacji St. Louis Life Runners. Klasztor i jego posługa pro-life przykuwają też uwagę innych miejsc diecezji.

    06 lutego 2022/Marek Krzysztofiak SJ/vaticannews.va/Saint Louis Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    _____________________________________________________________________________

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Aborcyjny Dream Team chwali się pomocą w aborcji. Matka była w 37. tygodniu ciąży!

    Grupa feministek pomagająca mordować nienarodzone dzieci – Aborcyjny Dream Team – pochwaliła się niedawno, że pomogła zabić dziecko gotowe do porodu. Jego matka była w 37. tygodniu ciąży! – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina.

    Jak czytamy na stronach Fundacji, feministki spod znaku pioruna przyznają, że pomaganie w aborcjach jest ich życiową pasją i misją, a za cel obrały sobie promowanie pozytywnego (!) przekazu dotyczącego aborcji.

    Za pośrednictwem mediów społecznościowych co jakiś czas Aborcyjny Dream Team chwali się swoimi morderczymi osiągnięciami. Uruchomiona przez nich infolinia umożliwia konsultacje aborcyjne i zamawianie tabletek poronnych oraz umawianie wyjazdów na zabicie dziecka za granicami Polski (w krajach, w których zabijanie dzieci przed narodzeniem jest legalne). Aborcjonistki z ADT uważają, że aborcja powinna być dostępna w każdym momencie ciąży na żądanie. Jak się okazuje również 9. miesiąc ciąży, według nich, jest odpowiednim momentem na zamordowanie dziecka!

    Aborcja w 9. miesiącu ciąży
    Aborcjonistki ostatnim wpisem na Facebooku wywołały spore oburzenie nawet wśród swoich zwolenniczek. Oznajmiły bowiem, że pomogły kobiecie będącej w 37. tygodniu ciąży dokonać aborcji. W komentarzach zawrzało (niektóre zostały już przez ADT skasowane).
    Aborcjonistki przyznały, że preferowaną metodą zabicia dziecka w tak zaawansowanym stadium rozwoju, jest rozszerzenie szyjki macicy umożliwiające wydobycie go narzędziami, a wcześniej podanie bezbronnemu dziecku morderczego zastrzyku, który zatrzymuje akcję serca!
    37. tydzień ciąży to etap, gdy dziecko oficjalnie uznaje się za donoszone, można je urodzić i oddać je do adopcji lub umieścić w oknie życia. Niestety aborcjoniści wkroczyły do gry i mały człowiek został zamordowany. Oto prawdziwa cywilizacja śmierci.

    Cel ostateczny – aborcja bez ograniczeń
    Jak podkreśla Fundacja Życie i Rodzina, działania Aborcyjnego Dream Teamu pokazują ostateczny cel proaborcyjnych aktywistów – aborcja bez żadnych ograniczeń. „Dla nich nie ma granic w bestialskim mordowaniu nienarodzonych. Chcą zabijać za wszelką cenę – w imię wyboru, komfortu, prawa, wpadki, choroby czy sytuacji finansowej – nieważne, każdy powód do zrobienia aborcji jest dobry” – czytamy.

    W swoich medialnych wypowiedziach zwolennicy aborcji podkreślają, że robią wszystko, by zmienić sposób mówienia o aborcji. W tym celu, m.in. zmieniają słownictwo około aborcyjne i odczłowieczają nienarodzone dzieci (nazywają je na wiele prześmiewczych sposobów, byle tylko nie zdefiniować ich jako ludzi).

    Te same osoby, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., dążą do ponownego zalegalizowania aborcji w naszym kraju. Chcą, by zabijanie dzieci w łonach matek było w świetle polskiego prawa możliwe i to bez ograniczeń. Wabią Polki zwodniczymi hasłami. Perfidnie i w kłamliwy sposób wykorzystują tragedie, takie jakie miały miejsce w szpitalu w Pszczynie czy w Częstochowie. Robią to, by nakręcać emocje. Wszystko po to, by zdobyć jak największe poparcie społeczne dla swoich morderczych postulatów i móc forsować je w Sejmie.
    Aborcja to przede wszystkim gigantyczny biznes. Wcale nie chodzi w nim o dobro kobiet, tu liczą się tylko zyski. Zarówno matka jak i dziecko są traktowane przedmiotowo. Aborcjoniści chcą, by aborcji było jak najwięcej, bo mają z tego ogromne pieniądze.

    Prawdziwe oblicze aborcjonistów
    Aborcjonizm w wersji light nie istnieje i przekonały się o tym feministki popierające wcześniej ADT. Nawet one uznały, że to za wiele. Może wreszcie zobaczą, kogo popierają i o co chodzi aborcyjnym aktywistom – zabijać wszystkie dzieci bez wyjątku i bez skrupułów. Fakt, że ADT pomógł zamordować dziecko gotowe do porodu, musi budzić obrzydzenie. Warto pamiętać, jakie są prawdziwe intencje feministek, szczególnie, gdy znów usłyszymy, jak z fałszywą troską pochylają się nad ciężarnymi w trudnej sytuacji życiowej…

    źródło: Fundacja Życie i Rodzina/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Macron, Metsola i oczekująca przepaść

    (fot. youtube)

    ***

    Każda wina musi zostać ukarana. Narody nie mają życia ponadziemskiego, dlatego jeżeli grzeszą, kara musi być wymierzona na tym świecie. O tym w kontekście coraz bardziej masowej zbrodni aborcji pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

    19 stycznia Emmanuel Macron, prezydent Republiki Francuskiej, inaugurował w Parlamencie Europejskim okres francuskiej prezydencji. Zaproponował wprowadzenie aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka w ramach Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Karta, zaaprobowana w Nicei w 2000 r. i ratyfikowana Traktatem lizbońskim w 2007, jest swego rodzaju europejskim statutem konstytucyjnym. Obok Macrona w Strasburgu obecna była maltańska eurodeputowana Roberta Metsola, wybrana dzień wcześniej na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego dzień wcześniej w Strasburgu, zastępując Davida Sassoli.

    Po wyborze Metsola, chciała uspokoić tych, których niepokoiły jej poprzednie wypowiedzi przeciwko aborcji. „W sprawie przerywania ciąży – powiedziała – moja linia będzie taka, jak Parlamentu”. Przerwanie ciąży, nie aborcja; takie podporządkowanie się decyzjom większości parlamentarzystów przypuszczalnie będzie miało zastosowanie nie tylko do aborcji, ale do każdej ohydy, jaką mogłoby to zgromadzenie zaaprobować. Następnego dnia przewodnicząca Metsola bez mrugnięcia okiem słuchała słów Macrona.

    Deklaracja Macrona o aborcji jako prawie człowieka, którą wygłosił przed zgromadzeniem plenarnym, gdzie znajdowało się wielu katolików i konserwatystów, stanowiła bezpośrednie wyzwanie – porównywalne do poprzednika Macrona, Jacque’a Chiraca, kiedy sprzeciwił się wszelkim nawiązaniom do chrześcijańskich źródeł Europy w Karcie Praw z szacunku dla świeckiej i rewolucyjnej tradycji Francji.

    Rewolucja francuska u progu XXI wieku wciąż wywiera wpływ; wszystkie współczesne i postmodernistyczne prawa mają swoje źródło w Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789, łącznie z feministycznym sloganem: „moje ciało, mój wybór”, na którym rzekome „prawo do aborcji” się opiera. Każdy, kto ma czyste sumienie, musi sprzeciwić się głoszeniu takich pseudo-praw stanowczym „Nie”, bez wyjątku i bezkompromisowo.

    Rozum, sumienie i prawo naturalne odciśnięte w naszych sercach mówią nam, że zabijanie niewinnej istoty ludzkiej nie jest dozwolone nigdy, w żadnych okolicznościach. Zakaz aborcji, dzieciobójstwa, eutanazji i generalnie zabójstwa opiera się na prawie, które jest absolutne; bez możliwych kompromisów i wyjątków. Jeśli dopuszcza się wyjątek w prawie moralnym, cała moralność upada.

    Pod tym względem gotowość Roberty Metsoli do kompromisu wygląda nie mniej poważnie niż antychrześcijańska prowokacja Emmanuela Macrona. Macron jest zaprzysięgłym wrogiem prawa naturalnego i chrześcijańskiego, usiłującym zamienić przestępstwo w prawo konstytucyjne. Roberta Metsola jest fałszywą przyjaciółką, która, akceptując przekształcenie występku w prawo, przyczynia się do psychologicznego i moralnego rozbrojenia obrońców życia. Rezultatem jest trywializacja zła, która doprowadziła w wielu krajach, w tym Włoszech, do masowego mordowania z pomocą pigułki aborcyjnej. Według doniesień w wielu regionach Włoch farmakologiczne środki aborcyjne typu „Zrób to sama” stały się podstawową metodą aborcji, znacznie przewyższając liczbę aborcji chirurgicznych („La Repúpblica”, 28 stycznia 2021 r.). Unikając psychologicznej traumy interwencji szpitalnej, sumienia coraz szybciej przyzwyczajają się do zła, co ma wprost trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.

    Ale musimy pamiętać, że za każdą winę jest kara. A im większa wina, tym większa kara. Winy indywidualne spotyka kara albo na tym świecie, albo na tamtym, przed lub po śmierci. Jednak kiedy winy są społeczne, popełniane przez naród albo przez kilka narodów, kara musi nastąpić na ziemi, ponieważ narody, przeciwnie do człowieka, nie mają swojego ponadziemskiego przeznaczenia.

    Trwająca pandemia, wiatry wojny nadciągające z Europy Wschodniej, możliwy wybuch kryzysu gospodarczego; wszystkie te niepokojące fakty powinny skłonić nas do refleksji. Kiedy brak refleksji, narody spieszą w lekkomyślnym zatraceniu ku oczekującej je przepaści. Tym, którzy myślą i mają prawe sumienie, pozostaje jedynie kontynuować modlitwę i walkę, powierzając wszystko rękom Boga.

    Roberto de Mattei/źródło: voiceofthefamily.com/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 10 LUTY

    DZIŚ WSPOMINAMY 82 ROCZNICĘ PIERWSZEJ WYWÓZKI NASZYCH RODAKÓW NA SYBERIĘ

    „Ludzie marli jak muchy”.

    Nikt nie policzy ilu Polaków leży na cmentarzach Sybiru

    (zdjęcie ilustracyjne. fot. AB/PCh24/pl)

    ***

    W 82. rocznicę pierwszej sowieckiej deportacji Polaków na Wschód – z Grażyną Jedlińską o niedoli wywózki i katorgi na Syberii rozmawia Adam Białous. 

    Skąd Pani pochodzi i kiedy się pani urodziła?

    Urodziłam się 16 lipca roku 1926 w gajówce Bagryny na Polesiu. Mój ojciec miał nazwisko Dauksza. W roku 1920, jako legionista, walczył z Sowietami. Później, do czasu wojny, był gajowym. Moja mama miała na imię Maria. Gdy rozpoczęła się wojna ojca zmobilizowano. Pracował na lotnisku wojskowym w Żabczycach. Tam zgromadzono samoloty Łoś, które ocalały po niemieckich bombardowaniach. Ojciec zginął 21 września 1939 roku. Zabili go białoruscy komuniści, miejscowe bojówki. Wywlekli ojca do lasu – w miejsce zwane Biały Jaz i tam zastrzelili.

    Pogrzebaliśmy ojca nocą na cmentarzu we wsi Rutka, bo nas z domu rodzinnego Sowieci wyrzucili i byliśmy u mojej babci w Rutce. Moja starsza siostra, tej nocy kiedy ojca zabili, miała sen. On jej się przyśnił i mówił „Ruscy bandyci mnie zastrzelili. Strzelili w płuca i w oko. Kiedy zawiadomieni przez miejscowych Polaków o śmierci ojca pojechaliśmy furą wysłaną sianem po jego umęczone ciało, dokładnie takie właśnie miał rany…

    Po moim ojcu został nam kuferek. On go dostał jak był w Legionach. Ten kuferek jest obecnie prezentowany na wystawie w Muzeum Sybiru w Białymstoku. Ja przekazałam go do tego muzeum, żeby ludzie pamiętali o moim ojcu i tych ciężkich czasach – oby nie wróciły.

    fot. AB/PCh24.pl

    ***

    Czy po wkroczeniu Sowietów 17 września 1939 oprócz Pani ojca zamordowano jeszcze innych Polaków?

    Wówczas w tym miejscu – Biały Jaz zastrzelono też kilku miejscowych Polaków m.in. z rodziny ziemiańskiej Skirmontów. Zabili Aleksandra, Bolesława i Helenę Skirmontów. Oni mieli majątek i dwór w Korzeniewie. Komuniści przyszli po nich do dworu. Wyprowadzili ich na rozstrzelanie. Wykopali dół. Żadne nie zgodziło się żeby zawiązać im oczy. Aleksander odwrócił się do nich twarzą i powiedział – strzelajcie. Jak to było, to ja wiem od siostry, która już nie żyje. Wiem też od niej, że jeden z tych katów, którzy strzelali do Skirmontów popełnił samobójstwo, sumienie go strasznie gryzło. To był miejscowy Białorusin – komunista.

    W jakich okolicznościach wywieziono was na Sybir?

    Mama wiedziała, że Sowieci będą chcieli nas wywieźć na Sybir. Dlatego ukrywaliśmy się jak tylko było można. Miałam troje rodzeństwa. Starszą siostrę i dwóch braci, ja byłam najmłodsza. Wydali nas białoruscy komuniści. Wywieźli nas z Rutki 10 lutego 1940 roku. Ja miałam wtedy 13 lat. Przyszli po nas o 4 rano. Całe szczęście, że trafił nam się ludzki NKWD-zista. Pozwolił się spokojnie spakować, dzięki czemu mama mogło sporo rzeczy zabrać ze sobą, co nas później uratowało.

    Zebrali nas, wszystkie rodziny do wywózki,  koło szkoły. Potem ruszyliśmy. Jechały 45 fury ludzi i dobytku. Padał śnieg. Mróz był siarczysty. Tak dojechaliśmy do Pińska na dworzec. Był tylko ludzki jęk i płacz. Wpakowali nas do bydlęcych wagonów. Wieźli i wieźli, bez końca. Nikt się do snu nie przebierał, było za zimno. W tych samych ubraniach przez miesiąc. Niby paliło się w jakiejś kozie, ale to wszystko ciepło uchodziło przez szpary w deskach wagonu. Za ubikacją robiła dziura wyrąbana w podłodze. Jechaliśmy w takich nieludzkich warunkach dwa miesiące. Potem jeszcze 700 kilometrów sańmi. Dużo ludzi, w tym dzieci i starcy poumierali po drodze. Zawieźli nas w miejsce, od którego północny biegun był oddalony zaledwie o 300 kilometrów. Tam w najciemniejszą noc można było czytać gazetę. Żyli w tym łagrze zesłańcy wojskowi. Mieszkaliśmy w drewnianym baraku, którego pokrycie dachu stanowił mech.

    Jakie były warunki żywieniowe ?

    Do czasu wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej warunki życia były nienajgorsze. Chleba raczej starczało wszystkim. Ten kto pracował, dostawał kilogram cukru na miesiąc, dzieci po pół kilograma. Kiedy rozpoczęła się wyżej wspomniana wojna, stało się gorzej. Dostawaliśmy tylko po 80 deko suchego chleba dziennie. To była cała zapłata za naszą katorżniczą pracę. Był głód. Łatwiej było się wyżywić latem, bo można było grzybów nazbierać, czy najeść się tataraku. A tam lasy ogromne, bez końca. Jak raz nasza znajoma zapuściła się w tym lesie, to 16 dni błądziła, zanim ją znaleźli. Jadała co było w lesie i tak przeżyła. Dobrze, że nie trafiła na niedźwiedzia, albo wilka, bo to one by ją zjadły. My jak jechaliśmy siano kosić, to zawsze mieliśmy przygotowane kosy w razie ataku niedźwiedzia. Ja też w lesie zbłądziłam. Byłam m.in. gońcem z listami chodziłam i raz zabłądziłam jak wracałam. Modliłam się i po 6 kilometrach marszu znalazłam dobrą drogę. Dobrze, że przed zachodem słońca. 

    Czy katorżnicza praca zagrażała życiu?

    Nieludzka praca zimą była w lesie. Trzeba było ścinać drzewa i po kawałku wozić je nad rzekę. Dopiero wiosną, zwalano te kłody do rzeki i tak je transportowano. Praca była niebezpieczna. Ja pamiętam jedną Polkę o nazwisku Pietrucha, którą padające drzewo przygniotło na śmierć. Ale ofiar tej katorżniczej pracy było o wiele więcej. Opieka zdrowotna była taka, że najbliższy szpital znajdował się 100 kilometrów od naszego łagru. Poważnie ranni umierali więc przeważnie w drodze do szpitala.

    Czy wielu Polaków zmarło w miejscu katorgi?

    Ludzie chorowali na potęgę. Ja sama cudem wyszłam z duru brzusznego, który mnie mordował 21 dni. Wielu tam Polaków zmarło. Pamiętam jak do mojej mamy przychodzili rodacy i prosili ją o podarowanie jakiejś sukienki, żeby córkę czy żonę mieli w czym pochować. Mama dawała chętnie, mówiąc przy tym „jest przykazanie – umarłych pochować”. Mama miała te sukienki, bo wzięła je ze sobą, żebyśmy miały w czym do Polski wrócić. Ludzie umierali jak muchy. Moja koleżanka, wracała do Polski sama, bo na Sybirze zmarła cała jej rodzina. U rodziny Michałków zmarły rodzicom 2 dzieci. Dziewczynka miała 14 lat a jej braciszek 9. Dziewczynka kiedy umierała prosiła rodziców – „Pochowajcie nas razem ze Zdzisiem. Żebyśmy nie leżeli sami”. Taka była jej ostatnia prośba, żeby mogła spocząć w grobie razem z bratem. Ich mama dostała z tego wszystkiego pomieszania zmysłów. Tam gdzie żyliśmy założyliśmy cmentarz, ileż tam Polaków leży, dziś chyba nikt tego nie policzy.

    Jak wyglądała wasza droga powrotu do Polski?

    Pewna odwilż była, kiedy umówili się, chodzi mi o ten układ Sikorski – Majski, że będą robić w ZSRR armię polską generała Andersa. Ale nikt z naszych właściwie o tym nie wiedział, Ruscy nam nie powiedzieli. Dopiero kiedy armię Kościuszki robili, to już wtedy nam powiedzieli. Wtedy mój brat do tej armii wstąpił, dzięki temu nas, jego rodzinę, przewieźli z Syberii na Ukrainę. To było w roku 1943. Byliśmy wolni, ale głodni, dlatego trzeba było iść do pracy do kołchozu im. Woroszyłowa, założonego na ziemiach byłego, ogromnego majątku ziemskiego.

    Właściwie to pracowaliśmy tam w oddziale tego kołchozu, który nazywał się Grybionka. Chleba zawsze było w ZSRR mało. Moja mama marzyła tam, żeby chleba do syta się najeść. Dzięki Bogu doczekała się tego, kiedy wróciliśmy do Polski. 2 lipca 1946 roku, czyli po 8 latach na wywózce, wróciliśmy do Rutki na Polesiu, skąd nas wywieźli. Niestety te tereny zostały po stronie ZSRR. Mieszkaliśmy u wujka. Ciężko tam nam było się pomieścić. Więc jeszcze w roku 1946 wyjechaliśmy do Pińska. Ja tam zatrudniłam się w zakładach mięsnych, bo byłam już dorosła. Tam poznałam chłopaka, który wkrótce został moim mężem. Później wyjechaliśmy z mężem do Białegostoku, gdzie też pracowaliśmy w zakładach mięsnych. I tak dzieci porosły, życie zleciało. Mąż zmarł już kilka ładnych lat temu. Moje rodzeństwo już nie żyje, ja mam 96 lat i jestem ostatnia.

    Dziękuję za rozmowę

    Adam Białous/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 11 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    *MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    _________________________________

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ Z LOURDES

    DZIEŃ SZCZEGÓLNEJ PAMIĘCI ZA CHORYCH I CIERPIĄCYCH

    Our Lady of Lourdes
    Pascal Deloche | GoDong/Aleteia.pl

    ***

    Litania do Matki Bożej z Lourdes

    Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata Boże,
    Duchu Święty Boże,
    Święta Trójco jedyny Boże,

    Najświętsza Panno w Lourdes objawiona, módl się za nami.
    Najświętsza Panno pokutę zalecająca,
    Najświętsza Panno, uzdrawiające źródło wskazująca,
    Najświętsza Panno potwierdzająca Swe Niepokalane Poczęcie,
    Niepokalana Córo Boga Ojca,
    Niepokalana Matko Syna Bożego,
    Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
    Niepokalana Świątynio Trójcy Przenajświętszej,
    Niepokalane odzwierciedlenie Mądrości Bożej,
    Niepokalana Jutrzenko sprawiedliwości,
    Niepokalana Arko Przymierza,
    Niepokalana Dziewico krusząca głowę węża piekielnego,
    Niepokalana Królowo nieba i ziemi,
    Niepokalana skarbnico łask Boskich,
    Niepokalana drogo do Jezusa wiodąca,
    Niepokalana Dziewico wolna od grzechu pierworodnego,
    Niepokalana bramo niebios,
    Niepokalana Gwiazdo morza,
    Niepokalana Matko Kościoła świętego,
    Niepokalane źródło wszelkich doskonałości,
    Niepokalana przyczyno naszej radości,
    Niepokalany wzorze wiary,
    Niepokalane źródło Bożej miłości,
    Niepokalany znaku naszego zbawienia,
    Niepokalane światło Aniołów,
    Niepokalana nauczycielko Apostołów,
    Niepokalana chwało Proroków,
    Niepokalana potęgo Męczenników,
    Niepokalana opiekunko Wyznawców,
    Niepokalany wzorze dziewiczej czystości,
    Niepokalana radości ufających Tobie,
    Niepokalana obrono grzeszników,
    Niepokalana pogromicielko wszelkiego zła,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    O Maryjo bez grzechu poczęta
    Módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

    Módlmy się:
    Matko Najświętsza słynąca w Lourdes wielkimi łaskami, przez dobroć,
    jakiej dajesz tyle dowodów w tym wybranym miejscu, błagamy Cię pokornie, uproś nam wszystkie cnoty, aby nas uświęciły oraz wyjednaj nam zupełne zdrowie duszy i ciała i dopomóż, abyśmy go użyli na chwałę Boga, dla dobra bliźnich i zbawienia duszy.
    Amen.

    _________________________________________________

    Dzień Matki Bożej z Lourdes. “Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości” 

    Dziś dzień Matki Bożej z Lourdes. "Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości"
    Lourdes, grota/ fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    Ustanowiony przez św. Jana Pawła II Światowy Dzień Chorego, który przypada 11 lutego, we wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, obchodzony jest w tym roku pod hasłem “Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”.

    Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez papieża dla całego Kościoła powszechnego 13 maja 1992 r. w liście do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia kard. Fiorenzo Angeliniego. Ojciec Święty wyraził pragnienie, aby jeden dzień w roku był poświęcony “modlitwie, refleksji i dostrzeżeniu miejsca tych, którzy cierpią na duszy i na ciele”.

    Wyznaczył na ten dzień datę 11 lutego – wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża ukazała się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu objawień, w okresie od 11 lutego do 16 lipca.

    “Maryja rozpoczęła spotkanie z Bernadetą od znaku Krzyża, który w pewnym sensie jest syntezą naszej wiary” – zwrócił uwagę papież Benedykt XVI, 14 września 2008 – w czasie swojej pielgrzymki do Francji z okazji 150 rocznicy objawień w Lourdes.

    “Maryja mówi nam przez to, “że na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości.(…) Zachęca wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkich, którzy cierpią na duchu i na ciele, by podnosili oczy na Jezusowy Krzyż i w nim odnajdywali źródło życia, źródło zbawienia” – tłumaczył papież.

    W czasie objawienia 24 lutego 1858 Maryja dała Bernadecie nakaz: “Proście Boga o nawrócenie grzeszników”. Potem zapytała ją, czy “byłoby jej trudno uklęknąć i pocałować ziemię w akcie pokuty za grzeszników”. Tym samym Matka Boża zwróciła uwagę, że człowiek jest odpowiedzialny za zbawienie innych.

    W Lourdes Maryja nie nakazała Bernadecie przychodzić do groty, lecz zapytała ją, “czy byłaby tak dobra, by to uczynić”. Nie żądała także odmawiania różańca, ale sama dyskretnie, modląc się, zachęcała swym przykładem.

    “Biała Pani” wskazała także dziewczynce miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona. Pierwszy cud zapoczątkował szereg innych.

    18 stycznia 1862 roku komisja biskupa z Targes po wielu badaniach ogłosiła dekret, że “można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1864 ks. proboszcz Peyramale przystąpił do budowy świątyni. W roku 1875 poświęcił ją uroczyście abp Paryża Guibert. W uroczystości tej wzięło udział: 35 arcybiskupów i biskupów, 3 tys. kapłanów i 100 tys. wiernych. W roku 1891 papież Leon XII ustanowił święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które św. Pius X w 1907 r. rozciągnął na cały Kościół. Lourdes jest obecnie słynnym miejscem pielgrzymkowym, do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą jako Uzdrowienie Chorych.

    “Sanktuarium w Lourdes ma być przede wszystkim miejscem spotkania z Bogiem na modlitwie, a także miejscem służby braciom, w szczególności przez przyjmowanie chorych, ubogich i wszystkich cierpiących. W tym miejscu Maryja przychodzi do nas jak Matka, zawsze gotowa pomagać swym dzieciom. Przez blask Jej oblicza przebija Boże miłosierdzie” – powiedział papież Benedykt XVI 14 września 2008 r.

    Od blisko 150 lat Lourdes gości każdego roku ponad 6 mln pielgrzymów i zwiedzających. Pandemia koronawirusa zatrzymała ruch pielgrzymkowy. 17 marca 2020 roku po raz pierwszy od początku objawień sanktuarium zostało zamknięte i wprowadzono modlitwę za pośrednictwem Internetu.

    Sanktuarium poinformowało w komunikacie, że w tym roku, w piątek, grota w Lourdes zostanie udostępniona pielgrzymom. Będą mogli wejść do bazyliki Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, dotknąć Skały Massabielle i zbliżyć się do cudownego źródła – poinformowało sanktuarium w komunikacie.

    Hasłem papieskiego orędzia na 30. Światowy Dzień Chorego są słowa “Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”.

    Franciszek zwraca uwagę, że “chory jest zawsze ważniejszy od choroby” i “trzeba wsłuchać się w głos pacjenta, jego lęki i obawy”. “Nawet wtedy, gdy nie można wyleczyć, zawsze można otoczyć opieką, zawsze można pocieszyć, zawsze można sprawić, by pacjent poczuł bliskość, która świadczy o zainteresowaniu osobą bardziej niż jej chorobą” – wskazał papież.

    Zaznaczył, że “w czasie, kiedy panuje kultura odrzucania, a życie nie zawsze jest uznawane za godne przyjęcia i przeżywania” katolickie instytucje opieki zdrowotnej nazwał “domami miłosierdzia”, które “mogą być przykładem ochrony i troski o każde istnienie, nawet najbardziej kruche, od jego początku aż po naturalny kres”.

    Papież podkreślił, że “bliskość wobec chorych i ich duszpasterstwo nie jest zadaniem tylko niektórych duszpasterzy specjalnie przygotowanych”. “Odwiedzanie chorych jest zaproszeniem skierowanym przez Chrystusa do wszystkich Jego uczniów” – napisał w orędziu Franciszek.

    Głównym uroczystościom 11 lutego w stołecznym sanktuarium Matki Bożej z Lourdes o godz. 11.00 będzie przewodniczył bp Jacek Grzybowski. W trakcie liturgii będzie udzielany sakrament namaszczenia chorych, który wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest sakramentem udzielanym osobom umierającym.

    Kodeks Prawa Kanonicznego wskazuje, że sakrament namaszczenia chorych można przyjmować kilka razy w ciągu życia. Dotyczy to osób, które “po wyzdrowieniu znowu ciężko zachorują lub jeśli w czasie trwania tej samej choroby niebezpieczeństwo stanie się poważniejsze” – czytamy w dokumencie. Mogą go również przyjąć osoby w sędziwym wieku.

    Gość Niedzielny

    ____________________________________________________________________________

    ŚW. JAN PAWEŁ II – DWUKROTNY PIELGRZYM DO LOURDES

    Św. Jan Paweł II jako pierwszy papież w historii odwiedził Lourdes i to dwukrotnie. Pierwszy raz w 1983 r., a drugi w 2004 r. i była to jego ostatnia podróż zagraniczna. Żadnemu z jego poprzedników to się nie udało. Za każdym razem pragnął, by jego pielgrzymka wyglądała tak jak pielgrzymka każdego spośród sześciu milionów chorych i cierpiących, przybywających do tego sanktuarium. A we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, obchodzone co roku 11 lutego, ustanowił światowy dzień modlitw w intencji ludzi chorych.

    Historia Lourdes, małej mieściny, leżącej we Francji  u podnóża Pirenejów , która w połowie XIX wieku liczyła zaledwie cztery i pół tysiąca mieszkańców jest zadziwiająca. Nie dochodziła tu nawet kolej. Kobiety i dzieci w większości zajmowały się wypasaniem owiec i krów, a mężczyźni pracą w pobliskim kamieniołomie. Dziś Lourdes to prawie dwudziestotysięczne miasteczko, corocznie odwiedzane przez blisko sześć milionów osób. Pielgrzymi przychodzą do groty, aby napić się wody ze źródła, które wytrysnęło podczas dziewiątego objawienia Bernadetcie Soubirous.  

    Od czasu objawień Matki Bożej, czyli od 1858 r. do Biura Lourdes ds. Obserwacji Medycznej zgłoszono ponad  siedem tysięcy cudów, z których oficjalnie uznanych zostało siedemdziesiąt. 

    Pierwszy z cudów miał miejsce podczas siedemnastego objawienia i dotyczył bohaterki tych wydarzeń – samej Bernadety Soubirus. Nazwano go „cudem świecy”. Wszyscy zebrani widzieli jak dziewczynka modliła się w ekstazie, a palce jej prawej ręki wyciągniętej w kierunku Niepokalanej zanurzone były w płomieniu świecy i to aż przez szesnaście minut, bo tyle trwało objawienie.  Zdarzenie obserwował miejscowy lekarz, doktor Pierre Dozous, który zbadał dłoń Bernadety i nie znalazł tam jakichkolwiek znaku poparzenia. 

    Wiele czasu upłynęło zanim Kościół oficjalnie uznał objawienia w Lourdes. Bernadeta Soubirous musiała znieść wiele cierpień, szykan i prześladowań z tego powodu. Wstąpiła do zakonu Sióstr Miłosierdzia w Nevers i tam zmarła w wieku 35 lat. Jej ciało nie uległo rozkładowi i zachowało się do dzisiaj. Można je oglądać w szklanej trumnie w kaplicy klasztoru w Nevers. 

    Urodziła się w rodzinie biednego młynarza. Nie była zbyt rozgarnięta, za to niezwykle chorowita. Astma odbierała jej siły. Nie umiała czytać ani pisać i posługiwała się dialektem. Nie znała prawd wiary i miała poważne problemy w opanowaniu katechizmu, ale odznaczała się żarliwą wiarą. 

    11 lutego 1858 roku, jak co dzień razem z siostrą i koleżanką, zbierała chrust na opał. Gdy została sama, nieopodal groty Massabielle, czyli „starej skały” – usłyszała jakby podmuch wiatru i zobaczyła wielką światłość, z której wyłoniła się piękna kobieca postać z różańcem w ręku. Gdy towarzyszki Bernadetki zobaczyły ją klęczącą z wzniesionymi oczami ku niebu, śmiały się z niej i drwiły. Początkowo Bernadeta nie chciała im nic powiedzieć, ale w końcu uległa natarczywym pytaniom. Prosząc do dochowanie tajemnicy, opowiedziała o „Pięknej Pani”. Już o powrocie do domu dziewczynki wszystko zdradziły, a Bernadetka musiała odbyć rozmowę z matką, która ją ostro zrugała i zabroniła chodzenia do groty. Widząc jednak jej wielką rozpacz zmieniła zdanie po kilku dniach. Już trzy dni później –  14 lutego Bernadeta i jej dwie towarzyszki najpierw poszły do kościoła po wodę święconą, a potem w miejsce pierwszego objawienia.  Gdy odmawiały różaniec Matka Boża znowu się ukazała. Wtedy Bernadetka zaczęła ją kropić wodą święconą i mówić:  „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Piękna Pani z uśmiechem na ustach zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i bezgłośnie odmawiała różaniec.
    18 lutego Bernadetka wyposażona w papier i atrament poprosiła zjawę o napisanie Jej życzeń na kartce, którą ze sobą przyniosły. Usłyszała: „Pisanie tego, co ci chcę powiedzieć, jest niepotrzebne”. Matka Boża poprosiła, żeby dziewczynka przychodziła w to miejsce przez kolejnych piętnaście dni. 

    21 lutego, w niedzielę przy grocie razem z Bernadetką stało już kilka tysięcy ludzi. Wtedy Matka Boża prosiła, żeby Bernadetka modliła się za grzeszników. 

    25 lutego zgromadzeni zobaczyli, jak Bernadetta klęka i całuje ziemię. Na kolanach ruszyła w stronę rzeki, po czym zawróciła do groty. Schyliła się i wydrążyła dołek w suchej ziemi. Po chwili nabrała wody i podniosła do ust. W tym dniu Maryja powtórzyła: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Poleciła Bernadecie zjeść roślinę, która tam rosła, iść do źródła, napić się i obmyć się w nim. 

    Tak opisywała to spotkanie Bernadetka: 
    „Nie widząc źródła skierowałam się ku rzece. Pani jednak powiedziała mi, że to nie tam, i dała mi znak palcem, abym podeszła pod skałę. Zrobiłam tak. Znalazłam tam zaledwie odrobinę wody, jakby błoto, i z ledwością mogłam jej nabrać. Zaczęłam drążyć ziemię. Po chwili mogłam nabrać wody, ale trzy razy ją wyrzuciłam. Dopiero za czwartym razem mogłam się napić, tak bardzo woda była brudna”.  

    Źródełko, które wówczas wybiło, nigdy nie wyschło i wciąż jest narzędziem licznych uzdrowień.

    Spotkań z Maryją w ciągu paru miesięcy było osiemnaście. Ostatnie miało miejsce 16 lipca 1858 r. W przeciwieństwie do późniejszych objawień w Fatimie Matka Boża nie wyznaczała daty i godziny spotkania. Bernadeta pchana jakąś wewnętrzną siłą szła, by porozmawiać z Piękną Panią, która wzywała ludzi do modlitwy na różańcu i do pokuty. 

    Podczas trzynastego objawienia powiedziała: „Powiedz księżom, by wzniesiono tu kaplicę”. Bernadeta prośbę tę przekazała miejscowemu proboszczowi. Ten znalazł się w trudnej sytuacji, ponieważ władze kościelne nie życzyły sobie dalszego nagłaśniania tych wydarzeń i zabroniły procesji do groty. Proboszcz polecił Bernadetcie, by przy kolejnym widzeniu zapytała,  jak „zjawa”  ma na imię. Posłuszna Bernadeta zadała to  pytanie, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Zniecierpliwiony ksiądz oznajmił wszystkim, że kaplica zostanie zbudowana,  o ile postać wypowie swoje imię. 

    Kolejne dni nie przyniosły żadnych nowych wiadomości. Ci co nie wierzyli w prawdziwość objawień triumfowali. Ale Bernadetka dalej przychodziła pod grotę i w czasie szesnastego objawienia Matka Boża powiedziała jej: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Nie mogła widzieć ta mała analfabetka, że papież zaledwie cztery lata wcześniej ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi. To był dla proboszcza konkretny dowód na prawdziwość tych objawień. Matka Boża w Lourdes potwierdziła nauczanie Kościoła katolickiego.

    Matka Boża pragnęła, żeby na to miejsce przybywały pielgrzymki. Już sześć lat później, w roku 1864 przy poświęceniu figury zebrało się sześćdziesiąt tysięcy wiernych. Od roku 1872  się co rok odbywają narodowe pielgrzymki.  Pierwsza pielgrzymka Polaków przybyła tam już w roku 1867.  

    W czasie pielgrzymki do Lourdes w roku 1983 polski papież powiedział: 
    „Wydaje mi się, że w Lourdes jest obecna szczególna łaska. Posłanie jej proste i jasne, ale podstawowe. Zostało przekazane w sposób szczególnie silny, czysty i przejrzysty przez kilkunastoletnią dziewczynkę o duszy jasnej i odważnej.  Znaki są proste: wiatr, który przywodzi na myśl Ducha Świętego w dniu Zesłania, woda oczyszczająca i dająca życie, światło, znak krzyża, modlitwa różańcowa. Od początku chrześcijanie wezwani są, by przybywali tu tłumnie, całym Kościołem”.

    Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który odwiedził Lourdes. Nawet Jan XXIII, który wyraził takie życzenie, nie zdołał zrealizować tej pielgrzymki. 

    Na drodze papieża Wojtyły do Lourdes również stawały różne przeszkody. Zamach 13 maja 1981 r., który uniemożliwił jego obecność na odbywającym się w tymże roku Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym. 

    Dwa dni przed jego przybyciem do Lourdes – 12 sierpnia 1983 r., miał miejsce akt wandalizmu przy pierwszej stacji Drogi Krzyżowej eksplodowała bomba. Wbrew wszelkim przeszkodom  papież wołał w Lourdes: 
    „Niech nasze modlitwy się złączą, aby ofiarować razem z Maryją gorące błaganie za cały świat. Za wszystkich cierpiących głód, okropności wojny, za wszystkich prześladowanych, za chorych i opuszczonych. W sposób szczególny módlmy się za tych, którzy są prześladowani za wiarę. To Chrystus w nich cierpi”.

    Ojciec św. podobnie jak miliony pielgrzymów – zapalił świecę i napił się wody ze źródła. Powiedział wówczas do chorych: 
     „Chciałbym Was wszystkich objąć, jednego po drugim, w sposób serdeczny moimi ramionami i zapewnić Was, jak bardzo Wam jestem bliski i solidarny z Wami. Czynię to w sposób duchowy, powierzając Was macierzyńskiej miłości Matki Pana i prosząc Ją, by wybłagała Wam Błogosławieństwo i pocieszenie Jej Syna Jezusa”.

    13 maja 1992 r., na pamiątkę pierwszego objawienia w Lourdes, 11 lutego – Jan Paweł II ustanowił – Światowy Dzień Chorego. Była to 75 rocznica objawień w Lourdes i jednocześnie 11 rocznica zamachu na Placu św. Piotra. Ojciec Święty, ustanawiając Światowy Dzień Chorego, chciał zwrócić uwagę na sens cierpienia, który w kategoriach ludzkich nie jest możliwy do zrozumienia i człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak wobec majestatu choroby z pokorą zwrócić się do lekarza dusz i ciał, jakim jest Jezus Chrystus. 

    Jan Paweł II kochał chorych i niepełnosprawnych i poświęcał im dużo swojej uwagi. Sam zyskał przydomek „papieża cierpienia”. Cudem przeżył zamach na Placu św. Piotra 13 maja 1981 r. i związane z nim liczne zabiegi i operacje, aż wreszcie przyszła ciężka, nieuleczalna choroba z bolesnymi zabiegami medycznymi.  

    Gdy w 2004 r. przybył po raz drugi do sanktuarium w Lourdes sam był schorowany i cierpiący. Składała się na nią modlitwa różańcowa, procesja z pochodniami i medytacja. Swe pierwsze kroki skierował do Groty Objawień. Długo klęczał, a jego twarz przenikała modlitewna zaduma połączona z wyraźnym śladem cierpienia. Na jego twarzy pojawiły się łzy. Do zebranych chorych powiedział: „Jestem jednym z was. Wasze modlitwy czynię swoimi”

    Druga wizyta w Lourdes w 2004 roku była jego ostatnią podróżą zagraniczną. Na twarzy Ojca św. pojawiły się łzy. Mówił tam o cierpieniu, którego sam doświadczał, a które kryje w sobie wielką tajemnicę. Jan Paweł II wypowiedział wtedy, w przejmujący sposób, znamienne słowa: „Klękając tutaj, przy grocie Massabielskiej, ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki”

    Lidia Lasota/kalendarz rolników.pl/04.02.2021

    __________________________________________________________________

    Uzdrowienie chorych. Matka Boża z Lourdes

    Był 11 lutego 1858 r. gdy 14-letnia Bernadetta zobaczyła w grocie nieopodal Lourdes Białą Panią. Podczas osiemnastu objawień Maryja wzywała do modlitwy i pokuty oraz prosiła o wybudowanie kościoła w miejscu objawień.

    O Lourdes – miasteczku leżącym u stóp Pirenejów – zrobiło się głośno dzięki Matce Bożej. Maryja ukazała się tam w 1858 r. Bernardzie Marii Soubirous, zwanej przez bliskich Bernadetą. Rodzina dziewczyny była bardzo biedna. Sześć osób (rodzice i czworo dzieci) mieszkało w dawnej celi więziennej. Ojciec nie pracował. Zdarzało się, że młodszy brat Bernadety – Jean-Marie z głodu zjadał wosk z kościelnych świec.

    BERNARDE-MARIE SOUBIROUS
    fot. WIKIPEDIA

    Śliczna dziewczyna w białej sukni

    11 lutego Bernadeta z siostrą i koleżanką poszła zbierać gałęzie na opał. Przy grocie Massabielskiej zobaczyła unoszącą się nad krzakiem śliczną dziewczynę w białej sukni, która w prawej dłoni trzymała różaniec. Bernadeta, naśladując ją, uczyniła znak krzyża i zaczęła odmawiać różaniec. Biała Pani włączała się w modlitwę tylko na „Chwała Ojcu…”, kończące każdą dziesiątkę. Potem – znikła.

    Już wieczorem niemal całe miasteczko wiedziało o dziwnym zjawisku. Matka, nie wierząc Bernadecie, orzekła, że pewnie był to diabeł. „Diabeł nie odmawia różańca” – odpowiedziała rezolutnie dziewczyna. Na kolejnych spotkaniach z Białą Panią towarzyszyły Bernadecie setki, a potem tysiące mieszkańców Lourdes. Podpowiadali jej, o co ma pytać „zjawę”. Bernadeta nawiązała z nią dialog.

    „Jestem Niepokalanym Poczęciem”

    18 lutego Biała Pani wypowiedziała znamienne słowa: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym„. Trzy dni później wezwała: „Módlcie się za grzeszników”, a po kolejnych trzech dniach: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”. Prosiła też, by księża wybudowali przy grocie kaplicę, i aby przychodzono tam w procesji. Miejscowy proboszcz domagał się jednak cudu, chciał też poznać imię Białej Pani. Odpowiedź padła 25 marca: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”.

    Cudowne źródło

    Biała Pani wskazała Bernadecie miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce wydarzył się pierwszy cud: mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona.

    Osiemnaście spotkań Bernadety z Białą Panią zakończyło się 16 lipca. Już dwanaście dni później miejscowy biskup powołał komisję, która miała zbadać sprawę rzekomych objawień Matki Bożej. 18 stycznia 1862 r. w imieniu Kościoła orzekł o ich autentyczności.

    Zakończona misja

    Trzy lata później Bernadeta rozpoczęła nowicjat u sióstr posługujących chorym (Soeurs de la Charité et de l’Instruction Chrétienne de Nevers). W 1866 r. na zawsze opuściła Lourdes – przeniosła się do domu zgromadzenia w Nevers. – Moja misja w Lourdes jest skończona – oświadczyła. Rok później złożyła śluby zakonne. Została pomocnicą pielęgniarki w klasztornej infirmerii.

    Z pokorą znosiła upokorzenia ze strony innych sióstr, którym nie mieściło się w głowie, że Matka Boża mogła ukazać się prostej dziewczynie. Zdrowie Bernadety stale się pogarszało. Ostatnie pół roku spędziła w łóżku, które nazywała „białą kaplicą”. Umarła 16 kwietnia 1879 r. Miała zaledwie 35 lat.

    Po beatyfikacji w 1925 r., jej nienaruszone ciało umieszczono w relikwiarzu, w kaplicy klasztoru Saint-Gildard w Nevers, a osiem lat później została kanonizowana.

    70 cudów

    Od pierwszego uzdrowienia, 1 marca 1858 r., chorzy napływają do Lourdes, spodziewając się uzdrowienia ciała lub szukając sił do znoszenia cierpienia. Kościół katolicki uznał oficjalnie 70 cudów i ok. 7 tys. uzdrowień, których nie da się wyjaśnić naukowo. Siedem pierwszych cudów odegrało rolę w uznaniu objawień za prawdziwe.

    Od 1905 r. w sanktuarium działa biuro lekarskie, przyjmujące zgłoszenia przypadków uzdrowień i przeprowadzające wstępną konsultację wśród lekarzy obecnych w Lourdes. Jeśli wynik wstępnego dochodzenia jest pozytywny, sprawa jest przekazywana komitetowi medycznemu, który istnieje od 1947 r. Po przeprowadzeniu własnego dochodzenia wydaje on orzeczenie, że dany przypadek jest (lub nie jest) niewytłumaczalny według aktualnego stanu wiedzy medycznej.

    Lourdes – miejsce pielgrzymek

    Związek chorych z pirenejskim sanktuarium spowodował, że gdy w 1992 r. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego, na jego datę wybrał dzień pierwszego objawienia Matki Bożej w Lourdes. Tam też, w 1993, 2004 i 2008 r. odbyły się centralne obchody tego Dnia.

    Do Lourdes przybywają nie tylko chorzy. Od 1873 r. odbywa się francuska pielgrzymka narodowa organizowana z inicjatywy ojców asumpcjonistów. W pierwszej pielgrzymce wzięły udział 492 osoby. Dziś pątników jest 6-8 tys.

    Od ponad 60 lat do Lourdes przybywa też międzynarodowa pielgrzymka wojskowa. W pierwszej, w 1958 r., uczestniczyli wyłącznie żołnierze francuscy i niemieccy. W następnych latach do udziału w pielgrzymce zapraszani byli żołnierze z innych krajów europejskich oraz Ameryki Północnej i Australii. Polska była w 1991 r. pierwszym krajem z byłego bloku komunistycznego, którego żołnierze uczestniczyli w pielgrzymce.

    Pokutujcie!

    Na 52 hektarach w sanktuarium znajdują się 22 miejsca kultu. Do najczęściej odwiedzanych należą: grota, górujące nad nią bazylika Niepokalanego Poczęcia i bazylika Różańcowa, oraz podziemna bazylika św. Piusa X. Tę ostatnią poświęcił w 1958 r. legat papieski kard. Angelo Giuseppe Roncalli, który kilka miesięcy później został papieżem. Wymagane przez liturgię trzy okrążenia świątyni wykonał w odkrytym samochodzie. Gdy dziennikarze poprosili go o kilka słów do Francuzów, bez wahania powtórzył słowa Matki Bożej: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”.

    Pielgrzymom przybywającym do Lourdes na stałe posługuje 30 kapelanów, pochodzących z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych, a także siostry z pięciu zgromadzeń. Wspomaga im 300 stałych i 100 sezonowych pracowników świeckich i ok. 7 tys. wolontariuszy. 

    Paweł Bieliński/KAI, zś/Stacja7

    _____________________________________________________

    BERNADETTE-SOUBIROUS-LOURDES-FR503675A.jpg
    Fred de Noyelle / Godong/Aleteia.pl

    „Głupia prostaczka”, której objawiła się Maryja. Poruszająca historia Bernadety Soubirous

    Bernadeta wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania z dziękczynieniem cierpienia i upokorzeń.

    Od pierwszego objawienia w Lourdes w lutym 1858 roku ludzie traktowali małą wizjonerkę jak dzikie zwierzątko. Zresztą, po pewnym czasie Bernadeta sama czuła się zaszczuta. Ciągle ktoś chciał z nią rozmawiać, dyskutować albo przynajmniej na nią popatrzeć.

    Bernadeta Soubirous schowała się w… klasztorze

    Nie chciała sobą przesłaniać treści samych objawień – była świadoma, że teraz przyszedł czas działania Maryi. Rozwiązanie wkrótce przyszło samo: niewiele po ostatniej wizji zachorowała na zapalenie płuc. Leczyła się w szpitaliku Sióstr Miłosierdzia z Nevers i musiało to być dobre doświadczenie, bo postanowiła wstąpić do tego zgromadzenia i tak uciec przed ciekawskimi.

    Nie miała wykształcenia i była prosta w obejściu, więc nadawała się tylko do tzw. drugiego chóru, czyli sióstr pracujących fizycznie. Jednak równocześnie była chora na astmę i ogólnie słabego zdrowia, co wykluczało ciężkie prace. Przyjęto ją dzięki protekcji biskupa miejsca. Próg klasztoru przekroczyła 7 lipca 1866 roku wraz z dwiema innymi aspirantkami, mając 22 lata.

    Na drugi dzień przełożone zebrały całą wspólnotę (trzysta sióstr) w głównej sali i Bernadeta po raz pierwszy i ostatni opowiedziała im historię objawień. Od tego momentu miała być jedną z sióstr, a do tematu wizji nie wolno było wracać. Przynajmniej w gronie sióstr, bo do furty wciąż pukali dziennikarze (ci byli odsyłani) i osoby duchowne, w tym historycy, którzy „przesłuchiwali” s. Marię Bernardę. Cierpliwie odpowiadała na wciąż te same pytania i opowiadała wciąż i wciąż swoją historię.

    Dlaczego Maryja nie objawiła się komuś wykształconemu?

    Jednocześnie była w formacji. Jej bezpośrednią przełożoną była siostra ze szlacheckiej rodziny. Nie potrafiła zrozumieć, czemu Maryja objawiła się właśnie takiej „głupiej prostaczce”, a nie komuś z wysokiego rodu lub przynajmniej dobrze wykształconemu. Prawie do końca życia odrzucała prawdziwość tych wizji, a samą wizjonerkę uważała za małą spryciarkę, która chciała zwrócić na siebie uwagę i coś zyskać na twierdzeniu, że widziała Matkę Boga.

    Dlatego wyłapywała jej najmniejsze potknięcia, nie dawała zwolnień od obowiązków i do granic nerwicy natręctw pilnowała, czy Bernadeta wypełnia regułę. Wizjonerka przyjmowała to w pokorze, nawet fakt, że wciąż odkładano jej śluby wieczyste. Złożyła je prawie cudem – ponieważ przy kolejnym ataku choroby obawiano się, że umrze, dano jej zezwolenie na nie. Bernadeta tym razem jeszcze nie zmarła, ale śluby były już ważne.

    Praca św. Bernadety w szpitalu

    Wcześniej jednak było kilkanaście lat pracy w szpitalu, najpierw jako pomoc pielęgniarki, a potem jako siostra odpowiedzialna za szpital. Sama schorowana – do astmy wkrótce dołączył nowotwór kolana i gruźlica – doskonale rozumiała słabość innych. Chorzy byli zachwyceni jej delikatnością i wyczuciem. Miała w sobie wiele naturalnej radości i przyjazny sposób bycia. Siostry do niej lgnęły, szczególnie aspirantki i postulantki.

    Uważała się za ograniczoną i mało zdolną intelektualnie. Nie szukała wielkości. Świadczy o tym choćby następująca historia: ktoś przyniósł do klasztoru w Nevers informację, że w Lourdes można kupić zdjęcia Bernadety. Opłata za ich nabycie była śmiesznie mała. Wizjonerka skwitowała to słowami: „Widocznie tyle jestem warta”.

    Modlitwa – najważniejsze zadanie Bernadety

    Jednocześnie wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania w pokoju i z dziękczynieniem cierpienia fizycznego i upokorzeń.

    Jednym z ostatnich była chwila przydzielania nowym profeskom wieczystym ich miejsca w zgromadzeniu. Była wtedy wśród nich i s. Soubirous, jednak przełożone jakby o niej zapomniały. Dopiero biskup zwrócił uwagę, że jej nie dano żadnego miejsca. Zapytał więc, co umie. Odparła, że nic, tylko się modlić. Więc ordynariusz wyznaczył jej jako zadanie w zakonie modlitwę.

    Zmarła 16 kwietnia 1879 roku w wieku zaledwie 33 lat. Został po niej malutki notatnik duchowy, a w nim piękny duchowy „testament” – spisany niewiele przed śmiercią hymn dziękczynienia. Za wszystko.

    Elżbieta Wiater/Aleteia.pl

    Testament Bernadety Soubirous*

    Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie… dziękuje Ci, Jezu.

    Za dni, w który przychodziłaś, Maryjo, i za te, w które nie przyszłaś – nie będę Ci się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych, co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu… dziękuje Ci, Matko.

    Za ortografię, której nie umiałam nigdy, za to, że pamięci nigdy nie miałam, za moją ignorancję i za moją głupotę, dziękuję Ci.

    Dziękuję Ci, ponieważ gdyby było na ziemi dziecko o większej ignorancji i większej głupocie, byłabyś je wybrała…

    Za to, że moja mama umarła daleko, za ból, który odczuwałam, kiedy mój ojciec, zamiast uścisnąć swoją małą Bernadetę, nazwał mnie „siostro Mario Bernardo” … dziękuję Ci, Jezu. Dziękuję Ci za to serce, które mi dałeś, tak delikatne i wrażliwe, a które przepełniłeś goryczą…

    Za to, że matka Józefa obwieściła, że się nie nadaję do niczego, dziękuję…, za sarkazmy matki mistrzyni, jej głos twardy, jej niesprawiedliwości, jej ironię i za chleb upokorzenia… dziękuję.

    Dziękuję za to, że byłam tą uprzywilejowaną w wytykaniu mi wad, tak że inne siostry mówiły: „Jak to dobrze, że nie jestem Bernadetą”.

    Dziękuję, za to, że byłam Bernadetą, której grożono więzieniem, ponieważ widziałam Ciebie, Matko… tą Bernadetą tak nędzną i marną, że widząc ją, mówili sobie: „To ta ma być Bernadeta, którą ludzie oglądali jak rzadkie zwierzę?”.

    Za to ciało, które mi dałeś, godne politowania, gnijące…, za tę chorobę, piekącą jak ogień i dym, za moje spróchniałe kości, za pocenie się i gorączkę, za tępe ostre bóle… dziękuję Ci, mój Boże.

    I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakowało… dziękuję Ci, Jezu.

    _______________________________________________________________________________________

    Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

    LOURDES
    Andreas Franz Borchert CC/Aleteia.pl

    ***

    Historia objawień

    Lourdes – miasteczku leżącym u stóp Pirenejów – zrobiło się głośno dzięki Matce Bożej. Maryja ukazała się tam w 1858 r. Bernardzie Marii Soubirous, zwanej przez bliskich Bernadetą. Rodzina dziewczyny była bardzo biedna. Sześć osób (rodzice i czworo dzieci) mieszkało w dawnej celi więziennej. Ojciec nie pracował. Zdarzało się, że młodszy brat Bernadety – Jean-Marie z głodu zjadał wosk z kościelnych świec.

    Bernadeta była ładną dziewczyną, jednak po przebytej chorobie nie rosła. Miała tylko 140 cm wzrostu. Chorowała na astmę. Nie umiała czytać ani pisać, mówiła tylko miejscowym dialektem. Nauka sprawiała jej trudność. W wieku 14 lat chodziła do szkoły razem z siedmiolatkami, aby lepiej poznać katechizm. Inaczej nie zostałaby dopuszczona do I Komunii świętej.

    11 lutego Bernadeta z siostrą i koleżanką poszła zbierać gałęzie na opał. Przy grocie Massabielskiej zobaczyła unoszącą się nad krzakiem śliczną dziewczynę w białej sukni, która w prawej dłoni trzymała różaniec. Bernadeta, naśladując ją, uczyniła znak krzyża i zaczęła odmawiać różaniec. Biała Pani włączała się w modlitwę tylko na „Chwała Ojcu”…, kończące każdą dziesiątkę. Potem – znikła.

    Już wieczorem niemal całe miasteczko wiedziało o dziwnym zjawisku. Matka, nie wierząc Bernadecie, orzekła, że pewnie był to diabeł. – Diabeł nie odmawia różańca – odpowiedziała rezolutnie dziewczyna. Na kolejnych spotkaniach z Białą Panią towarzyszyły Bernadecie setki, a potem tysiące mieszkańców Lourdes. Podpowiadali jej, o co ma pytać „zjawę”. Bernadeta nawiązała z nią dialog.

    18 lutego Biała Pani wypowiedziała znamienne słowa: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym”. Trzy dni później wezwała: „Módlcie się za grzeszników”, a po kolejnych trzech dniach: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”. Prosiła też, by księża wybudowali przy grocie kaplicę, i aby przychodzono tam w procesji. Miejscowy proboszcz domagał się jednak cudu, chciał też poznać imię Białej Pani. Odpowiedź padła 25 marca: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”.

    Biała Pani wskazała Bernadecie miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce wydarzył się pierwszy cud: mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona.

    18 spotkań Bernadety z Białą Panią zakończyło się 16 lipca. Już 12 dni później miejscowy biskup powołał komisję, która miała zbadać sprawę rzekomych objawień Matki Bożej. 18 stycznia 1862 r. w imieniu Kościoła orzekł o ich autentyczności.

    Trzy lata później Bernadeta rozpoczęła nowicjat u sióstr posługujących chorym (Soeurs de la Charité et de l’Instruction Chrétienne de Nevers). W 1866 r. na zawsze opuściła Lourdes – przeniosła się do domu zgromadzenia w Nevers. – Moja misja w Lourdes jest skończona – oświadczyła. Rok później złożyła śluby zakonne. Została pomocnicą pielęgniarki w klasztornej infirmerii.

    Z pokorą znosiła upokorzenia ze strony innych sióstr, którym nie mieściło się w głowie, że Matka Boża mogła ukazać się prostej dziewczynie. Zdrowie Bernadety stale się pogarszało. Ostatnie pół roku spędziła w łóżku, które nazywała „białą kaplicą”. Umarła 16 kwietnia 1879 r. Miała zaledwie 35 lat.

    Po beatyfikacji w 1925 r., jej nienaruszone ciało umieszczono w relikwiarzu, w kaplicy klasztoru Saint-Gildard w Nevers, a osiem lat później została kanonizowana.

    69 cudów

    Od pierwszego uzdrowienia, czyli od 1 marca 1858 r. chorzy napływają do Lourdes, spodziewając się uzdrowienia ciała lub szukając sił do znoszenia cierpienia. Kościół katolicki uznał oficjalnie 69 cudów spośród prawie 7 tys. uzdrowień, nie dających się wyjaśnić naukowo. Siedem pierwszych cudów przyczyniło się do uznania objawień za prawdziwe.

    Od 1905 r. działa w sanktuarium biuro, przyjmujące zgłoszenia przypadków uzdrowień i przeprowadzające wstępną konsultację wśród lekarzy obecnych w Lourdes. Jeśli wynik wstępnego dochodzenia jest pozytywny, sprawę przekazuje się Międzynarodowemu Komitetowi Medycznemu, który istnieje od 1947 r. Po przeprowadzeniu dochodzenia wydaje on orzeczenie, że dany przypadek jest (lub nie jest) niewytłumaczalny według aktualnego stanu wiedzy medycznej.

    W 2006 r. Komitet zaproponował nowe zasady orzekania w tych sprawach. Obok kryteriów naukowych, w ocenie uzdrowień, jakie się tam dokonują, brana jest teraz pod uwagę również wiara osoby uzdrowionej i świadectwo jej życia chrześcijańskiego. Badanie każdego uzdrowienia obejmuje trzy etapy, w wyniku których orzeka się kolejno o uzdrowieniu „niespodziewanym”, „potwierdzonym” i „o charakterze wyjątkowym”.

    Pierwszy etap badania przypadku uzdrowienia przez Komitet obejmuje odtworzenie historii choroby, określenie osobowości pacjenta, ocenę, czy dane uzdrowienie przekracza zwyczajowe przewidywania medycyny, i ustalenie okoliczności uzdrowienia. Niektóre sprawy są wówczas odrzucone, a inne są kwalifikowane jako „uzdrowienia niespodziewane”. W tym drugim przypadku biskup diecezji, na której terenie mieszka osoba uzdrowiona, zostaje poinformowany, że taki fakt miał miejsce i że prowadzone są w tej sprawie badania. W 2005 r. 40 osób odpowiadało w Lourdes kryterium „uzdrowienia niespodziewanego”.

    Drugi etap, dotyczący już wyłącznie „uzdrowień niespodziewanych”, polega na studiach porównawczych całej dokumentacji medycznej sprzed uzdrowienia i po nim, aby – przy udziale większej liczby ekspertów – potwierdzić „niecodzienny charakter” uzdrowienia. W 2005 r. zanotowano pięć przypadków tego typu. Chodzi o osoby cierpiące wcześniej na powypadkowe zwyrodnienie rdzenia, ciężki przypadek choroby Crohna (zapalenie jelita cienkiego), poważne stwardnienie rozsiane, zanik mięśni i raka nerki.

    Ostatni, trzeci etap, to uznanie „wyjątkowego charakteru uzdrowienia w obecnym stanie wiedzy naukowej”. Zebrana dokumentacja jest wówczas przekazywana przez biskupa Tarbes-Lourdes ordynariuszowi diecezji osoby uzdrowionej. Obecnie rozpatrywany jest tylko jeden taki przypadek. Chodzi o Francuzkę, która „nie życzy sobie reklamy i pragnie zachować anonimowość”. U kobiety tej stwierdzono złośliwego chłoniaka opłucnej, a także ostrą białaczkę rdzenia kręgowego, połączoną z zaatakowaniem mózgu i nerwu ocznego. Choroby leczono za pomocą chemioterapii, ale bez zadowalającego wyniku. Uzdrowienie nastąpiło bez powikłań ani nawrotów 15 lat temu i zbiegło się z aktami pobożności chorej do Matki Bożej z Lourdes – stwierdza orzeczenie Międzynarodowego Komitetu Lekarskiego.

    Zmiany obowiązujących dotąd zasad były konieczne, gdyż, przy obecnym rozwoju medycyny, trudno rozpatrywać przypadki według kryteriów przyjętych w sanktuarium w XIX wieku. Wątpliwości budziło zwłaszcza pojęcie choroby nieuleczalnej oraz wymaganie, aby osoba, która doznała cudownego uzdrowienia, nie była wcześniej leczona. – Każdy z chorych, którzy przyjeżdżają dziś do Lourdes wcześniej przeszedł chemioterapię. Trudno więc określić co jest zasługą medycyny, a co dziełem nadzwyczajnej interwencji Bożej – wyjaśnia współprzewodniczący Komitetu prof. François-Bernard Michel, francuski pneumoalergolog należący do Narodowej Akademii Medycyny.

    Obok pojęcia cudu, które nie uległo zmianie, zostało wprowadzone „pojęcie «wiarygodnego świadectwa» osób, których wyleczenie jest związane z Lourdes. Badanie w sprawie uzdrowienia będzie dotyczyć odtąd nie tylko choroby, ale także osoby uzdrowionej i jej świadectwa wiary chrześcijańskiej” – tłumaczy bp Perrier.

    Profesor Michel podkreśla, że nie chodzi tu o „cuda z przeceny”, nie ma bowiem mowy o obniżeniu wymogów naukowych w badaniu przypadków uzdrowienia. Brana natomiast będzie pod uwagę zarówno ścisłość naukowa, jak też „wiara i przekonania osoby, która doświadczyła gwałtownej zmiany swego stanu zdrowia”.

    Międzynarodowy Komitet Medyczny w Lourdes zamierza też zajmować się przypadkami uleczenia z chorób psychicznych i umysłowych. Wiele osób chorych na depresję czy przeżywających osobiste problemy, po pielgrzymce do tamtejszego sanktuarium odzyskuje ochotę do życia, widzi na nowo jego sens – twierdzi prof. Michel.

    Nie tylko chorzy

    Związek chorych z pirenejskim sanktuarium spowodował, że gdy w 1992 r. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego, na jego datę wybrał dzień pierwszego objawienia Matki Bożej w Lourdes. Tam też, w 1993 i 2004 r. odbyły się centralne obchody tego Dnia.

    Sam papież miał odwiedzić sanktuarium w 1981 r., jednak przeszkodził mu w tym zamach na placu św. Piotra. Później Jan Paweł II przyjechał do Lourdes dwukrotnie – w 1983 i 2004 r. Gdy był tam po raz ostatni, kilka miesięcy przed śmiercią, siedząc na wózku inwalidzkim jako „chory pośród chorych”, drżącym głosem wypowiedział przejmujące słowa: „Ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki”. Zapalił świecę i napił się wody ze źródła w grocie Massabielskiej – tak jak czynią to wszyscy pielgrzymi.

    Do Lourdes przybywają jednak nie tylko chorzy. Od 1873 r. odbywa się francuska pielgrzymka narodowa organizowana z inicjatywy ojców asumpcjonistów. W pierwszej pielgrzymce wzięły udział 492 osoby. Dziś pątników jest 6-8 tys.

    Od niemal pół wieku do Lourdes przybywa też międzynarodowa pielgrzymka wojskowa. W pierwszej, w 1958 r., uczestniczyli wyłącznie żołnierze francuscy i niemieccy. W następnych latach do udziału w pielgrzymce zapraszani byli żołnierze z innych krajów europejskich oraz Ameryki Północnej i Australii. Polska, w 1991 r., była pierwszym krajem z byłego bloku komunistycznego, którego żołnierze uczestniczyli w pielgrzymce.

    Sanktuarium w Lourdes jest też miejscem narodzin ogólnoświatowego ruchu osób niepełnosprawnych „Wiara i Światło”, założonego przez Jeana Vaniera wraz z Marie-Helene Mathieu. Powstał on podczas pierwszej międzynarodowej pielgrzymki osób niepełnosprawnych umysłowo, ich rodzin i przyjaciół do sanktuarium Matki Bożej w Lourdes na Wielkanoc 1971 roku.

    „Droga jubileuszowa”

    Ordynariusz Tarbes-Lourdes podkreśla, że obchody tegorocznego Roku Jubileuszowego zostały organizowane w perspektywie nowej ewangelizacji. „Sanktuaria i pielgrzymki zajmują obecnie ważne miejsce w życiu religijnym, szczególnie osób bardzo oddalonych od codziennych praktyk religijnych. Sanktuaria są miejscem cichej ewangelizacji” – zauważa bp Jacques Perrier. Na temat atrakcyjności sanktuariów dyskutowali uczestnicy Kongresu Maryjnego i Mariologicznego, jaki odbył się w Lourdes w dniach 4-8 września 2008 r. pod hasłem „Objawienia Matki Bożej: między historią, wiarą i teologią”.

    Bogaty kalendarz Roku Jubileuszowego obejmował też m.in. sympozjum nt. aktualności orędzia z Lourdes dziś i w przyszłości, Festiwal Muzyki Sakralnej i jubileuszową 50. Międzynarodową Pielgrzymkę Wojskową. Przez cały rok są tam również przyjmowane pielgrzymki narodowe, m.in. francuska, portugalska, tamilska, cygańska i pielgrzymka anglofonów.

    Chorzy przybywający do Lourdes mogą przejść „drogę jubileuszową”. Rozpoczyna się ona przy chrzcielnicy w kościele parafialnym, gdzie została ochrzczona Bernadeta Soubirous, aby uświadomić sobie, że przede wszystkim była ona chrześcijanką, a nie wizjonerką. Następnymi etapami drogi są: ubogie domostwo rodziny Soubirous, co pomoże w zrozumieniu Bożych wyborów, oraz grota Massabielska, gdzie można przypomnieć sobie treść objawień lourdzkich, wzywających do pokuty za grzeszników i potwierdzających niepokalane poczęcie Maryi. „Droga jubileuszowa kończy się w kaplicy hospicjum, gdzie Bernadeta przyjęła I Komunię św., co oznacza, że cały szlak prowadzi od chrztu do Eucharystii” – wyjaśnia bp Perrier.

    Z okazji jubileuszu br. Jean-Paul Lécot skomponował mszę. Natomiast o. Ivan Rupnik wykonał mozaiki na fasadzie bazyliki Matki Bożej Różańcowej, przedstawiające tajemnice światła.

    Pielgrzymom przybywającym do Lourdes na stałe posługuje 30 kapelanów, pochodzących z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych, a także siostry z pięciu zgromadzeń i jednego stowarzyszenia świeckich. Wspomaga ich niemal 300 stałych i ponad 100 sezonowych pracowników świeckich oraz ok. 7 tys. wolontariuszy. Roczny budżet sanktuarium wynosi 18 mln euro (ok. 90 mln zł), z których 90 proc. pochodzi z ofiar pielgrzymów, darowizn i spadków.

    Lourdes należy na najliczniej odwiedzanych sanktuariów maryjnych w Europie. Corocznie przybywa tam 6 mln osób z całego świata (w okresie od marca do października). W obecnym Roku Jubileuszowym spodziewanych jest ponad 8 mln pielgrzymów.

    Na 52 hektarach w sanktuarium znajdują się 22 miejsca kultu. Do najczęściej odwiedzanych należą: grota, górujące nad nią bazylika Niepokalanego Poczęcia i bazylika Różańcowa, oraz podziemna bazylika św. Piusa X. Tę ostatnią poświęcił w 1958 r. legat papieski kard. Angelo Giuseppe Roncalli, który kilka miesięcy później został papieżem. Wymagane przez liturgię trzy okrążenia świątyni wykonał w odkrytym samochodzie. Gdy dziennikarze poprosili go o kilka słów do Francuzów, bez wahania powtórzył słowa Matki Bożej: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”.

    KAI/Aleteia.pl

    _________________________________________________________________________

    Rzeźbiarz Matki Bożej

    Dla wielu naszych rodaków przybywających do Lourdes miłym zaskoczeniem jest wiadomość, że cudowna figura Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, przed którą już od 140 lat modlą się miliony pielgrzymów, jest dziełem polskiego artysty. Pisał już na ten temat w obszernym artykule Bolesław Żynda w “Przewodniku Katolickim” z 9 lutego 1958 roku. Józef Hugo Fabisch pochodził z polskiej i chrześcijańskiej rodziny. Od rodziców otrzymał w spadku to, co najważniejsze – głęboką wiarę oraz szlachetne i wrażliwe na piękno i dobro serce słowiańskie. Jego matka, Franciszka Agata z domu Salon, urodziła się już we Francji (14 marca 1782 roku), w Eguilles (ujście Rodanu), natomiast ojciec, Karol Fabiś, przyszedł na świat 4 listopada 1759 roku w Andrychowie koło Wadowic. Jak wielu mieszkańców tej miejscowości, z zawodu był tkaczem. Po przybyciu do Francji kontynuuje swój zawód, prowadząc zakład tkacki w Aix-en-Provence. W tym mieście, 19 marca 1812 roku, urodził się im syn Józef.
    Nazwisko Fabiś z różnych względów, między innymi ze względu na trudność poprawnego wymawiania przez Francuzów, było przekształcane na Fabish i Fabisch… Sam artysta, jak wynika z dokumentów i listów, podpisywał się Fabisch.

    Czas wzrastania i poszukiwań

    Jak każdy dobry ojciec, Karol Fabiś pragnął wyuczyć syna zawodu, który sam wykonywał i przekazać mu to, co miał najlepszego – dorobek swego życia, warsztat tkacki.
    Jednak, widząc wielkie zdolności artystyczne syna, uszanował jego zamiłowanie i posłał go do miejscowej Szkoły Sztuk Pięknych. Po jej ukończeniu Fabisch podejmuje pracę, najpierw na miejscu, w Aix-en-Provence, a później jako profesor rysunków w liceum i Szkole Sztuk Pięknych w Saint-Etienne.
    Przełomowym momentem w jego życiu była podróż do Włoch, zwłaszcza do Rzymu i Florencji, podczas której odkrył swoje powołanie rzeźbiarza.
    W 1843 roku wystawia swoją pierwszą pracę “Magnificat”, która obecnie znajduje się w kościele Demi-Lune pod Lyonem. Wkrótce potem (1845) dostaje nominację na profesora rzeźby w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Lyonie.
    Jego bardzo liczne dzieła, wystawiane i nagradzane między innymi w Lyonie i Paryżu, można znaleźć przede wszystkim w kościołach Francji i poza jej granicami. W samym Lyonie mamy całą kolekcję jego rzeźb. Figury Fabischa, przedstawiające zwłaszcza Matkę Bożą, znajdujemy na przykład w takich kościołach Lyonu, jak św. Wincentego, św. Franciszka Salezego, św. Nizier, w kościele Szpitala Miejskiego, w kościele św. Polikarpa. Jego dziełem są figura Serca Jezusa Matki Bożej i główny ołtarz, a w katedrze: dwa ołtarze z płaskorzeźbami.
    W 1850 roku wygrywa konkurs wśród 32 artystów na figurę Matki Bożej, która umieszczona na wieży bazyliki Fourviére do dzisiaj góruje i czuwa nad Lyonem. To dzieło przynosi jemu największą sławę, tak za swój charakter monumentalny, jak i za zmysł religijny, z którego czerpał natchnienie.

    Nawet nagana jest pochwałą

    Jego dzieła są oceniane przez krytyków za godne mistrzów starożytnych, średniowiecznych i renesansu. W 1860 roku zostaje wybrany członkiem Akademii Nauk, Literatury i Sztuki w Lyonie. Ojciec Święty Leon XIII za całokształt twórczości religijnej ustanawia go Kawalerem Orderu Grzegorza Wielkiego.
    Jedyna nagana, jaka go spotkała, była związana z wykonaniem Muz na zamówienie rządu francuskiego. Przesiąknięty duchem laickim i wrogo nastawiony do Kościoła minister sztuk pięknych, oglądając gotowe rzeźby, z oburzeniem powiedział: “Nawet jego Muzy są klerykalne”. To powiedzenie zachwyciło ks. Peyramale, proboszcza Lourdes: “Muzy klerykalne! To najwznioślejszy sposób oceny i najpiękniejsza pochwała artysty”. Dlatego już 19 sierpnia 1863 r. pisze do swego biskupa Laurence w Tarbess: “Ta figura będzie arcydziełem z punktu widzenia sztuki i jednocześnie będzie przedstawiała Niepokalaną Dziewicę tak, jak Bernadetta Ją widziała”.
    Nie bez znaczenia przy wyborze Fabischa był też fakt, że to on właśnie wykonał piękną figurę Matki Bożej z La Salette i przy tej okazji rozmawiał z dziećmi, którym się Maryja ukazała. Posiadał więc ważne doświadczenie, jak to dzieło wykonać.
    Biskup Laurence z wielkim zadowoleniem przyjął wiadomość, że Józef Fabisch został wskazany przez fundatorki, panie Lacour, na wykonawcę figury Matki Bożej w Lourdes i kandydaturę tę bardzo chętnie zatwierdził.
    17 września 1863 roku przyjechał do Lourdes Józef Fabisch, aby samemu zobaczyć to cudowne miejsce i osobiście od Bernadetty dowiedzieć się, jak wyglądała Najświętsza Dziewica, której figurę miał wykonać. Bernadetta bardzo dokładnie przedstawiła, jak Maryja była ubrana, a nasz genialny artysta w sposób idealny na zawsze to utrwalił w białym, najczystszym kararyjskim marmurze.

    Spełnia wszelkie kryteria oceny

    Natychmiast po poświęceniu figury Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, ksiądz kan. M. Fourcade, sekretarz generalny biskupstwa w Tarbes pisze: “Figura jest wspaniała. Przedstawia wiernie w najdrobniejszych szczegółach moment, w którym Najświętsza Maryja Panna wypowiada słowa: “Jestem Niepokalane Poczęcie””.
    Nieco później Norbert Caste-ret, specjalista w tej dziedzinie, okiem znawcy oceni samo artystyczne wykonanie rzeźby: “Suknia, umarszczona wokół szyi i przepasana w talii, jest arcydziełem delikatności, a biały welon, zarzucony na głowę i obejmujący niemal całą postać, jest tak lekki, że zdaje się najsłabszy wietrzyk będzie nim powiewał”.
    Podobna była też opinia ks. Blanca, według którego Józef Fabisch w tym wypadku przeszedł samego siebie, wykonując, jak to tylko jest możliwie wiernie i jednocześnie zgodnie z regułami sztuki, najsłynniejszą figurę Maryi, jako Niepokalanego Poczęcia, zwanej powszechnie Matką Bożą z Lourdes.
    Dla nas i dla milionów pielgrzymów, którzy już od 140 lat przed figurą Najświętszej Dziewicy nieustannie się modlą i zawsze zostają wysłuchani, ta figura to przede wszystkim święta ikona w rzeźbie, widoczny i prawdziwy znak obecności Tej, która jako Matka Chrystusa i nasza Matka gromadzi nas przy sobie.

    ks. Jan Robakowski/Przewodnik Katolicki

    _________________________________________________________________________

    Zapomniany twórca figury Matki Bożej z Lourdes

    Figura Matki Bożej z Lourdes

    Próżno szukać o nim informacji w polskich encyklopediach i słownikach. Zwraca na niego uwagę dopiero napisany w języku polskim przez Agatę i Zbigniewa Judyckich, a przetłumaczony na język francuski przez Ryszarda Zienkiewicza słownik biograficzny zatytułowany Polacy we Francji. W notatce na 62 stronie (bez wizerunku postaci) zaznaczono, iż Fabisch Józef Hugo, rzeźbiarz (19 marca 1812, Aix-en-Provence – 7 września, Lyon) (…) wyrzeźbił sławną statuę Matki Bożej do groty w Lourdes.
    Kim był?
    Niemiecki Allgemeines Lexicon der Bildenden Künstler von der Antike bis zur Gegenwart Begründet von Ulrich Thieme und Felix Becker podaje, że Józef Hugo Fabisch, który urodził się w Aix-en-Provence, tam ukończył Akademię Sztuk Pięknych jako uczeń Simona Saint-Jeana. Później był nauczycielem w Akademii Sztuk Pięknych w Lyonie. Z licznych jego prac leksykon wymienia m.in.: marmurowy posąg Joanny d’Arc jako dziecka (1845), grupę w marmurze Jezus u Marii i Marty (1850) do kościoła Hotel-Dieu w Lyonie, ogromny posąg Najświętszej Maryi Panny w wieży kaplicy Fourviére w Lyonie, przeznaczony do kaplicy w Neuilly posąg Marii Magdaleny, wystawiony w Salonie w Paryżu w 1853 r., a w roku następnym w Salonie w Lyonie i potem jeszcze w Paryżu (1855), medaliony w brązie Ludwika XIII, Henryka IV, Ludwika XIV, Anny Austriaczki, kamienne figury przedstawiające Sprawiedliwość i Prawdę oraz Herkulesa na fasadę ratusza w Lyonie, marmurową grupę Assunta do kościoła św. Franciszka w Lyonie, a w muzeum w Havre figurę Rebeka, wystawianą w paryskim Salonie w 1861 r.
    W 1864 r. została ukończona statua Najświętszej Maryi Panny, umieszczona w grocie w Lourdes (pierwotnie ustawiona w krypcie bazyliki). W następnym roku w krypcie bazyliki w Lourdes stanęła grupa kamienna, przedstawiająca św. Dominika, otrzymującego wieniec z róż.
    Józef Hugo Fabisz (obok wersji niemieckiej: „Fabisch” istnieje też wersja francuska – „Fabiche”) jest także autorem rozprawy De la Dignité de l’art. (O godności sztuki), przechowywanej w Akademii w Lyonie.
    Brakuje informacji o jego rodzinie: – tej, z której pochodził, i którą założył. Data jego urodzin (1812 r.) jest ważna w naszych dziejach, a i miejsce urodzin – Aix-en-Provence (Francja) zdaje się wskazywać, że ojciec był prawdopodobnie polskim żołnierzem napoleońskim i emigrantem.
    W dorobku artystycznym Józefa Fabisza zwraca uwagę koncentracja na tematach religijnych i portretach, co pośrednio świadczy o tym, co go najbardziej interesowało, ale i kim byli zamawiający u niego prace. Nie bez znaczenia jest wybór trudnego materiału, jakim jest marmur. Z kolei o wartości estetycznej jego dorobku świadczą odznaczenia: złoty medal za Rebekę i Order Grzegorza Wielkiego.
    Statuę Matki Bożej do bazyliki w Lourdes wykonał z marmuru kararyjskiego, chociaż w 1813 r. istniały już trzy dokumenty potwierdzające eksploatację miejscowych złóż piaskowca, marmuru, łupku i wapienia.
    Na podkreślenie zasługuje również wielka aktywność artystyczna Józefa Fabisza. Niemiecki leksykon wymienia najważniejsze jego rzeźby, a zatem były także inne, o mniejszym znaczeniu. Pamiętając o jego oddaniu się pracy dydaktycznej, należy dostrzec w tym dowód nie tylko pracowitości, ale i umiłowania zawodu.
    Józef Fabisz w pełni zasługuje na przypomnienie w ponad 100 lat po śmierci i w związku z 140. rocznicą istnienia figury Matki Bożej w Lourdes. Ten obowiązek spoczywa przede wszystkim na nas, rodakach, szczególnie na emigracji, zwłaszcza w Lyonie, gdzie są dokumenty jego działalności i ślady pobytu, i gdzie prawdopodobnie żyją także jego potomkowie. Tymczasem przynajmniej w przewodnikach po Lourdes należałoby zamieszczać wzmiankę o Józefie Fabiszu jako twórcy statuy, by w ten sposób ocalić go od zapomnienia.

    Barbara Kubicka-Czekaj/Tygodnik Niedziela

    _________________________________________________________________

    Figura Maryi w grocie Massabielle – polski akcent

    sanktuarium w Lourdes

    Grota Massabielle, fot. Brunner Emmanuel, Manu25, wikimedia

    ***

    Niedawno w słynnym sanktuarium Maryjnym w Lourdes, u stóp Pirenejów, z okazji Światowego Dnia Chorego zgromadziły się rzesze pielgrzymów. Każdego roku to miejsce nawiedzają miliony ludzi, a wśród nich wielu pielgrzymów z Polski. Przybysze kierują swoje kroki również do groty Massabielle, w której Bernadecie Soubirous osiemnaście razy objawiała się Maryja w 1858 r. Być może jednak wielu pątnikom znad Wisły nie do końca znany jest fakt, że figura Maryi znajdująca się w grocie jest dziełem Józefa Hugona Fabisia – urodzonego we Francji potomka polskiego imigranta.

    Józef Hugo Fabiś (fr. Joseph-Hugues Fabisch lub Fabiche) nie jest postacią dobrze znaną w Polsce. Jego nazwiska raczej nie znajdziemy w wielu encyklopediach. Niemniej zapisał się trwale w dzieje sanktuarium w Lourdes. W związku z tym warto przytoczyć najważniejsze fakty dotyczące jego pochodzenia, życia oraz pracy nad słynną dziś na całym świecie figurą Maryi. Jedną z przyczyn wyboru właśnie jego jako autora rzeźby było dość nietypowe zdarzenie.

    Joseph-Hugues Fabisch,

    wikimedia fr (domena publiczna)

    ***

    Z ziemi polskiej do Francji

    Ojciec Józefa Hugona – Karol Fabiś – urodził się w Andrychowie koło Wadowic 4 listopada 1759 r. Matka artysty – Franciszka Agata z domu Salon – przyszła na świat już we Francji; miało to miejsce 14 marca 1782 r. w Eguilles (ujście Rodanu). Karol Fabiś był tkaczem i w tym zawodzie działał również po przybyciu nad Sekwanę. 19 marca 1812 r., w Aix-en-Provence, gdzie mieścił się zakład tkacki Karola i Franciszki Agaty, urodził się właśnie Józef Hugon, któremu rodzice od dzieciństwa wpajali wrażliwość na piękno i dobro oraz wiarę katolicką i polskie tradycje. To wszystko miało później istotny wpływ na jego twórczość artystyczną. Józef tworzył jako Fabisch (lub Fabiche), gdyż Francuzi mieli problem z poprawną wymową polskiego nazwiska.

    Nie tkacz, lecz artysta

    Karol Fabiś jak wielu ojców miał wielkie marzenie, żeby syn zastąpił go kiedyś w wykonywanym zawodzie. Jak to się jednak często zdarza wśród dzieci i młodych ludzi, Józef Hugon miał inne zainteresowania niż rodzice, które zostały ostatecznie przez nich zaakceptowane. Po ukończeniu Szkoły Sztuk Pięknych młody artysta znalazł pracę w rodzinnej miejscowości, którą jednak opuścił obejmując stanowisko profesora w Saint-Etienne.

    Wśród jego zamiłowań artystycznych na pierwsze miejsce wysunęła się w końcu rzeźba. Na taki kierunek rozwoju zainteresowań duży wpływ miała podróż Józefa do Włoch, gdzie zafascynował się dziełami dłuta wybitnych artystów renesansu.

    Pierwszym dziełem Fabischa był „Magnificat”, które możemy podziwiać współcześnie w kościele Demi-Lune pod Lyonem. Generalnie rzecz ujmując liczne prace potomka polskiego imigranta były nagradzane i wystawiane w głównych ośrodkach Francji, jak Paryż czy Lyon. To właśnie w tym drugim mieście, gdzie od 1845 r. pracował, znajdziemy bodaj najwięcej dzieł Józefa Hugona, rozsianych po różnych kościołach. Chyba najsławniejszym z nich jest figura Matki Bożej z wieży bazyliki Fourviére. Ta monumentalna rzeźba została wybrana spośród prac 32 artystów, zgłoszonych do konkursu.

    Maryja z bazyliki Fourvière – rzeźba autorstwa Fabischa, fot. wikimedia fr (domena publiczna)

    ***

    Nagana, będąca… pochwałą, u początków figury z Massabielle

    Fabisch spotykał się z powszechnym uznaniem (papież Leon XIII ustanowił go nawet Kawalerem Orderu Grzegorza Wielkiego), choć w 1860 r. musiał się zmierzyć z naganą i to nie byle kogo, bo samego francuskiego ministra sztuk pięknych. Fabisch wykonał na zamówienie rządu kilka rzeźb przedstawiających muzy, jednak gdy ujrzał je wspomniany minister, zdeklarowany antyklerykał, miał podobno powiedzieć:

    Nawet jego muzy są klerykalne!

    Co dla jednego było naganą, dla kogoś innego stało się inspiracją. Ówczesny proboszcz parafii w Lourdes, ks. Peyramale, zachwycił się tą naganą i uznał ją za najwyższą pochwałę:

    Muzy klerykalne! To najwznioślejszy sposób oceny i najpiękniejsza pochwała artysty.

    W sierpniu 1863 r. proboszcz Lourdes napisał do miejscowego biskupa wskazując osobę Fabischa, który zdawał się być idealnym kandydatem do wykonania figury Maryi. Miał też niebagatelne doświadczenie w rzeźbieniu podobizn Maryi, gdyż była ona jego ulubionym motywem w pracy artystycznej. Stworzył już w tej materii kilka arcydzieł jak wspomniana Maryja z Lyonu oraz rzeźba Matki Boskiej wykonana dla innego sanktuarium francuskiego – w La Salette.

    Wykonać niewykonalne

    Prócz ks. Peyramale również fundatorki figury, panie Lacour, opowiedziały się za kandydaturą Fabischa, którą biskup Laurence zatwierdził z radością. Józef Hugo Fabisch przybył do Lourdes i m.in. na podstawie rozmów z Bernadetą zebrał potrzebne informacje do stworzenia dzieła, które zdawało się niewykonalne: jak z pomocą ludzkich narzędzi wyrzeźbić podobiznę Maryi, z całym jej ponadnaturalnym pięknem. Artysta na potrzeby swojego dzieła wykorzystał najczystszy kararyjski marmur.

    Bernadeta Soubirous w grocie Massabielle (zdjęcie z 1863)

    wikimedia (domena publiczna)

    ***

    I stało się – Józef Fabisch wykonał jedno ze swoich najwspanialszych dzieł, które znalazło uznanie wśród przedstawicieli Kościoła i znawców sztuki. Można powiedzieć, że powstała rzeźba paradoksalna, gdyż w możliwie najdoskonalszy sposób mistrz połączył w niej elementy i prawidła artystycznego fachu z czymś pozaziemskich i absolutnie niezwykłym.

    Odwiedzając grotę Massabielle warto chociaż przez chwilę pomyśleć o polskim artyście, który wpisując się w Maryjny nurt narodu polskiego stworzył to cudne dzieło dla największego francuskiego sanktuarium. Warto też westchnąć w jego intencji do Tej, której tak wspaniałą podobiznę stworzył.

    W Lourdes znajduje się dom Polskiej Misji Katolickiej, gdzie można się zatrzymać i wybrać do pobliskiego sanktuarium.

    Artur Hanulainformacje z Przewodnika katolickiego i Tygodnika Niedziela

    __________________________________________________________________________

    Objawienia w Lourdes - gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości - zdjęcie
    fot. © Manuel González Olaecheay Franco via Wikipedia, CC BY-SA 3.0

    ***

    Objawienia w Lourdes – gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości.

         W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miej scach j ak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed “mądrymi i roztropnymi” – czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast “zostaje objawione prostaczkom” – czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: “Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

    Historia objawień

         Święta Bernadetta Soubirous przychodzi na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous. W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musi opuścić młyn w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania w Lourdes. Ich sytuacja materialna pogarsza się wtedy jeszcze bardziej. Ojciec i matka pracują jako najemni robotnicy. Bernadetta zastępuje ich w domu i opiekuje się młodszym rodzeństwem – siostrą Antosią oraz braćmi Janem-Marią i Justynem. Z tego powodu nie chodzi do szkoły i nie przygotowuje się do Pierwszej Komunii św.

         W 1855 r. epidemia cholery dociera do Lourdes. Umiera wielu ludzi. Zaraża się również jedenastoletnia Bernadetta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm – dziewczynka nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia. Na początku września 1857 r. rodzice wysyłają Bernadettę do rodziny Avarantów w pobliskiej wiosce Bertres, aby pomagała tam w pasieniu owiec.

         Wkrótce podejmuj decyzję o jej powrocie do Lourdes. Bernadetta wraca 21 stycznia 1858 r. i rozpoczyna przygotowanie do Pierwszej Komunii św. oraz naukę w szkole podstawowej, którą prowadziły siostry z Nevers. W krótkim czasie Bernadetta nauczyła się płynnie pisać i czytać. Kiedy wracała ze szkoły, pomagała matce w pracach domowych i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Bernadetta wychowywała się w atmosferze prostej i szczerej pobożności swoich rodziców, którzy codziennie modlili się razem z dziećmi. Przejęła od nich skarb żywej wiary i dziecięcego zaufania Bogu.

    Przełomowy dzień

         11 lutego 1858 r. Bernadetta razem z siostrą Antonią i sąsiadką Joanną wybrały się nad rzekę Gave, aby nazbierać suchych gałęzi do palenia w piecu. Kiedy podeszły do groty, nad którą wznosiła się skała, nazywana Massabielle, musiały przeprawić się przez przepływający tam strumień lodowatej wody. Po ściągnięciu butów Bernadetta zdejmowała pończochy, gdy nagle usłyszała dziwny szum wiatru. “Spojrzałam w stronę groty – pisała potem – i zobaczyłam, że z jej wnętrza wypłynął złocisty obłok, a tuż za nim wyszła tak niezwykle piękna Pani, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Miała białą szatę, welon także biały, błękitny pasek i żółte róże na stopach. Od razu popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i pokazała mi, bym podeszła do Niej, jak gdyby była moją matką. Cały mój strach zniknął, ale wydawało mi się, że straciłam świadomość tego, gdzie jestem. Przecierałam oczy, zamykałam je, otwierałam, lecz Pani wciąż stała na tym samym miejscu, dalej uśmiechając się do mnie – aż zrozumiałam, że to wszystko nie jest złudzeniem. Nie myśląc o tym, co robię, wzięłam w ręce swój różaniec i uklękłam. Pani skinęła głową na znak aprobaty i sama także wzięła do rąk różaniec, który miała przewieszony przez prawe ramię. Kiedy chciałam zacząć odmawiać różaniec i próbowałam podnieść dłoń do czoła, rękę miałam jakby sparaliżowaną – i dopiero kiedy Pani się przeżegnała, ja mogłam zrobić to samo. Jednak modliłam się sama, a Pani tylko przesuwała paciorki różańca w palcach, nie mówiąc nic. Dopiero na końcu każdej dziesiątki różańca odmawiała ze mną Chwała Ojcu… Kiedy skończyłam, dała mi znak, abym się do niej zbliżyła, ale się nie ośmieliłam. Wtedy nagle znikła”.

         Kiedy dziewczynki zobaczyły klęczącą Bernadettę, zaczęły się z niej wyśmiewać, mówiąc, że jest głupią dewotką. Jednak po chwili zrozumiały, że coś musiało się stać, i dlatego uporczywie dopytywały się swej koleżanki, co to było. Początkowo Bernadetta nic im nie chciała powiedzieć, ale w końcu uległa; opowiedziała swym towarzyszkom o ukazaniu się tajemniczej Pani, prosząc je o zachowanie całkowitej tajemnicy. Jednak po powrocie do domu dziewczynki szybko wszystko wypaplały, a Bernadetta musiała w szczegółach opowiedzieć matce o swym tajemniczym widzeniu. Matka skrzyczała ją za to, twierdząc, że są to tylko przywidzenia, i zakazała jej chodzenia do groty.

    “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie”…

         Spotkanie z tajemniczą piękną Panią, która wyglądała na młodą dziewczynę w wieku szesnastu lub siedemnastu lat, było dla Bernadetty tak wielkim przeżyciem, że od tamtej pory odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby jak najszybciej iść do groty na kolejne widzenie. Matka jednak kategorycznie zabraniała jej tego. Dopiero w niedzielę 14 lutego po Mszy św. uległa usilnym prośbom córki i wyraziła zgodę. Bernadetta razem z dwiema koleżankami natychmiast wyruszyły do groty Messabielle. Były uzbrojone w różańce oraz w butelkę ze święconą wodą. Chciały tajemniczą postać pokropić wodą święconą i w ten sposób sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem jakaś pułapka złego ducha. Po drodze przyłączyły się do nich jeszcze inne dziewczynki. Bernadetta doszła pierwsza do groty i od razu uklękła do modlitwy różańcowej. “Zaledwie skończyłam pierwszy dziesiątek – pisze – ujrzałam tę samą Panią. Natychmiast zaczęłam kropić ją wodą święconą, mówiąc, aby została, jeśli przychodzi od Boga, a jeśli nie – aby odeszła. Równocześnie przyspieszyłam kropienie wodą. Pani uśmiechnęła się do mnie i pochyliła głowę. Im więcej kropiłam, tym bardziej uśmiechała się i potakiwała głową. (…) Kiedy skończyłam różaniec, postać znikła”. Trzeba podkreślić fakt, że tylko sama Bernadetta widziała objawiającą się Postać. W czasie widzenia była w ekstazie, cała pochłonięta tym, co widzi, jakby oderwana od rzeczywistości, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.

         Po powrocie do domu Bernadetta usłyszała od matki, że już nigdy nie będzie jej wolno pójść do groty Massabielle. Wpływowa i bogata mieszkanka Lourdes, pani Peyret, trawiona wielką ciekawością, wymogła jednak na matce Bernadetty, aby ta zgodziła się na pójście swej córki na miejsce objawień. 18 lutego, w piątek, po porannej Mszy św. Bernadetta razem z paniami Peyret i Millet wyruszyły do Massabielle. Piękna Pani ponownie objawiła się i prosiła widzącą: “Czy będziesz uprzejma przychodzić tu przez piętnaście dni?”. Dziewczynka odpowiedziała, że z radością spełni Jej prośbę – i wtedy usłyszała: “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”.

         W czasie czwartego i piątego objawienia (19 i 20 lutego) Bernadetcie towarzyszyła dosyć duża gromadka ludzi. 20 lutego Maryja nauczyła ją modlitwy, którą Bernadetta odmawiała codziennie przez całe życie, ale jej tekstu nikomu nie przekazała. Podczas szóstego objawienia (21 lutego) Matka Boża prosiła o modlitwę za grzeszników. Wtedy też niewierzący lekarz, dr Dozous, chciał “zdemaskować oszustwo” – i dlatego postanowił zbadać dziewczynkę podczas ekstazy. Został głęboko poruszony jej zachowaniem i doświadczył obecności wielkiej tajemnicy. Od tego momentu rozpoczął się proces jego nawracania się. W swoim oświadczeniu dr Dozous stwierdził, że podczas ekstazy twarz Bernadetty stawała się nieziemsko piękna. Oznaczało to, że dziewczynka nawiązywała z kimś autentyczny kontakt. Podczas swych widzeń miała regularny puls, swobodny oddech i absolutnie nic nie wskazywało na jej nerwowe podniecenie.

    Wezwanie do pokuty i nawrócenia

         Ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło przybywać na miejsce objawień, władze bardzo się zaniepokoiły i próbowały przez zastraszanie i przesłuchania zabronić Bernadetcie przychodzenia do groty. Podczas siódmego objawienia (23 lutego) Maryja przekazała dziewczynce “trzy tajemnice” – dotyczące wyłącznie jej osoby – których Bernadetta nigdy nikomu nie wyjawiła. Matka Boża prosiła ją też o przekazanie księdzu proboszczowi prośby, aby wybudował kaplicę w miejscu objawień. Ksiądz Peyramale nie wierzył jednak w prawdziwość objawień i dlatego poprosił o czytelny znak – aby Bernadetta zapytała piękną Panią, jakie ma imię, gdyż on, jak powiedział, nie ma zwyczaju wierzyć tajemniczym nieznajomym. A jeśli zjawa nie powie, kim jest, to będzie wg niego oznaczało, że jest oszustką albo że Bernadetta ma halucynacje.

         Podczas ósmego objawienia Matka Boża przekazała orędzie wzywające do pokuty i nawrócenia oraz do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Mówiła: “Pokutujcie i módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników”. Następnego dnia (25 lutego) Maryja wskazała Bernadetcie miejsce na ziemi w grocie i kazała jej “napić się z tego zdroju, a potem się w nim obmyć”. A ponieważ nie było tam żadnego źródła, zaskoczona dziewczynka zaczęła rozgrzebywac ziemię i po chwili zauważyła wypływającą wodę. Nabrała więc dłońmi mulistej cieczy, napiła się jej, a następnie obmyła nią twarz, przez co pobrudziła ją sobie całą błotem. Wkrótce z tego miejsca zaczął płynąć wartki strumień krystalicznej wody. Wiadomość o źródle, które wytrysnęło w grocie, szybko rozeszła się po okolicy. Woda z tego źródła stała się znakiem uzdrawiającej łaski Bożej. Świadczą o tym tysiące uzdrowień niewytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia.

    Pierwsze cudowne uzdrowienia

         Następnego dnia Maryja nie objawiła się Bernadetcie, za to przy grocie wydarzył się pierwszy cud. Kamieniarz Luis Bouriette od dwudziestu lat nie widział na prawe oko, które zostało mu wybite podczas wypadku przy pracy. Żarliwie modlił się przed grotą Massabielle i kilkakrotnie przemył oczy wodą ze źródła. Wtedy stał się cud: jego prawe oko zostało na nowo stworzone, a Luis odzyskał zdolność widzenia.

         Drugie cudowne uzdrowienie nastąpiło 1 marca. Katarzyna Latapie po ciężkim wypadku i skomplikowanym złamaniu nie mogła otworzyć dłoni. Po modlitwie i zanurzeniu dłoni w źródle jej ręka powróciła do stanu przed wypadkiem.

         Woda ze źródła w grocie Massabielle stała się znakiem Bożego działania. W pobliżu pobudowano specjalne baseny, w których każdego roku, po modlitwie, zanurza się setki tysięcy chorych. Następują tam wtedy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. Badania wykazały, że jest to normalna woda, że nie ma ona żadnych właściwości antyseptycznych czy antybakteryjnych. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania przez kąpiel albo picie zanieczyszczonej wody z tych basenów, w których wcześniej zanurzono tysiące ludzi cierpiących na różne choroby. Jest to dla nauki wielka lekcja pokory wobec Bożej strategii działania, które wymyka się wszelkim laboratoryjnym badaniom i analizom. Nie jest to jakaś woda “magiczna”, ale zanurzenie się w niej, napicie się jej czy obmycie się nią ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Wtedy woda z Lourdes staje się znakiem, poprzez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych.

         Podczas objawień 27 lutego przed grotą zgromadziło się około 1000 ludzi. Z każdym dniem było ich coraz więcej. 3 marca zebrało się około 4000 osób, a 4 marca było ich już blisko 8000. Wśród nich znajdowali się dziennikarze lokalnych czasopism, w których niezadługo ukazały się artykuły pełne kpin i ironii. Teksty te stały się głównym źródłem informacji dla dzienników z Paryża i innych wielkich miast francuskich. Tylko artykuły Romana Capdevielle’a, znakomitego redaktora Memoriał des Pyrenees, przedstawiały w sposób bezstronny, wyważony oraz obiektywny fakty z groty Massabielle.

         Tego samego dnia, po skończonym objawieniu przy grocie, Bernadetta wracała do domu. Przy drodze spotkała niewidomą dziewczynę, Eugenię Troy, dotkniętą nowotworem rakowatym oczu, którą serdecznie uściskała i ucałowała, a następnie poprosiła ją, aby obmyła się wodą ze źródła z groty Massabielle. Kiedy Eugenia to uczyniła, została natychmiast uzdrowiona. Wieść o tym cudzie rozeszła się naokoło lotem błyskawicy.

    “Jestem Niepokalanym Poczęciem”

         W święto Zwiastowania, 25 marca, w nocy Bernadetta czuje nagle silne wewnętrzne przynaglenie, dlatego już o godzinie 5 rano udaje się do groty, razem ze swoimi rodzicami. Było jeszcze ciemno i panowała głęboka cisza, ale w miejscu objawień zgromadziła się już duża grupa ludzi, a wśród nich komisarz Jacomet. W czasie modlitwy różańcowej Bernadetcie objawia się piękna Pani. Podczas wcześniejszych objawień dziewczynka wielokrotnie pytała Ją o imię, ale w odpowiedzi otrzymywała tylko uśmiech. Tym razem ponownie zapytała zjawę, kim jest, i wtedy otrzymała długo oczekiwaną odpowiedź: “Jestem Niepokalanym Poczęciem”. Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię “Niepokalanie Poczęta”, tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła.

         Bernadetta szybko pobiegła do proboszcza Peyramale’a, aby przekazać mu to dziwne imię. Aby go nie zapomnieć, w drodze ciągle powtarzała: “Niepokalanie Poczęta”. Bernadetta nie wiedziała, że 8 grudnia 1854 r. w Bazylice Watykańskiej został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryii Panny. Kiedy proboszcz usłyszał z ust Bernadetty imię “Niepokalanie Poczęta”, z wrażenia aż zaniemówił. Zrozumiał bowiem, że Maryja użyła teologicznie doskonałej formuły, która potwierdzała dogmat ogłoszony cztery lata wcześniej. Maryja jest Niepokalanie Poczętą, ponieważ od momentu swego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, po to by mogła wypełnić misję Matki Zbawiciela. Dopiero wtedy proboszcz zrozumiał, że ma do czynienia z rzeczywistymi objawieniami Matki Bożej, a ta czternastoletnia dziewczynka, w swojej prostocie i niewiedzy, stała się przekazicielką orędzia Niepokalanej Pani dla całego świata. Widzenie 25 marca było przełomowe dla Bernadetty, gdyż dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że ta piękna Pani, która się jej objawia, to Matka Boża, a nie jakaś dusza czyśćcowa czy też halucynacja, jak to niektórzy próbowali jej sugerować.

    Dwa ostatnie objawienia

         7 kwietnia miało miejsce siedemnaste objawienie. Podczas ekstazy Bernadetta nieświadomie przesunęła swą prawą dłoń nad palący się płomień świecy, którą trzymała w lewej ręce. Przez blisko kwadrans płomień przenikał jej przez palce, a mimo to dziewczynka nic nie czuła; na jej dłoni nie pozostał najmniejszy znak oparzenia. Obserwował to wszystko wspomniany wyżej dr Dozous, który po skończonej ekstazie Bernadetty przeprowadził na niej eksperyment: wziął drugą zapaloną świecę i dotknął nią ręki dziewczynki, która natychmiast krzyknęła z bólu i z oburzeniem powiedziała: “Pan mnie parzy!”. Dla dra Dozousa stało się wówczas oczywiste, że ma do czynienia z faktem nadprzyrodzonym, co definitywnie przekonało go o prawdziwości objawień.

         A przy grocie dokonywały się kolejne cudowne uzdrowienia – choćby takie jak to z 2 maja, kiedy to zrozpaczona matka przez 15 minut zanurzała w cudownym źródle swojego umierającego 18-miesięcznego synka. Już następnego dnia dziecko wróciło do pełni zdrowia.

         Nadzwyczajne uzdrowienia zaczęły przyciągać na miejsce objawień tysiące ludzi. Władze chciały jednak za wszelką cenę zatrzymać narastającą falę pielgrzymek i dlatego zamknęły dostęp do groty. Decyzją mera miasta stała się ona nielegalnym miejscem kultu religijnego. Nie poparł jednakże tego zarządzenia biskup i ludzie nadal tłumnie przybywali do Massabielle. Ponadto pielgrzymi zaczęli pisać petycje do ministra do spraw wyznań o odwołanie zarządzenia prefekta. Prócz tego mimo ponawianych gróźb ze strony władz ludzie kilkakrotnie zburzyli ogrodzenie broniące dostępu do groty. Wiele osób zostało z tego powodu osądzonych i skazanych lub ukaranych mandatami. Bernadetta w ogóle nie angażuje się w narastający konflikt pomiędzy ludźmi i władzą.

         Postawa władz radykalnie się zmieniła dopiero w końcu września 1858 r. Wówczas to cesarz Napoleon III, po cudownym uzdrowieniu swojego syna, nakazał otworzenie pielgrzymom dostępu do groty. Jego dziecko wyzdrowiało po napiciu się wody z cudownego źródła i spożyciu ziół pochodzących z Massabielle.

         Tymczasem z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Bernadetta zostaje wysłana 8 maja na dwutygodniowe leczenie do pobliskiego sanatorium w Cauterets. Z wielkim utęsknieniem czekała i przygotowywała się na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej w dniu 12 czerwca 1858 r. Od tamtej chwili przyjmowanie Jezusa w Komunii św. stało się dla niej najważniejszym wydarzeniem i największym źródłem duchowej mocy. 16 lipca 1858 r., w święto Matki Boskiej z góry Karmel, po przyjęciu Komunii św. Bernadetta czuje wewnętrzne przynaglenie, aby udać się do groty na spotkanie z Niepokalaną Dziewicą. Dotarła tam tuż przed zachodem słońca. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się jej po raz ostatni. Bernadetta mówiła, że Maryja wtedy milczała i że była piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

         Warto w tym miejscu odnotować znamienny fakt, że w czasie objawień, od 11 lutego do 16 lipca 1858 r., nie odnotowano w rejonie Lourdes żadnych przestępstw i nikt nie został w tym okresie skazany na karę więzienia.

    Epilog

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes potwierdziły, że nauczanie Kościoła jest prawdą pochodzącą od Boga. 28 lipca 1858 r. ordynariusz Tarbes, bp Laurence, powołał komisję kanoniczną do zbadania prawdziwości objawień. Wielokrotnie przesłuchiwała ona Bemadettę i innych świadków, a także szczegółowo badała wszystkie przypadki cudownych uzdrowień. Po przyjęciu wyników prac komisji, 18 stycznia 1862 r., biskup Laurence wydał dekret uznający nadprzyrodzony charakter objawień w Lourdes. Czytamy w nim: “Uważamy za pewne, że Maryja Niepokalana, Matka Boża, rzeczywiście ukazała się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. i w dniach następnych osiemnaście razy w Grocie Massabielskiej, na peryferiach Lourdes, i że wszystkie te objawienia były prawdziwe. Wierni zatem mogą w nie wierzyć”.

         W roku 1866 Bernadetta wstąpiła do zakonu sióstr miłosierdzia w Nevers i pozostała tam aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1879 r. Lourdes tymczasem stało się jednym z największych sanktuariów w świecie. Obecnie każdego roku przybywa tam około 5 milionów pielgrzymów, aby prosić Maryję o uzdrowienie duszy i ciała. Sługa Boży Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do tego sanktuarium. Jego druga wizyta w Lourdes była zarazem jego ostatnią podróżą zagraniczną. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa: “Oto dotarłem do kresu mojej pielgrzymki”…



    ks. Andrzej Trojanowski TChr/Miesięcznik Miłujcie się!

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DRUGA SOBOTA MIESIĄCA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VI NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO – O GODZ. 18.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278

    _________________________________________________________________________

    Przychodzę do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz

    Przychodzę do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz
    Bp Wiesław Lechowicz, w którego tarczy herbowej widnieje postać Dobrego Pasterza.
    fot. Joanna Sadowska/Gość Niedzielny

    ***

    Dziś ingres bp. Wiesława Lechowicza do katedry polowej w Warszawie.

    Uroczystość ingresu do katedry polowej Wojska Polskiego bp Wiesława Lechowicza odbędzie się dzisiaj, 12 lutego, o godz. 11.00 z udziałem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Salvatore Pennacchio.

    Wydarzenie będzie transmitowane przez: program 3. Telewizji Polskiej, TVP Polonia oraz stronę katedry polowej i Ordynariatu Polowego.

    W uroczystości weźmie udział delegacja z diecezji tarnowskiej na czele z biskupem tarnowskim Andrzejem Jeżem.

    Bp Wiesław Lechowicz przez 14 lat był biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej, z czego przez 11 lat pełnił funkcję delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej. Do czasu wyboru nowego delegata do spraw emigracji bp Lechowicz nadal będzie pełnił tę funkcję. „Z czasem, gdy nie będę już formalnie odpowiedzialny za Polonię, to ona i tak pozostanie w moim sercu i w moich modlitwach” – stwierdził w rozmowie z Biurem Prasowym KEP bp Lechowicz.

    Nawiązując z kolei do posługi w ordynariacie polowym bp Lechowicz zauważył, że przychodzi “do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz”. “Moim pierwszym i najważniejszym zadaniem będzie przekazywanie żołnierzom, funkcjonariuszom i ich rodzinom Ewangelii, dzielenie się doświadczeniem Boga” – mówił w rozmowie z Biurem Prasowym KEP bp Lechowicz.

    Bp Wiesław Lechowicz będzie czwartym biskupem polowym od czasu przywrócenia Ordynariatu Polowego przez św. Jana Pawła II, 21 stycznia 1991 r. i szóstym biskupem polowym w historii zinstytucjonalizowanego duszpasterstwa wojskowego w Polsce. Jego dewizą biskupią są słowa In finem diligere (Do końca umiłować).

    Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 19 MARCA 2022

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA

    * GODZ. 10.00 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO: SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT KOBIET W PIŚMIE ŚWIĘTYM. ROZWAŻANIE ROZPOCZYNA SIĘ ŚPIEWEM GODZINEK DO CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    * MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z III NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU – O GODZ. 18.00

    * PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 20.03.2022

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 21.03.2022 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    * PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LUTY 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    MÓDLMY SIĘ W INTENCJI ZAKONNIC I INNYCH KOBIET KONSEKROWANYCH – DZIĘKUJĄC IM ZA ICH MISJĘ I ODWAGĘ – ABY NADAL ODKRYWAŁY NOWE ODPOWIEDZI W OBLICZU WYZWAŃ NASZYCH CZASÓW.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BĘDĄC CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI JAK BOLEŚNIE RANIĄ NASZE GRZECHY TWOJE SERCE BOŻA I NASZA MATKO I SERCE TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, MODLIMY SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE, ABY ODNAWIAJĄC SWOJE ŚLUBOWANIA WYTRWAŁY NA DRODZE POWOŁANIA I MODLIMY SIĘ ZA OSOBY OBARCZONE CIĘŻKIM KRZYŻEM CIERPIENIA, ABY DZIĘKI BOŻEJ MOCY BYŁO IM DANE JUŻ TERAZ ZOBACZYĆ JAK BARDZO SĄ POTRZEBNI W MISJI RATOWANIA BIEDNYCH GRZESZNIKÓW.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    W 2021 r. sekcja polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie zebrała 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan

    W 2021 r. polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie zebrała ponad 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan. Po Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Libanu trafiło już 950 tys. euro.

    fot. Karol Porwich /Niedziela

    ***

    Organizacja przypomniała, że XIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym poświęcony był wsparciu chrześcijan w Libanie.

    “Pomoc Kościołowi w Potrzebie nauczone doświadczeniem Iraku i Syrii, gdzie wojna i trudna sytuacja ekonomiczna zmusiły do ucieczki setki tysięcy chrześcijan, nie chciało dopuścić, by podobny scenariusz zrealizował się w Libanie.

    “Za każdym razem, gdy obywatel Libanu emigruje, przegrywamy nową bitwę” – powiedział maronicki patriarcha ks. kard. Béchara Boutros Raï.

    Dyrektor sekcji polskiej PKWP ks. prof. Waldemar Cisło poinformował, że organizacja przekazała do Libanu 950 tys. euro. Wyjaśnił, że stowarzyszenie może docierać do potrzebujących dzięki nawiązaniu współpracy z Kościołem maronickim, Kościołem grecko-melchickim i Kościołem chaldejskim.

    Wsparcie dla Libanu w 2021 r. uzupełniły transporty z pomocą humanitarną, możliwe dzięki życzliwości wojska. Wśród produktów było m.in. mleko w proszku, środki czystości i leki. Wśród darczyńców znaleźli się m.in.: Grupa PKP, Polfa Tarchomin, PGD Polska i IŁ Capital.

    Przypomniano, że dzięki pieniądzom z rezerwy premiera i inicjatywie podjętej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu do Libańczyków i do syryjskich uchodźców w Dolinie Bekaa trafiły paczki z żywnością.

    “Udało nam się zawieźć 10 tys. paczek żywnościowych i higienicznych” – wskazał ks. prof. Cisło.

    Poinformował, że w 2021 r. PKWP zebrało ponad 12 mln zł. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa różańcowa

    Różaniec

    Różaniec jest jedną z najbardziej popularnych modlitw na świecie. Znany jest – jeśli idzie o formę – od bardzo dawna w religiach Dalekiego Wschodu, w prawosławiu i oczywiście w katolicyzmie. Zwyczaj odmawiania różańców sięga czasów przed narodzeniem Chrystusa. W 1849 r. odkryto wśród ruin starożytnej Niniwy w ręku niewiasty coś w rodzaju różańca. Posążek pochodził z VIII, a może nawet IX w. przed Chrystusem. “Różańce” stosowali powszechnie w Indiach wyznawcy Wisznu i Siwy, także wyznawcy Buddy, lamowie w Tybecie, a nawet mahometanie w Syrii i północnej Afryce.
    Różaniec miał też różne formy. W Chinach np. były nim sznury z węzłami (tzw. sznury mnemotechniczne). Podobną formę miały sznury bramińskie. Najstarsza wzmianka o nich pochodzi z II w. po Chrystusie (księga Athararedd). Różaniec indyjskich siwaitów (czcicieli Siwy) miał formę sznurków z nanizanymi perełkami owocu aksza i składał się z 32, 64, 84 lub 108 paciorków. Podobne różańce mieli i mają dotąd mnisi buddyjscy. Różańce te ułatwiały modlitwę, zwłaszcza gdy pewne formuły stale się powtarzały. Czytamy o pierwszych pustelnikach, że wyznaczali sobie do codziennego odmawiania po 100 i więcej Ojcze nasz czy innych pacierzy.
    Sozomenos i Palladiusz (w. V) podają, że pierwsi chrześcijanie dla łatwiejszego zapamiętania ilości wyznaczonych sobie pacierzy liczyli je na palcach, potem posługiwali się kamykami. Tak czynił św. Paweł Pustelnik, który na 300 kamykach liczył 300 Ojcze nasz. Metodę udoskonalono, posługując się sznurkami z węzłami lub sznurkami z nanizanymi na nich pętelkami czy kawałkami drewna. Taki różaniec miał posiadać św. Pachomiusz (+ 346) i św. Benedykt z Nursji (+ 547). W grobie św. Gertrudy z Nivelles (+ 658) znaleziono sznurek z nawleczonymi kulkami. Byłby to więc najstarszy chrześcijański znaleziony różaniec. Najdawniejszy z zachowanych różańców pochodzi jednak dopiero z XIII w. Znaleziono jego rzeźbę na nagrobku Gerarda, rycerza zakonu templariuszy (+ 1273). Sznur przedstawia 158 nanizanych na nim paciorków. Około roku 1500 pojawiają się różańce, na które składają się paciorki ułożone w dziesiątki.

    Modlitwą najwcześniej i najpowszechniej odmawianą była Modlitwa Pańska. Kiedy powstały zakony, reguła zobowiązywała kapłanów do codziennego odmawiania 150 psalmów. Braci zakonnych natomiast zobowiązywano do odmawiania 150 Ojcze nasz. Dlatego tak ułożone modlitwy nazywano Psałterzem braci. Tak było u benedyktynów jeszcze w XI, u templariuszy – w XII, a nawet w XIII wieku.
    Od XII w. rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odmawiania Pozdrowienia Anielskiego. Wprowadzono je najpierw w formie antyfony do oficjum o Najświętszej Maryi Pannie w wieku XI, w tym samym czasie w modlitwie Anioł Pański, wreszcie jako odrębną modlitwę, powtarzaną wiele razy. Składała się ona początkowo jedynie ze słów anioła Gabriela: “Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 28). Potem zaczęto dodawać słowa, wypowiedziane do Maryi przez św. Elżbietę: “I błogosławiony owoc żywota Twojego” (Łk 1, 42). Tak było aż do wieku XII. Potem zaczęto dodawać słowa następne: “…Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Od XV w. ta forma przyjęła się już powszechnie w Kościele na Zachodzie. Zatwierdził ją św. Pius V w 1566 r., a w 1568 r. wprowadził ją do brewiarza.
    Ze średniowiecza pochodzi zwyczaj częstego powtarzania Pozdrowienia Anielskiego. Pustelnik Aybert z Hennegau (+ 1140) miał zwyczaj codziennie odmawiać je 150 razy. Za każdym razem przyklękał, a na końcu padał na twarz. Różaniec w postaci wielokrotnego odmawiania Pozdrowienia Anielskiego upowszechniał św. Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanów), dlatego nazywa się go ojcem różańca do Najświętszej Maryi Panny.
    Nie jest to jednak ścisłe. Różaniec bowiem w obecnej formie ustalił się dopiero w XV w. dzięki innemu dominikaninowi, bł. Alanusowi a la Roche (van den Clip), który żył w latach 1428-1475. On ustalił nazwę “Psałterz Maryi”, jak też i liczbę 150 Zdrowaś, które podzielił na dekady (dziesiątki), każda przeplatana Modlitwą Pańską. On też założył pierwsze bractwo różańcowe w Douai w 1470 r. W 1464 r. ukazała mu się Maryja. Poleciła mu propagować w swym imieniu różaniec i zakładać bractwa różańcowe. Przekazała mu również 15 obietnic dla tych, którzy będą odmawiać różaniec:

    Ktokolwiek będzie mi służył przez odmawianie różańca świętego, otrzyma wyjątkowe łaski.Obiecuję moją specjalną obronę i największe łaski wszystkim tym, którzy będą odmawiać różaniec.Różaniec stanie się bronią przeciw piekłu, zniszczy, pomniejszy grzechy, zwycięży heretyków.Spowoduje on, że cnoty i dobre dzieła zakwitną; otrzyma on od Boga obfite przebaczenie dla dusz; odciągnie serca ludu od umiłowania świata i jego marności; podniesie je do pożądania rzeczy wiecznych.Dusza, która poleci mi się przez odmawianie różańca, nie zginie.Ktokolwiek będzie odmawiał różaniec i odda się rozmyślaniu nad jego świętymi tajemnicami, nigdy nie będzie pokonany przez niepowodzenia. Bóg nie będzie karał w swojej sprawiedliwości, nie zginie śmiercią niespodziewaną, jeżeli będzie sprawiedliwym, wytrwałym w łasce Bożej i będzie godnym życia wiecznego.Ktokolwiek będzie miał prawdziwe nabożeństwo do różańca – nie umrze bez sakramentów Kościoła.Wierni w odmawianiu różańca będą mieli w życiu i przy śmierci światło Boże i pełnię Jego łaski.Uwolnię z czyśćca tych, którzy mieli nabożeństwo do różańca świętego.Wierne dzieci różańca zasłużą na wysoki stopień chwały w niebie.Otrzymacie wszystko, o co prosicie przez odmawianie różańca.Wszystkich, którzy rozpowszechniają różaniec, będę wspomagała w ich potrzebach.Otrzymałam od mojego Boskiego Syna obietnicę, że wszyscy obrońcy różańca będą mieli za wstawienników cały Dwór Niebieski w czasie życia i w godzinę śmierci.Wszyscy, którzy odmawiają różaniec, są moimi synami i braćmi mojego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa.Nabożeństwo do mojego różańca jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba.

    Różaniec

    Niemniej żarliwie nową formę modlitwy wprowadzali dominikanie: Michał Francois, a przede wszystkim Jakub Spranger (w. XV). Dzięki nim, jak też dzięki poparciu wielu zakonów i hierarchów, modlitwa różańcowa stała się własnością całego Kościoła łacińskiego w wieku XVI, a bractwa różańcowe spotykamy we wszystkich krajach, gdzie tylko dominikanie mieli swoje placówki.

    Z wolna zaczęto także wprowadzać do różańca tajemnice ku rozważaniu życia Chrystusa Pana i Maryi. W XVI w. ustalono ostatecznie 15 tajemnic i podzielono je na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych. Bulle papieskie, począwszy od papieża Sykstusa IV (+ 1484), wspominają o różańcu złożonym jedynie z 15 Ojcze nasz i 150 Zdrowaś. Dopiero bulla św. Piusa V z 17 marca 1569 r. po raz pierwszy zwraca uwagę, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym dla utrzymania odpustów. Ten zwyczaj utrwalił się szczególnie po zwycięstwie w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r., po której Pius V wprowadził święto Matki Bożej Różańcowej.
    Obok różańca “dominikańskiego” zaczęły pojawiać się przeróżne koronki. Szczególną sławę zdobyły sobie koronki zakonu serwitów i franciszkanów ku czci 7 Boleści i 7 Radości Najświętszej Maryi Panny. Bardzo je propagowali bernardyni, a w Polsce bł. Władysław z Gielniowa (1440-1505).
    Modlitwę różańcową popularyzowali liczni święci. Św. Stanisław Kostka (+ 1568) prosił, by przy śmierci dano mu do rąk różaniec, bo to najmilsza pamiątka od niebieskiej Matki. Św. Teresa z Avila (+ 1582) jako siedmioletnia dziewczynka z bratem wyszukiwała w ogrodzie ustronie, gdzie odmawiała z nim różaniec. Św. Karol Boromeusz (+ 1584) był jednym z najżarliwszych propagatorów bractw różańcowych. Św. Filip Nereusz (+ 1595) nawet w nocy nie rozstawał się ze swoim różańcem. Św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna de Chantal (+ 1541) ślubem zobowiązali się do codziennego odmawiania różańca. Św. Józef Kalasanty (+ 1648), św. Jan de la Salle (+ 1719) i św. Jan Bosko (+ 1888) wprowadzili codzienne odmawianie cząstki różańca świętego nie tylko w swoich rodzinach zakonnych, ale także wśród wychowanków. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort nosił przy sobie stale u pasa duży różaniec, podobnie św. Alfons Liguori (+ 1787).
    Najwięcej do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej w Kościele przyczynili się jednak papieże. Wśród nich pierwsze miejsce ma papież Klemens VIII (+ 1605), który wydał 19 bulli zachęcających wiernych do odmawiania tej modlitwy, oraz papież Leon XIII. W latach 1883-1898 wydał on aż 12 urzędowych pism dotyczących różańca świętego. Można je nazwać encyklopedią różańcową. Łącznie w całym swoim pontyfikacie zostawił on 22 oficjalne dokumenty dotyczące różańca. On też wprowadził nabożeństwa różańcowe w październiku. Pius XI i Pius XII codziennie ze swoimi domownikami odmawiali różaniec. Pius XI wydał osobny dokument O Różańcu Najświętszej Maryi Panny (z 29 września 1937 r.). Papieże Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II niejeden raz w swoich publicznych przemówieniach zachęcali wiernych do ukochania tej modlitwy.

    Jan Paweł II i różaniec

    W 2002 r. Jan Paweł II listem Rosarium Virginis Mariae dołączył do różańca także czwartą część – tajemnice światła (chrzest Chrystusa, pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, głoszenie Królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii). Ogłosił także czas od października 2002 do października 2003 Rokiem Różańca Świętego i wezwał wszystkich wierzących do częstszej i bardziej gorliwej modlitwy różańcowej.
    Do odmawiania różańca kilkakrotnie wzywała także Matka Boża w czasie swych objawień, m.in. w Lourdes (1858), w La Salette, w Fatimie (1917), w Beauraing (1932) i w Banneux (1933).




    Różaniec nie może zastąpić Mszy świętej czy uczestnictwa w innych celebracjach liturgicznych; nie stanowi konkurencji ani dla Liturgii Godzin, ani dla koronki do Miłosierdzia Bożego, ani dla innych form kultu. Jest natomiast wspaniałym i potężnym sposobem przeżywania naszej wiary w żywej łączności z Maryją, wraz z którą wędrujemy po drogach tajemnic naszego odkupienia. Zachęcamy do wytrwałej modlitwy różańcowej, szczególnie w październiku – powierzajmy Matce Bożej Ojca Świętego i wszystkie bliskie jego sercu sprawy.

    Za odmówienie w całości (i bez przerwy) przynajmniej jednej części różańca (pięciu dziesiątek) w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy pobożnym stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami można uzyskać odpust zupełny (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy). Więcej na temat odpustów i o różańcu – w naszej Czytelni.

     • Dokumenty i nauczanie papieskie o Różańcu
     • O historii Różańca
      • O modlitwie różańcowej
      • Rozważania tajemnic różańcowych
    Internetowa Liturgia Godzin

    *****

    WIERSZ O RÓŻAŃCU

    W małej izdebce, tuż obok łóżka,
    Z różańcem w ręku klęczy staruszka
    Czemuż to babciu mówisz pacierze?
    Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

    Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
    Moc mają ogromną, odpuszczają winy
    Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
    Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

    Pierwsza dziesiątka jest za papieża
    Niech nami kieruje, Bogu powierza.
    Druga w intencji całego Kościoła
    Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

    Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
    A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
    Czwartą odmawiam w intencji syna…
    Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

    Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
    Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
    Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
    Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

    Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
    Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
    I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
    Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

    Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
    Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
    Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
    Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

    Awantury, alkohol, płacz i siniaki
    Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
    Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
    Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

    Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
    Bogu polecam swych wnucząt udręki,
    Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
    Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

    „Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
    Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
    Na nic te posty i twoje modły,
    Bo los już taki musi być podły.”

    Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
    Wie, że jest chora, niedługo skona.
    Co będzie z synem, z jego rodziną?
    Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

    I zmarła nieboga. Wezwano syna
    Ten twardo powiedział – nie moja to wina.
    Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
    Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

    Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
    W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
    Nie ma paciorków – patrzy i nie wierzy,
    Palcami starte od milionów pacierzy.

    Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
    Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
    Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
    Wybacz mi – krzyknął – Boże mój kochany!

    Ożyło w końcu syna sumienie,
    Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
    Całował zimne swej matki dłonie,
    Twarz łzami zoraną i siwe skronie.

    Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
    Szczęście gościło w ich domu progu.
    I codziennie wieczorem, całą rodziną,
    Różaniec mówili za matki przyczyną..

    wiersz Jacka Daniluka z książki “Jego śladem” dedykowany św. Janowi Pawłowi II

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    O. Gabriele Amorth: Różaniec wywołuje paniczny strach u demona - zdjęcie
    fot. via Pixabay

    *****

    o. Gabriele Amorth:

    Różaniec wywołuje paniczny strach u demona

    Zmarły w 2016 roku egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    o. Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dom zakonny stanął obok Planned Parenthood i spadła liczba aborcji

    Samplefot. Exe Lobaiza / Cathopic

    ***

    W Saint Louis naprzeciwko kliniki Planned Parenthood znajduje się klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Jak zaznaczają siostry, od czasu, gdy dom zakonny znajduje się w tym miejscu, liczba przeprowadzanych aborcji w klinice spadła.

    Klasztor, noszący imię patronki obrońców życia, Naszej Pani z Guadalupe, został założony w 2017 r. za aprobatą miejscowego biskupa, po tym, jak kilka katolickich małżeństw zaproponowało budowę kaplicy w pobliżu placówki Planned Parenthood. Jest miejscem, gdzie mogą spotykać i modlić się osoby działające w ruchach pro-life. Siostry towarzyszą poprzez modlitwę i gościnność wszystkim, którzy włączają się w budowanie społeczności broniącej życia. „Ludzie pytają: co robisz cały dzień? Odpowiadam wtedy: otwieram drzwi, gdy ktoś przyjdzie. Dzwonek do drzwi dyktuje nam to, co robimy” – mówi s. Ann Hall.

    Klasztor jest swoistą przystanią, do której zawsze mogą przyjść osoby chcące wesprzeć działania za życiem. Pomaga ludziom zbierać się razem. „W pewnym sensie jest to lodołamacz, który pozwala poznać ludzi i zachęca ich, by przyszli ponownie” – kontynuuje s. Hall. Ci, którzy są zbyt nieśmiali, by modlić się w intencji obrony życia pod samą kliniką, mogą przejść przez ulicę i modlić się w klasztornej kaplicy. Kilka razy w miesiącu odbywają tam się także wspólne spotkania, adoracje i obiady. Z gościny sióstr korzystają też archidiecezjalne grupy duszpasterskie pro-life, a także przygotowujący wiece antyaborcyjne.

    Klinika Planned Parenthood jest ostatnim miejscem w Missouri, gdzie wykonuje się aborcje chirurgiczne. „Od czasu otwarcia klasztoru ich liczba gwałtownie spadła, nie tylko w klinice, ale i w całym stanie” – powiedziała Amy Kosta, z organizacji St. Louis Life Runners. Klasztor i jego posługa pro-life przykuwają też uwagę innych miejsc diecezji.

    06 lutego 2022/Marek Krzysztofiak SJ/vaticannews.va/Saint Louis Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    _____________________________________________________________________________

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Aborcyjny Dream Team chwali się pomocą w aborcji. Matka była w 37. tygodniu ciąży!

    Grupa feministek pomagająca mordować nienarodzone dzieci – Aborcyjny Dream Team – pochwaliła się niedawno, że pomogła zabić dziecko gotowe do porodu. Jego matka była w 37. tygodniu ciąży! – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina.

    Jak czytamy na stronach Fundacji, feministki spod znaku pioruna przyznają, że pomaganie w aborcjach jest ich życiową pasją i misją, a za cel obrały sobie promowanie pozytywnego (!) przekazu dotyczącego aborcji.

    Za pośrednictwem mediów społecznościowych co jakiś czas Aborcyjny Dream Team chwali się swoimi morderczymi osiągnięciami. Uruchomiona przez nich infolinia umożliwia konsultacje aborcyjne i zamawianie tabletek poronnych oraz umawianie wyjazdów na zabicie dziecka za granicami Polski (w krajach, w których zabijanie dzieci przed narodzeniem jest legalne). Aborcjonistki z ADT uważają, że aborcja powinna być dostępna w każdym momencie ciąży na żądanie. Jak się okazuje również 9. miesiąc ciąży, według nich, jest odpowiednim momentem na zamordowanie dziecka!

    Aborcja w 9. miesiącu ciąży
    Aborcjonistki ostatnim wpisem na Facebooku wywołały spore oburzenie nawet wśród swoich zwolenniczek. Oznajmiły bowiem, że pomogły kobiecie będącej w 37. tygodniu ciąży dokonać aborcji. W komentarzach zawrzało (niektóre zostały już przez ADT skasowane).
    Aborcjonistki przyznały, że preferowaną metodą zabicia dziecka w tak zaawansowanym stadium rozwoju, jest rozszerzenie szyjki macicy umożliwiające wydobycie go narzędziami, a wcześniej podanie bezbronnemu dziecku morderczego zastrzyku, który zatrzymuje akcję serca!
    37. tydzień ciąży to etap, gdy dziecko oficjalnie uznaje się za donoszone, można je urodzić i oddać je do adopcji lub umieścić w oknie życia. Niestety aborcjoniści wkroczyły do gry i mały człowiek został zamordowany. Oto prawdziwa cywilizacja śmierci.

    Cel ostateczny – aborcja bez ograniczeń
    Jak podkreśla Fundacja Życie i Rodzina, działania Aborcyjnego Dream Teamu pokazują ostateczny cel proaborcyjnych aktywistów – aborcja bez żadnych ograniczeń. „Dla nich nie ma granic w bestialskim mordowaniu nienarodzonych. Chcą zabijać za wszelką cenę – w imię wyboru, komfortu, prawa, wpadki, choroby czy sytuacji finansowej – nieważne, każdy powód do zrobienia aborcji jest dobry” – czytamy.

    W swoich medialnych wypowiedziach zwolennicy aborcji podkreślają, że robią wszystko, by zmienić sposób mówienia o aborcji. W tym celu, m.in. zmieniają słownictwo około aborcyjne i odczłowieczają nienarodzone dzieci (nazywają je na wiele prześmiewczych sposobów, byle tylko nie zdefiniować ich jako ludzi).

    Te same osoby, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., dążą do ponownego zalegalizowania aborcji w naszym kraju. Chcą, by zabijanie dzieci w łonach matek było w świetle polskiego prawa możliwe i to bez ograniczeń. Wabią Polki zwodniczymi hasłami. Perfidnie i w kłamliwy sposób wykorzystują tragedie, takie jakie miały miejsce w szpitalu w Pszczynie czy w Częstochowie. Robią to, by nakręcać emocje. Wszystko po to, by zdobyć jak największe poparcie społeczne dla swoich morderczych postulatów i móc forsować je w Sejmie.
    Aborcja to przede wszystkim gigantyczny biznes. Wcale nie chodzi w nim o dobro kobiet, tu liczą się tylko zyski. Zarówno matka jak i dziecko są traktowane przedmiotowo. Aborcjoniści chcą, by aborcji było jak najwięcej, bo mają z tego ogromne pieniądze.

    Prawdziwe oblicze aborcjonistów
    Aborcjonizm w wersji light nie istnieje i przekonały się o tym feministki popierające wcześniej ADT. Nawet one uznały, że to za wiele. Może wreszcie zobaczą, kogo popierają i o co chodzi aborcyjnym aktywistom – zabijać wszystkie dzieci bez wyjątku i bez skrupułów. Fakt, że ADT pomógł zamordować dziecko gotowe do porodu, musi budzić obrzydzenie. Warto pamiętać, jakie są prawdziwe intencje feministek, szczególnie, gdy znów usłyszymy, jak z fałszywą troską pochylają się nad ciężarnymi w trudnej sytuacji życiowej…

    źródło: Fundacja Życie i Rodzina/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Macron, Metsola i oczekująca przepaść

    (fot. youtube)

    ***

    Każda wina musi zostać ukarana. Narody nie mają życia ponadziemskiego, dlatego jeżeli grzeszą, kara musi być wymierzona na tym świecie. O tym w kontekście coraz bardziej masowej zbrodni aborcji pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

    19 stycznia Emmanuel Macron, prezydent Republiki Francuskiej, inaugurował w Parlamencie Europejskim okres francuskiej prezydencji. Zaproponował wprowadzenie aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka w ramach Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Karta, zaaprobowana w Nicei w 2000 r. i ratyfikowana Traktatem lizbońskim w 2007, jest swego rodzaju europejskim statutem konstytucyjnym. Obok Macrona w Strasburgu obecna była maltańska eurodeputowana Roberta Metsola, wybrana dzień wcześniej na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego dzień wcześniej w Strasburgu, zastępując Davida Sassoli.

    Po wyborze Metsola, chciała uspokoić tych, których niepokoiły jej poprzednie wypowiedzi przeciwko aborcji. „W sprawie przerywania ciąży – powiedziała – moja linia będzie taka, jak Parlamentu”. Przerwanie ciąży, nie aborcja; takie podporządkowanie się decyzjom większości parlamentarzystów przypuszczalnie będzie miało zastosowanie nie tylko do aborcji, ale do każdej ohydy, jaką mogłoby to zgromadzenie zaaprobować. Następnego dnia przewodnicząca Metsola bez mrugnięcia okiem słuchała słów Macrona.

    Deklaracja Macrona o aborcji jako prawie człowieka, którą wygłosił przed zgromadzeniem plenarnym, gdzie znajdowało się wielu katolików i konserwatystów, stanowiła bezpośrednie wyzwanie – porównywalne do poprzednika Macrona, Jacque’a Chiraca, kiedy sprzeciwił się wszelkim nawiązaniom do chrześcijańskich źródeł Europy w Karcie Praw z szacunku dla świeckiej i rewolucyjnej tradycji Francji.

    Rewolucja francuska u progu XXI wieku wciąż wywiera wpływ; wszystkie współczesne i postmodernistyczne prawa mają swoje źródło w Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789, łącznie z feministycznym sloganem: „moje ciało, mój wybór”, na którym rzekome „prawo do aborcji” się opiera. Każdy, kto ma czyste sumienie, musi sprzeciwić się głoszeniu takich pseudo-praw stanowczym „Nie”, bez wyjątku i bezkompromisowo.

    Rozum, sumienie i prawo naturalne odciśnięte w naszych sercach mówią nam, że zabijanie niewinnej istoty ludzkiej nie jest dozwolone nigdy, w żadnych okolicznościach. Zakaz aborcji, dzieciobójstwa, eutanazji i generalnie zabójstwa opiera się na prawie, które jest absolutne; bez możliwych kompromisów i wyjątków. Jeśli dopuszcza się wyjątek w prawie moralnym, cała moralność upada.

    Pod tym względem gotowość Roberty Metsoli do kompromisu wygląda nie mniej poważnie niż antychrześcijańska prowokacja Emmanuela Macrona. Macron jest zaprzysięgłym wrogiem prawa naturalnego i chrześcijańskiego, usiłującym zamienić przestępstwo w prawo konstytucyjne. Roberta Metsola jest fałszywą przyjaciółką, która, akceptując przekształcenie występku w prawo, przyczynia się do psychologicznego i moralnego rozbrojenia obrońców życia. Rezultatem jest trywializacja zła, która doprowadziła w wielu krajach, w tym Włoszech, do masowego mordowania z pomocą pigułki aborcyjnej. Według doniesień w wielu regionach Włoch farmakologiczne środki aborcyjne typu „Zrób to sama” stały się podstawową metodą aborcji, znacznie przewyższając liczbę aborcji chirurgicznych („La Repúpblica”, 28 stycznia 2021 r.). Unikając psychologicznej traumy interwencji szpitalnej, sumienia coraz szybciej przyzwyczajają się do zła, co ma wprost trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.

    Ale musimy pamiętać, że za każdą winę jest kara. A im większa wina, tym większa kara. Winy indywidualne spotyka kara albo na tym świecie, albo na tamtym, przed lub po śmierci. Jednak kiedy winy są społeczne, popełniane przez naród albo przez kilka narodów, kara musi nastąpić na ziemi, ponieważ narody, przeciwnie do człowieka, nie mają swojego ponadziemskiego przeznaczenia.

    Trwająca pandemia, wiatry wojny nadciągające z Europy Wschodniej, możliwy wybuch kryzysu gospodarczego; wszystkie te niepokojące fakty powinny skłonić nas do refleksji. Kiedy brak refleksji, narody spieszą w lekkomyślnym zatraceniu ku oczekującej je przepaści. Tym, którzy myślą i mają prawe sumienie, pozostaje jedynie kontynuować modlitwę i walkę, powierzając wszystko rękom Boga.

    Roberto de Mattei/źródło: voiceofthefamily.com/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŚRODA – 2 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ


    „Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu” (Łk 2,22).

    Dzisiejsze święto Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni, zwane w Polsce świętem Matki Bożej Gromnicznej, jest pierwszym w roku liturgicznym świętem maryjnym. Kalendarz liturgiczny roku kościelnego celebruje bowiem cztery uroczystości Matki Bożej: Niepokalane Poczęcie (8 grudnia), Boże Macierzyństwo (1 stycznia), Zwiastowanie Pańskie (25 marca) i Wniebowzięcie (15 sierpnia). Celebruje nadto trzy święta maryjne: jako pierwsze właśnie Ofiarowanie Pańskie (2 lutego), Nawiedzenie św. Elżbiety (31 maja) i Narodzenie Najświętszej Maryi Panny (8 września). W końcu w całym Kościele obchodzi się osiem wspomnień maryjnych: Najświętszej Maryi Panny z Lourdes (11 lutego); Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca); rocznicę poświęcenia rzymskiej bazyliki Najświętszej Maryi Panny (5 sierpnia); Najświętszej Maryi Panny Królowej (22 sierpnia); Najświętszej Maryi Panny Bolesnej (15 września); Najświętszej Maryi Panny Różańcowej (7 października); Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny (21 listopada); Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny (sobota po uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa). Wiele Kościołów lokalnych oddaje nadto cześć Matce Bożej w tytułach wpisanych w ich tożsamość chrześcijańsko-narodową, jak chociażby my Polacy świętujemy uroczystość Matki Bożej Królowej Polski (3 maja), czy Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej (26 sierpnia), czy święto Matki Kościoła (poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego; wspomnienie to celebrują też Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Portugalczycy, wiele krajów Ameryki Łacińskiej, ale nie kraje o tradycji protestanckiej, jak Niemcy czy Holandia).

    Dzisiejsze święto określane jest po grecku jako „Hypapante” (Spotkanie – w nawiązaniu do spotkania Świętej Rodziny z Symeonem i Anną). Bł. papież Paweł VI, który przeprowadził posoborową reformę kalendarza liturgicznego, określił dzisiejsze święto „połączonym wspomnieniem Syna i Matki”. „Celebruje ono bowiem – wyjaśniał Paweł VI, nawiązując do słów Symeona (Łk 2,29-35) – tajemnicę zbawienia dokonanego przez Chrystusa, z którym Najświętsza Dziewica najściślej się zespoliła jako Matka cierpiącego Sługi Jahwe, jako wykonawczyni zadania powierzonego dawnemu Izraelowi i jako wzór nowego ludu Bożego, który wśród wiary i nadziei ustawicznie jest doświadczany cierpieniami i prześladowaniami” (Marialis cultus, nr 7).

    W Polsce, nazywając dzisiejszy dzień świętem Matki Bożej Gromnicznej, widzimy w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię Chrystusa – Światłość świata, i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła, rozjaśniając drogi naszego życia. W przeszłości częściej niż dzisiaj brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci, a także wówczas, gdy wiejskim, łatwopalnym domom groziły burze z piorunami. To od nich – gromów miały bronić poświęcone w święto Ofiarowania Pańskiego świece, zwane właśnie gromnicami. Gromnice do dziś zapala się i podaje się do ręki konającym, aby Maryja wprowadziła ich do wiekuistej światłości, chroniąc od napaści szatana i okazując im Jezusa, „jedyne Światło, które nie zna zmierzchu” (Obrzędy pogrzebu, nr 64).

    Z dzisiejszym świętem kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd i nazajutrz rozbieramy w kościołach szopki bożonarodzeniowe; kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia, zamyka się cykl ukazywania w liturgii Chrystusa jako Dziecko.

    Od 1997 r. w dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego obchodzimy też Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez św. Jana Pawła II. Wszak osoby obdarzone powołaniem do takiego stylu życia winny ofiarować Bogu całe swoje jestestwo, podobnie jak uczyniła to Maryja, która była pierwszą i najdoskonalszą uczennicą Chrystusa – prima et perfectissima Christi discipula (Marialis cultus, nr 35)co więcej, była niejako „pierwszą konsekrowaną” (Redemptionis donum (nr 17). Jako osoby konsekrowane jesteśmy więc wezwani, aby uobecniać Jej misję w Kościele i w świecie, przyjmując Ją jako pierwowzór naszej konsekracji w naśladowaniu Chrystusa i przedstawiając Ją Ludowi Bożemu przede wszystkim poprzez naśladowanie Jej cnót i odtwarzanie Jej postaw, aż do stania się znakiem Jej ustawicznej obecności wszędzie gdziekolwiek się znajdujemy.

    o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD/karmel.pl

    ___________________________________________________________________________

    Przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie

    Prezentacja Jezusa /Wikipedia

    ***

    Starotestamentowe prawodawstwo zawiera polecenie, do którego posłusznie zastosowali się Maryja i Józef: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. W każdym pokoleniu Izraelitów żywa była pamięć o ocaleniu pierworodnych podczas wyjścia z Egiptu. Świadomość, że pierworodni chłopcy są absolutną własnością Boga, sprawiała, iż 40 dni po narodzinach byli Mu ofiarowywani w specjalnym obrzędzie. Jeżeli przyszli na świat w Jerozolimie czy jej sąsiedztwie, ten obrzęd odbywał się na terenie świątyni jako miejscu szczególnej obecności Boga. „Wykupienie” pierworodnego łączyło się z „oczyszczeniem” matki. Benedykt XVI napisał: „Maryja nie potrzebuje oczyszczenia po urodzeniu Jezusa: narodzenie to przynosi oczyszczenie świata. Jest jednak posłuszna Prawu i właśnie w ten sposób służy spełnieniu się obietnic” (Jezus z Nazaretu).

    Ofiarowanie Jezusa, jako wypełnienie Prawa, pełniej odsłania, kim jest Niemowlę urodzone w Betlejem. Malachiasz, jeden z ostatnich proroków biblijnego Izraela, zapowiadał przybycie długo wyczekiwanego Pana do świątyni, do którego ona należy. Jego przyjście stanie się czasem definitywnego wyboru, który ukaże sens wybrania Izraela i zapoczątkuje całkowicie nowy etap historii zbawienia, gdyż „przetopi, oczyści i przecedzi synów Lewiego”, czyli starotestamentowych kapłanów i kapłaństwo. Ofiarowanie Jezusa w świątyni zapowiada położenie kresu ofiarom składanym ze zwierząt i pokarmowym oraz zastąpienie ich jedyną ofiarą Baranka, który gładzi grzechy świata.

    Połączenia początku i kresu życia Jezusa Chrystusa dokonał autor Listu do Hebrajczyków – pisma, które dobitnie podkreśla związek Starego i Nowego Testamentu. Ofiarowanie w świątyni jest jednym z tych wydarzeń, przez które Jezus całkowicie i pod każdym względem upodobnił się do braci, czyli synów Izraela. Ale nie jest tylko jednym z nich, bo Jego człowieczeństwo łączy się z Bóstwem, wskutek czego odwieczny zwyczaj nabywa nowej treści. Jezus, upodabniając się do braci, „stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem dla przebłagania za grzechy ludu”. Ofiarowanie Pańskie zapowiada więc tajemnicę Krzyża.

    Na terenie świątyni jerozolimskiej powtórzyła się sytuacja z Betlejem: w ludzie Bożego wybrania nie zabrakło tych, którzy cierpliwie czekali na wypełnienie obietnic Bożych. Nagrodą za ich cierpliwą wytrwałość był dar właściwego rozpoznania Pana i oddania Mu chwały. Starzec Symeon, określany jako sprawiedliwy, pobożny i wyczekujący pociechy Izraela, wieńczy nadzieję wszystkich sprawiedliwych Starego Testamentu. Owocem jego wiary i mądrości stały się słowa skierowane do Maryi, zapowiadające przyjęcie, ale i sprzeciw wobec Boga, który przyszedł do swojej własności: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Sprzeciw wobec Jezusa boleśnie rani Jego Matkę. W geście Maryi trzymającej na rękach nowonarodzonego Syna nietrudno rozpoznać podobieństwo do Piety – Matki, na której kolanach spoczywa Jego martwe ciało.

    ks. prof. Waldemar Chrostowski/Niedziela Ogólnopolska

    ___________________________________________________________

    Ks. Jan Glapiak: Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa - zdjęcie

    Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa

    Ofiarowanie Jezusa w świątyni objawia najważniejszą prawdę o Jego relacji z Bogiem – to relacja zależności, w której dokonuje się także nasze zbawienie.

    Maryja i Józef przynieśli Jezusa do świątyni jerozolimskiej, aby Go przedstawić Panu, jak jest napisane w Prawie Pańskim (por. Łk 2, 22-23). Poddanie Jezusa temu obrzędowi ukazuje posłuszeństwo Prawu i przynależność Jezusa do stworzenia: oto Słowo Odwieczne Ojca przyszło rzeczywiście na ten świat; Syn Boży prawdziwie stał się człowiekiem. Jest to również przyjęcie tej prawdy, że człowiek wraz z całym stworzeniem pochodzi od Boga i ma do Niego wrócić.ADVERTISEMENT

    Całkowita zależność od Boga

    Jezus nie zostaje przyniesiony do domu Bożego, aby zostać wykupionym, jak nakazywały przepisy Prawa Mojżeszowego, ale zostaje przedstawiony Panu, czyli poświęcony Mu na służbę. Jezus jako Syn Boży pochodzi od Boga oraz całkowicie do Niego należy. Także nasze zbawienie dokonuje się w całkowitej zależności od Boga i w pełnym oddaniu Mu naszego życia. Ofiarowanie siebie Bogu prowadzi do zmiany jakościowej naszego życia. W Bogu ma źródło nasza godność, a zarazem moc do wypełniania życia dobrem.

    Dziękujmy więc Panu Bogu za dar życia i za czas, który jest nam dany, by czynić dobro. Dziękujmy za zdrowie i wrodzone umiejętności, za wykształcenie i pracę, za rodzinę i przyjaciół, bo to wszystko otrzymaliśmy od Niego. Dziękujmy Bogu, naszemu Stwórcy, przez Jezusa Chrystusa, naszego jedynego Pośrednika, w Duchu Świętym, który nas uświęca. Wdzięczność to cecha ludzi szlachetnych. Nasza wdzięczność wobec Boga to uznanie Jego wielkości i dobroci względem stworzeń. To także wyraz naszej wiary w Tego, który zawsze pragnie naszego dobra. Dlatego mówimy: „Ojcze nasz, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi” i z największą ufnością oddajemy Mu całe nasze życie, aby to, co dobre, w nas pomnożył, a zachował od tego, co złe, by nasze życie było prawdziwie na Jego chwałę i stanowiło dobry przykład dla innych. Często oddawajmy się Bogu za pośrednictwem Maryi, wypowiadając słowa: „Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. (…) Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, aby cała moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim”.

    Maryja wzorem zawierzenia

    Z ufnością zwracajmy się do Boga przez Maryję, która jest dla nas wzorem całkowitego oddania się Bogu. Ona ciągle realizuje swoje słowa: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Podczas ofiarowania Pana Jezusa w świątyni Maryja słyszy słowa wypowiedziane przez starca Symeona: „A Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2, 35). Oznacza to, że w Jej życiu, oprócz tajemnic radosnych, będą także tajemnice bolesne. Ona będzie współcierpieć ze swoim Synem, kiedy nadejdzie Jego godzina. Będzie na drodze krzyżowej Jezusa i pod Jego krzyżem.

    W naszym życiu też są tajemnice bolesne. Jest wśród nas wiele osób cierpiących nie tylko ze względu na wiek. Jedni cierpią fizycznie, inni duchowo. Często od bólu fizycznego gorszy jest ból psychiczny, powodowany opuszczeniem, osamotnieniem, niezrozumieniem, krzywdą, czasami wyrządzoną przez najbliższych. A skoro tak jest, to zastanówmy się, czy Panu Bogu nie chodzi o to, abyśmy razem z naszą modlitwą ofiarowali Mu także nasze cierpienie? Bł. Jan Paweł II uczył nas tego – najpierw słowem, a potem przyjmowanym przez siebie cierpieniem – jak czerpać siły z Eucharystii poprzez łączenie swojej codziennej ofiary z Ofiarą Chrystusa dla dobra Kościoła i całej ludzkości. Albowiem nasz ból nie jest bezużyteczny, gdy jest złączony z cierpieniem Chrystusa. Wówczas jest on jak kropla wody, która – dodana do wina podczas Mszy świętej wraz z nim – przemienia się w Najdroższą Krew Chrystusa, wylaną dla zbawienia świata.

    Trwanie na modlitwie

    Przykładem życia całkowicie oddanego Bogu może być dla nas starzec Symeon. „Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczął na nim” (Łk 2, 25). Otrzymał on łaskę spotkania z Dzieciątkiem Jezus. Natomiast prorokini Anna „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą” (Łk 2, 37). Pójdźmy w ich ślady. Wielu już tak uczyniło, chociażby uczestnicząc w Jerychach Różańcowych, które polegają na trwaniu przez siedem dni na modlitwie różańcowej przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Jak prawdziwie spełniają się wówczas słowa bł. Jana Pawła II, że modlitwa różańcowa jest kontemplowaniem oblicza Chrystusa w szkole Maryi!

    Zadania na luty:

    1. Podziękujmy Bogu za dar życia, za zdrowie, pracę, nasze talenty, za rodzinę i przyjaciół; to wszystko pochodzi od Niego.

    2. Postarajmy się dostrzec obecność Boga również w sytuacjach trudnych – w chorobie, starości, różnego rodzaju przykrych wydarzeniach – i również za nie podziękujmy Panu Bogu.

    3. Podejmijmy dodatkowy rodzaj modlitwy, np. krótką cotygodniową adorację Najświętszego Sakramentu; niech to będzie wyraz naszego pragnienia jeszcze głębszego oddania się Bogu i trwania przy Nim całym sercem.

    ks. Jan Glapiak/Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ MODLITW ZA OSOBY KONSEKROWANE

    Zgodnie z decyzją ojca świętego Jana Pawła II od roku 1997 w święto Ofiarowania Pańskiego Kościół szczególnie zwraca uwagę na osoby konsekrowane, które dziś ponawiają swoje oddanie na zawsze i całkowicie Panu Bogu, aby mógł w nich działać tak jak chce i bez żadnych zastrzeżeń. Pięknie wyraził istotę takiego oddania właśnie św. Jan Paweł II: „Człowiek nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”.

    Osoby konsekrowane są żywym znakiem, że choć jesteśmy zanurzeni w doczesności, to celem naszego życia jest Królestwo Niebieskie. Życie konsekrowane jest drogą specjalnego naśladowania Jezusa Chrystusa i temu służą trzy rady ewangeliczne, które ślubują osoby konsekrowane: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo.

    • czystość jest wyrazem prawdziwej miłości,
    • ubóstwo jest znakiem wolności od różnego rodzaju form zniewolenia,
    • posłuszeństwo zaś oznacza dyspozycyjność dla miłości. (wzięte z wypowiedzi bp Jacka Kicińskiego, klaretyna, przewodniczącego Komisji KEP ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego).

    ___________________________________________________

    Życie konsekrowane przez profesję rad ewangelicznych jest trwałą formą życia, w której wierni pod działaniem Ducha Świętego naśladując dokładniej Chrystusa, oddają się całkowicie umiłowanemu nade wszystko Bogu, ażeby – poświęceni z nowego i szczególnego tytułu dla chwały Boga, budowania Kościoła i zbawienia świata – osiągnąć doskonałą miłość w służbie Królestwa Bożego i stawszy się w Kościele wyraźnym znakiem, zapowiadać niebieską chwałę.

    Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 573 – § 1

    WORLD DAY OF CONSECRATED LIFE

    Chrystus wzywa was, a świat na was czeka! Pamiętajcie, że królestwo Boże potrzebuje waszej hojności i pełnego poświęcenia. Nie zachowujcie się jak bogaty młody człowiek, który na zaproszenie Chrystusa nie był w stanie się zdecydować i zachował swój majątek. Zachowujcie się jak rybacy, którzy wezwanie przez Jezusa natychmiast porzucili wszystko i stali się rybakami ludzi.

    Musicie przywitać Maryję w swoim młodym życiu, jak apostoł Jan, który zabrał ją do swego domu. Pozwólcie jej stać się waszą Matką. Otwórzcie przed nią wasze serca i sumienia. Niech ona zawsze pomoże wam znajdować Chrystusa, aby „iść za Nim” na wszystkich ścieżkach życia.

    św. Jan Paweł II – 2 lutego 1989 r.

    ___________________________________________________________

    W Polsce obecnie jest ponad 31,1 tys. osób konsekrowanych. Obok zakonnych wspólnot męskich (59) i żeńskich (105) – w tym gronie są także dziewice konsekrowane i wdowy poświęcone Bogu, jak również pustelnicy, członkowie wspólnot i instytutów kościelnych.

    MATKA RÓŻA CZACKA
    błogosławiona Matka Róża Czacka/z archiwum Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

    Chciała służyć nie tylko „niewidomym na ciele”, ale także „niewidomym na duszy”

    ___________________________________________________________________________

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – POŚWIĘCENIE ŚWIEC GROMNICZNYCH

    Gromnica – czym tak naprawdę jest ta wyjątkowa świeca?

    2 lutego Kościół obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego, z którą nierozerwalnie związana jest tradycja tzw. gromnicy. Czym jest ta niezwykła świeca i dlaczego warto zadbać o nią już dziś?

    fot. Bożena Sztajer/Niedziela

    ***

    Jednym ze starszych świąt w Kościele jest uroczystość Ofiarowania Pańskiego, zwana też dawniej świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a u nas w Polsce nazwane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Podobno już w IV wieku obchodzono je uroczyście w Rzymie, za papieża Gelezjusza I, a z całą pewnością w wieku X, kiedy odnotowano, że w święto to odbywały się procesje ze światłem. W tym dniu święci się gromnice, które później daje się do dłoni osobom opuszczającym ten świat, by Matka Boża była przy nich aż do ostatniego tchnienia i zapewniła im szczęśliwą wieczność.

    Dawniej po powrocie z kościoła do domu w Gromniczną zapalano świecę i płomykiem zataczano krzyż na suficie izby. Obecnie nie przestrzega się już tego zwyczaju. Kiedyś gromnica bywała obowiązkowo wykonana z wosku i po zapaleniu pięknie pachniała. Już sam zapach miał właściwości lecznicze.

    Na Podkarpaciu Zofia Kurowska z Zaczernia zajmuje się wyrobem świec liturgicznych od wielu lat. Pierwsze gromnice wykonał jej ojciec we Lwowie w 1936 r. Do niedawna gromnicę robiło się ręcznie. Praca taka była bardzo trudna i długa. Ręcznie polewało się woskiem pszczelim gromnice warstwowo. Było to bardzo pracochłonne, ale ten trud się opłacał. Kiedy można było już zobaczyć pięknie zrobione świece. Teraz wyrób świec jest prosty, robi się je maszynowo. Dziennie robi się ich kilkadziesiąt.

    Dziś klienci oczekują tradycyjnych gromnic i z takimi idą do swoich kościołów 2 lutego. W Zaczerniu świece robi się w sposób tradycyjny. Do wyrobu tych świec dodaje się prawdziwy wosk pszczeli, resztę stanowi parafina.

    – Obok tych podstawowych składników, zawsze dodajemy do tego kawałek własnego serca. Bo przecież gromnica to nie jest taka zwykła świeca – to jest gromnica. Pamiętam, kiedy wyrabiam dziś gromnice, każdego dnia – towarzyszy mi myśl. O tym komu i w jakim celu ma ona później służyć – twierdzi Zofia Kurowska. – Nasze gromnice są w trzech diecezjach: rzeszowskiej, przemyskiej oraz sandomierskiej.

    Poświęconą w kościele zapaloną gromnicę starano się zanieść do domu, by od niej rozpalić ogień, który zwiastować miał zgodę i miłość w rodzinie. Z zapaloną świecą obchodzono całe gospodarstwo, aby odstraszyć zło. Poświęcone świece, jako znak Bożej jasności, zapalano w trudnych chwilach: podczas burzy stawiano te świece w oknach, gromnicami zażegnywano klęski gradowe, dymem z nich kreślono znaki krzyża na drzwiach, piecu i oknach jako „zapory” przeciw nieszczęściom i złu. Zapalenie gromnicy i wkładanie jej w ręce umierającego oznaczało, że na wzór „roztropnych panien” wychodzi on z płonącą lampą na spotkanie swojego Oblubieńca. Gromnice przechowywano w godnym miejscu i używano ją tylko do celów religijnych.

    Justyna Nędza/Niedziela

    Święto Matki Bożej Gromnicznej

    Pradawna uroczystość Matki Bożej Gromnicznej wywodzi się z opowiadania wg Ewangelii św. Łukasza (2. 22-39). Po 40 dniach od narodzenia Dzieciątka Jezus, zgodnie z przepisem prawa Pańskiego, Święta Rodzina udała się do świątyni jerozolimskiej, aby przedstawić pierworodnego Syna. W świątyni starzec Symeon i prorokini Anna wygłaszają przedziwne proroctwa o Dziecięciu, o świetle na oświecenie pogan, o mieczu boleści dla Matki.

    Na pamiątkę tego zdarzenia, a zwłaszcza tego światła Chrystusowego, chrześcijanie już od piątego wieku obchodzili święto, święcili świece i zapalali je w uroczystej procesji po ulicach. Od tych świec w różnych językach europejskich święto zwane było Candelaria, Chan-deleur Candelora. U nas świece nazwaliśmy gromnicami, a uroczystość, świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tematyka święta podkreślała aktywną rolę Maryi w ofiarowaniu Chrystusa i zespolenia Matki z dziełem Jej Syna. Stąd często nadawano świętu nazwę Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny, albo Ofiarowanie Pańskie.

    Decyzją cesarza Karola Wielkiego, święto zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego Kościoła pod maryjnym tytułem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a od średniowiecza należy do obowiązkowych świąt maryjnych Kościoła rzymskiego. W Polsce święto to, aż do roku 1951 było dniem wolnym od pracy i popularnie zwano je świętem Matki Bożej Gromnicznej. Reforma liturgiczna w 1960 r. przywróciła świętu charakter święta Pańskiego, pod nazwą Ofiarowanie Pańskie. W przedsoborowej liturgii przyjęło się, że święto Matki Bożej Gromnicznej kończyło okres Bożego Narodzenia.

    Według ludowych prognoz pogody Matka Boża Gromniczna rozpoczynała „ostatek zimy”: „Na Gromnicę masz zimy połowicę”, albo „Gdy na Gromnicę ciecze: zima się jeszcze przewlecze”, albo: Jasna Gromniczka zła orędowniczka”, albo „Jaka Gromnica bracie, tak św. Józef, Maciej”, albo o urodzajach: „Na Gromnicę jasno, to W stodole ciasno”. Powszechne też było przekonanie, że Matka Boża Gromniczna jest opiekunką zagród i ludzi, chroniącą przed napaściami wilków.

    brat Mateusz Miklos OFM/Niedziela

    Świeca wiary

    Po raz pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień zapalić od nowo poświęconego paschału.

    Zapalajmy ją częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie, kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony. Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten świat naszym bliskim.

    Opowiadała mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”, następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i to mi daje siłę.

    ***
    O Boże mój, gdzież jest moja gromnica?
    Oto burze nadchodzą, grzmoty, błyskawice.
    Postawię ją w oknie mojej duszy,
    a Ty, Maryjo, udziel mi nadziei.
    Zapalę ją w przedsionku mego serca,
    a Ty wypełnij je miłością.
    Umieszczę ją w oknie mego rozumu,
    a Ty spraw, aby zawierzyła do końca


    Twemu Synowi moja mała wiara.

    ks. Florian/Niedziela

    ______________________________________________________________________

    Gromniczna Matka Jezusowego Światła

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    ***

    Zaniesienie małego Jezusa do świątyni w Jerozolimie, „aby Go ofiarować Panu”, przez Maryję i Józefa, o którym pisze ewangelista Łukasz (por. Łk 2, 22-40), nazywano najpierw Świętem Spotkania, potem świętem Oczyszczenia Maryi, a dziś jest to święto Ofiarowania Pańskiego

    W Polsce święto Ofiarowania Pańskiego ma charakter zdecydowanie maryjny i zwykle zwane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tak jak Maryja wniosła Jezusa – Światło do świątyni jerozolimskiej, tak też przynosi dziś Jezusa – Światło wszystkim wierzącym. Symbolem tego Światła świata są poświęcane w kościołach gromnice.

    Jerozolimska tradycja

    W 1884 r. odnaleziony został rękopis ze szczegółowym zapisem pielgrzymki do Ziemi Świętej, którą prawdopodobnie od Wielkanocy 381 do Wielkanocy 384 r. odbyła hiszpańska pątniczka Egeria. Dzięki temu dokumentowi wiemy, że już pod koniec IV wieku w Palestynie obchodzono święto Czterdziestnicy, czyli Objawienia się oczekiwanego Mesjasza wybranej Reszcie Izraela, którą uosabiali starzec Symeon oraz prorokini Anna. Wówczas nazywano to wydarzenie Świętem Spotkania. 14 lutego – 40 dni po świętowaniu Bożego Narodzenia (w Palestynie Boże Narodzenie najpierw obchodzono 6 stycznia) wierni gromadzili się, aby upamiętnić dzień przyniesienia Jezusa do świątyni w Jerozolimie oraz dzień rytualnego oczyszczenia Maryi. Egeria była tak zachwycona procesją do Bazyliki Zmartwychwstania w Jerozolimie, że zanotowała w swoim dzienniku: „Wszystko odbywa się jak zwykle z największą radością, jak na Wielkanoc”. Szybko uroczystość ta na Wschodzie zyskała nazwę „Święto Spotkania”, ponieważ lud oczekiwał objawienia się obiecanego Mesjasza właśnie w świątyni jerozolimskiej.

    Dopiero w II wieku Święto Spotkania trafiło do kalendarza liturgicznego Kościoła w Rzymie. Wyznaczono jego celebrację na dzień 2 lutego, ponieważ 40 dni liczono od Bożego Narodzenia, które w Rzymie świętowano 25 grudnia. Z czasem akcenty przeżywania tego święta zostały przesunięte tak, że zyskało ono nową nazwę – „Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny”. Pod tą nazwą funkcjonowało aż do reformy kalendarza liturgicznego, po Soborze Watykańskim II. Świętu przywrócono wówczas pierwotny charakter, nazywając je „Świętem Przedstawienia Pana”, co w Polsce zostało przetłumaczone, chyba niezbyt szczęśliwie, jako „Święto Ofiarowania Pańskiego” – lepsza byłaby nazwa: „Przedstawienia Pana”.

    Gromniczna

    2 lutego obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego, Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa nie jest najważniejsza, natomiast doniosła jest wielowiekowa tradycja, która łączy to święto z gromnicą, a więc świecą, którą w tym dniu pobłogosławi się w kościele na pamiątkę słów sędziwego Symeona, który dziękował Bogu, że już może odejść, bo jego oczy ujrzały zbawienie, „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (por. Łk 2, 32). Maryja, jak każda izraelska kobieta, chciała się poddać oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo poczęła i porodziła dziewiczo, ale uczyniła to w wielkiej pokorze Służebnicy Pańskiej. Maryja z Józefem pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga sędziwych sprawiedliwych Izraela, Symeona i Anny, którzy długo wyczekiwali Zbawiciela, trwając przy świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, więc gdy Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do świątyni, Symeon wyśpiewał pieśń uwielbienia Boga oraz otwarcia sobie bram nieba: „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju” (Łk 2, 29).

    Jezusowe światło

    Poświęcona świeca, gromnica, jest symbolem Pana Jezusa, Światłości ze Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Obraz Piotra Stachiewicza ukazuje Maryję z zapaloną gromnicą, na którym – jako Opiekunka ludzkich siedzib – odpędza wygłodniałe wilki. Podobną scenę utrwalił na rysunku Wojciech Grabowski. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd „gromnica”) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Tradycje związane z tym świętem drogie mi są od dzieciństwa. Dymem płomienia gromnicy znaczyliśmy krzyżyk na tragarzu sufitu izby oraz nad drzwiami i oknami. Obchodziliśmy zabudowania gospodarcze oraz okadzali dłonie do ciężkiej pracy w polu i w lesie. Ten zwyczaj nadal pielęgnuje się w domu mojej siostry w Słopnicach Królewskich. Gromnice zapala się przy konających, by mieli przed oczyma światłość wiekuistą i wzywali Maryję, Patronkę dobrej śmierci.

    Maryjo, chroń polski dom przed wilkami

    Co do wilków, te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy, zmuszanie do życia, jakby Boga nie było. Duchowe drapieżniki, wilki z europejskich salonów oraz karczm zdrady narodowej, porywają niewinne dusze małych dzieci i młodzieży przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga. Nigdy chyba jeszcze ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak czynią to teraz.

    Ufam, że nie dojdzie do oskarżenia Kazimiery Iłłakowiczówny o polski nacjonalizm i faszyzm, bo w wierszu „Matka Boska Gromniczna” napisała:„(…)

    „Faryzejskie oczy
    zdradliwie błyszczą nocą
    Mówiła im po imieniu
    – odpędzała gromnicą.

    Najedli się tego ognia,
    nasycili – na wieczność!
    Boją się go do dzisiaj
    i ratują ucieczką.

    Matko Boska Gromniczna
    – nad przeręblą stojąca
    Każ bać się tego ognia
    Tym, którzy mają wilcze serca”.
    (Luty 1980 r.)

    Niech wolno mi będzie zakończyć osobistą modlitwą z tomiku „W ramionach Matki”:

    „Zapal mnie ogniem Twego Syna
    niech osłonięty od wichur
    płaszczem Twego Serca
    płonę czystym ogniem
    i wypalę się do końca”.


    o. dr Jan Pach, paulin, mariolog
    / Tygodnik Niedziela

    ___________________________________________________________________________________________

    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!

    Jednym z najpiękniejszych kalendarzy lat trzydziestych był „Kalendarz Królowej Apostołów”, wydawany przez Księży Pallotynów. I właśnie tam widziałem reprodukcję obrazu, która na długo utkwiła mi w pamięci.

    Oto jest noc, zasypane śniegiem wiejskie chaty, nigdzie nie widać nawet nikłego blasku świecy, cała wieś pogrążona jest we śnie. Bliżej widać drzewa, tuż za wioską rozciąga się gęsty las. Na jego skraju wyraźnie widoczna jest wataha wilków: wygłodniałych, złych, szykujących się do ataku na ludzkie siedziby. I nagle z boku obrazu wyłania się przepiękna, świetlista postać, odziana – mimo mrozu – jedynie w białą szatę. Postać kobieca, tchnąca dobrocią i spokojem, rusza prosto na stado wilków i odpędza je od domostw tych, którzy pogrążeni we śnie, nawet nie domyślają się niebezpieczeństwa. Wilki warczą, ale cofają się, gdyż Pani ta trzyma w ręku świecę, której drapieżniki najwyraźniej się boją. Pod obrazem widniał podpis: Matka Boża Gromniczna…

    Nie pamiętam już, kto był autorem tego obrazu, ani wszystkich szczegółów, bo od tamtego czasu upłynęło już wiele lat. Jednak od spotkania z tym obrazkiem w kalendarzu katolickim tytuł Matka Boża Gromniczna kojarzy mi się zawsze z ową piękną Panią, która czuwa nad człowiekiem i chroni go oraz jego bliskich od niebezpieczeństwa.

    2 lutego obchodzimy święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, od reformy kalendarza liturgicznego nazywające się Świętem Ofiarowania Pańskiego. Nazwa nie jest tu jednak najważniejsza, natomiast niezwykle ważna jest wielowiekowa tradycja łącząca to święto z gromnicą, a więc świecą, która w tym dniu jest pobłogosławiona w kościele przez kapłana na pamiątkę słów starca Symeona, który nazwał Dziecię Jezus Światłem na oświecenie pogan.

    Zapewne słyszeliśmy, jak do tego doszło. Maryja, jak każda kobieta izraelska, chciała poddać się oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo porodziła bez utraty dziewictwa, ale chciała. Ona i św. Józef pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga staruszków – Symeona i Anny, którzy wyczekiwali Zbawiciela, codziennie trwając przy Świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, ale kiedy wreszcie Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Symeon wyśpiewał przepiękną pieśń, którą Kościół uczynił częścią modlitwy brewiarzowej i kazał swoim kapłanom, zakonnikom i wszystkim, którzy w tej doskonałej modlitwie chcą brać udział, odmawiać w ostatniej modlitwie danego dnia, czyli tzw. komplecie.

    To wtedy właśnie Maryja usłyszała proroctwo o Jezusie, że Jej duszę kiedyś przeniknie miecz, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Od pierwszych wieków chrześcijaństwa Kościół święci w tym dniu świece i odwołuje się do wstawiennictwa Matki Zbawiciela, stąd popularnie to święto po dziś dzień nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. Poświęcona świeca jest symbolem Pana Jezusa, jako Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Stąd opisany przeze mnie na początku obraz ukazujący Maryję, jako opiekunkę ludzkich siedzib. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice, jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd gromnica) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Co do wilków, to te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy czy sam szatan. Te „duchowe drapieżniki” porywają nawet niewinne dusze małych dzieci przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga, czyniąc je przez to martwymi. Nigdy chyba jeszcze od czasów Cesarstwa Rzymskiego ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak robią to teraz. Grzech stał się czymś, co „robią wszyscy”. Czy ci nieszczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę z tego, że razem z tymi „wszystkimi” mogą przegrać życie, a co gorsza – całą wieczność?

    Drodzy Czciciele Matki Bożej! Weźmy Jej świece, zaufajmy, że przez ten znak Maryja będzie nas chronić od zła fizycznego, a przede wszystkim od duchowego. Módlmy się, by kiedyś, kiedy będą się zamykać na zawsze nasze oczy na tym świecie, ostatnią rzeczą, jaką ujrzymy, było światło gromnicy. Amen.

    tekst ukazał się w 86. numerze „Przymierza z Maryją” z 2016 roku

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 3 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.30

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    ADORACJA
    Grant Whitty/Unsplash | CC0

    ***

    Pierwszy czwartek miesiąca szczególnie przypomina nam dzień Wielkiego Czwartku. To przypominanie jest anamnezą (słowo anamnesis pochodzi z języka greckiego, które znaczy: przypominać, czynić pamiątkę). Bowiem za każdym razem, kiedy Liturgia Kościóła celebruje Boże dzieło zbawienia, to jednocześnie to konkretne wydarzenie uobecnia się. Tym samym zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postanowił Pan Jezus dając Kościołowi wskazanie: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. Jest nam dane przeżywać dwa bardzo ważne wydarzenia, dwa sakramenty: ustanowienie Najświętszej Eucharystii i kapłaństwo.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii czyli jest to czas przede wszystkim dziękczynienia. Dziękujemy w nim za ten największy i cudowny dar i tym samym za cały Kościół Boży, dzięki któremu dokonuje się wciąż nasze zbawienie.

    W praktyce najlepszym uczczeniem tego dnia jest przyjęcie Komunii Świętej w duchu dziękczynienia za otrzymane dary. Przedłużając ten moment, dobrze jest poświęcić chwilę na adorację Najświętszego Sakramentu lub ofiarować Komunię świętą za tych, którzy z różnych powodów nie mają dostępu do Mszy świętej.

    W wielu kościołach tego dnia jest całodzienna lub całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Nasze trwanie przy Panu Jezusie eucharystycznym jest wyrazem wiary w Jego realną obecność pod postaciami chleba i wina.

    Sakrament Eucharystii związany jest z sakramentem kapłaństwa, bo to dzięki kapłanom Msza święta jest sprawowana w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postawnowił Pan Jezus, że poprzez kapłanów może w pełni dawać siebie i przebywać w naszych sercach w swoich sakramentalnych znakach.

    Pierwszy czwartek jest więc także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – modlitwy za kapłanów o wytrwanie w dobrym i godne sprawowanie świętych obrzędów.

    W modlitwie o nowe powołania do służby w Kościele ogarniamy nie tylko powołanych do kapłaństwa, ale również tych wszyskich, którzy wspomagają Kościół poprzez swoją posługę – a więc diakonów, osoby konsekrowane i liturgiczną służbę ołtarza.

    W tym dniu dobrze jest podziękować Panu Bogu za wszystkie te osoby, które pomagają nam na drodze do zbawienia i prosić Pana żniwa o robotników, bo “żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście tedy Pana żniwa, by wysłał robotników na żniwo swoje” (Łk 10, 2).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 4 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    *MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
     „Najświętsze Serce Jezusa”, obraz nieznanego artysty z XIX wieku/istockphoto

    ***

    Dobrze jest nie tylko pamiętać o Pierwszych Piątkach Miesiąca, ale również praktykować. W te dni szczególnie powinniśmy czynić zadość za nasze i całego świata grzechy. To właśnie w piątek Pan nasz Jezus Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową aż do śmierci a była to śmierć krzyżowa. To wtedy Jego Najświętsze Serce zostało przebite włócznią, z którego wypłynęła Krew i Woda. Dobrze jest przypominać słowa naszego Zbawiciela, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Pan nasz przekazał czcicielom swego przebitego Serca 12 cudownych i wspaniałych obietnic:

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 5 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *GODZ. 16.30 – W SALI PARAFIALNEJ przy KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – PROJEKCJA FILMU ANIMOWANEGO: NAJWIĘKSZY Z CUDÓW na temat MSZY ŚWIĘTEJ według mistyczki Cataliny Rivas

    Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy pragną lepiej poznać na czym polega SAKRAMENT NAJŚWIĘTSZEJ EUCHARYSTII

    *OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚWIĘTA

    *GODZ. 18.00 – MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z V NIEDZIELI ZWYKŁEJ

    *PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    * Medytacja – III Tajemnica Światła

    * Modlitwa Różańcowa

    Teksty ze Wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”

    _______________________________________________________________________

    ISTOTA NABOŻEŃSTWA PIĘCI PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Podczas drugiego objawienia dzieciom w Fatimie, 13 czerwca 1917 roku, Maryja powiedziała, że Franciszka i Hiacyntę zabierze już niebawem do nieba, a Łucję jeszcze pozostawi, by przekazała światu nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tak też się stało. Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a Hiacynta w lutym 1920.

    Pięć lat później osiemnastoletnia Łucja wstąpiła do klasztoru. Tam właśnie 10 grudnia 1925 roku ponownie ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, tym razem z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Matka Boża zwróciła jej uwagę na swoje otoczone cierniami i poranione Serce, a mały Jezus wezwał Łucję do współczucia ze zranionym ludzkimi grzechami Sercem Maryi. Matka Boża sama przekazała siostrze Łucji na czym polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca:

    1. Spowiedź w pierwszą sobotę. Niekoniecznie musi ona nastąpić dokładnie w ten dzień. Można odbyć ją wcześniej. Ważne, by zrobić to z intencją wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Maryi. Najlepiej wzbudzić w sobie tę intencję, przygotowując się do spowiedzi lub otrzymując rozgrzeszenie.
    2. Komunia Święta w pierwszą sobotę. Przyjmujemy ją z intencją wynagradzającą Sercu Matki Bożej za wszystkie zniewagi wyrządzone Jej przez nas i innych. Najbardziej oczywiste jest przyjęcie Komunii podczas Eucharystii, ale w szczególnych wypadkach można poprosić kapłana o udzielenie jej także poza mszą świętą.
    3. Jedna część (czyli pięć tajemnic) różańca w pierwszą sobotę. Odmawianie modlitwy różańcowej było przecież najważniejszą z próśb, jakie Maryja skierowała do trojga pastuszków w Fatimie. Rozpoczynając modlitwę, wzbudzamy intencję wynagradzającą – mówimy Matce Bożej, że chcemy modlić się o ratunek dla grzeszników obrażających Jej Serce, a Jej samej okazać w ten sposób naszą dziecięcą miłość. Po każdej tajemnicy należy pamiętać o modlitwie powierzonej dzieciom podczas objawień: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
    4. Kwadrans rozmyślania nad jedną z 20 Tajemnic Różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca. Ważne, by poświęcić piętnaście minut (poza odmawianiem różańca, dodatkowo) na medytację nad wydarzeniami z życia Jezusa i Maryi, nad którymi zatrzymujemy się w modlitwie różańcowej. Może to być po prostu serdeczna rozmowa naszego serca z Maryją o tym, co przeżywało Jej Serce w danym wydarzeniu. Tu także pamiętamy o intencji wynagradzającej za zniewagi uczynione Niepokalanemu Sercu w jakikolwiek sposób.

    Pan Jezus pytany przez siostrę Łucję o konkretny czas nabożeństwa – powiedział, że ci, którym trudno jest odbyć to nabożeństwo w pierwszą sobotę miesiąca (stale lub jednorazowo), mogą za zgodą kapłana zrobić to w następującą po niej niedzielę.

    Obietnice Matki Bożej

    Maryja obiecała, że tym, którzy odprawią nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, będzie towarzyszyć w godzinie ich śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia. Jednak ta, czy jakakolwiek inna obietnica nie jest istotą nabożeństwa wynagradzającego. Pan Jezus sam powiedział Łucji, że o wiele milsi są mu ci, którzy oprawiają to nabożeństwo nawet nieudolnie, ale ze szczerą intencją wynagrodzenia i pocieszenia Jego ukochanej Matki, niż ci, którzy robią to skrupulatnie, ale bezdusznie, tylko ze względu na obiecane łaski.

    Na to pytanie Łucji dlaczego pięć sobót – otrzymała odpowiedź, że to ze względu na pięć rodzajów zniewag, jakimi obrażane i ranione jest Serce Maryi. A są to obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciw Jej Dziewictwu, przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu, obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ____________________________________________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    SOBOTA – 12 LUTY 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VI NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO – O GODZ. 18.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Cierpienia Maryi

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***

    Według niezmiennej tradycji Kościoła, boleść Najświętszej Panny na Kalwarii była większa od wszystkich boleści ludzkich. Wystarczy choć trochę się zastanowić, aby się przekonać, że nie mogło być inaczej. Decydują tutaj dwa powody, albo raczej dwie strony tego samego faktu: świadomość męki Jej Syna.

    Przedmiotowo boleść Bogarodzicy była niezmiernie wielka. Cierpienie psychiczne jest przedmiotowo tym większe, im większa jest sprzeczność między przedmiotem woli a spostrzeżonym faktem. Otóż trudno sobie wyobrazić sprzeczność większą niż ta, która istniała w duszy Najświętszej Panny na Kalwarii.

    Matka Boża kochała swego Syna całym napięciem swej potężnej i szlachetnej woli jako Boga, którego znała lepiej i głębiej od największych teologów. Czym musiała być ta wiedza, nie możemy mieć wyobrażenia nawet w przybliżeniu. Dla ilustracji warto jednak przytoczyć fakt: na przykład -przerwanie pisania „Summy teologicznej” przez św. Tomasza. „Summa” św. Tomasza jest – jak wiadomo – dziełem, jakiego drugiego nie ma w teologii, i daje najgłębsze poznanie Boga, jakie rozumowo jest możliwe. Teolog, który „Summę” studiuje serio, im bardziej ją poznaje, z tym większą oczywistością widzi swoją nicość wobec tytanicznego umysłu i głębi mistrza z Akwinu. Otóż ten mistrz pewnego razu powiedział swojemu towarzyszowi, że więcej pisać nie może, bo Bóg mu pokazał rzeczy, wobec których cała „Summa” wydaje się mu niczym. Czymże musiała być wobec tego wiedza Najświętszej Panny, wobec której św. Tomasz jest tylko nic nie znaczącym pyłkiem? Jak wspaniale i głęboko musiała ujmować wielkość Boga w tej chwili właśnie, kiedy zniżał się aż do męki krzyżowej za obrażających go ludzi. Jaki poryw miłości i uwielbienia musiała ta wiedza wywołać w duszy tak wspaniale wyposażonej, tak prawej, i tak potężnej, jaką staraliśmy się opisać powyżej.

    Tego oczywiście żadne ludzkie słowa nie potrafią wyrazić. Ale to, cośmy powiedzieli, powinno wystarczyć dla zrozumienia, że kontrast między tym uczuciem miłości i uwielbienia dla osoby Boga, który był Jej Synem, a tym, co miała przed oczyma na Kalwarii, musiał być niezmierny. Wiemy, że męka Chrystusa Pana była największą, z tych, o których można pomyśleć. Św. Tomasz, zwykle tak suchy i naukowy, zostawił nam na ten temat rozdział, który przejąć może każdego, kto go zrozumie. Na Kalwarii odbywała się tragedia, z której sobie tylko słabo zdajemy sprawę: nad Bogiem, a więc uosobieniem – dosłownie – wszelkiej szlachetności, dobroci, godności i w ogóle wszystkich wartości, pastwiły się moralnie i fizycznie, z wyrafinowanym chamstwem, brutalne ręce i dusze oprawców, a równocześnie wisiała nad nim straszliwa groza grzechów całego świata w czasie i przestrzeni: tego ponawianego chamstwa wszystkich nas, którzy moralnie poniewieramy nadal na każdym kroku Krew i Mękę naszego Boga i Zbawiciela. Nie wchodzimy tutaj w to, czy Najświętsza Panna na równi z Chrystusem Panem przewidywała również te przyszłe zbrodnie, choć zdaje się dość prawdopodobne. Ale w każdym razie dzięki znajomości Swojego Syna doskonale wczuwała się w Jego cierpienia.

    Omówiliśmy pokrótce cierpienia ze stanowiska przedmiotu, tj. obrazów, które Najświętsza Panna miała na Kalwarii. Aby jednak w pełni zrozumieć wielkość tego cierpienia, wypada także zwrócić uwagę na jego stronę podmiotową, tj. na działanie, które te wyobrażenia wywierały na duszę Bogarodzicy.

    To działanie musiało być znacznie większe niż w każdym innym człowieku, a to z powodów wyłuszczonych powyżej. W duszy cierpiącej Matki istniała przede wszystkim bystrość zmysłów, która aż do najdrobniejszych szczegółów rejestrowała przebieg męki; bogactwo wyobrażeń kojarzących się natychmiast z niezmierną siłą około każdego z tych szczegółów: potężne uczucia rodzące się z tak powstałych kompleksów; wreszcie energia psychiczna, która pozwalała na skupienie wielkiej ilości elementów w polu świadomości, i wytrzymałość fizyczna, sprawiająca, że Najświętsza Panna cierpiała z pełną świadomością. Jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że ta wytrzymałość sama nie starczyłaby na zachowanie przytomności; że wchodziła w grę specjalna pomoc Boża, podtrzymująca siły Bogarodzicy, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że wiedza, będąca podstawowym powodem cierpienia, była po części również nadprzyrodzona.

    Wynikiem tych czynników przedmiotowych i podmiotowych musiał być jakiś potworny skurcz boleści, o którym nawet w przybliżeniu nie mamy wyobrażenia. Wystarczy widzieć zwykłą matkę przy śmierci dziecka, aby sobie zdać sprawę nie z wielkości cierpienia Najświętszej Panny, ale przynajmniej z tego, że ocenić tej wielkości nie możemy.

    o.Józef M. Bocheński, Kazania i przemówienia, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2000, s. 57-59.

    ______________________________________________________________________________________________________________



    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    _____________________________________________________________________________________________________________

  • ogłoszenia – styczeń 2022

    OD PIĄTKU 30 LIPCA 2021 ROKU

    LITURGIA NAJŚWIĘTSZEJ OFIARY MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    ______________________________________________________________________________________________________________

    IV NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO – 30 STYCZNIA 2022

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 31 STYCZNIAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    *PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK 1 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.30

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŚRODA – 2 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – POŚWIĘCENIE ŚWIEC GROMNICZNYCH

    Gromnica – czym tak naprawdę jest ta wyjątkowa świeca?

    2 lutego Kościół obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego, z którą nierozerwalnie związana jest tradycja tzw. gromnicy. Czym jest ta niezwykła świeca i dlaczego warto zadbać o nią już dziś?

    fot. Bożena Sztajer/Niedziela

    ***

    Jednym ze starszych świąt w Kościele jest uroczystość Ofiarowania Pańskiego, zwana też dawniej świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a u nas w Polsce nazwane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Podobno już w IV wieku obchodzono je uroczyście w Rzymie, za papieża Gelezjusza I, a z całą pewnością w wieku X, kiedy odnotowano, że w święto to odbywały się procesje ze światłem. W tym dniu święci się gromnice, które później daje się do dłoni osobom opuszczającym ten świat, by Matka Boża była przy nich aż do ostatniego tchnienia i zapewniła im szczęśliwą wieczność.

    Dawniej po powrocie z kościoła do domu w Gromniczną zapalano świecę i płomykiem zataczano krzyż na suficie izby. Obecnie nie przestrzega się już tego zwyczaju. Kiedyś gromnica bywała obowiązkowo wykonana z wosku i po zapaleniu pięknie pachniała. Już sam zapach miał właściwości lecznicze.

    Na Podkarpaciu Zofia Kurowska z Zaczernia zajmuje się wyrobem świec liturgicznych od wielu lat. Pierwsze gromnice wykonał jej ojciec we Lwowie w 1936 r. Do niedawna gromnicę robiło się ręcznie. Praca taka była bardzo trudna i długa. Ręcznie polewało się woskiem pszczelim gromnice warstwowo. Było to bardzo pracochłonne, ale ten trud się opłacał. Kiedy można było już zobaczyć pięknie zrobione świece. Teraz wyrób świec jest prosty, robi się je maszynowo. Dziennie robi się ich kilkadziesiąt.

    Dziś klienci oczekują tradycyjnych gromnic i z takimi idą do swoich kościołów 2 lutego. W Zaczerniu świece robi się w sposób tradycyjny. Do wyrobu tych świec dodaje się prawdziwy wosk pszczeli, resztę stanowi parafina.

    – Obok tych podstawowych składników, zawsze dodajemy do tego kawałek własnego serca. Bo przecież gromnica to nie jest taka zwykła świeca – to jest gromnica. Pamiętam, kiedy wyrabiam dziś gromnice, każdego dnia – towarzyszy mi myśl. O tym komu i w jakim celu ma ona później służyć – twierdzi Zofia Kurowska. – Nasze gromnice są w trzech diecezjach: rzeszowskiej, przemyskiej oraz sandomierskiej.

    Poświęconą w kościele zapaloną gromnicę starano się zanieść do domu, by od niej rozpalić ogień, który zwiastować miał zgodę i miłość w rodzinie. Z zapaloną świecą obchodzono całe gospodarstwo, aby odstraszyć zło. Poświęcone świece, jako znak Bożej jasności, zapalano w trudnych chwilach: podczas burzy stawiano te świece w oknach, gromnicami zażegnywano klęski gradowe, dymem z nich kreślono znaki krzyża na drzwiach, piecu i oknach jako „zapory” przeciw nieszczęściom i złu. Zapalenie gromnicy i wkładanie jej w ręce umierającego oznaczało, że na wzór „roztropnych panien” wychodzi on z płonącą lampą na spotkanie swojego Oblubieńca. Gromnice przechowywano w godnym miejscu i używano ją tylko do celów religijnych.

    Justyna Nędza/Niedziela

    Święto Matki Bożej Gromnicznej

    Pradawna uroczystość Matki Bożej Gromnicznej wywodzi się z opowiadania wg Ewangelii św. Łukasza (2. 22-39). Po 40 dniach od narodzenia Dzieciątka Jezus, zgodnie z przepisem prawa Pańskiego, Święta Rodzina udała się do świątyni jerozolimskiej, aby przedstawić pierworodnego Syna. W świątyni starzec Symeon i prorokini Anna wygłaszają przedziwne proroctwa o Dziecięciu, o świetle na oświecenie pogan, o mieczu boleści dla Matki.

    Na pamiątkę tego zdarzenia, a zwłaszcza tego światła Chrystusowego, chrześcijanie już od piątego wieku obchodzili święto, święcili świece i zapalali je w uroczystej procesji po ulicach. Od tych świec w różnych językach europejskich święto zwane było Candelaria, Chan-deleur Candelora. U nas świece nazwaliśmy gromnicami, a uroczystość, świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tematyka święta podkreślała aktywną rolę Maryi w ofiarowaniu Chrystusa i zespolenia Matki z dziełem Jej Syna. Stąd często nadawano świętu nazwę Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny, albo Ofiarowanie Pańskie.

    Decyzją cesarza Karola Wielkiego, święto zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego Kościoła pod maryjnym tytułem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a od średniowiecza należy do obowiązkowych świąt maryjnych Kościoła rzymskiego. W Polsce święto to, aż do roku 1951 było dniem wolnym od pracy i popularnie zwano je świętem Matki Bożej Gromnicznej. Reforma liturgiczna w 1960 r. przywróciła świętu charakter święta Pańskiego, pod nazwą Ofiarowanie Pańskie. W przedsoborowej liturgii przyjęło się, że święto Matki Bożej Gromnicznej kończyło okres Bożego Narodzenia.

    Według ludowych prognoz pogody Matka Boża Gromniczna rozpoczynała „ostatek zimy”: „Na Gromnicę masz zimy połowicę”, albo „Gdy na Gromnicę ciecze: zima się jeszcze przewlecze”, albo: Jasna Gromniczka zła orędowniczka”, albo „Jaka Gromnica bracie, tak św. Józef, Maciej”, albo o urodzajach: „Na Gromnicę jasno, to W stodole ciasno”. Powszechne też było przekonanie, że Matka Boża Gromniczna jest opiekunką zagród i ludzi, chroniącą przed napaściami wilków.

    brat Mateusz Miklos OFM/Niedziela

    Świeca wiary

    Po raz pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień zapalić od nowo poświęconego paschału.

    Zapalajmy ją częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie, kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony. Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten świat naszym bliskim.

    Opowiadała mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”, następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i to mi daje siłę.

    ***
    O Boże mój, gdzież jest moja gromnica?
    Oto burze nadchodzą, grzmoty, błyskawice.
    Postawię ją w oknie mojej duszy,
    a Ty, Maryjo, udziel mi nadziei.
    Zapalę ją w przedsionku mego serca,
    a Ty wypełnij je miłością.
    Umieszczę ją w oknie mego rozumu,
    a Ty spraw, aby zawierzyła do końca


    Twemu Synowi moja mała wiara.

    ks. Florian/Niedziela

    ______________________________________________________________________

    Gromniczna Matka Jezusowego Światła

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    ***

    Zaniesienie małego Jezusa do świątyni w Jerozolimie, „aby Go ofiarować Panu”, przez Maryję i Józefa, o którym pisze ewangelista Łukasz (por. Łk 2, 22-40), nazywano najpierw Świętem Spotkania, potem świętem Oczyszczenia Maryi, a dziś jest to święto Ofiarowania Pańskiego

    W Polsce święto Ofiarowania Pańskiego ma charakter zdecydowanie maryjny i zwykle zwane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tak jak Maryja wniosła Jezusa – Światło do świątyni jerozolimskiej, tak też przynosi dziś Jezusa – Światło wszystkim wierzącym. Symbolem tego Światła świata są poświęcane w kościołach gromnice.

    Jerozolimska tradycja

    W 1884 r. odnaleziony został rękopis ze szczegółowym zapisem pielgrzymki do Ziemi Świętej, którą prawdopodobnie od Wielkanocy 381 do Wielkanocy 384 r. odbyła hiszpańska pątniczka Egeria. Dzięki temu dokumentowi wiemy, że już pod koniec IV wieku w Palestynie obchodzono święto Czterdziestnicy, czyli Objawienia się oczekiwanego Mesjasza wybranej Reszcie Izraela, którą uosabiali starzec Symeon oraz prorokini Anna. Wówczas nazywano to wydarzenie Świętem Spotkania. 14 lutego – 40 dni po świętowaniu Bożego Narodzenia (w Palestynie Boże Narodzenie najpierw obchodzono 6 stycznia) wierni gromadzili się, aby upamiętnić dzień przyniesienia Jezusa do świątyni w Jerozolimie oraz dzień rytualnego oczyszczenia Maryi. Egeria była tak zachwycona procesją do Bazyliki Zmartwychwstania w Jerozolimie, że zanotowała w swoim dzienniku: „Wszystko odbywa się jak zwykle z największą radością, jak na Wielkanoc”. Szybko uroczystość ta na Wschodzie zyskała nazwę „Święto Spotkania”, ponieważ lud oczekiwał objawienia się obiecanego Mesjasza właśnie w świątyni jerozolimskiej.

    Dopiero w II wieku Święto Spotkania trafiło do kalendarza liturgicznego Kościoła w Rzymie. Wyznaczono jego celebrację na dzień 2 lutego, ponieważ 40 dni liczono od Bożego Narodzenia, które w Rzymie świętowano 25 grudnia. Z czasem akcenty przeżywania tego święta zostały przesunięte tak, że zyskało ono nową nazwę – „Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny”. Pod tą nazwą funkcjonowało aż do reformy kalendarza liturgicznego, po Soborze Watykańskim II. Świętu przywrócono wówczas pierwotny charakter, nazywając je „Świętem Przedstawienia Pana”, co w Polsce zostało przetłumaczone, chyba niezbyt szczęśliwie, jako „Święto Ofiarowania Pańskiego” – lepsza byłaby nazwa: „Przedstawienia Pana”.

    Gromniczna

    2 lutego obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego, Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa nie jest najważniejsza, natomiast doniosła jest wielowiekowa tradycja, która łączy to święto z gromnicą, a więc świecą, którą w tym dniu pobłogosławi się w kościele na pamiątkę słów sędziwego Symeona, który dziękował Bogu, że już może odejść, bo jego oczy ujrzały zbawienie, „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (por. Łk 2, 32). Maryja, jak każda izraelska kobieta, chciała się poddać oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo poczęła i porodziła dziewiczo, ale uczyniła to w wielkiej pokorze Służebnicy Pańskiej. Maryja z Józefem pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga sędziwych sprawiedliwych Izraela, Symeona i Anny, którzy długo wyczekiwali Zbawiciela, trwając przy świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, więc gdy Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do świątyni, Symeon wyśpiewał pieśń uwielbienia Boga oraz otwarcia sobie bram nieba: „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju” (Łk 2, 29).

    Jezusowe światło

    Poświęcona świeca, gromnica, jest symbolem Pana Jezusa, Światłości ze Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Obraz Piotra Stachiewicza ukazuje Maryję z zapaloną gromnicą, na którym – jako Opiekunka ludzkich siedzib – odpędza wygłodniałe wilki. Podobną scenę utrwalił na rysunku Wojciech Grabowski. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd „gromnica”) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Tradycje związane z tym świętem drogie mi są od dzieciństwa. Dymem płomienia gromnicy znaczyliśmy krzyżyk na tragarzu sufitu izby oraz nad drzwiami i oknami. Obchodziliśmy zabudowania gospodarcze oraz okadzali dłonie do ciężkiej pracy w polu i w lesie. Ten zwyczaj nadal pielęgnuje się w domu mojej siostry w Słopnicach Królewskich. Gromnice zapala się przy konających, by mieli przed oczyma światłość wiekuistą i wzywali Maryję, Patronkę dobrej śmierci.

    Maryjo, chroń polski dom przed wilkami

    Co do wilków, te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy, zmuszanie do życia, jakby Boga nie było. Duchowe drapieżniki, wilki z europejskich salonów oraz karczm zdrady narodowej, porywają niewinne dusze małych dzieci i młodzieży przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga. Nigdy chyba jeszcze ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak czynią to teraz.

    Ufam, że nie dojdzie do oskarżenia Kazimiery Iłłakowiczówny o polski nacjonalizm i faszyzm, bo w wierszu „Matka Boska Gromniczna” napisała:„(…)

    „Faryzejskie oczy
    zdradliwie błyszczą nocą
    Mówiła im po imieniu
    – odpędzała gromnicą.

    Najedli się tego ognia,
    nasycili – na wieczność!
    Boją się go do dzisiaj
    i ratują ucieczką.

    Matko Boska Gromniczna
    – nad przeręblą stojąca
    Każ bać się tego ognia
    Tym, którzy mają wilcze serca”.
    (Luty 1980 r.)

    Niech wolno mi będzie zakończyć osobistą modlitwą z tomiku „W ramionach Matki”:

    „Zapal mnie ogniem Twego Syna
    niech osłonięty od wichur
    płaszczem Twego Serca
    płonę czystym ogniem
    i wypalę się do końca”.


    o. dr Jan Pach, paulin, mariolog
    / Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 3 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.30

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    ADORACJA
    Grant Whitty/Unsplash | CC0

    ***

    Pierwszy czwartek miesiąca szczególnie przypomina nam dzień Wielkiego Czwartku. To przypominanie jest anamnezą (słowo anamnesis pochodzi z języka greckiego, które znaczy: przypominać, czynić pamiątkę). Bowiem za każdym razem, kiedy Liturgia Kościóła celebruje Boże dzieło zbawienia, to jednocześnie to konkretne wydarzenie uobecnia się. Tym samym zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postanowił Pan Jezus dając Kościołowi wskazanie: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. Jest nam dane przeżywać dwa bardzo ważne wydarzenia, dwa sakramenty: ustanowienie Najświętszej Eucharystii i kapłaństwo.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii czyli jest to czas przede wszystkim dziękczynienia. Dziękujemy w nim za ten największy i cudowny dar i tym samym za cały Kościół Boży, dzięki któremu dokonuje się wciąż nasze zbawienie.

    W praktyce najlepszym uczczeniem tego dnia jest przyjęcie Komunii Świętej w duchu dziękczynienia za otrzymane dary. Przedłużając ten moment, dobrze jest poświęcić chwilę na adorację Najświętszego Sakramentu lub ofiarować Komunię świętą za tych, którzy z różnych powodów nie mają dostępu do Mszy świętej.

    W wielu kościołach tego dnia jest całodzienna lub całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Nasze trwanie przy Panu Jezusie eucharystycznym jest wyrazem wiary w Jego realną obecność pod postaciami chleba i wina.

    Sakrament Eucharystii związany jest z sakramentem kapłaństwa, bo to dzięki kapłanom Msza święta jest sprawowana w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postawnowił Pan Jezus, że poprzez kapłanów może w pełni dawać siebie i przebywać w naszych sercach w swoich sakramentalnych znakach.

    Pierwszy czwartek jest więc także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – modlitwy za kapłanów o wytrwanie w dobrym i godne sprawowanie świętych obrzędów.

    W modlitwie o nowe powołania do służby w Kościele ogarniamy nie tylko powołanych do kapłaństwa, ale również tych wszyskich, którzy wspomagają Kościół poprzez swoją posługę – a więc diakonów, osoby konsekrowane i liturgiczną służbę ołtarza.

    W tym dniu dobrze jest podziękować Panu Bogu za wszystkie te osoby, które pomagają nam na drodze do zbawienia i prosić Pana żniwa o robotników, bo “żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście tedy Pana żniwa, by wysłał robotników na żniwo swoje” (Łk 10, 2).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 4 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    *MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
     „Najświętsze Serce Jezusa”, obraz nieznanego artysty z XIX wieku/istockphoto

    ***

    Dobrze jest nie tylko pamiętać o Pierwszych Piątkach Miesiąca, ale również praktykować. W te dni szczególnie powinniśmy czynić zadość za nasze i całego świata grzechy. To właśnie w piątek Pan nasz Jezus Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową aż do śmierci a była to śmierć krzyżowa. To wtedy Jego Najświętsze Serce zostało przebite włócznią, z którego wypłynęła Krew i Woda. Dobrze jest przypominać słowa naszego Zbawiciela, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Pan nasz przekazał czcicielom swego przebitego Serca 12 cudownych i wspaniałych obietnic:

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 5 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *GODZ. 16.30 – W SALI PARAFIALNEJ przy KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – PROJEKCJA FILMU ANIMOWANEGO: NAJWIĘKSZY Z CUDÓW na temat MSZY ŚWIĘTEJ według mistyczki Cataliny Rivas

    Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy pragną lepiej poznać na czym polega SAKRAMENT NAJŚWIĘTSZEJ EUCHARYSTII

    *OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚWIĘTA

    *GODZ. 18.00 – MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z V NIEDZIELI ZWYKŁEJ

    *PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    * Medytacja

    * Modlitwa Różańcowa

    Teksty ze Wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”

    _______________________________________________________________________

    ISTOTA NABOŻEŃSTWA PIĘCI PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Podczas drugiego objawienia dzieciom w Fatimie, 13 czerwca 1917 roku, Maryja powiedziała, że Franciszka i Hiacyntę zabierze już niebawem do nieba, a Łucję jeszcze pozostawi, by przekazała światu nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tak też się stało. Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a Hiacynta w lutym 1920.

    Pięć lat później osiemnastoletnia Łucja wstąpiła do klasztoru. Tam właśnie 10 grudnia 1925 roku ponownie ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, tym razem z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Matka Boża zwróciła jej uwagę na swoje otoczone cierniami i poranione Serce, a mały Jezus wezwał Łucję do współczucia ze zranionym ludzkimi grzechami Sercem Maryi. Matka Boża sama przekazała siostrze Łucji na czym polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca:

    1. Spowiedź w pierwszą sobotę. Niekoniecznie musi ona nastąpić dokładnie w ten dzień. Można odbyć ją wcześniej. Ważne, by zrobić to z intencją wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Maryi. Najlepiej wzbudzić w sobie tę intencję, przygotowując się do spowiedzi lub otrzymując rozgrzeszenie.
    2. Komunia Święta w pierwszą sobotę. Przyjmujemy ją z intencją wynagradzającą Sercu Matki Bożej za wszystkie zniewagi wyrządzone Jej przez nas i innych. Najbardziej oczywiste jest przyjęcie Komunii podczas Eucharystii, ale w szczególnych wypadkach można poprosić kapłana o udzielenie jej także poza mszą świętą.
    3. Jedna część (czyli pięć tajemnic) różańca w pierwszą sobotę. Odmawianie modlitwy różańcowej było przecież najważniejszą z próśb, jakie Maryja skierowała do trojga pastuszków w Fatimie. Rozpoczynając modlitwę, wzbudzamy intencję wynagradzającą – mówimy Matce Bożej, że chcemy modlić się o ratunek dla grzeszników obrażających Jej Serce, a Jej samej okazać w ten sposób naszą dziecięcą miłość. Po każdej tajemnicy należy pamiętać o modlitwie powierzonej dzieciom podczas objawień: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
    4. Kwadrans rozmyślania nad jedną z 20 Tajemnic Różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca. Ważne, by poświęcić piętnaście minut (poza odmawianiem różańca, dodatkowo) na medytację nad wydarzeniami z życia Jezusa i Maryi, nad którymi zatrzymujemy się w modlitwie różańcowej. Może to być po prostu serdeczna rozmowa naszego serca z Maryją o tym, co przeżywało Jej Serce w danym wydarzeniu. Tu także pamiętamy o intencji wynagradzającej za zniewagi uczynione Niepokalanemu Sercu w jakikolwiek sposób.

    Pan Jezus pytany przez siostrę Łucję o konkretny czas nabożeństwa – powiedział, że ci, którym trudno jest odbyć to nabożeństwo w pierwszą sobotę miesiąca (stale lub jednorazowo), mogą za zgodą kapłana zrobić to w następującą po niej niedzielę.

    Obietnice Matki Bożej

    Maryja obiecała, że tym, którzy odprawią nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, będzie towarzyszyć w godzinie ich śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia. Jednak ta, czy jakakolwiek inna obietnica nie jest istotą nabożeństwa wynagradzającego. Pan Jezus sam powiedział Łucji, że o wiele milsi są mu ci, którzy oprawiają to nabożeństwo nawet nieudolnie, ale ze szczerą intencją wynagrodzenia i pocieszenia Jego ukochanej Matki, niż ci, którzy robią to skrupulatnie, ale bezdusznie, tylko ze względu na obiecane łaski.

    Na to pytanie Łucji dlaczego pięć sobót – otrzymała odpowiedź, że to ze względu na pięć rodzajów zniewag, jakimi obrażane i ranione jest Serce Maryi. A są to obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciw Jej Dziewictwu, przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu, obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ____________________________________________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-1.png

    _____________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC STYCZEŃ 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    • MÓDLMY SIĘ, ABY WSZYSTKIE OSOBY, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ DYSKRYMINACJI I PRZEŚLADOWAŃ NA TLE RELIGIJNYM, ZNALAZŁY W SPOŁECZEŃSTWACH, W KTÓRYCH ŻYJĄ, UZNANIE WŁASNYCH PRAW I GODNOŚCI, KTÓRA RODZI SIE Z BYCIA BRAĆMI.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BOŻE NIESKOŃCZENIE MIŁOSIERNY, KTÓRY DAŁEŚ NAM SWOJEGO SYNA NIE TYLKO PO TO, ABY NAS UWALNIAŁ OD ZŁA WSZELKIEGO, ALE RÓWNIEŻ ABY NAS OBDARZAŁ BOSKĄ GODNOŚCIĄ, DLATEGO PROSIMY O ODWAGĘ CIĄGŁEGO SZUKANIA PRAWDZIWEJ DROGI, BO CZĘSTO JEST ONA ZAKRYTA W CIEMNOŚCIACH TEGO ŚWIATA.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LUTY 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    MÓDLMY SIĘ W INTENCJI ZAKONNIC I INNYCH KOBIET KONSEKROWANYCH – DZIĘKUJĄC IM ZA ICH MISJĘ I ODWAGĘ – ABY NADAL ODKRYWAŁY NOWE ODPOWIEDZI W OBLICZU WYZWAŃ NASZYCH CZASÓW.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BĘDĄC CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI JAK BOLEŚNIE RANIĄ NASZE GRZECHY TWOJE SERCE BOŻA I NASZA MATKO I SERCE TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, MODLIMY SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE, ABY ODNAWIAJĄC SWOJE ŚLUBOWANIA WYTRWAŁY NA DRODZE POWOŁANIA I MODLIMY SIĘ ZA OSOBY OBARCZONE CIĘŻKIM KRZYŻEM CIERPIENIA, ABY DZIĘKI BOŻEJ MOCY BYŁO IM DANE JUŻ TERAZ ZOBACZYĆ JAK BARDZO SĄ POTRZEBNI W MISJI RATOWANIA BIEDNYCH GRZESZNIKÓW.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    W 2021 r. sekcja polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie zebrała 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan

    W 2021 r. polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie zebrała ponad 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan. Po Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Libanu trafiło już 950 tys. euro.

    fot. Karol Porwich /Niedziela

    ***

    Organizacja przypomniała, że XIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym poświęcony był wsparciu chrześcijan w Libanie.

    “Pomoc Kościołowi w Potrzebie nauczone doświadczeniem Iraku i Syrii, gdzie wojna i trudna sytuacja ekonomiczna zmusiły do ucieczki setki tysięcy chrześcijan, nie chciało dopuścić, by podobny scenariusz zrealizował się w Libanie.

    “Za każdym razem, gdy obywatel Libanu emigruje, przegrywamy nową bitwę” – powiedział maronicki patriarcha ks. kard. Béchara Boutros Raï.

    Dyrektor sekcji polskiej PKWP ks. prof. Waldemar Cisło poinformował, że organizacja przekazała do Libanu 950 tys. euro. Wyjaśnił, że stowarzyszenie może docierać do potrzebujących dzięki nawiązaniu współpracy z Kościołem maronickim, Kościołem grecko-melchickim i Kościołem chaldejskim.

    Wsparcie dla Libanu w 2021 r. uzupełniły transporty z pomocą humanitarną, możliwe dzięki życzliwości wojska. Wśród produktów było m.in. mleko w proszku, środki czystości i leki. Wśród darczyńców znaleźli się m.in.: Grupa PKP, Polfa Tarchomin, PGD Polska i IŁ Capital.

    Przypomniano, że dzięki pieniądzom z rezerwy premiera i inicjatywie podjętej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu do Libańczyków i do syryjskich uchodźców w Dolinie Bekaa trafiły paczki z żywnością.

    “Udało nam się zawieźć 10 tys. paczek żywnościowych i higienicznych” – wskazał ks. prof. Cisło.

    Poinformował, że w 2021 r. PKWP zebrało ponad 12 mln zł. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa różańcowa

    Różaniec

    Różaniec jest jedną z najbardziej popularnych modlitw na świecie. Znany jest – jeśli idzie o formę – od bardzo dawna w religiach Dalekiego Wschodu, w prawosławiu i oczywiście w katolicyzmie. Zwyczaj odmawiania różańców sięga czasów przed narodzeniem Chrystusa. W 1849 r. odkryto wśród ruin starożytnej Niniwy w ręku niewiasty coś w rodzaju różańca. Posążek pochodził z VIII, a może nawet IX w. przed Chrystusem. “Różańce” stosowali powszechnie w Indiach wyznawcy Wisznu i Siwy, także wyznawcy Buddy, lamowie w Tybecie, a nawet mahometanie w Syrii i północnej Afryce.
    Różaniec miał też różne formy. W Chinach np. były nim sznury z węzłami (tzw. sznury mnemotechniczne). Podobną formę miały sznury bramińskie. Najstarsza wzmianka o nich pochodzi z II w. po Chrystusie (księga Athararedd). Różaniec indyjskich siwaitów (czcicieli Siwy) miał formę sznurków z nanizanymi perełkami owocu aksza i składał się z 32, 64, 84 lub 108 paciorków. Podobne różańce mieli i mają dotąd mnisi buddyjscy. Różańce te ułatwiały modlitwę, zwłaszcza gdy pewne formuły stale się powtarzały. Czytamy o pierwszych pustelnikach, że wyznaczali sobie do codziennego odmawiania po 100 i więcej Ojcze nasz czy innych pacierzy.
    Sozomenos i Palladiusz (w. V) podają, że pierwsi chrześcijanie dla łatwiejszego zapamiętania ilości wyznaczonych sobie pacierzy liczyli je na palcach, potem posługiwali się kamykami. Tak czynił św. Paweł Pustelnik, który na 300 kamykach liczył 300 Ojcze nasz. Metodę udoskonalono, posługując się sznurkami z węzłami lub sznurkami z nanizanymi na nich pętelkami czy kawałkami drewna. Taki różaniec miał posiadać św. Pachomiusz (+ 346) i św. Benedykt z Nursji (+ 547). W grobie św. Gertrudy z Nivelles (+ 658) znaleziono sznurek z nawleczonymi kulkami. Byłby to więc najstarszy chrześcijański znaleziony różaniec. Najdawniejszy z zachowanych różańców pochodzi jednak dopiero z XIII w. Znaleziono jego rzeźbę na nagrobku Gerarda, rycerza zakonu templariuszy (+ 1273). Sznur przedstawia 158 nanizanych na nim paciorków. Około roku 1500 pojawiają się różańce, na które składają się paciorki ułożone w dziesiątki.

    Modlitwą najwcześniej i najpowszechniej odmawianą była Modlitwa Pańska. Kiedy powstały zakony, reguła zobowiązywała kapłanów do codziennego odmawiania 150 psalmów. Braci zakonnych natomiast zobowiązywano do odmawiania 150 Ojcze nasz. Dlatego tak ułożone modlitwy nazywano Psałterzem braci. Tak było u benedyktynów jeszcze w XI, u templariuszy – w XII, a nawet w XIII wieku.
    Od XII w. rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odmawiania Pozdrowienia Anielskiego. Wprowadzono je najpierw w formie antyfony do oficjum o Najświętszej Maryi Pannie w wieku XI, w tym samym czasie w modlitwie Anioł Pański, wreszcie jako odrębną modlitwę, powtarzaną wiele razy. Składała się ona początkowo jedynie ze słów anioła Gabriela: “Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 28). Potem zaczęto dodawać słowa, wypowiedziane do Maryi przez św. Elżbietę: “I błogosławiony owoc żywota Twojego” (Łk 1, 42). Tak było aż do wieku XII. Potem zaczęto dodawać słowa następne: “…Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Od XV w. ta forma przyjęła się już powszechnie w Kościele na Zachodzie. Zatwierdził ją św. Pius V w 1566 r., a w 1568 r. wprowadził ją do brewiarza.
    Ze średniowiecza pochodzi zwyczaj częstego powtarzania Pozdrowienia Anielskiego. Pustelnik Aybert z Hennegau (+ 1140) miał zwyczaj codziennie odmawiać je 150 razy. Za każdym razem przyklękał, a na końcu padał na twarz. Różaniec w postaci wielokrotnego odmawiania Pozdrowienia Anielskiego upowszechniał św. Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanów), dlatego nazywa się go ojcem różańca do Najświętszej Maryi Panny.
    Nie jest to jednak ścisłe. Różaniec bowiem w obecnej formie ustalił się dopiero w XV w. dzięki innemu dominikaninowi, bł. Alanusowi a la Roche (van den Clip), który żył w latach 1428-1475. On ustalił nazwę “Psałterz Maryi”, jak też i liczbę 150 Zdrowaś, które podzielił na dekady (dziesiątki), każda przeplatana Modlitwą Pańską. On też założył pierwsze bractwo różańcowe w Douai w 1470 r. W 1464 r. ukazała mu się Maryja. Poleciła mu propagować w swym imieniu różaniec i zakładać bractwa różańcowe. Przekazała mu również 15 obietnic dla tych, którzy będą odmawiać różaniec:

    Ktokolwiek będzie mi służył przez odmawianie różańca świętego, otrzyma wyjątkowe łaski.Obiecuję moją specjalną obronę i największe łaski wszystkim tym, którzy będą odmawiać różaniec.Różaniec stanie się bronią przeciw piekłu, zniszczy, pomniejszy grzechy, zwycięży heretyków.Spowoduje on, że cnoty i dobre dzieła zakwitną; otrzyma on od Boga obfite przebaczenie dla dusz; odciągnie serca ludu od umiłowania świata i jego marności; podniesie je do pożądania rzeczy wiecznych.Dusza, która poleci mi się przez odmawianie różańca, nie zginie.Ktokolwiek będzie odmawiał różaniec i odda się rozmyślaniu nad jego świętymi tajemnicami, nigdy nie będzie pokonany przez niepowodzenia. Bóg nie będzie karał w swojej sprawiedliwości, nie zginie śmiercią niespodziewaną, jeżeli będzie sprawiedliwym, wytrwałym w łasce Bożej i będzie godnym życia wiecznego.Ktokolwiek będzie miał prawdziwe nabożeństwo do różańca – nie umrze bez sakramentów Kościoła.Wierni w odmawianiu różańca będą mieli w życiu i przy śmierci światło Boże i pełnię Jego łaski.Uwolnię z czyśćca tych, którzy mieli nabożeństwo do różańca świętego.Wierne dzieci różańca zasłużą na wysoki stopień chwały w niebie.Otrzymacie wszystko, o co prosicie przez odmawianie różańca.Wszystkich, którzy rozpowszechniają różaniec, będę wspomagała w ich potrzebach.Otrzymałam od mojego Boskiego Syna obietnicę, że wszyscy obrońcy różańca będą mieli za wstawienników cały Dwór Niebieski w czasie życia i w godzinę śmierci.Wszyscy, którzy odmawiają różaniec, są moimi synami i braćmi mojego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa.Nabożeństwo do mojego różańca jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba.

    Różaniec

    Niemniej żarliwie nową formę modlitwy wprowadzali dominikanie: Michał Francois, a przede wszystkim Jakub Spranger (w. XV). Dzięki nim, jak też dzięki poparciu wielu zakonów i hierarchów, modlitwa różańcowa stała się własnością całego Kościoła łacińskiego w wieku XVI, a bractwa różańcowe spotykamy we wszystkich krajach, gdzie tylko dominikanie mieli swoje placówki.

    Z wolna zaczęto także wprowadzać do różańca tajemnice ku rozważaniu życia Chrystusa Pana i Maryi. W XVI w. ustalono ostatecznie 15 tajemnic i podzielono je na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych. Bulle papieskie, począwszy od papieża Sykstusa IV (+ 1484), wspominają o różańcu złożonym jedynie z 15 Ojcze nasz i 150 Zdrowaś. Dopiero bulla św. Piusa V z 17 marca 1569 r. po raz pierwszy zwraca uwagę, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym dla utrzymania odpustów. Ten zwyczaj utrwalił się szczególnie po zwycięstwie w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r., po której Pius V wprowadził święto Matki Bożej Różańcowej.
    Obok różańca “dominikańskiego” zaczęły pojawiać się przeróżne koronki. Szczególną sławę zdobyły sobie koronki zakonu serwitów i franciszkanów ku czci 7 Boleści i 7 Radości Najświętszej Maryi Panny. Bardzo je propagowali bernardyni, a w Polsce bł. Władysław z Gielniowa (1440-1505).
    Modlitwę różańcową popularyzowali liczni święci. Św. Stanisław Kostka (+ 1568) prosił, by przy śmierci dano mu do rąk różaniec, bo to najmilsza pamiątka od niebieskiej Matki. Św. Teresa z Avila (+ 1582) jako siedmioletnia dziewczynka z bratem wyszukiwała w ogrodzie ustronie, gdzie odmawiała z nim różaniec. Św. Karol Boromeusz (+ 1584) był jednym z najżarliwszych propagatorów bractw różańcowych. Św. Filip Nereusz (+ 1595) nawet w nocy nie rozstawał się ze swoim różańcem. Św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna de Chantal (+ 1541) ślubem zobowiązali się do codziennego odmawiania różańca. Św. Józef Kalasanty (+ 1648), św. Jan de la Salle (+ 1719) i św. Jan Bosko (+ 1888) wprowadzili codzienne odmawianie cząstki różańca świętego nie tylko w swoich rodzinach zakonnych, ale także wśród wychowanków. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort nosił przy sobie stale u pasa duży różaniec, podobnie św. Alfons Liguori (+ 1787).
    Najwięcej do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej w Kościele przyczynili się jednak papieże. Wśród nich pierwsze miejsce ma papież Klemens VIII (+ 1605), który wydał 19 bulli zachęcających wiernych do odmawiania tej modlitwy, oraz papież Leon XIII. W latach 1883-1898 wydał on aż 12 urzędowych pism dotyczących różańca świętego. Można je nazwać encyklopedią różańcową. Łącznie w całym swoim pontyfikacie zostawił on 22 oficjalne dokumenty dotyczące różańca. On też wprowadził nabożeństwa różańcowe w październiku. Pius XI i Pius XII codziennie ze swoimi domownikami odmawiali różaniec. Pius XI wydał osobny dokument O Różańcu Najświętszej Maryi Panny (z 29 września 1937 r.). Papieże Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II niejeden raz w swoich publicznych przemówieniach zachęcali wiernych do ukochania tej modlitwy.

    Jan Paweł II i różaniec

    W 2002 r. Jan Paweł II listem Rosarium Virginis Mariae dołączył do różańca także czwartą część – tajemnice światła (chrzest Chrystusa, pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, głoszenie Królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii). Ogłosił także czas od października 2002 do października 2003 Rokiem Różańca Świętego i wezwał wszystkich wierzących do częstszej i bardziej gorliwej modlitwy różańcowej.
    Do odmawiania różańca kilkakrotnie wzywała także Matka Boża w czasie swych objawień, m.in. w Lourdes (1858), w La Salette, w Fatimie (1917), w Beauraing (1932) i w Banneux (1933).




    Różaniec nie może zastąpić Mszy świętej czy uczestnictwa w innych celebracjach liturgicznych; nie stanowi konkurencji ani dla Liturgii Godzin, ani dla koronki do Miłosierdzia Bożego, ani dla innych form kultu. Jest natomiast wspaniałym i potężnym sposobem przeżywania naszej wiary w żywej łączności z Maryją, wraz z którą wędrujemy po drogach tajemnic naszego odkupienia. Zachęcamy do wytrwałej modlitwy różańcowej, szczególnie w październiku – powierzajmy Matce Bożej Ojca Świętego i wszystkie bliskie jego sercu sprawy.

    Za odmówienie w całości (i bez przerwy) przynajmniej jednej części różańca (pięciu dziesiątek) w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy pobożnym stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami można uzyskać odpust zupełny (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy). Więcej na temat odpustów i o różańcu – w naszej Czytelni.

     • Dokumenty i nauczanie papieskie o Różańcu
     • O historii Różańca
      • O modlitwie różańcowej
      • Rozważania tajemnic różańcowych
    Internetowa Liturgia Godzin

    *****

    WIERSZ O RÓŻAŃCU

    W małej izdebce, tuż obok łóżka,
    Z różańcem w ręku klęczy staruszka
    Czemuż to babciu mówisz pacierze?
    Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

    Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
    Moc mają ogromną, odpuszczają winy
    Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
    Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

    Pierwsza dziesiątka jest za papieża
    Niech nami kieruje, Bogu powierza.
    Druga w intencji całego Kościoła
    Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

    Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
    A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
    Czwartą odmawiam w intencji syna…
    Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

    Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
    Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
    Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
    Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

    Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
    Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
    I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
    Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

    Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
    Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
    Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
    Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

    Awantury, alkohol, płacz i siniaki
    Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
    Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
    Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

    Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
    Bogu polecam swych wnucząt udręki,
    Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
    Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

    „Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
    Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
    Na nic te posty i twoje modły,
    Bo los już taki musi być podły.”

    Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
    Wie, że jest chora, niedługo skona.
    Co będzie z synem, z jego rodziną?
    Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

    I zmarła nieboga. Wezwano syna
    Ten twardo powiedział – nie moja to wina.
    Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
    Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

    Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
    W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
    Nie ma paciorków – patrzy i nie wierzy,
    Palcami starte od milionów pacierzy.

    Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
    Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
    Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
    Wybacz mi – krzyknął – Boże mój kochany!

    Ożyło w końcu syna sumienie,
    Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
    Całował zimne swej matki dłonie,
    Twarz łzami zoraną i siwe skronie.

    Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
    Szczęście gościło w ich domu progu.
    I codziennie wieczorem, całą rodziną,
    Różaniec mówili za matki przyczyną..

    wiersz Jacka Daniluka z książki “Jego śladem” dedykowany św. Janowi Pawłowi II

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    O. Gabriele Amorth: Różaniec wywołuje paniczny strach u demona - zdjęcie
    fot. via Pixabay

    *****

    o. Gabriele Amorth:

    Różaniec wywołuje paniczny strach u demona

    Zmarły w 2016 roku egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    o. Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post. W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?  - zdjęcie
    fot. pixabay.com

    ***

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post.

    W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?

    WYZWOLENIE I UZDROWIENIE PRZEZ POST

    SKACZESZ DO WODY ?

    Przekonajmy się na początku, czy jesteś zupełnie normalny. Wyobraź sobie, że pewnego grudniowego dnia idziesz wzdłuż rzeki. Jest siarczysty mróz. Nagle słyszysz krzyk tonącego dziecka. Ma ono 2 lub 3 latka. Jeśli to właśnie ty nie wskoczysz do wody, aby przyjść mu z pomocą, dziecko zginie. Co robisz? Czy skaczesz, chociaż wiesz, że woda jest lodowata? Tak ?

    Oczywiście, że skaczesz, bo chcesz uratować mu życie. Nie możesz pozwolić, by dziecko zginęło, skoro możesz je uratować. Przecież tak  łatwo jest wskoczyć do wody!

    Tak samo jest z postem. Pozwala on ci uratować wiele istnień ludzkich, nie dopuścić do śmierci wielu młodych ludzi i dzieci, do rozpadu wielu rodzin. Niestety, od prawie pół wieku na Zachodzie zapomnieliśmy o poście i dlatego śmierć zaczęła dokonywać niesłychanego wprost niesłychanego wprost spustoszenia. Czy zauważyliście zależność między zaniechaniem postu a nasileniem się napaści złego ducha? Szatan mógł łatwiej dostać się nawet do Kościoła, ponieważ jego drzwi nie były zamknięte. Matka Boża w Medjugoriu kieruje do nas pełne strapienia wołanie: „Zapomnieliście  o poście!”. Na Zachodzie został on porzucony, trzeba więc do niego powrócić. Jest to bardzo ważne. Matka Boża w Medjugoriu daje 5 podst. Wskazań, które musimy wprowadzać w życie, jeśli chcemy być święci to znaczy mieć w sobie pełnię miłości a także zwyciężyć szatana. Są one podstawowe w naszej drodze do Boga. Drugie wskazanie jest właśnie tym, którego ludzie nie chcą stosować. W każdym zakątku świata mogę spotkać ludzi gorliwych, wprowadzających w życie słowa Matki Bożej z Medjugoria. Stwierdzam, że stosują się oni do  4 pozostałych wskazań: Msza św, czytanie Pisma św., spowiedź, różaniec. Gdy jednak mówię do nich o poście, zwieszają głowę i nic nie odpowiadają , ponieważ go zaniechali. Nie zrozumieliśmy czym jest post!. W  Medjugoriu Matka Boża mówi o nim w bardzo piękny sposób. Odsłania piękno i sens postu jako potężnego narzędzia w naszych rękach, narzędzia mocy Bożej, działającej poprzez nas dokonującej niezwykłych rzeczy, których tak bardzo potrzebujemy.

    DWA DNI W TYGODNIU

    MATKA Boża prosi, byśmy pościli o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu – w środy i w piątki. Dlaczego właśnie w te 2 dni? Sama Matka Boża wraz ze św. Józefem, Jezusem i wszystkimi pobożnymi Żydami tamtych czasów – pościła 2 dni w tygodniu. W bardzo dawnym dokumencie Kościoła, Didache, pochodzącym z ok. 90 roku n.e., w którym pierwsi uczniowie mówią o życiu chrześcijan I – szego wieku, czytamy: „Nie zachowujcie postu w tym samym czasie, co obłudnicy. Oni bowiem poszczą w poniedziałek i czwartek, wy natomiast pośćcie w środę i piątek”. To niezwykłe, że Matka Boża chce przywrócić tę tradycję pierwotnego Kościoła. wg której sama żyła. Post wpisany jest w religię żydowską, w religię chrześcijańską, jak też i w inne religie. Stosuje go nawet medycyna i niektóre terapie. Każdy lekarz wie, że post jest dobry dla zdrowia.

    Matka Boża nie tłumaczy w swych orędziach, dlaczego mamy pościć właśnie w te dni. Miałam jednak okazję odkryć to dzięki członkom grupy modlitewnej, założonej przez Maryję w Medjugoriu. Przez całe lata nauczała ona tych młodych ludzi za pośrednictwem widzących. To piękne, że wszystko co czyni Maryja , ma tylko jeden cel: wskazywać na Jezusa. Przychodzi dla Jezusa, przychodzi po to, byśmy Go kochali, byśmy zbliżyli się do Jego Serca.

    W JAKI SPOSÓB POST ZBLIŻA NAS DO JEZUSA

    Maryja prosiła, by każdy czwartek był upamiętnieniem daru Eucharystii i kapłaństwa. Pamiątkę tę  mamy przeżywać z wielką miłością. Z radością, wiarą i dziękczynieniem mamy przypominać obie, że Jezus dał nam swoje Ciało i Krew jako pokarm i napój.  Maryja jest tak bardzo rozmiłowana w Eucharystii, w Chlebie Życia, że daje nam całą środę na to, byśmy przygotowali się do przeżywania tej pamiątki. Maryja pragnie już od środy uwalniać nas od rozproszeń, od innych pokarmów, od zakupów, od przygotowywania posiłków i wszystkich trosk związanych z jedzeniem, abyśmy mogli rozsmakować się w chlebie, w tym pokarmie, który stanie się Ciałem samego Jezusa. Wybrał On bowiem właśnie chleb, by przemienić go w swoje Ciało. W środę nie powinniśmy myśleć o tym, co będziemy jeść następnego dnia. Mamy pościć z radością serca i rozsmakowywać się w chlebie. Mamy przygotowywać  się tak jak naród wybrany podczas swej wędrówki przez pustynię. Bóg zesłał im mannę, chleb z nieba. Lud, który miał prze niej przygotowywał. W taki sam sposób Maryja przygotowuje nas dzisiaj. W czwartek obchodzimy uroczystą pamiątkę ustanowienia Eucharystii, Chleba Życia. Ale Maryja nie chce, byśmy od razu w piątek zajadali się homarami po amerykańsku  czy innymi smakowitymi potrawami . Pragnie, byśmy w piątek nadal czuli smak chleba, aby jak najdłużej przeżywać tę tajemnicę . Podobnie jest z żydowskim szabatem. Dal Żydów jest to najważniejsze święto. Gdy nastaje wieczór i zachodzi słońce , gdy zbliża się koniec szabatu, Żydzi wciąż śpiewają Psalmy i hymny tak, jakby chcieli przedłużyć szabat. Nie chcą go utracić. Szabat jest jak narzeczona. Tak samo piątkowy post pozwala nam jak  najdłużej zachować smak chleba, który przypomina nam  Chleb Życia. Często wyobrażam sobie Matkę Bożą, która pozostała na ziemi wśród Apostołów po Wniebowstąpieniu Jezusa. Czy, gdy wchodziła do kuchni, mogła patrzeć na chleb tak samo, jak przed Ostatnią Wieczerzą? Gdy spoglądała na chleb, na pewno coś drżało w Jej matczynym Sercu: „Mój Syn przychodzi pod postacią chleba, to właśnie chleb stał się moim Synem”. – myślała z pewnością.  Można się domyślać, że nie patrzyła na chleb tak samo, jak na marchew czy ziemniaki. Patrząc na ziarna zboża, z których powstaje chleb, mamy przed oczami  całe dzieje Chrystusa, dzieje Odkupiciela. Gdy Jezus mówi w Ewangelii o ziarnie, widzimy siewcę  i ziarno, które musi obumrzeć. Dopiero gdy obumrze, przyniesie owoc obfity, wyda plon – 30-krotny, 60-krotny, 100-krotny. To całe dzieje śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i owoców Odkupienia. Aby ziarno stało się chlebem, trzeba je zmiażdżyć, by zrobić niego mąkę i dopiero z mąki upiec chleb. Tak samo został zmiażdżony Jezus: całe Jego ciało, dusza i serce, cała Jego osoba. Ziarno pszeniczne mówi o historii miłości Jezusa do nas. Jezus pozwolił się zmiażdżyć, abyśmy mogli  Nim się karmić i być przebóstwieni przez ten pokarm. Mówiąc o Chlebie Życia, Jezus powiedział: „kto spożywa ten chleb, ma życie wieczne” Jaki to chleb? „Ten, który daje wam Syn Człowieczy, nie ten, który jedli wasi ojcowie i pomarli”  /J 6,49-51/

    Dlatego w środy i piątki powinniśmy żyć miłością do chleba i historią naszego Odkupienia. Matka Boża chce nas w tym zanurzyć nie tylko duchowo, lecz także w wymiarze materialnym. Maryja jest niewiastą żydowską, bardzo konkretną. Zaleca nam post o chlebie, aby zmusić nas niejako  do  przebywania z Jezusem. Skupia naszą uwagę na miłości i obecności Jezusa i pozwala, byśmy wraz z Nią wielbili GO za to, że w swej pokorze stał się chlebem. Oto prawdziwy sens postu. W samym Medjugoriu Matka Boża dała nam kilka przykładów dla zilustrowania orędzia, które do nas kieruje i ukazania dobrodziejstw, jakie przynosi post o chlebie i wodzie. Tradycja żydowska, a także tradycja chrześcijańska, która jest jej przedłużeniem, uczy nas, że post ma wielką moc przeciwko szatanowi. Sprawa ta jest bardzo ważna, bo dzisiaj  szczególnie zmagamy się z siłami zła. Matka Boża wielokrotnie powtarza w Medjugoriu, że dziś szatan jest tak silny, jak nigdy dotąd. Trudno ogarnąć spustoszenia, jakich dokonuje w rodzinach, w młodych i dzieciach. Niestety dzisiaj na Zachodzie panuje kultura śmierci. Wielu pielgrzymów przyjeżdża do Medjugoria w stanie załamania, ponieważ ich dzieci biorą narkotyki, uprawiają nierząd czy zdążają drogą prowadzącą do śmierci. Podczas spotkań za mną ich rodzice proszą, by widzący pomodlili się o uwolnienie ich dzieci od narkotyków, czy nierządu. Zapewniwszy ich o modlitwie , pytam: „czy pościliście w intencji waszego dziecka?”. W odpowiedzi słyszę: „Bardzo się modlimy, odprawiamy nowenny do Najśw. Krwi Chrystusa, odmawiamy różaniec”! „Ale nie odpowiadacie na moje pytanie. Czy również pościcie?”. „Ale, siostro, modlimy się!”. Przypominam wówczas o tym, że Maryja mówi o wojnach, które toczą się w rodzinach, w sercach ich dzieci. Może to właśnie taka wojna niszczy teraz życie ich dziecka. „Drogie dzieci – mówi Maryja – postem i modlitwą można powstrzymać wojny.”. Matka Boża nie mówi najpierw o wojnach między narodami, ale o wojnach w łonie rodzin. Mówi, że wojna zaczyna się w naszym sercu. Jeśli nienawidzę mego brata, jeśli zamknęłam drzwi przed jakimś człowiekiem i źle go osądziłam, jeśli go potępiłam, jeśli czuję do niego zazdrość, jeśli go obmawiam, jeśli w moim sercu pozostaje gorycz, wtedy toczy się w nim wojna, która tylko wydostaje się na zewnątrz. To przede wszystkim taką wojnę matka Boża chce usunąć z naszego serca. Jedynym sposobem jest post i modlitwa. Jeśli znajdziecie jakiś innysposób, to jest to sposób podejrzany.

    Trzeba z niego zrezygnować. Jezus mówi podobnie. Pewnego dnia Apostołowie powrócili zasmuceni, bo tym razem  nie mogli pokonać zła, a przecież mieli w sobie moc Chrystusa. Czynili  cuda, uzdrawiali, uwalniali od złych duchów. Tego dnia się nie udało. Jezus wytłumaczył im, dlaczego tak się stało: „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. ?Mt 17,21/

    Nie zapominajmy o tych dwóch sposobach. Post to coś więcej, niż skok do lodowatej wody, by uratować jedno tonące dziecko. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, nie grozi nam zapalenie płuc. Możemy za to uratować życie wielu ludziom nie zapadając na żadną chorobę. Post przywraca zdrowie. Z wielu badań wynika, że na Zachodzie je się o 1/3 za dużo w stosunku to tego, co jest niezbędne dla organizmu. Wiele chorób, a nawet przedwczesnych zgonów, spowodowanych jest nadmiarem pokarmu. Tak więc post zrobi nam dobrze.

    Rodzice, którzy błagacie o uzdrowienie waszego dziecka, dzieci, które błagacie o pojednanie waszych rodziców, wiedzcie, że macie tę moc. Nie módlcie się bez postu i nie pośćcie bez modlitwy. Wszyscy święci pościli.

    W pierwszych tygodniach objawień ludzie z wioski i okolic z wielką uwagą wsłuchiwali się w każde słowo matki Bożej. Mniej więcej dwa m-ce później po rozpoczęciu objawień Maryja powiedziała: „Szatan ma wobec tej parafii niszczycielski plan. Drogie dzieci, proszę wszystkich parafian, by przez 3 dni pościli o chlebie i wodzie i odmawiali różaniec, aby odnieść zwycięstwo nad szatanem”. Wszyscy jak jeden mąż zrobili to o co prosiła Matka Boża. Przez 3 dni pościli i modlili się jednym sercem, by Maryja mogła zmiażdżyć głowę węża. Czwartego dnia Matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci, dziękuję wam za modlitwy i post. Upadł szatański plan, odnieśliśmy zwycięstwo”. Nie powiedziała: „Odniosłam zwycięstwo”, ale: „Odnieśliśmy zwycięstwo”. Potrzebowała wieśniaków z parafii w Medjugoriu, aby zwyciężyć szatana. Jest to bardzo ważne, bo gdyby w tamtych dniach szatanowi udało się przeprowadzić swój plan, nie byłoby Medjugoria, nie byłoby tej całej rzeki błogosławieństwa, która rozlewa się po naszej ziemi od ponad 27 lat. Gdyby nie było Medjugoria, ileż ludzkich istnień nie zostałoby ocalonych, ileż rodzin nie zjednoczyłoby się na nowo, iluż młodych ludzi nie uniknęłoby samobójstwa!.Spójrzmy na dobro, jakie Medjugoriu przyniosło nam samym a wszystko dlatego, że kiedyś 500 parafian z tej wioski poświęciło 3 dni na to, by zwyciężyć szatana. Bóg mógł ofiarować światu Medjugoriu i miliony pielgrzymów mogą tam przybywać, by nabierać sił. Oto jaką moc ma ten, kto odpowiada „tak” na prośbę o post i modlitwę. W 1992 r. Matka Boża powiedziała do Iranki: „Drogie dzieci, proszę was, byście zwyciężali szatana”. Ależ kim ja jestem, bym mogła odnieść zwycięstwo nad szatanem? Czy Matka Boża prosi właśnie mnie, bym go zwyciężyła? Tak. Jestem dzieckiem Bożym i Maryja potrzebuje mnie, potrzebuje każdego z nas bez wyjątku. Mówi: „Kochane dzieci pragnę, abyście zrozumieli, że Bóg wybrał każdego z was, by go użyć w wielkim planie zbawienia ludzkości. Wy nie możecie pojąć, jak wielka jest wasza rola w planie zbawienia”. W tym samym orędziu skierowanym do Iranki Maryja wskazuje na broń, którą możemy zwyciężyć szatana: „Bronią, którą możecie zwyciężyć szatana, jest post i modlitwa. Módlcie się o pokój. Szatan chce zniszczyć tę odrobinę pokoju, którą macie”. W kwietniu 1992 r., gdy bomby zaczęły spadać na całą Bośnię-hercegowinę, a więc także wokół Medjugoria , patrzyliśmy na zniszczenie i śmierć. Pierwsze orędzie po tych bombardowaniach brzmiało: „Drogie dzieci….Tylko modlitwą i postem można wstrzymać wojnę…..Szatan chce w tych dniach zamętu sprowadzić na złą drogę jak najwięcej dusz. Dlatego wzywam was, abyście zdecydowali się na Boga a On was obroni i wskaże co powinniście czynić i jaką drogą iść”.

    Maryja mówiła to także przed wojną. Teraz musiała to powtórzyć.

    CIAŁO

    Dlaczego post tak bardzo osłabia szatana? Można powiedzieć, że wtedy, gdy ofiarujemy Bogu coś, co jest związane z naszym ciałem, oddajemy się MU naprawdę. Łatwo jest dać pieniądze, oddać swój czas, powiedzieć dobre słowo czy zaangażować się w jakąś służbę. Post dotyka nie tylko naszego ciała, lecz także czegoś witalnego. Musimy jeść, aby żyć. Post dotyka więc głębokiego zakorzenionych w nas przyzwyczajeń. Mówi o tym O.Slavko: „Post objawia nasze uzależnienia”. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, widzimy, jak zaczynają migać w nas jakby małe światełka: kawa, papieros, wino, czekolada… Ale matka Boża nie przychodzi, by wytykać nam nasze przywiązania. Przychodzi po to, byśmy byli wolni, wyzwoleni. Uświadamiamy sobie, do jakiego stopnia jesteśmy przywiązani do naszych drobnych zwyczajów, do naszych planów. Gdy zaczynałam poć o chlebie i wodzie, od razu odkryłam radość, jaką daje wolność. Mogłam jeść, mogłam nie jeść. Było to dla mnie to samo. Pewna Angielka założyła zgromadzenie zakonne na prośbę Matki Bożej. Któregoś dnia spytałam ją, czy Maryja prosi jej wspólnotę o post. „Tak – odpowiedziała. Maryja prosi byśmy pościli codziennie”. „Codziennie? – spytałam. Ale to niemożliwe!”. „Ależ tak, pościmy codziennie – od drugiej do szóstej po południu”.

    Na to wybuchnęłam śmiechem, ale ona dodała: „My Anglicy, między 4 a 5 zawsze pijemy herbatę i jemy podwieczorek. Jeśli zabierze się Anglikowi herbatę, przestaje on być prawdziwym Anglikiem”. Każdy naród ma inny rodzaj przyzwyczajeń. Apostołowie często nie mieli czasu na jedzenie, ale to im nie przeszkadzało. Nie miało znaczenia, czy zjedli coś, czy te nie, bo ich najważniejszą troską było dzieło Boże. Gdy ofiarujemy coś, co związane jest z naszym ciałem to znak, że naprawdę oddajemy się Bogu. Post w pewien sposób stwarza przestrzeń w naszej duszy, sercu i ciele. Gdy nie jesteśmy zajęci jedzeniem, pojawia się owa przestrzeń dal Boga. Bóg zajmuje ją, przyjdzie do nas tak, jak nigdy przedtem. Jest to w naszym życiu niejako nowe terytorium przeznaczone wyłącznie dla Niego. Dlatego ci, którzy poszczą, mają szczególną wrażliwość i wyczucie duchowe. Otrzymują o wiele więcej natchnień niż ci, którzy nie poszczą.

    Pewna matka rodziny mieszkającej w Meksyku zaczęła pościć, ale potem przerwała post na rok. Po upływie roku na nowo go podjęła. Opowiadała mi, że w czasie gdy przestała pościć, w pewien sposób straciła natchnienie potrzebne do tego, by rozmawiać z dziećmi, mówić im o życiu, wprowadzać je w rzeczywistość. Ale, gdy tylko na nowo podjęła post powróciły dobre natchnienia. Słowa przychodziły spontanicznie. Czuła, że działa przez nią Duch Sw., i że  dziecko słucha jej całym sercem. To piękny przykład, mówiący o tej nowej przestrzeni, którą Duch Sw. Stwarza w nas przez post. To tak, jakby było w nas dodatkowe mieszkanie dla Trójcy Swiętej, które pozwalamy Jej zająć. Post jest przygotowaniem na spełnienie się dzieł Bożych i na wypełnienie się Jego woli wobec nas samych i wobec świata. Miałam wielką łaskę spotkania z pewnym świętym kapłanem, franciszkaninem, mieszkającym w pobliżu Medjugoria w Sirokim Briegu. Tysiące osób przybyło na jego pogrzeb. Miał on nie tylko dar uzdrawiania, lecz także potrafił czytać w duszach. Uzdrowił bardzo wiele dzieci. Mieszkańcy całej Bośni-Hercegowiny, a także Chorwacji, przyjeżdżali tam, by otrzymać jego błogosławieństwo. Natychmiast orientował się na czym polega czyjś problem. Gdy ktoś przychodził do niego z jakąś sprawą, on błogosławił go, to było wszystko. Uprawiał surową ascezę. Spał na ziemi i bardzo wiele pościł. Ta pełna miłości asceza pozwalała mu bardzo wiele wyjednać u pana. Stał się więc niezwykle popularny pomimo swego nieco gburowatego sposobu bycia.

    PRZYGOTOWANIE WIELKICH DZIEŁ BOŻYCH

    Jedna z moich znajomych Chorwatek z Medjugoria. Ivica, opowiadała mi historię, którą sama słyszała od swojej babci. Znała ona pewnego mnicha, do którego kiedyś przemówił Pan Bóg. Spytał go: „Zdenko, czy zgodzisz się pościć o chlebie i wodzie przez 7 lat?”. Mnich odp. Panu „tak”, co w rzeczywistości niewiele zmieniło jego obyczaje, bo bardzo często jego jedynym pożywieniem był chleb i woda. Pościł więc przez 7 lat. W ostatnim dniu siódmego roku Pan przemówił do niego jeszcze raz: „Zdenko czy zgodzisz się dodać do twojego postu jeszcze jeden rok”? Mnich i tym razem odp. „tak”. A w  ostatnim dniu ósmego roku – 24.06 1981 – w Medjugoriu po raz pierwszy objawiła się Matka Boża. Nie ma tu nic do dodania. Któż wie, jak w ukryciu przygotowywane są wielkie dzieła Boże? Tego dowiemy się w niebie.

    A oto inne zdarzenie związane ze wspomnianym franciszkaninem. Przyprowadzono do niego kobietę, którą codziennie przyłapywano na pijaństwie. W żaden sposób nie można było oderwać jej od alkoholu. Ojciec Zdenko powiedział do niej: „Nie będziesz już więcej piła. Obiecujesz?”. Kobieta obiecała a Ojciec pobłogosławił ją w imię Ojca i Syna i Ducha Swiętego . Nie piła przez następne 2 dni. Trzeciego dnia było bardzo ciepło i pokusa stawała się coraz silniejsza. Kobieta nalała  więc wina do dużego kubka i podniosła go do ust. W chwili, gdy jej wargi dotknęły brzegu kubka, zobaczyła nad kubkiem palec i usłyszała Gos O. Zdenko: „Mówiłem ci, żebyś  już więcej nie piła”. W szoku upuściła kubek na podłogę. Odtąd już na całe życie została uzdrowiona z alkoholizmu. Mnich ten po prostu modlił się i pościł. Ilu ludziom uratował życie?. Jest to tylko jedna z wielu anegdot. My także, tak samo jak on, możemy uczynić wiele dobra poprzez post i modlitwę. 25.07.1991 r. nasza matka prosiła: „W tym czasie pokój jest szczególnie zagrożony i Ja żądam od was, abyście odnowili post i modlitwę w waszych rodzinach. Drogie dzieci, pragnę żebyście zrozumieli powagę sytuacji i to, że wiele z tego, co się stanie zależy od waszej modlitwy”.

    POST JAKO OCHRONA

    Post ma jeszcze inny wymiar. Jest nim ochrona człowieka. Którzy rodzice i dziadkowie nie chcieliby, żeby ich dzieci i wnuki były chronione? Dzisiaj ubezpieczamy się na życie, na wypadek choroby czy powodzi. Ale ubezpieczenie na życie nigdy nikogo nie uchroniło od śmierci. Ubezpieczenie od wypadku działa tylko wtedy, gdy wypadek już nastąpił. W dodatku często okazuje się, że nie dopilnowaliśmy jakiegoś drobnego szczegółu a więc i tak nie wypłacają nam odszkodowania. Natomiast ubezpieczenie, jakim jest post , jest jak środek zapobiegawczy, chroni nas przed mogącym nadejść nieszczęściem. „Wiecie, drogie dzieci, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko i zmusić szatana, by nie kusił do zła i by oddalił się od tego miejsca. Szatan czyha, drogie dzieci, na każdego człowieka. Szczególnie pragnie w każdą codzienną sprawę wnieść niepokój u każdego z was”ADVERTISEMENT

    Przyznaję, że zdarza mi się wpadać w gniew, słysząc ludzi, którzy mówią: „Nie można wszędzie dopatrywać się szatana. W dodatku jego istnienie nie jest rzeczą pewną. Matka Boża  przypomniała w Medjugoriu, że szatan istnieje. Teologia Maryi na temat szatana zawarta jest w 4 zdaniach: Szatan istnieje. Dzisiaj jest tak silny jak nigdy przedtem. Działa nieustannie. Jego celem jest nasze zniszczenie: „Pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie, ale i przyrodę i planetę, na której żyjecie”. Maryja mówi także: „Poprzez modlitwę możecie go całkowicie rozbroić a sobie zapewnić szczęście”.

    Jeśli mam 10 dzieci i wiem, że  na zewnątrz grasuje zbrodniarz, który chce mordować i gwałcić, czy nie ostrzegę moich dzieci? Czy powiem im: „Możecie spokojnie iść na spacer do lasu”? Byłabym  wtedy współmorderczynią moich dzieci! Nie mamy dziś prawa ukrywać przed dziećmi, że istnieje walka duchowa, że działa nie tylko dobry Bóg, ale że jest także wróg i piekło. Jezus umarł na krzyżu nie na żarty. Umarł by uwolnić nas od zła i piekła. Również nie na żarty od tylu lat posyła do nas swoją Matkę w Medjugoriu, aby uprzedzić nas, że czas się nawrócić, bo istnieje zło, bo mamy wroga, bo istnieje przeciwnik, który „krąży jak lew ryczący”. Nie na darmo Maryja mówi do nas: „Szatan teraz jak nigdy dotąd, chce pokazać światu swe haniebne oblicze i oszukać jak najwięcej ludzi na drodze śmierci i grzechu”. Maryja przestrzega nas nie bez powodu. Dziś we Francji liczba samobójstw jest większa niż kiedykolwiek. W wyniku samobójstw śmierć ponosi więcej ludzi, niż w wyniku wojen, raka czy wypadków drogowych. Poprzez post i modlitwę możemy zostać ochronienie. „Módlcie się tyle, ile to możliwe i pośćcie – mówi Maryja. Trwajcie w modlitwie i ofierze a JA was ochronię i wysłucham waszych modlitw”. Matka Boża widzi, że potrzebujemy Jej ochrony. Mówi: „To są szczególne czasy i dlatego jestem z wami , aby was kochać i chronić. „Wiecie, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    Czy modląc się do Najświętszej Maryi Panny myślimy o tym, że może Ona wszystkiego dokonać? Często zachowujemy się tak, jakby Bóg nie był wszechmogący, jakby nie był w stanie nam pomóc. Spróbujcie wyobrazić sobie, co znaczą słowa Maryi: „Z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    OCZYSZCZENIE ZE ZŁA

    W Medjugoriu Maryja zachęca nas do „Oddania Bogu całego zła, które się w nas nagromadziło, aby mógł nas oczyścić ze wszystkich grzechów popełnionych w przeszłości. Tylko w ten sposób, drogie dzieci, będziecie mogły rozpoznać całe zło, które jest w was, i oddać je Panu, aby całkowicie oczyścił wasze serca. Dlatego módlcie się nieustannie i przygotowujcie wasze serca przez ofiarę i post”.

    Od czasu, gdy osiągnęliśmy wiek, w którym byliśmy zdolni do popełniania grzechów, popełniliśmy ich wiele i gromadziliśmy je w sobie. Nawet po wyznaniu grzechów nosimy w sobie ich skutki. Maryja zaś mówi nam, że przez swą modlitwę pomoże nam uwolnić się od skutków grzechów, które popełniliśmy w przeszłości.

    Musimy oddać Bogu przeszłe zło. Prosi nas Ona, byśmy przygotowali nasze serca. Przygotowujemy serca przez post, by Maryja mogła uzdrowić nas z tego, co pozostawiły w nas przeszłe grzechy. Taka jest prawdziwa Mama. Gdy dziecko przewróci się  i zrobi sobie krzywdę, mama będzie je leczyć, by jego upadek nie miał żadnych złych zastępstw. Z grzechów obmywa nas tylko Krew Chrystusa. Mama zaś naprawia szkody. Przez post zapraszamy Maryję, by to czyniła. Dokona się to szybciej.

    PODPOWIEDZI SZATANA

    Wszystko to przyprawia Złego o wściekłość. Nasz post go przepędził. Jest w nas nowa przestrzeń dla Boga. Bóg wyzwala nas z przeszłego zła. Matka Boa uzdrawia nas i przywraca nam piękno. Wróg pała nienawiścią.

    W 1983 r. Maryja panna skierowała ostrzeżenie do grupy modlitewnej w Medjugoriu: „Bądźcie roztropni. Szatan kusi wszystkich, którzy postanowili poświęcić się Bogu. Będzie im sugerował, że za dużo się modlą, za dużo poszczą, że powinni być jak inni młodzi ludzie, którzy poszukują przyjemności. Niech go nie słuchają i nie będą mu posłuszni Gdy będą utwierdzeni w wierze, szatan już nie będzie mógł ich zwodzić”.

    W tej dziedzinie nie może zabraknąć nam rozsądku. Najświętsza Maryja Panna zarzuca nam często jego brak. Co będzie robił szatan, gdy tylko zdecydujemy się na post? Będzie podpowiadał: „Pościć dwa dni w tygodniu? To za dużo! Będziesz się wyróżniać spośród innych! Widzisz przecież, że w tych dniach masz smutną minę. Zobacz, jaki jesteś chudy i blady! Nawet jeśli jest środa, możesz przecież zjeść befsztyk, to ci dobrze zrobi. Bóg nigdy nie chciał, żebyś był słaby, a post cię osłabi. Rób tak jak inni. Nikt nie wygłupia się tak, jak ty! Korzystaj z życia i jedz, co chcesz! Korzystaj”.!

    Czy Jezus powiedział kiedykolwiek w Ewangelii: „Róbcie tak, jak wszyscy”? Nie, życie chrześcijańskie nie polega na tym, by postępować jak inni, ale – jak Jezus. Mamy być uczniami, którzy wszędzie podążają za panem i działają tak, jak ON. Gdy przychodzi pokusa” „Rób tak, jak wszyscy” możemy być pewni od kogo to pochodzi Jest dobry sposób oddania się w ręce szatana: robić to, co wszyscy. Gdy szatan nas kusi, nie starajmy się mu odpowiadać, nie róbmy tego głupstwa! Jeśli mówi do nas: „Powinieneś coś zjeść! Widzisz, jaki jesteś bledziutki! Przecież  wszyscy jedzą!” nie trzeba odpowiadać: „Ale ja mam ochotę pościć, idź precz, jesteś wstrętny!”. Nigdy tak nie róbcie. Z szatanem nigdy  nie można wchodzić w dialog. Jeśli szatan nas niepokoi, powinniśmy zwrócić się do Boga: „Panie, niepokoi mnie diabeł. Zrób coś!” Szatan jest sprytniejszy od nas Jeśli wciągnie nas w dialog, wpadniemy w pułapkę. Tak wpadła w pułapkę Ewa. Gdyby zamiast wchodzić w dialog z szatanem powiedziała do Boga: „panie, przyszedł do mnie wąż to, co mówi, jest przeciwieństwem tego, co powiedziałeś Ty. Co mam robić?” wówczas nie zjadłaby jabłka.

    Kiedy nasz post będzie przynosił owoce? Jeżeli będziemy pościli sercem Często w środę i w piątek rano mamy pokusę niezadowolenia, zaczynamy utyskiwać. Gdy jednak wchodzimy w ducha postu z ową miłością Chleba Życia, z miłością do Jezusa, który jest najważniejszy, wtedy pościmy sercem, bo kochamy Jezusa.ADVERTISEMENT

    W 1984 r. matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci!. Dziś was wzywam, byście zaczęli pościć z serca. Są ludzie, którzy poszczą, ponieważ wszyscy poszczą. Zaistniał obyczaj z którym nikt nie ma odwagi zerwać. Parafię proszę, by pościła z wdzięcznością za to, że Bóg pozwolił Mi pozostać tak długo w niej. Drogie dzieci, pośćcie i módlcie się z serca!”.

    Niech post będzie podziękowaniem za obecność Maryi z także za Eucharystię.

    WYPEŁNIANIE SIĘ PLANÓW BOŻYCH

    Wszyscy pragniemy w pełni żyć powołaniem, jakie Bóg złożył w naszych sercach, gdy nas stwarzał. Chcielibyśmy, by wszystko się wykonało w dniu naszej śmierci. Chcielibyśmy usłyszeć, jak Pan mówi: „Cieszę się, bo pozwoliłeś mi wypełnić w tobie to wszystko, co dla ciebie zaplanowałem”. W 1985 r. Matka Boża powiedziała: „Szczególnie zachowajcie post. Gdyż poprzez post najwięcej osiągniecie i sprawicie Mi radość, bowiem wówczas spełni się cały plan, który Bóg postanowił zrealizować tu w Medjugoriu”.

    Gdy mówi Ona o planie w Medjugoriu, chodzi także  o plan dla każdego z nas. Poszcząc pozwalamy Bogu w pełni zrealizować Jego plan wobec nas, wobec naszej rodziny, wspólnoty. Pozwalamy Mu do końca wypełnić wszystkie Jego zamiary. Stwarzając nas, Bóg złożył w nas nadzieję. Kiedy się modlimy mamy nadzieję, że Bóg odpowie na naszą modlitwę. Podobnie Bóg. Patrząc  na nas, Am nadzieję, że pozwalamy rozrastać się wszystkim małym nasionkom, które złożył w naszym sercu i że zanim umrzemy, staniemy się podobni  do kwiatu otwartego na Jego łaskę, żyjąc w pełni owym „potencjałem” świętości, który w nas złożył. Post pozwala nam w pełni urzeczywistnić ów plan. Słuchajcie uważnie, to się wam spodoba. Czy pragniecie, by Bóg wysłuchał wszystkich waszych modlitw? Oto orędzie, które rozszerzy wasze horyzonty: „Modlitwa jest jedyną drogą, która prowadzi do pokoju. Jeśli modlicie się i prosicie, otrzymacie wszystko, o co będziecie prosić”.

    CZYŚCIEC

    Ci, którzy odeszli przed nami i teraz są w czyśćcu, bardzo cierpią. Jednym ze środków mogących przyczynić się do wyzwolenia dusz czyśćcowych jest post, który za nie ofiarujemy. Matka Boża w Medjugoriu mówi, że osoby te czekają na nasze modlitwy i ofiary. Post ma tu wielką moc. Przynieść kwiaty na grób kochanej osoby, postawić na komodzie jej zdjęcie, myśleć o dobru, które nam wyświadczyła, to bardzo miłe zwyczaje. Jednak w niczym jej  to nie pomaga. Jeśli chcemy przyspieszyć koniec jej straszliwych cierpień czyśćcowych  musimy pościć w jej intencji. Będzie to czyn bezinteresownej i doskonałej miłości, który uwolni ją od cierpień. Jeszcze raz nasza matka przychodzi nam z pomocą, dając nam po temu niezawodne środki. Oczywiście mówi nam o Mszy św. jako o najbardziej niezawodnym i najpiękniejszym sposobie pomocy duszom czyśćcowym, ale przypomina także o poście.

    UZDROWIENIA

    Matka Boża mówi również o uzdrowieniu. Wielu pielgrzymów prosi Maryję za pośrednictwem widzących, by wstawiała się za chorych. Bardzo leży Jej to na sercu. W czasie prawie każdego objawienia na górze Ivan mówi, że Gospa w szczególny sposób modliła się za chorych i za tych, których nosimy  w sercach. Jest Ona bardzo blisko wszystkich, którzy cierpią fizycznie, psychicznie i duchowo. Na początku objawień widzący zapytali Ją o kilkoro chorych. Tak odpowiedziała: „Miejcie silną wiarę, módlcie się i pośćcie a wyzdrowieją”.

    25.07.1982 r. dodała: „W intencji uzdrowienia chorych bardzo ważne jest odmawiać następ. Modlitwy : „Wierzę w Boga” siedem „Ojcze nasz”. „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała” oraz pościć o chlebie i wodzie . dobrze jest nałożyć ręce na chorych i modlić się. Dobrze jest namaścić chorych poświęconym olejem”. Gdy w naszej rodzinie ktoś choruje, jesteśmy przede wszystkim zatroskani o leczenie. Uganiamy się za najlepszymi lekarzami, za najskuteczniejszymi lekarstwami, wyjeżdżamy do Ameryki na konsultacje z największymi specjalistami. Jesteśmy gotowi zrobić dosłownie wszystko, wydać majątek, dla ratowania życia chorego, np. : dziecka.

    Ale wszystko to jest o wiele prostsze. Nieraz wystarczy modlić się i pościć. W wielu przypadkach modlitwa i post mogą wyjednać cudowne uzdrowienie chorego. Sakrament chorych proponowany przez Kościół katolicki, przynosi wielu chorym uzdrowienie. Nawet jeśli nie jest to uzdrowienie fizyczne, to chory otrzymuje pokój serca. Nie czekajmy aż chory będzie bliski śmierci, by wezwać księdza z olejami świętymi. Często chory tak bardzo boi się księdza, że jego widok może przyspieszyć śmierć. Boimy się  sakramentu „ostatniego namaszczenia”, ale przecież namaszczenie to nie musi być ostatnie. Może być pierwsze. Gdy ktoś zachoruje, trzeba od razu wezwać księdza i zacząć pościć za chorego. Kiedyś przyszła do mnie pewna pani chora na raka. Mówiła: „Mój problem polega na tym, że w mojej rodzinie nie ma ani jednego wierzącego . Nikt nie będzie za nie się modlił ani pościł”. Odpowiedziałam jej, że wobec tego my będziemy to robić zamiast rodziny. Odwiedzajcie chorych, których rodziny się nie modlą, mówcie im o Bogu, zwiastujcie Dobrą Nowinę, powiedzcie im, że będziecie modlić się za nich i pościć. Wyjednacie u Pana wiele uzdrowień. Gdy widzący pytają  Matkę Bożą, czy uzdrowi jakiegoś chorego, Ona bardzo często odpowiada: „Ja nie mogę uzdrowić. Uzdrawia sam Bóg. Ale dzieci, módlcie się a Ja będę modlić się z wami. Wierzcie wytrwale, pośćcie i czyńcie pokutę. Bóg wszystkim przychodzi z pomocą. Ja nie jestem Bogiem. Potrzebuję waszych ofiar i waszych modlitw”.

    A DZIECI?

    Często wyjaśniam dzieciom, czym jest ofiara. Proszę, by zamknęły oczy zastanowiły się, co mogą ofiarować. Mówię, że wieczorem Matka Boża przyjdzie po ich ofiarę, bo codziennie obchodzi ona cały dom i zbiera wszystkie ofiary do swego wielkiego kosza. Wtedy dzieci mocno zamykają oczy, modlą się w skupieniu, a potem mówią jaką ofiarę znalazły. Dzieci są niezwykle wspaniałomyślne, łatwo przyjmują taką propozycję. Nie chodzi o to by zmuszać dzieci do postu o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu, ale gdy zobaczą, jak rodzice poszczą, spytają: „A ja tato? Ja też chcę coś ofiarować!” I wyrzekną się cukierka czy loda, nie zjedzą ulubionego deseru, zrezygnują z oglądania telewizji.

    Trzeba jednak uważać na dzieci, czasem są one aż nazbyt bystre. Mój 6-letni siostrzeniec Franciszek Józef zorientował się w sytuacji i pewnego wieczoru po modlitwie przed posiłkiem powiedział d ojca: „tato, ja też dzisiaj poszczę”. Ojciec odpowiedział : „Postem będzie dla ciebie to, że zjesz danie, którego nie lubisz”. W przypadku dzieci ważne jest dozowanie. Są one bardzo wielkoduszne, Zamiast 10 brzydkich słów powiedzą tylko jedno, dobrze rozumieją, kiedy trzeba zrobić jakiś wyjątek.

    ZAWIESZENIE PRAW NATURY

    Matka Boża powiedziała: „Postem i modlitwami można powstrzymać wojny, można zawiesić prawa naturalne”. Zbyt mało uwagi przywiązujemy do tego orędzia. Post i modlitwa może zawiesić prawa naturalne! Znaczy to, że nieszczęścia, które mogą się wydarzyć /lawiny, trzęsienia ziemi/ mogą nie nadejść, jeśli ktoś w wiosce pości. Podam przykład pewnej osoby, która kiedyś opowiadała mi o swoim życiu. Było ono wyjątkowo grzeszne. Pracowała w szpitalu jako pielęgniarka. Był tam pewien lekarz, który bardzo się za nią modlił i pościł /dowiedziała się o tym później/ Usiłowała popełnić samobójstwo a ponieważ była pielęgniarką, wiedziała jaką dawkę leków zażyć, żeby się otruć. Połknęła leki, ale nazajutrz rano obudziła się rześka i zdrowa, nie odczuwając żadnych negatywnych objawów. Po dawce, którą zażyła było to zupełnie nienormalne. Był to dla niej szok. Przez cały dzień mówiła sama do siebie: „ktoś nie chce, żebym umarła. Czy to Bóg?”. Szok ten sprawił, że kilka tygodni później otworzyła się na Boga. Gdy powróciła do wiary, lekarz, który od dawna modlił się za nią i pościł, powiedział jej o tym a ona od razu wszystko zrozumiała. Post tego lekarza zawiesił prawa naturalne, przeszkodził, by środki chemiczne wywołały efekt w jej organizmie. Jest to jeden z wielu przykładów. We wszystkich szkołach są gaśnice na wypadek pożaru. We wszystkich domach jest aspiryna na wypadek bólu głowy. To właśnie post jest taką gaśnicą, taką aspiryną, przeciwdziałającą złu, które rozprzestrzenia się w nas, w naszych rodzinach, w społeczeństwie, w Kościele.

    UZDRAWIACZE

    Mówiłam już, że przez post możemy wyjednać o wiele więcej uzdrowień, niż nam się zdaje i że zamiast biegać od lekarza do lekarza lepiej jest modlić się i pościć. Ale uwaga! Wielu ludzi chodzi dzisiaj do uzdrawiaczy. Trzeba wiedzieć, że owi uzdrawiacze pewnego pięknego dnia otrzymali swój ar, ale nie wiadomo dokładnie skąd ten dar pochodzi. We Wspólnocie Błogosławieństw  często świadczymy „Usługi dla poszkodowanych”, tzn. pomagamy ludziom leczonym przez uzdrawiaczy. Jeśli ktoś pójdzie do uzdrawiacza z bólem lewego kolana, być może kolano przestanie go boleć. Nie wie on jednak, że choroba jedynie zmieniła miejsce. Zaatakuje inny organ i stanie się jeszcze dokuczliwsza. Człowiek taki powtórnie odwiedzi uzdrawiacza, a ten będzie na nowo odprawiał swoje czary i być może po raz drugi usunie ból. Potem ból pojawi się gzie indziej po raz trzeci i będzie jeszcze większy. A pewnego dnia człowiek ten obudzi się z lękiem nie do opanowania, będzie ogarnięty chęcią śmierci samobójstwa. Dlaczego znajdujemy ciało młodego  człowieka wiszące na sznurze, koro wcześniej nic nie wskazywało na to, że chce on popełnić ten czyn? W wielu wypadkach okazuje się, że w przeszłości matka chodziła z nim do uzdrawiacza . Uzdrawiacze wypowiadają nieco dziwne słowa /czasem wymieszane z modlitwami chrześcijan. Używają tajnych formuł, w których niby przypadkiem wymieniają imię zdrajcy – Judasza. Robią masaże itd. Ale swój dar otrzymują często od innej osoby, która z kolei otrzymała go jeszcze od kogo innego. A u początku tego łańcucha jest czarownik, który otrzymał ten dar od szatana, ponieważ szatan może „uzdrawiać”. Jezus mi nam w Ewangelii, że w czasach ostatecznych fałszywi prorocy będą czynić znaki i wspaniałe cuda, aby – jeśli to możliwe – pozyskać sobie wybranych Bożych. Jest to prawda. A ponieważ szatan nie robi prezentów, więc przemieszcza jedynie chorobę, czyniąc ją jeszcze cięższą. Dlatego ci, którzy chodzą do uzdrawiaczy , wciążzapadają na zdrowiu a ich choroba przechodzi z ciała do serca a z serca do duszy. Wszystko zaczyna się od zwykłej choroby fizycznej a kończy się pokusami samobójstwa, głęboką depresją, straszliwą nienawiścią…..

    s.Emmanuel/Fronda.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    Dlaczego święci nie nudzili się na Mszy św? 5 powodów

    O, nierozumni, co czynicie? Dlaczego nie śpieszycie do kościołów?

    Msza św. – to „korona modlitwy”.

    Święci o Mszy świętej

    Nudzicie się czasami na Mszy świętej? Nie martwcie się, nie osądzam was. Kiedy po jakimś czasie zaczęłam ponownie chodzić na Mszę św., strasznie się nudziłam. Ale eucharystyczna obecność Jezusa pociągała mnie coraz mocniej i po jakimś czasie szczerze pokochałam Mszę świętą. Zdałam sobie sprawę, że to moja najważniejsza modlitwa w ciągu dnia.

    Jak to określił kiedyś bł. Jakub Alberione, Msza św. to „korona modlitwy” i żadne działanie, które podejmujemy, aby zbliżyć się do Boga, nie da się porównać z uczestnictwem w niej.

    Być może i wy potrzebujecie wzmocnić swoją motywację do uczestnictwa w Eucharystii? Z pomocą przychodzą nam święci, którzy raczej się w kościele nie nudzili. Oto pięć wskazówek od nich:

    WIEDZIELI, ŻE W MSZY ŚW. UCZESTNICZĄ WRAZ Z ANIOŁAMI

    Nie istnieje msza z niską frekwencją. Kiedy będziecie uczestniczyli w Eucharystii z zaledwie kilkoma innymi wiernymi, pamiętajcie, że są pośród was aniołowie!

    Św. Grzegorz Wielki mówił, że „niebiosa się otwierają i rzesze aniołów zstępują, by wziąć udział w Świętej Ofierze”, a św. Augustyn dodał, że „anioły otaczają sprawującego ofiarę Mszy świętej kapłana i służą mu”.

    TWIERDZILI, ŻE EUCHARYSTIA TO ISTOTA ICH ŻYCIA

    Uczestnicząc w najbliższej mszy świętej, poproście Boga, by pokazał wam, jak bardzo wasza dusza pragnie łask Eucharystii. Tego samego pragnienia doświadczali święci.

    „Łatwiej byłoby światu przetrwać bez słońca, aniżeli bez Mszy świętej” – pisał św. Pio z Pietrelciny. Matka Teresa z kolei mówiła, że Eucharystia to pokarm duchowy, który podtrzymuje ją w codziennym utrudzeniu. „Bez tego nie wytrwałabym ani jednego dnia, ani jednej godziny” – wyznała święta.

    CHCIELI ODDAWAĆ CZEŚĆ BOGU

    Skoro kochacie Boga i odwzajemniacie Jego miłość do was, uczestnictwo we mszy świętej jest najwyższym z możliwych wyrazów tej miłości.

    „Jedna Msza święta więcej oddaje czci Panu Bogu, aniżeli wszystkie uczynki pokutne świętych, wysiłki apostołów, cierpienia męczenników, a nawet płomienna miłość Matki Najświętszej” – twierdził św. Alfons Liguori. Św. Jan Vianney mówił z kolei, że „wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza św. jest dziełem Bożym”.

    W MSZY ŚW. ODNAJDYWALI RADOŚĆ

    Bóg jest jedynym źródłem prawdziwego szczęścia. Wiedząc to, święci uczestniczyli w Eucharystii, aby odnaleźć prawdziwą radość.

    „Trzydzieści pięć lat temu do wiary przywiodła mnie radość z narodzin mojego dziecka. Ta radość odnawia się nieustannie, kiedy codziennie przyjmuję Ciało Pana naszego w czasie Eucharystii” – wyznała Dorothy Day.

    MIELI ŚWIADOMOŚĆ PONADCZASOWOŚCI MSZY ŚWIĘTEJ

    Msza jest uobecnieniem misterium paschalnego Jezusa Chrystusa. Oznacza to, że nie tyle wspominamy w jej trakcie Jego śmierć i zmartwychwstanie, lecz że ponownie przeżywamy je, sami wkraczamy w ten ponadczasowy moment.

    Bł. Jakub Alberione mówił, że „Jezus jest Barankiem, którego zabito, lecz który żyje na wieki, w każdym momencie odnawiając swoją mękę w nieustannym sprawowaniu mszy świętych na całym świecie”. Wiedział też o tym św. Jan Paweł II, który przypominał, że „msza święta uobecnia ofiarę krzyża”.

    Mogłabym znaleźć jeszcze wiele powodów, dla których warto uczestniczyć we Mszy świętej, moglibyśmy rozważać myśli kolejnych świętych. Chciałabym jednak zakończyć, przywołując ostatni cytat „motywacyjny” – słowa św. Leonarda z Porto Maurizio (który, jak sądzę, wypowiedział je ze złośliwym uśmiechem na twarzy): „O, nierozumni, co czynicie? Dlaczego nie śpieszycie do kościołów, aby wysłuchać tyle Mszy świętych, ile tylko się da?”.

    S. Theresa Aletheia Noble/Aleteia.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Adobe Stock

    ***

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA.

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    “TEN, KTO MNIE SPOŻYWA, BĘDZIE ŻYŁ PRZEZE MNIE” (J 6,57)

    „Wiara Kościoła jest istotową wiarą eucharystyczną, a więc sakramentalną, i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii”. (emerytowany papież Benedykt XVI)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Kard. Müller: „Wirus jest niebezpieczny, ale grzech śmiertelny bardziej”. Powstała Fundacja Dominus Iesus

    Kard. Gergard Ludwig Müller / źródło: Flickr / Michael Swan

    ***

    Znany ze zdroworozsądkowych wypowiedzi kard. Müller po raz kolejny poszedł na przekór oficjalnym narracjom. Hierarcha ośmielił się przypomnieć, że koronawirus „nie jest jedynym wyzwaniem dla ludzkości”, a „przebaczenie naszych grzechów w sakramencie pokuty jest boską szczepionką o 100% gwarantowanej skuteczności przebaczenia i nagrody życia wiecznego”.

    W pisemnej wypowiedzi dla serwisu LifeSiteNews były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Gerhard Ludwig Müller, podkreślił potrzebę nadprzyrodzonej odpowiedzi na kryzys koronawirusa zamiast skupiania się wyłącznie na zdrowiu cielesnym i politycznych postulatach.

    Kardynał opowiedział o swojej najnowszej inicjatywie, jaką jest założenie Fundacji Dominus Iesus, której celem jest uświadomienie roli obecność Chrystusa Pana w życiu społeczeństw, będącej swoistą arką zbawienia w świecie. „Fundacja DOMIINUS IESUS jest organizacją non-profit i realizuje cele religijne, do których należy szerzenie kultury i doktryny Kościoła rzymskokatolickiego na świecie. W szczególności propaguje jedyność i zbawczą powszechność Jezusa i Kościoła w myśl zasady, zgodnie z którą Pan Jezus przed wstąpieniem do nieba powierzył swoim uczniom mandat głoszenia Ewangelii całemu światu i chrzczenia wszystkich narodów”.

    Hierarcha wyrażając nadzieję na powodzenie projektów ewangelizacyjnych fundacji, tłumaczy, że „pomimo postępu technologiczno-cyfrowego i globalizacji, Kościół musi wyjaśniać, jaki jest sens ludzkiej egzystencji”, mając na uwadze, że imię Jezusa jest jedynym, w którym można otrzymać zbawienie.

    Kard. Müller skrytykował przy tej okazji nadmierne zaangażowanie biskupów w realizowanie agendy ekologicznej. Jego zdaniem nie powinni oni „poświęcać się kwestiom ochrony środowiska i przyrody, zastępując polityków”, lecz zaangażować się raczej w „klimat religijny”. Podobne obowiązki, jak przypomina duchowny, zostały powierzone przede wszystkim papieżowi, którego misja polega na „gromadzeniu wszystkich chrześcijan w wyznaniu wiary, mówiąc Panu: «Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego»”.

    „Kościół potrzebuje Papieża jako Wikariusza Chrystusa” – podkreśla i dodaje, że rola ta jest „1000 razy ważniejsza niż bycie rozmówcą ambitnych polityków i pseudo-filozofów lub niektórych dziennikarzy, którzy chcą po prostu lepiej sprzedawać swoje wywiady, umieszczając swoje nazwisko na widoku”.

    Kard. Gerhard Müller przypomniał także istotną prawdę, która jest obecnie ukrywana pod hasłami swoiście pojętego „posłuszeństwa” papieżowi. Powiedział mianowicie, że biskupi nie są „dworzanami, którzy schlebiają księciu”, ani „pracownikami Stolicy Apostolskiej”, lecz „są odpowiedzialni przed Chrystusem jako Jego przedstawiciele, a nie jako delegaci Papieża”. „Prawdziwi katoliccy biskupi nie poddają się opinii publicznej, ale dają świadectwo «zdrowej doktrynie» Ewangelii Chrystusa, wzmocnieni mocą Ducha Świętego” – dodaje.

    Purpurat uderza też w konsekwencje błędnego rozumienia roli papieża i biskupów, zauważając, że Kościół „nie jest i nie może stać się organizacją pozarządową, organizacją religijno-społeczną na rzecz raju ziemskiego, który musi upaść, ale raczej żywym organizmem, Ciałem Chrystusa, którego On jest Głową i Uniwersalnym Zbawicielem”.

    Na koniec kardynał odnosi się do rozpoczętej przez papieża Franciszka „drogi synodalnej”, komentując, że ​​„ludzie nie mogą reformować Kościoła ani zbudować nowego według własnych upodobań, ale to Bóg nas reformuje, odnawia nas, abyśmy byli dobrymi chrześcijanami, żywymi członkami Jego ciała kościelnego przez sakramenty”. „Chrystus jest Głową”, a wszyscy biskupi, łącznie z Biskupem Rzymu są jedynie „Jego sługami” i „nikt nie może położyć innego fundamentu niż tego, który już jest, którym jest Jezus Chrystus” – podkreśla kard. Müller.

    PCh24.pl/źródło: lifesitenews.com

    _________________________________________________________________________

    Kard. G. Müller: Segregacja sanitarna w świątyniach to grzech ciężki

    Ks. kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, w rozmowie z amerykańskim portalem National Catholic Register jednoznacznie potępił segregację sanitarną wprowadzaną w niektórych diecezjach i przypomniał, jakie obowiązki z nadania samego Jezusa Chrystusa posiadają biskupi i kapłani.

    Zdaniem duchownego odmawianie sakramentów osobom niezaszczepionym jest grzechem ciężkim i dowodem na postępującą dechrystianizację w szeregach duchowieństwa.

    – Niestety, wiele rządów straciło zaufanie publiczne poprzez chaotyczne środki, które są sprzeczne logicznie. (…) W wielu przypadkach przepisy zostały naruszone i skażone finansowymi oraz politycznymi interesami lobby ideologicznego i gigantów farmaceutycznych. Zamiast jednoczyć społeczeństwo w walce z pandemią, siły polityczne, media głównego nurtu i Big Tech bezlitośnie wykorzystały sytuację do promowania agendy „Wielkiego Resetu”, a więc myślenia totalitarnego – podkreśla ks. kard. Gerhard Müller.

    Duchowny odcina się jednocześnie od prowadzonych przez rząd i nieobcych również hierarchii kościelnej narracji, które piętnują przeciwników covidowego reżimu jako „teoretyków spiskowych” i „grzeszników przeciwko dobroczynności”.

    Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary jednoznacznie potępia segregację sanitarną wprowadzoną w części katolickich diecezji i świątyń.

    – Słudzy Chrystusa w posłudze apostolskiej nie mogą ofiarowywać się jako dworzanie władcom tego świata i stawać się ich propagandystami. Według naszej katolickiej wiary Papież oprócz tego, że jest pierwszym świadkiem nadprzyrodzonego objawienia się Boga w Jezusie Chrystusie, jest też najwyższym strażnikiem naturalnego prawa moralnego. Magisterium Kościoła jest zatem uprawnione i zobowiązane do wskazywania granic władzy doczesnej, która kończy się na wolności wiary i sumienia – wyjaśnia.

    Największy nacisk ks. kard. Gerhard Müller kładzie na nadprzyrodzony i nadrzędny wobec wszystkich innych spraw charakter sakramentalnej posługi Kościoła.

    – Jest to przede wszystkim sprzeczne z prawem Bożym, jeśli władze państwowe utrudniają albo wręcz zakazują dostępu do środków łaski Kościoła, tj. sakramentów Chrystusa. To, że nawet biskupi zamknęli swoje kościoły lub odmówili sakramentów osobom szukającym pomocy, jest grzechem ciężkim przeciwko danej od Boga władzy. Jest to wstrząsający dowód na to, jak dalece sekularyzacja i dechrystianizacja myśli dotarła już do pasterzy Chrystusowej owczarni – ocenia.

    Jak tłumaczy kardynał, biskupi „jako następcy apostołów, nie są władcami według zwyczajów świata, ale sługami Słowa i sługami łaski Chrystusa”, dlatego obowiązek szafowania świętych sakramentów jest dla nich bezwzględny i nie może być uzależniony od woli władców świeckich czy też troski o zdrowie fizyczne.

    – W czasach kryzysu miejsca kultu i serca ludzi muszą być szeroko otwarte, aby ludzie mogli szukać schronienia w Bogu, od którego pochodzi wszelka pomoc. Wszystkie szczepionki mają ograniczony efekt czasowy. Żadne lekarstwo ani wynalazek techniczny nie mogą nas uratować przed doczesną i wieczną śmiercią. Chleb, który daje Jezus, jest lekarstwem na śmierć wieczną i – bez daty ważności – pokarmem na życie wieczne, bo: „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” – przypomina ks. kard. Gerhard Müller.

    źródło: ncregister.com/dorzeczy.pl/pch24.pl/radiomaryja.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    23 stycznia Kościół uroczyście celebruje Niedzielę Słowa Bożego

    Ojciec Święty 30 września 2019 roku ogłosił TRZECIĄ NIEDZIELĘ OKRESU ZWYKŁEGO szczególnie poświęconą medytacji Bożego Słowa, „aby w Ludzie Bożym wzrosła religijna i bliska znajomość Pisma Świętego”. Okazją do ogłoszenia tej decyzji była 1600 rocznica śmierci św. Hieronima (347-419), który zasłynął m.in. ze słów: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Jego największym dokonaniem było tłumaczenie całego Pisma Świętego z języków oryginalnych, czyli hebrajskiego, aramejskiego i greckiego na łacinę, tak żeby mogli je czytać wszyscy wierzący żyjący w tamtym czasie, ponieważ ich codziennym językiem była łacina. Ten przekład powszechnie jest nazywany – Wulgatą. Nazwa ta pochodzi od „versio vulgata”, co oznacza – „wersja popularna, rozpowszechniona”. Tak więc Niedziela Słowa Bożego ma zachęcić wszystkich wiernych Kościoła Katolickiego do poznawania Boga poprzez lekturę i medytację Biblii.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czas na nowe okulary! – Pismo Święte jest dla każdego

    „Co może mi dać Księga napisana tysiące lat temu? Po co tracić czas na czytanie moralizujących tekścików?” – myślisz podobnie? Ja tak myślałem przez pierwsze 21 lat mojego życia.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Pismo Święte kojarzyłem głównie z wieczerzą wigilijną. Tylko wtedy wspólnie z rodziną czytaliśmy fragment Ewangelii. Był to jedynie miły akt tradycji, otwierający drzwi do uczty i prezentów, które już czekały pod choinką. Pismo Święte? Przecież to dla księdza albo moherowej babci w kościele. Dla mnie? Po co! Nie widziałem zupełnie sensu zagłębiania się w lekturę Biblii. Już sama jej objętość odstrasza. Nie dość całej sterty szkolnych lektur, tysięcy stron zapisanych mikroskopijnymi czcionkami?Dopiero w trakcie studiów poczułem znaczenie słów Pisma Świętego we własnym sercu. W beznadziei życia, braku perspektyw i bólu codzienności, Bóg przyszedł do mnie także przez słowa z Biblii. Dawniej myślałem, że Bóg jest odległą energią, której nie obchodzi mój los. Dzięki Pismu Świętemu pojąłem, że On jest Bogiem bliskim, dla którego jestem oczkiem w głowie.

    W Piśmie Świętym odkryłem miłosiernego Ojca, który nikogo nie przekreśla i zawsze czeka na powrót swoich zagubionych dzieci.

    Od kiedy na poważnie zacząłem zgłębiać wiarę katolicką, zrozumiałem, że wszystkie praktyki, które oferuje dziś tak bardzo wyśmiewany Kościół, mają za zadanie rozwijać moją relację z samym Stwórcą.

    Dotarło do mnie, że Bóg, przychodząc na świat w osobie Jezusa, pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Ciebie też. Każdego – bez wyjątku.

    „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

    Regularnie przyjmując Eucharystię, spowiadając się, modląc czy właśnie czytając Pismo Święte, zacząłem budować z Jezusem osobistą więź, która odmieniła moje życie.

    To dzięki temu, że otworzyłem w sercu drzwi dla Chrystusa, mógł On zacząć w nim porządki. Zabrał nienawiść, pychę, nieczystości, by w zamian dać pokój, radość, siłę ducha. To on ze zgliszczy mojego życia zbudował bezpieczny dom, dał mi kochającą żonę, cudne córeczki, świetną pracę, spełnianie marzeń i najważniejsze – możliwość bycia Jego uczniem.

    Pismo Święte już na samym początku drogi mojego nawrócenia pozwoliło mi zobaczyć świat oczami Boga. Swoją przygodę ze Słowem Życia zacząłem od Ewangelii. To dzięki niej dowiedziałem się, kim tak naprawdę jest Jezus, zacząłem Jego słowa i polecenia wcielać w moje życie i zauważać ich owoce.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może włożyć niedowidzący człowiek. Bez Boga i Jego słowa jesteśmy jak niewidomy, który błądzi w ciemnym lesie. Włożywszy słowo Boże na swoje oczy, przez jego pryzmat wreszcie możemy zobaczyć prawdziwe życie.

    Dawniej myślałem, że Bóg jest surowym ojcem, który tylko czyha na potknięcie człowieka, aby go ukarać.

    „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7).

    Wiecie, jakie sformułowanie pada w Biblii najczęściej? To nie: „kara”, „musicie” czy „nie wolno”. To: „nie lękajcie się”, „nie bójcie się”! Aż 365 razy, na każdy dzień roku, Bóg daje nam zapewnienie o swojej opiece. Z Nim nie musimy się bać. Z Nim każdy nasz problem staje się tylko małym problemikiem.

    Żeby odczuć działanie Boga w swoim życiu, trzeba Go po prostu do siebie zaprosić. Dopiero gdy poświęcimy swój czas Jezusowi, On może przy nas być. Wiem, że o wiele łatwiej jest poleżeć na kanapie, scrollując fejsa, ale czy nie warto się wysilić, aby mieć więcej?

    Tracąc w pokoju czas dla Jezusa – zyskujesz pokój ducha w sercu. Zamykając durne apki w smartfonie, otwierasz swoje serce dla Boga. Otwierając apkę z Pismem Świętym, zamykasz się na zło, ból i problemy.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może założyć niedowidzący człowiek.

    Nie chodzi o to, żebyś w 2 miesiące przeczytał całą Biblię, jęcząc z bólu. W Piśmie Świętym nie chodzi tylko o czytanie. Chodzi o przyjmowanie. Jeśli przyjmujesz to, co Bóg chce ci danego dnia powiedzieć, twoje życie napełnia się Jego obecnością.

    Zacznij od Ewangelii. Dobrą metodą jest także lektura czytań z danego dnia, które oferuje liturgia Kościoła. Pismo Święte masz w aplikacji na smartfona. Zajrzyj też do naszego niedzielnego Niezbędnika Katolika i daj się nareszcie poprowadzić Bogu.

    To nie będzie proste. Zły tak łatwo nie odpuszcza – na bank przyjdzie z lenistwem, brakiem czasu czy wyśmiewaniem ze strony znajomych. Rezygnując z podziwu świata, przyjmujesz propozycję Jezusa. Przyjmując ofertę Boga, rozpakowujesz prezent, który On sam przygotował dla ciebie już przy założeniu świata.

    Warto zaryzykować – to naprawdę się opłaca. Czasami wystarczy tylko dobrać odpowiednie okulary, aby zobaczyć coś znacznie wyraźniej.

    „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona

    zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15).

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    *********************************************************************

    2020.08.01 Bibbia. Sacra Scrittura
    fot. VATICAN NEWS

    ***

    Czy Słowo Boże ma moc

    czy to tylko „materiał do medytacji”?

    „Czy Słowo Boże ma moc? Tak, jeśli jest głoszone i nauczane z przekonaniem, wiarą, autorytetem i namaszczeniem Duchem Świętym i jeśli mamy pewność, że jest prawdziwe i niezawodne”, pisze na łamach tygodnika „Gość Niedzielny” ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Kapłan komentując fragment Listu do Hebrajczyków, który wierni usłyszą w niedzielę podczas Mszy Świętej zastanawia się, jakie podejście dominuje we współczesnym świecie w stosunku do Pisma Świętego. Czy Słowo Boże jest „pokarmem dla myśli? Materiałem do medytacji? Jedną z wielu opinii? Przestarzałym mity?”. Czy można je „brać dosłownie”? Czy można je „dostosowywać do naszych czasów?”.

    Ks. Skrzypczak ubolewa, że w przekonaniu znacznej grupy wiernych i niewiernych Pismo Święte jest uważane za „zestaw starożytnych dokumentów, oczywiście fascynujących, ale pozbawionych nadprzyrodzonej ważności, którego nikt już nie może zrozumieć z wyjątkiem specjalistów”.

    „Jakie to smutne, że Słowo Boże zostało zakryte dla tak wielu! Ono jest ogniem, skałą, mocą, liną ratunkową, pilnym ostrzeżeniem, źródłem ratującej życie wiedzy, kluczem do szczęścia i głębokim listem miłosnym od Boga do nas. Powinniśmy je pożeraćIlekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15,16)”, pisze duchowny.

    Autor zwraca również uwagę, że List do Hebrajczyków moc Słowa Bożego zawartą w jego głoszeniu nazywa mieczem Ducha i ten właśnie miecz jest naszą bronią do walki nie tylko z ludzkimi wadami i grzechem, ale i z samym demonem.

    „Słowo Boże, przenikające serca grzeszników, wypędza skłębione masy grzechów i demonów. (…) Czas przestać chwiać się na obie strony. Jeśli mamy być lojalni wobec Chrystusa, musimy sięgać po miecz Ducha. I uderzać z mocą opasłego i ospałego despotę zatruwającego nas i nasz Kościół grzechem, fałszem i egoizmem”, podsumowuje ks. prof. Robert Skrzypczak.

    _________________________________________________________________________________

    Jesteś znużony Pismem Świętym?

    Poznaj sprawdzoną metodę czytania!

    Lectio divina oznacza dosłownie „Boże czytanie”. Przy czym słowo lectio znaczy wydobywanie treści z tego, co jest zapisane. Zatem lectio divina to sztuka odczytywania Bożego słowa z tekstu Pisma Świętego, czyli Słowa Bożego. Co znaczy: czytać słowo Boże? Poznaj świetną metodę wzrastania w relacji z Bogiem poprzez Jego Słowo! 

    Adobe Stock

    ***

    Słowo

    Zanim postaramy się odpowiedzieć na to pytanie, musimy zdać sobie sprawę z tego, co to jest „słowo”. Niestety dzisiaj w potoku padających słów mówionych i pisanych w mediach samo pojęcie słowa bardzo źle się nam kojarzy. Okazuje się bowiem, że można mówić wszystko, co się chce, bez żadnych konsekwencji. Słowo kojarzy się z gadaniną. Jest „środkiem” komunikacji, czyli narzędziem przekazu tego, co chcemy. Może być zatem dowolnie używane i manipulowane. Tego nas uczy doświadczenie szczególnie w kontakcie z mediami.

    Kiedy jednak przystępujemy do Pisma Świętego musimy sobie zdać sprawę, że mamy do czynienia z zupełnie innym znaczeniem słowa.

    Biblia jest napisana w trzech językach. Stary Testament zasadniczo po hebrajsku, jednak niektóre księgi są napisane po aramejsku, a inne po grecku. Natomiast Nowy Testament jest w całości napisany po grecku. Po hebrajsku słowo to dabar. Jednak znaczenie dabar nie ogranicza się jedynie do słowa. Oznacza ono między innymi „wydarzenie”. Najlepiej widać to w tekście opisującym stworzenie świata na samym początku Biblii. Tam Bóg mówi i to co mówi, się staje. Wtedy Bóg rzekł: „Niech się stanie światłość!” I stała się światłość (Rdz 1,3). To właśnie oznacza dabar. Słowo jest tutaj nie tylko wypowiadane, ale jednocześnie staje się rzeczywistością, staje się wydarzeniem.

    Dla nas może się to wydawać dziwne, jednak znamy takie sytuacje, w których słowo stwarza nową rzeczywistość. Taką sytuacją jest np. ślub. Nowożeńcy ślubują sobie: „Ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską i to, że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Te słowa wypowiedziane powodują, że oboje stają się małżeństwem, co powoduje bardzo konkretne fakty społeczne i prawne. Od tego momentu dwoje dotychczas obcych sobie ludzi, z dwóch różnych rodzin, staje się sobie bliższymi niż ich właśni rodzice i rodzeństwo. W Księdze Rodzaju czytamy: Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24). Powstała więź małżeńska staje się mocniejsza niż naturalna więź z rodzicami. Dzieje się tak dzięki słowu, które jeden powiedział drugiemu: „Ja tobie ślubuję…”.

    Podobnie w innych sytuacjach słowo potrafi zmienić los człowieka. I tak np. w sądzie za złożenie fałszywego zeznania grozi określona kara. Wypowiedziane słowo posiada tutaj konkretną wagę obwarowaną bardzo realną konsekwencją. Jeżeli mówimy o słowie Bożym, to mówimy o czymś, co ma realną wagę.

    Ponadto hebrajskie dabar stawia nas od razu w żywej relacji międzyosobowej. Przypomina to wspomniane wyżej ślubowanie: „ja tobie ślubuję…”. Jest to słowo obietnicy skierowane do konkretnej osoby. Od tego słowa bardzo dużo zależy w życiu jej i tego, który to słowo wypowiedział. Dlatego podstawowym problemem dla osoby, która usłyszała takie słowo, jest pytanie, czy można temu słowu zawierzyć. Zupełnie inaczej jest wówczas, gdy mamy do czynienia z przekazem informacji. Jest to wówczas zwykły komunikat. Oczywiście ta informacja może być dla nas nawet bardzo ważna, jednak w przypadku informacji mamy możliwość jej weryfikacji np. w innych źródłach. W przypadku obietnicy nie ma takiej możliwości. Ten, który składa obietnicę, sam jest gwarantem prawdziwości wypowiadanego słowa.

    Dla Żydów określenie słowo oznaczało wpierw i przede wszystkim relacje między ludźmi. Dlatego też dla nich słowo wpierw i zasadniczo odnosiło się do tych relacji. Natomiast kiedy my dzisiaj mówimy o słowie, to mamy na myśli właściwie pojęcia, które są określane słowami, np.: książka, dyktafon, stół…, myślimy zatem o wyrazach odnoszących się do przedmiotów. Słowo to tyle, co wyraz, którego znaczenie możemy odnaleźć w słowniku. Nie można go mylić z biblijnym pojęciem słowa, które odnosi się do przestrzeni spotkania między ludźmi. Dlatego istotne, najważniejsze słowo w Piśmie Świętym, to słowo obietnicy, przysięgi, nakazu lub zakazu, jakie daje nam Bóg. To słowo jest słowem w najwłaściwszym sensie.

    Z kolei po grecku słowo to logos. Podobnie jak w przypadku hebrajskiego dabar, logos ma szersze znaczenie niż słowo w naszym rozumieniu. Przede wszystkim nie jest to jakiekolwiek słowo, ale wypowiedź, która zawiera w sobie sens. Logos wypowiada coś, co ma odniesienie do prawdy. Stąd logika jest nauką o zasadach prawidłowego rozumowania. Logos można tłumaczyć na język polski także jako: sens, myśl, idea. Słynny Hymn o Słowie z Ewangelii św. Jana zaczyna się od słów: En arche en ho logos – Na początku było Słowo. Pani profesor Anna Świderkówna uważała, że w tym miejscu najlepiej byłoby tłumaczyć logos, jako „zamysł”. Zatem tekst brzmiałby: Na początku był Zamysł, a Zamysł był u Boga. Takie tłumaczenie bardzo dobrze koresponduje z myślą św. Pawła, który mówi o tajemnicy Bożego planu, jaki On miał od początku zanim cokolwiek zostało stworzone. Na początku Listu do Efezjan czytamy:

    Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa;

    On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie.

    W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata

    abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

    Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa,

    według postanowienia swej woli (Ef 1,3–5).

    Na początku Bóg wybrał [w Chrystusie] nas przed założeniem świata. Miał zatem określony zamysł. Święty Paweł mówi o odwiecznym, ukrytym od wieków, tajemniczym planie Bożym, czyli Bożym zamyśle.

    Logos niesie w sobie jeszcze wymiar prawdy, gdyż jest wypowiedzią, która niesie sens. W cytowanym fragmencie najważniejsze jest podanie racji: On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich. To jest sens tego, co Bóg zamierzył i czym nas obdarza. Takie słowo nas ubogaca i jest słowem w pełnym sensie, bo jest czymś istotnym w naszym życiu. Czy będziemy pisali patykiem, piórem, pisakiem czy ołówkiem, jest obojętne, czy nasze słowa zapiszemy w takim lub innym alfabecie, także nie ma istotnego znaczenia, natomiast czy otrzymujemy obietnicę zbawienia, czy jej nie otrzymujemy, nie jest już dla nas obojętne, bo od tego zależy nasze „być albo nie być” i to w sensie ostatecznym. Dlatego trzeba sobie zdać sprawę z tego, że Słowo Boże ma inny, głębszy sens niż zazwyczaj myślimy, mówiąc „słowo”. Niestety w tej dziedzinie fatalnie odbiły się nośne do dzisiaj dyskusje nad Pismem Świętym, w których chodzi o wykazanie rzetelności lub jej braku w sensie przekazu informacji historycznych, przyrodoznawczych itp. Tak ukierunkowane spory o Słowo Boże zupełnie mijają się z prawdziwym problemem i do tego narzucają ludziom swój sposób podejścia do niego, przez co powodują całkowite niezrozumienie Bożego orędzia.

    Głębia wypowiedzi

    Warto uświadomić sobie, że każda wypowiedź posiada swoją głębię. Kiedy np. mówimy o długopisie czy innym przedmiocie, to przekazujemy prosty komunikat posiadający w miarę jednoznacznie odniesienie do przedmiotu i jego funkcji. W tekstach naukowych ideałem jest absolutna jednoznaczność wypowiedzi, a w związku z tym precyzja określeń i padających słów. Pojęcia i relacje istniejące między różnymi pojęciami powinny precyzyjnie odpowiadać temu, do czego się odnoszą. Najlepiej gdyby się dało opisać wszystko matematycznym wzorem. Wypowiedź powinna słowami jednoznacznie wyrazić wzór. To jest ideał nauk formalnych: matematyki i logiki. Dokonuje się to jednak kosztem spłycenia znaczenia słowa.

    Gdy natomiast przechodzimy do narracji np. opowiadania historycznego, to sytuacja się komplikuje. Do opisu można użyć różnych bliskoznacznych wyrazów i określeń, a także różnych form wyrażania się. W zależności od tego, konkretne wydarzenie historyczne otrzymuje określony sens i znaczenie. Żaden historyk nie napisał „prawdziwej historii”, każdy zapisuje swoje widzenie zdarzeń. Kiedy weźmiemy te same wydarzenia opisane u kilku historyków, to będziemy mieć różne historie. Najlepiej doświadczają tego policjanci podczas przesłuchiwania kilka świadków jednego wypadku. Każdy świadek widząc to samo, mówi coś innego. Okazuje się, że jest to naturalne, gdyż tacy jesteśmy – każdy z nas inaczej postrzega rzeczywistość. Gdy ponadto opis wydarzenia wezmą w ręce dziennikarze, z których każdy ma określony zamysł, to okaże się, że jedna sytuacja może być opisana w sposób całkowicie sprzeczny i to bez wyraźnego kłamstwa! Słowo ukazuje tutaj swoją wieloznaczność.

    Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę poezję, to wieloznaczność, metaforyczność, aluzyjność itd. jest jej żywiołem. Wiersz może składać się z kilku wyrazów, a treść, jaką zawiera, może być ogromna, wielopłaszczyznowa. Język i słowa mają swoją głębię w zależności od sposobu i celu ich używania: poczynając od nauk formalnych, gdzie słowo ma być jednoznaczne, do poezji i tekstów religijnych, gdzie wieloznaczność gra dużą rolę. W tym kontekście Słowo Boże ma głębię nieskończoną, bo jest ono słowem Boga, a nie człowieka. Kiedy stoimy przed tym słowem, musimy wiedzieć, że ono nas całkowicie przerasta, że jesteśmy wobec niego mali.

    Słowem Bożym nie można manipulować, jak robią to często dziennikarze w mediach. Niewielkie przeinaczenie powoduje czasem całkowitą zmianę sensu. Trzeba wiedzieć, że Słowo Boże jest większe od nas i zawiera treść i sens o wiele głębszy, niż ten, jakiego się spodziewany i oczekujemy. Ostatecznie Słowo Boże jest Osobą. To jest Syn Boży, który stając się Człowiekiem, stał się Chrystusem, czyli Mesjaszem. Mówi o tym jednoznacznie hymn o Słowie z Prologu Ewangelii według św. Jana. W tym momencie nasza wyobraźnia całkowicie kapituluje. Stajemy wobec całkowitego misterium. Kiedy Słowo staje się Ciałem, nie tylko w tym sensie, że się urzeczywistnia, ale także w tym sensie, że rodzi się jako Osobą ludzka, stajemy wobec tajemnicy, która całkowicie nas przerasta.

    Żywe słowo

    Ponadto, kiedy czytamy Słowo Boże, musimy sobie ponadto zdawać sprawę z tego, że odnosi się ono do tego, co najważniejsze w naszym życiu. Słowo Boże jest żywe i odnosi się do życia. „Żywe” wpierw oznacza, że jest słowem mówionym. Słowo pisane jedynie odczytujemy. Różnicę między słowem mówionym, a słowem odczytywanym najlepiej widać w kościele, kiedy kapłan po Ewangelii albo mówi homilię, albo odczytuje np. list. Często ten list jest bardzo dobrze skomponowany i zawiera ważne treści, a słowa głoszonej homilii mogą być mniej składne, niemniej zazwyczaj, kiedy ludzie słyszą czytane słowo, po dwóch zdaniach wyłączają się ze słuchania. Natomiast żywa homilia, choćby nie najlepsza, jednak koncentruje uwagę słuchaczy. Oczywiście można słowo pisane odczytać tak, że ono ludzi zainteresuje, jednak taką sztukę czytania posiadło raczej niewielu ludzi.

    Tekstów pisanych jako pisanych w Piśmie Świętym jest bardzo niewiele. W ST praktycznie w ogóle ich nie ma. Wszystkie teksty ST są spisanymi narracjami o dziejach Izraela lub spisanymi orędziami proroków. Powstawały one w okresie kultury słowa mówionego. Dopiero stopniowo powstawały pierwsze spisywane teksty. Tablice przymierza są tego świadectwem. Treści były wieszczone z pokolenia na pokolenie. Ludzie mieli w tym czasie doskonałą pamięć. Same teksty posiadały specjalną rytmikę, równe długości wierszy itd., aby było je łatwiej zapamiętać. Do dzisiaj widać to wyraźnie w tekście hebrajskim. Tekst ST jest poukładany w wierszach z niezmierną dokładnością. Po pewnym czasie teksty mówione zostały zapisane i zredagowane. Najczęściej dokonywano tego po dłuższym czasie. Warto jednak wiedzieć, że pierwotnie były to teksty mówione.

    Ewangelie podobnie były spisane po pewnym czasie – praktycznie spisało je drugie pokolenie. Podstawą do ich redakcji były wypracowane katechezy, kanony głoszenia Słowa Bożego. Sam Pan Jezus nie napisał ani jednego słowa, choć pisać umiał jak każdy Żyd. Widać to szczególnie w Ewangeliach synoptycznych, gdzie są wyraźne katechetyczne wątki, które później były spisywane. Egzegeci dochodzą do źródeł, z jakich czerpali Ewangeliści przy redagowaniu swoich Ewangelii. Ewangelia Jana jest nieco inna, ale też jest zapisem tego, co on mówił swoim uczniom. Nawet listy św. Pawła są tekstami, które św. Paweł dyktował któremuś ze swoich uczniów, który był jego sekretarzem. Praktycznie prawie wszystkie teksty były wygłaszane w żywej mowie i dopiero wtórnie zostały spisane. Ponieważ Słowo Boże jest słowem żywym, musimy je tak czytać, żeby je słyszeć, a nie tylko czytać wzrokiem.

    Ta prawda posiada bardzo konkretne przełożenie na samo czytanie tekstu świętego. Kiedy go czytamy, musimy go jednocześnie słuchać! Warto sobie uświadomić różnicę w percepcji tekstu czytanego na głos i czytanego po cichu. Kiedy słuchamy tekstu, słowa głębiej wchodzą do nas. W lectio divina ważne jest to, żeby słowa trafiły do naszego serca, jako słowo od Boga do nas skierowane. Tylko w ten sposób dzieje się to, o czym pisze św. Paweł: wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10,17).

    Przez wieki miało to bardzo konkretny wyraz. Ludzie czytali teksty na głos. Sztuka cichego czytania jest odkryciem ostatnich wieków. Zasadniczo dopiero od późnego średniowiecza ludzie tak zaczęli czytać. Na przykład w „Wyznaniach” św. Augustyn, który zmarł ok. 430 roku, a był człowiekiem wykształconym – dziś powiedzmy na poziomie profesora literatury – relacjonuje, jak kiedyś przyszedł do św. Ambrożego, wielkiego biskupa Mediolanu, i zobaczył, że Ambroży stał przy pulpicie, miał otwartą księgę, wyraźnie czytał, ale nic nie mówił. Augustyn, profesor literatury, był w szoku, bo nie wiedział, co Ambroży robi.

    Biblioteka i jedno Słowo

    Kolejnym ważnym zagadnieniem związanym ze Słowem Bożym jest sprawa jego autorstwa. Kościół mówi, że Pismo Święte z jednej strony ma wielu autorów: mamy 45 ksiąg ST i 27 NT, w sumie 72 księgi. Jednak jest ich więcej, gdyż niektóre księgi składają się z części wyraźnie pochodzących od różnych autorów. Na przykład Księga Izajasza według egzegetów składa się trzech różnych części pisanych przez różnych ludzi i w różnych okresach na przestrzeni ok. 200 lat. Pismo Święte jest zatem biblioteką, a nie jedną księgą i do tego powstałą na przestrzeni więcej niż tysiąca lat, na zupełnie różnych etapach kultury cywilizacyjnej i do tego pisana w trzech różnych językach! Sytuacja społeczna, kulturowa, mentalna itd. za czasów panowania Dawida była zupełnie inna niż w okresie hellenistycznym czy rzymskim.

    Natomiast jednocześnie mówimy nie tylko o jednej Księdze, ale nawet o jednym Słowie, bo chociaż ma ono wielu autorów, jednak naprawdę ma Jednego Autora, którym jest Duch Święty. I dlatego żeby czytać Słowo Boże, trzeba czytać go w tym samym Duchu. Trzeba jednak pamiętać, że jest to jednak biblioteka i dlatego Kościół mówi, że aby zrozumieć jakiś tekst, trzeba odczytywać go, znając człowieka, który go napisał. Żeby rozumieć, co pisał, trzeba znać, czym żył, jaką miał mentalność i kulturę. Dopiero przez zrozumienie autora i jego zamysłu, można odczytać głębszy sens, jaki zawarł w nim Bóg.

    Warto pamiętać, że wypowiedź, jakakolwiek, nie tylko słowna, ale i muzyczna, malarska, wypowiedź gestem – zawsze jest z istoty swojej odpowiedzią. Wypowiedź wyrasta z chęci przekazania czegoś i dlatego kluczem do zrozumienia sensu wypowiedzi jest pytanie, na jakie ta wypowiedź jest odpowiedzią. Jeżeli nie znamy tego pytania, to mimo znajomości słów i gramatyki, nie wiemy, co ona naprawdę mówi. Jest to ogólna zasada egzegetyczna potrzebna do zrozumienia jakichkolwiek wypowiedzi. Dopiero kiedy wiemy, na co stara się odpowiedzieć autor, odsłania się sens jego wypowiedzi. Otóż w przypadku Pisma Świętego Duch Święty jest natchnieniem autorów i dlatego zamysł Boży jest kluczem do zrozumienia jego sensu. Dopiero w perspektywie zamysłu Bożego zaczyna się odsłaniać cały sens Słowa Bożego.

    Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym (Kol 1,26).

    I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza, zasłona spoczywa na ich sercach. A kiedy ktoś zwraca się do Pana, zasłona opada (2 Kor 3,15n).

    Z kolei Duch Święty jest przede wszystkim duchem Kościoła, a jest jednocześnie naszym duchem, na tyle, na ile jesteśmy w Kościele. Przy czym Kościół to misterium Boga żyjącego w świecie poprzez wspólnotę ludzi, których On powołał. Kościół nie jest rzeczywistością, którą można w prosty sposób zdefiniować. Nie ma ścisłej definicji Kościoła, a Drugi Sobór Watykański próbował określić Kościół poprzez obrazy, gdyż jest on misterium Boga obecnego we wspólnocie – gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20). Dla nas przy omawianiu Słowa Bożego ważne jest to, że Duch Święty jest duchem Kościoła, a naszym, o ile trwamy w Kościele. Dlatego zasada protestancka, że każdy ma Ducha Świętego i dostatecznie dużo mądrości, żeby odczytywać Pismo Święte, nie jest zasadą do końca prawdziwą. Każdy ma Ducha Świętego w Kościele i przez Kościół. To jednak nie oznacza, że każdy ma „swojego” Ducha Świętego, co w przeciągu historii doprowadziło do kolejnych podziałów między chrześcijanami w łonie Kościołów protestanckich. W Kościele katolickim istnieje Urząd Nauczycielski Kościoła, który stoi na straży prawidłowego odczytywania Bożego Słowa.

    Zasadniczo istnieją dwa sposoby czytania Pisma Świętego. Jeden odnosi się do prawd ogólnych przekazywanym wszystkim, jest to obiektywne odczytywanie sensu – co autor chciał powiedzieć, co Bóg do nas mówi, jaki stąd wynika wniosek moralny, teologiczny, duchowy itd. Ten sposób odczytywania jest strzeżony przez wspomniany Urząd Nauczycielski Kościoła. Jednocześnie, i to dla nas jest najważniejsze, istnieje lectio divina, czyli takie czytanie Słowa Bożego, w którym chodzi o odczytanie tego, co Bóg mówi do nas. Jest to osobiste czytanie Pisma Świętego. W tym podejściu Biblia jest listem Pana Boga do nas skierowanym. Takim czytaniem chcielibyśmy się zająć podczas tych ćwiczeń.

    Osobista lektura, czyli lectio divina, nie może być w sprzeczności z sensem obiektywnym, w którym staramy się uchwycić, kim był Jezus z Nazaretu, co On sam o sobie mówił, jak w Nim realizowały się zapowiedź proroków, itd. Dalej wyciągamy z lektury prawdy wiary, prawdy moralne i wskazania praktyczne odnoszące się do życia. Jeżeli lectio divina staje w sprzeczności z obiektywnym sensem, to jest to znak, że źle je prowadzimy i trzeba robić to inaczej. Natomiast lectio divina ma głębszy i szerszy charakter niż ta nauka obiektywna, bo w nim Bóg przemawia do nas osobiście. Lectio jest osobistym spotkaniem z Bogiem, w którym On może przemówić do nas osobiście, powodując w nas przemianę serca. Czasami odsłania nam zupełnie nowy świat, jakieś nowe horyzonty, nowy sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, co nadaje sens naszemu życiu. Nauka obiektywna tego sama z siebie nie daje.

    Istnieje bardzo wiele przykładów ludzi, którzy czytając fragment Pisma Świętego, odbierali je do siebie tak, jak gdyby dla nich specjalnie było ono napisane, chociaż obiektywnie przecież jest to niemożliwe, gdyż autor tych słów żył wiele wieków wcześniej.

    Jednak ich odbiór Słowa spowodował ich nawrócenie. Ci ludzie wiedzą, że to sam Pan Bóg do nich przemówił. Pismo Święte posiada taki charakter, choć nam się to może nie mieścić w głowie. Z kolei jednak nie można uważać, że Pan Bóg przy każdej lekturze mówi do nas w tak intensywny sposób. Nie można tego oczekiwać. Jeżeli się to zdarza, to wówczas, gdy Bóg tego chce i tak, jak tego chce. Nie można projektować swoich pragnień na treść Pisma Świętego. Pomaga nam w tym obiektywne odczytywanie Słowa Bożego w Kościele. Zarówno w czytaniu obiektywnym, jak w czytaniu osobistym najważniejsze jest to, by czytać Biblię w Duchu Świętym. Tylko On daje możliwość właściwego odczytania Bożego Słowa.

    Przed przystąpieniem do bardzo osobistego czytania Pisma warto się o nim jak najwięcej dowiedzieć, przeczytać je w całości, najlepiej kilka razy razem z komentarzami. Dopiero gdy znamy zwyczajnie treść Pisma w całości, jego lektura zaczyna brzmieć w pełni, bo poszczególne fragmenty wzajemnie się do siebie odnoszą i wzajemnie odsłaniają zawarty w nich sens. Wtedy dopiero widzimy, że mimo tego, że mamy do czynienia z biblioteką, jest to jednak jedno Słowo.

    Dla czytania Pisma Świętego bardzo pomocne są dobre komentarze, których ostatnio pojawiło się bardzo dużo. Bardzo polecam „Słownik teologii biblijnej” pod redakcją Xaviera Léon-Dufoura w tłumaczeniu bp. Kazimierza Romaniuka. W Polsce ukazał się on w latach 70-tych ubiegłego wieku. Słownik jest pomocny, bo pokazuje sens słów i ich funkcjonowanie w tekście biblijnym na kolejnych etapach jego powstawania, w ten sposób ukazując, jak myśl biblijna się kształtowała.

    Tygodnik Niedziela/fragment książki „Lectio divina. Teoria i praktyka, czyli jak czytać Pismo Święte?”

    Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.

    __________________________________________________________________________________________________

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej

    „Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny” – mówi znany polski biblista, a obecnie tłumacz nowego biblijnego przekładu z hebrajskiego „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi” ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    fot.Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Dorota Giebułtowicz (KAI): Spotykamy się z okazji promocji przekładu przez Księdza Profesora „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi”. Proszę powiedzieć, jak zrodził się pomysł nowego przekładu Biblii z języka hebrajskiego?

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Pismo Święte, jeśli chodzi o kanon Starego Testamentu, zostało utrwalone w trzech językach: hebrajskim, aramejskim i greckim, a jeśli chodzi o kanon Nowego Testamentu – w języku greckim. Moja przygoda translatorska zaczęła się w 1979 r. w Jerozolimie podczas studiów na Uniwersytecie Hebrajskim. Wtedy po raz pierwszy miałem możliwość skonfrontowania swojej wiary i wiedzy z żydowską egzegezą ksiąg świętych. Księga Jonasza, krótka i stosunkowo łatwa, którą wspólnie czytaliśmy i objaśnialiśmy, została nam przedstawiona z żydowskiej perspektywy. Zabrałem się za jej przekład na język polski i później wiele razy do niego wracałem, przede wszystkim podczas wykładów.

    Przez 35 lat wykładałem, od 1987 r. w Akademii Teologii Katolickiej, z której w 1999 r. utworzono Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a przez 9 lat także na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podczas wykładów specjalistycznych na temat Biblii trzeba było sięgać do tekstu oryginalnego. W tych warunkach powstawały krótsze lub dłuższe fragmenty przekładów poszczególnych ksiąg. Szczególną zachętą stały się prośby kierowane ze strony świeckich podczas konferencji biblijnych, które prowadziłem od 1986 roku do wybuchu pandemii. Kiedy czytaliśmy i objaśnialiśmy księgi biblijne, oczywiście w przekładzie, wskazywałem słuchaczom, że w tym czy innym miejscu należałoby przełożyć inaczej. W odpowiedzi pojawiały się sugestie, bardzo zasadne, że „jeżeli ksiądz tak uważa, to niech ksiądz sam to przełoży”. Ale dopiero gdy rozpoczęła się pandemia, paradoksalnie, miałem więcej czasu i mogę go poświęcić tłumaczeniu ksiąg świętych.

    KAI: „Księga Dwunastu” zapoczątkowuje nowy przekład z hebrajskiego całego Starego Testamentu. Proszę powiedzieć, dlaczego pojawia się nowy przekład i co jest jego podstawą?

    – Podstawą obecnego przekładu jest „Biblia Hebraica Quinta”, czyli Biblia Hebrajska Piąta. Numer oznacza piąte wydanie krytyczne, które opiera się na rękopisie Biblii Hebrajskiej, znanym jako Kodeks Leningradzki (od miejsca przechowywania). Jest to rękopis, który powstał w latach 1008 – 1009; w Polsce panował wtedy książę Bolesław Chrobry. Kodeks Leningradzki zachował się w stanie bardzo dobrym, ale po tysiącu lat są i tam miejsca mniej czytelne. Wydanie nazwane BHQ ma tę wielką zaletę, że zawiera warianty rozpoznane w żmudnym procesie porównywania tekstu Kodeksu Leningradzkiego z innymi zachowanymi tekstami, zarówno hebrajskimi i aramejskimi, czyli oryginalnymi, jak i z przekładami, z których trzy starożytne mają szczególne znaczenie: Septuaginta – przekład ksiąg świętych na język grecki, Peszitta – przekład na język syryjski oraz Wulgata – przekład na język z łaciński. Wielkie znaczenie mają też świadectwa tekstu Biblii odnalezione w Qumran i innych miejscach na Pustyni Judzkiej, na zachód od Morza Martwego. Wszystko to składa się na panoramę oryginalnego tekstu, który jest kanoniczny, czyli normatywny dla wiary. To najnowsze wydanie krytyczne ukazuje się dopiero od kilkunastu lat w postaci zeszytów, które zawierają tekst poszczególnych ksiąg. Dotąd opublikowano około 50% tekstu Biblii Hebrajskiej i prace wciąż trwają.

    KAI: Na jakie trudności natknął się Ksiądz Profesor podczas tłumaczenia?

    – W całej Biblii Hebrajskiej występuje nieco ponad 5 tysięcy różnych słów, lecz jedno słowo hebrajskie może mieć wiele znaczeń, np. „amar” znaczy „mówić”, „powiedzieć”, „polecić”, „nakazać”, „odpowiedzieć” itd. Wiele ważnych słów bywa tłumaczone niepoprawnie, np. „cawah” znaczy „przykazać”: „Bóg przykazał Adamowi”. To jest pierwsze przykazanie na kartach Biblii, a w przekładach na polski występuje: „Bóg rozkazał…”. Zatem czy przykazanie dające życie czy obraz Boga jako generała?

    Mamy także do czynienia z innymi trudnościami, z którymi nie jest łatwo się uporać. Weźmy zdanie: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich” – tak jest po hebrajsku. Tymczasem w pięciu kolejnych wydaniach Biblii Tysiąclecia czytamy: „Stworzył mężczyznę i kobietę”. Jest to zasadnicza różnica, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych debat wokół antropologii. Trzeba dodać, że mamy w tym miejscu osobliwe słowa hebrajskie. Kto odrobinę zetknął się z hebrajskim, wie, że mężczyzna to „isz”, a kobieta – „iszsza”. A tam nie ma tych słów! Są natomiast: „zakar” – to, co specyficznie męskie, przy czym język hebrajski jest bardzo konkretny i to słowo pochodzi od rdzenia, który oznacza „sztywny”, „mocny”, oraz „neqewa” – to, co specyficznie żeńskie, a słowo pochodzi od rdzenia „naqaw” – „dziurawić”, „perforować”. W innych miejscach Biblii, np. w opowiadaniu o potopie, gdzie te obydwa słowa występują w odniesieniu do zwierząt, tłumaczymy je: samiec i samica. Gdybyśmy chcieli pozostać na literalnym poziomie, trzeba by powiedzieć: „Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył; samcem i samicą stworzył ich”. Wielki nacisk jest położony na płeć, a więc i na cielesność. To jest fundament antropologii biblijnej, a zarazem podstawa tajemnicy Wcielenia! Bóg stał się człowiekiem, bo ludzkie ciało odwzorowuje coś z bezcielesnego Boga, a skoro Bóg stał się człowiekiem, to musiał wybrać płeć. Uważam, że czytelnik Biblii powinien otrzymać w przypisie krótką notę, że w języku hebrajskim mamy tu silny nacisk na płciowość i związaną z nią cielesność. Mój przekład jest adresowany do tych, którzy interesują się Pismem Świętym i chcieliby mieć wierny przekład z hebrajskiego. Nie ma w nim żadnych wstawek, które pochodzą spoza tego języka.

    KAI: W czasie promocji „Księgi Dwunastu” prezentowano także inną nową publikację Oficyny Vocatio: „Kanon Biblii. Źródła, przekaz, znaczenie” Lee Martina McDonalda. Czy istnieje tylko jeden kanon Starego Testamentu?

    – Dla wyznawców judaizmu kanonem jest Biblia Hebrajska składająca się z trzech zbiorów: Tora, Prorocy (Neviim) i Pisma (Ketuvim), określana jako TaNaK – to akronim utworzony od początkowych liter tych trzech części. Wyznawców prawosławia nie interesuje tekst hebrajski – Starym Testamentem prawosławnych jest Septuaginta, czyli przekład Biblii Hebrajskiej na język grecki, który powstał w III i II wieku przed Chr. Wkrótce do niego zostały dodane księgi napisane pierwotnie po grecku, albo przetłumaczone z hebrajskiego na grekę, ale do kanonu Biblii Hebrajskiej nie weszły. Prawosławni, których na świecie są setki milionów, nie zajmują się studiami nad Biblią Hebrajską, tak jak my się zajmujemy. Ich kanon Biblii opiera się na Septuagincie, plus oczywiście księgi Nowego Testamentu.

    Jeśli chodzi o pozostałe wyznania chrześcijańskie, to my, katolicy, przyjmujemy kanon ksiąg Starego Testamentu za Septuagintą, tak jak prawosławni, ale w odróżnieniu od nich te księgi, które wchodzą w skład Biblii Hebrajskiej tłumaczymy z hebrajskiego i aramejskiego, a nie z greckiego. To nastręcza niemałe problemy hermeneutyczne, który dają o sobie znać na przykład w Biblii Tysiąclecia: podając przekład z hebrajskiego, w wielu miejscach zaznacza się: „przekład za Septuagintą”.

    KAI: Czy chrześcijanie i wyznawcy judaizmu uznają jeden kanon?

    – Jeśli chodzi o kanon chrześcijański i żydowski to rozbrat nastąpił w I wieku, po roku 70 po Chrystusie, w rezultacie zburzenia świątyni jerozolimskiej. Na bazie religii biblijnego Izraela, którą chrześcijanie traktują jako Stary Testament, wyłoniły się dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Obie istnieją do dnia dzisiejszego. Te dwie wspólnoty religijne od samego początku współdziałały we wzajemnym oddalaniu się od siebie, co widać również w stosunku każdej z nich do kanonu ksiąg świętych. Rozdźwięk powiększył się od VI wieku, gdy do tekstu spółgłoskowego, jakim była zapisana Biblia Hebrajska, dodawano samogłoski i inne znaki, czego dokonali uczeni żydowscy, których nazwano masoretami. Tak powstała Biblia Masorecka. Chociaż masoreci utrwalali tradycyjną wymowę, przyjętą we wspólnotach żydowskich, jednak dodanie samogłosek dało niemałe pole do interpretacji dyskretnie włączonej do samego tekstu.

    Spór o Biblię osłabł, gdy w chrześcijaństwie, poczynając właśnie od V i VI wieku, pojawiła się Biblia łacińska. Przekład całego Pisma Świętego dokonany przez św. Hieronima otrzymał nazwę Wulgata i co się tyczy Starego Testamentu opierał się na Biblii Hebrajskiej. Początkowo dzieło św. Hieronima zostało odrzucone, bo powiedziano: przecież Biblią chrześcijan jest Septuaginta! Co więcej, Hieronim zaczął tłumaczyć Stary Testament z Septuaginty, ale gdy udał się do Betlejem i nauczył się hebrajskiego, zmienił zdanie i dokonał przekładu z hebrajskiego. Kościół nie chciał przez około sto lat przyjąć jego przekładu! Mówiono: hebrajski to język Biblii Żydów, jednak ponieważ łacina św. Hieronima była piękna, klasyczna, a znajomość greckiego na zachodzie Europy poszła w niepamięć, rychło Biblia Hieronima stała się Biblią Kościoła katolickiego, łacińskiego. I tak było do Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Gdy dzisiaj słyszymy o kontrowersjach, które dotyczą Mszy łacińskiej, to na drugim planie dotyczą one również Wulgaty.

    KAI: A jaki jest kanon Biblii uznawany przez protestantów?

    – Rzecz z kanonem jeszcze bardziej się skomplikowała, gdy na początku XVI wieku, w kontekście Reformacji, protestanci co się tyczy Starego Testamentu poszli w kierunku kanonu żydowskiego, czyli Biblii Hebrajskiej. Uznali, że ich kanon obejmuje księgi napisane i zachowane tylko po hebrajsku i aramejsku, oraz Nowy Testament. Ze strony katolickiej widziano w tej decyzji judaizacje chrześcijaństwa. My, katolicy, pozostaliśmy przy Wulgacie i tak trwało to do naszych czasów.

    Problem, z którym zmaga się dzisiaj tłumacz Biblii, polega na tym, że jako katolicy mamy liczbę ksiąg świętych za Biblią Grecką, czyli za Septuagintą, natomiast od Soboru Watykańskiego II obowiązuje polecenie, by tłumaczyć z języków oryginalnych, czyli opierać się na kanonie Biblii Hebrajskiej, a z greki przekładać tylko te księgi, które zostały do niej, jako tzw. wtórnokanoniczne, bądź deuterokanoniczne, dodane około dwa tysiące lat temu.

    KAI: W jakim stopniu Stary Testament jest obecny w nauczaniu współczesnego Kościoła katolickiego?

    – W moim przekonaniu wbrew temu, o czym mówiło się tuż po Soborze Watykańskim II jako „wiośnie biblijnej”, we współczesnym Kościele, niestety, odchodzi się od Biblii. Odchodzi się w zarówno w nauczaniu doktrynalnym, jak i moralnym. Weźmy sprawę związków jednopłciowych i zjawisko homoseksualizmu – w tych kwestiach powoływania się na Biblię w zasadzie obecnie nie ma, a tam, gdzie się pojawia, Biblia jest poddawana interpretacyjnej wiwisekcji. Dam tylko jeden przykład. Wszyscy wiemy, co znaczy określenie „Sodoma i Gomora” i pochodzące od niego słowo „sodomia” i „sodomici”. Tymczasem co się coraz częściej przemyca do nauczania kościelnego? – Objaśnienie, że występek mieszkańców Sodomy i Gomory polegał na braku gościnności, bo niegościnnie obeszli się z przybyszami, inaczej imigrantami. Przykłady można mnożyć. Powrót do Biblii i troska o poprawną wykładnię jej orędzia jest dzisiaj bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej. Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny.

    KAI: Jak zachęcić wiernych do czytania Starego Testamentu? Czy to nie jest za trudna lektura, czy może trzeba ją czytać z komentarzem?

    – Nie można zachęcać inaczej, jak tylko przez pokazywanie, czym jest Biblia i co ona zawiera. W Biblii jest mnóstwo ciekawych rzeczy, zarówno o charakterze historycznym, literackim, kulturowym, psychologicznym, społecznym, jak i przede wszystkim o charakterze religijnym i teologicznym. Wierni tego potrzebują, ale i niewierzący też tego potrzebują. Do nich również można trafić, przypominając że Biblia jest korzeniem i fundamentem kultury europejskiej. Nie sposób wejść do muzeum czy galerii, pójść do sali koncertowej, sięgnąć po najlepsze europejskie tradycje piśmiennicze, by nie zobaczyć nawiązywania do Biblii. Pismo Święte jest czymś znacznie więcej niż księgą adresowaną do wierzących. Niezliczona liczba dzieł sztuki i literatury po prostu oddycha Biblią.

    KAI: Którą z ksiąg Proroków Mniejszych poleciłby Ksiądz Profesor do przeczytania indywidualnie?

    – Każda z tych ksiąg jest inna. Pochodzą z różnych epok historycznych, począwszy od VIII wieku aż do III wieku przed Chrystusem, czyli powstawały przez pół tysiąca lat. Mają własne dzieje przedliterackie, czyli przedpiśmienne. Obejmują różne gatunki literackie, bo jest w nich proza, poezja, modlitwa, głęboki namysł teologiczny, refleksja nad obecnością Boga w dziejach, ale są też rozmaite aluzje nawiązujące do historii i realiów starożytnego Izraela. Bardzo trudno zalecić lekturę jednej księgi komuś, kogo się nie zna. Trzeba poznać jego zainteresowania, czy mają one charakter religijny i moralny czy raczej kulturowy, społeczny, historyczny i psychologiczny – w zależności od tego można zaproponować lekturę tej czy innej księgi.

    KAI: A jaka jest ulubiona księga Księdza Profesora?

    – Moją ulubioną księgą jest Księga Hioba. Do jej przekładu właśnie się zabieram. Uważam, że ta księga najgłębiej wyraża ludzkie dylematy związane z cierpieniem i śmiercią. A teraz, w okresie pandemii, lektura dobrze przełożonej i objaśnionej Księgi Hioba jest nam wszystkim bardzo potrzebna.

    KAI: Dziękuję za rozmowę.

    ***

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski (ur. 1951) – duchowny katolicki, profesor nauk teologicznych; wykładowca na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej (1987-1999) i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (1999-2021) oraz na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (2001-2010); w latach 1990-2020 redaktor naczelny najstarszego kwartalnika teologów polskich „Collectanea Theologica”; w latach 2003-2013 przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich; założyciel i redaktor naczelny kilku serii wydawniczych, np. „Prymasowska Seria Biblijna” i „Rozprawy i Studia Biblijne”; autor około 40 książek i ponad 3000 artykułów naukowych, popularnonaukowych, wywiadów i innych; przewodnik ponad 150 pielgrzymek do Ziemi Świętej i krajów biblijnych; laureat watykańskiej Nagrody Ratzingera (2014).

    „Księga Dwunastu (Prorocy mniejsi)”, przekład i wstępy: ks. prof. Waldemar Chrostowski. Oficyna Wydawnicza Vocatio, Warszawa 2021

    ______________________________________________________________________________________

    Jak czytać Pismo Święte? KONKRETNE RADY - zdjęcie
    fot. via: Pixabay

    ***

    Jak czytać Pismo Święte? KONKRETNE RADY

    PIERWSZA RADA

    Nie rozpoczynaj czytania Biblii tak, jak się zaczyna czytać inne książki – od jej początku. Przeciwnie: Biblię należy raczej czytać od końca, tzn. zaczynając od Nowego Testamentu. Kolejność przy tym nie jest obojętna. Najlepiej zacząć od historii powstawania Kościoła, a zatem od Dziejów Apostolskich. Potem czytać Listy św. Jana, cztery Ewangelie, Listy św. Pawła, Listy Apostolskie.

    Apokalipsę, mimo że opisuje współczesne życie Kościoła, należy raczej odłożyć na koniec: do czasu, kiedy zapoznasz się bliżej z apokaliptycznym gatunkiem literackim u proroków, zwłaszcza u Daniela i Ezechiela.

    Jeśli chodzi o Stary Testament, to nie należy zaczynać go od Księgi Rodzaju, gdyż wbrew pozorom pierwsze 11 rozdziałów tej Księgi – to najtrudniejsze rozdziały Biblii. Proponuję rozpoczynać od lektury Ksiąg najbliższych nam czasowo: Mądrości, Syracha, od Ksiąg Machabejskich, Przysłów, Hioba, Psalmów.

    Z czasem – jak Ci już o tym pisałem – zauważysz, że Stary i Nowy Testament stanowią jedną zwartą całość – tworzą Biblię Katolicką (Katechizm Kościoła Katolickiego nr 128-130).

    DRUGA RADA

    Nie wdawaj się z własnej inicjatywy w dyskusje dotyczące Biblii – z ludźmi, przed którymi przestrzega św. Jan:

    Dzieci, jest już ostatnia godzina i – tak, jak słyszeliście – Antychryst nadchodzi.

    Św. Jan terminem Antychryst określa głosicieli błędnych nauk i odstępców (też 1 Tm 4,1).

    Oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów: stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami. (J 13,23; 1 J 2,18)

    Zastanów się:

    – Kto, kiedy i od kogo odszedł? To prosty sposób rozeznawania duchów (1 Kor 12,10; 2 P 1,21 i 3,16).

    Trzymaj się prostej linii prawdy. Unikaj światowej gadaniny, albowiem uprawiający ją coraz bardziej będą się zbliżać do bezbożności, a ich nauka jak gangrena będzie się szerzyć wokoło. (2 Tm 2,15)

    Wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń! Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju: takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść co poznania prawdy. Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi – tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie: ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną, bo ich bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawną się stała.

    Ty natomiast poszedłeś śladami mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień jakie mnie spotkały… Jakież to prześladowania zniosłem – a ze wszystkich wyrwał mnie Pan! I wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotykają prześladowania.

    Tymczasem ludzie źli i zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze – błądząc i innych w błąd wprowadzając. Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma Święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie (2 Tm 3,1-15).

    Nienawiść ma swoich geniuszów. Voltaire, mistrz francuskiego Oświecenia, tak nauczał swoich uczniów: Okłamujcie ludzi, ile wlezie. Co im będziecie wmawiać – być może – odrzucą. Ale spokojna głowa: to, o co nam chodzi najbardziej, z pewnością w ludziach pozostanie!

    I tak też się działo…

    TRZECIA RADA

    Jeżeli otrzymałeś od swojego biskupa misję kanoniczną do rozmów z ludźmi, o jakich wspomina Apostoł – rozmawiaj. Pamiętaj jednak, że walka na wersety jest walką niebezpieczną. Sam Pan Jezus miał z nią trudności. Diabeł, który Go kusił, w szermierce na wersety był doskonały.

    Czytamy w Ewangelii:

    Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz On mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale napisane jest także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu. (Mt 4,1-11)

    Jezus dał mu odprawę, bo był Jednorodzonym Synem Bożym. A ja, mizerota – jak ja się zachowam? Co ze mną będzie? Uświadamiam sobie, że moje ewentualne zwycięstwo w szermierce na wersety może łatwo doprowadzić mnie do tego, o co w zasadzie diabłu chodzi: stanę się pyszny (wyniosły choćby z tego powodu, że w danym wypadku zwyciężyłem). I tu już jest moja klęska. Więc wyrwane z całości tekstu Biblii wersety – to broń obosieczna.

    Po gorzkich doświadczeniach nauczyłem się metody, mającej jakąś szansę powodzenia w spotkaniach z emisariuszami Złego (które bywają nie do uniknięcia. Można by tę metodę streścić w trzech punktach):

    • Po dobrej spowiedzi, po Mszy świętej, po przyjęciu Komunii, związać się paktem wzajemnej miłości z innymi chrześcijanami, którzy będą uczestniczyć w rozmowie.
    • Ściskać w ręce odmawiany codziennie różaniec.
    • Pytać – zanim się zostanie zapytanym.

    Mam przy tym do Ciebie pytanie (może niezbyt delikatne, za co z góry Cię przepraszam):

    Czy znasz na tyle problematykę biblijną, żeby zadawać sensowne pytania?

    I czy na pewno znasz wyczerpujące odpowiedzi na te pytania?

    CZWARTA RADA

    Chodzisz do kościoła. Pamiętaj, że szatan wokół kościoła krąży jak lew ryczący, szukając, kogo by pożreć (1P 5,8). I porywa: tych, co stoją na zewnątrz, pod murem, koło cmentarza, tych, co do wnętrza kościoła nie wchodzą.

    Ty – idąc do kościoła – dbaj o pełne uczestnictwo we Mszy Świętej. Regularnie przystępuj do sakramentu pojednania – do spowiedzi – by możliwie zawsze być u Komunii świętej.

    PIĄTA RADA

    Lectio divina – czytanie Słowa Bożego (określenie z Reguły św. Benedykta, podejmowane często w nauce Kościoła, parokrotnie przez Katechizm Kościoła Katolickiego) wymaga stosowania dodatkowej pomocy: zaglądania do komentarzy i innych książek. One bowiem czynią bardziej przystępnym i zrozumiałym słowo Boże, pisane specyficznym językiem ludzi sprzed tysięcy lat.

    Książki, które Ci polecam.

    Pragnącemu ze zrozumieniem wsłuchiwać się w natchnione teksty Biblii, proponuję raz – a dobrze – przestudiować książkę księdza profesora Józefa Kudasiewicza: Biblia, historia, nauka (Znak, Kraków 1987). Obejmuje ona trzy części:

    ABC katechizmu biblijnego, Biblia na cenzurowanym oraz Ewangelie a historia. Jest to praktyczny wykład konstytucji II Soboru Watykańskiego O objawieniu Bożym, jak również odnośnych pouczeń dwóch Konstytucji o Kościele, dogmatycznej i pastoralnej.

    A oto inne książki:

    Alonso-Schoekel L. Słowo natchnione (Kraków 1983).

    Balthasar H.U. von Medytacja chrześcijańska (Poznań 1998).

    Bednarz M. Zanim zaczniesz czytać Pismo Święte (Tarnów 1997). Wprowadzenie do lektury Pisma Świętego (Tarnów 2005).
    Bianchi E. Przemodlić słowo. Wprowadzenie w lectio divina (Kraków 1998).

    Bosak C. Postacie Nowego Testamentu: słownik – konkordancja (Pelplin 1996).

    Brandstaetter R. Krąg biblijny (Warszawa 1977). Jezus z Nazaretu (Warszawa 1979).

    Brown R.E. – Fitzmyer J.A. – Murphy R.E. Katolicki komentarz biblijny(Warszawa 2004).

    Charpentier E. Czytając Nowy Testament (Włocławek 1992)

    Czytając Stary Testament (Włocławek 1993).

    Czerski J. Wprowadzenie do Ksiąg Nowego Testamentu (Opole 1996).

    Dąbrowski E. Prolegomena do NT (Warszawa 1959).

    Drosnin M. Kod Biblii (Warszawa 1998).

    Farmer W.R. Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego: komentarz katolicki i ekumeniczny na XXI wiek (Warszawa 2000).

    Fitzmyer J. Pismo duszą teologii, (Kraków 1997).

    Gądecki S. Wstęp do pism Janowych (Gniezno 2000).

    Gryglewicz F. Wstęp do Nowego Testamentu, (Poznań 1969).

    Hergesel T. Rozumieć Biblię, (Kraków 1992).

    Jankowski A. Z rozważań nad Nowym Przymierzem (Poznań 1958). Apokalipsa św. Jana (Poznań 1959). Zarys pneumatologii NT (Kraków 1982). Eschatologia powszechna NT (Kraków 1974). Trwajcie mocno w wierze (Kraków1999). Porozmawiajmy o Apokalipsie (Kraków 2003). Królestwo Boże w Przypowieściach (Kraków 2003).

    Jankowski A. – Romaniuk K. – Stachowiak L. Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu (Poznań – Kraków 1999).

    Jelonek T. Biblia Księga Kościoła (Kraków 1978). Przed lekturą Nowego Testamentu (Kraków 1993). Jak czytać Pismo Święte (Kraków 1994). Nowy Testament dla ciebie (Kraków 1998). Biblijna historia zbawienia (Kraków 2004).

    Kajfosz J. – Szymanek A. Konkordancja biblijna (Poznań 1990).

    Keener C. S. Komentarz historyczno-kulturowy do Nowego Testamentu(Warszawa 2000).

    Kremer J. Czytać Biblię, ale jak? (Lublin 1988).

    Krzysiuk M. – Kwiecień M. Wykład Pisma Świętego Nowego Testamentu(Warszawa 1995).

    Kudasiewicz J. Biblia dzisiaj (Kraków 1969). Biblia, historia, nauka (Kraków 1987). Jezus historii a Chrystus wiary (Lublin 1987).

    Langkammer H. Wprowadzenie do Ksiąg Nowego Testamentu (Wrocław 1979). Słownik biblijny (Katowice 1989). Teologia Nowego Testamentu (Wrocław 1991). Stary Testament odczytany na nowo: wprowadzenie, treść teologiczna, etos(Lublin 1992). Wprowadzenie do ksiąg Nowego Testamentu (Wrocław 1997).

    Laepple A. Od Księgi Rodzaju do Ewangelii (Kraków 1977).

    Leon-Dufour S. Słownik teologii biblijnej (Poznań 1985). Słownik Nowego Testamentu (Poznań 1986).

    Łach S. Wstęp do Starego Testamentu (Poznań 1973).

    Mień A. Apokalipsa: komentarz (Kraków 2000).

    Muszyński H.J. Biblia – księga natchniona (Gniezno 1995). Słowo natchnione(Kraków 1983).

    Paciorek A. Wstęp ogólny do Pisma Świętego (Tarnów 1994). Ewangelia umiłowanego ucznia (Lublin 2000).

    Peter M. W kręgu Starego Przymierza (Poznań 1975).

    Peter M. – Wolniewicz M. Zanim otworzysz Biblię (Poznań 1981).

    Pindel R. Od ewangelizacji do wspólnoty (Kraków 2000).

    Pritchard J.E. Wielki atlas biblijny (Warszawa 1994).

    Pronzato A. Niewygodne Ewangelie (Poznań 1994).

    Romaniuk K. Nowy Testament bez problemów (Warszawa 1983). Lectio divina. Ascetyczna lektura Biblii (Częstochowa 1994). Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu (Poznań – Kraków 1999).

    Rops D. Dzieje Chrystusa (Warszawa 1950). Od Abrahama do Chrystusa(Warszawa 1952). Co to jest Pismo Święte? (Poznań 1959). Życie codzienne w Palestynie w czasach Chrystusa (Poznań 1964).

    Schmidt W. Wprowadzenie do Starego Testamentu (Bielsko- Biała 1997).

    Szlaga J. Wstęp ogólny do Pisma Świętego (Poznań 1986).

    Staniek E. Bogactwo natchnionych ksiąg. Nowy Testament (Kraków 1993).

    Stern D.H. Komentarz żydowski do Nowego Testamentu (Warszawa 2004).

    Szymanek E. Wykład Pisma Świętego Nowego Testamentu (Poznań 1990).

    Wolniewicz M. W kręgu Nowego Przymierza (Poznań 1985).

    Ziółkowski Z. Najtrudniejsze stronice Biblii (Poznań 1989). Spotkanie z Biblią(Poznań 1989).

    Seria WAM-u Źródła myśli teologicznej zawiera liczne komentarze Ojców Kościoła do poszczególnych ksiąg Pisma Świętego (Orygenesa, Hilarego, Hieronima, Teodoreta, Tomasza z Akwinu i innych).

    W bibliotekach mamy wielotomową Prymasowską Serię Biblijną z interlinearnym grecko-polskim tekstem Nowego Testamentu, z Konkordancją Biblijną, z Katolickim Komentarzem Biblijnym (Oficyna Wydawnicza Vocatio).

    Są komentarze do poszczególnych Ksiąg Biblii wydawane przez KUL. Ukazała się warszawska seria „Wprowadzenie w myśl i wezwanie ksiąg biblijnych”. W Wydawnictwie Księży Sercanów można nabyć serię Lectio Divina. W Wydawnictwie Benedyktynów – serię pod wspólnym tytułem Czytając Pismo Święte.

    Cieszę się z naszego braterskiego spotkania i na koniec lektury tego kursu proponuję Ci modlitwę:

    Boże, mój Boże, szukam Ciebie
    i pragnie Ciebie moja dusza.

    Ciało moje tęskni za Tobą,
    jak zeschła ziemia łaknąca wody.

    Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
    by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.

    Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
    więc sławić Cię będą moje wargi.

    Będę Cię wielbił przez całe me życie
    i wzniosę ręce w imię Twoje.

    Moja dusza syci się obficie,
    a usta Cię wielbią radosnymi wargami,
    gdy myślę o Tobie na moim posłaniu
    i o Tobie rozważam w czasie moich czuwań.

    Bo stałeś się dla mnie pomocą
    i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
    Do Ciebie lgnie moja dusza,
    prawica Twoja mnie wspiera.

    Psalm 63

    o. Ludwik Mycielski OSB/Ordo et Pax/ps-po.pl/Fronda.pl

    ________________________________________________________________________

    Szymon Hiżycki OSB:

    Przebóstwienia i pożądliwość

    Czytając 1 List św. Jana. Przebóstwienia i pożądliwość

    Piszę do was, dzieci,

    że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię.

    Piszę do was, ojcowie,

    że poznaliście Tego, który jest od początku.

    Piszę do was, młodzi,

    że zwyciężyliście Złego.

    Napisałem do was, dzieci,

    że znacie Ojca,

    napisałem do was, ojcowie,

    że poznaliście Tego, który jest od początku,

    napisałem do was, młodzi,

    że jesteście mocni

    i że nauka Boża trwa w was,

    a zwyciężyliście Złego.

    Nie miłujcie świata

    ani tego, co jest na świecie.

    Jeśli ktoś miłuje świat,

    nie ma w nim miłości Ojca.

    Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc:

    pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia,

    pochodzi nie od Ojca, lecz od świata.

    Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość;

    kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki (1 J 2,12–17).

    W pierwszej części tego tekstu św. Jan prezentuje trzy grupy adresatów: dzieci, młodych i ojców. Trudno powiedzieć na pierwszy rzut oka, czy ma na myśli trzy różne grupy chrześcijan, różniące się doświadczeniami, których Pan Bóg im udziela, czy chodzi o określenie każdego chrześcijanina z trzech punktów widzenia. Popatrzmy więc, w jaki sposób autor te grupy charakteryzuje.

    Dziećmi nazywa tych, którzy dostępują odpuszczenia grzechów, i w konsekwencji tego dochodzą do poznania Ojca. Młodymi nazywa tych, którzy są mocni, cokolwiek to oznacza. Mówi o nich, że nauka Boża w nich trwa i że zwyciężyli Szatana. Natomiast ojcami nazywa tych, którzy poznali Tego, który był od początku, czyli chodziłoby po prostu o Pana Boga. Zastanówmy się nad wydarzeniami, które czynią z nas dzieci, młodych bądź ojców, bo chyba w ten sposób św. Jan próbuje opisać charyzmat bycia chrześcijaninem. Na samym początku dzieci – odpuszczenie grzechów, poznanie Ojca. Jak pamiętamy, w Ewangeliach synoptycznych dziecko jako obraz zajmuje miejsce szczególne. Pojawia się w rozmowach Pana Jezusa z Apostołami, Pan nawet mówi: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego (Mt 18,2). W trzecim rozdziale Ewangelii Janowej ta myśl jest wyrażona innymi słowami. Pan Jezus zwraca się do Nikodema i mówi, że jeśli ktoś chce wejść do Królestwa Niebieskiego, winien narodzić się powtórnie (zob. J 3,3).

    Z kolei w liście podaje dwa warunki – domyślnie – abyśmy się Bożymi dziećmi stali. Pierwszym jest odpuszczenie grzechów: Dostępujecie odpuszczenia grzechów. Sformułowanie to sugeruje, że nie jest to działanie, które dokonuje się ludzkim wysiłkiem, ale jest całkowitym darem Pana Boga. W jaki sposób trzeba je rozumieć? Podstawowym miejscem, gdzie się rodzimy jako dzieci Boże, jest konfesjonał. Odpuszczenie grzechów w sakramencie pokuty. Taka jest nauka Kościoła.

    Możemy popatrzeć na to jeszcze z innego punku widzenia, mianowicie w bogatej tradycji monastycznej pokuta za grzechy, prośba do Boga o darowanie grzechów, odgrywa zasadniczą rolę. Ilu jest ojców, ile matek życia monastycznego, od Wschodu do Zachodu, od III w. aż po współczesność wszyscy nieustannie mówią o konieczności skruchy. Nie chodzi o to, że ta postawa rozwiązuje problem, ale o to, że dzięki niej człowiek staje się bardziej otwarty na tę łaskę Bożą. Wyobraźmy sobie ogród: jak człowiek skopie grządkę i podsypie nawozem, to wszystko łatwiej wzejdzie. Można siać ziarno czy sadzić sadzonki w twardej ziemi, nieskopanej i nieprzygotowanej, ale może być ciężko zakorzenić się roślinie w takiej glebie. Skrucha to przygotowywanie „grządki” serca do tego, żeby to „nasienie” Bożego przebaczenia mogło wydać plon obfity (por. Mt 13,3–8 i par.).

    Można powiedzieć, że na uzyskanie odpuszczenia grzechów składają się trzy elementy. Po pierwsze, pojednanie człowieka z Bogiem, co skutkuje tym, że w momencie śmierci człowiek nie jest skazany na piekło. Mówiąc pozytywnie – i myślę, że to powinno o wiele bardziej zaprzątać naszą uwagę – dzięki pojednaniu z Bogiem człowiek dzięki Bożej łasce ma prawo wejść do raju. Uroczystość Wniebowzięcia, w tradycji benedyktyńskiej święto bardzo ważne, to tak naprawdę święto raju. Możemy rozmyślać o zaśnięciu, o pogrzebie Matki Bożej, ale zasadniczym przesłaniem tego święta jest to, że weszła z ciałem i duszą do wieczności. Jest to przypomnienie dla nas, że my też mamy tam wejść, a to jest możliwe dzięki pojednaniu z Bogiem. Po drugie, pojednanie z ludźmi. Nasz grzech zawsze w jakiś sposób rani także tych, z którymi tworzymy wspólnotę, nawet jeśli nie robi tego bezpośrednio. Jeśli ktoś grzeszy w ten sposób, że celowo rani innych ludzi, to zupełnie inna historia. Po trzecie wreszcie, odpuszczenie grzechów, co zapowiada również Apokalipsa, nie polega na tym, że Pan Bóg powie człowiekowi, że nic się nie stało – niektóre grzechy przecież są potworne, niszczą ludzi, krzywdzą, doprowadzają ich do rozpaczy, do utraty życia a nawet wiary. Pan Bóg, który wkracza ze swoją łaską w to ludzkie bagno, je jakby porządkuje. Kiedy w sakramencie odpuszczenia grzechów jednamy się z Panem Bogiem, usunięta zostaje kara wieczna, ale nie doczesna. W naszych rękach zostaje kwestia zadośćuczynienia bliźniemu. Odpuszczenie grzechów jednak, jak nam to pokazuje zwłaszcza Apokalipsa św. Jana, jest zapowiedzią, że kiedy nastąpi koniec świata, Pan Bóg naprawi wszystko, cośmy naszymi grzechami na tym świecie zepsuli. Wiemy, że jest dużo krzywdy i zła na świecie; nawet jeśli ktoś serdecznie żałuje, nie jest w stanie wszystkiego wyprostować, ale Pan Bóg jest. Kiedy pokutujemy za nasze grzechy, prosimy o przebaczenie, to jednocześnie prosimy Go, żeby naprawił to, co zepsuliśmy. To jest trzeci element.

    Konsekwencją tych trzech kroków jest poznanie Ojca. Można tutaj dodać, że odpuszczenie grzechów umożliwia wzrost miłości. Dopóki nie ma pojednania, miłość jest hamowana, kiedy ono następuje – a wiemy, że dokonuje się przez krzyż Chrystusowy, stąd też nasze uwielbienie i adoracja dla sakramentu Eucharystii – miłość wzrasta. Jak mówi św. Augustyn, narzędziem, które umożliwia poznanie Boga, jest miłowanie. Nie spekulacje intelektualne, ale właśnie miłowanie. Im ktoś mocniej kocha, tym lepiej poznaje. Kto kocha mniej, poznaje również mniej. Bóg jest miłością nieskończoną, więc wie wszystko. My, im bardziej się w Nim rozmiłujemy po odpuszczeniu grzechów, tym lepiej będziemy Go rozumieć – taka jest intuicja św. Augustyna. Święty Jan mówi, że poznanie Ojca dzięki odpuszczeniu grzechów dokonuje się ze względu na Jego imię. I tu, po raz kolejny, dotykamy tajemnicy imienia Jezus, o której w Nowym Testamencie jest bardzo wiele napisane. Chociażby w hymnie o kenozie (Flp 2,6–11) czy w całym drugim rozdziale Listu do Filipian. Dzieje Apostolskie są nazywane Księgą Imienia. Zyskały tę nazwę, bo to, co jest w nich opisane – cuda, uzdrowienia, głoszenie dzieją się w imię Jezusa. Także Jezus mówi na temat własnego imienia w Ewangelii Janowej podczas Ostatniej Wieczerzy: „Dotąd o nic nie prosiliście w imię Moje, teraz proście, abyście otrzymali, o cokolwiek poprosicie” (por. J 16,24). Znowu chciałem się odwołać do Brianczaninowa. W cytowanej już książce uczeń pyta, czy Pismo Święte wspomina o modlitwie Jezusowej. Starzec odpowiada:

    Mówi o niej Święta Ewangelia. Nie myśl o niej, że jest ustanowieniem ludzkim. Jest ustanowieniem Boskim. Ustanowił i zalecił ją sam Pan nasz, Jezus Chrystus. Po mistycznej wieczerzy, podczas której został ustanowiony Najświętszy Sakrament chrześcijaństwa, Święta Eucharystia, Pan w pożegnalnej rozmowie z uczniami, przed pójściem na swą straszliwą mękę i śmierć na krzyżu, aby odkupić przez nie ginącą ludzkość, przekazał im wzniosłą naukę i najważniejsze końcowe przykazania. Wśród nich darował też pozwolenie i przykazanie, aby się modlić w Jego imię. „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: jeśli o co prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam. O cokolwiek będziecie prosić Ojca w imię Moje, to uczynię, aby był uwielbiony Ojciec w Synu. Jeśli Mnie o co prosić będziecie w imię Moje, Ja to uczynię. Dotychczas o nic nie prosiliście w imię Moje. Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna”. Wielkość imienia Pana Jezusa Chrystusa została przepowiedziana przez proroków. Wskazując na mające się dokonać odkupienie ludzi przez Boga-człowieka, Izajasz woła: „Oto Bóg Zbawiciel mój. Będziecie czerpać wodę z radością ze zdrojów zbawienia i powiecie w owym dniu: Wyznawajcie Pana i wzywajcie Jego imienia. Pamiętajcie, jak wielkie jest imię Jego. Śpiewajcie Panu, bo wielkie rzeczy uczynił. Na ścieżce sądów Twoich, Panie, czekaliśmy na Ciebie. Imię Twoje i pamiątka Twoja są pożądaniem duszy”. Zgodnie z Izajaszem jeszcze Dawid: „Rozweselimy się w Twoim zbawieniu. W imię Boga naszego wielmożnymi się staniemy, imienia naszego Boga będziemy wzywać. Będziemy chodzić, Panie, w jasności Twojego oblicza, a w Twoim imieniu będziemy się weselić cały dzień i w sprawiedliwości Twojej będziemy wywyższeni”.

    Obserwujemy teraz, również  w Polsce, że modlitwa Jezusowa, a więc przyzywanie Bożego Imienia, staje się coraz bardziej popularna. Ludzie odnajdują w niej nadzieję, zwłaszcza w wyznaniu: „Zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”. Modlitwa ta zdaje się wskazywać, że dzięki skrusze Bóg nas wysłucha, skoro zanosimy ją przed Jego oblicze. Odpuszczenie grzechów dokonuje się ze względu na imię Jezusa. Jak pamiętamy, oznacza ono po hebrajsku „Bóg zbawia”, „Bóg jest zbawieniem”, a więc sprawia to, co oznacza. Konsekwencją jego działania jest poznanie Ojca, czyli wejście z Nim w głęboką komunię. Na tym polega pierwszy etap życia wiary – o tyle jesteśmy dziećmi, o ile odpuszczone nam zostały grzechy, o ile pokutujemy i o ile poznajemy Ojca, bo dziecko musi Go mieć. Pan Jezus nie bez powodu powiada: Nie zostawię was sierotami (J 14,18).

    Druga grupa – drugi etap – to są młodzi. Bardziej dojrzali niż dzieci, zaczynający żyć na własny rachunek. Istotne jest to, że opis chrześcijan jako dzieci zawiera relację do Boga, natomiast młodość, a więc okres, kiedy człowiek wychodzi z domu i zaczyna brać odpowiedzialność za własne życie, zostaje opisana za pomocą stosunku do świata, rzeczywistości zewnętrznej. Święty Jan mówi, że to są zwycięzcy Szatana, ludzie, w których trwa Boża nauka, i są mocni. Widzimy jednak, że ta siła, zwycięstwo nad Szatanem, trwanie w nas Bożej nauki są konsekwencją odpuszczenia grzechów i poznania Ojca. Można powiedzieć tak: dużo zależy od wychowania, tego, jaki był rodzinny dom. Wiadomo, że nie jest to automatyczna zależność. Czasami ludzie, którzy wyszli z dobrych domów, skończyli marnie, a ci, którzy pochodzili z trudnej rodziny, potrafili być bardzo dobrymi i wspaniałymi ludźmi. Tutaj św. Jan próbuje pokazać, że wychowanie, które daje nam Bóg, sprawia, że zaczynamy coraz pełniej żyć. Doświadczenie odpuszczenia grzechów sprawia, że człowiek staje się zdolny do zostania rodzicem, właśnie dlatego, że poznał Boga i dzięki temu w pewnym sensie stał się taki, jak On. W Księdze Rodzaju jest napisane, że jesteśmy stworzeni na Boży obraz i Boże podobieństwo, czyli mamy udział w charyzmacie Bożego Rodzicielstwa, i jako mężczyźni, i jako kobiety, w duchowy bądź biologiczny sposób.

    Te trzy wymienione przez Apostoła grupy: dzieci, młodzi, ojcowie, są całkowicie skoncentrowane na Panu Bogu, który działa na nich w różny sposób, natomiast jako antytezę tego św. Jan pokazuje, że ktoś może się koncentrować na świecie: Nie miłujcie świata, tego, co jest na świecie; kto ma świat, nie ma w nim miłości Ojca; wszystko, co jest na świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Tutaj również mamy trojakość: pożądliwość oczu, pożądliwość ciała, pycha tego życia – trzy stopnie odejścia od Pana Boga. Święty Augustyn, kiedy komentował ten fragment, opowiedział baśń. Otóż była sobie piękna dziewczyna, która mieszkała w wiosce, i pewnego dnia przez tę miejscowość przejeżdżał królewicz. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, jednak nie miał czasu na zaślubiny, bo wzywały go sprawy wagi państwowej. Zsiadł więc z konia, wszedł do domu, poprosił o rękę dziewczyny i został przyjęty. Na pożegnanie dał narzeczonej pierścień, żeby o nim pamiętała i czekała aż wróci, po czym odjechał. A był to bardzo piękny klejnot. Dziewczyna zaczęła się w niego wpatrywać, wpatrywać… aż zapomniała o królewiczu. Tak się zachwyciła pierścieniem, że zapomniała o jego dawcy. Augustyn następnie mówi, że pierścieniem, który otrzymujemy od Boga, jest świat, który ma nam przypominać, jak wielki jest jego Stwórca. Są jednak czasami ludzie, którzy tak zapatrzą się w stworzenie, że zapomną o Panu Bogu.

    W teologii Janowej pojęcie „świat” ma potrójne znaczenie  – jest symbolem tego, co jest wrogie Bogu, tego, co ma być przebóstwione, i tego, co jest dobre, bo stworzone przez Boga. Ten tekst ma nas nauczyć właściwej hierarchii wartości: na pierwszym miejscu Stwórca, wszystko inne dopiero po Nim. To, jak ta przemiana w człowieku się dokonuje, jak dojrzewa, jak upodabnia się do Pana Boga, jak doznaje przebóstwienia, czyli zaczyna mieć udział w życiu Trójcy Świętej, zostało opisane za pomocą tych trzech kategorii: dzieci, młodzi, ojcowie.

    Pan Jezus mówi w Ewangelii św. Mateusza, że nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Poznanie wskazuje na głębokie relacje, jakie łączą Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wiemy z teologii, że na mocy chrztu, kolejnych sakramentów i postępując na drodze wiary mamy wejść w jedność Trójcy, mamy być synami Bożymi przez przybranie. Takie jest nasze przeznaczenie. Jeśli człowiek na Pana Boga stawia, to, jak św. Jan to opisuje, coraz bardziej się w Niego zatapia. Jeśli jednak zapatrzymy się w „pierścień”, zaczyna nas zżerać pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha tego życia.

    Na czym polega pożądliwość oczu? Oko jest symbolem pragnienia – zaczynamy snuć fantazje, co by było, gdyby…  Gdybyśmy byli lepsi, mądrzejsi, śliczniejsi, mieli różne cnoty, mieli taki urząd lub inny, urodzili się dziesięć lat później, pięć lat wcześniej. Następuje pisanie „powieści”, że moje życie byłoby lepsze, gdyby nie pewne okoliczności. Tak naprawdę jednak, jak mówi Ewagriusz, człowiek skazuje się na udrękę, bo ciągle żyje marzeniami, które nie mają szans na realizację. Jeden z moich braci kiedyś powiedział, że człowiek przypomina wtedy bezmyślne zwierzę, które rozmyślnie wkłada nogę we wnyki, żeby dać się złapać. Zamiast żyć rzeczywistością taką, jaka ona jest, snujemy nierealne mrzonki.

    Pożądliwość ciała z kolei to sytuacja, kiedy człowiek pragnie tego, co jest w świecie, w sposób nienasycony, zawsze mu wszystkiego mało, ile by dóbr nie nagromadził: rzeczy, urzędów, uznania ze strony ludzi. Zamiast zająć się Panem Bogiem czy kochaniem bliźnich, będzie coraz więcej pod siebie zagarniał i będzie mu się wydawało, że jego godność czy szczęście zależy od tego, co ma. To łakomstwo się odnosi zarówno do rzeczy materialnych, jak i emocjonalnych oraz duchowych. Mnie to zawsze fascynuje, że taki człowiek, ile by nie zjadł, to zawsze będzie dla niego tylko przystawka.

    Tymczasem Pan Bóg mieści się w maleńkiej hostii. Przełamię ją, upadnie z niej odrobina i tam też jest cały Chrystus.

    Pycha tego życia to synteza wcześniejszych dwóch pożądań. To sytuacja, kiedy człowiek żyje w totalnej ułudzie, bez kontaktu z rzeczywistością. Czasami ta ułuda jest nawet pobożna i pozornie bardzo uduchowiona, ale z Panem Bogiem nie ma nic wspólnego. Na początku mówiłem, że papierkiem lakmusowym, pozwalającym nam sprawdzić, czy mamy kontakt z rzeczywistością, jest to, czy potrafimy dopuścić do siebie myśl, że się mylimy. Jeśli mamy do siebie zasadę ograniczonego zaufania, jest dobrze. Jeżeli zaczynamy wierzyć, że wiemy wszystko, to znaczy, że jest źle, trzeba szybko przeciwdziałać.

    Święty Jan pisze proste rzeczy, ale jego tekst jest gęsty, a jednocześnie odsyła nas do tego, co najbardziej fundamentalne. Myślę, że jest w tym bardzo monastyczny. Omawiany tu fragment kojarzy mi się także z przywoływanym wcześniej fragmentem z Prologu naszej Reguły: „Śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność”. A nadto o to się troszczmy, żeby pożądliwości świata nas, nie daj Boże, nie opanowały.

    fragment książki „Pierwszy List św. Jana czyli o adoracji i codziennym życiu Ewangelią”

    Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła „Pomiędzy grzechem a myślą” oraz o praktyce modlitwy nieustannej „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Podczas Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan (18 – 25 stycznia 2022) rozważany był biblijny tekst zaczerpnięty z Ewangelii Mateusza 2,1–12. Materiały do ekumenicznych modlitw zostały przygotowane przez Radę Kościołów Bliskiego Wschodu.

    „Zobaczyliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon” (Mt, 2,2)

    18-25 stycznia: Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan
    Pokłon Trzech Króli, Peter Paul Rubens.WIKIPEDIA

    ***

    Program obchodów

    Tematy poszczególnych dni ekumenicznej oktawy są następujące:

    • Dzień 1: Podnieś nas i przyciągnij do swojego wspaniałego światła
    • Dzień 2: Pokorne przywództwo burzy mury i buduje z miłością
    • Dzień 3: Chrystusa przewraca świat do góry nogami
    • Dzień 4: Choć mali i cierpiący, niczego nam nie brakuje
    • Dzień 5: Prowadzeni przez jedynego Pana
    • Dzień 6: Zgromadzeni w uwielbieniu wokół Jedynego Pana
    • Dzień 7: Dary wspólnoty
    • Dzień 8: Ponad znanymi drogami podziału do Bożych nowych ścieżek

    Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan ma już ponad stuletnią tradycję. Co roku pomiędzy 18 a 25 stycznia, czyli między dawnym świętem katedry św. Piotra a świętem nawrócenia św. Pawła, chrześcijanie różnych wyznań spotykają się na całym świecie na ekumenicznych nabożeństwach modląc się, “aby rychło nastała jedna Owczarnia i jeden Pasterz”.

    ________________________________________________________________________________

    Dziś 25 stycznia liturgia Kościoła wspomnia NAWRÓCENIE ŚW. PAWŁA i przypomnia o bardzo ważnej intencji, która każdego dnia powinna nam towarzyszyć – mianowicie modlitwa do Ducha świętego o jedność chrześcijan. W tym roku modlitwie niech nam towarzyszą słowa z Ewangelii św. Mateusza, które były tematem tygodnia modlitw o jedność chrześcijan (18 -25 stycznia): „Zobaczyliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon” (Mt, 2,2).

    __________________________________________________________________________________

    Modlitwy o jedność chrześcijan św. Wincentego Pallottiego:

    * Wszechmogący, wieczny Boże, Twój umiłowany Syn, Pan nasz Jezus Chrystus, modlił się do Ciebie podczas Ostatniej Wieczerzy o jedność wszystkich Jego wyznawców – ożywieni tym samym pragnieniem, prosimy Cię, niech przyjdzie Twoje Królestwo i niech nastanie jedna Owczarnia pod jednym Pasterzem. Tobie, Boże Ojcze, niech będzie chwała, z Synem i Duchem Świętym, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

    _____________________________________________________________

    fragment modlitwy, którą św. Wincenty Pallotti ułożył, by upraszać przez wstawiennictwo Królowej Apostołów, „dar świętej współpracy”:

    * Niepokalana Matko Boga, Królowo Apostołów, zechciej zjednoczyć się ze mną, razem z Twoim Boskim Synem i ze wszystkimi aniołami i wszystkimi świętymi, by dziękować Najświętszej Trójcy za udzielenie mi łaski wiary. Cieszę się, o moja ukochana Matko Maryjo, gdy razem ze Świętym Kościołem pozdrawiam Cię najwspanialszym tytułem Królowej Apostołów. Ten tytuł czci Ciebie, a mnie dodaje odwagi. Proszę Cię, uproś dla mnie i dla wszystkich, teraz i na zawsze, dar współpracy w pomnażaniu wiary na całym świecie, ażeby urzeczywistniła się chwila przepowiedziana przez Twojego Boskiego Syna Jezusa, o nastaniu jednej owczarni, pod przewodnictwem jednego Pasterza. Niech się tak stanie. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Kard. K. Koch: Właściwym “ministrem ds. ekumenizmu” jest Duch Święty

    Pomimo, że jestem uważany za “ministra ds. ekumenizmu” Kościoła katolickiego, nie mam w swojej działalności jakichś wielkich osiągnięć, gdyż właściwym “ministrem ds. ekumenizmu” jest Duch Święty – zaznacza kard. Kurt Koch.

     

    kard. Kurt Koch/wikipedia.org

    Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan w rozmowie z KAI mówi m. in. o wyzwaniach, przed jakimi stoją chrześcijanie w czasie pandemii koronawirusa, dlaczego ekumenizm stał się jego pasją, najważniejszych problemach w dialogu z prawosławiem, luteranami i żydami, roli Jana Pawła II w jego życiu.

    Publikujemy tekst wywiadu udzielonego KAI:

    Krzysztof Tomasik (KAI) Został Ksiądz Kardynał uhonorowany wieloma zaszczytnymi tytułami, nagrodami i to nie tylko przez środowiska kościelne. Czym jest dla Eminencji przyznanie dziś tytułu honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II?

    Kard. Kurt Koch: Przede wszystkim cieszę się bardzo, że otrzymuję tytuł doktora honoris causa uniwersytetu, który nosi imię Jana Pawła II. Tym bardziej, że to on wyświęcił mnie na biskupa. Następnie, że Jan Paweł Wielki był wielkim ekumenistą. Jest autorem encykliki „Ut unum sint“, której 25 jubileusz ogłoszenia w tym roku obchodzimy. Cieszy mnie też to, że wydział teologiczny KUL podtrzymuje ekumeniczne dziedzictwo Jana Pawła II. KUL to bardzo dobra marka i tym bardziej cieszy mnie dziś, że jestem doktorem honoris causa tej uczelni.

    KAI: Pandemia koronawirusa spowodowała niespotykany kryzys na wielu płaszczyznach i prowokuje do pytań fundamentalnych. Jakie zdaniem Księdza Kardynała wyzwania stawia obecny kryzys przed światem i Kościołem, który sam dość radykalnie zmienił swoje działania. W takim czasie fundamentalnym pytaniem dla chrześcijanina jest pytanie o Boga i człowieka? Czy Bóg jest obecny nadal dla współczesnego człowieka?

    – Bóg jest zawsze obecny w każdej sytuacji. Pytaniem jest, czy my to dostrzegamy. Współczesny świat ma z tym wielki problem, gdyż charakteryzuje się głuchotą i ślepotą na obecność kochającego Boga. Mamy w uszach tak wiele szumu płynącego z naszych środowisk, że nie jesteśmy w stanie usłyszeć głosu Boga. Myślę, że kryzys wywołany pandemią na nowo stawia nas na nogi. Dotychczas zadowalaliśmy się tym wszystkim, co jest uchwytne i materialne. Teraz mamy realnego wirusa, który jest tak mały, że nie da się go zobaczyć – i mało tego, zdominował cały świat. W tym jednak możemy dostrzec też, analogicznie, pozytywne aspekty. Ostatecznie obecność Boga również jest niewidoczna, ale jest w świecie realna. Musimy na nowo odkryć, że człowiek nie ma w swoich rękach wielkich mocy. Jesteśmy krusi, śmiertelni i podatni na choroby. Musimy na nowo przemyśleć naszą ludzką kondycję.

    KAI: Zatem kim jesteśmy dzisiaj? Jakie wyzwania przed nami stoją?

    – Największym wzywaniem stojącym dzisiaj przed nami jest to, abyśmy nie ulegli złudzeniu, że niedługo koronawirus będzie już za nami i powrócimy do normalności. Niestety nie. Będzie to jakaś “nowa normalność”, zbudowana na doświadczeniach wyniesionych z pandemii. Przed nami wiele życiowych wyzwań, przede wszystkim namysł nad początkiem i kresem ludzkiego życia, medycyną reprodukcyjną, która odnosi sukcesy np. w preimplantacji, czy końcem ludzkiego życia, eutanazją, która jest przedmiotem permanentnych dyskusji, szczególnie w Europie. Pandemia wyzwoliła nową świadomość, jak wielką wartość ma ludzkie życie i zdrowie. Mam też nadzieję, że na nowo spojrzymy na całokształt ludzkiego życia i jego sens.

    KAI: Karl Rahner powiedział: “chrześcijanin XXI wieku albo będzie mistykiem – kimś, kto czegoś doświadczył – albo go w ogóle nie będzie”. Mamy do czynienia z erozją ludzkich fundamentalnych wartości, utraty transcendentalnego fundamentu. Czego potrzebujemy dzisiaj, my Europejczycy?

    – Pod słowami Karla Rahnera całkowicie się podpisuję. Oczywiście nie w takim rozumieniu, że każdy z nas ma być mistykiem i posiadać wspaniałe nadzwyczajne duchowe zdolności. Jestem przekonany, że człowiek jest nieuleczalnie religijny. Tylko proszę tego nie rozumieć w sensie, że jest nieuleczalnie chory. (śmiech) Religijność należy do istoty bycia człowiekiem. Rozróżniamy między ogólnoludzką edukacją a religijną. Jeśli człowiek jest rzeczywiście religijny to do jego ogólnego wykształcenia należy również religijne.

    W Europie, która zrodziła się na fundamencie chrześcijańskim, chrześcijaństwo wpisane jest w jej edukacyjne podstawy. Nie może tak być, że uczeń nie będzie rozróżniał „Golgoty” od „colgate”. To by było czymś najgorszym.

    KAI: Ksiądz Kardynał często powtarza, że prawda ma naturę symfoniczną, jest zgodnością różnych dźwięków i tonów. Jak zatem ją głosić, gdy w tzw. epoce postmoderny wyklucza się sens prawdy i głosi tylko pluralizm równouprawnionych narracji.

    – Mamy do czynienia z fundamentalną zmianą. W filozofii scholastycznej mamy formułę: ens et unum convertuntur, czyli byt i jedność należą do siebie i są niepodzielne. Obecnie postmodernizm opowiada się za absolutną różnorodnością. Pluralizm stał się dogmatem postrzegającym tylko różnorodność. Obecnie potrzebujemy nowej syntezy jedności i różnorodności w duchu wielkiego francuskiego filozofa i myśliciela, Blaise Pascala, który powiedział, że jedność, która nie zależy od różnorodności jest dyktaturą, a różnorodność, która nie jest zależna od jedności, jest anarchią. Dlatego musimy znaleźć nowe drogi między anarchią a dyktaturą.

    KAI: Czy i jak kryzys pandemii koronawirusa wpłynął na dialog ekumeniczny?

    – Pandemia nie jest specjalnie wyzwaniem dla mnie i naszych zadań. Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan jest radą zajmującą się dialogiem. Oczywiście prowadzenie dialogu w home office jest bardzo trudne. Dialog bezwzględnie wymaga osobistego spotkania. Ale, z innej strony sytuacja obecna pomaga nam. W pandemii wszyscy jesteśmy równi, ona nie czyni rozróżnień pomiędzy wyznaniami, religiami i światopoglądami. Wszyscy stoimy przed takimi samymi wyzwaniami. I to może też nam pomóc iść dalej razem.

    KAI: Jaka rolę powinny pełnić wspólnie Kościoły chrześcijańskie w obecnej sytuacji świata? Stoją przed takimi samymi wyzwaniami jak prześladowanie chrześcijan, migracja, ochrona środowiska naturalnego…

    – Największym wyzwaniem są prześladowania chrześcijan. Przypomnijmy, że obecnie 80 proc. wszystkich ludzi prześladowanych z powodów religijnych na świecie – to chrześcijanie. Niestety Zachód nic prawie o tym nie wie. Ludzie są prześladowani nie jako luteranie, katolicy, prawosławni, ale jako chrześcijanie. Przypomnijmy, że św. Jan Paweł II w swojej encyklice „Ut unum sint” użył sformułowania „ekumenizm męczenników”. Ich krew nie dzieli tylko łączy wszystkich chrześcijan. W tradycji chrześcijańskiej mamy twierdzenie: „Semen est sanguis christianorum” – „Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan”. Krew tylu męczenników nie dzieli, ale łączy nas w Chrystusie.

    KAI: Dlaczego ekumenizm stał się pasją Księdza Kardynała? Jak scharakteryzowałby Ksiądz Kardynał swoją ekumeniczną postawę i działalność?

    – Jest moją pasją, gdyż jest pasją naszego Pana. W fundamentalnej modlitwie arcykapłańskiej z Ewangelii św. Jana Jezus, prosi, „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał”. Jedność jest fundamentem wszelkiego ekumenicznego zaangażowania. Co charakterystyczne, Jezus nie wydaje apostołom rozkazu, ale prosi Ojca o jedność dla nich. Jeśli Jezus prosi o jedność, to cóż możemy lepszego uczynić niż odpowiedzieć na Jego prośbę. Co ważne, jedność jest warunkiem tego, aby świat uwierzył.

    Jedność nie jest celem samym w sobie, lecz służy wiarygodnemu głoszeniu Ewangelii. Kiedyś jeden z Afrykańczyków spytał mnie, jak możemy być prawdziwymi chrześcijanami, jeśli na każdej górze głoszone jest inne orędzie. Zatem dążenie do jedności jest niezbędnym warunkiem ewangelizacji dzisiejszego świata.

    KAI: W ekumenizmie Ksiądz Kardynał za jedno z najważniejszych zadań uważa wymianę darów. Czym zatem mamy się wzbogacać?

    – Żaden z Kościołów nie jest wystarczająco bogaty na tyle, by nie potrzebować wzbogacenia od innych Kościołów. Ale też żaden z Kościołów nie jest na tyle ubogi, aby nie mógł wzbogacać innych. Każdy Kościół ma w sobie szczególne dary, którymi może się dzielić. Kościół prawosławny ma szczególny dar ukazywania kosmicznego wymiaru wiary i dbałości o dzieło Stworzenia. Nie jest czymś przypadkowym, że ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I jest pionierem ekologicznej świadomości. Z kolei Kościoły protestanckie wzbogacają naszą świadomość wskazując na centralną rolę słowa Bożego w wierze. Natomiast szczególnym rysem Kościoła katolickiego jest jego uniwersalność. Jesteśmy Kościołem powszechnym o wymiarze światowym. Każdy Kościół ma szczególny charyzmat. Zatem ekumenizm znaczy także, że powinniśmy wzajemnie sobie pomagać i ukazywać światu charyzmaty każdego z Kościołów.

    KAI: Księże Kardynale w kilku zdaniach, co jest najbardziej istotne obecnie w dialogu z Kościołem prawosławnym?

    – Przypomnijmy, że w kwestii wiary prawie wszystko dzielimy z Kościołem prawosławnym. Papież Benedykt XVI w czasie spotkania z przedstawicielami Kościoła prawosławnego i Starożytnych Kościołów Wschodu w 2011 r. we Fryburgu Bryzgowijskim powiedział, że pośród Kościołów i Wspólnot chrześcijańskich prawosławie jest katolikom teologicznie najbliższe. Zarówno katolicy jak i prawosławni mają tę samą strukturę Kościoła pierwszych wieków. Możemy więc mieć nadzieję, że niezbyt odległy jest dzień, kiedy ponownie będziemy mogli wspólnie sprawować Eucharystię.

    Najważniejszym tematem dialogu jest kwestia sprawowania urzędu Piotrowego, prymatu biskupa Rzymu. Problemem jest jakie kompetencje, czy prawne powinien mieć papież. Kwestia urzędu papieskiego jest dyskutowana w kontekście synodalności. Zaznaczmy, że nie chodzi o znalezienie jakiego kompromisu, ale prowadzenie dialogu by dojść do jednego celu. Przypomnijmy, że mocną stroną Kościoła prawosławnego jest jego synodalność, co podkreśla papież Franciszek. Z kolei naszą mocną stroną jest prymat. Papieżowi bardzo zależy na rozwoju synodalności w Kościele katolickim. Franciszek podkreśla jednak nieustannie, że synodalność to nie parlament, lecz procedura, która ma ułatwić dojście do jednomyślności.

    KAI: A jakie najważniejsze problemy poruszane są w dialogu z Kościołami protestanckimi?

    – Po Wspólnej Deklaracji w sprawie Nauki o Usprawiedliwieniu, która została podpisana w 1999 r. w Augsburgu z Kościołem luterańskim podejmujemy dialog na temat centralnych kwestii rozumienia Kościoła, Eucharystii i urzędu jako warunku “wspólnoty stołu eucharystycznego”, co jest celem ekumenizmu. Cieszy mnie, że deklarację do podjęcia tej tematyki zgłosiły Kościół luterański Finlandii i Kościoły luterańskie Ameryki.

    KAI: Jest Ksiądz Kardynał przewodniczącym Komisji ds. Religijnych Relacji z Żydami. Jak przedstawia się dialog z judaizmem?

    – Ważne jest to, że judaizm nie jest dla nas jedną z wielu religii, lecz „matczyną ziemią” chrześcijaństwa. Ważne jest to, co Jan Paweł II powiedział podczas wizyty w rzymskiej synagodze w 1986 r., że judaizm nie jest dla nas czymś zewnętrznym, ale należy do wnętrza naszej wiary. Żydzi przywiązują wielką wagę do dialogu i współpracy z nami, szczególnie w walce z antysemityzmem, który na nowo odradza się w Niemczech i innych krajach Europy. Ale w naszym dialogu poruszamy wiele innych, głębokich teologicznie tematów.

    KAI: Co uważa Ksiądz Kardynał za swoje największe osiągnięcie w dialogu ekumenicznym?

    – Uważany za “ministra ds. ekumenizmu” Kościoła katolickiego, nie mam w swojej działalności jakichś wielkich osiągnięć, gdyż właściwym “ministrem ds. ekumenizmu” jest Duch Święty. Jako ludzie nie utworzymy prawdziwej jedności. Człowiek może tylko przyczyniać się do podziałów, co pokazuje historia i współczesność. Jedność jest darem Boga. To abyśmy dążyli do otrzymania tego daru jest naszym zadaniem. Możemy tylko cieszyć się i dziękować Bogu, że po II Soborze Watykańskim mamy papieży zaangażowanych w ekumenizm, z których każdy wniósł wielki wkład w ekumeniczne dzieło. W ostatnim czasie znaczącym wydarzeniem było spotkanie papieża Franciszka i patriarchy Moskwy w Hawanie w 2016. Był to niewątpliwie kamień milowy w relacjach z prawosławiem .

    KAI: A co Ksiądz Kardynał uważa za porażkę?

    – Porażką jest zawsze sytuacja, gdy nie daje się zajść tak daleko jak się wcześniej zamierzało. W dialogu zależy to od obu stron a nie tylko od jednej. Czasami miałem nadzieję, że w rozwiązywaniu wielu problemów można byłoby szybciej pójść do przodu, ale niestety nie mogłem dyktować tempa.

    KAI: Mottem biskupim Księdza Kardynała są słowa: „Ut sit in omnibus Christus primatum tenes” – “Aby Chrystus zyskał pierwszeństwo we wszystkim”. Dlaczego te słowa?

    – Jestem głęboko przekonany, że istotą kryzysu wiary jaki obecnie przeżywamy jest kryzys wiary w Jezusa Chrystusa, choć zazwyczaj mówimy wiele o kryzysie Kościoła. Po II Soborze Watykańskim wielu mówiło „tak” dla Jezusa, „nie” dla Kościoła, co jest symptomem kryzysu instytucji Kościoła.

    Myślę, że o wiele głębszym problemem jest to, co można wyrazić także w krótkim sformułowaniu: „tak” dla Jezusa, „nie” dla Boga. Wiele osób, także chrześcijan, jest zachwyconych humanizmem Chrystusa, Jego ludzkim wymiarem, ale nie chce uwierzyć w Chrystusa, którego głosi Kościół jako jednorodzonego Syna Bożego, który za nasze grzechy poniósł śmierć na krzyżu, aby nas zbawić, a po swoim Zmartwychwstaniu powrócił do Królestwa Niebieskiego. Chrystus autentycznej wiary sprawia wielu ludziom kłopot. Podkreślmy, że chrześcijaństwo nie jest teorią, systemem etycznym, ale polega przede wszystkim na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem. Chrześcijaństwo bez tej osobistej relacji nie ma racji bytu.

    KAI W kapłańskim życiu Księdza Kardynała dużą rolę odegrał Jan Paweł II. Dlaczego?

    – Jako biskup Bazylei miałem z Janem Pawłem II wiele osobistych kontaktów. Osobiście wyświęcił mnie na biskupa 6 stycznia 1996 r. Jest to dla mnie zawsze głębokie i niezapomniane przeżycie. Zresztą każde spotkanie z nim miało taki charakter. Ostatni raz spotkaliśmy się w 2003 r. na spotkaniu z młodzieżą w stolicy Szwajcarii Bernie. Była to jego przedostatnia podróż zagraniczna papieża na zaproszenie młodych ludzi, co było dla mnie bardzo znaczące. Jan Paweł II był pasjonatem ekumenizmu i wielkim ekumenistą z przekonania. Przypominał, że pierwsze tysiąclecie chrześcijaństwa było czasem jedności, drugie wielu podziałów, a trzecie ma za zadanie ponowne odnalezienie jedności chrześcijan. I temu zadaniu staram się być wierny.

    KAI: Dziennikarze lubią przyklejać Księdzu Kardynałowi etykietki: konserwatysty albo progresisty…

    – Jestem konserwatystą, gdyż obecnie nie ma nic ważniejszego jak konserwowanie tego co stworzone. Ale jestem też progresistą, bo nie mogę usiedzieć na miejscu tylko muszę iść do przodu. To są kategorie polityczne, które o wiele więcej mówią o osobie, która ją przykleja niż tej, którą się etykietuje.

    KAI: Na koniec zapytam, co jest największym marzeniem Księdza Kardynała, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan?

    – Marzenie na jawie czy we śnie?

    KAI: Na jawie oczywiście. Senne są trudno uchwytne.

    – Dla mnie byłoby czymś pięknym, gdybyśmy osiągnęli upragnioną jedność. Oczywiście wiem, że nie stanie się to za mojego życia. W tym kontekście wybrałem sobie patrona i jest nim Mojżesz, który otrzymał od Boga zadanie by zaprowadzić Lud Izraela do Ziemi Obiecanej. Nigdy jej nie zobaczył, ale też nigdy nie zrezygnował, aby do niej dotrzeć. Wiem, że nie osiągniemy jedności za mojego życia, ale otrzymałem zadanie, abym zachęcał ludzi, by podążali drogą prowadzącą do jedności i nie rezygnowali, nawet wtedy, gdy wiedzą, że nie uda się im tego dożyć.

    rozmawiał Krzysztof Tomasik/Kai.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 22 STYCZNIA

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO – ZAŁOŻYCIELA STOWARZYSZENIA APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO KSIĘŻY PALLOTYNÓW

    VINCENT-PALLOTT
    Public Domain

    ***

    Zakon Jezuitów otrzymał od swojego Założyciela motto:

    DLA WIĘKSZEJ CHWAŁY BOGAAD MAIOREM DEI GLORIAM

    Założyciel Księży Pallotynów swoim duchowym synom przekazał 4 zawołania:

    DLA NIESKOŃCZONEJ CHWAŁY BOGA – AD INFINITAM DEI GLORIAM

    DLA ZBAWIENIA DUSZ – AD SALVANDAS ANIMAS

    DLA ZNISZCZENIA GRZECHU – AD DESTRUENDUM PECATUM

    PAX CHRISTI – POKÓJ CHRYSTUSOWY

    ________________________________________________________________

    CZWARTEK 13 STYCZNIA

    PIERWSZY DZIEŃ NOWENNY PRZED UROCZYSTOŚCIĄ

    ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO

    Jan Ekiert (1907-1993), Wincenty Pallotti (1963) © SAC

    ***

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    P. Módlmy się. Wszechmogący Boże, oświeć światłem wiary i rozpal żarem miłości nasze serca, abyśmy jako wspólnota zgromadzona wokół św. Wincentego Pallottiego, mogli godnie uczcić Twój majestat i przyczynić się do budowania Królestwa Bożego i zjednoczenia wszystkich ludzi wokół Twojego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków.

    W. Amen.


    ROZWAŻANIA NA POSZCZEGÓLNE DNI NOWENNY:

    Wprowadzenie

    Dzień I   Bóg jest Miłością Nieskończoną i Miłosierdziem

    Dzień II Stworzenie człowieka

    Dzień III   Powołanie do świętości

    Dzień IV Apostoł Ojca Przedwiecznego

    Dzień V Naśladowanie Chrystusa

    Dzień VI   Maryja, Królowa Apostołów

    Dzień VII   Misja Ewangelizacyjna

    Dzień VIII  Jedność chrześcijan

    Dzień IX   Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego

    Zakończenie


    WPROWADZENIE:

    Nowenna jest modlitwą o charakterze błagalnym, odmawianą zwyczajowo przed każdą większą uroczystością lub wspomnieniem świętego, do którego ma się szczególne nabożeństwo. Odmawia się ją indywidualnie lub wspólnie przez dziewięć kolejnych dni dla uproszenia szczególnej łaski przez wstawiennictwo osoby, którą w nowennie przyzywamy.

    Proście, a otrzymacie, kołaczcie, a otworzą wam, szukajcie, a znajdziecie – powiedział Pan Jezus do swoich uczniów.

    Nowenna jest nie tylko przygotowaniem do obchodu jakiegoś ważnego wydarzenia, ale jest także dobrą okazją do zintensyfikowania swoich próśb, dlatego też modlitwa odmawiana przez kolejnych dziewięć dni ma niezwykłą skuteczność. Warto przy okazji odprawiania nowenny podjąć jakieś dodatkowe drobne wyrzeczenia, umartwienia, dobre uczynki, przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania, uczestniczyć w Eucharystii i przyjąć Komunię Świętą.

    Nowenna przez wstawiennictwo św. Wincentego Pallottiego odprawiana jest przed jego liturgicznym wspomnieniem (w dniach od 13 do 21 stycznia), ma szczególną wymowę.

    13 stycznia 1850 roku, w ostatnim dniu Oktawy Epifanii, ks. Wincenty Pallotti posługiwał w konfesjonale. W czasie jednej ze spowiedzi zauważa, że jego penitent jest zziębnięty i nie ma na sobie wierzchniego okrycia. Zdejmuje wtedy swój płaszcz i oddaje go człowiekowi w potrzebie, co staje się z kolei przyczyną jego własnego przeziębienia. Przez kolejnych 9 dni choroba rozwija się i przeradza w zapalenie opłucnej. Wincenty Pallotti odchodzi do Pana w dniu 22 stycznia. Nowenna ta jest zatem niejako „czuwaniem przy łóżku konającego ks. Wincentego”.

    Przez tych dziewięć kolejnych dni rozważać będziemy dziewięć „kroków św. Wincentego”, czyli tych wszystkich spraw, którymi on żył. Wspólnie z nim będziemy kontemplowali Nieskończoną Miłość i Miłosierdzie Boga, stworzenie człowieka, nasze powołanie do świętości, posłannictwo Jezusa Chrystusa jako Apostoła Ojca Przedwiecznego i nasze naśladowanie Chrystusa, szczególną obecność NMP Królowej Apostołów, misję ewangelizacyjną Kościoła, budowanie jedności chrześcijan oraz Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego – dzieło, któremu poświęcił swoje życie.

    Niech zatem ta modlitwa i te rozważania będą dla nieskończonej chwały Boga i przyczynią się ku naszemu uświęceniu, zbawieniu dusz naszych i naszych bliźnich oraz zniszczeniu grzechu.

    _________________________________________

    DZIEŃ I (czwartek 13 stycznia)

    Bóg jest Miłością Nieskończoną i Miłosierdziem

    Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga, (…) bo Bóg jest miłością. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że to On sam nas pierwszy umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować (…). Bóg jest miłością, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

    I List św. Jana Apostoła (4,7-16)

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Bóg w Istocie swej to Miłość odwieczna, nieskończona i miłosierna bez granic; ja zaś, choć nieskończenie niegodny, aby w sercu mym rozlana była miłość Boża, to jednak ufam mocno, że Bóg, który jest Miłością w swej Istocie, przepaja mnie miłosiernie odwieczną swą i nieskończoną miłością, i ufam, że niweczy we mnie przez to całą mą świecką i przyziemną miłość oraz wszelkie jej następstwa i wszelkie myśli, słowa i uczynki, jakie spełniałem wbrew miłości Boga i bliźniego. I żywię nadto nadzieję, że niweczy mnie przez to na duszy, jak w ciele i w czynach tak dalece, że jestem jakby mnie nigdy nie było i jakbym nigdy nie miał być na świecie i że we mnie i we wszystkim był i jest zawsze Bóg – Miłość z Istoty swej odwieczna, niezmierna, nieskończona, niepojęta i bezgranicznie miłosierna – sam Bóg, wszystkie Boskie Osoby, wszystkie nieskończone przymioty.

    Wybór Pism, t. III, s. 249-250

    ____________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, nasz Ojcze, Ty jako jedyne źródło miłości pierwszy nas umiłowałeś, abyśmy napełnieni bogactwem Twojej łaski, mogli żyć jedynie dla Twej miłości. Ty w ciągu wieków zapewniałeś nas o Twojej dobroci względem nas, a w tych ostatecznych czasach zesłałeś nam Twojego Umiłowanego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest pełnym objawieniem Twojej miłości i wierności. On to, umiłowawszy nas do końca, wydał samego siebie na okup za nasze grzechy, a umierając na drzewie krzyża, przywrócił nam życie wieczne. Dziękując Tobie za tak wielkie dary i wierząc, że jako nasz Najlepszy Ojciec pragniesz jedynie naszego szczęścia, ośmielamy się Ciebie prosić (o oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________

    DZIEŃ II (piątek 14 stycznia)

    Stworzenie człowieka

    Bóg rzekł: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił (…). A Bóg widział, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre.

    Księga Rodzaju (1, 26-31)

    mal. Bruno Zwiener

    ***

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Człowiek jest, jak nas o tym poucza święta wiara, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, Bóg zaś ze samej swej istoty jest miłością. A zatem człowiek na mocy samego aktu stwórczego jest żywym obrazem miłości Bożej. Bóg zaś, który ze samej swej istoty jest miłością, w swojej zewnętrznej działalności zawsze się skłania do działania na korzyść człowieka i to tak bardzo, że Syna swego Jednorodzonego zesłał, aby Ten swoją śmiercią krzyżową odkupił rodzaj ludzki. Jak Chrystus „stał się dla nas posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej”, tak też i człowiek winien, w miarę swoich możliwości, naśladować Boga, okazując przy pomocy swoich uczynków czynną miłość bliźniemu, którym jest każdy człowiek zdolny do poznania Boga, niezależnie od warstwy społecznej, strefy geograficznej, narodowości itd. Dlatego też człowiek, mając na uwadze samą istotę aktu stwórczego, nie może się uchylać od przykazania miłości. Przyjąwszy zaś, że przykazanie miłości bliźniego, nakazujące nam kochać bliźniego jak siebie samego, jest naszym obowiązkiem, każdy już łatwo może sobie uświadomić, że nikt nie kocha siebie samego, jeśli całym sercem, całą duszą i wszystkimi siłami nie stara się w sposób skuteczny o własne zbawienie wieczne; i to, że nikt nie kocha bliźniego swego jak siebie samego, jeżeli nie stara się o wieczne zbawienie bliźniego tak, jak o swoje.

    Wybór Pism, t. I, s. 59-60

    _________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Ojcze święty, Ty jeden jesteś Bogiem żywym i prawdziwym, Ty jesteś przedwieczny i trwasz na wieki. Tylko Ty, Boże, jesteś dobry i jako jedyne źródło życia powołałeś wszystko do istnienia, aby napełnić swoje stworzenia dobrami i wiele z nich uszczęśliwić jasnością Twojej chwały. Wysławiamy Cię, Ojcze święty, bo jesteś wielki i wszystkie stworzenia głoszą Twoją mądrość i miłość. Ty stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo i powierzyłeś mu cały świat, aby służąc Tobie samemu jako Stwórcy, rządził wszelkim stworzeniem. Dlatego też ośmielamy się wzywać Twego Świętego Imienia i z ufnością, że zostaniemy wysłuchani, ośmielamy Cię prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ III (sobota 15 stycznia)

    Powołanie do świętości

    Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

    I Listu św. Jana Apostoła (3, 2-3)

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Pomiędzy innymi łaskami, o które zwracam się z prośbą do mojego Ojca Niebieskiego, mojego nade wszystko najukochańszego oblubieńca Jezusa i mojej nade wszystko najukochańszej Matki Marii, aniołów i świętych, i błagam wszystkie inne stworzenia o wyjednanie tego za mnie, proszę, by Pan prowadził mnie drogą, że tak powiem, nieskończenie świętą, bezpieczną, doskonałą i ukrytą przed oczyma ludzi; proszę o dar świętej wytrwałości w dobrym i nieustające pomnażanie żarliwości w świętej służbie Bożej, a to ku nieskończonej chwale i czci Boga, oraz korzyści wszystkich dusz. Świętość jest konieczna. Ufam wielce dobroci Boga, że dla zasług świętych, aniołów, Marii i Jezusa wpoi ufność otrzymania tej łaski, która uświęca i sprawia, iż dla samej chwały Boga dokonujemy największych rzeczy i że zaszczepi we mnie najwyższe stopnie świętości i doskonałości.

    Postanowienia i dążenia, 116, 211 i 81

    ______________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, źródło życia i świętości, tylko Ty jesteś święty i godzien wszelkiej chwały. Ty z miłości stworzyłeś człowieka i powołujesz go do świętości, aby mógł we wspólnocie z Tobą przebywać w Twojej chwale i radować się Twoją obecnością. Dlatego słusznie Cię sławi wszelkie stworzenie, bo przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, staliśmy się Twoimi przybranymi dziećmi, a mocą Twojego Świętego Ducha ożywiasz nas i uświęcasz. Przez zasługi i wstawiennictwo wszystkich Świętych, wdzięczni za Twoje wielkie miłosierdzie względem nas, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ IV (niedziela 16 stycznia)

    Apostoł Ojca Przedwiecznego

    Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swojego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie chwałą, którą miałem u Ciebie wpierw, zanim świat powstał”.

    Ewangelii według św. Jana (17, 1-5)

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Przykazanie zaś miłości, które wszystkim nakazuje wielbić i ponad wszystko kochać Boga, a bliźniego swego miłować jak siebie samego, zobowiązuje nas również do starania się wszelkimi możliwymi sposobami o wieczne zbawienie tak swoje, jak i bliźniego. Staje się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy przypomnimy sobie to, co mówi Duch Święty: „Każdemu z osobna dał Bóg rozkazanie o bliźnim jego”. Każdemu więc Bóg przykazał się troszczyć o wieczne zbawienie bliźniego. A ponieważ w wypełnianiu tego przykazania winniśmy naśladować Jezusa Chrystusa, który jest Apostołem Ojca Przedwiecznego, przeto życie Jezusa Chrystusa, będące Jego apostolstwem, ma być dla każdego wzorem apostolstwa. A że wszyscy są wezwani i, co więcej, zobowiązani do naśladowania Jezusa Chrystusa, przeto wszyscy powołani są do apostolstwa stosownie do swojego stanu i zawodu. Ale ponieważ nie wszyscy przestrzegają przykazania miłości Boga i bliźniego tak doskonale, jak to przykazał Jezus Chrystus, mówiąc: „Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz Niebieski jest doskonałym”, stąd też nie wszyscy zasługują na miano „apostoła”. Jednak miłość Pana naszego Jezusa Chrystusa pobudza każdego człowieka do czynów apostolskich, aby każdy mógł zasłużyć na miano „apostoła” i zdobyć zasługę oraz cieszyć się chwałą, dzięki wstawiennictwu Królowej Apostołów, Najświętszej Maryi.

    Wybór Pism, t. I, s. 39

    ___________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Panie, nasz Boże, Ty objawiłeś nam Umiłowanego Syna Twojego Jezusa Chrystusa jako Apostoła posłanego przez Ciebie dla dokonania dzieła naszego zbawienia. On to za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem, narodził się z Maryi Dziewicy i był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. Ubogim głosił dobrą nowinę o zbawieniu, jeńcom wyzwolenie, a smutnym radość. Aby wypełnić Twoje postanowienie, wydał się na śmierć krzyżową, a zmartwychwstając, zwyciężył śmierć i odnowił życie, abyśmy żyli już nie dla siebie, ale jedynie ku Twojej chwale. Wdzięczni za tak wspaniały dar Twojej miłości, z dziecięcą ufnością ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ V (poniedziałek 17 stycznia)

    Naśladowanie Chrystusa

    Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swojej duszy szkodę poniesie? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania”.

    Ewangelia według św. Mateusza (16, 24-27)

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    „Przeznaczył nas, abyśmy się stali na podobieństwo Syna Jego, żeby On był pierworodnym między wieloma braćmi” (por. Rz 8, 29). Święty Paweł Apostoł przestrzega nas, że Bóg chce, abyśmy dla osiągnięcia naszego jedynego, uszczęśliwiającego celu stali się podobni do Jego Jednorodzonego Syna, który dla nas stał się człowiekiem i który jest naszym pierworodnym Bratem. Naśladowanie zatem Pana naszego Jezusa Chrystusa jest tak niezbędne, jak niezbędne jest samo nasze zbawienie. Stąd też podstawową Regułą naszego najmniejszego Stowarzyszenia ma być życie Pana naszego Jezusa Chrystusa, po to, by naśladować Go w pokorze i z ufnością możliwie jak najdoskonalej we wszystkich Jego poczynaniach w życiu ukrytym i w publicznej posłudze ewangelicznej. Z tego powodu powinniśmy podejmować zawsze, najdoskonalej jak potrafimy, wysiłki zmierzające do tego, by nasze życie stawało się stale coraz bardziej podobne do życia pierworodnego naszego Brata Jezusa Chrystusa.

    Wybór Pism, t. II, s. 314

    _________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Ojcze święty, wielbimy Ciebie, przez umiłowanego Syna Twojego Jezusa Chrystusa, za wspaniały plan Twojej miłości względem nas. On jest Słowem Twoim, przez które wszystko stworzyłeś. Jego nam zesłałeś jako Zbawiciela i Odkupiciela, który stał się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego i narodził się z Dziewicy. On, spełniając Twoją wolę, nabył dla Ciebie lud święty, gdy wyciągnął swoje ręce na krzyżu, aby śmierć pokonać i objawić moc Zmartwychwstania. On swoim życiem wezwał nas do naśladowania, abyśmy upodobniwszy się do Niego, mogli osiągnąć życie wieczne w Twoim Królestwie. Za te znaki Twojej dobroci wychwalamy Cię i z ufnością Ciebie prosimy (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VI (wtorek 18 stycznia)

    Maryja, Królowa Apostołów

    Wtedy wrócili do Jerozolimy. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, i Jakub, i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego. Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym.

    Dzieje Apostolskie (1, 12-14; 2, 1-4)

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Postanawiam przedstawiać sobie (często to w sobie odnawiać), że w jakimkolwiek będę się znajdował miejscu, będę wraz ze wszystkimi stworzeniami w jerozolimskim Wieczerniku, gdzie Apostołowie otrzymali Ducha Świętego; i jak Apostołowie pozostawali tam z Najświętszą Maryją, tak będę sobie też wyobrażał, iż jestem tam z moją nade wszystko najukochańszą Matką Maryją i z nade wszystko najbardziej umiłowanym Oblubieńcem Jezusem, którzy – uważam to za pewne – jako moi najosobliwsi Obrońcy sprawią, że spłynie na mnie i na innych obfitość Ducha Świętego. A jak pragnę, aby ta obfitość Pańskiego Ducha pomnażała się we mnie i we wszystkich stworzeniach, w każdym, tak ze wszystkimi stworzeniami zostawać pragnę zawsze w tymże Wieczerniku. Tak też częściej wedle możności przedstawiać sobie będę, że kiedy ja i inne stworzenia trwamy w Wieczerniku, zstępuje na nas obfitość i pełnia Ducha Świętego. Pragnę z niej odnosić owoce tak obfite, jakie odnosiliby z niej wszyscy Święci, Apostołowie i Maryja.

    Wybór Pism, t. III, s. 46-47

    __________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący, wieczny Boże, Ty w cudowny sposób wybrałeś Maryję na Matkę Twojego Jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa. Ona, przyjmując niepokalanym sercem Twoje Słowo, poczęła Je w dziewiczym łonie i otaczała macierzyńską troską początek Kościoła, rodząc jego Założyciela. Przyjmując pod krzyżem testament Bożej miłości, wzięła za swoje dzieci wszystkich ludzi, którzy przez śmierć Chrystusa narodzili się do życia wiecznego. Gdy Apostołowie oczekiwali obiecanego Ducha Świętego, łączyła swe błagania z prośbami uczniów Chrystusa i stała się wzorem modlącego się Kościoła. Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością Kościół pielgrzymujący i wspiera go w dążeniach do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański. Wysławiając tak wielkie dzieła Twojej miłości oraz pokładając ufność we wstawiennictwo i zasługi naszej Matki i Królowej, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VII (środa 19 stycznia)

    Misja ewangelizacyjna

    Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

    Ewangelia według św. Mateusza (28, 16-20)

    São Vicente Pallotti

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Pobożne nasze Zjednoczenie, a jeszcze bardziej Stowarzyszenie Księży, stanowiące część wewnętrzną i dynamizującą tegoż Zjednoczenia, oddaje się od samego początku swego istnienia krzewieniu Królestwa Pana naszego Jezusa Chrystusa; poruszone zaś do żywego tkliwą miłością wyrażoną przez samego Odkupiciela w słowach: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wysiał robotników na żniwo swoje” (Mt 9, 37-38), czuło się zawsze jak najbardziej zaangażowane do współdziałania, za pośrednictwem niezawodnego środka zalecanego przez Chrystusa w postaci modlitwy, w pozyskiwaniu ewangelicznych pracowników.

    Wybór Pism,t. II, s. 187

    __________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, nasz Ojcze, Ty chcesz, aby wszystkie ludy i narody Ciebie poznały i jedynie Ciebie wielbiły jako swojego Pana i Stwórcę. Ty posłałeś na świat swojego Umiłowanego Syna Jezusa Chrystusa, aby wszystkim ludziom przyniósł zbawienie. Przez Niego posyłasz nieustannie głosicieli Dobrej Nowiny, aby Twoje Imię było wysławiane po całej ziemi. Ty powołałeś Kościół, aby był dla narodów sakramentem zbawienia i aby z wszystkich narodów wzrastał jeden lud święty. Wysławiamy Ciebie Boże, za wielkie dzieła Twojej Miłości i z pokorą ośmielamy Cię prosić (o…  oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VIII (czwartek 20 stycznia)

    Jedność chrześcijan

    Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. Bojaźń ogarniała wszystkich, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdawali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, spożywali posiłek w radości i prostocie serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś pomnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

    Dzieje Apostolskie (2, 42-47)

    św. Vincenty Pallotti namalowany przez Oskara Kokoschka 







    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Jezus Chrystus zapowiedział czas, kiedy cały świat zjednoczy się jako jedna Owczarnia pod jednym Pasterzem. Nasza modlitwa o nadejście Królestwa podoba się Panu. Nasze dobre czyny, żarliwe modlitwy sprawiedliwych i wstawiennictwo Błogosławionej Dziewicy Maryi sprawią, że dzień ten nadejdzie. Mamy nadzieję, że przez naszą żarliwą modlitwę Bóg pozwoli, by już wkrótce nadszedł ten dzień, kiedy ujrzymy świat jako jedną Owczarnię pod jednym Pasterzem.

    Modlitewnik SAK, s. 70-71

    ________________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący, wieczny Boże, nieustannie Ciebie wychwalamy i Tobie za wszystko składamy dzięki, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego bowiem doprowadziłeś nas do poznania Twojej prawdy, abyśmy złączeni węzłem jednej wiary i chrztu świętego, stali się członkami Jego Ciała. Przez Niego udzieliłeś wszystkim narodom Twojego Ducha Świętego, który działając przez rozmaite dary, jest Sprawcą jedności. Duch Święty zamieszkuje w Twoich przybranych dzieciach, napełnia cały Kościół i nim kieruje. Wierzymy, że przez nasze pokorne modlitwy przybliża się dzień, kiedy wszystkie ludy i narody zgromadzą się jako jedna Owczarnia pod jednym Pasterzem oraz ufamy, że wysłuchasz nasze prośby (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ IX (piątek 21 stycznia)

    Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego

    Jezus tak modlił się za swoich uczniów: „Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś pochodzi od Ciebie. Słowo bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś. Ja za nich proszę. Ojcze święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My, wszyscy oni stanowili jedno. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.

    Ewangelia według św. Jana (17, 7-9a, 11b. 25-26)

    MATKA BOŻEJ MIŁOŚCIobraz Dcassarottiego na relikwiarzu św. WINCENTEGO PALLOTTIEGO

    ***

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Celem Stowarzyszenia jest większa chwała Boża, uświęcenie i zbawienie wieczne duszy własnej i dusz naszych bliźnich przez życie czynne i bogomyślne i przez uczynki miłosierdzia co do ciała i duszy. Chodzi też o to, by wiodąc życie w pokorze i w prawdziwej zawisłości, jednoczyć świętym węzłem współzawodniczącej miłości i gorliwości duchowieństwo świeckie i zakonne w pełnieniu dzieł świętego posługiwania, aby w ten sposób skuteczniej zapewnić zbawienie dusz, a także, by wszystkich wiernych bez różnicy płci wszelkiego stanu, godności, stanowiska, tak pojedynczo, jak zbiorowo, zapraszać do tego, by każdy, wypełniając rzetelnie przykazanie miłości Boga i bliźniego, przyczyniał się wedle swej możliwości do wspierania dzieł podejmowanych ku większej chwale Bożej i dla zbawienia dusz, bądź przez bezinteresowne prace osobiste, bądź przez składanie jałmużny czy ofiar wszelkiego rodzaju, bądź przynajmniej poprzez modlitwy. Dlatego to nasze Stowarzyszenie stara się samo o przyłączanie wszystkich wiernych bez różnicy płci oraz deleguje innych, aby się o to starali. Ci zaś przyłączeni do naszego Stowarzyszenia stanowią Pobożne Zjednoczenie, zwane też Apostolstwem Katolickim.

    Wybór Pism, t. II, s. 314-315

    _____________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący i miłosierny Boże, Jedyne Źródło jedności i pokoju, Ty wszystkich ludzi, stworzonych dla chwały Twojego Imienia i odkupionych przez Krzyż Twojego Syna, zbierasz mocą Twojego Ducha w jedną rodzinę ludzką. Ty zgromadziłeś wszystkie narody i ludy ziemi w jedności Kościoła i dajesz wszystkim ludziom błogosławioną nadzieję swojego Królestwa. Ojcze święty, uwielbiamy Cię za to, że zechciałeś posłużyć się świętym Wincentym Pallottim dla budowania jedności w świecie i szerzenia Dobrej Nowiny. Pobudzeni przeto tak wspaniałym przykładem apostolskiej gorliwości, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    _____________________________________________________________________________________________

    Z Dekretu Apostolskiego przyznającego

    ks. Wincentemu Pallottiemu cześć należną świętym

    Kanonizacja Pallottiego

    Wincenty Pallotti urodził się w Rzymie, dnia 21 miesiąca kwietnia, roku 1795, następnego dnia został ochrzczony w Bazylice Św. Wawrzyńca in Damasco. Od rodziców, którzy byli bardzo religijni, zaczerpnął wspaniałe wzory wszystkich cnót, tak że będąc trzyletnim dzieckiem zwykł już prosić Świętą Rodzicielkę Boga, aby uczyniła go świętym. Mając lat dziesięć, uprosił, aby mu po raz pierwszy pozwolono przystąpić do Komunii świętej; od tego dnia codziennie brał udział w Uczcie Eucharystycznej. Za poradą swojej pobożnej matki, ponieważ nie odznaczał się zdolnościami umysłowymi, odprawił modlitewną nowennę do Ducha Świętego i dzięki otrzymanej łasce stał się zdolnym do nauki, tak że łatwo już mógł przerobić wymagane dyscypliny, zdobyć doktoraty z filozofii i teologii i spełniać akademicki urząd na Uniwersytecie Sapienza, wyjaśniając alumnom teologiczne zagadnienia. Ten poważny urząd spełniał przez dziesięć lat z najwyższym podziwem i pożytkiem uczniów.

    Postępując w latach, stwierdził w sposób pewny, że jest wzywany do kapłaństwa. Wahając się czy wstąpić do jakiegoś zakonu, czy też w szeregi duchowieństwa świeckiego, wybrał wreszcie to ostatnie i włożył szatę kościelną. A ponieważ w tym czasie niesprawiedliwe prawo państwowe zabraniało przyjmować młodzieńców do świętych Seminariów, Wincenty pozostał w domu, gdzie celem należytego przygotowania się do kapłaństwa nieustannie oddawał się tak dziełom pobożności, jak i nauce. Nie zaniedbał umartwiania ciała, sypiał na ziemi, pościł czy też spożywał gorsze potrawy. Tego rodzaju umartwienia, dla odpokutowania za swoje grzechy i za grzechy innych ludzi, powiększał z każdym dniem, aż do końca swojego życia.

    Święcenia kapłańskie otrzymał w dniu 16 maja 1818 roku; zapalony gorliwością duszpasterską stał się apostołem miasta Rzymu, pamiętając w swoim życiu na słowa Pawła Apostoła: „Miłość Chrystusa przynagla nas“ (2 Kor 5,14). Aby religijnie ukształtować przede wszystkim młodzieńców, otworzył w Rzymie elementarne szkoły, w których rzemieślnicza młodzież zbierała się w godzinach wieczornych i zapoznawała się z chrześcijańską nauką oraz uczyła się czytać i pisać. Podjął się w świętym Seminarium Rzymskim obowiązków ojca duchownego oraz obowiązków spowiednika alumnów w Kolegiach: Rozkrzewiania Wiary, Szkockim, Greckim, Angielskim i Irlandzkim – aby w ten sposób służyć jak najlepiej tym, którzy zostali powołani do kapłaństwa. […]

    Mając na uwadze słowa Apostoła: „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, jakże może miłować Boga, którego nie widzi?“ (1 J 4,20) – wspomaganie biednych uważał za wielką radość; często, aby ich wesprzeć, oddawał im swoje łóżko czy pozbywał się swojego płaszcza. Miłość jego do chorych przejawiała się wspaniale wtenczas zwłaszcza, gdy w roku 1837 grasowała w Rzymie epidemia cholery. Nie szczędził wtedy swoich sił, aby w miarę swoich możliwości zaopatrzyć chorych Sakramentami świętymi i przynieść im pociechę, nie dbając przy tym o swoje zdrowie i życie.

    […] gorąco pragnął, aby wszyscy ludzie, stworzeni na obraz Boży, oddawali Bogu należną cześć, chciał również u wszystkich katolików na ziemi ożywić i umocnić prawdziwą i czynną wiarę; zaś tych, którzy tkwili jeszcze w próżnym pogaństwie, pociągnąć do chrześcijańskich obrzędów. Aby ten swój zamiar zrealizować, założył w roku 1835 Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego*, którego celem jest […] – „wzrost, obrona i rozszerzanie miłości i katolickiej wiary, pod specjalną opieką Niepokalanej Matki Bożej, Królowej Apostołów, w całkowitej zależności od Papieża“. Zjednoczenie to obejmuje trzy klasy członków: wpierw kapłanów i braci; następnie siostry, do których należy opieka nad dziełami miłosierdzia; i wreszcie ludzi świeckich obojga płcizakonników z różnych zakonów, którzy specjalnymi prawami albo przynajmniej modlitwą przyczyniają się do realizacji celów tego Zjednoczenia.

    […] Troską swoją ogarniał [Pallotti] również chrześcijan, którzy byli odłączeni od Stolicy Apostolskiej, aby i oni jak najprędzej wrócili do jednej Owczarni Chrystusowej; postarał się, iżby przez osiem dni po Objawieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa zanoszono specjalne modlitwy i w sposób uroczysty sprawowano liturgię katolików wschodnich oraz wygłaszano kazania w różnych językach. Uroczystości te, jako że w nich brali udział ludzie z różnych narodów, ojcowie kardynałowie, biskupi, zakonnicy z różnych zakonów, alumni seminariów i kolegiów rzymskich, w przedziwny sposób ukazywały jedność i powszechność Rzymskiego Kościoła.

    […] gdy swoje życie poświęcał, aby przyczynić się do uśmierzenia istniejących rozruchów, aby Kościół mógł się cieszyć pełną i nienaruszoną wolnością, aby jego Papież mógł się uratować i czuć się bezpiecznym – wtenczas to dnia 13 stycznia 1850 roku niespodziewanie zachorował, wyglądało jednak, że w stanie jego zdrowia nastąpiła pewna poprawa. Z łoża jednak, ku zdziwieniu wszystkich, już nie chciał powstać. Życzył nawet, aby go pokrzepiono Wiatykiem i namaszczono olejami świętymi; podnosząc na duchu swoich synów, zmarł w dniu, który przepowiedział, to jest 22 tegoż miesiąca i roku.

    Jan XXIII

    Rzym, 20 stycznia 1963 rok

    _______________________________________________________________________________________________________

    św. Wincenty Pallotti: kapłan otwarty na miłość

    Homilia św. Jana Pawła II wygłoszona 22 czerwca 1986 roku w kościele Świętego Zbawiciela na Fali w Rzymie ku czci Św. Wincentego Pallottiego

    „Będę głosił imię Twoje swym braciom” Ps. 21,23.

    1) Te słowa 21 psalmu mówił Jezus na krzyżu, a jako pośrednik między człowiekiem a Bogiem mówi je dalej i w tej eucharystycznej celebrze; głosi Boga w dalszym ciągu, pełniąc swe zadanie ostatecznego objawiciela Ojca „pośród zebrania” – to znaczy w Kościele, którego jest Głową; w dalszym ciągu wielbi On Boga i wzywa wszystkie ludy odkupione Jego własną Krwią, by Bogu oddawały chwałę oraz przez wewnętrzną odmianę wracały do Niego.

    Podobne wezwanie i podobne słowa odbijają się – czujemy to dziś – niby echo i w tej świątyni, jakby szły do nas od wielkiego naśladowcy Jezusa Chrystusa – świętego Wincentego Pallottiego, który w ciągu całego swojego życia był niestrudzonym zwiastunem ewan­gelicznego orędzia zbawienia.

    Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!

    Wobec wszystkich obecnych tu członków pallotyńskiej Rodziny i wobec zbożnych wielbicieli świętego Wincentego Pallottiego pragnę wyrazić prawdziwą radość, że jestem tu z Wami i że Ofiarę Mszy św. sprawuję na tym ołtarzu, który strzeże przecennych relikwii Waszego świętego Założyciela.

    Przyszedłem odwiedzić to miejsce i tę Wspólnotę, ponieważ moje osobiste dzieje były przeplatane licznymi i ważnymi spotkaniami z duchowymi synami świętego Wincentego Pallottiego. Wadowice – moje rodzinne miasto – są kolebką polskich Pallotynów; moje z nimi kontakty były częste w okresie mej młodości, a szczególnie w czasie mego posługiwania kapłańskiego i biskupiego. Ponadto z tym miejscem i z tą Wspólnotą łączy mnie jeszcze szczególniejszy motyw. Nie bez wzruszenia i wdzięczności pamiętam teraz ów daleki dzień roku 1946, kiedy to jako młody kapłan, przybywszy do Rzymu dla doskonalenia mych studiów na papieskich uczelniach, zostałem przyjęty przez tę Wspólnotę. Jakkolwiek mój pobyt nie trwał tu zbyt długo, okazał się jednak wystarczający, by nie zapomnieć już o owym klimacie braterskiej pogody, jakim tu mogłem oddychać.

    Ale dzisiejsza moja wizyta ma jeszcze głębsze uzasadnienie, znajduje się w mym wielkim podziwie dla Osoby i Dzieła Waszego Założyciela, w podziwie, który potęgował się w częstych kontaktach ze sławnym Waszym współbratem, którego wspominam nie bez tęsknego żalu: z ojcem Wilhelmem Móhlerem, długoletnim przełożonym generalnym Waszego Stowarzyszenia, a także członkiem Papieskiej Rady dla Świeckich. W czasie Soboru Watykańskiego II pracowaliśmy razem nad tekstem Dekretu o apostolstwie świeckich, Apostolicam actuositatem, który zawiera uroczyste potwierdzenie trwałej wartości idei „Apostolstwa Katolickiego”, założonego i proklamowanego już w wieku ubiegłym przez Wincentego Pallottiego.

    Dlatego wizyta moja ma być aktem wdzięczności dla Waszego Założyciela, owego świętego Kapłana rzymskiego, którego niezapomniany mój poprzednik Jan XXIII nazwał „mężem mądrym o wybitnej świętości, który w swoim czasie… przyniósł zaszczyt włączeniu i przynależności do kleru pierwszej diecezji katolicyzmu,… niezmordowany apostoł, kierownik sumień, budziciel świętego entuzjazmu, wspaniały w różnych swych poczynaniach” (Discorsi, Messaggi, Colloąui, V, 1962-1963, s. 86 i 90).

    2) Oddając mu hołd chciałbym też wraz z Wami, Drodzy Bracia i Siostry, zastanowić się nieco nad początkami i nad twórczą siłą Jego charyzmatu.

    Wincenty Pallotti pragnął żyć w nieprzerwanym i w stale coraz to bardziej pogłębianym zjednoczeniu z Chrystusem tak dalece, że chciał być w Niego całkowicie przemieniony. Miał zwyczaj powtarzać tę oto modlitwę, która pozwala nam dostrzec wielkość jego chrześcijańskiego i kapłańskiego serca: „Niech będzie zniweczone życie moje, a życie Jezusa Chrystusa niech będzie moim życiem” (Vincenzo Pallotti, Opere Complete, X, 158 nn; passim). W podtrzymywanym przez długie lata kontakcie z Panem przez nieustanną modlitwę, przez wsłuchiwanie się i zatapianie w słowo Boże, w budującym sprawowaniu Eucharystii i sakramentu pojednania, przyswoił sobie usposobienie Chrystusa, pragnącego wszak zbawienia wszystkich ludzi i doprowadzenia ich do Ojca. W kapłańskim sercu Wincentego Pallottiego znajdowało oddźwięk tętniące Serce Jezusa, Dobrego Pasterza, wychodzącego na poszukiwanie zagubionej owieczki.

    Zagłębiając się w rozważanie przykazania miłości Boga i bliźniego Wincenty Pallotti pojął, jak niemożliwe jest kochać Boga bez miłowania bliźniego i jak niemożliwe jest kochać naprawdę bliźniego bez zaangażowania się w wieczne jego zbawienie. Otwierając się na miłość Bożą, wlaną weń przez Ducha Świętego, przynaglany miłością Chrystusa, pracował bez wytchnienia dla wiecznego zbawienia ludzi. A zatem Apostolat Katolicki zrodził się ze zbawczej miłości Chrystusa. Wincenty Pallotti pracował niestrudzenie nad odwagą wiary i nad rozpaleniem miłości wśród wszystkich katolików, by stali się apostołami Chrystusa, gorliwymi świadkami wiary i prawdziwego oddania się braciom, szczególnie ubogim i potrzebującym pomocy. Przeżywając na nowo posłanie Księgi Izajasza (Iz 58, 7-8 10-11), jakiego słuchaliśmy w pierwszym czytaniu, a jakie odnosi się do prawdziwego kultu należnego Bogu, mnożył inicjatywy zmierzające do pobudzania chrześcijan, aby w osamotnionym i słabym bracie dostrzegali cierpiące oblicze Chrystusa. Jednocześnie był przekonany, że za podstawę oddawania się braciom należy uznać miłość Boga, która jest ponad wszystkie charyzmaty. W tym sensie mógł powtarzać za św. Pawłem: „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wydał na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1 Kor 13,3); są to moce wyrażenia z „Hymnu Miłości”, jakie liturgia słowa dała nam do rozważenia.

    3) Wincenty Pallotti był głęboko przekonany, że autentyczne apostolstwo Kościoła bez działania Ducha Świętego jest niemożliwe. Widział to jasno w Jezusie Chrystusie, który swe apostolstwo – dzieło zbawienia – wykonał pod działaniem Ducha Świętego (Łk 4,18 nn); widział to w Najśw. Maryi, która otwarta na Ducha Świętego i na Niego zdana stała się nie tylko Matką Apostoła Ojca, ale i Matką uczniów Chrystusa; widział to i we wspólnocie wieczernikowej – wspólnocie, która posłuszna wyrażonemu na ostatku pragnieniu Jezusa, trwała na modlitwie w oczekiwaniu na Ducha.

    Wiecie dobrze, jak ważny dla Pallottiego był sens i wartość Wieczernika. Zanim został kapłanem, powziął już postanowienie trwania na zawsze w Wieczerniku z Maryją i wszystkimi stworzeniami, aby otrzymać obfitość darów Ducha Świętego (Vincenzo Pallotti, Opera Completa, X, 86 n.). A kiedy, niewolny od niepewności, nieporozumień i doświadczeń, kładł podwaliny pod swe Dzieło, to właśnie w wieczernikowej wspólnocie przepojonej Duchem Świętym odkrywał prawdziwą naturę i ideał własnej fundacji. Oto fragment z jego Testamentu: „Kiedy skończyłem pisanie Reguł Pobożnego Domu Miłosierdzia, to wtenczas podczas czytania w Życiorysie Najśw. Dziewicy o tym, jak Apostołowie po Zesłaniu Ducha Świętego udali się w różne strony świata, by tam głosić Ewangelię świętą, Pan nasz Jezus Chrystus ukształtował w moim umyśle prawdziwe pojęcie natury i zadań Pobożnego Zjednoczenia, dostosowane do ogólnego celu, jakim jest powiększanie, obrona i rozszerzanie pobożności oraz katolickiej wiary” (Vincenzo Pallotti, Opera Completa, III, 27).

    Święty Wasz Założyciel dał w sobie przykład człowieka, który się otwiera na Ducha, przyjmuje Go ochoczo i pozwala kierować się tym Duchem, który jest duszą Kościoła, a zatem źródłem życia i dynamizmu wszelkiego apostolstwa; czuł w sobie żarliwe pragnienie zbawiania dusz, a zastanawiając się często nad miejscem w Ewangelii dotyczącym „rozesłania Apostołów” – któregośmy słuchali – chciał odpowiedzieć na naglące wezwanie Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10,2). Wincenty Pallotti modlił się wiele i wiele działał; a czynił to w tym celu, aby Bóg w Kościele wzbudził liczne i święte powołanie, i by wielu młodych entuzjastycznie i wielkodusznie podjęło apel Jezusa, by iść i głosić światu: „Bliskie jest… Królestwo Boże!” (Łk 10,9).

    Chciałbym się jeszcze zatrzymać na innym, wiele mówiącym aspekcie życia i apostolskiej działalności świętego Wincentego Pallottiego. Chodzi o jego synowską, czułą i żarliwą cześć do Najśw. Maryi Panny. Ten wielki czciciel Maryi pragnął miłować Ją – gdyby to było możliwe – nieskończenie (Vincenzo Pallotti, Opere Complete, X, 538 n.), nadawać Jej najpiękniejsze tytuły (tamże, 156 n.), kochać Ją miłością Ojca, Syna i Ducha Świętego (tamże, 677). Chciał, by jego własna fundacja była niby akt hołdu wobec Najśw. Dziewicy, obranej – z tytułem Królowej Apostołów – na niebieską Patronkę Dzieła. Postąpił tak w tym celu, aby Ona uzyskiwała od Boga wszelkie dary niezbędne do tego, by Apostolat Katolicki istniał i był płodny w Kościele oraz by rozszerzył się szybko na całym świecie; w szczególności zaś, by „wszyscy ludzie, tak świeccy, jak i duchowieństwo świeckie oraz zakonnicy, z każdego stanu, zawodu i stanowiska, mieli w Najśw. Maryi, po Jezusie Chrystusie, najdoskonalszy wzór katolickiej gorliwości i doskonałej miłości. Maryja bowiem, aczkolwiek nie obdarzona kapłańską godnością, tak dalece się poświęciła dziełom dla większej chwały Boga i zbawienia dusz, że swymi zasługami przewyższyła Apostołów, stąd też Kościół słusznie Ją pozdrawia jako Królowę Apostołów; zasłużyła Ona w pełni na ten tytuł, gdyż o wiele bardziej niż Apostołowie pracowała około rozkrzewiania świętej wiary” (Vincenzo Pallotti, Opere Comple-te, I, 6 n.).

    A zatem podążając wiernie i wielkodusznie za przykładem Waszego świętego Założyciela kochajcie Maryję, uwielbiajcie Maryję, wzywajcie Maryję, naśladujcie Maryję!

    5) Spotkanie dzisiejsze nie może się ograniczyć do zwykłego wspomnienia rzeczy minionych, ale ma nas pobudzić do refleksji także nad tym, co jest obecnie, jak i do spoglądania w przyszłość. Niech Chrystusowa miłość przynagla nas do niestrudzonego działania, aby Kościół był rzeczywiście światłością świata i solą ziemi lub też, jak poucza Sobór Watykański II, „powszechnym sakramentem zbawienia” (Lumen gentium, 48).

    Chociaż idea, według której wszyscy ochrzczeni mają prawo i obowiązek być apostołami – prawo i obowiązek oparte na własnym „być chrześcijaninem” (Apostolicam actuositatem, 3) – i chociaż idea Apostolstwa Katolickiego nie budzi już niepokojów czy sporów, jak to miało miejsce w wieku ubiegłym, niemniej jego pełnienie co do skuteczności nie jest jeszcze w Kościele tym apostolstwem, jakiego można by się słusznie spodziewać, zwłaszcza po pouczeniach Soboru Watykańskiego II.

    Dlatego dziś chciałbym powiedzieć Wam po raz wtóry to, co powiedziałem do Członków Waszej Kapituły Generalnej: „Bardzo mi jest miłe to Wasze zobowiązanie, jakie zamierzacie wziąć na siebie, by zawsze z coraz to większą wielkodusznością odpowiadać na potrzeby Kościoła w duchu Waszego Założyciela…, by tchnąć nowe życie w tę formę apostolstwa, która zrzesza wiernych w dziele ewangelizacji i uświęcania, do jakiego cały Kościół został wezwany, zarówno w swej Głowie, jak i członkach, by rozwijać to w świecie dzisiejszym i przyszłym” (Discorso al Capitolo Generale dei Pallottini, 17 listopada 1983, n. 3; Insegnamenti, VI (2, s. 1113).

    Utwierdzajcie się dalej w tym zobowiązaniu, aby to, co w duchu proroczym zapowiedział Wincenty Pallotti i co autorytatywnie potwierdził Sobór Watykański II stało się szczęsną rzeczywistością, i by wszyscy chrześcijanie byli autentycznie apostołami Chrystusa w Kościele i świecie! Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    TESTAMENT DUCHOWY ZAŁOŻYCIELA

    W chwili mej śmierci do moich Najukochańszych Braci Pobożnego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, aby się starali je rozwijać, wkładając w to całe serce, umysł, duszę i wszystkie siły.

    1. Pan nasz Jezus Chrystus kierując się swoim nieskończonym miłosierdziem, przez wzgląd na zasługi i orędownictwo swojej Najświętszej Matki Niepokalanej Maryi, Aniołów i Świętych, nie biorąc pod uwagę mojej niegodności, jaką zmierzyć można tylko w świetle Jego nieskończonej doskonałości, raczył sprawić, że od samego początku mogłem należeć do Pobożnego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, założonego w Rzymie za pozwoleniem wyższej władzy kościelnej i oddanego pod szczególną opiekę Najświętszej Maryi, Królowej Apostołów, celem powiększania, obrony i szerzenia pobożności oraz katolickiej wiary.

    Kościół św. Zbawiciela na Falach. Rzym
    kościół św. Zbawiciela na Falach. Rzym/fot. Włodzimierz Rędzioch

    ____________________________________________________________________________

    Mistyk i apostoł

    …. Wielu założycieli zakonnych, zwłaszcza w XIX wieku, czerpało pełnymi garściami ze szkoły ignacjańskiej, której twórcą był św. Ignacego Loyola (1491-1556) – założyciel zakonu Jezuitów. Wśród nich był również św. Wincenty Pallotti. W biografii poświęconej Pallottiemu pióra włoskiego benedyktyna (zresztą biskupa) Luigi Vaccari – brata jednego z pierwszych towarzyszy Wincentego Pallottiego, Franciszka Vaccari, czytamy, iż „Pallotti przygotowując Reguły dla swojego Stowarzyszenia Księży i Braci, inspirował się Konstytucjami Towarzystwa Jezusowego napisanymi przez św. Ignacego z Loyoli”. Więcej, pierwsze nasze Konstytucje, które zostały zatwierdzone w 1904 roku, były w dużej części dziełem jezuity ojca Nixa. Niestety, nie wyczuł on do końca charyzmatu pallotyńskiego. Dopiero w latach odnowy posoborowej, po tzw. „Kapitule Nadzwyczajnej” z 1968/69 roku, pallotyni powrócili do charyzmatu założycielskiego w jego oryginalnej formie.

    Co zaś do ignacjańskich śladów w duchowości pallotyńskiej, należy zwrócić uwagę na następujące elementy. Św. Ignacy założył zakon jezuitów dla obrony i szerzenia wiary oraz dla większej chwały Bożej i pożytku dusz. Podobną misję wyznaczył sobie Pallotti. Założył Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego dla ożywiania wiary i rozpalania miłości; dla nieskończonej chwały Bożej oraz dla zniszczenia grzechu i dla zbawienia dusz.

    W historii duchowości szczególne znaczenie mają 30-dniowe rekolekcje pod nazwą Ćwiczenia duchowne, których św. Ignacy jest autorem. On sam przeżył je i opisał podczas swojego pobytu w Manresa. Ćwiczenia te stały się pierwowzorem dla chrześcijańskich rekolekcji. Ignacy przypomina w nich, że człowiek musi dokonać pewnego wysiłku, aby współpracować z Bogiem. Stąd nazwa własna „ćwiczenia”. Trzy wieki później, podobne – choć nieco krótsze, bo 10-dniowe ćwiczenia – zaproponował św. Wincenty Pallotti, zwłaszcza dla wzrostu żarliwości i gorliwości ewangelicznej wśród duchowieństwa. Jako metodę, według której owe ćwiczenia powinny być prowadzone, Wincenty zasugerował metodę św. Ignacego z Loyoli. Pallotti znał dobrze tę metodę, i to z podwójnego tytułu: ponieważ sam praktykował ćwiczenia ignacjańskie, i sam je prowadził. W pallotyńskich archiwach nie brakuje dokumentów, które to potwierdzają. Na przykład „Regulamin do przestrzegania przez kierownika duchowego podczas ćwiczeń duchowych według św. Ignacego z Loyoli, przygotowywane z polecenia ojca Claudio Acquaviva, przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego”. Regulamin ów, w dziesięciu punktach, jest przepisany własną rękę Pallottiego (por. OOCC XI, s.826-829).

    Ks. Wincentemu bardzo odpowiadała dynamika ćwiczeń ignacjańskich. „Ćwiczenia duchowe proponowane przez św. Ignacego Loyolę – pisał, są środkiem dobrze znanym i bardzo odpowiednim, ponieważ zdolnym przemienić człowieka i odziać go w człowieka nowego, to znaczy naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dlatego nikt nie będzie nigdy z nich zwolniony, nawet ten, którego cnoty, godność, ranga i kwalifikacje byłyby bardzo uznane” (por. OOCC II, s. 282). Więcej, Pallotti zaleca w napisanej przez siebie Regule, aby każdy nowicjat rozpoczynał się czterema tygodniami Ćwiczeń ignacjańskich (por. OOCC II, s.282); seminarzyści i inni członkowie Zgromadzenia mają je odprawiać co roku podczas dziesięciu dni (por. OOCC II, s. 183-187); misjonarze mają je odprawić w formie 30-dniowej przed wyjazdem na misje (por. OOCC II, s.253); nawet wybory przełożonego generalnego winny być poprzedzone 10-dniowymi ćwiczeniami duchowymi (por. OOCC III, s.17).

    O św. Wincenty Pallottim mówiono, że był „apostołem i mistykiem”. Powstały nawet o nim biografie pod tym właśnie tytułem w językach niemieckim, angielskim, francuskim i polskim. Jezuici mówią natomiast o św. Ignacym z Loyola, że był „mistykiem i apostołem”. W rzeczy samej, Ignacy i Wincenty – to mistycy, którzy budzili, niepokoili, prowokowali, poruszali…

    Każdy z nas ma tendencję do „duchowej hibernacji” i życia na powierzchni. Człowiek lubi się urządzić i okrzepnąć, boć to przecież wygodne i spokój dające zajęcie. Ignacy i Wincenty uważali natomiast, że w życiu trzeba ciągle praktykować, ćwiczyć, próbować, podejmować wyzwania… Dlatego obaj nazywali siebie „pielgrzymami”, ludźmi w drodze. Uważali, że człowiek wierzący winien ciągle być w szkole. Ma prawo do eksperymentowania i do błędów. Nie jest przecież mistrzem, tylko uczniem, nowicjuszem. Nie musi mieć samych szóstek. Nie staje się bowiem doskonałym od razu.

    I ostatnia lekcja wypływająca prosto ze skarbca Ignacego i Wincentego: trzeba zawsze robić to, co po ludzku możliwe! A więc wlać ewangeliczną wodę do stągwi, odwalić kamień od grobu Łazarza, przynieść pięć chlebów i dwie ryby. Resztę zrobi Bóg. „Taką będzie pierwsza reguła tych, którzy działają – pisał Ignacy. Ufaj Bogu tak, jak gdyby powodzenie spraw zależało we wszystkim od ciebie a w niczym od Boga. Jednocześnie, włóż w sprawę cały twój wysiłek, tak, jakby Bóg miał zrobić wszystko sam, a ty nic”. Wincenty Pallotti zaś pisał: „Bóg może uczynić o wiele więcej niż to, o co Go prosimy lub co możemy sobie wyobrazić. Chce jednak, abyśmy my czynili wszystko to, co na tym świecie jest w naszej mocy”.

    I jeszcze jedno. Warto przypomnieć, iż zakon jezuitów odegrał w Polsce szczególną rolę. Wydał między innymi takie postaci, jak: św. Stanisław Kostka, św. Andrzej Bobola, św. Melchior Grodziecki czy bł. Jan Beyzym – apostoł trędowatych na Madagaskarze. Poza tym, jezuita Jakub Wujek jest tłumaczem pierwszej drukowanej Biblii w Polsce; Piotr Skarga był wybitnym kaznodziejom; Maciej Sarbiewski, to poeta zwany polskim Horacym; Franciszek Bohomolec jest ojcem komedii polskiej; Adam Naruszewicz był nie tylko biskupem, ale też historykiem i poetą; a Grzegorz Piramowicz sekretarzem Komisji Edukacji Narodowej.

    ks. Stanisława Stawicki SAC/ Re/cogito

    _____________________________________________________________________________________
     

    ***

    Nasze stałe zamieszkanie – Wieczernik i Nazaret

    Kiedy z polityki lub innej dziedziny życia społecznego odchodzi jakiś lider, często namaszcza swojego następcę. Pan Jezus odchodząc do Ojca, nie pozostawia nam w spadku kogoś lub coś, ale Ducha (Świętego) czyli relacje. Ojciec kocha Syna. Rozpoznaje się we wszystkim, co Syn powiedział lub uczynił w Jego imię. Syn kocha Ojca. Nigdy nie przestał karmić się Jego obecnością i wypełniać Jego woli. Duch Święty to właśnie owa relacja między Ojcem i Synem. To On jest nam dany, abyśmy kontynuowali przygodę wiary.

    Podobnie jest z N.M.P. Królową Apostołów, którą św. Wincenty Pallotti zostawił nam w spadku jako patronkę i wzór apostolskiego zaangażowania, a którą świętujemy każdego roku w wigilię przed Zesłaniem Ducha Świętego, czyli dziś. Otóż, Pallotti zachęca nas bardziej do więzi z Maryją, niż do jej kultu. Fundamentem jego maryjności była bowiem relacja z Maryją. Różaniec, nabożeństwa majowe czy napisana przez niego tzw. „Trylogia Maryjna”, pojawiały się jako sposób i język do podtrzymywania tej relacji. Nic więc dziwnego, że scena z Wieczernika stanie się dla Pallottiego modelem i przestrzenią realizacji powołania apostolskiego.

    Całą duchowość dotyczącą Królowej Apostołów, św. Wincenty wyraził w obrazie namalowanym z jego inspiracji w 1848 roku przez włoskiego malarza Serafino Cesaretti. Artysta zamówienie przyjął, lecz poprosił niemieckiego kolegę po fachu, Fryderyka Overbeka (1789-1869) działającego w tym czasie w Rzymie, o wykonanie szkicu. Overbek uczynił o co go poproszono, wykonując szkic w formacie mniej więcej kartki A4. Tak więc malując obraz o bardzo dużych rozmiarach (158/256), Cesaretti wzorował się zarówno na szkicu Overbeka jak i na wskazaniach Pallottiego, któremu zależało, by w Wieczerniku, obok Maryi i Apostołów, znalazły się również kobiety, o których mowa w Dziejach Apostolskich. Według zamysłu św. Wincentego, symbolizują one powołanie ludzi świeckich do apostolstwa.

    Przez około 30 lat obraz ten znajdował się w głównym ołtarzu kościoła SS. Salvatore in Onda. Jednak po dokonaniu renowacji kościoła i wybudowaniu baldachimu nad ołtarzem (około 1876 roku) obraz stał się mało widoczny. Dlatego przeniesiono go w inne miejsce Domu Generalnego, a w 1935 roku trafił ostatecznie do nowo wybudowanego w Rzymie kościoła p.w. Królowej Apostołów przy Via Ferrari, w dzielnicy Prati. Tam też pozostał po dzień dzisiejszy.

    I jeszcze jedno. Ikony „Wieczernika”, tak dla niego ważnej, Pallotti nigdy nie rozdzielał od ikony „Świętej Rodziny z Nazaretu”. Chciał nawet, aby Dom z Nazaretu służył jako „nić przewodnia” dla wszystkich wspólnot Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Jednocześnie odsyłał swoich uczniów do permanentnego przebywania w „Wieczerniku Jerozolimskim”, tam gdzie Apostołowie otrzymali Ducha Świętego. Dla uchwycenia pełnej dynamiki charyzmatu pallotyńskiego, nie mamy więc prawa oddzielać tych dwóch ikon: Wieczernika i Nazaretu.

    Myśl tę wyraził bardzo ciekawie w 1996 roku ówczesny generał pallotynów, ks. Séamus Freeman: „Czasem myślimy o Nazarecie i o Wieczerniku jako o doświadczeniach odrębnych – pisze Freeman. – Są tacy, którzy przyznają wyłączny priorytet jednemu lub drugiemu. Inni myślą, że jedno następuje naturalnie po zaistnieniu drugiego. Nie tak jednak było w życiu Wincentego Pallottiego. On chciał być obecnym nieustannie w tych dwóch miejscach jednocześnie, wskazując w ten sposób zasadniczą współzależność między obydwoma doświadczeniami. Jako Pallotyni potrzebujemy tych dwu miejsc jednocześnie i nierozerwalnie”.

    Trzeba nam zatem zapytać, skąd to naleganie Pallottiego, by uczynić jednocześnie z Nazaretu i Wieczernika nasze stałe zamieszkanie? Wynika ono z faktu, iż Pallotti pragnął, aby założone przez niego wspólnoty stawały się „laboratoriami apostołów”, w których przenikają się wzajemnie: milczenie i skrzyżowanie dróg, życie ukryte i życie publiczne, interioryzacja i uzewnętrznienie, modlitwa i działanie, formacja ciągła i apostolstwo. Zależało mu bowiem na tym, aby apostoł tak doświadczył spotkania z Bogiem, by obok jego świadectwa nie dało się przejść obojętnie.

     ks. Stanisław Stawicki SAC/Re/cogito 

    ________________________________________________________________________________

    Św. Wincenty Pallotti – spowiednik papieży

    „Obowiązek ten jest dla mnie zaszczytnym upokorzeniem. Bo nigdy nie poczułem się godnym takiego zadania. Przedziwne są drogi Boże, któż je zdoła pojąć” – mówił o. Mariusz Paczóski, franciszkanin, o swojej posłudze spowiednika papieża Benedykta XVI. Przypomnę, że spowiednik Papieża Emeryta zmarł 20 czerwca 2012 roku w Rzymie.

    Czy podobnie myślał Wincenty Pallotti jako spowiednik papieży? Prawdopodobnie tak! Ten prosty rzymski ksiądz diecezjalny nie zakładał przecież w dniu swoich święceń kapłańskich, że swoją posługą w konfesjonale obejmie także namiestnika Chrystusa, i to niejednego, a warto sobie uświadomić, że posługa ta nie była wtedy żadną synekurą. W tamtych burzliwych czasach było to zadanie niezmiernie złożone, ponieważ papież był nie tylko namiestnikiem Chrystusa, ale również głową Państwa Kościelnego. Pallotti, jako spowiednik, znajdował się więc w bardzo delikatnej sytuacji.

    Zacznijmy od papieża Grzegorza XVI. Przyczynił się on nie tylko do ogromnej ekspansji misyjnej Kościoła katolickiego, potępiając niewolnictwo jako niegodne chrześcijan, ale również potępił ideę wolności sumienia i rozdział Kościoła od państwa.Niektórzy historycy Risorgimento uważają go za najbardziej reakcyjnego papieża XIX w.Jego konserwatyzm był tak duży, że nie zgodził się nawet na budowę kolei żelaznej w Państwie Kościelnym. Miał nawet powiedzieć, korzystając z francuskiej gry słów, że jest to „droga do piekła”: chemin de fer, chemin d’enfer („droga żelazna, drogą do piekła”). Gdy sobie uświadomimy ponadto, że w tych konserwatywnych posunięciach, papież kameduła, wspomagany był przez swego sekretarza stanu, kardynała Alojzego Lambruschini, którego spowiednikiem był również Pallotti – sprawa wydaje się nader skomplikowana.

    Jedno jest pewne, mówiąc po ludzku, relacje Pallottiego z papieżem Grzegorzem XVI okazały się bardzo owocne dla tego pierwszego. Papież Capellari błogosławił bowiem, i to zamaszyście, Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego (1835), wprowadzeniu w Rzymie uroczystych obchodów Oktawy Epifanii (1836), otwarciu na Via Giulia pierwszego Kolegium Misji Zagranicznych (1837), czy też Domu Miłosierdzia (Pia Casa – 1838), który stanie się kolebką Sióstr Apostolstwa Katolickiego. Można i trzeba powiedzieć, że lata pontyfikatu Grzegorza XVI stanowią najpłodniejszy okres działalności apostolskiej Wincentego Pallottiego.

    Po śmierci papieża kameduły (1 czerwca 1846 roku), wiele osób oczekiwało, że nowy papież będzie bardziej liberalny i bardziej reformatorski. Takim właśnie wydawał się Giovanni Mastai Ferretti – Pius IX, którego pierwsze gesty potwierdzały reputację „liberała”. Chodzi zwłaszcza o nominację na Sekretarza Stanu kardynała Gizzi, bardzo znanego i lubianego przez Rzymian; o dekret amnestii z 17 lipca 1846 roku; czy też o przychylność wobec niektórych księży otwartych na nowoczesne idee, jak Mgr Corboli Bussi i ojciec Joachim Ventura. Jednakże, po kilku miesiącach ogromnej popularności, mit „papieża liberała” rozpłynie się wobec oczywistości faktów. Od początku roku 1848, niemal wszyscy ci, którzy witali Piusa IX jako tryumfatora włoskiej jedności, przyłączyli się do tych, którzy czekali na godzinę rewolucji. Wybuchła ona 15 listopada 1848 roku, zapoczątkowana przez zabójstwo szefa rządu Państwa Kościelnego, hrabiego Pellegrino Rossi. W Rzymie są to dni rozruchów i zamętu. Kościoły i klasztory stają się teatrem straszliwych scen. Sam papież z pomocą ambasadorów Francji i Bawarii ucieka i chroni się w Gaeta, na terytorium neapolitańskim. Po tej ucieczce, księża, zakonnicy i zakonnice, którzy pozostali w Rzymie żyją w ciągłym zagrożeniu. Niektórzy muszą się ukrywać, gdyż są poszukiwani. Wśród nich Don Vincenzo Pallotti. Rewolucjoniści oskarżali go o wpływ na zmianę stanowiska papieża.

    Prawdą jest, że Wincenty Pallotti nigdy nie czuł najmniejszej sympatii do zasad liberalnych i że sposób, w jaki rozwijały się wypadki po wyborze Piusa IX, mógł tylko umocnić jego przekonania. Ale będąc bardzo bliski Grzegorzowi XVI, pozostał on tak samo bliski Piusowi IX. Dlatego też, podczas gdy jedni zaliczali go do gregoriani, inni patrzyli na niego jak na ulubieńca Piusa IX. Prawdę mówiąc Don Vincenzo był równocześnie jednym i drugim, ponieważ rozłamy i podziały w Kościele uważał za zarazę. Pojednawczy charakter i brak stronniczości predysponowały go bardziej do budowania mostów niż murów.

    Okres, w jakim stosunki między Pallottim i Mastai Ferretti stają się najbardziej intensywne, to lata 1846-1848. Dokładnie, od daty 16 czerwca 1846 roku, kiedy to kardynał Mastai zostaje wybrany papieżem, do 6 kwietnia 1848 roku, dnia, w którym Pallotti udał się do niego na Kwirynał po raz ostatni. Francuzki biograf ks. Pawła de Geslin, jednego z pierwszych towarzyszy Pallottiego, twierdzi, iż „Don Vincenzo odwiedzał co tydzień Ojca Świętego w towarzystwie księdza Paolo”, czyli Pawła de Geslin. Było rzeczywiście stosowne w tamtym czasie, by być w towarzystwie kogoś, gdy odwiedzało się papieża. De Geslin, który towarzyszył Pallotiemu, czekał zawsze w przedpokoju do chwili aż ten drugi powróci (Por. Bruno Bayer, Paul de Geslin, compagnon de saint Vincent Pallotti, Edition du Dialogue, Paris 1972, s. 118). Potwierdza to Antonmaria Bonetti, który w biografii o Piusie IX tak zaznacza: „Spowiedników Piusa IX w czasie jego pontyfikatu było prawdopodobnie czterech. Pierwszym był ksiądz Pallotti, drugim kanonik Graziosi, trzecim kardynał Patrizi, jego wikariusz, i czwartym Mons. Marinelli, jego zakrystian” (Por. Antonmaria Bonetti, Pio IX ad Imola e Roma. Memorie inedite di Francesco Minocheri di lui famigliare segreto, Napoli 1892, s. 47). Rzeczywiście, w pierwszych latach pontyfikatu Piusa IX, wizyty Pallottiego u papieża są bardzo częste. Nie tylko pełni on rolę jego spowiednika, ale papież Mastai okazuje mu, podobnie jak całemu Dziełu Apostolstwa Katolickiego, dużo życzliwości. Między innymi, 19 listopada 1847 roku, zatwierdza na wieczność darowiznę kościoła i klasztoru SS. Salvatore in Onda na rzecz Zgromadzenia księży i braci Apostolstwa Katolickiego; dwa razy (13 stycznia 1847 i 12 stycznia 1848 roku) uczestniczy osobiście w Oktawie Epifanii organizowanej przez Pallottiego i obchodzonej co roku w Sant’Andrea della Valle; nadaje członkom Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego przywilej udziału w dobrach duchowych wszystkich zakonów, zgromadzeń i pobożnych związków istniejących w Kościele; zezwala i popiera projekt pierwszych „pallotynów” zbudowania w Londynie katolickiej świątyni pod wezwaniem świętego Piotra; pozwala w końcu, aby Don Vincenzo używał dla swej Fundacji nazwy „Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego”.

    Pallotti nie był dłużny papieżowi Mastai. Nigdy go nie opuścił, choć nie zawsze podzielał przyjęte przez niego stanowisko. Oto trzy małe, lecz wymowne przykłady…

    U samego początku pontyfikatu Piusa IX, Don Vincenzo poleca wydrukować pewien tekst, który adresuje do swych współbraci w kapłaństwie, nadając mu tytuł: „List grzesznika, który gorąco pragnie swego nawrócenia korzystając z okazji wyboru na Stolicę Piotrową Piusa IX, i który prosząc o łaskę prawdziwego i stałego nawrócenia, przywołuje doń wszystkich swych współbraci grzeszników, takich jak on sam” (OCL V, 320-322). Zaznaczmy, że ów list, bez daty i nazwiska, został podpisany przez „bardzo niegodnego brata rzymianina”. Dopiero zeznania w procesie informacyjnym złożone 20 lipca 1869 roku przez ks. Feliksa Randaniniego, poświadczyły, że autorem tego listu był Pallotti. Tekst ten dobitnie świadczy o pojednawczym charakterze ks. Wincentego, sygnalizując jednocześnie, w sposób inteligentny i pełen szacunku, bolesne podziały wśród duchowieństwa rzymskiego. Faktycznie, francuski historyk tamtej epoki, Roger Aubert, zapisuje, że „jeszcze nie minęło sześć tygodni od nastania nowego papieża, a już niektórzy kapelani sióstr zakonnych nakłaniali swe podopieczne do modlitwy, by Bóg odwrócił od Kościoła zło, które mogłoby nań spaść pod rządami liberalnego papieża” (Por. Roger Aubert, Le pontificat de Pie IX, s.17). Otóż Pallotti, postrzegany przez swych współbraci księży jako gregoriano, stara się pozyskać stronników poprzedniego systemu, licznych w Kurii i wśród duchowieństwa Państwa Watykańskiego, aby otworzyli się na „nowość”, stając się współpracownikami papieża Mastai.

    Drugi przykład dotyczy postawy Pallottiego po ucieczce Piusa IX do Gaety. Don Vincenzo nie podważa jego decyzji. Zaprasza lud rzymski, biskupów, księży, zakonników i zakonnice, by modlili się, ufali Bogu i pozostali wierni Kościołowi i papieżowi. W tym celu układa i każe kilkakrotnie wydrukować „Modlitwy do odmawiania, najlepiej przed Najświętszym Sakramentem, na czas nieszczęść i klęsk” (Por. Vincenzo Pallotti, Le preghiere, a cura di Ansgario Faller, Città del Vaticano 1982, s. 270-271). Trzecia inicjatywa podjęta przez Wincentego Pallottiego świadczy nie tylko o jego solidarności z Piusem IX zbiegłym do Gaety, ale również o jego zaangażowaniu i twórczej wierności w tym czasie rozruchów i bolesnej próby. Poleca wydrukować w dzienniku rzymskim Il Costituzionale, najbardziej znaczące urywki listu świętego Bernarda z Clairvaux, skierowanego do Rzymian, a pisanego wtedy, gdy ci ostatni, podburzeni przez Arnaldo da Brescia, zbuntowali się przeciwko papieżowi Eugeniuszowi III, zmuszając go do ucieczki do Francji (Por. Luigi Huetter, Il Pallotti, Pio IX e i Gesuiti, „Fides”, n°11, novembre 1948, s. 297). Wszystkie te inicjatywy pokazują jak gorliwie, twórczo i spójnie Don Vincenzo angażował się podczas rzymskich tempus tribulationum. Cytowany powyżej Luigi Huetter, określa postawę Wincentego Pallottiego w scenariuszu politycznym lat 1848/49 jako „wzorową, odważną i godną podziwu” (Por. Luigi Huetter, Il clero romano nel’48, „Capitolium”, fascicolo aprile-settembre, Roma 1948, s. 45-54; „Il clero romano nel’49”, Capitolium, fascicolo settembre-ottobre, Roma 1949, s. 379-390). Jedno jest pewne, Pallotti nie dał się sparaliżować wydarzeniom. Wiedział, że przeszkody zewnętrzne – tak chętnie i z taką determinacją przez nas diagnozowane i analizowane – wcześniej czy później, łatwiej czy trudniej, są pokonywane lub same ustępują. Najbardziej niebezpieczną dla ewangelizacji jest utrata gorliwości. Jest to przeszkoda największa, ponieważ pochodzi z wewnątrz Kościoła. Poza tym brak gorliwości sam nie ustępuje. Łatwo go też usprawiedliwić i zakamuflować przy pomocy równie uczonych, co atrakcyjnych argumentów. Oto dlaczego Don Vincenzo, zamiast „diagnozować i analizować”, stara się przede wszystkim ożywiać gorliwość kleru rzymskiego, zachęcając do działania spójnego, przejrzystego i jednoznacznego.

    W taki właśnie sposób postępował Wincenty Pallotti w stosunku do swoich dwóch penitentów papieży: Grzegorza XVI i Piusa IX. Miał tę samą twarz tak dla pierwszego jak i dla drugiego. A nie tracąc „soli w sobie” (Mk 9, 50), zachowywał pokój ze wszystkimi.

    ks. Stanisław Stawicki SAC/Re/cogito

    _________________________________________________________________________________

    O tym jak Pallotti zareagował na epidemię cholery

     

    Campo de’ Fiori (Rzym, 2020) © Stanisław Stawicki

    ***

    „Zamykanie kościołów z powodu koronawirusa wywołuje we mnie pewną gorycz” – pisze Andrea Riccardi, założyciel wspólnoty Sant’Egidio i były minister współpracy społecznej we Włoszech w latach 2011-2013. „Nie jestem specjalistą od epidemii – wyznaje Riccardi, ale czy naprawdę mamy tak wielkie ryzyko, że musimy sobie radzić bez wspólnotowego życia religijnego? Ostrożność jest przydatna, ale może porwał nas wielki protagonista naszych czasów – strach”? 

    No właśnie, obecna sytuacja to zarówno „silny sygnał strachu”, jak i zrównania Kościoła do poziomu instytucji obywatelskich. A przecież kościoły są nie tylko „ryzykownymi miejscami spotkań” – tłumaczy Riccardi, ale także miejscami ducha. Miejscami, które dają nadzieję i pocieszenie w trudnych chwilach. Miejscami, które przypominają, że samemu nie można się uratować. 

    Faktycznie, normy związane z koronawirusem w północnych Włoszech, wydają się trywializować przestrzeń kościoła. Transport publiczny nie został wstrzymany. Sklepy, supermarkety i kawiarnie są otwarte. A miejsca kultu zostały potraktowane jak teatry i kina, które należy zamknąć! Czy odprawianie mszy świętych niesie z sobą większe niebezpieczeństwo niż podróżowanie metrem lub zakupy w supermarkecie? Przecież wspólna modlitwa w kościele przez wieki przynosiła nadzieję i poczucie solidarności. Silna motywacja duchowa zawsze pomagała i pomaga przeciwstawić się chorobie. 

    Co do tego przekonanym był św. Wincenty Pallotti. Gdy epidemia azjatyckiej cholery dotarła do Rzymu latem 1837 roku, ks. Wincenty Pallotti, wówczas rektor kościoła Spirito Santo dei Napoletani przy via Giulia i założyciel raczkującego od dwóch lat Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, natychmiast włączył się do akcji. Jeszcze w sobotę, 29 lipca 1837 roku, „Dziennik Rzymski” zaprzeczał jakoby cholera miała dotrzeć do Rzymu, grożąc nawet tym, którzy „rozsiewają fałszywe plotki”. Trzy dni później, ponieważ w międzyczasie zmarło kilka osób w szpitalu św. Jakuba w Rzymie, ta sama gazeta, już nieco pokorniej obwieściła, że „nie wszystkie objawy cholery” wykryto u zmarłych, oskarżając przy tym „wrogów Państwa Kościelnego o zakłócanie spokoju publicznego”. 

    Tymczasem władze Państwa Kościelnego dobrze wiedziały, że jest problem. Wiedziały też, że lud rzymski nie daje gazetom posłuchu, a brak informacji lub fałszywe informacje tylko pogorszą sprawę. Aby więc zapobiec panice, w niedzielę 6 sierpnia 1837 roku, zorganizowano procesję błagalną z obrazem Matki Bożej Śnieżnej „Salus Populi Romani” – „Ocalenie Ludu Rzymskiego” z bazyliki Matki Bożej Większej, do kościoła Del Gesù. Ikona ta to z pewnością najbardziej czczony wizerunek Matki Bożej w Rzymie. Od XV wieku cieszy się czcią mieszkańców Wiecznego Miasta i uznawana jest za wizerunek cudowny. Znajduje się w bazylice Santa Maria Maggiore.  

    Wieczorna procesja została opisana w „Dzienniku Rzymskim”. Na jej czele grupa żołnierzy na koniach. Następnie liczny personel szpitalny (jesteśmy zwarci i gotowi). Po nich podążali księża diecezjalni i zakonni, zakonnice i wierni świeccy. Każdy z pochodnią lub ze świecą w ręku. W końcu, ikona Matki Bożej, otoczona grupą jezuitów i ministrantami z papieskimi kołatkami. Całość zamykała Gwardia Szwajcarska. W drodze odmawiano różaniec śpiewając pokutne pieśni. Procesja poszła od Santa Maria Maggiore w dół, przez Quattro Fontane, i skręciła w lewo na Kwirynał. Tam dołączył do niej papież Grzegorz XVI i Kolegium Kardynałów. Wszyscy razem zeszli do kościoła Del Gesù, gdzie „Salus Populi Romani” przywitał i przejął generał Jezuitów. Zaśpiewano litanie do Matki Bożej, a następnie papież odmówił końcową modlitwę i udzielił pasterskiego błogosławieństwa.

    15 sierpnia, gdy cholera już na dobre zagościła w Wiecznym Mieście, zorganizowana została kolejna procesja, tym razem w przeciwnym kierunku: z kościoła Del Gesù do bazyliki Matki Bożej Większej, czyli do „stałego miejsca zamieszkania” ikony. Tym razem, ks. Wincenty Pallotti został poproszony przez wikariusza papieskiego o zorganizowanie jak największej grupy duchownych, którzy w procesji mogliby pójść nudatis pedibus, czyli boso, w geście przebłagalno-błagalnym. Pallotti, jak zwykł to czynić, uruchomił całą sieć swoich kontaktów. Jeszcze w przeddzień procesji, 14 sierpnia 1837 roku, pisał do ks. Efisio Marghinotti: „Staraj się powiadomić jak największą liczbę duchownych w sprawie jutrzejszej procesji nudatis pedibus. Powiadom też o niej księdza Bianchini i powiedz mu, że nawet jeśli nie może pójść na boso, to niech przyjdzie, by za porządkowego posłużyć. Niech każdy z was przyprowadzi przynajmniej dwunastu innych księży, a nawet więcej. Spotkanie przed kościołem Ducha Świętego o godz. 20.00” (OCL II, s.199). 

    Historia odnotowała, iż podczas epidemii cholery w 1837 roku duchowieństwo, włącznie z papieżem, zachowało się wzorowo. Don Vincenzo angażował się w pomoc zarówno duchową jak i charytatywną. Do kościoła przy Via Giulia przychodziło mnóstwo chorych i strapionych. Otrzymywali tam konkretną pomoc dla ciała: cytryna, mięso, chleb…; i dla ducha: pocieszenie, sakramenty, wspólna modlitwa. 19 sierpnia 1837 roku Pallotti zwraca się z prośbą do władz kościelnych, o udzielenie pozwolenia księżom Rafałowi Meli i Wincentemu Michettoni, którzy mieszkali razem z nim przy Via Giulia, odpuszczania grzechów zarezerwowanych. Chodziło o to, by „bez zwłoki zaspokoić rzesze pokutujących, którzy w obliczu śmierci garnęli się do konfesjonałów w kościele Spirito Santo dei Napoletani” (OCL II, s. 234). 

    W kościele przy Via Giulia ustawiono także skrzynkę na kartki, gdzie każdy mógł zostawić swój adres prosząc o konkretną pomoc w domach. W tym celu, Pallotti podzielił miasto na sektory, posyłając do nich członków Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Kiedy epidemia już minęła, Don Vincenzo pisał: „Zjednoczenie w czasach cholery, postawiło przy drzwiach wejściowych do zakrystii kościoła Ducha Świętego małe pudełko dostępne dla każdego w potrzebie. Wystarczyło, żeby na małych kartkach papieru zaznaczyć swoje imię, nazwisko, dom i parafię, a księża po dwóch szli do nich z pomocą. Starali się pomagać w zależności od potrzeb: szli z posługą sakramentalną, ale też z ubraniami, bonami na chleb i mięso; z cytrynami, które były wtedy uważane za najbardziej odpowiedni lek. W dzień i w nocy służyli zarażonym cholera” (por. OOCC V, 139-140). 

    Pallotti dawał z siebie wszystko, by pomagać umierającym, śpiąc ledwie co, lekceważąc niebezpieczeństwo zarażenia się, słuchając i pocieszając tych, których śmierć przerażała. Jego rodzina, przyjaciele i współpracownicy nie uniknęli też smutnych skutków epidemii. Śmierć zabrała mu ojca, kilku przyjaciół i bliskich współpracowników Zjednoczenia. Kiedy pod koniec października 1837 roku ogłoszono koniec epidemii, w samym Rzymie naliczono 5419 zgonów (2551 mężczyzn i 2868 kobiet) na ogólną liczbę ok. 156000 mieszkańców. Zarażeni cholerą nadal jednak umierali. W połowie 1838 roku podano kolejny bilans: 7649 zgonów. 

    W mieście też wrosła liczba sierot. Najbardziej bezbronne były dziewczynki. To było kolejnym wyzwaniem dla Pallottiego i jego Zjednoczenia. Na początku 1838 roku zorganizował loterię, z której dochód przeznaczony był dla sierot. W czerwcu tego samego roku otworzy dla nich Pobożny Dom Miłosierdzia – Pia Casa di Carità.  

    Cholera przeminęła jak wszystkie epidemie, pozostawiając pustkę i żałobę. Don Vincenzo, choć wyszedł z niej osłabiany fizycznie i moralnie, przeżył ją z chrześcijańską godnością. Bo tylko ten kto żyje po to, by służyć, służy życiu. 

    W kościele Santo Spirito dei Napoletani znajduje się tablica, na której wyliczone zostały apostolskie inicjatywy Pallottiego zrealizowane w tym miejscu. U samego jej dołu możemy przeczytać: „Lud rzymski w czasie epidemii cholery z 1837 roku rozpoznał w nim (Pallottim) świętego kapłana i apostoła miłosierdzia”. 

    I jeszcze jedno. Od lipca 1836 roku w wiedeńskiej Nuncjaturze pracował jako sekretarz niejaki ks. Felice Randanini, który miał Pallottiego za kierownika duchowego. Ponieważ cholera zaczęła szaleć w Europie już od 1831 roku zdobywając coraz to nowe przestrzenie: Polskę, Węgry, Anglię, Francję, Irlandię, Portugalię, Holandię, Austrię, Hiszpanię, docierając w końcu do Italii – Randanini z lękiem w sercu i przerażeniem w oczach słał do Pallottiego list za listem, obawiając się zarażenia, a w konsekwencji śmierci. Don Vincenzo uspokajał go: „Szukaj Boga, a nie śmierci. Do zobaczenia w Rzymie. Tu na ciebie oczekuję” (OCL II, s.138). Po kilku tygodniach młodego sekretarza znowu porwał strach. Pisze do ks. Wincentego jakoby już był zarażony. Ojciec duchowny uspakajał go i zapewnia: „Szukaj ile chcesz, i tak jej nie znajdziesz. Cholera nie jest dla ciebie” (OCL II, s.139/140). 

    Randanini przyzwyczajony do języka bardziej dyplomatycznego niż prorockiego, otwierał szeroko oczy i niedowierzał zapewnieniom ze strony kierownika. Gdy bezpośrednie niebezpieczeństwo już minęło, a Randaniniemu nic złego się nie przydarzyło, Don Vincenzo zachęcał go, by przeprosił Boga za swoje lęki i panikę niegodną kapłana: „Musisz wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski i nauczyć się żyć tak, aby móc powtórzyć za Apostołem Pawłem: „Bo jeśli żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli umieramy, umieramy dla Pana. Czy więc żyjemy, czy umieramy, należymy do Pana” (Rz, 14,8). I pokornie dorzucił: „Módl się proszę również za mnie, abym został obdarowany tą samą łaską, choć nie jestem jej godny” (OCL II, s.143). 

    ks. Stanisław Stawicki SAC/Rzym, 3 marca 2020 roku/Re/cogito 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwy do Anioła Stróża

    Nie posiadasz odpowiedniej wtyczki
    obraz z parafii p. w. Świętych Aniołów Stróżów w Wałbrzychu

    ***

    Miły Bogu Aniele, który mnie pod Twoją świętą opiekę oddanego, od początku mego życia bronisz, oświecasz i mną kierujesz. Czczę Cię i kocham jako mojego Patrona i Opiekuna, Twojej opiece zupełnie się oddaję. Proszę Cię pokornie, abyś mnie nie opuszczał choć jestem niewdzięczny i przeciw świętym Twoim natchnieniom wykraczam, lecz abyś mnie gdy błądzę – łaskawie poprawiał, gdy upadnę – podźwignął, nieumiejętnego – nauczał, strapionego – pocieszał, w niebezpieczeństwie zostającego – ratował, aż mnie do szczęśliwości w niebie doprowadzisz. Amen.

    (modlitwa św. Alfonsa Liguori)

    ______________________________________________

    Święty Aniele Stróżu, 
    który z Bożego nakazu czuwasz nade mną, 
    abym nie poniósł szkody na duszy i ciele, 
    bądź moim doradcą, abym nie zboczył z dobrej drogi życia,
    pomóż mi powstać, gdy upadnę, dodawaj odwagi. 
    Proszę także, byś w porę podsuwał mi dobre myśli i pragnienia, 
    których spełnienie będzie się podobało Bogu 
    i przyniesie pożytek ludziom. 
    Gdybym jednak okazywał lekceważenie względem Ciebie 
    i Twoich starań o moje dobro,
    wstrząśnij mną, stań mi na drodze, bądź przeszkodą dla mnie. 
    Proszę także, aby Twoja obecność była otuchą dla mnie, 
    gdy przyjdzie godzina osamotnienia i śmierci. 
    Czuwaj nade mną, 
    aż doprowadzisz mnie przed oblicze Ojca Niebieskiego. 
    Amen.

    (modlitwa św. Ojca Pio)

    ______________________________________________________________

    fot. Pixabay

    ***

    Twój anioł stróż jest z Tobą 24 godziny na dobę, 365 dni w roku przez całe życie. Jest niczym twój ochroniarz, którego Bóg wyznaczył w chwili, w której przyszedłeś na świat. Oto 10 rzeczy, które twój anioł stróż robi dla ciebie bez twojej wiedzy.

    Trzyma z dala od Ciebie demony 

    O tym pisał już św. Tomasz z Akwinu w „Sumie Teologicznej”. Rolę walki aniołów stróżów z demonami wyjaśnił na przykładzie podejmowanie decyzji moralnych. Można sobie bowiem wyobrazić, że w trakcie tego procesu trwa debata pomiędzy złym a dobrym aniołem, który mądrze mówi do drugiego.  

    Chroni przed krzywdą 

    Zdaniem św. Tomasza z Akwinu aniołowie stróże chronią nas także przed doznaniem duchowej i fizycznej krzywdy. Wspomina o tym Pismo Święte. We fragmencie Psalmu 91 czytamy: „Albowiem rozkazuje swoim aniołom w stosunku do ciebie, aby cię strzegli, dokądkolwiek pójdziesz. Rękami będą cię wspierać, aby nie tupać nogą o kamień”. 

    Wzmacnianie Cię przed pokusą 

    Anioł stróż wzmacnia człowieka przed pokusą, ponieważ chce, by ten nauczył się sam sobie z nimi radzić.

     

    fot. Pixabay

    ***

    Dodaje Ci odwagi 

    O dodawaniu odwagi przez anioła stróża mówił m.in. św. Bernard. Wielokrotnie podkreślał on, że anioł stróż nie chce, byś się czegokolwiek bał. Ponadto, zdaniem św. Bernarda, anioł stróż wzmacnia również człowieka w odważnym życiu wiarą oraz stawianiu czoła wszelkim wątpliwościom.  

    Interweniuje, aby chronić Cię przed kłopotami 

    Dobrym dowodem na to jest fakt, że anioł pomógł św. Piotrowi wyjść z więzienia, o czym można przeczytać w 12. rozdziale Dziejów Apostolskich: 

    Strzeżono więc Piotra w więzieniu , a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga . W nocy, po której Herod miał go wydać , Piotr , skuty podwójnym łańcuchem , spał między dwoma żołnierzami , a strażnicy przed bramą strzegli więzienia . Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi . Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział : «Wstań szybko !» Równocześnie z rąk [ Piotra ] opadły kajdany . «Przepasz się i włóż sandały!» – powiedział mu anioł . A gdy to zrobił , rzekł do niego : « Narzuć płaszcz i chodź za mną !»

    Dba o Ciebie od urodzenia 

    Ojcowie Kościoła zastanawiali się, czy anioł stróż wybierany jest dla człowieka tuż po urodzeniu czy też w czasie chrztu świętego. Pierwsze założenie zdecydowanie popierał św. Hieronim, powołując się na fragment Ewangelii wg św. Mateusza: 

    „Uważajcie, aby nie gardzić jednym z tych małych, ponieważ mówię wam, że ich aniołowie w niebie zawsze widzą oblicze mojego Ojca, który jest w niebie”.

    Ponadto św. Hieronim uważa, że powodem, dla którego aniołów stróżów otrzymujemy przy narodzinach jest to, że pomagają istotom rozumnym. 

    Chroni Cię nawet wtedy, gdy nie jesteś wierzący 

    Wyjaśnia to jasno chociażby św. Tomasz z Akwinu, który wielokrotnie podkreślał, że Bóg nie zostawia nikogo, nawet grzeszników. Ponadto, jak stwierdził dogmatyczny teolog Ludwig Ott: „Jednak zgodnie z ogólnym nauczaniem teologów nie tylko każdy ochrzczony, ale każdy człowiek, łącznie z niewierzącymi, ma od urodzenia swojego specjalnego anioła stróża”. 

    anioł stróż

    fot. Cathopic.com

    ***

    Przedstawiają Twoje potrzeby Bogu 

    Anioł stróż działa jak orędownik: kieruje nasze prośby bezpośrednio do Boga. 

    Komunikuje się z Tobą 

    Dzięki temu anioł stróż wzmacnia inteligencję i wolę osoby, do której jest przypisany. Tym samym prowadzi ją do prawdy i dobra. Św. Tomasz z Akwinu mówił: 

    „Jest również oczywiste, że jeśli chodzi o rzeczy do zrobienia, ludzka wiedza i uczucia mogą się różnić i zawodzić na wiele sposobów; dlatego konieczne było wyznaczenie aniołów, aby chronili ludzi, aby ich kierować i przynosić im dobro”. 

    Prowadzi cię do zbawienia 

    Ostatecznym celem aniołów stróżów jest pomoc w naszym zbawieniu. „Aniołowie są posłani, aby służyć tym, którzy otrzymają dziedzictwo zbawienia, jeśli weźmiemy pod uwagę ostateczny efekt ich ochrony, którym jest urzeczywistnienie tego dziedzictwa” – wyjaśnił św. Tomasz. 

    Karolina Binek/Misyjne drogi/tłumaczenie z ChurchPOP

    _____________________________________________________________

    Aniołowie Stróże – nasi wychowawcy, opiekunowie i przewodnicy

    Anioł walczący o duszę
    Aleksey Tyranov/Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    Aniołowie nasi przyjaciele

    Kościół katolicki, w oparciu o Boże objawienie, naucza, że każdy człowiek posiada Anioła Stróża, Bożego przewodnika, opiekuna i wychowawcę, który pomaga nam w osiągnięciu zbawienia (zob. Mt 18,10; Hbr 1,14; Dz 12,15; 1 Kor 4,9; Ps 34,8; 91,11-13).

    „Jest to znamienny zaszczyt, jaki nam Bóg okazuje, dając nam, jako swoim przyjaciołom, Aniołów, aby nam służyli” — stwierdza św. Hieronim († 420; Hom. III. Ad Hebr.). Komentując zaś słowa Chrystusa z Ewangelii św. Mateusza (18,10), pisze: „Jakże wielka jest godność duszy, skoro każda ma Anioła, przeznaczonego ku jej obronie”. Wschodni Kościół Ortodoksyjny modli się w liturgii: „Niech Anioł pokoju, wierny przewodnik, strażnik dusz naszych i ciał, wstawia się za nami u Pana”. „Każdy wierny ma u swego boku Anioła jako opiekuna i stróża, by go prowadził do życia” — mówi św. Bazyli Wielki († 379; Adv. eunom. 3,1). „Nie tylko poszczególni ludzie, ale także instytucje (rodzina, naród, kościoły, zakony) mają swoich Aniołów Stróżów. Aniołem Stróżem Kościoła jest św, Michał” (ks. A. Witkowiak, Propedeutyka Teologii Katolickiej, 1960, s. 134). „Nasi Aniołowie Stróże czuwają nad świętością naszych dusz, to znaczy nad obecnością w nich Boga” (F. Varillon, Zarys doktryny katolickiej, Pax 1972, s. 302). Kościół od zawsze wierzył w pośrednictwo Aniołów. Już św. Ambroży († 397) używał modlitwy, która jest zawarta w I Modlitwie Eucharystycznej: „Prosimy i błagamy, abyś poprzez ręce swych Aniołów przyjął te ofiarę na swój ołtarz w niebie…” O tej służebnej postawie Aniołów mówi nam wizja patryjarchy Jakuba (por. Rdz 28,12-13). Jakub, uciekający przed zemstą swego brata, Ezawa, podczas snu widzi drabinę, sięgającą swym wierzchołkiem nieba. Na szczycie drabiny stał Bóg. Aniołowie wstępowali na górę i schodzili na dół. Wchodzili na górę, przedstawiając Bogu potrzeby Jakuba oraz innych ludzi i wstawiając się za nimi, uwielbiając Boga i oddając Mu hołdy uwielbienia i dziękczynienia. Otrzymawszy Boże światło i moc, zstępowali, aby dawać ludziom natchnienia, oświecenia, wspomagając ich w oddaniu się Bogu i wypełnianiu Jego świętej woli.

    Pismo św. mówi o Aniołach, że będąc wiernymi sługami i posłańcami Boga, są:
    — dobrzy (1 Sm 29,9; 2 Mch 15,23),
    — święci (Mk 8,38; Łk 9,26; Dn 4,10.20),
    — mądrzy (2 Sm 14,20),
    — potężni (2 Krl 19,35; 2Krn 32,21; Ap 5,2; 10,1; 18,21; 20,1-3),
    — opiekuńczy (Ps 91,11-13; 1 Krl 19,4-8; Dz 12,8; 27,22-24),
    — znający prawdę (Mt 13,41-42; 25,31-33, 2 Sm 14,17.20; 19.28),
    — bohaterami pełnymi mocy (Ps 103,20; Mt 28,2, Dn 3,49-50; 6,23; 14,33-39),
    — obdarzeni władzą leczenia chorób (J 5,4),
    — pełni radości z nawrócenia grzesznika (Łk 15,10),
    — pocieszycielami ludzi (1 Krl 19,3-8; Mt 4,11; Łk 22,43; Dz 5,19-20),
    — posiadający moc nad żywiołami przyrody (Wj 3,2; 14,19-20; Ap 6,9; 7,1; 8,3-5; 16,5),
    — tłumaczami wizji (Ez 40,4; Ap 1,1; 22,9.16),
    — objawem chwały Boga (Ap 8,6; 10,1; 18,1; Dn 10,6; 2 Tes 1,7),
    — czuwający (Dn 4,10.14.20).

    Św. Augustyn († 430) powiada: „Oznajmiają oni to, co Bóg chce; są posyłani, do kogo Bóg chce, otrzymując wszystko od Boga przez Jego słowo, to znaczy odnajdując w prawdzie Bożej, co mają uczynić i wszystko co, komu i kiedy mają uczynić” (O Trójcy Świętej, Księga XV, 22).

    Papież Jan Paweł II powiedział pielgrzymom słowackim (2.X.1991): „Dziś celebrujemy wspomnienie świętych Aniołów Stróżów. Opatrzność Boża posyła nam te istoty duchowe, aby nas wspomagały w osiągnięciu świętości życia. Aniołowie mają swoją misję w historii zbawienia. Również w naszym życiu Aniołowie spełniają ważną misję. Wiara w istnienie Aniołów podnosi nas do rzeczywistości nadprzyrodzonych, i modlitwa do nich jest nam pomocna na drodze zbawienia”.

    Św. Hieronim pisze: „Aniołowie pełnią różne funkcje, zwłaszcza wobec potrzebujących oczyszczenia lub zasługujących na odpokutowanie za swe grzechy przez cierpienia” (Ep. 20 ad Damas). Tak Anioł Rafał służył za przewodnika młodemu Tobiaszowi w dalekiej drodze, strzegł go od różnych niebezpieczeństw, dawał mu rady i w wielkiej przyjaźni zwracał się do niego z serdecznym pozdrowieniem „bracie” (Księga Tobiasza). „Aniołów należy pojmować nie jako stworzenia przepojone wyłącznie słodyczą i delikatnością, lecz jako istoty posiadające całkowite panowanie nad sobą i cieszące się najwyższą intensywnością życia duchowego w jego pełnej dojrzałości” (Tajemnica Boga, dz. cyt., s. 405). Aniołowie wpływają na materię i stworzenia świata widzialnego. Jeśli dusza ludzka, będąca duchem, ożywia mikrokosmos naszego materialnego ciała.,..to tym bardziej Aniołowie, obdarzeni władzą i mocą od Boga.., mogą wpływać na kosmos i na nas, ludzi. Mogą wpływać na nasze ciało, wyobraźnię, uczucia, podawać rady, myśli. „Anioł może również oddziaływać na zmysły i duszę człowieka za pomocą wrażeń zmysłowych faktycznych lub wyobrażeniowych, zjaw, snów, wewnętrznych sugestii, pobudek do czynów moralnych przez wpływ na wolę” (Bracia Szkół Chrześcijańskich, Wykład nauki chrześcijańskiej, 1960, s. 113).

    Św. Jan Kanty († 1473), patron szkół wyższych, pozostawił ponad 18 tysięcy stron manuskryptów. Niemal każdy manuskrypt zaczynał słowami: „W imię Boże!” Kończył zaś: „Bogu dzięki i Matce Bożej, Chwalebnej Dziewicy, wraz z całym zastępem niebieskim, aż po wszystkie wieki. Amen. Ku chwale Boga”.

    Św. Rajmundowi z Pennaford († 1275) Anioł Stróż służył konkretną pomocą. „Anioł Boży był mu bliskim przyjacielem i często zapraszał go do modlitwy, budząc go, zanim zadzwoniono na jutrznię. On głosowi Anioła natychmiast okazywał posłuszeństwo i zrywał się, żeby się oddać czuwaniu i modlitwie. Następnie, zażywszy nieco snu, starannie się przygotowywał do odprawienia Mszy” („W drodze”, wrzesień 1977, s. 84). Wszyscy ludzie otrzymują pomoc Aniołów: są oni „posyłani na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie” (Hbr 1,14), „Nie należy tego określenia zacieśniać do samych zbawiających się, przeciwnie, obejmuje ono wszystkich wezwanych do zbawienia (1 Tm 2,4). Nie są więc od tej opieki wykluczeni nawet poganie, toteż List do Hebrajczyków należy do klasycznych źródeł, zawierających naukę o Aniołach Stróżach (zob. inne teksty: Ps 91,11; Dz 12,5; Mt 46). Jednak szczególną opieką otaczają chrześcijan, przynosząc im pomoc i siłę z nieba do osiągnięcia chwały w niebie, w której mogą mimo swej niższej natury, dorównać a nawet przewyższyć Aniołów (por. 1 Kor 6,3)” (List do Hebrajczyków. Opracował ks. dr Stanisław Łach, t. X. Poznań 1959, s. 332). Kościół poleca wiernym oddawanie czci Aniołom i ich wodzowi, św. Michałowi. Wzywa do tego szczególnie we wrześniu, a 2-go października obchodzi wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów. Oni są sługami Chrystusa w Jego zbawczym dziele. Obyśmy nastawili „antenę” naszej duszy na natchnienia naszego Anioła Stróża, przyjmowali je i wykonywali. On jest wychowawcą człowieka: poucza go i doradza, przestrzega, przypomina, zachęca do dobrego, gani, karze, odpędza złe duchy, towarzyszy w modlitwie, adoruje Boga obecnego w nas, pociesza w utrapieniu, dodaje odwagi, prowadzi do osiągnięcia pokoju i równowagi duchowej. Chce, abyśmy razem z nim poznawali Boga, chwalili Go i uwielbiali.

    Nasz Anioł Stróż łączy nas z innymi Aniołami i chórami anielskimi. Mówiąc o posłudze Anioła Stróża, o poświęceniu się mu, posłużę się myślami z cyt. dz.: Mit den Engeln, s. 49 i n. (Zob. także: „Któż jak Bóg” nr 1/94, s. 14—15; nr 3/96, s. 4—6). Mistrzowie życia duchowego radzą, aby każdy z nas poświęcił się swemu Aniołowi, to znaczy z całym zaufaniem poddał się jego wychowaniu i prowadzeniu. Poświęcając się Aniołowi Stróżowi, masz wierzyć, że on widzi w Bogu Jego odwieczny zamiar względem ciebie. Kochając Boga i ciebie, będzie w każdej chwili oświecał cię i dawał natchnienia do pełnienia tego, co jest zgodne z wolą Bożą. Idąc za jego natchnieniami, masz się z nim jednoczyć w uwielbieniu Boga. Anioł Stróż pomaga ci w wypełnianiu twojego przymierza chrzcielnego, przez które stałeś się członkiem Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa, oraz przybranym dzieckiem Ojca niebieskiego. Stałeś się także duchowym bratem swego Anioła Stróża. Poddanie się jego duchowemu kierownictwu wymaga od ciebie wiary, miłości i pokory. Jeśli Chrystus Pan pozwolił, aby Aniołowie usługiwali Mu w Jego ziemskim życiu, ucz się od Niego 30).

    Naśladuj także swego niebieskiego przyjaciela, upodabniając się do niego i ufając, że przez niego sam Bóg cię prowadzi. Bóg mógłby cię prowadzić bezpośrednio, jednak w swej nieskończonej mądrości czyni to przez swego Anioła. Jeśli jednoczysz się z nim na modlitwie w uwielbieniu Boga, wtedy spełni się na was obietnica Pana: „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18,19). Anioł Stróż, zjednoczony z Bogiem w widzeniu uszczęśliwiającym, gwarantuje ci, że to, o co wspólnie poprosicie, będzie zgodne z wolą Bożą. Bowiem „ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go poprosili” (1 J 5,14-15).

    Lecz jak rozróżnić, czy mówi do nas dobry czy upadły Anioł? Dobry prowadzi nas do poznania prawdy, którą poznaje w Bogu i przekazuje ją nam, oddziałując na nasze wyobrażenia, uczucia, wewnętrzne poznawanie. Gdy działa na nas, to jakby światło wschodziło. Odczuwasz wewnętrzną jasność i pewność, że działa dobry Anioł. Wzrasta twój pokój i równowaga duchowa, wzrasta moc i zapał do czynienia dobrze. Anioł Stróż przemawia do duszy, drogą sumienia, nie przyciąga cię do siebie, lecz do Boga i spełnienia Jego świętej woli. Przez Anioła działa Duch Święty, dlatego jego natchnienia prowadzą do jedności, do pokoju, do czynienia dobra. Gdy przemawia szatan, wchodzi najczęściej przez drogę zmysłów, działa na nie i obiecuje ci natychmiastowe przyjemności i odczuwalne dobra. Podsuwa ci przekonanie, że ty masz rację, że masz postawić na swoim i nie ustępować drugim. Jego działanie prowadzi cię do wewnętrznego napięcia, do skłócenia z innymi, odbiera ci pokój i chęć do modlitwy. Ponieważ jesteśmy skłonni do szukania dóbr zmysłowych, upierania się przy swoim i do szukania wygody — zachodzi niebezpieczeństwo, że działanie złego ducha możesz pomylić z działaniem Ducha Świętego. Twój niebieski przyjaciel. Anioł Stróż, pomoże ci w rozpoznawaniu prawdy i dobra. To właśnie Pan Bóg chce, aby cię Jego Anioł prowadził do działania zgodnego z Jego odwiecznym zamiarem.

    Anioł, widząc Boga, będzie ci mówił jasno i wyraźnie: To twój obowiązek! Zły duch będzie starał się wzbudzić wątpliwości, namawiając cię do samodzielnej decyzji, jak to uczynił z pierwszymi rodzicami w raju. Będzie ci szeptał, abyś postąpił po swojemu, szukając własnej wygody i przyjemności. Wtedy masz sobie uświadomić swoją skłonność do pychy i prosić Chrystusa, by przemienił twoje serce na wzór Jego pokornego Serca. Sprawdzianem oczyszczenia się twej duszy jest postawienie pragnienia Chrystusa na pierwszym miejscu oraz ciągła rezygnacja ze swoich pragnień, niezgodnych z wolą Bożą (por. Mt 16,24). Sam Bóg nakazuje nam iść za głosem swego Anioła: „Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj mu się w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień. Bo imię moje jest w nim” (Wj 23,21). Gdy się poświęcisz swemu Aniołowi Stróżowi, który już trwa w ustawicznym poświęceniu i oddaniu się Bogu, wtedy on może zaangażować całą swoją moc, ażebyś nie odszedł od Boga. Poświęcenie się zakłada, że dajesz pozwolenie swemu Aniołowi Stróżowi na wkraczanie w twoje życie zawsze, ilekroć będzie widział tego potrzebę. Wtedy on może wyraźniej przemawiać do ciebie wewnętrznym napomnieniem, jaśniej zwracać ci uwagę na grożące ci niebezpieczeństwa, bardziej oświecać twój umysł, tak iż zdołasz odkryć głębszy sens prawd wiary, świętych sakramentów, Pisma świętego, wspólnoty Kościoła. Poświęcając się swojemu Aniołowi Stróżowi, godzisz się być posłuszny Bogu, którego twój Anioł reprezentuje. Uznajesz Maryję za swą duchową Matkę, Panią i Królową, a św. Michała za wodza Mistycznego Ciała Chrystusa, i godzisz się na rozszerzanie czci świętych Aniołów. Jednocześnie chcesz z radością uwielbiać Boga obecnego w Maryi i w nich, uświadamiając sobie wielką prawdę o swej przynależności do Mistycznego Ciała Chrystusa.

    Poświęcając się Aniołowi Stróżowi wierzysz, że Bóg w swoim odwiecznym zamyśle złączył cię z twoim Aniołem Stróżem. Z tego wynika, że twój Anioł odpowiada mierze łaski i darów, którymi Bóg cię obdarza i chce, abyś przez całą wieczność żył z nim w bliskości w Mistycznym Ciele. Masz być świadomy również tego, że Pan Bóg patrzy na ciebie przez tego świętego Przewodnika, i ty winieneś patrzeć na Boga przez twego Anioła, który również patrzy na ciebie w Bogu i przez Niego. Kościół radzi, abyś dokonał aktu poświęcenia się za wiedzą i pozwoleniem kapłana. Nie chodzi przecież o to, abyś wymówił formułę poświęcenia i wnet zapomniał o niej. To poświęcenie ma być wynikiem twej dojrzałości duchowej, winno zakładać prawdziwe nawrócenie, oczyszczenie duchowe oraz wzrost w miłości Bożej. Poświęceniem trzeba żyć w każdej chwili na co dzień. Jeśli bowiem, idąc za wskazaniami twego niebieskiego przyjaciela, będziesz wzrastał w świętości, wspomożesz całe Mistyczne Ciało, wobec którego składasz swój akt poświęcenia. Masz dokonać tego aktu poświęcenia się także w obecności kapłana, aby on rozeznał, czy nie składasz go lekkomyślnie, jako jedną więcej formułę wypowiedzianą, i wkrótce zapomnianą.

    Twój Anioł Stróż będzie ci wierny. Obyś również ty pozostał wierny i poddany działaniu Ducha Świętego, oświecającego cię przez twego Anioła, który ciągle wpatrzony w Boga, we wszystkim wypełnia Jego świętą wolę i do jej wypełniania cię prowadzi. Ponieważ Maryja jest Matką Zbawiciela i Królową Aniołów, twoja pobożność ma nabrać cech maryjnych. Maryja, jako Pośredniczka Łask i twoja duchowa Matka, wyprasza ci u Jezusa tę miarę świętości, którą zaplanował dla ciebie Ojciec niebieski. Twój Anioł, prowadząc cię także do coraz większej łączności ze wspólnotą anielską, pomoże ci w oddaniu się wodzowi zastępów Pańskich, św Michałowi. On, będąc Hetmanem Maryi, swej Królowej i Pani, zaprowadzi cię do Niej, a Ona, Matka Mistycznego Ciała Chrystusa, poprowadzi cię do Jezusa, swego Syna. Ruch apostolski Czcicieli św. Michała Archanioła pogłębia cześć św. Michała i Aniołów Stróżów. „Anioł Stróż traktuje powierzonego sobie człowieka jak ukochane, małe dziecko, bezradne w świecie duchowym i ślepe. Dlatego przeciwstawia się przede wszystkim zakusom wrogów waszych, mocy zła i nienawiści, a kiedy upadacie, nie odchodzi, a broni was tym bardziej, bo człowiek w stanie grzechu jest zupełnie »odsłonięty« i bezbronny. Ponieważ ich delikatność i subtelność są niezmiernie rozwinięte, łatwo jest zasmucić swego opiekuna, jednak Aniołowie Stróże nigdy nie tracą nadziei na zbawienie swego »dziecka«, gdyż w przeciwieństwie do ludzi znają nieskończoność miłosierdzia Boga. Żyją w obliczu Prawdy i dlatego są prości prostotą dziecka, co jednak nie ma nic wspólnego z dziecinnością; jeśli, to w radości, szczerości, akceptowaniu całego dzieła Bożego, w tym planów Bożych dla ludzkości” (Świadkowie Bożego miłosierdzia, dz. cyt. cz. I s. 148).

    „Nie wkraczają w wolną wolę człowieka i nie łamią jej tak samo, jak nie może tego czynić żaden zły duch, ale przeciwstawiają im swoje oddziaływanie, wspomagając głos sumienia, przypominając o Bogu, o naszych obietnicach, dobrych zamiarach, powinnościach. Mogą nas ostrzegać i zwracać uwagę na zaniedbania, niebezpieczeństwa, zagrożenia, budzić naszą czujność, a także bronić naszego życia. Bo wiedzą, kiedy przychodzi czas naszego odejścia (czyli, że to jest już pora wedle woli Pana); natomiast wcześniej osłaniają nas. Ta wielka ilość »przypadków«, które występują w życiu każdego człowieka i powodują, że nie ginie on jeszcze jako dziecko, to zasługa opieki naszych Aniołów Stróżów. Lepiej brzmiałoby — opiekunów i przyjaciół, a jeśli ich prosimy i ufamy im, to i pomocników, i po trochu przewodników. Po trochu, bo najwyższym naszym przewodnikiem, mistrzem i nauczycielem jest sam Pan, jednak też wtedy, gdy Mu się powierzamy i ufamy” (tamże, s. 146).

    Niekiedy zauważamy wielką bezsilność pielgrzymującego Kościoła, jego słabość i znużenie w pracy. Świadczy to nie tylko o osłabieniu wiary i miłości uczniów i uczennic Chrystusa, ale także o braku należytej jedności i nie przyzywaniu na pomoc świętych Aniołów, z którymi razem tworzymy Mistyczne Ciało Pana. Dlatego poświęciwszy się Aniołowi Stróżowi, masz dawać świadectwo o swej przyjaźni z nim i gorliwie szerzyć cześć św. Michała Archanioła i chórów anielskich. Oddając się twemu Aniołowi Stróżowi, obyś chciał osiągnąć pełną moc miłości i stać się miłością na wzór twego Anioła. Św. Jan Chrzciciel mówił o Chrystusie: „On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). Sam Jezus wyznał: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię, i jakże pragnę, ażeby już zapłonął” (Łk 12,49). Właśnie twój Anioł Stróż, będąc sługą Chrystusa i narzędziem działania Ducha Świętego, wspomaga cię, byś się cały zamienił w miłość, poddając się działaniu Bożej miłości. Święci Aniołowie są nazwani płomieniami ognia, bowiem całe ich istnienie stało się miłością. „Aniołów swych czyni wichrami, sługi swe płomieniami ognia” (Hbr 1,7; por. Ps 104,3). Ta miłość Boża, która ma ogarnąć całe twe życie, ma wypływać z opierającego się na wierze poznania Boga. Twój Anioł Stróż, umacniając twoją wiarę, uczyni ją pewną. „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

    Twój Anioł, widząc Boga twarzą w twarz i słysząc ciągle nakazy woli Bożej, będzie cię nakłaniał do słuchania słowa Bożego, które wychodząc od Boga, jest jednocześnie słowem Ojca, Syna i Ducha Świętego. Masz spoglądać na Pana Boga przez wiarę i z wiarą, która opiera się na nieomylnym słowie Boga. Dlatego winieneś codziennie umacniać twoją wiarę przez czytanie i rozważanie słowa Bożego, zawartego w Piśmie św., prosząc Anioła Stróża o uproszenie ci światła do coraz lepszego rozumienia jego sensu i wprowadzenia go w życie. Wtedy potrafisz odeprzeć kłamliwe ataki złego ducha, kłamcy. Twój Anioł wspomoże cię, byś z niezachwianą nadzieją oczekiwał pełnego uczestniczenia w chwale Chrystusa. Będąc w niebie, upodobnisz się do swego niebieskiego przyjaciela, bowiem prawdziwa miłość czyni podobnymi (por. Mt 22,30; Łk 20,36). Poznając wielką godność bycia dzieckiem Bożym, masz w pokorze poddawać się prowadzeniu twego duchowego przewodnika. Nie sądź, że sam sobie wystarczysz, skoro Bóg ci wyznaczył duchowego wychowawcę, który jest dla ciebie wzorem w wykonywaniu woli Ojca niebieskiego (por. Mt 6,10). Św. Augustyn modli się: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, spraw, byśmy, jak Aniołowie i Twoi wybrani w niebie, i my na ziemi pełnili Twoją wolę. Daj, byśmy czynili to, co nakazujesz, i unikali tego, czegoś zabronił; ukochali to, co zalecasz, a gardzili tym, czym się brzydzisz. Spraw to, najlepszy Ojcze, byśmy Ci byli posłuszni, jak na dobrych synów przystało” (Mowa 126, De tempore). Do spełnienia woli Bożej potrzeba nam pomocy łaski Bożej, którą nam uprasza Anioł Stróż. Dlatego św. Cyprian († 258) zachęca: „Módlmy się, aby się w was spełniła wola Boża; do tego jednak potrzeba nam siły i pomocy, bo nikt nie jest mocny sam z siebie, ale z łaski i miłosierdzia Bożego”. Nasi Aniołowie Stróże wstawiają się za nami u Boga i przedstawiają Mu nasze potrzeby i prośby (zob. Tb 12,12, Ap 5,8; 8,3-4).

    Święta Franciszka Rzymianka († 1440) już w wieku 11 lat zdecydowała się na życie zakonne. Ulegając jednak woli swego ojca, arystokraty, wyszła za mąż za Lorenzo de Ponziani. Z sześciorga dzieci — troje zmarło zaraz po urodzeniu. Jedynie najstarszy syn, Battista, przeżył rodziców. Drugi syn — Ewangelista — zmarł mając 9 lat, a córeczka
    — Agnieszka — w 5-tym roku życia. W pierwszym etapie swego życia Franciszka miała Anioła Stróża z chóru Aniołów. „Był on nie tylko kochającym przyjacielem i doradcą, lecz również wymagającym wychowawcą, który jej błędy karał nawet cieleśnie”. Bił ją niewidzialną ręką, gdy popełniała nawet małe błędy lub z powodu niewłaściwych myśli. Wrażliwa Franciszka bardzo przeżywała śmierć swoich dzieci. Jej pobożny 9-letni synek pokazał się jej po śmierci w towarzystwie innego młodzieńca, pełnego światła, i powiedział, że przebywa w chórze Archaniołów. „Zostałem oddany temu młodzieńcowi, którego widzisz obok mnie. Teraz on będzie ciebie dniem i nocą strzegł i widomie ochraniał oraz będzie ci towarzyszył w sposób widoczny”. To był drugi Anioł Stróż Franciszki z chóru Archaniołów. „Jego oblicze jaśniało jak słońce, tak że Franciszka nie mogła patrzeć w jego twarz, by nie być oślepioną”. Archanioł wprowadził ją na drogę oświecenia. „Jego wzrok i oczy były stale zwrócone do nieba: ta postawa rozpalała i wznosiła Franciszkę ku Bogu”. Według relacji Franciszki, Archanioł był ubrany jak subdiakon i promieniał nie tylko na jej zmysły lecz przenikał aż do głębi duszy swym blaskiem.

    Maria Magdalena Anguillaria pisze w życiorysie św. Franciszki, że cieszyła się ona widzialną obecnością tego Archanioła, nawet gdy była na ulicy czy wśród ludzi. „Zasłaniał sobie twarz rękami, pełen wstydu, jeśli ktoś z obecnych, wśród których przebywała Franciszka, popełnił jakiś błąd”.

    Spowiednik Franciszki, Johannes Mattiotti, pisze: „Drugi Anioł Franciszki — Archanioł — świecił takim blaskiem, że w jego świetle Franciszka bez trudu wykonywała swoje prace w nocy jak w jasny dzień… Jeśli wskutek wielu domowych trosk i starań lub uciążliwości zbyt licznych odwiedzin, Franciszka była zniecierpliwiona lub popełniła jakiś błąd, natychmiast znikał do chwili, gdy ona, uznawszy wskutek tego napomnienia swój błąd, wyznała go, żałowała i przeprosiła. Wówczas jaśniał ponownie pogodnym obliczem”. Anioł wychowywał Franciszkę do należytego wypełniania obowiązków żony, matki i pani domu, jako że Franciszka przebywała w otoczeniu arystokratów. Były to smutne czasy przebywania papieży w Awinionie. Anioł pomagał Franciszce w prowadzeniu uporządkowanego życia. Nigdy nie wymuszał na niej decyzji, pozostawała zawsze wolna. Jednak przez swą widzialną obecność pomagał jej podnosić duszę do Boga. Odpędzał także złe duchy od niej. Wyjaśniał Franciszce różne tajemnice życia Bożego. W jednej z wizji duch Franciszki został przeniesiony do nieba, do chóru Serafinów. Płonął w nim niesamowity ogień miłości, jak we wszystkich duchach tego chóru oraz chórów niższych. Również duch Franciszki napełniał się ogniem miłości, a jeden z Serafinów powiedział do niej: „Najwyższy Bóg jest Tym, który rozpala nas światłem i miłością… Błogosławiona duszo, wytrwaj w dobrem! Miłość oczekuje ciebie i chce, byś coraz bardziej rezygnowała z siebie. Zachowaj w czystości twoje serce i także ręce, podążaj z czystym sumieniem do dobrego i do Boga… Trwaj w kontemplacji Bożej miłości, która pragnie również ciebie wchłonąć”.

    W świetle Archanioła „Franciszka widziała również inne dusze i rozpoznawała ukryte tajemnice serca. Dalszym następstwem była właściwa jej, nadziemska mądrość i zdolność rozróżniania duchów, dar, który jej świadczył cudowne usługi w kierowaniu duszami, przy współpracy z łaską Bożą, Przez swoje przykładne życie i swoje słowa potrafiła wiele dusz uwolnić z niewoli diabelskiego kusiciela. Jej anielska siła promieniowania ożywiała wszystkich w cudowny sposób, jej łagodne słowa rozpalały obecnych miłością do Boga”.

    Prowadzona przez Anioła Franciszka opiekowała się chorymi w szpitalach oraz wspomagała potrzebujących na duszy i ciele. Ostatnie 12 lat Franciszka żyła ze swoim mężem w całkowitej powściągliwości małżeńskiej. W tym czasie utworzyła przy kościele Santa Maria Nuova w Rzymie Stowarzyszenie Oblatek. W 1436 r. zmarł jej mąż. Wtedy wstąpiła do założonego przez siebie Stowarzyszenia. Siostry wybrały ją na swoją przełożoną Franciszka sprzeciwiała się przyjęciu tego urzędu, lecz Archanioł dał jej znak, że ten wybór ma przyjąć jako wolę Bożą. Przez te ostatnie lata towarzyszył Franciszce Anioł Stróż z chóru Zwierzchności. Chrystus poprzez wizje wprowadzał Franciszkę w tajemnice swojej męki, udzielił jej nawet stygmatów. Złe moce atakowały Franciszkę, lecz Anioł Stróż z chóru Zwierzchności miał większą moc niż poprzedni, z chóru Archaniołów, „Blask jego światła był tak mocny, że Franciszka w ogóle nie mogła ostro spojrzeć na niego”.

    Franciszka zauważyła, że ten ostatni Anioł Stróż z jej dzieł pokuty i miłości tkał cenną, niebiańską suknię ślubną i że przyspieszał jej tkanie. Franciszka zrozumiała, że zbliża się koniec jej ziemskiej próby. Zmarła 9 marca 1440 r. mówiąc: „Niebiosa są otwarte. Archanioł spełnił swoje dzieło, a teraz przywołuje mnie, abym szła za nim” (na podstawie Vereint mit den Engeln, dz. cyt., s. 305—309). A czy ty siostro, bracie, poddajesz się wychowawczemu oddziaływaniu swego Anioła Stróża?

    Święta Ludwina z Schiedam († 1433) w 15-tym roku życia, podczas zabawy na lodzie, upadła tak nieszczęśliwie, że doznała paraliżu. Odtąd przez dalszych 38 lat nie opuszczała łoża. Pośród cierpień była obdarzana różnymi darami. Przez 19 ostatnich lat życia żyła tylko Komunią świętą. Miała łaskę widzenia swego Anioła Stróża, który ukazywał się jej w wielkiej jasności, ze znakiem krzyża na czole, aby go mogła w ten sposób odróżnić od złego ducha, który także przybierał postać Anioła Stróża. Często Anioł Stróż prowadził ją w duchu do Palestyny na miejsca cierpień Chrystusa Pana.

    Prośmy i my swojego Anioła Stróża, by nas wprowadzał w głębsze poznanie tajemnic Chrystusa.

    tekst z książki: ks. Marian Polak “Aniołowie nasi przyjaciele” – wydawnictwo Petrus 2015

    ______________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Bp Lechowicz: Przychodzę do ordynariatu polowego jako duszpasterz a nie żołnierz

    Bp Lechowicz: Przychodzę do ordynariatu polowego jako duszpasterz a nie żołnierz
    Bp Wiesław Lechowicz/ fot. Beata M.-Suwara GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    Do ordynariatu polowego Wojska Polskiego przychodzę w pierwszym rzędzie jako biskup-duszpasterz, a nie jako żołnierz – powiedział PAP nowo mianowany przez papieża Franciszka biskup polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz. Zapewnił, że będzie służył bez względu na okoliczności.

    Papież Franciszek mianował 15 stycznia br. nowym ordynariuszem polowym Wojska Polskiego dotychczasowego biskupa pomocniczego diecezji tarnowskiej i wieloletniego Delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej bp. Wiesława Lechowicza. Od października 2011 r. duchowny pełni funkcję Delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej oraz przewodniczącego Komisji ds. Polonii i Polaków za Granicą. Posługę Delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej będzie świadczył do najbliższego Zebrania Plenarnego KEP, które zaplanowane jest na marzec.

    Jako biskup Wojska Polskiego będzie stał na czele ordynariatu polowego, który został przywrócony i powołany przez św. Jana Pawła II 21 stycznia 1991 roku.

    Po zmianach politycznych 1989 r. zgodnie z decyzją papieża Jana Pawła II ordynariuszem wojskowym został ks. prał. Sławoj Leszek Głódź, pierwszy po II wojnie światowej biskup polowy. Hierarcha utworzył wszystkie niezbędne instytucje diecezji wojskowej i wprowadził księży kapelanów do jednostek wojskowych. W roku 2004 nowym ordynariuszem polowym został bp Tadeusz Płoski, który pełnił tę posługę do roku 2010, kiedy to zginął w katastrofie smoleńskiej. Jego następcą został bp Józef Guzdek, obecnie w stopniu generała brygady. Dwaj ostatni duszpasterze stanęli przed wyzwaniami związanymi z redukcją polskiej armii, rezygnacją z zasadniczej służby zawodowej i uzawodowieniem wojska, jak też dyslokacją jednostek wojskowych.

    “Do ordynariatu polowego Wojska Polskiego przychodzę w pierwszym rzędzie jako biskup-duszpasterz, a nie jako żołnierz. Moja podstawowa misja się nie zmienia; jako biskup jestem głosicielem Ewangelii i szafarzem sakramentów, dbającym o wspólnotę wiernych, by wzrastała w wierze i miłości” – powiedział PAP nowo mianowany przez papieża Franciszka biskup polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz

    Zaznaczył, że “z nominacją na biskupa polowego zmienia się kontekst jego misji”.

    “Jestem posłany do kapelanów wojskowych i żołnierzy Wojska Polskiego, z czym wiąże się szereg nowych wyzwań. Z wszystkich nawet nie zdaję sobie obecnie sprawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że oprócz porządku kościelnego obowiązywać mnie będzie respektowanie zasad panujących w wojsku” – powiedział bp Lechowicz.

    Podkreślił, że posługujący wśród żołnierzy kapelani muszą być gotowi na każdą sytuację, na każde wezwanie do podjęcia służby tak w stanie pokoju, jak wojny.

    Zaznaczył, że swoją misję pragnie pełnić w duchu służby. Wyjaśnił, że “przygotowanie żołnierzy do służby w stanie zagrożenia niepodległości Polski, a więc w stanie wojny – to jest podstawowa misja biskupa polowego i kapelanów wojskowych”. “Natomiast w czasie pokoju najważniejsza jest troska o ducha chrześcijańskiego, żeby towarzyszyć z posługą słowa i sakramentalną żołnierzom i ich rodzinom” – wskazał bp Lechowicz.

    Jego ingres do katedry polowej WP w Warszawie odbędzie się w sobotę 12 lutego 2022 r. o godz. 11.00. Przed liturgią nastąpi kanoniczne przekazanie ordynariatu polowego Wojska Polskiego. “Będzie to oznaczało, że obejmę jurysdykcję nad ordynariatem polowym, czyli będę miał prawo do podejmowania wiążących decyzji” – powiedział PAP bp Lechowicz.

    W jego ocenie sytuacja międzynarodowa jest bardzo trudna. “Jesteśmy obecnie na jakimś zakręcie. Dwa lata temu trudno było sobie wyobrazić czas pandemii i tego, jak wiele może on zmienić w funkcjonowaniu współczesnego świata. Jeszcze rok temu nie przewidywaliśmy napięć i konfliktów na granicy polskiej z którymkolwiek z sąsiadów. Tymczasem ostatnie miesiące pokazują nam, że nie ma takich rzeczy, które byłyby nam dane raz na zawsze. Wciąż trzeba być czujnym, stać na straży państwa, czuwając nad jego bezpieczeństwem” – zaznaczył bp Lechowicz.

    Wyraził jednocześnie uznanie dla posługi dotychczasowych biskupów polowych i księży kapelanach. “Chciałbym być godnym kontynuatorem pracy dotychczasowych biskupów polowych i nie tyle wodzem, co bratem w posłudze kapłańskiej dla kapelanów” – wyznał.

    Zapowiedział również, że pragnie duszpasterską troską objąć rodziny żołnierzy. “Im mocniejsza w wierze rodzina, im bardziej ugruntowana na wartościach chrześcijańskich i patriotycznych, tym większe szanse na mądre i skuteczne służenie Ojczyźnie”.

    Wskazał ponadto na podobieństwa między duszpasterstwem polonijnym a ordynariatem polowym.

    “Parafie polonijne są rozsiane po całym świecie. Parafie wojskowe są rozmieszczone po całej Polsce. Na terenie naszego kraju mamy ponad 70 jednostek parafialnych należących do ordynariatu polowego. Parafie wojskowe podobnie jak polonijne mają charakter nie terytorialny, lecz personalny. W duszpasterstwie polonijnym bardzo dużą wagę przywiązuje się do troski o polskie dziedzictwo – o naukę języka polskiego, historii, kultury. Edukacji patriotyczna jest też ważna w posłudze kapelanów i w służbie żołnierzy. W ordynariacie polowym każdy kapelan łącznie z biskupem polowym stoi na straży państwa – w sensie dosłownym strzegąc granic, ale także na straży tego dziedzictwa, któremu na imię Polska” – powiedział bp Lechowicz.

    Biskup nominat dodał, że włączy się w prace trwającego w ordynariacie polowym synodu. “Wszyscy doskonale wiedzą, że wojsko jest strukturą, w której panuje hierarchia. Sam jestem ciekawy, jak ta synodalność może się w tym środowisku oraz szeroko rozumianym duszpasterstwie wojskowym wyrażać”.

    Powiedział, że siłę do pasterskiej posługi będzie czerpał z osobistej więzi z Chrystusem, z mądrości Ewangelii, z łaski sakramentów oraz z bycia blisko ludzi.

    Dewizą biskupią bp. Lechowicza są słowa: “In finem diligere”, czyli “Do końca umiłować”. “W perspektywie funkcji biskupa polowego słowa te brzmią jeszcze bardziej zobowiązująco” – podkreśla biskup polowy.

    Kapelani ordynariatu polowego posiadają stopnie wojskowe. Najniższym stopniem kapłanów jest podporucznik, najwyższym – generał dywizji.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    WE WTORKI – MSZA ŚW. W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.30

    * PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 5 LUTEGO 2022 KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    PO MSZY ŚW. O GODZ. 18.00 – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE:

    * Medytacja

    * Modlitwa Różańcowa

    Teksty ze Wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”

    _______________________________________________________________________

    ISTOTA NABOŻEŃSTWA PIĘCI PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Podczas drugiego objawienia dzieciom w Fatimie, 13 czerwca 1917 roku, Maryja powiedziała, że Franciszka i Hiacyntę zabierze już niebawem do nieba, a Łucję jeszcze pozostawi, by przekazała światu nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tak też się stało. Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a Hiacynta w lutym 1920.

    Pięć lat później osiemnastoletnia Łucja wstąpiła do klasztoru. Tam właśnie 10 grudnia 1925 roku ponownie ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, tym razem z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Matka Boża zwróciła jej uwagę na swoje otoczone cierniami i poranione Serce, a mały Jezus wezwał Łucję do współczucia ze zranionym ludzkimi grzechami Sercem Maryi. Matka Boża sama przekazała siostrze Łucji na czym polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca:

    1. Spowiedź w pierwszą sobotę. Niekoniecznie musi ona nastąpić dokładnie w ten dzień. Można odbyć ją wcześniej. Ważne, by zrobić to z intencją wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Maryi. Najlepiej wzbudzić w sobie tę intencję, przygotowując się do spowiedzi lub otrzymując rozgrzeszenie.
    2. Komunia Święta w pierwszą sobotę. Przyjmujemy ją z intencją wynagradzającą Sercu Matki Bożej za wszystkie zniewagi wyrządzone Jej przez nas i innych. Najbardziej oczywiste jest przyjęcie Komunii podczas Eucharystii, ale w szczególnych wypadkach można poprosić kapłana o udzielenie jej także poza mszą świętą.
    3. Jedna część (czyli pięć tajemnic) różańca w pierwszą sobotę. Odmawianie modlitwy różańcowej było przecież najważniejszą z próśb, jakie Maryja skierowała do trojga pastuszków w Fatimie. Rozpoczynając modlitwę, wzbudzamy intencję wynagradzającą – mówimy Matce Bożej, że chcemy modlić się o ratunek dla grzeszników obrażających Jej Serce, a Jej samej okazać w ten sposób naszą dziecięcą miłość. Po każdej tajemnicy należy pamiętać o modlitwie powierzonej dzieciom podczas objawień: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
    4. Kwadrans rozmyślania nad jedną z 20 Tajemnic Różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca. Ważne, by poświęcić piętnaście minut (poza odmawianiem różańca, dodatkowo) na medytację nad wydarzeniami z życia Jezusa i Maryi, nad którymi zatrzymujemy się w modlitwie różańcowej. Może to być po prostu serdeczna rozmowa naszego serca z Maryją o tym, co przeżywało Jej Serce w danym wydarzeniu. Tu także pamiętamy o intencji wynagradzającej za zniewagi uczynione Niepokalanemu Sercu w jakikolwiek sposób.

    Pan Jezus pytany przez siostrę Łucję o konkretny czas nabożeństwa – powiedział, że ci, którym trudno jest odbyć to nabożeństwo w pierwszą sobotę miesiąca (stale lub jednorazowo), mogą za zgodą kapłana zrobić to w następującą po niej niedzielę.

    Obietnice Matki Bożej

    Maryja obiecała, że tym, którzy odprawią nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, będzie towarzyszyć w godzinie ich śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia. Jednak ta, czy jakakolwiek inna obietnica nie jest istotą nabożeństwa wynagradzającego. Pan Jezus sam powiedział Łucji, że o wiele milsi są mu ci, którzy oprawiają to nabożeństwo nawet nieudolnie, ale ze szczerą intencją wynagrodzenia i pocieszenia Jego ukochanej Matki, niż ci, którzy robią to skrupulatnie, ale bezdusznie, tylko ze względu na obiecane łaski.

    Na to pytanie Łucji dlaczego pięć sobót – otrzymała odpowiedź, że to ze względu na pięć rodzajów zniewag, jakimi obrażane i ranione jest Serce Maryi. A są to obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciw Jej Dziewictwu, przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu, obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ____________________________________________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ________________________________________

    MATKA BOŻA CELEM PLUGAWYCH ATAKÓW

    Prorocka misja Fatimy nie została zakończona

    Nie przypominam sobie sytuacji, by Najświętsza Maryja Panna była w tak krótkim czasie tak często obrażana w tak plugawy sposób jak w ostatnich tygodniach, w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. Oto kilka przykładów. Netflix wyemitował brazylijski film dokumentalny „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, w którym Matka Boża przedstawiona została jako prostytutka, zaś Jezus jako homoseksualista. Norweska poczta (Posten Norge) upubliczniła na YouTubie filmową reklamę, w której ukazano Maryję jako cudzołożnicę, która pod nieobecność Józefa ma romans z listonoszem, a owocem ich związku jest bękart o imieniu Jezus. Na terenie uniwersytetu w Bolonii zorganizowano imprezę pt. „Niepokalana Antykoncepcja”, przedstawiając Maryję otoczoną wieńcem nie gwiazd, lecz prezerwatyw (wcześniej w tym samym mieście miała miejsce impreza zatytułowana „Matka Boża płacze spermą”).

    Zauważmy, że we wszystkich wspomnianych przypadkach plugawcy i bluźniercy próbują znieważyć Matkę Bożą, przypisując jej nieczystość i rozwiązłość. Jest to „modus operandi” wypróbowany już w przeszłości z powodzeniem wobec innych kobiet. Przywołajmy dwa przypadki.

    Pierwszy dotyczy królowej Francji Marii Antoniny Austriaczki, żony Ludwika XVI. Wybitny brytyjski filozof polityczny Edmund Burke, autor głośnych „Rozważań o rewolucji we Francji”, uważał ją za jedną z najbardziej fascynujących osobowości, jakie spotkał w swoim życiu. Kiedy poznał królową w Paryżu, był pewien, że w narodzie rycerzy i ludzi honoru „dziesięć tysięcy szpad wyskoczy z pochew, by bronić jej nawet przed spojrzeniem, które mogłoby ją obrazić”.

    Maria Antonina, wywodząca się z arcykatolickiego rodu Habsburgów, była jednak wyjątkowo znienawidzona przez libertyńskie elity Francji. Jeszcze przed rewolucją zaczęto prowadzić przeciw niej zorganizowaną akcję dyfamacyjną.

    Nieżyjący już amerykański badacz Warren H. Carroll w swej „Historii chrześcijaństwa” pisał, iż: „francuska opinia publiczna była skłonna myśleć najgorsze rzeczy o cudzoziemskiej królowej. Pamięć i reputacja żadnej z kobiet, i niewielu mężczyzn, nie została nigdy tak dokładnie i tak niesprawiedliwie zszargana przez współczesną im opinię. Dostęp do najgorszych z wymierzonych w nią pamfletów, pisanych i publikowanych tuż przed wybuchem i w trakcie trwania rewolucji francuskiej, przechowywanych w zbiorach francuskiej Biblioteki Narodowej, po dziś dzień wiąże się z koniecznością posiadania specjalnego zezwolenia. (Jest wśród nich wiele obrzydliwych, obscenicznych druków i ilustracji o charakterze zdecydowanie pornograficznym, przedstawiających królową Francji jako uczestniczkę wyuzdanych orgii). Choć nie daje się dziś wiary najobrzydliwszym, najbardziej obscenicznym kalumniom, to nad jej imieniem nadal unosi się odór skandalu, a ją samą otacza aura pogardy. W końcu dosłownie cały zachodni świat wciąż wierzy, że to ona właśnie na wieść o tym, że lud nie ma chleba, odpowiedziała: «To niech jedzą ciastka!« Rzecz w tym, że nigdy podobnych słów nie wypowiedziała, niezależnie od tego, jak wielu ludzi w to wierzy. Tą, która wypowiedziała te słowa, była żona Ludwika XIV, prababka Ludwika XVI, męża Marii Antoniny”.

    Kiedy Maria Antonina jechała na szafot, żadna szpada nie wysunęła się w jej obronie. Cześć królowej została bowiem uprzednio tak zbrukana, a jej imię tak zniesławione, że budziła jak najgorsze uczucia wśród tłumu, który towarzysząc jej w drodze na gilotynę krzyczał „Śmierć Austriaczce!”

    W ostatnim liście, pisanym w celi śmierci w dniu egzekucji, Maria Antonina skreśliła następujące słowa: „Umieram w religii katolickiej, apostolskiej, rzymskiej. W religii moich ojców, w której zostałam wychowana i którą zawsze wyznawałam. (…) Szczerze błagam Boga o wybaczenie moich win, które mogłam popełnić w moim życiu. (…) Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom, którzy wyrządzili mi zło”.

    Druga z historii dotyczy ostatniej cesarzowej Rosji, żony cara Mikołaja II, Aleksandry. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej rewolucjoniści rozpoczęli skuteczną kampanię zniesławiającą monarchinię, rozpowszechniając rynsztokowe pamflety na jej temat m.in. wśród żołnierzy na froncie.

    Karol Wędziagolski, naoczny świadek tamtych wydarzeń, tak opisywał to w swoich „Pamiętnikach”: „W tym czasie w okopach krążyły już z rąk do rąk tysiące odbitek nikczemnych fotomontaży, świetnie technicznie wykonanych, przedstawiających carową i jej cztery córki w najbardziej sprośnych scenach z Rasputinem, na tle łaźni, w zupełnym obnażeniu wszystkich postaci, w kolejnej i haniebnej intymności matki i córek z «opatrznościowym« starcem. Miliony prostaków uwierzyło, bo nie uwierzyć nie umiało, w autentyczność tych dokumentów. A kiedy uwierzyli, otworzyła się przed nimi przepaść. Gdy mistyczna aureola nad pomazańcami bożymi rozwiała się w «pochabnej» mgle burdelu, w prostackich duszach stała się katastrofa największa, jaka się może w duszach wydarzyć po obaleniu wczorajszych bogów. Groźny pomruk, jeszcze tłumiony i przyduszony strachem, potoczył się po eurazyjskiej równinie, odbijając się ustokrotnionym echem przerażenia i gniewu”.

    Wędziagolski pisał: „Inteligencja łącznie z pospólstwem wierzyła wszystkiemu, bo sama stawała się pospólstwem”.

    Epilog znamy: rozstrzelanie całej rodziny carskiej – Mikołaja II, jego żony Aleksandry, ich czterech córek i synka. Egzekucja poprzedzona została – jak mawiał pewien praktyk działań dyfamacyjnych – „zniszczeniem fundamentów godnościowych” przysługujących ich statusowi.

    Czy dziś nie mamy do czynienia z podobną akcją, tym razem wymierzoną jednak w osobę samej Matki Bożej? Do tej pory nie była ona celem publicznych i tak wulgarnych ataków. Nawet osoby niewierzące często odczuwały wobec niej szacunek i cześć. Nikomu nie przychodziło do głowy, by rozpowszechniać jej wizerunek jako nierządnicy i ladacznicy. Teraz zaczyna się to zmieniać. Przecież przy produkcji owych bluźnierczych filmów pracowały całe rzesze ludzi. Mamy prawo przypuszczać, że walka z Maryją będzie się jeszcze zaostrzać. Do czego jednak zmierza ta kampania? Co będzie jej efektem? Czy znajdą się ci, którzy staną w obronie czci Przenajświętszej Maryi Panny?

    W tym kontekście jeszcze bardziej ujawnia się aktualność objawień fatimskich, a zwłaszcza nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Kiedy siostra Łucja notowała słowa dotyczące istoty każdej z owych pięciu comiesięcznych celebracji, nie były one wówczas tak oczywiste, jak stają się dziś, w obliczu tego, co obserwujemy obecnie.

    Nieprzypadkowo Benedykt XVI w 2010 roku w trakcie pielgrzymki do Portugalii powiedział: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona.”

    To jest przesłanie, które wymaga odczytania na nowo, zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się teraz.

    autor: Grzegorz Górny/źródło: wPolityce.pl/sekretariat fatimski.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Maryja w Fatimie mówi jasno: Tak unikniecie piekła - zdjęcie
    fot. Trappistmonkstuff via Wikipedia, CC 4.0

    ***

    Maryja w Fatimie mówi jasno: Tak unikniecie piekła

    Kiedy skończyła się wizja piekła, przerażone dzieci, szukając pomocy, skierowały swój wzrok ku Matce Bożej. “A Ona – relacjonuje s. Łucja – pełna dobroci i smutku rzekła do nas: Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników, Bóg chce je ratować, Bóg chce rozpowszechniać na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, zostanie wielu przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie.”

    Druga część “tajemnicy” wskazuje na najskuteczniejszy sposób ratunku przed piekłem. Jest nim poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Ojciec Święty Jan Paweł II wyjaśnia, że “poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Matki oznacza powrót pod krzyż Syna. Oznacza poświęcenie świata przebitemu Sercu Zbawiciela, przyprowadzenie go z powrotem do źródła odkupienia. Odkupienie pozostaje zawsze większe, niż grzech człowieka i «grzech świata». Moc odkupienia jest nieskończenie wyższa, niż całe zło w człowieku i w świecie. Poświęcenie się Maryi oznacza przyjęcie Jej pomocy w ofiarowaniu nas samych i całej ludzkości jedynemu naszemu Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi”. To właśnie Matka Boża najpewniej prowadzi nas drogami wiary i bezgranicznej ufności do swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby mógł nas uwalniać z niewoli grzechów mocą swojego nieskończonego Miłosierdzia. “Pragnę zaufania od swoich stworzeń – mówił Jezus s. Faustynie – Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego… Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego”.

    Siostra Łucja powiedziała, że Matka Boża trzy razy jej powtórzyła: “Zbliżamy się do czasów ostatecznych”. Najważniejszym środkiem służącym ratunkowi ludzkości jest poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu i modlitwa różańcowa. Skarżyła się również, że skoro wszystkie ofiarowane dotąd środki zbawcze nie zostały przyjęte przez ludzkość, ofiaruje teraz swoje łzy.

    Fenomen płaczących krwawymi łzami obrazów i figurek Matki Bożej, tak często pojawiający się w ostatnich latach, jest kolejnym ostrzeżeniem i znakiem wzywającym ludzi do opamiętania i powrotu do Boga. Jezus powiedział do siostry Faustyny: “Zanim nadejdzie czas sprawiedliwości, daję ludzkości czas miłosierdzia”. Czy w dalszym ciągu można być nieczułym i obojętnym na przestrogi i prośby Matki Bożej?

    Kochani Czytelnicy! Matka Boża prosi każdego z nas o włączenie się w dzieło ratowania siebie, swoich najbliższych, Polski i świata. Wiemy, że tylko miłość Chrystusa może przezwyciężyć całą grozę zła, które ciąży nad nami i nad całą ludzkością. Chrystus potrzebuje jednak naszej zgody, aby mógł działać przez nas i docierać swoją miłością do największych grzeszników. Jesteśmy więc wezwani do zjednoczenia się z Niepokalanym Sercem Matki Najświętszej, aby nas uczyła żywej wiary i ufności, która ma się wyrazić:

    1. W odwróceniu się od grzechu i życiu zgodnie z zasadami moralnymi i nauką Kościoła katolickiego;

    2. W codziennej modlitwie, na którą powinien składać się różaniec i czytanie Pisma św.;

    3. W praktyce pierwszych piątków i sobót miesiąca w intencji wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy własne i świata;

    4. W comiesięcznej spowiedzi i jak najczęstszym przyjmowaniu Jezusa w Eucharystii, a także, jeżeli to jest możliwe, poście o chlebie i wodzie w środy i piątki.

    Spełnienie tych żądań Matki Boskiej Fatimskiej jest jedynym ratunkiem dla każdego z nas i dla świata. Siostra Łucja wyjaśnia, że “pokuta, o którą prosi Bóg, jest następująca: prowadzić życie sprawiedliwe zgodne z Bożymi przykazaniami; ze wszystkiego czynić ofiary i składać je Bogu. On pragnie, aby wszystkie dusze w taki sposób rozumiały pokutę, ponieważ niektórzy ludzie przez pokutę rozumieją tylko ostre umartwianie się, a nie odczuwają siły i potrzeby codziennej, zwyczajnej pracy nad sobą, wiodą życie «letnie» i pozostają w grzechu. W czasie modlitwy w kaplicy w nocy z czwartku na piątek, Bóg do mnie powiedział: «Pokuta – jakiej wymagam – to składanie ofiary z wypełniania codziennych obowiązków i zachowania Moich przykazań». Tak rozumiane wezwanie do pokuty jest szczególnie aktualne i naglące w obecnym czasie, kiedy ludzie tracą ducha ofiary i lekceważą obowiązki, wynikające z ich życiowego powołania. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, często uciekają od obowiązków. W przypadku małżeństw, duch ofiary oznacza wspólne dźwiganie przez męża i żonę ciężarów codzienności.

    ks. Mieczysław Piotrowski Tchr.

    Miłujcie się

    ________________________________________________________________________________________________

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post. W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?  - zdjęcie
    fot. pixabay.com

    ***

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post.

    W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?

    WYZWOLENIE I UZDROWIENIE PRZEZ POST

    SKACZESZ DO WODY ?

    Przekonajmy się na początku, czy jesteś zupełnie normalny. Wyobraź sobie, że pewnego grudniowego dnia idziesz wzdłuż rzeki. Jest siarczysty mróz. Nagle słyszysz krzyk tonącego dziecka. Ma ono 2 lub 3 latka. Jeśli to właśnie ty nie wskoczysz do wody, aby przyjść mu z pomocą, dziecko zginie. Co robisz? Czy skaczesz, chociaż wiesz, że woda jest lodowata? Tak ?

    Oczywiście, że skaczesz, bo chcesz uratować mu życie. Nie możesz pozwolić, by dziecko zginęło, skoro możesz je uratować. Przecież tak  łatwo jest wskoczyć do wody!

    Tak samo jest z postem. Pozwala on ci uratować wiele istnień ludzkich, nie dopuścić do śmierci wielu młodych ludzi i dzieci, do rozpadu wielu rodzin. Niestety, od prawie pół wieku na Zachodzie zapomnieliśmy o poście i dlatego śmierć zaczęła dokonywać niesłychanego wprost niesłychanego wprost spustoszenia. Czy zauważyliście zależność między zaniechaniem postu a nasileniem się napaści złego ducha? Szatan mógł łatwiej dostać się nawet do Kościoła, ponieważ jego drzwi nie były zamknięte. Matka Boża w Medjugoriu kieruje do nas pełne strapienia wołanie: „Zapomnieliście  o poście!”. Na Zachodzie został on porzucony, trzeba więc do niego powrócić. Jest to bardzo ważne. Matka Boża w Medjugoriu daje 5 podst. Wskazań, które musimy wprowadzać w życie, jeśli chcemy być święci to znaczy mieć w sobie pełnię miłości a także zwyciężyć szatana. Są one podstawowe w naszej drodze do Boga. Drugie wskazanie jest właśnie tym, którego ludzie nie chcą stosować. W każdym zakątku świata mogę spotkać ludzi gorliwych, wprowadzających w życie słowa Matki Bożej z Medjugoria. Stwierdzam, że stosują się oni do  4 pozostałych wskazań: Msza św, czytanie Pisma św., spowiedź, różaniec. Gdy jednak mówię do nich o poście, zwieszają głowę i nic nie odpowiadają , ponieważ go zaniechali. Nie zrozumieliśmy czym jest post!. W  Medjugoriu Matka Boża mówi o nim w bardzo piękny sposób. Odsłania piękno i sens postu jako potężnego narzędzia w naszych rękach, narzędzia mocy Bożej, działającej poprzez nas dokonującej niezwykłych rzeczy, których tak bardzo potrzebujemy.

    DWA DNI W TYGODNIU

    MATKA Boża prosi, byśmy pościli o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu – w środy i w piątki. Dlaczego właśnie w te 2 dni? Sama Matka Boża wraz ze św. Józefem, Jezusem i wszystkimi pobożnymi Żydami tamtych czasów – pościła 2 dni w tygodniu. W bardzo dawnym dokumencie Kościoła, Didache, pochodzącym z ok. 90 roku n.e., w którym pierwsi uczniowie mówią o życiu chrześcijan I – szego wieku, czytamy: „Nie zachowujcie postu w tym samym czasie, co obłudnicy. Oni bowiem poszczą w poniedziałek i czwartek, wy natomiast pośćcie w środę i piątek”. To niezwykłe, że Matka Boża chce przywrócić tę tradycję pierwotnego Kościoła. wg której sama żyła. Post wpisany jest w religię żydowską, w religię chrześcijańską, jak też i w inne religie. Stosuje go nawet medycyna i niektóre terapie. Każdy lekarz wie, że post jest dobry dla zdrowia.

    Matka Boża nie tłumaczy w swych orędziach, dlaczego mamy pościć właśnie w te dni. Miałam jednak okazję odkryć to dzięki członkom grupy modlitewnej, założonej przez Maryję w Medjugoriu. Przez całe lata nauczała ona tych młodych ludzi za pośrednictwem widzących. To piękne, że wszystko co czyni Maryja , ma tylko jeden cel: wskazywać na Jezusa. Przychodzi dla Jezusa, przychodzi po to, byśmy Go kochali, byśmy zbliżyli się do Jego Serca.

    W JAKI SPOSÓB POST ZBLIŻA NAS DO JEZUSA

    Maryja prosiła, by każdy czwartek był upamiętnieniem daru Eucharystii i kapłaństwa. Pamiątkę tę  mamy przeżywać z wielką miłością. Z radością, wiarą i dziękczynieniem mamy przypominać obie, że Jezus dał nam swoje Ciało i Krew jako pokarm i napój.  Maryja jest tak bardzo rozmiłowana w Eucharystii, w Chlebie Życia, że daje nam całą środę na to, byśmy przygotowali się do przeżywania tej pamiątki. Maryja pragnie już od środy uwalniać nas od rozproszeń, od innych pokarmów, od zakupów, od przygotowywania posiłków i wszystkich trosk związanych z jedzeniem, abyśmy mogli rozsmakować się w chlebie, w tym pokarmie, który stanie się Ciałem samego Jezusa. Wybrał On bowiem właśnie chleb, by przemienić go w swoje Ciało. W środę nie powinniśmy myśleć o tym, co będziemy jeść następnego dnia. Mamy pościć z radością serca i rozsmakowywać się w chlebie. Mamy przygotowywać  się tak jak naród wybrany podczas swej wędrówki przez pustynię. Bóg zesłał im mannę, chleb z nieba. Lud, który miał prze niej przygotowywał. W taki sam sposób Maryja przygotowuje nas dzisiaj. W czwartek obchodzimy uroczystą pamiątkę ustanowienia Eucharystii, Chleba Życia. Ale Maryja nie chce, byśmy od razu w piątek zajadali się homarami po amerykańsku  czy innymi smakowitymi potrawami . Pragnie, byśmy w piątek nadal czuli smak chleba, aby jak najdłużej przeżywać tę tajemnicę . Podobnie jest z żydowskim szabatem. Dal Żydów jest to najważniejsze święto. Gdy nastaje wieczór i zachodzi słońce , gdy zbliża się koniec szabatu, Żydzi wciąż śpiewają Psalmy i hymny tak, jakby chcieli przedłużyć szabat. Nie chcą go utracić. Szabat jest jak narzeczona. Tak samo piątkowy post pozwala nam jak  najdłużej zachować smak chleba, który przypomina nam  Chleb Życia. Często wyobrażam sobie Matkę Bożą, która pozostała na ziemi wśród Apostołów po Wniebowstąpieniu Jezusa. Czy, gdy wchodziła do kuchni, mogła patrzeć na chleb tak samo, jak przed Ostatnią Wieczerzą? Gdy spoglądała na chleb, na pewno coś drżało w Jej matczynym Sercu: „Mój Syn przychodzi pod postacią chleba, to właśnie chleb stał się moim Synem”. – myślała z pewnością.  Można się domyślać, że nie patrzyła na chleb tak samo, jak na marchew czy ziemniaki. Patrząc na ziarna zboża, z których powstaje chleb, mamy przed oczami  całe dzieje Chrystusa, dzieje Odkupiciela. Gdy Jezus mówi w Ewangelii o ziarnie, widzimy siewcę  i ziarno, które musi obumrzeć. Dopiero gdy obumrze, przyniesie owoc obfity, wyda plon – 30-krotny, 60-krotny, 100-krotny. To całe dzieje śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i owoców Odkupienia. Aby ziarno stało się chlebem, trzeba je zmiażdżyć, by zrobić niego mąkę i dopiero z mąki upiec chleb. Tak samo został zmiażdżony Jezus: całe Jego ciało, dusza i serce, cała Jego osoba. Ziarno pszeniczne mówi o historii miłości Jezusa do nas. Jezus pozwolił się zmiażdżyć, abyśmy mogli  Nim się karmić i być przebóstwieni przez ten pokarm. Mówiąc o Chlebie Życia, Jezus powiedział: „kto spożywa ten chleb, ma życie wieczne” Jaki to chleb? „Ten, który daje wam Syn Człowieczy, nie ten, który jedli wasi ojcowie i pomarli”  /J 6,49-51/

    Dlatego w środy i piątki powinniśmy żyć miłością do chleba i historią naszego Odkupienia. Matka Boża chce nas w tym zanurzyć nie tylko duchowo, lecz także w wymiarze materialnym. Maryja jest niewiastą żydowską, bardzo konkretną. Zaleca nam post o chlebie, aby zmusić nas niejako  do  przebywania z Jezusem. Skupia naszą uwagę na miłości i obecności Jezusa i pozwala, byśmy wraz z Nią wielbili GO za to, że w swej pokorze stał się chlebem. Oto prawdziwy sens postu. W samym Medjugoriu Matka Boża dała nam kilka przykładów dla zilustrowania orędzia, które do nas kieruje i ukazania dobrodziejstw, jakie przynosi post o chlebie i wodzie. Tradycja żydowska, a także tradycja chrześcijańska, która jest jej przedłużeniem, uczy nas, że post ma wielką moc przeciwko szatanowi. Sprawa ta jest bardzo ważna, bo dzisiaj  szczególnie zmagamy się z siłami zła. Matka Boża wielokrotnie powtarza w Medjugoriu, że dziś szatan jest tak silny, jak nigdy dotąd. Trudno ogarnąć spustoszenia, jakich dokonuje w rodzinach, w młodych i dzieciach. Niestety dzisiaj na Zachodzie panuje kultura śmierci. Wielu pielgrzymów przyjeżdża do Medjugoria w stanie załamania, ponieważ ich dzieci biorą narkotyki, uprawiają nierząd czy zdążają drogą prowadzącą do śmierci. Podczas spotkań za mną ich rodzice proszą, by widzący pomodlili się o uwolnienie ich dzieci od narkotyków, czy nierządu. Zapewniwszy ich o modlitwie , pytam: „czy pościliście w intencji waszego dziecka?”. W odpowiedzi słyszę: „Bardzo się modlimy, odprawiamy nowenny do Najśw. Krwi Chrystusa, odmawiamy różaniec”! „Ale nie odpowiadacie na moje pytanie. Czy również pościcie?”. „Ale, siostro, modlimy się!”. Przypominam wówczas o tym, że Maryja mówi o wojnach, które toczą się w rodzinach, w sercach ich dzieci. Może to właśnie taka wojna niszczy teraz życie ich dziecka. „Drogie dzieci – mówi Maryja – postem i modlitwą można powstrzymać wojny.”. Matka Boża nie mówi najpierw o wojnach między narodami, ale o wojnach w łonie rodzin. Mówi, że wojna zaczyna się w naszym sercu. Jeśli nienawidzę mego brata, jeśli zamknęłam drzwi przed jakimś człowiekiem i źle go osądziłam, jeśli go potępiłam, jeśli czuję do niego zazdrość, jeśli go obmawiam, jeśli w moim sercu pozostaje gorycz, wtedy toczy się w nim wojna, która tylko wydostaje się na zewnątrz. To przede wszystkim taką wojnę matka Boża chce usunąć z naszego serca. Jedynym sposobem jest post i modlitwa. Jeśli znajdziecie jakiś innysposób, to jest to sposób podejrzany.

    Trzeba z niego zrezygnować. Jezus mówi podobnie. Pewnego dnia Apostołowie powrócili zasmuceni, bo tym razem  nie mogli pokonać zła, a przecież mieli w sobie moc Chrystusa. Czynili  cuda, uzdrawiali, uwalniali od złych duchów. Tego dnia się nie udało. Jezus wytłumaczył im, dlaczego tak się stało: „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. ?Mt 17,21/

    Nie zapominajmy o tych dwóch sposobach. Post to coś więcej, niż skok do lodowatej wody, by uratować jedno tonące dziecko. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, nie grozi nam zapalenie płuc. Możemy za to uratować życie wielu ludziom nie zapadając na żadną chorobę. Post przywraca zdrowie. Z wielu badań wynika, że na Zachodzie je się o 1/3 za dużo w stosunku to tego, co jest niezbędne dla organizmu. Wiele chorób, a nawet przedwczesnych zgonów, spowodowanych jest nadmiarem pokarmu. Tak więc post zrobi nam dobrze.

    Rodzice, którzy błagacie o uzdrowienie waszego dziecka, dzieci, które błagacie o pojednanie waszych rodziców, wiedzcie, że macie tę moc. Nie módlcie się bez postu i nie pośćcie bez modlitwy. Wszyscy święci pościli.

    W pierwszych tygodniach objawień ludzie z wioski i okolic z wielką uwagą wsłuchiwali się w każde słowo matki Bożej. Mniej więcej dwa m-ce później po rozpoczęciu objawień Maryja powiedziała: „Szatan ma wobec tej parafii niszczycielski plan. Drogie dzieci, proszę wszystkich parafian, by przez 3 dni pościli o chlebie i wodzie i odmawiali różaniec, aby odnieść zwycięstwo nad szatanem”. Wszyscy jak jeden mąż zrobili to o co prosiła Matka Boża. Przez 3 dni pościli i modlili się jednym sercem, by Maryja mogła zmiażdżyć głowę węża. Czwartego dnia Matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci, dziękuję wam za modlitwy i post. Upadł szatański plan, odnieśliśmy zwycięstwo”. Nie powiedziała: „Odniosłam zwycięstwo”, ale: „Odnieśliśmy zwycięstwo”. Potrzebowała wieśniaków z parafii w Medjugoriu, aby zwyciężyć szatana. Jest to bardzo ważne, bo gdyby w tamtych dniach szatanowi udało się przeprowadzić swój plan, nie byłoby Medjugoria, nie byłoby tej całej rzeki błogosławieństwa, która rozlewa się po naszej ziemi od ponad 27 lat. Gdyby nie było Medjugoria, ileż ludzkich istnień nie zostałoby ocalonych, ileż rodzin nie zjednoczyłoby się na nowo, iluż młodych ludzi nie uniknęłoby samobójstwa!.Spójrzmy na dobro, jakie Medjugoriu przyniosło nam samym a wszystko dlatego, że kiedyś 500 parafian z tej wioski poświęciło 3 dni na to, by zwyciężyć szatana. Bóg mógł ofiarować światu Medjugoriu i miliony pielgrzymów mogą tam przybywać, by nabierać sił. Oto jaką moc ma ten, kto odpowiada „tak” na prośbę o post i modlitwę. W 1992 r. Matka Boża powiedziała do Iranki: „Drogie dzieci, proszę was, byście zwyciężali szatana”. Ależ kim ja jestem, bym mogła odnieść zwycięstwo nad szatanem? Czy Matka Boża prosi właśnie mnie, bym go zwyciężyła? Tak. Jestem dzieckiem Bożym i Maryja potrzebuje mnie, potrzebuje każdego z nas bez wyjątku. Mówi: „Kochane dzieci pragnę, abyście zrozumieli, że Bóg wybrał każdego z was, by go użyć w wielkim planie zbawienia ludzkości. Wy nie możecie pojąć, jak wielka jest wasza rola w planie zbawienia”. W tym samym orędziu skierowanym do Iranki Maryja wskazuje na broń, którą możemy zwyciężyć szatana: „Bronią, którą możecie zwyciężyć szatana, jest post i modlitwa. Módlcie się o pokój. Szatan chce zniszczyć tę odrobinę pokoju, którą macie”. W kwietniu 1992 r., gdy bomby zaczęły spadać na całą Bośnię-hercegowinę, a więc także wokół Medjugoria , patrzyliśmy na zniszczenie i śmierć. Pierwsze orędzie po tych bombardowaniach brzmiało: „Drogie dzieci….Tylko modlitwą i postem można wstrzymać wojnę…..Szatan chce w tych dniach zamętu sprowadzić na złą drogę jak najwięcej dusz. Dlatego wzywam was, abyście zdecydowali się na Boga a On was obroni i wskaże co powinniście czynić i jaką drogą iść”.

    Maryja mówiła to także przed wojną. Teraz musiała to powtórzyć.

    CIAŁO

    Dlaczego post tak bardzo osłabia szatana? Można powiedzieć, że wtedy, gdy ofiarujemy Bogu coś, co jest związane z naszym ciałem, oddajemy się MU naprawdę. Łatwo jest dać pieniądze, oddać swój czas, powiedzieć dobre słowo czy zaangażować się w jakąś służbę. Post dotyka nie tylko naszego ciała, lecz także czegoś witalnego. Musimy jeść, aby żyć. Post dotyka więc głębokiego zakorzenionych w nas przyzwyczajeń. Mówi o tym O.Slavko: „Post objawia nasze uzależnienia”. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, widzimy, jak zaczynają migać w nas jakby małe światełka: kawa, papieros, wino, czekolada… Ale matka Boża nie przychodzi, by wytykać nam nasze przywiązania. Przychodzi po to, byśmy byli wolni, wyzwoleni. Uświadamiamy sobie, do jakiego stopnia jesteśmy przywiązani do naszych drobnych zwyczajów, do naszych planów. Gdy zaczynałam poć o chlebie i wodzie, od razu odkryłam radość, jaką daje wolność. Mogłam jeść, mogłam nie jeść. Było to dla mnie to samo. Pewna Angielka założyła zgromadzenie zakonne na prośbę Matki Bożej. Któregoś dnia spytałam ją, czy Maryja prosi jej wspólnotę o post. „Tak – odpowiedziała. Maryja prosi byśmy pościli codziennie”. „Codziennie? – spytałam. Ale to niemożliwe!”. „Ależ tak, pościmy codziennie – od drugiej do szóstej po południu”.

    Na to wybuchnęłam śmiechem, ale ona dodała: „My Anglicy, między 4 a 5 zawsze pijemy herbatę i jemy podwieczorek. Jeśli zabierze się Anglikowi herbatę, przestaje on być prawdziwym Anglikiem”. Każdy naród ma inny rodzaj przyzwyczajeń. Apostołowie często nie mieli czasu na jedzenie, ale to im nie przeszkadzało. Nie miało znaczenia, czy zjedli coś, czy te nie, bo ich najważniejszą troską było dzieło Boże. Gdy ofiarujemy coś, co związane jest z naszym ciałem to znak, że naprawdę oddajemy się Bogu. Post w pewien sposób stwarza przestrzeń w naszej duszy, sercu i ciele. Gdy nie jesteśmy zajęci jedzeniem, pojawia się owa przestrzeń dal Boga. Bóg zajmuje ją, przyjdzie do nas tak, jak nigdy przedtem. Jest to w naszym życiu niejako nowe terytorium przeznaczone wyłącznie dla Niego. Dlatego ci, którzy poszczą, mają szczególną wrażliwość i wyczucie duchowe. Otrzymują o wiele więcej natchnień niż ci, którzy nie poszczą.

    Pewna matka rodziny mieszkającej w Meksyku zaczęła pościć, ale potem przerwała post na rok. Po upływie roku na nowo go podjęła. Opowiadała mi, że w czasie gdy przestała pościć, w pewien sposób straciła natchnienie potrzebne do tego, by rozmawiać z dziećmi, mówić im o życiu, wprowadzać je w rzeczywistość. Ale, gdy tylko na nowo podjęła post powróciły dobre natchnienia. Słowa przychodziły spontanicznie. Czuła, że działa przez nią Duch Sw., i że  dziecko słucha jej całym sercem. To piękny przykład, mówiący o tej nowej przestrzeni, którą Duch Sw. Stwarza w nas przez post. To tak, jakby było w nas dodatkowe mieszkanie dla Trójcy Swiętej, które pozwalamy Jej zająć. Post jest przygotowaniem na spełnienie się dzieł Bożych i na wypełnienie się Jego woli wobec nas samych i wobec świata. Miałam wielką łaskę spotkania z pewnym świętym kapłanem, franciszkaninem, mieszkającym w pobliżu Medjugoria w Sirokim Briegu. Tysiące osób przybyło na jego pogrzeb. Miał on nie tylko dar uzdrawiania, lecz także potrafił czytać w duszach. Uzdrowił bardzo wiele dzieci. Mieszkańcy całej Bośni-Hercegowiny, a także Chorwacji, przyjeżdżali tam, by otrzymać jego błogosławieństwo. Natychmiast orientował się na czym polega czyjś problem. Gdy ktoś przychodził do niego z jakąś sprawą, on błogosławił go, to było wszystko. Uprawiał surową ascezę. Spał na ziemi i bardzo wiele pościł. Ta pełna miłości asceza pozwalała mu bardzo wiele wyjednać u pana. Stał się więc niezwykle popularny pomimo swego nieco gburowatego sposobu bycia.

    PRZYGOTOWANIE WIELKICH DZIEŁ BOŻYCH

    Jedna z moich znajomych Chorwatek z Medjugoria. Ivica, opowiadała mi historię, którą sama słyszała od swojej babci. Znała ona pewnego mnicha, do którego kiedyś przemówił Pan Bóg. Spytał go: „Zdenko, czy zgodzisz się pościć o chlebie i wodzie przez 7 lat?”. Mnich odp. Panu „tak”, co w rzeczywistości niewiele zmieniło jego obyczaje, bo bardzo często jego jedynym pożywieniem był chleb i woda. Pościł więc przez 7 lat. W ostatnim dniu siódmego roku Pan przemówił do niego jeszcze raz: „Zdenko czy zgodzisz się dodać do twojego postu jeszcze jeden rok”? Mnich i tym razem odp. „tak”. A w  ostatnim dniu ósmego roku – 24.06 1981 – w Medjugoriu po raz pierwszy objawiła się Matka Boża. Nie ma tu nic do dodania. Któż wie, jak w ukryciu przygotowywane są wielkie dzieła Boże? Tego dowiemy się w niebie.

    A oto inne zdarzenie związane ze wspomnianym franciszkaninem. Przyprowadzono do niego kobietę, którą codziennie przyłapywano na pijaństwie. W żaden sposób nie można było oderwać jej od alkoholu. Ojciec Zdenko powiedział do niej: „Nie będziesz już więcej piła. Obiecujesz?”. Kobieta obiecała a Ojciec pobłogosławił ją w imię Ojca i Syna i Ducha Swiętego . Nie piła przez następne 2 dni. Trzeciego dnia było bardzo ciepło i pokusa stawała się coraz silniejsza. Kobieta nalała  więc wina do dużego kubka i podniosła go do ust. W chwili, gdy jej wargi dotknęły brzegu kubka, zobaczyła nad kubkiem palec i usłyszała Gos O. Zdenko: „Mówiłem ci, żebyś  już więcej nie piła”. W szoku upuściła kubek na podłogę. Odtąd już na całe życie została uzdrowiona z alkoholizmu. Mnich ten po prostu modlił się i pościł. Ilu ludziom uratował życie?. Jest to tylko jedna z wielu anegdot. My także, tak samo jak on, możemy uczynić wiele dobra poprzez post i modlitwę. 25.07.1991 r. nasza matka prosiła: „W tym czasie pokój jest szczególnie zagrożony i Ja żądam od was, abyście odnowili post i modlitwę w waszych rodzinach. Drogie dzieci, pragnę żebyście zrozumieli powagę sytuacji i to, że wiele z tego, co się stanie zależy od waszej modlitwy”.

    POST JAKO OCHRONA

    Post ma jeszcze inny wymiar. Jest nim ochrona człowieka. Którzy rodzice i dziadkowie nie chcieliby, żeby ich dzieci i wnuki były chronione? Dzisiaj ubezpieczamy się na życie, na wypadek choroby czy powodzi. Ale ubezpieczenie na życie nigdy nikogo nie uchroniło od śmierci. Ubezpieczenie od wypadku działa tylko wtedy, gdy wypadek już nastąpił. W dodatku często okazuje się, że nie dopilnowaliśmy jakiegoś drobnego szczegółu a więc i tak nie wypłacają nam odszkodowania. Natomiast ubezpieczenie, jakim jest post , jest jak środek zapobiegawczy, chroni nas przed mogącym nadejść nieszczęściem. „Wiecie, drogie dzieci, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko i zmusić szatana, by nie kusił do zła i by oddalił się od tego miejsca. Szatan czyha, drogie dzieci, na każdego człowieka. Szczególnie pragnie w każdą codzienną sprawę wnieść niepokój u każdego z was”ADVERTISEMENT

    Przyznaję, że zdarza mi się wpadać w gniew, słysząc ludzi, którzy mówią: „Nie można wszędzie dopatrywać się szatana. W dodatku jego istnienie nie jest rzeczą pewną. Matka Boża  przypomniała w Medjugoriu, że szatan istnieje. Teologia Maryi na temat szatana zawarta jest w 4 zdaniach: Szatan istnieje. Dzisiaj jest tak silny jak nigdy przedtem. Działa nieustannie. Jego celem jest nasze zniszczenie: „Pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie, ale i przyrodę i planetę, na której żyjecie”. Maryja mówi także: „Poprzez modlitwę możecie go całkowicie rozbroić a sobie zapewnić szczęście”.

    Jeśli mam 10 dzieci i wiem, że  na zewnątrz grasuje zbrodniarz, który chce mordować i gwałcić, czy nie ostrzegę moich dzieci? Czy powiem im: „Możecie spokojnie iść na spacer do lasu”? Byłabym  wtedy współmorderczynią moich dzieci! Nie mamy dziś prawa ukrywać przed dziećmi, że istnieje walka duchowa, że działa nie tylko dobry Bóg, ale że jest także wróg i piekło. Jezus umarł na krzyżu nie na żarty. Umarł by uwolnić nas od zła i piekła. Również nie na żarty od tylu lat posyła do nas swoją Matkę w Medjugoriu, aby uprzedzić nas, że czas się nawrócić, bo istnieje zło, bo mamy wroga, bo istnieje przeciwnik, który „krąży jak lew ryczący”. Nie na darmo Maryja mówi do nas: „Szatan teraz jak nigdy dotąd, chce pokazać światu swe haniebne oblicze i oszukać jak najwięcej ludzi na drodze śmierci i grzechu”. Maryja przestrzega nas nie bez powodu. Dziś we Francji liczba samobójstw jest większa niż kiedykolwiek. W wyniku samobójstw śmierć ponosi więcej ludzi, niż w wyniku wojen, raka czy wypadków drogowych. Poprzez post i modlitwę możemy zostać ochronienie. „Módlcie się tyle, ile to możliwe i pośćcie – mówi Maryja. Trwajcie w modlitwie i ofierze a JA was ochronię i wysłucham waszych modlitw”. Matka Boża widzi, że potrzebujemy Jej ochrony. Mówi: „To są szczególne czasy i dlatego jestem z wami , aby was kochać i chronić. „Wiecie, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    Czy modląc się do Najświętszej Maryi Panny myślimy o tym, że może Ona wszystkiego dokonać? Często zachowujemy się tak, jakby Bóg nie był wszechmogący, jakby nie był w stanie nam pomóc. Spróbujcie wyobrazić sobie, co znaczą słowa Maryi: „Z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    OCZYSZCZENIE ZE ZŁA

    W Medjugoriu Maryja zachęca nas do „Oddania Bogu całego zła, które się w nas nagromadziło, aby mógł nas oczyścić ze wszystkich grzechów popełnionych w przeszłości. Tylko w ten sposób, drogie dzieci, będziecie mogły rozpoznać całe zło, które jest w was, i oddać je Panu, aby całkowicie oczyścił wasze serca. Dlatego módlcie się nieustannie i przygotowujcie wasze serca przez ofiarę i post”.

    Od czasu, gdy osiągnęliśmy wiek, w którym byliśmy zdolni do popełniania grzechów, popełniliśmy ich wiele i gromadziliśmy je w sobie. Nawet po wyznaniu grzechów nosimy w sobie ich skutki. Maryja zaś mówi nam, że przez swą modlitwę pomoże nam uwolnić się od skutków grzechów, które popełniliśmy w przeszłości.

    Musimy oddać Bogu przeszłe zło. Prosi nas Ona, byśmy przygotowali nasze serca. Przygotowujemy serca przez post, by Maryja mogła uzdrowić nas z tego, co pozostawiły w nas przeszłe grzechy. Taka jest prawdziwa Mama. Gdy dziecko przewróci się  i zrobi sobie krzywdę, mama będzie je leczyć, by jego upadek nie miał żadnych złych zastępstw. Z grzechów obmywa nas tylko Krew Chrystusa. Mama zaś naprawia szkody. Przez post zapraszamy Maryję, by to czyniła. Dokona się to szybciej.

    PODPOWIEDZI SZATANA

    Wszystko to przyprawia Złego o wściekłość. Nasz post go przepędził. Jest w nas nowa przestrzeń dla Boga. Bóg wyzwala nas z przeszłego zła. Matka Boa uzdrawia nas i przywraca nam piękno. Wróg pała nienawiścią.

    W 1983 r. Maryja panna skierowała ostrzeżenie do grupy modlitewnej w Medjugoriu: „Bądźcie roztropni. Szatan kusi wszystkich, którzy postanowili poświęcić się Bogu. Będzie im sugerował, że za dużo się modlą, za dużo poszczą, że powinni być jak inni młodzi ludzie, którzy poszukują przyjemności. Niech go nie słuchają i nie będą mu posłuszni Gdy będą utwierdzeni w wierze, szatan już nie będzie mógł ich zwodzić”.

    W tej dziedzinie nie może zabraknąć nam rozsądku. Najświętsza Maryja Panna zarzuca nam często jego brak. Co będzie robił szatan, gdy tylko zdecydujemy się na post? Będzie podpowiadał: „Pościć dwa dni w tygodniu? To za dużo! Będziesz się wyróżniać spośród innych! Widzisz przecież, że w tych dniach masz smutną minę. Zobacz, jaki jesteś chudy i blady! Nawet jeśli jest środa, możesz przecież zjeść befsztyk, to ci dobrze zrobi. Bóg nigdy nie chciał, żebyś był słaby, a post cię osłabi. Rób tak jak inni. Nikt nie wygłupia się tak, jak ty! Korzystaj z życia i jedz, co chcesz! Korzystaj”.!

    Czy Jezus powiedział kiedykolwiek w Ewangelii: „Róbcie tak, jak wszyscy”? Nie, życie chrześcijańskie nie polega na tym, by postępować jak inni, ale – jak Jezus. Mamy być uczniami, którzy wszędzie podążają za panem i działają tak, jak ON. Gdy przychodzi pokusa” „Rób tak, jak wszyscy” możemy być pewni od kogo to pochodzi Jest dobry sposób oddania się w ręce szatana: robić to, co wszyscy. Gdy szatan nas kusi, nie starajmy się mu odpowiadać, nie róbmy tego głupstwa! Jeśli mówi do nas: „Powinieneś coś zjeść! Widzisz, jaki jesteś bledziutki! Przecież  wszyscy jedzą!” nie trzeba odpowiadać: „Ale ja mam ochotę pościć, idź precz, jesteś wstrętny!”. Nigdy tak nie róbcie. Z szatanem nigdy  nie można wchodzić w dialog. Jeśli szatan nas niepokoi, powinniśmy zwrócić się do Boga: „Panie, niepokoi mnie diabeł. Zrób coś!” Szatan jest sprytniejszy od nas Jeśli wciągnie nas w dialog, wpadniemy w pułapkę. Tak wpadła w pułapkę Ewa. Gdyby zamiast wchodzić w dialog z szatanem powiedziała do Boga: „panie, przyszedł do mnie wąż to, co mówi, jest przeciwieństwem tego, co powiedziałeś Ty. Co mam robić?” wówczas nie zjadłaby jabłka.

    Kiedy nasz post będzie przynosił owoce? Jeżeli będziemy pościli sercem Często w środę i w piątek rano mamy pokusę niezadowolenia, zaczynamy utyskiwać. Gdy jednak wchodzimy w ducha postu z ową miłością Chleba Życia, z miłością do Jezusa, który jest najważniejszy, wtedy pościmy sercem, bo kochamy Jezusa.ADVERTISEMENT

    W 1984 r. matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci!. Dziś was wzywam, byście zaczęli pościć z serca. Są ludzie, którzy poszczą, ponieważ wszyscy poszczą. Zaistniał obyczaj z którym nikt nie ma odwagi zerwać. Parafię proszę, by pościła z wdzięcznością za to, że Bóg pozwolił Mi pozostać tak długo w niej. Drogie dzieci, pośćcie i módlcie się z serca!”.

    Niech post będzie podziękowaniem za obecność Maryi z także za Eucharystię.

    WYPEŁNIANIE SIĘ PLANÓW BOŻYCH

    Wszyscy pragniemy w pełni żyć powołaniem, jakie Bóg złożył w naszych sercach, gdy nas stwarzał. Chcielibyśmy, by wszystko się wykonało w dniu naszej śmierci. Chcielibyśmy usłyszeć, jak Pan mówi: „Cieszę się, bo pozwoliłeś mi wypełnić w tobie to wszystko, co dla ciebie zaplanowałem”. W 1985 r. Matka Boża powiedziała: „Szczególnie zachowajcie post. Gdyż poprzez post najwięcej osiągniecie i sprawicie Mi radość, bowiem wówczas spełni się cały plan, który Bóg postanowił zrealizować tu w Medjugoriu”.

    Gdy mówi Ona o planie w Medjugoriu, chodzi także  o plan dla każdego z nas. Poszcząc pozwalamy Bogu w pełni zrealizować Jego plan wobec nas, wobec naszej rodziny, wspólnoty. Pozwalamy Mu do końca wypełnić wszystkie Jego zamiary. Stwarzając nas, Bóg złożył w nas nadzieję. Kiedy się modlimy mamy nadzieję, że Bóg odpowie na naszą modlitwę. Podobnie Bóg. Patrząc  na nas, Am nadzieję, że pozwalamy rozrastać się wszystkim małym nasionkom, które złożył w naszym sercu i że zanim umrzemy, staniemy się podobni  do kwiatu otwartego na Jego łaskę, żyjąc w pełni owym „potencjałem” świętości, który w nas złożył. Post pozwala nam w pełni urzeczywistnić ów plan. Słuchajcie uważnie, to się wam spodoba. Czy pragniecie, by Bóg wysłuchał wszystkich waszych modlitw? Oto orędzie, które rozszerzy wasze horyzonty: „Modlitwa jest jedyną drogą, która prowadzi do pokoju. Jeśli modlicie się i prosicie, otrzymacie wszystko, o co będziecie prosić”.

    CZYŚCIEC

    Ci, którzy odeszli przed nami i teraz są w czyśćcu, bardzo cierpią. Jednym ze środków mogących przyczynić się do wyzwolenia dusz czyśćcowych jest post, który za nie ofiarujemy. Matka Boża w Medjugoriu mówi, że osoby te czekają na nasze modlitwy i ofiary. Post ma tu wielką moc. Przynieść kwiaty na grób kochanej osoby, postawić na komodzie jej zdjęcie, myśleć o dobru, które nam wyświadczyła, to bardzo miłe zwyczaje. Jednak w niczym jej  to nie pomaga. Jeśli chcemy przyspieszyć koniec jej straszliwych cierpień czyśćcowych  musimy pościć w jej intencji. Będzie to czyn bezinteresownej i doskonałej miłości, który uwolni ją od cierpień. Jeszcze raz nasza matka przychodzi nam z pomocą, dając nam po temu niezawodne środki. Oczywiście mówi nam o Mszy św. jako o najbardziej niezawodnym i najpiękniejszym sposobie pomocy duszom czyśćcowym, ale przypomina także o poście.

    UZDROWIENIA

    Matka Boża mówi również o uzdrowieniu. Wielu pielgrzymów prosi Maryję za pośrednictwem widzących, by wstawiała się za chorych. Bardzo leży Jej to na sercu. W czasie prawie każdego objawienia na górze Ivan mówi, że Gospa w szczególny sposób modliła się za chorych i za tych, których nosimy  w sercach. Jest Ona bardzo blisko wszystkich, którzy cierpią fizycznie, psychicznie i duchowo. Na początku objawień widzący zapytali Ją o kilkoro chorych. Tak odpowiedziała: „Miejcie silną wiarę, módlcie się i pośćcie a wyzdrowieją”.

    25.07.1982 r. dodała: „W intencji uzdrowienia chorych bardzo ważne jest odmawiać następ. Modlitwy : „Wierzę w Boga” siedem „Ojcze nasz”. „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała” oraz pościć o chlebie i wodzie . dobrze jest nałożyć ręce na chorych i modlić się. Dobrze jest namaścić chorych poświęconym olejem”. Gdy w naszej rodzinie ktoś choruje, jesteśmy przede wszystkim zatroskani o leczenie. Uganiamy się za najlepszymi lekarzami, za najskuteczniejszymi lekarstwami, wyjeżdżamy do Ameryki na konsultacje z największymi specjalistami. Jesteśmy gotowi zrobić dosłownie wszystko, wydać majątek, dla ratowania życia chorego, np. : dziecka.

    Ale wszystko to jest o wiele prostsze. Nieraz wystarczy modlić się i pościć. W wielu przypadkach modlitwa i post mogą wyjednać cudowne uzdrowienie chorego. Sakrament chorych proponowany przez Kościół katolicki, przynosi wielu chorym uzdrowienie. Nawet jeśli nie jest to uzdrowienie fizyczne, to chory otrzymuje pokój serca. Nie czekajmy aż chory będzie bliski śmierci, by wezwać księdza z olejami świętymi. Często chory tak bardzo boi się księdza, że jego widok może przyspieszyć śmierć. Boimy się  sakramentu „ostatniego namaszczenia”, ale przecież namaszczenie to nie musi być ostatnie. Może być pierwsze. Gdy ktoś zachoruje, trzeba od razu wezwać księdza i zacząć pościć za chorego. Kiedyś przyszła do mnie pewna pani chora na raka. Mówiła: „Mój problem polega na tym, że w mojej rodzinie nie ma ani jednego wierzącego . Nikt nie będzie za nie się modlił ani pościł”. Odpowiedziałam jej, że wobec tego my będziemy to robić zamiast rodziny. Odwiedzajcie chorych, których rodziny się nie modlą, mówcie im o Bogu, zwiastujcie Dobrą Nowinę, powiedzcie im, że będziecie modlić się za nich i pościć. Wyjednacie u Pana wiele uzdrowień. Gdy widzący pytają  Matkę Bożą, czy uzdrowi jakiegoś chorego, Ona bardzo często odpowiada: „Ja nie mogę uzdrowić. Uzdrawia sam Bóg. Ale dzieci, módlcie się a Ja będę modlić się z wami. Wierzcie wytrwale, pośćcie i czyńcie pokutę. Bóg wszystkim przychodzi z pomocą. Ja nie jestem Bogiem. Potrzebuję waszych ofiar i waszych modlitw”.

    A DZIECI?

    Często wyjaśniam dzieciom, czym jest ofiara. Proszę, by zamknęły oczy zastanowiły się, co mogą ofiarować. Mówię, że wieczorem Matka Boża przyjdzie po ich ofiarę, bo codziennie obchodzi ona cały dom i zbiera wszystkie ofiary do swego wielkiego kosza. Wtedy dzieci mocno zamykają oczy, modlą się w skupieniu, a potem mówią jaką ofiarę znalazły. Dzieci są niezwykle wspaniałomyślne, łatwo przyjmują taką propozycję. Nie chodzi o to by zmuszać dzieci do postu o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu, ale gdy zobaczą, jak rodzice poszczą, spytają: „A ja tato? Ja też chcę coś ofiarować!” I wyrzekną się cukierka czy loda, nie zjedzą ulubionego deseru, zrezygnują z oglądania telewizji.

    Trzeba jednak uważać na dzieci, czasem są one aż nazbyt bystre. Mój 6-letni siostrzeniec Franciszek Józef zorientował się w sytuacji i pewnego wieczoru po modlitwie przed posiłkiem powiedział d ojca: „tato, ja też dzisiaj poszczę”. Ojciec odpowiedział : „Postem będzie dla ciebie to, że zjesz danie, którego nie lubisz”. W przypadku dzieci ważne jest dozowanie. Są one bardzo wielkoduszne, Zamiast 10 brzydkich słów powiedzą tylko jedno, dobrze rozumieją, kiedy trzeba zrobić jakiś wyjątek.

    ZAWIESZENIE PRAW NATURY

    Matka Boża powiedziała: „Postem i modlitwami można powstrzymać wojny, można zawiesić prawa naturalne”. Zbyt mało uwagi przywiązujemy do tego orędzia. Post i modlitwa może zawiesić prawa naturalne! Znaczy to, że nieszczęścia, które mogą się wydarzyć /lawiny, trzęsienia ziemi/ mogą nie nadejść, jeśli ktoś w wiosce pości. Podam przykład pewnej osoby, która kiedyś opowiadała mi o swoim życiu. Było ono wyjątkowo grzeszne. Pracowała w szpitalu jako pielęgniarka. Był tam pewien lekarz, który bardzo się za nią modlił i pościł /dowiedziała się o tym później/ Usiłowała popełnić samobójstwo a ponieważ była pielęgniarką, wiedziała jaką dawkę leków zażyć, żeby się otruć. Połknęła leki, ale nazajutrz rano obudziła się rześka i zdrowa, nie odczuwając żadnych negatywnych objawów. Po dawce, którą zażyła było to zupełnie nienormalne. Był to dla niej szok. Przez cały dzień mówiła sama do siebie: „ktoś nie chce, żebym umarła. Czy to Bóg?”. Szok ten sprawił, że kilka tygodni później otworzyła się na Boga. Gdy powróciła do wiary, lekarz, który od dawna modlił się za nią i pościł, powiedział jej o tym a ona od razu wszystko zrozumiała. Post tego lekarza zawiesił prawa naturalne, przeszkodził, by środki chemiczne wywołały efekt w jej organizmie. Jest to jeden z wielu przykładów. We wszystkich szkołach są gaśnice na wypadek pożaru. We wszystkich domach jest aspiryna na wypadek bólu głowy. To właśnie post jest taką gaśnicą, taką aspiryną, przeciwdziałającą złu, które rozprzestrzenia się w nas, w naszych rodzinach, w społeczeństwie, w Kościele.

    UZDRAWIACZE

    Mówiłam już, że przez post możemy wyjednać o wiele więcej uzdrowień, niż nam się zdaje i że zamiast biegać od lekarza do lekarza lepiej jest modlić się i pościć. Ale uwaga! Wielu ludzi chodzi dzisiaj do uzdrawiaczy. Trzeba wiedzieć, że owi uzdrawiacze pewnego pięknego dnia otrzymali swój ar, ale nie wiadomo dokładnie skąd ten dar pochodzi. We Wspólnocie Błogosławieństw  często świadczymy „Usługi dla poszkodowanych”, tzn. pomagamy ludziom leczonym przez uzdrawiaczy. Jeśli ktoś pójdzie do uzdrawiacza z bólem lewego kolana, być może kolano przestanie go boleć. Nie wie on jednak, że choroba jedynie zmieniła miejsce. Zaatakuje inny organ i stanie się jeszcze dokuczliwsza. Człowiek taki powtórnie odwiedzi uzdrawiacza, a ten będzie na nowo odprawiał swoje czary i być może po raz drugi usunie ból. Potem ból pojawi się gzie indziej po raz trzeci i będzie jeszcze większy. A pewnego dnia człowiek ten obudzi się z lękiem nie do opanowania, będzie ogarnięty chęcią śmierci samobójstwa. Dlaczego znajdujemy ciało młodego  człowieka wiszące na sznurze, koro wcześniej nic nie wskazywało na to, że chce on popełnić ten czyn? W wielu wypadkach okazuje się, że w przeszłości matka chodziła z nim do uzdrawiacza . Uzdrawiacze wypowiadają nieco dziwne słowa /czasem wymieszane z modlitwami chrześcijan. Używają tajnych formuł, w których niby przypadkiem wymieniają imię zdrajcy – Judasza. Robią masaże itd. Ale swój dar otrzymują często od innej osoby, która z kolei otrzymała go jeszcze od kogo innego. A u początku tego łańcucha jest czarownik, który otrzymał ten dar od szatana, ponieważ szatan może „uzdrawiać”. Jezus mi nam w Ewangelii, że w czasach ostatecznych fałszywi prorocy będą czynić znaki i wspaniałe cuda, aby – jeśli to możliwe – pozyskać sobie wybranych Bożych. Jest to prawda. A ponieważ szatan nie robi prezentów, więc przemieszcza jedynie chorobę, czyniąc ją jeszcze cięższą. Dlatego ci, którzy chodzą do uzdrawiaczy , wciążzapadają na zdrowiu a ich choroba przechodzi z ciała do serca a z serca do duszy. Wszystko zaczyna się od zwykłej choroby fizycznej a kończy się pokusami samobójstwa, głęboką depresją, straszliwą nienawiścią…..

    s.Emmanuel/Fronda.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Marsz 1000 róż dla Matki Bożej!

    Wojownicy Maryi zapraszają do wzięcia udziału w niezwykłej modlitwie

    fot. Facebook / WMaryi

    ***

    W najbliższą sobotę 15 stycznia w Szczecinie odbędzie się „Marsz 1000 Róż dla Maryi”. Uczestnicy Marszu będą modlić się o łaskę nawrócenia i przemianę serc dla Polski. Organizatorem tego religijnego wydarzenia jest wspólnota „Wojownicy Maryi”.

     „Marsz 1000 Róż dla Maryi” rozpocznie się już o godzinie 6 rano przy kościele św. Jana Bosko. Przejdzie ulicami Szczecina aż do Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Głównym organizatorem Marszu jest wspólnota Wojownicy Maryi.  „Serdecznie zapraszamy wszystkich mężczyzn do pokutno – wynagradzającego Marszu 1000 Róż dla Maryi. W tych bardzo niespokojnych czasach, chwilach zwątpień, upadków, obojętności wielu stworzeń, pragniemy uciekać się do Maryi, do Jej Niepokalanego Serca, by wypraszać łaski dla naszej Ojczyzny i modlić się o pokój nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie, o co prosiła nas Ona w Fatimie” – zachęcają do udziału w Marszu na swoim profilu Facebook Wojownicy Maryi.

    Członkowie Maryjnej wspólnoty mężczyzn zauważają, że aby dokonać dobrego dzieła trzeba mieć Boży pokój w sercu „Pokój w Ojczyźnie zaczyna się od pokoju w naszych sercach, a kiedy my modlimy się różańcem, serca nasze przybliżają się do Niepokalanego Serca Maryi, do miłości, którą jest Ona cała, do pełni Jej łask”, czytamy w opisie idei Marszu 1000 Róż dla Maryi wspólnoty Wojownicy Maryi.  

    Wojownicy Maryi to Maryjna wspólnota męska, która zawiązała się podczas odbywających się cyklicznie, otwartych spotkań formacyjnych dla mężczyzn. Centrum wspólnoty znajduje się w miejscowości Ląd (woj. dolnośląskie) dokładnie w Domu Wyższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego. Opiekunem duchowym wspólnoty Wojownicy Maryi jest ks. Dominik Chmielewski SDB. By stać się Wojownikiem Maryi, trzeba przejść przez formację podczas cyklicznych, organizowanych przez wspólnotę spotkań zarówno ogólnopolskich jak i regionalnych, oraz po uprzedniej weryfikacji, przystąpić do uroczystego zawierzenia tzw. Pasowania Mieczy, które odbywa się raz w roku.

    źródło: Facebook / Wmaryi / Adam Białous / PCh24.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 12 LUTEGO 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z UROCZYSTOŚCI CHRZTU PAŃSKIEGO O GODZ. 18.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 19 LUTEGO 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 10.00 – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO: SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT KOBIET W PIŚMIE ŚWIĘTYM. ROZWAŻANIE ROZPOCZYNA SIĘ ŚPIEWEM GODZINEK DO CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z UROCZYSTOŚCI CHRZTU PAŃSKIEGO O GODZ. 18.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA


    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei: Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    1 STYCZNIA 2022 ROKU PAŃSKIEGO

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi i Światowy Dzień Pokoju

    „Wielka Boga-Człowieka Matko!”

    – słowa błogosławionego kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia

    OUR LADY;ICON
    Public Domain/Aleteia.pl

    ***

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE:

    * Medytacja – Tajemnica Nawiedzenia

    * Modlitwa Różańcowa – Tajemnice Radosne

    _________________________________________________________________________________________

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi – 1 stycznia

    Pierwszy dzień Nowego Roku to ósmy dzień od Narodzenia Jezusa. Według prawa żydowskiego każdy chłopiec miał być tego dnia obrzezany. W oktawę Bożego Narodzenia, dziękując Bogu za przyjście na świat Chrystusa, Kościół obchodzi uroczystość Maryi jako Matki Bożej, przez którą spełniły się obietnice dane całej ludzkości, związane z tajemnicą Odkupienia. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. Dziękujemy Jej także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży.

    Poświęcenie Maryi pierwszego dnia rozpoczynającego się roku ma także inne znaczenie. Matka Jezusa zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa. Pragnienie zaakcentowania specjalnego wspomnienia Matki Bożej zrodziło się już w starożytności chrześcijańskiej. Kościół zachodni już w VII wieku wyznaczył w tym celu dzień 1 stycznia.

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze maryjne święto. Do liturgii Kościoła wprowadził je dość późno papież Pius XI w roku 1931 na pamiątkę 1500. rocznicy soboru w Efezie (431). Pius XI wyznaczył na coroczną pamiątkę tego święta dzień 11 października. Reforma liturgiczna w roku 1969 nie zniosła tego święta, ale podniosła je do rangi uroczystości nakazanych i przeniosła na 1 stycznia.

    Światowy Dzień Pokoju – 1 stycznia

    Światowy Dzień Pokoju ustanowił św. Paweł VI listem z dnia 8 grudnia 1967 r., skierowanym do wszystkich ludzi dobrej woli, nie tylko katolików. Papież zaproponował, aby na całym świecie początek nowego roku kalendarzowego uczczono jako Dzień Pokoju.

    źródło: brewiarz.pl

    „Uroczystością Świętej Bożej Rodzicielki kończy się oktawa świąt Narodzenia Pańskiego i jednocześnie rozpoczyna się nowy rok kalendarzowy. Wymowne jest to zestawienie. Z jednej strony podsumowujemy czas świąteczny skupieniem naszej uwagi na Matce Bożej, która wydała na świat Zbawiciela, a z drugiej to Jej opiece powierzamy się na początek czasu, który się przed nami otwiera wraz z Nowym Rokiem.

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki zbiega się z doroczną modlitwą o pokój. 1 stycznia przypada bowiem obchodzony od 1968 r. Światowy Dzień Pokoju.

    Jako ludzie wiary widzimy jednak związek pomiędzy modlitwą o pokój a Świętą Bożą Rodzicielką. Przecież Maryja wydała na świat Jezusa – Księcia Pokoju. Wierzymy, że trwały pokój między ludźmi możliwy jest tam, gdzie są ci, którzy mają swoje serce i myśli wypełnione pokojem. Podczas narodzenia się Syna Bożego aniołowie zwiastowali pokój wszystkim ludziom dobrej woli. Dar pokoju, który otrzymuje człowiek i świat od Nowonarodzonego, jest kluczem do uporządkowania świata, ludzkich relacji tam, gdzie panuje gniew, nienawiść, gdzie brakuje życzliwego spojrzenia i otwartej dłoni do drugiego człowieka”. (Ks. Krzysztof Ora)

    źródło: naszdziennik.pl

    __________________________________________________________________________

    Msza święta i odpust zupełny w dniu 1 stycznia

    Dzień 1 stycznia, w którym obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi uczestniczący we Mszy świętej mogą uzyskać odpust zupełny.

    Obchodzona 1 stycznia uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki jest świętem nakazanym, w związku z tym wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od wykonywania zajęć, które utrudniają oddawanie czci Bogu. Tego dnia za publiczne odmówienie hymnu Przyjdź Duchu Święty (Veni Creator Spiritus) można uzyskać odpust zupełny czyli darowanie całej, przewidzianej kary za grzechy już odpuszczone co do winy w sakramencie spowiedzi.

    Odpust zupełny

    Odpust ten można uzyskać, spełniając zwykłe warunki, a więc: brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, stan po spowiedzi sakramentalnej i przyjęcie Komunii Świętej oraz odmówienie modlitwy w intencjach papieskich.

    Święta nakazane

    W Polsce świętami nakazanymi, poza niedzielami i przypadającymi w niedzielę Wielkanocą i Wniebowstąpieniem, są również: uroczystość Narodzenia Pańskiego (25 grudnia), uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia), uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało), uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) oraz uroczystość Wszystkich Świętych (1 listopada).

    List biskupów w sprawie Przykazań Kościelnych zachęca do udziału w liturgii również w inne dni świąteczne:

    „Chociaż takie uroczystości i święta, jak: Niepokalane Poczęcie, świętego Józefa, świętych Apostołów Piotra i Pawła, Matki Bożej Gromnicznej, Poniedziałek Wielkanocny, święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła (poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego), świętego Szczepana, nie są świętami nakazanymi, to jednak zachęcamy wiernych, by zgodnie z wieloletnią tradycją brali wtedy udział w liturgii.

    Katolicka Agencja Informacyjna 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    This image has an empty alt attribute; its file name is Maryja-J%C3%B3zef.jpg

    Gdziekolwiek byłbym na tym świecie – to jest ze mną cudowne bogactwo z Kraju Ojczystego wzięte, wciąż żywe i wcale niesentymentalne. Znowu jest mi dane przeżywać Boże Narodzenie – szczególny czas pełen Bożego pokoju, które daje prawdziwą radość, przeżywaną razem przy wigilijnym stole, gdzie otacza nas serdeczność, życzliwość i ciepło ogarniające wszystkich, nawet nieznajomych, na których czeka puste miejsce przy stole.

    Kolejne święta znowu naznaczone są trudnościami – czytam więc kolejny już raz list św. Jakuba Apostoła, który pomaga mi na nowo godzić się przyjmowaniem wszystkiego co się wydarza, bo …“wiedzcie, że to, co wystawia wiarę na próbę, rodzi wytrwałość”. (Jk 1. 3)

    Medytuję niesamowity ogrom trudności, który stał się udziałem Świętej Rodziny i to przed narodzinami a potem miejsce urodzenia – stajnia i żłób w ciemną noc. Za niedługo,  też w ciemną noc, trzeba było z pośpiechem uchodzić w obcy kraj.

    W takiej scenerii dokonywała się Tajemnica Wcielenia Bożego Syna – w świecie pełnym nieprawości.

    Boże Słowo, które stało się Ciałem raz dokonane wciąż trwa. Dlatego choćby wszystko wskazywało na niebie i na ziemi, że ciemności nie ustają – to jednak świat zdecydowanie jest już inny, bo wypełniony Obecnością Zbawiciela i zmierza ku swej pełni według Bożego zamysłu.

    O tę wytrwałość w trudnościach obecnego czasu proszę Świętą Rodzinę, która nie zwątpiła w Boże obietnice – mimo, że tak to wyglądało, jakby Niebo zamilkło pozostawiając Ich zupełnie samych. Proszę o tę łaskę wytrwałości nie tylko dla nas “polskich glasgowian”, ale dla wszystkich, z którymi razem w drodze jesteśmy.

    W tym rozpamiętywaniu trudu, lęku i cierpienia Bożej Matki i sprawiedliwego męża, życzę, aby w ten święty czas zobaczyć, pomimo ciemności, Światełko i pójść za Nim. To nic, że jest jeszcze Maleńkie, ale ma Bożą moc, które rozświetla nawet największe ciemności.

    Z tym Światłem wejdźmy razem w Nowy Rok Pański 2022, bo tylko BOŻE ŚWIATŁO jest jedynym i całkowitym ocaleniem.

     ks. Marian Łękawa SAC

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Nietypowa „szopka” w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu

    Nietypowa „szopka” w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu
    Ułożenie ciała Maryi i kompozycja szaty nawiązuje bezpośrednio do jednej z najbardziej znanych rzeźb zachodniego chrześcijaństwa, mianowicie do “Piety” Michała Anioła.

    ***

    Tegoroczna szopka w Tyńcu zaskakuje swoją nietypową formą. Brakuje w niej bowiem większości elementów typowych dla tradycyjnej szopki. Nie znajdziemy w niej ani żłóbka, ani pasterzy, ani zwierząt, nie ma w niej nawet samego św. Józefa.

    W jednej z bocznych kaplic tynieckiej świątyni została ustawiona figura przedstawiająca Matkę Bożą trzymającą na rękach Dzieciątko. Ułożenie ciała Maryi i kompozycja szaty nawiązuje bezpośrednio do jednej z najbardziej znanych rzeźb zachodniego chrześcijaństwa, mianowicie do Piety Michała Anioła. Można zastanowić się dlaczego taka forma, odwołująca się to tak dramatycznej sceny, jaką jest wizerunek Maryi trzymającej pod krzyżem ciało swojego zmarłego Syna? Dlaczego w takim momencie i takim kontekście?

    Jesteśmy przyzwyczajeni do szopek pachnących sianem i igliwiem, gdzie Maryja pochyla się czule nad żłóbkiem, a stada owieczek, wraz z wołem i osiołkiem adorują Świętą Dziecinę. Wzruszająca scena pełna ciepła i czułości. Jest to z pewnością piękna wizja szopki, do której już przywykliśmy. Z tej przyczyny ucieka nam jednak ważna prawda naszej wiary, mówiąca o tym, czym jest tak naprawdę Boże Wcielenie i jakie ma znaczenie dla nas i całego świata. Okazuje się bowiem, że teologia i symbolika Bożego Narodzenia, już od samego początku ukierunkowuje naszą uwagę na całe Dzieło Zbawcze. Chrystus przyszedł na świat, urodził się jako człowiek, po to, aby całą ludzkość odkupić i zbawić. A dokonało się to poprzez mękę, śmierć na krzyżu i Zmartwychwstanie. Taki jest cel i sens Wcielenia Boga.

    Intencją nietypowej formy tegorocznej tynieckiej szopki było, aby tę zasadniczą prawdę nam wszystkim przypomnieć. Abyśmy nie zatrzymali się tylko na ckliwej scenie niemowlęcia leżącego na pachnącym sianku. W bardzo dobitny sposób ukazuje tę prawdę ortodoksyjna ikona Bożego Narodzenia. Dzieciątko owinięte w płótna na wzór ciała zmarłego składanego do grobu, leży w żłobie, który przypomina raczej sarkofag. Czerń groty narodzenia jest jednocześnie czernią groty złożenia do grobu, oraz czernią otchłani, z której Chrystus wydobywa po swoim Zmartwychwstaniu pierwszych rodziców. Taka symbolika i analogia dla wielu osób może na pierwszy rzut oka wydawać się dość przerażająca. Trzeba jednak przypomnieć sobie tę zasadniczą prawdę, że największy akt miłości jaki dokonał się w historii świata, dokonał się właśnie na krzyżu, a Boże Narodzenie jest początkiem wielkiego dzieła odkupienia i zbawienia ludzkości jakie zaplanował sam Bóg z miłości do człowieka.

    Nietypowa „szopka” w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu

    Patrząc zatem na tyniecką szopkę zdajemy sobie sprawę, że te same ramiona Matki Boga, które teraz tulą Niemowlę, niebawem będą tuliły ciało Syna zdjęte z krzyża…

    Bardzo intymna scena, pełna ciszy, kiedy chwilę po narodzeniu matka bierze na ręce swoje dziecko i pierwszy raz patrzy mu w oczy. Nie ma przy nich nikogo więcej, nie dotarli jeszcze pasterze, ani mędrcy. Są tylko Oni, Matka, Dziecko i cisza przepełniona miłością. Nad głową Maryi unoszą się zastępy Aniołów, tylko oni czuwają bez przerwy i adorują Dzieciątko, podkreślając tym samym królewski charakter tych narodzin. Biel figury nie tylko nawiązuje do bieli marmuru rzeźby Michała Anioła, ale przypomina nam również o przebóstwiającej światłości którą świeci narodzony Chrystus i która rozjaśnia mrok ciemności groty, oraz oświeca każdego, kto się przed nią modli.

    Cesarz bizantyjski jako jedyny miał przywilej narodzin w purpurowej pościeli, stąd motyw purpurowej tkaniny, na której leży Maryja przedstawiana na wschodnich ikonach. Również w tynieckiej szopce materiał znajdujący się u stóp Maryi przypomina, że oto narodził się jedyny i prawdziwy Król królów i Pan Panów, który z miłości do nas pozwoli przelać swoją krew i odda za nas swoje życie na krzyżu.


    autor: Mikołaj Jastrzębski OSB do opactwa wstąpił w 2015 r., śluby wieczyste złożył 9 października 2020 r. Pochodzi z Siedlec, jest studentem Wyższego Seminarium Duchownego Księży Misjonarzy w Krakowie. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest autorem reprodukcji najbardziej czczonych i cudotwórczych ikon wykonanych techniką decoupage, które dostępne są w księgarni internetowej Wydawnictwa B
    enedyktynów TYNIEC.

    Gość Niedzielny

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO – 9 STYCZNIA 2022 MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ A PO MSZY ŚWIĘTEJ KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _________________________________________________

    Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie

    Simon Neisse, „Chrzest Chrystusa” (XX wiek)
    Simon Neisse, „Chrzest Chrystusa” (XX wiek)/fot. Graziako

    ***

    W historii zbawienia przedstawionej na kartach Starego Testamentu istotne miejsce zajmuje wątek Mesjasza – Sługi, w którym Bóg ma upodobanie. Wielowiekowe oczekiwanie Izraelitów spełniło się w Jezusie Mesjaszu. Jego rysy maluje prorok Izajasz, zapowiadając, że na Nim spocznie Duch Pański, a Jego misja będzie miała zasięg powszechny, obejmujący całą ludzkość. Cechują go cichość, łagodność i wyrozumiałość, lecz także zdecydowanie i stanowczość. Taka również powinna być postawa wyznawców Jezusa Mesjasza, tj. Chrystusa. Nigdy nie zabraknie tych, którzy wyczekują Boga i Jego pomocy. Izajasz mówi o niewidomych, jeńcach i więźniach, czym nawiązuje do realiów życia, ale ma to też znaczenie symboliczne. Wśród cieszących się wzrokiem, wolnością i swobodą jest wielu potrzebujących wewnętrznego wyzwolenia, polegającego na zerwaniu ze złem i grzechem. Ewangelia Jezusa niesie im niezbędną pomoc i dlatego zawsze potrzebni są jej głosiciele i wiarygodni świadkowie.

    Przemówienie Piotra w domu setnika Korneliusza w Cezarei Nadmorskiej rozpoczyna się od słów: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. O ile Stary Testament był skupiony na Izraelu jako ludzie Bożego wybrania, o tyle Nowy Testament wskazuje, że cel tego wybrania stanowi zbawienie wszystkich ludzi i każdego człowieka. Wejście do wspólnoty wyznawców jedynego Boga, spadkobierców wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba, dokonywało się przez obrzezanie. Jednak w samych początkach istnienia Kościół, otwierając się na nawróconych z pogaństwa, wybrał inną drogę, a mianowicie chrzest. Pierwszym ochrzczonym poganinem był rzymski setnik Korneliusz i to zapoczątkowało drogę Ewangelii do pogan. Zawiązał się i umacniał nowy rodzaj wspólnoty, oparty nie na pochodzeniu etnicznym, lecz na solidarności w tej samej wierze, co stworzyło podstawy nowego porządku i ładu społecznego, który nie zna podziałów etnicznych. Spełniły się słowa psalmisty, śpiewane jako refren psalmu responsoryjnego wyrażającego powszechne uwielbienie Boga: „Pan ześle pokój swojemu ludowi”.

    Wartość chrztu jako sakramentu zbawienia została zapowiedziana przez chrzest Jezusa w wodach Jordanu. Przyjął go od Jana, zwanego Chrzcicielem, który wyjaśnił, czym chrzest udzielany przez niego różni się od chrztu, który będzie udzielany w imię Jezusa Chrystusa: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. Jan używa wody, natomiast Jezus dokona doskonalszego oczyszczenia – mocą Ducha Świętego, której symbolem jest ogień. Po zmartwychwstaniu Jezusa doświadczyli go Żydzi zebrani w Jerozolimie w dzień Pięćdziesiątnicy, a w Cezarei – poganie zebrani w domu Korneliusza. Chrzest usunął dotychczasowy podział na dwie części ludzkości i zapoczątkował nową erę. Przyjąwszy chrzest Janowy, Jezus modlił się i właśnie podczas modlitwy zstąpił na Niego Duch Święty oraz została objawiona Jego prawdziwa tożsamość: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Bóg objawia się jako Trójjedyny – Ojciec, Syn i Duch Święty. W imię i mocą Trójcy Świętej przyjmujemy sakrament chrztu i stajemy się chrześcijanami.

    ks. profesor Waldemar Chrostowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Co czyni w człowieku chrzest? ZOBACZ  - zdjęcie
    fot. via: Pixabay – biglinker

    ***

    Co czyni w człowieku chrzest? ZOBACZ

    Katechizm Kościoła Katolickiego, zgodnie z duchem posoborowej teologii, wskazuje na 5 zasadniczych skutków sakramentu chrztu., dzięki którym staje się on wydarzeniem misteryjnym, wprowadzającym człowieka w chrześcijańską nowość życia.

    Są nimi: uwolnienie od grzechu pierworodnego, synostwo Boże, wszczepienie w Jezusa Chrystusa, wszczepienie w Kościół święty oraz udział w posłannictwie Chrystusa i Kościoła (KKK 1213). 

    Uwolnienie od grzechu pierworodnego 

    Św. Jan Chrzciciel, udzielając chrztu pokuty przez obmycie w wodach Jordanu, zapowiada chrzest w Duchu i ogniu (Mt 3,11). Duch jest obiecanym darem mesjańskim, zaś ogień wskazuje na sąd, który aktualizuje się z chwilą przyjścia Mesjasza (J 3,18-21). Z tego względu w nauce św. Pawła, obmycie z pierworodnej winy ma wydźwięk pozytywny. Jest nie tyle wspomnieniem grzechu Adama, co przede wszystkim wskazaniem na nową jakość ludzkiej egzystencji. Apostoł pisze bowiem o „obmyciu odradzającym i odnawiającym w Duchu Świętym” (Tt 3, 5). Duch Święty w sakramencie chrztu przywraca pierwotną niewinność, integruje wewnętrzne rozdarcie człowieka i stwarza nowy ład, czyniąc chrześcijanina swoją świątynią (l Kor 3,16-17; 6,19). Jest to istotnie nowe narodzenie (J 3,5-7), w wyniku którego powstaje nowe życie i nowe stworzenie (2 Kor 5,17). Na skutek buntu pierwszych ludzi została poważnie zakłócona harmonia człowieka z Bogiem, ze sobą i całym Bożym stworzeniem (Rdz 1,26). Dzięki łasce chrztu ta przepaść została pokonana. Natomiast utracone przez grzech pierworodny „obraz i podobieństwo Boże” na nowo stały się udziałem ochrzczonego poprzez Chrystusa, który jest „obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia…” (Kol 1,15). 

    Św. Paweł istotę tej prawdy oddaje posługując się analogią do śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Zanurzenie w wody chrztu reprezentuje Jego śmierć i pogrzebanie, zaś wyjście z wody symbolizuje Jego zmartwychwstanie i zjednoczenie z Nim (Rz 6,3-4; Kol 2,12). Podobnie liturgia Wigilii Paschalnej, przywołując wydarzenia zbawcze, w cudownym przejściu Izraelitów przez Morze Czerwone widzi analogię do chrztu. Jest to przejście z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych mających obietnicę uczestnictwa w Królestwie Bożym. 

    Nieodłącznym zatem warunkiem nowego życia w Chrystusie jest śmierć grzechowi, czyli nawrócenie. Związek chrztu i nawrócenia wyraźnie pojawia się już w po paschalnej katechezie Apostołów. Na pytanie tłumów, poruszonych zesłaniem Ducha Świętego, co mają czynić, św. Piotr odpowiada: „Nawróćcie się […] i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz 2,38). 

    W chrześcijańskiej ascezie nawrócenie nadal pozostaje warunkiem chrztu, ale jest zarazem jego koniecznym następstwem i poniekąd dopełnieniem. W przypadku chrztu dziecka jego nawrócenie zastępuje wiara Kościoła i zobowiązanie rodziców naturalnych oraz chrzestnych do wychowania nowo ochrzczonego we wierze. Z chwilą dojścia do używania rozumu, ochrzczony ma obowiązek dokonać świadomego wyboru Chrystusa i pójścia za Nim (naśladowanie Chrystusa). 

    Chrzest zatem jako nowe życie implikuje w sposób konieczny życie duchowe, przez które należy rozumieć życie w Chrystusie, życie wg Ducha Świętego (VC 93). 

    Synostwo Boże

    Następstwem „odradzającego obmycia w Duchu Świętym” jest przywrócenie człowiekowi synostwa Bożego i uczestnictwo w życiu Osób Trójcy Przenajświętszej (KKK 1265). Uczy o tym Sobór Watykański II, stwierdzając, że ochrzczeni „[…] w chrzcie wiary stali się prawdziwie synami Bożymi […] a przez to rzeczywiście świętymi. Toteż powinni oni zachować w życiu i w pełni urzeczywistniać świętość, którą otrzymali z daru Bożego” (LG 40). 

    Przywrócenie człowiekowi godności dziecka Bożego, utraconej przez grzech pierworodny, i uświęcenie go, wyraża sam obrzęd nałożenia białej szaty podczas sprawowania sakramentu chrztu. Symbolizuje ona stan świętości, niewinności i łaski. 

    Wskutek chrztu w człowieku zamieszkuje Trójjedyny Bóg (J 14,23). W posoborowej teologii to samoudzielanie się Trójosobowego Boga człowiekowi rozumiane jest jako istota łaski uświęcającej (K. Rahner, Podstawowy wykład wiary, Wwa 1987, 102-106). Bóg jako Miłość (1 J 4, 8), czyniąc na nowo człowieka podobnym sobie, pragnie mu się udzielać. Chce, aby odrodzony przez chrzest człowiek uczestniczył w szczęściu Boskich Osób, dlatego uzdalnia go do uświęcająco-zbawczego dialogu ze Sobą i wyposaża w niezbędne do tego usprawnienia, jakimi są: cnoty teologalne wiary, nadziei i miłości, a ponadto dary Ducha Świętego, jako najbardziej proporcjonalne środki do zjednoczenia z Bogiem, a zarazem „dynamizmy przeobrażające”. To nadprzyrodzone wyposażenie, udzielanie w chwili chrztu, tradycyjnie nazywa się organizmem duchowym (KKK 1266). 

    Dzięki temu nadprzyrodzonemu wyposażeniu chrześcijanin otrzymuje zadatek życia wiecznego i obietnicę udziału w Królestwie Bożym na prawach dziedzica (Rz 8,17; Ga 3,29; 4,7). Zatem już w chwili chrztu człowiek zostaje wezwany i uzdolniony do świętości. Mając to na uwadze Sobór Watykański II przypomniał niezmienną naukę Kościoła świętego o powszechnym powołaniu wszystkich ochrzczonych do świętości (LG 39). 

    W ten sposób we chrzcie dokonuje się zapoczątkowanie życia duchowego, którego celem jest osiągnięcie pełni zjednoczenia dziecka Bożego z Ojcem w majestacie Boskich Osób, a więc świętość i doskonałość na miarę Boga Ojca i ze względu na Niego (Mt 5,48). 

    Wszczepienie w Chrystusa

    W ekonomii zbawczej jedyną drogą do Ojca jest Słowo Wcielone – Jezus Chrystus. To w Jego imię udzielany jest chrzest Jako Bóg-Człowiek „zburzył on rozdzielający nas mur” (Ef 2,14). Przez Niego Bóg pojednał nas z Sobą (2 Kor 5,18). On jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15), a zatem jedynym i najdoskonalszym wzorem aktualizacji w sobie przywróconego nam „obrazu i podobieństwa”. Istotnym zatem aspektem chrztu jest idea naszego wszczepienia w Chrystusa i wypływającej z tego powinności życia na Jego podobieństwo (chrystoformizacja). Prawdę tę na różne sposoby rozwija św. Paweł, pisząc m.in. że przez chrzest człowiek jest ukształtowany na Jego podobieństwo (Rz 8,29), przyobleka się w Niego (Ga 3,27) i dzięki temu jako „usynowiony w Synu” wraz z Nim będzie miał udział w życiu wiecznym (1 Kor 4,8; Ef 2,6). Wszyscy ochrzczeni podlegają temu uchrystusowieniu, aż osiągną pełnię doskonałości (Ef 1,10; 4,13). Szczytem tego procesu jest integracja z Chrystusem, o której św. Paweł zaświadcza w słowach: „Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). 

    To całkowite i bezwarunkowe oddanie się Chrystusowi stanowi podstawową konsekrację, na bazie której możliwa jest każda inna konsekracja osób w Kościele świętym. Dla podkreślenia doniosłości chrztu jako podstawowej konsekracji, w okresie posoborowym wiele rodzin zakonnych odeszło od starodawnego zwyczaju zmiany imienia z chwilą przyjęcia do nowicjatu, natomiast zachowuje imię chrzcielne. 

    Chrzest wszczepia nas w Chrystusa i daje udział w Jego życiu, kształtuje wedle Niego i nadaje nam Jego rysy (SC 6). To ukształtowanie na wzór Chrystusa dokonuje się mocą Ducha Świętego, którego On posłał, aby dopełnił w sercach wierzących dzieła odkupienia i uświęcenia. Niekiedy mówi się, że Chrystus jest życiem duszy (bł. C. Marmion). Jest nim właśnie przez Ducha Świętego, który stale z Chrystusa bierze i nam daje (J 16, 8-15). Jak uczy Jan Paweł II, „pod wpływem Ducha Świętego dojrzewa i umacnia się ów człowiek wewnętrzny, czyli «duchowy». […] Dzięki łasce uczynkowej, która jest darem Ducha Świętego, człowiek wchodzi w «nowość życia», zostaje wprowadzony w Boży i nadprzyrodzony jego wymiar” (DeV 58). 

    Konsekwencją chrzcielnego wszczepienia w Chrystusa jest zatem życie chrześcijańskie na Jego wzór. Wymownym tego symbolem w obrzędzie chrztu jest zapalona świeca – znak Zmartwychwstałego Pana, światłości świata. 


    Wszczepienie w Kościół święty


    Wszczepienie w Chrystusa przez chrzest jest równoznaczne z wszczepieniem w Jego Mistyczne Ciało Kościół święty. Podkreśla to św. Paweł pisząc: „Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało” (1 Kor 12,13). 

    Pogłębienie tej prawdy znajdujemy w nauczaniu Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony «nie należy już do samego siebie» (1 Kor 6,19), ale do Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał. Od tej chwili jest powołany, by poddał się innym i służył im we wspólnocie Kościoła, by był «posłuszny i uległy» (Hbr 13,17) przełożonym w Kościele, by ich uznawał z szacunkiem i miłością. Z chrztu wynikają odpowiedzialność i obowiązki. Ochrzczony posiada równocześnie prawa w Kościele; ma prawo do przyjmowania sakramentów, do karmienia się słowem Bożym i korzystania z innych pomocy duchowych Kościoła” (KKK 1269). 

    Między chrztem a misterium Kościoła zachodzi istotny związek przyczynowo-skutkowy, rodzaj sprzężenia zwrotnego. Z woli Chrystusa chrzest udzielany jest w Kościele i przez Kościół. Z drugiej strony właśnie przez chrzest Kościół jako społeczność ochrzczonych wyznawców Chrystusa buduje się i rozwija. 

    Sakrament chrztu wciela w żywy organizm Kościoła, który jako widzialna struktura składa się z trzech stanów życia: duchowieństwa, osób konsekrowanych i laikatu. Podstawą zrodzenia się powołania do każdego z tych stanów jest chrzest w Kościele świętym. Otrzymany na chrzcie „charakter sakramentalny” (osobowość sakramentalna) nie tylko wiernych uzdalnia czy wręcz konsekruje do sprawowania kultu chrześcijańskiego, ale także zobowiązuje do budowania Mistycznego Ciała Chrystusa przez świadectwo życia naznaczonego miłością (KKK 1273). 

    Udział w posłannictwie Chrystusa i Kościoła

    Ta konfiguracja do Chrystusa przez chrzest oznacza uczestnictwo w godności Syna Bożego, a tym samym udział w Jego potrójnym posłannictwie: kapłańskim, prorockim i królewskim (LG 9-15). 

    Katechizm Kościoła Katolickiego kładzie akcent na uczestnictwo ochrzczonych w kapłańskiej godności i misji Chrystusa. Są oni bowiem „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym”, aby ogłaszać „dzieła potęgi Tego, który ich wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” (1 P 2,9; KKK 1268). Chrzest zatem jest podstawą kapłaństwa powszechnego wiernych, od którego kapłaństwo urzędowe różni się „istotą a nie stopniem tylko, są sobie jednak wzajemnie przyporządkowane, jedno i drugie bowiem we właściwy sobie sposób uczestniczy w jednym kapłaństwie Chrystusowym” (LG 10). Według nauki Soboru Watykańskiego II, wypełniają je współdziałając w ofiarowaniu Eucharystii. „Pełnią też to kapłaństwo przez przyjmowanie sakramentów, modlitwę i dziękczynienie, świadectwo życia świątobliwego, zaparcie się siebie i czynną miłość” (LG 10). 

    Ochrzczeni mają także udział w proroczej funkcji Chrystusa, która zobowiązuje ich do tego, aby szerzyli o Nim świadectwo przede wszystkim przez życie wiary i miłości, a także „składanie Bogu ofiary chwały”. Szczególnym przejawem funkcji profetycznej ochrzczonych jest wielkoduszne przyjmowanie rozmaitych charyzmatów, a także posługiwanie nimi dla chwały Bożej i dobra Kościoła świętego” (LG 12). 

    Szczególną formą realizacji prorockiego posłannictwa Chrystusa i Kościoła, do którego zobowiązuje chrzest, jest ewangelizacja i kształtowana odpowiednio do tego misyjna duchowość. Wierność misyjnemu nakazowi, jaki dał Chrystus Kościołowi (Mt 28,19-20), sprawia, że chrzest, jako fundament życia duchowego, jest zarówno darem, jak i zadaniem. „Nie ma zatem żadnego członka, który by nie uczestniczył w posłannictwie całego Ciała, lecz każdy ma nosić w sercu swoim Jezusa jako świętość, a duchem proroctwa dawać świadectwo o Jezusie” (PO 2). 

    Przez chrzest. człowiek dostępuje także udziału w królewskiej godności Chrystusa (LG 26). Ochrzczeni, zwłaszcza świeccy, wynikające z tej godności posłannictwo aktualizują przede wszystkim pielęgnując stan „królewskiej wolności”, co wyraża się w samozaparciu i odrzucaniu każdego przejawu grzechu w życiu osobistym i społecznym, a także przez pokorną i cierpliwą służbę bliźnim, przez którą możliwe staje się uporządkowanie skażonego grzechem świata. „W powszechnym zaś wypełnianiu tego zadania świeckim przypada szczególnie wybitne miejsce” (LG 36). 

    Nikt z tych, którzy przez chrzest zostali wszczepieni w Chrystusa i Kościół nie może wymówić się od pełnienia posłannictwa kapłańskiego, prorockiego i królewskiego, które stanowią zasadniczy wymiar duchowości chrztu. 

    Duchowość chrzcielna 

    Duchowość chrześcijańska z samej swej istoty jest duchowością chrzcielną. Świadomość chrztu winna zatem kształtować postawy chrześcijanina względem Boga, bliźniego, samego siebie i całego Bożego stworzenia. W nich ma wyrażać się ta „nowość życia”, kształtowana w Kościele świętym na wzór Chrystusa pod tchnieniem Ducha Świętego. 

    Ponieważ chrzest na ogół przyjmowany jest w nieświadomości niemowlęctwa, dlatego domaga się ciągłego uświadamiania i pogłębiania. Uprzywilejowaną do tego okazją jest celebracja Wigilii Paschalnej, podczas której dokonuje się odnowienia przymierza chrztu. Każde niedzielne pokropienie wodą święconą na rozpoczęcie Mszy św. także przypomina pamiątkę chrztu. Tę samą treść wyraża każdorazowe pobożne przeżegnanie się wodą święconą, zwłaszcza podczas wchodzenia do świątyni. 

    O dowartościowaniu roli chrztu w chrześcijańskiej duchowości świadczy m.in. pełne godności obchodzenie dorocznych imienin (bardziej niż urodzin), powiązane z przeżyciem Eucharystii i – jeśli trzeba – przystąpieniem do spowiedzi. Z tym wiąże się konieczność poznania daty i miejsca swojego chrztu. 

    Przechowywane wśród domowych pamiątek: świeca chrzcielna, biała szata czy inne przedmioty mają dla ochrzczonego nie tylko wielką wartość emocjonalną, ale także przypominają o godności dziecięctwa Bożego, otrzymanego na chrzcie, a zarazem o odpowiedzialności wobec Boga i Kościoła za łaskę chrztu. 

    Jak wielką rolę w duchowości chrześcijańskiej odgrywa chrzest, świadczy postawa Jana Pawła II, który podczas I pielgrzymki do Ojczyzny nawiedzając rodzinny kościół w Wadowicach (7 VI 1979), zatrzymał się przy chrzcielnicy na modlitwę, a potem powiedział: „Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak droga mojego życia poprzez środowisko tutejsze, poprzez parafię, poprzez moją rodzinę, prowadzi mnie do jednego miejsca, do chrzcielnicy w wadowickim kościele parafialnym. Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do Łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła w dniu 20 VI 1920 roku”. 

    ks. Marek Chmielewski/Fronda.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Ks. Marek Dziewiecki dla Frondy: Chrzest to szczepionka Bożej miłości - zdjęcie

    Chrzest to szczepionka Bożej miłości

    Parę lat temu dyskusję w mediach spowodował fakt, że Papież Franciszek ochrzcił w Niedzielę Chrztu Pańskiego dziecko rodziców, którzy nie są sakramentalnymi małżonkami.

    Zdziwienie w tej kwestii byłoby uzasadnione jedynie wtedy, gdyby owi rodzice nie mieli zamiaru wychować po katolicku swojego dziecka. Nie znam osobistej sytuacji tych konkretnych rodziców. Nie mam natomiast wątpliwości co do tego, że dali oni gwarancję księżom, którzy tych rodziców przygotowali do chrztu ich dziecka (nie czynił tego sam Papież), że swoje dziecko będą wychowywać zgodnie z nauką Kościoła. W tym kontekście warto przypomnieć sens sakramentu chrztu świętego. To sakrament, który wszczepia dziecko w Chrystusa, by mogło ono wzrastać w łasce i mądrości u Boga i u ludzi. Chrzest jest zobowiązaniem do ciągłego nawrócenia i do uczenia się ciągle większej miłości po to, by nie było rozdźwięku między człowiekiem a żyjącym w Nim Chrystusem.

    Każdy sakrament to powtarzanie w naszych czasach tego, czego w czasie swojej widzialnej obecności na ziemi dokonywał Jezus wobec ludzi, których spotykał. On uzdrawiał chorych, grzeszników wzywał do nawrócenia, nawracającym się odpuszczał grzechy, świeckim i duchownym wskazywał drogę świętości. Sakramenty to moc wychodząca z Chrystusa, który żyje na wieki. To ustanowione przez Niego znaki miłości, którą Bóg komunikuje człowiekowi. Skutki przyjęcia chrztu świętego i innych sakramentów nie pojawiają się w sposób magiczny. One zależą od usposobienia i dojrzałości konkretnego człowieka, który spotyka się z Bogiem w danym sakramencie. Nie różnimy się wielkością łaski, jaką Bóg ofiaruje nam w sakramentach. Różnimy się natomiast sposobem, w jaki przyjmujemy dar Jego uzdrawiającej i umacniającej miłości.

    Chrzest dzieci to umacniające spotkanie z Bogiem na początku życia w świecie, w którym przychodzi nam mierzyć się ze skutkami grzechu pierworodnego, a także ze skutkami słabości i grzechów ludzi kolejnych pokoleń. Adam i Ewa uwierzyli w to, że bez pomocy Boga odróżnią dobro od zła (to właśnie oznacza zerwanie owocu z drzewa dobra i zła) i że sami będą jak bogowie – mądrzy, nieomylni, „postępowi”. Na skutek tego pierwszego grzechu życie na ziemi stało się życiem jakby na krzywej podłodze, pochylonej w kierunku grzechu. Odtąd łatwiej jest nam – jak wyjaśnia św. Paweł – czynić zło, którego nie chcemy, niż dobro, którego pragniemy. Najbardziej zagrożeni złem jesteśmy w dzieciństwie, ze względu na naszą niedojrzałość i zależność od otoczenia. To właśnie dlatego Jezus w sposób szczególny okazywał troskę o los dzieci i najtwardszymi słowami przestrzegał demoralizatorów: „Kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. (…). Biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18, 6-7).

    We chrzcie świętym Bóg upewnia rodziców o tym, że kocha ich dziecko i że umacnia je „szczepionką” swojej miłości. Przypomina im też o tym, że to jest Jego ukochane dziecko, o które będzie się troszczył przez całą doczesność, aby osiągnęło wieczne zbawienie. Zadaniem rodziców i chrzestnych jest troska o chrześcijańskie wychowanie ochrzczonego dziecka tak, by uczyło się ono myśleć, decydować i kochać na podobieństwo Jezusa. W przypadku chrztu małych dzieci owoce tego sakramentu w latach dzieciństwa zależą głównie od postawy rodziców i rodziców chrzestnych. Sakrament chrztu przynosi największe owoce wtedy, gdy rodzice i chrzestni dorastają do świętości, gdyż świętość jest powołaniem wszystkich ochrzczonych. Święci rodzice najbardziej pomagają swemu dziecku żyć w obecności Boga i postępować według zasad Ewangelii.

    ks. Marek Dziewiecki/Fronda.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    W lutym rozpoczyna się cykl spotkań, który może pomóc w pogłębieniu życia duchowego i rozwoju relacji z Bogiem.

    Spotkania odbywać się będą w Centrum Edukacyjnym im. św. Jana Pawła II w Gliwicach, pierwsze z nich już 8 lutego. Będzie można uczestniczyć stacjonarnie lub online.

    – To propozycja dla wszystkich, którzy chcą w sposób systematyczny, a jednocześnie przystępny dowiedzieć się czegoś o relacji z Bogiem. O tym, co wpływa na tę relację, jak człowiek ją przeżywa, na jakich poziomach – wyjaśnia dr Magdalena Jóźwik, jedna z prowadzących zajęcia.

    Wśród poruszanych zagadnień będą m. in. takie tematy jak: człowiek w relacji do Boga, rozwój życia duchowego, Słowo Boże, modlitwa, rachunek sumienia i rozeznawanie duchowe, liturgia, asceza chrześcijańska, świętość jako cel życia duchowego, duchowość chrześcijańska świeckich.

    Zajęcia poprowadzą: dr hab. Aleksander Bańka, filozof, politolog z Uniwersytetu Śląskiego, autor książek, artykułów oraz audiobooków poświęconych filozofii i duchowości chrześcijańskiej, członek Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Katowickiej i lider Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej, odpowiedzialny za Tyskie Wieczory Uwielbienia; ks. dr Krzysztof Matuszewski, teolog duchowości, psycholog, psychoterapeuta, dyrektor Archidiecezjalnej Poradni Psychologicznej “Przystań”; Magdalena Jóźwik, doktor teologii dogmatycznej, wykładowca w Archidiecezjalnym Centrum Formacji Pastoralnej (ACFP) w Katowicach, prowadzi wykłady m.in. w ramach Dogmatyki dla liderów, Szkoły Katechetów Parafialnych; ks. Tomasz Wojtal, doktor teologii dogmatycznej i duchowości, kierownik katowickiego oddziału “Gościa Niedzielnego”, kierownik duchowy i rekolekcjonista; Karolina Dobies, doktor teologii fundamentalnej, prowadzi wykłady z zakresu teologii dogmatycznej i teologii duchowości, wykładowca ACFP, katechetka oraz Andrzej Lwowski, diakon stały, doktor teologii dogmatycznej, wykładowca ACFP i Wyższego Seminarium Duchownego w Obrze.

    Cykl trwa od lutego do czerwca, zajęcia będą odbywały się dwa razy w miesiącu, we wtorki od 19.00 do 21.15. Koszt udziału w nich to 250 zł, zapisy i szczegółowe informacje na: www.inicjatywamissio.pl.

    Organizatorami wykładów są Fundacja Inicjatywa MISSIO, Sekcja ds. Nowej Ewangelizacji gliwickiej kurii i Archidiecezjalne Centrum Formacji Pastoralnej w Katowicach.

    Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________

    III NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO – 23 STYCZNIA 2022

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    *PO KOŚCIELE BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA SPOTKANIE OPŁATKOWE DO SALI PARAFIALNEJ PRZY KOŚCIELE ŚW. PIOTRA (St Peter’s Church, Partick).

    WYSŁUCHAMY OPOWIEŚCI O BOLESNYCH LOSACH NASZYCH RODAKÓW ZESŁANYCH “NA NIELUDZKĄ ZIEMIĘ”. JEDNĄ Z TAKICH HISTORII, KTÓRYCH JEST BARDZO WIELE, PRZYBLIŻY NAM WOJCIECH LINDE-APANOWICZ Z RÓŻY MATKI BOŻEJ RÓŻAŃCOWEJ, OPOWIADAJĄC DZIEJE ŻYCIA SWOJEJ MAMY.

    WSPÓLNIE ZAŚPIEWAMY KILKA KOLĘD I BĘDZIEMY NAWZAJEM SKŁADAĆ SOBIE NOWOROCZNE ŻYCZENIA.

    NA NASZYM WSPÓLNYM SPOTKANIU BĘDZIE KAWA/HERBATA I CIASTA, DLATEGO BARDZO PROSIMY CHĘTNYCH O WYPIEKI DOMOWEJ ROBOTY.

    SPOTKANIE JEST OTWARTE DLA WSZYSTKICH, NIE TYLKO DLA WSPÓLNOTY ŻYWEGO RÓŻAŃCA.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    23 stycznia Kościół uroczyście celebruje Niedzielę Słowa Bożego

    Ojciec Święty 30 września 2019 roku ogłosił TRZECIĄ NIEDZIELĘ OKRESU ZWYKŁEGO szczególnie poświęconą medytacji Bożego Słowa, „aby w Ludzie Bożym wzrosła religijna i bliska znajomość Pisma Świętego”. Okazją do ogłoszenia tej decyzji była 1600 rocznica śmierci św. Hieronima (347-419), który zasłynął m.in. ze słów: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Jego największym dokonaniem było tłumaczenie całego Pisma Świętego z języków oryginalnych, czyli hebrajskiego, aramejskiego i greckiego na łacinę, tak żeby mogli je czytać wszyscy wierzący żyjący w tamtym czasie, ponieważ ich codziennym językiem była łacina. Ten przekład powszechnie jest nazywany – Wulgatą. Nazwa ta pochodzi od „versio vulgata”, co oznacza – „wersja popularna, rozpowszechniona”. Tak więc Niedziela Słowa Bożego ma zachęcić wszystkich wiernych Kościoła Katolickiego do poznawania Boga poprzez lekturę i medytację Biblii.

    Jak czytać Biblię, aby ją rozumieć?

    Starożytna maksyma Ojców Kościoła uczy: „Jak Syn Boży, stając się człowiekiem, upodobnił się do ludzi we wszystkim oprócz grzechu; tak słowo Boże, ubrane w ludzką szatę, upodobniło się do słowa ludzkiego we wszystkim, oprócz błędu”. Pismo Święte jest słowem Boga, które zostało przekazane za pomocą słów ludzi, ugruntowanych w konkretnej kulturze i czasie. Zostało przekazane za pomocą ludzkich języków, gatunków i stylów literackich. Dlatego, aby móc je zrozumieć, musimy najpierw zrozumieć wszystkie te uwarunkowania.

    „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” – pisał św. Hieronim, patron dzisiejszego dnia. Często jednak bezradnie zabieramy się za lekturę świętych Pism, szybko zniechęcając się ich niejasnością. Z pomocą przychodzi jeden z najwybitniejszych polskich biblistów, ks. prof. Waldemar Chrostowski, który wyjaśnia, jak czytać Biblię. Biblista przekonuje, że nie dzieli się wiedzą zaczerpniętą z książek, ale doświadczeniem swojego życia. (wykład ks. prof Chrostowskiego jest na kanale: kak/YouTube – Jak czytać Pismo Święte?)

    (niżej zamieszczone są teksty na temat Pisma świetego, które warto przeczytać)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png

    ______________________________________________________________________________________________________________


    Zakopane. Smak Karmelu

    Ten smak ma wymiar… życia wiecznego! Karmelitanki bose pod Tatrami zapraszają na spotkanie formacyjne z cyklu Smak Karmelu.

    Spotkania prowadzi o. Marcin Fizia, karmelita bosy z Czernej, odpowiedzialny w zakonie za duszpasterstwo powołaniowe. – Pokazujemy modlitwę jako relację przyjaźni z Bogiem, który nas kocha. Mówili o tym św. Teresa i św. Jan od Krzyża. Modlitwie sprzyjają warunki zewnętrzne – czas, miejsce i postawa ciała oraz warunki wewnętrzne – pokora, wyrzeczenie i miłość bliźniego, żeby wymienić tylko kilka podstawowych – podkreśla o. Fizia.

    Każde spotkanie formacyjne “Smak Karmelu” zaczyna się od Mszy św. w kaplicy sióstr karmelitanek bosych przy ul. Kościelnej 8 w Zakopanem, a potem są konferencja i modlitwa karmelitańska. Najbliższe spotkanie odbędzie się 23 lutego. Kolejne zaplanowano na 16 marca, 6 kwietnia, 11 maja i na 8 czerwca.

    Oprócz spotkań stacjonarnych uczestnicy “Smaku Karmelu” mogą też liczyć na specjalne maile w ramach formacji karmelitańskiej, które można otrzymywać po zapisaniu się poprzez wysłanie wiadomości na adres: smakkarmelu@gmail.com. Powstaje również specjalna aplikacja. Msza św. z udziałem uczestników cyklu “Smak Karmelu”.

    – Spotkania “Smak Karmelu” odbywały się w różnych częściach naszego kraju. Ich uczestnicy cały czas mają z nami kontakt. Pamiętam głos pewnej kobiety, która stwierdziła, że nasze rozważania i pytania są coraz bardziej szczegółowe. Cieszyłem się z tego stwierdzenia, bo ono pokazuje, że formacja przynosi efekty. Rozważania może wcale nie były bardziej wymagające, one po prostu dotykały jeszcze bardziej serca poszczególnych osób – dodaje o. Fizia.

    Organizacja spotkań “Smak Karmelu” zbiega się z ważnymi decyzjami sióstr karmelitanek w Zakopanem. – Nasza wspólnota, po wieloletnim rozeznaniu, chciałaby się podjąć wielkiego projektu – budowy nowego klasztoru. Prosząc o pomoc św. Józefa, znalazłyśmy ziemię w pięknej wsi Stróża koło Dobrej i tam pragniemy kontynuować nasze powołanie. Rozpoczęłyśmy zbiórkę pieniędzy, a naszym pierwszym celem jest zakup ziemi w Stróży – mówi s. Joanna Paula.

    Gość Niedzielny

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Roman Brandstaetter. Żyd, którego widział Ukrzyżowany - zdjęcie
    fot. morguefile.com

    ***

    Roman Brandstaetter. Żyd, którego widział Ukrzyżowany

    „On mnie widział” – mówił po latach o jednej z decydujących chwil swego życia Roman Brandstaetter. Poeta po prostu poczuł się widziany przez mającego na wizerunku zamknięte oczy Ukrzyżowanego Chrystusa. Niedługo potem „otworzył Nowy Testament jak się otwiera drzwi prowadzące do domu”.

    „Po prostu uznałem Nowy Testament za całkowite wypełnienie Obietnicy Pańskiej zawartej w Starym Testamencie” – mówił po latach o swoim nawróceniu na katolicyzm pochodzący z żydowskiej rodziny z Tarnowa Roman Brandstaetter.

    Ukrzyżowany Mesjasz towarzyszył poecie już na wiele lat przed nawróceniem. Roman widywał Go wielokrotnie we wschodniej ścianie tarnowskiej katedry, gdzie umieszczony był miedziany krucyfiks wkomponowany w świątynne mury. Widok cierpiącego Chrystusa w koronie cierniowej nie dawał spokoju Brandstaetterowi.

    Gdy pracował w Polskiej Agencji Telegraficznej w Jerozolimie, podczas jednej z nocnych zmian natrafił na starą gazetę, w której zamieszczono reprodukcję rzeźby Ukrzyżowanego autorstwa Innocenza z Palermo, znaną z kościoła San Damiano w Asyżu. To właśnie wówczas doznał decydującego wstrząsu i dokonał kluczowego wyboru w swoim życiu. Wyboru Ukrzyżowanego.

    Ów wizerunek Ukrzyżowanego ze starej gazety towarzyszył odtąd już zawsze Brandstaetterowi. Poeta oprawił go w ramkę i zabierał wszędzie ze sobą. W sporądzonym przez siebie przed śmiercią testamencie zaznaczył poprosił, by włożono mu go do trumny.

    15 grudnia 1946 roku, w wieku 40. lat Roman Brandstaetter przyjął chrzest w kościele paulinów przy via dei Barbieri w Rzymie. Tydzień później w tej samej świątyni wziął ślub. Ponad 40. lat swego życia Brandstaetter przeżył już jako katolik, który pozwolił odnaleźć się Ukrzyżowanemu.

    ren/pl.aleteia.org

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Żydówka z Brooklinu, która uwierzyła w Jezusa - zdjęcie
    fot. Screenshot You Tube The Coming Home Network International

    ***

    Żydówka z Brooklinu, która uwierzyła w Jezusa

    Niezwykła jest historia Rosalindy Moss, żydówki urodzonej w Brooklynie, która rozpoznała Mesjasza w Jezusie Chrystusie i została katolicką zakonnicą. Jej fascynującą życiową drogę opisał katolicki dwumiesięcznik „Miłujcie się”.

    Ros urodziła się w Brooklynie w 1943 roku a jej rodzice byli konserwatywnymi Żydami pochodzącymi z Rosji i Węgier. Pewnego dnia podczas spaceru w parku w niedzielne popołudnie, Ros nieoczekiwanie doświadczyła obecności osobowego Boga. To był ogrom niewyrażalnej miłości wraz z wszechogarniającą radością i pokojem.

    Trzy miesiące później wyjechała do Kalifornii i tam w mieście Santa Monica, idąc ulicą, przypadkowo spotkała młodzieńca w koszulce, na której widniał napis „Żydzi dla Jezusa”. Zatrzymała się i rozpoczęła z nim rozmowę.

    Po jakimś  zaczęła uczęszczać na spotkania wspólnoty mesjanistycznych Żydów. Słuchała konferencji o proroctwach Starego Testamentu, które wskazywały na przyjście Mesjasza, a które wypełniły się w narodzeniu, życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.

    17 października 1976 roku, przyjęła sakrament chrztu świętego. Od tego momentu całe swoje życie oddała Jezusowi jako swemu jedynemu Panu.

    W Wigilię Bożego Narodzenia 1978 roku brat Ros – Dawid, który zaczął zbliżać się do Kościoła katolickiego zaprosił ją na pasterkę. Ros była pod wielkim wrażeniem liturgii. Po wyjściu ze świątyni Ros usłyszała od swego brata, że kościół to jest synagoga, ale z Chrystusem!

    Jakiś czas później Ros przeczytała o słynnym amerykańskim konwertycie Scocie Hahnie, byłym pastorze prezbiteriańskim i profesorze teologii. Wytrwałe i bezkompromisowe poszukiwanie prawdy doprowadziło Hahna do odkrycia, że pełnia objawionej prawdy oraz żywa obecność Jezusa jest tylko w Kościele katolickim.

    Przez następne pięć lat Ros badała wszystkie doktrynalne różnice dzielące ewangelików i katolików. Czytała książki teologów protestanckich, pragnąc poznać ich zarzuty wymierzone w Kościół katolicki. Szybko się jednak przekonała, że oni zwalczają doktrynę, która tak naprawdę nie jest nauką Kościoła katolickiego.

    Ros coraz pełniej poznawała spójność oraz duchową głębię katolickiej teologii i zachwycała się nią. Szczególnie trzy książki bardzo pomogły jej zafascynować się bogactwem i głębią nauki Kościoła katolickiego: bł. kardynała Johna Henrego Newmana Essay on the Development of Christian Doctrine; Dietricha von Hildebranda Liturgy and Personality oraz Karla Adama The Spirit of Catholicism.

    W Wigilię Paschalną 1995 roku w kościele św. Józefa w Millbrooku w stanie Nowy Jork Ros została oficjalnie przyjęta do wspólnoty Kościoła katolickiego. Do tego Kościoła, który przed dwoma tysiącami lat ustanowił sam Chrystus.

    Podczas ceremonii przyjęcia do Kościoła Ros otrzymała sakrament bierzmowania i Chrystusa w Komunii św. Płakała z radości., że spotkała ją tak wielka łaska. Od tego momentu niektórzy znajomi i krewni traktują Ros jak zdrajczynię swojego narodu i nie wpuszczają jej do swoich domów. Ale ona nie dziwi się ich agresji, ponieważ wie, że jest spowodowana ignorancją i brakiem wiary. Modli się za nich, aby poznali prawdę.

    Po swoim wstąpieniu do wspólnoty Kościoła katolickiego Ros jest przekonana, że osiągnęła pełnię judaizmu, wypełnienie wszystkich zapowiedzi Starego Testamentu. Ma teraz całego Chrystusa, Mesjasza, który stale jest obecny w sakramentach pokuty oraz Eucharystii.

    Ros uważa, że prawdziwa miłość do Żydów powinna wyrażać się w tym, że będziemy dzielić się z nimi radosną prawdą o Jezusie Chrystusie, który jest Mesjaszem i Zbawicielem świata. Odnalazła też swoje powołanie do życia zakonnego. Została założycielką nowej wspólnoty zakonnej Daughters of Mary, Mother of Our Hope w Tulsie w stanie Oklahoma.

    ren/miłujciesie.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Piękna modlitwa Benedykta XVI za Babcię i Dziadka - zdjęcie
    fot. Seth Oliver Photographic Art via Flickr CC 2.0

    ***

    Modlitwa Benedykta XVI za Babcię i Dziadka

    (przesłana na VI Światowe Spotkanie Rodzin w Meksyku, 15-17.01.2009)

    Panie Jezu, narodziłeś się z Dziewicy Maryi, córki świętych Anny i Joachima.

    Patrz z miłością na dziadków na całym świecie.

    Ochraniaj ich!

    Oni są bogactwem dla rodzin, dla Kościoła i dla całego społeczeństwa. 

    Wspieraj ich!

    Kiedy przybywa im lat, niech wciąż będą dla swojej rodziny mocnymi filarami wiary ewangelicznej,stróżami szlachetnych wartości rodziny, żywymi skarbcami trwałych tradycji religijnych.

    Spraw, by jako nauczyciele mądrości i odwagi przekazywali przyszłym pokoleniom owoce swoich dojrzałych doświadczeń ludzkich i duchowych.

    Panie Jezu, pomagaj rodzinom i społeczeństwu doceniać obecność i rolę dziadków.

    Spraw, by nigdy nie byli zaniedbywaniani wykluczani, ale zawsze znajdowali szacunek i miłość.

    Pomagaj im żyć pogodnie i czuć się akceptowani przez wszystkie lata życia, jakimi ich obdarzasz. 

    Maryjo, Matko wszystkich żyjących,nieustannie otaczaj opieką dziadków, bądź z nimi podczas ziemskiej pielgrzymki, i niech za sprawą Twoich modlitw wszystkie rodziny spotkają się kiedyś w niebieskiej ojczyźnie, gdzie Ty czekasz na wszystkich ludzi, by ich przygarnąć w wielkim uścisku życia bez końca.

    Amen!

    __________________________________________________________________________________________________________________________

  • ogłoszenia – grudzień 2021

    OD PIĄTKU 30 LIPCA

    LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA,

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    ************************************************************************************************************

    This image has an empty alt attribute; its file name is candle-64179_960_720.jpg
    pixabay/Aleteia.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    OKTAWA BOŻEGO NARODZENIA

    PIĄTEK – 24 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    PASTERKA – GODZ. 21.30

    SPOWIEDŹ ŚW. OD GODZ. 20.30

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 25 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    W DZIEŃ BOŻEGO NARODZENIA MSZA ŚWIĘTA

    O GODZ. 14.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    NIEDZIELA – 26 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEJ RODZINY – MSZA ŚWIĘTA

    O GODZ. 14.00

    WIECZOREM, RÓWNIEŻ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA, O GODZ. 20.00 – KONCERT KOLĘDOWY

    _________________________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 27 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK – 28 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ŚRODA – 29 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 30 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 31 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU – OD GODZ. 18.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    1 STYCZNIA 2022 ROKU PAŃSKIEGO

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi i Światowy Dzień Pokoju

    „Wielka Boga-Człowieka Matko!”

    – wołał błogosławiony kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia

    OUR LADY;ICON
    Public Domain

    ***

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    PO MSZY ŚWIĘTEJ BĘDZIE NABOŻEŃSTWO PIERWSZEJ SOBOTY MIESIĄCA:

    * Medytacja – Nawiedzenie św. Elżbiety

    * Modlitwa Różańcowa – Tajemnice Radosne

    ***

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi – 1 stycznia

    Pierwszy dzień Nowego Roku to ósmy dzień od Narodzenia Jezusa. Według prawa żydowskiego każdy chłopiec miał być tego dnia obrzezany. W oktawę Bożego Narodzenia, dziękując Bogu za przyjście na świat Chrystusa, Kościół obchodzi uroczystość Maryi jako Matki Bożej, przez którą spełniły się obietnice dane całej ludzkości, związane z tajemnicą Odkupienia. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. Dziękujemy Jej także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży.

    Poświęcenie Maryi pierwszego dnia rozpoczynającego się roku ma także inne znaczenie. Matka Jezusa zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa. Pragnienie zaakcentowania specjalnego wspomnienia Matki Bożej zrodziło się już w starożytności chrześcijańskiej. Kościół zachodni już w VII wieku wyznaczył w tym celu dzień 1 stycznia.

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze maryjne święto. Do liturgii Kościoła wprowadził je dość późno papież Pius XI w roku 1931 na pamiątkę 1500. rocznicy soboru w Efezie (431). Pius XI wyznaczył na coroczną pamiątkę tego święta dzień 11 października. Reforma liturgiczna w roku 1969 nie zniosła tego święta, ale podniosła je do rangi uroczystości nakazanych i przeniosła na 1 stycznia.

    Światowy Dzień Pokoju – 1 stycznia

    Światowy Dzień Pokoju ustanowił św. Paweł VI listem z dnia 8 grudnia 1967 r., skierowanym do wszystkich ludzi dobrej woli, nie tylko katolików. Papież zaproponował, aby na całym świecie początek nowego roku kalendarzowego uczczono jako Dzień Pokoju.

    źródło: brewiarz.pl

    „Uroczystością Świętej Bożej Rodzicielki kończy się oktawa świąt Narodzenia Pańskiego i jednocześnie rozpoczyna się nowy rok kalendarzowy. Wymowne jest to zestawienie. Z jednej strony podsumowujemy czas świąteczny skupieniem naszej uwagi na Matce Bożej, która wydała na świat Zbawiciela, a z drugiej to Jej opiece powierzamy się na początek czasu, który się przed nami otwiera wraz z Nowym Rokiem.

    Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki zbiega się z doroczną modlitwą o pokój. 1 stycznia przypada bowiem obchodzony od 1968 r. Światowy Dzień Pokoju.

    Jako ludzie wiary widzimy jednak związek pomiędzy modlitwą o pokój a Świętą Bożą Rodzicielką. Przecież Maryja wydała na świat Jezusa – Księcia Pokoju. Wierzymy, że trwały pokój między ludźmi możliwy jest tam, gdzie są ci, którzy mają swoje serce i myśli wypełnione pokojem. Podczas narodzenia się Syna Bożego aniołowie zwiastowali pokój wszystkim ludziom dobrej woli. Dar pokoju, który otrzymuje człowiek i świat od Nowonarodzonego, jest kluczem do uporządkowania świata, ludzkich relacji tam, gdzie panuje gniew, nienawiść, gdzie brakuje życzliwego spojrzenia i otwartej dłoni do drugiego człowieka”. (Ks. Krzysztof Ora)

    źródło: naszdziennik.pl

    Teksty ze Wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    This image has an empty alt attribute; its file name is Maryja-J%C3%B3zef.jpg

    Gdziekolwiek byłbym na tym świecie – to jest ze mną cudowne bogactwo z Kraju Ojczystego wzięte, wciąż żywe i wcale niesentymentalne. Znowu jest mi dane przeżywać Boże Narodzenie – szczególny czas pełen Bożego pokoju, które daje prawdziwą radość, przeżywaną razem przy wigilijnym stole, gdzie otacza nas serdeczność, życzliwość i ciepło ogarniające wszystkich, nawet nieznajomych, na których czeka puste miejsce przy stole.

    Kolejne święta znowu naznaczone są trudnościami – czytam więc kolejny już raz list św. Jakuba Apostoła, który pomaga mi na nowo godzić się przyjmowaniem wszystkiego co się wydarza, bo …“wiedzcie, że to, co wystawia wiarę na próbę, rodzi wytrwałość”. (Jk 1. 3)

    Medytuję niesamowity ogrom trudności, który stał się udziałem Świętej Rodziny i to przed narodzinami a potem miejsce urodzenia – stajnia i żłób w ciemną noc. Za niedługo,  też w ciemną noc, trzeba było z pośpiechem uchodzić w obcy kraj.

    W takiej scenerii dokonywała się Tajemnica Wcielenia Bożego Syna – w świecie pełnym nieprawości.

    Boże Słowo, które stało się Ciałem raz dokonane wciąż trwa. Dlatego choćby wszystko wskazywało na niebie i na ziemi, że ciemności nie ustają – to jednak świat zdecydowanie jest już inny, bo wypełniony Obecnością Zbawiciela i zmierza ku swej pełni według Bożego zamysłu.

    O tę wytrwałość w trudnościach obecnego czasu proszę Świętą Rodzinę, która nie zwątpiła w Boże obietnice – mimo, że tak to wyglądało, jakby Niebo zamilkło pozostawiając Ich zupełnie samych. Proszę o tę łaskę wytrwałości nie tylko dla nas “polskich glasgowian”, ale dla wszystkich, z którymi razem w drodze jesteśmy.

    W tym rozpamiętywaniu trudu, lęku i cierpienia Bożej Matki i sprawiedliwego męża, życzę, aby w ten święty czas zobaczyć, pomimo ciemności, Światełko i pójść za Nim. To nic, że jest jeszcze Maleńkie, ale ma Bożą moc, które rozświetla nawet największe ciemności.

    Z tym Światłem wejdźmy razem w Nowy Rok Pański 2022, bo tylko BOŻE ŚWIATŁO jest jedynym i całkowitym ocaleniem.

     ks. Marian Łękawa SAC

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
    Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
    Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
    Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

    Cyprian Kamil Norwid „Opłatek”

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1355142582.jpg
    fot. Bożena Sztajner

    ***

    Wigilia to „liturgia domowa”.

    Stół będzie ołtarzem, a Ewangelię odczyta jedno z nas

    O wieczerzy wigilijnej pomyślcie jak o Mszy św. Stół stanie się domowym ołtarzem i koniecznie trzeba przeczytać fragment Ewangelii o narodzeniu Jezusa w Betlejem.

    Stół jak ołtarz

    Przy żadnej innej okazji – jak właśnie w wigilijny wieczór – tak bardzo nie jest widoczne, że nasz rodzinny stół staje się domowym ołtarzem. Gromadzimy się wokół niego, by świętować. Płoną na nim świece, nakryty jest białym obrusem, a pod nim spoczywają „relikwie” Jezusowego żłóbka w postaci kilku źdźbeł siana.

    Wieczerza wigilijna jest „liturgią domową”. Ma przecież swój porządek, kanon, nieodzowne, symboliczne elementy, gesty, a nawet słowa. Skoro to „rodzinna msza”, to nie powinno na niej zabraknąć także Słowa Bożego.

    Jaki fragment przeczytać?

    Warto rozpocząć wigilię od przeczytania fragmentu Ewangelii według świętego Łukasza: rozdział 2, wersety 1-7 (tekst poniżej).

    W ten sposób przypominamy sobie, co świętujemy i zakończymy na zdaniu, które mówi, że Maryja urodziła Jezusa w stajence, „gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”.

    To ostatnie zdanie uświadamia nam, że w całym tym świętowaniu chodzi o to, by nasz dom i rodzina stały się tą „gospodą”, w której znajdzie się miejsce dla Jezusa.

    Bóg w dom

    Jeśli po wieczerzy wybierzemy się do kościoła na mszę „pasterską”, to usłyszymy tam dalszy ciąg tej Ewangelii mówiący o ogłoszeniu nowiny o narodzinach Boga-Człowieka pasterzom. I hołdzie, jaki Mu złożyli.

    Przy rodzinnym stole chcemy jednak skupić się na tym „domowym”, bardzo intymnym wymiarze spotkania z przychodzącym na świat Bogiem. Wieczerza wigilijna ma nam przypomnieć i pomóc zapamiętać, że Bóg pragnie przychodzić do nas w naszym domu. Pośród codziennych spraw, radości i trosk – tak samo, jak przychodzi w kościele podczas liturgii i przez sakramenty.

    Najważniejszym może sposobem tego Jego przychodzenia jest przychodzenie w drugim człowieku – moim bliskim: matce, ojcu, dziecku, siostrze, bracie, kuzynie, przyjacielu, znajomym. Drugi człowiek niesie mi ukrytego w sobie Boga – moc Jego łaski i Jego miłości.

    Plan wigilijnej modlitwy

    1. Znak krzyża
    2. Fragment Ewangelii: Łk 2,1-7 (tekst znajdziesz poniżej)
    3. Prośby: za wszystkich chrześcijan, za potrzebujących, za tych, którzy święta spędzają samotnie, za naszych zmarłych. I w naszych intencjach (można je wypowiedzieć na głos). Każde wezwanie kończymy: „Ciebie prosimy – Wysłuchaj nas, Panie”.
    4. Ojcze nasz
    5. Błogosławieństwo przygotowanego jedzenia. Na przykład: „Panie Boże, pobłogosław te dary i tych, którzy je przygotowali. I naucz nas dzielić się chlebem i miłością. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen”. Albo własnymi słowami.
    6. Można też zaśpiewać w tym momencie jakąś kolędę (na przykład: „Wśród nocnej ciszy” albo „Bóg się rodzi”).
    7. Dzielenie opłatkiem
    8. Siadamy do stołu.

    Ewangelia na wigilię [Łk 2,1-7]

    W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.

    Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.

    Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    ************************************************************************

    Dziś Wigilia Bożego Narodzenia

    Dziś Wigilia Bożego Narodzenia

    Przełamanie się opłatkiem to jeden z wigilijnych zwyczajów

    Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi.

    Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

    Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

    Od 2003 roku – zgodnie z formułą przykazań kościelnych, zatwierdzonych przez Watykańską Kongregację Nauki Wiary – formalnie nie obowiązuje już post w Wigilię Bożego Narodzenia. Biskupi polscy zachęcają jednak wierzących do dochowania wierności tej wieloletniej tradycji. Wigilia postna obowiązuje katolików wówczas, gdy przypada w piątek.

    W polskiej tradycji to ojciec rodziny lub najstarszy wiekiem rozpoczynał wieczerzę modlitwą, odczytaniem opisu narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza. Następnie dzielono się opłatkiem i składano sobie życzenia. Pod choinką ustawia się często żłóbek, dla upamiętnienia narodzenia Pana Jezusa w Betlejem. Układa się pod nią także prezenty dla najbliższych.

    Wigilia w polskiej obyczajowości jest świętem rodzinnym. Podobnie jak w Polsce Wigilię obchodzi się na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie wśród katolików łacińskich, w Czechach i na Słowacji. Nieznany poza terenami dawnej Rzeczypospolitej jest zwyczaj łamania się opłatkiem.

    Po wigilii katolicy udają się tradycyjnie na pasterkę. Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon”.

    Kościoły w okresie Bożego narodzenia zdobi żłóbek. Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

    To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie”. W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus”. Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

    Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające”. W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

    Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem” autorstwa Lucjana Rydla.

    Gość Niedzielny/Kai 24.12.2020

    ************************************************************************

    CC0 Public Domain

    ***

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Co tak naprawdę wiemy o okolicznościach narodzin Zbawiciela?

    Znaczenie tego, co dokonało się w Nazarecie i w Betlejem, czyli dziewiczego poczęcia i narodzin Jezusa, odsłoniło się w pełni dopiero wraz z nauczaniem, a przede wszystkim z męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa – mówi ks. prof. Waldemar Chrostowski. W rozmowie z KAI słynny biblista opowiada o biblijnych przekazach dotyczących narodzenia Jezus i ich teologicznym znaczeniu.

    Dawid Gospodarek (KAI): Gdy sięga się do Ewangelii, współczesnego odbiorcę może zaskoczyć, że nie ma tam bogatych opisów narodzenia Jezusa, Jego dzieciństwa. Jakby to zupełnie ewangelistów nie interesowało. Taki św. Jan, który przecież opiekował się Maryją i pewnie słyszał niejedną historię, nie napisał o tym ani zdania…

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Prawdą jest, że jeżeli chodzi o cztery Ewangelie kanoniczne, to tylko w dwóch z nich, mianowicie w Ewangelii wg. św. Mateusza i Ewangelii wg. św. Łukasza, znajdujemy informacje dotyczące okoliczności poczęcia i narodzin Jezusa Chrystusa. W pierwszej Ewangelii kanonicznej, czyli wg. św. Mateusza, zostały przedstawione z perspektywy męskiej, czyli z perspektywy św. Józefa, natomiast w trzeciej Ewangelii kanonicznej, wg. św. Łukasza, zostały przedstawione z perspektywy kobiecej, czyli Maryi. Wzgląd na to jest bardzo ważny, gdyż pozwala zrozumieć zasadnicze rysy jednej i drugiej prezentacji tych samych wydarzeń.

    Jeżeli chodzi o milczenie dwóch pozostałych Ewangelii, czyli wg. św. Marka i św. Jana, to bierze się ono stąd, że nie wszyscy ewangeliści byli jednakowo zainteresowani okolicznościami przyjścia Jezusa na świat i Jego dzieciństwem. Ewangelia wg. św. Marka stanowi zapis pamięci o Jezusie przechowanej przez św. Piotra, a on spotkał Jezusa wtedy, gdy obaj byli dorośli. Z kolei św. Jan, którego Ewangelia powstała najpóźniej, bo pod koniec I wieku, ukazuje przyjście Jezusa na świat w perspektywie głęboko teologicznej, podkreślając ich sens i znaczenie, natomiast nie zajmuje się samym przebiegiem wydarzeń.

    Tutaj dotykamy sprawy, która powinna być, jak się wydaje, powszechnie zrozumiała. Mianowicie przyjście na świat dziecka w starożytności, lecz i w naszych czasach, nie budzi aż tak wielkiego zainteresowania, bo po prostu jest częścią historii rodzinnej. Współcześnie jest upamiętniane przez zdjęcia, filmy, MMS-y itd. Zdarzają się dzieci, które mają udokumentowaną swoją historię w tysiącach różnych obrazów, które być może będą kiedyś oglądać. W starożytności narodziny, poza przypadkami dworu cesarskiego czy innymi ówczesnymi prominentami, nie były czymś niezwykłym. Niezwykłość jakiegoś człowieka odkrywano głównie w świetle jego życia i dokonań.

    Jeżeli mamy użyć tu bliższej analogii, to nasza wiedza o okolicznościach narodzin kard. Stefana Wyszyńskiego, czy papieża Jana Pawła II, jest, delikatnie mówiąc, szczupła, chociaż od tych narodzin upłynęło nieco ponad 100 lat i jeszcze do niedawna żyli ludzie, świadkowie, którzy mogli o nich coś więcej powiedzieć.

    Znaczenie tego, co dokonało się w Nazarecie i w Betlejem, czyli dziewiczego poczęcia i narodzin Jezusa, odsłoniło się w pełni dopiero wraz z nauczaniem, a przede wszystkim z męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Właśnie w świetle zmartwychwstania, które potwierdziło, kim naprawdę jest Jezus, zostały później utrwalone szczupłe świadectwa pamięci o okolicznościach Jego przyjścia na świat.

    KAI: Jakie treści teologiczne wypływają z opisów św. Mateusza i Łukasza?

    – Żeby uchwycić to, co jest teologicznie ważne, trzeba mieć na uwadze obie Ewangelie, z opowiadaniami dokonanymi z perspektywy Józefa i Maryi. One nawzajem się uzupełniają i w pewnym sensie nawzajem siebie potrzebują.

    Jeżeli chodzi o Ewangelię według św. Mateusza, ona włącza narodziny Jezusa Chrystusa w długą historię ludu Bożego wybrania, czyli biblijnego Izraela. Ważne są nie tylko te barwne szczegóły, które na zawsze weszły do tradycji chrześcijańskiej i które staramy się odtwarzać, rekonstruować choćby w „żłóbkach” czy podczas uroczystych obchodów Świąt Bożego Narodzenia, lecz wszystko to, co je poprzedza. Chodzi o rodowód Jezusa Chrystusa i wszczepienie Go bardzo mocno w dzieje Izraela podzielone na trzy etapy – od Abrahama do Dawida, od Dawida do wygnania babilońskiego i od wygnania babilońskiego do narodzin Jezusa Chrystusa. Żeby zrozumieć tę logikę teologiczną, potrzeba znać dzieje biblijnego Izraela. Przesłanie pierwszej kanonicznej Ewangelii jest bardzo wyraziste: Jezus, Jego narodziny w Betlejem, stanowią spełnienie wielowiekowego oczekiwania i nadziei mesjańskich, których realizacja została zapoczątkowana przez powołanie Abrahama.

    Ewangelia według św. Łukasza ma od samego początku perspektywę kobiecą. Przedstawia okoliczności narodzin Jezusa w kontekście naturalnego poczęcia i narodzin Jana Chrzciciela, który stał się poprzednikiem Jezusa, a następnie – i mocno kładzie na to nacisk – dziewiczego poczęcia przez Maryję w Nazarecie i narodzin, które miały miejsce w Betlejem. Nieco dalej Łukasz umieszcza rodowód, ale inaczej niż Mateusz wskazuje na uniwersalne, powszechne, znaczenie osoby i posłannictwa Jezusa. Jego narodziny są nie tylko zwieńczeniem długiej historii Izraela i Bożych obietnic związanych z Abrahamem, lecz stanowią integralną część całych ludzkich dziejów, poczynając od Adama. Dzięki temu staje się tym bardziej widoczne, że wybranie i powołanie Abrahama miało ukierunkowanie i przeznaczenie uniwersalne. Bóg nie wybrał Abrahama i jego potomków ze względu na nich samych, ale ze względu na duchowe dobro całej ludzkości.

    Przyjście Jezusa Chrystusa na świat zostało w Ewangelii wg. św. Łukasza ukazane jako wydarzenie, które ma znaczenie dla całej historii powszechnej. To uzasadnia obecne w niej odniesienia do ówczesnych osobistości i najważniejszych wydarzeń, które wtedy miały miejsce.

    KAI: Czy możemy powiedzieć coś o dacie narodzin Jezusa? Niektórzy wskazują na grudzień, tak jak to liturgicznie celebrujemy, inni przywołując biblijne konteksty mówią raczej o wiośnie…

    – Dokładnej daty narodzin Jezusa Chrystusa nie znamy. Kierując się różnymi przesłankami, rozmaicie próbowano ją ustalić, proponując marzec, kwiecień, maj czy listopad. Tak różnorodne propozycje świadczą, że dokładna data narodzin została przesłonięta niepamięcią.

    Data 25 grudnia jest symboliczna. Została wyznaczona w pierwszej połowie IV wieku na przesilenie zimowe, co nawiązuje do faktu, że od tej pory noc jest coraz krótsza, a dzień coraz dłuższy. Symbol wskazuje na Jezusa przychodzącego jako Światłość świata, a więc również siły kosmiczne, siły natury, swoiście odzwierciedlają radość z Jego przyjścia.

    W połowie VI wieku dokonano przeliczenia kalendarza, który wcześniej był w użyciu – od założenia Rzymu – na kalendarz od narodzin Jezusa Chrystusa. Dokonał tego mnich Dionizy Mały, który pomylił się w kwestii liczby lat, od 4 do 6 lat. Mamy więc paradoksalną sytuację, że gdy chcemy mówić o dokładnej chronologii narodzenia Jezusa Chrystusa, wygląda na to, iż narodził się On krótko przed początkiem ery chrześcijańskiej, wyznaczonym właśnie przez Jego narodziny. To paradoks, który towarzyszy nam od półtora tysiąca lat i co roku przy sposobności Świąt Bożego Narodzenia jest omawiany i prostowany.

    KAI: W Betlejem, w miejscu uznanym za to, gdzie narodził się Pan Jezus, zbudowano bazylikę. Czy to miejsce jest rzeczywiście wiarygodne?

    – To pytanie pojawia się często podczas pielgrzymek do Ziemi Świętej. Odpowiedź jest jedna i całkiem prosta – to miejsce jest wiarygodne na tyle, na ile wiarygodna jest tradycja wczesnochrześcijańska. Innego nośnika pamięci nie mamy. Nie może jednak być przypadkiem, że na początku IV wieku, czyli wtedy, kiedy chrześcijaństwo stało się najpierw religią oficjalnie uznaną, a następnie główną religią Imperium Rzymskiego, około roku 320 – 330, właśnie w tym miejscu, a nie gdzie indziej, wzniesiono pierwszą świątynię upamiętniającą narodziny Jezusa Chrystusa. Dwa stulecia później, w VI wieku, ok. roku 540-550, na tym samym miejscu wzniesiono Bazylikę Narodzenia, która istnieje do dzisiaj. Nie ma w Betlejem żadnego innego miejsca, które byłoby pokazywane jako to, gdzie miał się urodzić Jezus. Musimy polegać na pamięci chrześcijan, która z pewnością jest bardzo dobrym zabezpieczeniem wiarygodności miejsca narodzin Zbawiciela.

    KAI: Wspomniał Ksiądz Profesor o nadziejach mesjańskich, jakie były w Izraelu. Czy były jakieś konkretne znaki, po których ówcześni mieszkańcy Palestyny mogliby rozpoznać, że właśnie przychodzi na świat oczekiwany Mesjasz?

    – Ewangelie świadczą, że były osoby, które rozpoznały tożsamość Jezusa – i to jeszcze zanim przyszedł On na świat. Jako pierwsi zostali wprowadzeni w tę tajemnicę i ją przyjęli Maryja i Józef. O sytuacji Maryi opowiada Ewangelia wg. św. Łukasza, a Józefa – Ewangelia wg. św. Mateusza. To oni stali się zaczynem nowej rzeczywistości zbawczej, która zaistniała wraz z poczęciem Jezusa. Natomiast gdy Jezus przyszedł na świat, Ewangelie mówią, że towarzyszyły temu niezwykłe znaki. Przyjmujemy to świadectwo Ewangelii, bo nie mamy racjonalnych powodów, żeby je kwestionować. Chyba że ktoś w ogóle kwestionuje istnienie Boga i możliwość Jego nadzwyczajnego działania w świecie – takie osoby i środowiska się zdarzają i ta kontestacja nie jest niczym nowym.

    Przyjmując historyczne świadectwo Ewangelii widzimy osoby w szczególny sposób przygotowane i podatne na niezwykłe działanie Boże. Ale nie byli to ci, którzy stanowili ówczesny personel kultowy, religijny, świątynny, a więc kapłani i arcykapłani, ani ówczesna elita intelektualno-duchowa, czyli faryzeusze i saduceusze. Większość z nich wybrała i ponawiała sprzeciw wobec Jezusa i Jego misji. Uznanie w Jezusie Mesjasza nastąpiło głównie wśród ludzi prostych. Zatem obok akceptacji Jezusa od samego początku – co widać np. w reakcjach Heroda i jego dworu – istniał silny sprzeciw wobec Niego, posunięty do wrogości, i to do tego stopnia, że musiał On uchodzić z Betlejem i w ogóle z Palestyny. Ta akceptacja i sprzeciw będą towarzyszyły Jezusowi przez całe Jego życie, a później przeobrażą się w uznanie Go – czego wyrazem jest chrześcijaństwo, oraz odrzucenie Go – czego wyrazem jest judaizm rabiniczny, też istniejący do dnia dzisiejszego. Obrazowo można powiedzieć tak – gdy w Betlejem Jezus przychodził na świat, ku radości Jego dziewiczej Matki i św. Józefa, ku radości ludzi prostych, to w Jerozolimie rosło już drzewo na Jego krzyż.

    PCh24.pl/źródło: KAI

    ______________________________________________________________________________

    Co oznaczają znaki i symbole związane z Bożym Narodzeniem?

    Niewiele jest okresów w roku kościelnym, które wypełnione są tak ogromną liczbą symboli i nawiązują nawet do starożytnych tradycji, jak Boże Narodzenie. Najważniejsze to świadomie przeżyć ten czas. Oto wyjaśnienie symboli związanymi ze zbliżającymi się świętami.

    Natalia Szerszeń: Caelesti mysterio – niebieska tajemnica Narodzenia Pańskiego

    ***

    Od najdawniejszych czasów Liturgia Rzymska sprawowała w Narodzenie Pańskie tylko jedną Eucharystię w Wigilię i jedną w samą uroczystość Bożego Narodzenia. Jedyna Msza św. przypadająca w samą już uroczystość była sprawowana o godz. 9 rano. Potwierdza to Epistolarz z Kapui, z 546 r., oraz Ewangeliarz z Neapolu, z VII wieku. Mszę św. o północy, którą popularnie zwiemy Pasterką, wprowadzono na przełomie V i VI wieku. Sprawowano ją w Rzymie w Bazylice Matki Bożej Większej. Papież Grzegorz Wielki celebrował wówczas Liturgię o północy i Mszę św. o 9 rano dla dyplomacji namiestnika bizantyjskiego. Po prostu – papież, wracając z Pasterki, wstępował do kościoła na Palatynie z przyjaźni do urzędników i sprawował dla nich czynności święte. Z czasem powszechne stało się sprawowanie trzech Mszy św. w Boże Narodzenie. Ostatecznie tę praktykę przyjął Mszał potrydencki. Do Mszału z 1570 r. wprowadzono jedyne wówczas święto Imienia Jezus. Przyczynili się do tego Beda Czcigodny, Bernard z Clairvaux i św. Franciszek z Asyżu.

    Od św. Szczepana do św. Sylwestra

    Do obchodów Bożego Narodzenia weszła w VI wieku tzw. oktawa, czyli przedłużenie świętowania do ośmiu dni. Jest to bardzo wymowne, gdyż dni wchodzące w jej skład były już wcześniej zarezerwowane do kultu pierwszych świętych.

    Pierwszy dzień obejmuje świętowanie uroczystości Narodzenia Pańskiego. W drugi dzień obchodzimy święto św. Szczepana, diakona, pierwszego męczennika. Zwyczaj wspominania Szczepana znany jest jeszcze z IV wieku. W ten dzień istnieje zwyczaj święcenia owsa, bowiem w dawnym państwie Karolingów św. Szczepan był patronem koni.

    Trzeci dzień oktawy poświęcony jest św. Janowi Apostołowi i Ewangeliście. Jego kult znamy również z IV wieku. W tym dniu Kościół święci wino. Wynika to z pobożnej legendy, która mówi, że kiedyś podano św. Janowi do wypicia zatrute wino, a on je pobłogosławił, skosztował i pozostał przy zdrowiu.

    Czwarty dzień oktawy to święto Świętych Młodzianków, które liturgia obchodzi od V wieku. Młodziankowie to dzieci, które Herod kazał wymordować na wieść o narodzinach Mesjasza. Kolejne dni są dalszym świętowaniem Narodzenia Pańskiego, w tym czasie 29 grudnia wspominamy św. Tomasza Becketa, męczennika, a 31 grudnia – św. Sylwestra, papieża.

    W pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu czcimy Świętą Rodzinę, która ma być wzorem życia dla każdej rodziny chrześcijańskiej. Ostatnim dniem oktawy jest 1 stycznia – uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Wtedy to symbolicznie wspominamy obrzezanie Dzieciątka i nadanie mu imienia Jezus.

    Bóg-człowiek

    Najważniejszym i najistotniejszym wydarzeniem Bożego Narodzenia jest wcielenie Jezusa. Musimy sobie uświadomić, że Bóg zstąpił na ziemię i przyjął ludzką naturę. Przyoblekł się w marne ludzkie ciało, aby stać się takim jak my. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas w punkcie 461.: „Opierając się na słowach św. Jana („Słowo stało się ciałem”, J 1, 14), Kościół nazywa «Wcieleniem» fakt, że Syn Boży przyjął naturę ludzką, by dokonać w niej naszego zbawienia”. Wiara w prawdziwe wcielenie Syna Bożego jest znakiem, który wyróżnia nas, chrześcijan, na tle wszystkich religii. 464. zaś punkt katechizmowy mówi: „Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem”. Jest to dla nas niebywale istotny fakt, który w świetle dalszych wydarzeń zbawczych staje się fundamentem naszej wiary. Jeśli nie byłoby Wcielenia, nie byłoby też Zmartwychwstania. Warto sobie uświadomić, że Bóg potrzebował ludzkiego ciała, aby być bliżej nas i wypełnić wolę Ojca. Wcielenie jest także istotnym elementem dla zrozumienia wszystkich sakramentów świętych, a zwłaszcza Eucharystii. Jest podstawą specjalnego kontaktu z Bogiem, oddania się Bogu i realizowania kultu.

    Kolędy i prezenty

    Nieodłącznym elementem naszego bożonarodzeniowego świętowania są zwyczaje, które zawsze odżywają w tym czasie. Chociażby sianko, które kładziemy pod obrus, piękny gest pozostawienia przy stole jednego wolnego miejsca, które ma być gotowe dla niespodziewanego gościa. Warto podkreślić, że pierwotnie zwyczaj ten dotyczył pamięci o zmarłych. Często korzystamy z tradycji dwunastu postnych potraw, które zapełniają nasze stoły. Nieodłącznym elementem spotkań wigilijnych są, oczywiście, prezenty, które łowimy spod pięknie ubranej choinki. Ten moment to z pewnością dobrze zapisana kartka z naszego dzieciństwa. Niestety, coraz rzadziej słyszy się przy polskich stołach śpiew kolęd, które dodają całemu świętowaniu atmosfery oczekiwania, ale też pozwalają – w sposób z pewnością folklorystyczny – prześledzić okoliczności betlejemskiej radości. Obowiązkowym momentem wieczerzy wigilijnej jest dzielenie się opłatkiem. Skąd ten zwyczaj?

    Opłatek

    Zwyczaj dzielenia się opłatkiem nie jest do końca wyjaśniony i tak naprawdę nieznane jest jego pochodzenie. Wydaje się, że można upatrywać w tym geście starochrześcijańskiego zwyczaju łamania się chlebem, a co za tym idzie – może on symbolizować pierwszą czynność eucharystyczną. Nie można wykluczać, że słowo „opłatek” ma swoją genezę w łacińskim „oblata”, co oznacza dar ofiarowany Bogu.

    W monumentalnym dziele pt. „Leksykon liturgii” autorstwa ks. Bogusława Nadolskiego TChr dowiadujemy się, że wypiekiem opłatków zajmowali się początkowo zakonnicy oraz wikariusze. W XV wieku wypiekali je też ludzie związani z Kościołem i gospodarstwem kościelnym. Już wtedy istniał zwyczaj roznoszenia opłatków przez osoby świeckie, głównie przez organistów i zakrystianów. W XVI wieku spożywano opłatki z miodem jako deser, a w wieku XVII używano ich do pieczętowania listów. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem przyjął się najpierw wśród szlachty, szybko rozpowszechnił się w miastach i na wsiach w całej Polsce.

    Kolędy

    Nazwa „kolęda” pochodzi z języka łacińskiego. Przywoływany już wyżej ks. Nadolski w drugim tomie „Liturgii” wyjaśnia, iż: „Termin «calendae» oznaczał w starożytnym Rzymie pierwszy dzień miesiąca. Przed reformą kalendarza rzymskiego w 45 r. przed Chrystusem «calendae» styczniowe rozpoczynały nowy rok. Dzień ten, a raczej dni, obchodzono bardzo uroczyście, odwiedzano się wzajemnie, obdarowywano upominkami, składano życzenia, wyrażając je w słowie lub śpiewie. Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z Bożym Narodzeniem, a pieśni związane z Narodzeniem Pańskim nazwał kolędami. Najstarsze znane nam kolędy powstały w pierwszej połowie XV wieku”. Kolędy polskie są niewątpliwie pięknym przejawem głębokiej pobożności ludowej, choć należy pamiętać, że ich twórcami i autorami byli polscy żakowie oraz uczniowie szkół parafialnych i przyklasztornych. Radosny charakter kolęd sprawia, że człowiek bardziej pojmuje i otwiera swoje serce na tajemnicę wcielenia Boga.

    Żłóbek

    Z pewnością wszyscy słyszeliśmy o tym, że stajenki bożonarodzeniowe zawdzięczamy św. Franciszkowi z Asyżu. Początki wiążą się z włoską miejscowością Greccio i pamiętną nocą 1223 r., kiedy to owa miejscowość pod wpływem odśpiewania Ewangelii o Narodzeniu Pańskim przez Franciszka przemieniła się w Betlejem. Pierwszymi propagatorami szopek byli franciszkanie, jednak większą rolę w tej kwestii odegrali jezuici. Sprawa jest trochę złożona, bowiem od XII wieku bardzo popularne stają się teatralne przedstawienia scen Bożego Narodzenia. Warto w tym miejscu wspomnieć, że franciszkanie trudnili się bardziej budowaniem szopek w świątyniach czy na rynkach miast, natomiast jezuici skupiali się na sztukach teatralnych i przedstawieniach . To właśnie jezuitom zawdzięczamy tak popularne dziś misteria. Od XIV do XV wieku następuje ekspansja malarstwa bożonarodzeniowego, która staje się źródłem dla osób niepotrafiących czytać i pisać. W kościołach zaczynają się pojawiać figurki pasterzy, owiec, osiołków i inne. Wówczas pojawia się również zwyczaj wnoszenia w czasie Pasterki figurki Dzieciątka Jezus wraz z Ewangeliarzem.

    Żłóbki w kościołach w okresie Narodzenia Pańskiego potwierdzone są na Zachodzie ok. 1550 r. Jezuici sprzyjali temu zwyczajowi i rozszerzyli go na cały Kościół. Do popularyzacji żłóbka Pańskiego w ostatnim czasie przyczynił się też święty papież Jan Paweł II, który jako pierwszy spośród następców św. Piotra umieszczał na placu przed Bazyliką Watykańską stajenkę betlejemską.

    Myśląc o bożonarodzeniowej szopce, wyobrażamy sobie Dzieciątko Jezus w centrum, po jednej stronie Maryję, po drugiej – św. Józefa. Całe otoczenie Jezusa – poza Rodzicami – wypełnione jest w pierwszej kolejności uskrzydlonymi aniołami, pasterzami i zwierzętami gospodarskimi, jak na szopkę przystało. W taki sposób dekorujemy zazwyczaj nasze kościelne – a może i domowe – szopki. Jest rzeczą niezmiernie ważną, abyśmy pamiętali, że wystrój żłóbka i jego całościowa dekoracja nie są najważniejsze. Nie ma dla nas znaczenia, czy w stajence były konie, krowy, króliki czy ptaki. Nie ma też znaczenia, ilu było pasterzy i czy aniołowie śpiewali „Gloria”… Nie posiadamy nawet wiarygodnych informacji, czy Pan urodził się w żłobie, stajence czy grocie! Św. Mateusz pisze, że Święta Rodzina mieszkała w Betlejem i tam miała swój dom, natomiast św. Łukasz przekazuje, że Maryja z Józefem mieszkali w Nazarecie, a do Betlejem udali się na zarządzony w tym czasie spis ludności. Nic w tym dziwnego, ponieważ jak wiemy, Ewangeliści nie byli obecni przy narodzeniu Jezusa.

    Najistotniejszym dla nas, chrześcijan, faktem jest samo wcielenie i narodzenie Syna Bożego. Nie są ważne okoliczności temu towarzyszące. Niepodważalną prawdą wiary jest to, że Jezus Chrystus począł się z Maryi za sprawą Ducha Świętego i przyjął ludzkie ciało.

    Przemysław Kubisiak/Tygodnik Niedziela

    ************************************

    Zanim przyszła choinka, czyli tradycja podłaźniczki

    Zanim przyszła choinka, czyli tradycja podłaźniczki
    fot. Orawa skansen/Gość Niedzielny

    ***

    Choinka podwieszona pod sufitem czubkiem do dołu to tradycja starsza niż drzewko, jakie dziś najczęściej gości w naszych domach.

    Choinka, którą znamy dziś z naszych domów i jest nieodłącznym symbolem świąt Bożego Narodzenia, przybyła na ziemie polskie z Alzacji i na dobre zadomowiła się na przełomie XIX i XX wieku. Nie oznacza to wcale, że przed tym czasem nie mieliśmy własnych tradycji zdobienia domów na święto Narodzenia Pańskiego. Zanim choinka ostatecznie zatriumfowała, w południowej Polsce, od Dolnego Śląska, przez Górny Śląsk, Beskidy, Podhale, Małopolskę aż po Lwów powszechnym zwyczajem było zdobienie podłaźniczki. Najczęściej miała ona formę ściętego czuba jodły, świerku lub sosny, który zawieszano pniem ku górze pod sufitem ozdabiano przeróżnymi dekoracjami. Stąd właśnie od czasu do czasu można natrafić na stare zdjęcia, na których widnieje choinka zawieszona “do góry nogami”. To nic innego jak właśnie podłaźniczka.

    Podłaźniczka w różnych rejonach miała swoje nazwy. I tak nazywano ją podłaźnikiem, jutką, sadem rajskim, wiechą lub Bożym drzewkiem. Ozdoba ta miała swoją bogatą symbolikę. Nawiązywała do rajskiego drzewa poznania dobra i zła,a jej pień wskazywał kierunek na niebo. Podłaźniczka miała zapewniać domownikom wszelkie błogosławieństwo: zdrowie, zgodę i dostatek, miało także chronić domowników przed wszelkimi nieszczęściami. Drzewko miało też coś wspólnego z lepiej dziś znaną romantyczną symboliką jemioły – obecność podłaźniczki miała zapewnić pannom szybkie i szczęśliwe wydanie za mąż.

    Czym zdobioną starszą siostrę choinki? Najczęściej ozdobami, które można było zjeść – owocami, orzechami, czy ciasteczkami. Ale również kolorowymi ozdobami ze wstążek, bibuły i kolorowymi opłatkami. 

    Zwyczaj zdobienia podłaźniczki był żywy i popularny jeszcze w latach 20. XX wieku m.in. na Śląsku, Podhalu, w Beskidach, Pieninach czy Gorcach. Dziś rajskie drzewko można spotkać już tylko w nielicznych domach, zwykle jako ozdobę występującą obok choinki, a nie zamiast niej. Warto jednak tę tradycję podtrzymywać, choćby w symbolicznej formie.

    Wojciech Teister/Gość Niedzielny

    ****************************************

    Zwyczaje Wigilijne

    Religijne treści uroczystości Bożego Narodzenia pokazują swoją wyjątkowość na tle szeregu zwyczajów kulturowych, które na trwałe wyznaczyły rytm życia nie tylko ludziom przynależącym do Kościoła chrześcijańskiego. Bogactwo tematyki bożonarodzeniowej zapisanej w literaturze, utrwalonej w sztuce, przekazywanej w tradycji rodzinnej, wyśpiewanej w kolędach i pastorałkach, prezentowanej w szopkach, misteriach teatralnych i zwyczajach ludowych zadomowiły się w kulturowych zwyczajach okresu Bożego Narodzenia.

    Wieczerza wigilijna

    To wyjątkowa wieczerza, którą tradycyjnie rozpoczyna się wraz z blaskiem pierwszej gwiazdki na niebie. Na jej niepowtarzalny klimat wpływają takie elementy, jak: dzielenie się opłatkiem, sianko pod obrusem, choinka, śpiewanie kolęd i obdarowywanie się prezentami. Tak się utarło, że Wigilię urządzają nawet ludzie nie związani bezpośrednio z Kościołem katolickim. Zwyczaj przygotowywania wigilijnej wieczerzy zapisano w XVIII w., choć prawdopodobnie był on znany już wcześniej. Nadal w dzień Wigilii przestrzegany jest post jakościowy (powstrzymywanie się od potraw mięsnych aż do północy) i ilościowy (do ukazania się pierwszej gwiazdy). Pod obrusem kładzie się kłosy siana (symbolika stajenki betlejemskiej)
    Przy stole pozostawiamy zawsze wolne miejsce dla ewentualnego gościa lub symbolicznie dla Chrystusa. O ile zaginął przesąd, by przy stole nie zasiadała nieparzysta liczba gości (znaczyłoby to, że za rok ktoś z uczestników nie doczeka kolejnej wieczerzy), to przetrwały różne tradycje co do ilości i zawartości potraw wigilijnych, których powinno być dwanaście. Najczęściej podaje się barszcz, zupę grzybową lub rybną, potem grzyby z postną kapustą, ryby smażone, faszerowane i w galarecie, gotowane lub pieczone, pierogi z grzybami, kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, a także kutię.

    Opłatek

    Tradycyjnie spożywanie wieczerzy wigilijnej poprzedza dzielenie się opłatkiem, czyli bardzo cienkim, przaśnym (niekwaszonym) chlebem. Ten prosty, ale jakże wymowny zwyczaj jest nasycony głęboką i wielowymiarową symboliką. Zawarta jest ona najpierw w fakcie “bycia razem” – skłóceni nie zasiadają przecież do jednego stołu. Dzieląc się opłatkiem, wybaczamy sobie, darujemy urazy, jednamy się ze sobą; składamy sobie życzenia wszelakiego dobra zarówno materialnego, jak i duchowego. “To dobro duchowe symbolizuje materia opłatka – chleb. Opłatek wigilijny jest dla chrześcijanina przede wszystkim nawiązaniem do potrzeby spożywanie chleba biblijnego, z którym utożsamił się sam Chrystus, czyli do odżywiania się eucharystycznym chlebem (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Nie ma właściwie solidnego opracowania opisującego utrwalenie się w polskiej tradycji dzielenia się opłatkiem w wieczór wigilijny, a najstarsza wzmianka o tym pochodzi w końca XVIII w. Obecnie ten piękny zwyczaj spotykamy jedynie w polskiej tradycji bożonarodzeniowej.

    Pasterka

    Pasterka, czyli Msza św. o północy w noc Bożego Narodzenia, otwiera oktawę liturgicznych obchodów związanych z tajemnicą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Syna Bożego ludzkiej natury i przyjścia na świat.
    Uczestniczenie w Pasterce, najlepiej z całą rodziną, stanowi zasadniczy, centralny punkt wszystkich zwyczajów powiązanych z obchodami przyjścia na świat Bożego Dziecięcia.

    Żłóbek

    Grota betlejemska, miejsce narodzin Chrystusa, wraz ze stojącym tam żłóbkiem od początku jest miejscem szczególnego pietyzmu i czci chrześcijan. Rozpowszechnienie idei budowania i “odtwarzania” żłóbka betlejemskiego w kościołach parafialnych zawdzięczamy św. Franciszkowi (XIII w.). Św. Bonawentura, opisując żywot Świętego z Asyżu (tzw. Legenda maior), podaje, że założyciel zakonu zbudował w pobliżu kościoła w Greccio w1223 r. szopkę, w której znalazło się miejsce nawet dla osła i wołu. Szopkę poza postaciami Świętej Rodziny stopniowo zaczęli wypełniać postaci pasterzy, aniołowie, królowie, słudzy Heroda i jego dworzanie. Z czasem szopka nabierała cech aktualnych dla określonego czasu i miejsca, a w okresach trudnych politycznie szopki nabierały charakteru patriotycznego czy wręcz symbolicznego. Polskie szopki pojawiły się u nas dzięki sługom synów zakonnych św. Franciszka (zarówno franciszkanów konwentualnych, jak też tzw. obserwantów, nazwanych w Polsce także bernardynami).

    Kolędy

    Dzisiaj ta nazwa kojarzy się z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej albo z odwiedzinami duszpasterskimi w tym okresie. Sama nazwa jest pochodzenia i tradycji rzymskiej. Przypuszczalnie kolędy polskie powstały najpierw w środowisku franciszkańskim, zwłaszcza franciszkanów obserwantów. Sam termin “kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII w. Kolędy wypełnione są tematyką nawiązującą do biblijnych opisów narodzin Jezusa, zwłaszcza do wydarzeń Nocy betlejemskiej, pokłonu pasterzy, klimatu groty czy stajenki, w której przyszedł na świat Zbawiciel. Stopniowo ubogacały się o inne wydarzenia związane z dziecięctwem Chrystusa: rzeź niewinątek, hołd mędrców, sen św. Józefa, ucieczka do Egiptu. W kolędach powstających przez wieki odbijały się jak w lustrze wydarzenia moralne, społeczne, patriotyczne zabarwione lokalnym kolorytem. Właśnie w kolędach, których ideą powstania było przekazanie ubóstwienia człowieka w Jezusie Chrystusie, dokonuje się proces “uczłowieczania” Boga. Także ich forma literacka sprawia, że są one chętnie wykonywane zarówno jako kołysanki, kolędy adorujące, życzeniowe, winszujące, patriotyczne czy radosne. Są one zjawiskiem kulturowym zwłaszcza na polskiej ziemi, gdzie liczba znanych i opisanych kolęd i pastorałek sięga do ponad pół tysiąca.

    Choinka

    Zwyczaj strojenia choinki – pachnącego lasem drzewka rozpowszechnił się w rodzinach niemieckich, tyrolskich, austriackich, a potem pozostałych krajach europejskich. W ubiegłym wieku zaczęto na szczycie jodły umieszczać gwiazdę betlejemską; zawieszane rajskie jabłka miały symbolizować echa biblijnego kuszenia Adama, w papierowych łańcuchach rozpoznawano okowy zniewolenia grzechowego (czy nawet politycznego w okresie rozbiorów Polski). Oświetlenia choinkowe miałyby wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako “światło na oświecenie pogan”, a żywe, zielone drzewo jodłowe symbolizowałoby Chrystusa – źródło wszelkiego życia. Naturalna jodła pozostaje nieodzownym towarzyszem kościelnych żłóbków; choinka domowa już rzadko pachnie naturą – stała się “ekologiczna”, sztuczna, pachnąca plastikiem. Naturalne ozdoby (owoce, łakocie) zastąpiono szklanymi bądź plastikowymi kulami, sztucznymi “zimnymi ogniami”, świecącymi elektrycznymi lampkami.

    Prezenty gwiazdkowe

    Powszechna praktyka wzajemnego obdarowywania się prezentami, w tym zwłaszcza dzieci, z okazji świąt Bożego Narodzenia związana była pierwotnie z kultem i życiorysem św. Mikołaja, biskupa diecezji Bari, wielkiego jałmużnika żyjącego w IV w. Jego niezwykła hojność, szczodrobliwość, troska o biednych stały się symbolem i uosobieniem miłości do każdego bliźniego. Właśnie w okresie Bożego Narodzenia znalazło swoje logiczne uzasadnienie. Dzisiejszą tradycję zawdzięczamy Marcinowi Lutrowi, który w 1535 r. domagał się, aby protestanci zaniechali zwyczaju św. Mikołaja, a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego Dzieciątka Jezus. Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie, także katolickie, przyjęły tę praktykę, gdyż motywacja była teolgicznie poprawna, “pomimo Lutrowej prowenciencji” (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Swoistym prezentem pamięci jest wysyłanie kartek z życzeniami “wesołych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia”. Jednakże czy treść kartek i banalne często słowa życzeń mają związek z istotą – sensem religijnego źródła tych życzeń, czyli faktem narodzin Jezusa Chrystusa. Coraz częściej laickie kartki świąteczne przyozdobione bombkami, saniami, wyparły plastyczne wyobrażenia związane z “wejściem Chrystusa w dzieje świata?”. I życzenia mogą być świadectwem wiary…

    (na podstawie “Liturgii w odnowie” ks. Jerzego Stefańskiego)/Niedziela łomżyńska 51/2002

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Kard. G. Müller: Segregacja sanitarna w świątyniach to grzech ciężki

    Ks. kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, w rozmowie z amerykańskim portalem National Catholic Register jednoznacznie potępił segregację sanitarną wprowadzaną w niektórych diecezjach i przypomniał, jakie obowiązki z nadania samego Jezusa Chrystusa posiadają biskupi i kapłani.

    Zdaniem duchownego odmawianie sakramentów osobom niezaszczepionym jest grzechem ciężkim i dowodem na postępującą dechrystianizację w szeregach duchowieństwa.

    – Niestety, wiele rządów straciło zaufanie publiczne poprzez chaotyczne środki, które są sprzeczne logicznie. (…) W wielu przypadkach przepisy zostały naruszone i skażone finansowymi oraz politycznymi interesami lobby ideologicznego i gigantów farmaceutycznych. Zamiast jednoczyć społeczeństwo w walce z pandemią, siły polityczne, media głównego nurtu i Big Tech bezlitośnie wykorzystały sytuację do promowania agendy „Wielkiego Resetu”, a więc myślenia totalitarnego – podkreśla ks. kard. Gerhard Müller.

    Duchowny odcina się jednocześnie od prowadzonych przez rząd i nieobcych również hierarchii kościelnej narracji, które piętnują przeciwników covidowego reżimu jako „teoretyków spiskowych” i „grzeszników przeciwko dobroczynności”.

    Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary jednoznacznie potępia segregację sanitarną wprowadzoną w części katolickich diecezji i świątyń.

    – Słudzy Chrystusa w posłudze apostolskiej nie mogą ofiarowywać się jako dworzanie władcom tego świata i stawać się ich propagandystami. Według naszej katolickiej wiary Papież oprócz tego, że jest pierwszym świadkiem nadprzyrodzonego objawienia się Boga w Jezusie Chrystusie, jest też najwyższym strażnikiem naturalnego prawa moralnego. Magisterium Kościoła jest zatem uprawnione i zobowiązane do wskazywania granic władzy doczesnej, która kończy się na wolności wiary i sumienia – wyjaśnia.

    Największy nacisk ks. kard. Gerhard Müller kładzie na nadprzyrodzony i nadrzędny wobec wszystkich innych spraw charakter sakramentalnej posługi Kościoła.

    – Jest to przede wszystkim sprzeczne z prawem Bożym, jeśli władze państwowe utrudniają albo wręcz zakazują dostępu do środków łaski Kościoła, tj. sakramentów Chrystusa. To, że nawet biskupi zamknęli swoje kościoły lub odmówili sakramentów osobom szukającym pomocy, jest grzechem ciężkim przeciwko danej od Boga władzy. Jest to wstrząsający dowód na to, jak dalece sekularyzacja i dechrystianizacja myśli dotarła już do pasterzy Chrystusowej owczarni – ocenia.

    Jak tłumaczy kardynał, biskupi „jako następcy apostołów, nie są władcami według zwyczajów świata, ale sługami Słowa i sługami łaski Chrystusa”, dlatego obowiązek szafowania świętych sakramentów jest dla nich bezwzględny i nie może być uzależniony od woli władców świeckich czy też troski o zdrowie fizyczne.

    – W czasach kryzysu miejsca kultu i serca ludzi muszą być szeroko otwarte, aby ludzie mogli szukać schronienia w Bogu, od którego pochodzi wszelka pomoc. Wszystkie szczepionki mają ograniczony efekt czasowy. Żadne lekarstwo ani wynalazek techniczny nie mogą nas uratować przed doczesną i wieczną śmiercią. Chleb, który daje Jezus, jest lekarstwem na śmierć wieczną i – bez daty ważności – pokarmem na życie wieczne, bo: „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” – przypomina ks. kard. Gerhard Müller.

    źródło: ncregister.com/dorzeczy.pl/pch24.pl/radiomaryja.pl

    ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

    W Wigilię I Niedzieli Adwentu rozpoczął się kolejny Nowy Liturgiczny Czas, który jest Bożym wezwaniem, aby tu i teraz, rozpalić ludzkie serce nadzieją.

    Dziś bardzo wielu ludzi ogarnia ogromny niepokój, który może przypominać opis z Biblii: że “ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi” (trwająca, nie wiadomo jak długo jeszcze, pandemia, która izoluje i segreguje, wzrastające konflikty podobne do coraz częściej wybuchających wulkanów …) W przeżywaniu różnorakich lęków i obaw, które wywołują niepokój i doprowadzają wielu do zwątpienia, dobrze jest na nowo zawierzyć dobremu Bogu, dzięki któremu “powstaliśmy z miłości i w miłość się obrócimy”, bo zostaliśmy cudownie stworzeni i jeszcze cudowniej wyzwoleni z jarzma grzechu – i to jest nasza prawdziwa nadzieja.

    Nabierzmy więc ducha i podnieśmy głowy nasze.

    fot.  Bożena Sztajner/Tygodnik Niedziela

    ***

    Każda świeca w wieńcu adwentowym ma swoją nazwę i specjalne znaczenie

    W I niedzielę adwentu zapalamy „Świecę Proroka”. Każda z czterech świec oznacza coś bardzo konkretnego.

    Jednym z symboli adwentowego wystroju kościoła jest adwentowy wieniec. Od jakiegoś czasu adwentowe wianki zaczęły gościć także w naszych domach. Czy mają jedynie ozdobić dom i stworzyć świąteczną, przytulną atmosferę? Jakie jest ich znaczenie?

    Kształt, zieleń i liczba świec nie są przypadkowe. Mają swoją głęboką symbolikę.

    Znaczenie wieńca adwentowego

    Wieniec adwentowy posiada przedchrześcijańskie, skandynawskie korzenie. Został przyjęty przez kościoły luterańskie i „ochrzczony” jako adwentowy świecznik. W wielu krajach wieniec adwentowy znajduje się nie tylko w kościołach, ale także w domach, gdzie każda rodzina zbiera się, aby wspólnie się modlić i przygotować do narodzin Zbawiciela. W Polsce wieniec adwentowy pojawił się po I wojnie światowej.

    Okrągły kształt wieńca adwentowego jest symbolem jedności i wieczności. Przypomina powtarzający się cykl pór roku i jest symbolem wieczności Boga i znakiem zwycięstwa Chrystusa.

    Wiecznie zielone gałązki świerkowe lub sosnowe są symbolem wiecznego życia i znakiem nadziei: na świat ma przyjść Mesjasz, który pokona ciemność, zło i śmierć. Przypominają również wejście Jezusa do Jerozolimy, kiedy został przywitany zielonymi gałązkami i okrzyknięty Królem.

    Czerwone wstążki zawiązywane na wieńcu symbolizują miłość Boga, która najpełniej objawia się w narodzeniu Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Fioletowe wstążki są znakiem pokuty i nawrócenia w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza.

    Świece na wieńcu adwentowym

    Cztery świece adwentowe symbolizują cztery tygodnie adwentu i wskazują na najważniejsze etapy historii zbawienia. Zapalane kolejno w każdą niedzielę wskazują na upływ czasu, skracając czas oczekiwania na Boże Narodzenie.

    „Świeca Proroka” (Świeca Nadziei) – zapalana w I niedzielę adwentu, symbolizuje proroków, którzy zapowiedzieli przyjście Mesjasza.

    „Świeca Betlejem” (Świeca Pokoju) – zapalana w II niedzielę adwentu na pamiątkę miejsca, w którym narodził się Zbawiciel.

    „Świeca Pasterzy” (Świeca Radości) – zapalana w III niedzielę adwentu przypomina pasterzy, którzy jako pierwsi ujrzeli Jezusa i ogłosili światu „radosną nowinę”. Niedziela ta nosi nazwę Gaudete („Radujcie się”), dlatego świeca ma radosny, różowy kolor.

    „Świeca Aniołów” (Świeca Miłości) – zapalana w IV niedzielę adwentu symbolizuje aniołów, którzy objawili się pasterzom w grocie betlejemskiej, ogłaszając im narodziny Dzieciątka Jezus.

    Elżbieta Wrzała/Aleteia.pl

    **************************************

    This image has an empty alt attribute; its file name is xRoraty_Faustyna.pl-650.jpg.pagespeed.ic.nWVgUCA2OJ.webp

    Roraty – to jest piękna polska tradycja. Roraty – to jest Msza św. wotywna ku czci Najświętszej Maryi Panny odprawiana o wschodzie słońca. Słowo “Roraty” pochodzi od pieśni śpiewanej na początku tej Mszy św. – „Rorate caeli desuper”, czyli „Spuśćcie rosę niebiosa”. Na ołtarzu pali się „roratka” – świeca ozdobiona białą wstęgą, symbolizująca Maryję, a wierni trzymają w dłoniach zapalone świece, które rozświetlają mroki i czasu i miejsca. Zapalone świece są znakiem oczekiwania na przyjście naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

    *******************

    „Rorate Caeli”. Odkryj znaczenie tego utworu w Adwencie

    RORATE CAELI

    „Rorate Caeli” to jeden z najpiękniejszych gregoriańskich śpiewów, kojarzony z Adwentem – czasem oczekiwania na Boże Narodzenie. Odkryj znaczenie tego utworu.

    Utwór „Rorate Caeli” od lat niezmiennie kojarzy się z Adwentem. Przede wszystkim dlatego, że jest odśpiewywany w czasie rorat, a tekst utworu, traktujący o oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela, wprowadza w atmosferę oczekiwania na Boże Narodzenie.

    Pieśń na Adwent – „Rorate Caeli”

    Trwa Adwent, okres liturgiczny, w którym przygotowujemy się na przyjście Zbawiciela. W tym czasie liturgia Kościoła katolickiego obfituje w utwory mające pomóc wiernym w tych przygotowaniach. Prawdziwie cenne perełki skrywają się w chorale gregoriańskim.

    „Rorate Caeli” jest uważana za jedną z najpiękniejszych i najbardziej wysublimowanych kompozycji, nie tylko na czas Adwentu, ale w repertuarze na cały rok liturgiczny. Utwór jest inspirowany tekstami z Księgi Izajasza (45,8), w którym prorok błaga:

    Spuśćcie niebiosa rosę z góry, a obłoki niech sączą sprawiedliwość! Niech się otworzy ziemia i niech wyrośnie zbawienie, a niech też wzejdzie sprawiedliwość! Ja, Pan, to stworzyłem.

    Zainspirowany starotestamentowymi tekstami „Rorate Caeli” mistrzowsko ucieleśnia ducha oczekiwania, co stanowi przecież istotę Adwentu. Zachęcamy do zagłębienia się w oryginalny tekst „Rorate Caeli” po łacinie oraz w jego polskie tłumaczenie:Rorate caeli desuper et nubes pluant justum.

    Ne irascaris, Domine, ne ultra memineris iniquitatis, Ecce civitas Sancti facta est deserta, Sion deserta facta est,Jerusalem desolata est, Domus sanctificationis tuae et gloriae tuae, ubi laudaverunt te patres nostri.

    Rorate caeli desuper et nubes pluant justum.

    Peccavimus, et facti sumus tamquam immundus nos, Et cecidimus quasi folium universi, Et iniquitates nostrae quasi ventus abstulerunt nos, Abscondisti faciem tuam a nobis, et allisisti nos in manu iniquitatis nostrae.

    Rorate caeli desuper et nubes pluant justum.

    Vide Domine afflictionem populi tui, Et mitte quem missurus es, Emitte Agnum dominatorem terrae de Petra deserti ad montem filiae Sion, Ut auferat ipse jugum captivitatis nostrae.

    Rorate caeli desuper et nubes pluant justum.

    Consolamini, consolamini, popule meus, Cito veniet salus tua, Quare maerore consumeris, quia innovavit te dolor? Salvabo te, noli timere, Ego enim sum Dominus Deus tuus, Sanctus Israel, Redemptor tuus.

    Rorate caeli desuper et nubes pluant justum.

    _____________________________

    Spuśćcie rosę niebiosa i obłoki niech wyleją sprawiedliwego. Nie bądź zagniewany, Panie! Nie pamiętaj dłużej naszych grzechów! Oto miasto Świętego opuszczone, Syjon stał się pustkowiem, Jerozolima wyludniona, Świątynia Twoja i dom chwały Twojej, gdzie wielbili Cię nasi ojcowie.

    Rorate…

    Zgrzeszyliśmy i staliśmy się jak nieczysty, I opadliśmy wszyscy niczym zwiędłe liście, A nieprawości nasze jak wiatr nas rozniosły. Zakryłeś przed nami swą twarz i wydałeś na pastwę naszych grzechów.

    Rorate…

    Spójrz, Panie, na udrękę twego ludu, I poślij tego, którego masz posłać. Ześlij Baranka, Władcę ziemi, ze skały pustyni do góry Córy Syjonu, By on sam zdjął z nas jarzmo niewoli.

    Rorate…

    Pocieszcie się, pocieszcie się, ludu mój. Wkrótce nadejdzie twoje zbawienie. Czy dlatego tracisz ducha, że odnowiła się twoja boleść? Ocalę cię, nie bój się. Jam jest bowiem Pan, Bóg twój, Święty Izraela, twój Odkupiciel.

    Rorate…

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Adwent z Wielkimi Antyfonami

    Adwent z Wielkimi Antyfonami. O Clavis David! - zdjęcie
    fot. via: Pixabay (vaderine)

    ***

    Śledząc po kolei te Antyfony będziemy starali się przygotować do adoracji Pana Jezusa, który przychodzi do nas w liturgii, w drugim człowieku…

    Adwent, czyli obecność. Niezwykłe rekolekcje z Wielkimi Antyfonami

    Chciałem zaproponować Wam udział w takich szczególnych rekolekcjach adwentowych, które będą oparte na siedmiu tak zwanych wielkich antyfonach. Ale zanim przejdziemy do tego, czym te antyfony są, dlaczego są wielkie, dlaczego są „o” – bo tak się nazywają – i dlaczego właśnie w oparciu o nie warto odbyć czas bardziej intensywnych przygotowań do celebracji Świąt Bożego Narodzenia, koniecznym wprowadzeniem jest przypomnienie sobie tego, czym w ogóle jest Adwent.

    Otóż adwent jest czasem najbardziej zagrożonym w naszej kulturze chrześcijańskiej. Jest najbardziej zapomniany, w pewnym sensie dlatego, że całkowicie jawi się jako przykryty przez okres Bożego Narodzenia. W kulturze masowej Boże Narodzenie zaczyna się zaraz po Uroczystości Wszystkich Świętych, kiedy tylko gasną lampki na grobach, trzeciego listopada już w supermarketach rozpoczyna się śpiew kolęd, tak jakby Boże Narodzenie zaczynało się w listopadzie. Jest to wielka szkoda, dlatego że w ten sposób gubimy czas, który jest nam dzisiaj bardzo potrzebny.

    Adwent od samego początku miał dwa wymiary i podwójny sens. Można tak powiedzieć z tego względu, że samo to słowo, „Adwent”, oznaczające czekanie na przyjście Pana Jezusa, ukrywa w sobie pewną dwuznaczność. Oczekiwanie przyjścia Pana – zapytujemy, które? Intuicyjnie odpowiemy: oczywiście na przyjście w ciele poprzez Boże Narodzenie. Ale jako chrześcijanie wierzymy również w to, że Chrystus przyjdzie powtórnie na końcu czasów i dlatego Adwent, w tym swoim głębszym wymiarze, jest również przygotowaniem na to przyjście w dniu ostatecznym. Wtedy Chrystus przyjdzie jako sędzia, aby oddzielić to, co złe od tego, co dobre. I pierwszy okres Adwentu, który trwa od pierwszej niedzieli do szesnastego grudnia, opatrzony jest specjalną prefacją (modlitwą śpiewaną przez kapłana przed modlitwą eucharystyczną), recytowaną tylko w te dni która robi wprost aluzję do tego faktu. Czytamy w niej tak:

    On (chodzi oczywiście o Jezusa Chrystusa) przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił swoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia.

    On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy.

    A zatem w Adwencie wspominamy to pierwsze przyjście – w Betlejem. Wówczas Pan przyszedł, żeby rozpocząć cały okres nauczania na drogach Palestyny. Wyznajemy jednak także wiarę w to, że przyjdzie powtórnie na końcu czasów. Wyrażamy naszą nadzieję, że przyjdzie po to, aby obdarzyć nas swoim życiem, abyśmy z Nim żyli na wieki. Dlatego Adwent jest czasem szczególnego przygotowania na spotkanie z Panem Jezusem w wieczności.

    Jest jeszcze jedno przyjście Pana Jezusa, trzecie, tak jak uczą Ojcowie Kościoła, które dokonuje się pomiędzy tym przyjściem w Betlejem, które już było, a tym przyjściem na końcu czasów, które będzie. Dokonuje się ono dziś, wtedy kiedy Chrystus  przychodzi do nas w sakramentach, w swoim Słowie,  w drugim człowieku. To w jakiś sposób wyjaśnia nam również największy sekret, tajemnicę słowa „Adwent”, które oznacza po łacinie – ni mniej ni więcej – tylko obecność.

    A zatem, czekając na powtórne przyjście Pana i wspominając Jego pierwsze przyjście, świętujemy fakt, że już jest obecny między nami. Wyjaśnimy na początku słowo „antyfona”. To jest słowo wieloznaczne, różnie się je rozumie, interpretuje, ale – upraszczając rzecz w dużym stopniu – możemy powiedzieć, że jest to modlitwa, którą się odmawia, albo którą się śpiewa na rozpoczęcie i na zakończenie jakiegoś psalmu albo kantyku, czyli pieśni ze Starego lub Nowego Testamentu. Podstawowym zadaniem pierwszy raz wykonywanej antyfony jest wprowadzenie w myśl danego psalmu bądź kantyku, zwrócenie uwagi na pewien aspekt, który w tym tekście się kryje tak, żeby serce śpiewającego lub modlącego się tym tekstem, jego myśl ku tym aspektom dążyła. Na koniec zaś śpiewa się antyfonę, żeby zrobić pewnego rodzaju podsumowanie, przypomnienie tego, co było na początku. Zatem możemy powiedzieć, że antyfona jest takim, swego rodzaju kompasem, za którym modlący się, śpiewający dany tekst, podąża.

    Siedem wielkich antyfon „o”, które powstały u schyłku starożytności, jest śpiewanych w ciągu kolejnych siedmiu dni podczas Nieszporów, czyli wieczornej modlitwy Kościoła, modlitwy tradycyjnie celebrowanej po zachodzie słońca, kiedy oddaje się szczególną cześć ofierze Chrystusa na krzyżu. Są to antyfony, które towarzyszą śpiewowi Magnificat czyli Pieśni Maryi, pieśni uwielbienia zaczynającej się od słów „Wielbi dusza moja Pana”. Śledząc po kolei te Antyfony będziemy starali się przygotować do adoracji Pana Jezusa, który przychodzi do nas w liturgii, w drugim człowieku, ale którego też narodziny będziemy czcili dwudziestego piątego grudnia.

    Tekst opata z Tyńca Szymona Hiżyckiego OSB
    ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”,
    który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 17 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    I Antyfona: O Sapientia!

    O, Mądrości, któraś wyszła z ust Najwyższego, Ty obejmujesz wszechświat od krańca do krańca i wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą, przyjdź i naucz nas dróg roztropności.

    O Sapientia, quae ex ore Altissimi prodiisti, attingens a fine usque ad finem, fortiter, suaviterque disponens omnia; veni ad docendum nos viam prudentiae.

    Zwróćmy na samym początku uwagę na strukturę tej antyfony, dlatego, że każda kolejna z nich będzie zbudowana w analogiczny sposób. To nam pomoże uchwycić zarówno myśl, jak i przesłanie każdej tej kolejnej modlitwy. Ona składa się z trzech elementów; pierwszym jest inwokacja do Pana Jezusa, obdarzenie Go jakimś szczególnym tytułem, w tym wypadku mamy

    „O Mądrości, któraś wyszła z ust Najwyższego”. Następnie mamy działanie Pana Jezusa, które Mu przysługuje, które On wykonuje w jedności z Ojcem i Duchem Świętym i trzecim, ostatnim elementem jest prośba zwrócona do Niego o szczególną łaskę.

    Pierwsza antyfona – z tego względu, że jest pierwsza – odsyła nas do prapoczątków. Nazywa więc Jezusa Chrystusa Mądrością, którą, jak czytamy   w księdze Mądrości i psalmach, towarzyszyła Stwórcy w stwarzaniu, przez co zwraca uwagę na Jego więź z Ojcem. Wychodzi ona bowiem właśnie z Jego ust. Jest to też aluzja do tego, że Pan Jezus  – jak to  będziemy rozważać  w okresie Bożego Narodzenia – jest Słowem Boga, które u Boga było, od Boga wychodzi i do Boga Ojca ostatecznie prowadzi (Por J 1,1–3). Ale treść tej antyfony zwraca też uwagę na to, że dzieło stworzenia dokonało się przez Pana Jezusa i możemy nawet powiedzieć więcej, że przez Pana Jezusa w dalszym ciągu Bóg Ojciec całym wszechświatem rządzi.

    Ta pierwsza antyfona jest może najbardziej prowokującą ze wszystkich, dlatego, że stawia nam pytanie o nasz stosunek do mądrości i o to, co my na temat mądrości myślimy, i czy mądrości w ogóle pragniemy. Dzisiaj nie jest w modzie, by mówić o mądrości, nie jest dzisiaj w modzie mówić o tym, że człowiek mądrości pragnie. Jeżeli jednak nie będziemy dążyć do mądrości, tej prawdziwej, która jest zawarta w Ewangelii, mądrości, która wyraża się przez miłość i szacunek dla drugiego człowieka, to co będzie w ogóle warte nasze życie.

    Dzisiejsza antyfona mówi nam o tym, że Chrystus Pan, który jest Bogiem wszechmogącym, swoją wszechmoc i potęgę przejawia przede wszystkim przez to, że rządzi światem zarówno z mocą, jak i ze słodyczą. Tylko osoba, która jest wewnętrznie zintegrowana, a więc ktoś, kto ma uporządkowane wszystkie sprawy w swoim sercu, ktoś, potrafi okazać łagodność i miłosierdzie. Cnoty te nie są przejawem słabości, ale wręcz przeciwnie – mocy. Jest to cecha również Pana Boga. I dlatego właśnie antyfona kończy się zwrotem z prośbą o to, żeby Jezus nauczył nas dróg roztropności, która jest koroną wszystkich cnót. Mam tu na myśli roztropność, która pomoże nam uwolnić się od nużących nas wyrzutów sumienia. Ona pomoże nam rozeznać ostatecznie, co jest dobre, a co jest złe. Pomoże utrzymać jedność pomiędzy wymaganiami, które musimy stawiać ludziom z nami związanymi – dzieciom, współmałżonkom, współpracownikom, współbraciom (bo wymagania trzeba stawiać), a z drugiej strony pozwoli nam zachować jedność z miłosierdziem i łagodnością, których wymaga od nas Ewangelia. Ta antyfona przekonuje nas, że bez Jezusa Chrystusa, Mądrości Ojca, takie roztropne życie nie jest możliwe. I dlatego, wraz z całym Kościołem, w sposób szczególny wołamy do Jezusa: przyjdź.

    ____________________________________________________________________

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 – 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 18 GRUDNIA

    II Antyfona: O Adonai!

    O Panie, Wodzu Izraela, Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi i na Synaju dałeś mu Prawo, przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.

    O Adonaï, et dux domus Israël, qui Moysi in igne flammae rubi apparuisti, et ei in Sina legem dedisti: veni ad redimendum nos in brachio extenso.

    Adwent i wielkie antyfony odsyłają nas do Starego Testamentu i chcą nas przekonać o tym, że Pan Bóg, jeżeli przychodzi, choć z jednej strony przychodzi zawsze niespodziewanie, jednak z drugiej strony, kiedy już przyjdzie, zawsze daje się poznać, jako ten, który już od dawna był obecny w historii życia. Człowiek po prostu tego nie dostrzegł. W taki sposób później Kościół rozeznawał obecność Syna Bożego, tajemniczą obecność Syna Bożego już w Starym Testamencie, chociaż przecież cały Stary Testament jest wielkim adwentem, historią oczekiwania na przyjście Mesjasza, który wyzwoli naród wybrany. I ta druga antyfona kieruje naszą uwagę na postać Mojżesza, człowieka niezwykłego. Człowieka, który – rzadko zdajemy sobie z tego sprawę – dopuścił się zbrodni. Zamordował on Egipcjanina, który prześladował jednego z jego rodaków i z powodu tej zbrodni musiał uciekać. Był więc wygnańcem. Mojżesz to ktoś, kto – jak by się zdawało po ludzku – przegrał całe swoje życie. Był wysoko postawionym obywatelem, mieszkał na dworze faraona, miał wielkie wpływy i poprzez ten swój zły czyn – nazwijmy to obiektywnie, grzech zabójstwa, utracił to wszystko i spadł do roli pariasa. Musiał wówczas uciekać, kryć się. Widać to dobrze po tym, jak nadawał imiona swoim synom. Właśnie imiona synów mówią o tym, że jest wygnańcem, że jest nikim na tej ziemi. I właśnie do tego człowieka, który był grzesznikiem, był uciekinierem, był nikim, obiektywnie rzecz ujmując. Jednak do tego człowieka właśnie przychodzi Bóg i objawia mu największą tajemnicę, której nie chciał objawić – jak wiemy z Księgi Rodzaju – ani Jakubowi, ani Abrahamowi, ani Izaakowi, chociaż patriarcha Jakub podczas pojedynku nad potokiem Jakub pytał tajemniczego Boga, jakie nosi imię. A Bóg swoje imię objawił właśnie Mojżeszowi.

    Musimy pamiętać o tym, że imię w starożytności oznacza przede wszystkim nie tyle metkę, którą się nakleja na poszczególne poszczególną rzeczy czy osoby, żeby je łatwiej rozpoznać w tłumie, ile o wiele bardziej imię oznacza to, kim dana osoba jest. Do tego jeszcze wrócimy przy okazji ostatniej antyfony. I według poglądów starożytnych ten, kto zna prawdziwe imię człowieka albo Boga, potrafi również użyć je do zabiegów magicznych, czyli w jakiś sposób może posiąść władzę nad danym bóstwem czy nad danym człowiekiem. Dlatego właśnie bogowie egipscy podobno nie ujawniali swoich imion Egipcjanom, bo to groziło tym, że Egipcjanie mogliby w jakiś sposób przejąć władzę nad bogami. Mieli oni, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, swoje pseudonimy.

    A tymczasem Jahwe, Bóg Niepojęty, który góruje nad wszelkim stworzeniem, który jest zupełnie inny, niedostępny, niepojęty, tajemniczy, właśnie On objawia komuś takiemu, jak Mojżesz, swoje imię w krzaku ognistym. I wracając dzisiaj do postaci Mojżesza, medytując jego życie, jego koleje losu, jego upadek, potem tę niesamowitą łaskę, której Bóg mu udzielił na pustyni, na Górze Synaj wtedy, kiedy Mojżesz to imię poznał, możemy spojrzeć na nasze własne życie, możemy spojrzeć na nie, jakkolwiek byłoby ono przegrane, połamane, jakkolwiek ono byłoby zagrożone, czy wydawałoby się bez sensu, patrząc na nie przez pryzmat życia Mojżesza, możemy zobaczyć, że w oczach Bożych ma ono wartość niesłychanie większą, albowiem nieskończoną. Tak wielka to wartość, że Bóg posyła swego Syna, swoje imię, po to żeby nas odkupił. Odkryciu właśnie tej prawdy służy Adwent. Nic zatem dziwnego, że ta modlitwa kończy się właśnie takim wezwaniem: „przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem”. Myśląc o tym ramieniu, myślimy już o Wielkim Poście, kiedy będziemy rozważać tajemnice krzyża. Już teraz rozważamy te ramiona, które Chrystus rozciągnie między niebem, a ziemią, ażeby nas odkupić. Jesteśmy w sercu adwentu. Patrzymy na nasze życie, myślimy o Bogu, który jest obecny, a jednak w dalszym ciągu wołamy do Niego z wiarą i ufnością: przyjdź.

    _____________________________________________________________

    O GODZ. 10.00 – GODZINKI KU CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY ROZPOCZYNAJĄCE SPOTKANIE BIBLIJNE W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO NA TEMAT: KOBIETY W PIŚMIE ŚWIĘTYM.

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ PO RAZ PIERWSZY DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z IV NIEDZIELI ADWENTU GODZ. 18:00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTA NIEDZIELA ADWENTU – 19 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    III Antyfona: O Radix Iesse!

    Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać.

    O radix Jesse, qui stas in signum populorum, super est quem continebunt reges os suum, quem gentes deprecabuntur: veni ad liberandum nos, jam noli tardare.

    Jesse to jest taki człowiek, który do końca nie wie, z kim żyje pod jednym dachem. Czytamy w Pierwszej Księdze Samuela, że Bóg posłał proroka Samuela do domu Jessego, do Betlejem, żeby namaścił króla na miejsce Saula. Jesse urządził wówczas ucztę, przyprowadził wszystkich swoich synów, chcąc się nimi pochwalić przed prorokiem Samuelem. Chciał się nimi także pochwalić przed Bogiem, którego Samuel reprezentował. Wszystkimi synami się wtedy chwalił, ale nie pochwalił się tym, którego wybrał Bóg. Nie pomyślał w ogóle o tym, żeby go zawołać. Jak wiemy, w tym momencie Dawid pasł owce. Postać Jessego pokazuje nam, że możemy całe życie spędzić wobec rzeczy najświętszych, wobec rzeczy najważniejszych i do końca nie zdać sobie sprawy z tego, z jaką tajemnicą obcujemy.

    Jesse uwrażliwia nas na ten aspekt Adwentu, który staramy się tutaj w sposób szczególny rozważać, a mianowicie, że Adwent z jednej strony jest oczekiwaniem na przyjście Boga, który przyjdzie na sąd. To jednak ten sam Bóg, który przychodzi do nas każdego dnia w innych ludziach i sakramentach. I tenże sam, który już jest obecny, pomimo tego, że ciągle na Niego czekamy.

    Myślę, że warto pomedytować trochę nad postacią przodka Pana Jezusa, którym był Jesse, a więc nad ojcem króla Dawida. Pomoże nam to ustrzec się od beztroski wobec rzeczywistości. Warto prosić Pana Boga, zwłaszcza w czasie Adwentu o takie – jak mówi św. Paweł w Liście do Efezjan – mądre oczy serca (por. Ef 1, 18), żebyśmy potrafili zobaczyć te wszystkie łaski, które Pan Bóg nam daje. Zwłaszcza, że są to rzeczy bardzo delikatne, niewidoczne, które wymagają wrażliwości, żebyśmy mogli je dostrzec. Może się bowiem okazać, że żyliśmy wśród wielu okazji do tego, żeby Boga spotkać, żeby Go ukochać, żeby okazać Mu naszą cześć, ale większość z tych okazji zmarnowaliśmy. Tak jak być może Jesse zmarnował wiele okazji do tego, aby wejść w głębszą relację ze swoim synem, który okazał się być w sposób szczególny wybrańcem Boga.

    Ale ta antyfona mówi nam jeszcze coś innego. Mianowicie owo wybraństwo Boga niesie w sobie również szczególne zadanie. Antyfona nazywa Chrystusa korzeniem Jessego. Czyni w ten sposób aluzję do proroctwa Izajasza o cierpiącym słudze Jahwe. Mówi o królach, którzy zamilkną wobec tego korzenia, znowu robiąc aluzję do tego samego tekstu z proroctwa Izajasza. Innymi słowy, ten tekst odsyła nas do tajemnicy Triduum i tajemnicy ofiary Chrystusa.

    Dobrze, abyśmy przygotowując się do celebracji obchodów Bożego Narodzenia, pamiętali o tym, że żłóbek w Betlejem jest w jakiś sposób przygotowaniem do tajemnicy Krzyża, że Dziecię Jezus przyszło na ten świat po to, aby nas zbawić i ostatecznie konsekwencją tego zbawienia jest męka, za którą stoi zmartwychwstanie, ale jednak męka. Ten Krzyż, który stoi po środku dziejów, w jakiś sposób jest już obecny również w grocie betlejemskiej. Rozmyślając o tych wszystkich tajemnicach, o Jessem, który być może przegapił wielką okazję, którą miał w swoim życiu, a także wspominając Dzieciątko Jezus, które przychodzi na ten świat szukać i ocalić to co zginęło, również przez mękę krzyżową, tym bardziej prośmy Pana Boga, wołajmy do Niego przyjdź, aby nas zbawić od naszych grzechów.

    __________________________________________________________________________

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK 20 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 7.00 – MSZA ŚWIĘTA RORATNIA

    IV Antyfona: O Clavis David!

    O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz, a nikt nie otworzy; przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, który trwa w mroku i cieniu śmierci.

    O Clavis David et Sceptrum domus Israel, qui aperis, et nemo claudit; claudis, et nemo aperit; veni, et educ vinctum de domo carceris, sedentem in tenebris, et umbra mortis.

    Człowiek – wcześniej czy później – doświadczy w dramatyczny sposób swojej słabości, dlatego że przerośnie go rzeczywistość, która go otacza, przerośnie go Bóg, przerośnie go jego grzech czy pokusy, na które jest narażony.

    O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz, a nikt nie otworzy, przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, który trwa w mroku i w cieniu śmierci.

    Jak już o tym była mowa wcześniej, antyfony zwracają się do Chrystusa, poprzez szczególne wezwania, tytuły, którymi Go przyzywają. Musimy pamiętać o tym, że tytuły chrystologiczne, które są Panu Jezusowi nadawane przez autorów tych antyfon, mają za zadanie nie tylko znaleźć bardziej wymyślne określenie Go. Jest to nie tylko rodzaj synonimu, ale jest to pewien rodzaj bardzo starej, dobrej teologii, która polegała w dużej mierze na tym, aby za pomocą obrazów biblijnych, zaczerpniętych głównie ze Starego Testamentu pomóc zgłębić chrześcijanom, kim tak naprawdę jest Jezus Chrystus. Stara teologia myśli w dużej mierze oparta na obrazach. Jest ona o wiele mniej spekulatywna, a o wiele bardziej jest teologią obrazową, metaforyczną.

    Klasycznym tego przykładem byłaby chociażby Księga Apokalipsy, kiedy w listach do siedmiu Kościołów Chrystus Pan sam o sobie mówi, posługując się różnymi obrazami, tytułami, metaforami zaczerpniętymi ze Starego Przymierza. Już mieliśmy do czynienia wcześniej z tymi nazwami i tak wcześniejsze antyfony nazywały Chrystusa Mądrością oraz Panem Bogiem Izraela. W oryginale pada hebrajskie słowo „Adonai”, czyli „mój Bóg” oraz „Radix Jesse”, a więc korzeniem Jessego. Dzisiaj otrzymujemy tytuł chrystologiczny, „Klucz Dawida”. Jest to aluzja do proroctwa Izajasza, odnosząca się do jednego z urzędników królewskich, który otrzymuje od Pana obietnicę, że będzie dzierżył ów Klucz Dawida, który zostanie położony na jego ramieniu. Jest to w tym starotestamentalnym obrazie, symbol władzy.

    Skoro jednak antyfona Chrystusa Pana nazywa Kluczem Dawida, kiedy mówi „otwiera, a nikt nie zamknie, zamyka, a nikt nie otworzy”, znaczy to ni mniej, ni więcej, aniżeli to, że w ten sposób zostaje określona absolutna władza Chrystusa Pana. Nie jest to tylko władza nad wszechświatem, to jest nad dziejami, zbawieniem człowieka, nad siłami ziemskimi i niebiańskimi. Rozważaliśmy to niedawno w Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Możemy jednak ten tytuł chrystologiczny, „Klucza Dawida” odnieść również do naszego własnego życia. Tym bardziej, że tak sugeruje zakończenie antyfony, które mówi o człowieku siedzącym w mroku i cieniu śmierci, w więzieniu.

    Możemy pomyśleć o różnych sytuacjach, z którymi sobie do końca nie radzimy, z wyborami, których czasami podjąć nie jesteśmy w stanie, z decyzjami, które nas przerastają, czy osądami moralnymi, gdzie obie opcje, które mamy do wyboru, wydają się albo jednakowo dobre albo jednakowo złe. Człowiek – wcześniej czy później – doświadczy w dramatyczny sposób swojej słabości, dlatego że przerośnie go rzeczywistość, która go otacza, przerośnie go Bóg, przerośnie go jego grzech czy pokusy, na które jest narażony. I doświadczając tej słabości, może również ulec pokusie rozpaczy, że życie nie ma sensu albo że sam sobie z tymi wszystkimi problemami nie poradzi, dlatego właśnie potrzebny jest mu ktoś, kto wyprowadzi go z tej plątaniny, z tego labiryntu, potrzebny jest mu Ktoś, kto dzierży Klucz Dawida, czyli władzę nad niebem i ziemią, nad sprawami ziemskimi i doczesnymi.

    My, chrześcijanie nazywamy Chrystusa zbawicielem nie tylko przez grzeczność, ale wierzymy, że rzeczywiście w Jego ręku ostatecznie spoczywa nasz los i że On jest większy niż nasza słabość i nasza zawodność. Dlatego właśnie, patrząc na naszą słabość, na nasze życie, widząc z iloma sprawami sobie nie radzimy, zwracamy się do Niego z tym wołaniem, jakie sugeruje nam dzisiejsza antyfona: Kluczu Dawida, przyjdź i wyprowadź nas z cienia i mroku śmierci.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK 21 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 7.00 – MSZA ŚWIĘTA RORATNIA

    V Antyfona: O Oriens!

    O Wschodzie, blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci.

    O Oriens, splendor lucis aeterne, et sol justitiae; veni et illumina sedentes in tenebris, et umbra mortis.

    Nazywamy Go zatem dzisiaj Wschodem, a zatem naszą nadzieją, tak jak wschodzące słońce zawsze jest znakiem nadziei na dobry dzień. Tak samo Chrystus, na Którego patrzymy w Najświętszym Sakramencie, w drugim człowieku, we wspólnocie Kościoła, jest dla nas zwiastunem nadziei.

    O Wschodzie, Blasku światłości wieczystej i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć żyjących w mroku i cieniu śmierci.

    Te tytuły, którymi liturgia obdarza Jezusa Chrystusa, mają pomóc nam zrozumieć lepiej Jego osobę i Jego misję, a poprzez lepsze zrozumienie Jego osoby i Jego misji, ma nam pomóc w zrozumieniu lepiej nas samych, naszego życia i naszego świata. Patrzymy na postać Jezusa Chrystusa, która tak jak wierzymy, jest łącznikiem pomiędzy tym, co Boskie, a tym, co ludzkie, poprzez swoją naturę Boską i ludzką. W tym kontekście antyfona ta wyraża pragnienie człowieka, aby porzucić to co złe – grzech, pokusę, słabość, która sprzeciwia się Bogu – a wstąpić na te wyżyny zjednoczenia człowieka z Bogiem.

    Ta antyfona, która nazywa Chrystusa mianem Wschodu, w pewnym sensie mówi też o Nim, jako o obietnicy, o gwarancji, którą Bóg daje każdemu z nas. Innymi słowy, jeśli jesteś chrześcijaninem, jeżeli wykonujesz błogosławioną wolę Boga, to realizujesz przykład, który zostawił nam Chrystus, żyjąc na tym świecie. Tak, jak On miłujesz wówczas wolę Ojca, aż po ofiarę z własnego życia, aż po ofiarę krzyża, o ile podejmujesz ten trud, który On podjął, to bez względu na to, jak ludzie oceniają twoje życie, czy uważają je za udane czy za przegrane. Zawsze jednak jesteś zwycięzcą, tak jak Chrystus, który patrząc z ludzkiego punktu widzenia, swoje życie przegrał, ale jednak, jak wierzymy, poprzez ofiarę ze swego ciała, ze swego życia, ostatecznie otworzył nam drogę do nieba.

    Nazywamy Go zatem dzisiaj Wschodem, a zatem naszą nadzieją, tak jak wschodzące słońce zawsze jest znakiem nadziei na dobry dzień. Tak samo Chrystus, na Którego patrzymy w Najświętszym Sakramencie, w drugim człowieku, we wspólnocie Kościoła, jest dla nas zwiastunem nadziei. Wierzymy, że przez Niego nasze życie, przeżyte razem z Nim, pomimo wszystkich turbulencji, kłopotów, upadków, wzlotów, zawiedzionych nadziei ostatecznie znajdzie swój spoczynek w Nim. Jesteśmy już teraz z Nim zjednoczeni przez chrzest i przez inne sakramenty święte. Patrzymy na Niego jako na naszą nadzieję i tym bardziej, w przededniu Bożego Narodzenia wołamy do Niego ze wszystkich naszych sił: przyjdź.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ŚRODA – 22 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 7. 00MSZA ŚWIĘTA RORATNIA

    VI Antyfona: O Rex gentium!

    O Królu narodów, przez nie upragniony; Kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego utworzyłeś z prochu ziemi.

    O Rex gentium, et desideratus earum, lapisque angularis, qui facis utraque unum; veni, et salva hominem quem de limo formasti.

    Ta antyfona mówi o tym, że On jest upragniony przez wszystkie narody, co może nam się wydawać dzisiaj trochę dziwne, biorąc pod uwagę to, że przecież nie wszyscy ludzie o Nim słyszeli i nie wszyscy ludzie o Nim usłyszą.

    O Królu, oczekiwany przez wszystkie narody, Kamieniu Węgielny, który łączysz wszystkie ludy w jedno; przyjdź i zbaw człowieka, któregoś z ziemi utworzył.

    Zwróćmy uwagę na to, że o ile wcześniejsze antyfony można było odczytywać w sposób bardziej indywidualny (chociaż jednocześnie w sposób zbiorczy), ta antyfona wprost mówi o globalnym wymiarze tej modlitwy o przyjściu Pana. Dlatego też po pierwsze Chrystusa nazywa Królem narodów. Mówi bowiem o Nim, że jest oczekiwany przez wszystkie narody, że łączy wszystkie ludy w jedno. W dzisiejszych czasach, kiedy tak bardzo często podkreśla się pewien pluralizm, czy daleko idącą obojętność wobec innych ludzi, czy wobec przedstawicieli innych religii, jest co najmniej zaskakujące, że również dzisiaj Kościół wyznaje – tak, jak uczy tego święta tradycja – Jezusa Chrystusa jedynym Zbawicielem wszystkich ludzi bez względu na kolor skóry, język czy wyznanie religijne.

    Jezus Chrystus narodził się w Betlejem nie tylko dla chrześcijan, nie tylko dla pewnej wąskiej grupki ludzi, ale jako chrześcijanie wierzymy, że narodził się dla zbawienia wszystkich ludzi. Narodził się również dla tych, którzy żyli przed Nim, czyli nie byli chrześcijanami, bo nie mieli nawet szansy być, jak i również dla zbawienia tych ludzi, którzy żyli po Jego narodzeniu, żyją dzisiaj i będą żyć kiedyś. Dotyczy to także tych, którzy chrześcijanami nigdy nie zostaną. Jest to coś, co dzisiaj może wywoływać pewne zgorszenie, pewne powątpiewanie, mówienie o tym, że chrześcijanie wywyższają się, że uważają siebie za lepszych od innych ludzi, mówiąc, że tylko w Jezusie Chrystusie jest zbawienie. Ale to nie jest tak, że my chrześcijanie uważamy siebie za lepszych od innych ludzi, albo że tylko my uważamy Chrystusa za tego, który jest najlepszy i najdoskonalszy. My Chrystusa uważamy za Tego, w którym jest największa miłość Boga do człowieka i dlatego Chrystusa głosimy jako tego, który daje zbawienie każdemu człowiekowi. My jesteśmy tylko Jego wyznawcami, natomiast to w Jezusie Chrystusie, jedynie w Nim jest zbawienie wszystkich ludzi.

    Ta antyfona mówi o tym, że On jest upragniony przez wszystkie narody, co może nam się wydawać dzisiaj trochę dziwne, biorąc pod uwagę to, że przecież nie wszyscy ludzie o Nim słyszeli i nie wszyscy ludzie o Nim usłyszą. Ale pomyślmy też o tym, jak wiele rzeczy ważnych dla naszego codziennego życia dzieje się choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Zdajmy sobie sprawę z tego, ile procesów w naszym organizmie przebiega mimowolnie, bez naszej świadomości; ile procesów dzieje się pomimo tego, że nie jesteśmy znawcami własnej fizjologii; w jaki sposób funkcjonuje machina wszechświata; też nie znamy do końca procesów, jakie przebiegają w środowisku przyrodniczym, a jednak one dzieją się i dzięki nim możemy żyć i egzystować na naszej planecie.

    I w podobny sposób dokonuje się dzieło Chrystusa. Jest to jakaś cudowna Boża rozrzutność. Wielki, hojny dar Bożego Serca dla ludzkości, która niekoniecznie przynależy, czy niekoniecznie przynależała wcześniej do wyznania chrześcijańskiego. A jednak, jak wierzymy, Chrystus daje życie za wszystkich. Wszystkim daje życie wieczne i tego pragną tak naprawdę z głębi serca wszyscy ludzie. Dlatego wszyscy, świadomie bądź nieświadomie, jednak na Jezusa Chrystusa oczekują. Stąd też właśnie w tej wielkiej antyfonie nazywamy Go Królem narodów, a więc wszystkich ludzi i z tym większą siłą wołamy z wiarą do Niego – przyjdź.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 23 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 7. 00 MSZA ŚWIĘTA RORATNIA

    VII Antyfona: O Emmanuel!

    O Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, oczekiwany Zbawicielu narodów, przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.

    O Emmanuel, Rex et Legifer noster, exspectatio gentium, et salvator earum; veni ad salvandum nos, Domine Deus noster.

    Jezus, stając się jednym z nas, nie przybiera formy jakiegoś giganta czy wielkiego proroka, albo nauczyciela, który pociąga miliony do siebie i dokonuje przemiany społecznej. On rzeczywiście toczy bardzo zwyczajne, szare życie, bez wielkich, spektakularnych sukcesów.

    O Emmanuelu, Królu nasz i Prawodawco, nadziejo i ratunku narodów, przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.

    Śledząc te wszystkie antyfony – poczynając od Mądrości, ostatecznie dochodzimy do tego, co chyba wyraża tak naprawdę istotę Wcielenia. Mianowicie do tego, że Bóg, bardzo kochając człowieka, nie tylko go tworząc, nie tylko obsypując go swoimi dobrami, także zdecydował się podzielić codzienny ludzki los, zwykłą szarą ludzką egzystencję. Stał się jednym z nas, Bogiem z nami. W sposób szczególny być może dociera to do człowieka wtedy, kiedy pomyśli sobie, chociażby podróżując palcem po mapie, kiedy weźmie sobie do ręki Ewangelię i obok położy mapę Galilei. Zobaczy on wówczas, że trzy czwarte wydarzeń, które opisuje Ewangelia, działy się tak naprawdę na bardzo niewielkim obszarze. Jezus chodził na piechotę wokół Jeziora Galilejskiego, pomiędzy położonymi tam miasteczkami. Tam nauczał pewną stałą, niewielką grupę ludzi. I to właśnie tam, na tamtych wzgórzach, na bardzo niewielkiej przestrzeni padły słowa, o których Ewangelista, cytując Psalm mówi, że były ukryte od założenia świata.

    Jezus, stając się jednym z nas, nie przybiera formy jakiegoś giganta czy wielkiego proroka, albo nauczyciela, który pociąga miliony do siebie i dokonuje przemiany społecznej. On rzeczywiście toczy bardzo zwyczajne, szare życie, bez wielkich, spektakularnych sukcesów. A jednak jest to życie nad wyraz owocne, skuteczne, dlatego, że prowadzone jest ono według woli Ojca, który jest w niebie.

    I mówiąc o Nim Bóg z nami, mamy na myśli przede wszystkim to, że stał się jednym z nas i był jak wielu z nas, zwykły. Na pierwszy rzut oka zdawał się On zupełnie przeciętny. Z drugiej strony zaś żył w najbardziej intensywny sposób, najbardziej piękny, najbardziej twórczy. Dokopywał się bowiem do tego, co stanowi o sensie ludzkiego życia, a mianowicie do tego, co nazywamy wolą Boga. Jest On Bogiem z nami dlatego, że ciągle nam się pokazuje, jako będący nieustannie pośród nas. Pojawia się, przekonując, że tę wolę Boga można odnaleźć i tą wolą Boga można żyć.

    Te wszystkie wielkie antyfony z jednej strony przez cały ten czas zwracały się do Chrystusa z tym błaganiem przyjdź, pozostań z nami, bo ma się ku wieczorowi. Z drugiej zaś strony skłaniały nas do takiej medytacji, której owocem jest stwierdzenie, że przecież On już jest pośród nas obecny i działa.

    W ten sposób spełniły się słowa Ewangelii św. Mateusza, kiedy Jezus mówi: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). Życie chrześcijanina polega w dużej mierze na tym, że każdego dnia odkrywa on krok po kroku, że Jezus Chrystus jest rzeczywiście Emmanuelem. Adwent, który właśnie przeżywamy, jako czas oczekiwania, z drugiej strony jest też odkrywaniem, że Chrystus już przyszedł i jest obecny między nami. To właśnie stopniowa droga życia duchowego: podnoszenie kolejnych zasłon, przekraczanie kolejnych drzwi, które nas prowadzą do komnaty, gdzie Pan jest ukryty. Z jednej strony On z nami już jest, a z drugiej strony coraz bardziej odkrywamy, co to znaczy, że z nami jest. Jeżeli zatem wołamy, także tą antyfoną, do naszego Emmanuela „przyjdź”, wówczas nasza ufność jest tym większa, że przyjdzie do nas jeszcze bliżej, ponieważ wiemy, że jest już obecny pośród nas.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Kard. Cantalamessa: Jak Maryja, musimy zrodzić Jezusa w naszym sercu - zdjęcie
    Kard. Cantalamessa:

    Jak Maryja, musimy zrodzić Jezusa w naszym sercu

    „To Maryja związała na zawsze Syna Bożego z ludzkością i historią. (…) Ona jako jedyna może zwrócić się do Jezusa tymi samymi słowami co Ojciec Niebieski: Ty jesteś moim Synem, ja Ciebie zrodziłam”. Przypomniał dziś o tym w ostatnim kazaniu adwentowym dla Papieża i Kurii Rzymskiej kard. Raniero Cantalamessa.

    Jak zwykle w nauczaniu papieskiego kaznodziei nie zabrakło odniesień do światowej literatury. Włoski kapucyn przywołał dziś opowiadanie Franza Kafki, maryjny hymny z Boskiej Komedii, a także refleksję Lwa Tołstoja na temat Maryi.

    Kard. Cantalamessa: Maryja skupiona na Dziecku, które ma sobie

    „Tołstoj czyni spostrzeżenie na temat kobiety ciężarnej, które może nam pomóc zrozumieć i naśladować Maryję Pannę w tym ostatnim okresie Adwentu. Spojrzenie kobiety oczekującej narodzin dziecka, mówi, ma w sobie szczególną słodycz i jest skierowane bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz, ponieważ to właśnie wnętrze jest dla niej najpiękniejszą rzeczywistością na świecie. Takie było spojrzenie Maryi, gdy nosiła w swoim łonie Stworzyciela wszechświata. Naśladujmy Ją, wygospodarowując kilka chwil prawdziwego skupienia, aby narodzić Jezusa w naszych sercach. Najlepszą odpowiedzią na próbę wymazania Bożego Narodzenia ze społeczeństwa przez zsekularyzowaną kulturę jest jego uwewnętrznienie i przywrócenie mu jego istoty.“

    Kard. Cantalamessa zwrócił uwagę na szczególną godność Maryi, która została Jej nadana przez Boga. Jawi się Ona jako Niewiasta, nowa Ewa, Matka wszystkich żyjących.

    Kard. Cantalamessa: Nikt nie prześcignie Boga w dowartościowaniu kobiety

    „Od pewnego czasu wiele mówi się o godności kobiet. Św. Jan Paweł II napisał na ten temat List apostolski Mulieris dignitatem. Bez względu na to, jak wiele godności, my istoty ludzkie, bylibyśmy w stanie przypisać kobietom, zawsze będzie to nieskończenie mniej w porównaniu do tego, co uczynił Bóg, wybierając jedną z nich na matkę swojego Syna, który stał się człowiekiem. Nie dościgniemy Go w tym, nawet gdybyśmy mieli tyle języków, ile jest źdźbeł trawy na ziemi, jak ktoś kiedyś napisał.“

    Papieski kaznodzieja przypomniał, że zgodnie z Tradycją Kościoła, Jezus, który z ciała narodził się z Maryi Panny, duchowo powinien się począć i zrodzić w każdym wierzącym. Do poczęcia Jezusa w duszy wierzącego dochodzi wtedy, człowiek zapłonie miłością do Boga, postanawia wyzbyć się swoich wad i prowadzić nowe życie.

    Kard. Cantalamessa: Nie wystarczy postanowienie, potrzeba konkretnej przemiany

    „Trzeba jednak podkreślić jedną rzecz: to postanowienie nowego życia musi być bezzwłocznie przełożone na coś konkretnego, na zmianę, w miarę możliwości również zewnętrzną i widzialną, w naszym życiu i w naszych przyzwyczajeniach. Jeśli postanowienia nie wprowadzi się w czyn, Jezus zostaje poczęty, ale nie narodzony. (…) Przede wszystkim spróbujmy wyciszyć w nas samych zgiełk, te toczące się w naszych umysłach procesy w sprawie ludzi i faktów, z których niezmiennie wychodzimy zwycięsko. Przemieniajmy się czasem z oskarżycieli w obrońców naszych braci, myśląc o tym, jak wiele rzeczy inni mogą nam zarzucić. W procesach kanonicznych – przynajmniej w przeszłości – po oskarżeniu sędzia wypowiadał formułę: “Audiatur et altera pars”: niech teraz zostanie wysłuchana druga strona. Kiedy przyłapujemy się na tym, że kogoś osądzamy, uczmy się z całą mocą powtarzać sobie tę formułę: Audiatur et altera pars! Spróbuj postawić się na miejscu swojego brata!“

    Krzysztof Bronk – Watykan/vaticannews.va

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    pixabay/Aleteia.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC GRUDZIEŃ 2021

    Intencja ewangelizacyjna:

    • MÓDLMY SIĘ ZA KATECHETÓW, POWOŁANYCH DO GŁOSZENIA SŁOWA BOŻEGO – ABY BYLI JEGO ODWAŻNYMI I KREATYWNYMI ŚWIADKAMI Z MOCĄ DUCHA ŚWIĘTEGO.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – PANIE JEZU CHRYSTE, KTÓRY JESTEŚ TAK CZĘSTO NIEROZPOZNANY, PROSZĘ, ABY W ADWENTOWE DNI RORATNIE ŚWIATŁO ROZŚWIETLAŁO CIEMNOŚCI MOJEGO SERCA, BO BARDZO PRAGNĘ STAĆ SIĘ MIEJSCEM TWOICH NARODZIN.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze dwie osoby, abyśmy mogli modlić się wspólnie głosami 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniały odzew. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    Dlaczego święci nie nudzili się na Mszy św? 5 powodów

    O, nierozumni, co czynicie? Dlaczego nie śpieszycie do kościołów?

    Msza św. – to „korona modlitwy”.

    Święci o Mszy świętej

    Nudzicie się czasami na Mszy świętej? Nie martwcie się, nie osądzam was. Kiedy po jakimś czasie zaczęłam ponownie chodzić na Mszę św., strasznie się nudziłam. Ale eucharystyczna obecność Jezusa pociągała mnie coraz mocniej i po jakimś czasie szczerze pokochałam Mszę świętą. Zdałam sobie sprawę, że to moja najważniejsza modlitwa w ciągu dnia.

    Jak to określił kiedyś bł. Jakub Alberione, Msza św. to „korona modlitwy” i żadne działanie, które podejmujemy, aby zbliżyć się do Boga, nie da się porównać z uczestnictwem w niej.

    Być może i wy potrzebujecie wzmocnić swoją motywację do uczestnictwa w Eucharystii? Z pomocą przychodzą nam święci, którzy raczej się w kościele nie nudzili. Oto pięć wskazówek od nich:

    WIEDZIELI, ŻE W MSZY ŚW. UCZESTNICZĄ WRAZ Z ANIOŁAMI

    Nie istnieje msza z niską frekwencją. Kiedy będziecie uczestniczyli w Eucharystii z zaledwie kilkoma innymi wiernymi, pamiętajcie, że są pośród was aniołowie!

    Św. Grzegorz Wielki mówił, że „niebiosa się otwierają i rzesze aniołów zstępują, by wziąć udział w Świętej Ofierze”, a św. Augustyn dodał, że „anioły otaczają sprawującego ofiarę Mszy świętej kapłana i służą mu”.

    TWIERDZILI, ŻE EUCHARYSTIA TO ISTOTA ICH ŻYCIA

    Uczestnicząc w najbliższej mszy świętej, poproście Boga, by pokazał wam, jak bardzo wasza dusza pragnie łask Eucharystii. Tego samego pragnienia doświadczali święci.

    „Łatwiej byłoby światu przetrwać bez słońca, aniżeli bez Mszy świętej” – pisał św. Pio z Pietrelciny. Matka Teresa z kolei mówiła, że Eucharystia to pokarm duchowy, który podtrzymuje ją w codziennym utrudzeniu. „Bez tego nie wytrwałabym ani jednego dnia, ani jednej godziny” – wyznała święta.

    CHCIELI ODDAWAĆ CZEŚĆ BOGU

    Skoro kochacie Boga i odwzajemniacie Jego miłość do was, uczestnictwo we mszy świętej jest najwyższym z możliwych wyrazów tej miłości.

    „Jedna Msza święta więcej oddaje czci Panu Bogu, aniżeli wszystkie uczynki pokutne świętych, wysiłki apostołów, cierpienia męczenników, a nawet płomienna miłość Matki Najświętszej” – twierdził św. Alfons Liguori. Św. Jan Vianney mówił z kolei, że „wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza św. jest dziełem Bożym”.

    W MSZY ŚW. ODNAJDYWALI RADOŚĆ

    Bóg jest jedynym źródłem prawdziwego szczęścia. Wiedząc to, święci uczestniczyli w Eucharystii, aby odnaleźć prawdziwą radość.

    „Trzydzieści pięć lat temu do wiary przywiodła mnie radość z narodzin mojego dziecka. Ta radość odnawia się nieustannie, kiedy codziennie przyjmuję Ciało Pana naszego w czasie Eucharystii” – wyznała Dorothy Day.

    MIELI ŚWIADOMOŚĆ PONADCZASOWOŚCI MSZY ŚWIĘTEJ

    Msza jest uobecnieniem misterium paschalnego Jezusa Chrystusa. Oznacza to, że nie tyle wspominamy w jej trakcie Jego śmierć i zmartwychwstanie, lecz że ponownie przeżywamy je, sami wkraczamy w ten ponadczasowy moment.

    Bł. Jakub Alberione mówił, że „Jezus jest Barankiem, którego zabito, lecz który żyje na wieki, w każdym momencie odnawiając swoją mękę w nieustannym sprawowaniu mszy świętych na całym świecie”. Wiedział też o tym św. Jan Paweł II, który przypominał, że „msza święta uobecnia ofiarę krzyża”.

    Mogłabym znaleźć jeszcze wiele powodów, dla których warto uczestniczyć we Mszy świętej, moglibyśmy rozważać myśli kolejnych świętych. Chciałabym jednak zakończyć, przywołując ostatni cytat „motywacyjny” – słowa św. Leonarda z Porto Maurizio (który, jak sądzę, wypowiedział je ze złośliwym uśmiechem na twarzy): „O, nierozumni, co czynicie? Dlaczego nie śpieszycie do kościołów, aby wysłuchać tyle Mszy świętych, ile tylko się da?”.

    S. Theresa Aletheia Noble/Aleteia.pl

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ****************************************************************************************************************

    DZIEŃ PAŃSKI III NIEDZIELI ADWENTU – 12 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00

    W dzisiejszą Niedzielę Adwentu Kościół zapala trzecią świecę, tzw.„świecę pasterzy”, która jest świecą radości. Bowiem przypomina, że pasterze jako pierwsi złożyli pokłon Maleńkiemu Jezusowi. Byli pierwszymi, którzy zobaczyli i ogłosili światu „radosną nowinę”. Dlatego ta Niedziela nosi nazwę Gaudete – Radujcie się. I dlatego świeca radości jest koloru różowego.

    Adobe Stock

    ***

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA.

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    “TEN, KTO MNIE SPOŻYWA, BĘDZIE ŻYŁ PRZEZE MNIE” (J 6,57)

    „Wiara Kościoła jest istotową wiarą eucharystyczną, a więc sakramentalną, i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii”. (emerytowany papież Benedykt XVI)

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _____________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji? Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czas na nowe okulary! – Pismo Święte jest dla każdego

    „Co może mi dać Księga napisana tysiące lat temu? Po co tracić czas na czytanie moralizujących tekścików?” – myślisz podobnie? Ja tak myślałem przez pierwsze 21 lat mojego życia.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Pismo Święte kojarzyłem głównie z wieczerzą wigilijną. Tylko wtedy wspólnie z rodziną czytaliśmy fragment Ewangelii. Był to jedynie miły akt tradycji, otwierający drzwi do uczty i prezentów, które już czekały pod choinką. Pismo Święte? Przecież to dla księdza albo moherowej babci w kościele. Dla mnie? Po co! Nie widziałem zupełnie sensu zagłębiania się w lekturę Biblii. Już sama jej objętość odstrasza. Nie dość całej sterty szkolnych lektur, tysięcy stron zapisanych mikroskopijnymi czcionkami?Dopiero w trakcie studiów poczułem znaczenie słów Pisma Świętego we własnym sercu. W beznadziei życia, braku perspektyw i bólu codzienności, Bóg przyszedł do mnie także przez słowa z Biblii. Dawniej myślałem, że Bóg jest odległą energią, której nie obchodzi mój los. Dzięki Pismu Świętemu pojąłem, że On jest Bogiem bliskim, dla którego jestem oczkiem w głowie.

    W Piśmie Świętym odkryłem miłosiernego Ojca, który nikogo nie przekreśla i zawsze czeka na powrót swoich zagubionych dzieci.

    Od kiedy na poważnie zacząłem zgłębiać wiarę katolicką, zrozumiałem, że wszystkie praktyki, które oferuje dziś tak bardzo wyśmiewany Kościół, mają za zadanie rozwijać moją relację z samym Stwórcą.

    Dotarło do mnie, że Bóg, przychodząc na świat w osobie Jezusa, pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Ciebie też. Każdego – bez wyjątku.

    „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

    Regularnie przyjmując Eucharystię, spowiadając się, modląc czy właśnie czytając Pismo Święte, zacząłem budować z Jezusem osobistą więź, która odmieniła moje życie.

    To dzięki temu, że otworzyłem w sercu drzwi dla Chrystusa, mógł On zacząć w nim porządki. Zabrał nienawiść, pychę, nieczystości, by w zamian dać pokój, radość, siłę ducha. To on ze zgliszczy mojego życia zbudował bezpieczny dom, dał mi kochającą żonę, cudne córeczki, świetną pracę, spełnianie marzeń i najważniejsze – możliwość bycia Jego uczniem.

    Pismo Święte już na samym początku drogi mojego nawrócenia pozwoliło mi zobaczyć świat oczami Boga. Swoją przygodę ze Słowem Życia zacząłem od Ewangelii. To dzięki niej dowiedziałem się, kim tak naprawdę jest Jezus, zacząłem Jego słowa i polecenia wcielać w moje życie i zauważać ich owoce.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może włożyć niedowidzący człowiek. Bez Boga i Jego słowa jesteśmy jak niewidomy, który błądzi w ciemnym lesie. Włożywszy słowo Boże na swoje oczy, przez jego pryzmat wreszcie możemy zobaczyć prawdziwe życie.

    Dawniej myślałem, że Bóg jest surowym ojcem, który tylko czyha na potknięcie człowieka, aby go ukarać.

    „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7).

    Wiecie, jakie sformułowanie pada w Biblii najczęściej? To nie: „kara”, „musicie” czy „nie wolno”. To: „nie lękajcie się”, „nie bójcie się”! Aż 365 razy, na każdy dzień roku, Bóg daje nam zapewnienie o swojej opiece. Z Nim nie musimy się bać. Z Nim każdy nasz problem staje się tylko małym problemikiem.

    Żeby odczuć działanie Boga w swoim życiu, trzeba Go po prostu do siebie zaprosić. Dopiero gdy poświęcimy swój czas Jezusowi, On może przy nas być. Wiem, że o wiele łatwiej jest poleżeć na kanapie, scrollując fejsa, ale czy nie warto się wysilić, aby mieć więcej?

    Tracąc w pokoju czas dla Jezusa – zyskujesz pokój ducha w sercu. Zamykając durne apki w smartfonie, otwierasz swoje serce dla Boga. Otwierając apkę z Pismem Świętym, zamykasz się na zło, ból i problemy.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może założyć niedowidzący człowiek.

    Nie chodzi o to, żebyś w 2 miesiące przeczytał całą Biblię, jęcząc z bólu. W Piśmie Świętym nie chodzi tylko o czytanie. Chodzi o przyjmowanie. Jeśli przyjmujesz to, co Bóg chce ci danego dnia powiedzieć, twoje życie napełnia się Jego obecnością.

    Zacznij od Ewangelii. Dobrą metodą jest także lektura czytań z danego dnia, które oferuje liturgia Kościoła. Pismo Święte masz w aplikacji na smartfona. Zajrzyj też do naszego niedzielnego Niezbędnika Katolika i daj się nareszcie poprowadzić Bogu.

    To nie będzie proste. Zły tak łatwo nie odpuszcza – na bank przyjdzie z lenistwem, brakiem czasu czy wyśmiewaniem ze strony znajomych. Rezygnując z podziwu świata, przyjmujesz propozycję Jezusa. Przyjmując ofertę Boga, rozpakowujesz prezent, który On sam przygotował dla ciebie już przy założeniu świata.

    Warto zaryzykować – to naprawdę się opłaca. Czasami wystarczy tylko dobrać odpowiednie okulary, aby zobaczyć coś znacznie wyraźniej.

    „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona

    zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15).

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    *********************************************************************

    2020.08.01 Bibbia. Sacra Scrittura
    fot. VATICAN NEWS

    ***

    Czy Słowo Boże ma moc

    czy to tylko „materiał do medytacji”?

    „Czy Słowo Boże ma moc? Tak, jeśli jest głoszone i nauczane z przekonaniem, wiarą, autorytetem i namaszczeniem Duchem Świętym i jeśli mamy pewność, że jest prawdziwe i niezawodne”, pisze na łamach tygodnika „Gość Niedzielny” ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Kapłan komentując fragment Listu do Hebrajczyków, który wierni usłyszą w niedzielę podczas Mszy Świętej zastanawia się, jakie podejście dominuje we współczesnym świecie w stosunku do Pisma Świętego. Czy Słowo Boże jest „pokarmem dla myśli? Materiałem do medytacji? Jedną z wielu opinii? Przestarzałym mity?”. Czy można je „brać dosłownie”? Czy można je „dostosowywać do naszych czasów?”.

    Ks. Skrzypczak ubolewa, że w przekonaniu znacznej grupy wiernych i niewiernych Pismo Święte jest uważane za „zestaw starożytnych dokumentów, oczywiście fascynujących, ale pozbawionych nadprzyrodzonej ważności, którego nikt już nie może zrozumieć z wyjątkiem specjalistów”.

    „Jakie to smutne, że Słowo Boże zostało zakryte dla tak wielu! Ono jest ogniem, skałą, mocą, liną ratunkową, pilnym ostrzeżeniem, źródłem ratującej życie wiedzy, kluczem do szczęścia i głębokim listem miłosnym od Boga do nas. Powinniśmy je pożeraćIlekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15,16)”, pisze duchowny.

    Autor zwraca również uwagę, że List do Hebrajczyków moc Słowa Bożego zawartą w jego głoszeniu nazywa mieczem Ducha i ten właśnie miecz jest naszą bronią do walki nie tylko z ludzkimi wadami i grzechem, ale i z samym demonem.

    „Słowo Boże, przenikające serca grzeszników, wypędza skłębione masy grzechów i demonów. (…) Czas przestać chwiać się na obie strony. Jeśli mamy być lojalni wobec Chrystusa, musimy sięgać po miecz Ducha. I uderzać z mocą opasłego i ospałego despotę zatruwającego nas i nasz Kościół grzechem, fałszem i egoizmem”, podsumowuje ks. prof. Robert Skrzypczak.

    _________________________________________________________________________________

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej

    „Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny” – mówi znany polski biblista, a obecnie tłumacz nowego biblijnego przekładu z hebrajskiego „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi” ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    fot.Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Dorota Giebułtowicz (KAI): Spotykamy się z okazji promocji przekładu przez Księdza Profesora „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi”. Proszę powiedzieć, jak zrodził się pomysł nowego przekładu Biblii z języka hebrajskiego?

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Pismo Święte, jeśli chodzi o kanon Starego Testamentu, zostało utrwalone w trzech językach: hebrajskim, aramejskim i greckim, a jeśli chodzi o kanon Nowego Testamentu – w języku greckim. Moja przygoda translatorska zaczęła się w 1979 r. w Jerozolimie podczas studiów na Uniwersytecie Hebrajskim. Wtedy po raz pierwszy miałem możliwość skonfrontowania swojej wiary i wiedzy z żydowską egzegezą ksiąg świętych. Księga Jonasza, krótka i stosunkowo łatwa, którą wspólnie czytaliśmy i objaśnialiśmy, została nam przedstawiona z żydowskiej perspektywy. Zabrałem się za jej przekład na język polski i później wiele razy do niego wracałem, przede wszystkim podczas wykładów.

    Przez 35 lat wykładałem, od 1987 r. w Akademii Teologii Katolickiej, z której w 1999 r. utworzono Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a przez 9 lat także na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podczas wykładów specjalistycznych na temat Biblii trzeba było sięgać do tekstu oryginalnego. W tych warunkach powstawały krótsze lub dłuższe fragmenty przekładów poszczególnych ksiąg. Szczególną zachętą stały się prośby kierowane ze strony świeckich podczas konferencji biblijnych, które prowadziłem od 1986 roku do wybuchu pandemii. Kiedy czytaliśmy i objaśnialiśmy księgi biblijne, oczywiście w przekładzie, wskazywałem słuchaczom, że w tym czy innym miejscu należałoby przełożyć inaczej. W odpowiedzi pojawiały się sugestie, bardzo zasadne, że „jeżeli ksiądz tak uważa, to niech ksiądz sam to przełoży”. Ale dopiero gdy rozpoczęła się pandemia, paradoksalnie, miałem więcej czasu i mogę go poświęcić tłumaczeniu ksiąg świętych.

    KAI: „Księga Dwunastu” zapoczątkowuje nowy przekład z hebrajskiego całego Starego Testamentu. Proszę powiedzieć, dlaczego pojawia się nowy przekład i co jest jego podstawą?

    – Podstawą obecnego przekładu jest „Biblia Hebraica Quinta”, czyli Biblia Hebrajska Piąta. Numer oznacza piąte wydanie krytyczne, które opiera się na rękopisie Biblii Hebrajskiej, znanym jako Kodeks Leningradzki (od miejsca przechowywania). Jest to rękopis, który powstał w latach 1008 – 1009; w Polsce panował wtedy książę Bolesław Chrobry. Kodeks Leningradzki zachował się w stanie bardzo dobrym, ale po tysiącu lat są i tam miejsca mniej czytelne. Wydanie nazwane BHQ ma tę wielką zaletę, że zawiera warianty rozpoznane w żmudnym procesie porównywania tekstu Kodeksu Leningradzkiego z innymi zachowanymi tekstami, zarówno hebrajskimi i aramejskimi, czyli oryginalnymi, jak i z przekładami, z których trzy starożytne mają szczególne znaczenie: Septuaginta – przekład ksiąg świętych na język grecki, Peszitta – przekład na język syryjski oraz Wulgata – przekład na język z łaciński. Wielkie znaczenie mają też świadectwa tekstu Biblii odnalezione w Qumran i innych miejscach na Pustyni Judzkiej, na zachód od Morza Martwego. Wszystko to składa się na panoramę oryginalnego tekstu, który jest kanoniczny, czyli normatywny dla wiary. To najnowsze wydanie krytyczne ukazuje się dopiero od kilkunastu lat w postaci zeszytów, które zawierają tekst poszczególnych ksiąg. Dotąd opublikowano około 50% tekstu Biblii Hebrajskiej i prace wciąż trwają.

    KAI: Na jakie trudności natknął się Ksiądz Profesor podczas tłumaczenia?

    – W całej Biblii Hebrajskiej występuje nieco ponad 5 tysięcy różnych słów, lecz jedno słowo hebrajskie może mieć wiele znaczeń, np. „amar” znaczy „mówić”, „powiedzieć”, „polecić”, „nakazać”, „odpowiedzieć” itd. Wiele ważnych słów bywa tłumaczone niepoprawnie, np. „cawah” znaczy „przykazać”: „Bóg przykazał Adamowi”. To jest pierwsze przykazanie na kartach Biblii, a w przekładach na polski występuje: „Bóg rozkazał…”. Zatem czy przykazanie dające życie czy obraz Boga jako generała?

    Mamy także do czynienia z innymi trudnościami, z którymi nie jest łatwo się uporać. Weźmy zdanie: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich” – tak jest po hebrajsku. Tymczasem w pięciu kolejnych wydaniach Biblii Tysiąclecia czytamy: „Stworzył mężczyznę i kobietę”. Jest to zasadnicza różnica, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych debat wokół antropologii. Trzeba dodać, że mamy w tym miejscu osobliwe słowa hebrajskie. Kto odrobinę zetknął się z hebrajskim, wie, że mężczyzna to „isz”, a kobieta – „iszsza”. A tam nie ma tych słów! Są natomiast: „zakar” – to, co specyficznie męskie, przy czym język hebrajski jest bardzo konkretny i to słowo pochodzi od rdzenia, który oznacza „sztywny”, „mocny”, oraz „neqewa” – to, co specyficznie żeńskie, a słowo pochodzi od rdzenia „naqaw” – „dziurawić”, „perforować”. W innych miejscach Biblii, np. w opowiadaniu o potopie, gdzie te obydwa słowa występują w odniesieniu do zwierząt, tłumaczymy je: samiec i samica. Gdybyśmy chcieli pozostać na literalnym poziomie, trzeba by powiedzieć: „Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył; samcem i samicą stworzył ich”. Wielki nacisk jest położony na płeć, a więc i na cielesność. To jest fundament antropologii biblijnej, a zarazem podstawa tajemnicy Wcielenia! Bóg stał się człowiekiem, bo ludzkie ciało odwzorowuje coś z bezcielesnego Boga, a skoro Bóg stał się człowiekiem, to musiał wybrać płeć. Uważam, że czytelnik Biblii powinien otrzymać w przypisie krótką notę, że w języku hebrajskim mamy tu silny nacisk na płciowość i związaną z nią cielesność. Mój przekład jest adresowany do tych, którzy interesują się Pismem Świętym i chcieliby mieć wierny przekład z hebrajskiego. Nie ma w nim żadnych wstawek, które pochodzą spoza tego języka.

    KAI: W czasie promocji „Księgi Dwunastu” prezentowano także inną nową publikację Oficyny Vocatio: „Kanon Biblii. Źródła, przekaz, znaczenie” Lee Martina McDonalda. Czy istnieje tylko jeden kanon Starego Testamentu?

    – Dla wyznawców judaizmu kanonem jest Biblia Hebrajska składająca się z trzech zbiorów: Tora, Prorocy (Neviim) i Pisma (Ketuvim), określana jako TaNaK – to akronim utworzony od początkowych liter tych trzech części. Wyznawców prawosławia nie interesuje tekst hebrajski – Starym Testamentem prawosławnych jest Septuaginta, czyli przekład Biblii Hebrajskiej na język grecki, który powstał w III i II wieku przed Chr. Wkrótce do niego zostały dodane księgi napisane pierwotnie po grecku, albo przetłumaczone z hebrajskiego na grekę, ale do kanonu Biblii Hebrajskiej nie weszły. Prawosławni, których na świecie są setki milionów, nie zajmują się studiami nad Biblią Hebrajską, tak jak my się zajmujemy. Ich kanon Biblii opiera się na Septuagincie, plus oczywiście księgi Nowego Testamentu.

    Jeśli chodzi o pozostałe wyznania chrześcijańskie, to my, katolicy, przyjmujemy kanon ksiąg Starego Testamentu za Septuagintą, tak jak prawosławni, ale w odróżnieniu od nich te księgi, które wchodzą w skład Biblii Hebrajskiej tłumaczymy z hebrajskiego i aramejskiego, a nie z greckiego. To nastręcza niemałe problemy hermeneutyczne, który dają o sobie znać na przykład w Biblii Tysiąclecia: podając przekład z hebrajskiego, w wielu miejscach zaznacza się: „przekład za Septuagintą”.

    KAI: Czy chrześcijanie i wyznawcy judaizmu uznają jeden kanon?

    – Jeśli chodzi o kanon chrześcijański i żydowski to rozbrat nastąpił w I wieku, po roku 70 po Chrystusie, w rezultacie zburzenia świątyni jerozolimskiej. Na bazie religii biblijnego Izraela, którą chrześcijanie traktują jako Stary Testament, wyłoniły się dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Obie istnieją do dnia dzisiejszego. Te dwie wspólnoty religijne od samego początku współdziałały we wzajemnym oddalaniu się od siebie, co widać również w stosunku każdej z nich do kanonu ksiąg świętych. Rozdźwięk powiększył się od VI wieku, gdy do tekstu spółgłoskowego, jakim była zapisana Biblia Hebrajska, dodawano samogłoski i inne znaki, czego dokonali uczeni żydowscy, których nazwano masoretami. Tak powstała Biblia Masorecka. Chociaż masoreci utrwalali tradycyjną wymowę, przyjętą we wspólnotach żydowskich, jednak dodanie samogłosek dało niemałe pole do interpretacji dyskretnie włączonej do samego tekstu.

    Spór o Biblię osłabł, gdy w chrześcijaństwie, poczynając właśnie od V i VI wieku, pojawiła się Biblia łacińska. Przekład całego Pisma Świętego dokonany przez św. Hieronima otrzymał nazwę Wulgata i co się tyczy Starego Testamentu opierał się na Biblii Hebrajskiej. Początkowo dzieło św. Hieronima zostało odrzucone, bo powiedziano: przecież Biblią chrześcijan jest Septuaginta! Co więcej, Hieronim zaczął tłumaczyć Stary Testament z Septuaginty, ale gdy udał się do Betlejem i nauczył się hebrajskiego, zmienił zdanie i dokonał przekładu z hebrajskiego. Kościół nie chciał przez około sto lat przyjąć jego przekładu! Mówiono: hebrajski to język Biblii Żydów, jednak ponieważ łacina św. Hieronima była piękna, klasyczna, a znajomość greckiego na zachodzie Europy poszła w niepamięć, rychło Biblia Hieronima stała się Biblią Kościoła katolickiego, łacińskiego. I tak było do Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Gdy dzisiaj słyszymy o kontrowersjach, które dotyczą Mszy łacińskiej, to na drugim planie dotyczą one również Wulgaty.

    KAI: A jaki jest kanon Biblii uznawany przez protestantów?

    – Rzecz z kanonem jeszcze bardziej się skomplikowała, gdy na początku XVI wieku, w kontekście Reformacji, protestanci co się tyczy Starego Testamentu poszli w kierunku kanonu żydowskiego, czyli Biblii Hebrajskiej. Uznali, że ich kanon obejmuje księgi napisane i zachowane tylko po hebrajsku i aramejsku, oraz Nowy Testament. Ze strony katolickiej widziano w tej decyzji judaizacje chrześcijaństwa. My, katolicy, pozostaliśmy przy Wulgacie i tak trwało to do naszych czasów.

    Problem, z którym zmaga się dzisiaj tłumacz Biblii, polega na tym, że jako katolicy mamy liczbę ksiąg świętych za Biblią Grecką, czyli za Septuagintą, natomiast od Soboru Watykańskiego II obowiązuje polecenie, by tłumaczyć z języków oryginalnych, czyli opierać się na kanonie Biblii Hebrajskiej, a z greki przekładać tylko te księgi, które zostały do niej, jako tzw. wtórnokanoniczne, bądź deuterokanoniczne, dodane około dwa tysiące lat temu.

    KAI: W jakim stopniu Stary Testament jest obecny w nauczaniu współczesnego Kościoła katolickiego?

    – W moim przekonaniu wbrew temu, o czym mówiło się tuż po Soborze Watykańskim II jako „wiośnie biblijnej”, we współczesnym Kościele, niestety, odchodzi się od Biblii. Odchodzi się w zarówno w nauczaniu doktrynalnym, jak i moralnym. Weźmy sprawę związków jednopłciowych i zjawisko homoseksualizmu – w tych kwestiach powoływania się na Biblię w zasadzie obecnie nie ma, a tam, gdzie się pojawia, Biblia jest poddawana interpretacyjnej wiwisekcji. Dam tylko jeden przykład. Wszyscy wiemy, co znaczy określenie „Sodoma i Gomora” i pochodzące od niego słowo „sodomia” i „sodomici”. Tymczasem co się coraz częściej przemyca do nauczania kościelnego? – Objaśnienie, że występek mieszkańców Sodomy i Gomory polegał na braku gościnności, bo niegościnnie obeszli się z przybyszami, inaczej imigrantami. Przykłady można mnożyć. Powrót do Biblii i troska o poprawną wykładnię jej orędzia jest dzisiaj bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej. Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny.

    KAI: Jak zachęcić wiernych do czytania Starego Testamentu? Czy to nie jest za trudna lektura, czy może trzeba ją czytać z komentarzem?

    – Nie można zachęcać inaczej, jak tylko przez pokazywanie, czym jest Biblia i co ona zawiera. W Biblii jest mnóstwo ciekawych rzeczy, zarówno o charakterze historycznym, literackim, kulturowym, psychologicznym, społecznym, jak i przede wszystkim o charakterze religijnym i teologicznym. Wierni tego potrzebują, ale i niewierzący też tego potrzebują. Do nich również można trafić, przypominając że Biblia jest korzeniem i fundamentem kultury europejskiej. Nie sposób wejść do muzeum czy galerii, pójść do sali koncertowej, sięgnąć po najlepsze europejskie tradycje piśmiennicze, by nie zobaczyć nawiązywania do Biblii. Pismo Święte jest czymś znacznie więcej niż księgą adresowaną do wierzących. Niezliczona liczba dzieł sztuki i literatury po prostu oddycha Biblią.

    KAI: Którą z ksiąg Proroków Mniejszych poleciłby Ksiądz Profesor do przeczytania indywidualnie?

    – Każda z tych ksiąg jest inna. Pochodzą z różnych epok historycznych, począwszy od VIII wieku aż do III wieku przed Chrystusem, czyli powstawały przez pół tysiąca lat. Mają własne dzieje przedliterackie, czyli przedpiśmienne. Obejmują różne gatunki literackie, bo jest w nich proza, poezja, modlitwa, głęboki namysł teologiczny, refleksja nad obecnością Boga w dziejach, ale są też rozmaite aluzje nawiązujące do historii i realiów starożytnego Izraela. Bardzo trudno zalecić lekturę jednej księgi komuś, kogo się nie zna. Trzeba poznać jego zainteresowania, czy mają one charakter religijny i moralny czy raczej kulturowy, społeczny, historyczny i psychologiczny – w zależności od tego można zaproponować lekturę tej czy innej księgi.

    KAI: A jaka jest ulubiona księga Księdza Profesora?

    – Moją ulubioną księgą jest Księga Hioba. Do jej przekładu właśnie się zabieram. Uważam, że ta księga najgłębiej wyraża ludzkie dylematy związane z cierpieniem i śmiercią. A teraz, w okresie pandemii, lektura dobrze przełożonej i objaśnionej Księgi Hioba jest nam wszystkim bardzo potrzebna.

    KAI: Dziękuję za rozmowę.

    ***

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski (ur. 1951) – duchowny katolicki, profesor nauk teologicznych; wykładowca na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej (1987-1999) i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (1999-2021) oraz na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (2001-2010); w latach 1990-2020 redaktor naczelny najstarszego kwartalnika teologów polskich „Collectanea Theologica”; w latach 2003-2013 przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich; założyciel i redaktor naczelny kilku serii wydawniczych, np. „Prymasowska Seria Biblijna” i „Rozprawy i Studia Biblijne”; autor około 40 książek i ponad 3000 artykułów naukowych, popularnonaukowych, wywiadów i innych; przewodnik ponad 150 pielgrzymek do Ziemi Świętej i krajów biblijnych; laureat watykańskiej Nagrody Ratzingera (2014).

    „Księga Dwunastu (Prorocy mniejsi)”, przekład i wstępy: ks. prof. Waldemar Chrostowski. Oficyna Wydawnicza Vocatio, Warszawa 2021

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    12 grudnia – święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych

    Cud w Guadalupe?

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK 13 GRUDNIA KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 19.00 – MSZA ŚW.

    Modlitwy za Ojczyznę i ważne słowa, które warto wciąż przypominać. (Dziś przypada 40-ta rocznica stanu wojennego)

    Pexels

    ***

    Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna chwałę przynosiła Imieniowi Twemu, a syny swe wiodła ku szczęśliwości.

    Wszechmogący wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.

    Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    sługa Boży ks. Piotr Skarga

    *****

    Proszę was, abyście cale to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

    św. Jana Paweł Wielki

    *****

    Tak często słyszymy zdanie: Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata.

    bł. kardynał Stefan Wyszyński

    *****

    W pojednaniu musi być jeden wspólny cel: dobro Ojczyzny i poszanowanie ludzkiej godności. Trzeba wyciągać ręce do pojednania w duchu miłości, ale i w duchu sprawiedliwości, bo, jak mówił Ojciec Święty [Jan Paweł II], nie może istnieć miłość bez sprawiedliwości. Miłość przerasta sprawiedliwość, a równocześnie znajduje potwierdzenie w sprawiedliwości.

    bł. ks. Jerzy Popiełuszko

    Boże, Stworzycielu świata, który każde stworzenie otaczasz swoją ojcowską troską i kierujesz biegiem historii, by osiągnęła swój cel – zbawienie.

    My widzimy Twoją Ojcowską miłość, gdy łagodzisz zatwardziałość człowieka i otwierasz rozdarty konfliktami i walką świat na pojednanie.

    Odnów dla nas cuda Twojego miłosierdzia: ześlij swojego Ducha, by działał w głębi naszych serc, aby wrogowie dojrzeli do dialogu, przeciwnicy uścisnęli sobie dłonie, a ludzie żyli w zgodzie.

    Pomóż nam poświęcić się szczeremu dążeniu do prawdziwego pokoju, który kładzie kres kłótniom; do miłości, która przezwycięża nienawiść; do wybaczenia, które rozbraja wszelką zemstę.

    Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    św. Jan Paweł Wielki

    *****

    Aniele Stróżu Polski, przyjdź z pomocą wszystkim

    Polakom w potrzebach duszy i ciała, aby podążając

    za wartościami materialnymi, nie tracili swych

    najważniejszych wartości jakimi są wiara

    chrześcijańska i prawdziwe poczucie dumy narodowej.

    Połóż kres poczynaniom szatana, który przez różne uciski i wrogie zasadzki spycha Polaków na dno moralne.

    Wstawiaj się za nami do Boga i przypomnij nam, że mamy najpierw szukać

    Królestwa Bożego i spełniania świętej woli naszego

    Ojca w niebie, a wszystko inne będzie nam przydane.

    Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    św. Andrzej Bobola

    *****

    Wszechmocny Boże, Ojców naszych Panie!

    Pochylamy pokornie nasze głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności,

    by prosić o Twoje błogosławieństwo.

    Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece, Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca.

    Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć, jak Ty przebaczasz nam nasze winy.

    I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj, Panie, prośby ludu swego.

    bł. ks. Jerzy Popiełuszko

    __________________________________________________________________________________________________________________________

     

    ________________________

    ŚRODA 8 GRUDNIA

    UROCZYSTOŚĆ NIEPOKALANEGO POCZĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    Dziś Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
    CEA. / CC 2.0 / gość.pl

    ***

    MSZA ŚW. RORATNIA O GODZ. 7.00KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    W POŁUDNIE – GODZINA ŁASKIKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    Jest to szczególny czas, dlatego, że Niebo zostaje otwarte dla każdego człowieka, nawet najbardziej zatwardziałego grzesznika, ofiarując łaskę nawrócenia. I dlatego Niepokalana Boża Matka dając każdemu z nas ten wyjątkowy dar nazywa go GODZINĄ ŁASKI.

    Objawienia w Montichiari

    O Godzinie Łaski powiedziała nam sama Maryja w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia – 8 grudnia 1947 r. w Montichiari we Włoszech. Montichiari – czyli Jasna Góra! W tej maleńkiej włoskiej miejscowości Maryja ukazywała się pielęgniarce Pierinie Gili. Pierwsze objawienie miało miejsce 24 listopada 1946 r. w szpitalu. Pierina zobaczyła płaczącą Madonnę, której pierś przebijały trzy miecze. Powiedziała tylko trzy słowa: „Modlitwa. Ofiara. Pokuta”. Kiedy Pierina ponownie zobaczyła Matkę Bożą, bardzo się zdziwiła. Tym razem Maryja uśmiechała się, miała na sobie jasną szatę, a w miejscu trzech mieczy były przepiękne róże: biała, czerwona i złota. Przedstawiła się, jako Róża Duchowa.

    Najbardziej pamiętne objawienie Bożej Matki miało miejsce 8 grudnia 1947 r. w bazylice w Montichiari. Najświętsza Maryja powiedziała:

    Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie, ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski.

    Jeśli ktoś nie może w tym czasie nawiedzić kościoła, a będzie modlił się w południe w domu, ten także otrzyma za moim pośrednictwem wiele łask. Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę.

    Matka Boska prosiła, aby ustanowić to nowe nabożeństwo w całym Kościele. Wskazała także na swoje Serce:

    Spójrz na to Serce, które tak umiłowało ludzkość, ale większość ludzi tylko rzuca w nie obelgami. Jeśli dobrzy i źli zjednoczą się w modlitwie, dostąpią przez to Serce miłosierdzia i otrzymają dar pokoju.

    8 grudnia o godz. 12.00 jeśli nie ma się możliwości udać się do Kościoła i tam się modlić, to można także prosić o łaski w domu, w pracy – tam, gdzie akurat przebywamy. Pamiętajmy, by powierzać Niebu nie tylko intencje swoje i swojej rodziny, ale także pokój na świecie, Kościół powszechny i nawrócenie grzeszników. Maryja pragnie bowiem wyprosić nawrócenie dla wielu biednych grzeszników. Nie zapominajmy też o dziękczynieniu.

    Godzina Łaski – prośby i obietnice:

    1. Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.
    2. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała.
    3. Będą masowe nawrócenia.
    4. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga.
    5. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich.
    6. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona.
    7. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny łaski.
    8. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu.

    Jak odprawić Godzinę Łaski?

    To jest szczególna godzina, w której Boża Łaska może ogarnąć każdego. Im więcej czasu pozostanę na modlitwie z Niepokalaną Matką, tym więcej Bożej mocy mogę wyprosić dla tych, których noszę w swoim sercu i tym samym dla siebie.

    Dobrze jest rozpocząć znakiem krzyża św.: “W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

    Następnie w modlitewnym skupieniu zapytać w swoim sercu: “Co obiecuje mi Matka Najświętsza?”. I co słyszę? Nie tylko obietnicę, ale zapewnienie, że Godzina Łaski “zaowocuje wieloma nawróceniami”.

    Proszę więc o łaskę nawrócenia dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

    “Serca zatwardziałe i zimne jak ten marmur zostaną dotknięte Bożą łaską i staną się wiernymi czcicielami naszego Pana, i będą Go szczerze miłować (…)”.

    Proszę o tę łaskę dla najbliższych i dla siebie, bo zdaję sobie sprawę, jak bardzo potrzebuję nawrócenia.

    “Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych”.

    Nie będę się bał prosić o łaski – nawet największe!

    “Nasz Pan, mój Boski Syn, Jezus, ześle swe przeobfite Miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci (…)”.

    Proszę o łaskę nawrócenia dla grzeszników.

    “Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę”.

    Sercem wypełnionym wdzięcznością podziękuję za tę łaskę, którą dziś Matka Najświętsza pragnie dać tym, którzy bardzo jej pragną.

    Podczas tej Godziny Łaski dobrze jest rozważać wraz Najświętszą Maryją Panną Tajemnice naszej wiary przesuwając paciorki świętego różańca wraz z Litanią Loretańską i modlitwą “Pod Twoją Obronę”.

    Formą dziękczynienia są także akty strzeliste:

    Akt wiary
    Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy jedyny, prawdziwy; Wierzę, coś objawił Boże, Twe Słowo mylić się nie może.

    Akt nadziei
    Ufam, Tobie, boś Ty wierny, wszechmogący i miłosierny; Dasz mi grzechów odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie.

    Akt miłości
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, Boś Ty dobro nieskończone.

    Akt żalu
    Ach żałuję za me złości, jedynie dla Twej miłości. Bądź miłościw mnie grzesznemu, dla Ciebie odpuszczam bliźniemu.

    _________________________________________________________

    Godzina Łaski 8 grudnia godz. 12.00 – 13.00

    Maryja Róża Duchowna

    Niewielu w Polsce słyszało o objawieniach Matki Bożej w Montichiari-Fontanelle, choć przyjęło się już w licznych parafiach nabożeństwo zwane Godziną Łaski. Przypada ono w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – 8 grudnia od godziny 12 do 13. U jego początków są właśnie objawienia Matki Bożej Róży Duchownej we włoskim Montichiari

    O niewielkim miasteczku w północnej Italii, u podnóża Alp, 20 km od Brescii, zrobiło się głośno tuż po II wojnie światowej. Wówczas to, w roku 1946, najpierw w Montichiari, a potem – w następnych latach – w położonej nieco na uboczu dzielnicy Fontanelle Matka Boża wielokrotnie ukazała się Pierinie Gilli, pielęgniarce z miejscowego szpitala. Dzięki tym objawieniom miasteczko zupełnie zmieniło swój charakter, m.in. w górującym nad okolicą starym zamku, zwanym obecnie Zamkiem Maryi, ulokowano ośrodek dla ludzi chorych i starych, natomiast przy źródle w Fontanelle – według życzenia Maryi – powstał ogromny ośrodek leczniczy z basenami z leczącą wodą z poświęconego przez Najświętszą Pannę źródła.

    Pierina Gilli

    Powiernicą Matki Bożej – jak wspomniałem – była Pierina Gilli, urodzona 3 sierpnia 1911 r. w wiosce San Giorgio pod Montichiari. Pochodziła ona z biednej, wielodzietnej rodziny. Gdy jej ojciec, Pancrazio, zmarł wskutek ran odniesionych podczas I wojny światowej, mała Pierina trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Sytuacja materialna rodziny poprawiła się, kiedy jej matka, Rosa, wyszła powtórnie za mąż, i Pierina mogła wrócić do domu. Była jednak źle traktowana przez ojczyma. W trudnych chwilach – jak wspominała – śpiewała Litanię loretańską do Matki Bożej, by powstrzymać jego agresję.

    W wieku 18 lat podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu w Montichiari. Przekonana od dzieciństwa o opiece Matki Bożej, pragnęła wstąpić do zakonu, jednak z powodu słabego zdrowia i braku posagu nie została przyjęta. Nie załamując się, oddała Maryi swoje życie. Postanowiła równocześnie praktykować uczynki miłosierdzia i pokuty. Pod wpływem duchowych natchnień złożyła prywatny ślub czystości i odmówiła zamążpójścia. Celem wybranej przez nią drogi było uświęcenie własne, a także ofiarowanie praktyk pokutnych oraz cierpień za przeżywających trudności kapłanów oraz osoby konsekrowane.

    Ponownie starała się o przyjęcie do zakonu w 32. roku życia. Choć została przyjęta do Zgromadzenia Służebnic Miłosierdzia, nie złożyła ślubów wieczystych, głównie z powodu nękających ją ciężkich chorób. W wieku 35 lat po raz pierwszy miała widzenie Matki Bożej.

    Objawienia Róży Duchownej

    Pierwsze objawienie Pierina przeżyła 24 listopada 1946 r. podczas pracy w szpitalu. Ujrzała płaczącą Madonnę z zanurzonymi w piersi trzema mieczami. Szatę Maryi zdobiły trzy róże: biała, czerwona i złota. Maryja nazwała siebie Różą Duchowną. Głównym przesłaniem była prośba o szerzenie kultu Matki Bożej Róży Duchownej w intencji uświęcenia dusz konsekrowanych. Kiedy Pierina opowiedziała o tym widzeniu swojemu spowiednikowi, nie znalazła zrozumienia, co więcej – nakazał jej milczenie.

    Podczas kolejnych widzeń i mistycznych ekstaz Pierina widziała Matkę Bożą w różnych miejscach: w domowym oratorium, w szpitalnej sali, w domowej kaplicy, w kościołach… Świadkami tych objawień były setki osób. W licznych orędziach Matka Boża nawiązywała do wielkich objawień: w Lourdes – nazywając się Niepokalanym Poczęciem; w Fatimie – pragnąc, aby rozwijano w zgromadzeniach zakonnych nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca i czczono Ją pod wezwaniem Róży Duchownej (Mistycznej); na rue du Bac w Paryżu – nakazując wybicie medalika podobnego do tego z 1830 r., kiedy to miały miejsce objawienia św. Katarzynie Labouré. Już bodaj z tego wynika, że przesłania Maryi w Montichiari okazały się bardzo kościelne, a tym samym uniwersalne, stąd też figury Matki Bożej Róży Duchownej zaczęto wkrótce stawiać w wielu kościołach na całym świecie.

    Fenomenem tych objawień jest wspomniana Godzina Łaski: 60 minut między godz. 12.00 a 13.00 w dniu 8 grudnia, czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Oto Jej słowa: „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

    Słowo Kościoła

    Objawienia z Montichiari przez wiele lat nie były zatwierdzone przez Kościół, mimo że potwierdziły je cuda uzdrowień, zjawiska świetlne i słoneczne oglądane wielokrotnie w Montichiari, a nawet to, że papież Paweł VI miał na swoim biurku statuę pielgrzymującej Madonny Róży Duchownej.

    Biskup Brescii Giacinto Tredici, który ostatecznie musiał wydać werdykt o prawdziwości objawień, nie będąc im przeciwny, sugerował Pierinie Gilli życie w ukryciu. Ta pokornie zastosowała się do zaleceń i przez wiele lat mieszkała w skromnym domku przy franciszkańskim klasztorze w Fontanelle, gdzie spotykała się z pielgrzymami w swojej niedużej kaplicy. Aż do śmierci prowadziła pustelnicze życie. Poświęciła się modlitwie i pokucie, jednak nigdy nie przywdziała habitu zakonnego. Zmarła w opinii świętości 12 stycznia 1991 r., nie doczekawszy się zatwierdzenia objawień. Jej grób i miejsca objawień odwiedza rocznie ponad 100 tys. pielgrzymów.

    Kolejny biskup Brescii, Giulio Sanguinetti, widząc, jak statuy Maryi z trzema różami na piersiach lub też z trzema mieczami zdobywają świat, 15 sierpnia 2000 r. uznał kult Matki Bożej Róży Duchownej z objawień w Montichiari. Przesłał także list do dwóch stowarzyszeń, które spontanicznie zajmowały się miejscami kultu w Fontanelle. Poinformował je o mianowaniu „kapłana, który ma zająć się sprawą kultu, w osobie Pierino Bosellego, dyrektora diecezjalnego wydziału do spraw liturgii”. Wkrótce w Montichiari powstało nowe stowarzyszenie, utworzone z dwóch dotychczasowych, zatwierdzone przez biskupa i przez proboszcza Montichiari ks. Franco Bertoniego. Jego celem jest szerzenie pobożności do Matki Bożej w Fontanelle. To nowe stowarzyszenie nazywa się Róża Duchowna – Fontanelle.

    Uznanie objawień Róży Duchownej wpłynęło na jeszcze liczniejsze fundowanie świątyń pod tym wezwaniem, powstały nowe ruchy religijne; także wiele osób, które odwiedzają i poznają Montichiari, odkrywa powołanie kapłańskie lub zakonne. Chociaż więc objawienia w Montichiari-Fontanelle nie wniosły szczególnie wiele nowego czy to do teologii, czy do pobożności maryjnej, to należałoby napisać, że Bóg zawsze wybiera sobie tylko znany i właściwy moment na swoje przesłanie do Kościoła i świata. Orędzie Matki Bożej z Montichiari jest wołaniem o zagrożoną świętość kapłanów i osób konsekrowanych, jest wezwaniem do modlitwy, do podejmowania dzieł zadośćuczynienia i pokuty szczególnie za tych kapłanów, którzy przeżywają kryzys wiary, a nierzadko odchodzą z drogi powołania lub nawet otwarcie zaczynają walczyć z Kościołem.

    UWAGA: Warto przypomnieć, że Kościół oficjalnie nie potwierdził tych objawień, choć zezwolił na kult Maryi w sanktuarium w Montichiari.

    Czesław Ryszka/Tygodnik Niedziela

    ___________________________________________________________

    MSZA ŚW. Z AKTEM OFIAROWANIA SIĘ PANU JEZUSOWI PRZEZ MARYJĘ BOGURODZICĘ DZIEWICĘ O GODZ. 19.00KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 9 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. RORATNIA O GODZ. 7.00

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 10 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej obchodzone jest w całym Kościele powszechnym

    Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Loretańskiej będzie odtąd obchodzone w całym Kościele powszechnym 10 grudnia. Papież Franciszek polecił wpisać je do Kalendarza Rzymskiego.

    Kult Matki Bożej Loretańskiej związany jest z sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Jest to, jak mówił św. Jan Paweł II, „sanktuarium cudowne”, składające się z domu z Nazaret, w którym urodziła się i żyła Maryja Panna. W tych ścianach miało miejsce Zwiastowanie, a co za tym idzie również Wcielenie Syna Bożego. W tym domu bywała, a może i żyła Święta Rodzina.

    Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej obchodzone jest 10 grudnia. Data ta upamiętnia cudowne przeniesienie Domku do Loreto. Miało to miejsce w 1294 roku. Zgodnie z tradycją przeniesienia mieli dokonać aniołowie, by uchronić tę pamiątkę Wcielenia przed muzułmanami. W nocy z 9 na 10 grudnia Domek stanął na dzisiejszym miejscu, o czym w mistycznym widzeniu został poinformowany eremita Paweł, który z kolei zawiadomił władze kościelne. Ze względu na to cudowne przeniesienie, Benedykt XV w 1920 roku ogłosił Matkę Bożą Loretańską Patronką Lotników.

    Vaticannews / BP KEP

    Litania loretańska - taran do nieba!!! - zdjęcie
    fot. Tadeusz Rudzki via Wikipedia, CC BY-SA 3.0

    ***

    Litania loretańska – taran do nieba!!!

    Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem. Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

    2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

    Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi “pojawił się” we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

    Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

    Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

    Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

    Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

    To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. “Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa”.

    Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy niemieckich hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

    Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

    Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

    Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek – Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

    Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

    Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą “Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego”, domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

    Brewiarz.pl

    *********

    Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

    Kyrie, elejson, Christe elejson, Kyrie elejson.
    Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko, módl się za nami.
    Święta Panno nad pannami, módl się za nami.
    Matko Chrystusowa, módl się za nami.
    Matko Kościoła, módl się za nami.
    Matko miłosierdzia, módl się za nami.
    Matko łaski Bożej, módl się za nami.
    Matko nadziei, módl się za nami.
    Matko nieskalana, módl się za nami.
    Matko najczystsza, módl się za nami.
    Matko dziewicza, módl się za nami.
    Matko nienaruszona, módl się za nami.
    Matko najmilsza, módl się za nami.
    Matko przedziwna, módl się za nami.
    Matko dobrej rady, módl się za nami.
    Matko Stworzyciela, módl się za nami.
    Matko Zbawiciela, módl się za nami.
    Panno roztropna, módl się za nami.
    Panno czcigodna, módl się za nami.
    Panno wsławiona, módl się za nami.
    Panno można, módl się za nami.
    Panno łaskawa, módl się za nami.
    Panno wierna, módl się za nami.
    Zwierciadło sprawiedliwości, módl się za nami.
    Stolico mądrości, módl się za nami.
    Przyczyno naszej radości, módl się za nami.
    Przybytku Ducha Świętego, módl się za nami.
    Przybytku chwalebny, módl się za nami.
    Przybytku sławny pobożności, módl się za nami.
    Różo duchowna, módl się za nami.
    Wieżo Dawidowa, módl się za nami.
    Wieżo z kości słoniowej, módl się za nami.
    Domie złoty, módl się za nami.
    Arko przymierza, módl się za nami.
    Bramo niebieska, módl się za nami.
    Gwiazdo zaranna, módl się za nami.
    Uzdrowienie chorych, módl się za nami.
    Ucieczko grzesznych, módl się za nami.
    Pociecho migrantów, módl się za nami.
    Pocieszycielko strapionych, módl się za nami.
    Wspomożenie wiernych, módl się za nami.
    Królowo Aniołów, módl się za nami.
    Królowo Patriarchów,  módl się za nami.
    Królowo Proroków, módl się za nami.
    Królowo Apostołów, módl się za nami.
    Królowo Męczenników, módl się za nami.
    Królowo Wyznawców, módl się za nami.
    Królowo Dziewic, módl się za nami.
    Królowo wszystkich Świętych, módl się za nami.
    Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta, módl się za nami.
    Królowo wniebowzięta, módl się za nami.
    Królowo różańca świętego, módl się za nami.
    Królowo rodziny, módl się za nami.
    Królowo pokoju, módl się za nami.
    Królowo Polski, módl się za nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.


    P. Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko.
    W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

    Módlmy się
    Panie, nasz Boże, daj nam, sługom swoim, cieszyć się trwałym zdrowiem duszy i ciała, † i za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, * uwolnij nas od doczesnych utrapień i obdarz wieczną radością. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    W. Amen.

    Antyfona

    Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona. O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj.

    Modlitwa św. Bernarda

    Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.
    W. Amen.

    Akt osobistego oddania Matce Bożej

    Matko Boża, Niepokalana Maryjo. Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twojego Syna i zawsze zwyciężasz. Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym Królestwem Twego Syna i Twoim. Amen.

    ******

    Historia Litanii Loretańskiej i Opis Wezwań

    Czym jest Litania?

    Litania (łac. ‘litania‘ pochodzi z gr. słowa ‘λιτανεία‘ błaganie) oznacza dosłownie modlitwę błagalną. Tym, co wyróżnia litanię od innych form modlitwy jest jej konstrukcja, mianowicie złożona jest ona z wezwań. Jeśli chodzi o Litanię Loretańską, zwaną też Litanią do Matki Bożej, to najpierw kierowane są one do Trójcy Świętej, a następnie do Matki Bożej, zaś odpowiedzią na wezwania są zwroty:

    • “Zmiłuj się nad nami” lub “Wysłuchaj nas, Panie” (nie używane w Litanii Loretańskiej) – gdy wezwania są kierowane do Osób Boskich
    • “Módl się za nami” – gdy zwracamy się do Matki Bożej lub innych świętych.

    Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii, wypowiadając się o litaniach, stwierdza:

    „Wśród form modlitwy do Najświętszej Dziewicy zalecanych przez Kościół znajdują się litanie. Polegają one na dość długiej serii wezwań do Maryi, następujących po sobie w jednakowym rytmie i stwarzających jakby modlitewny strumień uwielbień i błagań. Wezwania bowiem, przeważnie bardzo krótkie, składają się z dwu części: pierwsza jest wychwalaniem (Panno łaskawa), druga – błaganiem („Módl się za nami”)

    Dlaczego Loretańska?

    Loreto
    Miasteczko Loreto znajduje się w środkowych Włoszech, niedaleko Adriatyku

    Litania zwana jest „Loretańską” od miasteczka Loreto, znajdującego się w środkowych Włoszech, oddalonego kilkanaście kilometrów od wybrzeża Adriatyku. Miasto stało się słynne przede wszystkim za sprawą Sanktuarium Maryjnego, którego początki sięgają XIII wieku. Wierzono, że właśnie wtedy został przeniesiony przez aniołów do Loreto Domek Nazaretański, w którym przyszła na świat Matka Boża. Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku. Święty Domek Matki Bożej, został umieszczony w przepięknej bazylice, a wewnątrz Świętego Domku, nad ołtarzem, została umieszczona figura Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce.

    Litania loretańska od początku odmawiana była przy figurce Matki Bożej Loretańskiej
    Figura Matki Bożej Loretańskiej posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza.

    Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin. Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

    Właśnie w tym Sanktuarium Litania Loretańska była szczególnie propagowana i odmawiana przez pielgrzymów. Tam też przybrała ostateczną formę i zaczęła rozchodzić się na cały Kościół. Po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1572 r. we Florencji i zawierała 43 wezwania. Pierwsza wzmianka o Litanii do Matki Bożej Loretańskiej w oficjalnych dokumentach Kościoła pojawiła się w 1581r., gdy Ojciec Święty – Sykstus V – w bulli “Redituri” zachęcał do jej odmawiania i udzielał za to 200 dni odpustu. Kolejne odpusty przypisali do niej Pius VII oraz Pius XI w 1932 r. Natomiast papież Benedykt XIV urzędowo ją zatwierdził i zezwolił stosować w publicznym kulcie Kościoła.

    Jaka jest historia wezwań w litanii?

    Co do samych wezwań, to można wykazać, że niektóre wezwania skierowane do Maryi znajdowały się w Litanii do Wszystkich Świętych. Niestety, zaczęto z czasem do wezwań dodawać różne określenia, które nie zawsze były poprawne teologicznie, co doprowadziło do sytuacji, że w 1631 zakazano wprowadzania wszelkich zmian w litanii bez zezwolenia Stolicy Apostolskiej. Taka restrykcja jednak korzystnie wpłynęła na ujednolicenie i upowszechnienie Litanii Loretańskiej.

    Oficjalne wezwania dodane później

    Od zakazu w 1631 roku, do oficjalnie wtedy uznanej wersji Litanii Loretańskiej, dodawano w późniejszym czasie jeszcze następujące wezwania:

    • Królowo Różańca Świętego dla bractw różańcowych w 1675 (rozszerzone na cały Kościół w 1883),
    • Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta dla diecezji mechlińskiej w 1846 (rozszerzone na cały Kościół w 1854),
    • Matko Dobrej Rady w 1903,
    • Królowo Pokoju w 1917,
    • Królowo Wniebowzięta w 1950,
    • Królowo świata w 1954, jednak tylko dla niektórych kościołów lokalnych, nie jest to więc oficjalne wezwanie powszechnie obowiązujące,
    • Matko Kościoła w 1980,
    • Królowo Rodziny w 1995,
    • Królowo Polski w 1922, jednak obecne od 1656 roku w poprzedniej wersji Królowo Korony Polskiej,
    • Matko Miłosierdzia w 2014, ale tylko dla polskiej wersji litanii.

    Litania do Matki Bożej Loretańskiej ostatni aktualny kształt przybrała w 2014 roku, choć nie znaczy to, że za jakiś czas nie zostanie oficjalnie dodane kolejne wezwanie – choć patrząc na częstotliwość dodawania nowych zawołań, raczej nie nastąpi to szybko.

    Najnowsze wezwanie

    Brzmi ono “Matko Miłosierdzia” i jest umiejscowione po wezwaniu “Matko Łaski Bożej”. Za wprowadzeniem tego wezwania przemawiają racje teologiczne, liturgiczne i pastoralne, ponieważ Maryja, przez fakt bycia matką Jezusa Chrystusa, jest również matką okazanego w Nim Bożego Miłosierdzia (Ef 2,4-10)

    Skąd pochodzi to wezwanie?

    Matka Boża Miłosierdzia
    Najbardziej znany i rozpoznawany obraz Matki Boże Miłosierdzia znajduje się w Wilnie

    Inicjatywa wprowadzenia nowego wezwania wyszła z Białegostoku. Co ciekawe, Białystok od wielu lat jest nazywany Miastem Miłosierdzia dzięki osobie bł. Ks. Michała Sopoćki, który spędził tam blisko trzydzieści ostatnich lat swego życia. Tutaj stworzył on podstawy teologiczne kultu Miłosierdzia, a dzięki jego staraniom przesłanie o Bożym Miłosierdziu rozeszło się na cały świat. Białostocka Kapituła Metropolitalna zwróciła się do bp. Edwarda Ozorowskiego, aby Litania Loretańska otrzymała nowe wezwanie. Sprawa została poruszona na 363 Konferencji Episkopatu Polski, czego efektem było wystosowanie przez abp Józefa Michalika (ówczesnego przewodniczącego KEP) prośby do watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów:

    „W opinii biskupów polskich, umieszczenie takiego tytułu w polskim tekście Litanii Loretańskiej wyrażałoby głęboką i żywą wiarę wiernych w Polsce nie tylko w tajemnicę Miłosierdzia Bożego objawioną w misterium Jezusa – Syna Najświętszej Maryi Panny, ale byłoby kolejnym potwierdzeniem kultu Matki Bożej Miłosierdzia, czczonej szeroko w Polsce, w cudownym obrazie z Wilna, nazywanym również przez Jana Pawła II obrazem Matki Bożej Miłosierdzia.”

    8 listopada 2014 roku Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przychyliła się do tej prośby i zezwoliła, aby w polskiej wersji Litanii do Najświętszej Maryi Panny dodać wezwanie: „Matko Miłosierdzia”. Szerzej o nowym wezwaniu, jakie otrzymała Litania Loretańska, możemy doczytać tutaj.

    Wezwania w Litanii Loretańskiej

    Litania do Matki Bożej posiada sześć kategorii wezwań.

    Kyrie eleison

    Wezwania w litanii loretańskiej do Matki Bożej
    W 1631 roku ostatecznie ustalono liczbę wezwań, z czasem jednak dodawano kolejne.

    Litania zaczyna się od wezwań „Kyrie Eleison, Chryste Eleison” oraz inwokacji do Osób Trójcy czyli samego Boga. Ten wstęp ustawia właściwie naszą modlitwę. Przypomina nam, ze ostatecznie modlimy się zawsze do Boga i Jego prosimy o zmiłowanie. Jezus założył Kościół, który stanowi Jego Mistyczne Ciało. Pan zaprosił więc ludzi do współdziałania w Jego dziele. Maryja i święci mają swój udział w misji jednania Boga ze światem. Modlitwa do Maryi i świętych ma inny charakter niż ta do samego Boga. Jest to w gruncie rzeczy prośba o modlitwę, o wstawiennictwo, dlatego powtarzamy zwrot: „módl się za nami”. Tytuły sławiące Maryję odnoszą się również do Boga który „uczynił jej wielki rzeczy”. Świętość ma bowiem dwóch autorów: Boga i człowieka. Każdy „komplement” pod Jej adresem jest więc w istocie chwałą Bożą.

    Święta Maryjo, Święta Boża Rodzicielko, Święta Panno nad pannami

    Te trzy wezwania wywodzą się ze starożytnej Litanii do Wszystkich Świętych. Jest to jakby przedstawienie Maryi i przypomnienie dwóch podstawowych dogmatów maryjnych. Maryja stała się Bożą Rodzicielką, a Jej dziewiczość oznacza najczystsze oddanie się w miłości Bogu.

    Dwanaście wezwań w poświęconych jej Bożemu macierzyństwu

    Wszystkie rozpoczynają się od słowa „Matko”.

    • „Matko przedziwna” wskazuje na Jej wyjątkowość, Maryja jest arcydziełem Boga. Sam anioł wyznaje jej przedziwność przy zwiastowaniu słowami „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą”
    • „Matko Chrystusowa”, „Matko Stworzyciela”, „Matko Zbawiciela” – kierują wprost do Jezusa, który jest obiecanym przez Boga Mesjaszem i Zbawicielem. Boże macierzyństwo Maryi jest cudem Bożej łaski.
    • „Matko łaski Bożej… nieskalana… najczystsza… dziewicza… nienaruszona… najmilsza… dobrej rady”. Litania Loretańska używa tych tytułów, aby sławić potęgę i delikatność Bożego działania w życiu Maryi. Wezwania te podkreślają krystaliczną czystość Najświętszej Maryi Panny, w której zrodził się Syn Boży.
    • „Matko Kościoła” – skazuje on na analogię między Kościołem a Maryją. Maryja zrodziła Zbawiciela, dziś Kościół „rodzi” Jezusa w sercach ludzi, stąd Maryja będąc Matką Zbawiciela jest matką wszystkich wierzących w Kościele.

    Sześć wezwań rozwijających tytuł „Panno nad pannami”.

    Chodzi tu o dziewictwo Maryi, o postawę Jej oblubieńczej relacji do Boga. Jest „Panną roztropną”, bo odpowiada na Bożą miłość bezgranicznym zawierzeniem, siłą kobiecej miłości, a w tej miłości jest element racjonalny. Jest zarazem „czcigodna, wsławiona, łaskawa, wierna” – Litania Loretańska używa tych określeń, aby sławić oblubieńczą miłość Maryi. „Panno można” – skoro będąc przyjacielem Boga można wyprosić wiele, to co dopiero gdy jest się Jego Matką. Maryja jest potężną wspomożycielką.

    Wezwania o korzeniach biblijnych do których odwołuje się Litania do Matki Bożej

    Litania do Matki Bożej zawiera wiele wezwań odnoszących się do Starego Testamentu
    „Wieża Dawidowa” – fragment fresku w Kaplicy Najświętszej Maryi Panny w Hof
    • „Zwierciadło sprawiedliwości” – w Starym Testamencie sprawiedliwość to synonim świętości. W Litanii Loretańskiej to wezwanie ukazuje, że Maryja jest odbiciem sprawiedliwości samego Boga.
    • „Stolico mądrości” – w Maryi zamieszkał Jezus – wcielona Mądrość Boga. Dlatego jest Ona stolicą (łac. sedes – oznacza tron, siedzibę, mieszkanie) mądrości Bożej.
    • „Przybytku Ducha Świętego” – łac. vas – oznacza naczynie, instrument. Maryja jest duchowym naczyniem napełnionym chwałą Boga i „sławnym pobożnością”.
    • „Różo duchowna” – kwiat jest symbolem piękna, życia, delikatności, uroku. Litania do Matki Bożej przez ten tytuł zwraca uwagę na duchowe piękno Maryi.
    • „Wieżo Dawidowa” – to wezwanie przypomina o żydowskim pochodzeniu Maryi. Król Dawid był dla Izraela symbolem dobrego władcy. Wybudował w Jerozolimie fortecę z obronnymi wieżami. Litania Loretańska nawiązuje do tego faktu i ukazuje, że Maryja jest Wieżą Dawidową, bo w Jej życiu spełniają się proroctwa Mesjasza, Nowego Dawida.
    • „Wieżo z kości słoniowej” – określenie to nawiązuje do Pieśni nad pieśniami. Kość słoniowa to szlachetny materiał, a wieża kojarzy się z siłą, obroną, górowaniem nad ziemią. Litania do Matki Bożej ukazuje, że Maryja jest obronną „fortecą” przeciwko atakom Złego.
    • „Domie złoty” – to wezwanie kojarzy się ze skromnym, ale najcenniejszym domem w Nazarecie.
    • „Arko przymierza” – aluzja biblijna, nawiązująca do skrzyni, w której Izraelici przechowywali tablice z przykazaniami. Był to symbol przymierza z Bogiem i znak Jego obecności wśród ludzi. Litania Loretańska ukazuje Maryję, jako nową „arkę”, bo nosiła w sobie Jezusa.
    • „Bramo niebieska” – tytuł wskazuje na niebo, dokąd Maryja została wzięta z duszą i ciałem.
    • „Gwiazdo zaranna” – łac. stella matutina określało w starożytności Wenus (planeta ta jest widoczna nad horyzontem przed wschodem słońca). Litania do Matki Bożej, wskazuje,  że Maryja poprzez swoje niepokalane poczęcie jest zwiastunką nadchodzącego odkupienia.
    • „Uzdrowienie chorych”, „Ucieczko grzesznych”. „Pocieszycielko strapionych”, „Wspomożenie wiernych” i wcześniejsze „Przyczyno naszej radości” ukazują Maryję jako tę, która wyprasza nam u Boga szczególne łaski i wspomaga w różnych okolicznościach życia. Litania loretańska ukazuje Maryję obecną w różnych sytuacjach naszej codzienności, gdy jestem chory, strapiony, gdy upadam, ale też gdy wypełnia mnie radość.

    Wezwania odnoszące się do królewskiej godności Maryi.

    Litania do Matki Bożej podkreśla też królewskość Maryi, odnosi się ona do Jej wyjątkowego udziału w królowaniu Chrystusa. Maryja jest ponad aniołami, patriarchami, prorokami, apostołami, męczennikami, wyznawcami, dziewicami i wszystkimi świętymi, ponieważ wyprzedza wszystkich w miłości i pokornej służbie Bogu i ludziom. Jej modlitwa wyprasza pokój, chroni rodziny. W pobożności maryjnej wyjątkowe miejsce zajmuje Różaniec (wskazuje na to tytuł „Królowo Różańca św.”). Polacy zaś czczą Maryję jako patronkę ojczyzny (tytuł „Królowo Polski”).

    Podsumowanie

    Litania Loretańska, znana również jako Litania do Matki Bożej, jest w Polsce bardzo popularną formą modlitwy. Tym co ją wyróżnia, jest wielka głębia ukazana w każdym wezwaniu, dzięki czemu można tę modlitwę wręcz kontemplować. Inną piękną rzeczą jest to, że wychwalając Maryję i prosząc Ją o wstawiennictwo, wychwalamy Boga Ojca, który dał Ją za Matkę nie tylko dla Zbawiciela, ale też dla każdego z nas. Skoro naszym życiem ma być naśladowanie Jezusa Chrystusa, a On miał Maryję za matkę, to czyż również i my nie powinniśmy? A jak dowiedzieć czegoś więcej o Niej? Litania Loretańska jest pięknym źródłem zarówno informacji, jak i modlitwy

    ks. Krzysztof Śniadoch SAC/Modlitwy24.pl

    ********************************************

    Oto poradnik, jak zrozumieć Litanię Loretańską

    Oto poradnik, jak zrozumieć Litanię Loretańską - zdjęcie
    fot. wikipedia.org, domena publiczna

    ***

    Wielu ludzi modli się dzisiaj słowami Litanii Loretańskiej, jednak nie wszyscy znają jej istotę, wymagającą zrozumienia i odkrycia. Jest to warunek uczynienia ze słów litanii głębokiej modlitwy, która nie będzie mechanicznie powtarzanym pustosłowiem, a wołaniem serca.

    Słowo ‘litania’ (z greckiego „błaganie”, „proszenie”) oznacza modlitwę błagalną, która składa się z szeregu zawołań przeplatanych powtarzającą się formułą błagalną. Nie zawsze zawierała ona dokładnie te słowa, co dzisiaj (na przykład w najstarszej litanii – tzw. Litanii Kyrie z V wieku – powtarzano sekwencję „Panie, zmiłuj się”). W Litanii Loretańskiej prosimy o wstawiennictwo Matkę Bożą jedynymi adekwatnymi, jak się wydaje, słowami „Módl się za nami”. Podkreślają one fakt, że przez wstawiennictwo Maryi zwracamy się do Boga. W swoistego rodzaju dialogu błagalnym wierni powtarzają chórem słowa wypowiedziane przez prowadzącego modlitwę i w ten sposób wołają o pomoc.

    W wezwaniach umieszczonych w litanii Maryja jest przywoływana jako Matka Zbawiciela, Panna wierna czy Królowa Apostołów. Wypowiadając je, można w prosty sposób krótko rozważać w sercu zawarte w nich tajemnice. Istnieje też możliwość zatrzymania się na poszczególnych wezwaniach dla odnalezienia siebie w prawdach zbawienia, wierności czy apostolstwa.

    Wezwania zawarte w Litanii Loretańskiej pojawiały się w ciągu wieków. Ludzie, świadomi przemożnego wstawiennictwa Matki Boga, odkrywali Jej pomoc w konkretnych sprawach, wypraszając łaski dla grzeszników, dziewic i wyznawców. Była Ona „Matką dobrej rady” dla potrzebujących pomocy, „Stolicą Mądrości” dla poszukujących prawdy i „Przyczyną radości” dla smutnych. W ten sposób powstała litania ludzi zwracających się do Matki w konkretnych potrzebach. Kilkadziesiąt wezwań jest dziełem ludzi wiary, dla których Maryja stała się Drogą do Syna.

    Z pewnością każdy z nas ma wokół siebie wiele osób, za które chce się modlić. Każde wezwanie daje impuls do przywołania którejś z nich. W ten sposób można także oddawać Maryi sytuacje, miejsca, całe wspólnoty. Litanijnie powtarzane „Módl się za nami” może być kierowane do Boga za grzeszników, strapionych, wiernych i chorych. Wtedy litania zaczyna żyć. Staje się litanią mojego życia, moich spraw, litanią ludzi, których kocham. Modlitwa staje się prawdziwym błaganiem i wołaniem do Boga, a nie bezsensownym wierszykowaniem.

    Nie zawsze jednak wszystkie wezwania są zrozumiałe i nie wszyscy odmawiający wiedzą, jaką treść kryją. Takie zawołania jak: „Domie złoty”, „Arko przymierza” czy „Wieżo z kości słoniowej” nie pozwalają na konkretne przywołanie jakiejkolwiek sytuacji czy osoby z naszego życia, ponieważ wymagają pewnej wiedzy, dotyczącej trudnych nieraz prawd teologicznych, przywołujących konkretne obrazy biblijne. Na przykład wezwanie „Arko przymierza” ukazuje Maryję jako kobietę noszącą w łonie Jezusa, przez którego mogło dokonać się przymierze Boga z ludźmi. Odwołanie do biblijnej Arki przymierza, gdzie znajdowały się kamienne tablice – znak przymierza Boga z ludźmi za czasów Mojżesza – to obraz pokazujący, jak ważne miejsce w historii zbawienia Bóg wyznaczył Maryi.

    Ponieważ wiedza religijna stanowi w tym wypadku warunek sine qua non modlitwy, konieczne wydaje się systematyczne pogłębianie jej zasobów poprzez odpowiednią lekturę duchową.

    Co robić, kiedy nie mamy dostępu do takiej literatury, a chcemy modlić się przez wstawiennictwo Maryi na sposób litanijny? Być może określenia Matki składające się na Litanię Loretańską nie są zrozumiałe dla wszystkich, lecz każdy może odkryć Maryję na swój sposób, modląc się słowami noszonymi w sercu. Po wezwaniach do Trójcy Świętej mogą się pojawić całkiem nowe, będące odzwierciedleniem rzeczywistości, w której żyje dany człowiek. „Matko zakochanych”, „Nadziejo więźniów”, „Królowo poszukujących”, „Nadziejo upadających”… Wezwań niekoniecznie musi być ponad pięćdziesiąt, wystarczy trzydzieści. Twoich! Takich, które nosisz w sercu i które coś dla Ciebie znaczą. Ta litania nie ma końca, bo przecież każdy z nas może wołać do Maryi, jak umie, a słowa „Módl się za nami” będą świadczyły, jak bardzo potrzebujemy tej modlitwy na poplątanych ścieżkach życia.

    Rafał Szymkowiak OFMCap
    „Głos Ojca Pio” (nr 27/2004)

    _________________________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 11 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ PO RAZ PIERWSZY DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z III NIEDZIELI ADWENTU O GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    2020.08.01 Bibbia. Sacra Scrittura
    fot. VATICAN NEWS

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 2 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    PO MSZY ŚW. GODZINNA ADORACJA W INTENCJI KAPŁANÓW

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Jak wytrwać godzinę na adoracji? Praktyczne wskazówki

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl
    __________________________________________________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 3 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    Dobrze jest pamiętać o Pierwszych Piątkach Miesiąca, w których szczególnie powinniśmy czynić zadość za nasze i całego świata grzechy. To właśnie w piątek Pan nasz Jezus Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową aż do śmierci a była to śmierć krzyżowa. To wtedy Jego Najświętsze Serce zostało przebite włócznią, z którego wypłynęła Krew i Woda. Dobrze jest przypominać słowa naszego Zbawiciela, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Pan nasz przekazał czcicielom swego przebitego Serca 12 cudownych i wspaniałych obietnic:

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.


    I SOBOTA MIESIĄCA 4 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17.00 DO 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z II NIEDZIELI ADWENTU – GODZ. 18.00

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Aby spełnić prośbę Bożej Matki dotyczącą Pięciu Pierwszych Sobót Miesiąca należy:

    1. przystąpić do sakramentu spowiedzi św. i przyjąć Komunię św.,
    2. pomodlić się na różańcu wybierając jedną z czterech części Tajemnic (Radosną, Światła, Bolesną, Chwalebną),
    3. poświęcić kwadrans czasu na rozważanie jednej z 20 Tajemnic Różańca Świętego,
    4. być świadomym intencji, którą jest wynagrodzenie za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Pannie.

    __________________

    Dla osób, które z różnych ważnych powodów (np. choroba) nie mogą osobiście uczestniczyć w nabożeństwie i przyjąć Komunii św. dzisiejszego wieczoru w kościele św. Piotra lub swoim lokalnym kościele, mogą łączyć się online, np. z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem – program transmisji:

    • godz. 18.10 (w Szkocji godz. 17.10) – program słowno-muzyczny
    • godz. 18.30 – modlitwa różańcowa
    • godz. 19.05 – 15-minutowa medytacja
    • godz. 19.20 – Msza św. z homilią  

    Więcej informacji można znaleźć na stronie: https://pierwszesoboty.pl/

    ________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ________________________________________

    MATKA BOŻA CELEM PLUGAWYCH ATAKÓW

    Prorocka misja Fatimy nie została zakończona

    Nie przypominam sobie sytuacji, by Najświętsza Maryja Panna była w tak krótkim czasie tak często obrażana w tak plugawy sposób jak w ostatnich tygodniach, w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. Oto kilka przykładów. Netflix wyemitował brazylijski film dokumentalny „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, w którym Matka Boża przedstawiona została jako prostytutka, zaś Jezus jako homoseksualista. Norweska poczta (Posten Norge) upubliczniła na YouTubie filmową reklamę, w której ukazano Maryję jako cudzołożnicę, która pod nieobecność Józefa ma romans z listonoszem, a owocem ich związku jest bękart o imieniu Jezus. Na terenie uniwersytetu w Bolonii zorganizowano imprezę pt. „Niepokalana Antykoncepcja”, przedstawiając Maryję otoczoną wieńcem nie gwiazd, lecz prezerwatyw (wcześniej w tym samym mieście miała miejsce impreza zatytułowana „Matka Boża płacze spermą”).

    Zauważmy, że we wszystkich wspomnianych przypadkach plugawcy i bluźniercy próbują znieważyć Matkę Bożą, przypisując jej nieczystość i rozwiązłość. Jest to „modus operandi” wypróbowany już w przeszłości z powodzeniem wobec innych kobiet. Przywołajmy dwa przypadki.

    Pierwszy dotyczy królowej Francji Marii Antoniny Austriaczki, żony Ludwika XVI. Wybitny brytyjski filozof polityczny Edmund Burke, autor głośnych „Rozważań o rewolucji we Francji”, uważał ją za jedną z najbardziej fascynujących osobowości, jakie spotkał w swoim życiu. Kiedy poznał królową w Paryżu, był pewien, że w narodzie rycerzy i ludzi honoru „dziesięć tysięcy szpad wyskoczy z pochew, by bronić jej nawet przed spojrzeniem, które mogłoby ją obrazić”.

    Maria Antonina, wywodząca się z arcykatolickiego rodu Habsburgów, była jednak wyjątkowo znienawidzona przez libertyńskie elity Francji. Jeszcze przed rewolucją zaczęto prowadzić przeciw niej zorganizowaną akcję dyfamacyjną.

    Nieżyjący już amerykański badacz Warren H. Carroll w swej „Historii chrześcijaństwa” pisał, iż: „francuska opinia publiczna była skłonna myśleć najgorsze rzeczy o cudzoziemskiej królowej. Pamięć i reputacja żadnej z kobiet, i niewielu mężczyzn, nie została nigdy tak dokładnie i tak niesprawiedliwie zszargana przez współczesną im opinię. Dostęp do najgorszych z wymierzonych w nią pamfletów, pisanych i publikowanych tuż przed wybuchem i w trakcie trwania rewolucji francuskiej, przechowywanych w zbiorach francuskiej Biblioteki Narodowej, po dziś dzień wiąże się z koniecznością posiadania specjalnego zezwolenia. (Jest wśród nich wiele obrzydliwych, obscenicznych druków i ilustracji o charakterze zdecydowanie pornograficznym, przedstawiających królową Francji jako uczestniczkę wyuzdanych orgii). Choć nie daje się dziś wiary najobrzydliwszym, najbardziej obscenicznym kalumniom, to nad jej imieniem nadal unosi się odór skandalu, a ją samą otacza aura pogardy. W końcu dosłownie cały zachodni świat wciąż wierzy, że to ona właśnie na wieść o tym, że lud nie ma chleba, odpowiedziała: «To niech jedzą ciastka!« Rzecz w tym, że nigdy podobnych słów nie wypowiedziała, niezależnie od tego, jak wielu ludzi w to wierzy. Tą, która wypowiedziała te słowa, była żona Ludwika XIV, prababka Ludwika XVI, męża Marii Antoniny”.

    Kiedy Maria Antonina jechała na szafot, żadna szpada nie wysunęła się w jej obronie. Cześć królowej została bowiem uprzednio tak zbrukana, a jej imię tak zniesławione, że budziła jak najgorsze uczucia wśród tłumu, który towarzysząc jej w drodze na gilotynę krzyczał „Śmierć Austriaczce!”

    W ostatnim liście, pisanym w celi śmierci w dniu egzekucji, Maria Antonina skreśliła następujące słowa: „Umieram w religii katolickiej, apostolskiej, rzymskiej. W religii moich ojców, w której zostałam wychowana i którą zawsze wyznawałam. (…) Szczerze błagam Boga o wybaczenie moich win, które mogłam popełnić w moim życiu. (…) Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom, którzy wyrządzili mi zło”.

    Druga z historii dotyczy ostatniej cesarzowej Rosji, żony cara Mikołaja II, Aleksandry. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej rewolucjoniści rozpoczęli skuteczną kampanię zniesławiającą monarchinię, rozpowszechniając rynsztokowe pamflety na jej temat m.in. wśród żołnierzy na froncie.

    Karol Wędziagolski, naoczny świadek tamtych wydarzeń, tak opisywał to w swoich „Pamiętnikach”: „W tym czasie w okopach krążyły już z rąk do rąk tysiące odbitek nikczemnych fotomontaży, świetnie technicznie wykonanych, przedstawiających carową i jej cztery córki w najbardziej sprośnych scenach z Rasputinem, na tle łaźni, w zupełnym obnażeniu wszystkich postaci, w kolejnej i haniebnej intymności matki i córek z «opatrznościowym« starcem. Miliony prostaków uwierzyło, bo nie uwierzyć nie umiało, w autentyczność tych dokumentów. A kiedy uwierzyli, otworzyła się przed nimi przepaść. Gdy mistyczna aureola nad pomazańcami bożymi rozwiała się w «pochabnej» mgle burdelu, w prostackich duszach stała się katastrofa największa, jaka się może w duszach wydarzyć po obaleniu wczorajszych bogów. Groźny pomruk, jeszcze tłumiony i przyduszony strachem, potoczył się po eurazyjskiej równinie, odbijając się ustokrotnionym echem przerażenia i gniewu”.

    Wędziagolski pisał: „Inteligencja łącznie z pospólstwem wierzyła wszystkiemu, bo sama stawała się pospólstwem”.

    Epilog znamy: rozstrzelanie całej rodziny carskiej – Mikołaja II, jego żony Aleksandry, ich czterech córek i synka. Egzekucja poprzedzona została – jak mawiał pewien praktyk działań dyfamacyjnych – „zniszczeniem fundamentów godnościowych” przysługujących ich statusowi.

    Czy dziś nie mamy do czynienia z podobną akcją, tym razem wymierzoną jednak w osobę samej Matki Bożej? Do tej pory nie była ona celem publicznych i tak wulgarnych ataków. Nawet osoby niewierzące często odczuwały wobec niej szacunek i cześć. Nikomu nie przychodziło do głowy, by rozpowszechniać jej wizerunek jako nierządnicy i ladacznicy. Teraz zaczyna się to zmieniać. Przecież przy produkcji owych bluźnierczych filmów pracowały całe rzesze ludzi. Mamy prawo przypuszczać, że walka z Maryją będzie się jeszcze zaostrzać. Do czego jednak zmierza ta kampania? Co będzie jej efektem? Czy znajdą się ci, którzy staną w obronie czci Przenajświętszej Maryi Panny?

    W tym kontekście jeszcze bardziej ujawnia się aktualność objawień fatimskich, a zwłaszcza nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Kiedy siostra Łucja notowała słowa dotyczące istoty każdej z owych pięciu comiesięcznych celebracji, nie były one wówczas tak oczywiste, jak stają się dziś, w obliczu tego, co obserwujemy obecnie.

    Nieprzypadkowo Benedykt XVI w 2010 roku w trakcie pielgrzymki do Portugalii powiedział: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona.”

    To jest przesłanie, które wymaga odczytania na nowo, zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się teraz.

    autor: Grzegorz Górny/źródło: wPolityce.pl/sekretariat fatimski.pl

    _________________________________________________________

    WTOREK 7 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 18.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Jak wytrwać godzinę na adoracji? Praktyczne wskazówki

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ——————————————————————————————————————–

    33 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    5 listopada – I Piątek Miesiąca zaproponowałem 33 dniowy okres ćwiczeń duchowych przygotowujących do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę, który zakończymy jutro w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP podczas Mszy św. o godz. 19.00 w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego.

    Podany okres jest propozycją i nie wyklucza rozpoczęcia przygotowań w innym, dowolnym terminie. Nie powinno się też traktować przygotowań w sposób zabobonny. Ominięcie jednego, a nawet kilku dni z powodów losowych nie wyklucza kontynuowania rekolekcji, po nadrobieniu w skupieniu zaległych czytań i ćwiczeń duchowych. Przygotowania mają na celu przede wszystkim otwarcie się na działanie w nas Matki Bożej, poprzez zaangażowanie w modlitwę i rozważania, nie na samym wypowiadaniu ścisłej ilości modlitw w określonym terminie.

    • podaję link, gdzie można znaleźć potrzebne informacje:

    https://niewolnikmaryi.com/2019/03/24/33-dniowy-okres-cwiczen-duchowych-do-aktu-ofiarowania-sie-jezusowi-chrystusowi-przez-maryje-2/

    • również można znaleźć wersje książki online do:
      33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignon de Montfort – ks. Fryderyk Wilhelm Faber: https://www.duchprawdy.com/33 dni przygotowania wg traktatu sw ludwika.pdf

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    fot. katedra. Radom.pl

    ***

    W miesiącu listopadzie każdego dnia były odprawiane Msze św. w intencji zmarłych,

    których imiona otrzymałem od Was na kartkach i również w intencji tych zmarłych,

    z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole.

    ***

    Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;

    Do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,

    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.

    O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!

    **************************

    Modlitwa św. Gertrudy z Helfty za zmarłych przebywających w czyśćcu:

    Ojcze Przedwieczny,
    ofiaruję Ci najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,
    Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
    w połączeniu ze wszystkimi Mszami świętymi
    dzisiaj na całym świecie odprawianymi,
    za dusze w czyśćcu cierpiące, za umierających,
    za grzeszników na świecie,
    za grzeszników w Kościele powszechnym,
    za grzeszników w mojej rodzinie,
    a także w moim domu.
    Amen.

    (Św. Gertruda zmarła przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami i przez ostatnie lata życia ciężko chorowała. Doświadczane cierpienia ofiarowywała przede wszystkim za zmarłych, bo tak bardzo pragnęła, aby dusze czyśćcowe mogły wejść jak najszybciej do Bożego Królestwa. Dlatego poprosiła Pana Jezusa o specjalną modlitwę w tej intencji. Chrystus Pan spełnij jej prośbę i podyktował powyższe słowa dołączając obietnicę, że odmówienie tej modlitwy uwolni z czyśćca za jednym razem tysiąc dusz.)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

  • ogłoszenia – listopad 2021

    OD PIĄTKU 30 LIPCA

    LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA,

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    ************************************************************************************************************

    Adwent, który Matka Kościół rozpoczyna dzisiejszego wieczoru, jest Bożym wezwaniem, aby teraz, w tym czasie, rozpalić ludzkie serce nadzieją.

    Bo rzeczywiście dziś bardzo wielu ludzi ogarnia ogromny niepokój, który może przypominać opis z Biblii: że “ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi” (trwająca, nie wiadomo jak długo jeszcze, pandemia, która izoluje i segreguje, wzrastające konflikty podobne do coraz częściej wybuchających wulkanów …) W przeżywaniu różnorakich lęków i obaw, które wywołują niepokój i doprowadzają wielu do zwątpienia, dobrze jest na nowo zawierzyć dobremu Bogu, dzięki któremu “powstaliśmy z miłości i w miłość się obrócimy”, bo zostaliśmy cudownie stworzeni i jeszcze cudowniej wyzwoleni z jarzma grzechu – i to jest nasza prawdziwa nadzieja. Nabierzmy więc ducha i podnieśmy głowy nasze.

    fot.  Bożena Sztajner/Tygodnik Niedziela

    ***

    SOBOTA 27 LISTOPADA KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ PO RAZ PIERWSZY DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z PIERWSZEJ NIEDZIELI ADWENTU O GODZ. 18:00

    TAK JAK W KAŻDĄ OSTATNIĄ SOBOTĘ MIESIĄCA – NAJŚWIĘTSZA OFIARA SPRAWOWANA JEST ZA CZŁONKÓW ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    PO MSZY ŚW. – MODLITWA RÓŻAŃCOWA I OMÓWIENIE INTENCJI NA MIESIĄC GRUDZIEŃ

    ——————————————————————————————————————–

    23 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    PIERWSZA NIEDZIELA ADWENTU – 28 LISTOPADA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    Adobe Stock

    “TEN, KTO MNIE SPOŻYWA, BĘDZIE ŻYŁ PRZEZE MNIE” (J 6,57)

    „Wiara Kościoła jest istotową wiarą eucharystyczną, a więc sakramentalną, i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii”. (emerytowany papież Benedykt XVI)

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ——————————————————————————————————————–

    24 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    PONIEDZIAŁEK 29 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    KATECHIZACJA DLA DOROSŁYCH O GODZ. 18.00

    PORADNIA RODZINNA OD GODZ. 18.00 – 20.00

    _________________________________________________________

    Modlitwa na początek adwentu: przygotuj się duchowo na spotkanie z Jezusem

    pixabay/Aleteia.pl

    ***

    „Maryjo, prowadź mnie ścieżkami adwentu, abym umiał przyjąć Słowo i wolę Boga w pełnej pokorze. Z wielkim pragnieniem w sercu chcę dobrze przeżyć i wejść w głębię misterium Bożego Narodzenia”.

    Poniżej podaję tekst modlitwy zachęcającej do głębszego przeżycia czasu adwentu. Pełni radości i pragnienia spotkania z Bogiem, odmówmy ją na początek przygotowania do powtórnego przyjścia Syna Bożego.

    Modlitwa na początek adwentu

    Boże Ojcze, który jesteś w niebie, staję przed Tobą w o oczekiwaniu na przyjście Twojego jednorodzonego Syna. Pełen nadziei poświęcam Ci nadchodzący czas adwentu. Chcę wsłuchiwać się w Twoje słowo, które przekazałeś nam przez proroków i świętych.

    Wierzę mocno w powtórne przyjście Twojego Syna na końcu czasów i z utęsknieniem wyczekuję chwili, gdy ujrzę pierwsze znaki nadchodzącej chwały. Niech ten dzień nie przyjdzie na mnie jak złodziej, ale z łagodnością i mocą. Niech będzie dla mnie dniem radości i zbawienia, abym mógł ujrzeć aniołów i świętych, którzy już teraz cieszą się z przebywania z Tobą.

    Maryjo, prowadź mnie ścieżkami adwentu, abym umiał przyjąć Słowo i wolę Boga w pełnej pokorze. Naucz mnie radosnego oczekiwania na objawienie się tajemnicy Wcielenia. Oby ten adwent był dla mnie czasem prostowania ścieżek i przygotowania miejsca dla Tego, który ma się objawić światu.

    Z wielkim pragnieniem w sercu chcę dobrze przeżyć i wejść w głębię misterium Bożego Narodzenia, aby razem z Kościołem wyśpiewać wielki hymn dziękczynienia za Wcielenie.

    Święty proroku Izajaszu, módl się za nami!

    Święty Janie Chrzcicielu, módl się za nami!

    Maryjo Niepokalana, módl się za nam!

    Marana tha! Przyjdź Panie Jezu! Amen.

    ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Aleteia.pl 

    ——————————————————————————————————————–

    25 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    WTOREK 30 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. ANDRZEJA APOSTOŁA, PATRONA SZKOCJI

    GODZ. 18.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ——————————————————————————————————————–

    26 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    ŚRODA 1 GRUDNIA KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. RORATNIA O GODZ. 7.00

    Roraty – to jest piękna polska tradycja. Roraty – to jest Msza św. wotywna ku czci Najświętszej Maryi Panny odprawiana o wschodzie słońca. Słowo “Roraty” pochodzi od pieśni śpiewanej na początku tej Mszy św. – „Rorate caeli desuper”, czyli „Spuśćcie rosę niebiosa”. Na ołtarzu pali się „roratka” – świeca ozdobiona białą wstęgą, symbolizująca Maryję, a wierni trzymają w dłoniach zapalone świece, które rozświetlają mroki i czasu i miejsca. Zapalone świece są znakiem oczekiwania na przyjście naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

    ——————————————————————————————————————–

    27 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 2 GRUDNIA – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    PO MSZY ŚW. GODZINNA ADORACJA W INTENCJI KAPŁANÓW

    Adobe Stock/Niedziela

    ——————————————————————————————————————–

    28 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 3 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    _____________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    ——————————————————————————————————————–

    29 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    I SOBOTA MIESIĄCA 4 GRUDNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17.00 DO 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z II NIEDZIELI ADWENTU – GODZ. 18.00

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Aby spełnić prośbę Bożej Matki dotyczącą Pięciu Pierwszych Sobót Miesiąca należy:

    1. przystąpić do sakramentu spowiedzi św. i przyjąć Komunię św.,
    2. pomodlić się na różańcu wybierając jedną z czterech części Tajemnic (Radosną, Światła, Bolesną, Chwalebną),
    3. poświęcić kwadrans czasu na rozważanie jednej z 20 Tajemnic Różańca Świętego,
    4. być świadomym intencji, którą jest wynagrodzenie za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Pannie.

    __________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ________________________________________

    MATKA BOŻA CELEM PLUGAWYCH ATAKÓW

    Prorocka misja Fatimy nie została zakończona

    Nie przypominam sobie sytuacji, by Najświętsza Maryja Panna była w tak krótkim czasie tak często obrażana w tak plugawy sposób jak w ostatnich tygodniach, w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. Oto kilka przykładów. Netflix wyemitował brazylijski film dokumentalny „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, w którym Matka Boża przedstawiona została jako prostytutka, zaś Jezus jako homoseksualista. Norweska poczta (Posten Norge) upubliczniła na YouTubie filmową reklamę, w której ukazano Maryję jako cudzołożnicę, która pod nieobecność Józefa ma romans z listonoszem, a owocem ich związku jest bękart o imieniu Jezus. Na terenie uniwersytetu w Bolonii zorganizowano imprezę pt. „Niepokalana Antykoncepcja”, przedstawiając Maryję otoczoną wieńcem nie gwiazd, lecz prezerwatyw (wcześniej w tym samym mieście miała miejsce impreza zatytułowana „Matka Boża płacze spermą”).

    Zauważmy, że we wszystkich wspomnianych przypadkach plugawcy i bluźniercy próbują znieważyć Matkę Bożą, przypisując jej nieczystość i rozwiązłość. Jest to „modus operandi” wypróbowany już w przeszłości z powodzeniem wobec innych kobiet. Przywołajmy dwa przypadki.

    Pierwszy dotyczy królowej Francji Marii Antoniny Austriaczki, żony Ludwika XVI. Wybitny brytyjski filozof polityczny Edmund Burke, autor głośnych „Rozważań o rewolucji we Francji”, uważał ją za jedną z najbardziej fascynujących osobowości, jakie spotkał w swoim życiu. Kiedy poznał królową w Paryżu, był pewien, że w narodzie rycerzy i ludzi honoru „dziesięć tysięcy szpad wyskoczy z pochew, by bronić jej nawet przed spojrzeniem, które mogłoby ją obrazić”.

    Maria Antonina, wywodząca się z arcykatolickiego rodu Habsburgów, była jednak wyjątkowo znienawidzona przez libertyńskie elity Francji. Jeszcze przed rewolucją zaczęto prowadzić przeciw niej zorganizowaną akcję dyfamacyjną.

    Nieżyjący już amerykański badacz Warren H. Carroll w swej „Historii chrześcijaństwa” pisał, iż: „francuska opinia publiczna była skłonna myśleć najgorsze rzeczy o cudzoziemskiej królowej. Pamięć i reputacja żadnej z kobiet, i niewielu mężczyzn, nie została nigdy tak dokładnie i tak niesprawiedliwie zszargana przez współczesną im opinię. Dostęp do najgorszych z wymierzonych w nią pamfletów, pisanych i publikowanych tuż przed wybuchem i w trakcie trwania rewolucji francuskiej, przechowywanych w zbiorach francuskiej Biblioteki Narodowej, po dziś dzień wiąże się z koniecznością posiadania specjalnego zezwolenia. (Jest wśród nich wiele obrzydliwych, obscenicznych druków i ilustracji o charakterze zdecydowanie pornograficznym, przedstawiających królową Francji jako uczestniczkę wyuzdanych orgii). Choć nie daje się dziś wiary najobrzydliwszym, najbardziej obscenicznym kalumniom, to nad jej imieniem nadal unosi się odór skandalu, a ją samą otacza aura pogardy. W końcu dosłownie cały zachodni świat wciąż wierzy, że to ona właśnie na wieść o tym, że lud nie ma chleba, odpowiedziała: «To niech jedzą ciastka!« Rzecz w tym, że nigdy podobnych słów nie wypowiedziała, niezależnie od tego, jak wielu ludzi w to wierzy. Tą, która wypowiedziała te słowa, była żona Ludwika XIV, prababka Ludwika XVI, męża Marii Antoniny”.

    Kiedy Maria Antonina jechała na szafot, żadna szpada nie wysunęła się w jej obronie. Cześć królowej została bowiem uprzednio tak zbrukana, a jej imię tak zniesławione, że budziła jak najgorsze uczucia wśród tłumu, który towarzysząc jej w drodze na gilotynę krzyczał „Śmierć Austriaczce!”

    W ostatnim liście, pisanym w celi śmierci w dniu egzekucji, Maria Antonina skreśliła następujące słowa: „Umieram w religii katolickiej, apostolskiej, rzymskiej. W religii moich ojców, w której zostałam wychowana i którą zawsze wyznawałam. (…) Szczerze błagam Boga o wybaczenie moich win, które mogłam popełnić w moim życiu. (…) Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom, którzy wyrządzili mi zło”.

    Druga z historii dotyczy ostatniej cesarzowej Rosji, żony cara Mikołaja II, Aleksandry. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej rewolucjoniści rozpoczęli skuteczną kampanię zniesławiającą monarchinię, rozpowszechniając rynsztokowe pamflety na jej temat m.in. wśród żołnierzy na froncie.

    Karol Wędziagolski, naoczny świadek tamtych wydarzeń, tak opisywał to w swoich „Pamiętnikach”: „W tym czasie w okopach krążyły już z rąk do rąk tysiące odbitek nikczemnych fotomontaży, świetnie technicznie wykonanych, przedstawiających carową i jej cztery córki w najbardziej sprośnych scenach z Rasputinem, na tle łaźni, w zupełnym obnażeniu wszystkich postaci, w kolejnej i haniebnej intymności matki i córek z «opatrznościowym« starcem. Miliony prostaków uwierzyło, bo nie uwierzyć nie umiało, w autentyczność tych dokumentów. A kiedy uwierzyli, otworzyła się przed nimi przepaść. Gdy mistyczna aureola nad pomazańcami bożymi rozwiała się w «pochabnej» mgle burdelu, w prostackich duszach stała się katastrofa największa, jaka się może w duszach wydarzyć po obaleniu wczorajszych bogów. Groźny pomruk, jeszcze tłumiony i przyduszony strachem, potoczył się po eurazyjskiej równinie, odbijając się ustokrotnionym echem przerażenia i gniewu”.

    Wędziagolski pisał: „Inteligencja łącznie z pospólstwem wierzyła wszystkiemu, bo sama stawała się pospólstwem”.

    Epilog znamy: rozstrzelanie całej rodziny carskiej – Mikołaja II, jego żony Aleksandry, ich czterech córek i synka. Egzekucja poprzedzona została – jak mawiał pewien praktyk działań dyfamacyjnych – „zniszczeniem fundamentów godnościowych” przysługujących ich statusowi.

    Czy dziś nie mamy do czynienia z podobną akcją, tym razem wymierzoną jednak w osobę samej Matki Bożej? Do tej pory nie była ona celem publicznych i tak wulgarnych ataków. Nawet osoby niewierzące często odczuwały wobec niej szacunek i cześć. Nikomu nie przychodziło do głowy, by rozpowszechniać jej wizerunek jako nierządnicy i ladacznicy. Teraz zaczyna się to zmieniać. Przecież przy produkcji owych bluźnierczych filmów pracowały całe rzesze ludzi. Mamy prawo przypuszczać, że walka z Maryją będzie się jeszcze zaostrzać. Do czego jednak zmierza ta kampania? Co będzie jej efektem? Czy znajdą się ci, którzy staną w obronie czci Przenajświętszej Maryi Panny?

    W tym kontekście jeszcze bardziej ujawnia się aktualność objawień fatimskich, a zwłaszcza nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Kiedy siostra Łucja notowała słowa dotyczące istoty każdej z owych pięciu comiesięcznych celebracji, nie były one wówczas tak oczywiste, jak stają się dziś, w obliczu tego, co obserwujemy obecnie.

    Nieprzypadkowo Benedykt XVI w 2010 roku w trakcie pielgrzymki do Portugalii powiedział: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona.”

    To jest przesłanie, które wymaga odczytania na nowo, zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się teraz.

    autor: Grzegorz Górny/źródło: wPolityce.pl/sekretariat fatimski.pl

    ——————————————————————————————————————–

    30 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    5 listopada – I Piątek Miesiąca zaproponowałem 33 dniowy okres ćwiczeń duchowych przygotowujących do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę, który zakończy się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP.

    Podany okres jest propozycją i nie wyklucza rozpoczęcia przygotowań w innym, dowolnym terminie. Nie powinno się też traktować przygotowań w sposób zabobonny. Ominięcie jednego, a nawet kilku dni z powodów losowych nie wyklucza kontynuowania rekolekcji, po nadrobieniu w skupieniu zaległych czytań i ćwiczeń duchowych. Przygotowania mają na celu przede wszystkim otwarcie się na działanie w nas Matki Bożej, poprzez zaangażowanie w modlitwę i rozważania, nie na samym wypowiadaniu ścisłej ilości modlitw w określonym terminie.

    • podaję link, gdzie można znaleźć potrzebne informacje:

    https://niewolnikmaryi.com/2019/03/24/33-dniowy-okres-cwiczen-duchowych-do-aktu-ofiarowania-sie-jezusowi-chrystusowi-przez-maryje-2/

    • również można znaleźć wersje książki online do:
      33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignon de Montfort – ks. Fryderyk Wilhelm Faber: https://www.duchprawdy.com/33 dni przygotowania wg traktatu sw ludwika.pdf

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC GRUDZIEŃ 2021

    Intencja ewangelizacyjna:

    • MÓDLMY SIĘ ZA KATECHETÓW, POWOŁANYCH DO GŁOSZENIA SŁOWA BOŻEGO – ABY BYLI JEGO ODWAŻNYMI I KREATYWNYMI ŚWIADKAMI Z MOCĄ DUCHA ŚWIĘTEGO.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – PANIE JEZU CHRYSTE, KTÓRY JESTEŚ TAK CZĘSTO NIEROZPOZNANY, PROSZĘ, ABY W ADWENTOWE DNI RORATNIE ŚWIATŁO ROZŚWIETLAŁO CIEMNOŚCI MOJEGO SERCA, BO BARDZO PRAGNĘ STAĆ SIĘ MIEJSCEM TWOICH NARODZIN.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstaje kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Serdecznie zapraszamy chętnych. Zgłosiło się już 15 osób, które chcą dołączyć do wspólnoty różańcowej.

    W Adwencie pragniemy pomóc naszym braciom w Libanie. Zebraną sumę przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czas na nowe okulary! – Pismo Święte jest dla każdego

    „Co może mi dać Księga napisana tysiące lat temu? Po co tracić czas na czytanie moralizujących tekścików?” – myślisz podobnie? Ja tak myślałem przez pierwsze 21 lat mojego życia.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Pismo Święte kojarzyłem głównie z wieczerzą wigilijną. Tylko wtedy wspólnie z rodziną czytaliśmy fragment Ewangelii. Był to jedynie miły akt tradycji, otwierający drzwi do uczty i prezentów, które już czekały pod choinką. Pismo Święte? Przecież to dla księdza albo moherowej babci w kościele. Dla mnie? Po co! Nie widziałem zupełnie sensu zagłębiania się w lekturę Biblii. Już sama jej objętość odstrasza. Nie dość całej sterty szkolnych lektur, tysięcy stron zapisanych mikroskopijnymi czcionkami?Dopiero w trakcie studiów poczułem znaczenie słów Pisma Świętego we własnym sercu. W beznadziei życia, braku perspektyw i bólu codzienności, Bóg przyszedł do mnie także przez słowa z Biblii. Dawniej myślałem, że Bóg jest odległą energią, której nie obchodzi mój los. Dzięki Pismu Świętemu pojąłem, że On jest Bogiem bliskim, dla którego jestem oczkiem w głowie.

    W Piśmie Świętym odkryłem miłosiernego Ojca, który nikogo nie przekreśla i zawsze czeka na powrót swoich zagubionych dzieci.

    Od kiedy na poważnie zacząłem zgłębiać wiarę katolicką, zrozumiałem, że wszystkie praktyki, które oferuje dziś tak bardzo wyśmiewany Kościół, mają za zadanie rozwijać moją relację z samym Stwórcą.

    Dotarło do mnie, że Bóg, przychodząc na świat w osobie Jezusa, pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Ciebie też. Każdego – bez wyjątku.

    „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

    Regularnie przyjmując Eucharystię, spowiadając się, modląc czy właśnie czytając Pismo Święte, zacząłem budować z Jezusem osobistą więź, która odmieniła moje życie.

    To dzięki temu, że otworzyłem w sercu drzwi dla Chrystusa, mógł On zacząć w nim porządki. Zabrał nienawiść, pychę, nieczystości, by w zamian dać pokój, radość, siłę ducha. To on ze zgliszczy mojego życia zbudował bezpieczny dom, dał mi kochającą żonę, cudne córeczki, świetną pracę, spełnianie marzeń i najważniejsze – możliwość bycia Jego uczniem.

    Pismo Święte już na samym początku drogi mojego nawrócenia pozwoliło mi zobaczyć świat oczami Boga. Swoją przygodę ze Słowem Życia zacząłem od Ewangelii. To dzięki niej dowiedziałem się, kim tak naprawdę jest Jezus, zacząłem Jego słowa i polecenia wcielać w moje życie i zauważać ich owoce.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może włożyć niedowidzący człowiek. Bez Boga i Jego słowa jesteśmy jak niewidomy, który błądzi w ciemnym lesie. Włożywszy słowo Boże na swoje oczy, przez jego pryzmat wreszcie możemy zobaczyć prawdziwe życie.

    Dawniej myślałem, że Bóg jest surowym ojcem, który tylko czyha na potknięcie człowieka, aby go ukarać.

    „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7).

    Wiecie, jakie sformułowanie pada w Biblii najczęściej? To nie: „kara”, „musicie” czy „nie wolno”. To: „nie lękajcie się”, „nie bójcie się”! Aż 365 razy, na każdy dzień roku, Bóg daje nam zapewnienie o swojej opiece. Z Nim nie musimy się bać. Z Nim każdy nasz problem staje się tylko małym problemikiem.

    Żeby odczuć działanie Boga w swoim życiu, trzeba Go po prostu do siebie zaprosić. Dopiero gdy poświęcimy swój czas Jezusowi, On może przy nas być. Wiem, że o wiele łatwiej jest poleżeć na kanapie, scrollując fejsa, ale czy nie warto się wysilić, aby mieć więcej?

    Tracąc w pokoju czas dla Jezusa – zyskujesz pokój ducha w sercu. Zamykając durne apki w smartfonie, otwierasz swoje serce dla Boga. Otwierając apkę z Pismem Świętym, zamykasz się na zło, ból i problemy.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może założyć niedowidzący człowiek.

    Nie chodzi o to, żebyś w 2 miesiące przeczytał całą Biblię, jęcząc z bólu. W Piśmie Świętym nie chodzi tylko o czytanie. Chodzi o przyjmowanie. Jeśli przyjmujesz to, co Bóg chce ci danego dnia powiedzieć, twoje życie napełnia się Jego obecnością.

    Zacznij od Ewangelii. Dobrą metodą jest także lektura czytań z danego dnia, które oferuje liturgia Kościoła. Pismo Święte masz w aplikacji na smartfona. Zajrzyj też do naszego niedzielnego Niezbędnika Katolika i daj się nareszcie poprowadzić Bogu.

    To nie będzie proste. Zły tak łatwo nie odpuszcza – na bank przyjdzie z lenistwem, brakiem czasu czy wyśmiewaniem ze strony znajomych. Rezygnując z podziwu świata, przyjmujesz propozycję Jezusa. Przyjmując ofertę Boga, rozpakowujesz prezent, który On sam przygotował dla ciebie już przy założeniu świata.

    Warto zaryzykować – to naprawdę się opłaca. Czasami wystarczy tylko dobrać odpowiednie okulary, aby zobaczyć coś znacznie wyraźniej.

    „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona

    zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15).

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    *********************************************************************

    2020.08.01 Bibbia. Sacra Scrittura
    fot. VATICAN NEWS

    ***

    Czy Słowo Boże ma moc

    czy to tylko „materiał do medytacji”?

    „Czy Słowo Boże ma moc? Tak, jeśli jest głoszone i nauczane z przekonaniem, wiarą, autorytetem i namaszczeniem Duchem Świętym i jeśli mamy pewność, że jest prawdziwe i niezawodne”, pisze na łamach tygodnika „Gość Niedzielny” ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Kapłan komentując fragment Listu do Hebrajczyków, który wierni usłyszą w niedzielę podczas Mszy Świętej zastanawia się, jakie podejście dominuje we współczesnym świecie w stosunku do Pisma Świętego. Czy Słowo Boże jest „pokarmem dla myśli? Materiałem do medytacji? Jedną z wielu opinii? Przestarzałym mity?”. Czy można je „brać dosłownie”? Czy można je „dostosowywać do naszych czasów?”.

    Ks. Skrzypczak ubolewa, że w przekonaniu znacznej grupy wiernych i niewiernych Pismo Święte jest uważane za „zestaw starożytnych dokumentów, oczywiście fascynujących, ale pozbawionych nadprzyrodzonej ważności, którego nikt już nie może zrozumieć z wyjątkiem specjalistów”.

    „Jakie to smutne, że Słowo Boże zostało zakryte dla tak wielu! Ono jest ogniem, skałą, mocą, liną ratunkową, pilnym ostrzeżeniem, źródłem ratującej życie wiedzy, kluczem do szczęścia i głębokim listem miłosnym od Boga do nas. Powinniśmy je pożeraćIlekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15,16)”, pisze duchowny.

    Autor zwraca również uwagę, że List do Hebrajczyków moc Słowa Bożego zawartą w jego głoszeniu nazywa mieczem Ducha i ten właśnie miecz jest naszą bronią do walki nie tylko z ludzkimi wadami i grzechem, ale i z samym demonem.

    „Słowo Boże, przenikające serca grzeszników, wypędza skłębione masy grzechów i demonów. (…) Czas przestać chwiać się na obie strony. Jeśli mamy być lojalni wobec Chrystusa, musimy sięgać po miecz Ducha. I uderzać z mocą opasłego i ospałego despotę zatruwającego nas i nasz Kościół grzechem, fałszem i egoizmem”, podsumowuje ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej

    „Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny” – mówi znany polski biblista, a obecnie tłumacz nowego biblijnego przekładu z hebrajskiego „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi” ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    fot.Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Dorota Giebułtowicz (KAI): Spotykamy się z okazji promocji przekładu przez Księdza Profesora „Księgi Dwunastu. Prorocy mniejsi”. Proszę powiedzieć, jak zrodził się pomysł nowego przekładu Biblii z języka hebrajskiego?

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Pismo Święte, jeśli chodzi o kanon Starego Testamentu, zostało utrwalone w trzech językach: hebrajskim, aramejskim i greckim, a jeśli chodzi o kanon Nowego Testamentu – w języku greckim. Moja przygoda translatorska zaczęła się w 1979 r. w Jerozolimie podczas studiów na Uniwersytecie Hebrajskim. Wtedy po raz pierwszy miałem możliwość skonfrontowania swojej wiary i wiedzy z żydowską egzegezą ksiąg świętych. Księga Jonasza, krótka i stosunkowo łatwa, którą wspólnie czytaliśmy i objaśnialiśmy, została nam przedstawiona z żydowskiej perspektywy. Zabrałem się za jej przekład na język polski i później wiele razy do niego wracałem, przede wszystkim podczas wykładów.

    Przez 35 lat wykładałem, od 1987 r. w Akademii Teologii Katolickiej, z której w 1999 r. utworzono Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a przez 9 lat także na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podczas wykładów specjalistycznych na temat Biblii trzeba było sięgać do tekstu oryginalnego. W tych warunkach powstawały krótsze lub dłuższe fragmenty przekładów poszczególnych ksiąg. Szczególną zachętą stały się prośby kierowane ze strony świeckich podczas konferencji biblijnych, które prowadziłem od 1986 roku do wybuchu pandemii. Kiedy czytaliśmy i objaśnialiśmy księgi biblijne, oczywiście w przekładzie, wskazywałem słuchaczom, że w tym czy innym miejscu należałoby przełożyć inaczej. W odpowiedzi pojawiały się sugestie, bardzo zasadne, że „jeżeli ksiądz tak uważa, to niech ksiądz sam to przełoży”. Ale dopiero gdy rozpoczęła się pandemia, paradoksalnie, miałem więcej czasu i mogę go poświęcić tłumaczeniu ksiąg świętych.

    KAI: „Księga Dwunastu” zapoczątkowuje nowy przekład z hebrajskiego całego Starego Testamentu. Proszę powiedzieć, dlaczego pojawia się nowy przekład i co jest jego podstawą?

    – Podstawą obecnego przekładu jest „Biblia Hebraica Quinta”, czyli Biblia Hebrajska Piąta. Numer oznacza piąte wydanie krytyczne, które opiera się na rękopisie Biblii Hebrajskiej, znanym jako Kodeks Leningradzki (od miejsca przechowywania). Jest to rękopis, który powstał w latach 1008 – 1009; w Polsce panował wtedy książę Bolesław Chrobry. Kodeks Leningradzki zachował się w stanie bardzo dobrym, ale po tysiącu lat są i tam miejsca mniej czytelne. Wydanie nazwane BHQ ma tę wielką zaletę, że zawiera warianty rozpoznane w żmudnym procesie porównywania tekstu Kodeksu Leningradzkiego z innymi zachowanymi tekstami, zarówno hebrajskimi i aramejskimi, czyli oryginalnymi, jak i z przekładami, z których trzy starożytne mają szczególne znaczenie: Septuaginta – przekład ksiąg świętych na język grecki, Peszitta – przekład na język syryjski oraz Wulgata – przekład na język z łaciński. Wielkie znaczenie mają też świadectwa tekstu Biblii odnalezione w Qumran i innych miejscach na Pustyni Judzkiej, na zachód od Morza Martwego. Wszystko to składa się na panoramę oryginalnego tekstu, który jest kanoniczny, czyli normatywny dla wiary. To najnowsze wydanie krytyczne ukazuje się dopiero od kilkunastu lat w postaci zeszytów, które zawierają tekst poszczególnych ksiąg. Dotąd opublikowano około 50% tekstu Biblii Hebrajskiej i prace wciąż trwają.

    KAI: Na jakie trudności natknął się Ksiądz Profesor podczas tłumaczenia?

    – W całej Biblii Hebrajskiej występuje nieco ponad 5 tysięcy różnych słów, lecz jedno słowo hebrajskie może mieć wiele znaczeń, np. „amar” znaczy „mówić”, „powiedzieć”, „polecić”, „nakazać”, „odpowiedzieć” itd. Wiele ważnych słów bywa tłumaczone niepoprawnie, np. „cawah” znaczy „przykazać”: „Bóg przykazał Adamowi”. To jest pierwsze przykazanie na kartach Biblii, a w przekładach na polski występuje: „Bóg rozkazał…”. Zatem czy przykazanie dające życie czy obraz Boga jako generała?

    Mamy także do czynienia z innymi trudnościami, z którymi nie jest łatwo się uporać. Weźmy zdanie: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich” – tak jest po hebrajsku. Tymczasem w pięciu kolejnych wydaniach Biblii Tysiąclecia czytamy: „Stworzył mężczyznę i kobietę”. Jest to zasadnicza różnica, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych debat wokół antropologii. Trzeba dodać, że mamy w tym miejscu osobliwe słowa hebrajskie. Kto odrobinę zetknął się z hebrajskim, wie, że mężczyzna to „isz”, a kobieta – „iszsza”. A tam nie ma tych słów! Są natomiast: „zakar” – to, co specyficznie męskie, przy czym język hebrajski jest bardzo konkretny i to słowo pochodzi od rdzenia, który oznacza „sztywny”, „mocny”, oraz „neqewa” – to, co specyficznie żeńskie, a słowo pochodzi od rdzenia „naqaw” – „dziurawić”, „perforować”. W innych miejscach Biblii, np. w opowiadaniu o potopie, gdzie te obydwa słowa występują w odniesieniu do zwierząt, tłumaczymy je: samiec i samica. Gdybyśmy chcieli pozostać na literalnym poziomie, trzeba by powiedzieć: „Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył; samcem i samicą stworzył ich”. Wielki nacisk jest położony na płeć, a więc i na cielesność. To jest fundament antropologii biblijnej, a zarazem podstawa tajemnicy Wcielenia! Bóg stał się człowiekiem, bo ludzkie ciało odwzorowuje coś z bezcielesnego Boga, a skoro Bóg stał się człowiekiem, to musiał wybrać płeć. Uważam, że czytelnik Biblii powinien otrzymać w przypisie krótką notę, że w języku hebrajskim mamy tu silny nacisk na płciowość i związaną z nią cielesność. Mój przekład jest adresowany do tych, którzy interesują się Pismem Świętym i chcieliby mieć wierny przekład z hebrajskiego. Nie ma w nim żadnych wstawek, które pochodzą spoza tego języka.

    KAI: W czasie promocji „Księgi Dwunastu” prezentowano także inną nową publikację Oficyny Vocatio: „Kanon Biblii. Źródła, przekaz, znaczenie” Lee Martina McDonalda. Czy istnieje tylko jeden kanon Starego Testamentu?

    – Dla wyznawców judaizmu kanonem jest Biblia Hebrajska składająca się z trzech zbiorów: Tora, Prorocy (Neviim) i Pisma (Ketuvim), określana jako TaNaK – to akronim utworzony od początkowych liter tych trzech części. Wyznawców prawosławia nie interesuje tekst hebrajski – Starym Testamentem prawosławnych jest Septuaginta, czyli przekład Biblii Hebrajskiej na język grecki, który powstał w III i II wieku przed Chr. Wkrótce do niego zostały dodane księgi napisane pierwotnie po grecku, albo przetłumaczone z hebrajskiego na grekę, ale do kanonu Biblii Hebrajskiej nie weszły. Prawosławni, których na świecie są setki milionów, nie zajmują się studiami nad Biblią Hebrajską, tak jak my się zajmujemy. Ich kanon Biblii opiera się na Septuagincie, plus oczywiście księgi Nowego Testamentu.

    Jeśli chodzi o pozostałe wyznania chrześcijańskie, to my, katolicy, przyjmujemy kanon ksiąg Starego Testamentu za Septuagintą, tak jak prawosławni, ale w odróżnieniu od nich te księgi, które wchodzą w skład Biblii Hebrajskiej tłumaczymy z hebrajskiego i aramejskiego, a nie z greckiego. To nastręcza niemałe problemy hermeneutyczne, który dają o sobie znać na przykład w Biblii Tysiąclecia: podając przekład z hebrajskiego, w wielu miejscach zaznacza się: „przekład za Septuagintą”.

    KAI: Czy chrześcijanie i wyznawcy judaizmu uznają jeden kanon?

    – Jeśli chodzi o kanon chrześcijański i żydowski to rozbrat nastąpił w I wieku, po roku 70 po Chrystusie, w rezultacie zburzenia świątyni jerozolimskiej. Na bazie religii biblijnego Izraela, którą chrześcijanie traktują jako Stary Testament, wyłoniły się dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Obie istnieją do dnia dzisiejszego. Te dwie wspólnoty religijne od samego początku współdziałały we wzajemnym oddalaniu się od siebie, co widać również w stosunku każdej z nich do kanonu ksiąg świętych. Rozdźwięk powiększył się od VI wieku, gdy do tekstu spółgłoskowego, jakim była zapisana Biblia Hebrajska, dodawano samogłoski i inne znaki, czego dokonali uczeni żydowscy, których nazwano masoretami. Tak powstała Biblia Masorecka. Chociaż masoreci utrwalali tradycyjną wymowę, przyjętą we wspólnotach żydowskich, jednak dodanie samogłosek dało niemałe pole do interpretacji dyskretnie włączonej do samego tekstu.

    Spór o Biblię osłabł, gdy w chrześcijaństwie, poczynając właśnie od V i VI wieku, pojawiła się Biblia łacińska. Przekład całego Pisma Świętego dokonany przez św. Hieronima otrzymał nazwę Wulgata i co się tyczy Starego Testamentu opierał się na Biblii Hebrajskiej. Początkowo dzieło św. Hieronima zostało odrzucone, bo powiedziano: przecież Biblią chrześcijan jest Septuaginta! Co więcej, Hieronim zaczął tłumaczyć Stary Testament z Septuaginty, ale gdy udał się do Betlejem i nauczył się hebrajskiego, zmienił zdanie i dokonał przekładu z hebrajskiego. Kościół nie chciał przez około sto lat przyjąć jego przekładu! Mówiono: hebrajski to język Biblii Żydów, jednak ponieważ łacina św. Hieronima była piękna, klasyczna, a znajomość greckiego na zachodzie Europy poszła w niepamięć, rychło Biblia Hieronima stała się Biblią Kościoła katolickiego, łacińskiego. I tak było do Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Gdy dzisiaj słyszymy o kontrowersjach, które dotyczą Mszy łacińskiej, to na drugim planie dotyczą one również Wulgaty.

    KAI: A jaki jest kanon Biblii uznawany przez protestantów?

    – Rzecz z kanonem jeszcze bardziej się skomplikowała, gdy na początku XVI wieku, w kontekście Reformacji, protestanci co się tyczy Starego Testamentu poszli w kierunku kanonu żydowskiego, czyli Biblii Hebrajskiej. Uznali, że ich kanon obejmuje księgi napisane i zachowane tylko po hebrajsku i aramejsku, oraz Nowy Testament. Ze strony katolickiej widziano w tej decyzji judaizacje chrześcijaństwa. My, katolicy, pozostaliśmy przy Wulgacie i tak trwało to do naszych czasów.

    Problem, z którym zmaga się dzisiaj tłumacz Biblii, polega na tym, że jako katolicy mamy liczbę ksiąg świętych za Biblią Grecką, czyli za Septuagintą, natomiast od Soboru Watykańskiego II obowiązuje polecenie, by tłumaczyć z języków oryginalnych, czyli opierać się na kanonie Biblii Hebrajskiej, a z greki przekładać tylko te księgi, które zostały do niej, jako tzw. wtórnokanoniczne, bądź deuterokanoniczne, dodane około dwa tysiące lat temu.

    KAI: W jakim stopniu Stary Testament jest obecny w nauczaniu współczesnego Kościoła katolickiego?

    – W moim przekonaniu wbrew temu, o czym mówiło się tuż po Soborze Watykańskim II jako „wiośnie biblijnej”, we współczesnym Kościele, niestety, odchodzi się od Biblii. Odchodzi się w zarówno w nauczaniu doktrynalnym, jak i moralnym. Weźmy sprawę związków jednopłciowych i zjawisko homoseksualizmu – w tych kwestiach powoływania się na Biblię w zasadzie obecnie nie ma, a tam, gdzie się pojawia, Biblia jest poddawana interpretacyjnej wiwisekcji. Dam tylko jeden przykład. Wszyscy wiemy, co znaczy określenie „Sodoma i Gomora” i pochodzące od niego słowo „sodomia” i „sodomici”. Tymczasem co się coraz częściej przemyca do nauczania kościelnego? – Objaśnienie, że występek mieszkańców Sodomy i Gomory polegał na braku gościnności, bo niegościnnie obeszli się z przybyszami, inaczej imigrantami. Przykłady można mnożyć. Powrót do Biblii i troska o poprawną wykładnię jej orędzia jest dzisiaj bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej. Biblia staje się ofiarą poprawności politycznej. Coraz częściej normą katolickiej wiary oraz teologii i moralności nie jest Biblia i długa tradycja Kościoła, zapoczątkowana przez autorów Nowego Testamentu, Ojców Kościoła, pisarzy i teologów, lecz psychologia, socjologia, „wsłuchiwanie się”, „rozeznawanie”, analiza słupków popularności, natomiast kanon Biblii schodzi na daleki plan, jest niewygodny, a więc i niepotrzebny.

    KAI: Jak zachęcić wiernych do czytania Starego Testamentu? Czy to nie jest za trudna lektura, czy może trzeba ją czytać z komentarzem?

    – Nie można zachęcać inaczej, jak tylko przez pokazywanie, czym jest Biblia i co ona zawiera. W Biblii jest mnóstwo ciekawych rzeczy, zarówno o charakterze historycznym, literackim, kulturowym, psychologicznym, społecznym, jak i przede wszystkim o charakterze religijnym i teologicznym. Wierni tego potrzebują, ale i niewierzący też tego potrzebują. Do nich również można trafić, przypominając że Biblia jest korzeniem i fundamentem kultury europejskiej. Nie sposób wejść do muzeum czy galerii, pójść do sali koncertowej, sięgnąć po najlepsze europejskie tradycje piśmiennicze, by nie zobaczyć nawiązywania do Biblii. Pismo Święte jest czymś znacznie więcej niż księgą adresowaną do wierzących. Niezliczona liczba dzieł sztuki i literatury po prostu oddycha Biblią.

    KAI: Którą z ksiąg Proroków Mniejszych poleciłby Ksiądz Profesor do przeczytania indywidualnie?

    – Każda z tych ksiąg jest inna. Pochodzą z różnych epok historycznych, począwszy od VIII wieku aż do III wieku przed Chrystusem, czyli powstawały przez pół tysiąca lat. Mają własne dzieje przedliterackie, czyli przedpiśmienne. Obejmują różne gatunki literackie, bo jest w nich proza, poezja, modlitwa, głęboki namysł teologiczny, refleksja nad obecnością Boga w dziejach, ale są też rozmaite aluzje nawiązujące do historii i realiów starożytnego Izraela. Bardzo trudno zalecić lekturę jednej księgi komuś, kogo się nie zna. Trzeba poznać jego zainteresowania, czy mają one charakter religijny i moralny czy raczej kulturowy, społeczny, historyczny i psychologiczny – w zależności od tego można zaproponować lekturę tej czy innej księgi.

    KAI: A jaka jest ulubiona księga Księdza Profesora?

    – Moją ulubioną księgą jest Księga Hioba. Do jej przekładu właśnie się zabieram. Uważam, że ta księga najgłębiej wyraża ludzkie dylematy związane z cierpieniem i śmiercią. A teraz, w okresie pandemii, lektura dobrze przełożonej i objaśnionej Księgi Hioba jest nam wszystkim bardzo potrzebna.

    KAI: Dziękuję za rozmowę.

    ***

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski (ur. 1951) – duchowny katolicki, profesor nauk teologicznych; wykładowca na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej (1987-1999) i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (1999-2021) oraz na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (2001-2010); w latach 1990-2020 redaktor naczelny najstarszego kwartalnika teologów polskich „Collectanea Theologica”; w latach 2003-2013 przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich; założyciel i redaktor naczelny kilku serii wydawniczych, np. „Prymasowska Seria Biblijna” i „Rozprawy i Studia Biblijne”; autor około 40 książek i ponad 3000 artykułów naukowych, popularnonaukowych, wywiadów i innych; przewodnik ponad 150 pielgrzymek do Ziemi Świętej i krajów biblijnych; laureat watykańskiej Nagrody Ratzingera (2014).

    „Księga Dwunastu (Prorocy mniejsi)”, przekład i wstępy: ks. prof. Waldemar Chrostowski. Oficyna Wydawnicza Vocatio, Warszawa 2021.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    fot. katedra. Radom.pl

    ***

    W miesiącu listopadzie każdego dnia odprawiana jest Msza św. w intencji zmarłych,

    których imiona otrzymałem od Was na kartkach i również w intencji tych zmarłych,

    z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole.

    ***

    Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;

    Do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,

    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.

    O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!

    **************************

    Modlitwa św. Gertrudy z Helfty za zmarłych przebywających w czyśćcu:

    Ojcze Przedwieczny,
    ofiaruję Ci najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,
    Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
    w połączeniu ze wszystkimi Mszami świętymi
    dzisiaj na całym świecie odprawianymi,
    za dusze w czyśćcu cierpiące, za umierających,
    za grzeszników na świecie,
    za grzeszników w Kościele powszechnym,
    za grzeszników w mojej rodzinie,
    a także w moim domu.
    Amen.

    (Św. Gertruda zmarła przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami i przez ostatnie lata życia ciężko chorowała. Doświadczane cierpienia ofiarowywała przede wszystkim za zmarłych, bo tak bardzo pragnęła, aby dusze czyśćcowe mogły wejść jak najszybciej do Bożego Królestwa. Dlatego poprosiła Pana Jezusa o specjalną modlitwę w tej intencji. Chrystus Pan spełnij jej prośbę i podyktował powyższe słowa dołączając obietnicę, że odmówienie tej modlitwy uwolni z czyśćca za jednym razem tysiąc dusz.)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA 4 listopada – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU OD GODZ. 20.00 DO 21.00

    W PIERWSZOCZWARTKOWY WIECZÓR MODLĄC SIĘ W INTENCJI KAPŁANÓW – W TYM LISTOPADOWYM MIESIĄCU SZCZEGÓLNIE POLECAMY BOŻEMU MIŁOSIERDZIU PREZBITERÓW, KTÓRZY JUŻ PRZESZLI PRZEZ PRÓG ŚMIERCI DO ŻYCIA WIECZNEGO A KTÓRYCH SPOTKALIŚMY NA DROGACH NASZEGO ŻYCIA.

    _______________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA 5 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    OD GODZ. 12.00 DO 15.00 – EUCHARISTIC ADORATION (PARISH OF ST. PETER)

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.30

    Dzisiejszy człowiek bardzo potrzebuje powrotu do serca:

    do Najświętszego Serca Pana Jezusa i do swojego serca.

    Adobe.Stock

    ***

    Papież Franciszek mówiąc o nowej ewangelizacji Kościoła tłumaczy, że ona nie polega na ignorowaniu wszystkiego, co do tej pory było obecne w duszpasterstwie. Nowe formy ewangelizacyjne nie mogą tworzyć nowego Kościoła – alternatywnego, obok tego, który jest. Wyzwaniem, którego nie można pominąć i nie zauważyć – jest na nowo ożywić nasze wspólnoty parafialne. Takim skarbem zapomnianym są, między innymi, pierwsze piątki miesiąca. Odkryjmy na nowo wciąż aktualne przesłanie naszego Pana Jezusa Chrystusa do nabożeństwa Jego Najświętszego Serca. Przecież to jest pragnienie samego Boga, które wyraził wraz z prośbą w objawieniach św. Małgorzacie Marii Alacoque. Dwanaście obietnic Jezusowego Serca jak bardzo są nam dziś potrzebne w codziennym życiu, a którymi Pan Bóg przecież pragnie obdarzać czcicieli Jego Serca.

    Dzisiejszego dnia zachęcam również do rozpoczęcia 33 dniowego okresu ćwiczeń duchowych przygotowujących do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę, który zakończy się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP.

    Podany okres jest propozycją i nie wyklucza rozpoczęcia przygotowań w innym, dowolnym terminie. Nie powinno się też traktować przygotowań w sposób zabobonny. Ominięcie jednego, a nawet kilku dni z powodów losowych nie wyklucza kontynuowania rekolekcji, po nadrobieniu w skupieniu zaległych czytań i ćwiczeń duchowych. Przygotowania mają na celu przede wszystkim otwarcie się na działanie w nas Matki Bożej, poprzez zaangażowanie w modlitwę i rozważania, nie na samym wypowiadaniu ścisłej ilości modlitw w określonym terminie.

    • podaję link, gdzie można znaleźć potrzebne informacje:

    https://niewolnikmaryi.com/2019/03/24/33-dniowy-okres-cwiczen-duchowych-do-aktu-ofiarowania-sie-jezusowi-chrystusowi-przez-maryje-2/

    • również można znaleźć wersje książki online do:
      33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignon de Montfort – ks. Fryderyk Wilhelm Faber: https://www.duchprawdy.com/33 dni przygotowania wg traktatu sw ludwika.pdf

    ——————————————————————————————————————–

    1 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    W czwarty piątek każdego miesiąca w kaplicy sióstr Benedyktynek w Largs jest całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu od godz. 21.00 i kończy się Mszą św. o godz. 05.00

    (NASTĘPNA NOCNA ADORACJA BĘDZIE W STYCZNIU 2022 ROKU)

    SOBOTA 20 LISTOPADA

    O GODZ. 10.00 – GODZINKI KU CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY ROZPOCZYNAJĄCE SPOTKANIE BIBLIJNE W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO NA TEMAT: KOBIETY W PIŚMIE ŚWIĘTYM (NASTĘPNE SPOTKANIE – W SOBOTĘ 18 GRUDNIA GODZ. 10.00)

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ PO RAZ PIERWSZY DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z NIEDZIELI CHRYSTUSA KRÓLA – GODZ. 18:00

    ***

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W INTENCJI DUSZ, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA DOSTĄPIŁY WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.

    ——————————————————————————————————————–

    16 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    Adam Chmielowski (św. Brat Albert)Ecce Homo olej na płótnie 1879 sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta, Kraków
    Ecce Homo – obraz olejny namalowany na płótnie w 1879 roku przez Adama Chmielewskiego, który stał się św. Bratem Albertem.
    Obraz znajduje się w sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie

    __________________________

    OSTATNIA NIEDZIELA ROKU LITURGICZNEGO 21 LISTOPADA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ___________________________________________________

    Litania do Chrystusa Króla

    Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas
    Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami,
    Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty Boże,
    zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże,
    zmiłuj się nad nami.

    Chryste Królu, Boże z Boga, Światłość ze Światłości,
    przyjdź królestwo Twoje.
    Chryste Królu, Obrazie Boga niewidzialnego,
    Chryste Królu, w którym wszystkie rzeczy stworzone są,
    Chryste Królu, przez którego świat jest stworzony,
    Chryste Królu, z Dziewicy zrodzony,
    Chryste Królu, prawdziwy Boże i prawdziwy Człowiecze,
    Chryste Królu, uwielbiony przez pastuszków i Trzech Króli,
    Chryste Królu, Prawodawco najwyższy,
    Chryste Królu, Źródło i Wzorze wszelkiej świętości,
    Chryste Królu, Drogo nasza, Prawdo i Życie nasze,
    Chryste Królu, któremu jest dana wszelka władza na niebie i na ziemi,
    panuj nad duszami.
    Chryste Królu, Kapłanie przedwieczny,
    Chryste, Królu rozumu,
    Chryste, Królu woli,
    Chryste, Królu cierpienia, cierniem ukoronowany,
    Chryste, Królu pokory przez urąganie szkarłatem odziany,
    Chryste Królu, Oblubieńcze dziewic,
    Chryste Królu, który w Marii Magdalenie uczciłeś życie pokutne,
    Chryste Królu, którego królestwo nie jest z tego świata,
    Chryste Królu, przez królewski dar Twojej Miłości, Eucharystię świętą,
    Chryste Królu, Arcydzieło wszechmocy Ojca i miłości Ducha Świętego,
    panuj nad rodzinami.
    Chryste Królu, który podniosłeś małżeństwo do godności sakramentu,
    Chryste Królu, któryś uczynił pierwszy cud na godach w Kanie Galilejskiej,
    Chryste Królu, Przyjacielu dzieci,
    Chryste Królu, który przez swe życie ukryte w Nazarecie dałeś przykład rodzicom i dzieciom,
    Chryste Królu, który przez pracę rąk Twoich uszlachetniłeś i uświęciłeś naszą pracę,
    Chryste Królu, który wskrzesiłeś z umarłych i oddałeś rodzinie młodzieńca z Nain, córkę Jaira i przyjaciela swego Łazarza,
    Chryste Królu, który przebaczyłeś grzesznej niewieście,
    Chryste Królu, przez Twoją miłość dla Maryi i Józefa,
    Chryste, Królu królów i Panie nad panami,
    panuj nad narodami.
    Chryste, Królu wieków nieśmiertelny,
    Chryste, Królu chwały wiecznej,
    Chryste Królu, Książę pokoju,
    Chryste Królu, który na swych ramionach nosisz znamię panowania,
    Chryste Królu, którego królestwu nie będzie końca,
    Chryste Królu, który zasiadasz nad cherubinami,
    Chryste Królu, przez miłość, jaką we wszystkich czasach świadczyłeś narodom, które Ci były wierne,
    panuj nad swymi nieprzyjaciółmi.
    Chryste Królu, który „strącasz władców z tronu a wywyższasz pokornych”,
    Chryste Królu, który druzgoczesz królów w dniu gniewu Twego,
    Chryste Królu, który śmiercią na krzyżu piekło pokonałeś,
    Chryste Królu, który zmartwychwstaniem Twoim śmierć zwyciężyłeś,
    Chryste Królu, który przyjdziesz sądzić żywych i umarłych,
    Chryste Królu, w dniu Twojej potęgi, w chwale świętych Twoich,
    Chryste Królu, przez Twoją modlitwę na krzyżu: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    P. Królestwo Jego rozszerzać się będzie.
    W.
     A pokój trwać będzie bez końca.

    P. Módlmy się: Wszechmogący, wiekuisty Boże, który wszystko odnowić chciałeś przez Syna Twego, Króla wszechświata, racz w dobroci Twojej sprawić, aby wszystkie narody, rozdzielone przez grzech, poddały się słodkiej władzy Twojej. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków.
    W.
     Amen.

    ——————————————————————————————————————–

    17 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    PONIEDZIAŁEK 22 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    KATECHIZACJA DLA DOROSŁYCH O GODZ. 18.00

    PORADNIA RODZINNA OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ——————————————————————————————————————–

    18 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    WTOREK 23 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 18.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ W INTENCJI DUSZ, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA DOSTĄPIŁY WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ——————————————————————————————————————–

    19 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    PIĄTEK 26 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    ——————————————————————————————————————–

    22 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    W czwarty piątek każdego miesiąca w kaplicy sióstr Benedyktynek w Largs jest całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu od godz. 21.00 i kończy się Mszą św. o godz. 05.00

    (NASTĘPNA NOCNA ADORACJA BĘDZIE W STYCZNIU 2022 ROKU)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    _______________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LISTOPAD 2021

    Intencja powszechna:

    – MÓDLMY SIĘ, ABY OSOBY CIERPIĄCE NA DEPRESJĘ ALBO BURNOUT ZNAJDOWAŁY U WSZYSTKICH WSPARCIE I ŚWIATŁO, OTWIERAJĄCE NA ŻYCIE.

    PAPIEŻ FRANCISZEK ZACHĘCA NAS W TYM LISTOPADOWYM MIESIĄCU DO MODLITWY ZA OSOBY CIERPIĄCE NA DEPRESJĘ I WYPALENIE. ZWRACA UWAGĘ, ABY KONIECZNIE WSPIERAĆ I OKAZYWAĆ BLISKOŚĆ TAKIM OSOBOM.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BOŻA NIEPOKALANA MATKO, W ZJEDNOCZENIU Z CAŁYM KOŚCIOŁEM, POLECAM TWOJEMU WSTAWIENNICTWU DUSZE, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, DOSTĄPIŁY WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.  

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstaje kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Serdecznie zapraszamy chętnych. Zgłosiło się już 15 osób, które chcą dołączyć do wspólnoty różańcowej.

    W Adwencie pragniemy pomóc naszym braciom w Libanie. Zebraną sumę przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    __________________________________________

    Na kończący się LITURGICZNY ROK warto przypomnieć cytaty z “Dzienniczka” św. siostry Faustyny Kowalskiej opisujące ponowne przyjście Pana Jezusa na Ziemię:

    Nie pozwolę się tak pochłonąć wirom pracy, aby zapomnieć o Bogu. Wszystkie wolne chwile spędzę u stóp Mistrza utajo­nego w Najświętszym Sakramencie. On mnie uczy od najmłodszych lat. (82)

    Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, będą wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym. (83)

    Dzień 25 marca. (…) ja dałam Zba­wiciela światu, a ty masz mówić światu o Jego wielkim miłosierdziu i przygotować świat na powtórne przyjście Jego, który przyj­dzie nie jako miłosierny Zbawiciel, ale jako Sędzia sprawiedliwy. O, on dzień jest straszny. 

    Postanowiony jest dzień sprawiedliwości, dzień gniewu Bożego, drżą przed nim aniołowie. Mów duszom o tym wielkim miłosierdziu, póki czas zmiłowania; jeżeli ty teraz mil­czysz, będziesz odpowiadać w on dzień straszny za wielką liczbę dusz. Nie lękaj się niczego, bądź wierna do końca, ja współczuję z tobą. (635)

    + Wrzesień. Pierwszy piątek. Wieczorem ujrzałam Matkę Bożą, z obnażoną piersią i zatkniętym mieczem, rzewnymi łzami płaczącą, i zasłaniała nas przed straszną karą Bożą. Bóg chce nas dotknąć straszną karą, ale nie może, bo nas zasłania Matka Boża. Lęk straszny przeszedł przez moją duszę, modlę się nieustannie za Polskę, drogą mi Polskę, która jest tak mało wdzięczna Matce Bo­żej. Gdyby nie Matka Boża, na mało by się przydały nasze zabiegi. (686)

    W pewnej chwili, kiedy przechodziłam korytarzem do kuchni, usłyszałam w duszy te słowa: Odmawiaj nieustannie tą koronką, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wiel­kiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesz­nikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronką, dostąpi łaski z nies­kończonego miłosierdzia mojego. Pragnę, aby poznał świat cały mi­łosierdzie moje; niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufa­ją mojemu miłosierdziu.(687)

    W pewnej chwili usłyszałam te słowa: Córko moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrz­ności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łas­ki; niech się nie lęka zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grze­chy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie moje jest tak wielkie, że przez cala wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia mego. Każda dusza w stosunku do mnie rozważać będzie przez wiecz­ność całą miłość i miłosierdzie moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności (139) moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego. (699)

    Wtem usłyszałam glos podczas odmawiania tej koronki: O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę, wnętrzności miłosierdzia mego poruszone są dla odmawiających tę koronką. Zapisz te słowa, córko moja, mów świa­tu o moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione mi­łosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas, niech uciekają się do źródła miłosierdzia mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła. O dusze ludzkie, gdzie się schronicie w dzień gniewu Bo­żego? (848)

    Dziś zbudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, ja­koby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczę­łam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody; wtem usły­szałam te słowa: Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie. Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa: Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą moją. (1731)

    Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje. (1732)

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1209312038.jpg

    … Na całym świecie znany jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego, wykonany przez krakowskiego malarza Adolfa Hyłę. Mało kto wie, że artysta ten namalował jeszcze inny obraz, który staje się na naszych oczach obrazem słynącym z łask i cudownych uzdrowień. Jest to wizerunek Pana Jezusa Promieniującego, zwany popularnie obrazem Najświętszej Duszy Chrystusowej.

    Obraz został namalowany według wizji, jaką miała w roku 1919 Sługa Boża Paula Zofia Tajber, założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Na modlitwie ujrzała promienną postać Jezusa, który powiedział: Najmilsza, oddaję ci Duszę Moją Boską ku uczczeniu, byś Ją i Jej żądania przekazała światu całemu. Promienie światła, przenikające Jego postać, najpotężniej wychodziły z Jego piersi, tworząc jakby krąg słońca.

    Obejmowały nie tylko ludzi będących w kościele, lecz przebijały się przez mury świątyni i falami trafiały w ludzi przechodzących obok kościoła. Artysta to rozchodzenie się światła z Duszy Chrystusowej na ludzkie dusze przedstawił na obrazie w formie promieni przenikających przeźroczyste kółka, które symbolizują dusze ludzkie.

    Według pragnień Matki Założycielki obraz Duszy Chrystusa Pana miał być dla współczesnych ludzi, zagubionych w materializmie, gorącą zachętą do zwrócenia uwagi na wartości duchowe. Przede wszystkim miał przypominać człowiekowi, iż posiada duszę nieśmiertelną, odkupioną Przenajdroższą Krwią Zbawiciela Świata.

    Tygodnik Niedziela/ fragment artykułu – Dusza Chrystusa Pana

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    fot. katedra. Radom.pl

    ***

    W miesiącu listopadzie każdego dnia odprawiana jest Msza św. w intencji zmarłych,

    których imiona otrzymałem od Was na kartkach i również w intencji tych zmarłych,

    z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole.

    ***

    Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;

    Do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,

    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.

    O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!

    **************************

    Modlitwa św. Gertrudy z Helfty za zmarłych przebywających w czyśćcu:

    Ojcze Przedwieczny,
    ofiaruję Ci najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,
    Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
    w połączeniu ze wszystkimi Mszami świętymi
    dzisiaj na całym świecie odprawianymi,
    za dusze w czyśćcu cierpiące, za umierających,
    za grzeszników na świecie,
    za grzeszników w Kościele powszechnym,
    za grzeszników w mojej rodzinie,
    a także w moim domu.
    Amen.

    (Św. Gertruda zmarła przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami i przez ostatnie lata życia ciężko chorowała. Doświadczane cierpienia ofiarowywała przede wszystkim za zmarłych, bo tak bardzo pragnęła, aby dusze czyśćcowe mogły wejść jak najszybciej do Bożego Królestwa. Dlatego poprosiła Pana Jezusa o specjalną modlitwę w tej intencji. Chrystus Pan spełnij jej prośbę i podyktował powyższe słowa dołączając obietnicę, że odmówienie tej modlitwy uwolni z czyśćca za jednym razem tysiąc dusz.)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    W tym roku również można uzyskać odpusty dla zmarłych przez cały miesiąc listopad

    28 października 2021 roku Stolica Apostolska podała do wiadomości, że dekret z roku 2020 pozostaje utrzymany mocy także w tym roku. Oznacza to, że tradycyjny odpust za zmarłych będzie można uzyskać przez cały listopad 2021 roku.

    ODPUST ZA ZMARŁYCH
    fot. Karolina Misztal/Aleteia.pl

    ***

    Odpust jest darowaniem przez Pana Boga kary doczesnej za grzechy już odpuszczone co do winy. Odpusty są cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają od kary doczesnej). Odpusty te może zyskiwać każdy ochrzczony po spełnieniu odpowiednich warunków dla siebie lub ofiarowywać je za zmarłych.

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

    • Brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego (jeżeli jest brak całkowitej dyspozycji – zyskuje się odpust cząstkowy).
    • Stan łaski uświęcającej lub spowiedź sakramentalna.
    • Przyjęcie Komunii świętej.
    • Odmówienie modlitwy (np. “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Mario”) w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji samego papieża, choć i ta modlitwa jest bardzo wskazana; modlitwa związana z odpustem ma być skierowana w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież. Intencje te są ogłaszane, m.in. na stronach KAI, z kalendarzem na dany miesiąc).

    Spowiedź święta, Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego mogą być wypełnione w ciągu kilku dni przed lub po wypełnieniu czynności, z którą związany jest odpust; między tymi elementami musi jednak istnieć związek.

    Po jednej spowiedzi można uzyskać wiele odpustów zupełnych, natomiast po jednej Komunii świętej i jednej modlitwie w intencjach papieża – tylko jeden odpust zupełny.

    Kościół zachęca do ofiarowania odpustów za zmarłych (niekoniecznie muszą być to osoby nam znane, nie musimy wymieniać konkretnego imienia – wystarczy ofiarować odpust w intencji osoby zmarłej, która tego odpustu potrzebuje).

    Osoby starsze, chore i ci wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domu, mogą uzyskać odpust zupełny, jeśli tylko łącząc się duchowo z tymi wiernymi, którzy pobożnie nawiedzają kościół albo kaplicę czy cmentarz oraz wykluczając wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mając intencję kiedy to tylko będzie możliwe spełnić trzy zwyczajne warunki (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach Ojca Świętego), odmówią pobożnie modlitwy za zmarłych przed obrazem Pana Jezusa lub Najświętszej Maryi Panny (na przykład jutrznię i nieszpory z oficjum Liturgii godzin za zmarłych, Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i inne modlitwy za zmarłych bliskich ich sercu), albo jeśli podejmą medytacyjną lekturę jednego z fragmentów Ewangelii z liturgii za zmarłych, lub też jeśli wypełnią uczynki miłosierdzia poprzez ofiarowanie Bogu cierpień i niedogodności swego życia.

    Katolicka Agencja Informacyjna

    **************************************************

    Na ratunek duszom czyścowym! Jak uzyskać odpust?  - zdjęcie
    fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Na ratunek duszom czyścowym! Jak uzyskać odpust?

    Również w tym roku, ze względu na pandemię koronawirusa, Kościół umożliwia uzyskanie odpustu zupełnego dla dusz cierpiących w czyśćcu nie tylko w okresie 1-8 listopada, jak określają przepisy, ale przez osiem dobrowolnie wybranych dni listopada. Odpust ten można uzyskać poprzez pobożne nawiedzenie cmentarza oraz spełnienie zwykłych warunków odpustu.

    Aby uniknąć zgromadzeń dużej liczby wiernych na cmentarzach oraz w kościołach, Penitencjaria Apostolska wydała dekret przedłużający czas uzyskania odpustów za zmarłych na cały miesiąc. – Osoby nawiedzające cmentarz i modlące się za dusze wiernych zmarłych oraz spełniające zwykłe warunki odpustu zupełnego, w tym roku mogą uzyskać go w dowolnie wybrane osiem dniu w ciągu całego listopada. Nie muszą to być dni następujące po sobie – tłumaczy o. dr hab. Szczepan Praśkiewicz OCD, relator Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Dodał również, iż odpust zupełny przypisany do Dnia Zadusznego, czyli 2 listopada, może zostać dowolnie przeniesiony na inny dzień tego miesiąca.

    Ofiarujmy duszom odpusty

    Poprzez odpust zupełny możemy zyskać dla dusz czyśćcowych darowanie kar doczesnych, i tym samym skrócić ich cierpienia. Sakrament spowiedzi odpuszcza nam grzechy, ale kara za popełnione przez nas zło na ziemi pozostaje i ciąży po śmierci. Dlatego dar odpustu, który uwalnia właśnie od tej kary, jest nieocenionym skarbem, jaki otrzymujemy od Boga bogatego w miłosierdzie.

    O. Praśkiewicz przypomina, iż zwykłe warunki uzyskania odpustu zupełnego zobowiązują do wzbudzenia intencji jego otrzymania, pozostawania w stanie łaski uświęcającej lub przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, wyzbycia się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, przyjęcia w tym dniu Komunii św., odnowienia jedności ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie „Ojcze nasz”, „Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.

    W dostąpieniu łaski nieba zmarłym mogą pomóc również wierni pozostający w domach. – Osoby starsze, chore, wszyscy ci, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domów, mogą także uzyskać odpust za zmarłych, jeśli duchowo będą się łączyć ze wszystkimi pozostałymi wiernymi, wykluczą wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mają zamiar jak najszybciej spełnić zwyczajowe warunki uzyskania odpustu – wyjaśnia karmelita bosy.

    Nieoceniony skarb Kościoła

    Zakonnik wskazuje, iż uzyskiwanie odpustów przez wiernych w Kościele katolickim ma wielowiekową już tradycję. W historii narosło wiele opinii na temat odpustów. Były czasy, w których poprzez niewłaściwe ich traktowanie, dochodziło do bardzo poważnych nadużyć. Podczas trwania Soboru Watykańskiego II zorientowano się, że odpusty są bardzo ważną sprawą. Z tej racji Paweł VI ogłosił w Konstytucji Apostolskiej „Indulgentiarum doctrina”, z 1 stycznia 1967 r., poprawioną naukę w zakresie praktyki odpustów. Podaje ją w sposób skondensowany w kanonach 992-997 Kodeks Prawa Kanonicznego Jana Pawła II z 1983 r.

    Odpust jest cząstkowy lub zupełny, w zależności od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub całości. Paweł VI zniósł odpusty określane konkretnym czasem (np. ilością dni lub lat), ponieważ w wieczności nie ma czasu.

    Odpust zupełny zapewnia darowanie człowiekowi przez Boga wszystkich kar doczesnych należnych za grzechy, odpuszczonych już co do winy w sakramencie pokuty. Uzyskanie odpustu zupełnego dla siebie pozwala uniknąć kar czyśćcowych, zaś otrzymanie odpustu zupełnego za zmarłych ratuje dusze z czyśćca. Odpust cząstkowy natomiast zapewnia częściowe darowanie człowiekowi przez Boga kar doczesnych.

    Należy pamiętać, że wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek jest w stanie sam dokonać przemiany swojego życia i wypełnić warunki wymagane do otrzymania odpustu. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, poza pozostającymi w obliczu śmierci, natomiast odpusty cząstkowe można uzyskiwać w ciągu jednego dnia wielokrotnie.

    Dusze, które doświadczają już chwały nieba, wypraszają dla nas na ziemi potrzebne łaski. Wsparcie okazują również ci, którzy żyli wśród nas, i nigdy nie będą kanonizowani przez Kościół. W najbliższych dniach warto szczególnie zatroszczyć się o zbawienie naszych bliskich zmarłych oraz tych nieznanych.

    Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

    ************************************************************************************************************

    Czy modlitwa za zmarłych ma sens? Skąd o tym wiemy?

    CZY MODLITWA ZA ZMARŁYCH MA SENS
    Fr Lawrence Lew OP/Flickr

    ***

    Wielu ludzi właśnie modlitwą reaguje na wiadomość, że ktoś zakończył ziemski żywot. Skąd się to bierze i czy modlitwa za kogoś, kto już odszedł do wieczności, ma sens? Czy zmarli naprawdę potrzebują modlitwy żywych?

    Ks. Wojciech Węgrzyniak jakiś czas temu analizował na swoim blogu argumenty podające w wątpliwość sensowność modlitwy za zmarłych. Jeden argument mówił o tych, którzy po śmierci trafią do piekła. Jezusowa przypowieść o bogaczu i Łazarzu nie pozostawia wątpliwości, że nie ma dla nich ratunku. Między niebem a piekłem „zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. „Faktycznie, modlitwa im nie pomaga” – stwierdził ks. Węgrzyniak.

    Drugi przywołany przez niego argument dotyczy tych, którzy znaleźli się w czyśćcu. Przecież oni i tak pójdą do nieba. To prawda. Jednak to właśnie oni bardzo potrzebują modlitwy. Dlaczego? Mówiąc w wielkim uproszczeniu po to, aby jak najszybciej dostąpili wiecznej radości oglądania Boga twarzą w twarz.

    Modlitwa za zmarłych: argument biblijny

    Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów biblijnych uzasadniających sens i potrzebę modlitwy za tych, którzy już odeszli z doczesności, jest ten odwołujący się do Starego Testamentu, do Drugiej Księgi Machabejskiej. To z niej (z zakończenia dwunastego rozdziału) wywodzi się często przytaczany cytat, zgodnie z którym modlić się za zmarłych to „myśl święta i pobożna”.

    Opowieść o mężnym Judzie, który przeprowadził składkę wśród swoich żołnierzy i posłał do Jerozolimy, aby złożono ofiarę za tych, którzy zginęli, zawiera również uzasadnienie. „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym” – wyłożył jasno i zrozumiale autor starotestamentalnej księgi.

    Do Drugiej Księgi Machabejskiej odsyła Katechizm Kościoła Katolickiego, przypominając, że Kościół „od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga”. Kościół w trosce o zmarłych zaleca nie tylko modlitwę, ale także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne podejmowane w ich intencji.

    Pomoc dla zmarłych

    Żyjący na przełomie czwartego i piątego stulecia św. Jan Chryzostom zachęcał: „Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy”.

    Kilka lat młodszy od niego św. Augustyn stwierdził natomiast: „Nie można zaprzeczyć, że dusze zmarłych doznają ulgi dzięki pobożności swoich żyjących bliskich, gdy za nich składa się ofiarę Pośrednika albo gdy się w kościele daje jałmużny”.

    Zapewniał też, że to, co za zmarłych ma zwyczaj czynić Kościół, nie jest sprzeczne z zapowiedzią zawartą przez św. Pawła w Liście do Rzymian, że wszyscy staniemy przed trybunałem Boga i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

    Wspólnota większa niż myślimy

    „YOUCAT. Katechizm Kościoła katolickiego dla młodych” o modlitwie za zmarłych mówi we fragmencie poświęconym wierze w świętych obcowanie. Zwraca uwagę, że do wspólnoty świętych (komunii świętych) należą wszyscy ludzie, którzy swoją nadzieję pokładają w Chrystusie i przez chrzest przynależą do Niego, bez względu na to, czy już umarli, czy jeszcze żyją.

    Jesteśmy w Chrystusie jednym ciałem, dlatego żyjemy w jednej wspólnocie obejmującej niebo i ziemię. „Kościół jest wspólnotą większą niż myślimy. Należą do niego żywi i zmarli, bez względu na to, czy znajdują się w czyśćcu czy przebywają w chwale Bożej; znani i nieznani; wielcy święci i niepozorni ludzie” – wyjaśnia młodzieżowy katechizm, dodając, że „możemy nawzajem się wspierać ponad śmiercią”.

    Oznacza to, że możemy przywoływać w modlitwie naszych patronów i ulubionych świętych, ale także naszych zmarłych, co do których wierzymy, że są już u Boga. Jednak to nie wszystko. Możemy przez naszą modlitwę dopomóc naszym zmarłym, znajdującym się jeszcze w czyśćcu.

    Modlitwa podczas pogrzebu i nie tylko

    Zwięzłe uzasadnienie celowości modlitwy za zmarłych można usłyszeć na początku każdej mszy św. pogrzebowej. Ksiądz mówi wtedy mniej więcej tak: „Wiemy, że wskutek ludzkiej skłonności do złego wszyscy popełniamy grzechy. Przed Najświętszym Bogiem nikt nie jest bez winy. Dlatego chcemy złożyć za naszego zmarłego brata Ofiarę Eucharystyczną jako zadośćuczynienie za jego grzechy. Będziemy prosili Boga, aby go oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności Świętych”.

    Modlitwa za zmarłych znajduje się w każdej Modlitwie Eucharystycznej odmawianej podczas mszy św., uwzględniając także możliwość wspomnienia konkretnych osób. W modlitewnikach można znaleźć bardzo dużo tekstów poświęconych tym, którzy odeszli, z tym, który zaczyna się od słów „Wieczny odpoczynek” na czele.

    Dusze znikąd niemające ratunku?

    W „Instrukcji liturgiczno-duszpasterskiej Episkopatu Polski o pogrzebie i modlitwach za zmarłych”, ogłoszonej czterdzieści lat temu, w roku 1978, można znaleźć bardzo ciekawe wskazówki. Niektóre z nich wciąż z trudnością przebijają się do świadomości wierzących. Biskupi przypomnieli m.in., że cały człowiek został odkupiony przez Chrystusa i ma mieć udział w życiu wiecznym, dlatego nie mówimy „módlmy się za duszę Jana, Krystyny itp.” lecz „módlmy się za zmarłego Jana, Krystynę itp”.

    Instrukcja mówi również stanowczo, że z modlitw za zmarłych należy usunąć wezwania w rodzaju: „za dusze znikąd niemające ratunku”, „za dusze, za które nikt się nie modli”, ponieważ Kościół w każdej mszy św. i w liturgii godzin poleca Bogu wszystkich zmarłych, a także co roku obchodzi Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych.

    Można użyć np. takich sformułowań: „módlmy się za tych zmarłych, których imiona znane są tylko Bogu”, „którzy najwięcej potrzebują modlitwy”, „za których najbliżsi się nie modlą”.

    Powinność i… dziękczynienie

    Święty Jan Paweł II niespełna dwa lata przed swoją śmiercią powiedział: „Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości nieba”.

    Papież Franciszek w czasie jednej ze środowych katechez natomiast wskazał na jeszcze jeden aspekt. Według niego modlitwa za zmarłych jest przede wszystkim wyrazem wdzięczności z powodu świadectwa tych, którzy nas opuścili, oraz za uczynione przez nich dobro.

    „Jest ona dziękczynieniem Panu za to, że nam ich dał, a także za ich miłość i przyjaźń”. Innym razem wyjaśniał, że wspomnienie zmarłych, troska o groby i modlitwy w intencji zmarłych są świadectwem ufnej nadziei, zakorzenionej w przekonaniu, że śmierć nie jest ostatnim słowem o ludzkim losie, ponieważ człowiek jest przeznaczony do nieskończonego życia, zakorzenionego i znajdującego swoje wypełnienie w Bogu.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    *****************************************

    Co święci mówią o czyśćcu? Poznaj 10 niezwykłych historii

    Historia Kościoła wspomina o świętych, którzy mieli kontakt z duszami zmarłych i doświadczyli wizji czyśćca. Za życia nieustannie przypominali o „krainie pośredniej” między niebem a piekłem. Co wynika z ich wizji? Poznajcie 10 przykładów świętych, którzy mieli przeżycia związane z duszami w czyśćcu.

    Maryja Wybawicielka Dusz Czyścowych
    Maryja Wybawicielka Dusz Czyścowych/ fot. s. Amata CSFN

    ***

    Listopad jest miesiącem szczególnie poświęconym modlitwom za dusze zmarłych. Określenie „czyśćca” nie pojawia się wprost na kartach Pisma Świętego. Czyściec jest procesem oczyszczania duszy z konsekwencji grzechów. Kościół przypomina o istnieniu miejsca, gdzie dusze muszą odpokutować winy, aby przygotować się na spotkanie z Bogiem. O tej rzeczywistości mówili także święci i mistycy Kościoła katolickiego.

    Św. Gertruda

    Św. Gertruda miewała różnego rodzaju wizje, z wiarą i zaufaniem przyjmowała różnorodne dary od Boga. Jednym z nich była łaska ofiarowywania trudów i cierpień w intencji dusz czyśćcowych. „Bądź pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodą” – usłyszała od Jezusa.

    W pismach mniszki opisanych jest wiele historii związanych z duszami czyśćcowymi. Gertruda była świadkiem wybawienia duszy zmarłego zakonnika – brata Hermana, za którego ofiarowywała codzienną Eucharystię i nabożeństwa do Niepokalanej Maryi Panny. Podczas jednego z objawień, Jezus miał podyktować jej modlitwę za dusze w czyśćcu cierpiące.

    Całe życie Gertrudy naznaczone było troską o dusze, podejmowała w ich intencji liczne wyrzeczenia.

    Św. Piotr Damiani

    Doktor Kościoła opowiada w swoich pismach o pewnym zwyczaju mieszkańców Rzymu związanym z odwiedzaniem kościołów w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wskazuje na jedną z historii, kiedy to pewna szlachcianka modląc się w bazylice Santa Maria in Aracœli, zobaczyła duszę swojej znajomej zmarłej przed rokiem. Kobieta była leniwa i próżna, ale dzięki modlitwom i wstawiennictwu Maryi została uwolniona z czyśćca. Według tego, co opisuje św. Piotr Damiani, dusza miała powiedzieć, że każdego roku Maryja uwalnia z czyśćca tysiące dusz.

    Św. Piotr Damiani

    Św. Piotr Damiani/wikimedia

    ***

    Św. Perpetua

    Z duszami w czyśćcu kontaktowała się również św. Perpetua. Podczas jednej z modlitw przypadkowo wymówiła imię swojego zmarłego brata – Dinokratesa. Chłopczyk odszedł w wieku 7 lat. Pewnej nocy, we śnie, Perpetua, zobaczyła brata. Dziecko było blade, spragnione i zaniedbane. Stał przy zbiorniku wody, ale nie mógł do niego sięgnąć, aby się napić. Siostra modliła się za niego, ofiarowywała uczynki miłosierdzia w jego intencji. Po pewnym czasie, chłopiec przyśnił się jej ponownie. Jego twarz była jasna, uśmiechał się i pił wodę ze złotej czary wypełnionej po brzegi wodą.

    Św. Brygida Szwedzka

    W jednym z mistycznych doświadczeń Brygida zobaczyła także czyściec. Widziała nawet anioła, który rzekł do niej: „Szczęśliwy ten, kto jeszcze za życia wspomaga dobrymi uczynkami dusze czyśćcowe, ponieważ sprawiedliwość Boża domaga się, by pozbawione pomocy żywych, zostały oczyszczone w ogniu”.

    Św. Katarzyna z Genui

    W swoim „Traktacie o czyśćcu” pisze następujące słowa: „Dusze niektórych zmarłych wobec doskonałej świętości Boga czują się tak brudne i niegodne zbliżenia się do Niego, że same poddają się niewypowiedzianie wielkiej, lecz oczyszczającej męce. Są pomimo to szczęśliwe, gdyż wiedzą, że są zbawione”.

    Katarzyna miała łaskę przeżywania mąk zbliżonych do tych, które przeżywają dusze w czyśćcu. Na podstawie tych stanów uznała, że najcięższą z kar jest świadomość odrzucenia miłości Bożej i Jego sprawiedliwości. Mistyczka wiele mówiła o drodze oczyszczania, którą muszą pokonać dusze. Nieoczyszczone z win nie mogą cieszyć się w pełni wizją Boga i oglądaniem Go twarzą w twarz.

    Św. Małgorzata Maria Alacoque

    Apostołka Serca Jezusowego również miała częsty kontakt z duszami czyśćcowymi. Otrzymała nawet łaskę pomagania zmarłym w doświadczeniu przez nich świętości. Dusze zwracały się do Małgorzaty z prośbą o pomoc i ulgę w cierpieniu. Błagały o modlitwę. Jedną z nich była siostra zakonna, która cierpiała w czyśćcu z powodu lenistwa i niedbalstwa w zachowaniu reguł. Małgorzata przyjmowała w intencji zakonnicy Komunię Świętą. „Gdy przyjęłam Komunię Świętą, o którą mnie prosiła, powiedziała mi, że jej straszliwe męczarnie znacznie się zmniejszyły, gdyż w jej intencji odprawiano msze święte, ku czci Męki Pańskiej, jednak została jeszcze długo w czyśćcu, w którym cierpiała męki należne duszom, które były oziębłe w służbie Bożej” – wspominała Alacoque.

    Św. Jan Maria Vianney

    „Czyściec to Boża izba chorych” – mawiał proboszcz z Ars. W swojej pracy duszpasterskiej często zachęcał do modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące. – Bardzo mało jest dusz, nawet świętych, którym udało się wejść do nieba z pominięciem czyśćca – tłumaczył podczas jednego z kazań w Dzień Zaduszny.

    Prosił o pomoc dla nich poprzez modlitwę, ofiarowanie odpustów oraz Mszę świętą. – Jest to rzecz pewna, bracia drodzy, że te biedne dusze dla siebie nic nie mogą, dla nas wiele mogą. Kto się do nich odwołuje, ten zawsze upragnioną łaskę otrzyma – mówił święty kapłan.

    Św. Gemma Galgani

    Zapiski włoskiej mistyczki to przejmująca lektura duchowa, nie tylko ze względu na opis doświadczeń wewnętrznych świętej i więzi z Jezusem. Mistyczka otrzymała łaskę stygmatów, miała dar widzenia Jezusa Ukrzyżowanego, mogła zobaczyć również Jego oblicze zbroczone krwią. Podczas modlitwy wielokrotnie nawiedzał ją szatan. Nieczysty duch kopał ją i bił.

    Soboty były dniami, kiedy Gemma spotykała się z Matką Bożą Bolesną. Galgani codziennie zanosiła modlitwy i cierpienia za dusze w czyśćcu, zresztą namawiał ją do tego jej anioł stróż.

    „Każde, nawet najmniejsze cierpienie, jest dla nich pociechą” – tłumaczył.

    Św. s. Faustyna Kowalska

    Łaskę poznania czym jest czyściec miała również św. s. Faustyna Kowalska. Święta Kościoła katolickiego pisała o miejscu oczyszczenia dusz w swoim „Dzienniczku”.

    Największym cierpieniem dusz jest ogromna tęsknota za miłością odwieczną – Bogiem. Dusze w czyśćcu nie mogą same sobie pomóc, tylko modlitwa ludzi żyjących jest w stanie im pomóc w dostaniu się do nieba. Faustyna przekonuje, że taka pomoc jest wielkim uczynkiem miłosierdzia wobec nich.

    W „Dzienniczku” siostra opisuje historię pewnej zakonnicy, która śpiewała w chórze i która zmarła. Prosiła Faustynę o modlitwy. Służebniczka Bożego Miłosierdzia wypełniała z gorliwością prośbę. Bóg wysłuchał tych wezwań.

    „Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z modlitw moich i zachęciła mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać” – opisuje s. Faustyna w „Dzienniczku”.

    Episkopat.news

    ***

    Św. o. Pio z Pietrelciny

    Już jako dziecko Francesco Forgione wspierał dusze w czyśćcu swoimi modlitwami. Modlił się za nie z babcią. Podejmował akty pokutne i dobre uczynki. Wraz z wstąpieniem do kapucynów, wzmocniło się w nim pragnienie ofiary za dusze w czyśćcu. Miały one w jego życiu uprzywilejowane miejsce. Sprawował za nie również msze święte. W liście do kierownika duchowego, o. Benedetto Nardelii, pisał tak: „Przez długi czas odczuwałem potrzebę ofiarowania siebie jako ofiary za biednych grzeszników i oczyszczenia dusz. To pragnienie rośnie coraz bardziej w moim sercu tak bardzo, że godziny stały się, powiedziałbym, silną pasją. To prawda, że składałem tę ofiarę Panu kilka razy, umożliwiając Mu wylanie na mnie kar, które są przygotowane na grzesznika i na oczyszczające dusze, nawet stokrotnie na mnie, pod warunkiem, że On nawróci i zbawi grzeszników i wkrótce przyjmie do nieba dusze w czyśćcu. Wydaje mi się, że Jezus tego chce. Jestem pewien, że nie będzie miał trudności z udzieleniem mi tego pozwolenia” (Epist. I, 206).

    Family News Service/Tygodnik Niedziela

    *****************************************************

    Jak nasza modlitwa może pomóc bliskim zmarłym? Poznaj wizje św. Faustyny!

    Listopad to czas wspominania naszych bliskich, którzy odeszli. Czy jednak sama pamięć i zapalone znicze to wszystko? O wiele bardziej dusze zmarłych potrzebują naszej modlitwy, o czym zapewnia w swoich wizjach św. Faustyna.

    Cela s. Faustyny Kowalskiej
    Cela s. Faustyny Kowalskiej/Mazur/episkopat.pl

    ***

    „Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. – [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściślej obcuję z duszami cierpiącymi” (Dz. 20).

    Wieczorem po nieszporach poszłam na cmentarz, modliłam się chwilę; wtem ujrzałam jedną z naszych sióstr, która mi rzekła: W kaplicy jesteśmy. Rozumiałam, że mam iść do kaplicy i tam się modlić przez zyskiwanie odpustów. Na drugi dzień w czasie Mszy świętej widziałam, jak trzy białe gołąbki uniosły się z ołtarza do nieba; miałam zrozumienie, że nie tylko te trzy duszyczki, które widziałam, przeszły do nieba, ale wiele innych, które pomarły nie w obrębie naszego zakładu. O, jak dobry i miłosierny jest Pan.

    2 listopada [1936], Dz. 748

    Modlitwa z Dzienniczka św. Faustyny o szczęśliwą śmierć

    O Jezu, na krzyżu rozpięty, błagam Cię, udziel mi łaski, abym zawsze i wszędzie, we wszystkim wiernie spełniała najświętszą wolę Ojca Twego. A kiedy ta wola Boża wydawać mi się będzie ciężka i trudna do spełnienia, to wtenczas błagam Ciebie, Jezu, niechaj z ran Twoich spłynie mi siła i moc, a usta moje niech powtarzają: stań się wola Twoja, Panie. – O Zbawicielu świata, Miłośniku ludzkiego zbawienia, który w tak strasznej boleści katuszy zapomnisz o sobie, a myślisz o dusz zbawieniu, Jezu najlitościwszy, udziel mi łaski zapomnienia o sobie, abym cała żyła dla dusz, pomagając Ci w dziele zbawienia, według najświętszej woli Ojca Twego… (Dz. 1265).

    O Jezu miłosierny, rozciągnięty na krzyżu, wspomnij na naszą godzinę śmierci! O najmiłosierniejsze Serce Jezusa, otwarte włócznią, ukryj mnie w ostatnią śmierci godzinę! O Krwi i Wodo, która wytrysłaś z Serca Jezusowego jako zdrój niezgłębionego miłosierdzia dla mnie w mojej śmierci godzinie! Jezu konający, zakładzie miłosierdzia, złagódź gniew Boży w mojej śmierci godzinie (Dz. 813).

    O Jezu mój, niechaj ostatnie dni wygnania będą całkowicie według Twej najświętszej woli. Łączę swoje cierpienia, gorycze i samo konanie z męką Twoją świętą i ofiaruję się za świat cały, aby uprosić obfitość miłosierdzia Bożego dla dusz, a szczególnie dla dusz, które są w domach naszych. Ufam mocno i zdaję się całkowicie na wolę Twoją świętą, która jest miłosierdziem samym. Miłosierdzie Twoje będzie mi wszystkim w tej ostatniej godzinie. Św. Faustyna (Dz. 1574).

    Tygodnik Niedziela

    ******************************************************

    Sekrety czyśćca

    Ojciec Pio mocno wierzył w świat nadprzyrodzony i w Kościół składający się zarówno z żyjących, jak i ze zmarłych, którzy dostąpili chwały nieba albo w czyśćcu doznają bolesnego oczyszczenia po śmierci. Był głęboko przekonany, że te trzy stany wzajemnie się komunikują, wspierają i na siebie oddziałują.

    Listopad to miesiąc szczególnie poświęcony pamięci bliskich zmarłych. W tym czasie przybywamy na cmentarze, aby zatrzymać się i pomodlić przy grobach naszych najbliższych, którzy odeszli już do wieczności. To również czas refleksji nad własnym przemijaniem i rozmyślanie o naszym istnieniu po śmierci.

    W tej eschatologicznej zadumie może przyjść nam z pomocą Ojciec Pio, który w czasie pięćdziesięciu dwóch lat spędzonych w kapucyńskim klasztorze w San Giovanni Rotondo często był odwiedzany przez dusze zmarłych.

    Informacji na ten temat dostarczają nam świadectwa dzieci duchowych Ojca Pio oraz zapisy z kroniki klasztoru, które nie tylko je opisują, ale również potwierdzają. Wynika z nich, że kontakt Ojca Pio z duszami czyśćcowymi nie był wymysłem jego fantazji, ale odbywał się w sposób duchowy lub fizyczny.

    Towarzyszył zmarłym

    Wielu biografów i publicystów twierdziło, że powołaniem Ojca Pio było nie tylko towarzyszenie osobom żywym, ale i zmarłym. Polegało ono na jego szczególnej trosce o zbawienie zwłaszcza zatwardziałych grzeszników i dusz w czyśćcu cierpiących. Ojciec Pio kilkakrotnie prosił swoich kierowników duchowych o pisemne pozwolenie na złożenie za nich w ofierze samego siebie.

    W jednym z listów z 1910 roku Stygmatyk napisał do o. Benedetta z San Marco in Lamis: „Od dłuższego czasu czuję w sobie potrzebę, by oddać się Bogu jako ofiara za biednych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to stopniowo stawało się w moim sercu coraz większe, tak że teraz jest – powiedziałbym – wielką namiętnością. To prawda, że wielokrotnie powtarzałem to Bogu. Błagałem Go, mówiąc, że chcę przyjąć na siebie kary, które przygotowane są dla grzeszników i dla dusz w czyśćcu cierpiących. Byłem gotów przyjąć nawet o stokroć większe kary, gdyby tylko Bóg zechciał nawrócić i ocalić grzeszników, i szybko otworzyć bramy raju przed duszami czyśćcowymi. Teraz jednak chcę uczynić Bogu tę ofiarę w duchu posłuszeństwa. Wydaje mi się, że sam Jezus tego pragnie”.

    Odpowiedzią na jego prośbę były słowa aprobaty, które o. Benedetto wyraził w jednym ze swoich listów skierowanych do Ojca Pio: „Śmiało uczyń ofiarę, o której mi mówisz, ponieważ będzie ona miła Bogu. […] Cierp, znoś ból i módl się za niegodziwych na tej ziemi i za nieszczęsnych po śmierci. Nieś nasze współczucie tym, którzy cierpią nieprzerwane i niemożliwe do opisania udręki”.

    Odtąd ofiara Ojca Pio za dusze w czyśćcu cierpiące polegała przede wszystkim na nieustannej modlitwie o ich zbawienie i na pokornym znoszeniu różnego rodzaju cierpień. O jej charakterze informuje nas jego duchowy syn, ks. Pierino Galeoni: „Ojciec Pio wyjawił mi, że nie tylko poprosił Jezusa i otrzymał od Niego łaskę bycia ofiarą doskonałą, ale także nieustanną. […] że otrzymał od Pana zadanie bycia ofiarą i ojcem ofiar aż do ostatniego dnia”. Zatem ofiara Ojca Pio miała być doskonała i trwać nieustannie aż do śmierci, zgodnie ze słowami św. Pawła: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę, żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Składanie takiej ofiary stało się dozgonną misją i powołaniem Zakonnika z Pietrelciny.

    Wierzył w oczyszczenie dusz

    W czasach, w których żył Ojciec Pio, prymat nauki i techniki spowodował ogromny kryzys wiary w istnienie świata nadprzyrodzonego i niewidzialnego. Stygmatyk na przekór tym tendencjom przypominał o realnym istnieniu piekła, czyśćca i nieba. Szczególnie interesujące i cenne było jego rozumienie czyśćca, które pojmował jako bolesny stan przejściowy, uwalniający po śmierci od wszystkich następstw grzechu.

    Stygmatyk wierzył, że w czyśćcu dokonuje się oczyszczenie dusz poprzez ogień, który nie zabija, lecz przynosi ocalenie. Pewnego wieczoru 1945 roku, zaraz po błogosławieństwie eucharystycznym na zakończenie nieszporów br. Modestino zagadnął: „Ojcze, co myślisz o ogniu czyśćcowym?”. A Ojciec Pio mu odpowiedział: „Gdyby Pan pozwolił duszy na przejście z tego ognia do najbardziej palących płomieni na tej ziemi, byłoby to niczym przejście z gorącej wody do zimnej”. Podobnej argumentacji użył również wtedy, gdy pewna kobieta z Cerignoli poprosiła: „Ojcze, proszę mi opisać czyściec”. „Córko moja, dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody” – brzmiała jego odpowiedź.

    Więcej światła na naturę ognia wspominanego przez Stygmatyka rzuca świadectwo Cleonice Morcaldi, która słyszała, jak Ojciec Pio powiedział do jednej ze swoich duchowych córek: „Moja córko, w pewnych miejscach [czyściec] jest podobny do piekła”. Był bowiem głęboko przekonany, że w czyśćcu, podobnie jak i w piekle, dusza odczuwa cierpienie z dwóch powodów: jedno jest spowodowane pozbawieniem jej Pana Boga, a drugie, duchowe, przyjmuje postać palącego ognia, z tą różnicą, że w piekle cierpienie trwa całą wieczność, a w czyśćcu ma charakter przejściowy. Jeszcze lepiej wyjaśnił to przy innej okazji, tłumacząc swoim duchowym córkom różnicę pomiędzy ogniem czyścowym a piekielnym: „Ogień czyścowy to miłość Jezusa, która usuwa zmazy grzechu. Natomiast ten piekielny jest symbolem nienawiści”. Jednym słowem w jego rozumieniu czyściec był przygotowaniem do „niebieskiej chwały”, jakby przedsionkiem nieba, do którego wchodzi się oczyszczonym przez miłość Jezusa gorejącą niczym ogień.

    Dla włoskiego kapucyna czyściec był przede wszystkim stanem niezwykle bolesnego oczyszczenia, dlatego radził, by żyjąc na ziemi, czynić wszystko, co możliwe, żeby tam nie trafić po swojej śmierci.

    Przebywając w ogrodzie ze swymi duchowymi dziećmi, któregoś ciepłego wieczoru 1958 roku Ojciec Pio usłyszał, jak Mioni z Montegrotto, dzieląc się swoimi przemyśleniami na temat życia po śmierci, powiedział: „Ojcze, nic mnie nie obchodzi, jak długo pozostanę w czyśćcu, skoro już wiem, że to się skończy i w końcu pójdę do raju”. Ojciec Pio natychmiast próbował ostudzić jego entuzjazm: „Nie wiesz, co to jest. Nie wiesz, jak tam jest ciężko”. Gdy on nadal upierał się przy swoim, powiedział do niego: „Synu mój, mówisz tak, ponieważ nie wiesz, jak bardzo jest tam strasznie”. Stygmatyk powiedział to z takim przekonaniem, jakby o czyśćcu nie tylko słyszał, ale i go przeżył.

    Cleonice Morcaldi twierdziła, że zakonnik wielokrotnie tłumaczył swoim duchowym dzieciom: „Jeśli po śmierci nie chcesz iść do czyśćca, to przejdź przez niego przed śmiercią, przyjmując wszystko od Boga i ofiarując Mu to z miłością, a nawet dziękuj Mu za możliwość, którą ci daje, by przemknąć przez czyściec w tak łagodny sposób”.

    Rozmawiał z duszami czyśćcowymi

    Zgodnie z nauką Kościoła Ojciec Pio wierzył, że można nieść pomoc duszom w czyśćcu. Najczęściej czynił to w czasie sprawowania Mszy świętych, gdy gorąco wstawiał się za nimi u Boga, prosząc o ich uwolnienie z kar czyśćcowych. Dusze czyścowe za ten niezwykły akt miłosierdzia próbowały okazywać mu swoją wdzięczność. Robiły to na różne sposoby.

    Pewnego razu Ojciec Pio nagle opuścił refektarz w czasie obiadu i udał się do drzwi wyjściowych klasztoru. W ślad za nim podążyło dwóch braci. Gdy znaleźli się już blisko niego, usłyszeli, że prowadzi rozmowę z kimś dla nich niewidzialnym i osłupieli ze zdziwienia, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Ojciec Pio dostrzegł ich zakłopotanie i spokojnie wyjaśnił: „Nie martwcie się! Właśnie rozmawiam z kilkoma duszami, które są w drodze z czyśćca do raju. Zatrzymały się tutaj, by mi podziękować, ponieważ dziś rano wspomniałem je podczas mszy świętej”.

    Innym razem Ojciec Pio opowiadał, jak do jego celi klasztornej przyszedł niedawno zmarły współbrat, z którym był zaprzyjaźniony. Miał na imię o. Giuseppantonio i mieszkał w kapucyńskim klasztorze w Foggii, gdzie cierpiał z powodu dolegliwości nerek. 30 grudnia 1936 roku Stygmatyk otrzymał wiadomość, że jest on śmiertelnie chory i prosi o modlitwę. Niestety tej samej nocy o. Giuseppantonio zmarł. Gdy Ojciec Pio trwał na modlitwie, wstawiając się za swego przyjaciela, nagle usłyszał pukanie do drzwi. Jakie było jego zdziwienie, gdy ujrzał w nich o. Giuseppantonia. Zaraz go zapytał: „Jak się czujesz? Powiedziano mi, że jesteś śmiertelnie chory i bardzo cierpisz, a ty jesteś tutaj?”. „Czuję się dobrze. Wszystkie moje bóle zniknęły i przyszedłem podziękować ci za modlitwy” – wyjaśnił przyjaciel, po czym zniknął.

    Ojciec Pio pomagał duszom opuszczać czyściec, nie tylko modląc się za nie podczas sprawowania mszy świętych, ale również praktykując pewną kapucyńską tradycję. Otóż na podeście wewnętrznych schodów prowadzących z parteru na piętro klasztoru wisiała na ścianie tablica ze spisem grzechów, które należy odpokutować w czyśćcu, zatytułowana „Łatwa i krótka droga do wsparcia biednych dusz w czyśćcu”. Poniżej znajdowało się drewniane pudełko z ponumerowanymi kulkami od 1 do 100. Kiedy któryś z kapucynów tamtędy przechodził, sięgał po jedną z nich i odmawiał modlitwę za zmarłych w czyśćcu, którzy cierpią z powodu grzechu wypisanego na kartce pod takim samym numerem, jaki widniał na kulce. Również Ojciec Pio był wierny tej pobożnej praktyce. Kiedy tylko tamtędy przechodził, losował kulkę i najczęściej odmawiał: „Wieczny odpoczynek”.

    Podczas lektury pewnej książki Ojciec Pio natrafił na stwierdzenie, że nie jest możliwe, by dusze czyśćcowe modliły się za żywych, a nawet gdyby tak było, to ich modlitwy nie byłyby w stanie przyjść komukolwiek z pomocą. Z dezaprobatą porzucił dalsze czytanie i rozczarowany tymi słowami powiedział: „Jestem wstrząśnięty. Niemożliwe jest przecież, by dusze czyśćcowe nie odwzajemniły się nam za modlitwy”.

    Dla kapucyna ze stygmatami niesienie duchowej pomocy duszom w czyśćcu było życiowym powołaniem, dlatego nigdy nie ustawał w wysiłkach, aby ofiarować im tyle modlitw, ile był w stanie zanieść każdego dnia i każdej nocy. Pewnego razu, zapytany przez współbraci, jak ważna jest modlitwa zanoszona za dusze cierpiące w czyśćcu, odpowiedział: „Na tę górę [czyli do San Giovanni Rotondo] wspina się więcej dusz czyścowych niż żyjących mężczyzn i kobiet, aby uczestniczyć w moich mszach świętych i prosić o moje modlitwy”. Jego słowa mogą szokować, jeżeli uwzględni się fakt, że w ciągu całego ponad pięćdziesięcioletniego pobytu Ojca Pio w San Giovanni Rotondo do tego miejsca przybywały miliony pielgrzymów. Ile zatem dusz zmarłych znalazło u niego duchową pomoc i wsparcie? Musiały być ich również miliony. Profesorowi Gerardo De Caro Ojciec Pio tłumaczył: „Trzeba modlić się za dusze czyśćcowe. To niewyobrażalne, ile mogą zrobić dla naszego dobra duchowego przez wdzięczność okazywaną tym, którzy wspominają je na ziemi i modlą się za nie”.

    Znał wyroki Boże

    Wizje dusz czyścowych w życiu Ojca Pio następowały po sobie od lat dwudziestych XX wieku aż do jego śmierci. Włoski kapucyn doświadczał ich obecności nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Zapytany przez bpa Alberto Costę z Melfi, czy kiedykolwiek zjawiły mu się dusze zmarłych, bez zastanowienia odpowiedział: „Widziałem je tak wiele razy, że już mnie nie przerażają”. Przerażenie może budzić przebywanie w bliskiej obecności z duszami czyścowymi, jednak jeszcze większą bojaźń niesie wielkość kar, jakie muszą one odpokutować. W tej kwestii Ojciec Pio posiadał nadprzyrodzony dar poznania wyroków Bożych, dlatego niekiedy informował swoich rozmówców o długości pobytu w czyśćcu ich najbliższych lub o osiągnięciu przez nich chwały nieba.

    Pewnego poranka jeden ze współbraci poprosił Ojca Pio o modlitwę za swego zmarłego ojca podczas celebracji Mszy świętej. Po jej odprawieniu Ojciec Pio przywołał go do siebie i powiedział: „Dziś rano twój tata wstąpił do raju”. Zakonnik był niezwykle szczęśliwy. Jednak po chwili namysłu zaprotestował: „Ależ Ojcze Pio, przecież mój ojciec zmarł trzydzieści lat temu!”. Wówczas Stygmatyk dał mu stanowczą odpowiedź: „Cóż, mój synu, przed Bogiem wszystko trzeba odpokutować”.

    Podczas innej rozmowy, przeprowadzonej wieczorem 1943 roku, prof. Gerardo De Caro poprosił Ojca Pio o modlitwę za duszę pewnego pisarza, nie wyjaśniając o kogo dokładnie chodzi. Gdy tylko Ojciec Pio rozpoznał, kogo profesor miał na myśli, wówczas poczerwieniał, a na jego twarzy pojawiły się oznaki cierpienia. Prośbę skwitował jednym zdaniem: „Za bardzo kochał”. Gdy profesor próbował go pytać wzrokiem, jak długo będzie musiał pozostawać w czyśćcu, usłyszał szokującą odpowiedź: „Co najmniej sto lat!”.

    Jedna z kobiet zaprzyjaźnionych z Ojcem Pio, Carmela Marocchino, była mocno poruszona nagłą śmiercią swego brata, kapucyna o. Vittore i choć już pogodziła się z jego utratą, chciała wiedzieć, czy został zbawiony. Kilka dni po jego pogrzebie udała się z płaczem do Ojca Pio, aby go zapytać: „Ojcze, dlaczego Pan Bóg go zabrał?”. Zakonnik, chcąc ją pocieszyć, odpowiedział: „Czy wiesz, co Pan Jezus zrobił z twoim bratem? Pan Jezus wszedł do ogrodu, gdzie było wiele kwiatów, a jeden piękniejszy od drugiego. Podszedł do najpiękniejszego z nich i go zerwał. Dokładnie to uczynił z twoim bratem”. Dopiero potem wyjaśnił, że brat zostanie zbawiony, ale ona musi się za niego modlić. Kobieta nie dawała za wygraną. Przy okazji kolejnych spowiedzi u Ojca Pio nieustannie pytała o stan duszy swego zmarłego brata. Po jednej z nich usłyszała: „On jest w raju”. Te słowa mocno ją uradowały, ale dały jej również wiele do myślenia. Pomimo że jej brat był kapłanem i wychowankiem Ojca Pio, w czyśćcu spędził aż jedenaście miesięcy, zgodnie ze słowami Stygmatyka: „Moja córko, my duchowni mamy większą odpowiedzialność przed Bogiem i kiedy zjawiamy się przed Nim, to z lękiem i drżeniem”. Stygmatyk dał jej jeszcze jedną ważną wskazówkę. Gdy Carmela Marocchino dopytywała się, czy nadal ma się modlić za swoich zmarłych rodziców, usłyszała niezwykle cenne pouczenie zgodne z nauką Kościoła: „Jeśli im już więcej nie są potrzebne twoje modlitwy, to one są oddawane innym duszom”.

    Kiedy 20 marca 1910 roku zmarł ciężko chory Nicola, brat Marii Pompilio, kobieta poprosiła Ojca Pio, by pomógł jej zobaczyć go podczas snu. Zakonnik zganił ją za to słowami: „Żyjmy w rzeczywistym świecie, nie w snach”. Jednak pewnej nocy przyśnił się jej brat, który powiedział: „Czy ty wiesz, że Ojciec Pio był obecny w czasie mojej śmierci? […] Nie mogłem ci tego wtedy powiedzieć, bo byłem w agonii, lecz on pozostawał przy mnie do czasu, aż Sędzia [Bóg] mnie osądził. Otrzymałem jedenaście lat czyśćca, lecz Ojciec Pio wstawił się za mną i dostałem tylko dwa”. Następnego dnia Maria Pompilio udała się do Ojca Pio, który na jej widok zapytał: „Czy teraz jesteś szczęśliwa?”. Jej odpowiedź była równie natychmiastowa: „Tak. Ależ Ojcze, co ty robisz? Chodzisz sobie wszędzie! Jesteś tu na ziemi i bywasz już w niebie!”. „A cóż robiłbym tu, na ziemi, jeśli nie byłbym w stanie wznieść się [do nieba] i zstąpić?” – brzmiała jego równie tajemniczo brzmiąca odpowiedź.

    Dusze zmarłych zajmowały uprzywilejowane miejsce w życiu duchowym Ojca Pio, pamiętał o nich w codziennych modlitwach, a przede wszystkim podczas celebracji mszy świętych. Troska o ich zbawienie stała się jego życiową misją. Jego doświadczenie z duszami czyścowymi oraz nauka o czyśćcu stanowią prawdziwą pomoc we właściwym postrzeganiu świata nadprzyrodzonego, który zaprasza do świętości życia, mobilizuje do czynienia dobra, nie pozwala pozostać obojętnym na los cierpiących w czyśćcu i ostrzega przed bolesnymi karami, gdy z oczu traci się najważniejszy cel, jakim jest szczęśliwe życie wieczne z Bogiem w niebie.

    br. Błażej Strzechmiński OFMCap/”Głos Ojca Pio” nr.8/2021

    **********************************************************

    Odpusty – po co, jak, dlaczego?

    Listopad to czas odpustów za dusze zmarłych.

    Czym tak właściwie są odpusty i dlaczego mamy się o nie starać

    fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    ***

    W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać, że “odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Może go dostąpić chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi określonymi warunkami za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie rozdziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” (por. KKK 1471).

    Papież Paweł VI w konstytucji apostolskiej Indulgentiarum doctrina dodaje jeszcze, że odpust jest cząstkowy albo zupełny zależnie od tego, czy od kary doczesnej należnej za grzechy uwalnia w części czy w całości. Dla pełnego obrazu nauki katolickiej trzeba jeszcze wspomnieć, że odpusty mogą być udzielane żywym lub zmarłym.

    “Aby dobrze zrozumieć naukę i praktykę Kościoła, trzeba uświadomić sobie, że każdy grzech ma podwójny skutek. Grzech ciężki pozbawia nas jedności z Bogiem, a przez to zamyka nam dostęp do zbawienia, co jest określane «karą wieczną» czy wiecznym potępieniem. Każdy zaś grzech, nawet powszedni, powoduje ponadto nieuporządkowane przywiązania do stworzeń, które wymaga oczyszczenia, albo na ziemi, albo po śmierci, w stanie nazwanym czyśćcem. Takie oczyszczenie uwalnia od tego, co nazywamy «karą doczesną» za grzech (por. KKK 1472).

    Gdy człowiek dokona jakiegoś złego czynu, jakiegoś przestępstwa, to wymiar sprawiedliwości najpierw orzeka jego winę, a potem w oparciu o obowiązujące prawo wydaje wyrok. Ten wyrok jest karą za popełniony czyn. Podobnie ma się rzecz z grzechem, który jest złem w oczach Boga.

    Każdy grzech implikuje winę i karę. Sakramentalna spowiedź, w której przepraszamy Boga za nasze grzechy, a w sposób wiążący rozgrzeszenie, uwalnia człowieka od winy, kara jednak pozostaje, gdyż człowiek musi odpokutować za swoje grzechy. Aby Bóg darował karę, czyli pozwolił człowiekowi osiągnąć zbawienie bez czasu oczyszczenia w czyśćcu, potrzebny jest właśnie odpust.

    Katechizm naucza, iż “przebaczenie grzechu i przywrócenie jedności z Bogiem (w sakramencie pokuty) pociągają za sobą odpuszczenie wiecznej kary za grzech. Pozostają jednak kary doczesne. Chrześcijanin powinien więc starać się przez dzieła miłosierdzia i miłości, a także przez modlitwę i różne praktyki pokutne [jak mówi św. Paweł] uwolnić się całkowicie od «starego człowieka» i przyoblec człowieka nowego” (por. KKK 1473).

    Zwykłym warunkiem otrzymania odpustu jest stan łaski uświęcającej (odbycie spowiedzi św.), przyjęcie Komunii św. i odmówienie modlitwy w intencjach Ojca Świętego. Odpust zupełny można uzyskać przy wielu okazjach, m.in. za nawiedzenie cmentarza i modlitwę za zmarłych w dzień zaduszny (ten można ofiarować tylko za zmarłych), na zakończenie rekolekcji czy w dniu odpustu parafialnego.

    Warunki zyskania odpustu zupełnego:

    – wyrzeczenie się przywiązania do grzechu, nawet powszedniego (jeżeli brakuje całkowitej dyspozycji – zyskuje się odpust cząstkowy),

    – stan łaski uświęcającej lub spowiedź sakramentalna,

    – przyjęcie Komunii św.,

    – odmówienie modlitwy (np. „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”) w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji papieża, choć i ta modlitwa jest bardzo cenna, lecz w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież).

    – wykonanie czynności związanej z odpustem, np. nawiedzenie kościoła, odmówienie modlitwy.

    Ewentualna spowiedź, Komunia św. i modlitwa w intencjach Ojca Świętego mogą być wypełnione w ciągu kilku dni przed lub po wypełnieniu czynności, z którą związany jest odpust; między tymi elementami musi jednak istnieć związek.

    Po jednej spowiedzi można uzyskać wiele odpustów zupełnych, natomiast po jednej Komunii św. i jednej modlitwie w intencjach papieża – tylko jeden odpust zupełny.

    Kościół zachęca do ofiarowania odpustów za zmarłych. Przez taki dar sam ofiarodawca zyskuje dla siebie odpust zupełny w godzinie swojej śmierci.

    Odpustów (zarówno cząstkowych, jak i zupełnych) nie można ofiarowywać za innych żywych.

    Możemy zyskać odpust zupełny z okazji:

    – adoracji Najświętszego Sakramentu przez co najmniej pół godziny (jeśli jest krótsza – odpust cząstkowy),

    – nawiedzenia jednej z czterech rzymskich bazylik (św. Piotra, św. Pawła za Murami, Matki Bożej Większej lub św. Jana na Lateranie) i odmówienie w niej „Ojcze nasz” i „Wierzę” w święto tytułu tej bazyliki, w jakiekolwiek święto nakazane (np. we Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny), raz w roku, w dniu wybranym przez wiernego,

    – przyjęcia błogosławieństwa udzielanego przez Papieża „Urbi et Orbi” (Miastu i Światu), choćby przez radio lub telewizję,

    – adoracji i ucałowania Krzyża podczas liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek,

    – odmówienia modlitwy: „Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu”, po Komunii św. przed obrazem Jezusa Ukrzyżowanego w każdy piątek Wielkiego Postu oraz w Wielki Piątek (w pozostałe dni – odpust cząstkowy),

    – uczestnictwa w uroczystym zakończeniu Kongresu Eucharystycznego,

    – uczestnictwa w rekolekcjach trwających przynajmniej trzy dni,

    – publicznego odmówienie aktu wynagrodzenia Sercu Jezusowemu „O Jezu Najsłodszy” w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa (w inne dni – odpust cząstkowy),

    – publicznego odmówienia aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Chrystusowi Królowi „O Jezu Najsłodszy”, w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata (w inne dni – odpust cząstkowy),

    – przyjęcia Pierwszej Komunii świętej lub uczestnictwo w takiej uroczystości,

    – sprawowania i uczestnictwa we Mszy świętej prymicyjnej,

    – sprawowania i uczestnictwa we Mszy świętej z okazji 25-, 50- i 60-lecia kapłaństwa,

    – odmówienia w całości (bez przerwy) przynajmniej jednej części Różańca w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy),

    – jednorazowego nawiedzenia kościoła, w którym trwa Synod diecezjalny,

    – pobożnego odmówienia (śpiewu) modlitwy „Przed tak wielkim Sakramentem” podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej, po Mszy św. w Wielki Czwartek oraz w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało); w innym czasie – odpust cząstkowy,

    – publicznego odmówienia (śpiewu) hymnu „Ciebie, Boga, wysławiamy” jako podziękowanie za otrzymane łaski w ostatnim dniu roku (w innym czasie, nawet prywatnie – odpust cząstkowy),

    – publicznego odmówienia (śpiewu) hymnu „Przyjdź, Duchu Święty” (Veni Creator) w Nowy Rok i w uroczystość Zesłania Ducha Świętego (w pozostałe dni, nawet prywatnie – odpust cząstkowy),

    – odprawienia Drogi Krzyżowej przed urzędowo erygowanymi stacjami Drogi Krzyżowej (np. w kościele, na placu przykościelnym), po spełnieniu następujących warunków: rozważanie męki i śmierci Chrystusa (nie jest konieczne rozmyślanie o poszczególnych tajemnicach każdej stacji), przechodzenie od jednej stacji do drugiej (przy publicznym odprawianiu wystarczy, aby prowadzący przechodził, jeśli wszyscy wierni nie mogą tego czynić); jeśli ktoś z powodu słusznej przyczyny (np. choroby, zamknięcia kościoła itp.) nie może odprawić Drogi Krzyżowej wg podanych wyżej warunków, zyskuje odpust zupełny po przynajmniej półgodzinnym pobożnym czytaniu lub rozważaniu męki Chrystusa,

    – nawiedzenia kościoła parafialnego w święto tytułu lub 2 sierpnia, kiedy to przypada odpust „Porcjunkuli”, po odmówieniu „Ojcze nasz” i „Wierzę”,

    – nawiedzenia kościoła lub kaplicy we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada) i odmówienie tam „Ojcze nasz” i „Wierzę”,

    – w dniach od 1 do 8 listopada (w 2021 r. przedłużone na cały listopad) za nawiedzenie cmentarza z równoczesną modlitwą za zmarłych – codziennie odpust zupełny, który można ofiarować wyłącznie za zmarłych (za nawiedzenie cmentarza w inne dni – odpust cząstkowy również wyłącznie za zmarłych),

    – nawiedzenia kościoła lub kaplicy zakonnej w święto ich założyciela i odmówienie tam „Ojcze nasz” i „Wierzę”,

    – odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych podczas liturgii Wigilii Paschalnej w Wielką Noc lub w rocznicę swojego chrztu (jeśli przy pomocy innej formuły w innym czasie – odpust cząstkowy). Ponadto dla Polski zostały zatwierdzone także dwa dodatkowe odpusty zupełne:

    – uczestnictwo w nabożeństwie „Gorzkich Żali” jeden raz w Wielkim Poście w jakimkolwiek kościele na terenie Polski,

    – nawiedzenie dowolnej bazyliki mniejszej w następujące dni: w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła (29 czerwca), w święto jej tytułu, 2 sierpnia (odpust „Porcjunkuli”), jeden raz w ciągu roku w dniu wybranym według uznania.

    Odpust cząstkowy:

    możemy uzyskać:

    – jeśli w czasie spełniania swoich obowiązków i w trudach życia wzniesiemy myśli do Boga z pokorą i ufnością, dodając w myśli jakiś akt strzelisty, np. „Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami”,

    – jeśli powodowani motywem wiary przyjdziemy z pomocą potrzebującym (chorym, więźniom, niepełnosprawnym, samotnym, starcom itp.),

    – gdy odmówimy sobie czegoś godziwego, a przyjemnego dla siebie. Warunek ten ma zachęcić nas do praktykowania dobrowolnych umartwień.

    Odpust cząstkowy jest związany z odmówieniem jakiejś znanej modlitwy i można go uzyskać wielokrotnie w ciągu dnia. Niektóre z modlitw związanych z odpustem cząstkowym, to: „Anioł Pański” (lub „Regina Caeli” w okresie wielkanocnym), „Duszo Chrystusowa”, „Wierzę w Boga”, Psalm 130 („Z głębokości”), Psalm 51 („Zmiłuj się”), modlitwa św. Bernarda („Pomnij, o Najświętsza Panno”), „Wieczny odpoczynek”, „Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia”, „Pod Twoją obronę”, „Magnificat”. Odpust cząstkowy możemy też uzyskać odmawiając jedną z sześciu litanii zatwierdzonych dla całego Kościoła (do Najświętszego Imienia Jezus, do Najświętszego Serca Pana Jezusa, do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana, Loretańskiej do Najświętszej Maryi Panny, do św. Józefa lub do Wszystkich Świętych) oraz Jutrznię lub Nieszpory za zmarłych, a także pobożne uczynienie znaku Krzyża Świętego.

    ks. Tomasz Wójtowicz, ks. Florian/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    Czas na nowe okulary! – Pismo Święte jest dla każdego

    „Co może mi dać Księga napisana tysiące lat temu? Po co tracić czas na czytanie moralizujących tekścików?” – myślisz podobnie? Ja tak myślałem przez pierwsze 21 lat mojego życia.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Pismo Święte kojarzyłem głównie z wieczerzą wigilijną. Tylko wtedy wspólnie z rodziną czytaliśmy fragment Ewangelii. Był to jedynie miły akt tradycji, otwierający drzwi do uczty i prezentów, które już czekały pod choinką. Pismo Święte? Przecież to dla księdza albo moherowej babci w kościele. Dla mnie? Po co! Nie widziałem zupełnie sensu zagłębiania się w lekturę Biblii. Już sama jej objętość odstrasza. Nie dość całej sterty szkolnych lektur, tysięcy stron zapisanych mikroskopijnymi czcionkami?Dopiero w trakcie studiów poczułem znaczenie słów Pisma Świętego we własnym sercu. W beznadziei życia, braku perspektyw i bólu codzienności, Bóg przyszedł do mnie także przez słowa z Biblii. Dawniej myślałem, że Bóg jest odległą energią, której nie obchodzi mój los. Dzięki Pismu Świętemu pojąłem, że On jest Bogiem bliskim, dla którego jestem oczkiem w głowie.

    W Piśmie Świętym odkryłem miłosiernego Ojca, który nikogo nie przekreśla i zawsze czeka na powrót swoich zagubionych dzieci.

    Od kiedy na poważnie zacząłem zgłębiać wiarę katolicką, zrozumiałem, że wszystkie praktyki, które oferuje dziś tak bardzo wyśmiewany Kościół, mają za zadanie rozwijać moją relację z samym Stwórcą.

    Dotarło do mnie, że Bóg, przychodząc na świat w osobie Jezusa, pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Ciebie też. Każdego – bez wyjątku.

    „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

    Regularnie przyjmując Eucharystię, spowiadając się, modląc czy właśnie czytając Pismo Święte, zacząłem budować z Jezusem osobistą więź, która odmieniła moje życie.

    To dzięki temu, że otworzyłem w sercu drzwi dla Chrystusa, mógł On zacząć w nim porządki. Zabrał nienawiść, pychę, nieczystości, by w zamian dać pokój, radość, siłę ducha. To on ze zgliszczy mojego życia zbudował bezpieczny dom, dał mi kochającą żonę, cudne córeczki, świetną pracę, spełnianie marzeń i najważniejsze – możliwość bycia Jego uczniem.

    Pismo Święte już na samym początku drogi mojego nawrócenia pozwoliło mi zobaczyć świat oczami Boga. Swoją przygodę ze Słowem Życia zacząłem od Ewangelii. To dzięki niej dowiedziałem się, kim tak naprawdę jest Jezus, zacząłem Jego słowa i polecenia wcielać w moje życie i zauważać ich owoce.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może włożyć niedowidzący człowiek. Bez Boga i Jego słowa jesteśmy jak niewidomy, który błądzi w ciemnym lesie. Włożywszy słowo Boże na swoje oczy, przez jego pryzmat wreszcie możemy zobaczyć prawdziwe życie.

    Dawniej myślałem, że Bóg jest surowym ojcem, który tylko czyha na potknięcie człowieka, aby go ukarać.

    „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7).

    Wiecie, jakie sformułowanie pada w Biblii najczęściej? To nie: „kara”, „musicie” czy „nie wolno”. To: „nie lękajcie się”, „nie bójcie się”! Aż 365 razy, na każdy dzień roku, Bóg daje nam zapewnienie o swojej opiece. Z Nim nie musimy się bać. Z Nim każdy nasz problem staje się tylko małym problemikiem.

    Żeby odczuć działanie Boga w swoim życiu, trzeba Go po prostu do siebie zaprosić. Dopiero gdy poświęcimy swój czas Jezusowi, On może przy nas być. Wiem, że o wiele łatwiej jest poleżeć na kanapie, scrollując fejsa, ale czy nie warto się wysilić, aby mieć więcej?

    Tracąc w pokoju czas dla Jezusa – zyskujesz pokój ducha w sercu. Zamykając durne apki w smartfonie, otwierasz swoje serce dla Boga. Otwierając apkę z Pismem Świętym, zamykasz się na zło, ból i problemy.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może założyć niedowidzący człowiek.

    Nie chodzi o to, żebyś w 2 miesiące przeczytał całą Biblię, jęcząc z bólu. W Piśmie Świętym nie chodzi tylko o czytanie. Chodzi o przyjmowanie. Jeśli przyjmujesz to, co Bóg chce ci danego dnia powiedzieć, twoje życie napełnia się Jego obecnością.

    Zacznij od Ewangelii. Dobrą metodą jest także lektura czytań z danego dnia, które oferuje liturgia Kościoła. Pismo Święte masz w aplikacji na smartfona. Zajrzyj też do naszego niedzielnego Niezbędnika Katolika i daj się nareszcie poprowadzić Bogu.

    To nie będzie proste. Zły tak łatwo nie odpuszcza – na bank przyjdzie z lenistwem, brakiem czasu czy wyśmiewaniem ze strony znajomych. Rezygnując z podziwu świata, przyjmujesz propozycję Jezusa. Przyjmując ofertę Boga, rozpakowujesz prezent, który On sam przygotował dla ciebie już przy założeniu świata.

    Warto zaryzykować – to naprawdę się opłaca. Czasami wystarczy tylko dobrać odpowiednie okulary, aby zobaczyć coś znacznie wyraźniej.

    „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona

    zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15).

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    ****************************

    Czy Słowo Boże ma moc czy to tylko „materiał do medytacji”?

    „Czy Słowo Boże ma moc? Tak, jeśli jest głoszone i nauczane z przekonaniem, wiarą, autorytetem i namaszczeniem Duchem Świętym i jeśli mamy pewność, że jest prawdziwe i niezawodne”, pisze na łamach tygodnika „Gość Niedzielny” ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Kapłan komentując fragment Listu do Hebrajczyków, który wierni usłyszą w niedzielę podczas Mszy Świętej zastanawia się, jakie podejście dominuje we współczesnym świecie w stosunku do Pisma Świętego. Czy Słowo Boże jest „pokarmem dla myśli? Materiałem do medytacji? Jedną z wielu opinii? Przestarzałym mity?”. Czy można je „brać dosłownie”? Czy można je „dostosowywać do naszych czasów?”.

    Ks. Skrzypczak ubolewa, że w przekonaniu znacznej grupy wiernych i niewiernych Pismo Święte jest uważane za „zestaw starożytnych dokumentów, oczywiście fascynujących, ale pozbawionych nadprzyrodzonej ważności, którego nikt już nie może zrozumieć z wyjątkiem specjalistów”.

    „Jakie to smutne, że Słowo Boże zostało zakryte dla tak wielu! Ono jest ogniem, skałą, mocą, liną ratunkową, pilnym ostrzeżeniem, źródłem ratującej życie wiedzy, kluczem do szczęścia i głębokim listem miłosnym od Boga do nas. Powinniśmy je pożeraćIlekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15,16)”, pisze duchowny.

    Autor zwraca również uwagę, że List do Hebrajczyków moc Słowa Bożego zawartą w jego głoszeniu nazywa mieczem Ducha i ten właśnie miecz jest naszą bronią do walki nie tylko z ludzkimi wadami i grzechem, ale i z samym demonem.

    „Słowo Boże, przenikające serca grzeszników, wypędza skłębione masy grzechów i demonów. (…) Czas przestać chwiać się na obie strony. Jeśli mamy być lojalni wobec Chrystusa, musimy sięgać po miecz Ducha. I uderzać z mocą opasłego i ospałego despotę zatruwającego nas i nasz Kościół grzechem, fałszem i egoizmem”, podsumowuje ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Gość Niedzielny

    *************************************************************

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA 4 listopada – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU OD GODZ. 20.00 DO 21.00

    W PIERWSZOCZWARTKOWY WIECZÓR MODLĄC SIĘ W INTENCJI KAPŁANÓW – W TYM LISTOPADOWYM MIESIĄCU SZCZEGÓLNIE POLECAMY BOŻEMU MIŁOSIERDZIU PREZBITERÓW, KTÓRZY JUŻ PRZESZLI PRZEZ PRÓG ŚMIERCI DO ŻYCIA WIECZNEGO A KTÓRYCH SPOTKALIŚMY NA DROGACH NASZEGO ŻYCIA.

    _______________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA 5 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    OD GODZ. 12.00 DO 15.00 – EUCHARISTIC ADORATION (PARISH OF ST. PETER)

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18.00 DO 19.00

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.30

    Dzisiejszy człowiek bardzo potrzebuje powrotu do serca:

    do Najświętszego Serca Pana Jezusa i do swojego serca.

    Adobe.Stock

    ***

    Papież Franciszek mówiąc o nowej ewangelizacji Kościoła tłumaczy, że ona nie polega na ignorowaniu wszystkiego, co do tej pory było obecne w duszpasterstwie. Nowe formy ewangelizacyjne nie mogą tworzyć nowego Kościoła – alternatywnego, obok tego, który jest. Wyzwaniem, którego nie można pominąć i nie zauważyć – jest na nowo ożywić nasze wspólnoty parafialne. Takim skarbem zapomnianym są, między innymi, pierwsze piątki miesiąca. Odkryjmy na nowo wciąż aktualne przesłanie naszego Pana Jezusa Chrystusa do nabożeństwa Jego Najświętszego Serca. Przecież to jest pragnienie samego Boga, które wyraził wraz z prośbą w objawieniach św. Małgorzacie Marii Alacoque. Dwanaście obietnic Jezusowego Serca jak bardzo są nam dziś potrzebne w codziennym życiu, a którymi Pan Bóg przecież pragnie obdarzać czcicieli Jego Serca.

    _____________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    _______________________________________

    Dzisiejszego dnia zachęcam również do rozpoczęcia 33 dniowego okresu ćwiczeń duchowych przygotowujących do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę, który zakończy się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP.

    Podany okres jest propozycją i nie wyklucza rozpoczęcia przygotowań w innym, dowolnym terminie. Nie powinno się też traktować przygotowań w sposób zabobonny. Ominięcie jednego, a nawet kilku dni z powodów losowych nie wyklucza kontynuowania rekolekcji, po nadrobieniu w skupieniu zaległych czytań i ćwiczeń duchowych. Przygotowania mają na celu przede wszystkim otwarcie się na działanie w nas Matki Bożej, poprzez zaangażowanie w modlitwę i rozważania, nie na samym wypowiadaniu ścisłej ilości modlitw w określonym terminie.

    • podaję link, gdzie można znaleźć potrzebne informacje:

    https://niewolnikmaryi.com/2019/03/24/33-dniowy-okres-cwiczen-duchowych-do-aktu-ofiarowania-sie-jezusowi-chrystusowi-przez-maryje-2/

    • również można znaleźć wersje książki online do:
      33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignon de Montfort – ks. Fryderyk Wilhelm Faber: https://www.duchprawdy.com/33 dni przygotowania wg traktatu sw ludwika.pdf

    ——————————————————————————————————————–

    1 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    I SOBOTA MIESIĄCA 6 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17.00 DO 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z NIEDZIELI – GODZ. 18.00

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Aby spełnić prośbę Bożej Matki dotyczącą Pięciu Pierwszych Sobót Miesiąca należy:

    1. przystąpić do sakramentu spowiedzi św. i przyjąć Komunię św.,
    2. pomodlić się na różańcu wybierając jedną z czterech części Tajemnic (Radosną, Światła, Bolesną, Chwalebną),
    3. poświęcić kwadrans czasu na rozważanie jednej z 20 Tajemnic Różańca Świętego,
    4. być świadomym intencji, którą jest wynagrodzenie za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Pannie.

    __________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ________________________________________

    MATKA BOŻA CELEM PLUGAWYCH ATAKÓW

    Prorocka misja Fatimy nie została zakończona

    Nie przypominam sobie sytuacji, by Najświętsza Maryja Panna była w tak krótkim czasie tak często obrażana w tak plugawy sposób jak w ostatnich tygodniach, w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. Oto kilka przykładów. Netflix wyemitował brazylijski film dokumentalny „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, w którym Matka Boża przedstawiona została jako prostytutka, zaś Jezus jako homoseksualista. Norweska poczta (Posten Norge) upubliczniła na YouTubie filmową reklamę, w której ukazano Maryję jako cudzołożnicę, która pod nieobecność Józefa ma romans z listonoszem, a owocem ich związku jest bękart o imieniu Jezus. Na terenie uniwersytetu w Bolonii zorganizowano imprezę pt. „Niepokalana Antykoncepcja”, przedstawiając Maryję otoczoną wieńcem nie gwiazd, lecz prezerwatyw (wcześniej w tym samym mieście miała miejsce impreza zatytułowana „Matka Boża płacze spermą”).

    Zauważmy, że we wszystkich wspomnianych przypadkach plugawcy i bluźniercy próbują znieważyć Matkę Bożą, przypisując jej nieczystość i rozwiązłość. Jest to „modus operandi” wypróbowany już w przeszłości z powodzeniem wobec innych kobiet. Przywołajmy dwa przypadki.

    Pierwszy dotyczy królowej Francji Marii Antoniny Austriaczki, żony Ludwika XVI. Wybitny brytyjski filozof polityczny Edmund Burke, autor głośnych „Rozważań o rewolucji we Francji”, uważał ją za jedną z najbardziej fascynujących osobowości, jakie spotkał w swoim życiu. Kiedy poznał królową w Paryżu, był pewien, że w narodzie rycerzy i ludzi honoru „dziesięć tysięcy szpad wyskoczy z pochew, by bronić jej nawet przed spojrzeniem, które mogłoby ją obrazić”.

    Maria Antonina, wywodząca się z arcykatolickiego rodu Habsburgów, była jednak wyjątkowo znienawidzona przez libertyńskie elity Francji. Jeszcze przed rewolucją zaczęto prowadzić przeciw niej zorganizowaną akcję dyfamacyjną.

    Nieżyjący już amerykański badacz Warren H. Carroll w swej „Historii chrześcijaństwa” pisał, iż: „francuska opinia publiczna była skłonna myśleć najgorsze rzeczy o cudzoziemskiej królowej. Pamięć i reputacja żadnej z kobiet, i niewielu mężczyzn, nie została nigdy tak dokładnie i tak niesprawiedliwie zszargana przez współczesną im opinię. Dostęp do najgorszych z wymierzonych w nią pamfletów, pisanych i publikowanych tuż przed wybuchem i w trakcie trwania rewolucji francuskiej, przechowywanych w zbiorach francuskiej Biblioteki Narodowej, po dziś dzień wiąże się z koniecznością posiadania specjalnego zezwolenia. (Jest wśród nich wiele obrzydliwych, obscenicznych druków i ilustracji o charakterze zdecydowanie pornograficznym, przedstawiających królową Francji jako uczestniczkę wyuzdanych orgii). Choć nie daje się dziś wiary najobrzydliwszym, najbardziej obscenicznym kalumniom, to nad jej imieniem nadal unosi się odór skandalu, a ją samą otacza aura pogardy. W końcu dosłownie cały zachodni świat wciąż wierzy, że to ona właśnie na wieść o tym, że lud nie ma chleba, odpowiedziała: «To niech jedzą ciastka!« Rzecz w tym, że nigdy podobnych słów nie wypowiedziała, niezależnie od tego, jak wielu ludzi w to wierzy. Tą, która wypowiedziała te słowa, była żona Ludwika XIV, prababka Ludwika XVI, męża Marii Antoniny”.

    Kiedy Maria Antonina jechała na szafot, żadna szpada nie wysunęła się w jej obronie. Cześć królowej została bowiem uprzednio tak zbrukana, a jej imię tak zniesławione, że budziła jak najgorsze uczucia wśród tłumu, który towarzysząc jej w drodze na gilotynę krzyczał „Śmierć Austriaczce!”

    W ostatnim liście, pisanym w celi śmierci w dniu egzekucji, Maria Antonina skreśliła następujące słowa: „Umieram w religii katolickiej, apostolskiej, rzymskiej. W religii moich ojców, w której zostałam wychowana i którą zawsze wyznawałam. (…) Szczerze błagam Boga o wybaczenie moich win, które mogłam popełnić w moim życiu. (…) Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom, którzy wyrządzili mi zło”.

    Druga z historii dotyczy ostatniej cesarzowej Rosji, żony cara Mikołaja II, Aleksandry. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej rewolucjoniści rozpoczęli skuteczną kampanię zniesławiającą monarchinię, rozpowszechniając rynsztokowe pamflety na jej temat m.in. wśród żołnierzy na froncie.

    Karol Wędziagolski, naoczny świadek tamtych wydarzeń, tak opisywał to w swoich „Pamiętnikach”: „W tym czasie w okopach krążyły już z rąk do rąk tysiące odbitek nikczemnych fotomontaży, świetnie technicznie wykonanych, przedstawiających carową i jej cztery córki w najbardziej sprośnych scenach z Rasputinem, na tle łaźni, w zupełnym obnażeniu wszystkich postaci, w kolejnej i haniebnej intymności matki i córek z «opatrznościowym« starcem. Miliony prostaków uwierzyło, bo nie uwierzyć nie umiało, w autentyczność tych dokumentów. A kiedy uwierzyli, otworzyła się przed nimi przepaść. Gdy mistyczna aureola nad pomazańcami bożymi rozwiała się w «pochabnej» mgle burdelu, w prostackich duszach stała się katastrofa największa, jaka się może w duszach wydarzyć po obaleniu wczorajszych bogów. Groźny pomruk, jeszcze tłumiony i przyduszony strachem, potoczył się po eurazyjskiej równinie, odbijając się ustokrotnionym echem przerażenia i gniewu”.

    Wędziagolski pisał: „Inteligencja łącznie z pospólstwem wierzyła wszystkiemu, bo sama stawała się pospólstwem”.

    Epilog znamy: rozstrzelanie całej rodziny carskiej – Mikołaja II, jego żony Aleksandry, ich czterech córek i synka. Egzekucja poprzedzona została – jak mawiał pewien praktyk działań dyfamacyjnych – „zniszczeniem fundamentów godnościowych” przysługujących ich statusowi.

    Czy dziś nie mamy do czynienia z podobną akcją, tym razem wymierzoną jednak w osobę samej Matki Bożej? Do tej pory nie była ona celem publicznych i tak wulgarnych ataków. Nawet osoby niewierzące często odczuwały wobec niej szacunek i cześć. Nikomu nie przychodziło do głowy, by rozpowszechniać jej wizerunek jako nierządnicy i ladacznicy. Teraz zaczyna się to zmieniać. Przecież przy produkcji owych bluźnierczych filmów pracowały całe rzesze ludzi. Mamy prawo przypuszczać, że walka z Maryją będzie się jeszcze zaostrzać. Do czego jednak zmierza ta kampania? Co będzie jej efektem? Czy znajdą się ci, którzy staną w obronie czci Przenajświętszej Maryi Panny?

    W tym kontekście jeszcze bardziej ujawnia się aktualność objawień fatimskich, a zwłaszcza nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Kiedy siostra Łucja notowała słowa dotyczące istoty każdej z owych pięciu comiesięcznych celebracji, nie były one wówczas tak oczywiste, jak stają się dziś, w obliczu tego, co obserwujemy obecnie.

    Nieprzypadkowo Benedykt XVI w 2010 roku w trakcie pielgrzymki do Portugalii powiedział: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona.”

    To jest przesłanie, które wymaga odczytania na nowo, zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się teraz.

    autor: Grzegorz Górny/źródło: wPolityce.pl/sekretariat fatimski.pl

    ___________________________________________________

    • Medytacja – listopad 2021. Tajemnica – Ukrzyżowanie Pana Jezusa
    • Życie i ofiara bł. Alexandriny da Costa – “fatimskiej mistyczki”

    Ofiara życia bł. Alexnadriny ukazuje, jak Bóg w zadziwiający sposób realizuje swój plan, by świat został poświęcony Niepokalanemu Sercu Maryi. Nie tylko za jej pośrednictwem zwraca się do Papieża w tej sprawie, ale również prosi ją by złożyła ze swego życia ofiarę w tej intencji.

    Była jedną z największych mistyczek ubiegłego stulecia. Współcierpiąc z Chrystusem, miała udział w Jego dziele odkupienia. Urodziła się 30 marca 1904 r. w Balasarze w archidiecezji Braga w Portugalii. Gdy miała 7 lat, rodzice posłali ją do Póvoa de Varzim, gdzie znajdowała się najbliższa szkoła podstawowa. Mieszkała przy rodzinie pewnego stolarza. Tam w 1911 r. przyjęła I komunię św. Po osiemnastu miesiącach nauki powróciła do domu rodzinnego.


    Gdy miała 14 lat, doszło do tragicznego wydarzenia, które przesądziło o całym jej życiu. W Wielką Sobotę 1918 r., chcąc się uchronić przed gwałtem, wyskoczyła przez okno z wysokości 4 m. Następstwem upadku był postępujący paraliż. Od 14 kwietnia 1925 r. nie mogła już podnieść się z łóżka, w którym pozostała przez 30 lat, aż do śmierci.


    W pierwszych latach choroby błagała Boga za wstawiennictwem Matki Bożej o łaskę uzdrowienia. Złożyła też przyrzeczenie, że jeśli wyzdrowieje, poświęci się pracy misyjnej. Dopiero w 1928 r. zrozumiała, że to cierpienie jest jej powołaniem, i przyjęła je całym sercem. Mawiała: „Matka Najświętsza wyjednała mi jeszcze większą łaskę. Najpierw rezygnację, potem całkowite poddanie się woli Bożej i w końcu pragnienie cierpienia”.


    Ta nowa wizja cierpienia otwiera ją na życie mistyczne. Aleksandra doznaje głębokiego zjednoczenia z Jezusem Eucharystycznym. Swoje powołanie ujmuje w następujących słowach: „Jezu, jesteś więźniem tabernakulum, a ja mego łóżka, z Twojej woli. Będę więc trwała przy Tobie”. Niczym lampka przed tabernakulum, chce zawsze trwać przed Jezusem w Eucharystii, a podczas każdej Mszy św. ofiarowywać się Przedwiecznemu Ojcu za grzeszników, wraz z Jezusem i w Jego intencjach.
    Od 3 października 1938 r. do 24 marca 1942 r. co piątek — czyli 182 razy — pomimo paraliżu w niewytłumaczalny sposób wstawała z łóżka i przez trzy i pół godziny odprawiała Drogę Krzyżową.


    Kochać, cierpieć i wynagradzać” — taki program życia wyznaczył jej sam Jezus. Od 1934 r., na polecenie swego kierownika duchownego o. Mariana Pinhy SJ, Aleksandra spisywała wszystko, co mówił do niej Zbawiciel.
    W 1936 r. Pan Jezus za jej pośrednictwem polecił papieżowi poświęcić świat Niepokalanemu Sercu Maryi. O. Pinho trzykrotnie informował papieży o tym życzeniu. Wreszcie, po dokładnym zbadaniu wiarygodności objawień przez arcybiskupa Bragi, papież Pius XII 31 października 1942 r. zawierzył świat Niepokalanemu Sercu Maryi w przesłaniu przekazanym do Fatimy. 8 grudnia tego samego roku powtórzył ten akt w Bazylice św. Piotra.


    27 marca 1942 r. Aleksandra przestała jeść i od tej pory żyła jedynie Eucharystią.
    Idąc za radą swego nowego kierownika duchownego, ks. Umberta Pasquale, salezjanina, wstąpiła do Unii Współpracowników Salezjańskich, aby swym cierpieniem przyczyniać się do zbawienia młodych. Bardzo interesowała się ludźmi, ich problemami i życiem duchowym. Wiele osób przyjeżdżało do niej po radę lub z prośbą o modlitwę. W dalszym ciągu dyktowała swój dziennik.


    7 stycznia 1955 r. zostało jej objawione, że w ciągu roku umrze. 12 października przyjęła namaszczenie chorych, a następnego dnia, w rocznicę ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie, umarła. „Jestem szczęśliwa, bo idę do nieba” — powiedziała przed śmiercią. Na swym grobie, który obecnie znajduje się w kościele parafialnym w Balasarze, kazała umieścić słowa: „Grzesznicy, jeśli proch mego ciała może przyczynić się do waszego zbawienia, zbliżcie się, depczcie go, aż całkiem zniknie. Ale nie grzeszcie już więcej, nie obrażajcie naszego Pana Jezusa!”.

    sekretariat fatimski.pl

    ——————————————————————————————————————–

    2 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA 7 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 DO 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ——————————————————————————————————————–

    3 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–


    PONIEDZIAŁEK 8 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    KATECHIZACJA DLA DOROSŁYCH O GODZ. 18.00

    PORADNIA RODZINNA OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ——————————————————————————————————————–

    4 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    WTOREK 9 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    GODZ. 18.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ W INTENCJI DUSZ, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, DOSTĄPIŁY JAK NAJSZYBCIEJ WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ——————————————————————————————————————–

    5 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    ŚRODA 10 LISTOPADA

    ——————————————————————————————————————–

    6 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    CZWARTEKEK 11 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚW. DZIĘKCZYNNA W INTENCJI OJCZYZNY O GODZ. 19.00

    _______________________

    Modlitwy za Ojczyznę i ważne słowa, które warto wciąż przypominać:

    Pexels

    *****

    Boże, Stworzycielu świata, który każde stworzenie otaczasz swoją ojcowską troską i kierujesz biegiem historii, by osiągnęła swój cel – zbawienie.

    My widzimy Twoją Ojcowską miłość, gdy łagodzisz zatwardziałość człowieka i otwierasz rozdarty konfliktami i walką świat na pojednanie.

    Odnów dla nas cuda Twojego miłosierdzia: ześlij swojego Ducha, by działał w głębi naszych serc, aby wrogowie dojrzeli do dialogu, przeciwnicy uścisnęli sobie dłonie, a ludzie żyli w zgodzie.

    Pomóż nam poświęcić się szczeremu dążeniu do prawdziwego pokoju, który kładzie kres kłótniom; do miłości, która przezwycięża nienawiść; do wybaczenia, które rozbraja wszelką zemstę.

    Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    św. Jan Paweł Wielki

    *****

    Aniele Stróżu Polski, przyjdź z pomocą wszystkim

    Polakom w potrzebach duszy i ciała, aby podążając

    za wartościami materialnymi, nie tracili swych

    najważniejszych wartości jakimi są wiara

    chrześcijańska i prawdziwe poczucie dumy narodowej.

    Połóż kres poczynaniom szatana, który przez różne uciski i wrogie zasadzki spycha Polaków na dno moralne.

    Wstawiaj się za nami do Boga i przypomnij nam, że mamy najpierw szukać

    Królestwa Bożego i spełniania świętej woli naszego

    Ojca w niebie, a wszystko inne będzie nam przydane.

    Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    św. Andrzej Bobola

    *****

    Wszechmocny Boże, Ojców naszych Panie!

    Pochylamy pokornie nasze głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności,

    by prosić o Twoje błogosławieństwo.

    Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece, Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca.

    Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć, jak Ty przebaczasz nam nasze winy.

    I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj, Panie, prośby ludu swego.

    bł. ks. Jerzy Popiełuszko

    *****

    Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna chwałę przynosiła Imieniowi Twemu, a syny swe wiodła ku szczęśliwości.

    Wszechmogący wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.

    Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    sługa Boży ks. Piotr Skarga

    *****

    Proszę was, abyście cale to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

    św. Jana Paweł Wielki

    *****

    Tak często słyszymy zdanie: Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata.

    bł. kardynał Stefan Wyszyński

    *****

    W pojednaniu musi być jeden wspólny cel: dobro Ojczyzny i poszanowanie ludzkiej godności. Trzeba wyciągać ręce do pojednania w duchu miłości, ale i w duchu sprawiedliwości, bo, jak mówił Ojciec Święty [Jan Paweł II], nie może istnieć miłość bez sprawiedliwości. Miłość przerasta sprawiedliwość, a równocześnie znajduje potwierdzenie w sprawiedliwości.

    bł. ks. Jerzy Popiełuszko

    ——————————————————————————————————————–

    7 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    PIĄTEK 12 LISTOPADA KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00 19.00

    NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE O GODZ. 18.30

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00

    ——————————————————————————————————————–

    8 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    SOBOTA 13 LISTOPADA KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ PO RAZ PIERWSZY DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXXIII NIEDZIELI ZWYKŁEJ GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278.

    ——————————————————————————————————————–

    9 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA 14 listopada – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 DO 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ——————————————————————————————————————–

    10 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    ********************************

    W czwarty piątek każdego miesiąca w kaplicy sióstr Benedyktynek w Largs jest całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu od godz. 21.00 i kończy się Mszą św. o godz. 05.00

    (NASTĘPNA NOCNA ADORACJA BĘDZIE W STYCZNIU 2022 ROKU)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czas na nowe okulary! – Pismo Święte jest dla każdego

    „Co może mi dać Księga napisana tysiące lat temu? Po co tracić czas na czytanie moralizujących tekścików?” – myślisz podobnie? Ja tak myślałem przez pierwsze 21 lat mojego życia.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Pismo Święte kojarzyłem głównie z wieczerzą wigilijną. Tylko wtedy wspólnie z rodziną czytaliśmy fragment Ewangelii. Był to jedynie miły akt tradycji, otwierający drzwi do uczty i prezentów, które już czekały pod choinką. Pismo Święte? Przecież to dla księdza albo moherowej babci w kościele. Dla mnie? Po co! Nie widziałem zupełnie sensu zagłębiania się w lekturę Biblii. Już sama jej objętość odstrasza. Nie dość całej sterty szkolnych lektur, tysięcy stron zapisanych mikroskopijnymi czcionkami?Dopiero w trakcie studiów poczułem znaczenie słów Pisma Świętego we własnym sercu. W beznadziei życia, braku perspektyw i bólu codzienności, Bóg przyszedł do mnie także przez słowa z Biblii. Dawniej myślałem, że Bóg jest odległą energią, której nie obchodzi mój los. Dzięki Pismu Świętemu pojąłem, że On jest Bogiem bliskim, dla którego jestem oczkiem w głowie.

    W Piśmie Świętym odkryłem miłosiernego Ojca, który nikogo nie przekreśla i zawsze czeka na powrót swoich zagubionych dzieci.

    Od kiedy na poważnie zacząłem zgłębiać wiarę katolicką, zrozumiałem, że wszystkie praktyki, które oferuje dziś tak bardzo wyśmiewany Kościół, mają za zadanie rozwijać moją relację z samym Stwórcą.

    Dotarło do mnie, że Bóg, przychodząc na świat w osobie Jezusa, pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Ciebie też. Każdego – bez wyjątku.

    „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

    Regularnie przyjmując Eucharystię, spowiadając się, modląc czy właśnie czytając Pismo Święte, zacząłem budować z Jezusem osobistą więź, która odmieniła moje życie.

    To dzięki temu, że otworzyłem w sercu drzwi dla Chrystusa, mógł On zacząć w nim porządki. Zabrał nienawiść, pychę, nieczystości, by w zamian dać pokój, radość, siłę ducha. To on ze zgliszczy mojego życia zbudował bezpieczny dom, dał mi kochającą żonę, cudne córeczki, świetną pracę, spełnianie marzeń i najważniejsze – możliwość bycia Jego uczniem.

    Pismo Święte już na samym początku drogi mojego nawrócenia pozwoliło mi zobaczyć świat oczami Boga. Swoją przygodę ze Słowem Życia zacząłem od Ewangelii. To dzięki niej dowiedziałem się, kim tak naprawdę jest Jezus, zacząłem Jego słowa i polecenia wcielać w moje życie i zauważać ich owoce.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może włożyć niedowidzący człowiek. Bez Boga i Jego słowa jesteśmy jak niewidomy, który błądzi w ciemnym lesie. Włożywszy słowo Boże na swoje oczy, przez jego pryzmat wreszcie możemy zobaczyć prawdziwe życie.

    Dawniej myślałem, że Bóg jest surowym ojcem, który tylko czyha na potknięcie człowieka, aby go ukarać.

    „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7).

    Wiecie, jakie sformułowanie pada w Biblii najczęściej? To nie: „kara”, „musicie” czy „nie wolno”. To: „nie lękajcie się”, „nie bójcie się”! Aż 365 razy, na każdy dzień roku, Bóg daje nam zapewnienie o swojej opiece. Z Nim nie musimy się bać. Z Nim każdy nasz problem staje się tylko małym problemikiem.

    Żeby odczuć działanie Boga w swoim życiu, trzeba Go po prostu do siebie zaprosić. Dopiero gdy poświęcimy swój czas Jezusowi, On może przy nas być. Wiem, że o wiele łatwiej jest poleżeć na kanapie, scrollując fejsa, ale czy nie warto się wysilić, aby mieć więcej?

    Tracąc w pokoju czas dla Jezusa – zyskujesz pokój ducha w sercu. Zamykając durne apki w smartfonie, otwierasz swoje serce dla Boga. Otwierając apkę z Pismem Świętym, zamykasz się na zło, ból i problemy.

    Biblia jest jak okulary, które po wielu latach niewyraźnego widzenia nareszcie może założyć niedowidzący człowiek.

    Nie chodzi o to, żebyś w 2 miesiące przeczytał całą Biblię, jęcząc z bólu. W Piśmie Świętym nie chodzi tylko o czytanie. Chodzi o przyjmowanie. Jeśli przyjmujesz to, co Bóg chce ci danego dnia powiedzieć, twoje życie napełnia się Jego obecnością.

    Zacznij od Ewangelii. Dobrą metodą jest także lektura czytań z danego dnia, które oferuje liturgia Kościoła. Pismo Święte masz w aplikacji na smartfona. Zajrzyj też do naszego niedzielnego Niezbędnika Katolika i daj się nareszcie poprowadzić Bogu.

    To nie będzie proste. Zły tak łatwo nie odpuszcza – na bank przyjdzie z lenistwem, brakiem czasu czy wyśmiewaniem ze strony znajomych. Rezygnując z podziwu świata, przyjmujesz propozycję Jezusa. Przyjmując ofertę Boga, rozpakowujesz prezent, który On sam przygotował dla ciebie już przy założeniu świata.

    Warto zaryzykować – to naprawdę się opłaca. Czasami wystarczy tylko dobrać odpowiednie okulary, aby zobaczyć coś znacznie wyraźniej.

    „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona

    zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15).

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    ****************************

    Czy Słowo Boże ma moc czy to tylko „materiał do medytacji”?

    „Czy Słowo Boże ma moc? Tak, jeśli jest głoszone i nauczane z przekonaniem, wiarą, autorytetem i namaszczeniem Duchem Świętym i jeśli mamy pewność, że jest prawdziwe i niezawodne”, pisze na łamach tygodnika „Gość Niedzielny” ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Kapłan komentując fragment Listu do Hebrajczyków, który wierni usłyszą w niedzielę podczas Mszy Świętej zastanawia się, jakie podejście dominuje we współczesnym świecie w stosunku do Pisma Świętego. Czy Słowo Boże jest „pokarmem dla myśli? Materiałem do medytacji? Jedną z wielu opinii? Przestarzałym mity?”. Czy można je „brać dosłownie”? Czy można je „dostosowywać do naszych czasów?”.

    Ks. Skrzypczak ubolewa, że w przekonaniu znacznej grupy wiernych i niewiernych Pismo Święte jest uważane za „zestaw starożytnych dokumentów, oczywiście fascynujących, ale pozbawionych nadprzyrodzonej ważności, którego nikt już nie może zrozumieć z wyjątkiem specjalistów”.

    „Jakie to smutne, że Słowo Boże zostało zakryte dla tak wielu! Ono jest ogniem, skałą, mocą, liną ratunkową, pilnym ostrzeżeniem, źródłem ratującej życie wiedzy, kluczem do szczęścia i głębokim listem miłosnym od Boga do nas. Powinniśmy je pożeraćIlekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15,16)”, pisze duchowny.

    Autor zwraca również uwagę, że List do Hebrajczyków moc Słowa Bożego zawartą w jego głoszeniu nazywa mieczem Ducha i ten właśnie miecz jest naszą bronią do walki nie tylko z ludzkimi wadami i grzechem, ale i z samym demonem.

    „Słowo Boże, przenikające serca grzeszników, wypędza skłębione masy grzechów i demonów. (…) Czas przestać chwiać się na obie strony. Jeśli mamy być lojalni wobec Chrystusa, musimy sięgać po miecz Ducha. I uderzać z mocą opasłego i ospałego despotę zatruwającego nas i nasz Kościół grzechem, fałszem i egoizmem”, podsumowuje ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Gość Niedzielny

    *************************************************************

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 


    __________________________________________________________________________________________________________________________

    fot. katedra. Radom.pl

    ***

    W miesiącu listopadzie każdego dnia odprawiana jest Msza św. w intencji zmarłych,

    których imiona otrzymałem od Was na kartkach i również w intencji tych zmarłych,

    z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole.

    ***

    Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;

    Do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,

    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.

    O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!

    **************************

    Modlitwa św. Gertrudy z Helfty za zmarłych przebywających w czyśćcu:

    Ojcze Przedwieczny,
    ofiaruję Ci najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,
    Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
    w połączeniu ze wszystkimi Mszami świętymi
    dzisiaj na całym świecie odprawianymi,
    za dusze w czyśćcu cierpiące, za umierających,
    za grzeszników na świecie,
    za grzeszników w Kościele powszechnym,
    za grzeszników w mojej rodzinie,
    a także w moim domu.
    Amen.

    (Św. Gertruda zmarła przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami i przez ostatnie lata życia ciężko chorowała. Doświadczane cierpienia ofiarowywała przede wszystkim za zmarłych, bo tak bardzo pragnęła, aby dusze czyśćcowe mogły wejść jak najszybciej do Bożego Królestwa. Dlatego poprosiła Pana Jezusa o specjalną modlitwę w tej intencji. Chrystus Pan spełnij jej prośbę i podyktował powyższe słowa dołączając obietnicę, że odmówienie tej modlitwy uwolni z czyśćca za jednym razem tysiąc dusz.)

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    W tym roku również można uzyskać odpusty dla zmarłych przez cały miesiąc listopad

    28 października 2021 roku Stolica Apostolska podała do wiadomości, że dekret z roku 2020 pozostaje utrzymany mocy także w tym roku. Oznacza to, że tradycyjny odpust za zmarłych będzie można uzyskać przez cały listopad 2021 roku.

    ODPUST ZA ZMARŁYCH
    fot. Karolina Misztal/Aleteia.pl

    ***

    Odpust jest darowaniem przez Pana Boga kary doczesnej za grzechy już odpuszczone co do winy. Odpusty są cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają od kary doczesnej). Odpusty te może zyskiwać każdy ochrzczony po spełnieniu odpowiednich warunków dla siebie lub ofiarowywać je za zmarłych.

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

    • Brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego (jeżeli jest brak całkowitej dyspozycji – zyskuje się odpust cząstkowy).
    • Stan łaski uświęcającej lub spowiedź sakramentalna.
    • Przyjęcie Komunii świętej.
    • Odmówienie modlitwy (np. “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Mario”) w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji samego papieża, choć i ta modlitwa jest bardzo wskazana; modlitwa związana z odpustem ma być skierowana w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież. Intencje te są ogłaszane, m.in. na stronach KAI, z kalendarzem na dany miesiąc).

    Spowiedź święta, Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego mogą być wypełnione w ciągu kilku dni przed lub po wypełnieniu czynności, z którą związany jest odpust; między tymi elementami musi jednak istnieć związek.

    Po jednej spowiedzi można uzyskać wiele odpustów zupełnych, natomiast po jednej Komunii świętej i jednej modlitwie w intencjach papieża – tylko jeden odpust zupełny.

    Kościół zachęca do ofiarowania odpustów za zmarłych (niekoniecznie muszą być to osoby nam znane, nie musimy wymieniać konkretnego imienia – wystarczy ofiarować odpust w intencji osoby zmarłej, która tego odpustu potrzebuje).

    Osoby starsze, chore i ci wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domu, mogą uzyskać odpust zupełny, jeśli tylko łącząc się duchowo z tymi wiernymi, którzy pobożnie nawiedzają kościół albo kaplicę czy cmentarz oraz wykluczając wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mając intencję kiedy to tylko będzie możliwe spełnić trzy zwyczajne warunki (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach Ojca Świętego), odmówią pobożnie modlitwy za zmarłych przed obrazem Pana Jezusa lub Najświętszej Maryi Panny (na przykład jutrznię i nieszpory z oficjum Liturgii godzin za zmarłych, Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i inne modlitwy za zmarłych bliskich ich sercu), albo jeśli podejmą medytacyjną lekturę jednego z fragmentów Ewangelii z liturgii za zmarłych, lub też jeśli wypełnią uczynki miłosierdzia poprzez ofiarowanie Bogu cierpień i niedogodności swego życia.

    Katolicka Agencja Informacyjna

    **************************************************

    Na ratunek duszom czyścowym! Jak uzyskać odpust?  - zdjęcie
    fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Na ratunek duszom czyścowym! Jak uzyskać odpust?

    Również w tym roku, ze względu na pandemię koronawirusa, Kościół umożliwia uzyskanie odpustu zupełnego dla dusz cierpiących w czyśćcu nie tylko w okresie 1-8 listopada, jak określają przepisy, ale przez osiem dobrowolnie wybranych dni listopada. Odpust ten można uzyskać poprzez pobożne nawiedzenie cmentarza oraz spełnienie zwykłych warunków odpustu.

    Aby uniknąć zgromadzeń dużej liczby wiernych na cmentarzach oraz w kościołach, Penitencjaria Apostolska wydała dekret przedłużający czas uzyskania odpustów za zmarłych na cały miesiąc. – Osoby nawiedzające cmentarz i modlące się za dusze wiernych zmarłych oraz spełniające zwykłe warunki odpustu zupełnego, w tym roku mogą uzyskać go w dowolnie wybrane osiem dniu w ciągu całego listopada. Nie muszą to być dni następujące po sobie – tłumaczy o. dr hab. Szczepan Praśkiewicz OCD, relator Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Dodał również, iż odpust zupełny przypisany do Dnia Zadusznego, czyli 2 listopada, może zostać dowolnie przeniesiony na inny dzień tego miesiąca.

    Ofiarujmy duszom odpusty

    Poprzez odpust zupełny możemy zyskać dla dusz czyśćcowych darowanie kar doczesnych, i tym samym skrócić ich cierpienia. Sakrament spowiedzi odpuszcza nam grzechy, ale kara za popełnione przez nas zło na ziemi pozostaje i ciąży po śmierci. Dlatego dar odpustu, który uwalnia właśnie od tej kary, jest nieocenionym skarbem, jaki otrzymujemy od Boga bogatego w miłosierdzie.

    O. Praśkiewicz przypomina, iż zwykłe warunki uzyskania odpustu zupełnego zobowiązują do wzbudzenia intencji jego otrzymania, pozostawania w stanie łaski uświęcającej lub przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, wyzbycia się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, przyjęcia w tym dniu Komunii św., odnowienia jedności ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie „Ojcze nasz”, „Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.

    W dostąpieniu łaski nieba zmarłym mogą pomóc również wierni pozostający w domach. – Osoby starsze, chore, wszyscy ci, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domów, mogą także uzyskać odpust za zmarłych, jeśli duchowo będą się łączyć ze wszystkimi pozostałymi wiernymi, wykluczą wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mają zamiar jak najszybciej spełnić zwyczajowe warunki uzyskania odpustu – wyjaśnia karmelita bosy.

    Nieoceniony skarb Kościoła

    Zakonnik wskazuje, iż uzyskiwanie odpustów przez wiernych w Kościele katolickim ma wielowiekową już tradycję. W historii narosło wiele opinii na temat odpustów. Były czasy, w których poprzez niewłaściwe ich traktowanie, dochodziło do bardzo poważnych nadużyć. Podczas trwania Soboru Watykańskiego II zorientowano się, że odpusty są bardzo ważną sprawą. Z tej racji Paweł VI ogłosił w Konstytucji Apostolskiej „Indulgentiarum doctrina”, z 1 stycznia 1967 r., poprawioną naukę w zakresie praktyki odpustów. Podaje ją w sposób skondensowany w kanonach 992-997 Kodeks Prawa Kanonicznego Jana Pawła II z 1983 r.

    Odpust jest cząstkowy lub zupełny, w zależności od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub całości. Paweł VI zniósł odpusty określane konkretnym czasem (np. ilością dni lub lat), ponieważ w wieczności nie ma czasu.

    Odpust zupełny zapewnia darowanie człowiekowi przez Boga wszystkich kar doczesnych należnych za grzechy, odpuszczonych już co do winy w sakramencie pokuty. Uzyskanie odpustu zupełnego dla siebie pozwala uniknąć kar czyśćcowych, zaś otrzymanie odpustu zupełnego za zmarłych ratuje dusze z czyśćca. Odpust cząstkowy natomiast zapewnia częściowe darowanie człowiekowi przez Boga kar doczesnych.

    Należy pamiętać, że wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek jest w stanie sam dokonać przemiany swojego życia i wypełnić warunki wymagane do otrzymania odpustu. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, poza pozostającymi w obliczu śmierci, natomiast odpusty cząstkowe można uzyskiwać w ciągu jednego dnia wielokrotnie.

    Dusze, które doświadczają już chwały nieba, wypraszają dla nas na ziemi potrzebne łaski. Wsparcie okazują również ci, którzy żyli wśród nas, i nigdy nie będą kanonizowani przez Kościół. W najbliższych dniach warto szczególnie zatroszczyć się o zbawienie naszych bliskich zmarłych oraz tych nieznanych.

    Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

    ************************************************************************************************************

    Czy modlitwa za zmarłych ma sens? Skąd o tym wiemy?

    CZY MODLITWA ZA ZMARŁYCH MA SENS
    Fr Lawrence Lew OP/Flickr

    ***

    Wielu ludzi właśnie modlitwą reaguje na wiadomość, że ktoś zakończył ziemski żywot. Skąd się to bierze i czy modlitwa za kogoś, kto już odszedł do wieczności, ma sens? Czy zmarli naprawdę potrzebują modlitwy żywych?

    Ks. Wojciech Węgrzyniak jakiś czas temu analizował na swoim blogu argumenty podające w wątpliwość sensowność modlitwy za zmarłych. Jeden argument mówił o tych, którzy po śmierci trafią do piekła. Jezusowa przypowieść o bogaczu i Łazarzu nie pozostawia wątpliwości, że nie ma dla nich ratunku. Między niebem a piekłem „zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. „Faktycznie, modlitwa im nie pomaga” – stwierdził ks. Węgrzyniak.

    Drugi przywołany przez niego argument dotyczy tych, którzy znaleźli się w czyśćcu. Przecież oni i tak pójdą do nieba. To prawda. Jednak to właśnie oni bardzo potrzebują modlitwy. Dlaczego? Mówiąc w wielkim uproszczeniu po to, aby jak najszybciej dostąpili wiecznej radości oglądania Boga twarzą w twarz.

    Modlitwa za zmarłych: argument biblijny

    Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów biblijnych uzasadniających sens i potrzebę modlitwy za tych, którzy już odeszli z doczesności, jest ten odwołujący się do Starego Testamentu, do Drugiej Księgi Machabejskiej. To z niej (z zakończenia dwunastego rozdziału) wywodzi się często przytaczany cytat, zgodnie z którym modlić się za zmarłych to „myśl święta i pobożna”.

    Opowieść o mężnym Judzie, który przeprowadził składkę wśród swoich żołnierzy i posłał do Jerozolimy, aby złożono ofiarę za tych, którzy zginęli, zawiera również uzasadnienie. „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym” – wyłożył jasno i zrozumiale autor starotestamentalnej księgi.

    Do Drugiej Księgi Machabejskiej odsyła Katechizm Kościoła Katolickiego, przypominając, że Kościół „od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga”. Kościół w trosce o zmarłych zaleca nie tylko modlitwę, ale także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne podejmowane w ich intencji.

    Pomoc dla zmarłych

    Żyjący na przełomie czwartego i piątego stulecia św. Jan Chryzostom zachęcał: „Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy”.

    Kilka lat młodszy od niego św. Augustyn stwierdził natomiast: „Nie można zaprzeczyć, że dusze zmarłych doznają ulgi dzięki pobożności swoich żyjących bliskich, gdy za nich składa się ofiarę Pośrednika albo gdy się w kościele daje jałmużny”.

    Zapewniał też, że to, co za zmarłych ma zwyczaj czynić Kościół, nie jest sprzeczne z zapowiedzią zawartą przez św. Pawła w Liście do Rzymian, że wszyscy staniemy przed trybunałem Boga i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

    Wspólnota większa niż myślimy

    „YOUCAT. Katechizm Kościoła katolickiego dla młodych” o modlitwie za zmarłych mówi we fragmencie poświęconym wierze w świętych obcowanie. Zwraca uwagę, że do wspólnoty świętych (komunii świętych) należą wszyscy ludzie, którzy swoją nadzieję pokładają w Chrystusie i przez chrzest przynależą do Niego, bez względu na to, czy już umarli, czy jeszcze żyją.

    Jesteśmy w Chrystusie jednym ciałem, dlatego żyjemy w jednej wspólnocie obejmującej niebo i ziemię. „Kościół jest wspólnotą większą niż myślimy. Należą do niego żywi i zmarli, bez względu na to, czy znajdują się w czyśćcu czy przebywają w chwale Bożej; znani i nieznani; wielcy święci i niepozorni ludzie” – wyjaśnia młodzieżowy katechizm, dodając, że „możemy nawzajem się wspierać ponad śmiercią”.

    Oznacza to, że możemy przywoływać w modlitwie naszych patronów i ulubionych świętych, ale także naszych zmarłych, co do których wierzymy, że są już u Boga. Jednak to nie wszystko. Możemy przez naszą modlitwę dopomóc naszym zmarłym, znajdującym się jeszcze w czyśćcu.

    Modlitwa podczas pogrzebu i nie tylko

    Zwięzłe uzasadnienie celowości modlitwy za zmarłych można usłyszeć na początku każdej mszy św. pogrzebowej. Ksiądz mówi wtedy mniej więcej tak: „Wiemy, że wskutek ludzkiej skłonności do złego wszyscy popełniamy grzechy. Przed Najświętszym Bogiem nikt nie jest bez winy. Dlatego chcemy złożyć za naszego zmarłego brata Ofiarę Eucharystyczną jako zadośćuczynienie za jego grzechy. Będziemy prosili Boga, aby go oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności Świętych”.

    Modlitwa za zmarłych znajduje się w każdej Modlitwie Eucharystycznej odmawianej podczas mszy św., uwzględniając także możliwość wspomnienia konkretnych osób. W modlitewnikach można znaleźć bardzo dużo tekstów poświęconych tym, którzy odeszli, z tym, który zaczyna się od słów „Wieczny odpoczynek” na czele.

    Dusze znikąd niemające ratunku?

    W „Instrukcji liturgiczno-duszpasterskiej Episkopatu Polski o pogrzebie i modlitwach za zmarłych”, ogłoszonej czterdzieści lat temu, w roku 1978, można znaleźć bardzo ciekawe wskazówki. Niektóre z nich wciąż z trudnością przebijają się do świadomości wierzących. Biskupi przypomnieli m.in., że cały człowiek został odkupiony przez Chrystusa i ma mieć udział w życiu wiecznym, dlatego nie mówimy „módlmy się za duszę Jana, Krystyny itp.” lecz „módlmy się za zmarłego Jana, Krystynę itp”.

    Instrukcja mówi również stanowczo, że z modlitw za zmarłych należy usunąć wezwania w rodzaju: „za dusze znikąd niemające ratunku”, „za dusze, za które nikt się nie modli”, ponieważ Kościół w każdej mszy św. i w liturgii godzin poleca Bogu wszystkich zmarłych, a także co roku obchodzi Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych.

    Można użyć np. takich sformułowań: „módlmy się za tych zmarłych, których imiona znane są tylko Bogu”, „którzy najwięcej potrzebują modlitwy”, „za których najbliżsi się nie modlą”.

    Powinność i… dziękczynienie

    Święty Jan Paweł II niespełna dwa lata przed swoją śmiercią powiedział: „Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości nieba”.

    Papież Franciszek w czasie jednej ze środowych katechez natomiast wskazał na jeszcze jeden aspekt. Według niego modlitwa za zmarłych jest przede wszystkim wyrazem wdzięczności z powodu świadectwa tych, którzy nas opuścili, oraz za uczynione przez nich dobro.

    „Jest ona dziękczynieniem Panu za to, że nam ich dał, a także za ich miłość i przyjaźń”. Innym razem wyjaśniał, że wspomnienie zmarłych, troska o groby i modlitwy w intencji zmarłych są świadectwem ufnej nadziei, zakorzenionej w przekonaniu, że śmierć nie jest ostatnim słowem o ludzkim losie, ponieważ człowiek jest przeznaczony do nieskończonego życia, zakorzenionego i znajdującego swoje wypełnienie w Bogu.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    *****************************************

    Co święci mówią o czyśćcu? Poznaj 10 niezwykłych historii

    Historia Kościoła wspomina o świętych, którzy mieli kontakt z duszami zmarłych i doświadczyli wizji czyśćca. Za życia nieustannie przypominali o „krainie pośredniej” między niebem a piekłem. Co wynika z ich wizji? Poznajcie 10 przykładów świętych, którzy mieli przeżycia związane z duszami w czyśćcu.

    Maryja Wybawicielka Dusz Czyścowych
    Maryja Wybawicielka Dusz Czyścowych/ fot. s. Amata CSFN

    ***

    Listopad jest miesiącem szczególnie poświęconym modlitwom za dusze zmarłych. Określenie „czyśćca” nie pojawia się wprost na kartach Pisma Świętego. Czyściec jest procesem oczyszczania duszy z konsekwencji grzechów. Kościół przypomina o istnieniu miejsca, gdzie dusze muszą odpokutować winy, aby przygotować się na spotkanie z Bogiem. O tej rzeczywistości mówili także święci i mistycy Kościoła katolickiego.

    Św. Gertruda

    Św. Gertruda miewała różnego rodzaju wizje, z wiarą i zaufaniem przyjmowała różnorodne dary od Boga. Jednym z nich była łaska ofiarowywania trudów i cierpień w intencji dusz czyśćcowych. „Bądź pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodą” – usłyszała od Jezusa.

    W pismach mniszki opisanych jest wiele historii związanych z duszami czyśćcowymi. Gertruda była świadkiem wybawienia duszy zmarłego zakonnika – brata Hermana, za którego ofiarowywała codzienną Eucharystię i nabożeństwa do Niepokalanej Maryi Panny. Podczas jednego z objawień, Jezus miał podyktować jej modlitwę za dusze w czyśćcu cierpiące.

    Całe życie Gertrudy naznaczone było troską o dusze, podejmowała w ich intencji liczne wyrzeczenia.

    Św. Piotr Damiani

    Doktor Kościoła opowiada w swoich pismach o pewnym zwyczaju mieszkańców Rzymu związanym z odwiedzaniem kościołów w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wskazuje na jedną z historii, kiedy to pewna szlachcianka modląc się w bazylice Santa Maria in Aracœli, zobaczyła duszę swojej znajomej zmarłej przed rokiem. Kobieta była leniwa i próżna, ale dzięki modlitwom i wstawiennictwu Maryi została uwolniona z czyśćca. Według tego, co opisuje św. Piotr Damiani, dusza miała powiedzieć, że każdego roku Maryja uwalnia z czyśćca tysiące dusz.

    Św. Piotr Damiani

    Św. Piotr Damiani/wikimedia

    ***

    Św. Perpetua

    Z duszami w czyśćcu kontaktowała się również św. Perpetua. Podczas jednej z modlitw przypadkowo wymówiła imię swojego zmarłego brata – Dinokratesa. Chłopczyk odszedł w wieku 7 lat. Pewnej nocy, we śnie, Perpetua, zobaczyła brata. Dziecko było blade, spragnione i zaniedbane. Stał przy zbiorniku wody, ale nie mógł do niego sięgnąć, aby się napić. Siostra modliła się za niego, ofiarowywała uczynki miłosierdzia w jego intencji. Po pewnym czasie, chłopiec przyśnił się jej ponownie. Jego twarz była jasna, uśmiechał się i pił wodę ze złotej czary wypełnionej po brzegi wodą.

    Św. Brygida Szwedzka

    W jednym z mistycznych doświadczeń Brygida zobaczyła także czyściec. Widziała nawet anioła, który rzekł do niej: „Szczęśliwy ten, kto jeszcze za życia wspomaga dobrymi uczynkami dusze czyśćcowe, ponieważ sprawiedliwość Boża domaga się, by pozbawione pomocy żywych, zostały oczyszczone w ogniu”.

    Św. Katarzyna z Genui

    W swoim „Traktacie o czyśćcu” pisze następujące słowa: „Dusze niektórych zmarłych wobec doskonałej świętości Boga czują się tak brudne i niegodne zbliżenia się do Niego, że same poddają się niewypowiedzianie wielkiej, lecz oczyszczającej męce. Są pomimo to szczęśliwe, gdyż wiedzą, że są zbawione”.

    Katarzyna miała łaskę przeżywania mąk zbliżonych do tych, które przeżywają dusze w czyśćcu. Na podstawie tych stanów uznała, że najcięższą z kar jest świadomość odrzucenia miłości Bożej i Jego sprawiedliwości. Mistyczka wiele mówiła o drodze oczyszczania, którą muszą pokonać dusze. Nieoczyszczone z win nie mogą cieszyć się w pełni wizją Boga i oglądaniem Go twarzą w twarz.

    Św. Małgorzata Maria Alacoque

    Apostołka Serca Jezusowego również miała częsty kontakt z duszami czyśćcowymi. Otrzymała nawet łaskę pomagania zmarłym w doświadczeniu przez nich świętości. Dusze zwracały się do Małgorzaty z prośbą o pomoc i ulgę w cierpieniu. Błagały o modlitwę. Jedną z nich była siostra zakonna, która cierpiała w czyśćcu z powodu lenistwa i niedbalstwa w zachowaniu reguł. Małgorzata przyjmowała w intencji zakonnicy Komunię Świętą. „Gdy przyjęłam Komunię Świętą, o którą mnie prosiła, powiedziała mi, że jej straszliwe męczarnie znacznie się zmniejszyły, gdyż w jej intencji odprawiano msze święte, ku czci Męki Pańskiej, jednak została jeszcze długo w czyśćcu, w którym cierpiała męki należne duszom, które były oziębłe w służbie Bożej” – wspominała Alacoque.

    Św. Jan Maria Vianney

    „Czyściec to Boża izba chorych” – mawiał proboszcz z Ars. W swojej pracy duszpasterskiej często zachęcał do modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące. – Bardzo mało jest dusz, nawet świętych, którym udało się wejść do nieba z pominięciem czyśćca – tłumaczył podczas jednego z kazań w Dzień Zaduszny.

    Prosił o pomoc dla nich poprzez modlitwę, ofiarowanie odpustów oraz Mszę świętą. – Jest to rzecz pewna, bracia drodzy, że te biedne dusze dla siebie nic nie mogą, dla nas wiele mogą. Kto się do nich odwołuje, ten zawsze upragnioną łaskę otrzyma – mówił święty kapłan.

    Św. Gemma Galgani

    Zapiski włoskiej mistyczki to przejmująca lektura duchowa, nie tylko ze względu na opis doświadczeń wewnętrznych świętej i więzi z Jezusem. Mistyczka otrzymała łaskę stygmatów, miała dar widzenia Jezusa Ukrzyżowanego, mogła zobaczyć również Jego oblicze zbroczone krwią. Podczas modlitwy wielokrotnie nawiedzał ją szatan. Nieczysty duch kopał ją i bił.

    Soboty były dniami, kiedy Gemma spotykała się z Matką Bożą Bolesną. Galgani codziennie zanosiła modlitwy i cierpienia za dusze w czyśćcu, zresztą namawiał ją do tego jej anioł stróż.

    „Każde, nawet najmniejsze cierpienie, jest dla nich pociechą” – tłumaczył.

    Św. s. Faustyna Kowalska

    Łaskę poznania czym jest czyściec miała również św. s. Faustyna Kowalska. Święta Kościoła katolickiego pisała o miejscu oczyszczenia dusz w swoim „Dzienniczku”.

    Największym cierpieniem dusz jest ogromna tęsknota za miłością odwieczną – Bogiem. Dusze w czyśćcu nie mogą same sobie pomóc, tylko modlitwa ludzi żyjących jest w stanie im pomóc w dostaniu się do nieba. Faustyna przekonuje, że taka pomoc jest wielkim uczynkiem miłosierdzia wobec nich.

    W „Dzienniczku” siostra opisuje historię pewnej zakonnicy, która śpiewała w chórze i która zmarła. Prosiła Faustynę o modlitwy. Służebniczka Bożego Miłosierdzia wypełniała z gorliwością prośbę. Bóg wysłuchał tych wezwań.

    „Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z modlitw moich i zachęciła mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać” – opisuje s. Faustyna w „Dzienniczku”.

    Episkopat.news

    ***

    Św. o. Pio z Pietrelciny

    Już jako dziecko Francesco Forgione wspierał dusze w czyśćcu swoimi modlitwami. Modlił się za nie z babcią. Podejmował akty pokutne i dobre uczynki. Wraz z wstąpieniem do kapucynów, wzmocniło się w nim pragnienie ofiary za dusze w czyśćcu. Miały one w jego życiu uprzywilejowane miejsce. Sprawował za nie również msze święte. W liście do kierownika duchowego, o. Benedetto Nardelii, pisał tak: „Przez długi czas odczuwałem potrzebę ofiarowania siebie jako ofiary za biednych grzeszników i oczyszczenia dusz. To pragnienie rośnie coraz bardziej w moim sercu tak bardzo, że godziny stały się, powiedziałbym, silną pasją. To prawda, że składałem tę ofiarę Panu kilka razy, umożliwiając Mu wylanie na mnie kar, które są przygotowane na grzesznika i na oczyszczające dusze, nawet stokrotnie na mnie, pod warunkiem, że On nawróci i zbawi grzeszników i wkrótce przyjmie do nieba dusze w czyśćcu. Wydaje mi się, że Jezus tego chce. Jestem pewien, że nie będzie miał trudności z udzieleniem mi tego pozwolenia” (Epist. I, 206).

    Family News Service/Tygodnik Niedziela

    *****************************************************

    Jak nasza modlitwa może pomóc bliskim zmarłym? Poznaj wizje św. Faustyny!

    Listopad to czas wspominania naszych bliskich, którzy odeszli. Czy jednak sama pamięć i zapalone znicze to wszystko? O wiele bardziej dusze zmarłych potrzebują naszej modlitwy, o czym zapewnia w swoich wizjach św. Faustyna.

    Cela s. Faustyny Kowalskiej
    Cela s. Faustyny Kowalskiej/Mazur/episkopat.pl

    ***

    „Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. – [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściślej obcuję z duszami cierpiącymi” (Dz. 20).

    Wieczorem po nieszporach poszłam na cmentarz, modliłam się chwilę; wtem ujrzałam jedną z naszych sióstr, która mi rzekła: W kaplicy jesteśmy. Rozumiałam, że mam iść do kaplicy i tam się modlić przez zyskiwanie odpustów. Na drugi dzień w czasie Mszy świętej widziałam, jak trzy białe gołąbki uniosły się z ołtarza do nieba; miałam zrozumienie, że nie tylko te trzy duszyczki, które widziałam, przeszły do nieba, ale wiele innych, które pomarły nie w obrębie naszego zakładu. O, jak dobry i miłosierny jest Pan.

    2 listopada [1936], Dz. 748

    Modlitwa z Dzienniczka św. Faustyny o szczęśliwą śmierć

    O Jezu, na krzyżu rozpięty, błagam Cię, udziel mi łaski, abym zawsze i wszędzie, we wszystkim wiernie spełniała najświętszą wolę Ojca Twego. A kiedy ta wola Boża wydawać mi się będzie ciężka i trudna do spełnienia, to wtenczas błagam Ciebie, Jezu, niechaj z ran Twoich spłynie mi siła i moc, a usta moje niech powtarzają: stań się wola Twoja, Panie. – O Zbawicielu świata, Miłośniku ludzkiego zbawienia, który w tak strasznej boleści katuszy zapomnisz o sobie, a myślisz o dusz zbawieniu, Jezu najlitościwszy, udziel mi łaski zapomnienia o sobie, abym cała żyła dla dusz, pomagając Ci w dziele zbawienia, według najświętszej woli Ojca Twego… (Dz. 1265).

    O Jezu miłosierny, rozciągnięty na krzyżu, wspomnij na naszą godzinę śmierci! O najmiłosierniejsze Serce Jezusa, otwarte włócznią, ukryj mnie w ostatnią śmierci godzinę! O Krwi i Wodo, która wytrysłaś z Serca Jezusowego jako zdrój niezgłębionego miłosierdzia dla mnie w mojej śmierci godzinie! Jezu konający, zakładzie miłosierdzia, złagódź gniew Boży w mojej śmierci godzinie (Dz. 813).

    O Jezu mój, niechaj ostatnie dni wygnania będą całkowicie według Twej najświętszej woli. Łączę swoje cierpienia, gorycze i samo konanie z męką Twoją świętą i ofiaruję się za świat cały, aby uprosić obfitość miłosierdzia Bożego dla dusz, a szczególnie dla dusz, które są w domach naszych. Ufam mocno i zdaję się całkowicie na wolę Twoją świętą, która jest miłosierdziem samym. Miłosierdzie Twoje będzie mi wszystkim w tej ostatniej godzinie. Św. Faustyna (Dz. 1574).

    Tygodnik Niedziela

    ******************************************************

    Sekrety czyśćca

    Ojciec Pio mocno wierzył w świat nadprzyrodzony i w Kościół składający się zarówno z żyjących, jak i ze zmarłych, którzy dostąpili chwały nieba albo w czyśćcu doznają bolesnego oczyszczenia po śmierci. Był głęboko przekonany, że te trzy stany wzajemnie się komunikują, wspierają i na siebie oddziałują.

    Listopad to miesiąc szczególnie poświęcony pamięci bliskich zmarłych. W tym czasie przybywamy na cmentarze, aby zatrzymać się i pomodlić przy grobach naszych najbliższych, którzy odeszli już do wieczności. To również czas refleksji nad własnym przemijaniem i rozmyślanie o naszym istnieniu po śmierci.

    W tej eschatologicznej zadumie może przyjść nam z pomocą Ojciec Pio, który w czasie pięćdziesięciu dwóch lat spędzonych w kapucyńskim klasztorze w San Giovanni Rotondo często był odwiedzany przez dusze zmarłych.

    Informacji na ten temat dostarczają nam świadectwa dzieci duchowych Ojca Pio oraz zapisy z kroniki klasztoru, które nie tylko je opisują, ale również potwierdzają. Wynika z nich, że kontakt Ojca Pio z duszami czyśćcowymi nie był wymysłem jego fantazji, ale odbywał się w sposób duchowy lub fizyczny.

    Towarzyszył zmarłym

    Wielu biografów i publicystów twierdziło, że powołaniem Ojca Pio było nie tylko towarzyszenie osobom żywym, ale i zmarłym. Polegało ono na jego szczególnej trosce o zbawienie zwłaszcza zatwardziałych grzeszników i dusz w czyśćcu cierpiących. Ojciec Pio kilkakrotnie prosił swoich kierowników duchowych o pisemne pozwolenie na złożenie za nich w ofierze samego siebie.

    W jednym z listów z 1910 roku Stygmatyk napisał do o. Benedetta z San Marco in Lamis: „Od dłuższego czasu czuję w sobie potrzebę, by oddać się Bogu jako ofiara za biednych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to stopniowo stawało się w moim sercu coraz większe, tak że teraz jest – powiedziałbym – wielką namiętnością. To prawda, że wielokrotnie powtarzałem to Bogu. Błagałem Go, mówiąc, że chcę przyjąć na siebie kary, które przygotowane są dla grzeszników i dla dusz w czyśćcu cierpiących. Byłem gotów przyjąć nawet o stokroć większe kary, gdyby tylko Bóg zechciał nawrócić i ocalić grzeszników, i szybko otworzyć bramy raju przed duszami czyśćcowymi. Teraz jednak chcę uczynić Bogu tę ofiarę w duchu posłuszeństwa. Wydaje mi się, że sam Jezus tego pragnie”.

    Odpowiedzią na jego prośbę były słowa aprobaty, które o. Benedetto wyraził w jednym ze swoich listów skierowanych do Ojca Pio: „Śmiało uczyń ofiarę, o której mi mówisz, ponieważ będzie ona miła Bogu. […] Cierp, znoś ból i módl się za niegodziwych na tej ziemi i za nieszczęsnych po śmierci. Nieś nasze współczucie tym, którzy cierpią nieprzerwane i niemożliwe do opisania udręki”.

    Odtąd ofiara Ojca Pio za dusze w czyśćcu cierpiące polegała przede wszystkim na nieustannej modlitwie o ich zbawienie i na pokornym znoszeniu różnego rodzaju cierpień. O jej charakterze informuje nas jego duchowy syn, ks. Pierino Galeoni: „Ojciec Pio wyjawił mi, że nie tylko poprosił Jezusa i otrzymał od Niego łaskę bycia ofiarą doskonałą, ale także nieustanną. […] że otrzymał od Pana zadanie bycia ofiarą i ojcem ofiar aż do ostatniego dnia”. Zatem ofiara Ojca Pio miała być doskonała i trwać nieustannie aż do śmierci, zgodnie ze słowami św. Pawła: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę, żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Składanie takiej ofiary stało się dozgonną misją i powołaniem Zakonnika z Pietrelciny.

    Wierzył w oczyszczenie dusz

    W czasach, w których żył Ojciec Pio, prymat nauki i techniki spowodował ogromny kryzys wiary w istnienie świata nadprzyrodzonego i niewidzialnego. Stygmatyk na przekór tym tendencjom przypominał o realnym istnieniu piekła, czyśćca i nieba. Szczególnie interesujące i cenne było jego rozumienie czyśćca, które pojmował jako bolesny stan przejściowy, uwalniający po śmierci od wszystkich następstw grzechu.

    Stygmatyk wierzył, że w czyśćcu dokonuje się oczyszczenie dusz poprzez ogień, który nie zabija, lecz przynosi ocalenie. Pewnego wieczoru 1945 roku, zaraz po błogosławieństwie eucharystycznym na zakończenie nieszporów br. Modestino zagadnął: „Ojcze, co myślisz o ogniu czyśćcowym?”. A Ojciec Pio mu odpowiedział: „Gdyby Pan pozwolił duszy na przejście z tego ognia do najbardziej palących płomieni na tej ziemi, byłoby to niczym przejście z gorącej wody do zimnej”. Podobnej argumentacji użył również wtedy, gdy pewna kobieta z Cerignoli poprosiła: „Ojcze, proszę mi opisać czyściec”. „Córko moja, dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody” – brzmiała jego odpowiedź.

    Więcej światła na naturę ognia wspominanego przez Stygmatyka rzuca świadectwo Cleonice Morcaldi, która słyszała, jak Ojciec Pio powiedział do jednej ze swoich duchowych córek: „Moja córko, w pewnych miejscach [czyściec] jest podobny do piekła”. Był bowiem głęboko przekonany, że w czyśćcu, podobnie jak i w piekle, dusza odczuwa cierpienie z dwóch powodów: jedno jest spowodowane pozbawieniem jej Pana Boga, a drugie, duchowe, przyjmuje postać palącego ognia, z tą różnicą, że w piekle cierpienie trwa całą wieczność, a w czyśćcu ma charakter przejściowy. Jeszcze lepiej wyjaśnił to przy innej okazji, tłumacząc swoim duchowym córkom różnicę pomiędzy ogniem czyścowym a piekielnym: „Ogień czyścowy to miłość Jezusa, która usuwa zmazy grzechu. Natomiast ten piekielny jest symbolem nienawiści”. Jednym słowem w jego rozumieniu czyściec był przygotowaniem do „niebieskiej chwały”, jakby przedsionkiem nieba, do którego wchodzi się oczyszczonym przez miłość Jezusa gorejącą niczym ogień.

    Dla włoskiego kapucyna czyściec był przede wszystkim stanem niezwykle bolesnego oczyszczenia, dlatego radził, by żyjąc na ziemi, czynić wszystko, co możliwe, żeby tam nie trafić po swojej śmierci.

    Przebywając w ogrodzie ze swymi duchowymi dziećmi, któregoś ciepłego wieczoru 1958 roku Ojciec Pio usłyszał, jak Mioni z Montegrotto, dzieląc się swoimi przemyśleniami na temat życia po śmierci, powiedział: „Ojcze, nic mnie nie obchodzi, jak długo pozostanę w czyśćcu, skoro już wiem, że to się skończy i w końcu pójdę do raju”. Ojciec Pio natychmiast próbował ostudzić jego entuzjazm: „Nie wiesz, co to jest. Nie wiesz, jak tam jest ciężko”. Gdy on nadal upierał się przy swoim, powiedział do niego: „Synu mój, mówisz tak, ponieważ nie wiesz, jak bardzo jest tam strasznie”. Stygmatyk powiedział to z takim przekonaniem, jakby o czyśćcu nie tylko słyszał, ale i go przeżył.

    Cleonice Morcaldi twierdziła, że zakonnik wielokrotnie tłumaczył swoim duchowym dzieciom: „Jeśli po śmierci nie chcesz iść do czyśćca, to przejdź przez niego przed śmiercią, przyjmując wszystko od Boga i ofiarując Mu to z miłością, a nawet dziękuj Mu za możliwość, którą ci daje, by przemknąć przez czyściec w tak łagodny sposób”.

    Rozmawiał z duszami czyśćcowymi

    Zgodnie z nauką Kościoła Ojciec Pio wierzył, że można nieść pomoc duszom w czyśćcu. Najczęściej czynił to w czasie sprawowania Mszy świętych, gdy gorąco wstawiał się za nimi u Boga, prosząc o ich uwolnienie z kar czyśćcowych. Dusze czyścowe za ten niezwykły akt miłosierdzia próbowały okazywać mu swoją wdzięczność. Robiły to na różne sposoby.

    Pewnego razu Ojciec Pio nagle opuścił refektarz w czasie obiadu i udał się do drzwi wyjściowych klasztoru. W ślad za nim podążyło dwóch braci. Gdy znaleźli się już blisko niego, usłyszeli, że prowadzi rozmowę z kimś dla nich niewidzialnym i osłupieli ze zdziwienia, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Ojciec Pio dostrzegł ich zakłopotanie i spokojnie wyjaśnił: „Nie martwcie się! Właśnie rozmawiam z kilkoma duszami, które są w drodze z czyśćca do raju. Zatrzymały się tutaj, by mi podziękować, ponieważ dziś rano wspomniałem je podczas mszy świętej”.

    Innym razem Ojciec Pio opowiadał, jak do jego celi klasztornej przyszedł niedawno zmarły współbrat, z którym był zaprzyjaźniony. Miał na imię o. Giuseppantonio i mieszkał w kapucyńskim klasztorze w Foggii, gdzie cierpiał z powodu dolegliwości nerek. 30 grudnia 1936 roku Stygmatyk otrzymał wiadomość, że jest on śmiertelnie chory i prosi o modlitwę. Niestety tej samej nocy o. Giuseppantonio zmarł. Gdy Ojciec Pio trwał na modlitwie, wstawiając się za swego przyjaciela, nagle usłyszał pukanie do drzwi. Jakie było jego zdziwienie, gdy ujrzał w nich o. Giuseppantonia. Zaraz go zapytał: „Jak się czujesz? Powiedziano mi, że jesteś śmiertelnie chory i bardzo cierpisz, a ty jesteś tutaj?”. „Czuję się dobrze. Wszystkie moje bóle zniknęły i przyszedłem podziękować ci za modlitwy” – wyjaśnił przyjaciel, po czym zniknął.

    Ojciec Pio pomagał duszom opuszczać czyściec, nie tylko modląc się za nie podczas sprawowania mszy świętych, ale również praktykując pewną kapucyńską tradycję. Otóż na podeście wewnętrznych schodów prowadzących z parteru na piętro klasztoru wisiała na ścianie tablica ze spisem grzechów, które należy odpokutować w czyśćcu, zatytułowana „Łatwa i krótka droga do wsparcia biednych dusz w czyśćcu”. Poniżej znajdowało się drewniane pudełko z ponumerowanymi kulkami od 1 do 100. Kiedy któryś z kapucynów tamtędy przechodził, sięgał po jedną z nich i odmawiał modlitwę za zmarłych w czyśćcu, którzy cierpią z powodu grzechu wypisanego na kartce pod takim samym numerem, jaki widniał na kulce. Również Ojciec Pio był wierny tej pobożnej praktyce. Kiedy tylko tamtędy przechodził, losował kulkę i najczęściej odmawiał: „Wieczny odpoczynek”.

    Podczas lektury pewnej książki Ojciec Pio natrafił na stwierdzenie, że nie jest możliwe, by dusze czyśćcowe modliły się za żywych, a nawet gdyby tak było, to ich modlitwy nie byłyby w stanie przyjść komukolwiek z pomocą. Z dezaprobatą porzucił dalsze czytanie i rozczarowany tymi słowami powiedział: „Jestem wstrząśnięty. Niemożliwe jest przecież, by dusze czyśćcowe nie odwzajemniły się nam za modlitwy”.

    Dla kapucyna ze stygmatami niesienie duchowej pomocy duszom w czyśćcu było życiowym powołaniem, dlatego nigdy nie ustawał w wysiłkach, aby ofiarować im tyle modlitw, ile był w stanie zanieść każdego dnia i każdej nocy. Pewnego razu, zapytany przez współbraci, jak ważna jest modlitwa zanoszona za dusze cierpiące w czyśćcu, odpowiedział: „Na tę górę [czyli do San Giovanni Rotondo] wspina się więcej dusz czyścowych niż żyjących mężczyzn i kobiet, aby uczestniczyć w moich mszach świętych i prosić o moje modlitwy”. Jego słowa mogą szokować, jeżeli uwzględni się fakt, że w ciągu całego ponad pięćdziesięcioletniego pobytu Ojca Pio w San Giovanni Rotondo do tego miejsca przybywały miliony pielgrzymów. Ile zatem dusz zmarłych znalazło u niego duchową pomoc i wsparcie? Musiały być ich również miliony. Profesorowi Gerardo De Caro Ojciec Pio tłumaczył: „Trzeba modlić się za dusze czyśćcowe. To niewyobrażalne, ile mogą zrobić dla naszego dobra duchowego przez wdzięczność okazywaną tym, którzy wspominają je na ziemi i modlą się za nie”.

    Znał wyroki Boże

    Wizje dusz czyścowych w życiu Ojca Pio następowały po sobie od lat dwudziestych XX wieku aż do jego śmierci. Włoski kapucyn doświadczał ich obecności nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Zapytany przez bpa Alberto Costę z Melfi, czy kiedykolwiek zjawiły mu się dusze zmarłych, bez zastanowienia odpowiedział: „Widziałem je tak wiele razy, że już mnie nie przerażają”. Przerażenie może budzić przebywanie w bliskiej obecności z duszami czyścowymi, jednak jeszcze większą bojaźń niesie wielkość kar, jakie muszą one odpokutować. W tej kwestii Ojciec Pio posiadał nadprzyrodzony dar poznania wyroków Bożych, dlatego niekiedy informował swoich rozmówców o długości pobytu w czyśćcu ich najbliższych lub o osiągnięciu przez nich chwały nieba.

    Pewnego poranka jeden ze współbraci poprosił Ojca Pio o modlitwę za swego zmarłego ojca podczas celebracji Mszy świętej. Po jej odprawieniu Ojciec Pio przywołał go do siebie i powiedział: „Dziś rano twój tata wstąpił do raju”. Zakonnik był niezwykle szczęśliwy. Jednak po chwili namysłu zaprotestował: „Ależ Ojcze Pio, przecież mój ojciec zmarł trzydzieści lat temu!”. Wówczas Stygmatyk dał mu stanowczą odpowiedź: „Cóż, mój synu, przed Bogiem wszystko trzeba odpokutować”.

    Podczas innej rozmowy, przeprowadzonej wieczorem 1943 roku, prof. Gerardo De Caro poprosił Ojca Pio o modlitwę za duszę pewnego pisarza, nie wyjaśniając o kogo dokładnie chodzi. Gdy tylko Ojciec Pio rozpoznał, kogo profesor miał na myśli, wówczas poczerwieniał, a na jego twarzy pojawiły się oznaki cierpienia. Prośbę skwitował jednym zdaniem: „Za bardzo kochał”. Gdy profesor próbował go pytać wzrokiem, jak długo będzie musiał pozostawać w czyśćcu, usłyszał szokującą odpowiedź: „Co najmniej sto lat!”.

    Jedna z kobiet zaprzyjaźnionych z Ojcem Pio, Carmela Marocchino, była mocno poruszona nagłą śmiercią swego brata, kapucyna o. Vittore i choć już pogodziła się z jego utratą, chciała wiedzieć, czy został zbawiony. Kilka dni po jego pogrzebie udała się z płaczem do Ojca Pio, aby go zapytać: „Ojcze, dlaczego Pan Bóg go zabrał?”. Zakonnik, chcąc ją pocieszyć, odpowiedział: „Czy wiesz, co Pan Jezus zrobił z twoim bratem? Pan Jezus wszedł do ogrodu, gdzie było wiele kwiatów, a jeden piękniejszy od drugiego. Podszedł do najpiękniejszego z nich i go zerwał. Dokładnie to uczynił z twoim bratem”. Dopiero potem wyjaśnił, że brat zostanie zbawiony, ale ona musi się za niego modlić. Kobieta nie dawała za wygraną. Przy okazji kolejnych spowiedzi u Ojca Pio nieustannie pytała o stan duszy swego zmarłego brata. Po jednej z nich usłyszała: „On jest w raju”. Te słowa mocno ją uradowały, ale dały jej również wiele do myślenia. Pomimo że jej brat był kapłanem i wychowankiem Ojca Pio, w czyśćcu spędził aż jedenaście miesięcy, zgodnie ze słowami Stygmatyka: „Moja córko, my duchowni mamy większą odpowiedzialność przed Bogiem i kiedy zjawiamy się przed Nim, to z lękiem i drżeniem”. Stygmatyk dał jej jeszcze jedną ważną wskazówkę. Gdy Carmela Marocchino dopytywała się, czy nadal ma się modlić za swoich zmarłych rodziców, usłyszała niezwykle cenne pouczenie zgodne z nauką Kościoła: „Jeśli im już więcej nie są potrzebne twoje modlitwy, to one są oddawane innym duszom”.

    Kiedy 20 marca 1910 roku zmarł ciężko chory Nicola, brat Marii Pompilio, kobieta poprosiła Ojca Pio, by pomógł jej zobaczyć go podczas snu. Zakonnik zganił ją za to słowami: „Żyjmy w rzeczywistym świecie, nie w snach”. Jednak pewnej nocy przyśnił się jej brat, który powiedział: „Czy ty wiesz, że Ojciec Pio był obecny w czasie mojej śmierci? […] Nie mogłem ci tego wtedy powiedzieć, bo byłem w agonii, lecz on pozostawał przy mnie do czasu, aż Sędzia [Bóg] mnie osądził. Otrzymałem jedenaście lat czyśćca, lecz Ojciec Pio wstawił się za mną i dostałem tylko dwa”. Następnego dnia Maria Pompilio udała się do Ojca Pio, który na jej widok zapytał: „Czy teraz jesteś szczęśliwa?”. Jej odpowiedź była równie natychmiastowa: „Tak. Ależ Ojcze, co ty robisz? Chodzisz sobie wszędzie! Jesteś tu na ziemi i bywasz już w niebie!”. „A cóż robiłbym tu, na ziemi, jeśli nie byłbym w stanie wznieść się [do nieba] i zstąpić?” – brzmiała jego równie tajemniczo brzmiąca odpowiedź.

    Dusze zmarłych zajmowały uprzywilejowane miejsce w życiu duchowym Ojca Pio, pamiętał o nich w codziennych modlitwach, a przede wszystkim podczas celebracji mszy świętych. Troska o ich zbawienie stała się jego życiową misją. Jego doświadczenie z duszami czyścowymi oraz nauka o czyśćcu stanowią prawdziwą pomoc we właściwym postrzeganiu świata nadprzyrodzonego, który zaprasza do świętości życia, mobilizuje do czynienia dobra, nie pozwala pozostać obojętnym na los cierpiących w czyśćcu i ostrzega przed bolesnymi karami, gdy z oczu traci się najważniejszy cel, jakim jest szczęśliwe życie wieczne z Bogiem w niebie.

    br. Błażej Strzechmiński OFMCap/”Głos Ojca Pio” nr.8/2021

    ************************************************************************************************************

    ——————————————————————————————————————–

    SOBOTA 30 PAŹDZIERNIKADZIEŃ ODWIEDZIN GROBÓW NASZYCH RODAKÓW

    GODZ. 14.30 – CMENTARZ DALBETH na London Road, Glasgow G32 8TX

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXXI NIEDZIELI ZWYKŁEJ GODZ. 18:00

    ZMIANA TAJEMNIC RÓŻAŃCOWYCH I NOWA INTENCJA NA MIESIĄC LISTOPAD

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE

    ***

    XXXI NIEDZIELA ZWYKŁA – 31 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ***

    PONIEDZIAŁEK 1 LISTOPADA – UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

    This image has an empty alt attribute; its file name is 15094573930051_wszyscy-swieci.jpg

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 20.00

    Antyfona na wejście

    Radujmy się wszyscy w Panu, obchodząc uroczystość ku czci Wszystkich Świętych. Z ich uroczystości radują się Aniołowie i wychwalają Syna Bożego.

    HYMN

    Chwała na wysokości Bogu, * a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. * Chwalimy Cię. * Błogosławimy Cię. * Wielbimy Cię. * Wysławiamy Cię. * Dzięki Ci składamy, * bo wielka jest chwała Twoja. * Panie Boże, Królu nieba, * Boże, Ojcze wszechmogący. * Panie, Synu Jednorodzony, * Jezu Chryste. * Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca. * Który gładzisz grzechy świata, * zmiłuj się nad nami. * Który gładzisz grzechy świata, * przyjm błaganie nasze. * Który siedzisz po prawicy Ojca, * zmiłuj się nad nami. * Albowiem tylko Tyś jest święty * Tylko Tyś jest Panem. * Tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste. * Z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. * Amen.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, Ty pozwalasz nam w jednej uroczystości czcić zasługi
    Wszystkich Świętych, prosimy Cię,
    abyś dzięki wstawiennictwu tak wielu orędowników,
    hojnie udzielił nam upragnionego przebaczenia.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Apokalipsy św. Jana Apostoła – Ap 7,2-4.9-14

    Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela.

    Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”.

    A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicze swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków. Amen!” A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?” I powiedziałem do niego: „Panie, ty wiesz”. I rzekł do mnie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 24

    R/ Oto lud wierny, szukający Boga.

    Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,
    świat i jego mieszkańcy.
    Albowiem On go na morzach osadził
    i utwierdził ponad rzekami. R/

    Kto wstąpi na górę Pana,
    kto stanie w Jego świętym miejscu?
    Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
    który nie skłonił swej duszy ku marnościom. R/

    On otrzyma błogosławieństwo od Pana
    i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
    Oto pokolenie tych, co Go szukają,
    którzy szukają oblicza Boga Jakuba. R/

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła – 1 J 3,1-3

    Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.

    Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 5,1-12a

    Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

    „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.
    Oto słowo Pańskie.

    WYZNANIE WIARY

    Wierzę w jednego Boga, * Ojca Wszechmogącego, * Stworzyciela nieba i ziemi, * wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. * I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, * Syna Bożego Jednorodzonego, * który z Ojca jest zrodzony * przed wszystkimi wiekami. * Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, * Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. * Zrodzony a nie stworzony, * współistotny Ojcu, * a przez Niego wszystko się stało. * On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego * przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. * Ukrzyżowany również za nas, * pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. * I zmartwychwstał dnia trzeciego, * jak oznajmia Pismo. * I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. * I powtórnie przyjdzie w chwale * sądzić żywych i umarłych, * a Królestwu Jego nie będzie końca. * Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, * który od Ojca i Syna pochodzi. * Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; * który mówił przez Proroków. * Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. * Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. * I oczekuję wskrzeszenia umarłych. * I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, przyjmij łaskawie dary,
    które składamy na cześć Wszystkich Świętych; wierzymy, że cieszą się oni nieśmiertelnym życiem, spraw, abyśmy doznawali ich pomocy w naszym dążeniu do Ciebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Wszystkich Świętych

    Zaprawdę godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie, Panie,
    Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże.
    Dzisiaj pozwalasz nam czcić Twoje święte miasto, niebieskie Jeruzalem, które jest naszą Matką.
    W nim zgromadzeni nasi bracia i siostry
    wysławiają Ciebie na wieki.
    Do niego spieszymy pielgrzymując drogą wiary
    i radując się z chwały wybranych członków Kościoła, których wstawiennictwo i przykład nas umacnia. Dlatego z niezliczoną rzeszą Świętych i Aniołów wysławiamy Ciebie, jednym głosem wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, tylko Ty jesteś święty i Ciebie wielbimy
    jako jedyne źródło świętości wszystkich zbawionych, spraw, abyśmy z pomocą Twojej łaski
    osiągnęli pełnię miłości i od Uczty Eucharystycznej, która nas podtrzymuje w ziemskiej pielgrzymce,
    mogli przejść na ucztę w niebieskiej ojczyźnie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Uroczyste błogosławieństwo

    Bóg, który jest chwałą i radością Świętych,
    pozwala wam dzisiaj obchodzić ich uroczystość,
    niech wam błogosławi dzisiaj i zawsze. Amen.

    Niech wstawiennictwo Świętych
    uwolni was od zła obecnego, a ich przykład
    niech was pociągnie do świętego życia
    w służbie Boga i bliźnich. Amen.

    Niech Bóg sprawi, abyście ze wszystkimi Świętymi radowali się w tej ojczyźnie, którą przygotował
    dla dzieci Kościoła. Amen.

    Niech was błogosławi Bóg wszechmogący,
    Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.

    ***********

    Świętość, czyli nasza przyszłość w Bogu

    Fra Angelico: The Forerunners of Christ with Saints and Martyrs

    ***

    Uroczystość Wszystkich Świętych ukazuje nam Kościół Triumfujący, wspólnotę świętych w niebie. To obraz naszego powołania, celem naszego życia jest zjednoczenie z Bogiem. Jak podkreślał Jan Paweł II, to „najbardziej autentyczne i powszechne powołanie ludzkości”.

    1 listopada 1999 r. Jan Paweł II podkreślał, że świętość jest wspólnym powołaniem ludzkości, nasza przyszłość należy do Boga.

    W tym uroczystym dniu Kościół pielgrzymujący po ziemi kieruje wzrok ku niebu, ku ogromnej rzeszy mężczyzn i kobiet, którym Bóg dał udział w swojej świętości. Wywodzą się oni — jak uczy księga Apokalipsy — «z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków» (Ap 7, 9). W ziemskim życiu starali się zawsze pełnić Jego wolę, całym sercem miłując Boga, a bliźnich jak samych siebie. Z tego powodu musieli też cierpieć próby i prześladowania, teraz jednak wielka jest ich nagroda w niebie (por. Mt 5, 11).

    Moi drodzy, taka jest nasza przyszłość! Takie jest najbardziej autentyczne i powszechne powołanie ludzkości: tworzyć wielką rodzinę dzieci Bożych, starając się urzeczywistniać jej zasadnicze cechy już tu na ziemi. Taki cel wskazują nam swoim świetlanym przykładem liczni bracia i siostry, których w ciągu stuleci Kościół uznał za świętych i błogosławionych, aby byli dla nas wzorami i przewodnikami. Dzisiaj prosimy ich o wspólne wstawiennictwo, aby każdy człowiek otworzył się na miłość Boga — źródło życia i świętości.

    Jutro to wołanie stanie się gorącą i jednogłośną modlitwą do Ojca miłosierdzia za wszystkich wiernych zmarłych. We wszystkich częściach świata będzie sprawowana w ich intencji Ofiara eucharystyczna jako zadatek życia wiecznego dla żywych i umarłych, zgodnie ze słowami samego Chrystusa: «Jam jest chleb życia. (…) Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki» (J 6, 48. 58).

    Kto może, niech w tych dniach nawiedzi cmentarz, aby modlić się na grobach zmarłych bliskich. Ja także zejdę dzisiaj po południu do Grot Watykańskich, aby pomodlić się przy grobach moich poprzedników. W duchu udam się też na cmentarz w Krakowie, gdzie spoczywają zmarli członkowie mojej rodziny, oraz na inne cmentarze świata, aby modlić się zwłaszcza na grobach zapomnianych.

    Liturgia uczy nas bowiem modlić się za wszystkich w imię solidarności, która łączy wzajemnymi więzami członków Kościoła i która jest silniejsza nawet od śmierci. Niech nikomu nie zabraknie wsparcia naszej modlitwy.

    W tym klimacie duchowym bardziej niż zwykle odczuwamy, jak żywa i pocieszająca jest obecność Maryi. Wzywamy Ją dziś jako Królową Wszystkich Świętych, kontemplując Ją pośrodku zgromadzenia świętych w niebie. Jutro zaś będziemy Jej zawierzać, jako Matce Miłosierdzia, dusze wiernych zmarłych.

    Dla Ludu Bożego Maryja jest znakiem pociechy i niezawodnej nadziei. Widzimy w Niej żywą ikonę słów Chrystusa: «Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą» (Mt 5, 8). Niech Jej wstawiennictwo sprawi, że to ewangeliczne błogosławieństwo stanie się również naszym udziałem.

    W 2002 roku w trakcie rozważań przed modlitwą „Anioł Pański” podkreślał powszechność powołania do świętości – do „pełni” i „«wysokiej miary» zwyczajnego życia chrześcijańskiego”. Z nadzieją ufamy, że w niebie odnajdziemy naszych bliskich:

    Dzisiejsze święto zachęca nas, byśmy skierowali wzrok ku niebu, które jest celem naszej ziemskiej pielgrzymki. Tam oczekuje nas radosna wspólnota świętych. Tam spotkamy się z naszymi drogimi zmarłymi, za których zanosić będziemy do nieba modlitwę w jutrzejsze uroczyste wspomnienie liturgiczne.

    Rok później papież wskazał na szczególną pomoc na drodze do świętości, z której każdy z nas może skorzystać:

    Różaniec rzeczywiście może być prostą i dostępną dla wszystkich drogą do świętości, która jest powołaniem każdego ochrzczonego, jak dobrze uwydatnia to dzisiejsza uroczystość. W Liście apostolskim „Novo millennio ineunte” przypomniałem wszystkim wiernym, że świętość jest priorytetowym wymogiem życia chrześcijańskiego (por. nn. 30-31). Niech Maryja, Królowa Wszystkich Świętych, już w pełni żyjąca w Bożej chwale, pomaga nam postępować z zapałem trudną drogą chrześcijańskiej doskonałości. Niech nam pozwoli zrozumieć i coraz bardziej cenić modlitwę różańcową jako ewangeliczną drogę kontemplacji tajemnicy Chrystusa i wiernego pełnienia Jego woli.

    PCh24.pl

    *******************************************************************************
    ALL THE SAINTS
    Lawrence OP CC

    ***

    Kanonizując niektórych wiernych, to znaczy ogłaszając w sposób uroczysty, że ci wierni praktykowali heroicznie cnoty i żyli w wierności łasce Bożej, Kościół uznaje moc Ducha świętości, który jest w nim, oraz umacnia nadzieję wiernych, dając im świętych jako wzory i orędowników (Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 40; 48-51).

    „W ciągu całej historii Kościoła w okolicznościach najtrudniejszych święte i święci byli zawsze źródłem i początkiem odnowy” (Jan Paweł II, adhort. apost. Christifideles laici, 16) . Istotnie, „świętość Kościoła jest tajemniczym źródłem i nieomylną miarą jego apostolskiego zaangażowania oraz misyjnego zapału” (Jan Paweł II, adhort. apost. Christifideles laici, 17).

    Wstawiennictwo świętych. „Ponieważ mieszkańcy nieba, będąc głębiej zjednoczeni z Chrystusem, jeszcze mocniej utwierdzają cały Kościół w świętości… nieustannie wstawiają się za nas u Ojca, ofiarując Mu zasługi, które przez jedynego Pośrednika między Bogiem i ludźmi, Jezusa Chrystusa, zdobyli na ziemi… Ich przeto troska braterska wspomaga wydatnie słabość naszą” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 49).

    Nie płaczcie, będziecie mieli ze mnie większy pożytek i będę wam skuteczniej pomagał niż za życia (Św. Dominik, umierając, do swoich braci; por. Jordan z Saksonii, Libellus de principiis Ordinis praedicatorum, 93). Przejdę do mojego nieba, by czynić dobrze na ziemi (Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Novissima verba) 

    Komunia ze świętymi. „Nie tylko jednak ze względu na sam ich przykład czcimy pamięć mieszkańców nieba, ale bardziej jeszcze dlatego, żeby umacniała się jedność całego Kościoła w Duchu przez praktykowanie braterskiej miłości. Bo jak wzajemna łączność chrześcijańska między pielgrzymami prowadzi nas bliżej Chrystusa, tak obcowanie ze świętymi łączy nas z Chrystusem, z którego, niby ze Źródła i Głowy, wypływa wszelka łaska i życie Ludu Bożego” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 50).

    Składamy hołd (Chrystusowi) w naszej adoracji, gdyż jest Synem Bożym, męczenników zaś kochamy jako uczniów i naśladowców Pana, a to jest rzeczą słuszną, gdyż w niezrównanym stopniu oddali się oni na służbę swojemu Królowi i Mistrzowi. Obyśmy również i my mogli stać się ich towarzyszami i współuczniami (Św. Polikarp, w: Martyrium Polycarpi, 17).

    Ewangelia na co dzień/Aleteia.pl

    *****************

    Podczas audiencji generalnej 13.04.2011 roku papież Benedykt XVI mówił na czym polega świętość

    Świętość, pełnia chrześcijańskiego życia nie polega na dokonywaniu nadzwyczajnych czynów, ale na zjednoczeniu z Chrystusem, na życiu Jego tajemnicami, na przyswajaniu sobie Jego sposobu postępowania, Jego myśli, Jego zachowań. Miarą świętości jest to, jak wiele jest w naszym życiu z Chrystusa, oraz na ile, mocą Ducha Świętego, kształtujemy nasze życie na podobieństwo Jego życia. Trzeba upodobnić się do Jezusa, jak stwierdza św. Paweł: „tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna”. A św. Augustyn woła: „Moje życie będzie naprawdę żywe, całe napełnione Tobą”. (…)

    Drodzy przyjaciele, jakże wielkie i piękne, ale też proste jest w takim świetle chrześcijańskie powołanie! Wszyscy jesteśmy powołani do świętości – jest ona miarą chrześcijańskiego życia. To również wyraża z mocą św. Paweł, kiedy pisze: „Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. (…) On też ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami, aby przysposobili świętych do wykonywania posługi dla budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4,7.11-13).

    Pragnę zachęcić wszystkich do otworzenia się na działanie Ducha Świętego, który przemienia nasze życie, aby i z nas Bóg mógł tworzyć na przestrzeni dziejów tę wielką mozaikę świętości, aby oblicze Chrystusa zajaśniało pełnią swego blasku. Nie lękajmy się mierzyć wysoko, ku wyżynom Boga, nie lękajmy się, że Bóg chce od nas zbyt wiele, ale pozwólmy, by w każdym codziennym uczynku prowadziło nas Jego Słowo, nawet jeśli czujemy się ubodzy, niegodni i grzeszni: On nas przemieni na podobieństwo swojej miłości.

    papież Benedykt XVI

    _______________________________________________________________________

    WTOREK 2 LISTOPADA – DZIEŃ ZADUSZNY

    fot. katedra. Radom.pl

    ***

    W DNIU DZISIEJSZYM KAPŁANI ODPRAWIAJĄ TRZY MSZE ŚWIĘTE

    pierwsza i druga Msza św. w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego – godz. 7.00 i 8.00

    trzecia Msza św. w kościele św. Piotra – godz. 20.00 z wypominkami

    ...

    Cmentarz Powązkowski w Warszawie

    fot. David Thompson/CC BY-NC-SA 2.0

    *****

    komentarz do Liturgii Kościoła na listopadowy miesiąc

    Liturgia obecnego czasu bardzo mocno wpisuje się w jesienną aurę, aby lepiej i mocniej pokazać proces przemijania otaczającego nas świata i nas, którzy przechodzimy przez ten świat.

    Ilu już naszych bliskich i dalekich, z którymi żyliśmy na co dzień, przeszło w całkowicie inny świat. Przeszli próg i już wiedzą czym naprawdę jest życie w całej swojej pełni. Dopóki jesteśmy po tej stronie życia – pozostaje nam tylko wiara w obietnicę, którą, nam ludziom, mieszkańcom tej ziemi, dał Chrystus Pan.

    Dziecko pyta mamę: “Jak to jest z umieraniem?” Mama odpowiada też pytaniem: Co się dzieje, kiedy wieczorem zasypiasz przed telewizorem, a rankiem następnego dnia budzisz się w swoim pokoju?”

    Dziecko zastanawia się przez moment i odpowiada: “Ty przeniosłaś mnie przez prog mojego pokoju”.

    A wtedy mama mówi: “Robiłam to już wiele razy, bardzo chętnie i z miłością. Tak samo jest z Bogiem. W Jego Synu możemy poczuć Jego miłość do nas. On kocha wszystkich ludzi takimi, jacy są. Przenosi nas ‘przez próg’ i przyjmuje do siebie. Próg, przez który On nas przenosi, nie dzieli tego i przyszłego świata. Ale dopiero po śmierci czeka nas to, co sprawi, że będziemy naprawdę szczęśliwi i poczujemy się spełnieni”.

    Wszyscy, niezależnie ile mamy lat, jesteśmy w tym samym pochodzie, który zmierza w kierunku drugiego brzegu życia. Taka jest prawda, że każdego dnia umieramy. Nawet kiedy rośniemy – to życie ziemskie w nas się skraca. Powtarzający się każdego roku cykl liturgiczny sprawia, że w człowieku pomnaża się jego wiara. Każdego dnia człowieczy los, ubogacony nowymi doświadczeniami, jest w stanie wyznać i to z coraz większą pokorą i zarazem z coraz większą pewnością, że “życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”.  Rzeczywistość, do której każdy dzień nas przybliża, nie jest jakąś ciemnością, ale jest światłością i to światłością wiekuistą. Jezus jest światłem, nie tylko jako Bóg, ale także jako człowiek – Jezus, najbardziej żywy spośród umarłych. 

    Lilli Palmer rozmawiając z niewidomą Helen Keller zapytała ją: “Czy wierzy pani w życie po śmierci?” “Oczywiście, że tak!” – odpowiedziała z naciskiem. “Śmierć nie jest niczym innym jak przejściem z jednego pomieszczenia do drugiego”. Przez jakiś czas siedziały w milczeniu obok siebie. Upał i mocny zapach kwiatów sprawiły, że powieki stawały się coraz cięższe. Pewnie  zmorzyłby ich sen, ale nagle Helen kontynuowała rozpoczętą rozmowę. Powiedziała powoli i stanowczo: “Ale dla mnie istnieje pewna różnica. Bowiem w tym drugim pomieszczeniu – tam będę już widziała”.

    To tam odnajdziemy naszych ukochanych, których kochaliśmy po tej stronie życia. Z ich odejściem czuliśmy jak umierała jakaś część nas samych. Dlatego te nasze rozstania były takie bolesne, ale dzięki temu część naszego serca też już jest po tamtej stronie.

    Żyjemy z dala od Ojczyzny. W listopadowy czas myślą i sercem chodzimy po cmentarzach w naszych rodzinnych stronach. Ile wspomnień, ile wdzięczności ożywa w nas, bo przecież żyjemy dzięki tym, którzy odeszli. Otula nas ich miłość i trud. A ci, co poginęli daleko… których ciał nikt nigdy nie znajdzie… których nie przygarnął żaden cemntarz. Jest jednak ktoś, kto o nich wciąż i stale pamięta – to jest Matka Kościół. Przygarnia ich swoim opiekuńczym gestem. W czasie każdej Mszy św. gromadzi ich pod skrzydłami w memento za umarłych. Bo tylko Jezus jest prawdziwym życiem i takie życie daje. Przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie zniszczył śmierć. Dlatego dzięki Niemu nikt nie umiera sam i nikt nie umiera naprawdę: “Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć bedzie”…

    Pięknie wyraził istotę pierwszych listopadowych dni ks. Janusz Pasierb w swojej książce Czas otwarty: “Uroczystość Wszystkich Świetych i Dzień Zaduszny w potężnym skrócie ukazują nam wielorakie powiązanie wieczności z teraźniejszością. W pierwszym z tych dni pada na ziemię blask, w drugiem – nadzieja”.

    Ożywieni tą nadzieją zdajmy sobie sprawę jak wiele możemy pomóc duszom czyśćcowym. Włączmy się w modlitwy Kościoła. Święci, którym było dane już tu, po tej stronie życia, doświadczyć w sposób mistyczny na czym polega niebo, czyściec i piekło, niech ożywią naszą gorliwość. Wiele razy pisze o na ten temat św. Faustyna w swoim Dzienniczku. Albo książka Marcella Stanzione – Ojciec Pio i dusze czyśćcowe – opisuje jak przez całe życie był on gorliwie oddany duszom czyśćcowym. Tuż przed swoimi święceniami kapłańskimi pisał do ojca Benedetta:

    Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby oddać się Panu jako ofiara za nieszczęsnych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to coraz bardziej rośnie w moim sercu, tak bardzo, że teraz stało się ono — powiedziałbym — gwałtowną pasją. Jest prawdą, że uczyniłem tę ofertę Panu wielokrotnie, błagając Go, aby zechciał zesłać na mnie kary, które przygotował dla grzeszników i dla dusz mających się oczyścić, aby nawet je pomnożył stokrotnie, byle tylko nawrócił i zbawił grzeszników, a także przyjął szybko do Raju dusze z czyśćca. Teraz jednak chciałbym ponowić moją ofiarę z Twoim pozwoleniem. Wydaje mi się, że Pan Jezus właśnie tego chce” (List I, 206)

    ks. Marian Łękawa SAC

    ____________________________________

    Wytapianie świętych

    Wytapianie świętych
    Andreas Praefcke /WIKIMEDIA

    ***

    Czyściec jest przejawem miłosierdzia Bożego. A przejawem ludzkiego miłosierdzia jest pomoc tym, którzy tam są.

    Był rok 202. Młoda mężatka Perpetua siedziała w więzieniu w Thurubo Minus niedaleko Kartaginy. Niedawno odebrano jej dziecko, które jeszcze karmiła. Tak jak pozostali chrześcijanie czekała na egzekucję. Ponieważ nie wyrzekła się Chrystusa, miała zostać rozszarpana na arenie przez dzikie zwierzęta. Pewnego dnia, gdy więźniowie się modlili, Perpetua nagle na głos wypowiedziała słowo: „Dinokrates”. Zrobiła to mimowolnie i sama była tym zaskoczona. „Zdumiałam się, bowiem nigdy dotąd o nim nawet nie pomyślałam” – zapisała w dzienniku, który prowadziła aż do śmierci.

    Dinokrates był bratem Perpetuy. Zmarł jako poganin w wielkich cierpieniach w wieku 7 lat na raka twarzy. „Przypomniałam sobie teraz jego smutną dolę i ogarnął mnie ból. Natychmiast też zrozumiałam, że przypadł mi przywilej i obowiązek modlenia się za niego. Tak więc poczęłam się żarliwie modlić w jego intencji i wzdychać do Pana” – relacjonowała. W nocy miała widzenie. Zobaczyła brata, który wychodził z ciemnego miejsca, w którym znajdowało się też mnóstwo innych ludzi. Był blady i zaniedbany, miał gorączkę i cierpiał pragnienie. Na jego twarzy widać było ranę, którą miał w chwili śmierci. „Za niego zatem się modliłam. Dzieliła nas jednak ogromna otchłań i ani ja do niego, ani on do mnie nie mogliśmy się przedostać. W miejscu, gdzie znajdował się Dinokrates, był basen pełen wody, jego brzegi były jednak wyższe niż wzrost chłopca. Dinokrates wspinał się na palce, jakby chciał się napić. Żal mi było brata, bo choć zbiornik był wypełniony wodą, on jednak, z powodu wysokiego brzegu, nie mógł ugasić pragnienia” – opisywała widzenie.

    Wtedy oprzytomniała i zrozumiała, że jej brat cierpi. Jednocześnie zrodziło się w niej przekonanie, że ona może mu pomóc. „Modliłam się zatem za niego przez wszystkie dni, dopóki nie przeniesiono nas do więzienia wojskowego. Mieliśmy bowiem zostać wydani dzikim zwierzętom w czasie igrzysk wojskowych z okazji urodzin Cezara Gety. Tak więc dniem i nocą modliłam się wśród łez i jęku za niego, aby został mi darowany” – wspominała.

    Gdy dzień męczeństwa był już bliski, Perpetua ponownie miała wizję. Ujrzała to samo miejsce, w którym wcześniej widziała Dinokratesa, ale tym razem jej brat był zadbany i czysty. „Gdzie była rana, widzę bliznę. Zaś brzegi zbiornika, które widziałam wcześniej, obniżyły się i sięgały chłopcu ledwie do pępka, a on bez przerwy czerpał z niego wodę. Na brzegu stała złota czara pełna wody. Dinokrates podszedł do niej i począł pić, zaś wody z niej wcale nie ubywało. Kiedy już całkowicie ugasił pragnienie, odszedł od wody i jak dziecko zaczął bawić się radośnie. Wtedy ocknęłam się i zrozumiałam, że został on już uwolniony od kary” – napisała Perpetua.

    Tekst ten, wyjątkowy ze względu na charakter osobistego pamiętnika, jest świadectwem wiary wczesnych chrześcijan w czyściec i w potrzebę modlitwy za zmarłych. O tej wierze świadczą także liczne wczesnochrześcijańskie napisy nagrobne.

    Modlitwa za zmarłych byłaby bezzasadna, gdyby po śmierci nie istniał stan przejściowy, w którym pozostają niektórzy ludzie odchodzący z tego świata. „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” – mówi Katechizm Kościoła Katolickiego (1030).

    Biblia o czyśćcu

    W Biblii nie pojawia się ani razu słowo „czyściec”, nie znaczy to jednak, że nie ma w niej tekstów wskazujących na tę rzeczywistość. Już w Starym Testamencie znajdujemy ślady przekonania Żydów o słuszności modlitwy za zmarłych. Druga Księga Machabejska opisuje potyczkę wojsk żydowskiego przywódcy Judy Machabeusza z oddziałem idumejskiego wodza Gorgiasza. Zginęła w niej niewielka liczba żołnierzy żydowskich. Kiedy chciano ich pochować, okazało się, że każdymiał pod ubraniem amulety zabrane w charakterze łupu ze zdobytej Jamnii. Czyn taki był grzechem – zabraniało tego wyraźnie prawo żydowskie. Gdy Żydzi uświadomili to sobie, „oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany” (2 Mch 12,42). Następnie Juda zorganizował składkę, a zebrane pieniądze przesłał do świątyni na ofiarę za grzech tych ludzi. „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” – skomentował ten czyn autor natchniony (2 Mch 12,43-45).

    O miłosierdziu dla zmarłych mówi też Syrach: „Miej dar łaskawy dla każdego, kto żyje, nawet umarłym nie odmawiaj oznak przywiązania!” (Syr 7,33). A autor Księgi Tobiasza wskazuje na potrzebę ofiary ekspiacyjnej albo jałmużny za zmarłych: „Kładź chleby twoje na grobie sprawiedliwych” (Tb 4,17).

    Jak przez ogień

    Teksty Nowego Testamentu w kilku miejscach wyraźnie wskazują na istnienie czyśćca. Ewangelista Mateusz zapisał ostrzeżenie Jezusa: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12,32). Św. Grzegorz I Wielki, papież (VI w.), skomentował to słowami: „Można z tego wnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym”.

    W innym miejscu Jezus wzywa, aby nie odkładać pojednania: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz” (Mt 5,25-26). Podobny motyw pojawia się na końcu przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18,33).

    O stanie przejściowej kary po śmierci świadczy także fragment z Łukasza: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę” (Łk 12,47).

    Wzmianki wskazujące na czyściec znajdujemy także w listach. Znaczące w tym kontekście są też słowa św. Pawła, który mówiąc o doczesnym życiu, używa metafory budowli wznoszonej na fundamencie Chrystusa. „Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje” – przestrzega. Wskazuje, że w dniu Pańskim życiowa budowla każdego z nas zostanie poddana próbie ognia. Św. Paweł także modli się za zmarłego o imieniu Onezyfor.

    Kwestia sprawiedliwości

    „To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem” – mówi Katechizm. Kościół od początku wzywał do duchowego wspierania cierpiących w czyśćcu. „Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy” – nawoływał w jednej ze swych homilii św. Jan Chryzostom (IV wiek).

    Ostatecznie doktrynę o czyśćcu sformułował Sobór Trydencki (1545–1563), stwierdzając, że kara doczesna musi zostać odpokutowana „czy na tym świecie, czy w przyszłym – w czyśćcu – przed wejściem do królestwa niebieskiego”. Sobór potwierdził też, że wierni przebywający na ziemi mogą przyjść z pomocą duszom czyśćcowym modlitwą i praktykami pokutnymi, a przede wszystkim Mszą Świętą. Wspieranie dusz w czyśćcu to wyraz miłości bliźniego – a tym samym dobro wyświadczone sobie. Z tym doświadczeniem współgrają słowa św. Brygidy Szwedzkiej (XIV w.): „Szczęśliwy ten, kto jeszcze za życia wspomaga dobrymi uczynkami dusze czyśćcowe, ponieważ sprawiedliwość Boża domaga się, by pozbawione pomocy żywych, zostały oczyszczone w ogniu”.

    Dusze w czyśćcu cierpią. Możemy im pomóc, a to znaczy, że powinniśmy im pomóc.•

    Franciszek Kucharczyk/Gość Niedzielny

    __________________________________________________________________________________________________________

    Jak pomóc duszom czyśćcowym?

    Jak pomóc duszom czyśćcowym?
    Anioł uwalnia dusze w czyśćcu pędzla Ludovico Caracciego (ok. 1610)/WIKIPEDIA

    ***

    Pomaganie zmarłym nie polega na automatycznym wypełnianiu pewnych praktyk. Chodzi o duchowy dar. Najbardziej pomagamy duszom, kiedy sami zbliżamy się do Boga – mówi s. Anna Czajkowska ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych.

    Jak podkreśla, w pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – o tym, czego on konkretnie potrzebuje – ale trzeba myśleć o Bogu. Zwraca też uwagę, że po „tamtej stronie” nic nie wygląda tak jak po naszej i możemy mówić o rzeczywistości po śmierci jedynie poprzez pewne podobieństwo do tego, co znamy.

    KAI: Jak możemy pomagać duszom czyśćcowym?

    S. Anna Czajkowska: Modlitwa, post, jałmużna, odpusty – takie formy poleca nam Kościół katolicki. Musimy jednak pamiętać, że pomaganie zmarłym wymaga od nas autentycznego wysiłku duchowego i pogłębionego spojrzenia na czyściec w wierze. Nie chodzi o automatyczne wypełnianie pewnych praktyk. To nie magia. Nie jest tak, że jeśli odmówię różaniec, czy zamówię Msze św. gregoriańskie za mojego zmarłego, to on po ich odprawieniu automatycznie idzie do nieba. Eucharystia jest darem nieskończonym i niewyczerpanym, ale może się zdarzyć, że zmarły nie może z tego daru skorzystać, bo jest w jakiś sposób na nią zamknięty, skrępowany np. tym, że przez lata przyjmował niegodnie Komunię św. albo potrzebuje czegoś innego, np. przebaczenia.

    Skąd mamy wiedzieć, czego potrzebują zmarli?

    – Nie potrzebujemy tego wiedzieć. Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że mówiąc o rzeczywistości czyśćca, mówimy i to jedynie w sposób niedoskonały o tym, co jest dla nas zupełnie nieznane. Po tamtej stronie nic nie wygląda tak, jak po naszej. Wyobrażamy to sobie jedynie przez pewne podobieństwo do rzeczywistości, którą znamy. Mamy liczne świadectwa świętych. Ale to są tylko świadectwa, które przeszły przez ludzki umysł. Ktoś spisał swoje doświadczenia tak, jak potrafił je pojąć i wyrazić, więc na pewno nie należy ich rozumieć dosłownie.

    Wiemy, że zmarli w czyśćcu nie doświadczają jeszcze pełnego zjednoczenia z Bogiem i cierpią z powodu tego oddalenia, z powodu niedoboru miłości w sercu. Na to oddalenie „pracowali” tutaj na ziemi. My, jeśli chcemy im pomóc, musimy niejako stanąć w ich sytuacji, „wejść w ich buty” i zbliżać się do Boga, starać się być z Nim w łączności. Najbardziej pomaga zmarłym to wszystko, co nas samych zbliża do Boga. W pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – trzeba myśleć o Bogu, myśleć o tym, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie. To jest droga do nieba dla nas i dla zmarłych cierpiących w czyśćcu.

    Stąd pośpiesznie, mechanicznie odmówiona modlitwa, Msza św. przeżywana bez duchowego zaangażowania, albo na którą idę tylko z lęku by nie zgrzeszyć i spełnić niedzielny obowiązek – takie dary niewiele pomogą zmarłym, gdyż i nas samych w niewielkim stopniu zbliżają do Boga, jeśli wręcz nie oddzielają od Niego. Z takiego powierzchownego przeżywania modlitwy czy Eucharystii my sami będziemy się musieli po śmierci oczyszczać. To przecież buduje w nas przeszkodę do pełnego przeżywania komunii z Bogiem. A na tej komunii polega niebo.

    Co zatem możemy robić?

    – Prowadząc Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym zachęcamy do tego, co czynimy my same: wszystko to, co w danym dniu może być pomocą dla tych dusz ofiarowujemy Chrystusowi przez ręce Maryi. Warto pamiętać, że my sami nie dysponujemy niczym, co ofiarujemy duszom w czyśćcu cierpiącym. Wszystkim tym dysponuje Boże Miłosierdzie.

    Możemy chętnie darować urazy i udzielać przebaczenia różnym ludziom, którzy wobec nas zachowali się niewłaściwie; możemy to robić w intencji pomocy zmarłym, którzy tego przebaczenia potrzebują ze strony kogoś innego. Można w tej intencji wiernie wypełniać obowiązki wynikające ze swojego stanu – kapłańskiego, zakonnego ale także bycia żoną, mężem, matką czy ojcem. Przyjęcie z radością dziecka poczętego można ofiarować w intencji tych zmarłych, którzy cierpią, gdyż nie pozwolili się swojemu dziecku narodzić. Błogosławieństwo dane dziecku na dobranoc może być darem dla matek czy ojców, którzy przeklinali swoje dzieci i którzy źle je traktowali. Każdy gest życzliwości, miłości wobec swoich bliskich, sąsiadów czy osób potrzebujących, może być pomocą duszom czyśćcowym, jeśli taką intencję uczynimy. Byle tylko był to gest czyniony w łączności z Bogiem, w stanie łaski uświęcającej.

    Jakie jest znaczenie ofiarowywania cierpienia?

    – Święci, w tym św. Faustyna, św. o. Pio, czy nasz założyciel, bł. Honorat Koźmiński, mówili, że to bardzo skuteczna forma pomocy. Co więcej, to również pomaga nam. Pamięć o intencjach dodaje nam sił w sytuacjach trudnych. Jeśli muszę wykonać ciężką pracę, która mnie czasem przerasta, jeśli muszę przełamać lęk, by wypełnić swój obowiązek, jeśli przychodzi cierpienie fizyczne – gdy wielkodusznie ofiaruję to wszystko w intencji dusz czyśćcowych – to jest mi łatwiej. Tak czy siak cierpię, trudzę się, ale wiem, że mogę dzięki temu kogoś przybliżyć do nieba. Wtedy to moje cierpienie nabiera sensu.

    Zyskuję też wstawiennictwo zmarłych. To działa w obie strony. Na tym, m.in. polega tajemnica obcowania świętych. Gdy zmarli w czyśćcu widzą naszą troskę o nich, niemożliwe, by nie odpowiedzieli modlitwą za nas. Te dusze dzięki naszemu wsparciu coraz bardziej stają się podobne do Boga, a Bóg obdarowuje. One więc coraz bardziej się za nas modlą.

    Tę tajemnicę można też próbować zrozumieć na przykładzie własnego ciała. Gdy wyleczę jakąś ranę, cały czuję się lepiej. Ofiarowując coś zmarłym, leczymy tę cząstkę Mistycznego Ciała Chrystusa, która jest w cierpieniu. Cały Kościół dzięki temu doznaje ulgi i radości.

    Różaniec, Msze gregoriańskie, wypominki, Msze św. wieczyste – jakie jeszcze mamy formy wspierania dusz czyśćcowych?

    – Jeżeli zmarły miał pragnienie pochówku katolickiego, to – przynajmniej w naszej polskiej rzeczywistości – nie wyobrażamy sobie, żeby odbył się on poza Mszą św. Eucharystia jest sprawowana w dniu pogrzebu, czyli najczęściej trzeciego dnia po śmierci. Później zależy to już od dobrej woli członków rodziny, znajomych i wszystkich tych, którzy w jakiś sposób dowiadują się o śmierci. Często zdarza się, że wiele osób zamawia kolejne Msze św. za tego zmarłego – od rodziny, od sąsiadów, od przyjaciół. W niektórych parafiach jest przyjęte, że zamiast kwiatów i wieńców uczestnicy pogrzebu ofiarowują zmarłemu dar Eucharystii.

    Często też członkowie rodziny starają się, by w najbliższym czasie od pogrzebu zamówić Msze św. gregoriańskie w intencji zmarłego. Można też zamówić Msze św. wieczyste.

     Czym są Msze św. gregoriańskie i Msze św. wieczyste?

    – Msze św. gregoriańskie to 30 Mszy św. odprawianych w kolejnych dniach, bez przerwy, ofiarowanych za jedną osobę zmarłą. Jest to zwyczaj oparty jedynie na przekonaniu wiernych o skuteczności tej modlitwy. Zapoczątkowany został przez papieża Grzegorza Wielkiego, żyjącego w VI w., który polecił w taki sposób modlić się za zmarłego zakonnika. Według tradycji, trzydziestego dnia zakonnik miał się objawić we śnie przełożonemu klasztoru, dziękując za pomoc.

    Msze św. wieczyste mogą być odprawiane w niektórych zgromadzeniach zakonnych, jak np. pallotyni, czy werbiści. Mają oni na to specjalne pozwolenie od papieża. Msze te odprawiane są codziennie, tak długo, jak istnieć będzie dane zgromadzenie, za wszystkie osoby, które wpisane są z imienia i nazwiska do specjalnej Księgi Intencji Mszy Wieczystych. Odprawiane one mogą być za osoby żyjące i zmarłe. Intencje te zapewne obejmują już miliony ludzi. Z wpisem do Księgi wiąże się specjalna ofiara, która w wielu przypadkach przeznaczana jest na misje. Jest to zatem rodzaj jałmużny wspierającej ewangelizację, która może być dodatkowo ofiarowana w intencji zmarłych.

    W praktyce pobożnościowej przyjęło się również dawać na Wypominki.

    – Wypominki wiążą się nie tylko z odczytywaniem imion i nazwisk zmarłych. Stąd nie jest najlepszą praktyką nazywanie ich „wymieniankami” – jak to się dzieje w niektórych polskich parafiach. Chodzi o to, byśmy sobie uzmysłowili, że są to konkretne osoby, które kochaliśmy, z którymi dzieliliśmy swoje życie. One potrzebują nadal naszej miłości, bo ich życie toczy się nadal – w Bogu wszyscy żyją. Przywołujemy więc pamięć o nich z imienia i nazwiska w czasie wspólnotowego nabożeństwa na wzór memento za zmarłych z Modlitwy Eucharystycznej. Modlimy się we wspólnocie parafialnej uświadamiając sobie, że zmarli wciąż do niej należą. Forma wypominków jest różna, w zależności od tego, jak to jest przyjęte w danej parafii. Niekiedy imiona zmarłych odczytywane są przed Mszą św. w ich intencji, czasem w trakcie modlitwy różańcowej, po której jest też sprawowana Eucharystia. Zazwyczaj praktykowane jest to przez cały listopad. W niektórych parafiach są też wypominki roczne, czyli czytanie wypominków i Msza św. w intencji zmarłych sprawowana w konkretnym dniu każdego miesiąca –czyli 12 razy w ciągu roku.

    Jak uzyskać odpust za zmarłych?

    – Żeby otworzyć się na łaskę odpustu, trzeba się trochę wysilić duchowo. Nie wystarczy wypełnienie zewnętrznych czynności. Ta łaska również nie działa automatycznie. W życiu duchowym nic tak nie działa. To bardzo trudno ludziom wytłumaczyć. Nie wystarczy pójść na cmentarz od 1 do 8 listopada i odmówić tam modlitwę za zmarłych. (W tym roku wyjątkowo dar odpustu zupełnego związany z nawiedzeniem cmentarza można uzyskać przez cały miesiąc – w dowolnie przez siebie wybrane 8 dni). By uzyskać odpust zupełny trzeba przyjąć Komunię św., być w stanie łaski uświęcającej i pomodlić się w intencjach, w których modli się papież. Nie można też być w sercu przywiązanym do żadnego grzechu, nawet powszedniego. To jest najtrudniejszy warunek.

    Na czym to polega?

    – Można nie grzeszyć, ale być przywiązanym do grzechów. Można np. przestać kraść ale w sercu żałować, że inni są bardziej zaradni i nadal to robią. Można – to dotyczy grzechów powszednich – wyspowiadać się z tego, że używamy np. wulgarnego języka, ale z żalem powierzchownym i bez szczerej chęci zmiany swego języka, w przekonaniu, że bez wulgaryzmów moi znajomi nie zrozumieją, co do nich mówię. Tutaj chodzi o szczerość intencji, czyli o szczery żal i autentyczną gotowość zmiany życia, na zawsze, nie tylko na 2 czy 3 dni, w celu uzyskania odpustu. Zmiana może mi się oczywiście nie udać. Większość z nas przecież od lat spowiada się z tych samych grzechów. Ale, jak podkreślam, tu chodzi o intencję. Nie mogę mieć upodobania w żadnym grzechu – nawet najlżejszym. Nie chcę go pod żadną postacią. Podsumowując – krótko po odbyciu naprawdę dobrej spowiedzi, gdy jeszcze trwam w moich dobrych postanowieniach poprawy, mam naprawdę dużą szansę na tę wolność w sercu i na sięgnięcie po łaskę odpustu zupełnego. Jeśli ofiaruję go za duszę czyśćcową oznacza to dla niej wejście do chwały nieba.

    Czym są odpusty cząstkowe?

    – O odpustach cząstkowych mniej się mówi, a szkoda, bo łatwiej się na nie otworzyć. Wymagany jest tylko stan łaski uświęcającej i skrucha serca, czyli pokorna świadomość własnej słabości oraz potrzeby łaski Bożej. Jeśli w takim stanie będąc, z intencją pomocy zmarłym odmówię jakąś dowolną modlitwę, do której Kościół nadał łaskę odpustu częściowego – np. „Pod Twoją obronę”, różaniec, „Wieczny odpoczynek” albo np. pomodlę się aktem strzelistym „Jezu ufam Tobie!” w sytuacjach trudnych, o to, np. by nie odpowiedzieć złem na zło – zyskuję łaskę cząstkowego odpustu, czyli darowania części czyśćcowego cierpienia duszy.

    Czy listopad jest momentem szczególnych łask dla dusz czyśćcowych?

    – Kościół ustanowił na początku listopada uroczystość Wszystkich Świętych i wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, kierując nasz duchowy wzrok nie tylko na niebo, ale również na czyściec. Dał nam też oktawę tej uroczystości. 2 listopada decyzją Stolicy Apostolskiej kapłani mogą sprawować aż 3 Msze św. To jest czas, w którym zwykły człowiek, zazwyczaj zalatany i zabiegany, ma szansę się zatrzymać i pomyśleć o wieczności. Kościół mu przypomina, że są święci w niebie, którzy nas wpierają swoją modlitwą, ale są też zmarli, którzy czekają na pomoc, bo sami już nic dla siebie nie mogą uczynić. Z pewnością w tym czasie staramy się gorliwiej modlić za dusze zmarłych, więc zapewne też dociera do nich więcej łask.

    Na pewno nie możemy się ograniczać w modlitwie za zmarłych do jednego miesiąca w roku. Niektóre objawienia prywatne podpowiadają, że szczególnym momentem łask dla dusz czyśćcowych są Święta Bożego Narodzenia. To ciekawa intuicja, zwłaszcza gdy sobie uświadomimy, czym było Wcielenie Chrystusa. Cały świat się od tego momentu zmienił. Liturgiczna pamiątka tego dnia musi być czasem wielkiego obdarowywania Bożym Miłosierdziem.

    Czym jest Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym?

    – Jest to duchowa rodzina naszego Zgromadzenia, włączająca się w realizację charyzmatu niesienia pomocy duszom czyśćcowym. Działa już od prawie 40 lat i liczy ok. 30 tys. osób. Gromadzi ludzi żyjących różnym powołaniem. Należą do niego w większości osoby świeckie ale także w niemałej liczbie księża, siostry i bracia z różnych zgromadzeń zakonnych. Proponujemy im publikacje o tematyce eschatologicznej oraz uczestnictwo w rekolekcjach, z których oczywiście korzysta jedynie cząstka tej licznej wspólnoty. Docieramy do członków poprzez wewnętrzny kwartalnik formacyjny „Do domu Ojca” oraz treści zamieszczane na Facebooku Apostolstwa i na naszych stronach internetowych: www.wspomozycielki.pl oraz www.apdc.wspomozycielki.pl.

    ***

    S. Anna Czajkowska ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych zajmuje się w zgromadzeniu formacją członków Apostolstwa Pomocy Duszom Czyśćcowym.

    Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych powstało w 1889 r. Założone zostało przez bł. Honorata Koźmińskiego i m. Wandę Olędzką. To jedyne w Polsce a drugie w Europie żeńskie zgromadzenie zakonne, którego głównym celem jest niesienie pomocy duszom czyśćcowym.

    Siostry Wspomożycielki są zgromadzeniem bezhabitowym. Żyją według Reguły i Życia Braci i Sióstr Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu. Ratują dusze zmarłych ofiarując Panu Bogu w ich intencji całe swoje życie: śluby zakonne, modlitwy, prace apostolskie, publikacje o tematyce eschatologicznej, trudy i radości życia we wspólnocie życia konsekrowanego, uczynki miłosierdzia, wyrzeczenia, ofiary i odpusty.

    ****************************

    Dwa kondukty

    Jan Henryk Rosen
Pogrzeb św. Odylona 
fresk, 1927
katedra ormiańska, Lwów
    Jan Henryk Rosen Pogrzeb św. Odylona fresk, 1927 katedra ormiańska, Lwów

    ***

    Ten fresk jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze to bodaj jedyne przedstawienie w światowej sztuce pogrzebu św. Odylona (ok. 962–1049), opata benedyktynów z Cluny. Po drugie artysta namalował… dwa kondukty, jeden na drugim.

    Ciało świętego opata niosą na marach mnisi. Głowę Odylona otacza złota aureola. Kondukt prowadzi opat, następca zmarłego. Patrząc na tę kompozycję, ze zdziwieniem jednak odkrywamy, że jest ona „pokreślona” białymi liniami. Po chwili dostrzegamy, że nie są to przypadkowe kreski, lecz kunsztownie narysowane kontury zakapturzonych postaci mnichów, niosących w rękach zapalone gromnice.

    Święty Odylon, jako zwierzchnik potężnego opactwa w Cluny, był jednym z najbardziej wpływowych duchownych żyjących na przełomie wieków X i XI. Najprawdopodobniej to właśnie on rozpoczął świętowanie Zaduszek, czyli wspomnienia zmarłych w dniu następującym po uroczystości Wszystkich Świętych. Ponieważ opactwu w Cluny podlegało wówczas kilkaset klasztorów w całej Europie, obchody Zaduszek szeroko się spopularyzowały. Dziś św. Odylon jest patronem dusz czyśćcowych. Idący w kondukcie mnisi narysowani białymi konturami to zatem dusze zmarłych, które z wdzięczności za modlitwy zapoczątkowane przez opata Odylona dołączają się do jego pogrzebu.

    Malowidło jest częścią wystroju katedry ormiańskiej we Lwowie. Jego autor, Jan Henryk Rosen (1891–1982), zasłynął później z wielu dzieł plastycznych o tematyce sakralnej, zwłaszcza zrealizowanych w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkał od 1937 roku. Freski we Lwowie powstały na zlecenie Józefa Teodorowicza, arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    ************************

    Msze święte gregoriańskie: gwarantują wybawienia z czyśćca?

    MSZA ŚWIĘTA
    Shutterstock

    ***

    Istnieją różne zwyczaje dotyczące odprawiania Mszy św. za zmarłych. Szczególnie rozpowszechnione są tzw. gregorianki. Skąd się wziął ten zwyczaj i jakie jest jego znaczenie w życiu Kościoła?

    Msze św. gregoriańskie

    Przy pierwszym spojrzeniu na poniższy obraz można się przerazić. Tłum cierpiących ludzi, płomienie. Na szczęście to nie piekło, ale czyściec. Im wyżej wznosi się wzrok, tym więcej na obrazie jasności i nadziei. A jeden szczęśliwiec właśnie opuszcza to miejsce.

    Aleteia.pl

    ***

    Napis na wstędze informuje, że przechodzi ze śmierci do życia. Zgodnie z tytułem dzieła widzimy właśnie, jak „św. Grzegorz Wielki wprowadza do nieba duszę mnicha”. Po lewej stronie, niczym w nowocześnie montowanym filmie, widać kapłana sprawującego mszę św. Obraz namalował Giovanni Battista Crespi. Uwiecznił w ten sposób, jak rodził się zwyczaj odprawiania Mszy św. gregoriańskich.

    Skąd się wzięły gregorianki?

    Tzw. gregorianka to trzydzieści kolejnych Mszy św. ofiarowanych dzień po dniu za jedną osobę zmarłą. Skąd wziął się ten zwyczaj? Całą historię opisał św. Grzegorz Wielki w swych „Dialogach”.

    Zanim w 590 roku został papieżem, był opatem benedyktyńskiego klasztoru. Jeden z mnichów, imieniem Justus, zachorował. Już na łożu śmierci wyznał, że ukrył przed wspólnotą trzy złote soldy. W świetle zasad rządzących w klasztorze dopuścił się wielkiego grzechu. „Było bowiem w naszym klasztorze stałą regułą, aby bracia tak wspólnie żyli, aby żaden z nich nie miał swojej osobistej własności” – wyjaśnił papież Grzegorz I.

    Justus na polecenie opata umarł w osamotnieniu, a pochowano go nie wśród innych zakonników, lecz w niepoświęconej ziemi, rzucając do jego grobu wspomniane monety. Jednak miesiąc po jego śmierci Grzegorz zaczął się „w duchu litować nad zmarłym bratem i myśleć z głębokim smutkiem o jego katuszach i szukać jakiegoś środka, aby mu pomóc”. Polecił więc przeorowi, aby odprawiono za niego trzydzieści Mszy św., dzień po dniu, bez przerwy.

    Po odprawieniu trzydziestej mszy św. Justus ukazał się w widzeniu swemu rodzonemu bratu Kopiosusowi (również mnichowi) i powiadomił go, że właśnie został uwolniony z czyśćca i dołączył do wspólnoty zbawionych. „Z tego wyraźnie się okazało, że zmarły brat przez zbawczą Hostię został uwolniony z katuszy” – podsumował papież Grzegorz I.

    Uważa się, że to właśnie pod wpływem jego autorytetu praktyka trzydziestu Mszy św. odprawianych za konkretną osobę zmarłą upowszechniła się najpierw w Rzymie, a potem w Europie.

    Zasady odprawiania gregorianek

    Ks. Jan Glapiak na łamach „Przewodnika Katolickiego” krótko ujął cztery istotne elementy, które muszą być zachowane przy odprawianiu gregorianki. Zostały one sformułowane przez Stolicę Apostolską dopiero 24 lutego 1967 r. i zawarte w Deklaracji Kongregacji Soboru (to dawna nazwa Kongregacji ds. Duchowieństwa).

    Po pierwsze, Mszę św. gregoriańską można odprawiać tylko za jedną osobę (nie ma gregorianek zbiorowych).

    Po drugie, Msze św. gregoriańskie odprawiane są tylko za zmarłych (nie ma gregorianek za żywych).

    Po trzecie, Msze św. gregoriańskie za jedną osobę należy odprawiać dokładnie przez trzydzieści dni.

    Po czwarte, istotna jest „stała ciągłość w odprawianiu Mszy św.”. Warto jednak wiedzieć, że jeśli zajdą nieprzewidziane przeszkody, np. choroba kapłana lub konieczność odprawienia Mszy św. w innej intencji (np. z powodu udzielania sakramentu małżeństwa albo pogrzebu), ciągłość nie zostaje przerwana, a cykl jedynie ulega przesunięciu.

    Co ważne, nie jest wymagane, aby gregoriankę w konkretnej intencji odprawiał zawsze ten sam ksiądz.

    Msza gregoriańska – gwarancja wybawienia?

    Obszerne informacje dotyczące Mszy św. gregoriańskich można znaleźć na stronach klasztoru ojców bernardynów w Alwerni. Zakonnicy wyjaśniają, że jeżeli chodzi o znaczenie Mszy św. gregoriańskich, nie istnieje żadna oficjalna doktryna Kościoła z nimi związana. „Powinny one być traktowane jako Msze św. za zmarłych”.

    Zwyczaj Mszy św. gregoriańskich został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską „wyłącznie jako pobożna praktyka wiernych, oparta na ich przeświadczeniu, które nie jest sprzeczne z nauką Kościoła”. Nie ma więc ze strony Kościoła katolickiego żadnej gwarancji skuteczności i wybawienia od pokuty po śmierci. Cały zwyczaj oparty jest tylko na przekonaniu wiernych, że gregorianki są dobrą pomocą dla doznających w czyśćcu uwolnienia od następstw ich grzechów. „Człowiek może zawsze prosić, ale tym, który wysłuchuje próśb, jest Bóg. Ostateczną wartość podobnych mszy św. zna tylko On” – podkreślają bernardyni na swojej stronie internetowej.

    Msza 30. dnia po śmierci

    W wielu parafiach można spotkać jeszcze jeden zwyczaj dotyczący zmarłych, w którym pojawia się liczba „30”. Chodzi o Msze św. sprawowane za zmarłego „w trzydziesty dzień po śmierci”. Jako jego źródło wskazywany jest Stary Testament. W księdze Powtórzonego Prawa czytamy, że „Izraelici opłakiwali Mojżesza na stepach Moabu przez trzydzieści dni” (Pwt 34,8). Msza św. w trzydziestym dniu po śmierci jest traktowana jako zakończenie pierwszego, intensywnego okresu żałoby po bliskim zmarłym.

    Czy modlitwa za zmarłych ma sens?

    Już w czasach Starego Testamentu istniało przekonanie, że modlitwa za zmarłych ma głęboki sens. W Drugiej Księdze Machabejskiej zawarta jest opowieść o tym, jak Juda Machabeusz nakazał składanie ofiar za zabitych w bitwie, którzy złamali Prawo.

    Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna (2 Mch 12,44).

    Kościół katolicki od samego początku rozumiał sens i potrzebę modlitwy za zmarłych, traktowanej jako pomoc w oczyszczeniu ze skutków grzechów, których się dopuścili. Dobrze wyraża to zdanie św. Tomasza z Akwinu:

    Bóg przyjmuje łaskawiej i częściej wysłuchuje modlitw za zmarłych niż tych, które zanosimy za żyjących. Zmarli bowiem bardziej potrzebują tej pomocy, nie mogąc, tak jak żywi, pomóc sobie samym i zasłużyć na to, ażeby Bóg ich wybawił.

    Do modlitwy za zmarłych zachęca także Katechizm Kościoła Katolickiego. Jest ona związana z wiarą w „świętych obcowanie”. Ale to już temat na osobny artykuł…

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    *************************************************

    M. Simma: Dusze zmarłych są bliżej niż myślimy - zdjęcie

    M. Simma: Dusze zmarłych są bliżej niż myślimy

    Śmierć człowieka otacza obłok tajemnicy. Odczuwa ją umierający, a najbliżsi zmarłego zadają sobie pytania: “Co się stało z tym, którego kochaliśmy? Co ze mną będzie po śmierci?”.

         Jedyną odpowiedź na te najważniejsze pytania daje Jezus: “Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne” (J 6, 47). Jest życie wieczne, jest niebo, które On nam otworzył swoją męką i zmartwychwstaniem, jest Jego nauka, jak to niebo osiągnąć, oraz są przestrogi przed utratą życia wiecznego. Chrystus mówi nam, że przez próg śmierci przechodzimy do nowego życia, gdzie wszystko ma wymiar duchowy, gdzie nie ma przestrzeni, materii, czasu, cierpienia i strachu, natomiast wszystkim we wszystkich jest Bóg – Miłość i Światłość odwieczna i wiekuista.

         Ażeby przybliżyć człowiekowi prawdę o rzeczach ostatecznych, które go czekają, a przede wszystkim by złagodzić ten naturalny lęk przed śmiercią albo niewiedzę o losach bliskich zmarłych, Bóg udziela czasem daru kontaktowania się żywych z umarłymi. Dzieje się to jednak rzadko i tylko wtedy, gdy w planach Bożych ma z tego wyniknąć wielkie dobro.

         Współcześnie taki dar – a nawet misję – otrzymała Maria Simma, zmarła w roku 2004 mieszkanka małej szwajcarskiej wioski Sonntag w Alpach.

         Maria pochodziła z licznej rodziny, w której się nie przelewało, więc dzieci wcześnie musiały pójść do pracy. Po ukończeniu szkoły ludowej dziewczyna pragnęła wstąpić do zakonu; trzykrotnie próbowała w różnych klasztorach, lecz wszędzie odmawiano jej przyjęcia ze względu na jej słabe zdrowie. Mając od dziecka bardzo żywe nabożeństwo do Matki Bożej, złożyła prywatny ślub czystości i oddała Jej dalszą drogę swego życia, pragnąc służyć Jej przez modlitwę i ofiarę w intencji dusz czyśćcowych. Po śmierci rodziców zamieszkała sama w domu rodzinnym w Sonntagu, pracując na bardzo skromne utrzymanie.

         Pewnej nocy w 1940 r. Maria nagle się obudziła i dostrzegła obcego mężczyznę chodzącego po jej pokoju. Na pytanie, kim jest, nie otrzymała od przybysza żadnej odpowiedzi. Ponieważ Simma była z natury odważna, momentalnie wyskoczyła z łóżka, chcąc schwytać intruza, lecz jej ręce trafiły w próżnię; wtedy zrobiło się jej nieswojo. W tej samej chwili zjawa znikła. Zaraz rano kobieta opowiedziała widzenie swemu spowiednikowi; ten radził jej w takich momentach pytać: “Czego potrzebujesz, czego chcesz ode mnie?”. Następnej nocy tajemniczy mężczyzna znów się pojawił. Na pytanie Marii odpowiedział: “Postaraj się o trzy Msze święte, a będę wybawiony”.

         Tak się zaczęła współpraca Marii z duszami pokutującymi w czyśćcu. Przez kilkanaście lat zjawiały się u niej w liczbie kilku rocznie. Proboszcz i spowiednik Marii, ks. Alfons Matt, którego kobieta informowała o każdej prośbie kierowanej do niej z zaświatów, polecał jej, aby żadnej duszy nie odrzucała, ale żeby starała się spełnić jej życzenie.

         W 1954 r. – a był to rok maryjny – dusze zaczęły przychodzić do Marii już co noc. Gdy ten rok minął, zjawiały się znowu rzadziej, ale najczęściej w pierwszą sobotę miesiąca, w święta Matki Bożej, w wielkim poście (szczegółnie w Wielkim Tygodniu), a także w listopadzie oraz w adwencie. Każdy kontakt duszy czyśćcowej z Mafią Simmą był szczególnym darem Bożym, uzyskanym przez Matkę Bożą dla danej duszy. To, co dusze mogły powiedzieć Marii Simmie, też było darem Bożym; wprawdzie wizjonerka nie mogła ich wypytywać sama, ale przez długie lata tych kontaktów uzyskała bogatą wiedzę i doświadczenie w sprawach czyśćcowych. Nie wolno jej jednak było przywoływać dusz z czyśćca: “Przychodzą po prostu, kiedy Pan Bóg im pozwoli postarać się o szybsze wybawienie” – wyjaśniała Maria. Wynika z tego, że wszelkie przywoływanie duchów, seanse spirytystyczne itp. nie są po myśli Bożej i należy się ich całkowicie wyrzec. Duchy, które mogą się w nich pojawiać, to duchy złe, podszywające się pod osoby zmarłe.

         Natomiast Simma przekonała się, że “dusze czyśćcowe wiedzą o nas i o tym, co się dzieje, więcej, niż myślimy. Wiedzą na przykład o tym, kto bierze udział w pogrzebie i czy się modli, czy tylko idzie, aby inni go widzieli. Wiedzą, kto wysłuchał za nie Mszy św., bo dla umarłego pobożne wysłuchanie Mszy św. ma większe znaczenie aniżeli towarzyszenie zwłokom na cmentarz. Wiedzą również dusze czyśćcowe, co się o nich mówi i co się dla nich robi. Są bliżej nas, niż myślimy; są całkiem blisko nas”.

         Na pytanie, jak i za co dusze cierpią w czyśćcu najbardziej, Simma daje następujące wyjaśnienie: “Jest tyle różnych rodzajów czyśćca co dusz. Każdą duszę trapi tęsknota za Bogiem i to powoduje najboleśniejsze cierpienia ze wszystkich. Poza tym każda dusza jest tak karana, jak grzeszyła (…). Grzechy przeciwko miłości, oszczerstwo, zniesławienie, brak pojednania się, kłótnie z powodu chciwości i zazdrości są w wieczności bardzo karane (…). Jak często grzeszy się bezlitosnymi wypowiedziami i płochymi sądami o drugich (…). Słowo może zabić – słowo może uzdrowić”. Do nieba może wejść tylko czysta miłość.

         “Co się dzieje z samobójcami? Są oni najczęściej niepoczytalni w chwili, gdy odbierają sobie życie. Przeważnie więcej winy ponoszą ci, którzy ich do samobójstwa doprowadzili”. A najlepszy sposób, aby się do piekła nie dostać, to pokora.

         Pomimo wielkich cierpień doznawanych w czyśćcu “żadna dusza nie chciałaby wrócić na ziemię i nadal żyć, ponieważ ma ona poznanie, o którym my nie mamy pojęcia. Dusze pokutujące w czyśćcu pragną oczyszczenia. Czy możemy sobie wyobrazić dziewczynę, która odważyłaby się przyjść na pierwszy bal w brudnej sukience i nie uczesana? Dusza w miejscu oczyszczenia – czyli w czyśćcu – ma tak świetlane pojęcie o Bogu, że przedstawia się jej w oślepiającej piękności. Żadna siła nie zdołałaby jej zmusić, aby stanęła przed Jego Obliczem, jeżeli najdrobniejsza skaza nie została z niej jeszcze zmazana. Tylko doskonale czysta odważy się stanąć przed Bogiem, aby oglądać Go twarzą w twarz”.

         Dusze ukazujące się Marii Simmie prosiły przede wszystkim o Msze św., modlitwę, ale także o zwrócenie się do ich bliskich z przestrogą, z prośbą o ofiary lub o wyrównanie krzywd. Z czasem zaczęły też prosić o przyjęcie cierpień za nie. Gdy wizjonerka się na to zgadzała, przeżywała godziny wielkich cierpień fizycznych; po ich upływie wracała do normalnego samopoczucia i mogła pójść rano do pracy. Ten rodzaj wspierania dusz pokutujących stał się dominującym nurtem misji Marii Simmy. Poznała, jak wielką wartość ma modlitwa i cierpienie ofiarowywane Bogu tu na ziemi w intencji zmarłych. Kilka godzin cierpień Marii skracało komuś czyściec o kilkadziesiąt lat. Dusze pokutujące z tej perspektywy żałują każdej okazji do cierpienia, której nie wykorzystały na ziemi, aby ją Bogu ofiarować w duchu pokuty.

         Wszystkie prośby dusz i informacje od nich uzyskane Maria przekazywała swemu proboszczowi, ks. Mattowi, bardzo troskliwie czuwającemu nad misją duchową, którą Bóg obdarzył jego penitentkę. Przekonując się, jak dobroczynne to zadanie dla dusz poku tujących w czyśćcu, a równocześnie jaki ma ono walor ewangelizacyjny dla ich rodzin, kapłan zgodził się, aby Simma wygłaszała odczyty o czyśćcu po okolicznych parafiach. Ludzie się o to dopominali, a dusze czyśćcowe popierały tę akcję, bo pobudzała do gorliwszego nabożeństwa w ich intencji. Po odczytach Maria była zasypywana pytaniami o życie pozagrobowe.

         Wielekroć dusze przychodzące do Marii Simmy mówiły o roli Matki Bożej w wypraszaniu im skrócenia lub złagodzenia cierpień czyśćcowych. Matce Bożej należy się tytuł Matki Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych – stąd tak cenna dla nich jest modlitwa różańcowa. Jedna dusza objawiająca się powiedziała Simmie, że Matka Boża upomina się o wybudowanie kaplicy ku Jej czci na rozstaju, gdzie kiedyś już kapliczka stała. Gdy przeprowadzano nową drogę, starą kapliczkę zniesiono, a o postawieniu nowej zapomniano. Matka Boża przypomina o konieczności jej postawienia, wyrażając też życzenie, aby znajdował się w niej obraz przedstawiający Ją jako Matkę Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych. Obraz ma być piękny. Krótko potem Simmę odwiedził ksiądz z Polski. Gdy Maria opowiedziała mu o życzeniu Matki Bożej, kapłan podjął się znalezienia malarza i pokrycia kosztów.

         Obraz namalował Adolf Hyła z Krakowa, autor obrazu Jezusa Miłosiernego w Łagiewnikach. W maju 1959 r. obraz i kaplica w Sonntagu zostały poświęcone i są teraz miejscem pielgrzymek oraz modlitw za dusze w czyśćcu. 


    Teresa Tyszkiewicz/źródło: Maria Simma: Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi/Miesięcznik Miłujcie się!

    ***************************************************

    Maria Simma:

    Nasza matka często mawiała: „Jeżeli macie wielką potrzebę, zwróćcie się do dusz czyśćcowych, to są wdzięczne pomocnice”.

    Pierwsze objawienie

    Myślałam, że już wszystko stracone. Drogi, którą Pan Bóg dla mnie przeznaczył, nie mogłam znaleźć. Przez czas dłuższy byłam bardzo przygnębiona. Pocieszałam się myślą, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, aby zostać zakonnicą. Od dziecka miałam wielkie nabożeństwo do dusz czyśćcowych. Nasza matka często mawiała: „Jeżeli macie wielką potrzebę, zwróćcie się do dusz czyśćcowych, to są wdzięczne pomocnice”.

    Pierwsza dusza czyśćcowa przyszła do mnie w 1940 roku. Obudziły mnie w nocy czyjeś kroki w pokoju, spojrzałam i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę. Strach był dla mnie uczuciem obcym. Ponieważ nie znałam tego człowieka, ostro zapytałam go: „Jak wszedłeś do mojego pokoju? Coś tu zgubił?” Udawał, że mnie nie słyszy i dalej chodził po pokoju tam i z powrotem. Pytam: „Ktoś ty?” Znów nie odpowiada. Wyskoczyłam więc z łóżka i próbowałam go złapać, ale ręce trafiły w próżnię. Mężczyzna zniknął. Położyłam się i zobaczyłam go znowu, słyszałam też, jak chodził po pokoju. Wyraźnie przecież zdawałam sobie sprawę z tego, że nie śpię, dlaczego więc nie mogę go złapać. Raz jeszcze wyskoczyłam z łóżka, żeby to zrobić i znowu zniknął. Zrobiło mi się nieswojo, położyłam się, była czwarta godzina nad ranem, nie mogłam więcej zasnąć. Po Mszy Św. poszłam do mojego kierownika duchowego i opowiedziałam mu wszystko. Pouczył mnie, abym zapytała, jeżeli ten człowiek znowu przyjdzie, nie kim jest, ale czego żąda. Kiedy rzeczywiście przyszedł on następnej nocy i na moje pytanie czego żąda, odpowiedział: „Postaraj się o trzy Msze Św. za mnie, a będę wybawiony”, poznałam, że to dusza pokutująca w Czyśćcu. To potwierdził mi również mój spowiednik. Od 1940 do 1953 przychodziły co roku dwie lub trzy dusze czyśćcowe, najczęściej w listopadzie. Nie dopatrywałam się w tym szczególnego zadania Bożego; zawsze też informowałam o tym mojego proboszcza, ks. Alfonsa Matta. Poradził mi, abym żadnej duszy nie odrzucała i każdą chętnie przyjęła.

    Cierpienie zastępcze

    Dusze czyśćcowe prosiły mnie następnie, abym za nie cierpiała. Były to ciężkie cierpienia.Kiedy jakaś dusza przychodzi, budzi mnie czy to przez pukanie, wołanie czy też szarpnięcie. Obudzona pytam zaraz: „Czego chcesz?” albo „Co mogę zrobić dla ciebie?” i wtedy dopiero może taka dusza powiedzieć, co jej brakuje, l tak zapytała mnie pewnego razu jedna z nich: „Czy mogłabyś za mnie cierpieć?” Pytanie to było nieco dziwne, po raz pierwszy proszono mnie o to, zaraz powiedziałam: „Co mam robić?” Otrzymałam odpowiedź: „Przez trzy godziny będziesz miała bóle w całym ciele, ale po upływie tego czasu będziesz mogła wstać i pracować, jak gdyby nic nie zaszło. Odbierzesz mi tym 20 lat Czyśćca”. Zgodziłam się. Natychmiast opanowały mnie tak straszne cierpienia, że wiedziałam zaledwie, gdzie jestem i pozostała mi tylko świadomość, że przyjęłam je jako pokutę za duszę czyśćcową i że to ma trwać trzy godziny. Wydawało mi się, że czas ten dawno upłynął i że minęło już co najmniej parę dni lub tygodni. Kiedy skończyło się wszystko i spojrzałam na zegarek, stwierdziłam, że cierpienia moje trwały dokładnie trzy godziny. Zdarzało się często, że wystarczyło 5 minut cierpienia, a jakże ten czas wydawał się długi.

    Co dusze czyśćcowe wiedzą o nas?

    Dusze czyśćcowe wiedzą o nas i o tym, co się dzieje więcej, niż myślimy. Wiedzą, np., kto bierze udział w ich pogrzebie i czy tylko idzie, aby inni go widzieli. Wiedzą, kto wysłuchał za nich Mszy Św., bo dla umarłych pobożne wysłuchanie Mszy Św. ma większe znaczenie, aniżeli towarzyszenie zwłokom na cmentarz. Wiedzą również dusze czyśćcowe, co się o nich mówi i co się dla nich robi. Są bliżej nas, niż myślimy: są całkiem blisko nas.

    Co pomaga duszom czyśćcowym?

    Najwartościowszą pomocą dla dusz pokutujących jest Msza Św., ale tylko w tym stopniu, jak sobie dana dusza ceniła ją za życia, l tu spełnia się powiedzenie: Co się sieje, to się zbiera. Wielkie mają znaczenie Msze Św. wysłuchane w dni powszednie, a więc nie tylko te obowiązkowe w niedziele i święta. Oczywiście nie każdy może wysłuchać Mszy Św. w dzień powszedni, ma pracę zawodową i obowiązki, a spełnienie ich ma w dnie powszednie bez szkody dla swoich obowiązków, np.pierwszeństwo. Niejeden emeryt przecież mógłby chodzić na Mszę Św., szczególnie jeżeli jest zdrów i mieszka blisko kościoła. Cóż, kiedy on tak sobie mówi: „W niedziele jestem obowiązany pójść na Mszę Św., ale nie w dzień powszedni, więc nie idę”. Kto myśli tak i postępuje, długo musi po śmierci czekać, zanim mu się jakaś Msza Św. dostanie, bo ją sobie za życia mało cenił. Jeżeli sami nie możemy brać udziału w nabożeństwie, posyłajmy przynajmniej dzieci szkolne i to jak najczęściej. W wielu miejscowościach nie ma w ogóle dzieci na Mszy Św. w dni powszednie. Gdyby wiedziano, jak wielką wartość dla wieczności posiada wysłuchanie jednej Mszy Św., kościoły byłyby pełne nie tylko w święta. W chwili śmierci, za życia wysłuchane Msze Św., są dla nas wielkim skarbem i mają większą wartość od ofiarowanych Mszy Św. za dusze po śmierci. Rodzice i wychowawcy skarżą się, że dzisiejsze dzieci są ordynarne i nie chcą słuchać starszych. Nic dziwnego. Dawniej uczęszczały dzieci szkolne co dzień na szkolną Mszę Św. Modlitwa oraz Komunia Św. dawały im siłę do tego, że były posłuszne i obowiązkowe. Ani ojciec, ani matka, ani katecheta nie potrafią włożyć dziecku w duszę tego, co Zbawiciel przez łaskę daruje dziecku we Mszy i Komunii Św. Pytano mnie, czy ma sens i wartość palić świece i lampki oliwne. Naturalnie że ma, zwłaszcza jeżeli są poświęcone. A chociażby i nie były, należy pamiętać, że świece te czy oliwa są kupione z miłości dla zmarłych, a każdy akt miłości posiada wartość. Podobnie i woda święcona ma wartość, osobliwie jeżeli używamy jej z wiarą i ufnością. Obojętne jest, czy całą dłoń, czy kroplę dajemy duszom czyśćcowym, lepiej jednak kroplę wraz z aktem strzelistym. Niestety, w dzisiejszych czasach często w ogóle nie ma przy drzwiach kropielniczki z wodą święconą. Pragnę wyjaśnić, że w Vorarlbergu wchodzący do domu czy wychodzący żegnają się wodą święconą, zaś resztkę kropli z palca strzepują na ziemię z aktem strzelistym za dusze czyśćcowe. Nazywa się to dać duszom czyśćcowym wodę święconą.

    Jak cierpią dusze czyśćcowe?

    Jest tyle różnych rodzajów Czyśćca, ile dusz. Każdą duszę trapi tęsknota za Bogiem i to powoduje najboleśniejsze ze wszystkich cierpienie. Poza tym jest każda dusza tak karana, jak grzeszyła. To samo jest na ziemi, gdzie kara idzie w ślad za występkiem. Kto grzeszy obżarstwem, dostaje bólu żołądka i staje się otyły, kto za dużo pali, dostaje zatrucia nikotyną albo i raka płuc itp. Żadna dusza nie chciałaby wrócić na ziemię i nadal żyć, ponieważ posiada poznanie, o którym my pojęcia nie mamy. Dusze pokutujące w Czyśćcu Pragną oczyszczenia. Czy możemy sobie wyobrazić dziewczynę, która odważyłaby się przyjść na pierwszy bal w brudnej sukience i nie uczesana? Dusza w miejscu oczyszczenia, czyli w Czyśćcu, posiada tak świetlane pojęcie o Bogu, że przedstawia się jej Bóg w oślepiającej piękności. Żadna siła nie zdołałaby jej zmusić, aby stanęła przed Jego Obliczem, jeżeli najdrobniejsza skaza nie została z niej jeszcze zmazana. Tylko doskonale czysta dusza odważy się stanąć przed Bogiem, aby oglądać Go twarzą w twarz.

    Stuletnia staruszka na ulicy

    Było to w 1954 roku. Około godziny 14.30 po południu szłam do sąsiedniej wioski Marul. Na drodze spotkałam staruszkę wyglądającą na przeszło sto lat. Pozdrowiłam jągrzecznie, na co mi odpowiedziała pytaniem: „Dlaczego pozdrawiasz mnie? Mnie już nikt nie pozdrawia”. Wyjaśniłam więc: „Jesteś godna pozdrowienia, jak każdy inny człowiek”. Wtedy zaczęła skarżyć się, że nikt nie ma dla niej zrozumienia, nikt nie daje nic do zjedzenia i że musi spać na ulicy. Pomyślałam, że jest to niemożliwe, a może na skutek starości stała się tak nieznośna i z tego powodu nikt nie chce jej mieć u siebie. Powiedziałam wobec tego, że zapraszam ją do swojego domu, gdzie dostanie i jeść, i spanie. „Ale ja nie posiadam pieniędzy, aby zapłacić”. Na to odpowiedziałam: „To nic nie szkodzi, będziesz musiała przyjąć to, co mam, gościnnego pokoju nie posiadam, ale zawsze lepsze to niż spanie na ulicy”. Podziękowała mi wtedy: „Bóg zapłać, obecnie jestem wybawiona”, i znikła. Nie zauważyłam dotąd, że była to dusza czyśćcowa. Widocznie za życia odmówiła komuś potrzebującemu pomocy i dlatego teraz czekać musiała, aż ktoś dobrowolnie zaofiaruje jej gościnę.

    Spotkanie w pociągu

    Pewna dusza czyśćcowa zapytała mnie, czy ją znam. Musiałam zaprzeczyć. „Ale wiesz o mnie, bo towarzyszyłam ci w pociągu, kiedy jechałaś do Hali”. Przypomniałam sobie wtedy, że był to mężczyzna, który głośno wygadywał na Kościół i religię. Miałam wtedy zaledwie 17 lat. Powiedziałam mu, że nie jest dobrym człowiekiem, skoro tak bezcześci rzeczy święte. „Jesteś zbyt młoda, abyś mnie pouczała” -odpowiedział. „Mimo to jestem mądrzejsza od ciebie”, odcięłam się. Spuścił głowę i nie odezwał się więcej. Kiedy wysiadł, prosiłam Pana Boga, by nie pozwolił tej duszy zginąć. „Twoja modlitwa uratowała mnie, inaczej byłby marny mój koniec” – przyznał.

    Wskazania dusz czyśćcowych

    Św. Charbel nie zna limitu cudów! Św. Charbel nie zna limitu cudów!
    Otrzymuję często od dusz czyśćcowych wskazówki i praktyczne pouczenia. A więc, że Najświętszy Sakrament nie jest dostatecznie czczony. W wielu kościołach dzisiaj Eucharystia nie stanowi centralnego punktu nabożeństwa. Często obrazy i figury świętych uwłaczają raczej temu, co przedstawiają. Większą troską należy otaczać Różaniec, bo jest on wielką potęgą. Maryja Panna jest Wspomożeniem Wiernych i Matką Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych. Dusze czyśćcowe napominają, abyśmy sporządzili testament w odpowiednim czasie. Brak tego dokumentu lub źle sporządzony jest powodem wielu kłótni i nieporozumień w rodzinie. Ważną rzeczą jest, aby każdy pomagał budować Królestwo Boże. Jeżeli rodzice nie wciągają dzieci do tej pracy, odpowiadają za to przed Bogiem. Młodzież ponosi winę, jeżeli dla wygody zaniedbuje dobre uczynki.

    egzorcyzmy.katolik.pl/Fronda.pl

    *********************************************************

    Czy zmarli mogą ukazywać się żywym? - zdjęcie

    Czy zmarli mogą ukazywać się żywym?

    Czy to jest możliwe, aby umarli mogli ukazywać się żywym? Owszem jest, dzięki Dobroci Bożej!

    Dlaczego Bóg dopuszcza do tego?

    Czy to jest możliwe, aby umarli mogli ukazywać się żywym? Owszem jest, dzięki Dobroci Bożej. Dlaczego Bóg pozwala na tak niezwykłe zjawiska? Czyni to oczywiście nie dla zaspokojenia ciekawości ludzkiej. Jeżeli to się zdarza, leży to zawsze w planach Bożych zbawienia ludzkości. Nam żywym winno to przynieść duchową korzyść, zmarłym zaś pociechę i wcześniejsze wybawienie. Niżej podane fakty niech nas zachęcą, aby więcej modlić się za dusze czyśćcowe, ponosić dla nich ofiary i nie przywiązywać się do tego, co ziemskie.

    Współczesnemu człowiekowi za dobrze powodzi się i w tym leży wielkie niebezpieczeństwo. Powinniśmy większą troską otoczyć życie pozagrobowe, bo ono jest wieczne. Nie przywiązujmy się do tego co doczesne, bo nic z tego do wieczności nie zabierzemy. Majątek, dobra posada, piękne mieszkanie, wszystko to przemija, prędzej może nawet niż myślimy. Do wieczności zabierzemy jedynie nasze dobre uczynki. Dobra doczesne są nam oczywiście potrzebne, aby żyć, nie należy jednak przywiązywać się do nich. To właśnie jest celem objawień czyśćcowych, jak w ogóle wszystkich prywatnych objawień. Oby dobry i miłosierny Bóg dał mi do tego swoje błogosławieństwo i łaskę.

    Dusza, której Pan Bóg chce udzielić szczególnej łaski, przeczuwa to często już w dzieciństwie, czasem znacznie później. Drogi Boże są dziwne i niezgłębione. Wielki grzesznik zostać może świętym, tak jak św. Augustyn. Z Szawła stał się święty Paweł i to zupełnie nagle.

    Ostrożnie z prywatnymi objawieniami

    Trudno zrozumieć często, czemu Kościół jest tak ostrożny, jeżeli chodzi o prywatne objawienia. Ma to swoje racje i dobrze, że tak jest. Kościół jest bowiem stróżem prawdy. Lepiej, żeby ogłosił dziesięć przypadków prawdziwych jako nieprawdziwe, niż jeden przypadek jako prawdziwy, który w rzeczywistości nim nie jest. Nie wolno jednak Kościołowi odrzucić takich objawień, które całkowicie zgadzają się z jego nauką.
    Poprosił mnie kiedyś do siebie ks. Biskup Dr. Bruno Wechner i powiedział, że wątpi, czy jest Wolą Bożą pytać dusze czyśćcowe o zmarłe osoby. Odpowiedziałam mu, że zapytałam je kiedyś o to, w jaki sposób mogą dać mi informacje o zmarłej osobie, o którą chcę dowiedzieć się. Otrzymałam odpowiedź: “Dowiadujemy się o tym przez Maryję, Matkę Miłosierdzia”. Zdaniem biskupa nie powinnam właściwie w te sprawy wnikać, ponieważ między niebem a ziemią dzieją się rzeczy, do których nie jestem przygotowana teologicznie. Oświadczył mi w końcu, abym nie oczekiwała, że określi mój przypadek jako prawdziwy, jeżeli zostanie o to zapytany. Nie wolno tego Kościołowi czynić tak długo, jak dana osoba żyje. Musimy uznać, że jest on słusznie tak surowy pod tym względem, bo i prawdziwie uprzywilejowana osoba przez Boga może stać się niegodną łaski i nikt nie jest zabezpieczony przed mistyfikacjami złego ducha. Z tej racji dusza taka potrzebuje przede wszystkim światłego kierownika duchownego, jako obronę przed sidłami szatana.

    Zachować milczenie czy podać do ogólnej wiadomości?

    Pytano mnie często, dlaczego dusze czyśćcowe przychodzą właśnie do mnie. Z pewnością nie dla mojej pobożności, bo żyje wielu ludzi daleko pobożniejszych ode mnie, do których jednak dusze pokutujące nie przychodzą. Wydarzenia nadprzyrodzone nie są bynajmniej oznaką świętości. Miarą doskonałości jest i pozostanie miłość prawdziwa, bezinteresowna miłość Boga i bliźniego. Naśladowanie Chrystusa Pana żąda od nas cierpienia z miłości do drugich, bez tego życia doczesnego nie przejdziemy. Pewna dusza czyśćcowa powiedziała mi niegdyś, że najskuteczniejsze jest cierpienie, jeżeli znosimy je z poddaniem i złożymy w ręce Matki Najświętszej, aby przydzieliła je komu chce, bo Ona wie najlepiej, gdzie jest najpotrzebniejsze, i gdzie je użyć. Naturalnie, łatwiej jest cierpiącego zachęcać, aby dzielnie znosił cierpienie, aniżeli samemu znosić je cierpliwie z poddaniem Woli Bożej. Wiem, co to znaczy, ale właśnie dlatego, że jest ono tak trudne, posiada wielką wartość.
    Nie znam powodu, dlaczego dusze czyśćcowe do mnie właśnie przychodzą. Przychodzą także do innych. Znałam dwie takie osoby w Vorarlbergu, lecz obie już nie żyją. Zapewne jest na świecie wielu takich, do których wolno duszom czyśćcowym przychodzić, tylko że nic o nich nie wiemy; mają oni inne zadanie do spełnienia niż ja. Było by znacznie łatwiej sprawy te trzymać w tajemnicy i nie rozgłaszać ich publicznie, ani nie ujmować się za duszami pokutującymi, bo nie wszyscy to rozumieją i pogardzają mną, co spotyka mnie nawet ze strony osób duchownych. Wielu księży jest bardzo wykształconych i wszystko pragną wiedzieć i zrozumieć, a przecież dróg Bożych nie można poznać bez głębokiej pokory. Tej pokory najwięcej dziś brak.

    Pragnęłam wstąpić do klasztoru

    Już jako dziecko odczuwałam, że Pan Bóg żąda ode mnie jakiejś całkiem szczególnej ofiary i pragnęłam poznać to. Musiałam chodzić po mleko drogą prowadzącą koło dwu szop z sianem. Na tej drodze mógłby mi Pan Bóg dać znać, czego żąda. Tak więc modliłam się: “Panie Boże, Ty wszystko możesz, spraw, abym znalazła kartkę z wypisanym moim zadaniem, skoro będę przechodziła koło jednej z szop”. Wstępowałam zawsze do tych szop. Szukałam, ale żadnej kartki nigdy nie znalazłam. Zaczęło mnie to niecierpliwić i powiedziałam do Pana Boga: “Wiesz, że nie jestem winna, jeżeli nie znajdę drogi, którą dla mnie przeznaczyłeś”.

    Po ukończeniu szkoły postanowiłam wstąpić do klasztoru, sądząc, że tego właśnie Bóg ode mnie żąda. Mając 17 lat wstąpiłam do klasztoru Serca Jezusowego w Hall w Tyrolu. Po roku musiałam wystąpić, ponieważ nie miałam zdrowia. Zaraz potem wstąpiłam do Dominikanek w Thalbach koło Bregenz. Już po ośmiu dniach powiedziała mi przełożona, że jestem dla nich za słaba i musiałam klasztor opuścić. Wkrótce poznałam Franciszkanki w Gaissau, skąd wysyłają zakonnice na misje. Modliłam się: “Panie Boże, teraz musisz sprawić, że w tym klasztorze pozostanę, inaczej bowiem do żadnego więcej nie wstąpię.” “Przyjechałam w 1938r. Niestety, raz po raz mówiła matka przełożona, że jestem najsłabsza z nich. Pocieszałam się, że jak skończą się jesienne prace w polu, będę mogła gorliwie zabrać się do roboty: Tymczasem matka przełożona powiedziała mi, że jestem dla nich za słaba i w zakonie nie mogą mnie zatrzymać.”

    Pierwsze objawienia

    Myślałam, że już wszystko stracone. Drogi, którą Pan Bóg dla mnie przeznaczył, nie mogłam znaleźć. Przez czas dłuższy byłam bardzo przygnębiona. Pocieszałam się myślą, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, aby zostać zakonnicą. Od dziecka miałam wielkie nabożeństwo dla dusz czyśćcowych. Nasza matka często mawiała: “Jeżeli macie wielką potrzebę, zwróćcie się do dusz czyśćcowych, to są wdzięczne pomocnice.”
    Pierwsza dusza czyśćcowa przyszła do mnie w 1940 roku. Obudziły mnie w nocy czyjeś kroki w pokoju, spojrzałam i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę. Strach był dla mnie uczuciem obcym. Ponieważ nie znałam tego człowieka, ostro zapytałam go: “Jak wszedłeś do mojego pokoju? Coś tu zgubił?” Udawał, że mnie nie słyszy i dalej chodził po pokoju tam i z powrotem. Pytam: “Ktoś ty?” Znów nie odpowiada. Wyskoczyłam więc z łóżka i próbowałam go złapać, ale ręce trafiły w próżnię. Mężczyzna zniknął. Położyłam się i zobaczyłam go znowu, słyszałam też jak chodził po pokoju. Wyraźnie przecież zdawałam sobie sprawę z tego, że nie śpię, dlaczego więc nie mogę go złapać. Raz jeszcze wyskoczyłam z łóżka, żeby to zrobić i znowu zniknął. Zrobiło mi się nieswojo, położyłam się, była czwarta godzina nad ranem, nie mogłam więcej zasnąć.

    Po Mszy św. poszłam do mojego kierownika duchowego i opowiedziałam mu wszystko. Pouczył mnie, abym zapytała, jeżeli ten człowiek znowu przyjdzie, nie kim jest, ale czego żąda. Kiedy rzeczywiście przyszedł on następnej nocy i na moje pytanie czego żąda, odpowiedział: “Postaraj się o trzy Msze św. za mnie, a będę wybawiony” poznałam, że to dusza pokutująca w czyśćcu. To potwierdził mi również mój spowiednik. Od 1940 do 1953 przychodziło co roku dwie lub trzy dusze czyśćcowe, najczęściej w listopadzie. Nie dopatrywałam się w tym szczególnego zadania Bożego: zawsze też informowałam o tym mojego proboszcza ks. Alfonsa Matt’a. Poradził mi, abym żadnej duszy nie odrzucała i każdą chętnie przyjęła.

    Cierpienia zastępcze

    Dusze czyśćcowe prosiły mnie następnie, abym za nie cierpiała. Były to ciężkie cierpienia. Kiedy jakaś dusza przychodzi, budzi mnie czy to przez pukanie, wołanie czy też szarpnięcie. Obudzona pytam zaraz: “Czego chcesz?” albo “Co mogę zrobić dla ciebie?” i wtedy dopiero może taka dusza powiedzieć, co jej brakuje. I tak zapytała mnie pewnego razu jedna z nich: “Czy mogłabyś za mnie cierpieć”? Pytanie to było nieco dziwne, po raz pierwszy bowiem proszono mnie o to, zaraz też powiedziałam: “Co mam robić”?: Otrzymałam odpowiedź: “Przez trzy godziny będziesz miała bóle w całym ciele, ale po upływie tego czasu będziesz mogła wstać i pracować jak gdyby nic nie zaszło. Odbierzesz mi tym 20 lat czyśćca.” Zgodziłam się. Natychmiast opanowały mnie tak straszne cierpienia, że wiedziałam zaledwie, gdzie jestem i pozostała mi tylko świadomość, że przyjęłam je jako pokutę za duszę czyśćcową i że to ma trwać trzy godziny. Wydawało mi się, że czas ten dawno upłynął i że minęło już co najmniej parę dni lub tygodni. Kiedy skończyło się wszystko i spojrzałam na zegarek, stwierdziłam, że cierpienia moje trwały dokładnie trzy godziny. Zdarzało się często, że wystarczało 5 minut cierpienia, ale jakże ten czas wydawał się długi.

    Coraz nowe zlecenia ujawniają kontakt z duszami czyśćcowymi

    W 1954 r, był to rok maryjny, przychodziły do mnie każdej nocy dusze czyśćcowe i mówiły kim są, jak się nazywają, kiedy i gdzie umarły. Prosiły, aby to czy owo powiedzieć ich krewnym, przez co wyszły na jaw ich nocne odwiedziny. Było to wielce nieprzyjemne i gdyby chodziło o mnie, nikt poza moim kierownikiem duchownym nie dowiedziałby się o tym. Zlecenia takie musiałam przekazać nieraz w miejscowościach nie znanych mi zupełnie. Często musiałam również donieść krewnym, że oddać mają nieprawnie nabyte dobra i to dokładnie jakie. Zdarzało się, że nikt w rodzinie nie wiedział o tym, a jednak jak się to później okazało było prawdą. Stopniowo dusze przychodzić zaczęły i w dzień, nie tylko w nocy. Kiedy rok maryjny się skończył, przestały ukazywać się co noc i czasem przez dłuższy okres nie było żadnej. Najczęściej zjawiają się w pierwszą sobotę miesiąca, w święto Matki Boskiej i w poście. Szczególnie dużo ich przyjść może w Wielki Tydzień, w listopadzie i w Adwencie.

    Różne pytania

    Czy znam dusze, które do mnie przychodzą? O ile znałam je za życia poznaję natychmiast, innych nie znam, chyba że same mi powiedzą kim są. Ukazują się najczęściej w zwykłym ubraniu. Czy można duszę czyśćcową odesłać do kogo innego? Nie, tego nie można. Uczyniłabym to chętnie zwłaszcza tym, którzy nie wierzą i szydzą z możliwości ukazania się takiej duszy. Pytano mnie również czy można duszę czyśćcową przywołać. Nie, nie mogę tego zrobić. Przychodzą po prostu kiedy Pan Bóg im pozwoli postarać się o szybsze wybawienie. Czy jest grzechem nie wierzyć w zjawianie się dusz czyśćcowych? Nie, bo to nie jest dogmat wiary i dlatego nikt nie jest obowiązany w to wierzyć. Nie należy tylko z tych spraw szydzić.

    Co dusze czyśćcowe mówią o nas?

    Kard. Nycz: Śmierć nie jest końcem wszystkiego Kard. Nycz: Śmierć nie jest końcem wszystkiego
    Dusze czyśćcowe wiedzą o nas i o tym co się dzieje, więcej niż myślimy. Wiedzą np. kto bierze udział w ich pogrzebie i czy modli się, czy tylko idzie, aby inni go widzieli. Wiedzą, kto wysłuchał za nich Mszy św., bo dla umarłych pobożne wysłuchanie Mszy św. ma większe znaczenie, aniżeli towarzyszenie zwłokom na cmentarz. Wiedzą również dusze czyśćcowe, co się o nich mówi i co się dla nich robi. Są bliżej nas niż myślimy; są całkiem blisko nas.

    Co pomaga duszom czyśćcowym?

    Najwartościowszą pomocą dla dusz pokutujących jest Msza św., ale tylko w tym stopniu, jak sobie dana dusza ceniła ją za życia. I tu spełnia się powiedzenie: co się sieje, to się zbiera. Wielkie mają znaczenie Msze św. wysłuchane w dnie powszednie, a więc nie tylko te obowiązkowe w niedzielę i święta. Oczywiście nie każdy może wysłuchać Mszy św. w dzień powszedni, ma pracę zawodową i obowiązki, a spełnianie ich ma pierwszeństwo. Niejeden przecież mógłby chodzić na Mszę św. w dnie powszednie bez szkody dla swoich obowiązków, np. emeryt, szczególnie jeżeli jest zdrów i mieszka blisko kościoła. Cóż, kiedy on tak sobie mówi: “W niedzielę jestem obowiązany pójść na Mszę św., ale nie w dzień powszedni, więc nie idę.” Kto myśli tak i postępuje, długo musi po śmierć czekać zanim mu się jakaś Msza św., dostanie, bo ją sobie za życia mało cenił. Jeżeli sami nie możemy brać udziału w nabożeństwie, posyłajmy przynajmniej dzieci szkolne i to jak najczęściej. W wielu miejscowościach nie ma w ogóle dzieci na Mszy św. w dnie powszednie. Gdyby wiedziano, jak wielką wartość dla wieczności posiada wysłuchanie jednej Mszy św. kościoły byłyby pełne nie tylko w święta. W chwili śmierci za życia wysłuchane Msze św. są dla nas wielkim skarbem i mają większą wartość od ofiarowanych Mszy św. za nich po śmierci.
    Rodzice i wychowawcy skarżą się, że dzisiejsze dzieci są ordynarne i nie chcą słuchać starszych. Nic dziwnego. Dawniej uczęszczały dzieci szkolne co dzień na szkolną Mszę św. Modlitwa oraz komunia św. dawały im siłę do tego, żeby były posłuszne i obowiązkowe. Ani ojciec, ani matka, ani katecheta nie potrafią włożyć dziecku w duszę tego, co Zbawiciel przez łaskę daruje dziecku we Mszy i komunii św.

    Pytano mnie czy ma sens i wartość palić świece i lampki oliwne. Naturalnie że ma, zwłaszcza jeżeli są poświęcone. A chociażby i nie były, należy pamiętać, że świece te czy oliwa są kupione z miłości dla zmarłych, a każdy akt miłości posiada wartość. Podobnie i woda święcona ma wartość, osobliwie jeżeli używamy jej z wiarą i ufnością. Obojętne jest czy całą dłoń czy kroplę dajemy duszom czyśćcowym, lepiej jednak jedną kroplę wraz z aktem strzelistym. Niestety, w dzisiejszych czasach często w ogóle nie ma przy drzwiach kropielniczki z wodą święconą. (Pragnę wyjaśnić, że w Vorarlbergu wchodzący do domu czy wychodzący, żegnają się wodą święconą, zaś resztkę kropli z palca strzepują na ziemię z aktem strzelistym za dusze czyśćcowe. Nazywa się to dać duszom czyśćcowym wodę święconą.)

    Jakie grzechy są w czyśćcu najbardziej karane

    Grzechy przeciwko miłości, oszczerstwo, zniesławienie, brak pojednania się, kłótnie z powodu chciwości i zazdrości, są w wieczności bardzo karane. Strzeżmy się przed potępieniem takich ludzi, czy wyśmiewaniem się z kogokolwiek, bo szkodzi to naszej duszy.
    Jak często ludzie samotni skarżą się, że tak mało doświadczają pomocy. Sąsiadom nie przyjdzie do głowy niedołężnemu starcowi wysoki śnieg z przed jego domu odrzucić i dróżkę zrobić, a takie właśnie dowody miłości bliźniego spotyka wysoka zapłata w niebie.
    Jak często grzeszy się bezlitosnymi wypowiedziami i płochymi sądami o drugich. Gdybyśmy usłuchali napomnień Matki Najświętszej: “Kochajcie wszystkich ludzi i bądźcie dobrzy dla nich”, moglibyśmy większość z nich nawrócić i nie musielibyśmy obawiać się komunizmu. Słowo może zabić – może uzdrowić. Miłość potrafi zrównoważyć wiele grzechów. Obdarzajmy miłością naszych nieprzyjaciół, bo dobrym być dla tych, którzy są dobrzy i poganie potrafią, jak mówi Chrystus, ale czynić dobrze tym, którzy nas nienawidzą, to jest prawdziwie chrześcijańska postawa i tego Chrystus żąda od nas. Takim postępowaniem niejednego wroga zamienimy w przyjaciela i w ten sposób możemy zaoszczędzić sobie dużo kary czyśćcowej.

    Jak cierpią dusze czyśćcowe?

    Jest tyle różnych rodzai czyśćca co dusz. Każdą duszę trapi tęsknota za Bogiem i to powoduje najboleśniejsze cierpienie ze wszystkich. Poza tym jest każda dusza tak karana jak grzeszyła. To samo jest na ziemi, gdzie kara idzie w ślad za występkiem. Kto grzeszy obżarstwem, dostaje bólu żołądka i staje się otyły, kto za dużo pali dostaje zatrucia nikotyną albo i raka płuc i.t.p. Żadna dusza nie chciałaby wrócić na ziemię i nadal żyć, ponieważ posiada poznanie, o którym my pojęcia nie mamy. Dusze pokutujące w czyśćcu pragną oczyszczenia. Czy możemy sobie wyobrazić dziewczynę, która odważyłaby się przyjść na pierwszy bal w brudnej sukience i nie uczesana? Dusza w miejscu oczyszczenia czyli w czyśćcu posiada tak świetlane pojęcie o Bogu, że przedstawia się jej w oślepiającej piękności. Żadna siła nie zdołałaby jej zmusić, aby stanęła przed Jego Obliczem, jeżeli najdrobniejsza skaza nie została z niej jeszcze zmazana. Tylko doskonale czysta odważy się stanąć przed Bogiem, aby oglądać Go twarzą w twarz.

    Dlaczego miewam odczyty?

    Dusze czyśćcowe poleciły mi wszędzie iść tam, gdzie mnie zapraszają, bo to jest moje apostolstwo. Sobór również żąda, aby ludzie świeccy więcej pracowali. Każdy katolik otrzymał w sakramencie bierzmowania zadanie bronić wiary i prawdy stosownie do otrzymanych uzdolnień. Dlatego moim obowiązkiem jest miewać odczyty, chociaż nie wszyscy księża to rozumieją i odmawiają mi swojego pozwolenia, gdy jestem proszona przez ludzi o odczyt. Za odczyty te i dyskusje nie biorę żadnej opłaty, jedynie zwrot kosztów podróży i wyżywienie. Zarzucano mi, że przyjmuję dobrowolne datki, które wynoszą więcej, niż to co wydaję. Prawda, ale ja z tego nie korzystam dla siebie, idzie to do kasy “dusz czyśćcowych”. Wrzucam tam każdy pozostały grosz, jako należący do dusz w czyśćcu pokutujących, ilekroć proszą o Mszę św. lub jałmużnę na jakąś dobrą intencję.

    Przyzwyczajona jestem do skromnego życia. W domu rodzicielskim za moich szkolnych czasów nigdy nie otrzymaliśmy nic innego na obiad i wieczerzę jak tylko zupę z kawałkiem chleba, a mimo to nasza gromadka ośmiorga dzieci wyrosła na zdrowych ludzi. Gdyby wszyscy umieli żyć prościej byliby zdrowsi.ADVERTISEMENT

    Zadawano mi często pytanie, jakie szkoły ukończyłam, że potrafię wygłaszać odczyty? Chodziłam jedynie osiem lat do szkoły powszechnej, dużo natomiast nauczyłam się w obcowaniu z duszami czyśćcowymi i przez to stałam się inna. Posiadam też wielkie zaufanie do Ducha św. Dopiero kiedy wezwiemy Go na pomoc przekonać się możemy, jak potężnie pomaga. Jakże potrzebna jest ta pomoc przy wychowywaniu dzieci i dlatego nie mogę dość gorąco polecić rodzicom i wychowawcom, aby prosili Ducha Św. o światło.

    Czy musimy darować poza grób?

    Pewnego razu przyszedł do mnie wieśniak i skarżył się, że budują nową stajnię, i kiedy mur jest do pewnej wysokości gotowy, zawala się. Szukaliśmy powodu tego dziwnego zjawiska i nic nie znaleźliśmy, musi więc być jakaś przyczyna nadprzyrodzona. Co robić? Zapytałam się czy nie ma przypadkowo jakiegoś zmarłego, który miał z nim zatarg albo był do niego wrogo ustosunkowany. Okazało się z odpowiedzi, że miał i sam już myślał o nim jako o sprawcy swoich kłopotów. Powiedziałam mu na to, że chce on tylko przebaczenia i dlatego niepokoi go. Na to wieśniak zaprotestował: “Co? mam mu przebaczyć tyle ciężkich krzywd, które mi wyrządził, aby mógł dostać się do nieba? Nie, o nie, niech pokutuje za swoje grzechy.” musiałam przekonać go: “Dlatego nie idzie do nieba, bo musi ponieść karę za grzechy, ale on ci spokoju nie da, dopóki mu z serca nie przebaczysz.” Nie mógł tego pojąć, więc pytam go: “Jak modlisz się w pacierzu… i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom…. Właściwie mówisz do Pana Boga w takim razie: “Nie możesz mi Panie Boże przebaczyć moich grzechów, bo i ja nie przebaczam bliźniemu”. Przyznał, że dopiero teraz zrozumiał to i doprowadziłam go wreszcie do wypowiedzenia słów: “No dobrze, w Imię Boże przebaczam mu, aby i mnie Pan Bóg darował grzechy”. Od tego czasu mur nie zawalał się więcej.

    W jaki sposób otrzymuje odpowiedzi?

    Tylko w pierwszą sobotę miesiąca albo w jakieś święto Matki Boskiej mogę zapytać się, czy dana dusza jest jeszcze w czyśćcu czy nie. Kiedy dusza zjawia się, a powiedziawszy czego potrzebuje, nie znika, wiem, że mogę postawić jej pytanie. Odpowiedź jednak otrzymuję nie przez tę duszę, której zadałam pytanie, dlatego że w międzyczasie dusza ta będzie wybawiona, skoro spełniłam to, czego ode mnie żądała. Odpowiedź przynosi inna dusza, która dostała pozwolenie proszenia o pomoc. Po przedstawieniu swojej potrzeby mówi, że dusza X jest jeszcze w czyśćcu, albo jest już wybawiona. W ten sposób mogę popatrzeć do mojego zeszytu, sprawdzić kto podał mi dane nazwisko i zakomunikować wiadomość tej osobie. Może dwa i trzy lata trwać nim otrzymam odpowiedź, czasem znacznie krócej, stosownie do tego, jak na to Pan Bóg pozwoli.

    Czy dusze mogą powiedzieć, że któraś z nich jest w piekle? Nie sądzę, z tego jednak nie należy wnioskować, że piekło nie istnieje. Istnieje i wiele dusz pokutuje w piekle. Jeżeli pyta mnie kto, jaki jest najlepszy sposób, aby nie dostać się do piekła, odpowiadam: “Bądź bardzo pokorny, bo taki do piekła się nie dostanie. Pyszny jest w niebezpieczeństwie potępienia wiecznego.”

    Czy odpust w godzinę Śmierci jest skuteczny?

    Pewien pan zapytał mnie o swoją zmarłą żonę. Otrzymałam odpowiedź, że jest ona jeszcze w czyśćcu, co wydało się o tyle dziwne, że należała do kilku bractw, gdzie można zyskać odpust zupełny w godzinę śmierci i można by raczej spodziewać się, że uniknęła ona czyśćca. Zapytałam więc jedną z dusz pokutujących, jak ta sprawa wygląda. Otrzymałam odpowiedź, że dla uzyskania odpustu zupełnego dla siebie, musi być dana dusza całkiem wolna od wszelkiego ziemskiego przywiązania, a o to jest bardzo trudno. Np. leży na łóżku śmierci matka pięciorga dzieci i w chwili tej ma powiedzieć Panu Bogu: “Chcę tego tylko, co Ty chcesz, życie czy śmierć całkowicie od Ciebie to zależy”. Trzeba by całe życie przygotowywać się do tego, aby zdobyć się na tak heroiczny akt poddania się Woli Bożej w obliczu śmierci.

    Gdy oszukują

    Proszono mnie, abym zapytała o kogoś; podano nazwisko, datę urodzenia i śmierci. Otrzymałam odpowiedź, że osoba ta jest jeszcze w czyśćcu. I oto usłyszałam: ” Teraz widzę, że wszystko jest oszustwem, bo ta osoba jeszcze żyje,” Myślałam nad tym, jak może dusza czyśćcowa powiedzieć mi, że jedna osoba jest w czyśćcu, skoro tak nie jest. Poszłam do mojego kierownika duchowego i powiedziałam mu, że już nie będę więcej żadnych zleceń przyjmowała, bo coś jest nie w porządku. Spokojnie polecił mi, abym następnym razem, kiedy będę mogła mówić z duszą czyśćcową, rozkazała jej w imię Pana Jezusa powiedzieć, dlaczego dano tę nieprawdziwą odpowiedź. Zrobiłam jak mi polecono i dowiedziałam się, że ta odpowiedź nie pochodziła od duszy czyśćcowej, ale był to zły duch w jej postaci”. Ilekroć pytałaś we właściwej formie, otrzymałaś rzetelną odpowiedź, gdzie jednak zachodzi wypadek złośliwego żartu, szatan posiada możność wmieszać się w tę sprawę.” Kiedy powtórzyłam to księdzu proboszczowi, powiedział: “Tak właśnie przypuszczałem, że wszedł tu w drogę zły duch. W tych sprawach żartować nie wolno i trzeba ściśle trzymać się prawdy. Szatan jest ojcem kłamstwa, tam gdzie ono jest, jest zasięg jego wpływu.”

    Oburzenie wsi

    W 195 4 roku dowiadywał się pewien mężczyzna o los dwojga zmarłych. Był to jubileuszowy rok maryjny. Otrzymałam bardzo szybko odpowiedź bo już po miesiącu, że
    pani S. jest wybawiona, pan H. zaś jeszcze przebywa w czyśćcu. Zainteresowany pokiwał głową i rzekł: “To być nie może, pani S. umarła po przerwaniu ciąży i ma być już w niebie? Natomiast pan H. był zawsze pierwszy w kościele i ostatni wychodził i on właśnie ma jeszcze pokutować w czyśćcu!” Odpowiedziałam zmieszana, że mamy rok maryjny, otrzymuję tyle odpowiedzi, może mylnie zapisałam i raz jeszcze zapytam. Na ponowną prośbę otrzymałam odpowiedź, że zapisałam tak jak jest. Zawiadomiłam pytającego, nie chciał wierzyć. Pochodził z tej samej wioski co pani S. i pan H. Większość ludzi we wsi oburzyła się, na co nic poradzić nie mogłam.

    Zdarzyło się, że przyszła do mnie kobieta, która dobrze znała i panią S. i pana H. Wyznała, że ją właśnie taka odpowiedź w sprawie tych dwóch osób, wzmocniła w wierze. Przyszła, aby podzielić się tym ze mną i powiedziała: “Znałam panią S. jak rodzoną siostrę. Prawda, że pod względem moralnym była słaba, lecz bardzo nad tym bolała; była dziedzicznie obciążona. Prawda również, że umarła po usunięciu ciąży. Ksiądz, który jej doglądał, oświadczył, że pragnąłby umrzeć z tak głębokim żalem za grzechy, jak ta kobieta. Pojednała się z Bogiem i została pochowana po katolicku. Pan H. wprawdzie przychodził pierwszy do kościoła i wychodził ostatni, ale zaledwie próg przestąpił wychodząc, wszystkich obmawiał. Co najbardziej oburzyło to jego zachowanie na pogrzebie pani S., gdzie ośmielił się twierdzić, że taka wszetecznica nie powinna być pochowana na cmentarzu.” Wdzięczna byłam tej kobiecie za to, co mi opowiedziała. Pan Bóg nie chce, abyśmy sądzili innych. Pan H. potępił panią S., a przecież Pan Bóg obszedł się z nim łaskawie, że go zbawił. Jest bardzo niebezpieczną rzeczą potępiać drugiego i nie wolno nam tego robić. Dwadzieścia osób może popełnić ten sam grzech, a przecież u każdej z nich będzie on inny. Istnieje bowiem tyle okoliczności, które winę zmniejszają lub zwiększają, jak np. wychowanie, dziedziczność, wykształcenie, zdrowie, otoczenie i t.p. Nie wolno nam sądzić lekkomyślnie.

    Czy dzieci dostają się do czyśćca

    Tak, i to nawet takie, które jeszcze do szkoły nie chodzą. Jeżeli dziecko wie, że to co czyni, jest złe, ponosi za to karę. Oczywiście, że takie dzieci mają lekki czyściec i nie trwa on długo, bo brak im pełnego zrozumienia, ale nie mówcie nigdy, że dziecko tego czy owego nie rozumie. Dziecko pojmuje więcej aniżeli przypuszczamy, posiada ono daleko wrażliwsze sumienie od człowieka dorosłego.

    Co dzieje się z dziećmi, które umierają przed chrztem? Takie dzieci osiągają swoją szczęśliwość. Chociaż nie posiadają łaski oglądania Boga twarzą w twarz, nie wiedzą o tym i sądzą, że otrzymały to, co może być najpiękniejszego.

    Co dzieje się z samobójcami? Czy są oni potępieni? Są oni najczęściej niepoczytalni w chwili, kiedy odbierają sobie życie. Przeważnie więcej winy ponoszą ci, co ich do samobójstwa doprowadzili.

    Czy innowiercy mogą dostać się do czyśćca? Owszem, nawet tacy, którzy za życia w czyściec nie wierzyli, nie cierpią jednak tak ciężko jak katolicy, bo nie mieli tych samych możliwości zbawienia. Naturalnie nie osiągną później takiej samej szczęśliwości.
    Czy mogą dusze czyśćcowe same sobie pomóc? Nie, nie mogą, natomiast mogą dużo nam pomagać, jeżeli poprosimy je o to.

    Nieszczęśliwy wypadek w Wiedniu

    Powiedziała mi pewna dusza czyśćcowa, że skończyła życie w Wiedniu w wypadku motocyklowym. Jechał nie zachowawszy przepisów i skończyło się to nieszczęściem. Zapytałam czy był przygotowany na przejście do wieczności. Przyznał, że nie był, ale Pan Bóg daje każdemu, kto nie grzeszy zuchwale lub cynicznie, trochę czasu, aby mógł wzbudzić sobie żal doskonały. Tylko kto nie chce tego, zostaje potępiony. Interesujące było jego objaśnienie. Jeżeli ktoś zginie w nieszczęśliwym wypadku ludzie zwykle mówią, że było to przeznaczenie. To nie prawda, jedynie jeżeli człowiek całkiem bez swojej winy stracił życie można powiedzieć, że przyszła jego godzina. Ten człowiek z Wiednia powinien żyć jeszcze 30 lat, i wtedy dopiero byłby jego czas. Nie wolno nam bez konieczności narażać się na utratę życia.

    Stuletnia staruszka na ulicy

    Było to w1954 roku. Około godziny 14 po południu szłam do sąsiedniej wioski Marul. Na drodze spotkałam staruszkę wyglądającą na przeszło sto lat. Pozdrowiłam ją grzecznie, na co mi odpowiedziała pytaniem: “Dlaczego pozdrawiasz mnie? Mnie już nikt nie pozdrawia”. Wyjaśniłam więc: “Jesteś godna pozdrowienia, jak każdy inny człowiek.” Wtedy zaczęła skarżyć się, że nikt nie ma dla niej zrozumienia, nikt nie daje nic do jedzenia i że musi spać na ulicy. Pomyślałam, że jest to niemożliwe, a może na skutek starości stała się tak nieznośna i z tego powodu nikt nie chce jej mieć u siebie. Powiedziałam wobec tego, że zapraszam ją do swojego domu, gdzie dostanie i jeść i spanie. “Ale ja nie posiadam pieniędzy, aby zapłacić.” Na to odpowiedziałam: ” To nic nie szkodzi, będziesz musiała przyjąć to co mam, gościnnego pokoju nie posiadam, ale zawsze lepsze to niż spanie na ulicy.” Podziękowała mi wtedy: “Bóg zapłać, obecnie jestem wybawiona”, i znikła. Nie zauważyłam dotąd, że była to dusza czyśćcowa. Widocznie za życia odmówiła komuś potrzebującemu pomocy i dlatego teraz czekać musiała, aż ktoś dobrowolnie zaofiaruje jej gościnę.

    Spotkanie w pociągu

    Pewna dusza czyśćcowa zapytała mnie czy ją znam. Musiałam zaprzeczyć. “Ale wiesz o mnie, bo towarzyszyłem ci w pociągu, kiedy jechałaś do Hall.” Przypomniałam sobie wtedy, że był to mężczyzna, który głośno wygadywał na Kościół i religię. Miałam wtedy zaledwie r 7 lat. Powiedziałam mu, że nie jest dobrym człowiekiem, skoro tak bezcześci rzeczy święte. “Jesteś zbyt młoda, abyś mnie pouczała” – odpowiedział. “Mimo to jestem mądrzejsza od ciebie”, odcięłam się. Spuścił głowę i nie odezwał się więcej. Kiedy wysiadł, prosiłam Pana Boga, by nie pozwolił tej duszy zginąć. “Twoja modlitwa uratowała mnie, inaczej byłby marny mój koniec” – przyznał.

    Kobieta ratuje wieś

    W 1954 roku zdarzyła się straszna katastrofa lawiny. Wkrótce po tym zmarła w sąsiedniej wiosce Fontanella pani Stark, która od 30 lat chorowała. Opowiadano, że przed stu laty narobiły lawiny jeszcze więcej szkody i po tych spustoszeniach posadzono w Fontanella las dla zabezpieczenia wioski na przyszłość. Las ten zniszczyła lawina w 1954 roku. Pozostałych kilka drzew osłabiło srożący się żywioł, który bez tego zmiótłby z powierzchni ziemi połowę wsi. Po śmierci pani Stark powiadomiły mnie dusze czyśćcowe, że od tej katastrofy uratowała wieś właśnie pani Stark przez modlitwy i ofiary. Cierpienia swoje ofiarowała za wioskę i w ten sposób wyprosiła dużo łask. Gdyby była zdrowa, nie mogłaby tego zrobić. Przez cierpliwe znoszenie cierpień można więcej dusz uratować niż przez samą modlitwę.

    Łatwiej chorego zachęcać, aby cierpliwie znosił swoje dolegliwości, aniżeli samemu pokornie w nich wytrwać. Nie zawsze dopatrujmy się w cierpieniu kary, bo może być ono pokutą i to nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych. Pan Jezus był najniewinniejszy, a przecież cierpiał bardzo, przyjąwszy to dobrowolnie jako pokutę za nasze grzechy. Powinniśmy i my także nasze cierpienia ofiarować dla ratowania grzeszników. Dopiero w niebie dowiemy się, co osiągnęliśmy przez nasze pokornie znoszone cierpienia w łączności z cierpieniami Chrystusa Pana. Najskuteczniejszym sposobem ofiarowania ich jest złożyć je Matce Najświętszej, aby pomogła nimi komu chce.

    Wiadro, czarna ręka, zbezczeszczenie Krzyża

    “Co chcesz zrobić z tym wiadrem?” – zapytałam kobietę, którą spotkałam niosącą wiadro. Z promiennym spojrzeniem odpowiedziała: “To jest mój klucz do nieba. Za życia modliłam się mało, rzadko chodziłam do kościoła; ale kiedyś wysprzątałam i wyczyściłam na Boże Narodzenie, pewnej ubogiej staruszce, całe mieszkanie za darmo. Stało się to moim ratunkiem.”

    Zobaczyłam kiedyś postać księdza, który miał czarną prawą rękę. Zapytałam o powód. Wyjaśnił mi: “Powinienem był więcej błogosławić. Powiedz to wszystkim kapłanom, których spotkasz, żeby więcej błogosławili, przez co mogą ściągnąć dużo błogosławieństwa na ziemię, a osłabić wielce moc szatana”.

    Razu pewnego przyszła dusza, powiedziała czego potrzebuje i dodała: “Kiedy to będzie zrobione, będę zadowolony”. Powtórzyłam to krewnym, których zresztą wcale nie znałam. Byli oni pełni niedowierzania i chcieli wiedzieć, czy wszystkie dusze to mówią. Przyznałam, że pierwszy raz usłyszałam to powiedzenie i nie wiem dlaczego dusza ta tak właśnie powiedziała. Wówczas po namyśle dopiero powiedzieli krewni, że było to powiedzonko ich ojca: “Kiedy będzie to zrobione, będę zadowolony” i dlatego mi uwierzyli. Byli to ludzie, którzy nie uczęszczali na niedzielną Mszę św. sądząc, że jest to nakaz Kościoła nie Boga. Wyjaśniłam im, że w wieczności przykazania kościelne mają taką samą wagę jak i przykazania Boże, różnica polega tylko na tym, że Kościół może zmieniać swoje przykazania, ale nie może tych, co od Boga pochodzą.

    Pewien mężczyzna wyznał: “Jestem bluźniercą, podeptałem w złości Krzyż myśląc że gdyby Bóg istniał, nie pozwoliłby na to. Pan Bóg nie pozwolił drwić z siebie i na miejscu zostałem sparaliżowany. To było moim ratunkiem.” Powiedział mi następnie, co winna jego żona zrobić dla niego i jak można złagodzić jego czyściec. Żona wystąpiła z Kościoła, ale moje posłannictwo zrobiło na niej głębokie wrażenie. O tym że mąż jej znieważył Krzyż oni tylko wiedzieli i nie mieli odwagi komukolwiek o tym powiedzieć. Więc uwierzyła, że mówiłam prawdę. Pod wpływem tego zdarzenia żona wróciła na łono Kościoła.

    Pewnego razu przyszedł do mnie lekarz i skarżył się, że musi pokutować, dlatego że zastrzykami skracał chorym życie, aby nie musieli tak bardzo cierpieć. Cierpienia te miałyby dla dusz czyśćcowych nieskończoną wartość, jeżeli byłyby z pokorą i cierpliwie znoszone. Wolno zbyt wielkie cierpienia złagodzić, nie wolno jednak środkami sztucznymi skracać życia.

    Majątek niesprawiedliwie posiadany

    Pewnego razu przyszedł do mnie ktoś, kto już we drzwiach wejściowych zaczął głośno znieważać mnie. Otworzyłam drzwi mojego pokoju, aby zobaczyć kto jest na korytarzu. Był to mężczyzna, który w tonie obelżywym zapytał: “Gdzie jest ta wizjonerka dusz czyśćcowych?” Odpowiedziałam, że tu nie ma mowy o żadnym wizjonerstwie, na co bez ogródek zapytał: “Czy pan E. tobie się objawił?” Okazało się że był to jeden z krewnych, którym z polecenia pana E. powiedziałam, że mają nieprawnie posiadany majątek oddać. Kiedy potwierdziłam jego pytanie, zaczął pienić się ze złości, że to nieprawda, szantaż, oszustwo… Wreszcie zapytał, jaki majątek mają zwrócić nieprawnie posiadany; chciał wiedzieć dokładnie. Odpowiedziałam: “Dostałam polecenie powiedzieć to wam, że macie zwrócić nieprawnie posiadany majątek, ale co to jest sami wiecie”. Wtedy już dobrze orientował się, o jaki majątek chodzi. Z dalszej rozmowy wywnioskowałam, że nie jest zbyt dobrym katolikiem, wygadywał na Papieża, na Kościół i w ogóle na religię. Tłumaczyłam mu wszystko powoli i uspokoił się, aby wreszcie powiedzieć: “Jeżeli tak, to muszę zacząć inne życie, nie wierzyłem księżom, teraz muszę znów wierzyć w Boga, bo nie mogłaby pani tego powiedzieć, że posiadam coś nieprawnie, bo o tym nawet w rodzinie nie wszyscy wiedzieli.”
    Kiedy indziej przyszła kobieta i wyznała, że 30 lat musiała cierpieć w czyśćcu za to, że nie pozwoliła swojej córce wstąpić do klasztoru. Rodzice sprzeciwiający się, gdy Pan Bóg ich dziecko powołuje do kapłaństwa lub do życia zakonnego, biorą na siebie wielką odpowiedzialność. Wiem to od dusz czyśćcowych, że wielu młodzieńców zostałoby kapłanami, gdyby nie sprzeciw rodziców. Będą oni za to odpowiadać przed Bogiem.

    Kobieta z najcięższym czyśćcem

    Pewien mężczyzna napisał do mnie, że umarła mu żona przed rokiem i od tego czasu straszy w jego pokoju, czy nie pojechałabym tam i sprawdziła na miejscu, co jest. Ostrzegłam tego człowieka, że nie jestem pewna, czy będę mogła pomóc, bo może żonie jego nie wolno jeszcze się zgłosić; musimy pozostawić to Bożej Woli. Spałam w tym pokoju. Około godziny z33o zaczął się hałas, natychmiast zapytałam: “Czego chcesz, co mogę dla ciebie zrobić?” Nie widziałam nikogo, ani nie otrzymałam odpowiedzi, pomyślałam, że ta kobieta nie ma jeszcze dostępu do mnie. Po krótkim czasie usłyszałam okropny zgiełk, do pokoju weszło wielkie zwierzę, co dotychczas nie zdarzyło się nigdy. Był to hipopotam. Pokropiłam go święconą wodą i pytam: “Jak mogę ci pomóc? – znowu żadnej odpowiedzi; zrobiło mi się nieswojo. Do pokoju wszedł zły duch w postaci grozę budzącego ogromnego węża, który zaczął otaczać zwierzę, aby je udusić. Nagle wszystko znikło i przyszła potem dusza czyśćcowa w ludzkiej postaci i pocieszyła mnie mówiąc, że kobieta o którą chciałam dowiedzieć się nie jest potępiona, tylko ma najcięższy czyściec jaki tylko jest. Przez długie lata żyła ona pokłócona z inną kobietą i była winna, że do tego doszło. Jej przeciwniczka chciała często pogodzić się, ale ona stale odrzucała propozycję zgody. Stało się to i wtedy kiedy umierała. Oto jak srogo Pan Bóg karze nieprzyjaźń, bo ona jest zaprzeczeniem miłości. Zdarza się nieraz w życiu, że dochodzi do kłótni, ale starajmy się wtedy jak najprędzej załatwić to i przebaczyć. Nie można dość często powtarzać tego, że miłość jest ponad wszystko.

    Zabity przez lawinę

    Było to w roku 1954 w czasie lawiny. Pewien dwudziestoletni chłopiec, mieszkający w domu bezpiecznym od lawiny, usłyszał w nocy wołanie o pomoc. Wstał natychmiast i pospieszył w kierunku skąd głos dochodził, choć matka starała się go zatrzymać w obawie o bezpieczeństwo syna. Niestety, w drodze został porwany przez lawinę i zginął. Już następnej nocy przyszedł do mnie i prosił o trzy Msze św. Krewni jego dziwili się, że tak szybko będzie wybawiony, choć za życia nie był zbyt religijny. Chłopiec wyznał, że dlatego był Pan Bóg dla niego tak miłosierny, że umarł w służbie miłości bliźniego. Nigdy nie miałby szczęśliwszej śmierci. Nie powinniśmy rozpaczać, kiedy zdarzy się podobny wypadek, bo nigdy nie wiemy, dlaczego tak właśnie się dzieje. Ludzie mówią w takich przypadkach, jaki dzielny był ten chłopiec czy dziewczyna. Znałam wielu zacnych, którzy później zeszli na manowce. Tylko Pan Bóg wie, jaki byłby dalszy los tego chłopca, który zginął i w wieczności dopiero zrozumiemy Dobroć Pana Boga.

    Szatan w przebraniu

    W dnie, kiedy odprawia się u nas żałobna Msza św. o godz. 9-ej, komunię rozdziela proboszcz o godz. 7-ej. W jednym z takich dni udałam się do kościoła o 6:45 rano. Zwykle było parę osób, ale wtedy nie było nikogo oprócz mnie. Nagle wszedł nasz proboszcz bardzo zdenerwowany, w pośpiechu nie ukląkł przed Najświętszym Sakramentem, podszedł do mnie i oznajmił mi, że nie wolno mi komunikować. Wyszedł szybko, znów bez uklęknięcia. Zaczęłam odmawiać różaniec. Około 7-ej wszedł do kościoła proboszcz, jak zwykle spokojny i poszedł do zakrystii. Udałam się za nim i pytam, dlaczego nie wolno mi dzisiaj przystąpić do komunii św. “Kto to powiedział?” Był zdumiony. Kiedy opowiedziałam mu całe zajście, uspokoił mnie, “Proszę nie dać się zbałamucić. To był zły duch. Proszę bez obawy przyjąć komunię świętą.”

    Razu pewnego dostałam dwa listy o identycznej prawie treści, że coś się źle wśród nas dzieje i że to chyba musi być wpływ złego ducha. Postanowiłam odpisać, aby odmawiali codziennie różaniec o nawrócenie grzeszników i położyłam sobie na stole dwa papiery listowe i obok dwie koperty. Było to w biały dzień, 16 grudnia 1964 r. Zwykle piszę najpierw adresy na kopertach a później listy. Kiedy adresowałam pierwszą kopertę, usłyszałam ostre, syczące gwizdnięcie. Przestraszyłam się; obok mnie stał szatan i ściągnął papier listowy na sam brzeg stołu, pozostawiając znak spalenia na papierze.

    Wskazania dusz czyśćcowych

    Otrzymuję często od dusz czyśćcowych wskazówki i praktyczne pouczenia. a więc że Najświętszy Sakrament nie jest dostatecznie czczony. VG’ wielu kościołach dzisiaj Eucharystia nie stanowi centralnego punktu nabożeństwa. Często obrazy i figury świętych uwłaczają raczej temu, co przedstawiają.

    Większą troską należy otaczać różaniec, bo jest on wielką potęgą. Maryja Panna jest Wspomożeniem Wiernych i Matką Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych.

    Dusze czyśćcowe napominają, abyśmy sporządzali testament w odpowiednim czasie. Brak tego dokumentu lub źle sporządzony jest powodem wielu kłótni i nieporozumień w rodzinie.
    Ważną rzeczą jest, aby każdy pomagał budować Królestwo Boże. Jeżeli rodzice nie wciągają dzieci do tej pracy, odpowiadają za to przed Bogiem. Młodzież ponosi winę, jeżeli dla wygody zaniedbuje dobre uczynki.

    Wybudowanie kaplicy

    Pewna dusza czyśćcowa powiadomiła mnie, że Matka Boska życzy sobie, aby w Sonntag wybudować kaplicę. Wyznaczyła też dokładnie miejsce, gdzie ma stanąć, to mianowicie, na którym niegdyś była kapliczka Matki Boskiej. Zniesiono ją, kiedy w tym miejscu zrobiono drogę, obiecując, że ją później znowu odbudują. Ale jak to zwykle bywa, powoli zapomniano o tym. Zdecydowano obecnie zbudować kaplicę tak wielką, aby można w niej odprawiać Msze święte.

    Powiadomiłam o tym mojego kierownika duchowego, który zajął się tą sprawą poważnie. Wiedziałam, że na tym miejscu stała niegdyś kapliczka przydrożna, czego osobiście nie wiedziałam, jedynie starzy ludzie mogli o tym pamiętać.

    Kaplica miała być wystawiona ze składek, ale we wiosce powstały trudności. Ludzie nie mogli zrozumieć, że kaplica ma powstać w miejscu, gdzie stoją zaledwie dwa domy, a nie w przysiółku z wieloma budynkami. Spytałam wobec tego duszę czyśćcową, czy nie można wystawić kaplicy na parceli Turtsch, gdzie jest więcej chałup. Odpowiedź brzmiała że jeżeli mieszkańcy życzą sobie mieć kaplicę w Turtsch, to winni ją wybudować za swoje pieniądze nie zaś ze składek, które już wpłynęły.

    Ostatecznie wystawiono kaplicę na miejscu wskazanym przez Matkę Najświętszą, przede wszystkim z inicjatywy mojego kierownika duchowego i proboszcza ks. Alfonsa Matt’a. Ponieważ w Vorarlbergu nie było jeszcze kaplicy poświęconej Matce Boskiej Ubogich z Banneux, życzyła sobie Matka Boska tę właśnie statuę mieć w kaplicy. Statuę poświęconą w Banneux przywiózł do Sonntag sam rektor tego sanktuarium.

    Kiedy kaplicę ukończono, wyraziła Matka Boska życzenie przez duszę czyśćcową, aby w kaplicy umieszczono obraz, który przedstawiałby Ją jako Matkę Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych. Obraz winien być naturalny i piękny, a nie nowoczesny bohomaz. Prosiłam Matkę Najświętszą o wskazanie dobrego malarza. Wkrótce potem przyszedł do mnie polski ksiądz, jezuita. Kiedy przedstawiłam mu całą sprawę, oświadczył, że zna w Krakowie malarza, który mógłby ten obraz pięknie namalować i podjął się zamówienia go i pokrycia kosztów. Obraz namalowany został przez prof. Adolfa Hyłę w Krakowie i przez Londyn przyszedł do Sonntagu. W maju 1959 r. została kaplica poświęcona i jest miejscem pielgrzymek maryjnych i modlitw za dusze czyśćcowe.

    Położenie tego świętego miejsca nad ostatnią wsią doliny Grosswalsertal jest prześliczne. Spokój, widok na dolinę alpejską, wśród zieleni i kwiatów górskich, zapach ziół i cykanie świerszczy w trawie. Spragniony ustronia aby zatopić się w modlitwie, znajdzie w tej kapliczce bliskość Boga.

    Maria Simma (przygotował Wiesław Matuch)/Fronda.pl

    ************************************************************************************************************

    Dusze naszych zmarłych mają dla nas wiadomość.

    Czyściec naprawdę istnieje

    Spotkania ze zmarłymi duszami, które całymi latami cierpią, błąkając się w Czyśćcu, to dla Kościoła wcale nie nowa rzecz. Z duszami tymi rozmawiali tak wielcy święci, jak i zwykli wierni, nie wyniesieni jeszcze na ołtarze. Z wszystkich tych spotkań przebija się jedno podstawowe przesłanie do żyjących: „Módlcie się za nas!”.

    pixabay

    ***

    Noc. Głucha i ciemna. W małej austriackiej górskiej wioseczce Sonntag od dawna śpią już wszyscy mieszkańcy. Otaczające osadę od wschodu alpejskie pasmo Gemeinde Sonntag kładzie się w tej chwili groźnym cieniem na dolinie Seebergbach, nie sprawiając już tak sielskiego wrażenia jak za dnia. Wówczas bowiem pasmo jest przepięknie oświetlone południowym słońcem, a tutejsze murawy porastające podnóża skalistych turni nadają pasmu typowo alpejskiego charakteru. W tej chwili nie ma tu jednak żadnego, najmniejszego nawet, źródła światła. Ciemność, cisza i czas odpoczynku dla ciężko pracujących austriackich pasterzy.

    Nie inaczej jest w tym momencie w pewnej chacie położonej na uboczu wioski. Mieszka w niej kilkuosobowa rodzina Simmów. Żyjąca w wielkiej biedzie. Tak wielkiej, że wszystkie dzieci od najmłodszych lat muszą pomagać rodzicom w utrzymaniu gospodarstwa. Synowie pracują fizycznie u lokalnych najemców. Siostry zaś posłane są na służbę do co bardziej zamożnych rodzin. W tej chwili jednak wszyscy pogrążeni są w jednakowo głębokim snie. Zmęczenie całodzienną pracą wreszcie odchodzi.

    Jest między 3 a 4 w nocy, gdy do izby dwudziestopięcioletniej Marii – dziewczyny, której z racji wątłego zdrowia kilkukrotnie odmówiono już przyjęcia do zakonu Sióstr Najświętszego Serca Jezusowego – ktoś ewidentnie wchodzi. Tak przynajmniej słyszy wybudzona ze snu kobieta. Maria słyszy kroki. Siada na łóżku i zaczyna się rozglądać.

    Kto mógł tutaj wejść? W dodatku o tej porze? Maria nie czuje jednak żadnego lęku. Jest spokojna. Już jej mama twierdziła, że od dzieciństwa zastanawiała się nad tym fenomenem braku lękliwości u swojej córki. Ta bowiem nigdy się nie bała. Teraz też nie jest inaczej. Nawet wówczas, gdy dziewczyna widzi postać obcego mężczyzny, który krąży po jej pokoju. Kręcąc się po sypialni w jedną i w drugą stronę.

    – Jak tu wszedłeś? – pyta surowym tonem Maria. Postać jednak nic nie odpowiada. Dziewczyna ponawia więc pytanie. – Co zgubiłeś?

    Postać jednak krząta się dalej, nic nie odpowiadając. Jakby nie słysząc zadawanych przez Marię pytań.

    – Kim ty jesteś?! – ponawia pytanie Maria i wyskakując z łóżka, zbliża się do postaci. Próbuje złapać intruza, gdy nagle okazuje się, że jej ręka… chwyta powietrze. Naraz postać znika. Maria kładzie się do łóżka. Nie może jednak zasnąć. Kto to mógł być? Czego chciał? Po kilku chwilach dziewczyna znów słyszy te same kroki, co poprzednio.

    Sytuacja się powtarza. Maria wstaje z łóżka, próbuje pochwycić postać, ale ponownie natrafia na pustkę. Jest bezradna. Ewidentnie widzi postać. Wyraźnie i bez żadnych wątpliwości. Ale nie potrafi jej dotknąć.

    Następnego dnia po porannej Mszy Świętej, w jakiej zwykła brać udział pobożna Maria, udaje się do swego kierownika duchowego. Opowiada całą nocną sytuację ze szczegółami. 

    – Jeśli się to powtórzy, nie pytaj tej postaci, kim jest, ale od razu, czego od ciebie chce.

    I rzeczywiście. Gdy sytuacja powtarza się i postać znów krząta się po spowitym nocnym mrokiem pokoju Marii, ta od razu zadaje pytanie, czego ta od niej chce.

    – Zamów trzy Msze Święte w mojej intencji, a będę uwolniony – pada odpowiedź.

    Maria już wie, z kim ma do czynienia. To dusza czyśćcowa. Ten przypadek z 1940 roku jest jednak dopiero początkiem wielkiej misji, jaka czeka tę pobożną kobietę z maleńkiej górskiej wioski w zachodniej Austrii. Od tej pory podobnych spotkań będzie miała znacznie więcej. Dusze czyśćcowe będą przychodzić do tej pobożnej i bardzo biednej dziewczyny, aby prosić ją o pomoc. O zamówienie w ich intencji Mszy Świętych, o modlitwę, czy wreszcie o post i ofiarę. Podobnych wizyt Maria będzie miała coraz więcej. Pod koniec życia (Maria Simma umiera w marcu 2004 roku) wedle samej widzącej, będzie ją odwiedzać nawet do trzech dusz czyśćcowych tygodniowo.

    Nieznajomi promieniujący jasnością i pięknem

    Kościół zna podobne przypadki. Charyzmat obcowania z duszami czyśćcowymi jest jednak w Kościele dość rzadko spotykany. Co oczywiście nie znaczy, że Kościół go odrzuca. Wręcz przeciwnie. Akceptuje, dopuszcza i uważnie przygląda się podobnym historiom. Spotkań z duszami czyśćcowymi dostępowało zresztą wielu świętych. A także ludzi jeszcze na ołtarze nie wyniesionych. O jednej z takich właśnie osób pisał w 1880 roku w swojej książce „Miesiąc z duszami czyśćcowymi” ojciec Berlioux.

    Podaje tam historię pewnej osoby, która poświęciła swoje życie pomocy duszom czyśćcowym, niosąc im swoimi ofiarami i modlitwami prawdziwą ulgę. Gdy przyszedł wreszcie czas także i jej śmierci, została naraz z wściekłością zaatakowana przez stado demonów. Widziały one bowiem, że dusza ta właśnie się im wymyka. Umierająca podejmowała ostatni wysiłek, aby dać opór licznym atakom, gdy nagle zobaczyła tłum wchodzących do jej mieszkania zupełnie nieznajomych jej osób. Wszystkie promieniały jasnością i pięknem. Przepędziły demony dręczące umierającą i podeszły do łóżka, dodając leżącej na nim kobiecie słowa otuchy i odwagi. 

    – Kim wy jesteście? – zawołała.

    – Jesteśmy mieszkańcami nieba – odpowiedziały aksamitnym głosem. – Tymi samymi, których twoja pomoc doprowadziła do pełni szczęścia. Teraz więc my przez wdzięczność przychodzimy pomóc ci przekroczyć próg wieczności. I wydobyć się z tego miejsca trwogi. Wprowadzając do Miasta Świętego.

    Sześćdziesiąt lat czyśćca za zaniedbane obowiązki

    Niewątpliwie najbardziej dziś znaną postacią Kościoła, do której także przychodziły dusze czyśćcowe, jest św. Ojciec Pio. Słynna jest choćby historia z przełomu lat 1921 i 1922, gdy to kapucyński zakonnik modlił się wieczorem na swoim ulubionym miejscu na chórze. Naraz usłyszał tajemniczy hałas dochodzący od strony bocznych ołtarzy niewielkiego kościółka Matki Bożej Łaskawej. Ojciec Pio domyślał się, że to jeden z kleryków sprzątających kościół. Wychylił się więc zza chóru i zawołał głośno.

    – Hej! Co robisz? – w odpowiedzi zakonnik usłyszał jedynie dalszy hałas. A z czasem nawet dźwięki obijanych świeczników. Ojciec Pio zawołał więc ponownie. – Ładnie wypełniasz posługę! Zamiast robić porządek, tłuczesz świece i świeczniki!

    Wtedy stygmatyk zobaczył wreszcie pewną postać. Brata krzątającego się po kościele. Człowiek ten jednak nadal nie odpowiadał na jego pytania.

    – Ej! Co ty tam robisz? – zapytał więc raz jeszcze zakonnik. Dopiero wówczas usłyszał wyraźną odpowiedź.

    – Odbywam tutaj swój czyściec. Byłem studentem w klasztorze i teraz właśnie tutaj muszę odpokutować za brak pilności w wykonywaniu moich kościelnych obowiązków.

    – Posłuchaj więc – odpowiedział Ojciec Pio. – Jutro odprawię za ciebie Mszę Świętą. Lecz nie wolno ci tu więcej przychodzić.

    Opowiadając tę historię, Ojciec Pio dodawał później:

    „Za brak pilności w wykonywaniu swoich obowiązków ten brat był nadal w czyśćcu, sześćdziesiąt lat po swojej śmierci! Wyobraźcie więc sobie, o ile dłużej i jak cięższy będzie czyściec dla tych, którzy popełniają poważniejsze grzechy.”

    Jeszcze innym razem obca osoba pojawiła się w celi Ojca Pio. Zakonnik był zdziwiony, gdyż była noc i o tej godzinie nikt obcy do klasztoru dostać się raczej nie mógł. Ojciec Pio zapytał więc nieznajomego starca: 

    – Kim jesteś? Czego chcesz?

    – Ojcze Pio – odpowiedziała postać. – Nazywam się Pietro Di Mauro zwany Precoco, syn Nicoli. Zmarłem w tym klasztorze 18 września 1908 roku w celi numer 4, gdy znajdował się tu jeszcze przytułek dla ubogich. Pewnej nocy, leżąc w łóżku, zasnąłem z zapalonym cygarem. Iskry podpalił materac, a potem także i mnie. Zmarłem. Wciąż znajduję się jednak w czyśćcu. Potrzebuję Mszy Świętej, która mnie uwolni. Bóg zezwolił mi przyjść i prosić cię o pomoc

    Następnego dnia zakonnik z Pietrelciny sprawdził, czy historia opowiedziana przez duszę rzeczywiście jest prawdziwa. Okazało się, że tak. Ojciec Pio odkrył, że w 1908 roku faktycznie zginął w klasztorze człowiek o takim imieniu i nazwisku. Wszystko się zgadzało. Jeszcze tego samego dnia odprawił więc obiecaną duszy Mszę Świętą w jej intencji.

    Koło ratunkowe

    – Pamięć nie ocala. Owszem, ona jest ważna. Ale sama w sobie nie przynosi korzyści zmarłym. Potrzeba czegoś większego – ksiądz Łukasz Wiśniewski MIC, dyrektor Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich, zawiesza na chwilkę głos. – Najważniejszy jest owoc tej pamięci. Czyli modlitwa. Nasi klerycy zwykli mówić o byciu ratownikiem dusz czyścowych. Aby nieustannie rzucać im koło ratunkowe.

    Ksiądz Łukasz wie, o czym mówi. Należy do Zgromadzenia księży, którym temat modlitwy za zmarłych jest bardzo bliski. Księży Marianów, bo to o nich mowa, modlitwy za zmarłych nauczył sam założyciel zakonu, czyli św. Stanisław Papczyński. Znana jest historia pewnej umierającej dziewczynki, którą bezradna mama przyniosła któregoś dnia na Marianki, aby ojciec Stanisław pomodlił się o jej zdrowie. Jak podają kroniki, dziewczynka rzeczywiście je odzyskała.

    Sam Papczyński zawsze kazał jak najszybciej zawiadamiać siebie o śmierci współbrata. Siebie, jak i wszystkie inne domy zakonne. Tak, aby wszyscy mogli wesprzeć zmarłego Mszami Świętymi, modlitwami i umartwieniami. „Lecz – dodawał święty – jeszcze większym dziełem jest uwalnianie ich dusz z grobu oczyszczających płomieni przez pobożne modlitwy. (…) Przejawem najwyższej miłości jest wypraszanie u Boga wolności duszom, które znajdują się w płomieniach czyśćcowych, albo też niesienie im pomocy jałmużnami czy też różnymi innymi sposobami. Bezbożnym i nierozumnym jest ten, kto nie wzrusza się ich mękami i nie niesie pomocy cierpiącym, choć może to robić”. 

    Najlepsza okazja, aby zacząć

    W mariańskim klasztorze w podsiedleckim Skórcu znajduje się przy wejściu pewien piękny obraz. Przedstawia odprawiającego Eucharystię św. Ojca Papczyńskiego.

    Odwrócony twarzą do ołtarza podnosi kielich z przemienioną właśnie Krwią Pańską. Nad nim widać Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą – patronkę zgromadzenia – oraz Aniołów. Pod całą tą sceną, jak gdyby pod posadzką świątyni widać zaś liczne dusze zmarłych. Przebywających w czyśćcu. Ubrani na biało Księża Marianie podają tym zmarłym tzw. decymki (mariańska modlitwa Koronki 10 cnót Najświętsze Maryi Panny). To symbole modlitwy przebłagalnej, a także odprawiane za te dusze Msze Święte.

    Dzięki tej Ofierze przebywający w czyśćcu mogą wreszcie trafić do Nieba.

    – Tych kilka dni na początku listopada to, moim zdaniem, jedne z najpiękniejszych dni Kościoła. To jedno z największych jego świat – wyjaśnia ks. Łukasz. – 1 i 2 listopada są Świętami Kościoła. Pierwszego dnia świętujemy Kościół Chwalebny, drugiego zaś Kościół Oczyszczający się. My zaś, modląc się, nawiedzając groby, cmentarze, jak gdyby spajamy te dwie rzeczywistości. Z jednej strony modląc się za naszych bliskich zmarłych. A z drugiej prosząc o wstawiennictwo świętych. To naprawdę najpiękniejsze ze świąt.

    Trzeba przyznać, że akurat Księża Marianie zdają sobie z tego sprawę, jak mało kto. Zaszczepieni przez swego świętego założyciela charyzmatem opieki nad duszami czyśćcowymi przez całą oktawę Dnia Zadusznego modlą się intensywnie za wszystkich zmarłych. W każdej mariańskiej parafii są w tym okresie odprawiane specjalne nieszpory za zmarłych. Połączone z modlitwą wspominkową.

    Dodatkowo Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich przez cały październik zbiera intencje za osoby zmarłe. Następnie przez cały listopad będzie w intencji tychże właśnie zmarłych odprawionych 30 kolejnych Mszy Świętych. Imiona zmarłych można nadal przesyłać za pomocą specjalnego formularza na stronie: www.spm.org.pl/nowenna-za-zmarlych-311

    – Pamiętamy także o tych wszystkich, którzy z różnych powodów pójść na cmentarz w tym roku nie mogą. Chcemy zapalić w intencji ich bliskich symboliczne świece

    – tłumaczy duchowny. – Za każdą zgłoszoną nam na stronie zmarłą osobę nasi Pomocnicy Mariańscy oraz wolontariusze będą fizycznie zapalali świecę. Na konkretnych cmentarzach w całej Polsce. Każdy taki płomień to znak modlitwy. Duchowej łączności w to jakże piękne i ważne święto Kościoła.

    Pozostaje ufać, że prośby zmarłych, którzy otrzymali możliwość chwilowego powrotu na ziemię, aby przekazać nam ważną informację, nie zostaną przez nas zlekceważone.

    Modlitwa w ich intencji potrzebna jest im bowiem nie tylko teraz na początku listopada. Ale przez cały rok. Pierwsze osiem dni zaczynającego się zaraz miesiąca, w których Kościół daje nam nieprawdopodobne narzędzie, jakim są odpusty zupełne za zmarłych, to jednak najlepsza okazja, aby zacząć.


    Stefan Czerniecki | Niezalezna.PL


    Źródła:„Przedziwne sekrety dusz czyśćcowych”, s. Emmanuel i Maria Simma, Promic, 2016
    „A Month with Our Friends the Souls in Purgatory Knowing Them Praying to Them Delivering Them Father Berlioux”, The Call to Fatima, 1880
    „Cuda Ojca Pio”, Renzo Allegri, WAM, 2015

    ************************************************************************************************************

    Rzeczywistość czy bujna wyobraźnia?

    Dusze czyśćcowe pragną naszej modlitwy, bo dzięki temu mniej cierpią. Wierzymy w to i dlatego Kościół modli się w liturgii za wszystkich zmarłych. Zdarza się jednak, że w niektórych przypadkach zmarli z jakichś przyczyn sami upominają się o modlitwę.

    fot. Graziako/Niedziela

    ***

    Cały listopad w sposób szczególny przypomina nam o zmarłych. Zdarzają się jednak przypomnienia wyjątkowe, pochodzące z tego „innego świata”, do którego zmierzamy.

    Proszę księdza, coś nas straszy!

    Kilka lat temu, gdy jeszcze pełniłem posługę kapelana szpitalnego – pamiętam, że był to jeden z majowych dni – podczas popołudniowego dyżuru w kancelarii parafialnej przyszły do biura trzy osoby w żałobie. Były z innej parafii. Okazało się, że spełniłem ostatnią posługę przy ich bliskim, który dzień wcześniej zmarł. Pogrzeb miał się odbyć następnego dnia w jego parafii. Poprosili, abym podczas tzw. pożegnania, jakie organizują zakłady pogrzebowe, po otwarciu po raz ostatni trumny, pomodlił się. W tym dniu nie mogłem, bo akurat pracowałem w „Niedzieli”, a ponieważ widziałem, że bardzo im zależy na modlitwie przed pogrzebem – choć nie wiedziałem dlaczego, bo to akurat w naszych stronach był wyjątek – zaproponowałem, że możemy się pomodlić po wieczornej Mszy św. w prosektorium. Zgodzili się chętnie. Przed godz. 19, jak to w maju, było jeszcze widno, poszedłem pod szpitalne prosektorium. Rodzina – i to całkiem licznie zgromadzona – już czekała. Zaprosiłem więc wszystkich do środka. – Niech ksiądz sam pójdzie – powiedziała zdecydowanie jedna z kobiet. Zdziwiłem się, ale nie drążąc tematu, wszedłem. Zgromadzeni zostali przed wejściem. Na miejscu pomodliłem się w obecności pracownika. Po kilku minutach wyszedłem i zapytałem, po co mnie właściwie prosili o przyjście. Odpowiedzieli, że w ich mieszkaniu w blokach coś straszy i dlatego chcieli, żeby się ksiądz pomodlił.

    Za Bożym przyzwoleniem

    Czy to w ogóle możliwe? Na pewno spotkaliśmy się z takimi opowieściami. Może i my doświadczyliśmy czegoś podobnego. Gdy czytałem literaturę teologiczną, spotkałem tezy, że jest to możliwe, że za zezwoleniem Bożym dusze cierpiące w czyśćcu mogą poprosić, a nawet upomnieć się o modlitwę. O jednym takim przypadku wspominał nawet św. Ojciec Pio. O odprawienie Mszy św. prosiła osoba, która wcześniej mieszkała w klasztorze, gdzie przebywał święty zakonnik, i tam zmarła.

    Jeżeli więc takie przypadki się zdarzają, to tylko dla przypomnienia i przestrogi dla nas, aby nie zapominać o modlitwie za naszych bliskich i dalekich zmarłych. Jeden z dowodów na istnienie czyśćca to dowód z liturgii – z tego, że pierwsi chrześcijanie, do których my się odwołujemy i którzy niejako są strażnikami doktryny i czystości wiary, za swoich zmarłych się modlili, wspominając ich w niej. To zresztą zawsze było w tradycji Kościoła.

    ks. Paweł Rozpiątkowski/Tygodnik Niedziela

    *******************************************************

    Kiedy śnią się zmarli. Jak to interpretować? Przejmować się czy nie?

    KOSZMAR
    Andrey_Popov | Shutterstock

    ***

    Czy zmarli mogą przychodzić we śnie lub dawać nam znaki? A na jawie, czy można duchy zmarłych wywoływać?

    Taki sen to przypadek czy znak? Czy to coś znaczy, że wygląda w moim śnie na szczęśliwego albo wręcz przeciwnie? Czy zmarli w ogóle mogą się z nami kontaktować?

    A kiedy w zupełnie niewytłumaczalny sposób znajdujemy nagle coś, co do nich należało lub bez wyraźnego powodu przychodzą nam na myśl? Czy należy przywiązywać wagę do takich epizodów? Jako osoba wierząca powinienem czy właśnie nie powinienem się tym przejmować i zajmować?

    Czy zmarli mogą przychodzić we śnie

    W jednej z mszalnych prefacji o zmarłych modlimy się słowami: „życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Tak wierzymy.

    I o ile w Starym Testamencie idea życia po śmierci była jeszcze niejasna, o tyle wraz z Chrystusem nabrała bardzo konkretnych rysów, a On sam jest najlepszym dowodem, że śmierć doczesna bynajmniej nie zrywa więzów między tymi, których łączy miłość, ani nie wyklucza dalszych kontaktów.

    No ale to Jezus. On zmartwychwstał. A co z tymi, którzy umarli i jeszcze czekają na zmartwychwstanie? Otóż wierzymy przecież, że nie tylko Chrystus i wniebowzięta z ciałem i duszą Maryja, ale również inni święci (czyli po prostu zbawieni) mogą objawiać się żyjącym na ziemi.

    Nie ma powodu, dla którego mielibyśmy uważać, że tę możliwość mają jedynie ci, których oficjalnie wynieśliśmy na ołtarze. I nie ma też żadnej teologicznej racji, dla której mielibyśmy zaprzeczyć, że możliwość kontaktowania się z nami mogą mieć również ci, którzy dopiero czekają na wejście do nieba, przeżywając swoje oczyszczenie w czyśćcu.

    Ci pierwsi kontaktują się nami, by nam pomóc, natomiast ci drudzy głównie po to, by nas prosić o pomoc. Ponieważ łączą nas wszystkich więzi duchowe (których „centralnym węzłem” jest zmartwychwstały Pan), to możliwa jest miedzy nami wszystkimi bezustanna wymiana duchowych darów, czyli po prostu miłość.

    Jak mogą przychodzić do nas zmarli?

    Czy zmarli mogą przychodzić w snach? Nie ma powodu, aby twierdzić, że nie mogą. Biblia zna dobrych kilka przykładów tak zwanych snów proroczych, kiedy Bóg komunikował coś ludziom w mniej lub bardziej jasny sposób właśnie poprzez sny. To był na przykład sposób, w jaki Pan Bóg załatwiał swoje sprawy ze św. Józefem.

    Biorąc pod uwagę, że zbawienie każdego jednego człowieka to sprawa, którą jako pierwszy zainteresowany jest właśnie On, możemy z powodzeniem założyć, że nieraz pozwala naszym zmarłym „zgłaszać się” do nas właśnie tą drogą.

    A na jawie? Cóż, tu Biblia zna przynajmniej jedną sytuację, kiedy tak się stało, kiedy to na polecenie króla Saula wróżbitka wywołała ducha proroka Samuela. I to rzeczywiście był Samuel, ale cała sprawa nie skończyła się dla Saula dobrze. Zmarłych bowiem nie wolno wywoływać.

    Zakaz ten zawiera już Tora. A to dlatego, że próba przyzywania zmarłych „na zamówienie” sprowadza się do naszej niewiary w to, że środki, które Pan Bóg włożył nam w ręce, byśmy wiedli dobre życie są wystarczające. Jest to ostatecznie zaprzeczenie zaufania wobec Boga i próba „załatwienia” czegoś bardziej lub często mniej wzniosłego po swojemu.

    To jednak, że my nie mamy prawa „wymuszać” wizyt zmarłych, nie znaczy, że im nie wolno do nas (z woli Pana Boga) przychodzić. Nie musi to być zaraz „objawienie”. Czasem będzie to jakiś znak, a częściej jeszcze wydarzenie, o którym trudno nam będzie wyrobić sobie jednoznaczny sąd. I może tu właśnie tkwi cały sekret…

    Chodzi o miłość

    Najpewniej sekret tkwi w… wolności. Jeśli zmarli przychodzą, to przychodzą, by okazać nam miłość (gdy chcą dla nas jakiegoś dobra) albo o nią prosić (bo jeśli pokutują w czyśćcu, to z powodu braków w miłości – tym jest wszak każdy grzech).

    A warunkiem miłości jest wolność. Pan Bóg i oni nie stawiają nas więc pod ścianą ewidentnymi znakami, które nie zostawiałyby nam wyboru, ale robią to delikatniej – zostawiając przestrzeń naszej wrażliwości i wolnej decyzji.

    Skąd mam wiedzieć?

    To skąd mam wiedzieć, czy ten mój zmarły, który mi się śni, rzeczywiście czegoś potrzebuje? Skąd mam mieć pewność, że to wydarzenie to akurat jakiś znak dla mnie?

    A musisz mieć pewność? Nawet jeśli to tylko twoja „nadwrażliwa” pamięć, to przecież nic się nie stanie, jeśli zrobisz coś dobrego dla zmarłych. Nawet jeśli akurat ten konkretny ktoś nie potrzebuje twojej pomocy, bo już cieszy się niebem, to twój wysiłek się nie zmarnuje.

    Bo nie marnuje się żadna miłość (choć nam tutaj nieraz wydaje się, że i owszem). Najwyżej Pan Bóg „przekaże” twoje duchowe dobra innemu zmarłemu, który jest jeszcze w potrzebie.

    Jak mogę pomóc zmarłym?

    Jest kilka sposobów. Pierwszy to ofiarowanie Eucharystii w ich intencji. Pierwszy, bo msza święta jest najdoskonalszą ofiarą i modlitwą, jaką znamy. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule pod tytułem „Podczas każdej mszy jest miejsce na twoje osobiste intencje. Jak je składać?”.

    Warto o tym pamiętać samemu i uczyć tego „następne pokolenia”, żebyśmy sami też mogli kiedyś skorzystać z tej najpewniejszej pomocy. Innym sposobem jest ofiarowanie odpustu za zmarłych – choćby w listopadzie, który jest szczególnym czasem naszej o nich pamięci.

    Szczególną formą modlitwy za zmarłych są oczywiście wypominki, choć dziś to tradycja nieco zaniedbana „katechetycznie”, a przez to traktowana często na sposób magiczny. Przeczytasz o tym w materiale „Wypominki. To nie jest kościelna lista nieobecnych”.

    Nie tylko modlitwa!

    Każda modlitwa za zmarłych jest dobra i potrzebna. Warto wyrobić sobie zwyczaj włączenia jej w swoje codzienne „pacierze”. Ale modlitwa to nie wszystko!

    Katechizm podpowiada nam, że za naszych zmarłych możemy ofiarować również post, jałmużnę i uczynki miłosierdzia wobec potrzebujących i będzie to dla nich bardzo skuteczna pomoc. Bo w tym wszystkim naprawdę idzie po prostu o miłość.

    ks. Michał Lubowicki /Aleteia.pl

    *************************************************

    Kraków: Dzieło Pomocy św. Ojca Pio pamięta o zmarłych bezdomnych

    Listopad to miesiąc, w którym wspomina się bliskich zmarłych. O osobach bez domu, które już odeszły i spoczywają na krakowskich cmentarzach, pamiętali podopieczni i współpracownicy Dzieło Pomocy św. Ojca Pio.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    ***

    W ostatnich tygodniach odwiedzali oni regularnie i porządkowali groby osób bezdomnych na krakowskich cmentarzach. Uczestnicy Centrum Integracji Społecznej Dzieła Pomocy św. Ojca Pio oprócz typowych prac porządkowych, wykonali również drewniane płotki do ogradzania grobów.

    – Wszystko po to, by oddać cześć i szacunek pamięci zmarłych osób bezdomnych. Wierzymy, że tak, jak każdego dnia staramy się otaczać osoby bez domu troską, gdy są z nami, tak teraz naszym zadaniem jest modlitwa i pamięć o nich, którą chcemy wyrazić w ten prosty sposób – tłumaczy br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap, dyrektor instytucji.

    Zadbano nie tylko o nagrobki znanych organizacji podopiecznych, ale również tych, na których grobach widnieje tabliczka „NN”. Dla wielu zmarłych Dzieło Pomocy św. Ojca Pio stanowiło namiastkę ziemskiego domu i rodziny.

    „W sposób szczególny chcemy pamiętać o tych, których spotkaliśmy na naszej drodze, a którzy często odeszli w zapomnieniu – o osobach bezdomnych, samotnych, opuszczonych… Wierzymy, że po trudach ziemskiego życia, znalazły wreszcie upragnione szczęście i niebiański dom” – podkreślono na stronie www.dzielopomocy.pl.

    Do tej pory dzięki pracy uczestników Centrum Integracji Społecznej krakowskiego Dzieła udało się uporządkować już kilkadziesiąt miejsc spoczynku osób bezdomnych.

    Dzieło Pomocy św. Ojca Pio powstało w 2004 r. Wspiera ono osoby potrzebujące poprzez prowadzenie łaźni, pralni i garderoby, a także jadłodajni i ambulatorium, organizowanie konsultacji socjalnych i zawodowych, prowadzenie poradni psychiatryczno-psychologicznej oraz tzw. mieszkań wspieranych, w których ludzie bez domu uczą się samodzielności.

    Organizacja od wielu lat angażuje się również w akcje społeczne mające na celu zwrócenie uwagi otoczenia na problem, jakim jest bezdomność. Staje się tym samym głosem zapomnianych, zepchniętych na margines i uwięzionych w krzywdzących stereotypach osób bez domu.

    Tygodnik Niedziela/Kai.pl

    ***********************************************************

    Dusze czyśćcowe zawsze pomogą

    Od wielu lat praktykuję modlitwę za dusze czyśćcowe i jestem przekonana o jej niezwykłej skuteczności – mówi s. Agnieszka, franciszkanka

    Jak w tym roku uzyskać odpust za zmarłych?
    fot. ks. Wojciech Parfianowicz/Gość Niedzielny

    ***

    Jak to się zaczęło? Byłam młodą zakonnicą, rozpoczęłam naukę w szkole pielęgniarskiej. Mieszkałam w klasztorze. Pewnej nocy poczułam, że ktoś wszedł do pokoju, ale nikogo nie widziałam. Na pytanie, kim jest, nie otrzymałam od przybysza żadnej odpowiedzi. Wówczas poczułam paraliżujący strach. Gdy zjawa zniknęła, zerwałam się z łóżka, padłam na kolana i zaczęłam się żarliwie modlić. Prosiłam Boga, by nigdy więcej nikt z tamtego świata do mnie nie przychodził, bo zwyczajnie po ludzku się boję. W zamian obiecałam stałą modlitwę za dusze czyśćcowe. Podobnej sytuacji doświadczyłam kilka lat później. Szłam na Mszę św. za zmarłe siostry z naszego zgromadzenia i w pewnej chwili dostrzegłam postać ubraną w stary strój zakonny (sprzed reformy strojów), jak zmierza do kaplicy. Pomyślałam, że przyszła prosić o modlitwę i trzeba jej tę modlitwę dać.

    Zaczęłam praktykować modlitwę za dusze czyśćcowe. Z czasem przekonywałam się coraz bardziej o jej skuteczności. Kiedyś usłyszałam, że nie ma takiej prośby, zanoszonej za przyczyną dusz w czyśćcu cierpiących, która nie byłaby wysłuchana przez Pana Boga, jeśli jest zgodna z Jego wolą. Obiecałam, że w każdy poniedziałek będę ofiarowywać Mszę św., Komunię św., Różaniec, brewiarz, nawet jakieś doznane cierpienia i przykrości w intencji cierpiących w czyśćcu. I praktykuję to do dzisiaj. Dusze czyśćcowe to pamiętają. Gdybym zapomniała o tej intencji i modlitwę ofiarowała za kogoś innego, one się przypominają. Zaczynam odczuwać, że coś jest nie tak, spoglądam na kalendarz: poniedziałek, zapomniałaś o czymś – zdaje się, że chcą mi przypomnieć.

    Dostrzegam też znaki pomocy ze strony dusz czyśćcowych, bo one nam pomagają, wypraszając łaski u Boga. Sobie nie mogą już nic wyprosić, ich czas zdobywania zasług dla siebie się zakończył, ale mogą pomóc nam, żyjącym jeszcze na ziemi. Nigdy nie oczekiwałam jakichś szczególnych czy wyjątkowych doznań, przekonałam się jednak, że ich wstawiennictwo ma niezwykłą moc. Kiedy idę do pracy, nieraz na nocną zmianę, przechodzę koło cmentarza, i wtedy rozmawiam z duszami czyśćcowymi. Proszę: – Pomóżcie mi, aby ten dyżur był spokojny, ja też wam pomogę modlitwą. I te dyżury są spokojne.

    Modlitwa za umierających

    W szpitalu codziennie ocieram się o cierpienie i śmierć. Zachęcam pacjentów, aby wzięli do ręki różaniec i się modlili. – W szpitalu nie ma bezrobocia – mówię żartobliwie. – My was obsługujemy, ale wy też musicie coś robić. Co godzinę za jakąś duszę czyśćcową ofiarować modlitwę, ból, niewygodę szpitalnego łóżka. Jak wy im pomożecie, to one też wam kiedyś pomogą. Wielu pacjentów podejmuje tę modlitwę, nawet z wielką radością.

    Pracuję w szpitalu, więc mam kontakt z ludźmi umierającymi. Często jestem przy konających. Wiele świeckich pielęgniarek się boi – a ja nie. Trzymam pacjenta za rękę i się modlę. Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Proszę aniołów i dusze czyśćcowe, by pomogły konającemu przejść na tamten świat. Odczuwam ich obecność. To są dusze, którym umierający wyświadczał dobro, pomoc. One teraz mu się odwdzięczają i pomagają przejść na drugą stronę.

    Kiedyś miałam taki przypadek. Pacjentka, która była w całkiem dobrej formie i nic nie wskazywało na to, że będzie umierać, zawołała nagle: Siostro, proszę szybko przyjść, pomóc mi się przebrać, zrobić fryzurę, bo oni już czekają. Pielęgniarki były zdziwione: kto czeka? Nie było nikogo, tylko trzy pacjentki w sali. Po przebraniu i uczesaniu chora zmarła z uśmiechem na twarzy. Ciarki nas przeszły. Ktoś po nią przyszedł, ona widziała te osoby. Ja wierzę, że to były dusze zmarłych. Święty Ojciec Pio w swojej książce wspominał, że gdy umieramy, przychodzą po nas dusze naszych bliskich zmarłych oraz te dusze czyśćcowe, za które się modliliśmy. Przychodzą, by pomóc nam przejść na tamtą stronę.

    Woda święcona odstrasza złe duchy

    Zawsze mam przy sobie wodę święconą. Postarałam się, aby była ona także na oddziale, na którym pracuję. Święcę chorych. Kiedy wkładamy rękę do kropielnicy, warto zrzucić kilka kropel, mówiąc na głos: „Za dusze czyśćcowe”. Przy konających woda święcona jest niezbędna.

    Na stażu zawodowym na chirurgii miałam konającego pacjenta. Miał raka przełyku, nie mógł mówić, tylko pokazywał wzrokiem, czego chce. To było w święta Bożego Narodzenia. Cały czas zerkał na swoją szafkę przy łóżku i na mnie. Nie wiedziałam, jak mu pomóc. W końcu otworzyłam szufladkę, a tam w słoiczku była woda święcona. Pokropiłam go i za chwilę ten pacjent zmarł. Był to dla mnie znak, że przy konającym jest zły duch, który walczy o jego duszę.

    Często się modlę za umierających. Nie jest istotne, czy znamy tego umierającego czy jest to dla nas ktoś z drugiego końca świata. Śmierć dla człowieka, nawet wierzącego, jest momentem szczególnym w życiu. Codziennie umiera wiele osób, które przez całe swoje życie nigdy nie myślały o Panu Bogu albo które z Nim walczyły. Ale właśnie w momencie śmierci dokonuje się decydujący wybór człowieka co do wieczności.

    Możemy im pomóc

    Gdy praktykujemy modlitwę za umierających, w szczególności za zatwardziałych grzeszników, musimy jednak okazać wiele czujności, szatan bowiem szuka zemsty. Rzeczywiście zachowuje się jak „lew ryczący (por. 1 P 5, 8)”, bo w tym decydującym momencie, z powodu nawrócenia grzesznika, traci łup, nad którym pracował przez całe lata.

    Ludzie często odczuwają, że przychodzą do nich zmarli członkowie rodziny. Może to jest sugestia pod wpływem przeżyć związanych z odejściem, pogrzebem. Ale jeśli się tak zdarzy, to należy się za tę osobę modlić, zapytać, czego pragnie. Nie wolno jednak przywoływać dusz z czyśćca: „Przychodzą po prostu, kiedy Pan Bóg im pozwoli postarać się o szybsze wybawienie” – wyjaśniała Maria Simma, która miała dar kontaktu z duszami czyśćcowymi. Ale trzeba być bardzo ostrożnym, bo to może być zły duch. Wielu ludzi angażuje się w wywoływanie duchów, w spirytyzm, a to jest bardzo niebezpieczne, wchodzi się na grząski grunt. Nie można oczekiwać, że dusza przyjdzie, będzie pukać lub dawać jakieś inne znaki.

    Święty Ojciec Pio, który miał dar rozmawiania z duszami czyśćcowymi, mówił, że ktokolwiek do niego przyszedł z tamtego świata, prosił, wręcz żebrał o modlitwę, o Eucharystię. Duszom czyśćcowym możemy pomóc przez modlitwę, dobre uczynki, odwiedzenie grobu, odpusty, ofiarowanie Eucharystii i Komunii św. Nie zapominajmy o nich, a sami się przekonamy, że dzięki ich wstawiennictwu możemy dokonać wręcz cudów. Nie oczekujmy spektakularnych wizji czy ingerencji w nasze życie, lecz dostrzegajmy ich pomoc w życiu codziennym; uczmy się miłości do nich, a one też będą nas obdarzać szczególną miłością. Między nami a nimi jest przepaść momentu śmierci, ale zawsze można ją pokonać przez pomost miłości.

    Jolanta Marszałek/Niedziela Ogólnopolska

    ************************************************************************************************************

    fot. ks. Bernard Rak /Cmentarz-Srebrzysko

    ************************************************

    Modlitwy za zmarłych

    fot. Magdalena Niebudek/Niedziela

    ***

    Niedziela

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Twój Boski Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas w Ogrójcu, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest najbardziej ze wszystkich opuszczona. Przyjmij ją do Twojej chwały, gdzie będzie mogła wielbić Cię i chwalić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Poniedziałek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas okrutnego biczowania, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest już najbliższa wejścia do Twojej chwały, aby jak najprędzej mogła Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Wtorek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas bolesnego ukoronowania cierniem, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej potrzebuje naszych modlitw, aby jak najprędzej mogła być uwolniona i mogła wielbić Twój Majestat i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Środa

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Syna Twego Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, którą wylał na ulicach Jerozolimy dźwigając krzyż na swych świętych ramionach, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która w Twych oczach jest najbogatsza w zasługi, aby, przybywszy jak najprędzej do nieba, mogła w chwale, do której jest przeznaczona, głosić Twoją chwałę i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Czwartek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najświętsze Ciało i Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, które w noc przed męką dał jako pokarm i napój swym umiłowanym Apostołom i przekazał Kościołowi świętemu na wieczną Ofiarę i życiodajny Pokarm dla wiernych, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która miała największe nabożeństwo do tej Tajemnicy Miłości, by mogła chwalić Cię razem z Twoim Synem i Duchem Świętym w chwale Twojej na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Piątek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, którą obficie wylał na krzyżu, najbardziej ze swych świętych rąk i stóp, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, za którą jestem najbardziej obowiązany się modlić, abym nie był przyczyną powstrzymującą Cię od przyjęcia jej do Twej chwały. Wprowadź ją jak najprędzej do niebieskich radości, gdzie z Aniołami będzie Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Sobota

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, która obficie wytrysnęła z boku Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, w obecności Jego Niepokalanej Matki, co sprawiło Jej wielki ból, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej czciła Niepokalaną Dziewicą Maryję, aby mogła jak najprędzej wejść do Twojej chwały i wielbić Cię razem z Nią przez wszystkie wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Modlitwy za zmarłych:

    Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi (Twojej służebnicy) od wszystkich grzechów i kar za nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Panie, nakłoń Twego ucha ku naszym prośbom, gdy w pokorze błagamy Twego miłosierdzia; przyjmij duszę sługi Twego N., której kazałeś opuścić tę ziemię, do krainy światła i pokoju i przyłącz ją do grona Twych wybranych. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Boże, Ty nam nakazałeś miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, także tych, których śmierć zabrała z tej ziemi. Wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy zjednoczymy się z Tobą w jednej wierze i miłości. Dopomóż nam, miłosierny Boże, zawsze dążyć ku temu zjednoczeniu, z miłością pomagając naszym żyjącym braciom i siostrom radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługami płynącymi z naszych dobrych uczynków. Racz przyjąć tę modlitwę, a przez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Zbawiciela i Odkupiciela, zmiłuj się nad duszami zatrzymanymi w czyśćcu, które muszą odpokutować za swoje grzechy, zanim wejdą do Twojej chwały. Ześlij im Ducha Twego, Pocieszyciela, aby je oświecił światłem i Twoją łaską oraz umacniał w nadziei Twego Miłosierdzia. Racz je wprowadzić do Królestwa Twojej chwały za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Twoich świętych, jak również przez modlitwy Twego świętego Kościoła i nas wszystkich, niegodnych sług Twoich, którzy błagamy dla nich o Twe zmiłowanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    O Boże mój, miłuję Cię nade wszystko dla Twej nieskończonej dobroci i żałuję z całego serca, że Ciebie, moje Dobro Najwyższe, tak wiele razy obraziłem. Udziel mi swej łaski, abym wytrwał w dobrym i nie powracał już do dawnych moich grzechów. Zmiłuj się nade mną, a także nad duszami cierpiącymi w czyśćcu, które miłują Cię z całego serca i ze wszystkich swoich sił. Wysłuchaj błagania, jakie zanoszę za nimi i udziel mi łaski, o którą proszę przez ich wstawiennictwo. Miej litość nade mną i nad biednymi duszami w czyśćcu. O Maryjo, Matko dusz w czyśćcu cierpiących, uproś im jak najszybsze uwolnienie z czyśćca i wieczny odpoczynek w niebie. Amen.
    Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.
    Niech odpoczywają w pokoju. Amen.

    Modlitwa za zmarłych rodziców:

    Boże, Tyś nam przykazał czcić ojca i matkę, zmiłuj się łaskawie nad duszami moich rodziców i odpuść im grzechy; pozwól mi oglądać ich w radości Twej wiekuistej światłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Modlitwa za poległych żołnierzy:

    Panie, Boże Wszechmogący, polecam Twemu miłosierdziu dusze naszych poległych żołnierzy, którzy oddali swe życie w obronie drogiej Ojczyzny i przelali swoją krew w obronie nie tylko naszego kraju, ale i Wiary świętej. O Boże, niech to ich męczeństwo poniesione w obronie Wiary i Ojczyzny uwolni ich dusze z czyśćca i wyjedna wieczną nagrodę w niebie. Błagam Cię o to przez Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, przez Jego Najświętsze Serce, przez przyczynę i zasługi Jego Niepokalanej Matki oraz świętych Patronów i Patronek naszego Narodu. Amen.

    Modlitwy do Matki Bożej za dusze w czyśćcu:

    Najświętsza Panno Nieustającej Pomocy, Matko litościwa, racz spojrzeć na biedne dusze, które sprawiedliwość Boża zatrzymuje w płomieniach czyśćcowych. Są one drogie dla Twego Boskiego Syna, gdyż zawsze Go kochały i teraz gorąco pragną być blisko Niego, lecz nie mogą zerwać swych więzów, które je trzymają w palącym ogniu czyśćca. Niech się wzruszy Twe serce, Matko litościwa. Pośpiesz z pociechą dla tych dusz, które Cię zawsze kochały i teraz ślą do Ciebie swe westchnienia. Wszak są to Twoje dzieci, bądź więc im pomocą, nawiedzaj je, osładzaj ich męki, skróć ich cierpienia i nie zwlekaj z ich wybawieniem. Amen.
    O Maryjo, swym litościwym sercem obejmij dusze zamknięte w ciemnych więzieniach pokuty, a nie mających na ziemi nikogo, kto by o nich pamiętał. Najlepsza Matko, wejrzyj swym miłosiernym wzrokiem na te dusze opuszczone, przyjdź im ze skuteczną pomocą wśród opuszczenia, w jakim pozostają i pobudź serca wielu wiernych do modlitwy za nie. O Matko Nieustającej Pomocy, zlituj się nad duszami opuszczonymi w czyśćcu!
    O Niepokalana Maryjo, Matko Miłosierdzia, która widziałaś święte Ciało ukochanego Syna Twojego wiszące na krzyżu, patrzyłaś na ziemię przesiąkniętą Jego Krwią i byłaś obecna przy Jego okrutnej śmierci. Polecam Ci, Matko Najświętsza, dusze cierpiące w czyśćcu i błagam, racz wejrzeć na nie okiem swego miłosierdzia i wyjednaj im wybawienie z mąk. Dla wyproszenia Twej łaski, o Matko Niepokalana, przebaczam szczerze i serdecznie tym wszystkim, którzy mnie obrazili i przez Twoje wstawiennictwo proszę Jezusa o udzielenie im wszelkiego dobra, łaski i błogosławieństwa w zamian za zło, które mi wyrządzili lub którego mi życzyli. Przez Twoje ręce, o Panno Święta, ofiaruję Bogu ten akt miłości dla uproszenia miłosierdzia dla dusz, które poddane są oczyszczeniu. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy za zmarłych:

    Boże miłosierny, z tronu Twojej chwały wejrzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące. Wejrzyj na ich karanie i męki, jakie ponoszą, na łzy, które przed Tobą wylewają. Usłysz ich błagania i jęki, którymi wołają do Ciebie o miłosierdzie. Zmiłuj się nad nimi i odpuść im grzechy. Wspomnij, najłaskawszy Ojcze, na Mękę, którą Twój Syn podjął dla nich. Wspomnij na Krew Przenajświętszą, którą za nich wylał. Wspomnij na gorzką śmierć Jego, którą dla nich podjął i zmiłuj się nad nimi. Za wszystkie ich przewinienia, których się kiedykolwiek dopuściły, ofiaruję Ci przenajświętsze życie i wszystkie czyny Twego najmilszego Syna. Za zaniedbania popełnione w Twojej świętej służbie ofiaruję Ci Jego gorące pragnienia. Za opuszczenie dobrych i zbawiennych spraw ofiaruję Ci nieskończone zasługi Twego Syna. Za wszystkie krzywdy, jakich od nich doznałeś, ofiaruję Ci wszystko, co Ci kiedykolwiek miłego świadczyły. Na koniec za wszystkie męki, które słusznie muszą cierpieć, ofiaruję Ci wszystkie pokuty, posty, czuwania, modlitwy, prace, boleści, Krew i Rany, mękę i Śmierć niewinną, którą z najgorętszej miłości cierpiał za nas najmilszy Twój Syn. Błagam Cię, abyś raczył przyjąć te ukochane dusze do rajskiej szczęśliwości, aby Cię tam wielbiły na wieki. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy do dusz czyśćcowych:

    Niech Jezus Chrystus, dla nas ukrzyżowany, zmiłuje się nad wami, dusze bolejące; niech swoją Krwią zagasi pożerające was płomienie. Polecam was tej niepojętej miłości, która Syna Bożego sprowadziła z nieba na ziemię i wydała na okrutną śmierć. Niech się ulituje nad wami, jak okazał swe miłosierdzie dla wszystkich grzeszników, umierając na krzyżu. Jako zadośćuczynienie za wasze winy ofiaruję tę synowską miłość, jaką Jezus w swym Bóstwie kochał swego Przedwiecznego Ojca, a w Najświętszym Człowieczeństwie najmilszą swoją Matkę. Amen.

    Krótka koronka za dusze zmarłych:

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
    Na trzech początkowych paciorkach mówimy:
    Boże mój, wierzę w Ciebie, boś jest prawdą nieomylną.
    Mam nadzieję w Tobie, boś jest nieskończenie dobry.
    Kocham Cię, Panie, boś jest godzien nieskończonej miłości.
    Na małych paciorkach 10 razy:
    Słodkie Serce Maryi, bądź moim zbawieniem.
    Zakończyć znakiem krzyża i modlitwą:
    Boże mój, przez Najsłodsze Serce Maryi ofiaruję Ci tę modlitwę i proszę, abyś ją przyjął za dusze w czyśćcu cierpiące (albo: za duszę nieznaną).

     Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************************************************

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ******************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    **

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża: Oto jak uniknąć piekła

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LISTOPAD 2021

    Intencja powszechna:

    – MÓDLMY SIĘ, ABY OSOBY CIERPIĄCE NA DEPRESJĘ ALBO BURNOUT ZNAJDOWAŁY U WSZYSTKICH WSPARCIE I ŚWIATŁO, OTWIERAJĄCE NA ŻYCIE.

    PAPIEŻ FRANCISZEK ZACHĘCA NAS W TYM LISTOPADOWYM MIESIĄCU DO MODLITWY ZA OSOBY CIERPIĄCE NA DEPRESJĘ I WYPALENIE. ZWRACA UWAGĘ, ABY KONIECZNIE WSPIERAĆ I OKAZYWAĆ BLISKOŚĆ TAKIM OSOBOM.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BOŻA NIEPOKALANA MATKO, W ZJEDNOCZENIU Z CAŁYM KOŚCIOŁEM, POLECAM TWOJEMU WSTAWIENNICTWU DUSZE, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, DOSTĄPIŁY JAK NAJSZYBCIEJ WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.  

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Paulina Jaricot:

    duchowa wizjonerka, która stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy

    entdecken-oder-wiederentdecken-pauline-jaricot
    service des formations lyon catholique

    ***

    27 maja 2020 roku papież Franciszek upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania dekretu dotyczącego uznania cudu dokonanego za przyczyną Pauliny Jaricot, co oznacza, że możemy spodziewać się jej szybkiej beatyfikacji. 

    To z jej pomysłów zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne oraz Koła Żywego Różańca. Stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy i wspierania misji, chociaż żyła w XIX wieku i nie znała nowoczesnych metod komunikacji. Zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    Kim była mieszkanka Lyonu, której życie przypadło na burzliwy okres I połowy XIX stulecia: wojen, rewolucji i burzliwych zmian cywilizacyjnych? O służebnicy Bożej Paulinie Jaricot (czyt. Żariko) wspominał Episkopat Polski w Liście pasterskim z okazji Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego – października. Podkreślono w nim znaczenie założonego przez Francuzkę Żywego Różańca – globalnego wsparcia modlitewnego i materialnego misjom i dziełom miłosierdzia.

    Wielkie dzieło: metodą małych kroków

    Żyjącym w nowoczesnej cywilizacji cyfrowej, portali społecznościowych, serwisów w rodzaju Patronite, rozwiniętego crowfundingu i urodzinowych zbiórek funduszy na Facebooku trudno sobie wyobrazić, jak można stworzyć sprawnie funkcjonujący globalny system wsparcia jakiegokolwiek przedsięwzięcia.

    Dzisiaj to już nie tylko kwestia oczywistej i nieodzownej techniki i narzędzi komunikacji, ale bardzo często także konieczność nabycia szeregu umiejętności. Takich jak zarządzanie projektami, pisanie wniosków o granty, prowadzenia księgowości czy też swobodnego poruszania się w gąszczu przepisów i urzędniczej biurokracji.

    Jak więc jest możliwe, że kobieta, która większość swojego życia spędziła w rodzinnym mieście, rzadko podróżowała i nie była zazwyczaj bywalczynią elitarnych salonów – stworzyła tak gigantyczne, i co najważniejsze – tak trwałe dzieło? W chwili jej śmierci w 1862 roku w dzieło Żywego Różańca w samej Francji było już zaangażowanych blisko 2 mln osób. Odpowiedź jest banalnie prosta. Paulina robiła wszystko, zdając się na wolę Bożą, metodą najmniejszych choćby kroków.

    Gdy przychodziły problemy i nieszczęścia, nie tylko nie załamywała rąk, ale starała się znaleźć i wykorzystać choćby minimalną szansę na uczynienie dobra nawet w najmniejszej skali. Mieszkanka Lyonu nie podejrzewała też zapewne, że założony przez nią ruch stanie się tak popularny także w Polsce.

    Córka fabrykanta

    Paulina przyszła na świat w 1799 roku w rodzinie przedsiębiorcy prowadzącego fabrykę jedwabiu. Była siódmym, ostatnim dzieckiem, wychowanym w dość religijnej rodzinie. Jej ojciec każdy dzień zaczynał od mszy świętej, a jeden z braci, z którym prowadziła ożywioną, duchową korespondencję, wstąpił do seminarium duchownego w Paryżu.

    Początek XIX wieku to czas intensywnego rozwoju przemysłu włókienniczego, związana z ogromną, globalną koniunkturą na sprowadzany z Azji jedwab. W Europie powstają setki dużych fabryk włókienniczych w nowych ośrodkach miejskich: rodzinnym dla Pauliny Lyonie, Manchesterze, a na ziemiach polskich – w szybko rozrastającej się Łodzi.

    Wydawać by się mogło, że Paulina miała duże szczęście – przedsiębiorcy włókienniczy szybko dochodzili do ogromnych pieniędzy, budowali bogate domy, a niekiedy wręcz pałace podobne do tych, w których mieszkała wpływowa arystokracja.

    Niestety, bardzo często fortuny te były budowane kosztem masowego wyzysku pracowników, o czym Paulina szybko się przekonała i pragnęła ten stan zmienić. Niemniej, młoda mieszkanka Lyonu miała zapewniony bezproblemowy start życiowy i gdyby nie obrała innej drogi – zostałaby zapewne żoną kogoś z wpływowych rodzin potentatów jedwabnych.

    Przełomowe wydarzenie

    Źródła biograficzne mówią nawet, że 17-letnia Paulina miała już nawet swoją sympatię i rodzice zaczynali myśleć o jej zbliżającym się ślubie. Pewnego dnia jednak dziewczyna doznała wypadku, spadając z wysokości. Tylko szczęśliwy traf sprawił, że nie złamała kręgosłupa lub doznała innych bardzo poważnych obrażeń. To wydarzenie spowodowało jednak u niej przełom – zaczęła bardziej interesować się życiem duchowym, czytać Biblię i regularnie uczestniczyć w Eucharystii, nawet w dni powszednie.

    Bardzo poruszyło ją kazanie, które w jej parafii wygłosił pewien jezuita. Dotyczyło ono próżności. Po mszy Paulina poszła do zakrystii i odbyła długą rozmowę z duchownym. Wkrótce odbyła też spowiedź generalną.

    Jak sama wielokrotnie mówiła, zrozumiała wtedy, że życie w materialnym dobrobycie nie może dać szczęścia i przynieść osobistej realizacji. Tym bardziej, gdy wokół widzi się ludzi, którzy żyją w uwłaczających godności warunkach bytowych, wykorzystywanych i pozbawionych pomocy, którzy nie mieli tyle szczęścia, aby urodzić się w rodzinach bogaczy.

    Tercjarka i opiekunka wykluczonych

    Gdy Paulina ukończyła 18. rok życia, była już kimś zupełnie innym niż kilka lat wcześniej. Złożyła śluby czystości i wstąpiła do dominikańskiego zakonu świeckich. Nie czuła bowiem powołania do życia kontemplacyjnego lub klasztornego i chciała połączyć głębokie życie duchowe z pomocą potrzebującym.

    Francuzka miała z pewnością istotny talent, ważny dla każdej osoby pragnącej działać publicznie. Potrafiła gromadzić ludzi wokół swoich prostych pomysłów i inicjatyw. Na początku wraz z kilkoma koleżankami stworzyła małą grupę, aktywną na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, na stałej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem i Eucharystią, po drugie: na stałym kontakcie i pomocy z biednymi i zagrożonymi wykluczeniem młodymi kobietami.

    Najczęściej były to pracownice zakładów włókienniczych, żyjące w bardzo złych warunkach, ale także kobiety żyjące na ulicy, zagrożone prostytucją i alkoholizmem. Odwiedzała także biedne lyońskie rodziny, przekazując im paczki żywnościowe i najpotrzebniejsze artykuły.

    Te działania nie miał w sobie nic z hojnych, okolicznościowych gestów bogatej filantropki – Paulina cały czas myślała, jak stworzyć stały, systemowy sposób pomocy lyońskim robotnikom.

    Prekursorka crowdfundingu

    Wtedy po raz pierwszy wpadła na pomysł, że pomoc dla innych można sfinansować za pomocą nawet najmniejszych, ale zbieranych regularnie i od większej liczby darczyńców sum pieniężnych. Wpadła więc na podobny pomysł, który w XXI wieku zainicjował popularny crowdfunding.

    W tym czasie jej grupa modlitewna przekształciła się w oficjalne, zatwierdzone przez Kościół Stowarzyszenie Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Prowadząc korespondencję z bratem uczącym się w seminarium, po raz pierwszy zainteresowała się problemem misji.

    Wpadła na pomysł, aby rozwinąć podobną, dwukierunkową strategię ich wsparcia. Z jednej strony – pomocy modlitewnej, z drugiej – stałego zbierania choćby niewielkich sum finansowych. Z jej inicjatywy w całym Lyonie powstały małe, kilkuosobowe koła, które przeznaczały niewielką część swoich dochodów na rozwój misji Kościoła na całym świecie. Koła takie powstały nawet w lyońskich fabrykach.

    „Szukałam pomocy u Boga. (…) Dana mi została jasna wizja tego planu”: dziesięć osób, z których każda znajduje następną dziesiątkę, i tak dalej – 1 sou (ówczesna popularna nazwa 1/20 franka francuskiego – przyp.) od jednej osoby” – takim prostym wzorem matematycznym Paulina scharakteryzowała sposób finansowania pomocy.

    Nie poddawała się trudnościom

    Dzieło stworzone przez Paulinę, które przybrało nazwę Związku Lyońskiego, bardzo szybko się rozrosło. Władze kościelne nie zawsze jednak patrzyły na działalność młodej kobiety z pełną akceptacją. Być może górę wzięły zakorzenione wówczas mocno stereotypy i lęki wobec aktywnych kobiet, które nie prowadziły życia za murami klasztorów. Możliwe też, że przeważył strach przed radykalnymi poglądami społecznymi młodej mieszkanki Lyonu.

    Były to zresztą szczególny czas tzw. restauracji po Kongresie Wiedeńskim, gdy Francja próbowała powrócić do czasów przedrewolucyjnych i prowadzić dość konserwatywną politykę społeczną. Zarówno władze, jak i Kościół obawiały się, że ruch stworzony przez Paulinę może wyrwać się spod kontroli i zbliżyć się do popularnych wówczas wśród młodzieży tajnych stowarzyszeń o charakterze demokratycznym.

    Związek Lyoński przeszedł pod zarząd specjalnej rady zarządzającej, a tercjarka została praktycznie odsunięta od kierowania i wpływu na jego rozwój. Według wielu relacji bardzo boleśnie to przeżyła. Nie popadła jednak w rezygnację, tylko zaproponowała, aby bardziej skupić się na aspekcie duchowym i modlitewnym.

    Stosując podobną co do tej pory metodę, utworzyła szybko rozrastająca się sieć modlitewną, opartą na odmawianiu różańca i otoczeniu misji takim właśnie rodzajem wsparcia. Związek Lyoński wkrótce został przemianowany na Dzieło Rozkrzewiania Wiary.

    Po wielu latach jego siedziba została przeniesiona do Watykanu i stała się wielką organizacją, noszącą dzisiaj nazwę Papieskich Dzieł Misyjnych.

    Koła Żywego Różańca

    Prosząc o światło Ducha Świętego, Paulina opracowała więc podobny do zbierania pieniędzy system modlitwy. Tworzą go już nie grupy dzięsięcio-, ale piętnastoosobowe, odzwierciedlające dawny układ różańca złożony z piętnastu tajemnic. Każdy z członków tej grupy, nazwanej Różą Różańcową, zobowiązuje się do codziennego rozważania jednej dziesiątki różańca. Każdy też ma za zadanie znalezienia pięciu nowych członków ruchu, którzy z kolei znajdują następnych.

    „Podczas gdy ktoś zobowiązany do uczczenia tajemnicy Wcielenia Syna Bożego prosi o cnotę pokory dla grzesznika, za którego modli się cała piętnastka, ktoś inny, komu przypada rozmyślanie nad misterium śmierci Zbawiciela, prosi dla tego samego grzesznika o żal za grzechy, jeszcze inny – o ducha pokuty (…). I tak wszyscy członkowie, mając udział w dziele nawracania grzesznika, cieszą się wspólnie z jego powrotu. (…)  Stajemy się w ten sposób zjednoczeni w modlitwie ze wszystkimi ludźmi świata” – tak podsumowała swoją akcję Paulina.

    Paulina zaproponowała także, aby modlitwę uzupełnić propagowaniem idei misji, odpowiedniej literatury i broszur. Ruch Żywego Różańca oficjalnie pobłogosławił i zatwierdził papież Grzegorz XVI. Z Lyonu rozwinął się na Francję, Europę, w końcu – stał się ruchem globalnym.

    System stworzony przez Paulinę przetrwał w swojej zasadniczej części do dzisiaj. Pewnych drobnych zmian dokonano w nim za czasów pontyfikatu Jana Pawła II i dodania do modlitwy różańcowej tajemnic światła. Dzisiaj dominują już nie piętnastoosobowe, ale dwudziestoosobowe koła Żywego Różańca.

    Prekursorka samorządów pracowniczych

    Początek lat trzydziestych XIX wieku przyniosło w Lyonie wielkie bunty robotników fabryk włókienniczych, zwany powstaniami tkaczy. Robotnicy protestowali przeciwko nędzy, wyzyskowi ze strony pracodawców i złym warunkom bytowym. Wojsko i policja przystąpiły do krwawej pacyfikacji protestów, śmierć poniosło wiele osób.

    Paulina widząc tragedię współmieszkańców miasta, postanowiła stworzyć projekt zupełnie wówczas nowatorski, który występował tylko w marzeniach myślicieli propagujących tzw. wówczas socjalizm utopijny. Postanowiła założyć fabrykę całkowicie zarządzaną przez samorząd robotników, ze sprawiedliwymi płacami, brakiem wyzysku i pomocą socjalną dla pracowników i ich rodzin.

    „Wydaje mi się, że zło, które przeżera społeczeństwo, należy obnażyć i coś mi nakazuje szukać środków, aby temu złu zaradzić” – tak wyjaśniła ideę budowy fabryki.

    Nie dysponowała jednak odpowiednim kapitałem dla sfinalizowania inwestycji i nawiązała kontakt z bankierami. Ci niestety wykorzystali dobre zamiary Pauliny dla własnych korzyści, wpędzając kobietę w ogromne zadłużenie, które musiała spłacać praktycznie do końca życia.

    W tym czasie Francuzka poważnie zachorowała. Zdołała jednak odbyć jedyną w swoim życiu pielgrzymkę do Rzymu. Paulina spotkała się wówczas z papieżem, który poprosił ją o modlitwę, a także o orędownictwo w niebie po śmierci.

    Stan jej zdrowia uległ jednak poprawie, niemniej już do końca będą ją prześladować problemy finansowe oraz bytowe, jak również kosztujące majątek procesy sądowe z wierzycielami. Mimo faktu, że kontaktowała się z wieloma wpływowymi osobami ówczesnej epoki, zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    „Kochałam Jezusa Chrystusa ponad wszystko na ziemi i z miłości ku Niemu bardziej niż samą siebie kochałam wszystkich, którzy byli obciążeni pracą lub cierpieniem” – kartkę o tej treści znaleziono przy zmarłej Paulinie. Dekret o heroiczności jej cnót ogłosił papież Jan XXIII w 1963 roku.

    Łukasz Kobeszko/Aleteia.pl/na podstawie: Cécilia Giacovelli, Pauline Jaricot, Mame, Paris 2005

    ***********************************

    Beatyfikacja Pauliny Jaricot – 22 maja 2022 roku

    W maju przyszłego roku odbędzie się beatyfikacja Pauliny Jaricot, która w XIX w. jako świecka kobieta złożyła Dzieło Rozkrzewiania Wiary i Żywy Różaniec. Wyprzedziła swoją epokę, jej dzieła odgrywają ważną rolę w Kościele – powiedział PAP dyr. Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce ks. Maciej Będziński.

    odsłonięcie nowego portretu Pauliny Jaricot/Catholic Mission

    ***

    Sekretarz generalny Papieskich Dzieł Misyjnych we Francji Gaëtan Boucharlat de Chazotte poinformował w poniedziałek, że beatyfikacja Pauliny Jaricot (1799-1862), założycielki Dzieła Rozkrzewienia Wiary i Żywego Różańca, odbędzie się w Lyonie 22 maja 2022 r. Mszy św. beatyfikacyjnej będzie przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, z którą związane są Papieskie Dzieła Misyjne – powiedział PAP ks. dr Będziński.

    Według niego decyzja Stolicy Apostolskiej to radość dla milionów wiernych na całym świecie. Zwrócił uwagę, że założyła ona dwa potężne dzieła w Kościele. W 1822 r. Dzieło Rozkrzewiania Wiary, które papież Pius XI sto lat później podniósł do rangi papieskiego i w 1826 r. Żywy Różaniec zrzeszający dziś setki milionów wiernych, który miał być odpowiedzią na zeświecczenie i ateizmem rozprzestrzeniające się we Francji, także wspierać duchowo i materialnie misje.

    Zaznaczył, że Paulina Jaricot wyprzedziła swoją epokę. Miejsce i rolę świeckich w Kościele dowartościował dopiero Sobór Watykański II. Tymczasem Paulina, jako osoba świecka, założyła dzieła, które do dziś odgrywają ważną role w Kościele powszechnym” – zwrócił uwagę ks. Będziński.

    Zadaniem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary (PDRW) jest kształtowanie odpowiedzialności za misje, duchowa i materialna pomoc dla nich, informowanie o różnych ich potrzebach i kształtowanie animatorów i współpracowników misji.

    Wyjaśnił, że “dzięki PDRW wszystkie terytoria misyjne otrzymują z funduszu solidarności misyjnej z Kongregacji Ewangelizacji Narodów pieniądze na budowę kaplic, kościołów, szkół, na dofinansowanie projektów dla katechistów czy utrzymanie biskupstw misyjnych”.

    “Środki te pochodzą ze zbiórek ze Światowego Dnia Misyjnego, który obchodzony jest każdego roku w przedostatnią niedzielę października. W tym roku przypadnie on 24 października. Rocznie z tego dnia do kongregacji wpływa ponad 70 mln dolarów. Z ofiar w Polsce pochodzi średnio ok. 1 mln dolarów” – poinformował ks. Będziński. Dodał, że na fundusz wpływa także z naszego kraju ok. 0,5 mln dolarów z innych wpłat.

    Zaznaczył, że “Paulina uczy nas miłości do Kościoła, Eucharystii i do Słowa Bożego oraz pokornej misji na rzecz ad gentes”.

    Zwrócił uwagę, że jest ona także założycielką Żywego Różańca, międzynarodowego ruchu religijnego. Uczestnictwo w nim polega na przynależności do tzw. róży różańcowej, czyli do grupy 20 osób, które zobowiązują się do codziennego odmawiania przynajmniej jednego dziesiątka “Różańca”. Codzienny dziesiątek odmawiany jest w papieskich intencjach Apostolstwa Modlitwy, czyli w intencjach, które papież wyznacza na dany miesiąc.

    “W Polsce do Żywego Różańca należy pod 2,5 mln osób. Wspólnoty działają prawie w każdej parafii w Polsce. Jesteśmy takim sercem Żywego Różańca na świecie” – powiedział dyr. PDM. Dodał, że innych krajach członkowie Żywego Różańca działają w ruchu pod innymi nazwami. Zwrócił uwagę, że członkowie, obok modlitwy za misje, regularnie ofiarowują także konkretne dary materialne.

    “Jedna złotówka miesięcznie od członka róży różańcowej to ogromny wkład. Każdego roku otrzymujemy od Żywego Różańca w Polsce 250-300 tys. zł. Wystarcza to na zrealizowanie jednego lub więcej projektów. Najczęściej jest to budowa świątyń. W tym roku Żywy Różaniec współfinansuje budowę kaplicy przy uniwersytecie w Nigerii” – powiedział ks. Będziński.

    Zgodnie z najnowszymi informacjami Kongregacji Ewangelizacji Narodów na świecie jest 1119 terytoriów misyjnych. “Jest to jednostka administracji kościelnej, np. wikariat apostolski, diecezja lub archidiecezja, która jest zaszeregowana do kongregacji” – wyjaśnił ks. Będziński. Zaznaczył, że nie wszyscy, którzy wyjeżdżają ze swojego kraju, pracują na misjach. Jako przykład wskazał Brazylię, która nie jest krajem misyjnym, ale terytorium misyjnym są jej tereny w Amazonii. Podobnie jest w Boliwii czy w Peru – wskazał dyr. PDM.

    Paulina Jaricot urodziła się 22 lipca 1799 r. w Lyonie we Francji jako córka bogatego przemysłowca. W rodzinie otrzymała staranne wychowanie religijne. W wieku 17 lat podjęła prosty sposób życia i zapragnęła służyć Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości. Zaczęła odwiedzać biedne lyońskie rodziny, rozdając im jałmużnę.

    Proces kanonizacyjny Paulin Jaricot rozpoczął Pius XI w 1926 r. Dekret o heroiczności cnót uznał papież Jana XXIII w 1963 r. 27 maja 2020 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła z upoważnienia Ojca Świętego dekret o cudzie za wstawiennictwem Pauliny. Doznała go 3,5-letnia Mayline – córka Emmanuela i Nathalie, która pod wpływem zadławienia doświadczyła śmierci mózgowej. Cud wydarzył się w 2012 r., kiedy Papieskie Dzieła Misyjne i Żywy Różaniec obchodziły 150. rocznicę śmierci Pauliny Jaricot.(PAP)

    Tygodnik Niedziela

    ******************************************

    Bł. Alexandrina Maria da Costa – “fatimska” mistyczka”

    Była jedną z największych mistyczek ubiegłego stulecia. Współcierpiąc z Chrystusem, miała udział w Jego dziele odkupienia.
    Urodziła się 30 marca 1904 r. w Balasarze w archidiecezji Braga w Portugalii. Gdy miała 7 lat, rodzice posłali ją do Póvoa de Varzim, gdzie znajdowała się najbliższa szkoła podstawowa. Mieszkała przy rodzinie pewnego stolarza. Tam w 1911 r. przyjęła I komunię św. Po osiemnastu miesiącach nauki powróciła do domu rodzinnego.
    Gdy miała 14 lat, doszło do tragicznego wydarzenia, które przesądziło o całym jej życiu. W Wielką Sobotę 1918 r., chcąc się uchronić przed gwałtem, wyskoczyła przez okno z wysokości 4 m. Następstwem upadku był postępujący paraliż.


    Od 14 kwietnia 1925 r. nie mogła już podnieść się z łóżka, w którym pozostała przez 30 lat, aż do śmierci.
    W pierwszych latach choroby błagała Boga za wstawiennictwem Matki Bożej o łaskę uzdrowienia. Złożyła też przyrzeczenie, że jeśli wyzdrowieje, poświęci się pracy misyjnej. Dopiero w 1928 r. zrozumiała, że to cierpienie jest jej powołaniem, i przyjęła je całym sercem. Mawiała: «Matka Najświętsza wyjednała mi jeszcze większą łaskę. Najpierw rezygnację, potem całkowite poddanie się woli Bożej i w końcu pragnienie cierpienia».
    Ta nowa wizja cierpienia otwiera ją na życie mistyczne. Aleksandra doznaje głębokiego zjednoczenia z Jezusem Eucharystycznym. Swoje powołanie ujmuje w następujących słowach: «Jezu, jesteś więźniem tabernakulum, a ja mego łóżka, z Twojej woli. Będę więc trwała przy Tobie». Niczym lampka przed tabernakulum, chce zawsze trwać przed Jezusem w Eucharystii, a podczas każdej Mszy św. ofiarowywać się Przedwiecznemu Ojcu za grzeszników, wraz z Jezusem i w Jego intencjach.
    Od 3 października 1938 r. do 24 marca 1942 r. co piątek — czyli 182 razy — pomimo paraliżu w niewytłumaczalny sposób wstawała z łóżka i przez trzy i pół godziny odprawiała Drogę Krzyżową.


    «Kochać, cierpieć i wynagradzać» — taki program życia wyznaczył jej sam Jezus. Od 1934 r., na polecenie swego kierownika duchownego o. Mariana Pinhy SJ, Aleksandra spisywała wszystko, co mówił do niej Zbawiciel.
    W 1936 r. Pan Jezus za jej pośrednictwem polecił papieżowi poświęcić świat Niepokalanemu Sercu Maryi. O. Pinho trzykrotnie informował papieży o tym życzeniu. Wreszcie, po dokładnym zbadaniu wiarygodności objawień przez arcybiskupa Bragi, papież Pius XII 31 października 1942 r. zawierzył świat Niepokalanemu Sercu Maryi w przesłaniu przekazanym do Fatimy. 8 grudnia tego samego roku powtórzył ten akt w Bazylice św. Piotra.
    27 marca 1942 r. Aleksandra przestała jeść i od tej pory żyła jedynie Eucharystią.
    Idąc za radą swego nowego kierownika duchownego, ks. Umberta Pasquale, salezjanina, wstąpiła do Unii Współpracowników Salezjańskich, aby swym cierpieniem przyczyniać się do zbawienia młodych. Bardzo interesowała się ludźmi, ich problemami i życiem duchowym. Wiele osób przyjeżdżało do niej po radę lub z prośbą o modlitwę. W dalszym ciągu dyktowała swój dziennik.
    7 stycznia 1955 r. zostało jej objawione, że w ciągu roku umrze. 12 października przyjęła namaszczenie chorych, a następnego dnia, w rocznicę ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie, umarła. «Jestem szczęśliwa, bo idę do nieba» — powiedziała przed śmiercią. Na swym grobie, który obecnie znajduje się w kościele parafialnym w Balasarze, kazała umieścić słowa: «Grzesznicy, jeśli proch mego ciała może przyczynić się do waszego zbawienia, zbliżcie się, depczcie go, aż całkiem zniknie. Ale nie grzeszcie już więcej, nie obrażajcie naszego Pana Jezusa!»



    MIŁOŚĆ, KTÓRA NIE ZNA MIARY


    Bóg nieustannie szuka ludzkiego serca. Daje się zobaczyć i doświadczyć przez nadzwyczajne znaki; „Dotrzymuj Mi towarzystwa w Najświętszym Sakramencie. Pozostaję w tabernakulum w dzień i w nocy, czekając, by obdarzyć miłością i łaską wszystkich tych, którzy Mnie odwiedzą„; Jeden z nich, pozwalający odkryć i zachwycić się Jego rzeczywistą obecnością w Eucharystii, miał miejsce w życiu bł. Alexandriny Marii da Costy, która przez 13 lat spożywała tylko Eucharystię.
    Nie mogła jeść i pić, a mimo to żyła, wbrew wszelkim naturalnym prawom biologii… Alexandrina da Costa była zwykłą portugalską dziewczyną. Urodziła się 30 marca 1904 roku, we wsi Balsar. Zawsze energiczna, uśmiechnięta, pracowita, chociaż nie cieszyła się najlepszym zdrowiem.
    Dusza towarzystwa wszędzie tam, gdzie się pojawiała – w domu, w którym mieszkała z matką Marią Anną i siostrą Deolindą, w szkole i w pracy. Musiała ją podjąć już w wieku kilkunastu lat w jednym z wiejskich gospodarstw, ponieważ w domu da Costów zabrakło ojca.
    Pracowała tam jednak niedługo, bo gospodarz często łamał warunki urnowy, próbując wyzyskać dziewczynkę. Znalazła, więc inny sposób zarobku – wraz z Deolindą i koleżankami dorabiała szyciem. Szykowały suknię ślubną dla koleżanki. Gdy praca szła mozolnie, Alexandrina wykorzystywała swoje predyspozycje teatralne i przedstawiała śmieszne anegdoty z życia, by podarować koleżankom trochę radości i dodać zapału do pracy. Pewnego dnia siedziały skupione przy stole. Nagle usłyszały dochodzące z oddali okrzyki i salwy śmiechu. Odgłosy powoli się zbliżały i stawały się coraz wyraźniejsze. Gdy Alexandrina rozpoznała wśród nich głos swego dawnego gospodarza, zamarła… Trzech mężczyzn szło w ich stronę. Deolindą, jakby coś przeczuwając, poprosiła by zamknęły drzwi. Chwilę później usłyszały stukot butów na schodach i pukanie do drzwi. Nie otwierały, więc zniecierpliwieni mężczyźni zaczęli szukać innych dróg wejścia. Jeden z nich wspiął się po drabinie, by wejść do pokoju przez właz, który dziewczyny błyskawicznie zaryglowały maszyną do szycia. Rozzłoszczony wybił kilka desek młotkiem i dostał się do salonu. Deolinda z koleżanką, widząc to, zdołały uciec przez drzwi na dół, gdzie jednak czekali na nie dwaj pozostali mężczyźni. Alexandrina została sama naprzeciw oprawcy. Nie było żadnej drogi ucieczki poza otwartym oknem. Wyskoczyła więc z wysokości 4 metrów… Gdy upadła, poczuła przeszywający ból w plecach. Przez chwilę nie mogła się poruszyć, jednak szybko wstała, by pobiec na pomoc złapanym towarzyszkom. Była tak stanowcza, nieugięta i mocna, że mężczyźni, wystraszeni krzykiem, odeszli, nie osiągnąwszy celu.
    Niedługo potem Alexandrina zaczęła odczuwać skutki upadku, które stopniowo zaczęły ją unieruchamiać i wyłączać ze zwykłego życia. Dla nastolatki była to prawdziwa walka. Nie traciła jednak nadziei na uzdrowienie. W spontaniczności swej wiary była przekonana, że Jezus na pewno pomoże zrealizować jej marze-nie wyjazdu na misje. On jednak powoli odsłaniał jej swój plan. Prowadził ją krok po kroku na głębię. Odkrywał przed nią swoje pragnienia…


    Pełnia


    W pewnym momencie zwykłe spotkania, rozmowy z koleżankami, gry w karty, które dotąd wypełniały czas jej choroby, przestały ją zadowalać. Pociągało ją teraz coś więcej… Coś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać. Jej serce pragnęło pełni. Droga na głębię nie była prosta. Dziewczyna musiała przejść od determinacji, z jaką próbowała wpłynąć na Bożą wolę, do twórczego jej odkrywania i przyjęcia bez zastrzeżeń. Niejeden raz musiała tracić swoje dobre pragnienia – chociażby to, że chciała wraz ze swoją parafią wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy.
    Nie mogła już też pomagać matce i Deolindzie w prostych domowych pracach. Nie była w stanie chodzić na Mszę Świętą i z dnia na dzień miała coraz mniej sił, aby wstać z łóżka. Ale nie tylko niemoc fizyczna sprawiała jej ból – gorsze były nękania, które przeżywała w swej duszy.
    Zły duch wmawiał jej, że skoro nie może pojechać do Fatimy, to Maryja ją odrzuca i Jezus nie chce jej ofiar. Próbował ją zniechęcać, podsuwając niepewność, bunt i rozczarowanie. Te podszepty raniły jej duszę, ale przezwyciężała je, intensyfikując swoją modlitwę.
    Pewnego dnia usłyszała w swym sercu głos, który rozjaśnił jej wszystko. Jezus powiedział: „Dotrzymuj Mi towarzystwa w Najświętszym Sakramencie. Pozostaję w tabernakulum w dzień i w nocy, czekając, by obdarzyć miłością i łaską wszystkich tych, którzy Mnie odwiedzą. Ale nie ma ich wielu. Jestem tak opuszczony, samotny i obrażany… Wielu ludzi nie wierzy w Moje istnienie i w to, że mieszkam w tabernakulum.
    (…) Inni zaś wierzą, ale nie kochają Mnie i nie odwiedzają. Zachowują się tak, jakby Mnie tam nie było. (…) Wybrałem ciebie, byś dotrzymywała Mi towarzystwa w tym małym azylu”. To był dla Alexandriny decydujący moment. Zrozumiała, że uzdrowienie nie jest najważniejsze, lecz najistotniejsze jest to, by niezależnie od warunków – zawsze pełnić Bożą wolę, odpowiadając swoim „tak” na pragnienia Jezusa wobec siebie. Odpowiedź wypisała własną krwią na świętym obrazku: „Moją krwią ślubuję Ci bardzo Cię miłować, mój Jezu, i niech taką będzie moja miłość, bym umarła, obejmując krzyż. (…) Kocham Cię i umieram z miłości do Ciebie, o mój ukochany Jezu, i w Twoich tabernakulach pragnę mieszkać”…


    Najlepsza cząstka


    „Jezu – powiedziała pewnego dnia w modlitwie — złóż mnie wraz z Tobą w ofierze Przedwiecznemu Ojcu w tych samych intencjach, dla których Ty sam siebie ofiarujesz. (…) Pragnę spędzać wszystkie chwile mego życia, nieustannie, w dzień i w nocy, radosna czy smutna, samotnie czy w towarzystwie – cały czas pocieszając Cię, adorując, miłując, wysławiając i oddając Ci chwałę. (…) Niech nie będzie już nigdzie na świecie ani jednego tabernakulum, ani jednego miejsca, w którym mieszkasz w sposób sakramentalny, gdzie teraz – i od dziś na zawsze – nie słyszano by: Jezu, kocham Cię! Jezu, jestem cała Twoja! Jestem Twoją ofiarą, ofiarą Eucharystii, oliwną lampką Twoich więzień miłości. (…) Matko Jezusa i moja Matko, wysłuchaj mojej modlitwy: poświęcam Ci moje ciało i moje serce. Oczyść je, Matko Przenajświętsza, i napełnij Twoją miłością. Umieść blisko Jezusa ukrytego w tabernakulach, ażebym służyła Mu za lampkę aż do końca świata”… Odtąd godziny choroby upływały Alexandrinie na duchowym pielgrzymowaniu do tabernakulów, na przebywaniu u stóp Jezusa. On zapewniał ją: „Jak Maria wybrałaś najlepszą część.
    Wybrałaś miłość do Mnie w tabernakulum, gdzie możesz kontemplować Mnie oczami nie ciała, lecz duszy. Jestem tam prawdziwie obecny: Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem – tak jak w niebie”…
    W tym czasie Jezus powierzył Alexandrinie również opiekę nad kapłanami. Wynagradzała za nich. Ofiarowując swój ból, zmagania i modlitwy, wypraszała ich wierność i nowe powołania. Oblubieniec odsłonił jej też sekret swego Serca. Pragnął zawierzenia całego świata Niepokalanemu Sercu Maryi: „Chcę, by świat został poświęcony Mojej Najświętszej Matce; jest to lekarstwo na tyle zagrażających mu nieszczęść”.
    Głód
    Siłą Alexandriny we wszystkich cierpieniach była codzienna Komunia św. Dzięki niej zawsze czuła szczególną relację z Jezusem. Tak w swej autobiografii wspominała dzień, w którym przyjęła Go po raz pierwszy: „Wydarzenie to wyryło się w mojej duszy. Sądziłam, że zjednoczyłam się z Jezusem tak, że już więcej się od Niego nie odłączę. Wydaje mi się, że On zawładnął moim sercem. Radości, która mnie przepełniła, nie sposób wyrazić”.
    Odtąd już zawsze nosiła w sobie głód Eucharystii. Pewnego dnia, jeszcze przed wypadkiem, gdy zaatakowała ją ostra choroba, w wysokiej gorączce prosiła matkę: chcę Jezusa… Gdy matka podała jej krzyż, dziewczynka wyszeptała: „nie tego, lecz Eucharystycznego”… Teraz, gdy paraliż całkowicie objął jej ciało, On był jej największą pociechą. Niestety, w parafii nastąpiła zmiana kapłanów. Nowy proboszcz miał zasadę, by chorym przynosić Najświętszy Sakrament jedynie raz w miesiącu.
    Alexandrina zwierzała się w tym czasie swemu duchowemu ojcu: „Nie przyjęłam jeszcze Pana Jezusa. Och, Boże, jak to boli! Proszę modlić się bardzo do naszego Pana, by przez swoje nieskończone miłosierdzie raczył znaleźć na to jakiś sposób. (…) Gdybym mogła zapłacić i przynieśliby mi Jezusa za pieniądze… Ile bym za to nie dała!”. W tym czasie Jezus przychodzi do niej w inny sposób. Dziewczyna pisze: „Przyjęłam wiele Komunii św. duchowych z całym zapałem, na jaki mnie stać, i nasz Pan będzie mi to wynagradzał”. Zwyczaj przyjmowania Jezusa duchowo w każdej godzinie zachowa odtąd do końca życia także wtedy, gdy proboszcz zmieni zdanie i zacznie przy-nosić jej Eucharystię każdego dnia.


    Lekarstwo


    Pod koniec kwietnia 1937 r. Alexandrina przeżyła stan krytyczny. Była całkowicie wycieńczona, wymiotowała w dzień i w nocy, a ksiądz 3 razy odczytywał przy niej modlitwy odmawiane przy umierających. Dziewczyna wspomina: „Zobaczyłam proboszcza wchodzącego do mego pokoju i rozpoznawszy go, powiedziałam: »Chcę przyjąć Pana Jezusa«. Odpowiedział: »dobrze, moje dziecko, poszukam niekonsekrowanej hostii i jeśli jej nie zwymiotujesz, przyniosę Ci Pana Jezusa«. I tak uczynił. Kiedy tylko ją połknęłam, zaraz zwymiotowałam. Proboszcz chciał zrezygnować z przyniesienia mi Pana Jezusa, ale ktoś powiedział: »Księże, niekonsekrowana hostia to nie Jezus«. Wtedy postanowiono, że pójdzie po konsekrowaną Przyjęłam ją i nie zwymiotowałam. Nigdy już nie przestałam przyjmować Pana Jezusa. Jak tylko Go otrzymywałam, wymioty ustępowały i przez pół godziny nie powracały. Stan krytyczny trwał dość długo, ale przez 17 dni nie jadłam i nie piłam niczego, absolutnie niczego. Moim lekarstwem był Jezus”.


    Pasja


    Niedługo potem Pan przypomniał Alexandrinie swoje pragnienie poświęcenia świata Sercu Maryi. Nakazał, by poprzez swojego spowiednika przekazała je Ojcu Świętemu Piusowi XII. Zapowiedział też cierpienia, które ją czekały, i poprosił o pokutę i modlitwę.
    Tymczasem wzmaga się duchowa walka. Demon podsuwa jej nieczyste myśli, pokusy i wyobrażenia. Pewnej nocy nie ma już sił, by je odpierać. Przeżywa ogromne katusze. Oddaje swoją niemoc i pałające miłością serce we władanie Jezusa. On odpowiada i dokonują się mistyczne zaślubiny. Jest to moment spowity tajemnicą: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego”. Wówczas to Jezus prosi: „Pomóż mi odkupić ludzkość”. Alexandrina nie odpowiada od razu. Demon nie odpuszcza: próbuje spętać ją wątpliwościami. Jednak łaska jest potężniejsza i to dzięki niej, z całą świadomością własnej nędzy i słabości, dziewczyna mówi swoje „tak”.
    Pewnego dnia ujrzała w swym sercu umęczoną twarz Jezusa. Gdy patrzyła na nią w milczeniu, usłyszała zapowiedź własnej męki. Odtąd każdego tygodnia przez 182 piątki przeżywała w swym ciele cierpienia Jezusa. To, co działo się w tym czasie, było tajemnicą serca Alexandriny. Deolinda, która w każdej chwili towarzyszyła swej siostrze, w liście do kierownika duchowego Alexandriny opisuje jej mękę następująco: ,Agonia w Ogrójcu trwała bardzo długo i była straszna… Słychać było jęki z głębi serca i od czasu do czasu szlochanie. Ale biczowanie i cierniem ukoronowanie to dopiero! Biczowana była na kolanach, z rękami jakby związanymi. Podłożyłam jej pod kolana poduszkę, ale usunęła się z niej, nie chciała. Jej kolana są w opłakanym stanie… Uderzeń biczami było co najmniej 5311. Ileż to trwało! Tyle razy mdlała! Uderzeń w głowę trzciną w koronę cierniową było 2391. (…) Kiedy cierniem ukoronowanie dobiegło końca, był to istny trup”…
    Alexandrina pisała: „Teraz jestem pełna wątpliwości, tak udręczona i wszystko wydaje mi się nieprawdą. Błogosławiony Jezus, który tyle ma, by mnie obdarować, a ja nie mam dla Niego nic. Zanim zaczęła się pasja, mój Jezus pocieszył mnie trochę. Zastukał do mojego serca i powiedział: »Alexandrino, moja ukrzyżowana, podejdź do Żebraka, który stoi u drzwi, przyjdź dać Mu jałmużnę tak wielkiej wartości. Daj mi, nie odmawiaj. Nie zadowolą Mnie wszystkie inne jałmużny, jeśli nie dasz Mi swojej. Tylko twoja mnie zadowala.
    (…) Dzieje się z tobą to, co działo się ze Mną, na Mnie też wszystko to przyszło. Odwagi, to za Bożym działaniem otrzymujesz siłę, to ono tobą porusza, ono wszystko to czyni«. Ujrzałam siebie w przepaści tak olbrzymiej, tak pełnej nieczystości. Wydawało mi się, że znajdowały się tam wszystkie możliwe nędze i że wszystkie były moje. I nasz Pan mówił: »Podobnie jak Ja jesteś poręczycielem. I Ja byłem w tej przepaści pełnej wszystkich nędz«”…
    Po tym jak dziewczyna po raz pierwszy przeżyła to doświadczenie, kierownik duchowy Alexandriny napisał list do papieża, prosząc o zawierzenie świata Sercu Maryi; sprawa jednak rozwijała się bardzo powoli. Współuczestnictwo Alexandriny w męce Jezusa było ściśle badane przez władze kościelne i specjalistów naukowych. Dodatkową udręką dla dziewczyny było to, że tajemnica jej serca staje się znana innym i szeroko rozgłaszana. Budziło to różne spekulacje i posądzenia oraz burzyło pokój, w którym dotąd żyły z matką i siostrą.


    Dowód


    Przyjęcie cierpienia było odpowiedzią miłości na zaproszenie, które Jezus do niej kierował. Pozwalała uczynić się duszą ofiarniczą, by wynagradzać Mu wszystkie zbrodnie świata. Gdy Jezus zwierzał się jej: „Świat bardzo Mnie obraża. Mój ból jest przeogromny”, odpowiadała: „Poprzez moje cierpienie nie chcę niczego więcej niż dać Ci dusze, by pocieszyć Twoje Boskie Serce”. Była świadoma, jak wielki dowód miłości do niej krył się w męce Jezusa, i pragnęła wyrazić Mu także swoją małą miłość: „Jak Ciebie miłuję? Pośród takiego cierpienia? O Jezu, czy to nie pośród cierpienia Ty także mnie miłowałeś? Przecież właśnie tak było, więc jakże ja teraz nie miałabym Ciebie miłować? Jakże niesprawiedliwą byłabym!
    (…) Podaruj mi cierpienia, choćby najgwałtowniejsze, bylebym mogła Ci przez nie dowieść, że Cię miłuję. Proszę Cię o ból i miłość – oto więzi, które mnie z Tobą łączą. (…) Wielokrotnie pojawia się w moim umyśle: niech się dzieje wola Twoja zawsze i wszędzie!”.


    Udręka miłości


    Odpowiedzią Watykanu na list duchowego kierownika Alexandriny było przybycie ks. Emanuela Yilara.
    Zadziwiła go pokora i miłość Alexandriny, a uczestniczenie w jej męce całkowicie rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące mistyczki. Po powrocie do Rzymu nadal wspierał dziewczynę. Pisał, dodając jej otuchy: „Rozumiem, że miłość stała się dziś dla Pani równocześnie udręką i wsparciem, siłą, pociechą, szczęśliwością…
    Niech Pani na to pozwoli. Jeśli On wymaga złożenia siebie w ofierze aż do heroizmu, tym większa będzie Boża chwała, tym doskonalsze wynagrodzenie, tym piękniejsza Pani nagroda. W tej epoce obłędu Jezus potrzebuje ofiar, które złagodzą Bożą Sprawiedliwość”. Kapłan ten, umierając na raka, ofiarował się w intencji zawierzenia świata Sercu Maryi.
    Wezwania Jezusa do pokuty stawały się coraz częstsze. Światem zaczęły targać silne niepokoje. W dniu wybuchu II wojny światowej Alexandrina ofiarowała swoje życie, prosząc o pokój i wynagradzając Bogu za wszystkie zniewagi, których doznaje w każdym człowieku. Widząc oczyma duszy wszystkie cierpienia wojny, doświadczała głębokiej rozpaczy.
    Ciemności jej wiary były coraz gęstsze. Czuła się wewnętrznie opuszczona. Nawet przyjmowanie Komunii Świętej nie przynosiło jej ulgi, nie gasiło jej tęsknoty. Także teraz powtarzała swoje „tak”, pisała: „Serce jest zimne, ale zranione. Im bardziej tęskni za miłością, tym bardziej krwawi i tym dotkliwszy jest ból, bowiem nie jest ono w stanie osiągnąć tej czystej i gorącej miłości, którą pragnie miłować Jezusa. (…) Nie posiadam ani wnętrza, ani serca, aby Go przyjmować. Mam jednak pragnienie miłości, tęsknotę, by cały świat ogarnięty został jednym płomieniem. Chciałabym mieć tyle krwi, by całą ziemię w niej skąpać, by Jego Najświętsze Serce nie odczuwało bólu z powodu grzechu, tylko żar serc tych wszystkich, którzy Go miłują. Dlatego pragnę cierpieć, by na ziemi istniała tylko miłość. I dlatego pragnę oddać życie za dusze, które grzech usiłuje zgładzić. Moja natura wzdraga się przed cierpieniem, ale serce przepełnione pragnieniami chwały i miłości Jezusa pędzi lotem szalonym ku cierpieniom. Cóż za szaleństwo boleści, aby tylko ku Jezusowi kierowała się miłość, by cały świat dał się ogarnąć płomieniami Boskiej Miłości, by wszystkie serca zostały oczyszczone i by zapłonęły wewnątrz tego Boskiego Serca!”…


    Pełnia radości


    Jezus przyjął jej ofiarę. Dziewczyna przeżywa kolejne cierpienia: utratę spowiednika, oszczerstwa i pomówienia, długie, upokarzające badania medyczne i przedłużający się brak odpowiedzi z Watykanu. W końcu jednak, w marcu 1942 r., Alexandrina przeżyła mękę Chrystusa w swoim ciele po raz ostatni. Zapowiadało to spełnienie się pragnienia Oblubieńca. Rzeczywiście, 31 października 1942 r. Ojciec św. zawierzył świat Sercu Maryi. „Jakie to szczęście, jaka radość dla świata z bycia poświęconym, z przynależności bardziej niż kiedykolwiek dotąd do Niepokalanego Serca Maryi” – cieszyła się Alexandrina.
    Misja dziewczyny jeszcze się nie skończyła. Jezus pragnął przez jej życie powiedzieć coś jeszcze… Wśród ciemności wiary, które w intencji wszystkich grzeszników przyjęła na siebie, rodził się nieugaszony głód miłości. Czuła, że zaspokoi go tylko przemienienie jej w Eucharystię. Gdy dzieliła się tym pragnieniem z Jezusem, usłyszała: „Nic już nie będziesz jadła na ziemi. Twoim pokarmem będzie Moje Ciało”. Od tej pory przez 13 lat nie przyjmowała żadnego napoju i pokarmu poza Jezusem Eucharystycznym. Waga jej ciała była wciąż stała (33 kg), a jasność umysłu niezmącona. Jezus wyjaśnił: „Żyjesz jedynie Eucharystią, ponieważ chcę przez to ukazać światu moc Eucharystii i moc Mojego życia w duszach”. Wkrótce potem poprosił ją: „Znajdź Mi dusze, które będą kochać Mnie w sakramencie miłości, by one zajęły twoje miejsce, kiedy pójdziesz do nieba”.


    Światło dla dusz


    Ostatni etap życia Alexandriny był czasem przeżywania działalności publicznej na wzór Jezusa głoszącego Dobrą Nowinę. Przybywali do niej wszyscy potrzebujący. Choć nie miała już sił, podtrzymywana przez łaskę, przyjmowała ich nawet przez 12 godzin dziennie. Były dni, w których przychodziło 6000 osób z różnych zakątków, z różnymi potrzebami, tylko po to, by dotknąć tego, co nadprzyrodzone.
    Tymczasem cierpienia wewnętrzne dziewczyny nie ustawały. Przezwyciężała je ponawianiem swojego „tak” pomimo ciemności: „W dręczącym mnie niepokoju powtarzałam moje akty wiary: Wierzę, Jezu, wierzę, że to dla mnie się narodziłeś, dla mnie cierpiałeś w Getsemani, na Kalwarii. Wierzę, Jezu, wierzę! (…) Otchłań, w jakiej się znajdowałam, była czarna. Jedynie sam Bóg mógł ją przeniknąć i Jezus to uczynił. Zstąpił aż do tej głębi, wyniósł na powierzchnię moją nędzę, oświetlił ją promieniami swej światłości”. Oblubieniec zapewniał ją: „Córko Moja! Jesteś światłem i pochodnią dla świata! Trwasz w nieporównywalnej ciemności, a jesteś światłością, która oświeca: ciemności są dla ciebie, a światło dla dusz”.
    Koniec udręce przyniosło nadejście upragnionego dnia zapowiedzianego przez Jezusa. Dnia spotkania z Nim. Tuż przed swoim odejściem, 13 października 1955 r., Alexandrina powiedziała: „Wszystkim przebaczam, tak… Przebaczam wszystkim, którzy byli narzędziami w rękach Boga dla mego większego dobra. (…) Wszystko jest światłem! Nie ma już ciemności! (…) Nie grzeszcie. Świat nic nie jest wart. To wszystko. Przystępujcie często do Komunii Świętej. Każdego dnia odmawiajcie różaniec. Do zobaczenia w niebie!”…


    Totus Tuus


    25 kwietnia 2004 r. Alexandrina została ogłoszona błogosławioną. Dziś jest towarzyszką w naszych trudnościach, zmaganiach i cierpieniach. W historii jej życia Jezus odkrywa przed nami rąbek swojej niezgłębionej tajemnicy Eucharystii, tajemnicy miłosierdzia. „Cóż większego Jezus mógł uczynić dla nas? Prawdziwie, w Eucharystii objawia nam swoją miłość, która posuwa się »aż do końca« – miłość, która nie zna miary” (Jan Paweł II, EE 55). Ofiarowuje siebie Ojcu, wypełniając Jego wolę w posłuszeństwie aż do śmierci. Ojciec przyjmuję tę ofiarę i odwzajemnia to „bezgraniczne oddanie swego Syna swoim Ojcowskim oddaniem – darem nowego Życia nieśmiertelnego w zmartwychwstaniu” (EE 13). Jest to komunia miłości Osób Boskich, w którą pra-gną nas włączyć. Kiedy przystępujemy do Komunii Świętej, „nie tylko każdy z nas przyjmuje Chrystusa, lecz także Chrystus przyjmuje każdego z nas. Zacieśnia więzy z nami. (…) Realizuje się w sposób podniosły wspólne, wewnętrzne »zamieszkiwanie« Chrystusa i ucznia” (EE 22). Duch Święty sprawia, że Jezus przemienia nas w siebie i przez utożsamienie się z Nim „osiągamy doskonałą komunię z Ojcem” (EE 34).
    Jezus pragnie i zaprasza nas, byśmy zawsze trwali zatopieni w tej doskonałej komunii miłości Boskich Osób. W niej doświadczymy, że On jest lekarzem naszych ran, pokarmem, który nasyca nasz głód, wypełnia najgłębsze tęsknoty i pragnienia. On jest Tym, dla którego się narodziliśmy.
    Oto dziś staje u drzwi Twojej duszy z tym szalonym zaproszeniem i prosi o miłość: „Daj mi, nie odmawiaj. Nie zadowolą Mnie wszystkie inne, jeśli nie dasz Mi swojej. Tylko Twoja mnie zadowala”. Niech każde uderzenie serca, każde nasze małe „tak” wypowiedziane w zmaganiu, w cierpieniu, będzie naszym wyznaniem: „Jezu, kocham Cię! Jestem cały Twój, jestem cała Twoja! Utracić wszystko, ale przyjmować Cię w Komunii Świętej. Wszystko utracić, ale posiadać Ciebie!”…



    opracowała Małgorzata Radomska, www.milujciesie.org.pl

    źródło: http://chrystuskrol.esanok.pl/milosc-ktora-nie-zna-miary/

    ************************************************************************************************************

    Zgromadzenie święte. „Dysputa o Najświętszym Sakramencie”

    Zgromadzenie święte („Dysputa o Najświętszym Sakramencie”, Rafael Santi, Stanze Papieskie, Watykan))

    ***

    W początkach szesnastego stulecia nowo wybrany papież z rodu della Rovere, wstępując na piotrowy tron, przyjął imię Juliusz postanowił zmienić miejsce zamieszkania i przeniósł papieskie apartamenty w inną część pałacu. Wybrał w tym celu pomieszczenia na drugim piętrze, a dekoracje ścian powierzył młodemu, ale już powszechnie znanemu i uważanemu za wybitnego, malarzowi Rafaelowi Sanzio. Co prawda ani dostojny mecenas, ani artysta nie dożyli zakończenia prac, jednakże stanze (czyli pokoje) watykańskie stały się jednym z najwspanialszych dzieł malarskich dojrzałego renesansu, zapewniając zarówno papieżowi, jak i malarzowi, godne miejsce w dziejach sztuki.

    W jednym z tych pomieszczeń, zwanym Stanza della Segnatura, znajdują się trzy freski, każdy o odrębnej tematyce, ale jednocześnie tworzących spójny obraz ludzkiej duchowości. Są to Szkoła ateńska, będąca swoistym zbiorowym portretem starożytnych filozofów. Drugim jest Parnas, ukazujący stojących wokół tronującego Apolla antycznych i renesansowych poetów. Trzecie malowidło nowi równie tradycyjną, co błędną nazwę: Dysputa o Najświętszym Sakramencie. Nie jest to bowiem żadna „dysputa”, zaś tradycyjne tytułowanie jest skutkiem zapisu Vasariego, który mówi o „debatujących postaciach”.

    Całość dekoracji stanowi, zgodnie z papieskim zamówieniem zobrazowanie poszukiwania słynnej triady: Prawdy, Dobra i Piękna. Szkoła ateńska oraz Dysputa o Najświętszym Sakramencie nawiązują do Prawdy racjonalnej i Prawdy objawionej, natomiast artyści ukazani w scenie Parnasu prezentują poszukiwania Piękna. Prawda, Dobro i Piękno stanowią etapy pośrednie służące do osiągnięcia ostatecznej Prawdy i najwyższego Dobra.

    Dysputa podzielona jest na dwie strefy: górną-Niebiańską i dolną-Ziemską. U góry widzimy tronującego Zbawiciela, po którego obu stronach siedzą Matka Boża oraz św. Jan-Chrzciciel. Powyżej Chrystusa widzimy postać Przedwiecznego Boga-Ojca, a poniżej Ducha Świętego pod postacią gołębicy. Wszystkie postacie Trójcy Świętej ustawione są na osi obrazu, a na tej samej linii malarz usytuował ustawiony na ołtarzu Najświętszy Sakrament, będący centralnym punktem dolnej strefy malowidła.

    Całość kompozycji ukazuje zgromadzenie świętych, zebranych wokół Boskiej Obecności. Warto zauważyć, że artysta zdecydował się w sferze ziemskiej ukazać Kościół Pielgrzymujący, czyli nie tylko świętych Pańskich ale także osoby żyjące lub już zmarłe, ale nie wyniesione na ołtarze. Adorują oni Ciało Zbawiciela ustawione na ołtarzu, a wchodzą w interakcje nie tylko z Sanctissimum ale także między sobą. Od wielu lat historycy sztuki starają się nie tylko zidentyfikować poszczególne postacie, ale i rozszyfrować znaczenie poszczególnych elementów oraz całości obrazu, traktując go czasami jak szaradę, wymagającą wyjaśnienia. W tym tekście postaram się pójść dalej tym tropem, jednakże starając się aby naszej uwadze nie uszedł najważniejszy temat, czyli tajemnica obcowania świętych.

    Dlatego też należy rozpocząć od strefy niebiańskiej. Jest ona nawiązaniem nie tylko do Objawienia św. Jana ale także do wizji proroka Daniela (Dn 7,9-14)

    Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Z powodu gwaru wielkich słów, jakie wypowiadał róg, patrzałem, aż zabito bestię; ciało jej uległo zniszczeniu i wydano je na spalenie. Także innym bestiom odebrano władzę, ale ustalono okres trwania ich życia co do czasu i godziny. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

    W tle za Przedwiecznym (zobrazowanym pod postacią siwobrodego starca) ukazano złotą przestrzeń z „nieprzeliczonymi” postaciami anielskimi, zaś samej postaci Boga-Ojca towarzyszy sześciu archaniołów, ukazanych dosyć schematycznie, co wynika z prostego faktu, że nie są oni bohaterami malowidła, a jedynie symbolizują Boską chwałę, opisywaną już w prorockich wizjach Starego Testamentu.

    Natomiast Rafael zindywidualizował postacie ukazane poniżej, towarzyszące Zmartwychwstałemu Synowi Człowieczemu oraz Duchowi Świętemu. Są to najważniejsi przedstawiciele historii Zbawienia. Widzimy tam między innymi Mojżesza – łatwego do rozpoznania dzięki tablicom dekalogu, św. Wawrzyńca – diakona i męczennika, Dawida, św. Jana, czy św. Piotra. Symetrycznie do pierwszego biskupa rzymskiego ukazano św. Pawła – obaj książęta apostołów ukazani są po zewnętrznych stronach grupy świętych.

    Jednakże w górnej strefie dominuje grupa Zbawiciela, ukazującego stygmaty, któremu towarzyszą Maryja i św. Jan. Ta grupa jest nawiązaniem do jednego najważniejszych ideowo i artystycznie typu ikonograficznego, czyli deesis. Słowo to oznacza po grecku usilną modlitwę, zaś motyw ikonograficzny prezentuje wstawiennictwo w czasie sądu ostatecznego. Motyw ten powstał w sztuce bizantyjskiej ale miał swoje odniesienia w zachodniej sztuce średniowiecznej. Czasy nowożytne zdecydowanie osłabiły znaczenie tego motywu, chociaż nie umniejszyły w niczym znaczenia modlitwy wstawienniczej. Jednakże na fresku Rafaela motyw Sadu Ostatecznego nie występuje. Artysta wykorzystuje wspaniałą, wielowiekową tradycję ikonograficzną do ukazania, nie tyle nowych, co bardzo zmodyfikowanych treści.

    Kluczem do ich zrozumienia jest, ukazany w dolnej strefie fresku, kościół pielgrzymujący. Sensem jego istnienia jest nie tylko odniesienie do Chwały Boga w niebie, czyli górnej partii obrazu, ale przede wszystkim w sakramencie Ciała Pańskiego, ustawionego na ołtarzu. Nikt z oglądających nie ma najmniejszej wątpliwości odnośnie jednoznacznego utożsamienia Trójcy Świętej w niebiosach i sakramentu na ołtarzu.

    Wokół ołtarza zgromadzona jest liczna grupa postaci prominentnych nie tylko w przeszłości, ale także w Kościele współczesnym artyście. Na fresk o jednoznacznie religijnej treści przeszli bohaterowie umiejscowionej na przeciwległej ścianie Szkoły Ateńskiej. Ustawiony tyłem do widzów mężczyzna w zielnej szacie i niebieskim płaszczu to Arystoteles współpracujący ze świętymi Ojcami Kościoła, Grzegorzem i Hieronimem. Po przeciwnej stronie ołtarza Platon powtarza swój gest z „filozoficznego” fresku, ale zamiast wiecznych idei wskazuje na Trójcę Świętą, będącą idealnym wzorcem widzialnego znaku – czyli Eucharystii. W tłumie otaczającym ołtarz, oprócz wspomnianych już Ojców kościoła, widać innych wybitnych autorów lub znaczące postacie w dziejach kościoła hierarchicznego. Święci Tomasz i Bonawentura wciąż stanowili najważniejsze autorytety teologiczne rzymskiego chrześcijaństwa. Widzimy Dantego, widzimy papieży Sykstusa II i Sykstusa IV, a także skrytego we franciszkańskim habicie papieża Juliusza II. Stoi on tuż za Platonem, w najbliższym otoczeniu ołtarza.

    Z kolei w lewym rogu Santi usytuował własną postać – młodzieńca ukazującego gestem dłoni całą, zobrazowaną przez siebie, historię. Zaś tuż koło niego stoi Bramante, jak się zdaje postać kluczowa dla zrozumienia treści obrazu. Był to wybitny artysta i intelektualista swych czasów. Ale przede wszystkim wybitny i znany w całej Italii budowniczy.

    Nie sposób nie połączyć jego postaci z dwoma elementami obrazu. W tle dolnej partii (po lewej ręce oglądającego) widzimy pejzaż ze wznoszoną budowlą. Część uczonych identyfikuje ten fragment z pracami na watykańskim wzgórzu – czyli przebudową bazyliki św. Piotra, jednakże można domyślać się że nie jest to jedyna warstwa znaczeniowa obrazu. Świadczy o tym ukazany symetrycznie po drugiej stronie kamieniołom białego, najszlachetniejszego, marmuru. Tak imponująca bryła kamienia jest zarazem zarysem wznoszonej świątyni watykańskiej, ale także kamienia z którego buduje się nową Jerozolimę.

    Budowa Nowego Jeruzalem, nowej świątyni, była wykorzystywana w chrześcijańskiej symbolice od samego początku, czyli od opisu w Objawieniu św. Jana.

    I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI” (Ap, 21, 1-3)

    Ukazany w watykańskim malowidle obraz Kościoła ziemskiego jest obrazem budowy Nowego Jeruzalem, wspólnoty świętych, tych żyjących i tych, którzy przebywają w niebiańskiej chwale. Ale – zgodnie z myślą renesansową – owa budowa wymaga wykorzystywania także ziemskiej mądrości. Stąd na fresku obecność Platona, Arystotelesa, Bramantego czy Wergiliusza. Nie ma możliwości rozerwania teologii i filozofii, tak jak kościół ziemski nie może być oderwany od tego wiecznego. Kościół ziemski wciąż się buduje, wciąż udoskonala się. Zaś pomoc od zbawionych uzyskuje dzięki ich nieustannej modlitwie wstawienniczej.

    Juliusz Gałkowski/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    WTOREK 16 LISTOPADAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ OSTROBRAMSKIEJ – MATKI MIŁOSIERDZIA

    ____________________________________

    Pani z Ostrej Bramy

    Adobe Stock/Tygodnik Niedziela

    ***

    Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem…
    (Adam Mickiewicz)

    Któż z nas nie zna słów z Inwokacji do „Pana Tadeusza”! Któż z nas nie zna historii o cudownym uzdrowieniu Adama Mickiewicza przez Maryję! 16 listopada przypada święto Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, zwanej prosto, od serca – Matką Miłosierdzia.

    Dlaczego „Ostra” brama?

    Historycy specjalizujący się w średniowiecznych zwyczajach wspominają o umieszczaniu we wnękach wież bramnych, nad bramą, świętych obrazów. Wilno miało pięć (później dziewięć) bram miejskich. Wśród nich była Brama Miednicka (od drogi prowadzącej do Miednik), nazywana Ostrą, od nazwy południowego przedmieścia „Ostry Koniec”. Stąd przyjęło się, że cudami słynący obraz Maryi jest z Ostrej Bramy, a nie z Bramy Miednickiej.
    Na bramie pierwotnie znajdował się napis w języku polskim: „Matko Miłosierdzia, pod Twoją obronę uciekamy się”, jednak w 1867 r., z polecenia Rosjan, zamieniono go na napis w języku łacińskim. Po odzyskaniu Wilna przez Polskę pierwotny napis przywrócono, jednak po 1946 r. ponownie go usunięto, zastępując łacińskim.

    Miłosierdzie w Ostrej Bramie

    Ostra Brama wiąże się w istotny sposób z kultem Miłosierdzia Bożego nie tylko dzięki wizerunkowi Matki Miłosierdzia. Znany obraz Jezusa Miłosiernego został namalowany w Wilnie przez Eugeniusza Kazimirowskiego i wystawiony publicznie właśnie w Ostrej Bramie w dniach 26-28 kwietnia1935 r. To tutaj św. Faustyna miała wizję triumfu Miłosierdzia Bożego.
    Nie znamy twórcy obrazu Panny Świętej. Matka Miłosierdzia pochyla głowę w prawo, Jej smukłą szyję zdobi szal. Twarz Maryi jest poważna, półprzymknięte oczy dodają Jej powagi, ręce trzyma skrzyżowane na piersiach. Nieodłącznie przedstawiana jest z półksiężycem – w dolnej części obrazu. Srebrzysty półksiężyc z wygrawerowanym napisem: „Dzięki Tobie składam, Matko Boska, za wysłuchanie próśb moich i proszę Cię, Matko Miłosierdzia, zachowaj mnie w łasce” jest wotum z 1849 r. Wota rozmaitych kształtów pokrywają ściany całej niewielkiej kaplicy.
    Nie każdy wie, że jest to jeden z nielicznych obrazów Matki Bożej z dwiema koronami (nałożonymi jedna na drugą). Korony są ze złoconego srebra: jedna barokowa dla Królowej Niebios, druga rokokowa dla Królowej Polski.
    Do kaplicy prowadzą schody, które pielgrzymi często pokonują na kolanach. Marszałek Polski Józef Piłsudski był wielkim czcicielem Pani z Ostrej Bramy, wizerunek Maryi Ostrobramskiej miał nad swoim łóżkiem. Po zajęciu Wilna marszałek na kolanach przeszedł długie schody wiodące do cudownej kaplicy. Papież Pius XI był świadkiem, jak Piłsudski modlił się żarliwie przed cudownym Obrazem i dał do poświęcenia dwa obrazki przedstawiające Matkę Miłosierdzia, aby je zawiesić nad łóżkami jego córek. Kiedy marszałek umarł, do trumny włożono mu sygnet z wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej.

    Cuda

    Co roku w listopadzie w Ostrej Bramie wierni i pielgrzymi odmawiają tzw. Godzinki Ostrobramskie ku czci Najświętszej Maryi Panny. Ich treścią są m.in. cuda i łaski, jakich Matka Miłosierdzia nie szczędziła w ciągu wieków swoim czcicielom.
    W 1715 r. pożar strawił drewnianą kaplicę. Cudowny obraz wyniósł z pożaru młody zakonnik. Było to cudowne zdarzenie, gdyż zwykle obraz niosło czterech mężczyzn.
    13 marca 1744 r. Józef Porzecki, czerpiąc wodę ze studni, nagle przechylił się i wpadł do niej, ale wpadając, zawołał: „Najświętsza Panno Ostrobramska, ratuj!”. Został cudem „zatrzymany” w połowie studni i wyszedł z niej bez niczyjej pomocy.

    Kamienie mówić będą

    Warto wspomnieć, że Stanisław Moniuszko darzył osobistym kultem Matuchnę Wileńską i napisał aż cztery „litanie Ostrobramskie”. Kompozytor przyjechał do Wilna dzięki damie swego serca Aleksandrze Mullerównie. Ślub z ukochaną i wymiana obrączek miały miejsce przed cudownym obrazem Matki Bożej.
    W Polsce około 30 parafii ma za patronkę Matkę Bożą Ostrobramską. W Augustowie przy przystani jest ciekawy pomnik ze śrubą okrętu. Tkwi w nim kamień, który został tak wydrążony przez wodę, że przypomina wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej.

    Uzdrowienia Maryjne

    Trudno sobie dziś wyobrazić literaturę polską bez Adama Mickiewicza. Matka z Ostrej Bramy nie uzdrowiła go jednak z grypy czy innej choroby wieku dziecięcego, jak się powszechnie sądzi. Wynajęta niania, trzymając chłopca na ręku, wychyliła się z okna wysokiego budynku, a ten wypadł jej z rąk na bruk. Wskutek upadku z wysoka chłopczyk stracił przytomność i mimo zabiegów lekarza nie odzyskiwał świadomości. Wszyscy stracili nadzieję na powrót do zdrowia malca, jednak zrozpaczona matka ofiarowała życie syna Najświętszej Maryi Pannie. Wówczas nastąpił cud: Adaś nie tylko odzyskał przytomność, ale również zdrowie.
    Również sługa Boży Jan Paweł II przypisywał Maryi uratowanie z zamachu 13 maja 1981 r. Papież powiedział 13 maja 1994 r.: „Kiedy mogłem kontemplować oblicze Matki Bożej w sanktuarium w Ostrej Bramie w Wilnie, skierowałem do Niej słowa wielkiego polskiego poety Adama Mickiewicza: «Panno święta…». Powiedziałem to na koniec modlitwy różańcowej odmówionej w sanktuarium ostrobramskim. I głos mi się załamał…”.

    Monika Hyla/Tygodnik Niedziela

    _______________________________________________

    Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;

    Do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,

    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.

    ___________________________________

    GODZ. 18.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ W INTENCJI DUSZ, KTÓRE DOŚWIADCZAJĄ OGNIA OCZYSZCZAJĄCEGO, ABY DZIĘKI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA DOSTĄPIŁY WYBAWIENIA I MOGŁY SIĘ CIESZYĆ UDZIAŁEM W WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI.

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ——————————————————————————————————————–

    12 dzień przygotowania do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę

    ——————————————————————————————————————–

    5 listopada – I Piątek Miesiąca zaproponowałem 33 dniowy okres ćwiczeń duchowych przygotowujących do Aktu Ofiarowania się Panu Jezusowi przez Maryję Bogurodzicę Dziewicę, który zakończy się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP.

    Podany okres jest propozycją i nie wyklucza rozpoczęcia przygotowań w innym, dowolnym terminie. Nie powinno się też traktować przygotowań w sposób zabobonny. Ominięcie jednego, a nawet kilku dni z powodów losowych nie wyklucza kontynuowania rekolekcji, po nadrobieniu w skupieniu zaległych czytań i ćwiczeń duchowych. Przygotowania mają na celu przede wszystkim otwarcie się na działanie w nas Matki Bożej, poprzez zaangażowanie w modlitwę i rozważania, nie na samym wypowiadaniu ścisłej ilości modlitw w określonym terminie.

    • podaję link, gdzie można znaleźć potrzebne informacje:

    https://niewolnikmaryi.com/2019/03/24/33-dniowy-okres-cwiczen-duchowych-do-aktu-ofiarowania-sie-jezusowi-chrystusowi-przez-maryje-2/

    • również można znaleźć wersje książki online do:
      33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignon de Montfort – ks. Fryderyk Wilhelm Faber: https://www.duchprawdy.com/33 dni przygotowania wg traktatu sw ludwika.pdf

    __________________________________________________________________________________________________________________________

  • ogłoszenia – wrzesień/październik 2021

    ************************************************************************************************************

    OD PIĄTKU 30 LIPCA

    LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA,

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    ************************************************************************************************************

    SOBOTA 30 PAŹDZIERNIKADZIEŃ ODWIEDZIN GROBÓW NASZYCH RODAKÓW

    GODZ. 14.30 – CMENTARZ DALBETH na London Road, Glasgow G32 8TX

    W miesiącu listopadzie , tak jak co roku, każdego dnia odprawiana jest Msza św. w intencji zmarłych, których imiona otrzymałem od Was na kartkach i również w intencji wszystkich zmarłych, z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole.

    ____________________________________

    W tym roku również można uzyskać odpusty dla zmarłych przez cały miesiąc listopad

    28 października 2021 roku Stolica Apostolska podała do wiadomości, że dekret z roku 2020 pozostaje utrzymany mocy także w tym roku. Oznacza to, że tradycyjny odpust za zmarłych będzie można uzyskać przez cały listopad 2021 roku.

    ODPUST ZA ZMARŁYCH
    fot. Karolina Misztal/Aleteia.pl

    ***

    Odpust jest darowaniem przez Pana Boga kary doczesnej za grzechy już odpuszczone co do winy. Odpusty są cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają od kary doczesnej). Odpusty te może zyskiwać każdy ochrzczony po spełnieniu odpowiednich warunków dla siebie lub ofiarowywać je za zmarłych.

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

    • Brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego (jeżeli jest brak całkowitej dyspozycji – zyskuje się odpust cząstkowy).
    • Stan łaski uświęcającej lub spowiedź sakramentalna.
    • Przyjęcie Komunii świętej.
    • Odmówienie modlitwy (np. “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Mario”) w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji samego papieża, choć i ta modlitwa jest bardzo wskazana; modlitwa związana z odpustem ma być skierowana w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież. Intencje te są ogłaszane, m.in. na stronach KAI, z kalendarzem na dany miesiąc).

    Spowiedź święta, Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego mogą być wypełnione w ciągu kilku dni przed lub po wypełnieniu czynności, z którą związany jest odpust; między tymi elementami musi jednak istnieć związek.

    Po jednej spowiedzi można uzyskać wiele odpustów zupełnych, natomiast po jednej Komunii świętej i jednej modlitwie w intencjach papieża – tylko jeden odpust zupełny.

    Kościół zachęca do ofiarowania odpustów za zmarłych (niekoniecznie muszą być to osoby nam znane, nie musimy wymieniać konkretnego imienia – wystarczy ofiarować odpust w intencji osoby zmarłej, która tego odpustu potrzebuje).

    Osoby starsze, chore i ci wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domu, będą mogli uzyskać odpust zupełny, jeśli tylko łącząc się duchowo z tymi wiernymi, którzy pobożnie nawiedzają kościół, kaplicę i cmentarz oraz wykluczając wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mając intencję kiedy to tylko będzie możliwe spełnić trzy zwyczajne warunki (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach Ojca Świętego), odmówią pobożnie modlitwy za zmarłych przed obrazem Pana Jezusa lub Najświętszej Maryi Panny (na przykład jutrznię i nieszpory z oficjum Liturgii godzin za zmarłych, Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i inne modlitwy za zmarłych bliskich ich sercu), albo jeśli podejmą medytacyjną lekturę jednego z fragmentów Ewangelii z liturgii za zmarłych, lub też jeśli wypełnią uczynki miłosierdzia poprzez ofiarowanie Bogu cierpień i niedogodności swego życia.

    • a. Odpust zupełny dla tych, którzy nawiedzają cmentarze i modlą się za zmarłych choćby tylko duchowo zwykle ustanowiony tylko w dniach od 1 do 8 listopada, może być przeniesiony na inne dni tego samego miesiąca, aż do jego końca.
    • b. Odpust zupełny 2 listopada, ustanowiony z okazji wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych uzyskany przez tych, którzy pobożnie nawiedzają kościół, kaplicę i odmawiają tam „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”, może być przeniesiony nie tylko na niedzielę przed lub po, lub w dniu Uroczystości Wszystkich Świętych, ale także na inny dzień listopada, dowolnie wybrany przez poszczególnych wiernych.

    Katolicka Agencja Informacyjna/Watykan

    **************************************************

    Czy modlitwa za zmarłych ma sens? Skąd o tym wiemy?

    CZY MODLITWA ZA ZMARŁYCH MA SENS
    Fr Lawrence Lew OP/Flickr

    ***

    Wielu ludzi właśnie modlitwą reaguje na wiadomość, że ktoś zakończył ziemski żywot. Skąd się to bierze i czy modlitwa za kogoś, kto już odszedł do wieczności, ma sens? Czy zmarli naprawdę potrzebują modlitwy żywych?

    Ks. Wojciech Węgrzyniak jakiś czas temu analizował na swoim blogu argumenty podające w wątpliwość sensowność modlitwy za zmarłych. Jeden argument mówił o tych, którzy po śmierci trafią do piekła. Jezusowa przypowieść o bogaczu i Łazarzu nie pozostawia wątpliwości, że nie ma dla nich ratunku. Między niebem a piekłem „zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. „Faktycznie, modlitwa im nie pomaga” – stwierdził ks. Węgrzyniak.

    Drugi przywołany przez niego argument dotyczy tych, którzy znaleźli się w czyśćcu. Przecież oni i tak pójdą do nieba. To prawda. Jednak to właśnie oni bardzo potrzebują modlitwy. Dlaczego? Mówiąc w wielkim uproszczeniu po to, aby jak najszybciej dostąpili wiecznej radości oglądania Boga twarzą w twarz.

    Modlitwa za zmarłych: argument biblijny

    Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów biblijnych uzasadniających sens i potrzebę modlitwy za tych, którzy już odeszli z doczesności, jest ten odwołujący się do Starego Testamentu, do Drugiej Księgi Machabejskiej. To z niej (z zakończenia dwunastego rozdziału) wywodzi się często przytaczany cytat, zgodnie z którym modlić się za zmarłych to „myśl święta i pobożna”.

    Opowieść o mężnym Judzie, który przeprowadził składkę wśród swoich żołnierzy i posłał do Jerozolimy, aby złożono ofiarę za tych, którzy zginęli, zawiera również uzasadnienie. „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym” – wyłożył jasno i zrozumiale autor starotestamentalnej księgi.

    Do Drugiej Księgi Machabejskiej odsyła Katechizm Kościoła Katolickiego, przypominając, że Kościół „od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga”. Kościół w trosce o zmarłych zaleca nie tylko modlitwę, ale także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne podejmowane w ich intencji.

    Pomoc dla zmarłych

    Żyjący na przełomie czwartego i piątego stulecia św. Jan Chryzostom zachęcał: „Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy”.

    Kilka lat młodszy od niego św. Augustyn stwierdził natomiast: „Nie można zaprzeczyć, że dusze zmarłych doznają ulgi dzięki pobożności swoich żyjących bliskich, gdy za nich składa się ofiarę Pośrednika albo gdy się w kościele daje jałmużny”.

    Zapewniał też, że to, co za zmarłych ma zwyczaj czynić Kościół, nie jest sprzeczne z zapowiedzią zawartą przez św. Pawła w Liście do Rzymian, że wszyscy staniemy przed trybunałem Boga i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

    Wspólnota większa niż myślimy

    „YOUCAT. Katechizm Kościoła katolickiego dla młodych” o modlitwie za zmarłych mówi we fragmencie poświęconym wierze w świętych obcowanie. Zwraca uwagę, że do wspólnoty świętych (komunii świętych) należą wszyscy ludzie, którzy swoją nadzieję pokładają w Chrystusie i przez chrzest przynależą do Niego, bez względu na to, czy już umarli, czy jeszcze żyją.

    Jesteśmy w Chrystusie jednym ciałem, dlatego żyjemy w jednej wspólnocie obejmującej niebo i ziemię. „Kościół jest wspólnotą większą niż myślimy. Należą do niego żywi i zmarli, bez względu na to, czy znajdują się w czyśćcu czy przebywają w chwale Bożej; znani i nieznani; wielcy święci i niepozorni ludzie” – wyjaśnia młodzieżowy katechizm, dodając, że „możemy nawzajem się wspierać ponad śmiercią”.

    Oznacza to, że możemy przywoływać w modlitwie naszych patronów i ulubionych świętych, ale także naszych zmarłych, co do których wierzymy, że są już u Boga. Jednak to nie wszystko. Możemy przez naszą modlitwę dopomóc naszym zmarłym, znajdującym się jeszcze w czyśćcu.

    Modlitwa podczas pogrzebu i nie tylko

    Zwięzłe uzasadnienie celowości modlitwy za zmarłych można usłyszeć na początku każdej mszy św. pogrzebowej. Ksiądz mówi wtedy mniej więcej tak: „Wiemy, że wskutek ludzkiej skłonności do złego wszyscy popełniamy grzechy. Przed Najświętszym Bogiem nikt nie jest bez winy. Dlatego chcemy złożyć za naszego zmarłego brata Ofiarę Eucharystyczną jako zadośćuczynienie za jego grzechy. Będziemy prosili Boga, aby go oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności Świętych”.

    Modlitwa za zmarłych znajduje się w każdej Modlitwie Eucharystycznej odmawianej podczas mszy św., uwzględniając także możliwość wspomnienia konkretnych osób. W modlitewnikach można znaleźć bardzo dużo tekstów poświęconych tym, którzy odeszli, z tym, który zaczyna się od słów „Wieczny odpoczynek” na czele.

    Dusze znikąd niemające ratunku?

    W „Instrukcji liturgiczno-duszpasterskiej Episkopatu Polski o pogrzebie i modlitwach za zmarłych”, ogłoszonej czterdzieści lat temu, w roku 1978, można znaleźć bardzo ciekawe wskazówki. Niektóre z nich wciąż z trudnością przebijają się do świadomości wierzących. Biskupi przypomnieli m.in., że cały człowiek został odkupiony przez Chrystusa i ma mieć udział w życiu wiecznym, dlatego nie mówimy „módlmy się za duszę Jana, Krystyny itp.” lecz „módlmy się za zmarłego Jana, Krystynę itp”.

    Instrukcja mówi również stanowczo, że z modlitw za zmarłych należy usunąć wezwania w rodzaju: „za dusze znikąd niemające ratunku”, „za dusze, za które nikt się nie modli”, ponieważ Kościół w każdej mszy św. i w liturgii godzin poleca Bogu wszystkich zmarłych, a także co roku obchodzi Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych.

    Można użyć np. takich sformułowań: „módlmy się za tych zmarłych, których imiona znane są tylko Bogu”, „którzy najwięcej potrzebują modlitwy”, „za których najbliżsi się nie modlą”.

    Powinność i… dziękczynienie

    Święty Jan Paweł II niespełna dwa lata przed swoją śmiercią powiedział: „Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości nieba”.

    Papież Franciszek w czasie jednej ze środowych katechez natomiast wskazał na jeszcze jeden aspekt. Według niego modlitwa za zmarłych jest przede wszystkim wyrazem wdzięczności z powodu świadectwa tych, którzy nas opuścili, oraz za uczynione przez nich dobro.

    „Jest ona dziękczynieniem Panu za to, że nam ich dał, a także za ich miłość i przyjaźń”. Innym razem wyjaśniał, że wspomnienie zmarłych, troska o groby i modlitwy w intencji zmarłych są świadectwem ufnej nadziei, zakorzenionej w przekonaniu, że śmierć nie jest ostatnim słowem o ludzkim losie, ponieważ człowiek jest przeznaczony do nieskończonego życia, zakorzenionego i znajdującego swoje wypełnienie w Bogu.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    ****************************************

    Wytapianie świętych

    Wytapianie świętych
    ANDREAS PRAEFCKE /WIKIMEDIA

    ***

    Czyściec jest przejawem miłosierdzia Bożego. A przejawem ludzkiego miłosierdzia jest pomoc tym, którzy tam są.

    Był rok 202. Młoda mężatka Perpetua siedziała w więzieniu w Thurubo Minus niedaleko Kartaginy. Niedawno odebrano jej dziecko, które jeszcze karmiła. Tak jak pozostali chrześcijanie czekała na egzekucję. Ponieważ nie wyrzekła się Chrystusa, miała zostać rozszarpana na arenie przez dzikie zwierzęta. Pewnego dnia, gdy więźniowie się modlili, Perpetua nagle na głos wypowiedziała słowo: „Dinokrates”. Zrobiła to mimowolnie i sama była tym zaskoczona. „Zdumiałam się, bowiem nigdy dotąd o nim nawet nie pomyślałam” – zapisała w dzienniku, który prowadziła aż do śmierci.

    Dinokrates był bratem Perpetuy. Zmarł jako poganin w wielkich cierpieniach w wieku 7 lat na raka twarzy. „Przypomniałam sobie teraz jego smutną dolę i ogarnął mnie ból. Natychmiast też zrozumiałam, że przypadł mi przywilej i obowiązek modlenia się za niego. Tak więc poczęłam się żarliwie modlić w jego intencji i wzdychać do Pana” – relacjonowała. W nocy miała widzenie. Zobaczyła brata, który wychodził z ciemnego miejsca, w którym znajdowało się też mnóstwo innych ludzi. Był blady i zaniedbany, miał gorączkę i cierpiał pragnienie. Na jego twarzy widać było ranę, którą miał w chwili śmierci. „Za niego zatem się modliłam. Dzieliła nas jednak ogromna otchłań i ani ja do niego, ani on do mnie nie mogliśmy się przedostać. W miejscu, gdzie znajdował się Dinokrates, był basen pełen wody, jego brzegi były jednak wyższe niż wzrost chłopca. Dinokrates wspinał się na palce, jakby chciał się napić. Żal mi było brata, bo choć zbiornik był wypełniony wodą, on jednak, z powodu wysokiego brzegu, nie mógł ugasić pragnienia” – opisywała widzenie.

    Wtedy oprzytomniała i zrozumiała, że jej brat cierpi. Jednocześnie zrodziło się w niej przekonanie, że ona może mu pomóc. „Modliłam się zatem za niego przez wszystkie dni, dopóki nie przeniesiono nas do więzienia wojskowego. Mieliśmy bowiem zostać wydani dzikim zwierzętom w czasie igrzysk wojskowych z okazji urodzin Cezara Gety. Tak więc dniem i nocą modliłam się wśród łez i jęku za niego, aby został mi darowany” – wspominała.

    Gdy dzień męczeństwa był już bliski, Perpetua ponownie miała wizję. Ujrzała to samo miejsce, w którym wcześniej widziała Dinokratesa, ale tym razem jej brat był zadbany i czysty. „Gdzie była rana, widzę bliznę. Zaś brzegi zbiornika, które widziałam wcześniej, obniżyły się i sięgały chłopcu ledwie do pępka, a on bez przerwy czerpał z niego wodę. Na brzegu stała złota czara pełna wody. Dinokrates podszedł do niej i począł pić, zaś wody z niej wcale nie ubywało. Kiedy już całkowicie ugasił pragnienie, odszedł od wody i jak dziecko zaczął bawić się radośnie. Wtedy ocknęłam się i zrozumiałam, że został on już uwolniony od kary” – napisała Perpetua.

    Tekst ten, wyjątkowy ze względu na charakter osobistego pamiętnika, jest świadectwem wiary wczesnych chrześcijan w czyściec i w potrzebę modlitwy za zmarłych. O tej wierze świadczą także liczne wczesnochrześcijańskie napisy nagrobne.

    Modlitwa za zmarłych byłaby bezzasadna, gdyby po śmierci nie istniał stan przejściowy, w którym pozostają niektórzy ludzie odchodzący z tego świata. „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” – mówi Katechizm Kościoła Katolickiego (1030).

    Biblia o czyśćcu

    W Biblii nie pojawia się ani razu słowo „czyściec”, nie znaczy to jednak, że nie ma w niej tekstów wskazujących na tę rzeczywistość. Już w Starym Testamencie znajdujemy ślady przekonania Żydów o słuszności modlitwy za zmarłych. Druga Księga Machabejska opisuje potyczkę wojsk żydowskiego przywódcy Judy Machabeusza z oddziałem idumejskiego wodza Gorgiasza. Zginęła w niej niewielka liczba żołnierzy żydowskich. Kiedy chciano ich pochować, okazało się, że każdymiał pod ubraniem amulety zabrane w charakterze łupu ze zdobytej Jamnii. Czyn taki był grzechem – zabraniało tego wyraźnie prawo żydowskie. Gdy Żydzi uświadomili to sobie, „oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany” (2 Mch 12,42). Następnie Juda zorganizował składkę, a zebrane pieniądze przesłał do świątyni na ofiarę za grzech tych ludzi. „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” – skomentował ten czyn autor natchniony (2 Mch 12,43-45).

    O miłosierdziu dla zmarłych mówi też Syrach: „Miej dar łaskawy dla każdego, kto żyje, nawet umarłym nie odmawiaj oznak przywiązania!” (Syr 7,33). A autor Księgi Tobiasza wskazuje na potrzebę ofiary ekspiacyjnej albo jałmużny za zmarłych: „Kładź chleby twoje na grobie sprawiedliwych” (Tb 4,17).

    Jak przez ogień

    Teksty Nowego Testamentu w kilku miejscach wyraźnie wskazują na istnienie czyśćca. Ewangelista Mateusz zapisał ostrzeżenie Jezusa: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12,32). Św. Grzegorz I Wielki, papież (VI w.), skomentował to słowami: „Można z tego wnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym”.

    W innym miejscu Jezus wzywa, aby nie odkładać pojednania: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz” (Mt 5,25-26). Podobny motyw pojawia się na końcu przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18,33).

    O stanie przejściowej kary po śmierci świadczy także fragment z Łukasza: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę” (Łk 12,47).

    Wzmianki wskazujące na czyściec znajdujemy także w listach. Znaczące w tym kontekście są też słowa św. Pawła, który mówiąc o doczesnym życiu, używa metafory budowli wznoszonej na fundamencie Chrystusa. „Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje” – przestrzega. Wskazuje, że w dniu Pańskim życiowa budowla każdego z nas zostanie poddana próbie ognia. Św. Paweł także modli się za zmarłego o imieniu Onezyfor.

    Kwestia sprawiedliwości

    „To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem” – mówi Katechizm. Kościół od początku wzywał do duchowego wspierania cierpiących w czyśćcu. „Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy” – nawoływał w jednej ze swych homilii św. Jan Chryzostom (IV wiek).

    Ostatecznie doktrynę o czyśćcu sformułował Sobór Trydencki (1545–1563), stwierdzając, że kara doczesna musi zostać odpokutowana „czy na tym świecie, czy w przyszłym – w czyśćcu – przed wejściem do królestwa niebieskiego”. Sobór potwierdził też, że wierni przebywający na ziemi mogą przyjść z pomocą duszom czyśćcowym modlitwą i praktykami pokutnymi, a przede wszystkim Mszą Świętą. Wspieranie dusz w czyśćcu to wyraz miłości bliźniego – a tym samym dobro wyświadczone sobie. Z tym doświadczeniem współgrają słowa św. Brygidy Szwedzkiej (XIV w.): „Szczęśliwy ten, kto jeszcze za życia wspomaga dobrymi uczynkami dusze czyśćcowe, ponieważ sprawiedliwość Boża domaga się, by pozbawione pomocy żywych, zostały oczyszczone w ogniu”.

    Dusze w czyśćcu cierpią. Możemy im pomóc, a to znaczy, że powinniśmy im pomóc.•

    Franciszek Kucharczyk/Gość Niedzielny

    _________________________________________

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA – WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXXI NIEDZIELI ZWYKŁEJ GODZ. 18:00

    ZMIANA TAJEMNIC RÓŻAŃCOWYCH I NOWA INTENCJA NA MIESIĄC LISTOPAD

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE

    ***

    XXXI NIEDZIELA ZWYKŁA – 31 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________

    PRZYPOMNIENIE O ZMIANIE CZASU LETNIEGO NA ZIMOWY

    z 30/31 października (o jedną godzinę do tyłu)

    Bazylika Mniejsza w Wadowicach widziana z ulicy Kościelnej, na której stoi dom rodzinny Papieża Jana Pawła II-go.
    Na ścianie Bazyliki Mniejszej NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY w Wadowicach znajduje się zegar słoneczny, który Karol Wojtyła oglądał codziennie z okien swojego mieszkania. Oto jego słowa, które wypowiedział był na wadowickim rynku: „A dom był tutaj, za moimi plecami, przy ulicy Kościelnej. Kiedy patrzyłem przez okno, widziałem na murze zegar słoneczny i napis: „Czas ucieka, wieczność czeka”. Po śmierci św. Jana Pawła II dopisano datę: „2 kwietnia 2005”. Inskrypcja została wpisana między godziny oznaczone
    rzymskimi cyframi XI i X. Ma to symbolizować godzinę 21.37, tę, w której odszedł Jan Paweł II do Domu Ojca.(fot. ze strony: muzeum JPII)
    Jan Paweł II zamieszkał tu na stałe
    Rodzinny dom Karola Wojtyły w Wadowicach – widok na zegar słoneczny na ścianie kościoła parafialnego
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ******************************************

    Jak odmawiać różaniec w duchu św. Jana Pawła II

    List o Różańcu: „Rosarium Virginis Marie” dał nam Jan Paweł II, który z ogromną miłością do Maryi odmawiał Różaniec. Ojciec Święty wskazał na nowo na Różaniec i powiedział do świata, że trzeba iść przez czas do wieczności nie inaczej, ale z wiarą i pokorną modlitwą. Idziemy więc i my ze św. Janem Pawłem II ku wypełnianiu się czasów z różańcem w ręku.

    fot. Grzegorz Gałązka

    ***

    Idzie więc papież z  rodu Polaków z  różańcem w ręku, by walczyć o Bożą sprawę. Idzie naprzeciwko świata o tendencjach ateistycznych, choć zabarwionych humanizmem. To jednak żaden humanizm. Kto strzela w stronę Boga, kule odbijają się od Jego płaszcza i trafiają w tego, kto strzela. Człowiek ginie, gdy Bóg nie jest w jego życiu na pierwszym miejscu, gdy nie jest w centrum jego życia – nie jest dla niego wszystkim.

    Ojciec Święty głosi nam cudowny traktat o Różańcu. Różaniec to dziwna modlitwa. Jest to modlitwa pokory. Ale tej pokory istotnej.

    A „istotna pokora” to przeciwstawienie się pysze istotnej, czyli duchowi buntu przeciwko Bogu. Różaniec uczy nas pokory wobec Boga, czyli wiary, pokłonu wobec Tego, który jest i który jedynie jest. Trzymam więc w ręku paciorki różańca. Takie one małe, ale przypominają mi te kamyki młodego Dawida, z  którymi wyszedł naprzeciw uzbrojonego po zęby Goliata, by walczyć w imię Boże. W imię Boże, posługując się tylko kamykiem i procą, zwyciężył olbrzyma. Z różańcem w dłoni, ściskając jego małe paciorki, a nawet nosząc go tylko przy sobie, stajemy na właściwym miejscu. Stawać bowiem w pokorze przed Bogiem, to stawać na właściwym miejscu.

    Człowiek jest prochem wobec Boga, ale będąc prochem, jest wielki, bo Bóg powołał go do przyjaźni z sobą, do rozmów, do dialogu. Powołał go do modlitwy, a przede wszystkim, by był Jego synem. Jako syn Boży z przybrania człowiek może z Bogiem rozmawiać. Im więcej z Bogiem rozmawia, tym lepsze, piękniejsze jest jego życie. Tym bardziej też sensownie czuje się na tym świecie.

    Powstanie Różańca wiążemy zwykle ze świętym Dominikiem. O tym świętym napisano, że nie zwykł dużo rozmawiać z  ludźmi o  zwykłych sprawach. Mówił albo o Bogu, albo z Bogiem. Rozmawiał często z Bogiem. Różaniec daje nam okazję do tego, byśmy często z Bogiem rozmawiali. Ojciec Święty Jan Paweł II zachęca nas do modlitwy częstej, nawet do modlitwy ustawicznej. Gdy będziemy się z Bogiem często kontaktować, pójdziemy we właściwą stronę i uratujemy świat od laicyzacji.

    Jan Paweł II w  swym liście o  Różańcu bardzo mocno zaakcentował, że Różaniec to modlitwa dziecka do Boga Ojca. Jest Bóg – Ojciec człowieka i jest człowiek – dziecko Boga – mówił. Zaakcentował to, ucząc, iż najważniejszą modlitwą w Różańcu jest modlitwa „Ojcze nasz”.

    Papież zaleca pewną metodę odmawiania Różańca

    Naprzód każe zapowiedzieć daną tajemnicę Różańca i  stanąć w  ten sposób w  obliczu Boga. Przybliżyć Go do siebie. Potem zachęca, żeby się znaleźć w głosie Bożym. Pomoże nam to przypomnienie sobie choćby kilka wersetów z Pisma Świętego o danej tajemnicy. A potem trzeba nam zamilknąć na chwilę, po to, by wydobyć z serca uniesienie synowskie do Boga Ojca.

    „Uniesienie synowskie” – to dosłowne wyrażenie z listu o Różańcu Jana Pawła II. W uniesieniu synowskim należałoby odmawiać i rozważać cały Różaniec. Trzeba dać się zainspirować tym szczęściem, że się jest synem Bożym, że można się przytulić do serca Boga Ojca i mówić do Niego tak, jak Pan Jezus mówił w swej najważniejszej modlitwie w  Ogrójcu: „Ojcze, Abba. Niech się dzieje wola Twoja”. Kiedy będziemy odmawiać Różaniec w uniesieniu synowskim i będziemy się cieszyć, że jesteśmy dziećmi Boga, Różaniec nie będzie dla nas modlitwą nudną czy męczącą. Bo gdy człowiek umie się cieszyć tym, że jest dzieckiem Bożym, to człowiekowi jest dobrze. Kiedy odmawiamy Różaniec naprawdę dziecięcym sercem, w skupieniu, jest nam dobrze. Jeśli jesteśmy synami i umiemy być synami Boga, to jesteśmy też i dziedzicami z woli Bożej.

    W tych czasach przełomu tysiącleci, w których wraz z tendencją, by żyć jakby Boga nie było, idzie chęć urządzania tego świata według własnego obrazu. Ludzie chcą stwarzać świat na swój własny obraz. A przecież w  Biblii na pierwszych stronach napisane, że to Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Gdy człowiek chce stwarzać ten świat na swój własny obraz, według siebie, co z  tego może wyniknąć? Wychodzi z tego bardzo często karykatura. Człowiek, który chce być szczęśliwy, dochodzi do tego, że nie osiąga tego szczęścia. Życie ludzkie coraz bardziej się komplikuje.

    Różaniec to zafascynowanie się Bogiem, który stał się człowiekiem, i  który będąc Bogiem, za nas umarł na krzyżu. Różaniec to cudowna przestrzeń, którą nam stwarzają „zdrowaśki”, „ciało Różańca” – jak mówi Jan Paweł II – byśmy duchem i sercem zanurzali się w Bogu, w  Jego tajemnicach.

    Mówimy: „Zdrowaś”, ale nasza dusza zagłębia się w Bogu, w Bogu bliskim. W Bogu, który się stał dla nas człowiekiem, który jest Miłością, który jest miłosierny. Zanurzyć się zaś w miłosierdziu Bożym, to wielka szansa dla człowieka. Gdy odmawiamy Różaniec ustami, wtedy równocześnie myślą i sercem przeżywamy tajemnice naszego zbawienia.

    Kiedy zaś tak zanurzamy się w tajemnicach Bożych, niesiemy światu Boga. Niesiemy mu moralność i mądrość. I świat, o którym św. Jan XXIII mówił, że jest antydekalogalny, bo nie lubi przykazań, lekceważy je i pomija, gdy spotyka ludzi, którzy żyją Chrystusem i Jego tajemnicami, staje się lepszy. Zachód ma swoją modlitwę Jezusa. Jest nią Różaniec. Idąc za wypowiedzią Pawła VI w „Marialis cultus”, uczy Jan Paweł II, że Różaniec jest modlitwą stawiającą Jezusa w  samym centrum uwagi. W  Różańcu wstępuje się niejako do doliny, której na imię Jezus. Tam jest źródło. Papież w swym ostatnim zbiorze poezji, w „Tryptyku Rzymskim”, mówi, że człowiek dzisiejszy szuka źródła. Chodzi i pyta: „Gdzie jesteś źródło? Gdzie jest moje źródło? Ono tu musi być!”.

    Jezus Chrystus to jedyne dla nas źródło. I zaleca Różaniec z dopowiedzeniami do słowa „Jezus” w modlitwie „Zdrowaś Maryjo” zdań, które mówią o Jezusie z danej tajemnicy. Dopowiadamy sobie, jak serce dyktuje. Następuje wtedy kontemplacja Jezusa. To patrzenie na Jezusa ma być jednak takie, żeby wyniknął z niego wymiar duchowy dla osoby odmawiającej Różaniec.

    W Różańcu człowiek bowiem także szuka swojej roli w  tajemnicy zbawienia, szuka samego siebie. Szuka obrazu Jezusa w sobie, swojej misji życiowej. Kontemplacja nie jest tylko patrzeniem na Jezusa z miłosną uwagą. Kontemplacja to przede wszystkim stanięcie w takiej sytuacji, że się odbiera niejako od Jezusa Jego patrzenie na nas, Jego miłość do mnie: „Jestem kochany przez Boga. Bóg mnie widzi”. Przyjmuję to do swego serca. Muszę się więc pytać: jakim mnie chce widzieć Ten, który mnie kocha? Jaki jestem w Jego oczach? Mam też zauważyć, że owszem, jestem grzesznikiem, ale mogę być święty. Mogę być wspaniałym człowiekiem, dobrym, pięknym, czystym, mocnym duchowo. Trzeba zawsze w  Różańcu pilnie poszukiwać siebie samego. Trzeba nam oddychać Jezusem i szukać siebie w Jezusie.

    Św. Jan XXIII prosi, żeby nigdy nie odmawiać żadnej tajemnicy Różańca przy samej kontemplacji. Trzeba nam też szukać aplikacji Jezusa kontemplowanego do samego siebie, zastosowania do siebie. Poszukujmy więc w Różańcu swego obrazu w obrazie Jezusa. Z pewnością go tam znajdziemy.

    Takie odmawianie Różańca sprawia, że ma on i  ciało, i  duszę. Ale żeby była dusza, potrzebne jest i  ciało. „Ciałem” Różańca są „zdrowaśki”, modlitwa „Zdrowaś Maryja”. Różaniec jest zawsze na przedłużeniu Ewangelii o  Wcieleniu Boga, o  Zwiastowaniu. Zawsze mówimy więc: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami”. To Niebo przyniosło nam te słowa. Bóg w ten sposób zwrócił się do Maryi. I my te słowa wciąż powtarzamy, dodając: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Módl się za nami teraz, w tym życiu, bo teraz bardzo potrzebuję Twej pomocy, Maryjo. Módl się też za nami w godzinę śmierci.

    Jan Paweł II uczy, że Różaniec jest nastawiony na Chrystusa, a w Chrystusie na całą Trójcę Świętą, i nawet radzi śpiewać doksologię: „Chwała Ojcu i Synowi, i  Duchowi Świętemu”. Powtórzy też wiele razy, że Różaniec trzeba odmawiać zawsze z  Maryją. Nasze „zdrowaśki”, które odmawiamy, to nic innego, jak tylko udanie się do Maryi Matki, prosząc Ją, by się z nami modliła. „Módl się za nami grzesznymi” – mówimy, ale też mówimy: „Módl się z nami grzesznymi”. Z Maryją więc, Jej oczami patrzymy na Jezusa, Jej sercem Go przeżywamy. Możliwie jak najserdeczniej chwytamy za paciorki różańca, a wtedy, można powiedzieć, dzieje się coś takiego jak nieraz w rodzinie. Matka składa dziecku ręce do modlitwy i trzyma je, żeby były złożone. Matka Boża też trzyma nasze złożone ręce i nadaje tym naszym słabym i grzesznym dłoniom jedyną jakość. Maryja się z nami modli. I to jest piękno Różańca.

    Jan Paweł II zachęca bardzo, żeby w naszym Różańcu zawsze była dusza, żeby było to zapatrzenie się w Jezusa. I wtedy to odmawianie, nieraz może „drewnianymi wargami” słów „Zdrowaś Maryja”, staje się miłe Bogu. Matka Boża nas słucha. Nie gardźmy więc Różańcem zmęczonym. Nie mówmy łatwo: nie stać mnie na wielką kontemplację. Gdy ściskam różaniec, gdy mówię „Zdrowaś”, to już to samo jest piękne i miłe Bogu.

    Jan Paweł II powiększył Różaniec. Uznał w ten sposób, że trzeba się dzisiaj dużo modlić. Choćbyśmy więc nawet nie odmawiali codziennie dwudziestoojczenaszowego i  dwustuzdrowaśkowego Różańca, wszyscy otrzymujemy od Ojca Świętego nowy impuls do modlitwy.

    Papież nie tylko jednak powiększył Różaniec. Papież ustawił tę modlitwę na nowo, na nowe czasy. Oczywiście, sprawdza się to, gdy nasze odmawianie Różańca nie jest bezduszne i tylko wargami. To nie jest modlitwa tylko ustna, to jest modlitwa głęboka, to jest kontemplacja.

    Weźmy do rąk pogłębiony, odnowiony, ustawiony na nowe czasy, Różaniec. Zwróćmy więc uwagę na siedem rodzajów modlitwy zawierającej się w każdym dziesiątku różańcowym.

    Najpierw zapowiedź tajemnicy, potem słuchanie słowa Bożego, chwila milczenia, „Ojcze nasz”, dziesięć „Zdrowaś Maryjo”. Centrum tej modlitwy jest słowo JEZUS. Tu właśnie miejsce na naszą miłosną kontemplację sercem Maryi. Możemy po słowie „Jezus” dopowiadać słowa związane z Jezusem z tej tajemnicy. Można to czynić w każdym „Zdrowaś” lub tylko w niektórych. Przeżywajmy wtedy Chrystusa. Radujmy się Nim, wsłuchajmy w wydarzenie z danej tajemnicy.

    Im więcej tych wniknięć, tym głębsza i bardziej skuteczna zbawczo jest nasza modlitwa różańcowa. Szósty rodzaj modlitwy to doksologia. Wszystko zmierza ku Trójcy Świętej. Wszystko na Jej chwałę. „Chwała Ojcu” można nawet w zbiorowym odmawianiu Różańca zaśpiewać. Każdy dziesiątek kończy akt strzelisty. Może to być własna modlitwa, a może być modlitwa fatimska: „O mój Jezu, przebacz nam…”, czy do Matki Bożej od Cudownego Medalika: „O Maryjo bez grzechu poczęta…”. Może też być modlitwa liturgiczna. Na początek Różańca może być: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu”. „Wierzę w Boga”, zawsze znak krzyża świętego. Matka Boża w Lourdes znaczyła się wielkim krzyżem, gdy wraz ze św. Bernadettą odmawiała Różaniec.

    Wskazówki niniejsze, będące jedynie podpowiedzeniem listu papieskiego, są podane dla uniknięcia powierzchowności i  rutyny. Różaniec jest modlitwą miłości i  odmawiany jest w  duchu wolności dzieci Bożych. Każdy może mieć własny sposób przeżywania w Różańcu Bożych tajemnic. Z pewnością jest to modlitwa niezwykła i o niezwykłych walorach, zaraz po Mszy świętej i Modlitwie uświęcenia czasu. Nic dziwnego, że Matka Boża świętej Bernadetcie w  Lourdes, dzieciom w Fatimie czy u nas w Gietrzwałdzie mówiła: „Odmawiajcie Różaniec”.

    Odmawiajmy zatem gorliwie i pobożnie święty Różaniec, a będzie dla nas, dla naszych rodzin i całego Kościoła źródłem pokoju i zbawienia.

     ks. Arcybiskup Stanisław Nowak/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Dlaczego św. Jan Paweł II całował ziemię?

    Złe duchy nie mogły tego znieść!!!

    Dlaczego św. Jan Paweł II całował ziemię? Złe duchy nie mogły tego znieść!!! - zdjęcie
    fot. screenshot/Fronda.pl

    ***

    Ksiądz Marian Rajchel, egzorcysta z diecezji przemyskiej, opowiadał, że podczas jednego z egzorcyzmów demon wrzasnął: Ten Wasz PAPIEŻ!!! On tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż WY WASZYMI egzorcyzmami! Jeden taki pocałunek gorszy niż 1500 egzorcyzmów. Dla nas to był tylko piękny gest – mówił ks. Marian. – Nie… to była miłość do tej ziemi i zły duch to dobrze odczytał.

    Chodziło o pocałunek, który Jan Paweł II składał na ziemi za każdym razem, gdy przybywał do jakiegoś kraju. Tego pocałunku nauczył się od św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, który czynił to samo, przekraczając granicę parafii, do której został posłany. Innym razem, jak mówił egzorcysta, Zły nie wytrzymał: Najgorszy był dzień jego urodzenia… powtórnego, dla nieba. Na jego wezwanie ja pierzchnąć muszę.

    Francesca z Umbrii

    Bywało i tak, że Jan Paweł II sam sprawował egzorcyzmy. Jedna z takich sytuacji wydarzyła się w Watykanie w pierwszych latach pontyfikatu. Biskup Ottorino Pietro Alberti ze Spoleto wziął pod ramię kobietę i wspólnie z jej proboszczem, księdzem Baldino, wprowadził ją do pokoju. Francesca, 22-letnia mieszkanka Umbrii, stawiała opór. To był wyjątkowo trudny przypadek. Ani Alberti, ani nikt inny w jego diecezji nie mógł sobie dać z tym rady. Już kiedyś w Spoleto miała miejsce podobna sytuacja. W 1951 roku miejscowy egzorcysta, ksiądz Corrado Balducci, nie potrafił wypędzić złego ducha z pewnej starszej kobiety. Zawiózł ją do ówczesnego papieża Piusa XII, który uwolnił nieszczęśliwą. Czy papież z Polski pomoże Francesce?

    Jan Paweł II wszedł do pokoju. Kobieta natychmiast rzuciła się na ziemię i zaczęła wrzeszczeć. Tarzała się po podłodze i krzyczała, krzyczała tak głośno, że słychać to było w pobliskich pomieszczeniach. Papież otworzył rytuał egzorcyzmów i zaczął się modlić. Minuta, dwie, trzy. Wrzask nie ustawał. Francesca przewracała się z boku na bok, kręciła się, wydawało się, że za chwilę oczy wyskoczą jej z orbit.

    – Jutro odprawię za ciebie Mszę – powiedział Jan Paweł II. Kobieta znieruchomiała. Usiadła na podłodze i spojrzała na Ojca Świętego. Miała zupełnie inny wzrok niż przed chwilą. Jej oczy patrzyły rozumnie, była w nich jakaś pogoda i spokój. Wstała.

    – Co się stało? – zapytała.

    – Francesca, wróciłaś, odzyskaliśmy cię! – proboszcz Baldino był zachwycony. – Modlitwy Ojca Świętego uwolniły cię od demona. Jan Paweł II przyglądał się jej uważnie. – Pierwszy raz widzę coś podobnego, to prawdziwa scena biblijna – powiedział. Uścisnął Francescę, pobłogosławił ją i wyszedł.

    Zły duch to nie symbol

    Jezus wielokrotnie uwalniał ludzi od złych duchów. Miał nad nimi władzę, którą one rozpoznawały i poddawały się jej. Tak było w tamtych, odległych czasach. Ale teraz, w XXI wieku? Nawet wśród ludzi Kościoła nierzadki był pogląd, że ewangeliczne opisy egzorcyzmów to pełne wschodniej przesady symboliczne opowieści. Niechętnie tłumaczono zło działaniem niewidzialnych mocy. Przyjaciel Jana Pawła II, francuski pisarz André Frossard, podjął nawet polemikę z tymi poglądami, publikując książkę „36 dowodów na istnienie diabła”.

    Papież nie potrzebował tych dowodów. Wystarczyło zobaczyć Auschwitz, posłuchać opowieści więźniów obozów koncentracyjnych, pomyśleć o Katyniu. Diabolos, ten który przeciwstawia sobie ludzi, rozbija jedność, posługuje się kłamstwem, wprowadza zamęt w ludzkie dusze – tego dnia był tak blisko niego. Ale uciekł. Wystarczyło jedno zdanie: Jutro odprawię za ciebie Mszę.

    Paweł Zuchniewicz

    (artykuł ukazał się w numerze 20 (kwiecień 2014) Miesięcznika Egzorcysta)

    ************************************************

    Wikary Wojtyła w Niegowici. To tam przyszły papież po raz pierwszy ucałował ziemię

    22 października 1978 roku na placu św. Piotra w Rzymie odbyła się uroczysta inauguracja pontyfikatu kard. Karola Wojtyły, który jako papież przyjął imiona Jan Paweł II. Dziś obchodzimy wspomnienie liturgiczne tego wybitnego Polaka. Swoją posługę kapłańską i duszpasterską rozpoczął na małej małopolskiej prowincji. To właśnie w Niegowici wikary Wojtyła po raz pierwszy uklęknął i pocałował ziemię.

    Vatican News

    ***

    1 listopada 1946 roku ks. Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Adama Stefana Sapiehy. Uroczystość odbyła się w kaplicy Pałacu Arcybiskupiego w Krakowie. On też wyznaczył Wojtyle pierwszą parafię. Mała, prowincjonalna wioska pod Krakowem była dla wielu wielkim zaskoczeniem. Ks. Wojtyła wrócił przecież z Rzymu, odbył tam studia doktoranckie, dlatego jego bliscy znajomi byli zdziwieni faktem, że młody kapłan zostaje skierowany do wsi, w której aż bieda piszczała. Nie było tam ani wody, ani kanalizacji, a mieszkańcy Niegowici zamiast elektryczności używali lamp naftowych. -Trzeba zaczynać od dołu – odpowiadał ks. Karol.

    Furmanką do kościoła

    Kilka lat później, w książce “Dar i tajemnica” (jeden z rozdziałów publikacji nosi tytuł: “Na wiejskiej parafii w Niegowici) wydanej z okazji 50-lecia święceń kapłańskich, napisze, że przydział do małopolskiej parafii przyjął z radością i wdzięcznością.

    Na miejsce dotarł swoim pierwszym papamobilem – była to furmanka wypełniona sianem. Młody kapłan najpierw dojechał autobusem z Krakowa do Gdowa, potem podwiózł go jeden z rolników, a następnie wskazał mu drogę, którą wikary musiał pokonać przez pola, aby jak najszybciej dotrzeć do kościoła.

    Karol Wojtyła - wikary w Niegowici
    ks. Karol Wojtyła – wikary w NiegowiciWikimedia

    ***

    Pierwszy pocałunek ziemi

    Jako papież, Jan Paweł II, klękał i całował ziemię kraju, do którego pielgrzymował. Ten gest po raz pierwszy wykonał na małopolskiej ziemi.

    -Gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię – wspominał po latach jako następca św. Piotra.

    Zanim jednak przedstawił się proboszczowi, ks. Kazimierzowi Buzale, wstąpił do drewnianej świątyni i pokłonił się Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie.

    -Życie jego złączone z Bogiem jaśniało blaskiem cnót. Kazania głosił głębokie – wszyscy z radością go słuchali. Wzór kapłana świętego i nieskazitelnego – taką opinię wystawił mu ks. prałat Buzała.

    Ksiądz wikary uczył dzieci religii, zaangażował się w życie wspólnoty parafialnej, założył kółko dramatyczne dla młodzieży, prowadził spotkania Żywego Różańca i organizował wycieczki. Wiele czasu spędzał na modlitwie, przygotowywał dzieci do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

    Uczył religii, młócił zboże cepami i pomagał w stodole

    Na parafii przebywał rok, ale już wówczas dał się poznać jako święty kapłan, który chce być blisko ludzkich spraw i nieść Dobrą Nowinę wszystkim, tym, którzy jej potrzebują. Ks. Karol pomagał biedniejszym, sam chodził w dziurawych butach, a znoszoną sutannę regularnie oddawał do cerowania. Każdy grosz oddawał biednym, aby mogli kupić sobie coś do jedzenia. Chłopcu, który nie miał okrycia wierzchniego na zimę, oddał własny płaszcz.

    Modlitwa przyszłego papieża uratowała życie

    -On już w Niegowici miał świętość w sobie – wspominała Józefa Wachel, mieszkanka wsi. W młodości kobieta należała do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Jej chłopak został aresztowany przez władze komunistyczne za działalność w stowarzyszeniu. Ślad po nim zaginął. Jadwiga martwiła się o jego życie. Poszła więc do ks. Karola i poprosiła o mszę świętą w intencji odnalezienia Janka. -Przyjął prośbę, ale nie chciał pieniędzy – tłumaczyła Wachel. -On jest tak nasz, jak i wasz – dodał Wojtyła. Mężczyzna niebawem wrócił do domu. Para pobrała się, a po latach kobieta wyznała, że to dzięki ks. Karolowi i jego modlitwie jej chłopak został ocalony.

    Droga do świętości

    Kapłan nie mieszkał na plebanii, ale w wikarówce. Wszelkie prezenty otrzymane od parafian oddawał potrzebującym. Ktoś nawet przyniósł mu zwykłą poduszkę. Duchowny nie spał na niej zbyt długo, podarował poduszkę pogorzelcom. -W naszej stodole próbował nawet młócić zboże cepami, żeby zobaczyć, jak to się robi – opowiadała jedna z parafianek. Idąc kiedyś przez wieś, kapłan zobaczył dwóch chłopców, którzy próbowali naprawić mostek. Wikary podwinął rękawy od sutanny, chwycił łopatę i pomógł im w przygotowaniu fundamentów pod nową przeprawę.

    Mieszkańcy wspominali go jako człowieka zawsze gotowego do pracy, był serdeczny i bezpośredni. Miał też dar zjednywania ludzi.

    -Na początku trochę się obawialiśmy, jak się dogadamy, z takim mądrym księdzem. On, doktor teologii, z Rzymu. My, wiejska młodzież, niedouczona po wojnie. W czasie okupacji nie uczyliśmy się historii, geografii, nie czytaliśmy książek. A już na pierwszym spotkaniu okazało się, że ksiądz Karol jest bardzo serdeczny i bezpośredni. Z każdym potrafił nawiązać kontakt: z młodszym i ze starszym, z rolnikiem i nauczycielem – podkreślała w rozmowie z “Gazetą Krakowską” Maria Trzaska, mieszkanka Niegowici, dyrektorka szkoły i nauczycielka fizyki.

    Potem, już jako papież Jan Paweł II, także rozmawiał z ludźmi i miał z nimi bardzo osobisty kontakt. Słowa, które kierował do drugiego człowieka miały w sobie miłość, głębię i ponadprzeciętną siłę oraz motywowały do działania.

    Unikalny pomnik

    W kościele w Niegowici jest nawet konfesjonał, w którym spowiadał, a w jednej z kaplic znajduje się replika jego watykańskiego grobu. Tam umieszczono także reprodukcję fotografii, która przedstawia papieża Polaka w czasie jego ostatniej Drogi Krzyżowej. W zdjęcie wkomponowany został kawałek drewna z krzyża, który papież niósł podczas nabożeństwa.

    Przed świątynią stoi prawdopodobnie jedyny w Polsce i na świecie pomnik wikarego Wojtyły w zwykłej sutannie. Zanim znalazł się w tym miejscu, został poświęcony przez Jana Pawła II. Całe jego życie przepełnione było miłością do Boga i człowieka.

    Tygodnik Niedziela/Family News Service

    *****************************************************

    fot. Adam Bujak

    ***************************************************************************************************************

    Halloween to żadna maskarada! To parodia Boga i „święto” szantażu!

    fot. Philippe Lissac / Universal Images Group / Forum

    ***

    Odkąd mamy uwidocznioną walkę z chrześcijaństwem, to strona walcząca z Bogiem i z Kościołem próbuje parodiować religię na wszelkie możliwe sposoby. Obserwowaliśmy to w marksizmie, kiedy mieliśmy celebrację różnych świąt socjalistycznych, różnych rocznic rewolucyjnych, mieliśmy kult zbrodniarzy, mieliśmy swoistą liturgię, swoistą moralność i wreszcie zbiór pewnych „dogmatów”. Mówię o tym dlatego, że w pewnym sensie przeżywaliśmy już to wszystko, co się obecnie dzieje. W tej chwili, w dobie zmiksowanej rzeczywistości liberalizmu, neomarksizmu i totalnej pustki duchowej pojawiają się także pewne produkty, które mają zastąpić człowiekowi Boga, bo Ten jest na siłę zwalczany – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr.

    Co w Kościele Katolickim symbolizuje, oznacza kolor czarny?

    Kolor czarny obecnie jest uważany za kolor żałobny. Mówię „obecnie”, bo w dalekiej przeszłości kolorem żałoby była na przykład biel, przynajmniej w polskiej tradycji.

    Obecnie jest to kolor żałoby, smutku, ale również pokuty.

    Czerń kojarzy się z całunem, z czymś co nakrywa życie i obleka w nieistnienie, w śmierć.

    Oczywiście dla nas – katolików, śmierć jest przejściem do życia, ale sam moment utraty ziemskiego życia jest związany właśnie z czernią.

    Smutek, żałoba, pokuta… Dlaczego żadne z tych słów nie kojarzy się nam z Halloween, podczas którego kolor czarny dominuje obok koloru pomarańczowego? Dlaczego wyraża on wówczas coś diametralnie innego, co nie ma związku ze smutkiem, żałobą i pokutą, tylko z hasłem „Cukierek albo psikus”?

    Przygotowując się do naszej rozmowy doszedłem do wniosku, że już samo hasło, które Pan przywołał – „Cukierek albo psikus” jest czymś niepokojącym. Pokazuje ono, że cywilizacja, którą jest podstawą Halloween, jest cywilizacją spod znaku łupu i zysku. Jest to cywilizacja niszcząca, jest to cywilizacja burząca i ostatecznie są w niej tylko dwie możliwości: łup i zysk dla jednej strony oraz strata, krzywda, zniszczenie dla drugiej.

    Nie wiem czy czerń została wykorzystana przez jakichś speców od reklamy do promocji Halloween, ale jej wykorzystywanie właśnie w kontekście tego typu zwyczajów potwierdza, z czym mamy do czynienia. Nie z pokutą, żałobą i smutkiem. Tylko z niekończącą się zabawą oraz z łupieniem, zyskiem, niszczeniem i burzeniem w ramach tej „zabawy”.

    Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że kolor czarny jest w jakimś sensie zintegrowany i zrośnięty z tego typu praktykami, bo takie poczucie próbuje wzbudzić w nas kultura masowa. Z drugiej jednak próbuje się go ożywić, nadać nowe znaczenie etc., przedstawiać wręcz jako symbol dobra i porządku. Jest to bardzo smutna cecha naszej współczesności, gdzie wielu symbolom zamienia się znaczenie.

    Czerń jest dobrym przykładem: smutek zmieniono w śmiech, pokutę w łup i zysk, żałobę w zabawę.

    Jest to ze wszech miar cyniczne i wręcz szydercze. Ten cynizm nie pokona jednak rzeczywistości.

    Dlaczego Kościół przestrzega przed samym Halloween?

    W pierwszej kolejności chciałbym podkreślić, że nie jestem zwolennikiem jakiejś totalnej demonizacji rzeczywistości i bronię się bardzo często przed tym, aby nie posuwać się w opisie otaczającego nas świata zbyt daleko.

    Z drugiej jednak strony nie wątpię, że takie działania, które gdzieś u swoich podstaw są cyniczną ironią z Boga, są zaprzeczaniem Jego obecności i Jego miłości, które wykazują tendencję czy tego mają w programie wpisaną walkę ze Stwórcą muszą mieć negatywne konsekwencje i musimy przed nimi przestrzegać i z nimi walczyć.

    Człowiek, który daje się owładnąć tej rzeczywistości musi się liczyć z takimi konsekwencjami, że w jego psychice, w jego życiu może dokonać się jakieś zło i trzeba przed tym przestrzegać.

    Kościół Katolicki bardzo rozsądnie podchodzi do rzeczywistości, w tym sensie przede wszystkim, że patrzy na człowieka integralnie, a więc dostrzega tajemnicę człowieka, jego złożoność ciała i duszy. Tę złożoność, w której czynnik cielesny oddziałuje na duszę, a dusza przenika sobą ludzką cielesność. Stąd właśnie nawet jeśli pod pozorem stosunkowo niewinnych zabaw zaczyna się fizyczny, realny kontakt z czymś co ma charakter mroczny, diaboliczny, co ma charakter zła, to trzeba się liczyć z tym, że taki kontakt może przynieść spustoszenie duchowe. I przed tym właśnie przestrzega Kościół – zabawa ze złem, fascynacja złem, makabreski etc. mogą zakończyć się w sposób gorszy czy też najgorszy z możliwych. Nie mówię, że jak ktoś przebierze się za ducha 31 października, to na drugi dzień będzie opętany czy zostanie satanistą. NIE! On tylko, mówiąc kolokwialnie, uchyla drzwi, co w przyszłości może skończyć się w najgorszy z możliwych sposobów.

    Dzisiaj bardzo ciężko wskazać, skąd się wzięło Halloween. Znalazłem na przykład informację, że w dniu, w którym było ono obchodzone na świat przychodził posłaniec śmierci i zabierał ze sobą w zaświaty wszystkich, którzy nie mieli na twarzy maski. Właśnie dlatego mieli się oni przebierać i malować twarze. Widzę tutaj podobieństwo z Księgą Wyjścia, w której czytamy co się działo w przededniu wyjścia Izraelitów z ziemi egipskiej. Różnica polega na tym, że o ile w Biblii mamy do czynienia z Aniołem, tak w przypadku Halloween z demonami, duchami, potworami etc.

    Bardzo celna jest przedstawiona przez Pana analogia tej wersji genezy Halloween z Księgą Wyjścia. W Księdze Wyjścia to Pan Bóg poprzez Anioła Śmierci przechodzi przez ziemię egipską po to, żeby człowieka wyzwolić z niewoli. Ci, którzy są naznaczeni krwią baranka są de facto naznaczeni znakiem danym od samego Boga. To nie jest jakiś banalny symbol, to nie jest jakieś zasłonięcie twarzy, które utrudni rozpoznanie, to nie jest banalna maska czy kostium. Nie! To jest znak dany od Boga i to on ratuje lud Izraela.

    W przypadku Halloween znowu mamy do czynienia z parodią Pisma Świętego i próbą wykreowania nowej rzeczywistości. Okazuje się, że Anioł Śmierci został zastąpiony przez demona, który zyskał moc odbierania życia. Nie jest to posłaniec Boga, tylko posłaniec zła.

    To jest nic innego jak budowanie alternatywnej, manicheistycznej wizji świata, w której zło jest wszechmocne jak Pan Bóg i działa. Działa w sposób absolutny, działa w sposób niszczący.

    Nie możemy o tym milczeć. Milczenie wtrąca w letarg, usypia, powoduje, że jesteśmy poddani temu złu, które jest na tyle silne, że człowiek ulegając mu oddaje się w jego niewolę. Jest to niezwykle niebezpieczne dla człowieka, jego życia, jego duszy.

    Pytał Pan wcześniej, dlaczego Kościół przestrzega przed Halloween. Oprócz zagrożenia duchowego jest to również parodia, karykatura Pana Boga. Na to nie ma i nie może być naszej zgody.

    Czy nie jest tak, że Halloween próbowano w pewien sposób narzucić Polakom, tak jak co by nie było narzucono nam inne „zachodnie święto”, czyli Walentynki? Odnoszę bowiem wrażenie, że totalna komercja, wciskanie wszystkiego i każdemu, ubóstwianie konsumpcji jest dzisiaj wyznacznikiem działania dla wielu. Hulaj dusza, piekła nie ma!

    Niestety zgadzam się z Panem. To jest sytuacja z którą borykamy się nieustannie, a jej szczególne nasilenie obserwujemy w ostatnich kilkunastu, kilkudziesięciu latach. 

    Odkąd mamy uwidocznioną walkę z chrześcijaństwem, to strona walcząca z Bogiem i z Kościołem próbuje parodiować religię na wszelkie możliwe sposoby. Obserwowaliśmy to w marksizmie, kiedy mieliśmy celebrację różnych świąt socjalistycznych, różnych rocznic rewolucyjnych, mieliśmy kult zbrodniarzy, mieliśmy swoistą liturgię, swoistą moralność i wreszcie zbiór pewnych „dogmatów”.

    Mówię o tym dlatego, że w pewnym sensie przeżywaliśmy już to wszystko, co się obecnie dzieje. W tej chwili, w dobie zmiksowanej rzeczywistości liberalizmu, neomarksizmu i totalnej pustki duchowej pojawiają się także pewne produkty, które mają zastąpić człowiekowi Boga, bo Ten jest na siłę zwalczany.

    Takim elementem są chociażby wywołane przez Pana pseudoświęta, które mają charakter komercyjny, a w przypadku Walentynek, to jest także jakieś promowanie seksualizmu i mocne akcentowanie sfery nie tylko emocjonalnej i uczuciowej, ale również, a może przede wszystkim seksualnej.

    W przypadku Halloween mamy zaś model z jednej strony bardzo konsumpcyjny, a zarazem model który czyni karykaturę z ludzkiego życia i z projektu, jakim jest ludzkie życie. Nie da się sprowadzić go bowiem wyłącznie do taniej maskarady okraszonej wymuszaniem cukierków, bo z tym jak już wcześniej mówiłem mamy do czynienia – albo dasz mi to co chcę, albo spotka cię kara. Cukierek jest pozyskiwany na zasadzie pewnego szantażu, a nie w sposób uczciwy, mocą pracy czy inwencji twórczej.

    Nawet jeśli ten szantaż jest pozornie niewinny, to schemat tego myślenia jest bardzo, ale to bardzo niebezpieczny.

    W Polsce póki co nie udało się dokonać „modernizacji przez kserokopiarkę” i wdrożyć na całego projektu Halloween. U nas jednak jeszcze Wszystkich Świętych to dalej Wszystkich Świętych, czyli wiara w świętych obcowanie i pamięć o duszach zmarłych, a nie przebieranki i żebranie o cukierki. Na Zachodzie jest jednak zupełnie odwrotnie…

    Mimo wszystko przestrzegałbym, żebyśmy nie trwali w takiej radosnej satysfakcji, tylko byli czujni. Czas, który przeżywamy to czas przede wszystkim czuwania, bo nie znamy dnia ani godziny, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie. Mówię o tym, ponieważ próby poganizacji naszego życia są bardzo silne i bardzo czytelne.

    Musimy trwać mocni w wierze, rozpoznawać zagrożenie i mu przeciwdziałać przede wszystkim modlitwą. Chrystus wzywał nas, abyśmy modlili się nieustannie i to właśnie starajmy się robić. Modlitwą przezwyciężymy zło, bo ona jest naszą drabiną do Pana Boga. To Pan Bóg jest wszechmocny, a nie zło. Będąc w „drużynie Pana” będziemy w drużynie zwycięzców.

    Halloween, czyli 31 października to bardzo ważna data w tzw. kościele szatana. Przypadek?

    Jak mawiał klasyk: nie sądzę. W naszym świecie jest coraz mniej miejsca na przypadki. Problemem jest raczej to, że nie zawsze dostrzegamy związki przyczynowo-skutkowe.

    Halloween to po prostu powrót do pogaństwa, jest to wydarzenie antyteistyczne, czyli odrzucające Boga. Stąd chyba nie może dziwić ten związek z szatanem czy z satanizmem. 

    Bóg zapłać za rozmowę

    Tomasz D. Kolanek/PCh24.pl

    *********************************************************

    Brat Tadeusz Ruciński FSC:

    Bawią się w duchy… duchy nimi bawią się…

    fot. pixabay.com

    ***

    Zdarzyło mi się kiedyś być w USA (Minneapolis) jesienią i trafić na gremialne obrzędy wokół Halloween. Cztery dni przed przełomem października i listopada, i cztery po nim, większość filmów w TV to były horrory. Wizerunki czaszek, piszczeli, kościotrupów, wampirów, wiedźm, wampirów, pajęczyn, sów, widm, upiorów, nieboszczyków były prawie wszędzie. W urzędach, w sklepach, w galeriach, na stacjach benzynowych, w restauracjach, w parkach, no i w przedszkolach, i w szkołach (także w katolickich) straszono się tym niby dla zabawy, niby ze względu na dzieci. Nic tam jednak nie było zabawne.

    Zwłaszcza w szkole przebrane za wiedźmy nauczycielki i nauczyciele w kostiumach wampirów. Ani dzieci w podobnych przebraniach goniące niby za słodyczami, a bardziej za możliwościami wybryków. Bywały więc wybite okna, zdemolowane samochody, bójki na ciemnych ulicach. W tych „wystrojach” jednak, w kostiumach, w używanych nie tylko przez dzieci akcesoriach, były jakby  znamiona zbiorowego kultu… Ale czego? – Brzydoty, trupizmu (turpizmu też) , wyklętych przez chrześcijaństwo demonów, wiedźm i wilkołaków? To tak jakby Belzebub rozpuścił swoją zgraję, aby zamroczyć jasność nieba w Uroczystość Wszystkich Świętych i jazgotem przepędzić ciszę z modlitwą za zmarłych.

    1 listopada rano w miejscowym kościele proboszcz nie uległ jakoś powszechnemu amokowi i jakby w kontrze do niego pozawieszał na ścianach duże wizerunki znaczących świętych. A na środku wystawił wielką księgę, aby obecni wpisywali tam imiona zmarłych, jak w naszych wypominkach oraz intencje modlitewne poprzez tych już zbawionych.

    Za to wieczorem pokazano w TV przegląd owych zabaw-obrzędów, interwencje policji, ale i w końcu miejscowy cmentarz chrześcijański z nielicznymi lampkami i… sprawujących swój mroczny rytuał na jednym z grobów, satanistów. I wtedy znalazłem w bibliotece album z Krakowa, gdzie były zdjęcia jednego z naszych cmentarzy w morzu kwiatów i palących się zniczy w nasze polskie Zaduszki. Pokazałem je braciom. Jeden, który nigdy nie był w Europie czy w Polsce, skonstatował: „To czy my tutaj jesteśmy jeszcze chrześcijanami?”

    To pytanie mogliby w Polsce postawić sobie ci, co dali się jakoś omamić obcej pogańskiej tradycji, która z  wolna, ale uparcie zastępuje nam te nasze polskie i katolickie. Ta uporczywość tegoż jest znamienna i jakoś  wspomagana przez obce nam siły, ale i przez rodzimą głupotę i zamierającą wiarę, przechodzącą powoli w pogański synkretyzm rodem z New Age. I trudno to usprawiedliwić dziecięcą zabawą, jak przy promocjach kolejnych tomów „Harry Pottera”, choć magiczne pokrewieństwo narzuca się samo. Tak, to przez dzieci i wiele szkół (czasem z udziałem katechetów) , zaczyna się kultywować coś z gruntu mrocznego i niebezpiecznego zwłaszcza dla dzieci nieświadomych za bardzo tego, w co się bawią i kto nimi się bawi, bynajmniej nie dla samej beztroskiej zabawy. Przez zabawę bowiem trwale się przekazuje pewne treści, ale i wdraża w pewne zachowania, które mogą być też czasem inicjacją w coś złowrogiego. Księża egzorcyści mówią bowiem o rosnącej ilości zgłaszających się do nich rodziców zaniepokojonych stanem i zachowaniem dzieci po tych z pozoru niewinnych zabawach przechodzących w umagicznione obrzędy. Podobnie bywa z tymi, którzy dla zabawy wróżyli z kart Tarot czy bawili się w wywoływanie duchów, choćby poprzez tabliczkę „ouija”, co uprawia się czasem w tę „noc duchów”, raczej nie dobrych… lecz potępieńców.

    Czym więc była i jest ta noc? W pogańskiej tradycji staroceltyckiej, działy się wtedy obrzędy na część najpotężniejszego dla nich bóstwa, boga śmierci Samhaina. A dochodziło w nich do składania mu ofiar z ludzi. Obłaskawiano więc tak jego i atakujące ludzi duchy. Jego kapłani nawiedzali wtedy domy, żądając ofiar, a gdy ich nie otrzymywali, rzucali na domy i ich mieszkańców klątwy. (Do tego więc nawiązuje nachodzenie domów przez poprzebierane dzieciaki z żądaniem przez nie słodyczy, z groźbą uczynienia jakiejś szkody). Tę noc oraz niektóre obrzędy zawłaszczyli sataniści, łącząc je ze swoimi czarnymi mszami (z ofiarami ze zwierząt), orgiami seksualnymi i obrzędami jednoczenia się z demonami. Bywa, że składa się wtedy ofiary z dzieci, bowiem w tych dniach też ginie najwięcej dzieci, których policja już nie może odnaleźć. Obok Nocy Walpurgii jest to najważniejsze dla nich święto. Podobnie ważnym było ono w książkach i filmie o Harrym Potterze, w szkole czarodziejstwa i magii Hogwart. Jest to więc szyderstwo z chrześcijańskiej uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego albo próba pomieszania elementów obu świat z przewagą tych demonicznych i makabrycznych. Zamiast bowiem uwielbienia bezimiennych świętych w niebie i modlitwy za zmarłych w czyśćcu, na różne sposoby – także przez rozmaite przebrania za nietoperze, czarne koty, zombi, gobliny, sowy, wampiry  – wzywa się potępieńców, igra się i zabawia z demonami jak i z samym diabłem, który nigdy się nie bawi i nie żartuje. Dochodzi do tego uprawianie różnych wróżb, jak i wywoływanie duchów, niestety także przez dzieci z ciężkimi czasem dla nich potem nękaniami, uwikłaniami czy nawet opętaniem demonicznym. Ten swoisty dance macabre nie ma nic wspólnego z powagą śmierci, modlitwy, wspominania zmarłych z troską o ich zbawienie.

    Powraca wtedy pytanie tamtego brata z Minneapolis: „Czy my więc tutaj jesteśmy jeszcze chrześcijanami?” Bo choćby nawet ta coraz popularniejsza tradycja wystawiania rozświetlonych od środka dyni –  według podania o irlandzkim Jacku, który za zadawanie się z demonami został skazany na błąkanie się do końca świata, a w tych jesiennych dniach ze świeczką w dyni ku przestrodze. Dla satanistów nie jest to dynia, ale ludzka czaszka i piszczele. Czy tym się można bawić, choćby przez nawiązywanie? Otwarcie się na demoniczne wpływy czy nawet inicjację demoniczną może tez nastąpić pośrednio, nieświadomie. Czy mają tego świadomość ci, co organizują te „zabawy” w przedszkolach i szkołach? Usprawiedliwiając się często sugestiami i takimi treściami w podręcznikach do języka angielskiego albo po prostu prawem dzieci do zabawy. Pytanie tylko: czy dobrej? Zaprasza się bowiem także wtedy do szkoły prawdziwe wróżki czy szamanów prezentujących realnie „sztuczki” rodem z Hogwartu.

    Pytanie także: czy w chrześcijanach, w katolikach jest jeszcze świadomość poważnego grzechu bałwochwalstwa przeciw I przykazaniu Bożemu? Grzechy te w sposób wręcz dosadny są określone w Biblii, ale i bardziej współcześnie w Katechizmie Kościoła Katolickiego (aneks). Po lockdownie większość ludzi jest w marnym stanie psychicznym i duchowym, czy więc  tym bardziej trzeba fundować sobie czy dzieciom „zabawy w duchowość” mroczną, makabryczną i demoniczną? Czy u dzieci nie infantylizuje to także grozy i śmierci? Zauważa się bowiem u dzieci, że oglądając horrory czy thrillery ukazujące śmierć albo makabrycznie, albo „zabawowo”, nie dorastają do pojmowania śmierci realnej swoich bliskich, czy nawet własnej (w grach można mieć jeszcze drugie, trzecie… życie).  Czy jest wtedy w tym wszystkim miejsce dla Jezusa Zmartwychwstałego zwyciężającego śmierć i Aniołów przeprowadzających zmarłych stąd czy z czyśćca do jasnej, szczęśliwej wieczności, dzięki też naszej modlitwie w domu, w kościele czy na cmentarzu?

    Dzięki Bogu, są jeszcze tacy ludzie jak ów proboszcz z Minneapolis, przypominający o treści Uroczystości Wszystkich Świętych, jak o prawdzie, którą wyznajemy, o świętych obcowaniu. Są również u nas organizowane bale wszystkich świętych z przebieraniem się za swoich czy ulubionych świętych patronów (przebieranie się, to przecież forma utożsamiania), jak i korowody świętych, żeby przypomnieć o ich istnieniu, pięknie i ważności ich życia, jak i pomocy, jakiej możemy od nich oczekiwać w drodze do nieba, a nie do piekła, jak proponują satanistyczne obrzędy oraz przyzywane demony i potępieńcy w Halloween’owym bestiarium.

    Na koniec może opowiadanie:

    Było to w Dzień Zaduszny, o którym pamiętali chyba tylko wychodzący z kościoła starsi ludzi, idący w stronę cmentarza nieopodal. Z pobliskiej szkoły wybiegli z przeraźliwymi  krzykami poprzebierane za upiory dzieciaki pozostający jeszcze dziś w Halloween’owej zabawie. Dwójka z nich: dziewczynka przebrana ze wiedźmę i chłopiec za wampira, zaczęli biegać wokół przygarbionej staruszki, wrzeszcząc: „Trick-trak! Trick-track!” Staruszka przystanęła mówiąc: „Ej, poganięta! Zamiast przebierać się za stwory z piekła rodem, pomodliłybyście się raczej za zmarłych, co chcą od piekła być jak najdalej. Dziś Dzień Zaduszny!” Na to mała „wiedźma”: „Nie, my jeszcze bawimy się w Halloween! Trick-track!”

    A chłopiec „wampir” naśladując pohukiwanie puszczyka, biegał wciąż wokół staruszki jak półdiablę. Staruszka weszła już na cmentarz, a ta dwójka jakby uwzięła się na nią, biegając wokół niej i strasząc. Staruszka przestała zwracać na nich uwagę, zatrzymując się przy grobie, omiatając go ze świeżo spadłego śniegu i zapalając nowe znicze.

    Wtedy to „wiedźma” powiedziała nagle do „wampira”: – „Patrz. Maks – tam na grobie siedzi ktoś przebrany za anioła. Chodźmy go nastraszyć!” I ruszyli – teraz już cicho – skradając się powoli. Cmentarz był pokryty śniegiem, który padał całą noc. Nawet ścieżek między grobami nie bardzo było widać. Zasypane śniegiem były tez pozostawione wczoraj na grobach kwiaty i znicze. Odezwał się wtedy półgłosem „wampir”; „Ty, ten niby-anioł zapala świeczki. Zdmuchniemy mu je?” Podeszli kilkanaście metrów od tego kogoś, kto też wyglądał jak zasypany śniegiem, a teraz usiadł na grobie z twarzą ukrytą w dłoniach, jakby chowając w nich płacz. – „Maks – szepnęła „wiedźma” – ten przebieraniec chyba zamarznie na śmierć… Może go przestraszymy i rozruszamy? Albo odtańczymy „taniec widm?” Zaczęli poprawiać sobie kostiumy do owego tańca, ale gdy się odwrócili, tamtego już nie było. – „Maks – spytała „wiedźma” – jak on mógł tak zniknąć? Może schował się za nagrobek? Chodźmy tam.” Zaczęli jednak podchodzić tam coraz wolniej, jakby pojawił się nagle w nich strach przed tańczeniem na cmentarzu. Podeszli w końcu do tego grobu. – „Ty, Maks – szepnęła zdumiona „wiedźma” – patrz, to świeże konwalie… Jakby zasadzone w śniegu… I pachną… No i te woskowe świece… też pachną… Jezu! To jest grób mojej Babci, Maks! Ona miała w szklarni takie konwalie i robiła takie świece z pszczelego wosku…”

    Maks „wampir” stał oniemiały i nie mógł powstrzymać szczękania zębów, blady jak nieboszczyk. – „Nie wiem, kto to mógł być? – dziwiła się „wiedźma” – Z naszej rodziny nikt wczoraj nie był na cmentarzu… I patrz, na śniegu nie ma żadnych śladów stóp! Kto tu był? I kto zapalił te świeczki przed chwilą?” I rozpłakała się. Po chwili ze złością zrzuciła kapelusz i pelerynę wiedźmy, klękając przy nagrobku. I wtedy zobaczyła tam, gdzie siedziała owa postać, jakby ślady kropel… chyba ciepłych łez kapiących w śnieg… Jeszcze mocniej pachniały konwalie i świece. Drgnęli nagle oboje, przestraszeni czyimś głosem. To ta staruszka podeszła zaciekawiona i uśmiechnęła się. – „No – powiedziała – nie przypuszczałam, że takie półdiablęta mają dobre serca. Piękne te konwalie i świece. Skąd je wzięliście? A tą miotełką czarownicy można byłoby odmieść z grobu śnieg… No, ale modlitwa ważniejsza. Wieczne odpoczywanie racz jej dać, Panie…”

    brat Tadeusz Ruciński FSC/PCh24.pl

    ANEKS:

    Kpł 19, 31 

    Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich.

    Pwt 13, 2-6

    2 Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, 3 i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im», 4 nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy. 5 Za Panem, Bogiem swoim, pójdziesz. Jego się będziesz bał, przestrzegając Jego poleceń. Jego głosu będziesz słuchał, Jemu będziesz służył i przylgniesz do Niego. 6 Ów zaś prorok lub wyjaśniacz snów musi umrzeć, bo chcąc cię odwieść od drogi, jaką iść ci nakazał Pan, Bóg twój, głosił odstępstwo od Pana, Boga twego, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, wybawił cię z domu niewoli. W ten sposób usuniesz zło spośród siebie.

    Pwt 18, 9-14

    9 Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. 10 Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; 11 nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. 12 Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. 13 Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. 14 Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój.

     Z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

    1. Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (Pwt 18, 10; Jr 29, 8.). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.
    2. Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka. (KKK Rozdz.1, Art. 1; 2116 – 2117)

    ************************************************************************************************************

    Modlitwy za zmarłych

    fot. Magdalena Niebudek/Niedziela

    ***

    Niedziela

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Twój Boski Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas w Ogrójcu, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest najbardziej ze wszystkich opuszczona. Przyjmij ją do Twojej chwały, gdzie będzie mogła wielbić Cię i chwalić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Poniedziałek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas okrutnego biczowania, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest już najbliższa wejścia do Twojej chwały, aby jak najprędzej mogła Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Wtorek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas bolesnego ukoronowania cierniem, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej potrzebuje naszych modlitw, aby jak najprędzej mogła być uwolniona i mogła wielbić Twój Majestat i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Środa

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Syna Twego Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, którą wylał na ulicach Jerozolimy dźwigając krzyż na swych świętych ramionach, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która w Twych oczach jest najbogatsza w zasługi, aby, przybywszy jak najprędzej do nieba, mogła w chwale, do której jest przeznaczona, głosić Twoją chwałę i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Czwartek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najświętsze Ciało i Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, które w noc przed męką dał jako pokarm i napój swym umiłowanym Apostołom i przekazał Kościołowi świętemu na wieczną Ofiarę i życiodajny Pokarm dla wiernych, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która miała największe nabożeństwo do tej Tajemnicy Miłości, by mogła chwalić Cię razem z Twoim Synem i Duchem Świętym w chwale Twojej na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Piątek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, którą obficie wylał na krzyżu, najbardziej ze swych świętych rąk i stóp, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, za którą jestem najbardziej obowiązany się modlić, abym nie był przyczyną powstrzymującą Cię od przyjęcia jej do Twej chwały. Wprowadź ją jak najprędzej do niebieskich radości, gdzie z Aniołami będzie Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Sobota

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, która obficie wytrysnęła z boku Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, w obecności Jego Niepokalanej Matki, co sprawiło Jej wielki ból, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej czciła Niepokalaną Dziewicą Maryję, aby mogła jak najprędzej wejść do Twojej chwały i wielbić Cię razem z Nią przez wszystkie wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Modlitwy za zmarłych:

    Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi (Twojej służebnicy) od wszystkich grzechów i kar za nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Panie, nakłoń Twego ucha ku naszym prośbom, gdy w pokorze błagamy Twego miłosierdzia; przyjmij duszę sługi Twego N., której kazałeś opuścić tę ziemię, do krainy światła i pokoju i przyłącz ją do grona Twych wybranych. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Boże, Ty nam nakazałeś miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, także tych, których śmierć zabrała z tej ziemi. Wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy zjednoczymy się z Tobą w jednej wierze i miłości. Dopomóż nam, miłosierny Boże, zawsze dążyć ku temu zjednoczeniu, z miłością pomagając naszym żyjącym braciom i siostrom radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługami płynącymi z naszych dobrych uczynków. Racz przyjąć tę modlitwę, a przez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Zbawiciela i Odkupiciela, zmiłuj się nad duszami zatrzymanymi w czyśćcu, które muszą odpokutować za swoje grzechy, zanim wejdą do Twojej chwały. Ześlij im Ducha Twego, Pocieszyciela, aby je oświecił światłem i Twoją łaską oraz umacniał w nadziei Twego Miłosierdzia. Racz je wprowadzić do Królestwa Twojej chwały za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Twoich świętych, jak również przez modlitwy Twego świętego Kościoła i nas wszystkich, niegodnych sług Twoich, którzy błagamy dla nich o Twe zmiłowanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    O Boże mój, miłuję Cię nade wszystko dla Twej nieskończonej dobroci i żałuję z całego serca, że Ciebie, moje Dobro Najwyższe, tak wiele razy obraziłem. Udziel mi swej łaski, abym wytrwał w dobrym i nie powracał już do dawnych moich grzechów. Zmiłuj się nade mną, a także nad duszami cierpiącymi w czyśćcu, które miłują Cię z całego serca i ze wszystkich swoich sił. Wysłuchaj błagania, jakie zanoszę za nimi i udziel mi łaski, o którą proszę przez ich wstawiennictwo. Miej litość nade mną i nad biednymi duszami w czyśćcu. O Maryjo, Matko dusz w czyśćcu cierpiących, uproś im jak najszybsze uwolnienie z czyśćca i wieczny odpoczynek w niebie. Amen.
    Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.
    Niech odpoczywają w pokoju. Amen.

    Modlitwa za zmarłych rodziców:

    Boże, Tyś nam przykazał czcić ojca i matkę, zmiłuj się łaskawie nad duszami moich rodziców i odpuść im grzechy; pozwól mi oglądać ich w radości Twej wiekuistej światłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Modlitwa za poległych żołnierzy:

    Panie, Boże Wszechmogący, polecam Twemu miłosierdziu dusze naszych poległych żołnierzy, którzy oddali swe życie w obronie drogiej Ojczyzny i przelali swoją krew w obronie nie tylko naszego kraju, ale i Wiary świętej. O Boże, niech to ich męczeństwo poniesione w obronie Wiary i Ojczyzny uwolni ich dusze z czyśćca i wyjedna wieczną nagrodę w niebie. Błagam Cię o to przez Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, przez Jego Najświętsze Serce, przez przyczynę i zasługi Jego Niepokalanej Matki oraz świętych Patronów i Patronek naszego Narodu. Amen.

    Modlitwy do Matki Bożej za dusze w czyśćcu:

    Najświętsza Panno Nieustającej Pomocy, Matko litościwa, racz spojrzeć na biedne dusze, które sprawiedliwość Boża zatrzymuje w płomieniach czyśćcowych. Są one drogie dla Twego Boskiego Syna, gdyż zawsze Go kochały i teraz gorąco pragną być blisko Niego, lecz nie mogą zerwać swych więzów, które je trzymają w palącym ogniu czyśćca. Niech się wzruszy Twe serce, Matko litościwa. Pośpiesz z pociechą dla tych dusz, które Cię zawsze kochały i teraz ślą do Ciebie swe westchnienia. Wszak są to Twoje dzieci, bądź więc im pomocą, nawiedzaj je, osładzaj ich męki, skróć ich cierpienia i nie zwlekaj z ich wybawieniem. Amen.
    O Maryjo, swym litościwym sercem obejmij dusze zamknięte w ciemnych więzieniach pokuty, a nie mających na ziemi nikogo, kto by o nich pamiętał. Najlepsza Matko, wejrzyj swym miłosiernym wzrokiem na te dusze opuszczone, przyjdź im ze skuteczną pomocą wśród opuszczenia, w jakim pozostają i pobudź serca wielu wiernych do modlitwy za nie. O Matko Nieustającej Pomocy, zlituj się nad duszami opuszczonymi w czyśćcu!
    O Niepokalana Maryjo, Matko Miłosierdzia, która widziałaś święte Ciało ukochanego Syna Twojego wiszące na krzyżu, patrzyłaś na ziemię przesiąkniętą Jego Krwią i byłaś obecna przy Jego okrutnej śmierci. Polecam Ci, Matko Najświętsza, dusze cierpiące w czyśćcu i błagam, racz wejrzeć na nie okiem swego miłosierdzia i wyjednaj im wybawienie z mąk. Dla wyproszenia Twej łaski, o Matko Niepokalana, przebaczam szczerze i serdecznie tym wszystkim, którzy mnie obrazili i przez Twoje wstawiennictwo proszę Jezusa o udzielenie im wszelkiego dobra, łaski i błogosławieństwa w zamian za zło, które mi wyrządzili lub którego mi życzyli. Przez Twoje ręce, o Panno Święta, ofiaruję Bogu ten akt miłości dla uproszenia miłosierdzia dla dusz, które poddane są oczyszczeniu. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy za zmarłych:

    Boże miłosierny, z tronu Twojej chwały wejrzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące. Wejrzyj na ich karanie i męki, jakie ponoszą, na łzy, które przed Tobą wylewają. Usłysz ich błagania i jęki, którymi wołają do Ciebie o miłosierdzie. Zmiłuj się nad nimi i odpuść im grzechy. Wspomnij, najłaskawszy Ojcze, na Mękę, którą Twój Syn podjął dla nich. Wspomnij na Krew Przenajświętszą, którą za nich wylał. Wspomnij na gorzką śmierć Jego, którą dla nich podjął i zmiłuj się nad nimi. Za wszystkie ich przewinienia, których się kiedykolwiek dopuściły, ofiaruję Ci przenajświętsze życie i wszystkie czyny Twego najmilszego Syna. Za zaniedbania popełnione w Twojej świętej służbie ofiaruję Ci Jego gorące pragnienia. Za opuszczenie dobrych i zbawiennych spraw ofiaruję Ci nieskończone zasługi Twego Syna. Za wszystkie krzywdy, jakich od nich doznałeś, ofiaruję Ci wszystko, co Ci kiedykolwiek miłego świadczyły. Na koniec za wszystkie męki, które słusznie muszą cierpieć, ofiaruję Ci wszystkie pokuty, posty, czuwania, modlitwy, prace, boleści, Krew i Rany, mękę i Śmierć niewinną, którą z najgorętszej miłości cierpiał za nas najmilszy Twój Syn. Błagam Cię, abyś raczył przyjąć te ukochane dusze do rajskiej szczęśliwości, aby Cię tam wielbiły na wieki. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy do dusz czyśćcowych:

    Niech Jezus Chrystus, dla nas ukrzyżowany, zmiłuje się nad wami, dusze bolejące; niech swoją Krwią zagasi pożerające was płomienie. Polecam was tej niepojętej miłości, która Syna Bożego sprowadziła z nieba na ziemię i wydała na okrutną śmierć. Niech się ulituje nad wami, jak okazał swe miłosierdzie dla wszystkich grzeszników, umierając na krzyżu. Jako zadośćuczynienie za wasze winy ofiaruję tę synowską miłość, jaką Jezus w swym Bóstwie kochał swego Przedwiecznego Ojca, a w Najświętszym Człowieczeństwie najmilszą swoją Matkę. Amen.

    Krótka koronka za dusze zmarłych:

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
    Na trzech początkowych paciorkach mówimy:
    Boże mój, wierzę w Ciebie, boś jest prawdą nieomylną.
    Mam nadzieję w Tobie, boś jest nieskończenie dobry.
    Kocham Cię, Panie, boś jest godzien nieskończonej miłości.
    Na małych paciorkach 10 razy:
    Słodkie Serce Maryi, bądź moim zbawieniem.
    Zakończyć znakiem krzyża i modlitwą:
    Boże mój, przez Najsłodsze Serce Maryi ofiaruję Ci tę modlitwę i proszę, abyś ją przyjął za dusze w czyśćcu cierpiące (albo: za duszę nieznaną).

     Tygodnik NIEDZIELA

    ______________________________________________________________

    W miesiącu listopadzie , tak jak co roku, każdego dnia odprawiana jest Msza św. w intencji zmarłych, których imiona wypisaliście na kartkach i również w intencji wszystkich zmarłych, z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole śmierci.

    fot. ks. Bernard Rak /Cmentarz-Srebrzysko

    ************************************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC PAŹDZIERNIK 2021

    Intencja ewangelizacyjna:

    – Módlmy się, aby każdy ochrzczony był włączony w ewangelizację, gotowy do misji, poprzez świadectwo życia mającego smak Ewangelii

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    – Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    – Matko Boża Różańcowa, która nas nieustannie ostrzegasz i prosisz, abyśmy nawracali swoje serca i błagali o przebaczenie grzechów naszych, wyjednaj nam zdecydowaną wolę kierowania się Bożymi przykazaniami, aby mocno trwać przy Panu Bogu, który wciąż jest tak bardzo ciężko obrażany. Uproś nam łaskę pokuty, abyśmy czynili zadość za swoje i bliźnich naszych niewierności. 

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna Swego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci. 

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice różańcowe.

    ************************************************************************************************************

    Paulina Jaricot:

    duchowa wizjonerka, która stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy

    entdecken-oder-wiederentdecken-pauline-jaricot
    service des formations lyon catholique

    ***

    27 maja 2020 roku papież Franciszek upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania dekretu dotyczącego uznania cudu dokonanego za przyczyną Pauliny Jaricot, co oznacza, że możemy spodziewać się jej szybkiej beatyfikacji. 

    To z jej pomysłów zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne oraz Koła Żywego Różańca. Stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy i wspierania misji, chociaż żyła w XIX wieku i nie znała nowoczesnych metod komunikacji. Zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    Kim była mieszkanka Lyonu, której życie przypadło na burzliwy okres I połowy XIX stulecia: wojen, rewolucji i burzliwych zmian cywilizacyjnych? O służebnicy Bożej Paulinie Jaricot (czyt. Żariko) wspominał Episkopat Polski w Liście pasterskim z okazji Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego – października. Podkreślono w nim znaczenie założonego przez Francuzkę Żywego Różańca – globalnego wsparcia modlitewnego i materialnego misjom i dziełom miłosierdzia.

    Wielkie dzieło: metodą małych kroków

    Żyjącym w nowoczesnej cywilizacji cyfrowej, portali społecznościowych, serwisów w rodzaju Patronite, rozwiniętego crowfundingu i urodzinowych zbiórek funduszy na Facebooku trudno sobie wyobrazić, jak można stworzyć sprawnie funkcjonujący globalny system wsparcia jakiegokolwiek przedsięwzięcia.

    Dzisiaj to już nie tylko kwestia oczywistej i nieodzownej techniki i narzędzi komunikacji, ale bardzo często także konieczność nabycia szeregu umiejętności. Takich jak zarządzanie projektami, pisanie wniosków o granty, prowadzenia księgowości czy też swobodnego poruszania się w gąszczu przepisów i urzędniczej biurokracji.

    Jak więc jest możliwe, że kobieta, która większość swojego życia spędziła w rodzinnym mieście, rzadko podróżowała i nie była zazwyczaj bywalczynią elitarnych salonów – stworzyła tak gigantyczne, i co najważniejsze – tak trwałe dzieło? W chwili jej śmierci w 1862 roku w dzieło Żywego Różańca w samej Francji było już zaangażowanych blisko 2 mln osób. Odpowiedź jest banalnie prosta. Paulina robiła wszystko, zdając się na wolę Bożą, metodą najmniejszych choćby kroków.

    Gdy przychodziły problemy i nieszczęścia, nie tylko nie załamywała rąk, ale starała się znaleźć i wykorzystać choćby minimalną szansę na uczynienie dobra nawet w najmniejszej skali. Mieszkanka Lyonu nie podejrzewała też zapewne, że założony przez nią ruch stanie się tak popularny także w Polsce.

    Córka fabrykanta

    Paulina przyszła na świat w 1799 roku w rodzinie przedsiębiorcy prowadzącego fabrykę jedwabiu. Była siódmym, ostatnim dzieckiem, wychowanym w dość religijnej rodzinie. Jej ojciec każdy dzień zaczynał od mszy świętej, a jeden z braci, z którym prowadziła ożywioną, duchową korespondencję, wstąpił do seminarium duchownego w Paryżu.

    Początek XIX wieku to czas intensywnego rozwoju przemysłu włókienniczego, związana z ogromną, globalną koniunkturą na sprowadzany z Azji jedwab. W Europie powstają setki dużych fabryk włókienniczych w nowych ośrodkach miejskich: rodzinnym dla Pauliny Lyonie, Manchesterze, a na ziemiach polskich – w szybko rozrastającej się Łodzi.

    Wydawać by się mogło, że Paulina miała duże szczęście – przedsiębiorcy włókienniczy szybko dochodzili do ogromnych pieniędzy, budowali bogate domy, a niekiedy wręcz pałace podobne do tych, w których mieszkała wpływowa arystokracja.

    Niestety, bardzo często fortuny te były budowane kosztem masowego wyzysku pracowników, o czym Paulina szybko się przekonała i pragnęła ten stan zmienić. Niemniej, młoda mieszkanka Lyonu miała zapewniony bezproblemowy start życiowy i gdyby nie obrała innej drogi – zostałaby zapewne żoną kogoś z wpływowych rodzin potentatów jedwabnych.

    Przełomowe wydarzenie

    Źródła biograficzne mówią nawet, że 17-letnia Paulina miała już nawet swoją sympatię i rodzice zaczynali myśleć o jej zbliżającym się ślubie. Pewnego dnia jednak dziewczyna doznała wypadku, spadając z wysokości. Tylko szczęśliwy traf sprawił, że nie złamała kręgosłupa lub doznała innych bardzo poważnych obrażeń. To wydarzenie spowodowało jednak u niej przełom – zaczęła bardziej interesować się życiem duchowym, czytać Biblię i regularnie uczestniczyć w Eucharystii, nawet w dni powszednie.

    Bardzo poruszyło ją kazanie, które w jej parafii wygłosił pewien jezuita. Dotyczyło ono próżności. Po mszy Paulina poszła do zakrystii i odbyła długą rozmowę z duchownym. Wkrótce odbyła też spowiedź generalną.

    Jak sama wielokrotnie mówiła, zrozumiała wtedy, że życie w materialnym dobrobycie nie może dać szczęścia i przynieść osobistej realizacji. Tym bardziej, gdy wokół widzi się ludzi, którzy żyją w uwłaczających godności warunkach bytowych, wykorzystywanych i pozbawionych pomocy, którzy nie mieli tyle szczęścia, aby urodzić się w rodzinach bogaczy.

    Tercjarka i opiekunka wykluczonych

    Gdy Paulina ukończyła 18. rok życia, była już kimś zupełnie innym niż kilka lat wcześniej. Złożyła śluby czystości i wstąpiła do dominikańskiego zakonu świeckich. Nie czuła bowiem powołania do życia kontemplacyjnego lub klasztornego i chciała połączyć głębokie życie duchowe z pomocą potrzebującym.

    Francuzka miała z pewnością istotny talent, ważny dla każdej osoby pragnącej działać publicznie. Potrafiła gromadzić ludzi wokół swoich prostych pomysłów i inicjatyw. Na początku wraz z kilkoma koleżankami stworzyła małą grupę, aktywną na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, na stałej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem i Eucharystią, po drugie: na stałym kontakcie i pomocy z biednymi i zagrożonymi wykluczeniem młodymi kobietami.

    Najczęściej były to pracownice zakładów włókienniczych, żyjące w bardzo złych warunkach, ale także kobiety żyjące na ulicy, zagrożone prostytucją i alkoholizmem. Odwiedzała także biedne lyońskie rodziny, przekazując im paczki żywnościowe i najpotrzebniejsze artykuły.

    Te działania nie miał w sobie nic z hojnych, okolicznościowych gestów bogatej filantropki – Paulina cały czas myślała, jak stworzyć stały, systemowy sposób pomocy lyońskim robotnikom.

    Prekursorka crowdfundingu

    Wtedy po raz pierwszy wpadła na pomysł, że pomoc dla innych można sfinansować za pomocą nawet najmniejszych, ale zbieranych regularnie i od większej liczby darczyńców sum pieniężnych. Wpadła więc na podobny pomysł, który w XXI wieku zainicjował popularny crowdfunding.

    W tym czasie jej grupa modlitewna przekształciła się w oficjalne, zatwierdzone przez Kościół Stowarzyszenie Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Prowadząc korespondencję z bratem uczącym się w seminarium, po raz pierwszy zainteresowała się problemem misji.

    Wpadła na pomysł, aby rozwinąć podobną, dwukierunkową strategię ich wsparcia. Z jednej strony – pomocy modlitewnej, z drugiej – stałego zbierania choćby niewielkich sum finansowych. Z jej inicjatywy w całym Lyonie powstały małe, kilkuosobowe koła, które przeznaczały niewielką część swoich dochodów na rozwój misji Kościoła na całym świecie. Koła takie powstały nawet w lyońskich fabrykach.

    „Szukałam pomocy u Boga. (…) Dana mi została jasna wizja tego planu”: dziesięć osób, z których każda znajduje następną dziesiątkę, i tak dalej – 1 sou (ówczesna popularna nazwa 1/20 franka francuskiego – przyp.) od jednej osoby” – takim prostym wzorem matematycznym Paulina scharakteryzowała sposób finansowania pomocy.

    Nie poddawała się trudnościom

    Dzieło stworzone przez Paulinę, które przybrało nazwę Związku Lyońskiego, bardzo szybko się rozrosło. Władze kościelne nie zawsze jednak patrzyły na działalność młodej kobiety z pełną akceptacją. Być może górę wzięły zakorzenione wówczas mocno stereotypy i lęki wobec aktywnych kobiet, które nie prowadziły życia za murami klasztorów. Możliwe też, że przeważył strach przed radykalnymi poglądami społecznymi młodej mieszkanki Lyonu.

    Były to zresztą szczególny czas tzw. restauracji po Kongresie Wiedeńskim, gdy Francja próbowała powrócić do czasów przedrewolucyjnych i prowadzić dość konserwatywną politykę społeczną. Zarówno władze, jak i Kościół obawiały się, że ruch stworzony przez Paulinę może wyrwać się spod kontroli i zbliżyć się do popularnych wówczas wśród młodzieży tajnych stowarzyszeń o charakterze demokratycznym.

    Związek Lyoński przeszedł pod zarząd specjalnej rady zarządzającej, a tercjarka została praktycznie odsunięta od kierowania i wpływu na jego rozwój. Według wielu relacji bardzo boleśnie to przeżyła. Nie popadła jednak w rezygnację, tylko zaproponowała, aby bardziej skupić się na aspekcie duchowym i modlitewnym.

    Stosując podobną co do tej pory metodę, utworzyła szybko rozrastająca się sieć modlitewną, opartą na odmawianiu różańca i otoczeniu misji takim właśnie rodzajem wsparcia. Związek Lyoński wkrótce został przemianowany na Dzieło Rozkrzewiania Wiary.

    Po wielu latach jego siedziba została przeniesiona do Watykanu i stała się wielką organizacją, noszącą dzisiaj nazwę Papieskich Dzieł Misyjnych.

    Koła Żywego Różańca

    Prosząc o światło Ducha Świętego, Paulina opracowała więc podobny do zbierania pieniędzy system modlitwy. Tworzą go już nie grupy dzięsięcio-, ale piętnastoosobowe, odzwierciedlające dawny układ różańca złożony z piętnastu tajemnic. Każdy z członków tej grupy, nazwanej Różą Różańcową, zobowiązuje się do codziennego rozważania jednej dziesiątki różańca. Każdy też ma za zadanie znalezienia pięciu nowych członków ruchu, którzy z kolei znajdują następnych.

    „Podczas gdy ktoś zobowiązany do uczczenia tajemnicy Wcielenia Syna Bożego prosi o cnotę pokory dla grzesznika, za którego modli się cała piętnastka, ktoś inny, komu przypada rozmyślanie nad misterium śmierci Zbawiciela, prosi dla tego samego grzesznika o żal za grzechy, jeszcze inny – o ducha pokuty (…). I tak wszyscy członkowie, mając udział w dziele nawracania grzesznika, cieszą się wspólnie z jego powrotu. (…)  Stajemy się w ten sposób zjednoczeni w modlitwie ze wszystkimi ludźmi świata” – tak podsumowała swoją akcję Paulina.

    Paulina zaproponowała także, aby modlitwę uzupełnić propagowaniem idei misji, odpowiedniej literatury i broszur. Ruch Żywego Różańca oficjalnie pobłogosławił i zatwierdził papież Grzegorz XVI. Z Lyonu rozwinął się na Francję, Europę, w końcu – stał się ruchem globalnym.

    System stworzony przez Paulinę przetrwał w swojej zasadniczej części do dzisiaj. Pewnych drobnych zmian dokonano w nim za czasów pontyfikatu Jana Pawła II i dodania do modlitwy różańcowej tajemnic światła. Dzisiaj dominują już nie piętnastoosobowe, ale dwudziestoosobowe koła Żywego Różańca.

    Prekursorka samorządów pracowniczych

    Początek lat trzydziestych XIX wieku przyniosło w Lyonie wielkie bunty robotników fabryk włókienniczych, zwany powstaniami tkaczy. Robotnicy protestowali przeciwko nędzy, wyzyskowi ze strony pracodawców i złym warunkom bytowym. Wojsko i policja przystąpiły do krwawej pacyfikacji protestów, śmierć poniosło wiele osób.

    Paulina widząc tragedię współmieszkańców miasta, postanowiła stworzyć projekt zupełnie wówczas nowatorski, który występował tylko w marzeniach myślicieli propagujących tzw. wówczas socjalizm utopijny. Postanowiła założyć fabrykę całkowicie zarządzaną przez samorząd robotników, ze sprawiedliwymi płacami, brakiem wyzysku i pomocą socjalną dla pracowników i ich rodzin.

    „Wydaje mi się, że zło, które przeżera społeczeństwo, należy obnażyć i coś mi nakazuje szukać środków, aby temu złu zaradzić” – tak wyjaśniła ideę budowy fabryki.

    Nie dysponowała jednak odpowiednim kapitałem dla sfinalizowania inwestycji i nawiązała kontakt z bankierami. Ci niestety wykorzystali dobre zamiary Pauliny dla własnych korzyści, wpędzając kobietę w ogromne zadłużenie, które musiała spłacać praktycznie do końca życia.

    W tym czasie Francuzka poważnie zachorowała. Zdołała jednak odbyć jedyną w swoim życiu pielgrzymkę do Rzymu. Paulina spotkała się wówczas z papieżem, który poprosił ją o modlitwę, a także o orędownictwo w niebie po śmierci.

    Stan jej zdrowia uległ jednak poprawie, niemniej już do końca będą ją prześladować problemy finansowe oraz bytowe, jak również kosztujące majątek procesy sądowe z wierzycielami. Mimo faktu, że kontaktowała się z wieloma wpływowymi osobami ówczesnej epoki, zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    „Kochałam Jezusa Chrystusa ponad wszystko na ziemi i z miłości ku Niemu bardziej niż samą siebie kochałam wszystkich, którzy byli obciążeni pracą lub cierpieniem” – kartkę o tej treści znaleziono przy zmarłej Paulinie. Dekret o heroiczności jej cnót ogłosił papież Jan XXIII w 1963 roku.

    Łukasz Kobeszko/Aleteia.pl/na podstawie: Cécilia Giacovelli, Pauline Jaricot, Mame, Paris 2005

    ***********************************

    Beatyfikacja Pauliny Jaricot – 22 maja 2022 roku

    W maju przyszłego roku odbędzie się beatyfikacja Pauliny Jaricot, która w XIX w. jako świecka kobieta złożyła Dzieło Rozkrzewiania Wiary i Żywy Różaniec. Wyprzedziła swoją epokę, jej dzieła odgrywają ważną rolę w Kościele – powiedział PAP dyr. Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce ks. Maciej Będziński.

    odsłonięcie nowego portretu Pauliny Jaricot/Catholic Mission

    ***

    Sekretarz generalny Papieskich Dzieł Misyjnych we Francji Gaëtan Boucharlat de Chazotte poinformował w poniedziałek, że beatyfikacja Pauliny Jaricot (1799-1862), założycielki Dzieła Rozkrzewienia Wiary i Żywego Różańca, odbędzie się w Lyonie 22 maja 2022 r. Mszy św. beatyfikacyjnej będzie przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, z którą związane są Papieskie Dzieła Misyjne – powiedział PAP ks. dr Będziński.

    Według niego decyzja Stolicy Apostolskiej to radość dla milionów wiernych na całym świecie. Zwrócił uwagę, że założyła ona dwa potężne dzieła w Kościele. W 1822 r. Dzieło Rozkrzewiania Wiary, które papież Pius XI sto lat później podniósł do rangi papieskiego i w 1826 r. Żywy Różaniec zrzeszający dziś setki milionów wiernych, który miał być odpowiedzią na zeświecczenie i ateizmem rozprzestrzeniające się we Francji, także wspierać duchowo i materialnie misje.

    Zaznaczył, że Paulina Jaricot wyprzedziła swoją epokę. Miejsce i rolę świeckich w Kościele dowartościował dopiero Sobór Watykański II. Tymczasem Paulina, jako osoba świecka, założyła dzieła, które do dziś odgrywają ważną role w Kościele powszechnym” – zwrócił uwagę ks. Będziński.

    Zadaniem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary (PDRW) jest kształtowanie odpowiedzialności za misje, duchowa i materialna pomoc dla nich, informowanie o różnych ich potrzebach i kształtowanie animatorów i współpracowników misji.

    Wyjaśnił, że “dzięki PDRW wszystkie terytoria misyjne otrzymują z funduszu solidarności misyjnej z Kongregacji Ewangelizacji Narodów pieniądze na budowę kaplic, kościołów, szkół, na dofinansowanie projektów dla katechistów czy utrzymanie biskupstw misyjnych”.

    “Środki te pochodzą ze zbiórek ze Światowego Dnia Misyjnego, który obchodzony jest każdego roku w przedostatnią niedzielę października. W tym roku przypadnie on 24 października. Rocznie z tego dnia do kongregacji wpływa ponad 70 mln dolarów. Z ofiar w Polsce pochodzi średnio ok. 1 mln dolarów” – poinformował ks. Będziński. Dodał, że na fundusz wpływa także z naszego kraju ok. 0,5 mln dolarów z innych wpłat.

    Zaznaczył, że “Paulina uczy nas miłości do Kościoła, Eucharystii i do Słowa Bożego oraz pokornej misji na rzecz ad gentes”.

    Zwrócił uwagę, że jest ona także założycielką Żywego Różańca, międzynarodowego ruchu religijnego. Uczestnictwo w nim polega na przynależności do tzw. róży różańcowej, czyli do grupy 20 osób, które zobowiązują się do codziennego odmawiania przynajmniej jednego dziesiątka “Różańca”. Codzienny dziesiątek odmawiany jest w papieskich intencjach Apostolstwa Modlitwy, czyli w intencjach, które papież wyznacza na dany miesiąc.

    “W Polsce do Żywego Różańca należy pod 2,5 mln osób. Wspólnoty działają prawie w każdej parafii w Polsce. Jesteśmy takim sercem Żywego Różańca na świecie” – powiedział dyr. PDM. Dodał, że innych krajach członkowie Żywego Różańca działają w ruchu pod innymi nazwami. Zwrócił uwagę, że członkowie, obok modlitwy za misje, regularnie ofiarowują także konkretne dary materialne.

    “Jedna złotówka miesięcznie od członka róży różańcowej to ogromny wkład. Każdego roku otrzymujemy od Żywego Różańca w Polsce 250-300 tys. zł. Wystarcza to na zrealizowanie jednego lub więcej projektów. Najczęściej jest to budowa świątyń. W tym roku Żywy Różaniec współfinansuje budowę kaplicy przy uniwersytecie w Nigerii” – powiedział ks. Będziński.

    Zgodnie z najnowszymi informacjami Kongregacji Ewangelizacji Narodów na świecie jest 1119 terytoriów misyjnych. “Jest to jednostka administracji kościelnej, np. wikariat apostolski, diecezja lub archidiecezja, która jest zaszeregowana do kongregacji” – wyjaśnił ks. Będziński. Zaznaczył, że nie wszyscy, którzy wyjeżdżają ze swojego kraju, pracują na misjach. Jako przykład wskazał Brazylię, która nie jest krajem misyjnym, ale terytorium misyjnym są jej tereny w Amazonii. Podobnie jest w Boliwii czy w Peru – wskazał dyr. PDM.

    Paulina Jaricot urodziła się 22 lipca 1799 r. w Lyonie we Francji jako córka bogatego przemysłowca. W rodzinie otrzymała staranne wychowanie religijne. W wieku 17 lat podjęła prosty sposób życia i zapragnęła służyć Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości. Zaczęła odwiedzać biedne lyońskie rodziny, rozdając im jałmużnę.

    Proces kanonizacyjny Paulin Jaricot rozpoczął Pius XI w 1926 r. Dekret o heroiczności cnót uznał papież Jana XXIII w 1963 r. 27 maja 2020 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła z upoważnienia Ojca Świętego dekret o cudzie za wstawiennictwem Pauliny. Doznała go 3,5-letnia Mayline – córka Emmanuela i Nathalie, która pod wpływem zadławienia doświadczyła śmierci mózgowej. Cud wydarzył się w 2012 r., kiedy Papieskie Dzieła Misyjne i Żywy Różaniec obchodziły 150. rocznicę śmierci Pauliny Jaricot.(PAP)

    Tygodnik Niedziela

    ******************************************

    Różaniec Święty – nić kontemplacji spleciona z bojowym orężem

    Męski Różaniec / meskirozaniec.pl

    ***

    Pomimo usilnych prób ukrycia niewygodnego oblicza Ecclesia Militans podejmowanych przez kościelnych modernistów, prawda na temat natury Matki naszej, Kościoła Świętego, pozostaje zawsze na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć do tradycyjnego Magisterium lub… do kieszeni. Na paciorkach różańca, który tam znajdziemy, zapisane są nie tylko święte tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, ale także chwalebne dzieje potyczek Christianitas z bezbożnym światem. 

    „W pobożności – tak samo jak w miłości – nie przykrzy się częste powtarzanie tych samych słów, gdyż ogień miłości, która nas rozpala, sprawia, że zawsze zawierają coś nowego” – pisał o Różańcu Ojciec Święty Pius XI. Ilość fenomenów zawartych w tej prostej, a jednocześnie niezwykłej modlitwie, trudno zliczyć – podobnie jak wypowiedzi świętych, myślicieli katolickich i papieży na jej temat. Sam Leon XIII zyskał sobie przydomek „różańcowego papieża”, gdyś poświęcił Różańcowi aż 12 encyklik. To właśnie ten papież dodał do Litranii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca Świętego”.

    „Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, co możecie, aby ludzie ją kochali. Odmawiajcie ku jej czci różaniec. Czyńcie to zawsze. Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to Ona dała nam Jezusa. Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” – nauczał św. o. Pio.

    Z kolei wielki czciciel Bogurodzicy, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, wzywał: „Niechaj wszyscy, mężczyźni i niewiasty, uczeni i prości, sprawiedliwi i grzesznicy, wielcy i mali, wysławiają i cześć oddają Jezusowi dniem i nocą odmawiając święty różaniec. Wierzcie w moc różańca. Nie oparł mu się żaden grzesznik, skoro oplotłem go różańcem.  Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu. Zżyjmy się z różańcem tak, abyśmy go stale odmawiali, abyśmy łatwo doń wracali, abyśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile”.

    „Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać za pomocą różańca” – zapewniała siostra Łucja z Fatimy. Najbardziej skuteczną formą tej modlitwy jest cudowna nowenna pompejańska, a sam Różaniec towarzyszy dziejom chrześcijańskiego świata w najbardziej chwalebnych chwilach jego tryumfu nad siłami zła, jak również w codziennych, mniejszych lub większych, potyczkach.

    Skąd się wzięło święto Matki Bożej Różańcowej?

    „Pragniemy, aby cały miesiąc październik bieżącego roku był poświęcony niebieskiej Królowej Rożańcowej. Poczynając od pierwszego października do drugiego listopada, we wszystkich kościołach parafialnych oraz innych, jeśli Ordynariusze miejscowi uznają to za stosowne, a także we wszystkich kościołach i kaplicach poświęconych czci Bogurodzicy winna być odmawiana uroczyście przynajmniej jedna część różańca wraz z litanią loretańską. Zalecamy też, by odmawianie różańca z ludem było połączone z nabożeństwem lub wystawieniem Najświętszego Sakramentu” – pisał Leon XIII w encyklice Supremi apostolatus w roku 1883.

    W innej maryjno-różańcowej encyklice, zatytułowanej Laetitiae sanctae, papież zwracał uwagę na trzy choroby ówczesnego świata. Były nimi niechęć do chrześcijańskiego modelu pracowitego, upływającego w cichości życia, chęć wyrugowania cierpienia przez człowieka i zapomnienie o perspektywie wieczności. Czy choroby te nie osiągają dziś swego delirium? Powszechny socjalizm wykorzenia szacunek dla owoców własnej pracy, żądanie uznania aborcji i eutanazji za „prawa człowieka” wpisują się w wizję świata bez przeciwności i cierpienia, a wreszcie kryzys, jaki dotyka samego Kościoła – jest smutnym „ukoronowaniem” porzucenia nadprzyrodzonej postawy na rzecz świeckiego „humanitaryzmu”. Lekarstwem na te choroby duszy jest według Leona XIII stała, wytrwała modlitwa połączona z rozważaniem tajemnic Różańca Świętego.

    Obchodząc przypadające na 7 października święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, należy pamiętać, że o ile Różaniec stanowił zawsze duchową broń w walce o własne zbawienie i o przyprowadzenie heretyków na łono Kościoła, o tyle ma on również swoją odsłonę stricte militarną. I to niebagatelną. Chodzi oczywiście o kontekst bitwy pod Lepanto, z którym nierozerwalnie związane jest maryjno-różańcowe wspomnienie liturgiczne.

    „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej” – pisał św. Pius V, ustanawiając święto Matki Bożej Różańcowej. Jak wiemy, podczas gdy działa chrześcijańskiej floty morskiej uderzyły w tureckie statki, w Rzymie pod wodzą świętego papieża wierni szturmowali niebo z różańcami w rękach.

    Nie był to ostatni i jedyny dowód specjalnej przychylności Opatrzności Bożej wyjednanej przez modlitwę różańcową. Jej rola była niebagatelna także przy zwycięskim pochodzie wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedeń. Po drodze król zatrzymywał się w maryjnych sanktuariach, a gdy doszło do potyczki wojsk Rzeczypospolitej ze znacznie liczniejszymi zastępami ottomańskich bisurmanów, polskie miasta, w tym szczególnie Kraków, trwały właśnie na modlitwie różańcowej. W procesji z Najświętszym Sakramentem lud śpiewał Różaniec, a życie w mieście zamarło na rzecz postu, umartwienia i modlitwy w intencji zwycięstwa.

    Męski Różaniec – przypomina o roli mężczyzny

    Jakiś czas temu Gazeta Wyborcza próbowała wszcząć „awanturę o bojowy różaniec”. Publikując zdjęcie Wojciecha Cejrowskiego z różańcem z linki spadochronowej, lewicowa redakcja sugerowała, że może to być… „sprawa dla ABW”, gdyż jak to – tak masywne, twarde i wytrzymałe sakramentalium, do tego jeszcze z ostrymi krawędziami, może stanowić doskonałą broń… nie tylko duchową!

    Abstrahując od kuriozalności tego publicystycznego casusu, zwróciliśmy się z pytaniem do jednego z koordynatorów inicjatywy Męski Różaniec, reżysera Dariusza Walusiaka. – Dlaczego męski Różaniec? Od jakiegoś czasu przyjęło się, że Różaniec kojarzony jest wyłącznie z kobietami, ze starszymi paniami, które siedzą i klepią „Zdrowaśki”. Jednak zupełnie inaczej wyglądało to w przeszłości, kiedy rolą mężczyzny w sposób oczywisty i niezaprzeczalny była walka. Różaniec jest dla nas bronią przeciwko władzy szatana na ziemi. Tę broń dostaliśmy od Maryi i zawsze tak było, że mężczyźni, rycerze, szli walczyć z wrogiem, który zagrażał nam jako katolikom, z muzułmanami czy bolszewikami, których celem było zniszczenie chrześcijańskiego świata. Polacy zawsze stawali naprzeciw tej ekspansji, broniąc dostępu do Europy. Ale w tym samym czasie, gdy rycerstwo lub wojsko wychodziło do walki, trwały procesje, modlitwy, pokuty, wznoszono do Boga modły o zwycięstwo. Żony, matki i starcy, a nawet dzieci, mieli w ten sposób swój udział, sięgając częstokroć właśnie po Różaniec. Każde zwycięstwo oręża polskiego zostało wymodlone – podkreśla rozmówca PCh24.pl. 

    Męski Różaniec to ogólnopolska akcja, w ramach której katolicy podejmują wezwanie Najświętszej Maryi Panny do modlitwy za grzechy świata, odmawiając publicznie Różaniec – Wracamy do tego modelu, w którym mężczyzna jest zawsze wojownikiem. Kościół w swojej pierwotnej formie był także wojowniczy. Wszystkie wyzwania, jakie niosło życie, związane były z walką – walką ze złem, której elementem była broń w postaci różańca. Dzisiejszy mężczyzna w sytuacji, kiedy jesteśmy atakowani i siły zła chcą zmienić nasze podejście do życia, odebrać nam Boga, czuje w sobie agresję, ale z drugiej strony jest też bezsilność, bo nie ma możliwości podjęcia fizycznej walki, jak kiedyś. Ale mam broń, Różaniec, i ta walka odbywa się dziś przede wszystkim na duchowej płaszczyźnie. Stajemy przeciwko przejawom złego ducha, a z nim możemy walczyć tą bronią, którą otrzymaliśmy od Maryi, która zdeptała głowę węża. Uczestnicząc w Męskim Różańcu, nie czujemy się bezsilni, odnajdujemy jedność siłę i wspólną wiarę w modlitwę, które może odmienić oblicze świata – tłumaczy Dariusz Walusiak.

    Nasz rozmówca odniósł się także do zmiany paradygmatu w samym Kościele, gdzie nie mówi się już o Kościele wojującym, lecz raczej pielgrzymującym. – To odejście od Kościoła Wojującego, który walczył ze złem, doprowadziło w jakiś sposób do zinfantylizowania Kościoła. Wielu mężczyzn nie widzi swojego miejsca. W sytuacji, gdy kościół był wojowniczy odnajdowaliśmy swoje miejsce zgodne z charakterem i naturą. Chcieliśmy pokazać, że nasze miejsce w Kościele to jest walka ze złem, obrona rodziny i cywilizacji. Staję z Różańcem w ręku i spełniam swoją powinność. W przeciwnym wypadku pozostaje albo fizyczny bunt na ulicy albo położenie uszu po sobie, kapitulacja i dostosowanie się do świata – mówi. I niech te słowa posłużą za puentę tych refleksji na święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej.

    17 października odbędą procesje w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce organizowane przez środowisko Męskiego Różańca.

    Filip Obara/PCh24.pl

    ***********************************

    Już 17 października! Procesje różańcowe ruszą ulicami polskich miast

    Męski Różaniec/fot. meskirozaniec.pl

    ***

    17 października w Warszawie i innych miastach ruszą procesje różańcowe. Organizatorami są wspólnota Nieustającego Różańca i inicjatywa Męskiego Różańca. Uczestnicy będą modlić się w intencji przebłagania za liczne zniewagi, jakich doświadcza Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie oraz będącego w fazie przygotowawczej Synodu Biskupów.

    – To właśnie wspólnota Nieustającego Różańca zaprosiła inicjatywę Męskiego Różańca w Warszawie do przeprowadzenia Procesji Różańcowej w stolicy Polski. Pierwsza taka procesja została przeprowadzona w dniu 22 sierpnia A.D. 2021. Uczestniczyło w niej blisko 3 tys. osób. Procesja połączyła obie diecezje warszawskie i została pobłogosławiona przez obu ordynariuszy warszawskich. Wobec publicznie popełnianych profanacji, ataków na Kościół katolicki, kapłanów, biskupów, wiernych, wobec potężnej skali mordowania dzieci nienarodzonych, pijaństwa, wulgaryzmu, nierządu, rozpadu małżeństw i rodzin, postanowiliśmy kontynuować naszą pokutę i przebłaganie, tym razem zapraszając do udziału w procesjach całą Polskę. Procesje zostały pobłogosławione przez ordynariuszy między innymi w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Szczecinie, Przemyślu, Radomiu, Siedlcach, Olsztynie, Kaliszu, Kielcach. Spływają informacje o przyłączaniu się parafii w mniejszych miejscowości i wioskach. Chcemy w ten sposób wypełnić wezwanie Anioła z Fatimy, który żądał: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Pokutując, wynagradzając i modląc się w intencji grzeszników chcemy uprosić Nieskończenie Sprawiedliwego Pana Boga o Jego Miłosierdzie – mówi jeden z organizatorów, koordynator Męskiego Różańca w Warszawie, Artur Wolski, w rozmowie z PCh24.pl.

    Jak informują organizatorzy, „podczas procesji będziemy pokutować i wynagradzać Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy własne, za grzechy w naszych rodzinach i całym społeczeństwie polskim. Będziemy również prosić o Światło Ducha Świętego dla biorących udział w Synodzie Biskupów, ze szczególnym uwzględnieniem polskich duszpasterzy”.

    Do organizacji tegorocznych procesji włączyły organizacje i wspólnoty, takie jak: Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, Wojownicy Maryi, Akcja Katolicka, Żołnierze Chrystusa, Straż Narodowa, Mężczyźni św. Józefa, Bractwo Przedmurza, Mężczyźni św. Jan Pawła II, Koła Żywego Różańca czy Zakon Rycerzy św. Jana Pawła II.

    Rozmówca PCh24.pl przybliża też bogatą historię procesji różańcowych. – Historia Procesji Różańcowych ma w Świętym Kościele Rzymskokatolickim długą historię. Począwszy od Bitwy pod Lepanto, przez Bitwę pod Chocimiem której 400 – setną rocznicę obchodziliśmy 9 października, przez procesje różańcowe i Eucharystyczne w roku 1920, kiedy Naród Polski i cała Polska były w śmiertelnym niebezpieczeństwie ze strony armii komunistycznej. Dzisiaj zagrożenia są jeszcze większe niż w roku 1920, szczególnie zagrożenia dotyczące naszej duchowości, kultury, wolności, pamięci historycznej, czy integralności małżeństw i rodzin. Dlatego jako odpowiedź na zagrożenia dzisiaj zapraszamy do udziału w procesjach różańcowych w intencji pokuty i wynagradzania Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej.
    Wspólnota Nieustającego Różańca, która od 20 lat realizuje nieustającą modlitwę różańcem świętym, przeprowadza od lat takie procesje w różnych miastach. Miejscem szczególnym jest diecezja warmińska i Olsztyn. Miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie Gietrzwałdu, w którym Matka Boża wzywała Naród Polski w roku 1897 do nawrócenia, do zerwania z nałogami, do trzeźwości, do pokuty do codziennego odmawiania Różańca Świętego – tłumaczy.

    Dokładny harmonogram procesji różańcowych dostępny jest na stronie internetowej Męskiego Różańca.

    ************************

    Procesja różańcowa za Ojczyznę

    W ostatnią niedzielę, 17 października przez około 100 miejscowości przeszły Procesje Różańcowe za Polskę. Były to między innymi : Warszawa, Kraków, Gdańsk, Przemyśl, Białystok, Bytom, Kalisz, Kielce, Krynica – Zdrój, Łódź, Siedlce, Słupsk, Poznań, Toruń, Wrocław, Zamość, Radom, Biała Podlaska. Uczestnicy procesji modlili się w intencjach wynagradzających Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Modlitwa różańcowa i pieśni Maryjne wypełniły polskie kościoły i polskie ulice. Odmówiono Akt przebłagania Pana Jezusa za nasza winy a także Akt zawierzenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W wielu miejscach niesiono relikwie świętych i błogosławionych, wśród nich niedawno wyniesionego na ołtarze błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego, niezłomnego obrońcę Kościoła polskiego czasów komunizmu.

    W dniu, kiedy to w Kościele katolickim rozpoczął się synod na poziomie diecezjalnym, lud Boży wyległ na ulice z różańcami w rękach, by zamanifestować swoje przywiązanie do wiary katolickiej i pokazać miłość do Matki Bożej, która sama kazała nazywać się Królową Polski.

    fot. Fronda.pl

    ****************************************************************************

    Polska opleciona różańcem! Dwa miliony Polaków odmawiają go codziennie  - zdjęcie

    Polska opleciona różańcem! Dwa miliony Polaków odmawiają go codziennie

    „Ojcze nasz” i dziesięć razy „Zdrowaś Maryjo” przy rozważaniu dwudziestu tajemnic wiary – modlitwa, zwana potocznie różańcem, to ulubiona modlitwa Polaków, która towarzyszy im od stuleci. I mimo potężnej fali laicyzacji nic nie wskazuje na to, że coś się zmieni – powstają wciąż nowe wspólnoty, które opierają swoją formację na tej maryjnej modlitwie. Jest to także znak firmowy polskich parafii, w których modli się miliony wiernych.

    W narodowym sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze obok kosztownych różańców królów i wodzów przechowywane są też sznury modlitewne, wykonane z chleba, wełny, sznurka przez więźniów obozów w Auschwitz i Ravensbrück – różaniec towarzyszył Polakom zawsze i wszędzie.

    Od czasów średniowiecza tę modlitwę kontemplacyjną Zachodu popularyzowali ojcowie dominikanie i franciszkanie, ale później praktycznie każda wspólnota zakonna. W średniowiecznych miastach powstawały Bractwa Różańcowe, modlili się na nim królowie, dowódcy, rzemieślnicy i chłopi. Na Jasnej Górze, która stała się centrum tej modlitwy, przechowywane są różańce Stefana Batorego, Jana III Sobieskiego, królowej Bony i innych. Wielkim impulsem w popularyzacji tej modlitwy było powstanie w 1610 r. Bractwa Różańcowego, które docierało ze swym przesłaniem do najdalszych krańców Rzeczpospolitej. Jasnogórskie sanktuarium jest wielkim propagatorem różańca, stąd płynęły słowa zachęty do jego odmawiania Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. 

    Jasnogórska Rodzina Różańcowa została założona przez o. Bronisława Matyszczyka pod koniec lat 60. ubiegłego wieku i do tej pory zapisało się do niej kilkanaście milionów wiernych. Przybywający z całego kraju pielgrzymi deklarują, że codziennie będą odmawiać dziesiątek różańca w konkretnych intencjach.

    Znana od stuleci modlitwa przeżyła niezwykły renesans w XIX w., gdy Paulina Jaricot (niebawem zostanie ogłoszona błogosławioną), córka lyońskiego przemysłowca, zaproponowała, by gromadzić osoby, które zobowiążą się codziennie odmawiać  jedną z piętnastu tajemnic modlitwy. Tak powstały żywe róże, czyli piętnastoosobowe wspólnoty modlitwy i formacji, które zbierały także ofiary dla dynamicznie rozwijających się wówczas misji.

    Polscy katolicy przejęli pomysł Pauliny Jaricot, w parafiach zaczęły powstawać róże (od wprowadzenia przez Jana Pawła II tajemnic światła są już dwudziestoosobowe) i właściwie jest to znak firmowy polskich parafii. – Nie ma parafii w Polsce, w której nie ma choć jednej, a przeważnie jest kilka róż różańcowych – mówił w wywiadzie ks. Szymon Mucha, do niedawna krajowy moderator Stowarzyszenia Żywego Różańca. Członkowie modlą się w intencji Kościoła, Papieża, misji, nawrócenia grzeszników i istotnych spraw społecznych i – rzecz jasna – osobistych. Nawet w nowych parafiach natychmiast powstają róże, które są najbardziej powszechnymi wspólnotami modlitwy w Polsce. – To potęga – mówił w wywiadzie ks. Mucha.

    Na temat tej potęgi krążą stereotypy głoszące, że różaniec odmawiają, a właściwie bezmyślnie „klepią”, stare kościelne dewotki. „Różaniec – atakowany i wyszydzany, uważany za modlitwę prostaczków, daje moc duchową, ujawnia moc Słowa Bożego, egzorcyzmuje, prowadzi do głębi wiary” – pisał dominikanin o. Stanisław Przepierski, wielki propagator różańca. Gdyż przynależność do róży wiąże się z formacją, słuchaniem konferencji i wykładów z mariologii.

    – Formację członkom zapewnia Stowarzyszenie Żywego Różańca, które ma zatwierdzony przez Komisję Episkopatu Polski Statut – mówi w rozmowie z Family News Service metropolita częstochowski abp Wacław Depo, delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca. – W każdej diecezji jest moderator diecezjalny, organizowane są pielgrzymki do sanktuariów maryjnych, odbyło się już dziewięć ogólnopolskich pielgrzymek na Jasną Górę. Pismem formacyjnym członków Żywego Różańca jest miesięcznik „Różaniec”, wydawany przez siostry loretanki z diecezji warszawsko-praskiej. W Gietrzwałdzie, gdzie Matka Boża prosiła dziewczynki o odmawianie tej modlitwy, co roku odbywają się rekolekcje dla zelatorów Żywego Różańca – dodaje metropolita częstochowski.

    Różaniec odmawiają wierni w każdym wieku, dużą popularnością cieszą się dziecięce kółka różańcowe, których inicjatorką jest związana z Radiem Maryja Magdalena Buczek. W diecezji tarnowskiej, z której pochodzi najwięcej misjonarzy, bardzo liczne są Róże Misyjne.

    W latach 80. powstał ruch Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Osoby, pragnące modlić się za dziecko nienarodzone zobowiązują się, że w ciągu dziewięciu miesięcy będą odmawiać dziesiątek różańca w intencji dziecka, któremu grozi aborcja. Powstała też Modlitwa Apostolatu Margaretka, która jest modlitwą za kapłanów – wierni łączą się w siedmioosobowe grupy, które odmawiają dziesiątek za konkretnego kapłana w określonym dniu tygodnia.

    Różaniec nie zna więc granic, jest on modlitwą żywą i wciąż inspirującą do podejmowania nowych zadań, przyciąga wielu katolików. W 2018 r. spontanicznie zrodziły się kolejne inicjatywy – Różaniec Rodzin oraz Męski Różaniec.

    – Nie wymyślamy nic nowego, wracamy do tradycji, która trwała przez wieki, pragniemy, żeby rodziny wspólnie odmawiały różaniec – mówi Family News Service koordynator Różańca Rodzin. – W inicjatywę włączają się rodziny, małżeństwa oraz pojedynczy członkowie rodzin. Po życiu sakramentalnym najważniejsze są domowe wieczerniki modlitwy – podkreśla. Informuje też, że od stycznia tego roku opiekę duchową nad Różańcem Rodzin sprawują ojcowie franciszkanie z Niepokalanowa. Formacja członków oparta jest na nauczaniu Jana Pawła II, który z ojcowską troską wzywał, aby powrócić do modlitwy w rodzinie i do modlitwy za rodziny.

    Od kilku lat w pierwszą sobotę miesiąca na ulice i place polskich miast (ostatnio było ich już pięćdziesiąt) wychodzą mężczyźni z różańcami w ręku. W ostatnich dwóch dekadach w Polsce powstało wiele wspólnot modlitewnych, do których należą sami mężczyźni – jest to swoisty znak czasu w Kościele. Rycerze Kolumba (przeniesiony z USA), i rodzimi Rycerze Maryi, Rycerze Jana Pawła II, Mężczyźni św. Józefa i wiele innych zbierają się na modlitwie. Na przechodniach robi wrażenie widok elegancko ubranych mężczyzn, którzy klęczą na placu i odmawiają różaniec. To odpowiedź na wezwanie kard. Augusta Hlonda, który pisał, że powinien powstać: „ruch nie krwawy, lecz pobożny, olbrzymi, nie destruktywny, lecz namiętny, twórczy. Potrzebny jest najwyższy wysiłek! Trzeba napiąć wszystkie energie i najidealniejsze namiętności! Musimy urządzić ostatnie powstanie, powstanie przeciw sobie, przeciw naszym błędom, swym grzechom!”

    Męski Różaniec to nabożeństwo, odprawiane w pierwsze soboty miesiąca, wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

    – To bardzo ważne żeby różaniec był odmawiany publicznie przez mężczyzn – mówi Family News Service Artur Wolski, szef Fundacji Skrzydła Chwały. Wspomina, że już w trakcie drugiego nabożeństwa, które zaczyna się Mszą św. w katedrze, do konfesjonałów ustawiły się długie kolejki i kilku księży spowiadało non stop. – To fenomen, wola Boża – podkreśla. Uczestnicy pragną wypełnić polecenie, zawarte w orędziu Matki Bożej Fatimskiej, by modlić się i pokutować.

    Członkowie Męskiego Różańca organizują także procesje pokutne, w trakcie której niosą figurę Maryi. Gdy w pierwszej wzięło udział około trzech tysięcy mężczyzn, odczytano to jako znak – ta modlitwa jest wypełnieniem woli Boga. W niedzielę, 17 października, odbyła się kolejna procesja pokutna i wynagradzająca w intencji rozpoczętego w Rzymie Synodu. Tradycyjnie zaczęła się Mszą św., tym razem w katedrze warszawsko-praskiej. – Idziemy z Królową jako Jej wojsko, w szyku. Wiara mężczyzn jest potężna, niezniszczalna, daje siłę żeby chronić żonę i dzieci – mówi A. Wolski.

    Co przyciąga wiernych do modlitwy różańcowej? – Trudne czasy, wierni czują, że jest to ratunek dla świata – mówi abp Depo. – A jest to dźwignia, która na ten świat rozlewa dobro – dodaje.

    – To cud – mówi Artur Wolski – pewnie mężczyźni przekonali się, że jedynym ratunkiem jest Pan Bóg. A różaniec jest liną ratunkową, którą chwytają.

    Family News Service/Fronda.pl

    ********************************************************************************

    Czy Różaniec zbawia?

    Historycznie Różaniec to wyróżnik katolicyzmu. Czy także dziś ludzie wciąż stukają nim do bram nieba?

    Święci rzucają
ludziom różaniec,
ratując ich w ten
sposób przed
potępieniem.
Fragm. fresku
Michała Anioła
w Kaplicy Sykstyńskiej
    Święci rzucają ludziom różaniec, ratując ich w ten sposób przed potępieniem. Fragment fresku Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej

    ***

    Zdaje się, że wszystko obraca się wokół niego, stawia się go w centrum naszej wiary i modlitwy, ale wielu ludzi nie jest w stanie pojąć, dlaczego właśnie on. Dopóki nie zrozumieją, że osią różańcowego koła jest sam Chrystus, a Różaniec to nie ludzki wymysł, wszystko pozostanie dla nich zagmatwane i niezrozumiałe.

    Różańcowe centrum

    Różaniec w centrum? Owszem, zapewnia nas o tym nawet Matka Boża Fatimska, która 13 października 1917 r. powiedziała, że wcale nie jest „Fatimska”. „Jestem Matką Bożą Różańcową” – ogłosiła, a ten tytuł pozwala nam inaczej spojrzeć na całość Jej objawień. Rzeczywiście, Jej najczęściej powtarzająca się prośba to błaganie o Różaniec. Więcej: codzienny! Maryja zapewnia, że taka modlitwa ma moc, by wywrócić wszystko do góry nogami. Wbrew logice, wbrew faktom… Mówienie: „to niemożliwe”, „nie da się”, okazuje się czysto ludzką kalkulacją – zawodną.

    Latem 1917 r. Maryja podkreśla: w samym środku wojny, której nikt nie potrafi zakończyć, Bóg może położyć jej kres. Potrzebny jest do tego… Różaniec.

    Kiedy jest potęgą?

    Gdybyśmy nie korzystali z tego środka, oznaczałoby to, że na świecie nigdy nie będzie pokoju; przecież świat nie może go dać – jedynie Bóg. Cóż bowiem z tego, że spuścił On nam z nieba Różaniec, skoro go nie chwytamy?

    Mówi się o dwóch grupach, które widzą ten niebieski dar. Pierwsza to ci, którzy kochają Matkę Najświętszą i Jej ufają. Druga – ci, którzy widzą, że nie zostało im już nic, co może ich ocalić, i są gotowi uchwycić się nawet brzytwy, byleby nie zginąć.

    Tak było 450 lat temu. 7 października 1571 r. pod Lepanto ludzie chwycili za różaniec. Patrząc po ludzku, nic nie mogło ich już ocalić. Uchwycili się Różańca. A ten okazał się ocaleniem.

    Cud mobilizacji

    Ciekawe, co by się stało, gdyby wszyscy chrześcijanie potrafili się zmobilizować i codziennie, np. przez pół roku, cały Kościół odmawiał Różaniec. Nikt tego ostatnio nie próbował… Szkoda, bo powody, by podjąć taką próbę, mnożą się na naszych oczach. Jeśli komuś mało zachęty z Fatimy, może się przyjrzeć rozmowom Maryi „po polsku”. W Gietrzwałdzie odpowiedzią Matki Bożej na każde zadane Jej pytanie było wezwanie do odmawiania Różańca. Maryja zapewniała, że wszystko jest możliwe – ale trzeba odmawiać Różaniec.

    „Cudu mobilizacji”, by stał się różańcowy cud, trudno się nam – niestety – spodziewać, ale można go wypraszać w mniejszych kręgach. Łatwiej o to we wspólnotach, do których należymy, a przede wszystkim w rodzinach.

    Ktoś zapyta: dlaczego mowa o odmawianiu Różańca przez pół roku? Bo prośba Maryi w Fatimie powtarzała się przez 6 miesięcy trwania objawień.

    Fakty

    Może nie przekonują nas same słowa Maryi. Powiedzmy więc, że świadkiem prawdziwości Jej fatimskich słów jest także historia.

    Skuteczność tej modlitwy znał np. święty papież Pius V, który 450 lat temu wezwał świat do modlitwy na różańcu. Ludzie go odmawiali, a Maryja mogła działać. Interweniowała w najprostszy sposób, można rzec: bez cudu – wykorzystując naturę. Na początku bitwy morskiej pod Lepanto nagle… zmienił się wiatr. Turecka flota została pozbawiona możliwości manewrów; unieruchomiona stała się łatwą zdobyczą chrześcijańskiej armady.

    Ludzie wiedzieli, że to był różańcowy cud. Kiedy Wenecjanie wznieśli w Pałacu Dożów maryjną kaplicę i na jej ścianach powiesili pamiątki z tej bitwy morskiej, umieścili tam słowa: „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Różańcowa Maryja dała nam zwycięstwo”. Zwycięstwo dała Ta, której Różaniec pozwolił działać!

    Skuteczny, bo…

    Skąd jego moc? Może najlepiej wyjaśniają to słowa Jana Pawła II, który o Różańcu powiedział krótko: „To nasze codziennie spotkanie, którego ani ja, ani Matka Najświętsza nigdy nie zaniedbujemy”.

    Różaniec jest skuteczny – tłumaczył papież – dlatego że podczas tej modlitwy spotyka się z nami Maryja. Z wielu objawień wiemy, że Ona przychodzi wołana Różańcem. Raz jeszcze przypomnijmy Fatimę – tam Matka Boża zstępowała z nieba, gdy dzieci zaczynały odmawiać Różaniec. Podobnie było w Lourdes, Banneux i w wielu innych miejscach. Wiemy też, że Matka Boża modliła się na różańcu razem z wizjonerami. Kiedy Bernadeta wzięła go do ręki i zaczęła się modlić, Matka Najświętsza modliła się razem z nią, a zakończenie Różańca okazało się końcem wizji.

    Jan Paweł II przypominał: to nie jest „moja modlitwa do Maryi”. To modlitwa Jej i moja. To jest nasza wspólna modlitwa do Boga! Dlatego tak skuteczna.

    Wizja św. Jana Bosko

    Warto w tym miejscu przytoczyć mało znaną wizję św. Jana Bosko z wigilii Wniebowzięcia 1862 r.:

    Na łące przylegającej do podwórza, gdzie bawią się jego wychowankowie, znajduje się ogromny, gruby wąż długości 7-8 m. Maryja pokazuje go ks. Bosko, a ten, przerażony, chce uciec. Matka Najświętsza jednak każe mu pozostać. Okazuje się, że Jan Bosko jest Jej potrzebny! Bo oto Maryja bierze do ręki sznur i podchodzi z nim do kapłana…

    – Weź ten sznur i trzymaj go mocno – mówi Matka Najświętsza. – Ja wezmę jego drugi koniec i rozciągniemy go nad wężem.

    – A potem?

    – A potem spuścimy mu go na kark.

    – Nie! Na miłość Boską! – woła święty. – Biada nam, jeśli to uczynimy. Wąż wpadnie we wściekłość. Obróci się ku nam i nas zabije.

    Ale Przewodniczka nalegała – opowiada dalej wizjoner. – Zapewniła mnie, że wąż nie uczyni mi żadnej krzywdy, i dopóty mnie przekonywała, dopóki nie zgodziłem się zrobić tak, jak chciała. Tymczasem Ona uniosła sznur i uderzyła nim gada w kark. Wąż podskoczył i odwrócił głowę, chcąc ugryźć to, co go uderzyło, ale został związany jakby w pętlę.

    Można rzec: sam się zaplątał w rzucony na niego sznur.

    „Wtedy Maryja zawołała: «Trzymaj mocno! Nie wypuszczaj sznura!». I pobiegła przywiązać drugi jego koniec, który miała w ręku, do pobliskiego kołka; potem przywiązała początek liny, którą trzymałem ja, do kraty w oknie. Tymczasem wąż rzucał się wściekle i tak mocno uderzał głową i swymi silnymi splotami o ziemię, że jego ciało zaczęło się rozdzierać, a jego kawałki rozbryzgiwały się daleko”.

    Wówczas – opowiada dalej nasz kapłan – Maryja „odwiązała sznur od okna i drzewa, zwinęła go i schowała do skrzynki. Po chwili ją otworzyła. Ku zdumieniu mojemu i chłopców, którzy się zbiegli, zobaczyliśmy, że sznur ułożył się w słowa «Zdrowaś Maryjo».

    Przewodniczka wyjaśniła: «Wąż przedstawia demona, a sznur modlitwę Zdrowaś Maryjo, a raczej Różaniec, który stanowi kontynuację Zdrowaś. Nim można pokonać, zwyciężyć i zniszczyć wszystkie piekielne demony»”.

    Ten modlitewny sznur musi trzymać nie tylko Różańcowa Maryja. Ona potrzebuje nas, by Różaniec stał się skutecznym narzędziem zwycięstwa.

    I… Sąd Ostateczny

    Wszyscy znamy fresk Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej. Natchniony Buonarroti przedstawił w swym dziele tylko jeden sposób na ucieczkę od potępienia. Jest nim różaniec – spuszczony z nieba przez świętych. Za jego pomocą wciągają oni schwytanych przez szatana.

    Pozwolę sobie zrobić korektę na tym obrazie, który mają przed oczami kardynałowie, gdy wybierają kolejnych następców św. Piotra. Tam rzeczywiście został namalowany różaniec, którego uchwyciło się dwóch ludzi. Tylko że osoba, która im go podała – jak w wizji Jana Bosko i w świadectwie Jana Pawła II – to… koniecznie Maryja.

    Wincenty Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    SOBOTA 16 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 10.00 W KAPICY-IZBIE SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT: KOBIETY W PIŚMIE ŚWIĘTYM

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXIX NIEDZIELI ZWYKŁEJ GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE DZIĘKCZYNNE, BOWIEM DZIŚ PRZYPADA

    43. rocznica wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża

    Mijają 43 lata od wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. 16 października 1978 r. o godzinie 18:18 z komina nad kaplicą Sykstyńską wydobył się biały dym, po siedmiu czarnych. Na kwadrans przed 19:00 kardynał protodiakon Pericle Felici ogłosił wybór metropolity krakowskiego, który przyjął imię Jan Paweł II, tym samym stając się 264. następcą św. Piotra.

    Arturo Mari/Biały Kruk

     ***

    Bardzo znamiennie, z perspektywy przyszłych wydarzeń, brzmią słowa jakie kard. Wojtyła wypowiedział 11 października 1978 w bazylice Mariackiej, podczas Mszy św. intencji zmarłego papieża, Jana Pawła I: „Mężowie stanu, głowy państw mówią o tym, że zapoczątkował nowy styl pasterzowania na Stolicy Apostolskiej. Styl pełen ogromnej prostoty, pełen ogromnej skromności, pełen olbrzymiego poszanowania dla człowieka”.

    15 sierpnia 1963 r. podczas uroczystości koronacji przez prymasa Wyszyńskiego figury Matki Bożej Ludźmierskiej miał miejsce znamienny – z perspektywy późniejszych wydarzeń – epizod. Kardynał Wojtyła uchwycił berło, jakie podczas procesji w pewnym momencie wypadło z ręki Madonny. „Karolu, Maryja dzieli się z Tobą władzą” – powiedział do bp. Wojtyły stojący obok jego kolega, ks. Franciszek Macharski.

    Niektórzy bliscy znajomi kard. Wojtyły uważają, że jego niezwykłe zachowanie w dniach poprzedzających konklawe (w tym szczególne skupienie i małomówność) mogło wskazywać, że przeczuwał on to, co się ostatecznie wydarzyło. Kiedy rankiem 29 września 1978 r. metropolita krakowski dowiedział się o niespodziewanej śmierci Jana Pawła I, głęboko wstrząśnięty powiedział: “Niezbadane są wyroki Boże, chylimy przed nimi głowę”.

    Ostatnią noc przed wyjazdem na pogrzeb Jana Pawła I i konklawe, przyszły papież spędził w domu gościnnym sióstr urszulanek na warszawskim Powiślu. W tym samym domu od lat mieszkał wybitny historyk filozofii Stefan Swieżawski, od lat przyjaciel Karola Wojtyły. „Był bardzo milczący. Pożegnaliśmy się właściwie bez słowa. Widziałem, że nie chce nic mówić. A on już wiedział…”

    Przed konklawe, które wybrało go na papieża kard. Wojtyła mieszkał w Papieskim Kolegium Polskim przy Piazza Remuria. Wczesnym rankiem, 14 października 1978 r. w kaplicy Kolegium odprawił Mszę św. Po południu odjechał na konklawe samochodem prowadzonym przez brata Mariana Markiewicza ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego. Wysłużone już wówczas auto kupił po latach amerykański aktor Jon Voight, odtwórca roli papieża w amerykańskim filmie „Jan Paweł II” (USA, 2005).

    Bezpośrednim poprzednikiem Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej był kard. Albino Luciani, który przybrał imię Jana Pawła I. Zmarł na atak serca 28 września 1978 r. po 33 dniach pontyfikatu. Wedle niepotwierdzonych doniesień, papież zmarł we śnie trzymając w dłoni słynne dzieło Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

    Kard. Wojtyła niemal „na styk” zdążył na konklawe, które wybrało go na papieża. 14 października metropolita krakowski wybrał po południu do rzymskiej kliniki Gemelli, by odwiedzić chorego przyjaciela, biskupa Deskura. Do Kaplicy Sykstyńskiej wszedł ostatni a trzeba wiedzieć, że po zamknięciu wrót Kaplicy do środka nie wpuszcza się nikogo, nawet kardynałów….

    Kard. Karol Wojtyła został wybrany na papieża w poniedziałek, 16 października 1978 r., w drugim dniu konklawe. Biały dym zwiastujący dokonanie wyboru pojawił się nad Kaplicą Sykstyńską o godz. 18.18. Metropolita krakowski stał się 262. następcą św. Piotra. Ostatnia notatka w prowadzonej przez metropolitę krakowskiego ‘Księdze czynności biskupich’, przesłanej później do Krakowa, brzmi: „Około godz. 17.15 – Jan Paweł II”.

    Podczas konklawe, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński szepnął kardynałowi Wojtyle: “Jeśli wybiorą, proszę nie odmawiać…”.

    Znamienne reminiscencje z konklawe zamieścił papież w swoim testamencie: „Kiedy w dniu 16. października 1978 konklawe kardynałów wybrało Jana Pawła II, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński powiedział do mnie: ‘zadaniem nowego papieża będzie wprowadzić Kościół w Trzecie Tysiąclecie’. Nie wiem, czy przytaczam to zdanie dosłownie, ale taki z pewnością był sens tego, co wówczas usłyszałem. Wypowiedział je zaś Człowiek, który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia. Wielki Prymas. Byłem świadkiem Jego posłannictwa, Jego heroicznego zawierzenia. Jego zmagań i Jego zwycięstwa. ‘Zwycięstwo, kiedy przyjdzie, będzie to zwycięstwo przez Maryję’” – zwykł był powtarzać Prymas Tysiąclecia słowa swego Poprzednika kard. Augusta Hlonda.

    Kolegium Kardynalskie, które dokonało wyboru liczyło 111 purpuratów. Spośród kardynałów elektorów tylko 18 było młodszych od kard. Wojtyły. Został on najmłodszym z papieży, jakich wybrano od półtora wieku. Zgodnie z kościelną normą określoną przez papieża Pawła VI, w konklawe nie brali udziału kardynałowie powyżej 80. roku życia.

    Jan Paweł II był pierwszym od 455 lat papieżem nie-Włochem (od czasu pontyfikatu Hadriana VI, który był Holendrem i pełnił najwyższy urząd w Kościele w latach 1522-23), najprawdopodobniej pierwszym w dziejach papieżem-Słowianinem i pierwszym w historii Kościoła papieżem, który przybranym imieniem powołuje się aż na trzech swoich bezpośrednich poprzedników (Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła I).

    Pełne, oficjalne i uroczyste określenie urzędu, na jaki wybrano kard. Wojtyłę brzmi: “Jego Świątobliwość Ojciec Święty Jan Paweł II, Biskup Rzymski, Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Katolickiego, Patriarcha Zachodu, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego, przedtem Arcybiskup i Metropolita Krakowski Karol Kardynał Wojtyła”.

    Obrady są absolutnie tajne, zaś kardynałów obowiązuje tajemnica, niemniej wedle miarodajnych opinii metropolita krakowski został wybrany w ósmym głosowaniu, przytłaczającą większością 99 głosów (spośród 111 wszystkich uczestników konklawe).

    Chociaż kardynał Wojtyła zyskiwał od czasu udziału w obradach coraz większe uznanie wśród hierarchów z całego świata, to nie był wymieniany przez media w gronie papabili a więc purpuratów, których wybór na papieża jest wielce prawdopodobny. Wynik konklawe był absolutną światową sensacją.

    Postać papieża z Polski stała się przez szereg dni po konklawe kluczowym temat światowych mediów, które nie kryły zafascynowania jego osobą. Zwracano uwagę na jego horyzonty intelektualne, wszechstronność zainteresowań, bogactwo doświadczeń duszpasterskich; podkreślano, że zna biegle sześć języków, lubi spływy kajakowe, uprawia narciarstwo a do tego jest poetą…

    Gdy uczestnicy konklawe zostali zapoznani z wynikami rozstrzygającego głosowania, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Villot, zadał metropolicie Krakowa przewidziane rytuałem pytanie: “Czy przyjmujesz dokonany przed chwilą kanonicznie wybór twojej osoby na Najwyższego Kapłana?” Wyraźnie wzruszony kard. Wojtyła odpowiedział: „W duchu posłuszeństwa wobec Chrystusa, mojego Odkupiciela i Pana, w duchu zawierzenia wobec jego Matki – przyjmuję”.

    Zgodnie ze zwyczajem, tuż po wyborze nowy papież przyjmuje od kardynałów elektorów ślubowanie posłuszeństwa. Jak poinformowali świadkowie tego wydarzenia, Jan Paweł II dokonał w tej ceremonii znamiennej modyfikacji, którą biorąc pod uwagę styl całego pontyfikatu, można określić jako wręcz symboliczną: w przeciwieństwie do poprzedników odebrał ten hołd w pozycji stojącej a nie siedząc na tronie.

    Jednym z hierarchów, który podczas przerw w kolejnych sesjach konklawe, optował na rzecz wyboru metropolity krakowskiego był ówczesny arcybiskup Wiednia i przyjaciel metropolity krakowskiego, kard. Franz König. Wielce znamienną rozmowę odbył on z kard. Wyszyńskim, któremu zasugerował, że Polska ma odpowiedniego kandydata. “Co? Miałbym opuścić Warszawę i pozostać w Rzymie? To byłby triumf komunistów!” – odparł na to Prymas. Kard. König doprecyzował więc, kogo miał na myśli…

    Niezwykłą adnotację zawiera księga metrykalna parafii Karola Wojtyły w Wadowicach. Nazajutrz po konklawe z 16 października 1978, pod kolejnymi adnotacjami – o chrzcie, bierzmowaniu, święceniach, sakrze biskupiej, kreowaniu kardynałem – ksiądz proboszcz Edward Zacher, w obecności dziennikarzy z całego świata, wypisał wiecznym piórem: “Die 16 X 1978, in Summum Pontificem electus, et imposuit sibi nomen: Joannes Paulus PP”…

    Postać nowego papieża wzbudzała medialną gorączkę na całym świecie, zaś osoby, które znały kard. Wojtyłę udzielały nieskończonej liczby wywiadów. Tuż po konklawe ciekawą charakterystykę metropolity krakowskiego przedstawił włoskiemu radiu sekretarz Episkopatu Polski bp Bronisław Dąbrowski: “Żyje bardzo ubogo. Gdybyście widzieli, jak mieszka w Krakowie, gdzie jest wielki pałac, a on zajmuje mały pokoiczek, nic więcej… To człowiek pracy. Śpi mało, pracuje wiele (…) Mogę powiedzieć, że jest ludzki, że to człowiek święty, bardzo dobry, otwarty dla wszystkich”.

    Wśród wielu zadziwiających faktów dotyczących Karola Wojtyły, jakie u kresu pontyfikatu zebrał szwajcarski dziennik „Tribune de Geneve” podano i ten, że metropolita krakowski przybył na konklawe mając ze sobą wyjątkowo skromne kieszonkowe, stanowiące odpowiednik 125 franków szwajcarskich.

    Dla bloku państw komunistycznych, na czele z ZSRR wybór polskiego kardynała na papieża był potężnym ciosem. Ciężki szok przeżywało kierownictwo PZPR, które tuż po wyborze zwołało specjalną naradę. Jej klimat opisywał jeden z jej funkcjonariuszy: “Konsternacja widoczna. Olszewski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą (…) – ‘ostatecznie lepszy Wojtyła jako Papież tam, niż jako Prymas tu’. Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”.

    Oficjalna reakcja władz na wybór kard. Wojtyły na Papieża była utrzymana w tonie radości i satysfakcji. Niekiedy starania aby robić “dobrą minę do złej gry” przynosiły efekt humorystyczny. W telegramie wystosowanym przez władze PRL nazajutrz po zakończeniu konklawe napisano m.in.: “Na tronie papieskim po raz pierwszy w dziejach jest syn polskiego narodu, budującego w jedności i współdziałaniu wszystkich obywateli wielkość i pomyślność swej socjalistycznej ojczyzny…”

    Wybór hierarchy “zza żelaznej kurtyny” wywołał radość i wzbudził wiele nadziei. Vaclav Havel, wówczas słynny dysydent i dramaturg (później prezydent Czechosłowacji a następnie Republiki Czeskiej) siedział z przyjaciółmi w swoim górskim domku. “Kiedy usłyszeliśmy tę wiadomość, zaczęliśmy wiwatować i krzyczeć z radości do późnego wieczora. Instynktownie czuliśmy, że jest to olbrzymie wsparcie dla wszystkich ludzi kochających wolność a żyjących w świecie komunistycznym”.

    Wielki pisarz rosyjski, wygnany z ojczyzny przez władze radzieckie, autor słynnego „Archipelagu Gułag”, Aleksander Sołżenicyn, tak skomentował decyzję konklawe z 16 października 1978 r.: „Wybór papieża Wojtyły to jedyna dobra rzecz, jaka wydarzyła się ludzkości dwudziestego wieku”.

    Wietnamski arcybiskup van Thuan czwarty rok siedział w odosobnieniu skazany przez komunistyczne władze swojego kraju (w areszcie domowym i więzieniach spędził w sumie lat 13). Kilka lat wcześniej widział się kard. Wojtyłą w Rzymie. Ktoś potajemnie przekazał mu wieść o wyniku konklawe. “Bardzo się ucieszyłem, ponieważ w moim przekonaniu była to wielka łaska dla Kościoła”.

    Pontyfikat Jana Pawła II od pierwszych dni pełen był zachowań, słów i gestów, które odmieniły oblicze papiestwa w oczach świata, przybliżając je do zwykłych ludzi. Już pierwszego dnia po wyborze Ojciec Święty zdecydował się na rzecz nie do pomyślenia przez poprzedników: opuścił mury Watykanu by udać się do szpitala Gemelli w odwiedziny do chorego przyjaciela, kard. Andrzeja Deskura.

    Brytyjski „The Times” nazajutrz po konklawe z 16 października: „Wybór kardynała Wojtyły na papieża jest wydarzeniem o niezwykłym znaczeniu. Kardynałowie wyprawili Kościół w podróż, której koniec nie jest znany (…) Być może postąpili najmądrzej, jednak zaryzykowali wyzwolenie takich sił ludzkich, politycznych i religijnych, który nie będą w stanie kontrolować”.

    Wybór papieża z Polski był niezwykłym wydarzeniem w dziejach świata, ale, jak się okazało, zapowiedzianym w poetyckim proroctwie innego Polaka. Juliusz Słowacki napisał w 1848 r.: „Pośród niesnasek Pan Bóg uderza/W ogromny dzwon,/Dla słowiańskiego oto papieża/Otworzył tron, (…)// Twarz jego słowem rozpromieniona,/Lampa dla sług,/Za nim rosnące pójdą plemiona/W światło, gdzie Bóg./Na jego pacierz i rozkazanie/Nie tylko lud -/Jeśli rozkaże, to słońce stanie,/Bo moc – to cud!

    Proroctwo Juliusza Słowackiego o słowiańskim papieżu odczytano na Placu św. Piotra podczas koncertu jaki zorganizowano dokładnie w 20. rocznicę wyboru kard. Wojtyły. Wielotysięczny tłum pielgrzymów i turystów gorącym aplauzem przyjął słowa polskiego wieszcza odczytane po włosku przez jednego z aktorów. Kilka chwil później niemal dokładnie co do minuty w 20 lat po swoim wyborze, w oknie Pałacu Apostolskiego pojawił się Jan Paweł II. Pozdrowił krótko przybyłych, podziękował im za pamięć o rocznicy i pobłogosławił ich.

    Według tak zwanego Proroctwa świętego Malachiasza przydomek papieża Wojtyły brzmi „De labore Solis” – Z trudu słońca. Tego rodzaju alegorycznymi czy poetyckimi określeniami w proroctwie tym określano kolejnych papieży. Tekst proroctwa św. Malachiasza (prymasa Irlandii) powstał w XII wieku.

    Kiedy drugiego (i ostatniego) dnia konklawe dyskusje wśród kardynałów coraz wyraźniej wskazywały na możliwość wyboru metropolity krakowskiego, dawny rzymski znajomy ks. Wojtyły a wówczas już kardynał, o. Maksymilian de Fuerstenberg, pochylił się nad nim cytując słowa z Ewangelii św. Jana: „Dominus adest et vocat te” (Pan jest i woła cię).

    Uczestnik konklawe, hiszpański kardynał Enrique y Tarancon, powiedział po wyborze kard. Wojtyły: „Nie szukaliśmy kandydata konserwatywnego ani postępowego, tylko ‘pewnego’ jeśli chodzi o kontynuowanie linii Soboru Watykańskiego II. Kryteria oceny nie miały charakteru ideologicznego. Poza tym Wojtyła był typem biskupa-duszpasterza, co miało zasadnicze znaczenie”.

    Powracając po latach do czasów swojego wyboru na papieża, Jan Paweł II oceniał, że w ten sposób konklawe „jak gdyby zażądało świadectwa Kościoła, z którego ten kardynał przychodził – jakby go zażądało dla dobra Kościoła powszechnego. (…) Wybór Polaka nie mógł nie oznaczać jakiegoś przełomu. Świadczył o tym, że konklawe, idąc za wskazaniami Soboru, starało się odczytywać ‘znaki czasu’ i w ich świetle kształtować swoje decyzje”.

    W homilii podczas Mszy z okazji 25. rocznicy pontyfikatu, 16 października 2003 r. Papież wyznał, że w momencie wyboru silne odczuł w swym sercu pytanie, jakie skierował Jezus do Piotra: „Miłujesz Mnie, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”(J 21, 15-16); i dodał: „Każdego dnia odbywa się w mym sercu ten dialog, a w duchu wpatruję się w to łaskawe spojrzenie zmartwychwstałego Chrystusa, które ośmiela, aby jak Piotr ze świadomości swej ludzkiej ułomności ze spokojem odpowiadał: ‘Panie, Ty wiesz… Ty wiesz, że Cię kocham, a potem podejmować zadania, jakie On sam przed nami stawia”.

    Wybitny polski pisarz Andrzej Kijowski, który znał ks. Wojtyłę jeszcze z czasów jego pracy w kościele św. Floriana, tu po wyborze polskiego kardynała na papieża opublikował w miesięczniku “Więź” ciekawą “przepowiednię”: “Nie będzie cudzoziemcem ani w Rzymie, ani w świecie, ponieważ ma ten rodzaj inteligencji, która każdemu, kto się z nim zetknie, uświadamia jego inteligencję własną. Ma dar otwierania serc na tajemnie Boga i tajemnice człowieka. (…) uniwersalna mądrość tego papieża, jego talent identyfikacji z innymi, jego wewnętrzna wielość i jego wielkość rzucą blask na całą nadchodzącą epokę w historii Kościoła”.

    *

    fragment książki Tomasza Królaka „1001 rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II”, Wydawnictwo M, Kraków

    _______________________________________________________________________________________

    XIX NIEDZIELA ZWYKŁA 17 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ___________________________________________________________________________________________

    WTOREK – 19 PAŹDZIERNIKAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ OD GODZ. 18.30

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    DZIŚ PRZYPADA 37 ROCZNICA MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

    Małe cuda męczennika
    Relikwiarz z Głuszycy/ obraz malował ks. Witold Urbanowicz SAC/fot. Gość Niedzielny

    ***

    Ostatnie rozważanie różańcowe Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki w parafii Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy – 19 X 1984

    Maryjo, Matko polskiej ziemi, Nadziejo Nasza, Bolesna Królowo Polski. W naszej dzisiejszej modlitwie różańcowej stajemy przed Tobą   Chcemy trwać przy Twoim Synu w godzinach Jego agonii, spojrzeć na Jego sponiewierane oblicze, chcemy wziąć swój krzyż, krzyż naszej codziennej pracy, naszych znojów, naszych problemów i pójść drogą Chrystusa na Kalwarię.

    Nas, których dręczą rany i bóle fizyczne, wspieraj Maryjo. Nas, których tak często spotyka niepokój, rozterka i załamanie, podtrzymaj na duchu, Maryjo. Nam, którzy jesteśmy upokorzeni, pozbawieni nieraz praw i godności ludzkiej, użycz męstwa i wytrwałości. Nam, którzy dokładamy wszelkich starań, aby odnowić oblicze tej ziemi, naszej polskiej ziemi, w duchu Ewangelii, okaż swą matczyną opiekę, Maryjo. Nam, którzy w trudzie i znoju walczymy o Prawdę, Sprawiedliwość, Miłość, Pokój i Wolność w Ojczyźnie naszej, podaj pomocną dłoń.

    Pierwsza tajemnica bolesna: agonia w Ogrójcu

    Ojciec Święty, Jan Paweł II, 23 czerwca 1982 r., zwrócił się do Pani Jasnogórskiej w następujących słowach modlitwy: Dziękuję Ci, o Matko, za wszystkich, którzy pozostają wierni Swemu sumieniu, którzy sami walczą ze słabością i umacniają innych. Dziękuję Ci, Matko, za wszystkich, którzy nie dają się zwyciężyć złu, ale zło zwyciężają dobrem. Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i wzbogacenie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Odnawiać dobro i zwyciężać zło to dbać o godność dziecka Bożego, o godność swoją, ludzką. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno.

    Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga. Przerasta mądrość całego świata. Zachować godność, by móc powiększać dobro, zwyciężać zło – to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej. Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami. Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności, wolność daną człowiekowi, jako wymiar jego wielkości.

    Druga tajemnica bolesna: biczowanie Pana Jezusa

    Zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło – to kierować się w życiu sprawiedliwością. Sprawiedliwość wypływa z Prawdy i Miłości. Im więcej w człowieku jest Prawdy i Miłości, tym więcej i sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie brak jest miłości i dobra, tam na ich miejsce wchodzi nienawiść i przemoc. A kierując się nienawiścią i przemocą, nie można mówić o sprawiedliwości. Bo nie ma sprawiedliwości w krajach, gdzie władanie opiera się nie na służbie miłości, ale na przemocy i zniewoleniu. Ważną sprawą dla chrześcijanina jest uświadomienie sobie, że źródłem sprawiedliwości jest sam Bóg. Trudno więc mówić o sprawiedliwości tam, gdzie nie ma miejsca dla Boga i jego przykazań, gdzie słowo Bóg urzędowo jest eliminowane z życia narodu. Należy więc zdać sobie sprawę z niesprawiedliwości i krzywdy, jaką czyni się naszemu narodowi, w zdecydowanej większości chrześcijańskiemu, gdy urzędowo ateizuje się go za pieniądze wypracowane również i przez chrześcijan, gdy niszczy się w duszach dzieci i młodzieży te wartości chrześcijańskie, które wszczepiali im od kolebki rodzice, wartości, które zdawały wielokrotnie egzamin w tysiącletnich dziejach naszej historii. Sprawiedliwość czynić i o sprawiedliwość wołać, mają obowiązek wszyscy bez wyjątku.

    Bo jak powiedział starożytny myśliciel: „Złe czasy, gdy sprawiedliwość nabiera wody w usta”.

    Módlmy się, byśmy w życiu naszym na co dzień kierowali się sprawiedliwością.

    Trzecia tajemnica bolesna: cierniem ukoronowanie

    Zwyciężać zło dobrem to zachować wierność Prawdzie. Prawda jest bardzo delikatną właściwością naszego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka Pan Bóg. Stąd w człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda, podobnie jak sprawiedliwość, łączy się z miłością, a miłość kosztuje – prawdziwa miłość jest ofiarna, stąd i prawda musi kosztować. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość Prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły Prymas Kardynał Wyszyński, ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy, tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach. Musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na gwałt w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Ludzie znajdą, ludzie przyjdą z daleka, by słów prawdy szukać, bo w ludziach jest naturalna tęsknota za prawdą. Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy. Nie jest to łatwe w czasach, o których powiedział współczesny poeta, że nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów naszych batem kłamstwa i obłudy. Nie jest łatwo dzisiaj, gdy cenzura wykreśla, zwłaszcza w pismach katolickich, słowa prawdziwe i myśli odważne, gdy wykreśla nawet słowa Księdza Prymasa, Ojca Świętego. Nie jest łatwo, gdy katolikowi nie tylko zabrania się zwalczać poglądy przeciwnika, lecz po prostu nie wolno mu bronić przekonań jego własnych czy przekonań ogólnoludzkich wobec napaści choćby najbardziej oszczerczych i krzywdzących. Nie wolno mu prostować fałszu, który inni mają pełną swobodę głosić i rozszerzać bezkarnie. Nie jest łatwo, gdy w ostatnich dziesiątkach lat w glebę ojczystą zasiewano ziarna kłamstwa i ateizmu. Obowiązek chrześcijanina – to stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Bo za prawdę się płaci. Tylko plewy nic nie kosztują, za pszeniczne ziarno prawdy trzeba czasami zapłacić.

    Módlmy się, by nasze życie codzienne było przepełnione prawdą.

    Czwarta tajemnica bolesna: dźwiganie krzyża

    Aby zwyciężać zło dobrem, trzeba troszczyć się o cnotę męstwa. Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju.

    Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewalania, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi upominać się odważnie dla siebie i dla innych. Prawdziwie roztropnym i sprawiedliwym, mówił Ojciec Święty, może być tylko człowiek mężny. Biada społeczeństwu – wołał Prymas Tysiąclecia – którego obywatele nie rządzą się męstwem, przestają być wtedy obywatelami, stają się zwykłymi niewolnikami. Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem i wyrządza największą krzywdę sobie, swojej ludzkiej osobowości, rodzinie, grupie zawodowej, narodowi, państwu i Kościołowi. Chociaż byłby łatwo pozyskany dla lęku i bojaźni, dla chleba i względów ubocznych. Ale i biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszania i niewolniczego lęku. Jeśli władza rządzi zastraszonymi obywatelami, obniża swój autorytet, zubaża życie narodowe, kulturalne i wartości życia zawodowego. Troska więc o męstwo powinna leżeć w interesie zarówno władzy, jak i obywateli.

    Prośmy Chrystusa Pana dźwigającego krzyż, abyśmy w naszym codziennym życiu okazywali męstwo w walce o wartości prawdziwie chrześcijańskie.

    Piąta tajemnica bolesna: ukrzyżowanie Chrystusa

    Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą. Ojciec Święty w czasie stanu wojennego, w modlitwie do Pani Jasnogórskiej, powiedział, że naród nie może rozwijać się prawidłowo, gdy jest pozbawiony praw, które warunkują jego pełną podmiotowość i państwo nie może być mocne siłą żadnej przemocy. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli; najnędzniejsze i najkrótsze to walki przemocą. Idea, która potrzebuje broni, by się utrzymać, sama obumiera. Idea, która utrzymuje się tylko przy użyciu przemocy, jest wypaczona. Idea, która jest zdolna do życia, podbija sobą; za nią spontanicznie idą miliony. Solidarność dlatego tak szybko zadziwiła świat, że nie walczyła przemocą, ale na kolanach, z różańcem w ręku, przy polowych ołtarzach, upominała się o godność ludzkiej pracy, o godność i szacunek dla człowieka. O te wartości wołała bardziej, niż o chleb powszedni. W ostatnim roku swojego życia Kardynał Wyszyński powiedział, że świat pracowniczy na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat doznał wielu zawodów, ograniczeń. Ludzie pracy i całe społeczeństwo przeżywało w Polsce udrękę podstawowych praw osoby ludzkiej, ograniczenie wolności myślenia, światopoglądu, wyznawania Boga, wychowania młodego pokolenia. Wszystko to było tłumione. Na odcinku pracy zależnej, stworzono specjalny model ludzi zmuszanych do milczenia i do wydajnej pracy. Gdy ten ucisk wszystkich dostatecznie umęczył, powstał zryw ku wolności, powstała „Solidarność”, która udowodniła, że do przebudowy społeczno-gospodarczej wcale nie trzeba zrywać z Bogiem.

    Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

    **************************************

    Razem z bł. ks. Jerzym Popiełuszką módlmy się za Polskę!

    Razem z bł. ks. Popiełuszką módlmy się za Polskę!  - zdjęcie
    fot. Andrzej Iwański via Wikipedia, CC BY-SA 3.0/Fronda.pl

    ***

    Wszechmocny Boże, Ojców naszych Panie!

    Pochylamy pokornie nasze  głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności, by prosić o Twoje błogosławieństwo.

    Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece, Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca.

    Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć,  jak Ty przebaczasz nam nasze winy.

    I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj, Panie, prośby ludu swego.

    Modlitwa za Ojczyznę bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    ******************************************

    Ksiądz Jerzy Popiełuszko – globalny święty

    Gdy media całego świata informowały w październiku 1984 r., że w Polsce agenci komunistycznej bezpieki zamordowali katolickiego kapłana, nikt nie przypuszczał, że jest to początek niezwykłego fenomenu – obok św. Jana Pawła II i św. Faustyny Kowalskiej ks. Jerzy Popiełuszko jest polskim świętym globalnym. Do jego grobu spontanicznie pielgrzymowało ponad 23 mln osób, w tym papieże, prezydenci i premierzy, politycy i ludzie kultury oraz zwyczajni ludzie ze wszystkich kontynentów. Relikwie męczennika czczone są w ponad tysiącu kościołach na całym świecie, w krajach tak odległych jak Uganda, Boliwia, Peru. W tym roku 19 października przypada 37. rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

    bł. Jerzy Popiełuszko/Archiwum

    ***

    Siła słabego

    Już pierwszej nocy po odnalezieniu zmasakrowanego ciała ks. Jerzego w konfesjonałach kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zaczęły dziać się prawdziwe cuda – wspominają kapłani, którzy słuchali do świtu spowiedzi. Choć tłumy nie oblegają już świątyni, grób męczennika jest stale nawiedzany. Pod kościół wciąż podjeżdżają autokary z pielgrzymami z Polski i ze świata. – Wśród cudzoziemców przeważają Francuzi, Włosi i Amerykanie, ale niedawno była grupa z Kamerunu – mówi KAI pracownica Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki, działającego od dekady w podziemiach świątyni. Co ciekawe, Francuzi pielgrzymowali tu najliczniej jeszcze na długo przed cudownym uzdrowieniem ich rodaka, które otwiera drogę do kanonizacji męczennika.

    Milena Kindziuk, autorka biografii ks. Jerzego i jego matki Marianny, twierdzi, że po przekazaniu informacji o cudzie zauważalny jest wzrost liczby pielgrzymów. – Nie są to już kilometrowe kolejki jak kiedyś, gdy sięgały Dworca Gdańskiego, ale codziennie do kościoła i na grób przybywają tu osoby, które chcą modlić się za wstawiennictwem ks. Jerzego. Gdyż ma on opinię bardzo skutecznego orędownika.

    Pielgrzymi modlą się przy grobie, wstępują do kościoła, gdzie przechowywane są relikwie męczennika, zwiedzają poświęcone mu muzeum, wypisują intencje modlitewne i podziękowania za otrzymane łaski.

    Niezależnie od wieku, pochodzenia społecznego czy narodowości fascynacja świadectwem skromnego księdza, który nawoływał do porzucenia przemocy, do zwyciężania zła dobrem, do stosowania ubogich środków, życia Ewangelią – wciąż trwa.

    Spontaniczny kult

    W pogrzebie ks. Jerzego, który odbył się 3 listopada 1984 r., wzięło udział od 600 do 800 tys. osób, być może nawet milion. Ten nieprzebrany strumień ludzki trzeba było zorganizować – stopniowo powstawała infrastruktura, która usprawniała przepływ pielgrzymów – służba porządkowa, medyczna, informacyjna. Przy parafii zbudowano Dom Pielgrzyma Amicus, w 20. rocznicę męczeństwa otwarto Muzeum im. ks. Jerzego Popiełuszki, zaś rok po beatyfikacji męczennika, na wiosnę 2011 r., został otwarty Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.

    Jego życie i dzieło są także tematem kilkunastu monografii, setek artykułów, kilku prac doktorskich. Do masowej wyobraźni, także młodych odbiorców, wszedł dzięki filmowi Rafała Wieczyńskiego “Popiełuszko. Wolność jest w nas” ze znakomitą kreacją Adama Woronowicza. Premiera odbyła się w 2009 r., a obraz miał ogromną widownię – obejrzało go ponad 1,5 mln osób w Polsce oraz kilkaset tysięcy za granicą. Duszpasterz ludzi pracy inspirował nie tylko Polaków – w 2012 r. odbyła się w Watykanie premiera filmu dokumentalnego pt. “Jerzy Popiełuszko: Messenger of the Truth (Orędownik Prawdy)”. Scenarzysta i producent obrazu Paul Hensler pracował nad nim ponad dekadę.

    Kościół oficjalnie potwierdził intuicję wiernych – ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. w Warszawie jako męczennik za wiarę.

    Wyjątkowo skuteczny święty

    Beatyfikacja niewątpliwie ożywiła zainteresowanie ks. Jerzym, ale umożliwiła też takie inicjatywy, jak stworzenie portalu modlitewnego w kwietniu 2013 r. Jest on prowadzony przez Misjonarzy ks. Jerzego. Łukasz Urbaniak skomponował “Missa in memoriam Beati Georgii Popieluszko”, zaś biskup polowy WP Józef Guzdek ustanowił medal jego imienia rok po wyniesieniu na ołtarze.

    Zapytana o fenomen kultu błogosławionego księdza Milena Kindziuk odpowiada, że ludzi przyciąga jego wyjątkowa skuteczność. Czują, że sanktuarium męczennika na Żoliborzu jest miejscem uprzywilejowanym, w którym za wstawiennictwem skromnego kapłana Bóg wysłuchuje ich próśb. Znane są przypadki odzyskanego wzroku, uzdrowień z nowotworów, ale też spowiedzi odbytej po dziesięcioleciach. Jego własna matka Marianna, która miała zaplanowaną operację stawów i przyjechała na grób syna, by prosić go o uzdrowienie, została wysłuchana tak, że do końca życia była w stanie zbierać kartofle.

    Dlatego pielgrzymi będą tu nadal przybywać, a kanonizacja tylko wzmocni ich intuicję o ks. Jerzym jako o skutecznym orędowniku – uważa Milena Kindziuk.

    Tygodnik NIEDZIELA/Kai.pl

    *********************************

    Ofiara ruszyła lawinę

    Ofiara ruszyła lawinę
    fot. Anna Beata Bohdziewicz/East News

    ***

    W październiku 1984 r. zginął ks. Jerzy Popiełuszko. Przeszkadzał złu. Od tamtej pory przeszkadza znacznie bardziej.

    Władza ludowa umiała ludowi dopiec. A konkretnie tym jego członkom, którzy nie śpiewali w chórze jej piewców. Na początku lat 80. minionego wieku ks. Jerzy Popiełuszko otwierał listę „wrogów ludu” i władza dawała mu to odczuć. Wszechobecna inwigilacja, rewizje, podrzucane „dowody”, przesłuchania, szczucie w mediach, groźba więzienia.

    W lipcu 1984 roku atmosfera wokół kapłana była już taka, że ks. Teofil Bogucki, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, powiedział podczas Mszy za Ojczyznę: „Uważam za swój pasterski obowiązek na tle fałszywych sądów i niesprawiedliwych wyroków, w świetle wypowiedzianych myśli, ukazać jasną postać ks. Jerzego, którego zaliczam w poczet najlepszych kapłanów, gorliwych i pełnych Ducha Bożego, i do najwspanialszych Polaków, szlachetnych i oddanych sercem ojczyźnie. Wszyscy zaświadczyć mogą, że nikogo nie nawoływał do nienawiści i zemsty, ale zachęcał do miłości i przebaczenia. Nie podniecał, ale uciszał wzburzone serca”.

    To nie była tania laurka. Raczej przyczynek do procesu beatyfikacyjnego. Proboszcz wiedział, co mówi: ks. Popiełuszko naprawdę taki był. Scena z filmu, w której ks. Jerzy częstuje herbatą śledzącego go zmarzniętego esbeka, oddawała rzeczywistość. Świadkowie potwierdzają: przyszły błogosławiony robił takie rzeczy z autentycznej troski o człowieka, niezależnie od tego, kim ten człowiek był. „Walczymy ze złem, a nie z jego ofiarami” – ta myśl towarzyszyła mu cały czas. To dlatego był nieustępliwy, gdy ludzka wola kolidowała z tym, co odczytywał jako wolę Bożą. Wiedział, że Bóg chce dla człowieka wyłącznie dobra. Ta jego cecha dała o sobie wyraźnie znać już przed laty, gdy został wyrwany z seminarium do jednostki wojskowej w Bartoszycach. Tam władze PRL robiły klerykom pranie mózgu za pomocą „specjalnego programu szkolenia politycznego”. Na szeregowego Popiełuszkę spadały kary za to, że klęka do modlitwy albo że nie chce zdjąć z palca różańca. Ośmieszanie, długie i poniżające przesłuchania, odbieranie urlopu, areszt, stanie boso na mrozie – żadne szykany go nie złamały.

    „Wspólną modlitwę praktykujemy w dalszym ciągu, wspólny Różaniec, wieczorna modlitwa, w piątek Droga Krzyżowa, a w święta recytowana Msza św.” – pisał z wojska do ojca duchownego w seminarium. Imponował kolegom klerykom. Dzięki niemu nie bali się w niedziele odprawiać nabożeństw zastępujących Mszę św., ponieważ w Eucharystii nie pozwalano im uczestniczyć. Wielu z nich mówiło potem, że postawa Popiełuszki sprawiła, iż zamiast zrezygnować z seminarium, zyskali w wojsku większą motywację do zostania kapłanami.

    „Boże, jak się lekko cierpi, gdy się ma świadomość, że się cierpi dla Chrystusa” – pisał w jednym z listów kleryk Jerzy.

    Nie pożyję

    A jednak tamtego dnia, 29 lipca 1984 roku, ks. Jerzy wydawał się znękany ponad miarę. Zebrani w kościele widzieli, jak słuchając słów ks. Boguckiego, zasłania twarz ręką. Chyba po raz pierwszy publicznie płakał. Ale nie było to załamanie. „Ja jestem przekonany, że to, co robię, jest słuszne” – powtarzał w rozmowach z księżmi. Innym razem powiedział: „Ja się poświęciłem, ja się nie cofnę”. „Będę wśród swoich robotników, dopóki tylko będę mógł” – deklarował, świadom, że niedługo może już nie będzie mógł. Księża zapamiętali, jak w ostatnich miesiącach życia mówił kilkakrotnie: „Ja długo nie pożyję”. I dodawał: „Jestem gotowy na wszystko”. Mówił to z determinacją w głosie. Dziś możemy na tej podstawie stwierdzić, że Bóg przygotowywał ks. Jerzego do męczeństwa.

    Po lipcowej Mszy za Ojczyznę pozostały mu jeszcze niespełna trzy miesiące życia. Komunistyczna władza wiedziała już dzięki podsłuchom, że ksiądz nie wyjedzie na studia, lecz pozostanie w Polsce. Oznaczało to dla niej sygnał do wzmożenia represji. We wrześniu płk Pietruszka powiedział podwładnym: „Dosyć tej zabawy z Popiełuszką i Małkowskim. Podejmujemy zdecydowane działania. Trzeba nimi tak wstrząsnąć, żeby to było na granicy zawału serca, żeby to było ostrzeżenie”.

    Gdyby SB miała do czynienia z człowiekiem, któremu bardziej zależy na sobie niż na innych, może by takie „ostrzeżenie” podziałało. Ksiądz Jerzy jednak nie był takim człowiekiem. I władza posunęła się do działań ostatecznych.

    Bez skrupułów

    Jak to miało być? Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, pewnie ks. Jerzy Popiełuszko zniknąłby i tyle by go widziano. A potem może rozpuściłoby się plotki, że ktoś widział go, jak z panienkami na Karaibach przepuszcza pieniądze zebrane od naiwnych wiernych. Jedni by wierzyli, inni nie, ale wątpliwość by została. Funkcjonariusze Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wiedzieli, jak się takie rzeczy robi. Szczególnie ci z Samodzielnej Grupy „D”. Literka „D” to inicjał od słowa dezintegracja, a to ci ludzie potrafili najlepiej. Tam pracowali najwięksi zbrodniarze, zdolni do znęcania się nad ludźmi i mordowania ich bez żadnych skrupułów.

    Wieczorem 19 października 1984 roku trzej ludzie z tego „komanda śmierci”, przebrani w mundury milicjantów, zatrzymali samochód, którym podróżował ks. Jerzy Popiełuszko.

    To wiemy. Wiemy też, co zdarzyło się 11 dni później. „O godzinie 17.00 […] przystąpiono do wydobywania zwłok mężczyzny […] przy użyciu płetwonurków. Przed ich wydobyciem, jak wynika z oświadczenia płetwonurka Krzysztofa Mańko, […] ubrane były w sutannę, zwrócone twarzą w kierunku jazu, z obciążeniem nóg” – czytamy w milicyjnym raporcie z 30 października 1984 roku.

    Co się jednak naprawdę zdarzyło między porwaniem ks. Jerzego a znalezieniem jego zwłok? Nie mamy całkowitej pewności. Nic dziwnego – zarówno poprzedzające proces dochodzenie, jak i sam proces były w rękach władzy, która zleciła to morderstwo. Jeśli ten przedziwny „sąd we własnej sprawie” w ogóle się odbył, to wyłącznie dlatego, że coś poszło nie tak – i sprawa częściowo się wydała. Nie dało się już przed społeczeństwem udawać niewiniątek. Kogoś trzeba było poświęcić, więc poświęcono bezpośrednich wykonawców i ich bezpośredniego przełożonego.

    Poszło inaczej

    A co poszło nie tak? Z pewnością szyki pomieszała ucieczka Waldemara Chrostowskiego, kierowcy ks. Jerzego. Porwany razem z kapłanem, w dogodnym momencie zdołał otworzyć drzwi pędzącego samochodu i uciec. Jak to możliwe? Ta wersja długo budziła spory. Mimo to dostępne dziś dokumenty i relacje świadków wskazują na to, że tak rzeczywiście było.

    Tak czy inaczej – sprawa wyszła na jaw. I jeśli w zamyśle SB śmierć kapłana w ogóle miała dotrzeć do wiadomości publicznej, to z pewnością nie w taki sposób. Mimo że dochodzenie i proces zostały tak ustawione, jakby podsądnymi byli ks. Popiełuszko i Kościół, wydarzenia wymknęły się komunistycznej władzy spod kontroli. Nic już nie mogło powstrzymać lawiny przemian społecznych, jaka za kilka lat miała ruszyć, zmiatając – bez użycia przemocy! – cały aparat władzy i przywracając Polsce wolność.

    Tu działały siły, jakich sobie władza w ogóle nie wyobrażała. Zło zostało zwyciężone przez dobro – właśnie tak, jak do tego ks. Jerzy wielokrotnie nawoływał. Ksiądz miał „przestać bruździć”, miał nie skupiać już wokół siebie tłumów. Jego zniknięcie miało zapewne także zastraszyć ewentualnych naśladowców. Stało się zupełnie inaczej. Na pogrzeb ks. Jerzego 3 listopada 1984 roku do Warszawy zjechało prawie milion Polaków. Podczas Mszy, odprawianej przez tysiąc kapłanów, kazanie wygłosił prymas, kard. Józef Glemp. „Odpuszczamy wszystkim winowajcom, którzy z przekonania lub na rozkaz zadali bliźnim krzywdy. Odpuszczamy zabójcom ks. Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści. (…) Być może była potrzebna ofiara życia, aby odkryły się utajone mechanizmy zła, aby wyzwoliły się silniej pragnienia dobra, szczerości, zaufania” – niosło się nad ulicami wypełnionymi ludźmi.

    Taka jest logika Ewangelii: odrzucić zło, ocalić człowieka. Nie chcemy mieć satysfakcji z tego samego, z czego satysfakcję chce mieć diabeł. To jest też przesłanie ks. Jerzego.

    Ksiądz działa

    Owocem dobra jest dobro. Dziś wiele lat po śmierci ks. Jerzego, wielu ludzi świadczy o cudach i łaskach doznanych za jego przyczyną. Przy grobie błogosławionego kapłana wciąż modlą się wierni – i wielu otrzymuje łaski nawet wtedy, gdy się tego nie spodziewa. Ludzie wzywają jego pomocy w chorobach i dramatycznych sytuacjach życiowych. Wielu doznaje uzdrowienia, są małżonkowie, którzy wstawiennictwu bł. Jerzego przypisują wyjście z poważnych kryzysów, są też ludzie, którzy wypraszają jego pomoc w znalezieniu dobrej pracy.

    Ksiądz Jerzy za swojego ziemskiego życia przyczyniał się do licznych powrotów do Boga. Wygląda na to, że dziś nawrócenia to także jego szczególna „specjalizacja”.

    Umierają kolejni winowajcy zbrodni sprzed lat, mniejsza z tym, czy przez ludzki trybunał zostali uznani za przestępców, czy też nie. Ksiądz Jerzy złożył ofiarę, naśladując Jezusa, o którym już Izajasz pisał, że „poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami”. Z pewnością także kapłan męczennik oręduje za swoimi prześladowcami, modląc się o ich nawrócenie choćby w ostatniej godzinie.•

    Franciszek Kucharczak /Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________

    PIĄTEK – 22 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. JANA PAWŁA II

    43 LATA TEMU W NIEDZIELNY PORANEK ROZPOCZĄŁ SIĘ BARDZO WAŻNY PONTYFIKAT Z MOCNYM PRZESŁANIEM: “NIE LĘKAJCIE SIĘ!”

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00 19.00

    NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE O GODZ. 18.30

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00

    Zobacz, jaki tekst św. Jan Paweł II nosił na sercu - zdjęcie
    fot. Itto Ogami, lic. CC BY-SA 3.0 via Wikipedia

    ***

    Tekst oddania jaki św. Jan Paweł II nosił na sercu

    Dzięki uprzejmości ks. Kardynała Stanisława Dziwisza krakowscy jezuici mogą zaprezentować ten nigdy nie publikowany dokument – akt osobistego poświęcenia się Najświętszemu  Sercu Jezusowemu bł. Jana Pawła II.

    Błogosławiony Jan Paweł II akt ten nosił  na sobie w relikwiarzyku św. Teresy od Dzieciątka Jezus przez większość swojego życia aż do śmierci.

    Ja, Karol Wojtyła  oddaję i poświęcam Najświętsze­mu Sercu Pana naszego Jezusa Chrystusa moją osobę i moje życie, moje uczynki, troski i cierpienia, nie chcąc odtąd uży­wać żadnej cząstki mego jestestwa, jeno aby czcić, miłować i wielbić to Serce. Mam niezłomną wolę całkowicie należeć do Niego i czynić wszystko z miłości ku Niemu, wyrzekając się z całego serca tego wszystkiego co by Mu się mogło nie podobać.Obieram więc Ciebie, Najświętsze Serce, za jedyny przedmiot mojej miłości, za Opiekuna mojego życia, za rękojmię mojego zbawienia, za lekarstwo na moje ułomności i niestałość, za naprawienie wszystkich błędów mojego życia i zapewne schronienie w godzinę mej śmier­ci. Bądź więc, o Serce pełne dobroci, mo­im przebaczeniem wobec Boga Ojca i od­wróć ode mnie strzały Jego sprawiedli­wego gniewu. O Serce pełne miłości, w Tobie pokładam całą ufność, gdyż wszystkiego się obawiam po mojej słaboś­ci i złości, natomiast – spodziewam się wszystkiego po Twej dobroci.Zniszcz więc we mnie wszystko, cokol­wiek może Ci się nie podobać albo sprze­ciwiać. Niech Boska Twa miłość tak głęboko wniknie w me serce, bym nigdy nie mógł zapomnieć o Tobie, ani się od Ciebie odłączyć. Błagam Cię przez nieskończoną Twą dobroć, niech imię moje będzie zapisane w Tobie, gdyż pragnę by całym mym szczęściem i najwyższą mą chwałą było żyć i umierać jak Twój wier­ny sługa. Amen.   Wszystko dla Ciebie Najsłodsze Serce Jezusa

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    fragment artykułu ks. Józefa Gawła  “Jan Paweł II czciciel i apostoł Bożego Serca” opublikowany w miesięczniku “Czas Serca”:

    […] Uczył, że „Teologia Boskiego Serca jest równocześnie programem życia. To jest program stary jak chrześcijaństwo. Teologia Boskiego Serca jest pewnym programem życia wiarą”. Ten program życia streścił aktem osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa. Kardynał Stanisław Dziwisz potwierdził, że „zachował się własnoręcznie napisany – drobnymi literami na bardzo pożółkłym papierze – akt osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa, zakończony słowami: «Wszystko dla Ciebie, Najświętsze Serce Jezusa».

    Ten akt, złożony w formie szkaplerza, nosił stale ze sobą”. Wydaje się, że tu jest sekret siły i mocy Karola Wojtyły w bardzo trudnych latach dzieciństwa i młodości związanych ze śmiercią rodziców, brata oraz w czasie II wojny światowej. Ten akt poświęcenia się był wyrazem jego zaufania i zawierzenia Bożemu Sercu.W 1986 roku odwiedził Paray-le-Monial, gdzie modlił się przy grobie św. Małgorzaty Marii: „aby w tym duchu, który ona zapoczątkowała w Kościele, oddawano wytrwale kult Najświętszemu Sercu.

    Ponieważ przy Sercu Jezusowym serce człowieka uczy się poznawać, jaki jest prawdziwy i jedyny sens jego życia i jego przeznaczenia; przy Sercu Jezusowym serce człowieka nabiera zdolności miłowania”.  Oby ta jego modlitwa wydała owoce, byśmy wszyscy pielęgnowali ten kult i żyli nabożeństwem do Bożego Serca.

    Obyśmy mogli z radością czerpać ze zdrojów Zbawiciela i być budowniczymi cywilizacji miłości. Niech wzór bł. Jan Pawła II – jako czciciela i apostoła Bożego Serca – będzie dla nas zachętą, abyśmy również starali się być gorliwymi czcicielami Serca Pana Jezusa i Jego apostołami. Oby wszędzie coraz bardziej było kochane i czczone Najświętsze Serce Jezusa…

    Fronda.pl

    *****************************************************

    Święty Janie Pawle II, módl się za nami! - zdjęcie
    fot. Beyond Forgetting via Flickr, CC 20

    ***

    Ostatni list Jana Pawła II:

    ,,Zawierzam Maryi Ojczyznę, Kościół i siebie samego

    Jan Paweł II

    Zawierzam Maryi Ojczyznę, Kościół i siebie samego

    List z okazji 350. rocznicy cudownej obrony Klasztoru Jasnogórskiego, 1.04.2005

    Czcigodny Ojciec 
    Izydor Matuszewski 
    Generał Zakonu Paulinów 
    Jasna Góra

    Wszechmogący i miłosierny Bóg, który dał narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, i w sposób niezwykły wsławił czcią wiernych Jej Jasnogórski wizerunek, wiele razy w historii naszej Ojczyzny za Jej wstawiennictwem okazywał nam swoje nieskończone miłosierdzie. Za tę szczególną Bożą opiekę dziękujemy w sposób szczególny dziś, gdy przeżywamy jubileusz 350 lat od cudownej obrony Klasztoru Jasnogórskiego w czasie tak zwanego «potopu szwedzkiego».

    Odwołując się do tych wydarzeń z drugiej połowy XVII stulecia, uświadamiamy sobie, że widmo całkowitej utraty suwerenności państwa niosło ze sobą groźbę zniewolenia polskiego ducha. Wielu utraciło wówczas nadzieję, porzucając wiarę ojców i poddając się panowaniu wroga, który jako jeden z celów stawiał sobie wykorzenienie katolicyzmu. Z Bożego zrządzenia Jasna Góra stała się opatrznościowym bastionem w walce o zachowanie wolności i narodowej tożsamości. Dobrze to rozumiał ówczesny przeor częstochowskiego klasztoru O. Augustyn Kordecki. Jak pisze Sienkiewicz, powtarzał on często: «Jeszcze Najświętsza Panna pokaże, że od burzących kolubryn silniejsza». Nawiązując do tego wyrazu wiary w moc Jasnogórskiej Królowej, mówiłem kiedyś: «Jeżeli patrzymy na postać Augustyna Kordeckiego, jego bohaterską decyzję obrony Jasnej Góry, jego zwycięstwo, wówczas odżywają w nim jakże liczne postacie naszej historii — postacie pasterzy, kapłanów i zarazem żołnierzy. Jego geniusz był zapoczątkowaniem nowych czasów, nowych zadań dziejowych i ducha polskiego. O. Augustyn Kordecki odniósł zwycięstwo. Jasna Góra zadziwiła cały naród. Ona jedna potrafiła się obronić przed ‘potopem’, ostatnia wyspa niepodległego bytu i niepodległego ducha. Ten fakt mówił bardzo wiele współczesnym, ale ten fakt mówił jeszcze więcej potomnym» (6 maja 1973 r.). Niech ten fakt mówi również do naszego pokolenia. Niech stanie się wezwaniem do jedności w budowaniu dobra, dla pomyślnej przyszłości Polski i wszystkich Polaków. Niech przywołuje do strzeżenia skarbca ponadczasowych wartości, aby korzystanie z wolności było ku zbudowaniu, a nie ku upadkowi.

    Klękając przed obliczem Jasnogórskiej Królowej, modlę się, aby mój naród, przez wiarę w Jej niezawodną pomoc i obronę, odnosił zwycięstwo nad wszystkim, co zagraża godności ludzkiej i dobru naszej Ojczyzny. Polecam Jej macierzyńskiej opiece Kościół na ziemi polskiej, aby przez świadectwo świętości i pokory zawsze umacniał nadzieję na lepszy świat w sercach wszystkich wierzących. Proszę o odwagę dla odpowiedzialnych za przyszłość Polski, aby wpatrzeni w postać O. Augustyna, potrafili bronić każdego dobra, które służy Rzeczypospolitej.

    Błogosławię i ofiarowuję nowe korony, jednocząc się w duchu z Paulinami, stróżami Sanktuarium, i z wszystkimi Pielgrzymami. Zawierzam naszą Ojczyznę, cały Kościół i siebie samego Jej matczynej opiece. Totus Tuus!

    Watykan, 1 kwietnia 2005 r.

    _________________________________________________________

    Święty Janie Pawle II, módl się za nami!

    Módlmy się o Jego wstawiennictwo:

    Janie Pawle II nasz święty orędowniku, Wspomożycielu w trudnych sprawach

    Ty, który swoim życiem świadczyłeś wielką miłość do Boga i ludzi

    Prowadząc nas drogą Jezusa i Maryi w umiłowaniu obojga, pragnąc pomagać innym.

    Przez miłość i wielkie cierpienie ofiarowane za bliźnich, co dzień zbliżałeś się do świętości.

    Pragnę prosić Cię o wstawiennictwo w mojej sprawie…

    Wierząc, że przez Twoją wiarę, modlitwę i miłość pomożesz zanieść ją do Boga z ufnością w miłosierdzie Boże i moc Twej papieskiej modlitwy.

    Pragnę przez Jezusa i Maryję Za Twoim przykładem zbliżać się do Boga.

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo…

    Chwała ojcu…

    Litania do św. Jana Pawła II


    Kyrie eleison, Christe eleison, Kyrie eleison.
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami.
    Święta Maryjo – módl się za nami.

    Święty Janie Pawle, módl się za nami
    Zanurzony w Ojcu, bogatym w miłosierdzie,
    Zjednoczony z Chrystusem, Odkupicielem człowieka,
    Napełniony Duchem Świętym, Panem i Ożywicielem
    Całkowicie oddany Maryi,
    Przyjacielu Świętych i Błogosławionych,
    Następco Piotra i Sługo sług Bożych,
    Stróżu Kościoła nauczający prawd wiary,
    Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań,
    Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej,

    Gorliwy Miłośniku Eucharystii,
    Niestrudzony Pielgrzymie tej ziemi,
    Misjonarzu wszystkich narodów,
    Świadku wiary, nadziei i miłości,
    Wytrwały Uczestniku cierpień Chrystusowych,
    Apostole pojednania i pokoju,
    Promotorze cywilizacji miłości,
    Głosicielu Nowej Ewangelizacji,
    Mistrzu wzywający do wypłynięcia na głębię,
    Nauczycielu ukazujący świętość jako miarę życia,
    Papieżu Bożego Miłosierdzia,
    Kapłanie gromadzący Kościół na składanie ofiary,
    Pasterzu prowadzący owczarnię do nieba,

    Bracie i Mistrzu kapłanów,
    Ojcze osób konsekrowanych,
    Patronie rodzin chrześcijańskich,
    Umocnienie małżonków,
    Obrońco nienarodzonych,
    Opiekunie dzieci, sierot i opuszczonych,
    Przyjacielu i Wychowawco młodzieży,
    Dobry Samarytaninie dla cierpiących,
    Wsparcie dla ludzi starszych i samotnych,
    Głosicielu prawdy o godności człowieka,
    Mężu modlitwy zanurzony w Bogu,
    Miłośniku liturgii sprawujący Ofiarę na ołtarzach świata,
    Uosobienie pracowitości,
    Zakochany w krzyżu Chrystusa,
    Przykładnie realizujący powołanie,
    Wytrwały w cierpieniu,
    Wzorze życia i umierania dla Pana,

    Upominający grzeszników,
    Wskazujący drogę błądzącym,
    Przebaczający krzywdzicielom,
    Szanujący przeciwników i prześladowców,
    Rzeczniku i obrońco prześladowanych,
    Wspierający bezrobotnych,
    Zatroskany o bezdomnych,
    Odwiedzający więźniów,
    Umacniający słabych,
    Uczący wszystkich solidarności,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas. Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami.


    Módl się za nami błogosławiony Janie Pawle.
    Abyśmy życiem i słowem głosili światu Chrystusa, Odkupiciela człowieka.

    Módlmy się:
    Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie za dar apostolskiego życia i posłannictwa błogosławionego Jana Pawła II i za jego wstawiennictwem pomóż nam wzrastać w miłości do Ciebie i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    Fronda.pl

    **********************************************************************************

    SOBOTA 23 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    O GODZ. 16.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI, KTÓRE PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXX NIEDZIELI ZWYKŁEJ GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE

    *****

    Jak odmawiać różaniec w duchu św. Jana Pawła II

    List o Różańcu: „Rosarium Virginis Marie” dał nam Jan Paweł II, który z ogromną miłością do Maryi odmawiał Różaniec. Ojciec Święty wskazał na nowo na Różaniec i powiedział do świata, że trzeba iść przez czas do wieczności nie inaczej, ale z wiarą i pokorną modlitwą. Idziemy więc i my ze św. Janem Pawłem II ku wypełnianiu się czasów z różańcem w ręku.

    fot. Grzegorz Gałązka

    ***

    Idzie więc papież z  rodu Polaków z  różańcem w ręku, by walczyć o Bożą sprawę. Idzie naprzeciwko świata o tendencjach ateistycznych, choć zabarwionych humanizmem. To jednak żaden humanizm. Kto strzela w stronę Boga, kule odbijają się od Jego płaszcza i trafiają w tego, kto strzela. Człowiek ginie, gdy Bóg nie jest w jego życiu na pierwszym miejscu, gdy nie jest w centrum jego życia – nie jest dla niego wszystkim.

    Ojciec Święty głosi nam cudowny traktat o Różańcu. Różaniec to dziwna modlitwa. Jest to modlitwa pokory. Ale tej pokory istotnej.

    A „istotna pokora” to przeciwstawienie się pysze istotnej, czyli duchowi buntu przeciwko Bogu. Różaniec uczy nas pokory wobec Boga, czyli wiary, pokłonu wobec Tego, który jest i który jedynie jest. Trzymam więc w ręku paciorki różańca. Takie one małe, ale przypominają mi te kamyki młodego Dawida, z  którymi wyszedł naprzeciw uzbrojonego po zęby Goliata, by walczyć w imię Boże. W imię Boże, posługując się tylko kamykiem i procą, zwyciężył olbrzyma. Z różańcem w dłoni, ściskając jego małe paciorki, a nawet nosząc go tylko przy sobie, stajemy na właściwym miejscu. Stawać bowiem w pokorze przed Bogiem, to stawać na właściwym miejscu.

    Człowiek jest prochem wobec Boga, ale będąc prochem, jest wielki, bo Bóg powołał go do przyjaźni z sobą, do rozmów, do dialogu. Powołał go do modlitwy, a przede wszystkim, by był Jego synem. Jako syn Boży z przybrania człowiek może z Bogiem rozmawiać. Im więcej z Bogiem rozmawia, tym lepsze, piękniejsze jest jego życie. Tym bardziej też sensownie czuje się na tym świecie.

    Powstanie Różańca wiążemy zwykle ze świętym Dominikiem. O tym świętym napisano, że nie zwykł dużo rozmawiać z  ludźmi o  zwykłych sprawach. Mówił albo o Bogu, albo z Bogiem. Rozmawiał często z Bogiem. Różaniec daje nam okazję do tego, byśmy często z Bogiem rozmawiali. Ojciec Święty Jan Paweł II zachęca nas do modlitwy częstej, nawet do modlitwy ustawicznej. Gdy będziemy się z Bogiem często kontaktować, pójdziemy we właściwą stronę i uratujemy świat od laicyzacji.

    Jan Paweł II w  swym liście o  Różańcu bardzo mocno zaakcentował, że Różaniec to modlitwa dziecka do Boga Ojca. Jest Bóg – Ojciec człowieka i jest człowiek – dziecko Boga – mówił. Zaakcentował to, ucząc, iż najważniejszą modlitwą w Różańcu jest modlitwa „Ojcze nasz”.

    Papież zaleca pewną metodę odmawiania Różańca

    Naprzód każe zapowiedzieć daną tajemnicę Różańca i  stanąć w  ten sposób w  obliczu Boga. Przybliżyć Go do siebie. Potem zachęca, żeby się znaleźć w głosie Bożym. Pomoże nam to przypomnienie sobie choćby kilka wersetów z Pisma Świętego o danej tajemnicy. A potem trzeba nam zamilknąć na chwilę, po to, by wydobyć z serca uniesienie synowskie do Boga Ojca.

    „Uniesienie synowskie” – to dosłowne wyrażenie z listu o Różańcu Jana Pawła II. W uniesieniu synowskim należałoby odmawiać i rozważać cały Różaniec. Trzeba dać się zainspirować tym szczęściem, że się jest synem Bożym, że można się przytulić do serca Boga Ojca i mówić do Niego tak, jak Pan Jezus mówił w swej najważniejszej modlitwie w  Ogrójcu: „Ojcze, Abba. Niech się dzieje wola Twoja”. Kiedy będziemy odmawiać Różaniec w uniesieniu synowskim i będziemy się cieszyć, że jesteśmy dziećmi Boga, Różaniec nie będzie dla nas modlitwą nudną czy męczącą. Bo gdy człowiek umie się cieszyć tym, że jest dzieckiem Bożym, to człowiekowi jest dobrze. Kiedy odmawiamy Różaniec naprawdę dziecięcym sercem, w skupieniu, jest nam dobrze. Jeśli jesteśmy synami i umiemy być synami Boga, to jesteśmy też i dziedzicami z woli Bożej.

    W tych czasach przełomu tysiącleci, w których wraz z tendencją, by żyć jakby Boga nie było, idzie chęć urządzania tego świata według własnego obrazu. Ludzie chcą stwarzać świat na swój własny obraz. A przecież w  Biblii na pierwszych stronach napisane, że to Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Gdy człowiek chce stwarzać ten świat na swój własny obraz, według siebie, co z  tego może wyniknąć? Wychodzi z tego bardzo często karykatura. Człowiek, który chce być szczęśliwy, dochodzi do tego, że nie osiąga tego szczęścia. Życie ludzkie coraz bardziej się komplikuje.

    Różaniec to zafascynowanie się Bogiem, który stał się człowiekiem, i  który będąc Bogiem, za nas umarł na krzyżu. Różaniec to cudowna przestrzeń, którą nam stwarzają „zdrowaśki”, „ciało Różańca” – jak mówi Jan Paweł II – byśmy duchem i sercem zanurzali się w Bogu, w  Jego tajemnicach.

    Mówimy: „Zdrowaś”, ale nasza dusza zagłębia się w Bogu, w Bogu bliskim. W Bogu, który się stał dla nas człowiekiem, który jest Miłością, który jest miłosierny. Zanurzyć się zaś w miłosierdziu Bożym, to wielka szansa dla człowieka. Gdy odmawiamy Różaniec ustami, wtedy równocześnie myślą i sercem przeżywamy tajemnice naszego zbawienia.

    Kiedy zaś tak zanurzamy się w tajemnicach Bożych, niesiemy światu Boga. Niesiemy mu moralność i mądrość. I świat, o którym św. Jan XXIII mówił, że jest antydekalogalny, bo nie lubi przykazań, lekceważy je i pomija, gdy spotyka ludzi, którzy żyją Chrystusem i Jego tajemnicami, staje się lepszy. Zachód ma swoją modlitwę Jezusa. Jest nią Różaniec. Idąc za wypowiedzią Pawła VI w „Marialis cultus”, uczy Jan Paweł II, że Różaniec jest modlitwą stawiającą Jezusa w  samym centrum uwagi. W  Różańcu wstępuje się niejako do doliny, której na imię Jezus. Tam jest źródło. Papież w swym ostatnim zbiorze poezji, w „Tryptyku Rzymskim”, mówi, że człowiek dzisiejszy szuka źródła. Chodzi i pyta: „Gdzie jesteś źródło? Gdzie jest moje źródło? Ono tu musi być!”.

    Jezus Chrystus to jedyne dla nas źródło. I zaleca Różaniec z dopowiedzeniami do słowa „Jezus” w modlitwie „Zdrowaś Maryjo” zdań, które mówią o Jezusie z danej tajemnicy. Dopowiadamy sobie, jak serce dyktuje. Następuje wtedy kontemplacja Jezusa. To patrzenie na Jezusa ma być jednak takie, żeby wyniknął z niego wymiar duchowy dla osoby odmawiającej Różaniec.

    W Różańcu człowiek bowiem także szuka swojej roli w  tajemnicy zbawienia, szuka samego siebie. Szuka obrazu Jezusa w sobie, swojej misji życiowej. Kontemplacja nie jest tylko patrzeniem na Jezusa z miłosną uwagą. Kontemplacja to przede wszystkim stanięcie w takiej sytuacji, że się odbiera niejako od Jezusa Jego patrzenie na nas, Jego miłość do mnie: „Jestem kochany przez Boga. Bóg mnie widzi”. Przyjmuję to do swego serca. Muszę się więc pytać: jakim mnie chce widzieć Ten, który mnie kocha? Jaki jestem w Jego oczach? Mam też zauważyć, że owszem, jestem grzesznikiem, ale mogę być święty. Mogę być wspaniałym człowiekiem, dobrym, pięknym, czystym, mocnym duchowo. Trzeba zawsze w  Różańcu pilnie poszukiwać siebie samego. Trzeba nam oddychać Jezusem i szukać siebie w Jezusie.

    Św. Jan XXIII prosi, żeby nigdy nie odmawiać żadnej tajemnicy Różańca przy samej kontemplacji. Trzeba nam też szukać aplikacji Jezusa kontemplowanego do samego siebie, zastosowania do siebie. Poszukujmy więc w Różańcu swego obrazu w obrazie Jezusa. Z pewnością go tam znajdziemy.

    Takie odmawianie Różańca sprawia, że ma on i  ciało, i  duszę. Ale żeby była dusza, potrzebne jest i  ciało. „Ciałem” Różańca są „zdrowaśki”, modlitwa „Zdrowaś Maryja”. Różaniec jest zawsze na przedłużeniu Ewangelii o  Wcieleniu Boga, o  Zwiastowaniu. Zawsze mówimy więc: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami”. To Niebo przyniosło nam te słowa. Bóg w ten sposób zwrócił się do Maryi. I my te słowa wciąż powtarzamy, dodając: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Módl się za nami teraz, w tym życiu, bo teraz bardzo potrzebuję Twej pomocy, Maryjo. Módl się też za nami w godzinę śmierci.

    Jan Paweł II uczy, że Różaniec jest nastawiony na Chrystusa, a w Chrystusie na całą Trójcę Świętą, i nawet radzi śpiewać doksologię: „Chwała Ojcu i Synowi, i  Duchowi Świętemu”. Powtórzy też wiele razy, że Różaniec trzeba odmawiać zawsze z  Maryją. Nasze „zdrowaśki”, które odmawiamy, to nic innego, jak tylko udanie się do Maryi Matki, prosząc Ją, by się z nami modliła. „Módl się za nami grzesznymi” – mówimy, ale też mówimy: „Módl się z nami grzesznymi”. Z Maryją więc, Jej oczami patrzymy na Jezusa, Jej sercem Go przeżywamy. Możliwie jak najserdeczniej chwytamy za paciorki różańca, a wtedy, można powiedzieć, dzieje się coś takiego jak nieraz w rodzinie. Matka składa dziecku ręce do modlitwy i trzyma je, żeby były złożone. Matka Boża też trzyma nasze złożone ręce i nadaje tym naszym słabym i grzesznym dłoniom jedyną jakość. Maryja się z nami modli. I to jest piękno Różańca.

    Jan Paweł II zachęca bardzo, żeby w naszym Różańcu zawsze była dusza, żeby było to zapatrzenie się w Jezusa. I wtedy to odmawianie, nieraz może „drewnianymi wargami” słów „Zdrowaś Maryja”, staje się miłe Bogu. Matka Boża nas słucha. Nie gardźmy więc Różańcem zmęczonym. Nie mówmy łatwo: nie stać mnie na wielką kontemplację. Gdy ściskam różaniec, gdy mówię „Zdrowaś”, to już to samo jest piękne i miłe Bogu.

    Jan Paweł II powiększył Różaniec. Uznał w ten sposób, że trzeba się dzisiaj dużo modlić. Choćbyśmy więc nawet nie odmawiali codziennie dwudziestoojczenaszowego i  dwustuzdrowaśkowego Różańca, wszyscy otrzymujemy od Ojca Świętego nowy impuls do modlitwy.

    Papież nie tylko jednak powiększył Różaniec. Papież ustawił tę modlitwę na nowo, na nowe czasy. Oczywiście, sprawdza się to, gdy nasze odmawianie Różańca nie jest bezduszne i tylko wargami. To nie jest modlitwa tylko ustna, to jest modlitwa głęboka, to jest kontemplacja.

    Weźmy do rąk pogłębiony, odnowiony, ustawiony na nowe czasy, Różaniec. Zwróćmy więc uwagę na siedem rodzajów modlitwy zawierającej się w każdym dziesiątku różańcowym.

    Najpierw zapowiedź tajemnicy, potem słuchanie słowa Bożego, chwila milczenia, „Ojcze nasz”, dziesięć „Zdrowaś Maryjo”. Centrum tej modlitwy jest słowo JEZUS. Tu właśnie miejsce na naszą miłosną kontemplację sercem Maryi. Możemy po słowie „Jezus” dopowiadać słowa związane z Jezusem z tej tajemnicy. Można to czynić w każdym „Zdrowaś” lub tylko w niektórych. Przeżywajmy wtedy Chrystusa. Radujmy się Nim, wsłuchajmy w wydarzenie z danej tajemnicy.

    Im więcej tych wniknięć, tym głębsza i bardziej skuteczna zbawczo jest nasza modlitwa różańcowa. Szósty rodzaj modlitwy to doksologia. Wszystko zmierza ku Trójcy Świętej. Wszystko na Jej chwałę. „Chwała Ojcu” można nawet w zbiorowym odmawianiu Różańca zaśpiewać. Każdy dziesiątek kończy akt strzelisty. Może to być własna modlitwa, a może być modlitwa fatimska: „O mój Jezu, przebacz nam…”, czy do Matki Bożej od Cudownego Medalika: „O Maryjo bez grzechu poczęta…”. Może też być modlitwa liturgiczna. Na początek Różańca może być: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu”. „Wierzę w Boga”, zawsze znak krzyża świętego. Matka Boża w Lourdes znaczyła się wielkim krzyżem, gdy wraz ze św. Bernadettą odmawiała Różaniec.

    Wskazówki niniejsze, będące jedynie podpowiedzeniem listu papieskiego, są podane dla uniknięcia powierzchowności i  rutyny. Różaniec jest modlitwą miłości i  odmawiany jest w  duchu wolności dzieci Bożych. Każdy może mieć własny sposób przeżywania w Różańcu Bożych tajemnic. Z pewnością jest to modlitwa niezwykła i o niezwykłych walorach, zaraz po Mszy świętej i Modlitwie uświęcenia czasu. Nic dziwnego, że Matka Boża świętej Bernadetcie w  Lourdes, dzieciom w Fatimie czy u nas w Gietrzwałdzie mówiła: „Odmawiajcie Różaniec”.

    Odmawiajmy zatem gorliwie i pobożnie święty Różaniec, a będzie dla nas, dla naszych rodzin i całego Kościoła źródłem pokoju i zbawienia.

     ks. Arcybiskup Stanisław Nowak/Tygodnik Niedziela/2021-10-21

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    XXX NIEDZIELA ZWYKŁA 24 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ŚWIATOWY DZIEŃ MISYJNY

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    PO MSZY ŚW. BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA SPOTKANIE W SALCE PRZY KOŚCIELE ŚW. PIOTRA. OBEJRZYMY FILM POD TYTUŁEM “FATIMA – OSTATNIA TAJEMNICA” (REŻYSERIA: ANDRÉS GARRIGÓ). CZY OBJAWIENIA FATIMSKIE SKRYWAJĄ KLUCZ DO NASZEJ PRZYSZŁOŚCI? (czas trwania filmu: 80 minut)

    PO FILMIE BĘDZIE POCZĘSTUNEK I OKAZJA POROZMAWIANIA JAK WIELE DOBRA MOŻNA UCZYNIĆ MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ I POMÓC SOBIE I INNYM W ODKRYWANIU BOŻEJ MOCY.

    *************************************************

    WTOREK – 26 PAŹDZIERNIKAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ OD GODZ. 18.30

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ***

    PIĄTEK – 29 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00 19.00

    NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE O GODZ. 18.30

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00

    *************************************************

    PRZYPOMNIENIE O ZMIANIE CZASU LETNIEGO NA ZIMOWY

    z 30/31 października (o jedną godzinę do tyłu)

    Bazylika Mniejsza w Wadowicach widziana z ulicy Kościelnej, na której stoi dom rodzinny Papieża Jana Pawła II-go.
    Na ścianie Bazyliki Mniejszej NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY w Wadowicach znajduje się zegar słoneczny, który Karol Wojtyła oglądał codziennie z okien swojego mieszkania. Oto jego słowa, które wypowiedział był na wadowickim rynku: „A dom był tutaj, za moimi plecami, przy ulicy Kościelnej. Kiedy patrzyłem przez okno, widziałem na murze zegar słoneczny i napis: „Czas ucieka, wieczność czeka”. Po śmierci św. Jana Pawła II dopisano datę: „2 kwietnia 2005”. Inskrypcja została wpisana między godziny oznaczone
    rzymskimi cyframi XI i X. Ma to symbolizować godzinę 21.37, tę, w której odszedł Jan Paweł II do Domu Ojca.(fot. ze strony: muzeum JPII)
    Jan Paweł II zamieszkał tu na stałe
    Rodzinny dom Karola Wojtyły w Wadowicach – widok na zegar słoneczny na ścianie kościoła parafialnego
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ******************************************

    Dlaczego św. Jan Paweł II całował ziemię?

    Złe duchy nie mogły tego znieść!!!

    Dlaczego św. Jan Paweł II całował ziemię? Złe duchy nie mogły tego znieść!!! - zdjęcie
    fot. screenshot/Fronda.pl

    ***

    Ksiądz Marian Rajchel, egzorcysta z diecezji przemyskiej, opowiadał, że podczas jednego z egzorcyzmów demon wrzasnął: Ten Wasz PAPIEŻ!!! On tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż WY WASZYMI egzorcyzmami! Jeden taki pocałunek gorszy niż 1500 egzorcyzmów. Dla nas to był tylko piękny gest – mówił ks. Marian. – Nie… to była miłość do tej ziemi i zły duch to dobrze odczytał.

    Chodziło o pocałunek, który Jan Paweł II składał na ziemi za każdym razem, gdy przybywał do jakiegoś kraju. Tego pocałunku nauczył się od św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, który czynił to samo, przekraczając granicę parafii, do której został posłany. Innym razem, jak mówił egzorcysta, Zły nie wytrzymał: Najgorszy był dzień jego urodzenia… powtórnego, dla nieba. Na jego wezwanie ja pierzchnąć muszę.

    Francesca z Umbrii

    Bywało i tak, że Jan Paweł II sam sprawował egzorcyzmy. Jedna z takich sytuacji wydarzyła się w Watykanie w pierwszych latach pontyfikatu. Biskup Ottorino Pietro Alberti ze Spoleto wziął pod ramię kobietę i wspólnie z jej proboszczem, księdzem Baldino, wprowadził ją do pokoju. Francesca, 22-letnia mieszkanka Umbrii, stawiała opór. To był wyjątkowo trudny przypadek. Ani Alberti, ani nikt inny w jego diecezji nie mógł sobie dać z tym rady. Już kiedyś w Spoleto miała miejsce podobna sytuacja. W 1951 roku miejscowy egzorcysta, ksiądz Corrado Balducci, nie potrafił wypędzić złego ducha z pewnej starszej kobiety. Zawiózł ją do ówczesnego papieża Piusa XII, który uwolnił nieszczęśliwą. Czy papież z Polski pomoże Francesce?

    Jan Paweł II wszedł do pokoju. Kobieta natychmiast rzuciła się na ziemię i zaczęła wrzeszczeć. Tarzała się po podłodze i krzyczała, krzyczała tak głośno, że słychać to było w pobliskich pomieszczeniach. Papież otworzył rytuał egzorcyzmów i zaczął się modlić. Minuta, dwie, trzy. Wrzask nie ustawał. Francesca przewracała się z boku na bok, kręciła się, wydawało się, że za chwilę oczy wyskoczą jej z orbit.

    – Jutro odprawię za ciebie Mszę – powiedział Jan Paweł II. Kobieta znieruchomiała. Usiadła na podłodze i spojrzała na Ojca Świętego. Miała zupełnie inny wzrok niż przed chwilą. Jej oczy patrzyły rozumnie, była w nich jakaś pogoda i spokój. Wstała.

    – Co się stało? – zapytała.

    – Francesca, wróciłaś, odzyskaliśmy cię! – proboszcz Baldino był zachwycony. – Modlitwy Ojca Świętego uwolniły cię od demona. Jan Paweł II przyglądał się jej uważnie. – Pierwszy raz widzę coś podobnego, to prawdziwa scena biblijna – powiedział. Uścisnął Francescę, pobłogosławił ją i wyszedł.

    Zły duch to nie symbol

    Jezus wielokrotnie uwalniał ludzi od złych duchów. Miał nad nimi władzę, którą one rozpoznawały i poddawały się jej. Tak było w tamtych, odległych czasach. Ale teraz, w XXI wieku? Nawet wśród ludzi Kościoła nierzadki był pogląd, że ewangeliczne opisy egzorcyzmów to pełne wschodniej przesady symboliczne opowieści. Niechętnie tłumaczono zło działaniem niewidzialnych mocy. Przyjaciel Jana Pawła II, francuski pisarz André Frossard, podjął nawet polemikę z tymi poglądami, publikując książkę „36 dowodów na istnienie diabła”.

    Papież nie potrzebował tych dowodów. Wystarczyło zobaczyć Auschwitz, posłuchać opowieści więźniów obozów koncentracyjnych, pomyśleć o Katyniu. Diabolos, ten który przeciwstawia sobie ludzi, rozbija jedność, posługuje się kłamstwem, wprowadza zamęt w ludzkie dusze – tego dnia był tak blisko niego. Ale uciekł. Wystarczyło jedno zdanie: Jutro odprawię za ciebie Mszę.

    Paweł Zuchniewicz

    (artykuł ukazał się w numerze 20 (kwiecień 2014) Miesięcznika Egzorcysta)

    ************************************************

    Wikary Wojtyła w Niegowici. To tam przyszły papież po raz pierwszy ucałował ziemię

    22 października 1978 roku na placu św. Piotra w Rzymie odbyła się uroczysta inauguracja pontyfikatu kard. Karola Wojtyły, który jako papież przyjął imiona Jan Paweł II. Dziś obchodzimy wspomnienie liturgiczne tego wybitnego Polaka. Swoją posługę kapłańską i duszpasterską rozpoczął na małej małopolskiej prowincji. To właśnie w Niegowici wikary Wojtyła po raz pierwszy uklęknął i pocałował ziemię.

    Vatican News

    ***

    1 listopada 1946 roku ks. Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Adama Stefana Sapiehy. Uroczystość odbyła się w kaplicy Pałacu Arcybiskupiego w Krakowie. On też wyznaczył Wojtyle pierwszą parafię. Mała, prowincjonalna wioska pod Krakowem była dla wielu wielkim zaskoczeniem. Ks. Wojtyła wrócił przecież z Rzymu, odbył tam studia doktoranckie, dlatego jego bliscy znajomi byli zdziwieni faktem, że młody kapłan zostaje skierowany do wsi, w której aż bieda piszczała. Nie było tam ani wody, ani kanalizacji, a mieszkańcy Niegowici zamiast elektryczności używali lamp naftowych. -Trzeba zaczynać od dołu – odpowiadał ks. Karol.

    Furmanką do kościoła

    Kilka lat później, w książce “Dar i tajemnica” (jeden z rozdziałów publikacji nosi tytuł: “Na wiejskiej parafii w Niegowici) wydanej z okazji 50-lecia święceń kapłańskich, napisze, że przydział do małopolskiej parafii przyjął z radością i wdzięcznością.

    Na miejsce dotarł swoim pierwszym papamobilem – była to furmanka wypełniona sianem. Młody kapłan najpierw dojechał autobusem z Krakowa do Gdowa, potem podwiózł go jeden z rolników, a następnie wskazał mu drogę, którą wikary musiał pokonać przez pola, aby jak najszybciej dotrzeć do kościoła.

    Karol Wojtyła - wikary w Niegowici
    ks. Karol Wojtyła – wikary w NiegowiciWikimedia

    ***

    Pierwszy pocałunek ziemi

    Jako papież, Jan Paweł II, klękał i całował ziemię kraju, do którego pielgrzymował. Ten gest po raz pierwszy wykonał na małopolskiej ziemi.

    -Gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię – wspominał po latach jako następca św. Piotra.

    Zanim jednak przedstawił się proboszczowi, ks. Kazimierzowi Buzale, wstąpił do drewnianej świątyni i pokłonił się Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie.

    -Życie jego złączone z Bogiem jaśniało blaskiem cnót. Kazania głosił głębokie – wszyscy z radością go słuchali. Wzór kapłana świętego i nieskazitelnego – taką opinię wystawił mu ks. prałat Buzała.

    Ksiądz wikary uczył dzieci religii, zaangażował się w życie wspólnoty parafialnej, założył kółko dramatyczne dla młodzieży, prowadził spotkania Żywego Różańca i organizował wycieczki. Wiele czasu spędzał na modlitwie, przygotowywał dzieci do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

    Uczył religii, młócił zboże cepami i pomagał w stodole

    Na parafii przebywał rok, ale już wówczas dał się poznać jako święty kapłan, który chce być blisko ludzkich spraw i nieść Dobrą Nowinę wszystkim, tym, którzy jej potrzebują. Ks. Karol pomagał biedniejszym, sam chodził w dziurawych butach, a znoszoną sutannę regularnie oddawał do cerowania. Każdy grosz oddawał biednym, aby mogli kupić sobie coś do jedzenia. Chłopcu, który nie miał okrycia wierzchniego na zimę, oddał własny płaszcz.

    Modlitwa przyszłego papieża uratowała życie

    -On już w Niegowici miał świętość w sobie – wspominała Józefa Wachel, mieszkanka wsi. W młodości kobieta należała do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Jej chłopak został aresztowany przez władze komunistyczne za działalność w stowarzyszeniu. Ślad po nim zaginął. Jadwiga martwiła się o jego życie. Poszła więc do ks. Karola i poprosiła o mszę świętą w intencji odnalezienia Janka. -Przyjął prośbę, ale nie chciał pieniędzy – tłumaczyła Wachel. -On jest tak nasz, jak i wasz – dodał Wojtyła. Mężczyzna niebawem wrócił do domu. Para pobrała się, a po latach kobieta wyznała, że to dzięki ks. Karolowi i jego modlitwie jej chłopak został ocalony.

    Droga do świętości

    Kapłan nie mieszkał na plebanii, ale w wikarówce. Wszelkie prezenty otrzymane od parafian oddawał potrzebującym. Ktoś nawet przyniósł mu zwykłą poduszkę. Duchowny nie spał na niej zbyt długo, podarował poduszkę pogorzelcom. -W naszej stodole próbował nawet młócić zboże cepami, żeby zobaczyć, jak to się robi – opowiadała jedna z parafianek. Idąc kiedyś przez wieś, kapłan zobaczył dwóch chłopców, którzy próbowali naprawić mostek. Wikary podwinął rękawy od sutanny, chwycił łopatę i pomógł im w przygotowaniu fundamentów pod nową przeprawę.

    Mieszkańcy wspominali go jako człowieka zawsze gotowego do pracy, był serdeczny i bezpośredni. Miał też dar zjednywania ludzi.

    -Na początku trochę się obawialiśmy, jak się dogadamy, z takim mądrym księdzem. On, doktor teologii, z Rzymu. My, wiejska młodzież, niedouczona po wojnie. W czasie okupacji nie uczyliśmy się historii, geografii, nie czytaliśmy książek. A już na pierwszym spotkaniu okazało się, że ksiądz Karol jest bardzo serdeczny i bezpośredni. Z każdym potrafił nawiązać kontakt: z młodszym i ze starszym, z rolnikiem i nauczycielem – podkreślała w rozmowie z “Gazetą Krakowską” Maria Trzaska, mieszkanka Niegowici, dyrektorka szkoły i nauczycielka fizyki.

    Potem, już jako papież Jan Paweł II, także rozmawiał z ludźmi i miał z nimi bardzo osobisty kontakt. Słowa, które kierował do drugiego człowieka miały w sobie miłość, głębię i ponadprzeciętną siłę oraz motywowały do działania.

    Unikalny pomnik

    W kościele w Niegowici jest nawet konfesjonał, w którym spowiadał, a w jednej z kaplic znajduje się replika jego watykańskiego grobu. Tam umieszczono także reprodukcję fotografii, która przedstawia papieża Polaka w czasie jego ostatniej Drogi Krzyżowej. W zdjęcie wkomponowany został kawałek drewna z krzyża, który papież niósł podczas nabożeństwa.

    Przed świątynią stoi prawdopodobnie jedyny w Polsce i na świecie pomnik wikarego Wojtyły w zwykłej sutannie. Zanim znalazł się w tym miejscu, został poświęcony przez Jana Pawła II. Całe jego życie przepełnione było miłością do Boga i człowieka.

    Tygodnik Niedziela/Family News Service

    *****************************************************

    Nowenna do św. Jana Pawła II

    fot. Adam Bujak

    (do prywatnego odmawiania)

    DZIEŃ PIERWSZY – środa -13 października

    Boże i Ojcze, nawrócić się do Ciebie, to odnaleźć Twoje Miłosierdzie, tę miłość cierpliwą i łaskawą, która w Tobie nie zna miary. Nieskończona jest Twoja gotowość przebaczania nam naszych grzechów, bo też niewysłowiona jest ofiara Twojego Syna.

    Dziękujemy Ci, Boże, żeś niestrudzonego świadka i apostoła Twego Miłosierdzia, Świętego Papieża Jana Pawła II ukoronował chwałą świętych i pozwolił nam cieszyć się jego orędownictwem w niebie, a mnie za jego przyczyną udziel łaski…, o którą z ufnością Cię błagam.

    DZIEŃ DRUGI – czwartek – 14 października

    Boże i Ojcze, przed Kościołem obecnego tysiąclecia otwiera się rozległy ocean wyzwań współczesnego świata. Wierzący w Ciebie, pokładając nadzieję w Chrystusie, chcą Go naśladować i doznać cudu obfitego połowu.

    Pomóż, proszę, wszystkim chrześcijanom tego pokolenia wypłynąć na głębię prawdy, dobra i piękna. Uczyń Świętego Papieża Jana Pawła II patronem nowej ewangelizacji, a mnie przez jego przyczynę obdarz łaską…, o którą pokornie Cię proszę.

    DZIEŃ TRZECI – piątek – 15 października

    Boże i Ojcze, Twój Syn umiłował nas do końca i pozostał z nami. Eucharystia jest bramą nieba, które otwiera się na ziemi. Niech “Amen”, które wypowiadają wierni wobec Ciała i Krwi Pańskiej, usposobi ich do czujnej i pokornej służby braciom potrzebującym.

    Bądź uwielbiony świetlanym przykładem tej miłości ukazanym przez Świętego Papieża Jana Pawła II, a skoro w Eucharystii wyraża się i wzmacnia komunia z Kościołem zbawionych w niebie, za jego pośrednictwem daj mi łaskę…, o którą z ufnością Cię błagam.

    DZIEŃ CZWARTY – sobota – 16 października

    Boże i Ojcze, Ty jesteś Miłością i pierwszy nas pokochałeś. Twój Syn dla naszego zbawienia stał się Człowiekiem, a objawiając swym braciom i siostrom prawdę o miłości, pozwolił im zrozumieć samych siebie i odkryć sens własnego istnienia.

    Proszę Cię, aby Święty Papież Jan Paweł II, niestrudzony obrońca godności człowieka, dobry pasterz, poszukujący dusz zagubionych w bezładzie życia i pogrążonych w beznadziei, stał się patronem naszej Ojczyzny, a mnie za jego wstawiennictwem użycz łaski…, o którą pokornie Cię proszę.

    DZIEŃ PIĄTY – niedziela – 17 października

    Boże i Ojcze, Twój odwieczny plan zbawienia osiągnął pełnię, gdy Syn Twój umiłowany przyszedł na świat pośród Świętej Rodziny. Otoczony miłością Dziewiczej Matki Maryi i opieką wiernego Józefa, uświęcił On swoim narodzeniem każdą ludzką rodzinę.

    Powierzam Ci moją rodzinę i wszystkie domowe ogniska, niech trwa w nich modlitwa, czysta miłość, szacunek dla życia i zdrowia i troska o młodych. Proszę przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II, naszego Ojca, abyś umocnił mnie łaską…

    DZIEŃ SZÓSTY – poniedziałek – 18 października

    Boże i Ojcze, niezmierzona Twoja łaskawość dała nam w osobie Słowiańskiego Papieża wielkiego orędownika naszej Ojczyzny, Polski. Jego wołanie spod Giewontu: “Sursum corda! W górę serca!” wciąż przypomina o potrzebie wierności Krzyżowi Chrystusa.

    Ufnie zwracam się do Ciebie, abyś poprzez wyniesienie do chwały ołtarzy Papieża Jana Pawła II utwierdził nasz Naród w chrześcijańskim optymizmie, a mnie udzielił łaski…, o którą z pokorą Cię błagam.

    DZIEŃ SIÓDMY – wtorek – 19 października

    Boże i Ojcze, od młodości zapraszasz nas na swoje drogi. Młodzież ma w Twoim Synu Mistrza, który uczy ją, jak cierpliwie i wytrwale kształtować w sobie nowego człowieka, jak odkryć własne powołanie, aby skutecznie budować cywilizację miłości.

    Modlę się do Ciebie za młodzież, by nie dała się zniewolić ślepym pożądaniom i okłamać fałszywą miłością. Niech Święty Jan Paweł II, który młodych szukał i z wzajemnością ukochał, będzie ich wzorem i patronem, a dla mnie za Jego przyczyną pokornie proszę o łaskę…

    DZIEŃ ÓSMY – środa – 20 października

    Boże i Ojcze, Ty możesz ze zła wyprowadzić jeszcze większe dobro. Cierpienie chcesz uczynić drogą prowadzącą do Ciebie. Twój Syn przez dobrowolną mękę i śmierć na krzyżu wziął na siebie całe zło grzechu i nadając mu nowy sens, wprowadził je w porządek miłości.

    W imię tej Miłości, która zdolna była podjąć cierpienie bez winy, przedstawiam Ci prośbę o wsławienie nowymi cudami św. Jana Pawła II, który służąc ludowi Bożemu, naznaczony został stygmatem męczeństwa, a mnie obdarz przez jego wstawiennictwo łaską…, o którą Cię proszę.

    DZIEŃ DZIEWIĄTY – czwartek – 21 października

    Boże i Ojcze, Maryja, Matka Twego Syna, słyszy naszą modlitwę i zawierzenie: “Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego po tym wygnaniu nam okaż. O, łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!”.

    Niech będą Ci dzięki za Świętego Papieża Jana Pawła II, całkowicie oddanego Maryi, wiernie i do końca pełniącego misję, którą mu zlecił Zmartwychwstały, przyjmij owoce jego życia i posługi, uczyń go patronem naszej Ojczyzny, a mnie za jego wstawiennictwem wesprzyj swoją łaską.., o którą Cię błagam.

    Adonai.pl/opracował o. Piotr Stasiński OFMCap.

    ***

    piątek – 22 października

    43. ROCZNICA ROZPOCZĘCIA PONTYFIKATU ŚW. JANA PAWŁA II

    Nowenna do św. Jana Pawła II

    *****************************************

    Dla mnie jest on Wielki

    Dla mnie jest on Wielki

    Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga – mówi papież Franciszek w rozmowie z ks. Luigim Marią Epicoco. Książka “Święty Jan Paweł II Wielki” ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit na 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II.

    Luigi Maria Epicoco: Ojciec Święty pochodzi z Ameryki Łacińskiej, którą św. Jan Paweł II odwiedził wielokrotnie i z którą był bardzo związany. Moglibyśmy nazwać ten związek dialektycznym. Czy zdaniem Waszej Świątobliwości Ameryka Łacińska kochała Jana Pawła II?

    Papież Franciszek: Jestem przekonany, że tak. Ameryka Łacińska kochała Jana Pawła II. Wielu krajom trudno było zrozumieć, że posiłkującej się analizą marksistowską teologii wyzwolenia groziło pójście drogą ideologiczną, które w pewnym sensie równałoby się zdradzie przesłania Ewangelii. Jan Paweł II pochodził z kraju, który doświadczył marksizmu, i miał niebywałą zdolność wyczuwania związanych z nim zagrożeń. Było oczywiste, że pewne jego doprecyzowania wynikają nie tyle z zamknięcia się na określone inicjatywy, ile z prób odczytania zrozumiałych intuicji i pragnień – pragnień oddolnych, wynikających z przejawów niesprawiedliwości społecznej – w świetle nauk Ewangelii, a nie marksistowskiej analizy.

    Pewne analogie można znaleźć w homiliach wygłaszanych przez Waszą Świątobliwość w Buenos Aires. Czytając je, nietrudno zauważyć, że Ojciec Święty nieraz zgłębiał pisma Jana Pawła II z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i początków XXI wieku.

    Tak, wielu ludzi widziało we mnie konserwatystę. Bywałem odbierany w ten sposób, chociaż ja sam po prostu czułem, że zgadzam się z tym, co papież mówił w tamtych latach.

    To osobliwe! Przecież Wasza Świątobliwość mówi o kreatywności, o kreatywnych rewolucjonistach i ich roli w dziejach Argentyny. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że interpretowanie tradycji równa się dawaniu wyrazu własnej kreatywności i, co za tym idzie, zmianom?

    Tradycja, jeżeli chce zasługiwać na to miano, musi się rozwijać. Pięknie ujął to muzyk Gustav Mahler, który powiedział, że tradycja jest gwarancją przyszłości, a nie strażnikiem popiołów. Myślę, że tradycja jest niczym korzeń – cały korzeń dostarcza drzewu pożywienia, jednak drzewo jest czymś więcej aniżeli korzeniem, podobnie jak owoc jest czymś więcej aniżeli drzewem.Tradycja musi wzrastać, ale zawsze w tym samym kierunku co korzeń: Ut annis scilicet consolidetur, dilatetur tempore, sublimetur aetate – „żeby umacniała się w miarę upływu lat, rozszerzała z czasem, podnosiła z wiekiem” [św. Wincenty z Lerynu – przyp. red.].

    Niezależnie od „argentyńskiego postrzegania” konserwatyzmu, a także od niewątpliwej kreatywności w pełnieniu Piotrowej posługi, jednym z zasadniczych rysów nauczania i duszpasterskiej misji Waszej Świątobliwości jest szczególna troska o egzystencjalne peryferie: ludzi ubogich, zepchniętych na margines, emigrantów, chorych. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że w tym względzie rozwinął społeczną doktrynę Kościoła?

    Uważam, że Kościół zawsze miał tę świadomość, a zarazem z nią wzrastał. Staram się ustawicznie podnosić kwestię ubogich, ponieważ oni znajdują się w centrum Ewangelii. Doktryna społeczna Kościoła jest ewangeliczna, a nie partyjna. Znaczące wydaje mi się pewne sformułowanie Jana Pawła II: otóż zajmując się sprawą kapitalizmu, mówi on o społecznej gospodarce rynkowej. W tym sensie zdaje się akceptować liberalną propozycję rynku, jednak wpisuje w nią kategorię społeczną. Myślę, że to genialny sposób na łączenie ze sobą różnych sfer, a zarazem odczytywanie ich z punktu widzenia Ewangelii.

    Czy spojrzenie papieża Wojtyły na kwestię społeczną, tak zbliżone do spojrzenia Waszej Świątobliwości, można uznać za wynik łączącego Was doświadczenia, jakim była praca w fabryce?

    Oczywiście. Papież przekonał się na własnej skórze, czym jest ciężka praca. Dlatego zawsze brał sobie do serca problemy pracowników i postrzegał pracę jako środek prowadzący do uświęcenia, humanizacji społeczeństwa oraz historii.

    Tego rodzaju odpowiedź, którą równie dobrze można by odnieść do Waszej Świątobliwości, kieruje moją uwagę ku szerszej i bardziej złożonej sprawie: jakie przede wszystkim zagrożenie niesie z sobą interpretacja nauczania Jana Pawła II?

    Zagrożenie nie tkwi w nauczaniu Jana Pawła II jako takim, ale w pewnych ideologicznych interpretacjach tegoż nauczania. Ideologizacja bierze się stąd, że próbuje się wyodrębniać tylko pewne aspekty jego przemyśleń i przekuwać je w slogany, odrywając je tym samym od rzeczywistości, konkretnego kontekstu, żywych doświadczeń ludzi. Ideologia unicestwia, zabija życie, zmienia nauczanie w eksponat muzealny, oderwany od życiowych prawd. Aby ocalić wartość nauczania Jana Pawła  II, trzeba bronić go przed wszelkimi formami ideologizacji i rozpoznać zawarte w nim prorocze intuicje, które nie tylko nadal są aktualne, lecz także wymagają pogłębienia, poważnego potraktowania, odniesienia do realiów współczesności.

    Instynkt każe mi szukać kolejnych cech wspólnych, analogii pomiędzy nauczaniem Waszej Świątobliwości a nauczaniem Jana Pawła II. Sprawa kobiet w dalszym ciągu wywołuje na łonie Kościoła ożywione dyskusje. Trwają poszukiwania konkretnych rozwiązań, które pozwoliłyby zwiększyć rolę kobiety w życiu Kościoła. Jan Paweł II poświęcił temu zagadnieniu Mulieris Dignitatem, zarazem jednak ostatecznie zamknął przed kobietami drzwi do kapłaństwa. Co Wasza Świątobliwość o tym myśli?

    Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o kapłaństwo kobiet, bardzo często odpowiadam, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, lecz także uważam tę sprawę za zamkniętą, ponieważ oświadczenie papieża było w tym względzie rozstrzygające. Czasem zdarza nam się jednak zapominać, że patrzymy na sprawę kobiet i kapłaństwa w kategoriach funkcjonalnych, nie pamiętając, że jeżeli chodzi o znaczenie, to Maryja przewyższa apostołów i rolą, i godnością. (…) Lekcja, jaką daje nam kobieta, jest lekcją Maryi. Kobieta jest tą, która potrafi zdobyć się na ten trud serca. Jest tą, która uczy Kościół, jak przetrwać noc i zawierzyć dniu, kiedy dzień jest jeszcze daleki. Jedynie kobieta jest w stanie nauczyć nas miłości, która jest nadzieją. Powiedziałem kiedyś pewnemu żeńskiemu zgromadzeniu, że jedyną lampą zapaloną przy grobie Jezusa jest pełna nadziei miłość matki. W istocie, kiedy wszyscy godzą się już ze śmiercią Chrystusa, jedynie kobiety – a przede wszystkim Maryja – nadal żywią nadzieję, czekają i w końcu stają się pierwszymi świadkami zmartwychwstania. To dlatego chciałem, żeby Maria Magdalena doczekała się swojego miejsca w kalendarzu
    liturgicznym i słusznie była nazywana apostołką, podobnie jak Maryja przez wieki była uznawana za Matkę apostołów. Przecież kiedy w Dziejach Apostolskich mówi się o pierwszym spotkaniu chrześcijan w Wieczerniku, pojawia się także wzmianka o niej. To ona sprawuje pieczę nad pierwszymi niepewnymi krokami rodzącego się Kościoła, który dopiero uczy się słuchać, modlić się, trwać we wspólnocie. Jakże Kościół mógłby się obejść bez tak znaczącego wkładu? Rola kobiety wykracza poza granice zwykłej funkcjonalności.

    Niezależnie od kwestii kobiet, jakkolwiek jest ona istotna, wydaje mi się, że trzeba stawić czoła szerszemu problemowi. Mam na myśli to, że środek ciężkości Kościoła przesunął się z Europy ku Azji i Afryce. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że Kościół i teologia powinny przyjąć odmienne kategorie interpretacyjne?

    To wiąże się z inkulturacją wiary. Kategorie mogą się zmieniać, ważne jest to, żeby istota pozostała nienaruszona. Czasem trzeba odważyć się znaleźć nowe słowa,
    aby powiedzieć te same rzeczy, powiedzieć je lepiej, żeby zostały zrozumiane i głębiej przyswojone. Teologia odnawia się nie dlatego, że wymyśla nowe rzeczy, ale dlatego, że znajduje nowe sposoby mówienia o nich. Inkulturacja nie polega na poszukiwaniu nowości, to poszukiwanie bardziej skutecznej, odnowionej metody głoszenia narodom Ewangelii. (…)

    Jan Paweł II jest (…) opisywany jako człowiek, który wszystko odczytywał w głęboki, duchowy sposób. Ktoś zarzucił mu nawet przesadę w tym nazbyt głębokim postrzeganiu rzeczywistości. Krytykowano go na przykład za to, że po zamachu na placu św. Piotra w maju 1981 roku odniósł do siebie prorocze słowa, jakie Matka Boża skierowała w Fatimie do trzech pastuszków. Co Wasza Świątobliwość myśli o tej interpretacji?

    Myślę, że Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga. Ten, kto się modli, zawsze potrafi postrzegać zdarzenia w sposób transcendentny, nie zadowala się analizą, której dokonuje za pomocą samego tylko rozumu. Jan Paweł II pokazał to, co próbowałem powiedzieć biskupom, kiedy prosiłem ich, żeby zastanowili się nad tym, co przeżywamy w tym momencie historycznym, nad tym, co Pan chce nam przekazać poprzez doświadczenie słabości, zła, skandalu. Pod jakim względem powinniśmy się nawrócić, co zmienić w naszym życiu? Dlatego nie sądzę, żeby Jan Paweł II nie zachowywał umiaru, to raczej inni spoglądają na wydarzenia historyczne w sposób zbyt powierzchowny. (…)

    Czy te same kryteria interpretacyjne dotyczą również doświadczenia zła? Wiele razy słyszeliśmy, jak Wasza Świątobliwość wyraźnie mówił o doświadczeniu zła jako o doświadczeniu konkretnym, takim, którego nie można tłumaczyć w kategoriach sugestii czy psychologii. Zło jest według Ojca Świętego efektywnym bytem, którego poczynania objawiają się w dziejach i są skierowane przeciwko wszystkim ludziom, bez wyjątku. Paweł VI mawiał, że dym Szatana przeniknął do Kościoła. Co zdaniem Waszej Świątobliwości jest prawdziwym celem zła?

    Niszczenie. To dotyczy nas wszystkich, nawet ci, którzy temu zaprzeczają, zauważą, że tak właśnie jest, jeżeli tylko przyjrzą się uważnie własnej historii. Wszyscy
    doświadczamy zła. Wystarczy spojrzeć na wielkie postacie biblijne – każda z nich przeżyła upadek pomimo swojej mądrości i pozornej lojalności. To, co początkowo może jawić się jako dobro, w pewnym momencie zmienia się w zło, ponieważ do głosu dochodzą duma, pycha, rany, ból. Pomyślmy o zmysłowości, uzależnieniu, braku swobody, przywiązaniu do pieniądza. Zło jest kłamliwe, uwodzi człowieka i zawsze doprowadza go do ruiny. W każdej epoce historycznej zło przejawiało się w różnych formach.

    W jakiej konkretnie postaci zdaniem Waszej Świątobliwości zło przejawia się i operuje w tym momencie?

    Jednym z głównych przejawów zła jest ideologia gender. Chciałbym jednak od razu uściślić, że mówiąc o tym, nie mam na myśli ludzi o orientacji homoseksualnej. Przeciwnie, Katechizm Kościoła katolickiego nakazuje nam dbać o tych braci i siostry i otaczać ich duszpasterską opieką. Moje słowa mają szerszy zakres znaczeniowy, dotyczą niebezpiecznych korzeni kulturowych. Ich niejawnym celem jest zniszczenie u podstaw projektu stworzenia, którego Bóg pragnie dla każdego z nas – a więc inności, różnorodności. Wszystko ma stać się jednorodne, neutralne. To atak na różnorodność, na kreatywność Boga, na mężczyznę i kobietę. Jeżeli mówię o tym wprost, to nie po to, żeby kogokolwiek dyskryminować. Po prostu chcę wszystkich przestrzec przed pokusą wpadnięcia w pułapkę, jaką był szalony plan mieszkańców miasta Babel: zniwelować różnice, aby stworzyć jeden język, jedną formę, jeden naród. Ta pozorna jednorodność przywiodła ich do samozniszczenia, ponieważ tego rodzaju ideologiczny projekt nie bierze pod uwagę rzeczywistości, różnic między ludźmi, wyjątkowości każdego człowieka i jego odmienności. To nie niwelowanie różnic pomoże nam zbliżyć się do siebie, lecz akceptacja drugiej osoby w jej odmienności, odkrycie bogactwa, jakim jest odmienność. Płodność tkwiąca w różnorodności sprawia, że jesteśmy istotami ludzkimi stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga, ale przede wszystkim zdolnymi do zaakceptowania drugiego człowieka takim, jakim jest, a nie takim, w jakiego chcielibyśmy go zmienić. Chrześcijaństwo zawsze przedkładało fakty nad idee. W ideologii gender widać, że idea próbuje zdominować rzeczywistość i robi to w podstępny sposób. Chce zachwiać ludzkością we wszystkich obszarach i wszystkich możliwych formach edukacji, stając się kulturowym przymusem, nie tyle oddolnym, ile narzuconym z góry przez pewne państwa jako jedyny wzorzec kulturowy, do którego trzeba się dostosować.

    fragment tekstu pochodzi z książki “Święty Jan Paweł II Wielki”, wydanej nakładem Wydawnictwa Esprit.

    ****************************************************************

    Różaniec Święty – nić kontemplacji spleciona z bojowym orężem

    Męski Różaniec / meskirozaniec.pl

    ***

    Pomimo usilnych prób ukrycia niewygodnego oblicza Ecclesia Militans podejmowanych przez kościelnych modernistów, prawda na temat natury Matki naszej, Kościoła Świętego, pozostaje zawsze na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć do tradycyjnego Magisterium lub… do kieszeni. Na paciorkach różańca, który tam znajdziemy, zapisane są nie tylko święte tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, ale także chwalebne dzieje potyczek Christianitas z bezbożnym światem. 

    „W pobożności – tak samo jak w miłości – nie przykrzy się częste powtarzanie tych samych słów, gdyż ogień miłości, która nas rozpala, sprawia, że zawsze zawierają coś nowego” – pisał o Różańcu Ojciec Święty Pius XI. Ilość fenomenów zawartych w tej prostej, a jednocześnie niezwykłej modlitwie, trudno zliczyć – podobnie jak wypowiedzi świętych, myślicieli katolickich i papieży na jej temat. Sam Leon XIII zyskał sobie przydomek „różańcowego papieża”, gdyś poświęcił Różańcowi aż 12 encyklik. To właśnie ten papież dodał do Litranii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca Świętego”.

    „Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, co możecie, aby ludzie ją kochali. Odmawiajcie ku jej czci różaniec. Czyńcie to zawsze. Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to Ona dała nam Jezusa. Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” – nauczał św. o. Pio.

    Z kolei wielki czciciel Bogurodzicy, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, wzywał: „Niechaj wszyscy, mężczyźni i niewiasty, uczeni i prości, sprawiedliwi i grzesznicy, wielcy i mali, wysławiają i cześć oddają Jezusowi dniem i nocą odmawiając święty różaniec. Wierzcie w moc różańca. Nie oparł mu się żaden grzesznik, skoro oplotłem go różańcem.  Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu. Zżyjmy się z różańcem tak, abyśmy go stale odmawiali, abyśmy łatwo doń wracali, abyśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile”.

    „Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać za pomocą różańca” – zapewniała siostra Łucja z Fatimy. Najbardziej skuteczną formą tej modlitwy jest cudowna nowenna pompejańska, a sam Różaniec towarzyszy dziejom chrześcijańskiego świata w najbardziej chwalebnych chwilach jego tryumfu nad siłami zła, jak również w codziennych, mniejszych lub większych, potyczkach.

    Skąd się wzięło święto Matki Bożej Różańcowej?

    „Pragniemy, aby cały miesiąc październik bieżącego roku był poświęcony niebieskiej Królowej Rożańcowej. Poczynając od pierwszego października do drugiego listopada, we wszystkich kościołach parafialnych oraz innych, jeśli Ordynariusze miejscowi uznają to za stosowne, a także we wszystkich kościołach i kaplicach poświęconych czci Bogurodzicy winna być odmawiana uroczyście przynajmniej jedna część różańca wraz z litanią loretańską. Zalecamy też, by odmawianie różańca z ludem było połączone z nabożeństwem lub wystawieniem Najświętszego Sakramentu” – pisał Leon XIII w encyklice Supremi apostolatus w roku 1883.

    W innej maryjno-różańcowej encyklice, zatytułowanej Laetitiae sanctae, papież zwracał uwagę na trzy choroby ówczesnego świata. Były nimi niechęć do chrześcijańskiego modelu pracowitego, upływającego w cichości życia, chęć wyrugowania cierpienia przez człowieka i zapomnienie o perspektywie wieczności. Czy choroby te nie osiągają dziś swego delirium? Powszechny socjalizm wykorzenia szacunek dla owoców własnej pracy, żądanie uznania aborcji i eutanazji za „prawa człowieka” wpisują się w wizję świata bez przeciwności i cierpienia, a wreszcie kryzys, jaki dotyka samego Kościoła – jest smutnym „ukoronowaniem” porzucenia nadprzyrodzonej postawy na rzecz świeckiego „humanitaryzmu”. Lekarstwem na te choroby duszy jest według Leona XIII stała, wytrwała modlitwa połączona z rozważaniem tajemnic Różańca Świętego.

    Obchodząc przypadające na 7 października święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, należy pamiętać, że o ile Różaniec stanowił zawsze duchową broń w walce o własne zbawienie i o przyprowadzenie heretyków na łono Kościoła, o tyle ma on również swoją odsłonę stricte militarną. I to niebagatelną. Chodzi oczywiście o kontekst bitwy pod Lepanto, z którym nierozerwalnie związane jest maryjno-różańcowe wspomnienie liturgiczne.

    „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej” – pisał św. Pius V, ustanawiając święto Matki Bożej Różańcowej. Jak wiemy, podczas gdy działa chrześcijańskiej floty morskiej uderzyły w tureckie statki, w Rzymie pod wodzą świętego papieża wierni szturmowali niebo z różańcami w rękach.

    Nie był to ostatni i jedyny dowód specjalnej przychylności Opatrzności Bożej wyjednanej przez modlitwę różańcową. Jej rola była niebagatelna także przy zwycięskim pochodzie wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedeń. Po drodze król zatrzymywał się w maryjnych sanktuariach, a gdy doszło do potyczki wojsk Rzeczypospolitej ze znacznie liczniejszymi zastępami ottomańskich bisurmanów, polskie miasta, w tym szczególnie Kraków, trwały właśnie na modlitwie różańcowej. W procesji z Najświętszym Sakramentem lud śpiewał Różaniec, a życie w mieście zamarło na rzecz postu, umartwienia i modlitwy w intencji zwycięstwa.

    Męski Różaniec – przypomina o roli mężczyzny

    Jakiś czas temu Gazeta Wyborcza próbowała wszcząć „awanturę o bojowy różaniec”. Publikując zdjęcie Wojciecha Cejrowskiego z różańcem z linki spadochronowej, lewicowa redakcja sugerowała, że może to być… „sprawa dla ABW”, gdyż jak to – tak masywne, twarde i wytrzymałe sakramentalium, do tego jeszcze z ostrymi krawędziami, może stanowić doskonałą broń… nie tylko duchową!

    Abstrahując od kuriozalności tego publicystycznego casusu, zwróciliśmy się z pytaniem do jednego z koordynatorów inicjatywy Męski Różaniec, reżysera Dariusza Walusiaka. – Dlaczego męski Różaniec? Od jakiegoś czasu przyjęło się, że Różaniec kojarzony jest wyłącznie z kobietami, ze starszymi paniami, które siedzą i klepią „Zdrowaśki”. Jednak zupełnie inaczej wyglądało to w przeszłości, kiedy rolą mężczyzny w sposób oczywisty i niezaprzeczalny była walka. Różaniec jest dla nas bronią przeciwko władzy szatana na ziemi. Tę broń dostaliśmy od Maryi i zawsze tak było, że mężczyźni, rycerze, szli walczyć z wrogiem, który zagrażał nam jako katolikom, z muzułmanami czy bolszewikami, których celem było zniszczenie chrześcijańskiego świata. Polacy zawsze stawali naprzeciw tej ekspansji, broniąc dostępu do Europy. Ale w tym samym czasie, gdy rycerstwo lub wojsko wychodziło do walki, trwały procesje, modlitwy, pokuty, wznoszono do Boga modły o zwycięstwo. Żony, matki i starcy, a nawet dzieci, mieli w ten sposób swój udział, sięgając częstokroć właśnie po Różaniec. Każde zwycięstwo oręża polskiego zostało wymodlone – podkreśla rozmówca PCh24.pl. 

    Męski Różaniec to ogólnopolska akcja, w ramach której katolicy podejmują wezwanie Najświętszej Maryi Panny do modlitwy za grzechy świata, odmawiając publicznie Różaniec – Wracamy do tego modelu, w którym mężczyzna jest zawsze wojownikiem. Kościół w swojej pierwotnej formie był także wojowniczy. Wszystkie wyzwania, jakie niosło życie, związane były z walką – walką ze złem, której elementem była broń w postaci różańca. Dzisiejszy mężczyzna w sytuacji, kiedy jesteśmy atakowani i siły zła chcą zmienić nasze podejście do życia, odebrać nam Boga, czuje w sobie agresję, ale z drugiej strony jest też bezsilność, bo nie ma możliwości podjęcia fizycznej walki, jak kiedyś. Ale mam broń, Różaniec, i ta walka odbywa się dziś przede wszystkim na duchowej płaszczyźnie. Stajemy przeciwko przejawom złego ducha, a z nim możemy walczyć tą bronią, którą otrzymaliśmy od Maryi, która zdeptała głowę węża. Uczestnicząc w Męskim Różańcu, nie czujemy się bezsilni, odnajdujemy jedność siłę i wspólną wiarę w modlitwę, które może odmienić oblicze świata – tłumaczy Dariusz Walusiak.

    Nasz rozmówca odniósł się także do zmiany paradygmatu w samym Kościele, gdzie nie mówi się już o Kościele wojującym, lecz raczej pielgrzymującym. – To odejście od Kościoła Wojującego, który walczył ze złem, doprowadziło w jakiś sposób do zinfantylizowania Kościoła. Wielu mężczyzn nie widzi swojego miejsca. W sytuacji, gdy kościół był wojowniczy odnajdowaliśmy swoje miejsce zgodne z charakterem i naturą. Chcieliśmy pokazać, że nasze miejsce w Kościele to jest walka ze złem, obrona rodziny i cywilizacji. Staję z Różańcem w ręku i spełniam swoją powinność. W przeciwnym wypadku pozostaje albo fizyczny bunt na ulicy albo położenie uszu po sobie, kapitulacja i dostosowanie się do świata – mówi. I niech te słowa posłużą za puentę tych refleksji na święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej.

    17 października odbędą procesje w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce organizowane przez środowisko Męskiego Różańca.

    Filip Obara/PCh24.pl

    ***********************************

    Już 17 października! Procesje różańcowe ruszą ulicami polskich miast

    Męski Różaniec/fot. meskirozaniec.pl

    ***

    17 października w Warszawie i innych miastach ruszą procesje różańcowe. Organizatorami są wspólnota Nieustającego Różańca i inicjatywa Męskiego Różańca. Uczestnicy będą modlić się w intencji przebłagania za liczne zniewagi, jakich doświadcza Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie oraz będącego w fazie przygotowawczej Synodu Biskupów.

    – To właśnie wspólnota Nieustającego Różańca zaprosiła inicjatywę Męskiego Różańca w Warszawie do przeprowadzenia Procesji Różańcowej w stolicy Polski. Pierwsza taka procesja została przeprowadzona w dniu 22 sierpnia A.D. 2021. Uczestniczyło w niej blisko 3 tys. osób. Procesja połączyła obie diecezje warszawskie i została pobłogosławiona przez obu ordynariuszy warszawskich. Wobec publicznie popełnianych profanacji, ataków na Kościół katolicki, kapłanów, biskupów, wiernych, wobec potężnej skali mordowania dzieci nienarodzonych, pijaństwa, wulgaryzmu, nierządu, rozpadu małżeństw i rodzin, postanowiliśmy kontynuować naszą pokutę i przebłaganie, tym razem zapraszając do udziału w procesjach całą Polskę. Procesje zostały pobłogosławione przez ordynariuszy między innymi w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Szczecinie, Przemyślu, Radomiu, Siedlcach, Olsztynie, Kaliszu, Kielcach. Spływają informacje o przyłączaniu się parafii w mniejszych miejscowości i wioskach. Chcemy w ten sposób wypełnić wezwanie Anioła z Fatimy, który żądał: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Pokutując, wynagradzając i modląc się w intencji grzeszników chcemy uprosić Nieskończenie Sprawiedliwego Pana Boga o Jego Miłosierdzie – mówi jeden z organizatorów, koordynator Męskiego Różańca w Warszawie, Artur Wolski, w rozmowie z PCh24.pl.

    Jak informują organizatorzy, „podczas procesji będziemy pokutować i wynagradzać Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy własne, za grzechy w naszych rodzinach i całym społeczeństwie polskim. Będziemy również prosić o Światło Ducha Świętego dla biorących udział w Synodzie Biskupów, ze szczególnym uwzględnieniem polskich duszpasterzy”.

    Do organizacji tegorocznych procesji włączyły organizacje i wspólnoty, takie jak: Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, Wojownicy Maryi, Akcja Katolicka, Żołnierze Chrystusa, Straż Narodowa, Mężczyźni św. Józefa, Bractwo Przedmurza, Mężczyźni św. Jan Pawła II, Koła Żywego Różańca czy Zakon Rycerzy św. Jana Pawła II.

    Rozmówca PCh24.pl przybliża też bogatą historię procesji różańcowych. – Historia Procesji Różańcowych ma w Świętym Kościele Rzymskokatolickim długą historię. Począwszy od Bitwy pod Lepanto, przez Bitwę pod Chocimiem której 400 – setną rocznicę obchodziliśmy 9 października, przez procesje różańcowe i Eucharystyczne w roku 1920, kiedy Naród Polski i cała Polska były w śmiertelnym niebezpieczeństwie ze strony armii komunistycznej. Dzisiaj zagrożenia są jeszcze większe niż w roku 1920, szczególnie zagrożenia dotyczące naszej duchowości, kultury, wolności, pamięci historycznej, czy integralności małżeństw i rodzin. Dlatego jako odpowiedź na zagrożenia dzisiaj zapraszamy do udziału w procesjach różańcowych w intencji pokuty i wynagradzania Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej.
    Wspólnota Nieustającego Różańca, która od 20 lat realizuje nieustającą modlitwę różańcem świętym, przeprowadza od lat takie procesje w różnych miastach. Miejscem szczególnym jest diecezja warmińska i Olsztyn. Miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie Gietrzwałdu, w którym Matka Boża wzywała Naród Polski w roku 1897 do nawrócenia, do zerwania z nałogami, do trzeźwości, do pokuty do codziennego odmawiania Różańca Świętego – tłumaczy.

    Dokładny harmonogram procesji różańcowych dostępny jest na stronie internetowej Męskiego Różańca.

    ************************

    Procesja różańcowa za Ojczyznę

    W ostatnią niedzielę, 17 października przez około 100 miejscowości przeszły Procesje Różańcowe za Polskę. Były to między innymi : Warszawa, Kraków, Gdańsk, Przemyśl, Białystok, Bytom, Kalisz, Kielce, Krynica – Zdrój, Łódź, Siedlce, Słupsk, Poznań, Toruń, Wrocław, Zamość, Radom, Biała Podlaska. Uczestnicy procesji modlili się w intencjach wynagradzających Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Modlitwa różańcowa i pieśni Maryjne wypełniły polskie kościoły i polskie ulice. Odmówiono Akt przebłagania Pana Jezusa za nasza winy a także Akt zawierzenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W wielu miejscach niesiono relikwie świętych i błogosławionych, wśród nich niedawno wyniesionego na ołtarze błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego, niezłomnego obrońcę Kościoła polskiego czasów komunizmu.

    W dniu, kiedy to w Kościele katolickim rozpoczął się synod na poziomie diecezjalnym, lud Boży wyległ na ulice z różańcami w rękach, by zamanifestować swoje przywiązanie do wiary katolickiej i pokazać miłość do Matki Bożej, która sama kazała nazywać się Królową Polski.

    fot. Fronda.pl

    ****************************************************************************

    Polska opleciona różańcem! Dwa miliony Polaków odmawiają go codziennie  - zdjęcie

    Polska opleciona różańcem! Dwa miliony Polaków odmawiają go codziennie

    „Ojcze nasz” i dziesięć razy „Zdrowaś Maryjo” przy rozważaniu dwudziestu tajemnic wiary – modlitwa, zwana potocznie różańcem, to ulubiona modlitwa Polaków, która towarzyszy im od stuleci. I mimo potężnej fali laicyzacji nic nie wskazuje na to, że coś się zmieni – powstają wciąż nowe wspólnoty, które opierają swoją formację na tej maryjnej modlitwie. Jest to także znak firmowy polskich parafii, w których modli się miliony wiernych.

    W narodowym sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze obok kosztownych różańców królów i wodzów przechowywane są też sznury modlitewne, wykonane z chleba, wełny, sznurka przez więźniów obozów w Auschwitz i Ravensbrück – różaniec towarzyszył Polakom zawsze i wszędzie.

    Od czasów średniowiecza tę modlitwę kontemplacyjną Zachodu popularyzowali ojcowie dominikanie i franciszkanie, ale później praktycznie każda wspólnota zakonna. W średniowiecznych miastach powstawały Bractwa Różańcowe, modlili się na nim królowie, dowódcy, rzemieślnicy i chłopi. Na Jasnej Górze, która stała się centrum tej modlitwy, przechowywane są różańce Stefana Batorego, Jana III Sobieskiego, królowej Bony i innych. Wielkim impulsem w popularyzacji tej modlitwy było powstanie w 1610 r. Bractwa Różańcowego, które docierało ze swym przesłaniem do najdalszych krańców Rzeczpospolitej. Jasnogórskie sanktuarium jest wielkim propagatorem różańca, stąd płynęły słowa zachęty do jego odmawiania Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. 

    Jasnogórska Rodzina Różańcowa została założona przez o. Bronisława Matyszczyka pod koniec lat 60. ubiegłego wieku i do tej pory zapisało się do niej kilkanaście milionów wiernych. Przybywający z całego kraju pielgrzymi deklarują, że codziennie będą odmawiać dziesiątek różańca w konkretnych intencjach.

    Znana od stuleci modlitwa przeżyła niezwykły renesans w XIX w., gdy Paulina Jaricot (niebawem zostanie ogłoszona błogosławioną), córka lyońskiego przemysłowca, zaproponowała, by gromadzić osoby, które zobowiążą się codziennie odmawiać  jedną z piętnastu tajemnic modlitwy. Tak powstały żywe róże, czyli piętnastoosobowe wspólnoty modlitwy i formacji, które zbierały także ofiary dla dynamicznie rozwijających się wówczas misji.

    Polscy katolicy przejęli pomysł Pauliny Jaricot, w parafiach zaczęły powstawać róże (od wprowadzenia przez Jana Pawła II tajemnic światła są już dwudziestoosobowe) i właściwie jest to znak firmowy polskich parafii. – Nie ma parafii w Polsce, w której nie ma choć jednej, a przeważnie jest kilka róż różańcowych – mówił w wywiadzie ks. Szymon Mucha, do niedawna krajowy moderator Stowarzyszenia Żywego Różańca. Członkowie modlą się w intencji Kościoła, Papieża, misji, nawrócenia grzeszników i istotnych spraw społecznych i – rzecz jasna – osobistych. Nawet w nowych parafiach natychmiast powstają róże, które są najbardziej powszechnymi wspólnotami modlitwy w Polsce. – To potęga – mówił w wywiadzie ks. Mucha.

    Na temat tej potęgi krążą stereotypy głoszące, że różaniec odmawiają, a właściwie bezmyślnie „klepią”, stare kościelne dewotki. „Różaniec – atakowany i wyszydzany, uważany za modlitwę prostaczków, daje moc duchową, ujawnia moc Słowa Bożego, egzorcyzmuje, prowadzi do głębi wiary” – pisał dominikanin o. Stanisław Przepierski, wielki propagator różańca. Gdyż przynależność do róży wiąże się z formacją, słuchaniem konferencji i wykładów z mariologii.

    – Formację członkom zapewnia Stowarzyszenie Żywego Różańca, które ma zatwierdzony przez Komisję Episkopatu Polski Statut – mówi w rozmowie z Family News Service metropolita częstochowski abp Wacław Depo, delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca. – W każdej diecezji jest moderator diecezjalny, organizowane są pielgrzymki do sanktuariów maryjnych, odbyło się już dziewięć ogólnopolskich pielgrzymek na Jasną Górę. Pismem formacyjnym członków Żywego Różańca jest miesięcznik „Różaniec”, wydawany przez siostry loretanki z diecezji warszawsko-praskiej. W Gietrzwałdzie, gdzie Matka Boża prosiła dziewczynki o odmawianie tej modlitwy, co roku odbywają się rekolekcje dla zelatorów Żywego Różańca – dodaje metropolita częstochowski.

    Różaniec odmawiają wierni w każdym wieku, dużą popularnością cieszą się dziecięce kółka różańcowe, których inicjatorką jest związana z Radiem Maryja Magdalena Buczek. W diecezji tarnowskiej, z której pochodzi najwięcej misjonarzy, bardzo liczne są Róże Misyjne.

    W latach 80. powstał ruch Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Osoby, pragnące modlić się za dziecko nienarodzone zobowiązują się, że w ciągu dziewięciu miesięcy będą odmawiać dziesiątek różańca w intencji dziecka, któremu grozi aborcja. Powstała też Modlitwa Apostolatu Margaretka, która jest modlitwą za kapłanów – wierni łączą się w siedmioosobowe grupy, które odmawiają dziesiątek za konkretnego kapłana w określonym dniu tygodnia.

    Różaniec nie zna więc granic, jest on modlitwą żywą i wciąż inspirującą do podejmowania nowych zadań, przyciąga wielu katolików. W 2018 r. spontanicznie zrodziły się kolejne inicjatywy – Różaniec Rodzin oraz Męski Różaniec.

    – Nie wymyślamy nic nowego, wracamy do tradycji, która trwała przez wieki, pragniemy, żeby rodziny wspólnie odmawiały różaniec – mówi Family News Service koordynator Różańca Rodzin. – W inicjatywę włączają się rodziny, małżeństwa oraz pojedynczy członkowie rodzin. Po życiu sakramentalnym najważniejsze są domowe wieczerniki modlitwy – podkreśla. Informuje też, że od stycznia tego roku opiekę duchową nad Różańcem Rodzin sprawują ojcowie franciszkanie z Niepokalanowa. Formacja członków oparta jest na nauczaniu Jana Pawła II, który z ojcowską troską wzywał, aby powrócić do modlitwy w rodzinie i do modlitwy za rodziny.

    Od kilku lat w pierwszą sobotę miesiąca na ulice i place polskich miast (ostatnio było ich już pięćdziesiąt) wychodzą mężczyźni z różańcami w ręku. W ostatnich dwóch dekadach w Polsce powstało wiele wspólnot modlitewnych, do których należą sami mężczyźni – jest to swoisty znak czasu w Kościele. Rycerze Kolumba (przeniesiony z USA), i rodzimi Rycerze Maryi, Rycerze Jana Pawła II, Mężczyźni św. Józefa i wiele innych zbierają się na modlitwie. Na przechodniach robi wrażenie widok elegancko ubranych mężczyzn, którzy klęczą na placu i odmawiają różaniec. To odpowiedź na wezwanie kard. Augusta Hlonda, który pisał, że powinien powstać: „ruch nie krwawy, lecz pobożny, olbrzymi, nie destruktywny, lecz namiętny, twórczy. Potrzebny jest najwyższy wysiłek! Trzeba napiąć wszystkie energie i najidealniejsze namiętności! Musimy urządzić ostatnie powstanie, powstanie przeciw sobie, przeciw naszym błędom, swym grzechom!”

    Męski Różaniec to nabożeństwo, odprawiane w pierwsze soboty miesiąca, wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

    – To bardzo ważne żeby różaniec był odmawiany publicznie przez mężczyzn – mówi Family News Service Artur Wolski, szef Fundacji Skrzydła Chwały. Wspomina, że już w trakcie drugiego nabożeństwa, które zaczyna się Mszą św. w katedrze, do konfesjonałów ustawiły się długie kolejki i kilku księży spowiadało non stop. – To fenomen, wola Boża – podkreśla. Uczestnicy pragną wypełnić polecenie, zawarte w orędziu Matki Bożej Fatimskiej, by modlić się i pokutować.

    Członkowie Męskiego Różańca organizują także procesje pokutne, w trakcie której niosą figurę Maryi. Gdy w pierwszej wzięło udział około trzech tysięcy mężczyzn, odczytano to jako znak – ta modlitwa jest wypełnieniem woli Boga. W niedzielę, 17 października, odbyła się kolejna procesja pokutna i wynagradzająca w intencji rozpoczętego w Rzymie Synodu. Tradycyjnie zaczęła się Mszą św., tym razem w katedrze warszawsko-praskiej. – Idziemy z Królową jako Jej wojsko, w szyku. Wiara mężczyzn jest potężna, niezniszczalna, daje siłę żeby chronić żonę i dzieci – mówi A. Wolski.

    Co przyciąga wiernych do modlitwy różańcowej? – Trudne czasy, wierni czują, że jest to ratunek dla świata – mówi abp Depo. – A jest to dźwignia, która na ten świat rozlewa dobro – dodaje.

    – To cud – mówi Artur Wolski – pewnie mężczyźni przekonali się, że jedynym ratunkiem jest Pan Bóg. A różaniec jest liną ratunkową, którą chwytają.

    Family News Service/Fronda.pl

    ********************************************************************************

    Czy Różaniec zbawia?

    Historycznie Różaniec to wyróżnik katolicyzmu. Czy także dziś ludzie wciąż stukają nim do bram nieba?

    Święci rzucają
ludziom różaniec,
ratując ich w ten
sposób przed
potępieniem.
Fragm. fresku
Michała Anioła
w Kaplicy Sykstyńskiej
    Święci rzucają ludziom różaniec, ratując ich w ten sposób przed potępieniem. Fragment fresku Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej

    ***

    Zdaje się, że wszystko obraca się wokół niego, stawia się go w centrum naszej wiary i modlitwy, ale wielu ludzi nie jest w stanie pojąć, dlaczego właśnie on. Dopóki nie zrozumieją, że osią różańcowego koła jest sam Chrystus, a Różaniec to nie ludzki wymysł, wszystko pozostanie dla nich zagmatwane i niezrozumiałe.

    Różańcowe centrum

    Różaniec w centrum? Owszem, zapewnia nas o tym nawet Matka Boża Fatimska, która 13 października 1917 r. powiedziała, że wcale nie jest „Fatimska”. „Jestem Matką Bożą Różańcową” – ogłosiła, a ten tytuł pozwala nam inaczej spojrzeć na całość Jej objawień. Rzeczywiście, Jej najczęściej powtarzająca się prośba to błaganie o Różaniec. Więcej: codzienny! Maryja zapewnia, że taka modlitwa ma moc, by wywrócić wszystko do góry nogami. Wbrew logice, wbrew faktom… Mówienie: „to niemożliwe”, „nie da się”, okazuje się czysto ludzką kalkulacją – zawodną.

    Latem 1917 r. Maryja podkreśla: w samym środku wojny, której nikt nie potrafi zakończyć, Bóg może położyć jej kres. Potrzebny jest do tego… Różaniec.

    Kiedy jest potęgą?

    Gdybyśmy nie korzystali z tego środka, oznaczałoby to, że na świecie nigdy nie będzie pokoju; przecież świat nie może go dać – jedynie Bóg. Cóż bowiem z tego, że spuścił On nam z nieba Różaniec, skoro go nie chwytamy?

    Mówi się o dwóch grupach, które widzą ten niebieski dar. Pierwsza to ci, którzy kochają Matkę Najświętszą i Jej ufają. Druga – ci, którzy widzą, że nie zostało im już nic, co może ich ocalić, i są gotowi uchwycić się nawet brzytwy, byleby nie zginąć.

    Tak było 450 lat temu. 7 października 1571 r. pod Lepanto ludzie chwycili za różaniec. Patrząc po ludzku, nic nie mogło ich już ocalić. Uchwycili się Różańca. A ten okazał się ocaleniem.

    Cud mobilizacji

    Ciekawe, co by się stało, gdyby wszyscy chrześcijanie potrafili się zmobilizować i codziennie, np. przez pół roku, cały Kościół odmawiał Różaniec. Nikt tego ostatnio nie próbował… Szkoda, bo powody, by podjąć taką próbę, mnożą się na naszych oczach. Jeśli komuś mało zachęty z Fatimy, może się przyjrzeć rozmowom Maryi „po polsku”. W Gietrzwałdzie odpowiedzią Matki Bożej na każde zadane Jej pytanie było wezwanie do odmawiania Różańca. Maryja zapewniała, że wszystko jest możliwe – ale trzeba odmawiać Różaniec.

    „Cudu mobilizacji”, by stał się różańcowy cud, trudno się nam – niestety – spodziewać, ale można go wypraszać w mniejszych kręgach. Łatwiej o to we wspólnotach, do których należymy, a przede wszystkim w rodzinach.

    Ktoś zapyta: dlaczego mowa o odmawianiu Różańca przez pół roku? Bo prośba Maryi w Fatimie powtarzała się przez 6 miesięcy trwania objawień.

    Fakty

    Może nie przekonują nas same słowa Maryi. Powiedzmy więc, że świadkiem prawdziwości Jej fatimskich słów jest także historia.

    Skuteczność tej modlitwy znał np. święty papież Pius V, który 450 lat temu wezwał świat do modlitwy na różańcu. Ludzie go odmawiali, a Maryja mogła działać. Interweniowała w najprostszy sposób, można rzec: bez cudu – wykorzystując naturę. Na początku bitwy morskiej pod Lepanto nagle… zmienił się wiatr. Turecka flota została pozbawiona możliwości manewrów; unieruchomiona stała się łatwą zdobyczą chrześcijańskiej armady.

    Ludzie wiedzieli, że to był różańcowy cud. Kiedy Wenecjanie wznieśli w Pałacu Dożów maryjną kaplicę i na jej ścianach powiesili pamiątki z tej bitwy morskiej, umieścili tam słowa: „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Różańcowa Maryja dała nam zwycięstwo”. Zwycięstwo dała Ta, której Różaniec pozwolił działać!

    Skuteczny, bo…

    Skąd jego moc? Może najlepiej wyjaśniają to słowa Jana Pawła II, który o Różańcu powiedział krótko: „To nasze codziennie spotkanie, którego ani ja, ani Matka Najświętsza nigdy nie zaniedbujemy”.

    Różaniec jest skuteczny – tłumaczył papież – dlatego że podczas tej modlitwy spotyka się z nami Maryja. Z wielu objawień wiemy, że Ona przychodzi wołana Różańcem. Raz jeszcze przypomnijmy Fatimę – tam Matka Boża zstępowała z nieba, gdy dzieci zaczynały odmawiać Różaniec. Podobnie było w Lourdes, Banneux i w wielu innych miejscach. Wiemy też, że Matka Boża modliła się na różańcu razem z wizjonerami. Kiedy Bernadeta wzięła go do ręki i zaczęła się modlić, Matka Najświętsza modliła się razem z nią, a zakończenie Różańca okazało się końcem wizji.

    Jan Paweł II przypominał: to nie jest „moja modlitwa do Maryi”. To modlitwa Jej i moja. To jest nasza wspólna modlitwa do Boga! Dlatego tak skuteczna.

    Wizja św. Jana Bosko

    Warto w tym miejscu przytoczyć mało znaną wizję św. Jana Bosko z wigilii Wniebowzięcia 1862 r.:

    Na łące przylegającej do podwórza, gdzie bawią się jego wychowankowie, znajduje się ogromny, gruby wąż długości 7-8 m. Maryja pokazuje go ks. Bosko, a ten, przerażony, chce uciec. Matka Najświętsza jednak każe mu pozostać. Okazuje się, że Jan Bosko jest Jej potrzebny! Bo oto Maryja bierze do ręki sznur i podchodzi z nim do kapłana…

    – Weź ten sznur i trzymaj go mocno – mówi Matka Najświętsza. – Ja wezmę jego drugi koniec i rozciągniemy go nad wężem.

    – A potem?

    – A potem spuścimy mu go na kark.

    – Nie! Na miłość Boską! – woła święty. – Biada nam, jeśli to uczynimy. Wąż wpadnie we wściekłość. Obróci się ku nam i nas zabije.

    Ale Przewodniczka nalegała – opowiada dalej wizjoner. – Zapewniła mnie, że wąż nie uczyni mi żadnej krzywdy, i dopóty mnie przekonywała, dopóki nie zgodziłem się zrobić tak, jak chciała. Tymczasem Ona uniosła sznur i uderzyła nim gada w kark. Wąż podskoczył i odwrócił głowę, chcąc ugryźć to, co go uderzyło, ale został związany jakby w pętlę.

    Można rzec: sam się zaplątał w rzucony na niego sznur.

    „Wtedy Maryja zawołała: «Trzymaj mocno! Nie wypuszczaj sznura!». I pobiegła przywiązać drugi jego koniec, który miała w ręku, do pobliskiego kołka; potem przywiązała początek liny, którą trzymałem ja, do kraty w oknie. Tymczasem wąż rzucał się wściekle i tak mocno uderzał głową i swymi silnymi splotami o ziemię, że jego ciało zaczęło się rozdzierać, a jego kawałki rozbryzgiwały się daleko”.

    Wówczas – opowiada dalej nasz kapłan – Maryja „odwiązała sznur od okna i drzewa, zwinęła go i schowała do skrzynki. Po chwili ją otworzyła. Ku zdumieniu mojemu i chłopców, którzy się zbiegli, zobaczyliśmy, że sznur ułożył się w słowa «Zdrowaś Maryjo».

    Przewodniczka wyjaśniła: «Wąż przedstawia demona, a sznur modlitwę Zdrowaś Maryjo, a raczej Różaniec, który stanowi kontynuację Zdrowaś. Nim można pokonać, zwyciężyć i zniszczyć wszystkie piekielne demony»”.

    Ten modlitewny sznur musi trzymać nie tylko Różańcowa Maryja. Ona potrzebuje nas, by Różaniec stał się skutecznym narzędziem zwycięstwa.

    I… Sąd Ostateczny

    Wszyscy znamy fresk Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej. Natchniony Buonarroti przedstawił w swym dziele tylko jeden sposób na ucieczkę od potępienia. Jest nim różaniec – spuszczony z nieba przez świętych. Za jego pomocą wciągają oni schwytanych przez szatana.

    Pozwolę sobie zrobić korektę na tym obrazie, który mają przed oczami kardynałowie, gdy wybierają kolejnych następców św. Piotra. Tam rzeczywiście został namalowany różaniec, którego uchwyciło się dwóch ludzi. Tylko że osoba, która im go podała – jak w wizji Jana Bosko i w świadectwie Jana Pawła II – to… koniecznie Maryja.

    Wincenty Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ********************************************************

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    ************************************************************************************************************

    WTOREK – 12 PAŹDZIERNIKAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z MODLITWĄ RÓŻAŃCOWĄ OD GODZ. 18.30

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    13 lat temu wydarzył się cud. Czego uczy nas Sokółka?

    13 lat temu wydarzył się cud. Czego uczy nas Sokółka? - zdjęcie
    12.10.21 – fot. screenshot – YouTube

    ***

    Dokładnie 13 lat temu, w kościele św. Antoniego w Sokółce, w czasie Mszy św. upadł konsekrowany komunikant. Kilka dni po włożeniu go do vasculum, gdzie miał się on rozpuścić, w naczyniu zauważono czerwoną plamkę, przypominającą skrzep krwi. Ten cud poruszył całą Polskę. Katolicy odczytali go jednoznacznie. Bóg przypomina nam prawdę o tym, że jest rzeczywiście obecny w chlebie eucharystycznym i napomina nas do większego szacunku dla Eucharystii.

    12 października 2008 roku, w czasie porannej Mszy św. w parafii św. Antoniego w Sokółce, udzielającemu Komunii św. kapłanowi upadł konsekrowany komunikant na stopień ołtarza. Kapłan, jak nakazują przepisy liturgiczne, umieścił go w specjalnym naczyniu, gdzie miał się rozpuścić.

    Po Mszy św. zakrystianka, siostra Julia Dubowska, na polecenie proboszcza, przelała zawartość do innego naczynia, które umieściła w sejfie w zakrystii. Tylko ona oraz proboszcz, ks. Stanisław Gniedziejko, mieli klucze do tego sejfu.

    19. października zakrystianka zajrzała do sejfu, aby sprawdzić, czy komunikant już się rozpuścił. Wówczas zobaczyła w czystej wodzie rozpuszczający się komunikant, na którym widniała wypukła, czerwona plamka, mająca postać jakby żywej cząstki ciała. Woda w naczyniu była bezbarwna.

    Siostra zawiadomiła proboszcza parafii. Przy zachowaniu właściwej dyskrecji o wydarzeniu powiadomiono metropolitę białostockiego, abp. Edwarda Ozorowskiego. Wraz z kanclerzem kurii oraz księżmi profesorami i infułatami, przybył on do parafii w Sokółce. To, co zobaczyli, głęboko ich poruszyło. Abp Ozorowski nakazał odpowiednio zabezpieczyć komunikant i go obserwować.

    29. października komunikant przeniesiono do kaplicy Miłosierdzia Bożego na plebanii, umieszczając go w tabernakulum. Dzień później, na polecenie abp Ozorowskiego, komunikant wyjęto z wody i położono na korporale, po czym ponownie umieszczono w tabernakulum. W połowie stycznia następnego roku komunikant zasechł i pozostał na korporale w formie zakrzepłej krwi. Do dziś nie zmienił swojego wyglądu.

    W styczniu 2009 roku zlecono badania patomorfologiczne. 30. marca roku powołano specjalną Komisję do zbadania zjawiska.

    – „Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikantu pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: przysłany do oceny materiał (…) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (…) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina” – napisano w oświadczeniu po zakończeniu prac Komisji.

    Wydarzenia z Sokółki odczytano jako jednoznaczną interwencję Boga, który domaga się większego szacunku dla swojego Ciała i Krwi w Najświętszym Sakramencie Ołtarza.

    Na łamach pisma „Przymierze z Maryją” Maciej Wisławski zauważył, że cud w Sokółce jest dobrym pretekstem do uczynienia rachunku sumienia przez każdego katolika:

    – „Czy otaczam Najświętszy Sakrament należną czcią? W jaki sposób przyjmuję Komunię Świętą? Jak często przychodzę, by adorować Pana Jezusa obecnego w tabernakulum albo podczas uroczystego wystawienia? Czy pamiętam, że Msza Święta jest bezkrwawym powtórzeniem Ofiary Krzyżowej?” – pisał.

    kak/sokolka.archibial.pl, PCh24.pl

    ***

    ŚRODA – 13 PAŹDZIERNIKA

    104 LATA TEMU ŚWIAT DOŚWIADCZYŁ CUDU PODCZAS VI OBJAWIENIA MATKI BOŻEJ WE FATIMIE

    Fatimski cud Słońca

     

    Tłum ludzi oglądający cud Słońca, Fatima, 13 października 1917 r.

      wikipedia.org

    ***

    Tłum ludzi oglądający cud Słońca, Fatima, 13 października 1917 r.

    Tyle mówi się o cudzie Słońca! Właściwie z datą 13 października 1917 r., z ostatnim objawieniem w Fatimie, kojarzy nam się przede wszystkim właśnie owo wielkie miraculum. Tymczasem… to duży błąd.

    Ten cud – rozumiany jako wydarzenie historyczne – wcale nie należy do objawień fatimskich! To nie jest część orędzia z Fatimy, które, jak uczył Jan Paweł II, „z każdym rokiem przybliża się do swego wypełnienia”. Chyba ktoś bardzo się starał, by cud Słońca uczynić zasłoną dla ostatniego wezwania fatimskiego – najważniejszego krzyku z nieba. To typowy manewr szatański: próbuje się skupić naszą uwagę na tym, co kolorowe, szokujące, ciekawe i sensacyjne, by to, co istotne – a zawarte w trudnym przekazie i domagające się uwagi – pozostało nieznane, czyli niepodjęte.

    Diabeł interpretatorem orędzia?

    To tak, jakby Zły rozumował: „Jeśli objawienie stało się już faktem, i to uznanym przez Kościół, to przesuńmy przynajmniej jego akcenty na niezobowiązujące tematy”. Przyznajmy, że to genialny ruch rodem z piekła.

    Czy nie jest tak z Fatimą? Uwagę ludzi najbardziej przykuwają sensacyjny cud Słońca oraz przekazany w lipcu potrójny sekret. Ten – odpowiednio przedstawiony – nie tylko do niczego nie wzywa, ale jeszcze rodzi nieufność do Kościoła, który rzekomo nie mówi całej prawdy, manipuluje i kłamie. Tymczasem powinniśmy streszczać orędzie fatimskie ostatnim, ogłoszonym w październiku 1917 r., podwójnym apelem.

    Dwa najważniejsze słowa

    Co Matka Najświętsza powiedziała w październiku? Po pierwsze: Maryja nigdzie mocniej nie podkreśliła roli Różańca – nazwała siebie Matką Bożą Różańcową. Mieliśmy odkryć piękno i moc tej modlitwy.

    Po drugie: Matka Boża wzywała, byśmy przestali – już dziś – grzeszyć, bowiem miara Bożej cierpliwości się przelała. Mieliśmy ze wstrętem odwrócić się od każdego zła.

    Trzy wizje

    Pamiętajmy, że fatimscy wizjonerzy nie byli świadkami cudu Słońca. Kiedy tłum oglądał tańczący na niebie, tryskający kolorami dysk, oni widzieli tam jak na ekranie trzy obrazy. Właśnie te wizje – nie cud Słońca – stanowią integralną część przesłania z Fatimy.

    Czyli co? – pytamy.

    Dzieci widzą najpierw Świętą Rodzinę, a wizja podkreśla rolę Józefa, który (nie Maryja!) trzyma na ręce Dzieciątko Jezus błogosławiące świat. Józef też błogosławi, Maryja nie. Jest nad czym myśleć… Dziesiątki lat później Łucja napisze do Watykanu, że rodzina jest ostatnią redutą broniącą się przed mocami szatana. Tylko ona może dziś ocalić świat.

    Potem na niebie ukazuje się Zbawiciel z Matką Bożą Bolesną. Czy to znak, że idą czasy, w których będzie wiele bólu? Owszem, ale przede wszystkim bólu nadprzyrodzonego, bo „wiele dusz idzie do piekła”. Dziś irytują nas rozmaici agresywni ludzie… Jeśli jednak przypomnimy sobie Fatimę, zaczniemy te zagubione dusze nie tyle nienawidzić czy nimi gardzić, ile boleć, że czeka je piekło. Będziemy się zastanawiać, jak im pomóc – nie jak je zniszczyć…

    Na koniec na ekranie nieba pojawia się Matka Boża Szkaplerzna. Szkaplerz to rodzaj fartucha zakładany do pracy, by nie brudzić habitu. Fatima przypomina ewangeliczną prawdę, że łaska i pomoc Boża nie spadają z nieba bez współpracy człowieka z Bogiem, że chrześcijanie to nie widzowie, ale ludzie brudzący się na rzecz królestwa.

    Rola rodziny… Rzeczy ostateczne… Wezwanie do działania… Oto mapa fatimska na dziś.

    Mniejszy cud

    Cud Słońca został wpisany w Boże plany, podejmijmy zatem i ten wątek. Rzeczywiście, jest on tematem orędzia – i to dwukrotnie. Matka Najświętsza nie położyła jednak akcentu na samym wydarzeniu, ale na jego celu: ludzie mają uwierzyć, że słowa z Fatimy to wołanie Boga wzywającego do nawrócenia.

    O cudzie Maryja mówi najpierw 13 lipca, gdy zapowiada: „W październiku uczynię cud, by wszyscy uwierzyli”. Ma on sprawić, że świat uwierzy w prawdziwość orędzia z Fatimy, że zostaną spełnione prośby fatimskie i zapanuje Boży pokój. Niemożliwe? Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Taki był Jego plan.

    Jak miał wyglądać ów cud, mogący zmienić świat tak radykalnie? Wtedy ostatnie słowa Matki Bożej byłyby już inne – te znane nam nie pasowałyby już do: „wszyscy uwierzyli”.

    Gdy zapowiedziany w lipcu wielki cud stał się w październiku faktem, nie był już „ten sam”. Jeden czyn jednego człowieka sprawił, że w orędzie uwierzyło zaledwie 70 tys. ludzi. Przyczynił się do tego Arturo Oliveira dos Santos, który uniemożliwił dzieciom sierpniowe spotkania z Maryją. Znamy historię ich porwania. Gdy sześć dni później powrócą do domu, Maryja ukaże się im, by powiedzieć: „W październiku cud będzie mniejszy”.

    Temat skutku grzechu

    Jeżeli pytamy o znaczenie cudu Słońca, trzeba przede wszystkim mówić o konsekwencjach grzechu, który nie jest sprawą prywatną między człowiekiem a Bogiem i nieprawdą jest, że popełniony nikomu nie czyni krzywdy. Nieprawdą jest, że związki partnerskie i homoseksualizm nikomu nie wyrządzają zła. Pomniejszony cud Słońca temu przeczy. Każdy z grzechów, nawet najbardziej „prywatny”, odbiera Bogu możliwość działania w świecie. To tak, jakbyśmy zatykali nimi otwory w niebie, przez które wylewa się łaska. Miliony malutkich, zdawałoby się, nikomu nieszkodzących grzechów – i ziemia schnie z braku łaski… To jest prawdziwa ekologia – ekologia zbawienia! To dlatego Maryja woła na koniec objawień: „Stop grzechowi!”. Inaczej: Pozwólcie Bogu dokonywać wielkich cudów! Nie zatykajcie grzechami niebieskiego sita!

    Cud miał być powszechny

    Jak miał wyglądać ten cud? Możemy się chyba domyślać. W lipcu 1917 r. Maryja zapowiedziała, że wybuch wojny gorszej od tej pierwszej poprzedzi ostrzegawczy znak, który pojawi się na niebie. Rzeczywiście, ukazał się on w nocy z 28 na 29 stycznia 1938 r. Na jedną noc całe niebo rozświetliła krwawa łuna. Znak widzieli wszyscy – od Ameryki po Azję…

    Czy tak samo wszyscy ludzie nie mogli zobaczyć cudu Słońca? Gdyby tak się stało, żylibyśmy w innym świecie. I nie będzie on lepszy, póki – jak ów mason Arturo Oliveira dos Santos – będziemy „skutecznie” zmieniać Boskie plany. Oto niepojęta tajemnica: wielkie plany Boga, który pragnie naszego szczęścia, niweczy mały grzech człowieka.

    To chyba najważniejsza lekcja wpisana w fatimski cud Słońca. Bardzo konkretna.

    Wincenty Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ************************************************

    Cud Słońca. Znak, o którym zaświadczyły tysiące


    RELACJE ŚWIADKÓW

    cud slonca

    „Obok mnie stał niewierzący człowiek, który spędził całe przedpołudnie na ośmieszaniu pielgrzymów, ponieważ, jak mówił, ci prostacy przybyli do Fatimy tylko po to, aby zobaczyć małą dziewczynkę! – wspominał Cud Słońca ks. Inacio Lourenco. – Spojrzałem na niego, stał, jak sparaliżowany. Wzrok miał przykuty do słońca, a ciałem jego wstrząsały dreszcze. Potem padł na kolana, wzniósł ręce do nieba i wołał: „Matko Boża! Matko Boża!”.

    „Nie jestem w stanie obecnie dokładnie opisać tego, co wtedy widziałem i czułem. Wpatrywałem się w słońce – kontynuował swe wspomnienie ks. Lourenco, który w 1917 roku mieszkał w wiosce Alburitel, oddalonej o ok. 20 km od Fatimy. – Wydawało mi się ono bardzo blade. Zupełnie jednak nie raziło swym blaskiem. Wyglądało jak śnieżna kula obracająca się wokół własnej osi. Nagle oderwało się od nieba i zygzakami zaczęło spadać w kierunku ziemi. Pod wpływem strachu skryłem się pomiędzy ludzi. Wszyscy płakali, czekając końca świata”.

    Ojciec powiedział: jedziemy!
    Dominik Reis, naoczny świadek, wspomina Cud Słoneczny następująco: „Informację o tym, że 13 października ma mieć miejsce w Cova da Iria coś nadzwyczajnego, podawały chyba wszystkie gazety w Portugalii. Wielu uważało, że to tania sensacja. Wielu także podchodziło do tego, jak nasz ówczesny rząd, czyli całkowicie to ignorowali. Jednak sporo osób, w tym moi rodzice, wierzyli, że w Fatimie dzieje się coś ważnego. Ojciec powiedział: „Jedziemy!” Powiedział nam to 11 października, a 12 już wyjechaliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce,  podeszliśmy bliżej drzewa, przy którym znajdowały się te słynne dzieci. Padało, a w tamtym momencie deszcz wzmógł się. W miejscu, w którym stałem, było około siedmiu cm wody i błoto. (…) Byłem kompletnie przemoczony. Padało tak bardzo, jakby pan odkręcił kran w domu. Nagle deszcz przestał padać, gdzieś koło południa. Wyszło słońce. I nieoczekiwanie zaczęło toczyć się z jednego miejsca do drugiego i zmieniało kolory, raz było niebieskie, innym razem żółte, zmieniało barwy! Potem zobaczyliśmy, jak słońce zbliżyło się w kierunku dzieci, w kierunku tego dużego drzewa. Wszyscy krzyczeli, wielu myślało, że to koniec świata, sąd ostateczny. Niektórzy zaczęli wyznawać grzechy, chociaż nie było tam żadnego księdza”.

    Spadające płatki róż
    Joăo Ribeiro Ferraz o Cudzie Słonecznym usłyszał od ojca.  „Ojciec urodził się w 1901 roku, a matka była od niego 6 lat młodsza. Mama zmarła, gdy byłem mały i niewiele zdążyła mi opowiedzieć, z jej ust słyszałem tylko, że cud wirującego słońca widziała z okna swojego rodzinnego domu w Olival, z którego patrzyła na niebo razem z siostrami. Rodzice wcześniej nie znali osobiście małych pastuszków, nie mieli też możliwości rozmawiać z nimi po rozpoczęciu objawień. Od kiedy Matka Boża ukazała się w Cova da Iria, tysiące ludzi próbowało za wszelką cenę dostać się do nich i prosić o modlitwę, czy wyproszenie konkretnych łask. 13 października 1917 roku ojciec poszedł do Cova da Iria, gdzie zgromadziło się ponad 70 tys. ludzi. Wielu przybyło z odleglejszych stron Portugalii, a nawet z zagranicy. Lało jak z cebra, ziemia była rozmoknięta i wszyscy stali po kostki w błocie, osłonięci pelerynami, trzymając parasole nad głowami. Nagle w miejscu, gdzie znajdowało się słońce, chmury się rozsunęły, a tarcza słoneczna zaczęła wirować. Słońce najpierw kręciło się wokół własnej osi, potem rozpoczął się przejmujący taniec słońca na niebie, które mieniło się wszystkimi kolorami tęczy. Cud można było obserwować nie tylko w samej Cova da Iria, lecz także w promieniu kilkunastu kilometrów. Praktycznie wszyscy okoliczni mieszkańcy byli świadkami cudu słońca. Ojciec opowiadał, że kiedy ludzie zobaczyli, co się dzieje na niebie, upadli na kolana w błoto, wielu na głos wyznawało swoje grzechy, sądząc, że za chwilę nastąpi koniec świata. Wołali: Litości! Umieramy! Kiedy słońce zakończyło swój taneczny pokaz, całe niebo było już bezchmurne, a ludzie ze zdumieniem stwierdzili, że nie ma błota, a ich ubrania i włosy są suche. (…) Moja ciotka, siostra mamy, która wraz z nią widziała cud słońca z okna ich rodzinnego domu w Olival, wspominała, że najpierw ludzie bardzo się bali, lecz lęk szybko ustąpił uczuciu wewnętrznego pokoju. Matka Boża zapowiedziała ten znak wcześniej i wszyscy mogli go zobaczyć. Uwierzyli więc, że objawienia są prawdziwe i napełniło ich to wielką radością. Taki był zresztą cel cudu, o który Łucja wyraźnie prosiła Matkę Bożą. Inni członkowie mojej rodziny wspominali także, że byli kilkakrotnie świadkami cudu z płatkami róż. Płatki spadały z nieba na dąb, nad którym za chwilę miała ukazać się widzącym Najświętsza Panna. Ludzie chcieli je uchwycić, lecz płatki będące na wysokości ich rąk znikały.”

    Kapelusz
    „Łucja poprosiła o zamknięcie parasoli i wtedy prawie natychmiast deszcz przestał padać, jakby ktoś zakręcił kurek w prysznicu – wspominała Ermina Caixeiro, kolejna z naocznych świadków Cudu Słońca w Fatimie. – Dzieci poprosiły również, aby mężczyźni zdjęli kapelusze i nakrycia głowy. Człowiek, który stał obok mnie, nie wykonał polecenia. Za parę sekund ukazało się słońce. Wówczas ów mężczyzna zdjął pokornie kapelusz i powiedział: Teraz uwierzyłem, nikt z ludzi nie mógł tego dokonać. Tłum stał w ciszy. Słońce świeciło kolorami. Ubrania ludzi nabrały złotego odcienia i natychmiast wyschły. I wtedy właśnie słońce zaczęło kręcić się wokół własnej osi, wykonując niesamowity spiralny taniec, jakby oderwało się od firmamentu i pędziło w kierunku ziemi. Potem powróciło do pierwotnej pozycji. Wszyscy świadkowie cudu byli przerażeni, krzyczeli i błagali Boga o przebaczenie grzechów. Ślepi i ułomni prosili o uzdrowienie. Widziałam rzucane kule i niewidomych od urodzenia, którzy odzyskali wzrok.”

    Aleksandra Polewska – korzystałam z: John M. Haffert, „Meet the witnesses of the miracle of the sun”; Lila Danilecka, „Świadkowie Cudu Słońca”, „Niedziela” nr 42/2006


    13 października 1917 doszło do cudu, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Doszło do znaku zapowiadanego przez Maryję, wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęła przypominać srebrny dysk i… tańczyć!

    Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.

    Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason: Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy, że także że te wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artur de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.

    Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekła reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny, oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.

    Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.

    „Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.

    pt/PCh24.pl


    10 faktów na temat Fatimy,

    o których zbyt często zapominamy


    10 faktów na temat Fatimy, o których zbyt często zapominasz

    Liczni czciciele Matki Bożej Fatimskiej znają najistotniejsze aspekty Jej przesłania oraz różne wydarzenia związane z objawieniami sprzed ponad stu lat. Niektóre szczegóły i niuanse mogą jednak zostać przeoczone. Przypominamy więc o kilku faktach dotyczących Fatimy, o których często zapominamy, a o których naprawdę warto pamiętać!

    1.       Będzie siódme objawienie

    Matka Boża ukazała się w Fatimie sześciokrotnie, od maja 1917 roku do października tego roku. Jednak już podczas pierwszego objawienia Matka Boża zapowiedziała, że powróci do Cova da Iria jeszcze po raz siódmy. „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz”.

    Specjaliści nie są zgodni co do tych słów. Większość sądzi jednak, że nie jest sprzecznym z wiarą uważać, że Najświętsza Panna jeszcze do Fatimy powróci, i że może to się stać w najbliższej przyszłości. Z całą pewnością jest to jedno z najbardziej chwalebnych wydarzeń, na jakie pobożny katolik może oczekiwać, szczególnie w naszych zatrważających, pełnych chaosu czasach. Mamy wielką nadzieję, że wraz z owym siódmym przyjściem nadejdzie upragniony pokój i – jak prorokował święty Ludwik de Montfort – triumf Jej Niepokalanego Serca.

    2.       Różaniec i czyściec

    Najświętsza Maryja Panna w Fatimie przypomniała trójce dzieci o istocie różańca oraz o istnieniu czyśćca! Odpowiadając na pytania Łucji mówiła, że Franciszek musi zmówić jeszcze wiele różańców, nim trafi do Nieba, a o Amelii, że na pewno będzie przebywać w czyśćcu do końca świata. Królowa świętych przypomniała więc nam wszystkim o zbawiennej praktyce odmawiania różańca świętego – a więc o sposobie ratowania własnej duszy. Oferuje wręcz różaniec jako gwarancję na bezpieczne przejście z ziemi do Nieba, jak właśnie w przypadku Franciszka.

    Co szczególnie istotne, Matka Boża wskazuje na samą rzeczywistość istnienia czyśćca, o której tak wielu katolików, w tym niestety duchownych, zdaje się zapominać. A przecież – przypomina Maryja – wiele spośród dusz w czyśćcu czekać będzie aż do końca świata. Według badań księdza Sebastiano dos Reis wspomniana Amelia zmarła w okolicznościach wskazujących na hańbę w sprawach czystości! Szokujące dla niektórych może się wydawać, że siostra Łucja mówiła o wiecznym cierpieniu w piekle licznych dusz, które zmarły mając na sumieniu tylko jeden grzech śmiertelny!

    3.       Różnica między objawieniami Maryi i Anioła

    Bardzo ciekawym było, że fizyczne, emocjonalne i psychologiczne doświadczenie objawień Anioła Portugalii i Matki Bożej opisane było przez dzieci jako zupełnie różne. Siostra Łucja pisze w swych wspomnieniach: „Nie wiem dlaczego, ale faktem jest, że objawienia Matki Bożej miały inny wpływ na nas. Towarzyszyła nam, co prawda, ta sama intymna radość, ten sam pokój i to samo szczęście. Jednak, zamiast fizycznego zmęczenia, czuliśmy pewną ekspansywną żywotność, zamiast odrętwienia z powodu Bożej obecności, czuliśmy pewien rodzaj radości, zamiast trudności w mówieniu, czuliśmy pewien rodzaj entuzjazmu komunikacyjnego…”

    Istnieje wyraźna różnica między objawiającymi się Matką Bożą i Aniołem – wynika to z ich różnej natury. Anioł to wszak czysty duch, Maryja posiada jednak i duszę i ciało. Po spotkaniu z Aniołem Portugalii pastuszkowie czuli się wyczerpani, chodziło stworzenie o wyższej naturze. Jako że dzieci były tej samej natury co Najświętsza Panna, przy spotkaniu z Nią czuły się bardziej swobodnie. Potwierdza to dogmat wiary o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny do nieba wraz z ziemskim ciałem.

    4.       Znaczenie modlitwy, pokuty, ofiary i umartwienia dla nawrócenia grzeszników

    Ludzie współcześni, słysząc o umartwieniu i pokucie, kojarzą te hasła ze średniowieczem. Kryzys moralny ogarniający cały świat jest niezwykle poważny, wymaga ciągłej modlitwy, pokuty i ofiary. Prawda ta stale przewija się w Orędziu Matki Bożej Fatimskiej. W swojej niewinności dwoje młodszych pastuszków zrozumiało potrzebę ofiarowania się jako przebłagalne ofiary. Ale przecież apel Matki Bożej, w którym zwraca się z prośbą o modlitwę i pokutę, odnosi się również do reszty ludzkości.

    Zwykli śmiertelnicy mogą dużo zyskać umartwiając ciało. Praktyka ta pozwala opanować niesforne namiętności, które przechodzą pod kontrolę łaski i woli. Cierpienie bowiem łatwo staje się potęgą w sprawach Bożych. Pan Jezus odkupił ludzkość poprzez krwawą ofiarę i ogromne cierpienia znoszone na Kalwarii.

    5.       Prześladowania z powodu objawień

    Objawienia Matki Bożej były dla dzieci niewątpliwym wyróżnieniem, ale przecież nie tylko. Trójka pastuszków poniosła ciężkie ofiary przez sam fakt świadczenia o przybyciu Maryi do Fatimy. Szczególnie cierpiała Łucja – nie wierzyła jej ani matka, ani krewni, którzy w dodatku przestali okazywać jej jakąkolwiek czułość. Te cierpienia młodej dziewczynki musiały być bardzo intensywne.

    Chociaż Franciszek i Hiacynta nie spotkali się z prześladowaniami w rodzinie, narażeni byli na stałe kpiny ze strony sąsiadów i szyderstwa przybyszy. Co więcej, świeckie media narażały dzieci na śmieszność i sarkazm. Krajowe gazety prowadziły ohydną kampanię nienawiści i oczerniania. Wszystko, by zdyskredytować objawienia. Pomimo tych zniewag dzieci zachowywały się z godną podziwu cierpliwością. Co więcej, zawsze pamiętały o wezwanie Matki Bożej, by ofiarować swoje cierpienia za grzeszników.

    6.       Zmiany w Nabożeństwie Pięciu Pierwszych Sobót

    Matka Boża prosiła pierwotnie, by przystępować do spowiedzi i Komunii Św. przez pięć pierwszych sobót miesiąca, odmawiać pięć dziesiątek Różańca i medytować przez 15 minut nad tajemnicami, w celu zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednak Łucja, w trakcie kolejnego objawienia opowiedziała o trudnościach w wypełnianiu tego nabożeństwa. Zostały więc wprowadzone zmiany: do spowiedzi można przystępować w inne dni niż w pierwszą sobotę, o ile Pan Jezus jest przyjmowany godnie i z zamiarem zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. A jeśli ktoś zapomni o wypowiedzeniu intencji, może to zrobić przy okazji następnej spowiedzi, korzystając z pierwszej ku temu sposobności.

    Siostra Łucja wyjaśniła także, że nie ma potrzeby rozważać wszystkich tajemnic Różańca w każdą pierwszą sobotę miesiąca – wystarczy rozważać jedną z nich albo kilka.

    7.       Dlaczego ustanowiono Nabożeństwo Pięciu Pierwszych Sobót?

    Nabożeństwo to odpowiada pięciu rodzajom grzechów i bluźnierstw popełnianych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. Są to:

    – bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu;

    – bluźnierstwa przeciw Jej dziewictwu;
    – bluźnierstwa przeciw Jej Boskiemu macierzyństwu
    – wpajanie nienawiści, obojętności, a nawet pogardy do Niepokalanej Matki w sercach dzieci;
    – bezpośrednie lżenie Jej świętych wizerunków

    8.       Udaremnienie większego cudu niż cud słońca!

    Siostra Łucja ujawniła, że słynny „cud słońca” mógłby być jeszcze większy. Dzieci zostały jednak uprowadzone przez Arthura Oliveira Santosa, administratora Rady Administracyjnej Vila Nova de Ourém.

    Jest to przykład przestępstwa popełnionego wbrew woli Matki Bożej, którego nie ukarała. Tak czy inaczej, tłumy osób zebranych w Fatimie po południu 13 października 1917 r. zostały pozbawione możliwości ujrzenia znacznie większego cudu, niż i tak ogromny „cud słońca”.

    9.       Zorza polarna czy ostrzeżenie przed wojną?

    Siostra Łucja uznała nadzwyczajne światło świecące nad Europą w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 roku w godzinach od 20:45 do 01:15 za „wielki znak” od Matki Bożej, wskazujący, że nieuchronnie zbliża się wojna.

    Astronomowie i sceptycy orzekli oczywiście, że była to jedynie zorza polarna. Jednak większość z nich zaświadczała, że postać jaką przybrała, nie miała wcześniej precedensu.

    10.   Ostatnie, porażające słowa Hiacynty

    Zaledwie 10-letnia Hiacynta była dziewczyną nad wyraz dojrzałą. Posiadała prorocze wizje i wiele prywatnych objawień. Słowa wypowiedziane przez Hiacyntę ukazują też głębię jej duszy w obliczu moralnego upadku świata. Oto jedne z jej ostatnich słów:

    – Grzechami prowadzącymi najwięcej dusz do piekła są grzechy cielesne.

    – Aby być czystym na ciele konieczne jest utrzymanie czystości. Być czystą na ciele to znaczy strzec niewinności. A być czystą na duszy to znaczy nie grzeszyć, nie oglądać tego, czego nie powinno się widzieć, nie kraść, nie kłamać, mówić zawsze prawdę, także wtedy, gdy nas to wiele kosztuje.

    – Mody, które nadejdą, będą bardzo obrażać Pana. Osoby, które służą Bogu, nie mogą iść za głosem mody. W Kościele nie ma zmiennych mód. Jezus jest zawsze ten sam.

    – Lekarzom brak światła i wiedzy, by leczyć chorych, bo brak im miłości Boga.

    – Księża powinni zajmować się tylko sprawami Kościoła. Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo kapłanów i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Jezusa.

    – Aby być zakonnicą, trzeba być bardzo czystą duszą i ciałem.

    – Wiele jest niedobrych mód; nie podobają się one Jezusowi, nie są Boże.

    – Spowiedź jest sakramentem miłosierdzia. Dlatego trzeba zbliżać się do konfesjonału z ufnością i radością. Bez spowiedzi nie ma zbawienia.

    na podstawie: www.americaneedsfatima.org/malk/PCh24.pl

    więcej na temat Objawień w Fatimie – w książkach Plinio Correa de Oliveira i Antonio Borelliego 

    *************************************************

    MODLITWA ANIOŁA Z FATIMY

    “O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
    Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
    “Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
    uwielbiam Cię w najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
    Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
    I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.

    ***************

    OBJAWIENIA ANIOŁA PORTUGALII

    Rok przed objawieniami Najświętszej Maryi Panny trójka pastuszków: Łucja, Franciszek i Hiacynta – Łucja de Jesus dos Santos i jej kuzyni Franciszek i Hiacynta Marto – mieszkająca w wiosce Aljustrel, należącej do parafii fatimskiej – miała trzy objawienia Anioła Portugalii, zwanego też Aniołem Pokoju.
     

    Pierwsze zjawienie się Anioła

    Pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel, i miało, zgodnie z opowiadaniem siostry Łucji, następujący przebieg:

    Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

    W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa.
    Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:
    – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.
    I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
    – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.
    Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział:
    – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.

    I zniknął. Atmosfera nadprzyrodzoności, jaka nas ogarnęła, była tak silna, że przez dłuższy czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego własnego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga była tak silna i tak dogłębna, że nie ośmieliliśmy się nawet odezwać do siebie. Następnego dnia jeszcze czuliśmy się ogarnięci tą atmosferą, która znikała bardzo powoli.

    Żadne z nas nie zamierzało mówić o tym zjawieniu, ale zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się narzucała. Było to tak dogłębne, że nie było łatwo powiedzieć o tym choćby słowa. Zjawienie to zrobiło na nas większe wrażenie, chyba dlatego, że było pierwsze. 

    Drugie zjawienie się Anioła 

    Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji, blisko której bawiły się dzieci. Oto jak siostra Łucja opowiada to, co Anioł powiedział jej samej i jej kuzynom:
    – Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.
    – Jak mamy się umartwiać? – zapytałam.
    – Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście 
    z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.
    I zniknął. Te słowa Anioła wyryły się w naszych umysłach jak światło, które pozwoliło nam zrozumieć, kim jest Bóg, jak nas kocha, jak chciałby być kochany. Pozwoliły nam również pojąć wartość umartwienia, jak ono Bogu jest miłe i jak dzięki niemu nawracają się grzesznicy.

    Trzecie zjawienie się Anioła

    Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku. Także i tym razem w grocie Cabeço. Potoczyło się ono, zgodnie z opisem siostry Łucji, w następujący sposób: 

    Gdy tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: „O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!”
    Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:
    – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.
    Następnie powstając, wziął znowu w rękę kielich i hostię.
    Hostię podał mnie, a zawartość kielicha dał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, jednocześnie mówiąc:
    – Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.
    Potem znowu schylił się aż do ziemi, powtórzył wspólnie z nami trzy razy tę samą modlitwę: „Przenajświętsza Trójco… etc.” i zniknął.

    Natchnieni nadprzyrodzoną siłą, która nas ogarniała, naśladowaliśmy Anioła we wszystkim, to znaczy uklękliśmy czołobitnie jak on i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Boga była tak intensywna, że niemal zupełnie nas pochłaniała i unicestwiała. Wydawała się pozbawiać nas używania cielesnych zmysłów przez długi czas. W ciągu tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jakbyśmy byli niesieni przez tę samą nadprzyrodzoną istotę, która nas do tego skłaniała.
    Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, całkowicie skupiające duszę w Bogu. A również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było wielkie.

    Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas zupełnie inne skutki. Ta sama wewnętrzna radość, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast tego fizycznego osłabienia, pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast tego unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, pewien udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć odczuwałam natchnienie, aby milczeć, zwłaszcza o niektórych rzeczach. Podczas przesłuchań czułam wewnętrzne natchnienie, które mi wskazywało odpowiedzi, aby nie odbiegając od prawdy, nie ujawniać tego, co wtenczas powinnam była ukryć.

    Objawienia Anioła w roku 1916 poprzedzone były trzema innymi wizjami. W okresie między kwietniem a październikiem 1915 roku, Łucja wraz z trzema innymi dziewczynkami, Marią Rosą Matias, Teresą Matias i Marią Justiną, ujrzały, z tego samego wzgórza Cabeço, ponad lasem znajdującym się w dolinie, zawieszony w powietrzu jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, 
    w kształcie ludzkiej postaci. Była to postać, jakby ze śniegu, którą promienie słoneczne czyniły nieco przezroczystą. Jest to opis samej siostry Łucji.

    z książki: “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” autorstwa A. Borellego

    ************************************************************************************************************

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    ************************************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC PAŹDZIERNIK 2021

    Intencja ewangelizacyjna:

    – Módlmy się, aby każdy ochrzczony był włączony w ewangelizację, gotowy do misji, poprzez świadectwo życia mającego smak Ewangelii

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    – Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    – Matko Boża Różańcowa, która nas nieustannie ostrzegasz i prosisz, abyśmy nawracali swoje serca i błagali o przebaczenie grzechów naszych, wyjednaj nam zdecydowaną wolę kierowania się Bożymi przykazaniami, aby mocno trwać przy Panu Bogu, który wciąż jest tak bardzo ciężko obrażany. Uproś nam łaskę pokuty, abyśmy czynili zadość za swoje i bliźnich naszych niewierności. 

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna Swego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci. 

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice różańcowe.

    ************************************************************************************************************

    Paulina Jaricot:

    duchowa wizjonerka, która stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy

    entdecken-oder-wiederentdecken-pauline-jaricot
    service des formations lyon catholique

    ***

    27 maja 2020 roku papież Franciszek upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania dekretu dotyczącego uznania cudu dokonanego za przyczyną Pauliny Jaricot, co oznacza, że możemy spodziewać się jej szybkiej beatyfikacji. 

    To z jej pomysłów zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne oraz Koła Żywego Różańca. Stworzyła ogólnoświatowy system modlitwy i wspierania misji, chociaż żyła w XIX wieku i nie znała nowoczesnych metod komunikacji. Zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    Kim była mieszkanka Lyonu, której życie przypadło na burzliwy okres I połowy XIX stulecia: wojen, rewolucji i burzliwych zmian cywilizacyjnych? O służebnicy Bożej Paulinie Jaricot (czyt. Żariko) wspominał Episkopat Polski w Liście pasterskim z okazji Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego – października. Podkreślono w nim znaczenie założonego przez Francuzkę Żywego Różańca – globalnego wsparcia modlitewnego i materialnego misjom i dziełom miłosierdzia.

    Wielkie dzieło: metodą małych kroków

    Żyjącym w nowoczesnej cywilizacji cyfrowej, portali społecznościowych, serwisów w rodzaju Patronite, rozwiniętego crowfundingu i urodzinowych zbiórek funduszy na Facebooku trudno sobie wyobrazić, jak można stworzyć sprawnie funkcjonujący globalny system wsparcia jakiegokolwiek przedsięwzięcia.

    Dzisiaj to już nie tylko kwestia oczywistej i nieodzownej techniki i narzędzi komunikacji, ale bardzo często także konieczność nabycia szeregu umiejętności. Takich jak zarządzanie projektami, pisanie wniosków o granty, prowadzenia księgowości czy też swobodnego poruszania się w gąszczu przepisów i urzędniczej biurokracji.

    Jak więc jest możliwe, że kobieta, która większość swojego życia spędziła w rodzinnym mieście, rzadko podróżowała i nie była zazwyczaj bywalczynią elitarnych salonów – stworzyła tak gigantyczne, i co najważniejsze – tak trwałe dzieło? W chwili jej śmierci w 1862 roku w dzieło Żywego Różańca w samej Francji było już zaangażowanych blisko 2 mln osób. Odpowiedź jest banalnie prosta. Paulina robiła wszystko, zdając się na wolę Bożą, metodą najmniejszych choćby kroków.

    Gdy przychodziły problemy i nieszczęścia, nie tylko nie załamywała rąk, ale starała się znaleźć i wykorzystać choćby minimalną szansę na uczynienie dobra nawet w najmniejszej skali. Mieszkanka Lyonu nie podejrzewała też zapewne, że założony przez nią ruch stanie się tak popularny także w Polsce.

    Córka fabrykanta

    Paulina przyszła na świat w 1799 roku w rodzinie przedsiębiorcy prowadzącego fabrykę jedwabiu. Była siódmym, ostatnim dzieckiem, wychowanym w dość religijnej rodzinie. Jej ojciec każdy dzień zaczynał od mszy świętej, a jeden z braci, z którym prowadziła ożywioną, duchową korespondencję, wstąpił do seminarium duchownego w Paryżu.

    Początek XIX wieku to czas intensywnego rozwoju przemysłu włókienniczego, związana z ogromną, globalną koniunkturą na sprowadzany z Azji jedwab. W Europie powstają setki dużych fabryk włókienniczych w nowych ośrodkach miejskich: rodzinnym dla Pauliny Lyonie, Manchesterze, a na ziemiach polskich – w szybko rozrastającej się Łodzi.

    Wydawać by się mogło, że Paulina miała duże szczęście – przedsiębiorcy włókienniczy szybko dochodzili do ogromnych pieniędzy, budowali bogate domy, a niekiedy wręcz pałace podobne do tych, w których mieszkała wpływowa arystokracja.

    Niestety, bardzo często fortuny te były budowane kosztem masowego wyzysku pracowników, o czym Paulina szybko się przekonała i pragnęła ten stan zmienić. Niemniej, młoda mieszkanka Lyonu miała zapewniony bezproblemowy start życiowy i gdyby nie obrała innej drogi – zostałaby zapewne żoną kogoś z wpływowych rodzin potentatów jedwabnych.

    Przełomowe wydarzenie

    Źródła biograficzne mówią nawet, że 17-letnia Paulina miała już nawet swoją sympatię i rodzice zaczynali myśleć o jej zbliżającym się ślubie. Pewnego dnia jednak dziewczyna doznała wypadku, spadając z wysokości. Tylko szczęśliwy traf sprawił, że nie złamała kręgosłupa lub doznała innych bardzo poważnych obrażeń. To wydarzenie spowodowało jednak u niej przełom – zaczęła bardziej interesować się życiem duchowym, czytać Biblię i regularnie uczestniczyć w Eucharystii, nawet w dni powszednie.

    Bardzo poruszyło ją kazanie, które w jej parafii wygłosił pewien jezuita. Dotyczyło ono próżności. Po mszy Paulina poszła do zakrystii i odbyła długą rozmowę z duchownym. Wkrótce odbyła też spowiedź generalną.

    Jak sama wielokrotnie mówiła, zrozumiała wtedy, że życie w materialnym dobrobycie nie może dać szczęścia i przynieść osobistej realizacji. Tym bardziej, gdy wokół widzi się ludzi, którzy żyją w uwłaczających godności warunkach bytowych, wykorzystywanych i pozbawionych pomocy, którzy nie mieli tyle szczęścia, aby urodzić się w rodzinach bogaczy.

    Tercjarka i opiekunka wykluczonych

    Gdy Paulina ukończyła 18. rok życia, była już kimś zupełnie innym niż kilka lat wcześniej. Złożyła śluby czystości i wstąpiła do dominikańskiego zakonu świeckich. Nie czuła bowiem powołania do życia kontemplacyjnego lub klasztornego i chciała połączyć głębokie życie duchowe z pomocą potrzebującym.

    Francuzka miała z pewnością istotny talent, ważny dla każdej osoby pragnącej działać publicznie. Potrafiła gromadzić ludzi wokół swoich prostych pomysłów i inicjatyw. Na początku wraz z kilkoma koleżankami stworzyła małą grupę, aktywną na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, na stałej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem i Eucharystią, po drugie: na stałym kontakcie i pomocy z biednymi i zagrożonymi wykluczeniem młodymi kobietami.

    Najczęściej były to pracownice zakładów włókienniczych, żyjące w bardzo złych warunkach, ale także kobiety żyjące na ulicy, zagrożone prostytucją i alkoholizmem. Odwiedzała także biedne lyońskie rodziny, przekazując im paczki żywnościowe i najpotrzebniejsze artykuły.

    Te działania nie miał w sobie nic z hojnych, okolicznościowych gestów bogatej filantropki – Paulina cały czas myślała, jak stworzyć stały, systemowy sposób pomocy lyońskim robotnikom.

    Prekursorka crowdfundingu

    Wtedy po raz pierwszy wpadła na pomysł, że pomoc dla innych można sfinansować za pomocą nawet najmniejszych, ale zbieranych regularnie i od większej liczby darczyńców sum pieniężnych. Wpadła więc na podobny pomysł, który w XXI wieku zainicjował popularny crowdfunding.

    W tym czasie jej grupa modlitewna przekształciła się w oficjalne, zatwierdzone przez Kościół Stowarzyszenie Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Prowadząc korespondencję z bratem uczącym się w seminarium, po raz pierwszy zainteresowała się problemem misji.

    Wpadła na pomysł, aby rozwinąć podobną, dwukierunkową strategię ich wsparcia. Z jednej strony – pomocy modlitewnej, z drugiej – stałego zbierania choćby niewielkich sum finansowych. Z jej inicjatywy w całym Lyonie powstały małe, kilkuosobowe koła, które przeznaczały niewielką część swoich dochodów na rozwój misji Kościoła na całym świecie. Koła takie powstały nawet w lyońskich fabrykach.

    „Szukałam pomocy u Boga. (…) Dana mi została jasna wizja tego planu”: dziesięć osób, z których każda znajduje następną dziesiątkę, i tak dalej – 1 sou (ówczesna popularna nazwa 1/20 franka francuskiego – przyp.) od jednej osoby” – takim prostym wzorem matematycznym Paulina scharakteryzowała sposób finansowania pomocy.

    Nie poddawała się trudnościom

    Dzieło stworzone przez Paulinę, które przybrało nazwę Związku Lyońskiego, bardzo szybko się rozrosło. Władze kościelne nie zawsze jednak patrzyły na działalność młodej kobiety z pełną akceptacją. Być może górę wzięły zakorzenione wówczas mocno stereotypy i lęki wobec aktywnych kobiet, które nie prowadziły życia za murami klasztorów. Możliwe też, że przeważył strach przed radykalnymi poglądami społecznymi młodej mieszkanki Lyonu.

    Były to zresztą szczególny czas tzw. restauracji po Kongresie Wiedeńskim, gdy Francja próbowała powrócić do czasów przedrewolucyjnych i prowadzić dość konserwatywną politykę społeczną. Zarówno władze, jak i Kościół obawiały się, że ruch stworzony przez Paulinę może wyrwać się spod kontroli i zbliżyć się do popularnych wówczas wśród młodzieży tajnych stowarzyszeń o charakterze demokratycznym.

    Związek Lyoński przeszedł pod zarząd specjalnej rady zarządzającej, a tercjarka została praktycznie odsunięta od kierowania i wpływu na jego rozwój. Według wielu relacji bardzo boleśnie to przeżyła. Nie popadła jednak w rezygnację, tylko zaproponowała, aby bardziej skupić się na aspekcie duchowym i modlitewnym.

    Stosując podobną co do tej pory metodę, utworzyła szybko rozrastająca się sieć modlitewną, opartą na odmawianiu różańca i otoczeniu misji takim właśnie rodzajem wsparcia. Związek Lyoński wkrótce został przemianowany na Dzieło Rozkrzewiania Wiary.

    Po wielu latach jego siedziba została przeniesiona do Watykanu i stała się wielką organizacją, noszącą dzisiaj nazwę Papieskich Dzieł Misyjnych.

    Koła Żywego Różańca

    Prosząc o światło Ducha Świętego, Paulina opracowała więc podobny do zbierania pieniędzy system modlitwy. Tworzą go już nie grupy dzięsięcio-, ale piętnastoosobowe, odzwierciedlające dawny układ różańca złożony z piętnastu tajemnic. Każdy z członków tej grupy, nazwanej Różą Różańcową, zobowiązuje się do codziennego rozważania jednej dziesiątki różańca. Każdy też ma za zadanie znalezienia pięciu nowych członków ruchu, którzy z kolei znajdują następnych.

    „Podczas gdy ktoś zobowiązany do uczczenia tajemnicy Wcielenia Syna Bożego prosi o cnotę pokory dla grzesznika, za którego modli się cała piętnastka, ktoś inny, komu przypada rozmyślanie nad misterium śmierci Zbawiciela, prosi dla tego samego grzesznika o żal za grzechy, jeszcze inny – o ducha pokuty (…). I tak wszyscy członkowie, mając udział w dziele nawracania grzesznika, cieszą się wspólnie z jego powrotu. (…)  Stajemy się w ten sposób zjednoczeni w modlitwie ze wszystkimi ludźmi świata” – tak podsumowała swoją akcję Paulina.

    Paulina zaproponowała także, aby modlitwę uzupełnić propagowaniem idei misji, odpowiedniej literatury i broszur. Ruch Żywego Różańca oficjalnie pobłogosławił i zatwierdził papież Grzegorz XVI. Z Lyonu rozwinął się na Francję, Europę, w końcu – stał się ruchem globalnym.

    System stworzony przez Paulinę przetrwał w swojej zasadniczej części do dzisiaj. Pewnych drobnych zmian dokonano w nim za czasów pontyfikatu Jana Pawła II i dodania do modlitwy różańcowej tajemnic światła. Dzisiaj dominują już nie piętnastoosobowe, ale dwudziestoosobowe koła Żywego Różańca.

    Prekursorka samorządów pracowniczych

    Początek lat trzydziestych XIX wieku przyniosło w Lyonie wielkie bunty robotników fabryk włókienniczych, zwany powstaniami tkaczy. Robotnicy protestowali przeciwko nędzy, wyzyskowi ze strony pracodawców i złym warunkom bytowym. Wojsko i policja przystąpiły do krwawej pacyfikacji protestów, śmierć poniosło wiele osób.

    Paulina widząc tragedię współmieszkańców miasta, postanowiła stworzyć projekt zupełnie wówczas nowatorski, który występował tylko w marzeniach myślicieli propagujących tzw. wówczas socjalizm utopijny. Postanowiła założyć fabrykę całkowicie zarządzaną przez samorząd robotników, ze sprawiedliwymi płacami, brakiem wyzysku i pomocą socjalną dla pracowników i ich rodzin.

    „Wydaje mi się, że zło, które przeżera społeczeństwo, należy obnażyć i coś mi nakazuje szukać środków, aby temu złu zaradzić” – tak wyjaśniła ideę budowy fabryki.

    Nie dysponowała jednak odpowiednim kapitałem dla sfinalizowania inwestycji i nawiązała kontakt z bankierami. Ci niestety wykorzystali dobre zamiary Pauliny dla własnych korzyści, wpędzając kobietę w ogromne zadłużenie, które musiała spłacać praktycznie do końca życia.

    W tym czasie Francuzka poważnie zachorowała. Zdołała jednak odbyć jedyną w swoim życiu pielgrzymkę do Rzymu. Paulina spotkała się wówczas z papieżem, który poprosił ją o modlitwę, a także o orędownictwo w niebie po śmierci.

    Stan jej zdrowia uległ jednak poprawie, niemniej już do końca będą ją prześladować problemy finansowe oraz bytowe, jak również kosztujące majątek procesy sądowe z wierzycielami. Mimo faktu, że kontaktowała się z wieloma wpływowymi osobami ówczesnej epoki, zmarła w biedzie i zapomnieniu.

    „Kochałam Jezusa Chrystusa ponad wszystko na ziemi i z miłości ku Niemu bardziej niż samą siebie kochałam wszystkich, którzy byli obciążeni pracą lub cierpieniem” – kartkę o tej treści znaleziono przy zmarłej Paulinie. Dekret o heroiczności jej cnót ogłosił papież Jan XXIII w 1963 roku.

    Łukasz Kobeszko/Aleteia.pl/na podstawie: Cécilia Giacovelli, Pauline Jaricot, Mame, Paris 2005

    ***********************************

    Beatyfikacja Pauliny Jaricot – w maju 2022 roku

    W maju przyszłego roku odbędzie się beatyfikacja Pauliny Jaricot, która w XIX w. jako świecka kobieta złożyła Dzieło Rozkrzewiania Wiary i Żywy Różaniec. Wyprzedziła swoją epokę, jej dzieła odgrywają ważną rolę w Kościele – powiedział PAP dyr. Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce ks. Maciej Będziński.

    odsłonięcie nowego portretu Pauliny Jaricot/Catholic Mission

    ***

    Sekretarz generalny Papieskich Dzieł Misyjnych we Francji Gaëtan Boucharlat de Chazotte poinformował w poniedziałek, że beatyfikacja Pauliny Jaricot (1799-1862), założycielki Dzieła Rozkrzewienia Wiary i Żywego Różańca, odbędzie się w Lyonie 22 maja 2022 r. Mszy św. beatyfikacyjnej będzie przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, z którą związane są Papieskie Dzieła Misyjne – powiedział PAP ks. dr Będziński.

    Według niego decyzja Stolicy Apostolskiej to radość dla milionów wiernych na całym świecie. Zwrócił uwagę, że założyła ona dwa potężne dzieła w Kościele. W 1822 r. Dzieło Rozkrzewiania Wiary, które papież Pius XI sto lat później podniósł do rangi papieskiego i w 1826 r. Żywy Różaniec zrzeszający dziś setki milionów wiernych, który miał być odpowiedzią na zeświecczenie i ateizmem rozprzestrzeniające się we Francji, także wspierać duchowo i materialnie misje.

    Zaznaczył, że Paulina Jaricot wyprzedziła swoją epokę. Miejsce i rolę świeckich w Kościele dowartościował dopiero Sobór Watykański II. Tymczasem Paulina, jako osoba świecka, założyła dzieła, które do dziś odgrywają ważną role w Kościele powszechnym” – zwrócił uwagę ks. Będziński.

    Zadaniem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary (PDRW) jest kształtowanie odpowiedzialności za misje, duchowa i materialna pomoc dla nich, informowanie o różnych ich potrzebach i kształtowanie animatorów i współpracowników misji.

    Wyjaśnił, że “dzięki PDRW wszystkie terytoria misyjne otrzymują z funduszu solidarności misyjnej z Kongregacji Ewangelizacji Narodów pieniądze na budowę kaplic, kościołów, szkół, na dofinansowanie projektów dla katechistów czy utrzymanie biskupstw misyjnych”.

    “Środki te pochodzą ze zbiórek ze Światowego Dnia Misyjnego, który obchodzony jest każdego roku w przedostatnią niedzielę października. W tym roku przypadnie on 24 października. Rocznie z tego dnia do kongregacji wpływa ponad 70 mln dolarów. Z ofiar w Polsce pochodzi średnio ok. 1 mln dolarów” – poinformował ks. Będziński. Dodał, że na fundusz wpływa także z naszego kraju ok. 0,5 mln dolarów z innych wpłat.

    Zaznaczył, że “Paulina uczy nas miłości do Kościoła, Eucharystii i do Słowa Bożego oraz pokornej misji na rzecz ad gentes”.

    Zwrócił uwagę, że jest ona także założycielką Żywego Różańca, międzynarodowego ruchu religijnego. Uczestnictwo w nim polega na przynależności do tzw. róży różańcowej, czyli do grupy 20 osób, które zobowiązują się do codziennego odmawiania przynajmniej jednego dziesiątka “Różańca”. Codzienny dziesiątek odmawiany jest w papieskich intencjach Apostolstwa Modlitwy, czyli w intencjach, które papież wyznacza na dany miesiąc.

    “W Polsce do Żywego Różańca należy pod 2,5 mln osób. Wspólnoty działają prawie w każdej parafii w Polsce. Jesteśmy takim sercem Żywego Różańca na świecie” – powiedział dyr. PDM. Dodał, że innych krajach członkowie Żywego Różańca działają w ruchu pod innymi nazwami. Zwrócił uwagę, że członkowie, obok modlitwy za misje, regularnie ofiarowują także konkretne dary materialne.

    “Jedna złotówka miesięcznie od członka róży różańcowej to ogromny wkład. Każdego roku otrzymujemy od Żywego Różańca w Polsce 250-300 tys. zł. Wystarcza to na zrealizowanie jednego lub więcej projektów. Najczęściej jest to budowa świątyń. W tym roku Żywy Różaniec współfinansuje budowę kaplicy przy uniwersytecie w Nigerii” – powiedział ks. Będziński.

    Zgodnie z najnowszymi informacjami Kongregacji Ewangelizacji Narodów na świecie jest 1119 terytoriów misyjnych. “Jest to jednostka administracji kościelnej, np. wikariat apostolski, diecezja lub archidiecezja, która jest zaszeregowana do kongregacji” – wyjaśnił ks. Będziński. Zaznaczył, że nie wszyscy, którzy wyjeżdżają ze swojego kraju, pracują na misjach. Jako przykład wskazał Brazylię, która nie jest krajem misyjnym, ale terytorium misyjnym są jej tereny w Amazonii. Podobnie jest w Boliwii czy w Peru – wskazał dyr. PDM.

    Paulina Jaricot urodziła się 22 lipca 1799 r. w Lyonie we Francji jako córka bogatego przemysłowca. W rodzinie otrzymała staranne wychowanie religijne. W wieku 17 lat podjęła prosty sposób życia i zapragnęła służyć Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości. Zaczęła odwiedzać biedne lyońskie rodziny, rozdając im jałmużnę.

    Proces kanonizacyjny Paulin Jaricot rozpoczął Pius XI w 1926 r. Dekret o heroiczności cnót uznał papież Jana XXIII w 1963 r. 27 maja 2020 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła z upoważnienia Ojca Świętego dekret o cudzie za wstawiennictwem Pauliny. Doznała go 3,5-letnia Mayline – córka Emmanuela i Nathalie, która pod wpływem zadławienia doświadczyła śmierci mózgowej. Cud wydarzył się w 2012 r., kiedy Papieskie Dzieła Misyjne i Żywy Różaniec obchodziły 150. rocznicę śmierci Pauliny Jaricot.(PAP)

    Tygodnik Niedziela

    ******************************************

    PAŹDZIERNIK JEST MIESIĄCEM RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO

    This image has an empty alt attribute; its file name is III_taj.jpg
    Trzecia część tajemnicy fatimskiej – próba interpretacji

    ….Aniołowie stojący pod ramionami krzyża gromadzą krew męczenników i „skrapiają” nią dusze, które zbliżają się do Boga. Krew Chrystusa i krew męczenników są tu ukazane razem: krew męczenników wypływa z ramion krzyża. Ich męczeństwo połączone jest więzią solidarności z męką Chrystusa, stanowi z nią jedno. Męczennicy dopełniają braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała (por. Kol 1,24). Samo życie stało się Eucharystią, wpisaną w tajemnice ziarna, które obumiera i przynosi owoc. Tertulian powiedział, że krew męczenników jest zasiewem chrześcijan. Podobnie jak śmierć Chrystusa, z jego otwartego boku narodził się Kościół, tak też śmierć świadków wydaje owoce dla przyszłego życia Kościoła.
     
    Wizja z trzeciej części „tajemnicy”, na początku tak wstrząsająca, kończy się jednak obrazem pełnym nadziei: żadne cierpienie nie jest daremne i właśnie Kościół cierpiący, Kościół męczenników staje się drogowskazem dla człowieka poszukującego Boga. Miłościwe dłonie Boga przyjmują nie tylko cierpiących takich jak Łazarz, który dostąpił wielkiego pocieszenia i jest tajemniczym obrazem Chrystusa, który dla nas zechciał się stać ubogim Łazarzem; chodzi tu o coś więcej: z cierpienia świadków wypływa moc oczyszczająca i odnawiająca, ponieważ ponawia ono w teraźniejszości cierpienie samego Chrystusa i wnosi w obecną rzeczywistość jego zbawczą skuteczność.

    (pełny opis interpretacji na stronie: www.sekretariatfatimski.pl)
    

    *******************************************************************************

    “Jestem Królową Różańca świętego. Przychodzę zachęcić wiernych do zmiany życia, aby nie zasmucali grzechami swymi Zbawiciela, który jest tak obrażany, aby odmawiali różaniec, aby się poprawili i czynili pokutę za grzechy. Chcę, aby zbudowano tu kaplicę ku mej czci.”


    Fatima 13 październik 1917

    ********************************************************************************

    Jak paciorki różańca przesuwają się chwile …
    nasze smutki, radości i troski …
    a Ty Bogu je zanieś, połączone w różaniec
    Święta Panno Maryjo pełna łaski…

    *******************************************************************************

    Znalezione obrazy dla zapytania ojciec św jan paweł obrazki
    „Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. (…) Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy”
    ***
    „Modlitwa różańcowa jest modlitwą wdzięczności, miłości i ufnej prośby… Do tej modlitwy różańcowej zachęcam was i zapraszam. Odmawiajcie różaniec! „
    ***
    „Ufam, że ta tradycja odmawiania różańca w mojej Ojczyźnie będzie dalej podtrzymywana i rozwijana. Tego życzę z całego serca duszpasterzom i rodakom w mojej Ojczyźnie” – św. Jan Paweł II
    This image has an empty alt attribute; its file name is Jan-pawe%C5%82-II-fot-Arturo-Mari-UKSW-episkopat.jpg
    fot. Vatican

    ***

    Jak modlić się na różańcu

    Różaniec można odmawiać codziennie w całości, i nie brak takich, którzy to czynią z godną pochwały wytrwałością. Wypełnia on w ten sposób modlitwą dni tak wielu dusz kontemplacyjnych albo towarzyszy osobom chorym czy w podeszłym wieku, które dysponują dużym zasobem czasu. Jest jednak oczywiste – i to tym bardziej, jeśli doda się nowy cykl mysteria lucis – że wielu wiernych będzie mogło odmawiać tylko jego część według pewnego porządku tygodniowego. Ten rozkład prowadzi do nadania poszczególnym dniom tygodnia swoistego duchowego „kolorytu”, podobnie jak liturgia nadaje go różnym okresom roku liturgicznego.

    Według obecnej praktyki poniedziałek i czwartek poświęca się tajemnicom radosnym, wtorek i piątek – tajemnicom bolesnym, środę, sobotę i niedzielę – tajemnicom chwalebnym. Gdzie włączyć tajemnice światła? Zważywszy, że tajemnice chwalebne powtarza się przez dwa kolejne dni, w sobotę i w niedzielę, a sobota jest tradycyjnie dniem o silnym zabarwieniu maryjnym, wydaje się wskazane przenieść na sobotę drugie w ciągu tygodnia rozważanie tajemnic radosnych, w których wyraźniejsza jest obecność Maryi. Czwartek pozostaje w ten sposób wolny właśnie na medytację tajemnic światła.

    To wskazanie nie ma jednak ograniczać słusznej wolności medytacji osobistej i wspólnotowej, z uwzględnieniem potrzeb duchowych i duszpasterskich, a przede wszystkim dat liturgicznych, które mogą sugerować bardziej odpowiednie dostosowania. Sprawą naprawdę wielkiej wagi jest to, by różaniec był coraz bardziej pojmowany i przeżywany jako droga kontemplacji.

    św. Jan Paweł II/List Apostolski – Rosarium Virginis Mariae/ pkt 38

    ***

    Różaniec święty jako egzorcyzm

    Około 1981 roku ks. bp Zbigniew Kraszewski po powrocie z Rzymu opowiedział na Jasnej Górze członkom Kapłańskiego Ruchu Maryjnego, co następuje:

    Na prywatnej audiencji dla Polaków Jan Paweł II pochwalił Ruch za to, że wszyscy (także świeccy, na wieczernikach – chórem) mówią egzorcyzm Leona XIII, zaczynający się od modlitwy do św. Michała Archanioła. Po chwili jednak wyjął z kieszeni swój różaniec i pokazując obecnym powiedział: „Ale przecież to jest egzorcyzm przeciwko wszystkim złym duchom, dostępny także dla świeckich!” Widząc zaskoczenie na twarzach, dodał: „Żebyście nie mieli wątpliwości, to ja w tej chwili nadaję Różańcowi moc egzorcyzmu”. Usłyszawszy to stwierdziliśmy my, zebrani na Jasnej Górze w Sali Różańcowej: „Przecież właśnie od dnia wypowiedzenia przez Papieża tych słów – od kilku miesięcy – Różaniec stał się strasznie męczącą modlitwą! Musieliśmy toczyć walkę z rozproszeniami, z sennością oraz z innymi przeszkodami, jak nigdy dotąd!”

    Jak się wydaje, aby Różaniec w pełni był egzorcyzmem, powinniśmy wypełnić przynajmniej trzy warunki: zaangażować w tę walkę swój rozum, swoją wolę, jak też mieć mocne przekonanie, że ta broń jest zawsze skuteczna. Inaczej mówiąc: mamy mieć świadomość walki oraz mocną wolę pokonania Przeciwnika (szatan znaczy właśnie przeciwnik), jak też wielką ufność w moc Boga i w Jego zwycięstwo, choćby owoce tego zwycięstwa miały pozostać dla nas na razie tajemnicą.

    ***************************************************

    św. Paweł VI o różańcu

    Sample
    fot. Wikipedia

    „Różaniec z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji, by przez to modlący się łatwiej oddał się kontemplacji tajemnic życia Chrystusa, rozważanych jakby sercem Tej, która ze wszystkich była najbliższa Panu, i by otwarte zostały niezgłębione tych tajemnic bogactwa”.

    **************************************************

    bł. Pius IX o różańcu

    „Różaniec to broń pozwalająca zwyciężyć demony i utrzymująca cię z dala od grzechu… Jeśli pragniecie, by w waszych sercach, domach, krajach zagościł pokój, gromadźcie się wspólnie i odmawiajcie różaniec, zawsze, bez względu na to jak jesteście utrudzeni”.

    **************************************

    Dlaczego Maryja regularnie przypomina o odmawianiu różańca, a nie o chodzeniu na mszę?

    MARYJA, RÓŻANIEC
    Sidney de Almeida | Shutterstock

    ***

    Siostra Łucja: „W życiu ludzkim nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać za pomocą modlitwy różańcowej”.

    Niektóre źródła podają, że w ciągu wieków zgłoszono ok. 21 tys. świadectw o objawieniu się Matki Bożej. Kościół, po wnikliwych badaniach, uznał 70 z nich. Według o. René Laurentina, słynnego badacza objawień, przyjścia Maryi mają zawsze ten sam cel: przypomnienie o istnieniu i obecności Boga, nawoływanie do nawrócenia i odnowy wiary. Wszystkie łączy też jeden fakt: Maryja zachęca do odmawiania różańca.

    Maryja nie jest celebrytką

    Czy Maryja nie gra na siebie, gdy twierdzi, że przez modlitwę różańcem można u Boga wszystko wyprosić? Nie koncentruje nas na sobie, zamiast na Bogu? Czy nie chce zająć Jego miejsca? Czemu przypomina o odmawianiu różańca, a nie o chodzeniu na mszę świętą?

    Takie pytania często się pojawiają, ale są błędne, dowodzą nieznajomości Matki i przypisywaniu jej intencji, którymi kierujemy się my, skażeni grzechem pierworodnym.

    Maryja nie jest celebrytką, która co pewien czas przychodzi, by przypomnieć, że jest. Ona – Służebnica Pańska, wzór pokory i Matka wszystkich ludzi – nie ma innego celu swoich działań, niż dobro dzieci. A dobro to nawrócenie, radykalne odwrócenie się od zła.

    Czy ziemskie mamy, gdy widzą życiowe problemy swoich dzieci, odwiedzają je, by im przypomnieć, że są? I zagrać na siebie? Nic podobnego. Odwiedzają, bo się martwią i chcą pomóc. Maryja robi tak samo.

    Maryja sama trwa na modlitwie

    „Najświętsza Dziewica objawiła bł. Alanowi, że po Najświętszej Ofierze mszy świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką naszego Pana, nie ma praktyki wspanialszej i wyjednującej większe łaski od różańca świętego, który jest jakby drugim upamiętnieniem i przedstawieniem życia i męki Chrystusa” – pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort.

    Różaniec jest małą Ewangelią” – wyjaśniał św. ojciec Pio. Odmawianie różańca jest patrzeniem na świat przez kolejne etapy życia Jezusa, w obecności i z pomocą Maryi. Nie modlimy się do Niej, modlimy się z Nią, bo ona – Matka Boga i królowa nieba i ziemi – wciąż się modli, nieustannie trwa na modlitwie. Chwytając za różaniec, wchodzimy do Wieczernika, gdzie On jest.

    Maryja mówi do św. Dominika

    „Drogi Dominiku – mówiła Maryja w 1214 r. – czy wiesz, jakiej broni chce użyć błogosławiona Trójca, aby zmienić ten świat? O, moja Pani – odpowiedział święty – lepiej wiesz ode mnie, bo Ty zawsze byłaś obok Jezusa Chrystusa głównym narzędziem naszego zbawienia”.

    Wtedy Dominik usłyszał: „Chcę, abyś wiedział, że tego rodzaju taranem pozostaje zawsze Psałterz Anielski, który jest kamieniem węgielnym Nowego Testamentu. Jeśli więc chcesz zdobyć te zatwardziałe dusze i pozyskać je dla Boga, głoś mój Psałterz. O cokolwiek poprosisz przez różaniec, wszystko będzie ci udzielone”.

    Maryja mówi do Bernadety

    W Lourdes, w 1858 r., Maryja i Bernadeta Soubirous modlą się razem. Gdy pierwszy raz dziewczynka widzi Panią, odruchowo wyjmuje różaniec i zaczyna się modlić. Kiedy kończy kolejne Zdrowaś i Ojcze nasz, spostrzega, że Maryja przesuwa w dłoniach białe paciorki różańca, a potem razem z nią odmawia Chwała Ojcu.

    Pierwsze dwa spotkania Bernadety z Matką Bożą upływają wyłącznie na wspólnym odmawianiu różańca. Maryja nie namawia, Maryja pokazuje jak trwać na modlitwie.

    W czasie dwunastego objawienia Bernadeta korzysta z różańca znajomej.

    „Ach, pomyliłaś się. To nie jest przecież ten twój” – mówi Maryja. Badacze objawień podkreślają, że jest to wyraźne wezwanie, aby mieć własny różaniec.

    Maryja mówi do Hiacynty, Franciszka i Łucji

    W Fatimie już w czasie pierwszego objawienia Matka Boża prosiła: „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”. Podczas drugiego objawienia, 13 czerwca 1917 r., na pytanie dzieci, czego od nich oczekuje, odpowiedziała: „Chcę, żebyście codziennie odmawiali różaniec”.

    Kiedy Łucja prosiła Maryję o konkretne łaski, Matka zwracała uwagę, że żeby je otrzymać, trzeba odmawiać różaniec. 13 października 1917 r., podczas ostatniego objawienia, oznajmiła: „Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu”.

    Maryja mówi w Gietrzwałdzie

    W Gietrzwałdzie przychodziła od 27 czerwca do 16 września 1877 r. , początkowo każdego wieczoru, kiedy odmawiano różaniec.

    „Czy chorzy będą uzdrowieni?” – pytały Justyna Szafryńska i Barbara Samulowska, dziewczynki, którym się Maryja ukazała. „Odmawiajcie różaniec” – usłyszały. „Czy smutni będą pocieszeni”? „Odmawiajcie różaniec” – powiedziała Maryja.

    „Oto tam płacze żona i matka, bo mąż i ojciec oddają się pijaństwu, gdzie szukać na to ratunku”? „Odmawiajcie różaniec”. „Oto zamknięte kościoły, wywieziono kapłanów…”. „Odmawiajcie różaniec” – zalecała Maryja.

    „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec” – powtarzała wielokrotnie przez wszystkie dni objawień.

    Maryja mówi w Medjugorie

    Zachęta, a czasem wręcz uniżona, błagalna prośba, by przez różaniec zwracać się do Boga, jest centrum trwających od 24 czerwca 1981 r. objawień.

    „Różaniec nie jest ozdobą domu, a często ludzie traktują go tylko jako ozdobę. Powiedz wszystkim, aby się na nim modlili” – mówiła Maryja do Mirjany 18 marca 1985 r.

    „Proszę was, abyście wszystkich wezwali do odmawiania różańca. Różańcem pokonacie wszystkie trudności, którymi szatan chce wyrządzić krzywdę Kościołowi katolickiemu. Kapłani, wszyscy odmawiajcie różaniec! Nie żałujcie czasu na modlitwę różańcową”.

    „Pragnę tylko, aby różaniec stał się dla was życiem” – prosi Maryja 4 sierpnia 1986 r.

     „Niech różaniec w waszych rękach przypomina wam o Jezusie…”

    Maryja mówi do Christiany

    W Aokpe, małej nigeryjskiej osadzie, Maryja objawiła się dwunastoletniej Christianie 1 grudnia 1992 r. Gdy dziewczynka po modlitwie różańcowej wychodziła śpiesznie z Kościoła, usłyszała: „Po odmówieniu różańca usiądź i oddaj się na jakiś czas medytacji”.

    Objawienia w Aokpe uznano za wielki apel o różaniec, zwłaszcza, że Maryja prosiła, aby rodzice uczyli dzieci tej modlitwy, odmawiania jej w skupieniu, bez pośpiechu.

    Maryja mówi do s. Agnes

    W japońskiej Akicie Maryja zostawiła s. Agnes Katsuko przesłanie, w którym ratunek dla świata ukryty jest w różańcu. „Jeżeli ludzie nie zaczną pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle na ludzkość straszliwą karę. Będzie to kara większa niż potop, nieporównywalna z niczym, co widział świat. Ogień spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, dobrych na równi ze złymi, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych.

    Ci, co ocaleją, będą czuć się tak samotni, że będą zazdrościć umarłym. Jedyna broń jaka wam pozostanie, to różaniec i znak pozostawiony przez mego Syna. Dlatego dzień i noc odmawiajcie różaniec. Na różańcu módlcie się za papieża, biskupów i kapłanów. Nie będziecie mieć innej broni oprócz różańca”.

    Maryja mówi w Itapirandze

    W Brazylii objawiła się Edsonowi Glauber i jego mamie, Marii Carmo. Był 30 kwietnia 1994 r., w czasie modlitwy różańcowej zobaczyli Matkę Bożą z różańcem w dłoni.

    „Usłyszałem bardzo piękny głos, który powiedział mi: Módl się z serca. Pomyślałem wtedy: Skąd ten głos i kto to jest? Odmawiając trzecią tajemnicę usłyszałem go ponownie. Powiedział: Módl się na różańcu każdego dnia…” – zeznawał Edson w czasie badań autentyczności objawień.

    Maryja mówi do Ciebie

    We wszystkich spotkaniach Maryja mówiła też do nas, do mnie i do ciebie. Przypominała, ba, więcej, gwarantowała, że różaniec otwiera niebo.

    W pierwszej rozmowie w Fatimie na pytanie: „Czy Franciszek pójdzie do nieba?” odpowiedziała jasno: „Tak, ale musi odmówić jeszcze wiele różańców”.

    I tak się stało. Mały Franio z wielkim sercem odpowiedział wtedy, że „odmówi tyle różańców, ile Maryja chce”. Dziś jest świętym Kościoła.

    Agnieszka Bugała/Aleteia.pl

    *****************************************************

    Różaniec zbiorem głównych prawd naszej religii

    Tak nazwał różaniec Leon XIII. „W nim bowiem – słowa Papieża – wraz z powtarzanymi w pewnym porządku, najpiękniejszymi i najskuteczniejszymi modlitwami następują po sobie ku rozmyślaniu i rozpamiętywaniu głośne tajemnice naszej religii” (Magnae Dei Matris 1892). Prawdy, będące przedmiotem rozważania przy modlitwie różańcowej, są ujęte jakby w piętnaście ram w piętnaście tajemnic, z których każda zawiera w sobie jakąś konkretnie określoną prawdę lub fakt historyczny, związany z życiem ziemskim Chrystusa lub Jego Matki. Owa piętnastka tajemnic ma nam dostarczyć treści przy rozmyślaniu.


    Wszystkie one skupiają się około osoby Chrystusa i Najświętszej Marii Panny. W pierwszych pięciu, stanowiących radosną część różańca, na pierwszy plan występuje dogmat wcielenia Syna Bożego, mieszczący w sobie domyślnie cały zespół innych prawd. Tajemnice różańcowe otwiera „Zwiastowanie”, czyli zapowiedź wcielenia. Archanioł Gabriel oznajmia Najświętszej Marii Pannie, że Ją to właśnie Bóg wybrał na Matkę oczekiwanego Mesjasza. „I rzekł jej Anioł: Nie bój się, Mario, albowiem znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w łonie i porodzisz syna a nazwiesz imię jego Jezus… I rzekła Maria: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,30-38). To zdarzenie opisane nam przez św. Łukasza ma być przedmiotem rozważania przy pierwszej tajemnicy.


    W następnej tajemnicy widzimy, jak Najświętsza Maria Panna spieszy w odwiedziny do swej krewnej Elżbiety, matki św. Jana Chrzciciela: „A powstawszy Maria w onych dniach, poszła w góry z pośpiechem do miasta judzkiego. I weszła w dom Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. I stało się, skoro usłyszała Elżbieta pozdrowienie Marii, skoczyło dzieciątko w jej łonie, a Elżbieta napełniona została Duchem Świętym. I zawołała głosem wielkim, mówiąc: Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota twojego. A skądże mi to, że Matka Pana mego przyszła do mnie” (Łk I, 39-43). Na pierwszy rzut oka zdawałoby się nic nadzwyczajnego. Ot zwyczajne odwiedziny. W rzeczywistości jest tu wielka tajemnica. Tajemnica jeszcze nie narodzonego Boga-Człowieka. Chrystus w łonie swej matki promieniuje już łaskami, uświęca św. Jana. To początek misji zbawczej Chrystusa. […]


    Centralny punkt pierwszej części różańca stanowi trzecia tajemnica: Narodzenie. „I porodziła syna swego pierworodnego, a uwinęła go w pieluszki i położyła go w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 11,7). Tu umysły i serca nasze mogą pogrążyć się całkowicie w rozważaniu, tyle treści, tyle piękna, że gdy się przychodzi do tej tajemnicy, nie wiadomo na czym najpierw należy skupić swą uwagę. Wszystko tu jest pociągające. Ogrom i morze treści. Fakt wcielenia Syna Bożego mówi nam, że ludzkość nie jest obojętna Bogu. Narodzenie Boże otwiera przed nami głębię Serca Bożego. Mówi nam przede wszystkim o miłości Boga względem nas. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby wszelki kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,16). „W tym okazała się miłość Boża ku nam, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy żyli przez niego… On pierwszy umiłował nas i posiał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” (J 4,9-10). Bóg przychodzi na świat dla nas i dla naszego zbawienia. Współczucie dla nędzy, w jakiej znalazła się ludzkość po grzechu pierwszych rodziców, sprowadza Boga na ziemię. „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy szukać i zbawić to, co było zginęło” (Łk 19,10). Okoliczności towarzyszące wcieleniu, jak ubóstwo, stajenka, adoracja pasterzy i mędrców, o czym nam opowiada Ewangelia, mogą nam nasunąć wiele wzniosłych myśli przy odmawianiu tej tajemnicy.


    Podobnie rzecz się ma z dwoma następnymi tajemnicami, Ofiarowania i Znalezienia Jezusa w świątyni, przypominającymi niektóre zdarzenia z lat młodocianych Chrystusa.


    Druga część różańca, bolesna, wprowadza nas w dzieło Odkupienia. Pokazuje nam szczegółowo w jaki sposób ono się dokonało. Bóg chciał, by Odkupienie dokonało się przez śmierć krzyżową. Chrystus zaczyna swoją mękę modlitwą i agonią w Ogrojcu. „A wyszedłszy poszedł wedle zwyczaju na górę Oliwną, a za nim też poszli i uczniowie. A gdy przyszedł na miejsce, rzekł im: Módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie. Sam zaś oddalił się od nich jakoby na rzut kamienia, a upadłszy na kolana, modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, przenieś ode mnie ten kielich; wszakże nie moja wola, ale twoja niech się stanie. I ukazał mu się anioł z nieba, posilając go. A będąc w ucisku, usilniej się modlił. I stał się pot jego jako krople krwi, spływającej na ziemię” (Łk 22,39-44).

    To początek dramatu kalwaryjskiego. Patrzymy kolejno na jego szczegóły. A więc na zdradziecki pocałunek Judasza. […] Ubiczowanie, ukoronowanie koroną z cierni. […] Towarzyszymy dalej Chrystusowi w pochodzie na Kalwarię, podczas którego trzykrotnie upada, spotyka się ze swą Matką, pociesza niewiasty nad nim się litujące. […] Wreszcie patrzymy na jego konanie i śmierć na krzyżu. „A była prawie godzina szósta, i nastały ciemności po wszystkiej ziemi aż do godziny dziewiątej. I zaćmiło się słońce, a zasłona świątyni wpół się rozdarła. A Jezus zawoławszy głosem wielkim, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego! A to rzekłszy, skonał”. (Łk 23,44-46).


    Trzecia część różańca przenosi nas duchem w inny świat. Mówi nam o wieczności, o nieśmiertelności, o naszej właściwej ojczyźnie. Tajemnica Zmartwychwstania Chrystusa zwraca naszą uwagę na dogmat powszechnego ciał zmartwychwstania. Wniebowstąpienie Chrystusa i Wniebowzięcie Bogarodzicy mówią nam o życiu w innym świecie pełnym szczęścia lub nieszczęścia, zależnie od tego, jak się tu na ziemi ustosunkujemy do Boga. Tajemnica Zesłania Ducha Św. poucza nas o konieczności łaski do zbawienia, o roli Kościoła, który powstał właśnie w dniu Zielonych Świątek.


    „W modlitwie różańcowej – pisze Leon XIII – stają kolejno przed oczyma naszej duszy główne tajemnice naszej religii. Naprzód te, w których Słowo stało się ciałem, a Maria nienaruszona Dziewica i Matka oddawała mu macierzyńskie usługi z świętym weselem; następnie gorycze, męka i ukrzyżowanie Chrystusa cierpiącego, których ceną dokonało się zbawienie naszego rodzaju, potem jego tajemnice chwalebne, triumf nad śmiercią i wstąpienie do nieba oraz zesłanie stamtąd Ducha Bożego, Marii ponad gwiazdy wyniesionej promieniejąca jasność, wreszcie chwała Matki i Syna, towarzysząca wszystkich niebios chwała wiekuista” (Magnae Dei Matris).


    Nie należy się ograniczać do rozważania prawdy wyrażonej w tytule poszczególnej tajemnicy, ale należy przechodzić do innych, w jakikolwiek sposób z nią związanych. Prawdy objawione mają to do siebie, że ze sobą ściśle się łączą i nawzajem się przenikają. Rozmyślanie nad jedną prowadzi kolejno do innych. Tajemnica Narodzenia np. mówi nam nie tylko o samym fakcie Wcielenia Syna Bożego, ale prowadzi nas do znajomości Trójcy Świętej, grzechu pierworodnego, wyniesienia nas do porządku nadprzyrodzonego. Podobnie jak w Składzie Apostolskim czy symbolu nicejsko-konstantynopolitańskim, tak i w różańcu mamy krótki i zwięzły zbiór głównych dogmatów. Z tą różnicą jednak, że różaniec ujmuje je w sposób więcej dla nas przystępny. Wyraża je bowiem nie tyle suchymi formułkami ile konkretnymi faktami. Przez to łatwiej je pojąć i zapamiętać sobie.


    Centrum i jakby słońcem wszystkich prawd mieszczących się w tajemnicach różańcowych jest osoba Chrystusa. Około Niego wszystko się obraca. On jest zawsze na pierwszym planie. Do Niego jako do celu wszystko zmierza, od Niego jako ze źródła wszystko wypływa. W Nim wszystko się łączy i jednoczy. On jest początkiem i końcem wszystkiego, Kto więc zapozna się, choćby ogólnikowo, z treścią tajemnic różańcowych, zna właściwie podstawowe prawdy religii chrześcijańskiej. Słusznie więc nazwano różaniec krótkim zbiorem nauki Chrystusowej.


    O. Romuald Kostecki OP, Modlitwa różańcowa, VERBUM, Kielce 1948/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    Różaniec Święty

    potężna broń o sprawdzonej skuteczności

    źródło: photogenica.pl/opoka news

    Środek zbawienia, jeden z najbardziej potężnych i skutecznych, jakie oferuje nam Boża Opatrzność przeciwko szatanowi i jego naśladowcom, którzy pragną zguby dusz. Różaniec rozwiązuje niezliczone problemy, zapewnia wieczne zbawienie i przybliża Królestwo Niepokalanego Serca Maryi.

    Kiedy Łucja zapytała Przenajświętszą Dziewicę w dniu jej ukazania się, 13 października 1917 w Fatimie, czego pragnie, Ona odpowiedziała: „Chcę ci powiedzieć, aby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie Różaniec.”

    W wielu objawieniach Matka Boża zalecała nabożeństwo do Różańca, ale szczególnie w Fatimie podkreślała znaczenie tej praktyki modlitewnej jako środka potrzebnego do nawrócenia świata. Przedstawiła się też jako Pani Różańca.

    Czy może być większe nabożeństwo?

    Na pytanie to odpowiada nam sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673 – 1716), wielki apostoł Przenajświętszej Maryi, który pisze: „Najświętsza Dziewica objawiła bł. Alanowi, że po Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką Naszego Pana, nie ma praktyki wspanialszej i wyjednującej większe łaski od Różańca Świętego, który jest jakby drugą kommemoracją i przedstawieniem Życia i Męki Chrystusa.”

    Istnieją liczne dokumenty papieskie wychwalające doskonałość Różańca Świętego. W nich to Papieże niestrudzenie polecają to nabożeństwo.

    Nabożeństwo Różańca Świętego – cudowne dzieje

    Według tradycji Matka Boża objawiła nabożeństwo Różańca Świętego św. Dominikowi Guzmanowi w roku 1214 jako środek wybawienia Europy od herezji. Chodziło o albigensów, którzy rozprzestrzeniając się niczym śmiertelna epidemia zarażali swymi błędami inne kraje – od północnych Włoch do okolic Albi w południowej Francji. Stąd pochodzi nazwa nadana tym heretykom, znanym także jako katarzy (od greckiego słowa oznaczającego “czysty”). Tym mianem, pełnym pychy, określali oni samych siebie.

    Byli niczym wilki w owczych skórach. Przedostawali się do środowisk katolickich, aby skuteczniej oszukiwać i zyskiwać sympatię. Heretycy ci wyznawali między innymi panteizm, wolną miłość, chcieli zniesienia bogactwa, hierarchii społecznej i własności prywatnej. Podobieństwo ich do współczesnych komunistów jest aż nazbyt wyraźne.

    Różne regiony XIII-wiecznej Europy zostały skażone herezją albigensów, a wszelkie wysiłki katolików zmierzające do ich powstrzymania okazywały się daremne. Heretycy po zdobyciu wielu dusz, zburzeniu wielu ołtarzy i przelaniu ogromnej ilości katolickiej krwi wydawali się ostatecznie zwyciężać.

    Św. Dominik (założyciel Zakonu Dominikanów) odważnie zaangażował się w walkę przeciwko sekcie albigensów, ale nie udało mu się powstrzymać naporu heretyków, którzy nadal deprawowali wiernych katolików. Ci, którzy próbowali się oprzeć, byli mordowani.

    Zrozpaczony św. Dominik błagał Najświętszą Dziewicę, aby wskazała mu jakąś skuteczną broń duchową, zdolną do zniszczenia straszliwych wrogów Kościoła Świętego.

    Najlepsza artyleria przeciwko szatanowi i jego naśladowcom

    Ściskając w ręku potężną broń, jaką w istocie był Różaniec, św. Dominik wrócił do walki głosząc niestrudzenie we Francji, Włoszech i Hiszpanii nabożeństwo, którego nauczyła go sama Matka Boża i wszędzie odzyskiwał dusze. Katolicy letni stawali się żarliwi, gorliwi uświęcali się, a zakony rozkwitały. Św. Dominik nawrócił rzesze heretyków, którzy wyrzekając się błędów powrócili do Kościoła katolickiego, grzesznicy zrywali z grzechami i odprawiali pokutę, wyrzucał demony z opętanych, czynił cuda i uzdrawiał. Tylko w samej Lombardii ów potężny krzyżowiec Różańca nawrócił ponad 100 000 albigensów. Wszystko to za pomocą najskuteczniejszej artylerii przeciwko szatanowi i jego sługom: Różańca Świętego.

    Broń zwyciężająca zło

    Tę tajemniczą broń Bóg umieszcza w dłoniach swych wiernych żołnierzy, walczących z szatanem i jego sługami krążącymi po świecie na zgubę dusz. Ta potężna broń jest dostępna dla wszystkich katolików (czcicieli Niepokalanej). Za jego pośrednictwem otrzymujemy ochronę przed zakusami diabła i gotowi jesteśmy stawić czoła wszelkim trudom życia.

    Zapewnia nas o tym sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: „Choćbyście się znaleźli nad brzegiem przepaści, choćbyście mieli już jedną nogę w piekle, choćbyście się nawet zaprzedali diabłu jak jaki czarownik, choćbyś był heretykiem zatwardziałym i uporczywym jak szatan, wcześniej czy później nawrócicie się i zbawicie się, jeżeli – powtarzam wam, a zważcie dobrze słowa i treści mojej rady – będziecie pobożnie odmawiali Różaniec Święty każdego dnia aż do śmierci, w celu poznania prawdy i otrzymania skruchy i przebaczenia waszych grzechów”.

    Potrzeba stałego odmawiania Różańca Świętego

    W dzisiejszych dniach również jesteśmy zagrożeni ze wszystkich stron. My i nasi bliscy doświadczamy trudności duchowych i materialnych. Nasz kraj jest ciągle w niebezpieczeństwie, a kryzysy stale narastają. Wzrasta też poczucie zagrożenia. Święty Kościół katolicki jest atakowany przez szatana i przeciwników zewnętrznych oraz wewnętrznych chcących go zniekształcić, a wreszcie całkowicie zniszczyć.

    Czy nie potrzebujemy nowych cudów? Oczywiście, że tak i to jak najrychlej! W tym celu winniśmy gorąco się o nie modlić. Dlaczego nie mielibyśmy posłużyć się ową potężną “artylerią” Różańca Świętego, który od wieków ratuje chrześcijaństwo i katolików z najgorszych opałów? Różaniec jest modlitwą prostą, krótką i tyleż przyjemną, co skuteczną.

    Różaniec jest najpiękniejszą i najcenniejszą ze wszystkich modlitw do Pośredniczki wszelkich łask i modlitwą najbliższą sercu Matki Bożej. Módlcie się na nim codziennie”.
    

    Papież Św. Pius X

    Korzyści i łaski, jakie możemy uzyskać odmawiając Różaniec Święty z rozważaniem tajemnic

    ˇ wznosi nas niepostrzeżenie ku doskonałemu poznaniu Jezusa Chrystusa
    ˇ oczyszcza nasze dusze z grzechów
    ˇ pozwala nam zwyciężać naszych nieprzyjaciół
    ˇ ułatwia nam praktykowanie cnót
    ˇ rozpala naszą miłość do Jezusa Chrystusa
    ˇ uzdalnia nas do spłacania naszych długów wobec Boga i wobec ludzi
    ˇ wreszcie, wyjednuje nam od Boga wszelkiego rodzaju łaski


    Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

    Artykuł ukazał się w 1. numerze “Przymierza z Maryją”

    This image has an empty alt attribute; its file name is okladka_501.jpg
    PCh24.pl/POLONIA CHRISTIANA

    **************************

    Benedykt XVI o sile różańca: „Uzdrawiająca moc Imienia Jezusa”

    POPE BENEDICT XVI
    Vincenzo Pinto/AFP/Marzena Devoud

    ***

    Różaniec bywa uważany za modlitwę monotonną, mechaniczną i z innych czasów. Jednak według Benedykta XVI przeżywa dziś swą „nową wiosnę”. Odkryjmy refleksje papieża emeryta na temat tej duchowej pomocy, tak przydatnej w walce z trudami naszego życia.

    Różaniec nie każdemu odpowiada. Ale Benedykt XVI – tak jak jego poprzednik św. Jan Paweł II i następca Franciszek – zapewnia, że jest to jego ulubiona modlitwa. Dlaczego, według niego, ta forma modlitwy jest bronią o wielkiej sile uzdrawiającej? I jednym z najbardziej wymownych znaków miłości, jaką „młode pokolenia mają dla Jezusa i jego matki”? W jaki sposób ta modlitwa „pomaga umieścić Chrystusa w centrum” w świecie coraz bardziej podzielonym?

    We wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej Papież Benedyk XVI podczas modlitwy na Anioł Pański (8.10.2007) przypomniał o skuteczności różańca – modlitwy łączącej rodziny i wypraszającej światu pokój. Tradycyjny obraz Matki Boskiej Różańcowej przedstawia Maryję, która jednym ramieniem podtrzymuje Dzieciątko Jezus, a drugą ręką przekazuje różaniec św. Dominikowi.

    „Ta znacząca ikonografia wskazuje, że różaniec jest środkiem ofiarowanym nam przez Maryję, aby kontemplować Jezusa, rozważać Jego życie, kochać Go i coraz wierniej naśladować. To wskazanie Maryja pozostawiła także w wielu swoich objawieniach. Myślę szczególnie o tych fatimskich, które miały miejsce w 1917 roku. Trzem pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, Maryja przedstawiła się jako „Królowa Różańca”, poleciła z mocą, aby odmawiać codziennie różaniec i w ten sposób uprosić koniec wojny. Także my pragniemy podjąć to macierzyńskie polecenie Maryi, angażując się w odmawianie z wiarą różańca w intencji pokoju w rodzinach, między narodami i na całym świecie”.

    „Różaniec jest środkiem, który został nam ofiarowany przez Najświętszą Maryję Pannę, byśmy kontemplowali Jezusa i rozpamiętując Jego życie kochali Go i coraz wierniej naśladowali. Takie przesłanie przekazała też Matka Boża w swoich różnych objawieniach

    ******************************

    10 cytatów Benedykta XVI o uzdrawiającej mocy różańca:

    „Różaniec nie jest praktyką odsyłaną do przeszłości, jak modlitwa z dawnych czasów, o której myślimy z nostalgią. Przeciwnie, różaniec przeżywa nową wiosnę”.

    „Różaniec, kiedy odmawiany jest w sposób autentyczny, głęboki, a nie mechanicznie i powierzchownie, przynosi w rezultacie spokój i pojednanie. Zawiera w sobie uzdrawiającą moc Imienia Jezusa, wzywanego z wiarą i miłością w centrum każdej Ave Maria”.

    „Z Maryją zwracamy swoje serce ku tajemnicy Jezusa. Umieszczamy Jezusa w sercu naszego życia, naszych czasów, naszych miast, poprzez kontemplację i medytację Jego i świętych tajemnic radosnej, światła, bolesnej i chwalebnej”.

    „Kiedy odmawiamy różaniec, przeżywamy na nowo ważne i znaczące momenty z historii zbawienia, przechodzimy na nowo różne etapy misji Chrystusa”.

    „Różaniec jest bez wątpienia najbardziej wymownym znakiem miłości, którą młode generacje żywią dla Jezusa i jego Matki”.

    „Różaniec, gdy nie jest mechanicznym powtarzaniem tradycyjnych formuł, staje się medytacją biblijną, która nas prowadzi przez wydarzenia z życia Pana w towarzystwie Błogosławionej Maryi Panny, pomaga zachować je, jak Ona, w naszym sercu”.

    „W modlitwie różańcowej powierzam wam najpilniejsze intencje mojej służby, potrzeby Kościoła, wielkie problemy ludzkości: pokój na świecie, jedność chrześcijan, dialog między wszystkimi kulturami”.

    „Niech Maryja nam pomoże przyjąć łaskę, która emanuje z tajemnic różańca, tak aby za naszym pośrednictwem mogła ona «nawadniać» społeczeństwo, zaczynając od codziennych relacji, i oczyścić je z tak licznych negatywnych sił, otwierając je na nowość Boga”.

    „We współczesnym świecie, który jest tak podzielony, ta modlitwa pomaga nam umieścić Jezusa w centrum, jak robiła to Maryja, która wewnętrznie przeżywała wszystko, co mówiono o jej Synu, i co następnie On czynił i mówił”.

    „Niech ten dobry zwyczaj nie słabnie. Niech trwa i będzie praktykowany z coraz większą gorliwością, tak by szkoła Maryi, lampa światła świeciła wciąż jaśniej w sercach chrześcijan i w ich domach”.

    • FAMILY PRAYING
    • ROSARY
    • rosary
    • ROSARY
    • JAK ZOSTAĆ DZIEWICĄ KONSEKROWANĄ
    • ROSARY,GIRL
    • FAMILY PRAYING
    • MODLITWA
    • RÓŻANIEC

    ********************************************************

    „Jezus wraca zmęczony po pracy”… Tak odmawiany różaniec przenika moje życie

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA
    Shutterstock

    ***

    Przecież odmawiając tajemnicę ukrytą: „Jezus sprząta w domu” czy „Jezus wraca zmęczony po pracy” można kontemplować Boga, który ukochał codzienne, zwykłe życie.

    Czy różaniec ma sztywną formę, której trzeba się koniecznie trzymać? Myślę, że jak w każdej modlitwie – dzieło Ducha Świętego, którego trudno zamknąć w schemacie – nie o formę, a o istotę chodzi. Być może niektórzy was mają problem z modlitwą różańcową.

    A więc może by tak spróbować podejść do niej trochę inaczej. Nie, to nie jest konkurencja do tradycyjnego sposobu modlitwy różańcem, ale mała inspiracja, która może pomóc uczynić tę modlitwę bardziej swoją, osobistą przestrzenią spotkania z Chrystusem.

    Różaniec przynosi Ewangelię do naszego życia

    Przez kilka tygodni jeździliśmy z Lublina do Zamościa na ewangelizację, w poniedziałki i czwartki. W drodze odmawialiśmy różaniec. Kiedy przychodziło do zapowiedzi trzeciej tajemnicy światła: Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia, jeden z obecnych zawsze dorzucał na głos: „w Zamościu”.

    Chociaż oficjalna wersja nic nie wspomina o Zamościu, to jednak spodobało mi się to rozszerzenie, a raczej aktualizacja. Nagle uświadomiłem sobie, że nie modlimy się jakąś tajemnicą, która działa się 2000 lat temu w Ziemi Świętej, ale ona wypełnia się teraz na Zamojszczyźnie. Różaniec pozwolił nam nie tyle przenieść się do Ewangelii, ale przeniósł ją do nas. Wystarczyło dodać tylko „w Zamościu”.

    Tajemnice, które dzieją się dziś

    św. Jan Paweł II w Liście o Różańcu Świętym z 2002 roku pisał tak:

    Kontemplować z Maryją to przede wszystkim wspominać. Należy jednak rozumieć to słowo w biblijnym znaczeniu pamięci (zakar), która aktualizuje dzieła dokonane przez Boga w historii zbawienia. Biblia jest opisem zbawczych wydarzeń, które mają swój punkt kulminacyjny w samym Chrystusie. Wydarzenia te nie należą tylko do „wczoraj”, są także „dniem dzisiejszym” zbawienia.

    Może mamy w ciąży powinny w miejsce nawiedzenia Elżbiety przez Maryję modlić się nawiedzeniem przykładowo Karoliny czy Agnieszki przez Maryję? Przecież Ona poszła do swojej kuzynki, która była w stanie błogosławionym, żeby towarzyszyć jej w tym doświadczeniu. Przecież to może być tak samo tajemnica każdej kobiety czekającej na narodziny dziecka.

    Zgubił Ci się Jezus? Mi się gubi regularnie. Chyba powinienem modlić się tajemnicą odnalezienia Jezusa i dodawać: „w życiu Łukasza”. Może zamiast rozważać jak to Maryja z Józefem biegali szukając Zguby, warto przenieść tę Ewangelię do swojego życia, zaprosić ich do biegania po mojej codzienności i odnajdywania w niej Jezusa.

    Nieoficjalne tajemnice różańca

    Ile jest tajemnic różańca? Oficjalnie jest ich 20, choć do 2002 roku było ich tylko 15. Jan Paweł II dodał kolejnych 5 tajemnic światła uznając, że brakuje ważnych momentów z życia Jezusa.

    Napisałem, że oficjalnie jest 20, ale przecież nieoficjalnie jest ich dużo więcej. Też o tym nie wiedziałem, dopóki ktoś kiedyś nie powiedział mi, że modlił się tajemnicą wskrzeszenia Łazarza. Zacząłem przypominać sobie po kolei tajemnice różańca, ale nie mogłem znaleźć tam wskrzeszenia Łazarza. W tych oficjalnych go nie ma, ale przecież nikt nie powiedział, że nie można razem z Maryją pójść pod grób Łazarza i przyjrzeć się, jak Jezus go wskrzesza, albo przysiąść na trawie i zobaczyć, jak niewystarczającą liczbą chlebów karmi tłumy. Co więcej, tajemnica wskrzeszenia Łazarza może stać się tajemnicą wskrzeszenia Beaty czy Karola.

    A może by tak razem z Maryją kontemplować tajemnicę: „Jezus siedzi za stołem z grzesznikami” i przyjrzeć się jak z nimi je, pije, rozmawia? Oczywiście, to także może być nasza osobista tajemnica, która równie dobrze może nazywać się: Jezus siedzi za stołem z Łukaszem, Markiem, Agatą…

    Tajemnice ukryte

    A już w ogóle pasjonujące mogą być tajemnice, które stanowią prawdziwą tajemnicę, a mianowicie trzydzieści lat ukrytego życia Jezusa. Nie macie ochoty spytać Maryi, co się wtedy działo? Ja mam.

    Proszę bardzo, przecież można wziąć różaniec do ręki, siąść w fotelu i odmówić nieustanowioną część różańca: tajemnice ukryte. I wcale nie chodzi o jakieś infantylne fantazjowanie. Przecież odmawiając tajemnicę ukrytą: „Jezus sprząta w domu” czy „Jezus wraca zmęczony po pracy” można kontemplować Boga, który ukochał codzienne, zwykłe życie.

    Łukasz Kachnowicz /Aleteia.pl

    *************************************************

    Święty o. Pio o modlitwie różańcowej

    Różaniec był wielkim pocieszeniem w jego życiu ofiarowywanym wciąż za innych.

    Nie wypuszczał go nigdy z ręki. Mawiał: Niech ci Maryja przemieni w radość wszystkie cierpienia.

    „Ona przychodzi, ilekroć Jej pomocy potrzebuję”.

    Różaniec nazywał „bronią Madonny” i wszystkich wzywał:

    „Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to Ona dała nam Jezusa”.

    Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał :

    Zawsze odmawiaj różaniec”.

    Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec.

    Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny. Z tą swoją bronią przeciwko atakom szatana nie rozstawaj się nigdy. Zawsze odmawiaj różaniec”.

    Gdy jedno z jego duchowych dzieci zwróciło się z prośbą, by nauczył je modlitwy, która sprawi przyjemność Matce Najświętszej, Ojciec Pio odrzekł:

    „A czyż jest inna, piękniejsza i przyjemniejsza niż ta, której Ona sama nas nauczyła; piękniejsza od modlitwy różańcowej?

    Zawsze odmawiaj różaniec”.

    Pewnego dnia jeden z penitentów rzekł do o. Pio:

    „Ojcze, mówi się dzisiaj, że różaniec jest modlitwą, która należy już do przeszłości, że minęła”moda” na różaniec. W tylu kościołach już się go nie odmawia”.

    O. Pio odpowiedział:

    „Czyńmy to, co czynili nasi ojcowie, a znajdziemy dobro .

    A ów człowiek dodał:

    „Przecież szatan rządzi dzisiaj światem”.

    O. Pio odpowiedział:

    „Ponieważ dają mu możność rządzenia; czy może jakiś duch, tak sam z siebie rządzić, jeśli nie złączy się z ludzką wolą? Nie mogliśmy się narodzić w bardziej nieszczęsnym świecie. Kto dużo się modli na różańcu, ten się zbawia, kto mało się modli, ten jest narażony na niebezpieczeństwo. Kto się nie modli na różańcu jest już w niebezpieczeństwie. Kto się nie modli, ten się potępia. „Tym się zwycięża szatana” – mówił, biorąc do ręki koronkę Różańca Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano.

    Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro.Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi.

    Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości.

    „A szatan tak lęka się Maryi, że kiedy człowiek wypowiada Jej imię, on pierwszy stawia się na jego wołanie, by uniemożliwić, przeszkodzić, wytrącić z ręki różaniec…

    Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem.

    Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec Na dwa dni przed swoją śmiercią o. Pio powiedział i powtórzył jeszcze raz tę myśl:

    „Kochajcie Madonnę i czyńcie wszystko, by Ją kochano. Odmawiajcie różaniec, odmawiajcie go zawsze, jak tylko możecie”.

    Inny świadek relacjonuje:

    „Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”

    ze strony: Diecezjalna Grupa Modlitewna św. o. Pio w Zielonej Górze

    *****************

    rosary

    Różaniec z rozważaniami Ojca Pio

    Ojciec Pio odmawiał różaniec nieprzerwanie. Chodziło o różaniec żywy i ciągły. Modlił się z różańcem w dłoniach wszędzie: w celi, na korytarzu, w zakrystii, wchodząc i schodząc po schodach, w dzień i w nocy. Zapraszamy do wspólnej modlitwy i skorzystania z rozważań różańcowych z myślami Świętego Stygmatyka.

    TAJEMNICE RADOSNE

    1. Zwiastowanie Maryi Pannie
    Dzięki jednemu tylko (?) ?tak? ? ?Niech mi się stanie według twego słowa?, Maryja stała się Matką Najwyższego, uznając się za Jego służebnicę, ale zachowując cnotę dziewictwa, tak cenną w Jej oczach i Boga. Z pomocą owego ?tak?, wyrażonego przez Najświętszą Maryję Pannę, świat został zbawiony, a ludzkość odkupiona.
    Fiat powtarzam ciągle i nie pragnę niczego innego, jak tylko dokładnego wypełniania tego fiat właśnie w taki sposób, w jaki Pan Bóg tego pragnie ? wypełniania go wspaniałomyślnie i stanowczo.

    2. Nawiedzenie św. Elżbiety
    Najwyższe Dobro jest pewne. Boski Nauczyciel zapewnia nas: ?radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać? (J 16, 22). To przekonanie sprawia, że z radosnym duchem potrafimy stawić czoło najbardziej gorzkim przeciwnościom.
    Wędruj przez życie radośnie, z sercem szczerym i otwartym, dążąc wzwyż tak, jak tylko możesz. A kiedy nie można ustawicznie utrzymać tej świętej radości, to przynajmniej nigdy nie trać odwagi i zaufania do Boga.

    3. Narodzenie Pana Jezusa
    Boże Narodzenie ma (?) jakąś słodycz dziecięcą, która ujmuje całe moje serce. Wpatruj się w Syna Boga: jak się uniżył w swoim Wcieleniu, w swoim doczesnym życiu.
    O mój Jezu! Jakże piękna była noc Twego narodzenia, kiedy aniołowie napełnieni radością ogłaszali pokój, wyśpiewując chwałę Bogu? Jezu, rozpal ten ogień, który przyniosłeś na ziemię.
    Matko moja, Maryjo! Zaprowadź mnie do groty w Betlejem i spraw, bym się pogrążył w kontemplacji tego, co jest wielkie i wzniosłe; co dokonuje się w ciszy tej wielkiej i pięknej nocy.

    4. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni
    Starajmy się służyć Panu Bogu z całego serca i z całej woli. Wówczas On da nam więcej, niż na to zasługujemy.
    Modlitwa jest najlepszą bronią, jaką posiadamy; jest kluczem, który otwiera Boże Serce. Powinniście mówić do Jezusa nie tylko wargami, lecz także sercem; w pewnych okolicznościach nawet tylko sercem.

    5. Odnalezienie Pana Jezusa
    Wydaje mi się, że zawsze czegoś szukam i nie mogę znaleźć, a nawet nie wiem, o co chodzi i czego szukam; cierpię niewiele, kocham i chciałbym kochać bardziej ? oto czego szukam.
    O Nieskończona Piękności, widzisz, że dusza nie może znieść tego opuszczenia, ponieważ za bardzo rozkochałeś ją w sobie.

    TAJEMNICE ŚWIATŁA

    1. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie
    Chrzest, dzięki któremu stajemy się dziećmi Boga, dziedzicami Jego królestwa, jest symbolem, uczestnictwem i ?kopią? śmierci Chrystusa. Także my ? na nowo zrodzeni w świętym sakramencie chrztu ? odpowiadajmy na łaskę naszego powołania, dążąc do naśladowania naszej Niepokalanej Matki i starając się nieustannie poznawać Boga, abyśmy zawsze, coraz lepiej Go poznając, służyli Mu i kochali Go.

    2. Objawienie się Pana Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej
    Maryja nadal mi towarzyszy, troskliwie otaczając mnie swoją macierzyńską opieką? Ona opiekuje się mną z niezwykłą troską. Cóż uczyniłem, aby zasłużyć sobie na taką delikatność? Czuję się przytulony i przywiązany do Syna za pośrednictwem Matki?

    3. Głoszenie królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia
    Jezus powiedział: ?Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego? (Mt 18, 3). Lecz zanim On nauczał nas tego słowami, już sam wprowadzał to w życie czynami. Stał się dzieckiem i dał nam przykład tej prostoty, której później miał także uczyć słowami. Opróżnijmy nasze serce, trzymając z dala od niego wszelką ziemską roztropność. Starajmy się usilnie o to, aby zawsze mieć umysł czysty w działaniu, zawsze prostolinijny w ideach, zawsze święty w intencjach.

    4. Przemienienie na górze Tabor
    W tym świetle widzę, jak ten godny uwielbienia Pan zasługuje, by był kochany, i dusza czuje się coraz bardziej rozpalona miłością do Niego.
    Pozostań ze mną, Panie, bo koniecznie muszę mieć Cię przy sobie, abym o Tobie nie zapomniał. Pozostań ze mną, Panie, bo Tyś moim światłem i bez Ciebie jestem pogrążony w ciemnościach. Pozostań ze mną, Panie, i ukaż mi swoją wolę. Pozostań ze mną, Panie, bym mógł usłyszeć Twój głos i podążać za Tobą. Pozostań ze mną, Panie, jeśli chcesz, bym był Ci wierny.

    5. Ustanowienie Eucharystii
    Najświętsza Eucharystia jest największym z cudów; jest ostatecznym i największym dowodem miłości Jezusa do nas. On dokonał tego wszystkiego, aby dać nam pełne, bogate i doskonałe życie. ?Przyszedłem ? mówi ? aby ludzie mieli życie ? a daje nam je rzeczywiście za pośrednictwem swego wcielenia ? i mieli je w obfitości? (por. J 10, 10). To właśnie daje nam każdego dnia jeszcze bardziej w najświętszej Komunii.

    TAJEMNICE BOLESNE

    1. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu
    Jezus spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Wie, że jest żertwą ofiarną za cały rodzaj ludzki, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz wzruszonych Twoimi skargami trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie! Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie! Oby pocieszyły Cię i oby dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu!

    2. Biczowanie Pana Jezusa
    Wydaje mi się, że słyszę skargi Zbawiciela: ?Gdyby przynajmniej człowiek, dla którego cierpię, zechciał korzystać z łask, jakie dla niego przez moje cierpienie uzyskuję. Gdyby przynajmniej uznał prawdziwą wartość ceny, jaką płacę, by go odkupić i dać mu życie dziecka Bożego! Ach, ta miłość rozdziera Mi serce okrutniej niż oprawcy, którzy rozedrą niedługo Me ciało?.

    3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa
    Jezusowi nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony jak przed fałszywym królem. Jezus widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa, brukające serca i wargi stworzone, by wyśpiewywać Bożą chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Kiedy Jezus chce, abym zrozumiał, że mnie kocha, daje mi odczuć smak swojej męki, ran, cierni, udręk.

    4. Droga krzyżowa Pana Jezusa
    Jezus musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia. Musi, tak przybrany, stanąć przed świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną chwałę. On, Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby potępionym.

    5. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
    Odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity, wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu pijanego gniewem! Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce. I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się. Gdybym mógł pomóc Ci choć trochę, ulżyć Ci nieco. Ale nie potrafiąc nic innego, płaczę tylko przy Tobie.

    TAJEMNICE CHWALEBNE

    1. Zmartwychwstanie Pana Jezusa
    Rocznica zmartwychwstania Chrystusa Pana wzywa nas wszystkich ? nas, którzy idziemy za Nim ? do duchowego zmartwychwstania. Resurrexit! Zmartwychwstał! Oto okrzyk radości, który Kościół wznosi dzisiaj z każdego zakątka ziemi. Wszystkie narody chrześcijańskie, bratając się, świętują uroczyście w sposób specjalny ten święty Dzień, odpowiadając na ojcowskie wezwanie Kościoła słowami św. Pawła Apostoła: ?Powstańmy więc i my do nowego, szlachetnego i świętego życia?.

    2. Wniebowstąpienie Pana Jezusa
    Naszą ojczyzną jest niebo. Chodźmy zawsze drogami świętej miłości; niech nas nie zatrzymują na tej drodze trudności, których na pewno nie będzie brakować; chodźmy przyspieszonym krokiem, a tak dojdziemy pewnego dnia również i my do ojczyzny, gdzie będziemy widzieć Boga. Tylko tam nasza radość będzie pełna, doskonała, ponieważ będziemy widzieć Oblubieńca twarzą w twarz; tylko tam wszystkie nasze pragnienia będą całkowicie spełnione.

    3. Zesłanie Ducha Świętego
    Duch Boga jest duchem pokoju. Nawet wśród największych grzechów odczuwamy ból, ale pełen spokoju, pokory, ufności, bo zależy to od Bożego miłosierdzia. Jezu, rozpal ten ogień, który przyniosłeś na ziemię, abym nim rozpalony, wyniszczał się na ołtarzu Twej miłości jako ofiarna żertwa miłości, byś Ty królował w moim sercu i w sercach wszystkich ludzi, by wszędzie wznosił się hymn uwielbienia Ciebie, wysławiania i wdzięczności za miłość, którą nam okazałeś.

    4. Wniebowzięcie Matki Bożej
    Jaki język będzie mógł godnie przedstawić triumfalne wejście Maryi do nieba? Jeżeli świąteczne obchody tutaj, na ziemi, budzą tak wielki podziw i tak wielki entuzjazm u wielu ludów, to co można będzie powiedzieć o triumfalnym wejściu przygotowanym przez Boga Jego Matce? Św. Anzelm twierdzi, że Odkupiciel wstąpił do nieba wcześniej, aniżeli została wzięta tam Jego Matka, nie tylko aby przygotować Jej godny tron w swym królestwie, ale także aby uczynić Jej wzięcie do nieba bardziej chwalebnym i bardziej uroczystym oraz osobiście wyjść Jej na spotkanie z wszystkimi aniołami i świętymi w raju.

    5. Ukoronowanie Matki Bożej
    Chrystus Pan, który królował w niebie ze swą ludzką naturą, przyjąwszy ją z łona Najświętszej Maryi Panny, chciał również, aby Jego Matka nie tylko z duszą, ale również z ciałem była z Nim zjednoczona i miała pełny udział w Jego chwale. To było zupełnie sprawiedliwe i słuszne. To ciało, które ani przez moment nie było niewolnikiem szatana i grzechu, nie powinno być również niewolnikiem naturalnego prawa rozkładu. I Maryja słyszy głos swego umiłowanego Syna: Przyjdź, o Oblubienico, aby otrzymać od Ojca, od Syna i od Ducha Świętego koronę, która została przygotowana dla Ciebie w niebie.

    rozważania różańcowe zostały wybrane z pism o. Pio dla miesięcznika Różaniec

    *****************

    Różaniec Świętego Ojca Pio


    W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    I. Intencja: W zjednoczeniu z całym Niebem, szczególnie z św. Ojcem Pio, w imieniu wszystkich ludzi, dusz czyśćcowych, przez Miłosierdzie Boże każda modlitwa i każde słowo niech będą skuteczne, choćbym o tym nie myślał.


    II. Modlitwa do Św. Michała Archanioła: Święty Michale, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty Wodzu niebieskich Zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


    III. Modlitwa do Ducha Świętego: (jedna z podanych niżej lub inna)


    1. O Stworzycielu Duchu przyjdź… – Hymn.

    2. Przybądź Duchu Święty … – Sekwencja-hymn.

    3. Duchu Święty, natchnij nas, miłości Boża pochłoń nas, na właściwą drogę prowadź nas, Maryjo Matko spojrzyj na nas, z Jezusem błogosław nam, od wszelkiego zła, od wszelkich złudzeń, od wszystkich niebezpieczeństw zachowaj nas. Amen.

    4. Kochane Dzieciątko Jezus, Ty jesteś pełne Ducha Świętego, wylej na nas Ducha Świętego z Jego siedmioma darami i dwunastoma owocami, aby zły duch nie miał do nas przystępu.


    Początek Różańca jak przy zwykłym Różańcu:


    Wierzę w Boga…, Ojcze nasz…, (3 razy) Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…


    Teraz odmawia się przy poszczególnych tajemnicach Różańca 10 razy:


    Ojcze nasz…


    Zdrowaś Maryjo…

    Pan Jezus powiedział wybranej duszy, by drugą część „Zdrowaś Maryjo” odmawiać następująco:

    Święta Maryjo, Matko Boża i Matko nasza módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.


    Chwała Ojcu…


    O Maryjo bez grzechu poczęta – módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają.

    Ostatni 10-ty pacierz kończymy następująco:

    O Maryjo bez grzechu poczęta – módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła Świętego, (masonami) i poleconymi Tobie. oraz:


    1. Niech będzie umiłowana, uwielbiona teraz i na wieki Przenajświętsza Trójca i Eucharystyczne Serce Jezusowe przez Niepokalane Serce Maryi.

    2. Kochany, dobry, św. Ojcze Pio – módl się za nami.

    3. O mój Jezu przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, zwłaszcza te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.


    W sobotę modlitwa różańcowa św. ojca Pio jest w intencji dusz czyśćcowych. W niedzielę – za nawrócenie grzeszników.


    Obietnice dla odmawiających Różaniec św. ojca Pio objawione Klemensowi Dominiquez Gomes de Troja (Hiszpania). Dnia 18 kwietnia 1970 roku Najświętsza Panna z Góry Karmel powiedziała: 

    „Moje dziecko, przychodzę jako Matka Jezusa i wasza Matka. Przyjmijcie obietnicę łask dane tym, którzy z prawdziwym nabożeństwem będą odmawiać Różaniec Ojca Pio z 50 Ojcze nasz…, 50 Zdrowaś Maryjo…, 50 Chwała Ojcu… i 50 O Maryjo bez grzechu poczęta…”(na każdej perełce różańca te modlitwy mają być odmówione).


    1. Dam im poznać Moją wielką miłość i pomoc względem Moich dzieci.

    2. Zbliżę ich do Eucharystii, w której obecny jest Mój Syn.

    3. Dam im głęboki żal za grzechy popełnione.

    4. Dam im łaskę, że wszystkie grzechy ich przeszłego życia będą odpuszczone.

    5. Uzyskają szybkie nawrócenie członków ich rodziny.

    6. Dam im dobre nastawienie, by mogli spełniać przykazanie miłości bliźniego.

    7. Ci, którzy codziennie będą odmawiali ten Różaniec, będą mieli dobra śmierć, zachowani będą od sądu, a po opuszczeniu świata już do niebieskiego życia przejdą.

    8. Użyczę im i ich najbliższym przebogatych łask.

    9. Tym, którzy umierają i mieliby przejść do czyśćca, obiecuję ich uwolnić już w następnym dniu.

    10.Wszystkim tym, którzy ten Różaniec będą odmawiali, obiecuję przyspieszyć uwolnienie ich krewnych z ognia czyśćcowego.

    11. Przed śmiercią otrzymają zawczasu ostrzeżenie, by mogli dostąpić pomocy świętych Sakramentów.

    12. Krótko przed śmiercią otrzymają objawienie Mojego Boskiego syna i Moje, waszej Matki.

    13. Użyczę waszemu miejscu zamieszkania i narodom pokoju.

    14. Wszystkim, odmawiającym ten Różaniec przez całe ich życie okryję Swym płaszczem, pod którym będą bezpieczni.

    15. Wszystkim tym, którzy będą odmawiali ten różaniec i rozmyślali, oddając się pod obronę Mojego Serca, użyczę łaski, by byli zachowani przed karami.

    16. Jeżeli odmawiający ten różaniec posiądzie łaskę, że umrze w sobotę, jest pewne uratowanie jednego z członków rodziny. Błogosławię Was.


    Orędzie Pana Jezusa za pośrednictwem Klemensa Dominiquez z Palmar: 

    Moje dzieci, nie potraficie wyobrazić sobie tej wielkiej radości, którą Moje Serce odczuwa, gdy odmawiacie Różaniec Ojca Pio, gdyż on zachęca do pokuty, odmawiając go Czyńcie to za tych, którzy się nie modlą, którzy bluźnią i Moje Najświętsze Serce obrażają, z którego tylko Miłosierdzie płynie dla wszystkich. Im więcej się modlicie, tym więcej grzeszników nawracacie i tym więcej składacie zadośćuczynienia Mojemu Boskiemu Obliczu, tym więcej osób zbliża się do Mnie w Eucharystii, w której się wam daję dla waszego dobra.Moje dzieci! Jest on pewnym znakiem zjednoczenia z Przenajświętszą Trójcą i Moją Najświętszą Matką i też waszą Matką.

    **********************************************

    Różaniec drogą do zwycięstwa

    Historia Ks. Dolindo z Neapolu

    Urodzony w 1882 r.,  zmarł 1970 w opinii świętości. Trwa proces beatyfikacyjny.

    Bóg udzielił mu dar jasnowidzenia. W Neapolu – niedaleko Ks. Dolindo mieszkał młody adwokat. Ten z kolei miał w Rzymie przyjaciela – Polaka, hrabiego Witolda Laskowskiego. Obydwaj jeździli do O. Pio prosić go o modlitwę za Polskę.

    O. Pio, który wysoko cenił świętość Ks. Dolindo, odpowiedział kiedyś: „Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie przecież w Neapolu świętego. Jedźcie do niego”.

    Pan Laskowski jednak nie wybrał się do Ks. Dolindo. Pewnego dnia 1965 r. otrzymał poufne, bardzo złe wiadomości z kraju. Pełen bólu ukląkł w pokoju i modlił się do Matki Bożej, aby przez miłość jaką ma do Ks. Dolindo, ratowała Polskę.

    Dwa dni później przyjeżdża do hrabiego Laskowskiego przyjaciel z Neapolu. Przywozi list od Ks. Dolindo z następującym tekstem: Do Witolda Laskowskiego, 2 lipca 1965.r. „Świat chyli się do upadku, ale Polska, dzięki nabożeństwom do Mego Niepokalanego Serca uwolni świat od straszliwej tyrani komunizmu, tak jak za  czasów Sobieskiego z 20-ma tysiącami rycerzy  wybawiła Europę od tyrani tureckiej. Powstanie z niej nowy Jan, który poza jej granicami, heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany, nałożone przez tyranie komunizmu. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę! Błogosławię Ciebie”. Ks. Dolindo.

    Pan Witold Laskowski nie zatrzymał listu dla siebie. Przekazał go Ks. Bp Hnilicy ze Słowacji. Kiedy w 1978 r. papieżem został Jan Paweł II, przypomniano sobie tę przepowiednię. Pamiętamy entuzjazm, jaki nam towarzyszył tego dnia. To on skierował cały świat ku Bogu. Zjednoczył świat we wspólnej modlitwie.

    Bitwa o Polskę trwa jednak dalej! Trwa walka o ducha Narodu, o zwycięstwo Boga, Jego miłość i prawa w świecie.

    Kiedy przyjdzie zapowiedziany w Fatimie w 1917 r. tryumf Niepokalanego Serca Maryi??

    W Turynie, w Bazylice Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych zostały namalowane w kopule  ciekawe obrazy – na polecenie św. Jana Bosko. Przedstawiają trzy największe zwycięstwa różańcowe. Pod każdym obrazem napisano datę:

    – Bitwa pod Lepanto – 1571 r.

    – Wiktoria wiedeńska 1683 r.

    Na trzecie zostawiono puste miejsce. Św. Jan Bosko przepowiedział, że będzie pod koniec XX w. i napisał dwie cyfry 19….

    Jakie to będzie zwycięstwo?

    Sekratariat Fatimski/Krzeptówki

    ******************************************************

    Modlitwa, którą docieramy do serca Maryi

    Ks. Dolindo uczy, jak odmawiać różaniec

    ojciec dolindo blog

    ***

    Kiedy na Neapol spadały bomby, ks. Dolindo często wychodził na balkon, wznosił ręce ku niebu i wytrzymywał tak 40 minut odmawiając różaniec za miasto.

    Skąd wzięła się miłość ks. Dolindo Ruotolo do Maryi? Jaki miał sposób na życie modlitwą różańcową? Posłuchaj opowieści Joanny Bątkiewicz-Brożek, autorki bestsellerowej biografii „Jezu, Ty się tym zajmij! O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” oraz książki „Różaniec zawierzenia z ks. Dolindo”.

    Jak nie zasnąć przy różańcu?

    Różaniec jak świeże powietrze, jak zapach kwiatów. To najpiękniejsza modlitwa, przez którą docieramy do serca Maryi, a ona zanosi nas do Chrystusa – mawiał ks. Dolindo.

    Kiedy na Neapol spadały bomby, często wychodził na balkon, wznosił ręce i wytrzymywał tak 40 minut odmawiając różaniec za miasto.

    Odmawiając różaniec, zwracaj się do Matki Bożej z wielką miłością, tak, jakby to była Twoja mama, a modląc się, wyobrażaj sobie życie Chrystusa – radził swoim córkom duchowym ks. Dolindo Ruotolo.

    Kim był ks. Dolindo?

    To katolicki ksiądz i mistyk, któremu zawdzięczamy słynny akt zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij”. Pisząc list do jednej ze swoich córek duchowych, poczuł niespodziewane przynaglenie, by zapisać słowa, które – jak wierzył – podyktował mu sam Jezus, a które dziś są modlitwą dla tysięcy wiernych.

    Z jednej strony niezwykle obdarowany, z przedziwnym, proroczym wglądem w duszę człowieka. Ceniony przez o. Pio, który odsyłał do niego penitentów. Z drugiej – szczególnie doświadczany przez Kościół: z powodu oskarżeń nieprzychylnych mu osób, wielokrotnie stawiany przed Świętym Oficjum oskarżany o herezję, z wieloletnim zakazem odprawiania Mszy świętej i głoszenia homilii. Obecnie jest Sługą Bożym. Trwa jego proces beatyfikacyjny.

    Rozważania do tajemnic różańcowych znajdują się w książce Różaniec zawierzenia z księdzem Dolindo (wyd. Esprit)

    *******************************************************************

    Różaniec – to najpotężniejszy egzorcyzm!

    Adobe Stock

    ***

    Zmarły przed dwoma laty egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    Ojciec Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    *****************************************************************************************

    Cud fatimski w Austrii

    Jak orędzie fatimskie zapisało się we współczesnej historii Austrii

    O. Petrus Pavlicek – charyzmatyczny franciszkanin,
który uwierzył, że modlitwa może uratować ojczyznę
     Archiwum RKS (Różańcowej Krucjaty w Intencji Pokoju na Świecie) w Wiedniu
    O. Petrus Pavlicek – charyzmatyczny franciszkanin, który uwierzył, że modlitwa może uratować ojczyznę

    ***

    W Niemieckiej Republice Demokratycznej 16 czerwca 1953 r. wybuchają strajki przeciw polityce wschodnioniemieckich władz. Następnego dnia przeradzają się one w powstanie robotnicze. Do akcji wkraczają Armia Sowiecka i Policja Ludowa. Dochodzi do krwawej pacyfikacji. Śmierć ponosi ponad 300 osób.

    Trzy lata później, 28 czerwca 1956 r., polscy robotnicy w Poznaniu wywołują uliczne protesty. Wojsko i siły bezpieczeństwa tłumią bunt. Ginie 58 osób.

    Kilka miesięcy potem, w październiku 1956 r., wybucha kolejne powstanie antykomunistyczne, tym razem w Budapeszcie. Sowiecka interwencja zbrojna topi je we krwi. Śmierć ponosi ok. 5 tys. powstańców, a ok. 20 tys. uważa się za zaginionych.

    Między stłumieniem powstania w Berlinie Wschodnim w 1953 r. a utopieniem we krwi powstania w Budapeszcie trzy lata później dochodzi jednak do niezwykłego wydarzenia. W 1955 r. sowieccy okupanci dobrowolnie, bez wystrzału, wycofują się z Austrii. Nigdy przedtem ani potem – aż do upadku komunizmu – nie zdarzyło się, aby ZSRS sam, bez walki, oddał zajęty wcześniej kraj. Jak to się stało? Ówczesny kanclerz Austrii Julius Raab nie miał wątpliwości. Historycy zapisują jego słowa – że to zasługa Maryi.

    Żeby zrozumieć, dlaczego austriacki przywódca myślał w ten sposób, musimy cofnąć się do sierpnia 1944 r., kiedy to do amerykańskiej niewoli we Francji trafia sanitariusz Wehrmachtu – 42-letni franciszkanin o. Petrus Pavlicek. W obozie jenieckim w Cherbourgu, gdzie zostaje kapelanem, wpada mu w ręce maleńka książka, która odmienia jego życie. Nie może się od niej oderwać. Nagle dostrzega sens wydarzeń ostatniego ćwierćwiecza na świecie. Broszura poświęcona jest objawieniom w Fatimie.

    Wielka Matka Austrii

    O. Pavlicek nie ma wątpliwości, że kluczem do zrozumienia dziejów ludzkości i powołania człowieka jest osoba Maryi. Po zwolnieniu z obozu pierwsze kroki kieruje do najważniejszego sanktuarium maryjnego w kraju – bazyliki w Mariazell. Długo klęczy przed obrazem Magna Mater Austriae. Podczas modlitwy słyszy w swym wnętrzu wyraźny głos: „Czyńcie, co wam mówię, a będzie wam dany pokój!”. Dopiero później franciszkanin dowie się, że były to te same słowa, które usłyszeli pastuszkowie w Fatimie.

    Od zakończenia II wojny światowej Austria podzielona jest na cztery strefy okupacyjne: amerykańską, brytyjską, francuską i sowiecką. Podzielony jest także Wiedeń. Podobna sytuacja panuje w Niemczech i kończy się powstaniem dwóch wrogich sobie państw: RFN i NRD. Również Berlin jest rozdarty na dwie części: zachodnią – kapitalistyczną i wschodnią – komunistyczną. Austriacy nie chcą dopuścić do takiego scenariusza u siebie. Przeraża ich szczególnie możliwość utworzenia nowego państwa komunistycznego z Burgenlandu, Dolnej Austrii oraz części Górnej Austrii na północ od Dunaju.

    Gdy studiuje treść oraz dzieje objawień fatimskich, o. Pavlicek przekonuje się, że jedynym ratunkiem przed komunizmem, który jest przede wszystkim złem duchowym, może być tylko duchowa moc dobra, płynąca z zawierzenia Bogu i Maryi. To także jedyny środek, by nie dopuścić do podziału jego ojczyzny. W 1947 r. zakłada Pokutną Krucjatę Różańcową, której celem jest wypełnianie orędzia fatimskiego przez wezwanie Austriaków do pokuty, modlitwy i nawrócenia. O. Pavlicek rozpoczyna misje w wielu miastach. Wierni na jego Mszach św. nie mieszczą się w kościołach. Pewnego razu spowiada w konfesjonale przez 72 godziny bez przerwy.

    Świece i różańce

    W 1950 r. charyzmatyczny franciszkanin wysuwa ideę, by zorganizować Procesję Światła w intencji wycofania wojsk okupacyjnych z Austrii. Udaje się do ówczesnego kanclerza Leopolda Figla. Polityk po wysłuchaniu o. Pavlicka mówi, że nawet gdyby mieli pójść tylko dwaj, to ojczyzna jest tego godna. Procesja, która rozpoczyna się wieczorną porą w wiedeńskim kościele wotywnym (Votivkirche), przechodzi przez stołeczny Ring i kończy w klasztorze Franciszkanów, przyciąga dziesiątki tysięcy ludzi. W jednej ręce trzymają oni świece, w drugiej – różańce i modlą się głośno. W pierwszym rzędzie obok kanclerza Figla kroczy o. Petrus. Za nimi posuwa się niesiona na lektyce i widoczna z daleka figura Matki Bożej Fatimskiej.

    Procesje się powtarzają. Największa z nich, zorganizowana 8 grudnia 1954 r. – w 100. rocznicę ogłoszenia przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny – gromadzi 80 tys. ludzi w Wiedniu, a pół miliona w całej Austrii. O. Pavlicek przekonuje rząd, aby święto uczynić dniem wolnym od pracy. Tak było przed Anschlussem, ale naziści wykreślili je z państwowego kalendarza. Przywrócono je po wojnie, ale po 2 latach z przyczyn ekonomicznych znów wprowadzono dzień roboczy.

    Dzień Fatimski

    Od zakończenia wojny austriaccy politycy podejmują aż 300 prób zawarcia porozumienia z Kremlem i wycofania wojsk okupacyjnych. Wszystkie starania kończą się jednak fiaskiem. Jeszcze w grudniu 1954 r. minister spraw zagranicznych Związku Sowieckiego Wiaczesław Mołotow na propozycję Wiednia mówi kategoryczne „niet!”. O. Pavlicek pociesza wówczas kanclerza Juliusa Raaba, że jest możliwe wymodlenie wycofania się Sowietów, ale tylko przez Maryję.

    Kiedy po Wielkanocy 1955 r. kolejna delegacja wylatuje do Moskwy, Raab prosi o. Petrusa, żeby wszyscy członkowie Krucjaty modlili się, ponieważ tylko cud może sprawić, że Austria będzie wolna. To samo powtarza Leopold Figl, pełniący wówczas funkcję szefa dyplomacji. Gdy trwają rokowania w Rosji, kościoły w Austrii zapełniają się ludźmi na klęczkach.

    Nagle 13 kwietnia 1955 r. Rosjanie zmieniają zdanie. Rano kanclerz Raab przypomina sobie, że w tę właśnie środę przypada Dzień Fatimski. Odmawia więc akt strzelisty do Matki Bożej, by upraszała łaski dla narodu austriackiego. Wieczorem może już powiedzieć, że Najświętsza Panna pomogła zakończyć negocjacje niespodziewanym sukcesem. W maju – miesiącu maryjnym – podpisany zostaje układ o wycofaniu wojsk okupacyjnych z Austrii, zaś w październiku – kolejnym maryjnym miesiącu – ostatni żołnierz sowiecki opuszcza austriacką ziemię.

    12 września 1955 r. w Wiedniu odbywają się uroczystości z okazji święta Najświętszego Imienia Maryi. Modlitwę dziękczynną prowadzi osobiście kanclerz Julius Raab. W pewnym momencie wznosi okrzyk: „Jesteśmy wolni! Dziękujemy Ci za to, Maryjo!”. Austriacki przywódca już wówczas przewiduje, że za kilkadziesiąt lat wydarzenia z 1955 r. będą przez publicystów i historyków interpretowane zupełnie inaczej – przez odwołanie się do motywów geopolitycznych. On sam jednak nie ma cienia wątpliwości, że główną bronią Austriaków była modlitwa. Dziękuje o. Petrusowi Pavlickowi i wymienia go na pierwszym miejscu jako człowieka najbardziej zasłużonego dla uzyskania wolności.

    Grzegorz Górny/

    * * *

    „Tajemnice Fatimy. Największy sekret XX wieku”.

    W tej książce przeplatają się dwa światy – nasycona brutalnością opowieść polityczna oraz pełna tajemniczości rzeczywistość nadprzyrodzona.

    „Tajemnice Fatimy” to wyjątkowa, bogato ilustrowana książka o najbardziej doniosłych objawieniach w XX wieku. Jest ona efektem półtorarocznej pracy i kilku podróży zagranicznych reportera Grzegorza Górnego oraz fotografa Janusza Rosikonia – tandemu autorskiego, znanego z wielu śledztw dziennikarskich z pogranicza nauki i religii. Właśnie ukazało się nowe wydanie obejmujące uroczystości 100-lecia objawień, wizytę papieża Franciszka w Fatimie, w tym kanonizację Hiacynty i Franciszka.

    „Tajemnice Fatimy. Największy sekret XX wieku”. Grzegorz Górny (tekst), Janusz Rosikoń (zdjęcia), Wyd. Rosikon Press, 2016

    ******************************

    O. Leon Knabit: Różaniec – dzieje zbawienia jakby w pigułce

    „Różaniec? Schizofrenia! Co innego mówić, a co innego myśleć!” Oto słowa pewnego, nie żyjącego już, jak widać nadzwyczaj chrystocentrycznego kapłana. A tu Matka Boska w objawieniach, nazywa się Różańcową, do dzisiaj zaś w Medjugorije wzywa do odmawiania różańca. Tu trzeba napisać parę słów o modlitwie w ogóle.

    Wśród wielu podziałów możemy mówić o stanie modlitwy i o konkretnych modlitwach wypowiadanych słowami, czy choćby myślą. Modlitwa ustna – stanie w obecności Bożej, to ulubione sformułowanie mistrzów życia duchowego („wszak i ojcowie nasi chodzili przed Panem” – mawiają).

    Nie chodzi tu o nieustanne myślenie o Bogu, bo można by dostać rozstroju nerwowego, ale mówiąc dzisiejszym językiem być pod telefonem. Każdy sygnał, który wysyła do mnie Bóg – wydarzenie, słowo natchnienie, znajduje mnie gotowym i reagującym według Jego woli. I wtedy „czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31).

    Wszystko staje się modlitwą. Ktoś powiedział: „Jeśli mówisz skończyłem się modlić, to znaczy, żeś się nie modlił”. Wiele trzeba pracować nad sobą, aby ten stan osiągnąć.

    Modlitwa ustna jest zasadniczo łatwiejsza. Już od dzieciństwa uczymy się przynajmniej modlitwy do Anioła Stróża, później Ojcze nasz, Zdrowaś i Wierzę. Niekiedy, a właściwie najczęściej jest to najpierw powtarzanie słów bez zrozumienia ich sensu („Ojcze nasz, któryś jest w niebie święć się” itd.) Ale wtedy jest ważny klimat modlitwy.

    Dziecko od początku wie, że w rodzinie jest Bóg (Bozia). Obrazek na ścianie, uklęknięcie, złożenie rąk, atmosfera jakiejś inności. Potem na miarę wychowania religijnego oraz świadectwa wiary rodziców rośnie rozumienie słów, a Bozia staje się Kimś bliskim, choć niewidzialnym, z Kim można rozmawiać. Dziecko wierzy. Zresztą i Maryja i Józef, i apostołowie wielu rzeczy początkowo nie rozumieli, a prawdy Boże objawiały im się stopniowo.

    Potem przychodzą modlitwy ułożone przez innych, dzisiaj dość często Psalmy, modlitwy Mszalne i Brewiarz czyli Liturgiczna Modlitwa Godzin. Ludzie antyreligijni często śmieją się z katolików, „klepiących paciorki”. To jest rzeczywiście problem. Bo można klepać, można odmawiać modlitwę, a można się modlić. Pewien świątobliwy kapłan brał udział w pogrzebie ekumenicznym. Skonfundowany przeczytał w sprawozdaniu, że „najpierw ksiądz katolicki odczytał modlitwę, a potem pomodlił się duchowny ewangelicki”.

    Trzeba tu wspomnieć o problemie roztargnień, które są utrapieniem człowieka oddającego się jakiejkolwiek modlitwie. Święty Benedykt poleca dołożyć wszelkich starań, „aby nasze serce było w zgodzie z tym, co głoszą nasze usta” (Reguła św. Benedykta, rozdział 19). Ważny jest również śpiew. Kto śpiewa, dwa razy się modli. Pamiętam jak bardzo odczuwało się modlitwę zgromadzonych śpiewających Ciebie, Boże wysławiamy podczas uroczystości millenijnych. No i jak dzisiaj Ślązacy śpiewają Ciebie, Boże, chwalimy! To jest prawdziwa modlitwa!

    A dlaczego Różaniec tak przez wielu nie doceniany i pomijany, jest dla Kościoła modlitwą tak ważną i powszechną? Z pewnością w tym różańcowym miesiącu październiku będzie więcej modlitwy różańcowej wśród wiernych i więcej na ten temat w naszych mediach. Dorzucam swoje osobiste przemyślenia. Przede wszystkim jako katolik uznaję powszechnie przyjęte formy pobożności. Na nabożeństwa różańcowe w październiku po prostu się chodziło. W rodzinie nie było zwyczaju wspólnego odmawiania różańca, ale powoli rozumiałem jego wartość jako modlitwy osobistej. Do tego muszę jeszcze dodać, że choć nie mamy obowiązku wierzyć objawieniom prywatnym, to jednak Maryja, objawiająca się z różańcem jest niezbitym argumentem, by te modlitwę uznać za swoją.

    No i różaniec. Rozpowszechniony przez dominikanów składa się tradycyjnie z trzech części. Radosna, to owoc Protoewangelii: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna”. Bolesna: „Wykonało się”. Chwalebna: skutki tego, co się wykonało dla Maryi i dla całej wspólnoty wierzących. Św. Jan Paweł II dodał jeszcze tajemnice światła: działalność publiczna Jezusa.

    Ewangelia jest tak bogata, że można by tajemnice mnożyć a mnożyć. Nie jest wykluczone, że doczekamy się poszerzenia różańca. Na razie pozostajemy przy tych czterech częściach. Ponieważ w Ewangelii przewijają się rozmaite wątki, a w dodatku znaczna część ludzi nie umiała czytać, więc w kościołach malowano różne sceny z życia Jezusa i Maryi, by i prostemu człowiekowi przybliżyć tajemnice zbawienia. Nazywano to Biblia pauperum – Biblia ubogich.

    Można te słowa zastosować i do modlitwy różańcowej. Zdrowaś – umie każdy. A przed każdą tajemnicą bardzo krótko podawano jej treść. W ten sposób łatwo było zapamiętać dzieje zbawienia jakby w pigułce. Treść modlitw jest bardzo czcigodna. Ojcze nasz, to Modlitwa Pańska, której nauczył nas sam Pan Jezus. Zdrowaś Maryjo (warto przypomnieć, że o Matce Bożej mówimy zawsze Maryjo, Maryi, Maryję. Tak ustalono już paręnaście lat temu) – to Pozdrowienie Anielskie. Posłaniec samego Boga tak się zwraca do Człowieka, Dziewicy, która ma począć i porodzić Tego, przez którego ma się dokonać zbawienie. I Święta Maryjo – zawsze aktualna prośba Kościoła, by nie zbrakło wsparcia jego Matki w każdym czasie, a także przy śmierci, tak obficie zbierającej swe żniwo.

    Nie ukrywam tego, że odmawianie różańca w połączeniu z rozważaniem tajemnic może sprawiać pewne trudności. Tak zresztą rzecz ma się ze wszystkimi modlitwami ustnymi. O tym wiedzą dobrze zwłaszcza te osoby konsekrowane, których reguła zakłada wspólne w chórze uczestnictwo w codziennej Liturgii Godzin. Ale trzeba tu wspomnieć o jeszcze jednym ważnym elemencie, o miłości.

    Modlitewna rozmowa z Bogiem i modlitewne bycie przed Bogiem zakłada miłość ku Temu, który pierwszy nas umiłował. Zwykłe doświadczenie życiowe uczy, że rozmowa z kochanym człowiekiem, a nawet milczące przebywanie z nim nigdy nie przynosi nudy. A więc podchodzimy do problemu modlitwy, w tym wypadku różańcowej, na szerszej płaszczyźnie.

    Chodzi o całość relacji człowieka z Bogiem. Czy więc tylko nadzwyczaj bliscy Bogu mogą owocnie odmawiać różaniec? Nie. Różaniec to jest modlitwa drogi. Mogą ją praktykować nawet niezbyt gorliwi, czasem z jakiegoś domowego przyzwyczajenia, czasem na próbę, aż przyjdzie rozsmakowanie się i radosne wielbienie Boga z Maryją…

    Idealnie byłoby odmawiać różaniec przed Najświętszym Sakramentem, najlepiej wystawionym. W wielu kościołach trwa nieustająca adoracja. Ale to nie jest jedyne miejsce. Przyjęte powszechnie różańce na palec umożliwiają tę modlitwę zawsze i wszędzie. W czasie fizycznej pracy, która nie wymaga specjalnego wysiłku myślowego, podczas długiego nieraz oczekiwania na swoją kolejkę, zwłaszcza w placówkach Służby Zdrowia, czy podczas podróży. Kiedyś w przedziale kolejowym normalna dziewczyna dyskretnie, a może celowo nieco mniej dyskretnie, przesuwała na palcu poszczególne zdrowaśki. Na to ja niemal ostentacyjnie wyciągnąłem rękę ze swoim różańcem. Uśmiechnęliśmy się. I choć nie doszło do zawarcia znajomości, zawiązała się mała wspólnota: „Gdzie dwaj lub trzej…” (Mt 18,20).

    Truizmem jest przypominać, że słowa każdej modlitwy, a więc i różańcowej winniśmy wymawiać z należnym uszanowaniem. W którymś z objawień Maryja powiedziała, że spodziewa się, iż odmawiający różaniec ofiarują Jej wieniec pięknych róż, a otrzymuje bukiet zwiędłych badyli.

    Nie zawsze nas stać na pełne modlitewne skupienie, ale jeśli nie można inaczej, niech różaniec wyrazi naszą dobra wolę jako modlitwa warg zamiast nudzenia się lub myślenia o byle czym. Jest taki wiersz Pochwała ciała o człowieku który zasnął podczas modlitwy odmawianej na klęczkach. Ciało “spało wprawdzie, bo spało, a przecież klęczało”. Módlmy się, jak umiemy, a nie jak nie umiemy (jak mawiał John Chapman OSB w Listach o modlitwie).

    Według Ks. Dolindo demon tak powiedział do ks. Gabriela Amortha, egzorcysty Stolicy Apostolskiej: „Gdyby ludzie wiedzieli, czym jest Różaniec i odmawiali go codziennie, byłbym skończony”. Widać wciąż tego różańca za mało. Od nas zależy, by szatan był przynajmniej poważnie osłabiony, jeśli „skończyć” go nam się nie uda.

    Tygodnik Niedziela/tekst pierwotnie ukazał się na blogu ojca Leona Knabita OSB

    **************************************************

    Ołtarz z obrazem Matki Bożej Różańcowej z kościółka w Lutczy k. Strzyżowa

    Ołtarz z obrazem Matki Bożej Różańcowej z kościółka w Lutczy k. Strzyżowa
    fot. Arkadiusz Bednarczyk/Niedziela

    ***

    RÓŻANIEC Z DOPOWIEDZENIAMI

    Różaniec z dopowiedzeniami jest to jedna z najstarszych metod odmawiania Różańca, a zarazem dość wymagająca, którą wypracowali trapiści z Trewiru w XV w. pod wpływem Dominika z Prus (+ 1461). Polega ona na tzw. klauzulach (dopowiedzeniach) do imienia Jezusa, zamykającego pierwszą część Pozdrowienia Anielskiego. 

    Tajemnice radosne

    I. Zwiastowanie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego Tobie w Nazarecie zwiastował Archanioł Gabriel (por. Łk 1, 26).

    2. …który wybrał Cię na swoją Matkę (por. Łk 1, 31).

    3. …który napełnił Cię Duchem Świętym (por. Łk. 1, 35).

    4. …którego przyjęłaś otwartym sercem.

    5. …którego stałaś się pokorną Służebnicą (por. Łk 1, 38).

    6. …który w Tobie dał nam przykład wypełniania woli Bożej.

    7. …który Tobie okazał miłosierdzie, bo uczynił wielki rzeczy (por. Łk 1, 49-50).

    8. …który dzięki Tobie stał się człowiekiem.

    9. …który dzięki Twojemu fiat wszedł w naszą historię na zawsze.

    10. …który stając się jednym z nas podźwignął nas w naszej nędzy (por. Mt 7, 18).

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    II. Nawiedzenie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego zaniosłaś w swym łonie do św. Elżbiety.

    2. …którego bliskością rozradował się św. Jan Chrzciciel w łonie swej Matki (por. Łk 1, 41).

    3. …którego stałaś się żywą monstrancją.

    4. …który dzięki Tobie napełnił błogosławieństwem dom Zachariasza i Elżbiety (por. Łk 1, 43).

    5. …którego jak Ty mamy nieść strapionym i zasmuconym.

    6. …którego dajesz nam jako źródło nadziei dla wątpiących.

    7. …który nawiedza nas w komunii duchowej.

    8. …którego odnajdujemy w naszych bliźnich.

    9. …którego w Eucharystii nawiedzamy i adorujemy wraz z Tobą.

    10. …który przez posługę kapłanów nawiedza chorych i cierpiących.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    III. Narodzenie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego porodziłaś w ubogiej szopie i owinęłaś w pieluszki (por. Łk 2, 7).

    2. …który swoim narodzeniem uświęcił ludzkie życie.

    3. …którego jako pierwsi adorowali ubodzy pasterze (por. Łk 2, 8).

    4. …którego narodzenie było źródłem radości aniołów (por. Łk. 2, 13).

    5. …któremu hołd oddali Mędrcy ze Wschodu (por. Mt 2, 11).

    6. …który jako odwieczne Słowo w Tobie stał się ciałem (por. J 1, 14).

    7. …który stale „rodzi się” na ołtarzach świata.

    8. …którego jak pasterze adorujemy w Najświętszym Sakramencie.

    9. …który przez Komunię Świętą rodzi się w naszych sercach.

    10. …który błogosławi każdemu ojcu, zatroskanemu o swe dziecko i żonę. 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    IV. Ofiarowanie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego jako pierworodnego Syna ofiarowałaś Bogu Ojcu (por. Łk 2, 22).

    2. …którego przynosząc do świątyni jerozolimskiej wraz ze św. Józefem, ofiarowałaś parę gołębi (por. Łk 2, 24).

    3. …którego ofiarowanie było spełnieniem oczekiwań starca Symeona (por. Łk 2, 25).

    4. …którego wziął w objęcia starzec Symeon i wychwalał Boże miłosierdzie (por. Łk 2, 28-32).

    5. …z powodu którego przyjęłaś zapowiedź macierzyńskiego cierpienia (por. Łk 2, 35).

    6. …którego ofiarowanie było źródłem radości dla sędziwej prorokini Anny (por. Łk 2, 38).

    7. …który sam zawsze ofiarowuje się nam w każdej Mszy św.

    8. …którego w Eucharystii wyczekują chorzy.

    9. …do którego modlą się pobożne wdowy, polecając swoich bliskich żywych i zmarłych.

    10. …któremu we Mszy św. ofiarowujemy naszą codzienność i pracę. 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    V. Znalezienie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który jako dziecko co roku chodził w pielgrzymce do Jerozolimy (por. Łk 2, 41).

    2. …który pozostał w świątyni jerozolimskiej, zasiadając wśród uczonych w Piśmie (por. Łk 2, 46).

    3. …który bystrością swego umysłu i odpowiedziami zdumiewał wszystkich (por. Łk 2, 47).

    4. …którego razem z Józefem szukałaś z bólem serca (por. Łk 2, 48).

    5. …którego odnalazłaś po trzech dniach poszukiwań (por. Łk 2, 46).

    6. …który wyznał, że Jego życiową misją jest „być w sprawach Ojca” (Łk 2, 49).

    7. …od którego uczymy się, jak we wszystkim wypełniać wolę Bożą.

    8. …w którego Ofierze Eucharystycznej odnajdujemy przedsmak nieba.

    9. …w bliskości którego odnajdujemy siebie w eucharystycznej wspólnocie Kościoła.

    10. …który wróciwszy do Nazaretu, „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” Łk 2, 25).

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    Tajemnice światła

    I. Chrzest Jezusa w Jordanie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który przyjął chrzest w rzece Jordan z rąk św. Jana Chrzciciela (por. Mt 3, 13).

    2. …o którym św. Jan Chrzciciel powiedział: „Oto Baranek Boży” (J 1, 29).

    3. …który przyjmując chrzest, nadał wodzie sakramentalną moc oczyszczania z grzechów.

    4. …na którego w chwili chrztu zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy (por. Mt 3, 16).

    5. …o którym nad Jordanem Bóg Ojciec głosem z nieba zaświadczył, że jest Jego Umiłowanym Synem (por. Mt 3, 17).

    6. …który swoim chrztem pokazał nam drogę do źródeł Bożej łaski.

    7. …którego braćmi i siostrami stajemy się na mocy chrztu świętego.

    8. …którego chrzest przypomina nam każde niedzielne pokropienie przed Mszą świętą.

    9. …który pragnie zamieszkać w sercach wszystkich, zwłaszcza ubogich i cierpiących.

    10. …który pragnie, abyśmy stali się Jego współpracownikami w dziele zbawienia świata. 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    II. Objawienie się na Weselu w Kanie Galilejskiej

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który wraz z Tobą został zaproszony na wesele w Kanie w Galilei, niedaleko rodzinnego Nazaretu (por. J 2,1 ).

    2. …do którego powiedziałaś: „Nie mają już wina” (J 2, 3).

    3. …który mówiąc do Ciebie: „Niewiasto” (J2, 4), wprowadził Cię w swoje zbawcze posłannictwo.

    4. …który na Twoją prośbę polecił sługom napełnić wodą sześć stągwi kamiennych (por. J 2, 6).

    5. …który dokonał pierwszego cudu zamiany wody w wyborne wino (por. J 2, 8-10).

    6. …który uczestnikom wesela objawił się jako prawdziwy Mesjasz – Pan i Zbawiciel.

    7. …który poprzez cud galilejski „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego jego uczniowie” (J 2, 11).

    8. …który w cudownej zamianie wody w wino zapowiedział Ucztę Eucharystyczną.

    9. …który jako Chleb Eucharystyczny może zaspokoić wszystkie nasze godziwy potrzeby.

    10. …dzięki któremu każda Msza św. jest jak gody w Kanie Galilejskiej.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    III. Głoszenie królestwa Bożego i wezwanie do nawrócenia

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który wędrował po całej Palestynie i głosił, że przybliżyło się do nas królestwo Boże (por. Łk 10, 9).

    2. …który przede wszystkim wzywał do nawrócenia i przemiany serc (por. Mt 3, 8).

    3. …który uczył na górze, że błogosławieni są ci, którzy pełnią uczynki miłosierdzia, bo oni dostąpią Bożego miłosierdzia (por. Mt 5, 7).

    4. …który okazał swe miłosierdzie wdowie z Nain, wskrzeszając jej syna.

    5. …który z miłości do grzesznych ludzi uzdrawiał chorych i uwalniał opętanych z mocy złego ducha.

    6. …który cudownie rozmnażając chleb, dał zapowiedź Eucharystii (por. Mt 14, 19).

    7. …który odmówiwszy błogosławieństwo, łamał chleby i rozdawał je tłumom (por. Mt 14, 19).

    8. …który do sytości karmił chlebem zgromadzone tłumy (por. Mt 14, 20).

    9. …którego królestwo jest pomiędzy nami (por. Łk 17, 21).

    10. …który powiedział, że aby dostąpić królestwa Bożego, trzeba przemienić się wewnętrznie i stać się jak dziecko (por. Mt 18, 3).

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    IV. Przemienienie na górze Tabor

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz Jana i udał się na górę (por. Mt 17, 1).

    2. …który przemienił się wobec swoich uczniów (por. Mt 17, 2).

    3. …którego szaty stał się białe jak światło (por. Mt 17, 2).

    4. …któremu na Górze Przemienienia asystowali Mojżesz i Eliasz (por. Mt 17, 3).

    5. …którego osłonił obłok i odezwał się głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9, 7).

    6. …który swoim przemienieniem pokazuje, jak niepojęta dla człowieka jest chwała Boża.

    7. …którego przemienienie na górze Tabor zapowiada „wielką tajemnicę wiary”.

    8. …którego cudowne przemienienie jest zapowiedzią chwały zmartwychwstania.

    9. …który zapowiadając swoje zmartwychwstanie, ukazuje zarazem sens swojej Męki i Śmierci na krzyżu.

    10. …który swoim przemienieniem budzi w nas nadzieję szczęścia wiecznego w niebie.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    V. Ustanowienie Eucharystii

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który w przeddzień swej męki w Wieczerniku ustanowił Eucharystię, dając swoje Ciało i Krew jako pokarm na życie wieczne.

    2. …na piersi którego spoczywał umiłowany uczeń Jan podczas Ostatniej Wieczerzy.

    3. …który wraz z Eucharystią ustanowił sakrament kapłaństwa.

    4. …który w sakramentach Eucharystii i kapłaństwa okazał nam pełnię swego miłosierdzia.

    5. …który podczas Ostatniej Wieczerzy modlił się za swoich uczniów, „aby byli jedno” (J 17, 21-23).

    6. …który polecił kapłanom, aby sprawowali Eucharystię jako pamiątkę Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

    7. …który w swoim nieskończonym miłosierdziu nieustannie daje Siebie ludziom aż do końca świata.

    8. …który w Eucharystii już tu na ziemi pozwala nam smakować radości nieba.

    9. …który stale zaprasza nas na swą Eucharystyczną Ucztę, abyśmy mogli zaczerpnąć ze źródła Bożego miłosierdzia.

    10. …który żąda, aby Jego Ciało i Krew przyjmować czystym sercem, wpierw pojednawszy się z braćmi. 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    Tajemnice bolesne

    I.Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który w ogrodzie Getsemani, wziąwszy z sobą Piotra, Jakuba i Jana, „zaczął się smucić i odczuwać trwogę” (Mt 26, 37).

    2. …który rzekł do uczniów: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (Mt 26, 38).

    3. …który modlił się żarliwie o wypełnienie woli Ojca, „a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22, 44).

    4. …który polecił apostołom: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Mt 26, 41).

    5. …który, gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących (por. Łk 26, 45).

    6. …którego aresztowano w Ogrójcu po zdradzieckim pocałunku Judasza (por. Mt 22, 47-53).

    7. …który modlitwą w Ogrójcu rozpoczął swoją ofiarę za zbawienie świata.

    8. …który jako Arcykapłan dóbr przyszłych wydaje samego siebie w ofierze (por. Hbr 9, 11).

    9. …który pragnie, abyśmy dla „Jego bolesnej męki” wypraszali miłosierdzie Boże „dla nas i dla całego świata”.

    10. …który wyszedł naprzeciw zdrajcy i rzekł: „Ja jestem” (J 18, 6). 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    II. Biczowanie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który został ubiczowany na dziedzińcu pałacu Poncjusza Piłata.

    2. …który jako niewinny Baranek cierpiał za nasze grzechy (por. Dz 8, 32).

    3. …który w nieskończonym swoim miłosierdziu „wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby (Mt 8, 17).

    4. …który znosząc w milczeniu okrutne cierpienia, wypełnił zapowiedź proroka Izajasza o Cierpiącym Słudze Jahwe (por. Iż 50, 60).

    5. …który przyjmując niezawinione cierpienie, odkupił grzechy naszego ciała.

    6. …którego cierpienie uobecnia się w każdej Mszy św.

    7. …którego biczują grzechy zaniedbywania udziału w niedzielnej Mszy św.

    8. …któremu największe cierpienie sprawia brak naszej wrażliwości na ludzi głodnych, spragnionych, nagich i bezdomnych.

    9. …który cierpiał biczowanie, aby pobudzić ludzką wrażliwość na potrzeby bliźnich.

    10. …który wskutek biczowania stał się: “jak robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu” (PS 22, 7).

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    III. Cierniem koronowanie

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …któremu żołnierze uplótłszy koronę z cierni włożyli na głowę” (J 19, 2).

    2. …którego rzymscy żołnierze „okryli płaszczem purpurowym” (J 19, 2).

    3. …którego oprawcy bili po głowie, pluli w twarz i wyśmiewali, wołając: „Witaj, Królu Żydowski” (J 19, 3).

    4. …dla którego koroną cierniową są grzechy ludzkiej pychy i przewrotności.

    5. …którego krew oczyszcza nasze sumienia z martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu żywemu (por. Hbr 9, 14).

    6. …który w bolesnej Swej Męce okazuje ludzkości swoje miłosierdzie.

    7. …który podczas przesłuchania u Piłata był więźniem i nie znalazł współczucia czy pocieszenia.

    8. …który cierpiąc, solidaryzuje się ze wszystkimi chorymi i niepełnosprawnymi.

    9. …w którego „ranach jest nasze uzdrowienie” (Iż 53, 5).

    10. …o którym Piłat powiedział: „Oto Człowiek” (J 19, 5). 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    IV. Dźwiganie krzyża na Kalwarię

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego Piłat bez udowodnienia winy skazał na ukrzyżowanie (por. J 19, 16).

    2. …który „dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Golgota” (J 19, 17).

    3. …który „w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości” (1 P 2, 24).

    4. …któremu towarzyszyłaś na drodze krzyżowej – Maryjo.

    5. …któremu Szymon z Cyreny pomógł dźwigać belkę krzyża (por. Mt 27, 32).

    6. …który każdy nasz uczynek miłosierdzia przyjmuje z wdzięcznością, tak jak pomoc Szymona z Cyreny.

    7. …któremu pobożna niewiasta swą chustą otarła twarz.

    8. …który stale dźwiga swój krzyż, ilekroć sprawowana jest Eucharystia.

    9. …nad którym lamentowały kobiety jerozolimskie (por. Łk 23, 27).

    10. …który napominał płaczące kobiety: „Nie płaczcie nade mną: płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi” (Łk 23, 28).

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    V. Ukrzyżowanie Pana Jezusa

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …którego Piłat wydał na śmierć krzyżową, a uwolnił zbrodniarza Barabasza (por. J 18, 40).

    2. …który „umarł za nasze grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas do Boga przyprowadzić” (1 P 3, 18).

    3. …który „został zabity i nabył Bogu krwią swoją ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu (Ap 5, 9).

    4. …który jak Baranek został zabity i dlatego „jest godzien wziąć potęgę i bogactwo i mądrość i moc i cześć i chwałę i błogosławieństwo” (Ap 5, 12).

    5. …nad którego głową umieszczono napis z podaniem winy: „Król Żydowski” (Mk 15, 26).

    6. …pod którego krzyżem stałaś razem z innymi kobietami i umiłowanym uczniem Janem.

    7. …który z wysokości krzyża dał nam Ciebie za Matkę (por. J 19, 26).

    8. …którego martwe ciało złożono na Twoich kolanach jak na ołtarzu.

    9. …którego pochowano w świeżo wykutym w skale grobie Józefa z Arymatei (por. J 19, 41).

    10. …którego śmierć głosimy, ilekroć sprawujemy Eucharystię.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    Tajemnice chwalebne

    I. Zmartwychwstanie Chrystusa

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który trzeciego dnia powstał z martwych.

    2. …którego Maria z Magdali wzięła za ogrodnika, póki nie zwrócił się do niej po imieniu (por. J 20, 15-17).

    3. …który po swoim zmartwychwstaniu polecił uczniom, aby wrócili do Galilei (por. Mt 28, 6).

    4. …który wieczorem w dzień zmartwychwstania przyszedł do uczniów zebranych w Wieczerniku, mimo zamkniętych drzwi (por. J 20, 19).

    5. …który pozdrowił apostołów słowami: „Pokój wam!” (J 20, 19).

    6. …który w Wieczerniku ustanowił sakrament pokuty (por. J 20, 23), pierwszy dar Bożego miłosierdzia.

    7. …w którego śmierci i zmartwychwstaniu jesteśmy zanurzeni przez chrzest święty.

    8. …którego zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem stało się źródłem życia wiecznego dla wszystkich ochrzczonych: żywych i umarłych.

    9. …o którego zmartwychwstaniu apostołowie świadczyli z wielką mocą (por. Dz 4, 33).

    10. …którego zmartwychwstanie głosimy, sprawując Najświętszą Ofiarę Eucharystii.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    II. Wniebowstąpienie Pana Jezusa

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który błogosławił swoim uczniom i w ich obecności wzniósł się do nieba (por. Dz 1, 9).

    2. …którego obłok zakrył przed oczyma apostołów (por. Dz 1, 9).

    3. …który wstępując do nieba, obiecał uczniom zesłać Ducha Świętego Pocieszyciela (por. Dz 1, 8).

    4. …który zanim wstąpił do nieba, polecił uczniom, aby szli i nauczali wszystkie narodu, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego (por. Mt 28, 19).

    5. …który swoim wejściem do nieba wskazał nam ostateczny cel naszego życia na ziemi.

    6. …który w całym swym nauczaniu mówił o naszym powołaniu do życia w niebie.

    7. …który pozostał z nami aż do skończenia świata w eucharystycznych postaciach Chleba i Wina (por. Mt 28, 20).

    8. …o którym św. Piotr powiedział, że przeszedł On przez ziemię „dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10, 38).

    9. …który w Eucharystii daje nam przedsmak nieba.

    10. …który, gdy przyjdzie w chwale, będzie nas sądził z uczynków miłosierdzia (por. Mt 25, 31-46). 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    III. Zesłanie Ducha Świętego

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który spełnił swą obietnicę, zsyłając na apostołów Ducha Świętego.

    2. …którego Duchem Świętym w Wieczerniku zostali napełnieni apostołowie i Ty, Maryjo (por. Dz 2, 2).

    3. …którego Duch pozwalał uczniom głosić Ewangelię w różnych językach (por. Dz 2, 7-9).

    4. …którego Duch czyni nas Kościołem – Jego Mistycznym Ciałem.

    5. …który w każdej Eucharystii mocą Ducha Świętego zamienia chleba w swoje Ciało, a wino w swoją Krew.

    6. …którego Duch gromadzi na sprawowaniu niedzielnej Mszy św.

    7. …którego Duch Pocieszyciel czyni ochrzczonych dziećmi Bożymi.

    8. …który z Ojcem i Duchem Świętym mieszka w sercach wierzących jak w świątyni (por. 1 Kor 3, 16).

    9. …którego Duch „przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie ( J 16, 8). 

    10. …który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje na wieki.

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    IV. Wniebowzięcie Matki Bożej

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który wziął Cię, Niepokalaną, do nieba z duszą i ciałem.

    2. …który w chwale nieba uczynił Cię pierwszą uczestniczką swego zmartwychwstania.

    3. …który sprawił, że nie zaznałaś śmierci jako skutku grzechu pierworodnego.

    4. …który Ciebie, wierną Służebnicę Pańską, chciał mieć przy sobie na zawsze.

    5. …który biorąc Cię do nieba, okazał największe miłosierdzie.

    6. …który uczynił Cię wierną towarzyszką w dziele zbawienia świata.

    7. …który biorąc Cię do nieba, pokazał, jak mamy święcie żyć na ziemi, karmiąc się Eucharystią.

    8. …który sprawił, ze możesz nieustannie za nami orędować.

    9. …dzięki któremu wpatrujemy się w Ciebie jako wzór naszego postępowania, Niewiasto Eucharystii.

    10. …którego uwielbiamy w tajemnicy Twojego wniebowzięcia.Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…

    V. Ukoronowanie Maryi na Królową nieba i ziemi

    Ojcze nasz…

    Zdrowaś Maryjo (…) błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…

    1. …który wziąwszy Cię do nieba, ustanowił Królową aniołów i wszystkich świętych.

    2. …który uczynił Cię także naszą Królową.

    3. …dzięki któremu jako Królowa rządzisz naszymi sercami mocą miłości.

    4. …który ustanowił Cię dla nas przewodniczką na drodze wiary.

    5. …który w niebie uczynił Cię dla nas Matką Miłosierdzia.

    6. …dzięki któremu wypraszasz nam łaski Bożego miłosierdzia.

    7. …który pokazał nam w Tobie „doskonałą realizację sakramentalnego działania” (Benedykt XVI, Sacramentum caritatis 33)

    8. …który w Eucharystii daje nam przedsmak nieba.

    9. …który pozwala, abyś umierających witała na progu szczęścia wiecznego.

    10. …który sprawił, ze jesteś apokaliptyczną Niewiastą „obleczoną w słońce i z księżycem pod stopami” (Ap 12, 1). 

    Święta Maryjo, Matko Boża…,

    Chwała Ojcu…,

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy… lub: O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta…Zeszyt maryjny.

    ***

    Program duszpasterski Kościoła w Polsce na rok 2019/2020. Wielka Tajemnica Wiary, str.135-147.

    *****************************************

    Dopowiedzenia różańcowe. Zapomniana tradycja modlitewna, która pogłębia kontemplację tajemnic

    Donatella Giagnori / Eidon/reporter

    ***

    Dodawanie do wymówionego w każdym Pozdrowieniu Anielskim imienia Jezus jest jak refren łączący się z wypowiedzianą tajemnicą, zarówno dla podtrzymania kontemplacji, jak i dla uzgodnienia myśli ze słowem.

    Różaniec – ponieważ opiera się na Ewangelii i odnosi się jakby do centrum, do tajemnicy Wcielenia i odkupienia ludzi – trzeba uważać za modlitwę, która w pełni posiada znamię chrystologiczne. Albowiem jego charakterystyczny element, mianowicie litanijne powtarzanie pozdrowienia anielskiego „Zdrowaś, Maryjo” przynosi również nieustanną chwałę Chrystusowi, do którego – jako do ostatecznego kresu – odnosi się zapowiedź anioła i pozdrowienie Matki Jana Chrzciciela: „Błogosławiony owoc żywota twojego”.

    Co więcej, powtarzanie słów „Zdrowaś, Maryjo” jest jakby kanwą, na której rozwija się kontemplacja tajemnic. Albowiem Chrystus wskazywany w każdym Pozdrowieniu Anielskim jest tym samym Chrystusem, którego kolejno wypowiadane tajemnice ukazują jako Syna Bożego i jako Syna Dziewicy, narodzonego w grocie betlejemskiej; ofiarowanego przez Matkę w świątyni; młodzieńca pełnego troski o sprawy swego Ojca; Odkupiciela ludzi będącego w agonii w ogrodzie; ubiczowanego i cierniem ukoronowanego; obarczonego krzyżem i umierającego na Górze Kalwarii; wskrzeszonego z martwych i wstępującego do chwały Ojca, by zesłać dary Ducha Świętego.

    Wiadomo zaś, że było pierwotnym zwyczajem, istniejącym aż dotąd w wielu miejscach, dodawać do wymówionego w każdym „Zdrowaś” imienia Jezus pewien refren łączący się z wypowiedzianą tajemnicą, zarówno dla podtrzymania kontemplacji, jak i dla uzgodnienia myśli ze słowem (Paweł VI, Marialis cultus, 46/ 4). Przykładowo: „Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna (…) i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus, który umacnia naszą wiarę”.

    Dopowiedzenia różańcowe „pojedyncze”

    Na początku

    1/…który umacnia naszą wiarę.

    2/…który utwierdza naszą nadzieję.

    3/…który rozpala naszą miłość.

    Część I

    Tajemnice radosne

    1/…któregoś Ty, o Panno, z Ducha Świętego poczęła.

    2/…któregoś Ty, o Panno, do Elżbiety niosła.

    3/…któregoś Ty, o Panno, w Betlejem porodziła.

    4/…któregoś Ty, o Panno, w Świątyni ofiarowała.

    5/…któregoś Ty, o Panno, w Świątyni znalazła.

    Część II

    Tajemnice światła

    1/…który przyjął chrzest w Jordanie.

    2/…który objawił siebie na weselu w Kanie.

    3/…który głosił Królestwo Boże i wzywał do nawrócenia.

    4/…który przemienił się na Górze Tabor.

    5/…który ustanowił Eucharystię.

    Część III

    Tajemnice bolesne

    1/…który za nas Krwią się pocił.

    2/…który za nas był ubiczowany.

    3/…który za nas był cierniem ukoronowany.

    4/…który za nas ciężki krzyż nosił.

    5/…który za nas był ukrzyżowany.

    Część IV

    Tajemnice chwalebne

    1/…który zmartwychwstał.

    2/…który do nieba wstąpił.

    3/…który nam Ducha Świętego zesłał.

    4/…który Ciebie, o Panno, wziął do nieba.

    5/…który Ciebie, o Panno, w niebie ukoronował.

    Część I

    Tajemnice Radosne

    Tajemnica pierwsza

    Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

    1) … o którego – jako Mesjasza – modliłaś się, Maryjo.

    2)… o którego przyjęcie poprosił Cię, Maryjo, Bóg przez Archanioła Gabriela.

    3)… o którym wiadomość wstrząsnęła Tobą, Maryjo, jak trzęsienie ziemi i burza morska.

    4)… którego przyjęłaś, Maryjo, do swego łona i życia bez wahania.

    5)… któremu dałaś ciało całkowicie i tylko Ty, Maryjo.

    6)… dla którego zrezygnowałaś, Maryjo, ze swoich ludzkich planów.

    7)… któremu zaufałaś, że sam rozwiąże wątpliwości Józefa.

    8)… którego nosiłaś w łonie jak w tabernakulum.

    9)… który zamieszkując w Tobie, Maryjo, uczynił Twoje łono Forma Dei dla kształtowania tych, którzy ofiarowują się Twemu Niepokalanemu Sercu.

    10)… który nie naruszył Twojego dziewictwa.

    Część II

    Tajemnice Światła

    Tajemnica trzecia

    Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia

    1)… który powiedział: bliskie jest Królestwo Boże, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

    2)… który powiedział: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.

    3)… który powiedział: błogosławieni ubodzy w duchu.

    4)… który powiedział: błogosławieni którzy się smucą.

    5)… który powiedział: błogosławieni cisi.

    6)… który powiedział: błogosławieni którzy łakną i pragną sprawiedliwości.

    7)… który powiedział: błogosławieni miłosierni.

    8)… który powiedział: błogosławieni czystego serca.

    9)… który powiedział: błogosławieni, którzy wprowadzają pokój.

    10)… który powiedział: błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości.

    *Fragment książki ks. Piotra Markielowskiego, s. Barbary Klimek, „Różaniec z dopowiedzeniami„, Wydawnictwo AA 2019

    **Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aleteia.pl

    *************************************************

    Dwa najczęstsze błędy, jakie popełniamy przy odmawianiu różańca

    SIŁA RÓŻAŃCA
    Shutterstock/Aleteia.pl 

    ***

    Jeden z największych propagatorów nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny mówi o tych błędach i podpowiada, jak dobrze odmawiać różaniec.

    Rozważanie tajemnic Odkupienia

    Św. Ludwik Maria Griñon de Monfort, wielki czciciel Najświętszej Maryi Panny, niestrudzenie propagował nabożeństwo do Matki Jezusa i zgodnie z Jego wolą, również Matki naszej.

    Modlitwę różańcową – jako jedną z najpopularniejszych form pobożności maryjnej polegającą na rozważaniu tajemnic Odkupienia – uczynił on centralnym tematem swojego dzieła pt. „Przedziwny sekret różańca świętego, aby się nawrócić i zbawić”.

    Odmawianie różańca zaleca on wszystkim wiernym, przestrzegając jednocześnie przed dwoma najczęstszymi błędami, jakie zwykło się popełniać przy tej okazji.

    Dwa błędy przy odmawianiu różańca

    „Aby dobrze odmówić różaniec, po wezwaniu Ducha Świętego stań przez chwilę w obecności Boga (…). Przed rozpoczęciem dziesiątki zatrzymaj się dłużej lub krócej, w zależności od czasu, jakim dysponujesz, aby rozważyć tajemnicę, którą sławisz w tej dziesiątce i proś zawsze w owej tajemnicy, przez wstawiennictwo Matki Bożej, o jedną z cnót, która najmocniej w niej promieniuje lub o tę, której najbardziej potrzebujesz.  

    Szczególnie uważaj na dwa powszechne błędy, jakie popełniają odmawiający różaniec. Pierwszy – że nie podejmują oni żadnej intencji – tak dalece, że gdyby zapytać, dlaczego odmawiają różaniec, nie umieliby odpowiedzieć. Dlatego ty odmawiając różaniec, miej zawsze na względzie kilka łask do uproszenia, pewne cnoty do naśladowania czy kilka grzechów do zniszczenia.

    Drugi błąd, który się popełnia zazwyczaj, odmawiając różaniec, to brak innej intencji przy rozpoczęciu aniżeli szybkie zakończenie modlitwy. Bierze się to stąd, że widzimy w nim coś przykrego, ciążącego nad nami, zwłaszcza gdy uczyniło się z niego zasadę moralną albo dostało za pokutę jakby wbrew naszej woli”.

    Następnym razem, kiedy będziemy odmawiać różaniec, pamiętajmy zatem by:

    1) wzbudzić w sercu konkretną intencję;

    2) modlić się bez pośpiechu, spokojnie i w skupieniu.

    Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ******************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    **

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża: Oto jak uniknąć piekła

    Matka Boża: Oto jak uniknąć piekła - zdjęcie
    fot. trappistmonkstuff via Wikipedia, CC 4

    ***

    Kiedy skończyła się wizja piekła, przerażone dzieci, szukając pomocy, skierowały swój wzrok ku Matce Bożej. “A Ona – relacjonuje s. Łucja – pełna dobroci i smutku rzekła do nas: Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników, Bóg chce je ratować, Bóg chce rozpowszechniać na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, zostanie wielu przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie.”

    Druga część “tajemnicy” wskazuje na najskuteczniejszy sposób ratunku przed piekłem. Jest nim poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Ojciec Święty Jan Paweł II wyjaśnia, że “poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Matki oznacza powrót pod krzyż Syna. Oznacza poświęcenie świata przebitemu Sercu Zbawiciela, przyprowadzenie go z powrotem do źródła odkupienia. Odkupienie pozostaje zawsze większe, niż grzech człowieka i «grzech świata». Moc odkupienia jest nieskończenie wyższa, niż całe zło w człowieku i w świecie. Poświęcenie się Maryi oznacza przyjęcie Jej pomocy w ofiarowaniu nas samych i całej ludzkości jedynemu naszemu Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi”. To właśnie Matka Boża najpewniej prowadzi nas drogami wiary i bezgranicznej ufności do swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby mógł nas uwalniać z niewoli grzechów mocą swojego nieskończonego Miłosierdzia. “Pragnę zaufania od swoich stworzeń – mówił Jezus s. Faustynie – Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego… Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego”.

    Siostra Łucja powiedziała, że Matka Boża trzy razy jej powtórzyła: “Zbliżamy się do czasów ostatecznych”. Najważniejszym środkiem służącym ratunkowi ludzkości jest poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu i modlitwa różańcowa. Skarżyła się również, że skoro wszystkie ofiarowane dotąd środki zbawcze nie zostały przyjęte przez ludzkość, ofiaruje teraz swoje łzy.

    Fenomen płaczących krwawymi łzami obrazów i figurek Matki Bożej, tak często pojawiający się w ostatnich latach, jest kolejnym ostrzeżeniem i znakiem wzywającym ludzi do opamiętania i powrotu do Boga. Jezus powiedział do siostry Faustyny: “Zanim nadejdzie czas sprawiedliwości, daję ludzkości czas miłosierdzia”. Czy w dalszym ciągu można być nieczułym i obojętnym na przestrogi i prośby Matki Bożej?

    Kochani Czytelnicy! Matka Boża prosi każdego z nas o włączenie się w dzieło ratowania siebie, swoich najbliższych, Polski i świata. Wiemy, że tylko miłość Chrystusa może przezwyciężyć całą grozę zła, które ciąży nad nami i nad całą ludzkością. Chrystus potrzebuje jednak naszej zgody, aby mógł działać przez nas i docierać swoją miłością do największych grzeszników. Jesteśmy więc wezwani do zjednoczenia się z Niepokalanym Sercem Matki Najświętszej, aby nas uczyła żywej wiary i ufności, która ma się wyrazić:

    1. W odwróceniu się od grzechu i życiu zgodnie z zasadami moralnymi i nauką Kościoła katolickiego;

    2. W codziennej modlitwie, na którą powinien składać się różaniec i czytanie Pisma św.;

    3. W praktyce pierwszych piątków i sobót miesiąca w intencji wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy własne i świata;

    4. W comiesięcznej spowiedzi i jak najczęstszym przyjmowaniu Jezusa w Eucharystii, a także, jeżeli to jest możliwe, poście o chlebie i wodzie w środy i piątki.

    Spełnienie tych żądań Matki Boskiej Fatimskiej jest jedynym ratunkiem dla każdego z nas i dla świata. Siostra Łucja wyjaśnia, że “pokuta, o którą prosi Bóg, jest następująca: prowadzić życie sprawiedliwe zgodne z Bożymi przykazaniami; ze wszystkiego czynić ofiary i składać je Bogu. On pragnie, aby wszystkie dusze w taki sposób rozumiały pokutę, ponieważ niektórzy ludzie przez pokutę rozumieją tylko ostre umartwianie się, a nie odczuwają siły i potrzeby codziennej, zwyczajnej pracy nad sobą, wiodą życie «letnie» i pozostają w grzechu. W czasie modlitwy w kaplicy w nocy z czwartku na piątek, Bóg do mnie powiedział: «Pokuta – jakiej wymagam – to składanie ofiary z wypełniania codziennych obowiązków i zachowania Moich przykazań». Tak rozumiane wezwanie do pokuty jest szczególnie aktualne i naglące w obecnym czasie, kiedy ludzie tracą ducha ofiary i lekceważą obowiązki, wynikające z ich życiowego powołania. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, często uciekają od obowiązków. W przypadku małżeństw, duch ofiary oznacza wspólne dźwiganie przez męża i żonę ciężarów codzienności.

    ks. Mieczysław Piotrowski TChr/Miłujcie się/Fronda.pl

    ************************************************************************************************************

    Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Antoine Mekary / ALETEIA

    ***

    Przytoczmy słowa rozmowy Zbawiciela z Siostrą Łucją:

    „Córko moja – powiedział Jezus do Siostry Łucji – powód jest prosty: chodzi o pięć rodzajów zniewag i obelg,

    którymi znieważa się Niepokalane Serce Maryi”. Po czym Zbawiciel wymienił kolejno:

    1. Obelgi przeciwko Niepokalanemu Poczęciu,

    2. Przeciwko Jej Dziewictwu,

    3. Przeciwko Jej Bożemu Macierzyństwu z jednoczesnym zastrzeganiem się w uznawaniu Jej wyłącznie za Matkę człowieka,

    4. Wszystkie te obelgi, przez które usiłuje się otwarcie wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec tej nieskalanej Matki,

    5. Bluźnierstwa, które bezpośrednio Ją znieważają w Jej świętych wizerunkach.

    Jezus ujawnia, że jest coś, co boli najbardziej! Są grzechy, które najdotkliwiej ranią Niepokalanego Serca Maryi. Jezus prosi o praktykowanie pierwszych sobót po to, aby wynagrodzić za grzechy, przez które cierpi Serce Matki.

    Dlatego tak ważna jest intencja zadośćuczynienia za ból, jaki odczuwa Niepokalane Serce Maryi ranione wspomnianymi grzechami. Dlatego s. Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”. Dlatego Jezus przypomina, że wartość tego nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”.

    Rozpowszechnianie nabożeństwa od początku napotykało trudności. Kiedy 15 lutego 1926 r. s. Łucji ponownie objawiło się Dzieciątko Jezus i zapytało o rozpowszechnianie Nabożeństwa Pierwszych Sobót, okazało się, że s. Łucja niewiele mogła uczynić. „Mój spowiednik powiedział w liście… żeby to widzenie się powtórzyło, żeby były dane jakieś znaki potwierdzające i że przełożona sama nic nie dokona, by to zdarzenie mogło być znane szerszemu ogółowi… Matka przełożona była gotowa je rozpowszechniać, ale spowiednik oświadczył, że sama nic nie poradzi. Jezus odpowiedział: «Prawda, że twoja przełożona sama nic nie poradzi, ale z moja łaska może wszystko Wystarczy, że spowiednik pozwoli ci i że twoja przełożona to ogłosi, a na pewno będzie przyjęte nawet bez podania, komu to było objawione».”

    „Niedługo pójdę do nieba. Ty tu pozostaniesz, aby mówić światu, że Bóg chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz miała o tym mówić, nie kryj się. Mów każdemu, że Bóg udziela nam łask przez Niepokalane Serce Maryi; że ludzie mają Ją o nie prosić; i że Serce Jezusa chce, by Niepokalane Serce Maryi było czczone przy Jego boku. Powiedz też im, aby modlili się do Niepokalanego Serca Maryi o pokój, bo Bóg go Jej powierzył. Gdybym tylko mogła włożyć w serca wszystkich ten ogień, który pali się w moim sercu, i budzi we mnie tak wielką miłość do Serca Jezusa i Maryi!” – św.. Hiacynta do Łucji.

    Nie znaczy to, że Łucja nie zaczęła propagować tego nabożeństwa. Z jej rozmowy z Jezusem wynika, że rozmawiała z wieloma ludźmi i zachęcała ich do praktykowania tego, o co prosił Jezus i Matka Boża. Przedstawia bowiem Panu Jezusowi trudności, „jakie niektóre dusze mają co do spowiedzi w sobotę”.

    Dla wielu ludzi trudne okazały się warunki podane przez Matka Najświętszą. Na prośbę Łucji Jezus zgodził się na to, aby móc odbyć spowiedź nawet osiem dni wcześniej, „pod warunkiem, że są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Zgodził się również na to, by jeśli kto zapomniał wzbudzić intencji, uczynił to „przy następnej spowiedzi św., gdy się nadarzy okazja”

    Istniała jeszcze inna trudność, dla wielu nierozwiązana do dziś. Według spowiednika Siostry Łucji, „to nabożeństwo jest światu niepotrzebne, ponieważ dużo ludzi przyjmuje Komunię św. w pierwsze soboty miesiąca na uczczenie Matce Bożej i piętnastu tajemnic różańca”. Na co Jezus odpowiedział: „To prawda… że wielu ludzi zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, co kończą, mają za cel przyrzeczone łaski. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”

    To zarzut poważny. Jezus mówi, że ci, którzy „mają za cel przyrzeczone łaski” odprawiają nabożeństwo „bezdusznie i z obojętnością…”

    Warto w tym momencie odwołać się do historii.

    W 1849 r. Kongregacja ds. Odpustów udzieliła członkom bractwa różańcowego, założonego w XV w. przez dominikanina bł. Alana de Rupe, odpustu związanego z Nabożeństwem Piętnastu Sobót. W każdą z trzech piętnastu następujących po sobie sobót można było uzyskać odpust zupełny, pod warunkiem spowiedzi, przyjęcia Komunii św. i nawiedzenia kościoła należącego do bractwa różańcowego oraz modlitwy się w intencjach Ojca Świętego. Poza tym w pozostałe dwanaście sobót można było uzyskać 7 lat i 7 kwarantann (czyli 7 razy po czterdzieści dni) odpustu.

    Czterdzieści lat później, w 1889 r., ta sama Kongregacja nadała członkom bractwa odpust zupełny, który można było uzyskać w którąkolwiek z kolejnych piętnastu sobót za odmówienie pięciu dziesiątek lub odprawienie innego nabożeństwa związanego z tajemnicami różańcowymi. Wymagane było odbycie spowiedzi i przyjęcie Komunii św., nawiedzenie kościoła lub publicznego oratorium w każdą sobotę. Dodajmy, że przyznany w 1889 r. odpust zupełny za odprawienie tego nabożeństwa został powtórzony nie tylko w 1892 r., ale również w 1936 r. – a więc w czasach, kiedy rozpowszechniało się już nabożeństwo pięciu sobót.

    „Jest wolą Bożą, by dać nam łaskę przez Najczystsze Serce Maryi”.  św. Hiacynta

    Spotykamy się więc z uprzywilejowanym przez Stolicę Apostolską nabożeństwem piętnastu pierwszych sobót, co tłumaczy przywiązanie niektórych maryjnych czcicieli do poprzedniego i zdawałoby się bardziej wymagającego nabożeństwa. Pojawiające się pod koniec lat dwudziestych XX w. nabożeństwo pięciu sobót miesiąca miało swojego ufortyfikowanego tradycją i odpustami przeciwnika. W jaki sposób s. Łucja mogła zachęcić pobożnych ludzi do porzucenia starego, a przyjęcia nowego nabożeństwa? Nie było to łatwe. Przynajmniej dopóty, dopóki człowiek kierował się „myślami ludzkimi”, a nie Bożymi…

    Trzeba nam bowiem pamiętać, że łaski u Boga nie są nigdy owocem naszego zasługiwania, lecz Bożej dobroci, a u Boga – jak mówi prorok Ozeasz (Oz 6,6) – milsze jest miłosierdzie niż ofiary. Przecież Jezus, powołując się na słowa tego proroka, powiedział: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»„ (Mt 9,13). A zauważmy, jakże głębokiego znaczenia nabierają te słowa, kiedy owo miłosierdzie mamy okazać samej Matce Chrystusa! Możemy bowiem odnieść do Maryi słowa, które napisał Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia o naszym Zbawicielu. Skoro cierpiący Jezus „sam oto zdaje się najbardziej zasługiwać na miłosierdzie i wzywać do miłosierdzia” i „w sposób szczególny zasługuje na miłosierdzie – i nie doznaje go od ludzi, którym dobrze czynił” (p. 7), to podobnie i Maryja – Ona również zasługuje na okazanie Jej przez nas miłosierdzia! Bowiem Maryja, która swą „ofiarą serca” – jak pisze Ojciec Święty – jest ściśle związana z krzyżem Jej Syna… w sposób wyjątkowy… «zasługuje» na to miłosierdzie” (p. 9). W fatimskim Nabożeństwie Pierwszych Sobót mamy okazję nie tyle do „ofiary”, ale do „okazania miłosierdzia” – do wynagrodzenia, zadośćuczynienia, okazania miłości temu, kto jest w potrzebie. Tym „kimś” jest osoba dla nas zupełnie wyjątkowa, bo jest nią sama Pełna Łaski, Matka Zbawiciela, Wpółodkupicielka i Pośredniczka Łask.

    Jezus, który ukazał się Siostry Łucji 15 lutego 1926 r. w Pontevedra, wyraźnie wskazuje na różną intencję obu nabożeństw. Jedno ma na celu uzyskanie łask dla modlącej się osoby, drugie jest bezinteresowne: ma na celu pocieszenie Niepokalanego Serca Maryi, które cierpi z powodu ludzkich grzechów. Jest formą wynagrodzenia, zadośćuczynienia, a więc ma na celu nie własne duchowe korzyści, ale dobro Maryi. Wprawdzie tych, którzy odprawią nabożeństwo pierwszych sobót czeka „wielka obietnica”, zauważmy jednak, że słowa Matki Bożej nazwali w ten sposób ludzie, przez co położyli niewłaściwy akcent na całość przesłania. Nie ma wątpliwości, że o inną motywację tu chodzi: ponieważ prawdziwe pocieszanie wymaga myślenia o kimś drugim, nie o sobie, możemy wnioskować o bezinteresowności odprawiających to nabożeństwo.

    „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.”
    Pan Jezus , 10 grudnia 1925.

    Jezus mówi, że Nabożeństwo Pierwszych Sobót jest potrzebne światu. Potwierdzają to ostatnie słowa Matki Bożej Fatimskiej zamykające objawienia w Fatimie. Maryja odeszła do nieba, pozostawiając przesłanie: „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”.
    To powinno nam wystarczyć. Świat potrzebuje dziś wynagrodzenia. Nabożeństwo Pięciu Sobót jest doskonalsze. Może trafne byłoby porównanie go do Nowego Testamentu, a poprzedniego nabożeństwa – do Starego? Nowy Testament jest objętościowo krótszy, ale ważniejszy. Stary Testament przygotował przyjście Nowego. Czy nie jest tak również z tymi nabożeństwami?

    Znak papieski

    Zwróćmy uwagę na pierwszosobotni znak papieski. Jest nim pewne wydarzenie związane z pobytem papieża Jana Pawła II w Zakopanem, wydarzenie, które umknęło niestety uwadze obserwatorów pielgrzymki papieskiej. Przyjrzyjmy się sobotniemu przedpołudniowi w dniu 7 czerwca 1997 r., w którym Jan Paweł II zaplanował swe odwiedziny sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach i konsekrację tamtejszego kościoła – wotum dziękczynnego za jego uratowane życie. Była to pierwsza sobota miesiąca. Szczególna pierwsza sobota, bo jednocześnie święto Niepokalanego Serca Maryi i pierwsza sobota miesiąca, w którym Matka Boża Fatimska ujawniła dzieciom drugą część swej tajemnicy…

    Tego przedpołudnia, ku zaskoczeniu wszystkich, Ojciec Święty przybył do Sanktuarium przed czasem. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Papież zawsze się spóźnia, że jego przybycie następuje zawsze kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut później niż wyznaczony termin. Tymczasem na Krzeptówkach Jan Paweł II zjawił się piętnaście minut za wcześnie! A uczynił to nieprzypadkowo, bo – jak mówią towarzyszące mu w tamtej pielgrzymce osoby – tego ranka Jan Paweł II nalegał: „Jedźmy już”. Przybył do Sanktuarium kwadrans przed rozpoczęciem liturgii Mszy św. Po co? Aby piętnaście minut spędzić w tzw. starej kaplicy, gdzie na kolanach trwał przed cudowną figurą Matki Bożej Fatimskiej. Trwał na rozmyślaniu, a właściwie rzecz ujmując „towarzyszył” Maryi w Jej rozmyślaniu. Zgodnie z prośbą Matki Najświętszej „towarzyszył Jej przez 15 minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi w intencji zadośćuczynienia”. Tego dnia spełnił też pozostałe warunki nabożeństwa pierwszych sobót, włącznie z odmówieniem różańca, co uczynił publicznie podczas wieczornego nabożeństwa w Ludźmierzu.

    „Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.
    Matka Boża Fatimska, 10 grudnia 1925.

    O czym mówi nam to wydarzenie? Ojciec Święty praktykuje nabożeństwo pierwszych sobót! Czy postawa naszego Ojca Świętego nie powinna być dla nas znakiem i zachętą do przejęcia się na nowo wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej i praktykowania tego nabożeństwa?  

    Sekretariat Fatimski/Krzeptówki

    ****************************************************************

    Cud Słońca. Znak, o którym zaświadczyły tysiące


    RELACJE ŚWIADKÓW

    cud slonca

    „Obok mnie stał niewierzący człowiek, który spędził całe przedpołudnie na ośmieszaniu pielgrzymów, ponieważ, jak mówił, ci prostacy przybyli do Fatimy tylko po to, aby zobaczyć małą dziewczynkę! – wspominał Cud Słońca ks. Inacio Lourenco. – Spojrzałem na niego, stał, jak sparaliżowany. Wzrok miał przykuty do słońca, a ciałem jego wstrząsały dreszcze. Potem padł na kolana, wzniósł ręce do nieba i wołał: „Matko Boża! Matko Boża!”.

    „Nie jestem w stanie obecnie dokładnie opisać tego, co wtedy widziałem i czułem. Wpatrywałem się w słońce – kontynuował swe wspomnienie ks. Lourenco, który w 1917 roku mieszkał w wiosce Alburitel, oddalonej o ok. 20 km od Fatimy. – Wydawało mi się ono bardzo blade. Zupełnie jednak nie raziło swym blaskiem. Wyglądało jak śnieżna kula obracająca się wokół własnej osi. Nagle oderwało się od nieba i zygzakami zaczęło spadać w kierunku ziemi. Pod wpływem strachu skryłem się pomiędzy ludzi. Wszyscy płakali, czekając końca świata”.

    Ojciec powiedział: jedziemy!
    Dominik Reis, naoczny świadek, wspomina Cud Słoneczny następująco: „Informację o tym, że 13 października ma mieć miejsce w Cova da Iria coś nadzwyczajnego, podawały chyba wszystkie gazety w Portugalii. Wielu uważało, że to tania sensacja. Wielu także podchodziło do tego, jak nasz ówczesny rząd, czyli całkowicie to ignorowali. Jednak sporo osób, w tym moi rodzice, wierzyli, że w Fatimie dzieje się coś ważnego. Ojciec powiedział: „Jedziemy!” Powiedział nam to 11 października, a 12 już wyjechaliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce,  podeszliśmy bliżej drzewa, przy którym znajdowały się te słynne dzieci. Padało, a w tamtym momencie deszcz wzmógł się. W miejscu, w którym stałem, było około siedmiu cm wody i błoto. (…) Byłem kompletnie przemoczony. Padało tak bardzo, jakby pan odkręcił kran w domu. Nagle deszcz przestał padać, gdzieś koło południa. Wyszło słońce. I nieoczekiwanie zaczęło toczyć się z jednego miejsca do drugiego i zmieniało kolory, raz było niebieskie, innym razem żółte, zmieniało barwy! Potem zobaczyliśmy, jak słońce zbliżyło się w kierunku dzieci, w kierunku tego dużego drzewa. Wszyscy krzyczeli, wielu myślało, że to koniec świata, sąd ostateczny. Niektórzy zaczęli wyznawać grzechy, chociaż nie było tam żadnego księdza”.

    Spadające płatki róż
    Joăo Ribeiro Ferraz o Cudzie Słonecznym usłyszał od ojca.  „Ojciec urodził się w 1901 roku, a matka była od niego 6 lat młodsza. Mama zmarła, gdy byłem mały i niewiele zdążyła mi opowiedzieć, z jej ust słyszałem tylko, że cud wirującego słońca widziała z okna swojego rodzinnego domu w Olival, z którego patrzyła na niebo razem z siostrami. Rodzice wcześniej nie znali osobiście małych pastuszków, nie mieli też możliwości rozmawiać z nimi po rozpoczęciu objawień. Od kiedy Matka Boża ukazała się w Cova da Iria, tysiące ludzi próbowało za wszelką cenę dostać się do nich i prosić o modlitwę, czy wyproszenie konkretnych łask. 13 października 1917 roku ojciec poszedł do Cova da Iria, gdzie zgromadziło się ponad 70 tys. ludzi. Wielu przybyło z odleglejszych stron Portugalii, a nawet z zagranicy. Lało jak z cebra, ziemia była rozmoknięta i wszyscy stali po kostki w błocie, osłonięci pelerynami, trzymając parasole nad głowami. Nagle w miejscu, gdzie znajdowało się słońce, chmury się rozsunęły, a tarcza słoneczna zaczęła wirować. Słońce najpierw kręciło się wokół własnej osi, potem rozpoczął się przejmujący taniec słońca na niebie, które mieniło się wszystkimi kolorami tęczy. Cud można było obserwować nie tylko w samej Cova da Iria, lecz także w promieniu kilkunastu kilometrów. Praktycznie wszyscy okoliczni mieszkańcy byli świadkami cudu słońca. Ojciec opowiadał, że kiedy ludzie zobaczyli, co się dzieje na niebie, upadli na kolana w błoto, wielu na głos wyznawało swoje grzechy, sądząc, że za chwilę nastąpi koniec świata. Wołali: Litości! Umieramy! Kiedy słońce zakończyło swój taneczny pokaz, całe niebo było już bezchmurne, a ludzie ze zdumieniem stwierdzili, że nie ma błota, a ich ubrania i włosy są suche. (…) Moja ciotka, siostra mamy, która wraz z nią widziała cud słońca z okna ich rodzinnego domu w Olival, wspominała, że najpierw ludzie bardzo się bali, lecz lęk szybko ustąpił uczuciu wewnętrznego pokoju. Matka Boża zapowiedziała ten znak wcześniej i wszyscy mogli go zobaczyć. Uwierzyli więc, że objawienia są prawdziwe i napełniło ich to wielką radością. Taki był zresztą cel cudu, o który Łucja wyraźnie prosiła Matkę Bożą. Inni członkowie mojej rodziny wspominali także, że byli kilkakrotnie świadkami cudu z płatkami róż. Płatki spadały z nieba na dąb, nad którym za chwilę miała ukazać się widzącym Najświętsza Panna. Ludzie chcieli je uchwycić, lecz płatki będące na wysokości ich rąk znikały.”

    Kapelusz
    „Łucja poprosiła o zamknięcie parasoli i wtedy prawie natychmiast deszcz przestał padać, jakby ktoś zakręcił kurek w prysznicu – wspominała Ermina Caixeiro, kolejna z naocznych świadków Cudu Słońca w Fatimie. – Dzieci poprosiły również, aby mężczyźni zdjęli kapelusze i nakrycia głowy. Człowiek, który stał obok mnie, nie wykonał polecenia. Za parę sekund ukazało się słońce. Wówczas ów mężczyzna zdjął pokornie kapelusz i powiedział: Teraz uwierzyłem, nikt z ludzi nie mógł tego dokonać. Tłum stał w ciszy. Słońce świeciło kolorami. Ubrania ludzi nabrały złotego odcienia i natychmiast wyschły. I wtedy właśnie słońce zaczęło kręcić się wokół własnej osi, wykonując niesamowity spiralny taniec, jakby oderwało się od firmamentu i pędziło w kierunku ziemi. Potem powróciło do pierwotnej pozycji. Wszyscy świadkowie cudu byli przerażeni, krzyczeli i błagali Boga o przebaczenie grzechów. Ślepi i ułomni prosili o uzdrowienie. Widziałam rzucane kule i niewidomych od urodzenia, którzy odzyskali wzrok.”

    Aleksandra Polewska – korzystałam z: John M. Haffert, „Meet the witnesses of the miracle of the sun”; Lila Danilecka, „Świadkowie Cudu Słońca”, „Niedziela” nr 42/2006


    13 października 1917 doszło do cudu, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Doszło do znaku zapowiadanego przez Maryję, wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęła przypominać srebrny dysk i… tańczyć!

    Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.

    Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason: Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy, że także że te wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artur de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.

    Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekła reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny, oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.

    Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.

    „Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.

    pt/PCh24.pl


    10 faktów na temat Fatimy,

    o których zbyt często zapominasz


    10 faktów na temat Fatimy, o których zbyt często zapominasz

    Liczni czciciele Matki Bożej Fatimskiej znają najistotniejsze aspekty Jej przesłania oraz różne wydarzenia związane z objawieniami sprzed ponad stu lat. Niektóre szczegóły i niuanse mogą jednak zostać przeoczone. Przypominamy więc o kilku faktach dotyczących Fatimy, o których często zapominamy, a o których naprawdę warto pamiętać!

    1.       Będzie siódme objawienie

    Matka Boża ukazała się w Fatimie sześciokrotnie, od maja 1917 roku do października tego roku. Jednak już podczas pierwszego objawienia Matka Boża zapowiedziała, że powróci do Cova da Iria jeszcze po raz siódmy. „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz”.

    Specjaliści nie są zgodni co do tych słów. Większość sądzi jednak, że nie jest sprzecznym z wiarą uważać, że Najświętsza Panna jeszcze do Fatimy powróci, i że może to się stać w najbliższej przyszłości. Z całą pewnością jest to jedno z najbardziej chwalebnych wydarzeń, na jakie pobożny katolik może oczekiwać, szczególnie w naszych zatrważających, pełnych chaosu czasach. Mamy wielką nadzieję, że wraz z owym siódmym przyjściem nadejdzie upragniony pokój i – jak prorokował święty Ludwik de Montfort – triumf Jej Niepokalanego Serca.

    2.       Różaniec i czyściec

    Najświętsza Maryja Panna w Fatimie przypomniała trójce dzieci o istocie różańca oraz o istnieniu czyśćca! Odpowiadając na pytania Łucji mówiła, że Franciszek musi zmówić jeszcze wiele różańców, nim trafi do Nieba, a o Amelii, że na pewno będzie przebywać w czyśćcu do końca świata. Królowa świętych przypomniała więc nam wszystkim o zbawiennej praktyce odmawiania różańca świętego – a więc o sposobie ratowania własnej duszy. Oferuje wręcz różaniec jako gwarancję na bezpieczne przejście z ziemi do Nieba, jak właśnie w przypadku Franciszka.

    Co szczególnie istotne, Matka Boża wskazuje na samą rzeczywistość istnienia czyśćca, o której tak wielu katolików, w tym niestety duchownych, zdaje się zapominać. A przecież – przypomina Maryja – wiele spośród dusz w czyśćcu czekać będzie aż do końca świata. Według badań księdza Sebastiano dos Reis wspomniana Amelia zmarła w okolicznościach wskazujących na hańbę w sprawach czystości! Szokujące dla niektórych może się wydawać, że siostra Łucja mówiła o wiecznym cierpieniu w piekle licznych dusz, które zmarły mając na sumieniu tylko jeden grzech śmiertelny!

    3.       Różnica między objawieniami Maryi i Anioła

    Bardzo ciekawym było, że fizyczne, emocjonalne i psychologiczne doświadczenie objawień Anioła Portugalii i Matki Bożej opisane było przez dzieci jako zupełnie różne. Siostra Łucja pisze w swych wspomnieniach: „Nie wiem dlaczego, ale faktem jest, że objawienia Matki Bożej miały inny wpływ na nas. Towarzyszyła nam, co prawda, ta sama intymna radość, ten sam pokój i to samo szczęście. Jednak, zamiast fizycznego zmęczenia, czuliśmy pewną ekspansywną żywotność, zamiast odrętwienia z powodu Bożej obecności, czuliśmy pewien rodzaj radości, zamiast trudności w mówieniu, czuliśmy pewien rodzaj entuzjazmu komunikacyjnego…”

    Istnieje wyraźna różnica między objawiającymi się Matką Bożą i Aniołem – wynika to z ich różnej natury. Anioł to wszak czysty duch, Maryja posiada jednak i duszę i ciało. Po spotkaniu z Aniołem Portugalii pastuszkowie czuli się wyczerpani, chodziło stworzenie o wyższej naturze. Jako że dzieci były tej samej natury co Najświętsza Panna, przy spotkaniu z Nią czuły się bardziej swobodnie. Potwierdza to dogmat wiary o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny do nieba wraz z ziemskim ciałem.

    4.       Znaczenie modlitwy, pokuty, ofiary i umartwienia dla nawrócenia grzeszników

    Ludzie współcześni, słysząc o umartwieniu i pokucie, kojarzą te hasła ze średniowieczem. Kryzys moralny ogarniający cały świat jest niezwykle poważny, wymaga ciągłej modlitwy, pokuty i ofiary. Prawda ta stale przewija się w Orędziu Matki Bożej Fatimskiej. W swojej niewinności dwoje młodszych pastuszków zrozumiało potrzebę ofiarowania się jako przebłagalne ofiary. Ale przecież apel Matki Bożej, w którym zwraca się z prośbą o modlitwę i pokutę, odnosi się również do reszty ludzkości.

    Zwykli śmiertelnicy mogą dużo zyskać umartwiając ciało. Praktyka ta pozwala opanować niesforne namiętności, które przechodzą pod kontrolę łaski i woli. Cierpienie bowiem łatwo staje się potęgą w sprawach Bożych. Pan Jezus odkupił ludzkość poprzez krwawą ofiarę i ogromne cierpienia znoszone na Kalwarii.

    5.       Prześladowania z powodu objawień

    Objawienia Matki Bożej były dla dzieci niewątpliwym wyróżnieniem, ale przecież nie tylko. Trójka pastuszków poniosła ciężkie ofiary przez sam fakt świadczenia o przybyciu Maryi do Fatimy. Szczególnie cierpiała Łucja – nie wierzyła jej ani matka, ani krewni, którzy w dodatku przestali okazywać jej jakąkolwiek czułość. Te cierpienia młodej dziewczynki musiały być bardzo intensywne.

    Chociaż Franciszek i Hiacynta nie spotkali się z prześladowaniami w rodzinie, narażeni byli na stałe kpiny ze strony sąsiadów i szyderstwa przybyszy. Co więcej, świeckie media narażały dzieci na śmieszność i sarkazm. Krajowe gazety prowadziły ohydną kampanię nienawiści i oczerniania. Wszystko, by zdyskredytować objawienia. Pomimo tych zniewag dzieci zachowywały się z godną podziwu cierpliwością. Co więcej, zawsze pamiętały o wezwanie Matki Bożej, by ofiarować swoje cierpienia za grzeszników.

    6.       Zmiany w Nabożeństwie Pięciu Pierwszych Sobót

    Matka Boża prosiła pierwotnie, by przystępować do spowiedzi i Komunii Św. przez pięć pierwszych sobót miesiąca, odmawiać pięć dziesiątek Różańca i medytować przez 15 minut nad tajemnicami, w celu zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednak Łucja, w trakcie kolejnego objawienia opowiedziała o trudnościach w wypełnianiu tego nabożeństwa. Zostały więc wprowadzone zmiany: do spowiedzi można przystępować w inne dni niż w pierwszą sobotę, o ile Pan Jezus jest przyjmowany godnie i z zamiarem zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. A jeśli ktoś zapomni o wypowiedzeniu intencji, może to zrobić przy okazji następnej spowiedzi, korzystając z pierwszej ku temu sposobności.

    Siostra Łucja wyjaśniła także, że nie ma potrzeby rozważać wszystkich tajemnic Różańca w każdą pierwszą sobotę miesiąca – wystarczy rozważać jedną z nich albo kilka.

    7.       Dlaczego ustanowiono Nabożeństwo Pięciu Pierwszych Sobót?

    Nabożeństwo to odpowiada pięciu rodzajom grzechów i bluźnierstw popełnianych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. Są to:

    – bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu;

    – bluźnierstwa przeciw Jej dziewictwu;
    – bluźnierstwa przeciw Jej Boskiemu macierzyństwu
    – wpajanie nienawiści, obojętności, a nawet pogardy do Niepokalanej Matki w sercach dzieci;
    – bezpośrednie lżenie Jej świętych wizerunków

    8.       Udaremnienie większego cudu niż cud słońca!

    Siostra Łucja ujawniła, że słynny „cud słońca” mógłby być jeszcze większy. Dzieci zostały jednak uprowadzone przez Arthura Oliveira Santosa, administratora Rady Administracyjnej Vila Nova de Ourém.

    Jest to przykład przestępstwa popełnionego wbrew woli Matki Bożej, którego nie ukarała. Tak czy inaczej, tłumy osób zebranych w Fatimie po południu 13 października 1917 r. zostały pozbawione możliwości ujrzenia znacznie większego cudu, niż i tak ogromny „cud słońca”.

    9.       Zorza polarna czy ostrzeżenie przed wojną?

    Siostra Łucja uznała nadzwyczajne światło świecące nad Europą w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 roku w godzinach od 20:45 do 01:15 za „wielki znak” od Matki Bożej, wskazujący, że nieuchronnie zbliża się wojna.

    Astronomowie i sceptycy orzekli oczywiście, że była to jedynie zorza polarna. Jednak większość z nich zaświadczała, że postać jaką przybrała, nie miała wcześniej precedensu.

    10.   Ostatnie, porażające słowa Hiacynty

    Zaledwie 10-letnia Hiacynta była dziewczyną nad wyraz dojrzałą. Posiadała prorocze wizje i wiele prywatnych objawień. Słowa wypowiedziane przez Hiacyntę ukazują też głębię jej duszy w obliczu moralnego upadku świata. Oto jedne z jej ostatnich słów:

    – Grzechami prowadzącymi najwięcej dusz do piekła są grzechy cielesne.

    – Aby być czystym na ciele konieczne jest utrzymanie czystości. Być czystą na ciele to znaczy strzec niewinności. A być czystą na duszy to znaczy nie grzeszyć, nie oglądać tego, czego nie powinno się widzieć, nie kraść, nie kłamać, mówić zawsze prawdę, także wtedy, gdy nas to wiele kosztuje.

    – Mody, które nadejdą, będą bardzo obrażać Pana. Osoby, które służą Bogu, nie mogą iść za głosem mody. W Kościele nie ma zmiennych mód. Jezus jest zawsze ten sam.

    – Lekarzom brak światła i wiedzy, by leczyć chorych, bo brak im miłości Boga.

    – Księża powinni zajmować się tylko sprawami Kościoła. Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo kapłanów i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Jezusa.

    – Aby być zakonnicą, trzeba być bardzo czystą duszą i ciałem.

    – Wiele jest niedobrych mód; nie podobają się one Jezusowi, nie są Boże.

    – Spowiedź jest sakramentem miłosierdzia. Dlatego trzeba zbliżać się do konfesjonału z ufnością i radością. Bez spowiedzi nie ma zbawienia.

    na podstawie: www.americaneedsfatima.org/malk/PCh24.pl

    więcej na temat Objawień w Fatimie – w książkach Plinio Correa de Oliveira i Antonio Borelliego 

    This image has an empty alt attribute; its file name is Fat%201.jpg
    This image has an empty alt attribute; its file name is Fat%202.jpg

    Plinio Corrêa de Oliveira – „Objawienia, które wstrząsnęły światem. Komentarze do orędzia Fatimskiego”

    Antonio A. Borelli – „Aniołowie i objawienia fatimskie”

    ***********

    Szóste i ostatnie Objawienie Matki Boskiej Fatimskiej trójce pastuszków


    Szóste i ostatnie Objawienie Matki Boskiej Fatimskiej trójce pastuszków
    Hiacynta, Łucja i Franciszek

    ***

    Jak przy poprzednich objawieniach dzieci dostrzegły błysk światła, po którym Matka Boża pojawiła się nad krzewem. Łucja: „Czego Pani sobie życzy ode mnie?” Matka Boża: „Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów”.

    Łucja: „Miałam prosić Panią o wiele rzeczy: o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc.”

    Matka Boża: „Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów”. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: „Niech nie obrażają więcej Boga Naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany”.(…)

    Gdy Matka Boża zniknęła w bezkresnej dali firmamentu, na oczach dzieci rozegrały się kolejne trzy sceny: pierwsza – symbolizująca tajemnice radosne różańca, druga – bolesne i trzecia – chwalebne. (Tylko Łucja widziała wszystkie trzy sceny; Franciszek i Hiacynta widzieli tylko pierwszą). Obok słońca pojawili się św. Józef z Dzieciątkiem Jezus na ręku i Matką Boską Różańcową. To była Święta Rodzina. Najświętsza Panna była ubrana na biało, w niebieskim płaszczu, a Dzieciątko Jezus było w jasnoczerwonej sukience. Św. Józef pobłogosławił tłum, czyniąc trzy razy znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo. Następną sceną była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Pana Jezusa zgnębionego bólem, w drodze na Kalwarię. Wydawało się, że Pan Jezus pobłogosławił świat. Matka Boża nie miała miecza w piersi. Łucja widziała tylko górną część ciała Pana Jezusa. Na zakończenie pojawiła się, w chwalebnej wizji Matka Boska Karmelitańska, ukoronowana na Królową nieba i ziemi, z Dzieciątkiem Jezus na rękach. (…).

    * Fragmenty książki Antonio A. Borelli “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 41-42

    ************************************************************************************************************

    Objawienia prywatne. Bóg już powiedział o sobie wszystko, a jednak zdarzają się wizje. Dlaczego?

    FIGURA MARYI
    Shutterstock

    ***

    Czy katolik ma obowiązek wierzyć w objawienia, które zostały uznane za autentyczne? I czy można je traktować jako uzupełnienie Pisma Świętego oraz Tradycji Kościoła?

    Objawienia prywatne budzą ogromne zainteresowanie i równie duże emocje. Niektórzy traktują je na równi z Objawieniem zawartym w Piśmie Świętym i w Tradycji albo nawet uznają za ważniejsze. Inni traktują je z ogromnym dystansem lub w ogóle nie chcą w nie wierzyć. Kto ma rację?

    Objawienia prywatne: jest ich bardzo wiele

    „Objawienia liczone są dziś w dziesiątki tysięcy. Są wielobarwne, wsączane w życie świata przez filtry wielu kultur i języków”. Tak zaczyna się opublikowana w 2016 roku książka „Świat Maryjnych objawień”. Liczący ponad tysiąc stron, bogato ilustrowany tom, zawiera opisy stu objawień Matki Bożej, które miały miejsce od pierwszego wieku aż po czasy współczesne.

    A przecież na przestrzeni wieków wizjonerom ukazywała się nie tylko Najświętsza Maryja Panna, ale również inni święci, nawet sam Jezus Chrystus. Czy katolik ma obowiązek wierzyć w tak liczne w dziejach Kościoła prywatne objawienia, zwłaszcza w te, które zostały uznane za autentyczne? Czy jeśli ma z nimi kłopot, to oznacza, że jest gorszym katolikiem lub wcale nim nie jest?

    Bóg już powiedział o sobie wszystko

    Człowiek może poznać Boga na podstawie Jego dzieł. Wystarczy, że użyje w tym celu naturalnego rozumu. Jednak istnieje też inny sposób (Katechizm Kościoła katolickiego używa słowa „porządek”) poznania, do którego człowiek nie może dojść o własnych siłach. To Objawienie Boże.

    Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić samego siebie i ukazać tajemnicę swej woli, dzięki której ludzie przez Chrystusa, Słowo, które stało się ciałem, mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się współuczestnikami Bożej natury – wyjaśnili ojcowie Soboru Watykańskiego II w Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym.

    Objawienie Boże odbywało się etapami, aż w pewnym momencie osiągnęło pełnię.

    II Sobór Watykański w Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym mówi, że najgłębsza prawda o Bogu i o zbawieniu człowieka jaśnieje nam «w Chrystusie, który jest zarazem Pośrednikiem i Pełnią całego Objawienia» – tłumaczył w styczniu 2013 roku papież Benedykt XVI.

    W Nim Bóg powiedział wszystko, co chciał ludziom o sobie objawić. „Nie będzie już innego Słowa oprócz Niego” – stwierdza kategorycznie Katechizm.

    Objawienia prywatne: spotkania nadzwyczajne

    Skoro Kościół uczy zdecydowanie, że nie będzie już innego objawienia, po co dochodziło do tysięcy objawień prywatnych, z których część została uznana za autentyczne? „Otóż Bóg może chcieć spotkać się z kimś w sposób przekraczający zwyczajne z Nim spotkania, które odbywają się w przestrzeni naszego duchowego doświadczenia” – objaśniał na łamach jednego z tygodników katolickich o. Jacek Salij OP.

    Tłumaczył również, że Bóg może wyznaczyć człowiekowi płaszczyznę spotkania znajdującą się w zasięgu poznania zmysłowego – tak jak niegdyś objawił się w znakach widzialnych Mojżeszowi. „Czyni to rzadko, ale to Mu wolno – jest przecież Bogiem i może mieć po temu swoje własne powody” – dodał znany teolog.

    Objawienia nie są ulepszeniem ani uzupełnieniem

    Mariolog o. Jacek Bolewski SJ ponad dziesięć lat temu proponował, aby dla uniknięcia nieporozumień nie używać terminu „objawienia prywatne”, a przekazy, które otrzymują „widzący” nazywać „zjawieniami” lub „jawieniami”. Podkreślał, że fundamentem wiary chrześcijańskiej jest to, co zawiera Pismo Święte i co w Tradycji, na podstawie Pisma Świętego jest dalej objaśniane.

    Jawienia Maryi nie mogą zawierać nic, co by poza ten fundament wykraczało. Jej orędzia nie są nowymi prawdami wiary, one jedynie rozwijają, dopełniają to, co już było w tajemniczy sposób zawarte w Jezusie Chrystusie – mówił w jednym z wywiadów.

    Według Katechizmu rolą prywatnych objawień nie jest „ulepszanie” czy „uzupełnianie” ostatecznego Objawienia Chrystusa, lecz pomoc w pełniejszym przeżywaniu go w jakiejś epoce historycznej.

    Zmysł wiary wiernych, kierowany przez Urząd Nauczycielski Kościoła, umie rozróżniać i przyjmować to, co w tych objawieniach stanowi autentyczne wezwanie Chrystusa lub świętych skierowane do Kościoła (…). Jeśli również dzisiaj zdarzają się autentyczne objawienia – głośne lub całkiem prywatne – to przecież całym ich celem jest większe otwarcie nas na to Objawienie jedyne i nieprzemijalne – nie pozostawia wątpliwości o. Salij.

    Nie musisz w nie wierzyć, ale uważaj

    Żadne objawienia prywatne, także te, które zostały uznane przez Kościół katolicki za autentyczne, „nie należą do depozytu wiary” (KKK 67). Katolik nie ma więc obowiązku w nie wierzyć, jednak Kościół w swej mądrości nie wyklucza ich w przekonaniu, że jeśli są prawdziwe i zgodne z Objawieniem, mają miejsce zgodnie z wolą Chrystusa.

    Zachowuje jednak wobec każdego z nich ostrożność, bada bardzo szczegółowo i wielostronnie. Z całą pewnością nie może nigdy przyjąć lub w jakikolwiek sposób zaakceptować „objawień”, „wizji” i „orędzi” zmierzających do przekroczenia czy poprawienia Objawienia, którego Chrystus jest wypełnieniem.

    Niektórzy teolodzy zwracają uwagę, że rezygnując z wiary w treść któregoś z uznanych przez Kościół objawień prywatnych, trzeba uważać, aby równocześnie nie odrzucić wiary, np. w podawanych w nauczaniu Kościoła zasad moralnych, które treść objawienia przypomina i do ich przestrzegania wzywa.

    Żyjący w XVI stuleciu św. Jan od Krzyża – w jednym ze swych najważniejszych dzieł, zatytułowanym Droga na Górę Karmel – zauważył, że skoro przez swego Syna Bóg powiedział nam wszystko naraz i nie ma już nic więcej do powiedzenia, to: „Jeśli dzisiaj ktoś chciałby Go jeszcze o coś pytać lub prosić o jakąś wizję albo objawienie, nie tylko postępowałby nieroztropnie, lecz także obrażałby Boga, nie mając oczu utkwionych jedynie w Chrystusa, bądź szukając poza Nim innej rzeczy albo nowości”.

    Bogu trzeba po prostu zaufać. On wie najlepiej, czego i kiedy nam potrzeba. Zdarza się, że są to zjawiska, które nazywamy objawieniami prywatnymi.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    ****************************************************** 


    To nie bajka, ja naprawdę odczułem miłosierdzie – świadectwa o spowiedzi

    Spowiedź św. to dziś niełatwy temat. Jak ona wygląda naprawdę? Czy jest się czego “bać”? Poznaj dwa niezwykłe świadectwa dotyczące sakramentu pokuty i pojednania.

    Adobe.Stock

    ***

    Nie było łatwo – odkładana spowiedź

    Spowiedź nie należy do najprostszych dla mnie doświadczeń. Trudno mi mówić o sobie. Każdą Spowiedź przeżywam jak egzamin maturalny. Boję się, że po powiedzeniu tego, co wiem, usłyszę pytania, na które nie znam odpowiedzi i będę się stresował. No ale nie mogłem już dłużej odkładać. Dlatego powolnym krokiem, trochę jak na skazanie, udałem się w stronę konfesjonału. Nie było łatwo zacząć. Nie chciałem jednak przedłużać, więc zacząłem mówić.

    Każde słowo sprawiało mi ból. Na szczęście dotarłem do końca. Powiedziałem wszystko, co leżało mi na sumieniu. I wtedy zdarzył się cud. Tak , odbieram to jako cud. Strach minął. Zapanowała cisza. Nic nie krzyczało we mnie, że jestem zły. Odchodząc od konfesjonału poczułem, że znowu oddycham. O wiele sprawniej niż wtedy, gdy klękałem u kratek. Dziwne. To jest dla mnie namacalne odczucie miłosierdzia. To nie bajka. Ja je naprawdę poczułem!

    Marek

    Źle mi się to kojarzy – problemy ze spowiedzią

    Ciemny konfesjonał. Tylko niewielka lampka tli się nad spowiednikiem. W kościele jeszcze niewiele ludzi, bo do Mszy jeszcze ponad kwadrans. Zza kratek ksiądz wygląda na zmęczonego. Pewnie od razu po szkole przyszedł spowiadać. Boję się, że zaśnie, gdy zacznę wypowiadać litanie moich grzechów. Moherowa babeczka siedząca w tylnej ławce krzyczy różaniec, chodzi modli się prywatnie. Na zewnątrz się ciepło, słonecznie, a w kościele chłód, szarówka z powodu ciemnych witraży. Niezbyt fajny klimat.

    Wszystko to, co zaobserwowałem nie jest reklamą spowiedzi. Ten czas mógłbym wykorzystać na wiele innych, ciekawych rzeczy. A jednak jestem tutaj. Dlaczego? Bo nie patrzę na skojarzenia. Nie wsłuchuję się w internetowy hejt na temat spowiedzi. Jestem tutaj, bo wiem, że to sakrament. Spotkanie. Doświadczenie Boga. Jestem tutaj chociaż wszystko krzyczy we mnie bym wyszedł i zajął się swoimi sprawami. Ale… To jest moja sprawa. Zgrzeszyłem, więc wypada przeprosić. Odszedłem, więc trzeba powrócić. Zraniłem, wiec trzeba pobyć przy Tym, kogo boleśnie dotknąłem. Tak rozumiem Spowiedź. To nie byle co, chociaż wygląda dziwnie. To moje opowiedzenie Bogu o tym, że dalej kocham…

    Miłosz

    Tygodnik Niedziela/świadectwa pochodzą ze strony dobraspowiedz.pl.

    **********************************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dziś pierwszy piątek miesiąca – doskonała okazja do Spowiedzi św. No właśnie, a dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału.

    Adobe Stock

    ***

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.” – papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021.

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    ********************************

    Spowiedź cię stresuje? Oto pomocnicza „lista grzechów”

    SPOWIEDŹ
    Vivida Photo PC | Shutterstock

    ***

    Sakrament spowiedzi jest już wystarczająco trudny, by go sobie jeszcze bardziej komplikować!

    Wyznanie własnych grzechów księdzu może być dużym wyzwaniem. To zupełnie zrozumiałe, że przy tej okazji odczuwasz swoisty lęk, szczególnie jeśli nie spowiadałeś się przez dłuższy czas.

    Drobiazgowe szczegóły są zbędne

    Warto wziąć pod uwagę, że źródłem naszego strachu może być tak naprawdę mylne przekonanie, iż księdzu należy opowiedzieć o każdym grzechu ze wszystkimi możliwymi szczegółami. A właśnie lepiej tego nie robić.

    W większości przypadków wcale nie musimy podawać długich wyjaśnień. Jak sugeruje jeden z księży, grzechy powinniśmy ujmować w najprostszy możliwy sposób. Dodaje on, że niektórzy ludzie czują się wręcz w obowiązku podawania szczegółów dotyczących swoich konkretnych grzechów. Choć nie widzi w tym nic złego, zaznacza, iż nie to jest sednem spowiedzi.

    Wystarczy, że podamy kategorię grzechu, aby zostać w pełni rozgrzeszonym ze wszystkich grzechów powszednich, jakie się w niej mieszczą. Chyba że spowiednik uzna, że potrzebuje więcej informacji, ale inna sprawa.

    „Przewodnik” po grzechach

    Oto pomocnicza lista sporządzona przez tego księdza. Według niego, obejmuje ona 90 proc. spraw, jaką 90 proc. ludzi wyznaje przy 90 proc. okazji, przystępując do spowiedzi. Możesz zabrać ją ze sobą do konfesjonału i jednocześnie wymienić te grzechy spoza listy, które dodatkowo obciążają Twoje sumienie.

    Nie miłowałem/am Boga całym sercem i z całej duszy.

    W życiu przedkładałem/am różne rzeczy czy ludzi nad Pana Boga.

    Nie zachowywałem/am szacunku należnego rodzicom czy przełożonym.

    Wypowiadałem/am imię Boże bez potrzeby.

    Byłem źródłem zgorszenia w oczach Boga lub Kościoła, dając zły przykład jako chrześcijanin/ka.

    Grzeszyłem/am pychą.

    Byłem/am nieuprzejmy/a w stosunku do niektórych osób.

    Okazywałem/am niecierpliwość ludziom z mojego otoczenia.

    Dałem/am się ponieść gniewowi.

    Osądzałem/am innych.

    Grzeszyłem/am myślą.

    Stosowałem/am środki antykoncepcyjne, zamykając się na dar życia od Boga.

    Miałem/am nieczyste myśli, które sprowadzały mężczyzn lub kobiety do roli przedmiotu.

    Nie zachowywałem/am umiaru w jedzeniu bądź w piciu.

    Stosowałem/am narkotyki.

    Skłamałem/am.

    Zazdrościłem/am innym tego, czego sam nie posiadam.

    Nie okazywałem/am wdzięczności za otrzymane dary.

    Ile razy zgrzeszyłem

    W Kodeksie prawa kanonicznego czytamy, że „wierny jest obowiązany wyznać co do liczby i rodzaju wszelkie grzechy ciężkie popełnione po chrzcie, a jeszcze przez władzę kluczy Kościoła bezpośrednio nie odpuszczone i nie wyznane w indywidualnej spowiedzi, które sobie przypomina po dokładnym rachunku sumienia” (Kan. 988 § 1).

    Oznacza to, że jeżeli masz świadomość, iż popełniłeś grzech ciężki (śmiertelny), powinieneś go wyznać, podając jednocześnie, ile razy się go dopuściłeś. Przykładowo, jeżeli popełniłeś grzech cudzołóstwa, powinieneś powiedzieć na spowiedzi, ile razy do niego doszło. Jeżeli jakiegoś grzechu ciężkiego dopuściłeś się wielokrotnie i nie potrafisz podać liczby, powiedz, po prostu, „wiele razy”, „kilka razy” albo „tak dużo razy, że nie dam rady ich zliczyć”.

    Spowiedź nie powinna być skomplikowana, a jeżeli za bardzo się stresujesz, postaraj się ją sobie uprościć i nie martw się o konkretne szczegóły w przypadku grzechów powszednich. Nawet w kwestii grzechów śmiertelnych, jeżeli Twoje sumienie obciąża grzech, w który popadasz zwyczajowo, podaj przybliżoną ilość razy.

    Spowiedź to piękny sakrament – sakrament pojednania – który przywraca duszy pokój poprzez działanie Bożego Miłosierdzia. Jeżeli masz opory, by do niej przystępować, ponieważ wydaje ci się bardzo skomplikowana, postaraj się ją maksymalnie uprościć. Nie pozwól, aby tak błaha przeszkoda zamykała ci drogę do czułych ramion Boga Ojca.

    Patty Knap – Philip Kosloski/Aleteia.pl

    *******************************************

    Cięgle te same grzechy… 5 warunków dobrej spowiedzi

    KONFESJONAŁ
    Shutterstock

    ***

    Sekret dobrej spowiedzi leży w dobrym przygotowaniu do tego sakramentu. Oto zestaw praktycznych wskazówek dla każdego

    5 warunków dobrej spowiedzi

    Spowiadam się już 5, 10, 15 lat i nie widzę żadnych efektów. Cięgle te same grzechy, te same pokuty. Czy ma to jakikolwiek sens? To pytanie, które zadaje sobie wielu ludzi. Czy zatem sakrament, który prowadził całe pokolenia katolików do świętości, stracił na sile?

    Sekret dobrej spowiedzi, która zdynamizuje nasze życie duchowe, leży w dojrzałym, świeżym spojrzeniu na ten sakrament i w dobrym przygotowaniu do niego. Pomagają w tym tzw. warunki dobrej spowiedzi, które – choć znamy od Pierwszej Komunii – nie zawsze wcielamy w życie.

    Oto 5 warunków dobrej spowiedzi

    • CONFESSION,CONFESSIONAL

    ***

    1. Rachunek sumienia – Do zrobienia dobrego rachunku sumienia potrzebne są zasadniczo trzy rzeczy: kartka papieru, długopis i chwila czasu. Na kartce warto wypisać listę swoich grzechów. Przelewanie myśli na papier – nawet hasłowe, skrótowe – porządkuje chaos panujący w naszej głowie. Po drugie, zapewne każdy z nas ma takie doświadczenie, że kiedy klękał do spowiedzi, jedyne co miał w głowie to wielka, czarna dziura. Dlatego spisany rachunek sumienia jest dobrą mapą, która przeprowadzi nas przez moment spowiedzi. Po spisaniu grzechów, przy każdym z nich warto postawić znak zapytania: „Dlaczego sobie na to pozwoliłem? Dlaczego zdecydowałem się na zło?”. Szukając sukcesywnie, przy każdej kolejnej próbie odpowiedzi na te pytania, będziemy stopniowo odkrywać źródła naszego postępowania. Będziemy coraz lepiej poznawać samych siebie i coraz bardziej otwierać się na działanie Bożej miłości.

    2. Żal za grzechy – Kiedy mamy za sobą wyliczenie grzechów i próbę odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego to zrobiłem?”, czas na kolejne pytanie: „Czy żałuję?”. Żal za grzechy kojarzy się z silnym, negatywnym odczuciem emocjonalnym, połączonym często z niemal fizycznym bólem odczuwanym z powodu popełnionych występków. Nie zawsze jednak żal za grzechy odczuwamy w ten sposób. Jednych grzechów żałujemy bardziej, innych mniej. Nie zawsze odczuwamy żal doskonały. Czasami nasze sytuacje są tak skomplikowane, że ciężko wzbudzić w sobie jakikolwiek stan podobny do żalu, a jednak gdzieś pod skórą czujemy, że powinniśmy się wyspowiadać. W takich momentach, kiedy emocje nie współgrają ze świadomością, warto zadać sobie przynajmniej pytanie: „Czy wiem, że takich czynów, myśli, słów nie powinno być w moim życiu?”. To dobry punkt wyjścia do dalszej moralnej przemiany.

    3. Mocne postanowienie poprawy – W końcu przychodzi czas na pytanie: „Czy jestem gotowy pracować nad sobą? Czy chcę w moim życiu zmian na lepsze?”. Warto pamiętać, że sakrament pokuty i pojednania to nie jednorazowa akcja, która zeruje nasze konto ze złych uczynków, ale długotrwały proces przemiany naszego życia. Zdarza się, że po jednej spowiedzi ktoś totalnie zmienia swój styl funkcjonowania, ale zwykle jest to dopiero początek długiej i trudnej pracy nad sobą. Jan Bosko, święty wychowawca młodzieży, proponował swoim wychowankom, aby przy każdej spowiedzi brali na warsztat jeden konkretny grzech, jeden konkretny wymiar swojego życia i nad nim szczególnie pracowali do kolejnej spowiedzi. Zakłada to opracowanie pewnej strategii wychodzenia z grzechu: czego muszę unikać, na co muszę postawić, jakie cele chcę osiągnąć. W ten sposób włączamy się w proces, w którym szybko doświadczymy jak Boża łaska wspiera w działaniu naszą ludzką naturę.

    4. Wyznanie grzechów – Osobiście jestem przekonany, że w ludzkim wymiarze tego sakramentu najważniejsza jest świadomość, że zostałem przez spowiednika dobrze przyjęty, dobrze wysłuchany i zrozumiany. Wiele osób, które zostały źle przyjęte w konfesjonale, niezrozumiane, czy wręcz niewysłuchane, cierpi na pewnego rodzaju niechęć i traumę związaną z tym sakramentem. Jeśli więc chcesz uniknąć tego typu sytuacji, idź tam, gdzie kapłan ma dla ciebie czas, gdzie są dyżury w konfesjonale i kapłani czekają na wiernych. Unikaj spowiedzi tam, gdzie towarzyszy jej pośpiech i powierzchowność. Dobrą praktyką jest również korzystanie ze spowiedzi u jednego, stałego spowiednika. W sakramencie pokuty i pojednania zawiera się również pewien element duchowego przewodnictwa. Dlatego dobrze mieć kogoś, kto pozna cię na tyle, aby pomóc ci nie tylko dobrze wyznać swoje grzechy, ale również rozwinąć się duchowo.

    5. Zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu – Tak jak grzech domaga się rozgrzeszenia, tak zadane krzywdy domagają się zadośćuczynienia. Dobrze przeżywany sakrament pokuty i pojednania sprawia, że stajemy się coraz bardziej dojrzałymi ludźmi, zdolnymi do przebaczania i naprawiania wszelkich krzywd. Spowiedź uczy nas, że dojrzałość duchowa nie polega tylko na tym, aby co jakiś czas oczyszczać swoje sumienie, wyznając grzechy. Dojrzałość duchowa to również chęć przywrócenia dobrymi uczynkami i pokutą równowagi, którą zburzyło zło. Czasami, kiedy po ludzku rzecz biorąc nie można już nic naprawić, zostaje modlitwa, która zatapia skutki popełnionych przez nas grzechów w morzu Bożego miłosierdzia.

    KSIĄDZ W KONFESJONALE

    ks. Przemek Kawecki SDB/Aleteia.pl

    ***********************************

    Czy grzesznicy wejdą do nieba? Oto, co Jezus powiedział św. Faustynie!

    Co Jezus powiedział św. Faustynie o grzesznikach? Czy miłosierdzie Boże jest otwarte także dla tych, którym aktualnie z wiarą “nie po drodze”.

    Adobe Stock
    ***

    Oto kilka cytatów z Dzienniczka św. Faustyny. Przeczytaj co Jezus powiedział świętej z Krakowa!

    “Niech nikt nie wątpi o dobroci Bożej; choćby grzechy jego były jak noc czarna, miłosierdzie Boże mocniejsze jest niż nędza nasza. Jednego trzeba, aby grzesznik uchylił choć trochę drzwi serca swego na promień łaski miłosierdzia Bożego, a resztę już Bóg dopełni” (Dz 1507).

    “Jestem miłosierdziem samym dla duszy skruszonej. Największa nędza duszy nie zapala Mnie gniewem, ale się wzrusza serce Moje dla niej miłosierdziem wielkim” (Dz 1739).

    “Im większy grzesznik, tym ma większe prawa do miłosierdzia Mojego. … Kto ufa miłosierdziu Mojemu, nie zginie, bo wszystkie sprawy jego Moimi są, a nieprzyjaciele rozbiją się u stóp podnóżka Mojego” (Dz 723).

    “Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (tj. w Sakramencie Pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale już będzie za późno” (Dz 1448).

    “Duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest miłością i miłosierdziem samym” (Dz 1486).

    “Wiedz, ile razy przychodzisz do Mnie uniżając się i prosisz o przebaczenie, tyle razy wylewam ogrom łask na twą duszę, a niedoskonałość twoja niknie przede Mną, a widzę tylko twą miłość i pokorę; nic nie tracisz, ale wiele zyskujesz” (Dz 1293).

    “Niech żadna dusza nie wątpi, chociażby była najnędzniejsza, póki żyje – każda może się stać wielką świętą, bo wielka jest moc łaski Bożej. Od nas zależy tylko nie stawiać oporu działaniu Bożemu” (Dz 283).

    fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

     

    ************************************************************************************************************

     

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY Z NALEŻNYM USZANOWANIEM DO UST

    ALBO NA RĘKĘ – WTEDY CIAŁO PAŃSKIE SPOŻYWAMY W OBECNOŚCI KAŁANA .

    PRZYJMUJĄC KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – NA SŁOWA KAPŁANA: CIAŁO CHRYSTUSA – ODPOWIADAMY: AMEN.

    ************************************************************************************************************

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    Oto cud Komunii św.: stajemy się tym, co otrzymujemy!

    Franciszek podczas sprawowania Eucharystii w Skopje
    fot. Nake Batev/PAP/EPA

    ***

    „O ile to my mamy ruszyć w procesji, aby przyjąć Komunię św., to w istocie Chrystus wychodzi nam na spotkanie, aby nas upodobnić do siebie” – powiedział papież Franciszek podczas audiencji 21 marca 2018 r. Oto najważniejsze fragmenty papieskiej katechezy:

    Ponieważ grzeszę, powinienem mieć lekarstwo

    Eucharystię sprawujemy po to, aby karmić się Chrystusem. Daje On nam siebie samego zarówno w Słowie jak i w Sakramencie Ołtarza, abyśmy byli do Niego podobni. Mówi to sam Pan: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56).

    Jest to zaproszenie, które raduje, a zarazem pobudza do rachunku sumienia oświeconego wiarą. O ile bowiem z jednej strony widzimy dystans dzielący nas od świętości Chrystusa, to z drugiej strony wierzymy, że Jego krew zostaje „przelana na odpuszczenie grzechów”. Wszyscy otrzymaliśmy przebaczenie w sakramencie chrztu św. I wszyscy zyskujemy przebaczenie albo uzyskamy przebaczenie za każdym razem, gdy przystępujemy do sakramentu pokuty.

    Nie zapominajcie, że Jezus zawsze przebacza. Jezus niestrudzenie przebacza. To nam trudno prosić o przebaczenie. Właśnie myśląc o zbawczej wartości tej Krwi, św. Ambroży mówi: „Ponieważ ciągle grzeszę, powinienem zawsze mieć lekarstwo” (De sacramentis, 4, 28: PL 16, 446 A). W tej wierze również my kierujemy wzrok na Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata i wzywamy go: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Mówimy to w każdej mszy.

    O ile to my mamy ruszyć w procesji, aby przyjąć Komunię św., to w istocie Chrystus wychodzi nam na spotkanie, aby nas upodobnić do siebie. Karmienie się Eucharystią oznacza dać się przemieniać w Tego, Którego przyjmujemy. Pomaga nam to zrozumieć św. Augustyn, gdy mówi o świetle, które – jak się jemu wydawało – pochodziło od Chrystusa: „Ja jestem pokarm dorosłych, dorośnij, a będziesz mnie pożywał; i nie wchłoniesz mnie w siebie, jak się wchłania cielesny pokarm, lecz ty się we mnie przemienisz” (Wyznania, VII, 10, 16; PL 32, 742).

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Komunia Święta pod dwiema postaciami

    Kościół usilnie pragnie, aby także wierni otrzymywali Ciało Pańskie z hostii konsekrowanych podczas tej samej Mszy świętej, a znak uczty eucharystycznej wyraża się pełniej, jeśli Komunia Święta jest podawana pod obiema postaciami, chociaż wiemy, że doktryna katolicka uczy, że pod jedną postacią otrzymujemy całego Chrystusa.

    Zgodnie z praktyką kościelną wierny podchodzi normalnie do Eucharystii w formie procesyjnej i pobożnie przyjmuje Komunię Świętą w postawie stojącej albo klęcząc, przyjmując sakrament do ust lub tam, gdzie to jest dozwolone, na dłoń, jeśli tego zechce (zależnie od tego, jak postanowiła konferencja lokalnego episkopatu).

    Po Komunii św., w strzeżeniu w sercu otrzymanego daru pomaga nam milcząca modlitwa, przedłużenie trochę tej chwili milczenia, rozmowa z Jezusem obecnym w naszym sercu, a także śpiew psalmu lub hymnu uwielbienia, pomagające nam w przebywaniu z Panem.

    Kai.pl/Aleteia.pl

    *********************************

    Dajesz mojej duszy pocałunek Boży – gorąca miłość kard. Wyszyńskiego do Eucharystii

    Dajesz mojej duszy pocałunek Boży - gorąca miłość kard. Wyszyńskiego do Eucharystii
    Ofiara Mszy świętej stanowiła dla kard. Stefana Wyszyńskiego najważniejsze zdarzenie każdego dnia.
    INSTYTUT PRYMASOWSKI STEFANA KARDYNAŁA WYSZYŃSKIEGO

    ***

    „Podnoszę moje czoło, moją twarz, oczy, usta, bo Ty chcesz złożyć na nich Twój Boski pocałunek. Dlatego ten moment zjednoczenia eucharystycznego jest tak wielki łaską!” – mówił ponad 60 lat temu Prymas Tysiąclecia. Ofiara Mszy świętej to dla ks. kard. Stefana Wyszyńskiego najważniejsze zdarzenie każdego dnia: centrum dobroci, świętości i miłości.

    „Eucharystia – Źródło, Szczyt i Misja Kościoła” – to hasło trwającego w Polsce trzyletniego programu duszpasterskiego ustanowionego przez księży biskupów. W czas ten, pogłębienia wiedzy o Eucharystii i świadomości jej wpływu na codzienne życie, doskonale wpisuje się beatyfikacja Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia jest gorliwym czcicielem Eucharystii.

    Ks. Bronisław Piasecki, ostatni kapelan ks. kard. Wyszyńskiego, kiedy zastanawiał się, co najcenniejszego przejął od Prymasa, wskazał bez wątpienia, że styl sprawowania Eucharystii. „Nigdy nie szedł do zakrystii, by z marszu ubierać się do Mszy świętej. Liturgię odprawiał w głębokim skupieniu, starannie wypowiadał słowa i wykonywał gesty” – podkreślił. Sługa Boży zawsze też starał się, aby w sprawowanej przez niego Mszy św. brali udział wierni. Bolesny dla Księdza Kardynała był czas uwięzienia, kiedy celebrował Eucharystię w samotności, w małym pokoju, bez udziału bliźnich. Doskonale wiedział, że Najświętsza Ofiara to serce wspólnoty Kościoła.

    Prymicyjną Mszę świętą ks. Stefan Wyszyński odprawił u stóp Matki Bożej Jasnogórskiej. Ten doniosły moment miał miejsce 5 sierpnia 1924 roku. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej, jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii (…). Maryja, Dawczyni Ciała Bogu, którym On sam chce nas żywić i karmić. Jest Ona nie tylko Matką Ciała Chrystusa jako Człowieka, ale jest także Matką Ciała Eucharystycznego, bo nie byłoby Eucharystii bez Wcielenia” – mówił po latach, pięknie podkreślając rolę Matki Bożej w obdarowaniu nas Białym Chlebem.

    Prymas Tysiąclecia nauczał, że Chrystus do tego stopnia poświęca ludziom uwagę, że karmi nas samym Sobą. I podobnie my, Jego dzieci, mamy służyć Bogu i bliźnim, dzieląc się sobą bez reszty – jak chlebem. „Stać się chlebem dla innych! A przecież chleb musi być smaczny i pożywny. Nie może być kwaśny jak ocet, ostry jak szpilki, suchy jak wiór! Ma żywić, nie napychać i kłuć” – wołał Kardynał Wyszyński.

    Niejednokrotnie prowadził głębokie rozważania podczas adoracji Eucharystii przebywającej w monstrancji. Oto jedna z modlitw Prymasa przed Najświętszym Sakramentem, którą poprowadził podczas dnia skupienia Instytutu Prymasowskiego w Choszczówce w 1975 roku: „Wybrałeś taki kształt królowania, że Twój tron jest cichy. Królowie tego świata okazują swoją władzę nieraz w sposób bardzo surowy. Natomiast Ty niejako ukrywasz swoją władzę, zamieniasz ją na służbę. I aby Twoja władza nikogo nie onieśmielała, osłaniasz swoją królewską moc postaciami chleba i wina. Tak stałeś się przystępny dla wszystkich. Dajesz posłuchanie wszystkim bez trudu, bez szczególnych zabiegów. Na Twoim tronie jesteś zawsze obecny, zawsze Ciebie można zastać, nie trzeba do Ciebie zgłaszać podań, nie trzeba się specjalnie przygotowywać. Wystarczy być!”.

    Bóg nienachalnie nas zaprasza. Delikatnie zachęca do trwania przy Nim. Wystarczy być i pozwolić karmić się Eucharystią, którą Prymas nazywał pocałunkiem dla duszy: „I ubóstwiasz mnie przez to, że karmisz swoim Bóstwem. Dałeś nam moc, abyśmy się stali synami Bożymi. Dajesz mojej duszy pocałunek Boży… Podnoszę moje czoło, moją twarz, oczy, usta, bo ty chcesz złożyć na nich Twój Boski pocałunek. Dlatego ten moment zjednoczenia eucharystycznego jest tak wielki łaską!”.

    Gość Niedzielny

    ************************************************************

    Komunia święta – tylko do ust czy także „na rękę”? Jakie są zasady?

    KOMUNIA NA REKĘ
    Shutterstock

    ***

    Wydawałoby się, że sprawa jest już dawno rozstrzygnięta, decyzje podjęte, dokumenty wydane i nie powinno być problemów. A jednak temat wciąż wraca i budzi ogromne emocje. Chodzi o udzielanie Komunii św. „na rękę”. Dlaczego nie tylko „do ust”?

    Wlutym 2018 r. media obiegła sensacyjna informacja, w której padło nazwisko prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów i pojawiły się ostre słowa o „diabolicznym ataku na Eucharystię”.

    Temat przyjmowania przez wiernych Ciała Chrystusa inaczej niż wprost do ust powrócił w Kościele katolickim podczas Soboru Watykańskiego II. Jednak nie zapadły żadne wiążące decyzje. „Możliwość przyjmowania Komunii świętej na dłoń otwarła się na nowo 29 maja 1969 roku, gdy Kongregacja ds. Kultu w instrukcji Memoriale Domini zezwoliła na taką możliwość, jeżeli Konferencja Episkopatu danego kraju o to poprosi” – wyjaśnił znany liturgista ks. Bogusław Nadolski TChr w opublikowanej kilkanaście lat temu książce „Komunia święta «na rękę»”. Stolica Apostolska zajęła się sprawą, ponieważ pojawiły się w niektórych Kościołach lokalnych tego rodzaju praktyki udzielania Komunii św. wprowadzane spontanicznie, bez pytania jej o zgodę.

    Dosłownie dwa dni po ogłoszeniu instrukcji Kongregacji nowy sposób przystępowania do Stołu Pańskiego zatwierdził episkopat w Belgii, w czerwcu tego samego roku podobne decyzje zapadły we Francji i w Niemczech, a we wrześniu w Holandii.

    Dłoń niby tron

    Jeden z najczęściej przywoływanych argumentów za wprowadzeniem możliwości przyjmowania Komunii św. sięga do pierwszych wieków Kościoła, a nawet do Wieczernika. „Praktyka przyjmowania Ciała Eucharystycznego na rękę trwała do IX wieku” – przypomniał ks. Nadolski w cytowanej książce. Metropolita poznański abp Stanisław Gądecki w 2005 roku zwracając się do swoich diecezjan wskazywał, że gest ten został przejęty z obrzędów wieczerzy paschalnej. „Posłużył się nim Chrystus, gdy podczas Ostatniej Wieczerzy podał Apostołom swe eucharystyczne Ciało do rąk (zob. Łk 22,19)”. Przypomniał też, że o tej formie Komunii świętej mówią pisma Ojców Kościoła, które świadczą jednocześnie o głębokiej czci i wielkiej miłości względem Najświętszego Sakramentu.

    Do kanonu pochodzących od Ojców Kościoła argumentów wspierających udzielanie Komunii św. „na rękę” należy fragment katechezy św. Cyryla Jerozolimskiego, który żył w IV wieku po Chrystusie. Uczył on swoich słuchaczy następująco: „Przystępując do ołtarza nie wyciągaj gładko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw lewą dłoń pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz «Amen»”.

    Często przytaczane są również słowa św. Augustyna, który w „Objaśnieniach Psalmów” zalecał, aby nikt z wiernych nie spożywał Ciała Pańskiego bez uprzedniej jego adoracji.

    Nie brak też argumentów zwracających uwagę na fakt, że ten sposób przyjmowania Komunii św. „angażuje całego człowieka, także jego ciało” oraz przypomina, że „chrześcijanin jest człowiekiem wyciągniętych, podających i przygarniających dłoni”. Przytacza je ks. Nadolski, zamieszczając w swojej książce refleksję człowieka, który po raz pierwszy doświadczył przyjęcia Komunii na rękę.

    Cześć dla Sakramentu

    Przeciwko przywracaniu możliwości przyjmowania Ciała Chrystusa inaczej niż wprost na język, przede wszystkim przywoływana jest wielowiekowa tradycja. Zwraca się uwagę, że od ponad tysiąca lat jest to powszechna praktyka w Kościele katolickim. O. Jacek Salij OP zauważył w książce „Nadzieja poddawana próbom”, że zwyczaj podawania Komunii świętej bezpośrednio do ust przyjął się na przestrzeni wieków IX i X w całym Kościele – zarówno na Wschodzie, jak na Zachodzie. „Chciano w ten sposób zapewnić religijną cześć dla Sakramentu – być może trudniejszą do zachowania w sytuacji, kiedy Kościół wypełniły narody barbarzyńskie, nie wkorzenione jeszcze dostatecznie w duchowość chrześcijańską” – uzasadnił.

    Argumentem za udzielaniem Komunii do ust bardzo często jest należna cześć dla Eucharystii i mniejsza możliwość jej sprofanowania. Przypomina się o realnej obecności Jezusa Chrystusa w każdej, najmniejszej nawet cząstce konsekrowanego chleba i zwraca uwagę, że drobiny Ciała Chrystusa mogą pozostać na dłoniach tych, którzy przyjmują Komunię św. „na rękę”, a następnie mogą trafić np. na ich ubrania lub spaść na podłogę. Udzielanie Komunii na język skuteczniej chroni Eucharystię przed nadużyciami, świętokradztwem czy próbami wykorzystania jej przez satanistów.

    Przytaczane są również starożytne teksty, wskazujące, że także wówczas praktykowane było udzielanie Komunii św. do ust. Np. Papież Leon Wielki, zasiadający na stolicy Piotrowej w piątym stuleciu, w komentarzu do Ewangelii wg św. Jana stwierdził: „Przyjmuje się do ust to, co uznaje się przez wiarę”. Za niezaprzeczalne potwierdzenie istnienia praktyki udzielania Komunii św. „do ust” na długo przed IX wiekiem uważana jest treść jednego z kanonów przyjętych w 650 r. na synodzie w Rouen. Mówi on, że nie wolno udzielać Komunii św. „na rękę” żadnej osobie świeckiej.

    Sposób przyjmowania Eucharystii ma też wskazywać na różnicę między kapłanem, któremu dzięki święceniom wolno dotykać jej rękami, a świeckim, który ma inne zadania w Kościele.

    Kto poprosi gestem dłoni

    W Polsce możliwość udzielania Komunii św. „na rękę” dopuścił II Synod Plenarny z 1999 r. Jednak w jego zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską w 2001 r. dokumentach nie znalazło się dosłownie takie sformułowanie. „Synod Plenarny potwierdza i wyraża szacunek dla zwyczaju przyjmowania Komunii św. do ust w postawie zarówno klęczącej, jak i stojącej, nie wykluczając jednak innych form przyjmowania Komunii św., z zachowaniem najwyższej czci dla Eucharystii” – napisano.

    Dopiero w roku 2005 w komunikacie z 331. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski (opublikowanym 9 marca) sprawa postawiona została jasno: „Biskupi zgromadzeni na zebraniu plenarnym jednogłośnie przyjęli, że w Polsce Komunii św. udziela się przez podanie Hostii wprost do ust. Jeżeli jednak ktoś poprosi, gestem wyciągniętej dłoni, o Komunię św. na rękę, należy mu jej w taki sposób udzielić”. Od tego czasu nie nastąpiły w Kościele katolickim w Polsce żadne zmiany norm dotyczących udzielania Komunii św. „na rękę” lub „do ust”.

    Kilka dni po ogłoszeniu komunikatu z obrad KEP metropolita poznański abp Stanisław Gądecki napisał do swych diecezjan, że błędem byłoby przeciwstawianie jednego sposobu przyjmowania Komunii świętej drugiemu, twierdząc, że jeden z nich jest lepszy. „Oba te sposoby mogą współistnieć obok siebie, jak to ma już miejsce w wielu krajach” – podkreślił. Dodał, że pojawienie się drugiej formy przyjmowania Eucharystii nie powinno być dla wiernych powodem jakichkolwiek podziałów na bardziej lub mniej pobożnych, postępowych czy tradycjonalistów. „Byłoby to ewidentnym zaprzeczeniem ducha Eucharystii” – stwierdził stanowczo.

    Podstawowym, najistotniejszym warunkiem godnego przyjęcia Jezusa Eucharystycznego jest stan łaski uświęcającej. W przyjmowaniu Komunii św. najważniejsza jest wewnętrzna dyspozycja człowieka. Zewnętrzna postawa stanowi jej odzwierciedlenie. Zarówno przyjmując Ciało Chrystusa „do ust”, jak i „na rękę”, trzeba to czynić ze świadomością i wiarą, że  Eucharystia to Jezus Chrystus, żywy Bóg i Człowiek, jak napisał abp Gądecki, „najcenniejsze dobro, jakie Kościół posiada”.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    *******************************************

    Komunia Święta „na wynos”. Kto może dotykać Ciała Chrystusa?

    Misyjne drogi.pl/fot. Catholic.com

    ***

    Czy tylko księżom wolno udzielać wiernym Komunii św. i wystawiać do adoracji Najświętszy Sakrament?

    Mike Hopkins, amerykański astronauta, który przebywał na międzynarodowej stacji kosmicznej od września 2013 do marca 2014 r., podczas swojej pozaziemskiej misji co tydzień przyjmował Komunię św. Jak to możliwe? Na pozór nic prostszego. Po prostu wziął ze sobą konsekrowane Hostie i w każdą niedzielę, modląc się, przyjmował Ciało Chrystusa. Żeby nie było wątpliwości –  tak, Mike Hopkins jest katolikiem. A zabierając w kosmos Najświętszy Sakrament, nie zrobił niczego złego.

    Czy to znaczy, że każdy katolik, który wie, że przez dłuższy czas nie będzie mógł uczestniczyć we mszy św., może zabrać ze sobą w długą podróż, na daleką wyprawę czy wielotygodniowy rejs konsekrowane Hostie i niejako sam sobie udzielać Komunii św., a może nawet udzielić jej innym? Przecież tradycja mówi, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa zabieranie Ciała Chrystusa na czas podróży było powszechną praktyką. Istniały nawet specjalne szkatułki do tego przeznaczone.

    W rzeczywistości to wcale nie jest takie proste, jak mogłoby wynikać z informacji na temat amerykańskiego astronauty czy z historycznych publikacjach. Mike Hopkins z pomocą swojego proboszcza uzyskał od władz archidiecezji, do której należy, specjalną zgodę. Więc mówimy tu o sytuacji wyjątkowej.

    Weź Komunię św. dla chorego

    Ale… Być może niektórzy pamiętają, że kilka lat temu augustianie z Würzburga w Bawarii w gazetce parafialnej opublikowali ogłoszenie, które wywołało sporo zamieszania, nie tylko wśród katolików w Niemczech:

    „Proponujemy uczestnikom nabożeństw, członkom rodzin i przyjaciołom osób, które z przyczyn zdrowotnych nie mogą uczestniczyć we Mszy św., by wzięli dla nich Komunię św. do domu”.

    I być może niektórym w związku z tym przypomniała się postać żyjącego w III wieku św. Tarsycjusza, patrona ministrantów, który – według legendy – będąc chłopcem zanosił Najświętszy Sakrament do więzienia, jako wiatyk dla oczekujących tam męczeńskiej śmierci chrześcijan. Paradoksalnie ta opowieść przynosi argumenty uzasadniające obowiązujące w Kościele przepisy w tej materii. Niesione przez św. Tarsycjusza Ciało Chrystusa zostało bowiem narażone na profanację.

    Kościół ogromną wagę przykłada do czci Najświętszego Sakramentu i bardzo troszczy się, aby chronić postacie eucharystyczne przez znieważeniem. Przypominają o tym m.in. przepisy dotyczące udzielania Komunii św. na rękę.

    Wydana 25 marca 2004 r. instrukcja Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów „Redemptionis Sacramentum” stwierdza bardzo stanowczo:

    „Ze szczególną troską trzeba jednak czuwać, aby natychmiast na oczach szafarza Komunię św. spożył, aby nikt nie odszedł, niosąc w ręku postacie eucharystyczne. Jeśli mogłoby zachodzić niebezpieczeństwo profanacji, nie należy udzielać wiernym Komunii świętej na rękę”.

    Instrukcja mówi również, że nikt nie może zanosić Najświętszej Eucharystii do domu lub do jakiegoś innego miejsca wbrew przepisom prawa.

    Czy to znaczy, że nikt poza biskupem, księdzem lub diakonem nie może zanieść Komunii św. np. chorym, starszym lub niepełnosprawnym, którzy nie są w stanie uczestniczyć we mszy św.?

    Szafarze nadzwyczajni

    Może. Także wierny świecki – jeśli jest nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. W Polsce do tej posługi dopuszcza się mężczyzn w wieku 25-65 lat, którzy spełniają kilka wyznaczonych przez nasz episkopat warunków, a przede wszystkim mają upoważnienie od miejscowego biskupa.

    W niektórych polskich diecezjach nadzwyczajni szafarze zanoszą Jezusa Eucharystycznego do domów chorych i starszych parafian co niedzielę (a zdarza się, że i częściej) już od kilkudziesięciu lat. Można spotkać opinie, że w polskich warunkach właśnie ta posługa powinna być ich głównym zadaniem, ponieważ w większości parafii wciąż jest wystarczająca liczba księży, aby rozdzielać Komunię św. podczas Mszy św.

    Mieszkać z Jezusem pod jednym dachem

    Jest jeszcze jedna, łącząca się z tym sprawa. Przy okazji dyskusji wokół pomysłu bawarskich augustianów o. Roman Bielecki OP opowiedział mediom o człowieku, który w Poznaniu dwukrotnie wziął Komunię św. do domu i adorował ją na stole. Pragnienie, by móc w domu adorować Jezusa pod postacią chleba, budzi się czasem u niektórych wiernych. Chcieliby „mieszkać z Jezusem pod jednym dachem”. Co na ten temat mówi Kościół?

    Księga liturgiczna „Komunia święta i kult Tajemnicy Eucharystycznej poza Mszą świętą” mówi wyraźnie, komu wolno dokonywać wystawienia Najświętszego Sakramentu do adoracji:

    Zwyczajnym celebransem wystawienia Najświętszego Sakramentu jest kapłan lub diakon, który pod koniec adoracji, przed schowaniem Najświętszego Sakramentu, udziela Nim ludowi błogosławieństwa. Jeśli nie ma kapłana i diakona lub z ważnego powodu nie mogą oni być obecni, wówczas mogą wystawić Najświętszy Sakrament do publicznej adoracji, a następnie go schować: akolita, nadzwyczajny szafarz Komunii świętej albo inny wierny wydelegowany przez miejscowego ordynariusza” (zdarza się, że taką wydelegowaną osobą jest kobieta, np, siostra zakonna).

    Jak widać, nie można sobie samemu dokonywać wystawienia Pana Jezusa pod postaciami eucharystycznymi.

    Kaplica w mieszkaniu?

    A czy można mieć w domu kaplicę z Najświętszym Sakramentem? Przecież nie tylko w domach biskupów, w klasztorach, ale również na niejednej plebanii takie kaplice istnieją. Czy każdy może poprosić biskupa o zgodę na taka kaplicę w jego miejscu zamieszkania?

    Odpowiedź na to pytanie znajduje się w Kodeksie Prawa Kanonicznego. Kanon 934 w paragrafie 1 stwierdza, że Najświętsza Eucharystia winna być przechowywana w kościele katedralnym lub z nim zrównanym, w każdym kościele parafialnym jak również w kościele lub kaplicy złączonej z domem instytutu zakonnego lub stowarzyszenia życia apostolskiego. Może być przechowywana w kaplicy biskupiej oraz, za zezwoleniem ordynariusza miejsca, w innych kościołach i kaplicach, także prywatnych.

    Cytowana już wyżej instrukcja Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów „Redemptionis Sacramentum” precyzuje, że zabrania się przechowywania Najświętszego Sakramentu w miejscu, które nie podlega „oczywistej władzy biskupa diecezjalnego lub gdzie istnieje niebezpieczeństwo profanacji”.

    Dodaje, że gdyby mimo zakazu do takiej sytuacji doszło, „biskup diecezjalny winien natychmiast cofnąć udzielone już pozwolenie na przechowywanie Eucharystii”.

    Być może już wkrótce, gdy coraz więcej ludzi będzie latać w kosmos i będzie się wydłużał czas ich przebywania w przestrzeni pozaziemskiej, trzeba będzie wydać w Kościele osobne przepisy dotyczące kultu Eucharystii w warunkach kosmicznych. Jednak pozostając na planecie warto jak najczęściej korzystać z możliwości, jakie tu dla przyjmowania Komunii św. i adoracji Najświętszego Sakramentu ustanowił Kościół. Bo przecież, jak napisał w encyklice św. Jan Paweł II, „Kościół żyje dzięki Eucharystii”.

    ks. Artur Stopka/Aleteia.pl

    **************************************

    Kiedy (nie) rezygnować z przyjęcia Komunii?

    wideonet/Shutterstock

    ***

    Możemy przystępować do Komunii także wówczas, gdy ciążą nam na sumieniu zwykłe, powszednie „lekkie” grzechy. Mało tego! Eucharystia gładzi te grzechy.

    WEwangelii Jezus mówi bardzo wyraźnie: Jeśli nie będziecie spożywali mojego Ciała, nie będziecie mieli życia w sobie (Jan 6,53). To nie jest żadna przenośnia. Tu idzie o życie! Sami, nawet największym wysiłkiem, nie urodzimy w sobie życia Bożego. Jedyny sposób to przyjąć je od Niego, karmiąc się Jego Ciałem. Dlaczego więc tak często rezygnujemy z Komunii?

    Dwie osoby do Komunii

    Liturgia chrzcielna dwojga dzieci. W kościele rodzina, znajomi, coś koło trzydziestu osób. Chrzest jest poza mszą, ale z możliwością przyjęcia Komunii Świętej. Wyjmuję Ciało Pańskie z tabernakulum, schodzę przed ołtarz i czekam. Podchodzą dwie osoby. Babcia i jeden z chrzestnych, nikt więcej. A reszta?

    Rodzice dzieci są akurat w takiej sytuacji, że nie mogą przystępować do Komunii, rozumiem. Ale reszta? Pozostałych dwadzieścia kilka osób w kościele też nie może? Nie chce? Nie czuje potrzeby? To nie jest pojedynczy przypadek. Kiedyś pewien ksiądz opisywał na Facebooku podobną historię.

    Nie rozumiemy Eucharystii

    Niektórzy mówią: Nie czuję potrzeby. Ale jak ktoś tak uważa, to znaczy, że w ogóle nie rozumie Eucharystii. Nie da się tak, żeby na serio wiedzieć i wierzyć, że to On i mieć Go w nosie. Niemożliwe. Dużo częściej to „nie czuję potrzeby” maskuje naszą niechęć wejścia na drogę nawrócenia czy po prostu pójścia do spowiedzi, której się obawiamy. Łatwiej wtedy powiedzieć sobie: Nie czuję potrzeby. Jak poczuję, to coś z tym zrobię. Niestety, często tak właśnie wygląda początek odejścia od sakramentów na długie lata.

    Nie jestem godzien

    Nieraz jednak powód jest zupełnie inny. U wielu z nas pokutuje przekonanie, że aby przyjąć Najświętszy Sakrament, trzeba być absolutnie bez winy. A ponieważ rzadko bywamy w takim idealnym stanie (zazwyczaj maksymalnie przez kwadrans po spowiedzi), to boimy się popełnić świętokradztwo. Często nie podchodzimy do Komunii z powodu niepewności, czy nam wolno.

    Nie chodzi tu o sytuacje, kiedy mamy faktyczne wątpliwość, czy nasze grzechy należą do kategorii „lekkich” czy „ciężkich”. W takim wypadku właściwa droga do ołtarza rzeczywiście wiedzie przez konfesjonał. Często jednak można spotkać się z myśleniem: Ja nie jestem godzien. Moje serce nie jest idealnie czyste, więc nie mogę przyjąć Jezusa w Eucharystii. Ten sposób podchodzenia do praktyki Komunii Świętej ma niestety długi i twardy żywot, jak każdy pogląd, który bazując na prawdziwych przesłankach, wyprowadza z nich fałszywe, ale pobożnie brzmiące wnioski.

    Ale powiedz tylko słowo…

    Prawdą jest to, że w Eucharystii przyjmujemy absolutnie świętego Boga. Prawdą jest także to, że wobec Niego nikt z nas nie jest wystarczająco święty i czysty. Nikt z nas nie jest Go godzien. Powtarzamy to na każdej mszy tuż przed Komunią: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie”. Ale mówimy też: „Powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Co to za „słowo”? To, w którym tłumaczy, że nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy źle się mają; i że On przyszedł właśnie do grzeszników, czyli do nas (Mk 2,17).

    Nie nagroda, lecz lekarstwo

    Komunia nie jest nagrodą za wzorowe zachowanie, ale lekarstwem dla słabych. Nie świętość jest przepustką do sakramentów, ale sakramenty są drogą do świętości. Możemy przystępować do Komunii także wówczas, gdy ciążą nam na sumieniu zwykłe, powszednie „lekkie” grzechy. Mało tego! Eucharystia, w której w pełni uczestniczymy, przyjmując Komunię Świętą, gładzi te grzechy.

    I to nie jest jakieś tam pobożno-liberalne bajanie, ale nauka Kościoła zapisana w Katechizmie: Eucharystia umacnia miłość, a ożywiona miłość gładzi grzechy powszednie(KKK 1394). Jasne, że warto je wyznać potem także w sakramencie pokuty i pojednania, ale faktycznie doświadczamy ich odpuszczenia już w Eucharystii, jeśli ona rzeczywiście ożywia naszą miłość do Boga i ludzi.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    *******************************************

    Niedzielna Msza święta w sobotę

     fot.Bożena Sztajner/Niedziela

    ***

    Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

    Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

    Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

    Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. – w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny – zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

    Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

    Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe – to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, – zauważmy – że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

    Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam – na większą chawałę Boga.

    ks. Paweł Staniszewski/Tygodnik Niedziela

    *******************************************************

    Sample
    fot. © Mazur / catholicnews.org.uk

    ***

    21 WRZEŚNIA 2021

    Ksiądz prof. Bortkiewicz:

    banalizacja liturgii to rana zadana Chrystusowi

    Wszelka próba banalizacji, desakralizacji, czynienia eventu młodzieżowego z liturgii jest dla mnie żywą raną zadaną na żywym ciele Chrystusa – powiedział w radiowym wystąpieniu ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz TChr.

    W obszernej wypowiedzi dla Radia Maryja teolog moralista wiele uwagi poświęcił kwestii gorszącego kryzysu czci dla Najświętszego Sakramentu, wyrażającego się między innymi w nadużyciach liturgicznych. Ksiądz profesor odniósł się do konkretnego wydarzenia, do którego doszło kilka dni temu podczas religijnego spotkania młodzieży.

    – Tym, którzy nie śledzili wydarzeń na arenie łódzkiej, trzeba przypomnieć, że elementy takie jak: znak krzyża, spojrzenie na Słowo Boże, jakaś forma modlitwy, że stanowiły (nieoczekiwanie dla samych uczestników) rzekomo integralną część Mszy świętej, po której księża na czele z biskupem podeszli do stołu i rozpoczynając od prefacji, dokonali przeistoczenia chleba w Komunię Świętą – mówił ks. prof. Bortkiewicz.

    – To musiało być zaskoczenie i jest zaskoczeniem chyba dla każdego, kto ma elementarną wiedzę z teologii liturgii. Przyznam, iż z wykształcenia nie jestem specjalistą z teologii liturgii, ale miałem znakomitego wykładowcę w seminarium, którym był świętej pamięci ks. prof. Bogusław Nadolski, który był szczególnie wrażliwy na kult Eucharystii, Mszy świętej. Uczył nas i popularyzował to, że trzeba ukochać Mszę świętą. Mówił, iż Eucharystia jest ucztą, ofiarą, zgromadzeniem liturgicznym, ale w tym wszystkim bezwzględnie obowiązuje poczucie sacrum w stopniu najświętszym. To Najświętszy Sakrament, który uobecnia się na naszych oczach. Wszelka próba banalizacji, desakralizacji, czynienia eventu młodzieżowego z liturgii jest dla mnie żywą raną zadaną na żywym ciele Chrystusa – podkreślał gość „Aktualności dnia”.

    – Nie można sobie pozwalać na dowolność, bo liturgia nie jest sprawą prywatną, bo to nie ja jestem twórcą liturgii. Ja jestem tym, który z ramienia Chrystusa zastępuje Go w tym wielkim misterium, które się dokonuje we wspólnocie zgromadzonej pod przewodnictwem Chrystusa. Ja nie jestem twórcą i nie mogę uprawiać radosnej twórczości. To absolutnie niedopuszczalne, bo nie mogę stawiać samego siebie wyżej od Pana Boga – podkreślił duchowny.

    Argumentem podnoszonym na korzyść masowych emocjonalnych eventów gromadzących młodych ludzi jest chęć przyciągnięcia ich do Kościoła. Czy jednak branie przykładu ze schematów należących do sfery popkultury jest tym, o co chodzi w ewangelizacji?

    – Trzeba sobie zadać kilka pytań. Po pierwsze, czemu to ma służyć. Jeśli pozyskaniu ludzi młodych, to myślę, że to jest absolutnie bezsensowny sposób. Na Zachodzie widzimy, że takie próby, które były tam dokonywane, w najmniejszej nanoskali nie doprowadziły do reaktywacji życia kościelnego. Trzeba powiedzieć, że wśród nielicznych powołań, które są na Zachodzie, to te powołania gromadzą się w tych seminariach, wspólnotach kościelnych, które wykazują wierność Tradycji Kościoła. To powinno zwracać uwagę. Jeśli uważa się, iż takie działania są w stanie przyciągnąć ludzi młodych, to jest to błędne – podsumował ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz.

    – Po drugie, czy rzeczywiście należy traktować Mszę świętą jako środek do pozyskiwania ludzi młodych, czy nie powinniśmy traktować Mszy świętej jako Najświętszej Ofiary, a więc traktować ją w taki sposób, na jaki zasługuje, czyli jako środek zbawienia, uświęcenia człowieka. To żywy Chrystus, który zstępuje z nieba, staje się dla nas Chlebem, wstępuje w krwioobieg naszego życia, uświęcając nas. To wszystko wymaga wielkiego szacunku. To nie jest byle co, jakiś event, wydarzenie gromadzące tylko i wyłącznie ludzi. To nie jest koncert, który nagle stał się Najświętszą Ofiarą – dodał.

    źródło: Radio Maryja/PCh24.pl

    *****************************************************************

    Czy to już grzech ciężki czy jeszcze lekki? Jak je rozpoznać?

    Natallia Kirylka/Shutterstock

    ***

    Normalną drogą gładzenia grzechów lekkich jest praktykowanie chrześcijańskiej miłości, ożywianej uczestnictwem w Eucharystii i przełożonej na język codziennych postaw i działań.

    Grzechy popełniamy myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Każdy jest brakiem miłości wobec Boga i bliźniego, czyli chybieniem celu, do którego zostaliśmy stworzeni. Gdy wybieramy inny cel, gdy przedkładamy jakieś inne – mniej lub bardziej pozorne – dobro ponad miłość, mamy do czynienia z grzechem. Dzielimy je na lekkie i ciężkie. Na czym polega ten podział? Jak rozpoznać, czy mój konkretny grzech był lekki, czy ciężki?

    Grzech, na który mogę sobie pozwolić?

    Nie znajdziemy nigdzie pełnej, konkretnej listy czynów kwalifikowanych jako grzechy śmiertelne, choć czasem wydaje nam się, że jej istnienie znacznie uprościłoby sprawę. Jest to jednak sposób widzenia, który więcej wspólnego ma z prawem niż z miłością. A przecież grzech jest raną zadaną miłości. Wyobrażacie sobie małżeństwo, które w dniu ślubu wręcza sobie nawzajem listę pod tytułem: „Jeśli zrobisz to, to i tamto, to znaczy, że przestałeś mnie kochać”? Absurd. W miłości pewne rzeczy są lub z czasem – w miarę zbliżania się do siebie – stają się oczywiste.

    Podobnie absurdalne jest zastanawianie się: Czy to będzie jeszcze grzech lekki, na który „można sobie pozwolić”, czy już ciężki? To jakby zadać kochanej osobie pytanie: Jeśli na ciebie nawrzeszczę, to będzie ci tylko przykro, czy przestaniesz się do mnie odzywać? Miłość nie stawia tak sprawy, ale zrobi wszystko, by nie ranić tego, kogo kocha.

    Grzech ciężki, czyli śmiertelny

    O grzechu ciężkim mówimy wtedy, gdy w poważnej sprawie całkowicie świadomie i zupełnie dobrowolnie wybieramy coś, co jest przeciwne miłości Boga i bliźniego. Nazywamy go grzechem śmiertelnym, bo zabija miłość.

    Poważne sprawy to przede wszystkim te, których dotyczą przykazania. Mamy zresztą pewne intuicyjne wyczucie, które dziedziny naszego życia i związane z nimi działania są kluczowe, a które mają znaczenie daleko mniejsze.

    Świadomość polega na tym, że popełniając grzech wiem, że to, co robię, sprzeciwia się przykazaniom. Jeśli zrobiłem coś złego nie wiedząc, że jest to złe, to grzechu nie uznaje się za ciężki. Chyba, że powinienem był to wiedzieć, a ignorancja wynika z mojego własnego zaniedbania.

    Dobrowolność czynu to brak jakiegokolwiek przymusu. Stąd łagodniej traktuje się grzechy popełnione pod presją oraz grzechy nałogowe, gdyż nałóg jest formą wewnętrznego przymusu, co nie znaczy oczywiście, że sprawę można tak zostawić. Walczyć należy jednak w pierwszej kolejności z nałogiem, a nie z jego jednostkowymi przejawami.

    Grzechy powszednie 

    Grzechem lekkim nazywamy taki, w którym nasza miłość do Boga i człowieka niedomaga, ale nie zostaje zaprzeczona. Grzech powszedni to chwilowe zboczenie z kursu, które jesteśmy w stanie sami skorygować. Ciężki to wypadnięcie poza trasę, po którym ktoś nas musi pozbierać i na nowo wprowadzić na właściwy szlak. To jak różnica między skaleczeniem i śmiertelną raną. Warto jednak pamiętać, że nawet zwykłe skaleczenie, jeśli je zaniedbamy, może z czasem stać się realnym zagrożeniem dla naszego życia.

    Czy każdy grzech wymaga spowiedzi?

    W pierwszych wiekach kładziono duży nacisk na pozasakramentalne sposoby pojednania z Bogiem i Kościołem. Były i są nimi nadal modlitwa, jałmużna, post i dzieła miłości braterskiej, o czym w kilku miejscach wyraźnie mówi Nowy Testament:

    Łk 7,47: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała.

    1P 4,8: Miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.

    Jk 5,20: Kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy.

    Drogę sakramentalną rezerwowano wówczas dla najpoważniejszych przypadków – morderstwa, cudzołóstwa, publicznego wyparcia się wiary, porzucenia wymagających opieki rodziców lub dzieci. Do sakramentu pojednania można było przystąpić tylko raz w życiu – nieraz po bardzo długim okresie publicznej pokuty. Traktowano go jako ostatnią deskę ratunku dla tych, którzy utracili otrzymane na chrzcie świętym życie łaski.

    W ciągu wieków, w praktyce sakramentu pokuty i pojednania zaszły znaczące zmiany, na omawianie których nie ma tu miejsca. W XIII w. Sobór Laterański IV nałożył na wiernych obowiązek dorocznej spowiedzi. Potwierdzają go również aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm, choć z dokładnego brzmienia ich zapisów można wnioskować, że dotyczy on tych, którym ciążą grzechy ciężkie. Te bowiem są właściwą materią sakramentalnej spowiedzi.

    Normalną drogą gładzenia grzechów lekkich jest praktykowanie chrześcijańskiej miłości, ożywianej uczestnictwem w Eucharystii i przełożonej na język codziennych postaw i działań – pomocy ubogim i potrzebującym, opieki nad chorymi, wyrzeczeń, dzielenia się swoimi dobrami, modlitwy, przebaczenia, rzetelnego spełniania swoich obowiązków.

    Cały czas chodzi o miłość

    By właściwie rozpoznawać ciężar naszych grzechów, potrzeba nieustannie kształtować swoje sumienie. Sakramentalna spowiedź może być tu bardzo pomocna, ale nie zastąpi tej pracy. Nieraz bardziej niż pospiesznej spowiedzi potrzebujemy rozmowy duchowej lub uczciwego rachunku sumienia, w którym zadamy sobie pytanie nie tylko o to, co złego zrobiliśmy, ale co powinniśmy robić, aby tego nie powtarzać.

    Oczywiście, nie ma nic złego w regularnej spowiedzi, ale trzeba zadać sobie pytanie, czy czasem nie traktujemy jej nieco magicznie: nie lubię, bo nie lubię, ale wyspowiadam się i będzie załatwione.

    Tymczasem nie na darmo piątym warunkiem i krokiem tego sakramentu jest zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu. A ono – potraktowane poważnie – odsyła nas wprost do konkretu praktykowania miłości na co dzień. Tylko kochając możemy trwać w miłości. Święty Jan nie zostawia nam w tym temacie żadnych złudzeń: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci” (1J 3, 14).

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

     

    *****************************************************************************

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 1 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    WSPOMNIENIE ŚW. TERESKI OD DZIECIĄTKA JEZUS

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00 19.00

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00 

    Czym tak naprawdę jest adoracja?

      Adobe Stock

    ***

    Czym jest adoracja Najświętszego Sakramentu? Szukając odpowiedzi, należałoby podać mądrą definicję katechizmową. Jednak chciałbym zaproponować, by podejść do tematu inaczej. Może niekonwencjonalnie, ale bardzo prosto.

    Zacznijmy rozważanie tego tematu od terminu „kolana”. Mogłoby się wydawać, że to taka niepozorna część naszego ciała. Jednak, gdy otworzymy „Konkordancję do Biblii Tysiąclecia”, zauważymy, że owa część ciała dość często podkreślona jest w treści Pisma Świętego. Coś w tym musi być. Spójrzmy na trzy sytuacje biblijne: jedną z Nowego Testamentu, a dwie ze Starego Testamentu.

    Zaraz na początku Ewangelii św. Marka znajdujemy opis uzdrowienia trędowatego. Trąd to straszna choroba, która sprawia wiele bólu, ale także wyklucza człowieka ze społeczeństwa. Chory musi poruszać się w przestrzeni poza zdrową ludnością. Powoduje to ogromny ból, bowiem wykluczenie to niesamowite cierpienie. Owy trędowaty doświadcza swojej bezsilności. Gdy przyszedł do Jezusa, upadł na kolana. Był to gest już całkowitej bezsilności, bezradności. Klęcząc, błagał: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Możemy dodać: Panie, Tobie oddaję wszystko, bo ja jestem bezradny. Usłyszał: „Chcę, bądź oczyszczony”.

    Psalm 95 jest pochwałą wielkości Boga i wezwaniem do uległości Bogu. Bóg stworzył wszystko i do Niego wszystko należy. Dlatego psalmista wzywa: „Wejdźcie! Oddajmy pokłon, padnijmy przed Nim, klęknijmy przed Panem, który nas stworzył. Bo On jest naszym Bogiem, my ludem Jego pastwiska i owcami rąk Jego”. Człowiek, gdy staje się choć w części świadomy wielkości Boga, to jedyny gest, na który może się zdobyć, to upaść na kolana. Przed majestatem Stwórcy można tylko upaść na kolana.

    Natomiast w orędziu Boga do narodów, które zapisane jest w Księdze Izajasza (Iz 45, 23) sam Stwórca zapewnia: „Przysięgam na siebie, moje usta wypowiadają sprawiedliwość i jest to nieodwołalne słowo. Przede mną zegnie się każde kolano i na mnie przysięgać będzie wszelki język!”. To zdanie brzmi srogo, ale jednak są to słowa pociechy i nadziei. Przed Bogiem i tak zegnie się każde kolano, choć teraz wielu ludzi zapiera się, że nigdy tego nie uczyni.

    Podsumowując powyższe myśli biblijne, możemy stwierdzić, że kolana symbolizują siłę człowieka. Gdy ta część ciała jest zdrowa, wówczas jesteśmy samodzielni. Możemy sami przemieszczać się, wejść po schodach, podbiec, zwolnić, samemu udać się w wybrane miejsce… Gdy kolana zachorują, to choćby serce czy inne części ciała były zdrowe, doświadczamy wtedy braków, bezsilności. Choćbyśmy chcieli inaczej, to zdani jesteśmy na pomoc bliźniego.

    Co zatem kolana mają wspólnego z adoracją? Adoracja jest oddaniem swojej siły i bezsilności Bogu. Oddanie wszystkiego. To tak, jak ten trędowaty – wykluczony, zdesperowany upadł na kolana i zawołał: jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić! Kiedy uginamy nasze kolana przed Panem Jezusem, wówczas już samym tym gestem wołamy: Jezu, prowadź mnie, weź moją codzienność, weź moją bezradność, brak pracy, trudności w wychowaniu, pijącego męża, nieludzkiego szefa, słabo wierzących parafian… Weź, bo jestem bezradny i prowadź mnie.

    Gdy uginamy kolana przed Najświętszym Sakramentem, ważny jest jeszcze jeden element: cisza. W ciszy mówi Bóg. Trzeba dać Mu czas, by mógł wziąć naszą ludzką bezsilność i mówić do nas słowa pocieszenia. Nie można w czasie adoracji zagłuszać Boga, kolejnymi nawet najpobożniejszymi tekstami, czytanymi uporczywie na głos. Potrzebna jest cisza, piękna cisza.

    Każda chwila spędzona na adoracji to chwila spędzona już w klimacie raju. Twarzą w twarz z Bogiem. Warto chociaż pół godziny dziennie pobyć w raju, by zatęsknić za tym klimatem ciszy i pięknej wspólnoty. Codzienna adoracja na kolanach to najlepsza inwestycja każdego przeżywanego dnia.

    ks. Bogusław Wolański/Tygodnik Niedziela

    *********************************************

    ***

    I SOBOTA MIESIĄCA 2 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    WSPOMNIENIE ŚWIĘTYCH ANIOŁÓW STRÓŻÓW

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00 – 18.00

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z XXVII NIEDZIELI ZWYKŁEJGODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    ______________________________________________________________________________________________________

    O GODZ. 11.00 ZAPRASZAM RODZICÓW DO KAPLICY-IZBY JEZUSA MIŁOSIERNEGO, KTÓRZY PRAGNĄ PRZYGOTOWAĆ SWOJE DZIECI DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA 3 PAŹDZIERNIKAKOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 13.30 – 14.00

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ***

    WTOREK – 5 PAŹDZIERNIKAKAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    WSPOMNIENIE ŚW. FAUSTYNY KOWALSKIEJ

    ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU OD GODZ. 18.30 – 19.30

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    ***

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 7 PAŹDZIERNIKA KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ RÓŻAŃCOWEJ

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.30

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM OD GODZ. 20.00 – 21.00

    Królowo Różańca świętego - módl się za nami! - zdjęcie
    fot. Biały Kruk / Pixabay

    ***

    Królowo Różańca świętego – módl się za nami

    Dzisiejsze wspomnienie zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto (nad Zatoką Koryncką) 7 października 1571 r. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską.

    Ówczesny papież – św. Pius V, dominikanin, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania różańca. Nagle doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia. Nad nimi ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

    Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Klemens XI, w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami odniesione pod Belgradem w 1716 r., rozszerzył to święto na cały Kościół. W roku 1883 Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie “Królowo Różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

    źródło: brewiarz.pl

    *******

    • Św. Jan Paweł II napisał list apostolski Rosarium Virginis Mariae i rozszerzył modlitwę różańcową o tajemnice światła.
    • Pomysł odmawiania Tajemnic światła zaproponował jako pierwszy w 1937 roku maltański karmelita George Preca, beatyfikowany przez św. Jana Pawła II.
    • Jednym z najwiekszych arcydzieł literatury duchowej poświęconych różańcowi jest Tajemnica Różańca świętego św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.
    • Błogosławiony Bartłomiej Longo (1841 -1926) zaciekły antyklerykał i kapłan świątyni szatana, w czasie samotnego spaceru usłyszał wewnętrzny głos, który powiedział: “Jeśli będziesz szerzył różaniec, zostaniesz zbawiony”. Tak też zrobił.
    • W 1629 roku dominikanin Tymoteusz Ricci wprowadził zwyczaj odmawiania Różańca Wieczystego, rozdając 8760 karteczek tak, by w każdej godzinie roku ktoś odmawiał 15 tajemnic różańca.
    • Nawiązując do Różańca Wieczystego, młoda Paulina Jaricot (1799-1862) wymyśliła tzw. Żywy Różaniec, przede wszystkim z myślą o osobach pracujących. Pomysł polegał na tworzeniu grup osób, z którymi każda miała odmawiać danego dnia jedną dziesiątkę różańca. Dzięki temu każdego dnia cała grupa odmawiała cały różaniec.

    Wszyscy, którzy modlą się w Żywym Różańcu, w dniu dzisiejszym mogą uzyskać

    odpust zupełny pod zwykłymi warunkami:

    1. Spowiedź sakramentalna. Może ona być dokonana przed lub po wypełnieniu dzieła, z którym związany jest odpust. Po jednej spowiedzi można dostąpić kilka razy odpustu zupełnego, ale tylko raz dziennie.

    2. Komunia św. Zaleca się, by przyjąć ją w dzień wypełnienia dzieła, z którym związany jest odpust, ale z prawa wynika, że można przyjąć Komunię św. z intencją dostąpienia odpustu także w ciągu kilku kolejnych dni po wypełnieniu odpustowego dzieła. Przy tym warunku obowiązuje zasada; „Jedna Komunia św. – jeden odpust”. Mówiąc inaczej, Komunię św. należy przyjąć za każdym razem, gdy chcemy dostąpić odpustu.

    3. Modlitwa w intencjach Ojca Świętego – chodzi o to, aby pomodlić się w tych samych intencjach, w jakich modli się Ojciec Święty (lub chce, aby się modlono). Do spełnienia tego warunku wystarczy odmówić „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”. Powinna być to modlitwa ustna, a nie tylko w myślach (ale można też śledzić w myślach, gdy ktoś odmawia tę modlitwę na głos). Należy pomodlić się w intencjach Ojca Świętego za każdym razem, gdy chcemy dostąpić odpustu.

    4. Całkowite wykluczenie przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, także powszedniego. To bardzo trudny do wypełnienia warunek. Chodzi o wewnętrzne nastawienie człowieka, pragnienie poprawy życia i niepopełniania grzechu, brak wewnętrznego przyzwolenia na jakikolwiek, nawet najlżejszy grzech. Z przywiązaniem do grzechu mamy do czynienia wtedy, gdy zgadzamy się na pewną powtarzalność jakiegoś grzechu, gdy nie mamy siły i woli by walczyć z nim i chcieć wyeliminować go całkowicie ze swego życia. Oczywiście – wszyscy jesteśmy grzesznikami i nie chodzi tu o jakieś zobowiązanie do bezgrzeszności, bo to byłoby nierealne. Chodzi o szczere nastawienie na realizację w swoim życiu woli Bożej i na walkę ze złem i grzechem. Jeśli ten warunek nie jest spełniony do końca, to uzyskany odpust może być tylko częściowy.

    *********

    Koronkę do Siedmiu Boleści Maryi zatwierdził papież Benedykt XIII w 1724 r. Rozpowszechniona jest ona w całym Kościele. Matka Boża sama przypomniała o tym nabożeństwie podczas (1981-83) podczas objawień Matki Bożej Bolesnej trzem dziewczynkom w Kibeho w Rwandzie (w 2001 r. biskup diecezji Gikongoro, Augustina Misago objawienia te uznał za autentyczne; są to pierwsze Maryjne objawienia uznane przez Kościół w XXI wieku.
    Według biskupa Jana Chrzciciela Gahamanyi, z diecezji Butare w Rwandzie, Najświętsza Panna zwróciła się do jednej z widzących z Kibeho: To o co was proszę, to pokuta. Chcę jedynie skruchy – powiedziała 31 maja 1982 roku. Jeżeli będziecie odmawiać Koronkę do Siedmiu Boleści, rozważając ją, otrzymacie moc, by naprawdę żałować. Dziś wielu ludzi w ogóle nie umie prosić o przebaczenie. Nadal krzyżują mego Syna. Dlatego chciałam was przestrzec. Proszę cię powiedz o tym całemu światu dodała kiedy indziej (13.08.1982).


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ
              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ     
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
    Modlitwa wstępna: Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę,abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna
    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie
    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.
    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    Matka Boża Bolesna

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    Bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278 (pisownia uwspółcześniona)PCh24.pl

    ******************

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    PONIEDZIAŁEK – 13 WRZEŚNIA

    MSZA ŚW. W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.00

    104.ROCZNICA OBJAWIENIA MATKI BOŻEJ FATIMSKIEJ

    86. ROCZNICA OBJAWIENIA KORONKI DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    W dniach 13 i 14 września br. przypada 86. rocznica objawienia Koronki do Miłosierdzia Bożego, którą Pan Jezus podyktował Siostrze Faustynie w Wilnie w 1935 roku.

    B.M.Sztajner/Niedziela

    Przypominamy, że na mocy dekretu Penitencjarii Apostolskiej z 12 stycznia 2002 r. „Odpustu zupełnego pod zwykłymi warunkami udziela się w granicach Polski wiernemu, który z duszą całkowicie wolną od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu pobożnie odmówi Koronkę do Miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu Eucharystii, publicznie wystawionego lub też przechowywanego w tabernakulum. Jeżeli zaś ci wierni z powodu choroby (lub innej słusznej racji) nie będą mogli wyjść z domu, ale odmówią Koronkę do Miłosierdzia Bożego z ufnością i z pragnieniem miłosierdzia dla siebie oraz gotowością okazania go innym, to pod zwykłymi warunkami również zyskują odpust zupełny”.

    Tygodnik NIEDZIELA

    ***

    WTOREK – 14 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. ADORACJA KRZYŻA

    Wolność znaczona krzyżami

    14 września obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Ten znak cierpienia, miłości i poświęcenia na dobre wpisał się w historię naszej Ojczyzny. Które krzyże znaczą dla Polaków najwięcej?

    Krzyż na Giewoncie
    Krzyż na Giewoncie/ Adobe.Stock

    ***

    Jedne przypominają o bolesnej historii, inne uczą młodych i są wyrazem hołdu oddawanego bohaterom przeszłości. Wszystkie są znakiem przywiązania do wiary i Boga kolejnych pokoleń Polaków.

    Znak wolności

    Jednym z najbardziej znanych krzyży, przypominających o niełatwej historii naszego kraju, jest krzyż-pomnik ustawiony w miejscu męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Znajduje się on obok tamy we Włocławku, w miejscu wyłowienia ciała błogosławionego męczennika. Krzyż ten został poświęcony w 1991 r. przez papieża Jana Pawła II. Nie jest to jednak pierwszy krzyż ku pamięci ks. Jerzego. Pierwsze pojawiły się tam już kilka dni po zbrodni.

    „Dwa dni po informacji, że ksiądz Popiełuszko został zamordowany, przyszło do mnie trzech znajomych i przedstawiło propozycję nie do odrzucenia. Lekarz Michał Kurek, prawnik Marek Rewers i technik elektryk Jan Zaklikowski zaproponowali, byśmy w nocy wkopali krzyż w miejscu, skąd najprawdopodobniej został porwany ksiądz Jerzy. Nie zastanawiałem się ani przez chwilę” – opowiada po latach Józef Herold z Bydgoszczy.

    Wspomniany krzyż, na którym zawisła tabliczka z napisem „Solidarność – księdzu Jerzemu”, stał tylko 5 dni, pod osłoną nocy ścięła go komunistyczna Służba Bezpieczeństwa.

    Drewniane krzyże w tej okolicy pojawiały się regularnie, szybko jednak znikały. Władze komunistyczne robiły wszystko, aby krzyża w tym miejscu nie było.

    Pragnienie Polaków, aby uczcić bohaterskiego księdza, okazało się jednak silniejsze. Dziś krzyż-pomnik staje się punktem wielu pielgrzymich szlaków i jest znakiem tego, że „człowieka można przemocą ugiąć, ale nie można go zniewolić” – jak mawiał sam ks. Popiełuszko.

    Znak męczeństwa

    Podobne wydarzenia zapisały się trwale na kartach historii w Katowicach. Olbrzymi krzyż przed kopalnią „Wujek” jest dziś symbolem bohaterstwa, poświęcenia i oddania. Droga do tego była jednak bardzo długa.

    Pierwszy krzyż ustawiono przy murze kopalni tuż po zakończeniu pacyfikacji górników, 16 grudnia 1981 r. – został usunięty już kilka tygodni później. Rozpoczęto starania o legalne upamiętnienie naznaczonego krwią bohaterów miejsca. Trwały one – ku uciesze władz komunistycznych – aż 10 lat.

    33-metrowy krzyż, który obecnie jest tam ustawiony, odsłonięto wraz z upamiętniającym monumentem dopiero 15 sierpnia 1991 r. Obok głównego krzyża, po prawej stronie, w cokole, w dziewięciu krzyżach zostały umieszczone urny z ziemią z grobów dziewięciu górników – ofiar pacyfikacji.

    Z historią krzyża przy „Wujku” związana jest bezpośrednio historia powstania parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Drewniany krzyż, ustawiony przy kopalni zaraz po pacyfikacji stał się symbolicznym początkiem parafii.

    Znak jedności

    Krzyże tworzą także ikonę Poznania. Pomnik Poznańskiego Czerwca 1956 oficjalnie został odsłonięty w 1981 r. – w 25. rocznicę wydarzeń czerwcowych.

    Projekt pomnika z krzyży ma nieprzypadkowe znaczenie. „Do tego projektu dopisana była także ciekawa interpretacja: dwa krzyże, z czego jeden jest wysunięty bardziej do przodu, symbolizują marsz robotników w pochodzie. Są one połączone jedną belką, oznaczającą robotniczą jedność, a więzy, które spowijają te krzyże, to ucisk socjalistycznej władzy. Orzeł, mniejszy element pomnika, miał symbolizować godło narodowe, Polskę, która dopiero budzi się ku wolności” – podkreśliła Maria Skrzypczak z Muzeum Powstania Poznańskiego.

    Współcześni poznaniacy widzą w symbolu krzyży znak wolności i odrodzenia. „Te krzyże są świętością i przypomnieniem, że nie wolno deptać praw obywatelskich, wolności i niepodległości. Robotnicy Cegielskiego wyszli w 1956 r., żeby zmienić to, co się działo. Kiedy patrzymy na ten pomnik, to nasze myśli powinny zbiegać się z tymi wartościami” – powiedział w rozmowie z Głosem Wielkopolski Marek Lenartowski, założyciel Solidarności w zakładach Cegielskiego.

    Znak wiary

    Krzyż na Giewoncie, będący znakiem polskich gór, stał się ostatnio tematem prawdziwej lawiny społecznej krytyki. Właśnie mijają 2 lata od tragicznej burzy nad Tatrami, kiedy to w wyniku rażenia piorunem, który uderzył w metalowy krzyż na Giewoncie, śmierć poniosło 5 osób.

    Ten krzyż jest symbolem wiary nie tylko górali, ale i całej Polski. Przetrwał dwie wojny światowe i był świadkiem wielu ustrojowych zmian w naszym kraju. Niezmiennie od 120 lat przypomina Polakom, że jedynie z Bogiem nasze życie ma sens.

    Krzyż został zamontowany przez parafian z Zakopanego 19 sierpnia 1901 r. na pamiątkę 1900. rocznicy urodzin Jezusa Chrystusa. Inicjatywa wyszła od ówczesnego proboszcza zakopiańskiego – ks. Kazimierza Kaszelewskiego. Metalowy krzyż w elementach wykonała fabryka Góreckiego w Krakowie, przywieziono go koleją.

    Krzyż ma wysokość 17,5 m, z czego 2,5 m jest wkopane w skały, a jego ramię poprzeczne ma długość 5,5 m. Składa się on z 400 żelaznych elementów o łącznej wadze 1819 kg.

    Krzyż na Giewoncie często był przywoływany w homiliach św. Jana Pawła II. „Ten krzyż na Giewoncie jest jakby zwieńczeniem wielkiej świątyni Tatr, świątyni Podhala, a poniekąd to i świątyni całej naszej Ojczyzny” – powiedział Ojciec Święty, przemawiając w 1980 r. w Rzymie do pielgrzymów z Zakopanego.

    Znak odnowy narodu

    Z osobą naszego świętego papieża związany jest bezpośrednio także krzyż w stolicy.

    „Miałem zaszczyt uczestniczyć we Mszy św. z Janem Pawłem II na placu Piłsudskiego w 1979 r., na którą nie było łatwo się dostać. Trudno wyrazić doznane przeżycia i wielkość tego, co tam się odbywało. Po wielu latach, kiedy ogłoszono ponownie konkurs na krzyż, wiedziałem, że to dla mnie jakaś powinność” – powiedział w Polskim Radiu 24 Jerzy Mierzwiak, współautor projektu krzyża papieskiego.

    Krzyż na pl. Piłsudskiego w Warszawie został wzniesiony w celu upamiętnienia wspomnianej Mszy św., podczas której Ojciec Święty wypowiedział słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!”. Odsłonięto go w czerwcu 2009 r. – w 30. rocznicę pamiętnych wydarzeń.

    „Wołanie Jana Pawła II padło na podatny grunt naszych narodowych i społecznych aspiracji. I wlało w nas ogrom nadziei. Wtedy po raz pierwszy od dziesięcioleci zobaczyliśmy, jak wielu nas jest. Poczuliśmy, co oznacza być razem, bez lęku, wolnym i we wspólnocie” – powiedziała podczas odsłonięcia pomnika ówczesna prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

    Kardynał Kazimierz Nycz zauważył także wielką potrzebę czerpania z krzyża-pomnika inspiracji i motywacji do lepszego życia. „Bądźmy Bożymi optymistami. Róbmy rzeczy niemożliwe! Nadzwyczajnych odkryć dokonują nieraz prostaczkowie. 2 czerwca 1979 r. zaczęło się na tym placu coś niemożliwego, a Bóg wskrzesił iskrę, która rozlała się po całym świecie”.

    Krzyż na dobre wpisał się w historię i tożsamość naszej ojczyzny. Dbajmy o to, aby tak pozostało na zawsze.„Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem/ Polska jest Polską, a Polak Polakiem”.

    Damian Krawczykowski/Tygodnik NIEDZIELA

    ************************

    Spójrz na krzyż i pomódl się tymi słowami. Medytacja o Krzyżu Świętym

    JEZUS NA KRZYŻU
    Thuong Do/Unsplash | CC0

    ***

    Krzyżu błogosławiony, jesteś północą, południem, wschodem i zachodem. Swymi ramionami oplatasz cały świat, przytulając do Chrystusowego serca wszystko, co żyje.

    Medytacja o Krzyżu Świętym

    Krzyżu drewniany, metalowy,
    krzyżu ze ściany, ze zmiętego obrazka,
    na tobie zostało rozpięte
    umęczone ciało Jezusa,
    niczym krwawy żagiel
    na maszcie łodzi zwanej odkupieniem.

    Krzyżu błogosławiony,
    jesteś północą, południem,
    wschodem i zachodem.
    Swymi ramionami oplatasz cały świat,
    przytulając do Chrystusowego serca
    wszystko, co żyje.

    Jesteś orężem ostatecznego zwycięstwa,
    mieczem w Boskich rękach
    najczulszego z ojców.

    W tobie zakochali się święci,
    z tobą oswajają się marzący o świętości.
    Jesteś obfitością wszelkich łask
    dla trwających w cieniu twych ramion.

    Przypominasz wspaniałego ptaka
    szybującego ku niebieskiej ojczyźnie.
    Przypominasz tratwę na bezkresnym oceanie,
    ukazującą się oczom tonącego w grzechu.

    Ty znasz wszystkie słowa
    wypowiedziane przez Konającego.
    Doskonale rozumiesz Jego szaloną miłość
    i przerażającą samotność.

    Pozwól mi wsłuchać się w ciebie.

    Krzyżu przebogaty, jesteś pałacem nędzarzy,
    bo w twoich objęciach
    Bóg dzieli się z człowiekiem wszystkim,
    niczego nie zachowując dla siebie.
    Nawet Matki.

    W Tobie odkupieni znajdują rozkosz,
    ty nadajesz sens cierpieniu i upokorzeniu.
    Jesteś końcem pieśni starej,
    a początkiem nowej.
    Dlatego lgną do ciebie
    szukający wytchnienia i odpoczynku.
    Sięgasz wyżej niż najwyższe góry świata,
    jesteś jak drabina prowadząca do Królestwa,
    jak kręgosłup tych,
    którzy chcą kroczyć chrześcijaństwem.

    Bądź pochwalony, Krzyżu przedziwny!
    W przyjaźni z Maryją i św. Janem
    chcę klęczeć w twoim cieniu,
    żeby nie uronić żadnej kropli krwi
    wypływającej z serca
    Ukrzyżowanej Miłości.

    Aleteia.pl

    ***************************

    ŚRODA – 15 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 19.00

    Matka Boża Bolesna

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278.

    *********************************

    PIĄTEK – 17 WRZEŚNIA

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00 

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00

    ***

    SOBOTA18 WRZEŚNIA

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z NIEDZIELI GODZ. 18:00

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00

    ***

    XXV NIEDZIELA ZWYKŁA19 WRZEŚNIA

    TEGO DNIA JEST DOROCZNA PIELGRZYMKA DO CARFIN:  

    • GODZ. 14.00 – PROCESJA RÓŻAŃCOWA
    • W GODZINIE MIŁOSIERDZIA – KORONKA
    • MSZA ŚW. KONCELEBROWANA O GODZ. 16:00

    Z RACJI PIELGRZYMKI NIE BĘDZIE MSZY ŚW. O GODZ. 14.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA.

    DLA TYCH, KTÓRZY NIE BĘDĄ NA PIELGRZYMCE MSZA ŚW. O GODZ. 11.00 W DOMU POLSKIM IM GEN. WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO (5 PARKGROVE TERRACE, G3 7SD)

    JEST MOŻLIWOŚĆ UCZESTNICZENIA W NIEFORMALNEJ PIESZEJ PIELGRZYMCE DO CARFIN – TRASA WYNOSI 27 KM. CZAS INTENSYWNEGO MARSZU – PONAD 6 GODZIN. POCZĄTEK PIELGRZYMKI NA GRANICY GLASGOW/CAMBUSLANG. CHĘTNYCH PROSZĘ O KONTAKT.

    *********************************

    ************************************************************************************************************


    RÓŻANIEC Z PRYMASEM TYSIĄCLECIA KS. KARD. STEFANEM WYSZYŃSKIM

    źródło: domena publiczna

    ________________ 

    TAJEMNICE RADOSNE

    I. Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie.

    Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy (…), której było na imię Maryja. (…) Anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego” (…) Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa twego! (Łk 1, 26-27. 30-32a. 38).

    Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo! (zob. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego).

    Razem z Archaniołem Gabrielem pozdrawiamy Cię słowami, którymi rozpoczynają się Jasnogórskie Śluby Narodu polskiego, wypowiedziane w Częstochowie 26 sierpnia 1956 roku. 

    Oto my, Dzieci Narodu Polskiego i Twoje Dzieci, krew z krwi Przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości, wierności i nadziei, jakie ożywiały ongiś Ojców naszych.

    II. Nawiedzenie św. Elżbiety.

    Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę (…) a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona (Łk 1, 39-40. 41b. 42a).

    Jasnogórska Królowo Polski, w tajemnicy nawiedzenia św. Elżbiety, chcemy pamiętać o tym, że Ty pierwsza wyśpiewałaś narodom hymn wyzwolenia z niewoli i grzechu, ż Ty pierwsza stanęłaś w obronie maluczkich i łaknących i okazałaś światu Słońce Sprawiedliwości, Chrystusa, Boga naszego. Chcemy pamiętać o tym, że Ty jesteś Matką naszej Drogi, Prawdy i Życia, że w Twoim Obliczu Macierzyńskim najpewniej rozpoznajemy Syna twojego, ku któremu nas wiedziesz niezawodną dłonią.

    III. Narodzenie Pana Jezusa w Betlejem.

    Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem (…) Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2, 4a. 6-7).

    Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej rady! Przyrzekamy Ci, z oczyma utkwionymi w żłóbek betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak Ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą Łaskę Ojca wszelkiego Życia i za najcenniejszy skarb Narodu.

    IV. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej.

    Gdy Rodzice wnosili [do świątyni] Dzieciątko Jezus, (…) [Symeon] wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów. (…) Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie (Łk 2, 27b. 28. 30-31. 34b-35a).

    Jasnogórska Królowo Polski! Podobnie jak Ty ofiarowałaś Bogu swój największy skarb – Jezusa Chrystusa, tak i my składamy u stóp Twoich siebie samych i wszystko, co mamy: zagony polne i warsztaty pracy, pługi, młoty i pióra, wszystkie wysiłki myśli naszej, drgnienia serc i porywy woli.

    Przyjmij to wszystko i przedstaw Synowi swojemu, by Ten, który wszystko może, pomnożył to, co dobre, a od złego nas zachował.

    V. Znalezienie Pana Jezusa w świątyni.

    Został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. (…) Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami (…) a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2, 43b. 46. 48-49).

    Jezus przypomina nam o istocie swej ziemskiej misji. Jest nią pełnienie woli Ojca. Jasnogórska Królowo Polski, naśladując Twojego Syna,

    wzywamy pokornie twojej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i ewangelii, Kościołowi świętemu i jego Pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej, Chrześcijańskiej Przedniej Straży, poświęconej Twojemu Sercu Niepokalanemu i Sercu Syna Twego.

    TAJEMNICE ŚWIATŁA

     I. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie.

    Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. (…) A gdy Jezus został ochrzczony (…)  otworzyły [nad Nim] niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie» (Mt 3, 13. 16-17).

    Pragniemy, aby i nasze upodobanie było w Jezusie Chrystusie, naszym Panu i Bogu. Dlatego przychodzimy, Maryjo, znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask wszelakich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia. Przynosimy do stóp Twoich niepokalanych całe wieki naszej wierności Bogu i Kościołowi Chrystusowemu – wieki wierności szczytnemu posłannictwu Narodu, obmytego w wodach Chrztu świętego (zob. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego). 

    II. Objawienie się Pana Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej.

    A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? (…) Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». (…) Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» (…) «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» (…) Starosta weselny skosztował wody, która stała się winem (…) Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2, 3-4a. 5. 7a. 8a. 11).

    Królowo Polski! Duchowo obecni na Jasnej Górze – Polskiej kanie, postanawiamy uczynić wszystko, co Syn Twój nam powie.Matko Chrystusowa i Domie Złoty! Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne.Spraw, by nigdy w naszych rodzinach nie zabrakło miłości. 

    III. Głoszenie królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia.

    [Jezus] przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło.”Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie» (Mt 4, 13-17).

    Przed wiekami jako Naród polski, przyjęliśmy światło Chrystusowej prawdy. Dzisiaj ponawiamy Śluby Ojców naszych i przyrzekamy, że z wszelką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej Ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie, Bogarodzico Dziewico, wsławiona w tylu świątyniach naszych, a szczególnie w Twej Jasnogórskiej Stolicy.

    IV. Przemienienie na Górze Tabor.

    Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe (…)I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» (Mk 9, 2-3a. 7).

    Matko Łaski Bożej! Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski jako źródła Bożego Życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga; aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego; aby stał się Domem Bożym i Bramą Niebios dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię – pod przewodem Kościoła katolickiego – do Ojczyzny wiecznej. 

    V. Ustanowienie Eucharystii.

    A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. (…) Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!» Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana (Łk 22, 14. 19-20).

    Podczas każdej Eucharystii, zanim przyjmujemy Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, wołamy do Ojca w niebie: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Jasnogórska Królowo Polski, przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących.

    TAJEMNICE BOLESNE

    I. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu.

    [Jezus] upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię (Łk 22, 41b-44).

    Jasnogórska Królowo Polski, Twój Syn podejmuje krzyż naszych grzechów. A my

    stajemy przed Tobą pełni skruchy, w poczuciu winy, że dotąd nie wykonaliśmy ślubów i przyrzeczeń Ojców naszych. Spojrzyj na nas, Pani Łaskawa, okiem Miłosierdzia Twego i wysłuchaj potężnych głosów, które zgodnym chórem rwą się ku Tobie z głębi serc wielomilionowych zastępów oddanego Ci Ludu Bożego (zob. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego).

    II. Biczowanie Pana Jezusa.

    Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!» (…) Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». (…) Wówczas (…) kazał Jezusa ubiczować (Mt 27, 22. 24. 26).

    Maryjo! To za nasze grzechy Jezus był tak strasznie męczony. To nasza wina.

    Zwycięska Pani jasnogórska! Przyrzekamy stoczyć pod twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi. Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości.

    Matko, dopomóż nam w tej pracy nad nami samymi.

    III. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa.

    A żołnierze, uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: «Witaj, Królu Żydowski!» I policzkowali Go. (…) Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: «Oto Człowiek» (J 19, 2-3. 5).

    Tak często, niestety, naśladujemy Chrystusowych oprawców, kiedy zadajemy ból naszym bliźnim. Dlatego stojąc przed Twoim Jasnogórskim Obliczem, Maryjo,

    przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku.

    IV. Droga krzyżowa Pana Jezusa.

    [Piłat] rzekł do Żydów: «Oto wasz król!» A oni krzyczeli: «Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!» Piłat powiedział do nich: «Czyż króla waszego mam ukrzyżować?» Odpowiedzieli arcykapłani: «Poza Cezarem nie mamy króla». Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota (J 19, 14b-17).

    Maryjo, Ty szłaś za Synem Jego drogą krzyżową.

    Zwierciadło Sprawiedliwości! Wsłuchujemy się w odwieczne tęsknoty Narodu, przyrzekamy Ci kroczyć za Słońcem Sprawiedliwości, Chrystusem, Bogiem naszym. Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej.

    V. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu.

    Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę, oddał ducha (J 19, 28-30).

    Maryjo! Jezus przed swoją śmiercią dał nam Ciebie za Matkę.

    Stajemy przed Tobą pełni wdzięczności, żeś dziewicą Wspomożycielką wśród chwały i wśród klęsk tylu potopów. Królowo Polski! Odnawiamy dziś śluby Przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy. Zarówno siebie samych, jak i wszystkie ziemie polskie i wszystek Lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie.

    TAJEMNICE CHWALEBNE

    I. Zmartwychwstanie Pana Jezusa.

    Oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. (…) Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział (Mt 28, 2. 4-6a).

    Nasz Pan trzeciego dnia zmartwychwstał. Każda niedziela jest pamiątką tego zwycięstwa życia nad śmiercią. Dlatego jest to dzień świąteczny, w którym uczestniczymy w Eucharystii – Dziękczynieniu. Jasnogórska Królowo Polski!

    Oddajmy Tobie szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce, aby chwała twoja nie ustawała w ustach naszych dnia każdego, a zwłaszcza w dniu Twoich świąt (zob. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego).

    II. Wniebowstąpienie Pana Jezusa.

    [Jezus] rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony». (…) Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły (Mk 16, 15-16. 19-20).

    Jasnogórska Królowo Polski!

    Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach Królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa, bronić czci Imienia Bożego, wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych. Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić go przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską.

    III. Zesłanie Ducha Świętego.

    Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić (Dz 2, 1-4).

    Maryjo! Oblubienico Ducha Świętego! Ty razem z Apostołami trwałaś na modlitwie w oczekiwaniu na Zesłanie Ducha Pocieszyciela. Trwaj i dzisiaj razem z polskim Narodem w jasnogórskim Wieczerniku i wypraszaj nam potrzebne łaski.

    Przyrzekamy iść w ślady Twoich cnót, Matko Dziewico i Panno Wierna, i z Twoją pomocą wprowadzać w życie nasze przyrzeczenia.

    IV. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny.

    Maryja rzekła: «Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. (…) On przejawia moc ramienia swego (…). Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych (Łk 1, 46-49. 51-52).

    Pomnij Matko Dziewico, przed Obliczem Boga na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać Królestwem Twoim, pod opieką Najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi. Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywiście Królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym.

    V. Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na Królową nieba i ziemi.

    Wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. (…) I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym (Ap 12, 1. 10).

    Królowo Polski,

    w Twoje dłonie składamy naszą przeszłość i przyszłość, całe nasze życie narodowe i społeczne, Kościół Syna Twojego i wszystko, co miłujemy w Bogu. Prowadź nas poprzez poddaną Ci ziemię polska do Bram Ojczyzny Niebieskiej, a na progu nowego życia sama okaż nam Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twojego.

    _____________ 

    teksty rozważań różańcowych pochodzą z książki: Różaniec z Prymasem Tysiąclecia kard. Stefanem Wyszyńskim, Poznań 2020

    ***********************************************

    Ks. prof. Robert Skrzypczak:

    Dzisiejsza beatyfikacja ma nas uzbroić na trudne czasy

    Radio Maryja

    ***

    „Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego jest też próbą uzbrojenia nas na trudne czasy. To, że dziś jest nam łatwo praktykować, że wyznawanie wiary nikogo nic nie kosztuje, nikt nikogo nie wsadza do więzienia, nikt na nikogo z tego powodu nie donosi; nie oznacza, że chrześcijanom będzie się łatwo żyło. Być może idą czasy trudne, być może będziemy mieli, jak zapowiada Rod Dreher, trudne czasy związane z nowym, miękkim i zakamuflowanym totalitaryzmem. Być może przyjdzie czas, kiedy przyznanie się do Chrystusa będzie się wiązało z marginalizacją, z utratą pracy, utratą stanu posiadania i szacunku, może z różnymi nowymi formami męczeństwa” – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. prof. Robert Skrzypczak.

    Fronda.pl: Po wielu latach modlitwy i rocznych perturbacjach związanych z pandemią koronawirusa, wreszcie doczekaliśmy się beatyfikacji Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Co to wydarzenie oznacza i co zmienia fakt, że Prymas Tysiąclecia zostanie oficjalnie wyniesiony na ołtarze?

    Ks. Robert Skrzypczak, doktor habilitowany teologii, psycholog i duszpasterz akademicki: Fakt beatyfikacji czy kanonizacji kogoś, kto należy do Kościoła lokalnego oznacza, że Kościół ten wydaje owoce. Jezus mówił: „po owocach ich poznacie” (Mt. 7:15-20). Dzięki owocom więc rozpoznajemy czy ten Kościół funkcjonujący w parafiach i we wspólnotach, Kościół hierarchiczny i świecki, jest Kościołem zajętym tylko sobą, będąc niepotrzebną instytucją, czy rzeczywiście jest środowiskiem, w którym ludzie dojrzewają do świętości, a więc do pełnego rozwoju swojego człowieczeństwa dzięki Chrystusowi i w oparciu o Jego działanie. Takie więc przede wszystkim znaczenie ma fakt, wydarzenie beatyfikacji. Pokazuje, że Kościół w Polsce wydaje świętych.

    Dalej, oprócz tego, że beatyfikacja jest przejawem owocowania Kościoła, znakiem działania Pana Boga pośród nas, jest też naszym wyrazem wdzięczności wobec tego, kim był i co nam zostawił Prymas Wyszyński. Bez cierpienia, bez postawy wewnętrznego ofiarowania się i bez duszpasterskiego geniuszu Prymasa Wyszyńskiego, być może nie byłoby nigdy „Solidarności”. Być może nie byłoby też zjawiska tak powszechnego rozkwitu nowych wspólnot, ruchów odnowy w Kościele polskim. Pamiętamy przecież słowa św. Jana Pawła II, który powiedział, że gdyby nie Prymas Tysiąclecia, to nie byłoby też Jana Pawła II. Dzisiejsza beatyfikacja jest więc sposobnością, abyśmy wyrazili wdzięczność za dar życia i posługi Prymasa.

    I po trzecie, beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego jest też próbą uzbrojenia nas na trudne czasy. To, że dziś jest nam łatwo praktykować, że wyznawanie wiary nikogo nic nie kosztuje, nikt nikogo nie wsadza do więzienia, nikt na nikogo z tego powodu nie donosi; nie oznacza, że chrześcijanom będzie się łatwo żyło. Być może idą czasy trudne, być może będziemy mieli, jak zapowiada Rod Dreher, trudne czasy związane z nowym, miękkim i zakamuflowanym totalitaryzmem. Być może przyjdzie czas, kiedy przyznanie się do Chrystusa będzie się wiązało z marginalizacją, z utratą pracy, utratą stanu posiadania i szacunku, może z różnymi nowymi formami męczeństwa.

    Czego więc jako Kościół potrzebujemy dziś, aby wyjść na spotkanie tym trudnym czasom?

    W sytuacji, kiedy Kościół przechodzi przez próbę, decydujące są dwa elementy. Pierwszym jest poczucie wspólnotowości. Chrześcijanin nigdy w czasie próby nie może zostać sam. Drugim decydującym elementem są mocni przywódcy. To deficyt naszych czasów i nowe zapotrzebowanie z naszej strony, które kierujemy do nieba. Potrzebujemy nowych ludzi, którzy potrafiliby wierzyć i cierpieć jak Prymas Wyszyński. Ludzi, którzy potrafiliby też podejmować ważne i trudne decyzje jak Prymas Tysiąclecia.

    Kard. Kazimierz Nycz przypisał Prymasowi tytuł, który wcześniej Jan Paweł II nadał św. Maksymilianowi Kolbe. Nazwał go właśnie „patronem na trudne czasy”. Co szczególnego powinniśmy wynieść z dziedzictwa Kardynała Wyszyńskiego stając wobec współczesnych problemów?

    Prymas Wyszyński może dziś wydawać się nam postacią z poprzedniej epoki, związanej z walką z komunizmem, którego już nie ma. Kojarzymy go z prześladowaniami religijnymi, których w Polsce już nie ma. Może wydawać się nam postacią wyciągniętą z sarkofagu, docenioną, jak docenia się Powstańców Warszawskich czy innych bohaterów historii. Tymczasem Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński przede wszystkim pokazuje w sobie cechy chrześcijanina, które odpowiednio rozwijane, dzięki łasce i Duchowi Świętemu, mogą doprowadzić do tego typu sposobu reagowania na przeciwności, na cierpienia, na odpowiedzialne zadania, jaki właśnie cechował Księdza Prymasa.

    Każda cnota, każda zaleta w życiu, musi być poddana pewnej weryfikacji, przejść pewną próbę. Dzięki tym próbom objawia się nie to, że jakiś człowiek był wybitny czy wyposażony w jakieś cechy, których inni nie mają, na zasadzie kultury, wychowania; ale objawia się to, co św. Paweł sformułował w zdaniu: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Nazywamy to postawą eucharystyczną. Właśnie po to karmimy się Ciałem i Krwią Chrystusa, aby Chrystus w nas mieszkał i dał się rozpoznawać po tzw. postawach życia wewnętrznego.

    Niektórzy chrześcijanie przechodzą próbę pokory. Można powiedzieć, że Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński przeszedł próbę męczeństwa. Jedną z takich „postaw życia wewnętrznego”, którymi cechował się Ksiądz Prymas Wyszyński, była jego niezłomność. My często jesteśmy gotowi na jakieś porywy, na szlachetne czyny, jednak bardzo trudną rzeczą jest wytrwałość, niezłomność i wierność. Zwłaszcza dziś cechy te są zakwestionowane. Widzimy to w małżeństwie, w kapłaństwie, w takim pełnym lęku podchodzeniu do decyzji życiowych. Dzisiaj generalnie jest lęk przed złotą obrączką czy białą koloratką, bo boimy się decyzji, które będą wiążące na całe życie. Boimy się konsekwencji i biomy się, że wymagania nas przerosną. A Kardynał Wyszyński był niezłomny, był przez całe życie wierny Chrystusowi. Nawet będąc uwięziony, kiedy miał wszelkie powody by myśleć, że nie wyjdzie z tego żywy i skończy jak wielu duchownych i patriotów przed nim, że wywiozą go do Kazachstanu na Syberię i ślad po nim zaginie, narzucił sobie zdyscyplinowany, regularny styl życia mnicha. Styl życia człowieka, który robi wszystko, aby nie dopuścić do siebie nawet na minutę jakiekolwiek pokusy, która mogłaby oddalić go od Chrystusa, od nadziei.

    Mimo tego położenia, mimo więzienia, nigdy nie czuł nienawiści do swoich oprawców.

    Tak, to jest kolejna rzeczywistość, którą warto wydobywać z postawy Księdza Prymasa Wyszyńskiego. Jest to postawa przebaczenia. Funkcjonariusze UB stosowali wiele tortur psychicznych wobec Księdza Prymasa. Był torturowany m.in. kłamstwami i insynuacjami. Podsuwano mu szpiegów, wytwarzano atmosferę zagrożenia, nieustannego osaczenia. Kłamano mu, że Episkopat Polski się od niego odwrócił, że wybrano nowego prymasa. Używano kłamstw w najbardziej delikatnych i dramatycznych okolicznościach, na przykład informując Prymasa o śmierci ojca, który żył. Próbowano go złamać na wszelkie możliwe sposoby. Tutaj znamienne jest zdanie, które Kardynał Wyszyński zapisał w Wigilię 1953 roku: „Nie zmusicie mnie do tego, bym was nienawidził”.

    W trakcie swojej próby Ksiądz Prymas wiele się modlił. Modlił się za funkcjonariuszy UB, za członków partii komunistycznej, za władze PRL-u, które skazały go na odosobnienie i te wszystkie tortury. Modlił się też za prezydenta Bieruta.

    Kolejna rzecz, która w mojej ocenie jest wyrazem geniuszu duszpasterskiego Księdza Prymasa Wyszyńskiego, to fakt, że gdy wyszedł z trzyletniego więzienia, nie wyszedł jako człowiek przegrany, złamany i wyniszczony. Przeciwnie, z więzienia wyszedł pasterz, który miał wizję tego, co należy dalej robić. Wyszedł z jasnym planem, który miał wzmocnić ludzi wierzących w Polsce, ludzi poddanych systematycznej, nieustannej indoktrynacji komunistycznego ateizmu. Wiedział, że w tych warunkach nie należy tracić czasu na jałowy spór polityczny i publicystyczne polemiki, ale trzeba wzmocnić człowieka od środka. Dlatego w centrum jego pastoralnej uwagi i planów duszpasterskich znalazła się propozycja odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych.

    Dlaczego właśnie odnowienie przyrzeczeń?

    Jako katolicy co roku odnawiamy swoje przyrzeczenie w Wigilię Paschalną. Dlatego właśnie Wigilię Paschalną nazywamy Liturgią Matką, z której pochodzą wszystkie inne modlitwy, liturgie, sakramenty. To liturgia, z której czerpiemy wiarę i nadzieję na cały rok. W centrum Wigilii Paschalnej jest właśnie odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych.

    Jednym z powodów największego cierpienia dzisiejszego człowieka, nawet bogatego, sytego i zabezpieczonego, jest brak poczucia tożsamości. To brak odpowiedzi na takie fundamentalne pytania jak: „kim jestem?”, „skąd się wziąłem?”, „dokąd zmierzam?”. Ksiądz Prymas wiedział, że w warunkach ateistycznej pustki, nieustannego nacisku ze strony marksistowskiej indoktrynacji, katolikom trzeba zaproponować, aby na nowo zakorzenili się w Chrystusie, czyli odnowili swoją chrześcijańską tożsamość. Okazało się, że to, co Prymas Wyszyński zaproponował wówczas Polakom, czyli Wielka Nowenna i bardzo licznie, powszechnie celebrowany jubileusz milenium chrztu Polski, przyniosło efekt w postaci wewnętrznego umocnienia, pokrzepienia Polaków. Bo nic tak nie umacnia i nie przygotowuje chrześcijan na wyzwania jak osobista relacja z Chrystusem.

    Do prezbiterium Świątyni Opatrzności Bożej, w czasie Mszy beatyfikacyjnej wniesione zostaną relikwie Kardynała Wyszyńskiego. Będzie to rękopis jego „Aktu osobistego oddania się Matce Bożej”. Ta maryjność Prymasa Wyszyńskiego jest dziś zadaniem do realizacji czy pewnym przeżytkiem w coraz bardziej nastawionym na ekumenizm Kościele?

    W żadnym razie nie jest przeżytkiem! Bardzo się cieszę, że w czasie aktu beatyfikacyjnego obecna będzie również ikona Matki Bożej Częstochowskiej, która peregrynowała po Polsce. Przypomnę, że Matka Boża pielgrzymowała wtedy od parafii do parafii przez cały czas przygotowania do odnowy przyrzeczeń chrzcielnych. Ksiądz Prymas Wyszyński kojarzył tę naszą, dzisiejszą obecność Maryi w polskim Kościele z jej ważną i skuteczną obecnością na zaślubinach w Kanie Galilejskiej, gdzie brakowało wina. Maryja jako Dobra Matka, nie tylko Jezusa, ale również nas, Jego uczniów, dostrzega, kiedy zaczyna brakować wyobraźni, wiary, odwagi, gotowości na poświęcenie, autodyscyplinę i odpowiedzialność. Wówczas zaczyna reagować. I przychodzi do nas powtarzając nam: „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn” (Por. J 2, 5). Dlatego maryjność absolutnie nie jest przeżytkiem. Zdajemy sobie sprawę, że Maryja była bardzo ważna w życiu największych bohaterów wiary w ostatnim okresie dziejów Kościoła w Polsce. Starczy wymienić Księdza Prymasa Wyszyńskiego, św. Jana Pawła II, bł. Księdza Jerzego Popiełuszkę, Arcybiskupa Antoniego Baraniaka czy dziś beatyfikowaną Matkę Elżbietę Różę Czacką. Oni i wiele innych wielkich postaci byli bardzo maryjni. Maryjni w tym sensie, że byli bardzo przywiązani do postaci Matki Bożej, która jako pierwsza z Apostołów nie męczy się w nieustannym przypominaniu nam o tym, aby Chrystusa postawić na pierwszy miejscu i robić wszystko, co On powie.

    To nie jest tak, że Maryja jest jakimś argumentem politycznym, którym można dowolnie się posługiwać w zależności od tzw. koniunktury duszpasterskiej czy politycznej poprawności. Nie może być tak, że w pewnym momencie decydujemy się na Matkę Bożą, a w innym chowamy ją za parawan, bo będzie nam przeszkadzała na przykład w uprawianiu ekumenizmu czy „dialogizmu” ekumenicznego. Zdecydowanie nie! Maryja jest dla nas, uczniów Chrystusa, cenna i ważna. Dziś wciąż obowiązuje testament Jezusa z krzyża: „<<Oto Matka twoja>>. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27).

    Może Ksiądz Prymas Wyszyński również po to wraca do naszej zbiorowej świadomości, żeby nas, katolików trochę rozleniwionych duchowo i zniechęconych, wzmocnić obecnością Maryi Matki.

    Dzisiejsza beatyfikacja jest ogromnym wydarzeniem dla Kościoła w Polsce. Prymas Wyszyński jest tylko dla nas, czy jego postać niesie też przesłanie dla Kościoła powszechnego?

    Oczywiście, Ksiądz Prymas jest ważny nie tylko dla Polaków i myślę, że będzie to też argumentem zapowiadającym jego rychłą kanonizację. Prymas Wyszyński okazał się znakiem nadziei, znakiem bardzo wspierającym, także dla ludzi z innych krajów. Osobiście miałem okazję poznać jednego sędziwego kapłana, który pracował jako wikariusz generalny w kurii diecezji Treviso na północy Włoch. Kapłan ten wspominał, jak będąc klerykiem stał w 1957 roku ze swoimi kolegami na dworcu kolejowym w swoim mieście, czekając na przyjazd pociągu, którym podróżował „męczennik ze Wschodu”. Tak właśnie nazywano na Zachodzie Księdza Prymasa Wyszyńskiego, który po wyjściu z więzienia udał się w swoją pierwszą podróż do Watykanu, aby złożyć wizytę papieżowi Piusowi XII i odebrać swój kapelusz kardynalski, który czekał na niego w Rzymie od czterech lat. Klerycy ci wyszli, aby oddać hołd „męczennikowi ze Wschodu”.

    Inne wydarzenie, które ukazuje nam, jak bardzo Kościół Powszechny zdawał sobie sprawę ze znaczenia postaci Prymasa Wyszyńskiego, miało miejsce 13 października 1962 roku. W czasie pierwszego roboczego posiedzenia Soboru Watykańskiego II w Bazylice św. Piotra rozległy się gromkie oklaski na cześć Księdza Prymasa Wyszyńskiego, traktowanego jako męczennika i przedstawiciela Kościoła poddanego próbie męczeństwa. Ksiądz Prymas Wyszyński był wówczas symbolem całego Kościoła poddanego upokorzeniu, próbie anihilacji, zniszczenia. I jako ten niezłomny kapłan dodawał odwagi.

    Myślę, że również dziś wielu moich przyjaciół z Włoch czy Francji, którzy śledzą przebieg uroczystości w Polsce i dopytują o jej szczegóły, poszukuje takich postaci jak Prymas Wyszyński, podobnie jak Arcybiskup Fulton Sheen, na którego beatyfikację czekamy, takich symboli jednoznaczności i niezłomności w przyznawaniu się do Chrystusa.

    W czasie swojego ziemskiego życia Kardynał Wyszyński prowadził Polskę do przezwyciężenia niewoli komunizmu. O co dziś, kiedy wstawia się już za nami przed Bogiem w niebie, prosi Ksiądz Profesor Prymasa Tysiąclecia dla Polski?

    Jest bardzo dużo intencji, które należy przedstawiać Księdzu Prymasowi, prosząc go, aby orędował za Kościołem w Polsce. To Kościół, który dziś wydaje się bardzo odmieniony w stosunku do Kościoła, którego symbolem jest Ksiądz Prymas Wyszyński. Dzisiaj cierpimy z wielu powodów. Kościół w Polsce jest dziś bardzo poraniony ciężkimi, śmiertelnymi grzechami niektórych swoich przedstawicieli, niektórych duchownych. Jednak dziś nie tylko duchowni, ale też świeccy i katolickie rodziny w Polsce uległy jakiemuś takiemu, jak ja to nazywam, syndromowi tłustego, zmęczonego kota. Wielu z nas opuściła gorliwość, chęć poświęcenia wielu rzeczy dla spraw najważniejszych. Życie nam się trochę polepsza pod względem materialnym. Jednocześnie bardzo mocno zadziałała na nas pandemia, lockdowny i wszelkie ograniczenia. Mimo, że ograniczeń już nie ma, stajemy się ludźmi coraz bardziej zamkniętymi w swoim prywatnym, wygodnym życiu. Dajemy się pożerać egoizmowi i indywidualizmowi. Bardzo wzmaga się też poziom napięcia, gniewu, często nienawiści. Widać więc gołym okiem, również patrząc na puste ławki w kościołach, coraz mniej oblegane konfesjonały i ogromny spadek zainteresowania udziałem w pielgrzymkach, wspólnych modlitwach i innych wydarzeniach ewangelizacyjnych, że bardzo potrzebujemy ratunku dla naszego polskiego Kościoła.

    Wzruszyłem się do łez słysząc niedawno świadectwo młodego chłopaka, który wyruszył w pieszą pielgrzymkę z Częstochowy do Rzymu. Docierając do Rzymu wyznał, że szedł w intencji Kościoła w Polsce. Na pewno potrzebujemy dziś świętych. Św. Jan Paweł II powtarzał, że Kościół nie potrzebuje reformatorów, ale by wyzdrowieć i nabrać sił, potrzebuje świętych. I potrzebujemy nowego orędownika w niebie, który będzie nas wspierał przede wszystkim w walce z grzechem, z wewnętrznym zniechęceniem, który będzie ratował różne sektory naszego Kościoła od zepsucia. Przede wszystkim potrzebujemy orędownika, który będzie dodawał nam nadziei. Nadzieja chrześcijanina nie bierze się z optymistycznych słupków w sondażach czy z poparcia społecznego, ale z odwagi spoglądania w niebo i spodziewania się, że w Kościele znajdziemy najlepsze środowisko do tego, by nie tylko wzrastać jako ludzie, ale także wzrastać do życia wiecznego.

    Misja Prymasa Tysiąclecia w polskim Kościele nie kończy się więc, mimo że mija 40 lat od jego odejścia do Domu Ojca?

    Ksiądz Prymas Wyszyński spogląda na nas od tej drugiej strony. On już jest tam, w niebie. Szczęśliwy razem z Chrystusem i Maryją. I myślę, że będzie działał wiele, jeszcze więcej niż tutaj, za ziemskiego życia, żeby nas mobilizować, żeby nas pobudzać do odwagi, do nadziei. Żeby nas wspierać w drodze i pomagać nam nieustannie widzieć, którędy droga do nieba.

    rozmawiał Karol Kubicki/Fronda.pl

    ******************************************************************

    Beatyfikacja

    Nie ma takiej krzywdy, której nie można by przebaczyć

     Instytut Prymasa Wyszyńskiego

    ***

    Umiejętność przebaczania jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech życia Prymasa. Jej źródłem jest miłość, która czyni człowieka mądrym i odważnym. Osobie skrzywdzonej udziela ona potrzebnej siły do zwycięstwa nad nienawiścią (oko za oko) i do modlitwy za tych, którzy dopuścili się względem niej złych czynów.

    z książki: Wyszyński. 40 spojrzeń o. Zdzisława J. Kijasa/Tygodnik NIEDZIELA

    ****************************************************

    Relikwie i relikwiarze

    12 września 2021 roku, po ogłoszeniu formuły beatyfikacyjnej przez papieskiego wysłannika kard. Marcello Semeraro, do prezbiterium Świątyni Opatrzności Bożej zostały wniesione w procesji relikwie nowych błogosławionych. Specjalnie na tę okazję przygotowano dla nich relikwiarze.

    Relikwie

    ***

    W przypadku kard. Wyszyńskiego relikwią będzie jego własnoręczne pismo, ponieważ przed beatyfikacją nie był otwierany sarkofag, w którym spoczywają jego szczątki w archikatedrze warszawskiej św. Jana Chrzciciela.

    Natomiast relikwią matki Czackiej będzie umieszczony w kapsule fragment kostny, który został pobrany podczas procedury przeniesienia doczesnych szczątków Elżbiety Róży Czackiej z cmentarza zakładowego do kaplicy utworzonej w jej dawnym pokoju, przylegającym do kościoła w Laskach.

    Relikwiarze

    Relikwiarz Prymasa Wyszyńskiego zaprojektował i wykonał znany gdański artysta bursztynnik Mariusz Drapikowski, twórca m.in. bursztynowej sukienki dla Ikony Jasnogórskiej, tzw. sukni zawierzenia „Totus Tuus”.

    Artysta wkomponował w relikwiarz oryginalny rękopis Aktu osobistego oddania się Matce Bożej i wizerunek Jasnogórskiej Ikony. Ten własnoręcznie napisany przez przyszłego błogosławionego akt ma szczególną wymowę, gdyż kard Wyszyński ułożył go podczas uwięzienia w Stoczku Warmińskim i tymi słowy ofiarował się Matce Bożej 8 grudnia 1953 r.w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

    Natomiast relikwiarz matki Czackiej, pierwotnie zaprojektowany przez s. Albertę Chorążyczewską FSK (absolwentkę wydziału malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych) jest dziełem wybitnego artysty rzeźbiarza Marka Szali, autora m.in. ołtarza papieskiego pod Krokwią w Zakopanem w 1997 r.

    Relikwiarz wykonany w drewnie lipowym przedstawia wyrzeźbione dłonie matki Elżbiety Czackiej, które delikatnie opuszkami palców czytają napisany wypukłym pismem brajla fragment Psalmu 126. Przyszła błogosławiona modliła się nim przed swoją śmiercią:

    „Ci, którzy we łzach sieją,
    żąć będą w radości.
    Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew,
    lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”.

    Kartki z tekstem są poruszone jakby powiewem wiatru. Kapsuła z relikwiami jest umieszczona pomiędzy słowami psalmu.

    Rzeźba dłoni powstała na podstawie odlewu wykonanego za życia matki Elżbiety. Wtedy miał on prezentować niewidomym wychowankom właściwy układ palców przy czytaniu pisma brajla.

    Relikwiarze pozostaną już na stałe w Świątyni Opatrzności Bożej – docelowo znajdą się w Panteonie polskich świętych i błogosławionych, który usytuowany jest w kolistej nawie bocznej Świątyni Opatrzności Bożej.

    Inne relikwiarze

    Po beatyfikacji relikwie Prymasa Wyszyńskiego trafią także do archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie oraz bazyliki prymasowskiej pw. Wniebowzięcia NMP w Gnieźnie.

    Otrzyma je również konkatedra św. Jakuba w Olsztynie. Po wojnie rządcą diecezji warmińskiej z tytułem wikariusza generalnego Prymasa Polski był ks. Wojciech Zink, który w 1953 r. jako jedyny zaprotestował po aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa Polski. Sam kard. Wyszyński wspominał w zapiskach, że “bronił go tylko pies Baca i Niemiec, ks. Zink z Olsztyna”.

    Relikwie Prymasa Wyszyńskiego będą również przechowywane w bazylice Nawiedzenia NMP w Stoczku Warmińskim. Prymas Wyszyński był więziony w tamtejszym klasztorze przez prawie rok: od 12 października 1953 r. do 6 października 1954 r.

    Relikwiarze trafią też do największych warszawskich parafii: Najświętszego Zbawiciela, Ofiarowania Pańskiego na Ursynowie i św. o. Pio na Gocławiu (w diecezji warszawsko-praskiej). Wszystkie te relikwiarze przygotował również Mariusz Drapikowski

    Natomiast prośby o relikwie matki Czackiej napływają do założonego przez nią Zgromadzenia sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Proszą o nie proboszczowie parafii z różnych stron Polski m.in. z Bydgoszczy, Łodzi, Wrocławia i Warszawy. Wielu z nich ma rekomendacje swoich biskupów.

    Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************************************************

    Beatyfikacja

    Kielich mszalny w hołdzie powstańcom

    Został wykonany, gdy nikt jeszcze nie myślał o zrealizowaniu Pomnika Powstania Warszawskiego. Był to rok 1970. Inicjatorem i fundatorem był kard. Stefan Wyszyński. Kielich ten będzie używany w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej 12 września. 

    fot. Anna Gułak

    ***

    Prymas chciał w sposób najbardziej godny i osobisty uczcić męczeństwo obrońców stolicy. Był też mecenasem sztuki. Interesował się wystawami sztuki sakralnej warszawskich studentów. Wśród nich była studentka stołecznej Akademii Sztuk Pięknych Teresa Duczkowska. Kardynał Wyszyński kupił obrazy tej artystki, a także podziwiał przy innej okazji pracę wykonaną przez nią w srebrze. Osobiście poprosił ją o zaprojektowanie i wykonanie kielicha poświęconego Powstaniu Warszawskiemu do archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

    Łukasz Krzysztofka/Tygodnik NIIEDZIELA

    ************************************************************************************************************

    Od hrabianki do franciszkanki

     

     laski.edu.pl

    ***

    Zamieniła hrabiowski pałac na ubogą celę zakonną. 12 września zostanie beatyfikowana z prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim, z którym połączyło ją Dzieło Lasek.

    Niewidoma Róża Czacka swoje kalectwo odczytała jako dar Boży, który pozwolił jej odkryć powołanie i odnaleźć szczęście w służbie niewidzącym. Nic jednak nie zapowiadało, że z płaczliwego i nadwrażliwego dziecka wyrośnie „niewiasta dzielna”, której „wartość przewyższa perły” (Prz 31, 10). Od dzieciństwa, zagrożona utratą wzroku, była wyobcowana ze środowiska rówieśników.

    Czaccy należeli do grona znamienitych i zamożnych polskich rodów, toteż wydawać by się mogło, że Rózi mogło brakować tylko ptasiego mleka. Po latach wyznała jednak, że dzieciństwo miała ciężkie. Wynikało to z surowego usposobienia jej matki, Zofii, która trzymała córkę mocno w ryzach, chcąc ją zahartować do życia.

    Ciepło i miłość okazywał ojciec, Feliks, który jednak ze względu na swe obowiązki rzadko bywał w domu. Ojcu, organicznikowi, jednemu z inicjatorów budowy kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, zawdzięczała Róża niespotykaną u dziewcząt z jej środowiska znajomość spraw gospodarczych.

    Ukochana babcia, Pelagia z Sapiehów, zadbała o jej wychowanie religijne i przygotowywała ją do ślepoty, ucząc modlitw na pamięć.

    Z domu, dzięki zatrudnieniu doborowych nauczycielek, wyniosła znakomite wykształcenie, którego nie zapewniały najlepsze pensje dla dziewcząt z jej sfery. Władała biegle czterema językami, pięknie tańczyła, dobrze grała na fortepianie – najchętniej utwory Chopina.

    Dobry Pan Jezus zabrał mi oczy

    Na szczęście to nie była cała prawda o pannie Czackiej. Od I Komunii św. nie rozstawała się z Naśladowaniem Chrystusa Tomasza a Kempis, prawie nie opuszczała codziennej Mszy św., przystępując do Eucharystii. Już jako matka Elżbieta tak wspominała jednak tamten czas: „Życiem światowym żyłam długo i miałam do niego wstręt, «do cukrzenia», do dyplomacji”.

    Od dzieciństwa uwielbiała jazdę konną, co stało się bezpośrednią przyczyną jej kalectwa. Jeździła brawurowo, lubiła skakać przez przeszkody. Kiedy miała 22 lata, jedna z takich przejażdżek u rodziny na Wołyniu zakończyła się tragicznie. Podczas jazdy galopem koń nagle stanął przed przeszkodą, a amazonka przeleciała przez jego głowę w pozycji siedzącej. To skutkowało pęknięciem siatkówki w oczach, co przyspieszyło całkowitą utratę wzroku.

    O tym wydarzeniu po latach powie: „Z chwilą, kiedy mi się najwięcej zaczął podobać świat, dobry Pan Jezus zabrał mi oczy, abym z mojego kalectwa skorzystała i zaczęła opiekować się niewidomymi”.

    Nie pomogły wizyty u najlepszych europejskich okulistów. Rozmowa z dr. Bolesławem Ryszardem Gepnerem ostatecznie pozbawiła ją złudzeń, że odzyska wzrok. Lekarz poradził jej, aby zajęła się losem 18 tys. niewidomych w Królestwie Polskim, którzy znaleźli się na marginesie społeczeństwa. Młoda hrabianka te słowa wzięła sobie bardzo mocno do serca.

    Opieka nad niewidomymi

    Przygotowywała się do tej pionierskiej roli przez prawie 10 lat. Nauczyła się alfabetu Braille’a, odbyła wiele podróży zagranicznych, zwłaszcza do Francji, kolebki ruchu tyflologicznego, który za cel stawiał sobie przystosowanie niewidomych do samodzielności i życia w społeczeństwie. Chciała zmienić mentalność społeczną w stosunku do niewidomych. Uważała, że filantropia wobec nich to zdecydowanie za mało. Postawiła sobie za cel przywracanie im godności. Doszła do przekonania, że dzięki właściwej opiece i wychowaniu niewidomi mogą się stać samodzielni życiowo i użyteczni społecznie. Uważała, że mogą oni być apostołami dla ludzi widzących, którzy cierpią na ślepotę duchową.

    W pierwszym domu dla niewidomych, który założyła przy ul. Polnej w Warszawie, zamieszkała razem z podopiecznymi. Wybrała sobie najgorsze miejsce do spania. Nosiła buty z rafii lub ze słomy. Na równi z innymi wykonywała wszystkie czynności domowe, nie pozwalała na okazywanie jej jakichkolwiek przywilejów. Zabraniała mówić na nią hrabianka. „Całe życie uczyli mnie nosa zadzierać, a teraz sama muszę uczyć się go spuszczać” – mawiała.

    Została odcięta od Warszawy wskutek działań wojennych. Powróciła, od rodziny z Wołynia, do Warszawy już jako tercjarka we franciszkańskim habicie. W 1918 r. założyła Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego głównym celem jest „wynagradzanie Panu Jezusowi za duchową ślepotę ludzi”.

    Gdy rozpoczęła pracę w 1922 r. na skrawku podarowanej ziemi w podwarszawskich Laskach, nie mogła wiedzieć, że tworzy historię. Laski staną się wkrótce symbolem Kościoła służebnego, gdzie obok zakładu dla niewidomych powstanie ośrodek formacyjny dla inteligencji, ściągający osoby poszukujące, nieraz o bardzo znanych nazwiskach. Tu, przy współpracy ze sługą Bożym ks. Władysławem Korniłowiczem, matka Elżbieta kształtowała Dzieło Lasek. W 1924 r. ks. Korniłowicz nadał Dziełu nazwę Triuno. Podkreślała ona, że głównym celem Dzieła jest oddawanie chwały Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Triuno oznaczało również jedność trzech pracujących w Dziele: niewidomych, sióstr franciszkanek służebnic Krzyża i świeckich, skupionych w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi, a także trojaki charakter Dzieła: edukacyjny, apostolski i charytatywny. Zaczynając od zera, borykając się z problemami materialnymi, stworzyła nowoczesny ośrodek dla niewidomych na europejskim poziomie.

    Niewidomy może być szczęśliwy

    Począwszy od utraty wzroku, jej życie wypełnione było cierpieniem. W pierwszych latach swojej działalności, mimo kalectwa i dotkliwych bólów kręgosłupa, uczestniczyła w kwestach na rzecz niewidomych albo godzinami stała w kolejkach po przydziały żywności, które potem na plecach zanosiła do zakładu. Takie wyprawy zimą z Lasek do Warszawy okupywała pokaleczonymi stopami.

    Niedługo po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w odstępie pół roku, przeszła dwie nowotworowe operacje: guza w kręgosłupie i amputację piersi. We wrześniu 1939 r., podczas bombardowania Warszawy, została ciężko ranna. Doznała złamania ręki i obojczyka oraz zgniecenia gałki ocznej, którą zoperowano jej bez znieczulenia. W ostatnich latach życia przeszła wylew i ciężko chorowała na serce i nerki.

    Uważała, że cierpienie jest „wstrętne naturze człowieka”, ale bez niego „nie może być jednak mowy o świętości”.

    8 grudnia 1919 r. w jej liście do władz kościelnych znalazły się szokujące, mogłoby się wydawać, słowa: „Szczęście, które znalazłam w moim kalectwie, pragnęłam przelać na innych niewidomych”.

    Kiedy jeden z chłopców, którego przywieziono do Lasek, rozpaczał po utracie wzroku, matka Elżbieta przytuliła go i powiedziała: „Władku, jeszcze będziesz szczęśliwy, tak jak i ja jestem szczęśliwa”. Po latach wspominał on trafność tych słów już jako Władysław, podejmując pracę jako nauczyciel w Laskach.

    Przyjaciel prymasa Stefana Wyszyńskiego – Antoni Marylski, którego nawrócenie matka Elżbieta wymodliła i który stał się potem jej najbliższym współpracownikiem, zostawił nam chyba najpiękniejszy jej portret. Pierwsze spotkanie z matką Elżbietą tak zapamiętał: „Zobaczyłem twarz promieniejącą nie ziemskim szczęściem, ale głęboką radością płynącą z głębi duszy i oświetlającą rysy, tak że nie miało się wrażenia obcowania z osobą niewidomą. Tyle było wyrazu w tej twarzy! Głos miała przedziwnie piękny, szło od niej coś, co jednało serce. Człowiek korzył się, nic nie rozumiejący, bo tajemnica cierpienia ukryta w tej twarzy promieniującej radością stała się zagadką dla mnie: jak może ktoś, kto tak strasznie cierpi, być jednocześnie radosny?”.

    Kiedyś, gdy wydawało się jej, że jest sama, z jej piersi wyrwały się słowa skargi: „O Boże, tak ciężko”. Zaraz potem przyszło jednak opamiętanie: „Ale przecież ja sama tego chciałam”.

    Siostra Radosława Podgórska, franciszkanka służebnica Krzyża, biograf matki Czackiej, tak formułuje aktualność jej przesłania dzisiaj: „Matka pokazała nam swoim życiem i swoją działalnością, że bycie «sprawnym inaczej» obejmuje tylko fragment naszej egzystencji. Druga część polega bowiem na ukazywaniu prymatu wartości duchowych w codziennym życiu, które stopniowo poprowadzą człowieka do stawania się narzędziem w rękach Boga”.

    Matka Czacka uczy nas, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli się zaufa Bogu. Swoim życiem pokazuje również, że cierpiąc, możemy znaleźć radość, wewnętrzny pokój i szczęście. Przypomina nam to hasło, którym pozdrawiają się siostry i świeccy pracownicy w Laskach: „Przez krzyż – do nieba!”.

    Grzegorz Polak/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    Maryjny wrześniowy tydzień

    Być może dla wielu ludzi – nawet żarliwych chrześcijan – tytuły Maryjne to tylko „inne nazwy tego samego” albo, co gorsza, jakiś przerost gorliwości czcicieli. Tymczasem to coś zupełnie innego. Mamy do czynienia z niezwykłym teologicznym zjawiskiem.

    fot.Bożena Sztajner/Niedziela

    ***

    Matka Boża jest jedna, ale ma Ona wiele sanktuariów; w setkach liczymy też Jej święta. Jest wciąż ta sama, a co chwilę inna – Niepokalana, Różańcowa, Fatimska, Jasnogórska… Nawet w swych objawieniach wciąż przychodzi inaczej. Bywa czarnolica albo jasnowłosa, ubrana w szaty ciemne jak nocne niebo albo odziana w słoneczną biel… Wciąż inna, bo niewypowiedziana, nieskończona w swej tajemnicy. Ma w sobie coś z… Boga i podobnie jak On jest dla nas niepojęta. Krótko wyjaśnił to św. Maksymilian: „Maryja jest nie tylko «Matką» – Ona jest Matką «Bożą». Bóg, który jest nieogarniony i nawet wszystkie ludzkie słowa nie są w stanie oddać Jego tajemnicy, jest owocem Jej żywota! Stąd i Maryja pozostaje dla nas wielką świętą tajemnicą.

    Może dlatego tak wielu ludzi Jej nie rozumie albo nawet sprzeciwia się oddawaniu Jej czci.

    Cechy Boga w Matce Boga

    Nie wnikniemy w tajemnicę Boga, więc i tajemnica Jego Matki pozostaje dla nas nieprzenikniona. To dlatego, by choć trochę przybliżyć misterium Jej świętości i misji, opowiadamy o Niej za pomocą tysięcy pojęć i słów.

    I wcale nie są to synonimy. Nie mówimy tylko o „Najczystszej”, „Niepokalanej” czy „Nieskalanej”. Używamy słów, które wciąż mówią o czymś innym. To typowa cecha chrześcijańskiego myślenia. W teologii i pobożności Kościoła nie ma „tylko”. Jest mnożone niemal w nieskończoność „i”, jest „nie tylko, lecz także”. Skoro Bóg jest niewypowiedziany, a Maryja jako Matka Boża ma cechy Boskiej nieskończoności, pieśń wychwalająca Jej wielkość nie będzie miała ostatniej strofy, bo nigdy się nie skończy.

    Był nawet taki okres w historii, kiedy ludzie marzyli, by samemu dołożyć nowy klejnot do diademu Jej chwały. Wystarczy przypomnieć nazwisko Giulia Mancinellego, który błagał Matkę Najświętszą, by objawiła mu swoje imię, którego jeszcze nikt nie zna, a które Ona najbardziej sobie ceni. Pamiętamy, że kiedy w 1608 r. objawiła się temu świątobliwemu jezuicie, powiedziała, iż ten tytuł to… „Królowa Polski”.

    Maryjny kalendarz

    Istnieje maryjny kalendarz – w nim Matka Boża czczona jest każdego dnia w ciągu roku pod innym tytułem. W naszych dniach pojawia np. Matka Boża Smoleńska, Prowadząca do Chrystusa, Matka Boża Dobrej Nowiny, Maryja „Żywa Brama”, Pani z sanktuarium w Mariazell i z Einsiedeln.

    Ale nawet najbardziej gorliwy czciciel Maryi nie musi budować swej chrześcijańskiej duchowości na takim wspomnieniowym maksymalizmie maryjnym. Beatyfikowany wkrótce maryjny prymas, kanonizowany maryjny Jan Paweł II, o. Maksymilian Maria Kolbe oddający życie dla Niepokalanej nie posługiwali się żadnym maryjnym kalendarium. Wystarczył im kalendarz liturgiczny.

    Dość spojrzeć w zapiski kard. Stefana Wyszyńskiego albo wczytać się w konferencje św. Maksymiliana, by zrozumieć, że ich duchowość kształtuje liturgia. Dla nich kalendarium liturgiczne to maryjny róg obfitości: każdy miesiąc jest naznaczony Jej świętami, taki jest nawet każdy tydzień. Na jego szósty dzień przeznaczone jest „wspomnienie Matki Bożej w sobotę”. Więcej – w liturgicznym kalendarzu raz po raz pojawiają się „tygodnie maryjne”. Jak obecny, w którym co 3 dni kalendarz wystukuje maryjny rytm: 8 września, 12 września, 15 września… Obchodzimy kolejno święto Narodzenia Matki Najświętszej, święto Imienia Maryi, wspomnienie Matki Bożej Bolesnej.

    To szczególny liturgiczny czas, bo „maryjne tygodnie” niosą ze sobą głęboką katechezę; to coś więcej niż trzy odrębne wspomnienia. Przykładowo w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny uczymy się radości z tego, że Bóg z wolna realizuje swój zbawczy plan – także dziś. W święto Imienia Maryi uczymy się chrześcijaństwa, które jest walką z pomocą Niebieskiej Hetmanki (święto zostało ustanowione na pamiątkę wiktorii wiedeńskiej). Wspomnienie Matki Bożej Bolesnej uczy nas, że nasza wiara nie jest „puszką Faradaya” i że nie jest tak, iż żaden piorun, nawet jeśli w nas uderzy, nie zrobi nam krzywdy. Maryja spod Krzyża zapewnia, że prawdziwego chrześcijanina spotyka cierpienie, ale ma ono najgłębszy, zbawczy sens!

    Trzy formy pobożności

    Święta z kalendarza liturgicznego to wspomnienia wielkich wydarzeń i cudów. To też sposobność do błagania o nowe cuda. Nade wszystko to najlepszy czas, by wejść na ścieżkę najpiękniejszego kultu, jakim jest naśladowanie Maryi.

    Przypomnijmy: istnieją trzy formy pobożności maryjnej. Pierwszą z nich nazywamy „maryjnością «od»”. Mowa tu o czynnej obecności Matki Bożej w życiu Kościoła, narodów i poszczególnych ludzi – o Jej cudach, Jej zwycięstwach i Jej opiece. Śladem tej „maryjności «od»” są stare sanktuaria, cudowne obrazy, liczne legendy i właśnie maryjne święta opowiadające o zwycięstwach Matki Bożej. Właściwie nie ma tu jeszcze naszej pobożności. Jest „pobożność Maryi”.

    Na opiekuńcze działanie Maryi, na Jej cudowną opiekę odpowiadamy naszym działaniem. To druga postać pobożności maryjnej. Wielbimy Maryję za Jej cuda, układamy o Niej pieśni, malujemy Jej wizerunki, budujemy dla Niej sanktuaria. To wszystko nazywamy „maryjnością «do»” – nasza pobożność wyraża się w kulcie skierowanym do Maryi.

    Trzecia – najważniejsza – forma pobożności maryjnej to „maryjność «jak»”, czyli naśladowanie. To szczyt i cel pobożności: mówimy o upodobnieniu się do Maryi – najświętszej i najbliższej Boga.

    W ten sposób, prowadzeni przez kalendarz Kościoła, stajemy się coraz bardziej „pobożni” – jak Maryja żyjemy coraz bardziej po Bożemu. Co tydzień uczymy się Jej wiary, w uroczystościach poznajemy działanie łaski w Jej życiu, w święta rozważamy Jej cnoty i dary, którymi Pan Ją obdarzył, wspomnienia zaś próbują przybliżyć nam Jej tajemnicę. A ci, którzy wzorem mistyków i świętych umieją dostrzec w kalendarzu liturgicznym obecność świętych „maryjnych tygodni”, widzą dodatkowe drogowskazy na drodze do doskonałego naśladowania Matki Najświętszej w szarym, codziennym życiu.

    Już nas nie dziwi, że kalendarz liturgiczny rodzi świętych na miarę Prymasa Tysiąclecia…

     Wincenty Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    ŚRODA – 8 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO NARODZENIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    I WSPOMNIENIE OBJAWIENIA MATKI BOŻEJ W GIETRZWAŁDZIE. W TYM ROKU PRZYPADA 144 ROCZNICĘ JEJ OBJAWIEŃ

    MSZA ŚWIĘTA W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.30

    Matka Boża Siewna

    8 września wspominamy ze czcią i wdzięcznością narodziny Matki Bożej. Święto to pobudza nas w szczególny sposób do dziękczynienia za ten wielki dar Bożej Miłości.

    fotolia.com/kmiragaya

    ***

    Rodzi się bowiem Ta, która – jak śpiewamy w jednej z pieśni maryjnych – została „przed wiekami przejrzana i za Matkę wybrana, Jezusowi Chrystusowi Niepokalana” (pieśń Witaj, Święta…). Kościół, ciesząc się Maryją, woła w dzień Jej święta słowami liturgii: „Twoje narodzenie, Bogurodzico Dziewico, zwiastowało radość całemu światu; z Ciebie się narodziło Słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem. On uwolnił nas od potępienia i przywrócił nam łaskę. On zwyciężył śmierć i dał nam życie wieczne” (antyfona na „benedictus”). Przeto Kościół nazywa Ją Gwiazdą Zaranną zwiastującą już bliski wschód słońca, czyli spełnienie obietnicy. „Istotnie, tak jak gwiazda owa, «jutrzenka», poprzedza wschód słońca, tak Maryja, od swego Niepokalanego Poczęcia, poprzedziła przyjście Zbawiciela, wschód Słońca sprawiedliwości w dziejach rodzaju ludzkiego” (Jan Paweł II, Redemptoris Mater, nr 3).

    Ewangelia nie mówi o narodzeniu Maryi. Gdy św. Mateusz kończy rodowód Chrystusa słowami: „Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (Mt 1, 16), wymienia Ją po raz pierwszy i od razu ukazuje jako Matkę Zbawiciela. Boskie macierzyństwo było główną przyczyną narodzenia się Maryi. Ona po to została stworzona, aby porodzić Jezusa Chrystusa. Ewangelia nie wymienia też imion rodziców Maryi i miejsca Jej narodzenia. Braki te uzupełniają pisma apokryficzne, które są ważnym przekazem wiary chrześcijan żyjących w pierwszych wiekach. Wśród nich wyróżnia się Protoewangelia Jakuba, napisana w połowie II wieku. Apokryf ten podaje imiona rodziców Maryi, którymi są Joachim i Anna. Mówi o miejscu narodzenia i dzieciństwie Maryi, o oddaniu Jej przez rodziców na dalsze wychowanie do świątyni.

    Istnieje wiele niejasności i rozbieżności co do właściwej daty narodzin Matki Bożej. Jeżeli przyjmiemy, że Jezus narodził się w pierwszym roku, to Maryja – między 20. a 16. rokiem przed narodzeniem Chrystusa. Istnieje również wiele hipotez dotyczących miejsca Jej narodzin. Wskazują one Setoris i Betlejem, trzecia hipoteza – tzw. zachodnia – wskazuje na Nazaret, czwarta – wschodnia, powołująca się na św. Jana Damasceńskiego, wskazuje na Jerozolimę – miasto, w którym na miejscu obecnego kościoła św. Anny miał stać dom rodziców Maryi.

    W Jerozolimie miało również początek święto Narodzenia Maryi, które obchodzono co roku 8 września, w rocznicę poświęcenia kościoła pw. Matki Bożej.

    W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:

    Gdy o Matce Bożej zasiano,
    To ani za późno, ani za rano.

    To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:

    Idzie Matka Boska Siewna
    po jesiennej roli,
    wsiewa ziarno w ziemię czarną
    w złotej aureoli.
    Rzuca swe płomienne blaski
    na pola i sioła,
    Miłosierna, pełna łaski
    patrzy dookoła…

    W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona. Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”.

    I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.

    Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon.

    „Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi.

    Ks. Zenon Mońka/Tygodnik NIEDZIELA

    **************************************

    75 lat temu polscy biskupi poświęcili Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi

    75 lat temu polscy biskupi poświęcili Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi
    Przyszły papież Karol Wojtyła oraz kard. Stefan Wyszyński w sanktuarium Matki Bożej w Ludźmierzu/fot. Józef Wolny/GN

    ***

    Powszechnie wiadomo, że św. Jan Paweł II i kard. Wyszyński byli kapłanami bardzo oddanymi Maryi. Tę maryjność wynieśli z domów rodzinnych i żywego kultu maryjnego ludu polskiego. Rzadziej jednak mówi się o tym, co wydarzyło się dokładnie 75 lat temu – 8 września 1946 r., kiedy to polscy biskupi poświęcili Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Być może to tamten akt utorował drogę dla przyszłej posługi dwóch najwybitniejszych przedstawicieli polskiego Kościoła XX w., którzy „wszystko postawili na Maryję”.

    Akt poświęcenie Polski Niepokalanemu Sercu NMP zrodził się z ciekawych inspiracji. „Jedna z nich jest eklezjalna. Ojciec Święty Pius XII 8 grudnia 1942 r. poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi” – przypomniał ks. dr Krzysztof Czapla, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. „Papież widział, co się wydarzyło; wybuchła II wojna światowa zapowiedziana w Fatimie. Skoro Maryja prosiła o poświęcenie świata przez papieża, Pius XII podjął taką próbę, choć nieco inaczej niż było to w orędziu, aby papież dokonał tego z biskupami całego świata. Po tym poświęceniu Ojciec Święty wezwał inne episkopaty, aby tą drogą poszły” – dodał ks. Czapla.

    Dyrektor Sekretariatu Fatimskiego przedstawił też drugą inspirację: „związana jest ona z duchowymi przemyśleniami prymasa Polski kard. Augusta Hlonda. Otóż jak wiemy w czasie II wojny światowej był on na emigracji we Francji; przebywał niedaleko słynnego sanktuarium w Lourdes. Tam na przełomie lat 1941/1942 przeczytał pamiętniki o. Kordeckiego o obronie Jasnej Góry. Doszedł do wniosku, że jedyną formą ocalenia Polski jest powrót do Ślubów Jasnogórskich i oddania się Matce Bożej”.

    Jak zauważa ks. Czapla, „śluby Jana Kazimierza nie do końca zostały wypełnione, a więc ten czas zaborów, czas wojen i nieszczęść Polski jest związany z pewnym krzywoprzysięstwem. Aby Polska się odrodziła, potrzeba duchowego lekarstwa. Jak rozeznał prymas Hlond, tym lekarstwem ma być Maryja, ale za wskazaniem Kościoła ma to być akt poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu”.

    W orędziu Maryi była mowa o Rosji i jej błędach, które rozleją się po świecie. Prymas Hlond po powrocie do Polski widział, że ta przepowiednia Maryi realizuje się na oczach Polaków. Decyzja o zawierzeniu została podjęta w adwencie na zjedzie Episkopatu w Gnieźnie. Oficjalna informacja ukazała się w Wielkim Poście roku 1946. Zostało ogłoszone przygotowanie do aktu, który zapowiedziano na 8 września. Znamienne było to, że nacisk kładziono nie tylko na wiarę, ale także czyn, w którym powinna wyrażać się wiara Polaków zawierzających się Maryi, a treść aktu uwewnętrzniła się w „duszy Narodu”.

    Prymas Hlond i inni duchowni nie chcieli, aby zawierzenie z 1946 r. i związana z nim przysięga znów została złamana przez Polaków, jak to było w przypadku ślubów Jana Kazimierza. Dlatego też 7 lipca odbyło się zawierzenie w parafiach, 15 sierpnia w diecezjach. Dopiero na koniec, po takim przygotowaniu, 8 września dokonał go cały episkopat.

    Ówczesny młody ordynariusz lubelski bp Stefan Wyszyński gorąco popierał plany kard. Hlonda. O. Jerzy Tomziński OSSPE, jeden z najbardziej zasłużonych paulinów, w rozmowie z tygodnikiem „Niedziela” zdradził przed laty, że bp Wyszyński w kontekście 8 września 1946 r. wystosował do diecezjan specjalny list, w którym nawoływał: „Kto żyw – na Jasną Górę!”. W trakcie uroczystości bp Wyszyński wygłosił kazanie, które zachwyciło wszystkich. Już jako prymas Polski starał się wcielać w czyn podjęte w 1946 r. zobowiązania, czego przejawem były m.in. Jasnogórskie Śluby Narodu z 1956 r. i Wielka Nowenna przygotowująca Polaków do przeżywania Milenium Chrztu Polski.

    W 1946 r. zastanawiano się też, jak podtrzymać owoce tego aktu zawierzenia na przyszłość. Skupiono się nie tylko na poświęceniu, ale przede wszystkim wynagrodzeniu w pierwsze soboty, o które prosiła Maryja w Fatimie. A zatem Polacy zobowiązywali się do codziennego odmawiania Różańca i praktykowania nabożeństwa pięciu pierwszych sobót: Spowiedź św., Komunia św., część Różańca, 15 minut rozważania tajemnicy/tajemnic Różańca – wszystko w duchu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.
    Ks. Czapla przypomniał, że w czasach zawierzenia w 1946 r. przypomniano słowa ks. Aleksandra Jełowickiego (1804-1877), pierwszego rektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji, który wspominał o złamaniu przysięgi Bogu i Maryi jako przyczynach upadku Polski. Zdaniem Jełowickiego Polska mogła się odrodzić jedynie po wypełnieniu zobowiązań.

    Warto wspomnieć, że 19 sierpnia 1946 r. wszystkie zakony w Polsce zobowiązały się „kochać codzienny Różaniec i praktykować pierwsze soboty miesiąca zgodnie ze wskazówkami, jakie dała Matka Boża w Fatimie”.

    „Reasumując, w tę 75. rocznicę nie możemy skupić się tylko na przypominaniu dawnego faktu. Musimy mieć świadomość zaciągniętych zobowiązań” – zaakcentował ks. dr Czapla.

    Ks. Czapla powołał się też na sytuację Kościoła katolickiego we Francji i Holandii, które to kraje jako pierwsze po akcie Piusa XII z 1942 r. na swoim terenie przeprowadziły zawierzenie Maryi. Było to w 1943 r. W 100. rocznicę objawień w Fatimie w 2017 r. prymas Holandii w Maastricht dokonał odnowienia aktu poświęcenia Holandii i we wprowadzeniu powiedział, że Kościół w Holandii umiera. Prosił o ratunek Maryję. Ks. Czapla przypomina, że przyczyną pogorszenia się sytuacji Kościoła, np. w Holandii i Francji jest najprawdopodobniej niedopełnienie podjętych zobowiązań. To jest przestroga również dla Polski.

    „Jeśli zapomnimy o pierwszych sobotach to akt poświęcenia Maryi nie wyda owocu, a przez krzywoprzysięstwo zaciągamy nie łaski, ale coś, co jest dla Polski bardzo niebezpieczne. Polska już raz upadła przez krzywoprzysięstwo. Oby się to nie powtórzyło; tak mówili polscy księża i biskupi w roku 1946. W tę rocznicę powróćmy myślą do źródła Fatimy, do wezwania Kościoła, do pragnień prymasa Hlonda, że poświęcamy się, ale to nie może być jednorazowe wydarzenie, lecz po tym poświęceniu Polska musi kochać codzienny Różaniec i praktykować pierwsze soboty miesiąca” – podsumował ks. Czapla.

    Już w niedzielę 12 września kard. Wyszyński i m. Elżbieta Róża Czacka zostaną ogłoszeni błogosławionymi.

    Gość Niedzielny

    *******************************************

    PIĄTEK – 10 WRZEŚNIA

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00 

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00

    ***

    SOBOTA11 WRZEŚNIA

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z NIEDZIELI GODZ. 18:00

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00

    PO MSZY ŚW. – RÓŻANIEC Z ROZWAŻANIEM KS. KARDYNAŁA STEFANA WYSZYŃSKIEGO

    Czuwanie modlitewne w wigilię beatyfikacji Matki Czackiej i Prymasa Wyszyńskiego

    Samplefot. Facebook

    ***

    Wspólnota świętomarcińska przy kościele św. Marcina w Warszawie zaprasza na czuwanie modlitewne przed beatyfikacją Matki Czackiej i Prymasa Wyszyńskiego. „Muzyka będzie piękna, pełna ciszy i adoracji, a jednocześnie głęboko poruszająca” – zdradza KAI Paweł Bębenek, który poprowadzi scholę. Zostaną także odsłonięte ikony nowych błogosławionych. W planie m. in. nieszpory i Msza święta.

    – Prymas Wyszyński i Matka Czacka są bardzo ważnymi postaciami dla wspólnoty zebranej wokół kościoła św. Marcina, dlatego bardzo nam zależało, żeby właśnie we wspólnocie, modląc się i rozważając ich słowa i świadectwo życia, przygotować się do beatyfikacji – powiedział KAI Jan Murawski, członek wspólnoty świętomarcińskiej i sekretarz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.

    Podczas modlitwy wystawione zostaną napisane specjalnie na tę okazję ikony Prymasa i Matki. Chór prowadzony przez Pawła Bębenka zadba o część muzyczną, śpiewając między innymi specjalnie skomponowaną pieśń opartą na zawołaniu Matki Czackiej: „Przez krzyż do nieba”.

    Czuwanie w kościele św. Marcina na ul. Piwnej 9/11 rozpocznie się w sobotę 11 września o godz. 19.00 nieszporami i pieśnią do Ducha Świętego.

    – W przeddzień uroczystości beatyfikacyjnych spotykamy się na czuwaniu, żeby śpiewem wyrazić wdzięczność za życie Kardynała i Matki Róży, a w śpiewach będą treści z duchowości bliskiej obu błogosławionym, np. „Per Crucem ad caelum”, więc muzyka będzie piękna, pełna ciszy i adoracji, a jednocześnie głęboko poruszająca. W delikatnym kontraście do uroczystych dynamicznych śpiewów beatyfikacyjnych, żeby nie zapominać o duchowości – zdradza KAI Paweł Bębenek.

    Wydarzenie organizuje wspólnota świętomarcińska.

    – Razem z duszpasterzami z kościoła św. Marcina – ks. Andrzejem Gałką i ks. Tomaszem Łukasiukiem – oraz scholą pod kierownictwem Pawła Bębenka, cenionego autora wielu pieśni liturgicznych, będziemy rozważać życie Matki Czackiej i prymasa Wyszyńskiego. Chcemy ten czas poświęcić na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem, rozważania, wspólny śpiew, modlitwę przed ikonami przyszłych Błogosławionych i ciszę. Czuwanie zakończymy Mszą świętą celebrowaną według formularza niedzielnego – mówią organizatorzy.

    Czuwanie będzie transmitowane online:
    YouTube
    Audio
    Wydarzenie na Facebooku

    ***

    XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA12 WRZEŚNIA – DZIEŃ IMIENIN MATKI BOŻEJ


    The Virgin in Prayer Artist: Sassoferrato – 1640-50/The National Gallery, London

    ***

    DZISIEJSZEGO DNIA WSPOMINAMY RÓWNIEŻ 338 ROCZNICĘ ZWYCIĘSTWA POD WIEDNIEM, KTÓRE URATOWAŁO W TAMTYM CZASIE EUROPĘ

    ***

    MSZA ŚWIĘTA KONCELEBROWANA Z PROBOSZCZEM KOŚCIOŁA ŚW. PIOTRA O GODZ. 14.00

    ADORACJA I OKAZJA DO SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 13:30 – 14:00

    PO MSZY ŚW. – PRZYJĘCIE DO ŻYWEGO RÓŻAŃCA XVIII RÓŻY, KTÓREJ PATRONEM JEST KSIĄDZ KARDYNAŁ STEFAN WYSZYŃSKI, PRYMAS TYSIĄCLECIA, OGŁOSZONY DZISIEJSZEGO DNIA BŁOGOSŁAWIONYM. PO LITURGII W KOŚCIELE WSZYSTKICH BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SALI PARAFIALNEJ PRZY KOŚCIELE ŚW. PIOTRA NA POCZĘSTUNEK I WSPÓLNE OGLĄDANIE FILMU O NOWYM BŁOGOSŁAWIONYM.

    ************************************************************************************************************

    Podwarszawska Choszczówka – Castel Gandolfo Wyszyńskiego

    Samplefot. Family News Service

    ***

    Pod koniec lat 60. współpracownicy kardynała Stefana Wyszyńskiego szukali miejsca, gdzie prymas mógłby wyjechać i odpocząć. Z miejsca odpoczynku i odskoczni, Choszczówka stała się osobnym rozdziałem w życiu Prymasa Tysiąclecia. Zbiornik nowych sił Miłości – tak kardynał opisywał to miejsce na północnych peryferiach Warszawy. W Choszczówce mają nadzieję, że beatyfikacja przyczyni się do lepszego poznania prymasa jako człowieka i duszpasterza.

    Ponadhektarowa posiadłość w Choszczówce otoczona lasami została zakupiona przez kardynała Wyszyńskiego w 1969 roku. Chodziło o stworzenie prymasowi azylu podobnego do Lasek, które wtedy stały się jednak miejscem na tyle popularnym, że kardynałowi trudno byłoby o ciszę i samotność.

    Moją przewodniczką po Choszczówce jest Michalina Jankowska, dyrektor Instytutu Prymasowskiego, zajmującego się upowszechnianiem dziedzictwa Prymasa Tysiąclecia. Choszczówka to również ważne miejsce dla wspólnoty życia konsekrowanego – Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, znanego wcześniej jako Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła założony przez prymasa i Marię Okońską.

    To właśnie Maria Okońska wraz z biskupem Bronisławem Dąbrowskim, sekretarzem Konferencji Episkopatu Polski, przybyli do Choszczówki w 1969 roku. „Z Miodowej jechało się 15 minut, nie było świateł, takiego ruchu, Maria się zachwyciła a biskup Dąbrowski mówił – nie zachwycaj się, bo nam jeszcze cenę podwyższą” – opowiada Michalina Jankowska. Przygotowanie domu do potrzeb wspólnoty zajęło około 1,5 roku. Z salonu państwa Pietrusińskich zrobiono kaplicę domową, na piętrze nad kaplicą wyodrębniono pokój prymasa z łazienką.

    „Mówił, że to miejsce jest dla niego zbiornikiem nowych sił Miłości. Wiemy, że tak dla niego było. Mam nadzieję, że dla wszystkich, którzy tu przyjeżdżają, też tak jest, że z tego miejsca można zaczerpnąć” – mówi Michalina Jankowska. Wspomina też relacje członkiń Instytutu, mieszkających w Choszczówce. „Jak prymas przyjeżdżał z Miodowej – siny, zielony ze zmęczenia – to wystarczyło, że godzinkę pochodził po lesie i wracał całkiem innym a jak wracał na miodową to siostry mówiły – co wyście zrobiły księdzu prymasowi” – dodaje dyrektor Instytutu Prymasowskiego.

    W Choszczówce kardynał Wyszyński upodobał sobie spacery po ogrodzie i lesie. Spotykał się również z sąsiadami. „Choć przyjeżdżał tu na modlitwę i odpoczynek, ale był też człowiekiem pracy, jak miał do napisania jakiś ważny list pasterski, to szedł do kaplicy, modlił się, szedł na spacer, wracał, siadał do biurka i napisał już cały list” – opowiada Michalina Jankowska.

    Polskie Castel Gandolfo

    W Choszczówce bywał też kardynał Karol Wojtyła. To właśnie tu spędził swą przedostatnią noc w Polsce przed wylotem na konklawe w październiku 1978 roku. Przydomek polskiego Castel Gandolfo stał się więc uzasadniony. Prymasowski azyl był również miejscem spotkań Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski. Obrady odbywały się w sali w podmurówce kaplicy.

    Prymas był w Choszczówce co najmniej raz w miesiącu, głosząc dni skupienia dla wspólnoty. Przyjeżdżał też czasem więcej niż dwa razy w miesiącu na dzień lub dwa. Należy również pamiętać, że kardynał Stefan Wyszyński dzielił swe życie między archidiecezjami gnieźnieńską a warszawską – wówczas bowiem prymasostwo oznaczało władzę nad tymi dwiema jednostkami.

    Z okna pokoju Księdza prymasa Roztaczał się widok na piękny park. Posiadłość na peryferiach stolicy była doskonałym miejscem do spotkań, czasem poufnych. Kardynał Wyszyński lubił spacerować aleją lipową. „Wiadomo, że były zainstalowane podsłuchy i o ważnych sprawach nie rozmawiał u siebie w pokoju, tylko najczęściej spacerując w alejach albo właśnie pod kaplicą kurpiowską” – podkreśla Michalina Jankowska.

    „Czasami mawiał – na Miodowej nic nie mogę zrobić, bo ciągle ludzie i ludzie. A tu przez kilka dni oczyszczam biurko z najtrudniejszych i najcięższych spraw” – zapisała Maria Okońska.

    Kurpiowska chata, kurpiowska kaplica

    Drugim etapem budowania prymasowskiej Choszczówki było powstanie kaplicy, dziś pod wezwaniem Jasnogórskiej Matki Kościoła. Miejsce mszy świętych i nabożeństw to duża drewniana chata z podmurówką, nadającą temu miejscu wygląd górskiego schroniska. Michalina Jankowska wspomina, że to dzięki znajomościom Janiny Michalskiej – jednej z trzech głównych postaci Instytut Świeckich Pomocnic – do Choszczówki 22 lipca 1973 roku przyjeżdża złożona chata. Wcześniej była 4-izbowym domem sołtysa na Kurpiach Białych, który zamienił na nieruchomość murowaną.

    „22 lipca 1973 w Warszawie był Breżniew i wszyscy pilnowali jego bezpieczeństwa. A nikt nie kontrolował Jelczy, które sobie jeździły” – tak o transporcie chaty mówi dyrektor Jankowska. W podmurówce nowej nieruchomości w Choszczówce znalazł się kamień węgielny z Lourdes, poświęcony przez ks. Prymasa.

    Kaplicę oddano do użytku wspólnoty w 1975 roku. Kardynał Stefan Wyszyński często rozmawiał z sąsiadami, którzy mówili mu, że najbliższy kościół jest oddalony o 5 kilometrów. Dlatego też w pierwszą niedzielę Adwentu 1978 roku prymas zaprosił mieszkańców Choszczówki do uczestnictwa we mszach świętych. Te odprawiane są do dziś, w niedzielę o 10:30.

    Kaplicę urządzał Ksiądz Prymas, na jej wystrój składają się prezenty z wielu miejsc, które odwiedzał. W ołtarzu z tabernakulum znajduje się pasyjka odlana z mosiądzu przez gdańskich stoczniowców. Przedstawia ukrzyżowanego Jezusa i podtrzymującą Go Maryję. „Maryja, na której ramieniu opiera się ciężar ciała Jezusa Chrystusa. Ten ciężar, który Ona niesie do dziś dnia jako Matka Kościoła. Ma on nam przypominać, że my też jako pomocnicy Matki Kościoła, jako oddani Jej niewolnicy, podsuwamy nasze ramię, ażeby wesprzeć Maryję w dźwiganiu tego ciężaru słodkiego, jakim jest Jezus Chrystus żyjący w swoim Kościele” – powiedział kard. Wyszyński przy poświęceniu kaplicy 21 sierpnia 1975 roku.

    Dom Instytutu jest wypełniony pamiątkami, jakie otrzymywał Ksiądz Prymas. Szczególnym miejscem jest jego pokój, gdzie od razu zauważamy obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Dla kard. Wyszyńskiego wykonał go toruński malarz Leonard Torwirt. To właśnie jego kopia cudownego Obrazu Jasnogórskiego peregrynuje po Polsce. Szczególny obraz prymas otrzymał na 15-lecie sakry biskupiej 12 maja 1961 roku. Ta data znajduje się na odwrocie dzieła. „To taka relikwia dla nas, bo ksiądz prymas gdziekolwiek jeździł, czy na wizytację, czy na bierzmowanie, czy na konklawe, to zawsze zabierał Ją ze sobą. Miał taki futerał skórzany, Matka Boża na pierwszym siedzeniu koło pana Stanisława, kierowcy, a ksiądz prymas z tyłu” – zaznacza Michalina Jankowska.

    Kardynał Wyszyński miał również w zwyczaju wysyłanie podziękowań za otrzymane prezenty. Wystarczyło, że np. na otrzymanej książce był adres zwrotny. Fakt wysłania podziękowania notował ołówkiem na podarunkach. Dyrektor Instytutu Prymasowskiego podkreśla, że prymas zawsze mówił, że cechą ludzi z dobrego kruszcu jest wdzięczność. Przywołuje też historię budowy seminarium na Bielanach, współfinansowanego przez Polonię amerykańską. „Jedna z młodszych dziewczyn adresowała koperty z podziękowaniami i mówi – ten przysłał 2 dolary, a my mu wysyłamy kartkę, znaczek a to wszystko nawet te 2 dolary nie jest warte. A Ojciec odpowiada – nieważne, ważne, że przysłał, nie wiadomo ile to było te 2 dolary dla tego człowieka a wdzięczność się należy” – opowiada Michalina Jankowska.
    Co zmieni beatyfikacja?

    Pytanie o znaczenie wyniesienia na ołtarze kard. Wyszyńskiego zadaję szefowej Instytutu Prymasowskiego na koniec naszej rozmowy. „Może zmieni się nasza wrażliwość na tę osobę. Co dla nas zmieni? Będziemy mieli jeszcze większego orędownika w niebie, to też dla nas powód do chluby że zostaje uznany przez Kościół” – mówi Michalina Jankowska. Jak zaznacza, Instytutowi i osobom, dla których prymas był bliski, zależy na tym, by żyć jego duchowością. „Wrażliwością na Boga i na drugiego człowieka. Może przez beatyfikację prymas stanie się bardziej ‘popularny’ albo bardziej poznany. Ksiądz prymas był osobą, która żyła realną obecnością Boga, do tego często zachęcał i wołał, że jesteśmy pobożni ale nasze życie odbiega od tej naszej pobożności. Nam bardzo potrzeba takiej integralności człowieka, że jesteśmy cali w Panu Bogu” – podkreśla Michalina Jankowska. Jak dodaje, nawet w czasach stalinizmu gdy wierni pytali prymasa „co dalej będzie”, ten odpowiadał – „nie wiem co będzie, jest Bóg, a my w nim”. W jej ocenie, gdybyśmy przejęli się Bożą obecnością na serio, to życie współczesnego człowieka nie byłoby tak pełne goryczy i braku wzajemnej solidarności i miłości.

    „Staramy się ukazywać prymasa jako człowieka bliskiego drugiemu. Duszpasterz – tak powiedział jak obejmował prymasostwo, mówił, że nie jest politykiem ani nikim takim. Może bardziej nasza historia ubrała go w spiż, powagę, nieugiętość, ale to był człowiek, który potrafił zauważyć drugiego, tego najmniejszego. Oczywiście też odegrał ważną rolę w życiu społeczno-politycznym, ale to był duszpasterz z głęboką i aktualną duchowością” – mówi Michalina Jankowska. W jej ocenie, nie do końca odkrytym dziedzictwem kardynała Wyszyńskiego jest program ABC Społecznej Krucjaty Miłości, ogłoszony w liście pasterskim na Wielki Post w 1967 roku. „To proste wezwania – dla wierzącego i niewierzącego – którymi można żyć codziennie. Zmieniając siebie, zmieniamy tez innych” – zapewnia Michalina Jankowska.

    Prymas Stefan Wyszyński mawiał bowiem: „Czas to miłość!(…) Całe nasze życie tyle jest warte, ile jest w nim miłości”.

    Kai.pl

    ************************************************************************************************************

    List biskupów polskich z okazji beatyfikacji Kard. Stefana Wyszyńskiego i M. Elżbiety Róży Czackiej

    POŁĄCZYŁA ICH ŚWIĘTOŚĆ

    Effatha – otwórz się

    Usłyszeliśmy przed chwilą ważne słowa: Effatha – otwórz się oraz: Odwagi! Nie bójcie się, Ja jestem. Żeby móc świadczyć o Bogu i pomagać innym, trzeba otworzyć się na Bożą łaskę, która niezależnie od naszej kondycji fizycznej, życiowych przeciwności, cierpienia i przykrych doświadczeń może przynieść w nas i przez nas obfite owoce. Potrzebna też jest odwaga, dzięki której możemy pokonywać nasze słabości i lęki naszej codzienności.

    Za tydzień będziemy przeżywać radosną uroczystość beatyfikacji kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia oraz Matki Elżbiety Czackiej, niewidomej założycielki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Bóg mógł przez nich dokonać wielkich rzeczy, bo otworzyli się na Jego łaskę i z odwagą podjęli swoje powołanie, służąc innym.

    Bóg prowadzi różnymi drogami

    Róża Czacka, późniejsza Matka Elżbieta, urodziła się w Białej Cerkwi – dziś Ukraina – 22 października 1876 r., w znanej arystokratycznej rodzinie. Jej stryj, Włodzimierz, był kardynałem i bliskim współpracownikiem papieży. Róża otrzymała staranne wychowanie i wykształcenie. W wieku 22 lat straciła wzrok. Jej ślepota stała się wielką traumą dla rodziny, która nie umiała przyjąć jej niepełnosprawności. Jak zaakceptować to, na co nie potrafili się zgodzić nawet najbliżsi? Po trzech dniach modlitwy i rozmyślania Róża zrozumiała, że może liczyć tylko na Boga, któremu ufała i na siebie. Na szczęście posłuchała rady doktora Gepnera, który powiedział jej prawdę: Wzrok jest na zawsze stracony, ale zarazem wskazał jej drogę mówiąc, że nikt do tej pory w Polsce nie zajął się niewidomymi. Zrozumiała, że otrzymała wskazówkę na przyszłość. Postanowiła stworzyć instytucję, w której niewidomi będą się kształcić i przygotowywać do samodzielnego życia. Po latach napisała: Tak jak doktor Gepner był moim wielkim dobroczyńcą, tak moim największym szczęściem jest to, że zostałam niewidomą. Cóż by ze mnie było, gdyby nie to kalectwo? Jakie byłoby moje życie, życie bez niego? Jej ślepota stała się skałą, na której Bóg mógł wybudować piękny dom. Nadano mu nazwę: Dzieło Lasek lub też Triuno – na cześć Trójcy Przenajświętszej. A dewizą tego Dzieła było: niewidomy człowiekiem użytecznym. Po raz pierwszy w Polsce podjęto pracę z niewidomymi, a nie tylko dla niewidomych. Matka Czacka chciała, aby przygotowujący się do samodzielnego życia niewidomi zrozumieli, że mogą być szczęśliwi, mimo swojej ślepoty.

    To nowe, rewolucyjne odkrycie, które Matka Elżbieta zawdzięczała własnej niesprawności, było elementarnie proste, bo odwoływało się do nauki Krzyża. Zmagając się ze swoim kalectwem i pytając, jak własną biedę przekształcić w źródło pomocy dla innych, żyjących w trudniejszej sytuacji, zrozumiała, że cierpienie może stać się uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem i dotarcia do prawdy, którą trudno dostrzec ludziom fizycznie sprawnym i zaaferowanym problemami dnia codziennego. Z pełną jasnością widziała, że najbardziej zbliżamy się do Boga, kiedy jesteśmy blisko człowieka, który cierpi i jest w potrzebie. Podstawowe zadanie polega na tym, aby usłyszeć głos ludzi, których zagłusza cierpienie i zgiełk świata, i stworzyć przestrzeń, w której człowiek znajdzie spokój i miejsce do refleksji, a z czasem też drogę, która prowadzi do Boga. I Laski stały się takim miejscem, gdzie oprócz przygotowania dzieci i młodzieży do samodzielności, znaleźli miejsce poszukujący Boga i sensu życia. Byli to ludzie z różnych środowisk społecznych i politycznych. To dzięki Matce i ks. Korniłowiczowi – ojcu duchowemu Dzieła – mogli się czuć w Laskach, jak w domu. Mogli tam zobaczyć, jak owocuje Ewangelia wcielona w życie i jak wygląda współpraca niewidomych, sióstr, świeckich i księży. Wcielona w życie Ewangelia przygotowuje miejsce, w którym jest możliwe podejmowanie wspólnych zadań, przezwyciężanie niezdrowych ambicji i nieporozumień.

    Z takim ewangelicznym Kościołem spotkał się w Laskach ksiądz Stefan Wyszyński i z ogromnym przejęciem pisał o tym do Matki Czackiej: Uderzyło mnie to, że ludzie Matki mają ten jakiś szczególny wzrok. Oni patrzą z pogodnym bohaterstwem. W takie chrześcijaństwo ksiądz Wyszyński wpisał swoje kapłaństwo.

    Przyszły prymas urodził się 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. W kraju zniewolonym i prześladowanym, gdyż Polska była jeszcze pod zaborami, małego Stefana – podobnie jak młodą Różę – rodzina nauczyła miłości do Boga, Kościoła, Ojczyzny i Matki Najświętszej. Po wstąpieniu do seminarium duchownego we Włocławku okazało się, że jest chory na ciężkie zapalenie płuc. Choroba postępowała tak szybko, że zarówno on sam, jak i jego przełożeni bali się, że nie dożyje do święceń kapłańskich. Stefan modlił się do Matki Najświętszej, aby wyprosiła mu łaskę święceń i aby mógł odprawić przynajmniej kilka Mszy Świętych. Cierpienie, którego doświadczył w czasie seminarium, nauczyło go, jak sam powie, patrzeć z pokorą na drugiego człowieka.

    W czasie studiów seminaryjnych spotkał księdza Władysława Korniłowicza, o którym powiedział, że wywarł on ogromny wpływ na całe jego życie duchowe i kapłańskie. Ta znajomość, która podczas studiów na KUL-u przerodziła się w głęboką przyjaźń, przetrwała aż do śmierci księdza Korniłowicza. Na ukształtowanie osobowości i formacji społecznej księdza Wyszyńskiego duży wpływ mieli także wybitni księża społecznicy: ks. Antoni Szymański – rektor KUL, O. Jacek Woroniecki – wybitny tomista i pedagog oraz ks. Antoni Bogdański – naczelny kapelan harcerstwa. Dlatego nauczanie społeczne Kościoła traktował jako ważną część misji ewangelizacyjnej.

    Święcenia kapłańskie otrzymał Wyszyński 3 sierpnia 1924 r. w katedrze włocławskiej. W czasie studiów w Lublinie działał w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”. W marcu 1946 r. papież Pius XII mianował księdza Wyszyńskiego biskupem lubelskim, a 12 listopada 1948 r. arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, Prymasem Polski. 27 listopada 1952 r. został mianowany kardynałem. Niestety ówczesne władze komunistyczne nie wyraziły zgody na jego wyjazd do Rzymu na konsystorz, na którym miał odebrać kapelusz kardynalski. Mógł to uczynić dopiero 6 maja 1957 roku.

    Pierwsze spotkanie księdza Wyszyńskiego z matką Czacką miało miejsce w lipcu 1926 roku w Laskach, gdzie przyjechał na zaproszenie księdza Korniłowicza. Zapoczątkowana wtedy przyjaźń z Dziełem Niewidomych i jego założycielami przetrwała aż do końca dni wielkiego Prymasa. Jego relacje z matką Czacką zacieśniły się szczególnie w czasie okupacji. Po wybuchu wojny ksiądz Wyszyński musiał opuścić Włocławek, gdyż był poszukiwany przez Gestapo. Ukrywał się najpierw u rodziny we Wrociszewie, później w Żułowie i Kozłówce na Lubelszczyźnie. W czerwcu 1942 roku przyjechał do Lasek na miejsce księdza Jana Ziei, jako kapelan sióstr, opiekun niewidomych, a także jako kapelan Armii Krajowej i duszpasterz okolicznej ludności.

    O wielkim wpływie, jaki matka Czacka wywarła na jego życie, najlepiej świadczy kazanie, które wygłosił w czasie jej pogrzebu, 19 maja 1961 r. w Laskach: W tej chwili moim obowiązkiem jest stanąć przy tym obfitym źródle wody żywej i z pomocą nieudolnych słów pochwycić przynajmniej odrobinę ożywczych wspomnień z bogatego życia Matki naszej, Matki naszych serc (…), czerpaliśmy z bogatego ducha naszej Matki i duchowości tego ubłogosławionego przez Boga miejsca.

    Po śmierci Matki ksiądz Prymas często wracał do grobów założycieli Dzieła. Przed wyjazdem
    do Rzymu na sesje soborowe, przed trudnymi rozmowami z ówczesną władzą komunistyczną, niepostrzeżenie i bez zapowiadania się, chociaż na chwilę przyjeżdżał do Lasek, aby tam się modlić. Co roku, z wyjątkiem uwięzienia czy choroby, po wielkoczwartkowym Mandatum w archikatedrze, jechał do Lasek, by tam razem z niewidomymi, siostrami i świeckimi pracownikami Dzieła trwać na adoracji i napełniać się mocą płynącą z paschalnego krzyża światła i zwycięstwa Chrystusowej miłości, aby potem mieć ją dla każdego.

    Wiemy, że o księdzu Prymasie napisano ostatnio wiele. Ukazały się jego przemówienia i kazania, powstały nowe filmy i książki. Najczęściej teksty te mówią o nim jako duszpasterzu, wielkim mężu stanu, patriocie, społeczniku, nawet polityku. Często prymas ukazany jest jako człowiek walki z komunizmem. Ale to, co było jego priorytetem, podobnie jak u Matki Czackiej, to troska i walka o człowieka, o jego wolność, po to, by człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże, mógł jaśnieć pełnym blaskiem wolności, prawdy, miłości i przebaczenia. Dlatego tak bardzo troszczył się zarówno o wolność jak i świętość Kościoła i o dobro wspólne Ojczyzny, rozumiane jako respektowanie praw każdego Polaka i ułatwianie mu wykonywania obowiązków.

    Szczególnie ważny etap w jego życiowej misji rozpoczął się wraz z nominacją na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego i warszawskiego oraz prymasa Polski, gdy wziął na siebie odpowiedzialność za dwie archidiecezje i cały Kościół w Polsce. W konfrontacji z totalitarnym systemem komunistycznym z jednej strony wzywał do włączenia się Polaków w odbudowę zrujnowanego przez wojnę kraju, a z drugiej napominał rządzących, by respektowali prawa człowieka. Odznaczał się cnotą męstwa, która ujawniła się zwłaszcza wtedy, gdy – wobec nasilanych prześladowań Kościoła – wypowiedział władzom komunistycznym zdecydowane: „Non possumus”. 25 września 1953 r., po kazaniu w kościele św. Anny został aresztowany. Nie załamał się. W więzieniu powstały dwa największe dzieła: Jasnogórskie Śluby Narodu i Wielka Nowenna przed Tysiącleciem Chrztu Polski.

    Kiedy przygotowujemy się do beatyfikacji warto postawić sobie pytanie – skąd czerpał do tego siły? Najpełniej dają na nie odpowiedź jego więzienne zapiski. Całkowicie zjednoczony z Bogiem, nieustannie z Niego czerpał, aby potem dawać innym. Ten zwykły człowiek otwarty na potrzeby innych, był niezwykły swoją wiarą, swoim zaufaniem Bogu i Matce Najświętszej. Był niezwykły swą miłością przebaczającą każdemu, nawet tym, którzy go uwięzili. Mimo doznanych krzywd – jak sam mówił – nie miał wrogów. Z jednej strony prymas bolał, że nie może wypełniać swojej biskupiej posługi, nie może brać czynnego udziału w życiu Kościoła i domagał się swoich praw, z drugiej zaś stwierdza, że przeżywa te trzy lata, jako szczególny dar Boga, który przygotowuje go na późniejszą trudną służbę Kościołowi i Polsce. Ta głęboka wiara w Opatrzność była źródłem jego zaufania człowiekowi. Miał świadomość mocy Bożej w sobie. Mówił: Udzielasz jej nieustannie, gdy idziemy z krzyżem, choć nieraz czujemy się tacy samotni. Ale, gdy zamknę oczy, gdy wsłucham się w poruszenie duszy, czuję Ciebie (…). Wystarczy się zwrócić choć na chwilę ku Tobie, by odnaleźć Ciebie w sobie.

    Świętość nie jest luksusem

    Kiedy przeglądamy katalog świętych Kościoła katolickiego, zauważamy, że są tam osoby różnych stanów, powołań i zawodów: osoby świeckie, konsekrowane i księża. Gdybyśmy mieli szukać wspólnego mianownika, to można powiedzieć, że potrafili oni rozpoznać wolę Bożą i ją wypełniać w sytuacjach i w czasie, w jakim przyszło im żyć. Tak też było w życiu m. Elżbiety Czackiej i ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oboje dobrze wiedzieli, że Bóg bliski w cierpiącym człowieku i sakramentach Kościoła, to dwa filary wiary, która pomaga rozpoznać wyzwania, jakie niesie powołanie w konkretnym czasie i wydarzeniach. Niewidoma, młoda dziewczyna i młody, chory kleryk. Do tego trudne czasy, w jakich przyszło im żyć – odbudowywania niepodległej ojczyzny, później lata okupacji i coraz bardziej agresywnego komunizmu. Można było się załamać i zwątpić, ale dzięki temu, że potrafili zaufać Ewangelii, każde z nich na swoją miarę umiało podejmować stojące przed nimi zadania, torować nowe drogi i otwierać nowe perspektywy działania w Kościele w Polsce. Uczynili tyle dobra, ponieważ całe życie oddali Bogu i na serio przyjęli słowa św. Pawła: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13).

    Każde z nich tę swoją drogę do świętości zawierzyło Matce Najświętszej i chcieli służyć Bogu i człowiekowi tak, jak Maryja. Matka Elżbieta złożyła swój akt ofiarowania Matce Bożej 8 grudnia 1921 roku, mówiąc: Obieram Cię dzisiaj za moją Matkę, Opiekunkę… Zaś ksiądz Prymas, uwięziony w Stoczku Warmińskim, 8 grudnia 1953 r. mówił: Tobie poświęcam ciało i duszę moją (…) wszystko, czym jestem i co posiadam.

    Bóg złączył tych dwoje ludzi, tak przecież różnych i przez nich dokonał wielkich rzeczy. Słowa księdza Prymasa: Soli Deo – Samemu Bogu i Matki Elżbiety: Przez krzyż do nieba, jakie nam zostawili, jakże są aktualne i dzisiaj. Pokazali nam drogę. Innej szukać nie trzeba.

    Poprzez wyniesienie sług Bożych do chwały ołtarzy poznajemy ich na nowo w tajemnicy świętych obcowania. Niech pomagają nam w odczytywaniu ich prorockich intuicji w podejmowaniu aktualnych wyzwań duszpasterskich Kościoła Chrystusowego w Polsce.

    Podpisali: Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi
    obecni na Sesji Rady Biskupów Diecezjalnych,
    Jasna Góra-Częstochowa, 25 sierpnia 2021 r.

    ************************************************************************************************************

    ************************************************************************************************************

    1 września wspominamy rozpoczęcie II Wojny Światowej 82 lata temu

    Figura Chrystusa sprzed kościoła Św. Krzyża i zaskakujące “proroctwo” niemieckich żołnierzy

    Figura Chrystusa sprzed kościoła Św. Krzyża i zaskakujące "proroctwo" niemieckich żołnierzy

    zdjęcie leżącego na bruku Chrystusa pokazali ks.Stefanowi Wyszyńskiemu niemieccy żołnierze./fot. Wikipedia

    ***

    Figura Chrystusa dźwigającego krzyż stanęła przed kościołem na Krakowskim Przedmieściu w 1858 r. Była świadkiem wielu historycznych wydarzeń. W tym roku mija 75 lat od jej powrotu na schody bazyliki.

    Pomysłodawcą ustawienia rzeźby na balustradzie schodów świątyni był hrabia Andrzej Zamoyski. Z zamówieniem zwrócił się do popularnego wówczas rzeźbiarza – Andrzeja Pruszyńskiego, autora licznych posągów i grobowców na warszawskich cmentarzach oraz epitafium Fryderyka Chopina we wnętrzu bazyliki św. Krzyża. Artysta przedstawił Chrystusa upadającego pod krzyżem w drodze na Golgotę. Była to pierwsza rzeźba polskiego dłuta w czasie carskiej niewoli w Warszawie. 

    Mało kto wie, że rzeźbę początkowo wykonano z cementu. Mało trwały materiał pod wpływem warunków atmosferycznych kruszył się i pękał. Był też łatwym celem dla wandali. Cała stolica była oburzona, gdy w 1887 r. kilku pijanych po raz kolejny uszkodziło rzeźbę. Przyspieszyło to decyzję, by odlać ją z brązu. Na łamach “Wędrowca” ukazał się apel o zbiórkę funduszy na ten cel. Wykonania odlewu podjął się najwybitniejszy ówczesny rzeźbiarz polski Józef Pius Weloński. Pracował w Rzymie i tam też odlał nowy posag, umieszczając na kopii figury autorstwa Pruszyńskiego swój podpis. Rzeźbę ponownie ustawiono na schodach świątyni 2 listopada 1898 r. na nowym cokole z czarnego granitu, zaprojektowanym przez Stefana Szyllera z wygrawerowanym złoconym napisem “Sursum Corda” (“W górę serca”).

    Cementową figurę Chrystusa przewieziono do Kruszyny i umieszczono na grobowcu Lubomirskich. Obecnie znajduje się ona przed tamtejszym kościołem parafialnym św. Macieja Apostoła.

    We wrześniu 1944 wskutek detonacji Goliatów brązowa figura Chrystusa upadła na bruk ulicy, ręką wskazując na napis na cokole: “Sursum corda”. W swoich wspomnieniach z Powstania Warszawskiego wydarzenie to przytacza ks. Stefan Wyszyński.

    „Mam (…) w pamięci zdarzenie, które przeżyłem wkrótce po upadku Powstania Warszawskiego. Do wojskowego szpitala frontowego koło Izabelina, wróciła grupa oficerów niemieckich – lekarzy, którzy tam pracowali. Jeden z nich zatrzymał mnie, gdy biegłem od jednego chorego do drugiego. Wyciągnąwszy z kieszeni jakąś fotografię, gwałtem niemal kazał mi ją oglądać. Rzuciłem okiem. Niezwykłe wydało mi się to spotkanie i swoisty przymus żołnierza niemieckiego. Spieszyło mi się bardzo, mnóstwo chorych i cierpiących czekało. A on swoje: Zobacz – powiada – zobacz. Przyglądam się więc – i cóż widzę? Chrystus z frontonu kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, leżący na bruku ulicznym. Zdjęcie zrobione od strony Kopernika. Chrystus, leżący na bruku warszawskim, dłonią – przedziwnym zbiegiem okoliczności zachowaną – pokazywał w kierunku kościoła. Dłoń ta kierowała się na napis, który pozostał nietknięty na cokole: «Sursum Corda». Patrzyłem, ale jeszcze nie mogłem zrozumieć żołnierza: Czego ode mnie chciał? Co go w tym uderzyło? W pewnym momencie z ust jego wyrywają się słowa, od których niemal odzwyczaiło się nasze ucho, dawno już ich nie słyszeliśmy: «Ist noch Polen nicht verloren – Jeszcze Polska nie zginęła». Zdumiałem się. Po chwili podeszło bliżej jeszcze kilku oficerów. Spojrzałem na nich pytającym wzrokiem… Jeden z nich zawołał: «Sursum corda! Sursum corda!»… Było to na kilka miesięcy przed wyjściem [tej]  «zwycięskiej armii» z powalonej Warszawy. Zdarzeniem tym byłem dogłębnie wstrząśnięty. Niewątpliwie i ja to wiedziałem. Niewątpliwie i ja tak wierzyłem. Ale nie przypuszczałem, że w chwilach smutku i tragizmu naszego Narodu, będę miał taką pociechę – i to z pomocą ludzi, których uważaliśmy za nieprzyjaciół. Tymczasem ich właśnie uderzyło to «Sursum corda». Na warszawskim bruku zburzonego miasta, zamienionego w popioły i zgliszcza – pozostał Chrystus. Obalony wprawdzie, niemocny, leżący na swym krzyżu, ale dłonią pokazujący zburzonej stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić. Jednego tylko potrzeba – nadziei! «Sursum corda, w górę serca!»”

    – Wydarzenie to ks. Wyszyński odczytał symbolicznie, jako palec Bożej Opatrzności, która czuwa nad miastem – mówi ks. Piotr Rutkowski z parafii św. Krzyża.

    Zniszczoną figurę 22 października 1944 Niemcy wywieźli z Warszawy, jednak wraz z pomnikiem Mikołaja Kopernika porzucili w przydrożnym rowie w Hajdukach Nyskich. Rozpoznali ją polscy żołnierze i oba pomniki wróciły do Warszawy. Posąg Chrystusa ponownie stanął przed kościołem 19 lipca 1945, poświęcony w obecności prezydenta RP Bolesława Bieruta i przedstawicieli rządu przybyłych na odsłonięcie pomnika Mikołaja Kopernika.

    Losy figury zostały przypomniane przez Jana Pawła II na pl. Zwycięstwa podczas jego pierwszej pielgrzymki do ojczyzny 2 czerwca 1979. Papież powiedział wówczas w homilii:

    (…) Nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną — bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu”.

    Słowa papieskiej homilii wygrawerowane są na Ołtarzu Ojczyzny, który znajduje się w bazylice.

    Sama bazylika to ponad trzysta lat historii naszego kraju. Tu spoczywają serca Fryderyka Chopina i Władysława Reymonta. Tu złożono szczątki księcia Adama Czartoryskiego. Tu odbywały się egzekwie pogrzebowe księcia Józefa Poniatowskiego, a na organach w św. Krzyżu grał Stanisław Moniuszko. Z bazyliki św. Krzyża w każdą niedzielę nadawane są Msze św. radiowe. W tym roku mija 75 lat od powrotu figury na schody bazyliki.

    Agata Ślusarczyk/wiara.pl

    ********************************************

    Wrzesień 1939. Kto był wtedy „faszystą”?

    W pierwszych dniach września 1939 roku czytelnicy prasy liberalnej we Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych mogli przeczytać, że od 1 września 1939 roku toczy się „wojna o Gdańsk”. Stało za tym zakamuflowane albo zadane całkiem wprost pytanie: „Czy warto umierać za to jedno miasto?”. Wielu czytelników tego typu komentarzy na tak postawione pytanie odpowiadało od razu negatywnie. Zresztą za kilka miesięcy wielu z nich (mowa o czytelnikach prasy francuskiej) nie chciało umierać również za Paryż.

    Ta sama prasa (liberalny mainstream nad Tamizą, Sekwaną i Potomakiem) po 17 września 1939 jeśli w ogóle pisała o Polsce jako ofierze agresji, to widziała tylko jednego agresora – Niemcy. Podobny ton komentarzy przeważał również we francuskich, brytyjskich i amerykańskich gabinetach politycznych, które po 17 września 1939 roku deklarując swoje zaangażowanie na rzecz niepodległości oraz integralności terytorialnej Polski miały na myśli tylko i wyłącznie granicę polsko-niemiecką.

    Czytelnicy prasy niemieckiej mogli w pierwszych dniach września 1939 roku przeczytać, że „rycerski Wehrmacht” wyruszył na kampanię przeciw Polsce – państwu mającemu w sobie od początku „bakcyla rozkładu”, państwu agresywnemu, niemiłosiernie uciskającemu mniejszość niemiecką. Dyrektywa z 11 września 1939 roku ministerstwa propagandy Rzeszy Niemieckiej kierowanego przez Josepha Goebbelsa wyraźnie nakazywała umieszczanie na pierwszych stronach wszystkich tytułów niemieckich gazet i czasopism informacji o „prześladowaniu mniejszości niemieckiej w Polsce”.

    Trzy dni wcześniej, 8 września 1939 roku na Kremlu doszło do rozmowy Stalina z przewodniczącym Międzynarodówki Komunistycznej G. Dymitrowem. Sowiecki dyktator orzekł, że zniszczenie Polski zmagającej się od tygodnia z niemiecką agresją będzie ze wszech miar korzystne z punktu widzenia interesów światowego ruchu komunistycznego, albowiem oznaczać będzie zniknięcie z mapy Europy jednego „burżuazyjnego, faszystowskiego państwa”.

    Zgodnie z otrzymaną dyrektywą Komintern tego samego dnia (8 września 1939) opublikował oświadczenie, w którym podkreślano, że „międzynarodowy proletariat” nie może udzielić w toczącym się konflikcie wsparcia Polsce jako „państwu faszystowskim, które uciska inne narodowości” i które „odrzuciło sowiecką pomoc”.

    Jak wiadomo Związek Sowiecki przystąpił do akcji u boku Niemiec przeciw „faszystowskiej Polsce” 17 września 1939 roku. W sowieckiej propagandzie Berlin i Moskwa były „mocarstwami miłującymi pokój” przeciwstawianymi „francuskim i brytyjskim podżegaczom wojennym”, z którą współdziałała „faszystowska Polska”. Szef sowieckiego resortu propagandy A. Żdanow w artykule opublikowanym 14 września 1939 roku w „Prawdzie” (głównym organie partii bolszewickiej) napisał, że „państwo polskie okazało się niezdolne do życia”. Polskie województwa wschodnie porównał do „wyzyskiwanej kolonii”, a politykę RP wobec swoich ukraińskich i białoruskich obywateli zestawiał z „represyjną polityką rządu carskiego”. W tej sytuacji Związek Sowiecki – jako „mocarstwo miłujące pokój” – nie miało innego wyjścia, jak zaprowadzić na tych ziemiach elementarną praworządność. Do dzieła przystąpił 17 września 1939 roku.

    W tym samym czasie nad upadkiem wszelkiej praworządności w Polsce ubolewała prasa niemiecka, poinstruowana przez dr. Goebbelsa, aby w odniesieniu do pacyfikacji przez oddziały Wojska Polskiego bydgoskich Volksdeutschów strzelających w pierwszych dniach września do wycofujących się polskich oddziałów, używać określenia „krwawa niedziela” (Blutsonntag). Niemiecki resort propagandowy wydawał broszury w języku angielskim i francuskim poświęcone „ekscesom polskiej soldateski”, w których rozstrzelanie w Bydgoszczy niemieckich dywersantów porównywano do „drugiej Nocy św. Bartłomieja”, której ofiary rosły w geometrycznym tempie. Jeszcze jesienią niemiecka propaganda mówiła o niespełna sześciu tysiącach niemieckich ofiar w Bydgoszczy, by na początku 1940 roku alarmować świat, że Niemców zginęło w Bydgoszczy prawie 60 tysięcy.

    Jak łatwo zauważyć upowszechniana obecnie przez neomarksistowską „nową lewicę” na polskich uniwersytetach narracja o Polsce jako „więzieniu narodów” oraz o „polskim imperium kolonialnym na Kresach” po raz pierwszy zyskała światowy rozgłos we wrześniu 1939 roku. Zanim staliśmy się dzięki takim „badaczom” jak Gross i Grabowski „współsprawcami holokaustu”, za sprawą Żdanowa, Dymitrowa i czuwającego nad sprawnym „montażem” Stalina, byliśmy już „państwem faszystowskim uciskającym inne narodowości”. Swoje dorzucił dr Goebbels alarmujący światową opinię publiczną o krzyczącym braku praworządności w Polsce, gdzie szaleje „soldateska” mordująca „niewinnych Niemców”. Mając świadomość, że twórcy antypolskiej kampanii dyfamacyjnej oraz ich pożyteczni idioci nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, należy oczekiwać „pogłębionych studiów” nad „wybuchami polskiego nacjonalizmu wobec ludności niemieckiej w Bydgoszczy” albo równie „wnikliwych analiz” nad zjawiskiem „postronnych [bystanders] w Bydgoszczy” jako dowodu na „głęboko zakorzenione pokłady polskiej nietolerancji wobec elementu mniejszościowego” w tym mieście.

    Tego typu aberracyjne bzdury stosunkowo najłatwiej zwalczać. Gorzej z kłamstwami bardziej uczonymi, jak to pierwsze z wymienionych w niniejszym tekście, dotyczące „wojny o Gdańsk”. Ciągle brakuje polskich opracowań naukowych (przede wszystkim o charakterze syntetycznym), które pokazywałyby, że we wrześniu 1939 roku stawką konfliktu nie był li tylko status Wolnego Miasta Gdańska, ale przyszłość całej Europy Środkowej jako ciągu niepodległych państw – od Finlandii i Estonii po Rumunię – oddzielających Niemcy od Sowietów, na którą wyrok śmierci podpisano upiornej nocy 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie. Zważywszy zaś na to, że od wieków wiadomo, iż ten, kto panuje nad Europą Środkową, panuje nad całym Starym Kontynentem, stawka we wrześniu 1939 roku była znacznie wyższa aniżeli tylko miasto nad Motławą.

    Gdy już powstaną takie opracowania powinny zostać przetłumaczone na język angielski (co najmniej ten) i opublikowane na koszt państwa polskiego w renomowanych zachodnich wydawnictwach naukowych. Nie można tylko reagować na kłamstwa. Należy również upowszechniać rzetelną wiedzę o polskiej historii, zaczynając od dwudziestego stulecia.

    Powróćmy do twórców narracji o Polsce jako „państwie faszystowskim uciskającym inne narodowości”. W październiku 1939 roku w prasie sowieckiej z radością meldowano, że „szmaciane państwo polskie już nie istnieje”. Sowiecki minister spraw zagranicznych 31 października 1939 roku na forum Rady Najwyższej ZSRS z radością informował, że „pokraczny bękart traktatu wersalskiego żyjący kosztem uciskanych niepolskich narodowości przestał istnieć”.

    W tym samym miesiącu niemieckie ministerstwo propagandy wydało instrukcję (24 października 1939) o tym, jak należy relacjonować politykę państwa niemieckiego na okupowanych ziemiach polskich. Goebbels polecał, by komunikaty trafiające do odbiorców w Rzeszy „uwzględniały przede wszystkim myśl przewodnią: zaprowadzenie porządku, usunięcie chaosu, do którego w każdej dziedzinie doprowadziło państwo polskie”. Niemieccy czytelnicy gazet i słuchacze audycji radiowych – „aż do ostatniej dziewki od krów” – mieli mieć utrwalony przekaz, że „polskość równa się podczłowieczeństwu”, a „Polacy, Żydzi i Cyganie znajdują się na tym samym szczeblu ludzkiej niepełnowartościowości”.

    Pytanie do „konsorcjum GG” (Gross, Grabowski et consortes): jako to się ma do tezy o Polakach jako „współsprawcach holokaustu”?

    Grzegorz Kucharczyk/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 2 WRZEŚNIA

    MSZA ŚW. W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 20.30

    PO MSZY ŚW. – ADORACJA DO GODZ. 22.00

    ***

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 3 WRZEŚNIA

    MSZA ŚWIĘTAGODZ. 19:00 

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00

    ***

    I SOBOTA MIESIĄCA4 WRZEŚNIA

    WIGILIJNA MSZA ŚWIĘTA Z NIEDZIELI GODZ. 18:00

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NMP

    Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Przytoczmy słowa rozmowy Zbawiciela z Siostrą Łucją:

    „Córko moja – powiedział Jezus do Siostry Łucji – powód jest prosty: chodzi o pięć rodzajów zniewag i obelg,

    którymi znieważa się Niepokalane Serce Maryi”. Po czym Zbawiciel wymienił kolejno:

    1. Obelgi przeciwko Niepokalanemu Poczęciu,

    2. Przeciwko Jej Dziewictwu,

    3. Przeciwko Jej Bożemu Macierzyństwu z jednoczesnym zastrzeganiem się w uznawaniu Jej wyłącznie za Matkę człowieka,

    4. Wszystkie te obelgi, przez które usiłuje się otwarcie wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec tej nieskalanej Matki,

    5. Bluźnierstwa, które bezpośrednio Ją znieważają w Jej świętych wizerunkach.

    Jezus ujawnia, że jest coś, co boli najbardziej! Są grzechy, które najdotkliwiej ranią Niepokalanego Serca Maryi. Jezus prosi o praktykowanie pierwszych sobót po to, aby wynagrodzić za grzechy, przez które cierpi Serce Matki.

    Dlatego tak ważna jest intencja zadośćuczynienia za ból, jaki odczuwa Niepokalane Serce Maryi ranione wspomnianymi grzechami. Dlatego s. Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”. Dlatego Jezus przypomina, że wartość tego nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”.

    Rozpowszechnianie nabożeństwa od początku napotykało trudności. Kiedy 15 lutego 1926 r. s. Łucji ponownie objawiło się Dzieciątko Jezus i zapytało o rozpowszechnianie Nabożeństwa Pierwszych Sobót, okazało się, że s. Łucja niewiele mogła uczynić. „Mój spowiednik powiedział w liście… żeby to widzenie się powtórzyło, żeby były dane jakieś znaki potwierdzające i że przełożona sama nic nie dokona, by to zdarzenie mogło być znane szerszemu ogółowi… Matka przełożona była gotowa je rozpowszechniać, ale spowiednik oświadczył, że sama nic nie poradzi. Jezus odpowiedział: «Prawda, że twoja przełożona sama nic nie poradzi, ale z moja łaska może wszystko Wystarczy, że spowiednik pozwoli ci i że twoja przełożona to ogłosi, a na pewno będzie przyjęte nawet bez podania, komu to było objawione».”

    „Niedługo pójdę do nieba. Ty tu pozostaniesz, aby mówić światu, że Bóg chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz miała o tym mówić, nie kryj się. Mów każdemu, że Bóg udziela nam łask przez Niepokalane Serce Maryi; że ludzie mają Ją o nie prosić; i że Serce Jezusa chce, by Niepokalane Serce Maryi było czczone przy Jego boku. Powiedz też im, aby modlili się do Niepokalanego Serca Maryi o pokój, bo Bóg go Jej powierzył. Gdybym tylko mogła włożyć w serca wszystkich ten ogień, który pali się w moim sercu, i budzi we mnie tak wielką miłość do Serca Jezusa i Maryi!” – św.. Hiacynta do Łucji.

    Nie znaczy to, że Łucja nie zaczęła propagować tego nabożeństwa. Z jej rozmowy z Jezusem wynika, że rozmawiała z wieloma ludźmi i zachęcała ich do praktykowania tego, o co prosił Jezus i Matka Boża. Przedstawia bowiem Panu Jezusowi trudności, „jakie niektóre dusze mają co do spowiedzi w sobotę”.

    Dla wielu ludzi trudne okazały się warunki podane przez Matka Najświętszą. Na prośbę Łucji Jezus zgodził się na to, aby móc odbyć spowiedź nawet osiem dni wcześniej, „pod warunkiem, że są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Zgodził się również na to, by jeśli kto zapomniał wzbudzić intencji, uczynił to „przy następnej spowiedzi św., gdy się nadarzy okazja”

    Istniała jeszcze inna trudność, dla wielu nierozwiązana do dziś. Według spowiednika Siostry Łucji, „to nabożeństwo jest światu niepotrzebne, ponieważ dużo ludzi przyjmuje Komunię św. w pierwsze soboty miesiąca na uczczenie Matce Bożej i piętnastu tajemnic różańca”. Na co Jezus odpowiedział: „To prawda… że wielu ludzi zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, co kończą, mają za cel przyrzeczone łaski. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”

    To zarzut poważny. Jezus mówi, że ci, którzy „mają za cel przyrzeczone łaski” odprawiają nabożeństwo „bezdusznie i z obojętnością…”

    Warto w tym momencie odwołać się do historii.

    W 1849 r. Kongregacja ds. Odpustów udzieliła członkom bractwa różańcowego, założonego w XV w. przez dominikanina bł. Alana de Rupe, odpustu związanego z Nabożeństwem Piętnastu Sobót. W każdą z trzech piętnastu następujących po sobie sobót można było uzyskać odpust zupełny, pod warunkiem spowiedzi, przyjęcia Komunii św. i nawiedzenia kościoła należącego do bractwa różańcowego oraz modlitwy się w intencjach Ojca Świętego. Poza tym w pozostałe dwanaście sobót można było uzyskać 7 lat i 7 kwarantann (czyli 7 razy po czterdzieści dni) odpustu.

    Czterdzieści lat później, w 1889 r., ta sama Kongregacja nadała członkom bractwa odpust zupełny, który można było uzyskać w którąkolwiek z kolejnych piętnastu sobót za odmówienie pięciu dziesiątek lub odprawienie innego nabożeństwa związanego z tajemnicami różańcowymi. Wymagane było odbycie spowiedzi i przyjęcie Komunii św., nawiedzenie kościoła lub publicznego oratorium w każdą sobotę. Dodajmy, że przyznany w 1889 r. odpust zupełny za odprawienie tego nabożeństwa został powtórzony nie tylko w 1892 r., ale również w 1936 r. – a więc w czasach, kiedy rozpowszechniało się już nabożeństwo pięciu sobót.

    „Jest wolą Bożą, by dać nam łaskę przez Najczystsze Serce Maryi”.  św. Hiacynta

    Spotykamy się więc z uprzywilejowanym przez Stolicę Apostolską nabożeństwem piętnastu pierwszych sobót, co tłumaczy przywiązanie niektórych maryjnych czcicieli do poprzedniego i zdawałoby się bardziej wymagającego nabożeństwa. Pojawiające się pod koniec lat dwudziestych XX w. nabożeństwo pięciu sobót miesiąca miało swojego ufortyfikowanego tradycją i odpustami przeciwnika. W jaki sposób s. Łucja mogła zachęcić pobożnych ludzi do porzucenia starego, a przyjęcia nowego nabożeństwa? Nie było to łatwe. Przynajmniej dopóty, dopóki człowiek kierował się „myślami ludzkimi”, a nie Bożymi…

    Trzeba nam bowiem pamiętać, że łaski u Boga nie są nigdy owocem naszego zasługiwania, lecz Bożej dobroci, a u Boga – jak mówi prorok Ozeasz (Oz 6,6) – milsze jest miłosierdzie niż ofiary. Przecież Jezus, powołując się na słowa tego proroka, powiedział: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»„ (Mt 9,13). A zauważmy, jakże głębokiego znaczenia nabierają te słowa, kiedy owo miłosierdzie mamy okazać samej Matce Chrystusa! Możemy bowiem odnieść do Maryi słowa, które napisał Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia o naszym Zbawicielu. Skoro cierpiący Jezus „sam oto zdaje się najbardziej zasługiwać na miłosierdzie i wzywać do miłosierdzia” i „w sposób szczególny zasługuje na miłosierdzie – i nie doznaje go od ludzi, którym dobrze czynił” (p. 7), to podobnie i Maryja – Ona również zasługuje na okazanie Jej przez nas miłosierdzia! Bowiem Maryja, która swą „ofiarą serca” – jak pisze Ojciec Święty – jest ściśle związana z krzyżem Jej Syna… w sposób wyjątkowy… «zasługuje» na to miłosierdzie” (p. 9). W fatimskim Nabożeństwie Pierwszych Sobót mamy okazję nie tyle do „ofiary”, ale do „okazania miłosierdzia” – do wynagrodzenia, zadośćuczynienia, okazania miłości temu, kto jest w potrzebie. Tym „kimś” jest osoba dla nas zupełnie wyjątkowa, bo jest nią sama Pełna Łaski, Matka Zbawiciela, Wpółodkupicielka i Pośredniczka Łask.

    Jezus, który ukazał się Siostry Łucji 15 lutego 1926 r. w Pontevedra, wyraźnie wskazuje na różną intencję obu nabożeństw. Jedno ma na celu uzyskanie łask dla modlącej się osoby, drugie jest bezinteresowne: ma na celu pocieszenie Niepokalanego Serca Maryi, które cierpi z powodu ludzkich grzechów. Jest formą wynagrodzenia, zadośćuczynienia, a więc ma na celu nie własne duchowe korzyści, ale dobro Maryi. Wprawdzie tych, którzy odprawią nabożeństwo pierwszych sobót czeka „wielka obietnica”, zauważmy jednak, że słowa Matki Bożej nazwali w ten sposób ludzie, przez co położyli niewłaściwy akcent na całość przesłania. Nie ma wątpliwości, że o inną motywację tu chodzi: ponieważ prawdziwe pocieszanie wymaga myślenia o kimś drugim, nie o sobie, możemy wnioskować o bezinteresowności odprawiających to nabożeństwo.

    „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.”
    Pan Jezus , 10 grudnia 1925

    Jezus mówi, że Nabożeństwo Pierwszych Sobót jest potrzebne światu. Potwierdzają to ostatnie słowa Matki Bożej Fatimskiej zamykające objawienia w Fatimie. Maryja odeszła do nieba, pozostawiając przesłanie: „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”.
    To powinno nam wystarczyć. Świat potrzebuje dziś wynagrodzenia. Nabożeństwo Pięciu Sobót jest doskonalsze. Może trafne byłoby porównanie go do Nowego Testamentu, a poprzedniego nabożeństwa – do Starego? Nowy Testament jest objętościowo krótszy, ale ważniejszy. Stary Testament przygotował przyjście Nowego. Czy nie jest tak również z tymi nabożeństwami?

    Znak papieski

    Zwróćmy uwagę na pierwszosobotni znak papieski. Jest nim pewne wydarzenie związane z pobytem papieża Jana Pawła II w Zakopanem, wydarzenie, które umknęło niestety uwadze obserwatorów pielgrzymki papieskiej. Przyjrzyjmy się sobotniemu przedpołudniowi w dniu 7 czerwca 1997 r., w którym Jan Paweł II zaplanował swe odwiedziny sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach i konsekrację tamtejszego kościoła – wotum dziękczynnego za jego uratowane życie. Była to pierwsza sobota miesiąca. Szczególna pierwsza sobota, bo jednocześnie święto Niepokalanego Serca Maryi i pierwsza sobota miesiąca, w którym Matka Boża Fatimska ujawniła dzieciom drugą część swej tajemnicy…

    Tego przedpołudnia, ku zaskoczeniu wszystkich, Ojciec Święty przybył do Sanktuarium przed czasem. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Papież zawsze się spóźnia, że jego przybycie następuje zawsze kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut później niż wyznaczony termin. Tymczasem na Krzeptówkach Jan Paweł II zjawił się piętnaście minut za wcześnie! A uczynił to nieprzypadkowo, bo – jak mówią towarzyszące mu w tamtej pielgrzymce osoby – tego ranka Jan Paweł II nalegał: „Jedźmy już”. Przybył do Sanktuarium kwadrans przed rozpoczęciem liturgii Mszy św. Po co? Aby piętnaście minut spędzić w tzw. starej kaplicy, gdzie na kolanach trwał przed cudowną figurą Matki Bożej Fatimskiej. Trwał na rozmyślaniu, a właściwie rzecz ujmując „towarzyszył” Maryi w Jej rozmyślaniu. Zgodnie z prośbą Matki Najświętszej „towarzyszył Jej przez 15 minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi w intencji zadośćuczynienia”. Tego dnia spełnił też pozostałe warunki nabożeństwa pierwszych sobót, włącznie z odmówieniem różańca, co uczynił publicznie podczas wieczornego nabożeństwa w Ludźmierzu.

    „Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.
    Matka Boża Fatimska, 10 grudnia 1925O czym mówi nam to wydarzenie? Ojciec Święty praktykuje nabożeństwo pierwszych sobót! Czy postawa naszego Ojca Świętego nie powinna być dla nas znakiem i zachętą do przejęcia się na nowo wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej i praktykowania tego nabożeństwa?  

    Sekretariat Fatimski/Krzeptówki

    **************************************************

    Wielka Brytania: 4 września Marsz dla Życia

    Tysiące ludzi z całej Wielkiej Brytanii przybędą w sobotę 4 września do Londynu aby wziąć udział w Marszu dla Życia. Jest to największe na Wyspach publiczne zgromadzenie w obronie życia poczętego. Od momentu legalizacji aborcji w tym kraju, pod koniec lat 60., pozbawiono życia blisko 9,5 miliona nienarodzonych dzieci. Sam rok 2020 przyniósł rekordową liczbę aborcji: ponad 209 tysięcy.

    Londyn

    Pierwsze wiece i protesty miały miejsce w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie lat 70. Ruch obrony życia poczętego zapoczątkowała m.in. organizacja The Survivors założona w 1975 r. przez Johna Smeatona, obecnie dyrektora naczelnego Towarzystwa Ochrony Nienarodzonych Dzieci (SPUC), oraz Debby Sanders, liderki Women for Life, feministycznej grupy pro-life. The Survivors wystąpili na słynnym festiwalu Fringe w Edynburgu w 1975 r. w rewii zatytułowanej „Jestem produktem poczęcia – czyż nie jak my wszyscy?”

    Do historii brytyjskiego ruchu obrony życia poczętego przeszedł start w wyborach powszechnych Marilyn Carr, która urodziła się bez ramion i rąk. W 1981 roku ubiegała się o mandat poselski jako niezależna kandydatka pro-life w okręgu Croydon North West, stając w obronie prawa do życia dzieci niepełnosprawnych urodzonych i nienarodzonych. Jej kandydaturę poparł znany dziennikarz Malcom Muggeridge, autor głośnego w owym czasie artykułu w Daily Mail, dotyczącego problemu nieludzkiej praktyki śmierci głodowej, na którą skazywano w szpitalach niepełnosprawne noworodki. W tym samym czasie zapadł uniewinniający wyrok w sprawie lekarza, dr Leonarda Arthura, oskarżonego o usiłowanie zabójstwa noworodka z zespołem Downa. Dr Arthur podał niemowlęciu bardzo silne środki przeciwbólowe, trzy dni później dziecko zmarło. Według orzeczenia biegłych stało się tak przede wszystkim na skutek powikłań, wywołanych silnym syndromem Downa. Brytyjczycy zdecydowanie opowiedzieli się po stronie lekarza, zebrano 19 tysięcy podpisów pod petycją poparcia jego decyzji. Tymczasem Daily Mail, z powodu tej publikacji, uznano winnym „znieważenia sądu”, został jednak oczyszczony z zarzutu. Jeden z lordów orzekających w tej sprawie, sir David English powiedział: „Oczywiście [artykuł Malcolma Muggeridge’a – red.] był emocjonalny… tak został jednak zaprojektowany, aby ludzie myśleli i dyskutowali na temat życia i śmierci”.

    W 1983 roku organizacja SPUC No Less Human nagłośniła badania prowadzone przez Medical Research Council, w których brały udział kobiety, których ciąża była celowo naruszana, aby dziecko stało się kalekie. Protest SPUC wycelowany był w firmę Boots, współuczestnika procederu. Boots dostarczał pigułki, powodujące uszkodzenie płodu. Kolejnym krokiem „badań” była aborcja, którą oferowano kobietom w sytuacji wykrycia kalekiej kondycji dziecka.

    Przez kilka dziesięcioleci w Londynie i większych miastach sporadycznie odbywały się demonstracje pro-life. Pierwsza próba szerszego wystąpienia z tym przesłaniem pojawiła się w 2012 roku. Niewielka grupa brytyjskich katolików zdecydowała się zorganizować marsz ulicami Birmingham, jako część kampanii 40 Dni dla Życia (40 Days for Life), przeszczepionej na grunt brytyjski ze Stanów Zjednoczonych. Od samego początku marsz charakteryzuje pozytywny przekaz święta rodziny oraz modlitwy w intencji budowania na Wyspach kultury życia. Jak mówią organizatorzy: „Z radością będziemy maszerować w intencji dziewięciu i pół miliona ofiar aborcji w naszym kraju oraz kobiet i mężczyzn, których to dotyczy. Nasz temat na ten rok brzmi: «Aborcja – sprawa numer jeden». Przynieś własny plakat, albo na miejscu dostaniesz go od nas. Niech nasze przesłanie będzie zakorzenione w miłości i współczuciu, abyśmy mogli nie tylko podnieść świadomość innych, ale także zmienić ich serca i umysły”.

    „Kilka lat temu byłam na marszu w Birmingham, przechodziła dziewczyna, Sophie, która jak się okazało, czekała na aborcję, miała termin dwa dni później. Zobaczyła radość, płynącą od ludzi z marszu, a szczególnie zauważyła jakiś jeden, konkretny plakat. I to ją tak dotknęło, że anulowała to spotkanie aborcyjne, a rok później przyszła na marsz z pięknym chłopcem, żeby zaświadczyć o tym, jak wspaniały skutek sprawiło to, że w tamtym czasie znalazła się w odpowiednim miejscu” – mówi Magdalena Savage z polskiej parafii pw. św. Michała w Birmingham, współpracująca z organizacją March for Life UK.

    Marsz dla Życia to muzyka na żywo, wspólna modlitwa i mocne, poruszające świadectwa; to również rozrywka dla całej rodziny, a nawet zdrowa i tania kuchnia w Emmanuel Centre. Punktem kulminacyjnym dnia jest marsz przez serce Londynu. Tegoroczne przesłanie brzmi: „Aborcja – sprawa numer jeden”.

    Żadna choroba, żaden inny powód nie pozostawia tak wielu ofiar śmiertelnych każdego roku. Jak powiedział Jezus Chrystus: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

    Elżbieta Sobolewska-Farbotko/vaticannews/szczegóły: www.marchforlife.co.uk

    *********************************************************

    Ponury rok 2020 we Francji: refundowana antykoncepcja i… 222 tysiące dzieci zabitych przed urodzeniem

    rys. Aleksander Bednarski/PCh24.pl

    ***

    Francuska Dyrekcja ds. Badań Naukowych, Studiów, Ocen i Statystyki (DRESS) podała dane statystyczne dotyczące w tym kraju aborcji. Liczba zabijanych rocznie poczętych dzieci jest szokująca, chociaż w porównaniu rok do roku zmniejszyła się o 11 tysięcy. Przypisuje się to pandemii, która generalnie zmniejszyła liczbę wszystkich ciąż. Badanie DRESS opublikowano 28 września.

    We Francji w 2020 roku odnotowano 222 tys. aborcji. Przy okazji pandemii politycy lewicy starali się o kolejne ułatwienia w zabijaniu nienarodzonych dzieci, obawiając się, że warunki izolacji utrudnią dostęp do takich aktów. Proponowano więc np. wydłużenie czasu aborcji. Liczba aborcji w porównaniu z rokiem 2019 spadła o 4,4%, ale nie było to skutkiem braku dostępu do klinik aborcyjnych, ale ogólnym spadkiem liczby ciąż w czasie pandemii.

    W 2020 r. na tysiąc kobiet w wieku od 15 do 49 lat (uznawanym za wiek rozrodczy) aktu zabijania nienarodzonego dziecka dopuściło się statystycznie 14,9 kobiet. Rok wcześniej ta średnia wyniosła  15,6. DRESS podkreśla jednak, że prawdopodobnie z powodu lockdownu był znaczny spadek liczby ciąż, niezależnie od tego, czy były one pożądane, czy nie.

    Dane te wyglądają znacznie bardziej tragicznie w młodszych grupach wiekowych. Aborcji najczęściej dokonywały kobiety w przedziale wieku od 20 do 29 lat. Odsetek ten wynosi 25,7 na tysiąc osób w grupie wiekowej 20-24 lata i aż 27,1 na tysiąc osób w grupie 25-29 lat. Jak widać kampanie uświadamiające i powszechna dostępność w znaczniej mierze refundowanych środków antykoncepcyjnych nie zmieniają wcale sytuacji, a tezy o tym, że antykoncepcja zapobiega aborcjom to tylko propagandowe hasło środowisk proaborcyjnych.

    Na tyle nośne, że rząd brnąc w tą fałszywą alternatywę zadekretował ostatnio wprowadzenie od 1 stycznia 2022 r. pełnej refundacji antykoncepcji dla kobiet do 25 roku życia. To trochę jak z alkoholem na kartki w czasach późnego PRL. Skoro dają, to kupowali go nawet abstynenci… To złe i fałszywe rozwiązanie – ostrzega np. Caroline Roux, zastępca dyrektora generalnego Alliance Vita. Przypomniała o tym, że od 2016 r. takie środki są refundowane dla dziewcząt w wieku od 15 do 18 lat i nie wiele zmieniły jeśli chodzi o aborcję. Nie wspominając już o skutkach ubocznych, o których było zwłaszcza głośno po 2016 roku w przypadku tabletek tzw. III i IV generacji.

    Roux dodała, że Francja jest jednym z krajów o najwyższym wskaźniku stosowania antykoncepcji na świecie, co współistnieje z bardzo wysokim poziomem aborcji. 72% kobiet, które dokonały aborcji, stosowało… antykoncepcję.

    Nowe przepisy ułatwiające aborcję na czas pandemii i skupienie się szpitali na walce z Covid-19 spowodowały, że w publicznej służbie „zdrowia” dokonano mniej aborcji, niż zwykle. Zarejestrowano tam 154 tys. aborcje (170 tys. w 2019 r.). Nie jest to jednak zjawisko pocieszające, bo znacznie więcej aborcji niż zwykle dokonywano po prostu w prywatnych klinikach i gabinetach. Banalizacja zabijania dzieci nienarodzonych trwa i jest przedstawiana już jako „fundamentalne prawo kobiet. We Francji doszło do tego, że po emisji w prywatnej TV filmu „Nieplanowane” o negatywnych aspektach aborcji i działalności amerykańskiej organizacji proaborcyjnej Planned Parenthood, politycy domagali się ukarania tej stacji.

    Bogdan Dobosz/ PCh24.pl/29.09.2021

    ************************************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC WRZESIEŃ 2021

    Intencja powszechna: 

    – Módlmy się, abyśmy wszyscy dokonywali odważnych wyborów na rzecz stylu życia powściągliwego i ekologicznie zrównoważonego, ciesząc się z ludzi młodych, którzy się w to zdecydowanie angażują.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    – Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    Boże w Trójcy Świętej Jedyny, bądź uwielbiony w swojej nieskończonej dobroci. Dziękujemy za dar opatrznościowego Pasterza Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, którego dałeś naszemu Narodowi na trudny czas. Dziękujemy za wszystkich świętych i błogosławionych orędowników naszej Ojczyzny. Niech Boża Matka, którą tak wielu naszych Rodaków w minionych pokoleniach z wielkim zaufaniem czciło, wyprosi i nam mocne trwanie przy Chrystusie i Jego Ewangelii, abyśmy byli zdolni uczynić wszystko co Jej Syn, nasz Zbawiciel powie.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna Swego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci. 

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice różańcowe.

    ************************************************************************************************************

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    **

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Odpust zupełny można uzyskać codziennie!

    Odpust zupełny można uzyskać codziennie!
    fot. Maciej Rajfur/ GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    Minęła już oktawa uroczystości Wszystkich Świętych, w której mogliśmy uzyskać odpusty zupełne za zmarłych, modląc się za nich na cmentarzach i spełniając zwykłe warunki. Jednak odpusty takie możemy uzyskiwać codziennie – za siebie, a także za dusze zmarłych.

    -Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości – mówił o duszach czyśćcowych Pan Jezus do św. Faustyny.

    Odpust jest to darowanie wobec Boga kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Może być zupełny albo cząstkowy (darowanie części kary).

    Odpusty kojarzą się zwykle ze dniami patronów naszych parafii. Odpust zupełny można jednak uzyskać codziennie, wypełniając poniższe warunki.

    Kto może uzyskać odpust?

    Osoba ochrzczona, wolna od ekskomuniki, będąca w stanie łaski uświęcającej przynajmniej pod koniec wypełniania przepisanych czynności oraz posiadająca przynajmniej ogólną intencję  zyskania  odpustu.

    Ktoś taki musi dodatkowo spełnić 5 warunków:

    1. przystąpić do spowiedzi

    2. przystąpić do Komunii świętej

    3. pomodlić się w intencjach Ojca Świętego, np. Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo.

    (Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać  wiele  odpustów  zupełnych.  Natomiast  po  jednej  Komunii  eucharystycznej i po jednej modlitwie w intencjach Ojca Świętego zyskuje się tylko jeden odpust zupełny.)

    4. być wolnym od jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego. To ostatnie polega na świadomym i dobrowolnym stosowaniu tzw. drobnych grzeszków jako metody radzenia sobie w życiu. Jeżeli ktoś nie jest w pełni wolny od takiego przywiązania, może uzyskać się odpust cząstkowy.

    5. wypełnić jeden z poniższych warunków szczegółowych. Są to:

    A. pobożne odmówienie cząstki Różańca Świętego, w sposób ciągły, z rozważaniem tajemnic różańcowych, w kościele albo w kaplicy albo rodzinie albo we wspólnocie zakonnej, we wspólnocie wiernych

    B. czytanie Pisma Świętego z czcią należną Słowu Bożemu i na sposób lektury duchowej przynajmniej przez pół godziny z tekstu zatwierdzonego przez władzę kościelną. Może to być słuchanie czytającego Biblię, także przez środki audiowizualne

    C. nawiedzenie i adorowanie Najświętszego Sakramentu przez pół godziny

    D. pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej – przed stacjami prawnie erygowanymi – połączone z rozważaniem Męki i Śmierci Chrystusa – i przechodzeniem od stacji do stacji. Ci, którzy z przyczyn od siebie niezależnych nie mogą odprawić nabożeństwa w sposób przyjęty zwyczajowo, mogą uzyskać taki sam odpust, jeżeli przynajmniej przez 15 minut będą pobożnie czytać i rozważać Mękę i Śmierć Pana Jezusa.

    E. pobożnie odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu publicznie wystawionego lub przechowywanego w tabernakulum. Można to uczynić także w domu, jeśli z powodu choroby lub innej słusznej racji nie można wyjść z domu (dotyczy terytorium Polski).

    Istnieją ponadto liczne możliwości uzyskania odpustów w szczególnych dniach i okolicznościach.

    Odpusty można ofiarować we własnej intencji albo za zmarłych, niekoniecznie sobie znanych. W takim przypadku wystarczy ogólna intencja uzyskania odpustu za osobę zmarłą. Nie można zyskać odpustu za osobę żyjącą. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia. Drugi raz można uzyskać odpust zupełny tego samego dnia w godzinę śmierci.

    Jarosław Dudała/Gość Niedzielny

    ***************************************************

    CAŁA PRAWDA O ODPUSTACH

    fot. Pixabay

    ***

    „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy, którego dostępuje wierny odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” – mówi oficjalna definicja odpustu. Co rozumie z niej „zwykły” wierny? Obawiam się, że niewiele.

    Problem z definicjami polega na tym, że zazwyczaj są sformułowane w oficjalnym, specjalistycznym języku. Definicja ze swej natury powinna być precyzyjna, jednak czasem ten wymóg powoduje, że staje się mało zrozumiała. Jak zatem mamy rozumieć definicję odpustu? Czym tak naprawdę jest odpust (mówiąc potocznie: „jak to działa?”). Jakie warunki trzeba spełnić, aby go uzyskać… i właściwie po co mamy to robić? Dlaczego odpusty są tak ważne?

    „darowanie kary doczesnej…”

    Aby zrozumieć istotę odpustu, najpierw musimy zatrzymać się przy pojęciu grzechu. Istota grzechu to odrzucenie miłości Boga. Nie chodzi tu tylko o mechaniczne „łamanie przykazań”. Grzechu nie mierzy się linijką: dotąd jeszcze nie grzech, odtąd już grzech. Oczywiście takie myślenie byłoby bardzo wygodne i proste, ale Pan Bóg nie jest księgowym ani policjantem, z którym można dyskutować, czy za przekroczenie prędkości o 7 km/h już należy się mandat, czy jeszcze nie.

    Z grzechem ściśle wiąże się pojęcie winy i kary. Są one konsekwencjami grzechu. Nie są „zemstą” Boga, ale logicznym następstwem decyzji człowieka, który od Boga się odwraca. Wina to zaciągnięty wobec Boga dług, utrata łączności z Bogiem, odłączenie się od Niego (całkowite przy grzechu śmiertelnym, czyli ciężkim, a częściowe przy grzechu lekkim). Drugi skutek grzechu to kara, jaką człowiek musi za niego ponieść. Skutkiem grzechu ciężkiego jest kara wieczna (piekło, utrata miłości Bożej na wieczność). Odpuszczenie grzechów w sakramencie pokuty gładzi winę i karę wieczną – przywraca człowiekowi więź z Bogiem (łaskę uświęcającą) oraz otwiera mu drogę do nieba. Nie zostaje jednak zgładzona kara doczesna. Dlaczego? Otóż grzech nie tylko uderza w nasze relacje z Bogiem, ale też w pewien porządek świata: powoduje cierpienie, przykre emocje, nienawiść, czyjąś krzywdę albo ból i wszelkie inne dotkliwe skutki na wielu płaszczyznach naszego życia. Jest to pewien „ogon”, ciężar, bagaż, który trzeba dźwigać i który wymaga naprawienia i wynagrodzenia. W jednej ze swych środowych katechez św. Jan Paweł II tłumaczył to następująco: „…kara doczesna oznacza stan cierpienia człowieka, który chociaż jest już pojednany z Bogiem, pozostaje jeszcze naznaczony «śladami» grzechu, które nie pozwalają mu całkowicie otwierać się na łaskę. Dlatego właśnie, aby uzyskać całkowite uzdrowienie, grzesznik wezwany jest do podjęcia drogi oczyszczenia, która doprowadzi go do pełni miłości. Na tej drodze miłosierdzie Boże wychodzi człowiekowi naprzeciw i ofiaruje mu szczególną pomoc. Kara doczesna spełnia rolę «lekarstwa» w takiej mierze, w jakiej człowiek czuje się wezwany do głębokiego nawrócenia. Taki jest również sens «zadośćuczynienia» wymaganego przez sakrament pokuty”. Tę karę doczesną można odpokutować za życia na ziemi poprzez cierpliwe znoszenie (z odpowiednią intencją) różnych cierpień, chorób, niedogodności. Jeśli jednak człowiek nie zdąży tego zrobić za życia, musi odcierpieć ją po śmierci, a miejscem odbycia kary jest czyściec. Dusze w czyśćcu, choć mają już pewność swego zbawienia, poprzez cierpienie oczyszczają się i przygotowują na to, by móc w pełni przyjąć Bożą miłość i cieszyć się radością nieba.

    Odpust może być zupełny (jest to całkowite darowanie kary doczesnej) lub cząstkowy. Czasem można spotkać się z pytaniem, jaka część kary doczesnej jest darowana przy odpuście cząstkowym. Odpowiedź zależy jedynie od Bożego miłosierdzia oraz wewnętrznej dyspozycji człowieka, który dostępuje odpustu. Kiedyś stopień odpustu cząstkowego mierzono długością pobytu w czyśćcu, która była darowana (np. 100 dni odpustu). Dziś już tego się nie stosuje.

    „…ze skarbca zasług Chrystusa i świętych…”

    Ów skarbiec Kościoła to przede wszystkim zasługi Jezusa Chrystusa – Jego śmierć i zmartwychwstanie, które całkowicie i w pełni zadośćuczyniły Bogu Ojcu za nasze grzechy. Odkupienie dokonane przez Chrystusa jest kompletne, nie potrzebuje żadnych dodatków ani uzupełnień. Jan Paweł II naucza, że „ukrzyżowany Jezus jest wielkim «odpustem» ofiarowanym przez Ojca ludzkości jako przebaczenie win i zaproszenie do synowskiego życia (por. J,12-13) w Duchu Świętym”. Katechizm Kościoła mówi, że ten skarbiec to „duchowe dobra, płynące z komunii świętych”. Ten skarbiec duchowy to także wartość, jaką przed Bogiem mają zasługi i modlitwy Matki Bożej oraz świętych. Natomiast pojęcie owego „skarbca Kościoła” odwołuje się również do prawdy o świętych obcowaniu, czyli duchowej łączności między wszystkimi członkami Kościoła: tymi w niebie, w czyśćcu i na ziemi. Ten skarb Kościoła jest „rozdzielany” przez odpusty – nie chodzi tu jednak o mechaniczne rozdawanie, ale o ufność Kościoła, „że jest wysłuchiwany przez Ojca, gdy (…) prosi Go o zmniejszenie lub przekreślenie bolesnego aspektu kary, pogłębiając jej wymiar leczniczy poprzez inne rodzaje działania łaski” (św. Jan Paweł II).

    „…za pośrednictwem Kościoła…”

    Udzielanie odpustów odbywa się za pośrednictwem Kościoła. Władza udzielania odpustów wynika pośrednio z władzy odpuszczania grzechów, którą Jezus dał Kościołowi. W praktyce oznacza to, że władzę udzielania odpustów ma Stolica Apostolska (a konkretniej jeden z jej urzędów, tzw. Penitencjaria Apostolska). Oczywiście zawsze może udzielić odpustów Ojciec Święty. Może on też nadać komuś (np. biskupom) upoważnienie do nadawania odpustów. Co ważne – pewną władzę mają w tym względzie także spowiednicy. Mogą oni nieco zmienić warunki dostąpienia odpustów dla osób, które mają bardzo poważną, obiektywną przeszkodę w wypełnieniu warunków odpustu (np. dla osób chorych, które nie mogą wyjść z domu).

    „…odpowiednio usposobiony…”

    To „odpowiednie usposobienie” dotyczy osoby, która ma dostąpić odpustu. Po pierwsze, może dostąpić go jedynie osoba ochrzczona, która nie popadła w karę ekskomuniki. Po drugie, warunkiem jest stan łaski uświęcającej. Tylko jeśli jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, nasze uczynki mają przed Bogiem wartość zasługującą. Norma prawna w tym względzie mówi, że należy być w stanie łaski uświęcającej przynajmniej pod koniec wypełniania czynności związanych z odpustem – w praktyce jednak zachęca się wszystkich do stałego życia w stanie łaski.

    Ponadto konieczne jest, aby w momencie wypełniania warunków odpustu mieć właściwą intencję – to znaczy być świadomym, że za wypełnienie danej czynności możemy otrzymać odpust i spełniać tę czynność z pragnieniem uzyskania odpustu.

    Odpust można uzyskać dla siebie lub ofiarować za osobę zmarłą. Nie można ofiarować odpustu za osobę żyjącą. Odpust, który uzyskujemy w dniach 1-8 listopada za nawiedzenie cmentarza, można ofiarować wyłącznie za zmarłych.

    „…pod pewnymi warunkami…”

    Często słyszy się, że danego dnia można uzyskać odpust zupełny „pod zwykłymi warunkami”. Co to znaczy?

    Te „zwykłe warunki” to:

    1. Spowiedź sakramentalna. Może ona być dokonana przed lub po wypełnieniu dzieła, z którym związany jest odpust. Po jednej spowiedzi można dostąpić kilka razy odpustu zupełnego, ale tylko raz dziennie.

    2. Komunia św. Zaleca się, by przyjąć ją w dzień wypełnienia dzieła, z którym związany jest odpust, ale z prawa wynika, że można przyjąć Komunię św. z intencją dostąpienia odpustu także w ciągu kilku kolejnych dni po wypełnieniu odpustowego dzieła. Przy tym warunku obowiązuje zasada; „Jedna Komunia św. – jeden odpust”. Mówiąc inaczej, Komunię św. należy przyjąć za każdym razem, gdy chcemy dostąpić odpustu.

    3. Modlitwa w intencjach Ojca Świętego – chodzi o to, aby pomodlić się w tych samych intencjach, w jakich modli się Ojciec Święty (lub chce, aby się modlono). Do spełnienia tego warunku wystarczy odmówić „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”. Powinna być to modlitwa ustna, a nie tylko w myślach (ale można też śledzić w myślach, gdy ktoś odmawia tę modlitwę na głos). Należy pomodlić się w intencjach Ojca Świętego za każdym razem, gdy chcemy dostąpić odpustu.

    4. Całkowite wykluczenie przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, także powszedniego. To bardzo trudny do wypełnienia warunek. Chodzi o wewnętrzne nastawienie człowieka, pragnienie poprawy życia i niepopełniania grzechu, brak wewnętrznego przyzwolenia na jakikolwiek, nawet najlżejszy grzech. Z przywiązaniem do grzechu mamy do czynienia wtedy, gdy zgadzamy się na pewną powtarzalność jakiegoś grzechu, gdy nie mamy siły i woli by walczyć z nim i chcieć wyeliminować go całkowicie ze swego życia. Oczywiście – wszyscy jesteśmy grzesznikami i nie chodzi tu o jakieś zobowiązanie do bezgrzeszności, bo to byłoby nierealne. Chodzi o szczere nastawienie na realizację w swoim życiu woli Bożej i na walkę ze złem i grzechem. Jeśli ten warunek nie jest spełniony do końca, to uzyskany odpust może być tylko częściowy.

    5. Wypełnienie dzieła, do którego przywiązany jest odpust. Tych dzieł jest bardzo wiele, więcej niż moglibyśmy przypuszczać. Ich pełny katalog jest bardzo obszerny, dlatego zostanie omówiony w drugiej części tego artykułu, w jednym z najbliższych numerów „Echa”.

    ks. Andrzej Adamski/Echo Katolickie 2/2015

    **************************************

    Odpust zupełny dla dotkniętych koronawirusem

    Odpust zupełny dla dotkniętych koronawirusem
    vaticannews.va

    ***

    Penitencjaria Apostolska wydała specjalny dekret udzielający odpustu zupełnego wiernym zarażonym koronawirusem, przebywającym na kwarantannie, a także pracownikom służby zdrowia, rodzinom i wszystkim w jakikolwiek sposób dotkniętym tym problemem.

    Odpust zupełny to pomoc, jakiej udziela Kościół, aby przeżywać epidemię w duchu wiary i osobistego nawrócenia. By go otrzymać należy odrzucić wszelkie przywiązanie do grzechu, uczestniczyć we Mszy poprzez środki masowego przekazu lub po prostu pomodlić się. „Powinno być to połączone z wolą spełnienia zwykłych warunków odpustu, czyli przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, komunii świętej oraz odmówienia modlitwy według intencji Ojca Świętego, kiedy to stanie się możliwe” – czytamy w dekrecie.

    Penitencjaria Apostolska udziela pod tymi samymi warunkami odpustu zupełnego tym wiernym, którzy będą modlić się w intencji ustania epidemii i umocnienia tych, którzy cierpią z jej powodu oraz w intencji zbawienia wiecznego zmarłych w wyniku zarażenia koronawirusem.

    Kościół modli się także za tych, którzy nie mogą przyjąć sakramentu chorych oraz Wiatyku, zawierza ich wszystkich Miłosierdziu Bożemu i każdemu wiernemu udziela odpustu zupełnego na godzinę śmierci pod warunkiem, że jest właściwie dysponowany i odmówił w ciągu życia jakąś modlitwę.

    ks. Krzysztof Ołdakowski SJ – Watykan

    ************************************************************************************************************

    KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA


     twitter.com/ArchdiocGlasgow

    Partick church severely damaged by fire (Image: Contributed)

    Church after fire

    Amie. (@amieeeef) July 28, 2021

    ************************************************************************************************************

    Bp Lechowicz po pożarze „polskiego kościoła” w Szkocji: serce krwawi

    ***

    Serce krwawi – tymi słowami bp Wiesław Lechowicz, delegat Konferencji Episkopat Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej, a zarazem przewodniczący Komisji KEP ds. Polonii i Polaków za Granicą, skomentował dla KAI niszczycielski pożar kościoła św. Szymona w Glasgow. Od zakończenia II wojny światowej ta zabytkowa świątynia była religijnym centrum tamtejszej Polonii.

    – Mam serce zupełnie rozdarte i krwawiące, ponieważ miałem okazję kilka razy być w tym kościele, gdzie Polacy gromadzą się na Eucharystii. Od wielu lat mam bardzo dobry kontakt z ks. Marianem Łękawą, który od kilkudziesięciu lat pracuje w Glasgow i posługuje Polonii właśnie w tym kościele. W tym miejscu gromadzą się nasi rodacy nie tylko nabożeństwa w niedziele i święta, ale również wspólnoty i grupy prowadzące formację duchową, religijną – powiedział bp Lechowicz.

    Wyjaśnił też dlaczego świątynia ta zwana jest „kościołem polskim”. – Mimo że został wybudowany przez Irlandczyków w XIX wieku, to jednak od czasu II wojny światowej gromadzili się w nim polscy żołnierze, uchodźcy, którzy nie wracali do Polski po wojnie. Po dzień dzisiejszy ten kościół służył wspólnocie polonijnej – wskazał delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej, dodając, że w świątyni „znajdowały się pamiątki związane z Polonią, z historycznymi wydarzeniami”.

    – Smutno mi się robi, bo było to miejsce wielu nawróceń naszych rodaków żyjących w Szkocji. Ale ufamy w Bożą Opatrzność. To, co jest nieszczęściem w tym momencie, może przynieść jakieś owoce na przyszłość, chociaż jeszcze trudno w tym momencie o tym mówić. Z tego, co słyszałem od ks. Mariana Łękawy, ten pożar integruje wspólnotę polonijną. Można mieć nadzieję, że na tych gruzach dosłownie i w przenośni powstanie jeszcze bardziej żywa wiara – wskazał hierarcha.

    Uspokoił też, że Polacy mają zapewnione miejsce modlitwy w Glasgow. – W czasie pandemii, w związku z restrykcjami dotyczącymi liczby osób w kościołach, od dłuższego czasu Polacy modlili się także w położonym niedaleko kościele św. Piotra. Jest jeszcze kościół św. Anny, gdzie posługują księża chrystusowcy i gdzie również Polacy gromadzą się na Mszach św. Ale kościół św. Szymona był najważniejszy z punktu widzenia historycznego dla polskiej emigracji. I stąd tak duży ból, że zdarzył się ten pożar – zaznaczył bp Lechowicz.

    Poinformował, że w polskich kościołach w Wielkiej Brytanii gromadzi się około 10 procent mieszkających tam Polaków. – Myślę, że jakaś część gromadzi się kościołach angielskojęzycznych, bo Polacy znają język angielski. Natomiast nie patrzyłbym na to z punktu widzenia ilościowego, tylko jakościowego. Oczywiście część Polaków wyjeżdżających zagranicę i mieszkających na Wyspach Brytyjskich oddala się od Pana Boga i od Kościoła. Ale też nie brakuje przypadków, kiedy ludzie się nawracają, kiedy zagranicą odkrywają wartość wspólnoty Kościoła, a przez wspólnotę Kościoła zbliżają się również do Pana Jezusa – zauważył delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

    Zwrócił też uwagę na „braki personalne, gdy chodzi o księży pracujących wśród Polonii w Szkocji”. – Nasi rodacy z Edynburga i z innych stron dopominają się o księży, którzy mogliby podjąć pracę w Szkocji. Być może ten pożar wpłynie na wrażliwość niektórych księży w Polsce i być może pojawią się tacy, którzy będą chcieli służyć duszpastersko Polonii żyjącej w Szkocji. Gdyby tak było, byłbym wdzięczny za kontakt ze mną, z Biurem Duszpasterstwa Emigracji Polskiej (emigracja@episkopat.pl) i spróbujemy pomóc tym naszym rodakom – zachęcił bp Lechowicz.

    ************************************************************************************************************

    Dzisiejszej nocy z 27 na 28 lipca roku 2021 kościół św. Szymona przechodzi do historii

    28 lipca 2021

    Patrzę na zgliszcza spalonego kościółka św. Szymona                                                   

    i klękam razem z tymi,                                                                                    

    których tu karmił Pan nasz Jezus Chrystus swoim Ciałem,                               

    bo On wciąż leży w tym miejscu uświęconym,                                                 

    przywalony osmolonymi szkockimi kamieniami.                                                    

    Dobrze jest teraz przypomnieć sobie św. Augustyna,                                   

    który zapewnia,                                                                                               

    że Pan Bóg cudownie potrafi wyciągać                                                              

    ze zła nieporównanie dużo większe dobro.                                                        

    Te olbrzymie buchające płomienie                                                      

    wydobywające się z wnętrza ginącej świątyni,                                           

    środku nocy z 27 na 28 lipca Roku Pańskiego 2021,                                                      

    już sprawiły,                                                                                                                    

    że tlący się nikły płomyk wiary w naszych sercach,                                                  

    osłabiony również wieloma miesiącami przesadzonego lęku,                         

    aby nawet od Pana Boga trzymać się na dystans – ożywa.  

    Nie jest właściwe pochopnie osądzać, że wiara w wielu ludziach wygasła,                

    bo to nie jest według Bożego spojrzenia.                                                                 

    Maleńka iskierka ma w sobie moc rozpalić płomień,                                                  

    nawet w gasnącym popiele ludzkich serc,                                                     

    które żyją na wyjałowionej ziemi tego świata,                                                 

    wydawałoby się –  opuszczonej przez Boga.

    A tymczasem płomienie palącego się kościółka św. Szymona                                

    rozświetliły ciemności,                                                                                                   

    w których wielu przyzwyczaiło się chodzić po omacku.                                           

    Widok ten sprawił,                                                                                              

    że przebudziło się ludzkie serce                                                                 

    uśpione przez tego, który działa w ciemnościach.

    Niech będzie błogosławiony wstrząs,                                                                          

    który sprawia,                                                                                                     

    że nagle, choć tak różni jesteśmy,                                                        

    powracamy do tego co jest najistotniejsze.

    Każda zmiana boli,                                                                                                           

    bo lubimy się przyzwyczajać – tak jak przyzwyczailiśmy się,                                         

    że kościół św. Szymona był już od zawsze na “Partyku”.                                          

    Widać potrzebne było,                                                                                                  

    aby Słowa Boga, wybite na kamieniach wznoszących Boży Dom,                       

    niewidzialne już dla wielu, stały się na nowo żywe.  

    W tych zgliszczach                                                                                                 

    pozostała również Matka Bożego Syna, która jest i naszą Matką                                                            

    w obrazie Jasnogórskim – zawsze obecna                                                           

    i pod krzyżem i w każdej Eucharystii.                                                                

    Czterdzieści dwa lata temu przywieźliśmy Jej wizerunek z Jasnej Góry,

    pobłogosławiony                                                                                                       

    przez Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego,                                

    którego Kościół za dni 44 będzie nazywał już błogosławionym.

    **********

    28 lipca 1975

    Glasgow jest miastem, w którym dzwonów nie słychać,                          

    mimo licznych i pięknych wież kościelnych wyciosanych z kamienia.    

    Jedne są jak wieże obronne,                                                                       

    inne – jak strzały wycelowane prosto w niebo.                                          

    Według tutejszego prawa, jakie pozostało z religijnych wojen,          

    katolikom dzwonić nie wolno.                                                                         

    Nasi bracia, którzy kiedyś odeszli na znak protestu,                             

    tworząc z kolei całą mozaikę przeróżnych grup religijnych,                 

    budowali swoje własne kościoły.                                                                

    Teraz nie wiadomo co z nimi zrobić,                                                            

    bo te, które jeszcze nie zostały przemienione na różne biznesy,               

    stoją puste i smutne.                                                                                    

    Ludzi zaś pełno w dużych magazynach sklepowych,                                    

    bo na oścież są otwarte i „w piątek i w świątek”.                                            

    W takiej oto scenerii w niedzielny poranek                                                  

    na skrzyżowaniu Dumbarton Road i Byres Road słychać,                                   

    i to coraz głośniej – polską mowę.                                                                                                  

    Moi współziomkowie idą do maleńkiego i uroczego kościoła św. Szymona.   

    I tak kolejne już pokolenia                                                                                  

    w tym miejscu karmią się Jezusowym Słowem

    i Jezusowym Ciałem.                                                                                       

    A potem wychodząc, na pewno mają świadomość,                                   

    choćby nawet niewielką,                                                                                 

    że nie tylko spotkali, ale przyjęli samego Boga.                                                           

    Bo skąd wzięłaby się zwycięska walka, o której nikt nie wie?             

    Statystyki cóż mogą powiedzieć                                                                         

    o cierpieniu, o przyjaźni, o miłości, o wierności,                                        

    gdzie dokonują się ludzkie wybory,                                                             

    gdzie prawdziwe rodzi się życie.

    Maleńki kościół św. Szymona jest szczyptą drożdży                               

    otoczony z jednej strony młynem, gdzie ziarno ściera się na mąkę,                

    a z drugiej – ludzkim życiem, które się toczy,                                               

    jak w każdym wielkim mieście – niczym ciasto w dzieży.

    __________________________________________________________________________

    This night, from 27th to 28th July, 2021, the church of St Simon moves over to history.

    28th July 2021.

    I look at the ashes of the little church of St. Simon

    and kneel with those

    who were fed here by the Body of Our Lord, Jesus Christ,

    for He still lies in this sacred place

    crushed by scorched Scottish stone.

    It is good to now remember St Augustine

    who reassures us

    that God can miraculously draw forth

    a much greater good from evil.

    Those huge raging flames

    bursting from within the disintegrating sanctuary

    in the middle of the night of 27th to 28th July in the Year of Our Lord 2021,

    have already caused

    the faint, smouldering light of faith in our hearts

    weakened too, by many months of exaggerated fear

    to even keep our distance from God – to come alive. 

    It isn’t appropriate to judge that faith has died in many people,

    for this is not God’s view.

    A small spark has the power to kindle a flame

    even in the dying ashes of human hearts,

    which live in the sterile soil of this world,

    seemingly – abandoned by God. 

    Yet meanwhile, the flames of the burning little church of St Simon

    illuminate the darkness

    to which many are now accustomed.

    This scene caused the human heart,

    drowsed by him who acts in the darkness

    to awaken. 

    Blessed be the shock which,

    in spite of our diversity, causes us suddenly to return

    to that which is most important. 

    Every change hurts,

    because we like our habits – just as we were used to

    St Simon’s church for ever being in Partick.

    It was obviously necessary

    that God’s Words, inscribed on the stones which raised God’s Dwelling,

    and already unseen by many, should live anew.

    The Mother of God’s Son also lies in these ashes,

    She who is our Mother too,

    in the picture of Jasnagóra,  – always there,

    under the Cross, and in every Eucharist. 

    Forty two years ago, we brought Her image from Jasnagóra,

    blessed

    by the Primate of the Millennium, cardinal Stefan Wyszyński,

    who, forty four days from now, will be declared Blessed,  by the Church. 

    ______________________________________________

    28 July 1975

    No bells are heard in Glasgow city,

    in spite of the many beautiful church spires hewn in stone.

    Some are like defence towers,

    others – like arrows aimed straight at heaven.

    According to the law here, left behind by the religious wars,

    Catholics may not ring church bells.

    Our brothers who left as a sign of protest,

    and then created a mosaic of various religious groups,

    built their own churches.

    Now, no-one knows what to do with them,

    since those which have not become businesses,

    stand empty and sad.

    Meanwhile people crowd department stores,

    since they are wide open “weekdays and Holy days”.

    Against this background, on a Sunday morning,

    Polish can be heard increasingly,

    at the crossroads of Dumbarton Rd / Byres Rd.

    My countrymen are going to the little, charming church of St Simon.

    Continuing generations take sustenance here

    from the word of Jesus

    and the Body of Jesus. 

    And then, leaving, they surely are aware

    even slightly,

    that they not only met, but also received God himself.

    For, from where would  come the victorious battle, of which we know not?

    What can statistics tell us

    of suffering, of friendship, of love, of faithfulness,

    where human choices are made,

    where real life is born.

    The little church of St Simon is a pinch of yeast

    flanked on one side by a mill, where grain is ground to flour,

    on the other, by human life, which turns, as in every city,

    like dough in a kneading bowl.

    __________________________________________________________________

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ


    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street

    kościół św. Piotra

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Kościół św. Piotra jest jedną z najwcześniejszych parafii katolickich, która została przywrócona po reformacji (o dwie dekady wcześniej zanim na nowo przywrócono strukturę hierarchii Kościoła katolickiego). To tu, na West End, została odprawiona pierwsza Msza św., po bardzo wielkich prześladowaniach katolików przez szkockich kalwinów, pod gołym niebem w Roku Pańskim 1855 w pobliżu obecnej Merkland Street. Historyczny parasol, który chronił wtedy przed deszczem kapłana celebrującego Mszę św. znajduje się w biurze parafialnym św. Piotra, jako cenna pamiątka z tamtych czasów. Pierwszy kościół św. Szymona został otwarty przy Bridge Street w maju 1858 roku. Wtedy też została wybudowana plebania i szkoła. Kościół św. Szymona na początku był pod wezwaniem św. Piotra, ale kiedy okazało się, że jest zbyt mały dla rosnącej liczby katolików na “Partiku”, w roku 1903 powstał dużo większy kościół św. Piotra. Żeby nie myliło się o który kościół chodzi, dlatego pierwszy nazwano Bridge Street Church. Jednak od roku 1945 powrócono do patrona św. Piotra używając jego pierwszego imienia – Szymon.

    Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1944, polscy żołnierze każdej niedzieli przychodzili do tego kościoła na Mszę św. z Yorkhill, gdzie umieszczone były wtedy koszary, jedne z wielu, w których zakwaterowano polskie wojsko. I od tamtej pory kościół św. Szymona znany jest też jako “Polish Church” – polski kościół. Polacy, którzy osiedlili się w Glasgow po wojnie, wraz z rodzinami, od tamtej pory są bardzo związani z tym kościołem. Od 1975 roku kapelanem dla Polaków jest ks. Marian Łękawa SAC, który objął polskie duszpasterstwo po śmierci ks. kanonika Jana Gruszki. W tym czasie proboszczem parafii św. Szymona był bardzo znany ks. Patrick “Pady” Tierney, dzięki któremu kościół św. Szymona nie został zamknięty.

    ________________________________________________________

    The church of St Peter is one of the earliest Catholic parishes restored after the reformation, (two decades before the restoration of the structure of the hierarchy of the Catholic Church).  After the very heavy persecution of catholics by Scottish calvinists, it was here, in the West End, that the first Holy Mass was said, in the open air, in 1855, near what is now Merkland Street.  The historic canopy which then protected the priest who was celebrating mass, from the rain, is now in the church office of St Peter’s as a precious reminder of those days.  The first church of St Simon was opened near Bridge Street in May 1858.  A presbytery and school were also built at that time. St Simon’s Church, was, at first, known as St Peter’s.  However, when it became evident that it was too small for the increasing number of catholics in Partick, a much larger church of St Peter was built in 1903 To avoid confusion, the first church was called “Bridge st. Church”.  However, from 1945, the name returned to its patron saint, St Peter, using his earlier name, St Simon.

    During the II World War, from 1940-1944, Polish soldiers, stationed at the barracks in Yorkhill, one of many housing Polish troops, came to mass in this church every Sunday. 

    From that time, the church of St Simon became known as the “Polish Church”.  From then, the Poles, who settled in Glasgow after the war, and their families, have been very closely connected to this church.  From 1975 the Chaplain for the Poles is Rev. Fr. Marian Łękawa, SAC, who took over the Polish ministry after the death of Cannon Jan Gruszka.  At that time, the parish priest at St Simon’s was the very well known Rev Fr Patrick “Paddy” Tierney, thanks to whom the church of St Simon was not shut down. 

    ************************************************************************************************************

    (zdjęcie wnętrza kościoła św. Szymona z 22 sierpnia 2012 roku)
    Tego pamiętnego wieczoru zawierzyliśmy naszą wspólnotę NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE KRÓLOWEJ

    ***

    kontakt z duszpasterzem:
    telefon domowy: 0141 339 9163
    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501
    e-mail: marian.lekawa@gmail.com
    adres: 4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD
    Jestem do dyspozycji każdego dnia nie tylko, aby usłużyć w sakramencie spowiedzi św. czy w sakramencie namaszczenia chorych, ale również zapraszam na wspólną modlitwę czy rozmowę o Bożych wyzwaniach i Bożych znakach danych nam do odczytania tu i teraz.

    ************************************************************************************************************

    ŚRODA – 25 SIERPNIA

    116 lat temu – 25 sierpnia 1905 roku urodziła się św. Faustyna Kowalska orędowniczka Miłosierdzia Bożego, jedna z największych mistyczek XX wieku, święta Kościoła katolickiego. Zmarła w wieku 33 lat w 1938 roku o godzinie 22.45 roku, w krakowskim klasztorze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. Jej relikwie są przechowywane w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

    FAUSTYNA, POCZTA POLSKA
    fot.Aleteia.pl

    ***

    Według wizji siostry Faustyny powstały dwa wizerunki Chrystusa Miłosiernego. Jeden – z 1934 roku – namalowany przez Eugeniusza Kazimierowskiego. Obraz ten jest w wileńskim kościele Ducha Świętego. Drugi – znany na całym świecie – został namalowany w 1944 roku przez Adolfa Hyłę i znajduje się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

    Przesłanie Bożego Miłosierdzia, które Pan Jezus przekazał poprzez św. Faustynę, jest już znane i bardzo popularne na wszystkich kontynentach i nie tylko w Kościele, ale także we wspólnotach chrześcijańskich pozostających jeszcze poza jednością. Jako jeden z przykładów – relikwie św. Faustyny mają nasi bracia prawosławni w Rumunii.

    “Dzienniczek” św. siostry Faustyny jest najczęściej tłumaczonym polskim dziełem na świecie, częściej nawet niż “Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, nawet na języki i dialekty najmniej znane. Jest to perła literatury mistycznej i proroczej, zawierająca także wiele odniesień do Polski i Polaków. Czytając “Dzienniczek” człowiek doznaje niesamowitego przeżycia w głębi swojej duszy. Dlatego czyta się tę książkę jednym tchem a przecież są to zapisane słowa przez bardzo prostą dziewczynę, po czterech klasach podstawówki, która będąc w klasztorze, potrafiła swoje spotkania z Panem Jezusem tak cudownie otworzyć, że powstało arcydzieło zarówno mistyczne jak i literackie.

    ***

    CZWARTEK – 26 SIERPNIA

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ

    XXI NIEDZIELA ZWYKŁA - UROCZYSTOŚĆ NMP CZĘSTOCHOWSKIEJ

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    Dziś przypada 65. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego

    Dziś przypada 65. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego

    Jasna Góra, 26.08.1956. Odnowione Śluby Narodu złożone zostały przez ponad milion pielgrzymów

    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    “Śluby złożone muszą być wykonane!” – często powtarzał prymas Stefan Wyszyński. Bo taki jest sens ślubowania.

    Jasnogórskie Śluby Narodu prymas Stefan Wyszyński pisał wiosną 1956 roku w czasie internowania w Komańczy. Inspiracją do ich napisania była 300. rocznica lwowskich ślubów króla Jana Kazimierza, który 1 kwietnia 1656 roku w katedrze we Lwowie ogłosił Maryję Królową Polski i powierzył Jej opiece Rzeczpospolitą, okupowaną przez wojska szwedzkie. 300 lat później sytuacja w pewnym sensie była podobna – uważa Ewa Czaczkowska. – Polsce również zagrażał potop, tyle że nie szwedzki, ale czerwony. Prymas był uwięziony, społeczeństwo sterroryzowane przez komunistów, a Kościołowi groziło fizyczne zniszczenie.

    Król ślubował, że gdy Rzeczpospolita odzyska wolność, poprawi sytuację mieszczan i chłopów, ale przyrzeczenia nie dotrzymał. Podczas, gdy śluby Jana Kazimierza były ślubami składanymi przez króla – śluby jasnogórskie były składane przez naród. W odnowionych 300 lat później ślubach przyrzeczenia składał z prymasem, jako interreksem, cały lud wierzący. Odnowione Śluby Narodu złożone zostały na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 roku przez milion, może więcej pielgrzymów, którzy za bp. Michałem Klepaczem powtarzali: “Przyrzekamy”.

    Kard. Wyszyński składał śluby w Komańczy, gdyż wciąż był internowany, o czym w Częstochowie przypominał pusty tron z herbem prymasa, na którym leżała wiązanka biało-czerwonych róż. Śluby po raz pierwszy zostały odnowione 3 maja 1957 roku na Jasnej Górze, już z udziałem prymasa, który rozpoczął Wielką Nowennę, a dwa dni później, 5 maja, zostały odczytane we wszystkich parafiach w całej Polsce. Odtąd aż do zakończenia Wielkiej Nowenny śluby odnawiane były na Jasnej Górze 3 maja. Podobnie w roku millennium. Od jego zakończenia do dzisiaj odnawiane są co roku na Jasnej Górze 26 sierpnia, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej.

    Ewa Czaczkowska, autorka książki “Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość” twierdzi, że Jasnogórskie Śluby Narodu i Wielka Nowenna prymasa Stefana Wyszyńskiego, miały decydujące znaczenie dla zachowania wiary Polaków. Miały zmobilizować naród do oporu przeciwko ateizacji.

    – W ślubach znalazły się przyrzeczenia dotyczące obrony życia poczętego, nierozerwalności małżeństwa, godności kobiety i obyczajów chrześcijańskich. Składający śluby zobowiązywali się wychowywać dzieci i młodzież w wierności Chrystusowi i pracować nad tym, by Polacy żyli w miłości, sprawiedliwości i zgodzie, aby w życiu społecznym nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekali też walczyć z wadami narodowymi takimi, jak lenistwo, lekkomyślność, marnotrawstwo, pijaństwo czy rozwiązłość i pracować nad pogłębianiem cnót takich, jak wierność, pracowitość, oszczędność, miłość i sprawiedliwość społeczna.

    Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 12 września w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

    Gość Niedzielny 26.08.2021

    ***********************************************

    Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego miały decydujące znaczenie dla zachowania wiary

    Czaczkowska: Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego miały decydujące znaczenie dla zachowania wiary
    fot. Agata Combik/Gość Niedzielny

    ***

    Jasnogórskie śluby narodu i Wielka Nowenna prymasa Stefana Wyszyńskiego miały decydujące znaczenie dla zachowania wiary Polaków. Miały zmobilizować naród do oporu przeciwko ateizacji – powiedziała PAP dr Ewa K. Czaczkowska, autorka książki “Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość”.

    Wczwartek przypada 65. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, złożonych przez 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze.

    Jasnogórskie śluby prymas Wyszyński napisał w czasie swojego uwięzienia w Komańczy, jednak myśl o tym – powiedziała Czaczkowska, że należałoby odnowić śluby lwowskie, które 300 lat wcześniej składał król Jan Kazimierz, zrodziła się w głowie prymasa jeszcze przed aresztowaniem.

    “Ta idea dojrzała w prymasie w czasie uwięzienia, a ostatecznie kard. Wyszyński napisał je w maju 1956 roku” – zaznaczyła.

    Dodała, że prymas się wahał, czy powinien to robić jako człowiek uwięziony, jednak zdecydował się to uczynić pod wpływem kobiet z dzisiejszego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, a ówczesnego Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła.

    “Ostatecznie przekonały go argumentem, że najpiękniejsze listy św. Paweł pisał z więzienia” – powiedziała Czaczkowska.

    Wyjaśniła, że – podczas gdy śluby Jana Kazimierza były ślubami składanymi przez króla – śluby jasnogórskie były składane przez naród.

    “Śluby jasnogórskie odegrały ogromną rolę w zachowaniu wiary Polaków. W zamyśle prymasa miały one zmobilizować naród do oporu przeciwko ateizacji, do zachowania i pogłębienia wiary oraz moralności chrześcijańskiej w życiu indywidualnym, rodzinnym i społecznym” – oceniła Czaczkowska.

    Wyjaśniła, że w ślubach tych Polacy zobowiązywali się “naśladować cnoty Maryi i postępować na Jej wzór”. Przypomniała, że Polacy przysięgali “uczynić wszystko, aby Polska była krajem ludzi wierzących”.

    “W ślubach znalazły się przyrzeczenia dotyczące obrony życia poczętego, nierozerwalności małżeństwa, godności kobiety i obyczajów chrześcijańskich. Składający śluby zobowiązywali się wychowywać dzieci i młodzież w wierności Chrystusowi i pracować nad tym, by Polacy żyli w miłości, sprawiedliwości i zgodzie, aby w życiu społecznym nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekali też walczyć z wadami narodowymi takimi, jak lenistwo, lekkomyślność, marnotrawstwo, pijaństwo czy rozwiązłość i pracować nad pogłębianiem cnót takich, jak wierność, pracowitość, oszczędność, miłość i sprawiedliwość społeczna” – wymieniła Czaczkowska.

    Zaznaczyła, że tekst ślubów jasnogórskich przewiozła z Komańczy, gdzie więziono prymasa, na Jasną Górę członkini Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła Janina Michalska.

    “Paulini słali do parafii w całej Polsce zaproszenia na uroczystości 26 sierpnia, nie informowali jednak o ślubach, obawiając się reakcji władz” – podkreśliła.

    Poinformowała, że na Jasną Górę przybył milion osób, co na ówczesne warunki było ogromną liczbą. “Ten milion osób, z udziałem episkopatu Polski, złożyło śluby narodu. Ponieważ kard. Wyszyński wciąż był uwięziony, na wałach ustawiono pusty tron prymasa. Ten znak był dla ludzi czytelny” – zastrzegła Czaczkowska. Zaznaczyła, że w tym samym czasie w Komańczy prymas również złożył śluby, łącząc się duchowo z Jasną Górą.

    Według Czaczkowskiej kard. Wyszyński już w Komańczy postanowił, by tekst jasnogórskich ślubów rozpisać na program duszpasterski. “Tak narodziła się idea Wielkiej Nowenny”– wyjaśniła.

    3 maja 1957 roku na Jasnej Górze prymas zainaugurował Wielką Nowennę obliczoną na 9 lat – do kwietnia 1966 r., kiedy zaczęły się obchody Millennium Chrztu Polski. “Zamysł był taki, aby każdy rok Wielkiej Nowenny poświęcić zgłębianiu myśli jednego z jasnogórskich ślubów narodu. Chodziło o to, by Polacy zmienili swoje życie zgodnie z tym, co ślubowali w 1956 r.” – powiedziała.

    Zaznaczyła, że poszczególne lata Wielkiej Nowenny koncentrowały się na tematach: wierności Bogu, Kościołowi i Ewangelii, na rodzinie, wychowaniu dzieci, trwałości małżeństwa, ochronie dzieci nienarodzonych, sprawiedliwości, miłości społecznej, walce z wadami narodowymi. “Ostatni rok przebiegał pod hasłem +Weź w opiekę naród cały+ i był poświęcony Matce Bożej” – zastrzegła.

    Dodała, że ważną częścią Wielkiej Nowenny była peregrynacja po Polsce kopii ikony Matki Bożej Jasnogórskiej, która rozpoczęła się 26 sierpnia 1957 r. “Kopia obrazu nawiedzała każdą parafię w Polsce, przebywając tam kilka dni. W czasie uroczystości milenijnych obraz wędrował do stolic diecezji, w których odbywały się diecezjalne uroczystości milenijne z udziałem setek tysięcy osób” – poinformowała.

    Zdaniem Czaczkowskiej ideą prymasa było, aby “skoro nie wszyscy będą mogli przybyć na Jasną Górę, która była duchowym centrum przygotowań do Millennium Chrztu Polski, to Matka Boża w kopii swego obrazu miała odwiedzać wiernych tam, gdzie żyją”.

    “Przybycie do parafii obrazu łączyło się z intensywnymi przygotowaniami duchowymi. Odbywały się rekolekcje, misje, spowiedzi, czuwania. To miało ogromne znaczenie dla realizacji głównego celu Wielkiej Nowenny, jakim było wzmocnienie wiary, także dlatego, że przybycie obrazu wyzwalało w ludziach bardzo silne emocje religijne, które skutkowały autentycznymi nawróceniami” – zastrzegła.

    Dodała, że peregrynacja obrazu miała także efekty społeczne. “Aby przyjąć na kilka dni obraz w parafii, przyozdobić trasę przejazdu, domy, ludzie musieli się zorganizować, oddolnie współpracować. W ten sposób zawiązywały się na nowo więzi społeczne, zniszczone przez komunistów po wojnie. W czasie Wielkiej Nowenny i obchodów milenijnych prymas i Kościół wyprowadzili ludzi na ulice. Zorganizowanie takich zgromadzeń w kraju totalitarnym poza Kościołem nie byłoby możliwe. Ludzie zobaczyli, że takich jak oni – wierzących i podobnie myślących, przeciwnych władzy – są setki tysięcy. I ci sami ludzie czternaście lat później tworzyli wielki ruch +Solidarność+” – wyjaśniła.

    Czaczkowska zaznaczyła, że w czasie obchodów milenijnych w 1966 r., władze próbowały przeszkodzić peregrynacji. “Władze komunistyczne zorientowały się, w jakim stopniu peregrynacja pobudza religijnie Polaków, dlatego spróbowały jej przeszkodzić. W czasie przewożenia obrazu na uroczystości milenijne w diecezjach był on kilkakrotnie zatrzymywany” – powiedziała Czaczkowska.

    Ostatecznie 2 wrzenia 1966 r., w czasie przewożenia ikony z Warszawy na Śląsk, obraz został zatrzymany koło Będzina i pod przymusem przewieziony na Jasną Górę.

    “Zagrożono wówczas paulinom, że jeśli obraz opuści klasztor, władze zamkną ich seminarium w Krakowie i klasztor w Warszawie. Przy bramach jasnogórskiego sanktuarium ustawiono posterunki, a milicjanci rewidowali wyjeżdżające stąd auta. Kopia ikony pozostała na Jasnej Górze aż do 1972 r., kiedy została potajemnie wywieziona przez ks. Józefa Wójcika i powróciła na trasę peregrynacji” – powiedziała.

    Od września 1966 r. – jak przypomniała Czaczkowska – po Polsce pielgrzymowały puste ramy obrazu. “Efekt działań władz państwowych był odwrotny do zamierzonego, ponieważ peregrynacja nie tylko nie została przerwana, ale puste ramy jeszcze mocniej oddziaływały na ludzi. Wiedzieli, że Matka Boża została +aresztowana+ przez komunistów i tym gorliwiej uczestniczyli w milenijnych uroczystościach” – oceniła.

    Poinformowała, że 14 kwietnia 1966 r. rozpoczęły się obchody Millennium Chrztu Polski w rocznicę chrztu Mieszka I. Wyjaśniła, że inauguracja obchodów odbyła się w Gnieźnie, a następnie była kontynuowana w kolejnych stolicach diecezji przez cały 1966 i kilka miesięcy 1967 r.

    “Kulminacją obchodów były uroczystości na Jasnej Górze 3 maja 1966 r., kiedy prymas Wyszyński złożył +Akt oddania się Maryi w niewolę miłości za wolność Kościoła Chrystusowego w Polsce i na świecie+” – zaznaczyła.

    Zastrzegła, że jednocześnie do obchodów kościelnych władze organizowały obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego, które miały za zadanie przyćmić uroczystości religijne. Dodała, że większość uczestników obchodów państwowych była do ich udziału zmuszana przez zakłady pracy.

    “Bywało, że uczestnicy jednych i drugich uroczystości zgromadzeni byli w tym sam czasie na dwóch sąsiadujących ze sobą placach, jak w Gnieźnie czy Poznaniu. W czerwcu 1966 r. w Warszawie doszło do zamieszek sprowokowanych przez partyjne bojówki, podczas których aresztowano ponad 100 osób. To wydarzenie było apogeum konfrontacji państwa z Kościołem w okresie obchodów Millennium. Od tego momentu władze zaniechały w czasie Millennium tak ostrego, konfrontacyjnego tonu” – oceniła.

    Zdaniem Czaczkowskiej, obchody Millennium Chrztu Polski to “była walka o rząd dusz Polaków, którą wygrał Kościół”.

    “Wobec prowadzonej przez państwo systemowej ateizacji społeczeństwa kard. Wyszyński walczył o zachowanie wiary Polaków i zachowanie chrześcijańskiej tożsamości narodu. Dzięki kilkuletnim przygotowaniom do obchodów Millennium, których program opracował i przeprowadził, większość Polaków, i nie tylko ludzie wierzący, opowiedziała się po stronie Kościoła” – zastrzegła.

    Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 12 września w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

    Gość Niedzielny

    *******************************************************************

    Polski charyzmat maryjny

    „Tam, gdzie jest Maryja, tam jest prawdziwa wiara”. Już te słowa, pochodzące z IV wieku, mówią wiele o Polsce i jej roli w dzisiejszym laickim świecie.

    Krzysztof Świertok/BPJG

    **

    Teolog powie, że w osobie Matki Najświętszej jak w soczewce skupiają się wszystkie prawdy o człowieku i cała dostępna nam prawda o Bogu. Doda, że Maryja jest jak mapa, którą dało nam niebo: widzimy w Niej niepojętą tajemnicę Boga, poznajemy Jego zbawcze plany, a także naszą godność i przeznaczenie. Czciciel Maryi dopowie, że maryjność czyni jego wiarę żywą, iż jest w niej ciepło, a także że Kościół staje się dla niego domem, a przestaje być instytucją, oraz że czuje bliskość nieba. I doda: łatwiej za wiarę umierać.

    W. Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    CZWARTEK – 19 SIERPNIA

    DZIEŃ FATIMSKI

    13 sierpnia 1917 roku  dzieci fatimskie zostały aresztowane i siedziały w więzieniu, dlatego też NMP przyszła do nich dopiero w niedzielę 19-tego sierpnia i poprosiła:
    „Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria 13-tego i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

    Czwarte objawienie fatimskie:

    13 sierpnia do Fatimy przyjechał burmistrz pobliskiego miasteczka, przedstawiciel władz niechętnych Kościołowi. Oznajmił on, że chciałby się udać na miejsce objawień i że zawiezie tam dzieci samochodem. Jednak zamiast pojechać do Cova da Iria, zawiózł dzieci do miasta.
    Zgromadzeni w Cova da Iria pielgrzymi (było ich około 6 tys.) próżno oczekiwali wizjonerów. Wiadomość o ich uwięzieniu wywołała wzburzenie i uczucia gniewu. Tłum umilkł, bo rozległ się grzmot i niebo rozświetliła błyskawica. Wielu ludzi zobaczyło mały obłoczek nad dąbkiem, który jednak szybko zniknął.
    Tymczasem burmistrz chwytał się przeróżnych sposobów, aby zmusić dzieci do wyjawienia objawionej im tajemnicy, jednak ani groźby, ani kuszące obietnice nie przyniosły skutku. Straszono dzieci smażeniem w oleju i zamknięto je w więzieniu z pospolitymi przestępcami. Po dwóch dniach wypuszczono je na wolność.

    Sierpniowe objawienie nastąpiło 19 sierpnia. Miało ono miejsce w Valinhos, gdzie Łucja poszła paść owce.
    – Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego, przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 escudo; zaraz pobiegł po nią.
    Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą.
    Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.
    – „Czego Pani sobie życzy ode mnie?”
    – „Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria 13 i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.
    – „Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?”
    – „Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacyntą i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać”.
    – „Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych”.
    – „Tak, niektórych uleczę w ciągu roku” – i przybierając wyraz smutniejszy powiedziała: – Módlcie, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił”.
    I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu.


    Sekretariat Fatimski

    ******************************

    W NIEDZIELĘ 22 sierpnia – W UROCZYSTOŚĆ NMP KRÓLOWEJ

    PO MSZY ŚWIĘTEJ O GODZ. 14:00 – ODNOWIENIE AKTU ODDANIA

    W święto Matki Bożej Królowej cały Kościół odnawia poświęcenie się 

    Jej Niepokalanemu Sercu

    Ojciec Święty Pius XII, który dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., ustanawiając to święto w 1954 r.zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach:

    “Naszą Apostolską Władzą WYZNACZAMY I USTANAWIAMY ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ, które cały świat winien obchodzić corocznie w dniu 31 maja (dziś jest to dzień 22 sierpnia).

    Równocześnie ZARZĄDZAMY, aby w tym dniu odnawiano poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. To bowiem pozwala żywić niepłonną nadzieję, że nadejdą czasy pomyślne, rozjaśnione triumfem religii i chrześcijańskim pokojem” (Ad caeli Reginam 1954, Pius XII).

    Bądźmy wszyscy apostołami Maryi, by tego dnia zjednoczyła nas wspólna modlitwa, przez którą ponownie oddamy się Niepokalanemu Sercu Maryi – Sercu, które jest nam “schronieniem i drogą, która zaprowadzi nas do Boga”.

    ***



    1. Matko Najświętsza, do Serca Twego, * Mieczem boleści wskroś przeszytego,
    Wołamy wszyscy, z jękiem, ze łzami:  * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!

    2. Gdzie my, o Matko, ach, gdzie pójdziemy, * I gdzie ratunku szukać będziemy?
    Twojego ludu nie gardź prośbami, * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!

    3. Imię Twe, Matko, litością słynie, * Tyś nam pociechą w każdej godzinie,
    Gdyśmy ściśnieni bólu cierniami, * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!



    Ze wspomnień siostry Łucji – fatimskiej wizjonerkiTuy, Hiszpania 13 VI 1929 r.:


    Uprosiłam u mych przełożonych i mego spowiednika zezwolenie na odprawienie godziny świętej każdej nocy z czwartku na piątek od 11 do północy. Jednej nocy byłam sama. Uklękłam przy balaskach w środku kaplicy, aby odmówić modlitwę Anioła. Ponieważ czułam się zmęczona, wstałam i modliłam się dalej z podniesionymi rękami. Paliła się tylko wieczna lampka. Nagle zrobiło się jasno w całej kaplicy wskutek nadprzyrodzonego światła.
    Na ołtarzu pokazał się jasny krzyż sięgający aż do sufitu. W jaśniejszym świetle można było zobaczyć w górnej części krzyża oblicze i górną część ciała człowieka. Nad piersią, gołąbka również ze światła. A do krzyża przybite ciało drugiego człowieka. Trochę niżej bioder w powietrzu wisiał kielich i wielka Hostia, na którą spadały krople krwi z oblicza Ukrzyżowanego i z jednej rany piersiowej. Z Hostii spływały te krople do kielicha. Pod prawym ramieniem krzyża stała Najświętsza Maryja Panna. Była to Matka Boska Fatimska ze swym Niepokalanym Sercem w lewej ręce, bez miecza i róż, ale z cierniową koroną i płomieniem. Pod lewym ramieniem krzyża wielkie litery jakby z czystej wody źródlanej biegły na ołtarz tworząc słowa: Łaska i Miłosierdzie. Zrozumiałam, że mi została przekazana tajemnica Trójcy Przenajświętszej. I otrzymałam natchnienie na temat tej tajemnicy, którego mi jednak nie wolno wyjawić. Potem rzekła Matka Boża do mnie: «Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Św., aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję memu Niepokalanemu Sercu, obiecując ją uratować za pomocą tego środka. Tyle dusz zostaje potępionych przez sprawiedliwość Bożą z powodu grzechów przeciwko mnie popełnionych. Przychodzę przeto prosić o zadośćuczynienie. Ofiaruj się w tej intencji i módl się». Mówiłam o tym mojemu spowiednikowi, który mi polecił spisać, czego Matka Boża żądała.

    Ojciec Święty Pius XII w odpowiedzi na prośbę Matki Bożej z Fatimy dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 roku. Ponadto ustanawiając święto Maryi Królowej w 1954 r.

    ***

    AKT POŚWIĘCENIA


    Akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi

    Jasna Góra, 8 września 1946


    Błogosławiona Dziewico, Matko Boga Przeczysta! Jak ongiś po szwedzkim najeździe król Jan Kazimierz Ciebie za Patronkę i Królowę państwa obrał i Rzeczpospolitą Twojej szczególnej opiece i obronie polecił, tak w tę dziejową chwilę, my, dzieci narodu polskiego, stajemy przed Twym tronem w hołdzie miłości, czci serdecznej i wdzięczności. Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, cały naród i wskrzeszoną Rzeczpospolitą, obiecując Ci wierną służbę, oddanie zupełne oraz cześć dla Twych świątyń i ołtarzy. Synowi Twojemu, a naszemu Odkupicielowi ślubujemy dochowanie wierności Jego nauce i prawu, obronę Jego Ewangelii i Kościoła, szerzenie Jego królestwa.
    Pani i Królowo nasza! Pod Twoją obronę uciekamy się; macierzyńską opieką otocz rodzinę polską i strzeż jej świętości. Natchnij duchem nadprzyrodzonym i pobożnością naszą parafię; ochraniaj jej lud od grzechów i nieszczęść, a pasterza umacniaj i uświęcaj swymi łaskami. Narodowi polskiemu uproś stałość w wierze, świętość życia, zrozumienie posłannictwa. Złącz go w zgodzie i bratniej miłości. Daj tej polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Rzeczpospolitej Polskiej bądź Królową i Panią, natchnieniem i Patronką.
    Potężna Wspomożycielko wiernych! Otocz płaszczem opieki Papieża oraz Kościół święty. Bądź mu puklerzem: wyjednaj mu świętość i żarliwość apostolską, swobodę i skuteczne działanie. Powstrzymaj zalew bezbożnictwa. Ludom od Kościoła odłączonym wskaż drogę powrotu do jedności Chrystusowej owczarni. Okaż niewierzącym słońce prawdy i podbij ich dusze czułością Twego Niepokalanego Serca.
    Władna świata Królowo! Spojrzyj miłościwym okiem na troski i błędy rodzaju ludzkiego. Wyprowadź go z udręki i bezładu, z nieuczciwości i grzechów. Wyproś narodom pojednanie szczere i trwałe. Wskaż im drogę powrotu do Boga, by na Jego prawie budowały życie swoje. Daj wszystkim trwały pokój, oparty na sprawiedliwości, braterstwie, zaufaniu.
    Przyjmij naszą ofiarę i nasze ślubowanie, Matko Boga i nasza. Przygarnij wszystkich do swego Niepokalanego Serca i złącz nas na zawsze z Chrystusem i Jego świętym królestwem. Amen.




    1. Idźmy, tulmy się jak dziatki, Do Serca Maryi Matki.
    Czy nas nęka życia trud, czy to winy czerni brud!
    Idźmy, idźmy ufnym krokiem, z rzewnym sercem łzawym okiem:
    Serce to zna dzieci głos, odwróci bolesny cios.
     
    2. Ach, to Serce dobroć sama, najczulsze z córek Adama.
    Jest otwarte w każdy czas, samo szuka, wzywa nas:
    “Pójdźcie do mnie dziatki moje, wyczerpując łaski zdroje:
    Kto mnie znajdzie, życie ma, Temu Syn zbawienie da.

    Sekretariat Fatimski

    ****************************************************************************************

    Przesłanie św. Jana Pawła II o Powstaniu Warszawskim

    Obraz Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy w kościele Ojców Jezuitów przy ul. Świętojańskiej

    ***

    1 sierpnia 1984 r., z okazji 40 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Papież Jan Paweł II, przypomniał w Watykanie słowa wypowiedziane na Placu Zwycięstwa podczas pierwszej pielgrzymki do Polski

    “Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, Stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim Krzyżem sprzed Kościoła na Krakowskim Przedmieściu”.

    “Przypominam te słowa – mówił dalej Papież – wypowiedziane na Placu Zwycięstwa w Warszawie, podczas mojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. Przypominam je dzisiaj, w czterdziestą rocznicę Powstania Warszawskiego, aby oddać hołd wszystkim jego Bohaterom: poległym i żyjącym.

    Równocześnie zaś oddaję Bożej Opatrzności przez Panią Jasnogórską moją Ojczyznę i Naród, który w straszliwych zmaganiach drugiej wojny światowej nie szczędził ofiar, aby potwierdzić prawo do niepodległego bytu i stanowienia o sobie na własnej ojczystej ziemi. Powstanie warszawskie było krańcowym tego wyrazem” – mówił Jan Paweł II.

    Natomiast 1 sierpnia 1994, w 50 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, Ojciec Święty Jan Paweł II skierował do Polaków specjalne przesłanie:

    1. Obchodzimy w tym roku 50. rocznicę Powstania Warszawskiego. Było ono wydarzeniem wielkim zarówno w swym heroizmie, jak i tragizmie; wydarzeniem pozostającym w jakimś logicznym ciągu z dziejami naszej Ojczyzny, przynajmniej na przestrzeni dwóch ostatnich stuleci. Był to okres, kiedy nad Polską przetaczały się często zawieruchy wojenne i dziejowe klęski, ale równocześnie czas bohaterskich zrywów Narodu, który nigdy nie pogodził się z utratą swej niepodległości: od Powstania Kościuszkowskiego, którego 200. rocznicę obchodziliśmy niedawno, poprzez Powstanie Listopadowe, później Styczniowe, poprzez patriotyczny czyn zbrojny w czasie pierwszej wojny światowej, aż po rok 1939.

    2. Powstanie Warszawskie było poniekąd zwieńczeniem powstania trwającego przez cały okres drugiej wojny światowej. Brali w nim udział Polacy na różnych frontach. Powstanie Warszawskie było jak gdyby kulminacyjnym aktem tej pięcioletniej walki, tego powstania całego Narodu, który w ten sposób wobec świata wyraził swój protest przeciwko pozbawieniu go niepodległości i dawał dowody, że gotów jest do największych poświęceń dla jej odzyskania i utrwalenia. Można powiedzieć, że Powstanie Warszawskie było najbardziej radykalnym i najbardziej krwawym ze wszystkich powstań polskich. Pociągnęło ono za sobą niesłychany ogrom ofiar: nie tylko zburzona Stolica, ale także dziesiątki tysięcy ofiar ludzkich, zwłaszcza wśród młodego pokolenia Polaków. Niektórzy zadają sobie pytanie, czy było to potrzebne, czy było to potrzebne aż na taką skalę? Nie można na to pytanie odpowiadać tylko w kategoriach czysto politycznych lub militarnych. Należy raczej w milczeniu skłonić głowę przed rozmiarem poświęcenia, przed wielkością ceny, jaką tamto pokolenie sprzed pięćdziesięciu lat zapłaciło za niepodległość Ojczyzny. W płaceniu tej ceny byli, być może, rozrzutni, ale ta rozrzutność była zarazem wspaniałomyślnością . Kryła się w niej jakaś odpowiedź na to wezwanie, które przyniósł Chrystus, przede wszystkim swoim własnym przykładem, oddając życie za braci: “Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.

    3. Obchodząc uroczyście 50. rocznicę Powstania Warszawskiego, należy podkreślić, iż miało ono także kluczowe znaczenie dla Europy drugiej połowy XX stulecia. Jako szczytowy akt walki, którą prowadzili Polacy o swoje niepodległe państwo, stało się ono w pewnej mierze początkiem procesu kształtowania się niepodległych państw na terenie Europy Środkowowschodniej. Proces ten mógł się w pełni zrealizować dopiero po roku 1989, wraz z upadkiem komunistycznego totalitaryzmu, prowadząc do powstania w tej części Europy nie tylko prawdziwie suwerennej Polski, ale także Litwy, Łotwy i Estonii, Białorusi i Ukrainy, a na południu: Czech, Słowacji i Węgier. Jeśli Europa ma się stać “ojczyzną ojczyzn”, jest rzeczą konieczną, ażeby prawo narodów, które w tym procesie doszło do głosu, spotkało się z poszanowaniem całej wspólnoty europejskiej. Bez zagwarantowania równego prawa wszystkich państw narodowych, które wyłaniają się na terenie Europy, nie może być mowy o pokojowym współżyciu na naszym kontynencie.

    4. Wspominając dzisiaj ze czcią Bohaterów Powstania Warszawskiego, nie można pominąć jeszcze jednego aspektu. W tych dniach trudno nie przywołać na pamięć również wszystkich kapłanów, którzy uczestniczyli w powstaniu jako kapelani oraz sióstr zakonnych-sanitariuszek, a także Mszy świętych odprawianych pośród padających bomb i pocisków artyleryjskich. Cały ten heroizm walczącej Warszawy miał bardzo wyraźne znamię chrześcijańskie. Na miejscach, gdzie grzebano poległych powstańców do dzisiaj stoją krzyże i palą się świece jako znak wiary w świętych obcowanie i żywot wieczny. Należy ufać, że 50. rocznica Powstania Warszawskiego potwierdzi tę wiarę i w ten sposób utrwali w idących pokoleniach nadzieję: nie tylko nadzieję życia wiecznego, ale także nadzieję zachowania i rozwoju tego wspólnego dobra, któremu na imię jest niepodległa Rzeczpospolita.

    Klękam dzisiaj w duchu na mogiłach poległych Powstańców Warszawy i modlę się, aby Chrystus, Władca dziejów ludzi i narodów, wynagrodził ich ofiarę życiem wiecznym; modlę się, aby ich ofiara, na wzór ziarna rzuconego w ziemię, przyniosła obfity plon w życiu współczesnego pokolenia Polaków. Ich bohaterski czyn zobowiązuje!

    Obejmuję modlitwą także tych Powstańców Warszawy, którzy przeżyli i dzisiaj biorą udział w uroczystościach rocznicowych jako żywi świadkowie tamtych dni.

    Modlę się wreszcie za całą Ojczyznę, za wszystkich moich Rodaków, a w szczególności za mieszkańców Stolicy, aby w codziennym trudzie budowania Polski sprawiedliwej i dostatniej umieli dochować wierności temu wielkiemu dziedzictwu bohaterstwa i poświęcenia.

    Wszystkim Uczestnikom uroczystości 50. rocznicy Powstania Warszawskiego z serca błogosławię: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

    Watykan, dnia 1 sierpnia 1994 roku.

    źródło: janpawel2.pl

    **************************************************

    Matka Boża objawiła wybuch Powstania Warszawskiego - zdjęcie
    01.08.2021 (fot: Kamyq/Pixabay)

    ***

    Matka Boża objawiła wybuch Powstania Warszawskiego

    Matka Boża Łaskawa, obrana w 1652 roku Patronką Warszawy i Strażniczką Polski [pełen tytuł warszawskiej Madonny, przyp. red.] w 1943 roku ukazała się w Warszawie, na osadzie Siekierki, by uprzedzić swój lud o grożącym nieszczęściu. Maryja przybywa, aby miasto, któremu od 291 lat patronuje, nie podzieliło losu dopalającego się w tym czasie żydowskiego get­ta. Mistyczka Bronisława Kuczewska (1907-1989) tak wspomina swoje pierwsze spotkania z Matką Bożą na Siekierkach: 28 kwietnia 1943 roku Matka Boża objawiła mi się w domu rodzinnym w Nowym Dobrem i powiedziała: Dziecino, nie będziesz już do Mnie przychodzić do Przygód i do Budzieszyna. Wybieram sobie inne miejsce, w Warszawie, na Siekierkach. Będziesz miała tylko 3 kilometry od tramwaju, z ulicy Czerniakowskiej, i tam masz przychodzić. Ujrzałam wiśnię i dziewczynkę. Jak się później okazało, była nią 13-letnia Władysława Fronczakówna [obecnie Papis przyp.aut.], której Matka Najświętsza objawi się 3 maja 1943 roku.

    Bogurodzica, niebiańsko piękna, ukazała się wśród zieleni, na drzewie wiśni obsypanym kwiatami. Jej słowa były poważne i brzmiały złowieszczo: Módlcie się, bo idzie na was WIELKA KARA, CIĘŻKI KRZYŻ. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo lud się nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi rato­wać przed zagładą. Bóg żąda nawrócenia!

    Bronisława relacjonuje dalej: 4 maja 1943 roku przyjechał do mnie mąż i powie­dział, że w Warszawie na Siekierkach było objawienie [Bogurodzicy] 3 maja. Ja mu na to odpowiedziałam, że wiem o tym, bo Matka Boża powiedziała mi o tym 5 dni wcześniej. 5 maja 1943 roku urodziłam syna Janusza. 28 maja 1943 roku pojechałam z mężem i małym dzieckiem [23-dniowym niemowlęciem] na Siekierki, gdzie 3 maja objawiła się Matka Boża, i miałam z Nią tam po raz pierwszy objawienie. Odtąd chodziłam na Siekierki i tam otrzymywałam od Matki Bożej polecenia do wyko­nania przez 38 lat, aż do 1981 roku. Kilka razy w mie­siącu nawiedzałam to miejsce, a szczególnie każdego 3 i 28 dnia miesiąca oraz w uroczystości Matki Bożej.

    3 czerwca 1943 roku poszłam z synkiem na ręku na Siekierki. Ujrzałam Matkę Najświętszą, która powiedziała mi, że pragnie, aby na tym miejscu wybudować klasztor. Powiedziała też, że to będzie jakby druga Częstochowa dla War­szawy, że ludność nie będzie musiała tak daleko jeździć, względnie chodzić. Będą mogli przychodzić na Siekierki.

    W lipcu 1943 roku w Orzywole, gdzie pojechałam na rozkaz Matki Najświętszej, po modlitwie, miałam widzenie Pana Jezusa, który trzymał rózgę nad War­szawą. Wiedziałam, że Warszawę czeka wielka kara.

    W okresie międzywojnia sytuacja moralna społe­czeństwa polskiego była, oględnie mówiąc, nienajlepsza. Dlatego Jezus Chrystus prosił wizjonerów św. siostrę Faustynę, Sługi Boże: Rozalię Celakównę, Leonię Nastał, Kunegundę (Kundusię) Siwiec o modlitwy wynagradzające za grzechy rozwiązłości: Strasznie ranią moje Serce Najświętsze grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji!
    Nasz Pan szczególnie prosił o modlitwy za warszawian: stolica odrodzonej Polski, nie chciała pamiętać o Dekalogu. Wystarczy zajrzeć do pamiętników i wspomnień z tego okresu. Luminarze życia społecznego i kulturalnego prowadzili ostentacyjnie, nader rozwiązłe życie, zarażając tym stylem życia otoczenie, a szczególnie podatną na wpływy młodzież.

    Masoni zdawali sobie sprawę z tego, że aby osiągnąć powszechne rozluźnienie obyczajów potrzebna jest demoralizacja. Starali się, aby romanse i rozwody sławnych ludzi były nagłaśniane w bulwarowej prasie tak, by te niemoralne zachowania przestały bulwersować, by spowszedniały i powoli stały się obowiązującą normą. Postarali się także, by swobodę obyczajów lansowali pisarze i dziennikarze, sami żyjący według tego wzorca, tak długo, aż stanie się ona normą i nastąpi wyparcie z powszechnej świadomości zarówno pojęcia grzechu, jak i jego skutków [w książce autorzy zamieścili m. in. cytaty z autobiografii Ireny Krzywickiej, o znamiennym tytule: Wyznania Gorszycielki, gdzie bez żenady opowiada o sobie (pisarce, matce dwóch synów), mężu (znanym warszawskim adwokacie Jerzym Krzywickim) i… wieloletnim kochanku, żonatym pisarzu i krytyku teatralnym Tadeuszu Boyu-Żeleńskim]. świadectwa rozwiązłości znajdziemy nie tylko we wspomnieniach Krzywickiej. Z długiej listy książek lansujących „nowy moralny ład” wybija się książka Tadeusza Wittlina Pieśniarka Warszawy. Biografia. Hanna Ordonówna i jej świat (Wydawnictwo POLONIA, Warszawa 1990). Jej autor na 300 stronach (małym drukiem!) relacjonuje życie gwiazdy, tzn. omawia trwające do ostatnich miesięcy życia romanse zamężnej artystki, podając bardzo szczegółowo źródła każdej informacji (por. także: Magdalena Samozwaniec, Maria i Magdalena. Z pamiętnika niemłodej już mężatki.

    Dzięki aktywnym propagatorkom wolności seksualnej masoni stopniowo osiągnęli cel, jakim było doprowadzenie do tego, że większa część społeczeństwa polskiego odrzuci chrześcijańskie zasady moralne, tj. prawa Dekalogu. Masoni przyjęli roztropną taktykę: „wyciszenia religii katolickiej nie rozumowaniem, ale psuciem obyczajów”.

    W roku 1936, po osiemnastu latach niepodległości, masoni mogli się wykazać znacznymi osiągnięciami w demoralizacji społeczeństwa. [Tu opuszczam fragmenty książki Sławomira Kopera Życie prywatne elit Drugiej Rzeczy­pospolitej (Bellona Rytm, Warszawa, 2009, md]

    Katolicki pisarz Gilbert Keith Chesterton w roku 1923 napisał: Rozwód to coś, co dzisiejsze gazety nie tylko reklamują, ale wręcz zalecają, zupełnie jakby to była przyjemność sama w sobie.

    Ks. kard. August Hlond konkluduje: Fala wszelkiego rodzaju nowinkarstwa zabagnia dziedzinę obyczajów. Podkopuje nie tylko moralność chrześcijańską, ale godzi wprost w etykę naturalną, szerzy nieobyczajność wśród młodzieży i dorosłych. Celem tej propagandy jest zachwianie idei katolickiej, aby zastąpić naukę chrześcijańską „masońskim naturalizmem”. Koła liberalne i masońskie przypuściły atak na małżeństwa chrześcijańskie, sprowadzając je tylko do rangi kontraktu cywilnego, pozbawiając je wszelkiej nadprzyrodzoności.

    Zapoczątkowany przed II wojną światową proces upadku moralności doprowadził do tego, że w pierw­szej dekadzie XXI wieku, już nikt nie ośmieli się przypomnieć „nowożeńcom z odzysku”, zawierającym kontrakt małżeński (w urzędzie Stanu Cywilnego), że w świetle prawa kanonicznego popełniają cudzołóstwo (gdy któreś z nich jest nadal związane sakramentem małżeństwa). Czyli zaczynają, świadomie i dobrowolnie, tzw. nowe życie w grzechu ciężkim, co prowadzi prostą drogą do piekła!

    Wygodny eufemizm, używany w kościele – „związek niesakramentalny” – zgrabnie ukrywa złowieszczą perspektywę. Autor wielokrotnie rozmawiał w konfesjonale z kobietami, które dla swoich dzieci, związanych sakramentem małżeństwa, a rozwiedzionych w świetle prawa cywilnego, modlą się o… założenie nowej, szczęśliwej rodziny! Sądzą one, że jest to intencja słuszna! Te „pobożne” matki realizują plan masonów, którzy chcą zniszczyć chrześcijaństwo… rękami samych katolików!
    Trwająca od dziesięcioleci promocja wszelkiej wolności seksualnej i zanik społecznego ostracyzmu w stosunku do tzw. „związków partnerskich” doprowadził, zdaniem księdza profesora Jerzego Bajdy, do: Zniszczenia moralnych, religijnych, społecznych i ekonomicznych podstaw rodziny i fałszowania jej struktury personalistycznej. Profesor przestrzega: Jeżeli proces niszczenia rodziny będzie się dalej toczył tak, jak tego chcą promotorzy rewolucji obyczajowej – a właściwie promotorzy rozwiązłości, […] wkrótce może zupełnie zniknąć ta formuła antropologiczna, której na imię naród, a społeczeństwo nie będzie się niczym różniło od stada zwierząt, chyba tylko strojem. Choć i pod tym względem różnica systematycznie maleje.

    Czyny, których nikt nie ośmieliłby się publicznie nazwać grzechem, a więc nierząd, cudzołóstwo, lesbijstwo i homoseksualizm – nadal wywołują, określone w Piśmie świętym, konsekwencje. […]

    Bóg Ojciec, chcąc ocalić Warszawę przed zasłużoną karą pozwala, by Matka Łaskawa ostrzegła swój lud, by żądała nawrócenia, całkowitego odwrócenia się od grzesznego życia i wynagrodzenia za dotychczas popełnione grzechy: rozwiązłości, cudzołóstwa i te najstraszniejsze – grzechy dzieciobójstwa. Trzeba bo­wiem wiedzieć, że w okresie międzywojennym prze­ciętna liczba umyślnych poronień wynosiła rocznie, według oficjalnych statystyk: przeciętnie od 100 do 130 tysięcy.

    Kiedy Maryja przybędzie na Siekierki, orędzia będzie otrzymywać nie tylko trzynastoletnia Władysława Fronczakówna, ale przede wszystkim Jej ulubienica, trzydziestosześcioletnia Bronisława Kuczewska: Od 9 kwietnia przestałam chodzić do Budzieszyna, natomiast od 28 maja 1943 roku zaczęłam chodzić na Siekierki, gdzie otrzymywałam polecenia od Matki Bożej do wykonania, przez okres 38 lat, do 21 sierpnia 1981 roku [tj. od święta Maryi Królowej Polski do wigilii święta Matki Bożej Królowej].
    Maryja, Matka Łaskawa Patronka Warszawy, za pośrednictwem Broni Kuczewskiej i Fronczakówny będzie apelować do ludu stolicy, aby przez przemianę życia, respektowanie praw Dekalogu i pokutę odwrócił wiszące nad miastem nieszczęście.
    Prosi warszawian o modlitwę powszechną, czyli taką jak w 1920 roku, kiedy to lud stolicy żarliwie błagał Boga i Patronkę Warszawy o ocalenie przed bolszewikami [rozdziały 15 i 16 cytowanej książki przyp. red.] i wymodlił cud Jej publicznego ukazania się, które w konsekwencji zmieniło zdawałoby się już przesądzony wynik wojny i ocaliło Polskę!

    Po 23 latach, w roku 1943 – czwartym roku okupacji niemieckiej, sytuacja jest diametralnie różna: to nie lud błaga Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski o ustanie okropieństw wojny, lecz Ona Sama schodzi z nieba i osobiście wzywa do modlitwy o pokój, błagając Swój lud o nawrócenie i pokutę!!! Najłaskawsza z Matek chce odwrócić od miasta zapowiedzianą karę! Podejmuje się tej niewdzięcznej misji, by nie doszło do tragedii: Jeśli się nie nawrócicie, to wszyscy zginiecie!

    Pomimo ośmieszania i deprecjonowania objawień wiadomości o nich rozchodzą się po mieście. Dzieje się tak dzięki niestrudzonej Broni Kuczewskiej, która dociera z nimi do warszawskich księży, oraz życzliwym mieszkankom Siekierek, które rozwożąc mleko i warzywa „na gospody”, opowiadają w mieście o objawieniach.

    Mimo wielu wysiłków przestrogi Maryi nie dotrą do ogółu warszawian. Główną przyczyną jest brak zainteresowania objawieniami ze strony kleru.

    Wydawało się oczywiste, że księża Zmartwychwstańcy z parafii św. Bonifacego na Czerniakowie, pełniący posługę w osadzie, dopomogą w upowszechnieniu orędzi i że słowa Bogurodzicy, uprzedzające o mającej nadejść na miasto karze, będą głoszone ze wszystkich ambon stolicy. Niestety, Zmartwychwstańcy nie tylko nie traktowali objawień poważnie, ale negowali wszystko, co miało z nimi związek, m.in. odmówili poświęcenia malutkiej kapliczki, umiejscowionej przy drzewie, na którym ukazała się Matka Boża. Bronisława Kuczewska napisze: Po postawieniu kapliczki Pan Jezus dał mi polecenie, abym poszła do księdza do parafii św. Kazimierza na ul. Chełmską. Kiedy przyszłam i powiedziałam, że Pan Jezus życzy sobie, aby poświęcić kapliczkę, ksiądz wysłał mnie do parafii św. Jakuba [na Ochocie, przyp. aut.]. Było tam 5 księży. Wypyty­wali mnie o objawienia na Siekierkach. Opowiadałam im o nich przez około 4 godziny. Potem wysłali mnie z powrotem do parafii św. Kazimierza [Dolny Mokotów, przyp. aut.]. Ksiądz jednak nadal nie chciał wyrazić zgody na poświęcenie kapliczki. Powiedział, że nie ma pozwolenia, bo trzeba iść z procesją i on nie może tego wykonać. Wróciłam więc do domu [przy ul. Jasnej, przyp. aut.], a że byłam zmęczona, położyłam się. I wtem słyszę głos Pana Jezusa: Idź Dziecino do księdza po raz trzeci, i powiedz, żeby poszedł z kościelnym, bez ludzi i bez procesji, i poświęcił kapliczkę. Powiesz, że taka jest Wola Moja i Matki Mojej, ażeby kapliczka była poświęcona, bo jest bardzo znieważana.
    Kiedy poszłam po raz trzeci do księdza, chciał mi drzwi zamknąć przed nosem, ale ja przytrzymałam je nogą i powtórzyłam to, co mi Pan Jezus powiedział. Ksiądz jednak nie wykonał tego polecenia. Dopiero jedna z wiernych przyprowadziła, po kryjomu, księdza jezuitę, ojca Antoniego Kozłow­skiego, który był wielkim czcicielem Matki Bożej i wiedział o moich objawieniach, i on poświęcił kapliczkę.

    Wokół siostry Bronisławy, profeski III Zakonu św. Franciszka, spontanicznie gromadzili się ludzie i wkrótce zawiązała się wspólnota, której Sama Bogurodzica nadała nazwę Grono Matki Bożej i Miłosierdzia Bożego. Jej członkowie, osoby świeckie, pomagały mistyczce w wykonywaniu poleceń z Nieba. Grono podejmowało także cotygodniowe modlitwy o nawrócenie Warszawy i upowszechniało orędzia Maryi i Pana Jezusa w swoich środowiskach.

    Misja ostrzeżenia Warszawy przed mającym wy­buchnąć za 16 miesięcy powstaniem wymagała od Kuczewskiej heroizmu i zaparcia: W sierpniu 1943 roku [rok przed wybuchem powstania] na modlitwie u pani Teofili Ciecierskiej, przy ul. Płockiej 25, miałam objawienie Matki Najświętszej. Maryja ukazała mi okropny widok Warszawy w czasie Powstania. Widziałam masowe aresztowania, rozstrzeliwania, palące się domy. Zobaczyłam też dom, w którym modliliśmy się. Matka Boża powiedziała mi, że ten dom będzie podlany benzyną i podpalony od dołu przez Niemców. W widzeniu widziałam, jak matki wyskakiwały z dziećmi z płonącego domu. Zaraz powiedziałam o tym widzeniu obecnym, ale nie chcieli mi uwierzyć. Huknęli na mnie, że opowiadam głupstwa, bo Niemcy będą liczyć się z nami. [W innym miejscu Bronisława mówi o tym wydarzeniu w ten sposób: Powiedzieli, żebym nie plotła głupstw i zajęła się robotą, a nie plotkami, że Niemcy będą się z nami liczyć].

    Trzy dni przed Powstaniem Matka Boża dała mi polecenie, abym zabrała dzieci i wyjechała z Warszawy w rodzinne strony, do Dobrego. Kiedy po Powstaniu wróciłam do Warszawy, dom, który miałam ukazany przez Matkę Bożą przy ul. Płockiej 25 – był spalony. W domu tym i w sąsiednich zabito 300 ludzi. Ludzie mówili, że matki wyrzucały swoje dzieci przez okna, a za nimi same wyskakiwały. Dzisiaj widnieje w tym miejscu tablica pamiątkowa mówiąca, że zginęło tu ok. 300 osób.

    Proroctwa nie lekceważcie – pisze św. Paweł w Liście do Tesaloniczan (1 Tes 5,20). Proroctwo o całkowitym zniszczeniu Warszawy zostało lekceważone. Przestroga, jaką w imieniu Boga Najwyższego, Bogurodzica przeka­zała warszawianom: Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Żąda nawrócenia! – do nich nie dotrze…

    Powstanie Warszawskie wybuchnie po szesnastu miesiącach od pierwszych objawień i ostrzeżeń Maryi. W sierpniu 1944 roku młodych warszawian rozpiera chęć walki ze znienawidzonym wrogiem, ruszą więc naprzeciw potędze militarnej Niemców z gorącymi sercami, z butelkami napełnionymi benzyną, ale… bez błogosławieństwa Bogurodzicy.

    Dowództwo nie czuło potrzeby oficjalnego zawierzenia akcji zbrojnej Patronce miasta. Owszem, indywidualnie zawierzano się Maryi Łaskawej, modlono się na różańcu, przyjmowano sakramenty, uczestniczono w polowych Mszach świętych (co w swojej książce wspomina s. Maria Okońska), lecz oficjalnego – jak za Marszałka Piłsudskiego – zawierzenia akcji zbrojnej Bogu Najwyższemu nie było! Po 47 latach w dniu święta Najświętszego Imienia Maryi, 12.09.1991r., w Sastin, Narodowym Sanktuarium Słowacji, w orędziu skierowanym do ks. Stefano Gobbi’ego Maryja dobitnie wyjaśni kwestię oficjalnego zawierzenia na przykładzie odsieczy wiedeńskiej: Turcy zostali pokonani, gdy oblegali Wiedeń i grozili zniszczeniem całego chrześcijańskiego świata. Przewyższali żołnierzy świętej Ligi liczbą, siłą, uzbrojeniem i czuli, że do nich należy zwycięstwo, ale: wezwano Mnie publicznie, i publicznie proszono o pomoc, Moje Imię zostało wypisane na proporcach i było wzywane przez wszystkich żołnierzy. To za Moim wstawiennictwem miał miejsce cud zwycięstwa, który uratował świat chrześcijański.

    Matka Łaskawa w ciągu 16 miesięcy wielokrotnie uprzedzała, że jedynym sposobem na pokój i zakończenie wojny jest nawrócenie, modlitwa i pokuta, nie zaś pięści i butelki z benzyną.

    Młodzi warszawianie jednakże bezgranicznie ufali w moc pięści i nie widzieli powodu, by w swoje plany wtajemniczać Boga. Stolica w obliczu godziny W zachowała się tak, jak zachowują się przemądrzałe dzieci, które chcą wszystko robić same, bez pomocy Mamy i Taty!

    Nie chciano pamiętać, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające siły czy strategia nawet najgenialniejszych dowódców, lecz wola Boga Najwyższego, który zawsze i wszędzie Sam o wszystkim decyduje!
    Nie chciano pamiętać, że to jedynie od Niego zależy, czy ludzkie plany zaowocują sukcesem, czy zakończą się porażką.
    Miał tą świadomość lud Warszawy w sierpniu 1920 roku, kiedy leżał krzyżem przed Patronką Stolicy i Strażniczką Polski, błagając o ocalenie stolicy, ocalenie Polski.

    W 1920 roku warszawianie mieli świadomość, że współpracując z Najwyższym, będą w stanie pokonać pięciokrotnie liczniejszych i zdeterminowanych bolszewików. Wiedzieli, że gdy współpracują z Bogiem, siła i moc są po ich stronie. Bo: Jeśli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam?

    1 sierpnia 1944 roku, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, Hitler wspólnie z Himmlerem wydał rozkaz, który przesądzi o losie „zbuntowanej” Warszawy: Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią. W ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.

    Po drugiej stronie Wisły stały wojska radzieckie, Sowieci jednak nie kiwnęli palcem, by konającej Warszawie przybyć z odsieczą. Stalin zdawał sobie sprawę, że skupione w Warszawie młode pokolenie polskiej inteligencji zagraża jego koncepcji utworzenia w Polsce rządu totalitarnego. Dlatego nie przeszkadzał w zbrodni, która dokonywała się niemieckimi rękami w zbuntowanym mieście.
    Sowieci, zgrupowani na drugim brzegu Wisły, z zimną krwią przyglądali się agonii Warszawy, miasta, którego nie udało się im zdobyć i złupić w 1920 roku:

    1 sierpnia 1944 roku o godzinie „W” nastąpiło zderzenie młodzieńczego zapału, młodzieńczych wizji, z realnymi możliwościami, ergo brutalną rzeczywistością. Akcja zbrojna, podjęta bez wsparcia się na Bogu i Maryi, po dwóch miesiącach zakończyła się totalną, niewyobrażalną klęską, jakiej w historii Polski i narodu jeszcze nie było. Daremny był trud żołnierzy, daremna ofiara z życia i krwi osób cywilnych.

    Czas gorzki, zły, zwątpienia czas podchodzi nam pod gardło,
    Czy wszyscy zapomnieli nas, czekając, by miasto padło?…
    Na barykadach wciąż czekamy, licząc ostatnie chwile,
    Tak się powoli dopalają warszawskie Termopile…

    Tylko na Woli w dniach 3-5 sierpnia bestialsko za­mordowano pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Ogółem zginało pół miliona ludzi (wg szacunku historyka Norberta Boratyna). Z pewnością nie taki los w zamyśle Bożym miał spotkać lud Warszawy, gdyby usłuchał ostrzeżeń swej Łaskawej Matki, swej Patronki!

    Nurtuje pytanie: co w ciągu dwudziestu czterech lat, które upłynęły od bitwy warszawskiej, mogło tak bardzo odmienić serca i umysły mieszkańców stolicy, że bez oficjalnego zawierzenia Bożej Opatrzności podjęli się walki z przeważającym wrogiem? Skąd pomysł, by własnymi, wątłymi siłami, bez Bożego błogosławieństwa próbować oswobodzić stolicę? Nie od dziś wiadomo, że: jeśli Pan miasta nie strzeże, daremnie czuwają straże (Ps 127,1).

    Chrystus Pan uprzedzał: beze Mnie nic dobrego uczynić nie możecie (J 15,5). Skąd więc ta krótkowzroczność w Polsce, która w owym czasie uważała się za kraj katolicki? Gdyby orędzia Bogurodzicy zostały przyjęte, gdyby podjęto powszechne modlitwy przebłagalne w intencji pokoju (jak w 1920 roku), gdyby lud Warszawy zreflektował się i podjął przemianę życia, to losy Powstania z pewnością potoczyłyby się inaczej! Tak ocalała Niniwa, której mieszkańcy posłuchali proroka Jonasza i nawrócili się, żałując za dawne grzechy. Niniwici mieli czterdzieści dni na zmianę postępowania, a warszawianie… prawie półtora roku! Tak ocalał Rzym dwa miesiące wcześniej (5. VI.44). Dzięki modlitwie uratowało się zaminowane przez Niemców miasto, miliony ludzi ocaliły życie, o czym piszemy dalej.

    Dowódcom AK nie brakowało bojowej odwagi, ale zabrakło im wiary, by los powstania oficjalnie, przez ręce Maryi, powierzyć Bogu Najwyższemu. Ze słów Matki Bożej, które padły na Siekierkach, wybraliśmy te z listopada 1943 roku, są one bowiem kluczem do zrozumienia przyczyny klęski Powstania Warszaw­skiego: Jak wy jesteście ze Mną, to i Ja jestem z wami i nic się wam nie stanie!
    Dowódcy Armii Krajowej nie poszli w bój z Jej błogosławieństwem, okryci płaszczem Jej opieki. Nie prosili Patronki Warszawy, by skruszyła strzały Bożego gniewu godzące w miasto, nie prosili, by odrzucała, jak ongiś w Wólce Radzymińskiej, wrogie pociski, które teraz bezkarnie burzyły dom po domu. Nie byli z Maryją, więc nie mogli doświadczyć skutków Jej solennej obietnicy: i nic się wam nie stanie! Dlatego nie może nikogo dziwić, że w sierpniu 1944 roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nie powtórzył się Cud nad Wisłą z 1920 roku, nie pokonano i nie przepędzono okupanta ze stolicy!

    Nie może nikogo dziwić, że wszystko dookoła leżało w gruzach. Wszystko było zburzone i wszystko się paliło. Między jednym a drugim schronem przekopy były zniszczone. Nie było możliwości życia. Bomby padały i burzyły ulicę po ulicy, dom po domu.
    Po sześćdziesięciu trzech dniach powstanie poniosło druzgoczącą klęskę, a Warszawa została totalnie zrujnowana, wręcz starta z powierzchni ziemi. Stało się tak, jak zaplanował Hitler: Warszawa [została] zrównana z ziemią, [by] w ten sposób [stworzyć] zastraszający przykład dla całej Europy. Warschau caput! ! !

    Pół miliona niewinnych ludzi straciło życie. Słusznie zauważa ks. Kazimierz Góral: Gdy zlekceważy się przestrogi Maryi, przychodzi tylko czekać na zapowiadaną otchłań rozpaczy!

    Ponawiamy pytanie, czy tak się musiało stać? Odpowiadamy: na pewno nie! Wystarczy przyjrzeć się analogicznej sytuacji, jaka w tym samym czasie miała miejsce w okupowanym Rzymie: Rzym, maj 1944 roku. Front szybko zbliżał się do Wiecznego Miasta. Walki toczyły się zaledwie o 12 kilometrów od centrum, w pobliżu miejscowości Castel di Leva. Papież Pius XII zatroskany o bezpieczeństwo cudownego, starożytnego obrazu Madonny Bożej Miłości, nakazał przeniesienie go do rzymskiej bazyliki św. Ignacego.

    W końcu maja, gdy działania wojenne objęły przedmieścia, Papież polecił, by przed obrazem Madonny dei Divino Amore została podjęta nowenna o ocalenie miasta. Sam w imieniu mieszkańców Rzymu złożył Maryi ślubowanie. Przyrzekł, że jeśli Madonna ocali miasto, to na ruinach zamku Castel di Leva zostanie zbudowana dla cudownego obrazu nowa świątynia i zostaną erygowane organizacje religijne i charytatywne Jej imienia.

    4 czerwca 1944 roku czołgi generała Alexandra ruszyły do ataku. Niemcy byli przygotowani do zdetonowania założonych ładunków i wysadzenia w powietrze miasta. Chcieli pozostawić po sobie pamiątkę: spaloną ziemię i rumowisko gruzów (takie samo, jakie w 3 miesiące później pozostawili w Warszawie i jakie chcieli pozostawić po sobie na Jasnej Górze, w styczniu 1945 roku).
    Lud Rzymu, odmiennie niż lud Warszawy, nie sposobił się do akcji zbrojnej. Jego mieszkańcy trwali na modlitwie dzień i noc na placu przed bazyliką świętego Ignacego. Zawierzali Matce Bożej Miłości los Wiecznego Miasta, a władze magistratu oficjalnie potwierdziły gotowość wypełnienia ślubów, jakie w ich imieniu złożył Madonnie Ojciec święty.
    I oto tego samego dnia, w nocy z 4 na 5 czerwca, Niemcy nagle, z niewiadomych przyczyn, opuścili Rzym, nie detonując założonych ładunków. Nikt nie mógł pojąć, jak to się właściwie stało i dlaczego? Wszystkich: cywilów, wojskowych i polityków zadziwił ten cudowny obrót sprawy! Winston Churchill dał wyraz zdumieniu, pisząc: „Rzym zdobyto w sposób całkowicie nieoczekiwany!”

    12 czerwca 1944 r. „L’ Osservatore Romano” poinformował swoich czytelników: 11 czerwca dziesiątki tysięcy ludzi zebrały się przed Bazyliką Sant Ignazio, a wielu z nich przyszło tutaj boso. Przybyły rodziny, instytucje i szkoły. W procesji bez końca podchodzono, by ucałować obraz Madonny Bożej Miłości, by podziękować i oddać Jej cześć. Wśród rzeszy pątników znajdował się także Papież Pius XIL który przemówi! do Maryi w imieniu zgromadzonych, wyrażając Jej wdzięczność za cud bezkrwawego oswobodzenia Rzymu! Następnego dnia nieprzebrane tłumy odprowadziły procesyjnie cudowny obraz Madonny dei Divino Amore do jej siedziby w Castel di Leva.

    Rzymianie nie chcieli rozstać się ze swoją dobrodziejką! W ścianach rzymskich kamienic wykuwano nisze, gdzie wśród kwiatów i płonących lampek kró­lował obraz ich umiłowanej Matki! Magistrat Rzymu wkrótce wywiązał się ze złożonych obietnic: Czym się odpłacimy Maryi, za wszystko co nam wyświadczyła? Wypełnimy nasze śluby dla Niej, przed ludem Rzymu!

    Porównajmy skuteczność sposobów zastosowanych dla wyzwolenia dwóch europejskich stolic latem 1944 roku:
    . lud Wiecznego Miasta sposobił się do wyzwolenia stolicy, nie chwytając za broń i nie wzniecając powstania. Pod przewodnictwem swego biskupa, ojca świętego Piusa XII, złożył Bogurodzicy ślubowania i … trwał na ufnej modlitwie przed Jej obliczem;
    . papież, Głowa Kościoła katolickiego i jednocześnie biskup Rzymu, mimo realnie istniejącego śmiertelnego niebezpieczeństwa (zaminowane miasto miało być lada chwila wysadzone w powietrze!) nie opuścił miasta, by ratować życie, lecz jak Dobry Pasterz pozostał ze swoimi owcami. I był promotorem ocalenia miasta, które dokonało się w sposób duchowy, bez użycia broni i przelewu krwi. Bo jak siłą armii jest wódz, tak siłą wierzącego ludu są jego pasterze;
    ˇ prymas Polski, kard. Hlond opuścił Polskę i swoją owczarnię już we wrześniu 1939 roku;
    . w Warszawie słowa ostrzeżeń Matki Bożej, nawołujące do pokuty i modlitwy, zostały praktycznie zignorowane, trafiając jedynie do znikomej części warszawian;
    . Mater Gratiarum odwrotnie niż Madonna dei Divino Amore nie została oficjalnie zaproszona do współpracy! Pozbawione Jej matczynej opieki Powstanie upadło, hitlerowcy stolicę Polski spalili i wymordowali pół miliona jej mieszkańców;
    . rzymianie postawili na MARYJĘ i… uratowali miasto;
    . warszawianie postawili na SIEBIE i… ponieśli totalną klęskę;
    . nie chciano pamiętać, że: lepiej uciekać się do Pana, niźli pokładać ufność w człowieku (Ps 118);
    . zapomniano, że : bez Boga ani do proga!

    __________________

    Fragment książki ks. dra Józef Marii Bartnika SJ i Ewy J. Storożyńskiej „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą, czyli prawdziwa historia Bitwy Warszawskiej, rozdz. pt.: Rok 1943 Matka Łaskawa objawia się na Siekierkach, czyli S.O.S dla Warszawy.

    ************************************************************************************************************

  • OGŁOSZENIA – lipiec/sierpień 2021


     twitter.com/ArchdiocGlasgow

    Partick church severely damaged by fire (Image: Contributed)

    Church after fire

    Amie. (@amieeeef) July 28, 2021

    ************************************************************************************************************

    Bp Lechowicz po pożarze „polskiego kościoła” w Szkocji: serce krwawi

    ***

    Serce krwawi – tymi słowami bp Wiesław Lechowicz, delegat Konferencji Episkopat Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej, a zarazem przewodniczący Komisji KEP ds. Polonii i Polaków za Granicą, skomentował dla KAI niszczycielski pożar kościoła św. Szymona w Glasgow. Od zakończenia II wojny światowej ta zabytkowa świątynia była religijnym centrum tamtejszej Polonii.

    – Mam serce zupełnie rozdarte i krwawiące, ponieważ miałem okazję kilka razy być w tym kościele, gdzie Polacy gromadzą się na Eucharystii. Od wielu lat mam bardzo dobry kontakt z ks. Marianem Łękawą, który od kilkudziesięciu lat pracuje w Glasgow i posługuje Polonii właśnie w tym kościele. W tym miejscu gromadzą się nasi rodacy nie tylko nabożeństwa w niedziele i święta, ale również wspólnoty i grupy prowadzące formację duchową, religijną – powiedział bp Lechowicz.

    Wyjaśnił też dlaczego świątynia ta zwana jest „kościołem polskim”. – Mimo że został wybudowany przez Irlandczyków w XIX wieku, to jednak od czasu II wojny światowej gromadzili się w nim polscy żołnierze, uchodźcy, którzy nie wracali do Polski po wojnie. Po dzień dzisiejszy ten kościół służył wspólnocie polonijnej – wskazał delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej, dodając, że w świątyni „znajdowały się pamiątki związane z Polonią, z historycznymi wydarzeniami”.

    – Smutno mi się robi, bo było to miejsce wielu nawróceń naszych rodaków żyjących w Szkocji. Ale ufamy w Bożą Opatrzność. To, co jest nieszczęściem w tym momencie, może przynieść jakieś owoce na przyszłość, chociaż jeszcze trudno w tym momencie o tym mówić. Z tego, co słyszałem od ks. Mariana Łękawy, ten pożar integruje wspólnotę polonijną. Można mieć nadzieję, że na tych gruzach dosłownie i w przenośni powstanie jeszcze bardziej żywa wiara – wskazał hierarcha.

    Uspokoił też, że Polacy mają zapewnione miejsce modlitwy w Glasgow. – W czasie pandemii, w związku z restrykcjami dotyczącymi liczby osób w kościołach, od dłuższego czasu Polacy modlili się także w położonym niedaleko kościele św. Piotra. Jest jeszcze kościół św. Anny, gdzie posługują księża chrystusowcy i gdzie również Polacy gromadzą się na Mszach św. Ale kościół św. Szymona był najważniejszy z punktu widzenia historycznego dla polskiej emigracji. I stąd tak duży ból, że zdarzył się ten pożar – zaznaczył bp Lechowicz.

    Poinformował, że w polskich kościołach w Wielkiej Brytanii gromadzi się około 10 procent mieszkających tam Polaków. – Myślę, że jakaś część gromadzi się kościołach angielskojęzycznych, bo Polacy znają język angielski. Natomiast nie patrzyłbym na to z punktu widzenia ilościowego, tylko jakościowego. Oczywiście część Polaków wyjeżdżających zagranicę i mieszkających na Wyspach Brytyjskich oddala się od Pana Boga i od Kościoła. Ale też nie brakuje przypadków, kiedy ludzie się nawracają, kiedy zagranicą odkrywają wartość wspólnoty Kościoła, a przez wspólnotę Kościoła zbliżają się również do Pana Jezusa – zauważył delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

    Zwrócił też uwagę na „braki personalne, gdy chodzi o księży pracujących wśród Polonii w Szkocji”. – Nasi rodacy z Edynburga i z innych stron dopominają się o księży, którzy mogliby podjąć pracę w Szkocji. Być może ten pożar wpłynie na wrażliwość niektórych księży w Polsce i być może pojawią się tacy, którzy będą chcieli służyć duszpastersko Polonii żyjącej w Szkocji. Gdyby tak było, byłbym wdzięczny za kontakt ze mną, z Biurem Duszpasterstwa Emigracji Polskiej (emigracja@episkopat.pl) i spróbujemy pomóc tym naszym rodakom – zachęcił bp Lechowicz.

    ************************************************************************************************************

    Dzisiejszej nocy z 27 na 28 lipca roku 2021 kościół św. Szymona przechodzi do historii

    28 lipca 2021

    Patrzę na zgliszcza spalonego kościółka św. Szymona                                                   

    i klękam razem z tymi,                                                                                    

    których tu karmił Pan nasz Jezus Chrystus swoim Ciałem,                               

    bo On wciąż leży w tym miejscu uświęconym,                                                 

    przywalony osmolonymi szkockimi kamieniami.                                                    

    Dobrze jest teraz przypomnieć sobie św. Augustyna,                                   

    który zapewnia,                                                                                               

    że Pan Bóg cudownie potrafi wyciągać                                                              

    ze zła nieporównanie dużo większe dobro.                                                        

    Te olbrzymie buchające płomienie                                                      

    wydobywające się z wnętrza ginącej świątyni,                                           

    środku nocy z 27 na 28 lipca Roku Pańskiego 2021,                                                      

    już sprawiły,                                                                                                                    

    że tlący się nikły płomyk wiary w naszych sercach,                                                  

    osłabiony również wieloma miesiącami przesadzonego lęku,                         

    aby nawet od Pana Boga trzymać się na dystans – ożywa.  

    Nie jest właściwe pochopnie osądzać, że wiara w wielu ludziach wygasła,                

    bo to nie jest według Bożego spojrzenia.                                                                 

    Maleńka iskierka ma w sobie moc rozpalić płomień,                                                  

    nawet w gasnącym popiele ludzkich serc,                                                     

    które żyją na wyjałowionej ziemi tego świata,                                                 

    wydawałoby się –  opuszczonej przez Boga.

    A tymczasem płomienie palącego się kościółka św. Szymona                                

    rozświetliły ciemności,                                                                                                   

    w których wielu przyzwyczaiło się chodzić po omacku.                                           

    Widok ten sprawił,                                                                                              

    że przebudziło się ludzkie serce                                                                 

    uśpione przez tego, który działa w ciemnościach.

    Niech będzie błogosławiony wstrząs,                                                                          

    który sprawia,                                                                                                     

    że nagle, choć tak różni jesteśmy,                                                        

    powracamy do tego co jest najistotniejsze.

    Każda zmiana boli,                                                                                                           

    bo lubimy się przyzwyczajać – tak jak przyzwyczailiśmy się,                                         

    że kościół św. Szymona był już od zawsze na “Partyku”.                                          

    Widać potrzebne było,                                                                                                  

    aby Słowa Boga, wybite na kamieniach wznoszących Boży Dom,                       

    niewidzialne już dla wielu, stały się na nowo żywe.  

    W tych zgliszczach                                                                                                 

    pozostała również Matka Bożego Syna, która jest i naszą Matką                                                            

    w obrazie Jasnogórskim – zawsze obecna                                                           

    i pod krzyżem i w każdej Eucharystii.                                                                

    Czterdzieści dwa lata temu przywieźliśmy Jej wizerunek z Jasnej Góry,

    pobłogosławiony                                                                                                       

    przez Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego,                                

    którego Kościół za dni 44 będzie nazywał już błogosławionym.

    **********

    28 lipca 1975

    Glasgow jest miastem, w którym dzwonów nie słychać,                          

    mimo licznych i pięknych wież kościelnych wyciosanych z kamienia.    

    Jedne są jak wieże obronne,                                                                       

    inne – jak strzały wycelowane prosto w niebo.                                          

    Według tutejszego prawa, jakie pozostało z religijnych wojen,          

    katolikom dzwonić nie wolno.                                                                         

    Nasi bracia, którzy kiedyś odeszli na znak protestu,                             

    tworząc z kolei całą mozaikę przeróżnych grup religijnych,                 

    budowali swoje własne kościoły.                                                                

    Teraz nie wiadomo co z nimi zrobić,                                                            

    bo te, które jeszcze nie zostały przemienione na różne biznesy,               

    stoją puste i smutne.                                                                                    

    Ludzi zaś pełno w dużych magazynach sklepowych,                                    

    bo na oścież są otwarte i „w piątek i w świątek”.                                            

    W takiej oto scenerii w niedzielny poranek                                                  

    na skrzyżowaniu Dumbarton Road i Byres Road słychać,                                   

    i to coraz głośniej – polską mowę.                                                                                                  

    Moi współziomkowie idą do maleńkiego i uroczego kościoła św. Szymona.   

    I tak kolejne już pokolenia                                                                                  

    w tym miejscu karmią się Jezusowym Słowem

    i Jezusowym Ciałem.                                                                                       

    A potem wychodząc, na pewno mają świadomość,                                   

    choćby nawet niewielką,                                                                                 

    że nie tylko spotkali, ale przyjęli samego Boga.                                                           

    Bo skąd wzięłaby się zwycięska walka, o której nikt nie wie?             

    Statystyki cóż mogą powiedzieć                                                                         

    o cierpieniu, o przyjaźni, o miłości, o wierności,                                        

    gdzie dokonują się ludzkie wybory,                                                             

    gdzie prawdziwe rodzi się życie.

    Maleńki kościół św. Szymona jest szczyptą drożdży                               

    otoczony z jednej strony młynem, gdzie ziarno ściera się na mąkę,                

    a z drugiej – ludzkim życiem, które się toczy,                                               

    jak w każdym wielkim mieście – niczym ciasto w dzieży.

    __________________________________________________________________________

    This night, from 27th to 28th July, 2021, the church of St Simon moves over to history.

    28th July 2021.

    I look at the ashes of the little church of St. Simon

    and kneel with those

    who were fed here by the Body of Our Lord, Jesus Christ,

    for He still lies in this sacred place

    crushed by scorched Scottish stone.

    It is good to now remember St Augustine

    who reassures us

    that God can miraculously draw forth

    a much greater good from evil.

    Those huge raging flames

    bursting from within the disintegrating sanctuary

    in the middle of the night of 27th to 28th July in the Year of Our Lord 2021,

    have already caused

    the faint, smouldering light of faith in our hearts

    weakened too, by many months of exaggerated fear

    to even keep our distance from God – to come alive. 

    It isn’t appropriate to judge that faith has died in many people,

    for this is not God’s view.

    A small spark has the power to kindle a flame

    even in the dying ashes of human hearts,

    which live in the sterile soil of this world,

    seemingly – abandoned by God. 

    Yet meanwhile, the flames of the burning little church of St Simon

    illuminate the darkness

    to which many are now accustomed.

    This scene caused the human heart,

    drowsed by him who acts in the darkness

    to awaken. 

    Blessed be the shock which,

    in spite of our diversity, causes us suddenly to return

    to that which is most important. 

    Every change hurts,

    because we like our habits – just as we were used to

    St Simon’s church for ever being in Partick.

    It was obviously necessary

    that God’s Words, inscribed on the stones which raised God’s Dwelling,

    and already unseen by many, should live anew.

    The Mother of God’s Son also lies in these ashes,

    She who is our Mother too,

    in the picture of Jasnagóra,  – always there,

    under the Cross, and in every Eucharist. 

    Forty two years ago, we brought Her image from Jasnagóra,

    blessed

    by the Primate of the Millennium, cardinal Stefan Wyszyński,

    who, forty four days from now, will be declared Blessed,  by the Church. 

    ______________________________________________

    28 July 1975

    No bells are heard in Glasgow city,

    in spite of the many beautiful church spires hewn in stone.

    Some are like defence towers,

    others – like arrows aimed straight at heaven.

    According to the law here, left behind by the religious wars,

    Catholics may not ring church bells.

    Our brothers who left as a sign of protest,

    and then created a mosaic of various religious groups,

    built their own churches.

    Now, no-one knows what to do with them,

    since those which have not become businesses,

    stand empty and sad.

    Meanwhile people crowd department stores,

    since they are wide open “weekdays and Holy days”.

    Against this background, on a Sunday morning,

    Polish can be heard increasingly,

    at the crossroads of Dumbarton Rd / Byres Rd.

    My countrymen are going to the little, charming church of St Simon.

    Continuing generations take sustenance here

    from the word of Jesus

    and the Body of Jesus. 

    And then, leaving, they surely are aware

    even slightly,

    that they not only met, but also received God himself.

    For, from where would  come the victorious battle, of which we know not?

    What can statistics tell us

    of suffering, of friendship, of love, of faithfulness,

    where human choices are made,

    where real life is born.

    The little church of St Simon is a pinch of yeast

    flanked on one side by a mill, where grain is ground to flour,

    on the other, by human life, which turns, as in every city,

    like dough in a kneading bowl.

    __________________________________________________________________

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ


    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street

    kościół św. Piotra

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Kościół św. Piotra jest jedną z najwcześniejszych katolickich parafii, która powstała po reformacji (o dwie dekady wcześniej zanim na nowo przywrócono strukturę hierarchii Kościoła katolickiego). To tu, na West End, została odprawiona pierwsza Msza św., po bardzo okropnym czasie prześladowań katolików przez szkockich kalwinów, pod gołym niebem w Roku Pańskim 1855 w pobliżu obecnej Merkland Street. Historyczny parasol, który chronił wtedy przed deszczem kapłana celebrującego Mszę św. znajduje się w biurze parafialnym św. Piotra, jako cenna pamiątka z tamtych czasów. Pierwszy kościół św. Szymona został otwarty przy Bridge Street w maju 1858 roku. Wtedy też została wybudowana plebania i szkoła. Kościół św. Szymona na początku był pod wezwaniem św. Piotra, ale kiedy okazało się, że jest zbyt mały dla rosnącej liczby katolików na “Partiku”, w roku 1903 powstał dużo większy kościół św. Piotra. Żeby nie myliło się o który kościół chodzi, dlatego pierwszy nazwano Bridge Street Church. Jednak od roku 1945 powrócono do patrona św. Piotra używając jego pierwszego imienia – Szymon.

    Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1944, polscy żołnierze każdej niedzieli przychodzili do tego kościoła na Mszę św. z Yorkhill, gdzie były wtedy wojskowe koszary, jedne z wielu, w których zakwaterowano naszych Rodaków walczących o wolność naszej Ojczyzny. I od tamtej pory kościół św. Szymona powszechnie był znany jako “Polish Church”. Polacy, którzy osiedlili się w Glasgow po wojnie, wraz z rodzinami, byli bardzo związani z tym kościołem. W roku 1975 kapelanem dla Polaków został mianowany przez Ks. Arcybiskupa Szczepana Wesołego ks. Marian Łękawa, pallotyn, który objął polskie duszpasterstwo po śmierci ks. kanonika Jana Gruszki. W tym czasie proboszczem parafii św. Szymona był bardzo znany ze swojego typowo szkockiego “proboszczowania” ks. Patrick Tierney – “Father Pady”, dzięki któremu kościół św. Szymona przetrwał aż do pamiętnej nocy z 27 na 28 lipca 2012 roku .

    ________________________________________________________

    The church of St Peter is one of the earliest Catholic parishes restored after the reformation, (two decades before the restoration of the structure of the hierarchy of the Catholic Church).  After the very heavy persecution of catholics by Scottish calvinists, it was here, in the West End, that the first Holy Mass was said, in the open air, in 1855, near what is now Merkland Street.  The historic canopy which then protected the priest who was celebrating mass, from the rain, is now in the church office of St Peter’s as a precious reminder of those days.  The first church of St Simon was opened near Bridge Street in May 1858.  A presbytery and school were also built at that time. St Simon’s Church, was, at first, known as St Peter’s.  However, when it became evident that it was too small for the increasing number of catholics in Partick, a much larger church of St Peter was built in 1903 To avoid confusion, the first church was called “Bridge st. Church”.  However, from 1945, the name returned to its patron saint, St Peter, using his earlier name, St Simon.

    During the II World War, from 1940-1944, Polish soldiers, stationed at the barracks in Yorkhill, one of many housing Polish troops, came to mass in this church every Sunday. 

    From that time, the church of St Simon became known as the “Polish Church”.  From then, the Poles, who settled in Glasgow after the war, and their families, have been very closely connected to this church.  From 1975 the Chaplain for the Poles is Rev. Fr. Marian Łękawa, SAC, who took over the Polish ministry after the death of Cannon Jan Gruszka.  At that time, the parish priest at St Simon’s was the very well known Rev Fr Patrick “Paddy” Tierney, thanks to whom the church of St Simon was not shut down. 

    ************************************************************************************************************

    kontakt z duszpasterzem:
    telefon domowy: 0141 339 9163
    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501
    e-mail: marian.lekawa@gmail.com
    adres: 4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD
    Jestem do dyspozycji każdego dnia nie tylko, aby usłużyć w sakramencie spowiedzi św. czy w sakramencie namaszczenia chorych, ale również zapraszam na wspólną modlitwę czy rozmowę o Bożych wyzwaniach i Bożych znakach danych nam do odczytania tu i teraz.

    ************************************************************************************************************

    (zdjęcie z 22 sierpnia 2012 roku)
    Tego pamiętnego wieczoru zawierzyliśmy naszą wspólnotę NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE KRÓLOWEJ

    KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA

    ************************************************************************************************************

    OD PIĄTKU 30 LIPCA MSZE ŚWIĘTE BĘDĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    ************************************************************************************************************

    MSZE ŚWIĘTE

    PRZED KAŻDĄ MSZĄ ŚWIĘTĄ JEST MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    **************

    ŚRODA – 4 SIERPNIA

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA NA ZGLISZCZACH KOŚCIOŁA ŚW. SZYMONA – GODZ. 18.30

    ***

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 5 SIERPNIA

    MSZA ŚWIĘTA W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO – GODZ. 20.30

    ADORACJA OD GODZ. 21.00 – 22.00

    ***

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 6 SIERPNIA – UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19:00 

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 18:00

    ***

    I SOBOTA MIESIĄCA – 7 SIERPNIA

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWO NMP 

    SPOWIEDŹ ŚWIĘTA OD GODZ. 17:00

    ***

    XIX NIEDZIELA ZWYKŁA – 8 sierpnia

    PIERWSZA MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14:00

    ADORACJA I OKAZJA DO SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 13:30 – 14:00

    ***

    REJESTRACJA NA WSZYSTKIE MSZE ŚW. PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA

    ************************************************************************************************************

    Lipiec jest miesiącem szczególnej czci PRZENAJDROŻSZEJ KRWI CHRYSTUSA

    Św. Jan XXIII ogłosił w 1960 r. list apostolski „Inde a Primis” o rozszerzaniu nabożeństwa ku czci Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa. W ten sposób Ojciec Święty zachęcał wiernych, aby w lipcu tematem swych rozmyślań uczynili Krew Chrystusa.

    fot. Karol Porwich/Niedziela

    *****

    1 lipca zgromadzenia żyjące według duchowości Krwi Chrystusa obchodzą uroczystość Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Centrum kultu stanowi adoracja i komunia eucharystyczna, a także rozważania momentów przelania Krwi przez Chrystusa zawarte w liturgii i Piśmie Świętym. Publiczną i prywatną formą modlitwy może być także Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana.

    Św. Jan XXIII ogłosił w 1960 r. list apostolski „Inde a Primis” o rozszerzaniu nabożeństwa ku czci Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa. W ten sposób Ojciec Święty zachęcał wiernych, aby w lipcu tematem swych rozmyślań uczynili Krew Chrystusa. „Niechaj rozważają o niesłychanie obfitej i nieogarnionej wartości tej Krwi prawdziwie najdroższej” – pisał i przypomniał o siedmiu momentach, w których Jezus przelewał swoją krew. Były to: obrzezanie, modlitwa w Ogrójcu, biczowanie, ukoronowanie cierniem, droga krzyżowa, przybicie do krzyża i przebicie boku włócznią.

    „Ta sama Krew Boża płynie we wszystkich sakramentach Kościoła, dlatego nie tylko słuszną jest rzeczą ale wielce sprawiedliwą, aby tej Krwi składali wszyscy odrodzeni w jej zbawczych strumieniach hołd adoracji, podyktowanej wdzięcznością i miłością” – czytamy w papieskim liście.

    Papież pokreślił, że centrum adoracji Krwi Chrystusa jest chwila jej podniesienia podczas ofiary Mszy św., a swe przedłużenie znajduje ona w akcie Komunii eucharystycznej. „I tak uzdolnieni chrześcijanie idą na spotkanie codziennych wyzwań i przeciwności, zbożnych wyrzeczeń, a czasem samego męczeństwa” – pisał Jan XXIII.

    Wielkim czcicielem i propagatorem tego kultu był ks. Kasper del Bufalo, który w 1815 r. założył Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Niespełna dwadzieścia lat później pod wpływem jego kazań powstało zgromadzenia Sióstr Adoratorek Przenajdroższej Krwi Chrystusa.

    Uroczystość poświęcona Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa sięga swymi korzeniami do corocznych obchodów związanych z relikwiami przechowywanymi w kościele San Nicola in Carcere w Rzymie, które według tradycji są skrawkiem płaszcza setnika, który przebił włócznią Ukrzyżowanego, aby upewnić się o Jego śmierci.

    10 sierpnia 1849 r. Pius IX rozszerzył na cały Kościół święto Przenajdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa, które było obchodzone w pierwszą niedzielę czerwca. Pius X w 1914 r. ustalił datę liturgicznych obchodów na dzień 1 lipca. W 1934 r. Pius XI podniósł te obchody do stopnia uroczystości.

    Po reformie Pawła VI Krew Chrystusa czczona jest w całym Kościele w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, czyli Boże Ciało. Zgromadzenia, żyjące według duchowości Krwi Chrystusa, obchodzą jednak święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa 1 lipca jako uroczystość.

    Kai.pl/Tygodnik NIEDZIELA

    *********************

    Niezbity dowód miłości

    Lipcowym nabożeństwom ku czci Krwi Chrystusa towarzyszy pytanie: dlaczego właśnie w tym miesiącu szczególnie czcimy Krew Zbawiciela?

    Adobe Stock

    ***

    Spójrzmy na to pytanie z perspektywy historycznej. Jest początek XIX wieku, kiedy swą kapłańską działalność rozpoczyna młody ksiądz, obecnie święty, Kasper del Bufalo (1786 – 1837). Na drodze swojej kapłańskiej służby spotyka wybitne postacie Kościoła: przyszłą świętą, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa Marię De Mattias oraz ks. Jana Merliniego, dziś sługę Bożego. Wraz z ks. Franciszkiem Albertinim zakłada 8 grudnia 1808 r. Bractwo Przenajdroższej Krwi, a 7 lat później (w 1815 r.) – Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Przez lata mówi o Przenajdroższej Krwi w różnych kościołach Rzymu oraz w wielu innych miejscowościach, równocześnie stara się u papieża o formalne zezwolenie na obchody liturgiczne święta Przenajdroższej Krwi Chrystusa we wszystkich domach zgromadzenia. W 1822 r. papież na nie zezwala i wskazuje datę: 1 lipca. Jest to pierwszy krok w kierunku formalnego uznania, że lipiec będzie poświęcony czci Krwi Chrystusa. Druga ważna data jest związana z dekretem Redempti sumus (1849), wydanym przez papieża Piusa IX, w którym nakazał on, by w pierwszą niedzielę lipca w całym Kościele obchodzone było święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Ostatecznie w 1914 r. św. Pius X ustanowił święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa na dzień 1 lipca. Podniesienie rangi tego święta do stopnia uroczystości nastąpiło z okazji upamiętnienia w 1933 r. upływu dziewiętnastu wieków od czasu Odkupienia.

    Ważne przesłanie

    Wielkim orędownikiem kultu Krwi Chrystusa był św. Jan XXIII, który w liście apostolskim Inde a primis (1960) zwrócił się do wiernych z ojcowską zachętą: „Z okazji zbliżającego się dnia uroczystości Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa oraz miesiąca tejże Krwi Chrystusowej poświęconego, zapłaty naszego wykupienia, okupu naszego zbawienia i życia wiecznego, niechaj wierni nad tym rozmyślają i często przystępują do Sakramentów świętych”.

    Choć reforma kalendarza liturgicznego, która nastąpiła po Soborze Watykańskim II, zniosła odrębne obchodzenie w Kościele uroczystości Najdroższej Krwi Chrystusa, łącząc ją z uroczystością Najświętszego Ciała Chrystusa, popularnie nazywaną Bożym Ciałem, to zachowała się tradycja czci Przenajdroższej Krwi Chrystusa w lipcu. Nawiązał do niej św. Jan Paweł II 1 lipca 2001 r.: „Dziś zaczyna się lipiec, miesiąc, który zgodnie z ludową tradycją poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia. (…) Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. (…) jest niezbitym dowodem miłości niebieskiego Ojca do każdego człowieka bez żadnego wyjątku”. To Krew, „której jedna kropla może wybawić cały świat od wszelkiej winy”.

    Zgromadzenia, stowarzyszenia, grupy

    Duchowość Krwi Chrystusa jest źródłem charyzmatu wielu zgromadzeń zakonnych, takich jak: Adoratorki Krwi Chrystusa (ASC), Misjonarze Krwi Chrystusa (CPPS) oraz Misjonarki Krwi Chrystusa (MSC), a także wielu ruchów świeckich żyjących tą duchowością.

    Wspomniane wyżej Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa liczy ok. 1,3 tys. zakonnic i działa obecne w dwudziestu siedmiu krajach. Do Polski siostry adoratorki przybyły w 1946 r. i osiadły w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Wyrazem ich działalności apostolskiej jest m.in. powołanie Stowarzyszenia Krwi Chrystusa (SKC) w 1993 r. i stała opieka formacyjna nad grupami modlitewnymi organizowanymi w ramach tego stowarzyszenia (grupy te mają najczęściej charakter wspólnot parafialnych, ale są też wspólnoty rodzinne i sąsiedzkie).

    Szerzenie kultu Krwi Chrystusa odbywa się również z gorliwym udziałem księży misjonarzy Krwi Chrystusa. Szczególnie ważna jest działalność wśród laikatu Wspólnoty Krwi Chrystusa (WKC) – międzynarodowego ruchu katolickiego prowadzonego przez misjonarzy.

    Dla zgromadzeń zakonnych i wspólnot świeckich żyjących duchowością Krwi Chrystusa obchody ku czci Przenajdroższej Krwi Chrystusa pozostają w randze uroczystości i odbywają się corocznie 1 lipca. W tym dniu siostry adoratorki z Bolesławca nieprzerwanie od 1947 r. organizują odpust Krwi Chrystusa, w którym biorą udział nie tylko mieszkańcy miasta i okolic, ale również delegacje grup modlitewnych Stowarzyszenia Krwi Chrystusa z całego kraju. Z kolei w sanktuarium Krwi Chrystusa w Częstochowie, gdzie posługują misjonarze Krwi Chrystusa, odpust przypada zazwyczaj w ostatnią niedzielę czerwca. Przyjeżdżający wtedy z całej Polski pielgrzymi m.in. otrzymują błogosławieństwo relikwią Krwi Chrystusa. To samo błogosławieństwo udzielane jest w każdy czwartek przez cały rok podczas odmawiania koronki.

    Zanim w dniu 1 lipca w kościołach parafialnych odprawione zostaną Msze św. inaugurujące nabożeństwa ku czci Krwi Chrystusa, od 22 czerwca odmawiana jest nowenna do Krwi Chrystusa. W wielu miejscach odbywa się także przez cały lipiec czytanie kolejnych rozważań dotyczących tajemnic przelania Krwi Chrystusa (np. autorstwa ks. Tullia Vegliantiego Krew Chrystusa – codzienne rozważania na lipiec). Inną praktyką lipcową jest codzienne odmawianie w parafiach i domach zakonnych Litanii i Koronki do Krwi Chrystusa.

    Siostra Bernadetta Pajdzik ze Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa, krajowa moderatorka Stowarzyszenia Krwi Chrystusa: – Wszystkie lipcowe dni poświęcone są adoracji i modlitwie oraz szerzeniu kultu Najdroższej Krwi Chrystusa. Warto, abyśmy w tych dniach składali dziękczynienie Bogu za umiłowanie nas i obmycie z grzechów we Krwi Jezusa. Żyjąc duchowością Krwi Chrystusa i doświadczając mocy „ceny naszego zbawienia”, mamy zaszczyt i obowiązek troszczyć się o zbawienie swoje i naszych bliźnich. (…) Pamiętajmy o tym, aby Najdroższej Krwi okazać wdzięczność. Postarajmy się choć przez chwilę każdego dnia oddać hołd Jezusowi za to, że z miłości do nas oddał życie dla naszego zbawienia. Przelał swoją Krew, aby nas wyzwolić z jarzma grzechów, ze szponów śmierci, i wykupić z mocy złego ducha. Wygospodarujmy czas na dziękczynienie i uwielbienie Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Doceńmy tę bliską Bożą obecność również w Eucharystii.

    S. Krystyna Kusak, adoratorka Krwi Chrystusa/Niedziela

    *******************************************************

    O czci należnej Najdroższej Krwi Chrystusa

    (AnonymousUnknown author (Dutch), Public domain, via Wikimedia Commons)

    *****

    „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22, 20). Te słowa Zbawiciela wprowadzają nas w najgłębsze tajemnice naszej wiary: odkupienia, przebóstwienia i trwania w Chrystusie. Tradycyjnie w lipcu Kościół zachęcał do pogłębienia naszej wiary oraz czci wobec Najdroższej Krwi Pańskiej, do szukania łask, jeszcze większego zjednoczenia z Panem.

    Pamiętamy, że krew Pańska przelana została biczowania, cierniem ukoronowania; krwawy pot towarzyszył Zbawicielowi w Ogrójcu. Kiedy Jego bok został przebity przez żołnierzy, „natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 24). Litania ku czci Najświętszej Krwi wskazuje nam ją jako „zapłato naszego zbawienia” – „bez której nie ma przebaczenia”, „zdrój miłosierdzia”, „pokój i słodycz dusz naszych”, „zadatek życia wiecznego”. Chrystus jest obecny w swym Kościele, a w sposób szczególny w Eucharystii, w trakcie Mszy świętej będącej uobecnieniem ofiary Krzyża. Konsekracja jest tym momentem, w którym powinniśmy wielbić dobroć i wielkość miłosiernego Boga, ofiarowując także swoje życie, troski, wysiłki, jak i nasze cierpienia. We wszystkim, co czynimy, co przeżywamy, mamy jednoczyć się z Bogiem, z miłości składając Mu ofiarę z samego siebie poprzez posłuszeństwo Prawu Chrystusowemu i Bożej woli.

    Uciekajmy się do Krwi Chrystusowej, oddawajmy należną jej cześć, szukajmy łask u Tego, dla którego wszystko jest możliwe. Wejdźmy w samą głębię tajemnicy Bożej miłości i odkupienia. Pamiętajmy, że możemy stać się winni Krwi Jego, o ile nie przyjmiemy łaski wysłużonej na Krzyżu. Św. Paweł przypomina nam także o Eucharystii, prawdziwym Chrystusie obecnym pośród nas: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej” (1 Kor 11, 26-27). Odnówmy sposób, w jaki uczestniczymy w Przenajświętszej Ofierze, zwróćmy się do Boga z gorącą modlitwą – Kościół wskazuje nam wiele tekstów, które wykorzystać możemy dla oddania czci Najświętszej Krwi Pańskiej; w lipcu do naszych codziennych modlitw możemy dołączyć stosowną litanie.

    Św. Jan XXIII pozostawił takie oto nauczanie, zaprezentowane w liście apostolskim „Inde a primis”:

    Wielce (…) odpowiednią i zbawienną rzeczą jest oddawanie czci Boskiej Kielichowi z Krwią Nowego i Wiecznego Przymierza, szczególnie wtedy, kiedy ten kielich, podczas Mszy świętej, podniesiony jest w górę oraz w czasie przyjmowania tej Krwi w Komunii świętej, bo ta Krew przecież nierozdzielnie złączona jest z Jego Ciałem. Wtedy złączeni z kapłanem celebransem wierni mogą z całą szczerością w duszy powtarzać te słowa, które on wypowiada w chwili przyjmowania Komunii świętej: „Przyjmę kielich zbawienia i wzywać będę Imienia Pańskiego…”, „Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej na żywot wieczny. Amen”. W ten sposób wierni, ilekroć tylko godnie do Komunii świętej przystępować będą, otrzymają obfitsze owoce odkupienia, zmartwychwstania i życia wiecznego, jakie ofiarowana Krew Chrystusowa „przez Ducha Świętego” (Hebr 9, 14) przysparza całemu rodzajowi ludzkiemu. A posileni Ciałem i Krwią Chrystusa, staną się oni uczestnikami tej Boskiej mocy, która zrodziła całe szeregi męczenników. Ta moc sprawi, że wierni Chrystusowi łatwiej będą znosić trudy życia codziennego a nawet, gdy zajdzie tego potrzeba, złożą swe życie w ofierze, w obronie cnoty chrześcijańskiej i sprawy Królestwa Bożego. Tym żarem miłości zapaleni, powtarzać będą za św. Janem Chryzostomem te słowa, które on, miłością owiany, w swych pismach pozostawił: „Od tego stołu odchodzimy, jakoby lwy ogniem ziejące, straszni szatanom, rozpamiętując, kto to jest naszą Głowa i jak wielką miłość nam okazał… Ta Krew godnie przyjęta, czarta odstrasza, aniołów do nas przywołuje, samego Pana aniołów sprowadza… Ta Krew przelana cały świat obmywa… To jest ta cena świata; to jest cena, za którą Chrystus Pan Kościół kupił… To rozważanie nasze namiętności uśmierza… Dokąd że tedy będziemy do rzeczy doczesnych przywiązani? Kiedyż się obudzimy? Jak długo troskę o nasze zbawienie zaniedbywać będziemy? Rozpamiętujmy tedy te dobra, których nam Pan udzielić raczył, bądźmy Mu za to wdzięczni, chwałę Mu oddający nie tylko przez samą wiarę, ale przez uczynki” (Homilia do św. Jana XLVI: Migne PG L1X, 260 – 261).

    Benedykt XVI wyjaśniał tę tajemnicę następująco w roku 2010 w trakcie podróży apostolskiej do Wielkiej Brytanii:

    Wylana Krew Chrystusa jest źródłem życia Kościoła. Jak wiemy, św. Jan widzi w krwi i wodzie, która wypłynęła z ciała naszego Pana, źródło boskiego życia, które jest darem Ducha Świętego, przekazywanym nam w sakramentach (J 19, 34; por. 1 J 1, 7; 5, 6-7). List do Hebrajczyków «uwydatnia», że tak powiem, liturgiczne implikacje tej tajemnicy. Poprzez swoje cierpienie i śmierć, swoje samo-ofiarowanie się w wiecznym Duchu Jezus stał się naszym Najwyższym Kapłanem i «pośrednikiem Nowego Przymierza» (Hbr 9, 15). Słowa te nawiązują do słów samego Pana Jezusa, wypowiedzianych w czasie Ostatniej Wieczerzy, kiedy ustanowił Eucharystię jako sakrament swego Ciała, wydanego za nas, i swojej Krwi nowego i wiecznego przymierza, przelanej na odpuszczenie grzechów (por. Mk 14, 24; Mt 26, 28; Łk 22, 20).

    Wierny poleceniu Chrystusa: «to czyńcie na moją pamiątkę!» (Łk 22, 19), Kościół w każdym miejscu i czasie, sprawując Eucharystię, aż do chwili, kiedy Pan powróci w chwale, raduje się Jego sakramentalną obecnością i czerpie moc z Jego zbawczej ofiary, złożonej na odkupienie świata. Realność Ofiary eucharystycznej zawsze stanowiła centralny element wiary katolickiej; podawana w wątpliwość w XVI w., została uroczyście potwierdzona na Soborze Trydenckim, w kontekście naszego usprawiedliwienia w Chrystusie. (…)

    Ofiara eucharystyczna Ciała i Krwi Chrystusa zawiera z kolei tajemnicę nieustannie trwającej męki naszego Pana w członkach Jego Mistycznego Ciała — Kościoła, w każdym czasie. (…) Chrystus, nasz wiekuisty Najwyższy Kapłan, codziennie włącza nasze ofiary, cierpienia, potrzeby, nadzieje i pragnienia w nieskończone zasługi swojej własnej ofiary. Przez Niego, z Nim i w Nim oddajemy nasze własne ciała na ofiarę świętą i miłą Bogu (por. Rz 12, 1). W tym sensie zostajemy włączeni w Jego wiekuistą ofiarę, dopełniając, jak mówi św. Paweł, w naszym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1, 24).

    PCh.pl/msf

    *****************************************************

    Litania do Najdroższej Krwi Serca Pana Jezusa

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

    Krwi Chrystusa, Jednorodzonego Syna Ojca Przedwiecznego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wcielonego Słowa Bożego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, nowego i wiecznego Przymierza, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, przy konaniu w Ogrójcu spływająca na ziemię, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, tryskająca przy biczowaniu, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, brocząca spod cierniowej korony, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zapłato naszego zbawienia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, bez której nie ma przebaczenia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, która poisz i oczyszczasz dusze w Eucharystii, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zdroju miłosierdzia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zwyciężająca złe duchy, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, męstwo Męczenników, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, mocy Wyznawców, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, rodząca Dziewice, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, ostojo zagrożonych, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, ochłodo pracujących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, pociecho płaczących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, nadziejo pokutujących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, otucho umierających, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, pokoju i słodyczy serc naszych, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zadatku życia wiecznego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wybawienie dusz z otchłani czyśćcowej, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wszelkiej chwały i czci najgodniejsza, wybaw nas.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    P. Odkupiłeś nas, Panie, Krwią swoją.
    W. I uczyniłeś nas królestwem Boga naszego.

    Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, Ty Jednorodzonego Syna swego ustanowiłeś Odkupicielem świata i Krwią Jego dałeś się przebłagać, daj nam, prosimy, godnie czcić zapłatę naszego zbawienia i dzięki niej doznawać obrony od zła doczesnego na ziemi, abyśmy wiekuistym szczęściem radowali się w niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    W. Amen.

    *****

    This image has an empty alt attribute; its file name is euch.jpg

    Cena naszego zbawienia

    Z Przenajdroższej Krwi Chrystusa jesteśmy zrodzeni.

    Z Przenajdroższej Krwi Chrystusa jesteśmy odkupieni.

    Przenajdroższa Krew Chrystusa obmywa nas z grzechów i daje zadatek

    życia wiecznego.

    Oby każde ludzkie serce napełniało się coraz bardziej wdzięcznością Panu Jezusowi!

    ******************************

    „Święta godzina”. Sekret udanego dnia według abp. Fultona Sheena

    FULTON SHEEN
    The Catholic World | Youtube

    ***

    Nigdy tego nie zaniedbywał, bo wierzył, że to esencja jego kapłaństwa – niczym butla z tlenem, odnawiająca tchnienie Ducha Świętego w samym środku dusznej i ciasnej atmosfery świata.

    Arcybiskup Fulton Sheen znany był doskonale ze swoich praktycznych porad duchowych, które dawały świeckim narzędzia dla duchowego rozwoju.

    Jednym z często podkreślanych wskazań zawartych w różnych pismach arcybiskupa, w tym w jego autobiografii, była codzienna praktyka, która dawała mu energię i zapewniała udany dzień.

    Po otrzymaniu święceń kapłańskich postanowił codziennie modlić się jedną godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Jak to wyjaśnił w autobiografii zatytułowanej A Treasure in Clay [Skarb w naczyniach glinianych], na pomysł ten wpadł jeszcze będąc seminarzystą i udało mu się postanowienie to dochować do końca życia.

    Arcybiskup przyznał też szczerze, że nie było to bynajmniej łatwe i że często wymagało wielu poświęceń.

    Godzina święta. Czy to trudne? Niekiedy wydaje się trudne. Może wiązać się z koniecznością odwołania jakiegoś miłego spotkania bądź obudzeniem się godzinę wcześniej, jednak tak naprawdę nigdy nie był to ciężar, a wyłącznie radość.

    Nie każda godzina modlitwy była dla Fultona łatwa. Jak sam przyznawał, czasem zdarzało mu się przysnąć. Pomimo wszystko jednak wierzył, że konsekwentne przeznaczanie jednej godziny dnia na modlitwę pozwalało mu na pogłębienie relacji z Panem Jezusem.

    Fulton Sheen zauważył, że godzinna modlitwa była szansą na baczne wsłuchanie się w Boga i uspokojenie umysłu pośród wszelkich trosk życia codziennego. Czas ten pozwolił mu na dobre przygotowanie się na nadchodzący dzień i na rozpoczęcie go z odpowiednią energią.

    Arcybiskup uważał ponadto, że godzina przed Najświętszym Sakramentem uchroniła jego powołanie i nie pozwoliła, by udał się na poszukiwanie „bardziej zielonych pastwisk”.

    Tak oto Godzina święta, oprócz wszystkich innych dobrych owoców duchowych, nie pozwoliła mi zbaczać z drogi. Kiedy jest się przy tabernakulum, nie ma się czasu na poszukiwanie innych pastwisk. Ta wydawałoby się słaba, migocząca nikłym płomieniem wieczna lampka ma jakąś tajemniczą własność świecenia „najjaśniejszym światłem”. Godzina święta stała się niczym butla z tlenem, odnawiająca tchnienie Ducha Świętego w samym środku dusznej i ciasnej atmosfery świata. Nawet gdy wydawało się to nieopłacalne i pozbawione duchowej intymności, ja ciągle miałem wrażenie, że jestem przynajmniej jak pies u drzwi mistrza, gotowy na wypadek, gdyby mnie wezwał.

    Chociaż większość godzinnych czuwań miało miejsce w kościele, przed Najświętszym Sakramentem, pastorzy protestanccy zostali zainspirowani słowami arcybiskupa i przyjęli podobną praktykę.

    Najbardziej niezwykły był wpływ modlitwy w trakcie Godziny świętej na duchownych niekatolickich. Wygłosiłem trzy serie rekolekcji dla pastorów protestanckich, dwukrotnie dla ponad trzystu duchownych w Południowej Karolinie i na Florydzie, zaś raz dla mniej licznej grupy na Princeton University. Poprosiłem moich słuchaczy o stałą godzinną modlitwę podczas Godziny świętej dla walki z siłami zła na świecie, gdyż o to właśnie poprosił nasz Pan w noc swojej Męki.

    I nawet jeśli pastorzy nie modlili się przez godzinę przed tabernakulum w katolickim kościele, przyjęli radę arcybiskupa i codziennie przez godzinę wsłuchiwali się w Boga i wstawiali za światem.

    Rady arcybiskupa starało się wprowadzać w życie wielu świeckich i doświadczyli obfitych darów duchowych. Niektórzy pozostawali na modlitwie przez pełną godzinę, inni tylko pół godziny czy nawet 15 minut.

    Chodzi przede wszystkim o postanowienie poświęcenia pewnej ilości czasu na modlitwę każdego dnia i o wytrwanie w tym postanowieniu. Im więcej czasu jesteśmy w stanie poświęcić na modlitwę w ciszy, tym więcej czasu mamy na rozwój naszej relacji z Jezusem.

    I nawet jeśli czasem wydaje się, że nic się nie dzieje, owoce będą widoczne później, a nasze dni będą o wiele bardziej „udane” na sposób, jakiego nigdy nie bylibyśmy sobie w stanie wyobrazić.

    Philip Kosloski/Aleteia.pl

    *********************************************

    Plan godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu minuta po minucie

    ADORATION CHAPEL
    fot. Julian Kumar/Godong/Aleteia.pl

    ***

    Do godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu wystarczy tabernakulum z wieczną lampką, Pismo Święte, ewentualnie także Katechizm Kościoła Katolickiego (dostępne w internecie).

    Zachowaj dwie podstawowe zasady.

    Po pierwsze: nie bądź gadatliwy. Nie odklepuj modlitw i nie skupiaj się na tym, co jest przyczyną codziennych zmartwień. Bądź spokojny zewnętrznie i wewnętrznie.

    po drugie: bądź uważny. Adoracja to nie godzina czytań – fragmenty Pisma Świętego mają być jedynie wprowadzeniem do modlitwy.

    ********************************

    Godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    Nie ma jednego określonego schematu modlitwy w trakcie godziny świętej. Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne w przypadku dekoncentracji uwagi, jednak można je dowolnie dostosowywać do własnych potrzeb.

    • MONSTRANCE

    © Mari Tere | Shutterstock

    00-05 min:

    Rozpoczęcie – Pierwsze 5 minut 

    Poproś o wsparcie Ducha Świętego, a następnie odmów akty wiary, nadziei i miłości. Powiedz Panu Bogu, jak bardzo w Niego wierzysz, jak Mu ufasz i jak Go kochasz. Poproś, aby przymnożył ci wiary, nadziei i miłości. 

    Dobra rada: modlitwy do Ducha Świętego oraz akty wiary, nadziei i miłości znajdziesz w modlitewniku lub w sieci.

    © George Martell BostonCatholic | CC BY-ND 2.0

    05-15 min:

    Adoracja – Kolejne 10 minut 

    Adoruj Pana Boga. Pan Bóg trzyma w swoim ręku wszechświat niczym nasionko. Pan Bóg jest wszechmocny, dobry, piękniejszy niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić i bardziej realny, aniżeli wszystkie przedmioty wokół nas. Wyobraź sobie, że obok ciebie siedzi Chrystus Pan. Powiedz Mu: „Boże mój, uwielbiam Ciebie za Twoją wspaniałość z głębi mojej uniżoności. Ty jesteś wielki, a ja taki mały” lub odmawiaj „Chwała Ojcu i Synowi…” Powtarzaj te słowa tak długo, jak to będzie konieczne.

    Dobra rada: Odczytaj „Te Deum”. Fragmenty Pisma Świętego przydatne podczas adoracji: Wj 33, 18-23; Pnp 2, 8-17; Mt 2, 1-11; J 1, 1-18; Kol 1, 15-20; Flp 2, 6-11. Bądź skoncentrowany. Siedź, stój lub klęcz z szacunkiem. Jeśli morzy cię sen, wstań!

    • ADORACJA

    © Grant Whitty/Unsplash | CC0

    15-25 min:

    Akt skruchy – Kolejne 10 minut

    Zadośćuczynienie. Zbawia nie twoja miłość do Boga, lecz Jego do ciebie. Zrób rachunek sumienia. Módl się o zadośćuczynienie za grzechy świata. Módl się: „O mój Jezu, przepraszam Cię. Wybacz mi” (wyobraź sobie Jezusa na krzyżu; ucałuj każdą Jego ranę). 

    Dobra rada: Fragmenty Pisma Świętego stosowne do wyrażenia skruchy wobec Pana Boga: 1 Kor 13, 4-7; Kol 3, 5-10; 1 Tm 1, 12-17; Jk 3, 2-12; 1 J 1, 5-2:6; Psalmy pokutne: 6, 32, 38, 51, 102, 130, 142.

    • EUCHARISTIC ADORATION

    © A&A Photography / Flickr

    25-40 min:

    Medytacja – Kolejne 15 minut

    Kontempluj działanie Pana Boga. Możesz w myślach odprawić drogę krzyżową lub odmówić różaniec. Lub też: Medytacja za pomocą Pisma Świętego. Przeczytaj krótki fragment z Ewangelii. Wyobraź sobie przeczytaną scenę. Jak zareagował wówczas Chrystus Pan? Pomyśl o trzech sytuacjach z własnego życia, do których można by odnieść dany fragment. Medytuj na temat każdego wersetu. Medytacja za pomocą nauki Kościoła. Przeczytaj krótki fragment z Pisma Świętego lub Katechizmu, który odnosi się do nauczania Kościoła. Pomyśl, jaki był Boży zamysł i zastanów się, w jaki sposób odnosi się do ciebie (to może wyglądać np. tak: niedziela – zmartwychwstanie; poniedziałek – wcielenie; wtorek – miłosierdzie, pokuta; środa – Duch Święty; czwartek – Eucharystia; piątek – Męka Pańska; sobota – Maryja). Medytacja związana z życiem. Pogłębiając rachunek sumienia, przyjrzyj się własnemu życiu. W jaki rodzaj pychy popadasz najczęściej? Czy jest to egoizm (cenisz wyłącznie siebie samego), próżność (najbardziej cenisz zdanie innych), czy zmysłowość (cenisz głównie własną wygodę)? Módl się o przeciwieństwa tych grzechów: miłosierdzie (służbę przede wszystkim innym), wierność (dbaj najbardziej o zdanie Chrystusa Pana), dyscyplinę (akceptacja własnych krzyży).

    CANONISATION JOHN PAUL II AND JOHN XXIII

    © Philippe Lissac / Godong

    40-50 min:

    Dziękczynienie – Kolejne 10 minut 

    Wyraź wdzięczność za wszystkie dary otrzymane od Pana Boga. Pan Bóg nie tylko cię stworzył, ale w każdej chwili podtrzymuje twoje istnienie z miłości. Dziękuj Mu za dosłownie wszystko. Nazwij konkretne dary Boże: jedzenie, schronienie, ubranie, zdrowie, rodzina, przyjaciele, nauczyciele, współpracownicy, dom. Przede wszystkim jednak podziękuj za dary duchowe – za wiarę, nadzieję, miłość, ten czas modlitwy, za religię katolicką i za uczniów, którzy dotarli do Ciebie. Dziękuj Bogu za wysłuchanie Twoich modlitw. Dziękuj Mu za otrzymane krzyże. Dziękuj Mu za to, że cię stworzył i zależy Mu na tobie tak bardzo, że oddał za ciebie życie. 

    Dobra rada: fragmenty Pisma Świętego stosowne do dziękczynienia Pan Bogu: Rdz 1; Rdz 8, 15-22; Hi 1, 13-22; Dn 3, 46-; Mt 6, 25-34; Łk 17, 11-19; Ps: 8, 65, 66, 100, 111.

    • EUCHARIST,ADORATION

    © Jeffrey Bruno/Aleteia.pl

    50-55 min:

    Prośby – Kolejne 5 minut 

    Poproś Pana Boga o to, czego potrzebujesz ty sam i inni. Pan Bóg jest królem wszechświata i jest wszechmocny, nawet jeśli nie jest to dla ciebie teraz całkowicie oczywiste. Módl się: za Kościół, w intencjach Ojca Świętego, za cierpiących, kapłanów i biskupów, osoby konsekrowane, o powołania, za ojczyznę i swoją rodzinę oraz o to, czego najbardziej potrzebujesz w życiu duchowym. Módl się o pokój i ochronę rodziny. Módl się za tych, którzy prosili cię o modlitwę.

    • MONSTRANCE

    © Mari Tere | Shutterstock

    55-60 min:

    Zakończenie – Ostatnie 5 minut 

    Postanów sobie, że – prowadzony światłem Ducha Świętego – podejmiesz realistyczne i wymierne działania. Nazwij je. Poproś o wstawiennictwo Matkę Bożą. Możesz w tym celu odmówić modlitwę maryjną (np. Pod Twoją Obronę).

    _______________________

    Tom Hoopes/Aleteia.pl

    **************************************

    Jak powinna wyglądać adoracja Najświętszego Sakramentu według nauki Kościoła Katolickiego?

    Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2628 stwierdza: „Adoracja jest zasadniczą postawą człowieka, który uznaje się za stworzenie przed swoim Stwórcą. Wysławia wielkość Pana, który nas stworzył, oraz wszechmoc Zbawiciela, który wyzwala nas od zła. Jest uniżeniem się ducha przed „Królem Chwały” (Ps 24, 9-10) i pełnym czci milczeniem przed Bogiem, który jest „zawsze większy”. Adoracja trzykroć świętego i miłowanego ponad wszystko Boga napełnia nas pokorą oraz nadaje pewność naszym błaganiom”.
    W modlitwie adoracyjnej uznajemy nasze właściwe miejsce i całkowitą zależność wobec Boga, który nas cudownie stworzył i jeszcze cudowniej obdarzył poprzez swojego Syna darem uczestnictwa w życiu Trójcy Przenajświętszej. Dlatego najwłaściwszą postawą jest pełne czci milczenie przed Bogiem, aby w ciszy swojego serca wysławiać niepojętą Tajemnicę Bożej Obecności.

    *********************************

    O Boże mój, wierzę w Ciebie

    (“Modlitwa Anioła” z Fatimy)

    Modlitwa uwielbienia Najświętszego Sakramentu

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, Tobie nie ufają i Ciebie nie miłują. Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    Nowa mozaika Marko Rupnika w Tarnowskich Górach
    mozaika – o. Marco Rupnik SJ/Katowice.gość.pl

    *****

    Modlitwy podyktowane przez Anioła dzieciom w Fatimie w roku 1916, poprzedzającym objawienia Matki Bożej z roku 1917.

    (Wiosna 1916)

    Siostra Łucja: Zbliżywszy się do nas, powiedział:

    – „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną”.

    Uklęknął i pochylił głowę aż do ziemi. Porwani siłą nadprzyrodzoną robiliśmy to samo i powtarzaliśmy słowa wymawiane przez niego:

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie,
    ufam Tobie i miłuję Ciebie.
    Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
    Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    ***

    (Jesień 1916)

    Siostra Łucja: Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty.
    W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie
    Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa,
    obecnego na ołtarzach całego świata
    jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany.
    Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca
    i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    ************************

    10 niespodzianek częstej adoracji Najświętszego Sakramentu

    Shutterstock

    ***

    Naprawdę: jeszcze bardziej zakochasz się w Jezusie Eucharystycznym!

    Katechizm Kościoła katolickiego definiuje Eucharystię jako „źródło i szczyt życia Kościoła”. Może okazać się trudnym zadaniem znalezienie czasu na adorację Najświętszego Sakramentu. Jednak jeśli ci się to uda, jeśli podejmiesz się regularnej adoracji Jezusa w Eucharystii, może ci się przydarzyć wiele niespodzianek.

    A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: „Bierzcie, to jest Ciało moje”. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: „To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22-24).

    We współczesnej kulturze idea postępu duchowego jest drastycznie niedoceniana; praca nad duchowością często jest uważana za marnotrawienie czasu lub za zachowania typowe dla naszych naiwnych przodków. W rzeczywistości za wartościowy uważany jest jedynie postęp widoczny na zewnątrz i bardziej „dotykalny”.

    Podstawową różnicę między postępami materialnym i duchowym stanowi to, iż postęp materialny istnieje poza tobą. Jest źródłem pewnych pozytywnych doznań, jednak pozostaje zawsze obciążony do pewnego stopnia skazą tymczasowości i niestałości. Z drugiej strony postęp duchowy oznacza, że to ty się zmieniasz. Czas, który „tracisz” na adoracji, może cię zaskoczyć na dziesięć sposobów.

    1 WYKSZTAŁCASZ W SOBIE UMIEJĘTNOŚĆ ZADZIWIENIA I PODZIWIANIA

    Nic z równą sugestywnością nie pomoże ci zrozumieć prawdy tego, co się dzieje podczas adoracji, jak atmosfera cichej kaplicy lub kościoła, zapach kadzidła czy wspaniałość monstrancji.

    Znajdujemy się rzeczywiście przed Jezusem Chrystusem, Jego Ciałem, Krwią, Duszą i Boskością. Im bardziej zanurzasz się w tę ciszę w obliczu Gospodarza, tym bardziej rozumiesz, iż jedyną odpowiedzią jest adoracja i podziw wobec wielkości naszego Boga.

    Aby tak się stało, podstawowym warunkiem jest cisza. Bóg znajduje się w ciszy, jest zatopiony w kontemplacyjnej ciszy, w której my możemy poznać siebie i Boga. Trzeba mieć wiele odwagi, wewnętrznej determinacji i oddania, aby trwać w ciszy przed Bogiem, aby wraz z Nim i w Jego obliczu zwalczać wszystkie nasze niedoskonałości, słabości i roztargnienia.

    Prawdziwe uwielbienie i adoracja wydarzają się w ciszy serca, która musi być wspomagana ciszą zewnętrzną. Ta cisza wytwarza prawdziwą radość, która karmi. Bardzo odmienną od euforii, która, chociaż wywołuje wybuchy uczuć i płaczu, nie powoduje efektywnej zmiany naszego wnętrza.

    Niech w obliczu Pana wszelki język zamilknie w niebie, na ziemi i w piekle.

    2 DOŚWIADCZASZ POKOJU W INNYCH DZIEDZINACH SWEGO ŻYCIA

    Jezus powiedział: „Pokój zostawiam wam” (J 14,27). Zewnętrzny pokój, jakiego możemy doświadczyć podczas adoracji (cisza i spokój), ma o wiele szerszy zasięg. Prowadzi do wewnętrznego pokoju, który wywiera wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia.

    Nie oznacza to, że wszystko w naszym życiu jest doskonałe i pozbawione cierpienia, jednak pokój Chrystusa sprawia, że wiemy, iż życiowe zawieruchy nie są w stanie nas pokonać.

    3 ZACZYNASZ PATRZEĆ POZA SIEBIE

    Jezus powiedział nam, abyśmy „się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). Czynność spędzania czasu na adoracji łączy nas z całym światem – przecież spędzamy czas ze Stwórcą wszystkich rzeczy!

    Więcej czasu poświęconego na wychwalanie i adorację Boga oznacza, że potrafisz spojrzeć poza swoje własne sprawy i dostrzec potrzeby innych w twoim życiu i w świecie, w którym żyjemy.

    4 MOŻESZ CZASAMI DOŚWIADCZYĆ NUDY. WYTRWAJ!

    To normalne! Pora, aby dojrzeć! Będą momenty, kiedy adoracja wyda się wszystkim, tylko nie czymś wspaniałym. Rozpraszasz się, twoje myśli zaczynają gdzieś wędrować, być może słyszysz, że ktoś obok płacze.

    Prawdopodobnie na początku adoracja była pełna wspaniałych uczuć, ale potem… nie! Regularna adoracja polega na uczynieniu jej twoim zwyczajem, staje się ona częścią rutyny, co może sprawić, że traci na tym szczególnym blasku… tak, to prawda.

    Ale to nie pozbawia samej adoracji jej wartości ani prawdy. Nasza wiara to coś więcej niż uczucia. Bóg nadal pracuje w tobie. Takie jest piękno Wcielenia – Bóg stał się człowiekiem, wstąpił we wszystkie nasze stresy, strachy, problemy i, oczywiście, także w naszą nudę.

    Pamiętaj, że pomimo iż w czasie jednej godziny spędzonej na adoracji łapiesz się co parę chwil na tym, że gdzieś odbiegłeś od Niego, że twoje myśli wędrują gdzieś daleko, pomimo tego wszystkiego właśnie ofiarowujesz Bogu najlepszy z możliwych prezentów – swój czas i swoje towarzystwo. I nie zapominaj, że pomimo tej uczuciowej fali, która zalewa współczesne życie wiarą w Kościele, wiara katolicka nie opiera się na uczuciach, na słuchaniu Boga mówiącego nieustannie do ciebie, na widzeniu świateł, osób, aniołów ze światła czy wreszcie Najświętszej Dziewicy (jeśli to rzeczywiście są oni).

    Historia świętych i Kościoła ukazuje coś zupełnie odwrotnego. Bóg rzeczywiście wielokrotnie milczy, przemawia do nas raczej przez wydarzenia dnia codziennego niż przez nadprzyrodzone znaki. I dlatego podczas adoracji możesz doświadczyć przyjemnych odczuć – co często się zdarza – ale możesz także nie odczuwać niczego.

    I wszystko jest w porządku – wystarczy trwać, porzucić pragnienie niemądrych doznań i mieć wiarę. Katolicyzm nie jest religią, która oferuje emocjonalny dobrostan – bardzo mi przykro, ale taka jest prawda. Sprawiedliwy żyje z wiary, nie potrzebujemy znaków, cudowności, wstrząsów, wizji i nadprzyrodzonych wydarzeń, aby kochać i adorować Boga.

    Wiara, która potrzebuje takich podniet nie jest wiarą. I nie wierz tym wszystkim, którzy w swej pysze opartej na ideach nie wywodzących się z katolickiej wiary twierdzą, że coś widzieli czy słyszeli; czytaj więcej żywotów świętych i zrozum, iż działanie Boga zawiera w sobie znaki, pewne trajektorie, o których oni zapominają lub zwyczajnie ich nie znają, gdyż nigdy nie przeczytali od początku do końca biografii żadnego ze świętych.

    A więc, czas na dojrzewanie w wierze! Gdyż wszyscy, którzy opierają się na wrażeniach, na odczuwaniu ciepełka w sercu, w końcu, w pewnym momencie, gdy już nic więcej nie czują, opuszczają Piotrową łódź i zaczynają szukać w innych miejscach, jak ktoś uzależniony od mocnych doznań. Jeśli twoja dusza znajduje się w takim stanie, sugeruję, abyś prosił Boga o uzdrowienie z tej zniewalającej przypadłości.

    5 ODKRYWASZ, ŻE ADORACJA JEST WDRUKOWANA W NASZE SERCA

    Im więcej czasu spędzasz na adoracji odkrywając, że Bóg jest Bogiem, który kocha i chce spędzać z tobą czas, tym bardziej pragniesz Go adorować i być z Nim. Jeśli adoracja stała się już czynnością codzienną, możesz czuć się wręcz podniecony perspektywą ponownego wyjścia na adorację!

    Adoracja jest uzależniająca, nie tylko z powodu tego, co możemy zyskać dla nas samych, lecz dlatego, że zostaliśmy stworzeni do adoracji. Jak mówimy podczas mszy świętej, jest to „godne i sprawiedliwe” – powinniśmy dziękować Panu! Adoracja jest wdrukowana w nasze serca, a „nasze serca są niespokojne, dopóki nie spoczną w Nim” (Dziękuję, Święty Augustynie!)!

    6 ŁASKA WKRACZA DO TWOJEGO ŻYCIA

    To niesamowite, jak krótki czas regularnej adoracji czyni wielką różnicę dla całej reszty twojego życia. Możesz nosić w sobie ten moment bycia w Jego obecności jeszcze długo po opuszczeniu kościoła czy kaplicy.

    Jego łaska cię wspiera we wszystkich chwilach życia, szczególnie w momentach pokusy i próby. Łatwiej odeprzeć pokusę, gdy spędzasz więcej czasu na adoracji.

    7 POJMUJESZ, JAK WIELKIM JESTEŚ SZCZĘŚCIARZEM

    Jeśli to takie łatwe, że wystarczy wsiąść do samochodu i podjechać do kościoła na adorację lub po prostu przejść się do najbliższej kaplicy, to znaczy, że jesteś szczęściarzem i zaczynasz to rozumieć. Są tacy, co chcieliby spędzać więcej czasu z Jezusem na adoracji, ale chorują lub wielość obowiązków im na to nie pozwala.

    Są też na świecie tacy ludzie, którzy ponoszą rzeczywiste, ogromne ryzyko dla Eucharystii – żyją bowiem w miejscach, gdzie prześladuje się ludzi z powodu wyznawanej przez nich wiary. Gdy pamiętasz o tych, którzy w sytuacji realnego zagrożenia, godzinami lub wręcz całymi dniami idą na spotkanie z Jezusem, pojmujesz, jak wielkim prezentem jest móc otwarcie się modlić, nie mówiąc już o dostępie do kapłana, który sprawuje sakramenty.

    Niezależnie od tego, czy go lubisz, czy nie, on jest kapłanem i winien być kochany. Przecież dzięki jego namaszczonym dłoniom mamy Najświętszą Eucharystię.

    8 ZACZYNASZ ROZUMIEĆ, ŻE BÓG MA POCZUCIE HUMORU (I TO JAKIE!)

    Im więcej czasu będziesz mógł posiedzieć przy Bogu i pozwolisz Mu mówić do siebie (zamiast tracić cały swój czas na wypełnianiu ciszy rozmową z Nim, głośną muzyką, celebracjami, gadulstwem czy hałasem), tym łatwiej odkryjesz, że Bóg ma ogromne poczucie humoru. Bóg lubi rzucić jakiś żarcik czy dwa i bywa, że te chwile są tak zabawne, iż chce ci się śmiać pełnym głosem.

    Przypominając, że nie chodzi o jakieś mistyczne przeżycia, kładę wielki nacisk na ten aspekt adoracji. Są bowiem tacy, którzy szukają fajerwerków w zwyczajnym życiu modlitwą. A wystarczy być uważnym na to, co robi Bóg – na znaki w codziennym i zwyczajnym życiu, które On nam daje, aby tarzać się ze śmiechu z powodu Jego poczucia humoru, z jakim nas prowadzi. Jest to oczywiste dla kogoś, kto żyje modlitwą.

    To nie żadna nadprzyrodzona mistyka, to normalne przeżycia tego, kto przebywa w relacji z Jezusem lub się o to stara. On jest Ojcem i nami kieruje, gdy zgadzamy się Go słuchać. Dlatego to nie oznacza widzenia czegoś konkretnego, nie jest literalnym widzeniem Jego opowiadającego kawały lub doświadczaniem jakiejś wewnętrznej mowy Boga – niektórzy twierdzą, że tego doznają.

    Chodzi raczej o odnowioną uważność na życiowe sprawy, na wydarzenia i Boże wezwania w naszym sumieniu (a nie wewnętrzne głosy). A więc, ludu mój, więcej pokory, a mniej fascynacji nadprzyrodzonymi zdarzeniami czy wizjami! Jak naucza święty Jan od Krzyża, który był prawdziwym mistykiem, dusza, która chce się zjednoczyć z Bogiem nie powinna szukać żadnych, ale to żadnych nadprzyrodzonych pociech czy wizji. To samo twierdzi Święta Teresa z Avilli. Mówi ona, że jeśli dusza pożąda wielu nadprzyrodzonych doświadczeń, stanie się jałowa.

    Warto też zauważyć, iż prawdziwi mistycy nie rozpowiadają na prawo i lewo o swoich nadprzyrodzonych doświadczeniach, na pewno nie wykrzykują tego przez mikrofon! Z powodu tych wizji czy objawień są kierowani do biskupa lub przynajmniej do kapłana, a jak nauczają święci, jeśli tak się nie dzieje, to może być sprawka szatana!

    Dlatego też podążajmy za radami świętych, którzy drogę do Boga przemierzali przed nami i nie szczędzili wysiłku, by nam zostawić pomocne wskazówki; nie szukali oni szczególnych wrażeń, a jedynie dostrzegali Boga w zwyczajnych, codziennych sprawach. Jakiż może być większy cud? To najwyższa forma duchowości, do której powinniśmy zmierzać!

    9 BĘDZIESZ PRAGNĄŁ CZĘŚCIEJ SIĘ SPOWIADAĆ!

    Wydaje się przerażające, ale takim nie jest. Spowiedź pozwala nam doświadczać mocy bezgranicznego oceanu Bożej łaski. Jego miłosierdzie pochłania wszystkie nasze grzechy i obdarza nas prawdziwą wolnością, wolnością bez strachu, która pozwala nam rzucić się w Jego miłość i dobroć, z Jego wszystkimi doskonałymi planami dla naszego życia.

    Pójście do spowiedzi wzmaga świadomość tego, że jesteśmy w ramionach Ojca, który nas bardzo kocha i „nigdy się nie męczy przebaczaniem nam” (papież Franciszek). Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym większą samoświadomość zyskujemy.

    10 ZAKOCHUJESZ SIĘ

    Na starych obrazach przedstawiano duszę jako kobietę, a Boga jako mężczyznę. Ich spotkanie na obrazach było spotkaniem duszy ze Stwórcą. Kiedy spędzasz więcej czasu z otwartym sercem na adoracji i po prostu pozwalasz Chrystusowi się kochać, wówczas też sam się w Nim zakochujesz.

    Ta miłość cię określi i pozwoli ci być sobą. „Ja przyszedłem po to, aby […] miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). Prawdziwa adoracja przemienia wszystko z zewnątrz i z wewnątrz. To powinno stanowić kryterium, gdy badamy istotę naszej adoracji. Czy to rzeczywiście jest adoracja? Czy nas przemienia? Czy coś zmienia? Jak wodę w wino w cichości cieczy, którą przelano z jednej beczki do drugiej?

    Aleteia.pl

    **********************

    Nic do oglądania – tylko kawałek hostii, nic do słuchania – tylko cisza.

    O co chodzi w adoracji?

    P Deliss / GODONG / Leemage

    ***

    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    Pewnego razu miałem gościa. Gościa i nieplanowane zastępstwo w szkole.

    Gościa musiałem na kilka godzin zostawić samopas. W efekcie zdarzyło mi się coś, co dla większości z was jest najoczywistszą codziennością, a mnie zdarza się raczej rzadko. Co takiego?

    Wracałem ze szkoły do mieszkania, w którym ktoś na mnie czekał. Czekał, żeby z nim wypić herbatę, pogadać, a potem odwieźć na pociąg. Tyle dokładnie było mi trzeba, żeby dotarło do mnie na nowo coś ważnego. Odpowiedź na moje adoracyjne frustracje.

    Zdarza wam się nie mieć czasu na adorację? Albo nie móc wysiedzieć godziny czy nawet kwadransa, który sobie zaplanowaliście? Albo zasypiać w trakcie? Mnie się niestety zdarza.

    Choćby dlatego, że adoracja po prostu jest trudna. Obecność Jezusa w Eucharystii jest naprawdę wąską bramą, przez którą trzeba się przeciskać.

    Adoracja: hostia i cisza

    Nasze zmysły świrują albo zasypiają, bo nie ma tu dla nich nic atrakcyjnego. Nic do oglądania – kawałek hostii w monstrancji. Nic do słuchania – cisza. Jest i drugi powód. My sami. Ja. Zaganiany, zmęczony, rozbity, w pół drogi między jednym a drugim zadaniem, między trzecią i czwartą sprawą. No i kolejna adoracja zmarnowana, mniej lub bardziej dosłownie przespana. Często na własne życzenie. A jednak nie do końca.

    Bo On jest jak gość, który czeka na ciebie w twoim mieszkaniu. Z takich czy innych powodów znowu masz dla Niego mniej czasu, niż planowałeś. A jednak czeka. Tym bardziej zadbaj, żeby tej resztki czasu nie zmarnować. Żeby być. On po prostu jest. Ty też masz po prostu być. Nawet jeśli rozmowa się nie klei. Z przyjacielem nie zawsze trzeba o czymś gadać. Po tym poznajemy, że ktoś jest dla nas bliski, że potrafimy z nim milczeć. Nie trzeba mieć przygotowanego programu na każdą minutę, jak na wizytę oficjalnego gościa, jak na akademię ku czciOstatecznie można się przy nim nawet zdrzemnąć na chwilę i on to zrozumie.

    On jest jak gość w twoim mieszkaniu, o którego obecności myślisz w ciągu dnia. Wiesz, że tam jest, że czeka. Może niecierpliwi się, tęskni, wygląda twojego przyjścia. Zobacz Jezusa, który uwięziony w tabernakulum na własne życzenie, wygląda twojego pojawienia się, nasłuchuje twoich kroków, zgrzytu klucza w drzwiach. Myślenie o tym Jego czekaniu na ciebie, ta kołacząca się gdzieś z tyłu głowy świadomość Jego obecności gdzieś tam w kościele, już jest formą adoracji, a przynajmniej przygotowania do niej. Wracaj do tego na chwilę co jakiś czas. W praktyce modlitwy nazywa się to aktami strzelistymiTo jak taki szybki sygnał: Wiem, że jesteś. Wiem, że czekasz. Ja też czekam na spotkanie z Tobą. To już prawie tak, jakbyś był obok. Już prawie. Przecież my całe życie jesteśmy już prawie obok Niego. Już zaraz.

    Adoracja to stan umysłu i serca

    Myślenie o Nim w natłoku codziennych obowiązków i zawirowań pomaga właściwie je oceniać. Co to znaczy, że nie wszystko układa się po twojej myśli, jeśli w perspektywie masz spotkanie z Miłością twojego życia?  Skoro sam tęsknisz za spotkaniem z Przebaczającym, jak mógłbyś iść na nie, samemu po drodze nie przebaczając? Jak przejmować się codziennymi klęskami i niepowodzeniami, skoro tam czeka na ciebie samo Zwycięstwo?

    Adoracja jest trochę jak Rosja. To nie kraj, to stan umysłu. To nie tylko ta godzina czy kwadrans przed Najświętszym Sakramentem. To stan umysłu i serca. Umysłu, który pamięta i serca, które tęskni. A w ten sposób wyznacza właściwy rytm wszystkim niespokojnym godzinom, jakie dzielą cię od tego Spotkania. Dzielą? Raczej przybliżają.

    Co nie znaczy, że samo spotkanie nie wymaga od ciebie zaangażowania i odrobiny wysiłku. Przed wejściem przeczesz myśli i spróbuj powitać Go uśmiechem, nie ziewaniem. Nawet jeśli chce ci się spać lub płakać. Przyjaciel i tak to dostrzeże, ale uśmiech powie Mu: Jestem tu dla Ciebie. Jak Ty dla mnie.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    *****************************

    Abp Roche: adoracja eucharystyczna radioterapią dla naszej grzeszności

      fot.Karol Porwich/Niedziela

    *****

    Nowy prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów abp Arthur Roche zalecił praktykę adoracji, aby wzmóc w sobie świadomość obecności Chrystusa w Eucharystii. Nazwał eucharystyczną adorację radioterapią dla naszej grzeszności.

    W wywiadzie udzielonym EWTN angielski hierarcha wyraził przekonanie, że po zakończeniu restrykcji związanych z pandemią ludzie wrócą do udziału we Mszach św. w kościołach, gdyż ich tęsknota, ich pragnienie i głód Boga „wzrosły w tym doświadczeniu pustyni, przez które wszyscy przeszliśmy”.

    Za kluczowe uznał pogłębianie w ciągu życia odkrywania obecności Chrystusa w Eucharystii. Powołał się na „jednego z wielkich teologów naszych czasów”, który mawiał, że kiedy siedzi przez Najświętszym Sakramentem, czuje się jak na radioterapii. Czyjaś obecność przenika jego życie i sprawia, że jego „grzeszność się zmniejsza”, mniejsza staje się jego chęć do grzechu i zdolność do jego popełniania.

    – Myślę, że jest to wspaniały obraz obecności Chrystusa przenikającej nasze życie, nawet jeśli siedzimy tam może bez słów, mając niewiele do powiedzenia naszemu Panu – skomentował abp Roche. Ale „jesteśmy tam z Nim, ponieważ w pewnym sensie jedyną rzeczą, jaką możemy dać Bogu jest nasz czas i sposób, w jaki z niego korzystamy”. Chodzi o to, by z własnej woli trwać przed Bogiem, pozwalając Mu „wejść w nasze życie i nas zmieniać”.

    Nowy prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zauważył, że już sama jej nazwa może czegoś nauczyć katolików. – Gdy idziemy na Mszę, gdy idziemy na jakąkolwiek liturgię Kościoła, skupiamy się zawsze na Bogu. Przychodzimy tam, by oddać Mu kult. Dlatego Kościół bardzo mądrze zachował w nazwie kongregacji Kult Boży, a nie po prostu liturgię. Kult Boży jasno ukazuje skupienie na Bogu – zaznaczył abp Roche.

    Jego zdaniem od czasu Soboru Watykańskiego II każdy kolejny papież ożywia jakiś charakterystyczny element „istniejący już w rycie rzymskim”. Papież Benedykt XVI „skoncentrował się na pięknie liturgii”. Z kolei Franciszek, „który, jak wiemy, jest duszpasterzem”, sprawuje liturgię „z ogromną uwagą”. Wielu dostrzega „mistyczny charakter jego sposobu odprawiania Mszy”. – Jest bardzo, bardzo skupiony. Jest bardzo, bardzo uważny na słowa. Jest również bardzo, bardzo uważny na to, co mówi w kazaniu – podkreślił angielski arcybiskup.

    Zachęcił też, by stale mieć na uwadze, iż modlitwa liturgiczna jest doświadczeniem wspólnotowym. – To nigdy nie jest modlitwa jednostki. I jeśli nie wiesz, czym jest Kościół – ludem pielgrzymów w drodze do Pana – wtedy nie do końca rozumiesz to, co wynika z liturgii, która nie jest czynem prywatnym. To jest modlitwa Kościoła. A czym jest Kościół? Kościół jest Ciałem Chrystusa. To Syn Boży składa w ochrzczonych chwałę i cześć swemu Ojcu w niebie – powiedział prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

    KAI/ Watykan/2021-06-25

    *****

    Czy pragniesz głębiej i owocniej przeżywać Mszę świętą?

    EUCHARYSTIA
    Polvo2020 | Shutterstock

    *****

    To, że rozpraszamy się w trakcie Mszy św. jest dość naturalne i nie należy się tym „dołować”. Jest jednak kilka sposobów, by pomóc sobie w utrzymaniu skupienia i w owocnym przeżywaniu Eucharystii. Może któraś z tych metod przyda się i tobie?

    Rozproszenia? To normalne

    Nieraz łapiemy się na tym, że mimo fizycznej obecności „umyka” nam Msza święta, na której jesteśmy. Rozpraszamy się, myśli biegną do wielu różnych spraw. I po godzinie wychodzimy z poczuciem, że właściwie to „przeoczyliśmy” Eucharystię.

    A przecież zależy nam na tym, by ją dobrze przeżywać. Chcielibyśmy, aby to nasze spotkanie z Panem było jak najpełniejsze i jak najbardziej owocne. Jak to zrobić?

    Najpierw małe „pocieszenie”. To normalne, że się rozpraszamy. Ilość bodźców wśród których żyjemy na co dzień sprawia, że coraz trudniej nam się skupić na dłużej wówczas, gdy przez dłuższy czas „nic się nie dzieje”.

    A dla naszego mózgu na Eucharystii często właśnie „nic się nie dzieje”. Mszę świętą znamy doskonale od dziecka. Na dodatek nie wymaga ona od nas jakiejś wielkiej aktywności intelektualnej. Umysł szuka zajęcia. Stąd rozproszenia i niejednokrotnie towarzyszące nam w trakcie lub po Mszy św. poczucie „jałowości” spędzonego na niej czasu.

    Jasne, że warto starać się o możliwie maksymalne skupienie podczas Eucharystii, ale warto też z mądrą pokorą przyjąć te momenty rozproszeń.

    Po pierwsze: to Pan Bóg przede wszystkim działa podczas liturgii, nie my.

    Po drugie: Pan Bóg zna szczere pragnienie naszego serca, aby być z Nim i przyjąć to, co On chce nam dać w Eucharystii.

    Po trzecie: za każdym razem, gdy łapiemy się na rozproszeniu i ponownie próbujemy skupić uwagę jest to moment, gdy od nowa wybieramy Chrystusa. Więc jeśli podczas Mszy św. masz sto i jeden rozproszeń, na których się łapiesz i od nowa starasz skupić uwagę na liturgii, to tak naprawdę sto i jeden razy mówisz Chrystusowi: „Jestem słaby, ale chcę być z Tobą” – On tym nie pogardzi.

    Jak głębiej przeżywać mszę świętą?

    Jest jednak kilka sposobów, by pomóc sobie w bardziej „przytomnym”, a co za tym idzie – głębokim i owocnym przeżyciu Eucharystii. Oto niektóre z nich:

    1 MIEJ INTENCJĘ

    W sytuacji idealnej podczas Mszy św. przyjmiesz Pana Jezusa w Komunii św. Ale nawet jeśli nie, to i tak wraz z Nim składasz ofiarę uwielbienia Ojcu w Duchu Świętym, biorąc udział w liturgii.

    Msza święta zazwyczaj jest sprawowana przez kapłana w jakiejś konkretnej intencji. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś ty swoje uczestnictwo w Eucharystii również ofiarował w jakiejś konkretnej intencji – w jakiejś sprawie, a najlepiej za jakąś osobę.

    Przychodź na Mszę św. zawsze z jasno określoną intencją – za co lub za kogo chcesz się tym razem modlić. Przedstaw ją Bogu na samym początku mszy, gdy kapłan całuje ołtarz, albo gdy zapowiada intencję, w której sprawuje Mszę św. A potem wykorzystaj moment przygotowania i ofiarowania darów, by szczególnie gorliwie polecać Panu tę osobę/sprawę.

    2 KILKA MINUT PRZYGOTOWANIA

    Postaraj się być w kościele przynajmniej kilka minut przed Mszą św. Idealny byłby kwadrans, ale nie zawsze jest to pewnie możliwe. Usiądź/uklęknij w ławce, weź głęboki oddech, popatrz na ołtarz, na którym za chwilę będzie sprawowana Msza św.

    Zdecyduj, w jakiej intencji chcesz się dziś modlić i poproś o łaskę skupienia. Choćby słowami modlitwy, którą często przed Mszą św. modlą się ministranci: „Proszę Cię, Panie Jezu, o łaskę skupienia: by myśli moje były przy Tobie, by oczy moje były zwrócone na ołtarz, a serce moje oddane tylko Tobie”.

    Poproś Maryję i Józefa, by pomogli Ci tam być z Jezusem – tak Go przyjmować, otoczyć czułością i uwagą, jak Oni to robili w Betlejem i w Nazarecie. Wezwij swojego anioła stróża – niech cię broni od rozproszeń i także pomaga. Jemu bardzo zależy, byś jak najowocniej przeżył Eucharystię.

    3 USIĄDŹ Z UWAGĄ

    Właśnie tak. Kiedy skończą się obrzędy wstępne i usiądziemy, by słuchać Słowa Bożego, usiądź z uwagą. Postawa siedząca to w liturgii postawa ucznia – tego, który chce uważnie słuchać i usłyszeć, co Nauczyciel ma mu do powiedzenia.

    Skoncentruj się na tym momencie: siadam, aby słuchać. Wśród słów Czytań, Psalmu i Ewangelii (a może i homilii) jest z pewnością przynajmniej jedno słowo, zdanie, które jest szczególnie dla mnie. Nie chcę go przeoczyć.

    To jedno zdanie/słowo zapisz sobie i noś ze sobą przynajmniej do następnej Mszy św. Wracaj do niego, czytaj od nowa po raz setny i tysięczny – będzie w tobie pracować, nawet jeśli nie od razu je zrozumiesz, czy zobaczysz jego owoc.

    4 ZNAJDŹ „SWÓJ” MOMENT

    Spróbuj znaleźć taki moment liturgii mszalnej, który szczególnie przemawia do twojej wrażliwości. Jeden, góra dwa. Zawalcz o uważność zwłaszcza w tym momencie – nawet, gdyby wszystkie inne miały ci umknąć. Niech to będzie ta chwila, w której całym sercem powiesz obecnemu w Eucharystii Chrystusowi: „Jestem. Ja też jestem przy Tobie!”.

    5 POZNAWAJ, BY POKOCHAĆ

    Nie byłoby źle czasem coś przeczytać lub posłuchać o liturgii Mszy świętej, aby po kawałku coraz lepiej rozumieć jej obrzędy, znaki, wykonywane przez nas gesty i przyjmowane postawy. Świadomość ich znaczenia będzie bardzo procentowała na rzecz skupienia. Trudno skupić się na czymś, co rozumie się o tyle o ile lub tylko powierzchownie.

    Niejednokrotnie piękno i głębię Eucharystii odkrywają na nowo rodzice towarzyszący swoim dzieciom w przygotowaniu do Pierwszej Komunii, gdy w ramach prowadzonych w kościele katechez tłumaczony jest przebieg Mszy św.

    6 WERSJA „HARD”: ZAANGAŻUJ SIĘ

    Święty Wacław (+935) będąc królem w przypałacowym ogródku sam uprawiał pszenicę i winorośl, by potem własnoręcznie przygotowywać z nich chleb i wino do Eucharystii. To akurat może być trudne do zrobienia, ale jest kilka innych sposobów, by zaangażować się bardzo osobiście w liturgię, w której uczestniczymy. Znajdź swój.

    A może zapytaj proboszcza (nie przejmując się tym, że będzie zdziwiony, albo popatrzy jak na wariata), co mógłbyś zrobić, by sprawowana w parafialnym kościele msza mogła być w jakimś stopniu także twoją osobistą ofiarą (i nie mówimy tu o „tacy”, choć ona także spełnia tę właśnie rolę).

    ks. Michał Lubowicki – 13.06.21/Aleteia.pl

    *******

    Podczas każdej Mszy świętej jest miejsce na Twoje osobiste intencje. Jak je składać?

    EUCHARYSTIA
    Shutterstock

    *****

    Jest podczas Mszy św. kilka takich momentów „szczególnie odpowiednich”, by przywołać i ofiarować Bogu swoje prośby.

    Na początku każdej niemal Mszy św. słyszymy, że jest odprawiana w jakiejś intencji. Najczęściej za zmarłych – o dar życia wiecznego. Czasami za żywych, o Boże błogosławieństwo i potrzebne im łaski. O co tu właściwie chodzi? Jaki jest sens „zamawiania” Mszy św. w jakiejś intencji? I czy to znaczy, że jeśli Msza św. jest za Kowalskiego, to moja modlitwa w jakiejś osobistej sprawie nie będzie już w trakcie tej Mszy św. wysłuchana?

    Co to znaczy „zamówić” Mszę św.?

    Znaczy to tyle, że Kościół – czyli wspólnota sprawująca daną Eucharystię pod przewodnictwem kapłana – zgadza się prosić Pana Boga, aby dobrami duchowymi wynikającymi z tej Eucharystii obdarzył konkretną osobę lub grupę osób. Co to za dobra?

    Odpowiedź kryje się w odpowiedzi na pytanie: Czym jest Eucharystia? To uobecnienie Ofiary Jezusa, którą złożył Ojcu z samego siebie oddając swoje życie na krzyżu. W tej Jedynej Ofierze Jezus doskonale i w pełni zjednoczył się z Ojcem.

    My sprawując Eucharystię włączamy się w tę Ofiarę Jezusa, stajemy się jej uczestnikami, jej częścią – bierzemy w niej udział, a więc jednoczymy się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” z Ojcem. „Intencja” oznacza, że robiąc to prosimy, by Pan Bóg w to zjednoczenie włączył konkretnego człowieka – by to zjednoczenie stało się przede wszystkim jego udziałem. A zjednoczenie z Bogiem, to nic innego jak zbawienie.

    Jeśli prosimy na przykład o zdrowie, o pomyślne zdanie egzaminu, o błogosławieństwo i tak dalej, to w tym sensie, że one mają służyć sprawie zbawienia konkretnego człowieka, czyli jego bycia zjednoczonym z Bogiem na zawsze.

    Nie da się ofiarować komuś nic cenniejszego

    W gruncie rzeczy nie można prosić o nic więcej, o nic lepszego. I nie można nikomu ofiarować nic więcej niż to. Nasze zaangażowanie – nasza uwaga, obecność, poświęcony czas, gorliwa modlitwa czy ofiara materialna związana z „zamówieniem” Mszy św. wyrażają naszą miłość, która w Eucharystii staje się częścią doskonałej i pełnej miłości jednoczącej Chrystusa z Ojcem.

    Proste „zamówienie” Mszy św. (zakładające zasadniczo także jak najpełniejsze w niej uczestnictwo), to coś absolutnie najcenniejszego – wręcz bezcennego – co człowiek może dać drugiemu człowiekowi – żywemu lub zmarłemu. Aż dziwne, że „zamawianie” intencji staje się coraz mniej popularne.

    A co z „prywatnymi” intencjami?

    Czy to oznacza, że moje „prywatne” intencje nie zostaną przez Boga wysłuchane, kiedy modlę się w nich podczas Mszy św.? Najpierw sprostowanie. Nie ma „prywatnych” intencji, bo Msza św. to nie moje sam-na-sam z Bogiem, ale wspólne dzieło całego Kościoła.

    I to nie tylko tego zebranego w konkretnym miejscu, ale naprawdę całego. Tę Mszę św., w której bierzemy udział sprawuje wraz z nami „Kościół rozproszony po całym świecie”. Na znak tego w każdej Mszy św., w modlitwie eucharystycznej przywołuje się imię papieża i miejscowego biskupa, którego jedność z papieżem jest znakiem jedności naszej wspólnoty z całym Kościołem Powszechnym.

    To dlatego tuż przed śpiewem „Święty, Święty, Święty” poprzedzającym konsekrację przypominamy sobie, że modlimy się wraz z aniołami i świętymi. Poza tym w Mszy świętej modlimy się za cały świat i za wszystkich ludzi. Jeśli uważnie wsłuchamy się w Modlitwę Eucharystyczną, to usłyszymy w niej skierowane do Boga błagania: „aby ta Ofiara sprowadziła na cały świat pokój i zbawienie”, abyś pamiętał „o całym Twoim ludzie i o wszystkich, którzy szczerym sercem Ciebie szukają”, a także prośbę za wszystkich naszych zmarłych braci i siostry oraz „tych których wiarę jedynie Ty znałeś”. Krótko mówiąc: nie ma takiego człowieka, za którego Kościół nie modliłby się sprawując Eucharystię.

    Czas i miejsce na nasze osobiste prośby

    Jak wynika z powyższego jest – i to jak najbardziej – we Mszy świętej miejsce na moje osobiste intencje. Są one włączone w błaganie całego Kościoła. I bardzo dobrze jest przychodzić na Eucharystię z takimi osobistymi intencjami. Dlaczego? Po pierwsze – jeśli mam takie osobiste intencje, to znaczy, że kocham. A miłość – moja słaba, ułomna, ludzka miłość – jednoczy mnie z nieskończenie kochającym Chrystusem, który ofiaruje się odwiecznie miłującemu Ojcu.

    Po drugie – ta osobista intencja „motywuje” mnie do jak najbardziej gorliwego i świadomego uczestnictwa w sprawowanej Mszy św. A przez takie uczestnictwo coraz bardziej jednoczę się z Bogiem, który na serio mnie słucha i „bierze sobie do serca” to i tych, których ja noszę w swoim człowieczym sercu.


    Specjalne momenty

    Jest podczas Mszy św. kilka takich momentów „szczególnie odpowiednich”, by przywołać i ofiarować Bogu te swoje prośby. Najpierw na samym początku, kiedy kapłan informuje wspólnotę w jakiej intencji sprawujemy Eucharystię.

    Pamiętajmy, że nie jest ona „konkurencyjna” względem tej naszej osobistej. Wręcz przeciwnie. Im gorliwiej włączam się w tę „wspólną”, tym bardziej kocham, a więc tym bardziej to co noszę w swoim sercu staje się Jezusowe – tym bardziej On to może oddawać i polecać Ojcu. Kolejny dobry moment to „ofiarowanie”, czyli moment, kiedy na ołtarz przynoszone są chleb i wino, a kapłan przedstawia je po cichu Bogu, prosząc by niebawem stały się „Pokarmem i Napojem Duchowym”.

    W tym czasie zazwyczaj zbierana jest tak zwana „taca”. Nie należy lekceważyć tego momentu. Moja materialna ofiara z pieniędzy, które przecież są mi tak bardzo potrzebne do życia bardzo dosłownie wyraża moją ofiarę duchową. Przy tym nie wolno „magicznie” myśleć, że im więcej dam, tym bardziej zostanę wysłuchany. Kłania się ewangeliczna historia o wdowim groszu, którym zachwycił się Pan Jezus (Marek 12,43). Bóg zna moje możliwości i wie, co to dla mnie znaczy dać naprawdę dużo.

    Najważniejszy moment i „Boski Zakładnik”

    Najważniejszy moment to ten, kiedy przyjmuję Chrystusa w Komunii. On jest ze mną, jest we mnie, jest w moim sercu. Moje serce – wszystkie jego sprawy i troski – stają się Jego. Mogę śmiało powiedzieć Ojcu: Mam Twojego Syna. Chcę Ci go ofiarować, oddać. A wraz z nim samego siebie, a więc też wszystko i wszystkich, którzy są dla mnie ważni. Wszystko albo nic, Panie Boże!

    Ten „święty szantaż” zadziała zawsze, jeśli powoduje mną miłość do Boga i człowieka. Bo ta miłość to przecież Duch Święty, który działa w moim sercu i przyczynia się za mną w błaganiach, których sam nie potrafię ubrać w słowa. To moment, kiedy najpełniej – tu na ziemi – uczestniczę w życiu Trójcy Świętej. Jestem z Bogiem, jestem w Bogu. Moje serce zanurzone w Nim. Wszystko, co moje, staje się Jego. Wszystko i wszyscy.

    ks. Michał Lubowicki/26.11.17/Aleteia.pl

    *************

    Kulminacyjny moment Eucharystii:

    patrzeć w Ciało Pańskie w hostii ukryte i w kielich z Krwią Chrystusa czy schylać głowę?

    PODNIESIENIE PODCZAS EUCHARYSTII
    Shutterstock

    *****

    To moment Mszy świętej, w którym dzieje się coś najważniejszego.

    Jak się zachować podczas podniesienia?

    Gdybyśmy mieli wskazać najważniejszy moment Mszy świętej, wielu z nas powiedziałoby pewnie, że to podniesienie, gdy kapłan ukazuje kolejno przemienioną w Ciało Pańskie hostię i kielich z Krwią Chrystusa. Wszyscy klęczą, ministrant uderza w gong lub w dzwonki. Trudno wyobrazić sobie Eucharystię bez tego „kulminacyjnego” momentu.

    Tymczasem przez długie wieki podniesienia po prostu nie było. Miało co prawda krótki epizod w IV wieku, ale potem szybko zanikło. Zaczęto je zalecać ponownie w wieku XI po pokonaniu herezji Berengariusza z Tours, który zaprzeczał realnej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie, ale pierwsze przepisy liturgiczne wydano w tej sprawie dopiero na początku wieku XIII. I dotyczyły one jedynie podniesienia i ukazania hostii.

    Podniesienie kielicha pojawia się dopiero w mszale z 1570 roku. Był to dla odmiany wynik konfrontacji z protestantyzmem – podniesienie obu Postaci miało być znów wyrazem wiary w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, której – przynajmniej w części – protestantyzm zaprzeczał.

    Zwyczaj podniesienia Ciała Pańskiego został wprowadzony w tym celu, by wierni mogli adorować prawdziwie obecnego w konsekrowanej hostii Chrystusa. Stąd towarzyszy mu postawa klęcząca i dźwięk dzwonków, którego zadaniem jest zwrócić uwagę wiernych, że oto następuje bardzo ważny moment. Zdarzało się, że na czas podniesienia przed ołtarzem klękali posługujący z pochodniami, by dzięki ich światłu hostia w dłoniach celebransa była lepiej widoczna. Bywało również, że w czasie konsekracji kościelny dzwonił sygnaturką oznajmiając mieszkającym w pobliżu kościoła moment cudu przemiany chleba w Ciało Pańskie i wina w Krew Pańską.

    Dodajmy, że podniesienie trwało wówczas nieraz bardzo długo, a na pewno o wiele dłużej niż dziś, gdyż była to jedyna okazja do adoracji widocznego Najświętszego Sakramentu. Dopiero później wprowadzono do powszechnego użytku monstrancję służącą ekspozycji Ciała Pańskiego. Z tamtego okresu pochodził też zwyczaj podtrzymywania przez usługujących do Mszy św. tylnej części ornatu celebransa, który do dziś można zobaczyć podczas celebracji „mszy trydenckiej”. Ornaty były bogato zdobione i przez to ciężkie, więc taka pomoc ułatwiała kapłanowi dłuższe podniesienie hostii.

    Podniesienie Ciała i Krwi Pańskiej jest momentem milczącej adoracji i chwilą, w której mamy sobie uświadomić, że to rzeczywiście sam Pan stał się wśród nas jak najprawdziwiej obecny. Niekoniecznie trzeba więc wówczas schylać głowę czy spuszczać oczy – choć niektórzy tak właśnie wyrażają swoją cześć wobec Tajemnicy.

    Zamysł wprowadzenia tego gestu do liturgii był taki, by dać nam możliwość wpatrywania się w Eucharystycznego Jezusa. I warto z tego korzystać. Wielu z nas uczono gdzieś w okolicach przygotowania do Pierwszej Komunii, by wpatrując się w hostię i kielich w chwili podniesienia powtórzyć w myślach wyznanie świętego Tomasza uczynione w Wieczerniku wobec Zmartwychwstałego: „Pan mój i Bóg mój”. To prosta i głęboka praktyka. Wyznanie wiary i akt uwielbienia jednocześnie.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    **********************

    fot. Aleteia.pl

    ***

    SAKRAMENT REALNEJ OBECNOŚCI CHRYSTUSA


    ZMARTWYCHWSTAŁY CHRYSTUS POŚRÓD NAS

    Według nauki Soboru Watykańskiego II żadna „społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii; od niej zatem trzeba zacząć wszelkie wychowanie do ducha wspólnoty” (DK 6). Eucharystia jest wyjątkowym sakramentem. W nim bowiem prawdziwie obecny jest Jezus Chrystus, którego można adorować. Sakrament ten jest dla nas pokarmem przyjmowanym w Komunii św. Eucharystia uobecnia również zbawczą ofiarę krzyżową Jezusa Chrystusa.

    SAKRAMENT REALNEJ OBECNOŚCI CHRYSTUSA

    Przez wcielenie Syn Boży stał się człowiekiem i zamieszkał między nami. Przez ustanowienie Eucharystii Jezus — prawdziwy Bóg i człowiek prawdziwy — jest w szczególny sposób obecny wśród nas.

    Kiedy Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament? 1 Kor 11,23-27

    Ustanowienie przez Chrystusa Najświętszego Sakramentu miało miejsce w Wielki Czwartek, w czasie Ostatniej Wieczerzy. Wspomina o tym św. Paweł, a także św. Mateusz, Marek i Łukasz. Ten ostatni zaznacza, jak bardzo Chrystus pragnął uczestniczyć w uczcie paschalnej, aby ustanowić sakrament swojej obecności, sprawiający nasze najgłębsze zjednoczenie z Nim. Powiedział do apostołów: „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał” (Łk 22,15).

    Dlaczego Eucharystię można nazwać sakramentem obecności Chrystusa? J 6,32-35. 48-52

    — Obecność “prawdziwa, rzeczywista i substancjalna”

    Pod postaciami chleba i wina obecny jest w najprawdziwszy sposób sam nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Jest On obecny, jak uczy Kościół, “prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie”. (Por. Sobór Trydencki: DS 1651; KKK 1374).

    — Nie jest to obecność symboliczna

    Co znaczy, że obecność Chrystusa w Eucharystii nie jest symboliczna, lecz realna?

    Kościół posługuje się różnymi symbolami przypominającymi Jezusa Chrystusa, do których można zaliczyć obrazy, ikony, figury, a także krzyż. W tych wizerunkach Chrystus nie jest jednak realnie obecny, tak jak w Eucharystii. Wizerunki Chrystusa są tylko symbolami, znakami mówiącymi nam o Nim, o wydarzeniach z Jego życia, o Jego śmierci itp. w zależności od tego, co nam przedstawiają. Eucharystii jednak nie można rozumieć jako symbolu. Trzy określenia używane przez Kościół: “prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie” (por.  KKK 1374), podkreślają realność obecności naszego Zbawiciela. To, co nazywamy nieraz chlebem i winem konsekrowanym, nie jest tylko symbolem, który przypomina nam o Chrystusie, lecz zasłoną zakrywającą Zbawiciela, obecnego pośród nas w absolutnie realny sposób.

    — Jezus Chrystus obecny jest “substancjalnie”

    Co oznacza, że Chrystus jest obecny substancjalnie pod postaciami eucharystycznymi?

    Konsekrowana hostia i konsekrowane wino nie jest hostią ani winem, lecz Ciałem i Krwią Chrystusa. Przypomina nam tę tajemniczą prawdę określenie: obecność “substancjalna” (por.  KKK 1374). Istnieją zatem tylko widoczne dla nas postacie chleba i wina, substancjalnie jednak pod tymi znakami jest obecny cały Jezus Chrystus, Bóg i człowiek zmartwychwstały. Cały jest obecny i pod postaciami chleba, i pod postaciami wina. Inaczej mówiąc, w Eucharystii spotykamy się nie tylko z samym działaniem Zbawiciela lub ze skutkami tego działania, lecz z Nim samym. obecnym substancjalnie z naturą ludzką i Boską.

    Dlaczego nie można mówić, że obecność Chrystusa w Eucharystii jest tylko subiektywnym przekonaniem wierzących?

    — Chrystus obecny prawdziwie i rzeczywiście

    Obecność Jezusa nie jest tylko subiektywnym przekonaniem wierzących, bez pokrycia w rzeczywistości, czyli nie jest np. jakimś wymysłem lub wyobrażeniem o obecności Chrystusa w tabernakulum czy w Komunii św. Przeciwnie, jest faktem, w który wierzy Kościół. Tę prawdę podkreślają określenia: obecność “prawdziwa i rzeczywista” (por.  KKK 1374). Jak oczy nasze widzą rzeczywisty świat i prawdziwych ludzi, tak wiara pozwala nam duchowo dostrzec prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie obecnego pośród nas Pana i Zbawiciela. Konsekrowany chleb i wino, a ściślej mówiąc: postacie chleba i wina mają nam przypominać tę niedostrzegalną dla naszych oczu obecność, będącą owocem niepojętej potęgi, miłości i pokory Boga-Człowieka.

    — Jezus Chrystus obecny pośród nas z Ciałem, Krwią, z duszą i Bóstwem

    Jaką prawdę wyraża stwierdzenie, że Chrystus jest obecny pod postaciami eucharystycznymi z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem?

    Realizm obecności Jezusa Chrystusa podkreśla również określenie Kościoła, który mówi o Jego obecności pośród nas z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem: “W Najświętszym Sakramencie Eucharystii “są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus” (Sobór Trydencki: DS 1651.).” (KKK 1374).

    Gdybyśmy o jakimś człowieku powiedzieli, że jest gdzieś z ciałem, krwią i swoją duszą, wyrazilibyśmy słowami fakt, że w najprawdziwszy sposób znajduje się on w jakimś miejscu: tzn. że nie jest obecny tylko “myślami” lub “duchem”. To samo chce powiedzieć o Jezusie Chrystusie Kościół uczący, że w sakramencie Eucharystii jest On obecny z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem.

    Sformułowanie to podkreśla również fakt obecności całego Chrystusa, to znaczy z Jego pełną ludzką naturą (Ciało, Krew i dusza) oraz Boską (Bóstwo). Pod postaciami chleba i wina spotykamy się z prawdziwym zmartwychwstałym Chrystusem, który, będąc Bogiem, równocześnie posiada pełną naturę ludzką. Gdzie jest Ciało Chrystusa, tam jest też Jego dusza i — na mocy unii osobowej — Jego Bóstwo. Przez Eucharystię “uobecnia się cały Chrystus, Bóg i człowiek” (Paweł VI, enc. Mysterium fidei; por. KKK 1374)”.

    Cały Chrystus obecny jest zarówno pod postaciami chleba, jaki pod postaciami wina, a także cały utajony jest pod każdą ich cząstką.

    Dlaczego słowa: “to jest Ciało Moje”, “To jest Moja Krew”, w odniesieniu do Eucharystii Kościół rozumie dosłownie, jako mówiące o prawdziwym Ciele i prawdziwej Krwi Chrystusa?

    — To jest Ciało Moje, To jest Moja Krew

    Swoją wiarę w prawdziwą, rzeczywistą i substancjalną obecność Chrystusa w Eucharystii Kościół opiera przede wszystkim na Jego słowach, wypowiedzianych w czasie ustanowienia tego sakramentu. Jezus nie powiedział o chlebie: “oto symbol, oto przypomnienie mojej obecności”, lecz: “Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje.” (Mt 26,26). Aby nie było wątpliwości, o jakie Ciało chodzi, św. Łukasz uściśli: “To jest Ciało moje, które za was będzie wydane” (Łk 22,19). Nie chodzi zatem o jakieś pozorne ciało ani o jego symbol, lecz o to Ciało, które za kilka godzin po ustanowieniu Eucharystii miało być wydane na śmierć. Podobnie o prawdziwej swojej Krwi — a więc o tej, którą przelał w niedługim czasie po ustanowieniu Eucharystii — mówi Chrystus: “to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.” (Mt 26,28)

    Co wskazuje na to, że zapowiadając ustanowienie Eucharystii, Jezus miał na myśli swoje prawdziwe Ciało i swoją prawdziwą Krew?

    — Wy też chcecie odejść z powodu nauki o Eucharystii?

    Nie miał na myśli żadnego symbolicznego swojego Ciała czy symbolicznej Krwi Chrystus, kiedy zapowiedział ustanowienie przedziwnego Sakramentu swojej obecności. Powiedział: “Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.” (J 6,55). Słuchacze nie mogli inaczej, jak tylko w sensie ścisłym zrozumieć tę naukę, dlatego, jak mówi św. Jan, sprzeczali się między sobą, mówiąc: “Jak On może nam dać (swoje) ciało do spożycia?” (J 6,52). Jezus, Nauczyciel Prawdy, nie dał żadnych dodatkowych wyjaśnień, aby rozwiać ewentualne pomyłki lub mylne rozumienie Jego słów. Nie udzielił ich nawet swoim wybranym uczniom, którym zwykle wyjaśniał na osobności niezrozumiałe przypowieści (por. Łk 8,9). Zamiast wyjaśnienia usłyszeli słowa: “Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6,67). Jezus dał im przez to do zrozumienia, że dobrze pojęli Jego naukę ci, którzy odeszli, bo faktycznie nie mówił o symbolicznym, lecz o realnym i prawdziwym swoim Ciele i Krwi — pokarmie eucharystycznym..

    W jakie inne niż eucharystyczna formy obecności Chrystusa wierzy Kościół?

    — Wielorakie formy obecności Chrystusa

    Zbawiciel obiecał, że pozostanie w swoim Kościele do końca dni jego istnienia na ziemi: “A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. ” (Mt 28,20). Obietnica Chrystusa spełnia się dzięki Eucharystii, ponieważ pod postaciami chleba i wina jest On prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie obecny ze swoim Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem pośród nas.

    Jednak Zbawiciel jest z nami nie tylko dzięki Eucharystii. Przebywa w Kościele i będzie w nim przebywał aż do skończenia świata także w słowie Bożym, w zgromadzeniu modlitewnym, w ubogich i cierpiących, w sakramentach. Przypomina tę prawdę Katechizm słowami: 

    “Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami” (Rz 8, 34), jest obecny na wiele sposobów w swoim Kościele (Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 48.): w swoim słowie, w modlitwie Kościoła, tam “gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje” (Mt 18, 20), w ubogich, chorych, więźniach (Por. Mt 25, 31-46.), w sakramentach, których jest sprawcą, w ofierze Mszy świętej i w osobie szafarza, ale “zwłaszcza (jest obecny) pod postaciami eucharystycznymi” (Sobór Watykański II, konst. Sacrosanctum Concilium, 7.).” KKK 1373)

    Dlaczego eucharystyczna obecność Chrystusa jest wyjątkowa

    — Obecność Chrystusa w Eucharystii wyjątkowa

    Pomimo różnych rzeczywistych form obecności Chrystusa w Kościele Jego obecność Eucharystyczna jest wyjątkowa. Przez ten Sakrament cały Chrystus, Bóg-człowiek, substancjalnie uobecnia się pośród nas. Obecność eucharystyczna Jezusa Chrystusa “nazywa się «rzeczywistą» nie z racji wyłączności, jakby inne nie były «rzeczywiste», ale przede wszystkim dlatego, że jest substancjalna i przez nią uobecnia się cały Chrystus, Bóg i człowiek” (Paweł VI, enc. Mysterium fidei.).” (KKK 1374)

    Od jakiego momentu Chrystus jest realnie obecny pod postaciami chleba i wina? Mk 14,22-25

    Momentem przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa jest konsekracja. Kiedy kapłan w imieniu Chrystusa i w zjednoczeniu z Nim mówi słowa: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane” oraz „Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem kielich Krwi mojej nowego i wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”, wówczas chleb i wino przeistaczają się w prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa. Chlebem używanym do sprawowania Eucharystii powinien być chleb pszenny, winem — wino gronowe.

    Co znaczy, że obecność Chrystusa w Eucharystii jest stała?

    We wszystkich sakramentach Chrystus jest obecny przez swoje działanie. Ono to urzeczywistnia się w samym momencie sprawowania danego sakramentu, np. w chwili polewania wodą chrzczonej osoby i wypowiadania nad nią sakramentalnych słów albo też w momencie udzielania rozgrzeszenia przez kapłana. W Eucharystii natomiast Chrystus obecny jest w sposób trwały, czyli także po konsekracji, a nawet po Mszy św. Dlatego też można Najświętszy Sakrament przechowywać w tabernakulum, zanosić Komunię św. chorym itp.

    Jaką wartość posiada adoracja Najświętszego Sakramentu?

    Zmartwychwstały Jezus jest obecny pod postaciami chleba i wina prawdziwie jako Bóg i jako człowiek — ze Swoim ciałem, krwią i duszą.  Ze względu na tę stałą i realną obecność czymś bardzo pożytecznym jest adoracja Najświętszego Sakramentu, częste wstępowanie do kościoła na modlitwę. Praktyki te stają się okazją do wewnętrznego wyciszenia, uspokojenia się i modlitwy. Powinno to być pełne miłości spotkanie z naszym Bogiem, Panem, Stwórcą, Zbawicielem i najlepszym Przyjacielem. Adoracja Najświętszego Sakramentu stanowi pomoc w głębszym przeżywaniu Komunii św., przypomina o obecności Zbawiciela w naszej duszy, o Jego bliskości, miłości i pokorze, która skłania Go do ukrycia swojej wielkości i potęgi pod osłoną odrobiny chleba i wina. Wszystko to dla nas, abyśmy bez lęku i przymusu zbliżali się do Niego, rozmawiali z Nim i okazywali Mu naszą miłość.

    Maryja pokazuje nam, jak patrzeć z miłością na Jej Syna, jak Go prawdziwie i z wielką pokorą adorować. Kto pragnie nauczyć się właściwej adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie, ten niech wpatruje się w Matkę Najświętszą i niech Ją prosi o taką miłość do Jej Syna, jaka rozpalała i nadal rozpala Jej Serce.

    ks. Michał Kaszkowski

    *****************************************************************************************************************************

    kościół św. Szymona  

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ


    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street
    spowiedź św. – w piątki: godz. 18.00 – 19.00 i w soboty: godz. 17.00 – 18.00

    kościół św. Piotra

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Kościół św. Piotra jest jedną z najwcześniejszych parafii katolickich, która została przywrócona po reformacji (o dwie dekady wcześniej zanim na nowo przywrócono strukturę hierarchii Kościoła katolickiego). To tu, na West End, została odprawiona pierwsza Msza św., po bardzo wielkich prześladowaniach katolików przez szkockich kalwinów, pod gołym niebem w Roku Pańskim 1855 w pobliżu obecnej Merkland Street. Historyczny parasol, który chronił wtedy przed deszczem kapłana celebrującego Mszę św. znajduje się w biurze parafialnym św. Piotra, jako cenna pamiątka z tamtych czasów. Pierwszy kościół św. Szymona został otwarty przy Bridge Street w maju 1858 roku. Wtedy też została wybudowane plebania i szkoła. Kościół św. Szymona na początku był pod wezwaniem św. Piotra, ale kiedy okazało się, że jest zbyt mały dla rosnącej liczby katolików na “Partiku”, w roku 1903 powstał dużo większy kościół św. Piotra. Żeby nie myliło się o który kościół chodzi, dlatego pierwszy nazywano Bridge Street Church. Jednak od roku 1945 powrócono do patrona św. Piotra używając jego pierwszego imienia – Szymon.

    Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1944, polscy żołnierze każdej niedzieli przychodzili do tego kościoła na Mszę św. z Yorkhill, gdzie umieszczone były wtedy koszary, jedne z wielu, w których zakwaterowano polskie wojsko. I od tamtej pory kościół św. Szymona znany jest też jako “Polish Church” – polski kościół. Polacy, którzy osiedlili się w Glasgow po wojnie, wraz z rodzinami, od tamtej pory są bardzo związani z tym kościołem. Od 1975 roku kapelanem dla Polaków jest ks. Marian Łękawa SAC, który objął polskie duszpasterstwo po śmierci ks. kanonika Jana Gruszki. W tym czasie proboszczem parafii św. Szymona był bardzo znany ks. Patrick “Pady” Tierney, dzięki któremu kościół św. Szymona nie został zamknięty.

    ************************************************************************************************************

    kontakt z duszpasterzem:
    telefon domowy: 0141 339 9163
    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501
    e-mail: marian.lekawa@gmail.com
    Mieszkam w hostelu Domu Polskiego im gen. Władysława Sikorskiego – 4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD
    Jestem do dyspozycji każdego dnia nie tylko aby usłużyć w sakramencie spowiedzi św. czy w sakramencie namaszczenia chorych, ale również zapraszam na wspólną modlitwę czy rozmowę o Bożych wyzwaniach i Bożych znakach danych nam do odczytania tu i teraz.

    ************************************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LIPIEC 2021

    Intencja powszechna:

    Módlmy się, abyśmy w konfliktowych sytuacjach społecznych, gospodarczych i politycznych byli odważnymi i pełnymi pasji twórcami dialogu i przyjaźni. 

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    – Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    – Panie Jezu Chryste wierzymy, że w Twojej Przenajświętszej Krwi jest wielka moc Twojej miłości. Dlatego prosimy, aby Twoja Krew obmywała poranioną ludzkość nienawiścią i przemocą dając nadzieję, że wciąż droga pojednania jest przed nami.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna Swego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci. 

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice różańcowe.

    ************************************************************************************************************

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy

    W Stanach Zjednoczonych szykuje się nie mniejsza burza niż ta sprzed dwóch lat, gdy do amerykańskich kin wprowadzano film „Nieplanowane”. Kolejny reżyser odważył się wyłamać z hollywoodzkich standardów politycznej poprawności i stworzył obraz o jednej z najgłośniejszych batalii sądowych w dziejach Ameryki – sprawie Roe kontra Wade.

    Toczyła się ona przed Sądem Najwyższym blisko 50 lat temu, a wyrok w niej zadecydował o legalizacji aborcji w USA. Fabuła odbiega jednak od narracji przez lata podtrzymywanej w mediach i popkulturze, którą na ten temat wylansowali proaborcyjni aktywiści.

    – Oto fakty na temat tego, co się wydarzyło. Pokazujemy tylko, jak było. Jedynie prawdę – odpowiada na zarzuty o jednostronny przekaz w swoim dziele Nick Loeb, twórca scenariusza i reżyser „Roe v Wade” (w Polsce dzieło jest już zapowiadane przez dystrybutora pod tytułem „Wyrok na niewinnych. Sprawa Roe przeciw Wade”). A prawda jest druzgocąca dla aborcjonistów. Niewiarygodnie bezczelne fałszowanie danych na potrzeby manipulowania opinią publiczną i sądem, bezkrytyczne podejście mediów, które bez weryfikacji publikowały wymyślane przez działaczy pro-choice na kolanie statystyki dotyczące nielegalnych aborcji czy zgonów podczas nich, przedmiotowe wykorzystanie Jane Roe w celach procesowych, wreszcie biznesowe motywacje liderów aborcyjnych grup nacisku – to tylko niektóre fakty przedstawione w filmie. Jeśli dodamy do tego choćby takie sceny jak ta, w której Margaret Sanger, założycielka niechlubnej sieci klinik aborcyjnych Planned Parenthood, przemawia na wiecu Ku-Klux-Klanu, przekonując słuchaczy, że aborcja jest dobrym narzędziem do zmniejszenia populacji czarnych, nie ma się co dziwić, że obraz wzbudza wściekłość lewicy.

    Podobnie jak w przypadku „Nieplanowanych”, film miał już kłopoty na etapie produkcji. Część ekipy filmowej pod wpływem środowiskowej presji wycofała się z realizacji w trakcie zdjęć. Tradycyjnie twórcy byli blokowani w mediach społecznościowych. Kierownicy produkcji spotykali się z odmową wynajmu lokalizacji do kręcenia scen. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, że podczas lunchu „aresztowano” ekipie sprzęt filmowy. Gdy to stało się już nieznośne i zagrażało dokończeniu projektu, twórcy podjęli decyzję, by film kręcić… w konspiracji, pod zmienionym tytułem.

    Nie wydaje się jednak – co również jest stosowaną metodą – że dzieło to da się „zamilczeć”. Choćby ze względu na dobrą obsadę, z laureatem Oscara Jonem Voightem na czele. Grający Warrena E. Burgera, przewodniczącego Sądu Najwyższego, 82-letni aktor jest bez wątpienia twarzą i największą gwiazdą produkcji. Prywatnie to jeden z nielicznych hollywoodzkich aktorów, który przyznaje się do wyznawania konserwatywnych wartości. W główną rolę, doktora Bernarda Nathansona, ginekologa, który przeprowadził 70 000 aborcji i odegrał znaczącą rolę w procesie Roe v Wade, a kilka lat później nawrócił się i stał się twórcą głośnego filmu „Niemy krzyk”, wciela się sam reżyser Nick Loeb. Loeb w wywiadzie dla „Hollywood Reporter”, zapytany, dlaczego podjął ten temat, w bardzo osobistym tonie wyznał, że sam stracił dwójkę dzieci w wyniku aborcji, po czym dodał:
    – Im bardziej się starzeję, tym bardziej żałuję. Gdybym miał wtedy tę wiedzę, którą posiadam teraz, nie doszłoby do tego. Każdego roku śnię o moich dzieciach w takim wieku, w jakim byłyby teraz. Te sny zaczęły się wiele lat temu i jest to dla mnie duży ciężar emocjonalny.

    https://youtube.com/watch?v=_ZXjFJooyls%3Ffeature%3Doembed

    Wyrok na Niewinnych – OFICJALNY ZWIASTUN/RAFAEL FILM

    Przedpremierowy pokaz filmu miał miejsce kilka tygodni temu na Konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej w Orlando, na której pierwsze przemówienie po ostatnich wyborach wygłosił Donald Trump. Bilety wyprzedały się do ostatniego miejsca. Mimo pandemii i faktu, że w wielu stanach kina są nadal zamknięte, amerykańska premiera „Roe v Wade” odbędzie się nieprzypadkowo w Wielki Piątek 2 kwietnia. Czy spotka się z próbami blokady i podobnym atakiem jak „Nieplanowane”? Zapewne. Film – choć dotyka historii sprzed 50 lat – w znacznie większym stopniu niż dzieło Konzelmana i Solomona jest demaskatorski dla środowisk aborcyjnych. Podobnie może być w Polsce, gdzie dodatkowo dochodzi kontekst wydarzeń ostatnich miesięcy, w tym niespotykanej agresji środowisk aborcyjnych. To właśnie o takich środowiskach i takich zachowaniach w dużej mierze opowiada to dzieło. Czy tak będzie, przekonamy się już 18 kwietnia, bo Polska będzie drugim po Stanach Zjednoczonych krajem, w którym widzowie będą mogli zobaczyć produkcję, do tego – ze względu na zamknięte kina – w szerokiej, bo internetowej dystrybucji.

    „Wyrok na Niewinnych. Sprawa Roe przeciw Wade” (org. „Roe v Wade”), rok prod. 2020, USA, 108 min, scenariusz i reżyseria: Nick Loeb i Cathy Allyn, w rolach głównych: Jon Voight, Nick Loeb, Robert Davi, Stacey Dash, William Forsythe, Steve Gutenberg, John Schneider

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy
    *************************

    Rzeź niewiniątek

    Sąd Najwyższy uzurpując sobie prawo do decydowania o losie nienarodzonych skazuje niewinnych na śmierć.

    Sąd Najwyższy uzurpując sobie prawo do decydowania o losie nienarodzonych skazuje niewinnych na śmierć.
    RAFAEL FILM

    Nathanson, pierwszoplanowy bohater filmu, uważał, że pomaga kobietom, zabijając ich nienarodzone dzieci.

    Na premierę „Wyroku na niewinnych” czekaliśmy bardzo długo, bo zdjęcia zakończono w 2019 roku. Zresztą już w okresie ich realizacji posypały się doniesienia o trudnościach, z jakimi spotykali się twórcy filmu. Ekipa miała kłopoty z lokalizacją planów zdjęciowych, a Facebook zablokował możliwość zamieszczenia reklamy informującej o zbiórce środków na promocję filmu. Niektórzy aktorzy zrezygnowali z udziału w zdjęciach, kiedy dowiedzieli się o jego przesłaniu. „Musieliśmy zastąpić trzech aktorów, w tym aktorkę, która miała zagrać Normę McCorvey, chociaż wcześniej błagała o tę rolę” – przyznał reżyser w wywiadzie. W mediach nieustannie pojawiały się opinie, że to będzie porażka, bo przecież nie można nakręcić dobrego filmu, jeżeli za jego produkcję biorą się twórcy o konserwatywnych poglądach. Film zyskał w mediach opinię „jednego z najbardziej kontrowersyjnych tytułów roku”. Powodem tej nagonki, bo chyba można tak to nazwać, był temat, za który zabrali się niewłaściwi ludzie, czyli znani ze swoich antyaborcyjnych przekonań chrześcijanie. I do tego znalazły się wśród nich także kobiety, jak Alveda King, siostrzenica Martina Luthera Kinga, aktywna działaczka pro-life.

    Edward Kabiesz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    **********************************************************

    Koronka do Serca Jezusowego

    O. Pio odmawiał ją codziennie za tych, którzy prosili go o modlitwę

    KORONKA DO SERCA PANA JEZUSA
    Panaspics/Shutterstock

    ***

    O. Pio miał wielką cześć dla Bożego Serca i znał objawienia Małgorzaty Marii Alacoque. Sam ułożył tę modlitwę i odmawiał ją codziennie w intencjach, które powierzali mu różni ludzie.

    Wczerwcu w kościołach odmawiana jest litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nie jest to jedyna modlitwa, w której praktykuje się nabożeństwo do Serca Jezusowego. Coraz popularniejsza jest np. koronka świętego ojca Pio.

    „Współbracia i inne osoby, które znały o. Pio, wspominali, że przez wiele lat, aż do śmierci, codziennie odmawiał tę koronkę, którą sam ułożył w latach 20. XX wieku – mówi kapucyn o. Roman Rusek, krajowy asystent Grup Modlitwy Ojca Pio. – O. Pio miał wielką cześć dla Bożego Serca i znał objawienia Małgorzaty Marii Alacoque. Miał też wielkie nabożeństwo dla męki Pańskiej”.

    Modlitwa błagalna

    Jak każda modlitwa do Serca Jezusowego, i ta uświadamia nam dwie rzeczy podstawowe dla chrześcijaństwa – że Bóg nas kocha i że potrzebujemy nawrócenia. Jest to modlitwa typowo błagalna, odwołująca się do słów samego Jezusa, który zachęcał do tego, żebyśmy w Jego imię prosili Ojca o potrzebne nam łaski.

    Przykładowo: „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”. Na końcu jeszcze jest prośba do Matki Bożej i św. Józefa o wstawiennictwo.

    Jak odmawiać koronkę?

    Jak wszystkie modlitwy tego typu, koronka do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest zbudowana na stałym, powtarzającym się schemacie. Składa się z trzech części i zakończenia.

    Każda z trzech części zaczyna się zdaniem z Pisma Świętego, w którym Pan Jezus zachęcał nas od ufnej modlitwy; trzech modlitw: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…”; oraz z prośby „Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję”.

    Na końcu koronki jest podsumowanie:

    „O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen”.

    A po niej jeszcze następuje antyfona maryjna:

    „Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia…” (Salve, Regina), odmawiana dzisiaj m.in. podczas pogrzebów, a dawniej po każdej mszy świętej od uroczystości Trójcy Świętej do Adwentu; oraz krótkie wezwanie do św. Józefa: „Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami”.

    Tekst Koronki do Najświętszego Serca Pana Jezusa

    1. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”. Wysłuchaj mnie, gdyż pukam, szukam i proszę o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    2. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”. Wysłuchaj mnie, gdyż proszę Ojca w imię Twoje o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    3. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Wysłuchaj mnie, gdyż zachęcony Twoimi słowami proszę o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    Na końcu:

    O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen.

    Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia,
    Życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj.
    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy.
    Do Ciebie wzdychamy, jęcząc i płacząc na tym łez padole.
    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć.
    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.
    O, łaskawa,
    O, litościwa,
    O, słodka Panno Maryjo.

     Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami.

    Joanna Operacz/Aleteia.pl

    *************************************************************************************

    Litania o pocieszenie dla chorych

    Może ktoś ci bliski potrzebuje takiej modlitwy?

    HEALING
    Fr Lawrence Lew, O.P. | Flickr CC BY-NC-ND 2.0

    ***

    Oto piękna litania napisana przez dominikanina, o. Petera Johna Camerona. Odmawiajcie ją za chorych z waszego otoczenia. Bóg słyszy!

    Wiadomości o chorobie kogoś nam bliskiego czy świadomość tego, jak wiele osób na świecie cierpi, mogą być przygnębiające. Czasem spotykamy się z sytuacjami tak dramatycznymi, że wydawać by się mogło, iż Bóg nas opuścił.

    Musimy jednak pamiętać, że Bóg chce być z nami w naszym cierpieniu i pocieszać nas w naszym utrapieniu. Kiedy Jezus chodził po ziemi, był blisko chorych i towarzyszył im w ich cierpieniu.

    Oto piękna litania napisana przez dominikanina, o. Petera Johna Camerona. Opublikowana została w książce Blessing Prayers: Devotions for Growing in Faith.

    Odmawiajcie ją za chorych, zarówno waszych znajomych, i tych nieznanych osobiście. Bóg słyszy nasze modlitwy i otacza chorych swoją miłością. Módlmy się ze szczególną miłością i troską, prosząc Pana o Jego pocieszającą łaskę umocnienia cierpiących w czasie ich próby.

    Litania o pocieszenie dla chorych

    Kiedy dokucza ból i udręka:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy powrót do zdrowia jest bardzo powolny:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy terapia budzi lęk i przerażenie:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy trudno porzucić ustalone plany:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy rośnie poczucie wyobcowania:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy narasta fizyczne i psychiczne zmęczenie:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy narasta niecierpliwość i negatywne emocje:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy niepokój powiększa osamotnienie:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy choroba utrudnia kontakty z bliskimi:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy dopada zniechęcenie i przygnębienie:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy strach nie pozwala myśleć o przyszłości:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy choroba odbiera godność:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy budzi się złość i pretensje do wszystkich:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy zamartwiamy się i stajemy się drażliwi:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy nikt się nami nie opiekuje:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy budzi się zazdrość wobec zdrowych:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy wkrada się do duszy pesymizm i cynizm:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy udrękę wzmaga potrzeba pojednania:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy mylimy chorobę z karą:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy ci, których kochamy, są daleko:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy choroba powoduje kłopoty finansowe, które są powodem dużego zmartwienia:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy brak już nadziei co do przyszłości:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy osłabienie nie pozwala myśleć:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy przyjaciele odwracają się, bojąc się choroby:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy choroba niszczy dobry nastrój i czyni drażliwymi:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy dopada żal i wstyd za grzechy z przeszłości:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy trudno jest zasnąć:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy sprzeciwiamy się niezbędnym zmianom:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy doświadczamy pokusy wyparcia:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy nikt nas nie rozumie:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy nie można wychodzić z domu:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy dopada zobojętnienie i apatia:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy wydaje się, że leki nie działają:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy potrzeba jedynie opiekuńczego dotyku:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy nie można kontynuować ustalonych zwyczajów:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy trudno znaleźć siły do dalszej walki:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy trudno się modlić:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy cierpienie jest nie do zniesienia:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Kiedy zbliża się śmierć:
    Panie, bądź blisko i daj pocieszenie.

    Najłaskawszy Ojcze, Twój umiłowany Syn okazywał szczególne współczucie trędowatym, czułość złożonym chorobą i uzdrawiał chorych, których do niego przyprowadzano. Stawiamy przed Tobą wszystkich chorych i potrzebujących Twej uzdrawiającej łaski. Niech miłość i miłosierdzie Boskiego Lekarza podniesie na duchu wszystkich, którzy cierpią z powodu choroby i niech przywróci im zdrowie i spokój. Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

    Amen.

    Philip Kosloski /Aleteia.pl

    ***********************************************************************************************************

    1 LIPCA – PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA

    MSZA ŚW. W KAPLICY-IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO – GODZ. 20.30

    ADORACJA W INTENCJI KAPŁANÓW – GODZ. 21.00 – 22.00

    rejestracja przy wejściu do kaplicy-izby

    *****

    Drogocenna krew Chrystusa/Misericors.org

    *****

    KULT NAJŚWIĘTSZEJ KRWI CHRYSTUSA

    …. “Dziś zaczyna się lipiec, miesiąc, który zgodnie z ludową tradycją poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia.

    W dzisiejszej liturgii apostoł Paweł w Liście do Galatów stwierdza, że «ku wolności wyswobodził nas Chrystus» (Ga 5, 1). Ta wolność ma bardzo wysoką cenę: jest nią życie, krew Odkupiciela. Tak! Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci.

    Krew Chrystusa jest niezbitym dowodem miłości niebieskiego Ojca do każdego człowieka, bez żadnego wyjątku.

    Wszystko to bardzo jasno wyraził bł. Jan XXIII, który otaczał Krew Pańską wielkim nabożeństwem, wyniesionym z domu, gdzie słyszał w dzieciństwie, jak rodzina odmawiała litanie jej poświęcone. Jako papież napisał list apostolski wzywający do krzewienia tego kultu (Inde a primis, 30 czerwca 1959 r.) i zachęcił wiernych do rozważania nieskończonej wartości tej Krwi, «której jedna kropla może wybawić cały świat od wszelkiej winy» (hymn Adoro Te devote)” …..

    św. JAN PAWEŁ II – Rozważanie przed modlitwą “Anioł Pański”, 1 lipca 2001

    ************

    Pięć powodów dla których Komunię świętą przyjmować należy na język

    (Ostatnia Komunia św. Ludwika, Króla Francji. Autor obrazu: Gabriel François Doyen.)

    *****

    Chciałbym podzielić się kilkoma spośród argumentów, które przekonały mnie do tego, by nigdy nie przyjmować Komunii świętej na rękę. Robię to w związku z poleceniami zakazującymi udzielania wiernym Komunii na język, wydawanymi przez władze, a czasem i przez biskupów. Gdybym był przymuszany, wolałbym dokonać ofiary polegającej na przystąpieniu w takiej sytuacji do Komunii duchowej.

    1. Cześć należna wszechpotężnemu Bogu

    Przyjmowanie Komunii świętej na język wynika z pełnej czci miłości względem Króla Królów, którego przyjmujemy w sakramencie świętej Eucharystii. Niektóre spośród najsilniejszych argumentów na rzecz takiej czci pochodzą z Pisma Świętego.

    Gdy Bóg przemówił do Mojżesza z krzewu gorejącego, jak czytamy w 3 rozdziale Księgi Wyjścia, polecił mu aby się nie zbliżał i by zdjął swe sandały, gdyż stąpa po świętej ziemi. W psalmie 95 czytamy: „Wejdźcie, uwielbiajmy, padnijmy na twarze i zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył” (Ps 95, 6). Taki sposób wyrażania czci dostrzegamy także na kartach Nowego Testamentu w trakcie Przemienienia, kiedy Piotr, Jakub i Jan ujrzeli na Górze Tabor uwielbionego Chrystusa – którego przyjmujemy w Eucharystii – i padli przed Nim na twarz.

    Świadectwem Pisma Świętego, które przemawia do mnie najsilniej w tym zakresie, jest Arką Przymierza (2 Sm 6, 1-7; 1 Kr 13, 9012). Arka została zaprojektowana przez Boga i powstała zgodnie z Jego wytycznymi. Znalazła się w niej manna, laska Mojżesza i tablice z 10 przykazaniami. Była tak święta, że nikt nie mógł jej dotykać, za wyjątkiem wybranych lewitów – kapłanów tamtej epoki. Zastrzeżenie dotykania Arki dla kapłanów stało się tym silniejsze, gdy po jej dotknięci zginął świecki imieniem Uzza. Choć dotknął jej po to, by ustrzec ją przed upadkiem, został rażony przez Boga. Uzza uczynił to, co uważał za właściwe. On i jego brat transportowali Arkę wozem ciągniętym przez woły. W trakcie podróży woły szarpnęły, Uzza chwycił Arkę po to, by ją przytrzymać – i został śmiertelnie porażony dlatego, że nikt nie mógł jej dotykać.

    Podobna sytuacja ma miejsce obecnie, kiedy to niektórzy starają się robić to, co uważają za słuszne w czasach koronawirusa i przyjmują Komunię na rękę. A jednak, w przypadku Arki dotykanie nie było rzeczą słuszną, choć w tej konkretnej chwili wydawało się celowe – wiązało się z dobrymi intencjami, chęcią ochronienia jej przed upadkiem. Podobnie jest dzisiaj, gdy wielu ludzi przyjmuje Komunię do dłoni, mających dobre intencje chronienia swych braci i sióstr w Chrystusie przed możliwym zakażeniem koronawirusem bądź działając na rzecz Kościoła, po to by mógł dalej udzielać Komunii wiernym. Jednakże dotknięcie Arki Przymierza było rzeczą złą. Decyzja Boga o porażeniu Uzzy strapiła Dawida tak bardzo, że bał się sprowadzić Arkę Przymierza do swego domu. A czym jest Arka w zestawieniu z naszym Panem obecnym w Eucharystii? Arce oddawano cześć w świątyni, przenoszono ją ceremonialnie, uważano za świętą, a jednak była ona jedynie podnóżkiem Boga; to Jego obecność, ukryta i zapowiadająca Jego rzeczywistą obecność w Osobie Jezusa Chrystusa, którego przyjmujemy w Komunii świętej.

    1. Autorytet Kościoła

    W czasie, w którym walczymy z epidemią koronawirusa, warto pamiętać o tym, że Kościół rozważał kwestię komunikowania na język w dobie współczesnej, w kontekście rozprzestrzeniania się podobnego wirusa. W roku 2009, w trakcie epidemii wirusa H1N1, świecki żyjący w angielskiej diecezji, w której udzielanie Komunii świętej na język zostało ograniczone, napisał w tej sprawie do Watykanu. Odpowiedź ze strony Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, datowana na 14 lipca 2009 r., została opublikowana na blogu „Rorate Caeli”. Kongregacja, do której kompetencji należy udzielanie autorytatywnych odpowiedzi na takie pytania, odniosła się do sprawy wskazując na prawo Kościoła przedstawione w instrukcji „Redemptionis Sacramentum”; instrukcji mówiącej, że „każdy wierny zawsze ma prawo według swego uznania przyjąć Komunię świętą do ust” (p. 92) i „święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy właściwie o nie proszą, są odpowiednio przygotowani i prawo nie zabrania im ich przyjmowania” (p. 91). Watykańska kongregacja przekazała „podziękowania za zwrócenie uwagi na tę ważną kwestię” i zapewnienie, że „w tej sprawie podjęte zostaną stosowne rozmowy”.

    Kanonistka Cathy Caridi wskazała na znaczenie tego stwierdzenia na łamach bloga „Canon Law Mae Easy”. Jak pisała Caridi, „to jasne, że po wysłaniu tej odpowiedzi Kongregacja zamierzała skontaktować się z duchownymi, którzy nielegalnie zabraniali katolikom przyjmowania Komunii na język, formalnie ich informując, że czyniąc tak łamią prawo”. Caridi konkluduje:

    Logicznie założyć możemy, że wierni, którzy obecnie zwrócą się do Kongregacji Kultu Bożego z informacjami dotyczącymi obecnych, nielegalnych praktyk mających miejsce w ich parafiach/diecezjach, w których zabrania się przyjmowania Komunii na język, otrzymają od Kongregacji dokładnie taką samą odpowiedź. (…) Odpowiedź będzie taka sama nie dlatego, że koronawirus nie stanowi zagrożenia, tylko dlatego że prawo katolików z całego świata do takiego przyjmowania Komunii świętej – na język – stanowi normę, która może zostać zawieszona wyłącznie przez Najwyższą Władzę Kościoła. Nie jest to kwestią wirusów, lecz hierarchicznej struktury Kościoła. Żaden biskup (tym bardziej działający samodzielnie proboszcz!) nie ma władzy zawieszania prawa bądź orzeczenia Watykanu wydanego jako obowiązujące Kościół Powszechny[1].

    1. Świadectwa aniołów, świętych i papieży

    Święty Tomasz z Akwinu pisze w „Sumie teologicznej” tak: „uszanowanie dla sakramentu Eucharystii wymaga, by dotykały się go tylko przedmioty konsekrowane. Toteż konsekruje się korporał i kielich a także ręce kapłana, ujmujące ten sakrament. Dlatego bez koniecznej potrzeby nie godzi się dotykać tego sakramentu innym osobom, chyba że domaga się tego podniesienie upuszczonej hostii lub jakaś inna konieczność” (q. 82, a. 3).

    W 2018 roku Benedykt XVI podjął decyzję o zaprzestaniu udzielania Komunii świętej na rękę, udzielał jej wyłącznie na język klęczącym wiernym. W jednym z watykańskich serwisów wciąż odnaleźć można podstronę z 2009 r. upamiętniającą tę decyzję (dziś prezentuje ona zdjęcie papieża Franciszka). Oto co na niej przeczytamy: „Od czasów Ojców Kościoła istniała i utrwalała się tendencja do ograniczania udzielania Komunii świętej na rękę, zastępowana udzielaniem Komunii na język. Z tą praktyką łączyły się dwa motywy: a) pierwszy: unikania, w takim stopniu, jak to tylko możliwe, upuszczania partykuł eucharystycznych, b) drugi: pomnożenia czci wiernych względem Rzeczywistej Obecności Chrystusa w Sakramencie Eucharystii”[2]. Jak czytamy, „począwszy od uroczystości Bożego Ciała w roku 2008 Ojciec Święty rozpoczął udzielanie Ciała Pańskiego klęczącym wiernym na język”.

    Znane stwierdzenie świętego Augustyna, przywoływane przez Benedykta XVI w 66. punkcie adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis”, mówi nam: „nemo autem illam carnem manducat, nisi prius adoraverit;(…) peccemus non adorando – Niech nikt nie spożywa tego Ciała, jeśli Go najpierw nie adorował; (…) grzeszylibyśmy, gdybyśmy Go nie adorowali” („Enarrationes in Psalmos” 98, 9). Klęczenie wyraża adorację konieczną przed przyjęciem Chrystusa Eucharystycznego.

    W trakcie jednego z objawień Anioła Pokoju, danego dzieciom z Fatimy, Anioł udzielił im Komunii świętej. Anioł upadł przed Panem Eucharystycznym na twarz, ucząc tego dzieci.

    1. Profanacja bądź brak czci należnej Przenajświętszej Eucharystii

    W roku 2014, biskup Athanasius Schneider, poproszony w rozmowie z redakcją magazynu wydawanego przez Towarzystwo Mszy Łacińskiej Anglii i Walii o odniesienie się do głównej obawy związanej z udzielaniem Komunii świętej na rękę, czyli utraty partykuł eucharystycznych, udzielił następującej odpowiedzi:

    Zgodnie z posiadaną wiedzą i doświadczeniem, najgłębszą raną obecnego kryzysu Kościoła jest rana eucharystyczna, nadużycia popełniane względem Najświętszego Sakramentu (…). Istnieje problem (…) przyjmowania Komunii Świętej w sposób obiektywnie pozbawiony czci. Ten tzw. nowy, współczesny sposób przyjmowania Komunii bezpośrednio na dłoń jest czymś niezwykle poważnym naraża bowiem Chrystusa na niezwykłą banalizację. (…) Istnieje zasmucający fakt utraty partykuł eucharystycznych. Fragmenty konsekrowanej hostii są deptane. To straszne! Nasz Bóg, w naszych kościołach, jest deptany. Nikt temu nie może zaprzeczyć. (…) Dochodzi do tego na szeroką skalę. To musi być, dla osoby wierzącej i kochającej Boga, bardzo poważnym zjawiskiem. (…) Nie możemy dalej czynić tak, jakby Jezus nie istniał jako Bóg, jakby istniał tylko chleb. Ta współczesna praktyka udzielania Komunii do ręki nie ma nic wspólnego z praktyką Kościoła starożytnego. Współczesna praktyka stopniowo przyczynia się do utraty katolickiej wiary w realną obecność i transsubstancjację. (…) Kapłan, jak i biskup, nie może stwierdzić, że taka praktyka jest w porządku. Stawką jest to, co a Ziemi najświętsze, najbardziej boskie.

    1. Komunia na rękę została wprowadzona dzięki nadużyciom, oszustwu i zdradzie

    Z dogłębnego i często cytowanego studium autorstwa Michaela Daviesa dowiadujemy się następującej rzeczy:

    Komunia na rękę została ponownie wprowadzona w Kościele katolickim jako akt buntu tuż po II Soborze Watykańskim. Zaczęło się to w Holandii wskutek arbitralnego aktu nieposłuszeństwa wobec władzy kościelnej (…) rozprzestrzeniając się na Niemcy, Belgię i Francję. (…) Konsekwencje tego buntu były tak poważne, że papież skonsultował się z biskupami na całym świecie, a po uzyskaniu ich opinii wydał w roku 1969 instrukcję »Memoriale Domini«. Instrukcję tę załączono w tej pracy i będę się do niej od czasu do czasu odnosił. Zawiera ona następujące punkty o zasadniczym znaczeniu: 1. Biskupi z całego świata znaczącą większością opowiedzieli się przeciwko tej nowości. 2. Tradycyjny sposób udzielania Komunii świętej powinien zostać utrzymany. 3. Stanowi on wyraz czci, która w żaden sposób nie pomniejsza godności komunikującego. 3. Innowacja może doprowadzić do braku czci, profanacji i zniekształcenia właściwej doktryny. (…) Dlatego też Stolica Apostolska usilnie nalegała, także i przez wzgląd na dobro wspólne Kościoła, by biskupi, kapłani i wierni przestrzegali prawa – obowiązującego i raz jeszcze potwierdzanego osądem większości katolickiego episkopatu –  w zakresie formy określanej poprzez obecny ryt świętej liturgii[3].

    Davies wskazuje, że następnie doszło do haniebnego błędu w ocenie. Udzielono zgody na to, by w miejscach, w których „rozwinął się już” przeciwny sposób udzielania Komunii, dwie trzecie biskupów tworzących konferencje episkopatu mogło wystosować do Stolicy Apostolskiej prośbę o zalegalizowanie tego nadużycia. Co oczywiste, stwierdzenie „rozwinął się już” oznacza zaistnienie tej praktyki przed datą 28 maja 1969 roku. Kraje, w których taki sposób komunikowania nie był praktykowany, zostały pozbawione możliwości składania takiej prośby. Do tej kategorii należały wszystkie kraje anglojęzyczne.

    Gdy w roku 1977 nad tą kwestią debatowali amerykańscy hierarchowie, biskup Blanchette wskazywał, że procedura określona przez Watykan sprowadzała się do tego, że o zezwolenie można wystąpić, o ile dominuje sposób przeciwny tradycyjnemu zwyczajowi. Podkreślił, że biskupi nie mogą podjąć tego kroku ze względu na istniejącą sytuację.

    Na łamach „National Catholic Register” z 12 czerwca 1977 roku biskup Blanchette wspominał:

    Powiedziałem, że teraz będziemy dyskutować i prawdopodobnie głosować nad tym, czy chcemy złożyć prośbę do Stolicę Apostolską (o indult dot. komunikowania na rękę – przyp. tłum), a nie stwierdziliśmy, że taki zwyczaj komunikowania dominuje. Powiedziałem, że najprostszym sposobem byłoby poproszenie ordynariuszy o wskazanie tego, czy w ich diecezjach zwyciężył zwyczaj przeciwny. Ordynariusz powinien wiedzieć, jest pasterzem swojej diecezji. Poproszono go, by był posłuszny, tak samo jego prezbiterów, a więc jeśli ktoś ma wiedzieć, gdzie przeważa praktyka przeciwna, to właśnie on. Poprosiłem więc, by poprawić program tak, by pierwszy krok – stwierdzenie, czy gdzieś przeważa przeciwny zwyczaj – został zweryfikowany. Tak, że gdyby to zostało zweryfikowane, to przeszlibyśmy do kolejnych punktów programu. A skoro pierwszy etap nie został zrealizowany, to jak – logicznie rzecz ujmując – możemy przechodzić do drugiego? Na tym polegał mój wniosek.

    Michael Davies tłumaczy: „Wniosek biskupa Blanchette’a uzyskał pisemne poparcie pięciu innych biskupów i został przyjęty przez przewodniczącego konferencji. Zgodnie z przepisami, powinien zostać poddany głosowaniu pisemnemu, ale zwolennicy innowacji się temu sprzeciwili i korzystając z głosowania poprzez podniesienie ręki przyjęli, że przewodniczący łamie porządek obrad. Pytanie o to, czy to głosowanie było legalne, jest całkiem zrozumiałe. Następnie przyjęto oczywiście kolejne nadzwyczajne środki po to, by wprowadzić tę innowację. Uniemożliwiono głosowanie emerytowanym biskupom, a kiedy okazało się, że wciąż nie osiągnięto koniecznej większości, wzywano nieobecnych dotąd biskupów, aż po moment w którym osiągnięto konieczną liczbę głosów”. Jak więc widać, współczesne udzielanie Komunii świętej na rękę wprowadzono korzystając z nadużyć, oszustw i zdrady.

    Z tych też powodów uważam, że katolicy nie powinni przyjmować Komunii świętej na rękę. Gdybyście znaleźli się w sytuacji, w której odmówiono by wam Komunii, jeśli nie przyjmiecie jej na rękę, to ja przyjąłbym Komunię na sposób duchowy, a następnie skontaktował się z odpowiednimi władzami kościelnymi, by zaradziły takiej sytuacji. Na taką rozmowę z waszym biskupem czy księdzem weźcie ze sobą list Kongregacji Kultu Bożego podejmujący tę kwestię w kontekście epidemii świńskiej grypy z 2009 roku. Jeśli wciąż nie będą zezwalali wam na przyjęcie Komunii na język, poproście by chociaż tak jej wam udzielili po zakończeniu Mszy świętej. Jeśli nawet i w tym wypadku będą odmawiać, odwołujcie się do watykańskiej kongregacji przedstawiając dowody takiej odmowy, prosząc Boga o to, by taka sytuacja szybko została naprawiona. Do tego czasu ofiarujcie Bogu cierpienia związane z pozbawieniem was Eucharystii, uczestniczcie we Mszy jednocząc wasze cierpienie z Ofiarą Chrystusa.

    John-Henry Westen – współzałożyciel i redaktor naczelny LifeSiteNews.

    „Calx Mariae” nr 10

    [1] Cathy Caridi, „Can we be required to receive Communion in the hand, becouse of the virus?”, Canon Law Made Easy, 12 marca 2020 r., https://canonlawmadeeasy.com/2020/-3/12/communion-in-the-hand-virus/
    
    [2] Office for the Liturgical Celebrations of Supreme Pontiff, „Communion received on the tongue while kneeling”, http://www.vatican.va/news_services/liturgy/details/ns_lit_doc_20091117_comunione_en.html
    
    [3] Michael Davies, „Communion in the hand and other similiar frauds”, https://sspx.org/sites/sspx/files/communion-in-the-hand-and-ither-similiar-frauds-michael-davies.pdf
                                         __________________
                                                       Polonia Christiana 24.pl/27.06.2021
                           *********************************************

    2 LIPCA – PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA – MSZA ŚW. – GODZ. 19.00

    DZIEŃ ZADOŚĆUCZYNIENIA ZA GRZECHY NASZE I CAŁEGO ŚWIATA

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚW. OD GODZ. 18.00

    Koła ratunkowe
    Obietnice Pana Jezusa dane św. Małgorzacie Marii Alacoque
    fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ

    *******

    3 LIPCA – PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    SPOWIEDŹ ŚW. OD GODZ. 17.00

    WIGILIJNA MSZA ŚW. Z XIV NIEDZIELI ZWYKŁEJ – GODZ. 18:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA, KTÓRYMI NIEWDZIĘCZNI LUDZIE WCIĄŻ RANIĄ NA NOWO NIEPOKALANE SERCE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    Wielka obietnica

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
    10 grudnia 1925r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce.

    Dzieciątko powiedziało:
    Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.

    Maryja powiedziała:
    Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia.

    Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Córko moja – powiedział Jezus – chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi:

    1. Obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
    2. Przeciw Jej Dziewictwu,
    3. Przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu,
    4. Obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki,
    5. Bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ************************************************************************************************************

    *********

    Post eucharystyczny jest obowiązkowy.

    Czy zbyt łatwo o nim nie zapominamy?

    PRZYGOTOWANIE DARÓW
    Shutterstock

    *****

    Kogo obowiązuje post eucharystyczny? Jakie ma znaczenie? I jak liczyć czas postu?

    Uczono nas o nim podczas przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, ale praktyka pokazuje, że często ulatuje nam z pamięci albo nie przykładamy do niego większej wagi. Tymczasem to podstawowy sposób przygotowania się do owocnego udziału w Mszy świętej.

    Obudzić pragnienie serca

    Powstrzymanie się od pokarmów i napojów podtrzymujących i uprzyjemniających nasze życie biologiczne ma uświadomić nam, że oto niebawem będziemy przyjmowali Pokarm i Napój dający nam życie duchowe i wieczne. Tak pisał o tym święty Efrem Syryjczyk:

    W Twym Chlebie ginie łakomstwo, Twój kielich unicestwia nieprzyjaciela – śmierć, co nas pożera. Spożywamy Cię, Panie, i pijemy nie tylko, by się nasycić, ale by żyć przez Ciebie.

    Fizyczny głód i pragnienie mają za zadanie rozbudzić naszą duchową tęsknotę za Jezusem w Eucharystii. Takie duchowe „przez żołądek do serca” à rebours.

    Niezwykły pokarm

    Post eucharystyczny znany był w Kościele już w pierwszych wiekach. Co prawda pierwsze pokolenie chrześcijan łączyło nieraz Eucharystię z braterską ucztą zwaną „agapą”, ale dość szybko zdecydowano się rozdzielić te dwa wydarzenia, a przyjmowanie Ciała Pańskiego poprzedzać czasem powstrzymywania się od jakichkolwiek innych pokarmów i napojów.

    Wynikało to z dużej wrażliwości na realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Uważano, że nie godzi się, by Chleb Eucharystyczny mieszał się w nas ze zwykłym, wcześniej przyjętym pożywieniem.

    Dziś może dziwić, a nawet śmieszyć nas takie „organiczne”, naturalistyczne podejście, ale powinno też sprowokować do pytania: Czy ja rzeczywiście zdaję sobie sprawę, że w Komunii przyjmuję naprawdę Ciało i Krew Boga?

    Komunia dla wytrwałych

    Pierwsze precyzyjne przepisy dotyczące postu eucharystycznego wprowadził w XVI w. Sobór w Trydencie. Ustalone tam zasady były bardzo surowe. Aby przystąpić do Komunii, należało powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu oraz napoju od północy aż do momentu jej przyjęcia. Zasada ta obowiązywała wszystkich i bez jakichkolwiek wyjątków.

    Stąd Msze święte sprawowano zasadniczo tylko w godzinach porannych. Był to też jeden – choć nie jedyny – z powodów, dla których wierni nie przystępowali do Komunii zbyt często.

    Dopiero w 1953 r. papież Pius XII pozwolił na picie w tym czasie samej wody, a niedługo potem skrócił obowiązujący czas postu eucharystycznego do trzech godzin. Następna zmiana przyszła już po II Soborze Watykańskim, gdy papież Paweł VI określił minimalny czas postu do jednej godziny. W 1973 r. w instrukcji Immensae caritatis zezwolił też, by w przypadku osób chorych, starszych oraz opiekujących się nimi było to jedynie piętnaście minut.

    Post eucharystyczny dzisiaj

    Obowiązujący nas dzisiaj Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. w kanonie 919 nakazuje powstrzymanie się od jakiegokolwiek pokarmu i napoju z wyjątkiem wody i lekarstw „przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii Świętej”.

    Post eucharystyczny nie obowiązuje osób w podeszłym wieku, chorych oraz opiekujących się nimi. Zwolniony z postu eucharystycznego jest też kapłan sprawujący drugą lub trzecią Mszę św. tego samego dnia (ale nie przed pierwszą Mszą św.).

    Poza określonymi powyżej wyjątkami post eucharystyczny obowiązuje wszystkich wiernych i zasadniczo nie występuje możliwość dyspensowania (czyli zwalniania) od niego zarówno w przypadku przyjmowania Komunii podczas mszy świętej, jak i poza nią. Czas postu eucharystycznego liczymy bowiem – o czym warto pamiętać – nie do chwili rozpoczęcia Mszy św., ale właśnie do przyjęcia Komunii.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    **************

    Czy klękać przed telewizorem?

    Czy trzeba się przeżegnać przed ekranem?

    MSZA W TELEWIZJI
    Africa Studio | Shutterstock

    *****

    Co zrobić podczas konsekracji i podniesienia w trakcie mszy oglądanej w telewizji? Możemy zostać na przysłowiowej kanapie czy też należałoby wstać lub nawet uklęknąć przed ekranem?

    Msza św. w telewizji, radiu i w internecie

    Większości z nas zdarzyło się pewnie oglądać transmisje różnego rodzaju uroczystości religijnych za pośrednictwem telewizji lub internetu, albo słuchać ich przez radio. Korzystamy z takiej możliwości najczęściej wówczas, gdy z jakichś powodów niemożliwy jest nasz bezpośredni, osobisty udział w interesującym nas wydarzeniu.

    Mogą to być bardzo różne sytuacje – od pobytu w szpitalu po niemożność pozwolenia sobie na podróż w odległe miejsce, czy – jak obecnie – wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego.

    Eucharystia oglądana lub odsłuchiwana przez radio nie jest jednak wcale aż taką nowinką, jak mogłoby się wydawać. Polskie Radio od 1980 r. co niedzielę transmituje tak zwaną „Mszę świętą radiową” nadawaną z kościoła Świętego Krzyża w Warszawie.

    Transmisja radiowa mszy dla chorych, cierpiących, odosobnionych, uwięzionych, internowanych i pełniących służbę wojskową była jednym z postulatów „Solidarności”. Umożliwiło ją jednopunktowe porozumienie zawarte między Urzędem do spraw Wyznań a Episkopatem Polski oraz dekret prymasa Wyszyńskiego. Od tamtego czasu Mszy św. radiowej słuchają co niedzielę tysiące katolików w kraju i za granicą.

    Kwestia nastawienia

    Rozwój technik przekazu medialnego przynosi w tym wypadku wiele dobra. Dla ogromnej rzeszy ludzi możliwość uczestniczenia choćby w taki sposób w celebracjach religijnych jest nieocenioną pomocą i radością.

    Dobrze jest móc na bieżąco śledzić uroczystości z udziałem papieża na placu św. Piotra, na plaży Copacabana lub w podkrakowskich Brzegach, jeśli akurat nie mogliśmy znaleźć się tam osobiście.

    Czasem mamy jednak wątpliwości, jak powinniśmy się wówczas zachować. Czy wypada pić herbatę podczas papieskiej homilii, której słuchamy na żywo przez internet? A co podczas konsekracji i podniesienia w trakcie Mszy św. oglądanej w telewizji? Możemy zostać na przysłowiowej kanapie czy też należałoby wstać lub nawet uklęknąć przed ekranem? Mam przeżegnać się, gdy słyszę w radio słowa błogosławieństwa?

    Wiele zależy od nastawienia, z jakim oglądamy czy słuchamy transmisji. Inne zachowania będzie dyktować nam zwykła ciekawość, inne pragnienie uczestniczenia w jakiś sposób w transmitowanym wydarzeniu. Krótko mówiąc, chodzi poniekąd o to, czy po prostu chcę zobaczyć „jak to tam wygląda”? Czy też pragnę łączyć się duchowo ze wspólnotą modlącą się nawet tysiące kilometrów od biurka, na którym stoi mój laptop lub telewizor.

    Klękać przed telewizorem?

    Istotną rolę odgrywa też w tym wszystkim nasza osobista wrażliwość, której nie należy lekceważyć. Klękanie prze ekranem to oczywiście lekka przesada, która może wywołać uśmiech na naszej twarzy. Ale wielokrotnie miałem okazję widzieć starszych ludzi unieruchomionych w ścianach swoich mieszkań, którzy słysząc „bierzcie i jedzcie” klękali prze telewizorem lub radioodbiornikiem z takim przejęciem, że budziło to we w mnie wzruszenie zamiast rozbawienia.

    Oglądanie czy słuchanie transmisji Mszy św. nie zastąpi oczywiście w żaden sposób rzeczywistego w niej uczestnictwa. Gdy nie mamy takiej możliwości, warto pamiętać przede wszystkim o praktyce Komunii duchowej, która pod względem duchowym ma nieskończenie większe znaczenie i wartość niż najuważniejsze nawet śledzenie przekazów medialnych. Na czym ona polega?

    Dobrze tłumaczy to franciszkanin o. Bogdan Kocańda:

    Najpierw należy wzbudzić żywą wiarę w obecność Jezusa. Można w tym celu odmówić akty wiary, nadziei i miłości, albo posłużyć się inną modlitwą spontanicznie przez siebie ułożoną. Następnie należy ufnie otworzyć swoje serce na Boga i odmawiając modlitwę „Ojcze nasz” przyjąć pokorną postawę dziecka Bożego. Kiedy osiągniemy taki stan ducha, wówczas należy poprosić Jezusa, aby przyszedł do naszego serca i zamieszkał w nim.Następnie odmawiamy, tak jak w czasie Mszy świętej, Baranku Boży i wyobrażamy sobie przychodzącego do naszego serca Chrystusa. W ciszy tego duchowego wydarzenia należy trwać przez kilka chwil. Potem uwielbiamy Boga i dziękujemy mu za otrzymaną łaskę. Tak przyjętą Komunię duchową można powtarzać wielokrotnie w ciągu dnia. Bardzo przyczynia się ona do duchowego postępu.

    Nie zastępuje Eucharystii

    Samo oglądanie Mszy św. w telewizji czy też słuchanie jej przez radio nie zastępuje więc rzeczywistego uczestnictwa w Eucharystii, choć może być pomocne w dokonaniu aktu Komunii duchowej. Jest jednak jedno jedyne wydarzenie, z którym Kościół wiąże takie same dobra duchowe niezależnie od tego czy bierzemy w nim udział bezpośrednio czy za pośrednictwem mediów.

    Jest to błogosławieństwo Urbi et orbi – uroczyste błogosławieństwo papieskie udzielane „Miastu (Rzymowi) i światu” jedynie kilka razy do roku. Z przyjęciem tego błogosławieństwa w czasie rzeczywistym (czyli „na żywo”) także za pośrednictwem telewizji, radia, czy internetu związana jest nawet możliwość uzyskania odpustu zupełnego. I wtedy rzeczywiście i na sto procent warto i należy przeżegnać się przed ekranem.

    ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    *********************************************************************

    Upadek wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. Wstrząsające słowa bp. Paprockiego

    Wedle szacunków, aż 70 proc. katolików albo odrzuca rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, albo nigdy nawet o niej nie słyszało. Jak wskazał bp Thomas Paprocki w rozmowie z Michaelem Vorisem, osoby które przyjmują Ciało Chrystusa jako pewien symbol, a bywa, że czynią to w stanie grzechu ciężkiego, popełniają świętokradztwo.

    Biskup odnosząc się do stanu wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii ocenił, że są to liczby porażające. – To jest przerażające widzieć te liczby pokazujące, jak wielu na pozór praktykujących katolików nie rozumie, co oznacza rzeczywista obecność Chrystusa. Są tu różnorakie konsekwencje. Nawet w zeszłym roku, gdy z powodu Covid-19 zamknięto wszystko na kilka miesięcy, gdy ludzie oglądali transmisje na żywo… Myślę, że ludzie, którzy rozumieją Eucharystię, rozumieją to, co tracą. Można oglądać Mszę, można się nawet modlić w trakcie transmisji, ale jak można uczestniczyć w Eucharystii, jeśli nie można przyjąć Komunii św.? – powiedział hierarcha.

    Gość programu Vortex zastanawiał się czy ta sytuacja wiąże się z kwestią Komunii dla ludzi, którzy są w stanie grzechu ciężkiego. – Jeśli nie rozumieją tego, co robią, że w rzeczywistości przyjmują Ciało Chrystusa, i kiedy myślą, że jest to swego rodzaju symboliczne wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, a nie uświadamiają sobie, że przyjmując rzeczywistą obecność naszego Pana do serca w stanie grzechu ciężkiego w zasadzie popełnia się kolejny grzech, popełnia się świętokradztwo… – dodał.

    Biskup przypomniał, że jako kanonista podejmował kwestię „spójności eucharystycznej” (wyrażenie pochodzi z dokumentu z Aparecidy z roku 2007). A oznacza ono, że nikt – czy to ustawodawcy, głowy rządów, pracownicy służby zdrowia – nie może przyjmować Komunii Świętej i jednocześnie uczynkami lub słowami działać przeciw przykazaniom, w szczególności, kiedy zachęcają do aborcji, eutanazji i innych ciężkich grzechów przeciwko życiu i rodzinie. Co więcej, ta odpowiedzialność „ciąży zwłaszcza na ustawodawcach, głowach rządów i pracownikach służby zdrowia”. – Więc ten dokument z Aparecidy mówi, że głowy państw i ustawodawcy nie powinni przyjmować Komunii św., jeśli są rzecznikami aborcji i eutanazji i innych grzechów ciężkich – podkreślił. Biskup zauważył, że wśród architektów wspomnianego dokumentu jest Franciszek (pracował na nim przed objęciem posługi na Stolicy Piotrowej), zatem można przyjąć, że dokument przedstawia sposób myślenia papieża.

    Voris pytał biskupa dlaczego jesteśmy świadkami, gdy niektórzy hierarchowie nie widzą problemu, gdy popierający aborcję i homozwiązki Joe Biden przyjmuje Komunię św. Jak ocenił, to powoduje zamęt i pytania o to dlaczego tak się dzieje.

    Zdaniem bp. Paprockiego, taka sytuacja to złamanie kanonu 915, który mówi, że ktoś trwający z uporem w jawnym grzechu ciężkim nie powinien być dopuszczony do sakramentów. – I nie jest to napisane językiem niezobowiązującym, mówi się bardzo wyraźnie, to język normatywny. Takie osoby nie powinny być dopuszczone do Komunii św., a jednak jest wielu ludzi, biskupów, księży, szafarzy Komunii św., którzy lekceważą ten kanon. Myślę, że kryje się za tym wszystkim – używając języka technicznego – coś, co nazywamy antynomizmem – zaznaczył.

    To, jak wyjaśnił, postawa niechętna przestrzeganiu prawa, uważająca, że prawa zbyt ograniczają, że ograniczają naszą wolność, że powinniśmy robić w pewnym sensie to, co chcemy. – A więc widzimy, jak dzieje się to w różny sposób i z pewnymi bardzo poważnymi następstwami. Antynominizm, ten duch antyprawa, bardzo dominował po Soborze Watykańskim II i to dlatego widzimy tak wiele przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych – ocenił biskup.

    Hierarcha odniósł się tu do pewnego nastawienia, że reguł dotyczących czystości, że VI przykazania lub praw zabraniających przestępstw seksualnych, nie trzeba już przestrzegać. Podobnie rzecz się ma w kwestii związków osób tej samej płci. Jeśli jednak niektórzy hierarchowie nie chcą uznawać tu nie tylko prawa kościelnego, ale nawet moralnego, to jest to bardzo poważny problem.

    Jak dodał, wśród duchowieństwa, ale i wśród wiernych świeckich widać zaniepokojenie i konsternację taką sytuacją. Posługując się przykładem związków homoseksualnych hierarcha ocenił, że nie można zaprzeczyć, że istnieją pewne pozytywne elementy w relacjach pomiędzy takimi ludźmi, którzy zachowują czystość, ale gdy mówimy np. o ich związkach cywilnych, to nie mówimy już o „niewinnej przyjaźni”. – Mówimy o tym, co oni chcą nazywać „małżeństwem”, a co oczywiście nim nie może być. Więc mówimy o relacjach seksualnych i myśl o błogosławieniu tego jest po prostu niezrozumiała. Bóg nie błogosławi rzeczy grzesznych. A jeśli mówimy o grzesznych relacjach, to nie ma mowy o ich błogosławieniu – dodał biskup.

    cała rozmowa z biskupem Thomasem Paprockim na PCh24.TV

    **************************************************

    To już dziś! Czas na Wielką Pokutę 2033 w Gietrzwałdzie [Linki do transmisji]

    #Gietrzwałd#Pan Jezus#pokuta#pokuta 2033#śmierć na krzyżu

    Od trzech lat, poprzez organizację spotkań modlitewnych w Gietrzwałdzie objętych skrótową nazwą “Pokuta 2033” pragniemy przygotować się Jubileuszu Odkupienia  poprzez rozważanie kolejnych stacji Drogi Krzyżowej oraz pokutną pielgrzymkę do miejsca jedynych potwierdzonych oficjalnie przez Kościół objawień maryjnych w Polsce – Gietrzwałdu. Nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy 1. lipca 2019 r, Uroczystość Przenajświętszej Krwi Chrystusa wg dawnego Kalendarza. W tym roku chcemy ponownie stanąć na Warmińskiej ziemi, aby wynagradzać Odkupicielowi i Jego Matce za grzechy Polaków, zwłaszcza za te przeciw świętości Boga i Kościoła oraz przeciw życiu. Szczególnie chcemy przepraszać za postępujący brak wiary w Eucharystię, brak szacunku do do sakramentu kapłaństwa oraz uleganie wpływom ideologii niszczących rodzinę. Pragniemy też skupić się na rozważeniu III stacji Drogi Krzyżowej – „Pierwszy upadek Pana Jezusa pod ciężarem Krzyża” – informują organizatorzy spotkania modlitewnego w Gietrzwałdzie.

    Plan Pokuty 2033 Gietrzwałd wraz z linkami do transmisji online, 1 lipca 2021

    9.15 Rozpoczęcie Czuwania przy źródełku

    9.30 Droga Krzyżowa – z rozważaniami ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza:

    https://youtube.com/watch?v=A3zXrQLb2LQ%3Ffeature%3Doembed

    12.30 Konferencja “Pierwszy Upadek” – ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz

    https://youtube.com/watch?v=kjZHd4nB1VU%3Ffeature%3Doembed

    13.30 Msza św. – przewodniczy ks. Abp Andrzej Dzięga, Metropolita Szczecińsko-Kamieński

    https://youtube.com/watch?v=BBKGRi8Vs0c%3Ffeature%3Doembed

    15.00 Różaniec

    15.30 Wynagradzające Nabożeństwo do Krwi Chrystusa.

    16.00 Msza św. w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego – celebruje ks. Łukasz  Kadziński

    Tym razem spotkamy się wszyscy przy gietrzwałdzkim ołtarzu polowym, obok cudownego źródełka. Tam będą odbywały się najważniejsze wydarzenia naszego czuwania pokutnego – zapraszają organizatorzy. Jak zauważają: „Po tegorocznym kwietniowym szczycie klimatycznym w Białym Domu media odnotowały przewidywania naukowców z Oksfordu, których zdaniem  do chwili podwyższenia temperatury na Ziemi o 1,5 st. pozostało 11 lat i 9 miesięcy. Zjawisko to ma spowodować kataklizm utrudniający życie, chyba że światowa gospodarka zostanie poddana radykalnym przemianom. W powyższym newsie nie porusza nas futurologia klimatyczna, ale jasne nazwanie tendencji wskazujących na nadchodzący kryzys przewidywany na najbliższe lata. Takie i inne (Agenda 2030) zapowiedzi przeobrażeń świata, w którym żyjemy kierują nasze myśli ku roku Wielkiego Jubileuszu Odkupienia nie tylko jako dacie znaczącej dla każdego katolika, ale także dla funkcjonowania narodów i społeczności w formie jaką znamy. Wspominanie 11 lat i 9 miesięcy odnosi nas właśnie do roku 2033. Nie straciło na aktualności to, co pisaliśmy rok temu. Nieustannie spełnia się słowo proroka Habakuka, w którym Bóg „odsłania fundament aż do nagiej skały” (Ha 3,13). Doświadczenie ostatniego półtora roku nie tylko odkryło przed nami prawdę o naszej kondycji wiary ale także unaoczniło zamiary “pyszniących się zamysłami serc swoich” (Łk 2,35). Przyjeżdżając do Gietrzwałdu chcemy zaczerpnąć ze źródła prostoty wiary, pamiętając, że – jak ujął to na zakończenie ubiegłorocznej Drogi Krzyżowej ks. Abp Andrzej Dzięga – to Chrystus powinien być naszą Narodową, osobistą, rodzinną i państwową, a nawet ustrojową racją stanu!”.

    Wydarzenie to organizowane jest przez szczecińską Wspólnotę Rodzin Domus Mariae, zaś jej część merytoryczną przygotowuje ks. prof. Tadeusz Guz.

    PATRON HONOROWY: Abp Andrzej Dzięga, Metropolita Szczecińsko-Kamieński.

    Całość tegorocznego spotkania będzie transmitowana przez internet. Link do transmisji dostępny także na stronie – pokuta2033.pl

    Źródło: pokuta2033.pl

    MWł/PCh24.pl

    *************************************************************************

    Kard. Cantalamessa:

    Od głoszenia kerygmatu zależy ponowna ewangelizacja świata

    Sample

    fot. YouTube

    ***

    – Olśniewające odkrycie Jezusa jako Pana to może najpiękniejsza łaska, którą Bóg daje światu przez Odnowę Charyzmatyczną. Powinna się ona dzielić swym doświadczeniem z całym Kościołem. To od głoszenia kerygmatu zależy ponowna ewangelizacja świata postchrześcijańskiego – mówił o. kard. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja Domu Papieskiego…

    O. kard. Raniero Cantalamessa rozpoczął swoje rozważania od refleksji nt. słów papieża Franciszka: ”Katolicka Odnowa Charyzmatyczna jest strumieniem łaski dla całego Kościoła”. Wyjaśnił, że przez łaskę rozumieć należy samego Boga, który udziela się stworzeniom.

    O. Cantalamessa podkreślił, że w Biblii przedstawione się 2 sposoby działania Ducha Bożego. Pierwszy to sposób charyzmatyczny, polegający na tym, że Duch obdarza konkretnych ludzi darami, przekraczającymi ludzkie możliwość, po to, by podjęli się zadań, których Bóg oczekuje. Dary te służyć mają nie tyle im samym, co wspólnocie. Nie powodują też, że osoby nimi obdarzone prowadzą życie doskonałe, czego przykładem może być Salomon.

    Drugi sposób działania Ducha to sposób uświęcający – Duch zstępuje na człowieka i przemienia go od wewnątrz. O. Cantalamessa nawiązując do słów św. Pawła zwrócił uwagę, że działanie uświęcające ma priorytet nad działaniem charyzmatycznym. Zaznaczył, że dary charyzmatyczne bez miłości są nieprzydatne dla tych, którzy z nich korzystają, nawet, gdy w istocie pomagają innym. Sama służba jednak też wypacza się, o ile nie opiera się na osobistej świętości służącego.

    Wyjaśniając pojęcie „Odnowa charyzmatyczna” o. Cantalamessa skupił się najpierw na słowie „odnowa”. Podkreślił, że ma ona polegać na rewolucji kopernikańskiej naszej religijności. – Często myślimy o niej „systemem ptolemejskim” – to człowiek jest w centrum, u podstaw naszej religijności leży nasz wysiłek, organizacja i dobra wola, a Bóg przychodzi, by ukoronować ten wysiłek Swoją łaską – powiedział. Przypomniał, że rewolucja kopernikańska polegała na odwróceniu tej perspektywy: to Ziemia krąży wokół Słońca. Podobnie jeśli chodzi o religijność: To nie człowiek, a Bóg ma być w centrum. Musimy zauważyć, że bez Boga nie możemy nic zrobić. Największy wysiłek jest skutkiem a nie przyczyną zbawienia.

    Podkreślił, że odnowa polegać ma na przesunięciu akcentu z „ja” na Boga. Dzieląc się osobistym doświadczeniem zaznaczył, że ta właśnie „rewolucja kopernikańska” dokonała się w jego życiu za sprawą Chrztu w Duchu Świętym. Był wykładowcą chrystologii a odkrył władztwo Chrystusa. – Pomiędzy Jezusem z ksiąg a Jezusem żywym jest taka różnica, jak między niebem prawdziwym a niebem narysowanym na kartce – powiedział.

    – Olśniewające odkrycie Jezusa jako Pana to może najpiękniejsza łaska, którą Bóg daje światu przez odnowę charyzmatyczną – stwierdził.

    – Odnowa powinna działać w całym Kościele. Od tej rewolucji zależy ponowna ewangelizacja świata postchrześcijańskiego – dodał. Wyjaśnił, że wiara rozkwita pod wpływem głoszenia kerygmatu – dobrej nowiny o Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym. – Nie rozkwita w spotkaniu z moralnością i apologetyką. One mogą służyć wierze ale nie mogą zrodzić wiary – powiedział. – Jeśli chcemy by nowa ewangelizacja nie pozostała tylko pragnieniem, kerygmat musi być przed katechezą – dodał. Podkreślił też, że dla wielu Chrzest w Duchu Świętym był bramą wprowadzającą w blask życia chrześcijańskiego.

    Przypomniał, że święto Pięćdziesiątnicy obchodzone jest przez Żydów jako święto otrzymania Prawa na Górze Synaj i Przymierza z Bogiem. Nastąpiło to 50 dni po zabiciu Baranka Paschalnego. W tym właśnie dniu, 50 dni po śmierci Jezusa, zstępuje Duch Święty. Nawiązując do św. Augustyna o. Cantalamessa podkreślił, że Bóg wypisuje wówczas nowe prawo na tablicy ludzkiego serca. Jest to nowe przykazanie – działa nie poprzez przymus a zachętę. To prawo miłości. – Życie chrześcijańskie usłane jest zachętą – powiedział.

    O. Cantalamessa zaznaczył, że Kościół obok wymiaru instytucjonalnego ma wymiar duchowy. Co więcej, to instytucja jest w służbie Ducha. Przypomniał, że Sobór Watykański II mówił o charyzmatach również w kontekście darów, których Bóg udziela poszczególnym ludziom i faktycznie charyzmaty z nową siłą zaczęły objawiać się w Ludzie Bożym…

    Zwrócił też uwagę, że zwłaszcza dziś chrześcijanie musza głosić Ewangelią jak Apostołowie – nie tylko przez przemówienia ale też przez znaki. Podkreślił też, że nie wystarczy, by pasterze Kościoła tylko aprobowali ruch charyzmatyczny a sami pozostawali poza nim. – Papież wzywa Odnowę, by duchowo dzieliła się doświadczeniem Chrztu w Duchu Świętym z całym Kościołem – powiedział.

    Mówił też o cnotach szczególnie potrzebnych w ruchu charyzmatycznym – są to jego zdaniem posłuszeństwo i pokora. – Uniżając się, posłuszni aż do śmierci naszego „ja” – tylko tak możemy pomóc w rozprzestrzenianiu się Ducha w Kościele – podkreślił….

    Kai.pl/19 czerwca 2021

    ****************************************************************************

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA – 3 CZERWCA

    Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

    ENGLAND,EUCHARIST,CORPUS CHRISTI
    © Mazur/catholicnews.org.uk

    ADORACJA I SAKRAMENT SPOWIEDZI ŚW. – od godz. 18:00

    MSZA ŚW. – o godz. 19.00 zakończona procesją EUCHARYSTYCZNĄ (wewnątrz kościoła)

    REJESTRACJA PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA

    10 niezwykłych faktów o mocy Eucharystii

    Dziesięć niezwykłych faktów o mocy Eucharystii
    © Antoine Mekary / Aletteia

    ***

    Eucharystia to dzieło i dar całej Trójcy Świętej

    – podkreślał o. Raniero Cantalamessa OFM.

    Ona łączy nas z Chrystusem, gładzi nasze grzechy, daje nam pokój, zbliża nas do innych ludzi.

    Znajoma opowiadała mi, że jej ojciec często pomagał żonie w kuchni, wykonując najnudniejsze zadania. Na przykład rozłupywał orzechy włoskie i wsypywał je do pojemników, a potem rozdawał przyjaciołom i rodzinie. Ojciec przyjaciółki niedawno zmarł. Kiedy kilka miesięcy po jego śmierci kobieta sięgnęła do szafki po orzechy, aby upiec chlebek bananowy, zdała sobie sprawę, że choć ojciec odszedł, zostawił jej pokarm.

    W tym momencie przyjaciółka lepiej zrozumiała tajemnicę Eucharystii. Jezus wiedział, że wstąpi do nieba, ale pozostawił tym, którzy za Nim poszli, pokarm na później. Nie był to zwyczajny pokarm ziemski, ale Jego Ciało i Krew.

    Ktoś o nas dba, ktoś się nami opiekuje. Mamy Ojca w niebie, który zna każdą naszą potrzebę i robi wszystko, aby je zaspokoić. Nasz chleb powszedni nie jest wyłącznie symbolem czy pokarmem na co dzień. To prawdziwa strawa duchowa, prawdziwe Ciało i Krew naszego Zbawiciela, Boga-Człowieka. Eucharystia jest pokarmem, który przekracza ramy rytuału. Bierze swą moc i treść z działania samej Trójcy świętej.

    Oto kilka z najbardziej niezwykłych skutków Eucharystii:

    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    • Eucharystia – to centrum naszego życia
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII
    NIEZWYKŁE FAKTY O EUCHARYSTII

    Powyższych (i wielu innych) skutków przyjęcia Komunii św. możemy doświadczyć jeszcze tej niedzieli! Może spróbujecie brać udział we Mszy św. codziennej w pobliskim kościele? Pamiętajcie jednak, że dyspozycja podczas przyjmowania Komunii św. wpłynie na stopień otwarcia na jej przemożne działanie. Przyjmujcie Komunię św. z należnym szacunkiem, w skupieniu, prosząc Boga o udzielenie wam w Eucharystii wszelkich potrzebnych łask. Dobry Ojciec was wysłucha.

    S. Theresa Aletheia Noble 

    *******

    Dlaczego święci nie nudzili się na Mszy św.? 5 powodów

    „Łatwiej byłoby światu przetrwać bez słońca, aniżeli bez Mszy świętej” – pisał św. Ojciec Pio z Pietrelciny.

    Święci o Mszy świętej

    Nudzicie się czasami na Mszy świętej? Nie martwcie się, nie osądzam Was. Kiedy po jakimś czasie zaczęłam ponownie chodzić na Mszę św., strasznie się nudziłam. Ale eucharystyczna obecność Jezusa pociągała mnie coraz mocniej i po jakimś czasie szczerze pokochałam Mszę świętą. Zdałam sobie sprawę, że to moja najważniejsza modlitwa w ciągu dnia.

    Jak to określił kiedyś bł. Jakub Alberione, Msza św. to „korona modlitwy” i żadne działanie, które podejmujemy, aby zbliżyć się do Boga, nie da się porównać z uczestnictwem w niej.

    Być może i Wy potrzebujecie wzmocnić swoją motywację do uczestnictwa w Eucharystii? Z pomocą przychodzą nam święci, którzy raczej się w kościele nie nudzili. Oto pięć wskazówek od nich:

    WIEDZIELI, ŻE W MSZY ŚW. UCZESTNICZĄ WRAZ Z ANIOŁAMI

    Nie istnieje Msza św. z niską frekwencją. Kiedy będziecie uczestniczyli w Eucharystii z zaledwie kilkoma innymi wiernymi, pamiętajcie, że są pośród Was aniołowie!

    Św. Grzegorz Wielki mówił, że „niebiosa się otwierają i rzesze aniołów zstępują, by wziąć udział w Świętej Ofierze”, a św. Augustyn dodał, że „anioły otaczają sprawującego ofiarę Mszy świętej kapłana i służą mu”.

    TWIERDZILI, ŻE EUCHARYSTIA TO ISTOTA ICH ŻYCIA

    Uczestnicząc w najbliższej Mszy świętej, poproście Boga, by pokazał Wam, jak bardzo Wasza dusza pragnie łask Eucharystii. Tego samego pragnienia doświadczali święci.

    „Łatwiej byłoby światu przetrwać bez słońca, aniżeli bez Mszy świętej” – pisał św. Pio z Pietrelciny. Matka Teresa z kolei mówiła, że Eucharystia to pokarm duchowy, który podtrzymuje ją w codziennym utrudzeniu. „Bez tego nie wytrwałabym ani jednego dnia, ani jednej godziny” – wyznała święta.

    CHCIELI ODDAWAĆ CZEŚĆ BOGU

    Skoro kochacie Boga i odwzajemniacie Jego miłość do Was, uczestnictwo w Mszy świętej jest najwyższym z możliwych wyrazów tej miłości.

    „Jedna Msza święta więcej oddaje czci Panu Bogu, aniżeli wszystkie uczynki pokutne świętych, wysiłki apostołów, cierpienia męczenników, a nawet płomienna miłość Matki Najświętszej” – twierdził św. Alfons Liguori. Św. Jan Vianney mówił z kolei, że „wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza św. jest dziełem Bożym”.

    WE MSZY ŚW. ODNAJDYWALI RADOŚĆ

    Bóg jest jedynym źródłem prawdziwego szczęścia. Wiedząc to, święci uczestniczyli w Eucharystii, aby odnaleźć prawdziwą radość.

    „Trzydzieści pięć lat temu do wiary przywiodła mnie radość z narodzin mojego dziecka. Ta radość odnawia się nieustannie, kiedy codziennie przyjmuję ciało Pana naszego w czasie Eucharystii” – wyznała Dorothy Day.

    MIELI ŚWIADOMOŚĆ PONADCZASOWOŚCI MSZY ŚWIĘTEJ

    Msza św. jest uobecnieniem Misterium Paschalnego Jezusa Chrystusa. Oznacza to, że nie tyle wspominamy w jej trakcie Jego śmierć i zmartwychwstanie, lecz że ponownie przeżywamy je, sami wkraczamy w ten ponadczasowy moment.

    Bł. Jakub Alberione mówił, że „Jezus jest Barankiem, którego zabito, lecz który żyje na wieki, w każdym momencie odnawiając swoją mękę w nieustannym sprawowaniu Mszy świętych na całym świecie”. Wiedział też o tym św. Jan Paweł II, który przypominał, że „Msza święta uobecnia ofiarę Krzyża”.

    Mogłabym znaleźć jeszcze wiele powodów, dla których warto uczestniczyć we Mszy świętej, moglibyśmy rozważać myśli kolejnych świętych. Chciałabym jednak zakończyć, przywołując ostatni cytat „motywacyjny” – słowa św. Leonarda z Porto Maurizio (który, jak sądzę, wypowiedział je ze złośliwym uśmiechem na twarzy): „O, nierozumni, co czynicie? Dlaczego nie śpieszycie do kościołów, aby wysłuchać tyle Mszy świętych, ile tylko się da?”

    S. Theresa Aletheia Noble

    ********

    Koła ratunkowe

    Koła ratunkowe
    Obietnice Pana Jezusa dane św. Małgorzacie Marii Alacoque
    fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ

    *****

    Pierwszy piątek i sobota miesiąca. Czy możemy je traktować jak polisę ubezpieczeniową na wieczność?

    W tym tygodniu przypadają pierwszy piątek i sobota miesiąca – słyszymy regularnie w kościołach. O popularnych nad Wisłą praktykach pierwszych piątków wiemy sporo. Tradycja ma już bowiem… blisko 350 lat. To forma kultu Serca Jezusa objawiona św. Małgorzacie Marii Alacoque w 1673 r. Jezus obiecał tym, którzy odprawią nabożeństwo 9 pierwszych piątków, że nie umrą bez sakramentów świętych. Inną nieprawdopodobną odgórną „ofertę” usłyszała s. Faustyna. Dotyczyła ona Koronki do Bożego Miłosierdzia: „Kapłani będą ją podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego”– zapewniał siostrę drugiego chóru sam Jezus.

    Tajemnica druga: serce w cierniach

    A pierwsze soboty? To nabożeństwa związane z objawieniami w Fatimie. Szukający zawsze drugiego dna i węszący we wszystkim sensację skupiliśmy się przede wszystkim na trzeciej tajemnicy. Napisano o niej grube opracowania, zanim jeszcze Watykan ujawnił 9 lat temu treść orędzia. O nabożeństwach pierwszych sobót, wspomnianych w drugiej tajemnicy, wiemy niewiele. Ostatnio zrobiło się o nich znów głośno. W tym roku ruszyła Wielka Nowenna Fatimska – międzynarodowa inicjatywa związana z przygotowaniami do 100. rocznicy objawień.
    13 maja 1917 roku w nikomu nieznanej dolinie Cova da Iria objawiła się Maryja. Pastuszkom, którzy nigdy nie wytknęli nosa poza zabitą dechami wioskę, oznajmiła słowa, które miały wstrząsnąć Kościołem. Rosja wrzała, przygotowując leninowską rewolucję, wokół wybuchały bomby I wojny światowej, a na krańcu Europy dzieci otrzymały przesłanie mające przesądzić o losach świata. Łucja miała 10 lat, Franciszek 9, Hiacynta jedynie 7. Maryja prosiła: „Uciekajcie się do mojego Niepokalanego Serca, pokutujcie w intencji nawrócenia grzeszników”.

    W czasie kolejnych objawień Maryja pokazała dzieciom swe Niepokalane Serce otoczone cierniami. Dzieci miały zobaczyć również piekło. Ta wizja bardzo je przeraziła. „Widziałyście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników. Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczynią to, co wam powiem, wiele dusz się zbawi i zazna pokoju….” – zapowiedział Gość z nieba. Dodał też, że jeśli ludzkość nie opamięta się, „wybuchnie nowa, jeszcze gorsza wojna światowa, a Kościół zostanie prześladowany”. Maryja przyrzekła, że wróci, by prosić o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

    Hiacynta i Franciszek zmarli wkrótce po objawieniach. Tajemnice, które usłyszeli, zabrali z sobą do grobu. Łucja skrupulatnie notowała słowa Maryi: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć Mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane jak kwiaty, postawione przeze Mnie dla ozdoby Jego tronu. Jeśli się zrobi, to co wam powiem, wielu zostanie uratowanych przed piekłem i nastanie pokój na świecie… Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał znieść wiele cierpień. Różne narody zginą. Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Co usłyszała portugalska nastolatka?

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Maryja zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy. 10 grudnia 1925 r. w hiszpańskim Pontevedra Łucja usłyszała o pierwszych sobotach miesiąca. Miał to być praktyczny wymiar kultu Serca Maryi. „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że obiecuję przyjść na pomoc w godzinę śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym, którzy przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty: odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią Różaniec i przez 15 minut towarzyszyć Mi będą, rozmyślając o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia” – opowiadała Maryja.

    Gdy pięć lat później Łucja poproszona o wyjaśnienie, dlaczego trzeba praktykować akurat pięć sobót, wyjaśniała, że ukazał jej się sam Jezus, tłumacząc: „Powód jest prosty: jest 5 rodzajów zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu; przeciwko Jej Dziewictwu; przeciwko Boskiemu Macierzyństwu, gdy jednocześnie nie chce się uznać Jej za Matkę ludzi; starania ludzi, którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki; bezpośrednie znieważanie Maryi w Jej świętych wizerunkach. Oto moja córko powody, dla których Niepokalane Serce Maryi nakazuje Mi żądać tego małego zadośćuczynienia. To zadośćuczynienie poruszy Moje Miłosierdzie i wybaczę temu, kto miał nieszczęście Ją znieważyć”.

    Zaliczyłem!

    Po zamachu na swoje życie Jan Paweł II zapoznał się z dokumentacją objawień. Stał się apostołem orędzia z Fatimy, bo jak podkreślał, swe ocalenie wiązał z objawieniami Maryi w portugalskiej wiosce. 13 maja 2000 roku spotkał się na rozmowie w cztery oczy z s. Łucją. Sam praktykował nabożeństwo pierwszych sobót. Bardzo wymowny był dzień jego śmierci. Zmarł w pierwszą sobotę miesiąca, w wigilię uroczystości Bożego Miłosierdzia. Wyrachowani do bólu, czynimy z fatimskiego przesłania teologię bankomatu. Obietnice traktujemy jako rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Bóg rzuca nam koła ratunkowe, a my przerabiamy je na walutę. Wrzucamy je do bankomatu i z uśmiechem sprawdzamy stan konta. No, nie jest najgorzej: troszkę już się uzbierało.

    O takiej mentalności znakomicie opowiada jezuita o. Wojciech Ziółek: – Z wymyślonym przez nas Bogiem jest bardzo wygodnie żyć. Wystarczy się rozliczyć jak z fiskusem. Płacę i wymagam. Jaka praca, taka płaca. Traktujemy modlitwę jak kartę kredytową: wkładam i wypłacam. Wystarczy wstukać PIN: ko-ron-ka albo ró-ża-niec i gotowe. Troszkę wprawdzie trzeba pocierpieć, ale generalnie się opłaca. Nie musimy wpadać w ręce Boga żywego”. Tymczasem sama s. Łucja wyraźnie przestrzegała, że w praktyce pięciu sobót należy podkreślić intencję wynagrodzenia za grzeszników, a nie asekurację na godzinę śmierci.

    Inne zagrożenie? Praktyka pierwszych piątków czy sobót bardzo łatwo może zamienić się w magiczne rytuały. „Uzbierałem już osiem pierwszych piątków ale, niestety, w ostatnim miesiącu nie mogłem dojść do kościoła. I co? Wszystko na nic?”. Przypomina mi to historię naszego fotoreportera, który spacerował po meczecie w Damaszku. Kilka razy przechodził między modlącymi się muzułmanami a torbami, które kładli przed sobą na podłodze. Za każdym razem reagowali zniecierpliwionym fuknięciem. W końcu, gdy nasz fotograf przeparadował między jednym z rozmodlonych facetów a jego torbą, ten zniecierpliwiony przeniósł się na inne miejsce. Okazało się, że gdy ktoś zakłóci muzułmanom przestrzeń modlitwy, którą sobie stworzą, muszą zaczynać wszystkie modlitwy od początku. Z praktyki „kolekcjonowania” piątków i sobót może wyłonić się nieprawdziwy obraz Boga – buchaltera z kalkulatorem w dłoni, który z satysfakcją zaznacza parafkę w kolejnych rubrykach. – Skupiamy się na gadżetach, a zapominamy o istocie – wyjaśnia w wywiadzie ks. dr Grzegorz Strzelczyk. W 1943 roku ukryta w lasach Beskidu mistyczka Kunegunda Siwiec usłyszała od Maryi: „Twoje serce jest małym niebem dla mojego syna. Odpoczywa w Nim. Pocieszaj Go”. Dwadzieścia lat wcześniej portugalska dziewczyna Łucja dos Santos usłyszała: „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć”. To istota objawień.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny

    ************************************************************************************************************

    W pierwsze soboty każdego miesiąca po Mszy św. o godz. 18.00 w kościele św. Szymona jest nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko Najświętszej Maryi Pannie.

    dom rodzinny Łucji w Aljustrel

    ****

    PIERWSZA SOBOTA – 5 czerwca 2021 – Pożegnanie Łucji z Fatimą.

    100. rocznica tzw. “siódmego objawienia” Matki Bożej w Cova da Iria.

    Medytacja – Piąta Tajemnica Światła: Ustanowienie Eucharystii

    Pożegnanie Łucji z Fatimą u Księdza Dziekana z Olival
    Ze Wspomnień S. Łucji z Fatimy, tom I


    Kiedy przyszłyśmy Księdza Dziekana nie było. Nie wrócił jeszcze z kościoła, gdzie odprawiał Mszę Świętą. Siostra jego Wielebności, kazała go zawołać. Wkrótce przyszedł, przywitał nas z wielką radością i polecił wejść do swojego biura. Pani Emilia oddaliła się, mówiąc, że musi zrobić zakupy i że wkrótce wróci, aby powrócić z nami do Soutaria.


    Ksiądz Dziekan zaczął od tego, że wezwał Matkę na polecenie Księdza Biskupa, aby poprosić ją o zgodę na mój wyjazd do Porto, zamiast do Lizbony czy Santarem. Będę pod opieką Księdza Biskupa i pewnej pani, którą Jego Ekscelencja uczyni odpowiedzialną za mnie. Ona będzie mnie wspomagać we wszystkim czego będę potrzebowała, pokryje wszystkie wydatki związane z nauką.
    Matko, kiedy to usłyszało, była niezdecydowana i odpowiedziała:
    Tok chyba nie może być, bo już obiecałam pewnej pani w Lizbonie, że pozwolę Łucji zostać u niej. Teraz, nie odważę się powiedzieć jej, że pozwalam wysłać córkę gdzie indziej. Byłam kilka dni w domu tej pani. Jest bardzo dobra i u niej jestem spokojna o Łucję, bo wiem, że będzie w dobrych rękach. W Porto nikogo nie znam, nie wiem dokąd ją zabierzecie i jak tam będzie!
    Na wszystko to Ksiądz Dziekan odpowiedział, że właśnie dlatego, że w Porto nie znamy nikogo, ani mnie nikt nie zna, będzie najlepiej żebym tam pojechało. Żeby mnie nikt nie rozpoznał zmienię nazwisko, nie powiem skąd pochodzę, ani czyją jestem córką, ani nie będę mówiła o nikim z rodziny. Tylko pani, której powierzy mnie Ksiądz Biskup i przełożona kolegium, gdzie zostanę umieszczona, będą wiedziały kim jestem. Nikt więcej się o tym nie dowie, aby ludzie nie zaczęli mnie znowu nachodzić, przeszkadzać i zabierać czasu potrzebnego na naukę. W Lizbonie to się nie uda, bo tam jestem już bardzo znana.
    Matka przyznała rację Księdzu Dziekanowi, ale nie wiedziała jak ma teraz powiedzieć pani Assuncao, że wysyła mnie gdzie indziej.
    Ksiądz Dziekan odpowiedział, żeby się o to nie martwiło. Dr Formigao podejmie się przeprosin, a Pani na pewno zrozumie, że tok będzie lepiej.
    Matko odpowiedziała, że ponieważ jest to prośba Księdza Biskupa i Jego Ekscelencja bierze odpowiedzialność, to – jeśli ja chcę pojechać – ona wyraża zgodę. Zastrzegając sobie jednak prawo zabrania mnie, jeśli by się pewnego dnia dowiedziała, że nie jest mi tam dobrze i że jestem niezadowolona. I dodała:
    – I zobaczymy, czy po jej wyjeździe z Fatimy, to wszystko się wreszcie skończy!
    Ksiądz Dziekan, uśmiechając się, zwrócił się do mnie i zapytał:
    – A ty, dziecko, chcesz jechać do Porto czy nie?
    Odpowiedziałam:
    – Wolałabym wrócić do Lizbony, ale żeby wypełnić wolę Księdza Biskupa i pod warunkami, które postawiła Matka, pojadę do Porto.

    W godzinie rozstania.
    Ksiądz Dziekan był zadowolony z tej odpowiedzi. Jeszcze raz nakazał nam zachowanie ścisłej tajemnicy, której nie wolno było zdradzić nawet członkom rodziny. Zaprosił nas i panią Emilię, która już czekała na zewnątrz, na kolację z nim i jego siostrą. Po licznych odmowach i długich naleganiach, przyjęłyśmy wreszcie zaproszenie. Podczas kolacji i po niej rozmawiano o stałym napływie ludzi do Cova da Iria i Aljustrel. Potem pożegnałyśmy się i wyruszyłyśmy do Soutaria, gdzie spędziłyśmy kolejną noc. Następnego dnia po śniadaniu, którym zechciała nas poczęstować pani Emilia, wyruszyłyśmy w drogę do Aljustrel. Nie wiedziałyśmy, że to nasz ostatni pobyt w tym miejscu.
    Znowu przesuwałyśmy w palcach paciorki naszych różańców, wzywając Matkę Niebieską: Zdrowaś Mario, łaskiś pełna…, wychwalając Trójcę Przenajświętszą: Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi świętemu… Od czasu do czasu przerywałyśmy, aby odpocząć trochę przysiadając na przydrożnych kamieniach.
    Podczas jednego z odpoczynków, Matka zapytała czy rzeczywiście chętnie pojadę do Porto. Odpowiedziałam, że wolałabym wrócić do Lizbony. Ale, mówią że Ksiądz Biskup jest reprezentantem Boga na ziemi, więc spełnię jego wolę i pojadę do Porto. A jeśli nie będę tam szczęśliwa Matka przyjedzie po mnie. I pocieszałyśmy się tą myślą. Ruszyłyśmy w drogę, ofiarowując Bogu każdy nasz krok, jak wiele innych aktów miłości.
    Ks. Alfonso Rodrigez w książce „Ćwiczenia ku doskonałości” opowiada o pewnym pustelniku, którego chatka znajdowała się daleko od źródła i codziennie musiał chodzić bardzo daleko po wodę. Pewnego dnia idąc z dzbanem na ramieniu, zastanawiał się gdzie przenieść swoją pustelnię, aby mieć bliżej i nie chodzić tak daleko. Nagle usłyszał jak za jego plecami ktoś liczy: 1, 2, 3, 4, 5… I tak dalej. Stanął, spojrzał do tyłu, ale nikogo nie zobaczył. Ruszył, ale ten sam głos odliczał dalej. Znowu się obejrzał i nikogo nie zobaczył. To samo powtórzyło się po raz trzeci. Wówczas zakonnik stanął i zapytał: – Kto idzie za mną i liczy?
    Głos odpowiedział:
    – Jestem twoim Aniołem Stróżem, będę liczył twoje kroki, aby je ofiarować Bogu.
    Wtedy mnich odpowiedział:
    – Jeśli tak, to zamiast przenieść moją pustelnie bliżej, przeniosę ją dalej, abyś miał więcej do ofiarowania Bogu ode mnie.
    I ja mam nadzieję, że nasz Anioł Stróż ofiarował Bogu każdy nasz krok dla uwielbienia Jego Chwały, a moja Matka jest w Niebie, radując się nagrodą za kroki, stawiane z takim poświęceniem.
    Kiedy dotarłyśmy do Aljustrel, Matka powiedziała, że jest zupełnie wyczerpana. Spędziła w łóżku dwa dni, odpoczywając i odzyskując siły. Potem podjęła normalne życie.
    Mimo znoju dnia codziennego, Matka pytała mnie czasami:
    – Jesteś smutna? Nie chcesz jechać do Porto? Słuchaj, niczego nie podpisywałyśmy. Jeśli nie chcesz jechać, nie pojedziesz!
    Odpowiedziałam:
    – Wolałabym jechać do Lizbony albo Santarem, ale jeśli Ksiądz Biskup chce, żebym jechało do Porto, uczynię tę ofiarę dla Naszego Pana i pojadę do Porto.

    13 czerwca pojawiła się w naszym domu w Aljustrel pewna pani, D. Filomena Miranda, pochodząca z Santo Tirso. Powiedziała, że Ksiądz Biskup z Leirii poprosił ją, aby przyjechała po mnie do Fatimy i zawiozła mnie do szkoły w Porto. Miałam spędzić z nią trzy dni w Leirii, aby szesnastego, o drugiej po południu, pojechać pociągiem do Porto.
    Moja Matka powiedziała:
    – Jeśli ma spędzić jeszcze trzy dni w Leirii, pozwólcie jej zostać tutaj. A szesnastego, o drugiej po południu, stawię się z nią no stacji w Leirii, aby pojechała z panią do Porto.
    Zwróciłam Matce uwagę, że to bardzo daleko drogo i nie da rady dojść. Matka odpowiedziało:
    – Daj spokój! Bóg mi pomoże! Chcę cię sama zaprowadzić i towarzyszyć ci aż do stacji.

    Pożegnanie z ziemią rodzinną.
    16 czerwca, o drugiej nad ranem, budzik domowego zegara wezwał nas do wyruszenia w drogę do Leirii, w towarzystwie pana Manuela Correia, który szedł tam do pracy. Niosłyśmy na plecach, zawieszony na trzonku od motyki, tobołek z rzeczami, które Matka naprędce przygotowała mi do zabrania.
    W bladym świetle lampy Matki Bożej – księżyca – wyruszyliśmy w drogę. Poszliśmy do Cova da Iria, aby pożegnać się z tym miejscem i odmówić tam różaniec. Stamtąd poszliśmy skrótami, tak jak szła Matka Boża i Św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, do Egiptu, przemierzając równiny i pagórki, góry i doliny Judei, oby uchronić swoje Dzieciątko od czyhających nań niebezpieczeństw.
    Wspinając się na zbocza i schodząc w doliny, przysiadając to tu, to tam, aby Matko odpoczęła trochę, doszliśmy do starego lasu sosnowego należącego do króla Dionizego, zwanego Rolnikiem. Słychać było szum starych sosen, poruszanych świeżym wiatrem poranka, odgłos szyszek, spadających na ziemię, krakanie kruków siedzących na gałęziach oraz świergot synogarlic i dudków, które miały pisklęta, w gniazdach w dziuplach starych drzew. Świeże poranne powietrze, delikatny zapach polnych kwiatów, eukaliptusów, wrzosów, iglaków i rozmarynów, zdawały się nam dodawać werwy i siły. Gdy szliśmy drogą, mijały nas lekkie powozy, których wówczas nie było zbyt wiele. Pozostawiały nas w tyle, pokrytych kurzem, który unosiły.

    Stara walizka, tęskna pamiątka rozstania.
    Wreszcie doszliśmy do Leirii. Zanim poszłyśmy do domu wujostwa, Matka chciała iść do sklepu i kupić małą, podróżną walizkę, abym mogła w niej lepiej ułożyć te kilka rzeczy, które w pośpiechu zdołała przygotować. Była ta bielizna, zeszyty i książki szkolne itp.
    Przechowuję jeszcze tę walizkę, która towarzyszyła mi w ciągu całego życia poza domem. W niej zabierałam na wakacje te kilka rzeczami, które posiadałam. Zabrałam ją do Hiszpanii, kiedy poszłam do zakonu. Zabierałam ją co roku na plażę, kiedy, zgodnie z zaleceniem lekarza, jechałam na morskie kąpiele. Wróciłam z nią do Portugalii, kiedy – za zgodą moich przełożonych – przyjechałam do Karmelu.

    sekretariat fatimski/Krzeptówki

    *****

    Polecam również transmisje: z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach

    Transmisja ON LINE na kanale YouTube/Pallotti TV/www.pallotti.tv

    program transmisji:

    godz. 18.10 – program słowno-muzyczny

    godz. 18.30 – modlitwa różańcowa

    godz. 19.05 – 15-minutowa medytacja

    godz. 19.20 – Msza św. z homilią  

     Aby zadość uczynić prośbie Matki Bożej – w nabożeństwie wynagradzającym należy spełnić 4 wskazania:

    1. przystąpić do spowiedzi św.
    2.  przyjąć Komunię św.
    3. odmówić jedną część różańca
    4. przez 15 minut rozważać jedną z tajemnic różańcowych

    W tym nabożeństwie bardzo ważna jest intencja wynagradzająca Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Siostra Łucja przypomina, że wskazana intencja wynagradzająca jest najistotniejszym warunkiem nabożeństwa.

    **************

    Oddaj się Maryi

    Niepokalanów – Pierwsze Soboty Miesiąca

    Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi

    W Niepokalanowie w każdą pierwszą sobotę miesiąca odbywa się spotkanie Oddaj się Maryi z zawierzeniem siebie i wszelkich spraw Niepokalanemu Sercu Maryi. Spotkanie jest poprzedzone całonocnym czuwaniem modlitewnym w godz. 19:00 w piątek do 7:00 w sobotę.

    Ojcowie Franciszkanie zachęcają do skorzystania z transmisji on-line na kanale YouTube NIEPOKALANÓW-TV oraz przez Radio Niepokalanów.YouTube/Niepokalanów

    Zapraszamy na Facebook facebook.com/oddaniniepokalanej . Jest to społeczność tych, którzy oddali się Maryi lub pragnę to uczynić. Dzielimy się doświadczeniem życia na co dzień z Maryją. Informujemy się wzajemnie o nowych ciekawych inicjatywach maryjnych. Zapraszamy wszystkich rycerzy Niepokalanej, niewolników Maryi, członków różnych wspólnot i ruchów maryjnych oraz osoby niezrzeszone, a pragnące pogłębiać relację z Matką Bożą. Podstawą naszego oddania jest wypełnienie Testamentu z Krzyża przez przyjęcie Maryi za swoją Matkę.

    Ikona Matka Boża Fatimska
    malował: Krzyh Leniec/pracownia IKONOPISARSKA/Słowikon

    Ikona Matka Boża Fatimska napisana ręcznie. Wykonana według tradycyjnej technologii, na desce lipowej ze szpongami (15 x 15 cm), na gruncie kredowo – klejowym, malowana techniką tempery jajowej. Tło pokryte szlagmetalem (imitacja złota), złote ornamenty na nimbie i szacie wykonane złotem 22 ct.
    Ikona przedstawia wizerunek Matki Bożej Fatimskiej w ujęciu popiersia. Pierwowzór takiej ikony został namalowany współcześnie, przez prawosławnego ikonografa w Petersburgu na pocz. XXIw. Wizerunek ten nawiązuje do tradycyjnych przedstawień Maryi w ikonach chrześcijańskiego Wschodu. Biel szaty symbolizuje światło, jakie prześwietlało postać Maryi podczas objawień w Fatimie oraz jej chwałę. Złoto w ikonie jest symbolem świętości, transcendencji. Grecki monogram umieszczony w tle oznacza „Matka Boga”.

    *****

    Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: 

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: 

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: 

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? 

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    6. Intencja wynagradzająca. 

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? 

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? 

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

    Bożena Sztajner/Tygodnik NIEDZIELA

    *****

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

    Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, ponad sto lat później.

    www.medjugorienews.com

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”.

    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”.

    Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót?

    Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”.

    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Karolina Jadczyk/Tygodnik Niedziela

    *************************************

    Dlaczego Maryja się objawia?

    Objawienia Matki Bożej w Lourdes zostały uznane przez Kościół za autentyczne w 1862 r.
    fot. Henryk Przondziono/ Gość Niedzielny

    ***

    Objawienia Matki Bożej w Lourdes zostały uznane przez Kościół za autentyczne w 1862 r.

    Kościół bada objawienia prywatne – a to znaczy, że traktuje je poważnie.

    Zamach, który równo 40 lat temu o mało nie pozbawił życia Jana Pawła II, miał miejsce w rocznicę pierwszego objawienia Maryi w Fatimie. Papież po odzyskaniu świadomości, wciąż jeszcze osłabiony, poprosił o dostarczenie mu koperty z trzecią częścią „tajemnicy fatimskiej”. Zdał sobie sprawę, że to, co się zdarzyło 13 maja 1981 roku, ma wyraźny związek z tym, co miało miejsce w 1917 roku w pobliżu portugalskiej wioski. „Stałem się na nowo dłużnikiem Najświętszej Dziewicy i wszystkich świętych Patronów. Czyż mogę zapomnieć, że wydarzenie na placu św. Piotra miało miejsce w tym dniu i o tej godzinie, kiedy od sześćdziesięciu z górą lat wspomina się w portugalskiej Fatimie pierwsze pojawienie się Matki Chrystusa ubogim wiejskim dzieciom? Wszak we wszystkim, co mnie w tym właśnie dniu spotkało, odczułem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli” – powiedział Ojciec Święty podczas spotkania z wiernymi 15 sierpnia 1981 roku.

    Jedną z pierwszych decyzji po zamachu było zawierzenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi – tak jak chciała Matka Boża.

    Prawdziwe i fałszywe

    Choć Kościół dawno już uznał prawdziwość objawień w Fatimie, a wcześniej w Lourdes, po zamachu na nowo odżyła kwestia znaczenia i celu objawień prywatnych, a także sposobu ich weryfikowania. – Trzeba pamiętać, że Objawienie, przez duże „O”, czyli Boża przemowa do człowieka, skończyło się wraz ze śmiercią ostatniego apostoła. Jezus jest jedynym Słowem, którym Bóg powiedział wszystkie słowa, jakie chciał nam przekazać. Objawienia przez małe „o”, które nastąpiły później, nazywamy prywatnymi. Bada się je przede wszystkim pod kątem niesprzeczności z Objawieniem, zwanym publicznym. Jeżeli w tych orędziach przekazywanych przez osoby widzące znajduje się coś, co jest niezgodne z Ewangelią i z Tradycją Kościoła, to takie objawienie należy uznać za nieautentyczne – wyjaśnia dogmatyk ks. dr Jakub Dąbrowski.

    Ostatnio często słychać o „objawieniach”, które już na starcie budzą wątpliwości. Akcentuje się w nich nie tyle wezwanie do nawrócenia, ile przyszłość bez nadziei. Mowa tam o tym, że czeka nas dramat w barwach apokaliptycznych, ale jednak nie w pełni apokaliptycznych, bo Apokalipsa, owszem, zawiera wzmianki o kataklizmach i wojnach, ale kończy się obrazem Nowego Jeruzalem. Ostrożność w ocenie tego rodzaju zjawisk jest więc konieczna. Już św. Jan przestrzega: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1 J 4,1).

    Fałszywe objawienia najczęściej dają się szybko rozpoznać. – Na przykład „Matka Boża w ogródku”, czyli rzekome objawienia w Oławie. Nie spotkałem się z tym, żeby ktoś to na poważnie badał. Nie było takiej potrzeby – już pierwsze „orędzia” pozwalały stwierdzić, że to nie jest autentyczne objawienie – zauważa teolog. Przywołuje dorobek wybitnego mariologa ks. René Laurentina, eksperta Soboru Watykańskiego II, który wyróżnił cztery kryteria badania prawdziwości objawień.

    Pierwsze to moralność widzących – należy zbadać, jak oni żyją. Drugim jest zgodność z Objawieniem, z Pismem Świętym. Trzecim są owoce, przede wszystkim nadprzyrodzone: na przykład gorliwość duchowa, uzdrowienia fizyczne, a zwłaszcza duchowe, pragnienie świętości. Czwartym kryterium jest zezwolenie na kult publiczny. – To ostatnie jest kropką nad „i”. To „pieczęć Kościoła”. Kościół ją przykłada, gdy wszystkie trzy wcześniejsze kryteria są spełnione – zaznacza ks. Jakub Dąbrowski.

    Przypadek Medjugorja

    Zaznaczyć trzeba, że objawienia prywatne, w tym maryjne, nawet zatwierdzone przez Kościół, nie są dla katolika obowiązkowe do wierzenia. – Zgodnie z zasadą sformułowaną w XIX i XX w. Kościół nie tyle stwierdza, że objawienia prywatne miały miejsce, ile że, jeśli uzna je za autentyczne, nie zabrania w nie wierzyć. To takie swoiste nihil obstat, czyli że nie ma przeszkód – wyjaśnia dogmatyk.

    Nie znaczy to jednak, że objawienia te nie są dla wiary istotne. – Na przykład ­Lourdes, gdzie Maryja mówi: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”, i Fatima, w której pada wezwanie do nawrócenia i modlitwy, są Kościołowi ze wszech miar pomocne – dodaje.

    Szczególnym przypadkiem domniemanych objawień maryjnych jest Medjugorje – one wciąż trwają, a jednak cieszą się pewną przychylnością Kościoła. Nie sposób zlekceważyć obfitych owoców, jakie się tam pojawiają. Abp Hoser nazwał Medjugorje duchowymi płucami Europy, gdzie miliony ludzi odkrywają Boga i piękno Kościoła. „To są w większości ludzie, którzy pochodzą z »Kościoła zanikowego«, w którym praktyka spowiedzi jest już rzadkością, i nagle doświadczają działania Bożej łaski. Największym fenomenem są masowe nawrócenia i spowiedzi” – zauważył wysłannik papieski, wskazując na 50 konfesjonałów bezustannie obleganych długimi kolejkami.

    Czy zatem w przypadku Medjugorja, ponieważ objawienia jeszcze się tam nie skończyły, pieczęć Kościoła nie może być przyłożona?

    – Ta pieczęć może się pojawić pod tym, co już zostało powiedziane. Jeżeli jakiś etap objawień został zamknięty, są zebrane i wydane jakieś orędzia Matki Bożej, to teologowie mogą się nad tym pochylić, zestawić to z Objawieniem publicznym i dać nihil obstat – albo go nie dać – mówi ks. Jakub Dąbrowski. Zwraca uwagę, że istotą autentycznych objawień prywatnych jest wskazanie na Boga. Maryja to właśnie robi – przypomina Ewangelię, aktualizuje ją, nie czyni niczego innego. Jeżeli w Fatimie nawołuje do pokuty, do modlitwy, poświęcenia Rosji swojemu Niepokalanemu Sercu, i czyni to w czasie, kiedy trwa wojna (bo tu też kontekst jest ważny), to tym samym przypomina o czymś, co jest istotne – o prymacie Boga, o obowiązku nawrócenia, zadośćuczynienia za zło, które się wydarza, o jedności rodzaju ludzkiego. Gdyby nie to przypomnienie, wielu z nas nie miałoby świadomości podstaw naszego być albo nie być. – Porównałbym to do reformatorów starotestamentalnych. Za czasów króla Jozjasza ludzie sobie żyli, do świątyni chodzili, ale pewnego dnia kapłan Chilkiasz znalazł księgę Prawa. Gdy Jozjasz przeczytał tę księgę, rozdarł swoje szaty i stwierdził: idziemy złą drogą. Proszę zauważyć, że ta księga gdzieś tam była, nikomu nie wadziła, aż znalazł się ktoś, kto ją zaczął czytać. Podobnie było za czasów Ezdrasza. On też bierze księgę Prawa i „czyta dobitnie z dodaniem objaśnienia” – i cały lud płacze – wskazuje duchowny. I dodaje: – My też mamy Biblię. Ona jest i tyle. Ale nieraz potrzeba jakiegoś impulsu, żeby to, co w niej jest, do nas dotarło. To tak, jakbym wziął latarkę i poświecił w jeden punkt, żeby to uwypuklić.

    Duchowe wygłodzenie

    W czasach współczesnych obserwuje się duże nasilenie tego typu fenomenów. – René Laurentin zwraca uwagę, że podobnie było u kresu średniowiecza. Teologia zamknęła się w swoim własnym świecie, stała się dyscypliną niemożliwą do pojęcia przez zwyczajnych ludzi. Liturgia stała się nazbyt symboliczna, a przez to nieczytelna. Ludzie mieli głód Boga, ale nie potrafili go zaspokoić na „salonach” teologiczno-liturgicznych. To było coś takiego, jakbym wygłodzony poszedł do restauracji molekularnej i na ogromnym talerzu dostał łyżeczkę „czegoś”. I miałbym się tym najeść. Ludzie postawieni w podobnej sytuacji, motywowani głodem doświadczenia Boga, zaczęli sięgać po fenomeny doświadczeń nadprzyrodzonych. Zaczęli tego szukać. Laurentin porównał to do sytuacji ze świata zwierząt: jeśli zwierzę jest najedzone, to się alkoholu nie chwyci. Ale gdy jest głodne albo spragnione, to wypije nawet gorzałę – opowiada kapłan.

    Czy zatem wyjątkowa obfitość objawień maryjnych w ostatnich czasach, niespotykana w dziejach, oznacza, że ludzkość znów jest bardzo wygłodniała duchowo? – Może tak być. Żyjemy na przełomie epok. Świat postracjonalistyczny, w którym rozum „oświecony” przekonał człowieka, że istnieje tylko to, co widzialne, dotykalne, mierzalne, uznał, że nauką jest jedynie to, co mieści się pod pojęciem nauk przyrodniczych. Może więc przez tak wielką liczbę objawień maryjnych w ostatnich czasach Bóg chce nam przypomnieć, że są rzeczy nie tylko widzialne? Może to reakcja nieba na nadmierne skupienie się człowieka na możliwościach rozumu? Bo nawet w Kościele są jeszcze elementy przesadnego racjonalizowania. Obserwuje się to zwłaszcza na Zachodzie, gdzie kładzie się nacisk na intelekt, a nie dostrzega się całego człowieka. To może prowadzić i nieraz prowadzi do surowego i zimnego krytycyzmu – zauważa ks. Jakub Dąbrowski. Dodaje, że Laurentin ganił „przesadny sceptycyzm, z powodu którego oddelegowani eksperci stawali się skrupulatnymi grabarzami duchowych zjawisk, które poddawano ich ocenie”. – Kościół mówi dziś o duszpasterskiej trosce. Ksiądz nie jest po to, żeby gasić ducha, na przykład na spotkaniach oazy czy grup charyzmatycznych. Jest po to, żeby podpowiedzieć, podprowadzić, żeby zagwarantować katolickość tych spotkań. Tak się dziś widzi obecność Kościoła – podkreśla duchowny. Wskazuje, że obecnie także w nurcie ortodoksyjnym wewnątrz Kościoła powoli odkrywa się znaczenie przeżycia, które nie ogranicza się do sfery intelektualnej. Sam fakt nadprzyrodzonych zjawień ma nam uświadomić, że to, co istniejące, nie ogranicza się do tego, co widzialne. Już choćby dlatego nie należy lekceważyć uznanych objawień prywatnych. Bo choć mamy Objawienie, to zapomnieliśmy o sferze duchowej i trzeba nam o tym przypomnieć.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ************************************************************************************************************

    NOWENNA DO MATKI BOŻEJ SZKAPLERZNEJ


    Obraz Matki Bożej
    obraz Matki Bożej Szkaplerznej – klasztor ojców Karmelitów bosych w Czernej

    ***

    Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej (na rozpoczęcie nowenny)
    O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego, Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalnie ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza świętego, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko strapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz moje cierpienia, ulecz, uspokój mą duszę, o Matko pełna litości! Ja zaś wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na Twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.

    Dzień pierwszy – 7 lipca środa
    “Miłujcie Maryję! Z tej miłości nie przestawajcie czerpać siły dla waszych serc. Niech Ona okazuje się dla was i przez was Matką wszystkich, którzy tak bardzo spragnieni są tej macierzyńskiej opieki”.
    Jan Paweł II
    Maryjo, Kwiecie Karmelu i Matko nasza! Ukazałaś się niegdyś prorokowi Eliaszowi w postaci jasnego obłoku, który wzniósłszy się nad morzem, użyźnił spragnioną ziemię obfitym deszczem. Pokornie Cię błagamy, racz nam wyjednać obfite zdroje łask niebieskich, które ubogacą nasze dusze, aby wydawały stokrotny plon świętych cnót i dobrych uczynków i abyśmy służąc Bogu w wierze oraz miłości, już w tym życiu mogli się cieszyć błogą nadzieją oglądania Go w szczęśliwej wieczności. Składamy w Twoje Matczyne ręce nasze potrzeby i intencje tej nowenny, ufni, że nie odrzucisz naszej prośby, najlepsza i najczulsza Matko. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień drugi – 8 lipca czwartek
    “Nie bójmy się, że Maryja przesłoni nam Chrystusa, Ona jest po to, aby do Niego prowadzić”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Gwiazdo Karmelu i Matko nasza, która pałając szczególną miłością ku dzieciom odzianym Szkaplerzem świętym, nawiedzasz ich dusze, pocieszasz je słowem i przykładem, uproś nam, o Królowo nasza, aby Syn Twój, a Pan nasz, Jezus Chrystus, swą Boską światłością rozproszył ciemności naszych umysłów; abyśmy poznali wartość Jego miłości ku nam zwróconej i serdecznie Go miłowali, abyśmy zrozumieli doniosłość naszych obowiązków i sumiennie je wypełniali, abyśmy wszystkie myśli, słowa i czyny kierowali ku większej chwale Bożej i zbudowaniu naszych bliźnich. odznakę Twojej miłości – Szkaplerz święty, nie tylko chciałaś widzieć w nas swoje sługi, ale zapragnęłaś jeszcze przybrać nas za swoje córki i za swoich synów i raczyłaś nas tak nazwać. Błagamy Cię, wyjednaj nam u Jezusa tę łaskę, abyśmy nigdy nie byli dla Ciebie powodem smutku, ale Twoją radością i Twoją chwałą! Chcemy też być dobrymi Twymi braćmi, jak tego sobie życzyłaś. Dzięki pomocy takiej Matki, która wszystko rozumie – wyzwolimy się ze wszystkiego, co nas od Ciebie oddala, co nie podoba się Chrystusowi Panu. “Bądź z nami w każdy czas, wspieraj i ratuj nas”. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień trzeci – 9 lipca piątek
    “Matka nigdy nie odchodzi – ani od kołyski, ani z Kalwarii, ani od grobu swojego dziecka”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Mistrzyni Karmelu i Matko nasza, przepełniona dobrocią dla nas, która raczyłaś przyjąć ofi ary złożone Ci przez synów Twego zakonu, błagamy Cię, o Pani nasza, przemień nasze dusze w świątynie Boga żywego, aby przyozdobione kwiatami cnót i dobrych uczynków mogły godnie przyjąć Boski Majestat; abyśmy wielbiąc i miłując Boga, mogli wiernie Mu służyć i nigdy naszych świątyń duszy nie skalać grzesznym przywiązaniem do stworzeń. O Matko! Tyle w nas słabości, tyle nędz i mroków! Ty możesz umocnić nasze dusze i serca. Zawierzamy Ci całkowicie. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień czwarty- 10 lipca sobota
    “Równowaga stojącej pod krzyżem Maryi pomaga całemu światu”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Chwało Karmelu i Matko nasza, która w dowód szczególnej miłości do dzieci odzianych Twą świętą szatą, raczyłaś zaszczycić je mianem Twego najsłodszego Imienia, prosimy Cię pokornie, obudź w naszych sercach pragnienie, abyśmy we wszystkich uciskach i dolegliwościach życia u Ciebie szukali wsparcia, ulgi i pociechy. Zachęcaj nas Twym życiem i przykładem do pełnienia dobrych uczynków i spraw, o Matko Miłosierdzia, abyśmy naśladując Twoje święte cnoty, stali się godni zaszczytnej nazwy synów Twoich; abyśmy zapisani zostali w księdze żywota, pomiędzy Twymi dziećmi i braćmi Jezusa Chrystusa. Usłysz nasze błagania. Ty na Kalwarii w wielkim bólu stałaś się dla nas Matką. Ty najlepiej rozumiesz nasze cierpienia. Osłaniaj nas przed pokusami złego i zaprowadź nas do Twego Syna, Jezusa Chrystusa. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień piąty – 11 lipca niedziela
    “Jak bardzo postać Maryi promieniuje światu właśnie dziś, gdy tylu mądrych i roztropnych ludzi żenuje się mówić o ubożuchnym Dziewczęciu, które Bóg wypatrzył sobie w Nazarecie i uczynił Matką Syna Swego”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Twierdzo Karmelu, która pośród ataków nieprzyjacielskich osłaniałaś tarczą swej opieki zakon karmelitański i ocaliłaś go od upadku, prosimy Cię pokornie, o Pani i Orędowniczko nasza, broń nas od nieprzyjaciół duszy i ciała: abyśmy służyli Bogu w pokoju i bezpieczeństwie na większą Jego cześć i na chwałę Twoją. Królowo Karmelu! Przychodzimy do Ciebie i składamy w Twoje Matczyne dłonie nasze przyszłe losy, losy Kościoła i naszej Ojczyzny. Ulżyj nam w dźwiganiu krzyża, który nosimy, i ukaż blask zwycięstwa prawdy, dobra, piękna i pokoju. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień szósty – 12 lipca poniedziałek
    “Bóg nie chce inaczej udzielać się światu, jak tylko z ramion Maryi”
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Królowo Karmelu i Matko nasza, która swego wiernego sługę Szymona zaszczyciłaś świętym Szkaplerzem – znakiem zbawienia i synostwa Twego, przyobiecując niezliczone zdroje łask i błogosławieństw Bożych tym wszystkim, którzy będą pobożnie tę szatę nosić i należycie wypełniać obowiązki swego powołania, a naśladując Twoje święte cnoty, będą się stawali wiernymi Twoimi sługami, spraw, abyśmy przez wierność podjętym zadaniom, korzystali w życiu i po śmierci z Twoich obietnic, a przez to zostali dopuszczeni do chwały wiecznej. Spraw, Królowo Szkaplerza świętego, aby nosząc Twój Szkaplerz, dusze nasze upodabniały się coraz bardziej do Ciebie, a przez Ciebie do Chrystusa, i aby wzrastała w nas ufność, że Ty każdej naszej potrzebie zaradzisz i osłonisz przed burzami życia. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień siódmy – 13 lipca wtorek
    “Zawsze, gdy jest szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemie, a słońce już gaśnie i gwiazdy nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Strażniczko Karmelu i Matko! Tyś nas zapewniła, że święta Twa suknia, jeżeli ją godnie nosimy, będzie nam puklerzem i tarczą przeciwko pociskom nieprzyjacielskim i że uchroni nas od wszelkiego zła. Prosimy Cię gorąco: niech nas zachowa Twoja potężna obrona nie tylko od niebezpieczeństw ciała, ale przede wszystkim od niebezpieczeństw duszy i wiecznego potępienia. Spraw za swoją przemożną przyczyną, abyśmy nie popełnili takiej winy, przez którą moglibyśmy być odrzuceni przez Boga. Kornie upadając przed Tobą, ufamy, że nie będzie takiego bólu, którego byś nie ukoiła, nie będzie takiej zasadzki, której byś nie oddaliła, bo jesteś najbardziej kochającą Matką. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień ósmy – 14 lipca środa
    “Po Bogu w Trójcy Jedynym, nie mamy nikogo bliższego nad Matkę Słowa Wcielonego. Gdy wiec szukamy w naszych myślach modlitewnych, z kim mielibyśmy rozmawiać, komu mielibyśmy się zwierzyć, z kim naszą samotność dzielić, to chyba z Nią”.
    Stefan kard. Wyszyński
    Maryjo, Ozdobo Karmelu i Matko nasza! Dając nam tę szlachetną odznakę Twojej miłości – Szkaplerz święty, nie tylko chciałaś widzieć w nas swoje sługi, ale zapragnęłaś jeszcze przybrać nas za swoje córki i za swoich synów i raczyłaś nas tak nazwać. Błagamy Cię, wyjednaj nam u Jezusa tę łaskę, abyśmy nigdy nie byli dla Ciebie powodem smutku, ale Twoją radością i Twoją chwałą! Chcemy też być dobrymi Twymi braćmi, jak tego sobie życzyłaś. Dzięki pomocy takiej Matki, która wszystko rozumie – wyzwolimy się ze wszystkiego, co nas od Ciebie oddala, co nie podoba się Chrystusowi Panu. “Bądź z nami w każdy czas, wspieraj i ratuj nas”. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu.

    Dzień dziewiąty- 15 lipca czwartek
    “Matko Kościoła!… Daj nam odradzać się wciąż całym pięknem świadectwa dawanego Krzyżowi i Zmartwychwstaniu Twego Syna”.
    Jan Paweł II
    Maryjo, Opiekunko Karmelu i Matko nasza! Wiemy, że nigdy nie opuszczasz wiernych swoich. Spraw, abyśmy zawsze byli wierni Tobie. Opiekuj się naszymi sercami, oczyść je z wszelkich brudów grzechowych, przystrój je w wonne kwiaty cnót. Niech Jezus Chrystus zamieszka w nas na zawsze, aby w godzinie śmierci naszej szatan odstąpił od nas, widząc Jezusa w naszych sercach. A kiedy dusze nasze rozłączą się z ciałami, daj nam pociechę oglądania Twego świętego Oblicza i zaprowadź nas do przybytku wiecznego szczęścia. Matko Szkaplerza świętego! Przyobiecałaś, że nie będzie potępiony ten, kto pobożnie nosił Twój Szkaplerz. Przypominaj nam nieustannie o tym, abyśmy w ostatniej godzinie ziemskiego życia ucałowali Twój znak zbawienia i stali się uczestnikami wiecznej chwały. Amen.
    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej (na zakończenie nowenny)
    Bogarodzico Dziewico! Królowo Szkaplerza świętego i Matko nasza! Nieustannie przywołujesz nas do Siebie. Pani i Królowo nasza! Jak niegdyś przez dar Szkaplerza świętego ocaliłaś swój umiłowany zakon karmelitański od rozbicia i upadku, a nam wszystkim dałaś znak szczególnej opieki, tak dzisiaj stań na drogach ludzkości odchodzącej od Boga jako znak pojednania i ratunku dla świata. Bądź ocaleniem dla całej ziemi, Kościoła i naszego narodu. Odnów znaki i powtórz cuda! Otrzyj łzy cierpiącym, ochraniaj niewinność dzieci, broń wiary świętej w sercach młodzieży; rodzinom naszym uproś pokój i miłość wzajemną, i ducha ofi ary! Naszej całej Ojczyźnie, którą tak bardzo umiłowałaś, błogosław od tronu Twej łaski. Niech będzie pociechą dla Twego Serca! Wyjednaj nam dar wytrwania w wierze ojców naszych, byśmy Cię mogli chwalić teraz i w wieczności. Amen.
    Pokornie powierzamy Ci wszystko, co nas dręczy, niepokoi i boli. Ufamy, że przyjmiesz to jak Matka i dasz naszym duszom i sercom niezmącony pokój! Amen.

    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Litania do Matki Bożej Szkaplerznej

    Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba Boże – zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata Boże – zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty Boże – zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami.

    Święta Maryjo, Ciebie z ufnością błagamy, módł się za nami.
    Niepokalana Dziewico, objawiona przed wiekami świętemu Eliaszowi na Górze Karmel,
    Niepokalana Dziewico, obłoku jaśniejący, pełen niebiańskiej rosy,
    Niepokalana Dziewico, która wybrałaś Górę Karmel na ulubioną siedzibę i tron chwały,
    Niepokalana Dziewico, jasna Jutrzenko Góry Karmel,
    Niepokalana Dziewico, która nam w szkaplerzu świętym znak zbawienia dałaś,
    Królowo Karmelu, Matko i opiekunko wszystkich, którzy szkaplerz święty noszą,
    Królowo Karmelu, Która zapewniłaś, że kto pobożnie Szkaplerz nosi nie zostanie potępiony,
    Królowo Karmelu, pociecho w godzinie śmierci,
    Królowo Karmelu, nadziejo umierających,
    Królowo Karmelu, ochłodo dusz czyśćcowych,
    Królowo Karmelu, Która obiecałaś Twym wiernym sługom otworzyć bramy nieba w pierwszą sobotę po ich śmierci,
    Królowo Szkaplerza świętego, Pani nieba i ziemi,
    Królowo Szkaplerza świętego, tronie mądrości,
    Królowo Szkaplerza świętego, źródło miłosierdzia,
    Królowo Szkaplerza świętego, ukojenie i pociecho nieszczęśliwych,
    Królowo Szkaplerza świętego, jedyna ucieczko nasza,
    Królowo Szkaplerza świętego, w naszych niepokojach i niebezpieczeństwach,
    Królowo Szkaplerza świętego, w naszych doświadczeniach,
    Królowo Szkaplerza świętego, w naszych niepowodzeniach,
    Królowo Szkaplerza świętego, w naszych zniechęceniach,
    Królowo Szkaplerza świętego, w wątpliwościach i pokusach,
    Królowo Szkaplerza świętego, we wszystkich naszych potrzebach,
    Królowo Szkaplerza świętego, Opiekunko naszej Ojczyzny,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam odrodzić się w duchu i w prawdzie,
    Królowo Szkaplerza świętego, zniwecz w naszym kraju obojętność religijną,
    Królowo Szkaplerza świętego, oddal od nas wszelkie zło,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj światło błądzącym,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam wiarę ojców naszych,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj światło Ducha świętego kierującym naszym państwem,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj miłość i zgodę rodzinom naszym,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam czystą młodzież i niewinną dziatwę,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam pełne poświęcenia powołania kapłańskie, zakonne i misyjne,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam świętych kapłanów i misjonarzy,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam wytrwać w służbie Bożej aż do śmierci,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam żyć duchem świętej Teresy od Dzieciątka Jezus,
    Królowo Szkaplerza świętego, daj nam Świętych i Błogosławionych,
    Królowo Szkaplerza świętego, otaczaj opieką Kościół i Ojca świętego,
    Królowo Szkaplerza świętego, okryj Szkaplerzem świętym całą Polskę,
    Królowo Szkaplerza świętego, prowadź nas wszystkich do Najświętszego Serca Jezusowego,
    Królowo Szkaplerza świętego, oczyść i rozpal nasze serca, abyśmy stali się godni Twego orędownictwa,
    Królowo Szkaplerza świętego, jedyna nasza po Bogu Nadziejo,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    K. Módl się za nami, Królowo Szkaplerza świętego.
    W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

    Módlmy się: Boże, któryś szczególniejszą opieką Błogosławionej Dziewicy Maryi Zakon Karmelitański obdarzyć raczył, spraw łaskawie, abyśmy umocnieni opieką Szkaplerza Świętego, doszli do wiecznego szczęścia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Litania do Matki Bożej Szkaplerznej

    **************************

    Szkaplerz – szata, która zdobi

    Szkaplerz płócienny musi być nałożony przez kapłana. Później można go zastąpić medalikiem szkaplerznym. Nosi się go dniem i nocą, do końca życia.
    fot. Joanna Jureczko-Wilk/Gość Niedzielny

    Szkaplerz płócienny musi być nałożony przez kapłana. Później można go zastąpić medalikiem szkaplerznym. Nosi się go dniem i nocą, do końca życia.

    O wyjątkowych dwóch kawałkach płótna i związanych z nimi obietnicach Maryi mówi karmelita bosy o. Krzysztof Piskorz, moderator Rodziny Szkaplerznej Warszawskiej Prowincji.

    Joanna Jureczko-Wilk: 16 lipca, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, szczególnie dużo osób przyjmuje brązowy karmelitański szkaplerz z wizerunkami Jezusa i Maryi. 

    Ojciec Krzysztof Piskorz OCD: Cieszy nas, że z roku na rok coraz więcej ludzi oddaje się pod opiekę Maryi, przyjmując Jej szatę, zwaną szkaplerzem. Można go przyjąć każdego dnia w naszej kaplicy przy ul. Racławickiej 31 albo w innym karmelitańskim kościele, ale rzeczywiście wielu decyduje się zrobić to uroczyście 16 lipca.

    To szczególna data w historii naszego zakonu. W nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. modląc się o ratunek dla wspólnoty pustelniczej z góry Karmel, której groziła kasacja, jej przełożony św. Szymon Stock ujrzał Matkę Bożą w otoczeniu aniołów.

    Maryja, wskazując na brązowy zakonny szkaplerz, czyli rodzaj nakładanego na habit fartucha, chroniącego przed ubrudzeniem, powiedziała, że jest on „znakiem zbawienia, ratunkiem w niebezpieczeństwach, przymierzem pokoju i wiecznego zobowiązania”. Obiecała też, że kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego.

    Dlatego przyjęty z wiarą szkaplerz chroni przed „brudem tego świata”, przed złem, potępieniem. Jest znakiem szczególnej opieki Maryi i obietnicy zbawienia.

    W późniejszym objawieniu Maryja dodała jeszcze tzw. przywilej sobotni. Obiecała, że  dusze tych, którzy nosili szkaplerz, uwolni z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Po czymś takim przed karmelitańskimi  klasztorami powinny ustawiać się długie kolejki.

    W znaku szkaplerza otrzymujemy tak wiele: łaskę zbawienia, a my musimy zrobić tylko mały krok dziecka – taka jest Boża logika. Do nas należy ten pierwszy ruch, reszta dokonuje się już przez Maryję.

    Ona nas w naszej drodze wspiera, umacnia, wyprasza łaski. Święty Jan Paweł II porównywał szkaplerz do szaty chrzcielnej, która przypomina, że jesteśmy dziećmi Bożymi, chronionymi i dążącymi do zbawienia.

    Ale to nie jest tak, że noszę szkaplerz, więc „hulaj dusza piekła nie ma”.

    Absolutnie nie. Nie można szkaplerza czy innych sakramentaliów traktować jak talizman, który staje się automatyczną wejściówką do nieba.

    On ma pobudzać naszą wiarę, zachęcać do pogłębienia relacji z Bogiem. Zawsze obowiązuje nas życie chrześcijańskie we wspólnocie Kościoła: z sakramentami, słowem Bożym, przykazaniami…

    Jak się przygotować do jego przyjęcia?

    Najważniejsze są pragnienie w sercu i świadomość, w co wchodzimy. Potrzebna jest otwartość na łaski otrzymywane przez wstawiennictwo Matki Bożej.

    Wahającym się podpowiem, że często otrzymujemy świadectwa od osób, które nie były zdecydowane: czy przyjąć szkaplerz, czy nie przyjąć, nie miały jakiejś szczególnej relacji z Maryją, ale zrobiły ten krok i Ona już potem pięknie wszystko „wyprostowała” i poprowadziła.

    Pomocą w duchowym przygotowaniach może być odprawienie nowenny szkaplerznej. Na pewno warto odbyć spowiedź i przyjąć Komunię św., chociaż bycie w łasce uświęcającym nie jest warunkiem przyjęcia szkaplerza.

    Czy można go nakładać małym dzieciom?

    Tak. Otrzymują przecież szatę chrzcielną w sakramencie chrztu, więc mogą też być dodatkowo otulone szatą Maryi, która przypomina o włączeniu w grono dzieci Bożych.

    Rodzice biorą wtedy na siebie obowiązek, żeby dorastającemu dziecku wytłumaczyć znaczenie tego znaku. Zdarza się, że w naszej kaplicy szkaplerz przyjmują całe rodziny i jest to naprawdę budujące świadectwo.

    Przyjmując szkaplerz, wchodzimy do wielkiej rodziny karmelitańskiej, która modli się za siebie i wspiera.

    Tak. I warto tę rodzinę poznać. Jej istotą jest duchowość zjednoczenia z Bogiem, która dokonuje się m.in. przez modlitwę.

    Jako karmelici bosi przypominamy prawdy czasami zapomniane: że Trójca Święta żyje w człowieku w jego codzienności. Jest z nami obecna w każdej chwili i sytuacji. Nasi święci mawiali, że człowiek ma szukać Boga zawsze i we wszystkim, a św. Teresa od Jezusa dodawała: „nawet wśród garnków i rondli”.

    Jesteśmy pewni, że znajdziemy Go w kościele, na adoracji Najświętszego Sakramentu, na wieczornej modlitwie, ale to nie wszystko! Trzeba szukać obecności Bożej przez cały dzień, tam, gdzie jesteśmy, pośród swoich obowiązków.

    Wszyscy noszący szkaplerz są zaproszeni do tego, żeby poznawać piękno bycia z Bogiem na co dzień. Pomocne w odkryciu tej wrażliwości mogą być rekolekcje, które organizujemy, udział w grupach modlitwy i spotkaniach bractw szkaplerznych w karmelitańskich parafiach oraz w Instytucie Duchowości Carmelitanum, który działa przy naszym klasztorze na Solcu.

    **************************

    “Wszyscy oczekują kataklizmu, końca świata. To fałszywy trop” 

    "Wszyscy oczekują kataklizmu, końca świata. To fałszywy trop"

    Obraz Matki Bożej Szkaplerznej w głównym ołtarzu kościoła parafialnego w Godziszce

    fot. ks. Jacek Pędziwiatr/Gość Niedzielny

    ***

    Wszyscy oczekują kataklizmu, końca świata. To fałszywy trop. Ja tymczasem myślę, że tajemnica Bożego miłosierdzia przekroczy wszystkie nasze wyobrażenia. Tajemnica nieprawości musi się dopełnić, ale będzie to jednocześnie moment klęski zła, kiedy Matka Boża odsłoni Swoją rzeczywistość i zwycięży. Poczekajmy. Może jeszcze nasze pokolenie będzie tego świadkiem – mówi teolog duchowości o. prof. Marian Zawada.

    To jego przesłanie na dzisiejsze święto Matki Bożej Szkaplerznej. Karmelita nawiązuje w ten sposób do nauczania papieży, w tym św. Jana Pawła II, które wiązało szkaplerz (symbol opieki Matki Bożej) z kultem Serca Matki Bożej. A to Niepokalane Serce w końcu zwycięży – jak zapowiedziała Maryja w Fatimie.

    – Matka Boża z natury była pełna łaski, a później jeszcze Duch Święty Ją “osłonił”, to znaczy: napełnił Ją mocą. Ona tą mocą się dzieli. To jest moc zbawienia – wydobywania spod dominacji złego. Tam, gdzie demon jest pewny swego zwycięstwa, tam, gdzie jest najbardziej zuchwały, tam też zostanie w najbardziej spektakularny sposób zwyciężony – podkreśla specjalista w dziedzinie duchowości.

    Przekonanie o tym, że Matka Boża chroni nas od zła, często wiązane było z Jej szatami. Nie tylko szkaplerzem.

    W Konstantynopolu, a właściwie w sanktuarium w Blachernae na jego północno-zachodnich obrzeżach, przechowywano relikwie welonu (mafórion) i pasa Matki Bożej, które pozostały po Jej Wniebowzięciu. Mieszkańcy Bizancjum przypisywali Jej wstawiennictwu ocalenie podczas najazdów Awarów w VII w., Rusów w IX w. i Saracenów w X w. (za czasów św. Andrzeja Jurodiwego). Podczas ataku Rusów welon Matki Bożej został rytualnie zanurzony w wodach morza, którym przypłynęły okręty najeźdźców. Kilka dni później ich flota uległa zniszczeniu. Ocalenie przed Saracenami przedstawiano później jako osłonięcie płaszczem Maryi. Także i dziś prawosławni obchodzą święto Opieki Najświętszej Bogurodzicy, zwane Pokrowa albo Pokrow (co dosłownie znaczy płaszcz albo całun). Dzień ten według kalendarza gregoriańskiego przypada 14 października.

    Podobnie jest w Kościele na Zachodzie. Od X-XI w. w jego ikonografii przedstawia się palladium Mariae (płaszcz Maryi) jako symbol Jej opieki i obrony. Chronią się pod nim różne zakony czy miasta. A w nocy 15/16 lipca 1251 r. miało mieć miejsce objawienie Matki Bożej generałowi karmelitów św. Szymonowi Stockowi. Z niego to wywodzi się szkaplerz karmelitański, zatwierdzony oficjalnie przez Kościół w 1530 r.

    Jak zauważył o. prof. Zawada,  w wydanym miesiąc temu siódmym tomie “Antologii karmelitańskiej” ukazało się tłumaczenie Akatystu Szkaplerznego z języka starocerkiewnosłowiańskiego na język polski. Hymn ten można śpiewać na melodię popularnego w Polsce Akatystu ku czci Bogurodzicy. – To piękna teologia – mówi karmelita.

    Dodaje, że podczas ostatniego objawienia w Fatimie Matka Boże ubrana była w habit karmelitański ze szkaplerzem. S. Łucja była pytana o znaczenie tego faktu. Wizjonerka odparła, że jej zdaniem Matce Bożej zależało na dowartościowaniu nie tylko różańca, ale i szkaplerza.

    Jarosław Dudała/Gość Niedzielny

    *************

    Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel

    Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, które przypada 16 lipca, popularnie zwane jest świętem Matki Bożej Szkaplerznej. Jego początki sięgają drugiej połowy XIII w., kiedy to w zakonie karmelitów św. Szymonowi Stockowi objawiła się Matka Boża. Miała mu Ona wręczyć szkaplerz, dając obietnicę, że wszyscy, którzy będą go nosić, unikną kary potępienia. Szkaplerz stał się znakiem szczególnej przynależności do Maryi. W 1726 r. papież Benedykt XIII zatwierdził święto Matki Bożej Szkaplerznej jako święto całego Kościoła.

    fot.Karol Porwich/Niedziela

    ***

    Duchowi synowie proroka Eliasza na Górze Karmel prowadzili życie kontemplacyjne. Prześladowania tureckie, które dosięgły ich w XII w., wymusiły na braciach przeprowadzkę do Europy. Stolica Apostolska upatrywała w Braciach Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel skuteczną pomoc w ożywieniu życia chrześcijańskiego. Zakon szybko rozwijał się w Anglii, dzięki zasługom Szymona Stocka. W nocy z 15 na 16 lipca 1251 r., gdy trwał na modlitwie, ujrzał Najświętszą Dziewicę w otoczeniu aniołów podającą mu szkaplerz brązowego koloru. Usłyszał przy tym słowa Maryi: „Przyjmij, najmilszy synu, szkaplerz twego zakonu, jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Jan XXII potwierdził oficjalnie te łaski w bulli z 3 marca 1322 r.
    Do Polski kult Matki Bożej Szkaplerznej przynieśli ojcowi karmelici pod koniec XIV w. Kult ten zaowocował licznie powstającymi grupami Bractwa Szkaplerza. Jego członkowie zobowiązują się naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Sam szkaplerz to dwa prostokątne kawałki brązowego sukna wełnianego, połączone tasiemkami. Na jednym kawałku powinien być umieszczony wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej, a na drugim – Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jedna część powinna spoczywać na piersiach, a druga – na plecach. Szkaplerz, będący znakiem maryjnym, zobowiązuje do chrześcijańskiego życia, ze szczególnym ukierunkowaniem na uczczenie Najświętszej Maryi Dziewicy potwierdzanym codzienną modlitwą Pod Twoją obronę.

    Barbara Dziadura/Tygodnik Niedziela

    **************

    PIĄTEK 16 LIPCA – NMP SZKAPLERZNEJ Z GÓRY KARMEL

    MSZA ŚW. – GODZ. 19:00 

    ADORACJA I SPOWIEDŹ ŚW. – OD GODZ. 18:00


    REJESTRACJA PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA

    ********

    SOBOTA 17 LIPCA – MSZA ŚW. – GODZ. 18.00

     SPOWIEDŹ ŚW. – OD GODZ. 17:00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO KU CZCI PRZENAJDROŻSZEJ KRWI CHRYSTUSOWEJ

    https://www.eventbrite.co.uk/e/msza-sw-sobota-1707-g1800-kosciol-sw-szymona-glasgow-tickets-162210290345

    **********

    NIEDZIELA 18 LIPCA

    PIERWSZA MSZA ŚW. – GODZ. 11:00

    ADORACJA I OKAZJA DO SPOWIEDZI ŚW. – OD GODZ. 12:00 – 13:00

    DRUGA MSZA ŚW. – GODZ. 13:00

    https://www.eventbrite.co.uk/e/msza-sw-niedziela-1807-g1100-kosciol-sw-szymona-glasgow-tickets-162209969385

    REJESTRACJA NA EVENTBRITE OD WTORKU 13 LIPCA GODZ. 20:00

    Podczas Mszy św. nadal obowiązują poniższe przepisy:

    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować dystans społeczny – 2 metry
    • w kościele będą wolontariusze, którzy będą służyć pomocą, prosimy stosować się do ich wskazań
    • limit osób w kościele św. Szymona wynosi 59 osób

    ******************

    Dziś 1. Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych

    25 lipca 2021

    Sample fot. Manny Becerra / Unsplash

    ***

    Msza św. w intencji osób starszych, odwiedziny dziadków czy zaproszenie do osobistego spotkania młodzieży z przedstawicielami najstarszych pokoleń – to niektóre ze sposobów, w jaki można świętować Światowy Dnia Dziadków i Osób Starszych. Jest on obchodzony po raz pierwszy, z inicjatywy papieża Franciszka, w niedzielę 25 lipca, a towarzyszą mu słowa z Ewangelii wg św. Mateusza: „Ja jestem z tobą przez wszystkie dni”.

    Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych jest obchodzony w lipcu, w niedzielę, która przypada najbliżej liturgicznego wspomnienia dziadków Pana Jezusa – jak określa się św. Joachima i Annę, rodziców Maryi. W tym roku obchody te odbywają się 25 lipca.

    Tematem 1. Światowego Dnia Dziadków i Osób Starszych są słowa zaczerpnięte z Ewangelii wg św. Mateusza: „Ja jestem z tobą przez wszystkie dni” (por. Mt 28, 20), które mają jednoczyć wiernych na całym świecie.

    Tegoroczne obchody, ze względu na okoliczności pandemii COVID-19 mają być czasem szczególnej modlitwy w intencji jej ofiar wśród osób starszych. Decyzja o ogłoszeniu tej inicjatywy zapadła bowiem w czasie naznaczonym pandemią i cierpieniem najstarszych pokoleń na całym świecie w minionych miesiącach.

    „Podczas tych miesięcy pandemii, Pan nie przestaje posyłać aniołów, aby ukoić naszą samotność i powtarzać nam: ‘Ja jestem z tobą przez wszystkie dni’. Mówi to do Ciebie, mówi to do mnie, do wszystkich. I to jest istotą tego pierwszego Dnia, który pragnąłem aby był obchodzony po raz pierwszy właśnie w tym roku, po długim czasie izolacji i wciąż powolnym odradzaniu się życia społecznego: aby każdego dziadka, każdą babcię, każdą osobę starszą – zwłaszcza tych spośród nas, którzy są najbardziej samotni – odwiedził anioł!” – napisał Franciszek w orędziu na dzień poświęcony dziadkom i babciom.

    Hasło to „bardzo jasno wyraża pragnienie każdej wspólnoty kościelnej – czy to w czasie pandemii, czy w lepszych czasach, które, miejmy nadzieję, wkrótce nadejdą – by być zawsze z osobami starszymi” – napisano we wskazówkach duszpasterskich napisanych z okazji Dnia Dziadków i Osób Starszych.

    Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia zachęca też do promowania wydarzenia w mediach społecznościowych, aby tym kanałem dotrzeć do młodych ludzi, który papież w szczególny sposób chce zaprosić do aktywnego udziału nie tylko w święcie, ale i w codziennej trosce o osoby starsze.

    Z okazji 1. Światowego Dnia Dziadków i Osób Starszych przygotowana została oficjalna modlitwa. Jest w niej mowa o podzięce osób starszych za dar rodziny i błogosławieństwo długiego życia, za marzenia już spełnione oraz te, które jeszcze przed osobami starszymi. Jest też prośba o umocnienie wiary, wspieranie w słabości i siłę życia w całej jego pełni.

    W Polsce Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin zachęca natomiast, aby ten dzień świętować przede wszystkim razem z babciami i dziadkami w rodzinach i parafiach. Chodzi o odwiedzenie swoich babć i dziadków, ale także niespokrewnionych osób starszych z terenu własnej wspólnoty.

    „Odwiedziny stanowią widomy znak Kościoła, który wychodzi do innych. W czasach dystansu społecznego, spowodowanego pandemią, odwiedziny pokazują, że istnieje sposób, aby być blisko osób starszych, zachowując jednocześnie środki bezpieczeństwa” – wskazuje z kolei Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

    Pierwszy Dzień Dziadków i Osób Starszych obchodzony jest dokładnie w połowie roku, który papież Franciszek poświęcił rodzinie – w piątą rocznicę wydania adhortacji apostolskiej „Amoris Laetitia„.

    Jest to celowy wybór – czytamy we wskazaniach duszpasterskich – który wynika ze świadomości, że wszystkie osoby starsze, także te, które nie są babciami i dziadkami, potrzebują środowiska rodzinnego, w którym mogą żyć, a także, że konieczne jest, aby rodziny uświadomiły sobie rolę, jaką odgrywają ich starsi członkowie.

    „W zglobalizowanym świecie relacje między osobami starszymi a rodzinami nie są już tak oczywiste jak dawniej, lecz przeciwnie, są stale kwestionowane. Zjawisko to przybiera różne kształty w zależności od geograficznego i kulturowego kontekstu, ale występuje kilka cech wspólnych, które nasuwają wniosek, iż kryzys relacji pomiędzy osobami starszymi a ich rodzinami stanowi znak czasów, który należy wziąć pod rozwagę. Duszpasterstwo rodzin, często skupione wyłącznie na relacjach pomiędzy małżonkami lub pomiędzy rodzicami a dziećmi, niechętnie zajmuje się kwestią stosunków łączących starszych rodziców z ich dorosłymi dziećmi lub dziadków z wnukami” – napisano we wskazówkach na Dzień Dziadków.

    Wobec tego złożonego scenariusza (pandemia, poszukiwanie nowej, pierwszoplanowej roli dla ludzi starszych, kryzys stosunków rodzinnych), a także chcąc pomóc wiernym nie popaść w rezygnację i przygnębienie, Kościół wybrał najbardziej prosty sposób na rozpoczęcie wspólnej drogi i umacnianie solidarności: świętowanie. Starsi i młodsi razem – rodzice i dzieci, dziadkowie i wnuki, członkowie tej samej i różnych rodzin. Kościół jest świadomy potrzeby pojednania między pokoleniami i trudności, jakie przeżywają ludzie starsi, ale nie przypisuje winy nikomu. Wybrana droga jest okazją do wspólnego radosnego świętowania.

    Kai.pl

    ************************

    Jak uzyskać odpust w Dniu Dziadków i Osób Starszych?

    25 lipca 2021 vaticanneews.va, Family News Service | Rzym Ⓒ Ⓟ

    Pierwszy Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych jest obchodzony w niedzielę, 25 lipca. Penitencjarnia Apostolska zachęca do uzyskania odpustu zupełnego tego dnia za siebie albo duszę cierpiącą w czyśćcu. Jakie są warunki? Wylicza je Vatican News.

    W celu zyskania odpustu zupełnego należy spełnić tzw. zwykłe warunki, do których zaliczają się: spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach papieża. Dodatkowym warunkiem może być: uczestnictwo w uroczystościach prowadzonych przez Ojca Świętego w Watykanie albo w innych miejscach na świecie. Wystarczy także odwiedzić osobę chorą lub pomóc jej w potrzebie, aby taki odpust zyskać.

    Osoby starsze i chore oraz takie, które z poważnych powodów nie są w stanie opuścić domu, mogą łączyć się duchowo z uroczystościami w Watykanie, ofiarując swoje cierpienia, modlitwy i trudy miłosierdziu Bożego. W ten sposób także uzyskują odpust zupełny.

    Dzień Dziadków i Osób Starszych jest zatem okazją, aby na przykład poprzez pomoc starszym członkom rodziny, zyskać specjalny odpust. Można go ofiarować np. za zmarłą babcię albo dziadka i w ten sposób pomóc bliskim nawet po ich śmierci.

    ************************************************************************************************************

    kościół św. Szymona  

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ


    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street
    spowiedź św. – w piątki: godz. 18.00 – 19.00 i w soboty: godz. 17.00 – 18.00

    kościół św. Piotra

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Kościół św. Piotra jest jedną z najwcześniejszych parafii katolickich, która została przywrócona po reformacji (o dwie dekady wcześniej zanim na nowo przywrócono strukturę hierarchii Kościoła katolickiego). To tu, na West End, została odprawiona pierwsza Msza św., po bardzo wielkich prześladowaniach katolików przez szkockich kalwinów, pod gołym niebem w Roku Pańskim 1855 w pobliżu obecnej Merkland Street. Historyczny parasol, który chronił wtedy przed deszczem kapłana celebrującego Mszę św. znajduje się w biurze parafialnym św. Piotra, jako cenna pamiątka z tamtych czasów. Pierwszy kościół św. Szymona został otwarty przy Bridge Street w maju 1858 roku. Wtedy też została wybudowane plebania i szkoła. Kościół św. Szymona na początku był pod wezwaniem św. Piotra, ale kiedy okazało się, że jest zbyt mały dla rosnącej liczby katolików na “Partiku”, w roku 1903 powstał dużo większy kościół św. Piotra. Żeby nie myliło się o który kościół chodzi, dlatego pierwszy nazywano Bridge Street Church. Jednak od roku 1945 powrócono do patrona św. Piotra używając jego pierwszego imienia – Szymon.

    Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1944, polscy żołnierze każdej niedzieli przychodzili do tego kościoła na Mszę św. z Yorkhill, gdzie umieszczone były wtedy koszary, jedne z wielu, w których zakwaterowano polskie wojsko. I od tamtej pory kościół św. Szymona znany jest też jako “Polish Church” – polski kościół. Polacy, którzy osiedlili się w Glasgow po wojnie, wraz z rodzinami, od tamtej pory są bardzo związani z tym kościołem. Od 1975 roku kapelanem dla Polaków jest ks. Marian Łękawa SAC, który objął polskie duszpasterstwo po śmierci ks. kanonika Jana Gruszki. W tym czasie proboszczem parafii św. Szymona był bardzo znany ks. Patrick “Pady” Tierney, dzięki któremu kościół św. Szymona nie został zamknięty.

    ************************************************************************************************************

    kontakt z duszpasterzem:
    telefon domowy: 0141 339 9163
    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501
    e-mail: marian.lekawa@gmail.com
    Mieszkam w hostelu Domu Polskiego im gen. Władysława Sikorskiego – 4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD
    Jestem do dyspozycji każdego dnia nie tylko aby usłużyć w sakramencie spowiedzi św. czy w sakramencie namaszczenia chorych, ale również zapraszam na wspólną modlitwę czy rozmowę o Bożych wyzwaniach i Bożych znakach, które są nam dane do odczytania tu i teraz.

    ************************************************************************************************************

  • od stycznia do czerwca 2021

    ************************************************************************************************************

    Czerwiec jest miesiącem poświęconym czci Najświętszego Serca Pana Jezusa

    SERCE JEZUSA, DOBROCI I MIŁOŚCI PEŁNE – ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI 

    Picture

    *****

    Największe znaczenie dla rozwoju kultu Serca Pana Jezusa miały prywatne objawienia św. Małgorzaty Marii Alacoque (1647-1690).

    Pierwsze z trzech wielkich objawień Najświętszego Serca Pana Jezusa miało miejsce 27 grudnia 1673 roku. Wówczas św. Małgorzata ujrzała Jego Serce, które dotąd trzymał w ukryciu. Wówczas też usłyszała słowa:

    “Moje Boskie Serce tak gorąco kocha ludzi, że już nie mieści w sobie płomieni żarliwego miłosierdzia. Musi przelać je za twoją sprawą i objawić się wszystkim, by ubogacić ich bezcennymi skarbami, zwierającymi wszelkie łaski, jakich potrzebują, ażeby uniknąć zatracenia”.

    Podczas drugiego objawienia (dokładna data nie jest znana -prawdopodobnie w oktawie Bożego Ciała 1674 roku), Pan Jezus dał wyraz swej miłości do ludzi, za którą jednak odpłacono jedynie niewdzięcznością:

    “Bardziej to dla Mnie bolesne, niż Męka, którą przyszło Mi znosić. Gdyby ludzie okazali Mi choć trochę miłości, uznałbym, że niewiele dla nich zrobiłem, i gotów byłbym, gdyby istniała taka możliwość, ponownie wydać się na cierpienie, jednakże oni odpowiadają na Moją żarliwą miłość chłodem i ją odrzucają”.

    Trzecie objawienie miało miejsce 16 czerwca 1675 roku, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Pan Jezus wówczas powiedział:

    „Oto jest Serce, które tak umiłowało ludzi, że niczego im nie szczędziło, godząc się na zniszczenie w dowód miłości. A jednak wielu z nich nie okazuje Mi wdzięczności, lekceważąc i bluźniąc, przyjmując Mnie w Sakramencie miłości chłodno i wzgardliwie. Tym większy sprawiają ból, że są to serca Mnie poświęcone”.

    Również św. Małgorzacie objawiło się samo Serce Pana Jezusa. To mistyczne przeżycie opisała słowami:

    “Ukazało mi się Serce Boże, jakby na jakimś tronie płomieni, jaśniało więcej niż słońce, a było jak kryształ przezroczyste. Z boku widniała święta krwawa rana. Otoczone było koroną, a na szczycie jaśniało zatkniętym krzyżem. Zbawca pozwolił mi pojąć, że jedynie gorące pragnienie, by być przez ludzi miłowanym i aby ratować ich dusze z dróg zatracenia, na które całe ich rzesze pociąga szatan, skłania Go do objawienia im swego Serca wraz ze wszystkimi skarbami Jego Bożej miłości, łaski i miłosierdzia, uświęcenia i zbawienia, które się w Nim znajdują.”

    ************

    Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

    „To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”
    św. Małgorzata Maria Alacoque

    Czerwiec jest miesiącem w sposób szczególny poświęconym czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kult Serca Jezusowego wywodzi się z czasów średniowiecza; początkowo miał charakter prywatny, z czasem ogarnął szerokie rzesze społeczeństwa.

    Warto wymienić przynajmniej kilku świętych i błogosławionych, którzy wyróżniali się w średniowieczu szczególnym nabożeństwem do Serca Pana Jezusa; w tym Sercu znaleźli dla siebie źródło szczególnej radości i uświęcenia:

    Św. Mechtylda (1241-1298) za zachętą samego Pana Jezusa wchodziła do Jego Serca i w nim spoczywała. Jezus oddawał jej swoje Serce jako znak zawartego z nią przymierza. Pewnego dnia w czasie spotkania Pan tak mocno przycisnął jej serce do swojego Serca, że miała wrażenie, że odtąd te dwa serca stanowią jedno. Mechtylda każdego rana witała Boże Serce i każdego wieczora czule je żegnała.

    Podobnym przywilejem cieszyła się młodsza siostra Mechtyldy, św. Gertruda (1250-1303). Jej zasadnicze dzieło, które wsławiło jej imię po całej Europie, to Poseł Bożej pobożności. Jest to prawdziwy poemat o miłości Boga do duszy i duszy do Boga. Jego zaś źródłem jest Najświętsze Serce Syna Bożego. Można powiedzieć, że Gertruda obcowała z Sercem Jezusowym na co dzień.

    Do św. Małgorzaty z Kortony (1252-1297) Pan Jezus odezwał się pewnego dnia: „Połóż twe ręce na ranach moich rąk!” Na to święta: „Nie, Panie!” W tej chwili otwarła się rana boku Chrystusa i święta ujrzała w niej Serce Zbawcy.

    Od XVII wieku nabożeństwo do Serca Pana Jezusa staje się własnością ogółu wiernych i całego Kościoła. Przyczyniło się do tego dwoje świętych: św. Jan Eudes i św. Małgorzata Maria Alacoque. Pierwszy działał bardziej z własnej inicjatywy, natomiast św. Małgorzata – pod wpływem nakazów, jakie otrzymała od samego Chrystusa, który chciał się jej pośrednictwem posłużyć.

    W dekrecie o heroiczności cnót z 1903 r. Św. Jan Eudes jest nazwany „twórcą liturgicznego kultu Serca Jezusa i Maryi”. W breve beatyfikacyjnym czytamy wprost: „Płonąc sam szczególną miłością ku Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, powziął pierwszy – a nie było to bez natchnienia Bożego – myśl publicznego kultu ku ich czci. Należy go przeto uważać za ojca tego, tak miłego nam nabożeństwa. (…) Był także tego kultu doktorem, albowiem ku czci obu Serc ułożył oficjum i Mszę świętą. Był wreszcie ich apostołem, bo całym sercem przykładał się do szerzenia tego zbawiennego nabożeństwa”. Jan Eudes chciał, aby ono było własnością wszystkich. Nowością, którą wprowadził, było również to, że nabożeństwo do Serca Pana Jezusa łączył ściśle z nabożeństwem do Serca Maryi. Nie umiał tych dwóch Serc rozłączyć. Nabożeństwo do tych dwóch Serc wprowadził także do liturgii Kościoła.
    Jan Eudes postawił sobie za program swojej kapłańskiej misji szerzenie kultu i nabożeństwa do Serca Pana Jezusa i do Serca Maryi: niezmordowanym słowem, pismami i dziełami. Założył także ku czci tych dwóch Serc i pod ich imieniem osobną rodzinę zakonną (1641), aby kapłani tegoż zgromadzenia ex professo oddawali się szerzeniu nabożeństwa do tych dwóch Serc. Ku czci tych dwóch Serc przepisuje swoim synom duchownym osobne nabożeństwa i modlitwy, wśród nich piękne pozdrowienie: Ave Cor sanctissimum, ave Cor amantissimum Jesu et Mariae! W roku 1643 poleca w swoim zakonie obchodzić uroczyście święto Najświętszego Serca Maryi (8 lutego) oraz Serca Pana Jezusa (20 października). Układa oficjum na te święta. W roku 1648 wydaje książeczkę O nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusa i Maryi. W roku 1670 otrzymuje od teologów aprobatę tekstów Mszy świętej i oficjum o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.

    Główna zasługa w rozpowszechnieniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, wizytce, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). Żyła ona w tym samym wieku i czasie, co św. Jan Eudes, ale w zupełnym ukryciu w klasztorze w Paray-le-Monial. 27 grudnia 1673 roku Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: „Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”. Następnie Jezus wziął serce Małgorzaty i umieścił je symbolicznie w swoim Sercu. Potem już przemienione i jaśniejące oddał Małgorzacie. Usłyszała pocieszające słowa: „Dotąd nosiłaś tylko imię mojej sługi. Dzisiaj daję ci inne imię – umiłowanej uczennicy mojego Serca”.

    Drugie objawienie miało miejsce na początku roku 1674. Pan Jezus ponownie objawił Małgorzacie swoje Serce i wymienił dobrodziejstwa i łaski, jakie przyrzeka czcicielom swojego Serca.

    „To nabożeństwo – pisze św. Małgorzata – jest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”. Wśród różnych form czci Pan Jezus zażądał czci także wizerunków swojego Serca.
    W tym samym roku 1674 miało miejsce trzecie z wielkich objawień. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu pojawił się Świętej Pan Jezus „jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, jaśniejącymi jak słońce”. Pan Jezus ponownie odsłonił swoją pierś i pokazał swoje Serce w pełnym blasku. Zażądał, aby w zamian za niewdzięczność, jaka spotyka Jego Serce i Jego miłość, okazaną rodzajowi ludzkiemu, dusze pobożne wynagradzały temuż Sercu zranionemu grzechami i niewdzięcznością ludzką. Zażądał, aby w duchu wynagrodzenia w każdą noc przed pierwszym piątkiem miesiąca odbywała się godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu (tzw. Godzina Święta) oraz aby Komunia święta w pierwsze piątki miesiąca była ofiarowana w celu wynagrodzenia Boskiemu Sercu za grzechy i oziębłość ludzką.

    Wreszcie w piątek po oktawie Bożego Ciała, 10 czerwca 1675 roku, nastąpiło ostatnie wielkie objawienie. Kiedy Małgorzata klęczała przed tabernakulum w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, ukazał się jej Chrystus, odsłonił swoje Serce i powiedział:

    „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Lecz najbardziej boli Mnie to, że w podobny sposób obchodzą się ze Mną serca służbie mojej szczególnie poświęcone. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez Komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję. W zamian za to obiecuję ci, że Serce moje wyleje hojne łaski na tych wszystkich, którzy w ten sposób oddadzą Mu cześć lub przyczynią się do jej rozszerzenia”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    This image has an empty alt attribute; its file name is serce-2.jpg

    Stolica Apostolska dopiero po ścisłych i dokładnych badaniach zezwoliła na obchodzenie święta, jak i na cześć wizerunków Jezusowego Serca w formach dzisiaj powszechnie przyjętych. Po raz drugi Kościół pośrednio zatwierdził objawienia, dane św. Małgorzacie Marii Alacoque, kiedy po surowym procesie wyniósł ją do chwały ołtarzy. Jej beatyfikacja odbyła się w roku 1864, a kanonizacja w roku 1920. Pierwszym z papieży, który zatwierdził nabożeństwo do Serca Pana Jezusa a także święto dla niektórych diecezji i zakonów, był Klemens XIII. Uczynił to w roku 1765 – a więc prawie w sto lat po wspomnianych objawieniach. Decydującym jednak w tej sprawie stał się memoriał biskupów polskich wysłany do tego papieża w 1765 roku. Memoriał podaje najpierw historyczny przegląd kultu, a następnie uzasadnia bardzo głęboko godziwość i pożytki płynące z tego nabożeństwa. Papież Pius IX w roku 1856 rozszerzył święto Serca Pana Jezusa na cały Kościół. Leon XIII 31 grudnia 1899 roku oddał Sercu Jezusowemu w opiekę cały Kościół i rodzaj ludzki.

    w obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

    *****************

    Zanurz się w sercu Jezusa

    Zanurz się w sercu Jezusa
    fot. Roman Koszkowski / GOŚĆ

    *****

    Serce nie jest jedynie organem warunkującym życie człowieka. Serce stanowi symbol. Mówi ono o całym wewnętrznym życiu osoby.

    Litania jest jedną z wielu praktyk pobożnych ku czci Bożego Serca. Warto, więc przypomnieć sobie, w jaki sposób powstała i jakie są jej główne myśli, by jeszcze pobożniej ją odmawiać. Dzięki niej można kontemplować miłość Serca Pana Jezusa i niepojęte bogactwa Chrystusa oraz odwieczny plan zbawienia ukazany nam przez tę litanijną modlitwę. Można wraz ze św. Pawłem Apostołem ogarnąć ludzkim umysłem: czym jest szerokość, długość, wysokość i głębokość i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę (Ef 3, 14-19).

    Aby Litanię do Serca Jezusowego dobrze zrozumieć, należy przenieść się do środowiska, w którym powstała i została rozpowszechniona.

    Oto krótka historia jej powstania. W 1720 roku Marsylię nawiedziła straszna epidemia cholery. Biskup tego miasta, oprócz pomocy charytatywnej, z jaką spieszył doświadczonym zarazą, starał się także pomóc duchowo swoim wiernym przez specjalne modlitwy błagalne i pokutę. Specjalnym dekretem zarządził uroczyste poświęcenie swej diecezji Sercu Jezusa i wieczysty obchód święta ku Jego czci. Akt poświęcenia odmówiono 1 listopada 1720 roku w czasie uroczystej ceremonii przebłagalnej. Od tej chwili epidemia poczęła szybko ustępować. Biskup zarządził też dodatkowe procesje pokutne i nakazał w 1721 roku odprawianie uroczystej nowenny do Najświętszego Serca Jezusowego. Odmawiano ten akt codziennie i wzywano ratunku u Pana Jezusa przez adorację wieczystą i litanię, która została ogłoszona drukiem w 1718 roku. Autorką i przekazicielką tej litanii była s. Anna Magdalena Remusat. Po ustaniu zarazy marsy1czycy odmawiali nadal tę litanię z wdzięcznością za ocalenie.

    Zanim dekret rzymskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego, wydany dopiero w 1899 roku, rozciągnął ją na cały Kościół, prawie przez 150 lat litania była odmawiana w diecezjach: Marsylia, Autun i Annecy. Odmawiano ją również w klasztorach Wizytek i Jezuitów.

    Litania do Serca Jezusowego składa się obecnie z 33 wezwań na cześć 33 lat ziemskiego życia Jezusa Chrystusa. Siostra Anna Magdalena ułożyła litanię z 27 wezwań, w tym 12 zaczerpnęła od o. Jana Croiset SJ, który już w 1691 roku w ten sposób czcił Serce Pana Jezusa i dał początek tej pięknej modlitwie, 6 zaś dodała rzymska Kongregacja przy ostatecznym zatwierdzeniu litanii.

    Układ wezwań litanii do Bożego Serca jest logicznie zestawiony. Można w niej wyróżnić trzy grupy wezwań: pierwsza grupa dotyczy stosunku Jezusa do Ojca i Ducha Świętego, ukazane jest Serce Jezusa w relacji do całej Trójcy Przenajświętszej (1-7); druga dotyczy przymiotów Serca Jezusowego (8-16); trzecia grupa kładzie akcent na stosunek Bożego Serca do ludzi (17-33).

    Wezwania litanii mają głębokie odniesienie do Pisma Świętego. Większość z nich jest prawie dosłownym cytowaniem Biblii, a inne biorą z niej natchnienie. Każde wezwanie zostało poprzedzone zwrotem Serce Jezusa. Wypowiadając te dwa słowa mamy na myśli samego Chrystusa, który kocha nas swoim Sercem. Jan Paweł II w swoim pierwszym przemówieniu poświęconym Sercu Jezusa w 1979 roku ukazał nam głębię znaczenia tego określenia. Powiedział: Serce nie jest jedynie organem warunkującym życie człowieka. Serce stanowi symbol. Mówi ono o całym wewnętrznym życiu osoby. W wielu następnych wystąpieniach powracał do tej myśli: Serce jako centralny organ ludzkiego organizmu Chrystusa jest równocześnie prawdziwym symbolem Jego wewnętrznego życia: Jego myśli, Jego uczuć (1982 rok); Kiedy mówimy: Serce Jezusa Chrystusa – zwracamy się przez wiarę do całej chrystologicznej tajemnicy: tajemnicy Boga-Człowieka. Serce Jezusa Chrystusa stanowi wielkie i nieustanne wołanie, jakie Bóg kieruje do ludzkości, do każdego ludzkiego serca (1984 rok).

    Czciciele Serca Jezusowego, odmawiając tę litanię, mają zawsze przed oczami głęboką treść teologiczną, którą ona zawiera. Do każdego wezwania dodajemy błagalne: zmiłuj się nad nami, będące wołaniem o miłosierdzie i potrzebne łaski, tak dla poszczególnych osób, jak i całego Kościoła. Dzisiaj w niektórych wspólnotach zamiast zmiłuj się nad nami powtarzanych po poszczególnych wezwaniach, powtarza się słowa: naucz nas kochać. Można niekiedy używać tego nowego wezwania. Wydaje się, że ono pozwoli nam jeszcze głębiej przeżywać litanię do Bożego Serca i nauczy nas takiej miłości, jakiej wzorem jest Serce Jezusa.
    Modlitwa końcowa po litanii swoją treścią odpowiada okolicznościom historycznym, w jakich została pierwszy raz publicznie odmówiona. Mieszkańcy Marsylii, dotknięci zarazą, błagają, by Bóg dał się przebłagać przez hołdy i zadośćuczynienia składane w imię Serca Jezusowego.

    Kościół, rozciągając tę modlitwę na cały świat i na wszystkie czasy, przypomina, że grzechy ludzi są przyczyną klęsk duchowych, które niekiedy są gorsze od chorób ciała. Dlatego ciągle potrzebne jest wołanie o miłosierdzie dla całego świata i modlitwa wynagradzająca. Grzech bowiem przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego ludzkie serca. Grzech jest wielkim złem w całym swoim wielorakim wymiarze, poczynając od pierworodnego, poprzez wszystkie grzechy osobiste każdego człowieka, poprzez grzechy społeczne, grzechy, które obciążają dzieje całej ludzkości” – mówił Ojciec Święty w Elblągu w 1999 roku. Tam też zwrócił się z apelem: Wynagradzajmy Sercu Bożemu za grzechy popełnione przez nas i naszych bliźnich. Wynagradzajmy za odrzucenie dobroci i miłości Boga.

    W każdy pierwszy piątek miesiąca i Uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego po litanii jest odmawiany akt poświęcenia całego rodzaju ludzkiego Bożemu Sercu. To modlitwa papieża Leona XIII, przez którą poświęcił on całą ludzkość Jezusowi Chrystusowi w nadchodzącym XX wieku. Natomiast w czasie nabożeństw czerwcowych po odmówionej lub odśpiewanej litanii dodajemy jeszcze antyfonę: Do Serca Twojego uciekamy się…

    ks. Włodzimierz Lewandowski/Gość Niedzielny

    *****

    Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa została zainicjowana około 1689 roku w nurcie kultu Serca Jezusa, o czym świadczą teksty o. K. Drużbickiego. Inne wersje propagowali zarówno Jan Eudes, jak i J. Croiset. Na początku XVIII wieku wizytka, A. M. Remuzet, ułożyła litanię, którą śpiewano podczas zarazy panującej w Marsylii (tzw. wersja marsylska). Kongregacja Obrzędów zatwierdziła ją w 1889 roku, dodając kilka wezwań z dzieł Croiseta, by ich liczba wynosiła 33 – ze względu na tradycyjną liczbę lat ziemskiego życia Zbawiciela. Tekst tej Litanii jest dotąd używany podczas nabożeństw pierwszych piątków miesiąca i nabożeństw czerwcowych. Jan Paweł II mówił o tej Litanii:

    „Jest to wspaniała modlitwa w całości skupiona na tajemnicy wewnętrznej Chrystusa: Boga-Człowieka. Litania do Serca Pana Jezusa czerpie obficie ze źródeł biblijnych, a równocześnie odzwierciedla najgłębsze doświadczenia ludzkich serc. Jest to również modlitwa uwielbienia i autentycznego dialogu. (…) Modlitwa ta – odmawiana i rozważana – staje się prawdziwą szkołą człowieka wewnętrznego: szkoła chrześcijanina. (…) Równocześnie stajemy się wrażliwi na potrzebę zadośćuczynienia. Chrystus otwiera ku nam swe Serce, abyśmy w Jego zadośćuczynieniu zjednoczyli się z Nim dla zbawienia świata”. (Anioł Pański, 27 VI1982).

    Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – Światowy Dzień Modlitwy o Uświęcenie Kapłanów

    Jest to rzeczywiście Litania Serca.

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w łonie Matki – Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, nieskończonego majestatu, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, świątynio Boga, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, przybytku Najwyższego, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, zelżywością napełnione, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych, zmiłuj się nad nami
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami


    P.: Jezu cichy i pokornego Serca.
    W.: Uczyń serca nasze według Serca Twego.


    P.: Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, wejrzyj na Serce najmilszego Syna swego i na chwałę, i zadośćuczynienie, jakie w imieniu grzeszników Ci składa; daj się przebłagać tym, którzy żebrzą Twego miłosierdzia i racz udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.
    W.: Amen.


    Antyfona


    Do Serca Twojego uciekamy się, Jezu, Boski Zbawicielu! Naszymi grzechami racz się nie zrażać, o Panie święty! Ale od wszelakich złych czynów racz nas zawsze zachować, Boże łaskawy i najlitościwszy!
    O Jezu dobry, Zbawicielu słodki, Pośredniku Boski, jedyna ucieczko nasza!
    W Sercu Twoim racz nas obmyć, do Serca Twojego racz nas przytulić, w Twym Sercu na wieki racz nas zachować.


    Akt wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu


    O Jezu Najsłodszy, któremu za miłość bez granic ludzie w niewdzięczny sposób odpłacają wielkim zapomnieniem, opuszczeniem i wzgardą, oto my rzucając się do stóp Twoich ołtarzy, pragniemy szczególnym hołdem czci wynagrodzić Ci tę oziębłość i krzywdy, jakie ze wszech stron ranią Najmiłościwsze Twoje Serce.
    Świadomi jednak, że my sami nie zawsze byliśmy wolni od różnych przewinień, a przejęci najgłębszą skruchą, jesteśmy gotowi dobrowolnym zadośćuczynieniem wynagrodzić Ci nie tylko za swoje grzechy, ale i za grzechy tych, co błąkają się z daleka od drogi zbawienia, nie chcą iść za Tobą, Pasterzem i Wodzem.
    A jakże liczne i straszne są te grzechy, które chcielibyśmy wynagrodzić. Oto brak skromności, bezwstyd w życiu i strojach, liczne sidła zastawiane na niewinne dusze, gwałcenie dni świątecznych, ohydne bluźnierstwa miotane przeciw Tobie i Świętym Twoim. A któż policzy obelgi rzucane na Twego namiestnika i stan kapłański! Kto nie zadrży na bezczeszczenie samego Sakramentu Boskiej miłości, okropne świętokradztwa i publiczne wykroczenia narodów, wyłamujących się spod praw i kierownictwa, ustanowionego przez Ciebie Świętego Kościoła!
    O Panie! jesteśmy gotowi nie oszczędzać nawet krwi własnej dla zmycia tych wszystkich zbrodni. Aby zaś choć w części naprawić zniewagi wyrządzone Tobie, o Jezu, składamy Ci zadośćuczynienie, jakie Ty sam Bogu Ojcu ofiarowałeś na krzyżu i które ponawiasz co dzień na ołtarzu. W połączeniu z zadośćuczynieniem Bogarodzicy Dziewicy, Wszystkich Świętych i pobożnych dusz wiernych, z głębi serca przyrzekamy Ci, o Jezu, oddać się na Twoją służbę, okazując mocną wiarę, czyste życie oraz dokładne zachowanie ewangelicznego prawa miłości. Wreszcie postanawiamy nie dopuścić wedle sił do nowych zniewag i pociągnąć jak najwięcej dusz w Twoje święte ślady.
    Przeto błagamy Cię, o Najłaskawszy Jezu, przyjmij za przyczyną Najświętszej Maryi Panny, ten akt dobrowolnego zadośćuczynienia i racz nas zachować aż do śmierci w wierności obowiązkom Twojej świętej służby przez wielki dar wytrwania, dzięki któremu wszyscy doszlibyśmy w końcu do tej ojczyzny, gdzie Ty z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    *********

    Koronka do Serca Jezusowego. O. Pio odmawiał ją codziennie za tych, którzy prosili go o modlitwę

    KORONKA DO SERCA PANA JEZUSA
    Panaspics/Shutterstock

    ***

    O. Pio miał wielką cześć dla Bożego Serca i znał objawienia Małgorzaty Marii Alacoque. Sam ułożył tę modlitwę i odmawiał ją codziennie w intencjach, które powierzali mu różni ludzie.

    Wczerwcu w kościołach odmawiana jest litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nie jest to jedyna modlitwa, w której praktykuje się nabożeństwo do Serca Jezusowego. Coraz popularniejsza jest np. koronka świętego ojca Pio.

    „Współbracia i inne osoby, które znały o. Pio, wspominali, że przez wiele lat, aż do śmierci, codziennie odmawiał tę koronkę, którą sam ułożył w latach 20. XX wieku – mówi kapucyn o. Roman Rusek, krajowy asystent Grup Modlitwy Ojca Pio. – O. Pio miał wielką cześć dla Bożego Serca i znał objawienia Małgorzaty Marii Alacoque. Miał też wielkie nabożeństwo dla męki Pańskiej”.

    Modlitwa błagalna

    Jak każda modlitwa do Serca Jezusowego, i ta uświadamia nam dwie rzeczy podstawowe dla chrześcijaństwa – że Bóg nas kocha i że potrzebujemy nawrócenia. Jest to modlitwa typowo błagalna, odwołująca się do słów samego Jezusa, który zachęcał do tego, żebyśmy w Jego imię prosili Ojca o potrzebne nam łaski.

    Przykładowo: „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”. Na końcu jeszcze jest prośba do Matki Bożej i św. Józefa o wstawiennictwo.

    Jak odmawiać koronkę?

    Jak wszystkie modlitwy tego typu, koronka do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest zbudowana na stałym, powtarzającym się schemacie. Składa się z trzech części i zakończenia.

    Każda z trzech części zaczyna się zdaniem z Pisma Świętego, w którym Pan Jezus zachęcał nas od ufnej modlitwy; trzech modlitw: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…”; oraz z prośby „Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję”.

    Na końcu koronki jest podsumowanie:

    „O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen”.

    A po niej jeszcze następuje antyfona maryjna:

    „Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia…” (Salve, Regina), odmawiana dzisiaj m.in. podczas pogrzebów, a dawniej po każdej mszy świętej od uroczystości Trójcy Świętej do Adwentu; oraz krótkie wezwanie do św. Józefa: „Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami”.

    Tekst Koronki do Najświętszego Serca Pana Jezusa

    1. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”. Wysłuchaj mnie, gdyż pukam, szukam i proszę o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    2. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”. Wysłuchaj mnie, gdyż proszę Ojca w imię Twoje o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    3. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Wysłuchaj mnie, gdyż zachęcony Twoimi słowami proszę o łaskę…

    Ojcze nasz…, Zdrowaś, Maryjo…, Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

    Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

    Na końcu:

    O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen.

    Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia,
    Życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj.
    Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy.
    Do Ciebie wzdychamy, jęcząc i płacząc na tym łez padole.
    Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć.
    A Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż.
    O, łaskawa,
    O, litościwa,
    O, słodka Panno Maryjo.

     Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami.

    Joanna Operacz/Aleteia.pl

    *************************************

    Najświętsze Serce Jezusa jest kluczem do ewangelizacji. Jan Paweł II wyjaśnia

    Jesus
    Renata Sedmakova | Shutterstock

    *****

    Jeśli chcesz być bardziej skutecznym ewangelizatorem, kieruj wzrok ku Sercu Jezusa. Św. Jan Paweł II wierzył, że nasze wysiłki głoszenia Ewangelii muszą być zakorzenione w nabożeństwie do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dlaczego?

    Jan Paweł II i Serce Jezusa

    Często próbujemy głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa, ale zniechęcają nas nasze mizerne osiągnięcia. Tego typu doświadczenie może zachwiać naszą odwagą i odwieść od podejmowania kolejnych prób ewangelizacji.

    Dla św. Jana Pawła II głównym kluczem do ewangelizacji, jest nabożeństwo do Serca Jezusa.

    Św. Jan Paweł II poświęcił temu tematowi swoje Orędzie z okazji stulecia poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu Pana Jezusa (podpisane w Warszawie, 11 czerwca 1999 r., w trakcie papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny).

    Gdy chrześcijanin, stając przed zadaniem nowej ewangelizacji i wpatrując się w Serce Chrystusa, Pana czasu i dziejów, poświęca Mu samego siebie i zarazem swoich braci, odkrywa na nowo, że nosi w sobie Jego światło. Ożywiony Jego duchem służby przyczynia się do tego, aby przed wszystkimi ludźmi otworzyła się perspektywa wyniesienia do pełni egzystencji osobowej i wspólnotowej.

    Serce człowieka uczy się bowiem od Serca Chrystusa poznawać prawdziwy i jedyny sens swojego życia i przeznaczenia, rozumieć wartość życia prawdziwie chrześcijańskiego, strzec się wypaczeń ludzkiego serca, łączyć synowską miłość do Boga z miłością bliźniego.

    Serca Syna Bożego, umarłego na krzyżu

    Ojciec Święty uważał w szczególności, że nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa pozwala ludzkości lepiej pojąć głębię Bożej miłości.

    Ja także zachęcałem często wiernych, aby wytrwale praktykowali ten kult, który «zawiera orędzie niezwykle aktualne w naszych czasach», ponieważ z Serca Syna Bożego, umarłego na krzyżu, wytrysnęło wiekuiste źródło życia, które daje nadzieję każdemu człowiekowi. Z Serca ukrzyżowanego Chrystusa rodzi się nowa ludzkość, odkupiona od grzechu. [Ludzkość] potrzebuje Serca Chrystusa, aby poznawać Boga i samego siebie; potrzebuje go, aby budować cywilizację miłości.

    Wpatrując się w Jezusa i Jego Najświętsze Serce, jesteśmy świadkami miłości, jaką żywi On do każdego z nas. Ta miłość powinna nas przepełniać i przynaglać do miłowania innych. To właśnie miłość do Dobrego Pasterza stanowi dla nas inspirację, której potrzebujemy, aby być ewangelizatorami Bożej miłości.

    Każdy włączy się gorliwiej w modlitwę do Pana żniwa (por. Mt 9,38), aby dał Kościołowi „pasterzy według swego serca” (por. Jr 3,15), rozmiłowanych w Chrystusie Dobrym Pasterzu, którzy będą kształtować własne serca na wzór Jego Serca i gotowi będą iść drogami świata, aby głosić wszystkim, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

    Jeśli chcesz być skuteczniejszym ewangelizatorem, kieruj wzrok ku Sercu Jezusa i od Niego ucz się miłości bliźnich.

    Philip Kosloski – 11.06.21/Aleteia.pl

    *********************************************

    Najwłaściwszym sposobem oddania czci Sercu Jezusowemu jest zawierzenie Mu swojego życia

    Twoją jesteśmy własnością

    Samplefot. Gera Juarez / Cathopic

    *****

    Nasza ojczyzna dokonywała już kilkakrotnie Aktu Zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Dla przypomnienia – po raz pierwszy aktu oddania Najświętszemu Sercu dokonał prymas kard. Edmund Dalbor na Jasnej Górze 27 lipca 1920 r., w przeddzień Cudu nad Wisłą. Rok później akt ten został odnowiony przez cały episkopat, z udziałem tysięcy wiernych w krakowskiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    Także w naszych czasach, w czasach trwającej pandemii – 3 maja na Jasnej Górze miało miejsce zawierzenie naszej ojczyzny Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski, którego dokonał Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. To nie była tylko historyczna chwila w życiu duchowym naszego narodu, to było zobowiązanie uczynione na zawsze, by uczcić i kontemplować miłość Serca Jezusowego. Każdy chrześcijanin powinien starać się odpowiadać Jezusowemu Sercu swoją miłością i oddaniem, a to wyraża się najlepiej przez poświęcenie siebie samego oraz przez intronizację, czyli poświęcenie. Istotą tego poświecenia jest odpowiedź na miłość Bożego Serca, która objawia się wiernością Jego przykazaniom. Miłość bowiem nie zatrzymuje niczego dla siebie, ale ofiaruje wszystko, tak jak Chrystus oddał wszystko, gdy z Jego przebitego boku wypłynęły krew i woda. Taka też powinna być odpowiedź człowieka na Boże zaproszenie, nawet jeśli w naszym ludzkim odczuciu ten dar, który możemy ofiarować, wydaje się niczym.

    Zawierzmy się Bożemu Sercu, przez które stało się nam zbawienie. Niech nasze życie będzie chwałą Serca Jezusowego.

    *****************************************

    W kaplicy w Łagiewnikach, tam gdzie znajduje się obraz “Jezu, ufam Tobie”, pierwotnie wisiał obraz Serca Jezusa

    W kaplicy w Łagiewnikach, tam gdzie znajduje się obraz "Jezu, ufam Tobie", pierwotnie wisiał obraz Serca Jezusa
    O istocie kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa mówi ks. dr Marek Wójtowicz, jezuita.

    *****

    Jarosław Dudała: Na czym polega istota przesłania uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa i objawień  św. Małgorzaty Marii Alacoque?

    Ks. dr Marek Wójtowicz: Jej pierwsza wizja miała miejsce podczas adoracji Najświętszego Sakramentu  27 grudnia 1673 r., a więc w dniu, w którym wspominamy św. Jana Ewangelistę. On najwięcej pisał o miłości Pana Boga. (“Bóg jest miłością.”, 1 J 4,16)

    Pan Jezus wskazał Małgorzacie na Swoje Serce, które jest zapomniane. Płonie miłością, zwłaszcza do grzeszników, a oni się od Niego odwracają. Wielu o Nim zapomniało, nie są wdzięczni za Jego miłość, za Jego mękę i zbawienie wysłużone na krzyżu. Kojarzy mi się to ze św. Franciszkiem, których na ulicach Asyżu wołał: “Dlaczego miłość nie jest kochana?!” A do św. Małgorzaty Pan Jezus powiedział: “skoro mnie inni opuścili, to przynajmniej ty bądź przy mnie”.

    Wizerunek Jezusa z objawień  św. Małgorzaty jest bardzo podobny do tego z objawień św. Faustyny. Czy to znaczy, że orędzie Bożego Miłosierdzia w jakimś sensie zastąpiło przesłanie Najświętszego Serca Pana Jezusa?

    Jak się weźmie  do ręki “Dzienniczek” św. Faustyny, to – w moim odczuciu – jego jedna piąta  mówi wprost o Sercu Jezusa. (Faustyna wiele słyszała o Sercu Jezusa podczas formacji już w nowicjacie, także podczas rekolekcji głoszonych przez jezuitów, w tym Jej spowiednika o. Józefa Andrasza, który był redaktorem naczelnym “Posłańca Serca Jezusowego” i wiele tłumaczył literatury francuskiej dotyczącej NSPJ. To było wtedy – na przełomie XIX i XX w. – bardzo na czasie.)

    Serce Jezusa wspomniane jest już w pierwszym numerze “Dzienniczka”. Potem zwraca się do Niego: “Rano Miłosierdzia, Serce Jezusa ukryj mnie w swej głębi” (1631). W nowennie do Bożego Miłosierdzia pojawia się wezwanie, by wszystkie wymienione w niej grupy osób “zamknąć w Sercu Jezusa”. Albo: “chciałabym się ukryć w Sercu Jezusa” – to wątek, który często powraca (por. 163, 1021)

    Uderzające jest także podobieństwo trudności, z jakimi spotkały się św. Małgorzata i św. Faustyna na pierwszym etapie propagowania kultu Serca Jezusa i Bożego Miłosierdzia. Książka, którą jezuita Jan Croiset (1656-1758) napisał o Sercu Jezusa, znalazła się na indeksie. Powróciła dopiero w XIX w. i wzięto z niej wezwania do popularnej dziś Litanii do Najświętszego Serca Jezusa.

    Różnica jest tylko taka, że duchowość św. Małgorzaty Alacoque jest bardziej pasyjna. Choć w ważnym dla kultu Serca Jezusa artykule kard. Joseph Ratzinger (Benedykt XVI) napisał, że podstawą teologiczną tego kultu jest misterium paschalne.
    Nawiasem mówiąc, najważniejszym, podsumowującym doświadczenie Kościoła związane z Sercem Jezusa jest encyklika Piusa XII “Haurietis aquas” (1956).

    Czyli widzi Ksiądz raczej podobieństwo obu objawień niż zastępowanie jednego przez drugie?

    Jeśli chodzi o to “zastępowanie”… Mało kto o tym wie, ale w kaplicy w Łagiewnikach w miejscu, w którym znajduje się teraz obraz “Jezu, ufam Tobie”, pierwotnie wisiał obraz Serca Jezusa…

    Ja bym jednak powiedział, że objawienia św. Faustyny nie zastępują, ale są dopowiedzeniem do tych, które otrzymała św. Małgorzata Alacoque.

    Wydał Ksiądz właśnie książkę-komentarz do znanej litanii pt. “Serce Jezusa. Bogactwo Litanii”.

    Ciekawa jest historia powstania litanii. Ona zbiera w sobie objawienia św. Małgorzaty, ale także pisma duchowe Jej spowiednika św. Klaudiusza de la Colombière oraz ojca Jana Croiseta. Dla mnie jest to synteza naszego wyznania wiary. Odkryłem, jak bardzo jest to tekst teologiczny, ale też jak wiele mówi o nas samych: „Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte”.
    Ta litania była odmawiana po raz pierwszy w 1720 r. w Marsylii podczas zarazy. Jej wezwania były potem poszerzane. Dziś jest ich 33 , a wiec tyle, ile lat Pan Jezus był z nami na ziemi. Litania została zatwierdzona przez Leona XIII w 1899 r.

    A skąd pomysł, żeby ją odmawiać w czerwcu?

    Paryska zakonnica Aniela od Świętego Krzyża zauważyła, że skoro w maju czcimy Maryję, to w czerwcu moglibyśmy czcić Serce Jezusa.

    Gość Niedzielny

    ************************************************************************************************************

    Jak Polacy ratowali kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Jasna Góra, Kaplica Serca Pana Jezusa (Kaplica Jabłonowskich)
    Jasna Góra, Kaplica Serca Pana Jezusa (Kaplica Jabłonowskich)/fot. Graziako

    ***

    Czerwiec to miesiąc nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Mało kto jednak zna polskie wątki związane z tym kultem.

    Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Na pomysł nabożeństw czerwcowych wpadła (wszystko wskazuje, że pod wpływem Ducha Świętego) s. Aniela de Sainte-Croix. Było to w połowie XIX w. i główną inspiracją były nabożeństwa majowe. „Skoro cały maj poświęcony jest Matce Bożej – pomyślała s. Aniela – to wypadałoby ofiarować coś też Jej Synowi”. I tu skojarzenia naszej wizytki pobiegły bardzo szybko w stronę jej, zmarłej w opinii świętości, współsiostry z XVII w. – Małgorzaty Marii Alaqoque.

    To jej Jezus polecił przekazać Kościołowi, że pragnie, by przypomniano prawdę o Jego miłosierdziu. Tak zrodził się kult Najświętszego Serca, którego wyrazem początkowo była litania, akt oddania się jemu – osobisty oraz oddania całej rodziny – i praktyka pierwszych piątków, czyli spowiedzi i przyjęcia Komunii św. w pierwsze piątki kolejnych dziewięciu miesięcy.

    Wizje o których mowa, zaczęły się w latach siedemdziesiątych XVII w., a główna, dotycząca form czci i związanych z nią obietnic, nastąpiła właśnie w czerwcu, w 1675 r.

    Wszystko pięknie się ze sobą zgrało: pomysł s. Anieli, data najważniejszej wizji, wreszcie to, że uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa też wypada w tym miesiącu (piątek po oktawie Bożego Ciała). Uzyskawszy zgodę przełożonych, a potem biskupa miejsca, siostry przyjęły praktykę codziennej modlitwy Litanią do Najświętszego Serca Pana Jezusa przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Nabożeństwo to bardzo szybko trafiło na ziemie polskie, bo już w 1857 r.

    To tempo nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zarówno w biografii św. Małgorzaty, jak i w przyjęciu przez Kościół jej objawień pojawia się dwukrotnie, i to w kluczowych momentach, polski wątek.

    Święty Jacek a powołanie

    Wizjonerka, wcześnie osierocona przez ojca, była wychowywana bardzo surowo przez wuja i ciotki. To oni dyktowali, jak ma układać swoje życie. Kiedy powiedziała, że pragnie wstąpić do zakonu, najpierw rodzina kazała jej porzucić ten pomysł. Do tej pory łagodna i spolegliwa wychowanka odmówiła i trwała przy tej decyzji, więc rodzina uznała, że trudno, ale przynajmniej niech idzie do urszulanek.

    Tymczasem panna Alacoque już rozeznała, że ma iść do wizytek. Nacisk krewnych był jednak tak duży, że zaczęła się chwiać w swojej decyzji.

    I wtedy o wsparcie poprosiła św. Jacka Odrowąża. Modliła się za jego wstawiennictwem do Matki Bożej i wespół w zespół doprowadzili rodzinę do pogodzenia się z faktem, że Małgorzata będzie tam, gdzie chce ją Bóg. O tej akcji modlitewnej pisze w autobiografii, po latach wciąż wspominając z wielkim sentymentem i sympatią opiekę polskiego dominikanina.

    Episkopat w akcji

    Drugi raz pomoc z Polski nadeszła w drugiej połowie XVIII w. Prawda przekazana w objawieniach s. Małgorzaty spotkała się z gwałtownym odrzuceniem już za jej życia. Głównymi jej krytykami byli janseniści (bardzo rygorystyczny nurt w ówczesnym Kościele, m.in. kładący zbyt duży nacisk na sprawiedliwość Bożą).

    Rozpętali tak skuteczną nagonkę, że nawet Stolica Apostolska przez ponad wiek zachowywała milczenie na temat wspomnianych objawień. Momentem zwrotnym w ich uznaniu był memoriał Episkopatu Polski z 1765 r., domagający się ich przyjęcia. Co też się stało: najpierw uroczystość Najświętszego Serca miały prawo obchodzić wizytki, potem pozwolenie otrzymał Kościół w Polsce, a w połowie XIX w. zaczęto ją świętować w Kościele powszechnym.

    Najwyraźniej, co jak co, ale głoszenie miłosierdzia zawsze było bliskie polskiej duchowości.

    Elżbieta Wiater/Aletiea.pl

    ***************************************************************************

    Serce Jezusa – gorejące ognisko miłości

    fot. PCh24.pl

    ***

    Jak miesiąc maj poświęcony jest Niepokalanej Dziewicy Maryi, tak znowu w miesiącu czerwcu oddają wierni szczególniejszą cześć i uwielbienie Sercu Jezusowemu. To miesiąc miłości. W tym bowiem miesiącu obchodzi zazwyczaj Kościół pamiątkę ustanowienia największej tajemnicy miłości, św. Eucharystii, w tym również miesiącu miało miejsce jedno z najgłówniejszych objawień, w którym odsłonił Boski Zbawiciel skarby Swojego Najświętszego Serca. W tym czasie pragnie Kościół, ażeby wierni rozważali gorliwie tajemnice z życia Boskiego Zbawcy, zapisane w św. Ewangelii, poznawali bliżej Jego pragnienia i czyny. Poznanie bowiem pragnień i czynów Jezusa budzi mimo woli w duszy rozważającego cześć i miłość dla Osoby Jezusa Chrystusa i prowadzi do nabycia prawdziwego nabożeństwa do Najświętszego Serca.

    Nawet wśród katolików znajdują się tacy, którzy nie zdają sobie sprawy, na czym nabożeństwo do Najświętszego Serca w istocie swojej polega. Sądzą błędnie, że jest to nabożeństwo dla osób przeczulonych i że odpowiada więcej niewiastom, aniżeli mężczyznom. Nie wiedzą wcale o tym, że cześć oddawana Najświętszemu Sercu odnosi się do całej Osoby Jezusa ze szczególnym uwzględnieniem Jego wielkiej miłości ku Ojcu Niebieskiemu i ku nam ludziom.

    Serce Jezusa to cały Jezus w Swojej bezgranicznej ku Bogu i ku ludziom miłości.

    A dlaczego Pan Jezus, chcąc nas pobudzić do wzajemnej miłości, wskazuje na Swe Najświętsze Serce?

    Pragnie się zastosować do sposobu myślenia i codziennego postępowania ludzi. Chce być zrozumiany. Kiedy mówimy, że ten lub ów człowiek ma dla nas serce, że jest naszym przyjacielem od serca, co chcemy przez to wyrazić? Nie co innego, jak tylko, że ten człowiek jest nam życzliwy, że nas prawdziwie miłuje i pragnąłby jak samemu sobie, tak i nam nieba przychylić. Bo serce jest znakiem czyli symbolem miłości. Co więcej, serce jest narzędziem jak najściślej z miłością złączonym. Ono najbardziej odczuwa wszystkie poruszenia duszy: smutek je ściska, obawa ostudza, radość rozszerza, gniewem się rozpala, w miłości rozpłomienia.

    Stąd też zrozumiemy, że Pan Jezus objawiając ludziom Serce Swoje Boże, objawia im tym samym Swoją wielką miłość. W Sercu Jezusowym zrodziły się przecie najsłodsze plany naszego odkupienia. Ono bolało nad naszym upadkiem, biło uczuciem szczerej radości na widok naszego szczęścia, cierpiało na krzyżu, promieniało radością w chwalebnym zmartwychwstaniu. Serce Jezusa to owa miłość, która przez lat trzydzieści ponosiła prace i trudy życia ukrytego, uzdrawiała chorych, wracała życie umarłym, pocieszała stroskanych, rozgrzeszała pokutujących. Miłości Jezusowej nie ma równej na świecie. Gorętsza ona nad płomienie, które ją oznaczają, szersza nad świat od końca do końca, głębsza aniżeli zawrotne przepaście, mocniejsza od śmierci, bo w swej wierności trwała jest na zawsze.

    A jednak mimo licznych dowodów Swojej miłości Jezus jest zapoznany i wzgardzony. Nie znają Go poganie, urągają Jego Boskiej nauce heretycy i odszczepieńcy, obojętni i wiarołomni w miłości katolicy. Na próżno rozlega się głos Jezusa, zapraszający z naszych ołtarzy: Bierzcie i pożywajcie, kościoły nieraz świecą pustkami, niewielu takich, którzy nawiedzają Boskiego Więźnia w Jego zewnętrznym osamotnieniu, mało takich, którzy Go często i pobożnie przyjmują do swojego serca. Są w końcu i tacy, którzy wprost zaprzeczają Jego rzeczywistej obecności w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, lub też z całą świadomością przystępują świętokradzko do Stołu Pańskiego.

    Dlatego to Pan Jezus objawiając światu Swe Najświętsze Serce, objawił Je otoczone cierniami, to znaczy zranione niewdzięcznością ludzką. W tym celu także domagał się ustanowienia Święta Serca Swojego, ażeby w tym dniu wierni Jego czciciele wynagradzali głównie przez godnie przyjętą Komunię św. krzywdy i zniewagi wyrządzone w św. Eucharystii. […]

    „O głębsze poznanie Serca Jezusowego”, w: Posłaniec Serca Jezusowego, czerwiec 1927

    ************************************************************************************************************

    Wizja Służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. 

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1209312038.jpg
    obraz Pana Jezusa Promieniującego – namalowany wg wizji Matki Pauli Zofii Tajber, przez Adolfa Hyłę, który również namalował znany obraz Jezusa Miłosiernego.
    ***

    W Roku Eucharystii jesteśmy zachęcani do odkrywania Eucharystii na nowo, do świadomego uczestniczenia we Mszy św. oraz do częstej adoracji Najświętszego Sakramentu. Przykład umiłowania Eucharystii dają nam święci i błogosławieni, którzy traktowali ją jako wyjątkowy dar i źródło siły w dążeniu do doskonałości. Jezus Eucharystyczny był przedmiotem najwyższej czci również dla służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. 

    Zofia Tajber pochodziła z ziemi podlaskiej, a dzieciństwo i młodość spędziła w Żytomierzu. Przeżyty w latach studenckich kryzys wiary stał się dla niej inspiracją do poszukiwania nowej drogi życia. Po kilku latach wewnętrznej udręki, w Chrystusie wystawionym w Najświętszym Sakramencie, odnalazła swoje szczęście doczesne i wieczne. Zrozumiała, że jest powołana do założenia nowej rodziny zakonnej poświęconej czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdaniem służebnicy Bożej, całe życie wewnętrzne człowieka powinno opierać się na przekonaniu, że Jezus którego przyjął w Komunii św., uczestniczy w jego myślach, słowach i postępowaniu. Wiara w obecność Jezusa w duszy – według jej nauki – wydelikatni sumienia ludzkie, bowiem każdy będzie zwracał uwagę na swoje postępowanie. Idea życia Jezusem jest środkiem na odrodzenie ludzkości i zaprowadzenie Bożego pokoju na ziemi. Jest ona „szkołą życia duchowego”, która wprowadza człowieka w życie Boże, daje mu możność posiadania Boga i oddania się do Jego wyłącznej dyspozycji. Służebnica Boża podkreślała, iż trzeba dostrzegać Jezusa w bliźnich, dlatego uwrażliwiała siostry, by odnosiły się do bliźnich z wielkim szacunkiem. Mówiąc o obecności Chrystusa w duszy ludzkiej, chciała ukazać, że Pan Bóg jest nie tylko dla wybranych, ale z każdym chce nawiązać łączność i „każdego człowieka wynieść do wielkiej świętości”. 

    Z pism Matki Tajber wynika, że adoracje Najświętszego Sakramentu i częste przyjmowanie Komunii św. prowadziły ją do głębokiego zjednoczenia z Chrystusem. Często powtarzała siostrom, że Pan Jezus, którego przyjmujemy w Eucharystii, przychodzi podjąć trud pracy nad naszym uświęceniem. Dlatego radziła, aby w Sakramencie Miłości przyjmować Jezusa raz jako Brata, innym razem jako Mistrza, Przyjaciela lub Lekarza czy Zbawiciela. Tylko trwanie w Chrystusie – winnym Krzewie może wydać bogate owoce w apostolstwie. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej służebnica Boża widziała antidotum na szerzące się materializm i liberalizm. Przypomina również dzisiaj, że rzeczy materialne, choć są potrzebne do godnego życia człowieka, nie mogą go zdominować i zniewolić. Źródłem siły do pokonywania w sobie trzech pożądliwości: ciała, oczu i pychy żywota jest Chrystus, którego przyjmujemy w Eucharystii. Sł. Boża Paula Zofia ukazała to wyraźnie swoim życiem. Jej posłannictwo dobrze streszcza fragment modlitwy: Boże, Źródło wszelkiej świętości (…) prosimy Cię o chwałę ołtarzy dla Twej służebnicy m. Pauli Zofii Tajber, która swoim życiem wielbiła Najświętszą Duszę Chrystusa, widząc w Niej najdoskonalszy wzór naszego zjednoczenia z Bogiem i ofiarnej miłości, i która bezgranicznie oddana była sprawie odrodzenia ludzi poprzez służbę uświęcenia nieśmiertelnych dusz ludzkich.

    Na całym świecie znany jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego, wykonany przez krakowskiego malarza Adolfa Hyłę. Mało kto wie, że artysta ten namalował jeszcze inny obraz, który staje się na naszych oczach obrazem słynącym z łask i cudownych uzdrowień. Jest to wizerunek Pana Jezusa Promieniującego, zwany popularnie obrazem Najświętszej Duszy Chrystusowej.

    Obraz został namalowany według wizji, jaką miała w roku 1919 Sługa Boża Paula Zofia Tajber. Na modlitwie ujrzała promienną postać Jezusa, który powiedział: Najmilsza, oddaję ci Duszę Moją Boską ku uczczeniu, byś Ją i Jej żądania przekazała światu całemu. Promienie światła, przenikające Jego postać, najpotężniej wychodziły z Jego piersi, tworząc jakby krąg słońca.

    Obejmowały nie tylko ludzi będących w kościele, lecz przebijały się przez mury świątyni i falami trafiały w ludzi przechodzących obok kościoła. Artysta to rozchodzenie się światła z Duszy Chrystusowej na ludzkie dusze przedstawił na obrazie w formie promieni przenikających przeźroczyste kółka, które symbolizują dusze ludzkie.

    Według pragnień Matki Założycielki obraz Duszy Chrystusa Pana miał być dla współczesnych ludzi, zagubionych w materializmie, gorącą zachętą do zwrócenia uwagi na wartości duchowe. Przede wszystkim miał przypominać człowiekowi, iż posiada duszę nieśmiertelną, odkupioną Przenajdroższą Krwią Zbawiciela Świata.

    Źródło: niedziela.pl/duszajezusa.pl

    ************************************************************************************************************

    Biskupi ponowili Akt poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    – Stojąc wobec trudnych wyzwań dla Kościoła i Ojczyzny, z ufnością wołamy: “Otwórz nasze oczy, ulecz chore serca, obmyj to, co brudne, daj łaskę nawrócenia i pokuty! Jezu, uczyń nasze serca na wzór Serca Twego, abyśmy umieli tracić życie w służbie najbardziej potrzebującym, najsłabszym i bezbronnym” – tymi m.in. słowami biskupi zgromadzeni w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie ponowili po 100 latach Akt poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    Odczytał go na zakończenie Mszy św. przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Akt ten zostanie dziś ponowiony także we wszystkich parafiach w Polsce.

    Poniżej pełny tekst Aktu:

    ODNOWIENIE AKTU POŚWIĘCENIA NARODU POLSKIEGO NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA

    Panie nasz Jezu Chryste,

    Dziś, tak jak przed stu laty, zbieramy się w świątyni poświęconej czci Najświętszego Serca Twego w Krakowie. W osobach swoich pasterzy, osób życia konsekrowanego i wiernych – staje przed Tobą naród i Kościół w Polsce, aby uroczyście ponowić akt oddania się Twojemu Najświętszemu Sercu.

    Podobnie jak nasi przodkowie u progu niepodległości, tak i my polecamy Ci dzisiaj Kościół i Ojczyznę, dziękując za dar wolności. Oddając się Twojemu Najświętszemu Sercu, prosimy: Przyjdź królestwo Twoje! A w ślad za św. Janem Pawłem II wołamy: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”.

    W obliczu Twego miłosierdzia, wyznajemy ze skruchą nasze grzechy indywidualne i społeczne. Przepraszamy za brak szacunku dla życia, także tego najsłabszego, ukrytego pod sercem matki. Przepraszamy za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich, popełnione zwłaszcza przez niektórych duchownych i związane z tym grzechy zaniedbania ich przełożonych. Przepraszamy za nałogi i uzależnienia, za prywatę, partyjnictwo, agresję i niezdolność do dialogu. Przepraszamy za brak czci dla tego co święte, w tym próby instrumentalnego traktowania religii.

    Świadomi naszych wad i słabości – stojąc wobec nowych i trudnych wyzwań dla Kościoła i Ojczyzny – z ufnością wołamy: Otwórz nasze oczy, ulecz chore serca, obmyj to, co brudne, daj łaskę nawrócenia i pokuty! Uwolnij nas od wzajemnej nienawiści i pogardy, od ducha niezgody i raniących podziałów. Daj nam światłe oczy serca, abyśmy przestali dostrzegać w sobie wzajemnie przeciwników a zobaczyli współdomowników – w Twoim Domu, a także w tym domu, który ma na imię Polska. Daj nam łaskę szczerej miłości do Ciebie, do Kościoła, Ojczyzny i do siebie nawzajem. Zaszczep w nas ducha powszechnego braterstwa.

    Jezu, uczyń nasze serca na wzór Serca Twego, abyśmy umieli tracić życie w służbie najbardziej potrzebującym, najsłabszym i bezbronnym. W trudnym czasie pandemii poprowadź nas ku chorym i starszym oraz tym, którzy opłakują swoich zmarłych. Otwórz nasze serca na tych, którzy zostali boleśnie zranieni we wspólnocie Kościoła, aby dzięki Twojej łasce ich rany się zagoiły i aby ponownie zaznali pokoju.

    Spraw, aby polskie rodziny w Twoim miłującym sercu znajdowały źródło jedności i odnowy. Aby były ogniskami miłości i pokoju, wolnymi od zdrady, agresji i przemocy, otwartymi na przyjęcie nowego życia oraz zdolnymi do przekazu wiary nowym pokoleniom. Otwórz serca młodych, by ich entuzjazm, siła wiary i świadectwo nadziei odnawiało wspólnotę Kościoła.

    Naucz nas kontemplować to, co sam stworzyłeś. Naucz nas dbać o piękną i niezniszczoną ziemię, abyśmy – w darze od Ciebie – mogli przekazać ją tym, którzy przyjdą po nas.

    Powierzamy Ci całe nasze życie osobiste, rodzinne i społeczne, które pragniemy oprzeć na trwałych zasadach Ewangelii. Podobnie jak przed stu laty, w pokorze poświęcamy się Twojemu Najświętszemu Sercu, oddając naszą Ojczyznę w Twoje władanie.

    Z ufnością wołamy: Chwała niech będzie Najświętszemu Sercu Twemu, którym tak bardzo nas umiłowałeś i przez które prowadzi droga do naszego zbawienia. Amen.

    **********

    Ponowienie Aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    Jutro ponowienie Aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa
    Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie/ fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ

    ***

    Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki wraz całym Episkopatem dokonał w piątek 11 czerwca o godz. 18.00 w Krakowie ponowienia aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    Idea oddania się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa jest związana z objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque (1647-1690), francuskiej wizytki z Paray-le-Monial. Święta ta była mistyczką, której Chrystus ukazał swoje Serce spragnione ludzkiej miłości i zażądał, by Mu się oddała oraz aby ustanowiono święto ku czci Jego Serca w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała. Przyszła święta oraz jej spowiednik Klaudiusz la Colombière jako pierwsi ofiarowali się Bożemu Sercu, a następnie ułożyli formuły zawierzenia i tym samym zapoczątkowali proces osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    Po stu latach treść objawień uznała Stolica Apostolska. Liturgiczne święto Boskiego Serca Pana Jezusa, wraz z Mszą św. i oficjum brewiarzowym, ustanowił w 1765 r. papież Klemens XIII jako przywilej dla ówczesnego Królestwa Polskiego oraz Konfraterni Najświętszego Serca Jezusa w Rzymie. Przyczynili się do tego nasi biskupi, wystosowując memoriał do papieża, gdyż na ziemiach polskich kult ten rozwijał się już wcześniej.

    W 1856 r. papież Pius IX uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa uczynił obowiązującą w Kościele na całym świecie. Małgorzatę Marię Alacoque beatyfikował Pius IX w 1864 r., a kanonizował Benedykt XV w 1920 r. Jest ona nazywana „świętą od Serca Jezusowego”.

    11 czerwca 1899 r., w przededniu Roku Jubileuszowego 1900, papież Leon XIII dokonał poświęcenia całego rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    Przykładów publicznego poświęcenia się Sercu Bożemu na gruncie polskim mamy wiele. Jednym z nich jest poświęcenie Sercu Jezusowemu diecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej w okresie zaborów dokonane przez prymasa Mieczysława Ledóchowskiego 20 grudnia 1872 r. Zdecydował się on na ten akt w obliczu kulturkampfu, aby przez to rozbudzić życie religijne wiernych i przygotować ich na trudne czasy.

    Do idei poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu nawiązano na początku odbudowy niepodległego państwa. 27 lipca 1920 r., w obliczu bolszewickiego zagrożenia, polscy biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem prymasa Polski kard. Edmunda Dalbora, poświęcili naród polski i całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski. „W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy. I jak niegdyś, wyciągnąwszy prawicę, jednym słowem uspokoiłeś burzę, tak oddal, Panie, teraz od nas grożące nam niebezpieczeństwo” – prosili biskupi. Episkopat zobowiązał się wówczas, że będzie szerzył wśród wiernych nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i zachęcał polskie rodziny, aby Mu się poświęcały.

    Trzy tygodnie później, 15 sierpnia 1920 r., miała miejsce zwycięska Bitwa Warszawska, zwana „cudem nad Wisłą”. Gdy papież Benedykt XV usłyszał o zawierzeniu Polski Bożemu Sercu, napisał do Episkopatu: „Nic stosowniejszego nie mogliście podjąć celem naprawienia zła naszych czasów, jak Ojczyznę Waszą poświęcić Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Jego kult święty w narodzie rozszerzać coraz więcej i więcej. (…) Cóż bowiem można wynaleźć zbawienniejszego w tym przewrocie wszechrzeczy, jak wzmożenie miłości Pana Jezusa, który stanowi obronę i mocną podstawę każdej Rzeczypospolitej”.

    Uroczyste poświęcenie całego narodu i ojczyzny Sercu Bożemu miało miejsce rok później, 3 czerwca 1921 r. na Małym Rynku w Krakowie. Było związane z konsekracją świątyni dedykowanej Najświętszemu Sercu Jezusowemu (przy ul. Kopernika w Krakowie). „Jak niegdyś Polska nasza, jedna z pierwszych, przed słodkim Sercem Twoim upadła w pokłonie, tak dziś oddajemy Ci cały nasz naród w zupełne i niepodzielne władanie, oddajemy Ci i poświęcamy jego miasta i wioski, jego prawa i zwyczaje, jego prace i trudy, jego potrzeby i jego nadzieje” – deklarowali biskupi wraz ze zgromadzonym ludem.

    Krakowska bazylika wybudowana została jako wotum wdzięczności za odzyskanie niepodległości z datków składanych przez Polaków z całego kraju i została pomyślana jako centralne miejsce kultu Serca Bożego w kraju.

    Do idei poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa nawiązał prymas August Hlond po kataklizmie II wojny światowej oraz w obliczu nowych, zapowiadających się prześladowań. W 1948 r. polscy biskupi zachęcali wszystkich wiernych do osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu w rodzinach.

    Trzy lata później Episkopat Polski ogłosił rok poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. 28 października 1951 r. w uroczystość Chrystusa Króla prymas Stefan Wyszyński na Jasnej Górze w obecności miliona wiernych odnowił akt zawierzenia Polski Sercu Jezusa. Akt odnowienia dokonany został równocześnie w katedrach i kościołach parafialnych. W specjalnym orędziu Episkopat podkreślał, że „przez to uroczyste poświęcenie Narodu wyrażamy niezłomną wolę, by wszystkie dziedziny życia naszego, zarówno prywatne jak publiczne, były urządzone według zasad Jezusa Chrystusa”.

    25 lat później w ostatnią niedzielę roku kościelnego w kościołach ponowiono akt oddania Narodu Sercu Pana Jezusa. 1 lipca 2011 r. kolejne ponowienie Aktu poświęcenia polskiego narodu Sercu Jezusowemu odbyło się Krakowie w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa z udziałem ówczesnego przewodniczącego KEP abp. Józefa Michalika, Prymasa Polski seniora Józefa Glempa i metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza.

    25 marca 2020 r. obecny przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w obliczu rozprzestrzeniającej się na świecie pandemii koronawirusa – jako przewodniczący Episkopatu Polski, w duchowej łączności z sanktuarium Matki Bożej w Fatimie – zawierzył Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Wierni mogli go śledzić za pośrednictwem mediów, łącząc się duchowo w modlitwie.

    11 czerwca 2021 r., w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, podczas Mszy św. o godz. 18.00 w bazylice NSPJ w Krakowie Episkopat Polski odnowił akt poświęcenia Narodu polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w 100. rocznicę tego wydarzenia. Mszy św. przewodniczył abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP, on też dokonał ponowienia aktu poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. W łączności z tym wydarzeniem, tego samego dnia poświęcenie zostało również dokonane w każdej polskiej parafii.

    Kai.pl

    ***********************************

    Poświęcenie Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa


    Mszą św. w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie zainaugurowane zostały obchody 100. rocznicy poświęcenia Polski NSPJ. Ich zwieńczeniem było odnowienie tego aktu przez polskich biskupów i wszystkie parafie 11 czerwca 2021, w uroczystość Serca Jezusa.

    – Chcemy odnowić nasze serca, odnowić duchowo i moralnie nasze życie osobiste, rodzinne, społeczne, życie Kościoła i narodu – mówił duchowny o przygotowaniach do odnowienia aktu zawierzenia Polski Sercu Jezusowemu. – Chcemy przyjść do Jezusa, stanąć przed Nim w prawdzie i przyjąć Jego miłość. Chcemy również publicznie, ze skruchą, uznać nasze grzechy i za nie przeprosić, za wszystkie te grzechy popełnione przez te lata, w sposób szczególny te, które boleśnie ranią Boga i ludzi. Te grzechy, które są ostatnio ujawniane i są powodem zgorszenia dla wielu. Chcemy przyjść do Jezusa, aby On nas oczyścił, odnowił, pokrzepił, aby On kształtował nasze serca według Serca Bożego – zaznaczył prowincjał jezuitów.

    Na czas przygotowań do odnowienia aktu zawierzenia Polski NSPJ Apostolstwo Modlitwy przygotowało program duszpasterski, rozesłany do wszystkich parafii w Polsce, aby pomóc w przygotowaniach do tego wydarzenia, które dokonało się 11 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa podczas Mszy św. w bazylice NSPJ w Krakowie. Ponownego zawierzenia narodu NSPJ, w obecności Konferencji Episkopatu Polski, dokonał jej przewodniczący, abp Stanisław Gądecki.

    W 1921 r. konsekrowany został jezuicki kościół pw. NSPJ w Krakowie, wybudowany z datków składanych przez Polaków z całego kraju i pomyślany jako centralne miejsce kultu Serca Bożego. W związku z tą konsekracją podjęto też akt zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. – U progu odzyskanej i obronionej niepodległości biskupi, przy udziale licznie zgromadzonych wiernych, członków zakonu jezuitów, przedstawicieli duchowieństwa i różnych stanów, zawierzyli naszą ojczyznę Sercu Bożemu, oddając nowe wyzwania, przed jakimi stawała Polska w kontekście odzyskanej wolności i budowania społeczeństwa, które z tego daru potrafi odpowiedzialnie korzystać – wyjaśnia o. Jarosław Paszyński SJ.

    Rok wcześniej na Jasnej Górze polscy biskupi zawierzyli naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w sytuacji zagrożenia podczas wojny polsko-bolszewickiej. Akt krakowski był wyrazem wdzięczności za ocalenie ojczyzny.

    W Krakowie od 1872 r. wydawany był miesięcznik „Posłaniec Serca Jezusowego”, redagowany przez jezuitów w ramach Apostolstwa Modlitwy. Jednym z redaktorów naczelnych pisma był o. Józef Andrasz SJ, znany jako kierownik duchowy i spowiednik św. Faustyny czy bł. Anieli Salawy. Jako czciciel Serca Bożego przyczynił się do odnowienia aktu zawierzenia Polski Sercu Jezusa, którego w czasach komunistycznych 28 października 1951 r. dokonał kard. Stefan Wyszyński, a z nim wszystkie parafie w Polsce.

    – Istotą kultu NSPJ jest poznanie i przyjęcie miłości Bożej, którą najpełniej objawia Pan Jezus, oraz zadośćuczynienie za grzechy przeciwne tej miłości – mówi prowincjał jezuitów. Pan Jezus przekazał Małgorzacie Marii Alacoque obietnice dla czcicieli Jego Serca. Stąd m.in. tradycja pierwszych piątków miesiąca i godziny świętej, czyli adoracji Najświętszego Sakramentu w nocy z czwartku na pierwszy piątek miesiąca.

    PCh24.pl/źródło:KAI

    **********************************************************************

    SOBOTA 12 CZERWCA – NIEPOKALANEGO SERCA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi

    Niepokalane Serce Maryi w Peterskirche, Wiedeń, Austria
    Wikipedia

    ***

    Pragniemy stanowić jeden, nawracający się nieustannie Lud Boży, w którym nie ma nienawiści, przemocy i wyzysku. Pragniemy żyć w łasce uświęcającej, aby nasz Kościół stał się prawdziwym Domem Bożym i Bramą Nieba. – Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Troska o małżeństwa i rodziny, prawo do życia każdego człowieka oraz godność kobiet to główne przesłania Aktu Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi, który zostanie odnowiony 6 czerwca w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem z udziałem Konferencji Episkopatu Polski. Jest to jeden z najważniejszych punktów obchodów 100. rocznicy objawień fatimskich. Akt ten zostanie następnie ponowiony w każdej diecezji, parafii i rodzinie 8 września, w uroczystość Narodzenia Matki Bożej.

    Ten Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu sercu Maryi jest nawiązaniem do wydarzeń z 8 września 1946 r., kiedy to na Jasnej Górze z udziałem około miliona osób biskupi pod przewodnictwem prymasa Polski kard. Augusta Hlonda poświęcili naszą ojczyznę Niepokalanemu Sercu Maryi. Akt ten nawiązywał do ofiarowania świata Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Pius XII w 1942 r.

    Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi

    O Święta i Niepokalana Dziewico!

    Jakimi pochwałami zdołamy wysławić Ciebie, która zamknęłaś w swym łonie Tego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona.

    Oto mija już sto lat od Twojego objawienia się trojgu dzieciom w Fatimie, gdzie prosiłaś o modlitwę i pokutę za grzeszników oraz o nawrócenie. Dzisiaj stajemy przed Tobą my, polscy biskupi, duchowieństwo, osoby życia konsekrowanego, wierni świeccy i zwracamy się do Twego Niepokalanego Serca, postanawiając rzetelnie odpowiedzieć na Twoją prośbę.

    Pragniemy, z Bożą pomocą – na różnych płaszczyznach naszego życia i pracy – stanowić jeden, nawracający się nieustannie Lud Boży, w którym nie ma nienawiści, przemocy i wyzysku. Pragniemy żyć w łasce uświęcającej, aby nasz Kościół stał się prawdziwym Domem Bożym i Bramą Nieba.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Matko Świętej Rodziny z Nazaretu, bądź opiekunką polskich rodzin. Chcemy uczynić wszystko, co niezbędne, by bronić godności kobiety i wspomagać małżonków w wiernym wytrwaniu w świętym związku sakramentalnym. Zobowiązujemy się bronić związku małżeńskiego ustanowionego przez Boga i nie dawać posłuchu podszeptom złego ducha, zachęcającego nas do nadużywania wolności i do realizowania źle rozumianej tolerancji.

    Chcemy, aby wszyscy małżonkowie objawiali swoim życiem Bożą miłość, a dzieci i młodzież nie utraciły wiary i nie zostały dotknięte zepsuciem moralnym.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Maryjo, Przybytku Ducha Świętego, Ty chroniłaś poczęte życie Jezusa, a teraz uczysz nas, jak troszczyć się o dzieci nienarodzone. Chcemy dar życia uważać za największą łaskę od Boga i za najcenniejszy skarb. Postanawiamy stać na straży poczętego życia, aby każdy człowiek mógł wzrastać w pokoju i bezpieczeństwie we własnej rodzinie.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Rodzicielko Założyciela Kościoła, my polscy biskupi – w naszej pasterskiej posłudze – będziemy dążyli do tego, by wzrastało i umacniało się Mistyczne Ciało Chrystusa, by duchowieństwo dochowywało wierności Bogu, Krzyżowi świętemu i Ewangelii, a osoby życia konsekrowanego realizowały swój zakonny charyzmat i były dla świata czytelnym znakiem obecności Twojego Syna.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Nasza Matko i Królowo, pragniemy – poprzez autentycznie chrześcijański styl życia – przyczyniać się do powrotu tych, którzy odeszli z Owczarni Chrystusa, aby odnaleźli na nowo Twojego Syna i zrozumieli, że tylko On jest „Drogą i Prawdą i Życiem” (J 14, 6).

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Przyrzekamy uczynić wszystko, aby w naszym życiu osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym realizowała się nie nasza własna wola, ale wola Twojego Syna.

    Poświęcając się Twemu Niepokalanemu Sercu, pragniemy jak najściślej zjednoczyć się z Tobą, Najświętsza Dziewico, oddając się Chrystusowi – jedynemu Zbawicielowi, który żyje i króluje na wieki wieków.

    Wszyscy: Amen.

    kai.pl

    ************

    Zatriumfuje!

    Zatriumfuje!
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    To nie przypadek, że obrazy Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi umieszczane są często obok siebie. Te znajdują się na fasadzie jednego z domów w Sao Miguel na Azorach.

    W objawieniach fatimskich Matka Boża zapowiada, że na koniec Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Co to właściwie znaczy? Czego mamy się spodziewać? Mówi mariolog ks. dr Jakub Dąbrowski.

    Trumf Niepokalanego Serca Matki Bożej – tłumaczy teolog – polega na wypełnieniu się woli Bożej – na tym, że Bóg będzie “wszystkim we wszystkich”, mówiąc językiem św. Pawła.

    Serce Maryi jest całkowicie zjednoczone z Jej Synem. Zależy Jej na tym, na czym zależy Sercu Jezusa. Triumf Jej Serca jest triumfem Bożego Królestwa. Takie zwycięstwo nastąpi w momencie powtórnego przyjścia Pana Jezusa. W tym sensie fatimska zapowiedź triumfu Serca Matki Bożej jest zapowiedzią paruzji.

    Jednak już wcześniej Serce Maryi triumfowało wielokrotnie. Działo się tak zawsze, gdy zwyciężało dobro. Choćby rozpad komunistycznego imperium zła, odzyskanie możliwości publicznego wyznawania wiary – może bardziej w innych krajach bloku wschodniego niż w Polsce – to było takie właśnie zwycięstwo – mówi ks. dr Dąbrowski.

    Jarosław Dudała/Gość Niedzielny

    *****

    Nie toleruj powszechnej tolerancji

    Nie toleruj powszechnej tolerancji
    Bp Robert Barron/mat. prasowe

    ***

    Problem jest następujący: religie nie mogą być wyłącznie domeną prywatną, ponieważ roszczą sobie prawo do prawdy, a prawda z samej swej natury jest sprawą publiczną. Byłoby niedorzecznością powiedzieć: „Mam osobiste przekonanie, że w trójkącie prostokątnym kwadrat przeciwprostokątnej jest równy sumie kwadratów obu przyprostokątnych”.

    Na Zachodzie jedną z najbardziej poważanych idei jest tolerancja, zwłaszcza tolerancja religijna. Jedną zaś z najgorszych obelg w naszym otoczeniu kulturowym – nazwanie kogoś nietolerancyjnym dla innych. Będę starał się wykazać, że chociaż w nadawaniu tolerancji takiej wagi jest jakiś głęboko słuszny pierwiastek, stało się to jedną z głównych przeszkód w konstruktywnym sporze o kwestie religijne. W naszym ponowoczesnym społeczeństwie tolerowanie religii zazwyczaj idzie w parze z radykalną jej prywatyzacją, spychaniem wiary do sfery wewnętrznej i sprowadzeniem praktyk religijnych do poziomu hobby. Możemy z entuzjazmem mówić o naszej pasji do żeglarstwa, gry w golfa lub pokera, ale nikogo nie będzie kusić publiczne dowodzenie, że każdy powinien z pasją uprawiać takie aktywności. Teolog Stanley Hauerwas twierdzi, że współczesny nakaz tolerancji sięga korzeniami ideologicznych i politycznych rozwiązań uzgodnionych po ustaniu wyniszczających wojen religijnych, które były następstwem reformacji. Protestanci i katolicy nie potrafili drogą rozumową rozstrzygnąć swoich sporów o doktrynę, praktyki religijne i autorytet, dlatego uciekli się do przemocy – a była to przemoc na tak ogromną skalę, że zachwiała gospodarczą i polityczną stabilnością Europy. Kiedy więc opadł już kurz bitewny, zawarto pewnego rodzaju umowę między państwem i Kościołem. Zasadniczo polegała ona na tym, że rządzący powiedzieli religiom: będziemy was tolerować dopóty, dopóki ograniczycie się do sfery prywatnej i przestaniecie tak mocno ingerować w porządek społeczny. Stosując się do tego uzgodnienia, wiele konstytucji politycznych, które powstały po rewolucjach XVIII i XIX wieku, zatwierdzało rozdział Kościoła od państwa i ustanawiało powszechną wolność religijną. Co więcej, prawie wszyscy wielcy filozofowie wczesnej nowożytności – Kartezjusz, Spinoza, Leibniz, Kant, Jefferson i wielu innych – opowiadali się za jakąś formą racjonalnej religii, która skutecznie wykazałaby względność różnic między odmiennymi tradycjami wiary i w ten sposób uzasadniała tolerancję, o którą apelowali ówcześni przywódcy polityczni.

    John Locke, siedemnastowieczny myśliciel angielski, harmonijnie połączył oba wątki. Jego rozprawa zatytułowana Reasonableness of Christianity (Rozumność chrześcijaństwa) reprezentuje bowiem klasyczny racjonalistyczny deizm, natomiast List o tolerancji stanowił wzór dla niektórych najważniejszych orzeczeń zawartych w nowożytnych konstytucjach. Locke dość przekonująco wykazał, że tolerancja jest sprzymierzeńcem religii, gdyż prawnym przymusem nie nakłoni się nikogo do szczerego nawrócenia. Utrzymywał też, że tak szeroką akceptację uprawomocnia jakościowa różnica między celem państwa (dbałość o publiczne dobro wspólne) a celem religii (zbawienie dusz). Dostrzegamy tu początki prywatyzacji religii, wykluczenia wiary ze sfery publicznej i z obszaru dobra wspólnego. Religia uzyskuje od państwa pewnego rodzaju przywilej, ale płaci za to wysoką cenę. To, co zainicjował Locke, nabierało rozmachu na przestrzeni całej nowożytności. Jako przykład można przywołać dziewiętnastowieczny ruch, którego John Henry Newman wprost nie znosił, dążący do wykluczenia religii z kręgu dyscyplin akademickich w oparciu o domniemanie, jakoby religia zajmowała się sprawami prywatnymi i subiektywnymi. Z pewnością przychodzą nam tu również na myśl teorie polityczne autorstwa Jürgena Habermasa czy Johna Rawlsa, a rozwijane przez ich licznych kontynuatorów w XX i XXI wieku. Niebywale wyczulony na różnorakie zniekształcenia naszych aktów komunikacji przez wykluczenie i dominację, Habermas starał się określić warunki możliwych „idealnych” aktów mowy. Wyszczególnił cechy takiego idealnego przekazu: radykalną wolność wypowiedzi, skłonność do niestosowania przemocy i uznanie zakazu przymusu, upodobanie do otwartego sporu, założenie o równości wszystkich uczestników rozmowy i tolerancję dla wszystkich punktów widzenia. Warunki te, chociaż nigdy nie realizują się w pełni, w przekonaniu Habermasa stanowią normę, do której należy dążyć, nawet jeśli jest to dążenie asymptotyczne. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ścisłe przestrzeganie tych wskazań oznacza wykluczenie powoływania się na autorytet lub szczególne objawienia. Musimy wyrzec się, mówi Habermas, „mitologicznych obrazów świata (…), ich rolą jest legitymizować tych, którzy zajmują pozycje autorytetów”. Jest to oczywiście słabo skrywany nakaz wykluczenia osób wierzących oraz religijnych punktów widzenia z dyskusji. Religia może być praktykowana prywatnie, ale nie wolno jej wkraczać do otwartej i świeckiej debaty na arenie publicznej.

    tekst pochodzi z książki biskupa Roberta Barrona „Jak rozmawiać o wierze. Biskup w siedzibach Facebooka i Google’a”. Książka dostępna w sklepie „Gościa”:

    ***********************************************************************************************************

    MIESIĄC MAJ JEST DEDYKOWANY NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    W OSTATNIM DNIU TEGO MIESIĄCA CZCIMY JĄ W TAJEMNICY NAWIEDZENIA W DOMU ŚW. ELŻBIETY

    31 MAJA

    MSZA ŚW. W KAPLICY-IZBY JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.00

    Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny
    NAWIEDZENIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYJI PANNY W DOMU ŚWIĘTEJ ELŻBIETY/ fot. Henryk Przondziono/GośćNiedzielny

    ************************************************************************************************************

    MSZE ŚWIĘTE

    *****************************************************************

    OD NIEDZIELI 16 MAJA NIEDZIELNE MSZE ŚW. SĄ ODPRAWIANE TYLKO W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA

    PRZED KAŻDĄ MSZĄ ŚW. JEST MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW.

    ***********

    SOBOTA 22 MAJA

    W sobotę przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego we wspólnotach pallotyńskich obchodzi się uroczystość Królowej Apostołów, patronki Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego.

    Niepokalana Matko Boga, Królowo Apostołów

    Niepokalana Matko Boga, Królowo Apostołów, wraz z Tobą oraz wszystkimi aniołami i świętymi w niebie dziękuję Trójcy Świętej za dar wiary. Jestem szczęśliwy, droga Matko, że mogę nazywać Cię Królową Apostołów, ponieważ tytuł ten, oddając Tobie cześć, mnie dodaje odwagi. Błagam Cię zatem, byś jednoczyła się jako Matka ze mną, grzesznikiem, i całym dworem niebieskim, gdy ofiarowywać będziemy teraz i zawsze Najświętszą Krew Twego Syna, Jego zasługi oraz zasługi całego Kościoła, prosząc, abym ja i wszyscy ludzie mogli otrzymać dar używania wszelkich swych dóbr i energii do ewangelizacji ludów całego świata, tak by wkrótce mogła nadejść przepowiedziana przez Twojego Boskiego Syna i upragniona przez Ciebie i całe niebo chwila, kiedy znajdziemy się wszyscy w jednej owczarni pod przewodnictwem jednego pasterza. Amen. (OOCC, XI, 85-86)

    *******

     Nasze stałe zamieszkanie – Wieczernik i Nazaret 

    Kiedy z polityki lub innej dziedziny życia społecznego odchodzi jakiś lider, często namaszcza swojego następcę. Pan Jezus odchodząc do Ojca, nie pozostawia nam w spadku kogoś lub coś, ale Ducha (Świętego) czyli relacje. Ojciec kocha Syna. Rozpoznaje się we wszystkim, co Syn powiedział lub uczynił w Jego imię. Syn kocha Ojca. Nigdy nie przestał karmić się Jego obecnością i wypełniać Jego woli. Duch Święty to właśnie owa relacja między Ojcem i Synem. To On jest nam dany, abyśmy kontynuowali przygodę wiary. 

    Podobnie jest z Najświętsza Maryja Panna Królową Apostołów, którą św. Wincenty Pallotti zostawił nam w spadku jako patronkę i wzór apostolskiego zaangażowania, a którą świętujemy każdego roku w wigilię przed Zesłaniem Ducha Świętego, czyli dziś. Otóż, Pallotti zachęca nas bardziej do więzi z Maryją, niż do jej kultu. Fundamentem jego maryjności była bowiem relacja z Maryją. Różaniec, nabożeństwa majowe czy napisana przez niego tzw. „Trylogia Maryjna”, pojawiały się jako sposób i język do podtrzymywania tej relacji. Nic więc dziwnego, że scena z Wieczernika stanie się dla Pallottiego modelem i przestrzenią realizacji powołania apostolskiego. 

    Całą duchowość dotyczącą Królowej Apostołów, św. Wincenty Pallotti wyraził w obrazie namalowanym z jego inspiracji w 1848 roku przez włoskiego malarza Serafino Cesaretti. Artysta zamówienie przyjął, lecz poprosił niemieckiego kolegę po fachu, Fryderyka Overbeka (1789-1869) działającego w tym czasie w Rzymie, o wykonanie szkicu. Overbek uczynił o co go poproszono, wykonując szkic w formacie mniej więcej kartki A4. Tak więc malując obraz o bardzo dużych rozmiarach (158/256), Cesaretti wzorował się zarówno na szkicu Overbeka jak i na wskazaniach Pallottiego, któremu zależało, by w Wieczerniku, obok Maryi i Apostołów, znalazły się również kobiety, o których mowa w Dziejach Apostolskich. Według zamysłu św. Wincentego, symbolizują one powołanie ludzi świeckich do apostolstwa. 

    Przez około 30 lat obraz ten znajdował się w głównym ołtarzu kościoła SS. Salvatore in Onda. Jednak po dokonaniu renowacji kościoła i wybudowaniu baldachimu nad ołtarzem (około 1876 roku) obraz stał się mało widoczny. Dlatego przeniesiono go w inne miejsce Domu Generalnego, a w 1935 roku trafił ostatecznie do nowo wybudowanego w Rzymie kościoła p.w. Królowej Apostołów przy Via Ferrari, w dzielnicy Prati. Tam też pozostał po dzień dzisiejszy. 

    I jeszcze jedno. Ikony „Wieczernika”, tak dla niego ważnej, Pallotti nigdy nie rozdzielał od ikony „Świętej Rodziny z Nazaretu”. Chciał nawet, aby Dom z Nazaretu służył jako „nić przewodnia” dla wszystkich wspólnot Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Jednocześnie odsyłał swoich uczniów do permanentnego przebywania w „Wieczerniku Jerozolimskim”, tam gdzie Apostołowie otrzymali Ducha Świętego. Dla uchwycenia pełnej dynamiki charyzmatu pallotyńskiego, nie mamy więc prawa oddzielać tych dwóch ikon: Wieczernika i Nazaretu

    Myśl tę wyraził bardzo ciekawie w 1996 roku ówczesny generał pallotynów, ks. Séamus Freeman: „Czasem myślimy o Nazarecie i o Wieczerniku jako o doświadczeniach odrębnych – pisze Freeman. – Są tacy, którzy przyznają wyłączny priorytet jednemu lub drugiemu. Inni myślą, że jedno następuje naturalnie po zaistnieniu drugiego. Nie tak jednak było w życiu Wincentego Pallottiego. On chciał być obecnym nieustannie w tych dwóch miejscach jednocześnie, wskazując w ten sposób zasadniczą współzależność między obydwoma doświadczeniami. Jako Pallotyni potrzebujemy tych dwu miejsc jednocześnie i nierozerwalnie”. 

    Trzeba nam zatem zapytać, skąd to naleganie Pallottiego, by uczynić jednocześnie z Nazaretu i Wieczernika nasze stałe zamieszkanie? Wynika ono z faktu, iż Pallotti pragnął, aby założone przez niego wspólnoty stawały się „laboratoriami apostołów”, w których przenikają się wzajemnie: milczenie i skrzyżowanie dróg, życie ukryte i życie publiczne, interioryzacja i uzewnętrznienie, modlitwa i działanie, formacja ciągła i apostolstwo. Zależało mu bowiem na tym, aby apostoł tak doświadczył spotkania z Bogiem, by obok jego świadectwa nie dało się przejść obojętnie. 

    ks. Stanisław Stawicki SAC Jamusukro, 22 maja 2021 roku

    ******* 

    Królowa Apostołów (Regina Apostolorum)

    módl się za nami

    Także i ten tytuł używany był od XVI wieku w Litanii loretańskiej. Starsze wersje litanii maryjnych używały podobnych tytułów: Pocieszenie Apostołów (XII wiek), czy też Skarb Apostołów (XV wiek). Tytuł Królowej Apostołów rozpowszechnił się w Kościele dzięki zapoczątkowaniu w Loreto publicznego odmawiania litanii (1531)

    Potem wrócili do Jeruzalem z góry zwanej Oliwną, która znajduje się blisko Jeruzalem, w odległości drogi szabatowej. A gdy tam przybyli, weszli do sali na piętrze, gdzie się zwykle zbierali. Byli tam: Piotr, Jan, Jakub, Andrzej, Filip, Tomasz, Bartłomiej, Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, Szymon Gorliwy i Juda, syn Jakuba. Wszyscy oni modlili się wytrwale i jednomyślnie. Razem z nimi były także kobiety. Maryja, Matka Jezusa, i Jego bracia.Dz 1,12-14


    Do kultu Królowej Apostołów przyczyniła się też praktyka modlitwy różańcowej, szerzona przez dominikanów i bractwa maryjne. Największą zasługę miał tu jednak św. Wincenty Pallotti, który w początkach XIX wieku obrał Maryję za patronkę dzieła Apostolstwa Katolickiego. Papież Pius IX nazwał Maryję Chwałą Proroków i Apostołów (1854), a Leon XIII przedstawił Jej godność królewska jako strzeżenie Kościoła w jedności wiary (1895).

    Udział Maryi w posłannictwie Chrystusa i Kościoła dokonuje się w wymiarze pełniejszym niż apostolstwo Dwunastu i innych uczniów Pana. Matka Jezusa pozostaje bowiem w szczególnej relacji do Boga. Biblijną ikoną tajemnicy Królowej Apostołów jest scena oczekiwania w Wieczerniku na dar Ducha Świętego. Maryja jest tam ukazana w centrum wspólnoty Kościoła, pomiędzy Apostołami a „braćmi” z Galilei (por. Dz 1,14).

    Zjednoczenie Maryi z Chrystusem poprzez wiarę, nadzieję i miłość ma w stosunku do Apostołów charakter uprzedni i głębszy. Ona bowiem wcześniej i lepiej rozpoznała zbawczy zamysł Boga i tożsamość Jezusa. Weszła też w doskonalszą komunię duchową z Chrystusem i pełniej uczestniczy w Jego potrójnej funkcji: prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Pius XII mówi o Jej królowaniu „macierzyńskim sercem”, a św. Jan Paweł II dodaje w encyklice Redemptoris Mater, że Maryja „współdziała w rodzeniu i wychowaniu synów i córek Kościoła – Matki” (RM 44).

    Ona też bardziej niż Apostołowie przyczynia się do rozkrzewienia wiary i rozpowszechnienia Królestwa Chrystusa na ziemi. Pozostaje więc dla nas wszystkich niedościgłym przykładem postawy apostolskiej.

    Zwięźle wyraził to soborowy Dekret o apostolstwie świeckich (DA 4): „Doskonałym wzorem takiego życia duchowego i apostolskiego jest Najświętsza Maryja Panna, Królowa Apostołów, która w czasie ziemskiego życia, podobnego do innych, pełnego trosk rodzinnych i pracy, jednoczyła się zawsze najściślej ze swoim Synem i współuczestniczyła w całkiem szczególny sposób w dziele Zbawiciela; teraz zaś wniebowzięta dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi swego Syna, pielgrzymującymi jeszcze oraz narażonymi na niebezpieczeństwa i utrapienia, dopóki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny. Niech wszyscy z wielką pobożnością oddają Jej cześć i niech powierzają Jej macierzyńskiej opiece swoje życie i apostolstwo”.

    ******

    Pierwotny Kościół – po Zesłaniu Ducha Świętego – tworzyły cztery kategorie ludzi: Apostołowie, kobiety, Maryja oraz bracia, czyli krewni Jezusa. Wyróżnienie kobiet (por. Łk 8,1-3; 23,49.55-56; 24,1-10.23) – to zapowiedź nobilitacji tej grupy w Kościele. We wspólnocie chrześcijańskiej zawsze podkreślano zadania apostolskie oraz równość i godność każdej kobiety i każdego mężczyzny (Ga 3,28; por. J 17,21; Rz 10,12; 1 Kor 12,13; Kol 3,11). W Kościele, który jest jeden, święty, powszechny i apostolski, warto o tym stale przypominać.

    Mistyczna katedra litanii loretańskiej/Szkoła Słowa Bozego/ks.Antoni Tronina

    ******

    Litania do Królowej Apostołów

    Maria_Magdalena3
    Obraz namalowany w 1858 r. z inspiracji św. Wincentego Pallottiego przez włoskiego malarz Serafina Cesarettiego według sztychu niemieckiego malarza Johanna Friedricha Overbecka.

    *******

    Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.

    Chryste usłysz nas, – Chryste wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, – zmiłuj się nad nami!

    Synu, Odkupicielu świata, Boże, – zmiłuj się nad nami!

    Duch Święty, Boże, – zmiłuj się nad nami!

    Święta Trójco, Jedyny Boże, – zmiłuj się nad nami!

    Święta Maryjo, módl się za nami.

    Święta Boża Rodzicielko,

    Święta Panno nad pannami,

    Córko Ojca Przedwiecznego,

    Matko Syna Bożego,

    Matko Stworzyciela,

    Matko Odkupiciela,

    Matko Zbawiciela,

    Matko Chrystusowa,

    Matko Mistycznego Ciała Chrystusa,

    Oblubienico Ducha Świętego,

    Arko złocona przez Ducha Świętego,

    Wybrane naczynie Ducha świętego,

    Bramo niebieska,

    Drabino Jakubowa,

    Namiocie Słowa Bożego,

    Uczennico Pańska,

    Mistrzyni życia duchowego,

    Modlitwy Nauczycielko,

    Orędowniczko nasza u Boga,

    Wychowawczyni powołań kapłańskich,

    Wspomożycielko Ludu chrześcijańskiego,

    Gwiazdo nowej ewangelizacji,

    Królowo Aniołów,

    Królowo Patriarchów,

    Królowo Proroków,

    Królowo Męczenników,

    Królowo Wyznawców,

    Królowo Dziewic,

    Królowo Ojców Kościoła,

    Królowo Doktorów Kościoła,

    Królowo wszystkich Świętych,

    Królowo rodzin,

    Królowo kapłanów,

    Królowo ewangelizatorów,

    Królowo misjonarzy,

    Królowo katechetów i katechistów,

    Królowo dziewic poświęconych Chrystusowi,

    Królowo tych, których apostolstwem jest cierpienie i samotność,

    Królowo i Matko Kościoła,

    Błogosławiona Dziewico, Królowo Apostołów, módl się za nami.

    Któraś przez Boga została wybrana,

    Któraś przez Boga Ojca została od grzechu pierworodnego zachowana,

    Któraś przez Ducha Świętego została napełniona,

    Któraś uwierzyła słowom Archanioła,

    Któraś posłusznie przyjęła plany Boże,

    Któraś słowem przyzwolenia stała się Matką Boga,

    Któraś przyjęła Boże Słowo do swojego łona,

    Któreś się stała namiotem Bożego Słowa,

    Któraś zaniosła Dobrą Nowinę do krewnej swej Elżbiety,

    Któraś dźwigała Tego, co cały świat stworzył i podtrzymuje,

    Któraś porodziła Dawcę życia,

    Któraś karmiła Żywiciela świata,

    Któraś przez zrodzenia Chrystusa stała się Matką Kościoła,

    Któraś macierzyńską opieką otaczała początek Kościoła,

    Któraś pasterzom ukazała Pasterza świata,

    Któraś mędrcom ze Wschodu objawiła Gwiazdę prawdy i wszelkiej mądrości,

    Któraś przyniosła radość prorokini Annie i starcowi Symeonowi,

    Któraś mądrością Syna swego przyćmiła mądrość uczonych w Piśmie,

    Któraś biesiadnikom z Kany dała najwyborniejsze Wino,

    Któraś zachowywała w swoim sercu wszystkie słowa twego Boskiego Syna,

    Któraś rozważała w swoim sercu wszystkie słowa Chrystusa,

    Któraś pod Krzyżem otrzymała nas za swoje dzieci,

    Któraś trwała jednomyślnie na modlitwie z Apostołami,

    Któraś w jerozolimskim wieczerniku wraz z Apostołami oczekiwała Zesłania Ducha Świętego,

    Któraś w dniu Pięćdziesiątnicy przyjęłaś dar Ducha Świętego,

    Któraś wspierała misję Apostołów własną modlitwą,

    Która nie przestałaś się modlić za Kościół Chrystusowy,

    Która jesteś Królową Apostołów i Matką Kościoła,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módl się za nami Królowo Apostołów.

    Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

    Módlmy się.

    Boże nasz Ojcze, Ty zechciałeś, aby Błogosławiona Dziewica, Królowa Apostołów wyjednała pierwszej wspólnocie uczniów Twojego Syna dar Ducha Świętego, spraw, aby Kościół dzięki Jej wstawiennictwu na nowo napełnił się Twoim Duchem, który ożywia wiarę, rozpala miłość i jednoczy wszystkich ludzi w jednej nadziei Twojego Królestwa. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    Amen.

    Instytut Pallottiego

    SAKRAMENT SPOWIEDZI ŚW. OD GODZ. 17.00 – 18:00

     MSZA ŚW. WIGILIJNA Z NIEDZIELI ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO O GODZ. 18.00

    NABOŻEŃSTWO MAJOWE, ZAKOŃCZENIE NOWENNY DO DUCHA ŚWIĘTEGO I WIECZÓR UWIELBIENIA

    https://www.eventbrite.co.uk/e 154950805029

    NIEDZIELA 23 MAJA – UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

    Zstąpienie Ducha Świętego   El Greco
    El Greco – Zstąpienie Ducha Świętego

    *******

    Pięćdziesiątnica przypomina, że jest w nas obecny Duch Święty

    POPE ANGELUS
    Antoine Mekary | Aleteia

    Drodzy bracia i siostry,

    Teraz, gdy plac jest otwarty, możemy powrócić do odmawiania modlitwy wspólnie. Co za radość!

    Dziś obchodzimy wielkie święto Pięćdziesiątnicy, wspominając zesłanie Ducha Świętego na pierwszą wspólnotę chrześcijańską. Dzisiejsza Ewangelia (por. J 20, 19-23) odsyła nas ponownie do wieczoru dnia Paschalnego i ukazuje nam Zmartwychwstałego Jezusa, który pojawia się w Wieczerniku, gdzie schronili się uczniowie. Lękali się „Stanął pośrodku, i rzekł do nich: «Pokój wam!» (w. 19). Te pierwsze słowa wypowiedziane przez Zmartwychwstałego: „Pokój wam”, należy uznać za coś więcej niż pozdrowienie: wyrażają przebaczenie udzielone uczniom, którzy go opuścili. Są to słowa pojednania i przebaczenia. I my również, gdy pragniemy pokoju dla innych, przebaczamy im i prosimy o przebaczenie. Jezus daje swój pokój właśnie tym uczniom, którzy się boją, którym trudno uwierzyć w to, co zobaczyli, czyli pusty grób, i którzy nie doceniają świadectwa Mari Magdaleny oraz innych kobiet. Jezus przebacza, zawsze przebacza i daje swoim przyjaciołom swój pokój. Nie zapominajcie: Jezus niestrudzenie przebacza. To nam trudno prosić o przebaczenie.

    Przebaczając i gromadząc wokół siebie swoich uczniów, Jezus tworzy z nich swój Kościół: wspólnotę pojednaną i gotową do misji. Pojednaną i gotową do misji. Kiedy jakaś wspólnota nie jest pojednana, to nie jest gotowa do misji: jest gotowa do dyskusji w swoim łonie, jest gotowa do [dyskusji] wewnętrznych. Spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem odwraca życie apostołów i przemienia ich w odważnych świadków. Istotnie, zaraz potem mówi: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (w. 21). Słowa te uzmysławiają, że apostołowie są posłani, aby kontynuować tę samą misję, którą Ojciec powierzył Jezusowi. „Ja was posyłam”: nie czas na pozostanie w zamknięciu ani na żałowanie „dobrych czasów” spędzonych z Mistrzem. Radość zmartwychwstania jest wielka, ale jest to radość ekspansywna, której nie należy zatrzymywać dla siebie. W niedziele okresu wielkanocnego usłyszeliśmy najpierw to samo wydarzenie, następnie spotkanie z uczniami z Emaus, potem z Dobrym Pasterzem, mowy pożegnalne i obietnicę Ducha Świętego: wszystko jest ukierunkowane na umocnienie wiary uczniów – a także naszej – w perspektywie misji.

    I właśnie w celu ożywienia misji Jezus daje Apostołom swojego Ducha. Ewangelia mówi: „Tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego»” (w. 22). Duch Święty jest ogniem, który pali grzechy i tworzy nowych mężczyzn i kobiety; jest ogniem miłości, z którym uczniowie mogą „podpalić świat”, tej miłości czułości, która ma szczególne upodobanie maluczkich, ubogich, wykluczonych… W sakramentach chrztu i bierzmowania otrzymaliśmy Ducha Świętego z Jego darami: mądrości, rozumu, rady, męstwa, wiedzy, pobożności, bojaźni Bożej. Ten ostatni dar – bojaźni Bożej – jest dokładnie przeciwieństwem bojaźni, która wcześniej sparaliżowała uczniów: jest to umiłowanie Pana, to pewność Jego miłosierdzia i dobroci, to ufność, że możemy iść w kierunku wskazanym przez Niego, nigdy nie zatracając Jego obecności i wsparcia.

    Święto Pięćdziesiątnicy odnawia świadomość, że przebywa w nas ożywiająca obecność Ducha Świętego. Daje On także i nam odwagę, by wyjść poza mury obronne naszych „wieczerników”, małych grupek, nie spoczywając w spokojnym życiu i nie zamykając się w jałowych nawykach. Wznieśmy teraz nasze myśli ku Maryi. Była tam, z apostołami, kiedy przyszedł Duch Święty, uczestniczką wraz z pierwszą Wspólnotą cudownego doświadczenia Pięćdziesiątnicy, i prośmy ją, aby wyjednała dla Kościoła żarliwego ducha misyjnego.

    papież Franciszek

    *******

    Kim jest Duch Święty, który do nas przychodzi? (komentarz do Ewangelii)

    fot. Bożena Sztajner/Niedziela

    *******

    Kim jest Ten, który w biblijnych obrazach ukazany jest jako ogień, wiatr, woda, tchnienie życia, gołębica?

    Tchnienie Ducha

    To był wieczór po tym dziwnym, obfitującym w szokujące wieści dniu. Byli w wieczerniku. Jezus stanął pośród nich. Barierą nie były dla Niego ani zaryglowane na głucho drzwi, ani paraliżujący strach zniewalający apostołów. Pozdrowił ich, życząc im pokoju. Pokazał swoje przebite ręce i ranę w boku – ślady męki, wciąż obecne w zmartwychwstałym ciele. A potem tchnął na nich, dając im swego Ducha. Jak ongiś Stwórca, ożywiający boskim tchnieniem dzieło swoich rąk. Zmartwychwstały podzielił się z nimi swoim życiem. Zostali „na nowo stworzeni”.

    Bóg nieznany

    Kim jest Ten, który w biblijnych obrazach ukazany jest jako ogień, wiatr, woda, tchnienie życia, gołębica? Oznaczające Go symbole wzięte ze stworzonej natury w niedoskonały sposób próbują przybliżyć to, co niewypowiedziane. On jednak pozostaje wciąż „Bogiem nieznanym”. Wymyka się naszym pojęciom. Nie daje się zamknąć w okrągłych zdaniach katechizmowych formuł. Duch Święty. Ojca poznajemy, wsłuchując się w Jego głos rozbrzmiewający na stronach Biblii. Syna spotykamy, prowadzeni słowami ewangelii. Ducha Świętego nie słyszymy. Nie spotkamy Go, wchodząc z Nim w relację: „ja – Ty”. Przez pierwsze tysiąc lat Kościół nie znał nawet modlitw, w których zwracałby się wprost do Ducha Świętego. Sekwencja „Przybądź, Duchu Święty”, czy hymn „Veni Creator Spiritus”, znane nam dziś doskonale, powstają dopiero w średniowieczu. 

    Bóg nieuchwytny

    Nieuchwytny niczym wiatr, od którego pochodzi Jego imię: „powiew” (greckie: „pneuma”, łacińskie: „spiritus”, hebrajskie: „ruah”). Nie ma oblicza. Milczy. Nie jest „partnerem” w dialogu. Ale nie jest bezosobową mocą. Jest Kimś. Jezus, zapowiadając Jego przyjście, mówi o Paraklecie (wspomożycielu, orędowniku, adwokacie, pocieszycielu). Ma On kontynuować dzieło Jezusa w świecie, przypominać Jego słowa, uczyć tych, którzy uwierzyli. Jego obecność objawia szczególną moc, której doświadczają Ci, których napełnił sobą. Jego działanie jest konieczne w każdym przejawie życia Kościoła. Jego moc jest przywoływana przy sprawowaniu każdego z sakramentów (ale zawsze jako prośba skierowana do Ojca: „Ześlij Ducha Świętego…”). Duch Święty milczy. Nie mówi we własnym imieniu. Pozwala jednak mówić ludziom, którym daje swe natchnienia, objawiające wolę Ojca i Syna. 

    Bóg bliski

    Może dlatego tak trudno o Nim mówić. Tak trudno Go sobie wyobrażać. Jest blisko. Zbyt blisko, by stanąć naprzeciw Niego. Jest Kimś, kto mieszka nie na zewnątrz nas, ale w nas. Jest we mnie „bardziej wewnętrznym niż moja własna wewnętrzność, wyższym niż to, co mam najwyższego” (św. Augustyn). Duch Święty, „strumień wody żywej” płynący w naszym wnętrzu.

    ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia 

    ********

    PIERWSZA MSZA ŚWIĘTA

    GODZ.11:00

    https://www.eventbrite.co.uk/e 154958343577

    ADORACJA PO MSZY ŚW. DO GODZ. 13:00

    DRUGA MSZA ŚWIĘTA

    GODZ. 13:00

    https://www.eventbrite.co.uk/e 154959824005

    *******************************

    PONIEDZIAŁEK 24 MAJA

    UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY MATKI KOŚCIOŁA 

    transmisja MSZY ŚW. z kaplicy-izby JEZUSA MIŁOSIERNEGO o godz. 19:00 

    Matka Chrystusowego Kościoła

    fot. laskawa.pl

    *******

    Święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła obchodzone jest w Kościele katolickim w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego.
    Papież Paweł VI 21 listopada 1964 r., pod koniec III sesji Soboru Watykańskiego II, podczas uroczystej Mszy św. ogłosił Najświętszą Maryję Pannę „Matką Kościoła, to znaczy całego ludu chrześcijańskiego, tak wiernych, jak i pasterzy, którzy Ją nazywają Matką Najdroższą”. Postanowił też, aby „odtąd pod tym najmilszym tytułem cały lud chrześcijański jeszcze bardziej oddawał cześć Bożej Rodzicielce”.

    Ogłosiwszy Maryję Matką Kościoła, Papież jednocześnie wyjaśnił, jak rozumie te słowa. Maryja jest Matką Kościoła, to jest całego ludu chrześcijańskiego, zarówno wiernych, jak i pasterzy. Podał też wiele racji, dla których zdecydował się na ogłoszenie prawdy o ścisłej relacji Maryi z Kościołem – były nimi prośby biskupów, osobiste przekonanie i pobożność Papieża. Głównym uzasadnieniem tytułu „Matka Kościoła” jest Boskie macierzyństwo Maryi oraz prawda o Kościele jako Mistycznym Ciele Chrystusa. Przeto twierdzenie, że Maryja jest Matką Kościoła, i to zarówno wiernych, jak i pasterzy, należy uznać za naukę autorytatywną, teologicznie pewną, stanowiącą akt papieski zwyczajnego i powszechnego Urzędu Nauczycielskiego.

    Matka Kościoła

    Chociaż tytuł „Matka Kościoła” nie został użyty dosłownie w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, został on zawarty w sposób wyraźny w doktrynie soborowej. Rzeczywiście, w doktrynie soborowej z tajemnicy Kościoła jako obecności Jezusa pośród wspólnoty wierzących można wyciągnąć wniosek o obecności Maryi zjednoczonej z Chrystusem w Kościele. Maryja przynależy do Kościoła i z woli Boga kontynuuje swą misję Matki i doskonałej Uczennicy Boskiego Syna oraz wiernej Służebnicy Pana. Rola Maryi jako „Matki Kościoła” nie wymazuje Jej obecności jako członka tegoż Kościoła i objawia, że Maryja jest „członkiem szczególnym”. Określenie „Matka Kościoła” nie umieszcza Maryi poza Kościołem ani też ponad nim, lecz podkreśla Jej macierzyńskie oddziaływanie jako Przewodniczki wiary wobec sióstr i braci Jezusa, którzy pielgrzymują jeszcze do niebieskiej ojczyzny.

    Tytuł „Matka Kościoła”, ogłoszony przez Pawła VI, poszerza w sposób fundamentalny tytuł, który Maryja nosi z samej natury Bożego wybrania – Matka Boga. Tytuł „Theotokos”, nadany Maryi przez sobór w Efezie w 431 r., objawia Jej wielkość, ukazując, jak może być wyniesione stworzenie w tajemnicy Wcielenia. Maryja jest Matką Boga według natury ludzkiej. Misja Maryi określona nazwaniem Jej „Matką Kościoła” ukazuje natomiast bliskość Matki Bożej wobec nas. Tytuł „Matka Kościoła” oddala ewentualne wrażenie o nieosiągalnym przez ludzkość wyniesieniu Maryi, zaś z drugiej strony podkreśla, że Jej wyjątkowe bogactwo obdarowania łaską jest przez Maryję dzielone z całą ludzkością.

    Sobór Watykański II, chociaż wstrzymuje się od użycia wprost tytułu „Matka Kościoła”, czci Maryję jako „najznakomitszą Matkę”. Niepojawienie się tego tytułu nie ma motywów doktrynalnych, lecz zależne jest od całego projektu Konstytucji dogmatycznej o Kościele. Zaniechano użycia tego tytułu celowo, gdyż byłby zbyt dwuznaczny, nowy, mało tradycyjny oraz niezgodny z ukierunkowaniem ekumenicznym soboru. Papież Paweł VI, aby pogodzić prośby zwolenników nowego tytułu oraz argumentację jego przeciwników, w swoim przemówieniu na zamknięcie III sesji soboru, po promulgowaniu konstytucji „Lumen gentium”, formalnie ogłosił ten tytuł.

    Misja Matki Kościoła zwraca uwagę na wymiar wspólnotowy działania Boga w Maryi i podkreśla Jej macierzyńskie zatroskanie o wszystkich wierzących. W konsekwencji można mówić o duchowym „pokrewieństwie” nie tylko Jezusa z ludzkością, ale również o pokrewieństwie Maryi z ludzkością, które jest konsekwencją tego pierwszego.

    Polskie starania o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła

    Biskupi polscy uczestniczyli aktywnie w pracach Soboru Watykańskiego II, zabierając głos podczas poszczególnych sesji soborowych i pracując w różnych komisjach, które przygotowywały dokumenty końcowe. W ich imieniu przemawiał prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński, który opowiedział się za włączeniem dokumentu maryjnego do soborowego tekstu o Kościele, zaś cały Episkopat 4 września 1964 r. zwrócił się do papieża Pawła VI z memoriałem o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła oraz oddanie Jej Kościoła i świata. Ten modlitewny akt oddania Maryi miałby na celu, pisali biskupi, wyproszenie wolności religii, zjednoczenia chrześcijan i zachowania pokoju na świecie. Episkopat nawiązywał do zapowiedzi Pawła VI o ogłoszeniu Maryi przez sobór Matką Kościoła. Realizacja przedstawionej przez nich prośby byłaby natomiast potwierdzeniem prawdy o Maryi jako Matce Kościoła, a tym samym uznany by był Jej tytuł „Matka Kościoła”.

    Wprowadzenie święta Matki Kościoła

    Kościół polski, choć nie był jedyny w zabieganiu podczas soboru o przyznanie Maryi tytułu „Matka Kościoła”, wniósł największy wkład w jego ogłoszenie i pierwszy w świecie wprowadził to święto do kalendarza liturgicznego lokalnej wspólnoty kościelnej. Implikacje polskiej postawy na soborze, ukoronowanej ogłoszeniem tytułu „Matki Kościoła”, znalazły swe przedłużenie w staraniach o poświęcenie Maryi Kościoła i świata. Podczas audiencji u Pawła VI, 7 grudnia 1968 r. prymas Stefan Kardynał Wyszyński zwrócił się z prośbą w imieniu całego Kościoła w Polsce, aby Papież, we wspólnocie biskupów całego Kościoła, poświęcił świat Matce Bożej i ogłosił święto Matki Kościoła. Przemówienie Pawła VI, w którym przyjął on propozycję i pozytywnie ocenił pracę Kościoła w Polsce, było „uznaniem polskiej drogi maryjnej”, jak określił to Prymas.

    13 października 1969 r. kard. Wyszyński złożył kolejny memoriał Episkopatu Polski w sprawie kultu Matki Kościoła. Starania o Jej święto zostały ukoronowane przez Stolicę Apostolską w 1971 r. dekretem pozwalającym na obchodzenie święta Matki Kościoła w Polsce. Po raz pierwszy obchodzono to święto w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego 4 maja 1971 r.

    W tym też roku Episkopat Polski zwrócił się do biskupów całego świata z prośbą o wprowadzenie święta w całym Kościele, o czym wcześniej powiadomiono papieża Pawła VI. Memoriał, podpisany 5 września 1971 r., został rozdany podczas synodu biskupów w Rzymie 17 października 1971 r. Sekretariat Stanu odpowiedział na pismo Episkopatu Polski 23 grudnia tegoż roku. Stwierdzono wówczas, że byłoby wskazane oddanie świata Matce Bożej przez papieża w Rzymie, zaś przez biskupów w swoich diecezjach.

    Zaznaczyć trzeba, że biskupi polscy dokonali poświęcenia rodziny ludzkiej Matce Bożej 5 września 1971 r. na Jasnej Górze, zaś 12 września tegoż roku uczyniły to wszystkie parafie. Na audiencji u Pawła VI 13 października 1974 r. kard. Stefan Wyszyński razem z kard. Karolem Wojtyłą usłyszeli z ust Papieża: „Przecież wiecie, z jaką życzliwością odnoszę się do waszej prośby”.

    Paweł VI zawierzył świat Matce Bożej, w formie prywatnej 8 grudnia 1975 r. Akt Papieża został powtórzony w Polsce 6 czerwca 1976 r., w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, w katedrach, zaś w święto Matki Kościoła tegoż roku – we wszystkich parafiach.

    Liturgiczna pochwała Matki Kościoła

    Formularz liturgiczny święta uwzględnia rozliczne powiązania Kościoła z Najświętszą Maryją Panną, ale przede wszystkim sławi macierzyńską rolę, którą odgrywa Maryja w Kościele i dla Kościoła, zgodnie z wolą Boga. Teksty mszalne podkreślają cztery momenty historii zbawienia:

    – Zwiastowanie i Wcielenie Słowa Boga, w którym Maryja Panna, zgadzając się na przyjęcie Syna Bożego „niepokalanym sercem, poczęła Go w dziewiczym łonie i otoczyła macierzyńską troską początek Kościoła, rodząc jego Założyciela” (z Prefacji);

    – Testament na Kalwarii, gdzie Jednorodzony Syn Boży „przybity do krzyża ustanowił swoją Rodzicielką, Najświętszą Maryję Pannę, naszą Matką” (z Kolekty);

    – Wieczernik jerozolimski i Zesłanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy to Matka Pana „łączyła swe błagania z prośbami uczniów Chrystusa i stała się wzorem modlącego się Kościoła” (z Prefacji);

    – Wniebowzięcie Matki Bożej, albowiem Maryja „wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością Kościół pielgrzymujący i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański” (z Prefacji).

    Maryja jest Matką Kościoła oraz Matką w Kościele, która pomaga nam mocniej wierzyć w Jezusa i razem z nami modli się do Ojca w niebie.

    o. Jan Pach OSPPE/Niedziela

    ***********************************

    26 maja

    DZIEŃ MATKI

    fot. Radio Niepokalanów.pl

    ”Jest jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar,
    płacze a przebacza, odepchnięta wraca – to Miłość Macierzyńska”

    Józef Ignacy Kraszewski

    *******

    Tak mi Mamo jest smutno bez Ciebie,
    brak Twych słów i ciepła Twych rąk,
    Lecz Ty pewnie wolisz być w niebie,
    a tu jest pusty kąt.

    Tak mi Mamo jest smutno bez Ciebie.
    Czy powrócić wolno Ci tu?
    Lecz Ty pewnie wolisz być w niebie,
    chociaż ja proszę, wróć.

    ———-

    Biblijne Mamy

    NOEMI, RUT
    Noemi i Rut / Wikipedia/Domena publiczna

    ———————————–

    Dzień Matki skłania do głębszej refleksji nad tajemnicą macierzyństwa objawioną w Piśmie Świętym.

    Objawienie biblijne ściśle łączy pojęcie macierzyństwa z poczęciem i zrodzeniem potomstwa. Przekazanie życia zapewnia kobiecie szacunek i uznanie, choć nie gwarantuje odpowiedniej pozycji w hierarchii społecznej. Na wyjątkową rolę kobiety jako dającej życie wskazuje już pierwsza w Biblii wzmianka o narodzinach: imię Ewa tłumaczy się jako „matka wszystkich żyjących” (Rdz 3, 20). W zrodzeniu nowego życia kobieta współdziała ściśle z samym Bogiem: „otrzymałam mężczyznę od Pana” (Rdz 4, 1). W planie Bożym posiadanie dzieci jest marzeniem i szczęściem kobiety, a zarazem zapewnia jej miłość męża.

    Anna – matka Samuela

    Brak potomstwa natomiast rodzi w kobiecie smutek i prowadzi do konfliktów w małżeństwie. Widać to na przykładzie Anny, matki proroka Samuela. Historia sięga zamierzchłych czasów, jeszcze przed powstaniem monarchii w Izraelu. Anna była ukochaną żoną Elkany z miejscowości Rama w pobliżu Betlejem. W tamtym czasie małżeństwa były często poligamiczne, co stwarzało dodatkowe trudności w relacjach rodzinnych. Ponieważ Anna była niepłodna, jej mąż poślubił drugą żonę, która obdarzyła go licznym potomstwem. Było to dla Anny źródłem licznych upokorzeń ze strony rywalki (por. 1 Sm 1, 1-8). Podczas pielgrzymki do sanktuarium w Szilo Anna gorąco modliła się o syna i z góry oddała go na służbę Bogu. Umocniona przez kapłana słowem Bożym wróciła z mężem do domu.

    Wkrótce modlitwa została wysłuchana. „Anna poczęła i po upływie dni urodziła syna i nazwała go imieniem Samuel, ponieważ [powiedziała]: Uprosiłam go u Pana” (1, 20). Po wykarmieniu dziecka Anna ofiarowała je w świątyni na służbę Bogu. Narodziny syna były niewątpliwie cudowną interwencją Boga w życie Anny, które doznało teraz radykalnej odmiany. Łaska ta skłoniła Annę do wyśpiewania pieśni uwielbienia Boga (por. 1 Sm 2). Ta właśnie pieśń uważana jest powszechnie za literacki wzorzec hymnu Maryi, nazwanego Magnificat – od pierwszych słów: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1, 46-55). Anna w swoim hymnie wyznaje, że macierzyństwo jest zawsze łaską: „To Pan daje śmierć i życie” (1 Sm 2, 6).

    Obdarzone łaską

    Już dawno zauważono, że św. Łukasz w swojej wersji Ewangelii w opisie dzieciństwa Jezusa korzysta obficie z biblijnej historii narodzin Samuela. Liczne podobieństwa wskazują na literacką i treściową zależność, zamierzoną przez św. Łukasza. I tak Elkana i Anna, po uproszeniu narodzin Samuela, udali się do świątyni w Szilo, aby oddać swe dziecko na służbę Panu. Podobnie udają się Józef i Maryja do Jerozolimy, aby tam ofiarować Dziecię Jezus, poczęte z Ducha Świętego. Kapłan Heli pobłogosławił rodziców Samuela, gdy przyszli do świątyni z doroczną ofiarą (por. 1 Sm 2, 20); tak samo Symeon pobłogosławi Rodziców Jezusa (por. Łk 2, 34). W Szilo były kobiety posługujące u wejścia do Namiotu Spotkania (por. 1 Sm 2, 22); podobnie prorokini Anna (zbieżność imion!) „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach” (Łk 2, 37).

    Oczywiście, obok tych zbieżności św. Łukasz odnotowuje istotną różnicę: podczas gdy Elkana i Anna wrócili do domu sami, pozostawiwszy swe dziecko w świątyni (por. 1 Sm 2, 11), Józef i Maryja wracają wraz z Jezusem, który objawia się stopniowo jako żywa świątynia. Teologia świątyni u Łukasza wykazuje więc znamienny postęp – kładzie on nacisk na tajemnicę Chrystusa. Łukasz jest jednak także ewangelistą Maryi. W jego zestawieniu postaci Anny z Maryją można więc widzieć zaczątek mariologii i nauki o Kościele. Zakończeniem dialogu między Anną a kapłanem Helim były słowa: „Oby służebnica twoja znalazła łaskę w twoich oczach” (por. 1 Sm 1, 18). Ten prosty zwrot ma dla Łukasza wielkie znaczenie, gdyż dobrze ilustruje prawdę o szczególnej łasce, którą jest obdarzona Matka Pana. To nie tylko nawiązanie do imienia Anna (hebrajskie Channa znaczy: „obdarzona łaską”). To przede wszystkim zapowiedź niezwykłego tytułu, którym anioł przywita Maryję (por. Łk 1, 28).

    Radość mesjańska, przenikająca kantyk Anny, znalazła żywy oddźwięk w hymnie Maryi. Jest to pieśń ubogiej niepłodnej i wzgardzonej służebnicy, która z łaski Pana stała się matką proroka. Z tego względu kantyk Anny dobrze nadawał się do wyrażenia uczuć Maryi, pokornej Służebnicy Pańskiej, która stała się Matką Mesjasza. Przez zestawienie wielkich dzieł Bożych obie te modlitwy pokazują sposób działania Boga, tak bardzo odmienny od ludzkiego. Bóg wywyższa i poniża, dokonuje cudów łaski i niweczy plany pyszałków.

    Dziewica Matka

    Ostatni werset kantyku Anny zapowiada przyjście Mesjasza-Króla: „Pan osądza krańce ziemi, On daje potęgę królowi, wywyższa moc swego pomazańca” (1 Sm 2, 10). Pomazaniec (greckie Christos) jest tu tytułem królewskim, gdyż nawiązuje do namaszczenia władcy z rodu Dawida. Jest również tytułem kapłana z rodu Aarona (por. Kpł 4, 3). W sensie duchowym „pomazańcami” byli też prorocy. Psalmista łączy w jednym szeregu postacie największych pomazańców Bożych sprzed epoki monarchii: „Wśród Jego kapłanów są Mojżesz i Aaron, i Samuel wśród tych, którzy wzywali Jego imienia” (Ps 99, 6). Kantyk Anny cieszy się więc w Kościele zrozumiałym poważaniem jako proroctwo o Mesjaszu.

    Zestawienie macierzyństwa Anny i Maryi pokazuje jednocześnie, jak Nowy Testament przewyższa wszystkie instytucje dawnego Prawa. Wspomniana na początku „protoewangelia” (por. Rdz 3, 15) zapowiadała, że Niewiasta, której Potomstwo zetrze głowę węża, będzie Matką. Dalsze opisy biblijne, ukazujące ostateczny tryumf Boga nad niepłodnością i śmiercią, zapowiadają coraz wyraźniej przyjście Dziewicy-Matki. Widać to zwłaszcza u Izajasza (por. 7, 14) w proroctwie o Emmanuelu, a także u Micheasza (por. 5, 2) o Tej, „która ma porodzić”. Ewangeliści widzieli w tych tekstach proroctwo, które wypełniło się w Jezusie Chrystusie (por. Mt 1, 23; por. Łk 1, 35-36). On sam, mówiąc o opuszczeniu ojca i matki, nie umniejszał jednak roli macierzyństwa i ojcostwa. Rodzicielstwo w nauczaniu Chrystusa staje się wartością względną: „Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i przestrzegają go” (Łk 11, 28). Jego Matka umiała słuchać słowa Bożego i dlatego jest wzorem wszelkiego macierzyństwa.

    Uroczysty tytuł „Niewiasty”, który Jezus nadał swej Matce (por. J 2, 4 i 19, 26), przenosi na wyższy poziom dotychczasowe relacje synowskie. Maryja staje się teraz symbolem ludu Bożego w jego macierzyńskiej roli wobec wszystkich wierzących. Zgodnie z nauką Jezusa także św. Paweł przyrównuje się do matki rodzącej w bólach (por. Ga 4, 19) i troskliwie opiekującej się dziećmi (por. 1 Tes 2, 7). Jednocześnie uczy, że w porównaniu z dziewictwem poświęconym Panu macierzyństwo w chrześcijaństwie ma wartość jedynie względną (por. 1 Kor 7). Tak wielkie przewartościowanie dawnych ideałów zawdzięcza Kościół przykładowi dziewiczej Matki Jezusa.

    Ks. Antoni Tronina/NIEDZIELA

    *******************************

    czwartek 27 maja – VIII tygodnia zwykłego

    Święto Pana Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana

    Święto Pana Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana obchodzone jest w Polsce od 2013 r. Ma ono przyczynić do świętości życia duchowieństwa oraz być inspiracją do modlitwy o nowe, święte i liczne powołania kapłańskie.
    Decyzję o wprowadzeniu święta podjęli biskupi zgromadzeni na 360. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Zakopanem w listopadzie 2012 r. W następstwie tej decyzji, w lutym 2013 r. Watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła dla Kościoła w Polsce nowe święto oraz zatwierdziła jego coroczne obchody na czwartek po Niedzieli Zesłania Ducha Świętego.
    Biskupi podkreślają, że święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana, wprowadzone w ostatnich dniach pontyfikatu papieża Benedykta XVI jest dla Kościoła w Polsce niejako jego testamentem duchowym.
    Egzegeza tekstu biblijnego ma prowadzić do modlitwy. Najlepszym zwieńczeniem tych rozważań będzie litania o Chrystusie-Kapłanie, odmawiana niegdyś w seminariach duchownych. Ojciec święty Jan Paweł II w swojej książce Dar i tajemnica poleca nam ją gorąco dla odnowienia żarliwości apostolskiej. Pisze tam między innymi: “W Ofierze Krzyża, upamiętnianej i uobecnianej w każdej Eucharystii, Chrystus ofiaruje siebie za zbawienie świata. Wezwania litanijne wyrażają całe bogactwo tej tajemnicy (…)  Jest w tych wezwaniach zawarte wielkie bogactwo teologicznej wizji kapłaństwa. Litania ta jest głęboko osadzona w Piśmie świętym, a zwłaszcza w “Liście do Hebrajczyków” (Dar i tajemnica, s. 77).

    Świętując dzisiejszą uroczystość Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który jest Najwyższym i Wiecznym Kapłanem – dziś również jest pierwszy czwartek miesiąca – a więc mamy podwójną zachętę, aby modlić się za kapłanów, którzy poprzez swoją posługę, przede wszystkim sakramentalną, pomagają nam osiągnąć wieczne zbawienie.

    ************

    Msza święta

    This image has an empty alt attribute; its file name is MSZA_SW.jpg

    transmisja z kaplicy-izby JEZUSA MIŁOSIERDZIA o godz. 19.00

    Antyfona na wejście

    Chrystus, Pośrednik nowego Przymierza, które trwa na wieki, ma Kapłaństwo nieprzemijające – Hbr 7,24; 9,15

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty dla chwały Twojego majestatu
    i dla zbawienia rodzaju ludzkiego
    ustanowiłeś Jednorodzonego Syna swojego
    Najwyższym i Wiecznym Kapłanem,
    spraw, aby dzięki łasce Ducha Świętego ci,
    których On wybrał jako sługi i szafarzy swoich tajemnic, okazali się wierni w wykonywaniu przyjętego
    urzędu posługiwania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.
    Amen.

    Czytanie z Księgo Rodzaju – Rdz 22,9-18

    A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna. Ale wtedy anioł Pana zawołał na niego z nieba i rzekł: „Abrahamie!” A on rzekł: „Oto jestem”. Powiedział mu: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna”.

    Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna. I dał Abraham miejscu temu nazwę „Pan widzi”. Stąd to mówi się dzisiaj: „Na wzgórzu Pan się ukazuje”.

    Po czym anioł Pana przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: „Przysięgam na siebie, mówi Pan, że ponieważ uczyniłeś to, iż nie oszczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia na wzór twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu”. Abraham wrócił do swych sług i wyruszywszy razem z nimi w drogę, poszedł do Beer-Szeby. I mieszkał Abraham nadal w Beer-Szebie.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 40

    R/ Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę

    Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
    lecz otwarłeś mi uszy:
    nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
    Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę. R/

    W zwoju księgi jest o mnie napisane:
    Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
    a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
    Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
    i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz,
    Panie. R/

    Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca,
    głosiłem Twoją wierność i pomoc.
    Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności
    przed wielkim zgromadzeniem. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. 

    Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu, dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię. 

    Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 26,36-42

    Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”. I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty”.

    Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Powtórnie odszedł i tak się modlił: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie Boże, niech nasz Pośrednik, Jezus Chrystus, uczyni te dary miłymi Tobie;
    i wraz z Sobą przedstawi nas jako wdzięczną ofiarę.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Prefacja
    Kapłaństwo Chrystusa i Kościoła

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty,
    wszechmogący, wieczny Boże.
    Ty przez namaszczenie Duchem Świętym
    ustanowiłeś Twojego Jednorodzonego Syna Kapłanem nowego i wiecznego przymierza i postanowiłeś,
    że Jego jedyne kapłaństwo będzie trwało w Kościele. Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości
    dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie.

    W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę,
    przez którą odkupił ludzi,
    i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty,
    karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci,
    starają się upodobnić do Chrystusa
    i składają Tobie świadectwo wiary i miłości.
    Dlatego z Aniołami i wszystkimi Świętymi
    wysławiamy Ciebie, z radością wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

    Modlitwa po Komunii

    Prosimy Cię, Panie, niech święta Hostia,
    którąśmy ofiarowali i przyjęli, odnowi nasze życie, abyśmy nieustannie zjednoczeni z Tobą w miłości, przynosili owoce trwające na wieki.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


    Litania do Chrystusa Kapłana i Żertwy

    • Kyrie eleison Chryste eleison. Kyrie eleison.
    • Chryste usłysz nas Chryste wysłuchaj nas.
    • Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    • Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    • Duchu Święty, Boże,
    • Święta Trójco, jedyny Boże,
    • Jezu, Kapłanie na wieki, zmiłuj się nad nami.
    • Jezu, nazwany przez Boga Kapłanem na wzór Melchizedeka,
    • Jezu, Kapłanie, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą,
    • Jezu, Kapłanie wielki,
    • Jezu, Kapłanie z ludzi wzięty,
    • Jezu, Kapłanie dla ludzi ustanowiony,
    • Jezu, Kapłanie wszystkich wierzących,
    • Jezu, Kapłanie większej od Mojżesza czci godzien,
    • Jezu, Kapłanie prawdziwego przybytku,
    • Jezu, Kapłanie dóbr przyszłych,
    • Jezu, Kapłanie święty, niewinny i nieskalany,
    • Jezu, Kapłanie wierny,
    • Jezu, Kapłanie miłosierny,
    • Jezu, Kapłanie dobroczynny,
    • Jezu, Kapłanie pałający gorliwością o Boga i ludzi,
    • Jezu, Kapłanie na wieczność doskonały,
    • Jezu, Kapłanie, który wszedłeś do nieba,
    • Jezu, Kapłanie, siedzący po prawicy Majestatu na wysokości,
    • Jezu, Kapłanie wstawiający się za nami przed obliczem Boga,
    • Jezu, Kapłanie, któryś nam otwarł drogę nową i żywą,
    • Jezu, Kapłanie, któryś umiłował nas i obmył od grzechów Krwią swoją,
    • Jezu, Kapłanie, któryś siebie samego wydał jako Ofiarę i Hostię dla Boga,
    • Jezu, Ofiaro Boga i ludzi,
    • Jezu, Ofiaro święta,
    • Jezu, Ofiaro niepokalana,
    • Jezu, Ofiaro przyjęta przez Boga,
    • Jezu, Ofiaro przejednania,
    • Jezu, Ofiaro uroczysta,
    • Jezu, Ofiaro chwały,
    • Jezu, Ofiaro pokoju,
    • Jezu, Ofiaro przebłagania,
    • Jezu, Ofiaro zbawienia,
    • Jezu, Ofiaro, w której mamy ufność i śmiały przystęp do Boga,
    • Jezu, Ofiaro, która dwoje jednym uczyniła,
    • Jezu, Ofiaro od założenia świata ofiarowana,
    • Jezu, Ofiaro żywa przez wszystkie wieki.
    • Bądź nam miłościw, przepuść nam, Jezu.
    • Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Od zła wszelkiego, wybaw nas, Jezu.
    • Od nierozważnego wejścia na służbę Kościoła,
    • Od grzechu świętokradztwa,
    • Od ducha niepowściągliwości,
    • Od pogoni za pieniądzem,
    • Od wszelkiej chciwości,
    • Od złego używania majątku kościelnego,
    • Od miłości świata i jego pychy,
    • Od niegodnego sprawowania świętych Tajemnic,
    • Przez odwieczne Kapłaństwo Twoje,
    • Przez święte namaszczenie Boskości, mocą którego Bóg Ojciec uczynił Cię Kapłanem,
    • Przez Twego kapłańskiego Ducha,
    • Przez Twoje posługiwanie, którym na ziemi wsławiłeś Ojca Twego,
    • Przez krwawą ofiarę z Siebie raz na Krzyżu złożoną,
    • Przez tę samą ofiarę codziennie na ołtarzu odnawianą,
    • Przez Boską władzę, którą jako jedyny i niewidzialny Kapłan wykonujesz przez swoich kapłanów.
    • Abyś wszystkie sługi Kościoła w świętej pobożności zachować raczył, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
    • Aby ich napełnił Duch kapłaństwa Twego,
    • Aby usta kapłanów strzegły wiedzy,
    • Abyś na żniwo swoje robotników nieugiętych posłać raczył,
    • Abyś sługi Twoje w gorejące pochodnie przemienił,
    • Abyś pasterzy według Twego Serca wzbudzić raczył,
    • Aby wszyscy kapłani nienaganni byli i bez skazy,
    • Aby wszyscy, którzy zobaczą sługi ołtarzy, Pana uczcili,
    • Aby składali Ci ofiary w sprawiedliwości,
    • Abyś przez nich cześć Najświętszego Sakramentu rozkrzewić raczył,
    • Kapłanie i Ofiaro.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami, Jezu.
    • Jezu, Kapłanie, usłysz nas.
    • Jezu, Kapłanie, wysłuchaj nas.

    Módlmy się.  Boże, Uświęcicielu i Stróżu Twojego Kościoła, wzbudź w nim przez Ducha Twojego godnych i wiernych szafarzy świętych Tajemnic, aby za ich posługiwaniem i przykładem, przy Twojej pomocy, lud chrześcijański kierował się na drogę zbawienia.  Boże, Ty nakazałeś modlącym się i poszczącym uczniom oddzielić Pawła i Barnabę do dzieła, do którego ich przeznaczyłeś, bądź teraz z Twoim Kościołem trwającym na modlitwie, i wskaż tych, których do służby wybrałeś. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    ******************************

    PIĄTEK 28 MAJA

    ADORACJA I SAKRAMENT SPOWIEDZI ŚW. OD GODZ. 18:00

    MSZA ŚW. – GODZ. 19.00

    REJESTRACJA PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA

    ********

    SOBOTA 29 MAJA

    GODZ. 18:00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z UROCZYSTOŚCI TRÓJCY ŚWIĘTEJ

    Msza św. w intencji członków Żywego Różańca

    https://www.eventbrite.co.uk/e/156324118647

    **********

    NIEDZIELA 30 MAJA

    Uroczystość Najświętszej Trójcy

    trojca
    Ikona Trójcy Przenajświętszej /Krakowska Prowincja Zakonu Karmelitów Bosych/Karmel.pl/

    ***

    PIERWSZA MSZA ŚW. – GODZ. 11:00

    https://www.eventbrite.co.uk/e/156324218947


    ADORACJA I SAKRAMENT SPOWIEDZI ŚW. – PO MSZY ŚW. DO GODZ. 13:00

    DRUGA MSZA ŚW. – GODZ. 13:00

    https://www.eventbrite.co.uk/e/156324327271

    REJESTRACJA NA EVENTBRITE OD WTORKU 25 MAJA GODZ. 20:00

    *****

    Podczas Mszy św. zobowiązani jesteśmy do przestrzegania poniższych przepisów:
    w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki), 
    przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce,
    należy zachować dystans społeczny (około 2 metrów),
    w kościele będą wolontariusze, którzy będą służyć pomocą, prosimy stosować się do ich wskazań,
    limit osób w kościele św. Szymona wynosi 55 osób

    ************************************************************

    kościół św. Szymona  

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ


    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street
    spowiedź św. – w soboty w kościele św. Szymona: godz. 17.00 – 18.00

    kościół św. Piotra

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Kościół św. Piotra jest jedną z najwcześniejszych parafii katolickich, która została przywrócona po reformacji (o dwie dekady wcześniej zanim na nowo przywrócono strukturę hierarchii Kościoła katolickiego). To tu, na West End, została odprawiona pierwsza Msza św., po bardzo wielkich prześladowaniach katolików przez szkockich kalwinów, pod gołym niebem w Roku Pańskim 1855 w pobliżu obecnej Merkland Street. Historyczny parasol, który chronił wtedy przed deszczem kapłana celebrującego Mszę św. znajduje się w biurze parafialnym św. Piotra, jako cenna pamiątka z tamtych czasów. Pierwszy kościół św. Szymona został otwarty przy Bridge Street w maju 1858 roku. Wtedy też została wybudowane plebania i szkoła. Kościół św. Szymona na początku był pod wezwaniem św. Piotra, ale kiedy okazało się, że jest zbyt mały dla rosnącej liczby katolików na “Partiku”, w roku 1903 powstał dużo większy kościół św. Piotra. Żeby nie myliło się o który kościół chodzi, dlatego pierwszy nazywano Bridge Street Church. Jednak od roku 1945 powrócono do patrona św. Piotra używając jego pierwszego imienia – Szymon.

    Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1944, polscy żołnierze każdej niedzieli przychodzili do tego kościoła na Mszę św. z Yorkhill, gdzie umieszczone były wtedy koszary, jedne z wielu, w których zakwaterowano polskie wojsko. I od tamtej pory kościół św. Szymona znany jest też jako “Polish Church” – polski kościół. Polacy, którzy osiedlili się w Glasgow po wojnie, wraz z rodzinami, od tamtej pory są bardzo związani z tym kościołem. Od 1975 roku kapelanem dla Polaków jest ks. Marian Łękawa SAC, który objął polskie duszpasterstwo po śmierci ks. kanonika Jana Gruszki. W tym czasie proboszczem parafii św. Szymona był bardzo znany ks. Patrick “Pady” Tierney, dzięki któremu kościół św. Szymona nie został zamknięty.

    ************************************************************************************************************

    kontakt z duszpasterzem:
    telefon domowy: 0141 339 9163
    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501
    e-mail: marian.lekawa@gmail.com
    Mieszkam w hostelu Domu Polskiego im gen. Władysława Sikorskiego – 4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD
    Jestem do dyspozycji każdego dnia nie tylko aby usłużyć w sakramencie spowiedzi św. czy w sakramencie namaszczenia chorych, ale również na wspólną modlitwę czy rozmowę o trudnych wyzwaniach dzisiejszego czasu.

    ************************************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC MAJ 2021

     

    Intencja powszechna:

    Módlmy się, aby odpowiedzialni za finanse współpracowali z rządami w celu uregulowania sfery finansowej i chronienia obywateli przed jej zagrożeniami.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Szkocji:

    – Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    – Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    – Kościół czekając na nowe wylanie Ducha Świętego trwa na modlitwie wraz Maryją, Matką Jezusa. Rozpoznanie działania Ducha Świętego widoczne jest po owocach, w których poznajemy obecność i działanie Ducha Świętego w naszym sercu. Są to cechy człowieka współpracującego z Duchem Świętym: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Gal. 5, 22-23)  

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Róży: 

    – Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna Swego a Pana naszego właściwe drogi życia dla naszych dzieci. 

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice różańcowe.

    ************************************************************************************************************

    PIĘDZIESIĄTNICA

    Pięćdizesiątnica
    fot. ze strony:Anioł Miłosierdzia

    *******

    W niedzielę 23 maja Kościół Katolicki będzie przeżywał Uroczystość Zesłanie Ducha Świętego. Apostołowie wraz z Maryją, Bożą Matką, po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa, trwali w wieczerniku na modlitewnym oczekiwaniu, przygotowując się w ten sposób na przyjście Ducha Pocieszyciela obiecanego przez Chrystusa, jak jest napisane w Ewangelii według św. Jana (14.15-20). Wspólnota gromadzącą się przy kościele św. Szymona zaprasza do uczestniczenia w 9-dniowej nowennie przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego. Nowenna rozpoczyna się w piątek – 14 maja, w kościele św. Szymona o godz. 18.00. Niżej podany jest tekst tej nowenny na każdy dzień. Oby te dni wspólnej modlitwy wyprosiły u Boga w Trójcy Jedynego za wstawiennictwem Bożej Rodzicielki odnowienie naszych serc i napełniły się z nową mocą Darami Ducha Świętego.

    1. O Stworzycielu Duchu, przyjdź, Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg. Niebieską łaskę zesłać racz Sercom, co dziełem są Twych rąk.

    2. Pocieszycielem jesteś zwan I najwyższego Boga Dar. Tyś namaszczeniem naszych dusz, Zdrój żywy, Miłość, ognia żar.

    3. Ty darzysz łaską siedmiokroć, Bo moc z prawicy Ojca masz. Przez Ojca obiecany nam, Mową wzbogacasz język nasz.

    4. Światłem rozjaśnij naszą myśl, W serca nam miłość świętą wlej I wątłą słabość naszych ciał Pokrzep stałością mocy swej.

    5. Nieprzyjaciela odpędź w dal I Twym pokojem obdarz wraz. Niech w drodze za przewodem Twym Miniemy zło, co kusi nas.

    6. Daj nam przez Ciebie Ojca znać, Daj, by i Syn poznany był I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch, Niech wyznajemy z wszystkich sił.

    7. Niech Bogu Ojcu chwała brzmi, Synowi, który zmartwychwstał I Temu, co pociesza nas Niech hołd wieczystych płynie chwał. Amen.

    *******

    “Owocem
 ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” – poucza Paweł Apostoł.

    Nie sposób przecenić znaczenie tych owoców

    w naszym codziennym, chrześcijańskim życiu.

    Pożytecznie i mądrze jest prosić o nie

    w modlitwie tak szczególnej

    jak nowenna do Ducha Świętego.

    ——————-

    NOWENNA PRZED UROCZYSTOŚCIĄ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

    Leon XIII: Dary Ducha Świętego

    … Nowenna do Ducha Świętego, oparta na rozważaniu i upraszaniu dziewięciu „owoców Ducha Świętego”, wymienionych w Liście św. Pawła do Galatów. Pozwólmy się prowadzić Duchowi Świętemu – prosił Apostoł i zarazem zalecał, aby owoce te zdobywać i na ich  miarę kształtować nasze życie. Podkreślał ich wagę 
w miłości i wolności chrześcijańskiej. Pisał: „Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa… Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,1618.22).

    …. Proponuję, aby modlitewne skupienie, towarzyszące odprawianiu nowenny o owoce Ducha Świętego, wzbogacić codziennymi, konkretnymi czynami. Niech podane propozycje i intencje modlitewne po każdym rozważaniu pomogą upraszać potrzebne łaski oraz żyć owocami Ducha Świętego, umacniać je i pogłębiać w swoim życiu.

    o. Mirosław Piątkowski SVW, święto Zwiastowania Pańskiego, 25.03.2006

    Za zgodą Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej, 30.10.2006 r., nr 1942(K)

    ——————————————————————————————————————–

    DZIEŃ PIERWSZY – piątek 14 maja 2021

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    Msza św. – godz. 19.00

    MIŁOŚĆ – CARITAS

    Bóg jest miłością. Te słowa z Pierwszego Listu św. Jana (4,16) ze szczególną jasnością objawiają istotę wiary chrześcijańskiej. W tym krótkim stwierdzeniu, jak zauważa na początku swojej  pierwszej  encykliki papież Benedykt XVI,  zawiera się chrześcijański obraz Boga i wyłaniający się z niego obraz człowieka i jego drogi. Jan Apostoł nie napisał tych słów po wnikliwej analizie intelektualnej, ale po spotkaniu i doświadczeniu miłości Boga w osobie Jezusa Chrystusa. Wielu współczesnych Janowi, tak jak on sam, poznało miłość i uwierzyło w miłość, jaką Bóg nam okazuje. My, choć, żyjemy  już w innym czasie i innych sytuacjach, nadal spotykamy chrześcijan, którzy żyją miłością i doświadczamy miłości Boga i ludzi. Doświadczamy miłości Boga w Eucharystii, którą zostawił nam Jezus i w której w każdej chwili jest On obecny dla nas. Możemy też trwać w Jego miłości, bo daje nam samego siebie. Możemy wreszcie sami miłować Boga i ludzi swoją (i co więcej) Jego miłością. Wszystko to jest możliwe dzięki działaniu i mocy Ducha Świętego, który jest nam bezustannie dawany. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5); „Albowiem Bóg tak umiłował świat, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Kto zatem trwa w miłości, trwa w Bogu… Przyzywajmy Ducha Świętego, aby trwać w miłości i obdarowywać nią innych, aby doświadczać miłości Bożej i odczuwać, że naprawdę jesteśmy kochani przez Niego, aż do „szaleństwa krzyża”!

    Czyn ku wzrastaniu w miłości – przyjmowanie Pana Jezusa w Komunii świętej

     Intencja ogólna:

    Przybądź Duchu Święty… daj szczęście bez miary! Pomóż nam dzięki jak najczęstszemu uczestniczeniu we Mszy świętej i przyjmowaniu Jezusa w Komunii świętej umacniać miłość do Ciebie i bliźniego, samego siebie i całego świata stworzonego.

     Intencja osobista:

    Duchu Święty, w szczególny sposób zawierzam ci moją osobistą troskę, którą w obecnym czasie jest… (w tym miejscu wymienić to, o co szczególnie chcę prosić w tej nowennie do Ducha Świętego).

    Następnie można odmówić koronkę do Ducha Świętego albo jedno Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu oraz modlitwę na zakończenie:

    Módlmy się: Boże, któryś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego, daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe, i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

     Niepokalana   Oblubienico   Ducha Świętego,  – Módl się za nami.

    Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11,13).

    KORONKA KU CZCI DUCHA ŚWIĘTEGO

    Krzyżyk:

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    Wierzę w Boga Ojca…

    Koralik po krzyżyku:

    Przybądź, Duchu Święty,

    Spuść z niebiosów wzięty

    Światła Twego strumień.

    Przyjdź, Ojcze ubogich,

    Dawco darów mnogich,

    Przyjdź, Światłości sumień!

    O najmilszy z Gości,

    Słodka serc radości,

    Słodkie orzeźwienie.

    W pracy Tyś ochłodą,

    W
skwarze żywą wodą,

    W płaczu utulenie.

    Światłości najświętsza,

    Serc wierzących wnętrza

    Oddaj swej potędze!

    Bez Twojego tchnienia

    Cóż jest wśród stworzenia?

    Jeno cierń i nędze!

    Obmyj, co nieświęte,

    Oschłym wlej zachętę,

    Ulecz serca ranę!

    Nagnij, co jest harde,

    Rozgrzej serca twarde,

    Prowadź zabłąkane.

    Daj Twoim wierzącym,

    Daj wieniec zwycięstwa,

    Daj szczęścia bez miary!

    Amen.

     Siedem części po trzy koraliki:

    1. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze mądrości.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    2. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze rozumu.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    3. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze rady.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu..

    4. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze męstwa.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    5. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze umiejętności.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    6. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze pobożności.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    7. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze bojaźni Bożej.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

     – Ześlij Ducha Twego, Panie, a powstanie życie,

     – I odnowisz oblicze ziemi.

    Zakończenie:

    Módlmy się: Boże, Tyś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego: daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

     – Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,

     – Módl się za nami.

    Codzienne ofiarowanie się Duchowi Świętemu:

    Boże, Duchu Święty, słodka miłości Ojca i Syna. Aby całkowicie należeć do Ciebie, oddaję Ci teraz i na zawsze: moje serce, moje ciało i duszę, moje siły i zdolności, moje cierpienia i radości, moje życie i śmierć. Oddaję Ci też wszystkich, którzy są mi drodzy i wszystko, czym jestem i co posiadam, abyś Ty sam mógł tym rozporządzać i panować nade mną swoją miłością, teraz i w wieczności. Amen.

    (św. Arnold Janssen SVD)

    ——————————————-

    DZIEŃ DRUGI – sobota 15 maja 2021

    Msza św. wigilijna z uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego – godz. 18.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.00 – 20.00

    RADOŚĆ – GAUDIUM

    „Aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” – to życzenie, a nawet polecenie, Jezusa skierowane do uczniów. Bóg w Jezusie pragnie dla nas pełnej radości. Czy zdaję sobie z tego sprawę? Prawdziwa radość jest możliwa i  dla mnie i takiej radości dla mnie pragnie Bóg! Uczniowie Jezusa przypatrywali Mu się bacznie przez trzy lata i widzieli, że nieraz doznawał głębokiej radości. Oni sami uczestniczyli w Jego radości. „Kiedy wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie przez  wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają” (Łk 10,17); „W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom»” (Łk 10,21).

    Radość była również udziałem Apostołów po wstąpieniu Jezusa do nieba. Choć nie było Go już fizycznie pośród nich, tak jak to jest w naszej sytuacji, to jednak doświadczali pełni radości. Była ona ich udziałem nawet w trudnych sytuacjach, gdy doznawali cierpienia! Kiedy członkowie Sanhedrynu kazali ubiczować Apostołów za głoszenie “Dobrej Nowiny o Jezusie i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, „oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa” (Dz 5,41). Potwierdza to także świadectwo Pawła Apostoła z Listu do Kolosan: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa, dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Nie były to tylko słowa pisane w liscie. Kiedy przebywał w więzieniu razem z Sylasem, zakuty w dyby, po wymierzeniu mu wielu razów „śpiewał hymny Bogu” (Dz 16,25).

    Biblia w wielu miejscach ukazuje nam, że ludzie dzięki żywej relacji z Bogiem, dzięki modlitewnemu życiu, jakie prowadzą, doznają prawdziwej radości, i to nawet w cierpieniu. Mojżesz i Izraelici śpiewali pieśni i tańczyli na cześć Pana, gdy „mocną ręką” wyprowadził ich z niewoli (por. Wj 15,1-21). Dawid również tańczył wśród radosnych okrzyków przed Arką Pańską po zwycięstwie nad wrogiem (por. 2 Sm 6,14-15). Maryja, Matka Jezusa, wyraża swoją radość w hymnie nazywanym Magnificat: ,Raduje się duch mój w Bogu zbawcy moim…” (Łk 1,47). Święty Jan Chrzciciel także – mimo surowego życia, jakie prowadził – zaświadcza o głębokiej radości, jakiej doznaje w relacji z Bogiem i w spotkaniu z Jezusem: „Przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu” (J 3,29). I choć doznajemy smutku, to jednak Jezus obiecuje, że „smutek wasz zamieni się w radość… a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,20.22). Duch Święty sprawia, że Jezus jest obecny w naszym życiu. Przyzywajmy Ducha, aby zstępował na nas i uobecniał pośród nas Jezusa. Aby zamieniał nasze smutki w radość, której nikt nam nie zdoła odebrać.

    Czyn ku rozwijaniu radości – regularna lektura duchowa (np. życiorysy świętych)

    Żywoty Świętych Pańskich. Tom Piąty. Maj - Władysław Hozakowski - ebook

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… słodka serc radości! Pomóż nam rozwijać i umacniać radość w sobie dzięki lekturze duchowej, a w szczegółności dzięki przypatrywaniu się sługom Bożym, błogosławionym i świętym.

     Dalej tak, jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————-

    DZIEŃ TRZECI – Niedziela 16 maja 2021 – UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

    Pierwsza Msza św. – godz.11.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 12.00 – 13.00

    Druga Msza św. – godz. 13.00

    POKÓJ – PAX

    Pokój serca jest największą i najgłębszą potrzebą człowieka. Franciszek Kyutaro Hashimoto, Japończyk urodzony w Osace, był buddystą.  Kiedy spotkał brata Romualda Mrozińskiego, franciszkanina, zafascynował się głębokim, wewnętrznym jego pokojem. ,Widziałem, że jest to prawdziwy pokój Chrystusa, pokój, którego nie znalazłem w kulturze i religijności japońskiej. Urzeczony bratem Romualdem, pokojem, który miał w sobie, zapragnąłem zostać chrześcijaninem” (z książki Rozmowy o chrześcijaństwie w Japonii… i w Polsce, wydanej przez Verbinum).

    Pokój jest pragnieniem człowieka. Pokoju chce Bóg dla ludzi. Kiedy narodził się Chrystus, aniołowie objawiając się pasterzom i zwiastując im Jego przyjście, wielbili Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14). Pokój Boga jest możliwy dla narodów całej ziemi i wszystkich ludzi dobrej woli. Pokój Boży nie oznacza jednak tylko braku wojny. Jest przede wszystkim wewnętrznym stanen ducha, którym możemy się cieszyć mimo wojny, prześladowań i cierpień. Kiedy Jezus żegnał się ze swoimi uczniami, mówił do nich: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka!” (J 14,27)

    Jeśli słyszałeś o chrześcijanach, którzy wewnętrznie spokojni i bez lęku stają wobec różnych trudnych sytuacji życiowych,  np. ciężkiej choroby czy śmierci, to tym samym dowiedziałeś się, czym jest prawdziwy pokój, który daje Chrystus. Tylko Jezus Chrystus może dać nam prawdziwy pokój. My sami nie możemy go sobie dać. Świat daje i odbiera pokój. Jeśli daje pokój, to często jest on tylko pozorny albo częściowy. Jezus przychodząc po swoim zmartwychwstaniu do uczniów, przynosi im przede wszystkim pokój.

    Mówi do nich: „Pokój wam”. Tchnął na nich i powiedział im:  „Weźmijcie Ducha Świętego! Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, komu zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,19-23). Jezus w sposób szczegółny udziela nam prawdziwego pokoju przez Ducha Świętego, gdy wyznajemy nasze grzechy w sakramencie pojednania! Jeśli pragniemy, by w naszych sercach i umysłach zagościł prawdziwy pokój Boga, przyzywajmy go z gorliwością i stałością, i oczyszczajmy się z naszych grzechów, stanowiących przeszkodę na drodze do pokoju.

    Czyn ku odnajdywaniu Bożego pokoju – regularna spowiedź

    This image has an empty alt attribute; its file name is S09XKM0.jpg

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… bez Twojego tchnienia cóż jest wśród stworzenia? Jeno cierń i nędze! Pomóż nam umacniać pokój w sobie, wokół siebie i na całym świecie dzięki dobrze przeżytemu, comiesięcznemu sakramentowi pojednania.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    —————————————-

    DZIEŃ CZWARTY – poniedziałek 17 maja 2021

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    CIERPLIWOŚĆ – LONGAMINITAS

    Kardynał Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, pisząc o przemianach w Europie, a szczególnie we wschodniej jej części, podkreślą siłę cierpliwego świadectwa chrześcijan. „Jak znaczące jest to, czego mogła dokonać cierpliwość, a z tym i związane cierpienie duchowe, psychiczne i fizyczne chrześcijan. Fakt, że w Europie Wschodniej wiara stała się siłą, która okazała się mocniejsza niż «naukowy socjalizm» wypływa przede wszystkim z pokory i cierpliwości cierpiących, w których świadectwie uwidoczniła się większa obietnica. Jesteśmy od nowa zdani na to, aby przekraczać samych siebie na drodze wiary w Żywego Boga. Odwagi do tego, by wierzyć tak dziś jak i niegdyś, nie da się przekazać na czysto intelektualnej drodze. Przede wszystkim wymaga ona świadków, którzy ją poprzez swoje życie i cierpienie zweryfikują jako słuszną drogę. Jednak ta właśnie droga prowadzi do Żywego Boga” (por. J. Ratzinger, Czas przemian w Europie, Kraków 2001, s. 93).

    Cierpliwość to wytrwałość w drodze do wyznaczonego celu. Zwykle celu nie osiąga się natychmiast, w jednej chwili, ale po upływie jakiegoś czasu, nieraz długiego. Cnota ta nierzadko jest związana z trudem, zmęczeniem czy bólem, ale znoszonym w spokoju. W doskonaleniu cnoty cierpliwości i trwaniu w niej pomaga wpatrywanie się w cel, który chce się osiągnąć, jasna wizja drogi, którą się podąża, świadomość, że nie jesteśmy na tej drodze sami. Kto jest cierpliwy, nie zniechęca się upadkami, bo wie, jak ważny jest cel, do którego dąży. Cierpliwości potrzebujemy w znoszeniu naszych słabości i ciągłym nawracaniu się do Boga. Jednocześnie postawa ciągłego nawracania się wyrabia w nas cierpliwość i daje nadzieję na ostateczne osiągnięcie celu.

    Teresa z Avila, wielka święta i mistyczka hiszpańska, w krótkich i pięknych słowach określiła wartość cierpliwości: „Niech nic cię nie niepokoi, kto ma Boga, temu niczego nie brakuje, cierpliwością osiągnie się wszystko”.

    Czyn ku wzrastaniu w cierpliwości – postawa stałego nawracania się

    Nawrócenie ma wiele twarzy
    foto: Henryk przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… daj wieniec zwycięstwa! Umocnij naszą cierpliwość dzięki postawie nieustającego nawracania się.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    —————————————-

    DZIEŃ PIĄTY – wtorek 18 maja 2021

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    UPRZEJMOŚĆ – BENIGNITAS

    Jest wiele książek uczących dobrych manier – sztuki savoir vivre’u. W szczególności w zawodach sportowych, choć nie tylko, ma obowiązywać zasada fair play, czyli uczciwej i, mimo współzawodnictwa, honorowej walki. Przyznaje się nawet bardzo zaszczytną nagrodę fair play. Wszystko to świadczy, że uprzejmość nie jest powszechnie i na co dzień spotykaną postawą, choć na pewno bardzo upragnioną. Zależy nam, aby inni byli wobec nas uprzejmi i przyjaźnie do nas nastawieni w pracy, na ulicy czy w domu. Z własnego doświadczenia jednak wiemy, że nie jest łatwo przez cały czas być uprzejmym. Przyznajemy, że zdobywamy się na uprzejmość i grzeczność w szczególnych miejscach, w spotkaniu z wyjątkowymi osobami, w szczególnych sytuacjach. Ale słabość charakteru i zmienność emocji nie pozwalają  nam   być  uprzejmymi   zawsze i wszędzie. Zdarza się nawet, że wybuchamy złością   wobec innych, stajemy się dla nich opryskliwi, zamiast emanować uprzejmością.

    Słusznie święty Paweł zaliczył uprzejmość do tych cech ludzkiej  osobowości, które należą do owoców Ducha Świętego. Dopiero Jego obecność i moc są w stanie sprawić, że odnajdujemy dość siły i motywacji, by być uprzejmym. Zdarza się, że ze względu na wyznawaną wiarę okazujemy jakieś osobie szacunek, mimo że swym postępowaniem nie wydaje się ona godna szacunku. Jak wielkiej wówczas potrzebujemy mocy Bożej, aby wypełnić polecenie Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie… Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Łk 44-45.48). Jak wiele trzeba modlić się za innych, aby być wobec nich uprzejmym i odkrywać w nich oblicze Jezusa.

    Czyn ku rozwijaniu uprzejmości – modlitwa wstawiennicza

    Modlitwą i płaczem uprosiła u Boga nawrócenie dla syna
    św. Monika z synem

     Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty…  o najmilszy z Gości! Umocnij w nas cnotę uprzejmości dzięki modlitwie wstawienniczej za tych, którzy są jeszcze daleko od Ciebie, również za wrogów i nieprzyjaciół.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————————————–

    DZIEŃ SZÓSTY – środa 19 maja 2021

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    DOBROĆ – BONITAS

    Człowiek tęskni za dobrocią serca. Dobroć ta obecna była w oczach Jezusa, w Jego słowach i czynach. „Nauczycielu dobry…” powiedział do Niego młodzieniec, pytający o życie wieczne (Mk 10,17). Pan Jezus przenikał do głębi ludzkiego serca, rozpoznawał pragnienia ludzkiej duszy, czuł ból i dostrzegał choroby każdego napotkanego człowieka. Błogosławił dzieci, pochylał się nad ubogimi i płaczącymi. Głosił słowa, które przynosiły życie. Patrzył z miłością… dawał samego siebie.


    Być dobrym to umieć się zatrzymać, ofiarowac swój czas, pozwolić odczuć ciepło, obdarzyć życzliwym spojrzeniem, radosnym uśmiechem i modlitwą, sprawiać, by serce drugiego człowieka otwierało się jak kwiat w promieniach słońca. Być dobrym to przejawiać gotowość na doznanie bólu, który może okazać się ceną dobroci. Być mimo wszystko dobrym jak chleb, który każdy może wziąć do ręki i odłamać kawałek, aby zaspokoić głód miłości… (św. Brat Albert).

    Dobroć, jakiej potrzebuje świat, wydaje się bardzo prosta. Czyż jednak ludzkość nie zagubiła dobroci, która obywa się bez świateł, neonów, wielkich słów, reklam, komputerów i pieniędzy? Ojciec Marian Żelazek (1908 -2006), misjonarz werbista, mimo pięcioletniej gehenny, jaką przeżył i widział, przebywając w obozie koncentracyjnym w Dachau (1940 -1945), zdecydował się zostać księdzem i po święceniach, od 1950 roku, pracował przez pięćdziesiąt lat w Indiach, z czego ponad trzydzieści wśród trędowatych w Puri. Stworzył dla nich ośrodek-miasteczko, aby uczynić ich życie ludzkim. Zwykł mawić: „Nie jest trudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć”.

    Czy wytrwale pragniemy być dobrymi? Czy nie potrzeba nam mocy Ducha Świętego, aby mimo trudności chcieć żyć tą dobrocią, która odnawia oblicze ziemi? Czy nie to miał na  myśli psalmista, gdy się modlił: „Wszystko to czeka na Ciebie… Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha i odnawiasz oblicze ziemi” (Ps 104,27.30).

    Czyn ku rozwijaniu dobroci – ofiarowywanie serca i dóbr (jałmużna)

    apostol.pl

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… Dawco darów mnogich!  Umocnij w nas dobroć, abyśmy umieli przyjmować dobroć Bożą i obdarzać nią innych dzięki ofiarowywaniu swego czasu i obecności, dobrego słowa i konkretnej pomocy osobom szczególnie potrzebującym, zwłaszcza tym, które utraciły wszelką nadzieję.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————————–

    DZIEŃ SIÓDMY – czwartek 20 maja 2021

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    WIERNOŚĆ – FIDES

    Wierność najczęściej kojarzy się z małżeństwem. Na początku wspólnej drogi małżonkowie przyrzekają sobie nawzajem, że zachowają wierność i uczciwość małżeńską i że nie opuszczą siebie aż do śmierci. Na koniec dopowiadają: „Tak mi dopomóż Panie Boże i wszyscy święci”. Przed ceremonią wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej wzywa się Ducha Świętego, aby pobłogosławił nowy związek życia i udzielał małżonkom mocy do trwania w wierności aż do śmierci.

    Kościół  ustanawiając   obrzęd   zawarcia związku małżeńskiego był świadom, że wierność małżeńska, podobnie jak i zakonny ślub czystości, może być dochowana tylko dzięki łasce Ducha Świętego. Bez Niego ludzie nie są zdolni wytrwać do końca w wierności małżeńskiej czy w czystej miłości oblubieńczej do Boga. Konstytucje Zgromadzenia Słowa Bożego, mówiąc o ślubie czystości, tak zwracają się do tych, którzy zamierzają podjąć życie w czystości: „Nasza Bogu poświęcona czyśtość jest bardziej darem Boga dla nas, niż naszym darem dla Niego. Ponieważ dotyka ona głębokich skłonności ludzkiej natury, wierność jej jest możliwa jedynie w zawierzeniu łasce Boga, który nie opuszcza wybranych… Pełni zaufania zwracamy się do Maryi, która przez swoje «niech mi się stanie» w dziewiczej płodności stała się Matką Wcielonego Słowa, aby nam dopomagała każdego dnia przeżywać nasz ślub w mocy i radości Ducha Świętego” (206) .

    Nie tylko w sytuacjach szczególnych kryzysów wierności i pokus, ale także w codziennym wypełnianiu wszystkich naszych zobowiązań i w pielęgnowaniu przyjaźni wzywajmy wraz z Maryją i świętymi Ducha Świętego, gwaranta naszej wiernej miłości do Boga i człowieka. Wpatrujmy się w błogosławionych i świętych, aby zachęcać siebie ich przykładem dochowywania wierności do końca.

     Czyn ku wzrostowi wierności – codzienna modlitwa, szczególnie różaniec w rodzinie

    foto: Tygodnik NIEDZIELA/Africa Studio

     

     Intencja ogólna:

    Przybądź,  Duchu Święty…  ulecz serca ranę! Umacniaj naszą wierność Tobie i ludziom dzięki pielęgnowaniu codziennej modlitwy, szczególnie różańcowej.

     Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————-

    DZIEŃ ÓSMY – piątek 21 maja 2021

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    Msza św. – godz.19.00

    ŁAGODNOŚĆ – MODESTIA

    Łagodność ujawnia się przede wszystkim w zachowaniu wobec bliźniego. Jest przeciwieństwem brutalności, grubiaństwa, szorstkości czy wszelkiego rodzaju zajadłości i agresywności. Ale nie jest również miękkością ani brakiem zdecydowania, które są na ogół cechami ludzi wygodnych i unikających za wszelką cenę jakiejkolwiek konfliktowej sytuacji. Natomiast może iść w parze z żarem, mocą i odwagą. W tym sensie Dzieje Apostolskie mówią o św. Szczepanie, pierwszym męczenniku chrześcijaństwa: „pełen łaski i mocy” (Dz 6,8). Łagodność jest owocem wewnętrznej harmonii z naszym otoczeniem, przepojeniem naszej postawy wobec bliźniego pokojem i miłością. Człowiek łagodny promieniuje harmonią, której nic nie jest w stanie zburzyć.

    Prawdziwą łagodność może posiąść ten, kto stara się upodobnić w swym życiu do Chrystusa, pozwala Mu działać w sobie i przez Niego i z Nim odnosi zwycięstwo nad swoim gniewem i zapalczywością. Człowiek prawdziwie łagodny rozpoznaje oblicze Chrystusa w bliźnich, a widząc je, dostrzega też miłosierną miłość zbawiającą świat. Przypatrując się postępowaniu Jezusa wobec mężczyzn, kobiet i dzieci, możemy się uczyć, na czym polega święta łagodność. Jezus z natury był spokojny i łagodny. Nie przeszkadzało Mu to jednak wyrażać gniew i smutek wówczas, gdy chodziło o prawdziwe dobro i wieczne zbawienie człowieka. W Jego świętej łagodności kryła się nadprzyrodzona moc. Ewangelista odnosi do Jezusa słowa proroka Izajasza o Słudze Pańskim, który nie spiera się ani krzyczy, nie złamie trzciny zgniecionej ani nie zgasi knota o nikłym płomieniu (por. Iz 42,2-4; Mt 12,19-20). To Jezus swoją współczującą postawą wobec opuszczonych objawia Boga, pragnącego miłosierdzia, a nie ofiary (por. Mt 9,13; 12,7). Podstawowa prawda objawienia: „Bóg jest miłością”, ukazuje się nam w zbawiającej świat miłości „Baranka Bożego, który gładzi grzech świata” (por. Iz 53,7; J 1,29). Dlatego lgnęły do Niego tłumy, bo serce ludzkie można przede wszystkim pozyskać dzięki wyrozumiałości, miłości i życzliwości.

    Czyn ku rozwijaniu łagodności – czytanie i rozważanie Pisma Świętego

    Biblia Papieska

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… słodkie orzeźwienie! Umacniaj w nas łagodność dzięki częstemu czytaniu i rozważaniu Pisma Świętego, abyśmy z niego czerpali natchnienie, a wpatrując się w naszego Pana i Mistrza, uczyli się od Niego pokory i łagodności.

     Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.


    DZIEŃ DZIEWIĄTY – sobota 22 maja 2021

    Msza św. niedzielna – godz. 18.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.00 – 20.00

    OPANOWANIE – CONTINENTIA

    Odpowiadając na pytanie, czym jest cnota opanowania, można by powiedzieć, że cała mądrość życia to umiejętność czekania i trwania w nadziei. Wydaje się, że współczesnemu człowiekowi bardzo brakuje tej właśnie cnoty. Ciągle się śpieszymy, za czymś gonimy. Na nic nie chcemy czekać. Wszystko chcielibyśmy mieć już, w tej chwili, natychmiast. A przecież wiemy, jak często się zdarza, że nie jesteśmy w stanie przyswoić mnogości informacji, wrażeń i przeżyć, których tak łakniemy ciałem i duchem. Poza tym autor biblijny ostrzega: „Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem” (Koh 1,8). Warto więc ćwiczyć się w opanowywaniu naszej zmysłowości i nadmiernych pragnień, pożądliwości ciała, oczu i pychy tego życia (por. 1 J 2,16). 

    Opanowanie to umiar i umiejętność wyczekania na stosowną chwilę, reakcja w słowie i czynie w odpowiednim momencie, miejscu i we właściwej formie. Nie przemilczanie czy tłumienie, ale właściwe reagowanie we właściwy sposób, we właściwym czasie. Duch Święty może nam w tym pomóc. Chętnie wspomaga nasze ludzkie wysiłki, ochoczo wspiera nas w ćwiczeniu się w dobrze rozumianej ascezie, której szczególnymi wyrazami są wstrzemięźliwość i post, i to nie tylko w Wielkim Poście. Wielu jest takich, którzy poszczą o chlebie i wodzie nawet dwa razy w tygodniu. Wzywajmy łaski i obecności Ducha Świętego, by nauczył  nas  zachowywania  dystansu  do siebie i do życia. Prośmy Go o szczęśliwe kierowanie naszymi pragnieniami, o opanowywanie naszej zachłanności i kształtowanie siebie na obraz i podobieństwo Boże.

     Czyn ku wzrastaniu w opanowaniu – post i wstrzemięźliwość w określone dni

    foto: Agnieszka Konik-Korn/Tygodnik NIEDZIELA

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… serc wierzących wnętrza poddaj swej potędze! Umocnij nasze opanowanie ciała i duszy dzięki ćwiczeniu się we wstrzemięźliwości i poście. Uczyń nas na swoje podobieństwo.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ZAKOŃCZENIE

    Każdego poranka stajemy na rozdrożu dróg. Stajemy przed wyborem „pełni życia albo pozorów życia”. Święty Paweł określa nasz codzienny dylemat następującymi słowami: „Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie” (Ga 5,17). Jak więc żyć w zgodzie z samym sobą? Przysłuchując się dalej słowom Pawła Apostoła, widzimy, że odpowiedź brzmi jasno: powinniśmy wybrać drogę, którą proponuje nam duch! Wydaje się to takie proste, a jednak doświadczenie codziennego życia uczy nas czegoś innego. Jak wielu z nas żyje w niezgodzie z samym sobą. Jakże często pociąga to za sobą niezgodę z drugim człowiekiem i samym Bogiem. 

    Czy naprawdę ciało jest mocniejsze i bardziej atrakcyjne od ducha? Postawmy to pytanie w inny sposób: czy „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” są atrakcyjniejsze i bardziej przez Ciebie pożądane niż „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”? Wybór ostatecznie jest w Twoich rękach. Wielu rezygnuje z dobra, miłości, pokoju i wszystkiego, o czym marzy, z jednego tylko powodu. Wydaje im się, że tak zostali wychowani i nauczeni, że nie ma w nich owej mocy, która pozwalałaby im żyć i cieszyć się darami Ducha Świętego, żyć Jego owocami. Jakże często stajemy na rozdrożu dróg w naszej codziennej rzeczywistości życia. Jedną drogą radzi podążać głos ciała, drugą – głos serca. Pierwsza obiecuje szczęście, pokój, radość i miłość siebie, drugiego człowieka i rozkosze otaczającego świata, ale bez Boga. Druga prowadzi do przepięknych zakamarków serca, gdzie w łączności z Duchem Świętym możemy odnaleźć prawdziwe szczęście, pokój, radość i miłość. Już starotestamentowy autor Księgi Psalmów poucza na samym początku: „Szczęśliwy człowiek, który nie wchodzi na drogę grzeszników… lecz w Prawie Pana upodobał sobie, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą. Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną: co uczyni, pomyślnie wypada” (Ps 1,1-3).

    Zapraszam do osobistego spotkania z Jezusem w mocy Ducha Świętego, abyś dzięki Jego darom odkrywał w sobie godność dziecka Bożego. Twój Bóg Ojciec zaprasza Cię do codziennego, radosnego wydawania trwałych owoców („Kto trwa we mnie przynosi owoc obfity” J 15,5). Stanie się to możliwe, gdy często będziesz przyzywał i wielbił Ducha Świętego oraz słuchał Jego natchnień („To, że trwa On w nas poznajemy po Duchu, którego nam dał” 1 J 3,14). W ten to sposób doświadczysz tego, kim jesteś naprawdę, i zaczniesz wzrastać w Pełni i Prawdzie ku wiecznej radości, bo takie jest powołanie człowieka w Duchu Świętym.

    “Owocem
 ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” – poucza Paweł Apostoł.

    ************************************************************************************************************

    KRÓLOWO POLSKI MÓDL SIĘ ZA NAMI

    Dlaczego 3 maja obchodzimy uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

    „Bogarodzica Dziewica Maryja włada po macierzyńsku całym tu światem, jak w szczęśliwości niebieskiej dzierży koronę królewskiej chwały” – pisał w swojej encyklice papież Pius XII.

    Wczasie liturgii sprawowanej 3 maja, tuż przed hymnem „Święty, święty”, słyszymy następujące słowa:

    Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością naród, który Ją wybrał na swoją Królową, broni go w niebezpieczeństwach, udziela mu pociechy w utrapieniach i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański.

    Dlaczego jednak tego dnia świętujemy nie tylko rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, ale także fakt, że Maryja została obrana na Królową Polski?

    Maryja Królowa w tradycji Kościoła powszechnego

    Jeden z najstarszych tytułów, jaki nadawano Maryi, to właśnie Królowa nieba i ziemi. Nawiązuje on do słów z Apokalipsy św. Jana:

    Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.

    Kolejne potwierdzenia tego, że Kościół rozpoznawał w Maryi królową, znajdujemy choćby w dogmacie o wniebowzięciu Matki Bożej, w Litanii loretańskiej czy modlitwie różańcowej, której jedna z tajemnic chwalebnych to właśnie ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny.

    Ważnym dokumentem w tym temacie jest encyklika papieża Piusa XII Ad coeli Reginam – O Królewskiej godności Najświętszej Maryi Panny. Rozpoczyna się ona od takich słów:

    DO NIEBIOS KRÓLOWEJ zasyłał lud chrześcijański korne modły i zbożne pienia już od pierwszych wieków chrześcijaństwa, czy to w chwilach radosnych uniesień, czy zwłaszcza wśród ciężkich udręk świtowych i nigdy go nie zawodziła nadzieja pokładana w Matce Boskiego Króla, Jezusa Chrystusa i nigdy w nim wiara nie słabła, że Bogarodzica Dziewica Maryja włada po macierzyńsku całym tu światem, jak w szczęśliwości niebieskiej dzierży koronę królewskiej chwały.

    Polacy i Maryja

    Jeśli sięgniemy do polskiej literatury religijnej sprzed lat, to wiele tekstów traktujących o Maryi wskazywało na wyjątkowe oddanie i cześć, jakie okazywali nasi przodkowie Matce Bożej. Podkreślano gorący kult i miłość, jaką otaczane były wizerunki Maryi, a także bezkompromisowa postawa w obronie Jej czci. To nie przypadek, że pierwszym (nieoficjalnym) hymnem Królestwa Polskiego była „Bogurodzica” (której autorstwo tradycja przypisuje św. Wojciechowi). Także autor słynnych kronik z XV wieku, Jan Długosz, określił Maryję „Najchwalebniejszą i Najdostojniejszą Królową świata i naszą”.

    Śluby lwowskie króla Jana Kazimierza

    Rola Maryi i – co za tym idzie – tytułowanie Jej jako królowej Polski rozpowszechniły się w dobie wojen prowadzonych w XVI i XVII w. przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Kilka miesięcy po zwycięskiej obronie klasztoru jasnogórskiego przed heretyckimi Szwedami, w której upatrywano interwencji Maryi, król Jan Kazimierz złożył 1 kwietnia 1656 r. uroczyste śluby w katedrze lwowskiej przed obrazem Matki Bożej Łaskawej.

    Był to akt religijny i państwowy zarazem oraz usankcjonowanie idei królowania Maryi nad Rzeczpospolitą. Podobnego aktu zawierzenia dokonał 20 lat wcześniej we Francji kard. Richelieu (tak, ten od muszkieterów). Król, składając śluby, nie tylko prosił Matkę Bożą o opiekę i pomoc w wyzwoleniu spod najazdu szwedzkiego, ale obiecywał, że w kraju zaprowadzi sprawiedliwość, zajmie się losem ciemiężonych chłopów, a także przyrzekł patronce Królestwa Polskiego szerzyć Jej cześć i wyjednać u Stolicy Apostolskiej pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej. Dopełnieniem tych ślubów była koronacja obrazu jasnogórskiego koronami papieża Klemensa XI, która odbyła się 8 września 1717 r.

    A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz?

    Jest jeszcze jeden, nieco wcześniejszy ślad związany z wezwaniem Maryi Królowej Polski. Mieszkający w Neapolu jezuita Juliusz Mancinelli 14 sierpnia 1608 r. miał widzenie Matki Bożej, która go zapytała:

    A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie.

    Zakonnik zaangażował się w szerzenie kultu Maryi jako królowej. Jezuita miał jeszcze dwa widzenia, w których Matka Boża żądała, by nazywać ją królową naszego kraju. Treść tych objawień rozprowadzał m.in. kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł z Nieświeża, w czym wspomagał go św. Andrzej Bobola (późniejszy autor tekstu ślubów Jana Kazimierza).

    Słowa Mancinellego musiały bardzo mocno oddziaływać na wyobraźnię ówczesnych mieszkańców Królestwa Polskiego. Jednym z przejawów tego rodzącego się kultu, popartego objawieniami, było umieszczenie na jednej z wież kościoła Mariackiego pozłacanej korony na cześć Maryi (1628 r.).

    Święto Królowej Korony Polskiej

    W czasie zaborów kult Maryi jako Królowej Królestwa nie osłabł, ale nadal tkwił głęboko w sercach i umysłach Polaków żyjących w dawnej Koronie, podzielonej pomiędzy trzy państwa zaborcze. W najbardziej liberalnym z nich, zaborze austriackim, a dokładnie we Lwowie, rozwinęło swoją działalność Bractwo Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej, którego protektorem był metropolita lwowski abp Józef Bilczewski, dziś czczony jako święty.

    To on wystąpił do Piusa X z prośbą o ustanowienie dla archidiecezji lwowskiej i przemyskiej święta Królowej Korony Polskiej. Papież spełnił jego prośbę. 25 listopada 1908 roku wydał dekret ustanawiający takie święto, które miało być obchodzone w pierwszą niedzielę maja, na pamiątkę ślubów Jana Kazimierza. Pius X pozwolił również na wpisanie do Litanii loretańskiej wezwania „Królowo Korony Polskiej” dla diecezji lwowskiej i przemyskiej oraz ogłosił Matkę Bożą Królową Korony Polskiej główną patronką archidiecezji lwowskiej.

    Cud nad Wisłą

    Po raz kolejny kult Maryi jako Królowej Polski odegrał wielką rolę w chwili zagrożenia podczas wojny polsko-bolszewickiej. 27 lipca 1920 roku zgromadzeni na Jasnej Górze biskupi poświęcili losy ojczyzny Najświętszemu Sercu Jezusa i powtórnie, wzorem Jana Kazimierza, zwrócili się do Maryi słowami:

    Obieramy Cię na nowo naszą Królową i Panią i pod Twoją przemożną uciekamy się obronę.

    Losy zwycięstwa w wojnie wisiały na włosku, ale już dwa tygodnie później, 15 sierpnia, w święto Matki Bożej Zielnej, wojska bolszewickie zostały odparte, a Bitwa Warszawska przeszła do historii pod nazwą Cudu nad Wisłą.

    Episkopat zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Maryi Królowej Polski. Papież Benedykt XV chętnie przychylił się do tej prośby (1920 r.). Biskupi zaproponowali Ojcu świętemu datę 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną tego dnia w 1791 r. konstytucją.

    Maryja Królową całej Polski

    Świadkiem wiktorii warszawskiej był Achilles Ratti, późniejszy papież Pius XI. To on, jako jeden z nielicznych przedstawicieli korpusu dyplomatycznego, pozostał w zagrożonej atakiem stolicy. Także on widział, komu przypisują zwycięstwo Polacy i pewnie właśnie dlatego, już jako papież, zezwolił na rozszerzenie święta NMP Królowej Polski na wszystkie diecezje kraju.

    Kult Maryi w tym aspekcie nieprzerwanie rozwijał się w okresie po II wojnie światowej. Jeszcze w 1946 r. episkopat pod przewodnictwem prymasa Augusta Hlonda potwierdził zawierzenie losów Polski Matce Bożej Królowej. Biskupi pisali w liście pasterskim na Wielki Post 1946 r.:

    Nie postąpilibyśmy zgodnie z duchem naszych dziejów ani z ciążącym na nas długiem wdzięczności – gdybyśmy na progu nowych czasów nie odnowili przymierza Polski z Jej niebieską Królową, dla której Naród ma odwieczną, serdeczną i rodzimą cześć. Po szwedzkim potopie ślubował Jej „nową i gorącą służbę” król Jan Kazimierz. Teraz sam Naród i kraj cały poświęca się uroczystym aktem Matce Najświętszej i Jej Niepokalanemu Sercu, obierając Ją znowu za Patronkę swoją i państwa oraz oddając w Jej szczególną opiekę Kościół i przyszłość Rzeczypospolitej…

    10 lat później internowany w Komańczy kard. Stefan Wyszyński napisał ponowienie ślubów lwowskich Jana Kazimierza. Jasnogórskie Śluby Narodu zostały uroczyście złożone 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze przy udziale około miliona wiernych. Rotę ślubów odczytał bp Michał Klepacz, pełniący obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski. Na fotelu przeznaczonym dla uwięzionego prymasa leżały biało-czerwone kwiaty…

    W 1962 r. papież Jan XXIII ogłosił Maryję Królową Polski i jej główną patronką. Jego następca Paweł VI, na prośbę prymasa Stefana Wyszyńskiego, podniósł święto do rangi uroczystości. 1 kwietnia 2005 r., w przeddzień swojej śmierci, Jan Paweł II ofiarował złote korony dla jasnogórskiego obrazu Matki Bożej Królowej Polski. W 2016 r., w związku z 1050-leciem chrztu Polski, nowego Aktu Zawierzenia Narodu Polskiego Matce Bożej dokonał 3 maja przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki.

    Krzysztof Stępkowski/Aleteia.pl

    *******************

    Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski – pasjonująca historia

    Kościół w Polsce 3 maja obchodzi uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, która została ustanowiona przez papieża Benedykta XV w 1920 r. na prośbę biskupów polskich po odzyskaniu niepodległości. Uroczystość ta – głęboko zakorzeniona w naszej historii – nawiązuje do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza z 1656 r., Konstytucji 3 maja oraz oddania Polski pod opiekę Maryi po uzyskaniu niepodległości.

    Ks. Janusz Pasierb: Matka Boska Częstochowska w kulcie i kulturze polskiej

    Geneza, śluby lwowskie króla Jana Kazimierza

    Już w średniowieczu w na naszych ziemiach żywy był silny kult maryjny, a Matka Boża była traktowana jako szczególna opiekunka Królestwa Polskiego. Jan Długosz nazwał Maryję „Panią świata i naszą”, a maryjna pieśń Bogurodzica od XV wieku pełniła rolę nieoficjalnego hymnu państwowego.

    Mało kto wie, że po raz pierwszy Maryja została nazwana wprost Królową Polski w trakcie objawień jakich doświadczył w Neapolu włoski jezuita ojciec Juliusz Mancinelli 14 sierpnia 1608 r. Miał on objawienie, podczas którego Maryja poleciła mu, aby nazwał ją Królową Polski: „A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to Królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie”.

    Treść tych objawień rozpowszechnił na ziemiach Rzeczypospolitej książę Albrecht Radził, Wielki Kanclerz Litewski.

    W czasie najazdu szwedzkiego, 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej, przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej, król Jan Kazimierz złożył uroczyste śluby, zawierające formułę: „Ciebie za patronkę moją i za Królowę państw moich dzisiaj obieram”. W trakcie ślubowania zobowiązywał się szerzyć cześć Maryi, wystarać się u papieża o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej, a także zająć się losem chłopów i zaprowadzić w państwie sprawiedliwość społeczną.

    Autorem tekstu ślubów lwowskich był późniejszy męczennik św. Andrzej Bobola. Temu wiekopomnemu wydarzeniu towarzyszyło odśpiewanie litanii do Najświętszej Panny. Nuncjusz apostolski abp Pietro Vidoni, który przewodniczył uroczystej Mszy św. w katedrze lwowskiej, dodał do modlitwy wezwanie “Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”, które zgromadzeni biskupi i senatorowie trzykrotnie powtórzyli. Po ślubowaniu władcy, w imieniu senatorów i szlachty, podobną rotę odczytał podkanclerz koronny biskup krakowski Andrzej Trzebnicki, a wszyscy obecni powtarzali słowa jego ślubowania.

    Jan Kazimierz nie mógł jednak dopełnić ślubów. Państwo opanowywał wówczas coraz większy chaos, a sam władca w niedługim czasie (1668 r.) zdecydował się abdykować i wyjechać za granicę. Szczególne związanie kultu Maryi, Królowej Korony Polskiej, z Jasną Górą nastąpiło 8 września 1717 r., kiedy to dokonano koronacji jasnogórskiego obrazu, co uznano za koronację Maryi na Królową Polski.

    Odnowienie ślubów w sytuacji narodowej niewoli

    W roku 1856 r. w Paryżu, nastąpiło odnowienie ślubów Jana Kazimierza przez jednego z twórców zgromadzenia zmartwychwstańców ks. Aleksandra Jełowickiego oraz krąg osób z nim związanych m. in. Adama Mickiewicza, którzy byli przekonani, że najwłaściwszą drogą do odzyskania niepodległości jest moralne odrodzenie polskiego społeczeństwa. Te idę propagowało później powstałe w tym kręgu zgromadzenie Księży Zmartwychwstańców, a silnie oddziaływała ona na ziemie pod zaborami i kształtujący się tam ruch zakonotwórczy.

    Kolejna aktualizacja ślubów Jana Kazimierza miała miejsce w 1904 roku. Dokonał tego św. Józef Bilczewski, ówczesny arcybiskup Lwowa, który zgromadził tam przedstawicieli wszystkich zaborów. Bilczewski wskazał po raz kolejny realizację ślubów Jana Kazimierza jako drogę do odzyskania niepodległości. Papież Pius X w 1908 r. zezwolił na wpisanie wezwania „Królowo Polski” na stałe do Litanii Loretańskiej. W tym samym roku ustanowił dla diecezji lwowskiej święto Królowej Polski.

    Ustanowienie ogólnopolskiego święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

    Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem „Królowej Polski”. Papież Benedykt XV przychylił się do tej prośby 14 stycznia 1920 r. ustanawiając święto dla całej Polski.

    W obliczu zagrożenia nowym “potopem”, tym razem bolszewickim, w 1920 r. Polacy ponownie zwrócili się o pomoc Matki Bożej. Episkopat odwołał się do ślubów Jana Kazimierza, szukając umocnienia narodu na Jasnej Górze, wzywając wiernych do zachowania nadziei i postawy na wzór ojca Augusta Kordeckiego. Niedługo później, 15 sierpnia, polska armia odniosła zwycięstwo nad bolszewikami, zwane „Cudem nad Wisłą”.

    Biskupi zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 pierwszą polską Konstytucją. W 1925 Pius XI rozszerzył święto NMP Królowej Polski na wszystkie diecezje w Polsce a jako datę jego obchodów wyznaczył 3 maja.

    Śluby Jasnogórskie zainicjowane przez kard. Hlonda

    Gorącym orędownikiem odnowienia ślubów narodu polskiego był prymas August Hlond. W 1936 roku na Jasnej Górze, przybyła tam w licznie 100 tys. osób młodzież akademicka, złożyła ślubowanie, w którym wybrała Matkę Bożą na swoją patronkę, zobowiązując się kształtować życie społeczne na wartościach religijno-narodowych, w duchu chrześcijańskim.

    Podczas wojny 31 października 1943 r. Pius XII dokonał poświęcenia całej rodziny ludzkiej Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Po II wojnie światowej – z inicjatywy kard. Hlonda – 8 września 1946 roku milionowa rzesza wiernych, złożyła na Jasnej Górze Akt Ofiarowania Niepokalanemu Sercu Maryi, tym samym ponownie uaktualniając śluby Jana Kazimierza. Uroczystość ta nawiązywała również do aktu, którego w 1943 roku dokonał Pius XII.

    Nowa wersja ślubów opracowana przez internowanego Prymasa

    W 300. rocznicę królewskich ślubów Jana Kazimierza, nową ich wersję opracował internowany wówczas w Komańczy prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. 26 sierpnia 1956 r. wierni na Jasnej Górze uroczyście ślubowali Maryi: “Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym”. Przyrzekali “wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii”, strzec chrześcijańskich obyczajów, wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem”.

    Tekst ślubów odczytał biskup Michał Klepacz (pełniący w tym czasie obowiązki przewodniczącego Episkopatu). O osobie uwięzionego Prymasa przypominał pusty fotel, ustawiony przed ołtarzem.

    W 1957 r. z inicjatywy prymasa Wyszyńskiego rozpoczęła się “Wielka Nowenna” przygotowująca Kościół w Polsce do obchodów Millennium Chrztu Polski. Połączona została z peregrynacją cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po wszystkich diecezjach i parafiach. Nawet “aresztowanie” obrazu przez SB nie wpłynęło na zastraszenie społeczeństwa.

    W 1962 r. papież Jan XXIII ogłosił Maryję Królową Polski i jej główną patronką, a święto NMP Królowej Polski stało się świętem I klasy we wszystkich diecezjach polskich. W 1969 Paweł VI na prośbę prymasa Wyszyńskiego podniósł święto do rangi uroczystości.

    Podczas jasnogórskich obchodów Millennium chrztu Polski 3 maja 1966 r. cały polski Episkopat w obecności kilkuset tysięcy pielgrzymów dokonał uroczystego ślubowania NMP. W uroczystościach milenijnych pragnął uczestniczyć papież Paweł VI, na to jednak nie zgodziły się komunistyczne władze. Dopiero Jan Paweł II, mógł jako pierwszy w historii papież przybyć na Jasną Górę.

    Zawierzenie Jana Pawła II

    3 i 4 czerwca 1979 r. Jan Paweł II dokonał aktu zawierzenia Pani Jasnogórskiej: “… Zawierzam Ci, o Matko Kościoła, wszystkie sprawy tego Kościoła, całą jego misję i całą jego służbę w perspektywie kończącego się drugiego tysiąclecia dziejów chrześcijaństwa na ziemi”.

    W 1982 r. Kościół obchodził 600-lecie obecności Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Zwieńczeniem kilkuletnich przygotowań do tego jubileuszu była kolejna obecność w Częstochowie Jana Pawła II, który przewodniczył obchodom 18 i 19 czerwca 1983 r.

    Biskupi polscy opracowali również w 1990 r. “Drugą Wielką Nowennę”, która miała za zadanie przygotować Kościół w Polsce na kolejne tysiąclecie chrześcijaństwa.

    Od 1992 r. (tak, jak w okresie międzywojennym) dzień ten jest świętem narodowym Polski – dla upamiętnienia zarówno uchwalenia Konstytucji w r. 1791, jak i święta Królowej Polski.

    Akt zawierzenia z okazji 1050-lecia chrztu Polski

    Nowego Aktu Zawierzenia Narodu Polskiego Matce Bożej – z okazji rocznicy 1050-lecia chrztu Polski – dokonał 3 maja 2016 r. obecny przewodniczący KEP – abp Stanisław Gądecki.

    Poważnym współczesnym problemem – podkreślał – jest wypaczone pojęcie wolności, gdyż dla wielu współczesnych “wolność staje się wręcz religią”, skutkującą tym, że “wywyższa się człowieka kosztem Boga i liczy się tylko nieskrępowana wolność poszczególnych jednostek”.

    Drugim nowym problemem – jak stwierdził – jest dzisiaj odniesienie do prawa Bożego, z czego – w przeciwieństwie do twórców Konstytucji 3 Maja – dzisiejsi prawodawcy rezygnują.

    Trzecim aktualnym problemem – zdaniem przewodniczącego KEP – jest kształt obecnego polskiego patriotyzmu. “Autentyczny patriotyzm nie zna nienawiści do nikogo (…) trzeba bezwzględnie unikać ryzyka tego, ażeby ta niezbywalna funkcja narodu nie wyrodziła się w nacjonalizm” – wyjaśniał.

    Ponowne zawierzenie w „dzisiejszym trudnym doświadczeniu”

    W ubiegłym roku abp Stanisław Gądecki dokonał w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, kolejnego zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski. Służył temu specjalny akt zawierzenia, nawiązujący do 100-lecia urodzin św. Jana Pawła II, przyszłej beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego jak również stulecia ocalenia Polski w Bitwie warszawskiej.

     Marcin Przeciszewski/Jasna Góra (KAI)2021-04-05

    *******************************

    Nabożeństwo majowe – znaczenie, historia, duchowość + Litania Loretańska

    Maj jest miesiącem w sposób szczególny poświęconym Maryi. Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, niezwykle popularne są w tym czasie nabożeństwa majowe.

     Ks. Zenon Mońka, Katarzyna Woynarowska/fot.Graziako/Tygodnik NIEDZIELA
    This image has an empty alt attribute; its file name is 1556618741.jpg

    W tym miesiącu przyroda budzi się z zimowego snu do życia. Maj to miesiąc świeżych kwiatów i śpiewu ptaków. Wszystko w nim wiosenne, umajone, pachnące, czyste. Ten właśnie wiosenny miesiąc jest poświęcony Matce Bożej.

    W godzinach wieczornych wierni gromadzą się w kościołach, przy kapliczkach przydrożnych i krzyżach na nabożeństwa majowe. Wezwaniami litanijnymi i pieśniami maryjnymi chwalą Niepokalaną Matkę Chrystusa. Tak oto leci głos echem od kapliczki do kapliczki, od krzyża do krzyża i razem z wonią kwiatów leci aż do nieba. W ten sposób wszystko “co czuje i co żyje, sławi Maryję”.

    Nam nabożeństwa majowe kojarzą się one z małymi kapliczkami skrytymi w bzach lub wiejskimi kościołkami, skąd szeroko po okolicy niosła się majowa pieśń ku czci Najświętszej Panienki.

    Początkowo sądzono, że nabożeństwa majowe zaczęto odmawiać w XVIII w. Tymczasem badania mariologów wykazały, że były one znane dużo wcześniej, i to właśnie na Wschodzie. Gdzie indziej za Maryjny uchodził sierpień i nawet nakazywano prawem modlitwy ku czci Matki Bożej właśnie w tym miesiącu.

    Na Wschodzie prekursorami nabożeństw majowych byli chrześcijanie koptyjscy. Spotykali się na modlitwach wokół Maryjnych figur, śpiewali pieśni w podziale na chóry, obsypywali posąg kwiatami. W każdą sobotę nabożeństwo było bardziej uroczyste i obowiązkowe dla tych, co nie chodzili na nie codziennie. Ponoć pomysłodawcą tego nabożeństwa był św. Cyryl Aleksandryjski, gorący obrońca boskiego macierzyństwa Maryi.

    Miesiąc Maryi znany był także w Ziemi Świętej, Grecji, Syrii, ale prawdziwą popularność zdobyło on dopiero na przełomie XIII i XIV w.

    Dlaczego właśnie maj? Po pierwsze dlatego, że najpiękniejszy w roku. Po drugie – wiosną ludziom przychodzą do głowy różne, czasem mało zbożne pomysły, więc w średniowieczu wykoncypowano, iż wiosną należy skierować uwagę człowieka ku rzeczom wyższym..

    Najważniejszą modlitwą tworzącą nabożeństwo majowe jest Litania do Matki Bożej tzw. litania loretańska. Słowo “litania” pochodzi z języka greckiego “leitaneia” i oznacza błaganie, prośbę.

    Litania do Matki Bożej pojawia się na przełomie XIII i XIV wieku w kilku różnych wersjach. Spośród nich największą popularność zdobyła Litania Loretańska.

    Rodzi się pytanie: dlaczego taka nazwa? Litania ta była znana w Loreto już na początku XVI wieku. Tu była śpiewana w czasie poświęcenia ogrodzenia wokół Świętego Domku. Domek ten zbudowany został z kamieni przywiezionych drogą morską z groty, w której mieszkała Maryja w Nazarecie. Miejsce to stało się ośrodkiem kultu maryjnego. Najbardziej ulubioną modlitwą pielgrzymów stał się błagalny śpiew Litanii do Matki Bożej nazwanej Loretańską.

    Tekst litanii loretańskiej, która tworzy nabożeństwa majowe zatwierdził papież Sykstus V w 1587 roku. On też obdarzył jej odmawianie odpustem zupełnym. Litanię Loretańską można uznać za jeden z najwspanialszych hymnów ku czci Niepokalanej Maryi. W litanii tej wysławiamy wszystkie cnoty, jakimi Bóg Ją obdarzył.

    Pierwszym, który nazwał Maryję Królową Wiosny, względnie zapoczątkowany już zwyczaj rozszerzył, był podobno król hiszpański Alfons X (1239-84). Król pisywał wiersze, w tym chwalące Maryję, opiekunkę człowieka.

    Wielkim propagatorem nabożeństwa majowego na zachodzie Europy był bł. Henryk Suzo (zm. w 1365 r.), który podobno codziennie wyplatał wianki z róż i ozdabiał statuę Maryi na chórze zakonnym. Następnie długo leżał przed figurą, która w sposób cudowny okazywała mu swoją miłość. Dane mu było nawet raz ujrzeć chóry aniołów śpiewające na cześć Maryi. Odtąd zakonnik starał się powtarzać zasłyszane melodie. Innym razem posłyszał w maju, jak w niebie duchy czyste śpiewały swej Królowej Jej ulubiony hymn – Magnificat.

    W XV i XVI w. nabożeństwo majowe znano już w Ameryce Środkowej, a potem i Południowej. W 1549 r. Wolfang Seidl w Maju duchowym dzielił nabożeństwo majowe na 4 części (tygodnie) z odpowiednimi aktami czci dla Jezusa i Maryi.

    W drugiej połowie XVI w. propagował nabożeństwo majowe św. Filip Nereusz (zm. w 1595 r.), którego uznaje się czasem za twórcę tej praktyki. W początkach XVII w. nabożeństwo to przyjęło się u dominikanów włoskich. Żarliwym apostołem propagującym nabożeństwa majowe był o. Anioł Dominik Guinigi. Za jego namową w 1676 r. powstało Stowarzyszenie Comunella – w maju modlono się przy żłóbku otoczonym figurami Maryi i św. Józefa i śpiewano hymny i pieśni maryjne.

    Na zakończenie maja odśpiewywano Litanię Loretańską, ale nie urządzano nabożeństw w inne dni tego miesiąca. Modlono się pojedynczo przez cały maj, a dopiero w ostatnim dniu składano serca ze srebra jako wota, na których ryto często nazwiska ludzi świeckich, którzy brali udział w tych nabożeństwach.

    W 1692 r. o. Wawrzyniec Schnueffis, kapucyn, wydał zbiór pieśni i hymnów na maj. W XVIII w. powstało dzieło o. Hannibala Dionisi SI, wydane w Veronie w 1725 r., stanowiące całościowy i wielce poręczny spis modlitw maryjnych. Dzieło to miało w ciągu 70 lat 18 wydań.

    Autor zebrał wszystkie, różnorodne objawy kultu Najświętszej Panny w maju, jasno i systematycznie je zestawił.

    Poleca jako zasadnicze następujące rzeczy:

    – zdobienie girlandami kwiatów i zieleni, światłem itd. ołtarza lub obrazu Najświętszej Panny,

    – gromadzenie się przed nim codziennie wieczorem od 30 kwietnia począwszy, w celu odmówienia cząstki Różańca lub Litanii czy innych modlitw do Najświętszej Panny,

    – ofiarowanie Najświętszej Pannie jakiegoś kwiatu duchowego w każdym dniu maja,

    – odczytanie trzech punktów rozważań o Maryi, nad którymi każdy powinien się w następnym dniu zastanowić.

    Głównym i największym apostołem rozszerzającym nabożeństwa majowe był w XVIII w. jezuita Alfons Muzzarelli, który nawet wymodlił sobie śmierć w maju. Dzięki gorliwości tego zakonnika Pius VII wydał bullę o nabożeństwie majowym, ubogacając je odpustem zupełnym.

    Od tego czasu zaczyna się niesłychanie szybki rozwój, nabożeństwa majowe rozszerzają się na całym świecie. Oprócz Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Francji „majowe” obejmuje także Szwajcarię, Niemcy, Austrię, Węgry, Polskę, Czechy, Irlandię, Stany Zjednoczone, Meksyk, Chiny i Australię.

    W Polsce nabożeństwo majowe po raz pierwszy publicznie odprawiono w 1837 r. w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, zaraz potem trafiło ono do Krakowa i na Jasną Górę oraz do kilku innych kościołów. W ciągu następnych 30 lat nabożeństwa majowe „rozeszły” się na całą Polskę.

    Obecnie do każdego dnia odprawiając nabożeństwo majowe publicznie przywiązany jest odpust 7 lat.

    Za uczestniczenie przynajmniej przez 10 dni w nabożeństwie majowym publicznie odprawianym można zyskać pod zwykłymi warunkami odpust zupełny. Kto nie ma możności uczestniczenia w publicznym nabożeństwie, może zyskać odpust 5 lat za każdy dzień i odpust zupełny za cały miesiąc, prywatnie je odprawiając.

    Ojciec Izydor H. Koźbiał w Modlitewniku błagań pisał: “I znowu nadszedł maj (…), a my pośpieszmy do świątyń, przed obraz czy figurę Bogurodzicy. Przyszliśmy, bo zda się jakaś siła niewidzialna przyciąga nas tutaj w każdym maju. Jakiś dziecinny instynkt rozrzewnionego serca i nieutulonej tęsknoty za dobrocią Matki karze nam śpiewać owe przepiękne wezwania Litanii Loretańskiej, w której słowach może się weselić i wypłakać nasza skołatana ziemskim wygnaniem dusza; może się ukorzyć, widząc swą nicość i natchnąć nadzieją lepszego jutra i przyznać, iż pod urokiem tego nabożeństwa jakoś nam lżej na duszy, jakoś lepiej się czujemy, jakoś umniejszają się codzienne troski”.

    W artykule wykorzystano informacje z tekstów zamieszczonych w piśmie „Pod Opieką św. Józefa”.

    Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

    Kyrie eleison, Christe eleison, Kyrie eleison.

    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, – zmiłuj się nad nami.

    Synu, Odkupicielu świata, Boże,

    Duchu Święty, Boże,

    Święta Trójco, Jedyny Boże,

    Święta Maryjo, – módl się za nami.

    Święta Boża Rodzicielko,

    Święta Panno nad pannami,

    Matko Chrystusowa,

    Matko Kościoła,

    Matko miłosierdzia,

    Matko łaski Bożej,

    Matko nadziei,

    Matko nieskalana,

    Matko najczystsza,

    Matko dziewicza,

    Matko nienaruszona,

    Matko najmilsza,

    Matko przedziwna,

    Matko dobrej rady,

    Matko Stworzyciela,

    Matko Zbawiciela,

    Panno roztropna,

    Panno czcigodna,

    Panno wsławiona,

    Panno można,

    Panno łaskawa,

    Panno wierna,

    Zwierciadło sprawiedliwości,

    Stolico mądrości,

    Przyczyno naszej radości,

    Przybytku Ducha Świętego,

    Przybytku chwalebny,

    Przybytku sławny pobożności,

    Różo duchowna,

    Wieżo Dawidowa,

    Wieżo z kości słoniowej,

    Domie złoty,

    Arko przymierza,

    Bramo niebieska,

    Gwiazdo zaranna,

    Uzdrowienie chorych,

    Ucieczko grzesznych,

    Pociecho migrantów,

    Pocieszycielko strapionych,

    Wspomożenie wiernych,

    Królowo Aniołów,

    Królowo Patriarchów,

    Królowo Proroków,

    Królowo Apostołów,

    Królowo Męczenników,

    Królowo Wyznawców,

    Królowo Dziewic,

    Królowo Wszystkich Świętych,

    Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta,

    Królowo Wniebowzięta,

    Królowo Różańca świętego,

    Królowo rodzin,

    Królowo pokoju,

    Królowo Polski,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

    – przepuść nam, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

    – wysłuchaj nas, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

    – zmiłuj się nad nami.

    P: Módl się za nami, święta Boża Rodzicielko.

    W: Abyśmy się stali godnymi obietnic

    Chrystusowych.

    Módlmy się: Panie, nasz Boże, daj nam, sługom swoim, cieszyć się trwałym zdrowiem duszy i ciała, i za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, uwolnij nas od doczesnych utrapień i obdarz wieczną radością. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W: Amen.

    Pod Twoją obronę…

    ************************************************************************************************************

    SAKRAMENT CHRZTU

    Warunki dla rodziców chrzestnych:

    • ukończenie 16-go roku życia,
    • przyjęte sakramenty w Kościele katolickim:
    • Chrzest
    • Spowiedź św.
    • Komunia św.
    • Bierzmowanie,
    • wypełnianie praktyk religijnych,
    • uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej,
    • życie w zgodzie z wiarą katolicką (nie żyje w związku jedynie cywilnym, niesakramentalnym, w konkubinacie),
    • może przyjąć Komunię świętą oraz wcześnie przystąpić do sakramentu pokuty.

    ************************************************************************************************************

    TRANSMISJA Z NABOŻEŃSTWA PIERWSZEJ MAJOWEJ

    SOBOTY MIESIĄCA Z SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ FATIMSKIEJ NA KRZEPTÓWKACH

    program transmisji:

    godz. 18.10 – program słowno-muzyczny

    godz. 18.30 – modlitwa różańcowa

    godz. 19.05 – 15-minutowa medytacja

    godz. 19.20 – Msza św. z homilią  

    Transmisja ON LINE na kanale YouTube 

     – Czy pamiętasz warunki nabożeństwa wynagradzającego, o które prosi Matka Boża?

    Pragnąc uczynić zadość prośbie Matki Bożej należy:
    1. przystąpienie do spowiedzi św. i przyjęcie komunii św.,
    2. odmówienie jednej części różańca,
    3. odprawienie piętnastominutowej medytacji,
    4. a wszystkie warunki odprawiamy w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Siostra Łucja przypomina, iż wskazana intencja wynagradzająca jest najistotniejszym warunkiem nabożeństwa.

    Ikona Matka Boża Fatimska
    malował: Krzyh Leniec/pracownia IKONOPISARSKA/Słowikon

    10 faktów na temat Fatimy,

    o których zbyt często zapominasz


    10 faktów na temat Fatimy, o których zbyt często zapominasz

    Liczni czciciele Matki Bożej Fatimskiej znają najistotniejsze aspekty Jej przesłania oraz różne wydarzenia związane z objawieniami sprzed ponad stu lat. Niektóre szczegóły i niuanse mogą jednak zostać przeoczone. Przypominamy więc o kilku faktach dotyczących Fatimy, o których często zapominamy, a o których naprawdę warto pamiętać!

    1.       Będzie siódme objawienie

    Matka Boża ukazała się w Fatimie sześciokrotnie, od maja 1917 roku do października tego roku. Jednak już podczas pierwszego objawienia Matka Boża zapowiedziała, że powróci do Cova da Iria jeszcze po raz siódmy. „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz”.

    Specjaliści nie są zgodni co do tych słów. Większość sądzi jednak, że nie jest sprzecznym z wiarą uważać, że Najświętsza Panna jeszcze do Fatimy powróci, i że może to się stać w najbliższej przyszłości. Z całą pewnością jest to jedno z najbardziej chwalebnych wydarzeń, na jakie pobożny katolik może oczekiwać, szczególnie w naszych zatrważających, pełnych chaosu czasach. Mamy wielką nadzieję, że wraz z owym siódmym przyjściem nadejdzie upragniony pokój i – jak prorokował święty Ludwik de Montfort – triumf Jej Niepokalanego Serca.

    2.       Różaniec i czyściec

    Najświętsza Maryja Panna w Fatimie przypomniała trójce dzieci o istocie różańca oraz o istnieniu czyśćca! Odpowiadając na pytania Łucji mówiła, że Franciszek musi zmówić jeszcze wiele różańców, nim trafi do Nieba, a o Amelii, że na pewno będzie przebywać w czyśćcu do końca świata. Królowa świętych przypomniała więc nam wszystkim o zbawiennej praktyce odmawiania różańca świętego – a więc o sposobie ratowania własnej duszy. Oferuje wręcz różaniec jako gwarancję na bezpieczne przejście z ziemi do Nieba, jak właśnie w przypadku Franciszka.

    Co szczególnie istotne, Matka Boża wskazuje na samą rzeczywistość istnienia czyśćca, o której tak wielu katolików, w tym niestety duchownych, zdaje się zapominać. A przecież – przypomina Maryja – wiele spośród dusz w czyśćcu czekać będzie aż do końca świata. Według badań księdza Sebastiano dos Reis wspomniana Amelia zmarła w okolicznościach wskazujących na hańbę w sprawach czystości! Szokujące dla niektórych może się wydawać, że siostra Łucja mówiła o wiecznym cierpieniu w piekle licznych dusz, które zmarły mając na sumieniu tylko jeden grzech śmiertelny!

    3.       Różnica między objawieniami Maryi i Anioła

    Bardzo ciekawym było, że fizyczne, emocjonalne i psychologiczne doświadczenie objawień Anioła Portugalii i Matki Bożej opisane było przez dzieci jako zupełnie różne. Siostra Łucja pisze w swych wspomnieniach: „Nie wiem dlaczego, ale faktem jest, że objawienia Matki Bożej miały inny wpływ na nas. Towarzyszyła nam, co prawda, ta sama intymna radość, ten sam pokój i to samo szczęście. Jednak, zamiast fizycznego zmęczenia, czuliśmy pewną ekspansywną żywotność, zamiast odrętwienia z powodu Bożej obecności, czuliśmy pewien rodzaj radości, zamiast trudności w mówieniu, czuliśmy pewien rodzaj entuzjazmu komunikacyjnego…”

    Istnieje wyraźna różnica między objawiającymi się Matką Bożą i Aniołem – wynika to z ich różnej natury. Anioł to wszak czysty duch, Maryja posiada jednak i duszę i ciało. Po spotkaniu z Aniołem Portugalii pastuszkowie czuli się wyczerpani, chodziło stworzenie o wyższej naturze. Jako że dzieci były tej samej natury co Najświętsza Panna, przy spotkaniu z Nią czuły się bardziej swobodnie. Potwierdza to dogmat wiary o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny do nieba wraz z ziemskim ciałem.

    4.       Znaczenie modlitwy, pokuty, ofiary i umartwienia dla nawrócenia grzeszników

    Ludzie współcześni, słysząc o umartwieniu i pokucie, kojarzą te hasła ze średniowieczem. Kryzys moralny ogarniający cały świat jest niezwykle poważny, wymaga ciągłej modlitwy, pokuty i ofiary. Prawda ta stale przewija się w Orędziu Matki Bożej Fatimskiej. W swojej niewinności dwoje młodszych pastuszków zrozumiało potrzebę ofiarowania się jako przebłagalne ofiary. Ale przecież apel Matki Bożej, w którym zwraca się z prośbą o modlitwę i pokutę, odnosi się również do reszty ludzkości.

    Zwykli śmiertelnicy mogą dużo zyskać umartwiając ciało. Praktyka ta pozwala opanować niesforne namiętności, które przechodzą pod kontrolę łaski i woli. Cierpienie bowiem łatwo staje się potęgą w sprawach Bożych. Pan Jezus odkupił ludzkość poprzez krwawą ofiarę i ogromne cierpienia znoszone na Kalwarii.

    5.       Prześladowania z powodu objawień

    Objawienia Matki Bożej były dla dzieci niewątpliwym wyróżnieniem, ale przecież nie tylko. Trójka pastuszków poniosła ciężkie ofiary przez sam fakt świadczenia o przybyciu Maryi do Fatimy. Szczególnie cierpiała Łucja – nie wierzyła jej ani matka, ani krewni, którzy w dodatku przestali okazywać jej jakąkolwiek czułość. Te cierpienia młodej dziewczynki musiały być bardzo intensywne.

    Chociaż Franciszek i Hiacynta nie spotkali się z prześladowaniami w rodzinie, narażeni byli na stałe kpiny ze strony sąsiadów i szyderstwa przybyszy. Co więcej, świeckie media narażały dzieci na śmieszność i sarkazm. Krajowe gazety prowadziły ohydną kampanię nienawiści i oczerniania. Wszystko, by zdyskredytować objawienia. Pomimo tych zniewag dzieci zachowywały się z godną podziwu cierpliwością. Co więcej, zawsze pamiętały o wezwanie Matki Bożej, by ofiarować swoje cierpienia za grzeszników.

    6.       Zmiany w Nabożeństwie Pięciu Pierwszych Sobót

    Matka Boża prosiła pierwotnie, by przystępować do spowiedzi i Komunii Św. przez pięć pierwszych sobót miesiąca, odmawiać pięć dziesiątek Różańca i medytować przez 15 minut nad tajemnicami, w celu zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednak Łucja, w trakcie kolejnego objawienia opowiedziała o trudnościach w wypełnianiu tego nabożeństwa. Zostały więc wprowadzone zmiany: do spowiedzi można przystępować w inne dni niż w pierwszą sobotę, o ile Pan Jezus jest przyjmowany godnie i z zamiarem zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. A jeśli ktoś zapomni o wypowiedzeniu intencji, może to zrobić przy okazji następnej spowiedzi, korzystając z pierwszej ku temu sposobności.

    Siostra Łucja wyjaśniła także, że nie ma potrzeby rozważać wszystkich tajemnic Różańca w każdą pierwszą sobotę miesiąca – wystarczy rozważać jedną z nich albo kilka.

    7.       Dlaczego ustanowiono Nabożeństwo Pięciu Pierwszych Sobót?

    Nabożeństwo to odpowiada pięciu rodzajom grzechów i bluźnierstw popełnianych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. Są to:

    – bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu;

    – bluźnierstwa przeciw Jej dziewictwu;
    – bluźnierstwa przeciw Jej Boskiemu macierzyństwu
    – wpajanie nienawiści, obojętności, a nawet pogardy do Niepokalanej Matki w sercach dzieci;
    – bezpośrednie lżenie Jej świętych wizerunków

    8.       Udaremnienie większego cudu niż cud słońca!

    Siostra Łucja ujawniła, że słynny „cud słońca” mógłby być jeszcze większy. Dzieci zostały jednak uprowadzone przez Arthura Oliveira Santosa, administratora Rady Administracyjnej Vila Nova de Ourém.

    Jest to przykład przestępstwa popełnionego wbrew woli Matki Bożej, którego nie ukarała. Tak czy inaczej, tłumy osób zebranych w Fatimie po południu 13 października 1917 r. zostały pozbawione możliwości ujrzenia znacznie większego cudu, niż i tak ogromny „cud słońca”.

    9.       Zorza polarna czy ostrzeżenie przed wojną?

    Siostra Łucja uznała nadzwyczajne światło świecące nad Europą w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 roku w godzinach od 20:45 do 01:15 za „wielki znak” od Matki Bożej, wskazujący, że nieuchronnie zbliża się wojna.

    Astronomowie i sceptycy orzekli oczywiście, że była to jedynie zorza polarna. Jednak większość z nich zaświadczała, że postać jaką przybrała, nie miała wcześniej precedensu.

    10.   Ostatnie, porażające słowa Hiacynty

    Zaledwie 10-letnia Hiacynta była dziewczyną nad wyraz dojrzałą. Posiadała prorocze wizje i wiele prywatnych objawień. Słowa wypowiedziane przez Hiacyntę ukazują też głębię jej duszy w obliczu moralnego upadku świata. Oto jedne z jej ostatnich słów:

    – Grzechami prowadzącymi najwięcej dusz do piekła są grzechy cielesne.

    – Aby być czystym na ciele konieczne jest utrzymanie czystości. Być czystą na ciele to znaczy strzec niewinności. A być czystą na duszy to znaczy nie grzeszyć, nie oglądać tego, czego nie powinno się widzieć, nie kraść, nie kłamać, mówić zawsze prawdę, także wtedy, gdy nas to wiele kosztuje.

    – Mody, które nadejdą, będą bardzo obrażać Pana. Osoby, które służą Bogu, nie mogą iść za głosem mody. W Kościele nie ma zmiennych mód. Jezus jest zawsze ten sam.

    – Lekarzom brak światła i wiedzy, by leczyć chorych, bo brak im miłości Boga.

    – Księża powinni zajmować się tylko sprawami Kościoła. Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo kapłanów i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Jezusa.

    – Aby być zakonnicą, trzeba być bardzo czystą duszą i ciałem.

    – Wiele jest niedobrych mód; nie podobają się one Jezusowi, nie są Boże.

    – Spowiedź jest sakramentem miłosierdzia. Dlatego trzeba zbliżać się do konfesjonału z ufnością i radością. Bez spowiedzi nie ma zbawienia.

    Opracowano na podstawie: www.americaneedsfatima.org/malk/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    3 MAJA UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI

    Ks. Janusz Pasierb: Matka Boska Częstochowska w kulcie i kulturze polskiej

    ************************************************************************************************************

    Rocznica kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII

    Rocznica kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II mija we wtorek, 27 kwietnia. Ceremonię niemającą precedensu w historii Kościoła nazwano mszą czterech papieży: dwóch wyniósł na ołtarze Franciszek w obecności swego emerytowanego poprzednika Benedykta XVI.

    Na uroczystości, określane też jako “kanonizacja stulecia”, przybyło kilkaset tysięcy osób, w tym dziesiątki tysięcy wiernych z Polski. Były delegacje z prawie 100 krajów, wśród nich ponad 20 prezydentów, a także premierzy i koronowane głowy.

    Mszę w ustanowioną przez Jana Pawła II Niedzielę Miłosierdzia Bożego koncelebrowało około 150 kardynałów, 1000 biskupów oraz 6 tys. księży. Dzięki transmisji telewizyjnej mogły ją obejrzeć 2 mld ludzi.

    W homilii Franciszek powiedział: “Święty Jan XXIII i święty Jan Paweł II mieli odwagę patrzeć na rany Jezusa, dotykać Jego zranionych rąk i Jego przebitego boku. Nie wstydzili się ciała Chrystusa, nie gorszyli się Nim, Jego krzyżem. Nie wstydzili się ciała swego brata, ponieważ w każdej osobie cierpiącej dostrzegali Jezusa”. Nazwał ich “ludźmi mężnymi”, którzy “dali Kościołowi i światu świadectwo dobroci Boga i Jego miłosierdzia”.

    Franciszek dodał, że jako kapłani, biskupi i papieże XX wieku poznali jego tragedie. “Ale one ich nie złamały. Silniejszy był w nich Bóg; silniejsza była wiara w Jezusa Chrystusa” – podkreślił i wskazywał: “W tych dwóch mężach kontemplujących rany Chrystusa i świadkach Jego miłosierdzia była żywa nadzieja wraz z radością niewymowną i pełną chwały”.

    Papież przypomniał, że Jan XXIII zwołał Sobór Watykański II, a Jan Paweł II kontynuował jego nauczanie. Sobór, jak zaznaczył Franciszek, nakreślił obraz Kościoła jako wspólnoty, “w której żyje się tym, co najistotniejsze z Ewangelii, to znaczy miłością, miłosierdziem, w prostocie i braterstwie”.

    “Jan XXIII i Jan Paweł II współpracowali z Duchem Świętym, aby odnowić i dostosować Kościół do jego pierwotnego obrazu — wizerunku, jaki nadali mu święci w ciągu wieków” – powiedział papież.

    Następnie wskazał ich największe jego zdaniem zasługi: “Zwołując Sobór święty Jan XXIII okazał wzorowe posłuszeństwo Duchowi Świętemu, dał się Jemu prowadzić i był dla Kościoła pasterzem, przewodnikiem”. “To była jego wielka posługa dla Kościoła; dlatego osobiście chętnie myślę o nim jako o papieżu posłuszeństwa Duchowi Świętemu” – wyznał.

    O polskim papieżu Franciszek powiedział: “Święty Jan Paweł II w tej posłudze ludowi Bożemu był papieżem rodziny. Kiedyś sam powiedział, że chciałby być zapamiętany jako papież rodziny”. Właśnie na to położył szczególny nacisk w związku ze zbliżającymi się wtedy dwoma synodami biskupów na temat rodziny.

    Homilię zakończyły słowa: “Niech obaj ci nowi święci pasterze ludu Bożego wstawiają się za Kościołem, aby w ciągu tych dwóch lat procesu synodalnego był on posłuszny Duchowi Świętemu w posłudze duszpasterskiej dla rodziny”.

    Na zakończenie mszy Franciszek oddał też hołd dwóm papieżom za to, że “wnieśli trwały wkład w sprawę rozwoju ludów i pokoju”. Do wiernych z ich rodzinnych diecezji, czyli z włoskiego Bergamo i z Krakowa, zwrócił się z wezwaniem: “Uczcijcie pamięć dwóch świętych papieży, wiernie realizując ich nauczanie”.

    Jan XXIII, zmarły w 1963 roku, został beatyfikowany przez Jana Pawła II w 2000 roku. Do uznania go błogosławionym wybrano niewytłumaczalny z medycznego punktu widzenia cud uzdrowienia w 1966 roku, przypisywany jego wstawiennictwu. To przypadek zakonnicy z Neapolu, cierpiącej na ciężką chorobę żołądka. Franciszek podejmując decyzję o kanonizacji Dobrego Papieża, jak jest nazywany, odstąpił od uznania nowego cudu.

    Drogę Jana Pawła II do świętości uznano za najszybszą w nowożytnej historii Kościoła. Został ogłoszony świętym zaledwie dziewięć lat po śmierci.

    Najpierw Benedykt XVI zgodził się na beatyfikację swego poprzednika miesiąc i 11 dni po jego śmierci, 3 maja 2005 roku. Tym samym uchylił wymóg pięciu lat oczekiwania na otwarcie procesu po śmierci kandydata na ołtarze, co było realizacją wznoszonego na pogrzebie Jana Pawła II okrzyku “santo subito” (natychmiast święty).

    Spośród ogromnej liczby sygnałów o doznanych łaskach za wstawiennictwem papieża do beatyfikacji został wybrany przypadek niewytłumaczalnego z medycznego punktu widzenia uzdrowienia francuskiej zakonnicy Marie Simon-Pierre z zaawansowanej choroby Parkinsona; tej samej, na którą cierpiał Jan Paweł II.

    Do uzdrowienia tego doszło w czerwcu 2005 roku, a więc dwa miesiące po śmierci papieża. Cała wspólnota zakonna siostry Marie modliła się wtedy za nią. W ciągu jednej nocy ustąpiły wszystkie coraz bardziej nasilające się objawy choroby. Zakonnica odzyskała pełnię zdrowia i wróciła do pracy w szpitalu.

    Beatyfikacja papieża Polaka pod przewodnictwem Benedykta XVI odbyła się 1 maja 2011 roku. Przybyło na nią około miliona wiernych, w tym ponad 100 tysięcy Polaków.

    Do kanonizacji Jana Pawła II wybrano zaś uzdrowienie z tętniaka mózgu, jakiego doznała Floribeth Mora Diaz z Kostaryki. To przypadek – jak się podkreśla – spektakularny, gdyż do uzdrowienia doszło w wyjątkowym momencie, w dniu beatyfikacji Jana Pawła II.

    Zarówno francuska zakonnica, jak i wierna z Kostaryki obecne były na mszy kanonizacyjnej przed dwoma laty.

    Ks. Wojciech Miszewski/Tygodnik NIEDZIELA

    *******

    Jan Paweł II i świętość

    Z okazji VII rocznicy kanonizacji św. Jana Pawła II publikujemy wybór faktów, opinii i anegdot z życia papieża Wojtyły dotyczących świętości.

    ©Wydawnictwo Biały Kruk/Adam Bujak

    Jako biskup krakowski Karol Wojtyła bardzo mocno akcentował myśl, że do świętości powołany jest każdy człowiek. Przekonanie to wcielił w czyn jako papież, wynosząc na ołtarze rekordową liczbę osób, w tym wielu świeckich. „Siła chrześcijaństwa jest w tym powszechnym świadectwie. Dążymy do tego, ażeby ono było powszechne, ażeby nikt się z tego świadectwa nie wyłączał, mówiąc, że to jest tylko zadanie tamtych: naszego proboszcza, naszego wikarego, naszego biskupa. A to jest również zadanie twoje – ojcze, matko, chłopcze, dziewczyno, siostro, bracie” – mówił w kazaniu w 1975 roku.

    Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi i świętymi więcej osób aniżeli wszyscy jego poprzednicy razem wzięci. Podczas 148 beatyfikacji ogłosił 1343 błogosławionych, a 51 kanonizacji pod jego przewodnictwem dało Kościołowi 482 świętych.

    Papież beatyfikował 160 Polek i Polaków oraz ogłosił świętymi 11 osób z Polski (5 osób znajduje się w obu grupach).

    Podczas wizyt w Ojczyźnie Jan Paweł II często przywoływał postacie polskich błogosławionych, świętych czy kandydatów na ołtarze – królowej Jadwigi, o. Maksymiliana Kolbe, Brata Alberta, ks. Jerzego Popiełuszki i prymasa Stefana Wyszyńskiego. Analitycy tych wystąpień zwracają uwagę, że papieżowi chodziło o pokazanie przykładów ewangelicznego heroizmu i radykalizmu chrześcijańskiego oraz silne pragnienie, by – jak to ujęła pewna badaczka – Polacy „potraktowali świętość poważnie”.

    Jednym z najbardziej zdumiewających i inspirujących duchowo i intelektualnie decyzji tego pontyfikatu była kanonizacja siostry Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) dokonana 11 października 1998 r. Niezwykła była też droga, jaką przebyła ta kobieta (za życia, ale i po śmierci). Edyta Stein, Żydówka znakomicie zapowiadająca się filozofka przyjmuje chrzest, przywdziewa karmelitański habit. Ginie w komorze gazowej w Oświęcimiu. 46 lat później zostaje świętą Kościoła katolickiego…

    Postacią Edyty Stein interesował się Karol Wojtyła na długo przed wyborem na papieża. Fascynowało go „jej niezwykłe życie, jej tragiczne losy w komponowane w historie milionów innych bezbronnych ofiar naszej epoki – wspominał już jako papież. – Ofiara systemu hitlerowskiego, uczennica Edmunda Husserla, zakonnica – prawdziwie niezwykły «przypadek ludzki»”.

    Polski papież, który wielokrotnie medytował nad złem XX wieku w miejscu kaźni o. Maksymiliana w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Auschwitz, 10 października 1982 r. ogłosił go – jako męczennika za wiarę – świętym. André Frossard nazwał o. Kolbe „świętym z otchłani”.

    To był jeden z najradośniejszych dni Jana Pawła II: 30 kwietnia 2000 r. kanonizował w Rzymie s. Faustynę Kowalską. Jeszcze jako metropolita krakowski abp Karol Wojtyła przyczynił się do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego apostołki Bożego Miłosierdzia (choć przez całe lata obowiązywał wydany przez Stolicę Apostolską zakaz propagowania jej „Dzienniczka”). Siostra Faustyna została w Rzymie beatyfikowana (1993) a następnie kanonizowana.

    Podczas ogłaszania świętą s. Faustyny, papież powiedział, że jej „orędzie o łaskawej miłości Boga, który pochyla się nad każdą ludzką biedą, niech będzie dla każdego niewyczerpanym źródłem nadziei i wezwaniem do czynnego okazywania miłosierdzia braciom”.

    Pierwszą w dziejach beatyfikowaną i kanonizowaną Sudanką była Józefina Bakhita (1869/70-1947). Wielokrotnie sprzedawana na targach niewolników, trafiła ostatecznie do Włoch, gdzie przyjęła chrzest i wstąpiła do zakonu. Zmarła w opinii świętości. Jan Paweł II ogłosił ją świętą 1 października 2000 r.

    Podczas specjalnego Ekumenicznego Wspomnienia Świadków Wiary XX wieku (7 maja 2000 r.) w rzymskim Koloseum, a więc w symbolicznym miejscu męczeństwa, Jan Paweł II wspominał wszystkich, którzy w wieku totalizmów oddali życie radykalnie poświęcając się Chrystusowi. Papież wezwał do zachowania pamięci o nich przez następne wieki i stulecia, a na zakończenie uroczystości prosił Boga także o miłosierdzie dla prześladowców.

    Podczas wizyty w Fatimie papież ogłosił błogosławionymi Franciszka i Hiacyntę Marto – dwoje pastuszków, którym w 1917 r. objawiła się Matka Boża. Na ołtarze wyniesione zostały dzieci, co wzbudziło wątpliwości niektórych znawców przedmiotu, którzy uważali, że w odniesieniu do nich nie sposób mówić o świadomych świadectwach wiary i heroiczności cnót. Papież był innego zdania, ponadto jak dowiódł proces beatyfikacyjny, to właśnie wstawiennictwu Franciszka i Hiacynty wyleczenie z trwającego 40 lat paraliżu zawdzięcza Portugalka Maria Emilia dos Santos, uzdrowiona w 1989 r.

    O Janie XXIII mówiono „Papież Dobroci”, a także: „Dialogu”, „Uśmiechu”„Soboru”. Jan Paweł II beatyfikuje go 3 września 2000 r. a Kościół i cały świat nie mają wątpliwości, że Angelo Giuseppe Roncalli i Karol Wojtyła są ludźmi bardzo sobie bliskimi. Zostaje to niejako przypieczętowane faktem ich wspólnej kanonizacji. Uroczystość, której przewodniczył papież Franciszek miała miejsce 27 kwietnia 2014 r. w Watykanie.

    Kanonizacją, która zgromadziła w Rzymie najliczniejszą rzeszę wiernych (ponad 300 tysięcy) było ogłoszenie świętym o. Pio (16 czerwca 2002 r.). Słynny kapucyn zmarł w 1968 r., w kilka godzin po tajemniczym zniknięciu z jego rąk, stóp i boku stygmatów, które nosił przez pół wieku. Żył 81 lat, przeżył dziewięć pontyfikatów. „Życie i misja Ojca Pio świadczą, że trudności i cierpienie, jeżeli przyjmie się je z miłości, przekształcają się w uprzywilejowaną drogę do świętości, która prowadzi ku większemu dobru, znanemu tylko Panu” – powiedział papież.

    Kanonizacja założyciela Opus Dei, ks. Jose Marii Escrivy de Balaguera (6 października 2002 r.), jednej z najbardziej znanej i wzbudzającej najgorętsze spory postaci Kościoła, miała przybliżać prawdę o powszechnym wezwaniu do świętości. „To nie jest paradoks, lecz zawsze aktualna prawda: owocność apostolstwa leży nade wszystko w modlitwie i w intensywnym i stałym życiu sakramentalnym. Oto w gruncie rzeczy tajemnica świętości i prawdziwego powodzenia świętych” – powiedział papież. „Droga” – najsłynniejsza książka założyciela organizacji nazywanej złośliwie „kościelną masonerią” – rozeszła się dotychczas w nakładzie ponad 4 mln egzemplarzy.

    Podczas niezwykłej uroczystości w Warszawie w 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował 108 polskich męczenników – ofiary II wojny światowej. W tej grupie byli zarówno biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice jak i osoby świeckie. Po latach wspominał: „Wymowna jest ta jedność w wierze, w miłości i w męczeństwie pomiędzy pasterzami i owczarnią zgromadzoną wokół krzyża Chrystusa”.

    Święci i błogosławieni, wyniesieni na ołtarze przez papieża Wojtyłę, wywodzą się z najróżniejszych krajów wszystkich kontynentów. „Geografia świętości znacznie się rozszerzyła. Z «europejskiej» stała się coraz bardziej «światowa» – zauważał kard. Jose Saraiva Martins, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. – Oznacza to, że świętość rozwija się w każdym miejscu na ziemi oraz że nie zna granic: geograficznych, rasowych, kulturowych lub społecznych”.

    Papież niejednokrotnie zwracał uwagę, że naznaczony złem nazizmu i komunizmu XX wiek, wydał rzeszę męczenników, i że systemy totalitarne, które zdominowały Europę, przysporzyły Kościołowi świętych. „Epoka obozów koncentracyjnych, obozów śmierci, obok monstrualnego holocaustu Żydów wydała także autentycznych świętych katolickich i prawosławnych, a także wśród protestantów – prawdziwych męczenników”. Papież przypominał świadectwo m.in. o. Maksymiliana Kolbe, Edyty Stein czy męczenników wojny domowej w Hiszpanii.

    Dokonując w końcu XX wieku bilansu tego stulecia w kontekście prześladowań jakie spotkały wierzących w Chrystusa ze strony totalitarnych reżimów, papież porównał ich okrucieństwa z krwawymi prześladowaniami chrześcijan pierwszych wieków. Cytując słynne słowa Tertuliana (rzymskiego teologa z przełomu II i III wieku), iż „krew męczenników jest posiewem chrześcijaństwa” papież stwierdził, że „u kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników”, którzy w różnych częściach świata do końca świadczyli o Chrystusie.

    O niezwykłym dynamizmie beatyfikacyjnym papieża Wojtyły wspomina specjalny dokument, zwany rogito, a opisujący w skrócie życiorys i najważniejsze dokonania zmarłego papieża: „Nadał niezwykły impuls kanonizacjom i beatyfikacjom, by ukazać niezliczone przykłady świętości w naszych czasach, by były wzorem do naśladowania dla ludzi naszych czasów. Ogłosił doktorem Kościoła świętą Teresę od Dzieciątka Jezus”.

    Ostatnie zdanie rogito, dokumentu, który stanowi przesłanie dla przyszłych pokoleń o papieżu Wojtyle, brzmi: „Jan Paweł II pozostawił wszystkim niezwykłe świadectwo pobożności, świętego życia i powszechnego ojcostwa”.

    Wielka rzesza osób beatyfikowanych przez Jana Pawła II to męczennicy za wiarę. Papież zachęcał lokalne Kościoły na wszystkich kontynentach do przypominania świadectw takich postaci, aby następnie mogły stać się wzorem dla wszystkich wierzących. „Z psychologicznego punktu widzenia męczeństwo jest najwymowniejszym dowodem prawdziwości wiary, która może nadać ludzkie oblicze nawet najbardziej gwałtownej śmierci i ujawnia swe piękno podczas najokrutniejszych prześladowań” – pisał w bulli ogłaszającej Wielki Jubileusz Roku 2000.

    „Jan Paweł II pokazał, że świętość nie jest pojęciem abstrakcyjnym, należącym do przeszłości i zarezerwowanym dla wybranych – mówił w wywiadzie dla KAI w 2010 r. ówczesny Prymas Polski abp Józef Kowalczyk. – On pokazał, że święci są wśród nas. Czynił to poprzez liczne kanonizacje i beatyfikacje, ale także poprzez przykład własnego życia. Był niezwykle konsekwentny i odważny w dążeniu do osobistej świętości. Ta odwaga przejawiała się przede wszystkim w jego codziennej postawie i wierności wartościom, które głosił”.

    Wśród osób wyniesionych na ołtarze przez polskiego papieża, znajdowali się wierni różnych stanów, zawodów, środowisk; ludzie wykształceni i zupełnie prości; duchowni i świeccy, żyjący przed wiekami i w XX wieku, męczennicy za wiarę i ci, którzy w stopniu heroicznym realizowali nakazy Ewangelii w czasach pokoju; Europejczycy i wierni z innych kontynentów, w tym była sudańska niewolnica, Indianin z Meksyku, Indianka z Kanady…

    „On nie «stał się» świętym nagle – powiedział KAI o Janie Pawle II kard. Stanisław Dziwisz. – Tę osobistą świętość widziano już u młodego Wojtyły w okresie studenckim. Jego koledzy z tajnego seminarium mówią, że już wówczas był wyjątkowy: pogodny, naturalny, autentyczny i pozostający w wewnętrznym kontakcie z Bogiem. Myślę, że wyniósł duchowość i umiejętności modlitwy ze swojego rodzinnego domu. Jego ojciec nauczył go modlitwy do Ducha Świętego i z tą modlitwą Karol Wojtyła przeszedł całe życie. Do ostatniego dnia. Nawet w sobotę 2 kwietnia, gdy odchodził z tego świata jako Jan Paweł II odmówił przy naszej pomocy tę modlitwę”.

    „Świętość Jana Pawła II polegała na tym, że to, co mówił, miało swój odpowiednik w tym, czym żył – wspominał, nieżyjący już, ks. prof. Tadeusz Styczeń, uczeń i następca Karola Wojtyły w katedrze teologii moralnej KUL. – Patrzyłem na niego i widziałem człowieka zanurzonego w Bogu. Stamtąd czerpał swoją siłę i swój pokój. W ostatnich miesiącach życia Jana Pawła II miałem wrażenie, jak gdyby wszystkie działania jego nadzwyczajnego pontyfikatu skupiły się w tej najwyższej ofierze Bogu z siebie samego. Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że świętość należy uważać nie za ideał związany z przeszłością, lecz za drogę, którą można przebyć także w naszych czasach. Jest to droga wiernego naśladownictwa Chrystusa. Jan Paweł II był tego przykładem. Doskonale wyjaśnił to kardynał Ratzinger w homilii podczas pogrzebu: «Pójdź za Mną, mówił Bóg do Wojtyły na każdym rozstaju jego drogi. I on poszedł». Zafascynowany Bogiem ze względu na człowieka i zafascynowany człowiekiem ze względu na jego więź z Bogiem”.

    Karol – student polonistyki stronił raczej od rozrywki i życia towarzyskiego. Któregoś dnia na drzwiach jego pokoju w bursie studenckiej koledzy umieścili „wizytówkę”: „Karol Wojtyła – początkujący święty”.

    Tomasz Królak/Tygodnik NIEDZIELA/Kai.pl

    ***********************************************************************************************************

    Niedziela Miłosierdzia Bożego

    Święto Miłosierdzia Bożego obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Święto to – obowiązujące w Kościele powszechnym od 2000 r. – ukazuje jedną a najważniejszych prawd chrześcijaństwa.

    fot. Beata Pieczykura

    ***

    Zostało ustanowione przez Jana Pawła II w odwołaniu do objawień s. Faustyny Kowalskiej, na zawartą w nich prośbę samego Jezusa. Zabiegi o ustanowienie tego święta sięgają roku 1938 r., które po śmierci św. Faustyny podjął jej spowiednik ks. Michał Sopoćko.

    Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy nie jest przypadkowy – na ten dzień przypada oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, która wieńczy obchody Misterium Paschalnego Chrystusa. Ten okres w liturgii Kościoła ukazuje tajemnicę miłosierdzia Bożego, która najpełniej została objawiona właśnie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Inaczej mówiąc – nie byłoby dzieła odkupienia, gdyby nie było miłosierdzia Boga.

    Przygotowaniem do obchodów święta jest nowenna, polegająca m. in. na odmawianiu Koronki do Miłosierdzia Bożego przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku. W tej nowennie – mówił sam Jezus – „udzielę duszom wszelkich łask” (Dz. 796).

    Święto Miłosierdzia zamyka Oktawę Wielkanocy oraz otwiera Tydzień Miłosierdzia. Tydzień Miłosierdzia jest czasem, który wzywa do refleksji i bardziej uważnego rozejrzenia się wokół, by lepiej dostrzec tych, którzy szczególnie potrzebują naszej pomocy. Jest czasem budzenia „wyobraźni miłosierdzia”, o którą apelował Jan Paweł II, po konsekracji świata Bożemu Miłosierdziu. Obecnie apel ten nabiera wyjątkowego znaczenia ze względu na panującą w Polsce i na świecie epidemię.

    Święto Miłosierdzia Bożego wpisał do kalendarza liturgicznego najpierw kard. Franciszek Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. Po kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto jako obowiązujące w całym Kościele.

    Święto odpowiedzią na prośbę samego Jezusa

    Inspiracją dla ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego było pragnienie Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski” (Dz. 699).

    Kult Bożego Miłosierdzia

    Pierwsze objawienia s. Faustyna miała w 1931 r. w Płocku, a później w Wilnie. Wedle jej wskazań malarz Eugeniusz Kazimirowski namalował obraz “Jezu Ufam Tobie” w 1934 r. w Wilnie. Wówczas wydrukowano także jego małe, czarno-białe reprodukcje. Został on umieszczony w wileńskim kościele św. Michała, w 1948 r. skonfiskowany przez sowietów, ale wykupiony potajemnie przez wiernych i ukryty.

    Maleńkie modlitewniki z Koronką i reprodukcją obrazu Jezusa Miłosiernego, w czasie II wojny światowej były bardzo popularne. Jest wiele świadectw mówiących o tym, że właśnie w trudnym okresie wojny wierni spontanicznie zwracali się do Miłosierdzia Bożego. Żołnierze polscy roznieśli orędzie s. Faustyny na cały świat.

    Dzięki Polakom z armii Andersa, utworzonej w 1941 roku w ZSRR, kult Miłosierdzia dotarł do Iranu, Palestyny, Libanu, Egiptu, a stamtąd – do Afryki i Włoch. Wielkie zasługi w szerzeniu kultu poza granicami oddał marianin ks. Józef Jarzębowski, który podczas okupacji wydostał się z Wilna wywożąc memoriał o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego ks. Michała Sopoćki, spowiednika s. Faustyny i dotarł w niemal cudowny sposób do Stanów Zjednoczonych, podróżując przez Syberię i Japonię. Jeszcze w czasie wojny pojawiły się teksty nowenny, koronki oraz litanii do Miłosierdzia Bożego w językach: niemieckim, litewskim, francuskim, włoskim i angielskim.

    W 1943 r. krakowski spowiednik s. Faustyny, o. Józef Andrasz, jezuita, poświęcił drugi obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Adolfa Hyłę, także według wizji s. Faustyny i ofiarowany do klasztornej kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach. O. Andrasz zapoczątkował też uroczyste nabożeństwo ku czci Miłosierdzia Bożego. Kaplica, która służyła dotąd siostrom i ich wychowankom, stała się miejscem publicznego kultu. Wizerunek bardzo szybko zasłynął licznymi łaskami.

    Próba ogniowa

    Zaraz po zakończeniu wojny, już w 1946 roku w sprawę zatwierdzenia kultu zaangażowali się biskupi polscy. W 1948 roku skierowana została prośba do Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w myśl poleceń, które otrzymała s. Faustyna (Dzienniczek, nr 49,88,1530). 27 lutego 1948 r. rozgłośnia Radia Watykańskiego nadała audycję o siostrze Faustynie i jej posłannictwie.

    Pod koniec lat 50., według Marii Winowskiej – autorki biografii s. Faustyny, apostołka Miłosierdzia Bożego znana była w całej Europie, obu Amerykach, w Australii, w wielu krajach Azji i Afryki. Dzieła teologiczne poświęcone Miłosierdziu Bożemu oraz obrazki wraz z koronką do Miłosierdzia Bożego ukazały się w językach angielskim, francuskim, hiszpańskim, portugalskim, włoskim, niemieckim oraz w liturgicznym wówczas języku Kościoła – po łacinie. Same teksty nabożeństw i akt “Jezu, ufam Tobie!” przetłumaczone zostały ponadto na litewski, łotewski, niderlandzki, czeski, słowacki, ukraiński, węgierski oraz chorwacki. W Polsce istniało już wiele ośrodków, w których czczono Boże Miłosierdzie.

    W tej sytuacji sporym zaskoczeniem była Notyfikacja Świętego Oficjum z 1958 r., które kwestionowało nadprzyrodzoność objawień siostry Faustyny, sprzeciwiało się wprowadzeniu święta Miłosierdzia Bożego, zakazywało rozpowszechniania obrazków i pism propagujących nabożeństwo w formach proponowanych przez siostrę Faustynę. Wątpliwości związane były nie tyle z samym kultem, co wynikały z pewnych nieprawidłowości w jego formach. Głównym powodem wydania przez Święte Oficjum dekretu zakazującego nowego kultu było rozpowszechnianie wyrwanych z kontekstu albo niedokładnych i “poprawionych” przez jedną z sióstr fragmentów „Dzienniczka” siostry Faustyny, obecnych we włoskim tłumaczeniu, które dotarło do kongregacji. Watykańscy eksperci opierali się na niedokładnych i źle przetłumaczonych odpisach rękopisów „Dzienniczka”. Ich autorka, siostra Ksawera Olszamowska, działając w dobrej wierze, „poprawiła” nieco dzieło Faustyny. Opuściła wielostronicowe fragmenty tekstu, pominęła wiele zdań i pozmieniała sens niektórych sformułowań.

    W drugiej nocie Świętego Oficjum z 6 marca 1959 r. autorzy wycofali się jednak z negatywnego sądu co do prawdziwości objawień, nie zakazywano tak ostro propagowania samego kultu, ale powierzono to „roztropności biskupów, włącznie z usunięciem obrazów, które ewentualnie zostały już wcześniej wystawione do kultu”. W związku z czym obrazy ze świątyń zostały usunięte, zaprzestano organizowania nabożeństw.

    Jednak ówczesny metropolita krakowski abp Eugeniusz Baziak, zdecydował, że obraz Adolfa Hyły przedstawiający Jezusa Miłosiernego, związany z objawieniem siostry Faustyny ma pozostać tam, gdzie był, czyli w kaplicy klasztoru w Łagiewnikach. Z innych kościołów został usunięty.

    Zasadniczą rolę w zdjęciu zakazu i dalszym rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego odegrał następca abp Baziaka, abp Karol Wojtyła, który nie miał wątpliwości co do prawdziwości objawień siostry Faustyny i szczególnej aktualności przesłania o Bożym Miłosierdziu. Będąc młodym księdzem wracał często do kaplicy w Łagiewnikach. Kronika sióstr odnotowuje, że ksiądz Wojtyła kilkakrotnie głosił kazanie w trzecią niedzielę miesiąca w czasie Mszy świętej i nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia.

    Wojtyła jako arcybiskup krakowski od 1964 r., przyjął mądrą strategię polegającą na tym, że najpierw należy doprowadzić do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny, a potem dopiero podjąć kroki mające na celu propagowanie kultu Bożego miłosierdzia.

    Proces informacyjny ws. siostry Faustyny w archidiecezji krakowskiej rozpoczął się w 1965. Zakończył po dwóch latach, a w 1968 zaczął być prowadzony jej proces beatyfikacyjny w watykańskiej Kongregacji ds. Świętych. W tym czasie kard. Wojtyła zarządził nowe wydanie „Dzienniczka”, gdzie tekst został skopiowany dosłownie, bez opuszczeń i dopisków oraz ze zwróceniem uwagi na podkreślenia ołówkiem, którym s. Faustyna zaznaczała słowa Jezusa. Zlecił ekspertyzę teologiczną “Dzienniczka” s. Faustyny ks. prof. Ignacemu Różyckiemu z krakowskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego, który znany był z tego, że nie był przekonany do orędzia siostry Faustyny. Jednakże napisana przez niego obiektywna, naukowa analiza, dała podstawy do tego, że Paweł VI w 1978 r. odwołał ograniczenia dotyczące kultu Bożego Miłosierdzia. W tym samym roku kard. Wojtyła został papieżem.

    Encyklika i “Dzienniczek”

    W 1980 roku Jan Paweł II ogłosił encyklikę „Dives in misericordia” o Bożym Miłosierdziu. Ważny etap rozwoju kultu stanowiła beatyfikacja s. Faustyny (18 kwietnia 1993 w Rzymie). Siedem lat później, 30 kwietnia 2000 r., bł. s. Faustyna Kowalska została wyniesiona przez Jana Pawła II do chwały ołtarzy jako święta. 5 maja 2000 r. Kongregacja Kultu Bożego i ds. Dyscypliny Sakramentów wydała dekret ustanawiający obowiązujące w całym Kościele powszechnym Święto Miłosierdzia Bożego. Polecenia Pana Jezusa, sformułowane w trakcie objawień zostały tym samym zrealizowane.

    W Polsce do rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego przyczyniło się także wydane w 1981 r. krytyczne opracowanie “Dzienniczka” w jego oryginalnym kształcie. W połowie lat 80. nie było już diecezji, która by nie miała parafii pw. Miłosierdzia Bożego.

    Święto Miłosierdzia Bożego wpisał do kalendarza liturgicznego najpierw kard. Franciszek Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. Po kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 r. Papież ogłosił to święto jako obowiązujące w całym Kościele.

    17 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu. Tego dnia w Krakowie-Łagiewnikach konsekrował świątynię pod wezwaniem Bożego Miłosierdzia i ustanowił w niej światowe sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

    „Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość, przezwycięż wszelkie zło, pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi doświadczyć Twojego miłosierdzia, aby w Tobie, Trójjedyny Boże, zawsze odnajdywali źródło nadziei” – modlił się wówczas Papież, powierzając cały świat Bożemu Miłosierdziu.

    „Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat” – wyjaśniał, apelując, że „Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia, gdyż w miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”.

    „To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tutaj przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!” – apelował.

    Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca po pierwszych Nieszporach Niedzieli Miłosierdzia 2005 r. – uroczystości, którą sam ustanowił.

    Do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie Łagiewnikach przybywało corocznie przed wybuchem pandemii około 2, 5 miliona pielgrzymów z Polski i wszystkich kontynentów. Szczególnie licznie sanktuarium odwiedzili młodzi podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku w Krakowie.

    Jednym z owoców konsekracji świata Bożemu Miłosierdziu w Krakowie, była decyzja o utworzeniu sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Wilnie, mieście, gdzie s. Faustyna doświadczyła większości swych objawień. Obecny na uroczystościach w Łagiewnikach metropolita wileński kard. Audrys Juozas Bačkis postanowił pracować nad ożywieniem kultu na całej Litwie. Pierwszym krokiem miało być otwarcie sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Kardynał wyremontował w tym celu kościół św. Trójcy w Wilnie, do którego przeniósł we wrześniu 2005 r. cudowny obraz Jezusa Miłosiernego. Obraz ten od czasów wojny, przez kilkadziesiąt lat ukrywany był w jednej z parafii na Białorusi, a do Wilna powrócił w 1987 r. i początkowo umieszczony został w należącym do miejscowych Polaków kościele Świętego Ducha. Dziś w wileńskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia każdego dnia sprawowane są liturgie zarówno po litewsku jak i po polsku oraz w wielu innych jeżykach. Przybywają tam pielgrzymi z całego świata.

    W Polsce obok sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach kult Miłosierdzia Bożego szerzony jest również w kilku innych sanktuariach, to znaczy w Płocku, w Dolinie Miłosierdzia w Częstochowie, w Myśliborzu, w Ożarowie Mazowieckim, w Kaliszu, Warszawie, w Białymstoku, w Świnicach Warckich.

    Kult w skali świata

    We Włoszech główne miejsce szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego stanowi Centro della Divina Misericordia przy kościele Santo Spirito in Sassia w Rzymie w pobliżu Watykanu. Specyficzną formą szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego w tym kraju jest peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego do parafii i wspólnot zakonnych, które tego pragną. Kilkudniowy pobyt obrazu Jezusa Miłosiernego w parafii lub wspólnocie kończy się zapoczątkowaniem odmawiania na stałe koronki do Miłosierdzia Bożego i Godziny Miłosierdzia.

    W Niemczech od 1987 roku działa w Brilon Schwester Faustine Sekretariat, zajmujący się wydawaniem i dystrybucją obrazków, folderów i książek propagujących posłannictwo św. Siostry Faustyny i jej duchowość.

    We Francji od zakończenia II wojny światowej kult Miłosierdzia Bożego szerzą księża pallotyni z ośrodka w Osny pod Paryżem. W 1993 roku wznowione zostało po 35 latach przerwy czasopismo pt. “Messager de la Misericorde Divine”. Kult Jezusa Miłosiernego sprawowany jest w około 100 kościołach, kaplicach i wspólnotach zakonnych we Francji.

    W Portugalii szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego zajmuje się Apostolat Miłosierdzia Bożego z siedzibą w Balsamao. Oprócz Balsamao istnieje w Lizbonie ośrodek kultu Miłosierdzia Bożego założony przez Stowarzyszenie Katolików Świeckich pod nazwą “Odnowić wszystko w Chrystusie”.

    W Anglii i Irlandii istnieją liczne ośrodki kultu Miłosierdzia Bożego prowadzone przez księży marianów, a także ludzi świeckich. Za przykład można podać Fawley Court w Henley-on-Thames w Anglii. Ośrodek ten rozwija działalność duszpasterską i wydawniczą.

    W Czechach ośrodki kultu Miłosierdzia Bożego w Brnie i innych miastach utrzymują kontakty z sanktuariami polskimi. Czciciele Miłosierdzia Bożego z Czech co roku licznie przybywają do sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach na święto Miłosierdzia.

    Na Węgrzech główny ośrodek kultu Miłosierdzia Bożego mieści się w Egerze, a osobą odpowiedzialną za kontakty i współpracę Episkopatu Węgier z sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach jest tamtejszy sufragan bp Istvan Katona.

    Na Słowacji księża pallotyni budują w Spisska Nova Ves kościół pod wezwaniem Bożego Miłsoierdzia i od 1997 roku wydają czasopismo “Apostol Bozieho Molosrdenstva”.

    W Szwecji od 1995 roku grupa czcicieli Miłosierdzia Bożego gromadzi się regularnie przy parafii Najświetszej Maryi Panny w Malmo. Podobne grupy działają w Boras i w Göteborgu.

    Bardzo żywo kult miłosierdzia rozwija się od czasów II wojny światowej w Stanach Zjednoczonych. Obecnie w USA istnieje 75 sanktuariów Bożego Miłosierdzia, na czele z Narodowym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego Stanów Zjednoczonych w Stockbridge w stanie Massachusatts.

    Kult, zapoczątkowany objawieniami św. Faustyny, jest bardzo rozpowszechniony także w Ameryce Południowej i Afryce, na Filipinach, Korei i Nowej Zelandii. W Australii działa Bractwo Miłosierdzia Bożego, które zrzesza ponad 5 tys. osób z 14 krajów. Bardzo prężnym ośrodkiem duszpasterskim i wydawniczym jest również kanadyjska wspólnota w Verdun, której członkowie troszczą się o ludzi zagubionych moralnie.

    Czciciele Miłosierdzia Bożego zrzeszają się ponadto w dwóch międzynarodowych organizacjach: Stowarzyszeniu Apostołów Bożego Miłosierdzia “Faustinum”, które liczy ok. 5 tys. osób z ponad 40 krajów oraz w wielomilionowym Apostolskim Ruchu Bożego Miłosierdzia. W samych Stanach Zjednoczonych należy do niego ok. miliona osób.

    Szerzeniem orędzia Miłosierdzia Bożego w szczególny sposób zajmuje się założone w 1862 r. w Warszawie zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała s. Faustyna oraz Siostry Jezusa Miłosiernego – zgromadzenie założone w 1942 r. w Wilnie przez kierownika duchowego i spowiednika s. Faustyny, bł. ks. Michała Sopoćkę.

    ************************************************************************************************************

    Głoście Miłosierdzie Boże!

    Z ubogiej, chłopskiej, wielodzietnej i bardzo pobożnej rodziny Kowalskich wywodzi się chyba najbardziej znana dziś na całym świecie polska Święta. Siostra Maria Faustyna od Najświętszego Sakramentu, zwana apostołką, szafarką, orędowniczką i sekretarką Bożego Miłosierdzia, na nowo odkryła współczesnemu człowiekowi najważniejszy z Boskich przymiotów. 

    materiały prasowe/Niedziela

    Ta jedna z największych mistyczek Kościoła katolickiego, obdarzona darami kontemplacji, wizji, objawień, proroctwa, czytania w duszach ludzkich i rzadko spotykanym darem mistycznych zaślubin, dzieli się z nami łaską głębokiego poznania tajemnicy Bożego Miłosierdzia.

    Całym swoim życiem Święta Siostra Faustyna dążyła do jak najpełniejszego zjednoczenia z Bogiem przez ofiarną współpracę z Chrystusem w dziele ratowania dusz. Tę niewykształconą zakonnicę wybrał Pan Jezus, by głosiła światu orędzie Miłosierdzia bez granic, tego nadzwyczajnego przejawu Bożej miłości, o który nie trzeba walczyć, lecz wystarczy zawierzyć Stwórcy, powiedzieć: “Ufam Tobie” i poddać się Jego woli.

    Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w pięciu postaciach, jakie przekazała światu Siostra Faustyna, znane jest na wszystkich kontynentach. Obraz Jezusa Miłosiernego, Święto i Godzina Miłosierdzia, Koronka do Miłosierdzia Bożego i szerzenie jego czci stały się zaczynem powstania ruchu apostolskiego, kontynuującego dzieło najznakomitszej córy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Tysiące uzdrowionych, nawróconych, pocieszonych i obdarowanych innymi łaskami każdego dnia dziękuje Bogu za Jego nieskończone miłosierdzie.

    W latach 1997-1999 miałem ten zaszczyt pełnić posługę kapelana w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie przy ul. Hetmańskiej 44. Tutaj właśnie miałem okazję zgłębić dokładnie treść Dzienniczka Siostry Faustyny oraz poznać dość dokładnie życiorys tej Świętej. Nie ograniczało się to tylko do studiowania literatury na ten temat. Spotkałem tam siostrę Eufemię Traczyńską, która podczas naszych rozmów w czasie spacerów po klasztornym ogrodzie w ramach rekreacji wiele opowiadała mi o Siostrze Faustynie na podstawie opowiadań innych sióstr, jak też i osobistych kontaktów z nią.

    Siostra Eufemia była wówczas młodą profeską. Wspominała, jak “siostra Kajetana nie mogła sobie poradzić z ciężkimi obowiązkami zakonnymi i nawet nosiła się z zamiarem wystąpienia ze Zgromadzenia. Wtedy Siostra Faustyna podnosiła ją na duchu i zachęcała do wytrwania. Bardzo jej pomogła, a najdziwniejszy jednak w tej sprawie był fakt, że o swoich trudnościach ani Siostrze Faustynie, ani nikomu innemu siostra Kajetana nie mówiła”. Wspominała siostra także o tym, “że Siostra Faustyna obejmowała swoją miłością wszystkich bliźnich, z którymi się stykała.

    Gdy czasem w jej obecności ktoś wyraził się krytycznie o drugich, pokrywała to milczeniem i odchodziła. Gdy doznała jakiegoś drobnego dobrodziejstwa czy przysługi, zawsze dziękowała z radością”. Miałem także możliwość usłyszenia od siostry Eufemii o ostatnich chwilach życia Siostry Faustyny.

    Siostra była obecna przy jej śmierci. Mówiła tak: “Kiedyś siostra Amelia powiedziała do mnie: ja nie dożyję, ale siostra doczeka czasów, kiedy Faustyna zostanie ogłoszona świętą. Uwierzyłam w to i dlatego bardzo chciałam być przy jej śmierci. 5 października 1938 r. podczas kolacji poszłyśmy do infirmerii, gdzie leżała Siostra Faustyna.

    Był już tam kapelan i kilka sióstr. Wspólnie modliliśmy się bardzo długo. Kiedy wracałam do celi, wstąpiłam do kaplicy i pomodliłam się do dusz czyśćcowych, żeby mnie obudziły, jak będzie umierać Siostra Faustyna. Spać poszłam o zwykłej porze. Naraz ktoś mnie budzi: jak siostra chce być przy śmierci Siostry Faustyny, to niech szybko wstaje. Ubrałam chałat, czepek i szybko pobiegłam do infirmerii. Było ok. 11.00 w nocy. Siostra Faustyna jakby lekko otworzyła oczy i trochę się uśmiechnęła, a potem skłoniła głowę i już…”.

    Ta dwuletnia posługa w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia bardzo wiele odmieniła w moim życiu i posłudze kapłańskiej. Można powiedzieć, że dotknęło mnie Boże Miłosierdzie i posłannictwo św. Siostry Faustyny.
    Siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia czują się spadkobierczyniami misji św. Siostry Faustyny.

    Przypomniał im o tym Ojciec Święty podczas pobytu w Krakowie w 1997 r. “Spoczywa na Was niezwykłe powołanie. Wybierając spośród was błogosławioną Faustynę, Chrystus uczynił Wasze Zgromadzenie stróżem tego miejsca, a równocześnie wezwał do szczególnego apostolstwa Jego Miłosierdzia.


    Niektóre polecenia Pana Jezusa, m.in. dotyczące osób, które mają włączyć się w wypraszanie “miłosierdzia dla siebie i świata”, nie od razu były dla Siostry Faustyny zrozumiałe. “Widzę jasno – pisała w kwietniu 1936 r. do swego wileńskiego spowiednika – że nie tylko będzie zgromadzenie żeńskie i męskie, ale widzę, że będzie wielkie stowarzyszenie osób świeckich, do którego mogą wszyscy należeć i czynem przypominać miłosierdzie Boże, czyniąc miłosierdzie jedni drugim”.
    Stowarzyszenie takie pod nazwą Stowarzyszenie Apostołów Bożego Miłosierdzia “Faustinum” erygował Metropolita Krakowski w 1996 r. Jego zadaniem jest udział w realizacji posłannictwa św. Siostry Faustyny, pod kierunkiem Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

     

    sanktuarium.faustyna.pl

    ***

    Apostołem Bożego Miłosierdzia należy być najpierw przez osobistą, chrześcijańską postawę, która wyraża się w ufności wobec Boga i miłości wobec bliźnich. Można szerzyć kult Miłosierdzia Bożego bez słów, przez świadectwo życia, przez cierpienie, modlitwę, pracę, trudy każdego dnia ofiarowane w tej intencji. Taki wzór pozostawiła Siostra Faustyna, która za ziemskiego życia nie głosiła kazań, prelekcji, odczytów, nie pisała artykułów, a jednak współsiostrom, wychowankom, ludziom, którzy mieli z nią kontakt, przez przykład życia mówiła o dobroci i miłosierdziu Boga. Dzisiaj słowem głosi orędzie Miłosierdzia przez swój Dzienniczek, który tłumaczony jest na wiele języków i rozchodzi się w dużych nakładach.

    Oprócz głoszenia Miłosierdzia Bożego przez świadectwo życia, potrzebne jest także głoszenie tej tajemnicy naszej wiary przez słowo. Pan Jezus nie określa – poza kazaniem – sposobów szerzenia czci Miłosierdzia, więc można zrozumieć je szeroko. Są tacy, którzy w codziennych okolicznościach życia mówią o Miłosierdziu Bożym innym, podtrzymują na duchu i zachęcają do ufności zdesperowanych, wykorzystują środki audiowizualne, układają pieśni, organizują pielgrzymki do sanktuarium w Łagiewnikach. Są też tacy, którzy rozdają obrazki z koronką, zajmują się kolportażem książek o Miłosierdziu Bożym.
    Bóg dla udzielenia swych łask może wykorzystać z pozoru banalny fakt, jak np. podarowanie komuś małego obrazka z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Doświadczyła tego pewna pani z Warszawy, która mieszkała obok rodziny prowadzącej nie tylko niereligijny, ale niemoralny tryb życia. Pewnego dnia przyszedł do niej sąsiad wielce zaniepokojony o swą żonę, która – jak się później okazało – zmarła na skutek upojenia alkoholowego. Owa pani wręczyła mu obrazek z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Gdy po kilku dniach weszła do jego mieszkania, ujrzała, jak zamyślony siedział przy stole, na którym stała butelka alkoholu, a obok podarowany mu obrazek Jezusa Miłosiernego. To była chwila jego wyboru: alkohol albo Jezus. Decyzja była mocna i nieodwołalna – koniec z dotychczasowym życiem. Za kilka dni sąsiad poszedł do spowiedzi. Nie wiedział, że będzie to ostatnia spowiedź w jego życiu, które zakończył w kilka dni później. Bóg, by uratować jego duszę, posłużył się tak drobną czynnością, jak podarowanie obrazka Jezusa Miłosiernego, które z pewnością poparte było modlitwą w jego intencji.

    Szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego musi wypływać z głębokiego poznawania tajemnicy Miłosierdzia Bożego. Zachwyt, fascynacja tą tajemnicą stanowi jakąś odśrodkową, wewnętrzną siłę, która nie pozwala nie mówić i nie dzielić się tym, co odkrywa się jako nieoceniony skarb, drogocenną perłę, dla której warto porzucić wszystko. Duch Święty, który wprowadza w tajniki poznania Miłosierdzia Boga, pobudza także do dzielenia się tą prawdą z całym światem. Czyni to dziś w wielu duszach, jak niegdyś uczynił to w duszy Siostry Faustyny.


    Miłosierny Panie, Ty szedłeś do ludzi głodnych prawdy o Bogu, bo byli jak owce bez pasterza. Spieszyłeś do ludzi nękanych cierpieniem i wołających o pomoc. Nie stroniłeś od celników i grzeszników, a wszędzie Twoje stopy znaczyły ślady miłosierdzia. Teraz, przybite do krzyża, krwią znaczą ostatnie ślady dobroci świadczonej człowiekowi.
    Dopomóż nam, Panie, aby i nasze nogi były miłosierne, zawsze spieszące z pomocą bliźnim, opanowujące swoje własne znużenie i zmęczenie. Niech naszą radością i odpocznieniem będzie świadczenie dobra tym, którzy nas potrzebują.

     
    Ks. Andrzej Walerowski/Niedziela legnicka

    ***************************************************************

    Dla niego Kościół to Jezus

    Ksiądz Dolindo – wielki Apostoł Miłosierdzia

    Chyba nikt w Polsce nie zna lepiej ks. Dolindo Ruotolo niż Joanna Bątkiewicz-Brożek – publicystka i autorka nagradzanych książek. W specjalnej rozmowie z Niedzielą opowiada o fenomenie doświadczonego kapłana z Neapolu, którego postawa pełna pokory i miłosierdzia może być dla nas, w tych niełatwych czasach najlepszym kierunkowskazem.

    Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania:

    „Jezu, Ty się tym zajmij!”

    Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie
o bliskości Chrystusa i sile zaufania:
„Jezu, Ty się tym zajmij!”
    archiwum

    ****

    Damian Krawczykowski: Obchodzimy właśnie w Kościele Tydzień Miłosierdzia – czy możemy powiedzieć, że ks. Dolindo to kapłan Miłosierdzia?

    Joanna Bątkiewicz-Brożek: Zdecydowanie tak. Żyjąca rodzina ks. Dolindo podkreśla, że on pierwszy mówił o Miłosierdziu, jeszcze wcześniej niż Matka Speranza czy św. Faustyna. Oczywiście o Miłosierdziu Bóg mówi już w Starym Testamencie. Ks. Dolindo, jest jednak współczesnym świadkiem i wielkim Apostołem Miłosierdzia. Jego potężna autobiografia, pisana na wyraźne polecenie spowiednika, nosi w oryginale tytuł „Moje życie w planie wielkiego Bożego Miłosierdzia.”

    Jeśli popatrzymy na życie mistyka z Neapolu, z czysto ludzkiego punktu widzenia, było to życie przegrane, naznaczone generalnie porażkami; najpierw bity i maltretowany przez ojca, często tak, że z jego chłopięcych pleców lała się krew, odrzucony przez rodzinę, zdradzony przez najbliższe mu dwie córki duchowe, wyrzucony głodem, bez możliwości obrony ze zgromadzenia wincentyjskiego, oskarżany o herezje, wielokrotnie przesłuchiwany przed Świętym Oficjum, odsunięty od ołtarza – w sumie prawie dziewiętnaście lat nie mógł odprawiać Mszy Świętej, przez krótki czas nawet przyjmować Jezusa Eucharystycznego, spowiadać, z zakazem głoszenia kazań. Wytykany palcami, musiał zmieniać często kościoły, żeby móc razem z wiernymi uczestniczyć w Eucharystii.

    Potem jego komentarze do Pisma Świętego, po których nawracały się naprawdę setki ludzi a pół kolegium kardynalskiego pisało dziękczynne listy do ks. Dolindo za jego pracę, dzieła te wpisano na indeks. Cały czas rzucane kłody pod nogi. Cios za ciosem. Ostatnie dziesięć lat życia ks. Dolindo było fizyczną kalwarią. A on, na to wszystko, na każde z tych wydarzeń, zawsze patrzył jak na wypełnienie się woli Bożej i Miłosierdzia. Dziękował za nie. Całe swoje życie odbierał jako plan Miłosierdzia Bożego.

    No właśnie, te tragiczne, bolesne wydarzenia w życiu ks. Dolindo… Czy jego pokorna postawa może być dla nas dobrą nauką?

    Pokora ks. Dolindo stawia mnie na baczność. To jest znakomita lekcja. To jest też bardzo ciekawe, w kontekście dzisiejszych wydarzeń, trudnego czasu pandemii czy burzy w Kościele, tylu odejść, aktów apostazji…. Gdy zagłębiam się w listy ks. Dolindo, to one zawsze dają mi dużo siły. Ks. Dolindo wydaje się niemal krzyczeć: ufaj Bogu! I przyjmuj wszystko, a w każdym położeniu dziękuj! To co po ludzku jest ciężko przeżyć, według niego jest prezentem od Boga. Łaską, darem Miłosierdzia. W tych trudnościach doskonali się miłość. On tak przeżył swoje życie, dlatego był i jest potężnym Apostołem Miłosierdzia.

    W czasie przeżywanych przez ks. Dolindo lokucjach wewnętrznych Matka Boża przedstawiała mu się bardzo często jako Matka Miłosierdzia. W latach dwudziestych, kiedy ks. Dolindo prawie rok spędza w Rzymie i jest przesłuchiwany przed Świętym Oficjum, Maryja przekazuje kapłanowi z Neapolu zapowiedź obecnie przeżywanych przez nas wydarzeń: że będziemy odsunięci od Eucharystii, będą ograniczone ceremonie, posługa kapłanów będzie ograniczona i pojawi się wiele trudności. Ale Maryja podkreśla wyraźnie: Nie bójcie się, bo to będzie czas potężnego Miłosierdzia Bożego. Czas, w którym jeśli całym sercem przylgnie się do Serca Jezusowego, tego przebitego na krzyżu, to wtedy wytrysną potężne łaski. W Miłosierdziu będziemy wzrastać.

    Sama przeżywam ten czas – szczególnie z początku pandemii chwile największych ograniczeń w dostępie do liturgii – jako czas łaski, czas prawdy o sobie, czas przeżywania bliskości Taty, Boga który powołał mnie do życia. W Wielkanoc tego roku w moim kościele parafialnym w liturgii ze względu na obostrzenia, mogły uczestniczyć tylko 33 osoby. W Wielki Piątek przeżywaliśmy więc liturgię w domowym naszym Kościele. Na zakończenie nasz ksiądz proboszcz ogłosił, że kto z uczestników liturgii on-line chciałby przyjąć komunię, to zaprasza przed kościół za pół godziny. To była przejmująca chwila, bo na parking podjechało kilkadziesiąt samochodów, a z pobliskich domów wyszło mnóstwo ludzi. Wszyscy przed czasem. Zachowując posłusznie dystans – to podkreślam, że to nasz wyraz miłości do drugiego: maseczka, dystans, ćwiczenie posłuszeństwa w stosowaniu się do tych trudnych ograniczeń…

    W wielkiej ciszy i ze wzruszeniem przyjmowaliśmy Jezusa. W oczach wielu osób widziałam łzy. Przybiegli z miłości i tęsknoty za Jezusem, za wspólnotą.

    Niedawno dzwonił do mnie przyjaciel kapucyn i mówi: bez przerwy przychodzą ludzie, którzy nie spowiadali się od lat, byli z daleka od Kościoła. Przez pandemię zatrzymali się i zobaczyli w swoim życiu pustkę i nagle wracają do Boga! Wiele cudów dzieje się w szpitalach, jest wiele heroizmu wśród lekarzy i kapłanów, którzy mimo zagrożenia chodzą z Jezusem Sakramentalnym na oddziały z chorymi na COVID-19.

    Sama w czasie czterech tygodni naprawdę ciężkiego przechodzenia tej choroby, doświadczyłam wielkiego serca ludzi, z policją włącznie, która sprawdzając czy dotrzymujemy kwarantanny pytała czy potrzeba nam pomocy, leków itd. To czas dla mnie doświadczenia także własnej słabości. A moc w słabości się doskonali. Dlatego wszystko co przeżywamy teraz jest potężnym momentem Miłosierdzia, każda trudność jest szansą. I życie Apostoła miłosierdzia z Neapolu jest jak podręcznik do tego jak przeżyć kryzys i burze życia!

    Wielu dziś narzeka na Kościół, a ks. Dolindo był mu wierny do końca. Czy może nas to nauczyć miłości do Kościoła, mimo grzeszność i błędów niektórych ludzi, którzy ten Kościół tworzą?

    Wszyscy tworzymy Kościół. Także ja i pan. I wszyscy jesteśmy grzesznikami. Jesteśmy jednym ciałem, a jak w ciele zaczyna gnić jakiś narząd czy pokaleczą się palce, dłonie to ból rozchodzi się po całym organizmie. Ks. Dolindo mówił, że szatan próbuje zawsze niszczyć Kościół od wewnątrz. Bo przed atakami z zewnątrz łatwiej się obronić. Książe ciemności wtłacza więc truciznę do środka, bo wtedy organizm trudniej stawia opór. Ale – i to zawsze ks. Dolindo powtarzał: bramy piekielne nie przemogą Kościoła! Ks. Dolindo to jest zdecydowanie drogowskaz i potężne światło, które Pan Bóg nam dzisiaj daje. Ks. Dolindo wytrzymał w bezgranicznym posłuszeństwie Kościołowi. On miał największe prawo rzucić sutannę, miał największe prawo obrazić się na Święte Oficjum, na metropolitę Neapolu. Mógł przecież obrazić się na swoich przełożonych, którzy go głodem zmusili do odejścia ze zgromadzenia a potem, do końca życia kapłana rozsyłali do biskupów szkalujące go listy. Mógł im grozić procesami o zniesławienie. A on to przyjmował i tych wszystkich ludzi kochał. Co więcej – nie pozwolił nigdy brzydko wyrażać się o żadnym kapłanie, biskupie, o komisarzach którzy go przesłuchiwali.

    Kiedy czytamy relacje z jego przesłuchań, to naprawdę były to momentami chwile wręcz uwłaczające godności kapłańskiej. Przeżył więzienie Macao przy Watykanie. I wytrwał w absolutnej miłości i wierności Kościołowi.

    Dla niego Kościół to Jezusa. Napisał takie potężne słowa, które tak mocno podkreślam w książce „Jezus do duszy”, żeby zawsze pamiętać, że ktokolwiek nas zgorszy, choćby to byli najwyżsi hierarchowie Kościoła, to jest jeden, większy, potężniejszy i najważniejszy powód, dlaczego mamy kochać Kościół – jest nim Jezus Chrystus! Ten, który za Kościół przelał krew i przelewa Ją nadal na każdym ołtarzu świata, codziennie w czasie Eucharystii i jest w Kościele realnie obecny. „Ja jestem z wami do końca świata”.

    Mamy taką piękną definicję Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa. Ojciec Dolindo to jeszcze bardziej upraszczał, mówił, że Kościół to Jezus. Stąd – i to jest szalenie mocne w obecnym czasie – jeśli uderzam w kapłanów, jeśli uderzam w hierarchów, jeśli uderzam w Ojca Świętego – to uderzam w samego Jezusa Chrystusa. To jest tak mocne! Ks. Dolindo jest dla nas potężnym świadkiem.

    Widzę jak wiele cudów się dzieje za przyczyną ks. Dolindo. Jak wiele osób nawraca się, czasem po 20 latach przystępuje do spowiedzi, są przypadki nawróceń ateistów, osób, które próbowały targnąć się na swoje życie, jest też sporo nowych powołań do kapłaństwa – sama spotkałam świeżo upieczonych seminarzystów w Rzymie, opisuje tą historię w książce „Jezu, ratuj!”.

    W kościele w Neapolu też, gdzie pochowany jest ks. Dolindo, podszedł do mnie pewnego razu starszy kapłan. Widziałam, że było to dla niego trudne, ale powiedział: dzięki świadectwu ks. Dolindo po dwudziestu latach powróciłem do zgromadzenia Św. Wincentego a Paolo! Płakaliśmy jak dzieci oboje. Znam kapłanów, którzy wyszli z ciężkich uzależnień i depresji przez świadectwo ks. Dolindo. Ks. Dolindo zresztą taką miał misję za życia – kard. Ascalesi, metropolita Neapolu odsyłał do niego najcięższe przypadki kapłanów na krawędzi wyjścia z Kościoła. Wszyscy po spotkaniu z ks. Dolindo rozpalali się na nowo dla Chrystusa. Tym, którzy przechodzili kryzys i myśleli o odejściu mówił wprost: wróć do dnia kiedy na wezwanie Jezusa odpowiedziałeś: tak, jestem! Przypomnij sobie ten uroczysty moment twojego przemienienia, twojego Taboru… Wróć do pierwszej miłości…

    Świadectwo kapłana z Neapolu jest bardzo mocne. Bóg przez Ks. Dolindo mówi dziś z pewnością dwie rzeczy: ufaj Mi i kochaj Mnie w sakramentach oraz kochaj Kościół!

    Ks. Dolindo bez przerwy napominał swoje córki duchowe i powtarzam do za nim do znudzenia: nie osądzajcie kapłanów, Jezus ich wybrał i On ich osądzi. Ks. Dolindo pisze, że Szatan zawistnie zazdrości kapłanom ich dobra. Wielokrotnie więc kusi ich, podważając autentyczność ich powołania, lub wybiera najbardziej krytyczne chwile w ich ży¬ciu, by ich nękać i poturbować.

    Stąd nie ma nic pilniejszego jak modlitwa za kapłanów! Ks. Dolindo nauczył mnie też jeszcze jednej rzeczy. „Jak cię coś gorszy – to patrz najpierw na siebie”. Czy ja jestem idealna? Jestem grzesznikiem, który co chwilę upada, ale istnieje Boże Miłosierdzie, Boża łaska i w Kościele jest Jezus Chrystus. I dlatego ja ten Kościół będę bezgranicznie kochać. Każde odejście z Kościoła, świeckich czy a może przede wszystkim kapłana to potężna rana na Sercu Jezusa…

    Napisała Pani kilka bardzo dobrze przyjętych książek o ks. Dolindo. Czym ten włoski kapłan Panią tak zachwycił? Czy właśnie tą wiernością Kościołowi?

    Wiernością, heroicznym posłuszeństwem i pokorą. Sama przeżyłam poważny kryzys i miałam myśli by odejść z Kościoła. Ks. Dolindo mnie w nim zatrzymał i pokazał jak kochać Kościół, także ten poraniony i grzeszny, jak kochać kapłanów. Człowiek, który przeszedł tak dużo, ale nigdy się nie buntował musi cię postawić na baczność. Szarpany burzami, a zachowywał potężny pokój i dobroć, miłość. „Moim sekretem był Jezus Sakramentalny”- powtarzał.

    To co mnie dziś w nim zachwyca, to jak on przeżywał swoje kapłaństwo. W sposób heroiczny! Ks. Dolindo mówił: Kapłani są moją wielką miłością! Kto dziś tak mówi? Jeden z synów duchowych ojca Dolindo, Enrico Medi, naukowiec, napisał w liście do kapłanów: jesteście wielcy! Na wasze słowo Bóg codziennie schodzi na ziemię! Odpuszczacie nam grzechy!

    Wokół siebie mam wielu naprawdę pięknych i świętych kapłanów! Kapłanów, którzy aż pachną Jezusem, którzy się dosłownie spalają dla Niego, dla innych, dla Kościoła, którzy są naprawdę Alter Christus. Cisi i pokorni serca, którzy dają innym Jezusa. Nie mówi się o nich w nagłówkach gazet. W ogóle o takich nie mówimy.

    Ta świętość jest w Kościele, ona się rozlewa. Dlatego jestem bardzo daleka od mówienia jedynie o brudach i ciemnościach zalewających Kościół. W Kościele jest potężna świętość i dobro!

    Czyli patrząc na postawę ks. Dolindo możemy mówić o wzorze kapłaństwa?

    Tak! On był wpatrzony w Chrystusa. To mnie zachwyca w kapłaństwie ks. Dolindo. Jego życie było niemal jak jeden do jednego z życiem Jezusa Chrystusa. Tam nie ma marginesu. Kiedy go osądzają, ks. Dolindo milczy jak Chrystus przed Piłatem. Kiedy go opluwają, on wybacza. Kiedy najbliższa córka duchowa go zdradza, on jedzie do niej, klęka przed nią i on ją prosi o wybaczenie.

    Jeden z synów duchowych opowiadał mi, że był świadkiem pewnej sceny. Jadł z ks. Dolindo obiad, wtedy już kapłan był bardzo schorowany, chodził o laseczce. I nagle ktoś puka do drzwi. Ks. Dolindo akurat zanurzał łyżkę w rosole: „Aniołeczku idź i sprawdź kto to”. „Jakaś pani przyszła się wyspowiadać” – woła chłopak. Na to ksiądz Dolindo odkłada łyżkę do rosołu, wstaje i idzie wyspowiadać tę kobietę.

    Dawał się w całości innym. Uważał, że nie ma nic pilniejszego niż wypełnić kapłańskie zadania. Często powtarzał, że gdybyśmy zdawali sobie sprawę z tego jak wielkim sakramentem jest Spowiedź św. i kim są kapłani, to nie odstępowalibyśmy ich na krok.

    Ks. Dolindo bardzo pragnął krzyża, mówił że krzyż to jest mundur kapłanów. Chciał się dać nawet pokroić z miłości do Chrystusa, dlatego jako młody kapłan Misji zwrócił się do przełożonych z prośbą o wyjazd na misje do Chin. Chciał oddać życie jak jego ukochany święty, współbrat wincentyjski, Św. Jan Gabriel Perboyre – dziś nota bene okrzyknięty patronem chorych na COVID-19. Św. Gabriel został bowiem uduszony na krzyżu w prowincji Wuhan. Przełożeni ks. Dolindo odmówili mu wyjazdu: „ty będziesz męczennikiem serca” – powiedzieli do przyszłego mistyka. I tak się stało. Życie kapłana z Neapolu, który oddał się jako ofiara za Kościół jest jednym wielkim męczeństwem. I opowieścią o potędze miłości do Eucharystii. Pytam nie raz na spotkaniach i rekolekcjach z duchowością księdza Dolindo kapłanów: czy wytrzymalibyście prawie 19 lat odsunięcia od ołtarza? Jeszcze żaden nie potwierdził. Bo jak można to przetrwać?

    Często myślę sobie, że jest to swoisty paradoks, że kapłan odsunięty na tyle lat od ołtarza, staje się potężnym apostołem Eucharystii.

    Dane Kongregacji Watykańskich mówią, że ponad dziewięćdziesiąt procent odejść kapłańskich, jest wynikiem najpierw porwania relacji z Chrystusem. Dopiero potem sypie się cała reszta. Ks. Dolindo jest dzisiaj takim światłem, który mówi: kapłanie, musisz spijać świętość z Serca Jezusa, jesteś perłą w Jego duszy! Musisz przebywać, budować z Nim relację sam na sam. To tak jak w małżeństwie – tylko tkana, pielęgnowana więź, dialog gdzie się słuchamy, spędzanie czasu ze sobą podtrzymuje relację, tka więź.

    Ks. Dolindo przeżył ciemną noc, w czasie przesłuchań w Rzymie toczył duchową walkę. „Demon kusił mnie na wszystkie sposoby” – pisze w autobiografii. Kapłan prosił Jezusa: pomóż mi, nie odejdę z Kościoła, nie pozwól! Po ludzku miał dosyć wtedy wszystkich, siebie. Ale uparcie i wytrwale trzymał się jednego: Jezusa Sakramentalnego.

    To jego recepta, którą stosuję w momentach trudnych, których mi naprawdę nie brakuje – iść przed Najświętszy Sakrament, usiąść i wpatrywać się w Chrystusa. Kropka.

    Dać Jezusowi popatrzeć na siebie. Ks. Dolindo też czasami nie potrafił się modlić. Ale siedział. I to nie piętnaście minut, ale godzinę, dwie. Leżał często krzyżem. I płakał… „Są rośliny, które wzrastają tylko w tyglu burzy. Ja taką byłem” – pisał.

    Ks. Dolindo dał się dokładnie tak przemielić, jak ta mąka i woda z których powstaje hostia. I był takim doskonałym narzędziem w rękach Jezusa, że Jezus mógł go posiąść. I niemal przemienić w siebie. Jak hostię na ołtarzu. Do dziś jego świadectwo jest żywe. Działa w życiach i sercach ludzi.

    Czego o ks. Dolindo możemy dowiedzieć się z Pani najnowszych książek? Dlaczego warto je sprawdzić?

    Bynajmniej nie dlatego, że są to moje książki (uśmiech). Bardzo cieszę się szczególnie z tej ostatniej książki „Jezus do duszy”. To jest taka perełeczka, ponieważ są w niej zawarte modlitwy i słynne tzw. „immaginette”, czyli małe karteczki z cytatami ks. Dolindo. On wpisywał słowa „Jezus do duszy”, „Maryja do duszy”, najczęściej przed Najświętszym Sakramentem, pod natchnieniem. Rozdawał je tysiącom osób. Tych „imaginette” zgromadzono ponad 220 tys. na poczet procesu beatyfikacyjnego. Było ich jeszcze więcej.

    Siedząc i tłumacząc z rękopisów treści tych karteczek, które kilka osób zdecydowało mi się udostępnić, naprawdę czułam jak potężny pokój zalewał moje serce.

    Ks. Dolindo napisał, że kiedyś, kiedy zostaną opublikowane te imaginette, to wiele dobra będzie się działo w ludzkich duszach. I dlatego warto po tę pozycję sięgnąć, podobnie jak po książkę „Jezu ratuj!”. Jest ona taką próbą zmierzenia się z potężnym aktem zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij!”, którym żył na co dzień ks. Dolindo. Wejście w to jak on to rozumiał, przez pryzmat Słowa Bożego. Są w niej także ludzkie historie i przepiękne świadectwa tego, jak ks. Dolindo zbliża dziś ludzi do sakramentów i Kościoła. Także gorąco zachęcam, a w bonusie dla każdego czytelnika jest modlitwa, o którą też sama pokornie proszę. 

    rozmowę przeprowadził: Damian Krawczykowski/Niedziela/13.04.2021

    ************************************************************************************************************

    OKTAWA WIELKANOCNA

    Oktawę Zmartwychwstania Pańskiego, największego święta w Kościele katolickim, kończy Niedziela Miłosierdzia Bożego zwana powszechnie świętem Miłosierdzia Bożego. Ustanowienia tego święta domagał się Jezus w objawieniach św. Siostry Faustyny, gdy wiele razy mówił, że pragnie, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia: „Pragnę – mówił – aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii Świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat” (Dz. 699). W tym dniu możemy dostąpić nie tylko łaski „zupełnego odpuszczenia win i kar” (jedna z łask chrztu św.), ale także uprosić wiele innych łask i doczesnych dobrodziejstw, jeśli są one zgodne z wolą Bożą. Warunkiem jest czyste serce, bez przywiązania do grzechu, oraz postawa ufności wobec Boga, czyli pragnienie pełnienia Jego woli, i czynnej miłości bliźniego. Jedynym naczyniem do czerpania łask jest ufność, jak uczył Jezus św. Faustynę, bo miłosierdzie Boże nie ma granic, a radością Boga jest dawać wiele i to bardzo wiele. Taka jest Miłosierna Miłość, którą lepiej poznajemy i czcimy, gdy obchodzimy to święto.

    “PRAGNĘ, ABY CAŁY ŚWIAT POZNAŁ MIŁOSIERDZIE MOJE” (Dz. 687).


    „NIE ZNAJDZIE LUDZKOŚĆ USPOKOJENIA,
    DOPOKĄD NIE ZWRÓCI SIĘ Z UFNOŚCIĄ DO MIŁOSIERDZIA MOJEGO”
    (Dz. 300)

    (Słowa Pana Jezusa z Dzienniczka św. siostry Faustyny)


    AKT ZAWIERZENIA LOSÓW ŚWIATA BOŻEMU MIŁOSIERDZIU:

    Boże, Ojcze miłosierny, który objawiłeś swoją miłość
    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
    Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.
    Pochyl się nad nami grzesznymi,
    ulecz naszą słabość, przezwycięż wszelkie zło,
    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
    doświadczyć Twojego miłosierdzia,
    aby w Tobie, Trójjedyny Boże,
    zawsze odnajdywali źródło nadziei.
    Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki
    i zmartwychwstania Twojego Syna,
    miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen.

    Papież Jan Paweł II
    17 sierpień 2002 r., Kraków-Łagiewniki

    Wieczorem, kiedy byłam w celi – zapisała w swym „Dzienniczku” św. Siostra Faustyna – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. – Po chwili powiedział mi Jezus: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (Dz. 47). To wydarzenie miało miejsce w celi płockiego klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy Starym Rynku 22 lutego 1931 roku.
    Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego został namalowany w Wilnie w 1934 roku pod okiem samej Siostry Faustyny w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego, a wystawiony do publicznej czci po raz pierwszy w Ostrej Bramie w 1935 roku.

    *****

    PIĄTEK 9 KWIETNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA
    MSZA ŚW. – GODZ. 19:00 

    OD GODZ. 18:00 ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    (rejestracja przy wejściu do kościoła)

    SOBOTA 10 KWIETNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA

    GODZ. 18:00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z NIEDZIELI MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

    SPOWIEDŹ ŚW. OD GODZ. 17.15

    (rejestracja – https://www.eventbrite.co.uk/e/149558384153)

    11 KWIETNIA

    NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEG0

    KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA

    obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Adolfa Hyłę w roku 1944

    Święto Miłosierdzia Bożego obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli II Niedzielę Wielkanocną, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto dla całego Kościoła. 

    Inspiracją dla ustanowienia tego święta było pragnienie Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego.  Która dusza  przystąpi  do  spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski (Dz. 699).

    MSZA ŚW. – GODZ.11:00

    OD GODZ. 10:30 ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    (rejestracja – https://www.eventbrite.co.uk/e/149510073655)

    MSZA ŚW. – GODZ. 14.00

    UWAGA: WYJĄTKOWO W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA, A NIE W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    (rejestracja – https://www.eventbrite.co.uk/e/149559990959)

    OD GODZ. 12:00 – 14.00 – ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    O GODZ. 15.00 NABOŻEŃSTWO KU CZCI BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    AKT ODDANIA SIĘ MIŁOSIERDZIU BOŻEMU

    JEZU, UFAM TOBIE !
    O najmiłosierniejszy Jezu, Twoja dobroć jest nieskończona, a skarby łask nieprzebrane. Ufam bezgranicznie Twojemu miłosierdziu, które jest ponad wszystkie dzieła Twoje. Oddaję się Tobie całkowicie i bez zastrzeżeń, ażeby w ten sposób móc żyć i dążyć do chrześcijańskiej doskonałości. Pragnę szerzyć Twoje miłosierdzie poprzez spełnianie dzieł miłosierdzia, tak wobec duszy, jak i ciała, zwłaszcza starając się o nawrócenie grzeszników, niosąc pociechę potrzebującym pomocy, chorym i strapionym. Strzeż mnie więc, o Jezu, jako własności swojej i chwały swojej. Jakkolwiek czasami drżę ze strachu, uświadamiając sobie słabość moją, to jednocześnie mam bezgraniczną ufność w Twoje miłosierdzie. Oby wszyscy ludzie poznali zawczasu nieskończoną głębię Twego miłosierdzia, zaufali Mu i wysławiali Je na wieki. Amen.

    ****************

    Biskup z “Dzienniczekiem” św. Faustyny na targu, wśród sprzątaczy i kanalarzy

    Biskup z "Dzienniczekiem" św. Faustyny na targu, wśród sprzątaczy i kanalarzy
    Obraz Miłosiernego Jezusa – Agata Combik/ fot. GOŚĆ

    *****

    Z największej wietnamskiej diecezji uczynił miejsce promieniujące na cały kraj Bożym Miłosierdziem. Od początku swej posługi bp Joseph Dình Dúc Dao kierował się w swej pracy wskazówkami z „Dzienniczka” siostry Faustyny. Jak mówi, miłosierdzie to konkret służby, które zmienia życie Wietnamczyków.

    Wietnamski hierarcha jest ostatnim biskupem mianowanym przez Benedykta XVI, tuż przed jego rezygnacją z Urzędu Piotrowego. Z orędziem Bożego Miłosierdzia zetknął się w czasie swej pracy w Europie i postanowił przeszczepić je do Wietnamu, gdzie chrześcijanie wciąż są represjonowani przez rządzących w tym kraju komunistów. Najpierw robił to jako biskup pomocniczy, a następnie ordynariusz.

    Zasłynął bezprecedensowym, jak na Wietnam, stylem duszpasterskim. Nie tylko zapraszał wiernych do kościoła, gdzie tłumaczył istotę przesłania „Jezu ufam Tobie”, ale przede wszystkim wychodził do ludzi. Można go było spotkać na targu, wśród chorych na AIDS, ludzi sprzątających ulice i czyszczących system kanalizacyjny. W wielu miejscach jego pojawienie się, z nieodłącznym „Dzienniczkiem” siostry Faustyny w ręku, budziło wręcz szok. „Ludzie na mnie w pogardzie pluli, a on mówił mi o miłości Boga” – wyznaje jeden z zamiataczy dróg. Bp Dình Dúc Dao szczególnie obecny jest wśród kierowców ciężarówek, migrantów, bezdomnych, żyjących na łodziach rybaków z Kambodży oraz osamotnionych ludzi starszych. W czasie swych odwiedzin u katolickich pracodawców wzywał ich do kierowania się w życiu nie tylko sprawiedliwością, ale i miłosierdziem.

    Przez osiem lat jego posługi diecezja Xuân Lôc stała się centralnym miejscem kultu Bożego Miłosierdzia w Wietnamie. Przełożyło się to nie tylko na codzienne odmawianie Koronki i adorację Najświętszego Sakramentu we wszystkich kościołach diecezji, ale przede wszystkim na rozwój niezliczonych dzieł miłosierdzia skierowanych do wykluczonych i najbardziej potrzebujących. „Przesłanie, które wyszło z Polski zmienia teraz Wietnam” – mówi hierarcha. Bp Dình Dúc Dao wyznaje, że także swą emeryturę wykorzysta na głoszenie tego kultu, by coraz więcej serc Wietnamczyków przepojonych zostało Bożym Miłosierdziem. Drogą wyznaczoną przez poprzednika zamierza też iść nowy ordynariusz diecezji Xuân Lôc.

    Beata Zajączkowska/VATICAN NEWS/GOŚĆ NIEDZIELNY/ 2021

    ************************************************************************************************************

    Koronka do miłosierdzia Bożego: koło ratunkowe i kieszonkowa Eucharystia

    KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    Ben Gingell | Shutterstock

    ***

    Brakuje ci Eucharystii? Chciałbyś pójść na Mszę św. w ciągu tygodnia, ale nie masz na to zupełnie czasu lub sił? Módl się koronką! Ona będzie twoją Eucharystią wtedy, kiedy nie możesz pójść do kościoła.

    Modlitwa silniejsza od anioła

    Wszyscy wiemy, że Koronkę do miłosierdzia Bożego przekazał Pan Jezus świętej siostrze Faustynie. Ale być może nie wszyscy kojarzymy, że stało się to niejako „przy okazji” dość przerażającej wizji, jaką miała święta.

    Pewnego wrześniowego dnia 1935 roku zobaczyła anioła, który miał właśnie zabrać się za wymierzenia światu kary za wszystkie jego grzechy. Jeśli ktoś ciekaw, jakby to z grubsza miało wyglądać, to warto przeczytać sobie 8, 9 i 16 rozdział Apokalipsy świętego Jana Apostoła. Nic przyjemnego, delikatnie mówiąc.

    Widząc anioła gotowego już przystąpić do niszczycielskiej akcji, siostra Faustyna zaczęła się gorąco modlić o ratunek dla świata. I wtedy właśnie usłyszała w sercu słowa: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego! Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego!”.

    W miarę ich powtarzania spostrzegła, że anioł jakby stracił swoją moc i odstąpił od wymierzania sprawiedliwości. Następnego dnia usłyszała od Pana Jezusa, że ma się modlić w ten sposób jak najczęściej. Co ciekawe, początkowo Zbawiciel kazał jej odmawiać koronkę „przez dziewięć dni”, a więc w formie nowenny.

    Obietnice dla odmawiających Koronkę

    Pan Jezus złożył też konkretne obietnice dla każdego, kto będzie odmawiał Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Obiecał mianowicie, że:

    • Każdy, kto będzie ją odmawiał dozna miłosierdzia Bożego w swoim życiu.
    • W godzinie śmierci Jezus będzie go osobiście bronił „jako swojej chwały”, a w związku z tym osoba ta będzie umierała bez strachu, lęku i niepokoju.
    • Dla umierających, przy których (lub za których) odmawiać się będzie koronkę, znajdą w Nim nie sprawiedliwego Sędziego, ale miłosiernego Zbawiciela i Obrońcę, który stanie między nimi a Ojcem.
    • Koronka będzie „ostatnią deską ratunku”, którą kapłani będą podawać zatwardziałym grzesznikom. Ci zaś, jeśli choć raz ją odmówią, otrzymają łaskę nawrócenia i umrą w łasce uświęcającej, a więc będą zbawieni.
    • Dla przytłoczonych własnymi grzechami i przerażonych ogromem swoich win koronka będzie skutecznym „antidotum” na rozpacz i zwątpienie, które mogłyby przywieść ich do ostatecznej zguby.

    Faustyna odkryła jednak również (a Pan Jezus jej to potwierdził), że modlitwa ta „sprawdza się” także w sprawach „mniejszego kalibru”. Sama wymodliła nią na przykład… ustanie burzy.

    W najważniejszej godzinie

    Z udzielonych przez Pana Jezusa odnośnie koronki obietnic wyłania się więc obraz modlitwy, która „zabezpiecza” nas na najważniejszą, bo rozstrzygającą godzinę naszego życia – godzinę śmierci, od której zależeć będzie nasza szczęśliwa lub tragiczna wieczność. Dobrze zatem pamiętać, że koronka – w intencji samego Zbawiciela – jest przede wszystkim modlitwą za umierających. Dziś my ratujemy nią kogoś. Ale ufamy także, że kiedyś – gdy przyjdzie nasza pora przeprowadzki na drugi brzeg życia – ktoś następny nam udzieli nią zbawiennego wsparcia.

    W ogóle warto zwrócić uwagę na to, by modlić się za umierających, a nie tylko za już zmarłych. W tym momencie, gdy czytasz ten tekst, wielu ludzi umiera w strachu, przerażeniu, cierpieniu. Wielu z nich zupełnie bez wiary, bez nadziei. Oni potrzebują twojej modlitwy. Jeśli ją podejmiesz, możesz uratować kogoś, kogo nawet nie miałeś szansy poznać. Ale kiedy staniesz na progu Domu Ojca, bądź pewien, że ten ktoś będzie tam na ciebie czekał i z wdzięcznością rzuci ci się na szyję.

    Kieszonkowa Eucharystia

    Jest jeszcze jeden ważny wymiar modlitwy koronką do miłosierdzia Bożego, na który warto zwrócić uwagę. Nieraz być może doświadczamy z pewnym rozczarowaniem, a nawet bólem, że choć staramy się regularnie i pobożnie uczestniczyć we mszy świętej, to nie dostrzegamy jej wyraźnego „przełożenia” na naszą codzienność. Tak jakby Eucharystia była jakimś zupełnie odizolowanym od naszego zwykłego życia godzinnym „eventem” religijnym, który jednak ma żadnych praktycznych skutków.

    Modlitwa Koronką może stać się doskonałym „przedłużeniem” Eucharystii w codzienności. Przecież jej istotną treścią jest ofiarowanie Ojcu Ciała i Krwi Jego Syna, Jezusa Chrystusa. O nic innego nie chodzi w mszy świętej. Koronka to zatem swoista „kontynuacja” Eucharystii pośród naszych zwykłych codziennych spraw, zajęć, obowiązków, trudów. Modląc się nią, odkrywamy i w pewien sposób nadajemy im wymiar eucharystyczny – włączamy je w ofiarę Pana Jezusa, w Jego Paschę. Nasze codzienne sprawy stają się dzięki temu drogą do Życia Wiecznego.

    Brakuje ci Eucharystii? Chciałbyś pójść na mszę w ciągu tygodnia, ale nie masz na to zupełnie czasu lub sił? Módl się koronką! Ona będzie twoją Eucharystią wtedy, kiedy nie możesz pójść do kościoła. W tramwaju, na chodniku, w domu możesz ofiarowywać Ojcu Ciało i Krew Chrystusa, tak jak to robi Kościół przez ręce kapłana podczas liturgii. Sprawuj w ten sposób Eucharystię jak najczęściej, a twoja komunia (czyli jedność) z Bogiem będzie trwała, pogłębiała się i przynosiła owoce. Dla ciebie i świata całego – tego świata, w którym na co dzień funkcjonujesz.

    Najłatwiejszy do uzyskania odpust

    W 2002 roku Penitencjaria Apostolska wydała dekret, w którym pod zwykłymi warunkami udziela się odpustu każdemu, kto odmówi Koronkę do miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy przed wystawionym lub schowanym w tabernakulum Najświętszym Sakramentem. Można ten odpust ofiarować także za zmarłych.

    Te „zwykłe warunki” to: sakramentalna spowiedź (lub po prostu trwanie w stanie łaski uświęcającej), przyjęcie Komunii św., modlitwa w intencjach Ojca Świętego oraz całkowita wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Osoby chore (lub niemogące udać się do kościoła z jakiejś innej słusznej przyczyny), mogą uzyskać ten odpust, odmawiając koronkę „z ufnością i z pragnieniem miłosierdzia dla siebie oraz gotowością okazania go innym” w miejscu swego pobytu.

    Jak odmówić Koronkę do miłosierdzia Bożego?

    Używamy do tego zwykłego różańca. Na początku odmawiamy: Ojcze nasz, Zdrowaś, Maryjo i Skład Apostolski (Wierzę w Boga…).

    Następnie na dużych paciorkach mówimy:

    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłagania za grzechy nasze i świata całego.

    Na małych paciorkach:

    Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego.

    I tak pięć razy. Na zakończenie odmawiamy trzykrotnie:

    Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem.

    Oraz (również trzykrotnie):

    O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufam Tobie.

    I wreszcie (tak, też trzykrotnie):

    Jezu, ufam Tobie.

    Ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potegą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

     Karol Porwich/Niedziela

    ************************************************************************************************************

    Boża „pralnia”

    Spowiedź jak to (nie)łatwo powiedzieć

    „Przynajmniej raz w roku spowiadać się” – przypomina nam jedno z przykazań kościelnych. Zasadniczo nie kwestionuje się potrzeby spowiedzi, czyli, jak precyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego – „poddania się miłosiernemu osądowi Boga” (n. 1470). W praktyce jednak różnie z tym bywa. Zdarza się, że spowiedź przysparza wielu trudności i rodzi liczne kontrowersje. Przyjrzyjmy się niektórym stereotypom myślenia o tym sakramencie.

    stock.adobe.com

    *****

    „Nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam grzechów. Nikogo nie zabiłem, nie okradłem, nie zdradzam żony/męża i co niedzielę chodzę do kościoła, to czym mam Panu Bogu głowę zawracać”…
    Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, by Bóg mógł ulec stanowi „zawrotu głowy”. Komu jak komu, ale Bogu na pewno „nic, co ludzkie, nie jest obce”. Przytoczona powyżej wypowiedź, dosyć znamienna zresztą i wyrażająca dość rozpowszechniony pogląd, stanowi – moim zdaniem – bardziej próbę samousprawiedliwienia się niż świadectwo własnej moralności. Przede wszystkim dziękowałbym Bogu za to, że ustrzegł mnie przed popełnieniem rzeczy ohydnej. Z troską pochyliłbym się natomiast nad tym, co mogło umknąć refleksji nad moim własnym życiem. Zakładam, że każdy człowiek jest zdolny do takiej refleksji i z pewnością prowadzi ją ze sobą samym w formie jakiegoś wewnętrznego dialogu. Stanięcie w prawdzie o swoim życiu uświadamia nam, że nie taki święty i nie taki straszny jest człowiek, jakim go malują. „Święty Jan Apostoł przypomina nam: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy» (1 J 1, 8). Sam Pan nauczył nas modlić się: «Przebacz nam nasze grzechy» (Łk 11, 4), łącząc wybaczanie sobie nawzajem win z przebaczeniem grzechów, jakiego udzieli nam Bóg” (KKK 1425).

    „W czasie Mszy św. jest spowiedź powszechna – po co jeszcze konfesjonał? Dla mnie to trauma, której unikam jak ognia”.
    Rzeczywiście, spowiedź nie jest łatwym doświadczeniem. Nieprzygotowana i niedbale przeprowadzona może prowadzić do różnorodnych traum, które rodzą się w konsekwencji nierozwiązanych problemów. Akt pokuty na początku Mszy św., zwany spowiedzią powszechną, nie jest sakramentem pokuty ani spowiedzią w pełnym znaczeniu. Jest stanięciem przed Bogiem w postawie skruchy, żalu z pragnieniem zmiany życia. Oczyszcza nas z grzechów lekkich, zwanych powszednimi, i przysposabia do pełnego uczestnictwa w Uczcie eucharystycznej, czyli do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Zbawcza moc Eucharystii odpuszcza nam grzechy powszednie, ale nie grzechy śmiertelne. Niech nas nie zwodzi przekonanie, że uczestnictwo w Eucharystii zwalnia nas z obowiązku pozbycia się swych grzechów.

    „Przez gardło mi nie przejdzie mówienie w konfesjonale o sprawach seksu. Ja nawet z mężem/żoną o tym nie rozmawiam, a co dopiero z księdzem… Jak mam niby o tym mówić: ile razy, z kim…? Czy to takie ważne? Przecież Pan Bóg dobrze wie, że nabroiłem(łam). A ciekawości księdza nie będę zaspokajać. Nie mówię o tym przy spowiedzi”.
    Czy życie byłoby łatwiejsze i szczęśliwsze bez szóstego przykazania? Wątpię. Skoro Bóg je ustanowił, to coś w tym jest. Zbyt wiele nieszczęść i ogromnych tragedii wynikło z niegodnego używania i nadużywania ludzkiej płciowości. Wydaje się, że zbyt mało rozmawiamy o seksie z tymi, z którymi powinniśmy o nim rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, za których jesteśmy odpowiedzialni (narzeczeni, współmałżonkowie, własne dzieci). Co do ciekawości księdza, proszę wierzyć, że jego ewentualne pytania służą jedynie doprecyzowaniu natury problemu, a nie zaspokajaniu własnej ciekawości. Mają pomóc w dotarciu do przyczyn grzechu, a w konsekwencji – w znalezieniu rozwiązania. Zatajanie grzechów nie tylko czyni spowiedź nieważną, ale również szkodzi temu, kto się spowiada, pozostawia go w sytuacji „wyjściowej”. Stwarza ryzyko bagatelizowania problemu i prowadzi do utrwalenia go, co naraża człowieka (oraz inne osoby) na ogromne niebezpieczeństwo.

    „Od dziecka spowiadam się z kłamania/oszukiwania/plotkowania/intrygowania i… stale to robię. Nie wierzę, że uda mi się przestać, bo już próbowałem(łam). Po co ciągle powtarzać to samo, skoro i tak wiadomo, że swojej natury nie zmienię”…
    Teologia przypomina, że łaska Boża buduje na naturze. Aby w pełni doświadczyć Bożej obecności i działania Boga w swoim życiu, należy pracować nad własnym charakterem. Tymczasem dość rozpowszechniony jest dziś pogląd wyrażający się w stwierdzeniu: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”. Sakrament pokuty pomaga w odkryciu swojej prawdziwej natury, czyli takiej, w jaką wyposażył nas Bóg. Istotną właściwością tej natury jest to, że jako ludzie jesteśmy, z natury właśnie, otwarci na Boga, na nieskończoność, wieczność, tajemnicę. Twierdzenie, że niemożliwe jest dokonanie zmiany w swoim życiu, świadczy o słabości wiary, nie tylko w Boga, ale również w swoje własne siły. Dla własnego dobra warto nad tą wiarą pracować, a spowiedź doskonale w tym pomaga. Każda praca, która ma przynieść spodziewany rezultat, wymaga nieustannej walki, wzlotów i upadków. Jedynie wtedy można się cieszyć z odniesionych sukcesów. To wszystko kształtuje charakter i zmienia krnąbrną ludzką naturę.

    „Zadośćuczynienie? Czyli mam iść do szefa i mu powiedzieć, że od lat wynoszę z pracy różne rzeczy? Spalę się ze wstydu i dobrze będzie, jak mnie nie wyrzucą z pracy – więc na co to komu, jaka z tego korzyść? ”.
    Faktycznie, zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, zwłaszcza temu, któremu wyrządziło się krzywdę, jest jednym z istotnych warunków sakramentu pokuty. Należy bezwzględnie naprawić to, co się „zepsuło” (względem rzeczy, osób, sytuacji). Sakrament ten nie ogranicza się jedynie do spowiedzi, czyli: ustnego wyznania grzechów uprawnionemu do ich wysłuchania kapłanowi i ewentualnego udzielenia przez niego rozgrzeszenia. Jest natomiast jednym z jego elementów, zwanych warunkami, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia właśnie. „Spalenie się ze wstydu” może się stać początkiem zadośćuczynienia, przywrócenia zniszczonej przez zły postępek sprawiedliwości. Wyrzucenie z pracy staje się bardziej ryzykowne w sytuacji, gdy o „recydywnej” kradzieży szef dowie się np. od innej osoby. Przyznanie się do winy może natomiast zostać odebrane jako wyraz uczciwości, nawet jeśli cnota ta niekoniecznie cieszy się w naszych czasach popularnością. Moim zdaniem, ryzyko wyrzucenia z pracy w takim przypadku jest znacząco mniejsze niż w sytuacji przyłapania na gorącym uczynku. Jeśli jednak wskutek popełnionych kradzieży przyszłoby pożegnać się z pracą, to zgodnie z przysłowiem – lepiej zawczasu dmuchać na zimne albo wypić to, co się nawarzyło. Najlepiej zaś dążyć do tego, by w każdej sytuacji być przyzwoitym.

    „Mam się przyznać, że naopowiadałam(łem) nieprawdy koledze o jego narzeczonej, a on się tak wkurzył, że ją zostawił? Stracę przyjaciela, a oni i tak już ze sobą nie będą”…
    Chciałoby się powiedzieć, że trzeba było pomyśleć wcześniej o ewentualnych konsekwencjach niepotrzebnego użycia języka. Kłamstwo zawsze i w każdej sytuacji jest złe i rodzi kolejne zło. W przytoczonym przypadku mamy do czynienia z niewłaściwie uformowanym sumieniem albo tzw. sumieniem niedojrzałym. Oto ktoś nazywa swoim przyjacielem osobę, której wyrządza krzywdę, przyczyniając się do zniszczenia jej związku. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o przyjaźni? Co więcej, wypowiadający cytowane słowa występuje w roli wróżki, która dokładnie wie, jak potoczą się dalsze losy wspomnianej pary. Na postawione na początku pytanie odpowiem: Tak, trzeba się przyznać. Trzeba się przyznać nie tylko w konfesjonale, ale i wobec kolegi. Wyrządzona krzywda musi zostać naprawiona stosownie do miary wyrządzonego zła. Przyznanie się jest istotnym warunkiem takiego zadośćuczynienia. Jedynie na prawdzie można budować autentyczną przyjaźń. Przyjaźnie nieautentyczne nie istnieją.

    „Proszę księdza, ja się nie chcę spowiadać, ale tam siedzi mój wnuczek i chcę mu pokazać, że też chodzę do spowiedzi. Mogę chwilę posiedzieć? ” (autentyczne zdarzenie).
    Nie i jeszcze raz – nie! Tylko autentyzm rodzi naśladownictwo, które zaprowadzi do prawdy. Trzeba się wystrzegać wszelkich form kłamstwa czy udawania, zwłaszcza, a może przede wszystkim w tzw. dobrej wierze. Poza tym nie wolno symulować uczestnictwa w sakramentach. Zatroskanej o wiarę swojego wnuczka babci warto doradzić odbycie rozmowy, w której wyjaśniłaby dziecku, o co tak naprawdę chodzi w spowiedzi i czemu ona służy. Nic nie zastąpi rodzinnej katechezy i nikt nie jest bardziej odpowiedzialny za rozwój wiary dziecka niż jego najbliższe, rodzinne środowisko.

    Ks. Krzysztof Podstawka/Tygodnik NEDZIELA

    ************************************************************************************************************

    MSZE ŚWIĘTE

    W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA I ŚW. PIOTRA

    LITURGIA WIELKIEGO CZWARTKU – KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA – GODZ. 20:30 SPOWIEDŹ ŚW. PO LITURGII PODCZAS ADORACJI PANA JEZUSA W CIEMNICYhttps://www.eventbrite.co.uk/e/134322687775


    LITURGIA WIELKIEGO PIĄTKU – KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA – 
    GODZ. 19:00 SPOWIEDŹ ŚW. W GODZ. 17:00 – 19:00

    I PO LITURGII PODCZAS ADORACJI PANA JEZUSA W GROBIEhttps://www.eventbrite.co.uk/e/134284369163

    W DZIEŃ WIELKIEGO PIĄTKU OBOWIĄZUJE POST ŚCISŁY
    OD WIELKIEGO PIĄTKU ROZPOCZYNA SIĘ NOWENNA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA 

    WIELKA SOBOTA
    ADORACJA I PIERWSZOSOBOTNIE NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE – KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONA – GODZ. 15:00 – 16:00 SPOWIEDŹ ŚW. PO NABOŻEŃSTWIE https://www.eventbrite.co.uk/e/134284443385
    (święcenie pokarmów wielkanocnych dla uczestniczących w adoracji o godz. 14.45 i o godz. 16.00

    LITURGIA WIELKIEJ SOBOTY – KOŚCIÓŁ ŚW.SZYMONA – GODZ. 21:30https://www.eventbrite.co.uk/e/134322735919

    NIEDZIELA WIELKANOCNA – MSZE ŚW.  
    GODZ. 11:00 KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONAhttps://www.eventbrite.co.uk/e/147196981133

    GODZ. 14:00 KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRAhttps://www.eventbrite.co.uk/e/134284722219

    PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY – MSZE ŚW. GODZ. 11:00 KOŚCIÓŁ ŚW. SZYMONAhttps://www.eventbrite.co.uk/e/147199532765

    GODZ. 14:00 KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRAhttps://www.eventbrite.co.uk/e/147199458543

    Podczas Mszy św. jesteśmy zobowiązani do przestrzegania poniższych przepisów:

    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować dystans społeczny – 2 metr
    • w kościele będą wolontariusze, którzy będą służyć pomocą, prosimy stosować się do ich wskazań
    • limit osób w kościele wynosi 50 osób – rezerwacja miejsc na Msze w kościołach św. Szymona i św. Piotra  przez stronę Eventbrite – od wtorku 23 marca godz. 20:00; dzieci poniżej 12-go roku życia wchodzą bez rezerwacji. 

    JEŻELI ZAREZERWOWALIŚCIE MIEJSCE NA MSZY, ALE WIECIE, ŻE NIE BĘDZIECIE MOGLI W NIEJ UCZESTNICZYĆ – BARDZO PROSIMY O WIADOMOŚĆ NA ADRES : MSZESWPIOTR@GMAIL.COMlub rezygnację przez stronę Eventbrite – (im wcześniej, tym lepiej, żeby dać szansę innym na przyjście na Mszę.)

    ************************************************************************************************************

    fot. Bożena Sztajner/Niedziela

    ***

    Triduum Paschalne

    Wielka Sobota – cisza i oczekiwanie

    Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym. Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca.

    calvario

    Koraysa | Shutterstock

    ***

    Dzisiejsza Liturgia Wigilii Paschalnej rozpocznie się o godz. 21.30

    Noc, która niesie Zmartwychwstanie. Obrzędy Wigilii Paschalnej

    East News

    *****

    Ta uroczysta Eucharystia, wieńcząca nocne paschalne czuwanie, jest par excellence rezurekcją, a nie poranna procesja. Wyjaśniamy znaczenie liturgicznych znaków Wigilii Paschalnej.

    Wielki szabat

    Doświadczenie pustki i ciszy. „Kościół trwa przy Grobie Pańskim, rozważając Mękę i Śmierć Chrystusa oraz Jego zstąpienie do otchłani, a także w modlitwie i poście oczekuje na Jego Zmartwychwstanie”.

    W naszej polskiej tradycji to także – niekorespondujący zbytnio z nastrojem Wielkiej Soboty – zwyczaj błogosławienia pokarmów na wielkanocny stół. Oby nie zmącił wielkosobotniej ciszy i skupienia. Gdy wielki i święty szabat, wraz z nastaniem nocy dobiegnie kresu, nadejdzie oczekiwane.

    Noc

    Konieczny warunek. Świętowanie Zmartwychwstania rozpoczyna się „czuwaniem na cześć Pana” w nocy. Wigilia Paschalna domaga się tego znaku. Nie chodzi o to, by rozpoczynając liturgie w popołudniowych godzinach Wielkiej Soboty wyobrazić sobie, że jest noc. Trzeba tej nocy doświadczyć.

    Dlatego przepisy liturgiczne stanowczo zakazują rozpoczęcia Wigilii Paschalnej przed zapadnięciem nocy. Bez niej trudno będzie zrozumieć pełny sens tej celebracji.

    Światło

    Rozprasza ciemności nocy. Przy rozpalonym ognisku, przed kościołem, rozpoczyna się pierwsza część Wigilii Paschalnej – Liturgia Światła. Kapłan poświęca nowy ogień.

    Po chwili, zapalona od nowego ognia i oznaczona symbolami Chrystusa paschalna świeca wnoszona jest do ciemnego kościoła, otwierając procesję. „Jak synowie Izraela szli za przewodem słupa ognia, tak chrześcijanie idą w ślady Zmartwychwstałego Chrystusa”. Światło Chrystusa! Ciemna świątynia powoli rozjaśnia się blaskiem setek płomieni trzymanych w rękach świec.

    Orędzie

    Przed płonącym paschałem wyśpiewywane jest Orędzie Wielkanocne. W przepięknym lirycznym poemacie otwiera się przed uczestnikami liturgii tajemnica paschalnej nocy.

    „Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu; noc, która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu; a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa (…) od mroku grzechów; tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani; o, zaiste błogosławiona noc!”.

    Noc Paschy Izraela, noc Zmartwychwstania Chrystusa, noc naszego czuwania. Ta sama noc.

    Słowo

    Stół słowa tej nocy jest zastawiony obficie. Czytanie słowa Bożego stanowi podstawową część Wigilii Paschalnej. Siedem czytań ze Starego Testamentu, dwa z Nowego; towarzyszą im psalmy i modlitwy.

    „Kościół – poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków – wyjaśnia paschalne misterium Chrystusa”. Otwierają się przed nami w tę noc najważniejsze etapy historii zbawienia: stworzenie świata („Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”); próba Abrahama („Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twojego potomstwa”); przejście Izraela przez Morze Czerwone („Ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz Jego słudze Mojżeszowi”); Boże obietnice dawane za pośrednictwem proroków („Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza”).

    Słuchając słowa, symbolicznie przechodzimy od Pierwszego do Nowego Przymierza. Wypełnia się Pascha naszego zbawienia: „Przez chrzest zostaliśmy razem z Chrystusem pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych”; rozbrzmiewa radosne: „nie ma Go tu, zmartwychwstał!”. By to usłyszeć, trzeba mieć czas. Jakikolwiek pośpiech byłby zaprzeczeniem czuwania.

    Chrzest

    Liturgia chrzcielna jest trzecią częścią Wigilii Paschalnej. Pascha Chrystusa staje się realnie naszą Paschą. Urzeczywistnia się w sakramencie. Katechumeni, mający przyjąć w tę noc chrzest, wspierani przez wszystkich modlitwą „z radosną nadzieją zbliżają się do źródła odrodzenia”.

    Nawet jeśli gdzieś nie ma katechumenów ani dzieci, które mają być ochrzczone, błogosławi się wodę chrzcielną, używaną do udzielania chrztu przez cały okres wielkanocny: „Prosimy Cię Panie, niech przez Twojego Syna zstąpi na tę wodę moc Ducha Świętego, aby wszyscy przez chrzest pogrzebani razem z Chrystusem w śmierci, z Nim też powstali do nowego życia”.

    Katechumeni wyrzekają się szatana, wyznają wiarę i przyjmują chrzest. Pozostali uczestnicy liturgii, z płonącymi świecami w rękach, odnawiają swoje chrzcielne przyrzeczenia. Do tego momentu przygotowywali się przez czterdzieści dni Wielkiego Postu. Krople chrzcielnej wody obficie zraszają zgromadzonych.

    Eucharystia

    Jest czwartą częścią Wigilii Paschalnej i jej szczytem. „Jest ona bowiem najpełniej sakramentem paschalnym, czyli upamiętnieniem ofiary krzyża i obecnością Chrystusa Zmartwychwstałego”. Nowo ochrzczeni uczestniczą w niej po raz pierwszy, dopełniając chrześcijańskiego wtajemniczenia.

    Ta uroczysta Eucharystia, wieńcząca nocne paschalne czuwanie, jest par excellence rezurekcją! To przecież nie procesja po porannej mszy świętej w wielkanocny poranek nosić powinna to miano. Msza rezurekcyjna, czyli pierwsza msza Zmartwychwstania, sprawowana jest na zakończenie Wigilii Paschalnej w Wielką Noc.

    Wpisana w naszą polską tradycję procesja rezurekcyjna doskonale może zakończyć (tak dzieje się już w wielu kościołach) nocną rezurekcję. Radosne ogłoszenie światu Zmartwychwstania Pana będzie wtedy naturalną konsekwencją przeżytej Paschy i początkiem pięćdziesięciu dni świątecznej radości.

    Ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia.pl

    ***********************

    Wielka Sobota i „zstąpienie do piekieł”.

    O co Chrystus walczył w krainie umarłych?

    Wikipedia | Domena publiczna

    *****

    Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, pójdźmy stąd!

    O jakie „piekła” chodzi?

    W odmawianych przez nas słowach Składu Apostolskiego, wyrażających wiarę Kościoła, tuż przed wyznaniem wiary w zmartwychwstanie Chrystusa spotykamy dość enigmatyczne stwierdzenie: „zstąpił do piekieł”. Co oznacza ta formuła? Inaczej mówiąc: dokąd i w jakim celu Jezus zstąpił?

    Pierwsze nasuwające się w tym kontekście skojarzenie „piekieł” ze stanem potępienia jest mylące. Staropolskie, wyrażane w liczbie mnogiej „piekła” są bowiem oddaniem znajdującego się w wyznaniu wiary greckiego „katotata” (dosłownie: dół) czy łacińskiego „infernae” (również w liczbie mnogiej), które – choć może oznaczać piekło w dosłownym tego słowa znaczeniu – sugeruje przede wszystkim coś, co znajduje się „niżej”.

    Chodzi więc o „krainę umarłych”, Otchłań, biblijny Szeol (hebr.), przetłumaczony potem przez Biblię grecką jako „Hades”.

    Szeol i kraina umarłych

    Pojęcie „Szeolu” oznaczało pierwotnie w Biblii krainę umarłych, bez rozróżnienia ostatecznych konsekwencji ich życia i ich czynów. Szeol był taki sam dla wszystkich, którzy umarli: smutny i beznadziejny. Przebywający w nim byli cieniami, niespełnieni, oddzieleni od Boga. Szukający nadziei człowiek potrafił jednak modlić się: „Choćbym przechodził przez dolinę cienia śmierci, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4), „Jesteś przy mnie, gdy położę się w Szeolu” (Ps 139,8).

    W późniejszych tekstach Starego Testamentu pojawia się coraz wyraźniej koncepcja zmartwychwstania i sądu, podkreślająca konsekwencje dobrych i złych czynów człowieka.

    Znajdujemy ją też w Ewangelii w nauczaniu Jezusa: przypowieść o bogaczu, cierpiącym w wiecznych płomieniach gehenny z powodu braku miłości w swym życiu i Łazarzu, doświadczającym szczęścia „na łonie Abrahama”, jest jej wyraźnym przykładem, choć wciąż nie jest rozwiązaniem „problemu śmierci” i braku zbawienia.

    Koniec śmierci

    Zstąpienie Jezusa do piekieł oznacza Jego prawdziwą śmierć. Zstąpił do Szeolu, jak każdy śmiertelnik złożony w grobie. Ale zstąpił jako Syn Boży, Pan życia, Zbawiciel. Jego zejście do krainy śmierci zapowiada więc jej definitywny koniec.

    Z niezwykłą ekspresją ilustruje to znajdująca się w Liturgii Godzin „Starożytna homilia na Wielką i Świętą Sobotę”. Ukazuje wypełnienie słów, jakie znajdujemy w 1 Liście Apostoła Piotra: „Ogłoszono Ewangelię również tym, którzy umarli” (1P 4,6). Chrystus zstępuje do Otchłani śmierci, niosąc życie:

    Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, pójdźmy stąd!

    Uchwycić się ręki Boga

    W ten sposób kończy się era Szeolu. Zstępujący do Otchłani Chrystus obwieszcza Adamowi i wszystkim, którzy chcą przyjąć Jego miłość: „Gotowe już są niebiańskie siedziby, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiona jest świątynia, jej wnętrze przyozdobione i zastawione (…), a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte”.

    Zstąpienie Jezusa do piekieł jest wydarzeniem niosącym radosną nadzieję.

    Bóg postanowił nas zbawić i zstąpił na dno otchłani śmierci, aby każdy człowiek, również ten, który upadł tak nisko, że już nie widzi nieba, mógł znaleźć Bożą rękę i uchwyciwszy się jej, wyjść z ciemności, by znów zobaczyć światłość, dla której został stworzony (Benedykt XVI).

    Ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Wielki Piątek

    Triduum Paschalne

    JEZUS NA KRZYŻU
    East News

    Wielkopiątkowa liturgia na cześć Męki Pańskiej zaskakuje ciszą. W milczeniu, bez muzyki i śpiewu, procesja z kapłanem i usługującymi zbliża się do nagiego ołtarza. Nie niesie się świec. Nie ma krzyża. Zgodnie z najdawniejszą tradycją nie będzie też tego następnego dnia liturgii eucharystycznej.

    ************************************************************************************************************

    Droga Krzyżowa Jezusa opisana dokładnie ręką mistyczki Alicji Lenczewskiej

    DROGA KRZYŻOWA
    Fr Lawrence Lew OP/Flickr
    ***

    „Moja droga krzyżowa trwa w każdym ludzkim sercu” – mówił Jezus Alicji Lenczewskiej w mistycznych wizjach.

    Alicja Lenczewska zostawiła świadectwo o tym, że przez lata rozmawiała z Jezusem. Zgodnie z jej relacją Jezus pragnął, by dialogi z Nim były zapisywane. Te uniesienia, które opisuje mistyczka były doświadczeniem głębokiej relacji wewnętrznej z Chrystusem. Poruszające są w nich także te dotyczące drogi krzyżowej i cierpienia, jakiego wtedy doznał Zbawiciel.

    Współuczestnictwo w drodze krzyżowej Jezusa

    Słowa Jezusa skierowane do Alicji Lenczewskiej, a odnoszące się do Jego Drogi Krzyżowej nabierają w czasie Wielkiego Postu – czasie modlitwy, postu i jałmużny – niezwykłego znaczenia: „Moja Droga Krzyżowa trwa w tym świecie, w każdym ludzkim sercu” (27.08.1994 r.).

    To właśnie w krzyżu, który niósł Jezus, jest zbawienie, a ludzkie cierpienia i krzyże przeżywane z wydarzeniami Golgoty zyskują zupełnie inną wymowę. Kierując te słowa do szczecińskiej mistyczki, tak naprawdę kieruje je do każdego człowieka.

    Poruszający jest obraz Jego Drogi Krzyżowej. Jezus mówił do Alicji:

    Ogromna katecheza zawarta jest w znaku krzyża: cała prawda o człowieku i Bogu. Poznawaj głębię tej prawdy, by uwolniła cię od więzów grzechu pierworodnego, które wrośnięte są w twoją ludzką naturę.

    Zwroty Jezusa pełne są mądrości, troski, a nade wszystko miłości. Zbawiciel mówił, że podczas sądu i skazania bardziej cierpiał ze względu na ludzi, którzy tego dokonali, aniżeli na siebie. Codziennie łzy i cierpienia tu na ziemi są formą zjednoczenia z Jego Drogą Krzyżową, gdyż „nie ma zjednoczenia i miłości poza zjednoczeniem w krzyżu”.

    Każdy upadek Jezusa to szansa dla człowieka

    Jezus zwracał uwagę, że sądy ludzkie są subiektywne i ułomne, a żaden wyrok, także ten, który Jego dotknął, nie dotyczy, nie odnosi się do duszy i nie dotyka ludzi, którzy żyją „życiem duchowym”. Sąd, którego nad Nim dokonano sprawił, że On przejął na siebie to cierpienie. Wydarzenia Kalwarii były ograniczone czasem i przestrzenią, tym co powierzchowne i cielesne.

    Jezus pouczał Alicję: „świętość osiąga się przez świadomość upadków i coraz większe pragnienie powstawania z nich siebie i innych”. Sam przyznaje, że jako człowiekowi trudno mu było opanować słabości. Bito go, kopano, „nie było takiego, kto chciałby mi pomóc wstać”.

    Podczas pierwszej stacji została ukazana niesprawiedliwość sądu, ukazanie tego, co odnosi się do cielesności, by poprzez kolejne etapy Kalwarii przejść do końca – do ostatecznego zwycięstwa krzyża. Jezus mówił, że sam poddał się cierpieniu, które było ofiarą za grzechy. Każdy zaś upadek, który był także Jego udziałem, to szansa dla człowieka do powstania i osiągnięcia miłości, która kształtuje się poprzez ofiarę.

    Mama Moja cię utuli i w Jej ramionach znajdziesz ukojenie” – zapewnia Jezus. Gdy odprawiamy drogę krzyżową wraz z Jezusem, czynimy wzajemny dar – my dla Niego, On dla nas. Zbawiciel nazywa ten czas „drogą całkowitej ofiary”. Wsparciem dla Jego uczniów jest Maryja, to Ona jest podporą, przez Nią płynie „Miłość Czysta”.

    Droga krzyżowa Jezusa stale się uobecnia

    Ostatnie stacje Golgoty to powrót duszy do Tego, który ją stworzył, powrót ciała do ziemi, skąd zostało wzięte. W „Słowach pouczenia” Chrystus przypomina Alicji, że krzyż jest znakiem zbawienia, a upadki, których doznajemy, w efekcie służą naszemu dobru i opamiętaniu.

    Często tym upadkiem jest pycha duchowa, brak pokory oraz wdzięczności za dary i łaski. Ofiara, którą złożył była ogołoceniem jedynie tego, co zewnętrzne i materialne, bo jak mówi Jezus: „Miłości nie trzeba osłaniać i niczego jej dodawać”. Największa zaś ofiara dokonała się w „Duszy Mojej podczas modlitwy w Ogrójcu”.

    Droga Krzyżowa Jezusa sięga i czasów współczesnych: „I powtórzy się to, co tam się stało. I zachowania ludzkie będą jak wówczas. Ze mną pozostaną tylko ci, którzy prawdziwie kochają: Jak Moja Matka, jak Jan, jak Magdalena” (22.11.2004 r.).

    Anna Gębalska-Berekets/Aleteia.pl/cytaty za: Alicja Lenczewska, „Słowo pouczenia”, Wydawnictwo AGAPE, Poznań

    ************************************************************************************************************

    Droga krzyżowa: zapowiedzi mesjańskie. Rozważania oparte o proroctwa Starego Testamentu

    Wikipedia | Domena publiczna

    *****

    Każda zapowiedź mesjańska odsłania nam nową tajemnicę o Tobie i Twojej misji. Chcemy poprzez rozważania drogi krzyżowej wspominać to, jak bardzo Bóg musiał ukochać świat, aby wydać za nas własnego Syna.

    Modlitwa wstępna

    Panie Jezu, Twoje przyjście zapowiedzieli prorocy już w Starym Testamencie. Wiemy, że Twoja misja na ziemi była oczekiwana przez wszystkie pokolenia grzesznej ludzkości. Patrząc na skutki Twojego przebywania z nami na ziemi, czujemy, że nie jesteś zwykłym prorokiem czy mesjaszem politycznym, ale prawdziwym „Namaszczonym”, dzięki któremu mamy dostęp do Boga.

    Każda zapowiedź mesjańska odsłania nam nową tajemnicę o Tobie i Twojej misji. Chcemy poprzez rozważania drogi krzyżowej wspominać to, jak bardzo Bóg musiał ukochać świat, aby wydać za nas własnego Syna. Nie byliśmy bowiem warci ani jednej kropli Twojej Boskiej krwi.

    A jednak Ojciec z miłości do nas postanowił zapłacić dług i oddać Ciebie w nasze ręce. W czasie tej drogi krzyżowej chcemy przepraszać za to, że nie zawsze rozpoznajemy w Tobie Mesjasza, a przez zatwardziałość serc odsuwamy od siebie Twoje zbawcze dzieło – dzieło miłości ukrzyżowanej.

    1. Pan Jezus na śmierć skazany

    Wziąłem więc trzydzieści srebrników i wrzuciłem je do skarbony domu Pańskiego. Następnie złamałem moją drugą laskę „Zjednoczenie” na znak zerwania braterstwa Judy z Izraelem (Za 11,13b).

    Prorok Zachariasz zapowiada zdradę, której dopuści się Judasz. Nie jest to zdrada bezinteresowna. Miała ona swoją cenę. Człowiek niewinny, przyjaciel, wyceniony został na trzydzieści srebrników. Znak braterstwa został złamany. Drogi dwóch bliskich sobie osób się rozeszły. Każde takie rozstanie pozostawia po sobie bliznę, która staje się świadectwem przeciwko egoizmowi, zachłanności i przewrotności.

    Los Judasza jest przestrogą dla tych, którzy próbują ubić własny interes na Jezusie. Sąd, który odbywa się nad Nim, jest tylko potwierdzeniem tego, że ludzkie cele często nie są zgodne z myślami Bożymi. Wyrok śmierci jest przypieczętowaniem zdrady, która zniszczyła życie Judasza, a jednocześnie otworzyła nowy rozdział w zbawczym dziele Mesjasza.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    2. Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

    Nawet mój przyjaciel, któremu ufałem i który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę (Ps 41,10).

    Jezus nazywał swoich uczniów przyjaciółmi. Relacja, która łączyła Go z nimi daleko wykraczała poza relację mistrz-uczeń. Dla Jezusa każdy człowiek jest drogi. Każdy człowiek coś znaczy. Za każdego człowieka warto oddać życie. Ufność, którą Jezus pokładał w uczniach zostaje wystawiona na próbę. Przetrwają ją tylko ci, którzy znają swoją słabość i jednocześnie bardzo miłują.

    Krzyż na ramionach Jezusa uświadamia nam, że w relacji z nim to tylko my zawodzimy. To nasza ufność w Niego jest niewystarczająca i wybrakowana. On mimo to chętnie zabiera to, co nie należy do niego. Bierze na siebie nasze słabości i wady. Patrzy w niebo i prosi Ojca za nami. Błaga o wybaczenie zranionej ufności i przyjaźni.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    3. Pierwszy upadek Pana Jezusa

    Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich (Iz 53,7).

    Izajasz podkreśla ciche usposobienie cierpiącego Sługi Jahwe. Daje się gnębić i milczy, jak gdyby przez to milczenie chciał pokazać, że słowa nie zawsze wystarczą, aby wyrazić miłość do osoby kochanej. Upadek Jezusa w naturalny sposób powinien spowodować okrzyk frustracji i bólu. Tak się jednak nie stało.

    Cichość i pokora serca Jezusa potrafią przezwyciężyć zniechęcenie i niedogodności, jakie niesie ze sobą dźwiganie krzyża. Milczący Jezus staje się wyzwaniem, bo nikt go już nie może pochwycić na słowie. Staje się widzialnym słowem, które przez swoje dzieła daje świadectwo prawdzie. W czasie nauczania Jezus spośród wielu swoich cech te dwie wskazał jako szczególnie ważne do naśladowania. Tylko cichość i pokora mogą nadać sens drodze krzyżowej, która zrodziła się w krzyku i pysze ludzi.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    4. Pan Jezus spotyka swą Matkę

    Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności (Mi 5, 1).

    Prorok Micheasz wskazuje miejsce narodzin Mesjasza. Wybranym miasteczkiem staje się Dawidowe Betlejem. Cicha mieścina, bez większego znaczenia na tle wielkiego Imperium Rzymskiego. To właśnie tam Maryja jako pierwsza ujrzy wcielonego Boga. W chłodzie i kamiennym żłobie Betlejem znajdzie się już daleka zapowiedź trudu, który Jezus podejmie dla zbawienia świata.

    Spotkanie z Matką na drodze krzyżowej potęguje niezwykłą łączność między nimi. Jezus rozumie Maryję, a Ona nie tylko kocha Go jak syna, lecz także jako pierwsza chrześcijanka. Więzy ciała i krwi zostają wzmocnione przez więzy duchowe. To właśnie one rodzą nieustanną obecność i przymierze, jakie łączy Nową Arkę Przymierza z jej najcenniejszym Skarbem. Już na zawsze Matka i Syn pozostaną blisko siebie. Łączy ich przecież nieskończenie wiele. Ich miłości nie pokona nawet sama śmierć. Zaś obopólna tęsknota zaprowadzi ich ostatecznie do nieba.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    5. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

    Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami (Iz 53, 12).

    Cierpiący Sługa Jahwe niesie grzechy wielu. Nie wybiera, nie losuje, nie dokonuje ważenia ludzkich win. Bierze wszystkie i bez wyjątku, bo tak chce Ojciec. Daje się zapisać do grona przestępców i pogardzanych. Przebywa z grzesznikami i jada z nimi. Nie brzydzi się żadnym z nich. Potępia grzech, a jednocześnie nigdy nie potępia drugiego człowieka. Przeciwnie Szymon. Nie podoba mu się myśl o noszeniu cudzych win.

    Przymuszony do pomocy jest obrazem każdego z nas. Rozkapryszeni, zadufani w sobie i leniwi żyjemy skoncentrowani jedynie na własnych problemach. Wszyscy inni to obcy, niewarci nawet naszej najmniejszej uwagi. Jakże różni się to od postawy Jezusa i jego nauczania, a przecież On zrobi dla nas wszystko. Niestety tego samego nie możemy powiedzieć o naszym postępowaniu względem Niego.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    6. Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa

    Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne (Mdr 2,13-14).

    Sprawiedliwy z Księgi Mądrości jest wyrzutem sumienia, dla tych, którzy tylko uważają się za sprawiedliwych. W swoim postępowaniu nie przypomina innych. Jest znakiem sprzeciwu, który nie pozostanie obojętny dla tych, którzy widzą w nim zagrożenie i bluźniercę. Taki zarzut postawiono również Jezusowi. W tym jednak przypadku słowa groźby wprowadzono w czyn. Widok Jezusa ubiczowanego, zakrwawionego i przygniecionego krzyżem nie budził upodobania.

    Męka i nadchodząca śmierć wydają się wręcz odpychające dla otoczenia. Jest jednak pewien wyjątek. Weronika widzi więcej niż ból i cierpienie. Zakrwawiona twarz nie jest dla niej przeszkodą, aby zachować ją w pamięci i na białym płótnie. Za brzydotą męki i cierpienia jest bowiem ukryty ukochany Zbawiciel, a Ten jest zawsze najpiękniejszy spośród synów ludzkich.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    7. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

    Sługa mój, Dawid, będzie królem nad nimi i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza, i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać (Ez 37,24).

    Ezechiel wypowiada proroctwo o Królu-Mesjaszu, który cieszyć się będzie posłuszeństwem i pełnią władzy. Stanie się dla swojego ludu nie tylko potężnym władcą, lecz także pasterzem. Będzie troszczył się o swoje stado: pilnował go, karmił w odpowiednim czasie i bronił przed niebezpieczeństwem. Czasy mesjańskie wywrócą świat do góry nogami. Szczęście nie będzie już tylko pustym sloganem, ale rzeczywistością dostępną dla każdego, kto uwierzy.

    Mesjasz otoczony chwałą zapanuje nad całym światem i będzie rządził wiecznie. Ezechiel jednak nie wie jeszcze, że aby wejść do takiej chwały trzeba najpierw zawisnąć na krzyżu i oddać własne życie za lud. W planie Bożym trzeba najpierw upaść, aby potem być wywyższonym ponad wszystko. Także nasz pasterz upada i to po raz drugi. Jezus jednak w każdym swoim geście, a nawet w każdym swoim upadku potwierdza, że jest prawdziwym królem – królem, jakiego jeszcze świat nie widział.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    8. Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

    Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem (Za 12,10).

    Dom Dawida opłakuje owego jedynaka z pobożności. Ten wielki płacz wznosi się do nieba i woła o pomstę nad niesprawiedliwością i uciskiem. Nad Jeruzalem ciąży jednak przekleństwo. To miasto morduje proroków. Głuche jest na Boże wołanie i pouczenie.

    Niewiasty jednak potrafią współczuć Jezusowi i wylewają łzy tak, jakby traciły własnego syna. Nie zamknęły swych serc na ból drugiego człowieka. Ich wrażliwość zostaje dostrzeżona przez Jezusa, który daje im ostanie pouczenia. Mają zatroszczyć się o przyszłość swoją i swoich dzieci. Mają tym samym dać świadectwo, że życie na tym świecie, nie jest pełnią życia. Dopiero przejście przez zbawczą śmierć Syna Bożego pozwala na wejście do życia, które nazywamy życiem wiecznym. Tam nie ma już płaczu ani lamentu. Tam niepodzielnie króluje tylko miłość.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    9. Trzeci upadek Pana Jezusa

    Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem (Iz 50,6).

    Po raz kolejny prorok Izajasz daje nam do zrozumienia, ze Mesjasz będzie pohańbiony. Uderzenia spadają na twarz. Twarz, w której odbija się Boskie Oblicze. Już samo spojrzenie na twarz Boga powinno budzić strach i przejęcie, a co dopiero rzucanie zniewag i opluwanie. Syn Boży ma moc, która przekracza wszystkie ludzkie siły i starania, a jednak oddaje się w niełaskę swoich prześladowców. Może właśnie dlatego ich postawa wydaje się być tak nieprzejednana.

    Trudno nie odnieść wrażenia, iż trzeci upadek musiał wywołać wśród żołnierzy i tłumu oburzenie. Jezus, którego słuchali, twierdził bowiem, że jest Synem Bożym, a teraz nie potrafi nawet ustać na nogach. Za takie słowa, według nich, należy mu się pohańbienie i oplucie. Jezus pełen mocy Bożej znosi szyderstwa i zniewagi. Nie szuka zemsty, nie przeklina, nie szemrze przeciw ludziom. Z miłością dotyka ziemi i podnosi ciężki krzyż.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    10. Pan Jezus z szat obnażony

    Moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię (Ps 22,19).

    Psalmista daje wskazówkę co do szat i sukni, którą okryje się Mesjasz. Podział i rzucenie losu przypomina zabawę łotrzyków w karczmie. Nikogo nie obchodzi człowiek, który nosił rozdarte szaty splamione krwią i potem. Chodzi o zabawę i ewentualny zysk. Nikt nie myśli, co było wcześniej, ani – co może gorsze – jaki będzie finał. Odarcie z jedynego mienia oznacza dla człowieka całkowite zdanie się na wolę Bożą.

    W czasie obnażenia Jezus myśli o tych, którzy właściwie niczego nie mają, a jednocześnie bogaci są Bogiem. To właśnie w nich Bóg sobie upodobał. Są ubogimi, których serce jest czyste i pojemne. Mają prawo do otrzymania więcej, bo są w stanie więcej przyjąć. Nie w dostatkach i bogactwach tego świata, ale w otwartości na Bożą pomoc leży nasze ocalenie. To właśnie tam Pan okryje nas płaszczem swojej sprawiedliwości.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    11. Pan Jezus przybity do krzyża

    Dali mi jako pokarm truciznę, a gdy byłem spragniony, poili mnie octem (Ps 69,22).

    Trucizna, o której mówi psalm, nie była środkiem znieczulającym. Miała przyspieszyć wykonanie srogiego wyroku. Wszystkim było spieszno, żeby zobaczyć śmierć bluźniercy i zwodziciela. Ocet symbolicznie oddaje zepsucie, które kierowało oskarżycielami i wykonawcami kary. Wnętrzności napełniają się goryczą. Rozpoczyna się ból wewnętrzny, którego nie można złagodzić.

    Gorycz, którą odczuwa Jezus, przenosi nas myślami do wszystkich niepotrzebnych słów, uczynków, i postaw, które wypływają z wnętrza człowieka. To właśnie one czynią nas nieczystymi. Człowiek ma w sobie zdolność do bezczeszczenia rzeczy najświętszych: brudzi sumienie, osłabia wolną wolę, pozwala nieprawości na stałe zamieszkać w jego sercu.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    12. Pan Jezus umiera na krzyżu

    Owego dnia – wyrocznia Pana Boga – zajdzie słońce w południe i w dzień świetlany zaciemnię ziemię (Am 8,9).

    Prorok Amos zapisał, że stworzenie będzie opłakiwać swojego Stworzyciela. Mimo iż pozbawione duszy i rozumu pozna, do czego zdolny jest człowiek – korona stworzenia. Ciemność w południe to wielki znak, że dokonało się coś strasznego i niezwykłego zarazem. Wstrząśnięte zostają podstawowe prawa wszechświata. Fundamenty ziemi się chwieją i każdy pyta o powód tej ciemności.

    Światło gaśnie, nieodwołalnie przywołuje śmierć, która ogarnia ciało Jezusa. Jak łagodny podmuch najpierw osłabia, skraca oddech, aż wreszcie paraliżuje zmęczone ciało. Już nie tylko na niebie, ale także przed oczami robi się ciemno. Jezus oddaje swojego Ducha w ręce Ojca. Śmierć jednak zostaje oszukana. Jej czas jest już policzony. Za trzy dni z tej ciemności rozbłyśnie nowe światło, które nie zna zachodu. Przyjdzie czas, gdy nocy już nie będzie, a dla wszystkich światłem będzie Baranek.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    13. Pan Jezus zdjęty z krzyża

    Pascha winna być spożyta w jednym i tym samym domu. Nie można wynieść z tego domu żadnego kawałka mięsa na zewnątrz. Kości z niego łamać nie będziecie (Wj 12,46).

    Mojżesz daje pouczenia, które uchronią Izraelitów przed ostatnią i najstraszniejszą plagą. Noc paschalna jest przede wszystkim znakiem, że Pan troszczy się o swój lud. Nie pozostaje obojętny na jego cierpienie. Także dwa tysiące lat temu Pascha dobiegała końca. Wszystko odbyło się według dawnego zwyczaju. Baranek bez skazy i Jego krew uratowały lud przed zagładą. W śmierci Jezusa jest pewna nieskazitelność. Tak jak baranek, któremu nie łamano nóg, tak Jezus w całości zostaje oddany Matce.

    W tym obrazie rysuje się postawa Kościoła, który czule weźmie w opiekę Najświętsze Ciało i Krew Jezusa. Karmieni tym obrazem i prawdziwym Ciałem Jezusa odzyskujemy sens w to, co się przed chwilą wydarzyło. Budzi się również nadzieja, że także koniec będzie wielkim zwycięstwem samego Boga.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    14. Pan Jezus złożony do grobu

    Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi i w śmierci swej był na równi z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało (Iz 53,9).

    Grób między bezbożnymi to miejsce odrzucenia. Być pochowanym między obcymi wydaje się straszną karą nawet po śmierci. Jednocześnie nad wszystkimi oprawcami ciążą słowa Izajasza, który przypomina, że przecież Mesjasz nikomu nie wyrządził krzywdy, co więcej w jego ustach nigdy nie zagościło kłamstwo. Wszystko, co mówił było prawdą. Teraz nie ma to już znaczenia. Grób Józefa z Arymatei jest świadkiem niezwykłego wydarzenia. To w nim ciało Zbawiciela zostanie z troską złożone i zabalsamowane. Grobowiec staje się skarbcem. Czeka na odpowiedni moment, aby ziarno wrzucone w ziemię dojrzało.

    Na trzeci dzień grobowe mroki rozświetli blask życia, które już nigdy nie wróci do grobu. Martwy Jezus ożyje i da nam tym samym nadzieję, że nasza wiara nie jest pozbawiona podstaw i oczekiwać mamy naszego zmartwychwstania.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    15. Pan Jezus zmartwychwstaje

    Dlatego cieszy się moje serce, dusza się raduje, a ciało moje będzie spoczywać z ufnością, bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu (Ps 16,10).

    Miał rację psalmista, gdy z wiarą zapisał słowa o wydobyciu Mesjasza z Szeolu. Był tam tylko przez chwilę. Również tam ogłosił duszom radosne orędzie o wyzwoleniu z grzechu i śmierci. Zabrał ze sobą wszystkich sprawiedliwych i powrócił do życia. To, co wydawało się klęską i porażką ostatecznie okazało się triumfem.

    Bóg po raz kolejny zaskoczył ludzi. Nie mógł zostawić nas samych. Wiedział, że śmierć musi zostać zwyciężona. Jezus rozpoczyna nową misję, która wyjdzie daleko poza grób i Jerozolimę. Przekazuje władzę Kościołowi i chce, aby na wszystkich krańcach świata i do końca czasów, głosił orędzie paschalne. Ludzie wszystkich języków, ludów i narodów czekają z niecierpliwością, aby zanieść im nadzieję i radość Ewangelii.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

    Modlitwa końcowa

    Mesjaszu i Zbawicielu nasz, dziękujemy Ci za każdą sekundę Twojej męki. Niech Twoja droga krzyżowa zachęci nas do pilniejszego kroczenia Twoimi śladami. Oddal od nas lęk przed krzyżem, aby naszym pokarmem było jedynie pełnienie woli Ojca. Ufamy, że jako ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan spojrzysz na nas łaskawie i pozwolisz cieszyć się przebywaniem w Twojej bliskiej obecności.

    Ks. Mateusz Szerszeń CSMA /Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Przejdź przez Wielki Piątek razem z Jezusem: post, krzyż i zegarek [poradnik paraliturgiczny]

    PASJA JEZUSA
    kizaru43 | Shutterstock

    ***

    Spróbujmy przejść cały ten dzień z Jezusem, towarzyszyć Mu w Jego paschalnej drodze. Podpowiadamy, jak owocnie przeżyć ten dzień: z zegarkiem lub alarmem w ręku. Dosłownie.

    Więcej niż liturgia

    Zabrano nam Oblubieńca. W tym roku przeżywamy to do bólu realnie. Prawdopodobnie nie będziemy mogli wziąć udziału w poruszającej Liturgii Męki Pańskiej. Co najwyżej obejrzymy ją na ekranach naszych telewizorów i komputerów. To smutne. Aż chce się płakać.

    Ósma stacja drogi krzyżowej – płaczące niewiasty. Nie zatrzymujmy się przy tej stacji, nie okopujmy się w żalu, smutku i frustracji. Spróbujmy przejść cały ten dzień z Jezusem, towarzyszyć Mu w Jego paschalnej drodze.

    Odkryjmy, że Wielki Piątek to nie tylko Liturgia Męki Pańskiej z pięknie zaśpiewaną Pasją i adoracją krzyża w kościele. Idźmy krok w krok za Jezusem, bądźmy blisko Niego przez cały dzień – od rana do nocy.

    Post: nieustanna modlitwa ciała

    Przede wszystkim podejmijmy rzetelnie nakazany dzisiaj post ścisły (trzy posiłki – jeden do syta i dwa „niedojedzone” – tyle, by mieć trochę potrzebnej energii). Jezus nie jadł i praktycznie nie pił od Ostatniej Wieczerzy aż do swojej śmierci. Coraz dotkliwszy głód i pragnienie były częścią Jego męki.

    Nas nikt dziś nie ubiczuje, nie wciśnie nam na głowę cierniowej korony, nie da belki do dźwigania, nie wbije gwoździ w ręce i stopy – przynajmniej nie dosłownie. A więc głód spowodowany ścisłym postem to jedyny dostępny nam sposób, by na poziomie naszego ciała jednoczyć się z umęczonym Jezusem.

    Będziemy się zajmować wieloma sprawami, nasze myśli będą raz po raz uciekać od Niego. Głód naszego ciała będzie jedyną modlitwą, która nie zostanie przerwana nawet na chwilę.

    Z zegarkiem za Jezusem

    Pośród zajęć całego dnia postarajmy się nie przegapić momentów choćby na krótką modlitwę, by w ten sposób być przy Panu na kolejnych etapach Jego męczeństwa. Warto nawet ustawić sobie „przypomnienia” w telefonie i, kiedy się odezwą, choć na chwilę zatrzymać się, przeczytać fragment Pisma Świętego, pomodlić choćby aktem strzelistym.

    Około siódmej rano Jezus stanął przed Piłatem. Potem zaprowadzono go do Heroda i z powrotem do Piłata [Łk 23,1-25; Mt 27,11-25; Mk 15,1-14; J 18,28-40]

    Około dziesiątej ubiczowano Go, a następnie wyszydzono [Mt 27,27-30; Mk 15,16-20; Jn 19,1-11]

    Mniej więcej o jedenastej prokurator Judei wydał wyrok i Jezus ruszył na Golgotę [Mt 27,32-34; Łk 23,26-32; J 19,12-17]. To dobry moment, by odprawić kawałek (do XI stacji) nabożeństwa drogi krzyżowej (korzystając choćby z rozważań znalezionych w internecie).

    W południe Pan został ukrzyżowany i prosił o przebaczenie dla oprawców [Łk 23,33-34; Mt 27,35-38; Mk 15,23-28; J 19,18-24].

    Potem był wyszydzany i obiecał Dobremu Łotrowi zbawienie [Łk 23,35-43; Mt 27,39-44; Mk 15,29-32].

    Około godziny czternastej powierzył Maryi Jana, a Janowi swoją Matkę [J 19,25-27].

    Następnie wołał „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” i „Pragnę!” [Mt 27,45-50; Mk 15,33-36; J 19,28-30].

    Wreszcie o piętnastej skonał [Łk 23,44-49; Mt 27,50-54; Mk 15,37-40]. Jeśli nie zamierzacie oglądać transmisji, to jest to chyba najlepszy moment, by odsłonić domowy krzyż, uklęknąć przed nim, adorować go przez kilka minut w ciszy, a następnie ucałować na znak, że przyjmujemy władzę Ukrzyżowanego nad sobą. Warto w tej godzinie pomodlić się też Koronką do Miłosierdzia Bożego za umierających, chorych, zarażonych, za pracowników ochrony zdrowia i zmarłych.

    Po śmierci przebito Mu bok [J 19,31-37].

    Około godziny osiemnastej zdjęto Go z krzyża i po pośpiesznych przygotowaniach złożono w grobie [Łk 23,50-56; Mt 27,57-61; Mk 15,42-47; J 19,38-42].

    Ks. Michał Lubowicki /Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Nowenna do Miłosierdzia Bożego

    Nowenna do Miłosierdzia Bożego

    fot. Jakub Szymczuk/ GOŚĆ NIEDZIELNY

    *****

    – Udzielę duszom wszelkich łask – obiecuje Pan Jezus w 1936 roku, dyktując św. siostrze Faustynie Nowennę do Bożego Miłosierdzia. Modlitwę zaczynamy od Wielkiego Piątku i kontynuujemy przez dziewięć dni, aż do soboty przed I Niedzielą po Wielkanocy, czyli Święta Bożego Miłosierdzia.

    “Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie. W każdym dniu przyprowadzisz do serca mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia mojego. A ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca mojego. Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. I nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do źródła miłosierdzia mojego. W każdym dniu prosić będziesz Ojca mojego przez gorzką mękę moją o łaski dla tych dusz.

    Odpowiedziałam: Jezu, nie wiem, jak tę nowennę odprawiać i jakie dusze wpierw wprowadzić w najlitościwsze Serce Twoje. – I odpowiedział mi Jezus, że powie mi na każdy dzień, jakie mam dusze wprowadzić w Serce Jego” (Dzienniczek, 1209).

    Dzień I

    Dziś sprowadź Mi ludzkość całą, a szczególnie wszystkich grzeszników i zanurzaj ich w morzu miłosierdzia Mojego, a tym pocieszysz Mnie w gorzkim smutku, w jakim pogrąża Mnie utrata dusz”. (Dzienniczek, 1210)

    Jezu najmiłosierniejszy, którego właściwością jest litować się nad nami i przebaczać nam, nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność, jaką mamy w nieskończoną dobroć Twoją i przyjmij nas wszystkich do mieszkania najlitościwszego Serca swego, i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię przez miłość Twoją, która Cię łączy z Ojcem i Duchem Świętym. Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na ludzkość całą, a szczególnie na biednych grzeszników. Ludzkość ta jest zamknięta w najlitościwszym Sercu Jezusa i dla Jego bolesnej męki okaż nam miłosierdzie swoje, abyśmy wszechmoc miłosierdzia Twego wysławiali na wieki wieków. Amen.

    Koronka do Bożego Miłosierdzia.

    ************************************************************************************************************

    WIELKI CZWARTEK

    Triduum Paschalne

    Jezus na Ostatniej Wieczerzy: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? A my jakbyśmy nadal nie pojmowali

    OSTATNIA WIECZERZA

    Cristi Lucaci | Shutterstock

    *****

    Nie jest prawdą, że – jak czasami słyszymy – Ostatnia Wieczerza była pierwszą Mszą świętą, którą odprawił Pan Jezus.

    Jezus obmywa nogi

    „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?” – Jezus zapytał uczniów w czasie Ostatniej Wieczerzy. Chwilę wcześniej wziął ręcznik i – jak najmniejszy spośród sług – umył swoim uczniom nogi. Nie zrozumieli. Sądzę, że też bym nie zrozumiał.

    Piotr protestował: „Nigdy nie będziesz mi umywał nóg!”. Reszta patrzyła zszokowana. „Tego, co Ja czynię, ty jeszcze nie rozumiesz, ale później to pojmiesz” – usłyszał od Mistrza. Co chciał im Jezus przekazać przez ten zaskakujący gest? Co chce powiedzieć nam dziś? Jaką objawić tajemnicę?

    Pierwsza Msza św.: na krzyżu

    Ostatnia Wieczerza jest opowieścią o Eucharystii. Tam, w Wieczerniku została ustanowiona.

    Choć nie jest prawdą, że – jak czasami słyszymy – „Ostatnia Wieczerza była pierwszą Mszą świętą, którą odprawił Pan Jezus”. Ta – jeśli już używamy tej formuły – spełniła się na krzyżu Pana. Gdy wydał swe Ciało. I przelał swą Krew.

    Jednak paschalny kontekst – przaśny chleb żydowskiego święta, kielich z winem, któremu towarzyszyła modlitwa uwielbienia Boga, a nade wszystko słowa Jezusa, nadające absolutnie nowy sens świątecznemu rytowi paschy – wpisały się na zawsze w eucharystyczną celebrację.

    Władza w Kościele: jako służba

    Ale Ostatnia Wieczerza jest również opowieścią o władzy w Kościele. W Wieczerniku bowiem Jezus Chrystus ustanowił hierarchiczne kapłaństwo.

    „Hierarchia” – „święta władza”? Także. Ale raczej: „święte źródło”, „święty początek” (gr. arche). Jaką więc władzę proponuje Jezus swojemu Kościołowi? I gdzie jest jej początek?

    Ekscelencje, przewielebni, świątobliwi, najdostojniejsi, przezacni… Ukute przez wieki tytuły miały podkreślać majestat i nadprzyrodzoność misji konsekrowanych wybranych (i piastowanej przez nich władzy).

    Kiedy jednak słyszymy o hierarchii w Kościele, nie zapomnijmy, że to wzniosłe pojęcie ma swój początek nad miską z wodą, w której nogi swych uczniów umywa przepasany ręcznikiem Zbawiciel świata.

    „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? (…) Jeżeli Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynnili, jak Ja wam uczyniłem”.

    To czyńcie na moją pamiątkę

    W najstarszym opisie ustanowienia Eucharystii, znajdującym się w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian (czytanym w wielkoczwartkowej liturgii), spotykamy znane nam z każdej mszy świętej słowa „To czyńcie na moją pamiątkę”.

    „To” – oznacza czyny Jezusa. Jego władzę, która objawia się w oddawaniu życia („Ciało wydane”, „Krew przelana”) za tych, których „do końca umiłował”.

    Nie mogę nie zadać sobie dziś pytania: czy powtarzana przez mnie codziennie we Mszy świętej formuła konsekracyjna staje się formułą mojego życia?

    Należycie rozumiane kapłaństwo

    „To jest Ciało moje za was wydane… to czyńcie!”. Tak właśnie Jezus rozumie kapłaństwo. Taki jest sens hierarchii w Jego Kościele. Wejść we wspólnotę losu z Panem, obmywać nogi, cierpieć za innych i z innymi…

    „Myślę, że to bardzo ważne, by kategorią, która oddaje sens kapłaństwa, nie była kategoria panowania. (…) Jeśli kapłan, biskup, papież pojmują swój urząd jako władzę, to rzeczywiście go wypaczają.

    Jak wiemy z Ewangelii, wśród uczniów Jezusa toczył się spór o miejsce w hierarchii. Od pierwszej chwili pojawiła się wśród nich – i ciągle trwa – pokusa panowania. Niepodobna zaprzeczyć, że pokusa ta daje się zauważyć w każdym pokoleniu, również dzisiaj.

    (… ) Należycie rozumiane ka­płaństwo nie oznacza, że w końcu dochodzę do kierowniczych stanowisk, które dają mi władzę, lecz że rezygnuję z własnych planów i poświęcam się służbie” (kard. J. Ratzinger).

    Ks. Grzegorz Michalczyk – 01.04.21/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Ostatnie gesty Jezusa przed Męką: wyjątkowy „testament” dni poprzedzających Triduum Paschalne

    DRZEWO FIGOWE
    Jezus przeklina drzewo figowe, mal. James Tissot/Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    Na początku Wielkiego Tygodnia zazwyczaj koncentrujemy się na typowej przedświątecznej krzątaninie wokół porządków, zakupów i planowaniu menu na uroczysty stół. A naprawdę warto prześledzić ostatnie momenty publicznej działalności Zbawiciela.

    Dni przed Triduum

    Pierwszą połowę Wielkiego Tygodnia – Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środę traktujemy nieco po macoszemu. W liturgii nie dzieje się tak wiele, jak podczas Triduum Paschalnego, gdzie mamy bogactwo symboli oraz kumulację najważniejszych wydarzeń.

    Zazwyczaj koncentrujemy się wtedy na typowej, przedświątecznej krzątaninie wokół porządków, zakupów i planowaniu menu na uroczysty stół. W tym roku już po raz drugi obchodzić będziemy największe tajemnice naszej wiary w specyficznej sytuacji pandemii. Życie codzienne znów zwolniło.

    Warto prześledzić ostatnie momenty publicznej działalności Zbawiciela. Mogą nas one doskonale wprowadzić w atmosferę przeżywania Triduum i paschalnej radości Zmartwychwstania.

    Betania i Jerozolima

    Z kontekstu wydarzeń ewangelicznych wiemy, że kolejne dni po wjeździe Chrystusa do świętego miasta Izraela były czasem przygotowań do święta Paschy. Ewangeliści opisują te dni w różny sposób.

    Możemy jednak wywnioskować, że Jezus spędził je pomiędzy Jerozolimą, Betanią odległą od niej o niecałe 3 km, leżącą na zboczu Góry Oliwnej (dzisiaj jest to miasteczko Al-Ajzarijja) oraz znajdującą się poza murami Starego Miasta w Jerozolimie salą na wzgórzu, które później nazwano Syjonem. Tam najprawdopodobniej miała miejsce wielkoczwartkowa Ostatnia Wieczerza.

    W końcowym fragmencie 21 rozdziału Ewangelii św. Łukasz wskazał: „Przez dzień nauczał w Świątyni, wieczorem zaś wychodził i noce spędzał na górze zwanej Oliwną. A rano cały lud śpieszył do Niego, aby Go słuchać w Świątyni”.

    Ciekawym szczegółem jest obserwacja Ewangelistów, że do Jezusa ciągnęły tłumy w ostatnie dni przed ukrzyżowaniem. Można to również odczytać jako jasną sugestię, że nigdy nie jest za późno, aby zwrócić się do naszego Zbawiciela i szczerze w Niego uwierzyć.

    Ściślej rzecz biorąc, najbardziej logiczna wydaje się interpretacja, iż Jezus ostatnie trzy dni przed Męką nocował właśnie w Betanii, w domu rodzeństwa Marty, Marii i Łazarza, którego wcześniej wskrzesił z martwych.

    Maria i olejek nardowy

    Wydarzenia Wielkiego Poniedziałku to przede wszystkim gościna Chrystusa w Betanii i napotkanie na drodze do Jerozolimy nieurodzajnego figowca.

    W Ewangelii czytanej tego dnia słyszymy, że na 6 dni przed Paschą Zbawiciel spożywał wieczerzę w towarzystwie Łazarza i jego sióstr. Z opisów wnioskujemy, że w uczcie uczestniczyły również inne osoby. Być może była to część uczniów Jezusa.

    Fragment z 12 rozdziału Ewangelii św. Jana wymienia bezpośrednio tylko Judasza Iskariotę. Wydarzenia w Betanii są bezpośrednią zapowiedzią zdrady ucznia i Męki Pańskiej. Maria wzięła (uchodzący wówczas za produkt luksusowy) olejek nardowy (ówczesna cena funta tego oleju mogła odpowiadać rocznym dochodom rolnika) i namaściła nim stopy Jezusa, wycierając je włosami. Ewangelista wskazał, że dom napełnił się wonią intensywnego olejku.

    Judasz i przyjaciele Jezusa

    Judasz od razu protestował, twierdząc, iż koszty tego specyfiku można byłoby przeznaczyć na pomoc dla ubogich. Jan zwraca uwagę, że – przekładając na współczesny język – Judasz posługiwał się zręczną socjotechniką.

    Przedstawiał się jako rzekomo troszczący się o biednych, podczas gdy w rzeczywistości, uwikłany w nieuczciwe interesy finansowe, robił to z zazdrości i chciwości, które to ostatecznie popchnęły go do zdrady Mistrza. Jezus zaś wskazał dobitnie, że gest Marii zapowiada jego zbliżający się pogrzeb. Uczynił jednocześnie uwagę, że ubodzy wymagający pomocy są wokół nas stale, podczas gdy Chrystus będzie na ziemi tylko w określonym czasie.

    Wieczerza w Betanii pokazuje też inny, mniej podkreślany aspekt aktywności Jezusa. Nawet w obliczu zbliżającej się zdrady i Męki, nie zapomina on o swoich przyjaciołach i po prostu dzieli z nimi swój czas, który pozostał mu przed byciem skazanym i ukrzyżowanym.

    To też nauka dla nas, aby niezależnie w jakiej sytuacji osobistej i społecznej się znajdujemy, nie zapominać o podtrzymywaniu relacji z otaczającymi nas bliźnimi.

    Nieurodzajny figowiec

    Mateusz i Marek opisują (wspominane w Wielki Poniedziałek) jedno z najbardziej tajemniczych zdarzeń. Gdy Jezus wracał rankiem z Betanii do Jerozolimy, poczuł głód. Napotkał na drodze drzewo figowe, które nie miało owoców, a jedynie liście. „Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc” (Mt 21,19) – czytamy słowa Chrystusa, po których drzewo natychmiast uschło, wywołując zdumienie obecnych obok uczniów.

    Patrząc z ludzkiej perspektywy, a zwłaszcza zestawiając ten fragment z występującym w Ewangelii Mateusza tuż przed nim (a u Marka, bezpośrednio po nim) opisem wyrzucenia przez Zbawiciela kupców ze świątyni, można sądzić, że są to przykłady gniewu Jezusa lub nawet efekt emocji przed zbliżającą się Męką.

    Nadchodzące Zmartwychwstanie

    Sens swoistego przekleństwa figowca jest jednak zdecydowanie symboliczny. Wskazuje z jednej strony na koniec Starego Przymierza, które nie będzie już przynosić zbawczych owoców. Z drugiej przypomina, że nadchodzące Zmartwychwstanie jest wiosną duchową. Trwanie w Chrystusie spowoduje, że będziemy rozwijać się i przynosić dobre i smaczne owoce, które będą posilać nie tylko nas samych, ale również wszystkich wokół nas. Mateusz zwraca również uwagę, że Jezus tłumaczy zdziwionym uczniom, że wiara może czynić cuda i jeżeli nie zwątpimy, otrzymamy dzięki modlitwie wszystko, o co będziemy prosić.

    Marek dodaje w tym miejscu napomnienie Zbawiciela, że warunkiem szczerej modlitwy i relacji z Bogiem jest przebaczenie bliźniemu, nawet wtedy, gdy odczuwamy do niego pretensje lub żal (Mk 11,25).

    Dyskusje z faryzeuszami i saduceuszami

    Najbardziej szczegółowy opis wydarzeń, które tradycja utożsamiła z Wielkim Wtorkiem zamieścił Marek w rozdziałach 11, 12 i 13 Ewangelii. Rozegrały się one w Świątyni Jerozolimskiej. Zwróćmy uwagę na kilka najbardziej znaczących.

    Chrystus dyskutował z faryzeuszami na temat celowości płacenia podatków i w domyśle – nad stosunkiem do władzy świeckiej. Gdy faryzeusze zamierzali, mówiąc kolokwialnie, zagiąć Mistrza w budzących wielkie emocje w okupowanym przez Rzymian Izraelu kwestiach politycznych, Jezus odpowiedział prostym zdaniem: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.

    W rozmowie z saduceuszami Syn Boży zwrócił z kolei uwagę, że rzeczywistość w niebie będzie całkowicie odmienna w stosunku do tego, co widzimy na ziemi. Stąd ich pytanie, jak będą wyglądały relacje żony z jej siedmioma mężami w królestwie niebieskim jest mylnie postawione, ponieważ bierze pod uwagę tylko ludzki punkt widzenia, nie potrafiący przeniknąć Bożych zamysłów.

    Najważniejsze przykazanie

    W Wielki Wtorek Chrystus przypomniał również uczonym w Piśmie najważniejsze przykazanie: miłości Boga i bliźniego. Skrytykował równocześnie arcykapłanów i uczonych za hipokryzję, maskowaną symboliczną pobożnością i czysto zewnętrznymi przejawami praktyk religijnych. Jako przykład postępowania stawia zaś biedną wdowę, której niewielka ofiara wrzucona do skarbonki świątynnej jest szczerym darem serca.

    Końcowe fragmenty mów Chrystusa w świątyni we wtorek przed Męką przypominają o nadchodzącym zburzeniu Jerozolimy i powtórnym przyjściu Chrystusa. Wzywają nas do nieustannej czujności i trwania w zaufaniu do Boga pomimo różnych, nieraz ciężkich doświadczeń.

    W Wielki Wtorek często zwraca się również uwagę na przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych (Mt 25,1-13). Przypowieść ta skłania nas, abyśmy nie przespali i nie zlekceważyli zbliżających się największych tajemnic naszej wiary – Męki i Zmartwychwstania.

    Sen panien roztropnych i nieroztropnych symbolizuje sen śmierci, grzechu, słabości i zniechęcenia, jakim poddani są wszyscy ludzie. Istotne jest, aby we właściwym czasie obudzić się z tego snu, aby móc powitać Zmartwychwstałego Pana.

    Wyrok na Jezusa i zdrada Judasza

    Ewangelie synoptyczne (Mateusza, Marka i Łukasza) informują, że wysoka rada arcykapłanów postanowiła zgładzić Jezusa. Wiadomość tą umieszczają w różnych momentach. Mateusz wspomina o tym jeszcze przed wydarzeniami w Betanii (26,3-5).

    Łukasz sugeruje, że postanowienie zapadło tuż przed Paschą (22,1-6). Marek jest najbardziej dokładny, gdyż wprost wskazuje, iż stało się to na 2 dni przed Paschą (14,1-2). Ewangeliści zwracają też uwagę, iż arcykapłani pragnęli uniknąć pojmania i zgładzenia Chrystusa w czasie święta Paschy, aby nie wywołało to masowych rozruchów. Także z uwagi na rzesze pielgrzymów znajdujących się wówczas w Świętym Mieście.

    Postanowienie arcykapłanów jest związane bezpośrednio ze zdradą Judasza, który przyjął za swój czyn wynagrodzenie pieniężne. Łukasz przy okazji wprost zaznacza: „Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu” (Łk 22,3).

    Nasze osobiste zdrady

    Przyjęła się tradycja, że Wielka Środa to dzień, gdy na Chrystusa został wydany ostateczny wyrok. A w zasadzie dwa wyroki: ten dokonany w wyniku zdrady Judasza i ten, który podjęli arcykapłani. Do tej pory chrześcijaństwo wschodnie również w środy, na pamiątkę zdrady Zbawiciela, utrzymuje post.

    Wydarzenia Wielkiej Środy nie tylko przestrzegają nas przed grzechami i czynieniem zła, które są zawsze formą zdrady naszego Pana, ale również wskazują, że wszystkie nasze wybory dokonywane w życiu codziennym, mają swoje określone konsekwencje.

    Wielka Środa bezpośrednio poprzedziła Dzień Przaśników, w którym według tradycji Starego Przymierza należało ofiarować Paschę. Wówczas rozpoczną się najbardziej znaczące wydarzenia naszej wiary.

    Łukasz Kobeszko – 31.03.21/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Różaniec Święty

    potężna broń o sprawdzonej skuteczności


    Różaniec Święty – potężna broń o sprawdzonej skutecznościfot. pixabay


    Środek zbawienia, jeden z najbardziej potężnych i skutecznych, jakie oferuje nam Boża Opatrzność przeciwko szatanowi i jego naśladowcom, którzy pragną zguby dusz. Różaniec rozwiązuje niezliczone problemy, zapewnia wieczne zbawienie i przybliża Królestwo Niepokalanego Serca Maryi.

    Kiedy Łucja zapytała Przenajświętszą Dziewicę w dniu jej ukazania się, 13 października 1917 w Fatimie, czego pragnie, Ona odpowiedziała: „Chcę ci powiedzieć, aby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie Różaniec.”

    W wielu objawieniach Matka Boża zalecała nabożeństwo do Różańca, ale szczególnie w Fatimie podkreślała znaczenie tej praktyki modlitewnej jako środka potrzebnego do nawrócenia świata. Przedstawiła się też jako Pani Różańca.

    Czy może być większe nabożeństwo?

    Na pytanie to odpowiada nam sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673 – 1716), wielki apostoł Przenajświętszej Maryi, który pisze: „Najświętsza Dziewica objawiła bł. Alanowi, że po Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką Naszego Pana, nie ma praktyki wspanialszej i wyjednującej większe łaski od Różańca Świętego, który jest jakby drugą kommemoracją i przedstawieniem Życia i Męki Chrystusa.”

    Istnieją liczne dokumenty papieskie wychwalające doskonałość Różańca Świętego. W nich to Papieże niestrudzenie polecają to nabożeństwo.

    Nabożeństwo Różańca Świętego – cudowne dzieje

    Według tradycji Matka Boża objawiła nabożeństwo Różańca Świętego św. Dominikowi Guzmanowi w roku 1214 jako środek wybawienia Europy od herezji. Chodziło o albigensów, którzy rozprzestrzeniając się niczym śmiertelna epidemia zarażali swymi błędami inne kraje – od północnych Włoch do okolic Albi w południowej Francji. Stąd pochodzi nazwa nadana tym heretykom, znanym także jako katarzy (od greckiego słowa oznaczającego “czysty”). Tym mianem, pełnym pychy, określali oni samych siebie.

    Byli niczym wilki w owczych skórach. Przedostawali się do środowisk katolickich, aby skuteczniej oszukiwać i zyskiwać sympatię. Heretycy ci wyznawali między innymi panteizm, wolną miłość, chcieli zniesienia bogactwa, hierarchii społecznej i własności prywatnej. Podobieństwo ich do współczesnych komunistów jest aż nazbyt wyraźne.

    Różne regiony XIII-wiecznej Europy zostały skażone herezją albigensów, a wszelkie wysiłki katolików zmierzające do ich powstrzymania okazywały się daremne. Heretycy po zdobyciu wielu dusz, zburzeniu wielu ołtarzy i przelaniu ogromnej ilości katolickiej krwi wydawali się ostatecznie zwyciężać.

    Św. Dominik (założyciel Zakonu Dominikanów) odważnie zaangażował się w walkę przeciwko sekcie albigensów, ale nie udało mu się powstrzymać naporu heretyków, którzy nadal deprawowali wiernych katolików. Ci, którzy próbowali się oprzeć, byli mordowani.

    Zrozpaczony św. Dominik błagał Najświętszą Dziewicę, aby wskazała mu jakąś skuteczną broń duchową, zdolną do zniszczenia straszliwych wrogów Kościoła Świętego.

    Najlepsza artyleria przeciwko szatanowi i jego naśladowcom

    Ściskając w ręku potężną broń, jaką w istocie był Różaniec, św. Dominik wrócił do walki głosząc niestrudzenie we Francji, Włoszech i Hiszpanii nabożeństwo, którego nauczyła go sama Matka Boża i wszędzie odzyskiwał dusze. Katolicy letni stawali się żarliwi, gorliwi uświęcali się, a zakony rozkwitały. Św. Dominik nawrócił rzesze heretyków, którzy wyrzekając się błędów powrócili do Kościoła katolickiego, grzesznicy zrywali z grzechami i odprawiali pokutę, wyrzucał demony z opętanych, czynił cuda i uzdrawiał. Tylko w samej Lombardii ów potężny krzyżowiec Różańca nawrócił ponad 100 000 albigensów. Wszystko to za pomocą najskuteczniejszej artylerii przeciwko szatanowi i jego sługom: Różańca Świętego.

    Broń zwyciężająca zło

    Tę tajemniczą broń Bóg umieszcza w dłoniach swych wiernych żołnierzy, walczących z szatanem i jego sługami krążącymi po świecie na zgubę dusz. Ta potężna broń jest dostępna dla wszystkich katolików (czcicieli Niepokalanej). Za jego pośrednictwem otrzymujemy ochronę przed zakusami diabła i gotowi jesteśmy stawić czoła wszelkim trudom życia.

    Zapewnia nas o tym sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: „Choćbyście się znaleźli nad brzegiem przepaści, choćbyście mieli już jedną nogę w piekle, choćbyście się nawet zaprzedali diabłu jak jaki czarownik, choćbyś był heretykiem zatwardziałym i uporczywym jak szatan, wcześniej czy później nawrócicie się i zbawicie się, jeżeli – powtarzam wam, a zważcie dobrze słowa i treści mojej rady – będziecie pobożnie odmawiali Różaniec Święty każdego dnia aż do śmierci, w celu poznania prawdy i otrzymania skruchy i przebaczenia waszych grzechów”.

    Potrzeba stałego odmawiania Różańca Świętego

    W dzisiejszych dniach również jesteśmy zagrożeni ze wszystkich stron. My i nasi bliscy doświadczamy trudności duchowych i materialnych. Nasz kraj jest ciągle w niebezpieczeństwie, a kryzysy stale narastają. Wzrasta też poczucie zagrożenia. Święty Kościół katolicki jest atakowany przez szatana i przeciwników zewnętrznych oraz wewnętrznych chcących go zniekształcić, a wreszcie całkowicie zniszczyć.

    Czy nie potrzebujemy nowych cudów? Oczywiście, że tak i to jak najrychlej! W tym celu winniśmy gorąco się o nie modlić. Dlaczego nie mielibyśmy posłużyć się ową potężną “artylerią” Różańca Świętego, który od wieków ratuje chrześcijaństwo i katolików z najgorszych opałów? Różaniec jest modlitwą prostą, krótką i tyleż przyjemną, co skuteczną.

    Różaniec jest najpiękniejszą i najcenniejszą ze wszystkich modlitw do Pośredniczki wszelkich łask i modlitwą najbliższą sercu Matki Bożej. Módlcie się na nim codziennie”.

    Papież Św. Pius X

    Korzyści i łaski, jakie możemy uzyskać odmawiając Różaniec Święty z rozważaniem tajemnic

    ˇ wznosi nas niepostrzeżenie ku doskonałemu poznaniu Jezusa Chrystusa
    ˇ oczyszcza nasze dusze z grzechów
    ˇ pozwala nam zwyciężać naszych nieprzyjaciół
    ˇ ułatwia nam praktykowanie cnót
    ˇ rozpala naszą miłość do Jezusa Chrystusa
    ˇ uzdalnia nas do spłacania naszych długów wobec Boga i wobec ludzi
    ˇ wreszcie, wyjednuje nam od Boga wszelkiego rodzaju łaski


    Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

    Artykuł ukazał się w 1. numerze “Przymierza z Maryją”

    ************************************************************************************************************

    Nowa mozaika Marko Rupnika w Tarnowskich Górach
    mozaika – o. Marco Rupnik SJ/Katowice.gość.pl

    *****

    Kościoły w Szkocji były zamknięte od uroczystości OBJAWIENIA PAŃSKIEGO (6 stycznia) do uroczystości ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO (25 marca). W tym czasu Mszę świętą odprawiałem każdego dnia w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego.
    Po otwarciu kościołów wciąż jednak obowiązuje limit – 50 osób w czasie Liturgii – dlatego nadal trwajmy we wzajemnej modlitwie, aby wyprosić u Boga uczestnictwo w sakramentach Kościoła dla wszystkich, którzy bardzo tego pragną.
    Jestem do dyspozycji każdego dnia jeżeli chodzi nie tylko o sakrament spowiedzi św. czy sakrament namaszczenia chorych, ale także na spotkanie, aby porozmawiać o trudnych wyzwaniach dzisiejszego czasu.

    telefon domowy: 0141 339 9163

    telefon komórkowy: 00 44 7974 240501

    mail: marian.lekawa@gmail.com


    **************
    Módlmy się o właściwe odczytanie obecnego czasu.

    Jak przeżywam ten czas kiedy kościoły są pozamykane? Czy to tylko doświadczenie niemożności uczestniczenia w Liturgii Kościoła? Na ile uległem panice strachu? Na ile odzwierciedlam kondycję mojego Kościoła, bo jestem Jego maleńką cząstką?

    Nie można lekceważyć podstawowych sanitarnych zaleceń, bo COVID-19 istnieje i wielu zmarło na ten rodzaj wirusa. Chodzi jednak o głębsze spojrzenie – jak odczytuję ten dopust Boży? Co chce Pan Bóg mi powiedzieć, skoro dopuścił taką sytuację? Przeżywamy Wielki Post i ten znak jest zdecydowanie w tym czasie mocniej czytelny – wezwanie do nawrócenia.

    Nie można dywagować: „Taki przypadek i trzeba to jakoś przetrwać”. Przypadek? Jeżeli usiłuję coraz głębiej żyć wiarą – to nie o przetrwanie tu chodzi. Taki bardzo trafny przykład do tej sytuacji może mi pomoże głębiej wejść w ten Wielkopostny czas:

    ktoś mówi, że w Wielki post nie pije alkoholu i musi to jakoś przetrwać. Co to za post? Tylko po to, żeby po prostu nie pić czy po to, żeby zrobić to dla Chrystusa i dla bliźnich i zrozumieć, co tak naprawdę ważne jest w życiu. To jest właśnie istota czasu próby

    Dawniej bardzo trafnie ludzie wierzący potrafili nazwać tego typu sytuacje, którą teraz przeżywamy.

    ************************************************************************************************************

    KS. BISKUP IGNACY DEC:

    Nie ma zgody na zamykanie świątyń

    Biskup Ignacy Dec: Nie ma zgody na zamykanie świątyń

    fot. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


    Eucharystia jest najcenniejszym skarbem, jaki mamy na ziemi. W pełni możemy w niej uczestniczyć jedynie we wspólnocie Kościoła i w świątyniach. Nonsensem jest więc w okresie epidemii zamykanie źródła uzdrowień duchowych i fizycznych – powiedział biskup Ignacy Dec.

    Biskup senior diecezji świdnickiej przypomniał, że próby narzucania przez państwa Kościołowi zamykania świątyń czy też drastycznego ograniczenia kultu z powodu chorób i zaraz jest precedensem.

    – Przyjrzyjmy się dotychczasowej historii świata. Gdy dochodziło do strasznych epidemii, a ludzie masowo umierali, to żadna władza – nigdy – nie zdecydowała się na zamknięcie świątyń. To były te miejsca, gdzie ludzie wierzący szukali ratunku i gdzie go znajdowali. Na kolanach błagano Miłosierdzie Boże o oddalenie zagrożenia. Teraz próbuje się nam wmówić, że świątynie są niebezpieczne dla naszego zdrowia – powiedział hierarcha w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

    – Pamiętajmy o naszej ponad 1000-letniej historii. Przez wieki nasz Naród był świadomy tego, dokąd zmierza. Wiedzieliśmy też, skąd przychodzimy, a więc z doświadczeń i tradycji zakorzenionych w prawdzie Ewangelii. Obecny rząd wielokrotnie odwoływał się do wyższych wartości. I wierzę w to głęboko, że drugi rok z rzędu nie dojdzie do zamknięcia świątyń. Byłoby to coś strasznego – podkreślił.

    Ksiądz biskup Dec ma nadzieję na większe zaangażowanie wiernych w zabiegi o swobodę kultu religijnego.

    – Setki tysięcy ludzi w Polsce nie może od ponad roku uczestniczyć we Mszy świętej z racji obostrzeń. Głód Eucharystii jest ogromny. (…) Mamy prawo się gromadzić i oddawać Bogu chwałę. A to możliwe jest w pełni tylko w świątyniach. Dlatego mam nadzieję, że katolicy i organizacje katolickie wyjdą z oficjalnym stanowiskiem, w którym stwierdzą, że na ponowne zamykanie świątyń nie ma zgody – zachęcił.

    – Eucharystia jest najcenniejszym skarbem, jaki mamy na ziemi. W pełni możemy w niej uczestniczyć jedynie we wspólnocie Kościoła i w świątyniach. Nonsensem jest więc w okresie epidemii zamykanie źródła uzdrowień duchowych i fizycznych – wskazał ksiądz biskup Dec.

    PCh24.pl/„Nasz Dziennik”/Radio Maryja/26.03.2021

    *************

    Szkocja: Sąd uznał zamknięcie kościołów za niekonstytucyjne


    Szkocja: Sąd uznał zamknięcie kościołów za niekonstytucyjnekościół pod wezwaniem św. Jakuba w Innerleithen /fot. Phillip Gamble /Creative Commons


    Szkocki sąd uznał rządowy zakaz sprawowania kultu za „niezgodny z konstytucją, nieproporcjonalny i naruszający podstawowe prawa człowieka”.

    8 stycznia premier Nicola Sturgeon w ramach walki z rozprzestrzenianiem koronawirusa, wprowadził całkowity zakaz sprawowania kultu religijnego. Sprawowanie jakichkolwiek nabożeństw z udziałem wiernych zostało wpisane na listę przestępstw. W związku z tym, 27 przywódców religijnych (w tym Kościoła katolickiego w Szkocji) złożyło zbiorowy pozew przeciw państwu, oskarżając rząd o łamanie podstawowych praw człowieka.

    Przewodniczący rozprawie sędzia lord Baird stwierdził, że kryminalizacja kultu religijnego podczas obecnego zamknięcia naruszyła w „sposób nieproporcjonalny” wolność wyznania zagwarantowaną w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Tym samym sąd uznał wymuszanie zamykania kościołów w czasie pandemii za niezgodne z konstytucją.

    Jego zdaniem niemożliwe jest zbadanie mierzalnego wpływu rządowych restrykcji na uczucia religijne, których nie można porównać do „tymczasowej utraty towarzystwa z powodu zamknięcia barów czy restauracji”. Natomiast wyraźnie zaznaczył, że orzeczenie nie upoważnia do natychmiastowego otwarcia miejsc sprawowania kultu.

    „Nie zdecydowałem, że wszystkie kościoły muszą zostać natychmiast otwarte lub, że jest to dla nich bezpieczne, ani nawet, że żadne ograniczenia w ogóle nie są uzasadnione” – powiedział. „Postanowiłem tylko, że kwestionowane w pozwie przepisy poszły dalej, niż pozwalało na to prawo w momencie ich tworzenia” – podkreślił.

    źródło: news.sky.com / bbc.com

    ************************************************************************************************************

    Tylko Eucharystia

    i oddanie się Maryi.

    Obyśmy duchowo nie obumarli z głodu tego Chleba

    Tylko Eucharystia i oddanie się Maryi. Obyśmy duchowo nie obumarli z głodu tego Chleba - zdjęcie

    Nadchodzą dla Kościoła ciężkie czasy. To co było do tej pory, jest niczym w porównaniu z tym, co ma nastąpić. Pozostają jedynie dwa sposoby, aby uratować się z tego zamętu: oddać się Przenajświętszej Pannie i często przystępować do Komunii Świętej – tak tłumaczył znaczenie swojej słynnej proroczej wizji święty Jan Bosko.

    Okręt Kościoła, miotany falami, atakowanego z furią przez licznych wrogów, zostaje ocalony dzięki zakotwiczeniu między dwoma kolumnami wyrastającymi z wzburzonego morza.

    Pierwsza kolumna to AUXILIUM CHRISTIANORUM – Wspomożenie Wiernych, a na jej szczycie figura Niepokalanej Dziewicy, druga – potężniejsza i górująca nad wszystkim SALUS CREDENTIUMZbawienie Wierzących, a na niej roztacza swój blask Najświętsza Hostia.

    Wrogie okręty szturmują okręt Kościoła, czyniąc w nim liczne wyrwy. Jednak gdyłagodna bryza zaczyna wiać od dwóch kolumn, pęknięcia zasklepiają się, a przecieki natychmiast ustają. Gdy gwałtowny sztorm wybucha ze zdwojoną siła, wówczas Papież staje przy sterze i wszystkie siły poświęca sterowaniu okrętu ku dwóm kolumnom.Wywołuje to wściekłość nieprzyjaciół i złych duchów: podwajają ataki na Kościółrzucając weń książkami i zapalnymi materiałami, których posiadają mnóstwo, strzelają z karabinów i dział. Papież ginie od strzał, zanim jego następca zdoła bezpiecznie zakotwiczyć okręt pomiędzy kolumnami. Wówczas dopiero nad morzem zapada wielka cisza.

    Wyobraź sobie – mówi św. Jan Bosco – że jesteś na samotnej skale i że nie widzisz żadnego skrawka ziemi poza tym, jaki masz pod stopami. Na rozległej toni morskiej dostrzegasz niepoliczoną flotyllę okrętów ustawionych w szyku bojowym. Ich dzioby są podobne do ostrych zakończeń włóczni, tak że w cokolwiek uderzą, przebijają to na wylot i całkowicie niszczą.

    Pomyślmy i my o tym, że skoro w proroczym śnie, Kościół miotany sztormem zmierza do jedynego swego ratunku Najświętszej Eucharystii i Dziewicy Maryi – to znaczy, że oddalił się niebezpiecznie od tych dwóch filarów, czyniąc się bezbronnym wobec ataków nieprzyjaciela.

    Europa i cały świat zmaga się z pandemią. Drzwi kościołów zostały zamknięte z obawy przed niewidzialnym zagrożeniem.

    A jednak tylko Eucharystia przyjmowana z czcią i wiarą w rzeczywistą obecność Chrystusa może uratować Kościół. Obyśmy duchowo nie obumarli z głodu tego Chleba.Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie – mówi Jezus.Nie bójmy się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójmy się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle!

    Bóg udzielił swojej Matce wszystkiego, co wysłużył podczas swojego życia i śmierci, a mianowicie nieskończone zasługi i przedziwne cnoty. Uczynił Ja skarbniczką tego wszystkiego, co Ojciec dał Jemu w dziedzictwo, i przez Nią udziela swoich zasług Jego członkom, i przez Nią przekazuje swoje cnoty i udziela Swoich łask. Ona jest Jego mistycznym kanałem, Jego akweduktem, przez który delikatnie i obficie spływa Jego miłosierdzie.

    Nie zostaje udzielony ludziom żaden niebieski dar, który by nie został przekazany przez Jej dziewicze ręce. Taka w istocie jest wola Boga, który postanowił, że wszystko powinniśmy mieć przez Maryję.

    Gdy Duch Święty, Jej małżonek, znajduje Maryję w jakiejś duszy, wzlatuje ku niej i wnika w nią zupełnie, udziela się tej duszy w obfitości, tym bardziej, im więcej ta dusza przyznała Jego Oblubienicy. Jednym z głównych powodów, dlaczego Duch Święty nie sprawia obecnie nadzwyczajnych cudów duszach, jest to, że nie odnajduje w nich wystarczająco bliskiego związku z Jego wierną i nierozłączną małżonką. *

    Eucharystia i Niepokalane Serce Maryi – oto cała nasza nadzieja. Prośmy Maryję o łaskę rychłego otwarcia kościołów i dostęp Ludu Bożego do świętych Sakramentów.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty.
    W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany.
    Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca
    i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników!**

    *****

    * św. Ludwik Grignon de Montfort Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

    * *modlitwa Anioła przekazana Dzieciom Fatimskim

    Redakcja: Monika Grzesik/Fronda

    ************************************************************************

    Św. Jan Bosco wieczorem 26 V 1862 roku dostąpił widzenia, które ma wielkie znaczenie dla naszych czasów:

    „Ujrzałem siebie na małej, skalistej wysepce na morzu. Szalała straszliwa burza. Wtem ujrzałem olbrzymi okręt, potężnie miotany na wszystkie strony. Na nim zobaczyłem Papieża, kardynałów, biskupów, księży, zakonników i wielu ludzi. I zrozumiałem: oznacza to Święty Kościół Katolicki. Wokół tego wielkiego okrętu – Kościoła widziałem wiele innych potężnych okrętów i były to mniej lub bardziej agresywne statki, które atakowały okręt Kościoła, wyrządzając mu wiele szkód. Równocześnie nieprzyjaciele zarzucali okręt papieski olbrzymią ilością książek i broszur. W czasie szczególnie gwałtownego ataku zobaczyłem, że sam Papież został ciężko ranny i że umarł w skutek upływu krwi. Jednak znajdujący się na jego okręcie kardynałowie wybrali zaraz nowego Papieża. Wiadomość o śmierci jednego Papieża i o wyborze jego następcy została natychmiast podana światu. Ów nowy Papież podjął bardzo trudne zadanie. Ciężko uszkodzony okręt Kościoła zdawał się być zgubiony wobec szalonej przemocy wrogów; sądzili oni, że odnieśli zwycięstwo. Lecz wtedy zobaczyłem, jak nagle z ciemności i wzburzonego morza wyłaniają się w górę dwa wspaniałe, świetlane kolumny. Nad pierwszą dojrzałem u góry unoszącą się ogromną, jaśniejącą Hostię, a na szczycie kolumny zobaczyłem tablicę z napisem “Salus Credentium”, to znaczy: “Ratunek dla wierzących”. Na drugiej, nieco mniejszej kolumnie, znajdującej się trochę dalej, dojrzałem u góry statuę Niepokalanej Matki Bożej – Maryi oraz tablicę z napisem: “Auxilium Christianorum”, to znaczy: “Wspomożenie chrześcijan”. Kiedy wśród burzy i ciemności, w największej potrzebie i udręce – rozbłysło to cudowne zjawisko świetlne, wszyscy na okręcie Kościoła zapałali nową nadzieją. A nowo wybrany Papież wydał polecenie, by skierować się ku tym dwóm świetlanym kolumnom, aby przytwierdzić do nich okręt Kościoła. Kiedy to nastąpiło, burza uciszyła się, ustąpiły ciemności i nastał wspaniały dzień. Wówczas zobaczyłem, jak wrogie okręty popadły w największy zamęt, zderzały się ze sobą, tonęły w głębiach wód lub wylatywały w powietrze. Inne oddalały się i znikały z pola widzenia. Wielu rozbitków z tych zniszczonych okrętów pływało na szczątkach statków, kierując się ku niosącemu ratunek okrętowi Kościoła. Przyjmowano ich tam z litością i udzielano im pomocy”.
    Od czasów tej wizji Kościół przechodził ciężkie chwile, ale wszystko pokonywał z pomocą Bożą. Pokona on także dzisiaj natarcie całego piekła. Także obecnie – jak już nieraz w historii Kościoła bywało – ratunek przyniosą mu dwie kolumny, Jedna oznacza Najświętszy Sakrament Ołtarza, a druga – Najświętszą Maryję Pannę. Będą to najskuteczniejsze środki, aby wytrwać w obliczu nadchodzących prób i doświadczeń.

    witraż autorstwa Tadeusza Brzeskiego wykonany w 1996 roku

    Św. Jan Bosco często opowiadał o tej wizji i dodawał wyjaśnienie:
    „Nieprzyjacielskie okręty oznaczają prześladowania Kościoła. Ciężkie go czekają przeprawy. Jego dotychczasowe cierpienia są niczym w porównaniu z tym, co jeszcze nastąpi. Scena ta oznacza, że Papież zwycięży wrogów Kościoła dzięki doskonałemu nabożeństwu do Matki Najświętszej, którym rozpali cały Kościół, czego następstwem będzie powszechny, gorący kult do Eucharystii w całym Kościele i to da zwycięstwo Papieżowi. Kościół będzie przeżywał ciężkie chwile, także dozna wielu szkód, ale samo Niebo przyjdzie mu z pomocą. Ciężkie czasy skończą się i zapanuje pokój. Dla Kościoła będzie to nowy, wspaniały rozkwit.”

    z parafii NMP WSPOMOŻYCIELKI WIERNYCH w Olsztynie

    ************************************************************************

    Medytacja

    Medytacja

    Serce Jezusa aż do śmierci posłuszne, zmiłuj się nad nami!

    Przygotowanie: Zanim przystąpisz do lektury słowa Bożego i rozważań, znajdź odpowiednie miejsce, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał. Możesz wyznaczyć sobie czas, kilka lub kilkanaście minut spędzonych w modlitewnym skupieniu. Pomyśl, że Bóg jest blisko i patrzy na ciebie z czułością. Zna wszystkie twoje trudności i strapienia.

    Zatrzymuj się z uwagą na każdym zdaniu, które przykuje twoją uwagę. Pamiętaj o radzie św. Ignacego z Loyoli: nie obfitość wiedzy, którą zdobywasz, ale wewnętrzne smakowanie tajemnicy nasyca twoje serce.

    Zanim przeczytasz Ewangelię: W wyobraźni spróbuj znaleźć się w ewangelicznej scenie, pod krzyżem, razem z Maryją, innymi kobietami oraz umiłowanym uczniem. Zobacz żołnierzy, którzy dzielą między siebie szaty Jezusa. Skup swoją uwagę na obliczu Matki wpatrzonej w ukrzyżowanego Syna. Pomyśl, że w niezrozumiałym po ludzku akcie posłuszeństwa Jezusa rodzi się ogromne dobro dla ciebie i całej ludzkości.

    O co się modlić? Przed lekturą wzbudź w sobie intencję. Poproś o to, by twoje serce było, na wzór serca Jezusa, gotowe pełnić wolę Boga nawet wówczas, gdy trzeba będzie za to zapłacić wysoką cenę.

    Zjednoczenie serc

    Na Golgocie, nieopodal murów Jerozolimy, rozgrywa się największy dramat w dziejach ludzkości. Umierającemu Jezusowi towarzyszy Matka wraz z grupką kilku kobiet. Jej serce przeszywa ból. Patrzy na śmierć Syna i słyszy miotane przez przywódców ludu pod Jego adresem obelgi (por. Łk 23,35n). Jej serce zjednoczone jest z sercem Syna.

    W momencie zwiastowania Maryja stawiała pytania (por. Łk 1,34). Teraz milczy i kocha, przyjmując testament Jezusa. Już dawno zrozumiała, że posłuszeństwo Jego słowu nie zawodzi. Na weselu w Kanie, u progu Jego publicznej działalności, mówiła do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Maryja przeczuwa, że ta śmierć nie jest definitywnym końcem, a Jej trwanie pod krzyżem przyniesie wkrótce owoce. W bólu Golgoty rodzi się nowa wspólnota serc.

    W szczerości serca odpowiedz na pytanie, jak szukasz woli Boga, jak ją realizujesz.

    Jak wygląda twoja modlitwa w chwilach próby? Czy jest w niej więcej niezrozumienia i buntu, czy zawierzenia i zgody? Proś o przyjęcie woli Boga sercem otwartym i hojnym nawet wówczas, gdy to kosztuje.

    Pokarm codziennego życia

    Jezus uczył się wiary od swoich rodziców. Postawa Maryi i Józefa, wiernie kroczących za wezwaniem Boga – oto wzór towarzyszący Mu od dzieciństwa (por. Mt 2,13). W zaciszu Nazaretu Jezus uczył się czci i posłuszeństwa wobec ziemskich opiekunów. Pielgrzymki do Jerozolimy i uczestnictwo w religijnym życiu wspólnoty Izraela kształtowały Jego uległość wobec Ojca (por. Łk 2,41-52). Rodzina była pierwszym miejscem dojrzewania w posłuszeństwie. U progu publicznej działalności okazał je na pustyni, nie dając się zmiażdżyć pokusom nieprzyjaciela (Mt 4,1n), który chciał Go odwieść od wyznaczonej przez Ojca drogi. W modlitwie „Ojcze nasz” polecił swoim uczniom modlić się o gotowość wypełniania woli Boga. Innym razem powiedział: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4,34).

    Zastanów się nad swoją obecnością w szkole Mistrza. Na ile czujesz się uczniem Jezusa? Jak często konfrontujesz swoje codzienne wybory z Jego Ewangelią? Proś o dar uważności na Jego słowo i łaskę wprowadzania go w życie.

    Owoce posłuszeństwa

    Walka o posłuszeństwo woli Ojca osiągnęła kulminację w Ogrodzie Oliwnym. W godzinie próby Jezus modlił się słowami: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie” (Mt 26,39). Pokarm woli Bożej, mimo smaku goryczy, jest siłą Jezusa. Przychodząc na świat, Syn Boży deklarował gotowość wypełnienia planu Ojca. Wypowiadał przed Jego obliczem brzemienne w skutkach słowa: „Oto idę, aby pełnić Twoją wolę” (Hbr 10,9). Jednak wstępna dyspozycja i nabyta cnota to dwie różne rzeczy. Całe życie Jezusa było przygotowaniem do ostatecznego „tak”, wypowiedzianego w godzinie próby, a Jego posłuszeństwo było radykalne w tym sensie, że przyjął niezasłużony los. Zrobił to ze względu na nas.

    Postawa Jezusa przyniosła obfite owoce. Dzięki oddaniu się w ręce Ojca cała ludzkość dostępuje odpuszczenia grzechów. Powstaje także nowa rodzina, Kościół powierzony opiece Maryi. W poranek Zmartwychwstania dobro ujawni się w całej pełni, w licznych, rodzących nowe życie spotkaniach. Ale na razie jest miejsce na cierpliwe trwanie w decyzji oddania życia. Także twoje życie przynosi owoce. Największe są wtedy, gdy umierasz dla swego egoizmu i żyjesz dla innych. Także niełatwa codzienna wierność w sprawach najmniejszych jest nieocenionym posiewem dobra, długotrwałą inwestycją, której skutki ujawnią się w wieczności.

    Proś o dar dostrzegania owoców cierpliwego trwania przy Bogu. Dziękuj też za duchowe macierzyństwo Maryi. W duchu wiary zaproś Ją do swojego życia. Niech pocieszy, poprowadzi. Niech pomoże wzrastać w szkole Jezusa i uczy uległości wobec Boga. Razem z Matką Jezusa powtarzaj: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego”.

    Na koniec: W duchu zawierzenia odmów modlitwy „Ojcze nasz” i „Zdrowaś, Maryjo”.

    ks. Rafał Bogacki/Gość Niedzielny

    ************************************************************************************************************

    Nabożeństwo Słowa Bożego na Niedzielę Palmową przeżywaną w domu

    NIEDZIELA PALMOWA
    Renata Sedmakova | Shutterstock

    ****

    Nawet jeśli nie masz możliwości uczestniczenia w liturgii w kościele, nie rezygnuj ze spotkania z Bożym Słowem. Przygotowaliśmy specjalną propozycję liturgii domowej na Niedzielę Palmową.

    Jest to nabożeństwo Słowa Bożego przeznaczone zarówno dla tych, którzy mają możliwość uczestniczenia we mszy świętej (wtedy można potraktować tę liturgię jako doskonałe przygotowanie do niedzielnego świętowania), jak i dla tych z nas, którzy nie będą mogli wybrać się do swych parafii. 

    Instrukcja dotycząca palm:

    • Jeśli masz możliwość uczestniczenia we mszy świętej w kościele, pomiń tę część nabożeństwa z błogosławieństwem palm. 
    • Przygotujcie swoje własne palmy z tego, co macie w domu lub własnym ogródku.
    • Palmy mogą być właściwie z dowolnych ziół, traw, kwiatów czy gałązek. Ważne jest tylko, by pojawił się kolor zielony, który symbolizuje tu nowe życie i triumf nad śmiercią.
    • Na zakończenie tego nabożeństwa w domu warto urządzić coś na kształt procesji z palmami po naszych pokojach oraz doczepić do krucyfiksu czy krzyża wiszącego na ścianie małą zieloną gałązkę z palmy.

    Instrukcja do czytania Męki Pańskiej:

    • Męka Pańska opisana przez św. Mateusza to tekst piękny i poruszający. Warto ją odczytać powoli i ze zrozumieniem. Jeśli tylko to możliwe, podzielcie się w domu czytaniem tego tekstu według tradycyjnych ról oznaczonych poniżej w następujący sposób: + – słowa Chrystusa, E. – słowa Ewangelisty, I. – słowa innych osób pojedynczych, T. – słowa kilku osób lub tłumu.
    • Jeśli mamy tylko dwóch lektorów, pierwszy bierze partię Jezusa, a drugi całą resztę.
    • Dobrze jest wcześniej przygotować się do tego czytania, by podczas nabożeństwa nie rozpraszać pozostałych.

    Instrukcja ogólna:

    • Gdy jesteś sam, po prostu przeczytaj czytania oraz modlitwy tu proponowane. Zachęcamy też do włączenia się w liturgię transmitowaną w telewizji lub online. 
    • Ten sposób odprawienia nabożeństwa wymaga obecności co najmniej dwóch osób.
    • Można je odprawić w sobotę wieczorem po zachodzie słońca albo w niedzielę, w zależności od tego czy wybieramy się do kościoła czy też nie mamy takiej możliwości.
    • Najlepiej odprawić je w gronie rodziny, przyjaciół lub sąsiadów, ale z zachowaniem wszystkich reguł dotyczących bezpieczeństwa sanitarnego. 
    • Przed kącikiem modlitwy ustawiamy krzesła (w odpowiednim odstępie). 
    • Prosty krzyż czy krucyfiks powinien znajdować się w pokoju.
    • Zapalamy jedną lub kilka świec, które ustawiamy na niepalnym podłożu.
    • Jeśli mamy ogród, zerwijmy kilka kwiatów, ten akcent podkreśli radosny wymiar nadchodzącej Wielkanocy.
    • Wyznaczamy osobę, która poprowadzi modlitwę.
    • Prowadzący decyduje o długości momentów ciszy.
    • Wyznaczamy, kto czyta poszczególne czytania.
    • Przygotowujemy wcześniej modlitwę wiernych i wyznaczamy osobę, która ją przeczyta lub wypowie z serca.
    • Możemy przygotować też odpowiednie pieśni.

    Niedziela Palmowa

    «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.
    Wierzysz w to?»

    Wszyscy siedzą. Prowadzący mówi:

    Bracia i siostry,

    Dziś, w Niedzielę Palmową [w wigilię Niedzieli Palmowej] wiemy dobrze, że gdy zgromadzimy się, by modlić się w Jego imieniu, Jezus Chrystus jest obecny wśród nas. I wierzymy, że gdy czytamy Pismo Święte w Kościele, to Słowo Boże do nas przemawia. Jego Słowo jest więc prawdziwym pokarmem dla naszego życia. Dlatego wspólnie z całą wspólnotą Kościoła wsłuchajmy się w nie.

    Pauza

    Niedziela Palmowa oraz Męka naszego Pana zapraszają nas, by przejść od bólu do nadziei, od strachu do ofiary z samego siebie. I w ten sposób, krok za krokiem trwać na drodze Paschy.

    W tych trudnym czasie boleśnie doświadczamy swych słabości i ograniczeń. Ale i tak pamiętamy o tym, co Jezus powiedział do św. Pawła i dziś również to samo mówi do nas: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali.

    Pauza.

    Po chwili ciszy, wszyscy wstają i robią znak krzyża, mówiąc:

    W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego, Amen.

    Jeśli wybieramy się na mszę do kościoła, pomijamy ten fragment nabożeństwa oznaczony ciągłymi liniami. 


    BŁOGOSŁAWIEŃSTWO PALM

    Bierzemy do rąk nasze palmy, wznosimy do góry i śpiewamy „Święty, Święty” po polsku lub po łacinie – ale nie w całości, tylko pierwszą część.

    Święty, Święty, Święty,
    Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Sanctus, Sanctus, Sanctus,
    Dominus Deus Sabaoth.
    Pleni sunt caeli et terra gloria tua.
    Hosanna in excelsis.
    Benedictus, qui venit in nomine Domini.
    Hosanna in excelsis.

    Nadal trzymamy palmy w dłoniach i teraz kierujemy je ku temu, który prowadzi modlitwę. Prowadzący wypowiada słowa błogosławieństwa.

    Wszechmogący Boże, z palmami w rękach czcimy dzisiaj zwycięstwo Chrystusa, pomnóż naszą wiarę i wysłuchaj nasze prośby, abyśmy zjednoczeni z Chrystusem przynosili Tobie owoce dobrych uczynków. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    EWANGELIA

    Nadal stoimy, a prowadzący odczytuje fragment Ewangelii według św. Mateusza 21,1-11.

    Słowa Ewangelii według świętego Mateusza

    Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam kto co mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści”».

    Stało się to, żeby się spełniło słowo proroka: „Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”.

    Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:

    «Hosanna Synowi Dawida.
    Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokościach».

    Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei».

    Po tym czytaniu Ewangelii ponownie wzywamy Pana, śpiewając drugą część „Święty, Święty” po polsku lub po łacinie. 

    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości. (bis)

    Benedictus qui venit in nomine Domini.
    Hosanna in excelsis. (bis)


    Teraz odkładamy nasze palmy na odpowiednie miejsce. Siadamy, a prowadzący modlitwę zachęca wszystkich do chwili skupienia i medytacji. 

    Po radosnym wejściu do świątyni, wspominamy teraz ofiarę krzyża, ponawianą w każdej mszy świętej. Chrystus uniżył się, przyjął krzyż i cierpienie, aby nasze krzyże i nasze cierpienia w zjednoczeniu z Nim były drogą do zbawienia i chwały.

    Chrystus jest zapowiedzianym przez proroka Izajasza Sługą Boga, który podejmuje dobrowolnie cierpienie, aby ludzi obdarzyć zbawieniem. Św. Paweł przedstawia nam obraz uniżenia Chrystusa, które prowadzi do wywyższenia i chwały. Przez swą pokorę i cierpienie Chrystus wypełnia zapowiedzi proroków i prostuje błędny obraz Mesjasza, a nam wskazuje prawdziwą drogę, która prowadzi przez cierpienie do chwały.

    Pauza 

    Wysłuchamy teraz Męki Pańskiej, która ukazuje nam, jak bardzo ukochał nas Boży Syn, że dla nas i dla naszego zbawienia nie wahał się oddać w ręce grzeszników i wycierpieć męki krzyża. Przygotujmy się do wysłuchania tego wydarzenie w chwili ciszy.

    Cisza 5 min. 

    Przy wjeździe Jezusa do Jerozolimy widzimy tłumy wiwatujące na jego cześć. Dołączmy do nich, śpiewając ponownie:

    Święty, Święty, Święty,
    Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Sanctus, Sanctus, Sanctus,
    Dominus Deus Sabaoth.
    Pleni sunt caeli et terra gloria tua.
    Hosanna in excelsis.
    Benedictus, qui venit in nomine Domini.
    Hosanna in excelsis.

    MODLITWA

    Wszechmogący, wieczny Boże, aby dać ludziom przykład pokory do naśladowania sprawiłeś, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu; daj nam pojąć naukę płynącą z Jego męki i zasłużyć na udział w Jego zmartwychwstaniu. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytania na Niedzielę Palmową

    Czytający stoi, reszta wiernych siedzi.

    PIERWSZE CZYTANIE

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Filipian (Flp 2,6-11)

    Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.

    Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

    Oto słowo Boże.
    Reszta: Bogu niech będą dzięki.

    Czytający lub śpiewający psalm stoi, reszta siedzi.

    PSALM 22

    Refren: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?

    Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą *
    wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
    «Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, *
    niech go ocali, jeśli go miłuje».

    Refren.

    Sfora psów mnie opadła, *
    otoczyła mnie zgraja złoczyńców.
    Przebodli moje ręce i nogi, *
    policzyć mogę wszystkie moje kości.

    Refren.

    Dzielą między siebie moje szaty *
    i los rzucają o moją suknię.
    Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka: *
    pomocy moja spiesz mi na ratunek.

    Refren.

    Będę głosił swym braciom Twoje imię *
    i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
    «Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie, *
    niech się Go lęka całe potomstwo Izraela».

    Refren.

    EWANGELIA

    Wszyscy wstają. Ewangelia jest odczytywana z podziałem według tradycyjnych ról oznaczonych poniżej w następujący sposób: 
    + – słowa Chrystusa

    E. – słowa Ewangelisty
    I. – słowa innych osób pojedynczych
    T. – słowa kilku osób lub tłumu

    Śpiew:

    Chwała Tobie, Słowo Boże.

    Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci,
    a była to śmierć na krzyżu.
    Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko
    i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię.

    Chwała Tobie, Słowo Boże.

    Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Marka (Mk 14,1-15,47)

    E. Dwa dni przed Paschą i Świętem Przaśników arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by Jezusa podstępem ująć i zabić. Lecz mówili: T. Tylko nie w święto, żeby nie było wzburzenia między ludem.

    E. A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział za stołem, przyszła kobieta z alabastrowym flakonikiem prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego. Rozbiła flakonik i wylała Mu olejek na głowę. A niektórzy oburzyli się, mówiąc między sobą: T. Po co to marnowanie olejku? Wszak można było olejek ten sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać je ubogim. E. I przeciw niej szemrali. Lecz Jezus rzekł: + Zostawcie ją; czemu sprawiacie jej przykrość? Spełniła dobry uczynek względem Mnie. Bo ubogich zawsze macie u siebie i kiedy zechcecie, możecie im dobrze czynić; Mnie zaś nie zawsze macie. Ona uczyniła, co mogła; już naprzód namaściła moje ciało na pogrzeb. Zaprawdę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również na jej pamiątkę opowiadać o tym, co uczyniła.

    E. Wtedy Judasz Iskariota, jeden z Dwunastu, poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać. Gdy to usłyszeli, ucieszyli się i przyrzekli dać mu pieniądze. Odtąd szukał dogodnej sposobności, jak by Go wydać.

    W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: T. Gdzie chcesz, żebyśmy przygotowali Ci spożywanie Paschy? E. I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: + Idźcie do miasta, a spotka was człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas. E. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, a tam znaleźli wszystko, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę.

    Z nastaniem wieczoru przyszedł tam razem z Dwunastoma. A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: + Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda, ten, który je ze Mną. E. Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: I. Czyżbym ja? E. On im rzekł: + Jeden z Dwunastu, ten, który ze Mną rękę zanurza w misie. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.

    E. A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: + Bierzcie, to jest Ciało moje. E. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: + To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym.

    E. Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej. A Jezus im rzekł: + Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę Pasterza, a rozproszą się owce. Lecz gdy powstanę, udam się przed wami do Galilei. E. Na to rzekł Mu Piotr: I. Choćby wszyscy zwątpili, to na pewno nie ja. E. Odpowiedział mu Jezus: + Zaprawdę, powiadam ci: dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz. E. Lecz on tym bardziej zapewniał: I. Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. E. Wszyscy zresztą tak samo mówili.

    A kiedy przyszli do posiadłości zwanej Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: + Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem się pomodlę. E. Wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć oraz odczuwać trwogę. I rzekł do nich: + Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie. E. I odszedłszy nieco do przodu, padł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: + Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie.

    E. Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: + Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. E. Odszedł znowu i modlił się, wypowiadając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były zmorzone snem, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć.

    Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: + Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Nadeszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto blisko jest mój zdrajca.

    E. I zaraz, gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych. A zdrajca dał im taki znak: I. Ten, którego pocałuję, to właśnie On; chwyćcie Go i wyprowadźcie ostrożnie. E. Skoro tylko przyszedł, przystąpił do Jezusa i rzekł: I. Rabbi!, E. i pocałował Go. Tamci zaś rzucili się na Niego i pochwycili Go. A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho.

    A Jezus zwrócił się i rzekł do nich: + Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pojmać. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pochwyciliście Mnie. Muszą się jednak wypełnić Pisma.

    E. Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i uciekł od nich nago.

    A Jezusa zaprowadzili do najwyższego kapłana, u którego zebrali się wszyscy arcykapłani, starsi i uczeni w Piśmie. Piotr zaś szedł za Nim w oddali aż na dziedziniec pałacu najwyższego kapłana. Tam siedział między służbą i grzał się przy ogniu.

    Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić, lecz nie znaleźli. Wielu wprawdzie zeznawało fałszywie przeciwko Niemu, ale świadectwa te nie były zgodne. A niektórzy wystąpili i zeznali fałszywie przeciw Niemu: T. My słyszeliśmy, jak On mówił: Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony. E. Lecz i tu ich świadectwo nie było zgodne.

    Wtedy najwyższy kapłan wystąpił na środek i zapytał Jezusa: I. Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciw Tobie? E. Lecz On milczał i nic nie odpowiedział. Najwyższy kapłan zapytał Go ponownie: I. Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego? E. Jezus odpowiedział: + Ja jestem. A ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi. E. Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: I. Na cóż nam jeszcze trzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje? E. Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: T. Prorokuj! E. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy.

    Kiedy Piotr był na dole, na dziedzińcu, przyszła jedna ze służących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się przy ogniu, przypatrzyła mu się i rzekła: I. I ty byłeś z tym Nazarejczykiem Jezusem. E. Lecz on zaprzeczył, mówiąc: I. Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz. E. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, ujrzawszy go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: I. To jest jeden z nich. E. A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: T. Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem. E. Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: I. Nie znam tego człowieka, o którym mówicie. E. I zaraz powtórnie zapiał kogut. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus: Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz. I wybuchnął płaczem.

    Zaraz wczesnym rankiem arcykapłani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cały Sanhedryn powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. Piłat zapytał Go: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Odpowiedział mu: + Tak, Ja nim jestem. E. Arcykapłani zaś oskarżali Go o wiele rzeczy. Piłat ponownie Go zapytał: I. Nic nie odpowiadasz? Zważ, o jakie rzeczy Cię oskarżają. E. Lecz Jezus nic już nie odpowiedział, tak że Piłat się dziwił.

    Na każde zaś święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więźnia, którego żądali. A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy popełnili zabójstwo w czasie rozruchów. Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze dla nich czynił. Piłat im odpowiedział: I. Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla żydowskiego? E. Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: I. Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem żydowskim? E. Odpowiedzieli mu krzykiem: T. Ukrzyżuj Go! E. Piłat odparł: I. A cóż złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Ukrzyżuj Go! E. Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

    Żołnierze zaprowadzili Go do wnętrza pałacu, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: T. Witaj, Królu żydowski! E. Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając, oddawali Mu hołd. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty.

    Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który idąc z pola, tamtędy przechodził, przymusili, żeby niósł Jego krzyż. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki.

    Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął. Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: Król żydowski. Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony.

    Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: T. Ejże, Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie! E. Podobnie arcykapłani, drwiąc między sobą wraz z uczonymi w Piśmie, mówili: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy zobaczyli i uwierzyli. E. Lżyli Go także ci, którzy z Nim byli ukrzyżowani.

    A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Eloí, Eloí, lemá sabachtháni?, E. to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: T. Patrz, woła Eliasza. E. Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: I. Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża. E. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

    Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie. Potem wstajemy.

    A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw Niego, widząc, że w ten sposób wyzionął ducha, rzekł: I. Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym.

    Wszyscy siadają. Żadna aklamacja nie kończy czytania Ewangelii, a prowadzący powtarza ostatnie wersety, podając je wszystkim jak echo do rozważania w ciszy:

    «Prawdziwie, ten był Synem Bożym!»

    3 minuty poświęcamy na medytację i ciszę.

    Wszyscy stoją i modlą się modlitwą powszechną przygotowaną przez domowników lub według poniższego wzoru:

    Prowadzący: Zapomnij nam nasze winy i zmiłuj się nad nami, Panie.
    Reszta: Zapomnij nam nasze winy i zmiłuj się nad nami, Panie.

    1. Chrystus przyszedł do nas ubogi, przybrał postać sługi. Prośmy za Kościół święty, aby naśladował Pana, służąc ludziom w miłości i pokorze. R. Zapomnij nam nasze winy i zmiłuj się nad nami, Panie.
    2. Przedwieczne Słowo stało się podobne do ludzi. Prośmy, aby chrześcijanie przemienieni przez ofiarę krzyża stali się podobni do Chrystusa.
    3. Syn Boży był uznany za człowieka, przyjął ludzkie ciało, ciężar pracy, cierpienie i śmierć. Prośmy za ludzi cierpiących, ciężko pracujących, za chorych i konających, aby swym cierpieniem dopełniali na sobie mękę Chrystusa.
    4. Przez swoją mękę na krzyżu Chrystus dokonał naszego zbawienia. Prośmy, aby kapłani, głosząc zgorszenie krzyża, uobecniali w świecie Chrystusa Zbawiciela i stali się podobnymi do Tego, który przyszedł służyć i dać swoje życie na okup za wielu.
    5. Boga, który przez pokorną i okrutną śmierć wywyższył swego Syna w zmartwychwstaniu i dał Mu wszelką władzę na niebie i na ziemi, prośmy, aby nasi zmarli razem z Chrystusem byli wywyższeni w chwale nieba.
    6. Prośmy Boga i za nas tutaj zgromadzonych w Niedzielę Palmową, abyśmy zjednoczeni z Chrystusem umarłym i zmartwychwstałym, słowem i życiem wyznawali, że „Jezus jest Panem ku chwale Boga Ojca”.

    Tu każdy z uczestników nabożeństwa może swoimi słowami wypowiedzieć własną prośbę. Za każdym razem reszta odpowiada:

    Zapomnij nam nasze winy i zmiłuj się nad nami, Panie.

    Potem następuje modlitwa:

    Wysłuchaj, Panie, modlitwy Kościoła, okaż miłosierdzie Twemu ludowi, który odkupiony przez Krew Chrystusa, wśród świata uobecnia Jego zbawczą Mękę i niesie ludziom nadzieję zmartwychwstania i życia. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen. 

    Mówimy albo śpiewamy :

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie
    święć się imię Twoje;
    przyjdź królestwo Twoje;
    bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi;
    chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
    i odpuść nam nasze winy,
    jako i my odpuszczamy naszym winowajcom;
    i nie wódź nas na pokuszenie;
    ale nas zbaw od złego.

    I od razu dodajemy:

    Bo Twoje jest królestwo, i potęga, i chwała na wieki.

    Następnie prowadzący zachęca do przekazania sobie znaku pokoju:

    Połączyliśmy nasze głosy z Chrystusem, by modlić się do Ojca. Jesteśmy synami w Synu. W miłości, która nas łączy, odnowieni przez Słowo Boże, przekażmy sobie znak pokoju, znak komunii, który otrzymujemy od Boga.

    W zależności od sytuacji przekazujemy sobie znak pokoju przez podanie dłoni lub ukłon. Siadamy.


    KOMUNIA DUCHOWA

    Prowadzący mówi:

    Choć nie możemy przyjąć komunii sakramentalnej podczas mszy świętej, papież Franciszek zachęca nas gorąco do komunii duchowej, nazywanej także „komunią pragnienia”. Módlmy się słowami zaproponowanymi przez papieża:

    Klękam u Twoich stóp, o mój Jezu, i ofiarowuję Tobie skruchę mego serca, które pogrąża się w nicości i Twojej świętej obecności.
    Uwielbiam Ciebie w Sakramencie Twej miłości, pragnę Cię przyjąć w ubogim mieszkaniu mego serca.
    W oczekiwaniu na szczęście Komunii sakramentalnej pragnę Cię przyjąć w Duchu.
    Przyjdź do mnie, o mój Jezu, abym przyszedł do Ciebie. Niech Twoja miłość rozpali całą moją istotę na życie i na śmierć.
    Wierzę w Ciebie, ufam Tobie, kocham Ciebie.
    Niech się tak stanie.

    W tym duchu zachęcam was teraz, byście pochylili głowy, zamknęli oczy i wsłuchali się w siebie.

    Cisza

    W głębi serca pozwólmy, by rosło w nas pragnienie jedności z Jezusem w komunii duchowej.
    I by Jego miłość zaczęła działać w naszym życiu.
    Byśmy kochali innych, jak on nas umiłował.

    Cisza przez 5 minut sam na sam z Jezusem

    Śpiewamy pieśń na uwielbienie


    Wstajemy, a prowadzący wypowiada formułę błogosławieństwa:

    Przez wstawiennictwo świętego [patrona parafii, wspólnoty, kraju] i wszystkich świętych
    niech Bóg wytrwałości i odwagi pozwoli nam przez całe życie dawać świadectwo
    poświęcenia, współczucia i miłości Jezusa Chrystusa. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,
    Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

    Wszyscy: Amen.

    BŁOGOSŁAWIEŃSTWO KOŃCOWE

    Wszyscy zwracają się do krzyża i składają ręce.

    Niech Pan zwróci ku nam swoje oblicze
    i przyjdzie nas zbawić. Amen.

    Wszyscy robią znak krzyża.
    Rodzice mogą teraz również naznaczyć czoła swych dzieci znakiem krzyża. 

    Możemy zakończyć modlitwę śpiewając pieśń  do Matki Bożej

    Witaj Królowo,
    Matko Miłosierdzia,
    życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!

    Do Ciebie wołamy
    wygnańcy, synowie Ewy,
    do Ciebie wzdychamy
    jęcząc i płacząc
    na tym łez padole.

    Przeto, Orędowniczko nasza,
    one miłosierne oczy Twoje
    na nas zwróć,
    a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego,
    po tym wygnaniu nam okaż.

    O łaskawa, o litościwa, o słodka
    Panno Maryjo!

    Na następne dni Wielkiego Tygodnia zaproponujemy podobne nabożeństwa, aby pomóc Wam celebrować ten najważniejszy czas w naszym chrześcijańskim życiu na chwałę Bożą i ku zbawieniu świata.

    Redakcja – Aleteia.pl / 26.03.2021


    ************************************************************************************************************

    DZIEŃ 25 MARCA JEST NARODOWYM DNIEM ŻYCIA

    Tego dnia wielu ludzi podejmuje modlitwę w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Obecnym czasie, który jest szczególny, można składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ************************************************************************************************************

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy

    W Stanach Zjednoczonych szykuje się nie mniejsza burza niż ta sprzed dwóch lat, gdy do amerykańskich kin wprowadzano film „Nieplanowane”. Kolejny reżyser odważył się wyłamać z hollywoodzkich standardów politycznej poprawności i stworzył obraz o jednej z najgłośniejszych batalii sądowych w dziejach Ameryki – sprawie Roe kontra Wade.

    Toczyła się ona przed Sądem Najwyższym blisko 50 lat temu, a wyrok w niej zadecydował o legalizacji aborcji w USA. Fabuła odbiega jednak od narracji przez lata podtrzymywanej w mediach i popkulturze, którą na ten temat wylansowali proaborcyjni aktywiści.

    – Oto fakty na temat tego, co się wydarzyło. Pokazujemy tylko, jak było. Jedynie prawdę – odpowiada na zarzuty o jednostronny przekaz w swoim dziele Nick Loeb, twórca scenariusza i reżyser „Roe v Wade” (w Polsce dzieło jest już zapowiadane przez dystrybutora pod tytułem „Wyrok na niewinnych. Sprawa Roe przeciw Wade”). A prawda jest druzgocąca dla aborcjonistów. Niewiarygodnie bezczelne fałszowanie danych na potrzeby manipulowania opinią publiczną i sądem, bezkrytyczne podejście mediów, które bez weryfikacji publikowały wymyślane przez działaczy pro-choice na kolanie statystyki dotyczące nielegalnych aborcji czy zgonów podczas nich, przedmiotowe wykorzystanie Jane Roe w celach procesowych, wreszcie biznesowe motywacje liderów aborcyjnych grup nacisku – to tylko niektóre fakty przedstawione w filmie. Jeśli dodamy do tego choćby takie sceny jak ta, w której Margaret Sanger, założycielka niechlubnej sieci klinik aborcyjnych Planned Parenthood, przemawia na wiecu Ku-Klux-Klanu, przekonując słuchaczy, że aborcja jest dobrym narzędziem do zmniejszenia populacji czarnych, nie ma się co dziwić, że obraz wzbudza wściekłość lewicy.

    Podobnie jak w przypadku „Nieplanowanych”, film miał już kłopoty na etapie produkcji. Część ekipy filmowej pod wpływem środowiskowej presji wycofała się z realizacji w trakcie zdjęć. Tradycyjnie twórcy byli blokowani w mediach społecznościowych. Kierownicy produkcji spotykali się z odmową wynajmu lokalizacji do kręcenia scen. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, że podczas lunchu „aresztowano” ekipie sprzęt filmowy. Gdy to stało się już nieznośne i zagrażało dokończeniu projektu, twórcy podjęli decyzję, by film kręcić… w konspiracji, pod zmienionym tytułem.

    Nie wydaje się jednak – co również jest stosowaną metodą – że dzieło to da się „zamilczeć”. Choćby ze względu na dobrą obsadę, z laureatem Oscara Jonem Voightem na czele. Grający Warrena E. Burgera, przewodniczącego Sądu Najwyższego, 82-letni aktor jest bez wątpienia twarzą i największą gwiazdą produkcji. Prywatnie to jeden z nielicznych hollywoodzkich aktorów, który przyznaje się do wyznawania konserwatywnych wartości. W główną rolę, doktora Bernarda Nathansona, ginekologa, który przeprowadził 70 000 aborcji i odegrał znaczącą rolę w procesie Roe v Wade, a kilka lat później nawrócił się i stał się twórcą głośnego filmu „Niemy krzyk”, wciela się sam reżyser Nick Loeb. Loeb w wywiadzie dla „Hollywood Reporter”, zapytany, dlaczego podjął ten temat, w bardzo osobistym tonie wyznał, że sam stracił dwójkę dzieci w wyniku aborcji, po czym dodał:
    – Im bardziej się starzeję, tym bardziej żałuję. Gdybym miał wtedy tę wiedzę, którą posiadam teraz, nie doszłoby do tego. Każdego roku śnię o moich dzieciach w takim wieku, w jakim byłyby teraz. Te sny zaczęły się wiele lat temu i jest to dla mnie duży ciężar emocjonalny.

    https://youtube.com/watch?v=_ZXjFJooyls%3Ffeature%3Doembed

    Wyrok na Niewinnych – OFICJALNY ZWIASTUN/RAFAEL FILM

    Przedpremierowy pokaz filmu miał miejsce kilka tygodni temu na Konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej w Orlando, na której pierwsze przemówienie po ostatnich wyborach wygłosił Donald Trump. Bilety wyprzedały się do ostatniego miejsca. Mimo pandemii i faktu, że w wielu stanach kina są nadal zamknięte, amerykańska premiera „Roe v Wade” odbędzie się nieprzypadkowo w Wielki Piątek 2 kwietnia. Czy spotka się z próbami blokady i podobnym atakiem jak „Nieplanowane”? Zapewne. Film – choć dotyka historii sprzed 50 lat – w znacznie większym stopniu niż dzieło Konzelmana i Solomona jest demaskatorski dla środowisk aborcyjnych. Podobnie może być w Polsce, gdzie dodatkowo dochodzi kontekst wydarzeń ostatnich miesięcy, w tym niespotykanej agresji środowisk aborcyjnych. To właśnie o takich środowiskach i takich zachowaniach w dużej mierze opowiada to dzieło. Czy tak będzie, przekonamy się już 18 kwietnia, bo Polska będzie drugim po Stanach Zjednoczonych krajem, w którym widzowie będą mogli zobaczyć produkcję, do tego – ze względu na zamknięte kina – w szerokiej, bo internetowej dystrybucji.

    „Wyrok na Niewinnych. Sprawa Roe przeciw Wade” (org. „Roe v Wade”), rok prod. 2020, USA, 108 min, scenariusz i reżyseria: Nick Loeb i Cathy Allyn, w rolach głównych: Jon Voight, Nick Loeb, Robert Davi, Stacey Dash, William Forsythe, Steve Gutenberg, John Schneider

    Film z Jonem Voightem wzbudza ataki lewicy
    *************************

    Rzeź niewiniątek

    Sąd Najwyższy uzurpując sobie prawo do decydowania o losie nienarodzonych skazuje niewinnych na śmierć.

    Sąd Najwyższy uzurpując sobie prawo do decydowania o losie nienarodzonych skazuje niewinnych na śmierć.
    RAFAEL FILM

    Nathanson, pierwszoplanowy bohater filmu, uważał, że pomaga kobietom, zabijając ich nienarodzone dzieci.

    Na premierę „Wyroku na niewinnych” czekaliśmy bardzo długo, bo zdjęcia zakończono w 2019 roku. Zresztą już w okresie ich realizacji posypały się doniesienia o trudnościach, z jakimi spotykali się twórcy filmu. Ekipa miała kłopoty z lokalizacją planów zdjęciowych, a Facebook zablokował możliwość zamieszczenia reklamy informującej o zbiórce środków na promocję filmu. Niektórzy aktorzy zrezygnowali z udziału w zdjęciach, kiedy dowiedzieli się o jego przesłaniu. „Musieliśmy zastąpić trzech aktorów, w tym aktorkę, która miała zagrać Normę McCorvey, chociaż wcześniej błagała o tę rolę” – przyznał reżyser w wywiadzie. W mediach nieustannie pojawiały się opinie, że to będzie porażka, bo przecież nie można nakręcić dobrego filmu, jeżeli za jego produkcję biorą się twórcy o konserwatywnych poglądach. Film zyskał w mediach opinię „jednego z najbardziej kontrowersyjnych tytułów roku”. Powodem tej nagonki, bo chyba można tak to nazwać, był temat, za który zabrali się niewłaściwi ludzie, czyli znani ze swoich antyaborcyjnych przekonań chrześcijanie. I do tego znalazły się wśród nich także kobiety, jak Alveda King, siostrzenica Martina Luthera Kinga, aktywna działaczka pro-life.

    Edward Kabiesz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    ************************************************************************************************************

    10 marzec – środa

    Rozpoczęcie Nowenny do św. Józefa – dzień 1


    “Święty Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia i jest prawdziwie „sługą zbawienia”. Jego ojcostwo wyraziło się w sposób konkretny w tym, że „uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią misji odkupienia; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu.”

    św. Jan Paweł II​

    „Święty Józefie, swoim milczeniem mówisz do nas, którzy tracimy tyle czasu na mało znaczącą gadaninę; swoją skromnością górujesz nad nami, ludźmi tak często zarozumiałymi; w swojej prostocie potrafisz pojąć najbardziej ukryte i głębokie tajemnice; pozostając w ukryciu, byłeś obecny w decydujących momentach historii człowieka”.

    bp. Bossuet, teolog, kaznodzieja Ludwika XIV

    Papież ogłasza "Rok św. Józefa"

    Pragniemy zwracać się do Ciebie we wszystkich naszych potrzebach, tak doczesnych, jak i duchowych, pewni, że Twój Syn, który zawsze był Ci posłuszny na ziemi, wysłucha Cię także w niebie.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 1.

    Potężny Patriarcho, jak w Starym Testamencie Józef, syn Jakuba, z woli Bożej został rządcą w Egipcie dla ratowania ludzi od śmierci, tak w Nowym Testamencie Ty zostałeś panem i zarządcą tych skarbów, które nam są potrzebne do życia nadprzyrodzonego. Z wielką przeto czcią i ufnością pragniemy zwracać się do Ciebie we wszytkich naszych potrzebach tak doczesnych, jak i duchowych, pewni że Twój Syn, który zawsze był Ci posłuszny na ziemi, wysłucha Cię także w niebie.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    11 marzec – czwartek

    Nowenna do św. Józefa – dzień 2

    Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

    ***

    Garniemy się do Ciebie z dziecięcą ufnością i prosimy, abyś po ojcowsku wysłuchał naszych próśb.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 2.

    Chwalebny Święty Józefie, Ojciec Niebieski nie wahał się oddać Tobie w opiekę Jednorodzonego Syna Swojego. Przyjąłeś Go z miłością, żywiłeś, piastowałeś i strzegłeś z ojcowską pieczołowitością. Garniemy się do Ciebie z dziecięcą ufnością i prosimy, abyś po ojcowsku wysłuchał naszych próśb, które do Ciebie zanosimy, i chronił nas od wszelkiego zła.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    12 marzec – piątek – Msza św. o godz. 19.00

    Ponieważ kościoły nadal pozostają zamknięte, proponuję, abyśmy nabożeństwo Drogi Krzyżowej przeżywali razem w sposób duchowy o tym samym czasie pomiędzy godziną 18-tą a 19-tą. Jeżeli chodzi o miejsce – możemy w swoich domach albo w pobliżu kościoła, w którym obecny jest Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie.

    (poniżej jest kilka rozważań Drogi Krzyżowej)

    ************************************

    Nowenna do św. Józefa – dzień 3

    Dopomóż nam Święty nasz Opiekunie, abyśmy również potrafili na co dzień z Chrystusem rozmawiać, pracować i przebywać.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 3.

    Święty Józefie, Twoja wyjątkowa godność, prawość i chwała mają swoje źródło w Chrystusie, z którym na co dzień przebywałeś, z którym rozmawiałeś i pracowałeś. Dopomóż nam Święty nasz Opiekunie, abyśmy również potrafili na co dzień z Chrystusem rozmawiać, pracować, przebywać, a w blaskach Jego Obecności uświęcać siebie i wszystkie zajęcia.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    *****************************************************

    ************************************************************************************************************

    13 marzec – sobota

    WIGILIJNA MSZA ŚW. NIEDZIELNA o godz. 18.00

    Po Mszy św. – godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem z rozważaniem Tajemnic Bolesnych Różańca Świętego.

    *******************************************************************

    Nowenna do św. Józefa – dzień 4

    Andrea del Sarto, ok. 1528r.Galleria Nazionale d’Arte Antica w Rzymie

    ***

    Uproś nam łaskę odczuwania głodu eucharystycznego, aby Komunia Święta była dla nas źródłem pokoju i zadatkiem chwalebnego zmartwychwstania.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 4.

    Józefie Święty, pod opieką Twoją rósł chleb żywota z nieba dany. Tyś Go w ziarnie pielęgnował, by nakarmił ludzki głód. Uproś nam łaskę odczuwania głodu eucharystycznego, aby Komunia Święta była dla nas źródłem pokoju i zadatkiem chwalebnego zmartwychwstania.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    14 marzec – IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    Msza św. o godz. 11.00

    Przed Mszą św. od godz. 10.30 – adoracja i nabożeństwo – Gorzkie Żale

    **********

    Nowenna do św. Józefa – dzień 5

    Potężny nasz Patronie, zło z ogromną siłą wciska się w nasze życie, powodując zamęt w sumieniu i całym życiu chrześcijańskim

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 5.

    Potężny nasz Patronie, zło z ogromną siłą wciska się w nasze życie, powodując zamęt w sumieniu i całym życiu chrześcijańskim. Zarówno “marności światowe”, jak i “szatańskie najazdy” nie ustają w uwodzeniu do zła. Wspomagaj nas Swoją potężną opieką, abyśmy pomocą Twą wsparci mogli żyć pobożnie, święcie umierać i osiągnąć szczęście wieczne.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    15 marzec – poniedziałek Msza św. o godz. 19.00

    Nowenna do św. Józefa – dzień 6

    Józef

    Uproś naszym rodzinom łaskę wpatrywania się w Twoją Rodzinę Nazaretańską dla uczenia się życia rodzinnego w pokoju i szczęściu.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 6.

    Głowo Najświętszej Rodziny razem z Najświętszą Maryją Panną i Zbawicielem jesteście niedościgłym wzorem życia rodzinnego i wszelkich cnót domowych. Uproś naszym rodzinom łaskę wpatrywania się w Twoją Rodzinę Nazaretańską dla uczenia się życia rodzinnego w pokoju i szczęściu.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    16 marzec – wtorek

    Nowenna do św. Józefa – dzień 7

    Opactwo w Dorchester, Oxfordshirewitraż z monachijskiej pracowni, 1899r.

    ***

    Wypraszaj wszystkim członkom Kościoła łaskę wierności Chrystusowi, Jego Krzyżowi i Ewangelii.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 7.

    Święty Józefie, Kościół czci Ciebie jako Swojego Patrona, Opiekuna i Obrońcę, licząc słusznie na potężną Twoją pomoc ponieważ jako opiekun, ojciec i żywiciel Chrystusa na ziemi, nadal pozostałeś opiekunem Jego Mistycznego Ciała, czyli Kościoła. Wypraszaj przeto wszystkim członkom Kościoła łaskę wierności Chrystusowi, Jego Krzyżowi i Ewangelii.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    17 marzec – środa

    Nowenna do św. Józefa – dzień 8

    Ucieczka do EgiptuFra Angelico, 1450r.Museo di San Marco we Florencji

    ***

    Prosimy Cię, aby Twoja obecność czczona w Polsce od stuleci, zaowocowała w tych trudnych dniach błogosławieństwem Bożym dla nas i naszych sąsiadów.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 8.

    Święty Józefie, Potężny nasz Patronie. Kiedyś Józef, syn Jakuba, z woli Bożej stał się przyczyną błogosławieństwa dla umęczonego Egiptu i krajów pogranicznych. Prosimy Cię usilnie, aby Twoja obecność czczona w Polsce od stuleci, zaowocowała w tych trudnych dniach błogosławieństwem Bożym dla nas i naszych sąsiadów.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    ************************************************************************************************************

    18 marzec – czwartek

    Nowenna do św. Józefa – dzień 9

    Nowenna do św. Józefa, dzień 9
    Cathopic

    Uproś nam tę łaskę, abyśmy mogli odejść z tego świata w obecności Jezusa i Jego Niepokalanej Matki.

    Modlitwa wstępna:

    O chwalebny Święty Józefie, przybrany ojcze Pana Naszego Jezusa Chrystusa i przeczysty Oblubiencze Niepokalanej Dziewicy Maryi, oto ja, niegodny Twój czciciel, oddaję się Tobie w opiekę i obieram sobie Ciebie za mego szczególnego patrona, opiekuna, wspomożyciela i orędownika u Boga. Wyjednaj mi łaskę dobrego życia i szczęśliwej śmierci wraz z dobrodziejstwem, o które dzisiaj proszę Cię w tej nowennie w sposób szczególny…

    Dzień 9.

    Święty Józefie, Patronie dobrej śmierci, przy Twoim zgonie obecny był Zbawiciel i Twoja Przeczysta Oblubienica. Uproś nam tę łaskę, abyśmy mogli odejść z tego świata w obecności Jezusa i Jego Niepokalanej Matki.

    Modlitwa do św. Józefa

    Do Ciebie, Święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy, z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą, Bogarodzicą, i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył krwią swoją, i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach.

    Opatrznościowy stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności, a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które zagrażało Jego życiu, tak teraz broń Świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkiej przeciwności.

    Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Litania do Świętego Józefa

    Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Maryjo, módl się za nami.

    Święty Józefie, módl się za nami.
    Przesławny Potomku Dawida, módl się za nami.
    Światło Patriarchów, módl się za nami.
    Oblubieńcze Bogarodzicy, módl się za nami.
    Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami.
    Żywicielu Syna Bożego, módl się za nami.
    Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami.
    Głowo Najświętszej Rodziny, módl się za nami.
    Józefie najsprawiedliwszy, módl się za nami.
    Józefie najczystszy, módl się za nami
    Józefie najroztropniejszy, módl się za nami.
    Józefie najmężniejszy, módl się za nami.
    Józefie najposłuszniejszy, módl się za nami.
    Józefie najwierniejszy, módl się za nami.
    Zwierciadło cierpliwości, módl się za nami.
    Miłośniku ubóstwa, módl się za nami.
    Wzorze pracujących, módl się za nami.
    Ozdobo życia rodzinnego, módl się za nami.
    Opiekunie dziewic, módl się za nami.
    Podporo rodzin, módl się za nami.
    Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami.
    Nadziejo chorych, módl się za nami.
    Patronie umierających, módl się za nami.
    Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami.
    Opiekunie Kościoła Świętego, módl się za nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    ************************************************************************************************************

    19 marca – UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEGO JÓZEFA

    MSZA ŚW. O GODZ. 19.00

    _________________________________________

    “Patris corde”. List papieża Franciszka o św. Józefie

    11 GRUDNIA 2020 – ROK ŚW. JÓZEFA – „Patris corde” (Ojcowskim sercem) – to list apostolski papieża Franciszka, który został opublikowany 8 grudnia z okazji 150 rocznicy ogłoszenia św. Józefa patronem Kościoła powszechnego • 2021 został ogłoszony przez Watykan Rokiem św. Józefa

    **************

    Patris corde – ojcowskim sercem: tak Józef umiłował Jezusa, nazywanego we wszystkich czterech Ewangeliach „synem Józefa” (1).

    Mateusz i Łukasz, dwaj ewangeliści, którzy ukazali jego postać, niewiele mówią, ale wystarczająco dużo, aby zrozumieć, jakim był ojcem oraz misję powierzoną mu przez Opatrzność.

    Wiemy, że był skromnym cieślą (por. Mt 13, 55), zaręczonym z dziewicą Maryją (por. Mt 1, 18; Łk 1, 27); „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1, 19), zawsze gotowym na wypełnianie woli Boga objawiającej się w Jego Prawie (por. Łk 2, 22.27.39) i w czterech snach (por. Mt 1, 20; 2, 13.19.22). Po długiej i żmudnej podróży z Nazaretu do Betlejem, zobaczył Mesjasza rodzącego się w stajni, bo gdzie indziej „nie było dla nich miejsca” (Łk 2, 7). Był świadkiem oddawania Jemu czci przez pasterzy (por. Łk 2, 8-20) i Magów (por. Mt 2, 1-12), którzy reprezentowali odpowiednio lud Izraela i ludy pogańskie.

    Miał odwagę podjąć się prawnego ojcostwa Jezusa, któremu nadał imię objawione przez Anioła: „nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 21). Jak wiadomo, wśród ludów starożytnych nadawanie imienia osobie lub rzeczy oznaczało nabycie ich na własność, jak to uczynił Adam w opisie Księgi Rodzaju (por. 2, 19-20).

    W świątyni, czterdzieści dni po narodzeniu, Józef wraz z Matką ofiarował Dziecię Panu i ze zdumieniem wysłuchał proroctwa, które Symeon wygłosił w odniesieniu do Jezusa i Maryi (por. Łk 2, 22-35). Aby bronić Jezusa przed Herodem, zamieszkał w Egipcie jako obcy (por. Mt 2, 13-18). Po powrocie do ojczyzny zamieszkał w ukryciu, w małej, nieznanej wiosce Nazaret w Galilei – skąd, jak mówiono, „nie powstaje żaden prorok” i „nie może być nic dobrego” (por. J 7, 52; 1, 46) – daleko od Betlejem, swego miasta rodzinnego, i od Jerozolimy, gdzie wznosiła się świątynia. Kiedy właśnie podczas pielgrzymki do Jerozolimy zgubili dwunastoletniego Jezusa, On i Maryja szukali Go w udręce i znaleźli w świątyni, kiedy rozmawiał z nauczycielami Prawa (por. Łk 2, 41-50).

    Po Maryi, Matce Bożej, żaden święty nie zajmuje w Magisterium papieskim tyle miejsca, co Józef, Jej oblubieniec. Moi poprzednicy pogłębili orędzie zawarte w kilku danych przekazanych przez Ewangelię, aby wyraźniej podkreślić jego centralną rolę w historii zbawienia: błogosławiony Pius IX ogłosił go «Patronem Kościoła katolickiego» (2), czcigodny Pius XII przedstawił go jako «Patrona robotników» (3) a święty Jan Paweł II jako «Opiekuna Zbawiciela» (4). Ludzie przyzywają go jako «patrona dobrej śmierci» (5).

    Dlatego też, w 150. rocznicę ogłoszenia go przez bł. Piusa IX, 8 grudnia 1870 r., Patronem Kościoła Katolickiego, chciałbym podzielić się z wami kilkoma osobistymi refleksjami na temat tej niezwykłej postaci, tak bliskiej ludzkiej kondycji każdego z nas, aby – jak mówi Jezus – „usta wyrażały to, co obfituje w sercu” (por. Mt 12, 34). Pragnienie to narastało w ciągu minionych miesięcy pandemii, w których możemy doświadczyć, pośród dotykającego nas kryzysu, że „nasze życia są tkane i wpierane przez zwykłe osoby – zazwyczaj zapominane – które nie występują w tytułach gazet i magazynów, ani na wielkiej scenie ostatniego show, lecz niewątpliwie dziś zapisują decydujące wydarzenia na kartach naszej historii – są nimi lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze, pracownicy supermarketów, sprzątacze, opiekunowie i opiekunki, kierowcy samochodów dostawczych, siły porządkowe, wolontariusze, kapłani, zakonnice i wielu innych, którzy zrozumieli, że nikt nie ratuje się sam. […] Ileż osób codziennie praktykuje cierpliwość i napełnia innych nadzieją, starając się nie siać paniki, ale współodpowiedzialność. Iluż ojców, matek, dziadków i babć, nauczycieli pokazuje naszym dzieciom, poprzez małe, codzienne gesty, jak stawiać czoło kryzysowi i go pokonywać, dostosowując zwyczaje, podnosząc wzrok i zachęcając do modlitwy. Ileż osób modli się, ofiarowuje i wstawia w intencji dobra wszystkich” (6). Wszyscy mogą znaleźć w św. Józefie, mężu, który przechodzi niezauważony, człowieku codziennej obecności, dyskretnej i ukrytej, orędownika, pomocnika i przewodnika w chwilach trudnych. Święty Józef przypomina nam, że ci wszyscy, którzy są pozornie ukryci lub na „drugiej linii”, mają wyjątkowy czynny udział w historii zbawienia. Im wszystkim należy się słowo uznania i wdzięczności.

    1. Ojciec umiłowany
    Wielkość św. Józefa polega na tym, że był on oblubieńcem Maryi i ojcem Jezusa. Jako taki „stał się sługą powszechnego zamysłu zbawczego”, jak mówi św. Jan Chryzostom (7).

    Św. Paweł VI zauważa, że jego ojcostwo wyrażało się konkretnie w tym, że „uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu” (8).

    Ze względu na tę rolę w historii zbawienia, św. Józef jest ojcem, który zawsze był miłowany przez lud chrześcijański, o czym świadczy fakt, że na całym świecie poświęcono mu wiele kościołów; że wiele instytutów zakonnych, bractw i grup kościelnych inspiruje się jego duchowością i nosi jego imię; że od wieków odbywają się na jego cześć różne święte misteria. Wielu świętych było jego gorliwymi czcicielami, wśród nich Teresa z Avila, która przyjęła go jako swego adwokata i pośrednika, często powierzała mu siebie i otrzymywała wszystkie łaski, o które prosiła; zainspirowana swoim doświadczeniem, Święta zachęcała innych do tej pobożności (9).

    W każdej książeczce do nabożeństwa można znaleźć jakąś modlitwę do św. Józefa. Szczególne wezwania kierowane są do niego w każdą środę, a zwłaszcza przez cały marzec, miesiąc tradycyjnie jemu poświęcony (10).

    Ufność ludu do św. Józefa streszcza się w wyrażeniu: „Ite ad Ioseph”, które odwołuje się do czasu głodu w Egipcie, kiedy ludzie prosili faraona o chleb, a on odpowiedział: „Udajcie się do Józefa i, co on wam powie, czyńcie” (Rdz 41, 55). Chodziło o Józefa, syna Jakuba, który został sprzedany z zazdrości przez swoich braci (por. Rdz 37, 11-28) i który – według narracji biblijnej – stał się później rządcą Egiptu (por. Rdz 41, 41-44).

    Jako potomek Dawida (por. Mt 1, 16-20), z którego korzenia miał się narodzić Jezus, zgodnie z obietnicą daną Dawidowi przez proroka Natana (por. 2 Sm 7), oraz jako oblubieniec Maryi z Nazaretu, święty Józef jest łącznikiem między Starym a Nowym Testamentem.

    2. Ojciec czuły
    Józef widział, jak Jezus wzrastał z dnia na dzień „w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2, 52). Podobnie jak Pan uczynił to z Izraelem, tak i on „uczył Go chodzić, biorąc Go za rękę: był dla Niego, jak ojciec, który podnosi dziecko do policzka, pochyla się nad nim, aby go nakarmić” (por. Oz 11, 3-4).

    Jezus widział w Józefie czułość Boga: „Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją” (Ps 103,13).

    Józef z pewnością słyszał jak rozbrzmiewały w synagodze, podczas modlitwy psalmami słowa, że Bóg Izraela jest Bogiem czułości (11), że jest dobry dla wszystkich a „Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps 145, 9).

    Historia zbawienia wypełnia się „w nadziei, wbrew nadziei” (por. Rz 4, 18) poprzez nasze słabości. Zbyt często myślimy, że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie, podczas gdy w istocie większość Jego planów jest realizowana poprzez nasze słabości i pomimo nich. Paweł mówi: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali»” (2 Kor 12, 7-9).

    Jeśli taka jest perspektywa ekonomii zbawienia, to musimy nauczyć się akceptować naszą słabość z głęboką czułością (12).

    Zły sprawia, że patrzymy na naszą kruchość z osądem negatywnym, podczas gdy Duch z czułością wydobywa ją na światło dzienne. Czułość jest najlepszym sposobem dotykania tego, co w nas kruche. Wskazywanie palcem i osąd, który stosujemy wobec innych, są bardzo często oznaką naszej niezdolności do zaakceptowania własnej słabości, własnej kruchości. Jedynie czułość uchroni nas od dzieła oskarżyciela (por. Ap 12, 10). Dlatego ważne jest spotkanie z Bożym miłosierdziem, zwłaszcza w sakramencie Pojednania, doświadczając prawdy i czułości. Paradoksalnie, nawet Zły może powiedzieć nam prawdę, ale czyni to, aby nas potępić. Wiemy jednak, że Prawda, która pochodzi od Boga, nas nie potępia, lecz akceptuje nas, obejmuje, wspiera, przebacza nam. Prawda zawsze ukazuje się nam jako miłosierny ojciec z przypowieści (Łk 15, 11-32): wychodzi nam na spotkanie, przywraca nam godność, stawia nas z powrotem na nogi, wyprawia dla nas ucztę, z uzasadnieniem: „ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (w. 24).

    Także poprzez niepokój Józefa przenika wola Boga, Jego historia, Jego plan. W ten sposób Józef uczy nas, że posiadanie wiary w Boga obejmuje również wiarę, że może On działać także poprzez nasze lęki, nasze ułomności, nasze słabości. Uczy nas także, że pośród życiowych burz nie powinniśmy bać się oddać Bogu ster naszej łodzi. Czasami chcielibyśmy mieć wszystko pod kontrolą, ale On zawsze ma szersze spojrzenie.

    3. Ojciec posłuszny
    Tak jak Bóg uczynił to z Maryją, gdy objawił Jej swój plan zbawienia, podobnie objawił swoje plany Józefowi poprzez sny, które w Biblii, jak i u wszystkich ludów starożytnych, były uważane za jeden ze środków, za pomocą których Bóg ujawnia swoją wolę (13).

    Józef jest głęboko zaniepokojony w obliczu niewytłumaczalnej ciąży Maryi: nie chce Jej „oskarżać publicznie” (14), ale postanawia „oddalić Ją potajemnie” (Mt 1, 19). W pierwszym śnie anioł pomaga mu rozwiązać jego poważny dylemat: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 20-21). Jego reakcja była natychmiastowa: „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1, 24). Dzięki posłuszeństwu przezwyciężył swój dramat i ocalił Maryję.

    W drugim śnie anioł nakazuje Józefowi: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” (Mt 2, 13). Józef nie wahał się, był posłuszny, nie zastanawiając się nad trudnościami, które napotka: „Wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda” (Mt 2, 14-15).

    W Egipcie Józef ufnie i cierpliwie oczekiwał od anioła obiecanego powiadomienia, by powrócić do swojego kraju. Gdy tylko Boży posłaniec, w trzecim śnie, poinformowawszy go, że ci, którzy usiłowali zabić Dziecię, nie żyją, kazał mu wstać, zabrać ze sobą Dziecię i Matkę, i wrócić do ziemi Izraela (por. Mt 2, 19-20), po raz kolejny był bez wahania posłuszny: „Wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela” (Mt 2, 21).
    Jednak w drodze powrotnej, „gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz – a to zdarza się już po raz czwarty – udał się w strony Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł” (Mt 2, 22-23).

    Ewangelista Łukasz, ze swej strony, relacjonuje, że Józef podjął długą i niewygodną podróż z Nazaretu do Betlejem, zgodnie z rozporządzeniem cesarza Cezara Augusta, związanym ze spisem ludności, żeby dać się zapisać w mieście, z którego pochodził. I właśnie w tych okolicznościach narodził się Jezus (por. 2, 1-7) i został zapisany w rejestrze Imperium, tak jak wszystkie inne dzieci.

    Zwłaszcza św. Łukasz zadał sobie trud, by pokazać, że Rodzice Jezusa przestrzegali wszystkich przepisów Prawa: obrzędów obrzezania Jezusa, oczyszczenia Maryi po porodzie, ofiarowania pierworodnego Bogu (por. 2, 21-23) (15).

    W każdych okolicznościach swojego życia Józef potrafił wypowiedzieć swoje „fiat”, jak Maryja podczas Zwiastowania i Jezus w Getsemani.

    Józef, jako głowa rodziny, uczył Jezusa, by był poddany swoim rodzicom (por. Łk 2, 51), zgodnie z przykazaniem Bożym (por. Wj 20, 12).

    W ukryciu, w Nazarecie, w szkole Józefa, Jezus nauczył się wypełniać wolę Ojca. Wola ta stała się Jego codziennym pokarmem (por. J 4, 34). Nawet w najtrudniejszym momencie swojego życia, przeżywanym w Getsemani, wolał czynić wolę Ojca, a nie swoją własną (16), i stał się „posłuszny aż do śmierci […] na krzyżu” (Flp 2, 8). Z tego powodu autor Listu do Hebrajczyków podsumowuje: Jezus „nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (5, 8).

    Z tych wszystkich wydarzeń wynika, że „Bóg wezwał św. Józefa, aby służył bezpośrednio osobie i misji Jezusa poprzez sprawowanie swego ojcostwa: właśnie w ten sposób Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia i jest prawdziwie sługą zbawienia” (17).

    4. Ojciec przyjmujący
    Józef przyjął Maryję nie stawiając warunków uprzednich. Ufa słowom Anioła. „Szlachetność jego serca sprawia, że podporządkowuje miłości to, czego nauczyło go prawo. A dziś na tym świecie, w którym oczywista jest psychologiczna, słowna i fizyczna przemoc w stosunku do kobiet, Józef jawi się jako mężczyzna okazujący szacunek, delikatny, który – choć nie ma wszystkich informacji – opowiada się za reputacją, godnością i życiem Maryi. A wobec jego wątpliwości, jak postąpić najlepiej, Bóg pomógł mu w wyborze, oświetlając jego osąd” (18).

    Wiele razy zachodzą w naszym życiu wydarzenia, których znaczenia nie rozumiemy. Naszą pierwszą reakcją jest często rozczarowanie i bunt. Józef odkłada na bok swoje rozumowanie, aby uczynić miejsce dla tego, co się dzieje, choć może mu się to zdawać tajemnicze, akceptuje, bierze za to odpowiedzialność i godzi się ze swoją historią. Jeśli nie pogodzimy się z naszą historią, nie będziemy w stanie uczynić żadnego następnego kroku, ponieważ zawsze pozostaniemy zakładnikami naszych oczekiwań i wynikających z nich rozczarowań.

    Życie duchowe, ukazywane nam przez Józefa, nie jest drogą, która wyjaśnia, ale drogą, która akceptuje. Jedynie na podstawie tego przyjęcia, tego pojednania, możemy również wyczuć wspanialszą historię, jej głębsze znaczenie. Zdaje się, jakby to było echo żarliwych słów Hioba, który odpowiada na zachętę swojej żony do buntu ze względu na całe zło, jakiego doznał: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?” (Hi 2, 10).

    Józef nie jest człowiekiem biernie zrezygnowanym. Jego uczestnictwo jest mężne i znaczące. Akceptacja jest sposobem, w jaki przejawia się w naszym życiu dar męstwa, który otrzymujemy od Ducha Świętego. Jedynie Pan może dać nam moc, aby przyjąć życie takim, jakim jest, aby uczynić miejsce także dla tej przeciwstawnej, nieoczekiwanej, rozczarowującej części naszego istnienia.

    Przyjście Jezusa między nas jest darem Ojca, aby każdy mógł się pojednać z rzeczywistością swojej historii, nawet jeśli jej do końca nie rozumie.

    Podobnie, jak Bóg powiedział do naszego Świętego: „Józefie, synu Davida, nie bój się” (Mt 1, 20), zdaje się powtarzać także i nam: „Nie lękajcie się!”. Musimy odłożyć na bok nasz gniew i rozczarowanie, a uczynić miejsce, bez żadnej światowej rezygnacji, ale z męstwem pełnym nadziei, na to, czego nie wybraliśmy, a jednak istnieje. Akceptacja życia w ten sposób wprowadza nas w ukryty sens. Życie każdego z nas może zacząć się na nowo w cudowny sposób, jeśli znajdziemy odwagę, by przeżywać je zgodnie z tym, co mówi nam Ewangelia. I nie ma znaczenia, czy obecnie wszystko zdało się przybrać zły obrót i czy pewne rzeczy są teraz nieodwracalne. Bóg może sprawić, że kwiaty zaczną kiełkować między skałami. Nawet jeśli nasze serce coś nam wyrzuca, On „jest większy od naszego serca i zna wszystko” (1 J 3, 20).

    Po raz kolejny powraca realizm chrześcijański, który nie odrzuca niczego, co istnieje. Rzeczywistość, w swojej tajemniczej nieredukowalności i złożoności jest nośnikiem sensu istnienia z jego światłami i cieniami. To właśnie sprawia, że apostoł Paweł mówi: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). A św. Augustyn dodaje: „nawet i ze złego” (etiam illud quod malum dicitur) (19). W takiej ogólnej perspektywie wiara nadaje sens każdemu wydarzeniu radosnemu lub smutnemu.

    Nie chcemy zatem myśleć, że wierzyć to znaczy znajdować łatwe, pocieszające rozwiązania. Wiara, której uczył nas Chrystus, jest raczej tą wiarą, którą widzimy u św. Józefa, nie szukającego dróg na skróty, ale stawiającego czoła „z otwartymi oczyma” temu, co się jemu przytrafia, biorąc za to osobiście odpowiedzialność.

    Akceptacja Józefa zachęca nas do akceptacji innych, bez wykluczenia, takimi jakimi są, zastrzegając szczególne umiłowanie dla słabych, ponieważ Bóg wybiera to, co słabe (por. 1 Kor 1, 27), jest „ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem” (Ps 68, 6) i nakazuje miłować cudzoziemców (20). Wyobrażam sobie, że postawa Józefa była dla Jezusa źródłem inspiracji dla przypowieści o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu (por. Łk 15, 11-32).

    5. Ojciec z twórczą odwagą
    Jeśli pierwszym etapem prawdziwego wewnętrznego uzdrowienia jest przyjęcie własnej historii, to znaczy uczynienie w sobie miejsca także na to, czego nie wybraliśmy w naszym życiu, musimy dodać jeszcze jedną ważną cechę: twórczą odwagę. Ujawnia się ona szczególnie wtedy, gdy napotykamy na trudności. W obliczu trudności można bowiem zatrzymać się i zejść z pola walki, lub jakoś coś wymyślić. Czasami to właśnie trudności wydobywają z każdego z nas możliwości, o posiadaniu których nawet nie mieliśmy pojęcia.

    Wiele razy, czytając „Ewangelie dzieciństwa”, zastanawiamy się, dlaczego Bóg nie zadziałał bezpośrednio i wyraźnie. Ale Bóg interweniuje poprzez wydarzenia i ludzi. Józef jest człowiekiem, przez którego Bóg troszczy się o początki historii odkupienia. Jest on prawdziwym „cudem”, dzięki któremu Bóg ocala Dziecię i Jego Matkę. Bóg działa ufając w twórczą odwagę tego człowieka, który przybywając do Betlejem i nie znajdując miejsca, gdzie Maryja mogłaby porodzić, przystosowuje stajnię i urządza tak, aby stała się jak najbardziej gościnnym miejscem dla przychodzącego na świat Syna Bożego (por. Łk 2, 6-7). W obliczu zagrożenia ze strony Heroda, który chce zabić Dziecko, po raz kolejny we śnie Józef zostaje ostrzeżony, by bronić Dziecięcia, i w środku nocy organizuje ucieczkę do Egiptu (por. Mt 2, 13-14).

    Czytając powierzchownie te opisy, zawsze odnosimy wrażenie, że świat jest na łasce silnych i możnych, ale „dobra nowina” Ewangelii polega na ukazaniu, iż pomimo despotyzmu i przemocy władców ziemskich, Bóg zawsze znajduje sposób, by zrealizować swój plan zbawienia. Także nasze życie czasem zdaje się być zdane na łaskę silnych, ale Ewangelia mówi nam, że Bóg zawsze potrafi ocalić to, co się liczy, pod warunkiem, że użyjemy tej samej twórczej odwagi, co cieśla z Nazaretu, który potrafi przekształcić problem w szansę, pokładając zawsze ufność w Opatrzności.

    Jeśli czasami Bóg zdaje się nam nie pomagać, nie oznacza to, że nas opuścił, ale że pokłada w nas ufność i w tym, co możemy zaplanować, wymyślić, znaleźć.

    Jest to ta sama odwaga twórcza, jaką wykazali się przyjaciele paralityka, którzy, by przedstawić go Jezusowi, spuścili go z dachu (por. Łk 5, 17-26). Trudność nie powstrzymała śmiałości i uporu owych przyjaciół. Byli przekonani, że Jezus może uzdrowić chorego i „nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób go przynieść, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę rzekł: «Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy»” (ww. 19-20). Jezus docenia twórczą wiarę, z jaką ci ludzie starają się przyprowadzić do Niego swego chorego przyjaciela.

    Ewangelia nie podaje żadnych informacji na temat tego, jak długo Maryja i Józef pozostali z Dzieciątkiem w Egipcie. Na pewno jednak musieli jeść, znaleźć dom, pracę. Nie potrzeba wiele wyobraźni, aby wypełnić milczenie Ewangelii na ten temat. Święta Rodzina musiała zmierzyć się z konkretnymi problemami, jak wszystkie inne rodziny, jak wielu naszych braci i sióstr migrantów, którzy także i dziś narażają swe życie, zmuszeni przez nieszczęścia i głód. W tym sensie uważam, że św. Józef jest doprawdy szczególnym patronem tych wszystkich, którzy są zmuszeni do opuszczenia swojej ziemi z powodu wojny, nienawiści, prześladowań i nędzy.

    Na końcu każdej historii, której Józef jest bohaterem, Ewangelia zauważa, że wstaje on, zabiera ze sobą Dziecię i Jego Matkę, i czyni to, co Bóg mu nakazał (por. Mt 1, 24; 2, 14.21). Istotnie, Jezus i Maryja, Jego Matka, są najcenniejszym skarbem naszej wiary (21).

    W planie zbawienia nie można oddzielać Syna od Matki, od Tej, która „postępowała naprzód w pielgrzymce wiary i utrzymywała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do krzyża” (22).

    Musimy zawsze zadawać sobie pytanie, czy z całych sił strzeżemy Jezusa i Maryi, którzy w tajemniczy sposób są powierzeni naszej odpowiedzialności, naszej trosce, naszej opiece. Syn Wszechmogącego Boga przychodzi na świat, przyjmując stan wielkiej słabości. Staje się tym, który potrzebuje Józefa, by był broniony, chroniony, otoczony opieką, wychowywany. Bóg ufa temu człowiekowi, podobnie jak Maryja, która odnajduje w Józefie tego, który nie tylko chce ocalić Jej życie, ale który zawsze będzie się troszczył o Nią i o Dziecko. Zatem święty Józef nie może nie być Opiekunem Kościoła, ponieważ Kościół jest kontynuacją Ciała Chrystusa w dziejach, a jednocześnie w macierzyństwie Kościoła zacienione jest macierzyństwo Maryi (23). Józef, chroniąc Kościół, nieprzerwanie chroni Dziecię i Jego Matkę, a także my, kochając Kościół, wciąż kochamy Dziecię i Jego Matkę.

    To Dziecię jest Tym, który powie: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Tak więc każdy potrzebujący, każdy ubogi, każdy cierpiący, każdy umierający, każdy obcy, każdy więzień, każdy chory to „Dziecię”, którego Józef nadal strzeże. Dlatego św. Józef jest przyzywany jako opiekun nieszczęśliwych, potrzebujących, wygnańców, cierpiących, ubogich, umierających. I właśnie dlatego Kościół nie może nie kochać przede wszystkim ostatnich, ponieważ Jezus umiłował ich szczególnie, sam utożsamił się z nimi. Od Józefa musimy nauczyć się tej samej troski i odpowiedzialności: kochać Dziecię i Jego Matkę; kochać sakramenty i miłosierdzie; kochać Kościół i ubogich. Każde z nich jest zawsze Dziecięciem i Jego Matką.

    6. Ojciec – człowiek pracy
    Jednym z aspektów, który charakteryzuje św. Józefa i który był podkreślany od czasu pierwszej encykliki społecznej, Rerum novarum Leona XIII, jest jego związek z pracą. Święty Józef był cieślą, który uczciwie pracował, aby zapewnić utrzymanie swojej rodzinie. Od niego Jezus nauczył się wartości, godności i radości tego, co znaczy móc spożywać chleb, który jest owocem własnej pracy.
    W naszych czasach, w których praca zdaje się stanowić ponownie pilne zagadnienie społeczne, a bezrobocie osiąga niekiedy zdumiewający poziom, nawet w tych krajach, gdzie od dziesięcioleci doświadcza się pewnego dobrobytu, konieczne jest zrozumienie z odnowioną świadomością znaczenia pracy, która nadaje godność i której nasz Święty jest przykładnym patronem.

    Praca staje się uczestnictwem wręcz w dziele zbawienia, okazją do przyspieszenia nadejścia królestwa Bożego, rozwijania swoich przymiotów i cech, oddając je na służbę społeczeństwa i wspólnoty. Praca staje się okazją nie tylko do spełnienia samego siebie, ale przede wszystkim dla tej podstawowej komórki społeczeństwa, jaką jest rodzina. Rodzina, w której brakuje pracy, jest bardziej narażona na trudności, napięcia, pęknięcia, a nawet na pełną beznadziei i powodującą rozpacz pokusę rozpadu. Jak moglibyśmy mówić o godności ludzkiej, nie starając się, aby wszyscy i każdy z osobna mieli możliwość godnego utrzymania?

    Osoba pracująca, niezależnie od tego, jakie byłoby jej zajęcie, współpracuje z samym Bogiem, staje się poniekąd twórcą otaczającego nas świata. Kryzys naszych czasów, będący kryzysem gospodarczym, społecznym, kulturowym i duchowym, może stanowić dla wszystkich wezwanie do odkrycia na nowo wartości, znaczenia i konieczności pracy, aby dać początek nowej „normalności”, w której nikt nie byłby wykluczony. Praca świętego Józefa przypomina nam, że sam Bóg, który stał się człowiekiem, nie pogardził pracą. Utrata pracy dotykająca tak wielu braci i sióstr, a która nasiliła się w ostatnim czasie z powodu pandemii COVID-19, musi być wezwaniem do rewizji naszych priorytetów. Prośmy św. Józefa Robotnika, abyśmy mogli znaleźć drogi, które kazałyby nam powiedzieć: żaden młody, żadna osoba, żadna rodzina bez pracy!

    7. Ojciec w cieniu
    Polski pisarz Jan Dobraczyński w książce Cień Ojca (24) opowiedział w formie powieści o życiu świętego Józefa. Przez sugestywny obraz cienia określił postać Józefa, który w stosunku do Jezusa jest cieniem Ojca Niebieskiego na ziemi: osłania Go, chroni, nie odstępuje od Niego, podążając Jego śladami. Przychodzi na myśl to, co Mojżesz przypomina Izraelowi: „Widziałeś też i na pustyni: Pan niósł cię, jak niesie ojciec swego syna, całą drogę, którą szliście” (Pwt 1, 31). Tak Józef sprawował ojcostwo przez całe swe życie (25).

    Nikt nie rodzi się ojcem, ale staje się ojcem. I nie staje się nim jedynie dlatego, że wydaje dziecko na świat, lecz ponieważ odpowiedzialnie podejmuje o nie troskę. Za każdym razem, gdy ktoś podejmuje odpowiedzialność za życie drugiego, w pewnym sensie sprawuje względem niego ojcostwo.

    W społeczeństwie naszych czasów, dzieci często zdają się być osierocone przez ojców. Także dzisiejszy Kościół potrzebuje ojców. Stale aktualna jest przestroga skierowana przez św. Pawła do Koryntian: „Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców” (1 Kor 4, 15); a każdy kapłan czy biskup powinien móc dodać jak Apostoł: „ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie” (tamże). Zaś Galatom mówi: „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje!” (4, 19).

    Być ojcem oznacza wprowadzać dziecko w doświadczenie życia, w rzeczywistość. Nie zatrzymywać go, nie zniewalać, nie brać w posiadanie, ale czynić je zdolnym do wyborów, do wolności, do wyruszenia w drogę. Być może z tego powodu, obok miana ojca, tradycja umieściła przy Józefie także miano „przeczystego”. Nie jest to jedynie określenie emocjonalne, ale synteza postawy będącej przeciwieństwem posiadania. Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia. Tylko wówczas, gdy miłość jest czysta, jest naprawdę miłością. Miłość, która chce posiadać, w końcu zawsze staje się niebezpieczna, krępuje, tłumi, czyni człowieka nieszczęśliwym. Sam Bóg umiłował człowieka miłością czystą, pozostawiając mu nawet wolność popełniania błędów i występowania przeciwko Niemu. Logika miłości jest zawsze logiką wolności, a Józef potrafił kochać w sposób niezwykle wolny. Nigdy nie stawiał siebie w centrum. Potrafił usuwać siebie z centrum a umieścić w centrum swojego życia Maryję i Jezusa.

    Szczęście Józefa nie polega na logice ofiary z siebie, ale daru z siebie. Nigdy w tym człowieku nie dostrzegamy frustracji, a jedynie zaufanie. Jego uporczywe milczenie nie rozważa narzekań, ale zawsze konkretne gesty zaufania. Świat potrzebuje ojców, odrzuca panów, odrzuca tych, którzy chcą wykorzystać posiadanie drugiego do wypełnienia własnej pustki; odrzuca tych, którzy mylą autorytet z autorytaryzmem, służbę z serwilizmem, konfrontację z uciskiem, miłosierdzie z opiekuńczością, siłę ze zniszczeniem. Każde prawdziwe powołanie rodzi się z daru z siebie, który jest dojrzewaniem zwyczajnej ofiarności. Także w kapłaństwie i w życiu konsekrowanym wymagana jest tego rodzaju dojrzałość. Tam, gdzie powołanie, czy to małżeńskie, do celibatu czy też dziewicze, nie osiąga dojrzałości daru z siebie, zatrzymując się jedynie na logice ofiary, to zamiast stawać się znakiem piękna i radości miłości, może wyrażać nieszczęście, smutek i frustrację.

    Ojcostwo, które wyrzeka się pokusy, by według swego życia układać życie dzieci, zawsze otwiera szeroko przestrzenie na całkowitą nowość. Każde dziecko zawsze przynosi ze sobą tajemnicę, zupełną nowość, która może być ujawniona tylko z pomocą ojca, który szanuje jego wolność. Ojca, który jest świadomy, że zrealizuje swoją funkcję wychowawczą i że w pełni przeżyje swoje ojcostwo tylko wówczas, gdy stanie się „bezużyteczny”, gdy zobaczy, że dziecko staje się autonomiczne i samodzielnie kroczy po drogach życia, gdy postawi się w sytuacji Józefa, który zawsze wiedział, że to Dziecko nie jest jego własnym, lecz zostało jedynie powierzone jego opiece. Przecież to właśnie sugeruje Jezus, gdy mówi: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie” (Mt 23, 9).

    Za każdym razem, kiedy znajdujemy się w sytuacji spełniania ojcostwa, musimy zawsze pamiętać, że nigdy nie jest to spełnianie posiadania, ale „znak”, który odnosi do pewnego wznioślejszego ojcostwa. W pewnym sensie, wszyscy jesteśmy zawsze w położeniu Józefa: jesteśmy cieniem jedynego Ojca niebieskiego, który „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 45); jest to cień, który podąża za Synem.

    ***

    „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę” (Mt 2, 13), mówi Bóg do św. Józefa.
    Celem tego Listu apostolskiego jest wzbudzenie większej miłości dla tego wielkiego Świętego, abyśmy byli zachęceni do modlitwy o jego wstawiennictwo i do naśladowania jego cnót i jego zaangażowania.

    Istotnie, specyficzną misją świętych jest nie tylko spełnianie cudów i łask, ale wstawiennictwo za nami przed Bogiem, podobnie jak Abraham (26) i Mojżesz (27), podobnie jak Jezus, „jeden pośrednik” (1 Tm 2, 5), który jest u Boga Ojca naszym „rzecznikiem” (1 J 2, 1), „bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nami” (por. Hbr 7, 25; por. Rz 8, 34).

    Święci pomagają „wszystkim wiernym do osiągnięcia świętości i doskonałości własnego stanu” (28). Ich życie jest konkretnym dowodem na to, że można żyć Ewangelią.

    Jezus powiedział: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11, 29), a święci są z kolei wzorem życia do naśladowania. Św. Paweł wyraźnie zachęcał: „bądźcie naśladowcami moimi!” (1 Kor 4, 16) (29). Święty Józef mówi o tym poprzez swoje wymowne milczenie.

    W obliczu przykładu tak wielu świętych, św. Augustyn zadawał sobie pytanie: „Nie stać cię na to, na co stać było tych mężczyzn i te kobiety?”. I tak doszedł do ostatecznego nawrócenia, wołając: „Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa!” (30).

    Nie pozostaje nic innego, jak tylko błagać św. Józefa o łaskę nad łaskami: o nasze nawrócenie.

    Do niego kierujemy naszą modlitwę:

    Witaj, opiekunie Odkupiciela,
    i oblubieńcze Maryi Dziewicy.
    Tobie Bóg powierzył swojego Syna;
    Tobie zaufała Maryja;
    z Tobą Chrystus stał się człowiekiem.
    O święty Józefie, okaż się ojcem także i nam,
    i prowadź nas na drodze życia.
    Wyjednaj nam łaskę, miłosierdzie i odwagę,
    i broń nas od wszelkiego zła. Amen.

    Rzym, u św. Jana na Lateranie, dnia 8 grudnia 2020, w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w ósmym roku mojego Pontyfikatu.

    *************

    Przypisy:

    1. Łk 4, 22; J 6, 42; por. Mt 13, 55; Mk 6, 3.

    2. S. RITUUM CONGREG., Quemadmodum Deus (8 grudnia 1870): ASS 6 (1870-71), 194.

    3. Przemówienie do członków ACLI z okazji Uroczystości św. Józefa Robotnika (1 maja 1955): AAS 47 (1955), 406.

    4. Adhort. apost. Redemptoris custos (15 sierpnia 1989): AAS (1990), 5-34.

    5. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1014.

    6. Modlitwa na placu św. Piotra o ustanie pandemii (27 marca 2020 r.): L’Osservatore Romano, wyd. polskie, n. 4 (421)/2020, s. 5.

    7. In Matth. Hom., V 3: PG 57, 57 n.

    8. Homilia (19 marca 1966): Insegnamenti, IV (1966), 110.

    9. Por. Libro della vita, 6, 6-8.

    10. Codziennie, od ponad czterdziestu lat, po jutrzni, odmawiam modlitwę do św. Józefa, zaczerpniętą z XIX-wiecznej francuskiej książeczki do nabożeństwa Zgromadzenia Zakonnic Jezusa i Maryi, która wyraża pobożność, ufność i pewną prowokację wobec św. Józefa: „Chwalebny Patriarcho, święty Józefie, w którego mocy jest uczynienie możliwym tego, co niemożliwe, spiesz mi na pomoc w chwilach niepokoju i trudności. Weź pod swoją obronę sytuacje bardzo poważne i trudne, które Ci powierzam, by miały szczęśliwe rozwiązanie. Mój ukochany Ojcze, w Tobie pokładam całą ufność moją. Niech nie mówią, że przyzywałem Ciebie na próżno, a skoro z Jezusem i Maryją możesz wszystko uczynić, ukaż mi, że Twoja dobroć jest tak wielka jak Twoja moc. Amen”.

    11. Por. Pwt 4, 31; Ps 69, 17; 78, 38; 86, 5; 111, 4; 116, 5; Jr 31, 20.

    12. Por. Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 88; 288: AAS 105 (2013), 1057, 1136-1137.

    13. Por. Rdz 20, 3; 28, 12; 31, 11.24; 40, 8; 41, 1-32; Lb 12 ,6; 1 Sm 3, 3-10; Dn 2; 4; Hi 33, 15.

    14. W takich przypadkach przewidywane było nawet ukamienowanie (por. Pwt 22, 20-21).

    15. Por. Kpł 12, 1-8: Wj 13, 2.

    16. Por. Mt 26, 39; Mk 14, 36; Łk 22, 42.

    17. ŚW. JAN PAWEŁ II, Adhort. apost. Redemptionis custos (15 sierpnia 1989), 8: AAS 82 (1990), 14.

    18. Homilia wygłoszona podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w Villavicencio – Kolumbia (8 września 2017): AAS 109 (2017), 1061; L’Osservatore Romano, wyd. polskie, n. 10 (396)/2017, s. 25.

    19. Enchiridion de fide, spe et caritate, 11, 3: PL 40, 236; Podręcznik dla Wawrzyńca, czyli o wierze, nadziei i miłości, XI, 3. w: Pisma katechetyczne, przeł. Władysław Budzik, Warszawa 1952, s. 84.

    20. Por. Pwt 10, 19; Wj 22, 20-22: Łk 10, 29-37.

    21. Por. S. RITUUM CONGREG., Quemadmodum Deus (8 grudnia 1870): ASS 6 (1870-71), 193; Bł. PIUS IX, List apost. Inclytum Patriarcham (7 lipca 1871), 331-335: ASS 6 (1870-71), 324-327.

    22. SOBÓR WAT. II, Konst. dogmat. Lumen gentium, 58.

    23. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 963-970.

    24. Cień Ojca, Warszawa 1977.

    25. Por. ŚW. JAN PAWEŁ II, Adhort. apost. Redemptoris Custos, 7-8: AAS 82 (1990), 12-16.

    26. Por. Rdz 18, 23-32.

    27. Por. Wj 17, 8-13; 32, 30-35.

    28. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. dogmat. Lumen gentium, 42.

    29. Por. 1 Kor 11, 1; Flp 3, 17; 1 Tes 1, 6.

    30. Wyznania, VIII,11, 27: PL 32, 761; X, 27, 38: PL 32, 79

    © Copyright – Archidiecezja Warszawska – created by baj@com

    __________________________________________________________________________________________________________________________


    INFORMACJA JAK WEJŚĆ NA TRANSMISJĘ:

    http://glasgow.kosciol.org/kaplica/


    https://www.youtube.com/channel/UCkr3inmOqVvp30wQZk7YK5A/featured
     

    https://www.youtube.com/channel/UCkr3inmOqVvp30wQZk7YK5A

    Zachęcam do zostawienia subskrypcji i dzwoneczka. Wtedy będzie można dostawać powiadomienia o prowadzonej transmisji na komputer, telefon lub tablet.

    Dla ułatwienia jak wejść na transmisję podaję link: https://support.google.com/youtube/answer/3382248

    Do zalogowania się na YouTube można użyć konta mail (gmail.com).

    ****

    Na naszej stronie są również informacje o poradni rodzinnej.

    ************************************************************************

    Pestycydy na ludzi

    Dziś to nie aborcja chirurgiczna, lecz farmakologiczna – na skutek łatwego dostępu – jest w Polsce największym wyzwaniem dla ochrony życia.

    Adobe Stock

    ***

    Werdykt Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności aborcji eugenicznej z Konstytucją RP to wielki triumf cywilizacji życia w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że nie rozwiązuje on bynajmniej wszystkich problemów związanych z ochroną życia nienarodzonych. Ważniejsze są bowiem zmiany w ludzkiej świadomości niż w prawie. Tymczasem w naszym kraju – jak wskazują badania socjologiczne – dominuje mentalność antykoncepcyjna, w której często zatarta zostaje granica z mentalnością proaborcyjną.

    Dzieje się tak m.in. za sprawą coraz bardziej rozpowszechnionej aborcji farmakologicznej, która jest reklamowana jako rodzaj antykoncepcji. W odróżnieniu od aborcji chirurgicznej nie trzeba się udawać do szpitala lub kliniki, aby być tam poddanym śmiercionośnej interwencji przy użyciu szczypiec i innych przyrządów ginekologicznych. W tym przypadku można się pozbyć niechcianego dziecka w domu przez zażycie odpowiednich środków wczesnoporonnych. Słynny francuski genetyk prof. Jérôme Lejeune nazwał te specyfiki „pestycydami na ludzi”, ponieważ nie mają one zastosowania innego niż dzieciobójcze. Na marginesie warto dodać, że najsłynniejszy z tych środków – tabletka RU-486 – produkowany jest w tych samych zakładach chemicznych Hoechst, w których podczas II wojny światowej wytwarzano cyklon B – gaz używany w niemieckich obozach zagłady do uśmiercania Żydów.

    RU-486 może spowodować zgon dziecka poczętego w łonie matki do siódmego tygodnia życia. Dzieje się tak na skutek zablokowania wytwarzania progesteronu, czyli hormonu odpowiedzialnego za prawidłowy przebieg ciąży, a przede wszystkim za odżywianie płodu. Dochodzi więc do sytuacji, w której pozbawione pokarmu dziecko umiera w macicy i zostaje poronione. Jak powiedział mi kiedyś obrazowo serbski ginekolog dr Stojan Adašević: „Człowiek umiera z głodu w pomieszczeniu pełnym jedzenia”.

    Metoda ta jest jednak skuteczna jedynie w 60%, dlatego – aby przyspieszyć efekt wczesnoporonny – kobietom podaje się prostaglandyny, czyli silne środki skurczowe. Jest to zabieg o wysokim stopniu ryzyka dla zdrowia. W 90% przypadków łączy się z krwawieniem, silnym bólem bądź zapaleniami. Stąd bardzo często podaje się kobietom środki przeciwbólowe oraz antybiotyki, by zapobiec infekcjom. Ten „koktajl farmaceutyczny” (RU-486, prostaglandyny, leki wspomagające, antybiotyki i środki przeciwbólowe) powoduje tak wiele niebezpiecznych efektów ubocznych, że trzy feministki i zwolenniczki aborcji – Janice G. Raymond, Renate Klein i Lynette J. Dumble – które przebadały powstające w wyniku ich stosowania powikłania i komplikacje, zaapelowały, żeby wycofać RU-486 z rynku z powodu ryzyka, które tabletka stwarza dla zdrowia kobiet.

    Była kierowniczka kliniki aborcyjnej w USA – Abby Johnson, bohaterka filmu Nieplanowane, do dziś wspomina, że aborcja farmakologiczna była dla niej bardziej traumatycznym przeżyciem niż wcześniejsza aborcja chirurgiczna: „Pamiętam to uczucie, jakby był to ostateczny upadek. Jeśli nie było to najgorsze, to z pewnością jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu – zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Było to doświadczenie traumatyczne, z powodu którego cierpiałam fizycznie przez osiem tygodni po zażyciu środka powodującego aborcję”.

    Dziś to nie aborcja chirurgiczna, lecz właśnie farmakologiczna jest w Polsce – na skutek łatwego dostępu do środków wczesnoporonnych – największym wyzwaniem dla ochrony życia.

    Grzegorz Górny/Niedziela Ogólnopolska 44/2020

    *****************************************************

    Głos kobiet w obronie dzieci nienarodzonych i przeciwko szczepionkom skażonym aborcją


    86 kobiet z 25 krajów świata zwraca się z otwartym apelem w sprawie aborcji oraz wykorzystania linii komórkowych pozyskanych wskutek tego precederu. Jego sygnatariuszki wzywają wszystkich ludzi dobrej woli, by skończyli z usprawiedliwianiem czy tolerowaniem wykorzystania wątpliwych moralnie szczepionek. “Nadeszła godzina, abyśmy naśladowały pierwszych chrześcijan w ich gotowości oddania życia za Prawdę. Nie będziemy współwinne. Nadszedł czas, aby się przeciwstawić!” – czytamy. List podpisała m.in. dr Wanda Półtawska (lekarz medycyny, specjalista w dziedzinie psychiatrii, ofiara pseudomedycznych eksperymentów w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück)

    ****

    Apel

    Aborcja jest współczesną rzezią niewiniątek. My, kobiety, pragniemy, aby nasz kobiecy krzyk był słyszany na całym świecie. Ta deklaracja pochodzi z głębi naszych serc, w których Bóg zaszczepił wyjątkowy instynkt macierzyński – serc, które są oddane obronie sprawy życia i walce z kulturą śmierci. Dlatego z całego serca stwierdzamy: Nie będziemy współuczestniczyć we współczesnej rzezi niewiniątek i dlatego odmawiamy przyjęcia jakichkolwiek, wszelkich szczepionek wyprodukowanych przy użyciu komórek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich”.

    Aborcja: źródło tkanki płodowej

    Stawmy uczciwie czoła rzeczywistości aborcji. Około jedna na pięć ciąż na świecie kończy się aborcją; szacuje się, że rocznie dokonuje się 40-50 milionów aborcji[1]. Od czasu, gdy biznes aborcyjny rozwinął się na dobre, aż 2,5 miliarda nienarodzonych dzieci zostało zabitych w łonach swych matek. Zastanówmy się przez chwilę nad tą liczbą i spróbujmy zgłębić tę niezgłębioną otchłań.

    Wyjątkowo barbarzyńskie okrucieństwo XX wieku, z jego dwiema morderczymi wojnami światowymi i jeszcze bardziej śmiercionośnymi ideologiami, nawet nie zbliża się do ogromnej skali tej światowej rzezi najbardziej bezbronnych istot ludzkich. Jakże mogłybyśmy nie mieć w pamięci tego faktu, gdy zastanawiamy się nad moralnością szczepionek, które produkowane są z komórek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich?

    To ludobójstwo dokonywane na dzieciach nienarodzonych jest niewyobrażalne w swojej skali, ale jest równie niewybaczalne w swojej ohydnej brutalności: sposób mordowania dzieci jest ponad wszelką wątpliwość barbarzyński. Przywołajmy oczami wyobraźni kilka preferowanych metod chirurgicznej aborcji[2]. Wyobraźmy sobie nienarodzonego chłopca w dziewiątym tygodniu od poczęcia: potrafi on obracać się, marszczyć czoło i połykać. Aby zamordować tego nienarodzonego chłopca, do macicy matki wkłada się wydrążoną rurkę z ostrym końcem, podłącza się ją do potężnej próżni, która rozrywa go na małe kawałki, zasysane następnie do butelki i wyrzucane.

    Wyobraźmy sobie teraz nienarodzoną dziewczynkę pod koniec trzeciego miesiąca życia w łonie matki: może ona cicho łkać i czasami to robi, odczuwa też ból. Aby zamordować tę nienarodzoną dziewczynkę, do łona matki wkłada się parę kleszczy, które chwytają, łamią i wykręcają jej kości, aż do całkowitego rozczłonkowania jej ciała, najprawdopodobniej do złamania kręgosłupa i zmiażdżenia czaszki, gdy zostaje ona wyrwana z bezpiecznego ciała matki.

    Wreszcie wyobraźmy sobie nienarodzonego chłopca w dwudziestym tygodniu życia płodowego: potrafi on rozpoznać głos swej matki. Aby go zabić, lekarz wkłuwa długą igłę w brzuch matki i wstrzykuje silny roztwór soli, który chłopiec połyka; żrąca trucizna spala go od wewnątrz i z zewnątrz. W ciągu jednego dnia matka faktycznie rodzi swoje martwe lub umierające dziecko. Wiele takich dzieci urodziło się żywych, a następnie zostało pozostawionych bez opieki, by umrzeć. Jest to śmierć bardziej okrutna niż śmierć dzieci składanych w ofierze w Gehennie – w dolinie w pobliżu Jerozolimy, w której starożytni Izraelici składali w ofierze swoje własne dzieci, paląc je żywcem w dłoniach kananejskiego bożka Molocha. Dzieciobójczy ogień pochłaniał je szybciej niż umierają dzisiejsze maleńkie ofiary. Dziś szpony Molocha są lodowato zimne: mały chłopiec drży, aż milknie i nieruchomieje, leżąc w kałuży szybko stygnącej krwi. Niegdyś ciepło otulony w łonie matki, teraz leży bez życia w sterylnym pokoju, nagi od stóp do głów; nie ma nikogo, kto mógłby go opłakiwać[3].

    „Owoc” badań nad tkanką płodową

    Jakby nie dość było samej liczby i barbarzyńskiej brutalności tych aborcji, części ciała abortowanych dzieci są obecnie zbierane[4] do celów badań medycznych w ramach współczesnego, fetyszystycznego horroru. Aborcjoniści przyznali się do takiej zmiany procedur chirurgicznych[5], która pozwala zachować niektóre części ciała w stanie nienaruszonym, tak aby mogły być wykorzystane przez naukowców. Wyobraźmy sobie tego samego małego chłopca, którego nie spaliła sól fizjologiczna, ale który żywcem padł ofiarą horroru na miarę ofiar z ludzi składanych przez Azteków wyrywających serca pokonanym, gdy ci leżeli dysząc na ofiarnych ołtarzach. Po porodzie, być może dokonanym przez cesarskie cięcie[6], chłopczyk odczuwa przeszywający ból, gdy aborcjonista – bez znieczulenia – bardzo szybko wycina mu nerkę, aby jego świeży organ mógł zostać wysłany w nocy do współwinnego badacza[7]. Mając tego świadomość, jakże możemy dobrowolnie czerpać korzyść z poświęcenia życia abortowanych dzieci, stosując szczepionkę, przy której produkcji wykorzystano ich ciała, niezależnie od tego, jak dawno temu to się stało?

    Mimo wszystko niektórzy będą jednak utrzymywać, że to zło należy do przyszłości, że dotyczy minionych dekad, inni zaś będą argumentować, że użycie szczepionki skażonej aborcją jest moralnie dozwolone, ponieważ współpraca w złu jest „odległa”[8]. Ale czy te stanowiska odzwierciedlają prawdziwy zakres i powagę sytuacji? Zło związane z wykorzystaniem linii komórkowych abortowanych płodów nie ogranicza się do samego morderstwa, ale obejmuje także nieustanną komercjalizację ciała dziecka oraz odmowę pochowania jego bezczeszczonych szczątków. Co więcej, wykorzystywanie tkanek abortowanych płodów przy opracowywaniu procedur medycznych z pewnością napędza i zawsze będzie napędzać dążenie do pozyskiwania nowych tkanek abortowanych płodów[9]. Mówiąc prosto, linie komórek płodowych nie mogą trwać w nieskończoność[10], a producenci szczepionek są silnie zmotywowani do tworzenia nowych linii, które pasują do starych – decydując się na eksperymenty z abortowanymi dziećmi tej samej płci i w zbliżonym wieku[11]. Miało to miejsce wielokrotnie w ciągu ostatnich dziesięcioleci, przy czym najnowsza linia komórek z abortowanych płodów powstała w 2015 roku[12]. Ponadto, na skutek znamiennego braku oburzenia wobec tych linii komórkowych, badania biomedyczne wykorzystujące abortowane dzieci zostały w ostatnich dekadach poszerzone o zbieranie ciał zamordowanych dzieci nienarodzonych[13] i handlowanie nimi w celu wykorzystania ich w badaniach, których prowadzenie na istocie ludzkiej normalnie zostałoby uznane za nieetyczne[14]. Moloch nigdy nie jest nasycony.

    Wszystkie te formy zła ulegają jedynie utrwaleniu i są promowane poprzez bierną akceptację skażonej moralnie szczepionki na „zasadach tymczasowych”. Zastanówmy się nad faktem, że szczepionka MMR, która została opracowana w 1971 roku i jest sprzedawana przez firmę Merck, była narzucana jako obowiązek moralny[15] ze względu na jej potencjał minimalizowania zespołu różyczki wrodzonej (czego zresztą nie robi[16]). MMR zawiera wątpliwy moralnie składnik różyczki, którego opracowanie wymagało wykonania prawie stu oddzielnych aborcji[17], i pomimo oświadczeń naszych hierarchów, że katolicy stosujący tę szczepionkę muszą sprzeciwiać się jej używaniu w inny sposób[18], po pięćdziesięciu latach jest ona nadal stosowana. Istotnie, ogólne przyzwolenie na szczepionki skażone aborcją, szczególnie ze strony chrześcijan, przyczyniło się jedynie do rozwoju kultury śmierci[19]. Ani głosy pasterzy, ani wiernych nie zagłuszyły milczącej aprobaty wyrażającej się poprzez ich zaniechania. Nie możemy siedzieć z założonymi rękami, gdy wykorzystywanie abortowanych płodów ludzkich w badaniach medycznych jest stopniowo normalizowane jako „niefortunna” część współczesnej medycyny. Nadszedł czas, aby duchowni i świeccy odważnie stawili czoła temu okrucieństwu i z „maksymalną determinacją”[20] bronili prawa do życia tych, którzy są najbardziej bezbronni. Należy położyć kres tym nikczemnym efektom ubocznym aborcji.

    Szczepionki przeciw COVID19 a tkanka płodowa

    Rozważmy obecny przypadek szczepionek przeciw COVID-19, wiele spośród których wykorzystuje linie komórkowe abortowanych płodów[21] – albo bezpośrednio w procesie produkcji, albo pośrednio, na etapie testów. Są tacy, którzy twierdzą, że ich użycie jest nie tylko moralne, ale że jest rzeczywistym aktem miłosierdzia wobec bliźniego[22], wziąwszy pod uwagę rozmiarów pandemii. Z pokorą sugerujemy, że takie stwierdzenia, w tym niektóre oficjalne, wydane przez biskupów[23], a nawet przez Watykan[24], opierają się na niepełnej ocenie nauki o szczepieniach i immunologii, i prosimy zwolenników wykorzystania tych szczepionek o ponowną ocenę swoich stwierdzeń w świetle następujących faktów:

    1. W proponowanych szczepionkach, w przypadku których podano, że przy ich produkcji komórki abortowanych płodów zostały użyte „jedynie podczas badań”, wykorzystanie komórek HEK-293 [Human Embryonic Kidney-293/Ludzka Nerka Embrionalna – 293] stanowiło integralną część procesu tworzenia[25] mRNA; komórek tych użyto ponownie w celu potwierdzenia skuteczności mRNA, czasami w formie więcej niż jednego rodzaju[26] testu potwierdzającego.
    2. Proponowane szczepionki, o których mowa, nie zostały poddane rygorystycznym badaniom pod kątem ich skuteczności w zapobieganiu zakażeniu lub rozprzestrzenianiu się SARS-CoV-2[27]; były natomiast oceniane pod kątem zmniejszenia nasilenia objawów u osób, u których wystąpiły „potwierdzone przypadki” COVID-19. Nawet ta ocena skromnego efektu ochronnego może być poważnie zawyżona[28].
    3. Średni wskaźnik przeżycia po zakażeniu SARS-CoV-2 jest wyższy niż 98,3 proc.[29] i nie jest prawdopodobne, aby szczepionki o tak niskiej skuteczności mogły w sposób znaczący wpłynąć na ten wskaźnik.
    4. Szczepionka 5-10 razy częściej wywołuje reakcje niepożądane niż szczepionki przeciwko grypie i 15-26 razy częściej wywołuje bóle głowy, zmęczenie i zawroty głowy (według danych VAERS[30]). Szczepionka spowodowała również wiele poważniejszych reakcji i liczne zgony[31]. Zebrane dane dotyczące bezpieczeństwa są niewystarczające do określenia możliwych skutków długoterminowych[32].
    5. Eksperymentalny charakter szczepionki[33] sprawia, że nakłanianie, przymuszanie lub zmuszanie ludzi do jej przyjęcia jest bezpośrednim naruszeniem Powszechnej Deklaracji Bioetycznej i Praw Człowieka[34].

    Wszystkie te czynniki razem wzięte dowodzą, że oświadczenia usprawiedliwiające użycie skażonych aborcją, proponowanych szczepionek przeciw COVID-19, nie tylko ignorują powagę i bezpośredni charakter zbrodni popełnianych na dzieciach nienarodzonych; lekceważą one także naukowe dowody dotyczące tej choroby i nieadekwatność proponowanych obecnie szczepionek jak również znane ryzyko wiążące się z ich przyjmowaniem.

    Podsumowując, jako chrześcijanki jesteśmy wezwane do przyjęcia umysłu Chrystusa i zjednoczenia naszych serc z Najświętszym Sercem Jezusa i Niepokalanym Sercem Maryi. Dlatego nie będziemy kolaborować przy tym monstrualnym kulcie dzieciobójstwa. Nie możemy dłużej składać Molochowi tej ofiary; nadeszła godzina, abyśmy naśladowały pierwszych chrześcijan w ich gotowości oddania życia za Prawdę. Nie będziemy współwinne. Nadszedł czas, aby się przeciwstawić!

    8 marca 2021 r.
    Wspomnienie św. Jana Bożego, patrona szpitali i chorych

    *******

    [1] Thomas D. Williams, PhD, “Global Abortions Surpass 1.1 Million in First Ten Days of New Year”, Breitbart, 10 stycznia 2021.

    [2] “All the Facts You Ever Need to Know about Abortion Methods”, LifeSiteNews.com.

    [3] Z podziękowaniami dla Karen Darantière, “Devons-nous refuser les vaccins fabriqués à partir de cellules dérivées de fœtus humains avortés?”, Le Blog de Jeanne Smits, 26 stycznia 2021.

    [4] Meredeth Wadman, “The Truth about Fetal Tissue Research”, Nature Magazine, 9 grudnia 2015.

    [5] Debra Vinnedge, “Forsaking God for the Sake of Science”, Children of God for Life, 13 czerwca 2012.

    [6] Ibid.

    [7] Debra Vinnedge, “Aborted Fetal Cell Line Vaccines and the Catholic Family: A Moral and Historical Perspective”, Children of God for Life, październik 2005.

    [8] Bractwo św. Piusa X, “Is it Morally Permissible to Receive the Covid-19 Vaccine?”, Society of Saint Pius X, 4 grudnia, 2020.

    [9] Dr Theresa Deisher, “Recently Aborted Baby DNA in Vaccines”, Sound Choice Pharmaceutical Institute, 1 listopada, 2019.

    [10] Debra Vinnedge, “Aborted Fetal Cell Line Vaccines and the Catholic Family: A Moral and Historical Perspective”, Children of God for Life, październik 2005.

    [11] Christine Beiswanger PhD, “A Brief History of IMR-90”, Coriell Institute for Medical Research, 2004

    [12] Carol Szczepaniak, “The Ethics of the Walvax-2 Cell Strain”, Nebraska Coalition for Ethical Research, 14 marca 2016.

    [13] “Coalition Fetal Tissue Research Letter,” Endocrine Society, 16 września 2019.

    [14] Stacy Trasancos, “How Aborted Children are Used in Medical Research in 2020,” National Catholic Register, 15 grudnia 2020.

    [15] “Moral reflections on vaccines prepared from cells derived from aborted human fetuses”, Pontifical Academy for Life, 9 czerwca 2005.

    [16] Catherine J.M. Diodati, “Immunization: history, ethics, law and health”, Integral Aspects, 1999.

    [17] Debra Vinnedge, “Vaccines from Abortion: Time to Report the Truth”, Children of God for Life, 20 maja 2019.

    [18] “Instrukcja Dignitas Personae dotycząca niektórych problemów bioetycznych”, Kongregacja Nauki Wiary, 8 września 2008.

    [19] Jan Paweł II, “Encyklika Evangelium Vitae”, 25 marca 1995.

    [20] Jan Paweł II, “Posynodalna Adhortacja Apostolska Christifidelis Laici”, 30 grudnia 1988.

    [21] “Covid-19 Vaccines and Treatments in Development”, Children of God for Life, 12 stycznia 2021.

    [22] “Pope Francis to have Covid-19 vaccine, says it is the ethical choice for all”, Reuters, 9 stycznia 2021.

    [23] Przewodniczący Komisji Doktryny i Komisji Działalności Pro-Life, “Moral Considerations Regarding the New Covid-19 Vaccines”, Konferencja Biskupów Katolickich USA.

    [24] “Note on the morality of using some anti-Covid-19 vaccines”, Kongregacja Nauki Wiary, 21 grudnia 2020.

    [25] Daniel Wrapp, et al. “Cryo-EM structure of the 2019-nCoV spike in the prefusion conformation”, Science Magazine, 13 marca 2020.

    [26] “Guidance on Getting the COVID-19 Vaccine,” Children of God for Life.

    [27] Pfizer, “A Phase 1/2/3 Study to Evaluate the Safety, Tolerability, Immunogenicity, and Efficacy of RNA Vaccine Candidates Against COVID-19 in Healthy Individuals”, BioNTech.

    [28] Peter Doshi, “Pfizer and Moderna’s ‘95% effective vaccines—we need more details and the raw data”, thebmjopinion, 4 stycznia 2021

    [29] John P A Ioannidis, “Infection fatality rate of COVID-19 inferred from seroprevalence data”, Bulletin of the World Health Organization, 14 października 2020. Article ID: BLT.20.265892.

    [30] VAERS, Vaccine Adverse Event Reporting System.

    [31] Amanda Woods, “23 die in Norway after receiving Pfizer Covid-19 vaccine: officials”, New York Post, 15 stycznia 2021.

    [32] Wywiad z Billem Gatesem, “Vaccine Safety Compromise”, BBC Breakfast, 12 kwietnia 2020

    [33] “How the Pfizer-BioBTech Covid-19 Vaccine was Developed,” 60 Minutes, 21 grudnia 2020.

    [34] ONZ, “Universal Declarations on Bioethics and Human Rights,” 19 października 2005.


    PCh24.pl/2021-03-10

    **************************************************

    W roku 2017 w wieku 94 lat zmarł szwedzki fotograf Lennart Nilsson, który jako pierwszy wykonał zdjęcie dziecka w łonie matki i który był pionierem fotografii medycznej – jako pierwszy udokumentował wszystkie etapy rozwoju płodu ludzkiego. Fotografia endoskopowa trafiła na łamy magazynu Life – zdjęcie uznano za jedno z najważniejszych wydarzeń roku, a sam Nilsson wydał publikację “A Child is Born”, która jest jedną z najlepiej sprzedających się w ponad 20 krajach ilustrowanych książek.

    W 1957 roku Lennart Nilsson zaczął wykonywać zdjęcia za pomocą endoskopu, używanego w medycynie do oglądania wewnętrznych ścian narządów. Kiedy fotograf przedstawił wyniki swojej pracy kilka lat później, w redakcji magazynu LIFE zażądano świadków, którzy mieli potwierdzić autentyczność fotografii. W końcu redakcja została przekonana i zdjęcie pojawiło się na okładce w 1965 roku, zapowiadając 16 stronicowy materiał, który zrobił furorę.

     Lennart Nilsson urodził się w szwedzkim mieście Strangnas w sierpniu 1922 roku. Pochodząc z rodziny o tradycjach fotograficznych, zaczął robić zdjęcia już w wieku 12 lat. Rozpoczął od makrofotografii, poprzez fotoreportaż w latach 40-tych, do lat 50- tych, kiedy to zajmował się już przede wszystkim zdjęciami endoskopowymi. 

    Autor: Redakcja SwiatObrazu.pl

    ***************************************

    Dlaczego mamy chronić życie od poczęcia? Odpowiedź w nauczaniu Jana Pawła II

    Samplefot. AFP/EastNews

    ***

    – Każda ludzka istota ma prawo do absolutnego poszanowania podstawowego dobra, jakim jest życie, a uznanie tego prawa stanowi fundament współistnienia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej – przypominał Jan Paweł II w encyklice “Evangelium vitae”. Nauczanie św. Jana Pawła II nt. świętości życia ludzkiego wydaje się szczególnie aktualne w kontekście ogłoszonego wczoraj wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

    Wedle Katechizmu Kościoła Katolickiego, przyjętego w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II i za jego aprobatą: „Życie ludzkie od chwili poczęcia powinno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby, wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia” (KKK 2270). A zatem „bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym” (2271) i pociąga za sobą kanoniczną karę ekskomuniki. Mówi o tym Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 1314, że „kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”.

    “Cywilizacji śmierci” należy się przeciwstawić – wielokrotnie apelował Jan Paweł II. Budowa “cywilizacji miłości” nie jest utopią – zapewniał – i jest to najważniejsze zadanie rodziny. W “Liście do rodzin” z 1994 r. pisze, że ta wspólnota znajduje się “pośrodku wielkiego zmagania pomiędzy dobrem a złem, między życiem a śmiercią, między miłością a wszystkim, co jest jej przeciwieństwem”.

    Obrona życia od poczęcia jest tematem jednej z najważniejszych encyklik Jana Pawła II – “Evangelium vitae” z 1995 r. W encyklice tej zwraca uwagę, że zarówno teksty biblijne (np. Ps 139,13-16), jak i najstarsza Tradycja chrześcijańska (np. Didache i List do Diogneta) ostro sprzeciwiały się zamachom na niewinne życie ludzkie, afirmując jednocześnie jego wartość od samego początku, tj. od poczęcia. Teksty Pisma Świętego wyrażają wielki szacunek dla ludzkiej istoty w matki, co każe nam wyciągnąć logiczny wniosek, że także ona jest objęta Bożym przykazaniem: „nie zabijaj”.

    „Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej – uczy Jan Paweł II w tejże encyklice – jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. ‘Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać’” (EV, 57).

    Encyklika, będąca żarliwą obroną najsłabszych, jest równocześnie gorzką diagnozą współczesnej cywilizacji, nazwanej “cywilizacją śmierci”. U jej źródeł – pisze Jan Paweł II – tkwi egoizm i relatywizm etyczny. Spaczone pojęcie wolności absolutyzuje znaczenie jednostki ludzkiej i przekreśla jej solidarność z drugimi. Efektem takich postaw jest oderwanie wolności od prawdy. Pogarda dla bezbronnych – nienarodzonych, upośledzonych, umierających, powoduje, iż sferę życia społecznego kształtuje siła. Legalizacja aborcji i eutanazji przez większość parlamentarną jest natomiast decyzją tyrańską wobec najbardziej bezbronnych. „Tak więc – przypomina Jan Paweł II – w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować, ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.

    Szczególna powinność – podkreśla papież Wojtyła – spoczywa na chrześcijańskich politykach, współuczestniczących w procesie kształtowania prawa. W przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu (Evangelium vitae 73). Polityk chrześcijański musi jednoznacznie opowiedzieć się po stronie życia, dążąc do jego całkowitej ochrony przez prawo. Nie zawsze osiągnięcie tego celu jest możliwe od razu. W takiej sytuacji może i powinien on wesprzeć te inicjatywy, które doprowadzą do ograniczenia szkodliwości już obowiązującego prawa.

    W tym kontekście Jan Paweł II z naciskiem wskazuje na moralny obowiązek sprzeciwu wobec prawa umożliwiającego dokonywanie aborcji, niezależnie od przesłanek je usprawiedliwiających. Oznacza to także, że lekarze, personel medyczny i pielęgniarski oraz osoby kierujące instytucjami służby zdrowia, klinik i ośrodków leczniczych, powinny mieć zapewnioną możliwość odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywaniu i dokonywaniu czynów wymierzonych przeciw życiu. Kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe.

    Z kolei w książce “Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II podkreśla, że legalizacja przerywania ciąży to uprawnienia dane dorosłemu człowiekowi do pozbawienia życia człowieka nie narodzonego czyli tego, który nie może się bronić. “Trudno pomyśleć sytuację bardziej niesprawiedliwą i trudno tu naprawdę mówić o obsesji – odpowiada Papież krytykom – gdy w grę wchodzi podstawowy nakaz prawego sumienia: to znaczy obrona prawa do życia ludzkiej istoty – niewinnej i bezbronnej”.

    Istotnym wątkiem nauczania Jana Pawła II było przypominanie o istnieniu „wartości nienegocjowalnych”, a są to te wartości, które w najbardziej podstawowy sposób chronią życia, godności i dobra osoby ludzkiej oraz jej prawa do rozwoju, muszą więc stanowić nienaruszalny fundament życia społeczności ludzkiej. Wartości te – w świetle nauczania Kościoła – mają wymiar uniwersalny i ponadkonfesyjny: wynikają bowiem nie tylko z Objawienia, ale i z prawa naturalnego, zapisanego w każdym ludzkim sumieniu. Zaliczał do nich m. in. prawo człowieka do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

    „Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne „większości” opinii publicznej – tłumaczył Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae” – ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako „prawo naturalne”, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego. Gdyby na skutek tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń”.

    Jan Paweł II zaproponował ponadto, aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia. Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej kondycji. W odpowiedzi na to wezwanie papieża, Zebranie Plenarne Episkopatu Polski uchwaliło w 1998 roku datę obchodów na uroczystość Zwiastowania Pańskiego (25 marca).

    Kai.pl/28 stycznia 2021/Warszawa

    ***************************************************

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Nosisz dzieciątko pod swoim sercem? A może jesteś jego ojcem? Te modlitwy są dla Ciebie!

    Modlitwa matek oczekujących dziecka

    Panie Jezu, proszę Cię z miłością, za to powierzone mi życie, które noszę w łonie. Z pokorą dziękuję, że wybrałeś mnie jako narzędzie Twojej miłości. W tym pięknym oczekiwaniu pomóż mi żyć w nieustannym zawierzeniu się Twojej świętej woli. Daj mi serce matki: czyste, mocne i hojne. Ofiaruję Ci wszystkie obawy o przyszłość: lęki, niepewności, oczekiwania względem dziecka, którego jeszcze nie znam. Spraw aby narodziło się zdrowe, oddal od niego wszelkie zło fizyczne i niebezpieczeństwa duszy. Proszę, obdarz pełnią życia wiecznego dzieci, którym nie pozwolono się narodzić, otaczaj opieką rodziny, by mocą Twej łaski skutecznie oparły się zasadzkom złego ducha, z miłością przyjmując każde życie i chroniąc je od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci.

    Ty, Maryjo, która poznałaś niezliczone radości świętego macierzyństwa, daj mi serce zdolne do przekazania wiary żywej i gorącej. Uświęć moje oczekiwanie, błogosław moją cichą nadzieje, spraw by owoc mojego łona wzrastał w łasce i świętości. Przez Chrystusa, Twego Boskiego Syna. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa matki w oczekiwaniu na narodzenie dziecka

    Dziękuję Ci Panie Jezu, za dar nowego życia, którego obecność czuję w moim wnętrzu. Ten dar sprawia, że zaczynam patrzeć na osoby i świat inaczej niż to było dotychczas. Napełnia mnie on czułością i pogłębia we mnie uwielbienie dla Twojego dzieła stworzenia, które Ty kontynuujesz za pośrednictwem mojej osoby. Jestem szczęśliwa z bycia kobietą i matką, dlatego proszę Ciebie Panie Jezu, czuwaj nad tym stworzeniem, które Ty już widzisz i znasz. Ja odczuwam tylko jego lekki i ledwie dostrzegalny szelest. Marzę i wyobrażam sobie jego twarz, kolor oczu i włosów. Pozwól mi nie tylko marzyć ale pomóż mi także go poznać, abym mogła mu towarzyszyć od pierwszych chwil jego poczęcia.

    Spraw aby trudy ciąży i wszelkie obawy nie zmąciły mojej pogody ducha, abym mogła przeżyć tę cudowną „przygodę” powierzając się całkowicie w ręce Twojej opatrzności. Maryja, Twoja odważna i czuła Matka, niech będzie przy mnie w czasie mojego oczekiwania, abym mogła przyjąć i zaakceptować to dziecko, dar Twojej miłości, z jaką Ona wydała na świat Ciebie. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa za poczęte dziecko i jego rodziców

    Panie Jezu Chryste bardzo dziękujmy za Dar Macierzyństwa i Dar Ojcostwa. Prosimy, pobłogosław nasze ukochane dziecko (dzieci), które rozwija się pod sercem (imię mamy). Prosimy Cię abyśmy potrafili otoczyć miłością i w pełni zaakceptować takie jakie jest. Ucałuj je świętym pocałunkiem. Prosimy Cię już teraz o wiarę, nadzieję i miłość dla niego (nich), dla nas i dla naszych najbliższych. Maryjo Matko Dzieciątka Bożego, módl się za nami. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa rodziców do Anioła Stróża dziecka poczętego

    Aniele Boży Stróżu dziecka, którym Dobry Bóg nas obdarował i Twej opiece powierzył, prosimy Cię, abyś nieustannie czuwał nad nim i wypraszał mu potrzebne łaski: zdrowia, prawidłowego rozwoju i szczęśliwego przyjścia na świat. Wielbiąc Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Stwórcę i Dawcę Życia, prosimy Cię, aby ten błogosławiony czas oczekiwania umocnił naszą miłość, pogłębił więź małżeńską i przyczynił się do wzrostu wiary i nadziei, którą pokładamy w Tobie. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa rodziców za dzieciątko

    O Maryjo – Matko wszystkich matek i święty Józefie – opiekunie rodzin, zanosimy przez Was naszą modlitwę do naszego Jedynego Ojca za nasze dzieciątko. W imię Jezusa Chrystusa prosimy o wszelkie błogosławieństwo dla tego maleństwa, by przyszło na świat i rosło zdrowo. Dzisiaj wyrzekamy się wszelkiego zła i pragniemy byś posługiwał się Boże Ojcze nami i dzieckiem, którym nas obdarowałeś dla czynienia wszelkiego dobra w świecie na chwałę Twoją i Kościoła świętego. Czekając na cud narodzin, powierzamy Tobie Panie Jezu, przez Maryję, ten błogosławiony czas. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa matki do Anioła Stróża poczętego dziecka

    Pozdrawiam Cię, Aniele Stróżu dzieciątka, które zostało poczęte w mym łonie. Uwielbiam Boga, którego Ty oglądasz twarzą w twarz. Ja matka dziecka, które ma się narodzić, proszę Cię, udzielaj mi potrzebnych natchnień, abym czyniła wszystko, co jest potrzebne, by szczęśliwie urodzić zdrowe dziecko. Amen.

    7 modlitw dla rodziców spodziewających się dziecka

    Modlitwa brzemiennej matki, której ciąża jest zagrożona

    Święta Joanno Beretto, Ty dobrze poznałaś lęk i niepokój matki, która nosi pod swoim sercem dziecko, lecz nie wie, czy będzie mogła cieszyć się z jego szczęśliwych narodzin. Kocham najszczerszą matczyną miłością to dziecko, które Pan Bóg stworzył w moim łonie, ale boję się o jego kruche życie, które jest zagrożone i niepewne. Zwracam się do Ciebie, heroiczna matko, bo wiem, że Ty mnie zrozumiesz w moim utrapieniu. Ufam, że przyjdziesz mi z pomocą i wyprosisz mi u Boga potrzebne łaski.

    Módl się za moje dziecko, aby mogło szczęśliwie przyjść na świat i żyć ku chwale Bożej i naszej radości. A mnie wybłagaj siły do znoszenia tego niepokoju i strachu o przyszłość. Uproś mi łaskę pokornego przyjęcia woli Bożej i odczytania właściwego sensu Jego odpowiedzi na moje modlitwy. Amen.

    stacja 7.pl

    ************************************************************************************************************

    Odprawiając nabożeństwo Drogi Krzyżowej mogę uzyskać odpust zupełny

    Można go ofiarować w intencji swojej lub za osobę zmarłą
    Bardzo zachęcam, aby korzystać z tych Darów Bożego Miłosierdzia
    stacjekrzyzowe

    Zgodnie z wykazem odpustów zupełnych i cząstkowych – podanych przez Penitencjarię Apostolską (punkt 63) – aby za odprawienie Drogi Krzyżowej uzyskać odpust zupełny – należy mieć przed sobą stacje Drogi Krzyżowej – może być tylko 14 krzyżyków i przechodzić od jednej stacji do drugiej;

    rozważanie Męki i śmierci Chrystusa (nie jest konieczne rozmyślanie o poszczególnych tajemnicach każdej stacji);


    Z powodu słusznej przeszkody, np. choroby, podróży, zamknięcia kościoła itp. nie można odprawić Drogi Krzyżowej według podanych warunków – zyskuje się odpust zupełny, jeśli przynajmniej przez pół godziny będziemy czytali albo rozważali o Męce Pana Jezusa.

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:


    Brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego (jeżeli jest brak całkowitej dyspozycji – zyskuje się odpust cząstkowy)
    – Stan łaski uświęcającej (brak nieodpuszczonego grzechu ciężkiego) lub spowiedź sakramentalna
    – Przyjęcie Komunii świętej

    Odmówienie modlitwy (np. „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”) w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji samego papieża, choć i ta modlitwa jest bardzo cenna; modlitwa związana z odpustem ma być skierowana w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież. Intencje te są ogłaszane na naszej stronie i na katolickich stronach internetowych).

    *****
    Drogę krzyżową przechodzi się od stacji do stacji ze słowami: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

    1.Pan Jezus na śmierć skazany.
    2. Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.
    3. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy.
    4. Pan Jezus spotyka swą Matkę.
    5. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi.
    6. Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa.
    7. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi.
    8. Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty.
    9. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.
    10. Pan Jezus z szat obnażony.
    11. Pan Jezus przybity do krzyża.
    12. Pan Jezus umiera na krzyżu.
    13. Pan Jezus zdjęty z krzyża.
    14. Pan Jezus złożony do grobu.

    Przy każdej stacji wypowiadamy słowa: Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.


    *****

    Opus Dei - Nabożeństwo Drogi Krzyżowej
    fragment stacji IX z kaplicy Męki Pańskiej w bazylice św. Franciszka w Krakowie. Drogę Krzyżową malował Józef Mehoffer

    *****

    Wielki Post przygotowuje nas do zjednoczenia się z Chrystusem, do poznania Jego miłości do nas, przypatrując się i rozważając wydarzenia Męki i Śmierci Jezusa.

    Dzięki temu nabożeństwu możemy odkryć na nowo bliskość Chrystusa w Jego Najświętszym Człowieczeństwie i uczyć się od Jego Matki jak podążać za Nim w chwilach, które wymagają od nas czy naszych bliskich hojniejszej miłości.

    „W piątki Wielkiego Postu, kiedy szczególnie wspominamy Wielki Piątek Chrystusowego Odkupienia, możemy rozważać wydarzenia tego dnia, zebrane razem w tradycyjnym nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Dlatego święty Josemaría Escrivá radzi: „Droga Krzyżowa. – Jest to nabożeństwo mocne i treściwe. Obyś nabrał zwyczaju rozważania w każdy piątek tych czternastu stacji Męki i Śmierci Pańskiej. Zapewniam cię, że zaczerpniesz tu sił na cały tydzień” (Św. Josemaria Escriva, Droga, 556).

    Dzięki tej pobożnej praktyce możemy przypatrywać się Przenajświętszemu Człowieczeństwu Chrystusa, który jawi się nam jako człowiek cierpiący w ciele, ale równocześnie nie tracący majestatu Boga.

    OBYŚ NABRAŁ ZWYCZAJU ROZWAŻANIA CZTERNASTU STACJI MĘKI I ŚMIERCI PAŃSKIEJ W KAŻDY PIĄTEK. – ZAPEWNIAM CIĘ, ŻE ZACZERPNIESZ TU SIŁ NA CAŁY TYDZIEŃ.

    Towarzysząc Jezusowi w Drodze Krzyżowej, możemy na nowo przeżyć najważniejsze momenty Odkupienia świata. Już w drugiej stacji widzimy Jezusa skazanego na śmierć, przyjmującego na Siebie Krzyż i rozpoczynającego bolesną drogę, którą i my powinniśmy kroczyć. Przy każdym upadku Jezusa pod ciężarem Krzyża powinniśmy się przerazić, gdyż to nasze grzechy – grzechy wszystkich ludzi – przygniatają Boga.

    Wtedy nasze serce powinno ogarnąć pragnienie nawrócenia: „Osłabione ciało Jezusa już chwieje się pod ciężkim brzemieniem Krzyża. A z Serca przepełnionego miłością zaledwie nikły strumień życia dochodzi do zranionych członków ciała. (…) Ty i ja nie możemy nic powiedzieć: już wiemy, dlaczego Krzyż tak bardzo jest ciężki. I opłakujemy naszą nędzę, a także straszną niewdzięczność ludzkiego serca. W głębi duszy rodzi się akt prawdziwej skruchy, który wyciąga nas z grzesznego poniżenia. Pan Jezus upadł po to, abyśmy podnieśli się: tym razem – i zawsze” (Św. Josemaría Escrivá, Droga Krzyżowa, Stacja III).”

    – fragment z książki: Francisco F.Carvajal „Rozmowy z Bogiem. Tom II. Wielki Post – Piątek po Popielcu”, Apostolicum, Ząbki 1998

    PAN JEZUS UPADŁ PO TO, ABYŚMY PODNIEŚLI SIĘ: TYM RAZEM – I ZAWSZE

    fot. Bożena Sztajner/Niedziela

    *****************************

    STACJA 7.pl

    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_02

    2016-02-20

    Droga Krzyżowa z Janem Pawłem II

    “A myśmy się spodziewali…” Dlaczego droga do zbawienia musi prowadzić przez cierpienie i śmierć?”


    Modlitwa wprowadzająca


    Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24).

    Stajemy tu w przekonaniu, że krzyżowa droga Syna Bożego nie była zwyczajnym zbliżaniem się do miejsca kaźni. Wierzymy, że każdy krok Skazańca, każdy Jego gest i każde słowo, a także wszystko to, co przeżywali i czego dokonali uczestnicy tego dramatu, nieustannie do nas przemawia.

    Przez swoją mękę i śmierć Chrystus odsłania przed nami prawdę o Bogu i o człowieku.

    Pragniemy dziś wnikać w treść tamtego wydarzenia, aby z nową mocą przemówiło do naszych umysłów i serc, i stało się źródłem łaski prawdziwego uczestnictwa. Uczestniczyć, to znaczy mieć udział. Co znaczy mieć udział w krzyżu Chrystusa? To znaczy doświadczyć w Duchu Świętym tej miłości, jaką krzyż Chrystusa kryje w sobie. To znaczy w świetle tej miłości rozpoznać swój własny krzyż. To znaczy w mocy tej miłości wciąż na nowo brać go na ramiona i iść…  Iść przez życie, naśladując Tego, który przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga (Hbr 12, 2).

    Panie, Jezu Chryste,

    napełnij nasze serca światłem Twojego Ducha,

    abyśmy, naśladując Ciebie w Twej ostatniej drodze,

    poznali cenę naszego odkupienia

    i stali się godnymi udziału

    w owocach Twojej męki, śmierci i zmartwychwstania.

    Który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków.

    Amen.


    Stacja pierwsza

    Jezus na śmierć skazany


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_01

    Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?… Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd» (J 18, 36).

    Piłat kontynuował: A więc jesteś królem? Odpowiedział Jezus: Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Na to Piłat: Cóż to jest prawda? Rzymski prokurator uznał przesłuchanie za zakończone. Wyszedłszy do Żydów, oznajmił: Nie znajduję w Nim żadnej winy (J 18, 37-38). Dramat Piłata kryje się w tym pytaniu: Cóż to jest prawda? To nie było filozoficzne pytanie o naturę prawdy. To było egzystencjalne pytanie o własne odniesienie do prawdy. Próba ucieczki przed głosem sumienia, które wzywało, by rozeznać prawdę i pójść za nią. Człowiek, który nie kieruje się prawdą, gotów będzie wydać wyrok skazujący na niewinnego. Oskarżyciele czują tę słabość Piłata i dlatego nie ustępują. Z całą determinacją domagają się śmierci krzyżowej. Nie pomagają półśrodki, do których ucieka się Piłat. Nie wystarcza okrutna kara biczowania, wymierzona Oskarżonemu. Kiedy Piłat wyprowadza Jezusa ubiczowanego i w cierniowej koronie, zdaje się szukać słowa, które w jego mniemaniu powinno przekonać nieustępliwy tłum. Wskazując na Jezusa mówi: Oto Człowiek! Ecce homo! Odpowiedzią jednak jest: Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! Piłat usiłuje oponować: Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy (J 19, 5-7). Coraz bardziej jest przekonany, że Jezus jest niewinny, jednakże przekonanie to nie wystarcza mu, ażeby orzekł uniewinnienie Oskarżonego. Oskarżyciele sięgają po ostatni argument: Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi (J 19, 12). Groźba jest jasna. Czując zagrożenie, Piłat ustępuje ostatecznie. Wydaje wyrok. Wydając wyrok, w wymownym geście umywa ręce: Nie jestem ja winien krwi tego Sprawiedliwego (Mt 27, 24).

    W taki sposób został skazany na śmierć krzyżową Jezus Chrystus, Syn Boga żywego, Odkupiciel świata. Przez wieki zaprzeczenie prawdzie rodzi cierpienie i śmierć. Niewinni płacą cenę ludzkiego zakłamania. Nie wystarczą półśrodki. Nie wystarczy umywanie rąk. Pozostaje odpowiedzialność za krew sprawiedliwego.

    To dlatego Chrystus tak gorąco modlił się za swoich uczniów wszystkich czasów: Ojcze, uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą (J 17, 17).

    Chryste, który przyjmujesz niesprawiedliwy wyrok,

    daj nam i wszystkim ludziom naszych czasów

    łaskę wierności prawdzie i nie dozwól,

    aby na nas i na tych, którzy po nas przyjdą,

    spadło brzemię odpowiedzialności

    za cierpienie niewinnych.

    Tobie, Jezu, Sędzio sprawiedliwy,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja druga

    Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_02

    W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. Kto Ciebie Boże raz pojąć może, ten nic nie pragnie, ni szuka! (polska pieśń wielkopostna). Krzyż — znak miłości bez granic!

    Krzyż. Narzędzie hańbiącej śmierci. Nie wolno było skazywać na śmierć krzyżową obywatela rzymskiego: to było zbyt poniżające. Moment, w którym Jezus z Nazaretu wziął krzyż na swoje ramiona, ażeby go ponieść na wzgórze Kalwarii, jest momentem przełomowym w dziejach krzyża.

    Tak oto krzyż — znak hańbiącej śmierci, zarezerwowany dla najniższej kategorii ludzi — staje się kluczem. Odtąd przy pomocy tego klucza człowiek będzie otwierał drzwi głębi Bożej tajemnicy. Za sprawą Chrystusa przyjmującego krzyż, narzędzie swego wyniszczenia, ludzie dowiedzą się, że Bóg jest miłością. Jest miłością nieskończoną, gdyż tak (…) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16). Ta prawda o Bogu objawiła się przez krzyż. Czy nie mogła się objawić inaczej? Może mogła. Jednakże Bóg wybrał krzyż. Ojciec wybrał krzyż dla swego Syna, a Syn wziął ten krzyż na swoje ramiona, ażeby go ponieść na wzgórze Kalwarii i ażeby tam na nim oddać życie.

    Chryste, który z rąk ludzkich przyjmujesz krzyż,

    aby uczynić go znakiem

    zbawczej miłości Boga do człowieka,

    daj nam i wszystkim ludziom naszych czasów

    łaskę wiary w tę nieskończoną miłość,

    abyśmy, przekazując znak krzyża nowemu tysiącleciu,

    byli autentycznymi świadkami Odkupienia.

    Tobie, Jezu, Kapłanie i Ofiaro,

    cześć i chwała na wieki.

    Amen.


    Stacja trzecia

    Jezus pada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_03

    Bóg włożył Nań grzechy wszystkich nas… Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (Iz 53, 6).

    Jezus upada pod krzyżem. Trzykrotnie tak będzie upadał na stosunkowo krótkiej przestrzeni drogi krzyżowej. Upada z wycieńczenia. Okrwawione biczowaniem ciało, głowa w cierniowej koronie — wszystko to sprawia, że brak Mu sił. Upada więc, a krzyż przygniata Go swoim ciężarem do ziemi. Trzeba powrócić do słów proroka, który z perspektywy stuleci widzi ten upadek tak, jakby oglądał go własnymi oczyma. A widząc upadającego pod ciężarem krzyża Sługę Jahwe, ukazuje właściwą przyczynę upadku: oto Bóg włożył Nań grzechy wszystkich nas. To grzechy przygniotły do ziemi Boskiego Skazańca. To one stanowią o ciężarze krzyża, który dźwiga na swoich barkach. To grzechy przyczyniły się do Jego upadku. Chrystus z trudem dźwiga się, ażeby iść dalej. Eskortujący Go żołnierze krzykiem i uderzeniami starają się Go do tego pobudzić. Po chwili pochód rusza w dalszą drogę. Upadek i powstanie.

    W ten sposób Odkupiciel świata przemawia bez słów do wszystkich, którzy upadają. Wzywa ich do powstania. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości — Krwią Jego ran zostaliśmy uzdrowieni (1 P 2, 24).

    Chryste, upadający pod ciężarem naszych win

    i powstający dla naszego usprawiedliwienia,

    prosimy Cię,

    pomóż nam i wszystkim, których przygniata grzech,

    powstać i iść.

    Daj nam moc Ducha,

    abyśmy z Tobą dźwigali krzyż własnej słabości.

    Tobie, Jezu obarczony ciężarem naszych win,

    nasza cześć i miłość na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja czwarta

    Jezus spotyka swoją Matkę


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_04

    Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca (Łk 1, 30-33).

    Maryja pamiętała te słowa. Często w głębi serca do nich wracała. I może wtedy, kiedy na drodze krzyżowej spotkała swego Syna, te właśnie słowa odezwały się w Niej ze szczególną siłą. Będzie panował… Panowaniu Jego nie będzie końca… — tak mówił Zwiastun. A oto teraz widzi, że Jej Syn skazany na śmierć dźwiga krzyż, ażeby na nim umrzeć. Po ludzku mogła pytać: Jakże tedy wypełnią się te słowa? W jaki sposób ma panować w domu Dawidowym? W jaki sposób królestwu Jego nie będzie końca? Po ludzku tak. Maryja jednak pamięta, że wówczas, przy zwiastowaniu, kiedy usłyszała to wszystko, odpowiedziała: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 38).

    Teraz widzi, że to słowo wypełnia się jako słowo krzyża. Po macierzyńsku głęboko cierpi, odpowiada jednakże tak, jak wówczas, przy zwiastowaniu: Niech Mi się stanie według twego słowa.

    W ten sposób po macierzyńsku bierze krzyż z Boskim Skazańcem. Na drodze krzyżowej objawia się jako Matka Odkupiciela świata. Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza (Lm 1, 12). Tak mówi Bolejąca Matka — Służebnica posłuszna do końca, Matka Odkupiciela świata.

    O Maryjo, która podążałaś

    krzyżową drogą swego Syna,

    w bólu matczynego serca,

    pomna na swoje fiat,

    ufając, że Ten, dla którego nie ma nic niemożliwego,

    mocen jest wypełnić obietnice,

    wypraszaj nam i ludziom przyszłych wieków,

    łaskę zawierzenia miłości Boga.

    Spraw, abyśmy w obliczu cierpienia, odrzucenia i próby,

    nawet długotrwałej i bolesnej,

    nie wątpili o Jego miłości.

    Twemu Synowi

    cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków.

    Amen.


    Stacja piąta

    Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusowi


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_05

    Cyreneusza pod ciężar krzyżowy przyjmuje Jezus… Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien

    Przymusili Szymona. Żołnierze z Piłatowej eskorty uczynili tak z obawy, że wycieńczony Skazaniec nie doniesie krzyża na Golgotę i nie będą mogli wykonać na Nim wyroku ukrzyżowania. Szukali człowieka, który by pomógł Mu dźwigać krzyż. Wzrok ich padł na Szymona. Jego przymusili, ażeby dźwigał krzyż wraz z Jezusem. Zapewne nie chciał i opierał się. Dźwiganie krzyża wspólnie ze Skazańcem mogło być odebrane przez innych jako czyn ubliżający godności wolnego człowieka. Kiedy wziął krzyż, ażeby go nieść wspólnie z Jezusem, uczynił to poniekąd wbrew swojej woli. I oto słyszymy w pieśni wielkopostnej następujące słowa: Cyreneusza pod ciężar krzyżowy przyjmuje Jezus. Te słowa oznaczają całkowitą zmianę perspektywy: Boski Skazaniec jawi się jako Ktoś, kto poniekąd obdarza krzyżem. Czyż to nie jest Ten sam, który kiedyś powiedział: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 38)? A więc Szymon jest obdarowany. Stał się godzien.

    To, co w oczach tłumu mogło ubliżać jego godności, w perspektywie odkupienia nadało mu nową godność. Syn Boży uczynił go szczególnym uczestnikiem swego zbawczego dzieła. Czy to dociera do jego świadomości? Ewangelista Marek określa Szymona z Cyreny jako ojca Aleksandra i Rufusa (15, 21). Jeżeli synowie Szymona byli znani w pierwotnej gminie chrześcijańskiej, to można sądzić, że on sam dźwigając krzyż uwierzył w Chrystusa. Od przymusu przeszedł do gotowości, jakby wewnętrznie dotknięty tymi słowami: Kto nie dźwiga krzyża swego ze Mną, nie jest Mnie godzien. Niosąc krzyż, usłyszał poniekąd Ewangelię krzyża. Ewangelia ta przemawia odtąd do wielu, wielu Cyrenejczyków, którzy w ciągu dziejów świata są wezwani, aby dźwigać krzyż wraz z Jezusem.

    Chryste, który obdarzyłeś Szymona z Cyreny

    godnością nosiciela Twojego krzyża,

    przyjmij również nas pod jego ciężar,

    przyjmij wszystkich ludzi,

    i daj wszystkim łaskę gotowości.

    Spraw, abyśmy nie odwracali oczu od tych,

    którzy zmagają się z krzyżem choroby,

    osamotnienia, głodu czy niesprawiedliwości.

    Uczyń, byśmy jedni drugich brzemiona nosząc,

    stawali się świadkami Ewangelii krzyża,

    prawdziwie wiarygodnymi świadkami Ciebie,

    który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja szósta

    Weronika ociera twarz Jezusowi


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_06

    Weronika nie jest nigdzie po imieniu nazwana w Ewangeliach. Chociaż są wymienione z imienia różne niewiasty z otoczenia Chrystusa, takiego imienia nie wspomniano. Może być więc, że imię to powstało w związku z tym, co uczyniła. Oto, jak głosi tradycja, na kalwaryjskiej drodze przedarła się wśród eskorty otaczającej Chrystusa i chustą otarła z potu i krwi Jego twarz. Kiedy odjęła chustę, pokazało się na niej odbicie oblicza Chrystusa; odbicie wierne — vera icona. I może stąd pochodzi także jej imię — Weronika. Jeżeli tak jest, to imię, które upamiętnia czyn tej kobiety, równocześnie zawiera najgłębszą prawdę o niej samej.

    Kiedyś Chrystus wziął w obronę niewiastę grzeszną, która wylała oliwę na Jego nogi i ocierała je włosami, co wywołało sprzeciw otaczających. Powiedział: Czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Dobry uczynek spełniła względem Mnie. (…) Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła (Mt 26, 10. 12). Można by te słowa zastosować też do Weroniki. Odsłania się wówczas głęboka wymowa wydarzenia. Odkupiciel świata obdarzył Weronikę podobieństwem swojej twarzy. Chusta, na której odbiło się oblicze Chrystusa, staje się przesłaniem. Mówi poniekąd: Oto jak każdy dobry czyn, czyn prawdziwej miłości bliźniego, utrwala podobieństwo Odkupiciela świata w duszach tych, którzy go spełniają. Czyny miłości nie przemijają. Każdy gest dobroci, zrozumienia, służby pozostawia w sercu człowieka niezatarty ślad — coraz pełniejsze podobieństwo do Tego, który ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi (Flp 2, 7). Tak tworzy się tożsamość — prawdziwe imię człowieka.

    Panie, Jezu Chryste,

    który przyjąłeś gest

    bezinteresownej miłości kobiety

    i sprawiłeś w zamian,

    że pokolenia wspominają ją pod imieniem Twego oblicza,

    daj, aby dzieła nasze

    i wszystkich, którzy po nas przyjdą,

    czyniły nas podobnymi do Ciebie

    i pozostawiały światu odbicie

    Twojej nieskończonej miłości.

    Tobie, Jezu, odblasku chwały Ojca,

    chwała i cześć na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja siódma

    Jezus upada po raz drugi


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_07

    Ja (…) jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu (Ps 22 [21], 7).

    Kiedy widzimy Jezusa upadającego po raz drugi pod krzyżem, przychodzą na pamięć te słowa Psalmu. Oto leży w prochu ziemi Skazaniec, przygnieciony ciężarem swojego krzyża. Siły coraz bardziej opuszczają. Z trudem dźwiga się, ażeby iść dalej. Co nam, grzesznym ludziom, mówi ten drugi upadek? Bardziej jeszcze niż pierwszy zdaje się wzywać do powstania — do powtórnego powstania na naszej drodze krzyżowej.

    Napisał Cyprian Norwid: Nie za sobą z krzyżem Zbawiciela, a za Zbawicielem z krzyżem swoim. To zwięzłe wezwanie mówi bardzo wiele. Wyjaśnia, w jakim znaczeniu chrześcijaństwo jest religią krzyża. Wskazuje, że w tym miejscu spotyka się każdy człowiek z Chrystusem dźwigającym krzyż i pod krzyżem upadającym. Na swej kalwaryjskiej drodze Chrystus spotyka się z każdym człowiekiem i również poprzez swoje upadki pod krzyżem nie przestaje głosić Dobrej Nowiny.

    Przez dwa tysiące lat ta Ewangelia krzyża przemawia do człowieka. Przez dwadzieścia wieków podnoszący się z upadku Chrystus spotyka się z upadającym człowiekiem. Na przestrzeni dwóch tysiącleci wielu doświadczyło, że upadek nie oznacza końca drogi. W tym spotkaniu ze Zbawicielem wielu usłyszało Jego zapewnienie: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9). Powstawali umocnieni i przekazywali światu słowo nadziei płynącej z krzyża. Dziś, przekraczając próg nowego tysiąclecia, trzeba abyśmy wnikali w treść tego spotkania. Trzeba, aby nasze pokolenie zaniosło przyszłym wiekom Dobrą Nowinę o powstawaniu w Chrystusie.

    Panie, Jezu Chryste,

    który upadasz pod ciężarem grzechu człowieka

    i powstajesz, aby wziąć grzech na siebie i go zgładzić,

    daj nam, słabym ludziom,

    siłę do niesienia krzyża codzienności,

    abyśmy, dźwigając się z naszych upadków,

    nieśli Ewangelię o Twojej zbawczej mocy

    pokoleniom, które przyjdą po nas.

    Tobie, Jezu, podporo naszej słabości,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja ósma

    Jezus spotyka niewiasty Jerozolimskie płaczące nad Nim


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_08

    Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym? (Łk 23, 28-31).

    Oto słowa, jakie skierował Jezus do niewiast jerozolimskich, które płakały wyrażając współczucie dla Skazańca. Nie płaczcie nade Mną, ale nad sobą i synami waszymi. Z pewnością trudno było wtedy zrozumieć, co znaczą te słowa. Zawierały proroctwo, które już niedługo miało się urzeczywistnić. Niedawno Jezus płakał nad Jerozolimą, przewidując straszny los, jaki miał ją spotkać. Teraz zdaje się również nawiązywać do tego przewidywania: Płaczcie nad synami waszymi… Płaczcie, bo oni właśnie będą świadkami i uczestnikami zburzenia Jerozolimy — tej Jerozolimy, która nie poznała czasu nawiedzenia swego (Łk 19, 34).

    Jeżeli dziś, gdy idziemy za Chrystusem po krzyżowej drodze, budzi się w naszych sercach współczucie dla Jego cierpienia, nie możemy zapominać o tamtym napomnieniu. Jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?» Oto dla naszego pokolenia przełomu tysiącleci nadeszła pora nie tyle, by płakać nad umęczonym Chrystusem, ile by «rozpoznać czas nawiedzenia swego. Już zabłysła jutrzenka zmartwychwstania. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6, 2).

    Do każdego z nas Chrystus kieruje słowa Apokalipsy: Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie (3, 20-21).

    Chryste, który przyszedłeś na ten świat,

    aby nawiedzić wszystkich, którzy oczekują zbawienia,

    spraw, by nasze pokolenie

    poznało czas nawiedzenia swego

    i miało udział w owocach Twego odkupienia.

    Nie dozwól, aby nad nami i nad ludźmi nowego wieku

    rozlegał się płacz, jako nad tymi,

    którzy odrzucili dłoń miłosiernego Ojca.

    Tobie, Jezu, zrodzony z Dziewicy, Córy Syjonu,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja dziewiąta

    Jezus upada po raz trzeci


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_09

    On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 6-8).

    Oto ponownie Chrystus leży przytłoczony do ziemi ciężarem krzyża. Tłum patrzy, ciekawy, czy jeszcze potrafi się dźwignąć spod tego ciężaru. Ten trzeci upadek pod krzyżem zdaje się to właśnie wyrażać: Wyniszczenie — kenosis Syna Bożego. Uniżenie pod krzyżem. Mówił uczniom, że przyszedł nie aby Mu służono, ale aby służyć (Mt 20, 28). W Wieczerniku, pochylając się do ziemi i umywając im nogi, pragnął ich oswoić z tym swoim uniżeniem. Padając pod krzyżem po raz trzeci, na nowo wielkim głosem ogłasza nam wszystkim swoją tajemnicę. Usłyszmy Jego głos! Ten Skazaniec, leżący pod ciężarem krzyża w pobliżu miejsca kaźni, mówi do nas: Ja jestem drogą, prawdą i życiem (J 14, 6). Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia (J 8, 12).

    Niech nas nie myli widok bezsilnego Skazańca leżącego pod krzyżem. Ten zewnętrzny przejaw zbliżającej się śmierci prawdziwie kryje w sobie światło życia.

    Panie Jezu Chryste,

    który przez swe uniżenie pod krzyżem

    objawiłeś światu, jaka jest cena jego odkupienia,

    daj ludziom trzeciego tysiąclecia

    światło wiary,

    aby rozpoznając w Tobie

    cierpiącego Sługę Boga i człowieka,

    mieli odwagę podążać tą samą drogą,

    która przez krzyż i wyniszczenie

    wiedzie do życia na wieki.

    Tobie, Jezu, podporo naszej słabości,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja dziesiąta

    Jezus z szat obnażony


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_10

    Gdy skosztował, nie chciał pić (Mt 27, 34).

    Nie chciał odurzających środków, które zakłóciłyby Jego świadomość podczas agonii krzyżowej. Chciał konać na krzyżu świadomie, spełniając posłannictwo, jakie otrzymał od Ojca. Było to przeciwne metodom, jakie stosowali żołnierze wyznaczeni do egzekucji. Mając za zadanie przybić do krzyża skazańca, starali się obniżyć jego wrażliwość na ból i odebrać świadomość. W przypadku Chrystusa nie mogło tak być. Jezus wie, że Jego krzyżowa śmierć ma być przebłagalną ofiarą. Dlatego pragnie zachować świadomość do końca. Bez niej nie mógłby w sposób całkowicie wolny przyjąć pełnej miary cierpienia. Oto ma wstąpić na krzyż, by złożyć ofiarę Nowego Przymierza. Kapłan. Przez własną swą krew ma wejść do wiecznych przybytków, dokonawszy odkupienia świata (Hbr 9, 12).

    Świadomość i wolność. Nierozerwalne atrybuty działania w pełni ludzkiego. Świat zna wiele sposobów osłabiania woli i ograniczania świadomości. Trzeba ich strzec przed każdym zagrożeniem. Nawet uprawnione wysiłki, aby zmniejszyć ból, muszą być podejmowane zawsze z poszanowaniem godności człowieka.

    Trzeba głęboko wniknąć w tę ofiarę Chrystusa, trzeba się z nią zjednoczyć, aby nie ulec, nie pozwolić, by życie i śmierć utraciły swoją wartość.

    Panie Jezu,

    który z całkowitym oddaniem przyjąłeś krzyżową śmierć

    dla naszego zbawienia,

    uczyń nas i wszystkich ludzi na świecie

    uczestnikami Twojej krzyżowej ofiary,

    aby nasze istnienie i działanie

    miało kształt wolnego i świadomego współudziału

    w Twoim dziele zbawienia.

    Tobie, Jezu, Kapłanie i Ofiaro,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja jedenasta

    Jezus przybity do krzyża


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_11

    Przebodli ręce moje i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości (Ps 22 [21], 17-18).

    Spełniają się słowa proroka. Rozpoczyna się egzekucja. Uderzenia katów przytłaczają do drzewa krzyża ręce i nogi Skazańca. W nadgarstki dłoni zostają przemocą wtłoczone gwoździe. Na tych gwoździach będzie wisiał Skazaniec w niewypowiedzianych mękach agonii. Niewymowne cierpienie

    przenika żywe ciało i czułą duszę Chrystusa. Razem z Nim zostają ukrzyżowani dwaj prawdziwi złoczyńcy — po prawej i po lewej stronie. Wypełnia się proroctwo: W poczet złoczyńców został zaliczony (Iz 53, 12). Teraz, kiedy oprawcy podniosą krzyż, rozpocznie się konanie, które będzie trwało trzy godziny. Trzeba było, ażeby wypełniło się i to słowo: A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12, 32). Czym przyciąga ten konający na krzyżu Skazaniec? Z pewnością sam obraz niewypowiedzianego cierpienia mógł budzić współczucie. Jednak współczucie to za mało, aby związać swe życie z Tym, który zawisł na krzyżu. A więc czym tłumaczyć, że ten przerażający widok przyciąga kolejne pokolenia tych, którzy krzyż uczynili znakiem swojej wiary — mężczyzn i kobiet, którzy przez wieki pod tym znakiem żyli i oddawali życie? Chrystus przyciąga do krzyża potęgą miłości — Miłości Bożej, która nie cofnęła się przed oddaniem siebie bez reszty; Miłości nieskończonej, która na drzewie krzyża wyniosła nad ziemię ciężar Chrystusowego ciała, aby zrównoważyć ciężar starodawnej winy; Miłości nieogarnionej, która wypełniła wszelki brak miłości i pozwoliła człowiekowi na nowo ukryć się w dłoniach miłosiernego Ojca.

    Niech wywyższony na krzyżu Chrystus przyciągnie i nas, ludzi przełomu tysiącleci! W cieniu krzyża postępujmy drogą miłości, bo i Chrystus nas umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu (Ef 5, 2)

    Chryste wywyższony,

    Miłości ukrzyżowana,

    napełnij nasze serca swoją miłością,

    abyśmy w Twoim krzyżu rozpoznali znak

    naszego odkupienia

    i przyciągnięci do Twych ran

    żyli i umierali z Tobą,

    który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem

    w jedności Ducha Świętego,

    przez wszystkie wieki wieków.

    Amen.


    Stacja dwunasta

    Jezus umiera na Krzyżu


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_12

    Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34).

    W apogeum cierpienia Chrystus nie zapomina o człowieku, szczególnie o tym, który stał się przyczyną Jego cierpienia. On wie, że człowiek najbardziej potrzebuje miłości; najbardziej potrzebuje miłosierdzia, które w tym momencie rozlewa się nad światem. Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 43). Tak odpowiada Jezus na prośbę wiszącego po prawej stronie przestępcy: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa (Łk 23, 42). Obietnica nowego życia. To pierwszy owoc męki i rychłej śmierci Chrystusa. Słowo nadziei dla człowieka. U stóp krzyża stała Matka, a obok Niej uczeń — Jan Ewangelista. Jezus mówi: Niewiasto, oto syn Twój, a do ucznia: Oto Matka twoja! I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 26-27). Testament dla osób najbliższych sercu. Testament dla Kościoła. Umierający Chrystus pragnie, aby matczyna miłość Maryi objęła wszystkich, za których oddawał życie, całą ludzkość. Potem Jezus powiedział: Pragnę (J 19, 28). To słowo było wyrazem straszliwego pragnienia, które paliło całe Jego ciało. Tylko to jedno słowo mówi wprost o Jego fizycznym cierpieniu. A potem dodaje: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił (Mt 27, 46; Ps 22 [21], 2). To słowa Psalmu, którymi modli się. Zdanie, które wbrew swemu brzmieniu świadczy o najgłębszym zjednoczeniu z Ojcem. W ostatnich chwilach swego ziemskiego życia Jezus zwraca się do Ojca. Odtąd dialog będzie się już toczył tylko pomiędzy Synem, który umiera i Ojcem, który przyjmuje Jego ofiarę miłości. Gdy nadeszła trzecia godzina, Jezus zawołał: Wykonało się! (J 19, 30). Oto dopełniło się dzieło odkupienia. Spełniona już misja, dla której przyszedł na świat. Reszta należy do Ojca: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego (Łk 23, 46). To powiedziawszy skonał. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje… (Mt 27, 51). Miejsce święte świętych w świątyni jerozolimskiej otwiera się w tym momencie, gdy wchodzi do niego Kapłan Nowego i Wiecznego Przymierza.

    Panie, Jezu Chryste,

    który w chwili konania

    nie pozostałeś obojętny na los człowieka

    i wraz z ostatnim tchnieniem

    z miłością zawierzyłeś miłosierdziu Ojca

    ludzi wszystkich czasów

    z ich słabościami i grzechami,

    napełnij nas i przyszłe pokolenia

    Duchem miłości,

    aby nasza obojętność nie zniweczyła w nas

    owoców Twojej śmierci.

    Tobie, Jezu ukrzyżowany, mądrości i mocy Boga,

    cześć i chwała na wieki wieków.

    Amen.


    Stacja trzynasta

    Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_13

    O, quam tristis et afflicta. Fuit illa Benedicta Mater Unigeniti.

    Oddali martwe ciało Syna w ręce Matki. Ewangelie nie opowiadają o Jej przeżyciach w tej chwili. Jakby Ewangeliści chcieli milczeniem uszanować Jej ból, Jej myśli i wspomnienia. A może po prostu uznali, że nie potrafią tego wyrazić. Tylko wielowiekowa pobożność zachowała obraz Piety, aby na wieki utrwalić niewypowiedzianą więź miłości, jaka zrodziła się w sercu Matki w dniu zwiastowania i dojrzewała w oczekiwaniu narodzin Bożego Syna. Tej miłości, która objawiła się w betlejemskiej stajni, była poddana próbie już podczas ofiarowania w świątyni, pogłębiała się razem z wydarzeniami, które Maryja zachowywała i rozważała w swoim sercu (Łk 2, 51). A teraz ta serdeczna więź miłości musiała przerodzić się w to zjednoczenie, które przekracza granice życia i śmierci.

    I tak na przestrzeni wieków: zatrzymują się ludzie przy figurze Piety Michała Anioła, klękają przed obrazem Smętnej Dobrodziejki w kościele Franciszkanów w Krakowie, czczą Matkę Siedmiu Boleści, Patronkę Słowacji, adorują Matkę Bolesną w tylu sanktuariach świata. I uczą się tej trudnej miłości, która nie ucieka przed cierpieniem, ale ufnie zawierza miłości Boga, dla którego nie ma nic niemożliwego (Łk 1, 37).

    Salve, Regina, Mater misericordiae;

    vita, dulcedo et spes nostra, salve.

    Ad Te clamamus…

    illos tuos misericordes oculos ad nos converte.

    Et Iesum, benedictum fructum ventris tui,

    nobis post hoc exilium ostende.

    Uproś nam łaskę wiary, nadziei i miłości,

    abyśmy, tak jak Ty, wytrwali pod krzyżem do końca.

    Twemu Synowi, naszemu Zbawcy,

    w jedności z Ojcem i Duchem Świętym,

    wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków.

    Amen.


    Stacja czternasta

    Jezus złożony do grobu


    Saulgau_Antoniuskirche_Kreuzweg_Fugel_Station_14

    Ukrzyżowan umarł i pogrzebion…

    Martwe ciało Chrystusa zostało złożone w grobie. Kamień grobowy nie jest jednak ostatecznym przypieczętowaniem Jego dzieła. Ostatnie słowo nie należy do fałszu, nienawiści i przemocy. Ostatnie słowo wypowie Miłość potężniejsza niż śmierć. Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity (J 12, 24). Grób jest ostatnim etapem obumierania Syna Bożego podczas całego Jego ziemskiego życia; jest znakiem Jego najwyższej ofiary dla nas i dla naszego zbawienia. Ten grób już niebawem stanie się pierwszym znakiem uwielbienia i wywyższenia Syna Bożego w chwale Ojca. Ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, trzeciego dnia zmartwychwstał.

    Składając martwe ciało Jezusa do grobu, u stóp Golgoty, Kościół rozpoczyna czuwanie wielkosobotnie. Maryja w głębi serca zachowuje i rozważa mękę swego Syna; niewiasty umawiają się na niedzielny poranek, aby namaścić ciało Zmarłego; uczniowie zbierają się, aby w ukryciu Wieczernika przeczekać dzień szabatowy. To czuwanie zakończy się spotkaniem przy grobie — przy pustym grobie Zbawiciela. Wówczas grób, niemy świadek zmartwychwstania, przemówi. Odwalony kamień, puste wnętrze, leżące płótna — to właśnie ujrzał Jan, który przybył do grobu z Piotrem: Ujrzał i uwierzył (J 20, 8). A wraz z nim uwierzył Kościół, który odtąd przez wieki nie przestaje przekazywać światu tej najważniejszej prawdy swej wiary: Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli (1 Kor 15, 20).

    Pusty grób jest znakiem ostatecznego zwycięstwa prawdy nad kłamstwem, dobra nad złem, miłosierdzia nad grzechem, życia nad śmiercią. Pusty grób jest znakiem nadziei, która zawieść nie może (Rz 5, 5). Nadzieja nasza pełna jest nieśmiertelności (Mdr 2, 23).

    Panie, Jezu Chryste,

    którego Bóg Ojciec mocą Ducha Świętego

    wyprowadził z ciemności śmierci

    do światłości nowego życia w chwale,

    spraw, aby znak pustego grobu

    przemawiał do nas i do przyszłych pokoleń

    i stawał się źródłem żywej wiary,

    ofiarnej miłości

    i niezachwianej nadziei.

    Tobie, Jezu, obecności ukryta i zwycięska

    w historii świata

    cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków.

    Amen.


    Rozważanie na zakończenie

    Niech Jezus zbliży się do każdego z nas; niech stanie się również naszym towarzyszem wędrówki! Idąc z nami, będzie nam wyjaśniał, że to dla nas wszedł na Kalwarię, za nas poniósł śmierć wypełniając Pisma. Bolesne wydarzenie ukrzyżowania, które przed chwilą rozważaliśmy, stanie się dla nas wymownym tego świadectwem.

    Człowiek współczesny bardzo potrzebuje spotkania z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym!

    Kto, jeśli nie Boski Skazaniec, może pojąć w pełni cierpienie tego, kto spotyka się z niesprawiedliwymi oskarżeniami?

    Kto, jeśli nie Król wyszydzony i upokorzony, może zaspokoić oczekiwania tylu mężczyzn i kobiet pozbawionych nadziei i godności?

    ***********************

    DROGA KRZYŻOWA

    Droga Krzyżowa z Papieżem Benedyktem XVI
    W 2005 roku kard. Joseph Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary na prośbę św. Jana Pawła II napisał rozważania Drogi Krzyżowej, która została odprawiona w Wielki Piątek w Koloseum. Trzy tygodnie później autor rozważań został wybrany papieżem.
    «Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity» (
    J 12, 24).
    01
    Stacja pierwsza
    Pan Jezus na śmierć skazany

    Rozważanie
    Sędzia świata, który przyjdzie ponownie osądzić nas wszystkich stoi tutaj, zbezczeszczony i bezbronny przed ziemskim sędzią. Piłat nie jest do cna zły. Wie, że skazany człowiek jest niewinny i szuka jak go uwolnić. Ale jego serce jest podzielone. I w końcu pozwala, by jego własne stanowisko, jego własne interesy przeważyły nad tym, co prawe. Także ludzie, którzy krzyczą i domagają się śmierci Jezusa nie są do cna źli. Wielu z nich ,w dzień Pięćdziesiątnicy, będzie “przejętych do głębi serca” (Dz 2,37), gdy Piotr powie do nich: “Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami … przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście.” (Dz 2, 22) Ale w tym momencie są oni częścią tłumu. Krzyczą, ponieważ wszyscy krzyczą, a krzyczą oni to samo, co wszyscy inni. I w ten sposób sprawiedliwość jest zdeptana przez słabość, tchórzostwo i obawę przed dyktatem panującego nastawienia. Cichy głos sumienia zagłuszony jest przez krzyki tłumu. Zło czerpie swą siłę z niezdecydowania oraz dbałości o to, co pomyślą inni ludzie.
    Modlitwa
    Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ lęk przed tym, co pomyślą ludzie stłumił głos sumienia. I tak przez całą historię niewinni zawsze byli krzywdzeni, skazywani i zabijani. Jak wiele razy sami woleliśmy sukces od prawdy albo reputację od sprawiedliwości? Wzmocnij cichy głos naszego sumienia, Twój własny głos, w naszym życiu. Spójrz na mnie, tak jak popatrzyłeś na Piotra po jego zaparciu się Ciebie. Niech Twoje spojrzenie przeszyje nasze serce i pokaże kierunek, w jakim powinno podążyć nasze życie. W dniu Pięćdziesiątnicy pobudziłeś serca tych, którzy w Wielki Piątek domagali się Twojej śmierci i doprowadziłeś je do nawrócenia. W ten sposób dałeś nadzieję wszystkim. Udzielaj nam, ciągle na nowo, łaski nawrócenia.
    02
    Stacja druga
    Pan Jezus bierze Krzyż na ramiona swoje

    Rozważanie
    Jezus, potępiony jako samozwańczy król, jest wyszydzony, ale samo to szyderstwo ukazuje bolesną prawdę. Jak często znamiona władzy, noszone przez wielkich tego świata, są afrontem wobec prawdy, sprawiedliwości i godności człowieka. Jak wiele razy ich przepych i górnolotne słowa są niczym innym, jak tylko wybujałymi kłamstwami, parodią ich uroczystego zobowiązania do służby dobru wspólnemu! Jezus jest wyszydzony i nosi koronę cierpienia, dlatego też jawi się jako prawdziwy Król. Jego berłem jest sprawiedliwość (por. Ps 45, 7). Ceną sprawiedliwości na tym świecie jest cierpienie: Jezus, prawdziwy Król nie panuje poprzez przemoc, ale poprzez miłość, która cierpi za nas i z nami. Przyjmuje swój Krzyż, nasz krzyż, ciężar bycia człowiekiem, ciężar świata. I tak idzie przed nami i wskazuje nam drogę, która prowadzi do prawdziwego życia.
    Modlitwa
    Panie, dobrowolnie poddałeś się szyderstwu i wzgardzie. Pomóż nam, abyśmy nie sprzymierzali się z tymi, którzy patrzą z góry na słabych i cierpiących. Pomóż nam rozpoznać Twoją twarz w uniżonych i odrzuconych. Obyśmy nigdy nie tracili ducha, gdy zmierzymy się ze wzgardą tego świata, który ośmiesza nasze posłuszeństwo Twej woli. Poniosłeś swój własny Krzyż i prosisz nas, abyśmy poszli za Tobą tą drogą (por. Mt 10,38). Pomóż nam podjąć Krzyż i nie odrzucać go. Obyśmy nigdy nie narzekali ani nie zniechęcali się próbami życia. Pomóż nam iść ścieżką miłości i, poddając się jej wymogom, odnaleźć prawdziwą radość.
    03
    Stacja trzecia
    Pan Jezus po raz pierwszy pod krzyżem upada
    Rozważanie
    Człowiek upadł i ciągle upada: często staje się karykaturą samego siebie, nie jest już obrazem Boga, ale szyderstwem ze Stworzyciela. Czyż człowiek, który w drodze z Jerozolimy do Jerycha, powalony został przez bandytów, którzy ogołocili go i zostawili przy drodze na wpół umarłego i krwawiącego, nie jest obrazem człowieczeństwa par excellence? Upadek Jezusa pod Krzyżem nie jest tylko upadkiem człowieka Jezusa, wyczerpanego od biczowania. Istnieje głębsze znaczenie tego upadku, jak mówi nam Paweł w Liście do Filipian: ”  On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,  lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,  uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2,6-8). W upadku Jezusa pod ciężarem Krzyża widzimy sens całego Jego życia: jego dobrowolne uniżenie, które podnosi nas z głębi naszej pychy. Ujawnia się także natura naszej pychy: jest nią ta arogancja, która sprawia, że chcemy uwolnić się od Boga i być sami dla siebie, arogancja, która sprawia, że sądzimy, iż nie potrzebujemy Jego wiecznej miłości, lecz możemy być panami swojego własnego życia. W tym buncie przeciwko prawdzie, w tym usiłowaniu bycia samemu sobie bogiem, stwórcą i sędzią, przewracamy się i wpadamy w samozniszczenie. Pokora Jezusa jest przezwyciężeniem naszej pychy; przez swoje uniżenie podnosi nas z upadku. Pozwólmy, aby nas podniósł. Odrzućmy swoje poczucie samowystarczalności, nasze fałszywe złudzenia o niezależności i uczmy się od Niego, tego, który uniżył sam siebie, aby odkryć prawdziwą wielkość ukorzenia się przed Bogiem i przed naszymi poniżanymi braćmi i siostrami.
    Modlitwa
    Panie Jezu, ciężar krzyża sprawił, że upadłeś na ziemię. Ciężar naszego grzechu, ciężar naszej pychy, przewrócił Cię. Ale Twój upadek nie jest tragedią, ani tylko ludzką słabością. Przyszedłeś do nas, gdy w swej pysze byliśmy rozciągnięci na ziemi. Arogancja, która sprawia, że sądzimy, iż sami możemy tworzyć istoty ludzkie zmieniła człowieka w swego rodzaju towar, który można kupić i sprzedać, albo przechowywać dla zapewnienia części do eksperymentów. Czyniąc to, mamy nadzieję własnymi siłami zwyciężyć śmierć, tymczasem w istocie głęboko poniżamy ludzką godność. Panie pomóż nam; upadliśmy. Pomóż nam porzucić naszą niszczącą pychę i, ucząc się od Twojej pokory, powstać ponownie.
    04
    Stacja czwarta
    Jezus spotyka Matkę swoją
    Rozważanie
    Na Drodze Krzyżowej Jezusa odnajdujemy także Maryję, Jego Matkę. Podczas Jego życia publicznego musiała usunąć się na bok, aby stworzyć przestrzeń do narodzin nowej rodziny Jezusa, rodziny Jego uczniów. Musiała także wysłuchać słów: “Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? … kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.” (Mt 12,48-50). Teraz widzimy ją jako Matkę Jezusa, nie tylko fizycznie, ale także w sercu. Zanim jeszcze poczęła Go w swym ciele, poprzez swoje posłuszeństwo poczęła Go w sercu. Powiedziano Maryi: “Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.  Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.” (Łk 1,31n). Usłyszała także z ust starca Symeona: “A Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2,35). Przypomniała sobie słowa proroków, słowa takie jak te: “Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53,7). Teraz to wszystko dzieje się naprawdę. W swoim sercu zachowała słowa anioła, powiedziane jej na początku: “Nie bój się, Maryjo” (Łk 1,30). Uczniowie uciekli, ale nie ona. Została tu, z odwagą matki, z wiernością matki, z dobrocią matki i z wiarą, która nie chwieje się w godzinie ciemności: “Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła” (Łk 1,45). “Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). Tak, w tym momencie Jezus wie: znajdzie wiarę. W tej godzinie jest to Jego wielką pociechą.
    Modlitwa
    Święta Maryjo, Matko Pana, pozostałaś wierna, gdy uciekli uczniowie. Tak jak uwierzyłaś niesamowitemu przesłaniu anioła – że staniesz się Matką Najwyższego, tak również wierzyłaś w tej godzinie Jego największego poniżenia. W ten sposób, w godzinie Krzyża, w godzinie najciemniejszej nocy świata, stałaś się Matką wszystkich wierzących, Matką Kościoła. Błagamy cię: naucz nas wierzyć i spraw, aby nasza wiara przyniosła owoce w odważnej służbie oraz była znakiem miłości, która zawsze gotowa jes dzielić cierpienie i udzielać pomocy.
    05
    Stacja piąta
    Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi
    Rozważanie
    Szymon z Cyreny jest w drodze powrotnej z pracy do domu, gdy napotyka smutny pochód skazańców – dla niego, być może, był to częsty widok. Żołnierze zmuszają tego surowego wieśniaka, aby na własnych ramionach dźwigał Krzyż. Jakże niemiłe musiało być dla niego nagłe dołączenie do losu tych skazańców! Robi to, co musi, ale niechętnie. Znaczące, iż ewangelista Marek nie tylko jego wymienia z imienia, ale także jego dzieci, które wyraźnie znane są jako chrześcijanie i członkowie tamtej wspólnoty (por. Mk 15,21). Z tego przypadkowego spotkania narodziła się wiara. Cyrenejczyk, idąc obok Jezusa i dzieląc ciężar Krzyża, dojrzał, że jest łaską towarzyszyć Mu w drodze na ukrzyżowanie i pomagać Mu. Tajemnica Jezusa, milczącego i cierpiącego, dotknęła jego serca. Jezus, którego boska miłość może sama odkupić całą ludzkość, chce, abyśmy mieli udział w Jego Krzyżu, abyśmy mogli dopełnić braki jego udręk (por. Kol 1,24). Kiedykolwiek okazujemy dobroć cierpiącym, prześladowanym i bezbronnym i mamy udział w ich cierpieniu, pomagamy nieść ten sam Krzyż Jezusa. W ten sposób uzyskujemy zbawienie i pomagamy przyczyniać się do zbawienia świata.
    Modlitwa
    Panie, otwarłeś oczy i serce Szymona z Cyreny i dałeś mu, poprzez jego udział w Twoim Krzyżu, łaskę wiary. Pomóż nam wspomagać naszych potrzebujących braci, nawet gdy przeszkadza to naszym planom i pragnieniom. Pomóż nam uświadomić sobie, iż jest łaską współdzielić krzyż innych i w ten sposób wiedzieć, że idziemy drogą razem z Tobą. Pomóż nam uznać z radością, że gdy mamy udział w Twoim cierpieniu i cierpieniu tego świata, stajemy się sługami zbawienia i możemy pomagać budować twoje Ciało, Kościół.
    06
    Stacja szósta
    Św. Weronika ociera twarz Panu Jezusowi
    Rozważanie
    “Szukam, o Panie, Twojego oblicza. Swego oblicza nie zakrywaj przede mną” (Ps 27, 8-9). Weronika – Bernice, w tradycji greckiej – uosabia powszechne pragnienie pobożnych ludzi Starego Testamentu, pragnienie wszystkich wierzących, aby ujrzeć Twarz Boga. Na Drodze Krzyżowej Jezusa, jednakże, w pierwszej chwili nie dokonała ona nic innego, jak zwykłego aktu kobiecej dobroci: wyciągnęła ku Jezusowi chustę. Nie dała się odstraszyć brutalności żołnierzy ani lękowi, który zdjął uczniów. Jest ona obrazem dobrej kobiety, która pośród zamętu i grozy okazuje odwagę rodzącą się z dobroci i nie pozwala, aby jej serce uległo zamętowi. “Błogosławieni czystego serca”, powiedział Pan w swym Kazaniu na Górze, “bowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Początkowo Weronika widziała tylko zbitą i bolesną twarz. A jednak jej akt miłości odcisnął prawdziwy obraz Jezusa w jej sercu: w jego ludzkiej twarzy, skrwawionej i posiniaczonej, ujrzała twarz Boga i Jego dobroć, która towarzyszy nam nawet a naszym najgłębszym smutku. Tylko sercem możemy ujrzeć Jezusa. Tylko miłość oczyszcza nas i daje nam zdolność widzenia. Tylko miłość pozwala nam rozpoznać Boga, który jest samą miłością.
    Modlitwa
    Panie, daj nam serca niespokojne, serca, które szukają Twego oblicza. Zachowaj nas od ślepoty serca, które widzi tylko pozór spraw. Daj nam prostotę i czystość, które pozwalają nam rozpoznać Twą obecność w świecie. Gdy nie jesteśmy zdolni do dokonywania wielkich dzieł, udziel nam odwagi, która rodzi się z pokory i dobroci. Odciśnij swoje oblicze na naszych sercach. Obyśmy spotkali cię po drodze i pokazywali Twe oblicze światu.
    07
    Stacja siódma
    Pan Jezus po raz drugi pod Krzyżem upada

    Rozważanie
    Tradycja mówiąca, że Jezus upadł trzy razy pod ciężarem Krzyża przypomina upadek Adama – stan upadłej ludzkości – i tajemnicę udziału Jezusa w naszym upadku. W całej historii upadek człowieka nieustannie przybiera nowe formy. W swym pierwszym Liście św. Jan mówi o potrójnym upadku: pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pysze żywota. W ten sposób interpretuje upadek człowieka i ludzkości w oparciu o wady swego własnego czasu, z wszelkimi jego nadużyciami i wynaturzeniami. Możemy jednak także pomyśleć, jak w nowszych czasach chrześcijaństwo, które znużyło się wiarą, porzuciło Pana: wielkie ideologie wraz z banalną egzystencją tych, którzy nie wierząc już w nic, dryfują przez życie, zbudowały nowe i jeszcze gorsze pogaństwo, które w swym usiłowaniu pozbycia się Boga raz na zawsze, doszło do pozbycia się człowieka. I tak człowiek leży powalony w proch. Pan niesie ten ciężar i upada, raz za razem, aby spotkać się z nami. Spogląda na nas, dotyka naszych serc; upada po to, aby nas podnieść.
    Modlitwa
    Panie Jezu Chryste, poniosłeś wszystkie nasze ciężary i dalej nas niesiesz. Nasz ciężar sprawił, że upadłeś. Podnieś nas, ponieważ sami nie umiemy powstać z prochu. Uwolnij nas z więzów pożądania. Na miejsce serca kamiennego daj nam serce z ciała, serce, które widzi. Umniejsz siłę ideologii, abyśmy wszyscy mogli dostrzec, że są one siecią kłamstw. Nie pozwól, aby mur materializmu stał się nie do przejścia. Daj nam świadomość Twojej obecności. Zachowaj nas trzeźwymi i czujnymi, zdolnymi do oparcia się siłom zła. Pozwól nam dostrzec duchowe i materialne potrzeby drugich i udzielać im pomocy, której potrzebują. Podnieś nas, abyśmy mogli podnosić także innych. Dawaj nam nadzieję w każdej chwili ciemności, abyśmy mogli nieść Twoją nadzieję światu.
    08
    Stacja ósma
    Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty
    Rozważanie
    To, jak Jezus napomina kobiety jerozolimskie, które idą za Nim i płaczą nad Nim powinno skłonić nas do refleksji. Jak mamy rozumieć Jego słowa? Czy nie są one zwrócone przeciw pobożności czysto sentymentalnej, takiej, która nie prowadzi do nawrócenia i żywej wiary? Nie ma sensu lamentować nad cierpieniami tego świata, jeśli nasze życie toczy się jak zwykle. Tak więc Pan ostrzega nas przed niebezpieczeństwem, w którym się znajdujemy. Pokazuje nam zarówno powagę grzechu, jak i powagę sądu. Czy może być tak, że pomimo wszystkich wyrazów ubolewania w obliczu zła i niewinnego cierpienia, my także jesteśmy gotowi trywializować tajemnicę zła? Czy przyjęliśmy wyłącznie łagodność i miłość Boga i Jezusa, a cichcem odsunęliśmy słowo osądu? “Jak Bóg może być tak zajęty naszymi słabościami” – mówimy. “Jesteśmy tylko ludźmi!” A jednak, rozważając cierpienia Syna, widzimy wyraźniej powagę grzechu i jak potrzebuje on pełnego zgładzenia, jeśli ma być przezwyciężony. Wobec cierpiącego Pana zło nie może już być trywializowane. Także do nas Pan mówi: “Nie płaczcie nade mną, płaczcie nad sobą… jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”
    Modlitwa
    Panie, mówiłeś płaczącym niewiastom o pokucie i Dniu Sądu, gdy wszyscy staniemy przed Twoim obliczem: przed Tobą, Sędzią świata. Wzywasz nas do porzucenia trywializacji zła, która łagodzi nasze sumienia i pozwala podążać dalej bez zmian. Pokazujesz nam powagę naszej odpowiedzialności, niebezpieczeństwo, że możemy okazać się winnymi i bez usprawiedliwienia w Dniu Sądu. Spraw, abyśmy nie tylko szli u Twego boku, nie mając do zaofiarowania nic ponad słowa współczucia. Nawróć nas i daj nam nowe życie. Spraw, abyśmy ostatecznie nie byli suchym drzewem, ale gałęźmi żyjącymi w tobie, prawdziwym szczepie winnym, przynoszącymi owoc życia wiecznego (por. J 15,1-10).
    09
    Stacja dziewiąta
    Pan Jezus po raz trzeci pod Krzyżem upada
    Rozważanie
    Co może nam powiedzieć trzeci upadek Jezusa pod Krzyżem? Zastanawialiśmy się nad upadkiem człowieka w ogóle, a także odpadnięciem wielu chrześcijan od Chrystusa ku bezbożnej świeckości. Czyż nie powinniśmy także pomyśleć nad tym, jak bardzo Chrystus cierpi w swym własnym Kościele? Jak często źle traktowany jest Najświętszy Sakrament Jego obecności, jak często musi On przychodzić do serc pustych i złych! Jak często celebrujemy jedynie samych siebie, nie zdając sobie nawet sprawy z Jego obecności! Jak często Jego słowo nadużywane jest i przekręcane! Jak niewiele wiary kryje się pod tak wieloma teoriami, tak wieloma pustymi słowami! Jak wiele brudu jest w Kościele i to nawet pośród tych, którzy w kapłaństwie powinni całkowicie należeć do Niego!. Jak wiele pychy, jak wiele zadowolenia z siebie! Jak niewielkim szacunkiem darzymy Sakrament Pojednania, w którym czeka On na nas, gotów podnieść nas, gdy upadniemy! Wszystko to obecne jest w Jego Męce. Jego zdradzenie przez uczniów, ich niegodne przyjęcie Jego Ciała i Krwi, jest z pewnością największym cierpieniem doznanym przez Zbawcę; przeszywa ono Jego serce. Możemy jedynie wołać do Niego z głębi naszego serca: Kyrie eleison – Panie, wybaw nas (por. Mt 8, 25).
    Modlitwa
    Panie, Twój Kościół często wydaje się być tonącą łodzią, łodzią, która z każdej strony nabiera wody. Na Twoim polu widzimy więcej chwastów niż pszenicy. Ubrudzone odzienie i twarz Twojego Kościoła wprawiają nas w zakłopotanie. A jednak to my sami je ubrudziliśmy! To my zdradzamy cię raz za razem, po wszystkich naszych górnolotnych słowach i szerokich gestach. Miej miłosierdzie dla swojego Kościoła; także w nim ciągle trwa upadek Adama. Gdy upadamy, pociągamy Cię na ziemię, a szatan śmieje się, bo ma nadzieję, że już nie podniesiesz się z tego upadku; ma nadzieję, że pociągnięty w dół upadkiem Twojego Kościoła pozostaniesz leżący i bezsilny. Ale Ty podniesiesz się ponownie. Ty podniosłeś się, powstałeś i możesz także nas podnieść. Ratuj i uświęć swój Kościół. Ratuj i uświęć nas wszystkich.

    Stacja dziesiąta
    Pan Jezus z szat obnażony

    10

    Rozważanie

    Jezus odarty jest ze swoich szat. Ubranie nadaje człowiekowi jego status społeczny; daje mu miejsce w społeczeństwie, czyni go kimś. Jego publiczne odarcie oznacza, że Jezus nie jest już nikim, jest jedynie wyrzutkiem, wzgardzonym przez wszystkich. Ten moment odarcia przypomina nam wygnanie z raju: Boża chwała opadła z człowieka, który stoi teraz nagi, wystawiony na widok wszystkich, bez odzienia i zawstydzony. Tak więc Jezus po raz kolejny przybiera stan upadłego człowieka. Odarty ze swego odzienia, przypomina nam, że wszyscy utraciliśmy “pierwsze odzienie”, czyli Bożą chwałę. U stóp Krzyża żołnierze ciągną losy aby podzielić między siebie Jego skromną własność, jego ubranie. Ewangeliści opisują tę scenę słowami zaczerpniętymi z Psalmu 22,19; czyniąc tak przekazują nam tę samą wieść, którą przekazał Jezus swym uczniom w drodze do Emmaus: że wszystko dzieje się “zgodnie z Pismem”. Nic nie jest zwykłym zbiegiem okoliczności; wszystko, co się dzieje, zawarte jest w Słowie Bożym i dokonuje się na mocy Jego boskiego planu. Pan nasz przechodzi przez wszystkie etapy i kroki upadku człowieka ze stanu łaski, a przy tym każdy z tych kroków, pomimo całej swej goryczy, staje się krokiem ku naszemu odkupieniu: tak właśnie niesie On do domu zagubioną owcę. Nie zapomnijmy, że Jan mówi, iż losy rzucono o tunikę Jezusa, “która nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu” (J 19,23). Możemy odczytać to jako odwołanie to szaty Najwyższego Kapłana, która była “tkana z jednej nici”, bez szwów (Józef Flawiusz, A. III, 161). On bowiem, Ukrzyżowany, jest prawdziwym Najwyższym Kapłanem.

    Modlitwa

    Panie Jezus, zostałeś odarty ze swego odzienia, wystawiony na zawstydzenie, wyrzucony ze społeczeństwa. Przyjąłeś na siebie wstyd Adama i uzdrowiłeś go. Przyjąłeś na siebie także cierpienie i potrzeby biednych, wyrzutków tego świata. I właśnie w ten sposób wypełniłeś słowa proroków. W ten sposób nadajesz sen pozornemu bezsensowi. W ten sposób pozwalasz nam pojąć, że Twój Ojciec podtrzymuje Ciebie, nas i cały świat w swych rękach. Daj nam głęboki szacunek do człowieka na każdym etapie jego egzystencji i we wszystkich sytuacjach, w których go spotykamy. Przyodziej nas światłem swojej łaski.


    Stacja jedenasta

    Pan Jezus zostaje przybity do Krzyża

    11

    Rozważanie

    Jezus zostaje przybity do Krzyża. Całun turyński daje nam pojęcie o niewiarygodnym okrucieństwie tej procedury. Jezus nie wypił oszałamiającej żółci, którą mu podano: z wolnej woli przyjmuje na siebie cały ból Ukrzyżowania. Cał jego ciało jest umęczone; spełniły się słowa Psalmu: “Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.” (Ps 22,7). “Jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony … On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści” (Iz 53,3n). Zatrzymajmy się przed tym obrazem bólu, przed cierpieniem Syna Bożego. Spoglądajmy na Niego w chwilach wyniosłości i przyjemności, aby uczyć się przestrzegać granic i aby dojrzeć powierzchowność wszelkich dóbr czysto materialnych. Spoglądajmy na niego w chwilach prób i trudności i zobaczmy, że właśnie wtedy jesteśmy najbliżej Boga. Spróbujmy dojrzeć Jego twarz w ludziach, którzy mogą wydawać się niczym. Gdy stoimy przed skazanym Panem, który nie posłużył się swoją mocą, aby zejść z Krzyża, ale wytrzymał cierpienie do końca, pojawia się jeszcze jedna myśl. Ignacy z Antiochii, więzień w okowach za wiarę w jego Pana, chwalił chrześcijan ze Smyrny za ich niezwyciężoną wiarę: mówi on, że byli oni niejako przybici z ciałem i krwią do Krzyża Pana Jezusa Chrystusa (1,1). Przybijmy się do Niego, odrzucając pokusę stania z boku albo przyłączenia się do tych, którzy szydzą z Niego.

    Modlitwa

    Panie Jezu Chryste, pozwoliłeś się przybić do Krzyża, przyjmując straszliwe okrucieństwo tego cierpienia, wyniszczenie Twego ciała i Twojej godności. Pozwoliłeś się przybić w pełnej świadomości; nie próbowałeś uciec lub umniejszyć swego cierpienia. Obyśmy nigdy nie uciekali od tego, do czego jesteśmy powołani. Pomóż nam pozostać wiernymi Tobie. Pomóż nam zdemaskować fałszywą wolność, która odsunęłaby nas od Siebie. Pomóż nam przyjąć twoją “wiążącą” wolność i “przywiązanym” mocno do Ciebie, odkryć prawdziwą wolność.


    Stacja dwunasta
    Pan Jezus na Krzyżu umiera

    12

    Rozważanie

    W grece i łacinie, dwóch ówczesnych językach międzynarodowych oraz w hebrajskim, języku Narodu Wybranego, nad Krzyżem Jezusa umieszczono napis, wskazujący, kim jest: Król Żydów, obiecany Syn Dawida. Piłat, niesprawiedliwy sędzia, stał się prorokiem mimo woli. Królowanie Jezusa zostało oznajmione wobec całego świata. Jezus sam nie przyjął tytułu “Mesjasza”, ponieważ sugerowałby on błędne, ludzkie pojęcie o władzy i wybawieniu. A jednak teraz tytuł ten może być publicznie ukazany ponad Ukrzyżowanym Chrystusem. Jest on istotnie królem świata. Teraz jest naprawdę “wzniesiony wysoko”. Spadając w otchłań wzniósł się na wysokość. Wypełnił teraz radykalnie przykazanie miłości, dokonał ofiarowania samego siebie i w ten sposób jest teraz objawieniem prawdziwego Boga, Boga, który jest miłością. Wiemy teraz, kim jest Bóg. Wiemy teraz, czym jest prawdziwe królowanie. Jezus modli się Psalmem 22, który rozpoczyna się od słów: “Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22,2). Przyjmuje na siebie całe cierpienie ludu Izraela, całej cierpiącej ludzkości, dramat ciemności Bożej i sprawia, że Bóg staje się obecny w każdym miejscu, gdzie wydaje się całkowicie wyrugowany i nieobecny. Krzyż Jezusa jest wydarzeniem kosmicznym. Świat skrywa mrok, gdy Syn Boży wydany zostaje śmierci. Ziemia drży. A na Krzyżu rodzi się Kościół pogan. Rzymski setnik rozumie to i wyznaje Jezusa jako Syna Bożego. Z Krzyża triumfuje On – wciąż na nowo.

    Modlitwa

    Panie Jezus Chryste, w godzinie Twojej śmierci słońce się zaćmiło. Wciąż na nowo jesteś przybijany do Krzyża. W obecnej chwili historycznej żyjemy w Bożej ciemności. Poprzez Twoje ogromne cierpienia i zło ludzi twarz Boga, Twoja twarz, wydaje się zasłonięta, nierozpoznawalna. A jednak, na krzyżu objawiłeś siebie. Właśnie będąc tym, który cierpi i kocha, jesteś wywyższony. Zatriumfowałeś wniesiony wysoko na Krzyżu. Pomóż nam rozpoznać Twoją twarz w tej godzinie ciemności i ucisku. Pomóż nam wierzyć w Ciebie i iść za Tobą w naszej godzinie ciemności i troski. Ukaż się raz jeszcze światu w tej godzinie. Ukaż nam swoje zbawienie.


    Stacja trzynasta
    Ciało Jezusa zdjęte z Krzyża

    13

    Rozważanie

    Jezus umarł. Z Jego serca, przeszytego włócznią rzymskiego żołnierza, płynie krew i woda: tajemniczy obraz strumienia sakramentów, Chrztu i Eucharystii, przez które Kościół nieustannie odradza się z otwartego serca Pana. Nogi Jezusa nie zostały połamane, tak jak nogi dwóch ludzi wraz z Nim ukrzyżowanych. Objawia się przez to jako prawdziwy baranek paschalny, z którego kości nie wolno było ai jednej złamać (por. Wj 12,46). Teraz zaś, przy końcu Jego cierpień, jest jasne, że pomimo grozy, która przejęła ludzkie serca, pomimo władzy nienawiści i tchórzostwa, ani przez chwilę nie był sam. Są tam ci, którzy pozostali wierni razem z nim. Pod krzyżem stoi Maryja, Jego Matka, siostra jego Matki, Maria, Maria Magdalena i uczeń, którego miłował. Pojawia się bogaty człowiek, Józef z Arymatei: bogaczowi udaje się przejść przez ucho igielne, gdyż Bóg udzielił mu łaski. Chowa on Jezusa w swoim własnym pustym grobie, w ogrodzie. W momencie pochówku Jezusa cmentarz staje się ogrodem, ogrodem, z którego wyrzucony został Adam, gdy porzucił pełnię życia, swego Stwórcę. Grób w ogrodzie jest symbolem tego, że panowanie śmierci ma się zakończyć. Przychodzi także członek Sanhedrynu, Nikodem, ten któremu Jezus oznajmił tajemnicę odrodzenia z wody i z Ducha. Nawet w Sanhedrynie, który zawyrokował Jego śmierć, jest człowiek wierzący, ktoś, kto zna i uznaje Jezusa po Jego śmierci. W tej godzinie niezmiernego smutku, ciemności i rozpaczy, tajemniczo obecne jest światło nadziei. Ukryty Bóg jest nieustannie Bogiem życia, bliskim nam. Nawet w nocy śmierci Pan w dalszym ciągu jest naszym Panem i Zbawcą. Kościół Jezusa Chrystusa, Jego nowa rodzina, zaczyna nabierać kształtu.

    Modlitwa

    Panie, zszedłeś w ciemności śmierci. Ale Twoje ciało złożone jest w dobre ręce i owinięte białym całunem (Mt 27,59). Wiara nie umarła do cna; słońce nie całkiem zaszło. Jak często wydaje się, że śpisz? Jak łatwo jest nam odstąpić i powiedzieć sobie: “Bóg nie żyje”. W godzinie ciemności pomóż nam poznać, że ciągle tu jesteś. Nie porzucaj nas, gdy ulegamy pokusie utraty ducha. Pomóż nam nie zostawiać Ciebie. Daj nam wierność pozwalającą przezwyciężyć chwile zamętu oraz miłość gotową objąć Cię w Twojej całkowitej bezradności, tak jak Twoja Matka, która raz jeszcze przytula Cię do swej piersi. Pomóż nam, biednym i bogatym, prostym i wykształconym, spoglądać ponad własne lęki i uprzedzenia i ofiarować Ci nasze zdolności, nasze serca i nasz czas, i w ten sposób przygotować ogród Zmartwychwstania.


    Stacja czternasta
    Jezus złożony do grobu

    14

    Rozważanie

    Jezus, zbezczeszczony i skrzywdzony ze czcią złożony jest do nowego grobu. Nikodem przynosi mieszankę mirry i aloesu, około stu funtów wagi, która wydziela cenny zapach. W samoofiarowaniu Syna, w Jego namaszczeniu w Betanii widzimy “nadmiar”, który przywołuje Bożą miłość, szczodrą i nadobfitą. Bóg ofiaruje siebie bezgranicznie. Jeśli Bożą miarą jest nadobfitość, także i my ze swej strony nie powinniśmy uważać czegokolwiek za zbyt wiele dla Boga. Jest to nauczanie samego Jezusa, w Kazaniu na Górze (Mt 5,20). Powinniśmy jednak pamiętać także słowa świętego Pawła, który mówi, że Bóg “pozwala nam roznosić po wszystkich miejscach woń poznania Chrystusa. Jesteśmy bowiem wonnością Chrystusa” (2Kor 2,14nn). Pośród rozkładu ideologii, nasza wiara po raz kolejny musi być wonią, która sprowadza nas na ścieżkę życia. Właśnie w momencie pogrzebu spełniają się słowa Jezusa: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.” (J 12,24). Jezus jest ziarnem pszenicy, które obumiera. Z tego pozbawionego życia ziarna pszenicy wybija ogromne rozmnożenie chleba, które trwać będzie aż do końca świata. Jezus jest chlebem życia, który może nadobficie nasycić głód całej ludzkości i zapewnić najgłębszy pokarm. Przez swój Krzyż i Zmartwychwstanie wieczne Słowo Boga stało się dla nas ciałem i chlebem. Misterium Eucharystii poblaskuje już w chwili pochówku Jezusa.

    Modlitwa

    Panie Jezu Chryste, w twoim pogrzebie przyjąłeś śmierć ziarna pszenicy. Stałeś się pozbawionym życia ziarnem pszenicy, które przynosi obfity owoc w każdym wieku i na całą wieczność. Z grobu prześwieca w każdym pokoleniu obietnica ziarna pszenicy, która daje początek prawdziwej mannie, Chlebowi Życia, w którym ofiarujesz nam samego siebie. Wiekuiste Sowo, poprzez swoje Wcielenie i śmierć, stało się Słowem bliskim nam: składasz się w nasze ręce i do naszych serc, tak aby Twoje słowo mogło w nas wzrastać i przynosić owoce. Poprzez śmierć ziarna pszenicy dajesz nam siebie, tak abyśmy i my mogli się ośmielić stracić swe życie po to, aby je odnaleźć, abyśmy także mogli wierzyć w obietnicę ziarna pszenicy. Pomóż nam wzrastać w miłości i czci dla Twej tajemnicy Eucharystii – aby uczynić Ciebie, Chlebie niebieski, źródłem naszego życia. Pomóż nam stać się Twoją “wonią” i roznosić po tym świecie tajemnicze znaki Twojego życia. Tak jak ziarno pszenicy, które wznosi się z ziemi, wysuwając łodygę, a następnie kłos, nie mogłeś pozostać zamknięty w grobie: grób jest pusty, ponieważ On – Ojciec – “nie pozostawił Cię w Otchłani, ani nie pozwolił, by ciało Twe uległo rozkładowi” (Dz 2,31; Ps 16,10 LXX). Nie, nie uległeś rozkładowi. Powstałeś i uczyniłeś miejsce dla naszego przemienionego ciała w samym sercu Boga. Pomóż nam radować się tą nadzieją i nieść ją z radością światu. Pomóż nam stać się świadkami Twojego zmartwychwstania.


    ********************************

    Droga Krzyżowa z Janem Pawłem II

    WSTĘP

    W Pierwszym Liście św. Piotra czytamy: „(…) w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1P 1, 15-16). Wielu z naszych braci, którzy poprzedzili nas na drodze wiary w sposób doskonały zrealizowało to piotrowe wezwanie do świętości. Naśladując Jezusa, szczególnie poprzez dźwiganie krzyża powołania, aż po złożenie ofiary z własnego życia osiągnęło radość wieczną. Wśród nich był niewątpliwie św. Jan Paweł II. Niech tych czternaście stacji naśladowania Chrystusa będzie dla nas inspiracją do podjęcia trudu stawania się świętymi.

    STACJA I PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

    „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. (J 21, 18). Te słowa usłyszał św. Piotr, gdy Jezus powierzał mu pieczę nad swą owczarnią. Te same słowa zostały skierowane do Jana Pawła II, gdy w posłuszeństwie Duchowi Świętemu przyjmował decyzję kardynałów, pamiętnego konklawe roku 1978. To przyjęcie woli Bożej całkowicie odmieniło jego życie. Nie mógł już wrócić do umiłowanej Ojczyzny Polski, do przyjaciół, którzy pozostali w kraju walczącym o wolność, do środowiska studentów, dla których był Wujkiem. Od tej chwili miał żyć i umierać dla całego Kościoła. Posłuszne przyjęcie woli Bożej w życiu św. Jana Pawła II zaowocowało nie tylko jego osobistą świętością, ale także pociągnęło wielu ludzi do Chrystusa. A ty, jak odpowiadasz na natchnienia, które Bóg kieruje do twojego serca?

    STACJA II PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

    „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” (Mt 10,38-39). Jeden z najdłuższych w historii Kościoła pontyfikatów przepełniony cierpieniem. Długie lata życia papieża Jana Pawła, to także długie lata zmagania się z chorobą, to dźwiganie krzyża coraz bardziej słabnącego ciała. Papież nigdy jednak nie skarżył się, nie rezygnował z zadań, które stawiała przed nim Opatrzność. Każdy dzień rozpoczynał wczesnym rankiem i kończył późnym wieczorem, wypełniając go modlitwą, z której płynęła nadprzyrodzona siła do pracy. Tam, gdzie jest prawdziwa miłość Boga i bliźniego, nie ma już miejsca na użalanie się nad sobą. A ty, ile czasu w ciągu dnia poświęcasz na modlitwę i czyny miłości, a ile na pielęgnowanie swojego cierpienia?

    STACJA III PAN JEZUS PO RAZ PIERWSZY UPADA POD KRZYŻEM

    W życiu każdego człowieka przychodzą takie chwile, które całkowicie zmieniają jego życie. W jednym momencie to, co było do tej pory oczywiste, co było naturalną koleją rzeczy, spełnianiem marzeń, gwałtownie zostaje przerwane. Dla dwudziestoletniego Karola Wojtyły takim wydarzeniem był niewątpliwie wybuch II wojny światowej. W jednej chwili rozpoczęte studia polonistyczne oraz marzenia o aktorstwie stały się jedynie wspomnieniem z niedalekiej przeszłości. Po wielu latach papież Jan Paweł II tak wspominał te wydarzenia: „Odkrywając słowo poprzez studia literackie czy językowe, nie mogłem nie przybliżyć się do tajemnicy Słowa – tego Słowa, o którym mówimy codziennie w modlitwie „Anioł Pański”: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14). Później zrozumiałem, że te studia polonistyczne przygotowały we mnie grunt pod inny kierunek zainteresowań i studiów: mam na myśli filozofię i teologię.” (Dar i tajemnica). Człowiekowi może wydawać się, że to co go spotyka jest jedynie splotem jakiś niezwiązanych ze sobą wydarzeń. Im są trudniejsze tym bardziej się buntuje. Dobrze, jeśli stawia pytania o ich sens i szuka odpowiedzi w Bogu. Gorzej, gdy odrzuca Boga, bo wtedy pozostaje jedynie rozpacz. Jeśli przychodzą na ciebie jakieś cierpienia, których dziś nie rozumiesz, zaufaj Bogu i uwierz, że ma On moc nawet z najgorszego zła wyprowadzić dobro.

    STACJA IV PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

    Matka odgrywa ogromną rolę w życiu każdego człowieka. Karol Wojtyła swoją mamę stracił, gdy miał niespełna 9 lat, mimo to z wdzięcznością mówił o jej wkładzie w jego religijne wychowanie. Od dzieciństwa miał też świadomość, że nieustannie czuwa nad nim ta Matka, którą Jezus pozostawił Janowi. Tuż po śmierci Emilii Wojtyły, ojciec Karola zabrał swoich synów do Kalwarii Zebrzydowskiej, aby tam przed cudownym obrazem Maryi powierzyć ich Jej opiece. Pobożność maryjna wyniesiona z domu rodzinnego zaowocowała całkowitym oddaniem się jej opiece w życiu kapłańskim, biskupim i papieskim. Po zamachu 13 maja 1981 roku, papież powiedział: „To był prawdziwy cud i wiem, Komu go zawdzięczam. Jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kulę”. Matka, która nigdy nie zawodzi, ale zawsze ochrania swoje dzieci. Jeśli przeżywasz chwile samotności, braku zrozumienia ze strony najbliższych to powtarzaj za Janem Pawłem II „Totus Tuus Maryja!” – „Cały Twój Maryjo!”

    STACJA V SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA DŹWIGAĆ KRZYŻ JEZUSOWI

    W Orędziu na Światowy Dzień Młodzieży 1989 roku Jan Paweł II pisał do młodych: „Każdemu nowemu pokoleniu potrzebni są nowi apostołowie. Macie tu do spełnienia szczególną misję. Wy, młodzi, jesteście pierwszymi apostołami i ewangelizatorami młodzieży, która dziś stoi w obliczu tak wielu niepokojących wyzwań i zagrożeń. Do was przede wszystkim należy apostolstwo w miejscach nauki, pracy i rozrywki, i nikt nie może was w tym zastąpić. Wielu waszych rówieśników nie zna Chrystusa wcale, albo zna Go niedostatecznie. Nie wolno wam zatem zachowywać milczenia i obojętności! Musicie być odważni i mówić o Chrystusie, dawać świadectwo swojej wiary poprzez życie zgodne z duchem Ewangelii. (…) Chrystus wam ufa i liczy na waszą współpracę. (…) Chrystus was potrzebuje! Odpowiedzcie na Jego wezwanie z odwagą i zapałem waszej młodości.” Mimo upływu lat te słowa nie przedawniły się. Dziś może jeszcze bardziej niż przed dwudziestu pięciu laty Chrystus potrzebuje Cyrenejczyków, którzy zaniosą orędzie Jego krzyża, tam, gdzie o krzyżu chce się zapomnieć. Czy twoje życie jest odpowiedzią na to papieskie wezwanie, na wezwanie samego Chrystusa?

    STACJA VI ŚWIĘTA WERONIKA OCIERA TWARZ CHRYSTUSOWI

    „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Tymi słowami żegnał się umierający papież z rzeszami młodych ludzi zgromadzonych na modlitwie zarówno na placu Św. Piotra jak i w wielu innych miejscach całego świata. Ani ogromne cierpienie związane z nieuleczalną chorobą, ani ból spowodowany naturalnym lękiem przed śmiercią, nie zdołały zagłuszyć w sercu wdzięczności dla drugiego człowieka. Ten kto przez całe życie naśladował swego Mistrza, również w chwili śmierci pozostał Jemu wierny. Chrystus w geście wdzięczności pozostawił odbicie Swego Boskiego Oblicza na chuście Weroniki, a święty Jan Paweł II swoim ostatnim „dziękuję” uwrażliwił niejedno serce. A ty, czy w każdych okolicznościach swojego życia umiesz dziękować Bogu i ludziom za dobro, którego doświadczasz?

    STACJA VII PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM

    Wybór kierunku studiów, czy określonej drogi życiowej nie zwalnia nikogo z dalszego poszukiwania woli Bożej. Bóg czasem burzy spokój człowieka, stawia na jego drodze przeszkody, dopuszcza nawet upadki, po to, by człowiek zwracał nieustannie swe myśli i pragnienia w stronę Stwórcy. Ksiądz Karol Wojtyła w swym kapłańskim życiu również przeżywał takie chwile, które odrywając go od codziennej posługi duszpasterskiej przygotowywały do całkowitego i bezgranicznego poświęcenia się Bogu. Tak było chociażby z nominacją na biskupa, którą otrzymał niespodziewanie w wieku 38 lat. W konsekwencji tej decyzji musiał pozostawić duszpasterstwo młodzieży akademickiej, aby stać się pasterzem Kościoła krakowskiego. Jeśli stają przed tobą nowe wyzwania, to czy potrafisz dostrzec w nich wolę Bożą?

    STACJA VIII PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

    Na zakończenie VIII Światowych Dni Młodzieży w Denver namiestnik Chrystusa takie napomnienie skierował do ludzi młodych: „Biada wam, jeśli nie zdołacie obronić życia. Kościół potrzebuje waszej energii, waszego entuzjazmu, waszych młodzieńczych ideałów, aby przeniknąć całą tkankę społeczną Ewangelią Życia, która przekształci ludzkie serca i struktury społeczne, tak aby powstała cywilizacja prawdziwej sprawiedliwości i miłości. Dziś bardziej niż w przeszłości, w świecie często pozbawionym światła i wyzutym z odwagi, jaką dają szlachetne ideały, ludzie potrzebują nowej, ożywczej duchowości Ewangelii.” Te papieskie, mocne słowa wpisują się w Jezusowe napomnienie wypowiedziane w drodze na kalwarię: „Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą (…)” (Łk 23, 28). Biada ci, jeżeli nie staniesz się prawdziwym świadkami Ewangelii.

    STACJA IX PAN JEZUS PO RAZ TRZECI UPADA POD KRZYŻEM

    Zło czasem nie pozwala iść dalej. Zmusza do upadku, do pozostawienia na chwilę drogi raz obranej. Nie jest jednak silniejsze od Boga. Pokazało swą słabość 13 maja 1981 roku, gdy niemal śmiertelnie ranny papież wypowiedział słowo „przebaczam”. Ten upadek pod ciężarem krzyża pokazał światu prawdę o miłosierdziu. Cały świat przyglądał się, jak w kilka tygodni po nieudanym zamachu papież poszedł do więzienia, aby spotkać się ze swym oprawcą i osobiście zapewnić go o przebaczeniu. Wielu ludzi wyrządziło ci zło, wielu cię zraniło złym słowem. Jeśli jednak zdobędziesz się na odwagę, aby tak jak św. Jan Paweł II wyciągnąć dłoń i powiedzieć wybaczam, wtedy i w twoim sercu dobro zwycięży nad złem.

    STACJA X PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

    Każdy człowiek w naturalny sposób chce ukryć swoją słabość. Wstydzimy się, gdy nie potrafimy czegoś zrobić, gdy nie mamy sił, aby pokonać jakąś przeszkodę. Nakładamy różne maski, aby inni ludzie myśleli o nas, jak o najlepszych. Ludzie jednak wyczuwają sztuczność w zachowaniu i nie darzą takich osób zaufaniem. Św. Jan Paweł II do końca pozostawał sobą, nie ukrywał się i nie uciekał przed wzrokiem ludzi, nawet wtedy gdy bardzo cierpiał. W swoje ostatnie na ziemi wielkanocne południe pokazał się wiernym, by im pobłogosławić. Schorowany człowiek, który nie mógł już wypowiedzieć słowa, swoją postawą powiedział najwięcej. Poprzez obnażenie swego cierpienia pokazał światu, jak bardzo człowiek może być zjednoczony z Bogiem w cierpieniu. Jeśli cierpisz, to nie marnuj tego cierpienia, ale złącz je z ofiarą krzyża Chrystusowego i ofiaruj Bogu za siebie i innych.

    STACJA XI PAN JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY

    W Liście do Galatów św. Paweł wyznał: „(…) aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.” (Ga 2, 19). Gdy wspominamy życie św. Jana Pawła II, widzimy, jak poprzez cierpienie pozwalał przybić się razem z Chrystusem do krzyża. Nieuleczalna, postępująca przez wiele lat choroba powoli unieruchamiała jego ciało. Najbardziej przejmującymi wydają się wydarzenia trwające od Wielkiego Tygodnia do wigilii Niedzieli Miłosierdzia 2005 roku. Ostatnia Droga krzyżowa, przeżyta nie jak dawniej w ruinach Koloseum z rzeszami wiernych, ale w kaplicy Pałacu Apostolskiego z drzewem krzyża w dłoni, ostatnie błogosławieństwo Urbi et orbi, udzielone bez wypowiedzenia słowa i wreszcie ostatnia Msza święta o Bożym Miłosierdziu, odprawiona przy łożu umierającego papieża. A w tym wszystkim ani jednego słowa skargi. W świetle kamer dokonało się prawdziwe misterium męki, śmierci i zmartwychwstania. Czy potrafisz swoją wolę poddać woli Boga, tak aby móc powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.” (Ga 2, 20)?

    STACJA XII PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

    Śmierć to rozstanie. Dla bliskich, którzy żegnają się z odchodzącym człowiekiem to może najtrudniejsze wydarzenie w życiu. Tak było w przypadku śmierci Jezusa. W Ewangelii czytamy: „Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,25-27). Gdyby nie nadzieja Zmartwychwstania, byłby to najbardziej tragiczny moment w życiu Maryi i przyjaciół Jezusa. Kardynał Dziwisz, najbliższy współpracownik Jana Pawła II, tak mówił o momencie śmierci papieża: „Odejście Jana Pawła II do domu Ojca, choć wzbudziło szczery żal i łzy, nie było smutnym wydarzeniem. Było wydarzeniem paschalnym. Śmierć Jana Pawła II pokazała, w jaki sposób Bóg może zwyciężyć w człowieku, który swoje życie oddał na służbę miłości. Ojciec Święty zostawił nam wszystkim i następnym pokoleniom wzruszającą katechezę o życiu, cierpieniu i umieraniu człowieka, który cały swój los zawierzył Bogu.” Czy starasz się żyć tak, aby w chwili twojej śmierci można było wyśpiewać Bogu radosne Te Deum za dobro, które stało się twoim udziałem?

    STACJA XIII PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

    Późnym wieczorem 2 kwietnia 2005 roku cały świat pogrążony w modlitewnym czuwaniu usłyszał słowa kard. Leonardo Sandri: „Drodzy Bracia i Siostry. O godzinie 21:37, nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II powrócił do domu Ojca. Módlmy się za Niego”. Krzyż dźwigany przez 85 lat długiego i bogatego życia, stawał się teraz kluczem do bram nieba. Sam papież w Testamencie tak pisał o chwili swej śmierci: „Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia czyli Paschy. Ufam, że uczyni ją pożyteczną dla tej największej sprawy, której staram się służyć: dla zbawienia ludzi (…).” Jakże Bóg mógłby nie wysłuchać modlitwy tego, który do końca pełnił Jego wolę? Czas przygotowania do pogrzebu stał się czasem modlitwy, zadumy, pojednania, a dla wielu także ponownym odkryciem Miłosierdzia Bożego. Zastanów się, czy dziś po kilku latach od tamtych wydarzeń inspiruje cię życie św. Jana Pawła II do poszukiwania drogi do Boga?

    STACJA XIV PAN JEZUS ZŁOŻONY W GROBIE

    Po śmierci Jezusa setnik-poganin wyznał z wiarą: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15, 39). W czasie pogrzebu św. Jana Pawła wierni krzyczeli „Santo subito – natychmiast święty”. Jakby przypieczętowaniem i potwierdzeniem wiary zgromadzonego ludu stała się księga Ewangelii rozłożona na trumnie z ciałem Ojca Świętego, która w czasie ceremonii pogrzebowej, została zamknięta podmuchem wiatru. To Boże „wykonało się” zostało dopełnione słowami kardynała Ratzingera, który w homilii pogrzebowej powiedział: „Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi.” W chwili narodzin otrzymałeś w dzierżawę od Boga coś bardzo cennego – życie. Tylko od ciebie zależy co z nim zrobisz. Mimo wielu przeciwności możesz uczynić go pięknym, by w chwili śmierci móc oddać je Bogu na całą wieczność.

    ZAKOŃCZENIE

    Krzyż w pewien sposób kształtuje osobowość człowieka. Gdy jest brany na ramiona z wiarą staje się przepustką do nieba. Naznaczone cierpieniem życie Karola Wojtyły wydało nadprzyrodzone owoce, bo zostało złączone z tajemnicą ofiary Chrystusa.

    s. Regina Wiedro CSP, Warszawa 2014

    *************************************

    Droga krzyżowa z Franciszkiem. Piękne rozważania autorstwa francuskiej biblistki

    Antoine Mekary for Aleteia

    Katolicka Agencja Informacyjna – Redakcja – 14.04.17

    Autorką tegorocznych rozważań drogi krzyżowej – której Franciszek będzie przewodniczył w Wielki Piątek w rzymskim Koloseum – jest Anne-Marie Pelletier. Francuska biblistka w 2014 roku otrzymała Nagrodę Ratzingera. Publikujemy tekst rozważań, które przygotowała.

    Wprowadzenie

    Zatem nadeszła pora. Pielgrzymka Jezusa zakurzonymi drogami Galilei i Judei, spotkanie z cierpiącymi na ciele i na duchu, wiedziona pilną koniecznością głoszenia królestwa Bożego, ta pielgrzymka dobiega swego kresu dzisiaj, w tym miejscu. Na wzgórzu Golgoty. Dzisiaj na drodze stoi krzyż. Jezus nie pójdzie dalej.

    Dalej pójść nie można!

    Miłość Boga otrzymuje tutaj swą pełną miarę – poza wszelką miarą.

    Dziś miłość Ojca, który chce, aby przez Syna wszyscy ludzie zostali zbawieni, posuwa się do ostateczności, tam gdzie braknie nam już słów, gdzie jesteśmy zagubieni, gdzie nasza religijność została wyprzedzona przez nadmiar myśli Bożej.

    Na Golgocie, wbrew pozorom chodzi bowiem o sprawę życia. I łaski. I pokoju. Nie chodzi o królestwo zła, które znamy dziś aż nadto, ale o zwycięstwo miłości.

    I właśnie pod samym krzyżem chodzi o nasz świat ze wszystkimi jego upadkami i smutkami, jego wezwaniami i buntami, o to wszystko, co woła do Boga dzisiaj, z krajów nędzy i wojny, w rozdartych rodzinach, w więzieniach, na łodziach przepełnionych migrantami…

    Tyle łez, tyle nędzy w kielichu, który Syn dla nas wypija.

    Tyle łez, tyle nieszczęść, które nie zatracają się w oceanie czasu, ale zbierane są przez Niego, aby zostały przemienione w tajemnicę miłości, w której zło zostaje pochłonięte.

    Na Golgocie chodzi o niepokonaną wierność Boga wobec naszego człowieczeństwa.

    Tutaj dokonują się narodziny!

    Musimy mieć odwagę, by powiedzieć, że radość Ewangelii jest prawdą tej chwili!

    Jeśli nasze spojrzenie nie ogarnia tej prawdy, to pozostajemy więźniami sieci cierpienia i śmierci. I czynimy daremną dla nas Mękę Chrystusa.

    Modlitwa

    Panie, nasze oczy są smutne. A jak Ci towarzyszyć, tak odległemu?

    Twoim imieniem jest „Miłosierdzie”. Ale imię to jest szaleństwem.

    Niech się rozerwą stare bukłaki naszych serc!

    Ulecz nasze spojrzenie, by się rozjaśniło dobrą nowiną Ewangelii, w godzinie, w której stajemy u stóp krzyża Twojego Syna.

    A będziemy mogli celebrować „Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość” (Ef 3,18) miłości Chrystusa, sercem pocieszonym i zafascynowanym.

    Stacja pierwsza: Jezus na śmierć skazany

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Skoro dzień nastał, zebrała się starszyzna ludu, arcykapłani i uczeni w Piśmie i kazali przyprowadzić Go przed swoją Radę (22, 66).

    Z Ewangelii według św. Marka

    Wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: „Prorokuj!”. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy (14, 64-65).

    Rozważanie

    Członkowie Sanhedrynu nie potrzebowali wielu dyskusji, aby wydać wyrok. Już od dawna sprawa była postanowiona. Jezus musi umrzeć!

    Tak już myśleli ci, którzy chcieli zrzucić Go ze stoku góry w dniu, kiedy w synagodze w Nazarecie Jezus otworzył zwój i przeczytał, odnosząc do siebie, słowa z Księgi Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił […], abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4, 18.19).

    Już kiedy uzdrowił sparaliżowanego przy sadzawce Betesda, zapoczątkowując szabat Boga wyzwalającego od wszelkiej niewoli, podniosły się przeciw Niemu zabójcze szemrania (J 5, 1-18).

    A na ostatnim odcinku drogi, kiedy podchodził do Jerozolimy na Paschę, pętla się nieustannie zaciskała: nie wymknie się już swoim wrogom (J 11, 45-57).

    Ale musimy sięgnąć pamięcią jeszcze dalej. Począwszy od Betlejem, od czasów jego narodzin, Herod postanowił, że Jezus winien umrzeć. Miecz zbirów króla samozwańca dokonał rzezi dzieci Betlejemskich. Wówczas Jezus uszedł ich wściekłości. Ale tylko na pewien czas. Już wtedy ciążył na nim wyrok, który miał się wypełnić w swoim czasie. W płaczu Racheli opłakującej swoje dzieci, których już nie ma, szlochająco wybrzmiewa proroctwo cierpienia, które Symeon zapowie Maryi (por. Mt 2, 16-18; Łk 2, 34-35).

    Modlitwa

    Panie Jezu, umiłowany Synu, który przyszedłeś, aby nas nawiedzić, przechodząc pośród nas i czyniąc dobro, wskrzeszając tych, którzy żyją w cieniu śmierci, Ty znasz nasze pokrętne serca.

    Mówimy, że chcemy być przyjaciółmi dobra i chcemy życia, ale jesteśmy grzesznikami i wspólnikami śmierci.

    Deklarujemy się Twoimi uczniami, ale obieramy drogi, które gubią się daleko od Twoich myśli, daleko od Twojej sprawiedliwości i Twojego miłosierdzia.

    Nie pozwól, abyśmy się dali ponieść przemocy.

    Niech się nie wyczerpie Twoja cierpliwość wobec nas.

    Wybaw nas od zła!

    Pater noster

    „Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi”.

    Stacja druga: Piotr zapiera się Jezusa

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: „Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem”. Piotr zaś rzekł: „Człowieku, nie wiem, co mówisz”. I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: „Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał (22,59-62).

    Rozważanie

    Wokół kosza z rozżarzonymi węglami na dziedzińcu Sanhedrynu Piotr i ktoś jeszcze ogrzewają się w tych zimnych godzinach nocy, przenikniętych gorączkową krzątaniną. W środku decyduje się los Jezusa, twarzą twarz z Jego oskarżycielami. Zażądają Jego śmierci.

    Jak wzbierająca morska fala, rośnie wokół wrogość. Jak zapala się ściernisko – szerzy się i pomnaża nienawiść. Wkrótce wrzeszczący tłum zażąda od Piłata ułaskawienia Barabasza i skazania Jezusa.

    Trudno powiedzieć o sobie, że jest się przyjacielem człowieka skazanego na śmierć, nie będąc przeszytym dreszczem przerażenia. Niezachwiana wierność Piotra nie potrafi oprzeć się podejrzliwym słowom służącej, dozorczyni tego miejsca.

    Przyznanie, że jest uczniem rabbiego z Galilei, oznaczałoby, że większą wagę dla niego ma wierność Jezusowi, niż własne życie! Kiedy prawda wymaga takiego męstwa, trudno jej znaleźć świadków… Ludzie są tacy, że w podobnych sytuacjach wielu woli fałsz; a Piotr należy do naszego człowieczeństwa. Trzykrotnie zdradza. Później napotyka spojrzenie Jezusa. I spływają jego łzy, gorzkie, a jednak słodkie, jak woda zmywająca brud.

    Wkrótce, po upływie kilku dni, w pobliżu innego kosza z rozżarzonymi węglami, nad brzegiem jeziora, Piotr rozpozna swego Zmartwychwstałego Pana, który powierzy mu troskę o swoje owce. Piotr nauczy się przebaczenia bez miary, jakie Zmartwychwstały wypowiada nad wszystkimi naszymi zdradami. I weźmie udział w takiej wierności, która od tej pory sprawi, że przyjmie swoją śmierć jako ofiarę zjednoczoną z ofiarą Chrystusa.

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, zechciałeś aby Piotr, uczeń który się Ciebie zaparł i zyskał przebaczenie, otrzymał zadanie prowadzenia Twojej owczarni.

    Wyryj w naszych sercach ufność i radość wiedzy, że w Tobie możemy przejść przez doliny strachu i niewierności.

    Spraw, by pouczeni przez Piotra, wszyscy twoi uczniowie byli świadkami spojrzenia, jakim ogarniasz nasze upadki. Niech nigdy nasza surowość czy rozpacz nie niweczy Zmartwychwstania Twojego Syna!

    Pater noster

    Chryste, któryś umarł za nasze grzechy,

    Chryste Zmartwychwstały, byśmy mieli życie,

    zmiłuj się nad nami.

    Stacja trzecia: Jezus i Piłat

    Z Ewangelii według św. Marka

    Wczesnym rankiem arcykapłani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Rada powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. Arcykapłani zaś oskarżali Go o wiele rzeczy. Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (15, 1.3.15).

    Z Ewangelii według św. Mateusza

    Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz” (27, 24).

    Z Księgi proroka Izajasza

    Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (53, 6).

    Rozważanie

    Rzym Cezara Augusta, państwo niosące cywilizację, którego legiony proponują misję podbicia ludów, aby im zanieść dobrodziejstwa swego sprawiedliwego ładu.

    Rzym, obecny również w męce Jezusa w osobie Piłata, przedstawiciela cesarza, gwaranta prawa i sprawiedliwości w obcej ziemi.

    A jednak to sam Piłat stwierdzający, że nie znajduje w Jezusie żadnej winy jest tym, który zatwierdził karę śmierci. W pretorium, gdzie Jezus został osądzony, wychodzi na jaw prawda: sprawiedliwość pogan nie jest doskonalsza od sprawiedliwości żydowskiego Sanhedrynu!

    Na pewno ten Sprawiedliwy, który dziwnym zrządzeniem losu ściąga na siebie zabójcze myśli serca ludzkiego, pojednał Żydów i pogan. Ale dotychczas czyni to sprawiając, że są w równym stopniu wspólnikami w Jego zabójstwie. Jednak nachodzi chwila, więcej, jest już blisko, gdy Sprawiedliwy pojedna ich w inny sposób, przez krzyż i przebaczenie, które obejmie ich wszystkich, Żydów i pogan, wspólnie ich uleczy z ich podłości i wyzwoli od ich wspólnej przemocy.

    Jedynym warunkiem, by mieć udział w tym darze, będzie uznanie niewinności jedynego Niewinnego, Baranka Bożego złożonego w ofierze za grzech świata. Będzie nim wyrzeczenie się zarozumialstwa, które w nas szepce: „Nie jestem winny krwi tego człowieka”; będzie uznanie się za winnych, w nadziei, że nieskończona miłość ogarnia wszystkich, Żydów i pogan, i że Bóg wzywa wszystkich, by stali się jego dziećmi.

    Modlitwa

    Panie nasz Boże, w obliczu Jezusa wydanego i skazanego, potrafimy jedynie uniewinniać siebie i oskarżać innych. Przez tak długi czas my, chrześcijanie zrzucaliśmy na Twój lud, Izrael, ciężar skazania Ciebie na śmierć. Przez tak długi czas pomijaliśmy, iż wszyscy powinniśmy się uznać za wspólników w grzechu, abyśmy wszyscy zostali zbawieni przez krew Jezusa ukrzyżowanego.

    Pozwól nam rozpoznać w Twoim Synu Niewinnego, jedynego w całej historii. On zgodził się „dla nas stać się grzechem” (por. 2 Kor 5, 21), abyś poprzez Niego mógł nas odnaleźć, ludzkość odrodzoną w niewinności, w której nas stworzyłeś, i w której czynisz nas swoimi dziećmi.

    Pater noster

    Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

    Stacja czwarta: Jezus, Król Chwały

    Z Ewangelii według św. Marka

    Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: „Witaj, Królu Żydowski!” (15, 16-18).

    Z Księgi proroka Izajasza

    Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego (53, 2-4).

    Rozważanie

    Banalność zła. Niezliczona jest liczba mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci, gwałconych, poniżanych, torturowanych, mordowanych, pod całym niebem, w każdej epoce dziejów.

    Nie szukając schronienia w swojej boskiej naturze, Jezus wchodzi w straszliwy orszak cierpienia, które człowiek zadaje człowiekowi. Zaznaje porzucenia poniżonych i najbardziej opuszczonych.

    Ale w czym nam może pomóc cierpienie jeszcze jednego niewinnego?

    Ten, który jest jednym z nas, jest przede wszystkim umiłowanym Synem Ojca, który przychodzi, aby swoim posłuszeństwem wypełnić wszystko, co sprawiedliwe.

    I nagle wszystkie znaki nabierają odwrotnego sensu. Oto słowa i gesty kpin Jego oprawców ujawniają – co jest absolutnym paradoksem – niezgłębioną prawdę: prawdziwej, jedynej królewskości, objawiającej się jako miłość, która nie chce znać nic innego, jak wolę Ojca i Jego pragnienie, aby wszyscy ludzie byli zbawieni. „Nie chciałeś ofiary krwawej ani obiaty. […] Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę; w zwoju księgi o mnie napisano: Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę»” (Ps 40, 7-9).

    Ta godzina Wielkiego Piątku głosi: istnieje tylko jedna chwała na tym świecie i w świecie przyszłym – aby poznać i czynić wolę Ojca. Nikt z nas nie może dążyć do wyższej godności, jak ta, aby być synem w Tym, który stał się dla nas posłuszny aż do śmierci na krzyżu.

    Modlitwa

    Panie nasz Boże, prosimy Ciebie, w tym świętym dniu wypełniającym objawienie, obal w nas i w naszym świecie bożki. Wiesz, jaką mają władzę nad naszymi umysłami i w naszych sercach.

    Obal w nas kłamliwe postacie sukcesu i sławy.

    Obal w nas zawsze pojawiające się na nowo obrazy Boga według naszych myśli, Boga dalekiego, tak odległego od oblicza objawionego w przymierzu i które objawia się dziś w Jezusie, poza wszelkimi oczekiwaniami, ponad wszelką nadzieją. Tego, którego wyznajemy jako „odblask Jego chwały” (Hbr 1, 3).

    Spraw, abyśmy weszli do wiecznej radości, która sprawia, że w Jezusie przyobleczonym w purpurę i ukoronowanym cierniem możemy podziwiać Króla chwały śpiewającego psalm: „Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały!” (24, 9).

    Pater noster

    Bramy, podnieście swe szczyty

    i unieście się, prastare podwoje,

    aby mógł wkroczyć Król chwały!

    Stacja piąta: Jezus niesie krzyż

    Z Księgi Lamentacji Jeremiasza

    Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza, którą doświadczył mnie Pan, gdy gniewem wybuchnął (1, 12).

    Z Psalmu 146

    Szczęśliwy, komu pomocą jest Bóg Jakuba, kto ma nadzieję w Panu, Bogu swoim, […] Pan uwalnia jeńców, Pan przywraca wzrok niewidomym, Pan podnosi pochylonych, […] Pan strzeże przychodniów, chroni sierotę i wdowę, (146, 5.7-8.9).

    Rozważanie

    Na trudnej drodze Golgoty Jezus nie niósł krzyża jako trofeum! W niczym nie przypomina bohaterów naszej wyobraźni, którzy tryumfalnie powalają swoich nikczemnych wrogów.

    Szedł krok po kroku, ciało stawało się coraz cięższe i wolniejsze. Czuł, że Jego ciało było nadwerężone drzewem udręki, nogi przytłoczone ciężarem.

    Z pokolenia na pokolenie, Kościół rozważał tę drogę naznaczoną potknięciami i upadkami.

    Jezus upada, podnosi się, a następnie ponownie upada, raz jeszcze wyrusza w morderczą drogę, zapewne pod ciosami eskortujących Go strażników, bo tak na tym świecie traktuje się, maltretuje skazańców.

    Ten, który podnosił leżących, wyprostował kobietę pochyloną, wyrwał z łoża śmierci córkę Jaira, postawił na nogi wielu przygnębionych, oto dziś pogrążony jest w pyle.

    Najwyższy leży na ziemi.

    Utkwijmy nasze spojrzenie w Jezusie. Poprzez Niego Wszechmogący uczy nas czegoś niewiarygodnego, że jest On równocześnie najbardziej pokornym, gotowym zejść aż do nas, a nawet jeszcze niżej, jeśli to konieczne, aby nikt się nie zagubił w rynsztoku własnej nędzy.

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, zstępujesz w głębię naszej nocy, nie stawiając granic swemu upokorzeniu, bo w nim ogarniasz często niewdzięczną, czasami zdewastowaną ziemię naszego życia.

    Błagamy Cię: spraw, aby Twój Kościół mógł świadczyć, że Najwyższy i Najpokorniejszy to jedno i to samo Twoje oblicze. Pozwól, by niósł wszystkim upadającym dobrą nowinę Ewangelii: nie ma upadku, który mógłby nas wykluczyć z Twojego miłosierdzia; nie ma przegranej, nie ma otchłani tak głębokiej, abyś nie mógł odnaleźć tego, który się zagubił.

    Pater noster

    Oto idę, abym spełniał wolę Twoją, Boże.

    Stacja szósta: Jezus i Szymon z Cyreny

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem (23, 26).

    Z Ewangelii według św. Mateusza

    „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” (25, 37-39).

    Rozważanie

    Jezus potyka się na drodze, Jego plecy zmiażdżone są pod ciężarem krzyża. Ale trzeba kontynuować, iść i iść coraz dalej, bo to Golgota, złowróżbne „miejsce zwane Czaszką”, poza murami miasta, jest celem eskorty przynaglającej Jezusa.

    Przechodził tamtędy w owej chwili człowiek o silnych ramionach. Chyba nie wie, co się dzieje tego dnia. Wraca do domu, nieświadomy całej historii rabbiego Jezusa, gdy został zatrzymany przez strażników, by nieść krzyż.

    Co wiedział o skazańcu, pędzonym przez straże na karę śmierci? Co mógł wiedzieć o Tym, którego „postać była niepodobna do ludzi”, jak oszpeconego sługi Bożego u Izajasza?

    Nic nie wiemy o jego zaskoczeniu, czy początkowej odmowie, litości, jaka go ogarnęła. Ewangelia zachowała tylko pamięć jego imienia: Szymon, rodem z Cyreny. Ale Ewangelia chciała aż do naszych czasów przekazać imię tego Libijczyka i jego skromny gest pomocy, również po to, aby nas nauczyć, że łagodząc cierpienie skazanego na śmierć, Szymon złagodził cierpienie Jezusa, Syna Bożego, który przeciął jego drogę w postaci niewolnika, którą przyjął dla nas, przyjął dla niego, dla zbawienia świata. Choć on o tym nie wiedział.

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, objawiłeś nam, że w każdym ubogim, który jest nagi, uwięziony, spragniony, jesteś Ty obecny pośród nas i to Ciebie przyjmujemy, nawiedzamy, przyodziewamy, Twoje gasimy pragnienie: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35-36). To tajemnica Twego spotkania z naszym człowieczeństwem! W ten sposób docierasz do każdego człowieka! Nikt nie jest wykluczony z tego spotkania, jeśli godzi się być człowiekiem współczucia.

    Przynosimy Tobie jako ofiarę świętą wszystkie akty dobroci, gościnności i poświęcenia, dokonywane codziennie na tym świecie. Racz je uznać za prawdę naszego człowieczeństwa, która przemawia mocniej niż wszystkie gesty odrzucenia i nienawiści. Racz pobłogosławić mężczyzn i kobiety współczucia, którzy Tobie oddają chwałę, nawet jeśli nie potrafią jeszcze wypowiedzieć Twojego imienia.

    Pater noster

    Chryste, któryś umarł za nasze grzechy,

    Chryste Zmartwychwstały, byśmy mieli życie,

    zmiłuj się nad nami.

    Stacja siódma: Jezus i córki jerozolimskie

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! […] Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” (23, 27-28.31).

    Rozważanie

    Nigdy nie brakuje na tym świecie łez, tego płaczu kobiet, który Jezus powierzył córkom Jerozolimy, jako dzieło współczucia.

    Milcząco spływają one po policzkach kobiet. Zapewne jeszcze częściej w sposób niewidoczny, w ich sercu, jako krwawe łzy, o których mówi święta Katarzyna ze Sieny.

    Nie dlatego, jakoby łzy miały być właściwe kobietom, jak gdyby ich losem było bierne i bezradne opłakiwanie, w historii, którą mieliby spisywać mężczyźni.

    W istocie i przede wszystkim ich płaczem jest także i przede wszystkim ten wylewany z dala od wszelkiego spojrzenia i jakichkolwiek celebracji w świecie, w którym jest wiele powodów do płaczu. Płaczu przerażonych dzieci, rannych na polach bitew, którzy przywołają matki, samotnego płaczu chorych i umierających na progu nieznanego. Płaczu zagubienia, spływającego po obliczu tego świata, który został stworzony w pierwszym dniu łzami radości, we wspólnym szczęściu mężczyzny i kobiety.

    Również Etty Hillesum, dzielna kobieta Izraela, która godnie wytrwała w burzy prześladowań nazistowskich, broniąc do końca dobroci życia, szepcze nam do ucha tę tajemnicę, której domyśla się na końcu swej drogi: są takie łzy na obliczu Boga, opłakującego nędzę swoich dzieci, domagające się pocieszenia. W piekle ogarniającym świat, ośmiela się modlić do Boga: „Postaram się Tobie pomóc” – mówi Jemu. Jakże kobieca i jakże Boska to śmiałość!

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, Boże czułości i miłosierdzia, Boże pełen miłości i wierności, naucz nas, byśmy w dniach szczęśliwych nie gardzili łzami ubogich, którzy wołają do Ciebie i proszą nas o pomoc. Naucz nas, byśmy nie przechodzili obok nich obojętnie. Naucz nas mieć odwagę, by płakać razem z nimi. Naucz nas również w nocy naszego cierpienia, naszej samotności i naszych rozczarowań, słuchać słowa łaski, jakie objawiłeś na Górze: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5, 4).

    Pater noster

    Chryste, któryś umarł za nasze grzechy,

    Chryste Zmartwychwstały, byśmy mieli życie,

    zmiłuj się nad nami.

    Stacja Ósma: Jezus z szat obnażony

    Z Ewangelii według św. Jana

    Żołnierze zaś, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części (19, 23).

    Z Księgi Hioba

    „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę” (1, 21).

    Rozważanie

    Poniżone ciało Jezusa zostaje obnażone. Wystawione na spojrzenia szyderstwa i pogardy. Ciało Jezusa poorane ranami i przeznaczone na najwyższą karę ukrzyżowania. Mówiąc po ludzku, co jeszcze można zrobić, jak tylko opuścić wzrok, aby nie powiększać jego hańby?

    Ale Duch przychodzi z pomocą naszemu zagubieniu. Uczy nas rozumienia języka Boga, języka kenozy, tego uniżenia Boga po to, aby dotrzeć do nas tam, gdzie jesteśmy. O tym języku Boga mówi nam prawosławny teolog Christos Yannaras: „Język kenozy: Dzieciątko Jezus nagie w żłobie; rozebrany w rzece, gdy otrzymuje chrzest jako sługa; zawieszony na drzewie krzyża, nagi, jak złoczyńca. Przez to wszystko objawił swoją miłość dla nas”.

    Wchodząc w tę tajemnicę łaski, możemy otworzyć oczy na umęczone ciało Jezusa. Wtedy zaczynamy widzieć to, czego nasze oczy nie mogą zobaczyć: Jego nagość jaśnieje tym samym światłem, jakim promieniała Jego szata w chwili Przemienienia.

    Światłem, które rozprasza wszelką ciemność.

    Nieodpartym światłem miłości aż do końca.

    Modlitwa

    Panie nasz Boże, stawiamy przed Twymi oczyma ogromną rzeszę ludzi, którzy znoszą tortury, przerażające mnóstwo ciał maltretowanych, drżących z niepokoju, gdy nadchodzą ciosy, umierających w nędznych rynsztokach.

    Błagamy, przyjmij ich jęki.

    Zło zostawia nas bez słów i bez pomocy.

    Ale Ty potrafisz to, czego my nie umiemy. Potrafisz znaleźć przejście poprzez chaos i ciemności zła. Potrafisz sprawić, by już w męce Twojego umiłowanego Syna zajaśniało życie zmartwychwstania.

    Przymnóż nam wiary!

    Przedstawiamy Ci również szaleństwo oprawców i tych, którzy wydają im rozkazy. Również ono odbiera nam mowę… Pozostaje tylko modlić się i błagać ze łzami w oczach słowami modlitwy, której nas nauczyłeś: „Zbaw nas od złego”!

    Pater noster

    Chryste, któryś umarł za nasze grzechy,

    Chryste Zmartwychwstały, byśmy mieli życie,

    zmiłuj się nad nami.

    Stacja dziewiąta: Jezus przybity do krzyża

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Gdy przyszli na miejsce, zwane „Czaszką”, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (23, 33-34).

    Z Księgi proroka Izajasza

    Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie (53, 5).

    Rozważanie

    Zaprawdę, Bóg jest tam, gdzie nie powinien być!

    Umiłowany Syn, Święty Boży, jest tym ciałem wystawionym na krzyżu hańby, pozostawionym w niesławie, między dwoma złoczyńcami. Człowiek boleści, od którego ludzie się dystansują. Prawdę mówiąc tak, jak dystansujemy się od wielu ludzi oszpeconych, którzy przecinają nasze ścieżki.

    Słowo Boże, w którym wszystko zostało stworzone, jest jedynie milczącym i cierpiącym ciałem. Brutalność naszego człowieczeństwa zawzięła się na Niego i zwyciężyła.

    Tak, Bóg jest tam, gdzie nie powinien być i gdzie jednak tak bardzo potrzebujemy, aby był!

    Przyszedł, aby dzielić z nami swoje życie. „Weźcie!”, mówił nieustannie, dając uzdrowienie chorym, przebaczenie sercom udręczonym, swoje ciało w wieczerzy paschalnej.

    Ale znalazł się w naszych rękach, na terytorium śmierci i przemocy: tym terenie, który sprawia, że stajemy oniemiali wobec wydarzeń świata, na tym terenie, który wije się w każdym z nas. Dobrze o tym wiedzieli mnisi zabici w Tibhirine, którzy do modlitwy „odbierz im broń”, dodawali błaganie „obierz nam broń!”.

    Trzeba było, aby słodycz Boga nawiedziła nasze piekło, co było jedynym sposobem, by uwolnić nas od zła.

    Trzeba było, aby Jezus Chrystus zaniósł nieskończoną czułość Boga w serce grzechu świata.

    Trzeba było, aby śmierć postawiona wobec życia Boga, ustąpiła i została pokonana, jak wróg, który znalazł kogoś silniejszego od siebie i rozpływa się w powietrzu.

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, przyjmij nasze milczące uwielbienie.

    Podobnie, jak królowie, którzy pozostają bez słowa w obliczu dzieła Sługi objawionego przez proroctwo Izajasza (por. 52,15), stajemy osłupiali wobec Baranka ofiarowanego za życie nasze i za życie świata. Wyznajemy, że Twymi ranami zostaliśmy uzdrowieni. „Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył? […] Złożę ofiarę pochwalną i wezwę imienia Pańskiego” (Ps 116, 12.17).

    Pater noster

    Chryste, któryś umarł za nasze grzechy,

    Chryste Zmartwychwstały, byśmy mieli życie,

    zmiłuj się nad nami.

    Stacja dziesiąta: Jezus wyszydzony na krzyżu

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: „Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym”. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: „Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie”.

    Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: „To jest Król Żydowski”! Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas” (23, 35-39).

    „ Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. […] Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: […] [aniołowie] na rękach nosić Cię będą” (4, 3.9-11).

    Rozważanie

    Czyż Jezus nie mógł zejść z krzyża? Ledwie ośmielamy się zadać sobie to pytanie: czyż Ewangelia nie wkłada je w usta bezbożnych?

    A jednak ono nas prześladuje, o ile wciąż jesteśmy częścią świata pokusy, której Jezus stawił czoło podczas czterdziestu dni na pustyni, będących preludium i początkiem Jego posługi: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem, rzuć się w dół ze świątyni, bo Bóg czuwa nad tym, kto jest Jego przyjacielem”. Na tyle jednak, na ile ochrzczeni w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, idziemy za Nim Jego drogą, wyzwania Złego nie mają nad nami już władzy, są zredukowane do zera, ich kłamstwo jest zdemaskowane.

    Wówczas odkrywamy nieodpartą konieczność, owego „trzeba było” (Łk 24, 26), którego Jezus cierpliwie i żarliwie nauczał tych, którzy podążali drogą do Emaus.

    „Trzeba było”, aby Chrystus wszedł w to posłuszeństwo i tę niemoc, aby nas ogarnąć w niemocy, w którą wepchnęło nas nasze nieposłuszeństwo.

    W ten sposób zaczynamy rozumieć, że „Jedynie cierpiący Bóg może zbawić”, jak napisał pastor Dietrich Bonhoeffer kilka miesięcy przed tym, gdy został zamordowany, gdy dogłębnie doświadczając mocy zła, mógł podsumować w tej prostej i oszałamiającej prawdzie wyznanie wiary chrześcijańskiej.

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, któż nas wyzwoli od pułapek władzy według ducha świata? Któż nas wyzwoli od tyranii kłamstwa, którą każą nam wychwalać możni, byśmy sami uganiali się z kolei za fałszywą chwałą?

    Tylko Ty możesz nawrócić nasze serca.

    Tylko Ty możesz sprawić, byśmy pokochali ścieżki pokory.

    Tylko Ty…, który nam objawiasz, że jeśli jest jakieś zwycięstwo, to tylko w miłości, a cała reszta to tylko słoma, którą rozwiewa wiatr, ułuda, która zanika przed prawdą.

    Prosimy cię Panie, rozprosz kłamstwa, które dążą do panowania nad naszymi sercami i nad światem.

    Spraw, byśmy żyli zgodnie z Twoimi drogami, aby nasz świat rozpoznał moc krzyża.

    Pater noster

    Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

    Stacja Jedenasta: Jezus i Jego Matka

    Z Ewangelii według św. Jana

    A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (19, 25-27).

    Rozważanie

    Również Maryja doszła do końca drogi. Nadszedł ten dzień, o którym mówił starzec Symeon, kiedy wziął Dzieciątko w objęcia swych trzęsących się rąk, a jego dziękczynienie przeszło w tajemnicze słowa, łączące w sobie dramat i nadzieję, cierpienie i zbawienie.

    „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34-35).

    Już nawiedzenie anioła sprawiło, że w jej sercu zabrzmiała niewiarygodna zapowiedź: Bóg wybrał jej życie, aby rozwijała się nowina obiecana Izraelowi, „to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało” (1 Kor 2, 9 ; por. Iz 64, 3). A Ona zgodziła się na ten Boski plan, który zacznie wstrząsać jej ciałem i który będzie następnie towarzyszył w nieprzewidywalny sposób Synowi zrodzonemu z jej łona.

    Podczas tak zwyczajnych dni Nazaretu, a następnie w okresie życia publicznego, kiedy trzeba było ustąpić miejsca innej rodzinie – rodzinie uczniów, tych obcych, z których Jezus uczynił sobie braci, siostry, matki, zachowywała Ona te sprawy w swoim sercu. Powierzyła je wielkiej cierpliwości swej wiary.

    Dziś jest czas wypełnienia. Ostrze, które przebiło bok Syna, przeniknęło

    również Jej serce. Także Maryja zanurza się w ufność bez wsparcia, w której Jezus dogłębnie żyje posłuszeństwem Ojcu.

    Stojąc, nigdy nie dezerteruje. Stabat Mater. W mroku, ale z pewnością wie, że Bóg dotrzymuje obietnic. W mroku, ale z pewnością wie, że Jezus jest obietnicą i jej wypełnieniem.

    Modlitwa

    Maryjo, Matko Boga i niewiasto z naszego plemienia, Ty, która macierzyńsko rodzisz nas w Tym, któregoś zrodziła, podtrzymuj w nas wiarę w godzinach ciemności, naucz nas nadziei wbrew nadziei.

    Strzeż całego Kościoła w wiernej czujności, takiej jaką była Twoja wierność, pokornie posłuszna Bożym myślom, które pociągają nas tam, gdzie nie sądziliśmy, że pójdziemy, które nam towarzyszą poza wszelkie przewidywania, ku dziełu zbawienia.

    Pater noster

    Salve, Regina, Mater Misericordiae;

    Vita, dulcedo et spes nostra, salve.

    Stacja dwunasta: Jezus umiera na krzyżu

    Z Ewangelii według św. Jana

    [Jezus] rzekł: „Pragnę”. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: „Wykonało się!” I skłoniwszy głowę oddał ducha. […] Gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli (19, 28-30.33-35).

    Diego Velazquez via Wikipedia Public Domain

    Rozważanie

    Teraz wszystko się dokonało. Misja Jezusa osiągnęła swój kres. Wyszedł od Ojca dla misji miłosierdzia. Została ona wypełniona z wiernością, która posunęła się do skrajnej miłości. Wszystko się dokonało. Jezus oddaje swego ducha w ręce Ojca.

    Pozornie to prawda, wydaje się, że wszystko jest pogrążone w milczeniu śmierci, które zstępuje na Golgotę i trzy wzniesione krzyże. W ów dobiegający końca dzień męki cóż może zrozumieć ktoś przechodzący tą drogą, jak nie klęskę Jezusa, upadek nadziei, która wielu ludziom dodawała otuchy, pocieszała ubogich, stawiała na nogi poniżonych, dawała uczniom do zrozumienia, że nadszedł czas, w którym Bóg zrealizuje obietnice zapowiedziane przez proroków. To wszystko zdawało się stracone, zniszczone, zawaliło się.

    Oto jednak, pośród wielkiego zawodu, ewangelista Jan kieruje nasze oczy na drobny szczegół i uroczyście się nad nim zatrzymuje. Woda i krew wypływają z boku Ukrzyżowanego. Zdumiewające! Rana otwarta włócznią żołnierza pozwala, by wypłynęła woda i krew, mówiące nam o życiu i narodzinach.

    Przesłanie jest bardzo dyskretne, ale bardzo wymowne dla serc, które mają odrobię pamięci. Z ciała Jezusa wytryskuje źródło, które prorok widział, gdy wypływało ze świątyni. Źródło, które rośnie i staje się potężną rzeką, której wody uzdrawiają i czynią płodnym to wszystko, co napotykają na swej drodze. Czyż Jezus nie nazwał kiedyś swego ciała nową świątynią? A „krew przymierza” towarzyszy wodzie. Czyż Jezus nie mówił o swoim ciele i swojej krwi jako pokarmie dla życia wiecznego?

    Modlitwa

    Panie Jezu, w tych świętych dniach tajemnicy paschalnej odnów w nas radość naszego chrztu.

    Gdy kontemplujemy wodę i krew wypływające z Twego boku, naucz nas rozpoznawać, z jakiego źródła zrodzone jest nasze życie, z jakiej miłości zbudowany jest Kościół, dla jakiej nadziei, którą mamy dzielić w świecie, nas wybrałeś i posłałeś.

    Tutaj jest źródło życia, które obmywa cały wszechświat, tryskające z rany Chrystusa. Niech nasz chrzest będzie dla nas jedyną chwałą, w dziękczynieniu, pełnym zadziwienia.

    Pater noster

    Baranek zabity jest godzien

    wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo,

    na wieki wieków.

    Stacja trzynasta: Jezus zdjęty z krzyża

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    [Józef z Arymatei] zdjął je [Ciało] z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany (23, 53).

    Rozważanie

    Gesty troski i czci dla sprofanowanego i upokorzonego ciała Jezusa. Niektórzy mężczyźni i kobiety są u stóp krzyża. Józef, pochodzący z Arymatei, człowiek „dobry i sprawiedliwy” (Łk 23, 50), który poprosił Piłata o ciało Jezusa – przytacza św. Łukasz; Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy – dodaje św. Jan; oraz niektóre kobiety, które, uporczywie wierne, obserwują.

    Kontemplacja Kościoła zechciała do nich dołączyć Maryję Pannę, która prawdopodobnie też była w tej chwili obecna.

    Maryja, litościwa Matka biorąca w swe ramiona ciało zrodzone z Jej ciała, któremu czule, dyskretnie towarzyszyła na przestrzeni lat jako matka, która zawsze troszczy się o swego syna.

    Teraz jest to ogromne ciało, które obejmuje na miarę swojego bólu, na miarę nowego stworzenia, biorącego swój początek z męki miłości, która przeniknęła serce Syna i serce Matki.

    W wielkim milczeniu, które zstąpiło po wrzaskach żołnierzy, kpinach przechodniów i wrzawie ukrzyżowania, nadeszła pora na gesty łagodności, czułego szacunku. Józef układa ciało, które powierza się jego ramionom. Owija je prześcieradłem, składa w zupełnie nowym grobie, który oczekuje na swego gościa w ogrodzie tuż obok.

    Jezus został wyrwany z rąk swoich zabójców. Teraz, w śmierci, znajduje się w rękach czułości i współczucia.

    Przemoc morderców odpłynęła bardzo daleko. Na miejsce egzekucji powróciła łagodność.

    Łagodność Boga i tych, którzy do niego należą, tych serc łagodnych, którym Jezus pewnego dnia obiecywał, że posiądą ziemię. Pierwotna łagodność stworzenia i człowieka na obraz Boga. Łagodność kresu, kiedy zostanie otarta każda łza, gdy wilk zamieszka wraz z barankiem, bo poznanie Boga obejmie wszelkie ciało (por. Iz11, 6.9).

    Pieśń do Maryi

    O Maryjo, nie płacz już: Twój syn, a nasz Pan, zasnął w pokoju. A jego Ojciec w chwale otwiera drzwi życia!

    O Maryjo, raduj się: Jezus zmartwychwstały pokonał śmierć!

    Pater noster

    W Twoim pokoju, Panie, kładę się i zasypiam;

    Gdy się budzę: jesteś moim wsparciem.

    Stacja czternasta: Jezus w grobie i kobiety

    Z Ewangelii według św. Łukasza

    Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu (23, 55- 56).

    Rozważanie

    Kobiety odeszły. Nie ma już Tego, któremu towarzyszyły, idąc wytrwale i służąc Mu na drogach Galilei. Dziś wieczorem zostawia im jedynie wyryty w nich obraz swego grobu i całunu, gdzie teraz spoczywa, by im towarzyszył. Ubogie i cenne wspomnienie nabrzmiałych dni, które minęły. Samotność i milczenie. Co więcej, zbliża się szabat, który wzywa Izraela do zaprzestania pracy, tak jak uczynił to Bóg, gdy zostało zakończone dzieło stworzenia, dokonane pod Jego błogosławieństwem.

    O inne spełnienie dziś idzie, do tej pory ukryte i nieprzeniknione. Szabat, w którym trzeba dziś pozostawać w bezruchu, w skupieniu serca i pamięci pokrytej łzami. Przygotowują także wonności i olejki, którymi jutro wczesnym rankiem oddadzą swój ostatni hołd Jego ciału.

    Ale czy poprzez ten gest, przygotowują się jedynie do zabalsamowania swej nadziei? A jeśli Bóg przygotował na ich troskę odpowiedź, której nie mogą nawet przewidzieć, wyobrazić sobie, przeczuć… Odkrycie pustego grobu…, zapowiedź, że już Go tutaj nie ma, bo przełamał bramy śmierci…

    Modlitwa

    Panie, nasz Boże, racz zobaczyć i błogosławić wszystkie gesty kobiet, oddające na tym świecie cześć kruchości ciał, które otaczają łagodnością i pietyzmem.

    A nas, którzy towarzyszyliśmy Tobie na tej drodze miłości, aż do końca, racz zachować, wraz z kobietami z Ewangelii, na modlitwie i w oczekiwaniu, o których wiemy, że zostaną spełnione w zmartwychwstaniu Jezusa, do którego świętowania w radości nocy paschalnej przygotowuje się Twój Kościół.

    Pater noster

    Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen!

    Droga Krzyżowa w czasie korona-wirusa. Rozważania ks. prof. Pawła Bortkiewicza


    Droga Krzyżowa w czasie koronawirusa. Rozważania ks. prof. Pawła Bortkiewiczafot. pixabay.com/Creative Commons CC0/aitoff


    W wielkopostnych rozważaniach Drogi Krzyżowej, ks. prof. Paweł Bortkiewicz zachęca, aby nie zmarnować trudnego czasu epidemii koronawirusa. „On może wydawać się przekleństwem, ale może okazać się niepowtarzalnym odkryciem. (…) Może być doświadczeniem żywego Boga” – podkreśla kapłan we wprowadzeniu do rozważań.

    DROGA KRZYŻOWA W CZASIE KORONAWIRUSA

    WPROWADZENIE

    Każda droga krzyżowa jest wchodzeniem w obszar tajemnicy nieprawości i tajemnicy miłosierdzia. Każda droga jest naszą rekompensatą za tamtą drogę w samotności naszego Pana. On przecież szedł w tej drodze sam. Przed nim był kres tej drogi i kres życie. A wokół bezsilność, tych, którzy kochali, nienawiść tych, których On kochał, obojętność tych, co potrzebowali miłości.

    Zazwyczaj myślimy o tej samotności Pana naszego Jezusa Chrystusa bardzo teoretycznie. W tym roku jest chyba inaczej. Każdy z nas jest na swojej drodze krzyżowej w dużej mierze sam. Jesteśmy ze swoimi obawami. Konkretnymi. O życie, o pracę, o przyszłość, o szkołę, o powrót do normalności.

    Zechciejmy przejść tę drogę w naszych sercach, w naszych domach. Potrzebujemy dziś solidarności. Krzyż jest znakiem solidarności, Jest napiętnowaniem samotnością, ale też łączy ludzi cierpiących.

    To wyjątkowa droga. Samotnie nią idziemy. Ale zarazem Pan jest tak blisko nas.

    Przez dotyk krzyża czujemy Jego Ciało, słyszymy Jego pulsujące serce.

    Zechciejmy prosić w tym nabożeństwie Boga o to, abyśmy nie zmarnowali tego trudnego czasu. On może wydawać się przekleństwem, ale może okazać się niepowtarzalnym odkryciem, więcej doświadczeniem tego, co najcenniejsze w nas. Może być doświadczeniem żywego Boga.

    I – Pan Jezus skazany na śmierć

    Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: Oto król wasz! A oni krzyczeli: Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! Piłat rzekł do nich: Czyż króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Poza Cezarem nie mamy króla. (J 19,13-15)

    **

    Wszystko rozpoczyna się od odwrócenia porządku świata. Bóg staje przed sądem człowieka, Ten, który daje życie, otrzymuje śmierć. Ten, który jest Prawdą, zostaje zakłamany. Ten, który wyzwala od lęku, zostaje skazany na śmierć z obawy przed utratą władzy…

    Żyliśmy i żyjemy, tak, jakby Bóg nie istniał. Odrzucony, skazany, zapomniany…

    Powiedzieć, że przypomniał o sobie? Usłyszymy – nie należy tak mówić, nie należy wiązać tego, co się dzieje z gniewem Bożym, z karą Bożą…

    Dobrze, nie mówmy… Ale pomyślmy, dlaczego zapomnieliśmy, że nie lękać się to znaczy otworzyć drzwi Chrystusowi… Dlaczego tak trudno było, a może wciąż jest uwierzyć, że zamknięcie drzwi, to skazanie siebie na życie w lęku…

    Za tych, którzy nie widzą znaków, które nam dajesz, byś otworzył im oczy i uszy, byś rozbudził ich i nasze sumienia

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    II – Pan Jezus bierze krzyż

    Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. Zabrali zatem Jezusa. A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. (J 19,16-17)

    **

    Zabrali Go, ale On sam wziął krzyż. Nie przymuszony. Bo taka jest decyzja miłości. My zostaliśmy przymuszeni do tego krzyża. Do cierpienie, ograniczeń, rygorów… Czujemy, że jesteśmy spętani, przygnieceni… Ktoś się zżyma, ktoś protestuje, ktoś krytykuje…

    A ja? Jak reaguję na ten krzyż nałożony?

    Czasem szukam i wybieram sobie umartwienia, modlitwy, pobożności… Tutaj dana mi została lekcja wolności i miłości. Trudna, ale najlepsza. Od Boga…

    Za tych, którym szczególnie ciężko w tym czasie, za tych, którzy zmagają się z ciężarem krzyża

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    III – Pierwszy upadek

    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. (Mt 11,28-29)

    **

    Pierwszy upadek… Oczekiwany? Spodziewany? A może mimo wszystko zaskakujący? Ale on przychodzi, jak kryzys w godzinie próby.

    Co znaczy być w takim momencie cichym i pokornym? Jezus nie odpowiada, nie wygłasza kazań. Podnosi się i idzie. Nie lekceważy ciężaru, teraz dodatkowo pouczony o jego realności. Ale idzie w milczeniu i prawdzie własnych sił i własnej słabości… Idzie, i to przecież nas koi…

    Za tych, którzy złorzeczą, skarżą się i protestują, za tych, którzy w swojej ciszy nie milczą, ale zasklepiają się w zastygłym lęku i bólu…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    IV – Spotkanie z Matką Bolesną

    Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. (Łk 2,34-35)

    **

    Matka staje na Jego drodze. Ona zresztą nie stała, Ona szła. Ona podtrzymywała Go pod ramię, niosła Jego krzyż cała sobą, ponad swoje siły…

    W sytuacji, w której się znaleźliśmy, i w której pewnie jeszcze będziemy – warto odkryć, że Ona jest z nami, Matka Bolesna, Maryja, Uzdrowienie chorych, Matka naszej nadziei… I Matka o wielu innych imionach, bo wszystkie one składają się na to jedno słowo „matka”.

    Zawierzmy Jej ten czas, i ból, i choroby, i słabnącą nadzieję…

    Ona jest, idzie z nami, ratuje…

    Za tych, którzy wspierają się w swoich rodzinach, za matki i ojców opiekujących się dziećmi, za dzieci troszczące się o rodziców, o dziadków, za umacnianą miłość rodzinną…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    V – Pomoc Szymona Cyrenejczyka

    Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem. (Łk 23,26)

    **

    Ten krzyż został nie podjęty, ale nałożony pod przymusem, pod presją… Ale stał się znakiem zbawienia. Wciąż może nas zadziwiać los Aleksandra i Rufusa, należących do pierwszej generacji chrześcijan, a zarazem synów Szymona… Może nas zadziwiać los lekarza z Lombardii, zadeklarowanego ateisty, który po tym, jak doszedł do granic człowieczeństwa i ludzkich możliwości, szuka pomocy u Pana i mówi o tym światu… Może nas zadziwiać świadectwo wielu niewierzących, którzy szukają na kolanach pomocy u Boga i z niezrozumieniem, co się w nich samych dzieje, mówią o tym światu…

    Za tych, którzy odnajdują w tych dniach swoje zapomniane drogi do Boga…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    VI – Weronika – Twarz cierpiącego Chrystusa

    Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. (J 1,29)

    **

    Ta droga jest jednym aktem cierpienia i bólu. Jest drogą samotną, drogą, w której mimo wszystko idzie się samemu. Ale przecież niedobrze jest człowiekowi być samemu… Wierzymy, jesteśmy przekonani, że Bóg i w tym momencie dziejów uczynił pomoc Synowi Człowieczemu… Ta kobieta z tłumu spontanicznie, kierowana odruchem serca otarła Twarz Najświętszą.  A wtedy uniosła w rękach cudowne Oblicze, w rękach zatrzymała Tego, który był więcej niż imago Dei, obrazem Boga, był najdoskonalszym obrazem Boga niewidzialnego…

    Dziś ten gest jest powtarzamy w tysiącach gestów miłości i odwagi lekarek, lekarzy, pielęgniarek, służby zdrowia…  Ci ludzie wychodzą do człowieka cierpiącego, a odbierają samego Boga

    Za tych, którzy poświęcają swoje zdrowie, siły, życie rodzinne, życie własne, by pomóc w czasie pandemii

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    VII – Drugi upadek

    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. (J 12,24)

    **

    Drugi upadek nie wskazuje już na przypadek. Nie jest wypadkiem, jest upadkiem, konsekwencją kondycji, zmęczenia, wyniszczenia… Jest znakiem złego rokowania. Jest zapowiedzią tego, że ludzkie życie jest bytowaniem ku śmierci… Jest wdzierającą się pokusa wyboru rozpaczy – zostać i leżeć, czekając na koniec… Ale Jezus wstaje, by przypomnieć, że w takich sytuacjach On jest nadzieją. Nadzieją powstania i nadzieją życia.

    Za tych, którzy niosą pociechę duchową w czasie pandemii, za kapelanów szpitalnych, za księży, za siostry zakonne, za towarzyszących ze słowem nadziei i gestem miłości…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    VIII – Współczucie niewiast

    A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym? (Łk 23,27-31)

    **

    Naturalnym odruchem jest współczucie, litość, użalanie się nad tym, kto jest dotknięty nieszczęściem, cierpieniem. Naturalną jest chęć pociechy i pomocy, jeśli ie fizycznej, to duchowej…

    Tak, to jest naturalne i zrozumiale. Ale przecież cała ta sytuacja nieszczęścia ma jakieś swoje przyczyny.  Cierpienie Chrystusa jest wywołane koniecznością odkupienia ludzkich, naszych grzechów… To, co nas spotyka jest być może znakiem odrzucenia Boga w naszym świecie, życia tak, jakby On nie istniał, wiary we wszechmoc technologii. Na pewni jest znakiem, domagającym się przemiany naszego życia..

    Za tych, którzy czują się bezradni w obliczu choroby, zarazy, śmierci, za tych, którzy szukają słów pocieszenia i szukają zrozumienia…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    IX – Trzeci upadek

    Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. (J 11,51-52)

    **

    Upadek Jezusa w jakimś stopniu gromadzi różnych ludzi. Ten upadek obserwują z niepokojem wykonawcy wyroku. Przedwczesna śmierć zniszczyłaby cały spektakl. Ten upadek widzą Bliscy Jezusa, Może nie mogą podejść i pomóc, ale przecież są najbliżej Niego, On jest w nich, a oni są w Nim. Ten upadek widzi Szymon i może nie czuje już potrzeby uwolnienia, może czuje potrzebę szczerej solidarności…

    To, czego doświadczamy może złączyć, nawet jeśli z różnych racji i różnych pobudek. Ale nie ma większego znaku jedności, jak krzyż Jezusa…

    Za tych, którzy jednoczą się w dziele pomocy chorym i ich bliskim…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    X – Obnażenie z szat

    Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć. Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili żołnierze. (J 19,23-24)

    **

    Obnażenie z szat, to nie tylko czynność techniczna, to część wyroku. To odarcie człowieka z jego godności, to pozbawienie intymności, odarcie, które jest tez jakby uprzedmiotowieniem, wystawieniem ciała ludzkiego i człowieka zarazem jak towaru. Protestujemy w imię haseł „godność”, „prywatność”, a zarazem promujemy nieczystość. I oto teraz przeżywamy swoiste purgatorium, oczyszczenie, katharsis… Bo trzeba respektować czystość, by żyć…

    Za tych, którzy mają odwagę żyć w czystości w czasach codzienności, nie tylko w warunkach przymuszenia…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    XI – Przybicie do krzyża

    Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął. Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: Król żydowski. Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. (Mk 15,23-27)

    **

    Przybity do krzyża, unieruchomiony. Bezradny. A zarazem tak wiele jeszcze może uczynić. I uczyni. Odpuści, tym, którzy nie wiedzą co czynią, Wprowadzi dobrego łotra do raju, przekaże to, co Mu jeszcze zostało – Matkę i ucznia, ukaże sens cierpienia, powie, że pragnie miłości, zostawi nam na wieki ars moriendi, sztukę umierania…

    W tych dniach, wśród wielu ludzi jest poczucie bezsilności, bezradności, niemocy… A może to właśnie pośród tej niemocy objawia się najpełniej moc Boga?

    Za tych, którzy do końca służą i towarzyszą cierpiącym i ich rodzinom…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    XII – Śmierć na krzyżu

    Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mk 15,34; Mt 27,46)

    Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. (Łk 23,34)

    Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju. (Łk 23,43)

    Niewiasto, oto syn Twój. Oto Matka twoja. (J 19,26-27)

    Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę. (J 19,28)

    A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się!

    I skłoniwszy głowę oddał ducha. (J 19,30)

    **

    Jezus umiera odarty z prywatności, umiera w samotności, która najdotkliwiej wyrazi się w Jego skardze – Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił?… Jezus umiera zarazem w bliskim otoczeniu przypadkowych ludzi. Jednemu z nich pomaga. Jest też pomocą dla drugiego. Lecz ten ową pomoc ignoruje.

    Akt umierania to niezwykła tajemnica. To zderzenie wolności, lęku, nadziei, wiary, to pokusa wyboru rozpaczy, to zamknięcie się w sobie i zarazem możliwość zapomnienia o sobie i otwarcua na drugich…

    To tajemnica, która wprowadza wprost do Boga…

    Za konających…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    Od powietrza, głodu, ognia i wojny

    Wybaw nas Panie!

    Od nagłej i niespodzianej śmierci

    Zachowaj nas Panie!

    My grzeszni Ciebie Boga prosimy

    Wysłuchaj nas Panie!

    XIII – Otwarte serce

    Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. (J 19,31-34)

    **

    Wszystko to mogło wydawać się ostateczną porażką, więcej – klęską. Śmierć została potwierdzona nader dotkliwie. Nie złamano goleni, które były sprawdzianem śmierci w sytuacji wątpliwości, czy skazaniec tylko omdlał, czy skonał. Przebito serce. Wypłynęły z niego krew i woda. I tak zrodziło się życie Kościoła, tak odczytaliśmy potwierdzenie nieskończonego miłosierdzia.

    Ten czas próby, cierpienie, śmierci, bólu i żałoby może być też czasem odrodzenia do nowego życia, przywrócenia Bogu właściwego Mu miejsca, przejściem od lęku do bojaźni Bożej. Od nas tylko zależy, jak ten czas przeżyjemy…

    Za nas wszystkich, byśmy przyjęli ten czas trudny i bolesny jako znak wzywający do przemiany życia…

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    XIV – Złożenie do grobu

    Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Był to dzień Przygotowania i zapalono już światłą szabatu. Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu. (Łk 23,50-56)

    **

    Pochówek jest aktem, który zdaje się coś definitywnie zamykać. To oczywistość. Ale nieoczywiste jest to, że tamten grób w Jerozolimie, i tamten zatoczony kamień, nie zamknął opowieści życia. Otworzył jej nowy rozdział – zmartwychwstanie…

    Za tych, którzy doświadczają w tych dniach żałoby, o wiarę w zmartwychwstanie, o umocnienie nadziei życia

    Święty Boże, Święty mocny,

    Święty a Nieśmiertelny

    Zmiłuj się nad nami.

    Od powietrza, głodu, ognia i wojny

    Wybaw nas Panie!

    Od nagłej i niespodzianej śmierci

    Zachowaj nas Panie!

    My grzeszni Ciebie Boga prosimy

    Wysłuchaj nas Panie!

    ZAKOŃCZENIE

    **

    Bóg jest zawsze po stronie cierpiących. Jego wszechmoc objawia się właśnie w tym, że dobrowolnie przyjął cierpienie. Mógł nie przyjąć. Mógł okazać swoją wszechmoc nawet w momencie ukrzyżowania. Przecież mu to proponowano: “Zstąp z krzyża a uwierzymy Ci” (por. Mk 15, 32). Nie przyjął tej propozycji. To, że pozostał do końca na krzyżu, to, że na tym krzyżu mógł powiedzieć do Boga tak, jak wszyscy cierpiący: “Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34) – właśnie to pozostało w dziejach człowieka jako najsilniejszy argument. Gdyby zabrakło tego konania na krzyżu, prawda że Bóg jest Miłością zawisłaby w jakiejś próżni. […]

    Ostateczna wymowa Wielkiego Piątku jest taka: człowieku, który sądzisz Boga, który każesz Mu się usprawiedliwić przed twoim trybunałem, pomyśl o sobie, czy to nie ty jesteś odpowiedzialny za śmierć Tego Skazańca, czy sąd nad Bogiem nie jest ostatecznie sądem nad sobą samym? Czy ten sąd i wyrok – krzyż a potem zmartwychwstanie – nie pozostanie dla ciebie jedyną drogą zbawienia?

    (św. Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei)

    Panie Jezu Chryste, Ty, który wydałeś się na śmierć,

    przyjąłeś niesprawiedliwy wyrok,

    podporządkowałeś się złej ludzkiej wolności, w imię miłości do człowieka,

    o zawisłeś na krzyżu w ekstremalnym cierpieniu, osamotnieniu, pragnieniu miłości,

    spójrz na nasz czas, porażonej nadziei, strachu i samotności,

    na czas epidemii i bezradności,

    czas izolacji, cierpienia, śmierci i żałoby

    o przyjdź nam z pomocą,

    Ty, który jesteś Odkupicielem człowieka.

    MODLITWA O ZAPRZESTANIE ROZPOWSZECHNIANIA SIĘ EPIDEMII KORONAWIRUSA


    Ojcze nasz, pełni ufności prosimy Ciebie,

    aby koronawirus nie siał więcej zniszczeń

    i aby udało się jak najszybciej opanować epidemię.

    Prosimy, abyś przywrócił zdrowie zakażonym

    i pokój miejscom, do których koronawirus już dotarł.

    Przyjmij tych, którzy zmarli na skutek tej choroby,

    oraz pociesz ich rodziny.

    Wspieraj i chroń personel medyczny zwalczający wirus,

    inspiruj i błogosław tym, którzy starają się opanować sytuację.

    Panie Jezu, lekarzu naszych dusz i ciał,

    czujemy się bezradni

    w tej sytuacji ogólnoświatowego zagrożenia,

    ale ufamy Tobie,

    i prosimy udziel nam pokoju i zdrowia.

    Matko Boża, chroń nas i opiekuj się nami,

    i prowadź nas w miłości do Twojego Syna, Jezusa.

    Amen.

    Ks. prof. Paweł Bortkiewicz SChr./PCh24.pl

    Droga Krzyżowa – rozważania ks. Piotra Pawlukiewicza
    Przyjacielu, po coś przyszedł?…
    Przyjacielu, po coś przyszedł?…
    Przyjacielu, po coś przyszedł?…


    To Chrystusowe pytanie skierowane do Judasza było ostatnimi słowami Zbawiciela, jakie wypowiedział przed swoim pojmaniem i uwięzieniem. Zanim rozpoczniemy Drogę Krzyżową w tym uświęconym miejscu, stańmy wobec tych słów: Przyjacielu, po coś przyszedł? Dlaczego podjąłeś trud podróży? Krzyż jest zgorszeniem, głupstwem, porażką. Na pewno chcesz iść za zgorszeniem, głupstwem i porażką? Nosimy krzyżyki na łańcuszkach, wieszamy je w domach, szkołach, szpitalach i nierzadko potem pod tymi krzyżami przeklinamy, że coś się nam nie powiodło, że nie poszło po naszej myśli, że ktoś nas odrzucił. Mówimy o krzyżu, śpiewamy o krzyżu, a kiedy przychodzi, często jesteśmy zaskoczeni i oburzeni.

    Przyjacielu, po coś przyszedł?
    Kto z nas jest godny stanąć przy krzyżu…?
    Kto z nas jest godny stanąć przy krzyżu….?
    Czy mamy wrócić do domów?
     
    Jezus zapytał kiedyś swoich uczniów: Czy możecie pić kielich, który ja mam pić? I sam odpowiedział: Kielich mój pić będziecie. Tak powiedział swoim uczniom. Uczniowie dostąpią uczestnictwa w tajemnicy krzyża. Tylko uczniowie. Idźmy więc, za krzyżem. Pokorni, uważni, skupieni. Idźmy na kolejną lekcję miłości.   
                                            
    STACJA I – PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

    Przekonywano kiedyś, że wśród nas najwięcej lekarzy, bo każdy zna się po swojemu na chorobach i ich leczeniu. Ale to błąd. Stokroć więcej wśród nas sędziów. Ktoś zajechał samochodem drogę – to prymityw. Ktoś źle załatwił sprawę – jest beznadziejny. Ktoś ma inne poglądy – jest całkiem bezsensowny. To już nie sądy dwudziestoczterogodzinne. To sądy dwudziestoczterosekundowe. Spojrzenie. Odruch. Wyrok. A Chrystus tak mocno podkreślał: Nie sądźcie! Bo tylko Bóg przenika i zna człowieka. Każde sądzenie brata jest pychą. A pycha ludzka jest tak wielka, że człowiek porwał się, by sądzić Boga. Ślepy Piłat osądzał Syna Bożego. Ten człowieczek chciał sądzić „światłość ze światłości”. Ziarno piasku z dna morza chciało ogarnąć ocean.

    Piłat może i starał się uwolnić Jezusa, ale ten tłum tak bardzo domagał się wyroku. Może ktoś mówić: w zasadzie to staram się być chrześcijaninem, ale ten tłum wokół mnie tak głośno krzyczy o antykoncepcji, o eutanazji, o aborcji, o in vitro. Oni tak głośno krzyczą u mnie w biurze, na uczelni, w firmie, że ja milczę i dyskretnie umywam ręce.

    Nie umyli rąk, liczni w dziejach ludzkości, uczniowie Jezusa. Od wieków poznaje się ich po czystych dłoniach. Oni, tak jak Chrystus, nie wydali wyroku. Oni go przyjęli.   

    STACJA II – PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

    Jezus w swoim nauczaniu wyjaśniał ludziom wiele kwestii, ale nie udzielił odpowiedzi na najbardziej nurtujące człowieka pytanie: dlaczego krzyż, dlaczego cierpienie?
    Ks. Jan Twardowski napisał kiedyś taki krótki wiersz:

    Dlaczego krzyż?
    Uśmiech.
    Rana głęboka
    Widzisz,
    to takie proste
    kiedy się kocha.


    Nie zrozumie krzyża egoista, człowiek szukający tylko swoich spraw. Będzie krzyż przeklinał i odrzucał. Zamknięte pozostaną dla niego słowa Zbawiciela mówiące o słodkim jarzmie i lekkim brzemieniu. Nazwie je nielogicznymi.

    Dawno temu naukowcy zauważyli, jak małe ptaszki wyruszając w drogę przez morze chwytają w dziób niewielkie gałązki. Dlaczego to czynią? – zastanawiano się. Przecież to utrudnia im lot. Przecież to dla nich poważne obciążenie. Zagadka się rozwiązała, kiedy spostrzeżono, iż te Boże stworzenia, znużone wielogodzinną podróżą rzucają gałązkę na powierzchnię morza, siadają na niej, odpoczywają, a potem kontynuują swoją wędrówkę.

    A może nam w życiu bywa tak ciężko, ponieważ nieustannie zabiegamy o to, by było nam lekko?
    Ks. Jan Twadrowski napisał jeszcze kiedyś, że krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej…  

    STACJA III – PAN JEZUS PO RAZ PIERWSZY UPADA

    Są trzy takie stacje na drodze krzyżowej, które nazywają się 
    upadek Jezusa. Ale one powinny się nazywać powstanie Jezusa. Bo to, że upadał, to tylko wyczerpanie, zmęczenie mięśni, utrata równowagi. To, że powstał, to czysta miłość. Dziś świat fascynuje się upadkami człowieka. Ludzie chcą podejrzeć grzech, pokazać grzech. Z detalami, z różnych ujęć. A wszystko w imię przekonania: taka jest prawda, tacy jesteśmy. Księga Apokalipsy mówi, że imię szatana to oskarżyciel, bo on dzień i noc oskarża braci naszych. To on tak mocno koncentruje uwagę ludzi na grzechach i ukazuje je jako mur nie do pokonania. A wszystkie upadki świata, grzech Ewy, Adama, Kaina, wszystkie zdrady, zabójstwa, bluźnierstwa, zbrodnie wszystkich totalitaryzmów, cała obrzydliwość ludzkiej grzeszności jest obmyta jedną kroplą krwi Chrystusa.

    To dlatego, że Chrystus wtedy powstał i dźwignął krzyż, dźwignął nasze grzechy, dziś każdy z nas może usłyszeć te najpiękniejsze na świecie słowa: i ja odpuszczam tobie grzechy.

      STACJA IV – PAN JEZUS SPOTYKA MATKĘ SWOJĄ

    Do Maryi zapewne docierały słowa, które dla każdej matki są najboleśniejsze: twój Syn odszedł od zmysłów. Szatan chciał przeniknąć jej duszę mieczem bolesnego oszczerstwa, że jej Syn oszalał. Ale Ona mocno rozpamiętywała słowa Elżbiety napełnionej Duchem Świętym wypowiedziane przed laty: błogosławiony jest owoc twojego łona. BŁOGOSŁAWIONY. Dobry, prawy, pełen światła. Ona wierzyła Bogu, nawet wtedy, kiedy jej Syn był miażdżony cierpieniem na Drodze Krzyżowej. Nie ratowała Go, nie chciała wyrwać Go z rąk oprawców, ale dała Mu coś więcej: zrozumienie i zaufanie. Ona jedna, tam, w tym tłumie wierzyła, że ta męka wpisana jest w ogrom planów Bożych.

    To takie ważne widzieć swego bliźniego w perspektywie zamysłów Stwórcy. Jest tak wtedy, gdy matka zostawia dorosłe dziecko, by mogło spełnić Boże powołanie. Gdy małżonkowie nawet w kryzysie miłości modlą się za siebie. Tak naprawdę syna, córkę, męża, narzeczoną można kochać tylko na Drodze Krzyżowej oddając ukochanego człowieka Bogu.

    Abrahamie z góry Moria, Matko siedmiu synów z księgi Machabejskiej, Maryjo z Golgoty uczcie nas czym różni się miłość od uzależnienia. 
      
    STACJA V – SZYMON Z CYRENY POMAGA DŹWIGAĆ KRZYŻ JEZUSOWI

    W ścisłym sensie Szymon Cyrenejczyk nie niósł krzyża. Niósł tylko ciężki kawał drewna. Bo żeby nieść krzyż, trzeba tego gorąco pragnąć, trzeba tego chcieć. Jezus zawsze mówił: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż. A jarzmo Jezusa nie było jarzmem Szymona. To nie była jego sprawa. Żołnierze zmusili go, by je dźwigał. Fundamentem niesienia Chrystusowego krzyża jest nasza zgoda, nasze „tak”. Dlatego każda droga krzyżowa rozpoczyna się od pytania: czy chcesz?

    Kiedyś bardzo ciężko chory chłopiec zapytał swoją mamę: Mamusiu, dlaczego mnie tak boli? Kobieta odpowiedziała pytaniem: a gdyby Pan Jezus poprosił cię, byś cierpiał dla Niego, czy zgodziłbyś się? Tak – odpowiedział chłopczyk. No to Cię poprosił.

    Bracie i siostro, a gdyby ciebie Chrystus poprosił?  

    STACJA VI- WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI

    Wielu użalało się nad Chrystusem, ale tylko Weronika podeszła, by obetrzeć Mu twarz. Może to ją wspomniał po latach św. Jan, kiedy pisał w swoim liście, byśmy nie miłowali słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Jak łatwo można zagubić chrześcijaństwo we wzniosłej teorii i pięknych sformułowaniach. I to chyba grozi szczególnie ludziom mocno związanym z religią. Charles Peguy napisał kiedyś: Są tacy, którzy ponieważ nie należą do człowieka, myślą, że należą do Boga. Sądzą, że kochają Boga, ponieważ niczego nie kochają.
     Ewangelia domaga się konkretu. Bo można kochać świat, ludzkość, Kościół i nie kochać nikogo. A gdyby tak usiąść i napisać imiona i nazwiska tych, których kochamy. A potem skreślić matkę, ojca, brata, dziecko, przyjaciela, bo przecież poganie też kochają najbliższych. Ile osób by na tej kartce pozostało? A byłoby tam imię skazańca z Golgoty?

    Przed laty w jednej z gazet ukazało się niecodzienne ogłoszenie. Pewien żołnierz, trzymający wartę przy Grobie Nieznanego Żołnierza dziękował w nim nieznanej kobiecie, która w upalny, letni dzień otarła mu pot z twarzy. Wtedy, stojąc na baczność, nie mógł powiedzieć ani słowa. Teraz chciał okazać jej wdzięczność. Ile miłości jest w geście otarcia twarzy bezradnemu człowiekowi. Jezus odnajdzie wszystkich, którzy kiedykolwiek Mu to uczynili.   

    STACJA VII – DRUGI UPADEK PANA JEZUSA

    Nie lubimy, gdy ktoś upada. Wtedy zakłóca ruch, wybija z rytmu innych, trzeba się zatrzymać i go podnosić. Przez takiego kogoś są tylko opóźnienia i brak porządku. Najczęściej przewracają się dzieci, starzy i chorzy. I świat znalazł na nich sposób: aborcję i eutanazję. Świat nie ma czasu dla upadających, guzdrzących się, marudzących, zadumanych. Świat się spieszy. Ma napięty harmonogram. Pędzi do nowego telewizora, zakupu nowej komórki i nowej promocji. Świat kocha postęp i chce, by Kościół też był postępowy i nadążał za szaloną gonitwą. Chce, by Kościół pobłogosławił wszystkie pragnienia i uczynki ludzi, bo skoro czegoś mocno pragną, to na pewno jest to dobre. Niech Kościół nie utrudnia ludziom, nie komplikuje, niech się nie czepia.

    Ks. Janusz Pasierb napisał kiedyś: „Każde chrześcijaństwo, zgodne z rozumem, zgodne z naturą, bezbłędne pod względem taktycznym, niewymagające zbyt wiele, będzie musiało się potykać o zesztywniałe zwłoki Skazańca z Golgoty po wszystkie czasy”.  

    STACJA VIII – PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

    Niektórzy płaczą, gdy ich drużyna przegra mecz. Inni płaczą, gdy nie zdadzą jakiegoś egzaminu. Dla kogoś dramatem jest przybrać na wadze, dla innego zarysowany lakier na samochodzie. Wiele mamy problemów i ciągle przybywają nowe. Często nie pamiętamy tego, co opłakiwaliśmy przed rokiem. Jezus przypomina nam rzecz oczywistą, ale jakże często zapominaną: tak naprawdę mamy tylko jeden poważny problem: śmierć i wybór wiecznego potępienia lub szczęśliwości. Tu gdzie teraz jesteśmy, na Jasnej Górze, mnóstwo ludzi wydeptało swoją ścieżkę. Gdzie oni teraz są? Gdzie ich problemy? Martwili się zgubionymi pieniędzmi, rozbitą szybą, kłótnią z sąsiadem. Gdzie są teraz te zmartwienia? Nie pamiętamy często nawet imion naszych pradziadków. Czym oni żyli? Co było ich radościami i smutkami? To samo kiedyś stanie się z nami. Tylko ktoś wyjątkowy pozostawi po sobie znaczącą pamiątkę. Po większości z nas, po latach, nie zostanie nic. I tylko jedno będzie ważne: czy liczyłeś się z Bogiem? Czy kochałeś Go? Czy żyłeś Nim na co dzień?

    Czy zadajemy sobie pytania o wieczność kolegi z pracy, koleżanki ze studiów? O swoją wieczność? Ilu z nas potrafi rozpłakać się na tym jedynym ważnym problemem? Cyprian Kamil Norwid napisał:

    Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
    Czy to co Twoje będzie zatracone
    Czy popiół tylko zostanie i zamęt
    Co idzie w przepaść z burzą. Czy zostanie
    Na dnie popiołu gwieździsty diament
    Wiekuistego zwycięstwa zaranie?  


    STACJA IX – TRZECI UPADEK JEZUSA

    Trzeci upadek. To mogła być wielka pokusa, by się poddać, by już nie wstawać. Mogła pojawić się myśl: Niech tu już Mnie zabiją, niech się dzieje, co chce. Nie dam już rady. Do tej stacji dochodzi wielu ludzi. Kiedy upadają po raz setny, tysięczny, pogrążając się w uzależnienie od alkoholu, w pornografii, w zazdrości. Wtedy pojawia się myśl: już nie dam rady. Już nie powstanę. Po co się z tego spowiadać, skoro grzech i tak powróci. A przecież się starałem. Odprawiałem rekolekcje i pielgrzymki. Cisną się wtedy na usta słowa rozgoryczonego Piotra: Mistrzu, całą noc łowiliśmy i niceśmy nie ułowili.

    Pismo święte mówi: serce ludzkie podobne jest do przepaści. A w tych przepastnych przestrzeniach ludzkiego wnętrza ukryte bywa sprytnie to, co dla człowieka najniebezpieczniejsze – pycha. Ks. Aleksander Fedorowicz powiedział kiedyś: Lepiej jest człowiekowi popaść w grzechy ciężkie niż w stan wszechogarniającej pychy. Dlatego niekiedy na naszej Drodze Krzyżowej przychodzi upadek, z którego już sami nie potrafimy się podnieść. Nasi bliscy już to widzą, znajomi są kurtuazyjnie zaskoczeni, a my stoimy jak nędzarze przed dwoma drogami: pychą i pokorą. Drogami Piotra i Judasza. Błogosławieni, którzy wbrew ludzkiej nadziei – spes contra spem – zdołają wtedy zakrzyknąć: Lecz na Twoje słowo zarzucę sieć. Jeszcze raz.

    Kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony. Do końca.   

    STACJA X – PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

    Oglądali Go, podglądali, podsłuchiwali, wystawiali na próbę. W końcu zdarli z Niego szatę. I nie znaleźli tego, czego szukali. Znaleźli tylko czystą miłość. Tylko prawdę i dobroć. Czystość serca daje odwagę i wolność. Błogosławieni, szczęśliwi są ci, którzy nie lękają się prawdy do dna, do końca. Możecie czytać ich korespondencję, słuchać osobistych zwierzeń, zaglądać w sekretne notatki. Znajdziecie w tym wszystkim tylko życie Bożego dziecka.

    Tak wielu ludzi się boi, że się wyda, że się coś okaże, że ktoś wyciągnie na dzienne światło. Co z tym zrobić? Trzeba to ukrzyżować. Utopić w wodzie chrztu. Oczyścić krwią Zbawiciela. Ta droga jest bardzo konkretna: spowiedź, pokuta, wolność. Kto naprawdę umarł z Jezusem, ten nie ma czego się bać. Temu nie są potrzebne szaty tytułów, osiągnięć, nieustannych sukcesów w rywalizacji. On wie, że jego skarbem jest biały kamyk, na którym wypisane jest jego nowe imię. Imię czystego człowieka.   

    STACJA XI – PAN JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY

    Bóg przybity do krzyża. To szokujący, ale i wspaniały znak Jego miłości do nas. Bóg dał się przybić do naszego życia. Tak, żeby nie dało się Go oderwać. Sam mówił: Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Kiedy tylko budzi się dzień, we wszystkich kościołach kapłani wznoszą nad głowami wiernych Biały Chleb i przypominają, że to jest Ciało za nas wydane. Każdego dnia Chrystus czeka, by rozgrzeszać swoje poranione dzieci w kościołach Paulinów, Jezuitów, Kapucynów, Dominikanów, Franciszkanów, Bonifratrów, Redemptorystów. Cały dzień Chrystus jest wyniesiony w monstrancji w Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze. Od setek lat przypomina o swojej miłości w znaku krzyża.
    Od wieków Bóg, jakby przybity do tego miasta, dzieli losy z mieszkańcami Częstochowy. Bóg przybity do Polski, do całego świata. Wbity jak hak w tatrzańskiej skale, ratujący tych, którzy odpadają od życia i lecą w przepaść.

    Niekiedy ktoś może prosić: Jezu, przytul mnie, obejmij mnie. Ale to dla Niego zbyt mało. On się miłością przybija do naszego życia. Na dobre i na złe. Na nasze zbawienie wieczne.   

    STACJA XII – PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

    Gdy Jezus umierał na krzyżu, być może ktoś pomyślał, że szkoda Jego życia. Tak wiele pożytecznych rzeczy czynił, a teraz wszystko skończone. Tyle osób mógł jeszcze uzdrowić, nakarmić, wskrzesić, a jednak został powstrzymany przez intrygę złych ludzi. Wszyscy pamiętali, że kiedy wędrował z uczniami po drogach Palestyny, zawsze ich wyprzedzał, zawsze się śpieszył. A teraz bez tchnienia, bez życia, bez ruchu wisi na krzyżu. A to jednak nie była prawda. On nie dał się zatrzymać. Przekroczył próg śmierci i dalej poniósł swoją Ewangelię nadziei. Kiedy ludzie patrzyli na zmarłego Jezusa, na Jego martwe ciało, On był już w otchłaniach, zwiastując zmarłym wyzwolenie.

    Musimy pamiętać, że i my najwięcej czynimy, gdy nasze ciała obumierają w postawie modlitwy, gdy splatamy nasze dłonie w geście błagania. Ludzie będą mówili, że to marnowanie życia. Tak. My musimy zmarnować życie ciągle obumierając dla świata, przekraczając go w wierze, nadziei i miłości. 
      
    STACJA XIII – PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA I ZŁOŻONY NA RAMIONA MATKI

    Można być przy Jezusie, bo potrzebuje się zdrowia i szczęścia. Można być przy Nim, by inni to wiedzieli i podziwiali. Można szukać u Niego sensu dla swego życia lub duchowego ładu i harmonii. Jak bogaty młodzieniec z Ewangelii można prosić Go o receptę na życie wieczne. Ale w tych wszystkich wypadkach jest się raczej z sobą samym niż z Chrystusem. Być przy Jezusie to przede wszystkim być przy Nim tak, jak Maryja na trzynastej stacji Drogi Krzyżowej. Ona tuli ciało swego Syna, choć On już nie naucza, nie karmi, nie uzdrawia. Został już tylko ból i słowa: koniec, beznadziejność, śmierć. Tu nie pocieszą żadne wspomnienia, nie pomogą żadne marzenia. Co robić? Jezus na tę stację pozostawił nam słowa: Nie bój się. Wierz tylko. Kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony.  

    STACJA XIV – PAN JEZUS DO GROBU ZŁOŻONY

    Aby wejść do świata pełni zbawienia, trzeba tu, na ziemi zostawić wszystko. Dlatego całe życie tracimy: beztroskie dzieciństwo, kolorową młodość, dzieci, które opuszczają dom rodzinny, w końcu musimy zostawić pracę, stracić zdrowie, pożegnać nad grobem przyjaciół. Anna Kamieńska napisała: Dzieje człowieka to kolejne wygnania z wielu rajów, to kolejne zamykanie się za nami bram, bezpowrotnie, na zawsze. Nie ma powrotów. Nigdy.

    Ktoś powie: to przerażające. Wszystko zostaje nam zabrane. Czy zabrane? Każdy człowiek ma przed sobą dwie drogi: żebraka i siewcy. Ten pierwszy gromadzi w swoich żebraczych torbach swój nędzny majątek. Torby są wielkie, ciążą mu bardzo, a on nie rozstaje się z nimi nawet na chwilę, choć tak naprawdę to tylko same śmiecie. Ale człowiek może być, jak siewca, który idzie przez życie i hojnie rzuca na pole Królestwa Bożego ziarna swoich talentów, pracy i miłości. Pod koniec życia torba jest pusta. Ale pole zostało obficie zasiane.

    Grób Chrystusa to pierwsze ziarno nowego ogrodu życia, a wszystkie cmentarze świata to zasiane pola Nowej Ziemi. Grób Chrystusa jest pierwszym, przy którym słowo koniec ustępuje miejsca słowu początek. Przy nim dziś kończymy drogę krzyżową, ale jutro, o poranku, znowu spotkamy się przy tym samym grobie. Ale będzie to już zupełnie inne miejsce.  

    ZAKOŃCZENIE

    Stacja piętnasta – powrót do domu, spotkanie z najbliższymi, wieczorna modlitwa.
    Stacja szesnasta – trudna rozmowa w rodzinie.
    Stacja siedemnasta – wizyta u lekarza.
    Stacja czterdziesta – śmierć kogoś bliskiego
    Stacja setna.
    Stacja tysięczna…
    Kto nie zna drogi do morza, niech podąża za rzeką.
    Niech podąża za krzyżem ten, kto szuka drogi do Boga, do zmartwychwstania, do życia. Amen
    Droga Krzyżowa tak bardzo kojarzy się z Wielkim Postem, że dziś bez niej trudno wyobrazić sobie przeżywanie tego okresu liturgicznego. Często jednak nawet nie uświadamiamy sobie, jak długo kształtowało się to nabożeństwo.
    Chrześcijanie, zwłaszcza od III wieku, szczególną troską otaczali w Jerozolimie miejsca, które wiązały się z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Wielokrotnie odwiedzali je pielgrzymi, odprawiając przy tym różne procesje, np. z Ogrodu Oliwnego na Golgotę.
    Kolejny etap w powstawaniu dzisiejszego nabożeństwa Drogi Krzyżowej łączyć należy z rozwojem pobożności pasyjnej, poczynając od XI wieku. W Europie wielkie zasługi w tej dziedzinie położyli Ojcowie Franciszkanie, którzy po wyprawach krzyżowych stali się opiekunami pamiątek, jakie pozostały w Ziemi Świętej po Jezusie z Nazaretu. Okres średniowiecza obfitował w różnorodne nabożeństwa o charakterze pasyjnym. Uznaniem cieszyło się oddawanie czci upadkom Pana Jezusa (najczęściej wymieniano ich siedem). Wierni praktykowali również nabożeństwa, w których rozpamiętywano Mękę Pańską przy dziewięciu, dwunastu, a nieraz przy osiemnastu stacjach. W Polsce to szczególne nabożeństwo występuje od XVII stulecia i do dziś ożywia pobożność wiernych. Wspomnieć należy także o dróżkach kalwaryjskich wznoszonych przy licznych kościołach.
    Droga Krzyżowa w formie, jaką znamy obecnie, ukształtowała się na przełomie XVII i XVIII wieku przede wszystkim w kościołach franciszkańskich (do poł. XIX stulecia istniało nawet ograniczenie w umieszczaniu Dróg Krzyżowych w świątyniach niefranciszkańskich). Mało kto wie, iż nabożeństwo to odprawiano kiedyś nie tylko w piątki, ale również w niedziele Wielkiego Postu aż do czasu, kiedy zostało i zastąpione „Gorzkimi żalami”.
    Obecnie w naszych wielkopostnych Drogach Krzyżowych rozważamy mękę Jezusa Chrystusa przy czternastu stacjach. Dziewięć z nich znajduje swe odzwierciedlenie w opisach ewangelicznych. Natomiast o pięciu innych mówią refleksje wyprowadzone z tekstów biblijnych (np. nt. stacji IV por. J 19, 25-27) lub przekazy pozabiblijne (trzykrotne upadki Pana Jezusa czy spotkanie z Weroniką).
    Mówiąc o Drodze Krzyżowej, nie sposób nie wspomnieć o słudze Bożym Janie Pawle II, który podkreślał ciągłą aktualność tego nabożeństwa. Wiele w jego życiu było Dróg Krzyżowych odprawianych w ciszy prywatnej kaplicy. Przez kolejne lata pontyfikatu w każdy Wielki Piątek oczy całego świata zwracały się na rzymskie Koloseum, by towarzyszyć Papieżowi w rozważaniu tajemnic męki i śmierci Syna Bożego. W czasie jednej z takich Dróg Krzyżowych Jan Paweł II modlił się: „Panie, z Twojego Krzyża promieniuje światło. W Twojej śmierci zostaje zwyciężona nasza śmierć, a my otrzymujemy nadzieję zmartwychwstania. Trwając przy Twoim Krzyżu, oczekujemy z ufnością Twojego powrotu, Panie Jezu, nasz Odkupicielu!” (28 marca 1997 r.)
    Michał Nowak/Tygodnik Niedziela

    ****************************************

    Jak Ojciec Pio przeżył epidemię

    100 lat temu grypa hiszpanka zabiła na świecie 50 mln ludzi. Nie wszyscy wiedzą, że ta pandemia dotknęła także młodego włoskiego kapucyna z klasztoru w San Giovanni Rotondo – Ojca Pio i jego rodzinę. Ostatnio ukazała się książka Stefano Campanella opowiadająca o losach Ojca Pio w tamtym czasie.

    Ojciec Pio w czasach epidemii hiszpanki dużo modlił się za innych
    Ojciec Pio w czasach epidemii hiszpanki dużo modlił się za innych

    ***

    Włodzimierz Rędzioch: Skąd pomysł na książkę o pandemii hiszpanki i Ojcu Pio?

    Stefano Campanella: Pomysł zrodził się, gdy w zeszłym roku klasztor Kapucynów w San Giovanni Rotondo dotknęła pandemia COVID-19. Przez dwa ostatnie miesiące roku zarażonych było 12 z 20 braci – dwóch kapucynów w podeszłym wieku zmarło z powodu komplikacji spowodowanych koronawirusem. Ja, gdy czekałem na wymaz, poddałem się kwarantannie. W tym okresie zacząłem szukać dokumentów, by dowiedzieć się, jak Ojciec Pio przeżył pandemię hiszpanki, która panowała w latach 1918-20. Znalazłem tak dużo materiału, że powstała z tego książka.

    Rodzinę Ojca Pio także dotknęła hiszpanka?

    Jego 29-letnia siostra Felicita zmarła z powodu wirusa, a 4-letni siostrzeniec, Pellegrino – 3 dni przed matką. Felicita mieszkała z mężem i trójką dzieci w Pietrelcinie. Kiedy zachorowała, jej matka (więc i matka Ojca Pio) udała się do domu córki, aby zaopiekować się Felicitą oraz jej mężem i dziećmi. Niestety, ona też poważnie zachorowała.

    Czy zakonnik modlił się za swoją rodzinę?

    Chciałem przypomnieć ważny fakt: Ojciec Pio złożył Panu Bogu ślubowanie, w którym zobowiązał się modlić tylko za innych. Nie modlił się o to, co jego mogło uszczęśliwić, w tym o zdrowie i życie bliskich mu osób. Przyczynił się do uzdrowienia z hiszpanki wielu ludzi w San Giovanni Rotondo, natomiast o modlitwy za swoich bliskich, w tym także za matkę, prosił swoje duchowe córki. W przypadku matki modlitwy zostały wysłuchane, bo kobieta wyzdrowiała.

    Czy sam Ojciec Pio chorował na grypę hiszpankę?

    Tak. Pierwsze objawy odczuł na początku września 1918 r. Poczuł się lepiej ok. 20 września i wydawało się, że wyzdrowiał. Właśnie tamtego dnia rano odprawił Mszę św., która poprzedziła otrzymanie na stałe stygmatów. Niestety, po kilku dniach miał nawrót choroby, która ciągnęła się aż do połowy grudnia. Miał bardzo wysoką gorączkę – cierpiał na zapalenie płuc i oskrzeli wywołane przez wirusa. Ale zgony najbliższych osób z rodziny były dla niego przyczyną jeszcze większego cierpienia.

    Gdzie stygmatyk przebywał w czasie choroby?

    Przebywał w klasztorze w San Giovanni Rotondo, lecz aby nie zarazić innych braci i seminarzystów (w owym czasie klasztor był również siedzibą seminarium kapucynów), zamieszkał w jednym z dwóch pokoi gościnnych (foresteria). Jedna z jego duchowych córek przynosiła mu jedzenie i podawała mu je przez małe okno.

    Co wiemy o życiu Ojca Pio w tym szczególnym okresie?

    Zakonnik w czasie pandemii dużo się modlił za innych. Przy tej okazji dał dowód wielkiej siły swojego wstawiennictwa. Wspomnę choćby jeden epizod. Jego duchowa córka miała ciężarną siostrę, która zachorowała na hiszpankę. Istniało ryzyko, że zarówno matka, jak i nienarodzone dziecko umrą, i wydawało się, że nic już nie można zrobić. Kobieta pobiegła do Ojca Pio, by prosić go o modlitwę za umierającą siostrę. A on jej odpowiedział: „Nawet jeśli zobaczysz ją umierającą, musisz wierzyć, że wyzdrowieje”. I rzeczywiście kobieta wyzdrowiała i urodziła piękną córeczkę.

    Dlaczego nadał Pan książce podtytuł: Uczeń Matki Bożej Bolesnej?

    Chciałem uniknąć sytuacji, w której książka pozostałaby jedynie zapisem szeregu faktów historycznych, choć niezwykle wymownych. Pomyślałem o najlepszym sposobie wyjaśnienia duchowego przesłania, które wyłania się z tego, jak Ojciec Pio zmierzył się ze swoim dodatkowym cierpieniem, które powodowała pandemia hiszpanki. To przyjęcie woli Bożej i altruizm, który jest wyrazem prawdziwej miłości. To postawa, która charakteryzowała zachowanie Maryi Dziewicy, zwłaszcza gdy była Ona świadkiem męki i śmierci Syna. Nieprzypadkowo Ojciec Pio powiedział: „Pod krzyżem uczysz się kochać”. On uczył się od Matki Bożej Bolesnej. Będąc Jej uczniem, dając przykład stał się z kolei nauczycielem wszystkich, którzy chcą być Jej autentycznymi czcicielami i uczniami.

    Włodzimierz Rędzioch/ Tygodnik Niedziela/Archiwum „Głosu Ojca Pio”

    Stefano CampanellaOjciec Pio i jego 3 tajemnice
    dyrektor stacji radiowej Tele Radio Padre Pio i Padre Pio TV

    ************************************************************************************************************

    Czas, który teraz jest nam dany, jest wyzwaniem, który trzeba właściwie odczytać. Dlatego Wspólnota Modlitewna JEZUS ŻYJE zdecydowała się na kolejne rekolekcje na temat:

    JEZUS CHRYSTUS – mój ZBAWCA

    Wspólnotowe Studium Ewangelii według św. Łukasza

    Czas pandemii i izolacji nie musi być czasem smutku, znudzenia czy stagnacji, wręcz przeciwnie – możemy ten czas, dany nam tu i teraz, przeżywać na medytowaniu Bożego Słowa. Jeżeli ktoś chciałby wziąć udział – wciąż można dołączyć.

    Trwają przygotowania do 6. wydania Biblii Tysiąclecia
    fot. ks. Wojciech Parfianowicz/ GOŚĆ

    ****************************************************************

    Św. Hieronim: Znać Biblię


    Św. Hieronim: Znać Biblię
    fot. ze strony PCh24.pl

    W Objawieniu ukazuje się księga zapieczętowana siedmioma pieczęciami (por. Ap 5, 1); gdybyś ją dał do czytania człowiekowi znającemu pismo, odpowie ci: „Nie mogę, bo jest zapieczętowana”. Iluż dziś jest takich, którzy mniemają, że umieją czytać, a trzymają księgę zapieczętowaną i nie mogą jej otworzyć, jeśli nie otworzy Ten, „który ma klucz Dawida, który otwiera, a nikt nie zamknie; i zamyka, a nikt nie otworzy!” (Ap 3, 7).

    W Dziejach Apostolskich świątobliwy rzezaniec, mąż nawet – tak go bowiem nazywa Pismo – gdy czytał Izajasza, zapytany przez Filipa: „Czy sądzisz, że rozumiesz, co czytasz?”, odpowiedział: „Jakże mogę zrozumieć, jeśli mię nikt nie pouczył?” (Dz 8, 30-31). Jeśli wolno wtrącić tu słowo o sobie, powiem, że ani świętszy, ani w nauce gorliwszy nie jestem od owego rzezańca, który z Etiopii, to jest z najdalszych krańców świata, przybył do świątyni porzucił dwór królewski, przy czym tak wielką pałał miłością do Zakonu i Boskiej umiejętności, że nawet na wozie czytał Pismo święte – a jednak, gdy trzymał książkę i słowa Pańskie myślą ujmował, językiem obracał, wargami wymawiał, nie znał Tego, którego czcił nieświadomie. Przyszedł Filip, pokazał mu Jezusa, który, zamknięty, ukrywał się pod literą, i – o dziwna mocy nauczyciela! – w tej samej godzinie rzezaniec wierzy, przyjmuje chrzest, staje się wiernym i świętym, z ucznia nauczycielem (por. Dz 8, 35-38); więcej znalazł w owym źródle Kościoła na pustyni niż w pozłacanej świątyni synagogi.


    Dotknąłem tego tylko – zwięzłość bowiem listu nie pozwala rozwodzić się szerzej – byś rozumiał, że w Pismo święte bez przewodnika i wskazującego drogę wkraczać nie możesz. (…)

    Pytam cię, najdroższy Bracie, czy żyć wśród tego wszystkiego, rozmyślać nad tym, niczego innego nie znać ani nie szukać – nie wydaje ci się już tu na ziemi mieszkaniem w królestwie niebieskim? Nie chcę, byś się gorszył prostotą Pisma Świętego i jakby pospolitością słów, które albo błędnie przez tłumaczów są oddane, albo umyślnie tak wypowiedziane zostały, by łatwiej mogły pouczać zgromadzonych prostaczków i by w jednym i tym samym zdaniu co innego słyszał uczony, a co innego nieuczony. Nie jestem tak bezczelny i tępy, abym obiecywał sobie poznać te rzeczy i zbierać na ziemi owoce tego, czego korzenie tkwią w niebie, ale wyznaję, że pragnę tego (…). Zdobywajmy na ziemi umiejętności, które trwać z nami będą w niebie.

    Św. Hieronim, Znać Biblię, w: Dom Pierre-Patrick Verbraken OSB, ks. Marek Starowieyski, Ojcowie Kościoła. Panorama patrystyczna, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej 1991, s. 157-158.

    ************************************************************************

    Słowo daję

    Słowo daję
    ks. dr Krzysztof Wons SDS fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ****

    O Bogu, który czyta nam Biblię, i ziewaniu nad słowem Bożym mówi ks. Krzysztof Wons.

    Marcin Jakimowicz: W Jerozolimie czy w Lelowie widziałem tłum zagorzale dyskutujących chasydów. Nie gadali ani o futbolu, ani o wyborach, ale o słowie Bożym. Nie tęskni Ksiądz za takimi klimatami w polskich seminariach?

    Ks. Krzysztof Wons: Klerycy spierający się godzinami o wers Jeremiasza czy Izajasza? Marzenie… To, o czym pan mówi, dotyczy pasji. A pasja rodzi się z miłości. Tak było od początków dziejów Kościoła. Orygenes mówi, że nie da się inaczej czytać i zbliżać do Biblii jak przez miłość. To ona jest najważniejszym kluczem.

    Trudna to miłość. Zakochany człowiek otwiera Biblię i natrafia na inżynieryjny opis budowy świątyni albo geograficzny podział ziem według plemion Izraela. Łatwo się zniechęcić…

    Ale to jest tak, jak w rodzinie między małżonkami! Są dni piękne i dni niesłychanie trudne. Są spotkania, które rodzą od razu zachwyt, pasję, tak że nie chce się oderwać od Pisma oczu, i dni kiedy niczego nie rozumiemy. W czytaniu Pisma bardzo ważna jest regularność, systematyczność. Ona uczy wierności nawet w takie dni, gdy niczego nam się nie chce…

    Często powtarza Ksiądz, że czytanie Biblii nie może być oderwane od życia.

    To zadanie dla nas, którzy mamy przybliżać Pismo. Musimy pokazywać, że w Piśmie Świętym jest zawarte całe nasze życie. O tym mówi najnowsza adhortacja „Verbum Domini”. Gdy otworzymy Księgę Psalmów, zdumieni zauważymy, że na jej stronach Pan Bóg zapisał wszystkie nasze emocje, stany, uczucia.

    Możemy psalmami krzyczeć, wielbić, płakać, skakać z radości?

    Możemy wszystko. Trzeba tylko ludzi nauczyć czytać Biblię jako słowo żywe. Jasne, możemy mieć trudności, gdy natrafimy na podział ziemi Izraela czy strony ociekające krwią, ale myślę, że warto zaczynać od Ewangelii. W niej jest wszystko – całe Pismo. Tam jest Jezus, a On jest kluczem do wszystkich Pism. Ojcowie Kościoła mówią wprost, że najpierw jest spotkanie z Jezusem, a dopiero potem czytanie Pism.

    Czyli ktoś, kto nie ma z Nim osobowej relacji, nie zrozumie Biblii?

    Nie. Ojcowie mówią, że warunkiem poznania Jezusa jest miłość do Niego. Moglibyśmy teraz przez parę godzin gadać sobie o pogodzie i nie wypowiedzieć ani jednego mądrego zdania, które nas na siebie otworzy. Inne świetne porównanie którego używają Ojcowie: z Pismem jest tak jak z relacją miedzy ludźmi – jeśli jestem ufny, to druga strona się otwiera.

    Chce Ksiądz powiedzieć, że Biblia to żywa księga, która bada moje intencje i jeśli jestem ufny, zdradzi mi swe tajemnice?

    Tak. Na tym polega kruchość Pism, delikatność Wcielenia. Pokorny Bóg, który potrafił ukryć się w literze, jeśli spotka się naszą miłością, otworzy się przed nami. On otwiera się wówczas, gdy spotyka miłość.

    Co Ksiądz, prowadzący na co dzień najprężniejszą w kraju szkołę biblijną, sądzi o otwieraniu Biblii na chybił trafił? To bardzo popularna metoda szukania odpowiedzi…

    Gdziekolwiek otworzę na chybił trafił, zawsze spotkam słowo dla mnie. Bóg nigdy nie mówi ponad głowami, zawsze trafia w sedno. Problem nie jest w Bogu, ale we mnie. Nie boję się tej praktyki pod pewnymi bardzo istotnymi warunkami. Muszę otwierać Biblię w wewnętrznej wolności, wolny od moich lęków, nastawień, oczekiwań, uczuć. Jeśli jestem od nich zależny, to nie czytam już słowa Boga. Czytam jedynie moje lęki, oczekiwania.

    Chcę, by Pan Bóg tylko potwierdził to, co chciałbym usłyszeć? Czekam, by poklepał mnie po plecach z uśmiechem: Stary, nie jest tak źle. Albo wreszcie mi „dowalił”, bo na to zasłużyłem?

    Tak. Pierwsze najważniejsze pytanie: czy otwierając Biblię, jestem otwarty na słowo? U proroka Zachariasza czytamy: „nawróćcie się do Mnie, a ja nawrócę się do was”. Ojcowie Kościoła mówią: „Dopiero, gdy ja się nawracam, Pisma nawracają się do mnie”. Nie można otwierania Biblii traktować mechanicznie. Ona nie może pozostać na sznurku moich oczekiwań czy lęków. Znam osobę bardzo pięknie współpracującą ze słowem, która w pewnym momencie życia zapadła na depresję. I jej lęki tak zdominowały całą relację z Biblią, że nie była w stanie jej otworzyć. Lęk interpretował jej wszystko, otwarcie Biblii kojarzyło się z koszmarem.

    Znajomy przeżywający zawirowania życiowe otworzył Biblię na słowach „Ruiny Niniwy nie będą odbudowane”. Nic, tylko się pociąć – pomyślał w pierwszej chwili.

    To podobny przykład. Dlatego potrzebna jest wewnętrzna wolność. Podstawowy warunek przed otwarciem Biblii? Uwierzyć, że jest tam zawsze słowo życia. Bóg jest miłośnikiem życia i jeśli skierował do mnie słowo, to po to, bym żył w całej pełni. Być może Bóg potrzebuje czasem obrócić w ruinę to wszystko, co nie daje mi życia. Jego słowo jest niczym miecz, jak mówi List do Hebrajczyków. Jeśli On – wszechmocny, nieogarniony – tak się upokorzył, że wcielił się w literę, to znaczy, że ja tę literę muszę najpierw poznać. To Kościół, który zrodził się z Pism, czyta nam Pisma. Dlatego muszę na początku „poznać ziemię”, rozpoznać teren, powoli dotrzeć do tego, co Duch mówi w Pismach. Wierzymy przecież, że są one natchnione.

    To znaczy?

    To znaczy, że kiedy otwieram Biblię, to nie ja czytam Pismo. To Bóg czyta mi Pisma! Stąd lectio divina – Boże czytanie. By mieć tę pewność, trzeba czytać w Kościele.

    Kiedy Ksiądz zakochał się w słowie?

    Myślę, że były to trzy ważne momenty. Pierwszy: formacja Ruchu Światło–Życie. Po raz pierwszy zetknąłem się z nową formą czytania Pisma. Zachwyciłem się słowem, Namiotem Spotkania, czytaniem we wspólnocie. Dla mnie to była rewelacja. Osobiste dotykanie tajemnicy słowa. W kapłaństwie zakochiwałem się w Biblii z dnia na dzień. Zafascynowałem się bardzo słowem, słuchając wykładów Bruny Costacurty. Mówił z pasją, z ogniem, nie spotkałem dotąd nikogo, kto czytałby w taki sposób Pismo. A trzecie dotknięcie: w czasie osobistego kryzysu. Wtedy zaczęło się smakowanie słowa. Ja niemal fizycznie poczułem – i nie jest to metafora – że ono naprawdę daje życie.

    Dopiero człowiek w kryzysie sięgnie po słowo? Jak po ostatnią deskę ratunku?

    Dopiero w takich chwilach objawia się prawda o słowie życia. Komuś, kto osobiście to przeżył, nie trzeba już wiele tłumaczyć. Będzie chłonął Biblię, tęsknił za nią. Bo już wie, że od słowa zależy całe jego życie, że to nie dwa odrębne światy, ale rzeczywistości, które się przenikają. Nigdy lepiej nie odczytam świata niż wtedy, gdy żyję słowem. Czytanie Biblii dobrze robi na wzrok (śmiech). Ono przemywa oczy, tak że widzę głębiej, wyraźniej. Zaczynam widzieć oczyma Boga, pragnąć Jego pragnieniami, myśleć Jego myślami.

    Mała, krucha, słaba wspólnotka to dla pogańskiego świata śmiech na sali. W Biblii to ukochana „reszta Izraela”…

    W płaskim świecie, gdzie inni widzą tylko śmierć, nieszczęście i koniec świata ja – dzięki słowu – widzę już zmartwychwstanie, początek nowego życia.

    Profesor Anna Świderkówna powiedziała mi, że dzięki Biblii wszystkie pozornie przeklęte historie jej życia stawały się błogosławionymi perłami.

    Ale o tym mówi cała Biblia! Od pierwszego wersetu do ostatniego. Mówi, że Bóg z najbardziej przeklętej ludzkiej historii, która zaczyna się już w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, potrafi wyprowadzić historię zbawienia. Głęboko wierzę, że nie ma takiego punktu w ludzkiej historii, z której Bóg nie wyprowadziłby życia i błogosławieństwa. Wystarczy spojrzeć na krzyż.

    Rozmawialiśmy o żydach, którzy słowo mają niemal wyssane z mlekiem matki, uczą się go od piątego roku życia. A my poznajemy je zazwyczaj jako nastolatki na oazach. Nie za późno?

    Uśmiecham się, bo przed chwilką wyjechał od nas włoski kameduła o. Vincenzo Gargano. Mając kilka lat, zachwycił się słowem. Czytał Biblię w wersji dla włoskich dzieci, zakochał się w niej. Pochodzi z prostej rodziny, która naprawdę żyła wiarą. Jako piętnastolatek rozpoczął nowicjat u kamedułów. I odtąd nie zdarzyło się, by nie przeczytał dziennie jednej stronicy Biblii po grecku. Codziennie stronica. Zakochał się w słowie do tego stopnia, że nawet jeśli nie przeczytał tej strony w ciągu dnia, budził się w nocy i czytał. To dopiero miłość!

    „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta – słyszymy i ziewając, dopowiadamy – aby przeprowadzić spis ludności w całym państwie”. Znamy na pamięć i nie potrafimy już się zachwycić.

    To sytuacja, którą nazywam syndromem uczonego w Piśmie. To taki przeklęty refren, który podpowiada nam: już to znam i niczego się nie spodziewam. I – w efekcie – przestaję słuchać. Dlatego ważne jest to, bym czytał Pisma tak, jakbym miał je pierwszy raz przed oczami. Muszę prosić Ducha, by otworzył Biblię przede mną. Dopiero wówczas zacznie się wielka przygoda.

    Nie zawstydzają Księdza słowa: „Zakryłem te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłem je prostaczkom”, czy nawet jak chcą niektórzy „niemowlętom”?

    Jasne, że zawstydzają. Ale też pokazują pewną prawidłowość. Po latach obcowania ze słowem widzę wyraźnie, że ono odsłania mi swe tajemnice, gdy przychodzę do niego przejrzysty, jasny, prosty jak dziecko. Wtedy wreszcie mogę przy Biblii odpocząć. Czuję się przy niej bezpieczny, przytulony, przyjęty. Grzegorz Wielki mówił wprost: „Pisma rosną wraz z czytającym”. Czyli z niemowlakiem są jak niemowlak, dorastają z dorastającymi. Zawsze są na naszą miarę i naprawdę nie musimy przed nimi stawać na palcach.

    Ks. Krzysztof Wons, Salwatorianin, dyrektor Centrum Formacji Duchowej, rekolekcjonista, teolog duchowości, autor wielu książek z dziedziny biblistyki; mieszka w Krakowie.

    Marcin Jakimowicz/GN 47/2010

    ************************************************************************

    4 sposoby na codzienne czytanie Pisma Świętego

    4 sposoby na codzienne czytanie Pisma Świętego

    Pismo Święte można czytać na wiele sposobów.

    Czytania z dnia? Lectio continua? A może lectio divina? Sposobów jest kilka, każdy ma inne zalety. Najważniejsza jednak nie jest metoda, a systematyczność. Bo Słowo Boże jest pokarmem dla duszy. Poznaj 4 propozycje na czytanie Pisma Świętego.

    1.Ewangelia (lub czytania) z dnia. Największą zaletą tej metody jest bycie na bieżąco z tym, czym w liturgii żyje Kościół. Każdego dnia sięgamy do Ewangelii lub całego zestawu czytań, które są czytane tego dnia podczas Mszy Świętej. Ten sposób praktykowany przed Eucharystią pozwala nam lepiej skoncentrować się na Liturgii Słowa, jest dobrym pomysłem na przygotowanie do uczestnictwa we Mszy Świętej. Pomocnymi narzędziami są tutaj aplikacje czy drukowane książeczki z Ewangelią na każdy dzień roku liturgicznego, w których często tekst czytania jest opatrzony wprowadzeniem czy komentarzem.

    2.  Lectio continua. To metoda ciągłego czytania Pisma Świętego – od początku do końca. Ilu z nas przeczytało w życiu Biblie chociaż raz w całości? Lectio continua to właśnie sposób na przeczytanie całości. Każdego dnia po fragmencie. Nie wymaga dodatkowych narzędzi, ani wielkiej ilości czasu. Każdego dnia czytamy jeden fragment: np. rozdział lub akapit. Rozpoczynając od Księgi Rodzaju, nie pomijając żadnego fragmentu. Ta metoda z pewnością pomoże nam uporządkować w głowie historie biblijne, ale też wzbudzi ciekawość i może zmotywować do dalszych poszukiwań biblijnych.

    3. Lectio Divina, czyli pobożne czytanie. To metoda wymagająca więcej czasu, ale też pozwalająca wejść głębiej w rozważanie Słowa Bożego. Nie ma w niej pośpiechu, istotne jest zasmakowanie Słowa. Wybierając fragment Pisma Świętego spotkanie ze Słowem dzielimy na cztery etapy: czytanie, medytację, modlitwę i kontemplację. W pierwszym etapie wybieramy mały fragment Pisma i czytamy. Warto w tym czasie podkreślić słowa i fragmenty, które szczególnie nas poruszają. W etapie drugim wracamy do czytania i szczególnie koncentrujemy się na tych fragmentach, które dotknęły naszego serca. Zatrzymujemy się na nich dłużej, staramy się przetrawić, tak, aby zostało w nas na dłużej. Trzeci etap to modlitwa przemedytowanymi fragmentami. To pierwszy etap, w którym to my mówimy do Boga. Ostatnia część lectio divina – kontemplacja – to już czysty dar, który możemy od Boga otrzymać lub też nie. Doświadczenie głębokiej bliskości Boga. 

    4. Filakterie. To czytanie i zapisywanie tych fragmentów, które w czasie lektury poruszyły nas najbardziej. Z taka karteczką, na której zapisaliśmy Słowo Boże nie rozstajemy się przez jakiś czas, w wolnych chwilach wracamy do tego Słowa, pozwalamy mu być obecnym w naszej codzienności. Staramy się nim modlić.

    Józef Wolny/fot. GOŚĆ NIEDZIELNY

    ************************************************************************

    Panie Boże, dzień dobry!

    – Wstaję pół godziny wcześniej, by zacząć dzień od czytania Pisma Świętego – mówi Dominik Sowa.
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    – Wstaję pół godziny wcześniej, by zacząć dzień od czytania Pisma Świętego – mówi Dominik Sowa.

    „Nie ma śniadania bez czytania”. Bardzo spodobała mi się ta zasada. Najpierw słowo Boże, a dopiero potem jedzonko.

    Noc była, delikatnie mówiąc, nie najlepsza. Wybudziłem się koło trzeciej i nie mogłem przez dłuższy czas zmrużyć oka. Jak to zwykle bywa w tych ciemnych „okolicznościach przyrody”, mą głowę zaczęły torpedować wątpliwości. Wracały trudne pytania, bolesne sprawy (sporo myślałem o odejściach znajomych kapłanów, o podziałach Kościoła, o jatce, którą każdego dnia obserwuję w mediach społecznościowych). W końcu usnąłem. Wstałem o świcie. (Zauważyliście, jak światło dnia zmienia optykę? Jak rozświetla to, co jeszcze kilka godzin wcześniej było nie do rozwiązania? Znakomicie diagnozuje tę sytuację Psalm 30: „Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem okrzyki radości”). Otwarłem Pismo Święte. Przeczytałem znakomity dialog z Księgi Wyjścia. Mojżesz przekomarza się z Bogiem. Biblia wspomina, że Pan rozmawiał z nim, „jak się rozmawia z przyjacielem”. „Nie pouczyłeś mnie, kogo poślesz ze mną” – zagadnął Najwyższego Mojżesz. Rozbrajająca jest odpowiedź Pana Zastępów: „Jeśli Ja osobiście pójdę, czy to cię zadowoli?” (Wj 33,14).

    „Zadowoli. Pewnie, że zadowoli”! – wymamrotałem rozespany. Często przy takich okazjach internauci umieszczają dopisek „made my day” (dosł. „zrobiło, ustawiło mi dzień”). Tak, to słowo ustawiło mi dzień. I zmieniło nastawienie do tego, co mnie spotka. Dało pewność, że wszystko będzie pod Jego kontrolą.

    Pobudka!

    O tej zasadzie usłyszałem kilka miesięcy temu. Opowiadali o niej goście z zagranicy. Na Zachodzie nosi ona nazwę: „No Bible – no breakfast” (prosty skrót NBNB jest łatwy do zapamiętania). Dla naszych potrzeb może ochrzcimy ją: „Nie ma śniadania bez czytania?”.

    Znam wiele osób, które zrywają się o świecie i doskonale wiedzą, „co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem”. Sięgają po Pismo Święte, zazwyczaj po czytania z dnia. I choć początkowo wyraz ich twarzy sugeruje, że mogą być wizytówkami portalu niewyspani.pl, już po chwili na własnej skórze przekonują się o tym, jak prawdziwe są słowa Jezusa: „Nie samym chlebem żyje człowiek”.

    – Początkowo było mi bardzo trudno wstawać o bladym świcie, więc słowo Boże czytałam przez pół godziny wieczorem – opowiada Magda Ludwina z Wrocławia. – Myślałam, że zrywanie się wcześnie rano na rozmowę z Bogiem będzie w moim przypadku nie do przejścia… Przed dwoma laty, gdy nasza wspólnota weszła w 21-dniowy post, wyraźnie poczułam, że Bóg zaprasza mnie do tego, bym spotykała się z Nim wcześnie rano. To, co na początku było ogromnym trudem, stało się z czasem nawykiem. Do 21 dni doszły kolejne 21, a potem kolejne i kolejne. Bałam się, że narodziny Anielki, naszego czwartego dziecka, zaburzą ten porządek, ale okazało się, że wstaję o tej samej porze. Jak zaczynam? Mam zwyczaj mówienia Bogu „dzień dobry”. (śmiech). Wiem, jak dziwnie może to zabrzmieć, ale witam Go ze świadomością, że On mieszka we mnie, w świątyni mojego serca. Koncentruję się na Jego obecności we mnie. Po znaku krzyża i „dzień dobry” zaczynamy rozmawiać. Jasne, że bywały chwile, gdy wydawało mi się, że mówię do ściany, ale to przecież norma w przeżywaniu wiary. Skoro słowo Boże mówi, że jestem świątynią Ducha Świętego, to znaczy, że tak jest i kropka.

    Masz wiadomość

    – Moje pragnienie? Chcę położyć głowę na piersi Jezusa – mówi Magda. – A ponieważ wiem, że przy czwórce dzieci będzie mi ciężko to zrobić w ciągu dnia, a wieczorami będę „padała na pysk”, postanowiłam rozpoczynać każdy dzień od rozmowy z Bogiem i czytania Jego słowa. Czytam księgi rozdział po rozdziale. Zaczęłam od Ezechiela, potem przyszedł czas na Izajasza, teraz mam na tapecie Jeremiasza. Nie jestem w tym sama. Sporo osób w naszej wspólnocie (Hallelu jah) praktykuje tę zasadę. Bardzo cenne jest to, że zaczęliśmy wysyłać sobie cytaty, które nas danego dnia poruszyły. Maile przychodzą już od rana. To wirtualne echo Słowa jest dla mnie ogromnym świadectwem jedności. To niezwykłe: wiele osób czyta ten sam rozdział, a każdy jest poruszony innym fragmentem. To pokazuje dynamikę biblijnego słowa. Przed laty, gdy dotknęło mnie jakieś słowo, zdecydowałam się wysyłać je do znajomych ­SMS-em. Dziś rozsyłam ponad 200 takich wiadomości. W poniedziałki i piątki. Czasami zastanawiałam się, czy za bardzo nie spamuję, ale właściwie nie ma tygodnia, by ktoś nie podziękował za biblijny cytat. Ludzie piszą, że często to słowo jest odpowiedzią na pytania, które w sobie nosili. Ktoś kiedyś poprosił, bym wysyłała te ­SMS-y trochę później, bo zbyt wcześnie budzę ludzi. (śmiech) Kilkakrotnie usłyszałam proroczy fragment z Księgi Izajasza o tym, że Bóg patrzy na tych, którzy z drżeniem czczą Jego słowo. Bardzo mocno mnie to przynagla, by sięgnąć po słowo z bojaźnią, miłością i czułością. By go nie zbagatelizować, zlekceważyć, puścić mimo uszu. To słowo musi we mnie zamieszkiwać. Wierzę, że biblijny cytat, który we mnie pracuje, może podnieść i innych. Dlaczego? Bo On to obiecał. Zapowiedział, że Jego słowo nie wraca bez­powrotnie.

    Kto rano wstaje…

    – To jest walka, nie ma co ukrywać. I nie zaczyna się wcale rano, gdy zwlekasz się z łóżka, ale już poprzedniego dnia wieczorem, gdy nastawiasz budzik – opowiada Dominik Sowa z Tychów (pracuje jako informatyk w jednym z największych banków). – Decyzję o tym, by zaczynać dzień od pół godziny z Biblią, podjąłem kilka dobrych lat temu. Zachwycił mnie Namiot Spotkania, który proponuje Ruch Światło–Życie. Początkowo czytałem Biblię nieregularnie, raz udało mi się pomodlić, a raz nie. W końcu zrozumiałem, że to musi być konkretna decyzja: chcę poświęcać Bogu pół godziny dziennie. Na początku starałem się sięgać bo Biblię wieczorem, ale szybko zauważyłem, że jestem wtedy zbyt zmęczony i często kończyło się na tym, że zasypiałem. Wiedziałem, że muszę znaleźć inny czas. W końcu podjąłem decyzję: będę wstawać pół godziny wcześniej, by zacząć dzień od czytania słowa. Początki były trudne, ale wiedziałem, że nie mogę się poddać. Chciałem oddać Bogu czas. Było to kosztem mojego snu, a nie rodziny. Zacząłem wstawać, gdy żona i dzieci jeszcze spały, około 5.00, czasem 5.30. Czytam słowa z dnia, te, które proponuje liturgia Kościoła, choć był taki czas, gdy zaczytywałem się w psalmach. Staram się skupić głównie na Ewangelii. Przed trzema laty zacząłem wrzucać fragment, który mnie dotknął, na Facebooka (początkowo do wybranych znajomych, a potem na profil publiczny). Chciałem się tym podzielić z innymi. Reakcje były różne, ale większość pozytywnych. Kumple w pracy wiedzieli, że jestem chrześcijaninem, więc nie zaskoczyły ich biblijne cytaty. To już przerobili wcześniej, po moim nawróceniu. (śmiech) Te słowa podnoszą mnie każdego dnia. Nie, nie chodzi o żadne wzloty i latanie na wysokości trzech metrów. Nie towarzyszą mi żadne emocjonalne doznania. To mój codzienny pokarm. Poranne czytanie słowa to wynik decyzji. Najtrudniej wstaje się w weekendy. Widzę, że te słowa naprawdę mnie prowadzą, ustawiają mi cały dzień.

    Słowo w ruchu

    Przed laty pisałem o Grzegorzu Baranioku, kibicu Niebieskich, który zrywa się bladym świtem, by rozesłać kilkudziesięciu znajomym „cytat na dziś”. Jest wierny, konsekwentny. Wiecie, że ja każdego dnia regularnie dostaję od niego SMS-y? Ooo, właśnie przyszedł kolejny: „Nie oddawajcie złym za złe ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo” (1 P 3,9).

    – Słowo Boże napędza mnie do życia – opowiadał mi przed trzema laty. – Pracuję na zmiany, więc gdy mam na rano, wstaję o czwartej, robię mocną kawę i czytam. Czasami jestem tak zaspany, że muszę czytać kilka razy. (śmiech) Gdy Duch Święty daje mi jakieś przekonanie, gdy dotknie mnie jakiś fragment, to wysyłam go ­SMS-em do znajomych. Nie mam misji zbawienia świata, więc się nie spinam.

    Wiele razy cytat, który dostawałem SMS-em od Grzegorza, był drogowskazem, odpowiedzią na pytania, które w sobie nosiłem. Nic dziwnego, „Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” – obiecał Bóg przez proroka Izajasza (Iz 55,11).

    – Dzieje się tak, ponieważ słowo Boże jest żywe – wyjaśnia Maria Miduch, judaistka. – Hebrajskie dabar, czyli „słowo”, posiada ten sam rdzeń co dwora, czyli… „pszczoła”. To znaczy, że Słowo Boże jest jest w ruchu, ma pracę do wykonania. Krąży tak długo, aż wyda owoc…

    Marcin Jakimowicz; GN 29/2019

    ************************************************************************

    Kard. Krajewski: Kiedy czytam Pismo Święte, ono czyta moje życie, a ja widzę więcej

    CZYTANIE BIBLII
    Shutterstock

    ***

    „Doskonale pamiętam, kiedy byłem nieurodzajną glebą, kiedy nie chciałem słuchać tego, co mówi Bóg. Czytam codziennie Pismo Święte, ono we mnie wzrasta” – mówił kardynał.

    „Kiedy zaczynam czytać Pismo Święte, ono mnie czyta, ono czyta moje życie, a ja zaczynam widzieć świat, tak jak widzi je Bóg. Słowo Boże jest dobre wtedy, gdy ktoś się rodzi i umiera, kiedy ktoś jest zakochany i jest po uszy w grzechu i wyjść nie może, ono jest dobre na każde cierpienie” – mówił kard. Konrad Krajewski podczas swojej kardynalskiej Mszy prymicyjnej w łódzkiej katedrze.

    Nieurodzajna gleba

    W łódzkiej bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki w trzy miesiące od nominacji kardynalskiej odbyła się msza święta prymicyjna kardynała Konrada Krajewskiego, który w tej samej katedrze 30 lat temu z rąk abp. Władysława Ziółka przyjął święcenia kapłańskie.

    W liturgii obok abp. Grzegorza Rysia i abp. seniora Władysława Ziółka uczestniczyli biskupi pomocniczy bp Ireneusz Pękalski i bp Marek Marczak, kapłani, siostry zakonne i licznie zgromadzeni wierni z całej archidiecezji.

    Kardynał, przywołując przypowieści o ziarnie i siewcy, odniósł się do swojego życia: Doskonale pamiętam, kiedy byłem nieurodzajną glebą, kiedy nie chciałem słuchać tego, co mówi Bóg. Kiedy ono padało, nawet mnie porywało, ale potem piękno tego świata, wszystko co jest związane z moim ciałem, zabierało ten głos, niszczyło, nie było żadnego wzrostu. Ale Jezus mówi, że jest jeszcze diabeł, a papież Franciszek dopowiada – on tańczy najpierw wobec niego, potem wobec kardynałów, metropolitów, arcybiskupów i zabiera wszystko, żeby się nie urodziło, by zniknęło. Ziarnem, które Jezus rzuca nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie tego przyjąć, jest Słowo Boże – zaznaczył kardynał.

    Codziennie czytam Pismo Święte

    Kaznodzieja zwrócił uwagę na znaczenie i rolę Słowa Bożego w codzienności, w domu, w życiu.

    Kardynał podzielił się także swoim doświadczeniem codziennego czytania Ewangelii i wielkiego szacunku do Słowa Bożego.

    Czytam codziennie Pismo Święte, ono we mnie wzrasta, ono jest we mnie. Zaczyniajmy i my dzisiaj czytać Słowo Boże. Nie patrzmy na innych, na całą archidiecezję, ale na siebie. Wyjmijmy dzisiaj Pismo Święte.

    Codziennie czytam Ewangelię na następny dzień i staram się tą Ewangelią żyć. Przypominam sobie ją wieczorem, w południe i przed zaśnięciem. Nieraz nie pamiętam, zapomniałem i wtedy idę i czytam na nowo
    – dzielił się swoim doświadczeniem kardynał.

    Katolicka Agencja Informacyjna/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Niezwykła modlitwa Jana Pawła II, wypowiedziana w formie egzorcyzmu

    MODLITWA JANA PAWŁA II
    AFP/EAST NEWS

    ***

    Człowiek zdolny jest do rzeczy najgorszych. Wzajemna nienawiść staje się często jedynym językiem w relacjach międzyludzkich. Dlatego warto wracać do tej wyjątkowej modlitwy.

    Oddanie świata w opiekę Maryi, które miało miejsce 25 marca 1984 roku uważam za jeden z najważniejszych momentów pontyfikatu Jana Pawła II. Świat, który od wieków zna Chrystusa i może poszczycić się rozwojem cywilizacyjnym tak wysokim, że nigdy wcześniej nawet nie spodziewano się, jak daleko może sięgać człowiek, jest jednocześnie miejscem wewnętrznego rozdarcia.

    Wraz z postępem cywilizacji, techniki i nauki nie zawsze idzie postęp moralny. Człowiek nadal zdolny jest do rzeczy najgorszych, a jego serce zranione przez grzech staje się puste bez Boga. Mimo ucywilizowania wielu sfer życia nadal toczą się wojny, a w silosach światowych imperiów czekają rakiety gotowe na odpalenie.

    Wzajemna nienawiść stała się często jedynym językiem w relacjach międzyludzkich. Warto może zatem wrócić dzisiaj do tekstu poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi i żarliwej modlitwy Jana Pawła II, który wypowiedział ją w formie potężnego egzorcyzmu. Oto tekst tej modlitwy:

    Modlitwa Jana Pawła II

    O Serce Niepokalane! Pomóż przezwyciężyć grozę zła, która tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości!

    Od głodu i wojny, wybaw nas!

    Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny, wybaw nas!

    Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania, wybaw nas!

    Od nienawiści i podeptania godności dzieci Bożych, wybaw nas!

    Od wszelkich rodzajów niesprawiedliwości w życiu społecznym, państwowym i międzynarodowym, wybaw nas!

    Od deptania Bożych przykazań, wybaw nas!

    Od usiłowań zdeptania samej prawdy o Bogu w sercach ludzkich, wybaw nas!

    Od przytępienia wrażliwości sumienia na dobro i zło, wybaw nas!

    Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu, wybaw nas! Wybaw nas!

    Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi! Nabrzmiałe cierpieniem całych społeczeństw!

    Pomóż nam mocą Ducha Świętego przezwyciężać wszelki grzech: grzech człowieka i „grzech świata”, grzech w każdej jego postaci.

    Niech jeszcze raz objawi się w dziejach świata nieskończona zbawcza potęga Odkupienia: potęga Miłości miłosiernej! Niech powstrzyma zło! Niech przetworzy sumienia! Niech w Sercu Twym Niepokalanym odsłoni się dla wszystkich światło Nadziei!

    Ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Aleteia.pl

    ************************************************************************

    Diabeł odciąga od Mszy św.

    W czasie niektórych egzorcyzmów diabeł jest „zmuszony” ujawnić „prawdziwy katechizm”, tak jak w czasach Jezusa wyjawiał Jego tożsamość.

    Pewnego razu Jezus zapytał swych uczniów, za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego (zob. Mt 16, 13-16). Odpowiedzieli Mu: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Tylko Szymon Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Wniosek z tego, że zdecydowana większość ludzi nie wiedziała dokładnie, kim był Jezus. Ludzie mieli trudności ze zdefiniowaniem Jego tożsamości, ale nie miały takich wątpliwości demony. Jezus był pierwszym egzorcystą, a egzorcyzm był integralną częścią Jego publicznej posługi. Spotkania Jezusa z opętanymi, Jego moc wypędzania demonów i ich wyznania w Jego obecności są opisane w kilku fragmentach Ewangelii.

    Przykładowo – u ewangelisty Marka to właśnie demony są jedynymi istotami, które publicznie uznają Jezusa za Mesjasza. Oto co pisze św. Marek: „Był właśnie w (…) synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego” (Mk 1, 23-26). A tak pisze o tym ewangelista Łukasz: „O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!». Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem” (Łk 4, 40-41). Demony bały się Jezusa, ponieważ wiedziały, że ma On moc, by wpływać na ich egzystencję przez egzorcyzmy.

    Tak jak za czasów Jezusa demony wyjawiły Jego tożsamość, tak i dziś czynią podobnie. Mogą się o tym przekonać egzorcyści, którzy prowadzą „dialog” z diabłem. Jednym z takich egzorcystów jest ks. Ambrogio Villa.

    Przez lata był on proboszczem w małym lombardzkim miasteczku, a kilka lat temu rozpoczął pełnoetatową pracę jako egzorcysta w diecezji Mediolanu, w północnych Włoszech. Jest jednym z wielu księży, którzy na całym świecie odpowiedzieli na rosnące zapotrzebowanie na egzorcystów. Według danych z 2018 r., tylko we Włoszech egzorcyzmy potroiły się – każdego roku przeprowadza ich się ok. pół miliona.

    Podejmowanie duchowej walki z diabłem nie jest dla osób o słabym sercu – wyjaśnia ks. Ambrogio. Nawet jeśli kapłan działa in persona Christi (w osobie Jezusa Chrystusa), jest ze strony diabła przedmiotem „wulgarności, gróźb i przemocy”.

    Jednak – jak podkreśla – w czasie niektórych egzorcyzmów diabeł jest „zmuszony” ujawnić „prawdziwy katechizm”, tak jak w czasach Jezusa wyjawiał Jego tożsamość. W jednym ze swoich nagrań wideo ks. Villa wspomina rozmowę z diabłem, podczas której wypowiedział znaczące słowa o Mszy św.: „Dzisiaj księża spieszą się, gdy odprawiają Mszę. (…) Nie rozumieją, że kiedy odprawiają Mszę, Ona (Matka Boża – szatan nigdy nie wypowiada Jej imienia; mówi o Niej – Ona – przyp. W.R.) jest przy ołtarzu wraz z aniołami”. Zdumiewające, że to nie człowiek tak mówi o Ofierze Eucharystycznej, ale diabeł podczas egzorcyzmu. Powinno to skłonić do głębszej refleksji zarówno kapłanów, jak i wiernych. Istnieją diabelskie siły, które próbują odciągać ludzi od Mszy św., bo diabeł wie, jak ogromne znaczenie w życiu duchowym ma Eucharystia.

    Podczas audiencji 15 listopada 1972 r. Paweł VI zadawał sobie pytanie, jakie są główne potrzeby dzisiejszego Kościoła. Oto co powiedział: „Proszę się nie zdziwić, że moja odpowiedź może się wydać tak prosta, a nawet przesądna i nierealna, ale jedną z największych potrzeb jest obrona przed złem, które nazywamy diabłem”. A najlepszą obroną przed szatanem jest częste uczestniczenie we Mszy św.

    Włodzimierz Rędzioch/Niedziela Ogólnopolska 5/2021

    ************************************************************************************************************

    22 luty

    Święto katedry św. Piotra Apostoła

    ST. PETER,STATUE
    Yorkshire Many | CC BY-SA 4.0
    ****************************************************************************************

    22.02.1931 – 22.02.2021

    90-ta rocznica pierwszego objawienia się Jezusa Miłosiernego św. siostrze Faustynie

    JEZU UFAM TOBIE – Adolf Hyła

    ***

    Papież Franciszek na 90-tą rocznicę objawień w Płocku: Przekazujcie światu ogień Jezusa Miłosiernego

    Papież Franciszek udziela apostolskiego błogosławieństwa biskupowi płockiemu, diecezji i wszystkim uczestnikom jubileuszowych uroczystości.
    fot. Roman Koszowski/Gość

    Papież Franciszek udziela apostolskiego błogosławieństwa biskupowi płockiemu, diecezji i wszystkim uczestnikom jubileuszowych uroczystości.

    Ojciec Święty uczestniczy duchowo w płockich obchodach 90. rocznicy pierwszego objawienia Jezusa Miłosiernego św. siostrze Faustynie Kowalskiej.

    Zokazji przypadającej 22 lutego 90. rocznicy pierwszych objawień Jezusa Miłosiernego św. siostrze Faustynie w Płocku, Ojciec Święty Franciszek skierował list do biskupa Piotra Libery.

    Serdecznie pozdrawiam Księdza Biskupa i całą wspólnotę Kościoła Płockiego, uczestnicząc duchowo w obchodach 90. rocznicy pierwszego objawienia się w Płocku Jezusa Miłosiernego św. siostrze Faustynie Kowalskiej 22 lutego 1931 r. Jednoczę się w modlitwie z biorącymi udział w uroczystej celebracji w sanktuarium Miłosierdzia Bożego i uczestniczącymi w niej za pośrednictwem środków społecznego przekazu. Wspominam słowa, które wówczas św. siostra Faustyna usłyszała: »Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie« (Dz. 47). Podzielam radość Kościoła Płockiego, że to szczególne wydarzenie jest już znane w świecie i pozostaje żywe w sercach wiernych.

    Ojciec Święty w swym liście pisze, że przeżywana rocznica jest zaproszeniem, “aby powrócić do Jezusa, aby spotkać Jego miłość i miłosierdzie w sakramentach”, i aby prosić Go o dar miłosierdzia.

    Zachęcam więc: zwróćmy się do tego Źródła. Prośmy Chrystusa o dar miłosierdzia. Niech ono nas ogarnie i przeniknie. Miejmy odwagę, by powrócić do Jezusa, aby spotkać Jego miłość i miłosierdzie w sakramentach. Poczujmy Jego bliskość, czułość, a wtedy my także będziemy bardziej zdolni do miłosierdzia, cierpliwości, przebaczania i miłości.

    Przywołując słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane w krakowskich Łagiewnikach 17 sierpnia 2002 r., że “trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia, bo w miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”, Ojciec Święty stwierdza:

    Oto szczególne wyzwanie dla Kościoła Płockiego, wyróżnionego objawieniem, dla Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, dla Miasta Płocka i każdego z was. Przekazujcie światu ogień Jezusa Miłosiernego. Bądźcie dla wszystkich znakiem Jego obecności wśród was.

    Papieski list to kolejny znak szczególnej uwagi Ojca Świętego, zwróconej na orędzie o Bożym Miłosierdziu i Płock jako wybrane miejsce, w którym zaczęły się objawienia. Przypomnijmy, że 30 lat temu, w roku 60. rocznicy objawień Jezusa Miłosiernego, do Płocka przybył św. Jan Paweł II.

    ks. Włodzimierz Piętka/ Gość Niedzielny

    ******

    Wymaluj Mi obraz

    Siostra Jolanta Pietrasińska ukazuje obraz Jezusa Miłosiernego.
    Siostra Jolanta Pietrasińska ukazuje obraz Jezusa Miłosiernego.
    fot. ks. Włodzimierz Piętka/ GOŚĆ

    ***

    22 lutego to dla Płocka najświętszy dzień, wybrany przez Pana Jezusa, aby s. Faustynie z klasztoru przy Starym Rynku objawić Jego miłosierne oblicze.

    Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: “Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” – to najważniejszy dla Płocka fragment “Dzienniczka” św. Faustyny.

    Dalej w tym samym objawieniu Pan mówił: “Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu, na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały”. Siostra Faustyna pisze, że powiedziała o tym spowiednikowi i otrzymała od niego odpowiedź, że to się tyczy jej duszy. “Mówi mi tak: »Maluj obraz Boży w duszy swojej«. Kiedy odeszłam od konfesjonału, usłyszałam znowu takie słowa: »Mój obraz w duszy twojej jest«. Ja pragnę, aby było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia”.

    26-letnia s. Faustyna słyszała te słowa wieczorem 22 lutego 1931 r., a była to pierwsza niedziela Wielkiego Postu. Co ciekawe, tego dnia w liturgii Kościoła prawosławnego jest obchodzone święto ikony Pana Jezusa.

    Płockie życzenie

    Warto iść za tropem pierwszych słów Pana Jezusa, Jego życzenia: “Wymaluj Mi obraz”, bo jak się okazuje, nie pozostało ono bez echa już w pierwszych latach po płockich objawieniach św. Faustyny. W archiwum domu generalnego sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie zachował się lapidarny zapis: “Dom w Płocku już w 1939 roku czcił obraz Pana Jezusa Miłosiernego, umieszczając go w kaplicy”. Są świadectwa, które mówią, że w czasie wojny w klasztorze sióstr schroniło się wiele dziewcząt, które uchroniły się w ten sposób przed wywiezieniem do przymusowych prac w Niemczech. Wielu też wypraszało łaski przed obrazem Chrystusa Miłosiernego. Prawdopodobnie nie był to obraz wielkich rozmiarów, z pewnością nie znajdował się w ołtarzu głównym – tam była figura Matki Bożej Miłosierdzia, podarowana siostrom przez bł. abp. Nowowiejskiego, która zachowała się do dziś i znajduje się w kaplicy sanktuarium. Wiadomo, że w 1950 r. siostry zostały wyrzucone przez komunistów z płockiego klasztoru; dano im niewiele czasu na opuszczenie domu. Co wtedy stało się z tym obrazem? Czy zabrały go do Białej? Czy otrzymał go ks. Wacław Jezusek, spowiednik sióstr? Czy zabrała go jakaś rodzina, bo przy rozbiórce klasztoru kręciło się wiele osób? Pytania pozostają wciąż bez odpowiedzi, ale może gdzieś w Płocku jest bardzo stary obraz, który już przed wojną wisiał u sióstr na Starym Rynku… Jak on wyglądał?

    “Obrazu nie wyrzucę…”

    Wiele tajemnic domu sióstr na Starym Rynku znał ks. Wacław Jezusek. Był jednym z księży, którzy w latach 30. spowiadali siostry. Być może to o nim wspomina św. s. Faustyna? To tylko jedno z kolejnych pytań. Odwołajmy się jednak do źródeł – w 1959 r. ks. Jezusek na łamach “Miesięcznika Pasterskiego Płockiego” napisał artykuł o kulcie Miłosierdzia Bożego i obrazu Pana Jezusa Miłosiernego, w świetle wypowiedzi Świętego Oficjum. Rzeczywiście, wtedy watykańska kongregacja Świętego Oficjum wydała zakaz rozpowszechniania obrazów i pism dotyczących Miłosierdzia Bożego w formie proponowanej przez s. Faustynę Kowalską. Ksiądz Jezusek w artykule odnosił się do zarzutu jednego z księży, że skoro Watykan wydał taki zakaz, to dlaczego on dotąd nie usunął ze swojego mieszkania obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Przez to ujawnił, że taki obraz w mieszkaniu posiadał, co potwierdzają liczni świadkowie. Ciekawe są również inne stwierdzenia ks. Jezuska, a mianowicie: “Siostra Faustyna była w Zgromadzeniu Sióstr w Płocku (Anioł Stróż) w 1930 roku. Tu już miewała opisane przez nią wizje i objawienia”. Wieloletni kanclerz kurii diecezjalnej, wikariusz generalny i rektor seminarium przypomina również pewien epizod, gdy siostry “z tegoż zgromadzenia w Płocku przyszły do mnie z zakłopotaniem, że nie mogą odczytać listu z zagranicy, pisanego widocznie po angielsku. Tymczasem list był pisany po hiszpańsku i pochodził z Ameryki Południowej, z Limy, stolicy Peru. Autor twierdził, że u nich szerzy się kult do Miłosierdzia Bożego i chciałby posiadać autentyczny obraz Pana Jezusa Miłosiernego, o co bardzo prosi”. Ciekawe, że list ten dostały siostry z Płocka, gdzie Pan Jezus prosił s. Faustynę: “Wymaluj Mi obraz”.

    Naczynie i znak

    Pragnienie Pana Jezusa było wyraźne. Na obrazie są istotne: sama postać Chrystusa i promienie – czerwony i blady, wypływające z Jego boku, Jego dłoń uniesiona do błogosławieństwa i podpis: “Jezu, ufam Tobie”. – Rola obrazu jest podwójna. Jest on narzędziem służącym zarówno Jezusowi, jak i ludziom. Dla Jezusa jest on narzędziem, przez które rozdaje On swoje łaski. To nie obraz daje łaski, lecz daje je Jezus. Obraz nie ma mocy niezależnej. Obraz służy ludziom jako naczynie, którym czerpią łaski u źródła miłosierdzia. Z drugiej strony obraz ten jest znakiem, który przypomina ludziom wezwanie do czynienia miłosierdzia. Pan Jezus mówi do s. Faustyny: “Przez obraz ten udzielę wiele łask duszom, on ma przypominać żądania Mojego miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” i “Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«” – mówi s. Jolanta Pietrasińska z płockiego klasztoru Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

    Nieprzerwany kult

    Najbardziej znane są dwa obrazy: wileński – namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego i łagiewnicki – autorstwa Adolfa Hyły. Popularny był również obraz pędzla Ludomira Ślendzińskiego. Oczywiście, tych wizerunków było coraz więcej, my jednak szukamy najstarszych przedstawień w diecezji płockiej. Wymieńmy przynajmniej niektóre, jak w Czerwińsku n. Wisłą, Żurominie i Gostyninie. Na początku należy wspomnieć o dwóch obrazach namalowanych w latach 40. ubiegłego wieku przez wychowankę płockiego domu sióstr – Reginę (nazwisko się nie zachowało). Są one przechowywane w klasztorach w Płocku i Białej: Jezus Miłosierny na tle ukwieconej łąki rozsiewa promieniami miłosierdzie i życie, a całe stworzenie jest dziełem Bożego miłosierdzia. Podobne przedstawienie zachowało się w kościele parafii św. Marcina w Gostyninie. – To chyba najstarsze miejsce kultu Jezusa Miłosiernego w naszej diecezji – mówił ks. prał. Jerzy Niestępski, emerytowany proboszcz parafii Gostynin. – Obraz namalował miejscowy malarz Mierzejewski. Wizerunek od razu został otoczony kultem przez wiernych. Był on czczony najpierw w kaplicy poprotestanckiej, a po wybudowaniu kościoła parafialnego – w nowej świątyni. Nieprzerwanie, nawet mimo notyfikacji Stolicy Świętej – opowiadał nieżyjący już dziś ks. prał. Niestępski.

    Warto nadmienić, że takie przedstawienia, wzorowane na niektórych obrazach Adolfa Hyły, obejmował zakaz rozpowszechniania, bo miały nie ukazywać w pełni istoty przesłania Bożego Miłosierdzia. Jezus Miłosierny w kwiatach to jednak jeden z wczesnych przykładów tego wizerunku.

    Kilka lat temu w Czerwińsku n. Wisłą odnaleziono obraz namalowany przez Jana Wałacha (1884–1979), malarza, rysownika i grafika z Istebnej. Po II wojnie światowej, wyrugowany z życia artystycznego, tworzył on liczne dzieła sakralne, w tym polichromie kościołów. Obraz z Czerwińska powstał w lutym 1952 r., o czym świadczą sygnatura i podpis artysty. Ukazuje on świetlistą postać Chrystusa Miłosiernego unoszącego się nad ziemią zarysowaną niskim horyzontem na tle ciemnego, poprzecinanego poziomymi obłokami nieba. W lutym 2014 r. obraz został poddany podstawowej konserwacji. Dziś znajduje się w kaplicy czerwińskiego domu salezjanów.

    Od lat 60. XX w. trwa nieprzerwany kult Miłosierdzia Bożego w kościele parafialnym w Żurominie. – To zasługa wieloletniego proboszcza ks. kan. Kazimierza Żbikowskiego, który wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego umieścił w ołtarzu bocznym – wspomina ks. Tadeusz Kozłowski, emerytowany już dziś oficjał Sądu Biskupiego, który w latach 80. był wikariuszem parafii św. Antoniego. – Na długo przed kanonizacją s. Faustyny szerzył on kult, uczył Koronki do Bożego Miłosierdzia, którą w każdą niedzielę śpiewaliśmy jako uwielbienie po przyjęciu Komunii św. Pamiętam, jak obok brewiarza najczęściej otwierał właśnie “Dzienniczek” s. Faustyny Kowalskiej – opowiada ks. Tadeusz Kozłowski.

    – Wśród księży, którzy szerzyli kult Miłosierdzia Bożego, wspomniałbym jeszcze ks. prał. Czesława Głowickiego. On wprowadził do ciechanowskiej fary wizerunek Chrystusa z podpisem: “Jezu, ufam Tobie” i otoczył go kultem – wspomina ks. Mieczysław Ochtyra, wieloletni rektor płockiego sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

    ****

    22 lutego 1931 r. św. Faustyna po raz pierwszy ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego

    Opublikowano na 22 lutego 2021 by wobroniewiary

    22 lutego 1931 r. Pan Jezus KRÓL MIŁOSIERDZIA po raz pierwszy przyszedł do św. Siostry Faustyny w postaci, którą znamy z OBRAZU KRÓLA MIŁOSIERDZIA z podpisem JEZU UFAM TOBIE.

    Z polecenia bł. Księdza Michała Sopoćki, św. Siostra Faustyna pozostawiła w swoim Dzienniczku przejmującą dokumentacje historyczną, mistyczną i duchową traktującą o tym pierwszym spotkaniu, dalej o okolicznościach powstania pierwszego OBRAZU KRÓLA MIŁOSIERDZIA zwanego WILEŃSKIM i publicznego ukazania tegoż obrazu w Ostrej Bramie.

    wilenski-jezus-milosierny

    Zachęcamy do osobistego i rodzinnego odnowienia czci serdecznej wobec Pana Jezusa KRÓLA MIŁOSIERDZIA obecnego w tym Obrazie.

    Obraz Miłosierdzia w Dzienniczku


    (opracowanie własne – przedruk przy podaniu źródła do naszego portalu)

    47. PAN JEZUS POLECA ŚW. SIOSTRZE FAUSTYNIE NAMALOWAĆ OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    + 1931  rok  22 lutego

    Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz,  z podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby obraz ten czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. (Dz 47)

    48. PAN JEZUS PRZEDSTAWIA OBIETNICĘ UDZIELANIA ŁASK CZCICIELOM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.
     (Dz 48)

    51. MATKA PRZEŁOŻONA PROSI O ZNAK POTWIERDZAJĄCY PRAWDZIWOŚĆ OBJAWIEŃ ŚW.  SIOSTRY FAUSTYNY
    Kiedy o tym powiedziałam Matce Przełożonej, że Bóg tego żąda ode mnie, odpowiedziała mi Matka Przełożona, żeby Jezus dał wyraźniej poznać przez jakiś znak.

    51a. ŁASKI, KTÓRE SPŁYNĄ NA CZCICIELI OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO, BĘDĄ TYM ZNAKIEM
    Kiedy prosiłam Pana Jezusa o jakiś znak na świadectwo, iż prawdziwie Ty jesteś Bóg i Pan mój i od ciebie pochodzą te żądania, na to usłyszałam taki głos wewnętrzny: dam poznać Przełożonym przez łaski, których udzielę przez ten obraz. (Dz 51)

    84. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA UWIELBIA KREW I WODĘ PANA JEZUSA
    O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufam Tobie. (Dz 84)

    87. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZI ŻYWEGO PANA JEZUSA, A Z JEGO SERCA WYCHODZIŁY DWA PROMIENIE
    Wilno, 26.X.1934.
    W piątek, kiedy szłam z wychowankami z ogrodu na kolację, było to dziesięć minut przed szóstą godziną, ujrzałam Pana Jezusa nad naszą kaplicą, w takiej postaci, jako Go widziałam pierwszy raz. Takim, jak jest namalowany na tym obrazie. Te dwa promienie, które wychodziły z Serca Jezusowego, okrywały naszą kaplicę i infirmerię, a potem całe miasto i rozeszły się na świat cały. Trwało to może do czterech minut i znikło. Jedna z dzieci, która szła razem ze mną trochę za innymi, widziała także te promienie, ale nie widziała Jezusa i nie widziała skąd te promienie wychodzą. Przejęła się bardzo i opowiedziała innym dziewczynkom. Dziewczynki zaczęły się z niej śmiać, że jej się coś przywidziało, a może było światło z aeroplanu, ale ona usilnie obstawała przy swoim zdaniu i mówiła, że jeszcze nigdy takich promieni w życiu swoim nie widziała. Kiedy jej jeszcze zarzucały dziewczynki, że to może reflektor, ona jednak odpowiedziała, że zna światło reflektora. Takich promieni nigdy nie widziała. Dziewczynka ta po kolacji zwróciła się do mnie i powiedziała mi, że tak ją te promienie przejęły, że nie może sobie miejsca znaleźć: wciąż bym o tym mówiła, a jednak Pana Jezusa nie widziała. I wciąż mi przypominała o tych promieniach, przez co wprowadziła moją osobę w pewną trudność, ponieważ nie mogłam jej powiedzieć, że widziałam Pana Jezusa. Modliłam się za tę duszyczkę, aby jej Pan udzielił łask, których tak bardzo potrzebowała. Rozradowało mi się serce, że Jezus Sam daje się poznać w dziele Swoim. Chociaż miałam z tego powodu wielkie przykrości, jednak wszystko dla Jezusa znieść można. (Dz 87)

    88. PAN JEZUS ODPOWIADA PRZEZ ŚW. SIOSTRĘ FAUSTYNĘ NA PYTANIE SPOWIEDNIKA
    + Kiedy poszłam na adorację, uczułam bliskość Boga. Po chwili ujrzałam Jezusa i Maryję. Widzenie to napełniło duszę moją radością i zapytałam się Pana: – jaka jest wola Twoja w tej sprawie, w której mi się spowiednik każe spytać? – Jezus mi odpowiedział: jest wolą Moją, aby tu był i niech się nie zwalnia. I zapytałam się Jezusa, czy może być ten napis: „Chrystus, Król Miłosierdzia”. Jezus mi odpowiedział: – Jestem Królem Miłosierdzia, a nie mówił –„Chrystus”. W pierwsza niedzielę po Wielkanocy, pragnę, żeby był publicznie ten obraz wystawiony. Niedziela ta jest świętem Miłosierdzia. Przez Słowo Wcielone daję poznać przepaść Miłosierdzia Mojego. (Dz 88)

    89. OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO ODBIERA CZEŚĆ PO RAZ PIERWSZY W WILNIE 26-28.IV.1935
    + Dziwnie się złożyło, jako Pan żądał, tak się stało, że pierwszą cześć, jaką obraz ten odebrał od tłumów – było to w pierwszą Niedzielę po Wielkanocy. (26-28. IV.1935 r.) Przez trzy dni był ten obraz wystawiony na widok publiczny i odbierał cześć publicznie, ponieważ był umieszczony w Ostrej Bramie, w szczycie okna, dlatego było go widać z bardzo daleka. W Ostrej Bramie obchodzono uroczyście te trzy dni zakończenia jubileuszu Odkupienia świata – 1900 od Męki Zbawiciela. Teraz widzę, że złączone jest Dzieło Odkupienia z dziełem Miłosierdzia, które żąda Pan. (Dz 89)

    152. PAN JEZUS UKRYTY W TABERNAKULUM USPOKAJA ŚW. SIOSTRĘ FAUSTYNĘ
    Kiedy miałam raz dyżur w nocy, a byłam tak cierpiąca w duszy z powodu tego malowania tego obrazu, że już nie wiedziałam czego się trzymać, ustawiczne wmawianie, że to jest złudzenie, to znowuż jeden kapłan powiedział, że może Bóg właśnie chce przez ten obraz cześć odbierać, więc trzeba się starać o to malowanie. Jednak zmęczona była dusza moja bardzo. Kiedy weszłam do kapliczki, zbliżyłam głowę swoją do tabernakulum i zapukałam i rzekłam: Jezu, patrz, jak wielkie trudności mam z powodu tego malowania tego obrazu i usłyszałam głos z tabernakulum: córko Moja, już niedługo trwać będzie cierpienie twoje. (Dz 152)

    154. PAN JEZUS PRZYPOMNIAŁ ŚW. SIOSTRZE FAUSTYNIE OBOWIĄZEK DOPROWADZENIA DO KOŃCA SPRAWY NAMALOWANIA OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    Kiedy była adoracja u Sióstr Rodziniarek, wieczorem poszłam z jedną z naszych Sióstr na tę adorację. Zaraz kiedy weszłam do kapliczki, obecność Boża ogarnęła moja duszę. Modliłam się tak, jak w pewnych momentach, bez słowa mówienia. Nagle ujrzałam Pana, Który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbę dusz w dzień sądu. Po tych słowach Pana jakaś bojaźń wstąpiła w duszę moja i lęk. Nie mogłam się uspokoić sama w sobie. Brzmiały mi te słowa: tak, to mam nie tylko za siebie odpowiadać w dzień sądów Bożych, ale i za inne dusze. Te słowa głęboko wyryły mi się w serce moje. Kiedy wróciłam do domu, weszłam do małego Jezusa, upadłam na twarz przed Najświętszym Sakramentem i powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mej mocy, ale Cię proszę, Ty zawsze bądź ze mną i daj mi moc do spełnienia woli Twojej świetlej, bo Ty wszystko możesz, a ja nic sama z siebie. (Dz 154)

    299. PAN JEZUS SPEŁNIAJĄC PROŚBĘ SPOWIEDNIKA WYJAŚNIA SYMBOLIKĘ PROMIENI MIŁOSIERDZIA
    Kiedy raz spowiednik kazał się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie – powiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana.
    W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę, – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; – czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem duszy.
    Te dwa promienie wyszły  z wnętrzności Miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.
    Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. 
    (Dz 299)

    313. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA ZASMUCIŁA SIĘ, GDY PO RAZ PIERWSZY ZOBACZYŁA MALOWANY OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    + W pewnej chwili kiedy byłam u tego malarza, który maluje ten obraz i zobaczyłam, że nie jest tak piękny, jakim jest Jezus – zasmuciłam się tym bardzo, jednak ukryłam to w sercu głęboko. Kiedyśmy wyszły od tego malarza, Matka Przełożona została w mieście dla załatwienia różnych spraw, ja sama powróciłam do domu. Zaraz udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? – Wtem usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej. (Dz 313)

    326. PAN JEZUS ZAŻĄDAŁ,  BY  WEJRZENIE JEGO Z OBRAZU BYŁO TAKIE, JAK Z KRZYŻA
    W pewnej chwili powiedział mi Jezus: spojrzenie Moje z tego obrazu jest takie, jako spojrzenie z krzyża. (Dz 326)

    327a.OBRAZ JEST NACZYNIEM, Z KTÓRYM WIERNI MOGĄ PRZYCHODZIĆ DO ŹRÓDŁA MIŁOSIERDZIA
    Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie. 
    (Dz 327)

    416. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZI PANA JEZUSA BŁOGOSŁAWIĄCEGO ZE SWEGO OBRAZU WYSTAWIONEGO W WILNIE I PRZECINAJĄCEGO SIECI ZAWIESZONE NAD MIASTEM
    Kiedy został wystawiony ten obraz, ujrzałam żywy ruch ręki Jezusa, Który zakreślił duży znak krzyża.
    W ten sam dzień wieczorem, kiedy położyłam się do łóżka ujrzałam, jak ten obraz szedł ponad miastem, a miasto to było założone siatką i sieciami. Kiedy Jezus przeszedł, przeciął wszystkie sieci, a w końcu zakreślił duży znak krzyża świętego i znikł. I ujrzałam się otoczona mnóstwem postaci złośliwych i pałających ku mnie wielka nienawiścią. Wychodziły różne groźby z ich ust, jednak żadna się nie dotknęła mnie. Po chwili znikło to zjawisko, lecz długo nie mogłam zasnąć. (Dz 416)

    417. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZIAŁA, ŻE W CZASIE, GDY   KS. SOPOĆKO GŁOSIŁ W OSTREJ BRAMIE W WILNIE KAZANIE O MIŁOSIERDZIU BOŻYM, POSTAĆ PANA JEZUSA OŻYŁA
    26.IV. w piątek, kiedy byłam w Ostrej Bramie w czasie tych uroczystości, podczas których obraz ten został wystawiony, byłam na kazaniu, które mówił mój spowiednik; kazanie było o Miłosierdziu Bożym, było pierwsze, czego żądał Pan Jezus. Kiedy zaczął mówić o tym wielkim Miłosierdziu Pańskim, obraz ten przybrał żywą postać i promienie te przenikały do serc ludzi zgromadzonych, jednak nie w równej mierze, jedni otrzymali więcej, a drudzy mniej. Radość wielka zalała duszę moją widząc łaskę Boga. (Dz 417)

    420. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA DZIĘKUJE ZA ŁASKI PŁYNĄCE Z OBRAZU, WYSTAWIONEGO PO RAZ PIERWSZY PUBLICZNIE W WILNIE W WIELKIM TYGODNIU 1935 R.
    Niedziela, 28.IV.1935.
    Niedziela przewodnia, czyli święto Miłosierdzia Pańskiego, zakończenie Jubileuszu Odkupienia. Kiedyśmy poszły na tę uroczystość, serce mi biło z radości, że te dwie uroczystości z sobą są tak ściśle złączone. Prosiłam Boga o miłosierdzie dla dusz grzesznych.

    420a. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZI PROMIENIE WYCHODZĄCE Z NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU W CZASIE  BŁOGOSŁAWIEŃSTWA
    Kiedy się skończyło [nabożeństwo] i kapłan wziął Przenajświętszy Sakrament, aby udzielić błogosławieństwa, wtem ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jako jest na tym obrazie. Udzielił Pan błogosławieństwa i promienie te rozeszły się na cały świat.

    421. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIJE WIANEK OZDABIAJĄCY OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO WYSTAWIONEGO PO RAZ PIERWSZY W OSTREJ BRAMIE
    29-IV.1935
    W przeddzień wystawienia tego obrazu, byłam z nasza Matka Przełożoną u naszego spowiednika. Kiedy zeszła rozmowa na temat tego obrazu, prosił spowiednik, ażeby która z Sióstr pomogła uwić wianków. Matka Przełożona odpowiedziała, ze Siostra Faustyna pomoże – ucieszyłam się tym niezmiernie; kiedy wróciłyśmy do domu zaraz zajęłam się przygotowaniem zieleni i przy pomocy jednej z wychowanek zawiozłyśmy zieleń, jeszcze pomogła mi jedna osoba, która jest przy kościele. O godzinie siódmej wieczorem było już wszystko gotowe, już obraz był zawieszony; jednak zauważyły niektóre panie, że się tam kręciłam, bo na pewno więcej zastąpiałam, aniżeli pomagałam, więc na drugi dzień pytały Sióstr, co to za piękny obraz i co za znaczenie ma? Na pewno Siostry będą wiedziały, bo wczoraj jedna z Sióstr ubierała. Siostry mocno zdziwione, ponieważ o tym nic nie wiedziały, każda chciała go zobaczyć i zaraz padło na mnie podejrzenie. Mówiły: Siostra Faustyna na pewno wie dobrze o wszystkim.

    Kiedy mnie zaczęto pytać, milczałam, ponieważ prawdy powiedzieć nie mogłam. Milczenie moje było powodem do większego zaciekawienia ich; podwoiłam swą czujność, ażeby nie skłamać, ani prawdy nie powiedzieć, ponieważ nie mam pozwolenia. Wtenczas zaczęto mi pokazywać niezadowolenie i otwarcie wymawiano mi, jak to może być, żeby ludzie obcy wiedzieli o tym, a my nic. Zaczęły się różne sądy nade mną. Cierpiałam wiele przez te trzy dni, ale dziwna moc wstępowała w duszę moją. Cieszę się, że mogę cierpieć dla Boga i dusz, które dostąpiły miłosierdzia Jego w tych dniach. Widząc tak wiele dusz, które w tych dniach dostąpiło miłosierdzia Bożego, niczym sobie poczytuję trud i cierpienie, chociażby największe i chociażby miały trwać do końca świata, ponieważ one mają koniec, a dusze, które się przez to nawróciły [są uratowane] od mąk nieskończonych. Miałam wielką radość widząc innych powracających do źródła, na łono miłosierdzia Bożego. (Dz 421)

    441. PROMIENIE Z OBRAZU WYSTAWIONEGO NA OŁTARZU W BOŻE CIAŁO  PRZESZŁY PRZEZ ŚWIĘTĄ HOSTIĘ
    W pewnej chwili, kiedy był ten obraz wystawiony w ołtarzu na procesji Bożego Ciała, kiedy kapłan postawił Przenajświętszy Sakrament i chór zaczął śpiewać, wtem promienie z tego obrazu przeszły przez Hostię św. i rozeszły się na cały świat. Wtem usłyszałam te słowa: – Przez ciebie, jako przez tę Hostie, przejdą promienie miłosierdzia na świat. – Po tych słowach głęboka radość wstąpiła w duszę moją. (Dz 441)

    344. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZI PROMIENIE MIŁOSIERDZIA PRZECHODZĄCE DO LUDZI PRZEZ RĘCE KAPŁANÓW
    20.XII.1934 r.
    W pewnej chwili wieczorem, kiedy weszłam do celi, ujrzałam Pana Jezusa wystawionego w monstrancji, jakoby pod gołym niebem. U stóp Pana Jezusa widziałam swego spowiednika, a za nim wielka liczba duchownych najwyższych, których stroje nigdy nie widziałam, tylko w widzeniu. A za nimi różne stany duchowne; dalej widziałam z Hostii wychodzące te dwa promienie, jakie są w tym obrazie, które się ściśle złączyły ze sobą, ale nie pomieszały i przeszły do rąk mego spowiednika, a później do rąk tych duchownych i z ich rąk przeszły do ludzi i wróciły do Hostii… i w tej chwili ujrzałam się w celi jako weszłam. (Dz 344)

    370. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZI PROMIENIE WYCHODZĄCE Z MONSTRANCJI
    W tym samym dniu kiedy byłam w kościele, czekając na spowiedź, ujrzałam te same promienie wychodzące z monstrancji i rozchodziły się po całym kościele. Trwało to przez czas całego nabożeństwa. Po błogosławieństwie na obie strony i z powrotem do monstrancji. Widok ich jasny i przeźroczysty jak kryształ. Prosiłam Jezusa, aby raczył zapalić ogień Swojej miłości we wszystkich duszach oziębłych. Pod tymi promieniami rozgrzeje się serce, chociażby było zimne jak bryła lodu, chociażby było twarde jak skała, skruszy się na proch. (Dz 370)

    711. KS. SOPOĆKO PRZYGOTOWUJE DO DRUKU OBRAZEK JEZUSA MIŁOSIERNEGO
    5/X.[1936]. Dziś otrzymałam list od ks. Sopoćko, w którym się dowiedziałam, że zamierza wydać obrazeczek Chrystusa Miłosiernego i prosił mnie o przysłanie pewnej modlitwy, którą chce umieścić na odwrotnej stronie, jeżeli uzyska aprobatę Arcypasterza. O, jak wielką radością napełnia się serce moje, że mi Bóg pozwolił ujrzeć to dzieło Swojego Miłosierdzia. O, wielkie to dzieło Boga Najwyższego, ja tylko jestem Jego narzędziem. O, jak gorąco pragnę ujrzeć to święto Miłosierdzia Bożego, którego Bóg żąda przeze mnie, ale jeżeli taka jest wola Boża, a jeżeli ono po mojej śmierci dopiero obchodzone uroczyście będzie, to jednak ja już teraz nim się cieszę i wewnętrznie już je obchodzę z pozwoleniem spowiednika. (Dz 711)

    851. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZIAŁA RZESZE WIERNYCH CZCZĄCYCH OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    28/Xll.[1936]. Dziś zaczęłam nowennę do Miłosierdzia. Bożego. To jest w duchu przenoszę się przed ten obraz i odmawiam tę koronkę, której mnie nauczył Pan. W drugim dniu nowenny ujrzałam ten obraz, jakoby żywy, obwieszony niezliczonymi wotami i widziałam wielkie tłumy ludzi, którzy tu przychodzili, widziałam wiele z nich uszczęśliwionych. O Jezu, jaką radością zabiło serce moje. Nowennę tę odprawiam na intencję dwóch osób, to jest Arcypasterza i ks. Sopoćko. Proszę gorąco Boga, aby natchnął Arcypasterza, żeby raczył zatwierdzić tę tak miłą Bogu koroneczkę i ten obraz, aby nie odkładał i nie opóźniał dzieła tego. . . (Dz 851)

    917. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WYZNAJE, JAK WIELKIEJ ŁASKI DOŚWIADCZYŁA PRZED OBRAZEM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    O, jak wielkie jest miłosierdzie Boże, niech je wysławia dusza wszelka. O Jezu mój, dusza ta będzie Ci przez całą wieczność śpiewać hymn miłosierdzia. Nie zapomnę wrażenia tego dnia, które miałam w duszy, jest to już druga wielka łaska, którą tutaj otrzymałam dla dusz przed obrazem tym.
    O jak dobry jest Pan i pełen litości. Jezu, jak bardzo Ci dziękuję za te łaski.(Dz 917)

    657. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZIAŁA PROMIENIE WYPŁYWAJĄCE Z HOSTII ŚWIĘTEJ
    19 czerwca. Kiedy poszłyśmy do Jezuitów na procesję Serca Jezusowego, w czasie nieszporów ujrzałam te same promienie wychodzące z Przenajświętszej Hostii, jako są namalowane w tym obrazie. Duszę moją ogarnęła wielka tęsknota za Bogiem. (Dz 657)

    1046. PROMIENIE MIŁOSIERDZIA WYPŁYWAJĄC Z HOSTII ŚWIĘTEJ, ROZESZŁY SIĘ PO CAŁYM ŚWIECIE
    Wtem nagle ujrzałam, jak z Hostii św. wyszły te dwa promienie, jako są namalowane na tym obrazie i rozeszły się na świat cały. Było to w jednym momencie, a jakoby cały dzień to trwało i kaplica nasza była cały dzień przeludnia, a cały ten dzień by przepełniony radością.(Dz 1046)

    1081-1082. KS. SOPOĆKO NAPISAŁ ARTYKUŁ O MIŁOSIERDZIU BOŻYM I DOŁĄCZYŁ REPRODUKCJE OBRAZU
    10/IV/1937. Dziś Matka Przełożona dała mi do przeczytania artykuł o Miłosierdziu Bożym i była też odbitka z tego obrazu, który jest namalowany. Artykuł ten jest zamieszczony w Tygodniku Wileńskim, przysłał nam do Krakowa ks. Michał Sopoćko, ten gorliwy apostoł miłosierdzia Bożego. W tym artykule są zawarte słowa Pana Jezusa. które do mnie mówił, niektóre wyrazy są  dosłownie.
    Kiedy wzięłam ten Tygodnik do ręki, strzała miłości przeszyła mi duszę. – Dla twoich gorących pragnień przyspieszam święto miłosierdzia. Duch mój zapłonął tak silnym żarem miłości, że zdawało mi się, że się cała rozpłynęłam w Bogu.(Dz 1081-1082)

    1299-1300. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA OPISAŁA WIZYTĘ U DRUKARZA ORAZ SWOJĄ ROZMOWĘ Z PANEM JEZUSEM MIŁOSIERNYM
    27.IX.[37] Dziś poszłyśmy z Matką Przełożoną do pewnego pana, gdzie były w druku i malowały się małe obrazeczki miłosierdzia Bożego, także wezwania i koroneczka, które już otrzymały aprobatę i także miałyśmy zobaczyć większy obraz poprawiony. Bardzo jest zbliżony, ucieszyłam się tym niezmiernie. Kiedy spojrzałam się na obraz ten, przeszyła mnie miłość Boża tak żywa, że przez pewien moment nie wiedziałam gdzie jestem. Kiedyśmy załatwiły tę całą sprawę, poszłyśmy do kościoła Najświętszej Panny Marii, wysłuchałyśmy Mszy św. podczas której dał mi Pan poznać, jak wielka liczba dusz znajdzie zbawienie przez dzieło to. Potem weszłam w rozmowę wewnętrzną z Panem, dziękując Mu, że raczył mi dać tę łaskę, że mogę widzieć cześć, jaka się szerzy niezgłębionego miłosierdzia Jego. Weszłam w głęboką modlitwę dziękczynną. O jak wielka jest hojność Boża, niech będzie błogosławiony Pan, Który wierny jest w obietnicach Swoich. (Dz 1299-1300)

    1462. PROMIENIE WYCHODZĄCE Z HOSTII NAPEŁNIŁY SERCE ŚW. SIOSTRY FAUSTYNY NOWYM ŻAREM
    6.I.l938. Dziś kiedy przyniósł ksiądz kapelan  Pana Jezusa, wyszło światło z Hostii uderzając tym promieniem o moje serce, napełniając mnie wielkim żarem miłości, Jezus dając mi poznać, abym z większą wiernością odpowiadała natchnieniom łaski, aby czujność moja była subtelniejsza.(Dz 1462)

    327. NA PROŚBĘ SPOWIEDNIKA, PAN JEZUS ŻĄDA, BY NA OBRAZIE BYŁ PODPIS: JEZU UFAM TOBIE
    W pewnej chwili zapytał mnie spowiednik jak ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko się nie mieści na tym obrazie. Odpowiedziałam, że się pomodlę i odpowiem na przyszły tydzień. Kiedy odeszłam od konfesjonału i przechodziłam koło Najświętszego Sakramentu, otrzymałam wewnętrzne zrozumienie, jak ma być ten napis. Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, to jest, że te trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezus ufam Tobie. Zrozumiałam, że Jezus chce, ażeby była umieszczona cała formułka, ale nie kładzie wyraźnego nakazu, jako na te trzy słowa.

    1789. ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA WIDZIAŁA ŁASKI PŁYNĄCE Z OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
    + Dziś ujrzałam chwałę Bożą, która płynie z obrazu tego. Wiele dusz doznaje łask, choć o nich głośno nie mówią. Choć różne są koleje jego, Bóg otrzymuje chwałę przezeń i wysiłki szatana i złych ludzi rozbijają się i obracają w nicość. Mimo złości szatana, miłosierdzie Boże zatriumfuje nad całym światem i czczone będzie przez wszystkie dusze.(Dz 1789)

    *************************

    Kim był artysta, który namalował obraz Jezusa Miłosiernego?

    22 lutego 2021/Kai.pl/Bielsko-Biała Ⓒ Ⓟ

    Samplefot. archiwum | Mazur

    ***

    22 lutego br. mija dokładnie 90. rocznica wizji siostry Faustyny, w której Jezus poprosił mistyczkę o namalowanie Jego wizerunku. Po czterech latach powstał pierwszy obraz Zbawiciela z napisem „Jezu, ufam Tobie”, a twórcą następnego, najbardziej rozpowszechnionego dziś w Polsce i na świecie, namalowanego już po śmierci św. Faustyny, był Adolf Hyła – pochodzący z Białej, dziś części miasta Bielska-Białej.

    Hyła urodził się 2 maja 1897 roku. W ostatnich dwóch dekadach swojego życia namalował ponad dwieście obrazów Jezusa Miłosiernego. Około dziesięciu z nich znajduje się na terenie diecezji bielsko-żywieckiej: w kaplicach, kościołach i w prywatnych rękach.

    Rodzina Hyłów z Białej po przeprowadzce zamieszkała w Krakowie, a przyszły autor obrazu Jezusa Miłosiernego rozpoczął studiowanie prawa i filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym samym czasie lekcje rysunku i malarstwa pobierał prywatnie u Jacka Malczewskiego. Po studiach został nauczycielem rysunku w VIII Liceum i Gimnazjum im. A. Witkowskiego w Krakowie.

    W czasie II wojny światowej wysiedlony z własnego mieszkania razem z rodziną zamieszkał w krakowskich Łagiewnikach, nieopodal klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Cudem udało mu się uniknąć aresztowania podczas zaplanowanych przez Niemców akcji, mających na celu likwidację profesorów, naukowców i nauczycieli. Artysta uznał, że swoje ocalenie zawdzięcza Opatrzności Bożej i postanowił namalować obraz Jezusa Miłosiernego jako votum wdzięczności za otrzymaną łaskę. O wskazówki w tej sprawie zwrócił się do o. Józefa Andrasza SJ, spowiednika i kierownika duchowego św. Faustyny. Jezuita ofiarował mu też obrazek z kopią wizerunku Jezusa Miłosiernego, jaki namalował Eugeniusz Kazimirowski.

    Pierwszy z serii wizerunków Hyły powstał pod koniec 1942 roku. Miał wymiary wymiarach 140 x 200 cm. Jednak siostrom obraz się nie spodobał. 15 kwietnia 1944 roku Hyła stworzył nową wersję dla ołtarza w łagiewnickim klasztorze. Tym razem obraz nie przypadł do gustu ks. Michałowi Sopoćce. Główny spowiednik s. Faustyny zarzucił malarzowi nieliturgiczne i nieewangeliczne ujęcie tematu.

    W 1952 roku Hyła zamienił beskidzki krajobraz, stanowiący tło w dziele, na kamienną posadzkę i ciemną płaszczyznę. W ten sposób powstało najbardziej rozpoznawalne na całym świecie przedstawienie Miłosiernego.

    Wśród około 230 obrazów Jezusa Miłosiernego pędzla Hyły, wiele znajduje się w polskich kościołach i klasztorach. Można je jednak spotkać również w Anglii, Austrii, Francji, we Włoszech, w Ugandzie, Zambii, Indonezji, w USA, Kanadzie i Australii.

    Adolf Hyła w swej twórczości koncentrował się głównie na tematyce religijnej. Portretował ludzi Kościoła, znanych Polaków, krewnych i przyjaciół. Jest autorem wielu pejzaży tatrzańskich. Zmarł w 1965 roku.

    **************************************

    Należał do najbogatszych w Polsce, gdy trafił na „Dzienniczek”: prezes prezesów rozłożony na łopatki

    ROMAN KLUSKA
    Anna Kaczmarz/Dziennik Polski/Polska Press/East News/HistoryIsResearch/Wikipedia

    ***

    Proszę sobie wyobrazić moje zdumienie, gdy czytając „Dzienniczek”, nie miałem ani jednej uwagi do Faustyny! Prezes prezesów rozłożony na łopatki przez dziewczynę po 3. klasie podstawówki. Urzekło mnie też to, że objawienie jest po polsku.

    Z Romanem Kluską – przedsiębiorcą, twórcą i byłym prezesem firmy Optimus, współtwórcą portalu Onet.pl, w latach 90. jednym z najbogatszych Polaków, niesłusznie oskarżonym o wyłudzenie 30 mln złotych podatku VAT; obecnie – właścicielem firmy produkującej zdrową żywność Prawdziwe Jedzenie, hodowcą owiec – rozmawia Małgorzata Bilska.

    Rozum i wiara

    Małgorzata Bilska: Rozum jest darem Boga, choć nie zawsze wiemy, jak go używać. Do czego w istocie służy?   

    Roman Kluska: Jesteśmy istotami rozumnymi, stworzonymi na wzór i podobieństwo Pana Boga. Rozum służy do tego, aby poznawać Go, wielbić; uczyć się i doskonalić. Korzystać z niego w każdej możliwej dziedzinie. Abyśmy z każdym dniem byli lepsi.

    Od czasu oświecenia drogi rozumu i wiary jakby się rozjechały. Rozum kojarzy się z naukowym racjonalizmem, w opozycji do religii. Do czego przydaje się w wierze?

    Nie rozłączałbym tych rzeczywistości. Wiara jest silnie wspomagana przez naukę, a nauka – przez wiarę… Jest to nierozłączna całość. Stanowi o pełni człowieczeństwa. Nie wyobrażam sobie ich rozdzielenia, będziemy wtedy błądzić.

    Na poparcie tej tezy mam dziesiątki, jeżeli nie setki spotkań z wybitnymi ludźmi nauki, głównie z obszaru nauk ścisłych (matematykami, fizykami, astronomami, chemikami, biologami itd.). Kiedy siedziałem z nimi wieczorem przy kolacji, prowadziłem z nimi dyskusje, często mówili, że nic tak nie umacnia wiary jak nauka.

    Prowadząc badania, rozkoszują się wielkością Stwórcy. Jego doskonałością. Wielkością – niepojętą dla nas. Im więcej wiedzą, tym większy czują zachwyt na dziełem stworzenia; nad Autorem.

    Im więcej ktoś wie, tym jest bardziej pokorny.

    Panu pokory troszkę brakowało przed spotkaniem Boga. Jak pan sam opowiada, dlatego że jest pan wybitnie inteligentny, co potwierdzają testy i badania. Tak było do wypadku?

    To nie całkiem tak. Już od szkoły średniej prowadziłem dyskusje z kolegami (myślącymi), poszukując odpowiedzi na pytanie: Jestem przypadkowym produktem ewolucji czy zostałem stworzony przez Stwórcę? Próbowaliśmy to zgłębić rozumem.

    Jako „licealne szczeniaczki”, potem studenci, prowadziliśmy „dyskusje akademickie”, które wielkiego śladu po sobie nie zostawiły. Ale nabrałem takiego nawyku. Przez całe życie, jak miałem chwilkę i wpadła mi w ręce jakaś wybitna publikacja, próbowałem uzyskać odpowiedź na to pytanie.

    Po przeczytaniu wielu książek pewności nie miałem, ale doświadczenia innych są pomocne. Jeśli książka jest zrobiona pięknie i godnie – to znaczy rzetelnie. Mając do czynienia z osobą poszukującą, z rozumem, który nie kombinuje, lecz szuka prawdy, mogę po lekturze zajść nawet dalej niż sam autor.

    Przez całe życie szukałem odpowiedzi. Była to jednak tylko wiedza, wynik aktywności rozumu. I tu dochodzimy do sedna problemu, który pani postawiła. Rozum czy wiara? W poznaniu naukowym (tak to nazwijmy) posuwałem się do przodu…

    Na gruncie teorii.

    Tak, argumentów czysto rozumowych. Z dziedziny filozofii, nauk ścisłych itd. Moja wiedza była „sucha”, jak nauka matematyki. Przełomem stało się moje cierpienie. Pozwoliło mi na osobiste przeżycie „Dzienniczka” siostry Faustyny.

    Wypadek i siostra Faustyna

    Złamał pan nogę na nartach?

    Gorzej. Byłem człowiekiem bardzo zapracowanym. Nie miałem czasu pójść na narty w dzień, bo musiałbym przestać pracować (śmiech). A co gorsze, za dnia były długie kolejki do wyciągów.

    Była niedziela, ale ja nie mogłem sobie pozwolić na takie marnotrawstwo czasu. Gdyby można było rano zjechać 10 razy w ciągu godziny i wrócić, to bym tak zrobił! Ale godzinę stać w kolejce, żeby raz zjechać? To się nie mieściło w mojej racjonalności.

    Poszedłem na narty, jak zrobiło się ciemno. Wtedy stoki były: raz – bardzo słabo oświetlone, a dwa – o ratrakach nikomu się nie śniło. Choć to był kurort – Krynica.

    Jechałem po ciemku. Skończyło się zerwaniem zaczepu ścięgna Achillesa. Unieruchomiło mnie to w łóżku na długo. Jako człowiek pracy szybko zresztą odkryłem, że z niego można pracować. Korzystając z telefonu (internetu nie było), zarządzałem „imperium”.

    Jest pan więc prekursorem zdalnego zarządzania…

    (Śmiech) Można tak powiedzieć. Było mi o tyle łatwiej niż w pandemii, że wszyscy inni byli na stanowiskach. Miałem pod sobą około 30 przedsiębiorstw. Byłem szefem szefów i nikt nie dyskutował, jak dzwoniłem. Nieważne, o której godzinie.

    Dopóki ludzie byli pracy, gdzieś do 20.00, byłem zajęty. Tylko co potem? Nie potrafię nic nie robić. Pewnego wieczoru zostałem w domu sam, nie mogąc ruszyć się nawet po gazetę czy pilot od telewizora.

    Tortura.

    Jedyną pozycją, która leżała w zasięgu ręki, były fragmenty „Dzienniczka” siostry Faustyny. Dziś wiem, że to nie był przypadek.

    Żona zostawiła?

    Teściowa dostała tę książeczkę w Tarnowie w kościele, przywiozła, a żona położyła ją przy moim łóżku. Leżała aż do tamtego wieczora.

    Nie sięgnął pan po nią wcześniej.

    Autorka miała ukończone 3 klasy szkoły podstawowej…

    Żaden z niej partner do debat naukowych.

    A jej wykład jest tak logiczny! Byłem przyzwyczajony do tego, że niemal każdego z moich zastępców, prezesów podległych firm, bez problemu łapałem na niekonsekwencjach czy braku logiki. Wyłapywałem wszystkie uchyłki czyichś umysłów.

    Proszę sobie wyobrazić moje zdumienie, gdy czytając „Dzienniczek”, nie miałem ani jednej uwagi do Faustyny! Prezes prezesów rozłożony na łopatki przez dziewczynę po 3. klasie podstawówki. Tam nie ma żadnej niekonsekwencji wewnętrznej. Jest logiczna do bólu.

    Uznałem, że nie mogła tego sama napisać, naprawdę jest sekretarką Pana Jezusa. Nie byłaby w stanie zrobić spójnego wykładu na 600 stron książki o tym, jak powinniśmy żyć. Co jest dobre, a co złe. W zakonie była mniszką II Chóru, na pewno też nikt jej nie pomógł.

    Trzeba uznać, posługując się rozumem, że podyktował jej to Pan Jezus. Urzekło mnie też to, że objawienie jest po polsku, przekazane językiem XX wieku. Tekst nie wymaga tłumaczenia, jak Biblia. Tyle skarbów w jednym!

    Inwestycja w poznanie Stwórcy

    Jak to na pana wpłynęło?

    Zachwyciłem się Panem Bogiem. Jego doskonałością w każdym wymiarze.

    Mam wrażenie, że pan lubi pojedynki intelektualne i nie tyle nie złapał na braku logiki siostry Faustyny, co spotkał Boga – Arcymistrza logiki…

    Może pani to nazwała po imieniu. Po prostu to było tak piękne, wspaniałe, doskonałe, a równocześnie budujące. I takie konsekwentne!

    Bóg mówi człowiekowi: Masz do wyboru moją nieskończoną miłość miłosierną lub moją sprawiedliwość. Wszystko zależy od ciebie. Jesteś wolny! Wybieraj. Wreszcie poczułem, co to znaczy być człowiekiem wolnym… Mam prawo wyboru.

    Przeszedł pan długą drogę od wiedzy o Bogu do osobistej relacji z Nim. Jak ją budować?

    To jest trudne. Nie mogę być tu ani mistrzem, ani nauczycielem… Jestem marnością, jak my wszyscy. Mogę tylko powiedzieć, że kluczem do relacji jest chyba (mówiąc moim językiem biznesu) inwestycja w poznanie Stwórcy. Jak mogę mieć relację z kimś, kogo nie znam?

    Możliwości poznania jest wiele: Biblia, objawienia publiczne i prywatne, modlitwa, teologia. Muszę to potem sam rozważyć, rozumem i sercem. Wiedza to za mało. A następnie zacząć się rozkoszować Jego doskonałą Miłością. Wielkością. Wszechmocą. Musi przyjść zachwyt, a zarazem pokora.

    Dopiero gdy poczuję zachwyt, uznając przy tym w pokorze własną marność (to warunek konieczny), może się utworzyć jakaś relacja.

    Pana doświadczenie religijne jest zgodne z wiedzą z religioznawstwa. Według Rudolfa Otto są dwa wymiary doświadczenia sacrum: mysterium fascinans i mysterium tremendum. Przed Bogiem czujemy jednocześnie zachwyt i trwogę.

    Muszę coś dodać do kwestii miłosierdzia Bożego. Ono nie jest za darmo. Na przeogromną miłość, jaką Bóg nam ofiarował, musimy odpowiedzieć równie silnym zaufaniem. Nawet w naszej marności możemy je z siebie wykrzesać.

    W dzisiejszych czasach to jest trudne. Tu się wali, tam pali, a tam – gotuje. Nasz świat wygląda zupełnie inaczej, niż byśmy chcieli. A my musimy – w pokorze – okazać Bogu zaufanie. Do tego dodać jeszcze jakość życia.

    Nie mogę iść do Pana, który jest doskonałością, będąc brudnym od grzechów. Bez spowiedzi. Miłosierdzie nie polega na tym, że Bóg jest dobry i można robić, co się chce. To absurd.

    Jak mówić „Jezu, ufam Tobie”, skoro spada zaufanie do Kościoła?

    To już inny problem. Mnie jest łatwiej, bo jestem człowiekiem starszej daty. Wiem, czym był komunizm i jakimi metodami, jak perfidnie ideologowie niszczyli kapłanów. To była tak ogromna maszyna do niszczenia Kościoła, że konsekwencje są do dzisiaj.

    Polski Kościół był niszczony w konfrontacji z realnym socjalizmem, co skutkuje jakością ludzi. Trzeba mu więcej wybaczyć. Nie patrzeć tylko z perspektywy ideału, jaki być powinien.

    Małgorzata Bilska – 18.02.21/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    Nowenna do św. Józefa, dzień 4
    fot. Henryk Przondziono/ GOŚĆ NIEDZIELNY

    ************************************************************************************************************

    17 luty – ŚRODA POPIELCOWA

    Msza św. o godz. 19.00

    W Środę Popielcową obowiązuje post ścisły, tj. ograniczenie się do spożycia trzech posiłków, dwóch lekkich i jednego do syta (od 18 do 60 r. życia), oraz wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, jak w każdy piątek (od 14 r. życia do jego końca).

    Post bez modlitwy i jałmużny nie ma żadnego sensu

    MODLITWA, POST, JAŁMUŻNA
    vetre | Shutterstock/aleteia.pl

    ***

    Wstrzemięźliwość od mięsa i słodyczy z prawdziwym postem ma niewiele wspólnego. I dlaczego Pan Jezus mówi nam też, że to wszystko ma odbywać się w ukryciu?

    Popielec

    Liturgia Popielca zawiera Ewangelię, która stanowi dla nas strategiczny plan działania, w jaki sposób dobrze przeżyć Wielki Post. Strategia ta zakłada trzy etapy.

    Pierwszym jest post. Trzeba przypomnieć, że nie polega on przede wszystkim na tym, że się, na przykład, nie ogląda telewizji. Polega na tym, że się nie je.

    Dzisiaj tę praktykę zastąpiła nam wstrzemięźliwość od mięsa i słodyczy, ale z prawdziwym postem ma ona niewiele wspólnego. W świętym czasie, który rozpoczynamy w Środę Popielcową, warto ograniczyć posiłki, poczuć na własnej skórze, że naprawdę nie samym chlebem żyje człowiek.

    Trzy etapy Wielkiego Postu

    Ojcowie mówili, że poszcząc, odmawiając sobie pokarmów i jakichś przyjemności, zyskujemy czas i określone środki finansowe. Co z nimi zrobić? Czas należy przeznaczyć na modlitwę, a tym, co materialnie zaoszczędziliśmy, trzeba podzielić się z najuboższymi.

    I to są właśnie dwa kolejne etapy: modlitwa i pomoc najuboższym (jałmużna). Bez nich poszczenie – i sam Wielki Post – nie mają żadnego sensu.

    Pan Jezus mówi nam też, że to wszystko ma odbywać się w ukryciu. Nie chodzi o wstydzenie się, że jest się chrześcijaninem, a raczej o, z jednej strony, okazanie szacunku tym, którym pomagamy (nasza pomoc nie może ich upokarzać!), a z drugiej – o dbałość, aby nasza modlitwa była przede wszystkim budowaniem relacji z Bogiem, a nie naszego dobrego wizerunku w oczach innych bądź też naszych własnych.

    Czy te trzy etapy Wielkiego Postu mają jakiś element wspólny? Tak. Jest nim miłość, bez której całe życie nie ma sensu. Z miłości mamy się modlić, z miłości wspierać naszych braci w potrzebie, z miłości wreszcie mamy odmówić sobie pokarmu dla ciała, aby odkryć, że tym, co daje nam prawdziwe życie, jest Słowo Boga Żywego.

    O. Szymon Hiżycki OSB – fragment z książki „Słowo jest blisko ciebie. Refleksje wokół czytań liturgicznych”/ze strony Aleteia.pl

    ***

    WIELKI POST

    Liczba 40 stanowi w Piśmie Świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku ziemi obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa.

    Okresy i dni pokuty są specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, m.in. poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. Z liturgii znika radosne “Alleluja” i “Chwała na wysokości Bogu”, a kolorem szat liturgicznych staje się fiolet. Istotą pozostaje przygotowanie wspólnoty wiernych do największego święta chrześcijan, jakim jest Wielkanoc.

    Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadzała w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest sam chrzest.

    W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

    Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: “Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” albo “Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

    Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela.

    Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele.

    Kai.pl

    ***

    Piękna modlitwa na Środę Popielcową. I na dobry początek Wielkiego Postu

    MAN,ALONE,LAKE
    Oleksandr Pidvalnyi | CC0

    ***

    „Dobry Jezu, czuwaj przy mnie przez czterdzieści dni, abym i ja mógł czuwać nad sobą”.

    Jest to propozycja modlitwy na początek Wielkiego Postu. Wymaga odpowiedniego czasu, miejsca i skupienia. Odmówiona w ciszy i z miłością poprowadzi w świat Bożej obecności i miłosierdzia.

    Modlitwa na Środę Popielcową

    Okryj mnie, Panie, swoim miłosierdziem według Twojej hojności. W ogromie Twej dobroci zamień w proch to, co powinno umrzeć dla Ciebie.

    Nie pozwól, abym przywiązywał się do tego, co moje i słabe. Nie pozwól, abym odrzucił to, co od Ciebie pochodzi. Prochem jestem i wszystkie moje myśli z dala są od Ciebie.

    Z bólu mówić nie potrafię! Mam jednak dobrą wolę pójścia za Twoimi wskazaniami. Nie chcę zostawiać już nic dla siebie, ale wszystko oddać Tobie i pod Twój osąd.

    Marne jest moje dzieło. Po ludzku powinno dawno się rozpaść, ale Ty, Panie, masz w nim upodobanie. Podtrzymujesz je i uświęcasz. Błogosławisz każdemu dobremu postanowieniu i każdej pokucie.

    Dzięki Tobie zdolny jestem do modlitwy i pokornego uklęknięcia przed Twoim majestatem. Zgięte kolana i złożone ręce niech będą wyrazem mojej służby i gotowości do podjęcia trudu, który mnie czeka.

    Niech ten Wielki Post będzie dla mnie umocnieniem na drodze wiary. Nie pozwól, aby zmiażdżyła mnie pokusa. Niech za każdym razem gdy upadnę, uratuje mnie Twoje nieskończone miłosierdzie. Nie jestem godzien, aby o nie prosić, ale Ty zachęcasz mnie do tego mimo mojej niewdzięczności.

    Dobry Jezu, czuwaj przy mnie przez czterdzieści dni, abym i ja mógł czuwać nad sobą. Ulecz przez zbawienną pokutę wszystkie moje grzechy i zranienia. Tobie oddaję cały ten czas, abym mógł na końcu wyznać wiarę w Ciebie i z radosnym okrzykiem zawołać: Chwała Tobie na wieki!

    ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Aleteia.

    ************************************************************************************************************

    11 luty – czwartek

    Msza św. o godz. 19.00

    ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ Z LOURDES

    mb-z-lourdes

    „Bycie blisko chorego jest niezbędne, winna jednak temu towarzyszyć ewangelizacja środowiska, w którym żyjemy” (Benedykt XVI).

    O Pani nasza z Lourdes, któraś powiedziała do Bernadety: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”, pozwól nam zrozumieć wartość cierpienia, które sama u stóp krzyża przeżyłaś.
    Boże, widzę świat ludzi troszczących się o zdrowie, urodę, skoncentrowanych na sobie, uchylających się od posługi wobec potrzebujących. Konieczna jest ewangelizacja naszego otoczenia, by było zdolne bezinteresownie wyjść ku drugiemu człowiekowi. By nie zabrakło gestów miłości, ale również opieki modlitewnej nad chorymi, cierpiącymi. Być może choroba kogoś bliskiego pomoże odkryć na nowo wartość, sens i cel życia każdego z nas.
    Maryjo, matko Boga i ludzi, módl się za nami.
    Święta Bernadetto, módl się za nami.
    Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

    Modlitwa za chorych:


    Boże, Twój Syn dźwigał nasze boleści
    i objawił nam wartość tajemnicy cierpienia,
    wysłuchaj nasze prośby zanoszone za chorych
    i spraw, aby pamiętali, że należą do tych,
    którym Ewangelia obiecuje pociechę,
    i aby czuli się zjednoczeni z Chrystusem cierpiącym
    za zbawienie świata.
    Przez Chrystusa Pana naszego.
    Amen.

    źródło: http://www.parafia-gniewino.pl/

    ****

    11 luty – Światowy Dzień Chorego

    11 lutego br. po raz kolejny obchodzony będzie Światowy Dzień Chorego. Ustanowił go Jan Paweł II dnia 13 maja 1992 r. w liście do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia – kard. Fiorenzo Angeliniego. Wyznaczył wówczas jego datę na 11 lutego – wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. Pierwszy taki dzień obchodzono właśnie w tym francuskim sanktuarium maryjnym...

     Rido/fotolia.com

    *****

    Na każdy Dzień Chorego Ojciec Święty kieruje orędzie, apelując o podjęcie współpracy pomiędzy narodami biednymi i bogatymi, mającej na celu ochronę zdrowia i życia ludzkiego. W każdym orędziu Ojciec Święty broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci. W tegorocznym Papież przypomina, że właśnie 11 lutego 1858 r. Matka Boża ukazała się w Lourdes, które „od tamtego czasu stało się celem licznych pielgrzymek (…). Madonna chciała w tym górzystym regionie ukazać swą macierzyńską miłość szczególnie do cierpiących i chorych(…). Jeżeli Jezus jest źródłem życia, które zwycięża śmierć, to Maryja jest troskliwą Matką, która wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swych dzieci, wypraszając dla nich zdrowie duszy i ciała. Oto orędzie, jakie sanktuarium w Lourdes stale proponuje czcicielom i pielgrzymom. Takie też jest znaczenie uzdrowień ciała i duszy, do jakich dochodzi w grocie Massabielle” – czytamy w orędziu.
    W Dniu Chorego w wielu kościołach organizowane będą uroczyste liturgie, połączone z udzieleniem sakramentu chorych, który dzisiaj coraz częściej jest zapomniany i niedoceniony. Można zapytać: dlaczego? Być może dlatego, że w pewnym momencie zło zastosowało dla deprecjacji tego sakramentu świetną taktykę. Oto kiedyś zaopatrzono go w nazwę „ostatnie namaszczenie”. W tej sytuacji wzywano kapłana z namaszczeniem chorych w ostatnim momencie życia, kiedy człowiek umierał. To wielki błąd. Wypada przypomnieć, że sakramentem konających jest tak zwany Wiatyk, czyli Komunia święta. To ona jest sakramentem umierających, a nie namaszczenie chorych. Komunia św., zjednoczenie z Chrystusem tu na ziemi, daje gwarancję przekroczenia progu wieczności i wejścia w szczęście wieczne. Dlatego Wiatyku można udzielić człowiekowi nawet wtedy, gdy przyjął on już dwa razy Komunię św. w tym dniu. Uległ na przykład wypadkowi i w momencie śmierci można mu po raz trzeci udzielić Komunii św.
    Sakrament namaszczenia chorych jest czymś innym. Jest to znak sakramentalny zostawiony przez Chrystusa jako narzędzie uświęcenia naszego cierpienia. Przez ten sakrament Chrystus chce nam pokazać, że cierpienie nie musi człowieka niszczyć, może go doskonalić. W ten sposób Chrystus nadał ludzkiemu cierpieniu sens. Oto człowiek cierpiąc, może ubogacać siebie i innych. Św. Marek wspomina, że uczniowie Chrystusa namaszczali chorych i uzdrawiali. Św. Jakub mówi o tradycji pierwszych pokoleń chrześcijan: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15). Jakie są skutki tego sakramentu? Pierwszym, i to często, choć nie zawsze, widocznym efektem sakramentu namaszczenia, jest poprawa zdrowia chorego. Drugim skutkiem, tym razem w dziedzinie ducha, jest oczyszczenie z grzechów. Gdyby człowiek popełnił grzechy ciężkie, a nie mógł się spowiadać, czyli nie mógł skorzystać z sakramentu pokuty, to wtedy ten sakrament gładzi grzechy. Może więc być udzielony zarówno człowiekowi w stanie łaski uświęcającej, jak i grzesznikowi w stanie grzechu ciężkiego.
    Trzecim i chyba najważniejszym celem tego sakramentu jest pomoc potrzebna do wykorzystania czasu cierpienia i zachowania godnej postawy. Cierpienie bowiem jest wielką próbą. W chrześcijańskiej religii cierpienie jest przede wszystkim próbą wiary w prawdę, że Bóg jest Miłością. Właśnie w tym momencie potrzebna jest łaska odkrycia sensu cierpienia.
    Sakrament namaszczenia chorych pozwala człowiekowi wykorzystać cierpienie dla udoskonalenia własnego i dla zbawienia świata. Przez ten sakrament cierpienie, które jest ciężkim doświadczeniem, nie utrudnia, lecz pomaga w dostępie do Eucharystii.
    Nasuwa się logiczny postulat: ilekroć wybieramy się do szpitala, powinniśmy przyjąć namaszczenie chorych. Pobyt w szpitalu łączy się zazwyczaj z cierpieniem. Trzeba więc szukać pomocy Bożej w zrozumieniu i odpowiednim przeżyciu jego tajemnicy. Ludzie w podeszłym wieku, którzy czują się słabo, mogą przystępować do tego sakramentu namaszcenia chorych nawet raz w roku.
    11 lutego jest dla niejednego z nas szansą odkrycia całego bogactwa faktu, iż Chrystus w trosce o nasze zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe zostawił nam specjalny sakrament namaszczenia. Warto tego dnia w sposób szczególny dziękować Chrystusowi za tę Jego pełną miłości pamięć o wszystkich chorych. A jeśli nas samych dotyka – niezależnie od wieku – jakieś cierpienie, poprośmy o udzielenie tego sakramentu. Jest to głębokie religijne przeżycie, które umacnia człowieka, dodaje sił i umożliwia zachowanie chrześcijańskiej postawy w godzinach cierpienia.

    ks. Paweł Staniszewski/Niedziela łowicka

    *********************************************************

    wtorek, 2 luty – Msza św. o godz. 19.00

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

    fot. radio Niepokalanów

    2 lutego, Kościół katolicki obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego. Czyni to na pamiątkę ofiarowania przez Maryję i Józefa ich pierworodnego syna, Jezusa, w świątyni jerozolimskiej.

    W polskiej tradycji jest to też święto Matki Bożej Gromnicznej. 2 lutego przypada także Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry i bracia zakonni, podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu.

    Przed 1969 r. na Zachodzie święto Ofiarowania Pańskiego znane było jako Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Po soborze zmieniono nazwę, żeby ukazać chrystocentryczne znaczenie uroczystości. W Polsce od gromnic święconych tego dnia przyjęła się nazwa „Matki Boskiej Gromnicznej”.

    Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.

    Według Ewangelii Jezus, zgodnie z prawem żydowskim, jako pierworodny syn był ofiarowany Bogu w świątyni jerozolimskiej. Wtedy też starzec Symeon wypowiedział proroctwo nazywając Jezusa “światłem na oświecenie pogan i chwałą Izraela”. Dlatego święto to jest bogate w symbolikę światła.

    Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą. Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.

    Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim.W Jerozolimie odbywały się – zazwyczaj nocą – uroczyste procesje ze świecami.

    Według podania, procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exultet.

    W Rzymie w tym dniu odbywała się najstarsza maryjna procesja, której uczestnicy nieśli zapalone świece. Prawdopodobnie ta procesja do największego sanktuarium rzymskiego – bazyliki Matki Bożej Większej – nadała świętu Pańskiemu charakter maryjny, który z wolna zaczął przeważać. Przypuszcza się, że już w VI w. celebrowano je w Konstantynopolu, w którym zwrócono też większą uwagę na maryjny charakter święta.

    Od X w. – jak już wspomnieliśmy – pojawia się obrzęd poświęcenia świec, który jeszcze podkreśla i ubogaca symbolikę światła. Nawiązuje ona bezpośrednio do wielkanocnego paschału, który wyraża zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem. Ofiarowanie Jezusa oznacza początek nowego przymierza i nowego kapłaństwa, w którym Syn Boży sam jest Świątynią, Kapłanem i Ofiarą. Treść tego święta podkreśla zamierzoną przez Boga powszechność zbawienia, które ma objąć nawet pogan.

    Matki Bożej Gromnicznej

    W Polsce święto ma charakter zdecydowanie maryjny – stąd nazywane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece.

    W kościele dokonuje się poświecenia gromnic przyniesionych przez wiernych. Liturgię tego święta rozpoczyna obrzęd błogosławienia świec i procesja z nimi na uroczyste sprawowanie Eucharystii. Kapłan wypowiada słowa modlitwy, w której prosi, aby “wszyscy, którzy zgromadzili się w tej świątyni z płonącymi świecami, mogli kiedyś oglądać blask chwały Chrystusa”.

    Gromnice te, jak wskazuje stara modlitwa na ich poświęcenie, miały być wykonane z pszczelego wosku. W różnych regionach były one różnie przystrajane. Podczas Mszy trzymano je zapalone, często starano się je z tym poświęconym ogniem donieść do domu. Tam gospodarz błogosławił nimi dobytek, a dymem robił krzyżyk nad drzwiami i oknami, modląc się o ochronę przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

    Na znak zawierzenia Maryi w czasie klęsk, szczególnie podczas burzy, w domach i gospodarstwach, również zapala się gromnice. Jako gromnice służą też świece chrzcielne, kiedy to w życie nowo ochrzczonej osoby wkracza światło wiary, która prowadzi przez życie. Pobłogosławione 2 lutego świece podaje się też umierającym.

    Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Dzisiejsze święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

    Dzień Życia Konsekrowanego

    2 lutego przypada w Kościele katolickim także Dzień Życia Konsekrowanego, który ustanowił w 1997 roku święty papież Jan Paweł II, stwarzając okazję do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Siostry i bracia zakonni, a także członkowie instytutów świeckich, stowarzyszeń życia apostolskiego, pustelnicy, dziewice i wdowy podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu. Osoby konsekrowane odnawiają w tym dniu swoje śluby, a w kościołach zbierane są datki na rzecz zakonów klauzurowych.

    Główne uroczystości odbywają się w Watykanie. Po popołudniowej mszy, odprawianej w Bazylice św. Piotra, z osobami konsekrowanymi spotyka się papież. 

    Opoka.pl

    ****

    Konsekrowani. Świadkowie i prorocy, naczynia Ducha Świętego, które wyśpiewują zachwyt nad Tajemnicą

    OSOBY KONSEKROWANE
    Godong-photo | Shutterstock

    ***

    Za to im dzisiaj dziękujemy modlitwą i pamięcią. I o to w modlitwie prosimy – aby coraz pełniej żyjąc swoimi ślubami, byli dla nas świadkami szczęścia.

    Czystość, ubóstwo, posłuszeństwo. Po co są i co znaczą śluby braci i sióstr zakonnych?

    Światło przemienionego stworzenia

    Powołanie zakonne jest powołaniem duchowym. Jaki jest jego cel? Uczynić tych, którzy je wybierają, naczyniami Ducha Świętego w świecie, wśród którego przyszło im żyć. Ostatecznie w życiu konsekrowanym – w takiej lub innej jego formie – idzie o to, by przebijało przez nie światło i piękno stworzenia przemienianego powoli przez Bożego Ducha.

    Powyższy akapit jest parafrazą jednego z punktów „reguły” pewnej wspólnoty monastycznej. Idąc dalej za myślą jej autora, przyjrzymy się trzem ślubom, które składają wszyscy ci, którzy wybierają życie konsekrowane w różnego rodzaju zakonach, zgromadzeniach i instytutach.

    Czystość

    Ślubują czystość, bo czystość jest drogą prowadzącą do spotkania z Bogiem, który jest Miłością. A prawdziwa miłość jest czysta. Ślubują czystość, bo czystość otwiera ich na miłość, ślubują ją, aby kochać.

    Ślubują czystość, która jest wyrzeczeniem się wszelkiego erotyzmu. Bo erotyzm może ograniczać, indywidualizować, ograniczać się do chwili i uprzedmiotawiać osobę. Co w efekcie rodzi smutek.

    Ślubują czystość, bo idą śladem czystego Chrystusa, który wyrzekł się nie tylko seksu czy posiadania kogoś w wyłącznej relacji, ale także własnego życia. Przez czystość wchodzą z Nim w relację, której nie można nazwać inaczej jak miłosną i oblubieńczą.

    Wybierają czystość celibatu, aby jego samotność stworzyła w ich życiu miejsce na Obecność, która stanie się sensem ich życia. I jako jedyna potrafi w pełni zaspokoić tęsknoty ich serc.

    Ślubują czystość, aby być dla wszystkich, zachowując wolność. Wybierają czystość jako dobrowolną ofiarę. I żyją nią w solidarności z tymi wszystkimi, dla których samotność i dziewictwo nie są życiowym wyborem, ale koniecznością, do której zostali zmuszeni.

    Ślubują czystość, która dla świata jest prorockim znakiem oczekiwania i nadziei na to, czego on dać nie może.

    Ubóstwo

    Ślubują ubóstwo, aby żyć w jedności z doskonale ubogim Chrystusem. Ślubują ubóstwo, które jest wejściem w Paschę. Drogę ogołocenia ze wszystkiego, aby odnaleźć pełnię.

    Ślubują ubóstwo, które polega na wyrzeczeniu się posiadania dóbr doczesnych. Aby już tutaj żyć bogactwem dóbr duchowych: swojej wiary, nadziei, miłości przeżywanej we wspólnocie. Kultury, wolności i wielu innych, których wartość trudno dostrzec, gdy człowiek zajmuje się gromadzeniem i pomnażaniem, troską o to, co materialne.

    Ślubują ubóstwo wyrażające się także w prostocie, aby to co posiadają, nie stanowiło bariery między nimi a kimkolwiek. Ślubują je i żyją nim, aby móc jak najprawdziwiej trwać w braterskiej solidarności z każdym. Niezależnie od jego stanu posiadania.

    Ślubują ubóstwo, bo ono – jak chyba nic innego – świadczy i przypomina o przemijalności świata. I kieruje nadzieję oraz myśli ku życiu wiecznemu, którego oczekują. Ubóstwo jest ich wyznaniem wiary w zmartwychwstanie.

    Posłuszeństwo

    Ślubują posłuszeństwo, które jest odzwierciedleniem wewnętrznych relacji miedzy Ojcem, Synem i Duchem w Trójcy Świętej, której życiem pragną żyć. Już tu i teraz.

    Ślubują posłuszeństwo, które nie jest biernym poddaniem się przemocy, ale wolnym wyborem zależności, które rodzi przecież każda prawdziwa miłość.

    Ślubują posłuszeństwo, aby być zjednoczonymi z Jezusem w pełni posłusznym Ojcu. Z miłości, aż do krzyża, a przez krzyż do zmartwychwstania.

    Ślubują posłuszeństwo, które nie jest zrzeczeniem się wolności, ale procesem wyzwolenia z niewoli własnych namiętności, kaprysów i pragnień. Posłuszeństwo otwiera im drzwi do przygody zwanej świętością.

    Ślubują posłuszeństwo, bo jest ono wyborem wolności, prawdy i nieustannym doświadczaniem miłosierdzia. A oni chcą być naprawdę wolni, całkowicie prawdziwi i zanurzeni w miłosierdziu – otrzymywanym i dawanym.

    Ślubują posłuszeństwo realizowane w poddaniu się woli przełożonych – niedoskonałych, jak oni sami. Aby w ten sposób całym swoim życiem wyśpiewać zachwyt nad Tajemnicą Wcielenia Boga, który stał się człowiekiem.

    Świadkowie i prorocy

    Są dla nas prorockim znakiem tego wszystkiego, w co wierzymy i czego się spodziewamy z wielką nadzieją. Znakiem trudnym nieraz do zrozumienia. Im bardziej sami ulegamy logice, którą podpowiada nam świat, usiłujący nas przekonać, że nie ma nic poza nim.

    Ale czasem – i pewnie wielu z nas ma takie doświadczenia – wystarczy jedno ich słowo, spojrzenie, chwila ich uważnego i słuchającego milczenia, a natychmiast budzi się w nas tęsknota za tym, za czym naprawdę warto tęsknić. Za Bogiem samym, za szczęściem, które tylko On potrafi nam dać.

    Za to im dzisiaj dziękujemy modlitwą i pamięcią. I o to w modlitwie prosimy – aby coraz pełniej i doskonalej żyjąc swoimi ślubami, byli dla nas i innych świadkami szczęścia. I aby sami po drodze kosztowali jego radości.

    Ks. Michał Lubowicki – 02.02.21/Aleteia.pl

    ***********************

    W Kościele katolickim działa obecnie ponad 820 tys. osób zakonnych

    Na koniec 2018 roku w Kościele katolickim działało 132191 kapłanów zakonnych, 50941 braci i 641661 sióstr zakonnych, a zatem łącznie 824793 osoby konsekrowane. Do tych liczb należy dodać 22080 członków (a właściwie członkiń, gdyż kobiety stanowią tu przytłaczającą większość) instytutów świeckich, czyli w sumie daje to 846873 osób życia konsekrowanego.

    Dane te ogłosiła z okazji 94. Światowego Dnia Misyjnego 18 października 2020 watykańska agencja misyjna FIDES. Biorąc pod uwagę utrzymującą się na świecie tendencję spadku powołań kapłańskich i zakonnych, zwłaszcza wśród kobiet, oraz pandemię koronawirusa, która pochłonęła dotychczas co najmniej kilkaset osób konsekrowanych, należy przypuszczać, iż rzeczywista liczba zakonników i zakonnic jest dzisiaj dużo niższa.

    Według agencji 31 grudnia 2018 naszą planetę zamieszkiwało prawie 7,5 miliarda ludzi – o ponad 88 mln więcej niż rok wcześniej, w tym przeszło ok. 1,33 mld katolików – wzrost o przeszło 15,7 mln, czyli stanowią oni 17,7 proc. ludności świata.

    W tym czasie łączna liczba kapłanów wyniosła 414065 – o 517 mniej niż w poprzednim roku. W tym gronie było 132191 księży zakonnych i tu spadek był jeszcze większy: -581. Liczba braci zakonnych zmalała jeszcze bardziej – o 594 i było ich w 2018 roku 50941. Był to szósty z kolei rok zmniejszania się ich liczby. Ale najboleśniejszy ubytek odnotowały zakony i zgromadzenia żeńskie, gdyż obecna liczba 641661 sióstr na całym świecie oznacza spadek aż o 7249 osób.

    Nie oznacza to jednak, że wszystkie te niekorzystne dla życia Kościoła zjawiska dotknęły w jednakowym stopniu cały świat. Na spadek, i to bardzo dotkliwy, “pracują” przede wszystkim Europa i Ameryka, szczególnie Północna, a więc kontynenty najbardziej schrystianizowane i tych strat nie są w stanie wyrównać pozostałe części świata, na których, zwłaszcza w Afryce i w dużym stopniu w Azji, występuje wyraźny wzrost powołań, głównie w zgromadzeniach żeńskich.

    Na przykład w Europie, gdzie nadal jest najwięcej sióstr zakonnych: 224246, ich liczba zmalała w omawianym okresie o 7167 a w całej Ameryce – o 3253 (obecnie są tam 160032 siostry), podczas gdy w Afryce liczba zakonnic wzrosła o 2220, dochodząc do 76219, a w Azji – o 1218 (174165). Wśród braci zakonnych spadki odnotowano w Europie – o 591, w Ameryce – o 290 i w Oceanii – o 17, wzrosła natomiast ich liczba w Afryce – o 217 i w Azji – o 87.

    Świeckie instytuty życia konsekrowanego są w Kościele stosunkowo nową rzeczywistością, rozwinęły się szerzej dopiero po Soborze Watykańskim II i nadal stanowią zjawisko raczej marginesowe na tle całego życia zakonnego. Na koniec 2018 było 22080 osób zaangażowanych w tę formę konsekracji, o 562 mniej niż rok wcześniej. Ogromną większość świeckich konsekrowanych stanowią kobiety – 21466, o 591 mniej, przy czym prawie 2/3 z nich – 13078 – żyło w Europie (spadek o 501), poza tym 5235 w Ameryce (-130), w Azji – 1947 (+32), Afryce – 1172 (+10) i 34 w Oceanii (-2). Mężczyzn konsekrowanych było 614, przy czym znamienne, że ich liczba wzrosła o 29; najwięcej było ich w Europie – 298 (+16), następnie w Ameryce –183 (+15), Afryce – 79 (-7), Azji – 53 (+5) i w Oceanii był jeden świecki mężczyzna konsekrowany.

    Na tle tych niepokojących zjawisk spadkowych warto odnotować wzrost liczby kandydatów do kapłaństwa zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych – na koniec 2018 było ich łącznie 115880, o 552 więcej, przy czym znów była to zasługa kontynentów uważanych ciągle jeszcze za misyjne, a więc Afryki: o 964 więcej, Azji – +354 i Oceanii – +52. Spadła natomiast ich liczba w Europie – o 696 i w Ameryce – o 122.

    B. Sztajner/Archiwum Niedziela/Fides/Watykan

    **************************

    Dlaczego Jan Paweł II ustanowił Dzień Życia Konsekrowanego?

    fot. Antoine Mekary | ALETE

    ***

    Dzień Życia Konsekrowanego obchodzony jest 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego. A jakie były intencje św. Jana Pawła II, kiedy w 1997 roku zadecydował o ustanowieniu tego dnia?

    Czterdzieści dni po narodzeniu Jezusa Jego rodzice zanoszą Go do świątyni, by ofiarować Go Bogu. W tym dniu Jezus-Mesjasz spotyka się także z tymi, którzy na Niego z tęsknotą czekali. Przez usta starego Symeona, któremu daje natchnienie Duch Święty, objawione zostaje „Światło na oświecenie pogan”. A swoimi proroczymi słowami starzec zapowiada pełną ofiarę złożoną na krzyżu przez Jezusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad śmiercią (por. Łk 2, 25-35).

    W ten sposób w domu Bożym tego dnia objawia się Uświęcony przez Ojca, Ten, który przyszedł na świat, aby zbawić wszystkich ludzi. A Maryja, Jego matka, jednoczy się z Nim w tej samej ofierze dla zbawienia świata.

    Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest również wymownym znakiem całkowitego oddania się Bogu i wzorem dla wszystkich tych, którzy chcą iść drogą życia konsekrowanego. A Dziewica Maryja, ofiarowująca Dzieciątko Bogu, bardzo dobrze wyraża postawę Kościoła, który nadal ofiarowuje Ojcu swoje córki i synów, łącząc ich z jedyną ofiarą Chrystusa – przyczyną i wzorem wszelkiej konsekracji w Kościele.

    Jak prorokini Anna, która – podobnie jak Symeon – czekała na Mesjasza i czuwała w świątyni, tak pierwszym powołaniem tego, który podąża za Chrystusem, jest przebywanie w komunii z Nim, słuchanie Jego słowa i wielbienie Boga z pokorą i stałością. Jego życie znajdzie wówczas głęboki oddźwięk w sercach ludzi.

    Jan Paweł II pragnął, aby „obchody Dnia Życia Konsekrowanego gromadziły osoby konsekrowane wraz z innymi wiernymi dla wspólnego wychwalania z Dziewicą Maryją wielkich dzieł Bożych, których Pan dokonuje w wielu synach i córkach” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Co więcej, pragnął, aby to święto ukazywało wszystkim, że powołaniem świętego ludu Bożego ma być całkowicie poświęcenie się Jemu.

    Po co nam Dzień Życia Konsekrowanego?

    Jan Paweł II widział w tej uroczystości co najmniej potrójny cel:

    DZIĘKCZYNIENIA ZA DAR ŻYCIA KONSEKROWANEGO

    „Po pierwsze – odpowiada on wewnętrznej potrzebie bardziej uroczystego wielbienia Pana i dziękczynienia Mu za wielki dar życia konsekrowanego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Tak jak Jezus w swoim posłuszeństwie i poświęceniu Ojcu mówi nam, jak bardzo Bóg jest z nami, tak i osoby konsekrowane, w pełni należące do jedynego Pana, ich sposób życia i pracy, ich oddanie ludziom są wymownym znakiem, potężnym głoszeniem obecności Boga we współczesnym świecie. „To pierwsza posługa, jaką życie konsekrowane oddaje Kościołowi i światu. Pośród Ludu Bożego osoby konsekrowane są niczym strażnicy, dostrzegający i zapowiadający nowe życie, już obecne w naszych dziejach”, mówił Benedykt XVI 2 lutego 2006 r.

    POZNANIE ŻYCIA KONSEKROWANEGO

    „Po drugie – Dzień Życia Konsekrowanego ma za zadanie przyczynić się do poznania tej formy życia i pogłębiania szacunku dla niego ze strony całego Ludu Bożego od biskupów po kapłanów, od świeckich po osoby konsekrowane” – wyjaśniał w 1997 r. z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego św. Jan Paweł II.

    Podkreślił to także, zwracając się do osób konsekrowanych 2 lutego 2000 r.: „Świadectwo eschatologiczne należy do istoty waszego powołania. Śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości dla Królestwa Bożego są waszym orędziem o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, które kierujecie do świata. Jest to bardzo cenne orędzie: Człowiek, który czuwa i wyczekuje spełnienia się obietnic Chrystusa, potrafi natchnąć nadzieją także swoich braci i siostry, często zniechęconych i pesymistycznie patrzących w przyszłość”.

    Ojciec święty dodaje także: „Jest ono zatem specjalną i żywą pamiątką Jego bycia Synem, który czyni Ojca swoją wyłączną Miłością – oto Jego czystość; który w Ojcu znajduje swoje wyłączne bogactwo – oto Jego ubóstwo; dla którego wola Ojca jest codziennym „pokarmem” (por. J 4,34) — oto Jego posłuszeństwo.

    Taka forma życia, przyjęta przez Chrystusa i uobecniana w szczególny sposób przez osoby konsekrowane, ma wielkie znaczenie dla Kościoła, powołanego, by we wszystkich swoich członkach przeżywać to samo dążenie do pełnego zjednoczenia z Bogiem poprzez naśladowanie Chrystusa w świetle i mocy Ducha Świętego.

    Życie specjalnej konsekracji w swoich różnorodnych formach pomaga zatem lepiej zrozumieć konsekrację chrzcielną wszystkich wiernych. Rozważając dar życia konsekrowanego Kościół zastanawia się nad swoim szczególnym powołaniem, aby należeć wyłącznie do Pana, i pragnie być w Jego oczach bez „skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,27).

    Wydaje się zatem uzasadniona potrzeba ustanowienia tego specjalnego Dnia, który przyczyni się do tego, aby nauka o życiu konsekrowanym była nie tylko szerzej i głębiej rozważana, ale również coraz lepiej przyjmowana przez wszystkich członków Ludu Bożego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997).

    ŚWIĘTOWANIE DZIEŁ PANA W ŻYCIU KONSEKROWANYCH

    Trzeci cel dotyczy samych osób konsekrowanych: „Są one zaproszone do wspólnego i uroczystego świętowania niezwykłych dzieł, które Pan w nich dokonał, aby w świetle wiary mogły jeszcze pełniej odkryć blask Bożego piękna – promieniującego za sprawą Ducha w sposobie ich życia – oraz aby mogły jeszcze żywiej uświadomić sobie swą niezastąpioną misję w Kościele i w świecie” – wyjaśnił św. Jan Paweł II w tym samym dokumencie.

    Świadkowie Ewangelii

    W dzisiejszym zagonionym świecie osoby konsekrowane powinny z radością i pokojem ukazywać swoim życiem życie i orędzie Syna Bożego. W ten sposób głoszą naszemu światu, w najróżniejszych sytuacjach, że ostatecznie to Pan jest dla człowieka prawdziwą miłością, prawdziwym bogactwem, najbezpieczniejszą drogą.

    Warto przy tym pamiętać, że „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Św. Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, 1975, nr 41).

    Dla Jana Pawła II ustanowienie Dnia Życia Konsekrowanego w święto Ofiarowania Pańskiego oznaczało zatem wsparcie misji Kościoła. Przede wszystkim jego misji w świecie, aby ci, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa, mogli się do Niego zbliżyć dzięki tym osobom, które przez całkowity dar siebie dają świadectwo, że Chrystus jest jedynym Synem, posłanym przez Ojca.

    Papież podkreślił, że nowa ewangelizacja jest możliwa i skuteczna za sprawą osób, które najpierw ewangelizują same siebie, aby potem innym „przedstawiać Ewangelię w jej pełni, a także ukazywać matczyne oblicze Kościoła, służącego mężczyznom i kobietom naszych czasów”.

    Modlitwa za osoby konsekrowane

    Papież był też przekonany, że dzień ten będzie wsparciem duszpasterskim dla Kościołów lokalnych: „Czasami mogą ulegać pokusie by, tak jak Marta, pojmować misję głównie jako liczne zadania do zrobienia, które, rzecz jasna, powinny zostać wykonane. Ale ten dzień przypomina wszystkim, że to wybierając tę cząstkę, którą obrała Maria, możemy przynosić obfite owoce w winnicy Pańskiej. Dziewica Maryja, która dostąpiła wielkiego przywileju ofiarowania Ojcu Jezusa Chrystusa, Syna swego Jednorodzonego, jako ofiary czystej i świętej, niech sprawi, abyśmy byli zawsze otwarci na przyjęcie wielkich dzieł, których On nieustannie dokonuje dla dobra Kościoła oraz całej ludzkości” – mówił Jan Paweł II w 1997 roku.

    Benedykt XVI, 2 lutego 2006 r., odmówił następującą modlitwę, którą zadedykował osobom konsekrowanym:

    Niech Pan codziennie odnawia w wasi we wszystkich osobach konsekrowanychradosną odpowiedź na Jego bezinteresowną i wierną miłość.Niczym płonące świecepromieniujcie zawsze i w każdym miejscumiłością Chrystusa, światłości świata.Niech Najświętsza Maryja, Niewiasta konsekrowana,pomaga wam przeżywać w pełni to wasze szczególne powołaniei posłannictwo w Kościele dla zbawienia świata.Amen!

    Marie Lafon/Aleteia.pl/Edifa – 02.02.21

    *****************************************************

    Jest Jezus i jestem ja

    Siostry adorujące w części klauzurowej kościoła klasztornego.

    Siostry adorujące w części klauzurowej kościoła klasztornego.
    fot. Henryk Przondziono/ GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    To takie miejsce, w którym wszystko jest jakby zanurzone w świetle.

    Wchodzisz i widzisz Pana Jezusa. Stoi tu wystawiony w monstrancji już 111 lat. Nieprzerwanie. I zawsze ktoś z Nim jest. Zawsze ktoś się przed Nim modli. Każdego dnia i każdej nocy, godzina po godzinie ktoś wpatruje się w biały opłatek otoczony glorią złoceń. I panuje tu cisza, inna niż ta, która wynika z braku dźwięku. Ta bierze się z obecności Boga. Wszystko tu jest nią przesiąknięte.

    dziękujemy

    Do kościoła sióstr klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach wchodzi się wprost z ulicy. I w ciągu dnia zawsze są ludzie, którzy wstępują tu na modlitwę. Ale nawet jeśli nie ma nikogo takiego, możemy mieć pewność, że z drugiej strony ołtarza klęczą przed Jezusem zakonnice w brązowych habitach. Nie widać ich, ale czasem je słychać. „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim” – zza ołtarza rozbrzmiewają łagodne głosy. To znak, że zaczęła się kolejna „zmiana”. – Ta adoracja wyróżnia nas spośród wielu innych zakonów, również klauzurowych. Adorujemy Najświętszy Sakrament wieczyście, to jest charakterystyczny rys naszego zakonu – uśmiecha się zza krat rozmównicy s. Bonawentura. – Są też benedyktynki sakramentki czy służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji. One również adorują, ale raczej w duchu wynagrodzenia. Natomiast u nas jest położony nacisk na dziękczynienie – dopowiada siedząca obok s. Rafaela. – Można powiedzieć, że my tak dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy 24 godziny na dobę – śmieje się.

    Dziękczynny charakter modlitwy podkreśla hymn Magnificat, który rozpoczyna każdą godzinę adoracji. Później następuje krótka modlitwa przeproszenia, a po niej akt uwielbienia Boga w Trójcy Świętej. A potem zapada pełne treści milczenie. I płyną modlitwy pełne wdzięczności, ale też ciężkie od intencji, które nadsyłają ludzie. Nieraz przychodzą osobiście, żeby powiedzieć: „Siostry, dobrze, że jesteście”. Albo: „O jak wspaniale, że możemy poprosić o modlitwę”.

    – Czujemy, że te osoby nam ufają. Nieraz mówią nam najskrytsze rzeczy, które ich bolą. Dzieci nie żyją jak trzeba, matka się martwi. Nie poskarży się komuś z rodziny, ale siostrze zakonnej powie. Często ludzie też dzwonią. Ktoś chce coś krótko powiedzieć, ale się otwiera i ta rozmowa trwa 45 minut albo dłużej – opowiada s. Rafaela.

    Siostro, źle się czuję

    Na adres klasztoru płyną tysiące mejli, dziennie po kilkadziesiąt. Często o bardzo dramatycznej treści. Ludzie proszą o cud. Ktoś dowiedział się o ciężkiej chorobie swojego dziecka, ktoś inny został bez środków do życia, jeszcze ktoś jest przerażony własnym stanem zdrowia.

    To takie miejsce, w którym wszystko jest jakby zanurzone w świetle.

    Kiedyś w nocy zadzwoniła jakaś kobieta. Roztrzęsionym głosem powiedziała, że źle się czuje, że jedzie już do niej pogotowie, ale ona prosi o modlitwę. Siostry z reguły w nocy nie odbierają telefonów, ale akurat jedna siostra jeszcze się krzątała i odebrała. Oczywiście zaraz pobiegła do Pana Jezusa, pomodliła się za tę kobietę, zostawiła kartkę siostrom adoratorkom z informacją, żeby w tej intencji się modlić. A potem cisza, żadnego echa po tym wszystkim.

    Nie zdziwiło to sióstr, różnie przecież bywa. Nie szukały informacji na ten temat. Ale jakiś czas później ktoś przyniósł im stare gazety. Siostra Rafaela parę z nich zaniosła do kuchni na rozpałkę. Otwarła przypadkowo jedną, a jej wzrok padł na nekrolog. To była informacja o śmierci kobiety, która tamtej nocy dzwoniła do sióstr. – Dla nas było to potwierdzenie, że ona prosiła o modlitwę na swoją ostatnią chwilę i ta modlitwa jej towarzyszyła. Ktoś powiedziałby: przypadek. Ale dla nas to był znak, jakby ta pani chciała nam z tamtej strony pokazać, że dziękuje za tę modlitwę – cieszy się s. Rafaela.

    Bezpiecznie przy Nim

    6 lutego minie dokładnie 111 lat od chwili, gdy w kościele kęckiego klasztoru wystawiono Najświętszy Sakrament. Od tamtej pory Pan Jezus jest dzień i noc adorowany przez siostry. Nawet obie wojny nie spowodowały przerwy w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. W kościele wszystko jest tak, jak było od początku, gdy w 1910 r. rozpoczęła się adoracja. Wnętrze i tron wystawienia nie uległy zmianie. – W pierwszych dniach września 1939 r. była tylko jedna chwila, w której Pana Jezusa wyniesiono z kościoła. W okolicy były wtedy naloty – tłumaczy s. Bonawentura. Z kroniki wynika, że Najświętszy Sakrament przez jedną dobę był w piwnicy. Zakonnice postawiły tam stolik, a na nim urządziły mały ołtarzyk i poprosiły kapelana, żeby dla bezpieczeństwa zaniósł tam Jezusa w monstrancji. Tam kontynuowały adorację. Pozostałe siostry też zresztą ukryły się w piwnicy. – Jedna z nich nawet weszła pod ten stolik, bo taką wiarę miała, że tam jej się nic nie stanie – śmieje się s. Rafaela.

    Nic się rzeczywiście nie stało. Z zabudowań klasztornych nie spadła ani jedna cegła i ani jedna dachówka. – Bóg o swoje miejsce zadba. O swój tron, o swoją chwałę i o tych, którzy są blisko Niego, po prostu zadba – mówi z przekonaniem s. Bonawentura.

    Ważne, że i w nocy

    Ludzie często przychodzą na adorację do kościoła klasztornego. Jest zazwyczaj otwarty od 6.00 rano do 18.00. Wielu wiernych przychodzi tu też, żeby się wyspowiadać. W normalnych, pozapandemicznych warunkach funkcjonuje tu stały konfesjonał, jeden z najbardziej obleganych w diecezji bielsko-żywieckiej.

    Żeby zapewnić ciągłość ado­racji, w klasztorze musi być minimum 12 sióstr. Obecnie jest ich 20. Niekiedy są przed Jezusem wszystkie – na Mszy św. bądź wspólnych modlitwach – ale poza tym w ciągu dnia ado­rują po dwie. Zmieniają się co godzinę. W nocy adorują pojedynczo i zmieniają się co dwie godziny. Każdej siostrze średnio wypada adoracja co trzecią noc.

    – Czas nocnej adoracji jest piękny – zapewnia s. Rafaela. – To jest takie sam na sam: jest Jezus i jestem ja. Nikt nam nie przeszkadza, nie ma hałasów z zewnątrz. To jest taki dobry czas. Te dwie godziny to nie jest długo. Kiedy się człowiek dobrze modli, wydaje się, że to tak szybko przeleciało – mówi z uśmiechem.

    – Na krócej nie opłacałoby się wstawać – żartuje s. Bonawentura.

    Siostry podczas adoracji modlą się w tych intencjach, które nadsyłają ludzie. A ponadto za Kościół, za Ojca Świętego, za kapłanów, biskupów, za diecezję, za chorych, cierpiących, za młodzież, za dzieci. – Przez to, że jesteśmy tak blisko Najświętszego Sakramentu, czujemy się bardzo mocno zobowiązane do towarzyszenia modlitwą szczególnie kapłanom i kandydatom do kapłaństwa. Same patrzymy z dużą troską na to, co się dzieje: że brak jest stałości wiary w wielu tych młodych mężczyznach. I czujemy szczególną więź: ten sam Najświętszy Sakrament, ten sam Jezus na ołtarzu zobowiązuje nas do tej modlitwy – zapewnia s. Bonawentura.

    Ludzie wiedzą, że siostry modlą się przed Najświętszym Sakramentem, dlatego swoje prośby formułują często tak: „Żeby Siostry przed Najświętszym Sakramentem w dzień i w nocy modliły się…” – i podają konkretne intencje. Dla wielu ważna jest świadomość, że siostry czuwają także w nocy. – Ważne jest to zwłaszcza dla chorych albo mocno przeżywających samotność czy jakieś opuszczenie przez najbliższych. Nieraz dzwonią też tu do nas osoby depresyjne. Dla takiej osoby to jest bardzo istotne, że właśnie w tym momencie, w środku nocy, gdy ona źle się czuje i walczy ze swoimi myślami, siostry obiecały i modlą się. Teraz się modlą, a nie jutro rano – podkreśla s. Rafaela.

    Omodlony zegar

    Klasztor w Kętach to dawny budynek poczty dyliżansowej, pod koniec XIX w. przebudowany na potrzeby zakonu. Stare mury są dziś w wielu miejscach popękane i zagrzybione. Wiele elementów budynku wymaga wymiany. Dzięki pomocy wielu parafii diecezji bielsko-żywieckiej i dofinansowaniu z gminy Kęty udało się wyremontować dziedziniec obok klasztoru. Wciąż jednak potrzeby są duże. Siostry postanowiły w związku z tym wystawić na sprzedaż niepotrzebne rzeczy zalegające na strychach, które mogą być atrakcyjne dla koneserów. Są tam więc stare kufry, kołowrotek, stara waga, radio czy nieużywane instrumenty muzyczne. – Nie robimy tego na wielką skalę. Nie sprzedajemy ważnych dla nas historycznych pamiątek. To nie jest tak, że wyprzedajemy majątek klasztorny, żeby przeżyć – zastrzega s. Rafaela. – Po prostu są to rzeczy, które dla nas nie są już przydatne, czasami takie, które ktoś nam kiedyś przyniósł. Ale są też rzeczy, których kiedyś siostry używały, jak stare maszyny do szycia. My robimy porządek, ktoś z tego korzysta i jeszcze jest z tego parę groszy – zauważa. – Niektórym zależy, żeby mieć jakąś rzecz, która była w klasztorze i była „omodlona”. Niedawno zgłosił się pan, który zapragnął mieć zegar „omodlony przez siostry”, bardzo mu na tym zależało – uśmiecha się s. Bonawentura.

    – Co prawda do zegara się nie modlimy, ale miałyśmy zegar z wahadłem. Służył parę lat w kościele po stronie klauzurowej, wybijał godziny na adorację, więc dla tego pana to był powód, żeby ten zegar koniecznie nabyć – dodaje s. Rafaela. Obie siostry podkreślają, że takie sytuacje dowodzą, iż ludzie cenią sobie klasztory i zanoszoną w nich do Boga modlitwę. – Oprócz tego, że ktoś coś kupi, doświadczamy ogromnej życzliwości i troski, żeby nam niczego nie brakowało. I tak jest, niczego nam nie brakuje – zapewniają. Proszą, żeby podziękować ofiarodawcom.

    – My czujemy, że Boża Opatrzność nas niesie w tym wszystkim – mówi pogodnie s. Rafaela. – Nabieram coraz mocniejszego przekonania, że Pan Bóg pozwala nam na to zewnętrzne odnawianie, ale liczy na wewnętrzne – śmieje się.

    Cóż, Jezus z pewnością się nie przeliczy. Dla kogoś, kto odwiedzi klasztor w Kętach, jest to jasne.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny 4/2021

    ************************************************************************

    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!


    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!
    Matka Boża Gromniczna strzegła ludzkie siedziby przed stadami wilków.
    Istnieje kilka wersji tego obrazu Piotra Stachiewicza

    Jednym z najpiękniejszych kalendarzy lat trzydziestych był „Kalendarz Królowej Apostołów”, wydawany przez Księży Pallotynów. I właśnie tam widziałem reprodukcję obrazu, która na długo utkwiła mi w pamięci.

    Oto jest noc, zasypane śniegiem wiejskie chaty, nigdzie nie widać nawet nikłego blasku świecy, cała wieś pogrążona jest we śnie. Bliżej widać drzewa, tuż za wioską rozciąga się gęsty las. Na jego skraju wyraźnie widoczna jest wataha wilków: wygłodniałych, złych, szykujących się do ataku na ludzkie siedziby. I nagle z boku obrazu wyłania się przepiękna, świetlista postać, odziana – mimo mrozu – jedynie w białą szatę. Postać kobieca, tchnąca dobrocią i spokojem, rusza prosto na stado wilków i odpędza je od domostw tych, którzy pogrążeni we śnie, nawet nie domyślają się niebezpieczeństwa. Wilki warczą, ale cofają się, gdyż Pani ta trzyma w ręku świecę, której drapieżniki najwyraźniej się boją. Pod obrazem widniał podpis: Matka Boża Gromniczna…

    Nie pamiętam już, kto był autorem tego obrazu, ani wszystkich szczegółów, bo od tamtego czasu upłynęło już wiele lat. Jednak od spotkania z tym obrazkiem w kalendarzu katolickim tytuł Matka Boża Gromniczna kojarzy mi się zawsze z ową piękną Panią, która czuwa nad człowiekiem i chroni go oraz jego bliskich od niebezpieczeństwa.

    2 lutego obchodzimy święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, od reformy kalendarza liturgicznego nazywające się Świętem Ofiarowania Pańskiego. Nazwa nie jest tu jednak najważniejsza, natomiast niezwykle ważna jest wielowiekowa tradycja łącząca to święto z gromnicą, a więc świecą, która w tym dniu jest pobłogosławiona w kościele przez kapłana na pamiątkę słów starca Symeona, który nazwał Dziecię Jezus Światłem na oświecenie pogan.


    Zapewne słyszeliśmy, jak do tego doszło. Maryja, jak każda kobieta izraelska, chciała poddać się oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo porodziła bez utraty dziewictwa, ale chciała. Ona i św. Józef pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga staruszków – Symeona i Anny, którzy wyczekiwali Zbawiciela, codziennie trwając przy Świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, ale kiedy wreszcie Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Symeon wyśpiewał przepiękną pieśń, którą Kościół uczynił częścią modlitwy brewiarzowej i kazał swoim kapłanom, zakonnikom i wszystkim, którzy w tej doskonałej modlitwie chcą brać udział, odmawiać w ostatniej modlitwie danego dnia, czyli tzw. komplecie.

    To wtedy właśnie Maryja usłyszała proroctwo o Jezusie, że Jej duszę kiedyś przeniknie miecz, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Od pierwszych wieków chrześcijaństwa Kościół święci w tym dniu świece i odwołuje się do wstawiennictwa Matki Zbawiciela, stąd popularnie to święto po dziś dzień nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. Poświęcona świeca jest symbolem Pana Jezusa, jako Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Stąd opisany przeze mnie na początku obraz ukazujący Maryję, jako opiekunkę ludzkich siedzib. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice, jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd gromnica) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Co do wilków, to te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy czy sam szatan. Te „duchowe drapieżniki” porywają nawet niewinne dusze małych dzieci przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga, czyniąc je przez to martwymi. Nigdy chyba jeszcze od czasów Cesarstwa Rzymskiego ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak robią to teraz. Grzech stał się czymś, co „robią wszyscy”. Czy ci nieszczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę z tego, że razem z tymi „wszystkimi” mogą przegrać życie, a co gorsza – całą wieczność?

    Drodzy Czciciele Matki Bożej! Weźmy Jej świece, zaufajmy, że przez ten znak Maryja będzie nas chronić od zła fizycznego, a przede wszystkim od duchowego. Módlmy się, by kiedyś, kiedy będą się zamykać na zawsze nasze oczy na tym świecie, ostatnią rzeczą, jaką ujrzymy, było światło gromnicy. Amen.

    ks. Adam Martyna/PCh24.pl

    Tekst ukazał się w 86. numerze „Przymierza z Maryją” z 2016 roku

    *********************

    Gromnica – świeca nieco zapomniana

    W święto Ofiarowania Pańskiego, zwane u nas świętem Matki Bożej Gromnicznej, mniej ludzi niż niegdyś przychodzi do naszych kościołów, by poświęcić świece. Do niedawna przychodziło więcej. Świece wykonane z pszczelego wosku, zwane gromnicami, były ze czcią przechowywane w każdym domu i często zapalane – wówczas, kiedy nadciągały gwałtowne burze, gradowe nawałnice, wybuchały pożary, groziła powódź, a także w chwili odchodzenia bliskich do wieczności. Były one znakiem obecności mocy Chrystusa – symbolem Światłości, w której blasku widziało się wszystko oczyma wiary.

    fot. Bożena Sztajner/Niedziela

    ***

    Wprawdzie wilki zagrażające ludzkim sadybom zostały wytrzebione, ale na ich miejsce pojawiły się inne zagrożenia. Dziś trzeba prosić Matkę Bożą Gromniczną, by broniła przed zalewem przemocy i erotyzacji płynących z ekranów telewizyjnych i kolorowych magazynów, przed napastliwością sekt, przed obojętnością na los bliźnich, przed samotnością, przed powiększającą się falą ubóstwa, przed zachłannością, przed bezdomnością i bezrobociem, przed uleganiem nałogom pijaństwa, narkomanii, przed zamazywaniem granic między grzechem a cnotą, przed zamętem sumień.

    Po raz pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień zapalić od nowo poświęconego paschału.

    Zapalajmy ją częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie, kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony. Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten świat naszym bliskim.

    Opowiadała mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”, następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i to mi daje siłę.

    ***
    O Boże mój, gdzież jest moja gromnica?
    Oto burze nadchodzą, grzmoty, błyskawice.
    Postawię ją w oknie mojej duszy,
    a Ty, Maryjo, udziel mi nadziei.
    Zapalę ją w przedsionku mego serca,
    a Ty wypełnij je miłością.
    Umieszczę ją w oknie mego rozumu,
    a Ty spraw, aby zawierzyła do końca
    Twemu Synowi moja mała wiara.

    ks. Florian/ Tygodnik Niedziela


    ************************************************************************************************************

    KAŻDEGO MIESIĄCA

    w I CZWARTEK MIESIĄCA

    MSZA ŚW. w kaplicy-izbie JEZUSA MIŁOSIERNEGO o godz. 20.30

    PO MSZY ŚW. – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

    Czwartkowe czuwanie z Jezusem: specjalna godzina zjednoczenia

    EUCHARIST,ADORATION,DOMINICAN SISTERS
    fot.Jeffrey Bruno

    ***

    Jezus po Ostatniej Wieczerzy powiedział w Ogrójcu do swoich uczniów: „Zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38). To zaproszenie Jezusa jest skierowane również do nas, aby w czwartkowy wieczór spędzić z Nim godzinę na modlitwie.

    Czwartek wieczór: godzina z Panem

    Bł. brat Karol de Foucauld pisał: „Bądźmy więc wierni tej praktyce czuwania wraz z Nim w każdy czwartkowy wieczór, by dotrzymywać Mu towarzystwa, wspierać Go, pocieszać, całą duszą trwać przy Nim w Jego konaniu… Niech ta praktyka czuwania w czwartek wieczór z naszym Panem konającym, będzie jedną z wiernych praktyk całego naszego życia”.

    Ta czwartkowa modlitwa trwa godzinę, aby odpowiedzieć na pragnienie Jezusa: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40).

    Adoracja Jezusa

    Dobrze, ale od czego zacząć? Czasem może być trudno skupić się po całym dniu pracy i spotkań. Dlatego na początek modlitwy możemy wybrać muzyczny fragment, utwór wspólnoty Taize, Hillsong – coś co wprowadzi nas w rzeczywistość modlitwy.

    Potem można wybrać fragment z Pisma Świętego. To może być Ewangelia z dnia, jeden werset lub słowo, które dalej nas poprowadzi. Szczególnie pomocne w tej wieczornej modlitwie są psalmy z piątkowej Godziny Czytań – szczególnie psalm 35, 38 i 69. Można też posłużyć się „psalmami”, które ułożył św. Franciszek w Oficjum o Męce Pańskiej.

    Te modlitwy jednak są przede wszystkim wprowadzeniem, gdyż przewodnikiem podczas czwartkowej modlitwy jest nasze serce. Wsłuchujemy się bowiem w to, jak Duch Święty chce nas poprowadzić w tej modlitwie. Dlatego nie warto „zabudowywać” tej godziny kolejnymi modlitwami, po prostu dajemy Bogu wolną przestrzeń.

    Czwartkowa modlitwa jest przede wszystkim adoracją Jezusa. Trudno jest o takiej późnej porze znaleźć otwarty kościół. Jednak dzięki łączom internetowym możemy włączyć się w taką „duchową adorację” poprzez transmisje, które są dostępne w kościołach na całym świecie.

    On też jest z nami

    To jest czas, w którym możemy być z Jezusem w najtrudniejszym momencie Jego życia. Jednak nie tylko my jesteśmy z Nim, ale też On jest z nami. W tym czasie możemy odsłonić przed Jezusem wszystkie nasze lęki i obawy.

    Trwoga Jezusa jest Jego solidarnością z każdym człowiekiem, który boi się tego, co ma nadejść i co mu zagraża. Ten czwartkowy czas prowadzi nas do solidarności z tymi, którzy cierpią, są bezradni i przerażeni.

    Modlitwa w czwartkowy wieczór odsłania przed nami przyjaźń Jezusa. Brat Karol de Foucauld, komentując słowa „Zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”, pisze: „Czy tylko do tych trzech apostołów Pan nasz to mówi? Nie, mówi do nas wszystkich, których miłuje i których widzi w swym konaniu, do nas wszystkich, których wierna i tkliwa kompania jest Mu pociechą w tych chwilach bólu…”.

    Jezus pragnie naszej obecności szczególnie w tym momencie, bo jesteśmy Jego przyjaciółmi (J 15,15). Nasze czuwanie jest obecnością przy Przyjacielu. W tej bliskości możemy po prostu być, nie potrzebujemy wielu słów. On przecież zna nasze serce.

    Godzina miłości

    Tym, co jest najlepszym przewodnikiem podczas tej czwartkowej wieczornej modlitwy, jest miłość. Ta godzina jest tak naprawdę przebywaniem sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas kocha. Ten czas pomiędzy Ostatnią Wieczerzą a Męką jest czasem ogromnej miłości Boga.

    Możemy wówczas po prostu być z Nim i patrzeć na Niego, tak jak On patrzy na nas. Słowa Jezusa skierowane do Apostołów świadczą, że Jezus tak bardzo chciał, aby w tym czasie nie był sam. Chociaż wiele raz usuwał się na miejsce pustynne, tamtej czwartkowej nocy całym sobą chciał mieć kogoś obok siebie.

    Brat Karol tak wyrażał swoje postanowienie dotyczące tej czwartkowej modlitwy: „Nie uchybiajmy jej nigdy, dla miłości do Serca Pana naszego… On nas o to formalnie prosi w tych oto słowach skierowanych do apostołów: czy Mu tego odmówimy? Ach, Dziewico Święta, o mój dobry Aniele, o, święta Magdaleno, o, święty Piotrze, o, święty Józefie i święty Chrzcicielu wspomóżcie mnie, błagam was, abym nigdy już nie był na tyle niewdzięczny, na tyle niegodziwy, na tyle ohydny, żeby Mu tego odmówić! Amen”.

    Na zakończenie modlitwy możemy odmówić na przykład Modlitwę oddania, którą ułożył brat Karol de Foucauld – „Mój Ojcze, powierzam się Tobie, uczyń ze mną, co zechcesz…”. Wyraża ona całkowite oddanie się Ojcu i poddanie się Jego woli. W Twoje ręce powierzam ducha mego z całą miłością mego serca… W ten sposób w każdy czwartkowy wieczór możemy razem z Jezusem oddać się z ufnością w ręce naszego Ojca.

    Adam Poleski/11.03.21/Aleteia.pl

    ************************************************************************************************************

    KAŻDEGO MIESIĄCA

    w I PIĄTEK MIESIĄCA

    MSZA ŚW. w kościele św. Szymona o godz. 19.00

    PRZED MSZĄ ŚW. – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

    ***********

    Koła ratunkowe

    Koła ratunkowe
    Obietnice Pana Jezusa dane św. Małgorzacie Marii Alacoque
    fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ

    *****

    Pierwszy piątek i sobota miesiąca. Czy możemy je traktować jak polisę ubezpieczeniową na wieczność?

    W tym tygodniu przypadają pierwszy piątek i sobota miesiąca – słyszymy regularnie w kościołach. O popularnych nad Wisłą praktykach pierwszych piątków wiemy sporo. Tradycja ma już bowiem… blisko 350 lat. To forma kultu Serca Jezusa objawiona św. Małgorzacie Marii Alacoque w 1673 r. Jezus obiecał tym, którzy odprawią nabożeństwo 9 pierwszych piątków, że nie umrą bez sakramentów świętych. Inną nieprawdopodobną odgórną „ofertę” usłyszała s. Faustyna. Dotyczyła ona Koronki do Bożego Miłosierdzia: „Kapłani będą ją podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego”– zapewniał siostrę drugiego chóru sam Jezus.

    Tajemnica druga: serce w cierniach

    A pierwsze soboty? To nabożeństwa związane z objawieniami w Fatimie. Szukający zawsze drugiego dna i węszący we wszystkim sensację skupiliśmy się przede wszystkim na trzeciej tajemnicy. Napisano o niej grube opracowania, zanim jeszcze Watykan ujawnił 9 lat temu treść orędzia. O nabożeństwach pierwszych sobót, wspomnianych w drugiej tajemnicy, wiemy niewiele. Ostatnio zrobiło się o nich znów głośno. W tym roku ruszyła Wielka Nowenna Fatimska – międzynarodowa inicjatywa związana z przygotowaniami do 100. rocznicy objawień.
    13 maja 1917 roku w nikomu nieznanej dolinie Cova da Iria objawiła się Maryja. Pastuszkom, którzy nigdy nie wytknęli nosa poza zabitą dechami wioskę, oznajmiła słowa, które miały wstrząsnąć Kościołem. Rosja wrzała, przygotowując leninowską rewolucję, wokół wybuchały bomby I wojny światowej, a na krańcu Europy dzieci otrzymały przesłanie mające przesądzić o losach świata. Łucja miała 10 lat, Franciszek 9, Hiacynta jedynie 7. Maryja prosiła: „Uciekajcie się do mojego Niepokalanego Serca, pokutujcie w intencji nawrócenia grzeszników”.

    W czasie kolejnych objawień Maryja pokazała dzieciom swe Niepokalane Serce otoczone cierniami. Dzieci miały zobaczyć również piekło. Ta wizja bardzo je przeraziła. „Widziałyście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników. Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczynią to, co wam powiem, wiele dusz się zbawi i zazna pokoju….” – zapowiedział Gość z nieba. Dodał też, że jeśli ludzkość nie opamięta się, „wybuchnie nowa, jeszcze gorsza wojna światowa, a Kościół zostanie prześladowany”. Maryja przyrzekła, że wróci, by prosić o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

    Hiacynta i Franciszek zmarli wkrótce po objawieniach. Tajemnice, które usłyszeli, zabrali z sobą do grobu. Łucja skrupulatnie notowała słowa Maryi: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć Mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane jak kwiaty, postawione przeze Mnie dla ozdoby Jego tronu. Jeśli się zrobi, to co wam powiem, wielu zostanie uratowanych przed piekłem i nastanie pokój na świecie… Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał znieść wiele cierpień. Różne narody zginą. Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Co usłyszała portugalska nastolatka?

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Maryja zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy. 10 grudnia 1925 r. w hiszpańskim Pontevedra Łucja usłyszała o pierwszych sobotach miesiąca. Miał to być praktyczny wymiar kultu Serca Maryi. „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że obiecuję przyjść na pomoc w godzinę śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym, którzy przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty: odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią Różaniec i przez 15 minut towarzyszyć Mi będą, rozmyślając o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia” – opowiadała Maryja.

    Gdy pięć lat później Łucja poproszona o wyjaśnienie, dlaczego trzeba praktykować akurat pięć sobót, wyjaśniała, że ukazał jej się sam Jezus, tłumacząc: „Powód jest prosty: jest 5 rodzajów zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu; przeciwko Jej Dziewictwu; przeciwko Boskiemu Macierzyństwu, gdy jednocześnie nie chce się uznać Jej za Matkę ludzi; starania ludzi, którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki; bezpośrednie znieważanie Maryi w Jej świętych wizerunkach. Oto moja córko powody, dla których Niepokalane Serce Maryi nakazuje Mi żądać tego małego zadośćuczynienia. To zadośćuczynienie poruszy Moje Miłosierdzie i wybaczę temu, kto miał nieszczęście Ją znieważyć”.

    Zaliczyłem!

    Po zamachu na swoje życie Jan Paweł II zapoznał się z dokumentacją objawień. Stał się apostołem orędzia z Fatimy, bo jak podkreślał, swe ocalenie wiązał z objawieniami Maryi w portugalskiej wiosce. 13 maja 2000 roku spotkał się na rozmowie w cztery oczy z s. Łucją. Sam praktykował nabożeństwo pierwszych sobót. Bardzo wymowny był dzień jego śmierci. Zmarł w pierwszą sobotę miesiąca, w wigilię uroczystości Bożego Miłosierdzia. Wyrachowani do bólu, czynimy z fatimskiego przesłania teologię bankomatu. Obietnice traktujemy jako rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Bóg rzuca nam koła ratunkowe, a my przerabiamy je na walutę. Wrzucamy je do bankomatu i z uśmiechem sprawdzamy stan konta. No, nie jest najgorzej: troszkę już się uzbierało.

    O takiej mentalności znakomicie opowiada jezuita o. Wojciech Ziółek: – Z wymyślonym przez nas Bogiem jest bardzo wygodnie żyć. Wystarczy się rozliczyć jak z fiskusem. Płacę i wymagam. Jaka praca, taka płaca. Traktujemy modlitwę jak kartę kredytową: wkładam i wypłacam. Wystarczy wstukać PIN: ko-ron-ka albo ró-ża-niec i gotowe. Troszkę wprawdzie trzeba pocierpieć, ale generalnie się opłaca. Nie musimy wpadać w ręce Boga żywego”. Tymczasem sama s. Łucja wyraźnie przestrzegała, że w praktyce pięciu sobót należy podkreślić intencję wynagrodzenia za grzeszników, a nie asekurację na godzinę śmierci.

    Inne zagrożenie? Praktyka pierwszych piątków czy sobót bardzo łatwo może zamienić się w magiczne rytuały. „Uzbierałem już osiem pierwszych piątków ale, niestety, w ostatnim miesiącu nie mogłem dojść do kościoła. I co? Wszystko na nic?”. Przypomina mi to historię naszego fotoreportera, który spacerował po meczecie w Damaszku. Kilka razy przechodził między modlącymi się muzułmanami a torbami, które kładli przed sobą na podłodze. Za każdym razem reagowali zniecierpliwionym fuknięciem. W końcu, gdy nasz fotograf przeparadował między jednym z rozmodlonych facetów a jego torbą, ten zniecierpliwiony przeniósł się na inne miejsce. Okazało się, że gdy ktoś zakłóci muzułmanom przestrzeń modlitwy, którą sobie stworzą, muszą zaczynać wszystkie modlitwy od początku. Z praktyki „kolekcjonowania” piątków i sobót może wyłonić się nieprawdziwy obraz Boga – buchaltera z kalkulatorem w dłoni, który z satysfakcją zaznacza parafkę w kolejnych rubrykach. – Skupiamy się na gadżetach, a zapominamy o istocie – wyjaśnia w wywiadzie ks. dr Grzegorz Strzelczyk. W 1943 roku ukryta w lasach Beskidu mistyczka Kunegunda Siwiec usłyszała od Maryi: „Twoje serce jest małym niebem dla mojego syna. Odpoczywa w Nim. Pocieszaj Go”. Dwadzieścia lat wcześniej portugalska dziewczyna Łucja dos Santos usłyszała: „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć”. To istota objawień.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny

    ****************************************

    Biskupi odnowią poświęcenie Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    Biskupi odnowią poświęcenie Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa
    POŚWIĘCENIE POLSKI NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA

    Mszą św. w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie zainaugurowane zostały obchody 100. rocznicy poświęcenia Polski NSPJ. Ich zwieńczeniem będzie odnowienie tego aktu przez polskich biskupów i wszystkie parafie 11 czerwca, w uroczystość Serca Jezusa.

    Eucharystii przewodniczył prowincjał Prowincji Polski Południowej Jezuitów o. Jarosław Paszyński SJ. W homilii podkreślał, że „Jezus chce, byśmy przyszli do Niego i nasze serca kształtowali na Jego wzór, i tak jak On doświadczali, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Ojca”.

    – Chcemy odnowić nasze serca, odnowić duchowo i moralnie nasze życie osobiste, rodzinne, społeczne, życie Kościoła i narodu – mówił duchowny o przygotowaniach do odnowienia aktu zawierzenia Polski Sercu Jezusowemu. – Chcemy przyjść do Jezusa, stanąć przed Nim w prawdzie i przyjąć Jego miłość. Chcemy również publicznie, ze skruchą, uznać nasze grzechy i za nie przeprosić, za wszystkie te grzechy popełnione przez te lata, w sposób szczególny te, które boleśnie ranią Boga i ludzi. Te grzechy, które są ostatnio ujawniane i są powodem zgorszenia dla wielu. Chcemy przyjść do Jezusa, aby On nas oczyścił, odnowił, pokrzepił, aby On kształtował nasze serca według Serca Bożego – zaznaczył prowincjał jezuitów.

    Na czas przygotowań do odnowienia aktu zawierzenia Polski NSPJ Apostolstwo Modlitwy przygotowało program duszpasterski, a do wszystkich parafii w Polsce zostaną niebawem rozesłane materiały, które mają pomóc w przygotowaniach do tego wydarzenia. Odbędzie się ono 11 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa podczas Mszy św. w bazylice NSPJ w Krakowie. Ponownego zawierzenia narodu NSPJ, w obecności Konferencji Episkopatu Polski, dokona jej przewodniczący, abp Stanisław Gądecki. W łączności z centralnym wydarzeniem w Krakowie akt ten zostanie złożony również w każdej parafii w kraju.

    W 1921 r. konsekrowany został jezuicki kościół pw. NSPJ w Krakowie, wybudowany z datków składanych przez Polaków z całego kraju i pomyślany jako centralne miejsce kultu Serca Bożego. W związku z tą konsekracją podjęto też akt zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. – U progu odzyskanej i obronionej niepodległości biskupi, przy udziale licznie zgromadzonych wiernych, członków zakonu jezuitów, przedstawicieli duchowieństwa i różnych stanów, zawierzyli naszą ojczyznę Sercu Bożemu, oddając nowe wyzwania, przed jakimi stawała Polska w kontekście odzyskanej wolności i budowania społeczeństwa, które z tego daru potrafi odpowiedzialnie korzystać – wyjaśnia o. Jarosław Paszyński SJ.

    Rok wcześniej na Jasnej Górze polscy biskupi zawierzyli naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w sytuacji zagrożenia podczas wojny polsko-bolszewickiej. Akt krakowski był wyrazem wdzięczności za ocalenie ojczyzny.

    W Krakowie od 1872 r. wydawany był miesięcznik „Posłaniec Serca Jezusowego”, redagowany przez jezuitów w ramach Apostolstwa Modlitwy. Jednym z redaktorów naczelnych pisma był o. Józef Andrasz SJ, znany jako kierownik duchowy i spowiednik św. Faustyny czy bł. Anieli Salawy. Jako czciciel Serca Bożego przyczynił się do odnowienia aktu zawierzenia Polski Sercu Jezusa, którego w czasach komunistycznych 28 października 1951 r. dokonał kard. Stefan Wyszyński, a z nim wszystkie parafie w Polsce.

    – Istotą kultu NSPJ jest poznanie i przyjęcie miłości Bożej, którą najpełniej objawia Jezus, oraz zadośćuczynienie za grzechy przeciwne tej miłości – mówi prowincjał jezuitów. Jezus przekazał Małgorzacie Marii Alacoque obietnice dla czcicieli Jego Serca. Stąd m.in. tradycja pierwszych piątków miesiąca i godziny świętej, czyli adoracji Najświętszego Sakramentu w nocy z czwartku na pierwszy piątek miesiąca.

    PCh24.pl/źródło:KAI

    ************************************************************************************************************

    KAŻDEGO MIESIĄCA

    w I SOBOTĘ MIESIĄCA

    MSZA ŚW. w kościele św. Szymona o godz. 18.00

    po Mszy św. nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko Najświętszej Maryi Pannie

    MSZA ŚW. I NABOŻEŃSTWO BĘDĄ TRANSMITOWANE NA ŻYWO    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    W związku z obecnymi restrykcjami liczba osób podczas Mszy św. w kościołach została znowu ograniczona do 20 osób

    Warszawa, Kraków: modlitwa wynagradzająca – katolicka odpowiedź na „tęczową” profanacjęźródło: pixabay.com/PCh.pl

    *****

    Polecam transmisje z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach

    Transmisja ON LINE na kanale YouTube/Pallotti TV/www.pallotti.tv

    program transmisji:

    godz. 18.10 – program słowno-muzyczny

    godz. 18.30 – modlitwa różańcowa

    godz. 19.05 – 15-minutowa medytacja

    godz. 19.20 – Msza św. z homilią  

     – Czy pamiętasz warunki nabożeństwa wynagradzającego, o które prosi Matka Boża?

    Pragnąc uczynić zadość prośbie Matki Bożej należy:
    1. przystąpienie do spowiedzi św. i przyjęcie komunii św.,
    2. odmówienie jednej części różańca,
    3. odprawienie piętnastominutowej medytacji,
    4. a wszystkie warunki odprawiamy w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Siostra Łucja przypomina, iż wskazana intencja wynagradzająca jest najistotniejszym warunkiem nabożeństwa.

    *****

    Również polecam Transmisje z Niepokalanowa

    Oddaj się Maryi

    Niepokalanów – Pierwsze Soboty Miesiąca

    Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi

    W Niepokalanowie w każdą pierwszą sobotę miesiąca odbywa się spotkanie Oddaj się Maryi z zawierzeniem siebie i wszelkich spraw Niepokalanemu Sercu Maryi. Spotkanie jest poprzedzone całonocnym czuwaniem modlitewnym w godz. 19:00 w piątek do 7:00 w sobotę.

    Z powodu ograniczeń związanych z epidemią, na czuwanie modlitewne i spotkanie Oddaj się Maryizapraszamy wiernych mieszkających w pobliżu Niepokalanowa. Pozostałych wiernych zachęcamy do skorzystania z transmisji on-line na kanale YouTube NIEPOKALANÓW-TV oraz przez Radio Niepokalanów.YouTube/Niepokalanów

    Osoby, które przybędą w tym dniu do Niepokalanowa, prosimy o zachowanie przepisów sanitarnych. Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi będzie w sobotę, 2 stycznia, na Mszach św. o 6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 10:00 i 11:00. Po Mszy św. o 11:00 odbędzie się nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi, Różaniec i 15-minutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi. Po nabożeństwie będzie możliwość przystąpienia do Rycerstwa Niepokalanej.

    Zapraszamy na Facebook facebook.com/oddaniniepokalanej . Jest to społeczność tych, którzy oddali się Maryi lub pragnę to uczynić. Dzielimy się doświadczeniem życia na co dzień z Maryją. Informujemy się wzajemnie o nowych ciekawych inicjatywach maryjnych. Zapraszamy wszystkich rycerzy Niepokalanej, niewolników Maryi, członków różnych wspólnot i ruchów maryjnych oraz osoby niezrzeszone, a pragnące pogłębiać relację z Matką Bożą. Podstawą naszego oddania jest wypełnienie Testamentu z Krzyża przez przyjęcie Maryi za swoją Matkę.

    Ikona Matka Boża Fatimska
    malował: Krzyh Leniec/pracownia IKONOPISARSKA/Słowikon

    Ikona Matka Boża Fatimska napisana ręcznie. Wykonana według tradycyjnej technologii, na desce lipowej ze szpongami (15 x 15 cm), na gruncie kredowo – klejowym, malowana techniką tempery jajowej. Tło pokryte szlagmetalem (imitacja złota), złote ornamenty na nimbie i szacie wykonane złotem 22 ct.
    Ikona przedstawia wizerunek Matki Bożej Fatimskiej w ujęciu popiersia. Pierwowzór takiej ikony został namalowany współcześnie, przez prawosławnego ikonografa w Petersburgu na pocz. XXIw. Wizerunek ten nawiązuje do tradycyjnych przedstawień Maryi w ikonach chrześcijańskiego Wschodu. Biel szaty symbolizuje światło, jakie prześwietlało postać Maryi podczas objawień w Fatimie oraz jej chwałę. Złoto w ikonie jest symbolem świętości, transcendencji. Grecki monogram umieszczony w tle oznacza „Matka Boga”.

    *****

    Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: 

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: 

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: 

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. 

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? 

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    6. Intencja wynagradzająca. 

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? 

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? 

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

    Bożena Sztajner/Tygodnik NIEDZIELA

    *****

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

    Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, ponad sto lat później.

    www.medjugorienews.com

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”.

    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”.

    Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót?

    Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”.

    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Karolina Jadczyk/Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************************************************

    NAZARET NASZYM DOMEM

    Bardzo polecam inicjatywę organizowaną m.in.przez “Wojowników Maryi” od Bożego Narodzenia do Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej (25.12.2020 – 02.02.12021) – NAZARET MOIM DOMEM – aby poświęcić swój dom Świętej Rodzinie z Nazaretu w tych trudnych czasach. Ksiadz Dominik Chmielewski prosi, aby zachęcić do wzięcia udziału w tej inicjatywie również naszych Rodaków poza granicami Polski w swoich parafiach. 

    opis pod linkiem: 
    https://youtu.be/XKgeQU19eE8

    ************************************************************************

    25 grudnia 2020 – 2 lutego 2021 modlimy się, aby „Nazaret stał się naszym Domem!”

    Opublikowano 25 grudnia 2020by wobroniewiary

    Akcja modlitewna została objęta opieką duchową przez ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego – Poświęcenie rodziny Świętej Rodzinie z Nazaretu

    Plan modlitwy:
    Modlitwa codzienna:

    • Psalm 51 jako Modlitwa przebłagalna za wszystkie grzechy osobiste i rodzinne;

    • 1 dziesiątka różańca – tajemnica Ukoronowanie Maryi na Królową Nieba i Ziemi – ustanowienie Maryi królową naszych rodzin

    • Psalm 121 jako psalm oddania swojej rodziny Bożej Opiece

    • Czwartki: Adoracja Najświętszego Sakramentu: w kościele lub online*1 (czas dowolny)
    ** Dla osób, które nie wychodzą z domu: przeniesienie się w sposób duchowy przed tabernakulum w swoim kościele i trwanie przed nim
    „Dziś adoracja nocna. Nie mogłam brać udziału w niej z powodu słabego zdrowia, jednak nim zasnęłam, łączyłam się z siostrami adorującymi. W godzinie od czwartej do piątej nagle zostałam zbudzona, usłyszałam głos, abym wzięła udział w modlitwie z tymi osobami, które teraz adorują. Poznałam, że jest wśród adorujących dusza, która się za mnie modli. Kiedy się pogrążyłam w modlitwie, zostałam w duchu przeniesiona do kaplicy i ujrzałam Pana Jezusa wystawionego w monstrancji; na miejscu monstrancji widziałam chwalebne oblicze Pana i powiedział mi Pan: co ty widzisz w rzeczywistości, dusze te widzą przez wiarę. O, jak bardzo mi jest miła ich wielka wiara. Widzisz, że choć na pozór nie ma we mnie śladu życia, to jednak w rzeczywistości ono jest w całej pełni i to w każdej Hostii zawarte; jednak abym mógł działać w duszy, dusza musi mieć wiarę. O, jak miła Mi jest żywa wiara.”  (św. Faustyna – Dz. 1419 – 1421)

    • Piątki: Adoracja krzyża – modlitwa przepraszania Jezusa za grzechy swojej rodziny i Uwielbienie Bożego Miłosierdzia wypływające z krzyża dla rodziny. (czas i forma dowolna)

    Modlitwy – 2 lutego 2021 r.

    • Udział w Mszy świętej w najbliższym Maryjnym Sanktuarium, bądź w kościele parafialnym lub w domach online*1
    • Zapalenie Świecy Gromnicznej, symboliczne wprowadzenie Światła Chrystusa do naszych domów.
    • Zawierzenie naszych rodzin, zgromadzeń i parafii Bożemu Miłosierdziu przez Akt ofiarowania się rodziny Miłosierdziu Bożemu i odmówienie Koronki do Bożego Miłosierdzia.
    • Modlitwa za wstawiennictwem Maryi i Patronów o wylanie Ducha Świętego przez odmówienie rodzinnie Hymnu: „O Stworzycielu, Duchu, przyjdź” i pobłogosławienie naszych domów wodą święconą z prośbą, aby Jezus, Maryja i Św. Józef uczynili z naszego dom swój Nazaret.

    ********

    Psalm 51
    Błaganie pokutnika

    Odnówcie się duchem w waszym myśleniu i przyobleczcie nowego człowieka (Ef 4, 23-24)

    Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, *
    w ogromie swej litości zgładź nieprawość moją.
    Obmyj mnie zupełnie z mojej winy *
    i oczyść mnie z grzechu mojego.
    Uznaję bowiem nieprawość moją, *
    a grzech mój jest zawsze przede mną.
    Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem *
    i uczyniłem, co złe jest przed Tobą,
    Abyś okazał się sprawiedliwy w swym wyroku *
    i prawy w swoim sądzie.
    Oto urodziłem się obciążony winą *
    i jako grzesznika poczęła mnie matka.
    A Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie, *
    naucz mnie tajemnic mądrości.
    Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, *
    obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję.
    Spraw, abym usłyszał radość i wesele, *
    niech się radują kości, które skruszyłeś.
    Odwróć swe oblicze od moich grzechów *
    i zmaż wszystkie moje przewinienia.
    Stwórz, Boże, we mnie serce czyste *
    i odnów we mnie moc ducha.
    Nie odrzucaj mnie od swego oblicza *
    i nie odbieraj mi świętego ducha swego.
    Przywróć mi radość Twojego zbawienia *
    i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
    Będę nieprawych nauczał dróg Twoich *
    i wrócą do Ciebie grzesznicy.
    Uwolnij mnie, Boże, od kary za krew przelaną, †
    Boże, mój Zbawco, *
    niech sławi mój język sprawiedliwość Twoją.
    Panie, otwórz wargi moje, *
    a usta moje będą głosić Twoją chwałę.
    Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz, *
    a całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
    Boże, moją ofiarą jest duch skruszony, *
    pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.
    Panie, okaż Syjonowi łaskę w Twej dobroci, *
    odbuduj mury Jeruzalem.
    Wtedy przyjmiesz prawe ofiary: dary i całopalenia, *
    wtedy składać będą cielce na Twoim ołtarzu.
    Chwała Ojcu i Synowi, *
    i Duchowi Świętemu.
    Jak była na początku, teraz i zawsze, *
    i na wieki wieków. Amen.

    Psalm 121
    Bóg czuwa nad wiernymi

    Nie będą już łaknąć ani pragnąć i nie porazi ich słońce ani żaden upał (Ap 7, 16)

    Wznoszę swe oczy ku górom: *
    skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
    Pomoc moja od Pana, *
    który stworzył niebo i ziemię.
    On nie pozwoli, by potknęła się twa noga, *
    ani się nie zdrzemnie Ten, który ciebie strzeże.
    Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie *
    Ten, który czuwa nad Izraelem.
    Pan ciebie strzeże, †
    jest cieniem nad tobą, *
    stoi po twojej prawicy.
    We dnie nie porazi cię słońce *
    ani księżyc wśród nocy.
    Pan cię uchroni od zła wszelkiego, *
    ochroni twoją duszę.
    Pan będzie czuwał †
    nad twoim wyjściem i powrotem, *
    teraz i po wszystkie czasy.
    Chwała Ojcu i Synowi, *
    i Duchowi Świętemu.
    Jak była na początku, teraz i zawsze, *
    i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Nie wiedzą, co czynią

    Nie wiedzą, co czynią
    o. Jacek Salij OP/ fot. Tomasz Gołąb/ Gość Niedzielny

    O agresji wobec Kościoła, odchodzeniu od wiary oraz skandalach pedofilskich mówi o. prof. Jacek Salij.

    Bogumił Łoziński: Agresja fizyczna i werbalna wobec Kościoła i księży, przerywanie Mszy św., odrzucanie katolickiej etyki, coraz więcej ujawnianych skandali seksualnych z udziałem duchownych. Mamy w Kościele w Polsce poważny kryzys?

    O. prof. Jacek Salij: Niedawno zwierzył mi się niewiele ode mnie młodszy znajomy: „Nigdy nie ukrywałem tego, że jestem gorliwym katolikiem. Ludzie mało związani z Kościołem zazwyczaj przyjmowali to z szacunkiem. Ostatnio to się istotnie zmieniło. Ta moja postawa już nie budzi szacunku, częściej ludzi denerwuje. Jestem w ich oczach człowiekiem dnia wczorajszego”. Mogę nie mieć racji, ale wydaje mi się, że po prostu takie są fakty – że w naszym społeczeństwie narasta dystansowanie się wobec Kościoła, niekiedy nawet wrogość. I na pewno tych zjawisk nie powinniśmy lekceważyć. Osobiście fakty te odbieram jako wielkie wezwanie do tego, żeby samemu się nawracać oraz żeby innym pomagać w tym, by się nawracali.

    Dlaczego Kościół katolicki stał się obiektem agresji osób manifestujących za aborcją?

    Kiedy ludzie domagają się prawa do zabijania niewinnych, to naprawdę nie wiedzą, co czynią. Pytań, skąd się bierze taka gotowość do aprobowania aborcji, na pewno nie powinno się lekceważyć. A jednak kiedy patrzyłem na tamte demonstracje, najwięcej wyjaśniały mi słowa Chrystusa Pana z Ogrodu Oliwnego: „To jest wasza godzina i panowanie ciemności”. Jest coś demonicznego w tym, że próbujemy nie liczyć się z przykazaniem „Nie zabijaj”. Dlaczego nikt z manifestujących swoją aprobatę dla aborcji nie pomyślał o tych ludziach, którzy urodzili się np. z zespołem Downa? Do nich przecież dochodziły te głosy, że takim jak oni społeczeństwo okazuje pogardę i że lepiej by było, gdyby w ogóle się nie urodzili. Na pewno nie słuchali tego obojętnie. Przypomina mi się dramatyczne przemówienie, jakie kiedyś wygłosiła w Parlamencie Europejskim chora na zespół Downa Niemka Andrea Halder. „Nie zabijajcie nas!” – wołała. Myślę też o tysiącach małżonków, którzy nie mogą doczekać się dziecka. Nawet nie umiem sobie wyobrazić tego, że niektórzy z nich mogliby brać udział w demonstracjach na rzecz łatwiejszego dostępu do aborcji. Co tacy ludzie mogli wtedy przeżywać, przejmująco wyraziła któraś z moich znajomych: „Ja od lat marzę o tym, żeby skutecznie zajść w ciążę. Brak mi słów, żeby wyrazić, co odczuwam, kiedy ktoś domaga się prawa do aborcji”.

    Na protestach zwolenników aborcji pada argument, że jej ograniczenie oznacza odebranie im wolności, a przecież Pan Bóg obdarzył człowieka wolną wolą.

    Zasada „róbta, co chceta” nie jest ideałem wolności. Pod jej płaszczykiem nieraz dochodzi do głosu prawo silniejszego. Trudno nie przyznać racji belgijskiemu profesorowi Michelowi Schooyansowi, że „w stosunkach między silnym a słabym, między bogatym a biednym, między panem a sługą wolność ciemięży, prawo zaś oswobadza”. W zetknięciu silnego ze słabym sprawiedliwe prawo staje po stronie słabszego, broni go przed krzywdą. Wolność jest wielką wartością, ale nie jest wartością absolutną. Wolność domaga się zakorzenienia w prawdzie, w zasadach miłości, sprawiedliwości. W imię źle pojmowanej wolności można wyrządzić wiele krzywdy. Prawo dopuszczające aborcję jest skierowane przeciwko najsłabszym, chorym, niepełnosprawnym dzieciom. Słusznie przypominał św. Jan Paweł II, że również nasza wolność domaga się wyzwolenia. Wyzwolenia od kłamstwa i bezduszności.

    Zwolennicy aborcji twierdzą, że przed urodzeniem nie ma człowieka.

    No tak, a kiedy zapadnę na starczą demencję, wtedy przestanę być człowiekiem, będę już tylko eks-człowiekiem, ludzkim złomem. Rację mają ci, którzy zgodę na eugeniczną aborcję łączą ze zgodą na eutanazję. Ten, kto dziecku przed urodzeniem odmawia człowieczeństwa, uległ przesądowi, że to my ustanawiamy prawdę. Tak nie jest. Już Arystoteles wiedział, że prawda jest to zgodność naszego poznania z rzeczywistością. To nie my decydujemy o tym, co jest prawdą. Decyduje o tym rzeczywistość. Prawdą nie jest to, co się nam wydaje, że nią jest. Prawdą jest to, co jest prawdą.

    Odmawianie człowieczeństwa dziecku nienarodzonemu pozwala zwolnić się z obowiązku miłości.

    Miłość nie jest oczywistą reakcją matki czy ojca na pojawienie się dziecka. Czasem pojawia się ono nieoczekiwanie, nieraz planowane było na później. Zapewne najtrudniej jest pokochać od razu dziecko naznaczone jakąś chorobą lub upośledzeniem. Ale przyjęcie i pokochanie nawet zdrowego dziecka wymaga nieraz sporej pracy duchowej. Jednak na coś jeszcze innego pragnę zwrócić uwagę. Podczas tamtych marszów słychać było deklaracje, że gdyby poczęło nam się dziecko chore, to na pewno nie pozwolimy mu się urodzić. Aż trudno uwierzyć, ale mówili tak również rodzice mający to szczęście, że ich dzieci są zdrowe i pięknie rosną. Oni deklarowali w ten sposób, że ich miłość rodzicielska – nawet jeśli wydaje im się zbliżona do ideału – jest uwarunkowana. Kochamy swoje dzieci, ale gdyby któreś z nich miało się urodzić chore albo z jakimś poważniejszym upośledzeniem, albo gdyby pojawiło się w momencie dla nas niewygodnym, to byśmy je zabili. Mówiąc krótko, domaganie się społecznej zgody na aborcję wyrasta z przeświadczenia, że nawet rodzonych dzieci nie kochamy do końca prawdziwie.

    Wśród protestujących było wiele młodzieży, która, jak pokazują badania, odchodzi od Kościoła. Dlaczego?

    Byłoby zdradą Chrystusa, gdyby dla zatrzymania odchodzących Kościół zaczął majsterkować przy przykazaniu „Nie zabijaj”. Jeżeli z tego powodu niektórzy odchodzą, trzeba sobie powiedzieć: „Trudno, nauki Bożej Kościół zmieniać nie może”. Również ludziom niewierzącym należy się takie świadectwo, że my w Kościele w Pana Boga wierzymy naprawdę. Ufam jednak, że w tych krzykach przeciwko Kościołowi było sporo podobieństwa do kłótni małżeńskiej. W czasie spięć małżonkowie potrafią wykrzyczeć przeciwko sobie różne rzeczy, ale niedługo potem okazuje się, że wcale tak nie myślą, czasem się nawet przepraszają. Chciałbym wierzyć, że taka postawa młodych to zachwianie w wierze, ale wielu z nich wróci do Kościoła.

    Wobec Kościoła w Polsce padają też zarzuty, że zbyt blisko jest związany z obecną władzą. Czy mamy „sojusz tronu i ołtarza”?

    Czyżby dowodem na istnienie takiego sojuszu był krzyż wiszący w sali sejmowej czy w klasach szkolnych? Włoski sąd najwyższy rozsądnie przypomniał, że w kraju kulturowo katolickim krzyż jest biernym znakiem tożsamości i nic nikomu nie narzuca. Czyżby o sojuszu ołtarza z tronem świadczyła religia w szkołach? Przecież rodzice mają prawo do tego, żeby szkoła nie odcinała dzieci od ich tradycji kulturowej. Czyżby prawdą było, że w kościele księża bardzo dużo politykują? Znamienne, że najczęściej zarzut ten stawiają ludzie, którzy w ogóle do kościoła nie chodzą. Zarzut politycznego zaangażowania Kościoła rozsądnie potraktowała matka Teresa z Kalkuty: zamiast odpowiadać na takie zarzuty, starajmy się odpowiadać na potrzeby konkretnych ludzi.

    W Polsce w ostatnim czasie są ujawniane przypadki pedofilii ze strony duchownych i krycie tych faktów przez ich przełożonych. Jak duża według Ojca jest skala tych zjawisk?

    Opowiem o zdarzeniu, które miało miejsce przed 50 laty w naszym klasztorze w Poznaniu. Kucharz, przygotowując ciasto wielkanocne dla naszej dużej wspólnoty, wrzucił zepsute jajko. Natychmiast je wyjął, ale w misce było już ze 20 jajek i szkoda mu było wszystko wyrzucać. Tego ciasta nie dało się jeść. Myślę, że skala zjawisk, o które Pan pyta, jest mniej więcej taka jak w tej mojej opowieści.

    Czy grozi nam to, co się stało z Kościołem w Irlandii, z którego wierni odeszli po ujawnieniu skandali pedofilskich księży?

    Ja z przypadkami pedofilii nie spotkałem się nigdy, a przecież całe swoje życie spędziłem w środowisku duchownych. Gdy pojawiały się niepokoje, czy nie stanie się w Polsce to, co z Kościołem w Irlandii, byłem absolutnie pewien, że nam to nie grozi. Dopiero teraz rozumiem, że mamy do czynienia z syndromem zepsutego jajka. Toteż zalecana przez Ojca Świętego zasada „zero tolerancji” wydaje mi się ze wszech miar słuszna. Potężne zgorszenie budzi fakt, że nawet jakiś kardynał – i nie jest to fake news, bo ujawniła to Stolica Apostolska – okazał się drapieżnikiem seksualnym. Trudno o mocniejsze świadectwo, że w Kościele wszyscy, łącznie z pasterzami, jesteśmy ułomnymi ludźmi. Mądrze umiał na takie zgorszenia reagować św. Augustyn. Kiedy niejaki Bonifacy, kapłan z Hippony, dopuścił się skandalu obyczajowego i wielu pogan zraziło się z tego powodu do Kościoła, Augustyn tak im odpowiadał: Bonifacy zda przed Bogiem rachunek ze swoich grzechów; był on kapłanem w naszym Kościele. Otóż Kościół katolicki tego nas uczy, żeby nie pokładać swojej nadziei w żadnym człowieku, choćby nam się wydawał nie wiem jak święty. My całą naszą nadzieję chcemy pokładać w Chrystusie.

    Lewica twierdzi, że jednym z powodów nadużyć seksualnych jest celibat. Co Ojciec myśli o takiej diagnozie?

    Mój własny celibat przyjmuję jako wielki dar Boży. Czuję się wyróżniony tym Bożym wyborem, aby Jezus był całą moją miłością. Łaska Boża istotnie wspomaga tych, którzy swojego celibatu chcą dochować wiernie.

    Pojawiają się zarzuty wobec św. Jana Pawła II, że niedostatecznie reagował na skandale pedofilskie, słychać nawet żądanie dekanonizacji papieża Polaka.

    Są to zarzuty gołosłowne. Aby je poważnie formułować, powinny być podane fakty, dowody, analiza okoliczności, a niczego takiego nie ma. Temat ten podjęli katoliccy publicyści. George Weigel, badając raport na temat byłego kardynała McCarricka, zdecydowanie twierdzi, że Jan Paweł II jest poza wszelkim podejrzeniem. Taką samą opinię sformułował o. Maciej Zięba.

    Jak katolicy powinni reagować na obecne trudne doświadczenia Kościoła?

    „Dzielność zapaśnika polega na tym, że umie odbierać razy i zwyciężać” – napisał niemal w przeddzień swojej męczeńskiej śmierci św. Ignacy z Antiochii. Ufajmy, że cały ten czas próby, przez którą Kościół obecnie przechodzi, okaże się zapowiedzią nadchodzącej wiosny. Pozytywny sens doznawanych utrapień wspaniale wyraził w trzeciej części „Dziadów” Adam Mickiewicz w historyjce o diable, który, zobaczywszy rozsypaną na ziemi garść żyta, „naplwał na nią i ziemią nakrył, i przybił kopytem”. Efekt był taki, że „wiosną, na wielkie diabła zadziwienie, wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie”.•

    O. Jacek Salij

    dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz i publicysta. Działał w podziemiu antykomunistycznym. Jest wybitnym duszpasterzem i rekolekcjonistą.

    ************************************************************************

    Coraz lepiej być Polakiem

    Przeciwnicy życia już wszystko wykrzyczeli. Teraz mogą jedynie powtarzać, ale to na nic – wygrało życie!

    Podobno aborcja to prawo „osób z macicami”. Takie m.in. hasła pojawiły się na manifestacji „Strajku Kobiet” w środę po opublikowaniu wyroku TK w Dzienniku Ustaw. 

    Bardzo dobrze, drogie osoby z macicami, rozgłaszajcie jak najszerzej takie rzeczy, niech wszyscy widzą, jaki jest poziom świadomości środowisk proaborcyjnych. Rozum sięgnął genderu, rzec by się chciało. A do tego obecne tam wulgarność i agresja mówią same za siebie: „Strajk Kobiet” dał o sobie świadectwo. 

    Ale czy mogło być inaczej? Czego można się spodziewać po tłumie, który walczy o najgorszą sprawę? Gdzie grzech, tam „gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebna mowa”.

    Bo tak to właśnie jest – rzecznicy aborcji mogą krzyczeć o prawach człowieka, o piekle kobiet, mogą rzucać mięsem i błotem, a i tak spod tego wszystkiego zawsze wypłynie krew niewinnych ludzi. 

    Ale teraz już w Polsce nie będzie płynęła. Ponad wszystkimi awanturami, ponad rzeką kłamstw i manipulacji, wybija się prawda: od środowego popołudnia życie człowieka w naszym kraju jest niemal w pełni szanowane. I jeśli teraz ktoś mimo wszystko zechce obciążyć swoje sumienie zabójstwem, to zrobi to wyłącznie na własną odpowiedzialność. Państwo polskie już mu w tym nie pomoże. 

    To piękna chwila, a protesty tylko potwierdzają wartość tego, co się stało. Wiadomo przecież, że im lepsza sprawa, z tym większym sprzeciwem musi się spotkać. Takie są prawa walki duchowej – a to jest walka w pierwszym rzędzie duchowa. Z tego też powodu oczywiste jest, że przeciwnik życia nie odpuści, od nas jednak będzie zależało, czy zdoła odzyskać swój krwawy stan posiadania. Ale teraz to on jest w defensywie i warto, żebyśmy sobie z tego zdali sprawę. Teraz, po miesiącach od wybuchu nienawistnych manifestacji jasne się już stało, że te „polskie kobiety” to tłum podkręconych małolatów płci obojga, nieco dorosłych i grono macherów od aborcyjnego interesu, wspieranych przez możnych tego świata. To nie żadna większość, tylko większy głośnik. Grupa rozemocjonowanych ludzi, poddanych obróbce propagandowej, robi wrażenie, ale na krótką metę.

    To już się wystrzelało. Pani Lempart nie wymyśli już bardziej wulgarnych haseł, manifestanci już nieco zachrypli i oklapli, a Parlament Europejski nie wysmaży głupszej i bardziej podłej rezolucji przeciw Polsce od tej, którą wysmażył. 

    Wkrótce się okaże, że polskim kobietom żadna krzywda się nie stała. I nie stanie się, dopóki władza nie zechce majstrować przy konstytucji. Ale to już głównie od nas będzie zależało.

    Polska pokazuje całemu światu, że nie jesteśmy skazani na postęp moralnej degeneracji. Pokazuje, że można iść w drugą stronę, ku normalności. Naprawdę, mamy powody do dumy z tego, że jesteśmy Polakami.  
     

    Franciszek Kucharczak/GOŚĆ NIEDZIELNY – 28.01.2021

    ************************************************************************

    Tylko czy zdążysz?

    W czasie, gdy siła zła w najróżniejszych formach grozi zdeptaniem naszej świętej wiary, gdy jest nam trudno pogodzić się z faktami profanacji, dewastacji czy wandalizmu wszystkiego, co dla nas, wierzących, ma niewymierną wartość, wielu szuka pomocy. Ale gdzie ją znaleźć?

    Matka Boża

    Każde dziecko to wie. Biegniemy do matki. Za kilka dni, minie 95 lat, kiedy siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła s. Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy fatimskiej.

    Ważne przesłanie

    Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Objawienie miało miejsce w Pontevedra 10 grudnia 1925 r., kiedy już Łucja była w Zakonie św. Doroty. Wówczas Maryja z Dzieciątkiem pokazała jej cierniami otoczone Serce. Dzieciątko powiedziało: ,,Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”. Maryja natomiast powiedziała: ,,Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    Nabożeństwa sobotnie wielkim ratunkiem

    Fatimskie przesłanie kładzie niezwykle mocny akcent na pokutę, nie tylko za własne grzechy, ale także za grzechy bliźnich. Każdy grzech ma bowiem wymiar społeczny. Rani innych, choćby był najbardziej skrytym czynem pojedynczego człowieka. I tu każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: co ja robię, co zrobiłem/zrobiłam w tym zakresie? Czy podejmuję próbę wypraszania łaski nawrócenia siebie, nawrócenia bliźniego, czy podejmuję próbę wynagradzania za zło, za wszelką niesprawiedliwość wyrządzaną Bogu, Niepokalanemu Sercu Maryi i bliźnim? Czy siedzę spokojnie, uważając, że mnie to nie dotyczy, jeszcze nie jest ze mną tak źle, jeszcze mam czas?

    Wiele osób, zachęcanych do włączenia się do Żywego Różańca, czy praktykowania nabożeństw wynagradzających w pierwsze soboty miesiąca najczęściej odpowiada: „jak przejdę na emeryturę” lub „ja już obeszłam”. W myślach, aby się nie narazić rozmówcy, zadaję pytanie: ,,tylko czy zdążysz, albo czy wypełniasz wszystkie warunki intencji wynagradzającej?”.

    Fatimskie przesłanie kładzie niezwykle mocny akcent na pokutę, nie tylko za własne grzechy, ale także za grzechy bliźnich.

    Potrzeba modlitwy i pokuty

    Siostra Łucja, będąc świadomą niebezpieczeństwa odrzucenia maryjnego i ewangelicznego wezwania do pokuty we współczesnym świecie, 18 sierpnia 1940 r. napisała do swojego kierownika duchowego: „Czuję, że należy ludziom uświadomić, że obok znaczenia wielkiego zaufania w Boże Miłosierdzie i w opiekę Niepokalanego Serca Maryi, równie ważna jest potrzeba modlitwy i pokuty”. W późniejszym czasie dodała: „Bóg pragnie, aby duszom wyjaśnić, że prawdziwa pokuta, której On obecnie żąda, to przede wszystkim ofiara z wypełniania naszych religijnych i codziennych obowiązków”.

    Tyle lat minęło, a jest coraz gorzej. Nie ma żadnej świętości, tylko własne „ja”, własna wygoda, bo Różaniec św. „nudny”, nabożeństwo „takie długie”. A jeszcze teraz, takie udogodnienia, Mszę św. obejrzę przed telewizorem. Wygodnie i ciepło. Po co sobie utrudniać życie? Jednak, póki czas, pomyślmy, czy tak winniśmy żyć. Póki czas, bo „nie znasz dnia ani godziny”.

    Jeśli chcesz dołączyć do wspólnoty różańcowej, lepiej poznać tę modlitwę, zapraszamy na stronę diecezji: drohiczynska.pl/diecezja/wspolnoty/zywy-rozaniec/.

    Renata Przewoźnik Diecezjalny moderator KŻR/Niedziela podlaska 49/2020

    ************************************************************************

    List św. Józefa do Jezusa… pisany dwa tysiące lat później

    MOtty

    Kiedy Miriam ze łzami w oczach opowiedziała mi o aniele, zastygłem z heblem w dłoniach, a po plecach przeszedł mi dreszcz. By utrzymać rodzinę, musiałem ciężko pracować. Ale cieszyłem się każdą chwilą z Miriam i Jezusem.

    Czytałem gdzieś, że zaciskając po raz pierwszy piąstkę na palcu taty, noworodek chwyta go na całe życie. To nieprawda, że ojciec jest surowym strażnikiem: jest też szczerym uśmiechem, który pozwala się zaskoczyć radością pieszczoty.

    Byłem prostym, młodym cieślą. Dni upływały mi na ciężkiej pracy w ciemnym warsztacie. Ale nigdy nie przestałem marzyć. Kiedy za dnia życie daje się we znaki, nie pozostaje jak marzyć nocą. Nie po to, by uciec od rzeczywistości, lecz po to, by mieć jakiś cel i codziennie budzić się z nadzieją. Marzyłem o życiu z Miriam.

    Ale nie przeszło mi przez myśl to, co Bóg wymarzył sobie dla nas. Kiedy Miriam ze łzami w oczach opowiedziała mi o aniele, zastygłem z heblem w dłoniach, a po plecach przeszedł mi dreszcz.

    Zawsze kochałem drewno, bo drewno jest prawie jak dziecko: na początku wydaje się bezkształtne, ale jeśli ma się cierpliwość, żeby je wygładzić, zaokrąglić kanty, oheblować nierówności, wypolerować, możesz je przemienić. Czy nie na tym polega rola ojca: łagodnie wygładzać, by ukształtować dojrzałego człowieka?

    Ale Bóg żądał ode mnie czegoś niemożliwego: mogłem być ojcem drewna, ale dziecka Miriam nie! Mimo to zaufałem Mu, a On od razu przemówił i do mnie. Nie bój się, powiedział. I wtedy zrozumiałem, że ojcem jest nie tylko ten, kto cię począł, ale także ten, kto jest obok ciebie i codziennie powtarza ci: nie bój się, ja jestem z tobą.

    Kochany Jezu, kochałem cię sercem ojca, choć zawsze wiedziałem, że nigdy nie będę miał cię dla siebie, nie przytrzymam cię jak kawałka drewna. Patrzyłem na ciebie, kiedy pomagałeś mi w warsztacie i widziałem, jak dorastasz. Ileż to razy miałem ochotę odłożyć narzędzia, żeby pogłaskać cię po głowie i powiedzieć, żebyś się nie bał.

    Ale ty patrzyłeś na mnie tak przenikliwie! Wiedziałeś, jak bardzo cię kocham. Uczyłeś się życia, ale także czegoś o swoim Ojcu w niebie. I potem mówiłeś, że jest Ojcem, który wygląda syna z daleka, wybiega mu na spotkanie i przytula do serca. Niezależnie od tego, jaka jest twoja sytuacja, Bóg zawsze na ciebie czeka. Z otwartymi ramionami.

    Niedługo kolejne Boże Narodzenie. Twoim współczesnym braciom chciałbym powiedzieć, żeby od nas, rzemieślników, uczyli się cierpliwości. Bóg przychodzi, wchodzi w nasze życie, zmienia je, ale to nie dzieje się z dnia na dzień. To droga, która wymaga czasu i wytrwałości.

    Boże Narodzenie jest wtedy, gdy uczycie się być ojcami, gdy uczycie się troszczyć o bliskich, kochać ich i chronić, akceptując całe ryzyko związane z ich życiową drogą: ich upadki, marzenia i rozwój. Bądźcie ojcami, którzy przyjmują z otwartymi ramionami, a nie bezlitosnymi sędziami, wytykającymi najmniejszy błąd.

    Boże Narodzenie jest wtedy, kiedy nie skupiacie się na tym, co złe, czy nie po waszej myśli, lecz wytrwale wracacie do warsztatu życia i po prostu bierzecie się do roboty. Wygładzacie i heblujecie kanty, zdumiewając się wydobywanym pięknem, a nie drżąc ze strachu przed nadchodzącą burzą.

    Boże Narodzenie jest wtedy, gdy uczymy się prawości w każdym aspekcie naszego życia: w społeczeństwie, w polityce i w pracy. Mówią o mnie, że byłem prawy, ale każdy człowiek powinien być prawy. Bez prawości nie ma człowieczeństwa, lecz nierówności, wyzysk i przemoc, za które ostatecznie płacą ubodzy.

    Musiałem ochraniać Miriam i Dzieciątko, wiele ryzykując. Boże Narodzenie powinno przypomnieć także o tym, że Bóg jest wszędzie tam, gdzie jest miłość, która sprawia, że stajemy się okryciem dla zmarzniętych, przyjaciółmi dla samotnych, słowami pociechy dla przygnębionych i przede wszystkim tarczą dla bezbronnych i najsłabszych. W świecie, w którym arogancja i siła depczą maluczkich, nie ma sensu stawiać szopek.

    By utrzymać rodzinę, musiałem ciężko pracować. Ale cieszyłem się każdą chwilą z Miriam i Jezusem. Nie zapominajcie o tym, drodzy ojcowie. Zwolnijcie, nie pozwólcie się przygnieść troskom. Znajdźcie czas dla żony i dzieci. Nie trzeba wiele: wystarczy słuchać, być, okazać czułość.

    I ostatnia rada: nie rezygnujcie z marzeń. Nawet w trudzie codzienności, wobec zerwanych więzi, udręki, gasnącej nadziei, wciąż można patrzeć w niebo, ponieważ Bóg, który przyszedł na świat w Jezusie, wciąż przychodzi, by tchnąć w nas życie. Marzcie i zachęcajcie innych do marzeń, bo tylko wtedy będzie możliwy inny świat. I każdy dzień będzie Bożym Narodzeniem.

    Ks. Francesco Cosentino – włoski kapłan, profesor teologii fundamentalnej na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim i pracownik watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa.

    Aleteia.pl

    ************************************************************************

    5 rad, jak nie zmarnować roku św. Józefa

    Satysfakcjonująca praca, dobry mąż lub żona, nowe mieszkanie, spokojna śmierć… Święty Józef jest niezastąpionym orędownikiem w morzu naszych codziennych spraw, jak i wielkich potrzeb. W jaki sposób dobrze przeżyć rok, któremu patronuje Święty Opiekun Jezusa?

    Karol Porwich /Niedziela

    ***

    1. Msza święta 19. dnia każdego miesiąca

    Pierwsza i najważniejsza wskazówka to złożenie intencji podczas Mszy św. w dniu, w którym szczególnie czczony jest św. Józef – 19. dnia każdego miesiąca. Jeśli w twojej okolicy znajduje się kościół lub sanktuarium pod wezwaniem świętego, warto udać się tam na Eucharystię i prosić Boga, za przyczyną Opiekuna Niepokalanej, by zechciał nam udzielić łaski, o którą prosimy. Comiesięczna Msza św. może stać się tradycją dla osób poszukujących np. dobrego męża czy żony lub dla małżeństw marzących o przeprowadzce.

    2. Lektura książki „Cień ojca”

    Książka zapada w pamięć i serce. Polecał ją kard. Stefan Wyszyński, a później papież Franciszek. Dziś ponownie odkrywa ją Kościół. „Cień ojca” Jana Dobraczyńskiego to opowieść o mężczyźnie, który kocha bez granic i ufa Bogu we wszystkich trudach życia. Zachwycająca historia rodziny, którą warto naśladować.

    3. Nowenna do świętego Józefa w pilnych sprawach

    Dostępna w Internecie lub wydana w formie mini-książeczki nowenna do św. Józefa stała się pomocą dla wielu osób przeżywających trudności. Świadectwa łask wyproszonych poprzez wstawiennictwo świętego po odmówieniu tej nowenny są niezliczone. Oto kilka z nich.

    4. Obdarowywanie ojcowską miłością osób opuszczonych i potrzebujących

    Święty Józef uczy nas pracy nad sobą i otwarcia serc wobec osób, które najbardziej tego potrzebują. W roku św. Józefa… Przytulmy dzieci z rozbitych rodzin. Pomóżmy w ogrodzie niedołężnemu małżeństwu. Jeśli w naszym otoczeniu są ludzie samotni, zwróćmy na nich szczególną uwagę, ofiarujmy im swój czas i środki. Nie odwracajmy wzroku od osób ubogich. Często bardziej niż złotówki czy kanapki, utrudzeni życiem ludzie potrzebują naszej rozmowy i obecności. Oddajmy się temu działaniu bez hamulców.

    5. Codzienny akt ofiarowania się św. Józefowi

    Codzienny akt zawierzenia to wejście na drogę budowania bliskiej relacji ze świętym:

    „Święty Józefie, mój najmilszy Ojcze, po Jezusie i Maryi najdroższy mojemu sercu, Tobie się powierzam i oddaję, jak powierzyli się Twej opiece Boży Syn i Jego Przeczysta Matka. Przyjmij mnie za swoje dziecko, bo ja na całe życie obieram Cię za Ojca, Opiekuna, Obrońcę i Przewodnika mej duszy. O mój najlepszy Ojcze, święty Józefie, prowadź mnie prostą drogą do Jezusa i Maryi. Naucz mnie kochać wszystkich czystą miłością i być gotowym do poświęceń dla bliźnich. Naucz walczyć z pokusami ciała, świata i szatana i znosić w cichości każdy krzyż, jaki mnie spotka. Naucz pokory i posłuszeństwa woli Bożej. O najdroższy święty Józefie, bądź Piastunem mej duszy, odkupionej Krwią Chrystusa. Czuwaj nade mną, jak strzegłeś Dzieciątka Jezus, a ja Ci przyrzekam wierność, miłość i całkowite posłuszeństwo, bo ufam, że za Twym wstawiennictwem będę zbawiony. Nie patrz na moją nędzę, ale dla miłości Jezusa i Maryi przyjmij mnie pod swą Ojcowską opiekę. Amen.”

    BONUS: W roku świętego Józefa warto pomyśleć nad odbyciem osobistych 30-dniowych rekolekcji przygotowujących do zawierzenia się św. Józefowi. Więcej informacji oraz rozważania na każdy dzień można znaleźć m.in. na stronie: gorakrzyza.pl/sw-jozef-30-dniowe-przygotowanie-do-zawierzenia.

    Anna Bandura/NIEDZIELA MAŁOPOLSKA

    *****

    Góra Krzyża Jubileuszowego

    + Znak Krzyża niech wyzwoli Lud Boży i ocali od zarazy tych, którzy mu ufają +

    *****

    Św. Józef – 30 dniowe przygotowanie do zawierzenia

    W sierpniu 1976 r. kard. Karol Wojtyła, odwiedzając Stany Zjednoczone, powiedział w swoim przemówieniu: „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, by szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności. To czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”. Mimo, że słowa te zostały wypowiedziane przez przyszłego Papieża Polaka blisko 50 lat temu, zachowują one swoją aktualność, a może nawet trzeba je odczytać dziś jako słowa prorocze, które spełniają się na naszych oczach. Dziś gdy wielu z nas jest przerażonych wizją zagrażającej naszemu życiu i zdrowiu epidemii, gdy trwają ataki na Kościół tylko dlatego, że stoi w obronie tak fundamentalnych praw człowieka jak choćby prawo do życia, gdy zachodnia cywilizacja zdaje się chylić ku upadkowi, a w Kościele jednoznaczne trwanie w wierze Ojców i moralności przekazanej nam przez samego Chrystusa zamienia się w demokratyczną dyskusję, w której każdy ma prawo do swojej „prawdy”, jakże potrzebny nam jest duchowy przewodnik i obrońca.

    Taką postacią bez wątpienia może stać się dla współczesnego Kościoła św. Józef. To nie przypadek, że właśnie temu pokornemu Cieśli z Nazaretu Bóg powierzył zaraz po Najświętszej Dziewicy najdonioślejsze zadanie: służbę tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, która jest fundamentem naszego zbawienia. Tym Boskim planom na różne sposoby próbował sprzeciwić się odwieczny wróg rodzaju ludzkiego. To św. Józef stał jednak na straży życia Dziecięcia i Jego Matki.

    W modlitwie Leona XIII do św. Józefa, którą ów Papież ułożył w obliczu wielkich zagrożeń, które przeżywał Kościół i polecił ją dodawać do różańca świętego zwracamy się do Patriarchy z Nazaretu następującymi słowami:

    Do Ciebie, święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą Bogarodzicą i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył Krwią swoją i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach. Opatrznościowy Stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany Ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności. A jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które groziło Jego życiu, tak teraz broń świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkich przeciwności. Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    Dziś gdy cały świat doświadcza jakże trudnych czasów jakże trzeba nam na nowo wrócić do tej modlitwy i odnaleźć na nowo św. Józefa przy boku Maryi w naszej pobożności.

    Poprzednie nasilenie epidemii i czas ograniczeń w naszym Domu Rekolekcyjnym św. Jana Pawła II był jakże bogatym czasem, w którym przeżywaliśmy 33 dniowe przygotowanie do zawierzenia swojego życia Jezusowi Chrystusowi przez ręce Maryi według św. Ludwika Grignon de Montfort. Już wtedy zapowiadałem uczestniczącym w tym przygotowaniu jakby dalszy ciąg naszej formacji w postaci odkrycia i odnowienia nabożeństwa do św. Józefa. Myślę, że kolejny czas jesiennych ograniczeń to znów dobry czas byśmy wyruszyli w duchową drogę ze św. Józefem. Tym bardziej pięknie się składa, bo dokładnie od jutra czyli od 9 listopada zacznie się 30 dniowy czas, który potrwa do 8 grudnia, a więc do Uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W tym roku właśnie 8 grudnia w Uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przypada 150 rocznica ogłoszenia św. Józefa Patronem Kościoła Powszechnego i zarazem podniesienia święta św. Józefa obchodzonego 19 marca do rangi uroczystości pierwszej klasy mimo trwającego Wielkiego Postu. Poniżej dołączam tekst dekretu Papieża Piusa IX Quemadmodum Deus z 8 grudnia 1970 roku, który uroczyście proklamuje tę szczególną rolę św. Józefa wobec całego Kościoła Świętego.

    Pius IX (1846-1878)
    Dekret Quemadmodum Deus

    – ogłaszający św. Józefa Patronem Kościoła katolickiego

    „W Starym Testamencie Bóg ustanowił Józefa, syna patriarchy Jakuba, rządcą Egiptu, aby przechowywał zboże na pożywienie ludu swego. Gdy zaś wypełniły się czasy miłosierdzia Bożego nad ludźmi, gdy miał zesłać na ziemię Jednorodzonego Syna swego, wybrał innego Józefa, którego pierwszy był tylko obrazem, i uczynił go panem i książęciem swego domu i skarbów swoich. A Józef zaślubił Niepokalaną Najświętszą Pannę, z której za sprawą Ducha Świętego narodził się Pan nasz Jezus Chrystus i był domniemanemu ojcu swemu posłuszny. Tego zatem, którego tylu królów, patriarchów i proroków pragnęło widzieć, św. Józef nie tylko oglądał, ale z Nim rozmawiał i z ojcowską pieczołowitością piastował na rękach swoich, karmił z pracy rąk własnych Przedwieczne Słowo Wcielone, Chleb Anielski, z nieba zesłany dla wszystkich na życie wieczne. Godność tę, jakiej Bóg udzielił najwierniejszemu słudze swemu, Kościół św. zawsze czcił i wychwalał, a po Najświętszej Pannie najgorętszym św. Józefa otaczał uwielbieniem, uciekając się do niego w największych potrzebach i niebezpieczeństwach. Gdy zaś w dzisiejszych smutnych czasach Kościół św., Matka nasza, doznaje tak wielkiego ucisku i prześladowania, że nieprzyjaciele jego zdają się myśleć, iż bramy piekielne przezwyciężyć go zdołają – biskupi całego katolickiego świata upraszali pokornie Ojca Świętego w swym własnym jako też swych owieczek imieniu, by raczył ogłosić św. Józefa patronem całego katolickiego Kościoła. Ponieważ prośby te stawały się coraz żywsze i powszechniejsze, w chwili zebranego Soboru Watykańskiego Ojciec Święty Pius IX, głęboko wzruszony ostatnimi wypadkami, chcąc siebie i wszystkich wiernych polecić szczególnej, a przemożnej opiece św. Józefa, raczył zadośćuczynić żądaniom czcigodnych biskupów, ogłaszając uroczyście św. Józefa patronem Kościoła Świętego, i nakazał, aby święto 19 marca przypadające zostało podniesione do świąt pierwszej klasy, jednak bez oktawy z powodu wielkiego postu. Ojciec Święty nakazuje również, aby postanowienie to objęte dekretem Świętej Kongregacji Obrzędów ogłoszone zostało w dniu poświęconym ku czci Najświętszej Panny Niepokalanie Poczętej, Oblubienicy św. Józefa”. Wykonaniu tego dekretu nic nie ma stać na przeszkodzie. [Ogłoszenie św. Józefa, Patronem Kościoła katolickiego miało miejsce 8 grudnia 1870 r. ].

    Zachęceni również pragnieniem św. Jana Pawła II patrona naszego Domu Rekolekcyjnego, który w Adhortacji o św. Józefie Redemptoris Custos wyraził pragnienie, by św. Józef był bardziej poznany i„W Starym Testamencie Bóg ustanowił Józefa, syna patriarchy Jakuba, rządcą Egiptu, aby przechowywał zboże na pożywienie ludu swego. Gdy zaś wypełniły się czasy miłosierdzia Bożego nad ludźmi, gdy miał zesłać na ziemię Jednorodzonego Syna swego, wybrał innego Józefa, którego pierwszy był tylko obrazem, i uczynił go panem i książęciem swego domu i skarbów swoich. A Józef zaślubił Niepokalaną Najświętszą Pannę, z której za sprawą Ducha Świętego narodził się Pan nasz Jezus Chrystus i był domniemanemu ojcu swemu posłuszny. Tego zatem, którego tylu królów, patriarchów i proroków pragnęło widzieć, św. Józef nie tylko oglądał, ale z Nim rozmawiał i z ojcowską pieczołowitością piastował na rękach swoich, karmił z pracy rąk własnych Przedwieczne Słowo Wcielone, Chleb Anielski, z nieba zesłany dla wszystkich na życie wieczne. Godność tę, jakiej Bóg udzielił najwierniejszemu słudze swemu, Kościół św. zawsze czcił i wychwalał, a po Najświętszej Pannie najgorętszym św. Józefa otaczał uwielbieniem, uciekając się do niego w największych potrzebach i niebezpieczeństwach. Gdy zaś w dzisiejszych smutnych czasach Kościół św., Matka nasza, doznaje tak wielkiego ucisku i prześladowania, że nieprzyjaciele jego zdają się myśleć, iż bramy piekielne przezwyciężyć go zdołają – biskupi całego katolickiego świata upraszali pokornie Ojca Świętego w swym własnym jako też swych owieczek imieniu, by raczył ogłosić św. Józefa patronem całego katolickiego Kościoła. Ponieważ prośby te stawały się coraz żywsze i powszechniejsze, w chwili zebranego Soboru Watykańskiego Ojciec Święty Pius IX, głęboko wzruszony ostatnimi wypadkami, chcąc siebie i wszystkich wiernych polecić szczególnej, a przemożnej opiece św. Józefa, raczył zadośćuczynić żądaniom czcigodnych biskupów, ogłaszając uroczyście św. Józefa patronem Kościoła Świętego, i nakazał, aby święto 19 marca przypadające zostało podniesione do świąt pierwszej klasy, jednak bez oktawy z powodu wielkiego postu. Ojciec Święty nakazuje również, aby postanowienie to objęte dekretem Świętej Kongregacji Obrzędów ogłoszone zostało w dniu poświęconym ku czci Najświętszej Panny Niepokalanie Poczętej, Oblubienicy św. Józefa”. Wykonaniu tego dekretu nic nie ma stać na przeszkodzie. [Ogłoszenie św. Józefa, Patronem Kościoła katolickiego miało miejsce 8 grudnia 1870 r. ]. czczony w całym Kościele i ukazując Patriarchę z Nazaretu jako szczególnego Patrona na nasze trudne czasy, a zwłaszcza w obronie takich wartości jak wiara, małżeństwo i rodzina oraz ludzkie życie od poczęcia do naturalnej śmierci, pragniemy podjąć 30 dniową drogę przygotowania do zawierzenia się św. Józefowi.

    Wszystkich, którzy chcieliby podjąć ową duchową formację zapraszam do zgłoszenia się na mail: marwi500@poczta.onet.pl, lub ewentualnie smsem pod nr telefonu 536 833 622. W związku z dużą ilością chętnych wszystkie materiały na poszczególne dni są publikowane poniżej. 

    Modlitwy do odmawiania codziennie w czasie przygotowania:

    Modlitwa do Ducha Świętego Królu Niebieski, Pocieszycielu, Duchu Prawdy, który wszędzie jesteś iwszystko napełniasz, Skarbnico dóbr i Dawco życia, przyjdź i zamieszkaj w nas,i oczyść nas z wszelkiej zmazy, i zbaw, o Dobry, dusze nasze.

    Litania do św. Józefa

    Kyrie eleison, — Chryste eleison, Kyrie eleison.
    Chryste, usłysz nas. — Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, — zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata, Boże, —
    Duchu Święty, Boże, —
    Święta Trójco, jedyny Boże, —
    Święta Maryjo, — módl się za nami.
    Święty Józefie, —
    Przesławny Potomku Dawida, —
    Światło Patriarchów, —
    Oblubieńcze Bogarodzicy, —
    Przeczysty Stróżu Dziewicy, —
    Żywicielu Syna Bożego, —
    Troskliwy Obrońco Chrystusa, —
    Głowo Najświętszej Rodziny, —
    Józefie najsprawiedliwszy, —
    Józefie najczystszy, —
    Józefie najroztropniejszy, —
    Józefie najmężniejszy, —
    Józefie najposłuszniejszy, —
    Józefie najwierniejszy, —
    Zwierciadło cierpliwości, —
    Miłośniku ubóstwa, —
    Wzorze pracujących, —
    Ozdobo życia rodzinnego, —
    Opiekunie dziewic, —
    Podporo rodzin, —
    Pociecho nieszczęśliwych, — Nadziejo chorych, —
    Patronie umierających, —
    Postrachu duchów piekielnych, —
    Opiekunie Kościoła Świętego, —

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, — przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, — wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, — zmiłuj się nad nami.

    P: Ustanowił go panem domu swego.
    W: I zarządcą wszystkich posiadłości swoich.
    Módlmy się:
    Boże, Ty w niewysłowionej Opatrzności wybrałeś świętego Józefa na Oblubieńca Najświętszej Rodzicielki Twojego Syna, spraw, abyśmy oddając Mu na ziemi cześć jako Opiekunowi, zasłużyli na jego orędownictwo w niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Modlitwa papieża Leona XIII

    Do Ciebie, święty Józefie, uciekamy się w naszej niedoli. Wezwawszy pomocy Twej Najświętszej Oblubienicy z ufnością również błagamy o Twoją opiekę. Przez miłość, która Cię łączyła z Niepokalaną Dziewicą Bogarodzicą i przez ojcowską Twą troskliwość, którą otaczałeś Dziecię Jezus, pokornie błagamy: wejrzyj łaskawie na dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył Krwią swoją i swoim potężnym wstawiennictwem dopomóż nam w naszych potrzebach. Opatrznościowy Stróżu Bożej Rodziny, czuwaj nad wybranym potomstwem Jezusa Chrystusa. Oddal od nas, ukochany Ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia. Potężny nasz Wybawco, przybądź nam łaskawie z niebiańską pomocą w tej walce z mocami ciemności. A jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus z niebezpieczeństwa, które groziło Jego życiu, tak teraz broń świętego Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i od wszelkich przeciwności. Otaczaj każdego z nas nieustanną opieką, abyśmy za Twoim przykładem i Twoją pomocą wsparci mogli żyć świątobliwie, umrzeć pobożnie i osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Amen.

    ************************************************************************

    Bp Galbas: Masz bliskiego człowieka w Józefie

    Bp Galbas: Masz bliskiego człowieka w Józefie
    Bp Adrian Galbas SAC

    ***

    Dziś mija rok od przyjęcia sakry biskupiej przez bp. Adriana Galbasa SAC. W rozmowie z ks. Łukaszem Gołasiem SAC z Radia Pallotti.FM mówi on o niepokojących objawach tąpnięcia w Kościele, o życiodajnej sile Ewangelii i św. Józefie, który będzie inspirował do końca świata.


    Ks. Łukasz Gołaś SAC: „Kryzys w Kościele”, „czeka nas laicyzacja”, „Kościół dostaje rachunek od młodych” – to zdania przeczytane niedawno w prasie. Czy rzeczywiście Kościół w Polsce się kończy?

    Bp Adrian Galbas SAC: No, to są oceny bardzo surowe, formułowane pewnie przez jakieś media bardziej laicko-lewicowe. Z pewnością nie ma takiej przesłanki, żeby powiedzieć, że Kościół w Polsce się kończy. Natomiast rzeczywiście powinniśmy liczyć się z tym, że jakaś postać Kościoła polskiego, jakiś sposób obecności Kościoła w społeczeństwie, będzie podlegał przemianom. Te tytuły, chociaż brzmią surowo, nie są wyssane z palca. Dla mnie takim najbardziej niepokojącym objawem tąpnięcia czy nawet kryzysu, który przeżywa Kościół w ogóle, ale także Kościół w Polsce, jest spadek zaufania do Kościoła. To jest struna bardzo delikatna – Kościół, który by nie miał zaufania, z dużą trudnością mógłby głosić Ewangelię, ponieważ słuchacze mogliby pomyśleć, że to nie jest prawda. Jeżeli Kościół nie mógłby głosić Ewangelii, to naprawdę byłby w sytuacji bardzo trudnej.

    Myślę, że jakaś postać Kościoła, do której jesteśmy przyzwyczajeni, będzie ewoluowała.

    Kościół będzie pewnie mniej masowy, ale za to bardziej wybrany, i to wybranie Kościoła będzie w dużo większym stopniu konsekwencją osobistej więzi z Chrystusem niż tylko takich połączeń kulturowo-rytualnych: jestem w Kościele, bo jestem w takim miejscu Europy i świata, gdzie większość jest w Kościele, więc i ja.

    Wspominam niedawną rozmowę z młodym człowiekiem o Kościele. W odpowiedzi na pewne jego poważne wątpliwości co do nauki Kościoła powiedziałem mu: Przecież ty jesteś bierzmowany. On mówi: Nie, nie, oni mi tylko to zrobili. Bardzo mnie to zdanie zatrzymało. Pomyślałem sobie – ja też już może kilkuset ludziom „zrobiłem” bierzmowanie i może tak „robimy” sobie te sakramenty. Myślę więc, że takiego Kościoła będzie mniej. Że więcej będzie takiego, o którym przecież lata temu pisał Józef Ratzinger, właśnie Kościoła, który jest mniej liczny, ale miejmy nadzieję, bardziej nasycony Ewangelią, jak to ziarenko soli. Paradoksalnie taki Kościół będzie pewnie też bardziej interesujący dla świata. Pytanie, czy jesteśmy gotowi na to w Kościele w Polsce – na taką przemianę, przede wszystkim przemianę mentalną.

    Ludzie, którzy piszą takie hasła, którzy wychodzą na ulicę, mówią być może tylko o jakiejś części Kościoła i duchowieństwa, która jest uwikłana w skandale? Przecież w całym Kościele tak nie jest.

    Jasne, te trudne sytuacje bezpośrednio dotyczą niewielu osób, jednak rzutują na całą wspólnotę. Prawda jest też taka, że Kościół „dzieje się” w parafiach, w małych wspólnotach, więc to wszystko, co nam pokazują media, to też nie jest cała prawda o Kościele, ale nie jest to też zupełna nieprawda. Dlatego trzeba w ocenie być bardzo wyważonym i spokojnym. Dodam jeszcze, żebyśmy się nie bali jakiejś zmiany postaci Kościoła, która być może nas czeka, właśnie mając to przekonanie, że w tym wszystkim nie jesteśmy sami, że Ewangelia jest siłą naprawdę życiodajną i ona w każdych warunkach, nawet tych najbardziej skomplikowanych, znajdzie jakąś podatną glebę, żeby wzrosnąć.

    Za nami rok, który wiele osób będzie wspominać jako najkoszmarniejszy w życiu. Gdzie i jak mają szukać nadziei ludzie – także niewierzący – na ten nowy, 2021?

    Dobrze, że ksiądz wspomina o niewierzących, bo myślę sobie, że jest im trudniej niż osobom, które mają łaskę wiary i które tę wiarę pielęgnują i przeżywają. Właśnie w takich sytuacjach trudnych, skomplikowanych, także teraz w sytuacji pandemii bardziej rozumiemy, że wiara jest naprawdę wielkim błogosławieństwem i wielką pomocą. Pomaga nam w przechodzeniu przez – używając słów Psalmu 23 – „ciemną dolinę”, z tym przekonaniem, że nie jesteśmy w tym sami.

    To nie jest jakaś powierzchowna pociecha, która płynie z wiary, ale naprawdę wewnętrzna siła: nie jestem w tym wszystkim sam.

    Natomiast dla ludzi, którzy są niewierzący lub którzy są obojętni wobec wiary, na pewno jest to trudniejsze, bo siły do przeżycia tych trudnych momentów muszą szukać w sobie, czy w innych, także w poczuciu sensu tego, co robią. Sensem jest wówczas to zadanie, które ma się do wypełnienia, a więc to, że jestem rodzicem, małżonkiem, że mam do wypełnienia konkretną misję zawodową, społeczną. To jest wielkie miejsce na to, o czym mówi papież Franciszek – na wielkie poczucie solidarności. Również na nasze świadectwo o wierze. Ładnie napisał Benedykt XVI w Spe salvi, że takie momenty, które mogłyby wydawać się utratą nadziei dla tych, którzy są niewierzący, są dobrym momentem na dialog religijny, żeby w takiej sytuacji zaczynać rozmowę o Panu Bogu i próbować wejść w taką bardzo prostą rozmowę z osobą, która nie wierzy, zadając choćby pytanie: Popatrz, to co mnie w tej sytuacji ratuje, co daje mi pociechę, to jest moja wiara. Może warto, żeby się wysilić więcej i bardziej otworzyć na to światło wiary dla ciebie, w twoim życiu?

    Rok 2021 został ogłoszony rokiem Św. Józefa. W swoim liście Patris Corde wydanym z tej okazji, papież Franciszek pisze, że to postać niezwykła i bliska ludzkiej kondycji. Czy naprawdę może być coś inspirującego w życiu cieśli sprzed 2000 lat?

    Absolutnie może być! Moje drugie imię to Józef i świadomie używam tego imienia. Nie, żebym miał coś przeciwko św. Adrianowi, ale długo by zajęło, gdybym opowiedział o wszystkich swoich związkach ze św. Józefem i o tym, ile mu zawdzięczam. Myślę, że tak może zrobić bardzo wiele osób.

    To ciekawe, że te niewielkie fragmenty Ewangelii, które opowiadają o św. Józefie, są tak inspirujące, że właściwie mało kto nie powie czytając je: tak, to jest mi bliski człowiek.

    Jeśli jesteś mężem – masz bliskiego człowieka w Józefie. Jeśli jesteś ojcem, pracownikiem, jeśli borykasz się z jakimiś trudnościami w wierze, przechodzisz przez jakieś ciemności wiary – masz bliskiego człowieka w Józefie. Jeżeli żyjesz w świecie, który nie jest ci bardzo przychylny – masz bliskiego człowieka w Józefie. A przede wszystkim – o czym mówi papież we wspomnianym liście Patris corde – jeżeli jesteś człowiekiem i myślisz o sobie: jestem właściwie bez znaczenia, nie piszą o mnie w gazetach, nie jestem sławny, nie jestem wielki w oczach tego świata, nie jestem mega popularny – masz bliskiego człowieka w świętym Józefie! Właśnie od tego papież zaczyna ten swój piękny, głęboki i wielowątkowy list. Od tego, żeby powiedzieć: w Józefie trzeba pochwalić wszystkich ludzi zwykłych.

    Myślę, że to jest postać, która będzie inspirowała do końca świata, nie tylko Kościół. Dobrze, że Ojciec święty nam tę postać teraz przypomniał. Warto także wspomnieć o tym, że w niedzielę Świętej Rodziny papież zaprosił nas, abyśmy przeżywali najbliższe miesiące od 19 marca w kluczu rodziny. To nie tylko rok rodziny, ale Rok Rodziny „Amoris laetitia”. To wyraźne nawiązanie do sławnej adhortacji Franciszka, która 19 marca 2021 będzie miała już 5 lat od swej publikacji. Papież pewnie – tak staram się zrozumieć intencję Ojca świętego – chce powiedzieć: no, dobrze, co się stało z tym dokumentem? Na której półce w szafie stoi bardzo zakurzony? Czy też skorzystaliście z niego jako programu pracy z małżeństwami, z duchowości małżeńskiej, pracy z rodzinami w kryzysie, towarzyszenia osobom w tych nieuporządkowanych sytuacjach małżeńskich czy rodzinnych? Bo o tym wszystkim w tym dokumencie jest. Ważne, że te najbliższe miesiące to nie będzie tylko walka z pandemią, ale to też będzie bardzo duży program duchowo-duszpasterski oparty właśnie o rodzinę i postać świętego Józefa.

    Zaciekawiły mnie słowa Pallottiego, który wyjątkowo traktował okres Bożego Narodzenia, mówiąc że to czas „ukazania drogocennej rozmaitości, jaką przyozdobiony jest Kościół święty”. Czy naprawdę rozmaitość jest dziś w Kościele pożądana i cenna?

    Pallotti miał genialną intuicję i odwagę, żeby zaproponować takie przeżycie oktawy Epifanii, w ogóle tak wydobyć istotę tego święta, jego teologię, a potem zaproponować taki piękny obchód w pierwszej połowie XIX w., co warto przypomnieć, a więc w zupełnie innym Kościele. To była wielka intuicja i super, że w taki sposób krakowscy pallotyni już od czterech lat do tego nawiązują. Natomiast rozmaitość to jest w ogóle skarb w Kościele. Pallotti był tym zauroczony. Bo mamy albo rozmaitość, albo jednolitość. Rozmaitość jest oczywiście nieskończenie ciekawsza, bardziej inspirująca, dająca dużo więcej energii, jest w ogóle piękna, bo jest jak witraż, który nie ma jednego koloru i jednego kawałka szkiełka, tylko ma wielobarwność. Przez to jest piękny, przez to można tworzyć rozmaite kompozycje, które potem, oświetlone słońcem, zapierają dech w piersiach.

    Taki też Kościół – rozmaity – spotykamy na kartach Ewangelii, to Kościół Dziejów Apostolskich, to jest po prostu Kościół katolicki. Jeżeli teraz byśmy dążyli w Kościele do jakiejś jednolitości, do jakiejś psychoduchowej uniformizacji, to trzeba pytać, czy to jest w ogóle katolickie.

    Bardzo lubię sobie myśleć, zwłaszcza jak jestem w Rzymie i patrzę na bazylikę św. Piotra właśnie z tą kolumnadą, że to jest obraz tej rozmaitości Kościoła, ta otwartość, że ty możesz wejść i ty, i ty. Jesteśmy różni, mamy różną wrażliwość, różną duchowość, różny sposób przeżywania prawd naszej wiary, ale wszyscy jesteśmy w tym samym Kościele. Jednolitość jest oznaką słabości, jakąś przegraną, jakąś porażką. Nie jest dobrze, jeśli to jest jakaś ambicja w naszym życiu duchowym czy duszpasterskim.

    Ta rozmaitość jest obecna w Kościele, ale dotyka tez naszych małych wspólnot – rodzinnych, zakonnych, parafialnych. Jaki duch powinien nami kierować? Jakie apostolstwo? Czego nam potrzeba, żebyśmy się tak przysłowiowo w nich nie pozabijali?

    Pewnie jest to sprawa najbardziej na poziomie naszego człowieczeństwa. Nie tyle jakiś opracowanych, skomplikowanych programów, tylko właśnie na poziomie człowieczeństwa. Wspomniał ksiądz o tych wspólnotach najbardziej „mikro” czyli rodziny, małżeństwa, proste wspólnoty zakonne czy inne. I można tak skonstruować życie w tych wspólnotach, że też będzie dążenie do jakiejś jednobarwności, do jakiejś monotonii. Bo albo jest polifonia, albo monotonia, albo jest wielobarwność, albo jednobarwność, albo rozmaitość, albo jednolitość. Mogę budować wspólnotę w takim kluczu: masz być mną, masz myśleć jak ja, masz przeżywać jak ja, masz uważać jak ja, masz po prostu się do mnie dostosować. To jest strasznie okrutne i strasznie niebezpieczne. Czemu mam być tobą? Ja jestem inny od ciebie. Są więzy, które nas łączą, ale nie powodują, że jestem jakąś twoją kserokopią. Tutaj właśnie na tym poziomie człowieczeństwa jest potrzebna duża praca, bo trzeba bardzo podstawowych ludzkich cnót jak szacunek dla drugiego i jego niepowtarzalności, potrzeba zrozumienia i umiejętność zrozumienia drugiego, a także czegoś, co jest chyba jeszcze bardziej podstawowe, czyli pokory. Pokora umożliwia życie we wspólnocie rozmaitej, a pycha zawsze będzie dążyła do stworzenia jakiś układów jednolitych. Na ile to są cechy wyuczalne, na ile je można w sobie wypracować, a na ile je można otrzymać, to już pewnie temat na inną rozmowę. Myślę, że wierność Ewangelii, a także wierność charyzmatowi pallotyńskiemu wymaga od nas wielkiej dążności do tej rozmaitości budowanej na każdym poziomie i do tego, by się jej nie bać, tylko by jej zaufać.

    Gość Niedzielny/11.01.2021

    ************************************************************************

    W II NIEDZIELĘ WIELKIEGO POSTU KOŚCIÓŁ WSPOMINA MISJONARZY GŁOSZĄCYCH KRÓLESTWO BOŻE NA KRAŃCACH ŚWIATA

    Pamiętajmy o polskich misjonarzach i misjonarkach

    Na misjach „ad gentes” (czyli w tradycyjnych krajach misyjnych) posługuje 1883 polskich misjonarzy i misjonarek, którzy przebywają w 99 krajach na 5 kontynentach. Wśród nich jest 303 księży diecezjalnych, 879 zakonników i 662 siostry zakonne oraz 39 misjonarzy świeckich. Ponadto na terenach b. ZSRR pracuje 197 księży diecezjalnych, 367 kapłanów zakonnych, 37 braci i 213 sióstr z Polski.

    Misjonarze koncentrują się przede wszystkim na działalności duszpasterskiej, ale specyfika misji w krajach ubogich polega na tym, że ewangelizacja związana jest na ogół z edukacją oraz z działalnością charytatywną i medyczną.

    Jeśli chodzi o misjonarzy (ad gentes), stanowią oni 3,5 proc. polskich duchownych (których jest w sumie 30,7 tys.). Wśród polskich sióstr zakonnych – 3,8 proc. (w sumie jest 17,9 tys. sióstr). Na misje wyjeżdżają głównie ludzie młodzi, około 30 lat. Polska ma wciąż mało misjonarzy świeckich – zaledwie 39.

    Liczba i rodzaje misjonarzy

    Spośród 1883 misjonarzy z Polski, 303 osoby to księża diecezjalni (najwięcej z diecezji tarnowskiej). W pracę na innych kontynentach zaangażowanych jest obecnie 879 zakonników (zdecydowaną większość stanowią werbiści) i 662 siostry zakonne (prym wiodą Franciszkanki Misjonarki Maryi). 39 osób to misjonarze świeccy: pięć osób z archidiecezji krakowskiej, po cztery z diecezji warszawsko-praskiej, opolskiej i archidiecezji warszawskiej oraz trzy z diecezji bielsko-żywieckiej.

    Najwięcej polskich misjonarzy pracuje w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 756 osób. Krajami, w których jest najwięcej polskich misjonarzy, są: Brazylia – 236, Boliwia – 120, Argentyna – 116, Peru – 57 i Paragwaj – 39. W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach przebywa 165 księży diecezjalnych, 395 zakonników, 177 siostry zakonne i 19 osób świeckich.

    W Afryce i na Madagaskarze pracuje 726 misjonarzy. Kraje, w których już od wielu lat znajduje się najwięcej polskich misjonarzy, to: Kamerun – 113, Zambia – 66, Tanzania – 56, Madagaskar – 47, Republika Centralnej Afryki – 39, Republika Południowej Afryki – 37 i Rwanda – 29. W Afryce i na Madagaskarze przebywa 77 księży diecezjalnych, 288 zakonników, 347 sióstr zakonnych i 14 osób świeckich.

    W Azji jest 323 polskich misjonarzy. Już od wielu lat najwięcej z nich pracuje w Kazachstanie – 115, na Filipinach – 29, w Japonii – 28, Uzbekistanie 13 osób i w Tajwanie – 15. W Azji przebywa 46 księży diecezjalnych, 142 zakonników, 131 sióstr zakonnych i 4 osoby świeckie.

    W Oceanii pracuje 62 misjonarzy. Wszyscy pracują w Papui Nowej Gwinei. W Oceanii przebywa 11 księży diecezjalnych, 43 zakonników, 7 sióstr zakonnych i 1 osoba świecka.

    W Ameryce Północnej pracuje 16 misjonarzy. Większość osób pracuje w Kanadzie – 10, na Alasce – 4 i Bermudy – 2. W Ameryce Północnej przebywa 4 księży diecezjalnych, 11 zakonników i 1 osoba świecka.

    Środowisko pochodzenia misjonarzy

    Jeśli chodzi o udział zakonów męskich w misjach, to najwięcej misjonarzy mają werbiści – 167, franciszkanie konwentualni – 80, franciszkanie – 74, salezjanie – 63, pallotyni – 61, redemptoryści – 53, oblaci – 42, jezuici – 24. W sumie na misjach „ad gentes” pracuje 879 polskich zakonników.

    Z kolei siostry zakonne na misjach najliczniej reprezentowane są przez franciszkanki misjonarki Maryi – 57, służebnice Ducha Świętego – 46, elżbietanki – 44, misjonarki miłości – 34, siostry miłosierdzia – 28 oraz służebniczki starowiejskie i nazaretanki – po 22. W sumie jest ich 662.

    Spośród 303 księży diecezjalnych najwięcej misjonarzy ma diecezja tarnowska – 58, diecezja przemyska – 17, diecezja opolska – 20, archidiecezja krakowska – 16, diecezja siedlecka – 12, archidiecezja lubelska , warszawska, sandomierska i częstochowska – po 11, a archidiecezja gnieźnieńska i gdańska – po 10.

    Świeckich misjonarzy jest 39, pięć osób z archidiecezji krakowskiej, po cztery z diecezji warszawsko-praskiej, opolskiej i archidiecezji warszawskiej oraz trzy z diecezji bielsko-żywieckiej.

    Polscy biskupi w krajach misyjnych

    W szeregach polskich misjonarzy jest 24 biskupów: 11 w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, w Afryce i na Madagaskarze – 6, w Azji – 2, w Oceanii – 3, w Ameryce Północnej – 2.

    Polscy kapłani i zakonnicy na Wschodzie

    Niezależnie od misjonarzy w tradycyjnych krajach misyjnych „ad gentes”, wielu kapłanów i sióstr zakonnych pełni posługę w krajach byłego Związku Radzieckiego, pomagając tam w pracy duszpasterskiej i charytatywnej. Obecnie na terenach b. ZSRR pracuje 197 księży diecezjalnych z Polski, 367 kapłanów zakonnych, 37 braci i 213 sióstr. W Rosji pracuje 64 kapłanów zakonnych oraz 7 braci, 27 księży diecezjalnych oraz 50 sióstr. Na Białorusi 67 kapłanów zakonnych i 3 braci, 22 księży diecezjalnych oraz 38 sióstr. W Estonii 1 kapłan zakonny oraz 4 diecezjalnych. W Gruzji 5 kapłanów zakonnych i 3 diecezjalnych oraz 2 siostry. Na Krymie 2 kapłanów zakonnych. Na Litwie 17 kapłanów zakonnych i 1 brat, 3 księży diecezjalnych oraz 5 sióstr. Na Łotwie 12 kapłanów zakonnych i 3 diecezjalnych oraz 6 sióstr. W Mołdawii 4 kapłanów zakonnych i 1 brat, 3 księży diecezjalnych i 3 siostry. Na Ukrainie 170 kapłanów zakonnych i 21 braci, 102 księży diecezjalnych i 89 sióstr. W Kazachstanie 15 kapłanów zakonnych i 30 diecezjalnych oraz 12 sióstr. W Kirgizji 2 kapłanów zakonnych i brat. W Turkmenistanie 2 kapłanów zakonnych. W Uzbekistanie 6 kapłanów zakonnych i 3 braci oraz 2 siostry zakonne.

    dane z Katolickiej Agencji Informacyjnej

    ***************************************************************************

    22 stycznia

    KSIĘŻA PALLOTYNI OBCHODZĄ UROCZYSTOŚĆ

    Świętego Vincentego Pallottiego

    założyciela

    STOWARZYSZENIA APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO

    Zwiastun przyszłości - św. Wincenty Pallotti
    S. Vincenzo Pallotti/ Don Lorenzo (PD)

    Zakon Jezuitów otrzymał od swojego Założyciela motto:

    DLA WIĘKSZEJ CHWAŁY BOGAAD MAIOREM DEI GLORIAM

    Założyciel Księży Pallotynów swoim duchowym synom przekazał 4 hasła:

    DLA NIESKOŃCZONEJ CHWAŁY BOGA – AD INFINITAM DEI GLORIAM

    DLA ZBAWIENIA DUSZ – AD SALVANDAS ANIMAS

    DLA ZNISZCZENIA GRZECHU – AD DESTRUENDUM PECATUM

    PAX CHRISTI – POKÓJ CHRYSTUSOWY

    **********

    WINCENTY PALLOTTI – ŚWIĘTY NA CZASIE

    Wincenty Pallotti

    Żył w Rzymie w pierwszej połowie XIX wieku. Był zwyczajnym, pełnym gorliwości apostolskiej kapłanem, mężem wielkich pragnień i mistykiem zatopionym w Bogu. Stał się inspiratorem wielu dziejowych poczynań. Jego dążenie do ożywiania wiary rozpalania miłości wśród członków Ludu Bożego przyjęło konkretną formę w Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego, które powołał do życia w 1835 roku.

    Wincenty Pallotti pozostaje nie tylko wielkim Świętym, ale „świętym na czasie”, gdyż pragnienia jego stały się dziś bardziej zrozumiałe, a jego świętość bardziej pociągająca i godna naśladowania niż przed laty.

    Epoka

    Koniec XVIII wieku, czas rewolucji francuskiej, epoka napoleońska, Wiosna Ludów, zjednoczenie Włoch… Trudny czas dla Kościoła. Zewnętrzne warunki nie są sprzyjające, a i wewnątrz Kościół nie jest już tak dynamiczny, jak po okresie odnowy potrydenckiej. Papieże są ludźmi godnymi, ale niezbyt wielkiego formatu. Na terenach misyjnych również nie ma wielkich postępów. Ogół wydarzeń wpływa niekorzystnie na życie religijne zwykłego człowieka. W takich warunkach życia społecznego i religijnego, 21 kwietnia 1795 roku, przy via del Pellegrino 130 w Rzymie, przychodzi na świat Wincenty Pallotti. Był on trzecim z dziesięciorga dzieci Piotra Pawła Pallottiego i Marii Magdaleny De Rossi.

    Rodzice

    Rodzice Wincentego są uczciwymi i szanowanymi ludźmi. W domu i wśród znajomych tworzą ciepły rodzinny klimat. Wincenty mówi o nich: Bóg dał mi świętych rodziców. Jego ojciec prowadzi cztery sklepy w Wiecznym Mieście. Matka zajmuje się domem i dziećmi. Strzeże je przed zgubnymi wpływami świata, uczy czynów chrześcijańskiego miłosierdzia. Jest niezwykle bohaterska. W ostatnich miesiącach swego życia z wielką wdzięcznością, jak to mówi: za Boże nawiedzenie, znosi ciężką chorobę.

    Szkoła

    W czasach, gdy szkoła nie była obowiązkowa, o wykształcenie dzieci zabiegali rodzice i to oni decydowali o tym, czy posyłać je do szkoły, czy też nie. Pallotti miał to szczęście, iż rodzice zadbali o jego edukację i wykształcenie religijne, posyłając go od 1801 roku do pobliskiej szkoły powszechnej przy via Cappellari. W tym samym roku, zgodnie panującymi zwyczajami, Wincenty przystępuje do pierwszej spowiedzi i do sakramentu bierzmowania. Mając zaś 10 lat, w 1805 roku, w sposób wyjątkowo uroczysty przyjmuje Komunię Świętą. W tym czasie przenosi się również do szkoły ojców pijarów, którą ukończył dzięki solidnej pracy i modlitwie, pozwalającej przezwyciężyć nawet kłopoty z łaciną.

    Dzieciństwo

    W dzieciństwie Wincenty odznaczał się wielką pobożnością. Posiada on szczególny dar modlitwy — można go było często spotkać klęczącego przed Najświętszym Sakramentem. Modli się z własnej potrzeby serca. Od wczesnych lat posługuje przy ołtarzu jako ministrant. Bardzo kocha wszystkich ludzi. Często sprzedaje zdobyte za pracowitość w szkole nagrody, aby pieniądze oddać potrzebującym. Z otrzymywania nagród nigdy się nie pyszni -wszystko przypisuje Bogu. Bez większych trudności podejmuje posty, co niekiedy niepokoi jego rodziców. Jest bardzo uczynny. Matka jego wyznaje: Nigdy nie zrobił mi przykrości.

    Kapłaństwo

    W 1807 roku rozpoczyna naukę w słynnym Kolegium Rzymskim, założonym przez św. Ignacego Loyolę, i w tym czasie rodzą się w jego głowie poważne myśli o kapłaństwie. Pallotti chce zostać kapucynem, ale z powodu wątłego zdrowia nie może zrealizować swego marzenia. Postanawia zostać kapłanem diecezjalnym. W 1811 roku przyjmuje tonsurę i w ten sposób wchodzi w szeregi stanu duchownego. Kontynuuje swoją naukę na uniwersytecie La Sapienza, gdzie zdobywa podwójny doktorat — z filozofii i teologii. Dnia 16 maja 1818 roku w Bazylice św. Jana na Lateranie otrzymuje święcenia kapłańskie. Dzień ten przeżył bardzo głęboko, o czym świadczą słowa zapisane w dzienniczku duchowym: Nieskończona dobroć naszego więcej niż Najdroższego Boga raczyła w sposób godny podziwu wynieść mnie do najszczytniejszego kapłaństwa.

    Aktywne życie

    Oktawa Epifanii

    Od 1819 roku ks. Wincenty Pallotti rozpoczyna pracę jako profesor teologii dogmatycznej i scholastycznej na uniwersytecie La Sapienza i kontynuuje ją przez 10 lat. W tym czasie zakłada szkoły wieczorowe dla młodzieży, zaczyna być znany jako gorliwy kaznodzieja, rekolekcjonista, spowiednik i kierownik duchowy. Bardzo szybko utożsamia się z jego osobą określenie: „apostoł Rzymu”. Głosi kazania nawet na placach Wiecznego Miasta. Jego słuchaczami są przypadkowi przechodnie, którzy zatrzymują się z ciekawości. Łatwo zdobywa serca słuchaczy. Trafia do nich przez swoją prostotę, żarliwość i zapał. Jest zawsze starannie przygotowany, promieniuje świętością. Ulubionym tematem jego rozważań jest Boże Miłosierdzie. Grzesznicy kruszą się pod wpływem jego słów, ożywia się wiara. Rekolekcje głosi do wszystkich: do notabli rzymskich, ludzi prostych, inteligencji, młodzieży. Jest cenionym spowiednikiem. Spowiada każdego, kto go o to prosi (w tym także kardynałów i papieży). Wiele czasu poświęca rzymskim seminarzystom, studiującym teologię i filozofię. Przez 13 lat jest ojcem duchownym Rzymskiego Seminarium. Pallotti wie, jak niezmierny wpływ na rozwój życia religijnego wywiera osobista świętość kapłanów.

    Dzieło życia – Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego

    Już po święceniach kapłańskich ks. Pallotti bardzo pragnie nieść wszechstronną pomoc Kościołowi w ożywianiu wiary. Wie, że samo duchowieństwo nie podoła. Trzeba zjednoczyć ludzkie siły w ewangelizacji świata. Trzeba pozyskać dla potrzeb Kościoła wszystkich katolików świeckich i pogan. Dnia 9 stycznia 1835 roku ks. Pallotti otrzymuje od Boga natchnienie, które go doprowadzi do założenia Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego (ZAK, UAC – Unione dell’Apostolato Cattolico). Trzy miesiące później, 4 kwietnia 1835 roku, powołuje do życia dzieło Apostolstwa Katolickiego, gromadząc księży i świeckich osób z zadaniem wciągania jak największej liczby innych w szerzenie i koordynowanie duchowej i materialnej pomocy dla bliźnich.

    Pierwszymi członkami ZAK są zarówno osoby duchowne, jak i świeckie. Łączy ich mocne zaangażowanie w życie Kościoła. Podobnie jak Pallotti dostrzegają oni rozmaite potrzeby wspólnoty Kościoła i chcą im wyjść naprzeciw. Są to przedstawiciele rożnych zakonów (m.in. karmelici, kapucyni, bazylianie, dominikanie, minimici, teatyni, trynitarze, barnabici…), profesorowie znaczących uczelni rzymskich, a także zwyczajni ludzie, jak np. kupiec Jakub Salvati czy Elżbieta Sanna.

    Dnia 29 maja 1835 roku Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego zostaje zatwierdzone dla diecezji rzymskiej przez Stolicę Apostolską. W grudniu 1835 roku Wincenty Pallotti zostaje rektorem kościoła Santo Spirito dei Napoletani w Rzymie. Sława Wincentego Pallottiego i jego współtowarzyszy tak wzrosła, że władze kościelne w 1846 roku zaproponowały mu jako miejsce zamieszkania kościół SS. [Santissimo] Salvatore in Onda wraz z przylegającym klasztorem, który do dziś jest główną siedzibą pallotynów. W tym czasie staje się spowiednikiem w wielu domach zakonnych, seminariach, szpitalach i więzieniach. Zakłada także Dom Miłosierdzia dla osieroconych po epidemii cholery dziewcząt. Wszystkich tych dzieł Twojej miłości i miłosierdzia — modli się Pallotti — dokonujesz, Boże mój, stale, w dzień czy w nocy, czy ja czuwam, czy śpię, czy myślę o Tobie, czy też nie myślę.

    Dnia 6 stycznia 1836 roku świeżo założone Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego obchodzi po raz pierwszy oktawę Objawienia Pańskiego. Obchody zmierzają do tego, by ożywiać wiarę, rozpalać miłość i jednoczyć wysiłki wśród ludzi wierzących, wspomagając w ten sposób misyjną działalność Kościoła.

    Sarkofag zawierający zachowane ciało Świętego - kościół San Salvatorte in Onda w Rzymie

    Śmierć

    W czasie oktawy Epifanii 1850 roku Wincenty Pallotti, spowiadając, zarzucił własny płaszcz na ramiona biedaka, który drżał z zimna u stóp jego konfesjonału. Sam przeziębił się. Ostre zapalenie płuc spowodowało śmierć. Zmarł 22 stycznia 1850 roku, w wieku 55 lat. Na łożu śmierci wyznał swym nielicznym towarzyszom:

    Wspólnota będzie się rozwijać, a Bóg będzie jej błogosławił. Przekonacie się. Mówię to wam nie dlatego, że ufam, ale dlatego, że jestem pewien.

    Dzieło Apostolstwa Katolickiego umocniło się i rozwinęło dopiero w XX wieku, stając się skutecznym narzędziem ewangelizacji o zasięgu światowym. Papież Pius XI dostrzegł wielkie znaczenie myśli Wincentego Pallottiego i wyraźnie to ukazał. Papież Pius XII nadał istniejącej w ramach dzieła wspólnocie księży i braci nazwę: Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego. W roku 1950, dokładnie sto lat po śmierci, Wincenty Pallotti został zaliczony w poczet błogosławionych.

    Kanonizacja Pallottiego

    Sobór Watykański II potwierdził główne jego myśli dotyczące apostolstwa powszechnego, czego wyrazem stała się kanonizacja Wincentego Pallottiego, której dokonał 20 stycznia 1963 roku błogosławiony obecnie papież Jan XXIII. To wydarzenie było czymś więcej aniżeli tylko wyróżnieniem czy uznaniem dla Wincentego Pallottiego. Był to znak i program samego Kościoła. Było to urzeczywistnienie jego myśli i idei dzisiaj. W związku z tym papież Paweł VI mógł zdecydowanie powiedzieć:

    Wincenty Pallotti był zwiastunem przyszłości… Prawie o sto lat uprzedził on odkrycie następującego faktu: W świecie ludzi świeckich, do tego czasu biernym, ospałym, lękliwym i niezdolnym do wypowiadania się, istnieje wielka energia służenia dobru. Święty zapukał do sumienia świeckich, jak puka się do drzwi” (Homilia w katedrze we Frascati, 1 września 1963 roku).

    ********************

    ŻYĆ W DUCHU ŚWIĘTEGO WINCENTEGO PALLOTTIEGO

    Od ponad 8 lat fascynowała mnie duchowość świętego Wincentego Pallottiego. Człowieka pokornego, człowieka miłosiernego, Apostoła XIX wieku. Przez lata również zastanawiałem się nad zagadnieniami zaufania i nieskończoności jakie często cytował w swoich dziełach wspomniany święty.

    Kiedy jeszcze studiowałem na wykładach jeden z moich profesorów na pytanie: co trzeba zrobić aby być świętym? Odpowiedział: trzeba być po prostu człowiekiem. Zwykłym człowiekiem, nie pędzącym za nienawiścią, za bogactwami, zazdrością. Trzeba być człowiekiem zwyczajnym, prostym (nie prostackim) który umie rozmawiać z innymi ludźmi i z Bogiem. Umieć rozmawiać z człowiekiem znaczy umieć rozmawiać z Bogiem, bo nie można kochać Boga jeżeli nie kocha się człowieka. Nie można rozmawiać przyjaźnie z Bogiem nienawidząc innych. W człowieku, w jego gestach, słowach można zobaczyć miłość Boga, ale można i również innym ją ukazać. I tak sobie myślę, że św. Wincenty Pallotti doskonale potrafił ukazać miłość Boga widząc w drugim człowieku Jego obraz. Zaufać Bogu być może oznacza coś innego niż zaufać człowiekowi. Człowieka mamy na co dzień, możemy go zawsze skontrolować, możemy wiedzieć czy mówi prawdę, czy jest wiarygodny, możemy mieć nad nim kontrolę, a Bóg? Nie znamy Jego planów, nie wiemy co zamierza i czasami wydaje nam się bardzo daleki.

    Nieskończoność, być w nieskończonym kontakcie z Bogiem, nieskończenie mu zaufać, nieskończenie poddać się Jego woli i zdać się na Jego zbawcze posłannictwo. Czasami było bardzo trudno mi w to było uwierzyć, do tego się przekonać. Wydaje mi się, że najtrudniej jest pokonać barierę zaufania, zawierzenia. Niczym Abraham wyruszyć ze swojego domu by iść w nieznane, niczym Mojżesz stawać w obronie kogoś kto wcale nie chce być bronionym, jak buntujący się lud na pustyni, niczym ślepiec z Ewangelii pomimo sprzeciwu zgromadzonych „dopchać się” za wszelką cenę do upragnionego celu — do Chrystusa. Być może ktoś powie, ładna, bardzo ładna teoria, ale daleko jej jeszcze do praktyki. W XXI wieku rządzonym przez pieniądz, politykę trudno jest mówić o zaufaniu do człowieka, łatwiej jest mówić o „plecach” dzięki którym można się dostać do pracy, na studia, na wysokie stanowiska. Ciężej się mówi o zaufaniu do człowieka, a jeszcze ciężej o zaufaniu do Boga, gdy liberalizm stara się nam ukazać bezsens wiary, a ludzkość pyta: Gdzie jest Bóg? Czy naprawdę jest On wszechmogący?

    Nieskończenie zaufać Bogu, stanąć ponad systemami społecznymi, uwierzyć, że nad wszystkim co nam się w życiu przytrafia czuwa Bóg. Chroni nas i nigdy nie chce dla nas źle. Żyć wiarą i uwierzyć w życie, zaufać nieskończenie, że ostatnie słowo zawsze należy do Boga, a nie do człowieka. To brzmi jak prawdziwy sprawdzian z naszej wiary. Bo życie jest sprawdzianem z rozumienia Bożej miłości.

    W ubiegłym roku w Zurychu, Lozannie i wielu innych miastach odbyła się największa wystawa Techniki XX i XXI wieku — „Expo 2002”. Kolorowe afisze, reklamy telewizyjne. Tłumy Szwajcarów wyruszały by ujrzeć „cuda techniki”. W każdym sklepie można było usłyszeć pytanie: Czy widziałeś już EXPO 2002? Kiedyś na jednym z kazań powiedziałem, że zachwycamy się cudami techniki, a tymczasem nie zastanawiamy się nad sferą duchową. EXPO 2002 nie było niczym innym jak tylko Wieżą Babel XXI wieku krzyczącą na cały kraj: „patrzcie co jesteśmy w stanie uczynić!!!” My ludzie, zawładnęliśmy techniką, pieniądzem, możliwościami. Być może dzięki temu niektórzy chcą stać się równymi Bogu. A tymczasem? Kiedy pojawia się jakaś choroba, np. rak, czy też gdy nadchodzi śmierć zdajemy sobie sprawę, że ani pieniądze, ani technika nie są w stanie nam pomóc. Coś co może nas trzymać przy życiu nie może zostać ujęte w kryteriach materialnych. Wiary i zaufania nie da się kupić, nie da się ich wyprodukować. Są one owocem miłości. I tak sobie myślę, że źródłem nieskończoności jest również miłość, czyli sam Bóg, jako nieskończona miłość. Myślę, że słowa Wincentego były aktualne zarówno w XIX wieku , ale są jeszcze bardziej „na czasie” w 200 lat później:

    Szukaj Boga
    A znajdziesz Go
    Szukaj Boga
    We wszystkich dziełach
    A znajdziesz Go w nich.
    Szukaj go zawsze
    A zawsze Go znajdziesz

    Gdy znajdziemy w naszym życiu Boga, prawdziwie Go spotkamy, myślę, że wówczas odkryjemy tajemnicę nieskończoności i zaufania. Odkrywając te tajemnice poznajemy tym samym Boga, jego miłość i troskę, jaką nas otacza każdego dnia. Tajemnica nieskończoności, jest tajemnicą Boga, bo On jest nieskończony, On jest Bogiem Nieskończonej Miłości.

    Artur Marek Wójtowicz/Opoka.pl

    *****************************

    Wezwania do św. Wincentego Pallottiego za wszystkich chrześcijan

    P. Święty Wincenty, módl się za nami u Boga.
    W. Święty Wincenty, módl się za nami u Boga.
    — Aby wszyscy chrześcijanie opowiedzieli się w pełni za Chrystusem i żyli w zjednoczeniu z Nim,
    — Aby wszyscy chrześcijanie rozpoznali swoje powołanie apostolskie i zdecydowanie je urzeczywistniali,
    — Aby wszyscy chrześcijanie: świeccy i duchowni, mężczyźni i kobiety pozwolili Duchowi Świętemu przemieniać ich życie,
    — Aby wszyscy przynależący do Kościoła Chrystusowego przyczyniali się do jego odnowy w świecie,
    — Aby wszyscy chrześcijanie: kobiety i mężczyźni, duchowni i świeccy zrozumieli swoje szczególne powołanie i wzajemnie sobie pomagali w jego realizacji,
    — Aby wszyscy chrześcijanie ze przykładem Maryi, Królowej Apostołów, byli wierni powołaniu apostolskiemu na co dzień,
    — Aby wszyscy chrześcijanie wychodzili z sercem do biednych i umieli się z nimi dzielić tym, co posiadają,
    — Aby wszyscy chrześcijanie umieli rozpoznawać działanie Ducha Świętego w znakach czasu,

    P. Święty Wincenty Pallotti, Twoja wiara była silna, a miłość do Boga i do ludzi wielka. Ty dałeś nam przykład życia apostolskiego. Wstawiaj się za nami u Boga w Trójcy Jedynego, abyśmy również i my byli mocni w wierze i stali się prawdziwymi apostołami Jezusa Chrystusa.
    W. Amen.

    Uroczystość Św. Wincentego Pallottiego
    Wincenty Pallotti urodził się 21 kwietnia 1795 r. i pracował przez całe życie w Rzymie. Matka Wincentego, Magdalena de Rossi, była pobożną tercjarką franciszkańską, a ojciec, Piotr Pallotti – zamożnym kupcem i żarliwym miłośnikiem różańca; po latach Wincenty dziękował Bogu za “świętych rodziców”. Został ochrzczony następnego dnia po narodzeniu. Otrzymał wówczas imiona: Wincenty, Alojzy, Franciszek. Był trzecim z dziesięciorga dzieci. Po ukończeniu szkoły podstawowej i gimnazjalnej Wincenty zapisał się na studia filozoficzne, a potem teologiczne na papieskim uniwersytecie “Sapienza”, które uwieńczył podwójnym doktoratem. W czasie studiów zapoznał się ze św. Kasprem del Bufalo (+ 1837). Święcenia kapłańskie otrzymał w Rzymie 16 maja 1818 roku. Jako doktor filozofii i teologii, a także magister filologii greckiej, w latach 1819-1829 wykładał na uniwersytecie. W latach 1827-1840 był ojcem duchownym w wyższym seminarium rzymskim. Przez pewien czas pełnił funkcję duszpasterza wojskowego w państwie kościelnym (1842). Tworzył szkoły wieczorowe, stowarzyszenia cechowe dla robotników, sierocińce i ochronki dla dziewcząt.
    4 kwietnia 1835 roku założył Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego, charakteryzujące się nowatorskim programem duszpasterskim, który opiera się na współpracy świeckich i duchownych. Na czele Zjednoczenia miała stać nowa rodzina zakonna, Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego (SAC), która miała spełniać zadanie animatora wszystkich dzieł katolickiego apostolatu. Nową rodzinę zakonną związał jedynie przyrzeczeniem i profesją. Do dziś centralną część tego dzieła stanowią księża i bracia pallotyni oraz siostry pallotynki. Pallotyni zatwierdzeni zostali przez Stolicę Apostolską w roku 1904. Na ziemiach polskich pallotyni pojawili się w 1907 roku, już trzy lata po zatwierdzeniu Stowarzyszenia.
    Jeszcze za swojego życia Wincenty Pallotti otrzymał zaszczytny tytuł “apostoła Rzymu” i “drugiego św. Filipa Nereusza”. Nazywa się go również prekursorem Akcji Katolickiej, która swoje apogeum osiągnęła za rządów papieża Piusa XI (1922-1939). Święty może być uważany także za ojca współczesnego ruchu ekumenicznego – zapoczątkował Oktawę Modlitw o jedność po uroczystości Objawienia Pańskiego (obecnie jest ona obchodzona w dniach 18-25 stycznia). Pozostawił po sobie wiele pism.
    Zmarł 22 stycznia 1850 r. z powodu choroby, której nabawił się spowiadając w zimnym kościele, oddawszy swój płaszcz żebrakowi. Chociaż jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się bardzo wcześnie, bo w dwa lata po jego śmierci, trwał długo właśnie z powodu rozległej działalności, jaką sługa Boży prowadził. Błogosławionym ogłosił Wincentego papież Pius XII 22 stycznia 1950 r. (dokładnie w setną rocznicę śmierci Wincentego), a do chwały świętych wyniósł go 20 stycznia 1963 r. Jan XXIII.
    ************************************************************************************************************************************

    Kościół nie tylko w miesiącu listopadzie pamięta o wszystkich zmarłych, ale w każdej Mszy św. poleca ich Bożemu miłosierdziu.

    Bardzo zachęcam do modlitewnej pamięci, szczególnie za tych, z którymi jeszcze nie tak dawno razem pielgrzymowaliśmy na tym padole śmierci.

    Modlitwy za zmarłych

    fot. Magdalena Niebudek/Niedziela

    ***

    Niedziela

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Twój Boski Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas w Ogrójcu, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest najbardziej ze wszystkich opuszczona. Przyjmij ją do Twojej chwały, gdzie będzie mogła wielbić Cię i chwalić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Poniedziałek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas okrutnego biczowania, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest już najbliższa wejścia do Twojej chwały, aby jak najprędzej mogła Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Wtorek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas bolesnego ukoronowania cierniem, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej potrzebuje naszych modlitw, aby jak najprędzej mogła być uwolniona i mogła wielbić Twój Majestat i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Środa

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Syna Twego Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, którą wylał na ulicach Jerozolimy dźwigając krzyż na swych świętych ramionach, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która w Twych oczach jest najbogatsza w zasługi, aby, przybywszy jak najprędzej do nieba, mogła w chwale, do której jest przeznaczona, głosić Twoją chwałę i błogosławić Cię na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Czwartek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najświętsze Ciało i Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, które w noc przed męką dał jako pokarm i napój swym umiłowanym Apostołom i przekazał Kościołowi świętemu na wieczną Ofiarę i życiodajny Pokarm dla wiernych, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która miała największe nabożeństwo do tej Tajemnicy Miłości, by mogła chwalić Cię razem z Twoim Synem i Duchem Świętym w chwale Twojej na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Piątek

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, którą obficie wylał na krzyżu, najbardziej ze swych świętych rąk i stóp, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, za którą jestem najbardziej obowiązany się modlić, abym nie był przyczyną powstrzymującą Cię od przyjęcia jej do Twej chwały. Wprowadź ją jak najprędzej do niebieskich radości, gdzie z Aniołami będzie Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Sobota

    Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, która obficie wytrysnęła z boku Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, w obecności Jego Niepokalanej Matki, co sprawiło Jej wielki ból, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej czciła Niepokalaną Dziewicą Maryję, aby mogła jak najprędzej wejść do Twojej chwały i wielbić Cię razem z Nią przez wszystkie wieki. Amen.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek…

    Modlitwy za zmarłych:

    Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi (Twojej służebnicy) od wszystkich grzechów i kar za nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Panie, nakłoń Twego ucha ku naszym prośbom, gdy w pokorze błagamy Twego miłosierdzia; przyjmij duszę sługi Twego N., której kazałeś opuścić tę ziemię, do krainy światła i pokoju i przyłącz ją do grona Twych wybranych. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Boże, Ty nam nakazałeś miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, także tych, których śmierć zabrała z tej ziemi. Wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy zjednoczymy się z Tobą w jednej wierze i miłości. Dopomóż nam, miłosierny Boże, zawsze dążyć ku temu zjednoczeniu, z miłością pomagając naszym żyjącym braciom i siostrom radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługami płynącymi z naszych dobrych uczynków. Racz przyjąć tę modlitwę, a przez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Zbawiciela i Odkupiciela, zmiłuj się nad duszami zatrzymanymi w czyśćcu, które muszą odpokutować za swoje grzechy, zanim wejdą do Twojej chwały. Ześlij im Ducha Twego, Pocieszyciela, aby je oświecił światłem i Twoją łaską oraz umacniał w nadziei Twego Miłosierdzia. Racz je wprowadzić do Królestwa Twojej chwały za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Twoich świętych, jak również przez modlitwy Twego świętego Kościoła i nas wszystkich, niegodnych sług Twoich, którzy błagamy dla nich o Twe zmiłowanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    O Boże mój, miłuję Cię nade wszystko dla Twej nieskończonej dobroci i żałuję z całego serca, że Ciebie, moje Dobro Najwyższe, tak wiele razy obraziłem. Udziel mi swej łaski, abym wytrwał w dobrym i nie powracał już do dawnych moich grzechów. Zmiłuj się nade mną, a także nad duszami cierpiącymi w czyśćcu, które miłują Cię z całego serca i ze wszystkich swoich sił. Wysłuchaj błagania, jakie zanoszę za nimi i udziel mi łaski, o którą proszę przez ich wstawiennictwo. Miej litość nade mną i nad biednymi duszami w czyśćcu. O Maryjo, Matko dusz w czyśćcu cierpiących, uproś im jak najszybsze uwolnienie z czyśćca i wieczny odpoczynek w niebie. Amen.
    Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.
    Niech odpoczywają w pokoju. Amen.

    Modlitwa za zmarłych rodziców:

    Boże, Tyś nam przykazał czcić ojca i matkę, zmiłuj się łaskawie nad duszami moich rodziców i odpuść im grzechy; pozwól mi oglądać ich w radości Twej wiekuistej światłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Modlitwa za poległych żołnierzy:

    Panie, Boże Wszechmogący, polecam Twemu miłosierdziu dusze naszych poległych żołnierzy, którzy oddali swe życie w obronie drogiej Ojczyzny i przelali swoją krew w obronie nie tylko naszego kraju, ale i Wiary świętej. O Boże, niech to ich męczeństwo poniesione w obronie Wiary i Ojczyzny uwolni ich dusze z czyśćca i wyjedna wieczną nagrodę w niebie. Błagam Cię o to przez Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, przez Jego Najświętsze Serce, przez przyczynę i zasługi Jego Niepokalanej Matki oraz świętych Patronów i Patronek naszego Narodu. Amen.

    Modlitwy do Matki Bożej za dusze w czyśćcu:

    Najświętsza Panno Nieustającej Pomocy, Matko litościwa, racz spojrzeć na biedne dusze, które sprawiedliwość Boża zatrzymuje w płomieniach czyśćcowych. Są one drogie dla Twego Boskiego Syna, gdyż zawsze Go kochały i teraz gorąco pragną być blisko Niego, lecz nie mogą zerwać swych więzów, które je trzymają w palącym ogniu czyśćca. Niech się wzruszy Twe serce, Matko litościwa. Pośpiesz z pociechą dla tych dusz, które Cię zawsze kochały i teraz ślą do Ciebie swe westchnienia. Wszak są to Twoje dzieci, bądź więc im pomocą, nawiedzaj je, osładzaj ich męki, skróć ich cierpienia i nie zwlekaj z ich wybawieniem. Amen.
    O Maryjo, swym litościwym sercem obejmij dusze zamknięte w ciemnych więzieniach pokuty, a nie mających na ziemi nikogo, kto by o nich pamiętał. Najlepsza Matko, wejrzyj swym miłosiernym wzrokiem na te dusze opuszczone, przyjdź im ze skuteczną pomocą wśród opuszczenia, w jakim pozostają i pobudź serca wielu wiernych do modlitwy za nie. O Matko Nieustającej Pomocy, zlituj się nad duszami opuszczonymi w czyśćcu!
    O Niepokalana Maryjo, Matko Miłosierdzia, która widziałaś święte Ciało ukochanego Syna Twojego wiszące na krzyżu, patrzyłaś na ziemię przesiąkniętą Jego Krwią i byłaś obecna przy Jego okrutnej śmierci. Polecam Ci, Matko Najświętsza, dusze cierpiące w czyśćcu i błagam, racz wejrzeć na nie okiem swego miłosierdzia i wyjednaj im wybawienie z mąk. Dla wyproszenia Twej łaski, o Matko Niepokalana, przebaczam szczerze i serdecznie tym wszystkim, którzy mnie obrazili i przez Twoje wstawiennictwo proszę Jezusa o udzielenie im wszelkiego dobra, łaski i błogosławieństwa w zamian za zło, które mi wyrządzili lub którego mi życzyli. Przez Twoje ręce, o Panno Święta, ofiaruję Bogu ten akt miłości dla uproszenia miłosierdzia dla dusz, które poddane są oczyszczeniu. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy za zmarłych:

    Boże miłosierny, z tronu Twojej chwały wejrzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące. Wejrzyj na ich karanie i męki, jakie ponoszą, na łzy, które przed Tobą wylewają. Usłysz ich błagania i jęki, którymi wołają do Ciebie o miłosierdzie. Zmiłuj się nad nimi i odpuść im grzechy. Wspomnij, najłaskawszy Ojcze, na Mękę, którą Twój Syn podjął dla nich. Wspomnij na Krew Przenajświętszą, którą za nich wylał. Wspomnij na gorzką śmierć Jego, którą dla nich podjął i zmiłuj się nad nimi. Za wszystkie ich przewinienia, których się kiedykolwiek dopuściły, ofiaruję Ci przenajświętsze życie i wszystkie czyny Twego najmilszego Syna. Za zaniedbania popełnione w Twojej świętej służbie ofiaruję Ci Jego gorące pragnienia. Za opuszczenie dobrych i zbawiennych spraw ofiaruję Ci nieskończone zasługi Twego Syna. Za wszystkie krzywdy, jakich od nich doznałeś, ofiaruję Ci wszystko, co Ci kiedykolwiek miłego świadczyły. Na koniec za wszystkie męki, które słusznie muszą cierpieć, ofiaruję Ci wszystkie pokuty, posty, czuwania, modlitwy, prace, boleści, Krew i Rany, mękę i Śmierć niewinną, którą z najgorętszej miłości cierpiał za nas najmilszy Twój Syn. Błagam Cię, abyś raczył przyjąć te ukochane dusze do rajskiej szczęśliwości, aby Cię tam wielbiły na wieki. Amen.

    Modlitwa św. Gertrudy do dusz czyśćcowych:

    Niech Jezus Chrystus, dla nas ukrzyżowany, zmiłuje się nad wami, dusze bolejące; niech swoją Krwią zagasi pożerające was płomienie. Polecam was tej niepojętej miłości, która Syna Bożego sprowadziła z nieba na ziemię i wydała na okrutną śmierć. Niech się ulituje nad wami, jak okazał swe miłosierdzie dla wszystkich grzeszników, umierając na krzyżu. Jako zadośćuczynienie za wasze winy ofiaruję tę synowską miłość, jaką Jezus w swym Bóstwie kochał swego Przedwiecznego Ojca, a w Najświętszym Człowieczeństwie najmilszą swoją Matkę. Amen.

    Krótka koronka za dusze zmarłych:

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
    Na trzech początkowych paciorkach mówimy:
    Boże mój, wierzę w Ciebie, boś jest prawdą nieomylną.
    Mam nadzieję w Tobie, boś jest nieskończenie dobry.
    Kocham Cię, Panie, boś jest godzien nieskończonej miłości.
    Na małych paciorkach 10 razy:
    Słodkie Serce Maryi, bądź moim zbawieniem.
    Zakończyć znakiem krzyża i modlitwą:
    Boże mój, przez Najsłodsze Serce Maryi ofiaruję Ci tę modlitwę i proszę, abyś ją przyjął za dusze w czyśćcu cierpiące (albo: za duszę nieznaną).

     listopadowy numer Tygodnika NIEDZIELA

    ************************************************************************

    Czy Pismo Święte mówi coś o czyśćcu?

    arousa/Shutterstock

    ***

    Mam w pracy kolegę, który jest chrześcijaninem ewangelikalnym. Twierdzi, że wiara w czyściec nie ma umocowania w Biblii. Co powinienem mu odpowiedzieć?

    Po opublikowaniu artykułu Czyściec – trzy mało znane fakty. Zobacz, co dzieje się z duszami po śmierci wielu naszych Czytelników zadawało podobne jak w tytule pytanie: A gdzie w Piśmie Świętym jest mowa o czyśćcu? Oto odpowiedź Johna Martignoni, znanego w USA biblisty i apologety.

    Kara za grzech

    2 Sm 12,13-18: „Dawid rzekł do Natana: »Zgrzeszyłem przeciw Panu«. Natan mu odpowiedział: »Wobec tego Pan odpuszcza ci twój grzech. Nie umrzesz. Ponieważ jednak, czyniąc tak, wzgardziłeś Panem, dziecko, które ci się urodzi, z pewnością umrze!« Pan zesłał ciężką chorobę na dziecko, które urodziła Dawidowi była żona Uriasza… Po upływie tygodnia dziecko umarło”.

    Katolicka zasada biblijna nr 1:

    za grzech jest kara, nawet po otrzymaniu przebaczenia.

    Nic nieczystego nie wejdzie do nieba

    Ap 21,27: „Nie wejdzie zaś do niego nic nieczystego…” Do Nowego Jeruzalem – czyli do nieba.

    Mt 5,48: „Bądźcie więc tak doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski”.

    Katolicka zasada biblijna nr 2:

    nic nieczystego, nic ze zmazą grzechu, nie wejdzie do nieba.

    Droga do doskonałości

    Hbr 12,22-23: „Wy natomiast otrzymaliście dostęp do góry Syjonu, do miasta Boga żywego, niebiańskiego Jeruzalem, … do Boga, sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już osiągnęły doskonałość…”

    Katolicka zasada biblijna nr 3:

    istnieje sposób, proces, dzięki któremu duchy „sprawiedliwych” osiągają doskonałość.

    Próba ognia

    1 Kor 3,13-15: „… to okaże się w dniu, w którym wyjdzie na jaw dzieło każdego. Objawi się to w ogniu, gdy każdy czyn przejdzie próbę ognia Jeśli jakaś budowla wytrzyma, budowniczy dostanie zapłatę. Ten, którego budowla spłonie, poniesie stratę, sam jednak ocaleje, ale tak, jakby przeszedł przez ogień”.

    Gdzie jest to miejsce, w którym człowiek po śmierci poniesie stratę, jakby przeszedł przez ogień, ale ocaleje? Czy to piekło? Nie, gdy się trafi do piekła, to się z niego nie wychodzi. Czy to niebo? Nie, w niebie nie ponosi się straty.

    Mt 12,32: „Jeżeli ktoś powie coś przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone. Ale temu, kto by mówił przeciw Duchowi Świętemu, nie zostanie odpuszczone ani w tym życiu, ani w przyszłym”.

    Ten fragment sugeruje przebaczenie w przyszłym życiu. Dokąd można trafić, aby doświadczyć przebaczenia w przyszłym życiu? Do nieba? Tam przebaczenie nie jest już potrzebne. Do piekła? Tam nie ma przebaczenia.

    Katolicka zasada biblijna nr 4:

    istnieje miejsce lub stan inny niż niebo lub piekło.

    Teraz podsumujmy te cztery zasady biblijne:

    • za grzech jest kara, nawet po otrzymaniu przebaczenia;
    • musimy być doskonali, jak doskonały jest Ojciec, bo nic nieczystego nie wejdzie do nieba;
    • istnieje jakiś sposób lub proces, dzięki któremu duchy „sprawiedliwych” osiągają doskonałość;
    • istnieje miejsce poza niebem i piekłem, gdzie człowiek może ponieść stratę, a jednak zostać zbawionym, ale tylko jakby przeszedł przez ogień.

    To wszystko sprowadza się do jednego wniosku – katolicka nauka o czyśćcu z całą pewnością ma umocowanie w Biblii.

    John Martignoni/Aleteia.pl

    ************************************************************************

    *****************************************************************************

    Niepełnosprawny błogosławiony, który był najradośniejszym mnichem w klasztorze

    HERMANN,REICHENAU
    Th. Fink Veringen | CC BY-SA 4.0

    ***

    Bł. Herman był niepełnosprawny i cierpiał na bolesne schorzenia, a mimo to był najradośniejszym mnichem w klasztorze! Co więcej, komponował hymny. Przypisuje się mu autorstwo pieśni takich jak „Salve Regina” czy „Veni Sancte Spiritus”.

    Zdrowie fizyczne jest postrzegane jako jedno z największych dóbr współczesnego społeczeństwa. Stąd też utrata zdrowia czy poważna niepełnosprawność może niekiedy wywołać zniechęcenie życiem. Może pojawić się pokusa rozpaczy i żalu z powodu utraty zdolności fizycznych.

    Niestety, z podobnego powodu odrzucanych jest wiele dzieci, u których zdiagnozowano niepełnosprawność. Wielu postrzega je jako „pomyłki”.

    Jeden święty pokazuje nam, że zdrowie fizyczne nie może determinować naszego zdrowia duchowego oraz że nawet cierpiąc fizycznie, możemy zachować radość.

    Bł. Herman Kaleka

    Bł. Herman Kaleka żył w XI wieku. Wydawałoby się, że jest skazany na niepowodzenie. Oto jak pisał o nim na początku XX w. autor artykułu w czasopiśmie The Month:

    Ich syn Herman był dotknięty okropnym kalectwem i zniekształcony „w swej zewnętrzności”, jak opisywał go przyjaciel i biograf Berthold… Kończyny chłopca były tak obrzydliwie powykręcane, że nie mógł o własnych siłach poruszać się. Z trudem mógł wysiedzieć nawet na krześle, które specjalnie dla niego skonstruowano. Nawet jego palce były zbyt słabe i powykręcane, aby był w stanie pisać; nawet jego usta wydawały się zdeformowane, a wargi i język wypowiadały ledwo zrozumiałe słowa. W świecie pogańskim dziecko to zostałoby wyniesione w góry i tam pozostawione na pewną śmierć.

    Jednak rodzice Hermana nie zrezygnowali z syna i powierzyli chłopca zakonnikom z pobliskiego klasztoru. To niezwykłe, że mnisi przyjęli go i okazywali niezwykłą cierpliwość, ucząc go podstaw religii i nauk ścisłych.

    Pierwszy w radości

    Wbrew wszystkiemu, Herman został uczonym, a nawet najszczęśliwszym mnichem w klasztorze!

    Herman, nie będąc w stanie poruszać się, siedzieć czy nawet leżeć, nie odczuwając wygody przez choćby jedną chwilę swojego życia, którego palce odmawiały posłuszeństwa, chętnie chwytał za pióro i pisał. Miał całe mnóstwo pomysłów, które przekazywał za pomocą „ledwie zrozumiałych dźwięków”. Mimo to wszystko współbracia zakonni określali go epitetami, których trudno byłoby się spodziewać w takich okolicznościach. Biograf Hermana posługiwał się naturalnie łaciną i używał w odniesieniu do niego słów takich jak iucundus – miły w obyciu, towarzyski; amabilis, benevolus – sympatyczny; hilarissimus zawsze roześmiany… tota alacritate festivus – był pierwszym w radości. Nie pisze się tak o kimś, kto nie żyje radością w każdej chwili!… Był troskliwy i łatwo przystosowywał się do wszystkich, tak bardzo, że „był wszystkim dla wszystkich”, dzięki czemu był powszechnie ceniony i kochany.

    Przykład bł. Hermana pokazuje, że nasza ułomna fizyczność i zły stan zdrowia nigdy nie powinien mącić radości. Możemy, a nawet powinniśmy cieszyć się życiem w dobrych i złych chwilach, w zdrowiu i w chorobie.

    Kompozytor hymnów

    Niepohamowana radość Hermana oparta była wyłącznie na Jezusie Chrystusie. Życie było dla niego darem i tą radością dzielił się z innymi każdego dnia na ziemi.

    Błogosławiony Herman objawiał radość życia, także komponując kilka z najbardziej popularnych hymnów Kościoła katolickiego. Przypisuje się mu autorstwo pieśni takich jak „Salve Regina”, „Veni Sancte Spiritus” oraz „Alma Redemptoris Mater.”

    Wszyscy winniśmy zapoznać się z niezwykłym życiorysem bł. Hermana, zwłaszcza teraz, gdy świat potrzebuje autentycznej i trwałej radości.

    Philip Kosloski/Aleteia.pl

    ***************************************************************************

    Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

    Samplefot. ekumenia.pl

    Pod hasłem „Trwajcie w mojej miłości, a przyniesiecie obfity owoc“ zaczerpniętym z Ewangelii św. Jana, od 18 do 25 stycznia obchodzony jest Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Choć w wymiarze ograniczonym z powodu pandemii, także w tym roku wierni różnych wyznań spotkają się na ekumenicznych nabożeństwach i wysłuchają homilii przedstawicieli innych Kościołów.

    Ze względów sanitarnych odbędzie się mniej nabożeństw ale będą one organizowane w większych kościołach, tak, żeby mogło w nich uczestniczyć więcej osób – powiedział KAI ks. Sławomir Pawłowski SAC, sekretarz Rady ds. Ekumenizmu KEP. „Niektóre wydarzenia będą transmitowane online, a poza tym każdy z nas może też modlić się indywidualnie” – zachęca duchowny. Bp Krzysztof Nitkiewicz, przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu uważa, że w w Kościele katolickim w Polsce wciąż panuje zbyt małe zainteresowanie Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan. “Słyszę czasami, jak niektórzy mówią: przecież u nas są sami katolicy i czują się zwolnieni z choćby najmniejszego akcentu ekumenicznego – zaznaczył w komentarzu dla KAI. – Tymczasem Ojciec św. Franciszek nie pozostawia wątpliwości, powtarzając stale, że trzeba podążać w kierunku jedności chrześcijan, jeszcze bardziej zdecydowanym krokiem, zaczynając właśnie od modlitwy. Stąd mój apel do duszpasterzy, aby zachęcali do niej w kazaniach i na katechezie, dając sami przykład zaangażowania ekumenicznego” – podkreśla bp Nitkiewicz.

    Nabożeństwo centralne odbędzie się w sobotę 23 stycznia o godz. 18.00 w bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki (ul. Piotrkowska 265). Nabożeństwu liturgii słowa będzie przewodniczył abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. Kazanie wygłosi bp Jerzy Samiec, Prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, a jednocześnie Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce.

    Trzy nabożeństwa ekumeniczne odbędą się w Warszawie: w czwartek 21 stycznia o godz. 18:00 w prawosławnej katedrze metropolitalnej p.w. św. Marii Magdaleny, al. Solidarności 52; w piątek 22 stycznia o godz. 18:00 w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy na pl. Małachowskiego 1 oraz w niedzielę 24 stycznia o godz. 16:00 w katedrze warszawsko-praskiej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika.

    Zgodnie z ustaleniami podjętymi przez Polską Radę Ekumeniczną (PRE) i Kościół rzymskokatolicki, na nabożeństwa należy zapraszać nie tylko duchownych i wiernych bratnich Kościołów, lecz również zachęcać wiernych własnego Kościoła do udziału w nabożeństwach w świątyniach i kaplicach Kościołów innej tradycji.Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan trwa od 18 do 25 stycznia. Termin ten został zaproponowany w 1908 r. przez pioniera ruchu ekumenicznego, Paula Wattsona z USA, aby obejmował czas między dniem wspominającym św. Piotra, a dniem upamiętniającym nawrócenie św. Pawła.

    Na półkuli południowej, gdzie w styczniu zwykle trwają wakacje, Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan jest zazwyczaj obchodzony w innym terminie, np. w okresie obejmującym święto Pięćdziesiątnicy co również zyskuje rangę symbolu.

    W Polsce w przygotowywaniu i obchodach Tygodnia uczestniczy Polska Rada Ekumeniczna i Kościół rzymskokatolicki. W skład PRE, która formalnie zarejestrowana została w 1946 r., wchodzą: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, Kościół Ewangelicko-Augsburski, Kościół Ewangelicko-Reformowany, Kościół Ewangelicko-Metodystyczny, Kościół Polskokatolicki, Kościół Starokokatolicki Mariawitów i Kościół Chrześcijan Baptystów.

    Od 1975 r. co roku materiały na kolejne obchody Tygodnia Ekumenicznego przygotowywane są przez grupy chrześcijan z poszczególnych krajów i kontynentów. Tegoroczne opracowała Wspólnota Monastyczna z Grandchamp w Szwajcarii. Temat, który został wybrany, „Trwajcie w mojej miłości a przyniesiecie obfity owoc” zaczerpnięty jest z Ewangelii św. Jana 15,1-17 i wiąże się z powołaniem tej ekumenicznej wspólnoty.

    Misją wspólnoty, liczącej dziś 50 sióstr, przedstawicielek różnych generacji, tradycji kościelnych, różnych krajów i kontynentów, jest życie modlitwą, gościnność, praca nad pojednaniem między ludźmi i nad jednością chrześcijan. Swoim darem życia zakonnego siostry dzielą się z odwiedzającymi i wolontariuszami, którzy przybywają do Grandchamp, by tam przeżyć rekolekcje, doświadczyć ciszy, uzdrowienia, czy odnaleźć sens życia.

    Trzy filary, na których opiera się codzienne życie sióstr – modlitwa, pielęgnowanie życia wspólnotowego i gościnność – stały się podstawą opracowania materiałów na tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

    Kai.pl

    ********

     /fot.: www.ekumenia.pl /

    fot.: www.ekumenia.pl

    *****

    KATECHIZM KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

    KOŚCIÓŁ JEST JEDEN,
    ŚWIĘTY, POWSZECHNY I APOSTOLSKI

    811 “Jest jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, powszechny i apostolski” 229 . Te cztery przymioty, nierozdzielnie ze sobą połączone 230 , wskazują na istotne rysy Kościoła i jego posłania. Kościół nie posiada ich sam z siebie, lecz Chrystus przez Ducha Świętego sprawia, że Jego Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski oraz powołuje go do urzeczywistniania każdego z tych przymiotów.

    812 Tylko wiara może uznać, że Kościół otrzymuje te przymioty z Boskiego źródła. Ich przejawy historyczne są jednak znakami, które przemawiają jasno także do rozumu ludzkiego. “Kościół – przypomina Sobór Watykański I – z racji swojej wzniosłej świętości, swojej powszechnej jedności, swej niewzruszonej stałości, jest sam przez się wielkim i stałym motywem wiarygodności oraz niezawodnym dowodem swego Boskiego posłania” 231 .

    I. Kościół jest jeden

    “Święta tajemnica jedności Kościoła” 232

    813 Kościół jest jeden ze względu na swoje źródło: “Największym wzorem i zasadą tej tajemnicy jest jedność jednego Boga Ojca i Syna w Duchu Świętym, w Troistości Osób” 233 . Kościół jest jeden ze względu na swego Założyciela: “Syn Wcielony, Książę pokoju, pojednał wszystkich ludzi z Bogiem przez krzyż swój, przywracając wszystkim jedność w jednym Ludzie i w jednym Ciele” 234 . Kościół jest jeden ze względu na swoją “duszę”: “Duch Święty, który mieszka w wierzących i napełnia cały Kościół oraz nim kieruje, jest sprawcą tej dziwnej wspólnoty wiernych i tak dogłębnie wszystkich zespala w Chrystusie, że jest zasadą jedności Kościoła” 235 . Jedność należy więc do istoty Kościoła:

    Jaka zdumiewająca tajemnica! Jest jeden Ojciec wszechświata, jest jeden Logos wszechświata, a także jeden Duch Święty, wszędzie ten sam; jest także jedna dziewica, która stała się matką, i chętnie nazywam ją Kościołem 236 .

    814 Od początku ten jeden Kościół ukazuje się jednak w wielkiej różnorodności, która pochodzi zarówno z rozmaitości darów Bożych, jak i wielości otrzymujących je osób. W jedności Ludu Bożego gromadzi się różnorodność narodów i kultur. Wśród członków Kościoła istnieje różnorodność darów, zadań, sytuacji i sposobów życia: “We wspólnocie kościelnej prawomocnie istnieją partykularne Kościoły, korzystające z własnej tradycji” 237 . Wielkie bogactwo tej różnorodności nie sprzeciwia się jedności Kościoła. To grzech i ciężar jego konsekwencji zagraża nieustannie darowi jedności. Apostoł wzywa więc do zachowania “jedności Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 3).

    815 Jakie są więzy jedności Kościoła? “Na to. . . wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości” (Kol 3,14). Jedność Kościoła pielgrzymującego jest zapewniana także przez widzialne więzy komunii:
    – wyznanie jednej wiary otrzymanej od Apostołów;
    – wspólne celebrowanie kultu Bożego, przede wszystkim sakramentów;
    – sukcesję apostolską za pośrednictwem sakramentu święceń, która to sukcesja strzeże braterskiej zgody rodziny Bożej 238 .

    816 “To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy… który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi, zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali… Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio)” 239 .

    Dekret o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II wyjaśnia: “Pełnię bowiem zbawczych środków osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym, który stanowi powszechną pomoc do zbawienia. Wierzymy mianowicie, że jednemu Kolegium Apostolskiemu, któremu przewodzi Piotr, powierzył Pan wszystkie dobra Nowego Przymierza celem utworzenia jednego Ciała Chrystusowego na ziemi, z którym powinni zjednoczyć się całkowicie wszyscy, już w jakiś sposób przynależący do Ludu Bożego” 240 .

    Rany zadane jedności

    817 Istotnie, “w tym jednym i jedynym Kościele Bożym już od samego początku powstały pewne rozłamy, które Apostoł surowo karci jako godne potępienia. W następnych zaś wiekach zrodziły się jeszcze większe spory, a niemałe społeczności odłączyły się od pełnej wspólnoty (communio) z Kościołem katolickim, często nie bez winy ludzi z jednej i drugiej strony” 241 . Rozłamy, które ranią jedność Ciała Chrystusa (wyróżnia się herezję, apostazję i schizmę 242 ), nie dokonują się bez grzechów ludzi:

    Gdzie jest grzech, tam zjawia się wielość, tam schizma, tam herezja, tam niezgoda. Gdzie natomiast jest cnota, tam jest jedność, tam wspólnota, która sprawia, że wszyscy wierzący mają jedno ciało i jedną duszę 243 .

    818 Tych, którzy rodzą się dzisiaj we wspólnotach powstałych na skutek rozłamów i “przepajają się wiarą w Chrystusa, nie można obwiniać o grzech odłączenia. A Kościół katolicki otacza ich braterskim szacunkiem i miłością… Usprawiedliwieni z wiary przez chrzest należą do Ciała Chrystusa, dlatego też zdobi ich należne im imię chrześcijańskie, a synowie Kościoła katolickiego słusznie ich uważają za braci w Panu” 244 .

    819 Ponadto, “liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy” 245 istnieją poza widzialnymi granicami Kościoła powszechnego: “spisane słowo Boże, życie w łasce, wiara, nadzieja, miłość oraz inne wewnętrzne dary Ducha Świętego oraz widzialne elementy” 246 . Duch Chrystusa posługuje się tymi Kościołami i wspólnotami kościelnymi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z pełni łaski i prawdy, jaką Chrystus powierzył Kościołowi powszechnemu. Wszystkie te dobra pochodzą od Chrystusa i prowadzą do Niego 247 oraz “nakłaniają do jedności katolickiej” 248 .

    820 “Chrystus od początku użyczył (jedności) swemu Kościołowi; wierzymy, że ta jedność trwa nieutracalnie w Kościele katolickim i ufamy, że z dniem każdym wzrasta aż do skończenia wieków” 249 . Chrystus zawsze udziela swemu Kościołowi daru jedności, ale Kościół musi zawsze modlić się i pracować, by strzec, umacniać i doskonalić jedność, której Chrystus pragnie dla niego. Dlatego sam Jezus modlił się w godzinie swojej męki i nie przestaje modlić się do Ojca o jedność swoich uczniów: “…aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21). Pragnienie ponownego odnalezienia jedności wszystkich chrześcijan jest darem Chrystusa i wezwaniem Ducha Świętego 250 .

    821 Aby jak najlepiej odpowiedzieć na te wymagania, konieczne jest spełnienie następujących warunków:
    – stała odnowa Kościoła w coraz większej wierności jego powołaniu. Taka odnowa jest mocą ruchu zmierzającego do jedności 251 ;
    – nawrócenie serca, “by wieść życie w duchu Ewangelii” 252 , ponieważ to niewierność członków wobec daru Chrystusa powoduje podziały;
    – wspólna modlitwa, ponieważ “nawrócenie serca i świętość życia łącznie z publicznymi i prywatnymi modlitwami o jedność chrześcijan należy uznać za duszę całego ruchu ekumenicznego, a słusznie można je zwać ekumenizmem duchowym” 253 ;
    – wzajemne poznanie braterskie 254 ;
    – formacja ekumeniczna wiernych, a zwłaszcza kapłanów 255
    – dialog między teologami i spotkania między chrześcijanami różnych Kościołów i wspólnot 256 ;
    – współpraca między chrześcijanami w różnych dziedzinach służby ludziom 257 .

    822 O przywrócenie jedności powinien troszczyć się “cały Kościół, zarówno wierni, jak i ich pasterze” 258 Trzeba jednak mieć świadomość, że “ten święty plan pojednania wszystkich chrześcijan w jedności jednego i jedynego Kościoła Chrystusowego przekracza ludzkie siły i zdolności”. Dlatego więc pokładamy całą naszą nadzieję “w modlitwie Chrystusa za Kościół, w miłości Ojca ku nam, w mocy Ducha Świętego” 259 .

    II. Kościół jest święty

    823 “Kościół… uznawany jest przez wiarę za niezachwianie święty. Albowiem Chrystus, Syn Boży, który wraz z Ojcem i Duchem Świętym doznaje czci jako <<sam jeden Święty>>, umiłował Kościół jako oblubienicę swoją, siebie samego zań wydając, aby go uświęcić; złączył go też ze sobą jako ciało swoje i hojnie obdarzył darem Ducha Świętego na chwałę Bożą” 260 . Kościół jest więc “świętym Ludem Bożym” 261 , a jego członkowie są nazywani “świętymi” 262 .

    824 Kościół zjednoczony z Chrystusem jest uświęcany przez Niego; przez Niego i w Nim staje się on również uświęcający: “Uświęcenie człowieka w Chrystusie i uwielbienie Boga… jest celem wszystkich innych dzieł Kościoła” 263 . “To właśnie w Kościele złożona została pełnia środków zbawienia” 264 .
    W nim “dzięki łasce Bożej osiągamy świętość” 265 .

    825 “Kościół już na ziemi naznaczony jest prawdziwą, choć niedoskonałą jeszcze świętością” 266 . Członkowie Kościoła powinni dążyć do doskonałej świętości: “Wyposażeni w tyle i tak potężnych środków zbawienia, wszyscy wierni chrześcijanie jakiejkolwiek sytuacji życiowej oraz stanu powołani są przez Pana, każdy na właściwej sobie drodze, do świętości doskonałej, jak i sam Ojciec doskonały jest” 267 .

    826 Miłość jest duszą świętości, do której wszyscy są powołani, “kieruje wszystkimi środkami uświęcenia, formuje je i do celu prowadzi” 268 .

    Zrozumiałam, że skoro Kościół jest ciałem złożonym z różnych członków, to nie brak mu najbardziej niezbędnego, najszlachetniejszego ze wszystkich. Zrozumiałam, że Kościół posiada Serce i że to Serce płonie Miłością. Zrozumiałam, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać swojej krwi… Zrozumiałam, że Miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, że Miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca… jednym słowem, jest wieczna! 269 .

    827 “A podczas gdy Chrystus, <<święty, niewinny, niepokalany>>, nie znał grzechu, lecz przyszedł dla przebłagania jedynie za grzechy ludu, Kościół obejmujący w łonie swoim grzeszników, święty i zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia, podejmuje ustawicznie pokutę i odnowienie” 270 . Wszyscy członkowie Kościoła, łącznie z pełniącymi w nim urzędy, muszą uznawać się za grzeszników 271 . We wszystkich kąkol grzechu jest jeszcze zmieszany z dobrym ziarnem ewangelicznym aż do końca wieków 272 . Kościół gromadzi więc grzeszników objętych już zbawieniem Chrystusa, zawsze jednak znajdujących się w drodze do uświęcenia:

    Kościół jest więc święty, chociaż w swoim łonie obejmuje grzeszników, albowiem cieszy się nie innym życiem, jak życiem łaski; jeśli jego członki karmią się nią, uświęcają się, jeśli zaś odwracają się od niej, obciążają się grzechami i winami, które stoją na przeszkodzie w rozszerzaniu się jego promiennej świętości. Dlatego Kościół cierpi i czyni pokutę za te grzechy, mając władzę uwalniania od nich swoich synów przez Krew Chrystusa i dar Ducha Świętego 273 .

    828 Kanonizując niektórych wiernych, to znaczy ogłaszając w sposób uroczysty, że ci wierni praktykowali heroicznie cnoty i żyli w wierności łasce Bożej, Kościół uznaje moc Ducha świętości, który jest w nim, oraz umacnia nadzieję wiernych, dając im świętych jako wzory i orędowników 274 . “W ciągu całej historii Kościoła w okolicznościach najtrudniejszych święte i święci byli zawsze źródłem i początkiem odnowy” 275 . Istotnie, “świętość Kościoła jest tajemniczym źródłem i nieomylną miarą jego apostolskiego zaangażowania oraz misyjnego zapału” 276 .

    829 “Podczas gdy Kościół w osobie Najświętszej Maryi Panny już osiąga doskonałość, dzięki której istnieje nieskalany i bez zmazy, chrześcijanie ciągle jeszcze starają się usilnie o to, aby przezwyciężając grzech wzrastać w świętości; dlatego wznoszą swoje oczy ku Maryi” 277 . W Niej Kościół jest już cały święty.

    III. Kościół jest powszechny

    Co to znaczy “powszechny”?

    830 Słowo “powszechny” (“katolicki”) oznacza “uniwersalny”, czyli “cały” lub “zupełny”. Kościół jest powszechny w podwójnym znaczeniu: Kościół jest powszechny, ponieważ jest w nim obecny Chrystus. “Tam gdzie jest Jezus Chrystus, tam jest Kościół powszechny” 278 . Istnieje w nim pełnia Ciała Chrystusa zjednoczona z Głową 279 , w wyniku czego Kościół otrzymuje od Niego “pełnię środków zbawienia” 280 , której On chciał mu udzielić: poprawne i pełne wyznanie wiary, integralne życie sakramentalne, posługa święceń w sukcesji apostolskiej. W tym podstawowym znaczeniu Kościół był już powszechny w dniu Pięćdziesiątnicy 281 i taki będzie aż do dnia Paruzji.

    831 Kościół jest powszechny, ponieważ został posłany przez Chrystusa do całego rodzaju ludzkiego 282 :

    Do nowego Ludu Bożego powołani są wszyscy ludzie. Toteż Lud ten, pozostając ciągle jednym i jedynym, winien się rozszerzać na świat cały i przez wszystkie wieki, aby spełnił się zamiar woli Boga, który naturę ludzką stworzył na początku jedną i synów swoich, którzy byli rozproszeni, postanowił w końcu w jedno zgromadzić… To znamię powszechności, które zdobi Lud Boży, jest darem samego Pana; dzięki temu darowi Kościół katolicki skutecznie i ustawicznie dążydo zespolenia z powrotem całej ludzkości wraz ze wszystkimi jej dobrami z Chrystusem-Głową w jedności Ducha Jego 283 .

    Każdy Kościół partykularny jest “powszechny”

    832 “Kościół Chrystusowy jest prawdziwie obecny we wszystkich prawowitych miejscowych zrzeszeniach wiernych, które trwając przy swoich pasterzach same również nazywane są Kościołami w Nowym Testamencie… W nich głoszenie Ewangelii Chrystusowej zgromadza wiernych i w nich sprawowana jest tajemnica Wieczerzy Pańskiej… W tych wspólnotach, choć nieraz są one szczupłe i ubogie albo żyją w rozproszeniu, obecny jest Chrystus, którego mocą zgromadza się jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół” 284 .

    833 Przez Kościół partykularny, którym jest na pierwszym miejscu diecezja (lub eparchia), rozumie się wspólnotę wiernych chrześcijan w jedności wiary i sakramentów z ich biskupem wyświęconym w sukcesji apostolskiej 285 . Kościoły partykularne są uformowane “na wzór Kościoła powszechnego; w nich istnieje i z nich składa się jeden i jedyny Kościół katolicki” 286 .

    834 Kościoły partykularne są w pełni powszechne przez jedność z jednym z nich – z Kościołem rzymskim, “który przewodniczy w miłości 287 . “Dlatego z tym Kościołem, na mocy jego wyjątkowego pierwszeństwa, musiały zawsze zgadzać się w sposób konieczny wszystkie Kościoły, to znaczy wierni całego świata” 288 . “Istotnie, od zstąpienia do nas Słowa, które stało się ciałem, wszystkie Kościoły chrześcijańskie na całym świecie uznały i uznają wielki Kościół, który jest tutaj (w Rzymie), za jedyną podstawę i fundament, ponieważ zgodnie z obietnicą samego Zbawiciela, bramy piekielne nigdy go nie przemogą” 289 .

    835 “Strzeżmy się poglądu, że Kościół powszechny jest sumą lub, jeśli wolno powiedzieć, federacją Kościołów partykularnych. Sam Kościół, powszechny w swoim powołaniu i w swoim posłaniu, skoro zapuszcza korzenie na terenach o różnych warunkach kulturowych, społecznych i ustrojowych, przybiera w każdej części globu inny wymiar zewnętrzny i odmienne rysy” 290 . Bogata różnorodność dyscyplin kościelnych, obrzędów liturgicznych oraz dziedzictwa teologicznego i duchowego, właściwa Kościołom lokalnym, dążąc do jedności, “jeszcze wspaniałej ujawnia powszechność niepodzielnego Kościoła” 291 .

    Kto należy do Kościoła powszechnego?

    836 “Do tej katolickiej jedności Ludu Bożego… powołani są wszyscy ludzie… należą lub są jej przyporządkowani zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do zbawienia” 292 .

    837 “Do społeczności Kościoła wcieleni są w pełni ci, co mając Ducha Chrystusowego w całości przyjmują przepisy Kościoła i wszystkie ustanowione w nim środki zbawienia i w jego widzialnym organizmie pozostają w łączności z Chrystusem rządzącym Kościołem przez papieża i biskupów, w łączności mianowicie polegającej na więzach wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz wspólnoty. Nie dostępuje jednak zbawienia, choćby był wcielony do Kościoła, ten, kto nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła <<ciałem>>, ale nie <<sercem>> 293 .

    838 “Co się zaś tyczy tych ludzi, którzy będąc ochrzczeni noszą zaszczytne imię chrześcijan, ale nie wyznają całej wiary lub nie zachowują jedności wspólnoty pod zwierzchnictwem następcy Piotra, to Kościół wie, że jest z nimi związany z licznych powodów” 294 . “Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie ze społecznością Kościoła katolickiego” 295 . Z Kościołami prawosławnymi ta wspólnota jest tak głęboka, że “niewiele jej brakuje, by osiągnęła pełnię dopuszczającą wspólne celebrowanie Eucharystii Pana” 296 .

    Kościół i niechrześcijanie

    839 “Także ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego” 297 :
    Stosunek Kościoła do narodu żydowskiego. Kościół, Lud Boży Nowego Przymierza, zgłębiając swoją tajemnicę, odkrywa swoją więź z narodem żydowskim 298 , “do którego przodków Pan Bóg przemawiał” 299 . W odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu. To do narodu żydowskiego “należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała” (Rz 9, 4-5), ponieważ “dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29).

    840 Ponadto, gdy rozważa się przyszłość, lud Boży Starego Przymierza i nowy Lud Boży dążą do analogicznych celów: oczekują przyjścia (lub powrotu) Mesjasza. Oczekiwanie jednak z jednej strony dotyczy powrotu Mesjasza, który umarł i zmartwychwstał, został uznany za Pana i Syna Bożego, a z drugiej – przyjścia Mesjasza, którego rysy pozostają ukryte, na końcu czasów; oczekiwanie to jest złączone z dramatem niewiedzy lub nieuznawania Chrystusa Jezusa.

    841 Relacje Kościoła z muzułmanami. “Zamysł zbawienia obejmuje również tych, którzy uznają Stworzyciela, wśród nich zaś w pierwszym rzędzie muzułmanów; oni bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami Boga jedynego i miłosiernego, który sądzić będzie ludzi w dzień ostateczny” 300

    842 Więź Kościoła z religiami niechrześcijańskimi jest przede wszystkim więzią pochodzenia i wspólnego celu rodzaju ludzkiego:

    Istotnie, wszystkie narody stanowią jedną społeczność; jeden mają początek, ponieważ Bóg sprawił, że cały rodzaj ludzki zamieszkuje cały obszar ziemi; jeden także mają cel ostateczny, Boga, którego Opatrzność oraz świadectwo dobroci i zbawienne zamysły rozciągają się na wszystkich, dopóki wybrani nie zostaną zjednoczeni w Mieście Świętym 301 .

    843 Kościół uznaje, że inne religie poszukują “po omacku i wśród cielesnych wyobrażeń” Boga nieznanego, ale bliskiego, ponieważ to On daje wszystkim życie, tchnienie i wszystkie rzeczy oraz pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni. W ten sposób to wszystko, co znajduje się dobrego i prawdziwego w religiach, Kościół uważa “za przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, który każdego człowieka oświeca, aby ostatecznie posiadł życie” 302 .

    844 Jednak w swoich postawach religijnych ludzie ukazują także ograniczenia i błędy, które deformują w nich obraz Boży:

    Nieraz jednak ludzie zwiedzeni przez Złego, znikczemnieli w myślach swoich i prawdę Bożą zamienili na kłamstwo, służąc raczej stworzeniu niż Stworzycielowi, albo też, żyjąc i umierając na tym świecie bez Boga, narażeni są na rozpacz ostateczną 303 ,

    845 Aby na nowo zgromadzić wszystkie swoje dzieci rozproszone i błądzące z powodu grzechu, Ojciec zechciał zwołać całą ludzkość w Kościele swego Syna. Kościół jest miejscem, w którym ludzkość powinna na nowo odnaleźć swoją jedność i swoje zbawienie. Jest on “światem pojednanym” 304 , Kościół jest okrętem, który “żegluje pomyślnie na tym świecie, biorąc tchnienie Ducha Świętego w rozpięty żagiel krzyża Pana” 305 . Według innego obrazu drogiego Ojcom Kościoła, figurą Kościoła jest arka Noego, która jedyna ocala z potopu 306 .

    “Poza Kościołem nie ma zbawienia”

    846 Jak należy rozumieć to stwierdzenie często powtarzane przez Ojców Kościoła? Sformułowane w sposób pozytywny oznacza, że całe zbawienie pochodzi jedynie od Chrystusa-Głowy przez Kościół, który jest Jego Ciałem:

    Sobór święty… opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, uczy, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia, On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół; On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu, potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby więc zostać zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać 307 .

    847 Stwierdzenie to nie dotyczy tych, którzy bez własnej winy nie znają Chrystusa i Kościoła:

    Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie 308 .

    848 “Chociaż więc wiadomymi tylko sobie drogami może Bóg doprowadzić udzi, nie znających Ewangelii bez własnej winy, do wiary, <<bez której niepodobna podobać się Bogu>> (Hbr 11, 6), to jednak na Kościele spoczywa konieczność i równocześnie święte prawo głoszenia Ewangelii” 309 wszystkim ludziom.

    Misje – wymaganie powszechności Kościoła

    849 Nakaz misyjny. “Kościół posłany przez Boga do narodów, aby był <<powszechnym sakramentem zbawienia>>, usiłuje głosić Ewangelię wszystkim ludziom z najgłębszej potrzeby własnej katolickości oraz z nakazu swego Założyciela” 310 : “Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20).

    850 Początek i cel misji. Nakaz misyjny Pana ma swoje ostateczne źródło w wiecznej miłości Trójcy Świętej: “Kościół pielgrzymujący jest misyjny ze swej natury, ponieważ swój początek bierze wedle zamysłu Ojca z posłania Syna i z posłania Ducha Świętego” 311 . Ostatecznym celem misji nie jest nic innego, jak uczynienie ludzi uczestnikami komunii, jaka istnieje między Ojcem i Synem w Ich Duchu miłości 312 .

    851 Motyw misji. Od najdawniejszych czasów Kościół czerpie zobowiązanie i zapał misyjny z miłości Boga do wszystkich ludzi: “Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas…” (2 Kor 5,14) 313 . Istotnie, Bóg “pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4). Bóg pragnie , zbawienia wszystkich przez poznanie prawdy. Zbawienie znajduje się w prawdzie. Ci, którzy są posłuszni natchnieniom Ducha Prawdy, znajdują się już na drodze zbawienia; Kościół jednak, któremu ta prawda została powierzona, musi wychodzić naprzeciw ich pragnieniu, aby im ją zanieść. Właśnie dlatego że Kościół wierzy w powszechny zamysł zbawienia, musi on być misyjny.

    852 Drogi misji. “Duch Święty jest rzeczywiście nadrzędnym podmiotem całej misji kościelnej” 314 . To On prowadzi Kościół na drogach misji. Kościół “trwa nadal i rozwija w ciągu dziejów posłannictwo samego Chrystusa, który został posłany, aby nieść ubogim Dobrą Nowinę. . . winien kroczyć tą samą drogą, pod działaniem Ducha Chrystusowego, jaką kroczył Chrystus, mianowicie drogą ubóstwa, posłuszeństwa, służby i ofiary z siebie aż do śmierci, z której przez zmartwychwstanie swoje powstał Chrystus zwycięzcą” 315 . W ten sposób 2473 “krew męczenników jest zasiewem chrześcijan” 316 .

    853 W swojej pielgrzymce Kościół doświadcza jednak “rozbieżności między nauką, którą głosi, a ludzką słabością tych, którym powierzona jest Ewangelia” 317 . Jedynie idąc drogą “ustawicznej pokuty i odnowy” 318 oraz “krocząc wąską drogą Krzyża” 319 , Lud Boży może rozszerzać Królestwo Chrystusa 320 . Istotnie, “jak Chrystus dokonał dzieła Odkupienia w ubóstwie i wśród prześladowań, tak i Kościół powołany jest do wejścia na tę samą drogę, by udzielać ludziom owoców zbawienia” 321 .

    854 Kościół wypełniając swoje posłanie, “kroczy razem z całą ludzkością i doświadcza tego samego losu ziemskiego co świat, istniejąc w nim jako zaczyn i niejako dusza społeczności ludzkiej, która ma się w Chrystusie odnowić i przemienić w rodzinę Bożą” 322 , Zadanie misyjne wymaga zatem cierpliwości. Zaczyna się od głoszenia Ewangelii ludom i grupom, które jeszcze nie wierzą w Chrystusa 323 ; jest kontynuowane przez zakładanie wspólnot chrześcijańskich, aby stawały się “znakami obecności Bożej w świecie” 324 , oraz przez zakładanie Kościołów lokalnych 325 ; rozwija proces inkulturacji, aby wcielać Ewangelię w kultury narodów 326 . nie ominą go także niepowodzenia. “Jeśli chodzi o poszczególnych ludzi, grupy ludzkie i narody, Kościół podchodzi do nich i przenika ich tylko stopniowo, wprowadzając ich w ten sposób w katolicką pełnię” 327

    855 Posłanie Kościoła wymaga wysiłku na rzecz jedności chrześcijan 328 . Istotnie, “rozbicie między chrześcijanami jest jednak dla Kościoła zaporą na drodze do urzeczywistnienia właściwej mu pełni katolickości w tych dzieciach, które przez chrzest wprawdzie do niego przynależą, ale odłączyły się od pełnej wspólnoty z nim. Owszem, nawet samemu Kościołowi utrudnia to w konkretnym życiu uwypuklenie pełni katolickości pod każdym względem” 329 .

    856 Działalność misyjna wymaga pełnego szacunku dialogu z tymi, którzy jeszcze nie 839 przyjmują Ewangelii 330 . Wierzący mogą wyciągnąć dla siebie korzyść z tego dialogu, ucząc się lepiej poznawać “cokolwiek… z prawdy i łaski znajdowało się już u narodów, dzięki jakby ukrytej obecności Boga” 331 . Jeśli głoszą oni Dobrą Nowinę tym, którzy 843 jej nie znają, to chcą przez to umocnić, uzupełnić i pogłębić prawdę i dobro, jakich Bóg udzielił ludziom i narodom, a także oczyścić ich z błędu i zła “na chwałę Bożą, na zawstydzenie szatana i dla szczęścia człowieka” 332 .

    IV. Kościół jest apostolski

    857 Kościół jest apostolski, ponieważ jest zbudowany na Apostołach. Jest on apostolski w potrójnym znaczeniu:
    – był i pozostaje oparty na “fundamencie Apostołów” (Ef 2, 20; Ap 21, 14), świadków wybranych i posłanych przez samego Chrystusa 333 ;
    – zachowuje i przekazuje, z pomocą Ducha Świętego, który w nim mieszka, nauczanie 334 , dobry depozyt i zdrowe zasady usłyszane od Apostołów 335 .
    – w dalszym ciągu – aż do powrotu Chrystusa – jest nauczany, uświęcany i prowadzony przez Apostołów dzięki tym, którzy są ich następcami w misji pasterskiej, to znaczy Kolegium Biskupów; są w tym wspomagani “przez kapłanów” w jedności “z następcą Piotra, Najwyższym Pasterzem Kościoła” 336 .

    Ty bowiem, wiekuisty Pasterzu, nie opuszczasz swojej owczarni, lecz przez świętych Apostołów otaczasz ją nieustanną opieką, aby kierowali nią ci zwierzchnicy, którym jako namiestnikom swojego Syna zleciłeś władzę pasterską 337 .

    Posłanie Apostołów

    858 Jezus jest Posłanym Ojca. Na początku swojego posłania “przywołał do siebie tych, których sam chciał… i ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki” (Mk 3,13-14). Od tej chwili będą oni “posłani” (takie jest znaczenie greckiego słowa apostoloi). Jezus kontynuuje w nich swoje własne posłanie: “Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21) 338 . Ich posłanie jest więc kontynuacją Jego posłania: “Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje” – mówi Jezus do Dwunastu (Mt 10, 40) 339 .

    859 Jezus włącza Apostołów do swego posłania otrzymanego od Ojca: jak “Syn nie mógłby niczego czynić sam z siebie” (J 5, 19. 30), ale otrzymuje wszystko od Ojca, który Go posłał, tak ci, których Jezus posyła, nie mogą nic uczynić bez Niego 340 , od którego otrzymali nakaz misyjny i moc do jego wypełnienia. Apostołowie Chrystusa wiedzą więc, że są uznani przez Boga za “sługi Nowego Przymierza” (2 Kor 3, 6) i “sługi Boga” (2 Kor 6, 4), że w imieniu Chrystusa “spełniają posłannictwo” (2 Kor 5, 20) i są “sługami Chrystusa i szafarzami tajemnic Bożych” (1 Kor 4, 1).

    860 W misji Apostołów jest pewien element nieprzekazywalny: są oni wybranymi świadkami Zmartwychwstania i fundamentami Kościoła. Jest jednak także pewien element stały ich misji. Chrystus obiecał im, że pozostanie z nimi aż do skończenia świata 341 . “Boskie posłannictwo, powierzone przez Chrystusa Apostołom, trwać będzie do końca wieków, ponieważ Ewangelia, którą mają przekazywać, jest dla Kościoła po wszystkie czasy źródłem całego jego życia. Dlatego… Apostołowie… zatroszczyli się o to, by ustanowić swych następców” 342 .

    Biskupi – następcy Apostołów

    861 “Aby powierzona im misja była kontynuowana po ich śmierci, bezpośrednim swoim współpracownikom przekazali, jak w testamencie, zadanie prowadzenia dalej i umacniania rozpoczętego przez siebie dzieła, zalecając im czuwanie nad całą trzodą, w której Duch Święty ich umieścił, aby byli pasterzami Kościoła Bożego. Ustanowili więc takich mężów, a następnie zarządzili, aby gdy tamci umrą, posługiwanie ich przejęli inni doświadczeni mężowie” 343 .

    862 “Jak więc trwa misja (munus) powierzona przez Pana indywidualnie Piotrowi, pierwszemu z Apostołów, i ma być przekazywana jego następcom, tak trwa apostolska misja pasterzowania w Kościele, aby była nieprzerwanie sprawowana przez święty stan biskupów”. Dlatego Kościół naucza, że “biskupi z ustanowienia Bożego stali się następcami Apostołów jako pasterze Kościoła; kto więc ich słucha, słucha Chrystusa, a kto nimi gardzi, gardzi Chrystusem i Tym, który posłał Chrystusa” 344 .

    Apostolstwo

    863 Cały Kościół jest apostolski, ponieważ pozostaje, przez następców św. 900 Piotra i Apostołów, w komunii wiary i życia ze swoim początkiem. Cały Kościół jest apostolski, ponieważ jest “posłany” na cały świat. Wszyscy członkowie Kościoła, choć na różne sposoby, uczestniczą w tym posłaniu. “Powołanie chrześcijańskie jest również ze swojej natury powołaniem do apostolstwa”. “Apostolstwem” nazywa się “wszelką działalność Ciała Mistycznego”, która zmierza do rozszerzenia “Królestwa Chrystusa po całej ziemi” 345 .

    864 “Chrystus posłany przez Ojca jest źródłem i początkiem całego apostolstwa w Kościele”, jest więc oczywiste, że skuteczność apostolstwa zarówno tych, którzy zostali wyświęceni, jak i świeckich, zależy od ich żywego zjednoczenia z Chrystusem 346 . Stosownie do powołań, wymagań czasów i darów Ducha Świętego apostolstwo przyjmuje bardzo zróżnicowane formy. Zawsze jednak miłość, czerpana przede wszystkim z Eucharystii, “jest jakby duszą całego apostolstwa” 347 .

    865 Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski w swojej głębokiej i ostatecznej tożsamości, ponieważ już w nim istnieje i wypełni się na końcu czasów “Królestwo niebieskie”, “Królestwo Boże” 348 , które przyszło w Osobie Chrystusa i wzrasta w sposób tajemniczy w sercach tych, którzy są w Niego wszczepieni, aż do jego eschatologicznego ukazania się w całej pełni. Wówczas wszyscy ludzie odkupieni przez Niego, uczynieni w Nim “świętymi i nieskalanymi przed Jego obliczem w miłości” 349 , zostaną zgromadzeni jako jedyny Lud Boży, “Małżonka Baranka” (Ap 21, 9), “Miasto święte… zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga” (Ap 21, 10-11); “a mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka” (Ap 21, 14).

    W skrócie

    866 Kościół jest “jeden”: ma jednego Pana, wyznaje jedną wiarę, rodzi się z jednego chrztu, tworzy jedno Ciało, jest ożywiany przez jednego Ducha ze względu na jedną nadzieję 350 , u której kresu zostaną przezwyciężone wszystkie podziały.

    867 Kościół jest “święty”: jego twórcą jest najświętszy Bóg; Chrystus, Jego Oblubieniec, wydał się na ofiarę, aby go uświęcić; ożywia go Duch świętości. Chociaż obejmuje grzeszników, jest “nieskalany, choć złożony z grzeszników”. Świętość Kościoła jaśnieje w świętych, a w Maryi już cały jest święty.

    868 Kościół jest “powszechny”: głosi całość wiary; nosi w sobie pełnię środków zbawienia i rozdziela je; jest posłany do wszystkich narodów; zwraca się do wszystkich ludzi; obejmuje wszystkie czasy. “Kościół ze swej natury jest misyjny” 351 .

    869 Kościół jest “apostolski”: jest zbudowany na trwałych fundamentach “dwunastu Apostołów Baranka” (Ap 21, 14); jest niezniszczalny 352 ; jest nieomylnie zachowywany w prawdzie. Chrystus rządzi Kościołem przez Piotra i innych Apostołów, obecnych w ich następcach, papieżu i Kolegium Biskupów.

    870 “Jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, powszechny i apostolski… trwa w Kościele powszechnym, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie, choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy” 353 .

    *************************************

    Nie ma innego Kościoła Chrystusowego niż Kościół Katolicki


    Adobe.Stock


    Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski – to nasza wiara, wiara Kościoła Katolickiego. Trwający właśnie Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan to doskonała okazja do spojrzenia na jedność – Kościoła i chrześcijan, różnorodność i istniejące dziś tendencje zaciemniające perspektywę wiary.

    Na początek sięgnijmy do źródeł. Od 1908 roku celebrowano Oktawę Chrześcijańskiej Jedności, był to czas modlitwy wskazujący na Prymat Piotrowy i prymat Jego następców w Kościele. Ojcem ten inicjatywy był Lewis Thomas Wattson, konwertyta pochodzący z rodziny episkopalnej, założyciel Franciszkanów Pojednania (Franciscan Friars of the Atonement). Utworzona przez niego wspólnota narodziła się na gruncie protestantyzmu, w roku 1909 bracia i siostry złożyli katolickie wyznanie wiary i zostali przyjęci przez Kościół – jako wspólnota. Misją zgromadzenia było właśnie wspieranie jedności – jedności z następcami św. Piotra. Inicjatywa Oktawy Chrześcijańskiej Jedności była akceptowana i popierana przez papieży, z kolei sam przypadek Franciszkanów i Franciszkanek Pojednania można by dziś – patrząc na ewolucję w dobie posoborowej – określić jako przykład „ekumenizmu powrotu”, głośno odrzucanego przez środowiska progresywne. Przykładem tego „ekumenizmu powrotu” była także konstytucja apostolska «Anglicanorum coetibus», która to przez te same środowiska progresywne oceniona została jako krok w niewłaściwą stronę, zwrot ku minionej epoce „Kościoła triumfalistycznego” oczekującego jedności doktrynalnej.

    Kościół jest jeden i jedyny, tak jak i jeden i jedyny jest Chrystus Pan, dawca łask, źródło nadprzyrodzonego życia, najwyższy i wieczny Kapłan. Zbawiciel jest także źródłem powszechności Kościoła, bowiem obecny jest w Nim Chrystus, Kościół realizuje Jego wolę i Jego nakaz głoszenia Ewangelii wszystkim ludom; Chrystus uświęca i jest źródłem świętości. Nie ma innego Kościoła Chrystusowego niż Kościół Katolicki, jedyny święty i powszechny, niezniszczalny, nieomylny i niezawodny. Jedność, świętość, powszechność i apostolskość dopuszcza także i pewne zróżnicowane w tym, co nie dotyka znamion prawdziwego Kościoła, zasad objawionej wiary, chrześcijańskiej moralności i właściwie rozumianej komunii kościelnej. Kościół posiada więc swe naturalne zróżnicowanie, jest Ciałem, więc różne są zadania jego członków. Ewangelia głoszona była różnym ludom, wiara wzrastała w różnych językach i kulturach, wydawała swój owoc – świętość jednych obchodzimy w całym Kościele, innych już w poszczególnych krajach, diecezjach czy zakonach. W logice Kościoła ziemskim jego celem jest uświęcenie dusz i oddawanie chwały Bogu, Kościół jednak dopuszczał i uznawał za słuszne, by odbywało się to ukazując wewnętrzne zróżnicowanie: to źródło wielości rytów liturgicznych, zakonnych reguł, konstytucji, zrzeszeń, tradycji duchowości. Jeszcze do niedawna zresztą nie było rzeczy bardziej obcej logice życia kościelnego niż unifikacja i… centralizacja. Równocześnie jednak, przy zróżnicowaniu tradycji, porządków, liturgii, reguł i form Kościół wyrażał poprzez nie tę samą wiarę, tę samą doktrynę.

    Naturalnie więc istnieć musi właściwe dążenie do jedności, jak i takie dążenia, które – choć ich animatorzy często na „jedność” wskazują – to nie odpowiadają one wierze i naturze samego Kościoła. Ten drugi scenariusz, w dużym uproszczeniu, sprowadza się zazwyczaj do różnie artykułowanego postulatu, by Kościół zrezygnował ze swej tożsamości (albo zmienił sposób i częstotliwość jej wyrażania), zaciemniając swą doktrynę lub mniej lub bardziej otwarcie zadając kłam swej naturze, a więc i – w konsekwencji – woli Odkupiciela. Inna postać „fałszywego ekumenizmu” sprowadza się do tego, by za „prawdziwy Kościół” uznawać coś, co nim nie jest, efekt dążeń „zjednoczeniowych”, będący ostatecznie pewnego rodzaju ekumenicznym ugrupowaniu integracyjnym. Trzecia, być może dziś najbardziej rozpowszechniona postać tego błędu przybiera formę przekonania, że wszystkie „denominacje chrześcijańskie” są tak samo prawdziwe, jak i fałszywe, że we wszystkich nich Chrystus uświęca i zbawia – i że tak naprawdę nie istnieje „jeden, święty, powszechny i apostolski” Kościół, który wynika z woli samego Odkupiciela.

    To szeroki kontekst encykliki „Mortalium animos” Piusa XI, w której Ojciec Święty kreślił taką oto perspektywę: „Czy nauka Apostołów zupełnie zginęła, lub też kiedykolwiek została przyćmiona w Kościele, którym rządzi i którego chroni sam Bóg? Jeśli jednak nasz Zbawiciel wyraźnie ustanowił, by Jego Ewangelia głoszona była nie tylko za czasów Apostolskich, ale i w przyszłych czasach, czyżby treść wiary mogła z biegiem stuleci ukształtować się tak mglisto i nie pewnie, że dzisiaj ścierpieć by trzeba było nawet sprzeczne ze sobą zapatrywania? Gdyby się tak rzecz miała, to trzeba by również powiedzieć, że zstąpienie Ducha Świętego na Apostołów i ciągłe przebywanie tegoż Ducha św. w Kościele, ba – nawet, że nauka samego Jezusa Chrystusa od wielu stuleci zatraciła zupełnie swa skuteczność i swą wartość. Takie twierdzenie byłoby bluźnierstwem”. Pius XI przypominał podstawową prawdę wiary: „Chrystus ustanowił swój Kościół jako społeczność, z istoty swej na zewnątrz widomą, aby pod kierownictwem jednej głowy, przez nauczanie żywym słowem, i przez udzielanie Sakramentów, tych źródeł łask niebieskich, kontynuowała w przyszłości dzieło odkupienia ludzkości. Dlatego to porównywał go z państwem, z domem, z owczarnią, z trzodą”. Taka od zawsze była samoświadomość Kościoła, to równocześnie ramy określający autentyczny „dialog” służący jedności. Źródłem „wyjątkowości” Kościoła – i przeświadczenia o tej wyjątkowości – jest sam Chrystus, wiąże się ona z samym rozumieniem Objawienia, przekazywanego przez wieki.

    Te podstawy doktrynalne były na przestrzeni wieków odrzucane, są też odrzucane także i dzisiaj. Rany zadawane jedności dotykają Kościół, którego zadaniem i najwyższym prawem jest służba zbawieniu dusz, w niczym nie dotykają one (ani tym bardziej nie umniejszają) jednak jego przymiotów. „Jeśli zaś widzimy w Kościele objawy słabości naszej ludzkiej natury, nie wolno tego przypisywać stanowi, opartemu na władzy i prawie, lecz raczej tej nieszczęsnej i opłakania godnej skłonności do złego u wszystkich ludzi. Boski Założyciel Kościoła toleruje to, nawet u znaczniejszych członków Mistycznego Ciała, aby cnota pasterzy i owiec była wypróbowana i aby w sercach wszystkich rosły zasługi z wiary chrześcijańskiej. Chrystus Pan bowiem nie chciał, aby ze zgromadzenia, przezeń ustanowionego, byli wykluczeni grzesznicy. Jeśli zatem niektórzy członkowie na choroby duchowne zapadają, nie ma dla nas żadnego powodu, abyśmy naszą miłość do Kościoła w sobie osłabiali, lecz powinniśmy raczej powiększyć naszą miłość ku członkom Jego” (Pius XII, „Mystici Corporis”).

    POLONIA CHRISTIANA/PCh24.pl

    ************************************************************************

    Kard. Sarah sprzeciwia się przeciwstawianiu go papieżowi

    Kard. Sarah sprzeciwia się przeciwstawianiu go papieżowi
    Kardynał Robert Sarah/ fot. Bogdan Gancarz/GOŚĆ

    ***

    Jestem wierny papieżowi, choć niektórzy próbują nas sobie przeciwstawić – mówi kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 20 lipca obchodzi 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.

     Wrozmowie z portalem Rome Reports pochodzący z Gwinei hierarcha wspomina, że jego powołanie zaczęło się, gdy zobaczył misjonarzy modlących się jeszcze przed świtem.

    – Gdy byłem małym chłopcem pytałem sam siebie: „Co ci ludzie robią w ciszy, w ciemnościach?”, bo w mojej wiosce nie było elektryczności. Myślałem: „Na pewno mówią do kogoś, kogo widzą i znają”. A kiedy jeden z nich zapytał mnie: „Czy chcesz pójść do seminarium”, nie wiedziałem, co to jest. Zapytałem: „Co tam robicie?”. Powiedział: „Idziesz tam, żeby stać się taki, jak my”. Zgodziłem się. Chciałem spotkać tę Osobę, którą widzieli w ciszy i ciemnościach kaplicy – opowiada kard. Sarah.

    Choć minęło tyle lat, wciąż pamięta oddanie tych misjonarzy, którzy przyjechali do Afryki. – Przyjechali nie po to, żeby coś zyskać, ale żeby nam służyć, żeby nas zbawić, tak jak Chrystus nie przyszedł, żeby zyskać, ale żeby oddać swe życie. Oddali swoje życie, a niektórzy umarli bardzo młodo. Dla mnie bycie księdzem jest naśladowaniem tych misjonarzy, którzy przekazali mi swą wiarę. Chcę być taki, jak oni – podkreśla prefekt watykańskiej kongregacji, zajmującej się kwestiami liturgicznymi.

    W Watykanie pracuje on od 2001 r. u boku Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Smutkiem napawa go to, że bywa przedstawiany jako oponent obecnego papieża. – Zachowuję spokój, bo jestem lojalny wobec papieża. Nie mogą zacytować słowa, zdania, gestu, którym sprzeciwiam się papieżowi. To niedorzeczne. Służę Kościołowi, Ojcu Świętemu, Bogu. To wystarczy – zapewnia afrykański purpurat.

    Przestrzega, że są ludzie, którzy „piszą takie rzeczy, żeby wykreować opozycję przeciwko Ojcu Świętemu wśród biskupów albo kardynałów”. – Nie możemy wpaść w tę pułapkę – mówi kard. Sarah.

    Gość Niedzielny/Kai.pl

    ************************************************************************

    piątek, 29 stycznia – godz. 19.00 przed Mszą św. – godzinna adoracja

    ***

    Z powodu nowych przepisów sanitarnych w kościołach od środy – 6 stycznia nie będzie sprawowana Liturgia z udziałem wiernych. Dlatego planowane Msze święte będą odprawione w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego a nie kościołach św. Szymona i św. Piotra – jak to było wcześniej planowane.

    środa – 6 stycznia 2021

    UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

    Msza św. w kościele św. Szymona o godz. 19.00

    Rejestracja przy wejściu do kościoła

    ****

    piątek – 8 stycznia 2021

    Msza św. w kościele św. Szymona o godz. 19.00

    Przed Mszą św. – godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    Rejestracja przy wejściu do kościoła

    ****

    sobota- 9 stycznia 2021

    Msza św. w kościele św. Szymona o godz. 18.00

    Rejestracja: https//www.eventbrite.co.uk/e/134283454427

    ****************

    10 stycznia 2021

    NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO

    I Msza św. w kościele św. Szymona o godz. 11.00

    Adoracja Najświętszego Sakramentu i sakrament spowiedzi św. od godz. 10.30

    Rejestracja: https//www.eventbrite.co.uk/e/134283781405

    II Msza św. w kościele św. Piotra o godz. 14.00

    Adoracja Najświętszego Sakramentu i sakrament spowiedzi św. od godz. 13.30

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

    Rejestracja: https//www.eventbrite.co.uk/e/134284656021

    UWAGA! 

    DZIECI PONIŻEJ 12 -GO ROKU ŻYCIA WCHODZĄ BEZ REJESTRACJI

    JEŻELI ZAREZERWOWALIŚCIE MIEJSCE NA MSZE ŚW., ALE WIECIE, ŻE NIE BĘDZIECIE MOGLI W NIEJ UCZESTNICZYĆ – BARDZO PROSIMY O WIADOMOŚĆ NA ADRES : MSZESWPIOTR@GMAIL.COM lub rezygnację przez stronę Eventbrite (im wcześniej, tym lepiej, żeby dać szansę innym na uczestniczenie we Mszy św.)

    ******

    Linki do Mszy św. na sobotę 16 stycznia i na niedzielę 17 stycznia; będą aktywne od wtorku 12 stycznia – po ogłoszeniu nowych sanitarnych przepisów na kolejne tygodnie. Wtedy będziemy wiedzieć czy w liturgii Mszy św. będzie mogło uczestniczyć 20 czy 50 osób.


    Sobota – 16/01 – godz. 18.00; https://www.eventbrite.co.uk/e/134318250503

    Niedziela – 17/01 – godz. 11.00; https://www.eventbrite.co.uk/e/134284349103

    Niedziela – 17/01 – godz. 14.00; https://www.eventbrite.co.uk/e/134284680093

    ***********************************

    Msze św. w kościele św. Piotra i św. Szymona od poniedziałku do piątku z udziałem wiernych w języku angielskim:

    – kościół św. Piotra – godz. 10:00

    w środę również wieczorem adoracja od 18:00, Msza św. o godz. 19:00

    – kościół św. Szymona – godz. 12:30

    ************************************************************************************************************

  • BOŻE NARODZENIE 2020

    Przyzwyczailiśmy się, że Boże Narodzenie to czas spokojny i radosny, bo  jesteśmy razem przy wigilijnym stole otoczeni serdecznością, życzliwością i ciepłem, które emanuje ogarniając wszystkich, gdzie nawet nieznajomy ma swoje miejsce przy stole.

    Tymczasem tegoroczne święta wydają się być inne – naznaczone trudnościami. A w trudnościach, jak pisze św. Jakub Apostoł: “Wiedzcie, że to, co wystawia wiarę na próbę, rodzi wytrwałość”. (Jk 1. 3)

    Zobaczmy jaki ogrom trudności stał się udziałem Świętej Rodziny i to przed narodzinami a potem miejsce urodzenia – stajnia i żłób w ciemną noc. I za niedługo,  też w ciemną noc, trzeba było z pośpiechem uchodzić w obcy kraj.

    W takiej scenerii dokonywała się Tajemnica Wcielenia Bożego Syna – w świecie pełnym nieprawości.

    Boże Słowo, które stało się Ciałem raz dokonane wciąż trwa. Dlatego choćby wszystko wskazywało na niebie i na ziemi, że ciemności nie ustają – to jednak świat zdecydowanie jest już inny, bo wypełniony jest Obecnością Zbawiciela i zmierza ku swej pełni według Bożego zamysłu.

    O tę wytrwałość w trudnościach dzisiejszego dnia, prośmy Świętą Rodzinę, która nie zwątpiła w Boże obietnice – mimo, że tak to wyglądało, jakby Niebo zamilkło pozostawiając Ich zupełnie samych.

    W tym rozpamiętywaniu trudu, lęku i cierpnienia Bożej Matki i sprawiedliwego męża, życzę w tych świętych dniach zobaczyć Światełko i pójść za Nim. To nic, że jest jeszcze Maleńkie, ale ma Bożą moc, które rozświetla nawet największe ciemności.

    Z tym Światłem wejdźmy w Nowy Rok Pański 2021, bo w Nim jest jedyne i całkowite ocalenie.

     Ks. Marian Łękawa SAC

    Natalia Szerszeń: Caelesti mysterio – niebieska tajemnica Narodzenia Pańskiego
    Dzisiaj w Betlejem. A co potem?

    Msze św. w kościele św. Piotra i św. Szymona

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS
    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ

    ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA

    Dopuszczalna ilość wiernych na Mszach św. – Paterka i Boże Narodzenie

    kościół św. Piotra – 50 osób 

    – kościół św. Szymona – 40 osób.

    Od Niedzieli ŚWIĘTEJ RODZINY – 27 grudnia – TYLKO 20 OSÓB

    DZIECI PONIŻEJ 12 -GO ROKU ŻYCIA WCHODZĄ BEZ REJESTRACJI  
    W miarę możliwości prosimy o wpisywanie się albo na Pasterkę, albo na Mszę w I Święto 25 grudnia, żeby umożliwić jak największej liczbie osób uczestnictwo w świątecznej liturgii.  

    24 GRUDNIA – PASTERKA I  

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 21:30

    24 GRUDNIA – PASTERKA II

    W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA O GODZ. 24:00

    *****

    25 GRUDNIA – PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT

    W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA O GODZ. 11:00 

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14:00

    *****

    26 GRUDNIA – DRUGI DZIEŃ ŚWIĄT

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14:00

    ***** 

    27 GRUDNIA – NIEDZIELA ŚWIĘTEJ RODZINY

    W KOŚCIELE ŚW. SZYMONA O GODZ. 11:00

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14:00 

    ************************************************************************

    Wigilia to „liturgia domowa”. Stół będzie ołtarzem, a Ewangelię odczyta jedno z nas

    CZYTANIE PISMA ŚWIĘTEGO PRZED KOLACJĄ
    Halfpoint | Shutterstock

    O wieczerzy wigilijnej pomyślcie jak o mszy. Stół stanie się domowym ołtarzem i koniecznie trzeba przeczytać fragment Ewangelii o narodzeniu Jezusa w Betlejem.

    Stół jak ołtarz

    Przy żadnej innej okazji – jak właśnie w wigilijny wieczór – tak bardzo nie jest widoczne, że nasz rodzinny stół staje się domowym ołtarzem. Gromadzimy się wokół niego, by świętować. Płoną na nim świece, nakryty jest białym obrusem, a pod nim spoczywają „relikwie” Jezusowego żłóbka w postaci kilku źdźbeł siana.

    Wieczerza wigilijna jest „liturgią domową”. Ma przecież swój porządek, kanon, nieodzowne, symboliczne elementy, gesty, a nawet słowa. Skoro to „rodzinna msza”, to nie powinno na niej zabraknąć także Słowa Bożego.

    Jaki fragment przeczytać?

    Warto rozpocząć wigilię od przeczytania fragmentu Ewangelii według świętego Łukasza: rozdział 2, wersety 1-7 (tekst poniżej).

    W ten sposób przypominamy sobie, co świętujemy i zakończymy na zdaniu, które mówi, że Maryja urodziła Jezusa w stajence, „gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”.

    To ostatnie zdanie uświadamia nam, że w całym tym świętowaniu chodzi o to, by nasz dom i rodzina stały się tą „gospodą”, w której znajdzie się miejsce dla Jezusa.

    Bóg w dom

    Jeśli po wieczerzy wybierzemy się do kościoła na mszę „pasterską”, to usłyszymy tam dalszy ciąg tej Ewangelii mówiący o ogłoszeniu nowiny o narodzinach Boga-Człowieka pasterzom. I hołdzie, jaki Mu złożyli.

    Przy rodzinnym stole chcemy jednak skupić się na tym „domowym”, bardzo intymnym wymiarze spotkania z przychodzącym na świat Bogiem. Wieczerza wigilijna ma nam przypomnieć i pomóc zapamiętać, że Bóg pragnie przychodzić do nas w naszym domu. Pośród codziennych spraw, radości i trosk – tak samo, jak przychodzi w kościele podczas liturgii i przez sakramenty.

    Najważniejszym może sposobem tego Jego przychodzenia jest przychodzenie w drugim człowieku – moim bliskim: matce, ojcu, dziecku, siostrze, bracie, kuzynie, przyjacielu, znajomym. Drugi człowiek niesie mi ukrytego w sobie Boga – moc Jego łaski i Jego miłości.

    Plan wigilijnej modlitwy

    1. Znak krzyża
    2. Fragment Ewangelii: Łk 2,1-7 (tekst znajdziesz poniżej)
    3. Prośby: za wszystkich chrześcijan, za potrzebujących, za tych, którzy święta spędzają samotnie, za naszych zmarłych. I w naszych intencjach (można je wypowiedzieć na głos). Każde wezwanie kończymy: „Ciebie prosimy – Wysłuchaj nas, Panie”.
    4. Ojcze nasz
    5. Błogosławieństwo przygotowanego jedzenia. Na przykład: „Panie Boże, pobłogosław te dary i tych, którzy je przygotowali. I naucz nas dzielić się chlebem i miłością. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen”. Albo własnymi słowami.
    6. Można też zaśpiewać w tym momencie jakąś kolędę (na przykład: „Wśród nocnej ciszy” albo „Bóg się rodzi”).
    7. Dzielenie opłatkiem
    8. Siadamy do stołu.

    Ewangelia na wigilię [Łk 2,1-7]

    W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.

    Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.

    Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

    Ks. Michał Lubowicki – 23.12.20/Aleteia.pl

    ************************************************************************

    Dziś Wigilia Bożego Narodzenia

    Dziś Wigilia Bożego Narodzenia

    Przełamanie się opłatkiem to jeden z wigilijnych zwyczajów

    Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi.

    Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

    Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

    Od 2003 roku – zgodnie z formułą przykazań kościelnych, zatwierdzonych przez Watykańską Kongregację Nauki Wiary – formalnie nie obowiązuje już post w Wigilię Bożego Narodzenia. Biskupi polscy zachęcają jednak wierzących do dochowania wierności tej wieloletniej tradycji. Wigilia postna obowiązuje katolików wówczas, gdy przypada w piątek.

    W polskiej tradycji to ojciec rodziny lub najstarszy wiekiem rozpoczynał wieczerzę modlitwą, odczytaniem opisu narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza. Następnie dzielono się opłatkiem i składano sobie życzenia. Pod choinką ustawia się często żłóbek, dla upamiętnienia narodzenia Pana Jezusa w Betlejem. Układa się pod nią także prezenty dla najbliższych.

    Wigilia w polskiej obyczajowości jest świętem rodzinnym. Podobnie jak w Polsce Wigilię obchodzi się na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie wśród katolików łacińskich, w Czechach i na Słowacji. Nieznany poza terenami dawnej Rzeczypospolitej jest zwyczaj łamania się opłatkiem.

    Po wigilii katolicy udają się tradycyjnie na pasterkę. Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon”.

    Kościoły w okresie Bożego narodzenia zdobi żłóbek. Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

    To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie”. W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus”. Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

    Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające”. W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

    Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem” autorstwa Lucjana Rydla.

    Gość Niedzielny/Kai 24.12.2020

    **************************************

    Zwyczaje Wigilijne

    Religijne treści uroczystości Bożego Narodzenia pokazują swoją wyjątkowość na tle szeregu zwyczajów kulturowych, które na trwałe wyznaczyły rytm życia nie tylko ludziom przynależącym do Kościoła chrześcijańskiego. Bogactwo tematyki bożonarodzeniowej zapisanej w literaturze, utrwalonej w sztuce, przekazywanej w tradycji rodzinnej, wyśpiewanej w kolędach i pastorałkach, prezentowanej w szopkach, misteriach teatralnych i zwyczajach ludowych zadomowiły się w kulturowych zwyczajach okresu Bożego Narodzenia.

    fot. Bożena Sztajner

    Wieczerza wigilijna

    To wyjątkowa wieczerza, którą tradycyjnie rozpoczyna się wraz z blaskiem pierwszej gwiazdki na niebie. Na jej niepowtarzalny klimat wpływają takie elementy, jak: dzielenie się opłatkiem, sianko pod obrusem, choinka, śpiewanie kolęd i obdarowywanie się prezentami. Tak się utarło, że Wigilię urządzają nawet ludzie nie związani bezpośrednio z Kościołem katolickim. Zwyczaj przygotowywania wigilijnej wieczerzy zapisano w XVIII w., choć prawdopodobnie był on znany już wcześniej. Nadal w dzień Wigilii przestrzegany jest post jakościowy (powstrzymywanie się od potraw mięsnych aż do północy) i ilościowy (do ukazania się pierwszej gwiazdy). Pod obrusem kładzie się kłosy siana (symbolika stajenki betlejemskiej)
    Przy stole pozostawiamy zawsze wolne miejsce dla ewentualnego gościa lub symbolicznie dla Chrystusa. O ile zaginął przesąd, by przy stole nie zasiadała nieparzysta liczba gości (znaczyłoby to, że za rok ktoś z uczestników nie doczeka kolejnej wieczerzy), to przetrwały różne tradycje co do ilości i zawartości potraw wigilijnych, których powinno być dwanaście. Najczęściej podaje się barszcz, zupę grzybową lub rybną, potem grzyby z postną kapustą, ryby smażone, faszerowane i w galarecie, gotowane lub pieczone, pierogi z grzybami, kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, a także kutię.

    Opłatek

    Tradycyjnie spożywanie wieczerzy wigilijnej poprzedza dzielenie się opłatkiem, czyli bardzo cienkim, przaśnym (niekwaszonym) chlebem. Ten prosty, ale jakże wymowny zwyczaj jest nasycony głęboką i wielowymiarową symboliką. Zawarta jest ona najpierw w fakcie “bycia razem” – skłóceni nie zasiadają przecież do jednego stołu. Dzieląc się opłatkiem, wybaczamy sobie, darujemy urazy, jednamy się ze sobą; składamy sobie życzenia wszelakiego dobra zarówno materialnego, jak i duchowego. “To dobro duchowe symbolizuje materia opłatka – chleb. Opłatek wigilijny jest dla chrześcijanina przede wszystkim nawiązaniem do potrzeby spożywanie chleba biblijnego, z którym utożsamił się sam Chrystus, czyli do odżywiania się eucharystycznym chlebem (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Nie ma właściwie solidnego opracowania opisującego utrwalenie się w polskiej tradycji dzielenia się opłatkiem w wieczór wigilijny, a najstarsza wzmianka o tym pochodzi w końca XVIII w. Obecnie ten piękny zwyczaj spotykamy jedynie w polskiej tradycji bożonarodzeniowej.

    Pasterka

    Pasterka, czyli Msza św. o północy w noc Bożego Narodzenia, otwiera oktawę liturgicznych obchodów związanych z tajemnicą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Syna Bożego ludzkiej natury i przyjścia na świat.
    Uczestniczenie w Pasterce, najlepiej z całą rodziną, stanowi zasadniczy, centralny punkt wszystkich zwyczajów powiązanych z obchodami przyjścia na świat Bożego Dziecięcia.

    Żłóbek

    Grota betlejemska, miejsce narodzin Chrystusa, wraz ze stojącym tam żłóbkiem od początku jest miejscem szczególnego pietyzmu i czci chrześcijan. Rozpowszechnienie idei budowania i “odtwarzania” żłóbka betlejemskiego w kościołach parafialnych zawdzięczamy św. Franciszkowi (XIII w.). Św. Bonawentura, opisując żywot Świętego z Asyżu (tzw. Legenda maior), podaje, że założyciel zakonu zbudował w pobliżu kościoła w Greccio w1223 r. szopkę, w której znalazło się miejsce nawet dla osła i wołu. Szopkę poza postaciami Świętej Rodziny stopniowo zaczęli wypełniać postaci pasterzy, aniołowie, królowie, słudzy Heroda i jego dworzanie. Z czasem szopka nabierała cech aktualnych dla określonego czasu i miejsca, a w okresach trudnych politycznie szopki nabierały charakteru patriotycznego czy wręcz symbolicznego. Polskie szopki pojawiły się u nas dzięki sługom synów zakonnych św. Franciszka (zarówno franciszkanów konwentualnych, jak też tzw. obserwantów, nazwanych w Polsce także bernardynami).

    Kolędy

    Dzisiaj ta nazwa kojarzy się z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej albo z odwiedzinami duszpasterskimi w tym okresie. Sama nazwa jest pochodzenia i tradycji rzymskiej. Przypuszczalnie kolędy polskie powstały najpierw w środowisku franciszkańskim, zwłaszcza franciszkanów obserwantów. Sam termin “kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII w. Kolędy wypełnione są tematyką nawiązującą do biblijnych opisów narodzin Jezusa, zwłaszcza do wydarzeń Nocy betlejemskiej, pokłonu pasterzy, klimatu groty czy stajenki, w której przyszedł na świat Zbawiciel. Stopniowo ubogacały się o inne wydarzenia związane z dziecięctwem Chrystusa: rzeź niewinątek, hołd mędrców, sen św. Józefa, ucieczka do Egiptu. W kolędach powstających przez wieki odbijały się jak w lustrze wydarzenia moralne, społeczne, patriotyczne zabarwione lokalnym kolorytem. Właśnie w kolędach, których ideą powstania było przekazanie ubóstwienia człowieka w Jezusie Chrystusie, dokonuje się proces “uczłowieczania” Boga. Także ich forma literacka sprawia, że są one chętnie wykonywane zarówno jako kołysanki, kolędy adorujące, życzeniowe, winszujące, patriotyczne czy radosne. Są one zjawiskiem kulturowym zwłaszcza na polskiej ziemi, gdzie liczba znanych i opisanych kolęd i pastorałek sięga do ponad pół tysiąca.

    Choinka

    Zwyczaj strojenia choinki – pachnącego lasem drzewka rozpowszechnił się w rodzinach niemieckich, tyrolskich, austriackich, a potem pozostałych krajach europejskich. W ubiegłym wieku zaczęto na szczycie jodły umieszczać gwiazdę betlejemską; zawieszane rajskie jabłka miały symbolizować echa biblijnego kuszenia Adama, w papierowych łańcuchach rozpoznawano okowy zniewolenia grzechowego (czy nawet politycznego w okresie rozbiorów Polski). Oświetlenia choinkowe miałyby wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako “światło na oświecenie pogan”, a żywe, zielone drzewo jodłowe symbolizowałoby Chrystusa – źródło wszelkiego życia. Naturalna jodła pozostaje nieodzownym towarzyszem kościelnych żłóbków; choinka domowa już rzadko pachnie naturą – stała się “ekologiczna”, sztuczna, pachnąca plastikiem. Naturalne ozdoby (owoce, łakocie) zastąpiono szklanymi bądź plastikowymi kulami, sztucznymi “zimnymi ogniami”, świecącymi elektrycznymi lampkami.

    Prezenty gwiazdkowe

    Powszechna praktyka wzajemnego obdarowywania się prezentami, w tym zwłaszcza dzieci, z okazji świąt Bożego Narodzenia związana była pierwotnie z kultem i życiorysem św. Mikołaja, biskupa diecezji Bari, wielkiego jałmużnika żyjącego w IV w. Jego niezwykła hojność, szczodrobliwość, troska o biednych stały się symbolem i uosobieniem miłości do każdego bliźniego. Właśnie w okresie Bożego Narodzenia znalazło swoje logiczne uzasadnienie. Dzisiejszą tradycję zawdzięczamy Marcinowi Lutrowi, który w 1535 r. domagał się, aby protestanci zaniechali zwyczaju św. Mikołaja, a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego Dzieciątka Jezus. Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie, także katolickie, przyjęły tę praktykę, gdyż motywacja była teolgicznie poprawna, “pomimo Lutrowej prowenciencji” (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Swoistym prezentem pamięci jest wysyłanie kartek z życzeniami “wesołych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia”. Jednakże czy treść kartek i banalne często słowa życzeń mają związek z istotą – sensem religijnego źródła tych życzeń, czyli faktem narodzin Jezusa Chrystusa. Coraz częściej laickie kartki świąteczne przyozdobione bombkami, saniami, wyparły plastyczne wyobrażenia związane z “wejściem Chrystusa w dzieje świata?”. I życzenia mogą być świadectwem wiary…

    (na podstawie “Liturgii w odnowie” ks. Jerzego Stefańskiego)/Niedziela łomżyńska 51/2002

    ************************************************************************

  • Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Niedziela, 22 listopada 2020

    MSZE ŚWIĘTE W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godzinie 14.00 i 16.00

    przed Mszą świętą o godz. 14.00 jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej i adoracji przed Najświętszym Sakramentem od godziny 13.15

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    LITURGIA SŁOWA

    PIERWSZE CZYTANIE

    Ez 34, 11-12. 15-17

    Chrystus zna swoje owce

    Czytanie z Księgi proroka Ezechiela

    Tak mówi Pan Bóg: «Oto ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne.

    Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisku» – mówi Pan Bóg. «Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie».

    Do was zaś, owce moje, tak mówi Pan Bóg: «Oto Ja osądzę poszczególne owce, barany i kozły».

    Oto słowo Boże.

    PSALM RESPONSORYJNY

    Ps 23 (22), 1b-2a. 2b-3. 5. 6 (R.: por. 1b)

    Refren: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.

    Pan jest moim pasterzem, *
    niczego mi nie braknie,
    pozwala mi leżeć *
    na zielonych pastwiskach.

    Refren.

    Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
    orzeźwia moją duszę.
    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
    przez wzgląd na swoją chwałę.

    Refren.

    Stół dla mnie zastawiasz *
    na oczach mych wrogów.
    Namaszczasz mi głowę olejkiem, *
    kielich mój pełny po brzegi.

    Refren.

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
    przez wszystkie dni życia
    i zamieszkam w domu Pana *
    po najdłuższe czasy.

    Refren.

    DRUGIE CZYTANIE

    1 Kor 15, 20-26. 28

    Królestwo Boże

    Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

    Bracia:
    Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności: Chrystus jako pierwociny, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc.

    Trzeba bowiem, ażeby królował, «aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy». Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

    Oto słowo Boże.

    ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ

    Por. Mk 11, 9c. 10a

    Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

    Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie.
    Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

    Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

    EWANGELIA

    Mt 25, 31-46

    Chrystus będzie sądził z uczynków miłości

    Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

    Jezus powiedział do swoich uczniów:
    «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 

    Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie:

    „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!
    Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
    byłem spragniony, a daliście Mi pić;
    byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
    byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
    byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
    byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

    Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

    Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!
    Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
    byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
    byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
    byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
    byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

    Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”. 

    I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

    Oto słowo Pańskie.

    Chrystus Król i Jego Królestwo

    W 1980 r. rozpoczęto gruntowne czyszczenie i restaurację Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Po usunięciu pyłu i brudu nagromadzonego przez ponad czterysta lat zostały odsłonięte w pierwotnym blasku wspaniałe malowidła znamienitych artystów. Wśród nich, na ścianie ołtarza, znajduje się monumentalny fresk Michała Anioła „Sąd Ostateczny”, który powstał w latach 1536-1541. To jedno z najwspanialszych arcydzieł sztuki renesansu. Artysta w mistrzowski sposób posługując się kolorami oraz z wielkim poczuciem ruchu, ukazał na obrazie wzrastające napięcie i oczekiwanie osób, które otaczają Chrystusa. Pośrodku On, surowy i nieubłagany, sprawuje Sąd. To wyobrażenie zakłada sędziowską, a zarazem królewską godność Chrystusa.

    Sąd Ostateczny (fresk Michała Anioła)
    Sąd Ostateczny (fresk Michała Anioła)/ wikipedia.org

    W 34. niedzielę zwykłą, ostatnią w roku liturgicznym, staje także przed nami Jezus Chrystus jako Król Wszechświata. Kult Chrystusa Króla wyrósł z nabożeństwa do Serca Jezusowego. Na prośbę biskupów polskich, za pontyfikatu papieża Klemensa XIII w 1765 r. została wprowadzona uroczystość Serca Jezusowego, w piątek po oktawie Bożego Ciała. Papież bł. Pius IX w 1856 r. rozciągnął obchody tego święta na cały Kościół. W 1925 r. papież Pius XI wydał encyklikę Quas primas i na mocy posiadanej władzy zaprowadził do liturgii kościelnej osobne święto Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Wyznaczył je na ostatnią niedzielę października i polecił, aby w tym dniu corocznie oddawano całą ludzkość Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Podczas reformy kalendarza liturgicznego, po Soborze Watykańskim II, papież Paweł VI przeniósł to święto w 1969 r. na ostatnią niedzielę roku liturgicznego nadając mu nazwę Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.
    Chociaż uroczystość została wprowadzona stosunkowo niedawno (79 lat temu), to odniesienie tytułu królewskiego do Boga było używane w Biblii dla wyrażenia tajemnicy Pana, który zasiadając na niebieskim tronie jest władny objąć, prowadzić cały kosmos i nim rządzić. Na kartach Pisma Świętego obraz króla zasiadającego na tronie pierwszy raz zjawia się w pieśni Mojżesza i Miriam: „Pan jest królem na zawsze, na wieki!” (Wj 15,18). Idea wiecznego królowania Boga powraca wielokrotnie w innych księgach. Jego panowanie trwa od niepamiętnych czasów (por. Ps 74; 93).
    W starotestamentowych Księgach Sędziów i Samuela królowanie Pana nad swym ludem wyklucza ludzką władzę królewską jako właściwą formę sprawowania rządów nad ludem Przymierza. Ustanowienie Saula, a potem Dawida królem wymagało szczególnego przyzwolenia Bożego. Królewski dom Dawidowy nie obala najwyższej władzy Boga, jest On nadal najwyższym Władcą, Panem całej ludzkości i Królem Izraela. Bóg panuje nad swoim ludem i nad królem Izraela. Biblijny obraz panowania Bożego ogarnia swym zasięgiem wszystkie narody. Bóg sprawuje nad wszystkimi suwerenną władzę, a w czasach ostatecznych wszystkie narody oddadzą Mu cześć.
    Psalm 93 pięknie chwali królowanie Boga: „Pan króluje, oblókł się w majestat, Pan przywdział potęgę i nią się przepasał: tak utwierdził świat, że się nie zachwieje…” (w. 1). Podobnie Psalm 47 oraz Psalmy 96-99 są pięknymi hymnami na cześć Boga-Króla. Panowanie Boga obejmuje wszystkie siły natury oraz wszystkich bogów, których czczą ludzie. Pan Bóg panuje w niebie, a Stary Testament wymienia Arkę Przymierza jako tron Boży (1 Sm 4,4; Ps 99,1). Prorok Izajasz ukazuje Boga na wysokim i wyniosłym tronie w otoczeniu serafinów oddających Mu cześć. Prorok Zachariasz głosi, że Bogu należy się chwała od wszystkich narodów.
    Nowy Testament ukazuje często Pana Jezusa jako króla. Ten obraz nawiązuje do przepowiedni króla z rodu Dawida oraz pochodzącej ze Starego Testamentu idei Mesjasza. Mesjasz – z języka hebrajskiego – znaczy „namaszczony, pomazaniec”. Te określenia zostały przejęte przez język grecki (messias), co po przetłumaczeniu zostało odzwierciedlone w formie „christos”. Jezus Chrystus, jak wykazuje Ewangelista Mateusz (1,1) i Apostoł Narodów w Liście do Rzymian (1, 3), jest potomkiem Dawida. Jest więc królewskim pomazańcem, jak wskazują na Niego liczne proroctwa ze Starego Testamentu.
    W Ewangeliach Jezusa nazwano Synem Dawida, królem Żydów lub królem Izraela. Podczas procesu sądowego przed Piłatem tych tytułów używają Jego wrogowie – oskarżyciele. Jezus potwierdził wprost swą królewską godność odpowiadając na pytanie najwyższego arcykapłana: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?” (Mk 14,61). Jezus odpowiedział wtedy: „Ja Jestem [Mesjaszem]. Ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi” (Mk 14,62).
    Opis królewskiego panowania Chrystusa osiąga swoje apogeum w Księdze Apokalipsy. Bóg przez św. Jana przedstawia Jezusa jako Króla królów i Pana panów (por. 19,16; 17,14). Jezus Chrystus zajmuje w proroczej wizji Nowego Testamentu miejsce należne Bogu w tekstach Starego Testamentu mówiących o Jego panowaniu. Jezus Chrystus jest Królem narodów lub wieków. Apokaliptyk ukazuje w większej części swej księgi zwycięstwo Boga nad mocami zła.
    W Nowym Testamencie, w osobie Jezusa Chrystusa połączone są urzędy proroka, kapłana, sędziego i króla ze Starego Testamentu. Jezus jest królem wywyższonym ponad wszystko i ponad wszystkich; przed Nim zegnie się każde kolano, jak trafnie ujął to św. Paweł w Liście do Filipian (por. 2,9-11).
    Jezus Chrystus jest Królem. A Jego królestwo? Liturgia mszalna mówi w prefacji – uroczystym wezwaniu do dziękczynienia – że jest to „wieczne i powszechne Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju” (MR 205*). Odwołajmy się jednak do Pisma Świętego Nowego Testamentu, w którym jest o nim mowa ponad 100 razy, najczęściej w przypowieściach. Niektóre przypowieści są przedstawione przez różnych Ewangelistów. Założenie Królestwa Bożego opisuje Jezus w przypowieści o zasiewie i jego różnych wynikach. To królestwo charakteryzuje się dynamizmem rozwoju. Ukazany jest on jako zasiew rosnący własną siłą lub jako ziarno gorczycy czy zaczyn chlebowy. Najwyższą wartość Królestwa Bożego przedstawiają przypowieści o skarbie ukrytym w roli i drogocennej perle, o wieży i wojnie. Pomimo zainaugurowania Królestwa Bożego na ziemi, na świecie istnieje zło, co odzwierciedla przypowieść o chwaście oraz o sieci zagarniającej różne ryby: dobre i złe.
    W Królestwie Bożym obowiązują inne, nowe kryteria oceny, w stosunku do ludzkich królestw. O tej nowej skali opowiadają przypowieści o faryzeuszu i celniku, o głupim bogaczu, który zbudował nowe spichlerze; bogaczu, który się świetnie bawił i o Łazarzu; robotnikach w winnicy, o dwu skreślonych długach (jawnogrzesznica), zaginionej owcy, zagubionej drachmie oraz o synu marnotrawnym. Cechy królestwa, które można poznać z nauczania Jezusa budzą w niektórych słuchaczach zasadniczy opór. Kapitalnie przedstawia to przypowieść o dziatwie na rynku, przypowieść o dwóch synach wobec rozkazu ojcowskiego, przypowieść o wielkiej uczcie i niegrzecznych zaproszonych, o nieurodzajnym drzewie figowym i o przewrotnych rolnikach – dzierżawcach winnicy.
    Dla Królestwa Bożego potrzeba się poświęcić. Wzywa nas do tego przypowieść o obrotnym (nieuczciwym) rządcy oraz o minach i talentach. Wobec takich wymagań Pan Jezus daje wskazówki w postaci nowego przykazania, aby się nie pogubić w drodze. Odzwierciedlają je przypowieści o nielitościwym współsłudze i miłosiernym Samarytaninie. W Królestwie Bożym obowiązuje modlitwa, która czyni prawdziwymi synami. Przykładem ducha modlitwy jest przypowieść o natrętnym przyjacielu i ukazująca niesprawiedliwego sędziego, który ugina się wobec wielkiej wytrwałości ubogiej wdowy.
    Królestwo Boże już się rozpoczęło. Kościół jest – jeszcze niedoskonałą – fazą jego realizacji. Kiedy nadejdzie Król, królestwo Boże stanie się w całej pełni. Do gotowości i czujności na Jego przyjście wzywają nas przypowieści o czujnym odźwiernym, czujnym gospodarzu, słudze wiernym i niewiernym, dziesięciu pannach i sługach nagrodzonych za czujność.
    Z okazji uroczystości ku czci Chrystusa Króla spojrzeliśmy na samego Chrystusa i na Jego Królestwo. W dobie powszechnej demokratyzacji; w epoce, gdy już królestwa ziemskie można policzyć na palcach – odwołaliśmy się nieco do biblijnej idei królowania Boga, która w nauczaniu Chrystusa otrzymała swój definitywny kształt, stając się synonimem zbawienia człowieka. Docierając bowiem w liturgii do końca roku, trzeba spojrzeć na rzeczy ostateczne, na cel ludzkiego życia, którym jest wieczne zbawienie.
    W archidiecezji przemyskiej majestatyczny tytuł Chrystusa Króla noszą parafie w: Jarosławiu, Łańcucie, Łubnie Opacem, Przeworsku, Sanoku i Trzcianie-Zawadce. Godną zauważenia jest monumentalna figura Chrystusa Króla stojąca w Rakszawie przy drodze Łańcut – Leżajsk, wskazująca drogę do kościoła. Z kolei w Jarosławiu, w pobliżu kościoła pw. Ducha Świętego, stoi od niedawna figura, jako materialny znak poświęcenia miasta Chrystusowi Królowi. Kult Chrystusa Króla jest bardzo żywy, bo wyrasta z dobrze rozwiniętego nabożeństwa do Bożego Serca, zaprowadzonego przez św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara.
    Jezus Chrystus – Odkupiciel ludzkości, jest darem Ojca ze swego ukochanego, Jednorodzonego Syna, darem tym większym, że z Bożego Serca płyną dla nas życiodajne, oczyszczające zdroje Krwi. Królestwo Boże jest także darem, wobec którego, tak jak w przypadku Chrystusa, trzeba zająć osobiste stanowisko: przyjąć je z wdzięcznością lub odrzucić. Przyjąć królestwo – i to jako wartość bezwzględnie najwyższą – to przyjąć samego Chrystusa-Króla, a przyjąć nie tylko z Jego programem, prawem i wymaganiami, ale i z Jego miłością, która przemienia świat. Przyjąć zaś, to nie znaczy uznać tylko w teorii, ale całkowicie się zaangażować w tę jedyną sprawę, która wszystko przetrwa.
    Nasze pragnienie wyrażajmy w słowach z Modlitwy Pańskiej: „Przyjdź Królestwo Twoje!”

    Ks. Stanisław Zbojnowicz/Niedziela przemyska

  • PAŹDZIERNIK – MIESIĄCEM RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO

    Trzecia część tajemnicy fatimskiej – próba interpretacji

    ….Aniołowie stojący pod ramionami krzyża gromadzą krew męczenników i „skrapiają” nią dusze, które zbliżają się do Boga. Krew Chrystusa i krew męczenników są tu ukazane razem: krew męczenników wypływa z ramion krzyża. Ich męczeństwo połączone jest więzią solidarności z męką Chrystusa, stanowi z nią jedno. Męczennicy dopełniają braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała (por. Kol 1,24). Samo życie stało się Eucharystią, wpisaną w tajemnice ziarna, które obumiera i przynosi owoc. Tertulian powiedział, że krew męczenników jest zasiewem chrześcijan. Podobnie jak śmierć Chrystusa, z jego otwartego boku narodził się Kościół, tak też śmierć świadków wydaje owoce dla przyszłego życia Kościoła.
     
    Wizja z trzeciej części „tajemnicy”, na początku tak wstrząsająca, kończy się jednak obrazem pełnym nadziei: żadne cierpienie nie jest daremne i właśnie Kościół cierpiący, Kościół męczenników staje się drogowskazem dla człowieka poszukującego Boga. Miłościwe dłonie Boga przyjmują nie tylko cierpiących takich jak Łazarz, który dostąpił wielkiego pocieszenia i jest tajemniczym obrazem Chrystusa, który dla nas zechciał się stać ubogim Łazarzem; chodzi tu o coś więcej: z cierpienia świadków wypływa moc oczyszczająca i odnawiająca, ponieważ ponawia ono w teraźniejszości cierpienie samego Chrystusa i wnosi w obecną rzeczywistość jego zbawczą skuteczność.

    (pełny opis interpretacji na stronie: www.sekretariatfatimski.pl)

    ****************

    “Jestem Królową Różańca świętego. Przychodzę zachęcić wiernych do zmiany życia, aby nie zasmucali grzechami swymi Zbawiciela, który jest tak obrażany, aby odmawiali różaniec, aby się poprawili i czynili pokutę za grzechy. Chcę, aby zbudowano tu kaplicę ku mej czci.”
    Fatima 13 październik 1917

    Znalezione obrazy dla zapytania ojciec św jan paweł obrazki
    „Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. (…) Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy”
    ***
    „Modlitwa różańcowa jest modlitwą wdzięczności, miłości i ufnej prośby… Do tej modlitwy różańcowej zachęcam was i zapraszam. Odmawiajcie różaniec! „
    ***
    „Ufam, że ta tradycja odmawiania różańca w mojej Ojczyźnie będzie dalej podtrzymywana i rozwijana. Tego życzę z całego serca duszpasterzom i rodakom w mojej Ojczyźnie” – św. Jan Paweł II
    fot. Vatican

    ***

    Jak modlić się na różańcu

    Różaniec można odmawiać codziennie w całości, i nie brak takich, którzy to czynią z godną pochwały wytrwałością. Wypełnia on w ten sposób modlitwą dni tak wielu dusz kontemplacyjnych albo towarzyszy osobom chorym czy w podeszłym wieku, które dysponują dużym zasobem czasu. Jest jednak oczywiste – i to tym bardziej, jeśli doda się nowy cykl mysteria lucis – że wielu wiernych będzie mogło odmawiać tylko jego część według pewnego porządku tygodniowego. Ten rozkład prowadzi do nadania poszczególnym dniom tygodnia swoistego duchowego „kolorytu”, podobnie jak liturgia nadaje go różnym okresom roku liturgicznego.

    Według obecnej praktyki poniedziałek i czwartek poświęca się tajemnicom radosnym, wtorek i piątek – tajemnicom bolesnym, środę, sobotę i niedzielę – tajemnicom chwalebnym. Gdzie włączyć tajemnice światła? Zważywszy, że tajemnice chwalebne powtarza się przez dwa kolejne dni, w sobotę i w niedzielę, a sobota jest tradycyjnie dniem o silnym zabarwieniu maryjnym, wydaje się wskazane przenieść na sobotę drugie w ciągu tygodnia rozważanie tajemnic radosnych, w których wyraźniejsza jest obecność Maryi. Czwartek pozostaje w ten sposób wolny właśnie na medytację tajemnic światła.

    To wskazanie nie ma jednak ograniczać słusznej wolności medytacji osobistej i wspólnotowej, z uwzględnieniem potrzeb duchowych i duszpasterskich, a przede wszystkim dat liturgicznych, które mogą sugerować bardziej odpowiednie dostosowania. Sprawą naprawdę wielkiej wagi jest to, by różaniec był coraz bardziej pojmowany i przeżywany jako droga kontemplacji.

    św. Jan Paweł II

    List Apostolski – Rosarium Virginis Mariae/ pkt 38

    Różaniec święty jako egzorcyzm

    Około 1981 roku ks. bp Zbigniew Kraszewski po powrocie z Rzymu opowiedział na Jasnej Górze członkom Kapłańskiego Ruchu Maryjnego, co następuje:

    Na prywatnej audiencji dla Polaków Jan Paweł II pochwalił Ruch za to, że wszyscy (także świeccy, na wieczernikach – chórem) mówią egzorcyzm Leona XIII, zaczynający się od modlitwy do św. Michała Archanioła. Po chwili jednak wyjął z kieszeni swój różaniec i pokazując obecnym powiedział: „Ale przecież to jest egzorcyzm przeciwko wszystkim złym duchom, dostępny także dla świeckich!” Widząc zaskoczenie na twarzach, dodał: „Żebyście nie mieli wątpliwości, to ja w tej chwili nadaję Różańcowi moc egzorcyzmu”. Usłyszawszy to stwierdziliśmy my, zebrani na Jasnej Górze w Sali Różańcowej: „Przecież właśnie od dnia wypowiedzenia przez Papieża tych słów – od kilku miesięcy – Różaniec stał się strasznie męczącą modlitwą! Musieliśmy toczyć walkę z rozproszeniami, z sennością oraz z innymi przeszkodami, jak nigdy dotąd!”

    Jak się wydaje, aby Różaniec w pełni był egzorcyzmem, powinniśmy wypełnić przynajmniej trzy warunki: zaangażować w tę walkę swój rozum, swoją wolę, jak też mieć mocne przekonanie, że ta broń jest zawsze skuteczna. Inaczej mówiąc: mamy mieć świadomość walki oraz mocną wolę pokonania Przeciwnika (szatan znaczy właśnie przeciwnik), jak też wielką ufność w moc Boga i w Jego zwycięstwo, choćby owoce tego zwycięstwa miały pozostać dla nas na razie tajemnicą.

    *******

    Benedykt XVI o sile różańca: „Uzdrawiająca moc Imienia Jezusa”

    POPE BENEDICT XVI

    Vincenzo Pinto/AFP/Marzena Devoud

    **

    Różaniec bywa uważany za modlitwę monotonną, mechaniczną i z innych czasów. Jednak według Benedykta XVI przeżywa dziś swą „nową wiosnę”. Odkryjmy refleksje papieża emeryta na temat tej duchowej pomocy, tak przydatnej w walce z trudami naszego życia.

    Różaniec nie każdemu odpowiada. Ale Benedykt XVI – tak jak jego poprzednik św. Jan Paweł II i następca Franciszek – zapewnia, że jest to jego ulubiona modlitwa. Dlaczego, według niego, ta forma modlitwy jest bronią o wielkiej sile uzdrawiającej? I jednym z najbardziej wymownych znaków miłości, jaką „młode pokolenia mają dla Jezusa i jego matki”? W jaki sposób ta modlitwa „pomaga umieścić Chrystusa w centrum” w świecie coraz bardziej podzielonym?

    We wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej Papież Benedyk XVI podczas modlitwy na Anioł Pański (8.10.2007) przypomniał o skuteczności różańca – modlitwy łączącej rodziny i wypraszającej światu pokój. Tradycyjny obraz Matki Boskiej Różańcowej przedstawia Maryję, która jednym ramieniem podtrzymuje Dzieciątko Jezus, a drugą ręką przekazuje różaniec św. Dominikowi.

    „Ta znacząca ikonografia wskazuje, że różaniec jest środkiem ofiarowanym nam przez Maryję, aby kontemplować Jezusa, rozważać Jego życie, kochać Go i coraz wierniej naśladować. To wskazanie Maryja pozostawiła także w wielu swoich objawieniach. Myślę szczególnie o tych fatimskich, które miały miejsce w 1917 roku. Trzem pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, Maryja przedstawiła się jako „Królowa Różańca”, poleciła z mocą, aby odmawiać codziennie różaniec i w ten sposób uprosić koniec wojny. Także my pragniemy podjąć to macierzyńskie polecenie Maryi, angażując się w odmawianie z wiarą różańca w intencji pokoju w rodzinach, między narodami i na całym świecie”.

    „Różaniec jest środkiem, który został nam ofiarowany przez Najświętszą Maryję Pannę, byśmy kontemplowali Jezusa i rozpamiętując Jego życie kochali Go i coraz wierniej naśladowali. Takie przesłanie przekazała też Matka Boża w swoich różnych objawieniach”

    *******

    Dwa najczęstsze błędy, jakie popełniamy przy odmawianiu różańca

    SIŁA RÓŻAŃCAShutterstockAleteia 

    Jeden z największych propagatorów nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny mówi o tych błędach i podpowiada, jak dobrze odmawiać różaniec.

    Rozważanie tajemnic Odkupienia

    Św. Ludwik Maria Griñon de Monfort, wielki czciciel Najświętszej Maryi Panny, niestrudzenie propagował nabożeństwo do Matki Jezusa i zgodnie z Jego wolą, również Matki naszej.

    Modlitwę różańcową – jako jedną z najpopularniejszych form pobożności maryjnej polegającą na rozważaniu tajemnic Odkupienia – uczynił on centralnym tematem swojego dzieła pt. „Przedziwny sekret różańca świętego, aby się nawrócić i zbawić”.

    Odmawianie różańca zaleca on wszystkim wiernym, przestrzegając jednocześnie przed dwoma najczęstszymi błędami, jakie zwykło się popełniać przy tej okazji.

    Dwa błędy przy odmawianiu różańca

    „Aby dobrze odmówić różaniec, po wezwaniu Ducha Świętego stań przez chwilę w obecności Boga (…). Przed rozpoczęciem dziesiątki zatrzymaj się dłużej lub krócej, w zależności od czasu, jakim dysponujesz, aby rozważyć tajemnicę, którą sławisz w tej dziesiątce i proś zawsze w owej tajemnicy, przez wstawiennictwo Matki Bożej, o jedną z cnót, która najmocniej w niej promieniuje lub o tę, której najbardziej potrzebujesz.  

    Szczególnie uważaj na dwa powszechne błędy, jakie popełniają odmawiający różaniec. Pierwszy – że nie podejmują oni żadnej intencji – tak dalece, że gdyby zapytać, dlaczego odmawiają różaniec, nie umieliby odpowiedzieć. Dlatego ty odmawiając różaniec, miej zawsze na względzie kilka łask do uproszenia, pewne cnoty do naśladowania czy kilka grzechów do zniszczenia.

    Drugi błąd, który się popełnia zazwyczaj, odmawiając różaniec, to brak innej intencji przy rozpoczęciu aniżeli szybkie zakończenie modlitwy. Bierze się to stąd, że widzimy w nim coś przykrego, ciążącego nad nami, zwłaszcza gdy uczyniło się z niego zasadę moralną albo dostało za pokutę jakby wbrew naszej woli”.

    Następnym razem, kiedy będziemy odmawiać różaniec, pamiętajmy zatem by:

    1) wzbudzić w sercu konkretną intencję;

    2) modlić się bez pośpiechu, spokojnie i w skupieniu.

    Aleteia

    ********************************************************************************************

    Jak paciorki różańca przesuwają się chwile …
    nasze smutki, radości i troski …
    a Ty Bogu je zanieś, połączone w różaniec
    Święta Panno Maryjo pełna łaski…

    ******************************************************

    Cud Słońca. Znak, o którym zaświadczyły tysiące


    Cud Słońca. Znak, o którym zaświadczyły tysiącezdjęcie ilustracyjne/PCh24.pl


    13 października 1917 doszło do cudu, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Doszło do znaku zapowiadanego przez Maryję, wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęła przypominać srebrny dysk i… tańczyć!

    Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.

    Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason: Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy, że także że te wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artur de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.

    Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekła reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny, oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.

    Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.

    „Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.

    pt/PCh24.pl


    10 faktów na temat Fatimy,

    o których zbyt często zapominasz


    10 faktów na temat Fatimy, o których zbyt często zapominasz

    Liczni czciciele Matki Bożej Fatimskiej znają najistotniejsze aspekty Jej przesłania oraz różne wydarzenia związane z objawieniami sprzed ponad stu lat. Niektóre szczegóły i niuanse mogą jednak zostać przeoczone. Przypominamy więc o kilku faktach dotyczących Fatimy, o których często zapominamy, a o których naprawdę warto pamiętać!

    1.       Będzie siódme objawienie

    Matka Boża ukazała się w Fatimie sześciokrotnie, od maja 1917 roku do października tego roku. Jednak już podczas pierwszego objawienia Matka Boża zapowiedziała, że powróci do Cova da Iria jeszcze po raz siódmy. „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz”.

    Specjaliści nie są zgodni co do tych słów. Większość sądzi jednak, że nie jest sprzecznym z wiarą uważać, że Najświętsza Panna jeszcze do Fatimy powróci, i że może to się stać w najbliższej przyszłości. Z całą pewnością jest to jedno z najbardziej chwalebnych wydarzeń, na jakie pobożny katolik może oczekiwać, szczególnie w naszych zatrważających, pełnych chaosu czasach. Mamy wielką nadzieję, że wraz z owym siódmym przyjściem nadejdzie upragniony pokój i – jak prorokował święty Ludwik de Montfort – triumf Jej Niepokalanego Serca.

    2.       Różaniec i czyściec

    Najświętsza Maryja Panna w Fatimie przypomniała trójce dzieci o istocie różańca oraz o istnieniu czyśćca! Odpowiadając na pytania Łucji mówiła, że Franciszek musi zmówić jeszcze wiele różańców, nim trafi do Nieba, a o Amelii, że na pewno będzie przebywać w czyśćcu do końca świata. Królowa świętych przypomniała więc nam wszystkim o zbawiennej praktyce odmawiania różańca świętego – a więc o sposobie ratowania własnej duszy. Oferuje wręcz różaniec jako gwarancję na bezpieczne przejście z ziemi do Nieba, jak właśnie w przypadku Franciszka.

    Co szczególnie istotne, Matka Boża wskazuje na samą rzeczywistość istnienia czyśćca, o której tak wielu katolików, w tym niestety duchownych, zdaje się zapominać. A przecież – przypomina Maryja – wiele spośród dusz w czyśćcu czekać będzie aż do końca świata. Według badań księdza Sebastiano dos Reis wspomniana Amelia zmarła w okolicznościach wskazujących na hańbę w sprawach czystości! Szokujące dla niektórych może się wydawać, że siostra Łucja mówiła o wiecznym cierpieniu w piekle licznych dusz, które zmarły mając na sumieniu tylko jeden grzech śmiertelny!

    3.       Różnica między objawieniami Maryi i Anioła

    Bardzo ciekawym było, że fizyczne, emocjonalne i psychologiczne doświadczenie objawień Anioła Portugalii i Matki Bożej opisane było przez dzieci jako zupełnie różne. Siostra Łucja pisze w swych wspomnieniach: „Nie wiem dlaczego, ale faktem jest, że objawienia Matki Bożej miały inny wpływ na nas. Towarzyszyła nam, co prawda, ta sama intymna radość, ten sam pokój i to samo szczęście. Jednak, zamiast fizycznego zmęczenia, czuliśmy pewną ekspansywną żywotność, zamiast odrętwienia z powodu Bożej obecności, czuliśmy pewien rodzaj radości, zamiast trudności w mówieniu, czuliśmy pewien rodzaj entuzjazmu komunikacyjnego…”

    Istnieje wyraźna różnica między objawiającymi się Matką Bożą i Aniołem – wynika to z ich różnej natury. Anioł to wszak czysty duch, Maryja posiada jednak i duszę i ciało. Po spotkaniu z Aniołem Portugalii pastuszkowie czuli się wyczerpani, chodziło stworzenie o wyższej naturze. Jako że dzieci były tej samej natury co Najświętsza Panna, przy spotkaniu z Nią czuły się bardziej swobodnie. Potwierdza to dogmat wiary o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny do nieba wraz z ziemskim ciałem.

    4.       Znaczenie modlitwy, pokuty, ofiary i umartwienia dla nawrócenia grzeszników

    Ludzie współcześni, słysząc o umartwieniu i pokucie, kojarzą te hasła ze średniowieczem. Kryzys moralny ogarniający cały świat jest niezwykle poważny, wymaga ciągłej modlitwy, pokuty i ofiary. Prawda ta stale przewija się w Orędziu Matki Bożej Fatimskiej. W swojej niewinności dwoje młodszych pastuszków zrozumiało potrzebę ofiarowania się jako przebłagalne ofiary. Ale przecież apel Matki Bożej, w którym zwraca się z prośbą o modlitwę i pokutę, odnosi się również do reszty ludzkości.

    Zwykli śmiertelnicy mogą dużo zyskać umartwiając ciało. Praktyka ta pozwala opanować niesforne namiętności, które przechodzą pod kontrolę łaski i woli. Cierpienie bowiem łatwo staje się potęgą w sprawach Bożych. Pan Jezus odkupił ludzkość poprzez krwawą ofiarę i ogromne cierpienia znoszone na Kalwarii.

    5.       Prześladowania z powodu objawień

    Objawienia Matki Bożej były dla dzieci niewątpliwym wyróżnieniem, ale przecież nie tylko. Trójka pastuszków poniosła ciężkie ofiary przez sam fakt świadczenia o przybyciu Maryi do Fatimy. Szczególnie cierpiała Łucja – nie wierzyła jej ani matka, ani krewni, którzy w dodatku przestali okazywać jej jakąkolwiek czułość. Te cierpienia młodej dziewczynki musiały być bardzo intensywne.

    Chociaż Franciszek i Hiacynta nie spotkali się z prześladowaniami w rodzinie, narażeni byli na stałe kpiny ze strony sąsiadów i szyderstwa przybyszy. Co więcej, świeckie media narażały dzieci na śmieszność i sarkazm. Krajowe gazety prowadziły ohydną kampanię nienawiści i oczerniania. Wszystko, by zdyskredytować objawienia. Pomimo tych zniewag dzieci zachowywały się z godną podziwu cierpliwością. Co więcej, zawsze pamiętały o wezwanie Matki Bożej, by ofiarować swoje cierpienia za grzeszników.

    6.       Zmiany w Nabożeństwie Pięciu Pierwszych Sobót

    Matka Boża prosiła pierwotnie, by przystępować do spowiedzi i Komunii Św. przez pięć pierwszych sobót miesiąca, odmawiać pięć dziesiątek Różańca i medytować przez 15 minut nad tajemnicami, w celu zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednak Łucja, w trakcie kolejnego objawienia opowiedziała o trudnościach w wypełnianiu tego nabożeństwa. Zostały więc wprowadzone zmiany: do spowiedzi można przystępować w inne dni niż w pierwszą sobotę, o ile Pan Jezus jest przyjmowany godnie i z zamiarem zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi. A jeśli ktoś zapomni o wypowiedzeniu intencji, może to zrobić przy okazji następnej spowiedzi, korzystając z pierwszej ku temu sposobności.

    Siostra Łucja wyjaśniła także, że nie ma potrzeby rozważać wszystkich tajemnic Różańca w każdą pierwszą sobotę miesiąca – wystarczy rozważać jedną z nich albo kilka.

    7.       Dlaczego ustanowiono Nabożeństwo Pięciu Pierwszych Sobót?

    Nabożeństwo to odpowiada pięciu rodzajom grzechów i bluźnierstw popełnianych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. Są to:

    – bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu;

    – bluźnierstwa przeciw Jej dziewictwu;
    – bluźnierstwa przeciw Jej Boskiemu macierzyństwu
    – wpajanie nienawiści, obojętności, a nawet pogardy do Niepokalanej Matki w sercach dzieci;
    – bezpośrednie lżenie Jej świętych wizerunków

    8.       Udaremnienie większego cudu niż cud słońca!

    Siostra Łucja ujawniła, że słynny „cud słońca” mógłby być jeszcze większy. Dzieci zostały jednak uprowadzone przez Arthura Oliveira Santosa, administratora Rady Administracyjnej Vila Nova de Ourém.

    Jest to przykład przestępstwa popełnionego wbrew woli Matki Bożej, którego nie ukarała. Tak czy inaczej, tłumy osób zebranych w Fatimie po południu 13 października 1917 r. zostały pozbawione możliwości ujrzenia znacznie większego cudu, niż i tak ogromny „cud słońca”.

    9.       Zorza polarna czy ostrzeżenie przed wojną?

    Siostra Łucja uznała nadzwyczajne światło świecące nad Europą w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 roku w godzinach od 20:45 do 01:15 za „wielki znak” od Matki Bożej, wskazujący, że nieuchronnie zbliża się wojna.

    Astronomowie i sceptycy orzekli oczywiście, że była to jedynie zorza polarna. Jednak większość z nich zaświadczała, że postać jaką przybrała, nie miała wcześniej precedensu.

    10.   Ostatnie, porażające słowa Hiacynty

    Zaledwie 10-letnia Hiacynta była dziewczyną nad wyraz dojrzałą. Posiadała prorocze wizje i wiele prywatnych objawień. Słowa wypowiedziane przez Hiacyntę ukazują też głębię jej duszy w obliczu moralnego upadku świata. Oto jedne z jej ostatnich słów:

    – Grzechami prowadzącymi najwięcej dusz do piekła są grzechy cielesne.

    – Aby być czystym na ciele konieczne jest utrzymanie czystości. Być czystą na ciele to znaczy strzec niewinności. A być czystą na duszy to znaczy nie grzeszyć, nie oglądać tego, czego nie powinno się widzieć, nie kraść, nie kłamać, mówić zawsze prawdę, także wtedy, gdy nas to wiele kosztuje.

    – Mody, które nadejdą, będą bardzo obrażać Pana. Osoby, które służą Bogu, nie mogą iść za głosem mody. W Kościele nie ma zmiennych mód. Jezus jest zawsze ten sam.

    – Lekarzom brak światła i wiedzy, by leczyć chorych, bo brak im miłości Boga.

    – Księża powinni zajmować się tylko sprawami Kościoła. Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo kapłanów i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Jezusa.

    – Aby być zakonnicą, trzeba być bardzo czystą duszą i ciałem.

    – Wiele jest niedobrych mód; nie podobają się one Jezusowi, nie są Boże.

    – Spowiedź jest sakramentem miłosierdzia. Dlatego trzeba zbliżać się do konfesjonału z ufnością i radością. Bez spowiedzi nie ma zbawienia.

    Opracowano na podstawie: www.americaneedsfatima.org/malk/PCh24.pl

    Więcej na temat Objawień w Fatimie przeczytasz w książkach Plinio Correa de Oliveira i Antonio Borelliego. Książki można nabyć w Księgarni Kontrrewolucji.

    Plinio Corrêa de Oliveira – „Objawienia, które wstrząsnęły światem. Komentarze do orędzia Fatimskiego”

    Antonio A. Borelli – „Aniołowie i objawienia fatimskie”

    ***********

    Szóste i ostatnie Objawienie Matki Boskiej Fatimskiej trójce pastuszków


    Szóste i ostatnie Objawienie Matki Boskiej Fatimskiej trójce pastuszków

    Hiacynta, Łucja i Franciszek

    ***

    Jak przy poprzednich objawieniach dzieci dostrzegły błysk światła, po którym Matka Boża pojawiła się nad krzewem. Łucja: „Czego Pani sobie życzy ode mnie?” Matka Boża: „Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów”.

    Łucja: „Miałam prosić Panią o wiele rzeczy: o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc.”

    Matka Boża: „Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów”. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: „Niech nie obrażają więcej Boga Naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany”.(…)

    Gdy Matka Boża zniknęła w bezkresnej dali firmamentu, na oczach dzieci rozegrały się kolejne trzy sceny: pierwsza – symbolizująca tajemnice radosne różańca, druga – bolesne i trzecia – chwalebne. (Tylko Łucja widziała wszystkie trzy sceny; Franciszek i Hiacynta widzieli tylko pierwszą). Obok słońca pojawili się św. Józef z Dzieciątkiem Jezus na ręku i Matką Boską Różańcową. To była Święta Rodzina. Najświętsza Panna była ubrana na biało, w niebieskim płaszczu, a Dzieciątko Jezus było w jasnoczerwonej sukience. Św. Józef pobłogosławił tłum, czyniąc trzy razy znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo. Następną sceną była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Pana Jezusa zgnębionego bólem, w drodze na Kalwarię. Wydawało się, że Pan Jezus pobłogosławił świat. Matka Boża nie miała miecza w piersi. Łucja widziała tylko górną część ciała Pana Jezusa. Na zakończenie pojawiła się, w chwalebnej wizji Matka Boska Karmelitańska, ukoronowana na Królową nieba i ziemi, z Dzieciątkiem Jezus na rękach. (…).

    * Fragmenty książki Antonio A. Borelli “Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 41-42


    Ks. prof. Bortkiewicz, Stelmach, Bajor: Wstrząsająca prawda o objawieniach Maryi w Fatimie

    Play Video
    Odtwórz w YouTube

    #FATIMA#OBJAWIENIE#ORĘDZIE#PRAWDA#KS. PROF. PAWEŁ BORTKIEWICZ#ARKADIUSZ STELMACH#BOGUSŁAW BAJOR#PRZYMIERZE Z MARYJĄ


    Żywot, cierpienie i ogromna wiara świętej Hiacynty, świętego Franciszka i siostry Łucji właśnie dzisiaj powinny być dla nas natchnieniem oraz wezwaniem do nawrócenia i pogłębienia swojej wiary zwłaszcza, że Orędzie Matki Bożej z Fatimy sprzed ponad stu lat, którego świadkami była trójka dzieci-pastuszków wciąż jest aktualne, a zapowiedziane wydarzenia jeszcze się nie dopełniły. Nie zapominajmy, że Maryja zapowiedziała nadejście kar, ponieważ ludzkość odeszła od Boga i obraża go swoimi grzechami. Dziś wrogowie uderzają nie tylko bezpośrednio w Kościół, ale i w Maryję – Matkę Boga. Jest jeszcze czas na przemianę serc!

    Zapraszamy na relację z Klubu SKAWIŃSKA 13 w Krakowie (24.02.2020). W spotkaniu wzięli udział: 

    Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

    Arkadiusz Stelmach (Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi)

    Bogusław Bajor (redaktor naczelny magazynu „Przymierze z Maryją”)

    PCh24.pl

    **********************************************

    św. Paweł VI o różańcu

    Sample
    fot. Wikipedia

    „Różaniec z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji, by przez to modlący się łatwiej oddał się kontemplacji tajemnic życia Chrystusa, rozważanych jakby sercem Tej, która ze wszystkich była najbliższa Panu, i by otwarte zostały niezgłębione tych tajemnic bogactwa”.

    **************************************************

    bł. Pius IX o różańcu

    fot.Angelus Press

    ***

    „Różaniec to broń pozwalająca zwyciężyć demony i utrzymująca cię z dala od grzechu… Jeśli pragniecie, by w waszych sercach, domach, krajach zagościł pokój, gromadźcie się wspólnie i odmawiajcie różaniec, zawsze, bez względu na to jak jesteście utrudzeni”.

    **************************************

    Różaniec zbiorem głównych prawd naszej religii

    Tak nazwał różaniec Leon XIII. „W nim bowiem – słowa Papieża – wraz z powtarzanymi w pewnym porządku, najpiękniejszymi i najskuteczniejszymi modlitwami następują po sobie ku rozmyślaniu i rozpamiętywaniu głośne tajemnice naszej religii” (Magnae Dei Matris 1892). Prawdy, będące przedmiotem rozważania przy modlitwie różańcowej, są ujęte jakby w piętnaście ram w piętnaście tajemnic, z których każda zawiera w sobie jakąś konkretnie określoną prawdę lub fakt historyczny, związany z życiem ziemskim Chrystusa lub Jego Matki. Owa piętnastka tajemnic ma nam dostarczyć treści przy rozmyślaniu.


    Wszystkie one skupiają się około osoby Chrystusa i Najświętszej Marii Panny. W pierwszych pięciu, stanowiących radosną część różańca, na pierwszy plan występuje dogmat wcielenia Syna Bożego, mieszczący w sobie domyślnie cały zespół innych prawd. Tajemnice różańcowe otwiera „Zwiastowanie”, czyli zapowiedź wcielenia. Archanioł Gabriel oznajmia Najświętszej Marii Pannie, że Ją to właśnie Bóg wybrał na Matkę oczekiwanego Mesjasza. „I rzekł jej Anioł: Nie bój się, Mario, albowiem znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w łonie i porodzisz syna a nazwiesz imię jego Jezus… I rzekła Maria: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,30-38). To zdarzenie opisane nam przez św. Łukasza ma być przedmiotem rozważania przy pierwszej tajemnicy.


    W następnej tajemnicy widzimy, jak Najświętsza Maria Panna spieszy w odwiedziny do swej krewnej Elżbiety, matki św. Jana Chrzciciela: „A powstawszy Maria w onych dniach, poszła w góry z pośpiechem do miasta judzkiego. I weszła w dom Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. I stało się, skoro usłyszała Elżbieta pozdrowienie Marii, skoczyło dzieciątko w jej łonie, a Elżbieta napełniona została Duchem Świętym. I zawołała głosem wielkim, mówiąc: Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota twojego. A skądże mi to, że Matka Pana mego przyszła do mnie” (Łk I, 39-43). Na pierwszy rzut oka zdawałoby się nic nadzwyczajnego. Ot zwyczajne odwiedziny. W rzeczywistości jest tu wielka tajemnica. Tajemnica jeszcze nie narodzonego Boga-Człowieka. Chrystus w łonie swej matki promieniuje już łaskami, uświęca św. Jana. To początek misji zbawczej Chrystusa. […]


    Centralny punkt pierwszej części różańca stanowi trzecia tajemnica: Narodzenie. „I porodziła syna swego pierworodnego, a uwinęła go w pieluszki i położyła go w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 11,7). Tu umysły i serca nasze mogą pogrążyć się całkowicie w rozważaniu, tyle treści, tyle piękna, że gdy się przychodzi do tej tajemnicy, nie wiadomo na czym najpierw należy skupić swą uwagę. Wszystko tu jest pociągające. Ogrom i morze treści. Fakt wcielenia Syna Bożego mówi nam, że ludzkość nie jest obojętna Bogu. Narodzenie Boże otwiera przed nami głębię Serca Bożego. Mówi nam przede wszystkim o miłości Boga względem nas. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby wszelki kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,16). „W tym okazała się miłość Boża ku nam, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy żyli przez niego… On pierwszy umiłował nas i posiał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” (J 4,9-10). Bóg przychodzi na świat dla nas i dla naszego zbawienia. Współczucie dla nędzy, w jakiej znalazła się ludzkość po grzechu pierwszych rodziców, sprowadza Boga na ziemię. „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy szukać i zbawić to, co było zginęło” (Łk 19,10). Okoliczności towarzyszące wcieleniu, jak ubóstwo, stajenka, adoracja pasterzy i mędrców, o czym nam opowiada Ewangelia, mogą nam nasunąć wiele wzniosłych myśli przy odmawianiu tej tajemnicy.


    Podobnie rzecz się ma z dwoma następnymi tajemnicami, Ofiarowania i Znalezienia Jezusa w świątyni, przypominającymi niektóre zdarzenia z lat młodocianych Chrystusa.


    Druga część różańca, bolesna, wprowadza nas w dzieło Odkupienia. Pokazuje nam szczegółowo w jaki sposób ono się dokonało. Bóg chciał, by Odkupienie dokonało się przez śmierć krzyżową. Chrystus zaczyna swoją mękę modlitwą i agonią w Ogrojcu. „A wyszedłszy poszedł wedle zwyczaju na górę Oliwną, a za nim też poszli i uczniowie. A gdy przyszedł na miejsce, rzekł im: Módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie. Sam zaś oddalił się od nich jakoby na rzut kamienia, a upadłszy na kolana, modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, przenieś ode mnie ten kielich; wszakże nie moja wola, ale twoja niech się stanie. I ukazał mu się anioł z nieba, posilając go. A będąc w ucisku, usilniej się modlił. I stał się pot jego jako krople krwi, spływającej na ziemię” (Łk 22,39-44).

    To początek dramatu kalwaryjskiego. Patrzymy kolejno na jego szczegóły. A więc na zdradziecki pocałunek Judasza. […] Ubiczowanie, ukoronowanie koroną z cierni. […] Towarzyszymy dalej Chrystusowi w pochodzie na Kalwarię, podczas którego trzykrotnie upada, spotyka się ze swą Matką, pociesza niewiasty nad nim się litujące. […] Wreszcie patrzymy na jego konanie i śmierć na krzyżu. „A była prawie godzina szósta, i nastały ciemności po wszystkiej ziemi aż do godziny dziewiątej. I zaćmiło się słońce, a zasłona świątyni wpół się rozdarła. A Jezus zawoławszy głosem wielkim, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego! A to rzekłszy, skonał”. (Łk 23,44-46).


    Trzecia część różańca przenosi nas duchem w inny świat. Mówi nam o wieczności, o nieśmiertelności, o naszej właściwej ojczyźnie. Tajemnica Zmartwychwstania Chrystusa zwraca naszą uwagę na dogmat powszechnego ciał zmartwychwstania. Wniebowstąpienie Chrystusa i Wniebowzięcie Bogarodzicy mówią nam o życiu w innym świecie pełnym szczęścia lub nieszczęścia, zależnie od tego, jak się tu na ziemi ustosunkujemy do Boga. Tajemnica Zesłania Ducha Św. poucza nas o konieczności łaski do zbawienia, o roli Kościoła, który powstał właśnie w dniu Zielonych Świątek.


    „W modlitwie różańcowej – pisze Leon XIII – stają kolejno przed oczyma naszej duszy główne tajemnice naszej religii. Naprzód te, w których Słowo stało się ciałem, a Maria nienaruszona Dziewica i Matka oddawała mu macierzyńskie usługi z świętym weselem; następnie gorycze, męka i ukrzyżowanie Chrystusa cierpiącego, których ceną dokonało się zbawienie naszego rodzaju, potem jego tajemnice chwalebne, triumf nad śmiercią i wstąpienie do nieba oraz zesłanie stamtąd Ducha Bożego, Marii ponad gwiazdy wyniesionej promieniejąca jasność, wreszcie chwała Matki i Syna, towarzysząca wszystkich niebios chwała wiekuista” (Magnae Dei Matris).


    Nie należy się ograniczać do rozważania prawdy wyrażonej w tytule poszczególnej tajemnicy, ale należy przechodzić do innych, w jakikolwiek sposób z nią związanych. Prawdy objawione mają to do siebie, że ze sobą ściśle się łączą i nawzajem się przenikają. Rozmyślanie nad jedną prowadzi kolejno do innych. Tajemnica Narodzenia np. mówi nam nie tylko o samym fakcie Wcielenia Syna Bożego, ale prowadzi nas do znajomości Trójcy Świętej, grzechu pierworodnego, wyniesienia nas do porządku nadprzyrodzonego. Podobnie jak w Składzie Apostolskim czy symbolu nicejsko-konstantynopolitańskim, tak i w różańcu mamy krótki i zwięzły zbiór głównych dogmatów. Z tą różnicą jednak, że różaniec ujmuje je w sposób więcej dla nas przystępny. Wyraża je bowiem nie tyle suchymi formułkami ile konkretnymi faktami. Przez to łatwiej je pojąć i zapamiętać sobie.


    Centrum i jakby słońcem wszystkich prawd mieszczących się w tajemnicach różańcowych jest osoba Chrystusa. Około Niego wszystko się obraca. On jest zawsze na pierwszym planie. Do Niego jako do celu wszystko zmierza, od Niego jako ze źródła wszystko wypływa. W Nim wszystko się łączy i jednoczy. On jest początkiem i końcem wszystkiego, Kto więc zapozna się, choćby ogólnikowo, z treścią tajemnic różańcowych, zna właściwie podstawowe prawdy religii chrześcijańskiej. Słusznie więc nazwano różaniec krótkim zbiorem nauki Chrystusowej.


    O. Romuald Kostecki OP, Modlitwa różańcowa, VERBUM, Kielce 1948/PCh24.pl

    **********************************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Bogu niech będą dzięki!

    Mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. (Uroczystości beatyfikacyjne były zaplanowane na 7 czerwca 2020 roku, ale nie odbyły się z powodu pandemii). Ks. Prymas święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk Księdza Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową z 12-go na 13-go maja. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca nastąpi po ustaniu pandemii.

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    **

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC PAŹDZIERNIK 2020

    Intencja ewangelizacyjna: za misję świeckich w Kościele.

    Módlmy się, aby wierni świeccy, a szczególnie kobiety, na mocy chrztu, w większym stopniu byli włączani w podejmowanie odpowiedzialności za Kościół.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    *****

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Szkocji:

    Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł. 

    Niepokalana Maryjo, Matko miłosierdzia, pomóż mi tak ukochać modlitwę różańcową, aby stała się moją codzienną potrzebą. Bo wtedy wiara, nadzieja i miłość umocniona w Tajemnicach Zbawienia da siłę i radość przeżywania moich tajemnic coraz bliżej Bożej woli a nie mojej.

    *****

    Intencja dla Róży św. Moniki i Matki Bożej Częstochowskiej (II):

    Powierzamy Bożej Matce i Jej Synowi, którego życie rozważamy w różańcu, drogi wzrastania dzieci, za które modlimy się w tej Róży. 

    **************************************************************************************************************

    Różaniec Święty

    potężna broń o sprawdzonej skuteczności


    Różaniec Święty – potężna broń o sprawdzonej skutecznościfot. pixabay


    Środek zbawienia, jeden z najbardziej potężnych i skutecznych, jakie oferuje nam Boża Opatrzność przeciwko szatanowi i jego naśladowcom, którzy pragną zguby dusz. Różaniec rozwiązuje niezliczone problemy, zapewnia wieczne zbawienie i przybliża Królestwo Niepokalanego Serca Maryi.

    Kiedy Łucja zapytała Przenajświętszą Dziewicę w dniu jej ukazania się, 13 października 1917 w Fatimie, czego pragnie, Ona odpowiedziała: „Chcę ci powiedzieć, aby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie Różaniec.”

    W wielu objawieniach Matka Boża zalecała nabożeństwo do Różańca, ale szczególnie w Fatimie podkreślała znaczenie tej praktyki modlitewnej jako środka potrzebnego do nawrócenia świata. Przedstawiła się też jako Pani Różańca.

    Czy może być większe nabożeństwo?

    Na pytanie to odpowiada nam sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673 – 1716), wielki apostoł Przenajświętszej Maryi, który pisze: „Najświętsza Dziewica objawiła bł. Alanowi, że po Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką Naszego Pana, nie ma praktyki wspanialszej i wyjednującej większe łaski od Różańca Świętego, który jest jakby drugą kommemoracją i przedstawieniem Życia i Męki Chrystusa.”

    Istnieją liczne dokumenty papieskie wychwalające doskonałość Różańca Świętego. W nich to Papieże niestrudzenie polecają to nabożeństwo.

    Nabożeństwo Różańca Świętego – cudowne dzieje

    Według tradycji Matka Boża objawiła nabożeństwo Różańca Świętego św. Dominikowi Guzmanowi w roku 1214 jako środek wybawienia Europy od herezji. Chodziło o albigensów, którzy rozprzestrzeniając się niczym śmiertelna epidemia zarażali swymi błędami inne kraje – od północnych Włoch do okolic Albi w południowej Francji. Stąd pochodzi nazwa nadana tym heretykom, znanym także jako katarzy (od greckiego słowa oznaczającego “czysty”). Tym mianem, pełnym pychy, określali oni samych siebie.

    Byli niczym wilki w owczych skórach. Przedostawali się do środowisk katolickich, aby skuteczniej oszukiwać i zyskiwać sympatię. Heretycy ci wyznawali między innymi panteizm, wolną miłość, chcieli zniesienia bogactwa, hierarchii społecznej i własności prywatnej. Podobieństwo ich do współczesnych komunistów jest aż nazbyt wyraźne.

    Różne regiony XIII-wiecznej Europy zostały skażone herezją albigensów, a wszelkie wysiłki katolików zmierzające do ich powstrzymania okazywały się daremne. Heretycy po zdobyciu wielu dusz, zburzeniu wielu ołtarzy i przelaniu ogromnej ilości katolickiej krwi wydawali się ostatecznie zwyciężać.

    Św. Dominik (założyciel Zakonu Dominikanów) odważnie zaangażował się w walkę przeciwko sekcie albigensów, ale nie udało mu się powstrzymać naporu heretyków, którzy nadal deprawowali wiernych katolików. Ci, którzy próbowali się oprzeć, byli mordowani.

    Zrozpaczony św. Dominik błagał Najświętszą Dziewicę, aby wskazała mu jakąś skuteczną broń duchową, zdolną do zniszczenia straszliwych wrogów Kościoła Świętego.

    Najlepsza artyleria przeciwko szatanowi i jego naśladowcom

    Ściskając w ręku potężną broń, jaką w istocie był Różaniec, św. Dominik wrócił do walki głosząc niestrudzenie we Francji, Włoszech i Hiszpanii nabożeństwo, którego nauczyła go sama Matka Boża i wszędzie odzyskiwał dusze. Katolicy letni stawali się żarliwi, gorliwi uświęcali się, a zakony rozkwitały. Św. Dominik nawrócił rzesze heretyków, którzy wyrzekając się błędów powrócili do Kościoła katolickiego, grzesznicy zrywali z grzechami i odprawiali pokutę, wyrzucał demony z opętanych, czynił cuda i uzdrawiał. Tylko w samej Lombardii ów potężny krzyżowiec Różańca nawrócił ponad 100 000 albigensów. Wszystko to za pomocą najskuteczniejszej artylerii przeciwko szatanowi i jego sługom: Różańca Świętego.

    Broń zwyciężająca zło

    Tę tajemniczą broń Bóg umieszcza w dłoniach swych wiernych żołnierzy, walczących z szatanem i jego sługami krążącymi po świecie na zgubę dusz. Ta potężna broń jest dostępna dla wszystkich katolików (czcicieli Niepokalanej). Za jego pośrednictwem otrzymujemy ochronę przed zakusami diabła i gotowi jesteśmy stawić czoła wszelkim trudom życia.

    Zapewnia nas o tym sam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: „Choćbyście się znaleźli nad brzegiem przepaści, choćbyście mieli już jedną nogę w piekle, choćbyście się nawet zaprzedali diabłu jak jaki czarownik, choćbyś był heretykiem zatwardziałym i uporczywym jak szatan, wcześniej czy później nawrócicie się i zbawicie się, jeżeli – powtarzam wam, a zważcie dobrze słowa i treści mojej rady – będziecie pobożnie odmawiali Różaniec Święty każdego dnia aż do śmierci, w celu poznania prawdy i otrzymania skruchy i przebaczenia waszych grzechów”.

    Potrzeba stałego odmawiania Różańca Świętego

    W dzisiejszych dniach również jesteśmy zagrożeni ze wszystkich stron. My i nasi bliscy doświadczamy trudności duchowych i materialnych. Nasz kraj jest ciągle w niebezpieczeństwie, a kryzysy stale narastają. Wzrasta też poczucie zagrożenia. Święty Kościół katolicki jest atakowany przez szatana i przeciwników zewnętrznych oraz wewnętrznych chcących go zniekształcić, a wreszcie całkowicie zniszczyć.

    Czy nie potrzebujemy nowych cudów? Oczywiście, że tak i to jak najrychlej! W tym celu winniśmy gorąco się o nie modlić. Dlaczego nie mielibyśmy posłużyć się ową potężną “artylerią” Różańca Świętego, który od wieków ratuje chrześcijaństwo i katolików z najgorszych opałów? Różaniec jest modlitwą prostą, krótką i tyleż przyjemną, co skuteczną.

    Różaniec jest najpiękniejszą i najcenniejszą ze wszystkich modlitw do Pośredniczki wszelkich łask i modlitwą najbliższą sercu Matki Bożej. Módlcie się na nim codziennie”.

    Papież Św. Pius X

    Korzyści i łaski, jakie możemy uzyskać odmawiając Różaniec Święty z rozważaniem tajemnic

    ˇ wznosi nas niepostrzeżenie ku doskonałemu poznaniu Jezusa Chrystusa
    ˇ oczyszcza nasze dusze z grzechów
    ˇ pozwala nam zwyciężać naszych nieprzyjaciół
    ˇ ułatwia nam praktykowanie cnót
    ˇ rozpala naszą miłość do Jezusa Chrystusa
    ˇ uzdalnia nas do spłacania naszych długów wobec Boga i wobec ludzi
    ˇ wreszcie, wyjednuje nam od Boga wszelkiego rodzaju łaski


    Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

    Artykuł ukazał się w 1. numerze “Przymierza z Maryją”

    PCh24.pl/POLONIA CHRISTIANA

    *******************************************************************************************************************

    OGŁOSZENIA

    https://blueskyscotland.blogspot.com/2019/02/partick-kelvingrove-and-anderston-walk.html

    ***

    W kościele św. Szymona nadal Msze św. w niedziele i w święta nie mogą być sprawowane. Mamy natomiast możliwość uczestniczyć we Mszy św. w kościele św. Piotra.

    *******

    St Simon's RC Church, Partick Bridge Street

    wyjątkowo w sobotę 31 października nie będzie spowiedzi św. w kościele św. Szymona, ponieważ tego dnia będę nawiedzał cmentarze, gdzie są groby naszych Rodaków.

    Msze św. w kościele św. Piotra z udziałem wiernych


    obowiązuje wcześniejsza rejestracja (linki poniżej), na Mszy może być maksymalnie 50 osób


    Sobota 31/10 – godz. 18:00; spowiedź od godz. 17:15 – tylko dla osób zarejestrowanych na Mszę; rejestracja do godz. 16:00 lub do wyczerpania miejsc;
    po Mszy św. Różaniec
    https://www.eventbrite.co.uk/e/sobota-3110-msza-sw-godz-1800-koscio-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-126700483557

    Niedziela 01/11 UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH – godz. 14:00spowiedź od godz. 13:15 – tylko dla osób zarejestrowanych na Mszę; rejestracja do godz. 12:00 lub do wyczerpania miejsc
    https://www.eventbrite.co.uk/e/niedziela-0111-msza-sw-g-1400-koscio-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-126699821577
    od godz. 13:30 Adoracja Najświętszego Sakramentu

    Poniedziałek 02/11 DZIEŃ ZADUSZNY (Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych) – godz. 18:00  https://www.eventbrite.co.uk/e/poniedziaek-0211-msza-sw-g-1800-koscio-sw-piotra-st-petersglasgow-tickets-126700545743

    UWAGA! JEŻELI ZAREZERWOWALIŚCIE MIEJSCE NA MSZY ŚW. , ALE WIECIE, ŻE NIE BĘDZIECIE MOGLI W NIEJ UCZESTNICZYĆ – BARDZO PROSIMY O WIADOMOŚĆ NA ADRES MSZESWPIOTR@GMAIL.COM lub rezygnację przez stronę Eventbrite (im wcześniej, tym lepiej, żeby dać szansę innym na przyjście na Mszę św.)

    Msze św. w kościele św. Piotra i św. Szymona w ciągu tygodnia – z udziałem wiernych, w języku angielskim:kościół św. Piotra – od poniedziałku do piątku godz. 10:00; poniedziałek i wtorek godz. 19:00kościół św. Szymona – wtorek i czwartek godz. 12:30

    *****

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    kościół św. Szymona, 33 Partick Bridge Street, Glasgow G11 6PQ
    ST PETER’S RC, PARTICK, GLASGOW
    50 Hyndland Street, Glasgow, G11 5PS, @stpeterspartick

    ******

    Mając na uwadze trwające wciąż zagrożenie zdrowia i życia, Szkocki Episkopat przedłużył udzielenie dyspensy od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy świętej. Dotyczy to przede wszystkim osób starszych, które są w grupie ryzyka zarażeniem oraz osoby opiekujące się nimi, a także te osoby, które obawiają się z uzasadnionych przyczyn zakażenia.

    Skorzystanie z dyspensy oznacza, że nieobecność na Mszy niedzielnej we wskazanym czasie nie jest grzechem. Jednocześnie korzystających z dyspensy zachęca się do udziału we Mszy świętej w dni powszednie, z zachowaniem roztropności i wzajemnej troski o siebie. Zachęca się również, aby osoby korzystające z dyspensy trwały na osobistej i rodzinnej modlitwie, i do duchowej łączności ze wspólnotą Kościoła poprzez transmisje radiowe, telewizyjne lub internetowe.

    Nadal będziemy musieli zaakceptować szereg ograniczeń, do których przestrzegania jesteśmy zobowiązani:

    • podczas Mszy św. w kościele może przebywać tylko 50 wiernych
    • rezerwacja miejsc na Mszy św. przez stronę internetową  
    • przy wejściu do kościoła będą wolontariusze, którzy wskażą miejsca i będą “kierować ruchem”w kościele 
    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować odległość 2m od innych osób (nie dotyczy to osób z rodziny)
    • na razie ministranci nie mogą służyć do Mszy św.
    • podczas liturgii nie będzie śpiewu, Msza będzie krótsza, niż zazwyczaj 
    • bardzo ważne: prosimy przychodzić trochę wcześniej, aby była możliwość odpowiedniego rozlokowania wszystkich w kościele przed rozpoczęciem Mszy św.
    • również bardzo ważne: bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. wszyscy poza osobami porządkowymi muszą jak najszybciej opuścić kościół.

    Uwaga: 

    Mimo zaostrzonych rygorów sanitarnych, nadal istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem i każdy powinien mieć tę świadomość przebywając w miejscu, gdzie gromadzi się większa liczba osób.
    Dane kontaktowe osób biorących udział we Mszy św. muszą być przechowywane w celu Contact Tracing w razie zachorowania któregoś z uczestników.

    ***

    Intencje Mszy św., które zostały zamówione na konkretny dzień, są w tych terminach odprawiane.

    ***

    Bardzo dziękuję za Wasze zrozumienie obecnej sytuacji, za Wasze wsparcie i mam nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli już w pełni i bez ograniczeń uczestniczyć w sakramentalnym życiu Kościoła. Niech nasza wzajemna gorąca modlitwa daje nam Bożą moc w przeżywaniu tego trudnego czasu.

    ********************************************************************************************************************

    Ogłoszenie dotyczące Poradnictwa Rodzinnego na obecny czas:

    Osoby, które szukają wsparcia czy to emocjonalnego, psychologicznego, czy też potrzebują pokierowania do placówek lub organizacji zajmujących się zasiłkami oraz potrzebują prawniczej porady – zapraszamy na spotkania, które odbywają się w poniedziałki od godz. 18.00 – 20.00 w Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow przy Domu Polskim im gen. Władysława Sikorskiego:
    4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD

    • w pierwsze poniedziałki miesiąca:

    Poradnictwo Rodzinne

    • w pierwsze i w drugie poniedziałki miesiąca:

    Citizen Advise (poradnictwo  związane z miejscem zamieszkania)

    • w pierwsze i w trzecie poniedziałki miesiąca:

    Psychoterapia, Poradnictwo Rodzinne

    • w drugie poniedziałki miesiąca:  

    Poradnictwo Rodzinne, praca z dziećmi

    • w czwarte poniedziałki miesiąca:

    Naturalne Planowanie Rodziny

    (konsultacje lekarskie i pielegniarskie w ramach potrzeb) 

    ******

    Spotkania AA, NA i Al-Anon w obecnej sytuacji, odbywają się również on-line (skype i inne platformy)

    AA-Damian-07516435451

    NA-Konrad-07926658308

    AI-Anon-Agnieszka- 07588343494

    Spotkania w języku polskim dla osób NA – uzależnionych od narkotyków i od substancji psychoaktywnych – w każdą środę od godz. 19.30 – 21.00 – The Longin House Mission, 35E Campbell Street, G1 5DT  

    Zapraszamy na grupę Al-Anon osoby, które mają lub miały męża, żonę, rodziców, rodzeństwo lub kogoś bliskiego uzależnionego od alkoholu, używek, pornografii, etc.  Spotkania  grupy odbywają się w każdy piątek od 18.45 do 20.45 w Domu Polskim im gen. Władysława Sikorskiego w Bibliotece.

    Spotkania Grupy DDA-Dorosłych Dzieci Alkoholików odbywają się w każdy  czwartek od godz.19.00 do 21.00 – 35 East Cambell Street, G1 5DT Glasgow, tel.07856288817.

    Spotkania grupy AA-dla osób uzależnionych od alkoholu, odbywają się w każdy piątek – nowy adres: 8-12 St. Andrew Street, Glasgow, G1 5PD.

    Osoby, które są zainteresowane takimi spotkaniami prosimy o kontakt:

    ks. Marian Łękawa SAC – 0141 3399163 albo 07974240501

    ***********************************************************************************************************************

    25 października 2020

    XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

    MSZA ŚWIĘTA W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    o godzinie 14.00

    przed Mszą świętą jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej i adoracji przed Najświętszym Sakramentem od godziny 13.15

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście

    Niech się weseli serce szukających Pana. Rozważajcie o Panu i Jego potędze, zawsze szukajcie Jego oblicza.

    HYMN

    Chwała na wysokości Bogu, * a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. * Chwalimy Cię. * Błogosławimy Cię. * Wielbimy Cię. * Wysławiamy Cię. * Dzięki Ci składamy, * bo wielka jest chwała Twoja. * Panie Boże, Królu nieba, * Boże, Ojcze wszechmogący. * Panie, Synu Jednorodzony, * Jezu Chryste. * Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca. * Który gładzisz grzechy świata, * zmiłuj się nad nami. * Który gładzisz grzechy świata, * przyjm błaganie nasze. * Który siedzisz po prawicy Ojca, * zmiłuj się nad nami. * Albowiem tylko Tyś jest święty * Tylko Tyś jest Panem. * Tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste. * Z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. * Amen

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, pomnóż w nas wiarę, nadzieję i miłość i daj nam ukochać Twoje przykazania, abyśmy mogli otrzymać obiecane zbawienie.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Wyjścia – Wj 22,20-26

    To mówi Pan: „Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój i wygubię was mieczem, i będą żony wasze wdowami, a dzieci wasze sierotami. Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek. Jeśli weźmiesz w zastaw płaszcz twego bliźniego, winieneś mu go oddać przed zachodem słońca, bo jest to jedyna jego szata i jedyne okrycie jego ciała podczas snu. I jeśliby się żalił przede Mną, usłyszę go, bo jestem litościwy”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 18

    R/ Miłuję Ciebie, Panie, mocy moja.

    Miłuję Cię, Panie,
    Panie, mocy moja,
    Panie, opoko moja i twierdzo,
    mój wybawicielu. R/

    Boże, skało moja, na którą się chronię,
    tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.
    Wzywam Pana, godnego chwały,
    i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół. R/

    Niech żyje Pan, niech będzie błogosławiona moja
    Opoka.
    Niech będzie wywyższony mój Bóg i Zbawca.
    Ty dajesz wielkie zwycięstwo królowi
    i okazujesz łaskę Twemu pomazańcowi. R/

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Tesaloniczan – 1 Tes 1,5c-10

    Bracia: Wiecie, jacy byliśmy dla was, przebywając pośród was. A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, by okazać się w ten sposób wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai.

    Dzięki wam nauka Pańska stała się głośna nie tylko w Macedonii i Achai, ale wasza wiara w Boga wszędzie dała się poznać, tak że nawet nie trzeba nam o tym mówić. Albowiem oni sami opowiadają o nas, jakiego to przyjęcia doznaliśmy od was i jak nawróciliście się od bożków do Boga, by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać z niebios Jego Syna, którego wzbudził z martwych, Jezusa, naszego wybawcę od nadchodzącego gniewu.

    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 22,34-40

    Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”

    On mu odpowiedział: „«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.
    Oto słowo Pańskie.

    WYZNANIE WIARY

    Wierzę w jednego Boga, * Ojca Wszechmogącego, * Stworzyciela nieba i ziemi, * wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. * I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, * Syna Bożego Jednorodzonego, * który z Ojca jest zrodzony * przed wszystkimi wiekami. * Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, * Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. * Zrodzony a nie stworzony, * współistotny Ojcu, * a przez Niego wszystko się stało. * On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego * przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. * Ukrzyżowany również za nas, * pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. * I zmartwychwstał dnia trzeciego, * jak oznajmia Pismo. * I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. * I powtórnie przyjdzie w chwale * sądzić żywych i umarłych, * a Królestwu Jego nie będzie końca. * Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, * który od Ojca i Syna pochodzi. * Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; * który mówił przez Proroków. * Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. * Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. * I oczekuję wskrzeszenia umarłych. * I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, wejrzyj na dary,
    które Ci składamy, niech ta Ofiara,
    wyraz naszej służby, przyczyni się do Twojej chwały. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Będziemy się radować ze zbawienia i wielbić imię Pana Boga naszego.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech Twój Sakrament
    dokona w nas tego, co oznacza,
    abyśmy osiągnęli zjednoczenie z Chrystusem,
    którego przyjmujemy pod osłoną chleba i wina.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    *****************************

    komentarz do dzisiejszej Liturgii Słowa:

    zdjęcie ze strony: Archidiecezja Łódzka

    ****

    Dziś Pan Jezus znowu spotyka się z ludzką przewrotnością. Bo oto staje przed Nim faryzeusz znający bardzo dobrze Prawo, które określało przeróżne sytuacje w jakich może znaleźć się człowiek. Kodeks ten zawiera aż 613 nakazów i zakazów.

    Pytanie jakie zadaje Chrystusowi ów uczony w Prawie nie jest szukaniem Prawdy. Jest tylko kolejną pułapkę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” Pan Jezus nie zraża się tą ludzką obłudą, ale odpowiadając daje wspaniałą syntezę Starego i Nowego Testamentu, która mieści się w dwóch przykazaniach. Pierwsze, które zawsze pozostanie pierwszym i to zarówno według dawnego prawa jak i nowego: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem”. Ma ono w sobie ogromną siłę wobec której nie może być żadnej wątpliwości. Wymienione cztery elementy stanowią istotę człowieka. I drugie przykazanie, które jest konsekwencją pierwszego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.”

    Więc jeżeli nie ma we mnie chęci szukania osobistego kontaktu z Bogiem, aby coraz lepiej poznać, ogarnąć, zrozumieć Bożą rzeczywistość – a odbywa się to właśnie podczas przebywania z Bogiem na modlitwie – wtedy Bóg schodzi coraz bardziej na dalszy plan i trudno w takiej sytuacji mówić, że moje serce jest skierowane we właściwym kierunku.

    Istnieje takie  przysłowie, które tutaj się sprawdza: „Co z oczu , to z serca”. Carlo Carretto obrazuje to takim przykładem: „Jeśli narzeczony telefonuje do narzeczonej, aby jej powiedzieć: ‘Wybacz, ale dzisiaj wieczorem nie przyjdę, mam dużo pracy!’ – to jeszcze nic złego. Ale jeśli po raz nie wiem który powtarza te same słowa, i jeśli od czterech lat wymawia się nawałem pracy i zajęć z kolegami, żeby tylko jej nie odwiedzić, sprawa staje się poważna, co więcej, staje się zupełnie jasna. Oznacza to, że nie ma miłości!”

    Bo rzeczywiście, gdyby była miłość – to przecież pokonałaby wszelkie trudności, aby znaleźć czas i pójść do osoby ukochanej. Tak często współczesny człowiek wymawia się brakiem czasu. Próbuje, chyba przekonać samego siebie, że ma tyle rzeczy do zrobienia i to nawet dobrych i pożytecznych przesuwając modlitwę wciąż na dalszy plan. Często przyłapuję siebie jak bardzo jestem uzależniony od dzisiejszej konsumpcyjnej cywilizacji, w której wciąż i nieustannie coś musi się dziać. Aktywność i działanie zajmuje dziś zdecydowanie pierwsze miejsce. To jest pewnie przejście na jakąś drugą krańcowość, bo zdarzało się w przeszłości, że synowie i córki Kościoła byli tak pochłonięci własnym udoskonalaniem się, że drugi człowiek potrzebujący pomocy pozostawał w całkowitej izolacji. Czy to było niezrozumienie czy brak miłości? Zdarza się często, że można być tylko Martą, która miała pretensje do swojej siostry Marii zasłuchanej w to co mówił Jezus. A Kościół jest przecież i Marią i Martą.

    Ojciec św. Jan Paweł II zwracając się, jeszcze w czasie komunizmu, do polskich sióstr klauzurowych, mówił: „Pozornie tylko, drogie moje, jesteście odcięte od świata. W rzeczywistości znajdujecie się w samym jego środku – w centrum doczesnej rzeczywistości – w centrum polskiej rzeczywistości. Za klauzurą nie ogląda się ludzi. Za klauzurą się miłuje. Tą miłością jaką umiłował Chrystus aż do końca.”     

    Wspominany już Carlo Carretto opisuje w swojej książce Bóg, który nadchodzi takie świadectwo: „W Beni-Abbes często zimą rozbijają swe namioty nomadzi. To ci najbiedniejsi, nie mający już wielbłądów ani kóz na sprzedaż, nie mający już sił ani środków, aby zorganizować karawanę do Erg, poszukujący jakiegoś oparcia, dla odnalezienia się w nowej rzeczywistości społecznej, gdzie nie ma już miejsca dla nomadów.

    Któregoś dnia przybyła tu pewna Francuska, poszukując duchowego odosobnienia by oddać się medytacji. Przechodząc obok jednego z namiotów zamieniła kilka słów z dziewczyną z plemienia Tuaregów. Podczas rozmowy spostrzegła, że dziewczyna, chuda jak szczapa, drży z zimna. Na pustyni, przed wschodem słońca jest bardzo zimno.

    Dlaczego nic na siebie nie włożysz? – pyta.

    Bo nie mam co włożyć. – odpowiada dziewczyna.

    Francuzka, imieniem Madeleine, nie próbując zgłębić problemu, odchodzi, aby … się modlić. Wchodzi do eremu zbudowanego przez samego Ojca de Foucauld, gdzie wystawiony jest Najświętszy Sakrament. Kładzie się krzyżem na piasku, przed Jezusem obecnym pod postacią znaku wiary, jakim jest Eucharystia. Mija jakiś czas, ona wciąż próbuje się modlić.

    Nie mogłam się skoncentrować – wyzna mi później. Nie mogłam się modlić. Musiałam wrócić do namiotu i dać tej dziewczynie mój sweter. Wówczas osiągnęłam spokój w modlitwie.”

    Bo to właśnie dzięki modlitwie, głębokiej i prawdziwej, sam Bóg daje siły, aby coraz pełniej usługiwać bliźniemu. Ona nie odrywa, ale przybliża do tych miejsc, gdzie człowiek cierpi.

    Jeżeli we mnie jest modlitwa do Boga, która pozwala mi równocześnie zachować obojętność wobec drugiego człowieka, któremu mam pomóc – to ona nie jest  modlitwą skierowaną do prawdziwego Boga. Mój stosunek do Boga jest dokładnie taki sam jaki mam do moich bliźnich.

    Ks. Marian SAC

    **************************************************************************************************************

    poniedziałek – 26 października

    XXX tydzień zwykły

    Bł. Celina Borzęcka: Mówią, że nie jest mi dobrze w habicie…

    CELINA I JADWIGA BORZĘCKA
    East News

    *****

    Przez 20 lat była oddaną i dobrą żoną. Po śmierci męża wraz z córką odnalazły nowe powołanie. Te dwie święte polskie kobiety stworzyły dzieło, które dziś służy na całym świecie, a za przyczyną błogosławionej dzieją się cuda.

    26 października obchodzimy wspomnienie liturgiczne – i rocznicę śmierci – absolutnie niezwykłej kobiety, bł. Celiny Borzęckiej CR. Połączyła w swojej biografii życie rodzinne z zakonnym, stając się swoistym fenomenem w historii Kościoła.

    Po śmierci męża – będąc wcześniej świecką wierną, pełniąc rolę żony, matki i zaradnej pani majątku na Kresach – razem z młodszą córką Jadwigązałożyła zgromadzenie sióstr zmartwychwstanek.

    Celina została beatyfikowana 27 października 2007 roku, do czego przyczynił się cud za jej wstawiennictwem, wymodlony dla krewnego Borzęckich – Andrzeja. Młody chłopak, mistrz Polski we wspinaczce sportowej, spadł ze ścianki podczas treningu – lekarze określali jego stan jako beznadziejny.

    Obecnie trwa natomiast proces beatyfikacyjny córki Celiny, sługi Bożej Jadwigi Borzęckiej. Bóg pisze na krzywych liniach naszego życia, zaskakując nas nowymi wyzwaniami.


    Celina Borzęcka: żona i wdowa

    Celina urodziła się 29 października 1833 r. w majątku Antowil koło Orszy, na terenie dzisiejszej Białorusi. Jej rodzicami byli Ignacy Chludziński herbu Dołęga i Klementyna z Kossowów Chludzińska. Miała siostrę i brata, a rodzina bardzo się kochała, zapewniając jej wszystko, co potrzeba, aby była szczęśliwa.

    W „Pamiętniku dla córek”, jaki prowadziła przez lata, przyszła błogosławiona zanotowała:

    W dzieciństwie zawsze byłam otoczona osobami mi życzliwymi. […] Kto nie doznał wrażeń w młodości obok starań i pieszczot matki, kto nie uczuł szczęścia wśród rodziny, krewnych i przyjaciół, ten skamieniałe ma serce i nierozwinięte uczucia.

    W wieku 10 lat przystąpiła do I Komunii Świętej. Dwa lata później Chludzińscy przeprowadzili się do majątku Laskowicze, który potem odziedziczył syn Alojzy z rodziną.

    Celina marzyła o całkowitym poświęceniu się Bogu, pragnęła życia zakonnego, ale w 1853 r. rodzice wydali ją za mąż za – o 12 lat starszego – Józefa Borzęckiego, herbu Półkozic. Przez 20 lat była bardzo oddaną i dobrą żoną, tworzyli zgraną parę. Paradoksalnie, po jego przedwczesnej śmierci (w wieku 52 lat) napisała:

    Stan duszy rozpaczliwy – chęć do porzucenia wszystkiego. Wstręt do dziękowania Bogu za życie – żyję jak zwierzę, które czeka końca swego – ale nieszczęśliwsza od zwierzęcia, bo doczekać się swego końca nie może, bo rozumie, że żyje, że urodziła się i umrzeć musi. Wejście najgłębsze w mą nicość, prośba o wiarę, o światło, nie pomaga. Nie mam nic! Nie mam Boga! […] Wrócił stan pierwotny, gdy zabita zamążpójściem straciłam wiarę*.

    Celina Borzęcka: wyjazd do Rzymu

    Borzęccy mieszkali w majątku Obremszczyzna koło Grodna. Mieli czworo dzieci, z których dwoje zmarło wcześnie – Kazimierz w wieku 2,5 roku, a Maria mając 1,5. Starsza córka Celina wyszła za mąż, a matka wspierała ją mocno także już po założeniu zgromadzenia. Jadwiga była co prawda ulubienicą, ale w kształcenie obu córek i formowanie ich charakteru Celina wkładała ogromny trud i zaangażowanie.

    Przez 5 lat opiekowała się ofiarnie mężem, który w 1869 r. doznał paraliżu i stracił władzę w nogach. Kiedy zmarł, musiała sobie poradzić ze wszystkimi sprawami bytowymi, a przywykła do pewnego poziomu życia. Nie było łatwo.

    Po „ogarnięciu” skomplikowanych spraw majątkowych wyjechała z córkami do Rzymu. Tam Polonią opiekowali się zmartwychwstańcy. Poznała ojca Piotra Semenenkę, współzałożyciela i generała zakonu, który szybko stał się jej spowiednikiem, kierownikiem duchowym i mistrzem. Umiejętnie poprowadził wdowę (i córkę także) do nowego powołania.

    Borzęcka: Założycielka sióstr zmartwychwstanek

    Po 11 latach, już po śmierci duchowego mistrza, wraz z 28-letnią Jadwigą założyła Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa – żeńską gałąź zmartwychwstańców. To polski zakon, który narodził się na emigracji, aby wspierać duchowe i moralne odrodzenie Polaków po klęskach powstań listopadowego i styczniowego.

    Dom generalny sióstr znajduje się w Rzymie. Prowadzą przedszkola i szkoły, pracują z młodzieżą w różnych krajach, prowadzą misje w Afryce i Ameryce Płd. Głoszą radosną nowinę o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, stając się znakiem radości, pokoju i nadziei.

    Celina i Jadwiga Borzęckie razem złożyły śluby wieczyste 6 stycznia 1891 r. i jest to data powołania do życia zgromadzenia. Pierwszy dom w Polsce otworzyły w Kętach i tam obie zostały pochowane. Jadwiga zmarła przed matką, 27 września 1906 r.

    Uzdrowienie za przyczyną bł. Celiny

    Objęcie funkcji przełożonej zupełnie nowego zakonu w wieku 58 lat wymaga wielu wyrzeczeń, radykalnej przemiany życia. Już w tamtych czasach budziło to rozmaite reakcje otoczenia…

    Wkrótce po złożeniu ślubów Celina, osoba z „towarzystwa”, wyjechała dla poratowania zdrowia do wód w Krynicy. Miała możliwość poobserwować, jak zachowują się ludzie, najczęściej katolicy, na widok jej nowego stroju. Zanotowała później: „Mówią, że nie jest mi dobrze w habicie, że mi poszerza stan i twarz, że jako osoba świecka wyglądałam znacznie lepiej i że wobec tego żadna fotografia nie może być korzystna. Mówią, że zupełnie utraciłam wyraz słodyczy”.

    Celina Borzęcka zmarła w wieku 80 lat w Krakowie. Obremszczyzna została upaństwowiona, komuniści zamienili majątek na kołchoz. Zmartwychwstanki nadal się rozwijają, realizując misję matek założycielek. Ich oddanie młodym chyba Bóg widzi i docenia, bo w dniu podpisania dekretu zatwierdzającego uzdrowienie Andrzeja za przyczyną Celiny Borzęckiej, 16 grudnia 2006 r., po 7 latach od wypadku, ten zdobył kolejny złoty medal we wspinaczce sportowej, na zawodach we Wrocławiu.

    Życie wygrywa ze śmiercią na różne „sposoby” – poprzez zmartwychwstanie, wskrzeszenie, a czasem cudowne uzdrowienie. Na co dzień liczy się jednak praca i łaska, która pomaga łączyć aktywność z modlitwą i kontemplacją. Z przykładu Celiny Borzęckiej mogą czerpać zarówno osoby konsekrowane, jak i zanurzeni „w świecie” świeccy czy nawet kapłani.

    Modlitwa o łaski za wstawiennictwem bł. Celiny Borzęckiej

    Bądź uwielbiony, Panie Jezu, który udzieliłeś bł. Celinie daru szczególnego umiłowania tajemnicy paschalnej i pragnienia wypełnienia Twojej świętej woli. Ufając w Twoją bezgraniczną miłość do nas, prosimy Cię za jej wstawiennictwem o łaskę…

    Spraw, o Panie, aby Kościół mógł się radować zaliczeniem służebnicy Twojej Celiny do grona świętych dla większej chwały Twojej i naszego dobra. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Małgorzata Bilska/ ks. K. Wójtowicz CR „Bogactwo charyzmatów błogosławionej Celiny B.”, Kraków 2008

    ***********************************

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 19.00

    po Mszy św. – nabożeństwo różańcowe przed Najświętszym Sakramentem

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    ********

    Antyfona na wejście

    Niech się weseli serce szukających Pana. Rozważajcie o Panu i Jego potędze, zawsze szukajcie Jego oblicza.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, pomnóż w nas wiarę, nadzieję i miłość i daj nam ukochać Twoje przykazania, abyśmy mogli otrzymać obiecane zbawienie.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 4,32–5,8

    Bracia: Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i w darze na wdzięczną wonność Bogu. O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie. O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga.

    Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego. Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 1

    R/ Jak dobre dzieci, naśladujmy Boga.

    Błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą
    występnych,
    nie wchodzi na drogę grzeszników
    i nie zasiada w gronie szyderców,
    lecz w prawie Pańskim upodobał sobie
    i rozmyśla nad nim dniem i nocą. R/

    On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
    które wydaje owoc w swoim czasie,
    liście jego nie więdną,
    a wszystko, co czyni, jest udane. R/

    Co innego grzesznicy:
    są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
    Albowiem znana jest Panu droga sprawiedliwych,
    a droga występnych zaginie. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Słowo Twoje, Panie, jest prawdą, uświęć nas w prawdzie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 13,10-17

    Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.

    Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu”. Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, wejrzyj na dary,
    które Ci składamy, niech ta Ofiara,
    wyraz naszej służby, przyczyni się do Twojej chwały.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Będziemy się radować ze zbawienia i wielbić imię Pana Boga naszego.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech Twój Sakrament
    dokona w nas tego, co oznacza,
    abyśmy osiągnęli zjednoczenie z Chrystusem,
    którego przyjmujemy pod osłoną chleba i wina.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    **************************************************************************************************************

    Grzegorz Górny:

    Wyrok TK oparty jest na Konstytucji o lewicowym rodowodzie

    Zakaz aborcji eugenicznej nie był decyzją Trybunału Konstytucyjnego. Był decyzją narodu – przypomina rozpalonym, rewolucyjnym głowom pisarz, publicysta i autor filmów.

    „Zapis zawarty w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 roku nie pozostawiał sędziom Trybunału Konstytucyjnego pola manewru. Ich zadaniem nie było tworzenie prawa, a jedynie jego wykładnia oraz orzeczenie o zgodności bądź niezgodności z ustawą zasadniczą. Tak więc to bezpośrednio z Konstytucji RP wynika prawna ochrona życia nienarodzonych, także tych chorych, ułomnych i kalekich” – napisał na łamach portalu wPolityce.pl Grzegorz Górny.

    Publicysta przypominał rodowód ustawy zasadniczej, uchwalonej ponad dwie dekady temu za sprawą połączonych obydwu izb parlamentu. Konstytucja przyjęta została w kwietniu wspomnianego roku dzięki głosom: Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Demokratycznej i Unii Pracy. W majowym referendum wola większości posłów i senatorów została potwierdzona większością 53,45 proc. głosów. Niedługo później Konstytucję podpisał ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski.

    „Tak więc Konstytucja RP z 1997 roku miała potrójną legitymizację narodową” – podkreślił autor komentarza.

    Grzegorz Górny przypomniał, iż w 1997 roku Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Andrzeja Zolla potwierdził, że prawo do ochrony życia przysługuje człowiekowi na każdym etapie rozwoju, a więc tak samo w fazie prenatalnej, jak i po urodzeniu.

    „Osoby, które tak chętnie powołują się na Konstytucję RP, powinny więc pamiętać, że to właśnie ten dokument jest źródłem prawa zapewniającego ochronę życia człowieka, także chorego, ułomnego i kalekiego” – podsumował publicysta.

    źródło: wPolityce.pl/RoM/PCh24.pl

    *****************************************

    Módlcie się na różańcu, bo przez różaniec Aniołowie Boży wyciągają z otchłani dusze ludzkie, jak to wymownie przedstawił Michał Anioł w Sądzie Ostatecznym. 

    Łańcuch ocalenia
    Fragment malowidła “Sąd ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, przedstawia człowieka ratującego innych za pomocą różańca

    ***

    „Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie – Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia – oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski).

    ***************

    Ze znakiem łaski Boga, a nie ludzi

    Wyrozumiały Ojciec niebieski wysłuchał modlitwy. Wczoraj przedstawiciel rządu oświadczył mi, że zmienia się warunki mojej „izolacji”; zamieszkam w klasztorze Sióstr Nazaretanek w Komańczy, bez prawa wydalania się i sprawowania obowiązków biskupich. – Wszystko jest łaską. – Przypominam sobie, że od wielu miesięcy modliliśmy się o to, by łaska wolności, gdy przyjdzie, miała miejsce w dzień Najświętszej Maryi Dziewicy lub w Jej miesiącu. Byliśmy gotowi pozostać w więzieniu dłużej, byleby tylko mieć ten znak mocy Dziewicy Wspomożycielki, byleby tylko wyjść ze znakiem łaski Boga, a nie ludzi. – I stało się! Bo chociaż nie idę na wolność całkowitą, to jednak rozluźnienie więzów moich ma miejsce właśnie w dzień Sanctae Mariae in Sabbato i to w maryjnym miesiącu różańcowym, w przeddzień uroczystości Chrystusa Króla. Zwiastowanie tej łaski otrzymałem w uroczystość świętych Szymona i Tadeusza, w dniu piątkowym, podobnie jak zwiastowanie łaski więzienia otrzymałem w dniu piątkowym. Pierwszy dzień łaski więzienia był w sobotnim dniu Maryi i pierwszy dzień łaski ulgi jest również w Jej dniu.

    Bóg jest wyrozumiały na prośby ludzkie, na wrażliwe serce człowieka, który tak pragnie znaków Bożych na swoim życiu. Pamiętam prośbę zaniesioną do wiernych u Świętej Anny w dniu aresztowania: Módlcie się na różańcu, bo przez różaniec Aniołowie Boży wyciągają z otchłani dusze ludzkie, jak to wymownie przedstawił Michał Anioł w Sądzie Ostatecznym. I ta prośba jest spełniona, bo właśnie pomoc przychodzi w ostatnich dniach miesiąca różańcowego. O ileż łatwiej jest czekać na dalsze łaski, gdy dobry Bóg okazał swoją wyrozumiałość na dziecięce prośby nasze.

    sługa Boży kard. Stefan Wyszyński

    Kard. Stefan Wyszyński († 1981), prymas Polski. (Prudnik, 29.10.1955, w: „Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski”, Soli Deo, Warszawa 2019).

    **************************************************************************************************************

    wtorek, 27 października

    XXX TYDZIEŃ ZWYKŁY

    wspomnienie św. Sabiny z Rzymu, męczennicy

         Święta Sabina, męczennica, patronka Rzymu i gospodyń domowych, urodziła się w I w. w Rzymie. W liturgii wspomina się ją 29 sierpnia. Według starej tradycji święta pochodziła ze znakomitego rodu. Została żoną patrycjusza Walentyna. Wiarę chrześcijańską przyjęła pod wpływem swojej służebnicy, niewolnicy Serafii, dziewicy chrześcijańskiej. Razem z nią Sabina udawała się nocami do rzymskich katakumb, gdzie – z obawy przed cesarskimi prześladowcami – regularnie gromadzili się chrześcijanie. Tam przyjęła chrzest i brała udział w nabożeństwach. Gdy Serafię wkrótce schwytano i zachłostano na śmierć za wiarę, Sabina z wielką czcią pochowała jej ciało (Serafia, dziewica i męczennica, ma swoją notatkę zwaną elogium, w Martyrologium Rzymskim pod datą 3 września).

         W ten sposób ujawniła się przynależność Sabiny do chrześcijan, wskutek czego znalazła się w więzieniu. Praworządność rzymska nie pozwalała karać wolnych obywateli bez procedury sądowej. Dlatego Sabinę postawiono przed sędzią Elpidiuszem.

         Sędzia zapytał ją: “Ty jesteś tą Sabiną, dostojną niewiastą tak z pochodzenia, jak i przez małżeństwo?”

         Sabina odpowiedziała na to: “Tak, jestem nią i dzięki składam Zbawicielowi mojemu, Jezusowi Chrystusowi, że przez swoją służebnicę Serafię oswobodził mnie z więzów piekła”.

         Za to, że św. Sabina wzgardziła pogańskimi bożkami i odmówiła oddania im czci przez złożenie im rytualnej ofiary, sędzia skazał ją na karę śmierci. Jako patrycjuszka nie mogła być traktowana w sposób poniżający, dlatego została ścięta mieczem w 127 r., za panowania cesarza Hadriana. Chrześcijanie pochowali jej ciało w tym samym grobie, w którym ona złożyła swoją nauczycielkę wiary Serafię, na wzgórzu awentyńskim w Rzymie.

         Głównym źródłem wiadomości o naszej Świętej jest Passio Serapiae et Sabinae czyli opis męczeństwa Serafii i Sabiny. Passio to forma literacka zawierająca opis męki spisany przez naocznych świadków, sięgających niejednokrotnie do materiałów autobiograficznych i akt męczeństwa, o ile takie się zachowały. Wiarygodność takiego źródła może być podejrzana, ze względu na pomyłki czy zawodność ludzkiej pamięci, ale nie jest bajką. Zawiera ziarno prawdy, której nie można lekceważyć. Nawet Legendy o Świętych nie należą do bajek. Pisano je dla pożytku duchowego wiernych, dla budzenia w ich umysłach wzniosłych myśli, miłości Boga i zachęty do życia prawdziwie chrześcijańskiego. Na ich podstawie wierni wyrabiali sobie pojęcie o wielkości świętych, o wszechmocy Boga, który ich uświęcał i uzdalniał do męczeństwa. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że legendy są prawdziwsze niż historia.

         Prześladowania chrześcijan nie były kaprysem cesarzy lecz miały głębsze podłoże. Wojny domowe, napady wrogów, śmierć, rabunki, epidemie, zniszczenia, niepowodzenia i katastrofy – poganie rozumieli jako gniew bogów. W każdym takim przypadku szukali winnych. Winę znajdowali w chrześcijanach, ponieważ odmawiali udziału w aktach kultu pogańskiego, prowokując gniew bogów. Dla ich przebłagania władze rzymskie skazywały chrześcijan na śmierć, co było dla nich wielką próbą wiary.

    Kult

         Grób świętej Sabiny stał się miejscem kultu jako męczennicy. Na jej grobie na Awentynie zbudowano bazylikę ku jej czci. Od jej imienia nosi ona nazwę bazyliki św. Sabiny.

         Jest jedną z najbardziej godnych uwagi bazylik Wiecznego Miasta. Należy do bazylik stacyjnych.

         Gromadzą się tam wierni mieszkańcy Rzymu w Środę Popielcową na rozpoczęcie pokuty wielkopostnej.

         W księgach liturgicznych imię św. Sabiny znajduje się od VII w.: w lekcjonarzu z VII w., w ewangeliarzu z 645 r., w sakramentarzu Hadriana z 790 r. i w mszale z 1570 r. jako wspomnienie pod datą 29 sierpnia. Pod tą samą datą co roku obchodzi się na Awentynie rocznicę dedykacji Bazyliki św. Sabiny.

         Ikonografia: Sabinę artyści przedstawiają zwykle jako młodą męczennicę. Jej atrybutami są: gałązka palmowa, księga i korona. W koronie i z palmą można ją zobaczyć w najstarszym wyobrażeniu z VI w. w kościele św. Apolinarego w Rawennie. Artyści często podejmują temat związany z jej męczeństwem.


    ks. Tarsycjusz Sinka/Adonai.pl

    Bazylika św. Sabiny na Awentynie. ( Basilica di Santa Sabinae all’Aventino). Jest to jedna z najstarszych rzymskich bazylik zachowana na planie prostokąta z przepięknymi kolumnami w środku świątyni i wspaniała mozaiką z V wieku, która w XVI wieku została udoskonalona przez Taddeo Zuccari Rzym, Włochy, zdjęcie fotolia marcovarro

    **************************************************************************************************************


    środa – 28 października

    XXX TYDZIEŃ ZWYKŁY

    Uroczystość świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza

    Nasi pośrednicy

    Dominikos Theotokopulos, zwany El Greco „Św. Szymon Apostoł” i „Św. Juda Tadeusz Apostoł” olej na płótnie, 1610–1614 Muzeum Dom El Greco, Toledo
    Dominikos Theotokopulos, zwany El Greco „Św. Szymon Apostoł” i „Św. Juda Tadeusz Apostoł” olej na płótnie, 1610–1614 Muzeum Dom El Greco, Toledo



    Nie wiemy, jak naprawdę wyglądali apostołowie. A jednak na przełomie XVI i XVII wieku najwybitniejsi malarze na świecie prześcigali się w malowaniu ich portretów.

    Nie tylko scen biblijnych, w których uczniowie Jezusa uczestniczyli, ale właśnie portretów, skupiających się wyłącznie na tych godnych naśladowania, choć tak mało w gruncie rzeczy znanych osobach. Dlaczego właśnie wówczas pojawiły się takie obrazy? Były one artystycznym wyrazem tego, co wówczas działo się w Kościele katolickim.

    Powstałe w XVI wieku nowe Kościoły protestanckie zwalczały kult świętych, negowały ich znaczenie jako naszych pośredników, wstawiających się za nami w niebie. Kontrreformacja, czyli reforma Kościoła katolickiego, w pełni sformułowana na Soborze Trydenckim (1545–1563), nakazywała więc wzmocnić kult świętych. Podczas gdy w świątyniach przejmowanych przez wyznawców nauki Lutra czy Kalwina niszczono wizerunki świętych, w krajach, które pozostały przy katolicyzmie, pojawiało ich się coraz więcej.

    El Greco namalował serię dwunastu portretów, przedstawiających apostołów jako ludzi już sędziwych, mających doświadczenia długoletniej działalności misyjnej, prowadzonej po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Ciemne tło sprawia, że nic nie rozprasza uwagi widza wpatrującego się w ich twarze. Święty Juda Tadeusz opiera się na halabardzie, którą zadano mu męczeńską śmierć. Święty Szymon szuka wzmocnienia i natchnienia w księdze Pisma Świętego, którą pilnie studiuje.

    Nie wiemy, jak naprawdę wyglądali apostołowie. A jednak na przełomie XVI i XVII wieku najwybitniejsi malarze na świecie prześcigali się w malowaniu ich portretów.

    Nie tylko scen biblijnych, w których uczniowie Jezusa uczestniczyli, ale właśnie portretów, skupiających się wyłącznie na tych godnych naśladowania, choć tak mało w gruncie rzeczy znanych osobach. Dlaczego właśnie wówczas pojawiły się takie obrazy? Były one artystycznym wyrazem tego, co wówczas działo się w Kościele katolickim.

    Powstałe w XVI wieku nowe Kościoły protestanckie zwalczały kult świętych, negowały ich znaczenie jako naszych pośredników, wstawiających się za nami w niebie. Kontrreformacja, czyli reforma Kościoła katolickiego, w pełni sformułowana na Soborze Trydenckim (1545–1563), nakazywała więc wzmocnić kult świętych. Podczas gdy w świątyniach przejmowanych przez wyznawców nauki Lutra czy Kalwina niszczono wizerunki świętych, w krajach, które pozostały przy katolicyzmie, pojawiało ich się coraz więcej.

    El Greco namalował serię dwunastu portretów, przedstawiających apostołów jako ludzi już sędziwych, mających doświadczenia długoletniej działalności misyjnej, prowadzonej po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Ciemne tło sprawia, że nic nie rozprasza uwagi widza wpatrującego się w ich twarze. Święty Juda Tadeusz opiera się na halabardzie, którą zadano mu męczeńską śmierć. Święty Szymon szuka wzmocnienia i natchnienia w księdze Pisma Świętego, którą pilnie studiuje.

    W Tradycji Kościoła zachowały się różne wersje miejsc i okoliczności śmierci obu apostołów. Jedna z nich mówi o tym, że zginęli razem.

    Leszek Śliwa/GN 42/2011

    **************

    ŚWIĘTY SZYMON APOSTOŁ

    fot.Wikipedia

    ****

    Ewangelie wymieniają św. Szymona w ścisłym gronie uczniów Pana Jezusa. Jest on chyba najmniej znanym spośród nich. Ewangelie wspominają o nim tylko trzy razy. Mateusz i Marek dają mu przydomek Kananejczyk (Mt 10, 4; Mk 3, 18). Dlatego niektórzy Ojcowie Kościoła przypuszczali, że pochodził on z Kany Galilejskiej i był panem młodym, na którego weselu Chrystus Pan uczynił pierwszy cud. Współczesna egzegeza dopatruje się jednak w słowie Kananejczyk raczej znaczenia “gorliwy”, gdyż tak je również można tłumaczyć. Łukasz wprost daje Szymonowi przydomek Zelotes, czyli gorliwy (Łk 6, 15). Specjalne podkreślenie w gronie Apostołów, że Szymon był gorliwy, może oznaczać, że faktycznie wyróżniał się wśród nich prawością i surowością w zachowywaniu prawa mojżeszowego i zwyczajów narodu.
    Szymon Kananejczyk jest we wszystkich czterech katalogach Apostołów wymieniany zawsze obok św. Jakuba i św. Judy Tadeusza, “braci” (stryjecznych albo ciotecznych) Chrystusa, czyli Jego kuzynów (Mt 10, 4; Mk 3, 18; Łk 6, 15; Dz 1, 13). Czy był nim także i Szymon? Według Ewangelii św. Mateusza wydaje się to być pewnym (Mt 13, 55). Także i w tradycji chrześcijańskiej mamy nikłe wiadomości o Szymonie. Miał być bratem Apostołów: Jakuba Młodszego i Judy Tadeusza. Będąc krewnym Pana Jezusa, miał według innych zasiąść na stolicy jerozolimskiej po Jakubie Starszym i Jakubie Młodszym jako trzeci biskup i tam ponieść śmierć za cesarza Trajana, kiedy miał już ponad sto lat.
    Są jednak pisarze, którzy twierdzą, że Szymon Apostoł nie był krewnym Jezusa i jest osobą zupełnie inną od Szymona, biskupa Jerozolimy, który poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Trajana. Powołują się oni na to, że tradycja łączy go ze św. Judą Tadeuszem tylko dlatego, jakoby miał z nim głosić Ewangelię nad Morzem Czerwonym i w Babilonii, a nawet w Egipcie – i poza Palestyną razem z nim miał ponieść śmierć. Według tej tradycji obchodzi się ich święto tego samego dnia. Również ikonografia chrześcijańska dość często przedstawia razem obu Apostołów.
    O przecięciu Szymona piłą na pół, jak głosi legenda (a nawet – piłą drewnianą), dowiadujemy się z jego średniowiecznych żywotów. Ciało św. Szymona, według świadectwa mnicha Epifaniusza (w. IX), miało znajdować się w Nicopolis (północna Bułgaria), w kościele wystawionym ku czci Apostoła. W kaplicy świętych Szymona i Judy w bazylice św. Piotra, która obecnie jest także kaplicą Najświętszego Sakramentu, mają znajdować się relikwie obu Apostołów. Część relikwii ma posiadać również katedra w Tuluzie. Św. Szymon jest patronem diecezji siedleckiej oraz farbiarzy, garncarzy, grabarzy i spawaczy.

    Ewangelie wymieniają św. Szymona w ścisłym gronie uczniów Pana Jezusa. Jest on chyba najmniej znanym spośród nich. Ewangelie wspominają o nim tylko trzy razy. Mateusz i Marek dają mu przydomek Kananejczyk (Mt 10, 4; Mk 3, 18). Dlatego niektórzy Ojcowie Kościoła przypuszczali, że pochodził on z Kany Galilejskiej i był panem młodym, na którego weselu Chrystus Pan uczynił pierwszy cud. Współczesna egzegeza dopatruje się jednak w słowie Kananejczyk raczej znaczenia “gorliwy”, gdyż tak je również można tłumaczyć. Łukasz wprost daje Szymonowi przydomek Zelotes, czyli gorliwy (Łk 6, 15). Specjalne podkreślenie w gronie Apostołów, że Szymon był gorliwy, może oznaczać, że faktycznie wyróżniał się wśród nich prawością i surowością w zachowywaniu prawa mojżeszowego i zwyczajów narodu.
    Szymon Kananejczyk jest we wszystkich czterech katalogach Apostołów wymieniany zawsze obok św. Jakuba i św. Judy Tadeusza, “braci” (stryjecznych albo ciotecznych) Chrystusa, czyli Jego kuzynów (Mt 10, 4; Mk 3, 18; Łk 6, 15; Dz 1, 13). Czy był nim także i Szymon? Według Ewangelii św. Mateusza wydaje się to być pewnym (Mt 13, 55). Także i w tradycji chrześcijańskiej mamy nikłe wiadomości o Szymonie. Miał być bratem Apostołów: Jakuba Młodszego i Judy Tadeusza. Będąc krewnym Pana Jezusa, miał według innych zasiąść na stolicy jerozolimskiej po Jakubie Starszym i Jakubie Młodszym jako trzeci biskup i tam ponieść śmierć za cesarza Trajana, kiedy miał już ponad sto lat.
    Są jednak pisarze, którzy twierdzą, że Szymon Apostoł nie był krewnym Jezusa i jest osobą zupełnie inną od Szymona, biskupa Jerozolimy, który poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Trajana. Powołują się oni na to, że tradycja łączy go ze św. Judą Tadeuszem tylko dlatego, jakoby miał z nim głosić Ewangelię nad Morzem Czerwonym i w Babilonii, a nawet w Egipcie – i poza Palestyną razem z nim miał ponieść śmierć. Według tej tradycji obchodzi się ich święto tego samego dnia. Również ikonografia chrześcijańska dość często przedstawia razem obu Apostołów.
    O przecięciu Szymona piłą na pół, jak głosi legenda (a nawet – piłą drewnianą), dowiadujemy się z jego średniowiecznych żywotów. Ciało św. Szymona, według świadectwa mnicha Epifaniusza (w. IX), miało znajdować się w Nicopolis (północna Bułgaria), w kościele wystawionym ku czci Apostoła. W kaplicy świętych Szymona i Judy w bazylice św. Piotra, która obecnie jest także kaplicą Najświętszego Sakramentu, mają znajdować się relikwie obu Apostołów. Część relikwii ma posiadać również katedra w Tuluzie. Św. Szymon jest patronem diecezji siedleckiej oraz farbiarzy, garncarzy, grabarzy i spawaczy.

    W ikonografii św. Szymon w sztuce wschodniej przedstawiany jest z krótkimi włosami lub łysy, w sztuce zachodniej ma dłuższe włosy i kędzierzawą brodę. Jego atrybutami są: księga, kotwica, palma i piła (drewniana), którą miał być rozcięty, topór, włócznia.

    ŚWIĘTY JUDA-TADEUSZ APOSTOŁ

    Święto świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza
    fot. Henryk Przondziono/ GOŚĆ

    ***

    O życiu św. Judy nie wiemy prawie nic. Miał przydomek Tadeusz, czyli “Odważny” (Mt 10, 3; Mk 3, 18). Nie wiemy, dlaczego Ewangeliści tak go nazywają. Był bratem św. Jakuba Młodszego, Apostoła (Mt 13, 55), dlatego bywa nazywany również Judą Jakubowym (Łk 6, 16; Dz 1, 13). Nie wiemy, dlaczego Orygenes, a za nim inni pisarze kościelni nazywają Judę Tadeusza także przydomkiem Lebbeusz. Mogłoby to mieć jakiś związek z sercem (hebrajski wyraz leb znaczy tyle, co serce) albo wywodzić się od pewnego wzgórza w Galilei, które miało nazwę Lebba. Był jednym z krewnych Jezusa. Prawdopodobnie jego matką była Maria Kleofasowa, o której wspominają Ewangelie.
    Imię Judy umieszczone na dalszym miejscu w katalogu Apostołów sugeruje jego późniejsze wejście do grona uczniów. To on przy Ostatniej Wieczerzy zapytał Jezusa: “Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” Zasadne jest zatem przypuszczenie, że św. Juda, przystępując do grona Apostołów, kierował się na początku perspektywą zrobienia przy Chrystusie kariery.
    Juda jest autorem jednego z listów Nowego Testamentu. Sam w nim nazywa siebie bratem Jakuba (Jud 1). Z listu wynika, że prawdopodobnie był człowiekiem wykształconym. List ten napisał przed rokiem 67, gdyż zapożycza od niego pewne fragmenty i słowa nawet św. Piotr. Po Zesłaniu Ducha Świętego Juda głosił Ewangelię w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii; niektóre z wędrówek misyjnych odbył razem ze św. Szymonem. Część tradycji podaje, że razem ponieśli śmierć męczeńską. Inne mówią, że Szymon został zabity w Jerozolimie, a Juda Tadeusz prawdopodobnie w Libanie lub w Persji.
    Hegezyp, który żył w wieku II, pisał, że Juda był żonaty, kiedy wstąpił do grona Apostołów. Dlatego podejrzliwy na punkcie władzy cesarz Domicjan kazał wezwać do Rzymu wnuków św. Judy w obawie, aby oni – jako “krewni” Jezusa – nie chcieli kiedyś sięgnąć także po jego cesarską władzę. Kiedy jednak ujrzał ich i przekonał się, że są to ludzie prości, odesłał ich do domu.
    Kult św. Judy Tadeusza jest szczególnie żywy od XVIII w. w Austrii i w Polsce. Bardzo popularne jest w tych krajach nabożeństwo do św. Judy jako patrona od spraw beznadziejnych. Z tego powodu w wielu kościołach odbywają się specjalne nabożeństwa ku jego czci, połączone z odczytaniem próśb i podziękowań. Czczone są także jego obrazy. Jest patronem diecezji siedleckiej i Magdeburga. Jest także patronem szpitali i personelu medycznego.

    W ikonografii św. Juda Tadeusz przedstawiany jest w długiej, czerwonej szacie lub w brązowo-czarnym płaszczu. Trzyma mandylion z wizerunkiem Jezusa – według podania jako krewny Jezusa miał być do Niego bardzo podobny. Jego atrybutami są: barka rybacka, kamienie, krzyż, księga, laska, maczuga, miecz, pałki, którymi został zabity, topór.

    Internetowa Liturgia Godzin – Czytelnia.pl

    *************

    MSZA ŚWIĘTA

    This image has an empty alt attribute; its file name is suspension-of-Mass.jpg

    Antyfona na wejście

    Bóg z miłości wybrał Szymona i Judę Tadeusza na Apostołów i dał im wieczną chwałę.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty nas doprowadziłeś do poznania
    Twojego imienia przez nauczanie świętych Apostołów, spraw za wstawiennictwem świętych Szymona
    i Judy Tadeusza, aby Twój Kościół wzrastał,
    pociągając do wiary nowe narody.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 2,19-22

    Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 19

    R/ Po całej ziemi ich głos się rozchodzi.

    Niebiosa głoszą chwałę Boga,
    dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
    Dzień opowiada dniowi,
    noc nocy przekazuje wiadomość. R/

    Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
    których by dźwięku nie usłyszano:
    Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
    ich słowa aż po krańce świata. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ciebie, Boże, chwalimy, Ciebie, Panie, wysławiamy, Ciebie wychwala przesławny chór Apostołów. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 6,12-19

    W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.

    Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij nasze dary
    na cześć świętych apostołów Szymona i Judy Tadeusza, którzy cieszą się wieczną chwałą, i spraw,
    abyśmy godnie uczestniczyli w Najświętszej Ofierze. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać.

    Modlitwa po Komunii

    Przyjąwszy Najświętszy Sakrament, zjednoczeni w Duchu Świętym, pokornie błagamy Cię, Boże,
    aby Ofiara złożona dla uczczenia męczeństwa apostołów Szymona i Judy Tadeusza, utwierdziła nas w Twojej miłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***************

    fot.radio Niepokalanów.pl

    ***

    Ojciec św. Benedykt XVI podczas audiencji generalnej 11 października 2006 roku tak mówił o Apostołach Pana, których święto dziś obchodzimy:

    “Szymon wymieniany jest w czterech spisach z różnymi przydomkami: Mateusz i Marek nazywają go «Kananejczykiem», natomiast Łukasz określa go słowem «Gorliwy». W rzeczywistości obydwa określenia są równoznaczne, ponieważ wskazują na to samo: w języku hebrajskim bowiem słowo qanà znaczy „być zazdrosnym, pełnym pasji”, i można je odnieść zarówno do Boga, zazdrosnego o wybrany przez siebie lud, jak i do ludzi, którzy z wielką żarliwością, z pełnym oddaniem służą Bogu, jak Eliasz. Jest więc możliwe, że Szymon, nawet jeśli nie należał do nacjonalistycznego stronnictwa zelotów, odznaczał się przynajmniej gorliwą troską o tożsamość żydowską, a więc o Boga, o Jego lud oraz o Prawo Boże. (…)

    Jeżeli zaś chodzi o Judę Tadeusza, został tak nazwany przez tradycję, która połączyła dwa różne imiona. Mateusz i Marek nazywają go po prostu „Tadeuszem”, natomiast Łukasz nazywa go „Judą, synem Jakuba”. (…) Niewiele mamy o nim wiadomości. Jedynie Jan mówi o jego pytaniu, skierowanym do Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Tadeusz zwraca się do Pana: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” Jest to bardzo aktualne pytanie, które również my stawiamy Panu: dlaczego Zmartwychwstały nie objawił się w całej chwale swoim przeciwnikom, aby pokazać, że to Bóg jest zwycięzcą? Dlaczego objawił się tylko swoim uczniom? Odpowiedź Jezusa jest tajemnicza i głęboka. Mówi On: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy”. Oznacza to, że Zmartwychwstały powinien być widziany, pojmowany również sercem, tak by Bóg mógł w nas zamieszkać. Pan nie ukazuje się jako jakiś przedmiot. On pragnie wkroczyć w nasze życie, i dlatego warunkiem i wymogiem Jego objawienia jest otwarte serce. Tylko w ten sposób widzimy Zmartwychwstałego.”

    papież Benedykt XVI

    **************************************************************************************************************


    czwartek – 29 października

    XXX TYDZIEŃ ZWYKŁY

    DZIŚ WSPOMNIENIE ŚWIĘTEGO ŚWIĘTEGO FELICJANA

    ŚWIĘTY FELICJAN
    JoJan/Wikipedia | CC BY-SA 3.0

    **************

    Martyrologium rzymskie wspomina męczeńską śmierć Felicjana w Kartaginie razem ze 124 towarzyszami. Być może współ-męczennicy ponieśli śmierć podczas tego samego prześladowania, ale w różnych miejscowościach. Nazywani są oni męczennikami afrykańskimi. Męczeństwo miało miejsce prawdopodobnie na początku III w. za czasów Septymiusza Sewera, który w 202 r. zakazał chrześcijanom gromadzenia się. W tej sytuacji sprawowanie liturgii groziło uczestnikom śmiercią.
    Kartagina była w czasach cesarstwa rzymskiego stolicą senackiej prowincji Afryka Prokonsularna, która stała się ośrodkiem silnie rozprzestrzeniającego się na północy kontynentu starożytnego chrześcijaństwa.

    Internetowa Liturgia Godzin – Czytelnia.pl

    ***************

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Niech się weseli serce szukających Pana. Rozważajcie o Panu i Jego potędze, zawsze szukajcie Jego oblicza.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, pomnóż w nas wiarę, nadzieję i miłość i daj nam ukochać Twoje przykazania, abyśmy mogli otrzymać obiecane zbawienie.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 6,10-20

    W końcu, bracia, bądźcie mocni w Panu siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich.

    Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc do walki, przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę za tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego.

    Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże, wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu. Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień, ażebym jawnie ją wypowiedział, tak jak winienem.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 144

    R/ Błogosławiony Pan, Opoka moja.

    Błogosławiony Pan, Opoka moja.
    On mocą i warownią moją,
    osłoną moją i moim wybawcą,
    moją tarczą i schronieniem. R/

    Boże, będę Ci śpiewał pieśń nową,
    grać Ci będę na harfie o dziesięciu strunach.
    Ty królom dajesz zwycięstwo,
    Tyś wyzwolił sługę Twego, Dawida. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 13,31-35

    W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa: „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”. Lecz On im odpowiedział: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi: «Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu». Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.

    Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, wejrzyj na dary,
    które Ci składamy, niech ta Ofiara,
    wyraz naszej służby, przyczyni się do Twojej chwały. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Będziemy się radować ze zbawienia i wielbić imię Pana Boga naszego.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech Twój Sakrament
    dokona w nas tego, co oznacza,
    abyśmy osiągnęli zjednoczenie z Chrystusem,
    którego przyjmujemy pod osłoną chleba i wina.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    *******************************

    Święci i Błogosławieni na każdy dzień:

    piątek – 30 pażdziernika
    -Święty Alfons Rodriguez: Cierpliwy furtian

    sobota – 31 października
    – Święty Wolfgang z Ratyzbony

    *************************************

    Grzechy zaniedbania w modlitwie

    Często zapominamy zupełnie, że modlitwa powinna być przede wszystkim aktem uwielbienia. Nie rozumiemy, że potrzeba, aby się święciło Imię Boże, by przyszło Królestwo Jego i stała się Jego wola, zanim nam Bóg udzieli chleba powszedniego.

    Naprzykrzamy się Bogu swoimi kłopotami, nie interesując się specjalnie Jego sprawami. Wzywamy Go na modłę pogan, jedynie dla uproszenia sobie pomyślnego obrotu w jakichś trudnościach lub uzdrowienia w chorobie. Wzywamy Go zwłaszcza wtedy, gdy wyczerpawszy już wszelkie ludzkie środki uważamy pośrednictwo nadprzyrodzone za ostatni atut w grze – ostatnią stawkę do przegrania.

    Nie łączymy się z całym stworzeniem Boga, aby Go wielbić za ranki i wieczory, za szron i chmury, i rosę, i mgłę, za burze i góry, za niziny i morza, za ptaki niebieskie i zwierzęta polne, i ryby oceanu.

    Przechodzimy obojętnie obok wszystkich tych ołtarzy i hymnów dziękczynnych, starzejemy się pośród nich z duszą ślepą i głuchą, a w ogólnym hołdzie wszechświata jeden tylko człowiek – kapłan stworzenia – często nie bierze żadnego udziału.

    Nie łączymy się z całą ludzkością w celu wielbienia Boga. Słowa modlitwy Pańskiej wymawiamy bezmyślnie samymi tylko wargami. Nie rozumiemy, że jeśli Bóg jest wspólnym naszym Ojcem, winniśmy Go też wspólnie uwielbiać za dobroć, którą nas wszystkich ogarnia. W modlitwach naszych nie składamy Mu hołdu za wszystkie dobrodziejstwa, którymi obsypał ludzkość od pierwszych chwil jej istnienia. Nie wielbimy Go za raj, za przebaczenie udzielone w dniu upadku, za patriarchów i proroków, za obietnicę Odkupienia i jej ziszczenie przez Syna Jego, Jezusa Chrystusa, za apostołów i męczenników, za święte dziewice i wszystkich wyznawców Jego Kościoła, troistego a jedynego jak On sam, Kościoła triumfującego, cierpiącego i walczącego w jednej wierze i jednym chrzcie świętym.

    Jeśli zatem pierwsze słowa modlitwy Pańskiej – Ojcze nasz – nie wywołują w naszych sercach całego szeregu tych uczuć, są one tylko pustym dźwiękiem na ustach naszych.

    Nie zwracamy też uwagi na głos liturgii, przemawiający do naszej wrażliwości i wyobraźni, aby dopomóc naszym duszom do wielbienia Boga. Nie zgłębiamy znaczenia okresów roku liturgicznego, ani barwy szat, ani obrzędów. Nie staramy się poznać sztuki ani poezji kościelnej, które by nam tak bardzo mogły ułatwić radosne wzniesienie duszy ku Stwórcy i Ojcu w łączności z całą przyrodą i z ludzkością całą.

    Nie znamy modlitw Mszy św. i nie zadajemy sobie trudu, aby je poznać. Zamiast w niej uczestniczyć zadowalniamy się bierną tylko obecnością w czasie jej odprawiania. Podczas gdy Zbawiciel przelewa na ołtarzu swą Krew Przenajświętszą, przesuwamy mechanicznie ziarnka różańca lub przerzucamy kartki pierwszej lepszej książeczki do nabożeństwa, nie zwracając uwagi na niepojętą tajemnicę, która się za nas na ołtarzu dokonywa. Modlimy się w czasie Mszy św. i zamawiamy ją tylko na intencję osobistych potrzeb, zapominając, że święta ta Ofiara jako odnowienie Ofiary Kalwaryjskiej ma przede wszystkim charakter ogólny i powszechny.

    Poza tym wszelkie znane nam modlitwy, wyrażające uwielbienie, skruchę i dziękczynienie odmawiamy prawie wyłącznie w celu uproszenia sobie darów i łask. Jesteśmy przekonani, że odmówienie pewnej ilości Pozdrowień Anielskich ma w pierwszym rzędzie na celu – nie uczczenie Przenajświętszej Dziewicy, lecz głównie pomyślny wynik jakiegoś egzaminu, procesu czy operacji.

    Nie poddajemy się działaniu myśli i uczuć, natchnionych przez Ducha Świętego, uświęconych przez Kościół i przesiąkniętych poprzez wszystkie wieki i na każdym miejscu żarem miłości i utęsknienia ludzkiego. Myślimy o Bogu w terminach chłodnej filozofii lub taniego sentymentalizmu, zdobywając się zaledwie tu i ówdzie na jakiś mizerny, czysto osobisty poryw, Odnosimy się do Niego w sposób wyszukanie lub naiwnie indywidualny, modernistyczny lub przestarzały, W każdym razie w tych nawet chwilach, kiedy się nam zdaje, że wielbimy Boga, myśli nasze i uczucia skierowane są przede wszystkim na nas samych i na nasze potrzeby.

    Słowem – nie rozumiemy często modlitwy uwielbienia lub rozumiemy ją źle.

    Jakub Debout, Grzechy zaniedbania, Warszawa 1939/PCh24.pl

    **************************************************************************************************************

    Statystyki watykańskie: Europa ma najwięcej księży i zakonników

    Samplefot. Luis Ángel Espinosa / Cathopic

    ****

    Przeciętnie jeden ksiądz katolicki na świecie musi sprawować opiekę nad około 3 210 katolikami, a jeden ksiądz przypada na 14 638 osób niezależnie od wyznania. Wynika to ze statystyki opublikowanej przez Watykan w związku z obchodzonym 18 października Światowym Dniem Misyjnym.

    Według stanu na 31 grudnia 2018 roku na świecie żyje 1,329 miliarda katolików, co stanowi 17,7 procent ogółu liczącej 7,496 miliardów ludności świata.

    Wśród pracowników duszpasterskich Kościoła katolickiego na świecie jest 414 000 księży, 47 500 stałych diakonów, 641 660 sióstr zakonnych i 50 941 braci zakonnych. Rocznik statystyczny Kościoła zalicza do tej grupy także 376 188 świeckich misjonarzy i katechistów. Jak zwrócono uwagę, w odróżnieniu od innych grup, liczba stałych diakonów i świeckich misjonarzy systematycznie rośnie.

    Na koniec 2018 roku na świecie było 5377 biskupów katolickich, 12 mniej niż rok wcześniej. Liczby księży, zakonników i katechistów zmniejszyły się zwłaszcza w Ameryce Płn. i Europie, wzrosły natomiast w Afryce i Azji. Ten trend utrzymuje się od kilku lat.

    Najwięcej katolików żyje w Ameryce (642 mln), następnie w Europie (286 mln) i Afryce (243 mln). Natomiast najwięcej księży ma Europa (170 936). W Ameryce Północnej i Południowej ich liczba wynosi tylko 122 383, w Azji 68 265, a w Afryce 47 812.

    Europa ma też najwięcej sióstr zakonnych (224 246), w Azji jest ich 174 165, a w Ameryce 160 032. Braci zakonnych bez święceń kapłańskich jest w Europie 14 274, nieco mniej, bo 14 125 w Ameryce.

    Najwięcej stałych diakonów (31 106) działa na kontynencie amerykańskim, głównie w USA, a następnie w Europie (15 090). W Afryce, Azji i Oceanii jest ich tylko od 350 do 480.

    19 października 2020/Watykan/Kai.pl

    **************************************************************************************************************

    18 października 2020

    XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    LITURGIA SŁOWA

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza – Iz 45,1.4-6

    To mówi Pan o swym pomazańcu Cyrusie: „Ja mocno ująłem go za prawicę, aby ujarzmić przed nim narody i królom odpiąć broń z pasa, aby otworzyć przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły. Z powodu sługi mego, Jakuba, Izraela, mojego wybrańca, nazwałem cię twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Mnie nie znałeś, Ja jestem Pan i nie ma innego. Poza Mną nie ma boga. Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Panem i nie ma innego”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 96

    R/ Pośród narodów głoście chwałę Pana.

    Śpiewajcie Panu pieśń nową,
    śpiewaj Panu ziemio cała.
    Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
    rozgłaszajcie cuda pośród wszystkich ludów. R/

    Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały,
    budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie.
    Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą,
    Pan zaś stworzył niebiosa. R/

    Oddajcie Panu, rodziny narodów,
    oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
    Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu,
    przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce. R/

    Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku.
    Zadrżyj ziemio cała przed Jego obliczem.
    Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
    Będzie sprawiedliwie sądził ludy. R/

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Tesaloniczan – 1 Tes 1,1-5b

    Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój. Zawsze dziękujemy Bogu za was wszystkich, wspominając o was nieustannie w naszych modlitwach, pomni przed Bogiem i Ojcem naszym na Wasze dzieło wiary, na trud miłości i na wytrwałą nadzieję w Panu naszym, Jezusie Chrystusie. Wiemy, bracia przez Boga umiłowani, o wybraniu Waszym, bo nasze głoszenie Ewangelii wśród Was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 22,15-21

    Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”

    Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu Mnie kusicie, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową”. Przynieśli mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.

    Oto słowo Pańskie.

    ***

    komentarz do LITURGII SŁOWA

    Wikipedia.org/Niedziela Ogólnopolska 42/2020

    ***

    Franz Jäggerstätter urodził się w Austrii w rodzinie katolickiej. Nic nie wskazywało w jego młodzieńczych latach, że życie poprowadzi go do męczeństwa. Był zwyczajnym, niczym nie wyróżniającym się wśród rówieśników chłopcem. Ukończył podstawową szkołę a potem pracował jako robotnik. I oto w pewnym okresie swojego życia nagle stał się bardzo dojrzały i odpowiedzialny. Sprawy religii traktował  poważnie. I to nie było u niego jakieś fanatyczne. On był po prostu dobrym katolikiem, nie z metryki, jak to się mówi. Ożenił się z Anną, którą zapoznał w swojej rodzinnej miejscowości. Mieli troje dzieci.

    W tym czasie sytuacja w Europie wyglądała coraz bardziej złowrogo ze swoją Drugą Wojną Światową. Franz miał 36 lat kiedy poznał co to jest strach w całej swojej rozciągłości.    Mianowicie dostał wezwanie do armii hitlerowskiej. Ale on już wcześniej rozważył ten problem i zadecydował, że nie pójdzie. Wtedy taka odmowa była równoznaczna samobójstwem. Przyjaciele próbowali go nakłonić, żeby zmienił decyzję. Ale on odpowiadał bardzo zdecydowanie:

    • Nie mogę iść.
    • Dlaczego?
    • Ponieważ jestem przekonany, że ta wojna nie jest wojną sprawiedliwą. Uważam, że gdybym poszedł zrobiłbym źle. To byłoby brew mojemu sumieniu. 
    • Ale wielu innych poszło. Czemu ty nie możesz?
    • Co inni robią, to jest ich sprawa. Ja muszę postępować według mojego sumienia.  
    • To gdzie jest twoja lojalność do ludzi z twojego kraju, do twojej flagi?
    • Nie próbujcie mi mieszać w głowie. Ja kocham moich ludzi, moją ojczyznę, ale dla mnie jest jeszcze jedno prawo, które stoi ponad wszystkimi ludzkimi prawami. Jest to prawo Boże. A ono mi mówi, że ta wojna jest niesprawiedliwa.
    • Zobacz, my wszyscy jesteśmy zobowiązani aby słuchać władzę. Poza tym nie ty robisz wojnę. Więc nie jesteś za nią odpowiedzialny.
    • To prawda, ale ja wciąż mam swoje sumienie, które przypomina mi, że przyjdzie taki dzień, w którym będę musiał odpowiedzieć za wszystko co zrobiłem. I wtedy nie będę mógł chować się za kimś innym, zasłaniać moim krajem, czy moją flagą.
    • Pewnie myślisz, że jesteś lepszy od tych wszystkich którzy idą na wojnę i podejmują ryzyko utraty swojego życia na froncie?
    • Ja wcale tak nie powiedziałem. Tak naprawdę ja zdaję sobie sprawę, że jestem słaby, tchórzliwy i popełniam złe rzeczy. Tylko gdybym poszedł czułbym się winny i straciłbym wewnętrzny pokój.
    • Na pewno któregoś dnia ubierzesz mundur i weźmiesz broń do ręki, a wtedy poczujesz  się zupełnie inaczej. Zapomnisz o swoich dziwnych ideałach.
    • Dla mnie istnieje jednak coś bardziej  cenniejszego niż mundur czy jakieś wojenne odznaczenia.
    • I co to takiego?
    • Tą najbardziej cenną rzeczą jaka istnieje na świecie jest świadomość nie uczestniczenia w złu.
    • I to jest twoja ostateczna odpowiedź?
    • Tak to jest moja ostateczna odpowiedź.

    Franz zdawał sobie sprawę z wszystkich konsekwencji wynikających z jego odmowy. Niedługo po tej rozmowie został aresztowany. Jeszcze w więzieniu próbowano nakłonić go do zmiany zdania. Nawet żona błagała, aby raz jeszcze zastanowił się nad swoją decyzją. Ale było to daremne. 9 sierpnia 1943 wykonano na nim wyrok śmierci.

    Franz bardzo przypomina Tomasza More. Król Anglii Henryk VIII domagał się, aby Rzym unieważnił jego małżeństwo, które było ślubem ważnie zawartym. Kiedy okazało się to niemożliwe władca postanowił wziąć całą sprawę w swoje ręce i ożenił się powtórnie. I nakazał wszystkim pełniącym ważne urzędy na jego dworze podpisać dokument oznajmiający, że król postąpił słusznie. Wielu podpisało, ale Tomasz More odmówił i zapłacił za to swoim życiem.  

    „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Taką dał odpowiedź Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie tylko tym, którzy obłudnie zadali Mu pytanie: „Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?”  Im zresztą nie o prawdę szło. Oni chcieli tylko „pochwycić Jezusa w mowie”. Ta Boża odpowiedź jest skierowana do każdego ludzkiego sumienia, aby umiało się rozeznać w różnych sytuacjach życia co jest dobrem prawdziwym, a co jest tylko egoistyczną samowolą. Istnieje tu granica i to bardzo wyraźna pomiędzy tym co boskie, a tym, co cesarskie.

    Czy przypadkiem ja sam nie grzeszę taką obłudą próbując stawiać podchwytliwe pytania samemu Bogu? Tu pomysłowość człowieka w wyszukiwaniu argumentów jest bardzo duża, aby tylko przesunąć granicę, którą nakreślił Bóg. Chodzi o to, aby było trochę łatwiej, trochę przyjemniej, żeby w trudnych sytuacjach wybrać drogę wygodną.  W ten sposób wchodzę w takie zakłamane sytuacje, w których można się całkowicie pogubić i zaplątać.

    Adam Mickiewicz wyraził bardzo dosadnie taką sytuacje człowieka:  

    „Mówisz, niech sobie ludzie nie kochają Boga,

    byle im była cnota i Ojczyzna droga.

    Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,

    Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach”.

    Dobrym zakończeniem na odpowiedź daną przez Pana Jezusa niech będzie tekst pochodzący z II wieku. Jest to List do Diogneta opisujący życie pierwszych chrześcijan. Pismo to zostało odnalezione wśród dzieł greckiego filozofa, wybitnego apologety chrześcijańskiego św. Justyna:

    „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą.

    Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazywani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im niedostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani, radują się jak ci, co budzą się do życia.

    […] Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie”

    Ks. Marian SAC

    **************************************************************************************************************


    Dziś wspomnienie św. Łukasza Ewangelisty

    Słowo i obraz

    Dominikos Theotokopulos, zwany El Greco, "Święty Łukasz".

    Dominikos Theotokopulos, zwany El Greco, “Święty Łukasz” – katedra Santa María, Toledo

    Święty Łukasz otwiera przed nami księgę. Jedna strona jest zapisana, drugą pokrywa ilustracja. Nie możemy mieć wątpliwości – Ewangelista jest autorem zarówno tekstu, jak i sąsiadującego z nim portretu Maryi z Dzieciątkiem. Świadczy o tym trzymany przez niego pędzel.

    Święty Łukasz według tradycji potrafił malować. Teodor Lektor (VI wiek) podaje, że Ewangelista namalował obraz Matki Bożej, który zabrała z Jerozolimy Eudoksja, żona cesarza Teodozjusza II. Od tego czasu autorstwo św. Łukasza przypisywano wielu ikonom. Malarze uważali go więc za swego patrona. Portretując Łukasza, bardzo często myśleli o… sobie. O swojej pracy, o roli, jaka przypadła im w udziale – ludzi przekazujących i komentujących swym pędzlem najważniejsze prawdy, prawdy biblijne. Istnieje hipoteza, że św. Łukasz na tym obrazie to autoportret El Greca.

    W roku 1600, a więc kilka lat przed powstaniem obrazu, w Madrycie ukazała się książka Gaspara Gutiérreza de los Ríos pt. „Noticia General para la Estimación de las Artes” (Wiadomość ogólna o poszanowaniu sztuk), której autor przekonywał o wyższości opowiadania historii obrazami nad narracją tekstową.

    Historycy sztuki uważają, że ta książka dodała odwagi artyście z Toledo, by zrównać pracę Ewangelisty z trudem malarza. Dlatego Łukasz na jego obrazie pokazuje nam tekst biblijny wraz z ilustracją. Artysta sugerować ma przy tym, jak się wydaje, że jedno znakomicie uzupełnia drugie. Widzimy więc Łukasza nie w chwili pisania lub malowania, ale gdy ukazuje nam finalny efekt swojej pracy.

    Leszek Śliwa/GN 41.2010

    ***************

    Bóg – Ojciec miłosierny w Ewangelii św. Łukasza

    Pompeo Batoni, Powrót syna marnotrawnego

    Pompeo Batoni, Powrót syna marnotrawnego/AUTOR / CC 1.0

    ***

    W Ewangelii św. Łukasza jest znacznie mniej wyraźnych wzmianek o Bogu jako Ojcu Jezusa i Ojcu ludzi niż w Ewangelii św. Marka i św. Mateusza.

    W Ewangelii św. Łukasza jest znacznie mniej wyraźnych wzmianek o Bogu jako Ojcu Jezusa i Ojcu ludzi niż w Ewangelii św. Marka i św. Mateusza. Rzeczownik „ojciec” 17 razy odnosi się do Boga, w tym 12 razy Ewangelista określa Go jako Ojca Jezusa, a 5 razy jako Ojca ludzi. Ale to nie oznacza, że temat ojcostwa Boga jest marginalny w Ewangelii św. Łukasza.

    Czy Ewangelista nazywa Boga Ojcem Jezusa?

    Anioł Gabriel dwa razy nazywa Jezusa Synem Boga (Łk 1,32.35).  Takie stwierdzenie sugeruje zatem, że Bóg jest Jego Ojcem.[1]

    Św. Łukasz stwierdza, że syn Zachariasza będzie „wielki w oczach Pana” (Łk 1,15), natomiast syn Maryi jest wielki w sensie absolutnym (Łk 1,32). Przymiotnik wielki używany jako orzecznik (= być wielkim) bez żadnego dodatku jest zarezerwowany dla Boga. Jezus będzie tak wielki jak Bóg. Dalszy ciąg orędzia potwierdza to jeszcze wyraźniej: „zostanie nazwany Synem Najwyższego”. Ten zwrot może mieć znaczenie czysto metaforyczne. Królowie Izraela, począwszy od Salomona, są nazywani synami Bożymi (por. Ps 2,7). Ponadto wyrażenie to może mieć sens tylko mesjański bez jakiejkolwiek aluzji do bóstwa. Nie ulega jednak wątpliwości, że św. Łukasz posługuje się tym wyrażeniem w sensie absolutnym. Tytuł „Syn Najwyższego” odróżnia Jezusa od wszystkich ludzi i wskazuje na Jego jedyną w swoim rodzaju relację z Bogiem. Dla św. Łukasza jest jasne, że Jezus jest Synem Boga, chociaż jest także Mesjaszem (por. Łk 1,32b-33).[2] A zatem Bóg jest Jego Ojcem.

    W dalszej części Łukaszowego opisu znajdujemy słowa: „Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35b). Dziewicze łono Maryi stanie się sanktuarium Boga, nowym Miejscem Najświętszym, dlatego dziecko będzie święte, ale nie jak Samson, Samuel czy Jan Chrzciciel, lecz świętością absolutnie wyjątkową i właściwą tylko Bogu. Będzie to rezultat wyjątkowej obecności Boga w łonie Matki-Dziewicy. Święte – to będzie Jego nowe imię określające Jego naturę. Aby usunąć wszelką wątpliwość, anioł precyzuje wieloznaczne określenie Święte przy pomocy zwrotu Syn Boży, który w naszym wypadku ma jednoznaczny sens. Dziecko, które się narodzi, jest nazwane Synem Bożym, tzn. Bogiem, gdyż łono Dziewicy staje się miejscem pobytu Boga, tak jak rozumieli to czytelnicy Starego Testamentu.[3] Anioł nie zwiastuje, że Ten, który się narodzi z Maryi, będzie lub stanie się Synem Najwyższego, lecz że będzie Nim nazwany, to znaczy zostanie objawione, że jest On rzeczywiście Synem Boga. Znów trzeba z tego wyciągnąć wniosek, że zatem Bóg jest Jego Ojcem.

    Kiedy św. Łukasz pisze jeszcze, że Bóg jest Ojcem Jezusa?

    Pozytywnym dopełnieniem powyższych stwierdzeń jest własna deklaracja Jezusa o Bogu jako Ojcu. Maryja uczyniła odnalezionemu w świątyni Jezusowi wyrzut: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48). Nazwała Józefa „ojcem Twoim”. Był to codzienny – stosowany w odniesieniu do Józefa – sposób mówienia, który w żaden sposób nie podważa dziewiczego poczęcia Jezusa. Św. Łukasz – jak świadczy dalsza część opisu – świadomie uwypukla istnienie tych więzów rodzinnych, aby uzyskać większy kontrast między słowami Maryi a odpowiedzią Jezusa, który zapytał: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49). Odpowiedź Jezusa stanowi punkt kulminacyjny perykopy. Poprawia On Maryję. Stwierdza: „Ja jestem u Ojca. Nie Józef jest moim Ojcem, lecz Ktoś inny – sam Bóg. Do Niego należę, u Niego jestem. Czy można jaśniej jeszcze wyrazić Boże synostwo Jezusa?”[4] Dał do zrozumienia, kto jest Jego prawdziwym Ojcem. W ten sposób podkreślił równocześnie osobisty związek, jaki łączy Go z Nim, czyli stwierdza, że jest Synem Bożym. Ewangelista nawiązuje do zwiastowania Maryi, podczas którego anioł Gabriel zapowiedział, że Jej Syn będzie nazwany Synem Bożym (Łk 1,35). Teraz zaś, w scenie odnalezienia w domu Bożym, pokazuje, że sam Jezus jako pierwszy nazwał Boga swoim Ojcem, objawiając swą zażyłą z Nim więź.

    W związku z tym Ewangelista pisze: „Oni jednak nie rozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2,50). „Na tamtą chwilę słowa Jezusa są zbyt wielkie. Także wiara Maryi jest wiarą «w drodze», wiarą, która coraz bardziej pogrąża się w ciemnościach i przedzierając się przez nie, musi dojrzewać. Maryja nie rozumie słów Jezusa, jednak zachowuje je w swoim sercu i pozwala mu stopniowo dojrzewać”.[5]

    W których miejscach św. Łukasz najwyraźniej stwierdza, że Bóg jest Ojcem Jezusa?

    W chwili chrztu Jezusa otwarło się niebo (Łk 3,21). Należy to rozumieć jako spełnienie się zapowiedzi Proroka (Iz 63,19), który modli się, by Bóg otworzył niebo, zstąpił na ziemię i dokonał ostatecznego aktu zbawczego. Jest to równocześnie powołanie Jezusa do wypełnienia tego dzieła zbawczego. Z nieba odezwał się zaś głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,20). Pierwsza część wypowiedzi z nieba jest proklamacją Bożego synostwa i jest to reminiscencja – nawiązanie do Ps 2,7: „Tyś Synem moim”, gdzie jest mowa o Mesjaszu. Ewangelista nie kieruje się jednak tekstem greckim Starego Testamentu (LXX), który ma w tym miejscu słowo sługa, ale pisze: syn. Zamiana sługa na syn wskazuje, że chodzi o pogłębione znaczenie, a mianowicie o uświadomienie, że Jezus jest rzeczywiście Synem Bożym. Ani termin Prorok ani określenie Mesjasz nie oddają w pełni natury, godności i misji Jezusa. Jest On bowiem kimś więcej niż Mesjaszem czy Prorokiem. Ale tytuł Syn nie jest jedynym, który przysługuje Jezusowi. W wypowiedzi z nieba w czasie chrztu pojawia się termin umiłowany, który nie jest tylko przymiotnikiem do mój Syn, ale stanowi odrębny tytuł, który mieści w sobie ideę jedyności, a to oznacza, że Jezus jest jedynym Synem Bożym. Tekst uświadamia zatem czytelnikom bardzo ważną prawdę chrystologiczną, że mianowicie Ten, który przyjmuje od Boga zleconą Mu misję, jest jedynym i umiłowanym Synem Ojca.

    Słowa głosu z nieba: „Tyś jest mój Syn umiłowany”  stanowią także wypełnienie się obietnicy danej Maryi w chwili zwiastowania:  „będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35b). Bóg staje się świadkiem i ogłasza publicznie, że Jezus jest Jego Synem.

    Jest to punkt zwrotny w Ewangelii św. Łukasza. Od tego momentu jej autor bardzo wyraźnie dystansuje się od błędnej opinii ludzi, że Jezus jest synem Józefa. Ten dystans jest widoczny w rodowodzie Jezusa. Ewangelista pisze: „Był, jak mniemano, synem Józefa” (Łk 3,23). Tym samym – biorąc pod uwagę kontekst rodowodu – podkreśla, że Józef jest prawnym, lecz nie naturalnym ojcem Jezusa. W takim razie kolejny raz sugeruje, że to Bóg jest Jego Ojcem.

    Centrum opisów Ewangelii św. Łukasza stanowi przemienienie (Łk 9,28-36), gdyż jest objawieniem (teofanią) pośrednim między chrztem nad Jordanem a zjawieniami się Chrystusa po zmartwychwstaniu. Jezus skończył działalność w Galilei a rozpoczął drugi, istotny etap posłannictwa, prowadzący do aktu odkupienia przez krzyż. Ogół ludzi coraz częściej odrzucał Mistrza z Nazaretu, gdyż chciał w Nim widzieć przywódcę ziemskiego i nacjonalistycznego. Pogardzali Nim także przywódcy narodu a natomiast szli za Nim wytrwale uczniowie, gdyż byli przekonani, że jest nie tylko zwykłym nauczycielem, jakich było wielu w Izraelu, ale Mesjaszem. Dlatego Jezus coraz częściej poświęcał czas kształceniu uczniów. Kończy działalność w Galilei i zmierza do Jerozolimy, gdzie będzie cierpiał i umrze. Ale trzeba tutaj przypomnieć wyznanie Piotra, które nastąpiło wcześniej (por. Łk 9,20). Natychmiast po tym wyznaniu Szymona Jezus pouczył Apostołów o swoim cierpieniu i męce oraz określił się jako Syn Człowieczy i Sługa Pański. Pierwsza zapowiedź męki i śmierci (Łk 9,22) była zatem korektą błędnego poglądu, który mógł się zrodzić. Chrystus chciał zapobiec temu, aby uczniowie, uznawszy w Nim Mesjasza pod Cezareą Filipową, nie poszli w kierunku interpretacji politycznej.

    Głos z nieba stanowi w tym kontekście niewątpliwie element centralny całego opowiadania. Dzięki niemu apostołowie dowiedzieli się, kim jest Jezus, gdyż słowa skierowane były nie tyle do Mistrza z Nazaretu, co właśnie do świadków Jego przemienienia. Dla nich Mistrz z Nazaretu był wciąż rabbim, mimo wyznania Szymona pod Cezareą Filipową. Piotr w dalszym ciągu się mylił, np. w sprawie namiotów, które chciał wznieść. Kiedy uczniowie przeżywali to, co się wydarzyło na górze, mogli się domyślać, że Jezus jest nie tylko Mesjaszem, ale i Bogiem, gdyż wiedzieli dobrze o teofanii na Synaju. Jednak dopiero głos z nieba ukazał im w pełni, kim jest Jezus („To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie”). Bóg mówi tu o swoim Synu nie w sensie adopcji, lecz w sensie dosłownym. Zapewnienie, że jest On Synem Bożym, powinno być dla nich gwarancją Jego prawdomówności a także ma utwierdzić wiarę, którą wyraził Piotr pod Cezareą Filipową. Należy Jezusowi wierzyć, gdyż jest kimś więcej niż Mojżesz, którego autorytet nie podlegał dyskusji; jest Synem Bożym i dlatego należy Go słuchać, nawet w tym wypadku, gdy mówi to, co jest trudne do zaakceptowania. Chrześcijanie od pierwszych lat istnienia Kościoła będą widzieli w tych słowach fundament nauki o synostwie Bożym Jezusa, a tym samym o ojcostwie Boga.

    Czy Jezus nazywał Boga Ojcem?

    W związku z pouczeniem o potrzebie codziennego dawania świadectwa Jezus podkreśla: „Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca i świętych aniołów” (Łk 9,26). Przestrzega, że gdyby taka sytuacja zaistniała w życiu Jego ucznia, konsekwencje będą bardzo surowe i będą sięgały życia wiecznego, gdy przyjdzie kiedyś w chwale swojego Ojca.

    Jest bardzo charakterystyczne, że, oprócz powyższego wypadku, Jezus mówi o Bogu jako swoim Ojcu najczęściej w modlitwie i w jej kontekście. W modlitwie odsłania się niepowtarzalna relacja Syna umiłowanego do swego Ojca. Jezus rozmawia z Bogiem jak Syn, który stanowi jedno z Ojcem.[6]

    Siedemdziesięciu dwóch uczniów wróciło z pierwszej podróży misyjnej. Przepełniała ich radość z odniesionych sukcesów. Byli dumni niczym dzieci. Jezus oczyszcza ich naturalną radość i we wspaniałym hymnie uwielbienia kieruje ją ku Bogu.  „W tej to chwili rozradował się Jezus w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec, ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten komu Syn zechce objawić»” (Łk 10,21-22).

    Odkrycie dobroci Boga w czynach wysłanych uczniów prowadzi Jezusa do modlitwy wdzięczności wobec Ojca. W pierwszej części tej niezwykłej pieśni pochwalnej Jezus wysławia Ojca. Powodem tego uwielbienia jest Boże działanie mające dwa aspekty: zakrycie i objawienie. To wszystko, co przynosi Chrystus, stało się dla jednych czymś, czego ani zrozumieć, ani przyjąć nie chcą, dla drugich zaś stało się objawieniem długo oczekiwanej Bożej interwencji w ludzkie sprawy. Jedni z nich, mądrzy i uczeni, to ci, którzy ufają swojej mądrości, a dla Bożych spraw mają serce zamknięte. Nie uznają Jezusa. Drudzy zaś, ludzie prości, niewykształceni w Prawie Mojżeszowym i w judaistycznych przepisach, to ci, którzy starali się zachować Boże przykazania i w Bogu złożyli ufność. Jedynie prostaczkom Ojciec otwiera oczy, aby w słowach i czynach Jezusa rozpoznawali znaki Boże i pojęli, że nadszedł Mesjasz. Tak się dzieje z tego powodu, że za pomocą własnego rozumu nie można pojąć tego, co dotyczy Chrystusa. Jest On darem Bożym, a Jego nauka objawieniem, które dzięki łasce Bożej jest dostępne nawet dla prostaczków, ale do ludzi zadufanych w sobie nie ma dostępu. Natomiast w drugiej strofie Jezus sławi Ojca za to, iż udzielił Mu wszechogarniającej wiedzy i poznania, powierzając pełnię prawdy Objawienia i czyniąc jedynym prawomocnym Pośrednikiem. Wspomniane poznanie oznacza jedyny, dla nikogo niedostępny, stosunek Syna do Ojca.[7] W jego następstwie nikt nie zna Syna, jak tylko Ojciec. Ale też Ojca nikt nie zna, tylko Syn i jedynie On – na mocy otrzymanego uzdolnienia – może teraz ludziom mówić o Ojcu. Jezus mówiąc, że tylko On zna Ojca, pośrednio stwierdził, że jest Bogiem, gdyż stanowi z Nim jedno.[8]

    Kiedy jeszcze Jezus wyraźnie nazywał Boga swoim Ojcem?

    Z powyższym uwielbieniem Ojca łączy się modlitwa Jezusa na Górze Oliwnej. „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich” (Łk 22,42). Jezus zwraca się do Ojca z pełnym zaufaniem i niezwykle serdecznie. W oparciu o inne Ewangelie można stwierdzić, że słowu Ojcze odpowiadało aramejskie Abba. Tak być może Jezus zaczynał każdą swą modlitwę, mając świadomość, że Bóg jest Jego rzeczywistym Ojcem.[9] Izraelici nie mówili nigdy w ten sposób do Boga. Termin Abba nie jest odpowiednikiem naszego ojcze, ale jego zdrobniałą formą. W ten sposób zwracały się dzieci izraelskie do swego ojca. Szacunek względem Boga sprawił, że Izraelici nie odważyli się nigdy używać tego terminu w odniesieniu do Najwyższego. Obecność tego słowa w modlitwie Jezusa nabiera niezwykłego znaczenia. Mówi o serdecznym związku między Chrystusem a Ojcem. Z modlitwy Jezusa wypływa przekonanie, że Ojciec może wszystko uczynić. Chrystus jest świadom, że Ojciec jest wszechmocny i właśnie wtedy, gdy wydawało się, że zwyciężają siły ciemności, może uwolnić Go od tej próby, która jest trudna do zniesienia. Modlitwa Jezusa ma cechy synowskiego oddania się Ojcu. Z całą miłością, szacunkiem i zaufaniem zwraca się do Ojca, aby – jeżeli uzna to za stosowne – cofnął swoją decyzję. Pokornie się Mu jednak poddaje.

    Dwa razy Jezus zwraca się wprost do Boga jako Ojca w czasie konania na krzyżu. Kiedy zostaje ukrzyżowany, prosi Go o przebaczenie dla ludzi: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). A przed samą śmiercią woła donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23,46). W drugim wypadku Jezus cytuje Ps 31,6. Ale słowa psalmisty poprzedził wezwaniem Ojcze. Tym sposobem uczynił słowa psalmisty własną modlitwą, w której oznajmia, że w ostatniej chwili życia ziemskiego całkowicie zdaje się na wolę Ojca. Umierając, po ludzku mówiąc, opuszczony, wypowiedział słowa ufności. Oddał swego ducha Ojcu, podobnie jak czynił to pobożny Żyd każdego wieczoru. Już słowo Ojcze, jako określenie Boga, wskazuje, że Jezus nie czuł się zawiedziony mimo cierpień, jakie Go spotykały. Zaakceptował z poddaniem wolę Ojca (por. Łk 18,31). Nie oddaje ducha Ojcu, ale powierza Mu go w pełnej świadomości. Jego ostatnie słowa są ostatnim aktem synowskiego zawierzenia Ojcu, którego wolę pełni do końca, aby dokonać zbawienia.

    Jeszcze raz Jezus nazywa Boga Ojcem w zakończeniu Ewangelii św. Łukasza, gdy mówi o konieczności dawania świadectwa przez uczniów. Chrystus ich zapewnia: „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca” (Łk 24,49). Zadanie, jakie staje przed apostołami, nie będzie ani proste ani łatwe. Już wcześniej Jezus bardzo często wspominał, że Jego uczniowie spotkają się ze sprzeciwem i wrogością. Do tej myśli powraca także obecnie. Zapewnia swym świadkom pomoc. Przyrzeka im „obietnicę Ojca”. W drugim dziele św. Łukasz napisze wyraźnie, że tą obietnicą Ojca będzie Duch Święty (Dz 1,8; por. także Łk 12,12)). Chodzi w tym wypadku o wzmacniające i oświecające działanie Ducha Świętego.

    Czy św. Łukasz nazywa Boga Ojcem wierzących?

    W Ewangelii św. Łukasza pojawiają się także wypowiedzi, z których wynika, że Bóg jest Ojcem wierzących. Jest dla nich Ojcem pełnym dobroci, miłosierdzia, łaskawości i przebaczenia.

    Wzywa: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Jezus zachęca słuchaczy do zmiany postawy. Poucza, że jeśli zrealizują te zachętę, będą synami Bożymi. Ale równocześnie wzywa do naśladowania Boga w Jego najwznioślejszym przymiocie. Powinni upodobnić się do Boga Ojca, który jest pełen delikatności, dobroci, cierpliwości, gotowości do przebaczenia. Wzywa: Stawajcie się miłosierni, ponieważ wasz Ojciec, który jest dla was wzorem, jest miłosierny.

    W związku z Modlitwą Pańską Jezus pouczył o potrzebie wytrwałości w modlitwie, którą kierujemy do Boga (Łk 11,9-13). Odpowiada na pytanie, co usprawiedliwia zaufanie, jakie powinno cechować modlitwę. Mówi o synu, który prosi ojca o to, co konieczne do życia. Stosuje porównanie, w którym wskazuje na podobieństwo zachodzące między Bogiem, Ojcem w niebie, a ojcem ziemskim. Opowiada o dobroci ojca ziemskiego. Ojciec ziemski ma co prawda swoje wady, jest skłonny do złego i nigdy nie jest idealny, ale jego miłość do syna sprawia, że troszczy się o jego dobro i na pewno nie odmówi mu tego, co jest konieczne do życia. Tym bardziej Bóg, Ojciec miłujący wszystkich ludzi, troszczy się o swoje dzieci, o tych, których powołał do istnienia i pragnie ich życia wiecznego. „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba”. Dobroć Boga Ojca powinna być zatem źródłem i podstawą wytrwałości oraz zaufania w modlitwie. Ponieważ w Chrystusie Jezusie jesteśmy dziećmi Bożymi, nabyliśmy prawo nazywania Boga najpiękniejszym słowem „Ojcze”, dlatego wzrasta nasza śmiałość i zaufanie podczas modlitwy. Bóg wysłuchuje nasze prośby nie dlatego, by uwolnić się od naszego natręctwa, ale dlatego, że jest Ojcem. Ojciec w niebie nie da nam nic złego, jeśli o dobro prosimy – w przeciwnym razie nie byłby naszym Ojcem. Jest ponadto Ojcem niebieskim, a to oznacza, że nieskończenie przewyższa w dobroci każdego ojca ziemskiego. Dlatego możemy Go prosić z ufnością i usilnie, pewni, że nas wysłucha.

    Uczniowie mają różnić się od innych ludzi przez porzucenie wszelkiej troski o dobra doczesne. Dlatego Jezus ich upomina: „O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, a Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. […] Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12,30.32).

    Kiedy najdokładniej Jezus przedstawił prawdę o tym, że Bóg jest Ojcem ludzi?

    Najdokładniej o ojcostwie Boga w stosunku do ludzi wypowiada się Jezus w przypowieści o ojcu syna marnotrawnego.

    Cała Biblia – jak mówią niektórzy, i słusznie – jest ciągle powtarzaną, na różne sposoby, przypowieścią o synu marnotrawnym. Dostrzegamy to od pierwszej stronicy; od historii Kaina, którego Bóg bierze w obronę mimo czynu, jakiego się dopuścił, aż po przypowieści Jezusa. Bóg – podobnie jak ojciec – nie daje się nigdy zrazić niewdzięcznością człowieka i mimo wszystko, niezmordowanie darzy go miłością. Ciągle wychodzi mu na spotkanie, usiłuje go wyrwać z kręgu zła i zbawić oraz pociągnąć ku sobie.

    Ale przypowieść o ojcu syna marnotrawnego stanowi szczyt wszystkich wypowiedzi na ten temat (Łk 15,11-32). Opis jest niezwykle żywy i dlatego przemawiał szczególnie do słuchaczy palestyńskich, z pewnością bardziej niż do nas.

    Występuje tu zamożny właściciel, gdyż ma wiele sług-najemników. Słyszy pewnego dnia dziwne żądanie młodszego syna, dotyczące wydania mu – zgodnie z Prawem Mojżesza (Pwt 21,17) – trzeciej części przyszłego spadku. Szanując wolną wolę syna, bez słowa daje mu to, o co go poprosił. Młodzieniec zabiera majątek w gotówce i udaje się za granicę. Żyje tam rozrzutnie, dosłownie: w sposób zgubny, uniemożliwiający ocalenie siebie czy majątku. Starszy brat określi później bardzo drastycznie ów styl życia („roztrwonił twój majątek z nierządnicami” – w. 30).

    Ukazane są cztery etapy degradacji, jaką przeżył młodzieniec. Najpierw traci całkowicie majątek i popada w nędzę, więc doznaje głodu. Kiedy jego fortuna się wyczerpała, a w kraju nastał głód, młodzieniec w jednej chwili stał się nędzarzem. Na szczególną uwagę zasługują jednak dwa ostatnie etapy degradacji. Talmud stwierdza: „Przeklęty człowiek, który hoduje świnie”. Do dziś dnia u Żydów i mahometan panuje przekonanie, że pasienie trzody chlewnej jest przekleństwem.

    Dno degradacji syna marnotrawnego polega na tym, że traktowany jest przez właściciela gorzej niż trzoda chlewna. Musi kraść świniom jadalne strąki. Strąki, o których tu mowa, należą do rośliny zwanej fachowo po arabsku karrub, a u nas chlebem świętojańskim. Na Bliskim Wschodzie karmi się nimi nadal nierogaciznę.

    Od wspomnianego dna nędzy zaczyna się droga odwrotu. Jezus ukazuje plastycznie kolejne etapy żalu. Młodszy syn zaczyna od uświadomienia sobie subiektywnego poczucia kontrastu między obecnym stanem upadku a sytuacją materialną najemników w domu ojca. To, co wydawało się szczęściem, doprowadziło do upodlenia. Przypomniał mu się ojciec. Odczuwał głód, którego nie miał czym zaspokoić, a u ojca dostatnio żyli nawet najemnicy.

    Ojciec musiał młodszego syna wciąż oczekiwać, nawet wyglądać, skoro ujrzał go, „gdy był jeszcze daleko”. Wzruszenie każe mu – wbrew zasadom Wschodu – biec naprzeciw po to, by – mimo odrażającego wyglądu przybysza – rzucić mu się na szyję i ucałować go po długiej rozłące.

    Syn wprawdzie zaczął przygotowane przemówienie, ale ojciec nie pozwolił na wypowiedzenie pokornej propozycji. Wystarczyło, że wyznał swoje winy. Słowo szybko (w. 22) akcentuje niecierpliwą miłość ojca. Po czterech stopniach degradacji następują cztery wymowne znaki natychmiastowego przywrócenia do dawnej rangi wolnego dziedzica. Syn otrzymuje najlepszą szatę, pierścień na rękę jako znak godności dziedzica, sandały wyróżniające osobę wolną od niewolników i wreszcie zostaje urządzona uroczysta, radosna uczta. Uczta będzie wyjątkowa: podadzą utuczone cielę, będzie muzyka i tańce. Wydając te polecenia, ojciec motywuje je wobec sług radością z odzyskania syna zaginionego i duchowo umarłego. Bowiem ten, który umarł duchowo, moralnie, teraz zmartwychwstał. Był daleko przez wiele lat, a teraz powrócił. Jego powrót jest więc dla ojca rodzajem zmartwychwstania.

    Dalsza część przypowieści jeszcze bardziej podkreśla miłość ojcowską. Rozpoczęto sutą i huczną biesiadę, gdy powraca z pola starszy syn. Zdziwiły go odgłosy radości. Uzyskawszy od sługi potrzebne informacje, poczuł się urażony. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ojciec obdarzył łaską marnotrawcę. Wydawało mu się, że ojciec źle postąpił. Oburzony, nie chciał wejść, by cieszyć się razem z ucztującymi. Uważał to wyróżnienie lekkomyślnego brata za niesłuszne i niezasłużone. W krótkim dialogu z ojcem uzewnętrznił swój sposób myślenia: był niewyobrażalnie zazdrosny i interesowny. Nie rozumiał dobroci ojca, którego majątek przecież został tak haniebnie roztrwoniony. Oburzyło go wyniesienie młodszego brata. Kiedy spotykał się z ojcem, wynosił swoje zasługi, odwołując się do wiernej służby, nigdy dotąd nie nagrodzonej urządzeniem nawet skromnej zabawy. W gniewie przekroczył granice delikatności nie tylko względem brata, którego nie chciał uznać, ale i względem ojca. Zamiast uznania jego dobroci, ubliżył należnemu mu szacunkowi i śmiał czynić wyrzuty. Nie wypowiedział pełnego miłości słowa ojcze, tak jak uczynił to młodszy brat. Umyślnie także nie wypowiedział słowa brat, ale mówił:  syn twój. O młodszym bracie mówił jak o kimś obcym. Z jego słów biła pogarda i źle maskowana gorycz, pycha i zazdrość.

    W takim kontekście jeszcze bardziej ujawniła się miłość ojca, który nie tylko przebaczył marnotrawcy, ale usiłował także wyjść naprzeciw starszego syna. Wielkość miłości ojca zabłysła już wtedy, gdy przebaczył młodszemu synowi, ale teraz stała się jeszcze wyrazistsza. Ojciec nie skarcił ostro starszego syna, ale starał się go ułagodzić. Syn nie wypowiedział pełnego miłości słowa ojcze, a on zwraca się z pełnym miłości synu. W sposób niezwykle delikatny usiłował obudzić w nim zamarłą miłość. Toczyła się piękna walka między oburzeniem i gniewem a łagodnością. Ojciec tłumaczył synowi bez oburzenia racje, powtarzając słowa skierowane do sług. Marnotrawnego nazwał swoim dzieckiem. Następnie zwrócił uwagę starszemu synowi na szczęście płynące z faktu przebywania wciąż z ojcem. Był przecież zawsze z nim, a to jest więcej warte niż uczty z przyjaciółmi. Wreszcie podkreślił, że i on powinien się cieszyć z powrotu brata. Odzyskał przecież brata a on syna. A nadto nic nie traci, gdyż wszystko, co należy do niego, jest także jego własnością. Łagodne słowa usprawiedliwienia, wypowiedziane mimo niewłaściwego zachowania starszego syna, wskazują na to, że ojciec miłował obydwóch synów równie głęboko.

    Wtej przypowieści nie chodzi na pierwszym miejscu o opis dziejów syna marnotrawnego, ale o zachowanie się ojca. Dlatego niektórzy uważają, że jest to przypowieść o nieskończonej dobroci ojca, który – mimo zranionej miłości – znów przygarnia syna.[10] Cała przypowieść jest tak ułożona, aby specjalnie uwydatnić miłość ojca. W sposób obrazowy przedstawiona jest Boża miłość przebaczająca i niezmierna radość z nawrócenia się jednego z synów. Postawa Boga przybrała widzialną postać w zachowaniu się Jezusa, i to w takim stopniu i z taką wyrazistością, że wywołało to zgorszenie i sprzeciw. Jezus musi więc swoje „gorszące” obcowanie z grzesznikami – a tym samym ochocze przebaczanie im przez Boga –ciągle usprawiedliwiać wobec pobożnych, którzy nie potrafią wyobrazić sobie sprawiedliwego Boga w ten sposób, a obcowanie z grzesznikami uważają za niestosowne. Ale na drugim miejscu przypowieść uwypukla także postać syna marnotrawnego, który poprzez swoje odejście i tragiczny los uosabia grzech i jego następstwa, a w scenie powrotu obrazuje sens tego, co Jezus rozumie jako nawrócenie się.

    W Ermitażu w Petersburgu znajduje się jedno z ostatnich dzieł Rembrandta Powrót syna marnotrawnego. Na tym obrazie na szczególną uwagę zasługują ręce i twarz postaci. Malarz, chcąc ukazać boską miłość, wybrał starca, prawie ślepego mężczyznę. Jedna jego ręka różni się od drugiej; jedna jest ręką kobiety a druga ręką mężczyzny. Ojciec jest nie tylko patriarchą. W równym stopniu co ojcem jest także i matką. Dotyka syna kobiecą i męską dłonią. Jedna ręka podtrzymuje, a druga pieści; jedna daje poczucie bezpieczeństwa, a druga pociesza i przytula, aby uspokoić dziecko, które zrobiło sobie krzywdę. Wielki malarz w ten sposób oddał to, co tak często podkreślają autorzy Pisma Świętego, a zwłaszcza Jezus w przypowieści o ojcu syna marnotrawnego.

    ***

    Podobnie jak w wypadku innych Ewangelii, określenie Syn Boży w odniesieniu do Jezusa pojawia się w częściach narracyjnych Ewangelii św. Łukasza. Występuje ono również w wypowiedziach Mistrza z Nazaretu. To określenie domaga się swojego odpowiednika. Jeżeli Chrystus jest Synem Bożym, to Bóg jest Jego Ojcem. Ponadto Jezus często wypowiada słowo Ojciec. Posługuje się tym określeniem wtedy, gdy uczy o Bogu jako swoim Ojcu lub o Ojcu wszystkich ludzi.

    ks. Michał Bednarz/GN 19.04.2015


    [1] Por. J. Ratzinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo, dz. cyt., s. 46.

    [2] Por. F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 1-11. Wstęp – przekład z oryginału – komentarz (NKB III/1), Częstochowa: Edycja Świętego Pawła 2011, s. 114.

    [3] Por. F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 1-11, dz. cyt., s. 114-115.117.

    [4] Por. J. Ratzinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo, dz. cyt., s. 165.

    [5] Por. J. Ratzinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo, dz. cyt., s. 166.

    [6] Por. I. de la Potterie, Modlitwa Jezusa, dz. cyt., s. 71; F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 1-11, dz. cyt., s. 552-553.

    [7] F. Gryglewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Wstęp – przekład z oryginału – komentarz (PŚNT, III/3), Poznań-Warszawa: Pallottinum 1974, s. 214.

    [8] J. Gnilka, Teologia Nowego Testamentu, dz. cyt., s. 176.

    [9] F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 12-24. Wstęp – przekład z oryginału – komentarz.Część II (NKB III/2), Częstochowa: Edycja Świętego Pawła 2012, s. 475.

    [10] A. Jankowski, Królestwo Boże w przypowieściach, dz. cyt., s. 115.

    **************************************************************************************************************

    poniedziałek 19 października 2020

    XXIX TYDZIEŃ ZWYKŁY

    wspomnienie bł. Jerzego Popiełuszki, kapłana i męczennika

    Małe cuda męczennika
    Relikwiarz z Głuszycy/ obraz malował ks. Witold Urbanowicz SAC/fot. Gość Niedzielny

    *******

    Obchody 36. rocznicy porwania i męczeńskiej śmierci błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki

    19 października minie 36. Rocznica porwania i męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Tego dnia przypadają także obchody Święta Duchownych Niezłomnych. Swoje listy z tej okazji przekażą do sanktuarium księdza Jerzego Popiełuszki Prezydent i Premier. Tegoroczne obchody utrudnia sytuacja epidemiologiczna. Mimo to odbędą się one a wierni zaproszeni są do uczestnictwa poprzez media oraz w internecie.

    Archiwum

    Uroczysta msza święta rocznicowa z modlitwą o kanonizację kapłana odprawiona zostanie 19 października o godzinie 18:00 w kościele Świętego Stanisława Kostki w Warszawie.

    Z powodu ograniczeń epidemiologicznych w liturgii wezmą udział jedynie zaproszeni goście – rodzina i przyjaciele księdza Jerzego Popiełuszki, przedstawiciele administracji państwowej, samorządowej oraz reprezentanci NSZZ Solidarność. Wierni proszeni są o udział w uroczystościach poprzez media oraz internet. Uroczystość transmitowana będzie poprzez Telewizję Trwam, Radio Maryja, Radio Warszawa oraz poprzez stronę www.popieluszko.net.pl

    Specjalnie w roku czterdziestej rocznicy utworzenia Solidarności, Muzeum księdza Jerzego Popiełuszki działające przy parafii Świętego Stanisława Kostki stworzyło stronę internetową na której można zobaczyć kilkadziesiąt filmów ze wspomnieniami świadków życia kapłana. Są wśród nich wypowiedzi Andrzeja Gwiazdy, Seweryna Jaworskiego, czy zwykłych hutników tworzących w 1984 roku ochronę swojego kapelana.

    „On był jak Korczak – nie zostawił dzieci, nie chciał uciekać i zapłacił za to życiem” – powiedział we wspomnieniach Andrzej Gwiazda. „Kolega z Komisji Zakładowej dał mi kopertę z nazwiskami osób, które donoszą na księdza Popiełuszkę. Daję księdzu tą kopertę… a on mówi – ja wiem” – wspomina dramatyczne czasy hutnik Michał Staniszewski.

    Nagrania zrealizowane dzięki wsparciu Urzędu do Spraw Kombatantów oraz Narodowego Centrum Kultury dostępne są na stronie www.muzeumkspopieluszki.pl/swiadkowie oraz na kanale youtube https://www.youtube.com/muzeumksjerzegopopieluszki. Jednocześnie Muzeum uruchamia akcję rejestracji świadków życia męczennika, ich wypowiedzi sukcesywnie publikowane będą w internecie. Wszyscy, którzy mogą zaświadczyć o życiu kapłana – proszeni są o kontakt z Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki: muzeum@muzeumkspopieluszki.pl

    Ksiądz Jerzy Popiełuszko, urodzony w 1947 roku w Okopach na Białostocczyźnie, po zdaniu matury wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jako kleryk odbywał przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce kleryckiej w Bartoszycach, gdzie wobec komunistycznej indoktrynacji dał się poznać jako niezłomny obrońca wiary i wartości.

    Po święceniach kapłańskich w 1972 roku pełnił posługę w kilku parafiach Archidiecezji Warszawskiej, zajmując się m.in. duszpasterstwem młodzieży i służby zdrowia. W ostatnich latach życia posługiwał w parafii Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu gdzie związał się z Solidarnością oraz celebrował comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę gromadzące wokół świątyni wielotysięczne tłumy.

    W czasie Stanu Wojennego ksiądz Jerzy występował w obronie internowanych wskutek czego stał się obiektem nękania i prowokacji ze strony służb komunistycznego reżimu.

    Swoją ostatnią duszpasterską podróż odbył 19 października 1984 roku do parafii Świętych Polskich Braci Męczenników do Bydgoszczy. Podczas podróży powrotnej został bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jego umęczone ciało wrzucono do Wisły na wysokości tamy we Włocławku.

    Pogrzeb Księdza Jerzego, który miał miejsce 3 listopada 1984 roku zgromadził blisko milionową rzeszę ludzi. Od 1984 roku grób męczennika odwiedził blisko 23 miliony wiernych, w tym liczni kardynałowie, biskupi, prezydenci i przedstawiciele świata kultury.

    Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 roku zaliczył księdza Jerzego Popiełuszkę do grona błogosławionych a papież Franciszek w 2014 r. ustanowił go patronem Solidarności.

    Paweł Kęska/Kai/Niedziela

    ***************

    Ks. Jerzy. Błogosławiony z Żoliborza

    Ks. Jerzy. Błogosławiony z Żoliborza
    ARCHIWUM

    Z nieśmiałego wikarego wyrósł charyzmatyczny mówca, porywający dziesiątki tysięcy wiernych, stając się przewodnikiem duchowym nie godzących się na otaczającą przemoc i kłamstwo, obrońcą pokrzywdzonych i prześladowanych.

    Ciała ks. Popiełuszki miał już nikt nigdy więcej nie zobaczyć. Uprowadzony, związany, skatowany, w worku obciążonym kamieniami, wrzucony został w spieniony nurt Wisły 19 października 1984 roku około godz. 22.

    Ciała ks. Jerzego miał już nikt nigdy więcej nie zobaczyć. Uprowadzony przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego, związany, skatowany bestialsko na tamie włocławskiej, w worku obciążonym kamieniami, wrzucony został w spieniony nurt Wisły 19 października 1984 roku około godz. 22.

    Zmasakrowane ciało ks. Jerzego Popiełuszki odnaleziono dopiero 11 dni później. Przez cały ten czas o jego powrót modliła się cała Polska. Wiadomość o porwaniu i morderstwie kapłana obiegła świat. Jego pogrzeb 3 listopada 1984 roku zgromadził − jak się szacuje − od 600 do 800 tys. ludzi z całego kraju. Już dwa dni później do warszawskiej kurii wpłynęły pierwsze prośby o beatyfikację.

    – Męczeństwo nie jest samobójstwem. Nie można go szukać, ani prowokować. Jeśli ktoś szukałby śmierci, nie mógłby być czczony jako męczennik – mówi ks. Józef Naumowicz, argumentując, że męczeństwo ks. Jerzego było podobne do tych, które obserwowano w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. – Ks. Jerzy nie był politykiem. Był patriotą kochającym Boga. Ale od początku historii męczenników oskarżenia wysuwane przez oprawców zawsze były takie same, jak zarzuty rzecznika rządu Jerzego Urbana: obraza majestatu władzy, podżeganie do buntu, nienawiść do rodzaju ludzkiego. Systemy totalitarne rodzą męczenników za wiarę – mówi, dodając, że ks. Jerzy mógł uniknąć prześladowań, ale tego nie zrobił z powodu miłości do Chrystusa.

    Ksiądz, skrępowany i z kneblem na ustach, był kilkakrotnie bity do nieprzytomności drewnianą pałką. Nie wiadomo, czy żył w chwili, gdy w foliowym worku wrzucano go do rzeki. Żeby rozpoznać, czy to ks. Jerzy, porównano zapisy z dokumentów dentystycznych. Kapłana dodatkowo rozpoznali bracia, którzy pamiętali jego znamię na klatce piersiowej.

    Słaby, chorowity, pochodzący z Suchowoli i próbujący odnaleźć się w wielkomiejskim środowisku, mający problemy z poprawnym wysławianiem się, stojący raczej na uboczu, niechętnie głoszący kazania…. – taki młody wikary ks. Jerzy Popiełuszko trafia w 1980 r. do parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Dopiero z perspektywy lat widać jasno, jak Bóg przygotowywał ks. Jerzego do zadań, jakie miał podjąć w żoliborskim kościele i do męczeńskiej drogi.

    Z nieśmiałego wikarego, wymigującego się od głoszenia kazań, wyrósł charyzmatyczny mówca, porywający dziesiątki tysięcy wiernych, co miesiąc uczestniczących w Mszach za Ojczyznę, stając się przewodnikiem duchowym, kapelanem środowisk nie godzących się na otaczającą przemoc i kłamstwo, obrońcą pokrzywdzonych i prześladowanych. Czy to nie łaska?

    Od 28 lutego 1982 r. do 26 sierpnia 1984 r. ks. Jerzy Popiełuszko odprawił w kościele pw. św. Stanisława Kostki 26 Mszy św. za Ojczyznę. “Msze św. w intencji Ojczyzny i tych, którzy dla niej cierpią najbardziej” – tak brzmiała pełna intencja Eucharystii, podczas których ksiądz Jerzy modlił się o uwolnienie aresztowanych, za dusze zabitych, za pobitych, prześladowanych, poniżanych, wyrzucanych z pracy.

    Nie szukał popularności, choć w dużej mierze właśnie dzięki tym celebracjom, podczas których starał się umacniać ich uczestników w wierze, nadziei i miłości oraz postawach pro-społecznych i patriotycznych, stał się osobą znaną w całej Polsce i poza jej granicami. Nikogo nie potępiał, apelował o prawdę, rezygnację z nienawiści i chęci odwetu za doświadczane krzywdy, wielokrotnie powtarzając za św. Pawłem by „zło dobrem zwyciężać”. Mimo to skupił na sobie ostrze nienawiści reżimowej propagandy oraz pasmo szykan i represji ze strony władz PRL, uwieńczone męczeństwem w październiku 1984 roku.

    Tomasz Gołąb/GOŚĆ NIEDZIELNY/19.10.2020

    ****************

    Po prostu mama

    Po prostu mama

    zdjęcie i tekst: Tomasz Gołąb/GN/19.11.2013

    Podczas, gdy inni mówią o błogosławionym księdzu po imieniu, ona nigdy nie powiedziała inaczej niż “ksiądz”. Marianna Popiełuszko zmarła dziś w szpitalu w Białymstoku. Miała 93 lata.

    Zapamiętam ją z wizyty dziennikarzy przed beatyfikacją ks. Jerzego Popiełuszki, w Okopach na Podlasiu, gdzie błogosławiony spędził 18 lat. Z murowanej, niepozornej chałupy wychodzi o lasce 90-letnia staruszka. To mama ks. Jerzego, Marianna.

    – Modli się Pani do ks. Jerzego? – pyta dziennikarka.

    – A skąd! Ja się modlę do Boga. I pani też to radzę – rzuca trzeźwo, ale życzliwie pani Marianna.

    – A czy Pani syn pomaga? – dopytuje dziennikarka.

    – Módlcie się za jego wstawiennictwem, to sami zobaczycie – zachęca mama męczennika.

    Od śmierci ks. Jerzego 19. dnia każdego miesiąca w parafialnym kościele w Suchowoli zamawiała Mszę św. w intencji beatyfikacji ks. Jerzego. Bóg wysłuchał. I pozwolił jej przeżywać wyniesienie syna na ołtarze. W tym roku po raz pierwszy nie wzięła udziału w uroczystościach w rocznicę jego śmierci na Żoliborzu. Zmarła dziś w Szpitalu Miejskim w Białymstoku. Miała 93 lata.

    ******************************

    Ofiara ruszyła lawinę

    Ofiara ruszyła lawinę
    Anna Beata Bohdziewicz/reporter/East News

    ***

    35 lat temu zginął ks. Jerzy Popiełuszko. Przeszkadzał złu. Od tamtej pory przeszkadza znacznie bardziej.

    Władza ludowa umiała ludowi dopiec. A konkretnie tym jego członkom, którzy nie śpiewali w chórze jej piewców. Na początku lat 80. minionego wieku ks. Jerzy Popiełuszko otwierał listę „wrogów ludu” i władza dawała mu to odczuć. Wszechobecna inwigilacja, rewizje, podrzucane „dowody”, przesłuchania, szczucie w mediach, groźba więzienia.

    W lipcu 1984 roku atmosfera wokół kapłana była już taka, że ks. Teofil Bogucki, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, powiedział podczas Mszy za Ojczyznę: „Uważam za swój pasterski obowiązek na tle fałszywych sądów i niesprawiedliwych wyroków, w świetle wypowiedzianych myśli, ukazać jasną postać ks. Jerzego, którego zaliczam w poczet najlepszych kapłanów, gorliwych i pełnych Ducha Bożego, i do najwspanialszych Polaków, szlachetnych i oddanych sercem ojczyźnie. Wszyscy zaświadczyć mogą, że nikogo nie nawoływał do nienawiści i zemsty, ale zachęcał do miłości i przebaczenia. Nie podniecał, ale uciszał wzburzone serca”.

    To nie była tania laurka. Raczej przyczynek do procesu beatyfikacyjnego. Proboszcz wiedział, co mówi: ks. Popiełuszko naprawdę taki był. Scena z filmu, w której ks. Jerzy częstuje herbatą śledzącego go zmarzniętego esbeka, oddawała rzeczywistość. Świadkowie potwierdzają: przyszły błogosławiony robił takie rzeczy z autentycznej troski o człowieka, niezależnie od tego, kim ten człowiek był. „Walczymy ze złem, a nie z jego ofiarami” – ta myśl towarzyszyła mu cały czas. To dlatego był nieustępliwy, gdy ludzka wola kolidowała z tym, co odczytywał jako wolę Bożą. Wiedział, że Bóg chce dla człowieka wyłącznie dobra. Ta jego cecha dała o sobie wyraźnie znać już przed laty, gdy został wyrwany z seminarium do jednostki wojskowej w Bartoszycach. Tam władze PRL robiły klerykom pranie mózgu za pomocą „specjalnego programu szkolenia politycznego”. Na szeregowego Popiełuszkę spadały kary za to, że klęka do modlitwy albo że nie chce zdjąć z palca różańca. Ośmieszanie, długie i poniżające przesłuchania, odbieranie urlopu, areszt, stanie boso na mrozie – żadne szykany go nie złamały.

    „Wspólną modlitwę praktykujemy w dalszym ciągu, wspólny Różaniec, wieczorna modlitwa, w piątek Droga Krzyżowa, a w święta recytowana Msza św.” – pisał z wojska do ojca duchownego w seminarium. Imponował kolegom klerykom. Dzięki niemu nie bali się w niedziele odprawiać nabożeństw zastępujących Mszę św., ponieważ w Eucharystii nie pozwalano im uczestniczyć. Wielu z nich mówiło potem, że postawa Popiełuszki sprawiła, iż zamiast zrezygnować z seminarium, zyskali w wojsku większą motywację do zostania kapłanami.

    „Boże, jak się lekko cierpi, gdy się ma świadomość, że się cierpi dla Chrystusa” – pisał w jednym z listów kleryk Jerzy.

    Nie pożyję

    A jednak tamtego dnia, 29 lipca 1984 roku, ks. Jerzy wydawał się znękany ponad miarę. Zebrani w kościele widzieli, jak słuchając słów ks. Boguckiego, zasłania twarz ręką. Chyba po raz pierwszy publicznie płakał. Ale nie było to załamanie. „Ja jestem przekonany, że to, co robię, jest słuszne” – powtarzał w rozmowach z księżmi. Innym razem powiedział: „Ja się poświęciłem, ja się nie cofnę”. „Będę wśród swoich robotników, dopóki tylko będę mógł” – deklarował, świadom, że niedługo może już nie będzie mógł. Księża zapamiętali, jak w ostatnich miesiącach życia mówił kilkakrotnie: „Ja długo nie pożyję”. I dodawał: „Jestem gotowy na wszystko”. Mówił to z determinacją w głosie. Dziś możemy na tej podstawie stwierdzić, że Bóg przygotowywał ks. Jerzego do męczeństwa.

    Po lipcowej Mszy za Ojczyznę pozostały mu jeszcze niespełna trzy miesiące życia. Komunistyczna władza wiedziała już dzięki podsłuchom, że ksiądz nie wyjedzie na studia, lecz pozostanie w Polsce. Oznaczało to dla niej sygnał do wzmożenia represji. We wrześniu płk Pietruszka powiedział podwładnym: „Dosyć tej zabawy z Popiełuszką i Małkowskim. Podejmujemy zdecydowane działania. Trzeba nimi tak wstrząsnąć, żeby to było na granicy zawału serca, żeby to było ostrzeżenie”.

    Gdyby SB miała do czynienia z człowiekiem, któremu bardziej zależy na sobie niż na innych, może by takie „ostrzeżenie” podziałało. Ksiądz Jerzy jednak nie był takim człowiekiem. I władza posunęła się do działań ostatecznych.

    Bez skrupułów

    Jak to miało być? Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, pewnie ks. Jerzy Popiełuszko zniknąłby i tyle by go widziano. A potem może rozpuściłoby się plotki, że ktoś widział go, jak z panienkami na Karaibach przepuszcza pieniądze zebrane od naiwnych wiernych. Jedni by wierzyli, inni nie, ale wątpliwość by została. Funkcjonariusze Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wiedzieli, jak się takie rzeczy robi. Szczególnie ci z Samodzielnej Grupy „D”. Literka „D” to inicjał od słowa dezintegracja, a to ci ludzie potrafili najlepiej. Tam pracowali najwięksi zbrodniarze, zdolni do znęcania się nad ludźmi i mordowania ich bez żadnych skrupułów.

    Wieczorem 19 października 1984 roku trzej ludzie z tego „komanda śmierci”, przebrani w mundury milicjantów, zatrzymali samochód, którym podróżował ks. Jerzy Popiełuszko.

    To wiemy. Wiemy też, co zdarzyło się 11 dni później. „O godzinie 17.00 […] przystąpiono do wydobywania zwłok mężczyzny […] przy użyciu płetwonurków. Przed ich wydobyciem, jak wynika z oświadczenia płetwonurka Krzysztofa Mańko, […] ubrane były w sutannę, zwrócone twarzą w kierunku jazu, z obciążeniem nóg” – czytamy w milicyjnym raporcie z 30 października 1984 roku.

    Co się jednak naprawdę zdarzyło między porwaniem ks. Jerzego a znalezieniem jego zwłok? Nie mamy całkowitej pewności. Nic dziwnego – zarówno poprzedzające proces dochodzenie, jak i sam proces były w rękach władzy, która zleciła to morderstwo. Jeśli ten przedziwny „sąd we własnej sprawie” w ogóle się odbył, to wyłącznie dlatego, że coś poszło nie tak – i sprawa częściowo się wydała. Nie dało się już przed społeczeństwem udawać niewiniątek. Kogoś trzeba było poświęcić, więc poświęcono bezpośrednich wykonawców i ich bezpośredniego przełożonego.

    Poszło inaczej

    A co poszło nie tak? Z pewnością szyki pomieszała ucieczka Waldemara Chrostowskiego, kierowcy ks. Jerzego. Porwany razem z kapłanem, w dogodnym momencie zdołał otworzyć drzwi pędzącego samochodu i uciec. Jak to możliwe? Ta wersja długo budziła spory. Mimo to dostępne dziś dokumenty i relacje świadków wskazują na to, że tak rzeczywiście było.

    Tak czy inaczej – sprawa wyszła na jaw. I jeśli w zamyśle SB śmierć kapłana w ogóle miała dotrzeć do wiadomości publicznej, to z pewnością nie w taki sposób. Mimo że dochodzenie i proces zostały tak ustawione, jakby podsądnymi byli ks. Popiełuszko i Kościół, wydarzenia wymknęły się komunistycznej władzy spod kontroli. Nic już nie mogło powstrzymać lawiny przemian społecznych, jaka za kilka lat miała ruszyć, zmiatając – bez użycia przemocy! – cały aparat władzy i przywracając Polsce wolność.

    Tu działały siły, jakich sobie władza w ogóle nie wyobrażała. Zło zostało zwyciężone przez dobro – właśnie tak, jak do tego ks. Jerzy wielokrotnie nawoływał. Ksiądz miał „przestać bruździć”, miał nie skupiać już wokół siebie tłumów. Jego zniknięcie miało zapewne także zastraszyć ewentualnych naśladowców. Stało się zupełnie inaczej. Na pogrzeb ks. Jerzego 3 listopada 1984 roku do Warszawy zjechało prawie milion Polaków. Podczas Mszy, odprawianej przez tysiąc kapłanów, kazanie wygłosił prymas, kard. Józef Glemp. „Odpuszczamy wszystkim winowajcom, którzy z przekonania lub na rozkaz zadali bliźnim krzywdy. Odpuszczamy zabójcom ks. Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści. (…) Być może była potrzebna ofiara życia, aby odkryły się utajone mechanizmy zła, aby wyzwoliły się silniej pragnienia dobra, szczerości, zaufania” – niosło się nad ulicami wypełnionymi ludźmi.

    Taka jest logika Ewangelii: odrzucić zło, ocalić człowieka. Nie chcemy mieć satysfakcji z tego samego, z czego satysfakcję chce mieć diabeł. To jest też przesłanie ks. Jerzego.

    Ksiądz działa

    Owocem dobra jest dobro. Dziś, 35 lat po śmierci ks. Jerzego, wielu ludzi świadczy o cudach i łaskach doznanych za jego przyczyną. Przy grobie błogosławionego kapłana wciąż modlą się wierni – i wielu otrzymuje łaski nawet wtedy, gdy się tego nie spodziewa. Ludzie wzywają jego pomocy w chorobach i dramatycznych sytuacjach życiowych. Wielu doznaje uzdrowienia, są małżonkowie, którzy wstawiennictwu bł. Jerzego przypisują wyjście z poważnych kryzysów, są też ludzie, którzy wypraszają jego pomoc w znalezieniu dobrej pracy.

    Ksiądz Jerzy za swojego ziemskiego życia przyczyniał się do licznych powrotów do Boga. Wygląda na to, że dziś nawrócenia to także jego szczególna „specjalizacja”.

    Umierają kolejni winowajcy zbrodni sprzed 35 lat, mniejsza z tym, czy przez ludzki trybunał zostali uznani za przestępców, czy też nie. Ksiądz Jerzy złożył ofiarę, naśladując Jezusa, o którym już Izajasz pisał, że „poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami”. Z pewnością także kapłan męczennik oręduje za swoimi prześladowcami, modląc się o ich nawrócenie choćby w ostatniej godzinie.

    Franciszek Kucharczyk/GN 42.2019/wiara.pl

    *******************************

    Sylwetka ks. Jerzego Popiełuszki

    aktualizacja: 13.07.2016, publikacja: 30.05.2010 Wiadomości/Dzieje.pl/portal historyczny

    Ksiądz Jerzy Popiełuszko w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. 31.10.1982. Fot. PAP/W. Kryński w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu/31.10.1982/fot. PAP/W. Kryński

    ***

    Trzeba pozostać wolnym, nawet przy zewnętrznym zniewoleniu – głosił ks. Jerzy Popiełuszko. Przywódca duchowy Solidarności, zamordowany w 1984 r. przez SB, zostanie beatyfikowany 6 czerwca w Warszawie. Ks. Jerzy (Alfons Popiełuszko) urodził się 14 września 1947 r. we wsi Okopy k. Suchowoli na Białostocczyźnie w ubogiej katolickiej rodzinie. Jak wielokrotnie podkreślał, to m.in. dzięki religijnemu wychowaniu, które otrzymał od rodziców, zdecydował się zostać księdzem.“U nas kłamstwa nie było! Kiedyś nauczycielka wezwała mnie do szkoły, żeby mi zwrócić uwagę, że Alek często w kościele na różańcu przesiaduje. Zagroziła, że może być z tego obniżony stopień ze sprawowania. Duch Święty mnie natchnął i odpowiedziałam, że jest przecież wolność wyznania” – wspominała matka ks. Jerzego, Marianna Popiełuszko.

    W 1965 r., po uzyskaniu świadectwa dojrzałości wstąpił do Metropolitalnego Seminarium Duchownego pw. św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Na początku drugiego roku studiów został wcielony do wojska, do jednej z istniejących wówczas specjalnych jednostek dla kleryków w Bartoszycach na Mazurach. Tam też 7 grudnia 1966 r. złożył przysięgę wojskową. Po powrocie z wojska ks. Jerzy ciężko zachorował.

    Święcenia kapłańskie otrzymał 29 maja 1972 r. z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski. Po święceniach został skierowany jako wikariusz na swą pierwszą placówkę duszpasterską w Ząbkach k. Warszawy.

    “Młodzież Jerzego zbierała dary, które co kilka tygodni zanoszono do zakładu wychowawczego. Jego wizja Kościoła nie ograniczała się do eschatologii. Widział Kościół bardzo konkretnie, w wymiarze ludzkich potrzeb” – mówił w jednym z wywiadów proboszcz parafii Świętej Trójcy w Ząbkach, ks. Tadeusz Karolak.

    Ks. Popiełuszko następnie pracował w kościele św. Annny (1975-78). Przez krótki czas był wikariuszem w parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. W maju 1980 r. został przeniesiony do parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Jak wspominał znajomy ks. Popiełuszki, ks. Czesław Banaszkiewicz, mógł on prowadzić tam swoją działalność dzięki ówczesnemu proboszczowi Teofilowi Boguckiemu.

    Po powstaniu Solidarności ks. Popiełuszko stał się jej duchowym przywódcą, warszawscy hutnicy określili go swoim kapelanem, był duszpasterzem krajowym ludzi pracy, a także służby zdrowia.

    “Tego dnia i tej mszy św. nie zapomnę do końca życia. Szedłem z ogromną tremą. Już sama sytuacja była zupełnie nowa. Co zastanę? Jak mnie przyjmą? Czy będzie gdzie odprawiać? Kto będzie czytał teksty? Śpiewał? Takie, dziś może naiwnie brzmiące pytania, nurtowały mnie w drodze do fabryki. I wtedy przy bramie przeżyłem pierwsze wielkie zdumienie. Gęsty szpaler ludzi – uśmiechniętych i spłakanych jednocześnie. I oklaski. Myślałem, że ktoś ważny idzie za mną. Ale to były oklaski na powitanie pierwszego w historii tego zakładu księdza przekraczającego jego bramy. Tak sobie wtedy pomyślałem – oklaski dla Kościoła, który przez trzydzieści lat wytrwale pukał do fabrycznych bram” – tak ks. Jerzy wspominał swój pierwszy pobyt na terenie warszawskiej huty 31 sierpnia 1980 r. Przyjechał tam, by na prośbę strajkujących hutników odprawić mszę.

    “Tego dnia i tej Mszy św. nie zapomnę do końca życia. Szedłem z ogromną tremą. Już sama sytuacja była zupełnie nowa. Co zastanę? Jak mnie przyjmą? Czy będzie gdzie odprawiać? Kto będzie czytał teksty? Śpiewał? Takie, dziś może naiwnie brzmiące pytania, nurtowały mnie w drodze do fabryki. I wtedy przy bramie przeżyłem pierwsze wielkie zdumienie. Gęsty szpaler ludzi – uśmiechniętych i spłakanych jednocześnie. I oklaski. Myślałem, że ktoś ważny idzie za mną. Ale to były oklaski na powitanie pierwszego w historii tego zakładu księdza przekraczającego jego bramy. Tak sobie wtedy pomyślałem – oklaski dla Kościoła, który przez trzydzieści lat wytrwale pukał do fabrycznych bram” – tak ks. Jerzy wspominał swój pierwszy pobyt na terenie warszawskiej huty 31 sierpnia 1980 r. Przyjechał tam, by na prośbę strajkujących hutników odprawić mszę.

    W tym czasie nawiązywał liczne kontakty z opozycjonistami. Jak wspominają świadkowie, w jego mieszkaniu spotykali się ludzie z różnych środowisk: m.in. robotnicy, inteligencja, artyści. Kilkanaście razy w miesiącu odwiedzał związkowców w hucie, jeździł z nimi m.in. do Gdańska, gdzie spotykali się z Lechem Wałęsą. Towarzyszył im też w prywatnych uroczystościach: udzielał ślubów, chrzcił i odprawiał pogrzeby. W kościele św. Stanisława Kostki ks. Popiełuszko organizował wykłady dotyczące m.in. katolickiej nauki społecznej.

    Po wprowadzeniu stanu wojennego ks. Jerzy organizował liczne działania charytatywne, do których włączał młodych ludzi. Wspomagał prześladowanych i internowanych oraz ich rodziny. W podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki gromadzona była m.in. żywność i leki.

    Uczestniczył w procesach aresztowanych za przeciwstawianie się prawu stanu wojennego. Wspierał więźniów politycznych. Nagrał kilka z rozpraw, wnosząc na salę sądową magnetofon schowany pod sutanną. Materiał, który wtedy powstał, był emitowany m.in. w radiu Wolna Europa.

    Ks. Popiełuszko główny wysiłek włożył w przygotowanie i prowadzenie w kościele św. Stanisława Kostki mszy w intencji ojczyzny i tych, którzy za nią cierpią. Pierwsze takie nabożeństwo odprawił w lutym 1982 r. Msze gromadziły nie tylko mieszkańców Warszawy. Przybywały na nie delegacje Solidarności z całego kraju, uczestniczyli w nich m.in. intelektualiści, aktorzy oraz młodzież. Przez przyjaciół ks. Popiełuszko określany był “małym papieżem”.

    W kazaniach nawoływał, by “zło dobrem zwyciężać” (wezwanie św. Pawła z Listu do Rzymian: +Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj+ – PAP).
     
    “Trzeba zdawać sobie sprawę z sytuacji geopolitycznej w jakiej się znajdujemy, ale jednocześnie ta sytuacja nie może być wygodną zasłoną do tego, by rezygnować z należnych narodowi praw” – mówił ks. Jerzy w jednej z homilii.

    W innej podkreślał, że “zło, które znosiło się jako coś nieuniknionego staje się nieznośne na myśl, że można się od niego uwolnić”. “Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. Zachować godność człowieka, to pozostać wolnym, nawet przy zewnętrznym zniewoleniu” – mówił ks. Popiełuszko.

    “Poznałam go w Prymasowskim Komitecie Pomocy Więzionym, Internowanym i ich Rodzinom. Siedział na stole, ubrany na sportowo, roześmiany, na absolutnym luzie. Nie wiedziałam kto to, więc spytałam Danusię Szaflarską. Pamiętam, jak się oburzyła: +No jak to, to ty nie wiesz? To przecież ksiądz Popiełuszko!+”  – wspominała w “Tygodniku Powszechnym” Anna Szaniawska.

    “W tym czasie znali się już z moim mężem. Klemens systematycznie chodził na procesy robotników +Ursusa+ i Huty Warszawa. (…) Klemens był niewierzący, ale przez przyjaźń z Jerzym jakoś przybliżył się do Kościoła – a trzeba powiedzieć, że nie rozmawiali o Panu Bogu: Jurek nie próbował nikogo nawracać… Dla mnie to było coś wzruszającego, bo, choć otwarty, mój mąż nie był człowiekiem, który łatwo +kupował+ i dawał przyjaźń” – dodała.

    Ks. Jan Sikorski, kolega księdza z lat 80., który po jego śmierci odprawiał msze za ojczyznę,  podkreślał w rozmowie z PAP, że ks. Popiełuszko był zwyczajnym człowiekiem. “Ludzie chodzili po jego pokoju jak po swoim mieszkaniu, nie pytali czy mogą to, czy tamto. Wielu mówiło mu po imieniu. Był jednym z nich” – mówił. Dodał, że zaprzyjaźnieni księża nazywali go żartobliwie “Popiełuchem”. 

    Komunistyczne władze drażniła rosnąca popularność mszy za ojczyznę. Pod koniec 1982 r. Wydział ds. Wyznań miasta stołecznego Warszawy dał temu wyraz w piśmie skierowanym do Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Msze ks. Popiełuszki jego przeciwnicy nazywali “mitingami antykomunistycznymi”.

    Ks. Jerzy był obserwowany przez SB już na dwa lata przed śmiercią. Założono mu podsłuch, próbowano też doprowadzić do wypadku samochodowego. W mieszkaniu przy ul. Chłodnej funkcjonariusze SB dokonali prowokacji, podrzucając kilkanaście tysięcy ulotek, farbę drukarską, granaty z gazem łzawiącym, naboje i materiał wybuchowy. Miały to być dowody do przygotowywanego procesu sądowego. Starano się go za wszelką cenę skompromitować.

    Pracownicy Huty Warszawa zgłaszali do ówczesnego prymasa kard. Józefa Glempa sugestie, by dla bezpieczeństwa ks. Popiełuszki wysłać go na jakiś czas do Rzymu. Niepubliczny list prymasa w tej sprawie napisał inż. Karol Szadurski, ówczesny szef hutniczej Solidarności.

    “To było spowodowane tym, że pełniąc całodobowe dyżury przy ks. Jerzym, towarzysząc mu przy wszystkich wyjazdach widzieliśmy, że zawisła nad nim groźba utraty życia. Zdarzały się takie przypadki, że samochód z cywilną rejestracją najeżdżał na Moście Gdańskim z przeciwnej strony tak blisko, że urwał lusterko. (…) Ksiądz zaczął jeździć do parafii w innych miastach, bo był proszony o wygłaszanie homilii, wówczas nie byliśmy w stanie go strzec” – powiedział PAP Szadurski.

    “To ks. Jerzego zdenerwowało, że myśmy z taką inicjatywą wystąpili. Mówiliśmy: Jerzy, tu się sytuacja ustabilizuje, władze +S+ wyszły z więzienia, struktury zostaną odbudowane, odpoczniesz w Rzymie, wrócisz do Polski i będziemy dalej współpracowali” – dodał.

    Z kolei ks. Zdzisław Król, ówczesny kanclerz warszawskiej kurii, w wywiadzie opublikowanym w Biuletynie IPN relacjonował: “pamiętam taką rozmowę pomiędzy tym zamachem na niego, jak jechał z Gdańska, a jego śmiercią. (…) Przyszedł do mnie, do gabinetu prosto od prymasa. Miał wtedy gorycz w sercu i taki niesmak po rozmowie z prymasem, że prymas był dla niego surowy”.

    “Nie mieliśmy tej odwagi, którą on miał. Uważaliśmy, że jeśli w pewnych momentach wyciszymy nasze działania, to nie będzie to ze szkodą dla nikogo. Ile razy słyszałem od Urzędu do spraw Wyznań, gdzie mówiono mi: +no tak, proszę księdza, nie możemy tego kościoła budować, bo ks. Popiełuszko znów powiedział to i to+. (…) Oni mi ciągle cytowali, więc czasami Jerzy musiał się bronić przed nami, bo myśmy go atakowali. Wtedy, nie uprawiając żadnej gry, autentycznie chciałem go utemperować. (…) Dzisiaj widzę, że to on miał rację, a nie my” – wspominał ks. Król.   

    Podkreślał także, że autorami cytowanymi przez ks. Jerzego w jego kazaniach byli Jan Paweł II i kardynał Stefan Wyszyński lub któryś z wielkich klasyków literatury. “Głosząc kazania, był autentycznym księdzem i zależało mu na tym, żeby nie padło nic niepotrzebnego” – mówił duchowny.

    W grudniu 1983 r. ks. Popiełuszko został aresztowany, wszczęto przeciwko niemu śledztwo. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie zarzuciła mu “nadużywanie w okresie od 1982 r. wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL przy sprawowaniu obrzędów religijnych”. W lipcu 1984 r., po interwencji sekretarza generalnego Episkopatu Polski abp. Bronisława Dąbrowskiego, postępowanie zostało umorzone i ks. Jerzy został zwolniony. Gdy zawiodły próby nacisków, zdecydowano się na “bardziej radykalne” działania.

    Prof. Jan Grosfeld, który w sierpniu 1984 roku spotkał ks. Jerzego nad Bałtykiem, w małej miejscowości niedaleko Karwi, wspominał w “Tygodniku Powszechnym”, że funkcjonariusze SB nie opuszczali ks. Popiełuszki nawet w czasie wakacji. “Sam ksiądz mówił, że w pewnej odległości od domku, w którym mieszkał, dniem i nocą kryli się wywiadowcy. Można ich było dostrzec, także w ciemności, bo nie wahali się używać latarek. Cel był jasny – zastraszyć księdza, zmusić do rezygnacji i zaniechania działań, które były nie do zaakceptowania przez komunistyczną władzę” – podkreślił prof. Grosfeld.

    “Ksiądz Jerzy nie rezygnował, ale nie oznacza to, iż nie miał ludzkich odczuć i reakcji. Ogarniało go zdenerwowanie, lęk, przygnębienie, powodowane nie tylko przez akcje przeciwników zewnętrznych, ale i przez tak zwane dobre rady, płynące z bliższych środowisk” – dodał.

    Obecny proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, ks. Zygmunt Malacki tak relacjonował rozmowę z ks. Jerzym odbytą na kilka dni przed jego śmiercią: “Zapytałem, czy jest świadom zagrożenia i czy boi się śmierci. Z powagą i ogromnym spokojem odpowiedział, że po tym wszystkim, co dotychczas przeżył, zdaje sobie sprawę z tego, że już niedługo może przyjść ostatni dzień w jego życiu. +Śmierci – mówił – nie boję się, bo już przeżyłem jej przedsionek+. Pamiętam jego spokojną, uśmiechniętą i pełną zawierzenia twarz. Wydawało mi się, że patrzy w jakąś tajemniczą dal”.

    “Pamiętam jego ostatnie dni, bo byłem z nim na plebani. Była świadomość nieuchronnie zbliżającej się śmierci, po pierwszym zamachu, kiedy wracał z Gdańska, gdy była próba rzucenia kamienia w pędzący samochód, ks. Jerzy wiedział, że jego życie może być przerwane. Pamiętam, że oglądał na taśmie wideo film o zamachu na Mahatmę Gandhiego i cofał ten film” – mówił PAP Karol Szadurski.

    Porwania ks. Popiełuszki dokonali trzej oficerowie SB z IV Departamentu MSW zwalczającego Kościół katolicki: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski. 19 października 1984 r. wyjechali do Bydgoszczy służbowym fiatem 125p. Na trasie Toruń-Bydgoszcz zatrzymali samochód volksvagen-golf, którym jechali ks. Popiełuszko oraz jego kierowca Waldemar Chrostowski. Kierowcy funkcjonariusze założyli na ręce kajdanki i knebel na usta. Księdza, który nie chciał wejść do samochodu, oprawcy bijąc pozbawili przytomności i wrzucili do bagażnika. Chrostowskiemu w czasie jazdy udało się wyskoczyć z samochodu.

    Kiedy oprawcy zatrzymali się w okolicy hotelu “Kosmos” w Toruniu i otworzyli bagażnik, ksiądz zaczął uciekać. Po kilku uderzeniach pałką stracił jednak przytomność i znów został umieszczony w bagażniku. Podczas dalszej jazdy porywacze, obawiając się blokady dróg, zdecydowali się zabić księdza. Przywiązali do jego nóg worek kamieni, usta zakleili plastrem, a następnie wrzucili go do Zalewu Wiślanego w pobliżu Włocławka.

    W procesie morderców księdza Popiełuszki (tzw. procesie toruńskim) Grzegorz Piotrowski został skazany na 25 lat więzienia, jego przełożony, wiceszef IV departamentu MSW Adam Pietruszka – także na 25 lat; Leszek Pękala – na 15 lat i Waldemar Chmielewski – na 14 lat. Wszyscy wyszli z więzienia przed upływem całej kary. Piotrowski opuścił więzienie po 16 latach (2001 r.), Pietruszka po dziesięciu (1995 r.) Pękala – po pięciu (1990 r.), Chmielewski – po ośmiu (1993 r.).

    Do dziś nie wiadomo, czy za mordercami i ich bezpośrednim przełożonym z IV Departamentu MSW stali wyżej usytuowani mocodawcy.

    Paweł Rozwód, Stanisław Karnacewicz (PAP)/pro/ skz/ malk/ mow/

    ******************************************************************************

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 19.00

    po Mszy św. – nabożeństwo różańcowe przed Najświętszym Sakramentem

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    ***

    Antyfona na wejście

    Oto święty, który aż do śmierci walczył w obronie prawa Bożego; nie bał się gróźb prześladowców, bo Chrystus był jego mocą.

    Kolekta

    Wszechmogący i miłosierny Boże, obchodzimy
    dzień zwycięstwa Twojego męczennika Jerzego, któremu dałeś nieugiętą stałość w cierpieniach,
    otocz nas swoją opieką i wybaw od zasadzek nieprzyjaciół.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 2,1-10

    Bracia: I wy byliście umarli na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia.

    Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich, w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwa Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 100

    R/ Bóg sam nas stworzył, my Jego własnością.

    Wykrzykujcie na cześć Pana, wszystkie ziemie,
    służcie Panu z weselem.
    Stawajcie przed obliczem Pana
    z okrzykami radości. R/

    Wiedzcie, że Pan jest Bogiem,
    On sam nas stworzył;
    jesteśmy Jego własnością,
    Jego ludem, owcami Jego pastwiska. R/

    W Jego bramy wstępujcie z dziękczynieniem,
    z hymnami w Jego przedsionki,
    chwalcie i błogosławcie Jego imię.
    Albowiem Pan jest dobry,
    Jego łaska trwa na wieki,
    a Jego wierność przez pokolenia. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,13-21

    Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Lecz On mu odpowiedział: „Człowieku, któż mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?” Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.

    I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów». I rzekł: «Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj».

    Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?» Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij dary,
    które składamy w dniu wspomnienia
    błogosławionego Jerzego, męczennika,
    niech będą Tobie miłe tak,
    jak cenną w Twoich oczach była ofiara jego życia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Jeśli kto chce pójść za mną niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, niech przyjęty
    Najświętszy Sakrament da nam tę moc duszy,
    dzięki której błogosławiony Jerzy, męczennik,
    wiernie Tobie służył i odniósł zwycięstwo
    nad cierpieniami. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *******

    fragment z książki bł. ks. Jerzego Popiełuszki o odwadze publicznego przyznawania się do Chrystusa i Kościoła :

    („Kazania 1982-84”, Wyd. Sióstr Loretanek, Warszawa 2010)

    Ks. Jerzy Popiełuszko”, Teresa Chromy (1984 r.)

    Ks. Jerzy Popiełuszko”, Teresa Chromy (1984 r.)/ fot. Graziako/Niedziela

    ***

    Niebezpieczeństwo utraty przez młodzież więzi z przeszłością narodu i kulturą rodzimą, jakże często ośmieszaną i zniekształcaną, przerwała „Solidarność”, która odkłamała wiele celowo przemilczanych faktów historycznych. Nie jesteśmy narodem tylko na dziś. Jesteśmy narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie.

    Tylko wspólna i zgodna współpraca rodziców, wychowawców, Kościoła i samej młodzieży może przeciwstawić się wszystkiemu, co ma na celu położenie granicy wielkości człowieka i zniszczenie tego, co wyrosło z ofiary całych pokoleń Polaków, którzy płacili wysoką cenę za przetrwanie ducha narodu. Stąd też wszyscy musimy wziąć do serca wezwanie Prymasa Tysiąclecia, aby mieć odwagę publicznego przyznawania się do Chrystusa i Kościoła, do tego wszystkiego, co stanowi chlubę narodu, odwagę przyznawania się w szkole, na uczelni, w pracy i urzędzie. Czynić to bez względu na następstwa, jakie mogą dla nas z tego wyniknąć. Jeżeli wierzymy w czterech ścianach naszego domu, niech nie zabraknie nam odwagi do przyznawania się do Chrystusa publicznie, jak mieliśmy odwagę czynić to w czasie „Solidarności”, nawet, gdy trzeba za to zapłacić jakąś cenę i ponieść ofiarę. Wiary i ideałów nie wolno sprzedawać za przysłowiową „miskę soczewicy”, za stanowisko, większą pensję, możność studiów czy awans społeczny. Bo kto łatwo sprzedaje wiarę i ideały, ten jest o krok od sprzedawania człowieka.

    Kościół zawsze będzie pomagał rodzicom i wychowawcom, stojąc na stanowisku, że jeśli jednym wolno ateizować naród wbrew jego woli, wbrew woli katolickich rodziców i samej młodzieży, to tym bardziej katolikom wolno bronić się przed tym bezprawiem.

    ********************************************************************

    Jurek nie był bez skazy.

    Rozmowa Roberta Mazurka z ks. Janem Sochoniem

    Jurek nie był bez skazy. Rozmowa Roberta Mazurka z ks. Janem Sochoniem

    W minionym roku na 35. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki staraniem Teologii Politycznej ukazała się książka ks. Jana Sochonia, postulatora procesu beatyfikacyjnego, poświęcona osobie kapelana „Solidarności”. W książce znajduje się m.in. rozmowa, którą przeprowadza Robert Mazurek.

    Robert Mazurek (dziennikarz, publicysta): Gdzie się Ksiądz z nimi spotykał?

    Ks. Jan Sochoń, profesor UKSW, przyjaciel i postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki: W moim domu.

    Zapraszał Ksiądz do domu morderców księdza Popiełuszki?!

    Tak, wtedy jeszcze mieszkałem na Pradze, na Saskiej Kępie.

    I jak wrażenia?

    Kiedy w moich drzwiach stanął Grzegorz Piotrowski, to się autentycznie przestraszyłem. Ale w normalnym, osobistym kontakcie okazał się bardzo miły, elegancki, sprawny intelektualnie. Potrafił w jednym zdaniu zacytować świętego Pawła i Simone Weil. Naprawdę wysoka klasa. Dawał nawet jakieś znaki wewnętrznej przemiany, nawrócenia, a ja się na to dałem nabrać. Podarowałem mu różaniec, jakąś książkę, modlitewnik…

    Strasznie Ksiądz naiwny.

    Teraz też myślę, że zostałem przez Piotrowskiego oszukany, on przecież potem zaczął współpracę z „Faktami i Mitami”, jasno dowodząc, że to wszystko przedtem było swego rodzaju janczarską grą. Ale wtedy byłem przekonany, że robię słusznie, a tego wymaga prawdziwie chrześcijańska postawa. Choć już wówczas szokowało mnie, że dla niego nic się nie stało! Ja po czymś takim nie mógłbym żyć, a on…

    Po co Ksiądz z nim rozmawiał?

    Na potrzeby procesu beatyfikacyjnego. Musiałem usłyszeć od wszystkich morderców, jak się ksiądz Jerzy zachowywał podczas ostatnich chwil życia. By mówić o męczeństwie, musimy mieć pewność, że w żadnej chwili nie prosił o darowanie mu życia. Gdyby powiedział: „zostawcie mnie!”, to – o ile się nie mylę – wystarczyłoby do zerwania procesu beatyfikacyjnego.

    I naprawdę nie krzyczał?

    Wszyscy trzej odpytywani w różnym czasie zgodnie zeznali, że nie. Mówili nawet o jego heroizmie. Tak, krzyczał z bólu, ale o nic ich nie prosił.

    Jacy byli pozostali zabójcy księdza Jerzego? Waldemar Chmielewski na procesie straszliwie się jąkał, miał tik nerwowy – wyglądał na człowieka, który to mocno przeżył.

    Jako jedyny dawał oznaki, że choć trochę rozumiał coś z tego dramatu. Wydawał się bardziej naturalny od swoich kompanów. A jednocześnie nie wierzył, że człowiek ma jakieś sumienie. Zapewniał, że jego stosunek do komunizmu zmienił się, kiedy się dowiedział, że polskich oficerów w Katyniu rozstrzelali jednak Sowieci, a nie Niemcy.

    To, że zamordował, Popiełuszkę go nie ruszyło, ale mord katyński – tak? Przecież to niepoważne.

    On w ten sposób tłumaczył, że nie miał wyrzutów sumienia. Mówił: „Popiełuszko to papier”, śmieć, trzeba było go zabić.

    Trzecim był Leszek Pękala.

    Nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Szary, nijaki…

    Hannah Arendt miała rację – zło jest banalne. Pękala był.

    Nie chciałbym tego powiedzieć. Uznajmy, że był dziennikarsko nieinteresujący.

    A co oni mówili o księdzu Popiełuszce?

    Obowiązuje mnie tajemnica, więc mogę powiedzieć tylko tyle, że księdza Jerzego wspominał jedynie Piotrowski i mówił o nim w samych superlatywach. Zapewniał nawet, że czasem mu się śni.

    Znaliście się z księdzem Popiełuszką od dawna.

    Jurek często przyjeżdżał do Wasilkowa na Białostocczyźnie, skąd pochodzę, bo tam wikariuszem był ksiądz Piotr Bożyk, jego dawny katecheta. I tak widywaliśmy się na plebanii. Bliżej poznaliśmy się już w latach 80., kiedy duszpasterzował na Żoliborzu. Notabene już po śmierci księdza Jerzego mieszkałem w jego pokoju, pracując w Parafii św. Stanisława Kostki, i tam poznałem jego pisma, kazania, notatki, które poźniej wydawałem. Stał mi się niesłychanie bliski po śmierci.

    Dla Księdza był normalnym człowiekiem.

    Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że zostanie sługą Bożym, a ja będę uczestniczył w pracach nad tak zwanym positio, czyli dokumentami potrzebnymi do procesu beatyfikacyjnego, będę zajmował się jego życiem i działalnością, to mocno bym powątpiewał. Niektórzy jego koledzy kapłani śmiali się, że prędzej im kaktus na dłoni wyrośnie, niż Jurek zostanie świętym.

    Dlaczego?

    Bo to był zwyczajny chłopak, niewyróżniający się wówczas niczym specjalnym ksiądz! Oni pamiętali jak zaspał na Mszę świętą czy nie odprawił jakiejś modlitwy (śmiech). Pochodził z prostej rodziny, ale przenikniętej taką, powiedziałbym, wschodnią dobrocią, życzliwością. Wyrósł w świecie, w którym przenikały się wpływy katolicyzmu, prawosławia, islamu. To był konglomerat, w którym przed wojną byli też Żydzi, wcześniej Jaćwingowie…

    Błagam! Ksiądz Popiełuszko – ostatni Jaćwing! Przepraszam, ale to mój brat wciskał w liceum ciemnotę, że jest ostatnim Jaćwingiem i nazywa się Mazurkas.

    (śmiech) Chodzi mi o pewien genius loci, o duch miejsca, w którym życiowa tężyzna była ważna. To przynajmniej wynika z rozmów z rodzicami księdza Popiełuszki, niezamożnymi rolnikami, gospodarującymi na około 20 hektarach słabej ziemi, gdzie nigdy nie było głodu, ale wszyscy żyli bardzo skromnie, powierzając Opatrzności zamożność domu i wszelkie egzystencjalne sprawy.

    Dlaczego „Alek”?

    Na chrzcie dali mu na imię Alfons. W ten sposób jego matka Marianna chciała utrwalić pamięć o swoim bracie Alfonsie Gniedziejko, żołnierzu AK, zamordowanym w 1945 roku przez żołdaków sowieckich, a poza tym pozostawała pod wrażeniem świętego Alfonsa Liguoriego; przypuszczała, że może i syn pójdzie śladem tego gorliwego kapłana i biskupa.

    To skąd Jerzy?

    Bo imię Alfons wielu się źle, dość wulgarnie kojarzy, więc jeszcze w seminarium, w maju 1971 roku ksiądz Popiełuszko oficjalnie zmienił je na Jerzy Aleksander.

    Jakim cudem trafił do Warszawy?

    Mówiono mu: masz pod bokiem seminarium białostockie, po co ci tam jeździć do Warszawy? Ale sam wybrał, a jak on się uparł, to musiał dopiąć swego. Jego proboszcz, ksiądz Nikodem Zarzycki obraził się nawet o to; nie wystawił mu więc polecającego świadectwa życia religijnego do seminarium. Jurek rozmyślał o studiach teologicznych jeszcze w liceum, choć bardzo go wtedy kuszono, między innymi studiami w Moskwie.

    Życie księdza Popiełuszki przed 1980 rokiem jest niemal zupełnie nieznane.

    Bo w jego pracy nie było nic niezwykłego, nadzwyczajnego, nic – jak byśmy to dzisiaj powiedzieli – medialnego. Miał kłopoty ze zdrowiem, z tarczycą, jakieś historie żołądkowe, które nasiliły się po powrocie z wojska, i nie mógł pełnić tylu obowiązków co wikary, dlatego został rezydentem. Był też duszpasterzem środowisk medycznych.

    I w sierpniu 1980 roku strajkujący hutnicy proszą o Mszę świętą.

    W końcu trafili do Parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Ówczesny wikary, ksiądz Jerzy Czarnota, właśnie odprawił Mszę, a ksiądz Popiełuszko, który razem z nim był wtedy w kancelarii parafialnej, powiedział: „To może ja pójdę?”.

    I tak się zaczęło.

    Tam zaczęła się jego – trzeba użyć tego słowa, choć nie bardzo pasuje – kariera duszpasterska. Poszedł do huty w ciemno, potem wspominał, że trochę się tego bał, był onieśmielony, bo nie wiedział, jak postępować z hutnikami, a i oni nie bardzo wiedzieli, jak traktować młodego księdza. Wspominał, że kiedy wchodził przez bramę Huty Warszawa, usłyszał burzę braw. Odwrócił się, bo myślał, że ktoś ważny przyjechał, ale to były oklaski dla niego. Dalej wszystko już potoczyło się naturalnie. Jurek przejął również prowadzenie – później bardzo już słynnych – Mszy świętych za Ojczyznę zainicjowanych 22 lutego 1981 roku przez prałata Teofila Boguckiego. Stało się coś przedziwnego, bo do kościoła św. Stanisława zaczęli zjeżdżać ludzie nie tylko z Warszawy, ale z całej Polski. Sprawił to styl bycia Jurka.

    Jaki?

    To profesor Geremek mówił o panującej tam atmosferze ogromnej życzliwości. Ludzi pociągała prostota, skromność i wrażliwość Jurka, jego wewnętrzna szczerość. Myślę, że ludzie wybaczą księdzu, jeśli nie jest gruntownie wykształcony, że się na czymś nie zna, ale chcą, by po prostu całym sercem był dla innych. I takim sposobem życia wyróżniał się Jerzy

    Czy to nie były zbyt mocno rozpolitykowane Msze?

    Zabieganie o dobro drugiego człowieka było wtedy aktywnością polityczną i w tym sensie ksiądz Jerzy taką działalność prowadził, ale proszę pamiętać, jakie to były czasy, jaka atmosfera! Gdyby wtedy ksiądz wyszedł na ambonę i przez kilka minut pomilczał, ludzie odebraliby to jako radykalne wystąpienie polityczne!

    To prawda.

    Gdy czyta się kazania księdza Popiełuszki dzisiaj, bez znajomości tych realiów, to naprawdę trudno dopatrzeć się w nich polityki. To dobrze zredagowane homilie, czasem zawierające jakieś popularnie przedstawione treści filozoficzne, żadnej polityki. Niesamowita scena miała miejsce podczas procesu. Prokurator zaczął czytać rzekomo wywrotowe kazanie księdza Jerzego. I w miarę czytania zmieniał mu się głos, interpretacja. Wszyscy czekali na wywrotowe treści, a tu partyjny prokurator prawił kazanie o Matce Boskiej. Kiedy skończył, zapadła cisza jak makiem zasiał.

    Ksiądz Jerzy nie był intelektualistą…

    Anna Szaniawska, żona profesora Klemensa Szaniawskiego, opowiadała, że kiedy przyszedł do seminarium, to tak naprawdę nie umiał dobrze mówić po polsku. W szkole uczył się jednak nieźle.

    A przecież przyjaźnił się z wieloma intelektualistami, nie tylko z Szaniawskimi.

    Ale jednocześnie następował jego ogromny rozwój duchowy i intelektualny, przeszedł przedziwną drogę dojrzewania. To z jednej strony było – muszę to tak „kościelnie” ująć – działanie Ducha Świętego, z drugiej zaś wielki postęp umysłowy. Sądzę, że środowisko solidarnościowe, w którym się obracał, sprawiło, że uwierzył w siebie. Paweł Czartoryski pytał Annę Szaniawską: „Jak to jest, że ten chłopak z miesiąca na miesiąc tak dojrzewa? Każde jego kazanie jest bogatsze: językowo, treściowo, ideowo”.

    Choć mówił, że nie jest molem książkowym, a na studia do Rzymu mu nieśpieszno…

    To prawda, a jednocześnie jego kazania były teologicznie tak głębokie i wysmakowane, że o ich autorstwo podejrzewano na przykład Klemensa Szaniawskiego. Jurek z mizernego, nieco stroniącego od ludzi chłopaka, stał się człowiekiem obracającym się w centrum życia duchowego, politycznego i kulturalnego Warszawy. Pojawiali się na Żoliborzu aktorzy, którym przewodziła Roma Szczepkowska, ale była i pani Maja Komorowska, Danuta Szaflarska, Kazimierz Kaczor i wielu innych. Na pierwszej Mszy świętej, na której czytano teksty Miłosza, występował Maciej Zembaty i Małgorzata Braunek.

    Warszawski salon.

    To prawda, ale Jurek nie chciał zostać duszpasterzem środowisk twórczych i ludzi znanych. Znajomość z nimi wykorzystywał choćby do stworzenia uniwersytetu robotniczego. Organizował słuchaczom nie tylko niedzielne Msze święte o 10.00, ale i regularne wykłady, egzaminy w czasie sesji, integracyjne wyjazdy, jak byśmy teraz określili.

    Kościół na Żoliborzu stał się miejscem spotkań solidarnościowej opozycji.

    Do św. Stanisława Kostki przychodziły osoby o bardzo różnych poglądach politycznych: Adam Michnik czy Bronisław Geremek, ale też Seweryn Jaworski… Ksiądz prymas bał się, że politycy traktują Jurka instrumentalnie, że będą go chcieli wykorzystać do swoich partyjnych celów. Dlatego przynajmniej na początku był wobec tego środowiska nieufny, przez co i trochę zdystansowany do księdza Jerzego.

    Ksiądz Popiełuszko skarżył się, że brak mu wsparcia kardynała Glempa.

    Prymas obejmował archidiecezję w dramatycznym czasie, w 1981 roku i zapewne czuł na sobie oddech wielkiego poprzednika, kardynała Wyszyńskiego. Bał się przelewu krwi braterskiej, rozruchów i poczuwał się do odpowiedzialności za Kościół i Ojczyznę. Zdawał sobie też sprawę z klina wbijanego przez komunistów między kurię a księdza Popiełuszkę i innych księży z Parafii św. Stanisława.

    I czasem prymas był wobec księdza Popiełuszki bezwzględny.

    Słowo „bezwzględny“ jest nazbyt mocne. W kurii panowało wtedy przekonanie, że ksiądz Popiełuszko sprawia kłopoty. Komuniści cały czas skarżyli się, że wielu księży, w tym ksiądz Jerzy, przeszkadza „normalizacji”. 14 grudnia 1983 roku prymas spotkał się z księdzem Jerzym i zwrócił mu uwagę, mówiąc: „Słuchaj, nie jesteś jedynym, który dobrze pracuje, są również inni, równie gorliwi i oni z pokorą spełniają swoje obowiązki”. Ksiądz kardynał dodał też: „Ty i ja jesteśmy kapłanami i nie możemy zdradzić Chrystusa – ty w imię twoich, a ja w imię swoich racji”.

    To była bardzo surowa lekcja.

    Ksiądz Jerzy wybiegł wtedy z tego spotkania ze łzami w oczach, a w swoich zapiskach odnotował bardzo gorzkie słowa: „Zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej”. Ludzie, a zwłaszcza dziennikarze, zwykle na tym kończą, ale potem jest napisane: „Nie jest to oskarżenie. Jest to ból, który uważam za łaskę Bożą, do lepszego oczyszczenia się i przyczynek do większych owoców mojej pracy”.

    Stawia to jednak prymasa Glempa w dość kiepskim świetle.

    Chyba jednak nie. Ksiądz prymas patrzył na ówczesną rzeczywistość z szerokiej perspektywy. Chciał porozumienia narodowego; starał się godzić sprzeczne ze sobą tendencje, utrzymać choćby wątłą nić dialogu z rządzącymi, ale nie za wszelką cenę; spotykał się z doradcami „Solidarności“. Nie było mu też łatwo „decydować“ o życiu księdza Popiełuszki, gdyż jako jego zwierzchnik miał go chronić. Zarzuty księdza Jerzego ujawnione w zapiskach uważał za niesprawiedliwe, emocjonalne.

    Wtedy pojawiły się pomysły wysłania księdza Popiełuszki na studia do Rzymu.

    Ten pomysł wyszedł ze środowiska przyjaciół księdza Jerzego, którzy trafili z nim do kurii biskupiej. Kardynał Glemp, co przyznajmy, pozostawił decyzję księdzu Popiełuszce. Mówił: „Jurek, sam musisz zdecydować”, ale on twierdził, że nie może zawieść ludzi, którzy mu zaufali.

    A kiedy SB zaczęła interesować się księdzem Popiełuszką?

    Wstępnie już w 1980 roku, ale tak na poważnie to dopiero w lutym 1982 roku. Za to te ostatnie lata to było, jak ktoś to ujął, przyśpieszone dojrzewanie do męczeństwa. Zaciskała się coraz ściślejsza pętla.

    Do jego prześladowań przyczyniali się także ludzie Kościoła, tajni agenci wśród księży…

    To smutna prawda, że zapewne także wśród znajomych księdza Popiełuszki byli tacy, którzy donosili na niego. I niestety, niektórzy z nich, także kapłani, jakoś przyczynili się do tej zbrodni. Bardzo bym chciał, by ci, którzy brali w tym udział, zdobyli się na jakąś formę wyznania swego grzechu, żalu za niego… Nie wiemy, czy nie wyznali tego w konfesjonale, ale w życiu społecznym liczy się postawa zewnętrzna, pokazanie tego publicznie. Kiedy IPN oficjalnie ujawni swoje dokumenty…

    …To usłyszymy jak zwykle, że nie donosiłem, esbecy wszystko wymyślili, a ja nikomu nie zaszkodziłem.

    Pewnie ma pan rację. Skoro do tej pory tego nie uczynili, to już pewnie nie uczynią. To przykre, ale tak zwykle jest w tych przypadkach. Ludziom niezmiernie trudno jest zdobyć się na taką religijną lustrację, przyznać się do swych błędów i słabości.

    Znane są nazwiska dwóch księży, którzy donosili na księdza Popiełuszkę.

    Donosił ksiądz Michał Czajkowski, donosili także inni kapłani, o których wiedzą pracownicy IPN-u, a o których niebawem oficjalnie usłyszymy. Z pewnością Jurek miał świadomość, że jest szpiegowany, że na niego piszą agitki. Przyszła kiedyś do niego jego współpracowniczka i ostrzegła: „Jurek, twój bliski znajomy donosi na ciebie”. On tylko posmutniał, ale nic nie powiedział.

    Strasznie wyidealizowana postać nam wychodzi.

    Jurek nie był postacią na miarę herosów literackich, nie był bez skazy. W budowie takiego hagiograficznego wizerunku pomogły też czasy, w których żył. On w końcu sprzeciwił się potężnemu złu, więc stąd łatwo o tendencję do uproszczeń. Był natomiast bohaterem w doskonałym naśladowaniu samego Jezusa.

    Ale w tych czasach całkiem oczywista była postawa nienawiści wobec komunistów, esbeków, którzy zamordowali Przemyka… A Popiełuszko w każdym kazaniu przed tym przestrzegał! Wkurzał mnie tym.

    To go właśnie wyróżnia na tle jego epoki. On rzeczywiście, jak chrześcijańscy męczennicy, nigdy nie pragnął, by jego prześladowców dosięgnęło to, co spotyka jego. Nigdy nie chciał, by cierpieli jego oprawcy.

    I to właśnie jest hagiografia.

    Ależ to jest właśnie prawdziwe chrześcijaństwo! Tak powinien postępować uczeń Chrystusa.

    No mówię, że pomnik. Jedyna ludzka cecha, że palił.

    Nie jedyna, miał ich kilka. Na przykład uwielbiał elektroniczne gadżety.

    Na początku lat 80. Wtedy gadżetem był chyba prąd elektryczny.

    Od kogoś dostał jakieś bardzo dobre radio i strasznie się nim cieszył. Anna Szaniawska opisuje, jak świeciły mu się oczy na widok rozmaitych elektronicznych cacek, które przychodziły w paczkach z Zachodu. Jurek uwielbiał szybkie samochody, miał kompletnego bzika motoryzacyjnego.

    Czyli plakat z Bondem-Popiełuszką był słuszny.

    (śmiech) Ja nawet nie wiem, czy miał prawo jazdy, ale wiem, że bardzo lubił dobre auta. Podobnie zresztą rowery, którymi ciągle jeździł.

    Miał jakieś talenty?

    Był pasjonatem fotografii i jeszcze w liceum w Suchowoli działał w kółku fotograficznym. Interesował się również poezją, zwłaszcza tą romantyczną. Ale – co mnie nieco dziwi – podobały mu się czasem, podobnie jak księdzu Boguckiemu, jakieś kiczowate rzeczy, kiepskie figurki, dewocjonalia (śmiech).

    Lubił samochody i gadżety, ale z drugiej strony słynął z bardzo niefrasobliwego stosunku do dóbr materialnych.

    Bo potrafił, i scena ta jest nawet w filmie Rafała Wieczyńskiego, zdjąć swoje buty i oddać potrzebującemu. Wychował się w skromności, jeszcze jako wikary fundował stypendia klerykom, a pod bokiem miał też przykład duszpasterza ubogich, księdza Boguckiego, który mieszkał bardzo, bardzo skromnie. Proboszcz dużej warszawskiej parafii miał zagracony, nieodnowiony pokój z podniszczonymi meblami, bo wszystko, co dostawał, oddawał innym. Wie pan, że Jurek miał zawsze kieszenie wypchane cukierkami?

    Tyle jadł?

    Rozdawał napotkanym dzieciom. To mu sprawiało radość.

    A skąd się wzięła rozpropagowana przez Urbana „garsoniera księdza Popiełuszki”?

    (śmiech) Śmieję się, bo ta cała garsoniera, to była maleńka kawalerka na Chłodnej – pokoik z kuchnią. Kupiła mu ją ciotka, pani Mary Kalinowski, mieszkająca stale w Stanach Zjednoczonych, podczas pobytu w Polsce.

    Ale po co?

    Jego mieszkanie na plebanii już dawno przestało być normalnym mieszkaniem, a stało się biurem, kancelarią i miejscem spotkań. Ciągle przesiadywali tam jacyś ludzie, odbywały się narady, rozdzielano dary, pomagano, przyjmowano gości. Efekt był taki, że Jurek nie miał miejsca, żeby napisać kazanie, nie mówiąc już o tym, żeby się przespać. I dlatego, żeby odpocząć lub coś przemyśleć, wymykał się czasem na Chłodną.

    Bał się?

    Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to melodramatycznie, ale miesiąc przed śmiercią Jerzego byliśmy razem na pogrzebie znajomego z Białostocczyzny. Rozmawialiśmy w drodze powrotnej i ja go w pewnej chwili spytałem: „Jurek, czy ty się w ogóle nie boisz?”. A on tak spokojnie, ale chyba lekko przestraszony, mówi: „Wiesz, Janek, chyba mnie mogą zabić”.

    **************************************************************************************************************

    PAMIĘTAJMY KAŻDEGO DNIA O MODLITWIE RÓŻAŃCOWEJ

    *****

    Paciorki Katarzyny Labouré, Edyty Stein i ks. Jerzego Popiełuszki

    Paciorki Edyty Stein, ks. Popiełuszki, brata Alberta...
    Różaniec św. Katarzyny Labouré/ fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ

    ***

    Gdy w maju tego roku papież Franciszek proponował odkrycie na nowo piękna odmawiania Różańca w domu, pisał w liście specjalnym: „Można to uczynić razem lub samemu, zadecydujcie w zależności od sytuacji, doceniając obie możliwości. Ale w każdym przypadku jest pewien sekret, aby to uczynić: prostota”.

    „Prostota” jest też kluczem do tego, co łączyło świętych, błogosławionych, sługi Boże z Różańcem. Można też powiedzieć tak, że ich kluczem do Różańca był różaniec – prosty, drewniany, zawsze bliski.  

    Różaniec św. Edyty Stein/fot. Henry Przondziono/GOŚĆ
    Różaniec bł. ks. Jerzego Popiełuszko/ fot. Henry Przondziono/GOŚĆ

    ***************************************************

    wtorek 20 października 2020

    XXIX Tydzień zwykły

    DZIŚ WSPOMINAMY ŚWIĘTEGO JANA Z KĘNT, PREZBITERA

    KANTY
    Mzopow CC

    ***

    Św. Jan Kanty urodził się w 1390 roku w Kętach. Studiował filozofię i teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie później został profesorem. Pełnił funkcję kanonika i kustosza kolegiaty św. Floriana w Krakowie oraz przez krótki czas proboszcza w Olkuszu.

    Był człowiekiem żywej wiary i głębokiej pobożności. Kilkakrotnie pieszo pielgrzymował do Rzymu. Przez całe życie kapłańskie powstrzymywał się od spożywania mięsa. Niezwykle pracowity przepisywał manuskrypty. Odnalezione niedawno rękopisy liczą 18 000 stron (!).

    Słynął z wielkiego miłosierdzia. Nie mogąc zaradzić nędzy wyzbył się nawet własnego odzienia i obuwia. Zmarł 24 grudnia 1473 roku. Beatyfikował go Innocenty XI (1680), kanonizował Klemens XIII ( 1767). Jego relikwie spoczywają w kościele św. Anny w Krakowie.

    Jest patronem Polski, archidiecezji krakowskiej, Krakowa, profesorów, nauczycieli i studentów, szkół katolickich, „Caritasu”. „Strzeż się obrazić kogo, bo przepraszać jest niebłogo” – Jan Kanty.

    W ikonografii św. Jan przedstawiany jest w todze profesorskiej. Często w ręku ma krzyż. Bywa ukazywany w otoczeniu studentów lub ubogich. Jego atrybutami jest scalony dzbanek, obuwie, które daje ubogiemu, pieniądze wręczane zbójcom, różaniec.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia.pl

    ************************

    św. Jan Kanty

    20 października Kościół w Polsce obchodzi wspomnienie liturgiczne św. Jana z Kęt – patrona profesorów, studentów i młodzieży oraz szkół katolickich. Jest także patronem Caritas. Urodził się w 1390 r. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Jan Wyciąga z Malca pod Kętami.

    Przyglądając się życiu tego świętego, zadziwia nas jego wielkie ukochanie nauki. Studia na Wydziale Nauk Wyzwolonych Akademii Krakowskiej rozpoczął stosunkowo późno, mając około 23 lata. Po ukończeniu nauki osiągnął tytuł magistra artium. Przez osiem lat był kierownikiem szkoły klasztornej u bożogrobców w Miechowie. Kiedy zwolniło się miejsce w jednym z kolegiów uniwersyteckich, wrócił do Krakowa i objął wykłady na Wydziale Sztuk Wyzwolonych i zaczął studiować teologię. Miał wówczas 39 lat.


    Dziwny to był student, wkraczający w 40. rok życia, równocześnie profesor, trzykrotny dziekan Wydziału Sztuk Wyzwolonych, prepozyt kolegium Większego, kantor kapituły kolegiaty św. Floriana w Krakowie i proboszcz w Olkuszu. Nic dziwnego, że zajęcia te wydłużyły jego studia do 13 lat, podczas gdy normalnie studium teologii trwało od 7 do 10 lat.


    Święty Jan jako kapłan i teolog ze wszystkich sił swoich starał się przekazać Ludowi Bożemu takie nauczanie, które nie naruszałoby doktryny wiary. Trzymał się z dala od sporów doktrynalnych, chociaż żył w atmosferze koncyliaryzmu. Pracował z nieprawdopodobną wytrwałością. Rękopisy, które wyszły spod jego ręki, liczą łącznie ponad 18 tysięcy stron. Owocem jego wytrwałej pracy jako skryptora jest zachowanych 28 kodeksów. W przepisywanych dziełach widać wszechstronność zainteresowań naukowych św. Jana, a w uwagach marginalnych ogromny szacunek dla nauki Kościoła.


    Św. Jan Kanty jest nam bliski nie tylko swojej działalności naukowej i swoistego rodzaju wydawniczej, ile raczej przez świętość życia. Nauka, której się oddawał, była dla niego jednym ze środków do osiągnięcia tego ideału. Był człowiekiem nieustannej troski o rozwój swojego życia wewnętrznego. Ciągle towarzyszyła mu świadomość, że teolog winien być przede wszystkim człowiekiem Bożym.

    Wokół dobroci i miłosierdzia św. Jana Kantego osnuto wiele legend. Podania te świadczą, że na barwnym tle Krakowa, gdzie mieszkało wielu świątobliwych i znakomitych ludzi, Jan był niezwykle popularny, a nimb wyjątkowej dobroci i świętości otaczał jego postać. Odznaczał się bowiem wielkim miłosierdziem. Starał się naśladować Chrystusa, który nigdy nie przeszedł obojętnie obok nędzy ludzkiej. Pomagał biednej młodzieży studiującej w Akademii Krakowskiej. Opiekował się sierotami, wdowami, chorymi, kalekami. Wszystko, co miał, rozdawał ubogim.


    Stare kroniki podają, że św. Jan Kanty w jadalni uczniów zaprowadził taki zwyczaj: jeśli w czasie obiadu zjawił się żebrak u drzwi jadalni, służący musiał powiadomić przełożonego słowami: ” Przyszedł ubogi”. Ten odpowiadał natychmiast: “Chrystus przyszedł” i zaraz starał się o to, aby ubogiego nakarmić. W ten sposób przypominał Święty swoim wychowankom słowa Chrystusa Pana: “Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).


    Św. Jan Kanty czynił dobro i przez to wyzwalał dobro u innych. Pewnego dnia – jak uczą stare zapiski kronikarskie – św. Jan Kanty otrzymał od ogrodnika duży kosz pięknych, czerwonych jabłek. Co z nimi zrobić? – zastanawiał się ten miłosierny kapłan. Przecież sam ich nie zjem. W Krakowie jest dużo biedniejszych ode mnie. Przez jakiegoś studenta przesłał te jabłka biednemu szewcowi, który miał kilkoro dzieci. Szewc dał każdemu z dzieci po jabłuszku, a resztę oddał choremu krawcowi. Krawiec przesłał w prezencie jabłka sąsiadce staruszce. Ta pomyślała sobie: Ja już jestem stara, wystarczy mi więc kawałek chleba i garnuszek mleka. Prześlę te jabłka profesorowi Janowi z Kęt. On opiekuje się chorymi, pomaga innym, uczy młodzież, więc potrzebuje więcej siły do pracy. I kosz z jabłkami powrócił do św. Jana. Fala dobra powraca.


    Ten święty Profesor jest dla wszystkich pedagogów, nauczycieli, profesorów wzorem wykładowcy całkowicie zaangażowanego w służbie Kościołowi Chrystusowemu i na tej drodze realizującego swoje powołanie życiowe. Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej konstytucji apostolskiej o uniwersytetach katolickich przypomniał o tym nauczycielom akademickim. ” Powołaniem chrześcijańskich wykładowców jest być świadkami i pedagogami autentycznego życia chrześcijańskiego, którego przejawem winna być osiągnięta już przez nich integracja wiary z kulturą, kompetencji zawodowej z chrześcijańską mądrością” (nr 22).


    Wzorem takiego nauczyciela, który ze swego życia potrafił stworzyć znakomitą syntezę wiedzy i świętości, pozostaje dla nas św. Jan Kanty. Był on człowiekiem wielkiej modlitwy, co podkreślił papież Klemens XIII w bulli kanonizacyjnej: “Codziennie po ukończeniu swoich zajęć udawał się z Akademii prosto do kościoła, gdzie długo się modlił i adorował Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie” .


    Szczególnie aktualna jest ta postać w październiku, kiedy to obchodzimy Dzień Nauczyciela i rozpoczyna się rok pracy nauczycieli akademickich. Warto, by choć czasami wszyscy nauczyciele, bez względu na typ szkoły, w której pracują, przypominali sobie tę postać, która jest ich patronem. A skoro tak, to by w chwilach trudnych pracy pedagogicznej i naukowej przyzywali jego pomocy i wstawiennictwa.

    Adam Ostrowski/Niedziela łowicka 41/2001

    ********************************

    Św. Jan z Kęt

    Cud św. Jana Kantego na obrazie z kościoła w Żołyni
    fot. Arkadiusz Bednarczyk/Cud św. Jana Kantego na obrazie z kościoła w Żołyni

    ***

    Niezwykła pracowitość, wnikliwy umysł, dobre serce – to cechy, które zjednały pobożnemu profesorowi miłość i oddanie nie tylko studentów, ale także ubogiej ludności Krakowa. 16 lipca mija 250. rocznica kanonizacji św. Jana z Kęt.

    Johannes de Canti

    Niewiele dziś wiemy o pochodzeniu i wczesnych latach przyszłego świętego akademika. Urodził się 24 czerwca 1390 r. w Kętach (ok. 30 km od Oświęcimia). Z zachowanych dokumentów wynika, że podpisywał się najczęściej po łacinie jako Jan z Kęt. Wywodził się z zamożnej rodziny mieszczańskiej. Jego ojciec, Jan Wacięga, był bogatym mieszkańcem Żywca, a nawet – przez pewien czas – burmistrzem tego miasta. Matka miała na imię Maria. Dosyć późno, bo jako 23-latek, Jan rozpoczął studia w Akademii Krakowskiej na Wydziale Filozoficznym i w 1418 r. otrzymał stopień magistra sztuk. Objął funkcję wykładowcy. Na swoje utrzymanie Jan zarabiał prywatnymi lekcjami i pomocą duszpasterską.

    Umiłowanie mądrości

    W 1421 r. na prośbę bożogrobców z Miechowa Akademia Krakowska wysłała Jana Kantego do tamtejszej szkoły klasztornej. Zadaniem szkoły było przede wszystkim kształcenie kleryków zakonnych. To tutaj powstały starannie przepisane rękopisy, które Janowi potrzebne były do wykładów: pisma Ojców Kościoła, św. Augustyna, św. Tomasza, a także Arystotelesa. Zwyczajowi temu pozostał wierny przez 40 lat, a efektem tej imponującej pracy jest 18 tys. przepisanych stron i 28 tomów kodeksów. Obowiązki kierownika szkoły Jan łączył z kaznodziejstwem. W Miechowie przebywał do 1429 roku, kiedy to wrócił do Krakowa i rozpoczął wykłady w Akademii Krakowskiej na Wydziale Filozoficznym, gdzie przez kilka lat pełnił funkcję dziekana.

    Powodowany pragnieniem poszukiwania prawdy i mądrości, jednocześnie zaczął, w wieku blisko 40 lat, studia teologiczne. Studiował Pismo święte, księgi Piotra Lombarda, nauki teologiczne. Godzenie obowiązków profesora filozofii dziekana i rektora Kolegium Większego ze studiowaniem wymagało żelaznej dyscypliny i pracowitości, często też cierpliwości, ale Jan nie poddawał się i po 13 latach studiów uzyskał wreszcie tytuł magistra teologii, który był wówczas jednoznaczny z doktoratem.

    W roku 1439 został kanonikiem i kantorem kapituły św. Floriana w Krakowie oraz proboszczem w Olkuszu. Nie był jednak w stanie pogodzić obowiązków duszpasterskich i uniwersyteckich. Po kilku miesiącach, bez żalu, zrzekł się probostwa w Olkuszu, choć to oznaczało zarazem rezygnację ze sporych dochodów. Był również kantorem, a to nakładało na niego obowiązek opieki nad muzyką i śpiewem liturgicznym.

    Kanonizując go w 1767 r., papież Klemens XIII tak pisał o tym, jak Jan łączył wiarę i naukę, osobistą świętość i wiedzę: „Nikt nie zaprzeczy, że Jan Kanty, który w Akademii Krakowskiej przekazywał wiedzę zaczerpniętą z najczystszego źródła, jest godny zaliczenia do wybranego grona znamienitych mężów, wyróżniających się wiedzą i świętością. Postępowali oni tak, jak nauczali, i stawali w obronie prawdziwej wiary przeciwko tym, którzy ją zwalczali”.

    Chrystus przyszedł

    Miłość i szacunek współczesnych zaskarbił sobie dobrocią serca i wrażliwością na krzywdy najuboższych mieszkańców Krakowa. Dostrzegał potrzebujących i dzielił się tym, co posiadał, aby im pomóc. Słynął z wielkiego miłosierdzia. Wyzbył się własnego odzienia i obuwia, dzielił się posiłkiem z biednymi. Jako rektor zapoczątkował tradycję odkładania ze stołu profesorów części pożywienia codziennie dla jednego biednego. Dbał także o ubogich studentów, których wspomagał z własnych, skromnych zasobów. Ten rys ubóstwa został przekazany w wielu legendach o św. Janie z Kęt. Kroniki mówią, że jeśli w czasie posiłku zjawiał się żebrak, służący powiadamiał: „Przyszedł ubogi”. A Jan odpowiadał natychmiast: „Chrystus przyszedł” i szedł, aby nakarmić gościa.

    Dobro powraca

    Fenomen Jana z Kęt polegał więc nie tylko na wszechstronności zainteresowań naukowych i starannym wykształceniu, którym chętnie się dzielił ze słuchaczami. Tym, co przyciągało do niego współczesnych, była jedność nauczania i życia. Choć jego życie upływało w zamknięciu bibliotek, był dostępny dla wszystkich, nie odgradzał się od świata i jego problemów, ale starał się na nie reagować z mądrością profesora i ewangeliczną wrażliwością kapłana.

    „Umiał święty profesor pochylić się i dotknąć końcówek najcieńszych gałązek. Owoc Ewangelii leżał u jego stóp, gdy przyodziewał biedaka w swoje własne buty, gdy okrywał jego plecy swoim płaszczem. Umiał spytać małe dziecko na ulicy, dlaczego płacze” – pisał o nim krakowski biskup pomocniczy Jan Pietraszko, kandydat na ołtarze.

    Jan nie tylko czynił dobro, ale swoją postawą wyzwalał dobro u innych. Kronikarze zapisali, że któregoś dnia święty otrzymał kosz pięknych jabłek. Posłał te jabłka ubogiemu szewcowi, ojcu kilkorga dzieci. Szewc obdzielił jabłkami swoje dzieci, a resztę ofiarował choremu krawcowi, ten zaś przesłał prezent sędziwej staruszce, która, niewiele myśląc, przekazała owoce profesorowi z Kęt. Dobro powraca.

    Wzór nauczyciela i duszpasterza

    Całe swoje życie poświęcił nauczaniu i pogłębianiu zdobytej wiedzy. Pracował z imponującą wytrwałością i zaangażowaniem, osiągając – według słów św. Jana Pawła II – „integrację wiary z kulturą, kompetencji zawodowej z chrześcijańską mądrością”. To zjednywało mu szacunek studentów i profesorów. Był człowiekiem autentycznej wiary. Krzewił miłość do Eucharystii i zachęcał do częstego przyjmowania Komunii świętej. Niestrudzenie, niemal do ostatnich dni życia, posługiwał w konfesjonale.

    Po długim i owocnym życiu Jan zmarł w wieku 83 lat, w Wigilię 1473 r. Przekonanie o jego świętości było tak powszechne, że pochowano go pod amboną kolegiaty św. Anny w Krakowie. W 1621 r. synod biskupów w Piotrkowie skierował do Watykanu prośbę o wszczęcie procesu kanonicznego. Jan został beatyfikowany 27 września 1680 r. przez błogosławionego papieża Innocentego XI. Kanonizacji dokonał Klemens XIII 16 lipca 1767 r.

    Papież Klemens XIII w bulli kanonizacyjnej tak scharakteryzował jego postać: „W jego słowach i postępowaniu nie było fałszu ani obłudy: co myślał, to i mówił. A gdy spostrzegł, że jego słowa, choć słuszne, wzbudzały niekiedy niezadowolenie, wtedy przed przystąpieniem do ołtarza usilnie prosił o wybaczenie, choć winy nie było po jego stronie. Codziennie po ukończeniu swoich zajęć udawał się z Akademii prosto do kościoła, gdzie się długo modlił i adorował Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Tak więc zawsze Boga tylko miał w sercu i na ustach”.

    Relikwie Jana Kantego spoczywają w barokowym grobowcu – konfesji w kolegiacie św. Anny w Krakowie, który jest kościołem akademickim miasta. Kult św. Jana Kantego jest wciąż żywy. Jest on czczony przede wszystkim jako patron uczącej się i studiującej młodzieży, jeden z patronów Polski, archidiecezji krakowskiej i Krakowa, a także profesorów, szkół katolickich i Caritas. Do konfesji św. Jana z Kęt w krakowskiej kolegiacie uniwersyteckiej tradycyjnie pielgrzymuje społeczność akademicka Krakowa w dniu jego liturgicznego święta, które przypada 20 października.

    Magdalena Dobrzyniak / Kraków / KAI

    ***************************


    św. Jan z Kęt: Profesor pełen dobroci

    Stacja 7.pl

    ***

    Św. Jan Kanty – człowiek ośmiu błogosławieństw

    Święty Jan Kanty był tym, który w każdym człowieku potrafił zobaczyć coś dobrego. Gdy pukali do niego ludzie ubodzy, zawsze mówił: „pauper venit – Christus venit” co znaczy ubogi przyszedł, Chrystus przyszedł. Trzeba mieć ogromną wrażliwość i siłę ducha, żeby w każdym widzieć Pana Jezusa”

    Z ks. prof. Tadeuszem Panusiem, proboszczem akademickiej kolegiaty św. Anny w Krakowie rozmawia Karolina Krawczyk (KAI)

    Karolina Krawczyk (KAI): Z biografii świętego Jana Kantego wiemy, że został wybrany m.in. na patrona wykładowców akademickich, studentów, szkół katolickich oraz Caritasu. To święty „aktualny” także dzisiaj?

    Ks. prof. Tadeusz Panuś: Gdy Jan Paweł II 17 sierpnia 2002 roku był na krakowskich Błoniach, mówił o ludziach z wyobraźnią miłosierdzia. Wśród świętych wymienił także Jana Kantego. Bez wątpienia jest on jednym z reprezentantów „wyobraźni miłosierdzia”.

    KAI: Na czym polega jego aktualność?

    – Święci są naszymi drogowskazami na czas zamętu. Trzeba zauważyć, że dzisiaj tego zamętu także doświadczamy. Jan Kanty doświadczał wielu zawirowań, a jednak świetnie się w tym odnalazł. Ponadto był cenionym wykładowcą i autorytetem. Papież Jan Paweł II podkreślał wiele razy, że środowiska akademickie są odpowiedzialne za „posługę myślenia”.

    Trudno o lepszy wzór do naśladowania – Jan Kanty był tym, który kształcił innych, ale także nie zapominał o własnym rozwoju intelektualnym – studiował filozofię, potem 14 lat teologię. Dziś, w świecie ogromnego rozwoju techniki, medycyny i wielu innych nauk, trudno przejść przez życie, nie ucząc się ciągle, nie rozwijać się. Nie da się też być naukowcem, jeśli osiądzie się na laurach. W tym sensie postać św. Jana Kantego jest bardzo inspirująca i ponadczasowa.

    KAI: W świecie, w którym maturzyści razem z podaniem o przyjęcie na uczelnię wysyłają swoje karykaturalne zdjęcia, trudno nie tracić nadziei na to, że studia to coś wyjątkowego.

    – Nie znam sprawy, więc nie będę się do niej odnosił. Postawę, jaką przyjmował św. Jan Kanty wobec studentów, można określić postawą ogromnej miłości i troski. Nie bez powodu w ikonografii przedstawia się go jako tego, który swoją togą okrywa żaków. To właśnie dla nich przepisywał ręcznie różnego rodzaju traktaty i dzieła. Chciał, żeby mieli kolejne materiały do nauki. To bardzo czytelny przykład jego zaangażowania w wychowanie kolejnych pokoleń studentów. Czy wtedy czy dzisiaj – każdy chce być kochany. Młody człowiek potrzebuje nie tyle wiedzy, bo tę może zdobyć na wiele różnych sposobów, ale przede wszystkim autorytetów. Jednym z nich może być także Jan Kanty, ale także profesorowie czy nauczyciele, którzy podążają jego śladami.

    KAI: Ksiądz Profesor ma bogate doświadczenie pracy uniwersyteckiej. Czy dzisiaj możemy spotkać tam ludzi pokroju św. Jana Kantego?

    Z pewnością. W ciągu 25 lat mojej pracy akademickiej nigdy nie miałem wątpliwości, że tacy ludzie są. Ale podkreślić trzeba, że nie tylko wykładowca, ale także nauczyciel w szkole i każda osoba odpowiedzialna za wychowanie i kształcenie młodego pokolenia powinna nie tylko być autorytetem, ale też mieć swoich mistrzów. Na pewno są tacy ludzie, którzy potrafią wzbudzić entuzjazm dla świata wartości. Dobry nauczyciel to ktoś taki, kto ma charyzmę, wiedzę, kto imponuje umiejętnościami, ale przede wszystkim towarzyszy młodemu człowiekowi w jego dojrzewaniu – zarówno intelektualnym, emocjonalnym jak i duchowym. Fundamentem takiego człowieka musi być miłość do drugiego człowieka i do Boga.

    KAI: Czy Księdza zdaniem zmieniają się potrzeby studentów? Ich sposób postrzegania świata? Wartości?

    – Dzisiejszy świat to świat ogromnych ruchów i migracji w wielu wymiarach. To prawda, że zmienia się sposób i jakość studiowania. Dziś student na zajęcia nie zabiera zeszytu, ale laptop. Częściej przez to jest nieobecny, rozproszony, nie potrafi się skupić – to wszystko prawda. Kolejną ważną rzeczą jest to, że studiowanie stało się powszechne, co sprawiło, że poziom zaangażowania spada. Ale czy kiedyś czy dzisiaj, nadal mamy do czynienia z człowiekiem! A człowiek, zwłaszcza młody, nadal potrzebuje swoich „przewodników w czas zamętu”. Dlaczego to nie mieliby być profesorowie, wykładowcy akademiccy, nauczyciele?

    KAI: Którzy za św. Janem Kantym powinni powtarzać: „Pauper venit, Christus venit?”

    – Dokładnie tak. A to wynika bezpośrednio z Ewangelii: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Święty Jan Kanty był tym, który w każdym człowieku potrafił zobaczyć coś dobrego. Gdy pukali do niego ludzie ubodzy, zawsze mówił: „ubogi przyszedł, Chrystus przyszedł”. Trzeba mieć ogromną wrażliwość i siłę ducha, żeby w każdym widzieć Pana Jezusa. Dzisiaj ubóstwo ma wymiar nie tylko materialny, ale także duchowy. Często studenci pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych, ubogich aksjologicznie. Czasem dom jest miejscem, z którego młody człowiek chce uciekać. Ja zawsze staram patrzeć się na studenta holistycznie. Życzyłbym sobie, aby wykładowcy, nauczyciele patrzyli na swoich podopiecznych nie tylko pod kątem tego czy i jak zdał egzamin. Ważna jest relacja mistrz-uczeń, poznanie drugiego człowieka, jego kłopotów, trosk, wątpliwości. Istotne jest ciągłe towarzyszenie temu, który nam zaufał. Dokładnie tak, jak robił Jan z Kęt.

    KAI: Święty jest pochowany w kolegiacie św. Anny w Krakowie, gdzie Ksiądz jest proboszczem. Jak wygląda kult Jana Kantego w tak szczególnym miejscu?

    – Od czasów Benedykta XIV (9 IX 1742 r.) mamy przywilej odprawiania Mszy Świętej wotywnej ku czci św. Jana Kantego. Taka Msza św. celebrowana jest co tydzień. Jako proboszcz zauważam, że coraz więcej ludzi przychodzi i prosi Świętego o wstawiennictwo. Wierni zostawiają też swoje intencje. Tych w każdym tygodniu jest ponad trzydzieści i nie dotyczą tylko spraw akademickich.

    Teraz, po latach komunizmu, kult świętego powoli się odradza. W czasach PRL-u wiele szkół zostało pozbawionych patronatu św. Jana Kantego. Jedna z takich placówek znajduje się na terenie naszej parafii.

    Zauważam też, że coraz częściej zgłaszają się parafie, które proszą o relikwie. Były prośby m.in. z Włoch, z Filipin, ze Stanów Zjednoczonych. Właśnie tam, w 1998 roku powstał Zakon Kanoników Regularnych św. Jana Kantego, w którym Mszę Świętą sprawuje się w Rycie Trydenckim. Ponadto dzisiaj ponad 600 szkół w Polsce nosi imię św. Jana z Kęt.

    KAI: Jeden z relikwiarzy, w którym pochowane są doczesne szczątki świętego, nawiązuje do ośmiu błogosławieństw. Dlaczego?

    – To relikwiarz, w którym przechowywana jest czaszka świętego. Sam relikwiarz swoim ośmiobocznym kształtem przypomina te, w których przechowywane są szczątki świętych Floriana, Wojciecha, Stanisława, Jacka czy Szymona z Lipnicy. Relikwiarz przedstawia osiem scen z życia św. Jana Kantego, które są wypełnieniem biblijnych błogosławieństw. Patrząc na relikwiarz, zobaczymy następujące obrazy: święty oddaje płaszcz ubogiemu – „błogosławieni ubodzy w duchu”, pracuje na uniwersytecie – „błogosławieni cisi”, rozważa Mękę Chrystusa – „błogosławieni, którzy się smucą”, oddaje zbójcom ostatnią monetę – „błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”, lituje się nad służącą – „błogosławieni miłosierni”, wypędza diabła – „błogosławieni czystego serca”, przestrzega towarzyszy przed zawstydzaniem innych – „błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”, nawraca zbójców – „błogosławieni, którzy cierpią prześladowania”.

    Ten relikwiarz można będzie zobaczyć w dniu 250. rocznicy kanonizacji św. Jana Kantego, która przypadnie 16 lipca. Już teraz zapraszam wszystkich do tego, aby przybyli do akademickiej kolegiaty św. Anny w Krakowie i poznali bliżej postać tego wielkiego profesora, nauczyciela i świętego.


    Rozmawiała Karolina Krawczyk/Kraków/Katolicka Agencja Informacyjna

    **********************

    Uniwersytecka Kolegiata Świętej Anny w Krakowie

    ***

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Miłosierdzie człowieka zwraca się ku bliźniemu, miłosierdzie Boże rozciąga się nad całą ludzkością. Bóg lituje się nad tymi, którzy przyjmują Jego pouczenie, i którzy się spieszą do Jego przykazań.

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy za przykładem świętego Jana Kantego, prezbitera, doskonalili się w umiejętności świętych, i okazując miłosierdzie wszystkim ludziom, otrzymali od Ciebie przebaczenie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan Ef 2,12-22

    Bracia: W owym czasie byliście poza Chrystusem, obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie. Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur, wrogość. W swym Ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego, nowego człowieka, wprowadzając pokój, i aby tak jednych, jak i drugich, znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy, zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy są blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.

    A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 85

    R/ Pan głosi pokój swojemu ludowi.

    Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
    oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
    Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie
    dla tych, którzy Mu cześć oddają. R/

    Łaska i wierność spotkają się ze sobą,
    ucałują się sprawiedliwość i pokój.
    Wierność z ziemi wyrośnie,
    a sprawiedliwość spojrzy z nieba. R/

    Pan sam obdarzy szczęściem,
    a nasza ziemia wyda swój owoc.
    Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,
    a śladami Jego kroków zbawienie. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,35-38

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przez zasługi świętego
    Jana Kantego, prezbitera, przyjmij nasze dary, i spraw, abyśmy miłując Ciebie ponad wszystko, a bliźnich
    ze względu na Ciebie, mogli się Tobie podobać w myślach i uczynkach. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Po tym wszyscy poznają żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.

    Modlitwa po Komunii

    Posileni Najświętszym Ciałem i Krwią Twoją,
    pokornie prosimy Cię, Panie, abyśmy przez zasługi świętego Jana Kantego, prezbitera, naśladowali
    jego miłosierdzie i uczestniczyli w jego chwale.
    Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    **************************************************************************************************************

    21 październik 2020

    środa XXIX tygodnia zwykłego

    wspomnienie bł. Jakuba Strzemię (1340 – 1409)


    Bł. Jakub Strzemię

    obraz bł. Jakuba Strzemię z kościoła w Kalwarii Pacławskiej


    Misjonarz Rusi Halickiej nazywał się właściwie Jakub Strepa, a znany jest jako Jakub Strzemię, ponieważ prawdopodobnie taki herb miała jego rodzina. Znana nam biografia Błogosławionego zaczyna się w momencie jego wstąpienia do nowicjatu u ojców franciszkanów – nie wiadomo nic o jego rodzinie i młodości, poza tym, że najprawdopodobniej pochodził z Małopolski, a potem przeniósł się z rodzicami do Włodzimierza.


    Franciszkanie odgrywali wówczas ważną rolę ewangelizacyjną w środkowo-wschodniej Europie. Po przyłączeniu Rusi Halickiej przez Kazimierza Wielkiego zostali skierowani, by nawracać tam ludność schizmatycką i pogańską. Zarówno bojarowie ruscy, jak i chłopstwo byli objęci zasięgiem oddziaływania schizmy wschodniej, a znaczna część ludności wiejskiej, choć była ochrzczona, zachowywała obyczaje pogańskie. Papież Aleksander IV nadał misjonarzom z zakonu świętego Franciszka specjalne przywileje dla usprawnienia ich pracy.


    Ewangelizacja ze strony Korony Polskiej była nie tylko przywracaniem zbłąkanych dusz do jedności z Kościołem Chrystusowym i oświecaniem pogan, ale także niesieniem cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej na Wschód. Tej wielkiej dziejowej misji chciał się poświęcić brat Jakub Strzemię, dlatego zaraz po otrzymaniu święceń kapłańskich, zdobył zgodę przełożonych na udanie się na misję. Zadanie nie było łatwe, ponieważ Ruś nie posiadała jeszcze struktur diecezjalnych i wielu regularnych parafii.


    Dla potrzeb apostolatu wśród Rusinów powstało we Lwowie Stowarzyszenie Braci Pielgrzymujących dla Chrystusa, do którego należeli zakonnicy franciszkańscy i dominikańscy, a którego przełożonym został ojciec Jakub w roku 1375. W swoich wyprawach docierał on również na Wołyń, Podole i Wołoszczyznę, a członkowie stowarzyszenia, któremu przewodził, byli wysyłani do Mołdawii, która u schyłku XIV stała się polskim lennem.


    Kazimierz Wielki starał się o utworzenie metropolii i kilku diecezji na terenach ruskich, ale stało się to dopiero za panowania Ludwika Węgierskiego. W roku 1375 papież Grzegorz XI zezwolił na utworzenie arcybiskupstwa w Haliczu (następnie przeniesione do Lwowa) i podległych mu biskupstw w Przemyślu, Włodzimierzu i Chełmie. W latach 1385 do 1388 błogosławiony Jakub Strzemię był gwardianem klasztoru Świętego Krzyża we Lwowie, potem zaś, w roku 1391, został mianowany arcybiskupem halickim. Po elekcji Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły współpracował z parą królewską we wschodnim apostolacie.


    Jako biskup Jakub starał się wcielać w życie ewangeliczny ideał dobrego pasterza, który zna swoje owce (osobisty apostolat, wizytacje i wsparcie ubogich) i wypełnia życiem głoszone przez siebie nauki (przykład świętości i cnót). Arcybiskup Strzemię żył skromnie, nie chciał korzystać ze splendoru przynależnego jego pozycji – chciał przede wszystkim służyć Bogu i duszom.


    Był też gorliwym czcicielem Najświętszego Sakramentu i Najświętszej Maryi Panny. Pewnego razu modlił się do Niej słowami: „Pokaż mi się Matką”. Wówczas Niepokalana miała ukazać mu się z Dzieciątkiem Jezus i wyrzec słowa: „Masz Matkę i Syna”. Znalazło to wyraz w jednej z pieczęci biskupich przedstawiających Maryję siedzącą na obłoku z małym Panem Jezusem.


    O ubogich, którzy mieli w nim troskliwego opiekuna, pomyślał nawet na łożu śmierci. Dyktując bowiem testament, polecił, aby paramenta liturgiczne otrzymane w prezencie od króla sprzedać, a pieniądze rozdać potrzebującym. Pasterz Rusi Halickiej odszedł do Pana w roku 1409. Wierni doznawali wielu łask i cudownych uzdrowień u jego grobu w katedrze łacińskiej we Lwowie, lecz mimo to beatyfikacja została ogłoszona dopiero pod koniec XVIII wieku, przez papieża Piusa VI w roku 1790.


    Kult Błogosławionego był bardzo żywy w dawnej Polsce. Przypisywano mu ocalenie miasta od pożaru czy zwycięstwo nad Tatarami, a król Sobieski modlił się u jego grobu przed wyprawą wiedeńską. Z czasem nabożeństwo to zaczęło słabnąć, lecz odnowiło się u progu XX wieku za sprawą starań metropolity łacińskiego we Lwowie błogosławionego Józefa Bilczewskiego.

    PCh24.pl

    **********************

    Bł. Jakub Strzemię – misjonarz ziem wschodnich

    obraz w kościele parafialnym św. Jana Chrzciciela w Zielonce Pasłęckiej

    ***

    “Mąż wielkiej cnoty, pobożnością sławny […] senator uczciwy i pełen dobrej rady, a granic kraju żarliwy obrońca” – tak o bł. Jakubie Strzemię, którego Kościół wspomina 21 października, piszą w kronikach lwowskiej kapituły. My, z okazji jego wspomnienia, zapraszamy do lektury tekstu br. Rafała Antoszczuka OFMConv, znawcy i propagatora kultu bł. Jakuba.
    Kroniki lwowskiej kapituły podają: …mąż wielkiej cnoty, pobożnością sławny, życia prostego a mogącego być wzorem i przykładem dla innych, senator uczciwy i pełen dobrej rady, a granic kraju żarliwy obrońca. Urodził się około 1340 roku na terenie diecezji krakowskiej, jako młodzieniec wstąpił do zakonu franciszkańskiego i został wysłany na studia do Rzymu. Po powrocie został przełożonym klasztoru w Krakowie, a następnie we Lwowie. Zasłynął jako gorliwy misjonarz ziem wschodnich. Jako gwardian lwowski łagodził istniejące wtedy poważne spory między mieszkańcami miasta, a ich biskupem Bernardem. 
    Wiadomo, że Jakub przed rokiem 1392 był inkwizytorem w sprawach wiary i tu odznaczał się roztropnością i wielkim miłosierdziem. Wiele razy służył też swoimi radami św. Królowej Jadwidze i jej mężowi Władysławowi Jagielle. To właśnie za protekcją królewskiej pary papież Bonifacy IX mianował go arcybiskupem halickim. W Bulli nominacyjnej papież wymieniał Jego przymioty: …w końcu na Ciebie Zakonu Braci Mniejszych nauczyciela mającego kapłaństwo, któremu świadectwa wiarygodnych utrzymują, że odznacza się gorliwością o sprawy religii, znajomością pism, czystością życia, uczciwością obyczajów, troską o rzeczy duchowe i zapobiegliwością o doczesne, oraz innymi zasługami licznych cnót, skierowaliśmy oczy naszego umysłu… Jego konsekracja biskupia odbyła się 28 stycznia 1392 roku w Tarnowie. 
    Jako biskup nie ustawał w gorliwości, organizował i umacniał struktury diecezji oraz tworzył nowe parafie. W życiu codziennym odznaczał się prostotą i Franciszkowym ubóstwem – nie zamieszkał w ofiarowanej mu przez Jagiełłę posiadłości w centrum Lwowa, ale w skromnym, drewnianym domku na obrzeżach miasta; nie zrezygnował też z noszenia zakonnego habitu, swoje biskupie szaty nosił tylko podczas ceremonii liturgicznych. Papież Innocenty VII napisał w liście, że Jakub to: …apostoł bez żadnego funduszu, bez obfitych jałmużn od wiernych. Sam nauczał wiernych zasad wiary i gorliwie ich katechizował, ale nade wszystko zależało mu na zdobyciu dzieci dla Królestwa Bożego. Jego oddanie tej sprawie spowodowało, iż nazwano go: “Przyjacielem dzieci”. 
    Ustanawiane przez niego odpusty świadczą o jego wielkiej czci do Eucharystii. Był jednym z prekursorów publicznych wystawień i adoracji Najświętszego Sakramentu. Odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej, czcią otaczał alabastrową statuetkę Matki Bożej w kościele Dominikanów we Lwowie – Matki Bożej „Jackowej”, którą według legendy otrzymał w darze od św. Królowej Jadwigi. Za modlitwy przed tą statuetką ustanowił odpusty. Tradycja głosi, iż Jakubowi objawiła się Matka Boża z Dzieciątkiem na ręku. Kiedy przeżywał jakiś trudny czas miał wołać: Okaż mi się Matką, w odpowiedzi usłyszał słowa: Masz Matkę i Jej Syna, i ujrzał te Święte Postacie. Scenę tego objawienia umieścił Błogosławiony, zamiast swego herbu, na pieczęci arcybiskupiej. Kult Najświętszej Maryi Panny rozszerzał poprzez ustanowienie specjalnego nabożeństwa wieczornego, podczas którego nakazał śpiewać antyfonę: „Recordare”. 
    Zabiegał nie tylko o niebo dla swojego ludu, ale starał się pomnożyć jego dobrobyt doczesny
    . Ufundował, uposażył i utrzymywał ze swoich dochodów biskupich szpital Ducha Świętego we Lwowie oraz przytułek dla biednych, bezdomnych i pielgrzymów idących do Ziemi Świętej. Za swego życia chciał przenieść stolicę biskupstwa z Halicza do Lwowa, dlatego rozpoczął budowę katedry we Lwowie, której konsekracji doczekał w 1404 roku. 
    Umarł 20 października 1409 roku. W swoim testamencie napisał, że chce być pochowany w konwencie franciszkańskim Św. Krzyża we Lwowie, w chórze zakonnym, i prosił, aby jego paramenty biskupie sprzedano, a pieniądze przeznaczono na potrzeby biednych i na Mszę za jego duszę. Jego szczątki odnaleziono kilka wieków później, w 1619 roku. Kiedy otworzono trumnę zobaczono postać arcybiskupa Jakuba ubranego w szaty biskupie i franciszkański habit. Jego ciało przeniesiono do kościoła franciszkanów, gdzie przy grobie zaczęły dziać się cuda. Wieść o nich szybko rozeszła się po Lwowie i liczne rzesze wiernych zaczęły nawiedzać grób swego dawnego pasterza. Wiadomo, że przy grobie Jakuba modlił się król Jan III Sobieski przed odsieczą Wiednia. Cuda nie tylko działy się przy grobie Arcybiskupa; kiedy dotykano mitrą Jakuba chorych na bóle głowy, dolegliwości mijały. Stąd bł. Jakub jest patronem ludzi cierpiących na bóle głowy. 
    Objawiał się tym, którzy go proszą o pomoc w nagłych wypadkach, objawił się nad Lwowem podczas pożaru miasta i ochronił konwent franciszkanów od zniszczeń. Poprzez swe objawienia w trakcie ludzkich sporów, także w gronie franciszkańskich zakonników, zyskał miano “Zwiastuna pokoju”, stając się orędownikiem dla wielu skłóconych i zwaśnionych. Liczne cuda doprowadziły do ogłoszenia go, przez papieża Piusa VI, błogosławionym w dniu 11 września 1790 roku. Jeszcze przed beatyfikacją relikwie z kościoła franciszkanów zostały przeniesione do katedry lwowskiej. Pozostawały tam do II wojny światowej. W roku 1910 papież Pius X ogłosił bł. Jakuba patronem archidiecezji lwowskiej i, obok św. Antoniego, patronem krakowskiej prowincji franciszkańskiej. Czasy wojenne i komunistyczne zawieruchy powodowały, że relikwie Błogosławionego często zmieniały miejsce, w którym odbierały cześć. Po 60-letniej tułaczce relikwie wróciły do katedry we Lwowie 5 grudnia 2009 roku. 
    Wielki czciciel bł. Jakuba, św. Józef Bilczewski, wyznał w jednym ze swych kazań: Czemu dziś tak cicho o łaskach za przyczyną bł. Jakuba? Nie naszego Błogosławionego w tym wina. Nie ustała ani dobroć Jego, nie ustała też moc Jego u Pana Boga. On wciąż jednakowo u Boga potężny, wciąż mocen być dobrym przewodnikiem łask Bożych. Wina jest po naszej stronie. Zmalały modlitwy nasze do bł. Jakuba, stąd On nie może nam pomagać, przynajmniej w tym stopniu jak tego pragnie. „Nie odbieracie – mówi Apostoł – dlatego iż nie prosicie… Albo, jeśli prosicie, a nie bierzecie, to dlatego, że źle prosicie”.


    br. Rafał Antoszczuk OFMConv
    /Instytut Studiów Franciszkańskich

    *********

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz; nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowa. Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, spraw,
    aby nasza wola była zawsze Tobie oddana i abyśmy
    szczerym sercem służyli Twojemu majestatowi.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 3,2-12

    Bracia: Słyszeliście przecież o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, jaką pokrótce przedtem opisałem. Dlatego czytając te słowa, możecie się przekonać o moim zrozumieniu tajemnicy Chrystusa. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię. Jej sługą stałem się z daru łaski udzielonej mi przez Boga na skutek działania Jego potęgi. Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga przez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich, zgodnie z planem wieków, jaki powziął Bóg w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego.
    Oto słowo Boże.

    Psalm (Iz 12)

    R/ Będziecie czerpać ze zdrojów zbawienia.

    Oto Bóg jest moim zbawieniem.
    Będę miał ufność i bać się nie będę.
    Bo Pan jest moją mocą i pieśnią,
    On stał się dla mnie zbawieniem. R/

    Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę
    ze zdrojów zbawienia.
    Chwalcie Pana.
    Wzywajcie Jego imienia. R/

    Dajcie poznać Jego dzieła między narodami,
    przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.
    Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy.
    Niech to będzie wiadome po całej ziemi. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,39-48

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Wtedy Piotr zapytał: „Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?” Pan odpowiedział: „Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielał jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem.

    Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: «Mój pan ociąga się z powrotem», i zacznie bić sługi i służebnice, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, daj nam z prawdziwą
    swobodą ducha pełnić służbę przy Twoim ołtarzu,
    niech Ofiara którą składamy, mocą Twojej łaski
    oczyści nas z grzechów. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Oczy Pana zwrócone na bogobojnych na tych, którzy czekają na Jego łaskę, aby ocalił ich życie od śmierci, i żywił ich w czasie głodu.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech owocny dla nas będzie
    udział w Eucharystii, która daje nam przedsmak nieba,
    niech nam wyjedna pomoc w życiu doczesnym i przysposobi nas do życia wiecznego.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************************************************************************************

    22 październik 2020

    Dziś wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II

    SampleObraz beatyfikacyjny

    *********************

    2 kwietnia 2011 Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła, że dniem wspomnienia liturgicznego Jana Pawła II będzie 22 października – data inauguracji pontyfikatu w 1978.

    We wrześniu 2014 papież Franciszek zarządził wpisanie świętego Jana Pawła II do powszechnego Kalendarza Rzymskiego w randze wspomnienia dowolnego.

    Jest patronem: rodzin, 8 miast w Polsce (Bełchatowa, Bodzentynia, Ełku, Obornik, Ostrołęki, Świdnicy, Szamocin i rodzinnego miasta – Wadowic), województwa kujawsko-pomorskiego, Światowych Dni Młodzieży, której był inicjatorem, polsko-ukraińskiego pojednania oraz Akcji Katolickiej w Polsce.

    Jan Paweł II udzielił pierwszego błogosławieństwa „Urbi et Orbi” – „Miastu i Światu”. 22 października na Placu św. Piotra odbyła się uroczysta inauguracja pontyfikatu, a następnego dnia pierwsza audiencja dla 4 000 Polaków zgromadzonych w auli Pawła VI. Msza św. inaugurująca pontyfikat była transmitowana przez radio i telewizję na wszystkie kontynenty. Dla Polaków, w kraju rządzonym przez komunistów, była to pierwsza transmisja Mszy św. od czasów przedwojennych. 12 listopada Jan Paweł II uroczyście objął katedrę Rzymu – Bazylikę św. Jana na Lateranie, stając się w ten sposób biskupem Rzymu.

    Jan Paweł II był pierwszym papieżem z Polski, jak również pierwszym po 455 latach biskupem Rzymu, nie będącym Włochem. Wybór na głowę Kościoła osoby z kraju socjalistycznego wpłynął znacząco na wydarzenia w Europie Wschodniej i w Azji w latach 80. i 90. XX w.
    Pontyfikat Jana Pawła II trwał ponad 26 lat i był drugim co do długości w dziejach Kościoła. Najdłużej – 32 lata – sprawował swój urząd Pius IX (nie licząc pontyfikatu Piotra – pierwszego następcy Jezusa).

    Podczas wszystkich pielgrzymek Jan Paweł II przebył ponad 1,6 miliona kilometrów, co odpowiada 40-krotnemu okrążeniu Ziemi wokół równika i czterokrotnej odległości między Ziemią a Księżycem. Jan Paweł II odbył 102 pielgrzymki zagraniczne, podczas których odwiedził 135 krajów oraz 142 podróże na terenie Włoch, podczas których wygłosił 898 przemówień. Z 334 istniejących rzymskich parafii odwiedził 301. Jego celem było dotarcie do wszystkich parafii, zabrakło niewiele.

    Święty Jan Paweł II, papież-apostoł, mianował 232 kardynałów (w tym 9 Polaków), ogłosił 1 318 błogosławionych (w tym 154 Polaków) i 478 świętych. Napisał 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji oraz 43 listy apostolskie. Powyższe dane statystyczne nie oddają jednak nawet skrawka ogromnego dziedzictwa nauczania i pontyfikatu pierwszego w dziejach Kościoła papieża-Polaka.

    Wprawdzie już począwszy od Jana XXIII papiestwo zaczęło rezygnować z niektórych elementów ceremoniału, jednakże dopiero Jan Paweł II zniwelował większość barier, przyjmując postawę papieża bliskiego wszystkim ludziom, papieża-apostoła. Chętnie spotykał się z młodymi ludźmi i poświęcał im dużo uwagi. Na spotkanie w Rzymie w roku 1985, który ONZ ogłosiła Międzynarodowym Rokiem Młodzieży, napisał list apostolski na temat roli młodości jako okresu szczególnego kształtowania drogi życia, a 20 grudnia zapoczątkował tradycję Światowych Dni Młodzieży. Odtąd co roku przygotowywał orędzie skierowane do młodych, które stawało się tematem międzynarodowego spotkania, organizowanego w różnych miejscach świata (np. w 1991 r. w Częstochowie, a w 2016 r. – w Krakowie).

    Chociaż kardynał Wojtyła rozpoczynając posługę Piotrową był – jak na papieża – bardzo młody (miał 58 lat), cieszył się dobrym zdrowiem i był wysportowany, to niemal cały jego pontyfikat naznaczony był cierpieniem. Choroby Jana Pawła II zaczęły się od pamiętnego zamachu na życie papieża. 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17.19 papież został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcę w brzuch oraz rękę. Ocalenie, jak sam wielokrotnie podkreślał, zawdzięczał Matce Bożej Fatimskiej, której rocznicę objawień tego dnia obchodzono. Powiedział później: „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę”. Cały świat zamarł w oczekiwaniu na wynik sześciogodzinnej operacji w Poliklinice Gemelli. Papież spędził wtedy na rehabilitacji w szpitalu 22 dni.

    Niestety, do pełnego zdrowia nie powrócił nigdy. Następstwa postrzału spowodowały liczne komplikacje zdrowotne, konieczność kolejnych operacji, pobyty w szpitalu. Zaraz po zamachu w przekazie nadanym przez Radio Watykańskie papież powiedział: „Modlę się za brata, który zadał mi cios, i szczerze mu przebaczam”. Później odwiedził zamachowca w więzieniu.

    Papież nigdy nie ukrywał swojego stanu zdrowia. Cierpiał na oczach tłumów, którym w ten sposób dawał niezwykłą katechezę. Wielokrotnie też podkreślał wartość choroby i zwracał się do ludzi chorych i starszych o modlitewne wspieranie jego pontyfikatu.

    W pierwszą rocznicę zamachu na Placu św. Piotra, 13 maja 1982 r., papież udał się z dziękczynną pielgrzymką do Fatimy. Tam, podczas nabożeństwa, niezrównoważony mężczyzna Juan Fernández y Krohn lekko ugodził papieża nożem. Ochrona szybko obezwładniła napastnika, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Na szczęście ten drugi zamach nie miał poważnych następstw.

    Święty Jan Paweł II w ostatnim okresie swego życia od początku lat 90. cierpiał na postępującą chorobę Parkinsona. Mimo licznych spekulacji i sugestii ustąpienia z funkcji, które nasilały się w mediach zwłaszcza podczas kolejnych pobytów papieża w szpitalu, pełnił ją aż do śmierci. Nagłe pogorszenie stanu zdrowia papieża rozpoczęło się 1 lutego 2005 r. Przez ostatnie dwa miesiące życia Jan Paweł II wiele dni spędził w szpitalu i nie pojawiał się publicznie. Przeszedł grypę i zabieg tracheotomii, wykonany z powodu niewydolności oddechowej. W czwartek, 31 marca, wystąpiły u Ojca Świętego silne dreszcze ze wzrostem temperatury ciała do 39,6 st. C. Był to początek wstrząsu septycznego połączonego z zapaścią sercowo-naczyniową.

    Kiedy medycyna nie mogła już pomóc, uszanowano wolę papieża, który chciał pozostać w domu. Podczas Mszy św. sprawowanej przy jego łożu, którą Jan Paweł II koncelebrował z przymkniętymi oczyma, kardynał Marian Jaworski udzielił mu sakramentu namaszczenia. 2 kwietnia 2005 r. o godz. 7.30 papież zaczął tracić przytomność. W tym czasie w pokoju umierającego czuwali najbliżsi, a przed oknami, na Placu św. Piotra modlił się wielotysięczny tłum. Relacje na cały świat nadawały wszystkie media. Wieczorem, przy łóżku chorego odprawiono Mszę św. wigilii Święta Miłosierdzia Bożego. Ok. godz. 19.00 Jan Paweł II wszedł w stan śpiączki. Monitor wykazał postępujący zanik funkcji życiowych. O godz. 21.37 osobisty papieski lekarz Renato Buzzonetti stwierdził śmierć Jana Pawła II. Jan Paweł II odszedł do domu Ojca po zakończeniu Apelu Jasnogórskiego, w pierwszą sobotę miesiąca i wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, które sam ustanowił.

    Pogrzeb Jana Pawła II odbył się w piątek, 8 kwietnia 2005 r. Uczestniczyło w nim na Placu św. Piotra i w całym Rzymie ok. 300 tys. wiernych oraz 200 prezydentów i premierów, a także przedstawiciele wszystkich wyznań świata, w tym duchowni islamscy i żydowscy. Po zakończeniu nabożeństwa żałobnego, w asyście tylko duchownych z najbliższego otoczenia, papież został pochowany w podziemiach Bazyliki św. Piotra, w krypcie bł. Jana XXIII, beatyfikowanego w 2000 r.

    13 maja 2005 r. papież Benedykt XVI zezwolił na natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, udzielając dyspensy od konieczności zachowania pięcioletniego okresu od śmierci kandydata, jaki jest wymagany przez prawo kanoniczne. Formalny proces rozpoczął się 28 czerwca 2005 r., kiedy zaprzysiężeni zostali członkowie trybunału beatyfikacyjnego. Postulatorem został ksiądz Sławomir Oder. 23 marca 2007 r. trybunał diecezjalny badający tajemnicę uzdrowienia jednej z francuskich zakonnic – Marie Simon-Pierre – za wstawiennictwem papieża Polaka potwierdził fakt zaistnienia cudu. Po niespodziewanym uzdrowieniu, o które na modlitwie prosiły za wstawiennictwem zmarłego papieża członkinie jej zgromadzenia, s. Marie powróciła do pracy w szpitalu dziecięcym. Przy okazji podania tej wiadomości ks. Oder poinformował, że istnieje kilkaset świadectw dotyczących innych uzdrowień za wstawiennictwem Jana Pawła II.

    2 kwietnia 2007 r. miało miejsce oficjalne zamknięcie diecezjalnej fazy procesu beatyfikacyjnego w Bazylice św. Jana na Lateranie w obecności wikariusza generalnego Rzymu, kardynała Camillo Ruiniego.

    16 listopada 2009 r. w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych odbyło się posiedzenie komisji kardynałów w sprawie beatyfikacji Jana Pawła II. Obrady komisji zakończyło głosowanie, w którym podjęto decyzję o skierowaniu do Benedykta XVI prośby o wyniesienie polskiego papieża na ołtarze.

    19 grudnia 2009 r. papież Benedykt XVI podpisał dekret o uznaniu heroiczności cnót Jana Pawła II, który zamknął zasadniczą część jego procesu beatyfikacyjnego. Jednocześnie rozpoczęło się dochodzenie dotyczące cudu uzdrowienia przypisywanego wstawiennictwu polskiego papieża.

    12 stycznia 2011 r. komisja Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zaaprobowała cud za wstawiennictwem Jana Pawła II polegający na uzdrowieniu francuskiej zakonnicy. Zgodnie z konstytucją apostolską Jana Pawła II Divinus perfectionis Magister z 1983 r. ustalającą nowe zasady postępowania kanonizacyjnego, orzeczenie Kongregacji zostało przedstawione papieżowi, który jako jedyny ma prawo decydować o kościelnym kulcie publicznym Sług Bożych.

    14 stycznia 2011 r. papież Benedykt XVI podpisał dekret o cudzie i wyznaczył na dzień 1 maja 2011 r. beatyfikację papieża Jana Pawła II. Dokonał jej osobiście podczas uroczystej Mszy św. na Placu Świętego Piotra w Rzymie, którą koncelebrowało kilka tysięcy kardynałów, arcybiskupów i biskupów z całego świata. Liczba wiernych uczestniczących w nabożeństwie jest szacowana na 1,5 mln osób, w tym trzysta tysięcy Polaków. Warto wspomnieć, że Benedykt XVI uczynił wyjątek, osobiście przewodnicząc beatyfikacji swojego Poprzednika – jako zwyczajną praktykę Benedykt XVI przyjął, że beatyfikacjom przewodniczy jego delegat, a on sam dokonuje jedynie kanonizacji.

    Na datę liturgicznego wspomnienia bł. Jana Pawła II wybrano dzień 22 października, przypadający w rocznicę uroczystej inauguracji pontyfikatu papieża-Polaka.

    Papież Franciszek dokonał kanonizacji papieża-Polaka w niedzielę Bożego Miłosierdzia, 27 kwietnia 2014 r., w Rzymie. Do chwały świętych Jan Paweł II został wyniesiony razem z jednym ze swoich poprzedników, Janem XXIII.

    na podst. www.brewiarz.pl , www.wikipedia.pl 

    *****************

    Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński fot zuma/Newspix.pl
    Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyńsk/fot. zuma/Newspix.plautor

    ***

    “Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!” – słowa, które wygłosił na rozpoczęcie swojego pontyfikatu św. Jan Paweł II w słynnej homilii podczas Mszy św. 22 października 1978 r. na placu św. Piotra. Dziś, w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II, w XXXXII rocznicę warto je sobie przypomnieć:

    «Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi»

    1. „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego” (Mt 16,16)
      Te słowa wypowiedział Szymon, syn Jony, w okolicy Cezarei Filipowej. Tak, wyraził
      je swoim językiem, z głębokim, zdecydowanym przekonaniem, ale nie w nim znajdowały
      one swoje źródło, swój początek: „… Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz
      Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). Były to słowa wiary.
      Oznaczają one początek misji Piotra w historii zbawienia, w historii Ludu Bożego.
      Odtąd, od tego wyznania wiary, święta historia zbawienia i Ludu Bożego miała otrzymać
      nowy wymiar: wyrażać się w historycznym wymiarze Kościoła. Ten kościelny wymiar
      historii Ludu Bożego bierze swój początek, rodzi się istotnie z tych słów wiary i wiąże się
      z człowiekiem, który je wypowiedział: „Ty jesteś Piotr – skała, opoka – i na tobie, jak na
      opoce, zbuduję Kościół mój”.
    2. W dniu dzisiejszym i na tym miejscu trzeba, by na nowo zostały wypowiedziane i
      wysłuchane te same słowa: „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego”.
      Tak, Bracia i Siostry, przede wszystkim te słowa.
      Ich treść odsłania naszym oczom tajemnicę Boga żywego, tajemnicę, którą Syn zna i którą
      nam przybliżył. Nikt bowiem nie przybliżył tak Boga żywego ludziom, nikt Go tak nie
      objawił, jak uczynił to tylko On sam. W naszym poznaniu Boga, w naszej drodze do Boga
      jesteśmy całkowicie skrępowani potęgą tych słów: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca”. Ten,
      który jest nieskończony, niezgłębiony, niewysłowiony, stał się nam bliski w Jezusie
      Chrystusie, jednorodzonym Synu, narodzonym z Maryi Dziewicy w stajni betlejemskiej.
      – Wy wszyscy, którzy już posiadacie nieocenione szczęście wiary,
      – wy wszyscy, którzy jeszcze szukacie Boga,
      – a także wy, dręczeni wątpliwością:
      zechciejcie przyjąć jeszcze raz – dzisiaj i na tym świętym miejscu – słowa wypowiedziane
      przez Szymona Piotra. W tych słowach znajduje się wiara Kościoła. W tych słowach
      znajduje się nowa prawda, co więcej, ostateczna i definitywna prawda o człowieku: synu
      Boga żywego. „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego!”.
    3. Dzisiaj nowy Biskup Rzymu uroczyście rozpoczyna swoje posługiwanie i misję
      Piotra. W tym bowiem mieście Piotr Apostoł pełnił misję powierzoną mu przez Pana i ją
      zakończył.
      Pan zwrócił się do niego mówiąc:
      „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21, 18).
      Piotr przybył do Rzymu!
      Co go skierowało i przyprowadziło do tego Miasta, serca Imperium Rzymskiego, jeśli
      nie posłuszeństwo natchnieniu otrzymanemu od Pana? Może ten rybak z Galilei nie
      chciałby przyjść aż tutaj. Może wolałby pozostać tam, nad brzegami jeziora Genezaret, ze
      swoją łodzią, ze swoimi sieciami. Ale prowadzony przez Pana, posłuszny Jego natchnieniu,
      przybył tutaj!
      Według dawnej tradycji (która znalazła także wspaniały wyraz literacki w powieści
      Henryka Sienkiewicza), w czasie prześladowania za Nerona, Piotr chciał opuścić Rzym. Ale
      wkroczył Pan: wyszedł mu naprzeciw. Piotr zwrócił się do Niego, pytając: Quo vadis,
      Domine? („Dokąd idziesz, Panie?). A Pan odpowiedział mu natychmiast: „Idę do Rzymu,
      by Mnie ukrzyżowano po raz drugi”. Piotr powrócił do Rzymu i pozostał tutaj aż do swego
      ukrzyżowania.
      Tak, Bracia i Siostry! Rzym jest Stolicą Piotrową. A w ciągu wieków przychodzili po
      nim na tę Stolicę ciągle nowi biskupi. Dzisiaj nowy biskup wstępuje na rzymską Katedrę
      Piotrową, biskup pełen bojaźni, świadomy swojej niegodności. Jakże bowiem nie drżeć
      wobec wielkości tego powołania i wobec powszechnej misji tej rzymskiej Stolicy?
      Na Stolicę Piotrową w Rzymie wstępuje dzisiaj biskup, który nie jest rzymianinem.
      Biskup, który jest synem Polski. Ale od tej chwili staje się także rzymianinem. Tak,
      rzymianinem! Także dlatego, że jest synem narodu, którego historia od swoich początków i
      tysiącletnia tradycja naznaczone są żywą, mocną, nigdy nie przerwaną, odczuwaną i
      przeżywaną więzią ze Stolicą Piotrową; narodu, który tej rzymskiej Stolicy pozostał zawsze
      wierny. O, niezbadany jest zamysł Bożej Opatrzności!
    4. W ubiegłych wiekach, kiedy Następca Piotra obejmował swoją Stolicę, wkładano mu
      na głowę potrójną koronę, tiarę. Ostatni ukoronowany został w 1963 roku papież Paweł VI,
      który jednak po uroczystym obrzędzie koronacji nie używał już nigdy tiary, pozostawiając
      swoim następcom wolność decyzji w tym względzie.
      Papież Jan Paweł I, o którym pamięć jest tak żywa w naszych sercach, nie chciał tiary i
      dzisiaj nie chce jej jego następca. Nie czas istotnie, wracać do obrzędu i do tego, co może
      niesłusznie było uważane za symbol doczesnej władzy papieży.
      Nasz czas wzywa nas, skłania nas, zobowiązuje nas do wpatrywania się w Pana i do
      pogrążenia się w pokornym i pobożnym rozważaniu tajemnicy najwyższej władzy samego
      Chrystusa.
      Ten, który narodził się z Dziewicy Maryi, syn cieśli – jak mniemano, Syn Boga żywego
      – jak wyznał Piotr, przyszedł, aby nas wszystkich uczynić „królewskim kapłaństwem”.
      Sobór Watykański II przypomniał nam tajemnicę tej władzy i fakt, że misja Chrystusa –
      Kapłana, Proroka-Nauczyciela, Króla – trwa dalej w Kościele. Wszyscy, cały Lud Boży
      uczestniczy w tej trojakiej misji. I może w przeszłości wkładano na głowę papieża tiarę, tę
      potrójną koronę, aby wyrazić poprzez ten symbol, że cały hierarchiczny ustrój Kościoła
      Chrystusowego, cała jego „święta władza” w nim sprawowana, nie jest niczym innym jak
      służbą, służbą, która ma na celu tylko jedno: aby cały Lud Boży był uczestnikiem tej
      trojakiej misji Chrystusa i pozostawał zawsze pod władzą Pana, która bierze swój początek
      nie z mocy tego świata, lecz od Ojca niebieskiego oraz z tajemnicy Krzyża i
      Zmartwychwstania.
      Ta absolutna, a jednak miła i słodka władza Pana odpowiada całej głębi człowieka, jego
      najwznioślejszym aspiracjom umysłu, woli, serca. Ona nie przemawia językiem siły, lecz
      wyraża się w miłości i w prawdzie.
      Nowy Następca Piotra na rzymskiej Stolicy wypowiada dzisiaj gorącą, pokorną, ufną
      modlitwę: „O Chryste! Spraw, bym mógł stać się i być sługą Twej jedynej władzy! Sługą
      Twej słodkiej władzy! Sługą Twojej władzy, która nie przemija! Spraw, bym potrafił być
      sługą! Co więcej sługą Twoich sług”.
    5. Bracia i Siostry! Nie obawiajcie się przyjąć Chrystusa i zgodzić się na Jego władzę!
      Pomóżcie Papieżowi i wszystkim, którzy chcą służyć Chrystusowi i przy pomocy
      władzy Chrystusowej służyć człowiekowi i całej ludzkości!
      Nie lękajcie się! Otwórzcie, a nawet, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!
      Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i
      politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus
      wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!
      Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca.
      Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go
      zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem – proszę was, błagam was
      z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa
      życia, tak, życia wiecznego.
      Właśnie dzisiaj cały Kościół obchodzi Światowy Dzień Misyjny, czyli modli się,
      rozważa, działa, aby Chrystusowe słowa życia dotarły do wszystkich ludzi i zostały przez
      nich przyjęte jako orędzie nadziei, zbawienia, ogólnego wyzwolenia.
    6. Dziękuję wszystkim obecnym, którzy zechcieli uczestniczyć w tej uroczystej
      inauguracji posługiwania nowego Następcy Piotra.
      Dziękuję z serca głowom państw, przedstawicielom władz, delegacjom rządowym za ich
      obecność, która tak bardzo mnie zaszczyca.
      Dziękuję wam, Najprzewielebniejsi Kardynałowie Świętego Kościoła rzymskiego!
      Dziękuję wam, Umiłowani Bracia w biskupstwie!
      Dziękuję wam, Kapłani!
      Wam, Siostry i Bracia, Zakonnice i Zakonnicy z zakonów i zgromadzeń!
      Dziękuję! Dziękuję wam, Rzymianie!
      Dziękuję pielgrzymom przybyłym z całego świata!
      Dziękuję wszystkim, którzy łączyli się z tym świętym obrzędem za pośrednictwem radia i
      telewizji!
    7. (Po polsku) Do was się zwracam, Umiłowani moi Rodacy, Pielgrzymi z Polski, Bracia
      Biskupi z waszym wspaniałym Prymasem na czele, Kapłani, Siostry i Bracia polskich zakonów – do was, Przedstawiciele Polonii z całego świata.
      A cóż powiedzieć do was, którzy tu przybyliście z mojego Krakowa, od stolicy św. Stanisława, którego byłem niegodnym następcą przez lat czternaście. Cóż powiedzieć? Wszystko, co bym mógł powiedzieć, będzie blade w stosunku do tego, co czuje w tej chwili moje serce. A także w stosunku do tego, co czują wasze serca. Więc oszczędźmy słów. Niech pozostanie tylko wielkie milczenie przed Bogiem, które jest samą modlitwą.
      Proszę was! Bądźcie ze mną! Na Jasnej Górze i wszędzie. Nie przestawajcie być z Papieżem,
      który dziś prosi słowami poety: „Matko Boska, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie” – i do was kieruję te słowa w takiej niezwykłej chwili.
      Był to apel i wezwanie do modlitwy w intencji nowego Papieża, apel wypowiedziany w
      języku polskim. Z tym samym apelem zwracam się do wszystkich synów i do wszystkich córek Kościoła katolickiego. Pamiętajcie o mnie dzisiaj i zawsze w waszej modlitwie.
      (Pozdrowienia w językach: niemieckim, francuskim, angielskim, hiszpańskim, portugalskim,
      rosyjskim, czeskim, ukraińskim).
      (Po włosku) Otwieram serce dla wszystkich braci z Kościołów i wspólnot chrześcijańskich,
      pozdrawiając w szczególności was tutaj obecnych, w oczekiwaniu na najbliższe spotkanie osobiste, ale już teraz wyrażam wam szczere uznanie za to, że zechcieliście uczestniczyć w tym uroczystym obrzędzie.
      I jeszcze zwracam się do wszystkich ludzi, do każdego człowieka (a z jakąż czcią apostoł
      Chrystusa winien wypowiadać to słowo: człowiek!)
      Módlcie się za mnie! Pomóżcie mi, bym potrafił wam służyć! Amen.

    *************************************

    Watykan: Msza św. prymicyjna przy grobie św. Jana Pawła II

    Redemptorysta ks. Leszek Pyś odprawił Mszę św. prymicyjną przy grobie św. Jana Pawła II, w dniu liturgicznego wspomnienia papieża Polaka. Eucharystię koncelebrował z nim m.in. kard. Konrad Krajewski, abp Piero Marini oraz kilkudziesięciu polskich kapłanów.

    fot. Włodzimierz Rędzioch

    ***

    – Jezus przygotowuje swoich uczniów na wydarzenie Golgoty. Idą przecież do Jerozolimy, ostatni raz razem: mistrz z Nazaretu i Jego uczniowie, pełni odwagi i inicjatywy, kiedy ludzie wychwalają ich nauczyciela, skłonni do zaszczytów i kalkulacji, kiedy słyszą o Królestwie Niebieskim, na tyle niestabilni w wierności, że w każdej chwili mogą odejść, czy dokonać zdrady. A przecież uczeń, to ten, który ma być posłany z Dobrą Nowiną o miłości. tej miłości, która jest silniejsza, niż śmierć. Dlatego Jezus zaczyna mówić apostołom o ogniu, który zapłonie na krzyżu. Który zapali i oczyści serca ludzi żyjących w martwych strukturach społecznych, także tych świątynnych – mówił w homilii ks. Maksymilian Lelito, misjonarz z diecezji tarnowskiej, nawiązując do Ewangelii z dnia.

    Kaznodzieja nawiązał też do postaci św. Jana Pawła II, którego liturgiczne wspomnienie obchodzone jest w Kościele katolickim 22 października. – Ten ogień miłości płonął w sercu św. Jana Pawła II, a wśród nas jest obecnych wielu świadków, którzy potwierdzą, że ta miłość nigdy się nie spalała. Nawet wtedy, gdy po raz ostatni powiedział “amen”. Ale przed rozpoczęciem Eucharystii on klękał i trwał tak w bezruchu kilka, a czasem nawet kilkanaście minut, sprawiając wrażenie nieobecnego, jak czytamy w jednym ze wspomnień. Mówiąc językiem Ewangelii, to był czas, gdy Jan Paweł II był wraz z Jezusem w drodze do Jerozolimy, to był ten moment, kiedy Chrystus mówił mu o Swoich pragnieniach. A później, kiedy rozpoczynała się Eucharystia, on stawał przed wiernymi i, promieniując miłością z Golgoty, mówił: “pokój z Wami” – powiedział ks. Lelito.

    Cotygodniowej Mszy św. w języku polskim, sprawowanej przy grobie św. Jana Pawła II, 22 października przewodniczył neoprezbiter o. Leszek Pyś CSsR, który sprawował ją jako prymicyjną. Wraz z nim koncelebrowało ją kilkudziesięciu kapłanów, m.in. kard. Konrad Krajewski, papieski jałmużnik a także abp Piero Marini, wieloletni mistrz papieskich ceremonii liturgicznych i przyjaciel papieża Wojtyły. Wzięli w niej udział Polacy mieszkający w Rzymie, a także nieliczni pielgrzymi, przebywający obecnie w Wiecznym Mieście.

    Watykan/Kai/Niedziela

    **********************************

    Jak dobrze, że urodziła to dziecko

    Karol Wojtyła z matką Emilią.
    Karol Wojtyła z matką Emilią/reprodukcja reporter/East News

    ***

    Niewiele brakowało, a Jan Paweł II by się nie urodził. Oto świadectwa, które potwierdzają heroiczną decyzję Emilii i Karola Wojtyłów o urodzeniu dziecka – przyszłego papieża, mimo zagrożenia życia matki i propozycji aborcji.

    Wupalny dzień 18 maja 1920 r. Emilia Wojtyłowa leżała w swoim mieszkaniu w Wadowicach przy ul. Kościelnej. Zbliżał się czas porodu. Gdy wybiła siedemnasta, w pobliskim kościele parafialnym rozpoczęło się nabożeństwo majowe. Śpiew Litanii Loretańskiej słyszała rodząca Emilia. W tym właśnie momencie przychodził na świat jej młodszy syn Karol.

    Dramat macierzyństwa

    Podczas zbierania materiałów do książki pt. „Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II” dotarłam do relacji o zdarzeniach, które doprowadziły do decyzji małżeństwa Wojtyłów, by nie zgodzić się na aborcję, mimo zagrożenia życia matki i dziecka.

    Mieszkanka Wadowic Maria Siwcowa pamiętała, że kiedy Emilia była w drugim miesiącu ciąży, od znanego ginekologa i położnika wadowickiego doktora Jana Moskały usłyszała diagnozę, że jej ciąża jest zagrożona i nie ma szans ani na jej donoszenie, ani na urodzenie zdrowego dziecka. Doktor Moskała sugerował aborcję. Nie zgodził się też na prowadzenie tej ciąży. Taką wersję zdarzeń potwierdzały dwie przyjaciółki Emilii z Wadowic, Maria Kaczorowa i Helena Szczepańska. Rozmowę z Marią Kaczorową nagrał w 1985 r. Roman Gajczak i relację z niej zamieścił w książce pt. „Sercu najbliższe. Szkice z lat młodzieńczych Karola Wojtyły – Jana Pawła II”. Kaczorowa był już wtedy osobą „ciężko chorą, przykutą do łóżka, ale pamięć miała wręcz fenomenalną”. Pozostawała, jak zaznaczył autor, „chyba ostatnią z żyjących niewiast, która dobrze znała matkę Ojca Świętego”. Ciekawe, że to opublikowane świadectwo Kaczorowej odbiło się szerszym echem w środowisku włoskim niż polskim. Wkrótce wykorzystał je bowiem włoski autor L. Bergonzoni, pisząc monografię o „Mamie Jana Pana II”. Opisał je także inny włoski autor, Renzo Allegri, w książce „Dwie »matki« papieża Wojtyły: Emilia Kaczorowska i Joanna Beretta Molla”. Wyprowadził on analogię między sytuacją Emilii Wojtyłowej i św. Joanny Beretty Molli. Obu tym kobietom – zauważył Allegri – lekarze zalecali usunięcie dziecka po to, by mogły ratować siebie. Obie „przeżyły wielki dramat macierzyństwa. Musiały wybierać między własnym życiem i życiem dziecka, które nosiły w sobie”.

    Tę wersję wydarzeń potwierdza ks. infułat Jakub Gil, wieloletni proboszcz w bazylice Ofiarowania NMP w Wadowicach. – Kiedy w 1998 roku chodziłem po kolędzie, 86-letnia wtedy mieszkanka Wadowic opowiadała mi, że pani Wojtyłowa była pełna obaw, gdy okazało się, że jej ciąża jest zagrożona, i gdy lekarz zaproponował jej, by przerwała życie swojego poczętego dziecka. Ta pani podkreślała również, że to głęboka wiara nie pozwoliła Emilii podjąć decyzji o aborcji.

    Dobrze wiedziała o tym inna mieszkanka Wadowic, Jadwiga Tatarowa, która jako położna zajmowała się Emilią przez całą ciążę. Jej relację słyszał Michał Siwiec-Cielebon, znany wadowicki historyk. – Z relacji położnej Tatarowej wynikało, że Emilia Wojtyłowa była załamana, gdy lekarz nakłaniał ją do aborcji. W pełni zdawała sobie sprawę z zagrożenia życia swojego i dziecka, tym bardziej że diagnoza padła z ust najbardziej znanego wówczas w Wadowicach położnika, jakim był doktor Jan Moskała – opowiada historyk.

    „Fabryka aniołków”

    Doktor Moskała miał renomę dobrego lekarza, uchodził za profesjonalistę. Ale też, jak twierdzi Michał Siwiec-Cielebon, był znanym w całych Wadowicach aborcjonistą. – Chodził na spacery ze swoimi dwoma wyżłami i zaczepiał młode dziewczyny, mówiąc do nich: „Nie śmiejcie się, i tak wcześniej czy później do mnie traficie!”. Zapewniał, że służy pomocą, bo „z tego żyje”. Uważał, że poczęte dziecko to nie jest człowiek. Miał gabinet w budynku położonym tuż przy kościele. Na drzwiach wejściowych wisiała tablica z szyldem: „Dr Jan Moskała, specjalista ginekolog, położnik, lekarz wszech nauk medycznych”. Na ścianie budynku zaś codziennie ktoś kredą dopisywał: „Fabryka aniołków”. Służąca doktora Moskały na jego polecenie ten napis zmywała, a następnego dnia sytuacja się powtarzała.

    Wojtyłowie bardzo szybko podjęli decyzję, że pozwolą swemu dziecku się urodzić. Zaczęli więc szukać innego lekarza. A że powszechnym uznaniem cieszył się przyjmujący na terenie koszar doktor wszech nauk lekarskich Samuel Taub, Karol Wojtyła senior właśnie do niego się zwrócił o pomoc (jako wojskowy pracował w tej samej jednostce).

    Doktor Taub potwierdził, że istnieje ryzyko powikłań przy porodzie, ze śmiercią Emilii włącznie. Nie proponował jednak aborcji. I wyraził zgodę na poprowadzenie ciąży. Zastrzegł jedynie, że podejmie się ryzyka na wyraźną prośbę obojga małżonków oraz na ich odpowiedzialność. – Tę relację z pierwszej wizyty Wojtyłów u doktora Tauba słyszałem wielokrotnie w domu rodzinnym, zarówno od swojej babci, jak i od Heleny Szczepańskiej i Marii Kaczorowej, które z Emilią na ten temat rozmawiały, ciesząc się, że jest szansa na urodzenie tego dziecka – twierdzi Michał Siwiec-Cielebon. Pamięta też, że po latach, gdy Karol Wojtyła był już biskupem, a potem kardynałem, Helena Szczepańska, która dwa razy w roku jeździła do niego do Krakowa z tortem, mówiła: „Co by to było, gdyby Emilia dokonała aborcji? Jak to dobrze, że urodziła wtedy to dziecko!”. Tatarowa zaś mawiała w tym kontekście do Marii Siwcowej: „Patrz, pani, gdyby nie ten Taub, to nie byłoby dzisiaj kardynała Wojtyły!”.

    Ksiądz Jakub Gil dodaje, że kiedy w latach 90. ubiegłego wieku chodził po kolędzie, starsza pani, rodowita wadowiczanka, opowiadała mu, że kiedy inny lekarz dał Emilii nadzieję na urodzenie dziecka, można było zaobserwować jakąś nadzwyczajną troskę Karola o swoją żonę. – Gdy tylko przychodził z pracy, trwał cały czas przy niej. Był dla niej ostoją. Im bardziej ogarniał ją lęk, tym bardziej był przy niej i ją wspierał. Widać było, że bardzo ją kocha. To dużo znaczyło. Wszystko znaczyło. Bez wątpienia siła i determinacja męża pomogły pani Wojtyłowej wytrwać i urodzić to dziecko – podkreśla ks. Gil

    Wiarygodność

    Wszystkie te fakty są znane jedynie z relacji ustnych. Nie zachowała się żadna dokumentacja medyczna, nie ma źródeł pisanych. Czy można zatem uznać je za wiarygodne?

    Przede wszystkim trzeba zauważyć, że dwa najważniejsze świadectwa na ten temat pochodzą od Heleny Szczepańskiej i Marii Kaczorowej, które były zaprzyjaźnione z Emilią Wojtyłową i które miały te informacje od niej samej, z pierwszej ręki. Ich relacje są też spójne. Tę samą wersję zdarzeń obie kobiety opowiadały Marii Siwcowej, czego świadkiem był Michał Siwiec-Cielebon, a także jego matka Teresa Cielebon. Ponadto należy podkreślić, że Helena Szczepańska była w Wadowicach szanowaną nauczycielką, która cieszyła się powszechnym autorytetem. Na jej wiarygodność zwraca też uwagę ks. prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, który jako kleryk w latach osiemdziesiątych XX wieku oprowadzał po Wadowicach grupy Francuzów i zawsze ich do niej zabierał. – Za każdym razem odwiedzaliśmy Helenę Szczepańską, która mówiła swobodnie po francusku, niepotrzebny był tłumacz, a przy tym niezwykle interesująco opowiadała o życiu rodziny Wojtyłów. Znała wiele szczegółów, gdyż mieszkała w sąsiednim domu. Miała bardzo bliskie relacje z Wojtyłową. Wspominała, jak serdecznie opiekowała się ona małym Karolem i jak cieszyła się z jego urodzenia. Podkreślała, że przyszły papież miał się nie urodzić i że jego przyjście na świat było prawdziwym cudem – twierdzi ks. Józef Naumowicz.

    Jan Paweł II podczas wizyty w Wadowicach w 1979 roku wypatrzył w tłumie Helenę Szczepańską i poprosił, by zorganizowano mu spotkanie z nią, poza protokołem i oficjalnym planem pielgrzymki. Jeszcze tego samego dnia rozmawiał z nią na plebanii wadowickiej parafii.

    Znaczące jest przekonanie starszych mieszkańców Wadowic o tym, że Emilię i jej dziecko uratował ostatecznie żydowski lekarz Samuel Taub. Udało mi się odnaleźć jego grób na wadowickim cmentarzu żydowskim. Na macewie znajduje się napis, w językach polskim i hebrajskim: „Dr Samuel Taub. LEKARZ. Ur. 1 XII 1869. Zm. 3 II 1933. Życie swoje ofiarnie poświęcił cierpiącej ludzkości”. Ten żydowski lekarz przyczynił się także do tego, że Emilia Wojtyłowa 18 maja 1920 roku szczęśliwie urodziła zdrowego i silnego syna.•

    Milena Kindziuk/GN 20/2020

    ***********************************

    “Wreszcie zwycięstwo, tego pragnął Ojciec Święty Jan Paweł II”

    "Wreszcie zwycięstwo, tego pragnął Ojciec Święty Jan Paweł II"
    Prof. Wanda Półtawska/ fot. Tomasz Gołąb/ GOŚĆ

    ****

    Po sześćdziesięciu latach wreszcie zwycięstwo, tego pragnął Ojciec Święty Jan Paweł II; jestem bardzo szczęśliwa, że tego dożyłam – napisała w oświadczeniu dla PAP prof. Wanda Półtawska – lekarz psychiatra, więźniarka Ravensbrüeck i przyjaciółka papieża, komentując orzeczenie TK.

    Trybunał Konstytucyjny w czwartek orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z Konstytucją RP.

    “Po sześćdziesięciu latach wreszcie zwycięstwo. Tego pragnął Ojciec Święty Jan Paweł II. Jestem bardzo szczęśliwa, że tego dożyłam” – napisała prof. Wanda Półtawska.

    Zaznaczyła, że prawo do życia jest prawem naturalnym. “Na zdrowy rozum nie wolno zabijać – do tego nie potrzeba Trybunału. Normy etyczne nie podlegają głosowaniu, ale Bogu” – podkreśliła.

    Niespełna 99-letnia Wanda Półtawska jest doktorem nauk medycznych, specjalistą w dziedzinie psychiatrii, działaczką pro-life. Wykładała m.in. na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) i w Instytucie Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II przy Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie.

    Podczas II wojny światowej jako 20-letnia dziewczyna z wyrokiem śmierci trafiła do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrüeck, na miejscu przeprowadzano na niej eksperymenty pseudomedyczne. W lat 50. poznała ks. Karola Wojtyłę, z którym się zaprzyjaźniła i blisko współpracowała, kiedy został papieżem, pozostając dla niego ekspertem w dziedzinie ochrony życia.

    ****************************

    MSZA ŚWIĘTA

    Św. Jan Paweł II Podczas Sprawowania Najświętszej Ofiary Mszy Świętej. Podniesienie. Zwyczajna Forma Rytu Rzymskiego.

    Antyfona na wejście

    Pan zawarł z nim przymierze pokoju i ustanowił go pasterzem, aby posiadł godność kapłańską na zawsze.

    Kolekta

    Boże, bogaty w miłosierdzie, z Twojej woli
    święty Jan Paweł II, papież, kierował całym Kościołem,
    spraw, prosimy, abyśmy dzięki jego nauczaniu z ufnością otworzyli nasze serca na działanie zbawczej łaski Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka.
    Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 3,14-21

    Bracia: Zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście napełnieni doszli do całej Pełni Bożej. Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków. Amen.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 33

    R/ Pełna jest ziemia łaskawości Pana.

    Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
    prawym przystoi pieśń chwały.
    Chwalcie Pana na cytrze,
    grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach. R/

    Bo słowo Pana jest prawe,
    a każde Jego dzieło godne zaufania.
    On miłuje prawo i sprawiedliwość,
    ziemia jest pełna Jego łaski. R/

    Zamiary Pana trwają na wieki,
    zamysły Jego serca przez pokolenia.
    Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
    naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie. R/

    Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
    na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
    aby ocalił ich życie od śmierci
    i żywił ich w czasie głodu. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,49-53

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, oddając cześć świętemu
    Janowi Pawłowi, przynosimy dary na Ofiarę,
    która gładzi grzechy całego świata,
    wejrzyj na nas łaskawie i spraw,
    aby ta Ofiara przyniosła nam zbawienie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Panie, Ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że Cię kocham.

    Modlitwa po Komunii

    Panie Boże, niech Najświętszy Sakrament,
    który przyjęliśmy w dzień świętego Jana Pawła,
    udziela nam pomocy w życiu doczesnym
    i doprowadzi nas do radości wiecznej.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Jan Paweł II

    fot.vaticannews

    ********************************************************************************************

    piątek – 23 października 2020

    XXIX TYDZIEŃ ZWYKŁY

    Wspomnienie św. Józefa Bilczewskiego, biskupa


      

    Józef Bilczewski urodził się 26 kwietnia 1860 r. w Wilamowicach koło Bielska-Białej w obecnej diecezji bielsko-żywieckiej, dawnej krakowskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Wilamowicach i w Kętach, uczęszczał do gimnazjum w Wadowicach, gdzie uzyskał dyplom maturalny w roku 1880. 6 lipca 1884 r. został wyświęcony na kapłana w Krakowie przez kard. Albina Dunajewskiego. W 1886 r. uzyskał doktorat z teologii na Uniwersytecie Wiedeńskim. W oparciu o dalsze studia w Rzymie i w Paryżu habilitował się w roku 1890 na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W rok później został profesorem teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, piastując przez pewien okres funkcję dziekana fakultetu teologicznego, a także Rektora Uniwersytetu. Jako profesor był bardzo ceniony przez studentów oraz cieszył się szacunkiem i przyjaźnią swoich kolegów – pracowników naukowych uniwersytetu. Dużo pracował naukowo zyskując sobie, pomimo stosunkowo młodego wieku, sławę cenionego naukowca. Jego niepospolite zalety umysłu i serca nie uszły uwagi osób mających znaczenie w ówczesnym społeczeństwie, które zwróciły się z prośbą do ówczesnego cesarza Austrii Franciszka Józefa, by zechciał przedstawić i zaproponować Ojcu Świętemu ks. prał. Józefa Bilczewskiego na wakującą stolicę metropolitarną we Lwowie. Ojciec Święty Leon XIII ustosunkował się pozytywnie do propozycji cesarskiej, mianując go 17 grudnia 1900 r. arcybiskupem lwowskim obrządku łacińskiego.23 lata bardzo pracowitego pasterzowania w archidiecezji, które przypadło na ciężkie czasy pierwszej wojny światowej i wojny w 1920 r. podcięły i tak już słabe zdrowie abp. Bilczewskiego. Po świątobliwym życiu 20 marca 1923 r. zmarł – przygotowany na śmierć, którą przyjął spokojnie, jako wolę Bożą, którą uważał dla siebie zawsze za świętą. Odszedł z tego świata w powszechnej opinii świętości.Stosownie do swego życzenia został pochowany na Cmentarzu Janowskim we Lwowie, na którym grzebano biednych pragnąc spoczywać wśród ubogich, dla których był zawsze ojcem i opiekunem.Abp. Józefa Bilczewskiego charakteryzowała ogromna dobroć serca, wyrozumiałość, pokora, pobożność, pracowitość, przeogromna gorliwość duszpasterska, która wywodziła się z wielkiej miłości do Boga i bliźniego. Słowa płynące z ust abp. Bilczewskiego cechował Boży polot, namaszczenie przesiąknięte żarem wiary i miłości ku Bogu i człowiekowi.Chwała Boża, chwała św. Matki Kościoła i dobro dusz opiece jego powierzonych stanowiły hasła arcypasterskiej działalności Księdza Arcybiskupa na przestrzeni niemal całego pierwszego ćwierćwiecza XX wieku. Nic więc dziwnego, że taka postawa oraz osobiste, świątobliwe życie Arcypasterza, wypełnione modlitwą, pracą i dziełami miłosierdzia, spowodowały, że cieszył się wielkim szacunkiem ludzi bez względu na ich wyznanie, obrządek czy narodowość.
    Vaticannews

    Pallotyńskie powiązania ze św. Józefem Bilczewskim

    070927fz

    Wspomnienie liturgiczne św. Józefa Bilczewskiego, dziekana Wydziału Teologicznego i rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, arcybiskupa lwowskiego 1900, teologa i działacza społecznego (+Lwów, 20 III 1923)
    Abp Józef Bilczewski (ur. 26 IV 1860 w Wilamowicach, niedaleko Bielska-Białej) był wielkim czcicielem Matki Bożej Częstochowskiej, uważając Jej kult za czynnik jednoczący i odradzający Naród w latach zaborów. Po kradzieży koron w 1909 w Częstochowie, abp Bilczewski jako metropolita Lwowa uprosił u pap. Piusa X korony dla obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W 1910 abp Bilczewski wraz z delegacjami ze wszystkich zaborów odebrał z rąk Piusa X nowe korony dla obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry. Konsekwencją tego był zakaz władz carskich w uczestnictwie koronacji obrazu, która odbyła się 22 V 1910. Wiązało się to z faktem, że abp Bilczewski wcześniej sprzeciwił się, aby nowe korony zostały ufundowane przez rosyjskiego cara. 
    To dzięki niemu w Litanii loretańskiej od 1908 znalazło się wezwanie: „Królowo Polski – módl się za nami”, a w 1923 pap. Pius XI zatwierdził święto Maryi Królowej Polski, obchodzone 3 maja. W listopadzie 1905 zwołał pierwszy na ziemiach polskich Kongres Mariański poświęcony Najświętszej Maryi Pannie. Za swą cześć dla Matki Bożej Częstochowskiej został konfratrem Zakonu Paulinów. 
    Zajmował się pomocą dla studentów, szkół ludowych, środowisk robotniczych, wspomagał materialnie ubogich. W czasie walk polsko-ukraińskich o Lwów w listopadzie 1918 stał na czele komitetu ratunkowego, który dostarczał żywność najbiedniejszym. Obaj arcybiskupi Kościoła katolickiego we Lwowie: łaciński abp Józef Bilczewski i greckokatolicki metropolita Andrzej Szeptycki nie tylko próbowali pośredniczyć w toczących się rokowaniach, ale pod wpływem nuncjusza apostolskiego Achillesa Rattiego odczytali 16 XI 1918 listy pasterskie, nawołujące wiernych do zaprzestania rozlewu krwi. 
    Został pochowany pośród ubogich na cmentarzu Janowskim, odprowadzany na miejsce wiecznego spoczynku przez tłumy przedstawicieli wszystkich środowisk Lwowa. Jego zabalsamowane serce przekazano do parafii św. Stanisława Biskupa w Lubaczowie, gdzie spoczęło obok ołtarza z relikwiami metropolity halickiego bł. Jakuba Strzemię. W 2001 urnę z sercem ofiarowano katedrze lwowskiej. 
    26 VI 2001 został beatyfikowany przez pap. Jana Pawła II podczas jego wizyty we Lwowie. Kanonizacja Józefa Bilczewskiego przez papieża Benedykta XVI odbyła się 23 X 2005 w Rzymie. 27 IX 2007 kardynał Marian Jaworski w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej, znajdującej się w podziemiach Bazyliki św. Piotra, poświęcił mozaikę ku czci św. Józefa Bilczewskiego. 
    W 1907 przyjął pallotynów do swojej archidiecezji (Antoniówka – pierwszy dom pallotyński na ziemiach polskich). Właśnie dzisiejszego dnia, 23 X 1907, Rada Generalna na swoim posiedzeniu podjęła decyzję przyjęcia Antoniówki.
    W październiku 1907 ks. Alojzy Majewski i ks. Alojzy Hübner udali się z Krakowa do Lwowa, do abpa Józefa Bilczewskiego, który był znany z wielkiej gorliwości i dobroci. Arcybiskup przyjął ich z otwartymi rękami, przeczytał listy polecające i zadawał liczne pytania. Zaproponował im jedną z dwóch filii parafii Kochawina (w jednej z owych filii pracowali już Księża Salezjanie). Kochawina to miejscowość położona na południe od Żydaczowa i na północny-wschód od Stryja. Było tam znane na całą Polskę sanktuarium maryjne. Po kilku dniach księża pojechali do Kochawiny, oddalonej od Lwowa o przeszło dwie godziny jazdy koleją. Tam spotkali się z proboszczem kochawińskiej parafii, ks. prałatem Antonim Trzopińskim, który został już poinformowany o zamiarach pallotynów. 17 października obaj członkowie Stowarzyszenia opisali ks. generałowi Kugelmannowi dokładnie swoją podróż do Kochawiny, a następnie do Antoniówki, oddalonej od sanktuarium o jedną godzinę jazdy furmanką.
    25 X 1907 – Ks. generał Max Kugelmann wysłał list do abpa lwowskiego Józefa Bilczewskiego, dziękując za przyjęcie do archidiecezji lwowskiej polskich pallotynów. W liście napisał, że przyjmuje ofiarowany dom w Antoniówce po to, aby członkowie Stowarzyszenia pracowali w nim szczególnie dla dobra Polaków. Do listu dołączył wiadomości o Stowarzyszeniu oraz jego Konstytucje.
    11 XI 1907 – W Antoniówce, w parafii Kochawina, w zaborze austriackim, ks. Alojzy Majewski założył pierwszą placówkę pallotyńską na ziemiach polskich. W Antoniówce ks. Majewski rozpoczął organizowanie szkoły (1908-09), nowicjatu (od 1908 do 1913) i czasopisma “Królowa Apostołów” (1908). Dom podporządkowano bezpośrednio Zarządowi Generalnemu.
    5 II 1908 – Arcybiskup lwowski Józef Bilczewski napisał list polecający dla czytelników czasopisma “Królowa Apostołów”.
    11 XII 1908 – Abp lwowski Józef Bilczewski wydał list do wiernych swojej archidiecezji, w którym poinformował o nowym zgromadzeniu (pallotyni) oraz polecał im czasopismo “Królowa Apostołów”. Jeszcze w grudniu ks. Alojzy Majewski wydał odezwę pt. “Dom misyjny XX. Pallotynów założony dla misji wśród Polaków wychodźców”, która została dołączona do polskich gazet w nakładzie 80 tys. egzemplarzy.


    opracował ks.Tylus Stanislaw SAC 

    *********************

    W kaplicy św. Józefa Bilczewskiego w wilamowickim kościele
    W kaplicy św. Józefa Bilczewskiego w wilamowickim kościele
    URSZULA ROGÓLSKA /FOTO GOŚĆ

    ***

    Uroczystości odpustowe ku czci św. abp. Józefa Bilczewskiego

    „Józef Bilczewski powinien być dla współczesnych wzorem zaangażowania w sprawy społeczne” – uważa ks. Sławomir Rozner, który głosił kazania 23 października 2019 r. w wilamowickim sanktuarium św. abp. Józefa Bilczewskiego podczas obchodów liturgicznego wspomnienia metropolity lwowskiego. Pochodzący z Wilamowic proboszcz parafii pw. św. Rafała Kalinowskiego w Dąbrowie Górniczej przyznał w rozmowie, że społeczna nauka Kościoła była dla świętego bardzo ważna.

    Ks. Rozner przypomniał, że abp Bilczewski był w 1903 r. autorem znakomitego listu pasterskiego nawiązującego do encykliki Leona XIII „Rerum novarum”. „Nikt nie napisał takiego odważnego listu o sprawie społecznej, o braniu w obronę pracowników, robotników, o kwestii odpowiedzialności pracodawców oraz przedsiębiorców” – stwierdził były kapelan i sekretarz biskupa sosnowieckiego Adama Śmigielskiego SDB.

    Jak zauważył kapłan, arcybiskup poruszał kwestie społeczne i wskazywał na konkretną odpowiedź, jaką niesie wobec niesprawiedliwości społecznej Ewangelia i chrześcijaństwo. „Dziś tych spraw nikt nie porusza z taką otwartością i odwagą. Szkoda” – zaznaczył 53-letni duchowny, zwracając jednocześnie uwagę na to, że abp Bilczewski mono akcentował swą polskość.

    „W Wilamowicach ten święty cieszy się kultem, ma tu swoje stałe miejsce w sercach wiernych” – dodał.

    Istniejące od siedmiu lat wilamowickie sanktuarium św. abp. Józefa Bilczewskiego to jedyne w Polsce i na świecie takie miejsce, w którym rozwija się kult najznamienitszego rodaka w historii tej podbeskidzkiej miejscowości.

    Kustosz sanktuarium ks. prałat Stanisław Morawa podkreślił, że u św. abp. Józefa Bilczewskiego modlą się szczególnie ludzie ciężko chorzy szukający wsparcia. Prośby swe zanoszą podczas wtorkowych nabożeństw ku czci świętego, które od prawie dwóch lat odbywają się w wilamowickiej świątyni.

    „Odpust ku czci św. Józefa Bilczewskiego przypada w miesiącu maryjnym – październiku. Ten święty był wielkim czcicielem Maryi, a nie wszyscy zdają sobie sprawę z jego działań, jeśli chodzi o kult maryjny” – podkreślił.

    Główne uroczystości odpustowe odbyły się wieczorem. Po Eucharystii w kościele uczestnicy przeszli na rynek miasta. Pod pomnikiem arcybiskupa Bilczewskiego złożyli kwiaty i uczcili relikwie świętego.

    Przed południem w świątyni pojawiły się dzieci, uczniowie oraz młodzież z placówek noszących imię św. Józefa Bilczewskiego. Roztrzygnięto okolicznościowe konkursy związane z sylwetką patrona Wilamowic. Rozdano nagrody.

    Józef Bilczewski urodził się 26 kwietnia 1860 r. w Wilamowicach. Po ukończeniu podstawówki w rodzinnej miejscowości, a potem w Kętach, uczęszczał do gimnazjum w Wadowicach, gdzie zdał maturę w czerwcu 1880 r.

    Zamiast medycyny wybrał krakowskie seminarium duchowne i czteroletnie studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. 6 lipca 1884 r. został wyświęcony na kapłana w Krakowie przez kard. Albina Dunajewskiego. Studiował w Wiedniu, Rzymie oraz Paryżu.

    Po powrocie ze studiów w latach 1888-1890 był wikariuszem w Kętach. Pracował też w Krakowie jako wikary. W 1891 r. został profesorem teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, piastując przez pewien okres funkcję dziekana fakultetu teologicznego, a także rektora Uniwersytetu. 17 grudnia 1900 r. papież Leon XIII mianował go arcybiskupem lwowskim obrządku łacińskiego.

    Arcybiskup zmarł 20 marca 1923 r. Jego zabalsamowane serce umieszczono w kaplicy bł. Jakuba w bazylice katedralnej we Lwowie, a zwłoki, zgodnie z życzeniem, zostały złożone w grobie na cmentarzu Janowskim, gdzie grzebano ubogich.

    Beatyfikował go w 2001 r. Jan Paweł II. Kanonizacji dokonał 23 października 2005 r. w Rzymie Benedykt XVI. Datę kanonizacji wyznaczył jeszcze Jan Paweł II, który podobnie jak przyszły metropolita lwowski był wychowankiem wadowickiego gimnazjum.

    23 października 2019, Robert Karp

    wilamowicki kościoł/fot.Robert Karp

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 19.00

    przed Mszą świętą – godzinna adoracja przed Najświętszym sakramentem

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    Antyfona na wejście

    Będę szukał moich owiec i ustanowię nad nimi pasterza, który je będzie prowadził. Ja, Pan, będę ich Bogiem.

    Kolekta

    Boże, Ty obdarzyłeś świętego Józefa Bilczewskiego, biskupa, apostolską gorliwością i czcią
    wobec tajemnicy Eucharystii, spraw, prosimy,
    przez jego wstawiennictwo, abyśmy obficie karmili się Chlebem życia i radowali zadatkiem wieczności. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 4,1-6

    Bracia: Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani w jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 24

    R/ Oto lud wierny, szukający Boga.

    Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,
    świat i jego mieszkańcy.
    Albowiem On go na morzach osadził
    i utwierdził ponad rzekami. R/

    Kto wstąpi na górę Pana,
    kto stanie w Jego świętym miejscu?
    Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
    który nie skłonił swej duszy ku marnościom. R/

    On otrzyma błogosławieństwo od Pana
    i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
    Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
    którzy szukają oblicza Boga Jakuba. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,54-59

    Jezus mówił do tłumów: „Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: «Deszcz idzie». I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: «Będzie upał». I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?

    Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, dary złożone na cześć świętych świadczą o Twojej potędze i chwale,
    pokornie Cię prosimy, aby wyjednały nam zbawienie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech przyjęty Najświętszy Sakrament przygotuje nas do wiecznej radości, na którą
    święty Józef Bilczewski zasłużył jako wierny szafarz sakramentów. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************************************************************************************

    Módlcie się na różańcu, bo przez różaniec Aniołowie Boży wyciągają z otchłani dusze ludzkie, jak to wymownie przedstawił Michał Anioł w Sądzie Ostatecznym. 

    Łańcuch ocalenia
    Fragment malowidła “Sąd ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, przedstawia człowieka ratującego innych za pomocą różańca

    ***

    „Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie – Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia – oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski).

    ***************

    Ze znakiem łaski Boga, a nie ludzi

    Wyrozumiały Ojciec niebieski wysłuchał modlitwy. Wczoraj przedstawiciel rządu oświadczył mi, że zmienia się warunki mojej „izolacji”; zamieszkam w klasztorze Sióstr Nazaretanek w Komańczy, bez prawa wydalania się i sprawowania obowiązków biskupich. – Wszystko jest łaską. – Przypominam sobie, że od wielu miesięcy modliliśmy się o to, by łaska wolności, gdy przyjdzie, miała miejsce w dzień Najświętszej Maryi Dziewicy lub w Jej miesiącu. Byliśmy gotowi pozostać w więzieniu dłużej, byleby tylko mieć ten znak mocy Dziewicy Wspomożycielki, byleby tylko wyjść ze znakiem łaski Boga, a nie ludzi. – I stało się! Bo chociaż nie idę na wolność całkowitą, to jednak rozluźnienie więzów moich ma miejsce właśnie w dzień Sanctae Mariae in Sabbato i to w maryjnym miesiącu różańcowym, w przeddzień uroczystości Chrystusa Króla. Zwiastowanie tej łaski otrzymałem w uroczystość świętych Szymona i Tadeusza, w dniu piątkowym, podobnie jak zwiastowanie łaski więzienia otrzymałem w dniu piątkowym. Pierwszy dzień łaski więzienia był w sobotnim dniu Maryi i pierwszy dzień łaski ulgi jest również w Jej dniu.

    Bóg jest wyrozumiały na prośby ludzkie, na wrażliwe serce człowieka, który tak pragnie znaków Bożych na swoim życiu. Pamiętam prośbę zaniesioną do wiernych u Świętej Anny w dniu aresztowania: Módlcie się na różańcu, bo przez różaniec Aniołowie Boży wyciągają z otchłani dusze ludzkie, jak to wymownie przedstawił Michał Anioł w Sądzie Ostatecznym. I ta prośba jest spełniona, bo właśnie pomoc przychodzi w ostatnich dniach miesiąca różańcowego. O ileż łatwiej jest czekać na dalsze łaski, gdy dobry Bóg okazał swoją wyrozumiałość na dziecięce prośby nasze.

    sługa Boży kard. Stefan Wyszyński

    Kard. Stefan Wyszyński († 1981), prymas Polski. (Prudnik, 29.10.1955, w: „Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski”, Soli Deo, Warszawa 2019).

    **************************************************************************************************************

    Grzechy zaniedbania w modlitwie

    Często zapominamy zupełnie, że modlitwa powinna być przede wszystkim aktem uwielbienia. Nie rozumiemy, że potrzeba, aby się święciło Imię Boże, by przyszło Królestwo Jego i stała się Jego wola, zanim nam Bóg udzieli chleba powszedniego.

    Naprzykrzamy się Bogu swoimi kłopotami, nie interesując się specjalnie Jego sprawami. Wzywamy Go na modłę pogan, jedynie dla uproszenia sobie pomyślnego obrotu w jakichś trudnościach lub uzdrowienia w chorobie. Wzywamy Go zwłaszcza wtedy, gdy wyczerpawszy już wszelkie ludzkie środki uważamy pośrednictwo nadprzyrodzone za ostatni atut w grze – ostatnią stawkę do przegrania.

    Nie łączymy się z całym stworzeniem Boga, aby Go wielbić za ranki i wieczory, za szron i chmury, i rosę, i mgłę, za burze i góry, za niziny i morza, za ptaki niebieskie i zwierzęta polne, i ryby oceanu.

    Przechodzimy obojętnie obok wszystkich tych ołtarzy i hymnów dziękczynnych, starzejemy się pośród nich z duszą ślepą i głuchą, a w ogólnym hołdzie wszechświata jeden tylko człowiek – kapłan stworzenia – często nie bierze żadnego udziału.

    Nie łączymy się z całą ludzkością w celu wielbienia Boga. Słowa modlitwy Pańskiej wymawiamy bezmyślnie samymi tylko wargami. Nie rozumiemy, że jeśli Bóg jest wspólnym naszym Ojcem, winniśmy Go też wspólnie uwielbiać za dobroć, którą nas wszystkich ogarnia. W modlitwach naszych nie składamy Mu hołdu za wszystkie dobrodziejstwa, którymi obsypał ludzkość od pierwszych chwil jej istnienia. Nie wielbimy Go za raj, za przebaczenie udzielone w dniu upadku, za patriarchów i proroków, za obietnicę Odkupienia i jej ziszczenie przez Syna Jego, Jezusa Chrystusa, za apostołów i męczenników, za święte dziewice i wszystkich wyznawców Jego Kościoła, troistego a jedynego jak On sam, Kościoła triumfującego, cierpiącego i walczącego w jednej wierze i jednym chrzcie świętym.

    Jeśli zatem pierwsze słowa modlitwy Pańskiej – Ojcze nasz – nie wywołują w naszych sercach całego szeregu tych uczuć, są one tylko pustym dźwiękiem na ustach naszych.

    Nie zwracamy też uwagi na głos liturgii, przemawiający do naszej wrażliwości i wyobraźni, aby dopomóc naszym duszom do wielbienia Boga. Nie zgłębiamy znaczenia okresów roku liturgicznego, ani barwy szat, ani obrzędów. Nie staramy się poznać sztuki ani poezji kościelnej, które by nam tak bardzo mogły ułatwić radosne wzniesienie duszy ku Stwórcy i Ojcu w łączności z całą przyrodą i z ludzkością całą.

    Nie znamy modlitw Mszy św. i nie zadajemy sobie trudu, aby je poznać. Zamiast w niej uczestniczyć zadowalniamy się bierną tylko obecnością w czasie jej odprawiania. Podczas gdy Zbawiciel przelewa na ołtarzu swą Krew Przenajświętszą, przesuwamy mechanicznie ziarnka różańca lub przerzucamy kartki pierwszej lepszej książeczki do nabożeństwa, nie zwracając uwagi na niepojętą tajemnicę, która się za nas na ołtarzu dokonywa. Modlimy się w czasie Mszy św. i zamawiamy ją tylko na intencję osobistych potrzeb, zapominając, że święta ta Ofiara jako odnowienie Ofiary Kalwaryjskiej ma przede wszystkim charakter ogólny i powszechny.

    Poza tym wszelkie znane nam modlitwy, wyrażające uwielbienie, skruchę i dziękczynienie odmawiamy prawie wyłącznie w celu uproszenia sobie darów i łask. Jesteśmy przekonani, że odmówienie pewnej ilości Pozdrowień Anielskich ma w pierwszym rzędzie na celu – nie uczczenie Przenajświętszej Dziewicy, lecz głównie pomyślny wynik jakiegoś egzaminu, procesu czy operacji.

    Nie poddajemy się działaniu myśli i uczuć, natchnionych przez Ducha Świętego, uświęconych przez Kościół i przesiąkniętych poprzez wszystkie wieki i na każdym miejscu żarem miłości i utęsknienia ludzkiego. Myślimy o Bogu w terminach chłodnej filozofii lub taniego sentymentalizmu, zdobywając się zaledwie tu i ówdzie na jakiś mizerny, czysto osobisty poryw, Odnosimy się do Niego w sposób wyszukanie lub naiwnie indywidualny, modernistyczny lub przestarzały, W każdym razie w tych nawet chwilach, kiedy się nam zdaje, że wielbimy Boga, myśli nasze i uczucia skierowane są przede wszystkim na nas samych i na nasze potrzeby.

    Słowem – nie rozumiemy często modlitwy uwielbienia lub rozumiemy ją źle.

    Jakub Debout, Grzechy zaniedbania, Warszawa 1939/PCh24.pl

    **************************************************************************************************************

    Statystyki watykańskie: Europa ma najwięcej księży i zakonników

    Samplefot. Luis Ángel Espinosa / Cathopic

    ****

    Przeciętnie jeden ksiądz katolicki na świecie musi sprawować opiekę nad około 3 210 katolikami, a jeden ksiądz przypada na 14 638 osób niezależnie od wyznania. Wynika to ze statystyki opublikowanej przez Watykan w związku z obchodzonym 18 października Światowym Dniem Misyjnym.

    Według stanu na 31 grudnia 2018 roku na świecie żyje 1,329 miliarda katolików, co stanowi 17,7 procent ogółu liczącej 7,496 miliardów ludności świata.

    Wśród pracowników duszpasterskich Kościoła katolickiego na świecie jest 414 000 księży, 47 500 stałych diakonów, 641 660 sióstr zakonnych i 50 941 braci zakonnych. Rocznik statystyczny Kościoła zalicza do tej grupy także 376 188 świeckich misjonarzy i katechistów. Jak zwrócono uwagę, w odróżnieniu od innych grup, liczba stałych diakonów i świeckich misjonarzy systematycznie rośnie.

    Na koniec 2018 roku na świecie było 5377 biskupów katolickich, 12 mniej niż rok wcześniej. Liczby księży, zakonników i katechistów zmniejszyły się zwłaszcza w Ameryce Płn. i Europie, wzrosły natomiast w Afryce i Azji. Ten trend utrzymuje się od kilku lat.

    Najwięcej katolików żyje w Ameryce (642 mln), następnie w Europie (286 mln) i Afryce (243 mln). Natomiast najwięcej księży ma Europa (170 936). W Ameryce Północnej i Południowej ich liczba wynosi tylko 122 383, w Azji 68 265, a w Afryce 47 812.

    Europa ma też najwięcej sióstr zakonnych (224 246), w Azji jest ich 174 165, a w Ameryce 160 032. Braci zakonnych bez święceń kapłańskich jest w Europie 14 274, nieco mniej, bo 14 125 w Ameryce.

    Najwięcej stałych diakonów (31 106) działa na kontynencie amerykańskim, głównie w USA, a następnie w Europie (15 090). W Afryce, Azji i Oceanii jest ich tylko od 350 do 480.

    19 października 2020/Watykan/Kai.pl

    **************************************************************************************************************

    sobota – 24 października 2020

    wspomnienie świętego Antoniego Marii Clareta, biskupa

    Święty Antoni Maria ClaretAntoni pochodził spod Barcelony, urodził się 23 grudnia 1807 r. Na chrzcie, który miał miejsce w samo Boże Narodzenie, otrzymał imiona Antoni, Jan, Adiutor. Kiedy miał 11 lat, rozpoczął naukę w szkole średniej, humanistycznej. Musiał jednak przerwać naukę i pomagać ojcu w tkactwie. W 18. roku życia udał się do Barcelony, by tam doskonalić się w swoim zawodzie. Zapoznał się równocześnie ze sztuką drukarską, a w wolnym czasie uczył się języka łacińskiego i francuskiego. Uczestniczył też w strajku robotników, licho wynagradzanych za pracę w prymitywnych warunkach. Przeżył także kryzys duchowy, ale przeszedł go zwycięsko.
    W latach 1827-1829 zrobił błyskotliwą karierę zawodową w przemyśle tekstylnym Barcelony i uzbierał niemałą fortunę, grając na loterii. Doświadczenie zdrady przez wspólnika zaślepionego nieumiarkowaną żądzą zysku przyczyniło się do głębokiego nawrócenia Antoniego.
    Od dawna pragnął oddać się na służbę Bożą. Wstąpił więc do wyższego seminarium duchownego diecezji Vich (1829), po którego ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie (1835). Przez kilka lat był proboszczem w Sallent, a potem w Villadram. Czuł jednak, że inne jest jego powołanie. Paliła go chęć oddania się pracy misyjnej. Dlatego za zezwoleniem biskupa udał się do Rzymu, by ofiarować swoje kapłańskie usługi Kongregacji Rozpowszechniania Wiary na misjach wśród niewiernych (1838). Odbył rekolekcje w domu jezuitów. Przełożony poradził mu, by wstąpił do jego zakonu, gdzie będzie mógł łatwiej wypełnić swoje pragnienia misyjne. Wstąpił więc do nowicjatu tegoż zakonu w Roothan.
    Ciężka choroba zmusiła go jednak do opuszczenia nowicjatu i powrotu w rodzinne strony. Udał się do swojego biskupa, który mianował go misjonarzem diecezjalnym dla głoszenia nauk z okazji odpustów, rekolekcji czy misji. W latach 1840-1848 Antoni przebiegł całą Katalonię. W roku 1847 założył w Barcelonie istniejącą do dziś drukarnię i wydawnictwo katolickie. W tym samym roku założył nową rodzinę zakonną Serca Maryi z Vich. Założył także stowarzyszenie Pań Serca Maryi, które miało za cel nieść pomoc kapłanom w duszpasterstwie ze strony ludzi świeckich. Założył także stowarzyszenie dobrej prasy. Dał wreszcie początek instytutowi zakonnemu “Córek Niepokalanego Serca Maryi”. W tym także czasie wydał wiele broszur, poświęconych podniesieniu życia religijnego wśród ludzi świeckich. Uważa się go za prekursora instytutów świeckich, które zostały uznane przez papieża Piusa XII dopiero sto lat później (1947). 23 lutego 1848 r. udał się na Wyspy Kanaryjskie z kazaniami i misjami. Po powrocie stamtąd założył w roku 1849 Zgromadzenie Misjonarzy Niepokalanego Serca Maryi, zwanych popularnie klaretynami.

    Święty Antoni Maria ClaretStolica Święta, słysząc o owocach pracy apostolskiej Antoniego, mianowała go w 1847 r. biskupem. Miał wtedy 40 lat. W dwa lata potem został arcybiskupem Santiago di Cuba. W 1850 r. z rąk królowej Hiszpanii otrzymał paliusz metropolity Kuby, jak też odznaczenie Wielkiego Krzyża. Na skutek miejscowych intryg ta rozległa archidiecezja nie miała pasterza od 14 lat. Antoni zabrał się do pracy z wrodzoną sobie energią. W ciągu 6 lat aż 3 razy zwizytował swoją archidiecezję, by na miejscu zorientować się o potrzebach poszczególnych parafii i im zaradzić. Nakazał wszędzie przeprowadzić misje. Przywrócił dyscyplinę wśród duchowieństwa, zreformował seminarium, osobiście prowadził misje w co najmniej 150 miejscowościach, założył 53 nowe parafie i wygłosił ok. 11 tysięcy kazań. Dzięki jego pracy misyjnej ok. 300 tysięcy Kubańczyków zostało bierzmowanych, a ponad 9 tysięcy par żyjących bez ślubu stało się sakramentalnymi małżeństwami (inne źródła podają, że par tych było aż 30 tysięcy).
    Założył Bractwo Nauki Chrześcijańskiej (1851), gdyż ignorancja religijna była zastraszająca. Kiedy w 1852 r. Kubę nawiedziła epidemia, biskup Antoni codziennie nawiedzał szpitale, rozdawał żywność, mobilizował ludzi dobrej woli do pomocy. W tej sprawie wydał dwa listy pasterskie: jeden do swoich wiernych, drugi do kleru (1853). Założył bank, który w każdej parafii miał nieść pomoc finansową wiernym (1854). Z okazji ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi wydał piękny list pasterski i ustanowił Instytut Apostolski Matki Bożej Niepokalanej do Nauczania Prawd Wiary (1854).
    Tak gorliwa praca przeszkadzała miejscowym liberałom i masonerii. Cztery razy dokonywano zamachów na jego życie. Spalono mu dom. W roku 1856 został raniony przez człowieka, którego konkubinę nawrócił. Rozpoczęto tak gwałtowną kampanię przeciwko Antoniemu, że rząd hiszpański musiał się ugiąć i odwołać go z Kuby (1857). Antoni wrócił więc do Hiszpanii. Królowa Izabela II powołała go na swojego osobistego spowiednika. Dzięki jej poparciu założył wśród kapłanów Konferencje św. Wincentego a Paulo dla wspierania ubogich, głosił nadal niestrudzenie misje, popierał katolicką prasę i założył Akademię św. Michała Archanioła, skupiającą artystów. Królowa mianowała go nadto prezydentem królewskiego klasztoru w Escorial i protektorem szpitala w Montserrat. Z królową objeżdżał kraj, głosząc kazania i zakładając bractwa: matek katolickich, bibliotek popularnych itp. Był wychowawcą dzieci królewskich.
    Kiedy w 1868 r. wybuchła w Hiszpanii rewolucja, królowa musiała schronić się do Francji. Antoni udał się wraz z nią do Pau i Paryża. W tym samym roku pojechał do Rzymu, gdzie wziął udział w złotym jubileuszu kapłaństwa Piusa IX, a zaraz potem – w Soborze Watykańskim I, na którym zdecydowanie bronił dogmatu o nieomylności papieża. W roku 1870 musiał jednak opuścić Rzym, gdyż zapadł ciężko na zdrowiu. Udał się więc do Francji, gdzie byli jego synowie duchowni, wypędzeni wraz z nim z Hiszpanii. Kiedy tylko poczuł się lepiej, zdecydował się wrócić do Rzymu, ale zmarł w drodze rażony apopleksją 24 października 1870 r.
    Ponieważ Antoni Maria Klaret zostawił po sobie wiele dzieł, jego proces beatyfikacyjny trwał długo; dopiero w roku 1934 Pius XI wyniósł go do chwały błogosławionych, a Pius XII w Roku Świętym 1950 – do grona świętych. Antoni zostawił po sobie ponad 200 pism religijnych, które wydrukował w łącznym nakładzie ok. 9 milionów egzemplarzy. Samych katechizmów wydał drukiem ok. 4 milionów egzemplarzy. Słynny katechizm Camino recto (pierwsze wydanie 1843), który ozdobił własnoręcznymi ilustracjami, stał się prekursorem współczesnych katechizmów dla dzieci, które dziś trudno sobie wyobrazić bez obrazków.

    W ikonografii św. Antoni Maria Claret przedstawiany jest w stroju biskupa z regułą zakonu klaretynów w ręku. Jego atrybutem jest medalion na szyi, krzyż na kufrze podróżnym. Jest patronem misjonarzy klaretynów, klaretyńskich studentów, diecezji na Wyspach Kanaryjskich oraz kupców tekstylnych, tkaczy, prasy katolickiej oraz osób oszczędzających.
    Internetowa Liturgia Godzin.pl

    **************************************************************************************************************

    FATIMA TRWA

    rozmowa z ks. Dominikiem Chmielewskim SDB – cz. 1

    O wydarzeniach jakie miały miejsce 103 lata temu w portugalskiej miejscowości Fatima oraz o orędziu Maryi Matki Bożej do całego świata mówi ks. dr Dominik Chmielewski SDB – rekolekcjonista oraz założyciel wspólnoty “Wojownicy Maryi” z Jakubem Jóźwiakiem.

    Ks. Dominik Chmielewski SDB
    fot. Bożena Sztajner/Niedziela

    ***

    Jakub Jóźwiak: Niebawem, bo 13 października, będzie przypadała kolejna już, 103. rocznica zakończenia objawień Maryi w Fatimie. To jest jedno z najważniejszych i bardziej znanych objawień Matki Bożej w dziejach ludzkości. Rodzi się przy tym pytanie, co Maryja chciała nam przekazać?

    Ks. Dominik Chmielewski SDB: Matka Boża przyszła i chciała nam przekazać na początku to wielkie zapytanie: “Czy my jesteśmy gotowi na życie wieczne? Czy nie straciliśmy wiary w Boga? Czy zdajemy sobie sprawę, że celem naszego życia jest niebo?”. Ale możemy do niego nie trafić, ponieważ bardzo wiele ludzi idzie do piekła. Wstrząsające doświadczenia np. Marii das Neves, koleżanki dzieci z Fatimy, które pytają Matkę Bożą czy ich koleżanka jest zbawiona. Okazuje się, że Matka Boża odpowiada im, że ich koleżanka jest w czyśćcu i tam pozostanie aż do końca świata. To jest szokujące – kilkunastoletnia dziewczyna – więc Matka Boża przychodzi i pokazuje nam z całą miłością, ale też z całą powagą rzeczy ostateczne. Pokazuje dzieciom piekło, pokazuje dramatyczny scenariusz który rozgrywa się w Kościele na świecie, który jeśli nie zostanie powstrzymany pokutą, modlitwą i umartwieniem, będzie wręcz scenariuszem końca świata zarówno dla Kościoła, jak i dla całego świata. To objawienie jest niezwykle złożone i wieloaspektowe. Ale ostatecznie zakończenie tego dramatycznego scenariusza będzie Triumfem Niepokalanego Serca Maryi i Jej zwycięstwem nad rozszalałym złem.

    J.J: Pierwsza tajemnica fatimska wiąże się z wizją piekła pełnego dusz cierpiących. Czy to nie jest kolejny dowód obalający dość popularną teorię o tzw. pustym piekle?

    ks. D. Ch: Tak. Na pewno ludzie XX. wieku stracili poczucie grzechu w związku z tym wyśmiewają się z piekła jako miejsca które jest ostatecznym przeznaczeniem tych, którzy nie przyjęli Bożego Miłosierdzia. Siostra Faustyna, która była też przez Jezusa zabrana do piekła powiedziała: “Zobaczyłam, iż w piekle jest najwięcej osób, które w piekło nie wierzyło”. To jest zatem też wielka pedagogia i wielkie pragnienie Matki Bożej aby rzeczy ostateczne, o których tak mało dzisiaj mówimy w Kościele, wszystko na nowo pokazać ludziom jako trzy możliwości celu ostatecznego naszego życia i że nasze życie idzie w tym kierunku, nasze wybory zmierzają ku Niebu, ku piekłu lub karze czyśćca, które jest oczyszczeniem, Bożym Miłosierdziem aby wstąpić do Nieba. Św. Hiacynta z Fatimy powtarzała, że gdyby ludzie wiedzieli czym jest wieczność, uczyniliby wszystko, żeby zmienić swoje życie.”.

    J.J.: W drugiej tajemnicy natomiast Maryja prosi dzieci, aby rozpowszechnić na cały świat nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tu rodzi się pytanie, ponieważ protestanci zarzucają katolikom, że uczynili z Maryi drugiego “bożka”. Zatem można stwierdzić, że katolicy, w rozumieniu protestantów, uprawiają politeizm, ponieważ skoro wierzymy w Boga, to powinniśmy się do Niego modlić a nie przez pośrednictwo Maryi.

    ks. D. Ch: Niewątpliwie Fatima jest dla katolików czymś oczywistym. Maryja, Jej same imię, które nadaje Jej Bóg a objawia je Archanioł Gabriel w zwiastowaniu “κεχαριτωμένη” (wym. kecharitomene) oznacza “pełna łask”. Zatem Bóg chce abyśmy przez Maryję otrzymywali każdą łaskę. Mówi nam o tym również antyfona w wezwaniu Liturgii Godzin na święto Matki Bożej Łaskawej, że Bóg chce, aby wszystkie łaski przechodziły do ludzi przez Maryję. To nie jest wykwit mariologii maksymalistycznej jak chcieliby niektórzy ekumeniści, ale to jest teologia Kościoła Katolickiego zawarta w Liturgii Godzin, tam nie ma błędów teologicznych. To znaczy, że źródłem wszelkich łask jest Bóg, natomiast Maryja ma jakby matczyną i królewską władzę nad każdą z Bożych łask, jako że jest Pełna Łaski rozdając je nam. Zatem Bóg – jako źródło łaski – chce, aby wszelkie łaski przechodziły właśnie przez Maryję dla nas. Fatima bardzo mocno to podkreśla. Nawet dzieci, które widzą Maryję, rozpościerająca swoje dłonie i w Niej widzą niebo, widzą różnego rodzaju wydarzenia, które będą się dziać. Z Jej dłoni płyną łaski dla świata, dzieci są ogarnięte Bożym światłem i Bożą mocą płynącą z Jej dłoni. To Ona przekazuje dzieciom Boga. To jest wielkie podkreślenie tego, kim jest Matka Boża, ponieważ wielkimi krokami będzie zbliżał się Sobór Watykański II a potem jego interpretacje, które “storpedują” rolę Matki Bożej w życiu Kościoła Katolickiego, cały Zachód po SW II odejdzie od Matki Bożej, jako Tej, przez którą Bóg chce nam dawać wszelkie łaski. Sytuacje, które były bardzo częste na Zachodzie: wynoszenie z kościołów figurek, obrazów Matki Bożej, wrzucanie ich do magazynów, rozbijanie lub sprzedawanie wszystkich dewocjonaliów związanych z Maryją. Zachodni Kościół w jakiś szokujący sposób zinterpretował SW II i odrzucił Maryję i równocześnie widzimy co się stało z Kościołem na Zachodzie – został zrujnowany przez szatana. Fatima jest tym proroczym głosem “nie róbcie tego”. Ona sama powiedziała: “Bóg przygotował ratunek dla świata w moim Niepokalanym Sercu” i to brzmi tak, jakby poza Jej Niepokalanym Sercem nie było ratunku dla świata, zatem Fatima będzie o tyle zrozumiała o ile przyjmiemy raz jeszcze, że Bóg chce nam dawać wszelkie łaski przez Maryję i w ostateczności przygotował ratunek dla świata w Jej Niepokalanym Sercu, dla każdego z nas i dla Kościoła.

    J.J.: Rodzi się kolejne pytanie, ponieważ Maryja w Fatimie wzywa do codziennego odmawiania Różańca Świętego w intencji pokoju na świecie, jak i też nawrócenia grzeszników, szczególnie tych zatwardziałych. Czy zatem na podstawie Fatimy wyrosło nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, które zdaje się jest coraz częściej praktykowane w Polsce?

    ks. D. Ch: Druga tajemnica fatimska wiąże się z objawieniem nowego nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Ono składa się z dwóch bardzo ważnych punktów. Pierwszy to zwrócenie się do papieża, aby w łączności ze wszystkimi biskupami poświęcił Niepokalanemu Sercu Maryi cały świat ze specjalnym wspomnieniem Rosji, która zostaje wymieniona dosłownie z nazwy – tak Matka Boża prosiła. Natomiast drugim punktem to odpowiedź na pytanie: “Dlaczego nowe?”. Ponieważ ono jest związane z intencją wynagradzającą. Otóż siostra Łucja słyszy od Jezusa, że jednymi z najbardziej obrażających grzechami Boga, są grzechy przeciwko Jego Matce. Jezus sam powiedział: “Córko Moja, chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi”. Są to: obelgi przeciwko niepokalanemu poczęciu, przeciw Jej dziewictwu, przeciw Jej bożemu macierzyństwu. Są to też obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serce dzieci obojętność, wzgarda wręcz nienawiść wobec Nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach. Widzimy więc, że istotą tego nowego nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi jest wynagrodzenie Panu Bogu i Matce Bożej za grzechy przeciwko Niej uczynione.

    Pokuta, pokuta, POKUTA! –

    Rozmowa z ks. Dominikiem Chmielewskim SDB cz. 2

    O przesłaniu trzeciej tajemnicy fatimskiej, o znaczeniu pokuty i o autentyczności objawień w Fatimie mówi ks. dr Dominik Chmielewski SDB, rekolekcjonista i założyciel wspólnoty “Wojownicy Maryi” w rozmowie z Jakubem Jóźwiakiem.

    Jakub Jóźwiak: Proszę Księdza, omówiliśmy już dwie tajemnice, została nam ostania, która budzi najwięcej kontrowersji i emocji. Jak to opisała s. Łucja: Biskup w bieli, zapewne chodzi o Ojca Świętego, podąża osamotniony drogą na wzgórze, być może chodziło o Kalwarię, koło niego rzesza zamordowanych chrześcijan. Kiedy dochodzi do Krzyża na tym wzgórzu, zostaje zabity przez jeźdźca z łukiem. Jak należy to interpretować?

    Ks. Dominik Chmielewski: Wpierw musimy uświadomić sobie okoliczności spisania trzeciej tajemnicy fatimskiej. Łucja nie od razu zaczęła pisać tę tajemnicę. Próbowała kilka razy do niej podejść, ale jakieś siły wewnętrzne nie pozwalały jej spisać. S. Łucja z resztą 3 stycznia 1944 r. sama spisuje okoliczności spisania owej tajemnicy. Pisze tak: “Uklękłam przy łóżku, którego czasami używam jako stół do pisania i kolejny raz ponowiłam próbę i znów nic nie wyszło. To co wywierało we mnie największe wrażenie to fakt, że w tej samej chwili, zupełnie bez żadnych problemów pisałam inne rzeczy. Poprosiłam wtedy Matkę Bożą, by ukazała mi wolę Boga. Udałam się do kaplicy, była 4 po południu, czyli godzina, w której przywykłam odwiedzać Najświętszy Sakrament, gdyż wtedy jest On najbardziej samotny. Nie wiem, dlaczego, ale wolę spotykać się +sam na sam+ z Jezusem w tabernakulum. Uklękłam na środku, przy stopniu stołu Komunii i poprosiłam Jezusa, by udzielił mi poznania Jego woli […]. Wtedy poczułam, że jakaś przyjacielska dłoń, czuła i matczyna, dotyka mojego ramienia. Podnoszę wzrok i widzę kochaną Matkę z nieba. I Matka Boża mówi +Nie bój się. Bóg chciał wypróbować twoje posłuszeństwo, wiarę i pokorę, i napisz co ci każą, jednak nie to co jest ci dane jako zrozumienie znaczenia. Po napisaniu włóż go do koperty, zamknij ją, zalakuj i napisz na wierzchu, że może zostać otworzona dopiero w 1960 r. przez ks. kard. patriarchę Lizbony (…)+. I teraz Łucja, zanim zacznie pisać, ma widzenie, które opisuje w ten sposób: +Poczułam ducha wylanego przez tajemnicze Światło, którym jest Bóg i w Nim ujrzałam i usłyszałam: grot włóczni jako strzelający płomień, który trafia w oś Ziemi. Ziemia się trzęsie: góry, miasta, wioski i osiedla wraz z mieszkańcami zostają pogrzebane. Morze, rzeki i chmury wychodzą ze swych brzegów, rozlewając się, zalewając i porywając w wir domy i ludzi w ilości nieprzeliczonej, to jest oczyszczenie świata z grzechu, w którym jest zanurzony. Nienawiść, ambicja prowadzą do niszczycielskiej wojny! Potem odczułam w przyśpieszonym biciu serca i w moim duchu delikatnego echa, który mówił: +Jedna tylko wiara, jeden tylko chrzest, jeden tylko Kościół: święty, katolicki, apostolski a w wieczności niebo!+. To słowo +niebo+ napełniło moją duszę pokojem i szczęściem do tego stopnia, że niemal bezwiednie przez długi czas powtarzałam +niebo+. Kiedy minęła ta największa przerodzona siła, poszłam to pisać i napisałam bez trudu”. To jest bardzo ważne: ta wizja otwiera pisanie trzeciej tajemnicy fatimskiej. Sama Łucja mówi w szczegółach, że wiąże się z tajemnicą w odniesieniu do niezmiernego światła jakim jest Bóg. (…) Ta wizja to bardzo ważny wstęp. Musimy sobie uświadomić, że ta trzecia odsłona tajemnicy jest scenariuszem w momencie, w którym ludzie nie odpowiedzą na wezwania Matki Bożej do nawrócenia, pokuty, rozszerzenia nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca na całym świecie. Matka Boża powiedziała, że jeśli świat się nie nawróci, przyjdzie jeszcze straszniejsza wojna niż IWŚ. I faktycznie, 22 lata później rozpoczyna się IIWŚ. Matka Boża mówi, że jeśli świat się nie nawróci, jeśli Rosja nie zostanie Jej poświęcona to rozszerzy swoje błędy. Ojciec Święty będzie bardzo cierpiał, Kościół będzie prześladowany. Trzecia tajemnica fatimska pokazuje scenariusz tego co się wydarzy, jeśli Kościół i świat nie odpowie na wspomniane wezwania Matki Bożej. Z perspektywy czasu widzimy, że nie nastąpiła ogólnoświatowa pokuta, w Kościele po Soborze Watykańskim II co raz mniej mówi się o pokucie, chociaż Matka Boża i Anioł wzywają w Fatimie po trzykroć +pokuta, pokuta, pokuta!+. Nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi nie zostało rozpropagowane w całym Kościele – raptem tylko trzy episkopaty oficjalnie je zaaprobowały. Rosja – czy została imiennie poświęcona? Nigdy nie została poświęcona imiennie przez papieża wraz ze wszystkimi biskupami. Do dzisiaj trwa spór czy Matka Boża przyjęła to poświęcenie Ojca Świętego Jana Pawła II z 1984 r. a jeżeli tak to w jakim stopniu, na ile zgodnie z poleceniem Matki Bożej i czy nie było już za późno, wszak Matka Boża prosiła o poświęcenie Rosji w 1925 r. Generalnie rzecz biorąc, Kościół i świat nie odpowiedzieli na wezwania Maryi z Fatimy tak, jak Ona o to prosiła. W związku z tym, najprawdopodobniej, idziemy w kierunku tego scenariusza, który jest zarysowany nam poprzez trzecią tajemnicę fatimską, czyli: wielkie cierpienie Kościoła, prześladowanie Ojca Świętego i jego śmierć męczeńską na sam koniec, nieprawdopodobne prześladowanie chrześcijan na całym świecie. I krew tych męczenników, którą zbierają aniołowie pod krzyżem, aby dać siłę i moc innym do kroczenia do nieba. Można powiedzieć tak: trzecia odsłona tajemnicy jest warunkowa, jeśli świat się nawróci, jeśli nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi rozpali się w całym Kościele, jeśli podejmiemy osobistą i ogólnoświatową, czy też ogólnokościelną pokutę to wtedy Matka Boża nas uratuje. Natomiast jeśli ten scenariusz A nie zrealizuje się, wtedy czeka nas scenariusz B, który jest związany z Wielkim Uciskiem, jakiego nie było od początku, nieprawdopodobnym cierpieniem Kościoła, chrześcijan, ale też całego świata, który będzie wstrząśnięty katastroficznie, tak jak nigdy wcześniej.

    JJ: Ksiądz wielokrotnie wypowiedział słowo “pokuta”. Ten wyraz pada też z ust Maryi i Anioła w Fatimie. Czym jednak jest pokuta? Jak możemy pokutować?

    KS. D. Ch.: Przede wszystkim pokuta to całkowity powrót do Boga, który jest wyrzeknięciem się zła i okazji do zła. Pokuta, o którą prosi Matka Boża jest powrotem całym sercem do Boga, do postawienia Go i Jego przykazań na pierwszym miejscu w życiu. To przyjmowanie codziennego cierpienia bez buntu, w duchu ekspiacji za grzeszników, z których ja jestem pierwszym. Matka Boża mówi do dzieci “Czy zgodzicie się przyjąć dobrowolnie cierpienia, które Bóg wam ześle?”. Dzisiaj niektórzy mówią: “Jak to? Jak Bóg może zsyłać na kogoś cierpienia?” Ojciec Niebieski zesłał na Swego Syna Jezusa Chrystusa cierpienia, aby odkupić nas i nasze winy. To tajemnica duchowej płodności w rodzeniu człowieka dla Boga. Wszyscy jesteśmy w Ciele Chrystusa, w każdym z nas dokonuje się nieustannie konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Matka Boża pyta: “Czy chcecie przyjąć cierpienie, nie (+musicie+)!, aby uratować biednych grzeszników?”. Zatem pokuta jest też związana z dobrowolnym przyjęciem cierpienia i ofiarowywaniem go za grzeszników. To również codzienne małe ofiarki, umartwienia, wyrzeczenia, o które prosi każdego dnia Matka Boża. Pokutą jest też przyjęcie prawdy o swoje grzeszności: przepraszanie i żal za grzechy, stała skrucha serca, zadośćuczynienie i wynagradzanie za grzechy.

    JJ: Czyli zatem dla niektórych pokutą może być odmawianie, najlepiej codziennie, Różańca Świętego tak jak prosi o to Maryja. Ale często spotykamy się z stwierdzeniem “Może lepiej inną modlitwę, Różaniec to takie klepanie tych samych formułek”. Jak zatem należy modlić się na Różańcu?

    Ks. D. Ch.: Różaniec jest modlitwą daną nam przez autorytet Nieba do zmiażdżenia szatana. Cała tradycja Kościoła, mistyków, świętych, egzorcystów mówi nam o niesamowitej mocy Różańca Świętego. Rzeczywiście, on na pierwszy rzut oka może wydawać się “nudny, monotonny, powtarzanie non stop tych samych słów”. Jednak Jezus też nam zostawił doskonałą modlitwę, jaką jest “Ojcze nasz”, składającą się z 7 próśb, które mamy nieustannie odmawiać. Jest w tym jakaś głębia, że im bardziej koncentrujemy się na powtarzanych słowach, tym bardziej one w nas wybrzmiewają, pogłębiają się, zaczynają w nas żyć. Ojcowie pustyni byli przekonani, że modlitwa prostoty i głębi kontemplacyjnej, którą prowadzili, ma być modlitwą serca, powtarzania jednego zdania. Modlili się powtarzając: “Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną”. Nieustannie powtarzali te słowa po kilkanaście tysięcy razy dziennie – tylko jedno zdanie – i zauważyli, jak ono bardzo głęboko przenika umysł, serce, uczucia, głębiny naszego ducha i ma niesamowity skutek. Jest zatem w tym jakaś wielka mądrość w powtarzaniu tych słów, które mają przeorać nasze serce, przeniknąć nasze serca. Zresztą to są słowa Boże, gdyż Różaniec to nic innego jak powtarzanie słów Boga, które On skierował do Maryi za pośrednictwem Archanioła Gabriela. Jednocześnie uświadamiają, że Maryja, która jest Najświętsza po Bogu, dlatego prosimy Ją o tak potężne wstawiennictwo. Może to się wydawać nudne, lecz ci, którzy nieustannie odmawiają Różaniec zauważają, że jest to modlitwa kontemplacyjna. To nieustanne powtarzanie “Ojcze nasz”, “Zdrowaś Maryjo”, “Chwała Ojcu” jest jak atmosfera duchowa, która jest utrzymywana przez rozmodlone serce 24 h na dobę. W tej atmosferze najpiękniej doświadczają Bożej obecności.

    JJ: Ostatnie pytanie. 13 października 1917 r. miał miejsce Cud słońca. Czy to było potwierdzenie autentyczności tych objawień, że to nie był wymysł młodych dzieciaków, czy też – jakby obecnie stwierdzono – schizofrenia?

    Ks. D. Ch.: Ten cud wirującego słońca był cudem, który ukazywał moc Boga przez wstawiennictwo Maryi nad ludzkością. W tym Cudzie słońca ludzie doświadczyli również czegoś, co nazwalibyśmy “apokalipsą sumień” albo “przeżyciem Sądu” ponieważ kiedy słońce zaczęło wirować, ludzie wpadli w tak wielkie przerażenie, że padali na ziemie, krzycząc wyznawali swoje grzechy, płacząc przepraszali za nie z całego serca. Był to cud, który, nie tylko że powalił ludzi na kolana, że udowodnił nadprzyrodzoność wydarzeń z Fatimy, oraz był ukazaniem tego, jak człowiek odkrywa swoją grzeszność w obliczu Bożej mocy i manifestacji Jego świętości.

    **************************************************************************************************************

    Episkopat: Komunia na rękę nie jest profanacją!

    04 października 2020/BP KEP/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    Samplefot. Mariana C. / Cathopic

    ***

    „Nie można zarzucać profanowania Eucharystii osobom pragnącym z różnych powodów przyjąć z wiarą i czcią Komunię Świętą do rąk, zwłaszcza w okresie pandemii” – podkreśla Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP.

    W komunikacie wydanym w związku z zapytaniem o publiczne inicjatywy krytyczne wobec Komunii świętej na rękę, Komisja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przypomina, że chociaż główną formą przyjmowania Komunii w Polsce jest Komunia do ust, to jednak „nie oznacza to, że inne zatwierdzone przez Kościół formy miałyby być same z siebie niegodne, niewłaściwe, złe lub grzeszne”.

    Komisja uznaje za niesprawiedliwe sugerowanie, jakoby osoby przyjmujące Komunię na rękę automatycznie nie miały szacunku wobec Najświętszego Sakramentu.
    Przypomniano także w komunikacie Komisji, że prawo oceniania i zmieniania praktyki liturgicznej należy do Stolicy Apostolskiej i dopóki ona uznaje Komunię na rękę za godziwy sposób udzielania wiernym Ciała Pańskiego, nikt nie powinien tego sposobu negować. Kto zaś to czyni, wprowadza nieład i podział w rodzinie Kościoła.

    Pełna treść komunikatu:

    Warszawa, 3 października 2020 r.

    Komunikat Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP

    W związku z zapytaniem o publiczne inicjatywy krytyczne wobec Komunii świętej na rękę, przypominamy, że chociaż główną formą przyjmowania Komunii w Polsce jest Komunia do ust (Wskazania KEP z 2005 r. nr 40), to jednak nie oznacza to, że inne zatwierdzone przez Kościół formy miałyby być same z siebie niegodne, niewłaściwe, złe lub grzeszne, jeśli spełnia się warunki stawiane w tej kwestii przez prawo liturgiczne.

    Niewłaściwe i krzywdzące wiernych jest twierdzenie, że przyjmowanie Komunii świętej na rękę, jest brakiem szacunku wobec Najświętszego Sakramentu. Podobnie niesprawiedliwe jest ukazywanie osób przyjmujących Komunię świętej na rękę jako tych, którzy „winni są Ciała i Krwi Pańskiej”, z założeniem, że czynią to bez uszanowania, którego domaga się św. Paweł w 1 Liście do Koryntian. Co prawda Sobór Trydencki używa tego fragmentu na przypomnienie o godnym i pełnym czci przyjmowaniu Ciała Pańskiego, ale nadaje mu również wymiar duchowy, ukazując że niegodnym jest przyjmowanie Komunii w grzechu (Dekr. o Euch., sesja 13: 1/A, r. 7). Dodajmy, że słowo „niegodne” oznacza to, czego się nie godzi czynić, a tymczasem Kościół w swoim prawie uznaje za „godny” zarówno jeden, jak i drugi sposób przyjmowania Komunii. Potępiając jeden z godziwych sposobów przyjmowania Komunii świętej, wprowadza się nieład i podział w rodzinie Kościoła.

    Nie można też stwierdzić, iż Komunia święta na rękę jest sama z siebie profanacją. W ten sposób zarzucałoby się Stolicy Apostolskiej, która dopuszcza Komunię na rękę, że akceptuje profanację (por. Mszał Rzymski, OWMR 161, rzymska instrukcja Redemptionis Sacramentum nr 92). Tymczasem faktyczna profanacja Eucharystii to czyn “mający znamiona dobrowolnej i poważnej pogardy okazywanej świętym postaciom” (instr. Redemptionis Sacramentum 107, por. KPK kan. 1367). Nie można więc zarzucać profanowania Eucharystii osobom, które z różnych powodów pragną przyjąć z wiarą i czcią Komunię świętą na rękę, zwłaszcza w okresie pandemii.

    Przypominamy także wszystkim szafarzom Komunii, zwyczajnym i nadzwyczajnym, że są oni zobowiązani do przestrzegania prawa liturgicznego, które stanowi, że kiedy nie ma niebezpieczeństwa profanacji, nie można ani zmuszać, ani zabraniać Komunii w jednej czy drugiej formie (por. Redempt. Sacr. nr 12). Szafarze nie mogą twierdzić, że samo udzielenie Komunii na rękę stanowi niebezpieczeństwo profanacji, jeśli wierny z wiarą i szacunkiem prosi o tę formę Komunii. Prawo oceniania i zmieniania praktyki liturgicznej należy do Stolicy Apostolskiej i dopóki ona uznaje Komunię na rękę za godziwy sposób udzielania wiernym Ciała Pańskiego, nikt nie powinien tego sposobu potępiać. Kto zaś to czyni, wprowadza nieład i podział w rodzinie Kościoła. Może się natomiast zdarzyć, że w okresach nadzwyczajnych, jak np. trwająca epidemia, biskupi na swoim terenie tymczasowo zawężą obowiązujące prawo (por. List kard. Saraha z 3 września br.), czemu należy być zawsze posłusznym, aby zachować w Kościele pokój, o który modlimy się we Mszy przed samą Komunią.

    Niech szafarze udzielający Komunii na rękę poczuwają się do szczególnie wielkiej dbałości o cześć wobec Najśw. Sakramentu, zwracając uwagę na to, aby przy Komunii nie dopuścić do gubienia okruszyn Hostii. W tym celu powinni dbać o jakość stosowanych do Mszy hostii, z wielką uwagą dbając o to, aby się nie kruszyły i nie pozostawiały na dłoniach wiernych okruszyn. Warto też przypomnieć za Mszałem, że “ilekroć przylgnie do palców jakaś cząstka Hostii, zwłaszcza po łamaniu Chleba i Komunii wiernych, kapłan powinien otrzeć palce nad pateną, a jeśli to konieczne, obmyć je. Ma również zebrać cząstki znajdujące się poza pateną.” (OWMR 278). Kongregacja ds. Nauki Wiary w 1972 r. wyjaśniła, że “zasadniczo otarcie palców nad pateną powinno wystarczyć. Ale mogą się zdarzyć i takie przypadki, w których konieczna jest ablucja palców, jeśli np. wyraźnie widoczne partykuły pozostaną przyklejone do palców z powodu pocenia się.” (dekl. De fragmentis eucharisticis). Jeśli kapłani są zobowiązani do sprawdzenia, czy na dłoniach nie pozostały okruszyny Hostii (OWMR 278), podobnie powinni postępować wierni. Dlatego ci, którzy z uzasadnionych powodów proszą o Komunię na rękę, zaraz po spożyciu Ciała Pańskiego powinni uważnie obejrzeć dłonie oraz zebrać i spożyć ze czcią każdą widoczną okruszynę, która mogła oderwać się od Hostii.

    Bp Adam Bałabuch Przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów
    Konferencji Episkopatu Polski

    ****************************************************************

    W dyskusji na temat przyjmowania Komunii świętej jezuita ojciec Grzegorz Kramer opublikował swój wpis. Kapłan, znany jest raczej z postępowych przekonań, powrócił do internetowej aktywności po kilku miesiącach zakazu wypowiedzi. Odnosząc się do akcji „STOP Komunii Świętej na rękę” napisał: „Przy okazji słynnego baneru. W Kościele jestem 44 lata i uważam, zresztą za biskupami i papieżem, że każdy powinien mieć możliwość przyjęcia Pana Jezusa w Komunii, w sposób jaki uważa za słuszny. Na kolanach, do ust, na rękę, w procesji lub przy balaskach. Każdy z nas jest inny i inaczej przeżywa swoją relację z Bogiem, a co za tym idzie inaczej przeżywa ją również swoim ciałem. Jasne jest, że liturgia jest pełna znaków, jednym z nich jest jedność postaw, ale wiemy, że życie pisze swoje scenariusze i kiedy podczas modlitwy eucharystycznej stoimy, niektórzy klęczą, bo to oddaje ich stan ducha lepiej. W liturgii nie chodzi przecież o idealnie zrealizowany teatr, ale spotkanie z Bogiem, by Go uwielbić. Liturgia jest ostatnim miejscem do przepychanek i kłótni między nami.  Sam, będąc proboszczem, bardzo nalegałem (w czasie pandemii), by osoby przyjmujące na rękę podchodziły pierwsze, a później te, które przyjmowały do ust. Nie, by pokazać wyższość czy lepszość jednych nad drugimi, ale by to miało sens, pod względem higieny. I wydaje mi się, że udało się nam jakoś ze sobą żyć. Kiedy patrzę na to, co wypisują ludzie Kościoła o akcji z banerami, jak prześcigają się w nazywaniu autorów tejże akcji od sekciarzy, nawiedzonych itp. to nie widzę w tym czci do Najświętszego Sakramentu i szukania jedności w Kościele. Nie jestem zwolennikiem takich banerów, z tej prostej przyczyny, że ona są dużym uproszczeniem i źle się dzieje jeśli z naszymi liturgicznymi sporami wychodzimy na ulice. Jednak nie ma we mnie zgody, by komuś zabraniać czy zamykać mu usta. Sam wróciłem z zamknięcia ust i wiem, że to jest najgorszy sposób na dialog w Kościele, którego bardzo potrzebujemy”.

    POLONIA CHISTIANA/PCh24.pl

    ***********************************

    Kardynał Sarah:

    powszechnie udzielana Komunia na rękę to część ataku Szatana na Eucharystię

    fot. kep.pl

    [Przypominamy tekst z 2018 r., ale w kontekście toczącej się od kilku dni dyskusji – nadal aktualny] Kardynał Robert Sarah „wzywa katolickich wiernych – pisze Diane Montagna z LifeSiteNews – by wrócili do przyjmowania Komunii Świętej na język w postawie klęczącej”.

    Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego w zamieszczonych przez portal fragmentach przedmowy do książki ks. Federico Bortoliego La distribuzione della comunione sulla mano (Rozdawanie Komunii na rękęprzypomina setną rocznicę objawień w Fatimie i zwraca uwagę na to, że Anioł Pokoju, który ukazał się dzieciom w roku 1916 przed objawieniami Maryi, pokazał, w jaki sposób powinno się przyjmować Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, oraz jak obraża się Pana Jezusa w Eucharystii, także poprzez „tak zwaną interkomunię”.

    W trzeciej wizji, którą miały dzieci, anioł ukazał się z kielichem, nad którym unosiła się hostia. Poczym „dał Hostię Łucji, a Krew z kielicha Hiacyncie i Franciszkowi pozostającym na kolanach”. Anioł wezwał dzieci do zadośćuczynienia za niewdzięcznych ludzi, którzy straszliwie znieważają Ciało i Krew Jezusa Chrystusa i pochylił się do ziemi, trzykrotnie odmawiając modlitwę z dziećmi.

    Zdaniem kardynała „modlitwa zadośćuczynienia, jaką podyktował anioł, niestety wcale nie jest przestarzała”. Jako pierwsze przykłady znieważania sakramentu Komunii św. wymienia „straszliwe profanacje, o których informują niektórzy byli sataniści przedstawiający makabryczne opisy”. I dodaje: „Świętokradcze Komunie, nieprzyjmowane w stanie łaski Bożej albo bez wyznania wiary katolickiej (nawiązuję do pewnych form tak zwanej interkomunii) są także zniewagami”. Po drugie wymienia zaś „wszystko to, co mogłoby zapobiec owocności tego sakramentu, w szczególności błędy zasiane w umysłach wiernych doprowadzające do tego, że nie wierzą już w Eucharystię”.

    Mimo że te dusze profanują Go i gardzą Nim, Jezus cierpi za nie. „Ale – zdaniem kardynała – Jezus cierpi bardziej, kiedy nadzwyczajny dar Jego bosko-ludzkiej obecności eucharystycznej nie może wywołać swoich potencjalnych skutków w duszach wierzących. A zatem możemy rozumieć, że najbardziej podstępny atak diabelski polega na próbie wygaszenia wiary w Eucharystię poprzez sianie błędów i promowanie niestosownych sposobów jej przyjmowania. Wojna pomiędzy Michałem i jego aniołami z jednej strony a Lucyferem z drugiej naprawdę toczy się w sercach wiernych. Celem ataku Szatana jest Ofiara Mszy Świętej i rzeczywista obecność Jezusa w konsekrowanej Hostii”.

    Diabeł atakuje na dwa sposoby: osłabiając pojęcie „rzeczywistej obecności” i poprzez „próbę usunięcia z serc wiernych poczucia sacrum”.

    W tym pierwszym przypadku „wielu teologów nie ustaje w wyśmiewaniu lub lekceważeniu określenia transsubstancjacja mimo stałych nawiązań do niego w Magisterium”. Kardynał zastanawia się na tym, jak wiara w rzeczywistą obecność „wpływa na sposób przyjmowania Komunii i vice versa”. Podczas gdy przyjmowanie Komunii na rękę prowadzi do rozpraszania wielkiej ilości fragmentów, z drugiej strony „uważanie na najdrobniejszy okruszek, troska przy oczyszczaniu świętych naczyń, nie dotykanie Hostii spoconymi rękami, w każdym przypadku staje się wyznawaniem wiary w rzeczywistą obecność Jezusa, nawet w najmniejszych częściach konsekrowanych postaci”. Nie ma bowiem znaczenia, jak mały jest fragment Hostii, gdyż „istota jest ta sama! To On!” – Jezus.

    Z kolei niezważanie na cząsteczki Hostii powoduje, że „zapomina się o dogmacie”, co może w konsekwencji stopniowo doprowadzić do dominacji myśli: „Skoro nawet proboszcz nie zwraca uwagi na fragmenty, skoro udziela Komunii w taki sposób, że cząsteczki mogą ulec rozproszeniu, więc oznacza to, że Jezusa w nich nie ma albo że jest do pewnego momentu”.

    Natomiast w przypadku drugiego diabelskiego ataku, „poczucie sacrum pozwala dostrzec nam (…) zupełną wyjątkowość i świętość” rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, a jego utrata oznaczałaby „utratę poczucia sacrum dokładnie w tym, co jest najświętsze! A jak to możliwe?” – pyta kardynał. Jest to możliwe, jeśli przyjmuje się Komunię „tak samo, jak zwykłe jedzenie”.

    Kardynał Sarah podkreśla, że liturgia „składa się z wielu małych rytuałów i gestów”, które wyrażają naszą „miłość, synowski szacunek i adorację w stosunku do Boga”. Dlatego też przyjmowanie Komunii na język i na kolanach jest warte promowania, albowiem stoi za tą praktyką długa tradycja Kościoła, a „wielkość i szlachetność człowieka, jak również najwyższy wyraz jego miłości do swojego Stwórcy polega na klęczeniu przed Bogiem. Sam Jezus modlił się na kolanach w obecności Ojca”.

    Dalej duchowny podaje przykłady dwóch świętych naszych czasów, którzy wyrażali głęboki szacunek do Najświętszej Eucharystii: św. Jana Pawła II i św. Teresy z Kalkuty.

    Jan Paweł II zawsze klękał przed Najświętszym Sakramentem, nawet wówczas, kiedy już nie miał sił i potrzebował pomocy innych. „Do ostatnich dni chciał dać nam wielkie świadectwo szacunku dla Najświętszego Sakramentu – pisze kardynał Sarah. – Dlaczego jesteśmy tak dumni i niewrażliwi na znaki, które sam Bóg ofiaruje nam dla naszego duchowego dojrzewania i bliskiej relacji z Nim? (…) Czy naprawdę to takie upokarzające pochylić się i pozostać na klęczkach przez Pan Jezusem Chrystusem?”.

    Podobnie Matka Teresa z Kalkuty, którą trudno „uznać za tradycjonalistkę, fundamentalistkę czy ekstremistkę” wyrażała ten szacunek do Najświętszej Eucharystii. „Z pewnością codziennie dotykała ciała Chrystusa w podupadłych i cierpiących ciałach najbiedniejszych z biednych. A jednak, napełniona zachwytem i pełną szacunku czcią (…) powstrzymywała się przed dotykaniem przeistoczonego Ciała Chrystusa”, a wręcz z bólem i smutkiem „patrzyła na chrześcijan przyjmujących Komunię Świętą na rękę”.

    Dlaczego zatem są tacy, którzy przyjmują Komunię na rękę i stojąc, skoro tacy wspaniali święci dają nam przykład? A są przecież „wzorami do naśladowania, które daje nam Bóg!” Powinniśmy zdaniem kardynała przystępować do Komunii jak dzieci i z pokorą. Także kapłani nie powinni „ważyć się narzucać swojej władzy w tej kwestii poprzez odmowę lub złe traktowanie tych, którzy pragną przyjąć Komunię na klęczkach i na język”.

    Kardynał Sarah zwrócił też uwagę na proces, który doprowadził do upowszechnienia się przyjmowania Komunii św. na rękę: „Niestety, podobnie jak w przypadku języka łacińskiego, tak również w przypadku reformy liturgicznej, specjalne ustępstwo” w sprawie przyjmowania Komuni na rękę „stało się wytrychem do włamania się i opróżnienia sejfu liturgicznych skarbów Kościoła”.

    Kardynał Sarah podkreślił pozytywną rolę przykładu Benedykta XVI i wyraził zadowolenie z faktu, że wielu młodych ludzi decyduje się przyjmować Komunię z szacunkiem na kolanach i do ust.

    Kończąc swoje rozważania nawiązuje ponownie do Fatimy i przypomina o „pewnym triumfie Niepokalanego Serca Maryi”, co oznacza, że „prawda na temat liturgii także zwycięży”.

    Źródło: LifeSiteNews/Jan J. Franczak/PCh24.pl/12.10.2020

    **********************************************

    O przyjmowaniu Komunii świętej

    Rozpoczynaj przygotowanie się do Komunii św. wieczorem dnia poprzedniego przez akty miłości i tęsknoty do Zbawiciela. Udaj się trochę wcześniej na spoczynek, aby móc także wstać wcześniej rano. A jeżeli obudzisz się w nocy, napełnij zaraz swoje serce i usta wonią słów pobożnych, aby twoja dusza tchnęła ich miłym zapachem na przyjęcie swego Oblubieńca. On czuwa, kiedy ty śpisz, gotuje dla ciebie tysięczne łaski i dary, jeśli ze swej strony będziesz usposobiona na ich przyjęcie.

    Rano wstawaj z wielką radością, że czeka cię szczęście, którego oczekiwałaś, i po odbyciu spowiedzi pójdź z wielką ufnością, lecz także z wielką pokorą na tę niebieską ucztę, która cię karmi na nieśmiertelność. A gdy wymówisz te święte słowa: Panie, nie jestem godzien, nie poruszaj głową ani ustami, by się modlić czy westchnąć, ale skromnie i umiarkowanie otwórz usta i podnieś głowę o tyle, ile potrzeba, aby kapłan mógł dogodnie widzieć, co czyni. Z pełną wiarą, nadzieją i miłością przyjmij Tego, któremu wierzysz i ufasz, i którego kochasz.

    O Filoteo, wyobraź sobie pszczółkę, która zebrała z kwiatów rosę niebieską i najwyśmienitszą słodycz ziemi przerabia w miód i zanosi do ula. Podobnie kapłan, po wzięciu z ołtarza Zbawiciela świata, prawdziwego Syna Bożego, który zstąpił z nieba jak rosa, a zarazem Syna Dziewicy, który jak kwiat wonny wykwitł z ziemi naszego człowieczeństwa, przenosi Go jak słodki pokarm do twoich ust i twego serca. A przyjąwszy Go, pobudzaj twe serce do złożenia hołdu temu Królowi Zbawienia. Rozmawiaj z Nim o potrzebach swej duszy, spoglądaj na Niego, dopóki przebywa w twym wnętrzu, gdzie wszedł dla twego szczęścia. Jednym słowem – przyjmij Go, o ile tylko możesz najgodniej, i tak postępuj, żeby ze wszystkich twoich czynności poznano, że Bóg jest z tobą.

    Gdybyś jednak nie mogła mieć szczęścia przyjąć Komunii sakramentalnej na Mszy Św., przyjmij ją przynajmniej duchowo gorącym pragnieniem, jednocząc się z żywym ciałem Zbawiciela.


    Główną twoją intencją przy Komunii św. powinno być pragnienie uczynienia postępu w miłości Bożej, umocnienie się w niej i odniesienie z niej pociechy. Miłość winna być twoim celem, gdyż przyjmujesz Tego, który jedynie z miłości nam się oddaje. Żadna czynność Zbawiciela nie jest nacechowana większą miłością i czułością niż ustanowienie Eucharystii, w której On się niejako unicestwia i staje się pokarmem, aby przeniknąć nasze dusze i zjednoczyć się najściślej z sercem i ciałem swoich wiernych.


    Jeśli ludzie światowi zapytają cię, dlaczego przystępujesz do Komunii św. tak często, powiedz im, że czynisz to, aby nauczyć się kochać Boga, by oczyścić się z niedoskonałości, uwolnić się od swojej nędzy, by pozyskać pociechę w utrapieniach i oparcie w słabościach. Powiedz im, że dwojakiego rodzaju ludzie powinni często komunikować: doskonali, którzy mając tak dobre usposobienie, wielką ponieśliby szkodę, gdyby nie zbliżali się do tego źródła i krynicy doskonałości, oraz niedoskonali, aby mogli należycie dążyć do doskonałości. Mocni, by nie osłabli, a słabi, aby się umocnili, chorzy, żeby uzyskali zdrowie, a zdrowi, by nie popadli w chorobę. Co do ciebie zaś – jako niedoskonałej, słabej i chorej – powinnaś często czerpać ze źródła doskonałości, mocy i zdrowia.

    Powiedz im, że ci, którzy nie mają wielu spraw doczesnych na głowie, powinni często przystępować do stołu Pańskiego, ponieważ mają na to czas i sposobność, ci zaś, których pochłaniają świeckie zajęcia, mają większą tego potrzebę, bo ten kto wiele pracuje i nosi wielkie ciężary, musi się dobrze odżywiać i częściej przyjmować posiłek. Powiedz im, że przyjmujesz Najświętszy Sakrament, aby się nauczyć dobrze go przyjmować, ponieważ nie możemy dobrze wykonać rzeczy, w której się często nie ćwiczymy.


    Przystępuj często do Komunii Św., Filoteo, jak możesz najczęściej, idąc w tym za zdaniem twego spowiednika. Wierz mi, że jak zające naszych gór stają się białe w zimie, kiedy jedzą śnieg i wciąż nań patrzą, tak i ty, przez wpatrywanie się w piękność, dobroć i czystość ukrytą w tym Boskim Sakramencie i przez częste przyjmowanie Go staniesz się cała piękna, dobra i czysta.

    św. Franciszek Salezy, Filotea. Wprowadzenie do życia pobożnego, Kraków 2000/PCh24.pl

    **************************************

    65 polskich naukowców:

    Komunia do ust i w postawie klęczącej najbezpieczniejsza w czasie pandemii


    65 polskich naukowców: Komunia do ust i w postawie klęczącej najbezpieczniejsza w czasie pandemiifot; Łukasz Dejnarowicz/Forum


    65 polskich naukowców zajmujących się tematami medycznymi skierowało list do przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie sposobu przyjmowania Komunii świętej w czasach pandemii SARS-CoV-2. Ich zdaniem najbezpieczniejsza jest forma tradycyjna – do ust i w postawie klęczącej.

    Sygnatariusze listu – profesorowie oraz młodsi pracownicy nauki świata medycznego – liczą, że list kierowany do abp. Stanisława Gądeckiego trafi do innych biskupów, kapłanów oraz świeckich.

    „Przesłanie listu jest jednoznaczne i nie pozostawia wątpliwości: tradycyjna forma przyjmowania Komunii Świętej bezpośrednio do ust, i to w postawie klęczącej, jest bezpieczniejsza niż na rękę i w postawie stojącej!” – informuje „Nasz Dziennik”.

    – Nie możemy milczeć wobec panującego powszechnie przekonania, że przyjmowanie Komunii Świętej na rękę jest bezpieczniejszą formą w dobie pandemii – mówi cytowana przez „ND” prof. zw. dr hab. Maria Elżbieta Sobaniec-Łotowska, jedna z inicjatorek listu. Sygnatariusze przekonują, że twierdzenie, iż to Komunia święta „na rękę” jest najbezpieczniejszą formą udzielania Najświętszego Sakramentu w czasach pandemii nie znajduje podstaw medycznych i jest manipulacją oraz wprowadzaniem w błąd.

    „Nie wiemy, na jakiej podstawie, a zwłaszcza w oparciu o jakie badania naukowe zbudowano taką tezę i jakie przesłanki medyczne ją potwierdzają. Uważamy, że z punktu widzenia medycznego nie można traktować udzielania Komunii Świętej na rękę jako formy bardziej bezpiecznej niż przyjmowanie Komunii Świętej do ust” – piszą cytowani przez „Nasz Dziennik” sygnatariusze listu zauważając, że brudne ręce mogą stanowić siedlisko chorobotwórczych drobnoustrojów. Z kolei tradycyjna forma przyjmowania Komunii Świętej jest najbezpieczniejsza – zauważają. Dlatego też, w trosce o zdrowie wiernych, apelują, by powrócić do udzielania Najświętszego Sakramentu do ust i w postawie klęczącej.

    Jak podaje „Nasz Dziennik”, list jest inicjatywą patomorfologów: dr. hab. n. med. Marka Baltaziaka, prof. zw. dr hab. n. med. Marii Elżbiety Sobaniec-Łotowskiej i prof. zw. dr. hab. n. med. Stanisława Sulkowskiego”. Prof. Sobaniec-Łotowska i prof. Sulkowski badali m.in. Cud Eucharystyczny w Sokółce.

    List nosi datę 7 października, gdyż sygnatariusze pragnęli uczcić Matkę Bożą Różańcową. Chcieli też, aby pod tekstem podpisały się 53 osoby – tyle, ile razy mówi się modlitwę „Zdrowaś Maryjo” w Różańcu. List podpisało jednak więcej osób – 65, a liczba byłby jeszcze większa, ale „ze względu na wagę sprawy i jej priorytetowe znaczenie po trzech dniach od rozpoczęcia zbierania głosów poparcia zamknęliśmy listę” – cytuje prof. zw. dr hab. Marię Sobaniec-Łotowską „Nasz Dziennik”.

    Zdaniem ks. prof. dr. hab. Pawła Bortkiewicza TChr „argumenty, które padają w liście, są oparte na wiedzy medycznej” i wypływają z troski, pobożności oraz czci dla Najświętszego Sakramentu. Jak zauważył duchowny, w związku z pandemią rezygnuje się z podawania dłoni, dlatego też „oczywiste powinno być, że rozdzielanie Komunii Świętej na rękę stanowi bezwzględnie większe zagrożenie niż udzielanie Komunii Świętej bezpośrednio do ust”. Ponadto dystans społeczny – istotny w walce z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 – jest większy podczas udzielania wiernym Ciała Pańskiego w pozycji klęczącej. Kapłan zauważył także, że głos płynący ze świata medycznego może rozwiać wątpliwości u kapłanów niezdecydowanych w tej sprawie.

    Źródło: „Nasz Dziennik”/MWł/PCh24.pl

    ****************************

    Już za miesiąc znów połączy nas „Różaniec do Granic”

    Już za miesiąc znów połączy nas „Różaniec do Granic”

    Mijają właśnie 3 lata od kiedy w październiku 2017 roku miliony wiernych w Polsce i na świecie modliły się wspólnie podczas wydarzenia „Różaniec do Granic”. Wydarzenie, które początkowo miało odbyć się jedynie wzdłuż naszych granic, zainspirowało naśladowców w wielu krajach świata. W tym roku będzie miało swoją kontynuację – „Różaniec do Granic Nieba”, który odbędzie się pomiędzy 1 a 8 listopada 2020 r. w całej Polsce.

    „Różaniec do Granic” będzie inny, niż ten sprzed 3 lat. Po pierwsze, pragniemy dotrzeć do granic Nieba, a nie tylko do granic naszego kraju. Po drugie druga edycja trwa aż 8 dni. I wreszcie, tym razem wydarzenie składa się dwóch różnych elementów – dla parafii i dla rodzin – informują organizatorzy.

    Osoby zainteresowane wzięciem udziału w inicjatywie będą mogły dołączyć do Różańca odmawianego przez osiem pierwszych dni listopada w parafiach, które dołączą do akcji. Wspólną intencją będzie prośba o uleczenie rozmaitych ran związanych z utratą dzieci nienarodzonych.

    Chętni będą mogli też odmawiać specjalną modlitwę na cmentarzach, gdzie pochowani są ich bliscy. W historiach naszych rodzin zdarzały się utraty dzieci jeszcze przed narodzeniem, z różnych powodów – zwracają uwagę inicjatorzy przedsięwzięcia.

    – Owocem takiej modlitwy Polaków może być wzmocnienie nadziei i wiary oraz przyjęcie pokoju Bożego – mówi Agnieszka Kminikowska, przedstawiciel organizatorów akcji modlitewnej.

    Tegoroczna edycja wydarzenia jednoczy wiele środowisk katolickich, wspólnot, instytucji i mediów. „Różaniec do Granic Nieba” będzie więc owocem działania całego Kościoła w miłości i jedności.

    – Od trzech lat regularnie otrzymujemy prośby o kontynuację „Różańca do Granic” – dodaje Maciej Bodasiński, jeden z organizatorów. – Szczególnie w obecnym roku, który bardzo mocno nas wszystkich przytłoczył, chcemy wyjść z inicjatywą modlitwy zarówno wspólnotowej, jak i indywidualnej. Myślę, że szczególnie teraz takiej właśnie modlitwy wszyscy potrzebujemy – podkreśla.

    Źródła: Różaniec do Granic, PCh24.pl/RoM/2020-10-07

    **************************************************************************************************************

    Milion dzieci modli się na różańcu o pokój i zakończenie pandemii

    Samplefot. Marco Ceschi / Unsplash

    Wczoraj rozpoczęła się światowa inicjatywa „Milion dzieci modli się na różańcu”. Akcję zorganizowała papieska fundacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Ma ona swoje źródło w obietnicy Ojca Pio mówiącej o nadziei przemiany świata na lepsze dzięki modlitwie najmłodszych.

    Wczoraj i dziś milion dzieci na całym świecie modli się na różańcu. Od Algierii po Nową Zelandię, od Polski po Japonię, błaganie najmłodszych wzniesie się do Maryi w powszechnej prośbie o pokój, jedność oraz zakończenie pandemii.

    Nadzwyczajna inicjatywa, zorganizowana przez papieską fundację Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP), podejmowana jest dzisiaj w rodzinach, a także dzień później we wszystkich szkołach, które zdecydowały się wesprzeć tę kampanię miłości, narodzoną w 2005 r. w Wenezueli, do której zachęcał także papież Franciszek podczas modlitwy „Anioł Pański” w zeszłym tygodniu.

    Różaniec to potężna broń w rękach dzieci. W naszej epoce zdominowanej przez egoizm, wojny i odrodzenie nacjonalizmu, modlitwa różańcowa staje się niezbędna i skuteczna, jeśli jest odmawiana przez rzesze czystych dusz, tak czystych, jak dzieci” – powiedział ks. Martino Puerto di Serrano, asystent kościelny PKWP we Włoszech. Sam papież Franciszek podkreślił, że „musimy odmawiać różaniec, aby obronić Kościół i ludzkość przed atakami diabła”.

    Ks. Serrano jest przekonany, że ta modlitwa może zmienić świat. „Idea wzięła swój początek w Wenezueli. W 2005 roku jedna z kobiet towarzyszyła dzieciom odmawiającym różaniec przed sanktuarium Matki Bożej. Przyszła jej wtedy na myśl obietnica złożona przez ojca Pio: jeśli milion dzieci będzie wspólnie odmawiać różaniec, świat się zmieni. Dlatego narodziła się nasza inicjatywa – mówi ks. Serrano. – To jest też nasza intencja, aby zmienić oblicze tego świata, w którym jest tak mało pokoju. Zachęcamy do modlitwy szczególnie w rodzinach; pragniemy, aby dzieci wraz z całymi rodzinami odmawiały różaniec. Także w szkołach, na ile to możliwe, chcielibyśmy, aby ta inicjatywa nabrała rozmachu. Różaniec to modlitwa, którą można praktykować w każdej chwili i w każdym czasie”.

    Każda grupa, każda rodzina, każda szkoła, może swobodnie decydować, jak zorganizować modlitwę swoich dzieci w niedzielę i poniedziałek. Do udziału zaproszone są również osoby dorosłe. Można się modlić w każdym miejscu, nawet samotnie, prowadząc samochód lub siedząc w tramwaju czy metrze.

    Więcej informacji na temat inicjatywy „Milion dzieci modli się na różańcu” można znaleźć na stronie internetowej fundacji PKWP.

    19 października 2020/Eryk Gumulak SJ/vaticannews.va /Rzym

    *********************************************

    Wielka Brytania: ogólnokrajowy Różaniec w intencji zadośćuczynienia

    Wielka Brytania: ogólnokrajowy Różaniec w intencji zadośćuczynienia

    Różaniec/Wielka Brytania/kampania różańcowa


    Różańcowy Ruch Zadośćuczynienia (Rosary Movement of Reparation), któremu przewodzi biskup John Keenan oraz sanktuarium maryjne w Walsingham, zapraszają w tym miesiącu do wspólnej modlitwy za wiarę, życie i pokój. Codziennie, o godz. 20:00 czasu brytyjskiego, Różaniec w języku angielskim transmitowany jest online z wielu sanktuariów, katedr i parafii na Wyspach Brytyjskich.

    Widomym znakiem skali tego przedsięwzięcia jest interaktywna mapa lokalizacji miejsc, w których odbywa się modlitwa. Wspólnoty zgłaszają swój udział on-line, za pomocą prostego formularza na stronie https://www.rosaryonthecoast.co.uk/.

    „Zachęcamy do zapisywania się i dołączania do grup, tworzonych na całych Wyspach Brytyjskich. Prowadźcie modlitwę z dowolnego miejsca, w które zostaniecie posłani” – apelują twórcy Ruchu zadośćuczynienia. Od kilku lat zanoszą intensywne modlitwy w intencji moralnej odnowy Wysp Brytyjskich. W tym miesiącu szczególnie pragną wywołać wielką siłę „huraganu modlitwy różańcowej” na tej właśnie ziemi.

    „Bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy obecnie wstawiać się i modlić w intencji naszych Wysp, nawrócenia naszych narodów i obrony przed wszelkim niebezpieczeństwem, chorobami i złem” – czytamy w deklaracji na stronie internetowej ruchu. – „Coraz częściej jesteśmy świadkami narastającej przemocy, buntu i bezprecedensowego bezprawia. Schronienia na te czasy to Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi. Kościół jest bardzo atakowany, wiara jest podważana, świętość życia nie jest szanowana i wszędzie brakuje pokoju. Po raz kolejny katolików z Wysp zapraszamy więc do wzięcia w dłonie różańca świętego i udziału w misji duchowej odnowy i obrony przed wynaturzeniem, kataklizmem i wojną”.

    źródło: vaticannews.va / KAI/RoM

    **************************************************************************************************************

    Irlandia: władze zakazują uczestnictwa w Mszach świętych. Biskupi apelują o zmianę decyzji


    Irlandia: władze zakazują uczestnictwa w Mszach świętych. Biskupi apelują o zmianę decyzjiKatedra w Dublinie, fot. Peter Zoeller, Archiwum: Zuma Press


    W związku z pandemią koronawirusa, władze Irlandii zdecydowały się zakazać uczestnictwa we wszystkich nabożeństwach religijnych. Przeciwko tej decyzji protestują katoliccy biskupi, którzy wystosowali w tej sprawie list do premiera i domagają się spotkania z szefem rządu Irlandii. Podkreślają, że realne uczestnictwo we Mszy świętej jest niezwykle ważne dla wszystkich katolików.

    Na trzy tygodnie, do niedzieli 27 października włącznie, ma zostać wprowadzony w całym kraju trzeci poziom ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa. Oznacza to, że wszystkie nabożeństwa religijne – także Msza święta – mogą odbywać się wyłącznie w formie transmisji online, chociaż miejsca kultu mogą pozostać otwarte na modlitwę osobistą.

    Arcybiskupi Eamon Martin z Armagh, Diarmuid Martin z Dublina, Michael Neary z Tuam oraz Kieran O’Reilly z Cashel i Emly zaznaczają, że wspólnotowe sprawowanie Mszy św. i sakramentów, nawet przy ograniczeniu liczby uczestników należy do istoty wspólnoty chrześcijańskiej.

    „Pragniemy konstruktywnie współpracować z władzami cywilnymi, aby zapewnić naszemu ludowi stały dostęp do wsparcia Mszy świętej i sakramentów oraz niezbędnego pokarmu duchowego w tych trudnych czasach” – piszą biskupi.

    Podkreślają swoje poparcie dla wytycznych organów ds. zdrowia publicznego, ale są wyraźnie zaniepokojeni tym, że dostęp do Mszy św. jest ograniczony jedynie do przekazu online. Przypominają, że niedzielna Eucharystia nie jest jedynie „zgromadzeniem” ludzi, ale głębokim wyrazem tego, kim jesteśmy jako Kościół.

    „Mamy również głęboką świadomość, że dla parafii i poszczególnych katolików utrata tego duchowego wsparcia może być źródłem wielkiego niepokoju i lęku, a także może mieć szkodliwy wpływ na ich ogólne zdrowie i samopoczucie” – piszą autorzy listu, licząc na konstruktywną dyskusję w tych kwestiach.

    źródło: KAI/WMa/PCh24.pl/2020-10-09

    **************************************************************************************************************

    XXVIII NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

    11 PAŹDZIERNIKA 2020

    MSZA ŚWIĘTA W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    o godzinie 14.00

    przed Mszą świętą jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej i adoracji przed Najświętszym Sakramentem od godziny 13.15

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście

    Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie, Panie, któż się ostoi. Ale Ty, nasz Boże, udzielasz przebaczenia.

    HYMN

    Chwała na wysokości Bogu, * a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. * Chwalimy Cię. * Błogosławimy Cię. * Wielbimy Cię. * Wysławiamy Cię. * Dzięki Ci składamy, * bo wielka jest chwała Twoja. * Panie Boże, Królu nieba, * Boże, Ojcze wszechmogący. * Panie, Synu Jednorodzony, * Jezu Chryste. * Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca. * Który gładzisz grzechy świata, * zmiłuj się nad nami. * Który gładzisz grzechy świata, * przyjm błaganie nasze. * Który siedzisz po prawicy Ojca, * zmiłuj się nad nami. * Albowiem tylko Tyś jest święty * Tylko Tyś jest Panem. * Tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste. * Z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. * Amen.

    Kolekta

    Prosimy Cię, Boże, niech Twoja łaska
    zawsze nas uprzedza i stale nam towarzyszy, pobudzając naszą gorliwość
    do pełnienia dobrych uczynków.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza – Iz 25,6-10a

    Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: „Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 23

    R/ Po wieczne czasy zamieszkam u Pana.

    Pan jest moim pasterzem,
    niczego mi nie braknie.
    Pozwala mi leżeć
    na zielonych pastwiskach. R/

    Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
    orzeźwia moją duszę.
    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
    przez wzgląd na swoją chwałę. R/

    Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
    zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
    Kij Twój i laska pasterska
    są moją pociechą. R/

    Stół dla mnie zastawiasz
    na oczach mych wrogów.
    Namaszczasz mi głowę olejkiem,
    obficie napełniasz mój kielich. R/

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
    przez wszystkie dni życia.
    I zamieszkam w domu Pana
    po najdłuższe czasy. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Filipian – Flp 4,12-14.19-20

    Bracia: Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc udział w moim ucisku.

    A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków. Amen.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 22,1-14

    Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa; a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali.

    Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: «Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie». Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami.

    Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: «Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?» Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.
    Oto słowo Pańskie.

    WYZNANIE WIARY

    Wierzę w jednego Boga, * Ojca Wszechmogącego, * Stworzyciela nieba i ziemi, * wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. * I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, * Syna Bożego Jednorodzonego, * który z Ojca jest zrodzony * przed wszystkimi wiekami. * Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, * Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. * Zrodzony a nie stworzony, * współistotny Ojcu, * a przez Niego wszystko się stało. * On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego * przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. * Ukrzyżowany również za nas, * pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. * I zmartwychwstał dnia trzeciego, * jak oznajmia Pismo. * I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. * I powtórnie przyjdzie w chwale * sądzić żywych i umarłych, * a Królestwu Jego nie będzie końca. * Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, * który od Ojca i Syna pochodzi. * Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; * który mówił przez Proroków. * Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. * Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. * I oczekuję wskrzeszenia umarłych. * I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, przyjmij nasze modlitwy i dary,
    które składamy i przez udział w świętej Ofierze doprowadź nas do wiecznej chwały.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Bogacze zubożeli i zaznali głodu, szukającym Pana niczego nie zabraknie.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, Ty nas karmisz Najświętszym Ciałem i Krwią Twojego Syna; pokornie Cię błagamy, abyś nam dał udział w Twoim Boskim życiu.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***********************

    komentarz do LITURGII SŁOWA

    Marko Ivan Rupnìk – wizerunek Jezusa (XXI wiek)

     fot. Graziako/Niedziela/Marko Ivan Rupnìk – wizerunek Jezusa (XXI wiek)

    ***

    Dzisiejsze Słowo Boże posługuje się obrazem uczty, aby jeszcze lepiej przybliżyć człowiekowi tajemnice Królestwa Bożego. W I Czytaniu prorok Izajasz już widzi, że po różnych klęskach i zniszczeniach, których ludzkie serce musi doświadczyć, przyjdzie czas wybawienia. Będzie to czas, kiedy Pan Zastępów „zedrze zasłonę zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów”. I śmierci już więcej nie będzie. Nastanie uczta i to niewyobrażalna, dla tych, którzy mimo wszystko ufali w wybawienie Pana.

    Chrystus zanim wyszedł na górę Kalwarię mówił uczniom w Wieczerniku: „Powiadam wam: odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego szczepu aż do dnia, w którym go pić będę wraz z wami ponownie w Królestwie Ojca mojego.”

    Za każdym razem składając Bogu Ojcu Ofiarę pojednania, którą Pan Jezus pozostawił Kościołowi „jako dowód swojej miłości i którą złożył w nasze ręce” – tak modlimy się podczas Mszy św. – „głosimy śmierć Twoją Panie, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia  w chwale”. To znaczy, że każda Eucharystia przyśpiesza przyjście Królestwa Bożego.

    Dlatego pytam samego siebie czemu nie odnajduję w sobie coraz więcej radości kiedy modlę się słowami psalmisty: „Ucieszyłem się, że pójdziemy do domu Pana”?  Może coraz bardziej ulegam duchowi dzisiejszego czasu, w którym zanika atmosfera uroczystości i święta? Bo to jest współczesna choroba, w której już nie widać napięcia pomiędzy fanum a profanum. Między tym co jest święte i tym co święte nie jest. Zatraciła się różnica świątecznego dnia  z dniem  powszednim. Ks. Pasierb mówił w ten sposób, że „my właściwie bardzo często ani nie pracujemy na 100%, ani na 100% nie świętujemy. Że popadliśmy w taką roboczo-świąteczną jednolitość. Przy wszystkich barwach, plastykach, fajerwerkach naszego świata amplituda życia zdecydowanie uległa spłaszczeniu”. A przecież Liturgia jest świętem, bo oto sam Bóg przygotował ucztę, na którą zaprasza człowieka.   

    W mieście, w którym mieszkam od wielu lat, w niedzielę dzwonów nie słyszę – mimo licznych i pięknych wież kościelnych wyciosanych z kamieni. Jedne są jak wieże obronne, inne jak strzały wycelowane prosto w niebo. Według prawa, jakie pozostało z wojen religijnych, katolikom dzwonić nie wolno. Nasi bracia, którzy kiedyś odeszli na znak protestu, tworząc z kolei całą mozaikę przeróżnych grup religijnych, budowali swoje własne kościoły. Bo te, które przywłaszczyli sobie – nie wystarczyły dla wszystkich. Dziś stoją puste i smutne. Nie bardzo wiadomo co z nimi zrobić. Ludzi raczej można spotkać w dużych magazynach sklepowych, bo są na oścież otwarte jak w zwykły roboczy dzień.

    W takiej oto oprawie idę świętować Dzień Pański. Aura jest jesienna, zwykle ulice są szare i deszcz pada. Dziś, dla odmiany – świeci słońce – wchodzę do kościoła. I co się dzieje? To tu dokonuje się przeistoczenie i podniesienie.  Przeistoczenie tych konkretnych ludzi, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Pana. To nie tylko chleb i wino zostają przemienione. Przeistoczenie dotyka także uczestników tej Tajemnicy.  Wchodząc, dla odmiany nie do maleńkiego kościoła św. Szymona, ale z powodu niewidocznego “wirusa” do kościoła św. Piotra ogarniają mnie kolory i światła. Co prawda nie ma muzyki, śpiewu, ale i tak oświadczam ogromnego kontrastu ze światem z którego przyszedłem. I dzieje się coś dobrego. My zgromadzeni stajemy się kimś innym. Stajemy się jednością. Tu rozumiemy właściwie co to znaczy, że jesteśmy ludem Bożym, że nie jesteśmy sami. Ciało i Krew Pańska jest nie tylko obecna, ale jest naszym pokarmem. Bo to jest uczta. W staropolskim języku słowo ‘uczta’ znaczyło po prostu ‘cześć’. Pan Jezus właśnie chce nas uczcić – nas, którzy przeżywamy różnego rodzaju stresy, upokorzenia, a co za tym idzie – świadomość, że zmarnowaliśmy życie, że nikomu nie jesteśmy potrzebni w tym  obcym kraju. A tutaj sam Bóg chce nas uczcić, bo jesteśmy Jego gośćmi. W Piśmie św. są takie słowa: „ A On sam przechodząc usługiwał nam będzie.”        

    W dzisiejszej przypowieści Pan Jezus posługując się obrazem uczty mówi wprost o zaproszeniu do Eucharystii. I mówi, że będą tacy, którzy Jego zaproszenie zignorują. Podaje nawet powody ich rezygnacji. Człowiek bowiem bardzo łatwo ulega złudzeniom, że doczesność mu wystarczy, że każde pragnienie jego serca on sam potrafi zaspokoić. Dlatego nie słyszy, albo nie chce słyszeć zaproszenia, które Bóg do niego posyła. A Bóg posyła je wielokrotnie poprzez najróżniejsze zdarzenia i poprzez wielu ludzi. Tu wachlarz ludzkich zachowań jest bardzo szeroki, dochodzący nawet do zabijania wysłanników Pana. Zaś dość powszechną przyczyną odrzucania Bożego zaproszenia jest po prostu poprzestawanie na tym co ziemia ofiaruje człowiekowi. Ks. Biskup Pietraszko tak pisze: „Wezwanie i obietnica Boga wydaje mu się zbyt wielka, by  była dla niego osiągalna, wydaje mu się zbyt wzniosła i zbyt daleko umiejscowiona poza ziemią, by można ją było poważnie brać w rachubę w praktycznych planach życiowych. Zwyciężyła go małoduszność i wytrąciła mu z rąk Boże zaproszenie.”  

    Odnoszę takie wrażenie, że gdybym nie miał wpisanych w moją biografię określonych słabości może też bym obywał się bez Boga? Może też bym miał jakieś inne, ‘ważniejsze’ zajęcia niż przyjmowanie Jezusowego zaproszenia? Ale ja jestem biednym grzesznikiem i wiem jak bardzo potrzebuję być blisko Jezusa, bo wtedy jestem w rejonie Jego miłosierdzia. Dzięki tylko Jego miłosierdziu jestem obecny na tej cudownej i nieprawdopodobnej uczcie.  

    Ale odnajduję również w sobie pewien niepokój. Bo w przypowieści jest mowa o kimś, kto wszedł na ucztę i został z niej wyrzucony, ponieważ nie przyjął szaty godowej. Pomiędzy zaproszeniem a przekroczeniem progu, gdzie odbywa się przyjęcie ma nastąpić we mnie odmiana. Słyszę za każdym razem podczas Mszy św. te słowa: „Nie z powodu naszych zasług, lecz dzięki Twojemu przebaczeniu.” Jeżeli więc zlekceważę ten trud przyobleczenia na siebie Bożego przebaczenia w Sakramencie pojednania – co będzie ze mną? Tamten z przypowieści – oniemiał, kiedy Pan go zapytał: „Przyjacielu, jak tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?”

    ks. Marian SAC 

    ********************************        

    DZIŚ WSPOMIENIE ŚW. JANA XXIII, PAPIEŻA

    POPE JOHN XXIII

    Jim Forest CC

    Mimo krótkiego pontyfikatu (1958-1963) św. Jan XXIII uchodzi za jednego z najwybitniejszych papieży w dziejach Kościoła. Znany głównie jako inicjator Soboru Watykańskiego II, „dobry papież” – jak go nazywano – był przede wszystkim człowiekiem pełnym osobistego uroku, skromności i pokory, znanym z doskonałego poczucia humoru.

    Z „Dziennika duszy”, który po sobie zostawił, wyłania się sylwetka chrześcijanina, który był zakochany w Bogu, wystrzegał się grzechu i obdarzał przyjaźnią wszystkich ludzi, bez względu na ich poglądy czy wiarę. Jednak cechą, która go najbardziej wyróżniała była udzielająca się innym niezwykła pogoda ducha. „Smutny ksiądz – mawiał – jest złym księdzem”.

    Gdy 9 października 1958 r. zmarł po niemal 20 latach pontyfikatu Pius XII, powszechnie uważano, że jedynym godnym jego następcą może być tylko arcybiskup Mediolanu Giovanni Battista Montini, długoletni współpracownik papieża. Niestety, nie był on kardynałem.

    Według ludzkich kalkulacji należało teraz wybrać – jak mówili złośliwcy – „najstarszego i najgłupszego” wśród purpuratów, aby mianował Montiniego kardynałem, a wkrótce potem zejściem z tego świata opróżnił dla niego tron św. Piotra. 28 października, w trzecim dniu konklawe, w jedenastym głosowaniu, wymaganą większość głosów uzyskał kard. Angelo Giuseppe Roncalli, liczący niemal 77 lat patriarcha Wenecji. Przyjął imię Jana XXIII.

    „Każdy może zostać papieżem; najlepszy dowód, że ja nim zostałem” – te słowa zdawały się potwierdzać, że nowy Biskup Rzymu dobrze zrozumiał swą rolę. Już 17 listopada abp Montini znalazł się na pierwszym miejscu listy nominatów, którzy 15 grudnia mieli otrzymać kapelusze kardynalskie. Papież nazywał go potem kardynałem Hamletem… Nic jeszcze nie zapowiadało burzy, jaką Jan XXIII rozpętał, gdy 25 stycznia 1959 r. ogłosił decyzję o zwołaniu soboru powszechnego.

    „Łagodność, dobroć, miłość” – takie przesłanie zostawił Kościołowi i światu w testamencie. Chciał – wedle własnych słów – pozostać w pamięci jako ktoś, kto nie budował murów podziałów i nieufności, kto nie zasmucał nieśmiertelnych dusz, zasiewając w nich podejrzenie lub lęk, kto był szczery, lojalny i ufny, kto patrzył z braterską sympatią nawet na tych, którzy nie podzielali jego poglądów. Takiego właśnie papieża opłakiwał cały świat. Takiego właśnie człowieka 3 września 2000 r. papież Jan Paweł II ogłosił błogosławionym.

    5 lipca 2013 r. papież Franciszek uczynił wyjątek i wyraził zgodę na kanonizację Jana XXIII bez wymaganego cudu uzdrowienia za jego wstawiennictwem. Uznał cud wybrany do beatyfikacji w 2000 roku. Natomiast 30 września 2013 r. podczas konsystorza wyznaczył datę kanonizacji wraz z bł. Janem Pawłem II na 27 kwietnia 2014 r. w Niedzielę Miłosierdzia Bożego.

    KAI

    JAN ODWAŻNY – JAN XXIII

    Jan Odważny - św. Jan XXIII
    fot. Roman Koszowski/ GOŚĆ NIEDZIELNY/Muzeum Domu Rodzinnego św. Jan XXIII w Sotto il Monte

    ***

    3 września 2002 Jan Paweł II przewodniczył w Rzymie uroczystości beatyfikacji papieża Jana XXIII. Po 12 latach, 27 kwietnia 2014 papież Franciszek dokonał jego kanonizacji. Krótki, trwający niespełna sześć lat, pontyfikat tego papieża zapoczątkował nową epokę w Kościele, a niezwykła prostota, dobroć i witalność uczyniła z niego jedną z najbardziej wyrazistych postaci i symboli mijającego stulecia.

    Proboszcz świata

    Angelo Giuseppe Roncalli, syn włoskiej prowincji, urodzony 25 listopada 1881 r. w Sotto il Monte koło Bergamo w wielodzietnej chłopskiej rodzinie, prezentował najlepsze cechy bergameńskich górali: otwarty umysł, pogodę ducha, ufność wobec świata i ludzi, wreszcie głęboką wiarę, której nie zniszczył kontakt ze światem. Na wszystkich najważniejszych etapach swego życia: pracy w Kurii w Bergamo, aktywności w służbie dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej, kierowaniu archidiecezją wenecką, czy przez cały czas swego pontyfikatu pozostawał tym samym człowiekiem — bezpośrednim, prostodusznym, dostępnym dla ludzi, otwartym na ich dramaty, współczującym i kochającym wszystkich. Obdarzony niezwykłym poczuciem humoru był bohaterem niezliczonej ilości anegdot, nieraz wprawiając w zakłopotanie swe kościelne otoczenie, nie przyzwyczajonego do jego niekonwencjonalnych zachowań. On pierwszy przełamał surową etykietę dworu papieskiego, tworząc taki model sprawowania posługi papieskiej, aby zachowując całą godność i majestat tego urzędu, zarazem uczynić go bliskim wszystkim ludziom. Jego pokora nie miała w sobie nic fałszywego, oddawała niezwykłą pobożność, którą poznajemy podczas lektury „Dziennika duszy”, zapisków powstających przez wiele lat kapłaństwa ks. Roncallego.

    Być może, jak żaden z jego poprzedników, Jan XXIII odczuwał dramat papieskiego posłannictwa, łączącego w sobie profetyczną wizję Następcy Chrystusa na ziemi z twardymi realiami ziemskiego urzędu, uwikłanego w doczesne sprawy naszego świata i ludzkie słabości, a także zwykłą biurokrację, gdyż częścią papieskiej posługi jest przecież urzędowanie. Kuria Rzymska jest także urzędem. Jak każdy urząd nie lubi wielkich zmian, zwłaszcza takich, które wiążą się ze zmianą kształtowanego przez stulecia sposobu myślenia. Po śmierci Piusa XII ( 9 października 1958 r.) nie było zdecydowanego jego następcy. W ciągu pierwszych dni konklawe żaden z kandydatów nie uzyskał wymaganej większości głosów. 28 października 1958 r. wybrano patriarchę Wenecji, kard. Roncallego. Miał prawie 78 lat. Wielu być może sądziło, że Opatrzność Boża podaruje Kościołowi krótki, spokojny pontyfikat dobrodusznego staruszka, po którym dopiero zapadną rozstrzygające decyzje. Los zakpił z tych, którzy oddając swój głos na kard. Roncallego, kierowali się takimi rachubami. Papież, który przyjął imię Jan, nieużywane przez jego poprzedników od wielu stuleci, gdyż łączące się z pamięcią o nielegalnie wybranym w XV w. antypapieżu Janie XXIII, okazał się najbardziej radykalnym reformatorem Kościoła od wielu wieków. Kiedy 11 października 1962 r. otwierał obrady Soboru Watykańskiego II, kończyła się era Kościoła posttrydenckiego, zbudowanego w epoce kontrreformacji.

    Ojciec Soboru

    O zwołaniu kolejnego soboru powszechnego myśleli jego poprzednicy. Sobór Watykański I został przerwany w 1870 r., kiedy siły włoskie zdobyły Rzym i Państwo Kościelne utraciło resztkę suwerenności. Wprawdzie Sobór zdążył przyjąć dogmat o nieomylności Papieża w sprawch wiary i moralności, co formalnie zwalniało następców św. Piotra z konsultacji swych decyzji z pozostałymi biskupami, lecz jednocześnie pozostało powszechne odczucie, że szeregu spraw o zasadniczym znaczeniu zaledwie dotknięto w dokumentach soborowych. Zarówno Pius XI, jak i Pius XII myśleli o kontynuacji dzieła Soboru, jednak wybuch II wojny światowej, a później postępy komunizmu w Europie Środkowej oraz „zimna wojna” uniemożliwiły jego zwołanie.

    Jan XXIII od pierwszych dni swego pontyfikatu nosił się z myślą zwołania soboru ekumenicznego, mającego na celu odkrycie nowych sił witalnych Kościoła oraz zjednoczenie wszystkich chrześcijan. Był głęboko przekonany, że najważniejszą decyzję swego życia podjął pod natchnieniem Ducha Świętego. Jak mówił: „Nagle i niespodziewanie powstała ta myśl w naszym pokornym umyśle. Pewność, że była ona zesłana z nieba, ośmieliła nas do wprowadzenia naszego pokornego zamierzenia w czyn”.

    Po ludzku myśląc, przeciwnicy Soboru mieli swoje poważne racje, aby z największą wstrzemięźliwością odnosić się do tego pomysłu. Kościół znajdował się w trudnej sytuacji. Europa była podzielona, miliony katolików żyjących w krajach tzw. realnego socjalizmu tworzyły Kościół milczenia. Był to szczytowy okres ekspansji komunistycznej. Na Zachodzie natomiast tworzyło się społeczeństwo konsumpcyjne, kontestujące dotychczasowe formy życia religijnego, a w końcu nawet samą wiarę. W tej sytuacji naturalnym wydawało się wołanie o zwarcie szeregów, trwanie przy tradycji, niezmienianie niczego w dziedzictwie otrzymanym po poprzednich pokoleniach.

    Papież nie miał dokładnego wyobrażenia, czym miałby się zajmować Sobór. Była to idea natchniona, wymodlona, objawiona, ale też intelektualnie nieprzetworzona. Zasługą Jana XXIII było dołączenie do kręgu osób, przygotowujących założenia Soboru, grupy wybitnych teologów, którzy wierni doktrynie Kościoła, potrafili jednocześnie wskazać punkty, które rozwinięte w dokumentach soborowych oznaczały początek nowego otwarcia Kościoła na świat. Jan XXIII uczestniczył w części obrad, interweniował w kilku trudnych momentach, kiedy tylko jego autorytet umożliwiał dalszy sprawny tok obrad. Z jego inspiracji w dokumentach soborowych przyjęto nowe rozumienie Kościoła, nie tylko jako instytucji i hierarchii, lecz również jako Ludu Bożego, duchownych i świeckich, powołanych do życia w świętości, do apostołowania i kształtowania historii. Epokowe znaczenie miało dowartościowanie języków narodowych, a także reforma Liturgii. Stworzone zostały teologiczne podstawy do dialogu z Kościołami chrześcijańskimi, a także z innymi religiami i z niewierzącymi.
     

    Apostoł pokoju i sprawiedliwości

    Szczególnym rysem pontyfikatu Jana XXIII były działania na rzecz utrzymania pokoju i sprawiedliwości społecznej. Znał dobrze grozę wojny. W czasie I wojny światowej był na froncie jako kapelan. Z zacisznego Bergamo został rzucony na pole bitwy nad Piawą. Było to jedno z najbardziej infernalnych miejsc w czasie I wojny światowej, gdzie zginęło blisko milion ludzi. Ks. Roncalli posługiwał w szpitalu, przebywał również wśród żołnierzy walczących na pierwszej linii frontu. Jak wspominali naoczni świadkowie, chodził między żołnierzami w deszczu i błocie, w pokrwawionej sutannie, niosąc pomoc i ulgę rannym.

    Gdy został papieżem, widmo wojny nie opuszczało świata, zwłaszcza w trakcie kryzysu kubańskiego jesienią 1962 r. Wówczas interwencja Jana XXIII, który zwrócił się do prezydenta Johna Kennedy’ego oraz Nikity Chruszczowa z apelem o powstrzymanie konfliktu, pomogła znaleźć wyjście w sytuacji, gdy oba supermocarstwa były gotowe do konfrontacji zbrojnej. To doświadczenie, gdy ludzkość znajdowała się na skraju wojny nuklearnej, skłoniło Jana XXIII do wielkiego apelu o pokój, skierowanego do świata w encyklice Pacem in terris (O pokój na świecie), ogłoszonej 11 kwietnia 1963 r. Był to pierwszy papieski dokument adresowany nie tylko do katolików, lecz do wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie. Zasadniczą tezą encykliki było twierdzenie, że warunkiem pokoju jest porządek w świecie i ład między ludźmi. Konstrukcja tego ładu opiera się na założeniu, że istnieje Boży plan rządzenia i kierowania światem, a realizacja tego planu jest właśnie warunkiem pokoju. Fundamentem tego porządku jest prawo naturalne, które winno być drogowskazem dla wszystkich poczynań ludzkości.

    W nurcie rozważań nad sprawiedliwością znalazła się także inna społeczna encyklika tego papieża Mater et magistra (Matka i nauczycielka), ogłoszona 15 maja 1961 r., zawierająca poruszającą wizję porządku społecznego, opartego na zasadzie pomocniczości, którego zasadniczymi wyznacznikami są sprawiedliwość, równość, poszanowanie praw wszystkich ludzi oraz miłosierdzie wobec słabszych. W tej encyklice znalazła się również wykładnia roli związków zawodowych we współczesnym świecie oraz rozdział o znaczeniu pracy rolników i prawie chłopów do własnych organizacji zawodowych.

    Gdy zmarł 3 czerwca 1964 r. nazywali go Papieżem Dobrym, Janem Uśmiechniętym, Janem Pokornym i określenia te z pewnością dobrze charakteryzowały Jana XXIII. Jednak równie ważnym rysem jego świętości była odwaga, wynikająca z bezgranicznego zaufania Bożej Opatrzności. Odwaga wielkiego proroka, który nie zważając na przeciwieństwa, bojaźliwy tylko wobec Pana, pokornie starał się realizować jego plany.

    Andrzej Grajewski/wiara.pl

    *********************************

    Dziś obchodzimy XX Dzień Papieski pod hasłem “Totus Tuus”

    11 października 2020/lk, FDNT/pz/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    Samplefot. FDNT

    Każdego roku w niedzielę poprzedzającą wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w kraju i środowiskach polonijnych obchodzony jest Dzień Papieski. Jubileuszowe obchody pod hasłem „Totus Tuus” przypadają na 11 października. Tego dnia przeprowadzana jest tradycyjna zbiórka środków na stypendia dla zdolnej i niezamożnej młodzieży z małych miejscowości. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja “Dzieło Nowego Tysiąclecia”, obchodząca 20-lecie istnienia. Przez ten czas FDNT dzięki darczyńcom przekazała na stypendia blisko 200 mln zł.

    Dzień Papieski to czas radości, pamięci o Papieżu Polaku i łączności duchowej z Ojcem Świętym Franciszkiem. Organizowane są wtedy w całym kraju liczne wydarzenia promujące nauczanie św. Jana Pawła II.

    Centralne obchody XX Dnia Papieskiego rozpoczną się już w sobotę. Na Zamku Królewskim w Warszawie odbędzie się Gala Nagród TOTUS TUUS. Statuetki w kształcie anioła wzbijającego się do lotu wręczane są osobom i instytucjom, które inspirując się nauczaniem św. Jana Pawła II w sposób szczególny przyczyniają się do budowania cywilizacji miłości.

    Tzw. „katolickie noble” zostaną przyznane w czterech kategoriach: Promocja godności człowieka, Osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej, Propagowanie nauczania świętego Jana Pawła II oraz TOTUS TUUS medialny im. bp. Jana Chrapka. Przyznana zostanie również Nagroda specjalna TOTUS TUUS.

    W czasie Gali zostaną wręczone nagrody dla uczestników Konkursu im. Jana Pawła II na najlepszą pracę magisterską i rozprawę doktorską na temat roli mediów w promowaniu godności człowieka inspirowanym nauczaniem Kościoła. Transmisja gali o godz. 16.00 w TVP 2.

    Świętowanie Dnia Papieskiego będzie miało jak co roku także wymiar sportowo-kulturalny. W ostatnich latach popularność zyskały m.in. wielodystansowe biegi organizowane z okazji Dnia Papieskiego. W tym roku, ze względów sanitarnych zorganizowany zostanie Ogólnopolski Wirtualny Bieg Papieski. Od 1 do 31 października dzięki rejestracji za pomocą strony będzie można uczestniczyć w zawodach w każdym miejscu w kraju i na świecie. Bieg odbędzie się na dystansach: 5, 10, 20 („jubileuszowy” dystans fundacyjny) oraz 27 kilometrów (dystans „papieski” – liczba lat pontyfikatu).

    Od kilku lat katowicki Teatr Franciszka przygotowywał megawidowiska w katowickim Spodku, następnie musicale wystawiane były na deskach Pałacu Młodzieży. Ze względu na brak możliwości zorganizowania w tym roku przedstawienia z udziałem publiczności młodzi artyści nagrali w domach części aktorskie i wokalne, które następnie połączono w całość.

    Od strony muzycznej za projekt odpowiedzialny jest Piotr Solorz – absolwent Fundacji, który skomponował muzykę. W projekcie wziął również udział absolwent Fundacji – Adrian Pontus. Premiera filmu artystycznego „Akatyst – Totus Tuus” odbędzie się 11 października na kanale YouTube Fundacji (Dzieło.TV).

    Podczas Dnia Papieskiego odbywa się zbiórka na program stypendialny dla zdolnej i niezamożnej młodzieży z małych miejscowości. Z jej wsparcia korzysta rocznie 2 tys. osób z całej Polski. Stypendium, które można otrzymać już w VII klasie szkoły podstawowej, wypłacane jest aż do zakończenia studiów.

    Oprócz październikowej zbiórki Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia” można wspierać przez cały rok, przelewając dowolną kwotę na numer rachunku 75 1240 2034 1111 0000 0306 8582.

    Wpłaty dokonać można także za pośrednictwem naszej strony www.dzielo.pl, poprzez aplikację Przelewy24 lub wysyłając SMS o treści STYPENDIA na numer 74 265 (4,92 z VAT). Fundacja jest organizacją pożytku publicznego.

    Tegoroczny Dzień Papieski odbędzie się pod hasłem biskupiego wezwania Karola Wojtyły „Totus Tuus”, które pochodzi z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.

    Kard. Kazimierz Nycz, przewodniczący Rady Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” przypomina z okazji XX Dnia Papieskiego o jubileuszu 20-lecia Fundacji “Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Wskazuje, że choć papieża nie ma na ziemi dopiero 15 lat, to został on już beatyfikowany i kanonizowany, a powołana jeszcze za jego życia Fundacja wciąż się rozwija.

    – On już wtedy był jej najlepszym propagatorem i Fundacja spełnia swoje zadania wtedy, gdy go zabraknie. To miała być fundacja, której celem będzie przybliżanie i utrwalanie osoby i nauczania papieża Jana Pawła II, ale też ma być konkretnym, żywym pomnikiem składającym się z tysięcy ludzi uformowanych z pomocą Fundacji. Fundacja włączyła się w wyławianie ludzi zdolnych z uboższych rodzin, aby mogli się rozwinąć. To dzieło mówi samo za siebie i z perspektywy 20 lat wygląda imponująco – dodaje kard. Nycz.Metropolita warszawski wskazuje też na cztery istotne elementy funkcjonowania “Dzieła Nowego Tysiąclecia”: wyszukiwanie i promowanie nagrodami Totus Tuus działalności ludzi pochodzących z różnych środowisk, ale działających w duchu tego, co Jan Paweł II uważał za ważne; organizowanie Dnia Papieskiego w wymiarze zarówno medialnym i centralnym, jak i w poszczególnych parafiach całego kraju, prowadzenie funduszu stypendialnego dla młodzieży i służącej mu zbiórki, wreszcie organizowanie konferencji naukowych poświęconych problemom, które współcześnie nawiązują do papieskiego nauczania.

    Kardynał apeluje o zaangażowanie w niedzielną zbiórkę stypendialną z okazji Dnia Papieskiego, choć podkreśla, że w czasie pandemii może ona przynieść mniejsze owoce, gdyż nie wszyscy wierni w obawie o życie i zdrowie uczestniczą w mszach świętych i poruszają się w przestrzeni publicznej.

    Ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący Zarządu Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” podkreśla, że w czasie 20 lat istnienia Fundacji kamieniami milowymi była beatyfikacja i kanonizacja papieża, a dziś stypendyści mogą się modlić o wstawiennictwo Jana Pawła II. – To jest wielki skarb, który Fundacja posiada, a drugim skarbem jest stałe błogosławieństwo Kościoła – mówi.

    Ks. Kowalczyk wspomina też, że funkcjonowanie programu stypendialnego jest możliwe dzięki ogromnej rzeszy darczyńców. – Co roku jest to kilka, może kilkanaście milionów osób, a 10 tys. osób i instytucji wspierają nas w sposób ciągły, przez cały rok. Dzięki temu 10-12 mln zł jesteśmy w stanie zebrać i przekazać na stypendia – informuje, dodając, że wszystkim darczyńcom należy się ogromna wdzięczność za ich hojność.

    – To nie są pieniądze budżetowe. To środki, które każdy człowiek przekazuje Fundacji, dlatego że utożsamia się z patronem, duchowym założycielem, czyli Janem Pawłem II i z ideą budowania jego żywego pomnika – podkreśla ks. Dariusz Kowalczyk.

    11 października o godz. 9.00 w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski i przewodniczący Rady Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” odprawi Mszę św. w intencji wszystkich, którzy wspierają jej działanie. Eucharystia będzie transmitowana przez stację Polsat News.

    W tym samych czasie, w Bazylice św. Krzyża w Warszawie bp Michał Janocha będzie sprawował Mszę św. transmitowaną przez Program I Polskiego Radia. O godz. 9.30 w Sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach w Krakowie celebrowana będzie Msza św. przez kard. Stanisława Dziwisza. Transmisja Eucharystii w TVP 1 i TVP Polonia.

    Ks. Kowalczyk potwierdza, że cztery filary, o których wspomina kardynał Nycz, obecne są w działaniach FDNT co roku. – Do tego doliczmy niezliczoną ilość wydarzeń artystycznych, kulturalnych, naukowych, dzieł publicystycznych i konferencji, przygotowywanych nie tylko centralnie, ale i w wielu miastach całej Polski. To wszystko składa się na “machinę”, którą uruchomiliśmy 20 lat temu – podkreśla przewodniczący Zarządu Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

    Obecnie programem stypendialnym Fundacji “Dzieło Nowego Tysiąclecia” objętych jest 2 tys. osób. Program ten ukończyło (po ok. 10 latach uczestniczenia w nim) ok. 4 tys. absolwentów, a dalsze 11 tys. to osoby, które kiedykolwiek w nim uczestniczyły. Nie bez znaczenia jest też wielotysięczna rzesza wolontariuszy, którzy przygotowywali kolejne Dni Papieskie oraz wakacyjne obozy dla młodzieży.

    Dzięki darczyńcom, przeznaczyła na stypendia blisko 200 mln zł.

    Tradycyjnie obchodom Dnia Papieskiego towarzyszy Koncert Galowy. Tegoroczny ma tytuł „TOTUS TUUS – Królowej Anielskiej śpiewajmy”. Jego osnową będą największe hymny i pieśni maryjne chrześcijaństwa tradycji wschodu i zachodu. Wśród wykonawców usłyszymy m.in. Sebastiana Karpiela-Bułeckę, Kasię Moś, Olgę Szomańską, Igora Herbuta oraz artystów z Grecji, Armenii i Kuby. Wystąpi też zespół „Tylko Ty”, złożony ze stypendystów i absolwentów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Wydarzenie zostanie wyemitowane w niedzielę o godz. 17.30 w TVP1.

    Obchody centralne XX Dnia Papieskiego zakończą się 13 października konferencją naukową „Totus Tuus postawa na dzisiaj”. Wydarzenie rozpocznie się o godz. 9.00 Mszą św. w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Następnie w Rezydencji Arcybiskupów Warszawskich odbędą się wykłady i dyskusje.

    Na konferencji prowadzonej przez dr. hab. Pawła Skibińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego wykłady wygłoszą: abp prof. Ludwig Schick – metropolita Bambergu, ks. prof. Jerzy Szymik, wybitny teolog i poeta z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, prof. Andrea Riccardi z Rzymu – historyk, założyciel Wspólnoty Sant’Egidio.

    W gronie komentatorów zasiądą m.in. ks. prof. Marek Chmielewski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, s. Anna Maria Pudełko AP oraz red. Grzegorz Górny.

    Wydarzenie otrzymało Patronat Honorowy Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

    Kai.pl

    **************************************************************************************************************

    poniedziałek – 12 października 2020

    XXVIII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    ***

    wspomnienie bł. JANA BEYZYMA, misjonarza wśród trędowatych

    Urodził się 15 maja 1850 roku w Beyzymach Wielkich na Wołyniu jako najstarszy z pięcior­ga dzieci hrabiostwa Jana herbu własnego i Olgi z hrabiów Stadnickich. Do 13. roku życia Jan wraz z młodszym rodzeństwem pobierał nauki pod kie­runkiem domowych nauczycieli w Onackowcach. Skazanie zaoczne jego ojca na karę śmierci za udział w powstaniu styczniowym, spalenie przez Kozaków dworu Beyzymów w Onackowcach oraz koniecz­ność ucieczki spowodowały przerwę w edukacji. Po osiedleniu się w Kijowie młody Jan pomagał matce w utrzymaniu rodziny, zarabiając przez udzielanie korepetycji. Rok później mógł na nowo podjąć na­ukę w gimnazjum, które ukończył w 1871 roku z za­miarem wstąpienia do seminarium duchownego.

    10 grudnia 1872 roku Jan wstąpił do zakonu je­zuitów. Po dwuletnim nowicjacie oraz studiach hu­manistycznych, filozoficznych i teologicznych 26 lipca 1881 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk księ­dza biskupa Albina Dunajewskiego. Po święceniach kapłańskich został skierowany do pracy jako wychowawca młodzieży w konwikcie w Tarnopolu, a na­stępnie – po odbytym wcześniej ostatnim etapie za­konnej formacji duchowej, tzw. trzeciej probacji, oraz złożeniu ostatnich ślubów zakonnych – w konwikcie chyrowskim. Przez 10 lat pracował tam jako wycho­wawca młodzieży, infirmarz oraz przez pewien czas jako nauczyciel języka francuskiego i rosyjskiego.

    Mimo całkowitego oddania się pracy wycho­wawczej z młodzieżą ojciec Beyzym pragnął czegoś więcej. Chciał oddać Bogu wszystko, poświęcając się bez reszty w służbie najbiedniejszym i najbardziej nieszczęśliwym, pogardzanym i odrzucanym, trędo­watym. Po usilnych staraniach otrzymał od Gene­rała zakonu pozwolenie na wyjazd na Madagaskar. Miał już wtedy 48 lat. 17 października 1898 roku o. Beyzym pożegnał ukochaną Polskę na zawsze i udał się do Francji, skąd 10 listopada odpłynął statkiem pasażerskim z Marsylii na Madagaskar. 30 grudnia tegoż roku dotarł szczęśliwie do Tana­narive, stolicy kraju. Od razu został skierowany do pracy w istniejącym od 1872 roku schronisku dla trędowatych Ambahivoraka.

    Pod koniec września 1902 roku o. Beyzym opu­ścił Ambahivoraka, a następnie 3 października wyruszył w drogę – pieszo, w deszczu i spiekocie – do odległej o ok. 395 km Fianarantsoa. Tam, przy ofiarnej pomocy Rodaków z Polski, mimo piętrzą­cych się różnego rodzaju trudności, zbudował szpi­tal dla swoich biednych – jak ich nazywał – „Czar­nych Piskląt”. 16 sierpnia 1911 roku ukończony już szpital przyjął pierwszych trędowatych pensjona­riuszy.

    Niedługo po wprowadzeniu się trędowatych pensjonariuszy do ich „apartamentów” o. Jan sam podupadł na zdrowiu. W czasie choroby bardzo cierpiał. Na jego ciele pojawiły się odleżyny, nocami jęczał, ale zapytany, czy go bardzo boli, odpowiadał: „Cóż to jest w porównaniu z cierpieniami Chrystu­sa?”. Przed śmiercią poprosił współbrata zakonne­go, który przy nim czuwał, aby poszedł i przepro­sił w jego imieniu trędowatych za wszystko, czym ich zasmucił lub skrzywdził. W odpowiedzi chorzy wybuchnęli głośnym płaczem. 2 października 1912 roku o. Beyzym, wycieńczony ponadludzką pracą i surowym trybem życia, odszedł do Domu Ojca.

    18 sierpnia 2002 roku w Krakowie na Błoniach nasz Wielki Rodak,  papież Jan Paweł II zaliczył Posługacza trędowatych, ojca Jana Beyzyma do grona Błogosławionych Kościoła Katolickiego.

    ks. Cz. Tomaszewski SJ

    LITANIA DO BŁ. JANA BEYZYMA POSŁUGACZA TRĘDOWATYCH

    Kyrie, eleison.
    Chryste, eleison.
    Kyrie, eleison.
    Chryste, usłysz nas.
    Chryste wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, – zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, – zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty Boże, – zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, – zmiłuj się nad nami.
    Jezu, Synu Boga żywego, – zmiłuj się nad nami.
    Jezu, Jedyny Zbawicielu świata, – zmiłuj się nad nami.
    Jezu, Drogo, Prawdo i Życie nasze, – zmiłuj się nad nami.
    Jezu, miłujący nas aż do końca, – zmiłuj się nad nami.
    Jezu, uświęcająca mocy dusz ludzkich, – zmiłuj się nad nami.
    Święta Maryjo, Matko Boża, – módl się za nami.
    Święta Maryjo, wspomożycielko Ludu Bożego, – módl się za nami.
    Święta Maryjo, pośredniczko łask wszelkich, módl się za nami.
    Święty Ignacy Loyolo, założycielu zakonu Towarzystwa Jezusowego, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, zacny obywatelu Wołynia, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, duchowy synu św. Ignacego, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pałający duchem misyjnym, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, wielki czcicielu Bogarodzicy, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, zawierzający swe życie i dzieło Matce Zbawiciela, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, mężu żarliwej modlitwy, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, miłośniku woli Bożej, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, wypełniający trudne posłuszeństwo przełożonym, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pokornie miłujący Jezusa, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, miłośniku krzyża Jezusowego, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pragnący większej chwały Bożej, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pomagający ludziom w powrocie do Boga, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pragnący dobra ludzi i zbawienia ich dusz, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, wzorze pokory i prostoty, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, apostole Madagaskaru, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, opiekunie Malgaszów, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, ofiarny posługaczu trędowatych, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, budowniczy schroniska i szpitala w Maranie, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pielęgniarzu chorych, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pragnący trądu, aby upodobnić się do swoich podopiecznych, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, poświęcający życie swoje dla cierpiących, chorych przyjaciół, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, duchowy apostole więźniów z Sachalina, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, kochający drogich zmarłych, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, tęskniący za Ojczyzną, módl się za nami.
    Błogosławiony Janie, pragnący nieba, módl się za nami.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, – przepuść nam Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, – wysłuchaj nas Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, – zmiłuj się nad nami.
    K. Módl się za nami błogosławiony Janie Beyzymie.
    W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
    Módlmy się:
    Boże, Ty dla zbawienia cierpiących na Madagaskarze trędowatych obdarzyłeś błogosławionego Jana Beyzyma, kapłana, apostolską mocą i heroiczną cnotą miłosiernej miłości, + spraw, abyśmy pobudzeni jego przykładem wzrastali w miłości do braci będących w potrzebie i spieszyli im z pomocą. Przez Chrystusa Pana naszego.
    Amen.

    strona o bł. Janie Beyzymie/misyjnym-szlakiem.pl

    ********************************************************************

    Bł. Jan Beyzym, prezbiter

    JAN BEYZYM SJ
    Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    Przyszedł na świat 15 maja 1850 roku w majątku Beyzymy Wielkie na Wołyniu (dzisiejsza Ukraina). Na misje wyjechał bardzo późno – kiedy dobiegał już pięćdziesiątki, 26 lat po wstąpieniu do zakonu. Bardzo łatwo pomyśleć, że został wysłany za karę; plotka taka krąży zresztą do dziś. Tym bardziej, że jezuita – przyznają jego biografowie – miał sposób bycia raczej szorstki. On sam mawiał o sobie „jego tatarska mość”, robiąc aluzje nie tylko do nazwiska (przodek dał się tak bardzo we znaki Tatarom najeżdżającym Wołyń, że nazwali go ” Bey-Zymu”), ale również do niełatwego charakteru. – Był bardzo energiczny, surowy i sprawiedliwy, a przy tym nie znosił próżnej gadaniny i ospalstwa – tłumaczy o. Stanisław Groń SJ, autor wielu artykułów o o. Beyzymie.

    Wyjazd na Madagaskar nie był jednak karą. Jeszcze na początku 1898 r. (rok przed wyjazdem) o. Beyzym pisał do generała zakonu Ludwika Martina: „Przepraszam pokornie, że śmiem dokuczać tak natrętnie, ale jak sobie wspomnę, że tyle tysięcy trędowatych tak silnie cierpi i umiera bez pomocy tak duchowej, jak i doczesnej, (…) to trudno mi czekać spokojnie tak długo na rozkaz odpływu”.

    Twardy, prostolinijny zakonnik szybko zyskał miłość Malgaszy. Przez pierwsze trzy lata (1899-1902) opiekował się trędowatymi w państwowym schronisku w Ambahivoraka. Nie bał się żadnej pracy: opatrywał rany, mył chorych, robił zastrzyki. – Żeby zrozumieć, co to naprawdę znaczy, trzeba wiedzieć, jak wygląda ciało zaatakowane trądem i jaki zapach wydziela – zauważa o. Groń. W jednym z listów o. Beyzym próbował opisać smród ran – trochę podobny do zgniłego sera, trochę słodkawy. Ludzie zarażeni tą straszna chorobą mieli oszpecone twarze – pozbawione nosów i uszu, a zamiast rąk i nóg – kikuty. O. Beyzyma maluje się w fartuchu nałożonym na sutannę. Nosił go z bardzo praktycznych powodów – ropiejące rany tryskały, kiedy się je opatrywało. Biografia, którą napisał jezuita o. Czesław Drążek, nosi tytuł „Posługacz trędowatych”.

    Wybrał taką służbę, przekonany, że miłość i szacunek należą się każdemu człowiekowi – nawet najbardziej pogardzanemu. Chciał dotrzeć do nich z Ewangelią i sakramentami. „Jeszcze ich języka nie umiem – pisał tuż po przyjeździe – ale mieszkam między nimi, aby biedacy mieli Mszę św. i ratunek w razie konania”.

    W 1902 r. o. Beyzym postanowił wybudować na Madagaskarze ośrodek, w którym trędowaci mieliby zapewnioną opiekę medyczną i duchową. Dość szybko udało mu się zebrać fundusze (głównie od rodaków z Polski), i w 1911 r. w Maranie został oddany nowoczesny szpital pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Należał do najlepiej wyposażonych i zorganizowanych na świecie. Jezuita przeprowadził swój plan mimo olbrzymich problemów finansowych i organizacyjnych, oporu władz kolonialnych (w listach wiele pisze o antyklerykalnym, a nawet antychrześcijańskim nastawieniu kolonialnej administracji francuskiej), a nawet niezrozumienia ze strony współbraci.

    Niemal do ostatnich dni chciał jeszcze wyjechać na Sachalin – wyspę miedzy syberyjską Rosją a Japonią – miejsce zesłania wielu polskich patriotów, ale i zwykłych kryminalistów. Podjął już starania w Petersburgu, miał obmyślaną podróż. Nie zdążył – zmarł w 1912 r.

    AleteiaKAI

    **********

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 19.00

    po Mszy św. – nabożeństwo różańcowe przed Najświętszym Sakramentem

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    ***

    Antyfona na wejście

    Święci mężowie stali się przyjaciółmi Boga, gorliwie głosząc prawdę Bożą, zasłużyli na wieczną chwałę.

    Kolekta

    Boże, Ojcze wszelkiej pociechy,
    Ty powołałeś błogosławionego Jana Beyzyma, prezbitera, do heroicznej miłości
    w służbie trędowatym, spraw, prosimy,
    abyśmy w duchu tej samej miłości głosili gorliwie Ewangelię Chrystusa wszystkim ludziom.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Galatów – Ga 4,22-24.26-27.31-5,1

    Bracia: Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej, na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny. Niewiasty te wyobrażają dwa przymierza: Jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar.

    Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Wszak napisane jest: „Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem”. Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 113

    R/ Niech imię Pana będzie pochwalone.

    Chwalcie słudzy Pańscy,
    chwalcie imię Pana.
    Niech imię Pana będzie błogosławione
    teraz i na wieki. R/

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała. R/

    Kto jest jak nasz Bóg,
    co ma siedzibę w górze
    i w dół spogląda na niebo i ziemię?
    Podnosi z prochu nędzarza
    i dźwiga z gnoju ubogiego. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 11,29-32

    Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.

    Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, wejrzyj na dary
    złożone w dniu błogosławionego Jana Beyzyma,
    i daj, abyśmy naśladowali ofiarę Twojego Syna,
    którą sprawujemy w świętych obrzędach.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Pan mówi: Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, Ty nas posiliłeś na świętej Uczcie,
    spraw, abyśmy naśladując błogosławionego
    Jana Beyzyma, nieustannie Ciebie chwalili
    i wytrwale pomagali wszystkim z bratnią miłością.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************************************************************************************

    wtorek – 13 października 2020

    XXVIII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    Błogosławiony Honorat Koźmiński

    O. Honorat Koźmiński
    bł. Honorat Koźmiński/Archiwum Niedziela

    Honorat Wacław Koźmiński urodził się 16 października 1829 r. w Białej Podlaskiej, w rodzinie inteligenckiej. Po ukończeniu gimnazjum w Płocku podjął studia na wydziale budownictwa w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Już w gimnazjum zaprzestał praktyk religijnych, a w czasie studiów zupełnie odsunął się od Boga.
    W dniu 23 kwietnia 1846 r. aresztowała go policja carska pod zarzutem udziału w spisku. Został osadzony w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Wkrótce poważnie zachorował na tyfus. W dniu 15 sierpnia tego samego roku doznał tajemniczej wizji i nawrócił się. W konsekwencji dwa lata później wstąpił do klasztoru kapucynów, przyjął habit zakonny i otrzymał imię Honorat. Chciał być bratem zakonnym, ale przełożeni zdecydowali, że ma zostać kapłanem. Święcenia kapłańskie przyjął zatem 27 listopada 1852 r. Odtąd w Warszawie był wykładowcą retoryki, a także sekretarzem prowincjała. Znany był również jako świetny rekolekcjonista i spowiednik, przy jego konfesjonale bowiem ustawiały się zawsze długie kolejki.
    W latach 60-tych XIX wieku (po kasacie zakonu) znalazł się w Zakroczymiu pod Warszawą, gdzie skupił się na zakładaniu zgromadzeń bezhabitowych. W 1892 r. osiadł w Nowym Mieście nad Pilicą. W 1895 r. został komisarzem generalnym polskiej prowincji kapucynów. Wiele czasu poświęcał pracy pisarskiej i modlitwie, prowadząc nader ascetyczne życie. Zmarł w opinii świętości 16 grudnia 1916 r. Został beatyfikowany 16 października 1988 r. (w 10. rocznicę swego pontyfikatu) przez papieża Jana Pawła II. Błogosławiony Honorat jest głównym patronem diecezji łowickiej. W ikonografii przedstawiany jest w zakonnym, kapucyńskim habicie.
    Wspomnienie liturgiczne przypada w Polsce na 13 X (w świecie – 16 XII).

    Modlitwa o nawrócenie
    Błogosławiony Honoracie, na tobie spoczęło kiedyś oblicze Boże, dając początek ewangelicznej drodze nawrócenia. Dopomóż mi, ojcze, abym w doświadczeniu kruchości mojej wiary wracał pamięcią do pierwszego spojrzenia Jezusa zapraszającego mnie na drogę życia chrześcijańskiego. Naucz mnie czerpać codzienną moc do przemiany serca z blasku Jego Oblicza obecnego w Eucharystii, w słowie i drugim człowieku. Niechaj z tych spotkań rodzi się we mnie coraz większa wierność, abym postępując ścieżkami wymagań Bożych, budował wiarę mojej wspólnoty i całego Kościoła. Amen.

    Sanktuaria polskie.com.pl

    ***

    Błogosławiony Honorat Koźmiński

    Jednym z patronów tego roku w naszej Ojczyźnie – wolą polskich biskupów i parlamentu – jest bł. Honorat Koźmiński, którego ziemskie życie dobiegło końca 100 lat temu. Wielkiego Polaka, który został wyniesiony na ołtarze jako pierwszy Podlasianin, w liturgii wspominamy 13 października.

    Bł. Honorat Koźmiński (obraz w zwieńczeniu konfesjonału w katedrze drohiczyńskiej)
    Bł. Honorat Koźmiński (obraz w zwieńczeniu konfesjonału w katedrze drohiczyńskiej)

    ***

    Święty Jan Paweł II podczas beatyfikacji o. Honorata w 1988 r. w Rzymie powiedział: „On pokazuje nam, jak odczytywać «znaki czasu», jak trwać po Bożemu i działać w trudnych czasach. Uczy, jak w duchu Ewangelii rozwiązywać trudne sprawy i zaradzać ludzkim potrzebom”.

    Z podlaskiej ziemi

    Honorat Koźmiński urodził się 16 października 1829 r. w Białej Podlaskiej. Dwa dni później przy chrzcie św. otrzymał aż cztery imiona: Florentyn Wacław Jan Stefan. W domu nazywano go drugim z nich. Jego ojciec Stefan Koźmiński, bialski architekt powiatowy, pochodzący z Chłopkowa k. Sarnak, wychował swoje dzieci w tradycji Kościoła łacińskiego, chociaż jego dziadek i ojciec byli kapłanami wschodniego obrządku. Wraz z żoną – Aleksandrą z Kahlów – i czwórką dzieci przeniósł się z Podlasia do Włocławka. Wacław ukończył gimnazjum w Płocku, a w 1844 r. rozpoczął studiowanie budownictwa w Warszawie. W następnym roku zmarł mu ojciec. Wkrótce nadszedł kolejny cios – w 1846 r. Koźmiński przez władze carskie został oskarżony o działalność spiskową. Jako siedemnastolatek znalazł się w warszawskiej Cytadeli. Tu odzyskał zagubioną wiarę w Boga. Kilka miesięcy później wyszedł na wolność. Początkowo kontynuował naukę, ale jeszcze w 1847 r. wstąpił do kapucynów. Po złożeniu ślubów wieczystych w 1850 r. i odpowiednim przygotowaniu 27 grudnia 1852 r. przyjął święcenia kapłańskie.

    Boży architekt

    Jeszcze przed święceniami Honorat został przeniesiony z Lublina do Warszawy. Tu służył Bogu przez wierność regule franciszkańskiej oraz pełnienie wskazanych obowiązków (m.in. wykładowcy i sekretarza prowincji). W stolicy Królestwa Polskiego oddawał się duszpasterzowaniu jako kaznodzieja i katecheta, ale przede wszystkim jako wyjątkowy spowiednik. Gdy w 1864 r. Rosjanie zamknęli warszawski klasztor kapucynów, a zakonników przewieźli do Zakroczymia, również tam udawały się rzesze penitentów i słuchaczy, spragnionych Słowa Bożego. Nie zmieniło się to po likwidacji klasztoru zakroczymskiego i przymusowym przeniesieniu Koźmińskiego w 1892 r. do Nowego Miasta nad Pilicą, gdzie zaborcy zakazali mu głoszenia kazań. Mimo problemów zdrowotnych o. Honorat, zapatrzony w Maryję, budował na polskiej ziemi Królestwo Boże. Zmarł 16 grudnia 1916 r. w Nowym Mieście, przeżywszy 87 lat, w tym 69 w zakonie i 64 jako kapłan.

    W chwale ołtarzy

    Sławny kapucyn zasłużył się Kościołowi i narodowi polskiemu na różne sposoby. To dzięki jego współpracy z Bożą łaską podniósł się poziom życia religijnego na ziemiach zaboru rosyjskiego w trudnym czasie prześladowań. W znacznym stopniu przyczynił się do rozwoju III Zakonu św. Franciszka i rozpowszechnienia Żywego Różańca, zwłaszcza na Mazowszu i Podlasiu. Głównie jemu cała Polska zawdzięcza ustanowienie przez Stolicę Apostolską uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, której cudowny wizerunek darzył szczególną czcią. Kościół powszechny został przez niego ubogacony nową formą życia zakonnego – zgromadzeniami niehabitowymi. Założył ich 26, z czego większość istnieje do dzisiaj. Nic więc dziwnego, że Papież Polak dokonał jego beatyfikacji w Rzymie 16 października 1988 r. – w 10. rocznicę swego pontyfikatu i 159. rocznicę urodzin o. Koźmińskiego.

    Ślady błogosławionego znajdziemy także na naszej ziemi: w Ceranowie, gdzie przebywał przez kilka miesięcy; w Sterdyni, gdzie dokładnie 160 lat temu głosił misje; w tylu miejscach, gdzie posługują jego córki duchowe – felicjanki, sercanki i służki. Bł. Honorat jest patronem Akcji Katolickiej Diecezji Drohiczyńskiej. Jego wezwanie nosi też kaplica w Areszcie Śledczym w Hajnówce, bo on wie najlepiej, że nawet w więzieniu można odnaleźć Boga.

    ks. Zenon Czumaj/ Niedziela podlaska 40/2017

    ***

    Jeżeli się nawrócę, naplujcie mi w oczy

    Kolejny tydzień naszego życia przynosi nam niezwykłe świadectwo nawróconego ateisty.

    Ołtarz z relikwiami bł. Honorata w nowym Mieście nad Pilicą
    Ołtarz z relikwiami bł. Honorata w nowym Mieście nad Pilicą (Archiwum autora)

    ***

    Błogosławiony Honorat a właściwie Wacław Koźmiński, bo o nim mowa, pochodził z wierzącej rodziny, jednak pod wpływem nowego środowiska, w obliczu samodzielnego życia, z dala od rodziców, stracił wiarę i wyrzekł się Boga. Mało tego, jako zdeklarowany ateista walczył z wierzącymi i odwodził innych od wiary. Jeżeli zachodził do kościoła, to tylko po to, by – jak sam po latach powie – bluźnić Bogu i obrażać Go. „Jeśli się nawrócę, naplujcie mi w oczy!” – krzyczał, szydząc z wierzących. Narastała w nim nienawiść do Boga, wyśmiewał świętych.

    cały artykuł – ks. Krzysztof Hawro/Niedziela zamojsko-lubaczowska 41/2020

    ***

    bl-honorat1
    Mniszki Klaryski Kapucynki/Przasnysz

    ***

    Zakonna konspiracja

    Bł. Honorat pokazuje, że ideały ewangeliczne są możliwe do realizowania w każdym czasie i w samym środku świeckiego świata.

    Miał zaledwie 17 lat, kiedy trafił do warszawskiej Cytadeli. Carskie władze oskarżają Wacława Koźmińskiego o udział w spisku. W więzieniu młody student architektury jest bity i przesłuchiwany przez policję carską. Zapada na tyfus. Jego dziecięca wiara rozpada się w gruzy. Bliski obłędu krzyczy i miota się bezradnie po celi. Matka przychodzi często pod mury Cytadeli, modli się żarliwie do Matki Bożej Bolesnej o ratunek dla syna. 15 sierpnia 1848 roku Wacław rodzi się na nowo. Odzyskuje zdrowie ciała i duszy. Po latach wyzna: „Jezus przyszedł do mnie do celi więziennej i łagodnie do wiary doprowadził”. Po 11 miesiącach wychodzi na wolność. Nie wraca już jednak na studia. Puka do drzwi furty klasztoru kapucynów w Warszawie.

    W Lubartowie rozpoczyna nowicjat, przyjmuje zakonne imię Honorat. Śluby składa w 1849 r., a święcenia kapłańskie otrzymuje 27 XII 1852 r. Działa jako duszpasterz, spowiednik, kaznodzieja w Warszawie. Po powstaniu styczniowym władze carskie uderzają w duchowieństwo i klasztory w odwecie za wspieranie dążeń Polaków do niepodległości. Car nakazuje kasatę klasztorów. W nocy z 27 na 28 listopada 1864 r. zostaje zlikwidowanych 117 klasztorów żeńskich i męskich. Pozostaje tylko 35 klasztorów tzw. etatowych. Nowicjaty zostają zamknięte. Zakony mają po prostu zniknąć. Ojciec Honorat trafia do Zakroczymia. Tam wpada na pomysł klasztornej „konspiracji” – zapoczątkowuje nową formę życia zakonnego dostosowanego do sytuacji.

    Powstają pierwsze wspólnoty ewangelicznego życia w ukryciu – bez habitu, bez oznak zewnętrznych. „Tajni współpracownicy” Jezusa podejmują pracę u podstaw, na wsi i w miastach. Siostry „skrytki” pracują między innymi jako robotnice w fabrykach włókienniczych w Łodzi. Prowadzą placówki opiekuńcze, zakłady dla sierot, szkoły ludowe, ambulatoria, ochronki, szwalnie… Ojciec Honorat zakłada 26 wspólnot. Kieruje nimi poprzez konfesjonał i korespondencję. Jego nowatorskie duszpasterstwo nie zawsze jest przyjmowane ze zrozumieniem. Kiedy ustaje prześladowanie zakonów, biskupi polscy i Rzym domagają się, by bezhabitowe siostry i bracia powrócili do tradycyjnej formy życia zakonnego. Schorowany ojciec Honorat zostaje odsunięty od kierowania wspólnotami. Poddaje się pokornie decyzjom władz kościelnych. Cierpieć musi strasznie, zanegowano przecież sens jego wieloletniej pracy. Podczas agonii na jego ustach pojawia się uśmiech. Odchodzi do Boga w roku 1916 w Nowym Mieście nad Pilicą. Jan Paweł II ogłasza go błogosławionym w 1988 roku w Rzymie. Do dziś działa 17 zgromadzeń zakonnych założonych przez bł. Honorata, w tym 14 bezhabitowych.

    „Musicie być silniejsi od warunków” – mawiał do młodzieży Jan Paweł II. Te słowa można odnieść do życia bł. Honorata. Najłatwiej stękać, że się nie da, że nie ma warunków itd. Honorat pokazuje, że ideały ewangeliczne są możliwe do realizowania w każdym czasie. Trzeba tylko znaleźć właściwy klucz, mieć odwagę i… robić swoje.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GN 40/2007

    *****

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę, uzdrawiał skruszonych w sercu.

    Kolekta

    Boże, Ty raczyłeś obdarzyć błogosławionego Honorata, prezbitera, duchem troskliwej miłości, aby mógł wiele dusz pojednać z Tobą, spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy dostąpili łaski Twojego przebaczenia.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Galatów – Ga 5,1-6

    Bracia: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski. My zaś z pomocą Ducha na zasadzie wiary wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości. Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 119

    R/ Niech Twoja łaska zstąpi na mnie, Panie.

    Panie, niech zstąpi na mnie Twoja łaska,
    Twoje zbawienie według Twej obietnicy.
    Nie odbieraj moim ustom słowa prawdy,
    bo ufam Twoim wyrokom. R/

    A Prawa Twego zawsze strzec będę
    po wieki wieków.
    I będę kroczył szeroką drogą,
    bo szukam Twoich przykazań. R/

    I będę się weselił z Twoich przykazań,
    które umiłowałem.
    Moje ręce wznoszę ku Twym przykazaniom,
    które miłuję,
    i rozważam Twoje ustawy. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 11,37-41

    Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, dary złożone na cześć świętych świadczą o Twojej potędze i chwale,
    pokornie Cię prosimy, aby wyjednały nam zbawienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, Ty nas posiliłeś na świętej Uczcie, spraw, abyśmy naśladując błogosławionego Honorata, nieustannie Ciebie chwalili i wytrwale pomagali wszystkim z bratnią miłością.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *****************************************************************************************************************

    Nowenna do Świętego Jana Pawła II

    Nowenna zaczyna się dzisiaj we wtorek 13 Października. Święto jest 22 października

    W Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen!

    Dzień I – Miłość

    Miej odwagę żyć miłością… Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

    „To orędzie o czystości serca dziś staje się bardzo aktualne. Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość serca. Jedną z metod tego działania jest celowe podważanie wartości tej postawy człowieka, którą określamy cnotą czystości. Jest to zjawisko szczególnie groźne, gdy celem ataku stają się wrażliwe sumienia dzieci i młodzieży. Cywilizacja, która w ten sposób rani lub nawet zabija prawidłową relację człowieka do człowieka, jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości. Mówię te słowa do wszystkich obecnych na tej Eucharystycznej Ofierze, ale w szczególny sposób kieruję je do licznie zgromadzonej tu młodzieży, do żołnierzy służby zasadniczej i do harcerzy. Głoście światu «dobrą nowinę» o czystości serca i przekazujcie mu swoim przykładem życia orędzie cywilizacji miłości. Wiem, jak bardzo jesteście wrażliwi na prawdę i piękno. Dziś cywilizacja śmierci proponuje wam między innymi tak zwaną «wolną miłość». Dochodzi w tym wypaczeniu miłości do profanacji jednej z najbardziej drogich i świętych wartości, bo rozwiązłość nie jest ani miłością, ani wolnością. «Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża, co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe» (Rz 12, 2) – napomina nas święty Paweł. Nie lękajcie się żyć wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości! Nie dajcie się zniewolić! Nie dajcie się uwieść ułudom szczęścia, za które musielibyście zapłacić zbyt wielką cenę, cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia!”

    Jan Paweł II, Homilia, Sandomierz, dnia 12 czerwca 1999 r.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, żebyśmy wrócili do Ciebie, musimy spotkać Twoje miłosierdzie, Twoją cierpliwą miłość, w której nie znasz umiaru. Nieskończona jest Twoja gotowość w przebaczaniu naszych grzechów, jak też niewysłowiona jest ofiara Twojego Syna. Z ufnością prosimy, przez wstawiennictwo Świętego Jana Pawła II, żebyś udzielił nam tej łaski prawdziwej miłości, gotowej oddać swoje życie. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Kyrie eleison, Christe eleison, Kyrie eleison.
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże – zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami.
    Święta Maryjo – módl się za nami.

    Święty Janie Pawle, módl się za nami
    Zanurzony w Ojcu, bogatym w miłosierdzie,
    Zjednoczony z Chrystusem, Odkupicielem człowieka,
    Napełniony Duchem Świętym, Panem i Ożywicielem
    Całkowicie oddany Maryi,
    Przyjacielu Świętych i Błogosławionych,
    Następco Piotra i Sługo sług Bożych,
    Stróżu Kościoła nauczający prawd wiary,
    Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań,
    Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej,

    Gorliwy Miłośniku Eucharystii,
    Niestrudzony Pielgrzymie tej ziemi,
    Misjonarzu wszystkich narodów,
    Świadku wiary, nadziei i miłości,
    Wytrwały Uczestniku cierpień Chrystusowych,
    Apostole pojednania i pokoju,
    Promotorze cywilizacji miłości,
    Głosicielu Nowej Ewangelizacji,
    Mistrzu wzywający do wypłynięcia na głębię,
    Nauczycielu ukazujący świętość jako miarę życia,
    Papieżu Bożego Miłosierdzia,
    Kapłanie gromadzący Kościół na składanie ofiary,
    Pasterzu prowadzący owczarnię do nieba,

    Bracie i Mistrzu kapłanów,
    Ojcze osób konsekrowanych,
    Patronie rodzin chrześcijańskich,
    Umocnienie małżonków,
    Obrońco nienarodzonych,
    Opiekunie dzieci, sierot i opuszczonych,
    Przyjacielu i Wychowawco młodzieży,
    Dobry Samarytaninie dla cierpiących,
    Wsparcie dla ludzi starszych i samotnych,
    Głosicielu prawdy o godności człowieka,
    Mężu modlitwy zanurzony w Bogu,
    Miłośniku liturgii sprawujący Ofiarę na ołtarzach świata,
    Uosobienie pracowitości,
    Zakochany w krzyżu Chrystusa,
    Przykładnie realizujący powołanie,
    Wytrwały w cierpieniu,
    Wzorze życia i umierania dla Pana,

    Upominający grzeszników,
    Wskazujący drogę błądzącym,
    Przebaczający krzywdzicielom,
    Szanujący przeciwników i prześladowców,
    Rzeczniku i obrońco prześladowanych,
    Wspierający bezrobotnych,
    Zatroskany o bezdomnych,
    Odwiedzający więźniów,
    Umacniający słabych,
    Uczący wszystkich solidarności,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas. Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami.

    Módl się za nami święty Janie Pawle.
    Abyśmy życiem i słowem głosili światu Chrystusa, Odkupiciela człowieka.

    Módlmy się:
    Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie za dar apostolskiego życia i posłannictwa świętego Jana Pawła II i za jego wstawiennictwem pomóż nam wzrastać w miłości do Ciebie i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    Dzień II – Prawda

    Nikt nie może dyktować drugiemu swojej własnej „prawdy”. Prawda zwycięża przez swoją własną moc. Narzucanie swoich własnych punktów widzenia czyni gorszymi międzyludzkie relacje, dając początek dysputom i pokusom. Zatem warunkiem, by utrzymać pokój na świecie, jest szanowanie wolności sumienia innych, nawet jeśli oni myślą w sposób odmienny od nas.

    „Jest to sprawa prawdy. Prawda jest światłem ludzkiego umysłu. Jeżeli od młodości stara się on poznawać rzeczywistość w różnych jej wymiarach, to w tym celu, aby posiąść prawdę: aby żyć prawdą. Taka jest struktura ducha ludzkiego. Głód prawdy stanowi podstawowe jego dążenie i wyraz.

    Chrystus zaś mówi: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Wśród słów zapisanych w Ewangelii te należą z pewnością do najważniejszych. Mówią bowiem równocześnie o całym człowieku. Mówią o tym, na czym buduje się od wewnątrz, w wymiarach ducha ludzkiego, właściwa człowiekowi godność i wielkość. Godność ta nie zależy tylko od wykształcenia, choćby uniwersyteckiego — może być udziałem nawet analfabety — równocześnie jednak wykształcenie, systematyczna wiedza o rzeczywistości, powinna służyć tej godności. Powinna więc służyć — prawdzie.

    I w tej dziedzinie Chrystusowe słowa „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” stają się istotnym programem. Młodzi mają — jeśli tak można się wyrazić — wrodzony „zmysł prawdy”. Prawda zaś ma służyć wolności: młodzi mają także spontaniczne pragnienie wolności. A co to znaczy być wolnym? To znaczy: umieć używać swej wolności w prawdzie — być — „prawdziwie” wolnym. Być prawdziwie wolnym — to nie znaczy, stanowczo nie znaczy: czynić wszystko, co mi się podoba, na co mam ochotę. Wolność zawiera w sobie kryterium prawdy, dyscyplinę prawdy. Bez tego nie jest prawdziwą wolnością. Jest zakłamaniem wolności. Być prawdziwie wolnym — to znaczy: używać swej wolności dla tego, co jest prawdziwym dobrem. W dalszym ciągu więc: być prawdziwie wolnym — to znaczy: być człowiekiem prawego sumienia, być odpowiedzialnym, być człowiekiem „dla drugich”.

    Jan Paweł II, List do młodych całego świata „Parati semper”.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, przed Kościołem trzeciego tysiąclecia otwiera się rozległy ocean wyznań wiary naszego współczesnego świata. Wierząc w Ciebie, pokładając naszą nadzieję w Chrystusie, pragnę naśladować Go i doświadczyć cudu ogromnego połowu. Przyjdź z pomocą wszystkim chrześcijanom naszego pokolenia, aby zanurzyli się w głębokości prawdy, dobra i piękna. Niech przez wstawiennictwo Ojca Świętego, Jana Pawła II, Patrona Nowej Ewangelizacji, ta łaska zostanie nam powierzona. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień III – Osoba

    Na tej ziemi niech nosicielami wiary i nadziei będą chrześcijanie, żyjąc codziennie w miłości. Niech będą wiernymi świadkami Chrystusa Zmartwychwstałego, nigdy nie ustępując przeszkodom, które akumulują się na drogach ich życia. Liczę na was, w waszym młodzieńczym entuzjazmie i poświęceniu Chrystusowi.

    „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. To jest ów — jeśli tak wolno się wyrazić — ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. (…) „Syna swego Jednorodzonego dał”, ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3, 16)

    Ku Niemu kierujemy nasze spojrzenie, powtarzając wyznanie św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”

    Ku Niemu kierujemy nasze spojrzenie, powtarzając wyznanie św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”, bo tylko w Nim, Synu Bożym, jest nasze zbawienie (J 6, 68; por. Dz 4, 8 nn.). Poprzez całą tak bardzo wraz z Soborem rozbudowaną świadomość Kościoła, poprzez wszystkie warstwy tej świadomości, poprzez wszystkie kierunki działalności, w której Kościół wyraża siebie, odnajduje i potwierdza siebie — stale musimy dążyć do Tego, który jest Głową (por. Ef 1, 10. 22; 4, 25; Kol 1, 18), do Tego, „przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy” (1 Kor 8, 6; por. Kol, 17)

    Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo! (…) Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca — nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty — musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg „Syna swego Jednorodzonego dał”, ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3, 16).”

    Jan Paweł II, Encyklika Redemptor Hominis.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, Ty jesteś miłością i pierwszy nas ukochałeś. Twój Syn stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, objawiając swoim braciom i siostrom prawdę o miłości. Pozwolił im zrozumieć ich samych i odkryć sens ich własnej egzystencji. Prosimy Cię, przez Świętego Jana Pawła II, niestrudzonego obrońcę ludzkiej godności, dobrego pasterza w szukaniu zagubionych dusz w zamęcie życia i zanurzonych w rozpaczy, abyś udzielił nam tej łaski. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień IV – Rodzina

    Rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu.

    „Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. Wszak normalnie każdy z nas w rodzinie przychodzi na świat, można więc powiedzieć, że rodzinie zawdzięcza sam fakt bycia człowiekiem. A jeśli w tym przyjściu na świat oraz we wchodzeniu w świat człowiekowi brakuje rodziny, to jest to zawsze wyłom i brak nad wyraz niepokojący i bolesny, który potem ciąży na całym życiu. Tak więc Kościół ogarnia swą macierzyńską troską wszystkich, którzy znajdują się w takich sytuacjach, ponieważ dobrze wie, że rodzina spełnia funkcję podstawową.

    Rodzina bierze początek w miłości, jaką Stwórca ogarnia stworzony świat, co wyraziło się już „na początku”, w Księdze Rodzaju (1,1), a co w słowach Chrystusa w Ewangelii znalazło przewyższające wszystko potwierdzenie: „Tak […] Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16). Syn Jednorodzony, współistotny Ojcu, „Bóg z Boga i Światłość ze Światłości”, wszedł w dzieje ludzi poprzez rodzinę: „przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, […] ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu”. Skoro więc Chrystus „objawia się w pełni człowieka samemu człowiekowi”, czyni to naprzód w rodzinie i poprzez rodzinę, w której zechciał narodzić się by wzrastać. Wiadomo, że Odkupiciel znaczną część swego życia pozostawał w ukryciu nazaretańskim, będąc „posłusznym” (por. Łk 2,51) jako „Syn Człowieczy” swej Matce Maryi i Józefowi cieśli. Czyż to synowskie „posłuszeństwo” nie jest już pierwszym wymiarem posłuszeństwa Ojcu „aż do śmierci” (Flp 2,8), przez które odkupił świat?”

    Jan Paweł II, List do rodzin ”Gratissimam sane”.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, Twój wieczny plan zbawienia osiągnął swoją pełnię, kiedy Twój Umiłowany Syn przyszedł na świat przez Świętą Rodzinę, uświęcając przez Swoje narodzenie całą ludzką rodzinę. Powierzamy Ci nasze rodziny i wszystkie rodziny z całego świata. Niech modlitwa stanie się częścią ich życia. Pokornie Cię prosimy, przez wstawiennictwo Ojca Świętego Jana Pawła II, niestrudzonego obrońcę praw rodziny, abyśmy mogli być umocnieni przez Twą łaskę. Przez Chrystusa, Pana Naszego.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień V – Młodość

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Tylko wymagając od samych siebie – w przeciwieństwie do światowej opinii, która mówi – „Wybierz łatwiejszą drogę”, możesz zauważyć inne wyzwania Papieża: wybrać „być bardziej” niż „bardziej mieć”. „Być bardziej” młodym dzisiaj to odwaga pełnego inicjatywy trwania – nie możesz wyrzec się tego, przyszłość wszystkich zależy od tego – jednocześnie będąc wiernym dynamicznemu świadectwu wiary i nadziei.

    „Bądźcie błogosławieni!

    Bądźcie błogosławieni wraz z Maryją, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana. Bądźcie błogosławieni. Niech znak Niewiasty obleczonej w słońce idzie z wami, niech idzie z każdą i każdym po wszystkich drogach życia. Niech was prowadzi ku spełnieniu w Bogu waszego przybrania za synów w Chrystusie. Zaprawdę, zaprawdę. Wielkie rzeczy Pan wam uczynił! Wielkie rzeczy Pan nam uczynił! Wy, drodzy młodzi przyjaciele, dziewczęta i chłopcy, macie być świadkami wiernymi i odważnymi tych „wielkich rzeczy” w waszych środowiskach, wśród rówieśników, we wszystkich okolicznościach życia. Jest z wami Maryja, Dziewica z Nazaretu, uległa każdemu tchnieniu Ducha Świętego. Ta, która przez swoją wspaniałomyślną odpowiedź na zamierzenie Boga, przez swoje „niech mi się stanie”, otwarła światu upragnioną od dawna perspektywę zbawienia. Patrząc na Nią, pokorną Służebnicę Pańską, wziętą dziś do chwały niebios, mówię do was słowami św. Pawła: „Postępujcie według ducha” (Ga 5,16). Pozwólcie, by „Duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy, pobożności i bojaźni Pańskiej” (por. Iz 11,2) przenikał wasze serca i wasze życie i by za waszym pośrednictwem przekształcał oblicze ziemi. (…) Przyjmijcie Ducha Świętego! Przeniknięci mocą, która od Niego pochodzi, stawajcie się budowniczymi nowego świata: świata innego, opartego na prawdzie, na sprawiedliwości, na solidarności, na miłości. (…) Drodzy młodzi przyjaciele! Przyjmijcie Ducha Świętego i bądźcie mocni!”

    Jan Paweł II, Homilia, Częstochowa, 15 sierpnia 1991 r.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, od młodości powołałeś nas, abyśmy za Tobą podążali. W Twoim Synu, młodość ma Mistrza, który naucza nas jak formować nową osobę w nos – z cierpliwością i uporczywością, żeby odkryć własne powołanie, żeby efektywnie budować kulturę miłości. Prosimy Cię za naszą młodość, żebyśmy nie pozwolili zniewolić się przez ślepe pragnienia i miłosne rozczarowania. Niech Jan Paweł II, który szukał młodych i kochał ich z wzajemnością, będzie dla nich wzorem i patronem, i przez Jego wstawiennictwo prosimy o tę łaskę. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień 6 – Grzech

    Największym cierpieniem ludzkości i każdego indywiduum jest grzech. Nie ma większego bólu, który możemy narzucić duszy, niż zanurzyć ją w stanie grzechu śmiertelnego.

    „Grzech nie kończy się w naszych ograniczeniach ludzkiej świadomości, nie kończy się w niej. Przez wewnętrzną definicję, implikuje referencję: odniesienie do Boga.

    Jednak to odniesienie jest zbawcze! Oznacza, że ja, człowiek, nie zostaję tylko z moją winą. I Bóg, który  w pewien sposób jest „naocznym” świadkiem mojego grzechu (widzi, będąc niewidocznym), jest blisko mnie nie tylko, by osądzać. Z pewnością mnie osądza! Osądza mnie z tym samym wewnętrznym sądem moja świadomość (jeśli ta nie stanie się głucha lub zdeformowana). Jednak, sama sprawiedliwość już jest zbawcza! Przez fakt nazywania zła przez jego prawdziwe imię, w pewnym sensie zrywam z nim, utrzymuję go na pewien dystans ode mnie, nawet kiedy w tym samym czasie wiem, że jest zły, grzech nie przestaje być moim grzechem. Ale nawet kiedy mój grzech jest przeciwko Bogu, Bóg nie jest przeciwko mnie. W momencie wewnętrznej pokusy ludzkiej świadomości, Bóg nie głosi swojej sentencji. Nie potępia. Bóg czeka na mój powrót do Niego jak do sprawiedliwej miłości, jako do Ojca, w formie, jaka pokazuje parabola o synu marnotrawnym. Żeby Mu „ujawnić” grzech. I powierzyć siebie Jemu. W ten sposób od rachunku sumienia przechodzimy do tego, co stanowi samą istotę nawrócenia i pojednania z Bogiem”.

    Jan Paweł II, Anioł Pański, Rzym, 23 lutego 1986 r.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, grzech jest żądłem, które powoduje ból i zabija łaskę uświęcającą. Cierpienie, w Twoim rozumieniu zbawienia, jest drogą, która prowadzi do Ciebie. Twój Syn, przez swoją dobrowolną mękę i śmierć na krzyżu, wziął na siebie całe zło grzechu i nadał cierpieniu całkowicie nowe znaczenie, wprowadzając je w porządek miłości. W imię tej miłości, która była gotowa przyjąć cierpienie bez winy, prosimy Cię, przez wstawiennictwo Jana Pawła II, który służył Twojemu ludowi, naznaczony był stygmatami męczennika, o tę specjalną łaskę przeżywania cierpienia przez miłość… Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień VII – Miłosierdzie

    Dzisiaj, kiedy egoizm, obojętność i niewrażliwość serc rozprzestrzeniają się w przerażającej formie, jak intensywnie potrzebujemy odnowy wrażliwości osoby, jej ubóstwa i cierpień. Świat woła o miłosierdzie. Nic nie jest bardziej potrzebne człowiekowi niż miłosierdzie Boga, ta szlachetna, uprzejma miłość, która wynosi człowieka ponad wszystkie jego słabości w kierunku wiecznych wyżyn świętości Boga.

    „Człowiek — każdy człowiek — jest tym synem marnotrawnym: owładnięty pokusą odejścia od Ojca, by żyć niezależnie; ulegający pokusie; zawiedziony ową pustką, która zafascynowała go jak miraż; samotny, zniesławiony, wykorzystany, gdy próbuje zbudować świat tylko dla siebie; w głębi swej nędzy udręczony pragnieniem powrotu do jedności z Ojcem. Jak ojciec z przypowieści, Bóg wypatruje powrotu syna, gdy powróci przygarnia go do serca i zastawia stół dla uczczenia ponownego spotkania, w którym Ojciec i bracia świętują pojednanie.”

    Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska „Reconciliatio et Paenitentia”.

    Módlmy się: „Jezu, ufam Tobie”. Ta modlitwa, ceniona przez wielu czcicieli Bożego Miłosierdzia, dokładnie wyraża postawę, którą także chcemy przyjąć, kiedy powierzamy się w Twoje objęcia, Panie, nasz jedyny Zbawicielu. Jak intensywnie pragniesz być kochany! I ten, kto pragnie zapalić w sobie uczucia Twojego serca, uczy się być konstruktorem nowej kultury miłości. Prosty akt ufności jest wystarczający, by przeniknąć zasłonę melancholii i smutku, wątpliwości i rozpaczy. Promienie Twojego Boskiego Miłosierdzia odnawiają w szczególny sposób nadzieję tych, którzy czują się uciskani przez ciężar grzechu…

    Maryjo, Matko Miłosierdzia, spraw, aby nadzieja, którą pokładamy w Twoim Synu, naszym Odkupicielu, była zawsze żywa. I Ty, Święta Faustyno, pomóż nam też, kiedy powtarzamy z Tobą, patrząc odważnie na twarz Boskiego Odkupiciela, słowa: „Jezu, ufam Ci. Dziś i na zawsze”. Amen!

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień VIII – Maria

    Przez to misterium, przez tę ufność w wierze wyróżnia się Maryja. „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa Twego”.

    „Dzisiaj przyszedłem do Ciebie, Pani Jasnogórska, (…) aby raz jeszcze się pożegnać i prosić o błogosławieństwo na drogę.

    (…) Jasnogórska Matko Kościoła! Raz jeszcze oddaję Ci siebie w „macierzyńską niewolę miłości” wedle słów mego zawołania: Totus Tuus! Oddaję Ci cały Kościół – wszędzie, aż do najdalszych krańców ziemi! Oddaję Ci ludzkość i wszystkich ludzi – moich braci. Wszystkie ludy i narody. Oddaję Ci Europę i wszystkie kontynenty. Oddaję Ci Rzym i Polskę, zjednoczone poprzez Twego sługę nowym węzłem miłości.

    Matko, przyjmij!

    Matko, nie opuszczaj!

    Matko, prowadź!

    (…) Daruj więc, Matko Kościoła i Królowo Polski, że podziękujemy Ci wszyscy więcej niż mową, milczeniem naszych serc. Że tym milczeniem wyśpiewamy naszą pożegnalną prefację”.

    Jan Paweł II, Przemówienie pożegnalne na Jasnej Górze – Częstochowa, 6 czerwca 1979 r.

    Módlmy się: Maryjo, Matko Syna Bożego, wysłuchaj naszej modlitwy: „Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!”. Niech będą dzięki Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, całkowicie poświęconemu Maryi, z wiernością i do końca wypełniającemu misję, która została mu dana przez Zmartwychwstałego. Boże, przyjmij owoce jego życia i służby, powierzając nam przez jego wstawiennictwo łaskę wierności. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen!

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Dzień IX – Eucharystia

    Eucharystia jest największym darem i cudem, bo tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, odkupienia ludzkości, staje się w niej obecna.

    „Kościół żyje dzięki Eucharystii. Ta prawda wyraża nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła. Na różne sposoby Kościół doświadcza z radością, że nieustannie urzeczywistnia się obietnica: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt28, 20). Dzięki Najświętszej Eucharystii, w której następuje przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Pana, raduje się tą obecnością w sposób szczególny.

    Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa, swojego Pana, nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby w jej świętym człowieczeństwie, jak też dar Jego dzieła zbawienia. Nie pozostaje ono ograniczone do przeszłości, skoro «to, kim Chrystus jest, to, co uczynił i co wycierpiał dla wszystkich ludzi, uczestniczy w wieczności Bożej, przekracza wszelkie czasy i jest w nich stale obecne…»

    Pragnę raz jeszcze przypomnieć tę prawdę, drodzy Bracia i Siostry, adorując razem z wami tę tajemnicę: tajemnicę wielką, tajemnicę miłosierdzia. Cóż większego Jezus mógł uczynić dla nas? Prawdziwie, w Eucharystii objawia nam miłość, która posuwa się «aż do końca» (por. J13,1) — miłość, która nie zna miary”.

    Jan Paweł II, Encyklika „Ecclesia de Eucharistia”.

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze: Twój Syn ukochał nas aż do końca i pozostał z nami w Eucharystii. Niech „Amen”, które mówimy w obecności Ciała i Krwi Naszego Pana, odda nas do pokornej służby braciom, którzy mają głód miłości. Jak komunia z Kościołem odkupionych w niebie jest wyrażana i umacniania w Eucharystii, tak my pragniemy tej codziennej jedności z Tobą i przez wstawiennictwo Jana Pawła II, udziel nam tej łaski. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Litania

    Źródło: Wspólnota Canção Nova

    Katolicka Wspólnota Shalom przynależy do Kościoła Katolickiego i jest przezeń uznana jako Międzynarodowe Prywatne Stowarzyszenie Wiernych o osobowości prawnej. W 2007 roku Wspólnota została uznana przez Stolicę Apostolską jako Międzynarodowe Stowarzyszenie Wiernych, jest zatem uznana na całym świecie przez Świętą Matkę Kościół. W maju 2012 roku papież Benedykt XVI, za pośrednictwem Papieskiej Rady do Spraw Świeckich, ostatecznie zatwierdził statut Katolickiej Wspólnoty Shalom, gdy Wspólnota obchodziła swoje 30-lecie.
    Obecną w kilkudziesięciu krajach na świecie, Katolicką Wspólnotę Shalom tworzą mężczyźni i kobiety, które przyjmują różne formy życia, jakie są obecne w Kościele, angażując się w życie wspólnotowe i misjonarskie, przyjmując za cel głoszenie Ewangelii Jezusa Chrystusa wszystkim ludziom, szczególnie tym będącym daleko od Jezusa i Kościoła.

    **************************************************************************************************************

    środa – 14 października


    św. Małgorzata Alacoque: Serce, które umiłowało ludzi

    Ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego w bazylice św. Piotra

    Ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego w bazylice św. Piotra/fot. Włodzimierz Rędzioch

    ***

    Między południowym transeptem a apsydą znajduje się jedno z wejść do Bazyliki św. Piotra. Przez nowoczesną Bramę Modlitwy (Porta della Preghiera) wchodzi się do świątyni pod nagrobkiem Aleksandra VII wykonanym przez słynnego Berniniego.

    Ten mistrz baroku w dolnej części monumentu umieścił pozłacaną postać kościotrupa, który pokazuje klepsydrę, aby przypomnieć ludziom o upływającym czasie naszej ziemskiej egzystencji. Na wprost wejścia znajduje się ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego, jeden z najnowszych ołtarzy Bazyliki, przedstawiający scenę objawienia się Jezusa Małgorzacie Marii Alacoque. Ta francuska mistyczna od grudnia 1673 r. do czerwca 1675 r. miała kilka widzeń Jezusa. Zasłynęła z propagowania nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Jezusowego. W jednym z objawień sam Jezus chciał, „żeby pierwszy piątek po Oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto na uczczenie mojego Serca”. Małgorzata Maria Alacoque została ogłoszona błogosławioną przez Piusa IX 18 września 1864 r., a kanonizowana 13 maja 1920 r. za pontyfikatu papieża Benedykta XV.

    Ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego w bazylice św. Piotra

    Powstanie ołtarza Najświętszego Serca Jezusowego w świątyni watykańskiej związane jest z inna słynną postacią Kościoła końca XIX i początku XX w., ks. Leonem Janem Dehonem, założycielem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego. 25 kwietnia 1918 r. ks. Dehon został przyjęty na audiencji przez Benedykta XV, którego był przyjacielem. Przy tej okazji ks. Dehon poprosił Papieża, aby kazał wznieść ołtarz Najświętszego Serca w Bazylice św. Piotra – byłby to znak, że również Watykan jest poświęcony Najświętszemu Sercu. Zasugerował również aby ołtarz przedstwiał scenę objawienie się Jezusa Marghericie Marii Alacoque. Papieżowi spodobał się pomysł założyciela sercanów i kazał przygotować obraz hrabiemu Carlo Muccioli. Artysta wykonał pierwsze płótno, które jednak nie spodobało się. Zrobił więc drugi obraz, z który otrzymał wynagrodzenie w 1920 r. 29 kwietnia 1921 r. zaczęto pracę, by wykonać obraz w mozaice – układanie mozaiki zakończono 15 sierpnia 1925 r., w roku śmierci ks. Dehona, który był inspiratorem powstania ołtarza.

    Tygodnik NIEDZIELA

    *************************

    Święta Małgorzata Maria Alacoque – Wynagradzająca Sercu Jezusa

    13 maja 2020 roku była 100. rocznica kanonizacji Małgorzaty Marii Alacoque, której dokonał papież Benedykt XV.

    Małgorzata Maria Alacoque (1647-1690) urodziła się 22 lipca 1647 roku w Lauthecour (Burgundia). Bardzo wcześnie została osierocona. Wychowywana była przez najbliższą rodzinę zmarłych rodziców. W sercu młodej Francuzki z biegiem czasu coraz bardziej narastało pragnienie wstąpienia do zakonu. Jej zamiar spełnił się w 1671 roku, gdy otwarły się przed nią bramy klasztoru wizytek w Paray-le-Monial. Siostrę Małgorzatę cechowała szczera pobożność i pokora, co bardzo pomagało jej w znoszeniu codziennych trudów i upokorzeń, jakimi była doświadczana w nowicjacie.

    Mistyczne spotkanie

    W dzień św. Jana Ewangelisty, 27 grudnia 1673 roku, s. Małgorzata Maria, dzięki specjalnej łasce mistycznej, została obdarzona poznaniem tajemnic Najświętszego Serca Pana Jezusa. Odkryła, że Serce Zbawiciela – tak często przez ludzi zapominane – wciąż świadczy o hojnej miłości Boga względem wszystkich ludzi. Pan Jezus prosił ją o praktykowanie zadośćuczynienia za niewdzięczność tylu ludzi wobec bezgranicznej Miłości Boga, objawionej w Jego śmierci krzyżowej na Kalwarii.

    Potem następowały kolejne objawienia, bo Jezus udzielał s. Małgorzacie wskazań potrzebnych do oddawania czci Jego Najświętszemu Sercu. W 1674 roku Pan Jezus domagał się pierwszopiątkowej Komunii św., którą powinniśmy przyjmować w duchu wynagrodzenia. 16 czerwca 1675 roku św. Małgorzata Maria usłyszała z ust Pana następujące słowa: Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi… i żądanie ustanowienia osobnego liturgicznego święta, by Je uczcić.

    Doświadczając tych mistycznych łask, francuska zakonnica starała się odpowiedzieć szczodrością swego serca na bezgraniczną miłość Pana. Pragnęła prowadzić nieprzerwany dialog miłości z Jezusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałymOtworzyła swoje serce na przeogromną miłość Boga, ofiarując Mu swoje cierpienia, trudy dnia i znoszone umartwienia. Wypełniając zalecenia Pana Jezusa, ofiarowała wszelkie przeciwności i przykrości w intencji nawrócenia zatwardziałych grzeszników. Czyniła to również w duchu wynagrodzenia za obojętność ze strony tak wielu ludzi względem Boga.

    W tym czasie jej spowiednikiem był jezuita, św. Klaudiusz La Colombière, który nie omieszkał poddać jej próbie posłuszeństwa i gruntownie sprawdził jej pokorę w życiu codziennym. Gdy wynik duchowego testu okazał się pozytywny, z hojnością służył s. Małgorzacie Marii swoją wiedzą duchową i żywym doświadczeniem Boga, który jemu także udzielał się na modlitwie.

    Święta Małgorzata Maria przypomina nam, że powinniśmy się otworzyć na przyjęcie duchowych darów płynących z przebitego Serca Zbawiciela. Trzeba usunąć nagromadzone przeszkody, zwłaszcza grzechy i złe przywiązania, by wejść na drogę duchowego oczyszczenia. Pozwólmy Panu Jezusowi działać również w naszym pokoleniu, w Polsce i w całej Europie. On nas obdarzył największym darem – wolnością. To właśnie od naszego wyboru, od naszej woli zależy, czy na miłość Jego Serca odpowiemy miłością. A wtedy także z naszego wnętrza popłyną strumienie wody żywej (por. J 7, 38).

    Bóg sam wystarcza

    Francuska mistyczka może być dla nas przykładem, jak w codziennym życiu dbać o prymat Boga, by On był w centrum każdego dnia wypełnionego wieloma obowiązkami i pracami. Będąc przekonana, że Bóg sam wystarcza, modliła się:

    Mój Panie, niczego nie chcę oprócz Ciebie i tego, co Ty sam wybierzesz dla mnie. Ty mi wystarczasz, mój Boże! Uczyń dla mnie i ze mną to, co będzie dla większej Twojej chwały, bez względu na moje samolubne korzyści. Bądź zadowolony, mój Boże, a to mi wystarczy. W Najświętszym Sercu Jezusa odnajduję wszystko to, czego brak mi w moim ubóstwie, gdyż jest ono pełne miłosierdzia. Nie znalazłam nigdy skuteczniejszego środka na moje strapienia niż Przenajświętsze  Serce mojego umiłowanego Jezusa. W Nim zasypiam bez zmartwień i wypoczywam bez niepokojów (…). Chorzy i grzesznicy odnajdują w Nim pewne schronienie i spokojnie odpoczywają. Boskie i umiłowane Serce jest całą moją nadzieją: jest moją ucieczką. Jego zasługi są dla mnie zbawieniem, życiem i zmartwychwstaniem.

    Poznawanie tajemnic Najświętszego Serca Jezusa, jakich doświadczyła św. Małgorzata Maria, pomoże nam również dzisiaj w odkrywaniu głębokiego sensu spowiedzi i Komunii św. w pierwszy piątek miesiąca, do czego zachęcał Pan. Ten rytm częstego korzystania ze świętych sakramentów przyczyni się do pogłębienia naszej przyjaźni z Panem Jezusem.

    Wspominając tę wielką mistyczkę z okazji 100. rocznicy jej kanonizacji, prośmy za jej przyczyną: Najświętsze Serce Jezusa, uczyń serca nasze według Serca Twego. Trzeba, byśmy odkryli dynamizm Bożej miłości wiedząc, że z naszego życia ocaleje jedynie to, co zrodziło się z miłości. Pozwólmy zatem ogarnąć się miłości Serca Jezusa, które ukazuje nam nieskończoną miłość Serca Ojca.

    Z wiarą i miłością powtarzajmy za św. Małgorzatą Marią:

    Pozdrawiam Cię, Boskie Serce, Źródło wszelkiego szczęścia!
    Pozdrawiam Cię, Serce mojego Przyjaciela! Rozraduj mnie!
    Pozdrawiam Cię, Serce nieporównanej dobroci! Przebacz mi!
    Pozdrawiam Cię, Serce pełne miłości, święty Piecu Ognisty!
    Pochłoń i spal mnie w sobie! Amen
    .

    ks. Marek Wójtowicz SJ/Apostolstwo Modlitwy

    *************

     

    ********************************************************************************************************

    czwartek – 15 października

    Św. Teresa z Avila: Mistyczka z charakterkiem

    św. Teresa z Ávili, św. Teresa od Jezusa (Teresa Sánchez de Cepeda y Ahumada), Doktor i odnowiciel Kościoła 

    Patronka chorych i chorób. Wzywana w mękach duchowych, w bólach serca i głowy, opiekunka życia duchownego, oraz osób potrzebujących łaski i ośmieszanych z powodu ich pobożności, matki, osoby grające w szachy (szachiści), utrata rodziców, 

    Hiszpania, Chorawcja, Meksyk, Ávili, Neapol, Alba de Tormes, stowarzyszenia karmelickie, pisarze hiszpańscy

    Avilla, Hiszpania (Kastylia) Święta Teresa. Obraz Convento de Santa Teresa Avila, w klasztorze założonym w 1636 r. świętej Teresy, autorki kontrreformacji i hiszpańskiej mistyczki, która założyła zakon karmelitów, zdjęcie shutterstock, autor Bill Perry

    Jedna z najwybitniejszych świętych Kościoła Katolickiego. Ogłoszona Doktorem Kościoła przez św. Pawła VI, papieża w roku 1970.

    Witraż z wizerunkiem św. Teresy; natchniona Duchem Świętym spisuje swoje mistyczne dzieła. Kościół i klasztor św. Teresy w Avilia to od stuleci miejsce pielgrzymek wiernych. Klasztor ten został wzniesiony nad domem, w którym narodziła się św. Teresa, zdjęcie fotolia, autor Bill Perry

    Nad wyraz wyraźnie i szczegółowo opisała sferę mistycznych przeżyć i zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. Św. Teresa jest nazywana w Hiszpanii „matką seraficką”, oraz „Doctora mystica”.

    Urodziła się 28 marca 1515 roku w mieści Ávili, w Hiszpanii. Wychowywana po śmierci matki przez Siostry Augustynki, tam właśnie odkryła dla siebie „Listy” Hieronima, pod których wpływem ostatecznie podjęła decyzję o wstąpieniu do zakonu.

    Wkrótce po wstąpieniu do karmelu ciężko zachorowała. Skutkiem choroby została częściowo sparaliżowana. Jest to czas, w którym doznała pierwszych mistycznych przeżyć. Z czasem doznania mistyczne nabierały na sile, a Teresa stała się obiektem zainteresowania i poddana presji środowiska.

    TERESA W CZASIE SWOICH MISTYCZNYCH DOZNAŃ MIAŁA PRZERAŻAJĄCĄ WIZJĘ PIEKŁA, CO SKŁONIŁO JĄ DO POŚWIĘCENIA SIĘ W DĄŻENIU DO DOSKONAŁOŚCI. Z TEJ PRZYCZYNY ZAŁOŻYŁA ZREFORMOWANY KLASZTOR KARMELITÓW W ÁVILI.

    Rzeźba przedstawiająca świętą Teresę znajdująca się we wnętrzu katedry Chrystusa Zbawiciela w Ávili (Chrystusa Salvador de Ávila), Castilla, León, Hiszpania, zdjęcie fotolia, autor ANTONIO AYUSO

    Uznając wcześniejszą regułę zakonną za mało surową. Papież wyraził zgodę na bardziej surową dyscyplinę ascetyczną w zakonie, oddanie się modlitwie i samotności. Zakonnicę wspierał franciszkanin – Piotr z Alkantary.

    Jan od Krzyża przystąpił do reformy zakonu karmelitów. W 1568 roku zreformował męską część zakonu.

    Zmarła 4 października 1582 w trakcie wizytacji w Alba de Tormes (Hiszpania). I tam właśnie znajdują się jej relikwie. Została kanonizowana w 1622 roku.

    Nasi Patroni.pl

    **********************

    Mistyczka z charakterkiem

    Mistyczka z charakterkiem
    PIXABAY

    ***

    Kiedy brat Jan namalował portret 61-letniej matki Teresy, usłyszał: “Niech Ci Bóg przebaczy, bracie Janie! Namalowałeś mnie brzydką i kaprawą”.

    Wysoka. Wybitnie piękna w młodości, nawet w podeszłym wieku wyglądała jeszcze bardzo dobrze – notuje jej spowiednik i biograf o. Franciszek de Ribera. A ona sama wyznaje: „Chciałam się podobać, wyglądać zawsze korzystnie, dbałam bardzo o swoje ręce, o włosy, perfumy, o wszystkie możliwe marności”. Kiedy brat Jan namalował portret 61-letniej matki Teresy, usłyszał: „Niech Ci Bóg przebaczy, bracie Janie! Namalowałeś mnie brzydką i kaprawą”.

    Siedmioletnia Teresa wraz ze swoim starszym bratem ucieka z domu i wyrusza do krainy Maurów, aby zginąć dla Chrystusa. Małych „męczenników” spotyka w drodze stryj i doprowadza do domu. W wieku lat 20 wbrew woli ojca wstępuje do klasztoru Wcielenia w Avili. Przyjmuje imię Teresa od Jezusa. Niedługo potem ciężko choruje. Umiera. Wykopany zostaje dla niej grób. Po czterech dniach letargu wraca do życia, ale choroby będą ją nękały do końca. Przez dwadzieścia lat żyje jako pobożna zakonnica, ale wciąż czuje, że to nie to. Denerwuje ją luz panujący w klasztorze. „Pragnęłam bardzo być kochana przez wszystkich” – wyznaje. Jej wrodzony wdzięk, inteligencja, wesołość powodują, że w klasztorze bez klauzury wciąż ma wokół siebie przyjaciół, adoratorów. „Chciałam pogodzić ze sobą życie duchowe z pociechami, upodobaniami i rozrywkami zmysłowymi. (…) W efekcie ani Bogiem się nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata”. Teresa przestaje się modlić.

    Nawrócenie przychodzi po dwudziestu latach letniego życia w klasztorze. Teresa jest poruszona lekturą „Wyznań” św. Augustyna. Przed sprowadzonym właśnie do kaplicy obrazem umęczonego Chrystusa widzi swoją grzeszność. Rodzi się na nowo. Od tej chwili idzie na całość. Nie, nie żyje bynajmniej jak pustelnica. Nadal się przyjaźni, wciąż łatwo przywiązuje się do swoich spowiedników, jednak żadne uczucie nie rywalizuje już odtąd z miłością do Boga. Zaczyna doświadczać intensywnych mistycznych wizji.

    Jest mistyczką, ale i kobietą czynu. Szuka bardziej surowych warunków życia, sprzyjających głębszej modlitwie. Opierając się na własnych doświadczeniach, zakłada pierwszy klasztor według odnowionej reguły karmelitańskiej. Napotyka opór ze strony władz kościelnych i samych zakonnic. Jest przesłuchiwana przez inkwizycję. Nadal jednak robi swoje. Wraz ze św. Janem od Krzyża zakłada kolejne klasztory. Powstanie ich w sumie 33. Dużo pisze. Jej dzieła staną się klasyką literatury mistycznej. Papież Paweł VI ogłosi ją po latach pierwszą kobietą doktorem Kościoła.
    W jej brewiarzu odnaleziono zakładkę zapisaną słowami: „Niech nic cię nie smuci, niech nic cię nie przeraża, wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny. Cierpliwością osiągniesz wszystko; Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy. Solo Dios basta!”.

    ks. Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    *************

    ŚWIĘTA TERESA Z AVILA – NAUCZYCIELKA WYTRWAŁOŚCI I ŻARLIWEJ MODLITWY

    Święta Teresa

    Święta Teresa z Ávila zwana też Teresą od Jezusa, Teresą Wielką i Teresą Hiszpańską (w odróżnieniu od św. Teresy z Lisieux zwaną małą Tereską), była hiszpańską mistyczka, karmelitanką, reformatorką klasztoru Karmelitanów i teologiem życia kontemplacyjnego.

    Wraz ze świętym Janem od Krzyża jest uważana za założycielkę Karmelitów Bosych, zakonu opierającego się na całkowitym ubóstwie i wyrzeczeniu się dóbr materialnych. Patronka pisarzy, chorych, matek, ludzi prześladowanych za swoją pobożność. Jej atrybutami są krzyż, pióro, księga, habit i serce przebite strzałą. Kobieta, która w ziemskim życiu doświadczyła wielu lat kryzysu duchowego, kryzysów wiary, a mimo to wracała do modlitwy po przerwach, pomimo czego, a może dzięki czemu, doświadczyła przeżyć mistycznych, wizji i szczęścia.

    Welleschik [CC BY-SA 3.0], from Wikimedia Commons

    Historia św. Teresy w pigułce

    Św. Teresa  żyła w XVI w. w Hiszpanii, urodziła się w 1515r. Ávili, a zmarła w 1582 r.  w  Alba de Tormes. Była najmłodszym z trójki dzieci Alonsa Sancheza de Cepeda i jego drugiej żony Beatrycze de Ahumada. Korzenie jej rodziny sięgają nawróconych na katolicyzm Żydów (maranów), a jej dziadek ze strony ojca przyjął chrzest w roku 1485. Wychowywała się w rodzinie, gdzie miała siedmioro rodzeństwa z małżeństwa rodziców oraz troje rodzeństwa z pierwszego małżeństwa ojca.  Jej matka zmarła, kiedy Teresa miała ok. 12 lat.

    Jako młodą dziewczynę ojciec oddał ją pod opiekę do sióstr Augustianek, jednak ze względu na problemy zdrowotne powróciła stamtąd po roku. Następnie wstąpiła do Karmelu w wieku 20 lat. Poważnie chorowała w wieku ok 24 lat, kiedy już przebywała w klasztorze, zdrowie odzyskała kiedy miała 27 lat. Do ok. 30 roku życia opisuje swoje lata, jako lata kryzysu i walki o życie wewnętrzne. Po odzyskaniu zdrowia modlitwa stała się kluczowym elementem jej życia.

    Święta mocno wierzyła w moc wody święconej. Przez okres kilku lat miała widzenia Jezusa. Miała również widzenia Matki Bożej, św. Józefa, Aniołów i spraw przyszłych. W jednej z wizji Serafin – postać anioła opisywanego w Starym Testamencie, wielokrotnie wbił rozżarzony do czerwoności czubek złotej włóczni w jej serce, powodując niepojęty duchowo-fizyczny ból. Doświadczenie to opisywane jest jako ekstaza św. Teresy, które inspirowało wielu artystów. W kościele Santa Maria della Vittoria w Rzymie znajduje się jedno z najsłynniejszych dzieł sztuki przedstawiające to spotkanie, rzeźba Berniniego. Została ogłoszona świętą w 40 lat po śmierci w 1617 r., a w 1670 r. została ogłoszona doktorem nauk Kościoła Katolickiego wraz ze świętą Katarzyną ze Sieny.  Św. Teresa uznawana jest przez Kościół katolicki, Kościół ewangelicko-augsburski i wspólnotę anglikańską. Wspomnienie liturgiczne św. Teresy przypada 15 października.

    Wiersz świętej Teresy z Ávili “Cierpliwość Zwycięża”:

    Nie trwóż się, nie drżyj
    Wśród życia dróg,
    Tu wszystko mija,
    Trwa tylko Bóg.

    Cierpliwość przetrwa
    Dni ziemskich znój,
    Kto Boga posiadł
    Ma szczęścia zdrój:
    Bóg sam wystarcza.

    Dzieła św. Teresy

    Jest autorką  7 książek:

    1. Księga mojego życia (Autobiografia).
    2. Zamek wewnętrzny (Mieszkania).
    3. Droga doskonałości.
    4. Księga fundacji.
    5. Pisma mniejsze.
    6. Listy (część 1).
    7. Listy (część 2).

    Akademia Ducha.pl

    ***********

    Modlitwa (według) Teresy

    SAINT TERESA OF AVILA
    Peter Paul Rubens | Public Domain

    ***

    „Niczego więcej od nas nie żąda, tylko spojrzenia” – pisała św. Teresa. „Patrzeć na Tego, który na mnie patrzy”– to jedna z jej definicji modlitwy

    Nie potrafimy się modlić. Ona też sobie nie radziła, ale była niezmordowana w poszukiwaniu Boga żywego, Miłości. Odkryła, że modlitwa to „nawiązywanie przyjaźni, powtarzane sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”.

    Anegdota opowiada, że ktoś widząc św. Teresę, słynną już wtedy mistyczkę, z apetytem zajadającą obiad, nie krył swojego rozczarowania i zdziwienia. „Kiedy modlitwa, to modlitwa, kiedy kuropatwa, to kuropatwa!” – miała na to powiedzieć święta. Zawsze chodziła twardo po ziemi. Jej serce, dusza i ciało nieraz odlatywały do nieba, ale ona mimo nadzwyczajnych mistycznych darów zawsze trzeźwo patrzyła na życie, także życie duchowe. Otrzymała łaskę głębokiej modlitwy i – co ważne – umiała oceniać i rozumieć „procesy duchowe” bardzo racjonalnie. Co więcej, potrafiła przekazywać swoje doświadczenie i wiedzę innym. Doświadczała, rozumiała i przekazywała. Te trzy dary decydują o tym, że jej dzieła zyskały tak wielki rozgłos, choć nazywała siebie „nieuczoną kobieciną”. Stała się nauczycielką modlitwy, przewodniczką po wewnętrznym życiu i pozostaje nią do dziś. Najważniejsze dzieło poświęcone życiu modlitwy zatytułowała „Twierdza wewnętrzna”. Wiele lat patrzyła z okna swojej celi na wysokie średniowieczne mury opasujące Avila (cudowne miejsce!). Może właśnie dlatego ten obraz. Twierdza to miejsce chronione przed wrogiem, przestrzeń bezpieczna, pewna, dająca schronienie. Każdy z nas ma w sobie taką twierdzę – to Chrystus w nas. „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus”, pisał św. Paweł. Teresa zrozumiała, że to jest formuła prawdziwego życia. Skoro Bóg żyje w nas, trzeba wyruszyć w głąb siebie, aby Go spotkać. Droga modlitwy, którą wskazała Teresa, nie jest czymś „tylko dla orłów”. Wiele jej wskazówek zaskakuje prostotą i realizmem. To klasyka duchowości. A klasyka nigdy się nie starzeje.

    Pomoce w przedszkolu modlitwy

    Pierwsza podpowiedź Teresy: korzystajcie z książek. „Przez cały ten czas [18 lat] nigdy, z wyjątkiem dziękczynienia po Komunii, nie śmiałam przystąpić do modlitwy bez książki. Mając pod ręką tę pomoc, która mi była jakby towarzystwem i puklerzem do odbijania pocisków nastających na mnie myśli obcych, uspokajałam się”, wyznaje.

    Nieraz słyszałem w seminarium radę, aby do klęcznika nie zabierać żadnych lektur, „nie czytać Panu Bogu”, ale skupić się na Jego słuchaniu. A tymczasem św. Teresa radzi początkującym coś dokładnie odwrotnego: „Pożytecznie jest używać książki dla szybszego skupienia się w duchu”. Oczywiście chodzi o lekturę duchową, pozostającą zawsze tylko pomocą, pewnym zabezpieczeniem siebie przed rozproszeniem, przygotowaniem do bardziej swobodnej rozmowy z Panem. „W chwili gdy wezmę książkę do ręki, skupiam się w sobie z wewnętrznego zadowolenia i tak czytanie zamienia się w modlitwę”. Oczywiście podstawową księgą pozostaje Biblia, której nie można porównać z żadną inną. Na marginesie warto pamiętać, że w czasach Teresy lektura całego Pisma Świętego z wielu względów była niemożliwa. Święta z tym większą żarliwością starała się zachowywać w sercu każde zdanie z Biblii, które wyłuskała z innych ksiąg czy usłyszała w liturgii. Dla Teresy „księgą” pomagającą w modlitwie była także przyroda. Piękno świata sprzyja kontemplacji. Dlatego dbała, by w każdym karmelitańskim klasztorze był ogród. Kolejna wskazówka, konieczność mistrza, przewodnika. Święta Teresa sama miewała spore kłopoty ze znalezieniem spowiednika, który by ją rozumiał. Chodzi o takiego kierownika duchowego, który będzie stawiał prowadzonemu wysokie cele, a nie tylko uczył chodzenia „żółwim krokiem” czy „samego tylko polowania na drobne jaszczurki”. Nie sądzę, by dziś było łatwiej znaleźć dobrego przewodnika niż w czasach Teresy. Tym niemniej zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych w życiu pomoc kogoś z zewnątrz jest konieczna. „Wielkie to nieszczęście dla duszy być pozostawioną samej sobie wśród niebezpieczeństw”, zauważa Teresa. Sama przekonała się o tym. „Z tego powodu radziłabym każdemu, kto oddaje się modlitwie wewnętrznej, aby zwłaszcza na początku starał się o przyjaźń i towarzystwo z takimi, którzy podobnie ćwiczą się w rozmyślaniu”. Modlitwie, która ma być przyjaźnią z Bogiem, sprzyja ludzka przyjaźń z kimś, kto sam się modli, kto jest blisko Jezusa.

    Powiązanie modlitwy z życiem

    Modlitwa nie jest czymś oderwanym od życia. Przeciwnie, jest związana najgłębiej z życiem. Uczymy się modlitwy, żyjąc, uczymy się życia, modląc się. Pomyślmy, co nas rozprasza na modlitwie? To, czym żyjemy. Nasze lęki, grzechy, frustracje, żale, nadzieje, iluzje, marzenia itd. Wszystkie wewnętrzne pęknięcia człowieka, niekonsekwencje, zafałszowania ukazują się z całą siłą, kiedy klęka na dłuższą chwilę przed Bogiem. Teresa żyjąc 20 lat w klasztorze Wcielenia, toczyła walkę o głębszą modlitwę, rozpraszana licznymi kontaktami z ludźmi i jej niekończącymi się rozmowami w zakonnej rozmównicy. Celem modlitwy nie jest modlitwa, ale sam Bóg, więź z Nim, przyjaźń, miłość, prawda. Modlitwa pokazuje prawdę o nas samych, o naszej relacji z Bogiem. O jakości modlitwy decyduje w największej mierze nasz sposób życia, nasze priorytety i cele, które sobie stawiamy. Teresa zakładając klasztor św. Józefa, pierwszą wspólnotę żyjącą według nowych reguł, chciała stworzyć siostrom lepsze warunki dla modlitwy. Akcentowała, że rozwój życia duchowego oznacza nie tylko koncentrację na samej modlitwie, ale rozwój samego człowieczeństwa, czyli używając archaicznie dziś brzmiącego zwrotu „rozwój cnót”. Słowo „cnota” wypadło z naszego codziennego słownika. Funkcjonuje w mowie potocznej już tylko w szyderstwach z czystości seksualnej. Ale cnota oznacza moralną sprawność człowieka, umiejętność, pewną stałą dyspozycję, gotowość, nastawienie na jakieś dobro. Jakie duchowe „sprawności” sprzyjają modlitwie? Pierwsza, fundamentalna to miłość.

    „Nie o to nam chodzić powinno, byśmy dużo rozmyślały, jeno o to, byśmy dużo miłowały” – poucza siostry. „Kto prawdziwie miłuje, ten wszędzie na każdym miejscu miłuje i pamięta o Umiłowanym”. Przy czym chodzi zarówno o miłość do Boga, jak i do ludzi, wyrażającą się nie tyle w emocjach, co w działaniach. „To jest, córki, kres modlitwy; do tego ma służyć i to jest małżeństwo duchowe, aby z niego rodziły się czyny, i jeszcze raz czyny”. „Bóg żąda uczynków. Gdy widzisz siostrę chorą, której możesz przynieść ulgę, nie wahaj się ani chwili; poświęć dla niej swoje nabożeństwo, okaż jej współczucie, co ją boli, niech ciebie boli”. „Bez usilnego starania się o cnoty, bez ciągłego ćwiczenia się w nich, zawsze pozostaniecie duchowymi karłami”, przestrzega Teresa. Kolejna cnota to oderwanie, czyli wolność wewnętrzna, brak przywiązania do rzeczy czy ludzi. „Potrzeba nam ze swobodą ducha postępować tą drogą, oddawszy się w ręce Boga”. Pozwolić, by On nas prowadził i zaskakiwał. Wiele miejsca w swoich pismach Teresa poświęca pokorze. Nie powinno się jej utożsamiać z nieśmiałością, lękiem, melancholią. Pokora to autentyczność, zgoda na siebie, „chodzenie w prawdzie”. Święta mniszka wielokrotnie przestrzega przed fałszywą pokorą. Wie, co mówi, bo sama musiała zmagać się z taką pokusą. „Zrozumiejmy to dobrze i nigdy o tym nie zapominajmy, że Bóg nam daje łaski swoje bez żadnej naszej zasługi, że zatem naszą powinnością jest dziękować za nie Jego Boskiemu Majestatowi. Bo jeśli nie znamy i nie rozumiemy tego, co od Niego otrzymujemy, nie zdołamy też pobudzić siebie do Jego miłości. Jest rzeczą pewną, że im jaśniej dusza uznaje, jak bogata jest przez łaskę Bożą, pamiętając o tym, jak sama z siebie jest uboga, tym wyżej postąpi w cnocie, tym głębiej się utwierdzi w prawdziwej pokorze”. Teresa podkreśla także cnotę mężnej wytrwałości. „Wszystko na tym polega, by przystąpili do rzeczy z niezachwianym postanowieniem, iż nie spoczną, póki nie staną u celu”. W modlitwie konieczny jest jakiś rodzaj natarczywości, determinacji, świętego uporu. Kiedy Teresa opowiada o swoim nawróceniu przed wizerunkiem ubiczowanego Jezusa, wyznaje: „Powiedziałam Mu wówczas, zdaje mi się, że nie wstanę od modlitwy, dopóki nie spełni mojego błagania”. Przypomina się biblijny Jakub walczący z Bożym wysłańcem o błogosławieństwo: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27).

    Co jest istotą modlitwy?

    W reformie Karmelu podjętej przez Teresę ukryty był subtelny, ale wyraźny sprzeciw wobec modlitwy nadmiernie sformalizowanej, zewnętrznej, „zimnej”. Karmelitanka z Avila za priorytetową uznała modlitwę osobistą, wewnętrzną, angażującą całego człowieka, otwartą na doświadczenia mistyczne dostępne wszystkim, którzy tylko tego pragną. Teresa mówi więc najczęściej o „modlitwie myślnej” (oración mental). Nie znaczy to wcale, że odrzuca, lekceważy modlitwę ustną, wspólnotową, brewiarz czy nabożeństwa. Owszem, ceni je, ale pod warunkiem, że nie są bezmyślne. Dlatego szuka momentów ciszy i samotności, w której można być sam na sam z Bogiem. W tej wewnętrznej modlitwie ważne jest nie tyle, co mówić czy jak mówić. Akcent pada na osoby: ja i Bóg. Sedno leży w tym, aby być. BYĆ z Nim, dla Niego! Jak osoba z osobą, a dokładniej – jak dwie kochające się osoby. Najbardziej klasyczna definicja: „Modlitwa myślna nie jest, według mnie, niczym innym jak głębokim związkiem przyjaźni, w którym rozmawiamy sam na sam z Bogiem, w przekonaniu, że On nas kocha”. Takie polskie tłumaczenie znajdziemy w Katechizmie Kościoła (2709). Inne tłumaczenia mówią o „nawiązywaniu” przyjaźni czy też przyjacielskim „obcowaniu”. Hiszpański czasownik tratar oznacza rozmowę, utrzymywanie bliskiej, wręcz intymnej relacji, zabieganie o kontakt. Drugim słowem kluczem jest tutaj „przyjaźń”. Bóg jest przyjacielem, który jest zawsze obecny i pragnie jedynie odpowiedzi na swoją miłość. To jest odkrycie Teresy. Bóg Przyjaciel. To jest centrum jej duchowości. Przyjaciel to ktoś, z kim chce się być. To ktoś, kto powoduje, że stajemy się lepsi, piękniejsi. Przy kim odnajdujemy wewnętrzny pokój, swoją wartość, siebie samego. Z przyjacielem zawsze można o czymś pogadać albo zwyczajnie z nim pobyć. Cisza między przyjaciółmi nie jest czymś krępującym. Najważniejsze więc w modlitwie jest odnalezienie skupienia, aby patrzeć na Jezusa. „Starałam się, o ile mogłam, przedstawić sobie obecnego we mnie Jezusa Chrystusa”. Jeśli komuś trudno o taki rodzaj koncentracji, Teresa radzi mu odmówić „Ojcze nasz”, wkładając „umysł i serce” w to, „co mówią usta”.

    Chodzi nie tyle o wysilanie wyobraźni, ile o obudzenie wzroku wiary, który dostrzega Bożą obecność. Może w tym dopomóc ikona, krzyż czy pobożna lektura. Spojrzenie na Jezusa – to wystarczy, podpowiada Teresa. „Nie żądam od was wielkich o Nim rozmyślań nie natężonej pracy rozumu ani zdobywania się na piękne, wysokie myśli i uczucia – żądam tylko, byście na Niego patrzyły (…); niczego więcej od nas nie żąda, tylko spojrzenia”. Owszem, rozmowa „jak z Ojcem, jak z Bratem, jak z Panem, raz w ten, drugi raz w inny sposób, jak On sam was nauczy”. Ale długie przemowy do Niego nie są konieczne. „Lepiej spokojnie stanąć przy boku cierpiącego Pana, uspokoiwszy rozum albo tak go tylko może zajmując, by patrzył na Tego, który spogląda na niego, towarzyszył Mu, przedstawiał Jemu swoje prośby i z głębokim upokorzeniem cieszył się Jego obecnością, pamiętając przy tym na swoją niskość, iż nie jest godzien tak z Nim i przy Nim pozostawać”. W tym fragmencie mieści się kolejna z Terezjańskich definicji modlitwy. Brzmi ona: „patrzeć na Tego, który patrzy na mnie” (hiszp. mire que le mira). Przypomina się zdanie zupełnie z innego świata, ale bardzo à propos. „Stajemy się tym, na co patrzymy” – mówił Marshall McLuhan, analizując wpływ telewizji na człowieka. To zdanie można odnieść z powodzeniem do tego, o czym mówi Teresa. Zacheusz chciał tylko zobaczyć Jezusa. Kiedy sam został dostrzeżony przez Pana, staje się innym człowiekiem. Spoglądanie na Jezusa przemienia nas w Niego. Teresa, wrażliwa, piękna, kochająca kobieta, nie boi się porównania modlitwy do spojrzenia zakochanych. „Dwoje mocno miłujących się, a odpowiednią obdarzonych pojętnością potrafi, można powiedzieć, bez żadnych znaków, samym tylko spojrzeniem porozumiewać się między sobą”. Podobnie „Bóg i dusza rozumieją się między sobą tym samym sposobem, tylko że Jego Boski Majestat chce, by dusza Go rozumiała. I tak bez żadnych słów rozmawiają ze sobą ci dwoje jak przyjaciel z przyjacielem i wzajemną sobie miłość swoją okazują”. Jesteśmy już o krok od mistyki.

    Mistyka mocna jak eros

    Teresa była obdarzona niezwykłymi darami mistycznymi. Słynna rzeźba Berniniego w rzymskim kościele Santa Maria della Vittoria usiłuje ukazać moment ekstatycznego doświadczenia zakonnicy – przebicia serca. Na jej twarzy maluje się upojenie, które wygląda bardzo zmysłowo, na granicy pobożności i erotyki. W świecie zwulgaryzowanej cielesności, w której żyjemy, można obawiać się takich połączeń. Ale jak o tym przekonywał papież Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est”, miłość „agape” i miłość „eros” dopełniają się, potrzebują nawzajem. Dotyczy to także miłości Boga. Gdzieś w tych rejonach warto szukać przywrócenia sakralnego wymiaru ludzkiej cielesności (teologia ciała!), a także mądrego „ucieleśnienia” naszej pobożności (nieraz przespirytualizowanej). Ostatecznie zarówno w głodzie ludzkiego ciała, jak i głodzie ludzkiego ducha wyraża się fundamentalna tęsknota za wieczną miłością. Mocniejszą niż śmierć. Sama Teresa opisuje w „Księdze życia” ów moment tak: „Ujrzałam w ręku tego anioła długą złotą włócznię, a grot jej żelazny u samego końca był jakby z ognia. Tą włócznią kilka razy przebijał mi serce, zagłębiając ją aż do wnętrzności. Za każdym wyciągnięciem włóczni miałam to uczucie, jakby wraz z nią wnętrzności mi wyciągał. Tak mnie pozostawił całą gorejącą wielkim zapałem miłości Bożej. Tak wielki był ból tego przebicia, że wyrywał mi z piersi te jęki, o których wyżej wspomniałam. Ale taką zarazem przewyższającą wszelki wyraz słodycz sprawia mi to niewypowiedziane męczeństwo, że najmniejszego nie czuję w sobie pragnienia, by ono się skończyło i w niczym innym dusza moja nie znajduje zadowolenia, tylko w samym Bogu”. Jak taki opis brzmi dla nas, zagonionych śmiertelników, niepotrafiących się skupić na jednym „Ojcze nasz”? Przedziwne połączenie doświadczenia duchowego z czymś zmysłowym, cielesnym. Przyjemność i ból. Radość i cierpienie. Nienasycone pragnienie Boga sąsiaduje z nieugaszoną namiętnością. To się jakoś przenika na najgłębszych poziomach. Zapowiedź nieba? Jaki obraz Boga tutaj się wyłania? Do tych pytań powrócimy. Za pociechę niech nam posłuży to, że św. Teresa pod koniec swojego życia wciąż rozpraszała się podczas modlitw. W jednym z listów mówi, że to „nieuleczalna choroba”. „Pan dobrze wie, że skoro się modlimy, chcielibyśmy to czynić jak najlepiej”, pociesza siebie i nas. „Jest to rzecz nieunikniona, zatem ani niepokoić się o to, ani trapić nie powinniśmy”, radzi.

    Jak to przełożyć na nasze życie?

    Krótko, konkretnie: 1) Modlitewnemu skupieniu sprzyjają książki. Korzystaj z ich pomocy, modląc się. 2) Dobry spowiednik albo wierzący przyjaciel, z którym można pogadać o Bogu, to skarb. 3) Modlitwa i życie to jedność. Miłość, wolność (oderwanie), pokora, upór – te cnoty pomagają modlitwie. 4) Modlitwa to przyjaźń z Bogiem, myśl o Nim jak o przyjacielu, patrz na Niego. 5) Nie rób tragedii z rozproszeń, cierpliwością osiągniesz wszystko. 6) Niech miłość ci podpowiada, jak się modlić. 7) Nie bój się nadzwyczajnych darów duchowych, ale nie goń za nimi. 8) Absolutne mistrzostwo – nienasycony żar namiętności kierować w stronę Boga – Miłości.

    ks. Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    **************************************

    Św. Teresa z Avila – życiowa mistyczka

     

    Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”

    Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”
    François Gérard, “Św. Teresa”

    ***

    Czy czytali Państwo „Drogę doskonałości” św. Teresy z Avila, reformatorki żeńskich klasztorów karmelitańskich, mistyczki i wizjonerki? A jej listy pisane do osób duchownych i świeckich? To zaskakująca literatura. Autorka, święta i doktor Kościoła, żyjąca w XVI w. w Hiszpanii, ujawnia w niej nadzwyczajną trzeźwość umysłu oraz wiedzę o świecie i człowieku. Jej znajomość ludzkiej, a szczególnie kobiecej natury, z pewnością przydaje się i dziś niejednemu kierownikowi duchowemu. Trapiona chorobami, prawie nieustannie cierpiąca, św. Teresa zwraca się do swoich sióstr językiem miłości, wolnym od pobłażania, ale świadczącym o głębokim rozumieniu i nadprzyrodzonym poznaniu tego, co w człowieku słabe, i może stanowić pożywkę dla szatańskich pokus.
    Po latach pobytu w klasztorze św. Teresa podjęła trudne dzieło reformy żeńskich wspólnot karmelitańskich. Dostrzegła niedogodności i zagrożenia wynikające z utrzymywania dużych zgromadzeń, zaproponowała więc, aby mniszki całkowicie oddane na służbę Chrystusowi mieszkały w małych wspólnotach, bez stałego dochodu, zdane na Bożą Opatrzność, ale wolne od nadmiernej troski o swe utrzymanie. Zadbała także o zdrowie duchowych córek, nakazując, aby ich skromne siedziby otoczone były dużymi ogrodami, w których będą pracować i modlić się, korzystając ze świeżego powietrza i słońca. Te wskazania św. Reformatorki pozytywnie zweryfikował czas i do dziś są przestrzegane przy fundacji nowych klasztorów.
    Oczywiście, główna troska św. Teresy skierowana była na duchowy rozwój Karmelu. Widziała zagrożenia dla Kościoła ze strony proponowanych przez świat herezji. Cóż może zrobić kobieta? – pytała świadoma realiów. Modlitwa i ofiara jest stale Kościołowi potrzebna. Kobieta, przez daną jej od Boga intuicję i wrażliwość, potrafi zaangażować nie tylko swój umysł, ale i serce na służbę Bożej sprawy. W życiu ukrytym i czystym, przez modlitwę i ufność może ona wyprowadzić z Serca Jezusa łaski dla ludzi. Jak korzeń schowany w ziemię czerpie soki nie dla siebie, ale dla rośliny, której część stanowi, tak mniszka za klauzurą Karmelu podtrzymuje duchowe życie otaczającego świata. Dąży do zażyłości z Panem nie dla zaspokojenia własnych pragnień, lecz dla Królestwa Bożego, aby Stwórca udzielał się obficie stworzeniu, karmiąc je łaską i miłością. Tak widziała to św. Teresa i tak postrzegają swe zadanie dzisiejsze karmelitanki. Modlą się za Kościół, za grzeszników i ludzi poświęconych Bogu, narażonych na potężne i przebiegłe zasadzki złego, aby wytrwali i wypełnili swoje powołanie. Szczęśliwe miasto, w którym Karmel znalazł schronienie. Szczęśliwa Łódź.
    Pełne wiary, wolne od strapień doczesnych, mieszkanki Karmelu potrzebują wszakże naszego wsparcia, materialnej ofiary, dziękczynnej modlitwy. W przededniu święta Założycielki Karmelu terezjańskiego, w roku poprzedzającym 80. rocznicę obecności Karmelitanek Bosych w Łodzi przy ul. św. Teresy 6, ku nim zwracamy spojrzenie. Niech trwa wymiana darów.

    Elżbieta Adamczyk/Niedziela łódzka

    ***************

    fot. Radio Maryja.pl

    ***

    W czasie audiencji generalnej – 2 lutego 2011 roku papież Benedykt XVI  o patronce dzisiejszego dnia powiedział:

    W wieku 20 lat wstąpiła do karmelitańskiego klasztoru Wcielenia w Avili; w życiu zakonnym przyjęła imię Teresa od Jezusa. Trzy lata później ciężko zachorowała i przez cztery dni była w stanie śpiączki, wydawało się nawet, że nie żyje. Również walkę ze swoimi chorobami święta traktowała jako walkę ze słabościami i opieraniem się Bożemu powołaniu: „Pragnęłam żyć – pisze – bo dobrze to rozumiałam, że nie żyłam, tylko raczej szamotałam się w cieniu śmierci, a nie było nikogo, kto by mi dał życie. Ten, który mógł mi je dać, słusznie odmawiał mi swej pomocy za to, że tyle razy już mnie nawracał do siebie, a ja Go znowu opuszczałam” („Księga życia”).

    W 1543 r. straciła uczuciowe wsparcie rodziny: ojciec umarł, a całe rodzeństwo, jedno po drugim, wyjechało do Ameryki. W okresie Wielkiego Postu 1554 r., mając 39 lat, Teresa przeżywa szczytowy moment walki ze swoimi słabościami. Przypadkowe odkrycie wizerunku „Chrystusa, całego okrytego ranami”, spowodowało zasadniczy zwrot w jej życiu. Święta, utożsamiająca się wówczas głęboko ze św. Augustynem z „Wyznań”, tak opisuje dzień, który miał decydujące znaczenie dla jej doświadczenia mistycznego: „Zdarzało mi się, że nagle przenikało mnie takie żywe uczucie obecności Bożej, że żadną miarą nie mogłam wątpić o tym, że On jest we mnie albo ja cała w Nim pogrążona”. (…) Innym tematem bliskim świętej jest zasadnicze znaczenie człowieczeństwa Chrystusa. Dla Teresy życie chrześcijańskie jest bowiem osobistą relacją z Jezusem, której szczytem jest zjednoczenie z Nim dzięki łasce, miłości i naśladowaniu. Dlatego przywiązuje ona wielką wagę do medytacji nad męką i do Eucharystii jako obecności Chrystusa w Kościele.

    papież Benedykt XVI

    ******

    Św. Teresa z Avili, mistyczka i reformatorka Karmel


    Św. Teresa z Avili, mistyczka i reformatorka Karmelu


    W pierwszej połowie XVI w., gdy większością europejskich krajów wstrząsały niepokoje religijne wywołane przez reformację, Hiszpania jaśniała wiernością wierze katolickiej. Co więcej, wydała cały szereg wielkich ludzi Kościoła, świętych, których nazwiska do dziś stanowią natchnienie dla katolików. Do ich grona należy św. Teresa z Avili, mistyczka, mistrzyni duchowości, reformatorka Karmelu. O jej szczególnej roli w dziedzinie katolickiej duchowości świadczy fakt, że jako pierwsza kobieta otrzymała tytuł Doktora Kościoła (27 września 1970 r.)


    Przyszła odnowicielka obu gałęzi zakonu karmelitańskiego urodziła się w mieście Avila 28 marca 1515 r. Była trzecim dzieckiem Alfonsa Sanchez de Cepeda oraz jego drugiej żony Beatrycze de Ahumada. Miała dwie siostry i dziewięciu braci. Pobożni rodzice wpajali dzieciom umiłowanie wiary i Kościoła. Czynili to z sukcesem, skoro w wieku zaledwie 7 lat Teresa wraz z młodszym braciszkiem Rodrigiem wybrała się w podróż do ziemi Maurów, gdzie mieli nadzieję oddać życie za Chrystusa. Na szczęście wyprawa skończyła się tuż za murami miasta, gdzie zatrzymał ich stryj.


    Wielkim ciosem dla dziewczyny była śmierć matki. Dwunastoletnia wtedy Teresa zwróciła się z prośbą do Maryi, by otoczyła ją macierzyńską opieką. Niestety, kolejne miesiące przyniosły osłabienie gorliwości religijnej dziewczyny. Zaczęło pociągać ją życie światowe: stroje, zabawy z rówieśnikami, platoniczna miłość do kuzyna, lektura modnych romansów…

    Karmel i choroba


    Zaniepokojony Don Alonso postanowił oddać córkę na wychowanie do klasztoru Augustianek w Avili. Półtoraroczny pobyt za murami klasztoru dopomógł Teresie ponownie odnaleźć drogę do Boga. Zapragnęła służyć Mu w Karmelu. Ojciec nie był zadowolony z decyzji ukochanej córki. Napotkawszy opór z jego strony, Teresa uciekła z domu i zapukała do furty klasztoru Karmelitanek w Avili. Jej determinacja skłoniła Alfonsa Sanchez de Cepeda do pogodzenia się z decyzją córki.

    Zawsze radosna, uczynna, rozmodlona, młoda zakonnica dobrze czuła się w Karmelu. Już wtedy cieszyła się opinią niezwykle pobożnej. Bóg jednak miał wobec niej wielkie plany i wkrótce zaczął ją do ich podjęcia przygotowywać. Teresa zapadła na zdrowiu. Dolegliwości nasiliły się po złożeniu przez nią ślubów zakonnych w 1537 r. Młoda karmelitanka bardzo cierpiała. W końcu siły opuściły ją zupełnie. Ale także w tej beznadziejnej sytuacji nie straciła spokoju ducha. Całą ufność złożyła w Bogu i nie zawiodła się. Nagła poprawa zdrowia nastąpiła w chwili, gdy już wszyscy stracili nadzieję na jej wyzdrowienie. Stało się to, jak sama później wyznała, za sprawą św. Józefa. Uleczenie nie było jednak zupełne. Do końca życia Święta cierpiała na poważne dolegliwości żołądkowe oraz bóle serca.


    Czas choroby stanowił dla niej okres zbliżenia do Boga. To właśnie wówczas Zbawiciel zaczął osobiście kształtować jej duchowość. Odmieniona Teresa z niechęcią patrzyła na swoje dotychczasowe życie klasztorne, dalekie od skupienia na kontemplacji Boga. Zdawała sobie przy tym sprawę, że w dużej mierze winna temu była rozluźniona dyscyplina w zakonie, a zwłaszcza brak klauzury, zniesionej jeszcze w XV w. przez papieża Eugeniusza IV. Liczni goście odwiedzający klasztor dezorganizowali jego życie wewnętrzne. Sama Teresa często musiała na polecenie przełożonych opuszczać mury klasztorne, by składać wizyty pobożnym świeckim, szukającym towarzystwa osoby duchownej. Z jednej strony działo się to z pożytkiem dla odwiedzanych, z drugiej hamowało rozwój duchowy młodej karmelitanki.


    Reformatorka zakonu


    Zainspirowana przez siostrzenicę Teresa rozpoczęła starania o utworzenie klasztoru, w którym obowiązywałaby surowsza reguła pierwotna. Że jest to zgodne z Bożą wolą, poinformował ją – podczas widzeń mistycznych – sam Pan Jezus. Niestety, doprowadzenie do powstania nowej fundacji nie było rzeczą prostą z uwagi na niechęć większości karmelitanek i karmelitów oraz niektórych wpływowych wiernych. Na szczęście znalazło się wiele osób dobrej woli, które wsparły reformę Karmelu. Byli wśród nich m.in. późniejsi święci: Piotr z Alkantary, Franciszek Borgiasz, Ludwik Beltran. Wiele trosk przysporzył Teresie remont budynku zakupionego na klasztor. Zajęła się tym jej rodzona siostra Joanna z mężem Janem de Ovalle. Mało nie przypłacili tego utratą dziecka, na które zawaliła się źle wymurowana ściana. Ojciec odnalazł leżącego w gruzach pięciolatka dopiero po kilku godzinach od wypadku. Pełen bólu zaniósł go do ciotki. W ramionach pogrążonej w modlitwie Teresy dziecko powróciło do życia.


    Nowy dom zakonny pod wezwaniem św. Józefa był pierwszą siedzibą karmelitanek bosych, jak nazwano później zreformowaną żeńską gałąź Karmelu. Naturalnie Teresa od Jezusa (tak brzmiało jej nowe imię) została jego pierwszą przeoryszą (1563 r.). Napływ kandydatek oraz hojność fundatorów sprawiły, że wkrótce powstały kolejne klasztory. Z inspiracji przyszłej Świętej doszło także do założenia klasztorów męskich surowszej reguły. Jej współpracownikiem w tym dziele został o. Jan od Krzyża, z racji niskiego wzrostu zwany przez nią żartobliwie „półbratem” – duże poczucie humoru to kolejna cecha św. Teresy z Avili, kobiety pogodnej i inteligentnej.


    Sukces reformy znalazł uznanie w oczach władz świeckich i duchownych. Zachwycony duchem panującym w nowych klasztorach wizytator kastylijskiej prowincji karmelitańskiej, dominikanin o. Hernandez, postanowił skorzystać z pomocy mistyczki w zaprowadzeniu porządku w podupadłym pod względem dyscypliny jej macierzystym klasztorze w Avili. Trudne to było zadanie. Większość mieszkających w nim zakonnic nie chciała się podporządkować nowej przełożonej, obawiając się, że będzie ona forsowała zmianę reguły. Takt i pokora z jakimi Matka Teresa sprawowała rządy, przyczyniły się do opanowania buntowniczych nastrojów i przywrócenia obserwancji reguły w wersji złagodzonej przez bullę Eugeniusza IV. Po spełnieniu misji Teresa powróciła do swych córek duchowych.


    Mistyczka


    W czasie, gdy Matka Teresa pracowała nad odnowieniem Karmelu, Pan Jezus prowadził jej duszę drogą oczyszczenia z przywiązań ziemskich. Wiele trosk przysparzało jej niezrozumienie, z jakim odnosili się do jej przeżyć mistycznych niektórzy spowiednicy i proszeni o opinię teolodzy. Zbawiciel jednak wynagradzał jej wszystko z nawiązką – ekstazami i widzeniami. Mieszkające z nią siostry były świadkami, jak nagle, podczas modlitwy, twarz Teresy rozpromieniała się, a jej ciało unosiło się nad posadzką.


    Zasługi św. Teresy dla reformy Karmelu sprawiają, że zajmuje ona poczesne miejsce w historii Kościoła. Kto wie czy nie ważniejsze są jednak jej dzieła z zakresu mistyki. To właśnie one skłoniły papieża Pawła VI do przyznania jej tytułu Doktora Kościoła. Co ciekawe, wszystkie powstały z nakazu kierowników duchowych, przełożonych zakonnych, a także z polecenia samego Pana Jezusa. Teresa z Avili nie miała żadnego przygotowania akademickiego z zakresu teologii mistycznej ani literatury. Treść jej dzieł: Księga życia, Droga doskonałości, Twierdza wewnętrzna, to wynik jej własnych doświadczeń duchowych oraz oświeceń jakie otrzymała od Zbawiciela.


    Niestety, troski nie opuszczały schorowanej św. Teresy także w ostatnich latach życia. Była nawet chwila, gdy pod znakiem zapytania stanęło dalsze istnienie założonych przez nią klasztorów. Pomówienia ze strony wrogo nastawionych do dzieła mistyczki karmelitów złagodzonej reguły, spowodowały, że na Teresę nałożono areszt domowy, a wszystkie domy karmelitanek i karmelitów bosych zostały podporządkowane przełożonym konkurencyjnej gałęzi zakonu. Bóg nie dopuścił jednak, by Jego dzieło upadło. Ostatecznie nieporozumienia zostały wyjaśnione, a duchowe dzieci św. Teresy otrzymały odrębną organizację.

    ***


    Św. Teresa zmarła 4 października 1582 r. podczas wizytacji domu w Alba de Tormes. Już 24 kwietnia 1614 r. została beatyfikowana przez papieża Pawła V. Z kolei świętą ogłosił ją 12 marca 1622 r. Grzegorz XV. Kościół wspomina Teresę 15 października.

    Adam Kowalik/PCh24.pl

    **********************

    Dlaczego Teresa jest wielka?

    Dlaczego Teresa jest wielka?
    Studio GN

    ***

    Panie, Panowie, oto pięć cytatów Teresy Wielkiej, które poruszają mnie do żywego i są jak komunikat GPS-a, którego staram się trzymać.

    1.”Zajmij się Mną, a Ja zajmę się tobą”…

    – usłyszała kiedyś od samego Jezusa. Od lat staramy się we wspólnocie słuchać tych słów. Uwielbieniu poświęcamy ponad 90 proc. czasu, wierząc, że nie ma lepszej rzeczy pod słońcem, niż zajmowanie się Tym, który jest jednocześnie barankiem i lwem.

    2. “Bóg uczynił wielkie rzeczy w mej duszy, dał mi poznać moją małość i bezsilność”.

    – Przez dwadzieścia lat (to bardzo pocieszające dla Jana Kowalskiego) Teresa szarpała się, była rozdarta. Zastanawiała się, w jaki sposób może się całkowicie oddać Bogu, co powinna dla Niego robić. Dopiero po tym czasie rzuciła się całkowicie w objęcia Jezusa – opowiadały mi zza krat gnieźnieńskiego Karmelu mniszki. – Pisała, że w chwili, gdy doświadczała ogromnej słabości, grzechu, Bóg okazywał jej największą czułość. Nie była w stanie tego wytrzymać. Była to dla niej najgorsza kara.

    3. “Niech Pan Bóg was zachowa od ogłupiających form pobożności” – powtarzała mniszkom.

    Zerkam na setki komentarzy tych, których zdanie jest ważniejsze niż oficjalne nauczanie Kościoła, którzy węszą profanację w tym, co ten uznał za czyste, i zgadzam się ze słowami Ulfa Ekmana: “Kiedy diabeł naprawdę jest wystraszony, posyła religijnych ludzi. Tak było zawsze, więc nie powinno nas to zaskakiwać. Do Jezusa przysyłał faryzeuszy, saduceuszy, herodian i stróżów świątynnych. Bez względu na to, co Jezus zrobił, byli oni przeciwko Niemu”.

    4. “Nic mnie nie obchodzą te wszystkie diabły w piekle. To one będą drżały przede mną! Często krzyczymy: »Och szatan! Szatan«, zamiast wymawiać »Boże, Boże!« i przerażać tym diabła. Jestem pewna, że bardziej boję się tych, którzy boją się szatana, niż szatana samego”.

    Dziwię się, że filmy o tym, „co mówią diabły w czasie egzorcyzmu”, robią w sieci furorę i mają większą “klikalność” niż opowieści o Bożej miłości. Nie obchodzi mnie to, co wyszczeka ojciec kłamstwa. Słucham Tego, który powiedział o sobie “jestem prawdą” i który “przyszedł po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3,8). Kiedyś, jadąc do pracy, zauważyłem świetną naszywkę na plecaku chłopaka, który wszedł do tramwaju: “Następnym razem, gdy diabeł wspomni twoją przeszłość, przypomnij mu o jego przyszłości”.

    5. Solo Dios basta.

    Wiadomo….

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny


    MSZA ŚWIĘTA

    This image has an empty alt attribute; its file name is euch.jpg

    Antyfona na wejście

    Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże. Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego.

    Kolekta

    Boże, Ty przez swojego Ducha natchnąłeś świętą Teresę od Jezusa, aby wskazała Kościołowi drogę wiodącą do doskonałości, spraw, abyśmy się karmili jej duchową nauką i zapalili się pragnieniem prawdziwej świętości. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Początek Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 1,1-10

    Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa – do świętych, którzy są w Efezie, i do wiernych w Chrystusie Jezusie: Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa! Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 98

    R/ Pan Bóg okazał ludom swe zbawienie.

    Śpiewajcie Panu pieśń nową,
    albowiem uczynił cuda.
    Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
    i święte ramię Jego. R/

    Pan okazał swoje zbawienie,
    na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
    Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
    dla domu Izraela. R/

    Ujrzały wszystkie krańce ziemi
    zbawienie Boga naszego.
    Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
    cieszcie się, weselcie i grajcie. R/

    Śpiewajcie Panu przy wtórze cytry,
    przy wtórze cytry i przy dźwięku harfy,
    przy trąbach i przy dźwiękach rogu,
    na oczach Pana, Króla, się radujcie. R/

    Alleluja, Alleluja, Alleluja. Ja jestem drogą, prawdą i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Alleluja, Alleluja, Alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 11,47-54

    Jezus powiedział do faryzeuszów i do uczonych w Prawie: „Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców; gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce.

    Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona.

    Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”. Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby Go podchwycić na jakimś słowie.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Boże, nasz Ojcze, niech nasze dary
    będą miłe Twojemu majestatowi, podobnie jak podobało się Tobie całkowite oddanie świętej Teresy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    O łaskach Pana będę śpiewał na wieki, Twą wierność będę głosił moimi ustami przez wszystkie pokolenia.

    Modlitwa po Komunii

    Panie, nasz Boże, Ty nas nakarmiłeś Chlebem z nieba, spraw, abyśmy Tobie poddani, za przykładem
    świętej Teresy na wieki wychwalali Twoje miłosierdzie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************************************************************************************

    Bp Adrian Galbas SAC o Kościele w Polsce: za dużo przemowy, za mało rozmowy

    13 października 2020/Tomasz Królak/Ełk Ⓒ Ⓟ

    Samplefot. biskupgalbas.pl

    Być może Kościół w Polsce stał się za bardzo przemawiającym, za mało zaś rozmawiającym – przyznaje bp Adrian Galbas. Jego zdaniem problemem jest niedostateczna wierność Ewangelii i osłabiona, m.in. problemem pedofilii, wiarygodność jej głosicieli. W rozmowie z KAI ełcki biskup pomocniczy mówi też o konieczności zmiany języka wobec młodzieży, ludzi odległych od Kościoła czy osób LGBT.

    Bp Galbas odpowiada też na pytanie, czy Kościół w Polsce jest Kościołem Jana Pawła II, czy idzie tropem papieskiej myśli o „geniuszu kobiecym”, a także dlaczego jest tak słabo obecny w kulturze. Ujawnia też, co sam czyta, czego słucha i jaki ma sposób na stres.

    Tomasz Królak (KAI): Jakie najważniejsze wyzwania stoją dziś przed Kościołem w Polsce?

    Bp Adrian Galbas: – Czytamy o nich w zakończeniu Ewangelii Mateusza: „iść i głosić”. Kościół nie ma innego programu duszpasterskiego i z jego wypełniania będzie rozliczony przy końcu świata.
    I podstawowe pytanie brzmi: czy idziemy i czy głosimy, no i jak to robimy? A jeśli widać, że nie za dobrze, to dlaczego?

    KAI: Myślę, że wielu polskim katolikom towarzyszy poczucie kryzysu czy przełomu, w jakim znajduje się Kościół w Polsce, zwłaszcza Kościół instytucjonalny. Czy Ksiądz Biskup czuje to podobnie?

    – Niestety, znaleźliśmy się w sytuacji sporego tąpnięcia.

    KAI: Jakie są objawy i z czego wynikają?

    – Zapewne zarówno z sytuacji wewnątrzkościelnej, jak i z tego, co się dzieje na zewnątrz. Pierwszą z przyczyn jest małe zasolenie soli, czyli niedostateczna wierność Ewangelii i osłabiona wiarygodność jej głosicieli. Pierwszym krokiem nawrócenia jest więc pytanie stawiane sobie: czy i na ile jestem wiernym uczniem Chrystusa? Bardzo łatwo jest robić rachunek sumienia komuś i wskazywać, że to inni są winni. Owszem, spokojna całościowa analiza też jest potrzebna, ale potem. Najpierw musi być spojrzenie na siebie, swoje chrześcijaństwo i swoją wierność Ewangelii.

    KAI: Czy wspomniane tąpnięcie jest skutkiem odkrywania kolejnych przypadków pedofilii i sposobu, w jaki Kościół mierzy się z tym problemem?

    – To jest pewnie jedna z głównych przyczyn. Chodzi o cały skandal związany z pedofilią a więc zarówno o same czyny jak i – może jeszcze bardziej – próby ich tuszowania. Bo ujawniane próby bagatelizowania, czy tuszowania tych czynów osłabiło wiarygodność Kościoła jeszcze bardziej, niż konkretne przypadki wykorzystania nieletnich przez osoby duchowne. Choć oczywiście każde takie zdarzenie samo w sobie jest już odrażające.

    Dopóki nie będzie tu pełnej świadomości co ta sprawa zrobiła i robi z Kościołem oraz pełnej determinacji, by załatwić ją w sposób całkowity, bezwzględny i ostateczny, dopóty nie wyjdziemy z obecnego kryzysu.

    KAI: „Pełnej świadomości” wciąż brakuje?

    – Jest coraz lepiej. Bardzo wiele zostało już zrobione. Nikt nie zrobił chyba dotychczas tyle, ile wspólnota Kościoła. Ale zrobić bardzo wiele, a zrobić wszystko, to nie to samo.

    KAI: Tymczasem brak dostatecznej świadomości co do skutków pedofilii jest – niezależnie od cierpienia skrzywdzonych osób – czymś bardzo niebezpiecznym z punktu widzenia misji, jaką Kościół ma przed sobą. Myślę głównie o młodzieży.

    – Właśnie dlatego, że dotyczy wiarygodności. Kościół nie może głosić Ewangelii, jeśli nie będzie wiarygodny, a nie będzie wiarygodny, jeśli nie doprowadzi do całkowitego samooczyszczenia w sprawie pedofilii. Benedykt XVI mówił, że te skandale położyły się cieniem na Ewangelii. To znaczy, że Ewangelia jest z tego powodu mniej widoczna w świecie, trudniej dostrzegalna. W innym miejscu ten papież powiedział, że „skandal” Ewangelii został przysłonięty przez skandale wywołane przez ludzi, którzy mają ją głosić. Osoby ugruntowane w wierze i dojrzalsze pozostaną w Kościele, dostrzegą czyste światło Ewangelii, ale wielu słabszych odejdzie. Zresztą to już się dzieje… Zwłaszcza młodzi.

    Każdemu, kto nie rozumie co robi z człowiekiem seksualne go wykorzystanie w dzieciństwie, czy młodości, przez duchownego, któremu zaufał, niech się spotka z ofiarą, albo czyta jej świadectwa tak długo, aż to do niego dotrze. Nigdy nie zapomnę wstrząsu jaki we mnie wywołały takie spotkania…

    KAI: A więc można powiedzieć, że wyczyszczenie spraw związanych z pedofilią jest dziś jedną z kluczowych kwestii dla Kościoła w Polsce?

    – Tak! Nie można być niewiarygodnym co do tego problemu i zachować wiarygodność w innych sprawach. Jeśli nie okazuję się wiarygodnym świadkiem Ewangelii w jej najbardziej czułym punkcie, dotyczącym skrzywdzenia drugiej osoby, to jak mogę być wiarygodnym wtedy, gdy głoszę inne prawdy?

    KAI: A propos tąpnięcia, to mieliśmy z nim do czynienia w dziedzinie spadku powołań kapłańskich, co pokazały dobitnie ubiegłoroczne statystyki. Może jedną z przyczyn jest właśnie skandal pedofilii?

    – To wszystko jest powiązane. Przeprowadzone przed ponad rokiem badania dotyczące zaufania do Kościoła pokazują, że Kościołowi przestają ufać najwierniejsi. W tej chwili większość Polaków Kościołowi nie ufa. To jest straszne. Oczywiście, można to załatwić prostym stwierdzeniem, że gdy Chrystus umierał na krzyżu też mu wielu nie ufało, albo, że ludzie nie ufają Kościołowi, ponieważ wymaga. Ale to jest chyba zbyt łatwe, uproszczone i powierzchowne.

    Co do spadku powołań, to też nie da się tego „zagłaskać”, powtarzając na przykład, że jest to sytuacja przejściowa, że minie, że odskoczy…. Ostatnio słyszałem taką właśnie dziwną analizę, że przed pontyfikatem Jana Pawła II powołań też było mało, a potem wzrosło, więc i teraz się odmieni. To jest niestety pobożne życzenie. Tendencja jest jasna.

    KAI: A może zarówno spadek powołań jak i zaufania do Kościoła to wina mediów?

    – To też jest jedna z takich bardzo łatwych odpowiedzi, utrzymana w kluczu: winni są inni. Oczywiście, cała współczesna kultura, także medialna, raczej nie ułatwia nam życia Ewangelią, ale czynienie jej winnym tego wszystkiego co jest niedobre w Kościele jest zbyt prostym wybiegiem.

    KAI: A nie uważa Ksiądz Biskup, że jeśli chodzi o powołania, to nazbyt długo Kościół w Polsce za bardzo mocno stawiał na ilość, być może kosztem jakości?

    – Najlepiej, żeby było dużo i dobrych. Ale jeśli trzeba wybierać, to zdecydowanie ważniejsze są powołana dobre niż liczne. Jeśli chodzi o dokumenty dotyczące formacji kapłańskiej, to są świetne. Aktualne i kompetentne. Myślę zwłaszcza o ratio studiorum, którego polska wersja czeka na akceptację przez Stolicę Apostolską. Dokument ten podkreśla znaczenie indywidualnego podejścia do kleryka w całej jego formacji kapłańskiej; formację wydłużoną, niepośpieszną, spokojną, głęboką. Jest więc wyraźny nacisk na jakość, przed ilością. Dobrze, że założenia Dokumentu są już powoli wprowadzane w życie, np. rok propedeutyczny, czy pastoralny. Jeśli nie zabraknie nam determinacji i odwagi, by iść tą drogą, zaowocuje to lepszą jakością przyszłych księży.

    KAI: Czy nie sądzi Ksiądz, że część problemów Kościoła w Polsce – spadek zaufania, mniejsza liczba powołań, odchodzenie młodzieży – to także efekt nieobecności Kościoła w kulturze? Bo nie widać go zarówno jeśli chodzi o ważne, inspirujące dzieła, ale też nie jest dziś uczestnikiem i inicjatorem poważnych debat społecznych – z udziałem ludzi z różnych środowisk – o tym, co najważniejsze.

    – Nieobecność, a przynajmniej niedostateczną obecność Kościoła w kulturze chyba zbyt rzadko się dostrzega, a niestety jest ona faktem. Kultura bez Kościoła sobie poradzi, ale Kościół bez kultury – nie! Cóż, otaczająca nas „bieżączka”, w tym także bolesne sprawy, o których już mówiliśmy jakby nas trochę zepchnęły do narożnika: Świat na boksuje, a my chyba za rzadko podejmujemy z nim dyskusję na aktualne tematy, a jeszcze rzadziej je narzucamy.

    Dobrze, że mamy świetne inicjatywy, jak choćby teraz Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, ale to na pewno za mało. Potrzeba nam więcej „kultury areopagu”, czyli odwagi w inicjowaniu, a już na pewno w nieuciekaniu od dyskusji o aktualnych problemach świata.

    KAI: W odniesieniu do takich kwestii jak Konwencja Stambulska, LGBT, homoseksualizm Kościół koncentruje się na przekazaniu swego nauczania – co skądinąd oczywiste i właściwe, ale odbywa się to zazwyczaj z ambony lub poprzez listy czy komunikaty, a więc trafia głównie do wiernych. Takim działaniom nie towarzyszy jednak próba dialogu z tymi, którzy nie są praktykującymi katolikami. Tymczasem taka dyskusja wokół różnych nurtów współczesnej kultury – także Kościołowi niechętnych – mogłoby wyjaśnić „światu” stanowisko Kościoła, jak też pomóc wiernym w nawigowaniu po świecie, że tak to ujmę.

    – Na pewno wizerunek Kościoła, a przynajmniej Episkopatu, jest w mediach delikatnie mówiąc nie najlepszy i mam nadzieję, że będziemy uczyć się na błędach. Zawsze wtedy, gdy niedostatecznie przedstawimy, wyjaśnimy i obronimy przesłanie Kościoła, zwłaszcza w drażliwych kwestiach, będzie to na niekorzyść tego przesłania.

    Po opublikowaniu dokumentu Episkopatu o LGBT cała dyskusja – co było do przewidzenia – sprowadziła się do jednego wątku, którego zresztą w dokumencie nie ma. Bo przecież nigdzie tam nie pada stwierdzenie, że Kościół zachęca do terapii konwersyjnych. Przyznam, że mając ten dokument wcześniej nie zwróciłem uwagi, że tak to może być odebrane. Raczej, czytając o poradniach, miałem skojarzenie z poradniami rodzinnymi, które od lat istnieją przy parafiach, w których chodzi o porady i pomoc, a nie o leczenie. Niestety, zarzucono tu biskupom coś, czego nie powiedzieliśmy.

    Być może zrobiliśmy też błąd jeśli chodzi o sposób prezentacji tego dokumentu. Na pewno na przyszłość trzeba się tu bardziej przyłożyć. Nie musimy też ciągle „bronić” naszych stanowisk. One nie są przecież wymyślone w pięć minut. Mają swoją logikę. źródła i uzasadnienie. Trudno, nie każdy musi je podzielać, ale w naszym interesie jest by je zrozumiale i jasno przedstawić. A to nam nie zawsze wychodzi…

    KAI: Ale dlaczego właściwie tak się dzieje? Czy wynika to z lęku tego czy innego biskupa, że w publicznym starciu z mocnym rywalem okaże się słabszy czy też przekonania, że skoro Kościół ma rację, to nie ma po co wychodzić do świata, bo przecież świat sam może przyjść do źródła?

    – Może to brak odwagi, może nieznajomość języka, który przecież w debacie publicznej jest inny, niż ten na ambonie, może też pokutuje tu przekonanie, że jeśli się ze mną nie zgadzasz, to jesteś moim wrogiem. Takie „zaetykietowanie” od razu utrudnia albo wręcz uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję. Są te rozmaite „łatki”, które pospiesznie nadajemy różnym środowiskom, czy mediom klasyfikując je od razu jako nieprzychylne, czy wrogie Kościołowi. A skoro są wrogie, to nie warto z nimi rozmawiać, bo albo wszystko przekręcą albo skomentują po swojemu.

    A pierwszym, który na tym traci jest nie dana redakcja, tylko Kościół. Jeden z dziennikarzy powiedział mi kiedyś (nie byłem jeszcze biskupem): jeżeli ksiądz nie chce ze mną porozmawiać, to lekceważy nie mnie tylko moich czytelników. Tej świadomości czasami nam brakuje…

    KAI: Szkoda, bo wierni na pewno z wdzięcznością przyjęliby fakt, gdy przynajmniej niektórzy biskupi wyszliby na „ubitą ziemię”, dając przykład jak w tym świecie przedstawiać nauczanie Kościoła i uzasadniać nadzieję, którą daje Ewangelia…

    – Musimy się uczyć takiej kultury rozmowy, w której rozumiemy, że ja mam prawo się z tobą nie zgadzać, ty masz prawo nie zgadzać się ze mną, ale żebyśmy się mogli nie zgodzić, to musimy poznać swoje poglądy i wyraźnie je wyartykułować. Tu jest też wielkie pole działania dla świeckich katolików. Nie wszystko musi przecież mówić biskup. Kościół, to nie tylko episkopat.

    Powtarzam się, ale może jesteśmy tak przytłoczeni tą nieszczęsną sprawą pedofilii, że trochę nas jakby „zatkało”, wręcz sparaliżowało. Staliśmy się zbyt defensywni i wystraszeni.

    KAI: Jak zahamować odchodzenie młodzieży? Dlaczego odchodzą z lekcji religii; dlaczego Kościół przestaje być dla nich punktem odniesienia? Co zaniedbano i co robić obecnie?

    – Niedawno rozmawialiśmy w gronie współpracowników o młodzieży bierzmowanej. Pojawił się pomysł: a może jakąś aplikację. A tu się okazuje, że ciekawe aplikacje już są, tylko mało kto je ściąga. Pewnie młodzi bardziej potrzebują człowieka niż aplikacji. Papież Franciszek ciągle o tym mówi: twarz w twarz, nie ekran w ekran. Poza tym całe nasze duszpasterstwo, a młodzieżowe to już na pewno, musi się przestawiać bardziej na styl Samarytanki, niż tłumu. Czyli na cierpliwe tracenie czasu dla jednego człowieka, którego przyjmiemy z całym jego skomplikowaniem. Spotkanie gdzie jest szacunek, bez uprzedniego oceniania i kwalifikowania. Tak się zresztą w wielu miejscach dzieje. Nie jest przecież tak, że odchodzą wszyscy młodzi. Są tacy duszpasterze, którzy potrafią młodzież przyciągnąć. Mają dla tych ludzi dużo empatii i zrozumienia. Zrozumienie jest pierwszym czynem miłosierdzia, jaki możemy zaoferować drugiemu człowiekowi: nie ocenianie i osądzanie, ale właśnie zrozumienie; przyjęcie drugiego takim, jakim on jest, a nie takim, jakim by się chciało, żeby był. To potem. Powoli i z cierpliwością.

    Kiedy św. Paweł opisuje miłość, to jako pierwszą jej cechę wymienia cierpliwość. Czyli, jak nie masz cierpliwości, to oblałeś egzamin z miłości. Jest to bardzo potrzebne zwłaszcza wobec młodego człowieka. Bardzo ważną sprawą jest też język, jakim mówimy do młodych. We wstępie do YOUCAT Benedykt XVI przyrównał katechizm do kryminału. Mówi, że kryminał śledzimy z uwagą, dlatego, że myślimy iż to mógłby być także nasz los, a tu, powiada, dostajesz katechizm, w którym właśnie jest twój los. Czytaj więc go z przejęciem większym niż kryminał. To jest język! Może nasz jest zbyt często językiem przemawiania, zbyt koturnowy, archaiczny a oczywiście najgorsze, gdy nie jest poparty świadectwem. Gdy jest wykład, a nie przykład.

    KAI: Wobec tego: jaki powinien być dziś język Kościoła i jak znaleźć równowagę pomiędzy ewangelicznym „tak tak – nie nie” a wychodzeniem do tych, którzy z Kościołem mają związek jedynie „kulturowy” lub nie mają go wcale? Także do tych, którzy otwarcie kontestują jego nauczanie, zwłaszcza moralne. A więc, np. jak mówić do aktywistów i sympatyków LGBT? Przecież zadaniem Kościoła jest troska o wszystkich. Czy jest wystarczająca?

    – Wzorem jest Ewangelia i język Chrystusa: pełen szacunku i jasny. To jest też św. Paweł. To, co mówi najpierw wynika z jego osobistego doświadczenia spotkania z Chrystusem, po drugie Paweł jest przekonany, że to, co głosi jest prawdą i jest to pełne szacunku.

    Jeden z moich znajomych, osoba homoseksualna, bardzo wierząca, mówi mi: kim dla was jestem, bo nie czuję się przyjęty przez Kościół. Czuję się w nim obco. Skąd się to bierze? Z języka. Możemy nawet sami, jako duchowni, nie używać pewnych obraźliwych sformułowań, ale jeśli niedostatecznie protestujemy, gdy są one używane w przestrzeni publicznej, to może powstać wrażenie, że je akceptujemy. Zawsze, gdy słyszymy język hejtu, agresji i się temu nie sprzeciwiamy, postępujemy nieewangelicznie.

    KAI: Tymczasem, gdybyśmy teraz wyszli na ulicę i zapytali przechodniów o to, co Kościół mówi o homoseksualistach, to odpowiedzieliby – niezgodnie z prawdą oczywiście – słowami o tęczowej zarazie. Niestety, ale tak. Szkoda, że nikt nie zdobył się na to, by rzeczowo i spokojnie powiedzieć, jak jest naprawdę.

    – Przykład daje papież Franciszek, który spotkał się niedawno z rodzicami osób LGBT i pierwsze co im powiedział, to “kocham was”. A w adhortacji do młodych “Christus vivit” mówi: pierwsze, co chcę ci powiedzieć, to, że Bóg cię kocha. I to przecież mówi każdemu, niezależnie od jego orientacji. To jest język i to jest styl. Ludzie nieheteronormatywni są częścią Kościoła i powinni się czuć w nim tak samo przyjęci jak osoby heteroseksualne. Nie można im dawać sygnałów wykluczenia w języku, w sposobie traktowania, w półuśmieszkach, czy jakkolwiek inaczej.

    KAI: A czy jedną z głównych przyczyn zmniejszającego się poparcia Kościoła przez Polaków nie jest niejednoznaczny stosunek do świata polityki i polityków. Choć wiadomo – i podkreśla to przewodniczący KEP – że żadna partia nie “reprezentuje” Kościoła, to jednak w świadomości społecznej jedna z partii jest z tym Kościołem bardzo blisko. Czy nie za blisko?

    – Moim zdaniem Kościoła jest w polityce za mało, ale może za dużo jest go w partiach. Kościół ma być mocno obecny w polityce, to znaczy odważnie recenzować działania polityków i programy poszczególnych partii z punktu widzenia Ewangelii, podawać kryteria, formułować jasne zasady, które wynikają z katolickiej nauki społecznej. Natomiast czymś niedopuszczalnym jest jakikolwiek rodzaj korupcji politycznej, czyli “coś za coś”: wy, politycy, dacie nam przywileje, a my wam milczenie, gdy postępujecie wbrew zasadom, które jako Kościół głosimy. I tu nie chodzi wyłącznie o rządzących teraz, także tych przedtem, czy potem. Jak mówi psalm 146: „nie pokładajcie ufności w książętach, ani w człowieku, który zbawić nie może”. Gdyby Kościół ufał „książętom”, to nawet jeśli dostałby od nich jakieś doraźne korzyści – zawsze straci.

    Intensywniejsza obecność Kościoła w polityce pomogłaby też zażegnać nieco, ów, jak mówią niektórzy, “podział dzielnicowy”, który mamy w Polsce. Kościół jako arbiter sporów partyjnych, a nie ich uczestnik.

    KAI: Mówi Ksiądz, że nadmierne zbliżenie i korupcja polityczna grozi Kościołowi ze strony każdej partii, ale w polskiej rzeczywistości chodzi zwłaszcza o ugrupowania deklarujące się jako konserwatywne, prawicowe. Otwarcie przyznają się do Kościoła, odwołują do katolickiego elektoratu i deklarują chęć jego obrony. Czynią to z taką pieczołowitością, iż można by pomyśleć, że ewangelia jest prawicowa…

    – Abp Gądecki często podkreśla, że partia z natury broni interesów części, a przesłanie Kościoła ma charakter powszechny. Po prostu trzeba mieć odwagę, żeby powiedzieć – niezależnie od tego jakiej partii taka uwaga dotyczy – że z punktu widzenia nauki Kościoła to rozwiązanie jest słuszne a to nie. I nie ma znaczenia, czy to jest partia „sprzyjająca”, czy „wroga”.

    KAI: Trochę za mało jest takiego głosu Kościoła.

    – Bywały dobre przykłady: na przykład sprzeciw arcybiskupa Gądeckiego wobec działań wokół Trybunału Konstytucyjnego, sprzeciw wobec aborcji eugenicznej, czy polityki dotyczącej korytarzy humanitarnych, która nie była i nie jest zgodna z tym, czego naucza Kościół. Są więc przykłady odważnego powiedzenia: nie. Być może za cicho, być może też nie jest to dostatecznie często powtarzane, bo czasami nie wystarczy powiedzieć coś raz.

    KAI: Tymczasem publiczna telewizja ochoczo transmitująca Msze i nabożeństwa, problem uchodźców sprowadza do zagrożeń, jakie dla Europy stanowią nacierające hordy młodych muzułmanów, wobec czego trzeba zwierać szeregi i zamykać granice katolickiej Polski.

    – Kryterium wyznacza Ewangelia. W jej świetle nie ma wątpliwości jakie powinno być nasze myślenie i postępowanie co do migrantów i uchodźców. Dostatecznie jasno mówi nam też o tym papież.

    KAI: Utkwiły mi w pamięci słowa Księdza Biskupa z jednej z lipcowych homilii: “Oby kobiety miały w Kościele więcej do powiedzenia” oraz, że Kościół “nie może być zdrowym Kościołem bez kobiet”. Janowi Pawłowi stawiamy pomniki, ale jego słów o geniuszu kobiecym – nie słuchamy.

    – Tak, ale pocieszam się tym, że jest coraz lepiej. Coraz więcej kobiet uczestniczy w formacji kleryków w seminarium, wzrasta ich liczba w urzędach kurii biskupich i różnych kościelnych instytucjach. Zamierzam zaprosić je także w sporej liczbie do udziału w kompletowanej właśnie Radzie Episkopatu ds. Apostolstwa Świeckich. Najlepiej, żeby stanowiły większość…

    Geniusz kobiecy jest czymś, o czym my, faceci mamy blade pojęcie, ale wyczuwamy jego wielką potrzebę. Kościół bez niego wiele by stracił. Ileż to kobiet szło za Chrystusem!

    KAI: Ale z czego wynika to, że oto raptem budzimy się w Kościele ze świadomością, że przez lata w naszym Kościele kobiet nie było. Bo nie było.

    – A gdzie przez całe lata było myślenie o świeckich w ogóle? O tym, że są podmiotem duszpasterstwa, a nie jedynie jego przedmiotem, który może być dowolnie przesuwany i przestawiany! Od czasów II Soboru Watykańskiego jest jednak coraz lepiej. Powoli, zbyt powoli, ale jednak systematycznie się to zmienia.

    KAI: Pytałem o papieża Wojtyłę w kontekście jego słynnej frazy o geniuszu kobiecym. Ale czy, bardziej ogólnie, Kościół w Polsce jest Kościołem Jana Pawła II?

    – Na pewno jest Kościołem pomników Jana Pawła II, jeśli zaś chodzi o wizję i praktykę duszpasterską to mógłby być nim nieco bardziej. Mam na myśli zwłaszcza otwartość Papieża na różne środowiska w Kościele, zdolność słuchania. Jednym z najfajniejszych zdjęć Jana Pawła jest dla mnie to, kiedy z widoczną uwagą kogoś słucha: z dłonią pod brodą i uchem jakby wychylonym w stronę mówiącego. To bardzo wymowne. Dobre na rachunek sumienia. Może nasz polski Kościół stał się za bardzo przemawiającym, za mało zaś rozmawiającym. Rozmawianie jest dużo trudniejszą formą komunikacji niż przemawianie. I przez to rzadszą.

    KAI: Ale może to jednak będzie się zmieniać w Wojtyłowym kierunku?

    – Trzeba mieć nadzieję. Dotyczy to wszystkiego, o czym rozmawiamy. Wierzę, że ten trudny czas, który Kościół obecnie przeżywa okaże się czasem błogosławionym, że z tej męki przyjdzie zmartwychwstanie, jakaś nowa młodość. Wierzę, że Kościół w Polsce będzie może mniej liczny, ale bardziej ewangeliczny.

    KAI: Mniej liczny jest także, choć nie wiadomo na jak długo, także z powodów epidemii.

    – Epidemia ujawniła bolesną prawdę o stanie naszego duszpasterstwa. Niektórzy mówią, że przyspieszyła laicyzację Kościoła o dziesięć lat. Oby nie, ale jest faktem, że wiele osób mogących już teraz przyjść do kościoła jednak tego nie robi. Dlaczego? Niektórzy ze strachu, ale inni dlatego, bo nie jest im to potrzebne. A nie jest im potrzebne, bo była religijność, ale nie było wiary. Wiara potrzebuje Słowa i sakramentów, religijność tylko rytuału.

    KAI: Znajomy zakonnik powiedział mi: jeśli ludzie przestali chodzić do kościoła w czasie pandemii to bardzo dobrze, bo pandemia pokazał po prostu coś, co i tak już było. Ma rację?

    – Wolałbym, żeby nie odchodzili. Ale denerwuje mnie bardzo ciągłe powtarzanie: “kiedy wrócą?” i “róbmy wszystko, żeby wrócili”. Bardziej celowe i właściwe pytanie brzmi: dlaczego nie wracają? Może także dlatego, że w mojej dotychczasowej praktyce duszpasterskiej jednak coś było nie halo, zbyt powierzchowne, karmiące jedynie religijność i wiarę kulturową. To powinien być pierwszy trop naszej refleksji, a nie powtarzanie, że bardziej opustoszałe kościoły to wina biskupów, bo nie trzeba się było zgadzać na limity ludzi w kościołach, tylko walczyć.

    KAI: A na koniec: czym się Ksiądz Biskup karmi jeśli chodzi o lektury i gdzie szuka inspiracji i spokoju?

    – Staram się czytać kilka rzeczy naraz. W tej chwili “Mistykę chrześcijańską” Mertona, autobiografię ks. Halíka, a kilka dni temu skończyłem super opowiadania węgierskiego prozaika Dezső Kosztolány’iego “Dom kłamczuchów”.

    W czasach przed pandemicznych starałem się dość regularnie bywać w operze i filharmonii, ale też na koncertach rockowych.

    KAI: A jakie zespoły, które nurty?

    – Na pewno U2. Ale lubię też spokojniejsze klimaty w stylu Nory Jones czy Katie Melua. W tym wszystkim jest także sport. Staram się regularnie biegać i wędrować po górach a ostatnio także uprawiać jakiś sport związany z wodą. W końcu Ełk. Ruch odstresowuje…

    ***Bp Adrian Józef Galbas SAC (ur. 1968), 12 grudnia 2019 roku został mianowany przez Franciszka biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Studiował na KUL-u teologię oraz komunikację i dziennikarstwo; jest doktorem teologii UKSW (w zakresie teologii duchowości). Od 2011 roku był przełożonym Prowincji Zwiastowania Pańskiego z siedzibą w Poznaniu.

    kai.pl

    **************************************************************************************************************

    piątek – 16 października

    św. Jadwiga Śląska, bosa księżna

    Nasi Patroni.pl

    ********

    Św. Jadwiga jest jednym z najjaśniejszych przykładów historii przyjaźni między Niemcami i Polakami. Ta rodowita Niemka stała się jedną z ważniejszych polskich świętych, kanonizowaną 732 lata wcześniej niż jej imienniczka z Węgier- Święta Jadwiga Wawelska (Królowa Polski i żona Władysława Jagiełły).

    Nasza Patronka urodziła się prawdopodobnie w rodzinnej miejscowości Andechs w Bawarii pomiędzy rokiem 1178 a 1180 (choć niektórzy twierdzą, że wcześniej, podając nawet rok 1173). Słowo Hedwig (=Jadwiga) pisane czasem Hethwigis znaczy „walcząca”.

    Zgodnie z panującymi wówczas zwyczajami, w piątym roku życia Jadwiga została oddana na wychowanie do znanego wówczas opactwa benedyktynek w Kitzingen. Przez siedem lat uczyła się tam tego, co było potrzebne do życia w ówczesnym świecie: pisania i zdobienia przepisywanych ksiąg, łaciny, śpiewu, gry na instrumentach, prowadzenia gospodarstwa domowego, tworzenia artystycznych haftów i innych robót ręcznych, pielęgnowania chorych, w tym uprawy ziół leczniczych do robienia lekarstw; poznawała również kulturalne formy towarzyskie. Świadczy to o dbałości o odpowiednie wychowanie i wyedukowanie córki przez rodziców – Agnieszkę z Miśni i Bertolda IV. Również mąż został Jadwidze wybrany przez rodziców. Gdy opuszczała klasztor i udawała się w podróż do Polski miała 12 lat.

    W 1201 r. zmarł książę Bolesław Wysoki (teść Świętej), a Jadwiga jako żona jego spadkobiercy Henryka została Księżną Śląską. Według większości historyków wywierała na swojego męża silny i często zbawienny wpływ (mimo tego, że ówcześni władcy dzielnicowi mieli władzę absolutną i nie dzielili się nią ze swoim otoczeniem). Miała niewątpliwy udział w poszerzeniu horyzontów piastowskiego księcia, który dzięki małżonce spowinowaconej z europejskimi domami panującymi, uzyskał możliwość prowadzenia polityki o znacznie większym rozmachu niż jego ojciec.

    Historycy spierają się, czy wielka akcja kolonizacyjna, związana z napływem niemieckiego żywiołu na Śląsk, była wynikiem zamierzonego działania księżnej, czy też po prostu naturalną koniecznością. Pewne jest natomiast to, że Księżna Jadwiga specjalną opieką i troską otaczała kościelne fundacje męża.
    Do największych z nich należy opactwo cysterek w Trzebnicy, z którym Jadwiga związana była najsilniej. To jedna z pierwszych fundacji książęcej pary, datowana na 1202 r. Pierwsze mniszki przybyły z Niemiec w styczniu 1203 r., przysłane przez brata księżnej, Ekberta, biskupa Bambergii. Pierwszą opatką została Petrissa, była nauczycielka i opiekunka Jadwigi z czasu pobytu w klasztorze w Kitzingen. Wkrótce klasztor zaczął przyjmować kandydatki z najmożniejszych rodów śląskich, stając się jednocześnie miejscem duchowego formowania i pierwszym zakładem edukacyjno-wychowawczym dla dziewcząt z rodziny książęcej.

    Klasztor trzebnicki uposażony szczodrze przez Henryka rozwijał się wspaniale dając z czasem początek kolejnym pięciu opactwom. Szczególną opieką księżnej Jadwigi cieszyli się również ubodzy i pokrzywdzeni przez los, a także liczne przytułki i szpitale zakładane przez męża. Opłacała też naukę ubogich chłopców, kształcących się we wrocławskiej szkole katedralnej.

    Jednak przede wszystkim księżna zasłynęła z niezwykłej pobożności, pokory i czystości. Podczas jej modlitwy podobno Pan Jezus podniósł rękę z krzyża i błogosławiąc jej rzekł: Wysłuchana jest twoja modlitwa, to, o co prosisz, otrzymasz.

    Jadwiga urodziła siedmioro dzieci. Tylko dwoje, Henryk i Gertruda, dożyło wieku dojrzałego. Syn objął po ojcu władzę nad księstwem śląskim, córka przez wiele lat była przeoryszą klasztoru w Trzebnicy.

    Autorzy życiorysów Jadwigi zazwyczaj podkreślają jej umiłowanie ascezy. Tymczasem Walter Nigg podkreśla przede wszystkim jej poczucie niezależności i dominację w środowisku, w którym przebywała. Nie ukrywała się z niczym i wszystko robiła jawnie.
    Cały dwór musiał dostosować rytm swojego istnienia wyznaczonym przez nią zadaniom. We Wrocławiu powstała kuchnia dla ubogich, a rano i wieczorem wydawano ubogim potrzebne pożywienie. Często również odwiedzała chorych. Ale tak czyniło wielu ówczesnych panujących.

    Jadwiga przygarnęła na dwór i stale utrzymywała trzynaścioro kalek, którymi osobiście się zajmowała – również podczas wyjazdów całego dworu. Budziło to krytykę, ale Jadwiga była nieugięta. Bardzo angażowała się w opiekę nad chorymi na trąd, wiele czasu spędziła w szpitalu dla trędowatych w Środzie Śląskiej.

    Nie podobało się otoczeniu Jadwigi, że chodzi boso, jak człowiek biedny. Ktoś namówił jej spowiednika, aby jej nakazał chodzenie w obuwiu. Podczas spowiedzi ów kapłan podarował Jadwidze buty nakazując, aby je nosiła. Jadwiga natychmiast spełniła posłusznie to żądanie przywiązując buty do paska.

    Jadwiga była autorytetem dla swojego męża, księcia Henryka. Pomimo, że nie posiadała oficjalnej władzy miała duży wpływ na sposób sprawowania rządów przez męża. To za jej namowami Henryk fundował kościoły (m.in. w Złotymstoku, Nowogrodzie Bobrzańskim, Sadłowie, Wąsoczy, Wińsku, Leśnicy, Rokitnicy) i szpitale (we Wrocławiu, Nowogrodzie Bobrzańskim i Środzie Śląskiej). W 1209 roku, z inicjatywy Jadwigi (po urodzeniu siedmiorga dzieci) wraz z Henrykiem złożyli przy obopólnej zgodzie – uzyskując uroczyste błogosławieństwo biskupa – dozgonny ślub czystości. Jest to czyn o tyle szokujący, że Jadwiga miała wówczas ok. 30-37 lat, a jej mąż 42. Już wcześniej jednak, z jej inicjatywy, trwali oni we wstrzemięźliwości czasowej m.in. w Wielkim Poście, Adwencie, dniach świątecznych, niedzielach i w wigiliach i uroczystościach o świętych.
    Na pamiątkę tego ślubu Henryk zapuścił brodę, od której otrzymał przydomek Brodaty.

    W trosce o dochowanie ślubowania odtąd spotykali się tylko w obecności osób trzecich. Jadwiga i Henryk rozmawiali ze sobą, żywili do siebie uczucia przyjaźni i szacunku, ale od momentu ślubowania prawdopodobnie zaczął się proces wzajemnego oddalania się. Było to do zniesienia przez zaprawioną w postach Jadwigę, dla Henryka jednak okazało się to poważnym ciężarem. Pozbawiony dyskretnych rad żony Henryk szukał rekompensaty w walce o wpływy i władzę. Popadł w konflikt z hierarchią kościelną i nie chciał wyjaśnić swego postępowania przed legatami papieskimi. Papież nałożył na niego klątwę. Kiedy po kilku latach książę czuł, że zbliża się do niego śmierć, usilnie prosił Jadwigę, aby zechciała przybyć i mu towarzyszyć. Dla Jadwigi była to bardzo trudna sytuacja. Z jednej strony chodziło o jej męża, ojca jej dzieci, człowieka, któremu ślubowała miłość i do tego chorego i proszącego o przybycie. Z drugiej strony przepisy kościelne zabraniały jakichkolwiek kontaktów z ekskomunikowanymi. Jadwiga stanęła przed nierozwiązywalnym konfliktem sumienia. Jakiego by nie poczyniła kroku – zawsze byłoby źle. Ostatecznie Henryk nie doczekał się wizyty Jadwigi. W ostatnim momencie zdobyte zdjęcie klątwy pozwoliło jej zorganizować książęcy pogrzeb mężowi. Walter Nigg tak komentuje tę sytuację: „Z pewnością nie godzi się poddawać świętych krytyce, nie możemy się z nimi równać, oni przerastają nas o całą długość”.

    Nie ulega wątpliwości, że istniały powody, które skłoniły Jadwigę do złożenia tego rodzaju ślubowania i że prawdopodobnie w grę wchodziły różne motywy. Nie wiadomo także czy i w jakim stopniu kochała swego męża, przecież wiadomo, że zawarła z nim małżeństwo na polecenie rodziców nie będąc pytaną o głos serca. Nie wiadomo też jak przeżywała Jadwiga spełnienie miłości małżeńskiej. Czy w związku z tym żywiła przekonanie, że kobieta uświęca się przez wydawanie na świat potomstwa? Czy po urodzeniu siódmego dziecka miała uczucie spełnionego obowiązku? Czy akceptowała radości pożycia małżeńskiego, czy też tylko je tolerowała? Czy była przekonana, że miłość cielesna jest czymś nieczystym i że wstrzemięźliwość posiada o wiele wyższą wartość? Czy w tej dziedzinie kierowała się także miłością do Boga? To tylko niektóre z pytań, które pozostają bez odpowiedzi.

    I jakkolwiek nie wypada dokonywać osądu świętej kobiety i jej chrześcijańskiego radykalizmu z pozycji zwyczajnego chrześcijaństwa, to jednak nie można bagatelizować rodzących się wątpliwości, bo ucierpiałby przez to nasz stosunek do świętych. Opisy życia świętych uchodzą za mało interesujące m.in. dlatego, iż nie mówią otwarcie o wyłaniających się w nich problemach. Stawianie pytań jest tu rzeczą nie tylko dozwoloną, ale w wypadku spraw niejasnych wręcz konieczną. Stawiamy rzetelne, ale nie pozbawione szacunku pytania, bo przez nie uzyskujemy pełniejszy obraz świętych. Szukając odpowiedzi na pytania, które budzi kontrowersyjne ślubowanie Jadwigi, pamiętać trzeba, że średniowiecze osądzało problem grzesznego ciała w aspekcie poglądów manicheizmu, zgodnie z którymi wszystko co cielesne było złe, a wszystko co duchowe dobre. Zadziwiające jest to, że przez bardzo długi czas nie zauważono tego, iż dyskredytowanie wartości erotycznych ma swoje źródło w manicheizmie, a nie w świecie chrześcijańskich ideałów.

    Smutny koniec małżeństwa nie był ostatnim bolesnym oświadczeniem życiowym Jadwigi. W 1241 r. Mongołowie podbili Rosję i ruszyli dalej z zamiarem opanowania całej Europy. Co prawda cesarz Fryderyk II nawoływał do stawiania oporu, ale ani on, ani inni zachodni władcy nie kwapili się bronić wschodnich rubieży chrześcijaństwa. Henryk zwany Pobożnym – syn Jadwigi i Henryka Brodatego – stanął do walki wraz z garstką rycerstwa, ale przeważająca siła wroga zmiażdżyła ich w bitwie pod Legnicą. Głowę zabitego Księcia zatkniętą na włóczni obwożono po obozie. Szczęściem w tym czasie zmarł wielki chan i to spowodowało powrót dowódców (wraz z wojskiem) do Azji, aby wziąć udział w walce o władzę. Gdyby nie to, niewykluczone, że ów najazd tatarski zakończyłby się na Atlantyku.

    Jadwiga przewidziała śmierć syna. Na trzy dni przed dotarciem informacji do zamku w Krośnie Odrzańskim (gdzie się schroniła przed bitwą) widziała w sennym widzeniu, jak aniołowie unoszą do nieba modlącego się Henryka razem ze śląskim sztandarem. Tej samej nocy powiedziała służącej: „Jak fruwa ptak, tak szybko odleciał ode mnie mój syn i nigdy więcej nie zobaczę go już w tym życiu”. Kiedy dotarła wieść o klęsce, Jadwiga, w przeciwieństwie do swojego otoczenia, nie lamentowała. Ból po stracie ukochanego syna znosiła dyskretnie i cicho.

    Do lamentującej synowej Anny powiedziała: „To jest wolą Bożą i musi nam się podobać to, czego Bóg chce i to, co się Bogu podoba”. W słowach tych znajdujemy bezwarunkową zgodę z Bożą wolą, mimo bólu.

    Wiara nie pozbawiła Jadwigi ludzkich uczuć. Daje duchowe wzmocnienie, ale nie zabiera tego, co charakterystyczne dla człowieka. Widać to wyraźnie również w modlitwie, jaką wypowiedziała z rękami wzniesionymi ku górze: „Dziękuję Ci, Panie, że dałeś mi takiego syna, który zawsze okazywał mi miłość i szacunek, i nigdy mnie w niczym nie zasmucił. I chociaż bardzo gorąco chciałabym go mieć przy sobie na ziemi, to jednak cieszę się całym sercem, że przez przelaną krew jest on już w niebie zjednoczony z Tobą, swoim Stwórcą; jego duszę polecam najgoręcej Tobie, mojemu Bogu i Panu”.

    Po śmierci męża Jadwiga zamieszkała w klasztorze w Trzebnicy. Już wówczas jego przeoryszą była jej córka Gertruda. Zaproponowała ona Jadwidze, aby wstąpiła do zakonu. Księżna jednak zdecydowanie odmówiła. Żywiła wielki szacunek dla życia zakonnego, ale nie czuła się do niego powołana, pomimo że w praktyce wiodła takie właśnie życie. Poza tym prawdopodobnie nie była gotowa, aby ślubować posłuszeństwo swojej córce. Chciała być panią siebie. Była przyzwyczajona zajmować się chorymi i biednymi, stąd jej zdecydowana odpowiedź: „Czy nie wiesz, jak wielką zasługą jest udzielanie jałmużny”. Do końca życia pozostała władczynią. Była jednocześnie świętą i księżną i w jej przypadku jedno bez drugiego nie istniało.

    Zamieszkała w małym domku wybudowanym specjalnie dla niej przy klasztorze (zburzono go dopiero w XIX wieku). Żyjąc w pobliżu klasztoru uczestniczyła w jego życiu, ale nigdy nie została zakonnicą.

    Jadwiga żyła długo, jak na ówczesne czasy – około 70 lat. Pod koniec życia chorowała, ale nie wiemy na co. Opiekowała się nią córka chrzestna Katarzyna. To ona opowiedziała o pewnym zdarzeniu roztaczającym grozę wokół łoża świętej. Pewnego razu zobaczyła złe duchy w ludzkiej postaci, które z krzykiem zaatakowały Jadwigę. Chłostały chorą biczami i wykrzykiwały: „Dlaczego jesteś taka święta? Dlaczego tak dużo się modlisz?”; Jadwiga znosiła to z obojętnością. Wszystko skończyło się po przyjęciu przez nią sakramentu chorych. W godzinie zbliżającej się śmierci zobaczyła przybywających do niej świętych. Pozdrawiała ich słowami: „Witam was! Ciebie, moja Pani, ciebie święta Mario Magdaleno, święta Katarzyno, święta Teklo, święta Urszulo;”. Wymieniła też inne imiona, zapamiętała Katarzyna. Jadwiga zmarła 14 października 1243 r. około godziny siedemnastej. Pogrzeb odbył się 16 października. Pochowano ją w kościele klasztornym w Trzebnicy, pod ołtarzem Jana Chrzciciela. W 20 lat później przeniesiono do kaplicy wybudowanej specjalnie ku jej czci. W 1680 r. powtórnie przeniesiono zwłoki, tym razem do okazałego grobowca, w którym spoczywa do dziś.

    Przy grobie działy się liczne cuda, toteż starania o kanonizację rozpoczęły się krótko po śmierci. 15 października 1267 r. w Viterlo papież Klemens IV umieścił imię Jadwigi w wykazie świętych. W homilii z tej okazji mówił o Jadwidze jako o wzorze matki, która doświadczona nieszczęściem znajduje pociechę w Bogu. Wspomnienie liturgiczne obchodzone było wówczas w dzień śmierci – 15 października. W 1680 r. papież Innocenty XI na prośbę Jana III Sobieskiego wprowadził kult św. Jadwigi dla całego kościoła na 17 października (15 był już „zajęty” przez świętą Teresę z Avila). Po kanonizacji w XX wieku św. Małgorzaty Marii Alacoque wspomnienie liturgiczne św. Jadwigi zostało ustanowione na 16 października.

    parafia p.w. św. Jadwigi Ślaskiej w Poznaniu

    ******************

    O rzymskim obrazie św. Jadwigi Śląskiej – patronki dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową (16 X 1978)

    Święta Jadwiga Śląska, której wspomnienie przypada 16 października, jest patronką dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Data 16 X 1978 roku na stałe związała Śląską Księżnę z Janem Pawłem II, o czym On sam często wspomniał. W polskim kościele św. Stanisława B.M. w Rzymie, będącym również sanktuarium św. Jana Pawła II, podziwiać możemy XVIII-wieczny obraz Szymona Czechowicza przedstawiający św. Jadwigę Śląską przed Ukrzyżowanym. Przyjrzyjmy się temu obrazowi dokładniej.

    Obraz św. Jadwigi Śląskiej w kościele polskim pw. św. Stanisława B.M. w Rzymie (ŹRÓDŁO: z lewej: J. ORAŃSKA „Szymon Czechowicz 1689-1775”, z prawej: ww.rzym.msz.gov.pl/pl/polonia/polonika/kosciol_sw__stanislawa

    Pomoże nam w tym fragment książki Józefy Orańskiej pt. „Józef Czechowicz 1689-1775” (wyd. 1948). Autorka pisząc o działalności artystycznej Czechowicza w Rzymie, zwraca uwagę na to, iż „Ważną pozycję stanowi tu obraz «Św. Jadwiga» w polskim kościele św. Stanisława w Rzymie, na który [Czechowicz] otrzymał zamówienie w roku 1724 z okazji zbliżającego sie jubileuszu powszechnego, jak to wynika z odnalezionych przeze mnie dokumentów. Z rachunków zarządu kościoła dowiadujemy się, że kompozycję tę skończoną w 1725 roku, umieszczono w ołtarzu po lewej stronie nawy, gdzie się do dziś zachowała. Środek obrazu zajmuje duży krzyż, na którym zawisło ciało Chrystusa, a przed krucyfiksem klęczy na stopniu św. Jadwiga w habicie zakonnym cystersek z głową wzniesioną ku górze i rozłożonymi rękoma, u jej stóp leży korona książęca. Nie odstępując od przyjętej tradycji wyobrażenia św. Jadwigi, modlącej się przed Ukrzyżowanym, uniknął artysta konwencjonalnego typu, dając w postaci wyraz głębokiej ekstazy religijnej. Z prawej strony z za krzyża wychylają się dwaj aniołowie, spogladając z zachwytem na modlącą się. Pierwszy z nich, jasny blondyn, miękko modelowany, ubrany jest w szatę koloru turkusowego, a drugi umieszczony cokolwiek wyżej na obłoku , z rozpostartymi skrzydłami i wzniesionymi rękoma, ma suknię koloru ciemnoczerwonego. Jeszcze wyżej nad tymi aniołami na obłoku dwa putta przyglądają się akcji. Za tło obrazu służy lekko zaznaczony kontur wnętrza świątyni, utrzymanego w tonie szarozielonkawym. Od strony górnej z lewej strony zwisa kotara, która jako akcent dekoracyjny jest zarazem przeciwwagą zapełnionej postaciami prawej strony. Światło rzucone od lewej ku prawej wydobywa z cienia przede wszystkim św. Jadwigę oraz ciało Chrystusa na krzyżu, i zatrzymuje się na postaci pierwszego anioła. Przejścia od świateł do cieni przeprowadzone są bardzo delikatnie, a zharmonizowane barwy stonowane i przyćmione. Centralnym punktem kompozycji jest Chrystus na krzyzu, około którego grupuje malarz inne postacie, zamykające się w kole. W sposobie traktowania światłocienia widoczny jest wpływ Correggia, jak również i w postaciach anielskich miękko modelowanych, twarz zaś św. Jadwigi utrzymywana jest w typie «Mater Dolorosa» Guida Reniego. Pochylenie głowy Chrystusa ku świętej i wzniesienie jej oczu ku Niemu, podkreśla ich związek duchowy, a sugestywne oddanie szczerego uczucia i psychicznego napiecia świadczy o pogłębieniu sztuki artysty. O ile w licznych utworach włoskich mistrzów tego czasu znajdujemy pewną egzaltację i do pewnego stopnia efekt teatralny, o tyle Czechowicz wybrał drogę akcentowania głębokiego uczucia.”

    O obrazie św. Jadwigi w kościele polskim w Rzymie pisał również Maciej Loret w książce pt. „Życie polskie w Rzymie w VIII wieku” (wyd. 1930). Jego zdaniem „Talent Czechowicza wyrabiał się z roku na rok. Mniej więcej w dziesiątym roku swego pobytu w Rzymie dał nam Czechowicz płótno, które może być uważane za jedno z najlepszych jego dzieł. Przedstawia ono św. Jadwigę u stóp Ukrzyżowanego. Jest to już dzieło w całem tego słowa dojrzałe i prawdziwie piękne. Rysunek, pojęty bardzo szlachetnie, jest bez zarzutu. Modelowanie ciała Chrystusa subtelne i pod każdym względem znakomite. Koloryt przyciemniony, dostosowany do tragizmu chwili. Uderza mimo to nadzwyczajna przejrzystość atmosfery. Są tu reminiscencje Marattiego, ale całość pojęta oryginalnie. Tło architekturalne, pełne powietrza, zdaje się zapowiadać epokę neoklasyczną. Obraz ten stawia Czechowicza w rzędzie wybitnych współczesnych malarzy rzymskich. Namalował go Czechowicz na zamówienie kolonji polskiej w Rzymie w 1724 r. dla kościoła narodowego św. Stanisława i tam się dziś znajduje w bocznym ołtarzu.”

    W dniu 16 października na pewno wielu z nas uda się do kościoła św. Stanisława B.M. w Rzymie, aby modlić się przy relikwiach św. Jana Pawła II. Mając przed oczyma wizerunek św. Jadwigi Śląskiej, pamiętajmy o niej jako patronce wydarzenia, które odmieniło losy naszej Ojczyzny.


    Agata Rola-Bruni/Nasz świat.pl/Polska strona Włoch

    **********************

    Matka śląskiej ziemi

    ▲	Obraz św. Jadwigi Śląskiej z neogotyckiego ołtarza głównego w kościele św. Jadwigi w Brzezince (1890 – 99).

    Obraz św. Jadwigi Śląskiej z neogotyckiego ołtarza głównego w kościele św. Jadwigi w Brzezince (1890 – 99).

    To postać nieprzeciętna, wyrastająca ponad epokę, w której wypadło jej żyć. Ukazała swym życiem nowy styl: władczyni, której sercem władał Chrystus.

    Urodziła się ok. 1174 r. na zamku Andechs w Bawarii, gdzie do dziś istnieje jej dawna komnata, przerobiona na kaplicę. Pochodziła z zamożnego rodu rycerskiego. Rodzice, hr. Andechs Bertold IV i Agnieszka Wettyńska, oddali ją na wychowanie do benedyktynek w Kitzingen. W 1190 r. opuściła Bawarię i przybyła do Wrocławia jako śląska księżna, zaślubiona Henrykowi Brodatemu. Nie zajmowała się polityką, ale wspierała męża dyskretną radą. Będąc żoną i matką (urodziła siedmioro dzieci), poświęcała się też pracy charytatywnej. Mimo książęcego stanu osobiście pomagała ubogim, lecząc ich i żywiąc. Stworzyła nawet szpital objazdowy i odwiedzała domy chorych. Największym jej dziełem było założenie w 1202 r. klasztoru cysterek w Trzebnicy, promieniującego na cały Śląsk. Tam zamieszkała jako wdowa, składając w 1238 r. śluby zakonne na ręce ksieni – swej córki Gertrudy.

    Nieużywane buty

    Droga do świętości wiodła ją przez służbę bliźnim i ascezę. Do cierpień osobistych dodała post (jadła dwa razy dziennie bez mięsa i nabiału), biczowania, włosienicę, czuwania nocne. Zachowała się opowieść, że w ramach pokuty chodziła boso, raniąc stopy. Opat Günther II, jej spowiednik, podarował Jadwidze w trosce o zdrowie trzewiki i nakazał, by je nosiła. Po roku stwierdził, że trzewiki są jak nowe. Skarcił nieposłuszeństwo, a Jadwiga odrzekła: „Ależ ojcze, posłuchałam cię. Oto trzewiki, dane mi przez ciebie, nosiłam je często”. Nosiła… ale przytroczone na sznurku! Kolejny spowiednik zezwolił księżnej chodzić boso. Wyczerpana surowym życiem, zmarła 14 października 1243 r. w opinii świętości. Do jej grobu w Trzebnicy przybywały pielgrzymki ze Śląska, Wielkopolski, Łużyc i Miśni. Gertruda popierała kult matki, cysterki spisywały łaski, a grób otoczono wielką troską. Od 1251 r. obchodzono w klasztorze rocznicę jej śmierci. O kanonizację zabiegał już papież Urban IV, który osobiście znał Jadwigę. Ostatecznie kanonizował ją papież Klemens IV w kościele dominikanów w Viterbo 26 marca 1267 r. Na prośbę Jana III Sobieskiego papież bł. Innocenty XI rozszerzył kult na cały Kościół (1680). Ku czci Jadwigi w 1848 r. we Wrocławiu powstał zakon jadwiżanek. Jest patronką Europy, Polski, Śląska, archidiecezji wrocławskiej, diecezji Görlitz; miast: Andechs, Berlina, Krakowa, Trzebnicy i Wrocławia; uchodźców oraz pojednania i pokoju. Jest też patronką wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową 16 października 1978 r. Św. Jan Paweł II wielokrotnie stawiał ją za wzór pełni powołania chrześcijańskiego: żony, matki, wdowy, fundatorki klasztoru.

    Św. Jadwiga podtrzymuje Kościół

    Głównym ośrodkiem jej kultu na Śląsku jest Trzebnica, gdzie spoczywa sarkofag z relikwiami. W Legnickim Polu dwa kościoły upamiętniają Jadwigę; w kwietniu 1241 r. znalazła tu zabitego w bitwie z Tatarami syna Henryka Pobożnego. W diecezji gliwickiej najwcześniejsze z (wzmiankowane w 1447 r.) kościoły Jadwigi Śląskiej pojawiły się w Brzezince i Ziemięcicach. W 1551 r. właściciel Brzezinki Piotr von Zmeskal ufundował kolejny drewniany kościół. Po latach zastąpił go neogotycki, murowany (1890–99), konsekrowany 27 maja 1911 r. przez biskupa sufragana wrocławskiego Karola Augustina. W Ziemięcicach drewnianą świątynię zastąpiła w XVII w. murowana, gotycko-barokowa, dziś pozostająca zabytkową ruiną. W 1926 r. zbudowano obecny kościół, konsekrowany 6 czerwca 1927 r. przez kard. Adolfa Bertrama. Z podobnego okresu pochodzi kościół św. Jadwigi w Zabrzu (1928–29), poświęcony przez biskupa sufragana wrocławskiego Walentego Wojciecha w 1929 r. Jego niezwykłą, eliptyczną formę architektoniczną zdobią aż cztery wieże. Częste szkody górnicze wymusiły tu drewnianą konstrukcję świątyni. Najmłodszy jest współczesny kościół filialny św. Jadwigi Śląskiej w Droniowicach, budowany od 1997 r. w obrębie parafii Cieszowa i poświęcony 28 czerwca 2003 r. Od 1 września 2005 r. jest filią parafii Sadów. Wizerunek św. Jadwigi napotkamy w wielu miejscach diecezji. Charakterystyczny gest podtrzymywania budynku świątyni można też odczytać jako troskę o wspólnotę Kościoła. Święta była nie tylko panią śląskiej ziemi w XII/XIII w., ale i jej matką. Autorka jest diecezjalnym konserwatorem zabytków.

    Ikonografia

    Święta Jadwiga Śląska przedstawiana jest jako mężatka w długiej sukni i książęcym płaszczu z diademem na głowie lub jako wdowa, boso w habicie cysterskim. Jej atrybutami są makieta kościoła lub klasztoru, buty trzymane w ręce, krzyż, księga, figurka Matki Bożej, różaniec.

    Anna Szadkowska/Gość Gliwicki

    *************************************

    Święta Jadwiga Śląska – patronka na czasy współczesne

    Data 16 października skłania nas do spojrzenia na dwoje Świętych: Jadwigę Śląską, i młodszego od niej o osiemset lat św. Jana Pawła II. W dzień wspomnienia Jadwigi Karol Wojtyła został wybrany na papieża. Ale nie tylko to ich łączy

    fot. Krzysztof Kunert/Niedziela

    ***

    Wiele razy, najpierw jako biskup, potem kardynał a wreszcie jako papież, Jan Paweł II odwiedzał trzebnicką bazylikę, w której znajduje się grób Świętej. Kroniki odnotowały, że po raz pierwszy abp Karol Wojtyła gościł w sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy w dniach 29-31 sierpnia 1965 r., przy okazji udziału w obradach Komisji Duszpasterskiej Episkopatu Polski. W pierwszym dniu obrad przypadło mu celebrowanie uroczystej Mszy św., po której przemówił do wiernych, podkreślając swą radość płynącą z faktu, „że mógł celebrować Mszę w bazylice, w której znajduje się grób św. Jadwigi Śląskiej, imienniczki i patronki Jadwigi Krakowskiej”. Jak mówił zmarły rok temu ks. Antoni Kiełbasa SDS, długoletni kustosz sanktuarium trzebnickiego, profesor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu: – Trzebnica, leżąca na szlaku północ – południe zaprasza wszystkich podróżujących w gościnny dom Pani Ziemi Śląskiej, św. Jadwigi. Ile razy prywatnie wchodził do tego domu Karol Wojtyła? Nie sposób to dzisiaj stwierdzić. Jedno jest pewne, że więź łącząca Jana Pawła II z św. Jadwigą nie narodziła się w pamiętnej chwili wyboru na papieża. Istniała już od dawna, a w dniu 16 października 1978 r. została utrwalona wieczną pieczęcią Bożej Opatrzności.

    Patronka dnia wyboru

    Bł. Jan Paweł II nigdy nie zapomniał, że patronką dnia jego wyboru była św. Jadwiga Śląska. Nawiązał do tego podczas pierwszej wizyty w ojczystym kraju. Na Jasnej Górze 5 czerwca 1979 r. powiedział do pielgrzymów z metropolii wrocławskiej: „A teraz pozwólcie, że z Jasnej Góry przekażę szczególne wotum do sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy, koło Wrocławia. Tym wotum jest świeca paschalna, którą przywiozłem z Rzymu i kielich dla sanktuarium trzebnickiego. Mam, jak wiecie dobrze, szczególne powody do przekazania tego wotum […]. Opatrzność Boża w swoich niewypowiedzianych zrządzeniach wybrała 16 października 1978 r. jako dzień przełomowy w moim życiu. W dniu 16 października Kościół w Polsce czci św. Jadwigę Śląską. I dlatego też poczytuję za mój szczególny obowiązek złożyć dzisiaj na ręce Kościoła w Polsce, na ręce Metropolity Wrocławskiego to wotum dla tej Świętej, która jest patronką sąsiadujących narodów, jest również patronką dnia wyboru pierwszego Polaka na Stolicę Piotrową”.
    Papież pisał o tym także w liście do abp. Henryka Gulbinowicza z 16 października 1979 r.: „A wydarzyło się to, powiem otwarcie, co czuję, nie przez jakiś ślepy traf właśnie w tym dniu, w którym Umiłowani Rodacy moi, zwłaszcza ci z Dolnego Śląska i z Opolszczyzny oraz inni przebywający w Trzebnicy na uroczystościach ku czci św. Jadwigi, modlili się o szczęśliwy wybór Papieża. Jestem głęboko przekonany, że w tamtym pamiętnym dniu św. Jadwiga stała się również Patronką wyboru pierwszego w dziejach Polaka na stolicę św. Piotra”.

    Patronka na czasy współczesne

    Jan Paweł II chce nam dziś jeszcze raz zwrócić uwagę na św. Jadwigę Śląską. Jej postawa pobożnej małżonki, matki kilkorga dzieci, a ostatecznie wdowy, jest dla nas znakiem ewangelicznego sprzeciwu wobec wszelkiej próby degradacji życia małżeńskiego i rodzinnego. To także wzór władczyni kierującej się w rządzeniu ewangeliczną miłością. To wzór prawdziwej miłości bliźniego i Boga. Mimo że żyła 800 lat temu, jej przesłanie jest aktualne do dziś.
    Św. Jadwigę Śląską Jan Paweł II wspominał w swym nauczaniu wiele razy. Najobszerniej mówił o niej we Wrocławiu, 21 czerwca 1983 r. Zapraszał do „patrzenia w jej stronę, aby widzieć w niej wielkie światło, które rozświeca sprawy ludzkie na ziemi”, przekonywał, że w życiu Świętej „wyraziła się jakby cała pełnia powołania chrześcijańskiego”. Zachęcał wszystkich do „odczytywania Ewangelii niejako na kolanach św. Jadwigi (…), umacniając w ten sposób najgłębsze podstawy chrześcijańskiej moralności”. Mówił: „Wedle jej wzoru, na przykazaniu miłości powinno się opierać nasze życie osobiste, rodzinne i społeczne”.

    Krzewiciel kultu św. Jadwigi Śląskiej

    16 października warto przywołać także postać wielkiego znawcy i propagatora św. Jadwigi Śląskiej, ks. prof. Antoniego Kiełbasę SDS, który odszedł do domu Ojca w lipcu 2010 r. Był znakomitym naukowcem, autorem ponad 500 publikacji książkowych, artykułów naukowych i różnego rodzaju tekstów publicystycznych. Przede wszystkim jednak pasjonowało go życie i działalność św. Jadwigi Śląskiej. Według ks. Bogdana Giemzy, superiora wspólnoty Salwatorianów w Trzebnicy, ks. Antoni przyczynił się w znacznym stopniu do rozszerzenia kultu św. Jadwigi w Polsce i za granicą. W dużej mierze też dzięki jego staraniom Kongregacja ds. Duchowieństwa, za zgodą Ojca Świętego Benedykta XVI, erygowała 24 stycznia 2007 r. międzynarodowe sanktuarium Świętej Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Niezmordowanie służył jako kaznodzieja i ceniony przewodnik dla grup z Polski i zagranicy, zwłaszcza z Niemiec, w bazylice trzebnickiej. Stał się w naturalny sposób rzecznikiem idei pojednania narodów polskiego i niemieckiego. Dzięki jego staraniom zainicjowano w Trzebnicy Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, powstało Muzeum Kultu św. Jadwigi, a w 2007 r. otwarto tzw. Dużą Ścieżkę św. Jadwigi. Pracę ks. Antoniego Kiełbasy przez lata doceniały środowiska kościelne i samorządowe. 9 listopada 2009 r. prezydent RP Lech Kaczyński w uznaniu wybitnych zasług w kultywowaniu historii oraz upowszechnianiu kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy duszpasterskiej i pedagogicznej oraz za zasługi w działalności na rzecz społeczności lokalnej przyznał ks. Kiełbasie jedno z najwyższych polskich odznaczeń – Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
    O swoim kapłanie pamiętają także trzebniczanie – w dowód pamięci 23 września br., podczas XIX Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, odbyło się nadanie imienia i poświęcenie skweru ks. Antoniego Kiełbasy. Znajduje się on przy wjeździe do Trzebnicy od strony Wrocławia, u zbiegu ulic ks. Bochenka i 1-go Maja, obok starostwa powiatowego.

    * * *

    Kult św. Jadwigi Śląskiej w Portugalii

    W Portugalii szerzy się kult Jadwigi Śląskiej, patronki ubogich i zadłużonych. Zdaniem s. Lucii Lopes ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek w Bragancy ma to związek z narastającym w Portugalii kryzysem. Rozkwit popularności świętej jest zauważalny zwłaszcza w północnej części kraju, najbardziej dotkniętej kryzysem gospodarczym. W ciągu kilku miesięcy wzrosła liczba zamówień na figurki i obrazki z wizerunkiem św. Jadwigi z Trzebnicy.
    – Portugalscy katolicy dobrze znają historię tej Świętej. Wiedzą, że podczas swojego ziemskiego życia Jadwiga Śląska chroniła osoby ubogie oraz zadłużone, dlatego wierzą, że dziś, podobnie jak przed wiekami, mogą za jej wstawiennictwem otrzymać łaski niezbędne do przezwyciężenia trudności materialnych – podkreśla s. Lucia Lopes.
    Święta Jadwiga Śląska znana jest w Portugalii jako Santa Eduviges.

     Magdalena Lewandowska/Niedziela wrocławska 42/2011

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 19.00

    przed Mszą św. – godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    ***

    Antyfona na wejście

    Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca, do kraju, który ci ukażę, a uczynię sławnym twoje imię.

    Kolekta

    Wszechmogący i miłosierny Boże,
    dzięki Twoim natchnieniom święta Jadwiga
    usilnie zabiegała o pokój i pełniła dzieła miłosierdzia, udziel nam swojej łaski, abyśmy za jej przykładem starali się o pokój i zgodę między ludźmi
    i służyli Tobie w cierpiących niedostatek.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 1,11-14

    Bracia: W Chrystusie dostąpiliśmy udziału również my, synowie Izraela, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu, my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy, usłyszawszy głoszenie prawdy, Dobrą Nowinę waszego zbawienia, w Nim także, uwierzywszy, zostaliście opatrzeni pieczęcią, obiecanym Duchem Świętym, który jest zadatkiem naszego dziedzictwa na odkupienie, to jest nabycie wyłącznej własności przez Boga, ku chwale Jego majestatu.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 33

    R/ Szczęśliwy naród wybrany przez Pana.

    Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
    prawym przystoi pieśń chwały.
    Sławcie Pana na cytrze,
    grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach. R/

    Bo słowo Pana jest prawe,
    a każde Jego dzieło, godne zaufania.
    On miłuje prawo i sprawiedliwość,
    ziemia jest pełna Jego łaski. R/

    Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
    naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
    Pan spogląda z nieba,
    i widzi wszystkich ludzi. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska według nadziei, którą pokładamy w Tobie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,1-7

    Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą.

    Pokażę wam, kogo się macie obawiać: Bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie. Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, przyjmij dary złożone na Twoim ołtarzu ku czci świętej Jadwigi, która starała się o pomnożenie Twojej chwały, oczyść nasze serca i przygotuj je do udziału w Najświętszej Ofierze.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, prosimy Cię,
    aby Najświętszy Sakrament, który przyjęliśmy,
    bronił nas od wszelkich napaści złego ducha,
    i przez zasługi świętej Jadwigi po trudach
    doczesnej pielgrzymki zapewnił nam pełnię pokoju. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************************************************************************************

    sobota – 17 października


    św. Ignacy Antiocheński: Boża pszenica

    Między końcem I w. a pierwszą połową II stulecia wielu autorów chrześcijańskich pisało o Chrystusie i rodzącym się Kościele. Byli oni – po Nowym Testamencie – najbardziej znaczącymi świadkami wiary, tak iż w czasach nowożytnych określa się ich mianem – Ojców apostolskich. W XIX w. sporządzono dokładny wykaz ich imion i dzieł; Barnaba, Klemens Rzymski, Polikarp ze Smyrny, Hermas, autor Pasterza, Papiasz z Hierapolis, autor listu do Diogneta Didache, Ignacy Antiocheński. Ten ostatni urodził się przypuszczalnie między 35 a 40 r. po Chr. w jakimś mieście lub wsi w Syrii. Był biskupem Antiochii Syryjskiej przez prawie 40 lat, od 70 do 107 r., jako następca – według Orygenesa – Piotra, a według Euzebiusza – Piotra i Ewodiusza.
    Przyszło mu działać w czasie, gdy pod sprawnymi i mądrymi rządami Trajana Cesarstwo Rzymskie przeżywało okres największego blasku. Jednak zasady powszechnego dziecięctwa Bożego; braterstwo, poszanowanie i miłość do innych, zwłaszcza nieprzyjaciół, stanowiły rodzaj prowokacji, zdolnej odwrócić ustalony porządek społeczny. Dlatego również Syria, tak jak inne regiony imperium, była sceną krwawych prześladowań chrześcijan. Razem z innymi także biskup Ignacy został aresztowany i wysłany do Rzymu, aby – zgodnie z okrutną tradycją – walczyć w amfiteatrze – Flawiusza z dzikimi zwierzętami. Podróż do Rzymu stała się dla biskupa Antiochii stosowną okazją do głoszenia Ewangelii. W asyście dwunastu żołnierzy, przemierzając morza i lądy wzdłuż słynnej Via Egnatia, Ignacy napisał pięć listów adresowanych do różnych Kościołów Azji Mniejszej, jeden do Kościoła w Rzymie, a ostatni do biskupa Smyrny, Polikarpa.
    Wyruszywszy z portu Antiocheńskiego, Seleucji, Ignacy i eskorta zapuścili się na ziemie Cylicji, docierając do Filadelfii i i Smyrny, gdzie biskupem był młody Polikarp. Tu Ignacy przyjął braterską wizytę przedstawicieli Kościołów Efezu, Magnezji i Tralles, prowadząc z nimi rozmowy o wierze i moralności. Następnie wysłał do tych trzech wspólnot listy pasterskie. Efez, miasto wielkiego handlu, prestiżu politycznego i religijnego, związane z postaciami św. Pawła i św. Jana, otrzymało liczne pochwały i wyrazy szacunku od biskupa Antiochii wraz z zachętami do jedności pasterskiej i doktrynalnej oraz do oparcia życia wspólnotowego na Eucharystii.

    Nad rzeką Meander, opodal Efezu. leżała Magnezja, niewielkie miasto w Karii, gdzie wspólnocie przewodniczył młodzieńczy biskup Damas, który właśnie z racji swego wieku wywoływał u wielu zakłopotanie. Ignacy wrócił również w tym drugim liście do tematów jedności i zgody.
    Nad Meandrem, w Tralles, znajdowała się także inna mała wspólnota. Miasto to wprawdzie prowadziło małą działalność handlową, ale na początku II w. po Chr. nie cieszyło się zbytnim prestiżem politycznym i społecznym. Wśród chrześcijan umocnili się tutaj doketyści – heretycy, którzy twierdzili, że Chrystus przyjął tylko – pozornie – ludzkie ciało.  Przyszły męczennik w swym trzecim liście wystąpił ostro przeciwko nim, dochodząc w rozdziale IX do uroczystego wyznania wiary. Zatkajcie więc sobie uszy, gdy ktoś wam mówi o Jezusie Chrystusie, który by nie był z rodu Dawida, Synem Maryi, który prawdziwie się narodził, jadł i pił. Rzeczywiście był prześladowany za Poncjusza Piłata; rzeczywiście został ukrzyżowany i umarł na oczach mieszkańców nieba, ziemi i piekieł. On rzeczywiście zmartwychwstał, ponieważ Jego Ojciec wskrzesił Go. Tak samo Ojciec wskrzesi w Jezusie Chrystusie również nas, którzy wierzymy w Niego. Bez Niego nie mamy prawdziwego życia. 

    Prawdopodobnie ktoś z bardziej żarliwych braci przyjętych w Smyrnie wysunął propozycję, by wykorzystać dobrą znajomość na dworze rzymskim i złagodzić lub zmienić karę męczeństwa. Wówczas Ignacy skierował jeden z najpiękniejszych i najbardziej znanych listów do wspólnoty Rzymu, zachęcając ją, by nie podejmowała działań dla powstrzymania dzieła Bożego, który w tak wzniosły sposób miał otoczyć chwałą swego sługę. List, daleki od kwestii doktrynalnych lub moralnych, jest uroczystą apologią męczeństwa, gdzie jedynym pragnieniem jest oglądanie Boga, Jego zbawczego i uszczęśliwiającego oblicza. Aby dojść do posiadania na wieki swego Pana, Ignacy jest gotów przelać swą krew, być zmiażdżony przez dzikie zwierzęta i jako prawdziwy uczeń Mistrza stać się zmieloną pszenicą i nieskalanym chlebem Chrystusa. Po wyruszeniu z Smyrny grupa, do której dołączył diakon Burros, skierowała się w stronę Troady. Stąd Ignacy wysłał list do chrześcijan z Filadelfii, miasta w Azji Prokonsularnej, wzywając ich w żarliwym tonie do jedności, zakwestionowanej zwłaszcza przez grupę sabatystów, którzy uważali, że należy zachowywać szabat. Ponieważ jednak niedziela była dniem Zmartwychwstania, upieranie się przy szabacie oznaczało odrzucenie wydarzenia paschalnego. A ponadto, skoro jedno jest ciało Chrystusa, to tak samo powinien być jeden kielich, jeden ołtarz i jeden biskup. Również w Troadzie Ignacy przemyślał raz jeszcze swój pobyt w Smyrnie, w czasie którego odbył nie tylko pocieszające rozmowy, ale także spierał się z doketystami i judaizującymi. Zwłaszcza do nich skierował list – Do chrześcijan ze Smyrny -, w którym z rozpaloną gwałtownością powtórzył naukę o Chrystusie, prawdziwym Synu Bożym, prawdziwym człowieku, prawdziwie urodzonym, zmarłym i zmartwychwstałym. Według świadectw Tertuliana, Euzebiusza i Ireneusza biskup Smyrny, Polikarp, utrzymywał kontakty z bezpośrednimi świadkami Zmartwychwstałego, a zwłaszcza z Janem Apostołem, który miał go wybrać na stolicę w Smyrnie. Właśnie do tego młodego i zaangażowanego biskupa, który zakończył swój żywot męczeństwem, Ignacy skreślił pismo, umieszczone w wykazach na ostatnim miejscu; List do Polikarpa. Autor podaje w nim użyteczne wskazówki dla współbrata, a przede wszystkim zachęca go do męstwa, aby mógł stawić czoło zasadzkom nieprzyjaciela.

    Po Troadzie wyprawa dotarła drogą morską do Neapolis w Macedonii, a później przez Via Egnatia do Filippi, Macedonii i Illirii aż do Dyrrachium, skąd przeprawiła się do Brundisium. Następnie przez Via Appia Ignacy przybył do Rzymu, gdzie poniósł męczeństwo ok 107 r., wydany na pożarcie dzikim zwierzętom.
    Listy Ignacego dotarły do nas dzięki wielu różnym zdarzeniom. Filipianie, pisząc do Polikarpa, poprosili o kopię listów Ignacego, która została im przesłana w załączniku do odpowiedzi. Szeroko rozpowszechnione, były znane przez Ireneusza, Orygenesa i Euzebiusza. Następnie zostały przetłumaczone na syryjski, a pod koniec IV w. Julian arianin dostarczył ich poszerzony przekład grecki. Najbardziej żywotny punkt jedności stanowi dla Ignacego postać biskupa. Episkopos z pełnym tytułem – nadzorcy, przełożonego-, jest tylko widzialnym reprezentantem prawdziwego, niewidzialnego biskupa, którym jest Jezus Chrystus zjednoczony z Ojcem. Odrzucenie tego, co widzialne, oznacza oszukiwanie tego, co niewidzialne. Biskup prezentuje się jako ostatni ze wszystkich, ostatni z chrześcijan i niegodny przynależenia do tego Kościoła, ale właśnie dlatego że ostatni, biskup jest w sensie ewangelicznym pierwszym. Jest ponadto – godzien Boga-, nie dlatego, że jest osoba godną szacunku, ale ponieważ odzwierciedla wybór Boga, w tym – godnym – odbija się doskonała odpowiedniość między uczuciami wewnętrznymi a konkretnym życiem, w przeciwieństwie do fałszywych nauczycieli, którzy lubią przedstawiać się jako osoby wiarygodne, ale w rzeczywistości są drapieżnymi wilkami, które czynią niewolnikami swoich zwolenników. Prawdziwi szafarze, którzy znajdują się na tym miejscu nie z ambicji, ale jedynie z woli Boga, nie żyją według człowieka, ale według Boga, według Chrystusa. Wasze prezbiterium (…) doskonale współbrzmi z biskupem jak struny z cytrą. Dlatego w waszej jednomyślności i zgodnej miłości Jezus Chrystus jest opiewany. I wszyscy z osobna tworzycie chór, aby zgodni w jednomyślności, podejmując ton Boga, jednym głosem śpiewać Ojcu przez Jezusa Chrystusa, aby On was usłyszał i rozpoznał dzięki waszym dobrym czynom jako członki swojego Syna. Korzystne jest więc dla was, abyście byli w nienagannej jedności i tak zawsze mieć udział w Bogu.  

    Krótko mówiąc, w swojej koncepcji eklezjologicznej Ignacy stwierdza, że posługa biskupa jest zasadnicza dla rozumienia Kościoła. Bez niej Kościół nie może być sobą. Biskup jest nie tylko wspierany przez prezbiterów, tworzących kolegium, tzw. prezbiterium, które stanowi – senst biskupa -, jego wspaniałą koronę. Na bezpośredniej służbie biskupa, jako wykonawcy jego rozporządzeń i zadań pasterskich, są diakoni, czyli – towarzysze służby -. Ponadto w perspektywie jedności, w każdym Kościele lokalnym powinien być jeden biskup (monoepiskopat lub episkopat monarchiczny), tak jak jeden jest tylko Bóg Ojciec, Jeden Chrystus, jedna Eucharystia, jeden ołtarz. Partykularność Kościoła jest z korzyścią dla uniwersalności, którą Ignacy nazywa jako pierwszy – katolickością -. Ta ostatnia wyraża się nade wszystko w jednej wierze i w związku modlitwy z miłością. Ponadto komunia między różnymi Kościołami konkretyzuje się w wysyłaniu listów, delegacji, a także wsparcia w nagłych potrzebach. Wreszcie, według Ignacego, w Kościele istnieje nie tyle wędrowna posługa, co raczej stałość w strukturze posługiwania, którą należy się dzielić i przeżywać.

    Święci na każdy dzień/Tom VIII/ze strony: zbiór modlitw.pl

    *********

    MSZA ŚWIĘTA

    This image has an empty alt attribute; its file name is euch.jpg

    Antyfona na wejście

    Z Chrystusem zostałem przybity do krzyża, teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus; życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, Ty chcesz,
    aby świadectwo świętych męczenników
    było ozdobą całego Kościoła, spraw,
    aby sławne męczeństwo świętego Ignacego z Antiochii, przez które zasłużył na wieczną chwałę,
    było dla nas źródłem męstwa w wierze.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan – Ef 1,15-23

    Bracia: Usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. Proszę w nich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących, na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokonał dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I „wszystko poddał pod Jego stopy”, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 8

    R/ Dałeś Synowi władzę nad swym dziełem.

    O Panie, nasz Panie,
    jak przedziwne jest Twoje imię po całej ziemi.
    Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
    Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę. R/

    Gdy patrzę na Twoje niebo, dzieło palców Twoich,
    na księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
    czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
    czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego? R/

    Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
    uwieńczyłeś go czcią i chwałą.
    Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich,
    wszystko złożyłeś pod jego stopy. R/

    Alleluja Alleluja Alleluja. Świadectwo o Mnie da Duch prawdy i wy także świadczyć będziecie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 12,8-12

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.

    Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, Ty przyjąłeś ofiarę świętego Ignacego, który jako pszenica Chrystusa został zmielony
    zębami dzikich zwierząt i stał się czystym chlebem, przyjmij Ofiarę, którą my Tobie składamy.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Jestem pszenicą Chrystusową: niech zmielą mnie zęby dzikich zwierząt, bym stał się czystym chlebem.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech nas pokrzepi Chleb eucharystyczny, który przyjęliśmy w dzień narodzin
    dla nieba świętego Ignacego, abyśmy przez swoje uczynki zasługiwali na nazwę chrześcijan.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ****

    Życiorys papieża Benedykta XVI
    fot. Henryk Przondziono/Agencja GN

    Podczas audiencji generalnej, 14 marca 2007 r. papież Benedykt XVI tak mówił o mistyce jedności u św. Ignacego z Antiochii:

    Żaden z Ojców Kościoła nie wyraził z taką mocą jak Ignacy pragnienia, by zjednoczyć się z Chrystusem i żyć w Nim. (…) W rzeczywistości u Ignacego zbiegają się dwa „nurty” duchowe: Pawłowe dążenie do zjednoczenia z Chrystusem oraz Janowa koncentracja na życiu w Nim. Obydwa te nurty prowadzą do naśladowania Chrystusa, wielokrotnie określanego przez Ignacego jako „mój” lub „nasz Bóg”. Dlatego Ignacy błaga chrześcijan w Rzymie, by nie sprzeciwiali się jego męczeństwu, ponieważ z niecierpliwością czeka, by „złączyć się z Jezusem Chrystusem”. I wyjaśnia: „Więcej sobie cenię śmierć w Chrystusie Jezusie niż największe ziemskie królowanie. Szukam tylko Tego, który za nas umarł; pragnę tylko Tego, który dla nas zmartwychwstał. (…) pozwólcie mi naśladować Mękę Boga mojego” (List do Rzymian). (…)

    Niepowstrzymane dążenie Ignacego do zjednoczenia z Chrystusem leży u podstaw prawdziwej „mistyki jedności”. On sam mówi o sobie, że jest „człowiekiem, któremu powierzono jedność jako zadanie” (List do Filadelfian). Dla Ignacego jedność jest przede wszystkim prerogatywą Boga, który istniejąc w trzech Osobach, jest Jeden w absolutnej jedności. Powtarza on często, że Bóg jest jednością i że jedynie w Bogu istnieje ona w stanie czystym i pierwotnym. Jedność, jaką powinni urzeczywistniać na tej ziemi chrześcijanie, jest tylko naśladowaniem, możliwie jak najdokładniejszym, Boskiego archetypu.

    papież Benedykt XVI

    **************************************************************************************************************

    ŚWIĘCI W PAŹDZIERNIKOWYM MIESIĄCU

    W dniu 1 października Kościół powszechny obchodzi liturgiczne wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy i doktora Kościoła

    ŚWIĘTA TERESA OD DZIECIĄTKA JEZUS: MIŁOŚĆ JEST WSZYSTKIM

    Święty to ktoś, kogo najbardziej interesuje miłość.

    Dziecko świętych rodziców

    Święta Teresa urodziła się 2 stycznia 1873 r. w Alencon (Francja) jako ostatnia z dziewięciorga dzieci Zelii Guerin i Ludwika Martin (beatyfikowani razem 19 października 2008 roku). Jej ojciec był zegarmistrzem, a matka – koronkarką. Rodzice byli ludźmi pobożnymi i doświadczonymi przez cierpienie, bo wcześniej zmarło im czworo dzieci. Gdy Tereska skończyła 8 lat, rozpoczęła naukę w szkole klasztornej sióstr benedyktynek. 13 maja 1883 r. została uzdrowiona z ciężkiej choroby za wstawiennictwem Matki Bożej. Odtąd zapragnęła uczynić wszystko, aby ratować ludzi grzesznych. Modliła się żarliwe o nawrócenie mordercy i doczekała się jego przemiany zanim został wykonany wyrok.

    9 kwietnia 1888 r. Teresa wstąpiła do Karmelu w Lisieux.. W ceremonii obłóczyn uczestniczył jej poważnie już wtedy chory ojciec. 8 września 1890 r. złożyła śluby zakonne. Rok później odkryła “małą drogę dziecięctwa duchowego”, która polegała na wielkiej miłości, nawet za cenę równie wielkiego cierpienia. W 1893 r. została mistrzynią nowicjatu. Rok później jej przełożona — S. Agnieszka poprosiła ją, by spisała wspomnienia z dzieciństwa. W ten sposób powstały trzy rękopisy, które stanowią autobiografię Świętej i zostały opublikowane po jej śmierci. Nocą w Wielki Piątek 1896 roku pojawił się u niej pierwszy krwotok z płuc. Zmierzając ku śmierci zawierzyła siebie Jezusowi, przeżywając z Nim swoją drogę cierpienia, nadziei i miłości. Zmarła 30 września 1897 r. Dokładnie sto lat później została ogłoszona Doktorem Kościoła Powszechnego przez Jana Pawła II. Z tej okazji Papież z Polski wydał List Apostolski Divini amoris scientia (Rzym, 19.10.1997). Pius XI beatyfikował ją w 1923 r., a już w dwa lata później – kanonizował. W 1927 r. ogłosił ją, obok św. Franciszka Ksawerego, główną patronką misji katolickich.

    Święta od wielkich marzeń

    Święta Tereska od Dzieciątka Jezus wyróżniała się tym, że miała wielkie marzenia i pragnienia! Aż tak wielkie, że — jak sama napisała w swej autobiografii („Dziennik duszy”) – „zaczęły stawać się dla mnie męczeństwem”. Pod wpływem tego doświadczenia zaczęła szukać zrozumienia samej siebie, swoich pragnień i sensu własnego istnienia: „Otwarłam listy świętego Pawła, aby znaleźć jakąś odpowiedź. Przypadkowo wzrok mój padł na dwunasty i trzynasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian. Przeczytałam najpierw, że nie wszyscy mogą być apostołami, nie wszyscy prorokami, nie wszyscy nauczycielami, oraz że Kościół składa się z różnych członków (…). Odpowiedź była dla mnie jasna, nie taka jednak, aby ukoić moje tęsknoty i wlać we mnie pokój.

    Nie zniechęcając się czytałam dalej i natrafiłam na zdanie, które podniosło mnie na duchu: <Ja zaś wskażę wam drogę jeszcze doskonalszą>. Apostoł wyjaśnia, że największe nawet dary niczym są bez miłości i że miłość jest najlepszą drogą, bezpiecznie prowadzącą do Boga. Wtedy wreszcie znalazłam pokój. Gdy zastanawiałam się nad mistycznym ciałem Kościoła, nie odnajdywałam siebie w żadnym spośród opisanych przez Pawła członków, albo raczej pragnęłam się odnaleźć we wszystkich. I oto miłość ukazała się jako istota mojego powołania. Zrozumiałam, że jeśli Kościół jest ciałem złożonym z wielu członków, to nie brak w nim członka najbardziej szlachetnego i koniecznego; zrozumiałam, że Kościół ma Serce i ze to płonie miłością, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać krwi swojej… Zrozumiałam, że miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, ze miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca… jednym słowem — jest wieczna!”

    Święta od miłości do tych, co jeszcze nie kochają

    Życie św. Teresy upewnia nas o tym, że warunkiem szczęścia człowieka jest to, że kocha, a nie to, że otoczony jest samymi szczęśliwymi ludźmi. Święta z Lisieux upewnia nas też o tym, że najbardziej szczęśliwy jest ten człowiek, któremu do zwykłego szczęścia potrzebna jest niezwykła miłość. Święty to ktoś całkiem zależny od miłości Boga i dlatego ktoś kochający człowieka całkiem podobnie do tego sposobu, w jaki Chrystus pokochał nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. Święta Tereska od Dzieciątka przypomina nam o istocie chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo to nie najmądrzejsza nawet doktryna czy najbardziej nawet fascynująca ideologia lecz historia najbardziej niezwykłej miłości we wszechświecie: miłości Boga do człowieka.

    Święta z Lisieux ukazuje nam istotę świętości. Ona, która tyle się nacierpiała, zawsze pamiętała o tym, że jej powołaniem nie jest cierpienie lecz miłość: „Wtedy to zawołałam z największą radością: O Jezu, moja Miłości, nareszcie znalazłam moje powołanie: moim powołaniem jest miłość. Znalazłam już własne miejsce w Kościele. W sercu Kościoła, mojej Matki, ja będę miłością. W ten sposób będę wszystkim i urzeczywistni się moje pragnienie.”

    Święta Tereska przypomina nam również i to, że nasza miłość do Boga powinna być nierozerwalnie związana z miłością do człowieka. Nie można kochać Boga, nie kochając tych, których On kocha nieodwołalnie, czyli ludzi, którzy pojawiają się na naszej drodze i którzy noszą w sobie godność dzieci Bożych oraz wielki głód miłości. Święta od Dzieciątka Jezus kochała szczególnie tych, którzy oddalali się od miłości i cierpieli. Do takich ludzi należą w naszych czasach uzależnieni. Jest ich coraz więcej i cierpią coraz bardziej. To nie przypadek, że twórca ruchów trzeźwościowych w Europie — irlandzki duchowny, ks. Matt Talbot – był duchowo związany najbardziej właśnie ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus. Święta Tereska od Dzieciątka Jezus upewnia nas o tym, że Bogu można zawierzyć zawsze i wszystkich: tych, których najbardziej kochamy i tych, którzy cierpią, bo jeszcze nie kochają i nie przyjmują miłości.

    opr. mg/Copyright © by Magdalena Korzekwa/Opoka.pl

    ***************

    Drobiazgi

    Drobiazgi
    fot. Roman Koszowski/GOŚĆ NIEDZIELNY

    **

    Teresa z Lisieux odkryła, że jest zbyt słaba, by o własnych siłach osiągnąć świętość. Znalazła na to sposób: małą drogę.

    Nie była łatwym dzieckiem. Gdy czegoś nie dostała, wpadała w furię, padała na ziemię, histerycznie wierzgając i wrzeszcząc wniebogłosy. Po wejściu za klauzurę nie odpuściła. Uparła się, że będzie świętą i… dopięła swego. Małymi kroczkami.

    Zanim zajmę się mniszką w brązowym habicie, przywołam myśl czarodzieja w szarym płaszczu. „Saruman jest pewny, że jedynie wielka moc może trzymać zło w szachu – powiedział Gandalf. – Ja uważam inaczej. Odkryłem, że to drobiazgów i codziennych uczynków zwykłych ludzi zło nienawidzi najbardziej, najprostszej życzliwości i miłości” (J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”). Czy Mithrandir, zwany w Śródziemiu Szarym Pielgrzymem, znał „małą drogę” zaproponowaną przez pewną karmelitankę?

    ser i olbrzym

    To największe odkrycie tego roku (zgodnie z tematem artykułu powinienem napisać raczej, że to odkrycie najmniejsze). W opowieści Maćka Wolskiego o sercu Dawida (książka właśnie trafiła na sklepowe półki) bardzo dotknęła mnie pewna historia. O ziarnach i serze.

    Bóg wywyższył Dawida na oczach rodziny i całego Betlejem. Zapowiedział: „Będziesz królem Izraela”. Co zrobił ten rudy nastolatek? Wiedząc, że został namaszczony, wrócił… do pasienia owiec. Czekał w spokoju na dalszy ciąg. Nie zaczął, dumnie wypinając pierś, udowadniać wszystkim wokół, jak wysoko został wyniesiony. Czekał, co z tym fantem zrobi Bóg. Wrócił do swych stad. To stamtąd przyszedł na pole walki, by stanąć oko w oko z gigantem. Dlaczego? Bo Jesse poprosił go, by… zaniósł walczącym prowiant. „Weź dla swych braci efę prażonych ziaren, dziesięć chlebów i zanieś prędko braciom do obozu! Zaniesiesz też dziesięć krążków sera dowódcy oddziału” (1 Sm 17,17-18). Dawid nie dyskutował. Był wierny w małym, więc Ten, „który widzi w ukryciu”, dał mu strefę wpływu na cały kraj.

    Jeśli ktoś poprosi cię o to, byś zaniósł ser, bądź posłuszny. Nawet jeśli wyda ci się to najbardziej błahą czynnością wszechświata, nie dyskutuj. Idź. Może przy okazji zabijesz giganta?

    Małe gesty, drobne dobre uczynki. Może to one decydują o losach świata?

    Małe jest piękne

    Pociąga nas to, co wielkie, spektakularne, nadające się na pierwsze strony gazet. Bóg, który na miejsce narodzin swego Syna wybrał grotę w niewielkim Betlejem, kocha małe, błahe, niepozorne gesty.

    „Postawa dziecka przepełniona jest wiarą w Opatrzność, wyzwalającą z nerwicy działań optymalnych, skutecznych i wielkich” – przypomina trapista o. Michał Zioło. „Bóg bowiem widzi nawet ukryte czyny i zdolny jest w swoim miłosierdziu podnieść rangę nawet czynów ułomnych, gdyż Jego oczy patrzą inaczej na sens ludzkich działań. Postawa dziecka ma mnie nauczyć przede wszystkim kochania – a wtedy nawet małe czyny będą przemieniać oblicze świata”.

    – Nie bójmy się małych dzieł. Drożdże w cieście są też małe, a Jezus zapewnił, że taki zaczyn wystarczy, by wyrosło ciasto. Widzę tylko jeden problem: zaczyn musi być prawdziwy. Gdy sól straci smak, nadaje się do wyrzucenia – powiedział mi przed laty Pierre-Marie Delfieux, założyciel Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, człowiek, który nadstawiał swe ucho na to, „co mówi dziś Duch do Kościoła”.

    Macie co jeść, maleństwa?

    Przed 11 laty prof. Anna Świderkówna zaraziła mnie Chapmanem. Nie, proszę się nie obawiać, to nie nazwa nowej jednostki chorobowej. To nazwisko angielskiego benedyktyna (1865–1933). „Całkiem rozumiem, że pani przywykła mieć »życie nadprzyrodzone« i »życie duchowe«” – pisał do jednej z duchowych owieczek. „Mam nadzieję, że to już całkiem się skończyło! Musimy stać się jak małe dzieci”. W innym liście odpowiadał pewnej zakonnicy: „Cieszę się, że matka ma wrażenie, iż stoi w miejscu w swoim życiu duchowym. Cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby matka miała uczucie, że się cofa”. „Bądź pewien, że jeśli ślepo oddasz się woli Bożej, wszystko pójdzie dobrze, chociaż może się wydawać, że wszystko idzie źle” – podsumowywał. „Nie niepokój się, bądź ufny”.

    Doskonale wiedziała o tym Teresa z Lisieux, która kiedyś spacerowała sobie po ogrodzie… w intencji znajomego misjonarza. Wiedziała, że drobiny, okruchy są dla Boga bezcenne.

    „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś… prostaczkom” – wołał Jezus. Prostaczek to niezbyt szczęśliwe sformułowanie, bo greckie nepios znaczy tyle, co „niemowlęcy, dziecięcy, dziecinny”.

    – Gdy Zmartwychwstały zapytał uczniów: „Macie tu coś do jedzenia?”, użył sformułowania παιδια (paidia), co znaczy dosłownie: „dzieciątka, małe dzieci”, a moim zdaniem można też przetłumaczyć „maleństwa” – wyjaśnia filozof Aleksander Bańka z Centrum Duchowości Ruchu Światło–Życie. – Słownik greki biblijnej wyjaśnia, że mówi się tak o bardzo małym dziecku albo o ludziach jako dzieciach Chrystusa lub używa w zwrotach do osób dorosłych jako wyraz zażyłości, życzliwości. Na określenie większego dziecka używane są zazwyczaj inne słowa.

    Nic szczególnego

    Nie była łatwym dzieckiem. Jej mama (kanonizowana przed trzema laty Zelia Martin) wspominała: „Muszę dać klapsa temu biednemu dziecku, które wpada w przerażające furie, kiedy nie może mieć tego, co chce. W rozpaczy tarza się po ziemi tak, jakby wszystko zostało stracone. To bardzo nerwowe dziecko”.

    Za kratami Karmelu spędziła zaledwie 9 lat. Choć dziś jest jedną z najpopularniejszych świętych, za życia nie znało jej dobrze nawet najbliższe otoczenie. Siostra Anna od Najświętszego Serca, która żyła obok jej celi przez 7 lat, bez zbędnego owijania w bawełnę powiedziała: „Nie było o niej nic do powiedzenia, była bardzo miła i ukryta, nie zauważało się jej, nigdy nie domyśliłabym się jej świętości”.

    Dziś „Dzieje duszy” Teresy z Lisieux, beatyfikowanej przez Piusa XI już 16 lat po śmierci, są lekturą obowiązkową wszystkich zafascynowanych chrześcijańską mistyką.

    „Ach, wiem, dla Ciebie święci porywali się na szaleństwa, będąc orłami dokonywali rzeczy wielkich… Ja, Jezu, jestem zbyt mała, by dokonywać rzeczy wielkich… moim szaleństwem jest mieć nadzieję, że Twoja miłość przyjmie mnie na ofiarę” – wołała. Za Janem od Krzyża lubiła powtarzać, że dusza „tyle od Boga zyskuje, ile się spodziewa”.

    Odkryła, że jest zbyt słaba, by o własnych siłach osiągnąć świętość. Jej mama pisała w liście do jej starszej siostry Pauliny: „Chciałabym być świętą, tylko nie wiem, z której strony się do tego zabrać”. Tereska znalazła sposób: małą drogę.

    Bida z nędzą

    Pierwszym krokiem na tej ścieżce było bolesne odkrycie: Ewangelia mnie przerasta, „sama z siebie nic zdziałać nie mogę”. W jej ustach słowo „nic” nie było pobożną metaforą. „Jedyną moją własnością jest nędza” – czytamy w pismach Tereski. Na dwa miesiące przed śmiercią, spoglądając retrospektywnie na swe życie, pisała: „Odkąd pojęłam, że sama z siebie nic zdziałać nie mogę, przestałam uważać, że powierzone mi zadanie jest trudne, poczułam, że muszę tylko jednoczyć się coraz mocniej z Jezusem, a reszta mi będzie przydana. I rzeczywiście, nigdy się nie zawiodłam; zawsze, kiedy mi przyszło pokrzepić dusze moich sióstr, Dobry Bóg raczył napełnić mą małą dłoń. Gdybym choć trochę oparła się na sobie, to szybko bym się poddała”.

    Niemal identyczne doświadczenie miała największa polska mistyczka, s. Faustyna Kowalska. Gdy przewertujemy jej „Dzienniczek”, ze zdumieniem zauważymy, że słowem, które występuje w nim równie często jak „miłosierdzie” jest… „nędza”. Wystarczy kliknąć skrót „­Ctrl+F” i wyszukać. Kiedyś Jezus przekomarzał się z Faustyną, starając się ją przekonać, że nie oddała Mu wszystkiego. „Jest jedna rzecz, która stanowi twoją własność, a którą zachowałaś dla siebie” – podpowiadał. I choć mistyczka zachodziła w głowę i zarzekała się, że oddała absolutnie wszystko („przez śluby oddałam Ci się cała, już nic nie mam, co bym Ci ofiarować mogła”), Ten podsumował: „Córko Moja, nie ofiarowałaś Mi tego, co jest istotnie twoim. Oddaj Mi nędzę twoją, bo ona jest wyłączną twoją własnością”.

    Naszą wyłączną własnością jest nędza. Stanięcie w prawdzie przed Najwyższym z pustymi rękami jest pierwszym krokiem na „małej drodze”. Duch Święty najpierw przypomina nam o grzechu i sądzie, by potem leczyć nas balsamem niezmierzonego Bożego miłosierdzia. „Nie mam dość sił, aby postępować według ideałów Ewangelii” – ta brutalna prawda nie podcięła Teresie skrzydeł. „Trzeba być orłem w swoich pragnieniach” – wołała mniszka i mierzyła bardzo wysoko.

    – Jak mogę osiągnąć świętość? – pytała karmelitanka i odpowiadała: – Stając się dzieckiem, które otrzymuje prezent. Przywoływała dwa biblijne cytaty: „Jeżeli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie” (Prz 9,4) i „Jak matka pieści swe dziecię, tak ja was pocieszać będę, przy piersiach was poniosę i będę was kołysać na mych kolanach”. W swym ostatnim liście, na obrazku ukazującym Dzieciątko Jezus w Hostii, zapisała: „Jak mogłabym obawiać się Boga, który dla mnie stał się tak mały!? Kocham Go, bo jest wyłącznie miłością i miłosierdziem!” (List 266).

    „Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaka jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami” – pisała. „Chcę jednak znaleźć sposób dostania się do nieba, jakąś małą drogę, prostą i bardzo krótką”.

    Prosto do góry

    Pierwszy dźwig osobowy wynalazł nowojorczyk Elisha Otis. Swą windą pochwalił się na Wystawie Światowej, która ściągnęła do Nowego Jorku w 1853 r. nieprzebrane tłumy. Po czterech latach uruchomiono pierwszą windę osobową, a w 1880 r. Werner von Siemens dołączył do jej konstrukcji elektryczny silnik. Urodzona w 1873 w Alençon w Normandii Tereska widywała ten nowoczesny wynalazek w czasie rodzinnych eskapad.

    W trzecim rękopisie, pisanym od lipca 1897 r., notowała: „Chcę szukać sposobu, by dotrzeć do nieba małą drogą, prostą, krótką, małą drogą zupełnie nową. A żyjemy w dobie wynalazków; obecnie, żeby wyjść na piętro, nie trzeba już używać schodów, u ludzi bogatych zastępuje je świetnie winda”. Po czym dodaje: „Windą, która mnie wzniesie aż do nieba, są Twoje ramiona, Jezu!”.

    Nie jestem w stanie wspiąć się do Ciebie sama. Podnieś mnie!

    Całkowita ufność w Bogu – to kwintesencja „małej drogi”. Teresa, przywołując krew Jezusa, która nas usprawiedliwiła, ze świętą bezczelnością wołała: „Jego zasługi są moimi, ofiaruję Ci je pełna szczęścia” (…) „Nawet gdybym popełniła wszystkie możliwe zbrodnie, miałabym zawsze tę samą ufność”.

    Żyła zaledwie 24 lata. Na dzień przed śmiercią, dusząc się i cierpiąc niewyobrażalne męki, słabiuteńkim głosem zawołała: „Cóż to za łaska mieć wiarę! Gdybym nie miała wiary, bez wahania zadałabym sobie śmierć!”.

    Odeszła wieczorem 30 września 1897 r. Mniszki zanotowały jej ostatnie słowa. Zerkając na twarz Jezusa przybitego do krucyfiksu, który trzymała w rękach, szepnęła: „Mój Boże! Kocham Cię!”. Czy trzeba dodawać więcej? •

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NIEDZIELNY 39/2018

    ***************************

    “Powinnam martwić się, że zasypiam w czasie modlitw”

    "Powinnam martwić się, że zasypiam w czasie modlitw"
    fot. Gość Niedzielny

    **

    Masz trudności na modlitwie? Pomoże ci Mała Tereska – święta, która do nieba “wjechała windą”.

    Modlić się, to nie znaczy wiele mówić, ale wiele kochać.

    Podziękuj dobremu Bogu za łaski, którymi On cię obdarza. I nie bądź aż tak niewdzięczna, że nie będziesz umiała ich rozpoznać.

    Modlitwa to miłosne przebywanie z tym, który mnie kocha.

    Powinnam martwić się, że zasypiam już od siedmiu lat w czasie tych moich modlitw, w czasie dziękczynienia, które powinnam składać, ale w gruncie rzeczy wcale się tym nie przejmuję. Sądzę, że małe dzieci podobają się rodzicom zarówno wtedy, kiedy śpią jak i wtedy, kiedy się obudzą.

    Żyjemy w wieku, wynalazków, nie ma już potrzeby wchodzić na górę po stopniach schodów: u ludzi bogatych z powodzeniem zastępuje je winda. Otóż i ja chciałabym znaleźć taką windę, która by mnie uniosła aż do Jezusa, bo jestem zbyt mała, by wstępować po stromych stopniach doskonałości.

    Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro.

    By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie.

    Pan Bóg nie nuży się, słuchając mnie, kiedy z prostotą mówię Mu o swoich zmartwieniach i radościach.

    Aleksandra Pietryga/GOŚĆ NIEDZIELNY – 1.10.2020

    ***********************************

    Nie ma róży bez kolców - św. Teresa od Dzieciątka Jezus
    Buissonnets – Dom rodzinny TERESKI fot. Roman Koszowski/GOŚĆ

    **

    Modlitwa o potrzebne łaski za wstawiennictwem św. Teresy:

    Ojcze Niebieski, który przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus przypomniałeś światu Miłość Miłosierną, przepełniającą Twe Boskie Serce i obudziłeś w nas dziecięcą ufność ku Tobie, dzięki Ci składamy, żeś tak wielką chwałą nagrodził Tę, która przez całe życie była wiernym Twym dzieckiem i że Jej udzieliłeś cudownej mocy pociągania dusz, które będą Cię chwaliły przez wieczność całą.

    Św. Tereso, pamiętaj, że obiecałaś dobrze czynić na ziemi. Spuść deszcz róż na tych, którzy Cię wzywają i wyjednaj mi łaskę, której za przyczyną Twoją oczekuję od Jego nieskończonej dobroci. Amen.

    **********************************

    Drugi dzień października

    Świętych Aniołów Stróżów

    IMG_20160916_222948.jpg
    abyś widział – blogokno/o.Jan Strumiłowicz OCist.

    Modlitwy do Anioła Stróża

    Aniele Boży, Stróżu mój, Tobie Bóg oddał mnie. Oświecaj więc, strzeż, kieruj i prowadź mnie dzisiaj. Amen.

    ***

    Aniele Boży, Stróżu mój, którego otrzymałem od Boga, abyś był mi towarzyszem w całym moim życiu, ratuj mnie dla wieczności i pełnij Twój obowiązek wobec mnie, który wyznaczyła Ci miłość Boga. Wstrząśnij mną w mojej obojętności, wzmacniaj mnie w mojej słabości,
    zagródź mi każdą niewłaściwą drogę, otwórz oczy dla Boga i krzyża, a zamknij mi uszy na pokusy złego ducha. Czuwaj nade mną w czasie snu i dozwól, abym został Twoją radością i nagrodą w niebie. Amen.

    *******************************************

    Anioł Stróż Polski

    misericors.org

    ***

    Proponuję rozważanie na temat Anioła Stróża Polski. Aniołowie są nieodłączną częścią Bożego Objawienia. Owe duchy niebieskie pojawiają się na kartach Pisma Świętego 300 razy; ściśle związane są z tradycją chrześcijańską, są obecne na wielu stronicach pism ascetycznych i teologicznych rozpraw.

    Ponadto mamy teraz czas anielski. Właśnie teraz, we wrześniu, gdy jesień puka do naszych drzwi. Zaledwie w czwartek rozpoczęliśmy w naszym michalickich domach i parafiach Nowennę do św. Michała Archanioła, a już 29 września obchodzić będziemy jego uroczystość. Natomiast 2 października wspomnimy naszych św. Aniołów Stróżów. A rozważanie o Aniele Stróżu Polski, związane jest z setną rocznicą odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę.

    Na początku zajrzyjmy do Pisma Świętego. Słowo Boże przedstawia nam św. Michała Archanioła jako Stróża i Opiekuna narodu izraelskiego, który wyprowadza Izraelitów z niewoli egipskiej, pomaga im zwalczać nieprzyjaciół, wspiera w trudnościach i wprowadza do Ziemi Obiecanej. Z kolei prorok Daniel czyni wzmiankę o Aniele Stróżu królestwa Persji i Grecji.

    Ojcowie Kościoła mówią, że każdy naród, społeczność i Kościół lokalny posiada swego Anioła Stróża. Euzebiusz z Cezarei pisze: „Bóg chce, aby Anioł czuwał nad powierzonym sobie Kościołem”.Również św. Franciszek Salezy i św. Franciszek Ksawery pozdrawiają Aniołów Stróżów miejscowości i narodów, do których przybywają z misją ewangelizacyjną. Św. s. Faustyna pisze, że każda parafia ma swojego Anioła Stróża, który adoruje Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie.

    Kiedy w Europie szalała pierwsza wojna światowa, Maryja, przed swoim przybyciem do Fatimy, wysłała Anioła Stróża Portugalii, aby przygotował dzieci na Jej przybycie. Anioł, ukazując się trojgu pastuszków wiosną 1916 roku, powiedział: „Nie bójcie się! (…) Módlcie się razem ze mną. (…) Jestem Aniołem Stróżem Portugalii”.

    Podobnie, jak innym narodom Bóg daje Aniołów Opiekunów, tak również dał go naszej Ojczyźnie. Wyraźną wzmiankę o Aniele Stróżu Polski czyni bł. ks. Bronisław Markiewicz. W jego czasach Polska przechodziła swoje duchowe oczyszczenie – rozbiory. Podzielona między Rosję, Prusy i Austrię, od 1795 roku utraciła na 123 lat swój byt polityczny. Wybuchały powstania zrywające naród do walki o odzyskanie wolności.

    Na początku 1863 roku w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie styczniowe. Bronisław Markiewicz, gimnazjalista, przygotowywał się w Przemyślu do matury. Wczesnym rankiem, 3 maja tegoż roku, jego kolega Józef Dąbrowski, miał widzenie tajemniczego, młodego człowieka, który przepowiadał przyszłość Polski, a także wspominał o pewnym kapłanie, który będzie gromadził i wychowywał biedne dzieci i opuszczoną młodzież.

    Pod wpływem tej wizji młody Markiewicz wstąpił do seminarium duchownego w Przemyślu i w 1867 roku został wyświęcony na kapłana.

    Ks. prałat Stanisław Szpetnar z Krosna, który w ostatnich latach życia ks. Markiewicza często spotykał się z nim i rozmawiał, tak pisze: „Ksiądz Markiewicz od pierwszej chwili miał to przekonanie, że tym tajemniczym, młodym człowiekiem nie był kto inny, tylko Anioł Boży, posłany narodowi polskiemu, zgnębionemu nową klęską i na duchu załamanemu, na pociechę i podniesienie serca”.

    Warto w tym miejscu wspomnieć o dwóch wydarzeniach z historii Polski, w których kronikarze dostrzegli wyraźną interwencję anielską, tym razem samego św. Michała Archanioła.

    W 1624 roku obronił on przed Tatarami mieszkańców wsi Blizne. Tatarzy najpierw rozbili obóz w pobliskiej wsi Różanka. Stamtąd napadli na Blizne i uprowadzili w jasyr 60 osób, grabiąc jednocześnie całe ich mienie. Proboszcz z mieszkańcami wzywali pomocy św. Michała Archanioła. Tatarzy, wracając z łupem i uprowadzonymi ludźmi do swojego obozu, zostali nagle zaatakowani na pobliskim wzgórzu przez wielką liczbę wojska w białych szatach.

    Przerażeni Tatarzy uciekli w popłochu, pozostawiając jeńców i łupy. W dowód wdzięczności zbudowano na tej górze, zwanej odtąd Górą św. Michała Archanioła, kaplicę ku jego czci. Do dziś Niebiański Wojownik odbiera tam cześć od okolicznej ludności i pielgrzymów.

    Prawie pół wieku później, w 1672 roku, Tatarzy, Kozacy i Turcy w liczbie 100 tysięcy wojska oblegli Lwów. Załoga miasta liczyła zaledwie tysiąc ludzi. Zbliżała się uroczystość św. Michała Archanioła i całe miasto wzywało Jego pomocy. W wigilię święta zerwała się tak wielka burza z piorunami i gradem, że przerażeni nieprzyjaciele odstąpili od oblężenia. Ówczesny burmistrz Lwowa, Bartłomiej Zimorowicz, umieścił na sklepieniu ratusza następujący, historyczny napis: „Za panowania króla Michała Wiśniowieckiego, Archanioł Michał wybawił miasto Lwów z paszczy smoka azjatyckiego”.

    Anioł Stróż Polski opiekuje się wszystkimi mieszkańcami naszej Ojczyzny i oświeca nas, byśmy nasze życie osobiste, rodzinne i społeczne budowali na stałych wartościach, obowiązujących nas jako dzieci Boga.

    Wzywa nas do jedności w sprawach ważnych dla życia społecznego i narodowego, do szukania dobra wszystkich Polaków, zwłaszcza najbardziej potrzebujących i opuszczonych.

    Przypomina nam również o potrzebie wzajemnego wyrozumienia i przebaczenia, o wzajemnej modlitwie za siebie, za zmarłych i za przeżywających trudności i próby. Oświeca nas, byśmy na pierwszym miejscu stawiali sprawę naszego zabawienia.

    Aniele Stróżu Polski, nasz święty Przewodniku, wstawiaj się za nami u Boga, aby wszystkie pokolenia naszej Ojczyzny osiągnęły szczęście w niebieskiej Ojczyźnie.

    Ks. Dariusz Kielar CSMA/Michalici.pl

    ***********************

    Anioł Stróż

    Anioł Stróż
    fot. Pixabay

    **

    Każdy ma swego anioła

    Postać Anioła Stróża upowszechniła się w Kościele w czasie reformacji. Najczęściej kojarzy się z pobożnymi obrazkami, na których bywa przedstawiany w roli opiekuna małego dziecka. Te dewocyjne wyobrażenia nie są jednak tworem wyobraźni, ale mają swe źródło w Biblii. Można więc powiedzieć, że kult Aniołów Stróżów jest uzasadniony teologicznie, z drugiej strony wyraża odwieczną ludzką potrzebę opieki „sił wyższych” (M. Bussagli).

    Pismo Święte w różny sposób ukazuje rolę Anioła Stróża. Jego postać przewijała się już w cytowanych wcześniej tekstach. Zwrócimy jeszcze uwagę na kilka z nich.

    Księga Hioba przedstawia człowieka sprawiedliwego, pobożnego, wiernego Bogu, którego dotyka niezasłużone cierpienie. Hiob przeżywa odrzucenie ze strony najbliższych, nawet żony, niezrozumienie i oskarżenie ze strony najlepszych przyjaciół, milczenie Boga. W takiej po ludzku dramatycznej sytuacji zdaje się całkowicie na Boga: Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy? (Hi 2, 10). Hiob wie, że w jego życiu nic nie dzieje się bez woli Boga i mimo tragicznej – po ludzku – sytuacji, nadal wychwala Pana.

    Księga Hioba jest próbą zrozumienia tajemnicy cierpienia. Ona wchodzi w rany ludzkości (C.M. Martini), w nasze rany i stara się nadać im sens. W kontekście cierpienia Hioba pojawia się postać Anioła Stróża. Jeden z mędrców i przyjaciół Hioba Elihu wskazuje na jego pomoc w życiu cierpiącego: Gdy ma on swego anioła, obrońcę jednego z tysiąca, co mu wyjaśni powinność; zlituje się nad nim i prosi: „Uwolnij od zejścia do grobu, za niego okup znalazłem” (Hi 33, 23-24).

    Rola anioła orędownika w ludzkim cierpieniu jest potrójna. Przede wszystkim pokazuje człowiekowi jego „joser”, „obowiązek”, to, co słuszne, odsłaniając mu zatem powody cierpienia, jego logikę… Po drugie, anioł pociesza człowieka, okazując mu swoją litość („hnn”), swoją sympatię. Jest on sprzymierzeńcem człowieka, w przeciwieństwie do szatana. Wreszcie anioł przedstawia Bogu „kofer”, „okup” za życie cierpiącego… ofiaruje Bogu – nawrócenie człowieka (G. Ravasi). Anioł Stróż jest więc potężnym orędownikiem człowieka przed Bogiem w obliczu jego cierpienia i oskarżeń ze strony szatana.

    Pytania do refleksji:
    • Czy wierzę w Anioła Stróża czy raczej uważam go za relikt z dzieciństwa i wytwór ludowej pobożności?
    • Jak odczytuję Księgę Hioba?
    • Jakie było moje największe cierpienie? Czy widzę jego sens w perspektywie lat?
    • Jaką rolę spełnia Anioł Stróż w moim cierpieniu?

    Stróż na wszystkich drogach

    Postać Anioła Stróża jako obrońcy biednych i uciśnionych pojawia się zarówno w Pięcioksięgu jak i w Psalmach.

    Księga Wyjścia opisuje drogę Izraelitów przez pustynię do ziemi obietnicy. W tej drodze towarzyszy im anioł, który pełni rolę stróża całego ludu. W dzień idzie na czele, wskazując cel drogi, w nocy przesuwa się na tyły, osłaniając lud przed wrogiem (Wj 14, 19nn). Lud mając takiego patrona i obrońcę powinien mu być wierny i posłuszny oraz otaczać go szacunkiem: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym (Wj 23, 20-21).

    Również Psalmista wskazuje na obronną rolę anioła, który zakłada obóz warowny wokół bojących się Jego i niesie im ocalenie (Ps 34, 8). Z kolei Psalm 91 wskazuje na obecność i opiekę aniołów na rozkaz Boży na wszystkich ludzkich drogach: Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień (Ps 91, 10-12). Aniołowie są gwarantem właściwej drogi, pozwalają człowiekowi dokonywać właściwych wyborów i przeciwstawiać się wszelkiemu raniącemu złu. Mając u boku anielską pomoc, człowiek jest strzeżony bezpośrednio przez samego Boga, który pozwala mu bezpiecznie i z łatwością przejść nie tylko po kamieniach pustyni życia, ale także po obszarach zaminowanych przez zło (G. Ravasi).

    Świadomość obecności i opieki Aniołów Stróżów powinna napawać nadzieją oraz wdzięcznością. Winna również pobudzać do dobrych czynów i unikania zła. Radzi Peter Kreeft: Kiedy twój anioł stróż wybiera się, by załatwić jakieś sprawy, nie opuszcza cię, tak jak nie opuszcza Boga. Ulega bilokacji lub trilokacji. Aniołowie nie są ograniczeni przez przestrzeń do tylko jednego miejsca jednocześnie, tak jak ciała. Gdziekolwiek idziesz, zabierasz ze sobą swojego anioła. A więc nim pójdziesz dokądkolwiek, zapytaj sam siebie, czy jest to odpowiednie miejsce dla anioła.

    Pytania do refleksji:
    • Czy otaczam czcią i szacunkiem mojego Anioła Stróża? W czym się to konkretnie wyraża?
    • Czy doświadczam opieki Bożej na wszystkich moich drogach?
    • Jak rozumiem słowa: aniołowie na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień?
    • W jaki sposób Bóg pozwala mi unikać zła?
    • Gdzie „zabieram z sobą mojego anioła”?

    Aniele Boży, Stróżu mój

    Malarze najchętniej ukazują Anioła Stróża jako opiekuna prowadzącego dziecko za rękę. Bywa również przedstawiany w momencie, gdy uczy dzieci modlitwy, wskazuje ręką kierunek drogi (niebo) lub wielką tarczą chroni je przed złem.

    Te funkcje Anioła Stróża wyraża również modlitwa, odmawiana szczególnie przez dzieci: Aniele Boży, Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż mnie od wszelkiego złego i zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.

    Pietro Ricchi w swoim wyobrażeniu Anioła Stróża nawiązał do relacji rodzinnych. W czasie kłótni małżeńskich bywa czasem tak, że jedno z rodziców chroni dziecko przed gniewem i agresją drugiego. Artysta przedstawił dziecko tulące się z wielkim zaufaniem w ramionach anioła. Ponadto Stróż posiada tarczę, pod którą można się ukryć przed gniewem ojca jak pod spódnicą matki (M. Bussagli).

    Jezus ostrzegając przed lekceważeniem małych i nie znaczących, potwierdza, że każdy z nich ma swego opiekuna w niebie: Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie (Mt 18, 10).
    Dziecko jest symbolem spontaniczności, naturalności, prostoty, braku komplikacji. Dzisiaj dziecko uważane bywa za luksusową zabawkę, bywa rozpieszczane, uwielbiane. W mentalności hebrajskiej dzieci przyjmowano przede wszystkim jako Boże błogosławieństwo. W czasie ceremonii zaślubin na progu domu lub namiotu rozbijano owoc granatowca, tak, aby ukazały się liczne ziarna, mające symbolizować dzieci, których życzono małżonkom. Dzieci jednak nie cieszyły się żadnymi względami ani prawami. Jezus bierze je w obronę, błogosławi, sprzeciwia się Apostołom gdy je odpędzają (zob. Mt 19, 13-15). Napomina, by nimi nie gardzić, gdyż mają potężnych patronów w niebie – aniołów.

    Stawiając jako wzór dziecko, czyli to, co nieważne, słabe, bezbronne, Jezus weryfikuje ludzką miarę i hierarchię wartości. Być wielkim w oczach Ewangelii oznacza być otwartym na wszystko, co najmniejsze, słabe, potrzebujące szacunku i miłości. Być wielkim oznacza być prostym i pokornym.

    Postawa dziecięca pozwala również odejść od nadmiernego racjonalizmu i zawierzyć wewnętrznej intuicji i duchowemu światu aniołów. Wierzyc w aniołów to znaczy wejść głęboko w tajemnicę wiary i przekroczyć tę, wyborną i naiwną, ludową pobożność, która zbyt często je otacza! Ukazują nam oni drogę i prawdę. Otwierają przed nami nieskończone horyzonty i pomagają nadać sens naszemu życiu. Trzeba nadstawiać ucha, nauczyć się na nowo „czuć” świat ducha, by na nowo oswoić anielski świat (N. Timbal).

    Pytania do refleksji:
    • Czy modlę się do Anioła Stróża? Kiedy szczególnie?
    • Jak odnoszę się do dzieci? Czego mnie uczą?
    • Co mówi mi dziś dziecko, które „jest we mnie”?
    • Czy głos intuicyjny, wewnętrzny jest dla mnie wystarczająco ważny?
    • Jaki świat” dominuje w moim życiu: racjonalny, zewnętrzny czy duchowy, wewnętrzny?

    Stanisław Biel SJ

    więcej w książce: Aniołowie. Medytacje biblijne, WAM 2016

    TWÓJ ANIOŁ STRÓŻ

    fot. Pixabay

    **

    Aniołowie należą do najbardziej wdzięcznych i sympatycznych postaci. Są niemal wszędzie; w Biblii i codziennym życiu, ale również w literaturze, sztuce, muzyce… Jest paradoksem, że w dzisiejszej erze agnostycyzmu i negacji świata duchowego,  pojawia się niemal moda na anioły.

    Do najbardziej znanych aniołów należy niewątpliwie Anioł Stróż. Jego obrazek wisi zwykle nad łóżkiem dziecka, a modlitwę do niego zna niemal każdy maluch. Z czasem (niestety!) postać Anioła Stróża wydaje się infantylna, a pamięć o nim zanika. W wieku dorosłym bardziej imponuje archanioł Michał. Nie tylko ze względu na swój waleczny charakter, ale także na moc egzorcyzmowania. Anioły pojawiają się każdego roku w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Ich wizerunki zdobią kościelne szopki i prywatne mieszkania, witryny sklepowe i ulice, są wśród wierzących i niewierzących.

    Aniołowie są nam bliscy. Jednak bywa, że mieszamy świat duchowy z iluzorycznym, wręcz fantastycznym. W dzisiejszej dobie wspomaga w tym skutecznie świat wirtualny. Zapominamy, że aniołowie są realnymi osobami, chociaż należą do wymiaru duchowego. Ich obecność jest głęboko zakorzeniona w całej Biblii i tradycji Kościoła. W VI wieku Pseudo-Dionizy skodyfikował strukturę zastępów anielskich i podzielił je na trzy hierarchie. Do pierwszej, stojącej najbliżej Boga zaliczył serafiny, cherubiny i trony, do drugiej panowania, moce (cnoty) i potęgi, zaś do najniższej księstwa (zwierzchności), archaniołów i aniołów. Nasi ulubieni aniołowie znajdują się więc najniżej w hierarchii duchowej. Zapewne dlatego są nam tak bliscy.

    Świadomość obecności i opieki Aniołów Stróżów powinna napawać nadzieją oraz wdzięcznością. Winna również pobudzać do dobrych czynów i unikania zła. Radzi Peter Kreeft: Kiedy twój anioł stróż wybiera się, by załatwić jakieś sprawy, nie opuszcza cię, tak jak nie opuszcza Boga. Ulega bilokacji lub trilokacji. Aniołowie nie są ograniczeni przez przestrzeń do tylko jednego miejsca jednocześnie, tak jak ciała. Gdziekolwiek idziesz, zabierasz ze sobą swojego anioła. A więc nim pójdziesz dokądkolwiek, zapytaj sam siebie, czy jest to odpowiednie miejsce dla anioła.

    W święto Aniołów Stróżów pomódlmy się:

    Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!

    Chryste usłysz nas! Chryste wysłuchaj nas!

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

    Święta Maryjo, Królowo Aniołów, módl się za nami.

    Święty Aniele, stróżu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, przewodniku mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, doradco mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, opiekunie mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, przyjacielu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, duchowy bracie mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, nauczycielu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, pasterzu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, pomocniku mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, pocieszycielu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, patronie mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, obrońco mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, wodzu mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, zachowawco mój, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, od którego pochodzi natchnienie do dobrego, módl się za nim(nią).

    Święty Aniele, oświecicielu mój, módl się za nim(nią).

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Aniołom swoim Bóg rozkazał o tobie. Aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich.

    Panie, wysłuchaj modlitwę moją. A wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie.

    Módlmy się:

    Boże, który w niewysłowionej dobroci swojej raczysz posyłać świętych Aniołów dla naszej obrony, daj nam, pokornie Cię prosimy, abyśmy byli zawsze chronieni ich opieką i cieszyli się wiecznie wspólnym z nimi obcowaniem. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Stanisław Biel SJ

    więcej w książce: Aniołowie. Medytacje biblijne, WAM 2016

    ****************************************************

    MSZA ŚWIĘTA

    29 angelo.blogspot.com

    ***

    Antyfona na wejście

    Błogosławcie Pana, wszyscy aniołowie Pańscy, chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.

    Kolekta

    Boże, Ty w niewysłowionej opatrzności
    posyłasz nam, jako stróżów, Twoich świętych aniołów, spraw, abyśmy zawsze znajdowali u nich obronę i cieszyli się ich towarzystwem w wieczności.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Wyjścia – Wj 23,20-23

    Tak mówi Pan: „Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię i zaprowadzi do Amoryty, Chetyty, Peryzzyty, Kananejczyka, Chiwwity, Jebuzyty, i Ja ich wygładzę”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 91

    R/ Aniołom kazał, aby strzegli ciebie.

    Kto się w opiekę oddał Najwyższemu
    i mieszka w cieniu Wszechmocnego,
    mówi do Pana: „Tyś moją ucieczką i twierdzą,
    Boże mój, któremu ufam». R/

    Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego
    i od słowa niosącego zgubę.
    Okryje cię swoimi piórami,
    pod Jego skrzydła się schronisz. R/

    Wierność Jego jest puklerzem i tarczą;
    nie ulękniesz się strachu nocnego.
    Ani strzały za dnia lecącej,
    ani zarazy, co skrada się w mroku,
    ani moru niszczącego w południe. R/

    Nie przystąpi do ciebie niedola,
    a cios nie dosięgnie twego namiotu.
    Bo rozkazał swoim aniołom,
    aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławcie Pana, wszyscy Jego aniołowie, wszyscy słudzy, pełniący Jego wolę. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 18,1-5.10

    W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.

    Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij dary,
    które składamy ku czci Twoich świętych Aniołów, i spraw łaskawie, abyśmy pod ich nieustanną opieką byli wolni od doczesnych niebezpieczeństw i doszli
    do życia wiecznego. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Aniołach

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie,
    i abyśmy głosili Twoją chwałę,
    która jaśnieje w Aniołach i Archaniołach.
    Gdy oddajemy cześć stworzonym przez Ciebie Aniołom,
    wysławiamy Twoją doskonałość i potęgę.
    Przez wspaniałość świata niewidzialnych duchów poznajemy jak jesteś niezmierzony
    i godny miłości ponad całe stworzenie.
    Z radością łączymy nasze głosy z chórami Aniołów, którzy przez naszego Pana Jezusa Chrystusa
    wielbią Twój majestat, razem z nimi wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Boże mój, będę Ci śpiewał psalm wobec aniołów.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, Ty w Najświętszym Sakramencie dajesz nam pokarm na życie wieczne, przez posługę aniołów prowadź nas do niego drogą zbawienia i pokoju.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    IMG_20160916_222114.jpg

    **************************************

    Aniołowie, człowiek i wszechświat


    Aniołowie, człowiek i wszechświat


    Aniołowie – te czyste duchy, obdarzone naturą doskonalszą od człowieka zostały stworzone po to, aby oddawać cześć Bogu, kierować światem materialnym i aby być wpływowymi pomocnikami ludzi w ich dążeniu do zbawienia wiecznego.

    Pewnego razu św. Maria Magdalena de’Pazzi (1607), będąc w ekstazie zobaczyła jak dusza jednej z sióstr z jej zakonu karmelitańskiego, została zabrana z czyśćca i przeniesiona do nieba przez Anioła Stróża. Św. Franciszka z Rzymu ujrzała Anioła Stróża, prowadzącego duszę powierzoną do oczyszczenia w czyśćcu. Niebiański duch pozostał z dala od tego miejsca oczyszczenia, po to, aby przedstawić Panu głosy wstawiennictwa za tę duszę. Ponieważ modlitwy, jałmużny i pokuty zostały przyjęte przez Boga, dlatego dusza ta została pocieszona pośród mąk czyśćcowych. Bóg obdarza człowieka, w momencie jego narodzin, jednym ztakich anielskich opiekunów, po to, aby mu towarzyszył przez całe życie, chroniąc go i inspirując do czynienia dobra. Jeśli dana osoba zachowuje przykazania Boże, w takim stopniu, że osiąga świętość, zasługuje bezpośrednio na niebo i dusza takiej osoby jest eskortowana do tego świętego miejsca przez wyznaczonego anioła. Jeśli dusza potrzebuje oczyszczenia w ogniach czyśćca, co jest bardziej prawdopodobne, Anioł Stróż będzie prowadził tę duszę do nieba dopiero wtedy, kiedy zostanie ona już oczyszczona. Jednak z drugiej strony, jeśli dana osoba odrzuci inspirację do czynienia dobra i bodźce dostarczane przez Anioła Stróża, wówczas jej dusza zostanie potępiona na zawsze i porzucona przez anielskiego opiekuna u bram piekieł.

    Z pewnością potrzebujemy niebiańskiej opieki. Nasze nieśmiertelne dusze przeznaczone są do tego, aby być towarzyszami aniołów. Poza tym każdy z nas, jeśli wypełni dobrze swoje powołanie, zajmie jeden z tronów w niebie, pustych wskutek upadku aniołów, które zbuntowały się przeciwko Bogu. Co więcej, gdyby nie było anielskich opiekunów, to z racji ludzkiej słabości i ciągłych ataków upadłych duchów nasze zmagania, zmierzające do osiągnięcia niebiańskiego celu, mogłyby okazać się daremne.

    Czy jest coś, co diabły mogą uczynić już na samym początku, aby uniemożliwić nowo narodzonym dzieciom otrzymanie odnawiającej wody chrztu? Tak, mogą. Wiele młodych dusz jest pozbawionych tej łaski z powodu utraty życia jeszcze przed narodzeniem w wyniku grzechu aborcji. Diabły są zdolne do wyrządzania wielkiego zła fizycznego, materialnego i duchowego.

    Przeciwko tym aniołom-wrogom z pewnością potrzebujemy anielskich opiekunów. Św. Bonawentura mówi: Święty Anioł jest wiernym opiekunem, który zna miłość panującą między Bogiem a duszą. On jej nie zazdrości, ani też nie szuka chwały własnej, lecz chwały swego Pana.

    Aniołowie pomagają nam zapobiegając niebezpieczeństwom, odpychając diabłów i powstrzymując ich od wyrządzenia nam fizycznej lub duchowej krzywdy (np. Dz. 5:18; 12:7; Dn. 6:22). Jednak ich głównym zadaniem jest oświecanie naszych myśli i inspirowanie naszej woli do działania zgodnego z prawdą (Dz. 8:26, 10:3). Oni także modlą się za nas i ofiarowują modlitwy oraz dobre uczynki Bogu, czyniąc je bardziej skutecznymi wskutek własnego wstawiennictwa (np. Apok. 8:3, Tb. 12:12). Czasami wymierzają nam kary, aby w ten sposób zmusić nas do poprawienia się (np. 2 Krl. 24:16). Szczególnie towarzyszą nam w godzinie śmierci, wzmacniając nas przed największymi atakami Szatana w tym czasie.

    Żywoty świętych obfitują w liczne przykłady wstawiennictwa aniołów. Odwoływaliśmy się do Dziejów Apostolskich, w których przecież opisane jest anielskie uwolnienie z więzienia św. Piotra.

     Św. Hildegunda (+1186) pewnego dnia została napadnięta i pozostawiona na pewną śmierć. Gdy nie mogła wrócić o własnych siłach, ujrzała Anioła Stróża, który zbliżył się do niej na białym koniu. Pomógł jej wstać i zabrał ją do Werony. Tam anioł pożegnał się z nią mówiąc: Będę zawsze twoim obrońcą gdziekolwiek się udasz.

    WIDZIALNI PROTEKTORZY

    Pewne wybrane dusze, które od chrztu całkowicie zachowały swoją niewinność, zostały wynagrodzone specjalnym przywilejem ujrzenia swoich Aniołów Stróżów w całej okazałości. Tak było w przypadku św. Franciszki z Rzymu, św. Geralda Majella, św. Gemmy Galgani, św. Marianny od Dzieciątka Jezus i innych.Spójrzmy na ten przykład: św. Franciszka z Rzymu (+1440) pochodziła z najznamienitszego rodu. Mimo że bardzo pragnęła poświęcić się życiu religijnemu, rodzice nakazali jej wyjść za mąż. Do świętości dążyła ona w stanie małżeńskim.

    Urodziła kilkoro dzieci. Jednym z nich był Jan, wyjątkowo pobożny i obdarzony darem proroctwa. Zmarł anielsko w wieku dziewięciu lat. Rok po śmierci ukazał się swojej matce, jaśniejący światłem w towarzystwie młodzieńca jeszcze bardziej lśniącego niż on. Mówił o chwale, jaką się cieszy w niebie i że przychodzi zapowiedzieć, że także jego siostra, Agnieszka, wkrótce zajmie miejsce pośród aniołów. Także z polecenia Bożego przyprowadził młodzieńca, który mu towarzyszył, aby pomagał matce przez cały ten okres ziemskiego życia. Ów młodzieniec był w rzeczywistości archaniołem.

    Od tego momentu św. Franciszka z Rzymu cieszyła się opieką archanioła, który według niej, świecił jaśniej niż słońce. Jego blask był tak silny, że nie mogła na niego patrzeć. Pomagał jej duchowo, a także bronił wielokrotnie przed atakami Szatana, który stale ją dręczył.

    CENNI DORADCY NIEBIESCY

    Anioł Stróż, to przede wszystkim doradca duchowy, pobudza nas do dobrych uczynków; wzbudza w nas pragnienie świętości oraz inspiruje do czynienia dobra.

    Kiedy św. Joanna d’Arc była jeszcze dzieckiem i pewnego razu pilnowała swojego stada, usłyszała głos wołający ją po imieniu: Joanno! Joanno! Zaraz potem otoczona została bardzo jasnym światłem, w środku którego stał anioł o bardzo dostojnej i przyjemnej fizjonomii, otoczony przez inne istoty anielskie, które patrzyły z miłością na dziewczynę. Joanno – powiedział anioł do niej – bądź dobra i pobożna, kochaj Boga i nawiedzaj często jego sanktuaria. Następnie anioł zniknął, zaś serce Joanny zapłonęło ogromną miłością do Boga, a później zaowocowało złożeniem ślubów wiecznego dziewictwa.

    NIEUSTRASZENI WOJOWNICY ORSZAKU PANA

    W wielu częściach Pisma św. aniołowie są wspominani jako Niebieskie Rycerstwo. Dlatego prorok Izajasz mówił o tym, że widział serafinów głoszących jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów (Iz. 6:3). A w Apokalipsie wspomniana jest wielka bitwa w niebie, pierwsza wojna, w której święci aniołowie, prowadzeni przez św. Michała Archanioła pobili Szatana i innych zbuntowanych aniołów. (Ap. 12:7)W innych fragmentach aniołowie pojawiają się w wojowniczych misjach. W drugiej Księdze Kronik na przykład czytamy, że: Sennacheryb, król Asyryjczyków zajął Judeę i bluźnił przeciwko prawdziwemu Bogu. Wysłał on poselstwo do Jerozolimy, aby namówić jej mieszkańców do odmówienia wierności swojemu władcy Ezechiaszowi. Król Judei i prorok Izajasz rozpoczęli modlitwy, błagając o Boską ochronę przed wrogim wojskiem: Wtedy Pan wysłał anioła, który wytępił wszystkich dzielnych wojowników oraz książąt i dowódców wraz z naczelnikami w obozie króla asyryjskiego. Musiał więc wrócić do swego kraju ze wstydem na twarzy. (2 Krn. 32:21)

    OBROŃCY LUDZI I POSŁAŃCY BOGA

    Miłosierny i kochający Bóg pragnie naszego wyzwolenia od grzechu. Wyznacza każdemu z nas anioła opiekuna.

    W autobiografii św. Antoniego Marii Clareta (+1870) możemy przeczytać, że w ciągu jednego dnia w chórze Escorialu widział Szatana, wpatrującego się w niego z wielką wściekłością i urazą, pragnącego zniweczyć pewne jego plany wobec studentów. A następnie usłyszał głos św. archanioła Michała: Nie obawiaj się Antoni. Ja będę cię bronić.

    W czasie Zwiastowania św. Gabriel, wielki posłaniec i ambasador Boga, został wysłany do Maryi, aby oznajmić jej o planach Boskiego Majestatu, dotyczących narodzenia Mesjasza. W opinii wielu teologów, to archanioł Gabriel oznajmił także o narodzeniu Jana Chrzciciela św. Zachariaszowi, i to on trzykrotnie ukazał się we śnie św. Józefowi, oznajmiając mu Wcielenie Syna Bożego w łonie Dziewicy Maryi, nakazując wyprowadzenie świętej rodziny do Egiptu, aby uniknąć prześladowań Heroda, a następnie powrót z Egiptu po śmierci okrutnego władcy.

    W czasach nam bliższych anioł Portugalii przygotował Łucję, Franciszka i Hiacyntę do kilku objawień Matki Bożej w Fatimie.

    NATURA ANIOŁÓW

    Aniołowie są czystymi duchami, obdarzonymi intelektem i wolną wolą. Zostały one wyniesione przez Boga do porządku nadprzyrodzonego, tzn. że zostały obdarzone łaską uczestniczenia w Jego życiu przez kontemplację szczęścia wiecznego. One zawsze cieszą się nią, nawet jeśli pełnią swą misję na ziemi. Sąznacznie bardziej inteligentne aniżeli ludzie. Ich intelekt jest wewnętrzny, a ich wola ogromnie wpływowa. Ponieważ są absolutnie niezależne od materii, toteż ich wiedza jest odpowiednio doskonalsza aniżeli ludzi: dla nich widzieć oznacza wiedzieć. U aniołów wiedza oznacza zrozumienie tego wszystkiego, co zobaczą w swojej dogłębności, całą istotę bez możliwości mylenia się.

    To właśnie z tego powodu próba, której zostali poddani, miała natychmiastowe i nieodwracalne konsekwencje. Ich pragnienia są absolutne i kiedy czegoś pragną, to pragną na zawsze. Po próbie, której zostali poddani, część z nich przeszła już na zawsze do piekła (zbuntowane anioły), a inni do nieba (wierni aniołowie).

    Bóg stworzył aniołów, tak jak ludzi, po to, aby Go znali, kochali i służyli Mu, a także po to, aby Go wielbili, wypełniali Jego nakazy, zarządzali wszechświatem i dbali o wszystkie gatunki i istoty, które go tworzą.

    Msgr. Gaume pisze: Jako książęta i rządcy wielkiego Miasta Boga, które obejmuje cały system stworzeń, aniołowie przewodniczą porządkowi materialnemu, panują nad ruchem gwiazd, chronią wszystkie elementy i realizują wszystkie naturalne zjawiska, które napełniają nas radością albo przerażeniem.

    Administracja tego rozległego cesarstwa jest rozdzielona między nich. Część troszczy się o ciała niebieskie, część o ziemskie i ich elementy składowe: o produkty ziemi, drzewa, rośliny, kwiaty i owoce. Innym powierzone jest rządzenie wiatrem i morzami, rzekami i źródłami; a jeszcze innym opiekowanie się zwierzętami. Nie istnieje żadne widzialne stworzenie, duże, czy małe, które pozbawione byłoby anielskiej opieki.

    Często, kiedy Bóg posyła aniołów z misjami do ludzi, aniołowie przybierają ludzką formę, po to, aby z łatwością dostosować się do naszej ludzkiej natury. Jednak ta ziemska forma nie ma takiej samej natury ludzkiej, złożonej z ciała i duszy. Przeciwnie, można to porównać do związku pracownika z maszyną, którą obsługuje. Używa on maszyny po to, aby wykonać pewną pracę.

    ANIOŁOWIE W SZTUCE

    Niestety, aniołowie są często przedstawiani w sztuce w sposób pozostawiający wiele do życzenia pod względem teologicznym, jak i estetycznym. Wiele obrazów, które towarzyszą współczesnemu zainteresowaniu aniołami jest naiwnych, zmysłowych i groteskowych, bynajmniej niekatolickich. Co jest powszechne, nawet w starszej sztuce katolickiej, to sentymentalność i brak równowagi: próbuje się podkreślić dobroć i czystość wiernych aniołów, podczas gdy zaniedbuje się podkreślenie ich niebywałej inteligencji, jak ubolewa Plinio Correa de Oliveira w artykule trafnie zatytułowanym: “Czy Anioł Stróż jest mniej inteligentny od Szatana?” Dla kontrastu pokazuje on przedstawianie diabłów jako istot przebiegłych, inteligentnych, potężnych jak również złośliwych oraz cukierkowych Aniołów Stróżów.

    CUDOWNA KLASYFIKACJA CHÓRÓW ANIELSKICH

    Podział aniołów na dziewięć chórów, zorganizowanych w trzech hierarchiach, chociaż nie wywodzi się bezpośrednio z Objawienia jest prawdą wiary. To rozróżnienie jest dokonane według kryteriów, odnoszących się do Boga, do ogólnego zarządzania światem oraz szczególnego zarządzania państwami, społecznościami czy osobami. Podczas gdy wszyscy aniołowie ciągle radują się oglądaniem wiecznej szczęśliwości, to jednak każdyz tych chórów ma też do wypełnienia szczególne obowiązki. Trzy chóry pierwszej hierarchii (Serafinów, Cherubinów i Tronów) mają obowiązek stać obok Boga i głosić Jego chwałę. Jak głosi Pismo Święte: Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie… Serafiny stały ponad nim…wołał jeden do drugiego: “Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów”. (Iz. 6:1-3) Pan króluje…zasiada na cherubach (Ps. 98:1).

    Trzy następne chóry (Panowań, Mocarstw i Potęg) mają zajmować się ogólnym kierowaniem i rządzeniem wszechświatem jako całością.

     Trzy pozostałe chóry (Księstw, Archaniołów i Aniołów) troszczą się o właściwe zarządzanie państwami, społecznościami i osobami. Aniołami Stróżami, jak powszechnie się wierzy są zwykle aniołowie z najniższego chóru, czasami są nimi archaniołowie.

    WNIOSEK: MODLITWA I WIARA W ANIOŁY

    Wszystkie aspekty anielskiego świata powinny prowadzić nas do głębokiej miłości, nawrócenia i wdzięczności dla wszystkich aniołów świętych, a w szczególności dla Anioła Stróża.

    Św. Bernard z Clairvaux komentuje słowa z Psalmu 90 w następujący sposób: Jak wielką cześć, jak wielką modlitwę, jak wielkie zaufanie powinny te słowa królewskiego proroka wzbudzać w naszych piersiach! Cześć dla ich majestatycznej obecności, podziękowanie dla ich życzliwości, ufność w ich opiekę.

    Powinniśmy unikać wszystkiego, co mogłoby zasmucić naszego Anioła Stróża. Św. Bernard posuwa się dalej mówiąc: Żyj zatem z wielką ostrożnością, pamiętaj, że aniołowie są obecni, ponieważ Bóg posłał ich, aby towarzyszyli nam i pomagali na wszystkich drogach. Gdziekolwiek się zatrzymasz, gdziekolwiek odwrócisz, miej dla nich cześć. Z pewnością nie odważyłbyś się zrobić czegoś w jego obecności, co odważyłbyś się uczynić w mojej.

    Św. Bonawentura podkreśla ważność posłuszeństwa jakie powinniśmy okazywać naszym aniołom świętym, przywiązując baczenie do wewnętrznych głosów i do słuchania ich rad, tak jakby byli naszymi prywatnymi nauczycielami, opiekunami, mistrzami, przewodnikami, obrońcami i pośrednikami do tego stopnia, aby uciec przed winą grzechu, jak również, aby rozwinąć cnotę i dążyć do osiągnięcia pełnej doskonałości oraz miłości Pana.

     Święty Stanisław Kostka (+1568), był tak wielkim czcicielem swego Anioła Stróża, którego stale oglądał, że, kiedy równocześnie mieli przejść przez drzwi, to ten przepuszczał swojego Anioła pierwszego. Kiedy zaś czasami Anioł nie chciał pierwszy przekroczyć progu, to ten nalegał tak długo, dopóki Anioł nie ustąpił.

    Bogu podoba się to, że istnieje tak wiele, pięknych przykładów, zachęcających do czczenia i modlenia się do tych błogosławionych, anielskich duchów, którymi Bóg w swoim miłosierdziu obdarzył nas jako stróżami, doradcami, opiekunami i posłannikami – szczególnie cennymi w tym neopogańskim świecie, w którym żyjemy – po to, byśmy osiągnęli życie wieczne!

    Jeśli św. Teresa z Avila i inni mogli ubolewać nad tym, że diabły pragną bardziej naszego zniszczenia, aniżeli my sami wyzwolenia, to my możemy szukać schronienia w twierdzeniu św. Jana Bosco, że nasi Aniołowie Stróżowie pragną pomóc nam bardziej, aniżeli my sami pragniemy ich pomocy. Obyśmy nie odrzucali tak ogromnej miłości i wspaniałomyślności.

    Plinio Maria Solimeo/PCh24.pl

    **************************************************************************************************************

    sobota, 3 października wspomnienie bł. Kolumbana, prezbitera

    ŚWIĘTY KOLUMBAN Wikipedia | Domena publiczna

    Urodził się 1 kwietnia 1858 r. w Dublinie w Irlandii. W 1874 r. wstąpił do seminarium diecezjalnego w Dublinie. Studia teologiczne kontynuował w kolegium Kongregacji Rozkrzewiania Wiary w Rzymie, gdzie 16 czerwca 1881 r. przyjął święcenia kapłańskie. W tym samym roku powrócił do Irlandii i został mianowany wikariuszem w Dundrum.

    Wykładał filozofię, grekę i francuski w swoim dawnym seminarium. Był także kapelanem w klasztorze sióstr redemptorystek i w więzieniu kobiecym. W swoich kontaktach z ludźmi troszczył się o rozwój ich wiary i życia sakramentalnego, wspierał materialnie ubogich.

    Za zgodą biskupa wstąpił do benedyktyńskiego nowicjatu w belgijskim opactwie Maredsous i przyjął imię zakonne Kolumban. Był pomocnikiem magistra nowicjatu, uczył chłopców w szkole klasztornej, głosił Ewangelię w pobliskich parafiach.

    W 1899 r. o. Kolumban wraz z niewielką grupą mnichów udał się do Lowanium, aby założyć klasztor Mont-César. Wkrótce został mianowany jego przeorem. Wykładał także teologię dogmatyczną na miejscowym uniwersytecie, był spowiednikiem karmelitanek bosych, prefektem i kierownikiem duchowym kleryków. Dał się poznać również jako wybitny kaznodzieja w Belgii i w Anglii.

    W 1909 r. został wybrany opatem w Maredsous, we wspólnocie, która liczyła ponad 100 mnichów i prowadziła wydawnictwo, gimnazjum klasyczne, szkołę rzemiosł artystycznych oraz duże gospodarstwo rolne. Mnisi głosili również rekolekcje w parafiach, klasztorach, szkołach, instytucjach katolickich, spowiadali i służyli radą potrzebującym także korespondencyjnie.

    Jego troska o dobro i bezpieczeństwo podopiecznych przejawiła się przede wszystkim w trudnych latach I wojny światowej. Z narażeniem życia przeprowadził młodych mnichów z okupowanej przez Niemców Belgii do Irlandii, gdzie w Edermine znalazł dla nich schronienie.

    On sam wygłaszał konferencje, rekolekcje i odczyty. Zostały one później opublikowane w trylogii: Chrystus życiem duszy w 1917 r., Chrystus w swoich tajemnicach w 1919 r. oraz Chrystus jako wzór dla mnicha w 1922 r. Książki te stanowią wykład teologiczno-ascetycznej nauki o. Józefa Marmiona, adresowanej zarówno do osób konsekrowanych, jak i wszystkich chrześcijan.

    Zmarł 30 stycznia 1923 r. wypowiadając słowa: «Deus meus, misericordia mea», które wyrażają jego głęboką wiarę w zbawczą moc miłosierdzia Bożego.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    **************************************************************************************************************

    W dzień 4 października Kościół wspomina św. Franciszka z Asyżu

    FRANCIS OF ASSISI

    Public Domain

    ***

    Jan Bernardone urodził się w Asyżu 1182 roku. Był synem zamożnego kupca Piotra i Joanny Pica. Ojciec po powrocie z Francji do imienia syna Jan dodał Franciszek (Francuzik). Jako młody człowiek Franciszek odznaczał się wrażliwością, lubił poezję, muzykę. Ubierał się dość ekstrawagancko.

    Był to czas jego beztroskiego życia. Podczas zbrojnego konfliktu między Asyżem a Perugią wziął udział w walce i dostał się do niewoli. Prawie roczny pobyt w więzieniu poważnie nadwerężył jego zdrowie. Po powrocie do domu ciężko zachorował. Wówczas powziął zamiar zmiany życia. Nie był on jednak trwały. W roku 1205 uzyskał ostrogi rycerskie i udał się na wojnę, prowadzoną między Fryderykiem II a papieżem.

    W Spoletto miał sen, w którym usłyszał wezwanie Boga. Powrócił do Asyżu. Podjął modlitwę, umartwienia i posługę ubogim. Pewnego dnia, w kościele św. Damazego, usłyszał głos: „Franciszku, napraw mój Kościół.” Wezwanie zrozumiał dosłownie, więc zabrał się do odbudowy zrujnowanej świątyni.

    Aby uzyskać potrzebne fundusze, wyniósł z domu kawał sukna. Ojciec zareagował na to wydziedziczeniem syna. Pragnąc nadać temu charakter urzędowy, dokonał tego wobec biskupa. Na placu publicznym, pośród zgromadzonego tłumu przechodniów i gapiów, rozegrała się dramatyczna scena między ojcem a synem. Po decyzji ojca o wydziedziczeniu Franciszek zdjął z siebie ubranie, które kiedyś od niego dostał, i nagi złożył mu je u stóp mówiąc: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem.”

    Po tym wydarzeniu Franciszek zajął się odnową zniszczonych wiekiem kościołów. 24 lutego 1208 roku, podczas czytania Ewangelii o rozesłaniu uczniów, uderzyły go słowa: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10,10). Odnalazł swoją drogę życia. Zrozumiał, że chodziło o budowę trudniejszą – odnowę Kościoła targanego wewnętrznymi niepokojami i herezjami.

    Założył zakon Braci Mniejszych, franciszkanów (1209), którzy oddawali się wędrownemu kaznodziejstwu. Później z pomocą św. Klary założył drugi zakon – żeński, klaryski (1211). Wreszcie dla świeckich założył tzw. trzeci zakon (1221).

    Uczestniczył w Soborze Lateraneńskim IV. Z myślą o ewangelizacji pogan wybrał się na Wschód. W Egipcie dotarł do sułtana Meleka-el-Kamela, który wystawił mu glejt, dzięki któremu odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Na Boże Narodzenie 1223 roku podczas jednej ze swoich misyjnych wędrówek w Greccio zainscenizował religijny mimodram. W żłobie, przy którym stał wół i osioł, położył małe dziecko na sianie. Po czym odczytał fragment Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa i wygłosił homilię. Inscenizacją owego „żywego obrazu” nadal początek „żłobkom”, „jasełkom”, teatrowi nowożytnemu w Europie.

    W ostatnich latach życia usunął się do Alvernii. Tam podczas czterdziestodniowego postu – 14 września 1224 roku – otrzymał stygmaty Męki Pańskiej. Aprobował świat i stworzenie, obdarzony był niewiarygodnym osobistym wdziękiem. Dzięki niemu świat ujrzał ludzi z kart Ewangelii: prostych, odważnych, pogodnych.

    Wywarł olbrzymi wpływ na życie duchowe i artystyczne średniowiecza. Kiedy umierał w Asyżu 3 października 1226 roku, kazał zwlec z siebie odzienie i położyć na ziemi. Rozkrzyżował przebite stygmatami ręce. Z psalmem 141 na ustach odszedł. Miał 45 lat. W dwa lata później kanonizował go Grzegorz IX.

    Najpopularniejszym tekstem św. Franciszka jest „Pieśń słoneczna”. Pozostawił po sobie pisma: „Napomnienia”, listy, teksty poetyckie, modlitewne. Św. Franciszek jest patronem zakonów, m. in: albertynów, franciszkanów, kapucynów, franciszkanów konwentualnych, bernardynek, kapucynek, klarysek, koletanek; tercjarzy; Włoch, Asyżu, Bazylei; Akcji Katolickiej; aktorów, ekologów, niewidomych, pokoju, robotników, tapicerów, ubogich, więźniów.

    W ikonografii św. Franciszek ukazywany jest w habicie franciszkańskim, czasami ze stygmatami. Bywa przedstawiany w otoczeniu ptaków. Jego atrybutami są: baranek, krucyfiks, księga, ryba w ręku.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    Kapucyńska duchowość
    św. Franciszek z Asyżu/ o. Marko Rupnik – mozaika/parafia św. Augustyna we Wrocławiu/Bracia Kapucyni

    ****************************

    Tych historii o św. Franciszku raczej nie znasz. Żywa katecheza o Bogu, który kocha do szaleństwa

    SEN INNOCENTEGO III Domena publiczna

    Jego nawrócenie nie dokonało się podczas modlitwy, za życia rozdawał własne relikwie, miewał prorocze sny o romansach i kurach oraz jadał paszteciki z homarów. Znasz takiego Franciszka z Asyżu?

    Od czego zaczęło się nowe życie Franciszka?

    W powszechnej świadomości droga powołania św. Franciszka zaczęła się od polecenia „Franciszku, idź odbuduj mój dom, który, jak widzisz, cały idzie w ruinę”, które skierował do niego Chrystus z krzyża-ikony w kościele San Damiano. Tymczasem sam Franciszek w innym wydarzeniu upatrywał momentu przełomowego w swoim życiu.

    Jeszcze zanim Chrystus przemówił do niego z krzyża w San Damiano, usłyszał w swoim sercu następujące słowa: „Jeśli chcesz Mnie poznać, bierz to, co gorzkie za słodkie. Dokonaj odwrócenia porządku, a zacznie ci smakować to, o czym mówię”. Co to miało oznaczać w praktyce?

    Przekonał się już niebawem, objeżdżając konno okolice Asyżu. Naprzeciw wyszedł mu trędowaty proszący o jałmużnę. To było dla Franciszka coś najgorszego. Trędowatych brzydził się „najbardziej spontanicznie” (jak odnotowuje jego pierwszy biograf, brat Tomasz z Celano). I wtedy Franciszek zrozumiał, co musi zrobić.

    Zsiadł z konia, ucałował trędowatego i wręczył mu jałmużnę. Tego chorego nigdy już nie spotkał, ale kilka dni później udał się do siedzib trędowatych i rozdawał im jałmużnę, całując ich przy tym w ręce i usta (!), co w tamtych czasach oznaczało uznanie kogoś za równego sobie.

    Właśnie to wydarzenie wspomina Franciszek w swoim Testamencie, jako początek nowej drogi swojego życia, zaznaczając jednak, że to Pan wprowadził go między trędowatych, a nie że poszedł tam z własnej woli, czy o własnych siłach. Natomiast o głosie usłyszanym w San Damiano sam nie mówi nic.

    Sen papieża i dwa sny Franciszka

    Każdy chyba, kto choć trochę interesował się świętym Franciszkiem, słyszał o śnie, jaki miał o nim papież Innocenty III. W śnie tym papież widział jak jego katedra, czyli bazylika na Lateranie chwieje się i rozsypuje w gruzy. Wtem wbiega do niej mały człowiek w biednym zakonnym odzieniu i siłą swoich ramion podtrzymuje chylące się ku upadkowi mury, ratując świątynię od zawalenia.

    Sen ten Innocenty miał mieć na jakiś czas przed tym, jak Franciszek pojawił się przed nim po raz pierwszy, by prosić go o potwierdzenie swojego sposobu życia. Jednak papież nie od razu sobie o nim przypomniał. Najpierw Franciszek opowiedział mu swój sen. Jaki?

    Śniła mu się piękna, ale uboga kobieta mieszkająca na pustyni. Raz odwiedził ją wspaniały, bogaty król. Odwiedził ją na tyle skutecznie, że urodziła kilku zgrabnych chłopców (takie sny miał święty!), których następnie porządnie wychowała. Kiedy podrośli i martwili się swoją biedą, mama kazała im iść na dwór króla, powiedzieć kim są i poprosić o to, czego potrzebują i co im się należy.

    Młodzieńcy poszli i ku swojemu zdumieniu zostali z radością przyjęci przez króla, który rozpoznał w nich swoje podobieństwo i z radością uczynił swoimi dziedzicami. Dla Franciszka, papieża i jego dworu było jasne, że: pustynia to świat, biedna kobieta to Franciszek, król to Syn Boży, a synowie to pierwsi (i wszyscy następni) Bracia Mniejsi.

    Nieoczywiste mogło być w tamtych czasach, kiedy wielu buntowało się przeciw Kościołowi i wręcz odrzucało jego strukturę, że Franciszek idzie wraz z braćmi szukać potwierdzenia swojego „pochodzenia” właśnie na dworze papieskim.

    Drugi sen Franciszka był równie uroczy, ale dotyczył sprawy dla niego trudnej. Papieża Innocentego poszedł prosić nie o zatwierdzenie zakonu (choć tamto spotkanie uznaje się formalnie za moment powstania Braci Mniejszych), a jedynie o potwierdzenie, że jego pomysł na życie jest zgodny z wiarą i nauką Kościoła.

    Dopiero masowy napływ braci „zmusił” świętego do nadania temu, co sam uparcie nazywał nie „zakonem” a „braterstwem”, bardziej formalnych ram. To zaś wymagało wejścia w kościelne struktury, czyli właśnie przyjęcia formy zakonu i poddania się pod bezpośredni „nadzór” Kościoła.

    Franciszka przekonał do tego ostatecznie sen o małej czarnej kurze, która bez większych sukcesów próbowała wziąć pod skrzydła swoje liczne, co i raz rozpierzchające się i bijące miedzy sobą kurczęta. W mig pojął, że kwoka to on, a kurczęta to braci, których Pan tak hojnie mu przymnaża, i (co najważniejsze) że sam ich „nie ogarnie”.

    Na prośbę Franciszka opiekunem zakonu z ramienia hierarchii kościelnej został wówczas życzliwy mu kardynał Hugolin. Potem to on (już jako papież Grzegorz IX) ogłosi Franciszka świętym.

    Rozdawanie własnych relikwii.

    Trudno szukać świętego, który bardziej kojarzyłby się z pokorą, ubóstwem i skromnością niż święty Franciszek. Tymczasem to właśnie jemu (jak niewielu chyba innym świętym) zdarzyło się już za życia rozdawać swoje własne relikwie (i to z ciała!).

    Otrzymał je jeden z braci, którego bardzo dręczyły różne pokusy. Brat ten wbił sobie do głowy, że jego problemy na pewno ustąpiłyby, gdyby miał przy sobie relikwie swojego duchowego ojca. Udał się więc do miejsca pobytu świętego i zaczął nagabywać jednego z braci towarzyszących na co dzień Franciszkowi, by uzyskał dla niego choć kawałeczek paznokcia świętego ojca.

    Ten zaczął mu tłumaczyć, że Franciszek (świadom już swojej sławy świętego, która wcale go nie cieszyła) skrupulatnie pilnuje, by bracia wyrzucali jego paznokcie po ich obcięciu. Tymczasem właśnie w tej chwili Franciszek przywołał tegoż brata i zagadnął go o manicure. Brat skwapliwie dokonał kosmetycznego zabiegu i uznawszy ten „zbieg okoliczności” za milczące przyzwolenie Franciszka, obdarował kuszonego nieszczęśnika „znaczniejszymi kawałkami” (jak notuje nieoceniony Tomasz z Celano).

    Epizod ten – dość uroczy – jest jednym z wielu, które pokazują, że Franciszek doskonale umiał rozpoznać, kiedy należy być surowym i stanowczym, a kiedy należy „odpuścić” dla dobra bliźniego.

    Wyszukane menu Franciszka

    Podobnie było pewnego razu, gdy jakiś spóźnialski brat, który przybył w porze udawania się wszystkich na spoczynek, nie wytrzymał i poskarżył się, że „umiera z głodu”. Franciszek usłyszawszy to, wstał, kazał zastawić stół i zjadł posiłek wraz z nim. Nie tylko po to, by tamtemu kiszki nie grały marsza, ale też po to, by nie było mu głupio, że jest słaby i domaga się jedzenia, podczas gdy inni poszczą. Warta uwagi delikatność.

    Post, surowość i poprzestawanie na tym, co konieczne były u Franciszka normą. Ale od normy tej zdarzały się wyjątki. Pod koniec życia święty cierpiał na oczy i podczas pobytu w Rieti korzystał z usług okulisty. Chcąc mu się odwdzięczyć zażądał, by bracia przygotowali dla siebie i gościa uroczystą, wystawną kolację. Ci zaczęli mu tłumaczyć, że nawet o normalnej kolacji nie może być mowy, jako że dysponują jedynie czerstwym chlebem i odrobiną wina. Posłusznie jednak przygotowali ubożuchny stół, na który wyciągnęli niemal spod ziemi jeszcze nieco jarzyn.

    Kiedy już mieli do niego siadać, do drzwi niespodziewanie zapukała kobieta z koszem pełnym świeżego pieczywa, ryb, winogron, miodu oraz… pasztecików nadziewanych mięsem homara. To się nazywa „kolacja na koszt firmy”!

    A tak na serio – ileż mieści się w tej prostej opowiastce: i prosta (ale jak ważna!) ludzka wdzięczność, i zaufanie do Boga, i moc posłuszeństwa, i zdumienie sposobami działania Pana Boga wreszcie.

    To, co podziwia we Franciszku Kościół (i co pokochały w nim tysiące ludzi na całym świecie w ciągu wieków), to chyba właśnie to, że całe jego życie (nawet takie najprostsze, śmieszne wręcz zdarzenia) było żywą katechezą o Bogu, który do szaleństwa kocha człowieka w jego biedzie – wcieloną raz jeszcze Ewangelią.

    PS

    Tych i wielu innych ciekawych rzeczy o Franciszku (jak choćby tego, że naprawdę nazywał się Jan Chrzciciel; że kiedy był czymś poruszony, mówił po francusku; że za największą radość uważał być nazwanym „nieuczonym prostakiem”; że obawiał się, iż nauka teologii może szkodzić pobożności) dowiedzieć się można czytając dwa niedługie jego Żywoty, spisane przez brata Tomasza z Celano (znał Franciszka osobiście) oraz jego własne pisma. Polecam!

    Ks. Michał Lubowicki/Aleteia/04/10/202

    ***********

    Kiedy św. Franciszek spotkał się z egipskim sułtanem

    Monastère du Gai-rire/Święty Franciszek i sułtan al-Kamil/Media i Xavier Le Normand

    *** 

    Podróże papieża Franciszka do krajów arabskich przywodzą na myśl spotkanie św. Franciszka z Asyżu z sułtanem Malikiem al-Kamilem w 1219 r.

    W 1219 roku szaleje wojna pomiędzy krzyżowcami a islamem. Dwa wieki wcześniej grób Chrystusa został zrównany z ziemią przez wojska sułtana. Armie stoją naprzeciw siebie w delcie Nilu, na egipskiej równinie Damietty.

    Sułtan al-Kamil ogłosił właśnie dekret obiecujący znaczną nagrodę w złocie tym, którzy przyniosą głowę chrześcijanina. Natomiast krzyżowcy, na których czele stoi Pelagiusz, próbują zdobyć port w Damietty, co pozwoliłoby im zająć Egipt.

    Dwie wcześniejsze próby głoszenia Ewangelii

    W takich oto okolicznościach Święty Franciszek postanawia wraz ze swym towarzyszem bratem Illuminatem iść głosić Ewangelię wśród muzułmanów. Poverello już dwukrotnie próbował udać się do Ziemi Świętej, aby głosić naukę Chrystusa, ale bez powodzenia.

    Historycy dysponują jednym jedynym szczegółowym opisem tego wydarzenia. Jego autorem jest Święty Bonawentura. Tworzył go jednak przeszło sto lat później, a w dodatku ten zapis stanowi przede wszystkim część epopei na cześć świętego założyciela zakonu franciszkanów.

    Według Świętego Bonawentury Franciszek został pojmany przez Saracenów, gdy próbował przekroczyć ich linię walki. Poprosił wówczas o spotkanie z sułtanem i zgodę tę otrzymał.

    Wizyta została uznana za porażkę

    Bratanek Saladyna przyjął go z wielką uprzejmością – odnotowuje kronikarz, ale ta wizyta została wówczas uznana za porażkę, ponieważ świętemu nie udało się ani przekonać sułtana do religii chrześcijańskiej, ani zyskać nawet palmy męczennika.

    Dlatego przez siedem wieków hagiografowie Franciszka właściwie nie wspominali o tym epizodzie. I to pomimo że w „Kwiatkach św. Franciszka” można znaleźć wzmiankę o tym, iż pod koniec rozmowy sułtan szepnął mu do ucha: „Bracie Franciszku, bardzo chętnie nawróciłbym się na wiarę Chrystusa, ale nie chcę tego czynić teraz; gdyby tutejsi ludzie dowiedzieli się o tym, zabiliby mnie razem z tobą i wszystkimi twoimi towarzyszami”.

    Zapomniany szczegół

    Ojciec Gwenolé Jeusset, franciszkanin, wystąpił 19 września 2016 roku w Asyżu podczas spotkania poświęconego religiom i kulturom dla pokoju. Przypominając o tym mało znanym epizodzie, były przewodniczący franciszkańskiej Komisji ds. Relacji z Muzułmanami i członek watykańskiej Komisji ds. Islamu przytoczył także pewien szczegół, który aż do XX wieku pozostawał niemal zapomniany.

    Chodzi mianowicie o przemyślenia, jakie Święty Franciszek snuł po tamtym doświadczeniu:

    Bracia, którzy udają się do muzułmanów i innych nie-chrześcijan – pisze święty z Asyżu – mogą pojmować swoją duchową rolę w dwojaki sposób: mogą nie wszczynać żadnych dysput ani kłótni, poddając się wszelkim boskim stworzeniom za sprawą Boga i podkreślając jedynie, że są chrześcijanami; mogą też – kontynuuje święty – jeżeli uznają, że taka jest wola Boga, głosić słowo Boże, by nie-chrześcijanie uwierzyli w Boga Wszechmocnego, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, jego Syna Odkupiciela i Zbawiciela, postanowili dać się się ochrzcić i stali się chrześcijanami.

    Uśmiech Świętego Franciszka

    Le souci des pauvres – Troska o biednych (wyd. Flammarion, 1996) Albert Jacquard pisze, że „sułtan nie zapomniał o uśmiechu Świętego Franciszka, o jego łagodności w wyrażaniu wiary bez granic. Być może to wspomnienie przeważyło, kiedy dziesięć lat później postanowił, nie będąc do tego przez nikogo zmuszanym, oddać Jerozolimę chrześcijanom”.

    W ten oto sposób „uzyskał wszystko, czego armiom przybyłym z Europy nie udało się wcześniej uzyskać” – kontynuuje swój wywód Albert Jacquard. I dodaje, że „być może jasne spojrzenie Franciszka przeniknęło do sumienia tego człowieka otwartego na myśl innych ludzi i mogło w nim dojrzewać”.

    Aleteia.pl

    *********************************************

    Stygmaty św. Franciszka

    We wrześniu 1224 roku św. Franciszek otrzymuje dar stygmatów. Biedaczyna z Asyżu od dawna pałał szczególnym nabożeństwem do męki Chrystusa oraz Jego ofiary krzyżowej. W pokornej modlitwie prosił Chrystusa: „O Panie mój, Jezu Chryste, proszę Cię, byś mi uczynił dwie łaski, nim umrę. Pierwszą – bym za życia uczuł w duszy i ciele moim, o ile można, tę boleść, którą Ty, Panie słodki, wycierpiałeś w godzi nie gorzkiej swej męki. Drugą – bym uczuł w sercu moim, o ile można, tę miłość niezmierną, którą Ty, Synu Boży tak zapłonąłeś, że ochotnie zniosłeś taką mękę za nas grzeszników”.

    Stygmaty

    Tomasz z Celano, franciszkanin żyjący w XIII wieku, historyk i pierwszy biograf Franciszka podaje jak na górze La Verna zatopiony w kontemplacji Męki Pańskiej Franciszek: „ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek zdumiał się gwałtownie, a gdy nie umiał wytłumaczyć, co by znaczyło to widzenie, wtargnęła mu w serce radość pomieszana z żałością. Cieszył się z łaskawego wejrzenia, jakim Serafin patrzył na niego, ale przybicie do krzyża przeraziło go. Natężył umysł, by pojąć, co mogłaby znaczyć ta wróżba i duch jego silił się trwożnie nad jakimś jej zrozumieniem. Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu.

    Natychmiast bowiem na jego rękach i nogach zaczęły jawić się znaki gwoździ, jak to na krótko przedtem widział u Męża ukrzyżowanego, ponad sobą w powietrzu. Jego ręce i nogi wyglądały przebite gwoździami w samym środku; główki gwoździ były widoczne na wewnętrznej stronie rąk i na wierzchniej stronie nóg, a ich ostre końce były na stronie odwrotnej… Zaś prawy bok, jakby przebity lancą, miał na sobie czerwoną bliznę, która często broczyła i spryskiwała tunikę oraz spodnie świętą krwią”.

    Czym są stygmaty, co to jest?

    Stygmaty są to widoczne uszkodzenia tkanki miękkiej ciała nie spowodowane żadną chorobą czy też mechaniczną przyczyną. Umiejscowienie ran odpowiada ranom zadanym Jezusowi podczas męki i ukrzyżowania (dłonie lub nadgarstki, stopy, prawy lub lewy bok klatki piersiowej). W szerszym sensie stygmatami określa się również rany umiejscowione na plecach, głowie i czole, jako ślady biczowania i cierniem koronowania. Stygmaty są to widzialne znaki łaski Bożej dane przez Chrystusa w odpowiedzi na miłość do Niego i do Jego odkupieńczego cierpienia i śmierci. Stygmatom towarzyszy ból i krwawienia nasilające się w piątki oraz w Wielkim Poście a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu. Stygmatycy doświadczają ekstaz, wizji i objawień, prorokują, mają dar lewitacji i bilokacji, rozpoznawania złych duchów oraz dar czytania w sercach i uzdrawiania. Od stygmatyzacji św. Franciszka na przestrzeni dziejów było wielu stygmatyków, np. św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avili, św. Jan Boży czy zmarły w 1968 roku ojciec Pio oraz Polki – św. Faustyna i Wanda Boniszewska. Przyjmuje się, że również św. Paweł Apostoł był stygmatykiem.

    Jest pięć kryteriów uznania krwawych znamion za autentyczne stygmaty:

    – zmiana tkanki występuje w miejscach, w których odniósł rany Chrystus,

    – pojawiają się one nagle i spontanicznie,

    – nie ropieją, nie gniją a często unosi się z nich słodki zapach podobny do woni kwiatów,

    – krwawią krwią tętniczą, nie goją się tygodniami, latami,

    – nie można ich wyleczyć czy też zaleczyć.

    Stygmaty-2

    Święty Bonawentura opisuje, że od momentu stygmatyzacji św. Franciszek wręcz płonął wewnętrznym ogniem miłości. Jego dłonie były tak gorące, że dotknięciem rozgrzał jednego z braci tak, iż mógł on spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna. Ogień miłości często poprzedza stygmatyzację i pogłębia się po tym wydarzeniu.

    Święty Biedaczyna starał się ukrywać ten dar czując się niegodnym noszenia śladów męki Chrystusa na swoim ciele. Tomasz Celano podaje, że od tego momentu nosił skarpety a rękawy habitu zsuwał tak, że widoczne były jedynie końce palców. Brat Tomasz zaznacza, że ranę na boku za życia Franciszka widział tylko jeden z jego współbraci, kiedy pomagał mu zdjąć do wyprania habit. Biografowie zgodnie podają, że Franciszek niechętnie i bardzo ogólnie mówił towarzyszom o doznanej łasce na górze La Verna (spolszczone Alwernia) i pytał ich o radę, jak ma dalej postępować. Jeden z braci powiedział: „tajemnice Boże są ci niekiedy objawione nie tylko ze względu na ciebie, ale także ze względu na innych. Wydaje się więc, że dlatego słusznie należy się obawiać, abyś nie ukrył tego, co otrzymałeś dla pożytku innych i za ukrycie tego talentu nie był zganiony podczas sądu”. Święty przekazuje swoim zaufanym towarzyszom treść widzeń i swoje przeżycia. Franciszek z Asyżu żył jeszcze tylko dwa lata po tym wydarzeniu.

    Święty Bonawentura z „Legendzie większej”, podaje ciekawą interpretację stygmatów św. Franciszka. Przez nawiązanie do Pisma świętego, ten Doktor Kościoła, przyrównuje górę La Verna do Góry Przemienienia oraz góry Horeb. Franciszek modlił się w samotności na górze La Verna przez 40 dni jak Mojżesz na Górze Horeb i powrócił do współbraci przemieniony łaską stygmatów na podobieństwo Jezusa Chrystusa na Górze Przemienienia. Mojżesz otrzymał kamienne tablice Dekalogu jako widzialny znak zawartego z Bogiem przymierza a św. Franciszek te znaki miał wyryte na swoim ciele.

    Franciszek zmarł w dwa lata po tym wydarzeniu 3 października 1226 roku, w 1337 roku papież Benedykt XI zatwierdził święto Stygmatów dla zakonu franciszkanów. Papież Paweł V na prośbę kardynała św. Roberta Bellarmina zezwolił by to święto było obchodzone w całym Kościele dnia 17 września.

    Boże, Ty dla rozpalenia naszych serc ogniem miłości cudownie odnowiłeś w ciele św. Ojca Franciszka znamiona męki Twojego Syna; spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy upodobnieni do Chrystusa w Jego męce stali się również uczestnikami Jego Zmartwychwstania. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Opublikowany 16 września 2016 przez Rafal

    PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

    *****************************

    Modlitwa św. Franciszka

    Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju

    O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
    Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
    Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
    Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
    Nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
    Światło tam, gdzie panuje mrok;
    Radość tam, gdzie panuje smutek.

    Spraw abyśmy mogli,
    Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
    Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
    Nie tyle szukać miłości, co kochać;

    Albowiem dając, otrzymujemy;
    Wybaczając, zyskujemy przebaczenie,
    A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.

    Przez Chrystusa Pana naszego.

    Amen.

    Asyż - krzyż św. Franciszka
    Asyż. Krzyż św. Franciszka/Opoka.pl

    Modlitwa przez wstawiennictwo św. Franciszka z Asyżu

    Boże, Ty powołałeś Świętego Franciszka z Asyżu do szukania na tym świecie Twojego Królestwa przez dążenie do doskonałej miłości, spraw, abyśmy wsparci jego modlitwami, w radości ducha coraz więcej Ciebie miłowali. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Domena Publiczna

    Modlitwa św. Franciszka przy wejściu do kościoła

    Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, tu i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie – i błogosławimy Tobie, że przez Krzyż Twój święty odkupiłeś świat.

    File:El Greco - St Francis Praying - WGA10468.jpg

    św. Franciszek podczas modlitwy – El Greco

    Prośba o błogosławieństwo

    Niech Pan nam błogosławi i niech nas strzeże, niech nam okaże oblicze swoje i zmiłuje się nad nami, niech obróci ku nam twarz swoją i obdarzy pokojem, niech Pan nam błogosławi. Amen.

    **************************************************************************************************************

    w poniedziałek 5 października

    wspomnienie św. Faustyny Kowalskiej, dziewicy, ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

    Św. Faustyna Kowalska
    Vatican News

    DAR BOŻY DLA NASZYCH CZASÓW


    Homilia Ojca Świętego Jana Pawła II
    wygłoszona w czasie Mszy świętej kanonizacyjnej
    w Rzymie, 30 kwietnia 2000

    1. „Confitemini Domino quoniam bonus, quoniam in saeculum misericordia Pius” – „Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo łaska Jego trwa na wieki” (Ps 118 [117], 1). Tak śpiewa Kościół w oktawę Wielkanocy, powtarzając niejako te słowa Psalmu  za  samym  Chrystusem: za Chrystusem zmartwychwstałym, który przynosi do wieczernika wspaniałe orędzie Bożego Miłosierdzia i powierza apostołom posługę jego szafarzy: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (…) Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20, 21–23).

    Przed wypowiedzeniem tych słów Jezus pokazuje ręce i bok. Pokazuje rany zadane Mu podczas męki, zwłaszcza zranione serce – źródło, z którego wypływa obfity strumień miłosierdzia, rozlewający się na ludzkość. Siostra Faustyna Kowalska – błogosławiona, którą od dziś będziemy nazywać świętą – ujrzy dwie smugi światła promieniujące z tego serca na świat. Te dwa promienie – wyjaśnił jej pewnego dnia sam Jezus – oznaczają krew i wodę („Dzienniczek”, 299).

    2. Krew i woda! Na  myśl przychodzi  tu natychmiast świadectwo ewangelisty Jana: kiedy na Kalwarii jeden z żołnierzy przebił włócznią bok Chrystusa, Jan widział, że wypłynęła z niego „krew i woda” (por. J 19, 34). Krew przywodzi na myśl ofiarę krzyża i dar eucharystyczny, natomiast woda jest w symbolice Janowej znakiem nie tylko chrztu, ale także daru Ducha Świętego (por. J 3, 5; 4, 14; 7, 37–39).

    Poprzez serce Chrystusa ukrzyżowanego Boże miłosierdzie dociera do ludzi: Powiedz, córko Moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym – zażąda Jezus od Siostry Faustyny („Dzienniczek”, 1074). To miłosierdzie Chrystus rozlewa na całą ludzkość poprzez zesłanie Ducha, który w Trójcy Świętej jest Osobą–Miłością. A czyż miłosierdzie nie jest „drugim imieniem” miłości (por. „Dives in misericordia”, 7), ujmującym jej aspekt najgłębszy i najbardziej  wzruszający:  jej  gotowość  do  zaspokojenia  wszelkich  potrzeb, a zwłaszcza jej bezgraniczną zdolność przebaczania?

    Doznaję dziś naprawdę wielkiej radości, ukazując całemu Kościołowi – jako dar Boży dla naszych czasów – życie i świadectwo Siostry Faustyny Kowalskiej. Zrządzeniem Bożej Opatrzności życie tej pokornej córy polskiej ziemi było całkowicie związane z historią XX wieku, który niedawno dobiegł końca. Chrystus powierzył jej bowiem swoje orędzie Miłosierdzia w latach między pierwszą a  drugą  wojną światową. Kto pamięta, kto  był świadkiem i uczestnikiem wydarzeń tamtych lat i straszliwych cierpień, jakie przyniosły one milionom ludzi, wie dobrze, jak bardzo potrzebne było orędzie Miłosierdzia.

    Jezus powiedział do Siostry Faustyny: Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego („Dzienniczek”, 300). Za sprawą polskiej zakonnicy to orędzie związało się na zawsze z XX wiekiem, który zamyka drugie tysiąclecie i jest pomostem do trzeciego. Nie jest to orędzie nowe, ale można je uznać za dar szczególnego oświecenia, które pozwala nam głębiej przeżywać Ewangelię Paschy, aby nieść ją niczym promień światła ludziom naszych czasów.

    3. Co przyniosą nam  nadchodzące lata?  Jaka będzie  przyszłość człowieka na ziemi? Nie jest nam dane to wiedzieć. Jest jednak pewne, że obok kolejnych sukcesów nie zabraknie niestety także doświadczeń bolesnych. Ale światło Bożego miłosierdzia, które Bóg zechciał niejako powierzyć światu na nowo poprzez charyzmat Siostry Faustyny, będzie rozjaśniało ludzkie drogi w trzecim tysiącleciu.

    Konieczne jest jednak, aby ludzkość,  podobnie jak  niegdyś Apostołowie, przyjęła dziś w wieczerniku dziejów Chrystusa zmartwychwstałego, który pokazuje rany po ukrzyżowaniu i powtarza: Pokój wam! Trzeba, aby ludzkość pozwoliła się ogarnąć i przeniknąć Duchowi Świętemu, którego daje jej zmartwychwstały Chrystus. To Duch leczy rany serca, obala mury odgradzające nas od Boga i od siebie nawzajem, pozwala znów cieszyć się miłością Ojca i zarazem braterską jednością.

    4. Ważne jest zatem, abyśmy przyjęli w całości orędzie, zawarte w słowie Bożym na dzisiejszą II Niedzielę Wielkanocną, która od tej pory nazywać się będzie w całym Kościele „Niedzielą Miłosierdzia Bożego”. W kolejnych czytaniach liturgia zdaje się wytyczać szlak miłosierdzia, które odbudowuje więź każdego człowieka z Bogiem, a zarazem buduje także między ludźmi nowe relacje braterskiej solidarności. Chrystus nauczył nas, że człowiek nie tylko doświadcza i dostępuje miłosierdzia Boga samego, ale także jest powołany do tego, ażeby sam ‘czynił’ miłosierdzie drugim: ‘Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią’ (Mt 5, 7) („Dives in misericordia”, 14). Jezus wskazał nam też wielorakie drogi miłosierdzia, które nie tylko przebacza grzechy, ale wychodzi też naprzeciw wszystkim ludzkim potrzebom. Jezus pochylał się nad wszelką  ludzką nędzą, materialną i duchową.

    Chrystusowe orędzie Miłosierdzia nieustannie dociera do nas w geście Jego rąk wyciągniętych ku cierpiącemu człowiekowi. Takiego właśnie widziała Go i takiego ogłosiła ludziom wszystkich kontynentów Siostra Faustyna, która  pozostając w  ukryciu swojego  klasztoru w  Łagiewnikach, w Krakowie, uczyniła ze swego życia hymn na cześć Miłosierdzia: Misericordias Domini in aeternum cantabo (Ps 89 [88], 2).

    5. Kanonizacja Siostry Faustyny ma szczególną wymowę. Poprzez tę kanonizację pragnę dziś przekazać orędzie Miłosierdzia nowemu tysiącleciu. Przekazuję je wszystkim ludziom, aby uczyli się coraz pełniej poznawać prawdziwe oblicze Boga i prawdziwe oblicze człowieka.

    Miłość Boga i miłość człowieka  są bowiem nierozłączne, jak przypomina Pierwszy List św. Jana: Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania (5, 2). W takich słowach Apostoł wyraża prawdę o miłości, wskazując, że jej miarą i kryterium jest wypełnianie przykazań.

    Nie jest łatwo miłować miłością głęboką, która polega na autentycznym składaniu daru  z siebie. Tej  miłości można nauczyć  się  jedynie  wnikając w tajemnicę miłości Boga. Wpatrując się w Niego, jednocząc się z Jego ojcowskim  Sercem, stajemy się zdolni  patrzeć na  braci nowymi  oczyma, w postawie bezinteresowności i solidarności, hojności i przebaczenia. Tym wszystkim jest właśnie miłosierdzie!

    W miarę tego, jak  ludzkość  będzie wnikać  w tajemnicę tego  miłosiernego spojrzenia, ideał, o jakim słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, będzie jawił się jako możliwy do spełnienia: Jeden duch i jedno serce ożywiało wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne (Dz 4, 32). Tak oto miłosierdzie nadawało formę ludzkim odniesieniom, życiu wspólnoty, wyznaczało zasady podziału dóbr. Z niego wypływały „uczynki miłosierdzia” co do ciała i co do ducha. Tak oto miłosierdzie przybrało konkretny kształt stawania się „bliźnim” dla najbardziej potrzebujących braci.

    6. Siostra Faustyna Kowalska  napisała w swoim „Dzienniczku”: Odczuwam  tak  straszny ból, kiedy  patrzę  na  cierpienia   bliźnich;  odbijają  się w sercu moim wszystkie cierpienia bliźnich, ich udręczenia noszę w sercu swoim, tak, że mnie to nawet fizycznie wyniszcza. Pragnęłabym, aby wszystkie bóle na mnie spadały, by ulżyć bliźnim („Dzienniczek”, 1039). Oto do jakiego stopnia współodczuwania prowadzi miłość, kiedy mierzona jest miarą miłości Boga!

    Ta miłość powinna inspirować współczesnego  człowieka, współczesną ludzkość, aby mogła stawić czoło kryzysowi sensu życia, podjąć wyzwania związane z różnorakimi potrzebami, a przede wszystkim, by mogła wypełnić obowiązek  obrony  godności każdej ludzkiej  osoby. W ten sposób orędzie o miłosierdziu Bożym stanie się pośrednio również orędziem o niepowtarzalnej godności, wartości każdego człowieka. W oczach Bożych każda osoba jest cenna, za każdego Chrystus oddał swoje życie, każdemu Ojciec daje swego Ducha i czyni go bliskim sobie.

    7. To krzepiące orędzie jest skierowane przede wszystkim do człowieka, który udręczony jakimś szczególnie bolesnym doświadczeniem albo przygnieciony ciężarem popełnionych grzechów utracił wszelką nadzieję w życiu i skłonny jest ulec pokusie rozpaczy. Takiemu człowiekowi ukazuje się łagodne oblicze Chrystusa, a promienie wychodzące z Jego Serca padają na niego, oświecają go i rozpalają, wskazują drogę i napełniają nadzieją. Jakże wielu sercom przyniosło otuchę wezwanie „Jezu, ufam Tobie”, które podpowiedziała nam Opatrzność za pośrednictwem Siostry Faustyny! Ten prosty akt zawierzenia Jezusowi przebija najgęstsze chmury i sprawia, że promień światła przenika do życia każdego człowieka. „Jezu, ufam Tobie”.

    8. Misericordias  Domini in  aeternum  cantabo  (Ps 89 [88], 2).  Do głosu Najświętszej Maryi Panny, „Matki Miłosierdzia”, do głosu nowej Świętej, która w niebiańskim Jeruzalem śpiewa hymn na cześć miłosierdzia wraz z wszystkimi przyjaciółmi Boga, dołączmy nasz głos także my, Kościół pielgrzymujący.

    Ty zaś, Faustyno, darze Boga dla naszej epoki, darze polskiej ziemi dla całego Kościoła, wyjednaj nam, abyśmy mogli pojąć głębię Bożego Miłosierdzia, pomóż nam, abyśmy osobiście go doświadczyli i świadczyli o nim braciom. Twoje orędzie światłości i nadziei niech się rozprzestrzenia na całym świecie, niech przynagla grzeszników do nawrócenia, niech uśmierza spory i nienawiści, niech uzdalnia ludzi i narody do czynnego okazywania braterstwa. My dzisiaj, wpatrując się razem z tobą w oblicze zmartwychwstałego Chrystusa, powtarzamy twoją modlitwę ufnego zawierzenia i mówimy z niezłomną nadzieją: „Jezu, ufam Tobie”.

    „L’Osservatore Romano”, 6(2000), s. 25–26.

    © Copyright – Editrice Vaticana

    Święta Faustyna KowalskaHelena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. w rolniczej rodzinie z Głogowca k/Łodzi jako trzecie z dziesięciorga dzieci. Dwa dni później została ochrzczona w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Kazimierza w Świnicach Warckich (diecezja włocławska). Nadano jej wówczas imię Helena. Kiedy miała siedem lat, po raz pierwszy usłyszała w duszy głos wzywający do doskonalszego życia. W 1914 r. przyjęła I Komunię świętą, a dopiero trzy lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Mimo dobrych wyników uczyła się tylko trzy lata, potem musiała zrezygnować, aby pomagać matce w domu.
    W szesnastym roku życia opuściła dom rodzinny, by na służbie u zamożnych rodzin w Aleksandrowie, Łodzi i Ostrówku zarobić na własne utrzymanie i pomóc rodzicom. Przez cały czas bardzo pragnęła życia zakonnego, ale rodzicom powiedziała o swoich zamiarach dopiero w 1922 r. Ojciec jednak nie wyraził zgody, motywując odmowę brakiem pieniędzy na wyprawę wymaganą w klasztorach.
    W lipcu 1924 r., kiedy Helena z koleżankami uczestniczyła w zabawie w parku koło łódzkiej katedry, Pan Jezus przemówił do niej i polecił niezwłocznie pojechać do Warszawy i wstąpić do klasztoru. Helena postanowiła nie wracać do domu i postawić rodziców przed faktem dokonanym. O tym planie powiedziała tylko siostrze, z którą była, i pierwszym pociągiem przyjechała do Warszawy. Tu następnego dnia zgłosiła się do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej. Musiała jednak jeszcze rok przepracować w Warszawie, aby odłożyć pieniądze na skromną wyprawę. 1 sierpnia 1925 r. została przyjęta do Zgromadzenia. Postulat odbywała w Warszawie, a nowicjat w Krakowie, gdzie w czasie obłóczyn zakonnych razem z habitem otrzymała imię Maria Faustyna. Od marca 1926 r. Bóg doświadczał siostrę Faustynę ogromnymi trudnościami wewnętrznymi; wiele przecierpiała aż do końca nowicjatu. W Wielki Piątek 1927 r. zbolałą duszę nowicjuszki ogarnął żar Bożej Miłości. Zapomniała o własnych cierpieniach, poznając, jak bardzo cierpiał dla niej Jezus. 30 kwietnia 1928 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, następnie z pokorą i radością pracowała w różnych domach zakonnych, m.in. w Krakowie, Płocku i Wilnie, pełniąc rozmaite obowiązki. Zawsze pozostawała w pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Jej bogate życie wewnętrzne wspierane było poprzez wizje i objawienia.

    Święta Faustyna KowalskaW zakonie przeżyła 13 lat. 22 lutego 1931 r. po raz pierwszy ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego. Otrzymała wtedy polecenie namalowania takiego obrazu, jak ukazana jej postać Zbawiciela, oraz publicznego wystawienia go w kościele. Mimo znacznego pogorszenia stanu zdrowia pozwolono jej na złożenie profesji wieczystej 30 kwietnia 1933 r. Później została skierowana do domu zakonnego w Wilnie. Na początku 1934 roku zwróciła się z prośbą do artysty-malarza Eugeniusza Kazimierskiego o wykonanie według jej wskazówek obrazu Miłosierdzia Bożego. Gdy w czerwcu ujrzała ukończony obraz, płakała, że Chrystus nie jest tak piękny, jak Go widziała.
    Dzięki usilnym staraniom ks. Michała Sopoćko, kierownika duchowego siostry Faustyny, obraz został wystawiony po raz pierwszy w czasie triduum poprzedzającego uroczystość zakończenia Jubileuszu Odkupienia świata w dniach 26-28 kwietnia 1935 r. Został umieszczony wysoko w oknie Ostrej Bramy i widać go było z daleka. Uroczystość ta zbiegła się z pierwszą niedzielą po Wielkanocy, tzw. niedzielą przewodnią, która – jak twierdziła siostra Faustyna – miała być przeżywana na polecenie Chrystusa jako święto Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Michał Sopoćko wygłosił wówczas kazanie o Bożym Miłosierdziu.
    W 1936 r. stan zdrowia siostry Faustyny pogorszył się znacznie, stwierdzono u niej zaawansowaną gruźlicę. Od marca tego roku do grudnia 1937 r. przebywała na leczeniu w szpitalu na krakowskim Prądniku Białym. Wiele modliła się w tym czasie, odwiedzała chorych, a umierających otaczała szczególną modlitewną pomocą. Po powrocie ze szpitala pełniła przez pewien czas obowiązki furtianki. Starała się bardzo, by żaden ubogi nie odszedł bez najmniejszego choćby wsparcia od furty klasztornej. Wywierała bardzo pozytywny wpływ na wychowanki Zgromadzenia, dając im przykład pobożności i gorliwości, a zarazem wielkiej miłości.
    Chrystus uczynił siostrę Faustynę odpowiedzialną za szerzenie kultu Jego Miłosierdzia. Polecił pisanie Dzienniczka poświęconego tej sprawie, odmawianie nowenny, koronki i innych modlitw do Bożego Miłosierdzia. Codziennie o godzinie 15:00 Faustyna czciła Jego konanie na krzyżu. Przepowiedziała także, że szerzona przez nią forma kultu Miłosierdzia Bożego będzie zabroniona przez władze kościelne. Dzięki s. Faustynie odnowiony i pogłębiony został kult Miłosierdzia Bożego. To od niej pochodzi pięć form jego czci: obraz Jezusa Miłosiernego (“Jezu, ufam Tobie”), koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godzina 15, w której Jezus umarł na krzyżu), litania oraz święto Miłosierdzia Bożego w II Niedzielę Wielkanocną.
    W kwietniu 1938 r. nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia siostry Faustyny. Ksiądz Michał Sopoćko udzielił jej w szpitalu sakramentu chorych, widział ją tam w ekstazie. Po długich cierpieniach, które znosiła bardzo cierpliwie, zmarła w wieku 33 lat – 5 października 1938 r. Jej ciało pochowano na cmentarzu zakonnym w Krakowie-Łagiewnikach. W 1966 r. w trakcie trwania procesu informacyjnego w sprawie beatyfikacji siostry Faustyny, przeniesiono jej doczesne szczątki do kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
    S. Faustyna została beatyfikowana 18 kwietnia 1993 r., a ogłoszona świętą 30 kwietnia 2000 r. Uroczystość kanonizacji przypadła w II Niedzielę Wielkanocną, którą św. Jan Paweł II ustanowił wtedy świętem Miłosierdzia Bożego. Relikwie św. siostry Faustyny znajdują się w Krakowie-Łagiewnikach, gdzie mieści się sanktuarium Miłosierdzia Bożego odwiedzane przez setki tysięcy wiernych z kraju i z całego świata. Dwukrotnie nawiedził je również św. Jan Paweł II, po raz pierwszy w 1997 r., a po raz drugi – 17 sierpnia 2002 r., aby dokonać uroczystej konsekracji nowo wybudowanej świątyni w Krakowie-Łagiewnikach i zawierzyć cały świat Bożemu Miłosierdziu.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Na wieki będę sławił miłosierdzie Pana, Twą wierność będę głosił moimi ustami przez wszystkie pokolenia.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże, Ty wybrałeś
    świętą Faustynę do głoszenia niezmierzonych bogactw Twojego miłosierdzia, spraw, abyśmy za jej przykładem
    w pełni zaufali Twemu miłosierdziu i wytrwale
    pełnili dzieła chrześcijańskiej miłości.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Galatów – Ga 1,6-12

    Bracia: Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty. Już przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście, niech będzie przeklęty.

    A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa. Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 111

    R/ Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.

    Z całego serca będę chwalił Pana
    w radzie sprawiedliwych i na zgromadzeniu.
    Wielkie są dzieła Pana,
    zgłębiać je mają wszyscy, którzy je miłują. R/

    Dzieła rąk Jego są sprawiedliwe i pełne prawdy,
    wszystkie Jego przykazania są trwałe,
    ustalone na wieki wieków,
    nadane ze słusznością i z mocą. R/

    Zesłał odkupienie swojemu ludowi,
    na wieki ustanowił swoje przymierze.
    Imię Jego jest święte i wzbudza trwogę,
    a Jego sprawiedliwość będzie trwać na wieki. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 10,25-37

    Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?” On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”. Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”

    Jezus, nawiązując do tego, rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał». Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Boże, nasz Ojcze, przyjmij dary, które z radością składamy, i spraw, abyśmy wraz z Chrystusem stali się ofiarą przebłagalną za grzechy nasze i całego świata. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo Jego miłosierdzie trwa na wieki.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, bogaty w miłosierdzie, niech Najświętszy Sakrament odnowi nasze dusze i ciała,
    abyśmy za przykładem świętej Faustyny,
    nieśli całemu światu nadzieję Twojego miłosierdzia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    Słowa, które Pan Jezus powiedział do św. Faustyny:

    Powiedz duszom, aby nie stawiały tamy Mojemu miłosierdziu we własnym sercu, które tak bardzo pragnie w nich działać. Pracuje Moje miłosierdzie we wszystkich sercach, które Mu otwierają swoje drzwi; jak grzesznik, tak i sprawiedliwy potrzebuje Mojego miłosierdzia. Nawrócenie i wytrwanie jest łaską Mojego miłosierdzia. Dusze dążące do doskonałości niech szczególnie uwielbiają Moje miłosierdzie, bo hojność łask, które im udzielam, płynie z miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby te dusze odznaczały się bezgraniczną ufnością w Moje miłosierdzie. Uświęceniem takich dusz Ja sam się zajmuję, dostarczę im wszystkiego, czegokolwiek będzie potrzeba dla ich świętości. Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma.

    Wielką Mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca.

    z Dzienniczka św. Faustyny (pkt 1577- 1578)

    ********

    Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje – Modlitwa św. Siostry Faustyny

    Św. Siostra Faustyna Kowalska zapisała w pierwszym zeszycie swojego “Dzienniczka” modlitwę, w której kolejne wezwania rozpoczyna słowami “Dopomóż mi, Panie” (nr 163)… Zapraszamy do modlitwy słowami św. Faustyny.

    Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje – Modlitwa św. Siostry Faustyny

    + Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie; niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.

    Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą.

    Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.

    Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

    Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.

    Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.

    Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem. że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój.

    Dzienniczek, 163/ misericors.org

    *******

    Miłosierdzie i św. Faustyna

    ks. Wojciech Węgrzyniak

    Bóg mówi o miłosierdziu nie tylko w Piśmie Świętym. Tysiące chrześcijan każdego wieku i Kościoła głosiło na różne sposoby prawdę o miłosierdziu Boga a Liturgia powtarzała niezmiennie „in aeternum misericordia eius” (Ps 136). W ubiegłym stuleciu Bóg wybrał jednak szczególną osobę na to, aby jeszcze raz przypomnieć światu o wielkości tajemnicy miłosierdzia. W tej refleksji spróbujemy uchwycić chociaż trochę to, co Bóg przekazał św. Siostrze Faustynie Kowalskiej.

    1. Bóg wybiera to, co małe i słabe

    Miłosierdzie Boga objawia się już w osobie, którą Bóg wybiera na swoje narzędzie. Helena Kowalska nie jest dzieckiem rodziców bogatych, uczonych, ani szlachetnie urodzonych. Sama kończy jedynie trzy klasy szkoły podstawowej. Nie jest również okazem zdrowia. Umiera po długiej chorobie mając tylko 33 lata i nie pełniąc w zgromadzeniu żadnych ważnych funkcji.

    Bóg już przez sam wybór tej prostej dziewczyny mówi do każdego, aby nie lękał się tego, kim jest, co potrafi i jaki ma status społeczny. Jeśli Bóg zechce, to może uczynić z nas narzędzie takiego miłosierdzia, przez które dokona więcej niż przez najbardziej uczonych i wpływowych ludzi tego świata.

    2. Miłosierdzie czynu przed miłosierdziem słowa

    S. Faustyna nie  była znana z tego, że mówiła dużo o miłosierdziu Bożym. Chociaż jej życie kształtowało miłosierdzie i chociaż nazywana jest słusznie sekretarką Bożego miłosierdzia, to jednak słowa i doświadczenia Jezusa zapisywała głównie w Dzienniczku. Na co dzień zaś bardziej była znana jako osoba pokorna, usłużna, pracowita, rozmodlona i pomagająca potrzebującym, zwłaszcza na furcie klasztornej.

    Gdyby Bogu nie zależało na słowach o miłosierdziu, nie kazałby zapisywać Faustynie „Dzienniczka”. Jednak przykład jej życia pozostaje dla nas ciągle wyzwaniem, żeby bardziej być miłosiernym niż o miłosierdziu mówić.

    ***********************************************************

    Św. Faustyna:

    piszę o piekle, aby nikt nie twierdził, że go nie ma

    – Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. – napisała św. Faustyna Kowalska w „Dzienniczku”.

    Kara Boża istnieje naprawdę, wbrew przekonuje niektórych ludzi, w tym nawet duchownych. Miłosierdzie Boże nie jest ucieczką do sprawiedliwości, ale dopełnia rolę Boga, jako Sędziego Sprawiedliwego. Zamieszczamy fragmenty „Dzienniczka” św. s. Faustyny Kowalskiej, apostoła Miłosierdzia Bożego, w których opisuje ona m.in. rzeczywistość piekła oraz straszliwe cierpienie dusz, które tam trafiły.

    41 (16) W pewnej chwili ujrzałam pewnego sługę Bożego w niebezpieczeństwie grzechu ciężkiego, który za chwilę miał się dokonać. Zaczęłam prosić Boga, żeby dopuścił na mnie wszystkie udręki piekła, wszystkie cierpienia, jakie zechce, a przez to proszę o uwolnienie i wyrwanie z okazji popełnienia grzechu przez tego kapłana. Jezus wysłuchał prośby mojej i w jednej chwili uczułam na głowie koronę cierniową. Kolce tej korony wdzierały mi się aż do mózgu. Trwało to trzy godziny. I uwolniony jest sługa Boży od onego grzechu, i umocnił Bóg jego duszę łaską szczególną.

    101 Jezu, Ty jeden wiesz, jak dusza jęczy w tych mękach, spowita ciemnością, a jednak pragnie i łaknie Boga, jak spalone usta wody. Umiera i usycha, umiera śmiercią bez śmierci, to jest, że umrzeć nie może. Wysiłki jej są niczym, ona jest pod ręką mocarną. (48) Teraz jej dusza wchodzi w moc Sprawiedliwego. Ustają wszelkie pokusy zewnętrzne, milknie wszystko, co ją otacza, tak jak konający traci wszystko, co jest zewnętrzne — cała jej dusza jest skupiona pod mocą sprawiedliwego i trzykroć świętego Boga. — Na wieki odrzucona. — To największy moment i tylko Bóg może duszę w ten sposób doświadczyć, bo On jeden wie, że dusza może to wytrzymać.

    Kiedy dusza została przesiąknięta na wskroś tym ogniem piekielnym, wpada jakoby w rozpacz. Dusza moja doświadczyła tego momentu, kiedy byłam w celi sama jedna. Kiedy dusza zaczęła się pogrążać w rozpaczy, czułam, że zaczynam konać, jednak chwyciłam krzyżyk i zacisnęłam kurczowo w ręku; teraz czuję, że się odłączy ciało moje od duszy, i chociaż pragnęłam pójść do przełożonych, już sił fizycznych nie było, wyrzekłam ostatnie słowa — ufam miłosierdziu Twemu, i zdawało mi się, jakobym pobudziła Boga do większego gniewu i zapadłam sama w rozpacz, i już tylko od czasu do czasu wyrywa się z duszy jęk bolesny, jęk nieutulony. Dusza w agonii. I zdawało mi się, że już pozostanę w tym stanie, bo o własnej mocy nie wyszłabym z niego. Każde wspomnienie Boga jest morzem nieopisanym cierpień, a jednak jest coś w duszy, co się rwie do Boga, lecz jej się zdaje, że na to tylko, aby więcej cierpiała. Wspomnienie dawnej miłości, jaką ją Bóg otaczał, jest dla niej nowym rodzajem męki. Jego wzrok przenika ją na wskroś i wszystko zostało spalone w duszy od spojrzenia Jego.

    153 W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie szli tą drogą, tańcząc i bawiąc się — dochodzili do końca, nie spostrzegając, że już koniec. Ale na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść; jak szły, tak i wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli [mieli] łzy w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia, i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach.

    378 W pewnej chwili, kiedy rozmawiałam z kierownikiem mojej duszy, ujrzałam wewnętrznie, szybciej niż lotem błyskawicy, duszę jego w wielkim cierpieniu, w takiej męce, że niewiele dusz Bóg dotyka tym ogniem. Cierpienie to wypływa z tego dzieła. Będzie chwila, w której dzieło to, które tak Bóg zaleca, [okaże się] jakoby w zupełnym zniszczeniu — i wtem nastąpi działanie Boże z wielką siłą, która da świadectwo prawdziwości. Ono będzie nowym blaskiem dla Kościoła, chociaż od dawna w nim spoczywającym. Że Bóg jest nieskończenie miłosierny, nikt temu zaprzeczyć nie może; pragnie On, żeby wiedzieli wszyscy o tym; nim przyjdzie powtórnie jako Sędzia, chce, aby wpierw dusze poznały Go jako Króla miłosierdzia. Kiedy ten triumf nadejdzie, to my już będziemy w nowym życiu, w którym nie ma cierpień, ale wpierw dusza twoja będzie nasycona goryczą na widok zniszczenia twoich usiłowań. Jednak zniszczenie to jest tylko pozorne, ponieważ Bóg, co raz postanowił, nie zmienia; ale chociaż zniszczenie (161) będzie pozorne, jednak cierpienie będzie rzeczywiste. Kiedy to nastąpi — nie wiem; jak długo trwać będzie — nie wiem. Ale przyobiecał Bóg wielką łaskę — szczególnie tobie i wszystkim, którzy głosić będą o tym wielkim miłosierdziu moim. Ja sam bronić ich będę w godzinę śmierci, jako swej chwały, i chociażby grzechy dusz czarne były jak noc, kiedy grzesznik zwraca się do miłosierdzia mojego, oddaje mi największą chwałę i jest zaszczytem męki mojej. Kiedy dusza wysławia moją dobroć, wtenczas szatan drży przed nią i ucieka na samo dno piekła.

    580 (47) W pewnej chwili powiedział mi Pan, że: Więcej mnie ranią drobne niedoskonałości dusz wybranych, aniżeli grzechy dusz w świecie żyjących. — Bardzo się tym zasmuciłam, że Jezus doznaje cierpień od dusz wybranych, a Jezus mi powiedział: — Nie koniec na tych drobnych niedoskonałościach, odsłonię ci tajemnicę serca swego, co cierpię od dusz wybranych — niewdzięczność za tyle łask jest stałym pokarmem dla serca mego od duszy wybranej. Miłość ich jest letnia, serce moje znieść tego nie może, te dusze zmuszają mnie, abym je od siebie odrzucił. Inne nie dowierzają mojej dobroci i nigdy nie chcą zaznać słodkiej poufałości we własnym sercu, ale szukają mnie gdzieś daleko i nie znajdują. To niedowierzanie mojej dobroci najwięcej mnie rani. Jeżeli nie przekonała was o miłości mojej śmierć moja, to cóż was przekona? Często rani mnie dusza śmiertelnie, tu mnie nikt nie pocieszy. (48) Używają łask moich na to, aby mnie obrażać. Są dusze, które gardzą moimi łaskami i wszelkimi dowodami mojej miłości; nie chcą usłyszeć wołania mojego, ale idą w przepaść piekielną. Ta utrata dusz pogrąża mnie w smutku śmiertelnym. Tu duszy nic pomóc nie mogę, chociaż Bogiem jestem, bo ona mną gardzi; mając wolną wolę, może mną gardzić albo miłować mnie. Ty, szafarko mojego miłosierdzia, mów światu całemu o mojej dobroci, a tym pocieszysz serce moje.

    741 Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie — ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie — nigdy się już ten los nie zmieni; (160) czwarta męka — jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka — jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka — jest ustawiczne towarzystwo szatana: siódma męka — jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk. Są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez (161) wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest.

    Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem.

    1486 (82) Rozmowa miłosiernego Boga z duszą w rozpaczy      

    Jezus: Duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest miłością i miłosierdziem samym.

    — Lecz. niestety, dusza pozostaje głucha na wołanie Boże i pogrąża się jeszcze w większych ciemnościach.

    — Jezus woła powtórnie: Duszo, usłysz głos miłosiernego Ojca swego.

    Budzi się w duszy odpowiedź: Nie ma już dla mnie miłosierdzia. I wpada w jeszcze większą ciemność, w pewien rodzaj rozpaczy, który daje jej pewien przedsmak piekła i czyni ją całkowicie niezdolną do zbliżenia się do Boga.

    Jezus trzeci raz mówi do duszy, lecz dusza jest głucha i ślepa, poczyna się utwierdzać w zatwardziałości i rozpaczy. Wtenczas zaczynają się niejako wysilać wnętrzności miłosierdzia Bożego i bez żadnej współpracy duszy daje jej Bóg swą ostateczną łaskę. Jeżeli nią wzgardzi, już ją Bóg pozostawi w stanie, w jakim sama chce być na wieki. Ta łaska wychodzi z miłosiernego Serca Jezusa i uderza swym światłem duszę, i dusza zaczyna rozumieć (83) wysiłek Boży, ale zwrócenie [się do Boga] od niej zależy. Ona wie, że ta łaska jest dla niej ostatnia, i jeżeli okaże jedno drgnienie dobrej woli — chociażby najmniejsze — to miłosierdzie Boże dokona reszty.

    — [Jezus:] Tu działa wszechmoc mojego miłosierdzia, szczęśliwa dusza, która skorzysta z tej łaski.

    — Jezus: Jak wielką radością napełniło się serce moje, kiedy wracasz do mnie. Widzę cię bardzo słabą, dlatego biorę cię na własne ramiona i niosę cię w dom Ojca mojego.

    — Dusza, jakby przebudzona: Czy to możliwe, żeby jeszcze dla mnie było miłosierdzie? — pyta się pełna trwogi.

    — Jezus: Właśnie ty, dziecię moje, masz wyłączne prawo do mojego miłosierdzia. Pozwól mojemu miłosierdziu działać w tobie, w twej biednej duszy; pozwól, niech wejdą do duszy promienie łaski, one wprowadzą światło, ciepło i życie.

    — Dusza: Jednak lęk mnie ogarnia na samo wspomnienie moich grzechów i ta straszna trwoga pobudza mnie do powątpiewania o Twojej dobroci.

    — Jezus: Wiedz, duszo, że wszystkie grzechy twoje nie zraniły mi tak boleśnie serca, jak obecna twoja nieufność; po tylu wysiłkach mojej (84) miłości i miłosierdzia nie dowierzasz mojej dobroci.

    — Dusza: O Panie, ratuj mnie sam, bo ginę, bądź mi Zbawicielem. O Panie, resztę wypowiedzieć nie jestem zdolna, rozdarte jest moje biedne serce, ale Ty, Panie…

    Jezus nie pozwolił dokończyć tych słów duszy, ale podnosi ją z ziemi, z otchłani nędzy i w jednym momencie wprowadza ją do mieszkania własnego Serca, a wszystkie grzechy znikły w oka mgnieniu, miłości żar zniszczył je.

    — Jezus: Masz, duszo, wszystkie skarby mojego serca, bierz z niego, cokolwiek ci potrzeba.

    — Dusza: O Panie, czuję się zalana Twoją łaską, czuję, jak nowe życie wstąpiło we mnie, a nade wszystko czuję Twą miłość w mym sercu, to mi wystarcza. O Panie, przez wieczność całą wysławiać będę wszechmoc miłosierdzia Twego; ośmielona Twoją dobrocią, wypowiem Ci wszystek ból serca swego.

    — Jezus: Mów, dziecię, wszystko bez żadnych zastrzeżeń, bo słucha cię serce miłujące, serce najlepszego przyjaciela.

    — O Panie, teraz widzę całą swoją niewdzięczność i Twoją dobroć. Ścigałeś mnie swoją łaską, a ja udaremniałam wszystkie Twoje wysiłki, widzę, że należało (85) mi się samo dno piekła za zmarnowanie Twych łask.

    Jezus przerywa duszy rozmowę — i [mówi]: Nie zagłębiaj się w nędzy swojej, jesteś za słaba, abyś mówiła; lepiej patrz w moje serce pełne dobroci i przejmij się moimi uczuciami, i staraj się o cichość i pokorę. Bądź miłosierna dla innych, jako ja jestem dla ciebie, a kiedy poczujesz, że słabną twe siły, przychodź do źródła miłosierdzia i krzep duszę swoją, a nie ustaniesz w drodze.

    — Dusza: Już teraz rozumiem miłosierdzie Twoje, które mnie osłania jak obłok świetlany i prowadzi mnie w dom mojego Ojca, chroniąc mnie przed strasznym piekłem, na które nie raz, ale tysiąc razy zasłużyłam. O Panie, nie wystarczy mi wieczności na godne wysławianie Twojego niezgłębionego miłosierdzia, Twojej litości nade mną.

    474 Na drugi dzień, w piątek 13 IX 1935.Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego. Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię, a szczególnie pewne miejsce, którego wymienić nie mogę dla słusznych przyczyn, zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego. W tej chwili ujrzałam Trójcę Przenajświętszą. Wielkość majestatu Jej przeniknęła mnie do głębi i nie śmiałam powtórzyć błagania mojego. W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy mi przyszła świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą. O, jak wielki jest Pan i Bóg nasz i niepojęta jest świętość Jego. Nie będę się kusić opisywać tej wielkości, bo niedługo ujrzymy Go wszyscy, jakim jest. Zaczęłam błagać (197) Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi.

    948 13 II [1937]. Dziś w czasie Pasji ujrzałam Jezusa umęczonego, w ciernie ukoronowanego, a w ręku trzymał kawałek trzciny. Milczał Jezus, a żołdacy uwijali się na wyścigi, aby Go męczyć. Jezus nic nie mówił, tylko się spojrzał na mnie; w tym spojrzeniu wyczułam tak straszną mękę Jego, że my nie mamy nawet pojęcia, co ucierpiał Jezus dla nas przed ukrzyżowaniem. Dusza moja jest pełna bólu i tęsknoty; odczułam w duszy wielką nienawiść grzechu, a najmniejsza niewierność moja zdaje mi się górą wielką i czynię zadość przez umartwienie i pokuty. Kiedy widzę Jezusa umęczonego, serce mi się rwie w strzępy, myślę, co będzie z grzesznikami, jeżeli nie skorzystają z męki Jezusa. W męce Jego widzę całe morze miłosierdzia.

    ged

    **************************************************************************************************************

    wtorek, 6 października

    św. Bruno z Kolonii (Kartuz)

    twórca i współzałożyciel zakonu Kartuzów

    Modlitwa świętego Bruna. Posąg z XVII wieku. Ołtarz w kościele Saint-Bruno-les-Chartreux w Lyon. Kaplica św. Ireny. Zdjęcie:fotolia, autor zdjęcia:lemélangedesgenres
    Statua z wizerunkiem świętego Bruno rzeźba autorstwa Giuseppe Lironi w bazylice De Nossa Senhora e Santo Antonio De Mafra. Pisarz kościelny i założyciel zakonu kartuzów. Mafra Portugalia,zdjęcie:fotolia, autor zdjęcia: Oleg Znamenskiy

    ***

    Bruno urodził się w Kolonii około 1030 r. Pochodził ze znakomitej rodziny. Po ukończeniu szkół na miejscu udał się do Reims, gdzie była głośna szkoła katedralna. Następnie udał się do Tours, gdzie za nauczyciela miał słynnego wówczas Berengariusza. W roku 1048 powrócił do Kolonii, gdzie został kanonikiem przy kościele św. Kuniberta. Ok. roku 1055 przyjął święcenia kapłańskie.

    W rok potem powołał go do siebie biskup Reims, Manasses I, by prowadził mu szkołę katedralną. Pozostał tu 20 lat (1056-1075). Z jego szkoły wyszło wielu wybitnych mężów owych czasów. W roku 1075 arcybiskup Reims mianował Brunona swoim kanclerzem. Kiedy Bruno wystąpił przeciw niemu z powodu symonii, stracił urząd, majątek i musiał opuścić miasto. Wrócił do Reims w 1080 r., gdzie zaproponowano mu biskupstwo; nie przyjął jednak tej godności.

    Wkrótce z dwoma towarzyszami opuścił Reims i udał się do opactwa cystersów w Seche-Fontaine, by poddać się kierownictwu św. Roberta. Po pewnym jednak czasie opuścił wspomniany klasztor i w towarzystwie 8 uczniów udał się do Grenoble. Tam św. Hugo przyjął swojego mistrza z wielką radością i jako biskup oddał mu w posiadanie odległą od Grenoble o 24 kilometry pustelnię, zwaną Kartuzją. Tutaj w roku 1084 Bruno urządził sobie mieszkanie. Zbudowano również skromny kościółek. Konsekracji kościółka i poświęcenia klasztoru oraz uroczystego wprowadzenia do niego zakonników dokonał św. Hugo. Klasztor niebawem tak się rozrósł, że otrzymał nazwę „Wielkiej Kartuzji” (La Grande Chartreuse). Osada ta stała się kolebką nowego zakonu – kartuzów.

    W 1090 r. Bruno został wezwany do Rzymu przez swojego dawnego ucznia – papieża bł. Urbana II – na doradcę. Bruno zabrał ze sobą kilku towarzyszy i z nimi zamieszkał przy kościele św. Cyriaka. W tym czasie na Rzym najechał antypapież i bł. Urban wraz z Brunonem musieli chronić się ucieczką pod opiekę króla Normanów, Rogera. Daremnie Bruno błagał papieża, by mu pozwolił wrócić do Francji. Papież zgodził się jedynie, by mnich założył nową kartuzję w Kalabrii. Król Roger chętnie ofiarował mu ustronne miejsce, zwane La Torre. Tu z pomocą arcybiskupa Reggio Calabria wystawiono nową kartuzję w roku 1092, która istnieje do dziś. W pobliskim San Stefano in Bosco Bruno stworzył jej filię. Tam zmarł 6 października 1101 r.

    Jego śmiertelne szczątki pochowano w kościele opactwa. W roku 1513 znaleziono je jeszcze nienaruszone. Obecnie kości Brunona znajdują się w trumience wraz z relikwiami jego następcy. Jego kanonizacja nie odbyła się nigdy uroczyście. Na oddawanie św. Brunonowi kultu pozwolił Leon X w roku 1514. Grzegorz XV rozszerzył jego kult w 1623 r. na cały Kościół. Św. Brunon jest patronem kartuzów.

    dziennik parafialny.pl

    zdjęcie ze strony: portal o duchowości monastycznej

    ***

    Grande Chartreuse (Wielka Kartuzja) – klasztor macierzysty zakonu kartuzów położony we francuskich Alpach, w masywie Chartreuse w departamencie Isère.

    1084 roku Bruno z Kolonii i jego sześciu towarzyszy założyli niewielką drewnianą osadę w La Chartreuse, odosobnionej górskiej okolicy niedaleko Grenoble we Francji. Domki usytuowane były wokół krużganku i kamiennego kościółka. Ta pierwsza kartuzja została nazwana Grande Chartreuse i do dziś jest klasztorem macierzystym całego zakonu kartuzów. W roku 1132 klasztor został zniszczony przez lawinę skalną, po czym odbudowano go ok. 2 km na południe od pierwotnego miejsca. Stoi tam do dnia dzisiejszego. Osiem razy zabudowania klasztorne płonęły i osiem razy były na nowo odbudowywane. Dzisiejszy kształt Grande Chartreuse pochodzi w większości z XVII wieku, jednak niektóre elementy są jeszcze z wieku XIV i XV.

    W roku 2005 niemiecki reżyser Philip Gröning nakręcił w La Grande Chartreuse film dokumentalny Wielka cisza, w którym po raz pierwszy ukazano szerszej publiczności życie codzienne w zakonie.

    Wikipedia.pl

    **************************************************************************************************************

    środa – dzień 7 miesiąca października

    z różańcem przez życie na dobre i na złe

    *****

    Dziś wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej. Skąd się wzięło to święto?

    Przypadające dziś, 7 października, wspomnienie Matki Boskiej Różańcowej to dzień szczególny w powszechnym i polskim kalendarzu maryjnym. Październikowe nabożeństwo różańcowe odbywa się w wszystkich parafiach w Polsce.

    Modlitwa różańcowa jak żadna inna obejmując cały świat katolicki wskazuje, że Maryja to Mater omnium, udzielająca się wszystkim we wszystkich potrzebach jako Pośredniczka prowadząca do Chrystusa. Różaniec stał się modlitwą powszechną, najdobitniejszym wyrazem czci i kultu maryjnego.

    Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC w Warszawie październikowe nabożeństwo różańcowe odbywa się w wszystkich parafiach w Polsce, z okazji świąt maryjnych modlitwa różańcowa odmawiana jest w co trzeciej parafii (33,5 proc.), z okazji innych świąt i różnych wydarzeń kościelnych w ponad połowie parafii (56,3 proc.), a codziennie w prawie co czwartej parafii (23,2 proc.). Różaniec w łączności ze słuchaczami odmawiany jest w katolickich rozgłośniach radiowych.

    Istotna jest także łącząca się integralnie z tytułem Matki Bożej Różańcowej rola Maryi jako Matki Bożej Zwycięskiej, której kult zainaugurowała bitwa pod Lepanto w 1571 r. Jako patronka wojsk katolickich w decydujących starciach – Biała Góra, Nordlingen, Częstochowa, Chocim, Beresteczko, Wiedeń – zapisała się w historii Europy i Polski. Zwycięstwo pod Wiedniem Innocenty XI uczcił ustanawiając święto Imienia Maryi.

    fot. Pixabay

    Różaniec – symbol i mistyka róży

    Słowo różaniec (łac. rosarium) wywodzi się z litanijnego wezwania „Rosa mystica” (Róża duchowa). Porównanie to łączy się z symboliką róży i krzewu różanego, i posiada głębokie implikacje w mistyce chrześcijańskiej. Modlitwa różańcowa jest wyrazem misteryjnego nurtu duchowości średniowiecza, której szczególnym znamieniem był rosnący i różnicujący się kult maryjny.

    Wszystkie znaczenia róży wynikają z jej funkcji sakralnej. Podstawę sakralności róży stanowią jej przyrodzone właściwości – kształt, barwa i zapach, które dopiero w strukturze symbolu ewokują jej prawdziwe znaczenie. Powodują one, że róża jest przede wszystkim kwiatem mistycznym. Najbardziej znanym wyobrażeniem ze sfery mistyki róży jest różaniec. Różaniec to rosarium, czyli ogród lub wieniec różany, miejsce mistycznej łączności z Bogiem i kontemplacji niebiańskiego bytu.

    Modlitwa różańcowa jako akt kultowy zawiera dwa aspekty: jest techniką modlitewną przez powtarzanie i rytmikę wezwań oraz jest formą kontemplacji wydarzeń świętej historii. Wspólnie prowadzą one do możliwie doskonałego uczestniczenia w Bożych tajemnicach i realizacji celu eschatologicznego. Dlatego też różaniec, jako swoisty „środek” modlitewny posiada charakter uniwersalny i stosowany jest także w buddyzmie, hinduizmie i islamie. 

    Pierwociny różańca stanowiły „sznury modlitewne”, na których z czasem zawiązywano węzełki, a potem nizano paciorki, aby ułatwić liczenie modlitw. Różaniec muzułmański wylicza 99 imion Allacha, a setny, niewidzialny paciorek otwiera powrót do niego. Różaniec hinduski jest przypisany Brahmie i Sarasvati, symbolizuje wszystkie światy i etapy objawienia. Triparasundari – róża kosmiczna, wyraża skończoną doskonałość, jednię i niczym nie skażone spełnienie.

    Różaniec chrześcijański odnosi się do Najświętszej Dziewicy, która przedstawiana jest często w wieńcu z róż i w ogrodzie różanym. Jest to hortus conclusus (ogród zamknięty), co wskazuje na bezczasowe trwanie i żywot, a róże to niebiańskie cnoty Dziewicy. Ona sama jest bowiem Różą Mistyczną, symbolem wiecznej doskonałości.

    Początki i rozwój

    Geneza chrześcijańskiej modlitwy różańcowej nie została do tej pory jednoznacznie ustalona. Ogólnie przyjętej tradycji nie potwierdzają bowiem źródła w kilku istotnych sprawach. Miarodajne będzie zatem stwierdzenie, że różaniec stanowi wynik wielowiekowej ewolucji różnych form modlitewnych.

    Chrześcijaństwo znało sznury modlitewne już we wczesnym średniowieczu. Służyły one do odmawiania modlitwy Pańskiej i nosiły nazwę signula de Pater Noster. Prawdopodobnie ok. połowy XII w. z takim praróżańcem powiązano maryjną modlitwę Ave Maria, co było oznaką rosnącego znaczenia Matki Bożej w Kościele. Pierwszego usystematyzowanego połączenia obu modlitw: 5 Pater Noster i 50 Ave Maria dokonał prawdopodobnie kartuz Henryk Eghen. Dalsze, pewne już wiadomości pochodzą z pierwszej połowy XV w. Uformowana modlitwa różańcowa powstała w środowisku kartuzów – Dominik z Prus i Adolf z Essen z klasztoru w Trewirze połączyli 50 Ave Maria z pięćdziesięcioma rozmyślaniami. Była to „reforma trewirska”, co świadczy o istnieniu wcześniejszych form różańca. System trewirski posiadał kilka wariantów, odmawiano np. 63 Ave Maria, które odpowiadały symbolicznej liczbie 63 lat życia Matki Bożej i łączono je z rozmyślaniami o tajemnicach maryjnych.

    Następne źródła pochodzą z kręgu dominikańskiego. Alanus de Rupe (Alain de la Roche) napisał ok. 1470 r. dzieło „De utillitate Psalteri Mariae”, pierwszą książkę poświęconą różańcowi (pierwszą polską książkę o tematyce różańcowej pt. „Różanego wianka Panny Mariey wyłożenie nabożne” napisał ks. Benedykt Herbest w 1568 r.). Na wzór zawartych w „Psałterzu“ 150 psalmów, de Rupe ustalił sposób odmawiania 150 Ave Maria połączone z rozważaniami tajemnic i przedzielił je 15 modlitwami Pater Noster. Powiązał także ideę różańcową z symboliką wianka różanego. W 1475 r. przeor klasztoru dominikanów w Kolonii, Jakub Sprenger, założył pierwsze bractwo różańcowe, obdarzone kilka lat później przywilejami i odpustami papieskimi. System jaki wprowadzili de Rupe i Sprenger nosił miano „reformy kolońskiej”. Ostatnia zmiana nastąpiła w 1483 r. Liczbę tajemnic różańca zredukowano do 15 i wprowadzono ich podział na radosne, bolesne i chwalebne. W tej postaci różaniec trwał do 2002 r., kiedy to Jan Paweł II 16 października powiększył go o Tajemnice Światła. 

    Główny nurt tradycji różańcowej wywodzi się jednak od św. Dominika. Według tej tradycji, święty przebywający w 1212 r. w klasztorze Prouille na wyspie Albi, doznał we śnie objawienia. Ukazała mu się Matka Boska, podarowała różaniec, wyjaśniła jak należy się na nim modlić i zachęciła do jego rozpowszechniania. Według przekazów dominikańskich, głównie Alanusa de Rupe, św. Dominik ewangelizując i głosząc kazania odmawiał różaniec łącząc modlitwę z wyjaśnianiem tajemnic wiary. Modlitwa różańcowa miała się przyczynić do zaniku herezji albigensów, których nawracał św. Dominik. Świętemu nie obca była mistyka rosarium – określał on różaniec jako „koronę z róż Najświętszej Maryi Panny”.

    Przekaz pozostawiony przez Alanusa de Rupe jest kontrowersyjny, nie znajduje bowiem potwierdzenia w innych źródłach. Żadne dokumenty nie świadczą również o istnieniu bractw różańcowych współczesnych św. Dominikowi. A właśnie one są najlepszym świadectwem potwierdzającym istnienie rozbudowanej formy różańca. 

    fot. Pixabay

    Modlitwa różańcowa ogarnęła szybko świat chrześcijański i było to w głównej mierze zasługą bractw różańcowych. Pod koniec XVI w. nie było prawie miasta w Europie bez tej konfraterni. Erygowano w kościołach kaplice różańcowe lub ołtarze brackie, które otrzymywały liczne odpusty. Przyczyniły się one niemało do popularności różańca. Modlitwa różańcowa choć nie weszła do kultu liturgicznego osiągnęła rangę modlitwy powszechnej, praktykowanej przez wszystkie stany. Byłą dostępna dla ludzi nie umiejących czytać (stanowiło to w znacznym stopniu o jej powszechności) i zwano ją dlatego „brewiarzem dla ludu”.

    Prawdziwy rozkwit przeżyło nabożeństwo różańcowe w dobie kontrreformacji. Łącząc praktykę modlitwy z kontemplacją prawd wiary, różaniec, ta „skrócona Ewangelia” znakomicie realizował zalecenia Soboru Trydenckiego, był niezastąpiony w dziele poszerzania i popularyzacji wiary katolickiej. Rozwój ten wiązał się z działalnością dominikanów. W XVII w. byli oni jednym z najpotężniejszych zakonów. W samej Rzeczpospolitej posiadali wówczas 182 klasztory. „Nie było prawie parafii, gdzieby bractwo różańcowe nie istniało” – pisał historyk obyczajów Łukasz Gołębiowski. Należeli do nich dosłownie wszyscy – od króla do chłopa. Szlachcic (katolik) obok szabli miał zawieszony u pasa różaniec. Religijna gorliwość potrydencka powodowała, że do bractw różańcowych zapisywano nawet zmarłych.

    Ikonografia

    Kult Matki Boskiej Różańcowej znalazł wyraz w ikonografii maryjnej. Wyobraźnia artystyczna w oparciu o treści ideowe różańca nie stworzyła jednak nowego typu przedstawienia. Zaadoptowano istniejące już wzory ikonograficzne wyposażając je w atrybuty kultu różańcowego.

    Pierwszą grupę przedstawień tworzą wizerunki maryjne nawiązujące do schematu Niewiasty Apokaliptycznej, opartego na wizji św. Jana. Początkowo, postać Niewiasty Apokaliptycznej uważano za personifikację Kościoła, później związano ją z osobą Matki Bożej. Typ Niewiasty Apokaliptycznej dał początek wizerunkom Immaculaty (Niepokalanie Poczętej), Assunty (Wniebowziętej) i Incoronaty (Królowej Nieba). Matka Boska przedstawiana jest w nich w całej postaci z symbolami apokaliptycznymi: słońcem, księżycem i gwiazdami. Immaculata jako Matka Boska Różańcowa malowana była z wieńcem różanym lub z różańcem w dłoniach. Występuje też w koronie jako Królowa Różańca. Wersja różańcowa Assunty i Incoronaty przedstawia Matkę Bożą na tle krzewu różanego lub otoczoną wieńcem z róż. Kwiaty białe symbolizują tajemnice radosne, czerwone – bolesne, złote – chwalebne. 

    Druga grupa przedstawień różańcowych ukazuje scenę przekazywania różańca przez Matkę Bożą św. Dominikowi lub innym świętym dominikańskim. Jest Ona przedstawiana razem z Dzieciątkiem, w postaci stojącej lub wychylającą się z obłoków.

    Jeszcze inna grupa obrazów oparta jest na typie Maryi Orędowniczki wiernych. Malowano Ją w całej postaci jako adorowaną przez wiernych wszystkich stanów i rozdającą im sznury różańca. Matka Boska występuje tu jako Mater Omnium – Matka i Opiekunka wszystkich ludzi. Na takich wizerunkach idea różańcowa obejmuje często także Kościół cierpiący, ukazując dusze czyśćcowe, które za wstawiennictwem Matki Bożej aniołowie wprowadzają do nieba. Na obrazach takich występują często święci dominikańscy jak Dominik, Katarzyna ze Sieny, Tomasz z Akwinu, Jacek Odrowąż orędujących za duszami czyśćcowymi. I wreszcie ostatnim typem wizerunków Matki Boskiej Różańcowej, który zdobył największą popularność, to przedstawienia wzorowane na obrazie Matki Boskiej Śnieżnej (Salus Populi Romani) w Rzymie. W Polsce znajdowały się w prawie każdym kościele dominikańskim.

    fot.PAP/EAP

    Święto Matki Boskiej Różańcowej

    Powstanie święta łączy się z wydarzeniem militarnym, które miało wpływ na losy Europy. Ekspansja turecka na Morzu Śródziemnym została zatrzymana pod Lepanto. W dniu 7 października 1571 r. połączone floty Hiszpanii, Wenecji i Państwa Kościelnego pod wodzą Juana d`Austria pokonały flotę turecką. W tym samym dniu ulicami Rzymu kroczyła pod przewodem Piusa V procesja odmawiając różaniec. Na czele procesji niesiono obraz Matki Boskiej Śnieżnej zwany Salus Populi Romani z bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Do zwycięstwa pod Lepanto przyczyniła się nagła zmiana wiatru uznana za cudowną interwencję Matki Bożej na skutek odmawiania różańca. Od tej pory obraz Matki Boskiej Śnieżnej złączył się na stałe z nabożeństwem różańcowym i otrzymał nazwę Matki Boskiej Zwycięskiej. Pius V ustanowił święto Matki Boskiej Zwycięskiej, które rok później (1572) Grzegorz XIII zmienił na święto Matki Boskiej Różańcowej. Klemens XI rozszerzył je na cały Kościół w 1716 r., a Leon XIII w 1888 r. ustalił liturgię święta i przeznaczył październik na odprawianie nabożeństwa różańcowego.

    Idea odwoływania się do wstawiennictwa Matki Bożej w potrzebach militarny przez modlitwę różańcową praktykowana była także w Rzeczpospolitej. Olbrzymia procesja różańcowa z biskupem Marcinem Szyszkowskim przeszła ulicami Krakowa 3 października 1621 r. w intencji wojsk polskich pod Chocimiem. I tu niesiono kopię obrazu Matki Boskiej Śnieżnej przywiezioną do Krakowa z Rzymu w 1600 r. Na pamiątkę zwycięstwa nad Turkami pod Chocimiem odbywała się odtąd w Krakowie co roku procesja różańcowa. Grzegorz XV (1621-1623) polecił, aby Kościół w Rzeczpospolitej obchodził rocznicę Chocimia uroczystym nabożeństwem ze śpiewem Te Deum.

    misyjne drogi.pl

    *********************************************

    20 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Różańcu

    20 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Różańcu

    Na cześć Matki Bożej Fatimskiej, Matki Najświętszej Różańcowej, skomponowano listę 20 rzeczy, które powinniśmy wiedzieć o najświętszym Różańcu. Mamy nadzieję, że po jej przeczytaniu będziesz bardziej zmotywowany, by zgłębiać tajemnice modlitwy różańcowej. A przede wszystkim jednak niech ten artykuł stanie się iskrą do częstszej modlitwy na Różańcu poprzez wszystkie dni naszego życia. Zgodnie z tym, co mówił Święty Jan Paweł II: „ Aby kontemplować oblicze Jezusa poprzez oczy i serce Maryi”.   

    1. Imię ujawnione w Fatimie. Matka Boska objawiła się w portugalskiej Fatimie sześć razy w roku 1917 r. Ostatnim jej objawieniem był zaś wspaniały cud słońca. W obliczu tych okoliczności Matka Boża ujawniła trójce dzieci swe imię: „Matka Boża Różańcowa”.

    2. Fatimskie nawoływanie. Matka Boża sześć razy objawiła się w Fatimie. Za każdym razem  kiedy się ukazywała nalegała, by modlić się na Różańcu. Deklarowała, że tylko taka forma pobożności może uratować świat przed katastrofą.

    3. Ulubiona modlitwa wielu świętych. Na początku swego pontyfikatu Święty Papież Jan Paweł II powiedział, że Różaniec był jego ulubioną modlitwą. Święty Franciszek Salezy mówił zaś: „Poprzez tę modlitwę rozwijamy się, wzrastamy i poznajemy nowe horyzonty. Różaniec jest modlitwą bardzo pożyteczną o ile jest właściwie odmawiany”. U świętego Ludwika Grignion de Montfort znajdujemy takie zdanie: „Nigdy dusza gorliwa w codziennym odmawianiu różańca św. nie będzie heretycka lub oszukana przez szatana: to jest twierdzenie, które podpisuję swoją krwią”. Święty Maksymilian Kolbe pisał natomiast: „Prosta a wzniosła zarazem modlitwa – to różaniec święty. Przez tę modlitwę łatwo możemy otrzymać wielkie łaski i błogosławieństwo Boże. W serca zbolałe spływa balsam ukojenia, w duszach zrozpaczonych wita znowu promyk nadziei”. A to tylko oczywiście niektóre z licznych świadectw świętych Kościoła.

    4. Papieże również pisali o różańcu. Leon XII poświęcił tej modlitwie maryjnemu aż szesnaście dokumentów! Pius X pisał w Liście apostolskim Summa Deus, że to „cudowne wydarzenie” spowodowało wzrost kultu Niepokalanej oraz „Jej świętego różańca”. Benedykt XV pisał zaś, że „Matka Boża ma tak wielki wpływ na swego Boskiego Syna, która jest pośredniczką i szafarką wszelkich łask udzielonych ludziom zawsze okazuje swą moc, zwłaszcza wtedy, gdy uciekamy się do różańca świętego”. Pius XI przypomniał, że „Kościół i sam papież — w obliczu błędów i ciężkich bolączek obecnych czasów — znajdują pociechę i natchnienie w synowskim zawierzeniu Matce Odkupiciela oraz w codziennym odmawianiu różańca Ten «Psałterz Matki Bożej, brewiarz Ewangelii i życia chrześcijańskiego» jest «mistycznym wieńcem», «mistyczną koroną», umiłowaną przez katolików, niezależnie od ich przynależności społecznej”. Pius XII zaś zachęcał rodziny chrześcijańskie do umieszczenia różańca na honorowym miejscu wśród innych modlitw. W encyklice Ingruentium malorum wezwał do ufnej modlitwy do Maryi, Matki całego rodzaju ludzkiego, aby zażegnała poważne konflikty między narodami, uchroniła Kościół przed prześladowaniami w wielu krajach oraz ustrzegła młodzież przed niebezpieczeństwami „Aby można było osiągnąć te szlachetne cele, papież Pius XII wzywa do modlitwy różańcowej, przekonany o «jej wielkiej skuteczności w otrzymaniu matczynej pomocy Najświętszej Maryi Panny” – pisał. Jan XXIII poświęcił pobożnej modlitwie maryjnej dwa znaczące dokumenty: encyklikę Grata recordatio o odmawianiu różańca w intencji misji i pokoju oraz List apostolski Il religioso convegno. Święty papież Jan Paweł II napisał duchowe arcydzieło na temat różańca: Różaniec Najświętszej Maryi Panny

    5. Tajemnice Światła. W cytowanym powyżej dokumencie Święty Jan Paweł II dodał nowy element, do tajemnic różańcowych, tajemnice Światła. Nie ma obowiązku ich odmawiania, można je jednak poznać. Są to: Chrzest Pana Jezusa w Jordanie, Pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, Głoszenie nauk o Królestwie Bożym, Przemienienie na górze Tabor, Ustanowienie Eucharystii. Dzień, który zasugerował papież na Tajemnice Światła to czwartek.

    6. Różaniec to modlitwa biblijna. Różaniec jest zarówno modlitwą biblijną jak i medytacją mającą swe źródło w Biblii. Pamiętają o tym katolicy, a powinni również protestanci, którzy nierzadko powołują się przecież wyłącznie na Pismo Święte.

    7. Kompozycja biblijna. Modlitwy wypowiadane w czasie Różańca to: Ojcze Nasz, odmawiana sześć razy oraz Zdrowaś Maryjo, odmawiana pięćdziesiąt trzy razy. Obie te modlitwy mają swoje źródła w Biblii.

    8.  Tajemnice. Praktycznie wszystkie Tajemnice Różańca Świętego stanowią fragment Biblii lub obrazują scenę biblijną.

    9. Różańcowy Papież. Papież Leon XIII (1878-1903), wśród licznych tytułów jakie nosił, jest również znany jako „Papież Różańcowy”. W miesiącu wrześniu, przez sześć lat, ten wspaniały Papież pisał krótkie encykliki poświęcone Różańcowi Świętemu – jakże bardzo musiał on kochać Różaniec i jak mocno zachęcać ludzi by się na nim modlili!

    10. Różaniec i podobieństwo do człowieka. Święty Louis de Montfort porównuje Różaniec do złożonej natury człowieka. Istota ludzka ma zarówno ciało jak i duszę, podobnie jak Różaniec Święty. Ciało Różańca stanowią modlitwy słowne; duszę z kolei kontemplacja tajemnic Różańca. Wymodlony i kontemplowany Różaniec jest niezwykle ważną, ale też potężną modlitwą.

    11. Jest to także ulubiona modlitwa Maryi. Dzięki objawieniom fatimskim możemy śmiało powiedzieć, że różaniec jest ulubioną modlitwą Matki Bożej. Jest ratunkiem dla świata, dla duszy, a także swoistym bukietem pięćdziesięciu róż ofiarowywanym Sercu Królowej Niebios.

    12. Różaniec i morskie zwycięstwo. Zwycięstwo w słynnej bitwie morskiej pod Lepanto z XVI w. jest przypisywane błaganiom świętego Papieża Piusa V do wiernych, by modlili się na Różańcu. I rzeczywiście doszło do zmiany kierunku wiatrów, szala zwycięstwa się przechyliła i flota katolików rozbiła flotę muzułmanów – ogromne zwycięstwo, które zmieniło bieg historii. Dzień 7 października został ustanowiony liturgicznym Świętem Matki Bożej Różańcowej – aby upamiętnić różańcowe zwycięstwo pod Lepanto.   

    13. Czynnik czasu. Wiele osób uskarża się, że nie ma czasu na codzienną modlitwę, nie mówiąc już o modlitwie różańcowej. A przecież w czasie jednego odcinka opery mydlanej lub innego serialu telewizyjnego (60 minut) można odmówić cztery Różańce! Pozwólmy więc, by Jezus i Maryja oraz modlitwa stały się centrum naszego życia!

    14. Formuła Świętego Jana Pawła II.  Papież ten daje nam klucz do modlitwy różańcowej: „Kontemplować twarz Jezusa przez oczy i serce Maryi”. Święty Łukasz ewangelista przedstawia wszak Matkę Bożą jako skłonną do rozmyślań: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk, 2, 19).

    15. Klasyczny Różaniec. Jednym z największych duchowych dzieł napisanych na temat Najświętszego Różańca jest „Tajemnica Różańca Świętego” Świętego Ludwika de Montfort. Ten sam święty napisał arcydzieło poświęcone Maryi – „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Obie są pozycjami, które „należy przeczytać” by poznać i kochać Matkę Bożą i Pana Jezusa jeszcze mocniej! 

    16. Miesiąc Różańca Świętego. Czerwiec jest miesiącem Najświętszego Serca Pana Jezusa, lipiec miesiącem Najdroższej Krwi Pana Jezusa, maj jest natomiast miesiącem Maryi. Ale to październik jest miesiącem Różańca Świętego. Powinniśmy się modlić przy pomocy Różańca każdego dnia, ale w październiku szczególnie.

    17. Święty ojciec Pio. Ten wielki współczesny święty upierał się, by jego duchowe dzieci posiadały nawyk modlenia się na Różańcu codziennie. Spróbujmy podążać za radami wielkich świętych: to pomoże nam osiągnąć Niebo, by przebywać z Matką Bożą jako Królową i Panem Jezusem jako Królem. Wielki czciciel Maryi święty Ojciec Pio mawiał: „Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.

    18. Od satanistycznego kapłana do świętego. W dokumencie Świętego Jana Pawła II „Różaniec Najświętszej Maryi Panny” papież wspomina człowieka, o którym wielu wcześniej nie słyszało: Bartolo Longo. Człowiek ten popadł w praktyki satanistyczne, i został nawet kapłanem czarnych mszy. Jednak nawrócił się dzięki modlitwie na różańcu. Teraz mamy już błogosławionego Bartolo Longo! Cóż za niezwykła historia! Od kapłana Szatana do katolickiego świętego! Moc Matki Bożej jest nieograniczona, jeśli powierzymy się Jej w szczególności poprzez Różaniec Święty!

    19. Chroń rodzinę. Każda rodzina powinna sobie zarezerwować czas, miejsce i uformować nawyk codziennej modlitwy przy pomocy Różańca Świętego. Dobrze byłoby więc, aby ojciec rodziny podjął inicjatywę przewodzenia jej w codziennym odmawianiu różańca dla wiecznego zbawienia! Prawdziwym jest bowiem stwierdzenie: „Rodzina, która modli się razem, pozostaje razem” .

    20. Mistyczna Róża. Poeta Dante przedstawia Maryję jako „Mistyczną Różę”. Juan Diego gromadzi róże, które Matka Boża zamawia własnymi rękoma. Najcenniejszą różą jaką możemy ofiarować Matce Bożej jest Różaniec. Każde Zdrowaś Maryjo jest różą wysłaną do Nieba, która wypełnia Matkę Bożą ogromną radością!

    Módlmy się więc na różańcu! Módlmy się, by Matka Boża Różańcowa błogosławiła nas, nasze rodziny, i cały świat swoim kochającym matczynym spojrzeniem oraz nieustannie płonącym Niepokalanym Sercem.

    na podstawie: catholicexchange.com/malk/PCh24.pl

    *****

    Jedna niezwykle ważna rzecz o różańcu, której nauczył mnie torturowany żołnierz

    Liu Jin/ AFP

    *****

    Poruszające świadectwo żołnierza pokazało mi, że różaniec może być czymś znacznie więcej niż modlitwą uwielbienia.

    Poznałem tę historię jako nastolatek – na długo, zanim zostałem katolikiem – lecz nie mogę sobie przypomnieć, czy znam ją z gazety czy z filmu dokumentalnego w telewizji. Dotknęła mnie jednak i uświadomiła sprawy, które pozostają na trwałe w moim umyśle, ponieważ są bardzo poruszające.

    Młody żołnierz amerykański, zamknięty w upalnym więzieniu w środku dżungli, lepki od potu i niedożywiony, leżał półprzytomny na brudnej podłodze. Był bity codziennie, czasem nawet co kilka godzin. Kiedy noc mieszała się z dniem, a po jednym tygodniu nadchodził kolejny, ciągłe okrucieństwo wydawało się bez sensu, bez litości i bez końca.

    A mimo to, chociaż doświadczał olbrzymiego bólu i trawiła go gorączka, w momentach przytomności żołnierz trzęsącym się palcem wodził po podłodze, jakby coś w niej ryjąc. Łączył ze sobą dziesięć kropek w kółko, w środku rysując krzyż. I wtedy, prawie niezauważalnie, jego spuchnięte i zakrwawione usta zaczynały szeptać „Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z tobą…”

    Jak później wspominał ten żołnierz, różaniec pozwalał mu pozostać przy zdrowych zmysłach w samym środku niewyobrażalnego okrucieństwa. Powtarzanie słów anioła Gabriela i św. Elżbiety skierowanych do Maryi: „Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami”, modlenie się słowami „Ojcze nasz” i „Chwała Ojcu” oraz kontemplowanie tajemnic radosnej, bolesnej i chwalebnej wprowadzały żywą obecność Boga do tej rozpaczliwie ciemnej celi. Przesuwanie połamanymi palcami po punktach wyrytych w ziemi sprawiało, że czuł, iż porządek w jednej chwili bierze górę nad chaosem, a łaska przesłania bezsensowne cierpienie.

    Bóg był prawdziwie obecny.

    Bowiem różaniec, jak doskonale rozumiał tamten żołnierz, nie jest bezmyślną recytacją frazy po frazie czy też bezdusznym wymienianiem scen z życia Chrystusa. Absolutnie nie. Jest to raczej głęboko mistyczne zanurzenie w Bogu. Jest to ucieczka od bezdusznego teraz do kochającego Wieczność. Jest to okazja do znalezienia się w ciepłych objęciach Jezusa Chrystusa. Jak to wyraził pewien wierzący pisarz:

    Słowa [różańca] są jak brzegi rzeki, a modlitwa jest jak rzeka. Brzegi są potrzebne, aby nadać rzece bieg i utrzymać jej ciągły przepływ. Ale chodzi nam głównie o rzekę. Tak jak w modlitwie chodzi o skłonienie serca ku Bogu, co jest najważniejsze… W miarę, jak rzeka płynie do morza, jej brzegi maleją. Tak też w miarę zbliżania się do głębi Bożej obecności słowa stają się mniej ważne… Mamy pozostać sami w cichym oceanie Bożej miłości.

    Tak rzeczywiście jest.

    Kiedy zostałem katolikiem, wierzyłem, że różaniec jest kontemplacyjną modlitwą uwielbienia. Uważałem, że być może jest to modlitwa, którą od czasu do czasu powinienem odmawiać. Jednak właśnie to poruszające świadectwo żołnierza pokazało mi jasno, że różaniec to coś o wiele więcej. Jest to niezrównane spotkanie z Chrystusem, który jest w stanie przeniknąć najtrudniejszą rzeczywistość. Jest to spotkanie modlitewne, podczas którego słowa stają się mniej istotne i „pozostajemy sami w cichym oceanie Bożej miłości”.

    Żołnierz, który przeżywał piekielne tortury, był tego świadomy i traktował różaniec jako głębokie i ratujące życie spotkanie z Bogiem. Czyż i my nie powinniśmy tak właśnie rozumieć modlitwy różańcowej?

    Tod Worner/Aleteia

    **************************************************************************************************************

    czwartek – 8 października

    Gołębica – św. Pelagia

    Gołębica - św. Pelagia

    Prorocza wizja okazała się prawdziwa. Gołębica wybielała nad śnieg.

    Św. Pelagia żyła w Antiochii w V w. Zwracała uwagę – pięknem, dbałością o strój, bogactwem. Była kobietą lekkich obyczajów. Pochodziła z bogatej, pogańskiej rodziny. Stać ją było na wydatki.

    Historia jej nawrócenia jest krótka. Biskup Antiochii zaprosił do siebie ośmiu biskupów. Wśród nich był znany z pobożności i ascezy biskup Nonnus z Heliopolis. I gdy powoli wchodził po schodach głównego kościoła w Antiochii, aby za chwilę wygłosić do zebranych na placu wiernych przygotowaną wcześniej homilię, wydarzyło się coś dziwnego. Ludzie z wielką ciekawością czekali, aby go posłuchać, bo jego pobożność i asceza była powszechnie znana. Kiedy już miał zacząć mówić do całej wspólnoty antiocheńskiego kościoła, już miał podniesioną ręki na znak, że chce mówić i tu … wzrok biskupa Nonnusa padł na niesioną w lektyce kobietę. Była nieprawdopodobnie piękna, bogato ubrana. Mała olśniewającą fryzurę i makijaż. I nic sobie nie robiła z całego tego świętego zgromadzenia.

    Tu i ówdzie można było usłyszeć głosy oburzenia a biskup orientując się, że ta kobieta jest jawnogrzesznicą, nagle decyduje się nie wygłaszać przygotowanej wcześniej homilii i mówi do zebranych takie słowa: “Bracia i siostry. Gdybyście z taką gorliwością i pieczołowitością dbali o swoje własne dusze jak ta kobieta o swoją urodę, bylibyście zaiste świętymi!”. Po tych słowach na placu kościelnym powstał prawdziwy duchowy ferment, a lektyka z nieznajomą zniknęła w oddali.

    Biskup po powrocie do swojej celi rozpoczął żarliwą modlitwę w intencji owej kobiety. I doznał widzenia : oto nagle czarna gołębica ukazała się na jego rękach. Kiedy biskup zanurzył ją w święconej wodzie stała się czysta i biała jak śnieg. Uznał to za proroctwo.

    Kiedy następnym razem biskup Nonnus odprawiał w tym samym kościele Mszę św. i tym razem wygłaszał już przygotowane wcześniej kazanie o Ostatecznym Sądzie, dostrzegł wśród zebranych kobietę z lektyki. Jego słowa zrobiły na niej wstrząsające wrażenie. Z płaczem rzuciła się do jego nóg i poprosiła o chrzest. Postanowiła także oddać cały swój majątek ubogim antiocheńskiego kościoła. Już ochrzczona, spełniła obietnicę i znikła.

    Ponownie biskup Nannus usłyszał o niej od pielgrzymów powracających z Jerozolimy. Opowiedzieli mu o kobiecie, która w męskim stroju ukrywając swoją nieprzeciętną urodę, zmarła w jednej z grot Góry Oliwnej w 457 roku. Zanim jednak zmarła, zapisała się w pamięci ludzi życiem pełnym modlitwy i ascezy. Jak miała na imię? To ważne, bo to dzisiejsza patronka. Św. Pelagia. Czasem dodaje się jeszcze: Pokutnica lub Nierządnica.

    **************************************************************************************************************

    w piątek 9 października


    wspomnienie błogosławionego Wincentego Kadłubka

    Błogosławiony Wincenty KadłubekWincenty urodził się w Karwowie pod Opatowem pomiędzy 1155 a 1160 r. W sprawie jego pochodzenia historycy nie są zgodni. Jedni uważają, że pochodził z rodu Porajów herbu Róża (Różyców). Inni natomiast podają, że z tego rodu pochodziła matka Wincentego, a ojcu przypisują imię Bogusław. W jeszcze innych źródłach pojawia się informacja, że Wincenty należał do rodu Lisów, a jego ojcem był możny palatyn Stefan, brat wojewody krakowskiego Mikołaja (Mikory). Nazwisko Kadłubek pojawia się po raz pierwszy dopiero w dokumentach z XV w. Przypuszcza się jednak, że pochodzi z rękopisów dawniejszych.
    Pierwsze nauki Wincenty pobierał w pobliskiej Stopnicy, potem udał się do Krakowa, gdzie uczęszczał do szkoły katedralnej, w której wykładał biskup Mateusz Cholewa. Cieszył się przyjaźnią księcia Kazimierza Sprawiedliwego, który być może wspomógł go materialnie i umożliwił studia za granicą. Nie wiemy, na którym uniwersytecie Wincenty wówczas studiował. Nie było jednak jeszcze wtedy wielu uniwersytetów. Przypuszcza się, że miejscem jego nauki były Paryż albo Bolonia – albo obie te uczelnie. Wincenty należał więc do elity uczonych w Polsce.
    Po raz pierwszy Wincenty nazwany jest mistrzem (magistrem) w dyplomie Kazimierza Sprawiedliwego z 12 kwietnia 1189 r. Zapewne zaraz po powrocie ze swoich studiów otrzymał święcenia kapłańskie. Do kraju powrócił Mistrz Wincenty między 1183 a 1189 r., gdyż w 1189 r. był na pewno na dworze książęcym Kazimierza Sprawiedliwego, zapewne w charakterze notariusza, a potem kanclerza jego dworu. Zapewne zaraz po powrocie ze swoich studiów otrzymał święcenia kapłańskie. Mógł więc być także kapelanem książęcym. W tym czasie zaczął zapewne pisać swoją Kronikę polską (Chronica Polonorum) – największe dzieło swego życia i literatury tamtych czasów. Wracając z zagranicy prawdopodobnie przywiózł ze sobą relikwie św. Floriana męczennika. Mógłby na to wskazywać fakt szczególnego nabożeństwa Wincentego do św. Floriana, który dotąd był w Polsce zupełnie nieznany.
    Po śmierci księcia Wincenty został prepozytem kolegiaty sandomierskiej (1194). Korzystając z wolnego czasu kontynuował pisanie Kroniki (1194-1207). W 1207 r. umarł biskup krakowski, Pełka. Na jego następcę został wybrany Wincenty. Papież Innocenty III bullą z 18 marca 1208 r. wybór ten zatwierdził. Konsekracji dokonał arcybiskup gnieźnieński, Kietlicz. Wincenty jako biskup podpisywał się “niegodny sługa Kościoła”. Świadczy to, jak pojmował zadanie swojego urzędu. Należał do najżarliwszych zwolenników reform, jakie wówczas w Polsce przeprowadził abp Henryk Kietlicz (wprowadzenie celibatu, uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej). Dla poparcia reform, inspirowanych przez Stolicę Apostolską, Wincenty brał udział w synodach, zwołanych specjalnie w tym celu w Borzykowie (1210), w Matyczowie (1212), w Wolborzu (1214), w których uczestniczyli również książęta – Leszek Biały, Konrad Mazowiecki, Henryk Brodaty i Władysław Odonicz. Reformy te przeprowadzano również na zjazdach w Gnieźnie (1213) i w Sieradzu (1213). Kiedy na Kraków najechał Mieszek Raciborski, przeciwnik reform, Wincenty – z powodu swojej postawy – musiał czasowo opuścić miasto (1210). W 1212 r. na zjeździe w Mąkowie omawiano sprawę Prus i nawrócenia Prusaków. Tego roku Wincenty wziął udział w konsekracji biskupa poznańskiego w Mstowie.
    Wincenty jako biskup krakowski wspierał szczególnie zakony bożogrobowców (nadał dziesięciny ze wsi Świniarowo Kanonikom Bożego Grobu w Miechowie) i cystersów (klasztorowi w Sulejowie darował dwie wsie, opactwu w Pokrzywnicy darował wieś, a opactwu w Jędrzejowie nadał przywilej pobierania dziesięcin z trzech wsi). Wśród jego osiągnięć warto wymienić zreformowanie kapituł prowincjalnych, zlikwidowanie kolegiaty w Kijach (1213), oddanie kościoła oraz wsi Podłęże zreformowanej kolegiacie w Kielcach (1214), konsekrację bazyliki w Krakowie pod wezwaniem św. Floriana (1216) i wreszcie osobisty udział w uroczystej koronacji Kolomana Węgierskiego na króla Rusi Halickiej oraz w Soborze Laterańskim IV (1215), który miał charakter wybitnie reformistyczny. O soborze Wincenty zawiadomił swoje duchowieństwo i wiernych na synodzie w Sieradzu, gdzie przygotowano propozycje na sobór (1213). Na tym właśnie soborze wprowadzono obowiązek spowiedzi i Komunii wielkanocnej, obostrzono przepisy odnośnie małżeństwa, by nie dopuścić do konkubinatów, obostrzono przepisy dotyczące karności kościelnej, zwłaszcza celibatu duchownych, i ogłoszono nową krucjatę na rok 1217.
    Po powrocie do kraju Wincenty energicznie wprowadził w swojej diecezji uchwalone na soborze ustawy. Niewykluczone, że z polecenia księcia Leszka Białego pośredniczył także w wysłaniu na dwór węgierski księżniczki bł. Salomei. Wincenty ma także zasługę w podniesieniu poziomu szkoły katedralnej, którą kiedyś sam prowadził. Szerzył kult św. Floriana i św. Stanisława, biskupa. Cześć do Najświętszego Sakramentu miał podkreślić przez wprowadzenie tzw. wiecznej lampki przed tabernakulum.

    Błogosławiony Wincenty KadłubekPo dziesięciu latach pasterzowania diecezji krakowskiej, za pozwoleniem papieża Honoriusza III, w 1218 r. Wincenty zrzekł się urzędu. Czuł, że spełnił zadanie swojego życia i postanowił wstąpić do klasztoru. Wybrał sobie opactwo cystersów w Jędrzejowie, przy kościele, który sam konsekrował. Zgodnie z zasadą ascetyczną “Bogu wszystko – sobie nic” pozostawił swój majątek rodowy, bogactwo i splendor urzędu biskupiego, sławę, jaką cieszył się na dworze księcia krakowskiego i – jak podaje tradycja – boso i pieszo jako pokutnik udał się do klasztoru. Przyjął go opat Teodoryk (1206-1247), trzeci z kolei przełożony klasztoru. Opat z zakonnikami wyszli mu na spotkanie; miejscowi do dziś pokazują usypany na tym miejscu Kopiec Spotkania. Ówczesnym zwyczajem biskup rzucił się przed opatem i całym konwentem na twarz i prosił o przyjęcie. Wincenty przeżył tam ostatnich 5 lat swego życia. Mimo że liczył wtedy ok. 70 lat, jako zwyczajny mnich spełniał wszystkie obowiązki surowej reguły: wstawał o północy na dwugodzinne pacierze, uczestniczył siedem razy każdego dnia we wspólnych modlitwach, zachowywał posty. Zasadą cysterskich pokutników było skąpe pożywienie, zgrzebny strój i krótki sen.
    W wolnych chwilach kończył pisać Kronikę polską. Jako biskup krakowski napisał trzy pierwsze księgi. Teraz zamierzał dzieło dokończyć. Niestety napisał tylko część czwartą – śmierć zabrała go zbyt rychło i przerwała Kronikę w najciekawszym miejscu, kiedy zaczął pisać dzieje, których sam był świadkiem. Kronikę swoją zdołał doprowadzić zaledwie do roku 1202, to jest do końca księgi czwartej. Wincenty Kadłubek jest pierwszym historykiem polskim. Jego historia ma formę dialogu. Jest pisana pięknym językiem łacińskim. Zasługą Wincentego jest to, że zebrał w niej wszystkie podania i mity o początkach Polski. Dużo jest w niej poetyckiej fantazji, ale są także ważne ziarna tradycji.
    Wincenty zmarł w Jędrzejowie 8 marca 1223 r. i został pochowany w prezbiterium klasztornego kościoła, co może świadczyć o tym, że zmarł w opinii świętości. Publiczny kult biskupa-mnicha nie rozwinął się od razu. Klasztory cysterskie były wtedy szczelnie zamknięte, nawet ich wspaniałe świątynie służyły jedynie celom klasztornym. Nawiedzali grób Wincentego Konrad Mazowiecki, król Kazimierz Wielki, król Kazimierz Jagiellończyk wraz ze swoją matką królową Zofią i Jan Długosz, który w swoich Dziejach wydał mu najpiękniejsze świadectwo. Z lat 1583-1640 Szymon Starowolski na podstawie ksiąg klasztornych przytacza ponad 150 wypadków cudownych, przypisywanych Wincentemu. Wśród nich są nawet wskrzeszenia umarłych.
    26 kwietnia 1633 r. dokonano otwarcia grobu Wincentego. Ciało znaleziono prawie nienaruszone, co przyczyniło się do rozbudzenia jego czci. 19 sierpnia tegoż roku ciało umieszczono w mauzoleum, specjalnie dla tego celu zbudowanym. Odtąd kult Wincentego stał się bardzo żywy. Zaczęli napływać pielgrzymi, za zgodą biskupa krakowskiego odprawiano przed ołtarzem wzniesionym Msze wotywne ku czci Kadłubka, przed mauzoleum palono świece. W 1683 r. papież bł. Innocenty XI uznał ołtarz Wincentego za uprzywilejowany, tzn. obdarzony przywilejem odpustu. 13 listopada 1634 r. synod krajowy pod przewodnictwem prymasa Jana Wężyka wniósł do Stolicy Apostolskiej urzędową prośbę o kanonizację Wincentego Kadłubka (oraz Stanisława Kostki, Kingi, Władysława z Gielniowa, Jozafata Kuncewicza i Jana Kantego). W roku 1764 Kongregacja Obrzędów zatwierdziła kult, a papież Klemens XIII podpisał odpowiednią bullę, co równało się formalnej beatyfikacji. Wincenty jest patronem archidiecezji warmińskiej oraz diecezji kieleckiej i sandomierskiej.

    W ikonografii bł. Wincenty przedstawiany jest w stroju biskupim. Jego atrybutami są pastorał oraz infuła u stóp.
    Internetowa Liturgia Godzin.pl

    **************************************************************************************************************

    sobota – 10 października

    MSZA ŚWIĘTA w ciągu dnia

    Antyfona na wejście

    Panie, wszystko podlega Twej władzy i nikt nie może sprzeciwić się Twej woli. Ty bowiem stworzyłeś wszystko: niebo i ziemię, i cokolwiek istnieje w przestworzach niebios. Ty jesteś Panem wszechświata.

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże,
    Twoja hojność przewyższa zasługi i pragnienia modlących się do Ciebie; okaż nam swoje miłosierdzie, odpuść grzechy, które niepokoją nasze sumienia, i udziel nam również tego, o co nie ośmielamy się prosić.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Galatów – Ga 3,22-29

    Bracia: Pismo poddało wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się na drodze wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy. Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie.

    Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą dziedzicami.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 105

    R/ Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.

    Śpiewajcie i grajcie Mu psalmy,
    rozgłaszajcie wszystkie Jego cuda.
    Szczyćcie się Jego świętym imieniem,
    niech się weseli serce szukających Pana. R/

    Rozważajcie o Panu i Jego potędze,
    zawsze szukajcie Jego oblicza.
    Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
    o Jego znakach, o wyrokach ust Jego. R/

    Potomkowie Abrahama, słudzy Jego,
    synowie Jakuba, Jego wybrańcy.
    On, Pan, jest naszym Bogiem,
    Jego wyroki obejmują świat cały. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je wiernie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 11,27-28

    Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij Ofiarę
    przez Ciebie ustanowioną, i przez święte obrzędy,
    które odprawiamy jako Twoi słudzy,
    dopełnij w nas dzieła odkupienia i uświęcenia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Ponieważ jeden jest Chleb, przeto my wszyscy tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z jednego Chleba i pijemy z jednego Kielicha.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, spraw, aby udział
    w tym Sakramencie zaspokoił głód
    i pragnienie naszej duszy i przemienił nas
    w Chrystusa, którego przyjmujemy.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    ****************************************************************

    MSZA ŚW. wigilijna z XXVIII Niedzieli

    w kościele św. Piotra o godz. 18.00

    MSZA ŚWIĘTA
    fot.Shutterstock/Aleteia

    **************************************************************************************************************

    komentarz do LITURGII SŁOWA na XXVII NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ – 4.10.2020

    zdjęcie ze strony: Archidiecezja Łódzka

    ***

    Dlaczego ziemia stała się miejscem rodzącym osty i ciernie?

    Czy zdaję sobie sprawę, że skarga Boga wypowiedziana dziś w I Czytaniu ustami proroka Izajasza: „Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej?” dotyczy także, a może szczególnie, mnie? Czy słyszę ten lament kogoś kto dał wszystko co można było dać i nic w zamian nie otrzymał poza ogromną niewdzięcznością?

    Żywo w pamięci przechowuję historię dwojga małżonków w bardzo podeszłym już wieku. W trakcie opowiadania często pojawiały się łzy na ich twarzach. Życie stało się dla nich bardzo samotne. Wychowali czworo dzieci a teraz zostali zupełnie zapomniani przez nich. Czują w sobie nie tyle gorycz ile poczucie zawiedzenia.

    – Zrobiliśmy wszystko co można było zrobić dla naszych dzieci. Nasza młodość przypadła na bardzo trudne czasy. Więc chcieliśmy, żeby naszym dzieciom zaoszczędzić takiego wzrastania, ale nie tak, by ich rozpieszczać. Kupiliśmy dość duży dom. Mąż pracował bardzo ciężko, bo trzeba było spłacać pożyczkę. To był trudny czas. Życie upływało w ustawicznej walce. Jednak naszym dzieciom nie brakowało niczego. Miały to co ich rówieśnicy.  

    Ileż nocy nie przespałam nie mogąc zmrużyć ani na chwile oczu z powodu moich skarbów. Często bowiem chorowały, ale Bogu dzięki, szczęśliwie wyrosły z tych wszystkich komplikacji.

    Chociaż widziałam jak sąsiedzi wychodzili w ciągu tygodnia kilka razy na jakieś wieczorne rozrywki, my nie mogliśmy sobie nigdy na to pozwolić. Byliśmy szczęśliwi jeżeli udało nam się wypożyczyć na tydzień domek kempingowy na plaży. Ale chętnie podejmowaliśmy te różne wyrzeczenia ze względu na nasze dzieci. Wysyłaliśmy je do możliwie najlepszych szkół nigdy nie żałując pieniędzy na książki ani na to co z nauką związane. Zawsze były dobrze ubrane. Uczyliśmy ich hierarchii wartości, którymi sami żyliśmy. Rodzinne życie było dla nas bardzo istotną sprawą. Przekazaliśmy im nasz dar wiary starając się być dobrym przykładem dla nich. Każdego wieczoru modliliśmy się wspólnie na różańcu. I proszę popatrzyć jaka wdzięczność. Co otrzymaliśmy w zamian od nich? Mówią, że dobry przykład zaciera się na dzieciach. I w naszym przypadku tak się stało. 

    Najstarszy Janek zrezygnował z uniwersytetu i poszedł w biznes. Bardzo ciężko pracował i mówią, że teraz powodzi mu się świetnie. Z tym, że pieniądze stały się dla niego bogiem. Owszem, na Boże Narodzenie posyła nam dwie butelki wina ze swojej firmy, ale my prawie nigdy go nie widzimy.

    Ania jest nauczycielką. Wyszła za mąż za kogoś bardzo dobrze sytuowanego. Nie widzą żadnego sensu, aby mieć dzieci. Ich też bardzo rzadko widzimy. Raczej otrzymujemy od nich pocztówki z różnych egzotycznych miejsc. 

    Piotruś wydawało się, że jest szczęśliwy w małżeństwie z trojką dzieci aż do momentu kiedy zostawił swoją żonę i poszedł, aby być z młodą dziewczyną. Od tego czasu nigdy się nie pokazał.

    I wreszcie nasz najmłodszy, Pawełek, jeszcze się nie ożenił. Wciąż podróżuje. Nie ma ochoty pracować, żeby osiąść na jednym miejscu. Ostatnio otrzymaliśmy wiadomość, że jest gdzieś w Australii.

    I tak jak wiemy, żadne z nich nie chodzi do kościoła. Co więcej mogliśmy dla nich zrobić? Czym zasłużyliśmy sobie, aby tak nas potraktowali?  

    Jest to skarga człowieczego serca, które tylko w pewnej mierze może być dobrą matką, dobrym ojcem. Bezsprzecznie rodzice należą do swoich dzieci. Ale równocześnie zajęci są tyloma innymi sprawami, jak pracą zawodową, małżeństwem, swoimi upodobaniami, czy swoim czasem, który przeznaczają na tyle innych spraw. Należą więc również do siebie. Jedynie Bóg jest naprawdę całkowicie Ojcem, dlatego ma Syna, który jest doskonałym Jego odbiciem. Tu widać ten ciąg dalszy minionej niedzieli, bo Jezus opowiada kolejną przypowieść o swoim Ojcu. A świat stale i wciąż od nowa bałamutnie głosi, że tu na ziemi można stworzyć raj. Czyż nie taki właśnie był Boży zamysł? To Bóg dał ziemię człowiekowi, która pierwotnie miała być miejscem szczęśliwym. Ale niestety człowiek zwątpił w Boże intencje, ponieważ uwierzył przewrotnemu diabłu. I ten pierwszy grzech człowieka pociągnął wszystkie następne. Ziemia stała się miejscem rodzącym osty i ciernie, w których uwikłany jest człowiek przeróżnymi zakłamaniami podsycanymi zawiścią i egoizmem.

    Ale Bóg nie rezygnuje. Nie zniechęca się. Robi wszystko, aby ukochanego człowieka, nawet za cenę swojego Syna, ocalić. Byleby tylko coś drnęło w ludzkim sercu.

    A co się dzieje wtedy kiedy to serce nie potrafi ani drgnąć? Dzisiejsza przypowieść ostrzega przed takim tragicznym finałem. „Koniec końców – mówi Lewis – odpowiedź tym wszystkim, którzy odrzucają naukę o piekle, stanowi pytanie: Co chcecie, aby Bóg uczynił? By zmazał ich przeszłe grzechy i dał im za wszelką cenę jeszcze jedną szansę, usuwając wszystkie trudności i udzielając wszelkiej cudownej pomocy? To właśnie uczynił na Kalwarii. By im przebaczył? Oni nie chcą przebaczenia. By ich zostawił w spokoju? Niestety: zdaje mi się, że Bóg ta właśnie czyni.”     

    Łaską jest móc zobaczyć jak winnicę mojego serca wciąż okopuje dobry Bóg, jak czyści ją z kamieni, jak po raz wtóry sadzi szlachetną winorośl, bo może tym razem wydam owoc. Bóg nie ze względu na siebie daje mi swoje przykazania i stawia wymagania, ale to jedynie dla mojego szczęścia. Żeby moje życie nie było jałowe, ale żeby owocowało aż do pełni życia.

    Panie, proszę Cię, daj mi tę łaskę.

    Ks. Marian SAC

    ***********************************************************

    I CZWARTEK MIESIĄCA

    MSZA ŚWIĘTA o godz. 20.30

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    Antyfona na wejście

    Bóg opiekował się Teresą i ją pouczał, strzegł jej jak źrenicy oka. Jak orzeł rozpostarł swe skrzydła, wziął ją i nosił na swoich ramionach. Pan sam był jej przewodnikiem.

    Kolekta

    Boże, Ty otwierasz bramy swojego Królestwa pokornym i małym, spraw, abyśmy z ufnością wstępowali w ślady świętej Teresy od Dzieciątka Jezus i za jej wstawiennictwem osiągnęli Twoją wieczną chwałę. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Hioba – Hi 19,21-27

    Hiob powiedział: „Zlitujcie się, przyjaciele moi, zlitujcie, bo ręka Boga mnie dotknęła. Czemu, jak Bóg, mnie ścigacie? Nie syci was wygląd ciała? Oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone! Żelaznym rylcem i ołowiem na skale wyryte na wieki! Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje i jako ostatni stanie na ziemi. Potem me szczątki skórą przyodzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 27

    R/ W krainie życia ujrzę dobroć Boga.

    Usłysz, o Panie, kiedy głośno wołam,
    zmiłuj się nade mną i wysłuchaj mnie.
    O Tobie mówi moje serce:
    „Szukaj Jego oblicza”. R/

    Będę szukał oblicza Twego, Panie.
    Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy,
    nie odtrącaj w gniewie Twojego sługi.
    Ty jesteś moją pomocą, więc mnie nie odrzucaj. R/

    Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
    w krainie żyjących.
    Oczekuj Pana, bądź mężny,
    nabierz odwagi i oczekuj Pana. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 10,1-12

    Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi». Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają; bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże». Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: «Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże». Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, Ty ukazałeś swoją chwałę
    świętej Teresie, wysławiamy Ciebie i pokornie prosimy,
    abyś przyjął Ofiarę, którą Ci składamy, tak jak przyjąłeś jej pokorne życie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech Najświętszy Sakrament
    rozpali w nas miłość, która pobudziła świętą Teresę
    do oddania się Tobie, aby dla wszystkich
    wyprosić Twoje miłosierdzie. Przez Chrystusa,
    Pana naszego. Amen.

    ***

    po Mszy świętej – godzinna Adoracja przed Najświętszym Sakramentem w intencji kapłanów (21.00 – 22.00)

    Adoracja Najświętszego Sakramentu
    fot.Opoka.pl

    ***

    W pierwsze czwartki miesiąca Kościół pragnie uczcić dwa sakramenty: Najświętszą Eucharystię i kapłaństwo

    Każdy pierwszy czwartek miesiąca jest przypomnieniem Wielkiego Czwartku. Liturgia określa to przypominanie greckim słowem – anamnesis – przypominać, czynić pamiątkę.

    Za każdym razem, kiedy w Liturgii Kościoła wspominamy wydarzenia dotyczące naszego zbawienia – to jednocześnie ta prawda uobecnia się między nami. Zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Pan Jezus mówi wyraźnie: „To czyńcie na moją pamiątkę (gr. anamnesin)”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Panem Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. To dlatego wielu świętych i mistyków w czwartkowe wieczory a nawet noce trwało i trwa na adoracji.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii – przede wszystkim czasem dziękczynienia. Dziękujemy za największy z cudów, ale także za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia.

    W tym obecnym czasie mamy utrudnienia, aby przyjąć Komunię świętą. Ale możemy Pana Jezusa przyjąć duchowo. Możemy w duchu dziękczynienia poświęcić chwilę naszego czasu na adorację Najświętszego Sakramentu. 

    Jak to dobrze, że wielu kościołach w tym dniu trwa całodzienna a nawet całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Z sakramentem EUCHARYSTII związane jest kapłaństwo. Msza święta została przez Pana Jezusa powierzona kapłanom, aby tę TAJEMNICĘ NASZEJ WIARY sprawowali w każdym miejscu i czasie. Tylko poprzez kapłanów Chrystus może w pełni dawać siebie i przebywać wśród ludzi w swoich sakramentalnych znakach.

    Dlatego pierwszy czwartek jest także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – Kościół modli się za kapłanów, aby nie tylko wytrwali w powołaniu, które otrzymali od Pana Jezusa, ale aby ich życie było czytelnym znakiem Bożego działania.

    ***

    Modlitwa św. Faustyny:

    O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości.

    O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia on na dusze kapłana. Niechaj moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana – bo Ty wszystko możesz.

    ***

    Modlitwa bł. księdza Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego św. Faustyny:

    Boże miłosierny,
    daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów!

    Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego,
    aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł,
    a żaden powołany nie został pominięty.

    Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego,
    jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego Apostołów!

    Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy
    głoszą słowem, przykładem i życiem!

    Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia,
    oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie
    i nie szukają niczego prócz Twojej chwały.

    Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha,
    którego wylałeś na Apostołów!

    Amen.

    PROŚCIE PANA ŻNIWA…

    “Szatan żywi gwałtowną nienawiść do kapłanów. Chce ich zbrukać, doprowadzić do upadku, zdeprawować. Dlaczego? Ponieważ całym swoim życiem głoszą prawdę Krzyża. Duchowni i osoby konsekrowane nie mogą pozostawić świata obojętnym. Tę prawdę Krzyża głoszą nawet w swoim ciele. Dla świata będą zawsze powodem do skandalu. Zajmują miejsce Chrystusa. A jak stwierdził Joseph Ratzinger w przemówieniu wygłoszonym w Rzymie w 1977 r.: „miejscem prawdziwego vicarius Christi jest Krzyż: być wikariuszem Chrystusa znaczy trwać, stojąc pod Krzyżem w posłuszeństwie i tym samym stanowić representatio Christi w czasie i świecie, podtrzymywać Jego władzę jako przeciw-władzę wobec świata. (…) Chrystus nie broni Prawdy z pomocą legionów, ale uwidacznia ją swoją Męką”. Księża i osoby konsekrowane swoim pokornym i oddanym życiem są ogromnym wyzwaniem rzuconym potędze świata”.

    cytat z książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” – kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019)

    **************************************

    I PIĄTEK MIESIĄCA

    przed Mszą świętą godzinna adoracja od godz. 18.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego

    fot. Adrianna Sierocińska/Tygodnik Niedziela

    ***

    Koła ratunkowe

    Koła ratunkowe
    Obietnice Pana Jezusa dane św. Małgorzacie Marii Alacoque fot.Henryk Przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY

    **

    Pierwszy piątek i sobota miesiąca. Czy możemy je traktować jak polisę ubezpieczeniową na wieczność?

    Wtym tygodniu przypadają pierwszy piątek i sobota miesiąca – słyszymy regularnie w kościołach. O popularnych nad Wisłą praktykach pierwszych piątków wiemy sporo. Tradycja ma już bowiem… 336 lat. To forma kultu Serca Jezusa objawiona św. Małgorzacie Marii Alacoque w 1673 r. Jezus obiecał tym, którzy odprawią nabożeństwo 9 pierwszych piątków, że nie umrą bez sakramentów świętych. Inną nieprawdopodobną odgórną „ofertę” usłyszała s. Faustyna. Dotyczyła ona Koronki do Bożego Miłosierdzia: „Kapłani będą ją podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego”– zapewniał siostrę drugiego chóru sam Jezus.

    Tajemnica druga: serce w cierniach

    A pierwsze soboty? To nabożeństwa związane z objawieniami w Fatimie. Szukający zawsze drugiego dna i węszący we wszystkim sensację skupiliśmy się przede wszystkim na trzeciej tajemnicy. Napisano o niej grube opracowania, zanim jeszcze Watykan ujawnił 9 lat temu treść orędzia. O nabożeństwach pierwszych sobót, wspomnianych w drugiej tajemnicy, wiemy niewiele. Ostatnio zrobiło się o nich znów głośno. W tym roku ruszyła Wielka Nowenna Fatimska – międzynarodowa inicjatywa związana z przygotowaniami do 100. rocznicy objawień.

    13 maja 1917 roku w nikomu nieznanej dolinie Cova da Iria objawiła się Maryja. Pastuszkom, którzy nigdy nie wytknęli nosa poza zabitą dechami wioskę, oznajmiła słowa, które miały wstrząsnąć Kościołem. Rosja wrzała, przygotowując leninowską rewolucję, wokół wybuchały bomby I wojny światowej, a na krańcu Europy dzieci otrzymały przesłanie mające przesądzić o losach świata. Łucja miała 10 lat, Franciszek 9, Hiacynta jedynie 7. Maryja prosiła: „Uciekajcie się do mojego Niepokalanego Serca, pokutujcie w intencji nawrócenia grzeszników”.

    W czasie kolejnych objawień Maryja pokazała dzieciom swe Niepokalane Serce otoczone cierniami. Dzieci miały zobaczyć również piekło. Ta wizja bardzo je przeraziła. „Widziałyście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników. Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczynią to, co wam powiem, wiele dusz się zbawi i zazna pokoju….” – zapowiedział Gość z nieba. Dodał też, że jeśli ludzkość nie opamięta się, „wybuchnie nowa, jeszcze gorsza wojna światowa, a Kościół zostanie prześladowany”. Maryja przyrzekła, że wróci, by prosić o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

    Hiacynta i Franciszek zmarli wkrótce po objawieniach. Tajemnice, które usłyszeli, zabrali z sobą do grobu. Łucja skrupulatnie notowała słowa Maryi: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć Mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane jak kwiaty, postawione przeze Mnie dla ozdoby Jego tronu. Jeśli się zrobi, to co wam powiem, wielu zostanie uratowanych przed piekłem i nastanie pokój na świecie… Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał znieść wiele cierpień. Różne narody zginą. Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Co usłyszała portugalska nastolatka?


    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Maryja zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy. 10 grudnia 1925 r. w hiszpańskim Pontevedra Łucja usłyszała o pierwszych sobotach miesiąca. Miał to być praktyczny wymiar kultu Serca Maryi. „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że obiecuję przyjść na pomoc w godzinę śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym, którzy przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty: odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią Różaniec i przez 15 minut towarzyszyć Mi będą, rozmyślając o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia” – opowiadała Maryja.

    Gdy pięć lat później Łucja poproszona o wyjaśnienie, dlaczego trzeba praktykować akurat pięć sobót, wyjaśniała, że ukazał jej się sam Jezus, tłumacząc: „Powód jest prosty: jest 5 rodzajów zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu; przeciwko Jej Dziewictwu; przeciwko Boskiemu Macierzyństwu, gdy jednocześnie nie chce się uznać Jej za Matkę ludzi; starania ludzi, którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki; bezpośrednie znieważanie Maryi w Jej świętych wizerunkach. Oto moja córko powody, dla których Niepokalane Serce Maryi nakazuje Mi żądać tego małego zadośćuczynienia. To zadośćuczynienie poruszy Moje Miłosierdzie i wybaczę temu, kto miał nieszczęście Ją znieważyć”.

    Zaliczyłem!


    Po zamachu na swoje życie Jan Paweł II zapoznał się z dokumentacją objawień. Stał się apostołem orędzia z Fatimy, bo jak podkreślał, swe ocalenie wiązał z objawieniami Maryi w portugalskiej wiosce. 13 maja 2000 roku spotkał się na rozmowie w cztery oczy z s. Łucją. Sam praktykował nabożeństwo pierwszych sobót. Bardzo wymowny był dzień jego śmierci. Zmarł w pierwszą sobotę miesiąca, w wigilię uroczystości Bożego Miłosierdzia. Wyrachowani do bólu, czynimy z fatimskiego przesłania teologię bankomatu. Obietnice traktujemy jako rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Bóg rzuca nam koła ratunkowe, a my przerabiamy je na walutę. Wrzucamy je do bankomatu i z uśmiechem sprawdzamy stan konta. No, nie jest najgorzej: troszkę już się uzbierało.

    O takiej mentalności znakomicie opowiada jezuita o. Wojciech Ziółek: – Z wymyślonym przez nas Bogiem jest bardzo wygodnie żyć. Wystarczy się rozliczyć jak z fiskusem. Płacę i wymagam. Jaka praca, taka płaca. Traktujemy modlitwę jak kartę kredytową: wkładam i wypłacam. Wystarczy wstukać PIN: ko-ron-ka albo ró-ża-niec i gotowe. Troszkę wprawdzie trzeba pocierpieć, ale generalnie się opłaca. Nie musimy wpadać w ręce Boga żywego”. Tymczasem sama s. Łucja wyraźnie przestrzegała, że w praktyce pięciu sobót należy podkreślić intencję wynagrodzenia za grzeszników, a nie asekurację na godzinę śmierci.

    Inne zagrożenie? Praktyka pierwszych piątków czy sobót bardzo łatwo może zamienić się w magiczne rytuały. „Uzbierałem już osiem pierwszych piątków ale, niestety, w ostatnim miesiącu nie mogłem dojść do kościoła. I co? Wszystko na nic?”. Przypomina mi to historię naszego fotoreportera, który spacerował po meczecie w Damaszku. Kilka razy przechodził między modlącymi się muzułmanami a torbami, które kładli przed sobą na podłodze. Za każdym razem reagowali zniecierpliwionym fuknięciem. W końcu, gdy nasz fotograf przeparadował między jednym z rozmodlonych facetów a jego torbą, ten zniecierpliwiony przeniósł się na inne miejsce. Okazało się, że gdy ktoś zakłóci muzułmanom przestrzeń modlitwy, którą sobie stworzą, muszą zaczynać wszystkie modlitwy od początku. Z praktyki „kolekcjonowania” piątków i sobót może wyłonić się nieprawdziwy obraz Boga – buchaltera z kalkulatorem w dłoni, który z satysfakcją zaznacza parafkę w kolejnych rubrykach. – Skupiamy się na gadżetach, a zapominamy o istocie – wyjaśnia w wywiadzie ks. dr Grzegorz Strzelczyk. W 1943 roku ukryta w lasach Beskidu mistyczka Kunegunda Siwiec usłyszała od Maryi: „Twoje serce jest małym niebem dla mojego syna. Odpoczywa w Nim. Pocieszaj Go”. Dwadzieścia lat wcześniej portugalska dziewczyna Łucja dos Santos usłyszała: „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć”. To istota objawień.

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NIEDZIELNY 46/09

    **********

    Cześć należna Chrystusowi Eucharystycznemu. O niej przypominał Anioł w Fatimie


    Cześć należna Chrystusowi Eucharystycznemu. O niej przypominał Anioł w Fatimiefot. PCh24.pl


    Nasz Pan, Jezus Chrystus, jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Poprzez Eucharystię uczestniczymy w Ofierze Krzyża, przyjmujemy Komunię świętą przyjmujemy samego Chrystusa, to Chrystus jednoczy nas w tym sakramencie, udziela łask, gładzi grzechy i ofiarowuje nam zadatek przyszłego życia w Niebie. Stąd też musimy zawsze pamiętać o tym, by przystępować do tego Przenajświętszego Sakramentu tak często, jak to tylko możliwe, przyjmując do swej duszy Zbawiciela w sposób godny – tak wewnętrznie, jak i zewnętrznie.

    Pan Jezus pozostawił nam jasną naukę: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata (J 6, 51). Jak tłumaczył święty Augustyn, nie musimy szukać drogi prowadzącej do Boga, objawił nam ją Zbawiciel. Chrystus jest drogą, światłem i życiem, chcąc mieć udział w Jego życiu, musimy także przyjmować „chleb żywy, który zstąpił z Nieba”, karmić się Eucharystią. W tym sakramencie spotykamy naszego Zbawiciela, realnie, choć pod postacią chleba, Chrystus jest ukryty w każdej, nawet najmniejszej, cząstce konsekrowanej Hostii.

    Apostołowie pouczali już pierwsze wspólnoty chrześcijan o tym, jak wielki jest to Sakrament i z jak wielką starannością należy do niego przystępować. Święty Paweł podkreślał, że ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni (1 Kor 11, 26-31). „Konstytucje Apostolskie”, anonimowy pomnik literatury chrześcijańskiej z IV wieku, zawierał następujące pouczenie: „Przyjąwszy kosztowne Ciało i drogą Krew Chrystusa, składajmy dzięki Temu, który uczynił nas godnymi uczestnictwa Jego świętych tajemnic i prośmy, aby nam nie były na sąd i potępienie, ale ku zbawieniu na pożytek duszy i ciała, na ochronę pobożności, na odpuszczenie grzechów i żywot wieczny. Powstańmy w łasce Chrystusa; sami ofiarujmy się Bogu, jedynemu Bogu niezrodzonemu i Jego Chrystusowi”.

    Wiara Kościoła jest niezmienna, w Eucharystii obecny jest sam Chrystus, źródło naszej nadziei i życia, dlatego też przyjmowanie Go wymaga odpowiedniego przygotowania, odpowiedniej czci i dziękczynnej modlitwy. Przygotowanie to posiada charakter duchowy, wymaga znajdowania się duszy w stanie łaski uświęcającej, intencji godnego przyjęcia Pana, jak i fizyczny: dotyczy to tak zachowania odpowiedniego postu eucharystycznego, jak i postawy, zachowania względem sakramentu. Dziś znajdujemy się jednak w sytuacji pozbawionej precedensu, cześć wobec Najświętszego Sakramentu jest pomniejszana, w wielu miejscach świata Bóg obecny pod postacią chleba jest udzielany wiernym, którzy nie są do tego właściwie przygotowani, a na dodatek w sposób pozbawiony właściwej czci wobec Przenajświętszych Postaci. Udzielanie Komunii Świętej do rąk wiernych – będące jeszcze kilka dekad temu nadużyciem, a następnie praktyką dopuszczaną ze względu na brak możliwości jej wyeliminowania – stało się dziś nową „normą”, gwałcącą tak prawa i tradycje Kościoła, jak i sumienia wiernych oraz kapłanów. Wystarczy zadać sobie jedno pytanie: czy można w sposób właściwy i godny przyjmować Pana ukrytego w Eucharystii, okazując równocześnie lekceważenie postaciom sakramentalnym? Albo przyjmując je w sposób, który nie chroni ich przed profanacją?

    Pewną wskazówkę ofiarowują nam objawienia w Fatimie. Pastuszkowie zostali wprost poproszeni przez Anioła o wynagradzanie zniewag i „pocieszanie” Pana, spotykającego się z niewdzięcznością ludzi: Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której pływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę„Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, uwielbiam Cię z czcią najgłębszą. Ofiaruje Ci przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata, na przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi proszę Was o nawrócenie biednych grzeszników”. Następnie podnosząc się z klęczek wziął znowu w rękę kielich i Hostie. Hostie podał mnie, a zawartość kielicha podał Hiacyncie i Franciszkowi do wypicia mówiąc równocześnie: „Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagrodźcie ich grzechy i pocieszajcie waszego Boga!” (Wspomnienia s. Łucji z Fatimy, T.1, Secretariado dos Pastorinhos, Fatima, s. 177).

    fot.PCh24.pl

    **

    Wskutek zagrożenia epidemicznego praktyka udzielania Komunii Świętej na rękę została upowszechniona także i w Polsce, co więcej, w wielu miejscach bywała przedstawiana jako odpowiadająca woli Kościoła, bo bardziej „odpowiedzialna” metoda przyjmowania Ciała Pańskiego. To nieprawda. Jak się dziś dowiadujemy, lekarze podkreślają, że przyjmowanie Komunii do dłoni nie stanowi „bezpieczniejszej” metody przyjmowania Komunii, jest wprost przeciwnie. Co więcej, taka forma komunikowania sprzyja niewłaściwemu traktowaniu Eucharystii. Kapłan udzielając Komunii w sposób tradycyjny, zachowuje troskę o partykuły eucharystyczne, małe drobinki konsekrowanego chleba, w których także obecny jest sam Chrystus. Przyjmując Komunie do rąk, drobinki te pozostają na dłoniach wiernych, ich los może być różny. To przeczy właściwej czci wobec Sakramentu. Zresztą, jak Stolica Apostolska dopuszczając w przeszłości taki sposób udzielania Komunii Świętej w pewnych miejscach – w których nadużycie to zapuściło już korzenie – z naciskiem podkreślała, że nie może to prowadzić do spadku wiary w realną obecność Pana, ani też sprzyjać profanacją. Dziś wiemy, że niestety stało się inaczej…

    W tej sytuacji Stowarzyszenie im. Księdza Piotra Skargi przygotowało specjalną broszurę, poświęconą właściwej czci wobec Najświętszego Sakramentu. Jak w niej czytamy, kiedy Komunia święta jest udzielana do rąk, „Ciało Pana Jezusa kładzione jest przez szafarza na lewej dłoni, po czym wierny palcami prawej podnosi Je do ust. Zarówno na dłoni, jak i na palcach mogą pozostać drobne okruszki Hostii. Biskup Juan Rodolfo Laise OFMCap w książce pt. Komunia św. na rękę? twierdził nawet, że w tym przypadku potrzebny byłby cud, żeby przy każdej Komunii jakaś cząstka nie upadła na ziemię lub nie została na dłoni wiernego”. Nie stanowi to więc kwestii drugorzędnej… Co więcej, sposób, w jaki przystępujemy do Ołtarza Pańskiego, wyraża naszą wiarę, postawę wobec samego Pana Jezusa.

    Dzięki broszurze „W tej Hostyi jest Bóg żywy” dowiesz się więcej o wierze i tradycji Kościoła, wprowadzeniu nadużycia polegającego na udzielaniu Komunii świętej na rękę i jego konsekwencjach, poznasz autentyczne stanowisko Kościoła w tej sprawie – stanowisko, o którym dziś wielu nie chce pamiętać ani przywiązywać do niego wagi… Poznasz również historię ostatnich cudów eucharystycznych i płynącą z nich naukę.

    Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebna jest pokuta, ofiara i modlitwa wynagradzająca za grzechy, których doświadcza Chrystus ukryty pod postacią chleba i wina. W ciągu ostatnich miesięcy apelował o to biskup Athanasius Schneider z Kazachstanu. Co możesz zrobić? Wejdź na stronę www.cialochrystusa.com i zamów broszurę poświęconą czci należnej Eucharystii. Pamiętaj o właściwym przyjmowaniu Ciała Pańskiego i modlitwie wynagradzającej!

    PCh24.pl/mat

    *****

    3.10.2020

    I SOBOTA MIESIĄCA

    MSZA ŚW. w kościele św. Piotra o godz. 18.00

    po Mszy św. nabożeństwo pierwszej soboty miesiąca wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko Najświętszej Maryi Pannie

    Warszawa, Kraków: modlitwa wynagradzająca – katolicka odpowiedź na „tęczową” profanacjęźródło: pixabay.com/PCh.pl

    *****

    Dziś nie będzie transmisji z Nabożeństwa Pierwszej Październikowej Soboty Miesiąca z kościoła św. Piotra, dlatego proponuję połączyć się z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach:

    program transmisji:

    godz. 18.10 – program słowno-muzyczny

    godz. 18.30 – modlitwa różańcowa

    godz. 19.05 – 15-minutowa medytacja

    godz. 19.20 – Msza św. z homilią  

    Transmisja ON LINE na kanale YouTube 

     – Czy pamiętasz warunki nabożeństwa wynagradzającego, o które prosi Matka Boża?

    Pragnąc uczynić zadość prośbie Matki Bożej należy:
    1. przystąpienie do spowiedzi św. i przyjęcie komunii św.,
    2. odmówienie jednej części różańca,
    3. odprawienie piętnastominutowej medytacji,
    4. a wszystkie warunki odprawiamy w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Siostra Łucja przypomina, iż wskazana intencja wynagradzająca jest najistotniejszym warunkiem nabożeństwa.

    Ikona Matka Boża Fatimska
    malował: Krzyh Leniec/pracownia IKONOPISARSKA/Słowikon

    Ikona Matka Boża Fatimska napisana ręcznie. Wykonana według tradycyjnej technologii, na desce lipowej ze szpongami (15 x 15 cm), na gruncie kredowo – klejowym, malowana techniką tempery jajowej. Tło pokryte szlagmetalem (imitacja złota), złote ornamenty na nimbie i szacie wykonane złotem 22 ct.
    Ikona przedstawia wizerunek Matki Bożej Fatimskiej w ujęciu popiersia. Pierwowzór takiej ikony został namalowany współcześnie, przez prawosławnego ikonografa w Petersburgu na pocz. XXIw. Wizerunek ten nawiązuje do tradycyjnych przedstawień Maryi w ikonach chrześcijańskiego Wschodu. Biel szaty symbolizuje światło, jakie prześwietlało postać Maryi podczas objawień w Fatimie oraz jej chwałę. Złoto w ikonie jest symbolem świętości, transcendencji. Grecki monogram umieszczony w tle oznacza „Matka Boga”.

    FatimaSanktuarium Fatimskie

    Treść objawień Matki Bożej w Fatimie w 1917 r.

    na podstawie Wspomnień Siostry Łucji

    tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria

    Fatima, grudzień 2002

    13 października 1917 – szóste objawienie się Matki Bożej

    13 października 1917. Wyszliśmy z domu bardzo wcześnie, bo liczyliśmy się z opóźnieniem w drodze. Ludzie przyszli masami. Deszcz padał ulewny. Moja matka w obawie, że jest to ostatni dzień mojego życia, z sercem rozdartym z powodu niepewności tego, co mogło się stać, chciała mi towarzyszyć. Na drodze sceny jak w poprzednim miesiącu, ale liczniejsze i bardziej wzruszające. Nawet błoto nie przeszkadzało tym ludziom, aby klękać w postawie pokornej i błagalnej.
    Gdyśmy przybyli do Cova da Iria koło skalnego dębu, pod wpływem wewnętrznego natchnienia prosiłam ludzi o zamknięcie parasoli, aby móc odmówić różaniec. Niedługo potem zobaczyliśmy odblask światła, a następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
    – „Czego Pani sobie ode mnie życzy?”
    – „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu”.
    – „Ja miałam Panią prosić o wiele rzeczy: czy zechciałaby Pani uzdrowić kilku chorych i nawrócić kilku grzeszników i wiele więcej”.
    – „Jednych tak, innych nie. Muszą się poprawić i niech proszą o przebaczenie swoich grzechów”.

    I ze smutnym wyrazem twarzy dodała:
    – „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”.

    Znowu rozchyliła szeroko ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Oto, Ekscelencjo, powód dlaczego zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Zamiarem moim nie było zwrócenie uwagi ludzi w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem impulsu wewnętrznego, który mnie do tego zmusił.

    Kiedy Nasza Pani znikła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża.

    Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna.
    Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską.


    Uwagi końcowe

    Oto, Ekscelencjo, historia objawień Matki Boskiej w Cova da Iria w 1917 roku.
    Zawsze, gdy z jakiegoś powodu musiałam mówić o nich, starałam się uczynić to jak najzwięźlej z pominięciem intymnych spraw osobistych, bo by mnie to bardzo wiele kosztowało. Ale ponieważ są one Boże, a nie moje, i ponieważ Bóg teraz Waszą Ekscelencję o nie pyta, oddaję je niniejszym. Świadomie nie zatrzymuję niczego, co do mnie nie należy. Wydaje mi się, że brak tylko kilku małych szczegółów odnoszących się do próśb, które przedstawiłam. Ponieważ były to sprawy bardziej materialne, nie miały dla mnie specjalnego znaczenia i być może nie utkwiły mi tak żywo w pamięci. A poza tym było ich tak wiele! Miałam i z tym tyle roboty, aby sobie przypomnieć niezliczone łaski, o które miałam Matkę Bożą prosić, że może tu i tam wślizgnęła się jakaś pomyłka, kiedy np. powiedziałam, że wojna skończy się w tym samym dniu, tj. 13 (Prawdę mówiąc, Łucja nie powiedziała wprost że wojna skończy się w tym samym dniu. Nakłoniona została do tego przez wiele naglących pytań, które jej stawiano).
    Wiele ludzi było zdumionych pamięcią, którą Bóg mi raczył dać. Dzięki nieskończonej dobroci Bożej jest to pod każdym względem naprawdę wielki dar. Jednak w nadprzyrodzonych sprawach nie trzeba się dziwić, że tak głęboko odciskają się w pamięci, że po prostu nie można ich zapomnieć. W każdym razie sensu spraw, które one oznaczają, nigdy się nie zapomina, jeżeli Bóg sam nie sprawi, że się je zapomni.

    *************************************************

    MSZA ŚWIĘTA

    Antyfona na wejście

    Wszystko, co na nas dopuściłeś, Panie, spotkało nas według sprawiedliwego wyroku, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie i nie strzegliśmy Twoich przykazań. Lecz zechciej wsławiać swe imię i postąp z nami według wielkiego miłosierdzia swego.

    Kolekta

    Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc, udzielaj nam nieustannie swojej łaski, abyśmy dążąc do obiecanego nam nieba,
    stali się uczestnikami szczęścia wiecznego.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Hioba – Hi 42,1-3.5-6.12-17

    Hiob odpowiedział Panu: „Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić. Kto przysłoni plan nierozumnie? O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko, dlatego odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele”. Potem Pan błogosławił Hiobowi, tak że miał czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc jarzm wołów i tysiąc oślic. Miał jeszcze siedmiu synów i trzy córki. Pierwszą nazwał Gołębicą, drugą – Kasją, a trzecią – Rogiem-z-kremem-do-powiek. Nie było w całym kraju kobiet tak pięknych jak córki Hioba. Dał im też ojciec dziedzictwo między braćmi. I żył jeszcze Hiob sto czterdzieści lat, i widział swych synów i wnuków – cztery pokolenia. Umarł Hiob stary i w pełni dni.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 119

    R/ Okaż swym sługom pogodne oblicze.

    Naucz mnie trafnego sądu i umiejętności,
    bo ufam Twoim przykazaniom.
    Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś,
    bym się nauczył Twych ustaw. R/

    Wiem, Panie, że sprawiedliwe są Twoje wyroki,
    że dotknąłeś mnie słusznie.
    Wszystko trwa do dzisiaj według Twoich wyroków
    bo wszelkie rzeczy Ci służą. R/

    Jestem Twoim sługą, daj, abym zrozumiał
    i poznał Twoje napomnienia.
    Poznanie Twoich słów oświeca
    i naucza niedoświadczonych. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 10,17-24

    Wróciło siedemdziesięciu dwóch, z radością mówiąc: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają”. Wtedy rzekł do nich: „Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”.

    W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.

    Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, przyjmij z upodobaniem naszą Ofiarę i spraw, aby przez nią otwarło się dla nas źródło wszelkiego błogosławieństwa. Przez Chrystusa,
    Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Pomnij, Panie, na słowo wyrzeczone do swojego sługi, przez które dałeś mi nadzieję, w moim utrapieniu jest mi ono pociechą.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, niech Najświętszy Sakrament odnowi nasze dusze i ciała, abyśmy przez uczestnictwo w Ofierze upamiętniającej śmierć Chrystusa
    mogli się stać współdziedzicami Jego chwały.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

     

    *********************************************************