Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • W XXVII rocznicę zamachu na życie św. JANA PAWŁA II

    W XXVII rocznicę zamachu na życie św. JANA PAWŁA II

    ‘Czyjaś ręka strzelała, inna ręka prowadziła kulę’.

    Kto uratował Jana Pawła II?

    Czy uda się wyjaśnić do końca wszelkie sekrety związane z zamachem na życie Jana Pawła II sprzed 27 lat? Większość wysiłków podejmowanych do tej pory obierało jako kierunek poszukiwań pytanie o mocodawców i o polityczne kulisy spisku przeciwko papieżowi. Zastanawiano się też przy okazji, jaki związek mogło łączyć usiłowanie zabicia Ojca Świętego z tzw. trzecią tajemnicą fatimską i obietnicą duchowego odrodzenia się Rosji. Koncentrowanie się na szczegółach okoliczności towarzyszących cierpieniu i cudownemu uratowaniu wielkiego papieża stanowi element podsumowania jego życia, zwłaszcza zaś uważnego odczytania znaków jego świętości. Właśnie niedawno udało się odsłonić nowy interesujący szczegół.

    Inna ręka

    Któż zdoła odgadnąć, jakim cudem, owego 13 maja 1981 roku, dwudziestotrzyletni „szary wilk”, zawodowy killer, profesjonalny morderca, Mehmet Ali Agca nie zdołał zamordować papieża Jana Pawła II? Wszak od miejsca w drugim rzędzie, które zajmował, do przejeżdżającej odkrytym samochodem ofiary dzieliły go zaledwie trzy metry. Bezbronny i odsłonięty papież nie miał żadnych szans na uniknięcie tego, co zamierzał uczynić wynajęty egzekutor.

    Dlaczego więc zabójca chybił? I to w sytuacji, gdy wyeliminowanie popularnego papieża miało 99,99 procent szans powodzenia. Gdyby wówczas powiodła się próba przerwania owego wielkiego pontyfikatu, inaczej wyglądałby dzisiejszy świat, inne też oblicze miałby współczesny Kościół.

    Wiemy, że Jan Paweł II swe ocalenie zawsze przypisywał nadprzyrodzonej interwencji Najświętszej Dziewicy. W rok po zamachu, podczas odwiedzin sanktuarium w Fatimie, powiedział: Widziałem we wszystkim, co mi się przydarzyło, nadzwyczajną macierzyńską opiekę Maryi. Dwanaście lat później wyznał włoskim biskupom: To pewna matczyna ręka poprowadziła trasę kuli, tak, iż umierający papież zatrzymał się na progu śmierci. Śmiertelna kula się zatrzymała, papież zaś żyje. Żyje, aby służyć. To, co Jan Paweł II lubił podsumowywać w zdaniu: Czyjaś ręka strzelała, inna ręka prowadziła kule, znalazło potwierdzenie w obiektywnej, naukowej analizie lekarskiej: Zauważyłem coś niewiarygodnego – przyznał szef kliniki Gemelli w Rzymie, profesor Crucitti. – Kula zdawała się biec zygzakiem przez żołądek, omijając witalne organy. Ominęła również aortę. Gdyby ją przebiła, Ojciec Święty wykrwawiłby się przed dotarciem do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez kogoś prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń.

    Trudno uwierzyć, jakim cudem tak sprawny i zdeterminowany zabójca, jakim był Mehmet Ali Agca, nie osiągnął swego celu. I to po dwóch strzałach z bliska. Trudno uwierzyć, zwłaszcza, że owa „inna ręka”, która prowadziła kulę, w sposób fizyczny – jak się okazuje – w najistotniejszym momencie złapała zawodowego mordercę za ramię, uniemożliwiając oddanie trzeciego, decydującego strzału.

    Nowe ślady

    Należy udać się drogą w okolice Asyżu, minąć bazylikę Matki Bożej od Aniołów ze słynną kaplicą Porcjunkuli, pozostawić z boku Rivotorto, a w nim mały kościółek wybudowany na gruzach stajni, w której św. Franciszek wraz z pierwszymi współbraćmi spędził kilka miesięcy życia. Potem należy minąć Spello, gdzie założył swą pustelnię Carlo Caretto, dojechać do Trevi, po czym odbić w kierunku Montefalco. Tam wśród pól znajduje się sanktuarium Matki Bożej Gwiezdnej, w którym żyje ojciec Franco D’Anastasio, biblista, wieloletni rektor sanktuarium św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej. Ów sędziwy pasjonista przewertował stosy dokumentów i świadectw na temat pewnej, nieznanej nikomu zakonnicy ze zgromadzenia sióstr augustianek, siostry Rity od Ducha Świętego. Cristina Montella – bo tak nazywała się, zanim przekroczyła mury klasztoru – była jedną z najwierniejszych córek duchowych najpopularniejszego świętego XX wieku, ojca Pio z Pietrelciny, słynnego stygmatyka. Wraz z nim współdziałała w trudzie modlitwy oraz tzw. „działalności naprawczej” stanowiącej formę duchowej walki o ocalenie innych. Przede wszystkim zaś dzieliła wraz z o. Pio dar bilokacji, czyli jednoczesnego przebywania w dwóch różnych miejscach. Historia chrześcijaństwa zna wielu świętych obdarzonych przez Boga tym nadzwyczajnym charyzmatem: św. Katarzynę Ricci, św. Alfonsa Marię Liguoriego, św. Antoniego z Padwy, św. Józefa z Copertino, św. Filipa Neri, bł. Marię z Agredy i innych.

     

    Siostrę Ritę sędziwy ojciec D’Anastasio poznał osobiście. Jego szczególne zainteresowanie tą mniszką, rówieśniczką Karola Wojtyły, uzasadnia pewna odbyta z nią rozmowa. Otóż zaraz po zdarzeniach z 1981 roku powierzyła mu ona pewien sekret, prosząc jednocześnie o zachowanie dyskrecji przynajmniej do czasu jej śmierci. Sekret dotyczył jej daru bilokacji oraz faktu, iż dzięki temu darowi mogła być obecna tamtego dnia na placu św. Piotra w Rzymie. Wspólnie z Maryją udaremniłam cios papieskiego zamachowca – zwierzyła się. Również przy innej okazji, podczas rozmowy o zamachu na papieża ze swą przyjaciółką Gabriellą Panzani, „wymsknie się” siostrze Ricie stwierdzenie: Ileż musiałam się natrudzić, by nie stało się coś gorszego. Byłyby to z całą pewnością słowa zasługujące na dobrotliwe zignorowanie, gdyby nie świadectwo życia siostry Rity Montella oraz liczne oznaki jej charyzmatu bilokacji, dzięki któremu zdołała przyjść z pomocą wielu osobom, znajdującym się w skrajnej potrzebie. Liczba świadectw dotyczących działalności siostry Rity przekracza granice czysto ludzkich możliwości. Zagadka jej skuteczności potwierdzona została zresztą przez samego ojca Pio. Tkwiła w „tajemnicy cierpienia zastępczego”, dobrowolnie przyjmowanej ofiary życia za innych. Jest to władza nadzwyczajna, o której istnieniu przekonują się święte osoby: siłą modlitwy i akceptowanego bólu można wydrzeć Niebu wiele łask dla ludzi. Ojciec Pio powtarzał, że jedyną rzeczą, której bezdennie zazdroszczą ludziom aniołowie, jest cierpienie i ofiara, ów najmocniejszy sposób, by wyznać Bogu: „kocham Cię, naprawdę”.

    Złapała mnie za prawe ramię

    Na czym polegał udział siostry Rity w uratowaniu Jana Pawła II? Podczas drugiego śledztwa w sprawie zamachu na Placu św. Piotra, przesłuchiwany przez sędziego Ilario Marcellę, Ali Agca powiedział: Było moim zdecydowanym zamiarem zabicie papieża. Zgodnie z zadaniem, jakie mi zlecono. Tyle tylko, że zdołałem wystrzelić jedynie dwa razy, bo obok mnie znalazła się pewna zakonnica, która naraz złapała mnie za prawe ramię i nie mogłem już więcej oddać strzału. Winnym wypadku zabiłbym papieża.

    Epizod ten, czyli obecność zakonnicy, która powstrzymała zamachowca, umknął powszechnej uwadze. Co prawda, od razu rozeszła się pogłoska, że jakaś siostra przeszkodziła Ali Agcy w strzelaniu. Dla przykładu, Adriano Sofri pisał: „Owego popołudnia, w dniu zamachu, mówiło się na placu, że jakaś siostra rzuciła się na Ali Agcę, podbiła mu ramię, by odwrócić strzał”. Niemniej wnet wszyscy zgodnie zinterpretowali wiadomość, że chodziło o ową zakonnicę, która zatrzymała zamachowca, gdy uciekał. Była to zresztą w całej sprawie jedyna siostra rozpoznana przez policję, potem również składająca zeznania na procesie. Tamta zaś, która podbiła ramię zabójcy, znikła z placu, nikt jej nie zarejestrował. Wyparowała.

    Ktoś może kręcić nosem: same tajemnice! Cóż poradzić, mistycy zawsze wywracają nasze pojęcia i pewniki, otwierają przed nami nowe wymiary. Za każdym razem pomagają też nam stwierdzić, jak niedaleko sięga nasz wzrok.

    A co z tą drugą, wspomnianą siostrą? Nazywa się Łucja Giudici, w zakonie siostra Letizia, żyje w klasztorze w Genui i nie godzi się na żadne rozmowy z dziennikarzami. 10 stycznia 2006 roku napisała do lokalnego czasopisma „L’eco di Bergamo” swe świadectwo o przebiegu zamachu: „To prawda, że mnie przypadło zatrzymać Ali Agcę, który starał się zbiec z Placu po wystrzeleniu do Ojca Świętego. Na próżno wówczas czekałam, że ktoś zagrodzi mu drogę. Wszyscy pielgrzymi i turyści w tej chwili byli poruszeni i zajęci przyglądaniem się śmiertelnie rannemu papieżowi, którego odwożono do kliniki Gemelli. Wszystko przebiegało w mgnieniu oka, ja zaś odruchowo szukałam sposobności, by go ująć i przytrzymać, zanim przyjdzie policja”. Siostra Łucja nie twierdzi zatem, że była przy zamachowcu, ani tym bardziej, że złapała go za rękę. Opowiada natomiast o tym, co działo się już po zamachu, gdy sprawca usiłował uciekać.

    Włoski dziennikarz Antonio Socci, który spróbował zbadać związek zamachu na Karola Wojtyłę z postacią ojca Pio, postanowił na potrzeby swej ostatniej książki Tajemnice ojca Pio odnaleźć opisywaną przez prasę zakonnicę. Udało mu się dotrzeć do siostry Łucji podczas jej ubiegłorocznych wakacji w rodzinnym Bergamo. Wówczas kobieta wyjaśniła mu, iż tamtego dnia zamachowiec znajdował się w tłumie około 10 metrów przed nią. Gdy oddał dwa strzały w kierunku papieża, odwrócił się i zaczął uciekać w stronę kolumnady Berniniego, to jest w jej stronę. Nikt go nie zatrzymywał, toteż Łucja rozłożyła ręce, by zagrodzić mu drogę. Agca wycelował w nią pistolet, lecz chcąc cofnąć się do tyłu, stracił równowagę i w tym momencie zakonnica rzuciła się na niego, umożliwiając aresztowanie bandyty. Była zatem daleko od Ali Agcy, gdy tamten oddawał strzały. To nie ona chwyciła go za rękę. A zatem, jeśli to nie była siostra Łucja, kim była owa mniszka u boku mordercy, nigdy nierozpoznana przez policję?

    To nie moja inicjatywa

    Ojciec Franco D’Anastasio po śmierci bohaterskiej zakonnicy, obdarzonej darem bilokacji, nie czuje się już związany obowiązkiem tajemnicy. W 25. rocznicę zamachu wysłał list do kardynała Stanisława Dziwisza do Krakowa zawierający świadectwo siostry Rity wraz z notarialnym potwierdzeniem prawdziwości powierzonych mu słów. Kardynał poprosił o przesłanie całej dokumentacji do biura postulatom procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jana Pawła II. Według ojca Franco wśród innych sekretów powierzonych mu przez siostrę Ritę znalazły się i takie: zamachowiec nic nie powie; kule, które zraniły papieża, były zatrute; płatny morderca był owego popołudnia na Placu św. Piotra wraz z dwoma innymi, którzy jednakże zdołali uciec; to był międzynarodowy spisek wymierzony przeciwko papieżowi i Kościołowi. Wszystko to zresztą potwierdziło się w trakcie śledztwa.

    Całą tę historię, która dziś po tylu latach ogląda światło dzienne, można uznać za niepotrzebną egzaltację i „dorabianie” cudów. Przecież wszystko można równie dobrze uznać za najzwyczajniej fortunny zbieg wydarzeń. Sam zainteresowany tak jednak nie uważał. Trudno odgadnąć, czy Jan Paweł II mógł przypuszczać, że w jego ocalenie owego 13 maja 1981 roku zaangażował się – oprócz samej Dziewicy Maryi – ojciec Pio i jego „duchowa córka”, siostra Rita od Ducha Świętego. W każdym razie co do jednego nie miał wątpliwości: „Ja żyję w przeświadczeniu, że we wszystkim, co mówię i robię w związku z moim powołaniem i posłannictwem, z moją służbą, dzieje się coś, co nie jest wyłącznie moją inicjatywą. Wiem, że to nie tylko ja jestem czynny w tym, co robię jako następca Piotra”… Świadomość „nieużytecznego sługi” jest we mnie coraz silniejsza wśród tego wszystkiego, co się wokół mnie dzieje – i myślę, że mi z tym dobrze”.

    Ks. ROBERT SKRZYPCZAK Tekst ukazał się w 2008 roku w kwartalniku FRONDA nr. 48

  • Czyszczenie kościoła

    W pierwsze soboty miesiąca, po Mszy św. i nabożeństwie wynagradzającym Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny,  przypada nasz dzień czyszczenia kościoła św. Szymona. Serdecznie zapraszam (około 7 osób zupełnie wystarczy). W kruchcie kościoła jest karta, na którą proszę chętnych, aby wpisali swoje imię i nazwisko.

  • Załatwianie spraw duszpasterskich (m.in. zaświadczenia)

    Bardzo proszę, żeby w kościele po Mszy św. załatwiać sprawy duszpasterskie – między innymi związane z sakramentem chrztu. Często bywa, że rodzice wyjeżdżają do Polski, aby tam ochrzcić swoje dziecko i dopiero w sam dzień wyjazdu telefoniczne chcą od razu wystawienia odpowiedniego dokumentu. Albo ci, którzy mają być rodzicami chrzestnymi – też podobnie w ostatniej chwili przez telefon albo drogą internetową domagają się poświadczenia, że mogą nimi być.

  • Zaświadczenia o bierzmowaniu do odebrania

    Są do odebrania zaświadczenia dla tych, którzy w ostatnich latach otrzymali sakrament bierzmowania.

  • Często módlmy się modlitwą fatimską o nawrócenie grzeszników!

    13 maja, w setną rocznicę objawień fatimskich Ojciec Święty Franciszek kanonizował dwoje pastuszków z Fatimy – Hiacyntę i Franciszka. Również trwa proces wyniesienia na ołtarze siostry Łucji, która odchodząc z tego świata dwa miesiące przed św. Janem Pawłem II powiedziała: “W tym roku razem z papieżem idziemy do nieba”. Bardzo zachęcam do tej modlitwy, której słowa zostały podane dzieciom w Fatimie przez anioła przed ukazaniem się Pani Fatimskiej.

    Oto treść modlitwy:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, oddaję Wam cześć głęboką i ofiaruję Najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne we wszystkich tabernakulach całej ziemi, jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi ludzie obrażają Jezusa. Przez nieskończone zasługi Najświętszego Serca Jezusa i wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi modlę się o nawrócenie grzeszników.

    (modlitwę odmawia się trzy razy)

  • Adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    Święty Papież Jan Paweł Wielki często zachęcał nie tylko wspólnoty zakonne ale również parafie do adoracji Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie ołtarza, który jest ten sam obecny także poza Mszą św. Prosił, abyśmy często i dłużej pozostawali na klęczkach przed Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii. Zachęcał do pogłębiania osobistej i wspólnotowej kontemplacji. Polecał posługiwać się podczas adoracji modlitewnikami, które  czerpią inspirację ze Słowa Bożego, a także z bogatego doświadczenia niezliczonej liczby mistyków.

    Kard. Robert Sarah: poszanowania dla Eucharystii uczmy się od świętych:

    Fakt, że tak wielu wyznawców Chrystusa nie uczestniczy w liturgii jest poważnym skandalem, który zagraża ich życiu wiecznemu – uważa kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego. Jego zdaniem wszystkim tym chrześcijanom winniśmy braterskie napomnienie. Jak św. Jan Paweł II w Sydney w 1996 r. powinniśmy im powiedzieć: „Wracajcie do domu”. Zarazem trzeba też zadbać, by liturgię w naszych wspólnotach sprawowano w sposób prawidłowy, aby stanowiła ona spotkanie z żywą osobą Chrystusa, kult Boga, a nie braterstwa.

    Kard. Sarah mówił o tym na rozpoczęcie trwającej na Katolickim Uniwersytecie w Mediolanie międzynarodowej konferencji o liturgii. Jego zdaniem właściwej postawy względem Eucharystii chrześcijanie mogą się uczyć od dwóch współczesnych nam świętych: Jana Pawła II i Matki Teresy z Kalkuty.

    Szef watykańskiej dykasterii przypomniał, że całe życie Karola Wojtyły było naznaczone głębokim szacunkiem dla Świętej Eucharystii. „Dziś zachęcam was do przypomnienia sobie jedynie ostatnich lat jego posługi. Jego ciało było naznaczone chorobą, jednakże nigdy nie siadał przed Najświętszym Sakramentem. Zawsze klękał. Potrzebował pomocy innych, aby uklęknąć, a potem wstać. Jednakże aż do ostatnich swych dni chciał nam dać wielkie świadectwo szacunku dla Najświętszego Sakramentu” – wskazał watykański purpurat.

    Mówiąc z kolei o św. Matce Teresie z Kalkuty, przypomniał, że na co dzień dotykała ona Chrystusa w zniszczonym ciele najuboższych, nigdy jednak nie odważyła się dotykać Ciała Jezusa w Eucharystii. Komunię przyjmowała jak małe dziecko, które daje się karmić swemu Bogu. Mawiała też: „Kiedy jadę w świat, najbardziej zasmuca mnie, gdy widzę, jak ludzie biorą Komunię do ręki”.

    Kard. Sarah przyznał, że zgodnie z obowiązującym dziś prawem, indult pozwala na przyjmowanie komunii na rękę i na stojąco, jednakże normą dla katolików obrządku łacińskiego jest przyjmowanie jej do ust i na kolanach.

  • Bóg kocha mnie zawsze – VI Niedziela Wielkanocna – ROK B

    Chrystus tuż przed swoją Męką podczas Ostatniej Wieczerzy wypowiada znamienne słowa, które dają nie tylko apostołom, ale każdemu człowiekowi, który potrafi uwierzyć, niewyobrażalne zapewnienie: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem.” I wtedy ta Boża miłość rozpala ludzkie serce – byleby tylko ono zechciało pójść Jezusową drogą: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości”.

    Również dzisiejsze II Czytanie, które jest wzięte z listu św. Jana, podkreśla, że Bóg jest miłością. Jak sobie przybliżyć tę Bożą prawdę, jak ją wyrazić? Św. Tomasz z Akwinu pisze w ten sposób: „Bóg jest dobrem absolutnym. Otóż dobro emanuje z siebie”. Boża hojność jest jak rozlewający się ocean, jak słońce, które nieustannie promieniuje. Robert Coffy posunął się nawet do takiego stwierdzenia: „Gdyby Bóg przestał dawać, przestałby być; Jego istotą jest bowiem dawać i dawać siebie”.

    Ale niestety, człowiek od samego początku odkąd został stworzony przez Boga był nieufny i takim pozostał. Już w raju bardziej uwierzył diabłu niż Bogu. Grzech pierworodny, który wypaczył ludzką naturę, polegał właśnie na braku zaufania do Boga. Pierwsi rodzice ulegli pokusie szatana i dlatego stali się podejrzliwi: czy rzeczywiście Panu Bogu zależy na człowieku?

    Ks. Ludwik Evely pyta wprost: „Kto z nas myśli o Bogu jako o swoim Ojcu? Albo przynajmniej – bo nie wszyscy mieli ojca, który by był objawieniem Boga – kto się zastanawia, czym byłby on sam jako ojciec, jako matka i wierzy, że Bóg jest jeszcze lepszy? Raczej myślimy przeciwnie: że jesteśmy dobrymi ojcami, matkami, a Bóg jest trochę do nas podobny”. W rozmowach z ludźmi nieraz spotka się takie stwierdzenie, które świadczy jak dalece zniekształcony może być w ludzkim sercu obraz Boga: O, gdybym miał Bożą wszechmoc – na świecie byłoby dużo lepiej! Voltaire wypowiedział takie straszne zdanie: „Bóg uczynił człowieka na obraz i podobieństwo swoje, ale człowiek odwzajemnił Mu się w pełni”. Ta pokusa, aby zafundować sobie swoje własne wyobrażenie Boga wciąż łasi się u wrót człowieczego serca. I tu człowiek wpada w powtarzającą się pułapkę Adama i Ewy: skoro jestem obojętny takiemu Bogu – to i sam nie znajduję w sobie żadnej chęci, aby zbliżyć się do Niego i zapałać miłością.

    Tymczasem Boże Objawienie mówi o Bogu, który jest całkowicie inny niż ludzkie wyobrażenia o Nim. Bóg jest miłością i kocha mnie zawsze – a więc również i wtedy kiedy we mnie raczej bunt znajduję aniżeli miłości ku Niemu.

    O. Jacek Salij pisze, że „na szczęście, Pan Bóg kocha nas niezmiennie. Nie przestał nas kochać kiedyśmy tak głęboko i tak niesłusznie utracili do Niego zaufanie. Właśnie dlatego dał nam przykazania. Przykazania są słowem Bożej miłości do człowieka. Gdybyśmy byli Panu Bogu obojętni, nie dawałby nam żadnych przykazań. Przecież On jest Bogiem i obiektywnie nie jesteśmy Mu potrzebni do szczęścia. Jesteśmy Mu potrzebni tylko dlatego, że nas kocha, zupełnie bezinteresownie. I właśnie z tej bezinteresownej miłości daje nam przykazania – aby pomóc nam w rozpoznaniu prawdziwego dobra i przestrzec przed dobrem pozornym”.

    W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi takie słowa: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”. Czy nadal te słowa pozostaną we mnie bez żadnego rezonansu? Jeżeli tak, to znaczy, że jeszcze nie zrozumiałem sensu realizowania Chrystusowych przykazań. Nawet nie uświadomiłem sobie, że wszelkie zło, krzywda, przykrość, którą wyrządzam bliźniemu najpierw niszczy mnie. Każde kłamstwo, nawet to „niewinne” – jak mówimy, ono nie tylko zatruwa naszą przestrzeń między ludzką, ale przede wszystkim moje wnętrze. Daje dojście do mojego serca temu, który jest „ojcem kłamstwa”. Bóg jeden wie, jak niebezpiecznie jest dla człowieka oddalać się od Pasterza, od owczarni. Dlatego z takim naciskiem mówi dziś: „Trwajcie w miłości Mojej”. Wtedy stanie się możliwe, jako potrzeba własnego serca – kochać się nawzajem i to taką miłością jaką ukochał nas sam Bóg.

    Opowiadał ktoś jak dowiedział się o pewnej starszej pani, którą znał, że poszła do szpitala na oddział onkologiczny. A za tydzień doszła go kolejna wiadomość, że również mąż owej starszej pani też jest w szpitalu. I tak sobie pomyślał: „Mój Boże! Widać nieszczęścia chodzą parami. Najpierw ona, a teraz on. Może też nowotwór? A tymczasem okazało się, że mąż tej pani nie był chory. On po prostu poprosił ordynatora czy mógłby przynieść z domu łóżko polowe i postawić na szpitalnym korytarzu, ponieważ chce być przy żonie, aby ją pielęgnować i w dzień i w nocy. Podobno cały szpital – lekarze, pielęgniarki i pacjenci z innych oddziałów – przychodzili, żeby dyskretnie popatrzeć na człowieka, który dosłownie zrozumiał przyrzeczenie: …nie opuszczę cię aż do śmierci.

    W miejscu gdzie mieszkam jest kaplica – izba. Nad tabernakulum wisi żyrandol, którym jest prawdziwe koło od wozu drabiniastego. W tym kole widzę całą parafię, którą tworzymy dzięki Jezusowi. On jest w centrum – tą osią. My zaś znajdujemy się na poszczególnych szprychach w różnych odległościach od centrum i promieniście zbliżamy ku Niemu z różnych stron. Im bliżej Jezusa – tym odległość pomiędzy szprychami jest coraz mniejsza.

    Dlatego uczestniczymy w Eucharystii, bo wtedy jesteśmy blisko i Boga i siebie nawzajem.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • SZÓSTA NIEDZIELA WIELKANOCNA

    SZÓSTA NIEDZIELA WIELKANOCNA

    „Wylanie Ducha” mocą odkupieńczej Paschy Chrystusa oznacza dar Osoby Boskiej: Duch Święty sam zostaje „dany” Apostołom, aby w nich „przebywać”. W tym Darze Bóg udziela się człowiekowi w tajemnicy swego Bóstwa, aby człowiek, uczestnicząc w naturze Bożej, w życiu trynitarnym, przynosił duchowe owoce. Jest to więc dar, który stanowi podstawę wszystkich nadprzyrodzonych darów. Jest to korzeń łaski uświęcającej, czyli tej, która „uświęca” poprzez uczestnictwo w Bożej naturze. Oczywiście to uświęcenie pociąga za sobą przemianę ducha ludzkiego w znaczeniu moralnym. (31 maja 1989) 

    PIERWSZE CZYTANIE Dz 10,25-26.34-35.44-48

    Duch Święty jest rzeczywiście nadrzędnym podmiotem całej misji kościelnej: Jego dzieło rozbłyska znamienicie w działalności misyjnej wśród narodów, jak to ujawnia się w Kościele pierwotnym w związku z nawróceniem Korneliusza, z decyzjami dotyczącymi wyłaniających się potrzeb, z wyborem terenów i ludów. Pod wpływem Ducha Świętego wiara chrześcijańska otwiera się zdecydowanie na „narody” i świadectwo o Chrystusie rozszerza się na najważniejsze ośrodki wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, by dotrzeć następnie do Rzymu i na krańce zachodnie. To Duch pobudza, by iść coraz dalej, nie tylko w sensie geograficznym, ale przekraczając bariery etniczne i religijne, z misją prawdziwie powszechną. (Redemptoris mission, 21.25)

    DRUGIE CZYTANIE 1J 4,7-10

    Bóg w swoim życiu wewnętrznym „jest Miłością”, która uosabia się w Duchu Świętym: Duchu Ojca i Syna. Równocześnie zaś Duch Święty jest nazywany Darem. W Duchu Świętym, który jest Miłością, znajduje się bowiem źródło wszelkiego obdarowania, które w Bogu ma swój początek względem stworzeń. Obdarowanie istnieniem poprzez stworzenie, obdarowanie łaską poprzez całą zbawczą ekonomię. (20 listopada 1985)

    EWANGELIA J 15,9-17

    Dla urzeczywistnienia komunii, ogarniającej ludzi w Chrystusie, upragnionej odwiecznie przez Boga, istotne znaczenie ma przykazanie, które sam Jezus określa jako „moje przykazanie”. Przykazanie miłości Boga nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego, pochodzi już ze Starego Testamentu. Teraz Jezus dokonuje syntezy tego przykazania, wyraża je w słowach dobitnych, nadaje mu nowe znaczenie jako znaku przynależności do Niego tych wszystkich, którzy za Nim idą. Chrystus stanowi żywy wzór i miarę tej miłości, o jakiej mówi Jego przykazanie:, jak Ja was umiłowałem”. Co więcej, przedstawia siebie samego jako źródło tej miłości, jako „winny szczep”, który taką właśnie miłością owocuje w swoich uczniach: winnych latoroślach. (15 stycznia 1992)

    KAPŁANI PRZYJACIÓŁMI JEZUSA

    „Przyjaciółmi” – tak Chrystus nazwał Apostołów. Tak chce nazywać i nas, którzy dzięki Sakramentowi Święceń jesteśmy uczestnikami Jego kapłaństwa. Słuchamy tych słów z głębokim przejęciem i pokorą. Zawierają one prawdę. Przede wszystkim prawdę o przyjaźni, a z kolei jakąś prawdę o nas samych jako uczestnikach Chrystusowego kapłaństwa, jako sługach Eucharystii. Czyż Chrystus mógł wymowniej wyrazić nam tę swoją przyjaźń? Pozwolił nam, jako kapłanom Nowego Przymierza, działać w Jego imieniu, in persona Christi Capitis. I tak właśnie się dzieje w całej naszej kapłańskiej posłudze podczas sprawowania sakramentów, zwłaszcza Eucharystii. Powtarzamy te słowa, które On wypowiedział nad chlebem i winem, i poprzez naszą posługę dokonuje się to samo przeistoczenie, którego On dokonał. Czyż może być pełniejszy wyraz przyjaźni niż ten? Znajduje się on w samym centrum naszej kapłańskiej misji. (16 marca 1997)

  • NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY, KRÓLOWEJ POLSKI Głównej Patronki Polski – Uroczystość

    „Mówimy:

    Boże Narodzenie.

    Dziecię się narodziło.

    A to Ona rodzi co roku w boleściach,

    wiedząc od chwili poczęcia,

    na jakie męki

    i na jaką śmierć wydaje Syna

    ze swego łona.

     

    Mówimy:

    Wielki Post

    przed Wielkanocą.

    A to Ona przez dni czterdzieści

    i czterdzieści nocy gotuje się

    do Męki Syna.

     

    Mówimy:

    Ukrzyżowanie.

    A to Jej serce krzyżują,

    bez gestu łaski dla skazańca –

    bez znieczulającego napoju

    z żółci, octu i mirry.

     

    Mówimy:

    Złożenie do grobu.

    A to Ona,

    gdy Jego Ciało już nie cierpi więcej

    i w śmierci spoczywa,

    ciałem i duszą cierpieć nie przestaje.

     

    Mówimy:

    Zmartwychwstanie.

    A Ona, u pustego grobu klęcząc,

    zarysy fałd

    w płótnie całunu zostawione gładzi

    i śpiewa kołysankę:

    Lulajże, lulaj!…

     

    Mówimy:

    Wniebowstąpienie.

    A to Ona upada obarczona

    pamięcią o Narodzeniu,

    o Męce, o Ukrzyżowaniu,

    o Złożeniu w grobie.

     

    Mówimy:

    Wniebowzięcie.

    A Ona z nieba zstępuje,

    żeby już ostatecznie

    zostać na ziemi.”

    Ewa Szelburg Zarembina

  • NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY, KRÓLOWEJ POLSKI Głównej Patronki Polski – Uroczystość

    Myśli nasze zwracają się dzisiaj do Bogarodzicy, Królowej Polski, której święto wypada w dniu 3 maja. W obliczu uroczystości 3 Maja przypominają się słowa króla Jana Kazimierza wypowiedziane przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we lwowskiej katedrze, 1 kwietnia 1656 roku: „Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico, Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów król, do Najświętszych stop Twoich upadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram”. Tym historycznym i uroczystym aktem oddał król Jan Kazimierz cały nasz kraj pod opiekę Matki Bożej. (3 maja 2000)   

    PIERWSZE CZYTANIE   Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab

    Maryja obecna w Kościele jako Matka Odkupiciela, po macierzyńsku uczestniczy w owej „ciężkiej walce przeciw mocom ciemności”, jaka toczy się w ciągu całej historii ludzkiej. Równocześnie poprzez Jej eklezjalne utożsamienie z ową „niewiastą obleczoną w słońce” można powiedzieć, że „Kościół w Jej osobie osiąga już tę doskonałość, dzięki której istnieje nieskalany i bez zmazy”; stąd też chrześcijanie z ufnością wznoszą oczy ku Maryi w całym ziemskim pielgrzymowaniu, „starają się usilnie o to, aby wzrastać w świętości” (LG 65). Maryja, wzniosła Córa Syjonu, pomaga wszystkim swoim synom, gdziekolwiek i w jakichkolwiek warunkach żyjącym, aby w Chrystusie znajdowali drogę do domu Ojca. (Redemptoris Mater, 47)

    DRUGIE CZYTANIE      Kol 1,12-16

    Dzisiaj myśli nasze zwracają się również ku świętym męczennikom – świadkom Chrystusa u początków naszych dziejów: do św. Wojciecha i św. Stanisława. Wojciechowe świadectwo męczeńskiej śmierci, świadectwo krwi, przypieczętowało w sposób szczególny chrzest, jaki przed tysiącem lat przyjęli nasi ojcowie. Jego męczeństwo legło u fundamentów chrześcijaństwa na całej polskiej ziemi. Nad tym dziedzictwem czuwa niejako św. Stanisław – patron ładu moralnego. Czuwa nad tym, co najważniejsze w życiu chrześcijanina i co leży u podstaw naszej Ojczyzny. Czuwa nad ładem moralnym w życiu osoby i społeczeństwa. […] Ci dwaj święci Wojciech i Stanisław, dopełniają niejako tryptyku świąt patronalnych: Bogurodzica – Królowa Polski, św. Wojciech, św. Stanisław. (3 maja 2000)

    EWANGELIA      J 19,25-27

    Czujemy się objęci tym słowem: „Oto syn Twój”, czujemy się synem i uważamy, że Ona jest naszą matką. A to Jej macierzyństwo rozszerzamy do wszystkich pokoleń, do dziejów dalekich i bliskich. Widzimy jego znaki i jego oznaki w rozwoju tych dziejów, które były i są trudne, a przecież nie przestają być dla nas zawsze pełne nadziei. Pozostają nasze! Pozostają nasze dlatego, że mamy Matkę. Macierzyństwo jest źródłem tożsamości każdego z nas. (3 maja 1982)

    KRÓLOWA MATKA

    W okresie, w którym narodem polskim przestali rządzić polscy króIowie – świadomość, że Pani z Jasnej Góry została proklamowano przez jednego z nich Królową Polski, pomagała przetrwać narodowi w poczuciu jego własnej suwerenności. Równocześnie zaś nigdy owo jasnogórskie królowanie Maryi nie przestało oznaczać nade wszystko obecności Matki. A obecność Matki potrzebna jest ludziom
i narodom. Potrzebna jest całej rodzinie ludzkiej. (8 grudnia 1981)