Category: Ogłoszenia

Ogłoszenia kościoła św. Szymona w Glasgow

  • miesiąc wrzesień 2020

    20131001_124232.jpg
    Chrystus podwyższony pomiędzy niebem a ziemią w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego
    (Polska Misja Katolicka w Szkocji)

    **

    W sierpniu w różańcowej modlitwie dziękowaliśmy za dwa cudowne dary Nieba otrzymane 100 lat temu. Ale niestety wdzięczność Narodu Polskiego okazała się mizerna skoro po 19 latach przyszedł pamiętny wrzesień związany i z dniem pierwszym i z dniem siedemnastym.

    Nawet Powstanie Warszawskie budzące podziw dla ludzkiego heroizmu niewiele miało wspólnego z modlitewnym szturmem w pokutnym błaganiu Nieba o Bożą moc z roku 1920.

    BENEDYKTYNKI SAKRAMENTKI, POWSTANIE WARSZAWSKIE
    Wikipedia | Domena publiczna

    **

    Polskę szczególnie umiłowałem…

    Polskę szczególnie umiłowałem...fot. Łukasz Korzeniowski/TK

    **

    Dzienniczku znajdują się zdumiewające słowa, które św. Siostra Faustyna usłyszała podczas modlitwy z ust Pan Jezusa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje. (Dz. 1732)

    Można przypuszczać, że iskrą tą jest misja naszej bohaterki, związana z głoszeniem orędzia Bożego Miłosierdzia. Zbawiciel bowiem wielokrotnie mówił św. Faustynie o czasie miłosierdzia, mającym poprzedzić czas sprawiedliwości, który nadejdzie wraz z ostatecznym przyjściem Pana. Czy jednak – nawiązując do pierwszej części zacytowanego fragmentu – Polska jest posłuszna Bożej woli? Już przed prawie pięcioma wiekami wielki kaznodzieja ks. Piotr Skarga gromił nasze wady narodowe, prywatę, religijną oziębłość, niesprawiedliwe prawa.

    Także w czasach św. Faustyny zaraza zła i przyzwolenia nań zalewała nasz kraj. A cóż powiedzieć o Polsce współczesnej – kraju, w którym liczba katolików topnieje, społeczeństwo staje się coraz bardziej oziębłe religijnie, a przez to podatne na wpływy przeróżnych antychrześcijańskich „trendów i mód”, moralność tradycyjna jest ośmieszana, a „poważni politycy” wydają się rzecznikami społecznych patologii.

    Biorąc to wszystko pod uwagę oraz narastającą agresję względem Krzyża Chrystusowego, Matki Najświętszej, Kościoła i Jego nauki, trudno udzielić twierdzącej odpowiedzi na pytanie o posłuszeństwo naszego kraju względem woli Bożej. I to nawet wtedy, gdy – dla równowagi – weźmiemy pod uwagę wiele dobrych inicjatyw i ciągle jeszcze katolicką mentalność naszego narodu.

    Kara za nieposłuszeństwo woli Bożej

    Dzienniczku św. Siostry Faustyny pojawia się kwestia kary za grzechy, jaka miała spaść na mieszkańców polskiego miasta. Ostatecznie jednak dzięki ofiarom i modlitwom zostało ono ocalone. Pozostaje sprawą otwartą, o jakie miasto chodziło. A tak pisała o tym św. Faustyna: Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być [taka], jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zagniewanie Boże i dreszcz napełnił, przeszył mi serce. Milczeniem modliłam się. – Po chwili powiedział mi Jezus: Dziecię Moje, łącz się ściśle w czasie ofiary ze Mną i ofiaruj Ojcu niebieskiemu krew i rany Moje na przebłaganie za grzechy miasta tego. Powtarzaj to bez przestanku przez całą Mszę Świętą. Czyń to przez siedem dni. Siódmego dnia ujrzałam Jezusa w obłoku jasnym i zaczęłam prosić, ażeby Jezus spojrzał na miasto i na kraj nasz cały. Jezus spojrzał się łaskawie. Kiedy spostrzegłam życzliwość Jezusa, zaczęłam Go błagać o błogosławieństwo. – Wtem rzekł Jezus: Dla ciebie błogosławię krajowi całemu. I uczynił duży znak krzyża ręką nad Ojczyzną naszą. Radość wielka napełniła duszę moją, widząc dobroć Boga. (Dz. 39)

    Czytając dalej zapiski Apostołki Bożego Miłosierdzia, dowiadujemy się, że kara miała spotkać nie tylko miasto, ale cały kraj. Wytrwała i gorąca modlitwa jest jednak w stanie uśmierzyć Boży gniew: Widziałam gniew Boży ciążący nad Polską. I teraz widzę, że jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby to jeszcze Jego wielkie miłosierdzie, bo by nas mógł ukarać wiecznym zniszczeniem za tak wielkie występki. Struchlałam cała, jak mi Pan choć trochę uchylił zasłony. Teraz widzę wyraźnie, że dusze wybrane podtrzymują w istnieniu świat, aby się dopełniła miara. (Dz. 1533) Dziś powiedział mi Pan: „Idź do Przełożonej i powiedz, że życzę sobie, żeby wszystkie siostry i dzieci odmówiły tę Koronkę, której cię nauczyłem. Odmawiać mają przez dziewięć dni i w kaplicy, w celu przebłagania Ojca Mojego i uproszenia miłosierdzia Bożego dla Polski”. (Dz. 714) 22 VIII [1937]. Dziś rano przyszła do mnie dziewica – św. Barbara i poleciła mi, abym przez dziewięć dni ofiarowała Komunię Świętą za kraj swój. „A tym uśmierzysz zagniewanie Boże”. (Dz. 1251)

    Maryja naszą tarczą

    Matka Najświętsza odbiera cześć jako Królowa Polski. Od 1 kwietnia 1656 roku, kiedy król Jan Kazimierz w katedrze lwowskiej ślubował: Ciebie za patronkę moją i za królowę państw moich dzisiaj obieram, minęły prawie cztery stulecia. Zmienił się świat, zmieniła się Polska, ale Maryja niezmiennie pozostaje naszą słodką Monarchinią. O ile my możemy wstydzić się swoich niewierności względem Matki Bożej, to Ona nas nie zawodzi.

    Przychodzi nam z pomocą w najgorszych momentach – była z nami podczas zaborów, podczas okupacji hitlerowskiej i trwającej ponad 40 lat komunistycznej nocy. Możemy być pewni, że będzie naszą tarczą także podczas inwazji nowego, bezbożnego barbarzyństwa, które nadciąga nad Polskę.

    O wielkiej roli Maryi, która broni swego Królestwa, ale też nieustannie żąda naszej modlitwy i ofiar za naszą Ojczyznę, wspominała również św. Siostra Faustyna: Wrzesień. Pierwszy piątek. Wieczorem ujrzałam Matkę Bożą, z obnażoną piersią i zatkniętym mieczem, rzewnymi łzami płaczącą, i zasłaniała nas przed straszną karą Bożą. Bóg chce nas dotknąć straszną karą, ale nie może, bo nas zasłania Matka Boża. Lęk straszny przeszedł przez moją duszę, modlę się nieustannie za Polskę, drogą mi Polskę, która jest tak mało wdzięczna Matce Bożej. Gdyby nie Matka Boża, na mało by się przydały nasze zabiegi. Pomnożyłam swoje wysiłki modlitw i ofiar za drogą Ojczyznę, ale widzę, ze jestem kroplą wobec fali zła. (Dz. 686)

    Nowennę tę miałam odprawić w intencji Ojczyzny. W siódmym dniu nowenny ujrzałam Matkę Bożą pomiędzy niebem a ziemią, w szacie jasnej, modliła się z rękami złożonymi na piersiach, wpatrzona w niebo, a z Serca Jej wychodziły ogniste promienie i jedne szły do nieba, a drugie okrywały naszą ziemię. (Dz. 33)

    1934 rok. W dzień Wniebowzięcia (…) ujrzałam Matkę Bożą w niewypowiedzianej piękności – i rzekła do mnie: Córko moja, żądam od ciebie modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy za świat, a szczególnie za Ojczyznę swoją. Przez dziewięć dni przyjmij Komunię Świętą wynagradzającą, łącz się ściśle z ofiarą Mszy Świętej. Przez te dziewięć dni staniesz przed Bogiem jako ofiara, wszędzie, zawsze, w każdym miejscu i czasie – czy w dzień, czy w nocy, ilekroć się przebudzisz, módl się duchem. Duchem zawsze trwać na modlitwie można. (Dz. 325)

    Dzień odnowienia ślubów. W początku Mszy św. widziałam Jezusa tak jak zwykle, Który błogosławił nam i wszedł do Tabernakulum. Wtem ujrzałam Matkę Bożą w szacie białej, w niebieskim płaszczu, z odkrytą głową, Która się zbliżyła od ołtarza do mnie i dotknęła mnie swymi dłońmi i okryła swym płaszczem i rzekła mi: „Ofiaruj te śluby za Polskę. Módl się za nią”. (Dz. 468)

    Głęboka miłość do Ojczyzny

    Wyznacznikiem życia św. Faustyny była miłość. Co oczywiste – przede wszystkim miłość do Boga, do Matki Najświętszej, do Kościoła, do bliźnich… Nie możemy zapomnieć także o innej wielkiej miłości naszej świętej bohaterki. Mianowicie wielkiej miłości do Ojczyzny, którą przecież także Boski Zbawiciel szczególnie umiłował.

    Głęboki patriotyzm św. Siostry Faustyny nie opierał się na jakimś tkliwym uczuciu, lecz na prawdziwej miłości, świadomej błędów i zła, które trawią nasz kraj. Za taką Polskę pokorna zakonnica żarliwie się modliła i ofiarowywała cierpienia. W Dzienniczku znajdziemy wiele fragmentów o tym świadczących: Ojczyzno moja kochana, Polsko, o gdybyś wiedziała, ile ofiar i modłów za ciebie do Boga zanoszę. Ale uważaj i oddawaj chwałę Bogu, Bóg cię wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna. (Dz. 1038) Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam, aby ją bronić. Nieustannie przypominam Bogu Jego obietnice miłosierdzia. Kiedy widzę Jego zagniewanie, rzucam się z ufnością w przepaść Miłosierdzia i w nim zanurzam całą Polskę, a wtenczas nie może użyć swej sprawiedliwości. Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie. (Dz. 1188) W pewnej chwili, kiedy się odprawiła adoracja za naszą Ojczyznę, ból mi ścisnął duszę i zaczęłam się modlić w następujący sposób: Jezu najmiłosierniejszy, proszę Cię przez przyczynę świętych Twoich, a szczególnie przez przyczynę Matki Twojej najmilszej, która Cię wychowała z dziecięctwa, błagam Cię, błogosław Ojczyźnie mojej. Jezu, nie patrz na grzechy nasze, ale spójrz się na łzy dzieci małych, na głód i zimno, jakie cierpią. Jezu, dla tych niewiniątek, udziel mi łaski, o którą Cię proszę dla Ojczyzny mojej. W tej chwili ujrzałam Pana Jezusa, który miał oczy zaszłe łzami – i rzekł do mnie: „Widzisz, córko Moja, jak bardzo Mi ich żal, wiedz o tym, że one utrzymują świat”. (Dz. 286)

    z książki: “Świadectwo Bożego Miłosierdzia”, red. Bogusław Bajor, Michał Wikieł, Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. ks. Piotra Skargi, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu,  Sandomierz 2013 /PCh.pl

    ************************************************************************

    … “Od dnia 1 września 1939 roku … dla każdego Polaka, gdziekolwiek by się znajdował, wrzesień jest miesiącem klęski.
    … Wrzesień…
    Przez wyzłocony słońcem krajobraz tysiące zbiegów wędruje na wschód dziwacznymi taborami, gdzie chłopskie konie ciągną auta bez paliwa, wozy zaprzężone w krowy pośród morza pieszych. Wędrują, mijając po drodze żałosne szczątki zdruzgotanej państwowości polskiej w postaci uciekającej policji lub straży ogniowych. Wędrują ludzie obłąkani z rozpaczy, ludzie skowyczący z bólu jak zwierzęta, ludzie padający na szosie zamienionej w krwawe pobojowisko przez nurkujące nisko samoloty nieprzyjaciela.
    Wędrują dzieci płaczące, gdyż zgubiły w zamieszaniu rodziców, rodzice odchodzący od zmysłów, gdyż zgubili dzieci, żołnierze bez broni, bez oddziałów. Pożary na prawo, pożary na lewo, łuny na wprost, zatarasowane drogi, a ponad wszystko, silniejsze niż ból i trwoga, poczucie, że Polska zginęła…
    …Wrześniu, kto ciebie widział w owym kraju…
    Tysiące oszalałych ludzi wędruje na wschód, tysiące wraca na zachód. Świat się kończy, zapada, gdy cofają się nazad w ręce tego samego nieprzyjaciela , przed którym pierzchli. Zdarzało się, że w tej ucieczce
    od ucieczki docierali do brzegu rzeki, pięknej polskiej rzeki Wieprz. (Wieprz był niegdyś bóstwem 40 opiekuńczym wód, przeto dostojna nazwa wyróżniała ten bieg wody spośród innych bystrzyc, pilic.) Stanęli nad brzegiem w miejscu, gdzie był bród dzięki niskiej wodzie, a na drugim brzegu na drągach rozpięta widniała płachta z olbrzymią czarną sfastyką. Zabrakło już ojczyzny pod stopami. Już nie znajdziesz, Polaku, skrawka swojej ziemi, na której czułbyś się wolny. Nawet tyle co na grób. W niewysłowionej rozpaczy wołali, jak niegdyś ksieni Bronisława: „Wzgórza, otwórzcie się i pochłonijcie nas!” Modlili się, by ulecieć w górę, jak ulatywał błogosławiony Ładysław. Lecz święci milczeli i ziemia milczała.
    Tylko modrzyło się pogodne niebo, błękitniała rzeka, bielił się piasek nadbrzeżny, a zarośla płonęły czerwienią i złotem. Przyroda zdawała się nie wiedzieć nic o narodzie, który konał w męce. Potem zaczęły się wyraje ludzi, podobne odlotom jesiennym ptactwa. Choć poeci lubią porównywać
    człowieka do ptaków („gdybym ja była ptaszkiem z tego gaju…” – „gdyby orłem być…”), jest między nimi ta zasadnicza różnica: ptak odlatuje i wraca; człowiek, gdy się od ziemi oderwie – nie wróci. Tułacz podobien
    jest raczej drzewu wyrwanemu z gruntu, rzuconemu w przestrzeń siłą wybuchu, usycha bowiem jak drzewo”…

    z książki Zofii Kossak-Szczuckiej: ROK POLSKI – OBYCZAJ I WIARA

    *****

    Modlitwa na ruinach kościoła Sakramentek na rynku Nowego Miasta w Warszawie

    Modlitwa na ruinach kościoła
Sakramentek na rynku
Nowego Miasta w Warszawie
    Reprodukcja Margita Kotas

    **

     Archiwum/wikipedia

    ************************************************************************

    OGŁOSZENIA

    Emblem of Our Lady, Queen of Poland, outside St Simon's Church, Partick
    W kościele św. Szymona nadal Msze św. w niedziele i w święta nie mogą być sprawowane. Mamy natomiast możliwość uczestniczyć we Mszy św. w kościele św. Piotra.
    Ale niestety, obowiązuje wcześniejsza rejestracja (linki poniżej), ponieważ na Mszy św. może być maksymalnie 50 osób.

    *******

    w sobotę 26 września Msza św. o godz. 18.00

    rejestracja do godz. 16:00 lub do wyczerpania miejsc

    https;//www.eventbrite.co.uk/e/sobota-2609-msza-sw-godz-1800-kosciol-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-121856739789

    *******

    Zapraszam Dzieci, które są w trakcie przygotowania do I spowiedzi św. i do I Komunii św. na spotkanie w sobotę 26 września o godz. 16.00 do kościoła św. Szymona, aby kontynuować naszą katechezę.

    *******

    w niedzielę 27 września Msza św. o godz. 14.00

    rejestracja do godz. 12:00 lub do wyczerpania miejsc

    https://www.eventbrite.co.uk/e/niedziela-2709-msza-sw-godz-1400-kociol-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-121856527153

    *****

    Spowiedź święta:

    W soboty w kościele św. Szymona: 14.00 – 16.00

    Oczywiście jest też możliwość w innym czasie – wtedy proszę umówić się indywidualnie z ks.Marianem: https://kosciol.org/dane/304

    Spowiedź św. w kościele św. Anny(szczegóły podane są w ogłoszeniach na stronie: www. kosciol.org)

    *****

    Mając na uwadze trwające wciąż zagrożenie zdrowia i życia, Szkocki Episkopat przedłużył udzielenie dyspensy od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy świętej. Dotyczy to przede wszystkim osób starszych, które są w grupie ryzyka zarażeniem oraz osoby opiekujące się nimi, a także te osoby, które obawiają się z uzasadnionych przyczyn zakażenia.

    Skorzystanie z dyspensy oznacza, że nieobecność na Mszy niedzielnej we wskazanym czasie nie jest grzechem. Jednocześnie korzystających z dyspensy zachęca się do udziału we Mszy świętej w dni powszednie, z zachowaniem roztropności i wzajemnej troski o siebie. Zachęca się również, aby osoby korzystające z dyspensy trwały na osobistej i rodzinnej modlitwie, i do duchowej łączności ze wspólnotą Kościoła poprzez transmisje radiowe, telewizyjne lub internetowe.

    Nadal będziemy musieli zaakceptować szereg ograniczeń, do których przestrzegania jesteśmy zobowiązani:

    • podczas Mszy św. w kościele może przebywać tylko 50 wiernych
    • rezerwacja miejsc na Mszy św. przez stronę internetową   (1 “bilet” na osobę/dziecko powyżej 5-go roku życia)
    • przy wejściu do kościoła będą wolontariusze, którzy wskażą miejsca i będą “kierować ruchem”w kościele 
    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować odległość 2m od innych osób (nie dotyczy to osób z rodziny)
    • na razie ministranci nie mogą służyć do Mszy św.
    • podczas liturgii nie będzie śpiewu, Msza będzie krótsza, niż zazwyczaj 
    • bardzo ważne: prosimy przychodzić trochę wcześniej, aby była możliwość odpowiedniego rozlokowania wszystkich w kościele przed rozpoczęciem Mszy św.
    • również bardzo ważne: bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. wszyscy poza osobami porządkowymi muszą jak najszybciej opuścić kościół 

    Uwaga: 

    Mimo zaostrzonych rygorów sanitarnych, nadal istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem i każdy powinien mieć tę świadomość przebywając w miejscu, gdzie gromadzi się większa liczba osób.
    Dane kontaktowe osób biorących udział we Mszy św. muszą być przechowywane w celu Contact Tracing w razie zachorowania któregoś z uczestników.

    ***

    Intencje Mszy św., które zostały zamówione na konkretny dzień, są w tych terminach odprawiane.

    ***

    Bardzo dziękuję za Wasze zrozumienie obecnej sytuacji, za Wasze wsparcie i mam nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli już w pełni i bez ograniczeń uczestniczyć w sakramentalnym życiu Kościoła. Niech nasza wzajemna gorąca modlitwa daje nam Bożą moc w przeżywaniu tego trudnego czasu.

    ***

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    kościół św. Szymona, 33 Partick Bridge Street
    Glasgow G11 6PQ

    sakrament spowiedzi św. – w soboty od godz.14.00 – 16.00
    St Peter's R.C. Church, Partick
    kościół św. Piotra, 46 Hyndland Street
    Partick
    Glasgow G11 5PS


    Interior of St Peter's R.C. Church, Partick
    Msza św. w sobotę 26 września o godz. 18.00

    Msza św. w niedzielę 27 września o godz. 14.00

    ***************************************************************************

    XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

    20.IX.2020

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godz. 14.00

    przed Mszą świętą jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej i adoracji przed Najświętszym Sakramentem

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście

    Pan mówi: Ja jestem zbawieniem ludu, w jakimkolwiek ucisku wołać będą do Mnie, Ja ich wysłucham i będę im Panem na wieki.

    K. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
    W. Amen.

    K. Pan z wami.
    W. I z duchem twoim.
    AKT POKUTY
    K. Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli z czystym sercem złożyć Najświętszą Ofiarę.


    W. Spowiadam się Bogu wszechmogącemu * i wam, bracia i siostry, * że bardzo zgrzeszyłem * myślą, mową, uczynkiem, i zaniedbaniem:
    moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
    Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, * wszystkich Aniołów i Świętych, * i was, bracia i siostry, * o modlitwę za mnie * do Pana Boga naszego.

    K. Niech się zmiłuje nad nami Bóg wszechmogący * i odpuściwszy nam grzechy * doprowadzi nas do życia wiecznego.
    W. Amen.

    WEZWANIA DO CHRYSTUSA PANA

    K. Panie, zmiłuj się nad nami.
    W. Panie, zmiłuj się nad nami.
    K. Chryste, zmiłuj się nad nami.
    W. Chryste, zmiłuj się nad nami.
    K. Panie, zmiłuj się nad nami.
    W. Panie, zmiłuj się nad nami.

    HYMN
    Chwała na wysokości Bogu, * a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. * Chwalimy Cię. * Błogosławimy Cię. * Wielbimy Cię. * Wysławiamy Cię. * Dzięki Ci składamy, * bo wielka jest chwała Twoja. * Panie Boże, Królu nieba, * Boże, Ojcze wszechmogący. * Panie, Synu Jednorodzony, * Jezu Chryste. * Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca. * Który gładzisz grzechy świata, * zmiłuj się nad nami. * Który gładzisz grzechy świata, * przyjm błaganie nasze. * Który siedzisz po prawicy Ojca, * zmiłuj się nad nami. * Albowiem tylko Tyś jest święty * Tylko Tyś jest Panem. * Tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste. * Z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. * Amen.

    Kolekta

    Boże, Ty zawarłeś wszystkie nakazy świętego Prawa w przykazaniu miłości Ciebie i bliźniego,
    spraw, abyśmy zachowując Twoje przykazania,
    zasłużyli na życie wieczne.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ***

    LITURGIA BOŻEGO SŁOWA

    Czytanie z Księgi proroka IzajaszaIz 55,6-9

    Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.

    Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 145

    R/ Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają.

    Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
    i na wieki wysławiał Twoje imię.
    Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
    a wielkość Jego niezgłębiona. R/

    Pan jest łagodny i miłosierny,
    nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
    Pan jest dobry dla wszystkich,
    a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. R/

    Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
    i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
    Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
    wszystkich wzywających Go szczerze. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Filipian – Flp 1,20c-24.27a

    Bracia: Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele, to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.

    Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, a pozostawać w ciele – to bardziej dla was konieczne.

    Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Otwórz, Panie, nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 20,1-16a

    Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy».

    A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: «Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych». Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

    Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty». Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry». Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

    Oto słowo Pańskie.

    WYZNANIE WIARY
    Wierzę w jednego Boga, * Ojca Wszechmogącego, * Stworzyciela nieba i ziemi, * wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. * I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, * Syna Bożego Jednorodzonego, * który z Ojca jest zrodzony * przed wszystkimi wiekami. * Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, * Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. * Zrodzony a nie stworzony, * współistotny Ojcu, * a przez Niego wszystko się stało. * On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego * przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. * Ukrzyżowany również za nas, * pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. * I zmartwychwstał dnia trzeciego, * jak oznajmia Pismo. * I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. * I powtórnie przyjdzie w chwale * sądzić żywych i umarłych, * a Królestwu Jego nie będzie końca. * Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, * który od Ojca i Syna pochodzi. * Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; * który mówił przez Proroków. * Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. * Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. * I oczekuję wskrzeszenia umarłych. * I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.


    MODLITWA WIERNYCH

    Wezwani przez Pana Boga do winnicy Kościoła, wypełniając wiernie swe powołanie nieśmy światu dar modlitwy.

    1. Prośmy, aby Kościół głosząc Ewangelię zapraszał ludzi do łączności z Bogiem, który jest hojny w przebaczenie.
      R. Niech nasza modlitwa dotrze do Ciebie, Boże.
    2. Prośmy, aby pracownicy mediów poszukiwali prawdy i przyczyniali się do budowania jedności między ludźmi.
    3. Prośmy, aby nigdy nie zabrakło nowych pracowników w winnicy Bożej.
    4. Prośmy, aby ludzie chętnie wykonywali swą pracę i chwalili Boga dziełami swoich rąk i umysłów.
    5. Prośmy, aby związki zawodowe broniły pracowników przed wyzyskiem i udzielały im poparcia w walce o sprawiedliwość.
    6. Prośmy, aby zmarli, którzy z nami pielgrzymowali po tej ziemi, otrzymali nagrodę za swe życie, pracę i wierność Bogu.
    7. Prośmy, abyśmy sami wezwani przez Chrystusa do winnicy Kościoła, wiernie wypełniając swe obowiązki zawodowe, rodzinne i społeczne, zasłużyli na zapłatę od Boga.

    Niech Twoja dobroć, Panie, towarzyszy naszemu życiu, naszej pracy i naszemu powołaniu, byśmy zanosząc do Ciebie tę modlitwę zostali wysłuchani i mogli otrzymać nagrodę za wierną pracę i służbę. Który żyjesz i królujesz nią wieki wieków. Amen.

    ***

    LITURGIA EUCHARYSTYCZNA


    PRZYGOTOWANIE DARÓW

    K. Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, * bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, * który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; * Tobie go przynosimy, * aby stał się dla nas chlebem życia.

    W. Błogosławiony jesteś, Boże, teraz i na wieki.


    K. Przez to misterium wody i wina * daj nam, Boże, udział w Bóstwie Chrystusa, * który przyjął nasze człowieczeństwo.


    K. Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, * bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino, * które jest owocem winnego krzewu i pracy rąk ludzkich; * Tobie je przynosimy, * aby się stało dal nas napojem duchowym.

    W. Błogosławiony jesteś, Boże, teraz i na wieki.

    K. Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą * w duchu pokory i z sercem skruszonym; * niech nasza Ofiara tak się dzisiaj dokona, przed Tobą, Panie Boże, * aby się Tobie podobała.

    Obmyj mnie, Panie, z mojej winy * i oczyść mnie z grzechu mojego.


    K. Módlcie się, * aby moja i waszą Ofiarę * przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący.

    W. Niech Pan przyjmie Ofiarę z rąk twoich * na cześć i chwałę swojego imienia, * a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, przyjmij łaskawie dary swojego ludu, i spraw, aby w sakramencie Eucharystii otrzymał dobra, w które wierzy z całego serca. Przez Chrystusa,
    Pana naszego. Amen.

    ***

    MODLITWA EUCHARYSTYCZNA

    Prefacja na Niedziele Zwykłe
    K.  Pan z wami.
    W. I z duchem twoim.
    K.  W górę serca.
    W. Wznosimy je do Pana.
    K.  Dzięki składajmy Panu Bogu naszemu.
    W. Godne to i sprawiedliwe.
    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe a dla nas zbawienne, * abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie chwalili Panie Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże, * przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. On to cudownie sprawił, * że przez wielkanocne misterium * zostaliśmy uwolnieni z jarzma grzechu i śmierci * i wezwani do chwały. * Jesteśmy bowiem plemieniem wybranym, * królewskim kapłaństwem, * narodem świętym, ludem odkupionym * i wszędzie głosimy wszechmoc Twoją, Boże, * który nas wezwałeś z ciemności * do Twojego przedziwnego światła. Dlatego z Aniołami i Archaniołami * i z wszystkimi chórami niebios, * głosimy Twoją chwałę, * razem z nimi wołając:

    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów. * Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. * Hosanna na wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. * Hosanna na wysokości.


    Ojcze nieskończenie dobry, * pokornie Cię błagamy przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Pana, abyś przyjął i pobłogosławił ✠ te święte dary ofiarne. Składamy je Tobie przede wszystkim * za Twój święty Kościół powszechny, * razem z Twoim sługą, naszym Papieżem Franciszkiem * i naszym Biskupem Filipem * oraz wszystkimi, którzy wiernie strzegą * wiary katolickiej i apostolskiej. * Obdarz swój Kościół pokojem i jednością, * otaczaj opieką i rządź nim na całej ziemi.

    WSPOMNIENIE ŻYJĄCYCH
    Pamiętaj, Boże, o swoich sługach i służebnicach i o wszystkich tu zgromadzonych, * których wiara i oddanie są Ci znane.
    Za nich składamy Tobie tę Ofiarę uwielbienia, * a także oni ją składają * i wznoszą swoje modlitwy ku Tobie, * Bogu wiecznemu, żywemu i prawdziwemu, * za siebie oraz za wszystkich swoich bliskich, * aby dostąpić o odkupienia dusz swoich * i osiągnąć zbawienie.

    WSPOMNIENIE ŚWIĘTYCH
    Zjednoczeni z całym Kościołem, * uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, * w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał * i zesłał na Apostołów Ducha Świętego, ze czcią wspominamy * najpierw pełną chwały Maryję, zawsze Dziewicę, * Matkę Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa, * a także świętego Józefa, * Oblubieńca Najświętszej Dziewicy, * oraz Twoich świętych Apostołów i Męczenników: * Piotra i Pawła, Andrzeja, *(Jakuba, Jana, Tomasza, * Jakuba, Filipa, Bartłomieja, * Mateusza Szymona i Tadeusza, Linusa, Kleta, Klemensa, Sykstusa, * Korneliusza, Cypriana, Wawrzyńca, Chryzogona, * Jana i Pawła, Kosmę i Damiana) * i wszystkich Twoich Świętych. * Przez ich zasługi i modlitwy * otaczaj nas we wszystkim swoją przemożną opieką. *( Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.)

    Boże, przyjmij łaskawie tę Ofiarę * od nas, sług Twoich * i całego ludu Twego. * Napełnij nasze życie swoim pokojem * zachowaj nas od wiecznego potępienia * i dołącz do grona swoich wybranych.Składa ręce. (Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.)

    Prosimy Cię, Boże, * uświęć tę Ofiarę pełnią swojego błogosławieństwa, * mocą Twojego Ducha uczyń ją doskonałą i miłą sobie, * aby się stała dla nas Ciałem i Krwią * Twojego umiłowanego Syna, * naszego Pana Jezusa Chrystusa.


    On to w dzień przed męką wziął chleb w swoje święte i czcigodne ręce, podniósł oczy ku niebu, * do Ciebie, Boga, swojego Ojca wszechmogącego, * i dzięki Tobie składając, błogosławił, * łamał i rozdawał swoim uczniom, mówiąc:


    BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY:
    TO JEST BOWIEM CIAŁO MOJE,
    KTÓRE ZA WAS BĘDZIE WYDANE.

    Podobnie po wieczerzy wziął ten przesławny kielich * w swoje święte i czcigodne ręce, * ponownie dzięki Tobie składając, błogosławił, * i podał swoim uczniom mówiąc:


    BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY:
    TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA
    KTÓRA ZA WAS I ZA WIELU BĘDZIE WYLANA NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.
    TO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

    K. Oto wielka tajemnica wiary.

    W. Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, * wyznajemy Twoje zmartwychwstanie * i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.

    K. Boże Ojcze, my, Twoi słudzy, * oraz lud Twój święty, * wspominając błogosławioną mękę, zmartwychwstanie * oraz chwalebne wniebowstąpienie Twojego Syna, * naszego Pana Jezusa Chrystusa, * składamy Twojemu najwyższemu majestatowi * z otrzymanych od Ciebie darów * Ofiarę czystą, świętą i doskonałą, * Chleb święty życia wiecznego * i Kielich wiekuistego zbawienia. * Racz wejrzeć na nie z miłością i łaskawie przyjąć, * podobnie jak przyjąłeś dary swojego sługi, * sprawiedliwego Abla, * i ofiarę naszego Patriarchy Abrahama * oraz tę ofiarę, * którą Ci złożył najwyższy Twój kapłan Melchizedek, * jako zapowiedź Ofiary doskonałej.

    Pokornie Cię błagamy, wszechmogący Boże, * niech Twój święty Anioł zaniesie tę Ofiarę na ołtarz w niebie * przed oblicze boskiego majestatu Twego, abyśmy przyjmując z tego ołtarza * Najświętsze Ciało i Krew Twojego Syna, otrzymali obfite błogosławieństwo i łaskę. (Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.)

    WSPOMNIENIE ZMARŁYCH
    Pamiętaj, Boże, o swoich sługach i służebnicach, którzy przed nami odeszli ze znakiem wiary * i śpią w pokoju.
    Błagamy Cię, daj tym zmarłym * oraz wszystkim spoczywającym w Chrystusie * udział w Twojej radości, światłości i pokoju. (Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.)

    Również nam, Twoim grzesznym sługom, * ufającym w Twoje wielkie miłosierdzie, * daj udział we wspólnocie z Twoimi świętymi Apostołami i Męczennikami: * Janem Chrzcicielem, Szczepanem, * Maciejem, Barnabą, * (Ignacym, Aleksandrem * Marcelinem, Piotrem, * Felicytą, Perpetuą, * Agatą, Łucją, * Agnieszką, Cecylią, Anastazją) * i wszystkimi Twoimi Świętymi; * prosimy Cię, dopuść nas do ich grona * nie z powodu naszych zasług, * lecz dzięki Twojemu przebaczeniu.

    Przez Chrystusa, naszego Pana, * przez którego, Boże, wszystkie te dobra * ustawicznie stwarzasz, uświęcasz, ożywiasz, * błogosławisz i nam ich udzielasz. 

    Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie * Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, * w jedności Ducha Świetego * wszelka cześć i chwała, * przez wszystkie wieki wieków.

    W. Amen.

    OBRZĘDY KOMUNII


    Nazywamy się dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy, dlatego ośmielamy się mówić:

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie: * święć się imię Twoje, * przyjdź Królestwo Twoje, * bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. * Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. * I odpuść nam nasze winy, * jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. * I nie wódź nas na pokuszenie, * ale nas zbaw ode złego.

    Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego * i obdarz nasze czasy pokojem. * Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, * abyśmy zawsze wolni od grzechu * i bezpieczni od wszelkiego zamętu, * pełni nadziei oczekiwali * przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

    W. Bo Twoje jest królestwo i potęga, i chwała na wieki.

    Panie Jezu Chryste, * Ty powiedziałeś swoim Apostołom: * Pokój wam zostawiam, pokój mój wam daję. * Prosimy Cię, nie zważaj na grzechy nasze, * lecz na wiarę swojego Kościoła * i zgodnie z Twoją wolą * napełniaj go pokojem i doprowadź do pełnej jedności. który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

    W. Amen.

    K. Pokój Pański niech zawsze będzie z wami.

    W. I z duchem twoim.

    K. Przekażcie sobie znak pokoju.

    K. Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, * które łączymy i będziemy przyjmować, * niech nam pomogą osiągnąć życie wieczne.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem.

    K. Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, * Ty z woli Ojca, * za współdziałaniem Ducha Świętego, * przez swoją śmierć dałeś życie światu, * wybaw mnie przez najświętsze Ciało i Krew Twoją * od wszystkich nieprawości moich i od wszelkiego zła; * spraw także, * abym zawsze zachowywał Twoje przykazania * i nie dozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie.

    K. Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. * Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę.

    W. Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, * ale powiedz tylko słowo, * a będzie uzdrowiona dusza moja.

    K. Ciało Chrystusa niech mnie strzeże na życie wieczne.

    K. Krew Chrystusa niech mnie strzeże na życie wieczne.

    K. Ciało Chrystusa

    Przystępujący do Komunii odpowiada: Amen

    Antyfona na Komunię

    Panie, Ty po to dałeś swoje przykazania, aby przestrzegano ich pilnie. Oby niezawodnie zmierzały moje drogi ku przestrzeganiu Twoich ustaw.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, udzielaj nieustannie pomocy wszystkim, których posiliłeś swoim Sakramentem, abyśmy dzięki sprawowanym misteriom
    doznali skutków odkupienia w naszym życiu.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    OBRZĘDY ZAKOŃCZENIA

    K. Pan z wami.

    W. I z duchem twoim.

    K. Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, 

    Ojciec i Syn, ✠ i Duch Święty.

    W. Amen.


    K. Idźcie w pokoju Chrystusa.


    W. Bogu niech będą dzięki.

    ********************************

    komentarz do dzisiejszej Liturgii Słowa

    fot. flickr.com

    **

    Patrzę na rozpoczynającą się jesień, która ogarnia nie tylko otaczający mnie krajobraz. Dotyka i mnie i to coraz bardziej. Dziś w tej porze najpiękniejszych barw, kiedy jest czas owocobrania odczuwam w sobie większą natarczywość pytania – no i co z moim życiem?

    Pan Jezus poprzez swój Kościół daje mi przypowieść o robotnikach w winnicy. Jaka jest pierwsza moja reakcja? Czy taka jak tych, którzy pracując cały dzień nie mogli się zgodzić się z postępowaniem gospodarza winnicy, ponieważ polecił wypłacić po denarze również pracownikom jednej tylko godziny?

    Prorok Izajasz w I Czytaniu przypomina Boże Słowa: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami.” To znaczy, że Bóg jest hojny w dawaniu. 

    Nieraz już przyłapałem siebie mówiąc słowa, zresztą dość często dziś powtarzane: ‘mnie to się należy’. A czyż wszystko co mam nie zostało mi dane?  Więc za Kochanowskim powtarzam: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?

    Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?”

    Albo: „Czymże ja jestem przed Twoim obliczem – prochem i niczem”. 

    Ks. Biskup Zawitkowski mówiąc o hojności Boga nie tylko w dawaniu, ale i w przebaczeniu pisze: „Tak często jestem grzechem swoim upokorzony przed Bogiem, przed ludźmi i przed sobą. Stałem na rynku tyle dni w moim życiu. Zmarnowałem je. Już tego nie zdołam odrobić, ale ufam – mój Bóg jest hojny w dawaniu i w przebaczeniu. Czym się Panu wypłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Dał mi Bóg życie i zdrowie, myślenie i miłość, ziemię i morze, powietrze i wodę, i dach nad głową, i chleb powszedni, i odzienie, i tylu dobrych ludzi, rośliny i zwierzęta, i dni i noce, i jeszcze denara za godzinę mojej wiary, a ja tak mało Bogu dziękuję.”

    Bo wciąż siebie tylko widzę, a nie Pana, który jest blisko. Mówi prorok Izajasz: „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko.” Również psalm responsoryjny przypomina: „Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają.” Szukanie Boga czyż nie jest przechodzeniem z pełnienia własnej woli na Bożą: „Bądź wola Twoja”. Pan Jezus wielokrotnie stwierdzał, że przyszedł na świat, aby wypełnić wolę Ojca: „Nie szukam własnej woli, ale woli tego, który mnie posłał”. Na tej drodze można zobaczyć do jak nieprawdopodobnej bliskości dochodzi człowiek z Bogiem – po prostu staje się domownikiem Bożego Domu – kiedy idzie za wskazaniem Jezusa: „Kto pełni wolę Ojca mego, ten jest moim bratem, siostrą i matką”.

    Będąc w rejonie rodzinnych relacji łatwiej jest odczytać dzisiejszą przypowieść, bo Pan Bóg wcale nie jest żadnym pracodawcą, który oblicza zyski ze swojej winnicy. Pomiędzy Bogiem a człowiekiem jest przede wszystkim ten istotny element, który zawsze jest nieobliczalny i nieprzeliczalny, a jest nim miłość. To ona potrafi tylko być tym jedynym kluczem, którym można otworzyć przeróżne zamki ludzkiego serca. Nawet te, które wydawać by się mogło, że są już zupełnie zardzewiałe i nie warto nawet próbować otwierać.

    Jak pełna zachwytu jest historia Zacheusza i to nie tylko dla niego. Jezus wprosił się do jego domu w gościnę. I co się dzieje? Ten Zacheusz znany jako dusigrosz nagle traci rachubę. Bo oto połowę swojego majątku rozdaje ubogim, a tych, których skrzywdził chce wynagrodzić i to w sposób zwielokrotniony. Nie dba o to co mu zostanie, bo teraz doznał olśnienia. Przekonał się, że Bóg go kocha. A przecież on tylko wyszedł na drzewo, bo chciał zobaczyć Jezusa przechodzącego tamtędy. Resztę dokonał Bóg.

    Ileż podobieństwa można odnaleźć pomiędzy narzekającymi robotnikami na właściciela winnicy a starszym synem z przypowieści, którego młodszy brat był powrócił. Jego pobyt w domu ojca na pewno był bez zarzutu, bo jak sam mówił, że nikogo nie skrzywdził. Wiernie służył ojcu. Jedynie brakło mu miłości. Ta jego sprawiedliwość uczyniła go zgryźliwym. Nie chciał brać udziału w radości szczęśliwego ojca. Ale jaki wspaniały okazał się ojciec. Nie ganił swojego starszego syna, ani go nie wyrzucał, ale tłumaczył: „Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje twoim jest, lecz trzeba było”… Ks. Ludwig Evely pisze, że “Takiej dobroci na pewno serce starszego brata się nie oparło. Oczekiwał, spodziewał się wyrzutów, by móc się odwzajemnić,  surowości, by móc być surowym, gniewu, by na nim oprzeć, wzmocnić własny gniew. Ale ta pokorna, nieprzewidziana dobroć rozbroiła go, on też zaczął miłować jak ojciec, ponieważ napotkał na miłość, której się nie spodziewał. Widział, jak ojciec miłował, i nie mógł nie wejść w ‘komunię’, nie zjednoczyć się z tą miłością.”

    Taki jest Bóg, który ciągle od nowa zaczyna wierzyć, że my będący już w winnicy Pana, będziemy dzielić Jego radość, cieszyć się Jego dobrocią, brać na siebie razem z Nim tę hojność i miłosierdzie, że będziemy Jego wspólnikami.

    Za chwilę, tuż przed konsekracją znowu zostaną wypowiedziane słowa: „Przez ofiarę Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, wydanego za nas na śmierć, doprowadzasz nas do Twojej miłości, abyśmy także my dawali siebie braciom.”

    Może wreszcie tym razem, w ten jesienny Dzień Pański odkryję w ewangelicznym denarze Jezusa, który nieustannie daje siebie samego tak bardzo różnym i zróżnicowanym ludziom – tym którzy już są w winnicy Kościoła i tym, których On wciąż przyprowadza z rynku świata.

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    poniedziałek – 21 września

    XXV tydzień okresu zwykłego

    ***

    święto Apostoła i Ewangelisty – św. Mateusza

    Wstał i poszedł

    Wstał i poszedł - św. Mateusz
    św. Mateusz José de Ribera (PD)

    **

    Ewangelie nie są urzędowym pismem z Wysoka, obiektywną relacją, chłodnym opisem. Cudownie, że czuć w nich także puls wiary ludzkich autorów.

    Pracował jako poborca podatków. Umiał pisać i liczyć, co wtedy nie było zdolnością powszechną. Księgował przychody, wypisywał monotonne słupki: imię, nazwisko, winien, ma. Przeliczał kasę. Chyba nie był lubiany. Był przecież urzędnikiem okupanta. Takich ludzi zawsze się podejrzewa o nieuczciwość i zdradę.

    Szokuje lakoniczność opisu jego powołania. „Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim”. Czy to możliwe? Tak po prostu, zostawić wszystko i pójść w siną dal za Nieznajomym. Może znał Jezusa już wcześniej, może słuchał Jego nauki, może ta decyzja dojrzewała w nim od dawna. Może tak było. A może raczej narastała w nim niechęć do samego siebie, swojej komory celnej, która stawała się klatką, w której dusił się coraz bardziej. I stąd tak nagła, odważna decyzja.

    Może dlatego Ewangelia bywa tak oszczędna w słowach, zredukowana tylko do tego, co najważniejsze, aby jej słuchacz mógł łatwiej odnaleźć w niej siebie. Swój własny przypadek, swoją historię. Bo przecież mam i ja swoją komorę celną. Wygodne miejsce moich przyzwyczajeń, nałogów, wygód, większych czy mniejszych kompromisów ze złem. Moja bezpieczna przestrzeń, w której wszystko jest w miarę poukładane, tylko nieraz brakuje tlenu. Tam właśnie przychodzi Jezus. Patrzy na mnie.

    Spojrzenie. To jest sedno. Bóg widzi mnie zawsze. To prawda. Ale ja udaję, że o tym nie pamiętam. Pisze s. Chmielewska: „Potrzebujemy nie słów, lecz spotkania. Odwagi wyjścia naprzeciw Bogu. Tak, aby mógł na nas spojrzeć”. Mateusz nie musiał nawet się ruszać. Podniósł tylko na chwilę wzrok znad swoich papierów i pieniędzy. Jedno jedyne spojrzenie wystarczyło. Przeskok iskry. Dotyk łaski. Początek nowego życia.

    Stał się jednym z Dwunastu. Napisał Ewangelię. Czyli wrócił do pisania. Tyle że to już nie były słupki rozliczeń, ale słowa niosące życie.

    W Ewangelii mieszkają nie tylko słowa i czyny Jezusa, jest w niej także wiara Mateusza, jego miłość do Mistrza. Słowo Boga jest jednocześnie słowem ludzkim. Ewangelie nie są urzędowym pismem z Wysoka, obiektywną relacją, chłodnym opisem. Cudownie, że czuć w nich także puls wiary ludzkich autorów.

    Ja też mogę być ewangelistą. Wystarczy tylko wyjrzeć za próg własnego domu, spojrzeć na świat oczami Jezusa…

    ***

    Mateusz był Żydem, synem Alfeusza. W Kafarnaum zajmował się pobieraniem podatków i opłat nakładanych na towary przewożone przez przechodzące przez Kafarnaum karawany, podążające szlakami handlowymi, przebiegającymi w pobliżu Jeziora Galilejskiego. Jako celnik boleśnie odczuwał pogardę, z jaką faryzeusze, pobożni Żydzi i mieszkańcy Galilei odnosili się do ludzi wykonujących ten zawód. Wezwanie Jezusa skierowane bezpośrednio do niego skłoniło go do pójścia za Mistrzem z Nazaretu, który powołał go na swego ucznia (Mt 9,9-13; Mk 2,13-17; Łk 5, 27-32).

    Należał do grona dwunastu Apostołów (Mt 10,2-4; Mk 3,16-19; Łk 6,13-16; Dz 1,13). Tradycyjnie jest utożsamiany z autorem pierwszej Ewangelii. O jego życiu i działalności po śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa nie wiadomo nic pewnego. Prawdopodobnie przez 15 lat głosił Ewangelię w Palestynie, a następnie udał się do Indii, Etiopii, Persji, Pontu, Syrii, Macedonii i Irlandii. Nie wiadomo również gdzie i kiedy zmarł.

    ks. Tomas Jaklewicz/wiara.pl

    ***

    Msza święta o godz. 19.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    *****

    Antyfona na wejście Mt 28,19-20

    Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu; uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty w niewysłowionym miłosierdziu
    wybrałeś celnika Mateusza na Apostoła,
    spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy jak on
    szli za Chrystusem i wiernie przy Nim trwali.
    Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan Ef 4,1-7.11-13

    Bracia: Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani w jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

    Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 19

    R/ Po całej ziemi ich głos się rozchodzi.

    Niebiosa głoszą chwałę Boga,
    dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
    Dzień opowiada dniowi,
    noc nocy przekazuje wiadomość. R/

    Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
    których by dźwięku nie usłyszano:
    Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
    ich słowa aż po krańce świata. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ciebie, Boże, chwalimy, Ciebie, Panie, wysławiamy, Ciebie wychwala przesławny chór Apostołów. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 9,9-13

    Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

    Oto słowo Pańskie

    Modlitwa nad darami

    Oddając cześć świętemu Mateuszowi,
    przynosimy Ci, Boże, nasze dary,
    i pokornie Cię prosimy, abyś łaskawie wejrzał
    na swój Kościół, który utwierdziłeś w wierze
    przez nauczanie Apostołów.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię – Mt 9,13

    Pan mówi: Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, staliśmy się uczestnikami radości,
    z jaką święty Mateusz przyjął w swoim domu Zbawiciela, spraw, abyśmy zawsze pokrzepiali się
    przy stole Chrystusa, który nie przyszedł wzywać
    do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    ***

    Zapatrzony w anioła

    Guido Reni „Św. Mateusz i anioł”  olej na płótnie, 1635–1640 Muzea Watykańskie, Rzym
    Guido Reni „Św. Mateusz i anioł” olej na płótnie, 1635–1640 Muzea Watykańskie

    **

    Gęsie pióro zapisuje kolejne słowa na kartach grubej księgi. Autor, pisząc, nie patrzy jednak na swoje dzieło. Intensywnie wpatruje się za to w oczy stojącego obok anioła. Tak powstawały Ewangelie.

    Siwy człowiek z gęsim piórem to św. Mateusz, apostoł, autor pierwszej Ewangelii. Pisał ją natchniony przez Boga.

    Widzimy jak anioł, czyli Boży posłaniec, tłumaczy coś Mateuszowi, wyliczając argumenty na palcach. Guido Reni zastosował zręczny manewr artystyczny: przedstawił anioła pod postacią kilkuletniego dziecka, takiego, jakie zwykło zadawać swoim rodzicom setki pytań. Tu jednak to siwowłosy mężczyzna kieruje pytające spojrzenie w stronę dziecka, a ono spokojnie wyjaśnia mu jakieś zagadnienie. Odwrócenie zwykłej, ludzkiej sytuacji daje ciekawy, zaskakujący efekt.

    Z pleców dziecka wyrastają skrzydła. Reni zaznaczył je wyraźnie, by nikt nie miał wątpliwości, że widzi anioła. Przedstawił jednak tylko mały fragment skrzydeł, by nie zakłócić wrażenia rozmowy dziadka z wnuczkiem.

    Każdy z czterech ewangelistów ma swój symbol. Tylko dla Mateusza jest to właśnie anioł, choć przecież wszystkie Ewangelie powstawały za anielskim podszeptem. Pierwotnie jednak atrybutem każdego ewangelisty była uskrzydlona istota: orzeł – św. Jana, lew ze skrzydłami – św. Marka, wół ze skrzydłami – św. Łukasza i człowiek ze skrzydłami – św. Mateusza. Można powiedzieć, że to anioł przybierający różne postacie.

    Jest jednak jeszcze inna interpretacja. Taka, że symbolem ewangelisty Mateusza nie jest anioł, ale człowiek – na znak, że Chrystus – Bóg stał się także człowiekiem.

    Leszek Śliwa/GN 37/2013

    ************************************************************************

    piątek – 25 września

    XXV tydzień okresu zwykłego

    Adoracja przed NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM od godz.18.00

    o godz. 19.00 – MSZA ŚWIĘTA

    ************************************************************************

    sobota – 26 września

    XXV tydzień okresu zwykłego

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 18.00

    Obraz
    JEST TO MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z DNIA PAŃSKIEGO

    ****************************************************************************************************

    sobota – 12 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    Uroczystość

    Najświętszego Imienia Maryi Panny

    Matka Boża Miłosierdzia z Ostrej Bramy fot. Marian PaluszkiewiczKurier Wileński

    **

    Imię Maryi czcimy w Kościele w sposób szczególny, ponieważ należy ono do Matki Boga, Królowej nieba i ziemi, Matki miłosierdzia.
    „Imieniny” Matki Bożej przypominają nam o przywilejach nadanych Maryi przez Boga i wszystkich łaskach, jakie otrzymaliśmy od Boga za Jej pośrednictwem i wstawiennictwem, wzywając Jej Imienia.
    Zgodnie z wymogami Prawa mojżeszowego, w piętnaście dni po urodzeniu dziecięcia płci żeńskiej odbywał się obrzęd nadania mu imienia (Kpł 12, 5). Według podania Joachim i Anna wybrali dla swojej córki za wyraźnym wskazaniem Bożym imię Maryja. Jego brzmienie i znaczenie zmieniało się w różnych czasach. Po raz pierwszy spotykamy je w Księdze Wyjścia. Nosiła je siostra Mojżesza (Wj 6, 20; Lb 26, 59 itp.). W czasach Jezusa imię to było wśród niewiast bardzo popularne. Ewangelie i pisma apostolskie przytaczają oprócz Matki Chrystusa cztery Marie: Marię Kleofasową (Mt 27, 55-56; Mk 15, 40; J 19, 25), Marię Magdalenę (Łk 8, 2-3; 23, 49. 50), Marię, matkę św. Marka Ewangelisty (Dz 12, 12; 12, 25) i Marię, siostrę Łazarza (J 11, 1-2; Łk 10, 38). Imię to wymawiano różnie: Miriam, Mariam, Maria, Mariamme, Mariame itp. Imię to posiada również kilkadziesiąt znaczeń. Najczęściej wymienia się m.in. „Mój Pan jest wielki”, „Pani” i „Gwiazda morza”.

    Maryję nazywamy naszą Matką; jest Ona – zgodnie z wolą Chrystusa, wyrażoną na krzyżu – Matką całego Kościoła. Po Wniebowzięciu została ukoronowana na Królową nieba i ziemi. Polacy czczą Ją także jako Królową Polski. Maryja jest naszą Wspomożycielką i Pośredniczką, jedyną ucieczką grzeszników. W ciągu wieków historii Kościoła powstały setki różnorodnych tytułów (wymienianych np. w Litanii Loretańskiej czy starszej od niej, pięknej Litanii Dominikańskiej, a także w starożytnym hymnie greckim Akatyście). Za pomocą tych określeń wzywamy opieki i orędownictwa Matki Bożej.

    Bardzo wielu świętych wyróżniało się szczególnym nabożeństwem do Imienia Maryi, wiele razy wypowiadając je z największą radością i słodyczą serca, np. Piotr Chryzolog (+ 450), św. Bernard (+ 1153), św. Antonin z Florencji (+ 1459), św. Hiacynta Marescotti (+ 1640), św. Franciszek z Pauli (+ 1507), św. Alfons Liguori (+ 1787).

    Wspomnienie Imienia Maryi jest jednym z wielu obchodów maryjnych, które są paralelne do obchodów ku czci Chrystusa. Jak świętujemy narodzenie Chrystusa (25 grudnia) i Jego Najświętsze Imię (3 stycznia), podobnie obchodzimy wspomnienia tych samych tajemnic z życia Maryi (odpowiednio 8 i 12 września). Obchód ku czci Imienia Maryi powstał w początkach XVI w. w Cuenca w Hiszpanii i był celebrowany 15 września, w oktawę święta Narodzenia Maryi. Z czasem został rozszerzony na teren całej Hiszpanii. Po zwycięstwie króla Jana III Sobieskiego nad Turkami w bitwie pod Wiedniem w 1683 r. Innocenty XI rozszerzył ten obchód na cały Kościół i wyznaczył go na niedzielę po święcie Narodzenia Maryi. Późniejsze reformy kalendarza i przepisów liturgicznych przeniosły go na dzień 12 września, kiedy to Martyrologium Rzymskie wspomina wiktorię wiedeńską. Obchód ten dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 2001 r. wprowadzono do Kalendarza Rzymskiego (ogólnego) w randze wspomnienia dowolnego.


    Ewangelia dla nas/w obronie Wiary i Tradycji Katolickiej.pl

    ***

    Litania do Imienia Maryi

    Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
    Chryste, usłysz nas.
    Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże.
    Duchu Święty, Boże.
    Święta Trójco, jedyny Boże.

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Maryjo, której Imię od wieków przez Boga jest wybrane.
    Maryjo, której Imię przybliżają starotestamentalne symbole i figury.
    Maryjo, której Imię znaczy: Bóg z rodzaju mego.
    Maryjo, której Imię wskazuje na królewską i macierzyńską godność.
    Maryjo, której Imię stało się źródłem wielorakich łask dla ludzkości.
    Maryjo, której Imię objawia światu wszechmoc i dobroć Bożą.
    Maryjo, której Imię zwiastuje grzesznikom Boże miłosierdzie.
    Maryjo, której Imię wielbi niebo, ziemia i całe stworzenie.
    Maryjo, której Imię przewyższa imiona patriarchów i proroków.
    Maryjo, której Imię jest świętsze od imion wszystkich Świętych.
    Maryjo, której Imię rodzice Joachim i Anna zawsze szanowali.
    Maryjo, której Imię Archanioł Gabriel z miłością pozdrowił.
    Maryjo, której Imię Święty Józef z pokorą wymawiał.
    Maryjo, której Imię wzbudziło radość w sercu krewnej Elżbiety.
    Maryjo, której Imię sam Jezus czcił i wysławiał.
    Maryjo, której Imię błogosławią ludzie dobrej woli.
    Maryjo, której Imię adorują w niebie aniołowie i święci.
    Maryjo, której Imię poraża złe moce i duchy piekielne.
    Maryjo, której Imię jest drogowskazem na ścieżkach zbawienia.
    Maryjo, której Imię umacnia wiarę wątpiących.
    Maryjo, której Imię przywraca nadzieję zrozpaczonym.
    Maryjo, której Imię uczy pięknej miłości i ofiarnej służby.

    Dla Imienia Maryi, przepuść nam, Panie.
    Dla Imienia Maryi, wysłuchaj nas, Panie.
    Dla Imienia Maryi, zmiłuj się nad nami, Panie.
    Dla Imienia Maryi, w chwilach pokus i załamań, ratuj nas, Panie.
    Dla Imienia Maryi, w chwilach niepowodzeń i porażek.
    Dla Imienia Maryi, w czasach cierpień i udręk.
    Dla Imienia Maryi, w stanach duchowych lenistwa i bezczynności.
    Dla Imienia Maryi, w okresach prób i doświadczeń.
    Dla Imienia Maryi, w każdym momencie życia naszego.
    Dla Imienia Maryi, w godzinie śmierci naszej.
    Dla Imienia Maryi, od nieposłuszeństwa natchnieniom i woli Bożej, zachowaj nas, Panie.
    Dla Imienia Maryi, od marnotrawienia łaski Bożej.
    Dla Imienia Maryi, od lekceważenia łaski Bożej.
    Dla Imienia Maryi, od fałszywego pojmowania wolności.
    Dla Imienia Maryi, od wad, nałogów i złych skłonności.
    Dla Imienia Maryi, od pożądliwości ciała, oczu i pychy żywota.
    Dla Imienia Maryi, od wszelkiego zła i przeciwności losu.

    K. Módl się za nami Maryjo, Matko Jezusa Chrystusa.
    W. Abyśmy przez chwalę Twojego Imienia oddawali cześć samemu Bogu.

    Módlmy się: Wszechmogący Boże, Panie nieba i ziemi, który wzywasz każdego człowieka po imieniu do realizacji wyznaczonego mu przez Ciebie powołania życiowego, spraw prosimy, aby Imię Maryi nie tylko było powszechnie czczone i szanowane na całej ziemi, ale także byśmy w tym Imieniu znajdowali zawsze siłę i oparcie oraz skuteczną pomoc w naszej doczesnej pielgrzymce do niebieskiej ojczyzny Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    **********

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 18.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście Jdt 13,18.19

    Błogosławiona jesteś, Dziewico Maryjo, przez Boga Najwyższego, więcej niż wszystkie niewiasty na ziemi; tak bowiem wsławił Twe imię, że Twoja chwała nie zejdzie z ust ludzi.

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, Twój Syn umierając na krzyżu, dał nam za Matkę Najświętszą Maryję Pannę,
    swoją Rodzicielkę, spraw, abyśmy uciekając się
    pod Jej obronę i wzywając Jej imienia, nabrali otuchy. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian – 1 Kor 10,14-22

    Najmilsi moi, strzeżcie się bałwochwalstwa. Mówię jak do ludzi rozsądnych. Zresztą osądźcie sami to, co mówię: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba. Przypatrzcie się Izraelowi według ciała. Czyż nie są w jedności z ołtarzem ci, którzy spożywają z ofiar na ołtarzu złożonych? Lecz po cóż to mówię? Czy może jest czymś ofiara złożona bożkom? Albo czy sam bożek jest czymś? Ależ właśnie to, co ofiarują poganie, demonom składają w ofierze, a nie Bogu. Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami. Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów; nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów. Czyż będziemy pobudzali Pana do zazdrości? Czyż jesteśmy mocniejsi od Niego?
    Oto słowo Boże.

    Psalm 116

    R/ Złożę Ci, Boże, ofiarę pochwalną.

    Czym się Panu odpłacę
    za wszystko, co mi wyświadczył?
    Podniosę kielich zbawienia
    i wezwę imienia Pana. R/

    Tobie złożę ofiarę pochwalną
    i wezwę imienia Pana.
    Wypełnię me śluby dla Pana
    przed całym Jego ludem. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza – Łk 6,43-49

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo: nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.

    Czemu to wzywacie Mnie: «Panie, Panie», a nie czynicie tego, co mówię? Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. Gdy potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, składamy Ci Ofiarę uwielbienia, z radością oddając cześć Rodzicielce Twojego Syna, spraw, aby przez Najświętszą Ofiarę
    wzrastała w nas łaska wiecznego odkupienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię – Łk 1,48

    Błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, bo wejrzał Bóg na uniżenie swojej służebnicy.

    Modlitwa po Komunii

    Oddając cześć Najświętszej Maryi Pannie, Matce Bożej, zostaliśmy pokrzepieni zbawiennym Sakramentem, pokornie błagamy Cię, Boże, abyśmy w wieczności radowali się owocami odkupienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *************

    Polski król ma własną salę w Muzeum Watykańskim

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1378199243.jpg
    Jan Matejko – “Sobieski pod Wiedniem” (984 cm x 458 cm)

    **

    … Muzea Watykańskie odwiedza się zazwyczaj ze względu na imponującą Kaplicę Sykstyńską. Ewentualnie ważne dla turystów są także freski Rafaela czy starożytne rzeźby. Jednak mało kto wie, że pomiędzy innymi zachwycającymi dziełami sztuki znajdziemy też obraz „Sobieski pod Wiedniem – 1683” autorstwa Jana Matejki. I to właśnie od niego wzięła się nazwa Sala Sobieskiego, której północną ścianę zajmuje płótno o wielkości ponad 40 m2.

    Krótka powtórka z historii

    Obraz „Sobieski pod Wiedniem – 1683” jest upamiętnieniem wydarzeń z 12 września 1683 roku. Wtedy miała miejsce bitwa pod Wiedniem między armią Imperium Osmańskiego a polsko-niemiecko-austriackimi wojskami dowodzonymi przez Jana III Sobieskiego.

    Było to wydarzenie rozstrzygające dla chrześcijańskiej przyszłości Europy, udało się bowiem powstrzymać islamskie ataki z Turcji. Matejko ukazał na obrazie wyobrażenie sceny po Wiktorii Wiedeńskiej – kiedy król Polski postanowił wysłać papieżowi Innocentemu XI zdobytą „Świętą Chorągiew Proroka” oraz list królewski, rozpoczynający się słowami „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył).

    Głównymi elementami, które widzimy na płótnie Matejki, są: moment przekazania listu przez króla Jana III Sobieskiego wysłannikowi ze Stolicy Apostolskiej, kanonikowi Denhoffowi; pochylona turecka chorągiew; zwycięska husaria polska; pokonana armia turecka oraz rozciągająca się na niebie tęcza. Jej końce sięgają Wiednia oraz namiotu wezyra, w jej centrum zaś znajduje się głowa Jana III Sobieskiego. Układ ten najprawdopodobniej wskazywać ma na potęgę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Warto też pamiętać, że nie ma w tym obrazie niczego przypadkowego, zwłaszcza, że nie jest on w pełni zgodny z rzeczywistymi wydarzeniami. Wspomnieć tu należy chociażby o błędnym przedstawieniu chorągwi, która u Matejki ma cechy renesansowe i niezgodna jest z opisem oryginału.

    W jakich okolicznościach powstał obraz?

    Jan Matejko był malarzem zaangażowanym społecznie, starał się poprzez swoją sztukę upamiętniać ważne dla Polski wydarzenia historyczne. Jego dzieła miały zatem charakter edukacyjny. „Sobieskiego pod Wiedniem” malował przez co najmniej rok, przygotowując się na 200. rocznicę pokonania armii islamskiej przez wojska chrześcijańskie. W tym czasie austriacka propaganda głosiła wyłącznie o własnych zasługach w związku ze zwycięstwem z roku 1683.

    Co postanowił artysta, polski patriota? Zbuntować się i uświadomić społeczeństwu prawdę. W Wiedniu wystawił więc publicznie swój imponujący obraz. I zrobił to bezpłatnie, wynajmując w tym celu salę za własne pieniądze (co było i zapewne wciąż jest ewenementem wśród artystów). Dzięki temu cały naród austriacki mógł sobie przypomnieć o nieocenionej pomocy Polski i zdolnościach przywódczych króla Jana III Sobieskiego.

    Dlaczego obraz znajduje się akurat w Watykanie?

    Bo tak zdecydował sam Matejko. Osobiście zawiózł „Sobieskiego” papieżowi Leonowi XIII jako „dar od narodu polskiego”. Dzieło miało stać się upamiętnieniem zwycięstwa Jana III Sobieskiego oraz symbolem siły Polski, która w 1883 roku wciąż jeszcze nie odzyskała niepodległości….

    Aleteia.pl

    ****

    Wygrana króla Sobieskiego

    Olsztyn24
    Fragment haftowanej repliki obrazu „Jan Sobieski pod Wiedniem”

    **

    Obrona Europy przez polskiego władcę w 1683 r. przed nawałą islamu musi być ciągle żywa w naszej pamięci. Dziś powinniśmy umieć wyciągać wnioski z Wiktorii Wiedeńskiej i ataków terrorystycznych – tego uczył nas śp. prof. Józef Szaniawski

    Zwycięska bitwa pod Wiedniem, w której polski król Jan III Sobieski pogromił Turków, ratując Europę przed zalewem islamu, jest jedną z decydujących bitew w dziejach świata. Mija właśnie 330. rocznica Wiktorii, która stanowi wielką chlubę dla narodu polskiego.

    Z tej okazji śp. prof. Józef Szaniawski planował wydać książkę o wielkim zwycięstwie chrześcijan nad islamem. Mimo, że pieczołowicie zaczął pracować nad, jak powtarzał, „dziełem swojego życia”, monografii nie udało się ukończyć. Prof. Szaniawski 4 września 2012 r. tragicznie zginął w Tatrach. Krótko przed śmiercią historyk przekazał tygodnikowi „Niedziela” unikatową fotografię, przedstawiającą monumentalny obraz Jana Matejki „Sobieski pod Wiedniem”.

    Imperialny dżihad

    To arcydzieło malarz postanowił podarować podczas 200. rocznicy Bitwy pod Wiedniem papieżowi Leonowi XIII i do dziś znajduje się ono w Muzeach Watykańskich. „Reprodukcja fotograficzna najwyższej jakości (190 megapikseli) została wykonana z inicjatywy śp. biskupa polowego Wojska Polskiego Tadeusza Płoskiego w czasie jego pobytu w Rzymie w 2008 r. O ile wiadomo, nie ma w Polsce poza tą fotografią ani jednej reprodukcji fotograficznej tak dobrej jakości. Bp Płoski przekazał mi tę fotografię w celu wykorzystania do napisania książki planowanej na rok 2013. Sam zapowiadał, że do tej książki o wielkim zwycięstwie chrześcijaństwa nad agresją islamu na Europę napisze przedmowę. Jako obecny właściciel tej unikatowej fotografii przekazuję ją tygodnikowi „Niedziela”, z absolutną pewnością, że przekazuję ją w ręce nie tylko dobre, ale najlepsze” – tak na łamach «Niedzieli» pisał prof. Józef Szaniawski („Niedziela”, nr 37 /2012).

    Historyk był jedną z nielicznych osób w Polsce przypominających o istotnym związku odsieczy wiedeńskiej z atakiem terrorystycznym, mającym miejsce 11 września 2001 r. w Nowym Jorku oraz próbie utworzenia w 1683 r. Kalifatu Europejskiego przez wielkiego wezyra Kara Mustafę, który stał na czele tureckiego wojska. Profesor niejednokrotnie zwracał uwagę na to, że islamski dżihad (święta wojna z Zachodem prowadzona przez muzułmanów, której celem jest poddanie panowaniu Allaha całego świata, a ci, którzy nie są wyznawcami islamu, należą do niewiernych) ciągle trwa.

    Zemsta za odsiecz wiedeńską

    „11 września 1683 r. oraz 11 września 2001 r. – ta zbieżność dat nie jest przypadkowa, chociaż bardziej znana wśród terrorystów i fanatyków islamskich niż wśród Polaków! Oto zaplanowany z diabelską logistyką atak na Amerykę oraz uderzenie na wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku nastąpiły dokładnie w rocznicę bitwy pod Wiedniem, nawet co do godziny! Bitwa pod Wiedniem rozpoczęła się bowiem 11 września 1683 roku o 3-5 po południu, kiedy ze wzgórz Kahlenberg i Schafberg zaczęły nadciągać ku dolinie Dunaju oddziały wojsk chrześcijańskich i rozpoczęły bój z siłami ogromnej armii tureckiej. Terroryści Al-Kaidy otwarcie przyznali się, że atakiem na Amerykę pomścili największą klęskę islamu w dziejach, jaką było zwycięstwo króla Polski Jana III Sobieskiego właśnie pod Wiedniem” – przypominał prof. Szaniawski, zaznaczając, że ekstremiści dokonali zamachu terrorystycznego w Nowym Jorku jako akt zemsty za wygraną bitwę pod Wiedniem przez króla Jana III Sobieskiego.

    Akcentował również, że ataki ze strony islamistów na papieża Benedykta XVI w 2006 r., po przemówieniu Ojca Świętego wygłoszonym dokładnie w kolejną rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej na uniwersytecie w Ratyzbonie, nie były przypadkiem. Prof. Józef Szaniawski, uhonorowany tytułem „Kustosza Tradycji, Chwały i Sławy Oręża Polskiego” i wybitny znawca historii, podkreślał, że Europa powinna z bitwy pod Wiedniem oraz ataków terrorystycznych przeprowadzanych w imię świętej wojny z chrześcijaństwem umieć wyciągać wnioski. „Permisywizm moralny i obojętność odebrały Europie przekonanie o oczywistej wyższości jej cywilizacji nad innymi. Powrót do przekonania o własnej wartości pomógłby Europie prowadzić skuteczną walkę nie tylko z terrorem” – pisał prof. Szaniawski („Nasz Dziennik”, 12 września 2008 r.).

    Wiara Jana III Sobieskiego

    Gdyby nie polski król, będący znakomitym wodzem, zdającym sobie sprawę z czyhającego w 1683 r. zagrożenia dla całego chrześcijaństwa, nie wiadomo, w jaki sposób dalej potoczyłyby się losy Europy. Zwłaszcza że celem strategicznym tureckiej armii był Rzym. To właśnie Jan III Sobieski prosił gorliwie Chrystusa i Najświętszą Matkę o błogosławieństwo i opiekę, modląc się – jak podkreślał śp. prof. Szaniawski – m.in. przed Cudownym Chrystusem w Kościele Rzeczypospolitej (archikatedra św. Jana w Warszawie), na Jasnej Górze przed Cudownym Obrazem Maryi Królowej Polski oraz w sanktuarium w Piekarach Śląskich. Jan III Sobieski całkowicie zawierzył się Chrystusowi i Maryi. Miał całkowitą świadomość odpowiedzialności za obronę chrześcijaństwa przed agresywnym islamem.

    W „Panu Wołodyjowskim” Henryka Sienkiewicza możemy znaleźć następującą deklarację króla Sobieskiego, o którym pisze w swoim literackim dziele polski noblista: „Na Boga! jeśli nas zguba czeka, jeśli imię nasze ma być imieniem zmarłych, nie żyjących, to niechże sława po nas ostanie i wspominek onej służby, którą nam Bóg wyznaczył; niechże potomni, patrząc na one krzyże i mogiły, powiedzą; «Tu chrześcijaństwa, tu krzyża przeciw mahometańskiej sprosności, póki tchu w piersi, póki krwie w żyłach bronili i za inne narody polegli»”.

    Ciągła walka o chrześcijańską Europę

    Jan III Sobieski dysponował wraz ze sprzymierzonymi chrześcijańskimi siłami znacznie mniej licznym wojskiem w porównaniu z blisko półmilionową turecką armią. Jednak udało mu się powstrzymać nawałę islamu. Oriana Fallaci, znana włoska dziennikarka, w książce „Siła rozumu” w następujący sposób relacjonuje odsiecz wiedeńską: „Sobieski krzyknął przed bitwą: Żołnierze, nie tylko Wiedeń musimy ocalić! Musimy ocalić całe chrześcijaństwo, ideę chrześcijaństwa! (…) W czasie samej bitwy krzyczał: Żołnierze, walczymy za Matkę Boską Częstochowską, za Czarną Madonnę! (…) 12 września Polacy odnieśli imponujące zwycięstwo, które zmusiło Kara Mustafę do ucieczki i porzucenia nawet wielbłądów, słoni, żon, konkubin z poderżniętymi gardłami”. „Venimus, vidimus, Deus vicit” („Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!”) – tak brzmiały słowa polskiego władcy, które zostały przekazane papieżowi Innocentemu XI wraz ze zdobytą chorągwią przeciwnika.

    Zwycięstwo Sobieskiego można traktować jako swoisty cud i kolejną wygraną Pani Jasnogórskiej. Jednak w obliczu islamskiej ofensywy, próbującej zawładnąć Europą, nie można zaprzestać ciągłej walki o naszą chrześcijańską cywilizację. Tak jak Jan III Sobieski walczył pod Wiedniem o przetrwanie chrześcijaństwa, tak dziś politycy i poszczególne społeczności muszą toczyć walkę o to, aby – jak mówił śp. prof. Szaniawski – islamscy radykałowie nie pokonali nas ropą naftową oraz brzuchami swoich kobiet.

    Magdalena Kowalewska/Niedziela Ogólnopolska 36/2013

    ***

    Szatan ucieka przed tym imieniem!

    Kaplica Ostrobramska – obraz Matki Miłosierdzia bez srebrnej, pozłacanej osłony fot. Marian Paluszkiewicz – Kurier Wileński

    **

    Prowadząc  kilka lat temu oazy wakacyjne dla młodzieży w Strachocinie (podkarpackie), miałem okazję spotkać zgromadzenie sióstr zakonnych założone w Japonii przez św. Maksymiliana Kolbego. Rzeczą, która od razu rzuciła mi się w oczy (a właściwie w uszy) były słowa wzajemnego pozdrawiania. Zamiast zwyczajowego „Szczęść Boże” siostry witały się słowem „Maryja”. Wtedy też uważniej przyjrzałem się niezwykłej sile tego imienia i Osoby, która je nosi. Okazało się, że jego moc znana jest na całym świecie, a w sposób szczególny potwierdzają to liczni egzorcyści.

    Znany rzymski egzorcysta Gabriele Amorth (+2016) w wywiadzie dla Catholic News Agency w 2011 roku odniósł się do wzywania imienia Maryi w czasie modlitwy o uwolnienie. Padło wtedy zdanie, które początkowo mnie zaszokowało. Otóż ksiądz Amorth zasugerował, że kiedy modli się nad opętanymi i nawiązuje kontakt ze złymi duchami, to wtedy większy strach i popłoch wśród demonów wzbudza imię Maryi niż Jezusa. Wyjaśniał potem, że diabeł dużo bardziej boi się być upokorzonym przez zwycięstwo człowieka (Maryi) niż Jezusa. Dzięki przynależności do Chrystusa i świętości życia Maryja jest dla złych duchów niepokonanym przeciwnikiem. Można nawet powiedzieć, że już samo jej imię jest znakiem klęski, którą poniosły demony. To imię przypomina im takie wydarzenia, jak wcielenie, cud w Kanie, aż wreszcie zbawcza śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.

    W chwilach pokus i nękania przez złego ducha warto oddawać się kontemplacji tego imienia. Wprowadza ono w duszę wewnętrzną harmonię i przyzywa obecności Tej, która nie zostawia nikogo w potrzebie. Co więcej, nawet jeżeli zdarzy się nam zgrzeszyć, warto w ramach żalu za grzechy i zadośćuczynienia odnowić swoje przymierze z Maryją. Dobrze to ujął św. Maksymilian Kolbe podczas jednej z konferencji w Niepokalanowie: Kiedy dusza odda się Niepokalanej, to diabeł, choć ją czasami skłoni do upadku – przyczynia się do jej większej świętości, bo ona jeszcze więcej oddaje się Matce Bożej. Grzech i nasza słabość nie mogą być niepokonalną przeszkodą na drodze do naszej świętości. Poprzez grzech i upadki mamy się umacniać i  jeszcze usilniej wzywać wstawiennictwa tych, którzy pokonali grzech i szatana w swoim życiu.

    Na zakończenie chciałbym zaproponować tekst, który ułożył św. Bernard z Clairvaux:

    W niebezpieczeństwach, w uciskach, w wątpliwościach myśl o Maryi, Maryję przyzywaj. Niech nie schodzi z ust i nie znika z serca Jej imię, nie trać z oczu wzoru Jej postępowania, aby wybłagać Jej modlitewną pomoc. Idąc Jej śladami, nie zbaczasz z drogi; prosząc Ją, nie tracisz nadziei; myśląc o Niej, nie błądzisz; kiedy Ona cię podtrzymuje, nigdy nie upadasz; nie lękasz się, kiedy Ona strzeże; nie męczysz się, kiedy prowadzi, co więcej, zdobywasz wszelkie łaski i w ten sposób na sobie samym doświadczasz, jak słuszne są słowa: „A Dziewicy było na imię Maryja”.

    ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Michalici.pl/12-11-2018

    *******

    „Spróbuj uciekać się do Niej, jak małe dziecię do ukochanej najlepszej Matki, choćby tylko wzywając Jej świętego Imienia «Maryja» ustami czy sercem – w trudnościach życia, ciemnościach i słabościach ducha, a przekonasz się, co może Maryja i kim jest Jej Syn, Jezus Chrystus”.

    św. Maksymilian Maria Kolbe

     

    ************************************************************************

    XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA

    13.IX.2020

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godz. 14.00

    ***

    LITURGIA SŁOWA

    Czytanie z Mądrości Syracha(Syr 27, 30 – 28, 7)

    Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik.

    Tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana, On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci.

    Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy.

    Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam, będąc ciałem, trwa w nienawiści, któż więc zyska dla niego odpuszczenie grzechów? Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań!

    Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego – o przymierzu Najwyższego, i daruj obrazę!

    Oto Słowo Boże.

    Psalm (Ps 103, 1b-4. 9-12)

    Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

    Błogosław, duszo moja, Pana, *
    i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
    Błogosław, duszo moja, Pana *
    i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach
    .

    Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

    On odpuszcza wszystkie twoje winy *
    i leczy wszystkie choroby.
    On twoje życie ratuje od zguby, *
    obdarza cię łaską i zmiłowaniem.

    Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

    Nie zapamiętuje się w sporze, *
    nie płonie gniewem na wieki.
    Nie postępuje z nami według naszych grzechów *
    ani według win naszych nam nie odpłaca.

    Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

    Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią, *
    tak wielka jest łaska Pana dla Jego czcicieli.
    Jak odległy jest wschód od zachodu, *
    tak daleko odsuwa od nas nasze winy.

    Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

    Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian – (Rz 14, 7-9)

    Bracia:

    Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

    Oto Słowo Boże.

    Aklamacja (J 13, 3)

    Alleluja, alleluja, alleluja

    Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali,
    tak jak Ja was umiłowałem.

    Alleluja, alleluja, alleluja

    Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza – (Mt 18, 21-35)

    Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»

    Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

    Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.

    Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

    Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

    Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

    Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

    Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».

    Oto Słowo Pańskie.

    ***

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa:

    Miłość zakrywa wiele grzechów

    Całe Boże Objawienie wypełnione jest przebaczeniem i miłosierdziem. I tak naprawdę to tylko Bóg umie darować winy. Potrafi uczynić ten gest wspaniałomyślnej miłości, który jest łaską niepojętą, radością nieogarnioną, zupełnie i całkowicie człowiekowi darowaną. Natomiast temu samemu człowiekowi, który wciąż i nieustannie doświadcza tych Bożych Tajemnic – jakże trudno jest wybaczyć. Dlatego nie dziwi dzisiejsze pytanie Piotra: „Czy aż siedem razy?” A Jezus taką daje  odpowiedź: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.” To znaczy po prostu – nie liczyć, tylko wciąż i zawsze przebaczać. Owe liczby siedem i siedemdziesiąt siedem są wymienione już w Księdze Rodzaju, gdzie jeden z potomków Kaina przechwala się jak to Kain mścił się siedmiokrotnie, a on postanowił zwielokrotnić swoją pomstę aż do liczby siedemdziesięciu siedmiu. Tu widać to potęgujące się zło, które nie tylko dzieli i rozbija ludzi, ale jest powodem niepohamowanej zemsty i nienawiści. Niby pod pozorem sprawiedliwości, której musi stać się zadość, człowiek swoją zemstą o ileż więcej pomnaża zła dokładając do istniejącego już – swoje zło zwielokrotnione.

    Ks. Prof. Sedlak tłumacząc Jezusową naukę o przebaczeniu posłużył się takim obrazem: Jeżeli ktoś zrobi tobie świństwo, a ty odpowiesz mu na to również świństwem, jako akt zemsty – to są wtedy już dwa świństwa na kuli ziemskiej. Jeżeli ktoś podłość ci wyrządził, a ty odpowiesz mu na odwet podłością – to są już dwie podłości zamiast jednej. Jaki okropny i okrutny byłby wtedy świat gdyby Chrystus nie zażądał od swoich naśladowców nastawienia drugiego policzka, żeby świństwo, podłość wyrządzona człowiekowi wsiąkła jak atrament w bibułkę do  niewidzialnej duszy. Żeby nie mnożyło się zło na świecie, bo to jest jedyny sposób walki ze złem. „Zło dobrem zwyciężaj”.

    I pamiętam jak proponował wyobrazić sobie taką zabawną scenę: tysiąc dwunastolatków bierze blaszankę od konserw. Każdy wkłada trzy kamyki i na komendę potrząsają tysiącem tych blaszanek. Przecież grzechot byłby piekielny. A jeżeli w każdą duszę wrzucono zło, jak w blaszankę – to na świecie nastałby grzechot piekielny nie do wytrzymania. Dlatego musi być w duszy człowieka idącego za Jezusem coś, co w fizyce określa się deficytem, amortyzatorem huku, zgrzytu, grzechotu, piekielnej wrzawy.

    Osoba zraniona, skrzywdzona stoi przed pokusą odwetu i zemsty w myśl okrutnej zasady: „oko za oko, ząb za ząb”. Ale dzisiejsza Jezusowa przypowieść nie pozostawia cienia wątpliwości jaka istnieje zależność pomiędzy moim ludzkim i Bożym przebaczeniem. I przy tym nie sposób nie zauważyć ogromnej dysproporcji: ile Bóg przebacza a ile człowiek. Król darował swojemu dłużnikowi dziesięć tysięcy talentów. Jeden talent był jednostką monetarną, której wartość wynosiła 34 kilogramy złota albo srebra. I ten talent pomnożony przez 10 000 – daje olbrzymią sumę trudną do wyobrażenia. Tak wygląda Boża miara. A ludzka? Denar był złotą lub srebrną monetą rzymską, którą płacono za dzień pracy zwykłemu robotnikowi. W przypowieści więc chodziło tylko o wartość trzymiesięcznej pensji.

    Muszę sobie dziś – raz jeszcze – mocno zdać sprawę, że odpuszczenie moich win związane jest z moim wybaczaniem bliźniemu. Sam Jezus nauczył nas tej modlitwy: ”I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

    U Wincentego Witosa znalazłem taki opis: „W każdej wsi trafiali się uparci gniewnicy, że ich żadna ludzka siła nie była w stanie do siebie zbliżyć. Daremnie zabiegali sąsiedzi, rzucał wójt na szalę swój wpływ i powagę, silił się ksiądz na wszelkie środki, jakimi rozporządzał. Jeżeli nawet pogodzono się formalnie, np. po spowiedzi, na rozkaz lub życzenie księdza, zwykle była to zgoda tylko pozorna. ‘Ja się z wami przeproszę, mówił do kumotra zacięty gniewnik, bo mi ksiądz nakazał, ale żeby mnie miał piorun trafić, to wam tego nigdy nie daruję’. Taka rozmowa jeśli nie wywołała wielkiej kłótni zaraz, to co najmniej odnowiła wszystkie stare rany. Czasami dochodziło do budzącej grozę tragedii, gdy ktoś złożony już na śmiertelnej pościeli nie mógł skonać, przeciwnik nie chciał przyjść do niego mimo próśb i nalegań”…

    Ta niechęć do wybaczania prawdziwego czy też wyimaginowanego zła, które wyrządził człowiek człowiekowi, jest jak trucizna, która niszczy równocześnie życie fizyczne, uczuciowe i duchowe. Jak łatwo jest wejść na niebezpieczną drogę zatwardziałości, kiedy będę powtarzał sobie i innym: „to jego wina, to on zaczął, nie odezwę się, wcale mu nie podam ręki, to on mnie tak potraktował, więc niech on przyjdzie i przeprosi”. A bywa i tak, że człowiek używa aż takich słów: „Nigdy! Absolutnie nigdy! Do końca życia się nie pogodzę!”

    Swego czasu czytałem zapis wywiadu p.t. Przedziwne sekrety dusz czyśćcowych. Siostra Emmanuel rozmawiając z Marią Simmą, prostą kobietą z Austrii, która ma tajemniczy kontakt z duszami czyśćcowymi, między innymi zadała jej takie pytanie:

    „Które grzechy najbardziej zagradzają człowiekowi drogę do nieba?”

    Maria Simma od razu odpowiedziała:

    „Grzechy przeciwko miłosierdziu, przeciwko miłości bliźniego: zatwardziałość serca, wrogość, oszczerstwo.”

    Natomiast na pytanie:

    „Jacy ludzie mają największe szanse na to, aby pójść prosto do nieba?”  

    Simma również bardzo szybko i zdecydowanie odpowiedziała: 

    „Ci, którzy mają dobre serce. Dobre serce dla wszystkich. Miłość zakrywa wiele grzechów.”

    ks. Marian SAC

    ***

    ********************************

    Ksiadz Kardynał Robert Sarah:

    „Z radością powróćmy do Eucharystii”

    Krzysztof Bronk  – Vatican News – fot: Paval Hadzinski

    **

    Kongregacja ds. Kultu Bożego przypomina o potrzebie powrotu do normalnego sprawowania Eucharystii w kościołach, jak tylko na to pozwalają warunki sanitarne. Zaznacza się, że państwo nie może ingerować w normy liturgiczne, a pandemia nie może być okazją do eksperymentów i improwizacji w liturgii. Kard. Robert Sarah napisał w tej sprawie obszerny list do przewodniczących episkopatów. Jego treść została zatwierdzona przez Papieża, który zlecił też jego publikację. Nosi on tytuł: „Z radością powróćmy do Eucharystii”.

    Na samym wstępie stwierdza się, że pandemia doprowadziła do poważnych zaburzeń nie tylko w sferze społecznej czy gospodarczej, ale również w życiu religijnym. Wymóg dystansu społecznego miał poważne konsekwencje dla wymiaru wspólnotowego, który należy do istoty chrześcijańskiej wiary. Kard. Sarah obszernie uzasadnia znaczenie tego wymiaru, który zostaje potwierdzony przez samego Chrystusa, zapewnieniem, że gdzie dwaj albo trzej gromadzą się w Jego imię, tam On będzie pośród nich. Prefekt watykańskiej kongregacji przypomina, że wspólnotowy charakter liturgii odróżniał chrześcijan od świata pogańskiego, w którym świątynie były przeznaczone dla bóstwa, a nie dla ogółu wiernych.

    Kard. Sarah podkreśla, że chrześcijanie nigdy nie dążyli do izolacji od świata i zamknięcia się za drzwiami kościoła. Świadomi swej odmienności, zawsze starali się wniknąć w społeczeństwo. Wiedzieli, że są na tym świecie, choć do niego nie należą. Tym niemniej podczas pandemii biskupi i episkopaty we współpracy z władzami państwowymi i ekspertami musieli podjąć bolesne decyzje, w tym decyzję o przedłużonym zawieszeniu obecności wiernych podczas sprawowania Eucharystii. Prefekt watykańskiej dykasterii przypomina jednak, że jak tylko warunki na to pozwolą, trzeba pilnie powrócić do normalnego życia chrześcijańskiego, dla którego domem i miejscem sprawowania liturgii jest budynek kościoła. Podkreśla on, że oddalenie od ołtarza było czasem postu eucharystycznego, pozwalającym odkryć znaczenie tego sakramentu, do którego należy powrócić z oczyszczonym sercem, jak tylko jest to możliwe.

    Przy tej okazji kard. Sarah powołuje się na świadectwo męczenników z Abiteny, którzy dla udziału w Eucharystii ryzykowali własnym życiem, bo jak wyznali nie mogą żyć bez niedzielnej Mszy. Przypomina, że choć środki społecznego przekazu oddały wielką służbę podczas pandemii, to jednak żadna transmisja Mszy nie może zastąpić osobistego udziału w Eucharystii. Co więcej transmisje te mogą nawet oddalić od osobistego i intymnego spotkania z Bogiem, który wydał się za nas nie w sposób wirtualny, lecz rzeczywisty, mówiąc: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we Mnie, a Ja w nim”.

    Kard. Sarah przypomina też o potrzebie zachowania niektórych zasad. Należna troska o przestrzeganie norm higieny i bezpieczeństwa nie może prowadzić do sterylizacji gestów i rytów. Nie może też zaszczepiać w wiernych lęku i poczucia zagrożenia. Od biskupów oczekuje się roztropnej ale też stanowczej postawy wobec rządzących, którzy usiłowaliby zredukować rolę celebracji Eucharystii do zwyczajnego zgromadzenia, porównywalnego a nawet mniej ważnego niż spotkania rekreacyjne. Szef watykańskiej kongregacji jednoznacznie też stwierdza, że normy liturgiczne nie należą do kompetencji państwa, lecz jedynie władz kościelnych. Ponadto należy ułatwiać wiernym udział w sakramentach, jednakże bez improwizacji i eksperymentów liturgicznych, lecz z pełnym zachowaniem norm i z dbałością o piękno obrzędów.

    Kard. Sarah przypomina też o prawie wiernych do przewidzianych sposobów przyjmowania Ciała Chrystusa i adorowania Pana w Eucharystii, bez ograniczeń, które wykraczają poza to, czego wymagają normy higieniczne ustalone przez władze publiczne czy biskupów. Prefekt watykańskiej kongregacji przyznaje, że na czas szczególnych zagrożeń, takich jak pandemie czy wojny, biskupi i episkopaty, mogą ustalać tymczasowe zasady postępowania, którym należy okazywać posłuszeństwo. Ustalenia te jednak wygasają, kiedy sytuacja powraca do normy.

    Na zakończenie kard. Sarah wspomina o integralnej wizji człowieka. Kościół przypomina, że życie ziemskie jest ważne, ale o wiele ważniejsze jest życie wieczne. Troskę o zdrowie łączy z głoszeniem wiecznego zbawienia dusz.

    radio Bobola/Londyn

    ************

    Kard. Sarah wzywa do szacunku wobec Eucharystii i powrotu do świątyń

    Nikt nie może powstrzymać kapłana od słuchania spowiedzi czy udzielania Komunii. A zatem nawet jeśli wierni nie mogą uczestniczyć we Mszy św., mogą prosić o spowiedź i Komunię – powiedział prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Kard. Robert Sarah odniósł do sytuacji we Włoszech, gdzie od niemal dwóch miesięcy wierni nie mogą uczestniczyć w Eucharystii. Co więcej rządowe dekrety o rozluźnieniu sanitarnych obostrzeń, nadal nie przewidują publicznych liturgii. Episkopat prowadzi jednak z rządem negocjacje dotyczące bezpiecznego sprawowania Eucharystii, w tym udzielania Komunii.Odnosząc się do medialnych informacji na ten temat kard. Sarah podkreślił, że przywrócenie Eucharystii nie może się odbywać kosztem profanacji. Najświętszy Sakrament trzeba traktować w sposób godny Boga. Nie do przyjęcia jest więc na przykład pomysł, by Hostie były udostępniane w plastikowym opakowaniu na zasadzie samoobsługi czy Komunii na wynos. „Nie możemy traktować Eucharystii jak banalnego przedmiotu. Nie jesteśmy w supermarkecie” – powiedział kard. Sarah w wywiadzie dla portalu Nuova Bussola Quotidiana. Podkreślił on, że nawet jeśli brak dostępu do Eucharystii powoduje cierpienie, to sam sposób udzielania Komunii nie podlega negocjacji. Przypomniał, że w Kościele nadal obowiązuje zasada, że wierny ma wolność wyboru w sposobie przyjmowania Komunii na rękę bądź do ust. Ta reguła musi być uszanowana – powiedział szef watykańskiej dykasterii odpowiedzialnej za liturgię i sakramenty.

    Podkreślił on również, że nie powinniśmy się przyzwyczajać do Mszy w telewizji czy w internecie. Bóg się wcielił, nie jest rzeczywistością wirtualną – przypomniał kard. Sarah, dodając, że takie liturgie są też szkodliwe dla samych kapłanów. „Podczas Mszy mają oni patrzeć na Boga, a tymczasem przyzwyczajają się do patrzenia na kamerę, jakby to był jakiś spektakl. Tak dłużej być nie może” – powiedział watykański purpurat.

    Zastrzegł zarazem, że nie powinniśmy się dziwić iż diabeł w sposób szczególny atakuje dziś Eucharystię. Ona jest bowiem sercem życia Kościoła. „Jestem jednak przekonany – dodał kard. Sarah – że głównym problemem jest wiara kapłanów. Gdyby kapłani byli świadomi, czym jest Eucharystia, to niektóre sposoby jej sprawowania i niektóre hipotezy na temat udzielania Komunii w ogóle nie przyszłyby im do głowy. Jezusa nie wolno traktować w ten sposób”. Przestrzegł on również przed naśladowaniem tego, co dzieje się w niemieckim Kościele. Robi się tam wiele rzeczy, które nie mają nic wspólnego z wiarą katolicką, lecz są protestantyzmem.

    źródło: vaticannews.va/autor: Krzysztof Bronk – Watykan

    **************

    Kardynał Robert Sarah ponownie wypowiedział się na temat nadużyć liturgicznych, mówiąc, że propozycje „Eucharystii na wynos” są „absurdem” i „szaleństwem”. Ostrzegł także przed dominacją Mszy transmitowanych na żywo, aby stały się nową normą, ponieważ „Bóg nie jest rzeczywistością wirtualną”.

    Kardynał Sarah odpowiadał na pytania, które dotyczyły artykułu we włoskiej gazecie La Stampa, który podniósł pomysł pakowania świętych postaci i umieszczania ich na półkach w kościołach, aby wierni mogli je zabrać indywidualnie, poza Mszą Świętą.

    Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów powiedział Daily Compass, że wierni mają prawo do przyjmowania sakramentów, ale tylko w sposób godny.

    „Przede wszystkim Eucharystia nie jest prawem ani obowiązkiem” – powiedział kardynał Sarah. „[To] jest dar, który otrzymujemy za darmo od Boga i który musimy przyjąć z czcią i miłością. Odpowiedzią na brak Eucharystii nie może być bezczeszczenie” – dodał.

    Idea, aby owinąć postaci eucharystyczne papierem i dostarczyć go tak, jakby to był posiłek na wynos, jest absurdem i „szaleństwem”. Eucharystię należy traktować z wiarą: nie możemy traktować jej jako trywialnego przedmiotu; nie jesteśmy w supermarkecie ”- wyjaśnił kardynał.

    Kiedy Daily Compass zasugerował, że coś takiego już „dzieje się w Niemczech”, kardynał Sarah odpowiedział: „Niestety, wiele rzeczy w Niemczech nie jest katolickich, ale to nie znaczy, że trzeba je naśladować”.

    „Diabeł mocno atakuje Eucharystię, ponieważ jest ona sercem życia Kościoła” – powiedział Sarah. 

    Zapytany o praktykę transmisji liturgii na żywo, kardynał Sarah ostrzegł, aby nie pozwolić, by wirtualizacja stała się nową normą: „Nie możemy się do tego przyzwyczaić” – powiedział. „Bóg stał się wcielony, On jest ciałem i krwią, nie jest rzeczywistością wirtualną” – podkreślił.  

    catholicherald.co.uk

    ************************

    Kard. Sarah: „Z radością powróćmy do Eucharystii”

    Bożena Sztajner /Niedziela

    **

    • Kard. Sarah podkreśla, że chrześcijanie nigdy nie dążyli do izolacji od świata i zamknięcia się za drzwiami kościoła. Świadomi swej odmienności, zawsze starali się wniknąć w społeczeństwo. Wiedzieli, że są na tym świecie, choć do niego nie należą.
    • Kardynał powołuje się na świadectwo męczenników z Abiteny, którzy dla udziału w Eucharystii ryzykowali własnym życiem, bo jak wyznali nie mogą żyć bez niedzielnej Mszy. Przypomina, że choć środki społecznego przekazu oddały wielką służbę podczas pandemii, to jednak żadna transmisja Mszy nie może zastąpić osobistego udziału w Eucharystii.
    • Hierarcha przypomina też o prawie wiernych do przewidzianych sposobów przyjmowania Ciała Chrystusa i adorowania Pana w Eucharystii, bez ograniczeń, które wykraczają poza to, czego wymagają normy higieniczne ustalone przez władze publiczne czy biskupów.

    Na samym wstępie stwierdza się, że pandemia doprowadziła do poważnych zaburzeń nie tylko w sferze społecznej czy gospodarczej, ale również w życiu religijnym. Wymóg dystansu społecznego miał poważne konsekwencje dla wymiaru wspólnotowego, który należy do istoty chrześcijańskiej wiary. Kard. Sarah obszernie uzasadnia znaczenie tego wymiaru, który zostaje potwierdzony przez samego Chrystusa, zapewnieniem, że gdzie dwaj albo trzej gromadzą się w Jego imię, tam On będzie pośród nich. Prefekt watykańskiej kongregacji przypomina, że wspólnotowy charakter liturgii odróżniał chrześcijan od świata pogańskiego, w którym świątynie były przeznaczone dla bóstwa, a nie dla ogółu wiernych.

    Kard. Sarah podkreśla, że chrześcijanie nigdy nie dążyli do izolacji od świata i zamknięcia się za drzwiami kościoła. Świadomi swej odmienności, zawsze starali się wniknąć w społeczeństwo. Wiedzieli, że są na tym świecie, choć do niego nie należą. Tym niemniej podczas pandemii biskupi i episkopaty we współpracy z władzami państwowymi i ekspertami musieli podjąć bolesne decyzje, w tym decyzję o przedłużonym zawieszeniu obecności wiernych podczas sprawowania Eucharystii. Prefekt watykańskiej dykasterii przypomina jednak, że jak tylko warunki na to pozwolą, trzeba pilnie powrócić do normalnego życia chrześcijańskiego, dla którego domem i miejscem sprawowania liturgii jest budynek kościoła. Podkreśla on, że oddalenie od ołtarza było czasem postu eucharystycznego, pozwalającym odkryć znaczenie tego sakramentu, do którego należy powrócić z oczyszczonym sercem, jak tylko jest to możliwe.

    Przy tej okazji kard. Sarah powołuje się na świadectwo męczenników z Abiteny, którzy dla udziału w Eucharystii ryzykowali własnym życiem, bo jak wyznali nie mogą żyć bez niedzielnej Mszy.

    Przypomina, że choć środki społecznego przekazu oddały wielką służbę podczas pandemii, to jednak żadna transmisja Mszy nie może zastąpić osobistego udziału w Eucharystii. Co więcej transmisje te mogą nawet oddalić od osobistego i intymnego spotkania z Bogiem, który wydał się za nas nie w sposób wirtualny, lecz rzeczywisty, mówiąc: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we Mnie, a Ja w nim”.

    Kard. Sarah przypomina też o potrzebie zachowania niektórych zasad. Należna troska o przestrzeganie norm higieny i bezpieczeństwa nie może prowadzić do sterylizacji gestów i rytów. Nie może też zaszczepiać w wiernych lęku i poczucia zagrożenia. Od biskupów oczekuje się roztropnej ale też stanowczej postawy wobec rządzących, którzy usiłowaliby zredukować rolę celebracji Eucharystii do zwyczajnego zgromadzenia, porównywalnego a nawet mniej ważnego niż spotkania rekreacyjne. Szef watykańskiej kongregacji jednoznacznie też stwierdza, że normy liturgiczne nie należą do kompetencji państwa, lecz jedynie władz kościelnych. Ponadto należy ułatwiać wiernym udział w sakramentach, jednakże bez improwizacji i eksperymentów liturgicznych, lecz z pełnym zachowaniem norm i z dbałością o piękno obrzędów.

    Kard. Sarah przypomina też o prawie wiernych do przewidzianych sposobów przyjmowania Ciała Chrystusa i adorowania Pana w Eucharystii, bez ograniczeń, które wykraczają poza to, czego wymagają normy higieniczne ustalone przez władze publiczne czy biskupów.

    Prefekt watykańskiej kongregacji przyznaje, że na czas szczególnych zagrożeń, takich jak pandemie czy wojny, biskupi i episkopaty, mogą ustalać tymczasowe zasady postępowania, którym należy okazywać posłuszeństwo. Ustalenia te jednak wygasają, kiedy sytuacja powraca do normy.

    Na zakończenie kard. Sarah wspomina o integralnej wizji człowieka. Kościół przypomina, że życie ziemskie jest ważne, ale o wiele ważniejsze jest życie wieczne. Troskę o zdrowie łączy z głoszeniem wiecznego zbawienia dusz.

    Tygodnik NIEDZIELA/Krzysztof Bronk/Watykan (KAI)

    *********************************************************

    Spotkania z Matką.

    13 września 1917

    Spotkania z Matką. 13 września 1917
    EAST NEWS, MONTAŻ STUDIO GN

    **

    Piąte objawienie miało miejsce zgodnie z dniem wyznaczonym przez Maryję. Wokół dębu w Cova da Iria zgromadził się tłum ludzi. Dla dzieci ich „sława” stawała się coraz bardziej uciążliwa.

    Łucja tak relacjonuje wydarzenia z 13 września 1917 roku: „Kiedy zbliżyła się godzina, przeciskałam się z Hiacyntą i Franciszkiem przez tłum ludzi, który nam ledwo pozwalał przejść. Ulice były pełne ludzi. Wszyscy chcieli nas widzieć i rozmawiać z nami. Tam się jeden drugiego nie bał. Wiele osób, nawet zacne panie i panowie przeciskali się przez tłum, który nas otaczał. Padali na kolana przed nami, prosząc, byśmy Matce Bożej przedstawili ich prośby. Inni, którzy nie mogli się do nas dostać, wołali z daleka: – Na miłość Boską, proście Maryję, żeby mi wyleczyła mego syna kalekę. Ktoś inny wołał: – Niech wyleczy moje niewidome dziecko. A znowu inny: – A moje jest głuche. I znowu inny: – Niech mi przyprowadzi z wojny do domu mego męża i mego syna. – Niech mi nawróci grzesznika. – Niech mnie uzdrowi z gruźlicy itd.”.

    Łucja komentuje to, co zobaczyła, w taki sposób: „Tam ukazała się cała nędza biednej ludzkości, niektórzy krzyczeli z drzew, inni z muru, na którym siedzieli, aby nas zobaczyć, gdy przechodziliśmy. Jednym obiecując spełnienie ich życzeń, innym podając rękę, aby mogli się podnieść z ziemi, mogliśmy się dalej posuwać dzięki kilku mężczyznom, którzy nam torowali drogę przez tłum. Kiedy teraz czytam w Nowym Testamencie o tych cudownych scenach, które się zdarzały w Palestynie, kiedy Pan Jezus przechodził, przypominam sobie te, które jako dziecko mogłam przeżyć na ścieżkach i ulicach z Aljustrel do Fatimy do Cova da Iria. Dziękuję Bogu i ofiaruję Mu wiarę naszego dobrego ludu portugalskiego. Myślę, że jeżeli ci ludzie na kolana padali przed trojgiem biednych dzieci jedynie dlatego, że z miłosierdzia Bożego doznały łaski rozmawiania z Matką Boską, to co by dopiero robili, gdyby widzieli przed sobą samego Jezusa Chrystusa?”.

    Samo objawienie było krótkie. Kiedy dzieci dotarły do dębu skalnego w Cova da Iria, zaczęły wraz z ludźmi odmawiać Różaniec. Wkrótce potem ujrzały odblask światła i Panią nad dębem skalnym. Maryja powiedziała:

    „»Odmawiajcie w dalszym ciągu Różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Nasz Pan, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia«.

    Polecono mi, żebym Panią prosiła o wiele rzeczy: o uzdrowienie pewnego chorego i jednego głuchoniemego. [powiedziała Łucja]

    »Tak, kilku uzdrowię, innych nie. W październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli«.

    Po tych słowach Pani, zaczynając się wznosić, znikła jak zwykle”.

    O jakim sznurze mówi Maryja? Otóż dzieci między 19 sierpnia a 13 września wpadły na pomysł dodatkowego umartwienia (oprócz kilku innych, które podjęły). Idąc mianowicie z owcami, znalazły na polu kawałek sznura od wozu. Łucja podniosła go i dla żartu owinęła wokół ramienia. Zauważyła, że sprawia on dotkliwy ból. Powiedziała do swoich kuzynów: „Słuchajcie, to boli. Moglibyśmy się nim wiązać i nosić jako umartwienie z miłości do Jezusa”.

    Dzieci podchwyciły pomysł, podzieliły sznur i owinęły sobie wokół bioder. To sprawiało im ból, ale one traktowały to jako ofiarę. Maryja nie zakazuje im tego całkowicie, ale prosi o pewien umiar. Gorliwość małych apostołów może zawstydzać.

    opracował ks. Tomasz Jaklewicz/wiara.pl

    ************************************************************************

    poniedziałek – 14 września

    XXIV tydzień okresu zwykłego

    ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

    Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał
    Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał
    „Polska pod Krzyżem” w Beskidach/ fot. Robert Karp

    **

    Dla upamiętnienia Wielkiego Jubileuszu Roku Pańskiego 2000 w Beskidach wokół miasta Bielska-Białej wzniesiono trzy potężne krzyże między którymi odległość w linii prostej wynosi dokładnie 11 kilometrów: krzyże te postawiono na Trzech Lipkach, na Hrobaczej Łące oraz w Starej Wsi.

    Krzyż pierwszy:

    Wzgórze Trzy Lipki, na którym od 2001 roku stoi gigantyczny 40-metrowy stalowy krzyż, przypominający pastorał Jana Pawła II, to jedno z najpiękniejszych miejsc Bielska-Białej. Docierają tu liczne procesje i sprawowane są Msze św. Na wzgórze przychodzi też wielu turystów, by podziwiać niezwykłą panoramę miasta i Beskidów. U stóp krzyża znajduje się wypalana w glinie pamiątkowa tablica, przedstawiająca papieża z pastorałem. Obok umieszczono cytat z homilii papieskiej wzywającej do przyjęcia dziedzictwa krzyża.

    Krzyż drugi:

    W Starej Wsi postawiono 31-metrowy stalowy krzyż jubileuszowy z 2000 roku. U zbiegu ramion krzyża, który ma 8 tonową konstrukcję – umieszczony jest zarys serca, które o zmierzchu podświetlone jest na czerwono. 

    Krzyż Trzeci:

    Na Hrobaczej Łące na wysokości 828 m n.p.m. jest postawiony 35-metrowy krzyż. Nocą jest oświetlony i przez to rozpoznawalny z daleka. Jest już stałym elementem krajobrazu beskidzkiego okolic Bielska-Białej.

    Święto Podwyższenia Krzyża wiąże się z odnalezieniem drzewa krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, a także wyraża głęboki sens krzyża w życiu chrześcijanina. Istotą święta jest ukazanie tajemnicy Krzyża jako ceny zbawienia człowieka.

    WIELBIMY CIEBIE KRZYŻU ŚWIETY!

    Święto Podwyższenia Krzyża w Beskidach/ fot.Robert Karp

    ***


    Aniołowie adorujący Krzyż
    Kiedy w roku 70 Jerozolima została zdobyta i zburzona przez Rzymian, rozpoczęły się wielkie prześladowania religii Chrystusa, trwające prawie 300 lat. Dopiero po ustaniu tych prześladowań matka cesarza rzymskiego Konstantyna, św. Helena, kazała szukać Krzyża, na którym umarł Pan Jezus.
    Po długich poszukiwaniach Krzyż odnaleziono. Co do daty tego wydarzenia historycy nie są zgodni; najczęściej podaje się rok 320, 326 lub 330, natomiast jako dzień wszystkie źródła podają 13 albo 14 września. W związku z tym wydarzeniem zbudowano w Jerozolimie na Golgocie dwie bazyliki: Męczenników (Martyrium) i Zmartwychwstania (Anastasis). Bazylika Męczenników nazywana była także Bazyliką Krzyża. 13 września 335 r. odbyło się uroczyste poświęcenie i przekazanie miejscowemu biskupowi obydwu bazylik. Na tę pamiątkę obchodzono co roku 13 września uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. Później przeniesiono to święto na 14 września, ponieważ tego dnia wypada rocznica wystawienia relikwii Krzyża na widok publiczny, a więc pierwszej adoracji Krzyża, która miała miejsce następnego dnia po poświęceniu bazylik. Święto wprowadzono najpierw dla tych kościołów, które posiadały relikwie Krzyża, potem zaś dla całego Kościoła Powszechnego.
    Ważnym wkładem w historię dzisiejszego święta jest świadectwo mniszki Egerii, która w Itinerarium Egeriae relacjonuje obchody Podwyższenia Krzyża połączone ze świętem dedykacji, czyli poświęcenia kościoła Męczenników (Martyrium) na Golgocie: “Dniami Eucenii (dedykacji) zwą się te dni, w których święty kościół stojący na Golgocie, zwany Martyrium, poświęcony został Bogu. Także święty kościół znajdujący się w Anastasis, to jest w miejscu, gdzie Pan po męce zmartwychwstał, tego samego dnia został Bogu poświęcony. Rocznica poświęcenia tych świętych kościołów jest obchodzona z całą czcią, bo i Krzyż znaleziono tego samego dnia […]”

    Podwyższenie Krzyża
    W 614 r. na Ziemię Świętą napadli Persowie pod wodzą Chozroeza. Zburzyli wówczas wszystkie kościoły, także i kościół Bożego Grobu, a wiedząc, jak wielkiej czci doznaje Krzyż Pana Jezusa, zabrali go ze sobą. Cały świat modlił się o odzyskanie Krzyża Świętego. Po zwycięstwie, jakie cesarz Herakliusz odniósł nad Chozroezem, w traktacie pokojowym Persowie zostali zmuszeni do oddania świętej relikwii (628). Podanie głosi, że kiedy sam cesarz chciał na swoich ramionach zanieść Krzyż Chrystusa na Kalwarię, mógł to uczynić dopiero wówczas, kiedy zdjął swoje królewskie szaty. Jest to legenda, gdyż ze świadectwa św. Cyryla Jerozolimskiego (+ 387) wiemy, że już za jego czasów czcigodną relikwię podzielono na drobne części i rozesłano je niemal po wszystkich okolicznych kościołach.

    Kościół w Krzyżu Jezusa widział zawsze ołtarz, na którym Syn Boży dokonał zbawienia świata. Dlatego każda jego cząstka, tak obficie zroszona Jego Najświętszą Krwią, doznawała zawsze szczególnej czci. Nie chodzi w tym wypadku o autentyczność poszczególnych relikwii, ale o fakt, że przypominają one Krzyż Chrystusa i wielkie dzieło, jakie się na nim dokonało dla dobra rodzaju ludzkiego.
    O ukrzyżowaniu Pana Jezusa piszą wszyscy Ewangeliści. Co więcej, podają bardzo szczegółowe okoliczności tego wydarzenia. Według świadectwa Ewangelistów Pan Jezus został ukrzyżowany około godziny 12, a umarł o godzinie 15. Jego pogrzeb odbył się ok. godziny 17.
    Kara ukrzyżowania była u Żydów znana, chociaż w prawie mojżeszowym nie była przewidziana. Aleksander Janneusz (103-76 przed Chrystusem) użył jej dla ukarania zbuntowanych przeciwko niemu faryzeuszów. Taką karę stosowali powszechnie Fenicjanie, Kartagińczycy, Persowie i Rzymianie. Ci ostatni jednak nie stosowali jej wobec obywateli rzymskich. Była to bowiem kara uznawana za hańbiącą i bardzo okrutną. Skazańca odzierano z szat, rzucano go na ziemię, rozciągano mu ramiona i nogi, przybijając je do krzyża. Skazaniec konał z omdlenia i gorączki, dusił się. Na domiar złego wisielca nękało mnóstwo komarów, a bywało, że konającego rozrywały sępy. Krzyż miał zwykle kształt litery T (tau). Ponieważ śmierć na krzyżu miała wszystkie znamiona hańby, dlatego cesarz Konstantyn Wielki zniósł karę śmierci przez ukrzyżowanie (316).

    Relikwiarz Krzyża św. z Olkusza
    Największą część drzewa Krzyża świętego posiada obecnie kościół św. Guduli w Brukseli. Bazylika św. Piotra w Rzymie przechowuje część relikwii, którą cesarze bizantyjscy nosili na piersi w czasie największych uroczystości. W skarbcu katedry paryskiej jest cząstka Krzyża świętego, podarowana przez polską królową Annę Gonzagę, którą miała otrzymać od króla Jana Kazimierza. Największą część Krzyża świętego w Polsce posiadał kościół dominikanów w Lublinie (zostały one skradzione w roku 1991, chociaż nadal w kościele tym znajdują się dwa inne relikwiarze Krzyża świętego). Stosunkowo dużą część Krzyża świętego posiada kościół św. Krzyża na Łysej Górze pod Kielcami. Miał ją podarować benedyktynom św. Emeryk (+ 1031), syn św. Stefana, króla Węgier (+ 1038). Od tej relikwii i klasztoru pochodzi nazwa “Góry Świętokrzyskie”. Wreszcie dość znaczna relikwia Krzyża świętego znajduje się w bazylice Krzyża Świętego w Rzymie.
    Ku czci Krzyża Świętego wzniesiono mnóstwo kościołów. W samej Polsce jest ich ponad 100. Istnieje również kilka rodzin zakonnych – męskich i żeńskich – pod nazwą Świętego Krzyża. Wśród nich najliczniejsze to Zgromadzenie Św. Krzyża, założone w 1837 r., a zatwierdzone przez Rzym w 1855 r.
    Na czele czcicieli Krzyża stoi św. Paweł Apostoł. Szczególnym nabożeństwem do Krzyża wyróżniała się św. Helena, cesarzowa. Jednak na wielką skalę kult Krzyża zapoczątkowało średniowiecze, kiedy to bardzo żywo i powszechnie rozwinął się kult męki Pańskiej. Wśród świętych wyróżnili się tym nabożeństwem: św. Bernard z Clairvaux (+ 1153), św. Franciszek z Asyżu (+ 1226), św. Bonawentura (+ 1274), św. Filip Benicjusz (+ 1285), a w latach późniejszych bł. Władysław z Gielniowa (+ 1505), św. Piotr z Alkantary (+ 1562), św. Jan od Krzyża (+ 1591) i św. Paweł od Krzyża (+ 1775). W nagrodę za serdeczne nabożeństwo do swojej męki Jezus obdarzył wielu świętych darem stygmatów. Dzieje Kościoła znają aż 330 podobnych wypadków. Pierwszy stwierdzony historycznie fakt stygmatów spotykamy u św. Franciszka z Asyżu. W ostatnich czasach mówiło się głośno o stygmatykach: Teresie Neumann z Konnersreuth (+ 1962) i o św. o. Pio (+ 1969).

    Krzyż celtycki z Irlandii
    Od I w. spotykamy krzyże wypisywane, rysowane czy ryte graficznie – i to w najróżnorodniejszych formach i symbolice, której postacią naczelną jest zawsze Chrystus. Od IV w. spotykamy krzyże bez Ukrzyżowanego, ale za to bogato wykładane szlachetnymi kamieniami i złotem (crux gemmata). Ich forma jest także różna. Spotykamy między innymi krzyże Chrystusa, Piotra, Andrzeja, św. Pachomiusza, krzyż etiopski, ormiański, jerozolimski itp. We wczesnym średniowieczu zwykło się wyrabiać krzyże (pasje) z wizerunkiem Chrystusa, ale z koroną królewską (diademem) na głowie. Od wieku XII datują się krzyże współczesne, pełne wyrazu cierpienia i grozy. Najdawniejszy krzyż znaleziono w Herkulanum, w jednym z domów zasypanego przez wulkan (Wezuwiusz) w roku 63 i 79, którego to odkrycia dokonano w 1748 roku. Na jednej ze ścian domu znaleziono wyraźny odcisk dużego krzyża, który tam wisiał. Jest nawet otwór po gwoździu w ścianie, na którym ten krzyż był umieszczony.
    Krzyż Chrystusa czci się także czyniąc znak krzyża. Początkowo czyniono krzyż nad przedmiotami, kreśląc go dłonią. Miał on być wyznaniem wiary, chronić od nieszczęść, sprowadzać Boże błogosławieństwo. Zwyczaj ten sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Był on traktowany jako credo katolickie, streszczenie najważniejszych prawd wiary. Słowami podkreślano wiarę w Boga w Trójcy Świętej jedynego, a ruchem ręki podkreślano nasze zbawienie przez Chrystusową mękę i śmierć. O znaku krzyża świętego pisze już Tertulian (+ ok. 240). Św. Hieronim mówi o nim w liście do Eustochii. Pierwsi chrześcijanie tym znakiem posługiwali się bardzo często. Kościół zachował ten zwyczaj, kiedy w liturgii błogosławi swoich wiernych.

    Dzisiejsze święto przypomina nam wielkie znaczenie krzyża jako symbolu chrześcijaństwa i uświadamia, że nie możemy go traktować jedynie jako elementu dekoracji naszego mieszkania, miejsca pracy czy jednego z wielu elementów naszego codziennego stroju.
    Internetowa Liturgia Godzin – Czytelnia

    ***

    Święto Podwyższenia Krzyża

    Samplefot. Martin Jernberg / Unsplash

    **

    14 września Kościół obchodzi Święto Podwyższenia Krzyża. Wiąże się ono z odnalezieniem drzewa krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, a także wyraża głęboki sens krzyża w życiu chrześcijanina. Istotą święta jest ukazanie tajemnicy Krzyża jako ceny zbawienia człowieka.

    Początki święta związane są z odnalezieniem przez św. Helenę relikwii krzyża na początku IV wieku i poświęceniem w Jerozolimie bazyliki ku jego czci w 335 r. Na pamiątkę, tego wydarzenia, ostatecznie 14 września, w Kościele obchodzi się uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego.

    Znak krzyża był obecny w chrześcijaństwie od śmierci Jezusa. W początkach Kościoła nieraz przyjmował formę kotwicy albo trójzębu. Jako przedmiot kultu upowszechnił się i nabrał znaczenia po roku 313. W tym bowiem roku, według przekazu, cesarz Konstantyn Wielki, przed bitwą z uzurpatorem Maksencjuszem, zobaczył na tle słońca znak krzyża i słowa “w tym znaku zwyciężysz”. Poza tym tenże cesarz zniósł karę śmierci przez ukrzyżowanie.

    Do VI w. na krzyżu nie umieszczano postaci Chrystusa. Także później nie ukazywano Jezusa umęczonego lecz chwalebnego: jako Króla z diademem zamiast cierniowej korony na głowie, albo jako Arcykapłana, albo jako Dobrego Pasterza. Od wieku XII pojawia się motyw cierpienia. Od tego czasu aż do dziś w Kościele łacińskim zwykle używany jest krzyż gotycki, pasyjny, który wskazuje na mękę i śmierć Chrystusa jako cenę zbawienia. W tradycji prawosławnej do dziś używany jest krzyż chwalebny.

    Od czasów Konstantyna, kiedy to chrześcijanie uzyskali wolność wyznawania swojej wiary, krzyż stał się znakiem rozpoznawczym chrześcijan. Od tego czasu jest bardzo często używany w liturgii i uświęca całe życie chrześcijańskie: zaczyna i kończy modlitwę, dzień i każdą ważniejszą czynność, uświęca przestrzeń i jest używany przy wszelkich błogosławieństwach.

    Ojcowie Kościoła podkreślali, że krzyż jest symbolem, w którym streszczają się najistotniejsze prawdy wiary chrześcijańskiej. Św. Jan Damasceński pisze: “Krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa, a nie cokolwiek innego, zwyciężył śmierć, zgładził grzech praojca, pokonał piekło, darował nam zmartwychwstanie, udzielił siły do wzniesienia się ponad doczesność i ponad samą śmierć, zgotował powrót do dawnej szczęśliwości, otworzył bramy raju, umieścił naturę naszą po prawicy Boga, uczynił nas Jego dziećmi i dziedzicami”.

    Znak krzyża rozpoczyna i kończy modlitwę chrześcijanina. W liturgii jest gestem błogosławieństwa. Krzyż zawieszany na szyi, w mieszkaniu, w pracy, stawiany na szczytach świątyń przypomina wierzącym o ich powołaniu. Jego znaczenie staje się szkołą życia dla chrześcijan widzących w nim ostateczne zwycięstwo dobra nad złem.

    Katolicka Agencja Informacyjna/Kai.pl

    ***************************

    Chrystus wraca do katedry

    Słynący łaskami i niezwykłą historią krucyfiks wraca po renowacji do kaplicy Baryczków w archikatedrze warszawskiej. Prace konserwatorskie odsłoniły jego nowe oblicze.

    Sanktuarium Cudownego Krucyfiksu Pana Jezusa Chrystus, który ocalał
    fot. arch. Muzem Arhidiecezji Warszawskiej

    **

    – Można powiedzieć, że jest to warszawski odpowiednik krucyfiksu królowej Jadwigi na Wawelu, stale otaczany kultem – podkreśla ks. dr Mirosław Nowak, dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Do warszawskiej katedry krucyfiks trafił około 1525 r., przywieziony tu z Norymbergi przez kupca Jerzego Baryczkę. Był świadkiem królewskich ślubów i koronacji oraz zaprzysiężenia Konstytucji 3 Maja. Modlili się przed nim Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt i Henryk Sienkiewicz, a także papieże św. Jan Paweł II i Benedykt XVI. Klękał król Jan III Sobieski przed wyprawą pod Wiedeń oraz po powrocie, dziękując za zwycięstwo. Przychodzili w ważnych dla narodu chwilach królowie i prezydenci. A ks. Stanisław Tworkowski napisał we wspomnieniach, że kiedy we wrześniu 1939 r. abp Stanisław Gall wyświęcał w katedrze św. Jana w czasie nalotu młodych kapłanów, cudowny Pan Jezus błogosławił im na czekające ich trudy i walkę.

    Z krzyżem Baryczków związanych jest wiele niezwykłych opowieści. Ludzie, modląc się przed nim, doznawali niezliczonych łask, o czym świadczyły liczne wota. W kategoriach cudu interpretowano ocalenie krucyfiksu z płonącej katedry podczas powstania warszawskiego.


    NOWE OBLICZE

    Krucyfiks Baryczków zwany jest cudownym krucyfiksem Jezusa Konającego, na co wskazuje układ zawieszonego na krzyżu ciała, opisywanego jako rzeźba naturalistyczna. Tradycja mówiła o rosnących włosach na głowie Chrystusa, które w Wielki Piątek miały podcinać dziewczęta z najgodniejszych rodów.

    Krzyż w ciągu pięciuset lat obecności w Warszawie zaledwie trzykrotnie opuścił katedrę. Pierwszy raz, gdy ratowano go w czasie potopu szwedzkiego. Po raz drugi w czasie powstania 1944 r., a ostatni raz w sierpniu ubiegłego roku w związku z zaplanowaną konserwacją. Prace prowadzone były w jednej z sal Muzeum Archidiecezji Warszawskiej pod kierunkiem prof. Marii Lubryczyńskiej z Wydziału Konserwacji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zwiedzający mogli obserwować ich postęp przez szybę. Działania konserwatorskie i restauratorskie prowadzone były – jak mówiła prof. Lubryczyńska – z poczuciem odpowiedzialności za zachowanie w jak najlepszym stanie skarbu narodowego, jakim jest krzyż Baryczków.

    Po renowacji twarz cierpiącego Jezusa nabrała innego wyrazu. Spod półprzymkniętych powiek widać spojrzenie oczu. Dzięki zabiegom konserwatorskim zniknęły zabrudzenia i ukazały się źrenice otoczone brązową tęczówką. Cała postać jest jaśniejsza i teraz lepiej widać szczegóły: wyraźnie rysujące się żyły, z których sączy się krew. Zniszczoną perukę z końskiego włosia zastąpiono naturalnymi ludzkimi, ciemnymi włosami. Cierniowa korona odzyskała srebrny kolor. Pierwotny koloryt odzyskał też krzyż. Okazało się, że ciemna barwa była skutkiem wieloletniego kurzu i brudu. Renowacja pokazała, że krzyż obity jest metalem, który po czyszczeniu nabrał srebrzystego koloru.

    Renowacja trwała ponad pół roku. Cudowny krucyfiks wraca do archikatedry 28 lutego, w pierwszy piątek Wielkiego Postu, w niezwykłej oprawie Drogi Krzyżowej, która przejdzie ulicami Starego Miasta z kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Przyrynku. Odtworzono będą archiwalne nagrania rozważań kard. Stefana Wyszyńskiego. Uroczystość ma nawiązywać do powrotu krucyfiksu do katedry po II wojnie światowej, po tym, jak podczas powstania krucyfiks został ocalony.


    CUDOWNIE URATOWANY

    Krzyż z płonącej katedry wyniósł wówczas ks. Wacław Karłowicz, ps. „Andrzej Bobola”, kapelan powstańców z pomocą dwóch sanitariuszek harcerskiego batalionu Armii Krajowej „Wigry”: Barbary Gancarczyk-Piotrowskiej ps. „Pająk” i Teresy Potulickiej-Łatyńskiej ps. „Michalska”.

    Irena Świerdzewska/Idziemy nr 09/2020

    ************************************

    Z kim niesiesz krzyż?

    Z kim niesiesz krzyż?
    fot. Józef Wolny

    **

    W religii znaki są ważne. Mówią nieraz więcej niż słowa.

    Coraz mniejsze krzyże w mieszkaniach, coraz większe ekrany. Ruszyło mnie kiedyś to zdanie. Postanowiłem kupić duży krzyż. Trafiłem w Krakowie na sklep z antykami. Zdziwiłem się, że było tam aż tyle krucyfiksów. Drewniane, metalowe, duże, małe, wystawione na sprzedaż, niepotrzebne. Stały między komodami, porcelaną, lampami, antykami. Wybrałem ten najbardziej zniszczony, właściwie samą figurę Ukrzyżowanego. Jaka jest Jego historia? Komu towarzyszył, kto przed Nim się modlił? Teraz to już mój krzyż, „mój Chrystus połamany”. Będzie towarzyszył mojemu życiu, będzie świadkiem moich wzlotów i upadków.

    Sięgam do kazania ks. Tischnera („Wiara ze słuchania”). Na Golgocie były trzy krzyże, powiada krakowski filozof. Pierwszy to krzyż człowieka, który buntował się przeciwko władzy, a teraz przeciwko Bogu. Woła do Chrystusa, aby pomógł mu zejść z krzyża. Chce pozbyć się krzyża, ale w gruncie rzeczy dzieje się coś przeciwnego: na jego miejsce przychodzi drugi, trzeci, dziesiąty. Każdy z nas ma w sobie coś ze zbuntowanego złoczyńcy. Kto nie zrozumiał sensu krzyża, ten mnoży sobie krzyże na plecach. Z drugiej strony inny człowiek.

    Ten prosi Boga o przebaczenie, otrzymuje od Jezusa obietnicę raju. Krzyż czegoś go nauczył. Był buntownikiem, może wydawało mu się, że jest silny, niezwyciężony. Krzyż nauczył go pokory. Cierpienie nauczyło go rozumieć, że jest tylko człowiekiem. Krzyż stał się dla niego wielką szkołą prawdy. I tak może być w naszym życiu. Im szybciej człowiek nauczy się prawdy o sobie, tym mniejszy będzie ten krzyż. I wreszcie krzyż Chrystusa. Słychać z niego wołanie: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?”. Jakby wszystko było stracone. Ale za chwilę odzywa się inny głos: „W ręce Twoje powierzam ducha mego”. Rozpacz została przezwyciężona, pojawia się nadzieja.

    Te trzy krzyże są człowiekowi potrzebne, żeby go nauczyły dróg zbawienia. Jest krzyż, który prowadzi do buntu, jest krzyż, który uczy prawdy o sobie i jest ten najważniejszy, z którego płynie nadzieja. Ten trzeci krzyż niesiesz z Chrystusem. Nie jesteś sam. Kiedy wołasz: „Boże mój czemuś mnie opuścił”, to pamiętaj, że ktoś już te słowa wypowiedział przed tobą i że po nich są inne: „Ojcze, w Twe ręce oddaję ducha mojego”. Tischner pyta: „Z kim niesiesz krzyż? Z łotrem zbuntowanym? Ze złoczyńcą nawróconym? Czy z Jezusem Chrystusem?”.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚĆ NIEDZIELNY 37/2009

    **************************************

    Bez krzyża nie ma zbawienia

    Bez krzyża nie ma zbawienia
    fot. PCh24.pl

    Droga do zbawienia wiedzie przez krzyż. Innej drogi nie ma. „Nie łudźcie się – przypomina święty Ludwik Maria Grignion de Montfort – „odkąd koniecznym stało się, by Mądrość Wcielona weszła do Nieba przez Krzyż, trzeba wchodzić tam za nią tą samą drogą. Dlatego właśnie „musisz zaakceptować swój krzyż. Jeśli będziesz go dźwigał odważnie, zaprowadzi cię do nieba” – zaleca święty Jan Maria Vianney. „Czemu więc jeszcze się boisz podjąć ten krzyż, który jest drogą do Królestwa?” – pyta Tomasz à Kempis.

    Szydercy pokrzykiwali na Jezusa: „Zejdź z krzyża!” (Mt 27, 40). Nie mieściło się im w głowie, że łatwiej z krzyża zejść niż nań wejść. Łatwiej od krzyża uciec niż dobrowolnie po krzyż sięgnąć.

    Szydercy pokrzykiwali na Jezusa: „Wybaw sam siebie” (Łk 23, 37). Nie mieściło się im w głowie, że On nie potrzebuje wybawienia dla siebie, ale oni – tak. I być może niejednemu z ich dzieci zbawienie zostało dane, bo chociaż oni sami przedłożyli cezara nad Mesjasza i krwi niewinnej wzywali na siebie i potomstwo swoje, to przecież już sześć wieków wcześniej Bóg zabronił powtarzać „tę przypowieść o ziemi izraelskiej: ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom” (Ez 18, 2).

    Kto wie, czy synowie szyderców spod krzyża nie znaleźli się w gronie „świętych Pana w Jerozolimie” (Dz 19, 13), jak synowie Szymona z Cyreny, który (choć daleki od szyderstwa) też wcale się do krzyża nie palił? Krzyż Chrystusowy bowiem ma w sobie moc wywracania na nice sumień ludzkich. Krzyż obnaża całą prawdę o człowieku. O każdym z nas.

    „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1, 18) – uczy święty Paweł. Chrystus ukrzyżowany „jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 23).

    Stosunek do Chrystusowego krzyża najwyraźniej dowodzi, kim naprawdę, w głębi duszy jesteśmy: żydami, poganami czy uczniami Pana? Tymi co wybierają zbawienie czy tymi co wolą zatracenie? Zbałamuconymi „przebiegłością przebiegłych” (1 Kor 1, 19) czy zbrojnymi „mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 24)?

    Zapłatą za grzech jest śmierć

    Jezus Mesjasz mógłby zejść z krzyża, tylko że wtedy nie byłby Mesjaszem, czyli Chrystusem, który wybawi udręczoną ludzkość z mocy grzechu i śmierci. Jezus Chrystus bowiem został posłany na krzyż, „aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła” (Hbr 2, 14). Osobiście to zapowiedział na sześć dni przed ukrzyżowaniem podczas uczty w Betanii: „A ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć” (J 12, 32-33). A potem, w drodze do Emaus tłumaczył dwóm zdezorientowanym uczniom: „Czyż Mesjasz nie miał cierpieć, aby wejść do swej chwały?” (Łk 24, 26).

    Wcześniej zaś wyznał Piłatowi: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J, 18, 37). A cóż jest najważniejszą prawdą chrześcijaństwa, jak nie to iż „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16)? I właśnie dlatego „jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3, 14-15).

    Bez krzyża nie byłoby zmartwychwstania. Na tym świętym drzewie dokonało się zbawienie całego rodzaju ludzkiego – „albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Na drzewie krzyża z całego zła od pokoleń ciążącego na ludzkości, z całego ogromu naszych grzechów, z całego „odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliśmy wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19) – podkreśla święty Piotr.

    Niech bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje

    Jezus bez krzyża, tylko nauczający, uzdrawiający, błogosławiący dzieci, rozmnażający chleb, troszczący się o ubogich i wykluczonych – jak Go dziś coraz chętniej pragną widzieć coraz szersze kręgi chrześcijańskie – nigdy nie zbawiłby świata. Zostałby co najwyżej uznanym „guru” Bliskiego Wschodu (nawet nie „Buddą Zachodu” – jak bredzą „oświeceni” synkretyści na zachodnich uniwersytetach), ponieważ wiedza o Nim czy znajomość Jego nauki nie wykroczyłyby poza granice Judei (no, może sięgnęłyby Syrii, Arabii czy Cylicji, ewentualnie obrzeży Egiptu…). Nie byłby nawet prorokiem – bo prorocy zapowiadali Mesjasza, a On kogóż by miał zapowiadać?

    Jezus bez krzyża nie byłby żadnym wzorem dla Kościoła. W czym bowiem moglibyśmy Go naśladować? Kto zdoła uzdrowić paralityka albo chorego na trąd? Kto potrafi rozmnożyć chleb albo martwe ryby? W krzyżu kryje się drogowskaz naszego postępowania drogą Chrystusową i wzorzec dostępny dla wszystkich bez wyjątku: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 23-24). Każdy jest w stanie oddać życie za Chrystusa; każdy jest w stanie nieść własny krzyż (zwłaszcza że Pan Bóg nie nakłada na nikogo ciężaru większego niż ten zdoła udźwignąć).

    Czy można polubić krzyż? Chrystusowy Krzyż należy kochać, wielbić, czcić i adorować, a nasz własny – nieść cierpliwie. Z radością. Krzyż bowiem nie jest symbolem cierpiętnictwa, tylko posłuszeństwa. A posłuszeństwo bez miłości to postawa niewolnika. Ty zaś – zauważa z naciskiem święty Paweł – „nie jesteś już niewolnikiem lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4, 7). Przyjmij zatem dumnie dziedzictwo, które Bóg Ojciec przez swojego Syna Jednorodzonego daje ci przez „drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”.

    Nasze krzyże nie są z drewna. I bardziej niż na sobie nosimy je w sobie. Krzyż może być z ciała – ułomnego, schorowanego, wiarołomnego, obcego. Krzyż może być z nieokiełznanych myśli, które duszę na wskroś przepalają. Krzyż może być z relacji niezdrowych, toksycznych, nie dających spokoju. Krzyż może być z niezgody otoczenia na naszą wierność Chrystusowi. Krzyż może być z szyderstwa durniów nie mniej aroganckich niż przed dwoma tysiącami lat…

    Jarzmo Moje jest słodkie, a Moje brzemię lekkie

    „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7, 1) – pyta retorycznie Hiob, który w życiu doświadczył wielu ciężkich krzyży. Trudy, cierpienia, znój, łzy, rozpacz zawsze będziemy mieli. Taki już nasz ludzki los. Chrześcijanin wie, że to bezpośredni skutek grzechu pierworodnego. Poganin, choć tego do wiadomości nie przyjmuje, również nie jest w stanie nic na to poradzić. Choćby nie wiadomo jak się starał słać sobie życie różami, nie zmieni ludzkiej kondycji.

    Pan jednak, nakazując wszystkim, którzy zdecydują się pójść za nim krzyżową drogą: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11, 29), jednocześnie zapewnia ich ponad wszelką wątpliwość: „Albowiem jarzmo Moje jest słodkie, a Moje brzemię lekkie” (Mt 11, 30).

    Chrześcijanie na co dzień noszą „ciężary”, które ludziom bezbożnym wydają się nie do udźwignięcia, jak choćby otwartość na życie, wierność małżeńska, czystość w myślach, mowie i uczynkach; jak powściągliwość w sądach i zaniechanie odwetu; jak miłosierdzie i miłość bliźniego jak siebie samego. I noszą je bez trudu, co więcej znajdują w tym radość. Bo kiedy się uzna celowość własnego krzyża, przestaje on być udręką. Owszem, niekiedy mocno ciąży na osłabłych ramionach, ba, nierzadko nawet wydaje się niesprawiedliwością, ale wówczas warto wspomnieć słowa Hioba: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?” (Hi 2, 10). Dają do myślenia, nieprawdaż?

    Dobry Ojciec nigdy nie zsyła na swoje dzieci obiektywnego zła – to tylko nasze subiektywne opinie oparte na wąskiej perspektywie naszej ograniczonej jaźni. Zło w nas stanowi rezultat naszych osobistych wyborów, które Pan – nieustannie i nieodmiennie pragnący jedynie naszego szczęścia, przy pełnym poszanowaniu naszej wolności – dopuszcza, aby wyciągnąć z tego jeszcze większe dobro. Nie buntujmy się więc wobec krzyża, bo dając go nam Ojciec Niebieski traktuje nas jak swojego „Syna umiłowanego, w którym ma upodobanie” (Mt 17, 5). Pocieszmy się raczej zapewnieniem z ust Pana: „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! (…) Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie” (Ap 3, 19-21).

    Mój krzyż – moje zadanie! Tylko go sobie trochę na plecach poprawię i ruszam dalej!

    Jerzy Wolak/PCh24.pl

    **********************************

    MSZA ŚW. o godz. 19.00

    Antyfona na wejście – Ga 6,14

    Chlubimy się krzyżem naszego Pana Jezusa Chrystusa. W Nim jest nasze zbawienie, życie i zmartwychwstanie, przez Niego jesteśmy zbawieni i oswobodzeni.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, Syn Twój posłuszny
    Twojej woli poniósł śmierć na krzyżu,
    aby wszyscy ludzie zostali zbawieni, spraw,
    abyśmy poznawszy na ziemi tajemnicę odkupienia, mogli otrzymać jej owoce w niebie.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Liczb – Lb 21,4b-9

    W owych dniach podczas drogi lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: „Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny”. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli zatem ludzie do Mojżesza, mówiąc: „Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże”. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: „Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu”. Sporządził więc Mojżesz węża z brązu i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża z brązu, zostawał przy życiu.
    Oto słowo Boże

    Psalm 78

    R/ Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.

    Słuchaj, mój ludu, nauki mojej,
    nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich,
    Do przypowieści otworzę me usta,
    wyjawię tajemnice zamierzchłego czasu. R/

    Gdy ich zabijał, wtedy Go szukali,
    nawróceni garnęli się do Boga.
    Przypominali sobie, że Bóg jest ich opoką,
    że Bóg najwyższy jest ich Zbawicielem. R/

    Lecz oszukiwali Go swymi ustami
    i kłamali Mu swoim językiem.
    Ich serce nie było Mu wierne,
    w przymierzu z Nim nie byli stali. R/

    On jednak będąc miłosierny
    odpuszczał im winę i nie zatracał,
    gniew swój często powściągał
    i powstrzymywał swoje wzburzenie. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Filipian – Flp 2,6-11

    Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Uwielbiamy Cię, Chryste, i błogosławimy Ciebie, bo przez Krzyż Twój święty świat odkupiłeś. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Jana J 3,13-17

    Jezus powiedział do Nikodema: „Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Prosimy Cię, Boże, niech nas oczyści
    z wszystkich grzechów Ofiara Twojego Syna,
    która na ołtarzu krzyża zgładziła winy całego świata. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Krzyżu Świętym

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty,
    wszechmogący, wieczny Boże.
    Ty postanowiłeś dokonać zbawienia
    rodzaju ludzkiego na drzewie Krzyża.
    Na drzewie rajskim śmierć wzięła początek,
    na drzewie Krzyża powstało nowe życie,
    a szatan, który na drzewie zwyciężył,
    na drzewie również został pokonany,
    przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    Przez Niego Twój majestat uwielbiają zastępy Aniołów, którzy zawsze się radują w Twojej obecności.
    Prosimy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich, razem z nimi wołając:
    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię J 12,32

    Gdy zostanę wywyższony nad ziemię, przyciągnę wszystkich do siebie.

    Modlitwa po Komunii

    Posileni na świętej Uczcie, błagamy Cię,
    Panie Jezu Chryste, abyś doprowadził
    do chwały zmartwychwstania Twoich wiernych,
    których obdarzyłeś nowym życiem
    przez Ofiarę złożoną na drzewie krzyża.
    Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    ********

    Litania do Krzyża Świętego

    Kyrie, elejson! Chryste, elejson! Kyrie, elejson!

    Chryste usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupiecielu, świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami.

    O święty Krzyżu, broń nas.
    O błogosławiony Krzyżu,
    O cudowny Krzyżu,
    O Krzyżu, drzewo życia,
    Drzewo uznania dobrego,
    Ozdobo całego chrześcijaństwa,
    Narzędzie naszego Odkupienia,
    Źródło wszelkiego błogosławieństwa,
    Pociecho wszystkich strapionych,
    Postrachu złych duchów,
    Katedro cierpliwości,
    Obrono chrześcijan,
    Kluczu do Królestwa niebieskiego,
    Ucieczko we wszystkich uciskach i pokusach,
    Nadziejo grzeszników,
    Światło sprawiedliwych,
    Odpoczynku doskonałych,
    Pociecho cierpiącego Kościoła,
    Chwało zwycięskiego Kościoła,
    Przewidziany przez Patriarchów i Proroków znaku naszego zbawienia,
    Radości Apostołów,
    Korono Męczenników,
    Wesele Wyznawców,
    Tarczo Dziewic,
    Zadatku wiecznego szczęścia,
    Krzyżu Święty, któryś był skropiony krwią Jezusa Pana,
    Krzyżu Święty, któryś nam wieczną szczęśliwość przygotował,
    Krzyżu Święty, któryś był godny nosić Zbawiciela świata.
    Krzyżu Święty, na którym śmierć pokonaną została,
    Jezu Chryste, ukrzyżowany Zbawicielu, zmiłuj się nad nami
    Jezu Chryste, któryś cierpiał hańbę krzyża,
    Jezu, któryś Ojcu Twemu Niebieskiemu posłuszny był aż do śmierci krzyżowej,
    Jezu, któryś Ciałem Twoim na Krzyżu za grzechy nasze zapłacił,
    Jezu, który wyrok śmierci na nas wydany przybiłeś do Krzyża,
    Jezu, któryś przez Krzyż Twój zwyciężył szatana,
    Jezu, któryś nas przywiódł przez Krzyż do wolności Synów Bożych,
    Jezu, Kapłanie, któryś przez własną Krew do świątyni wstąpił i dla nas wieczne zbawienie uzyskał,
    Jezu, który ze znakiem Krzyża przyjdziesz sądzić żywych i umarłych,
    Bądź naw miłościw, przepuść nam, Jezu,
    Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas, Jezu,
    Od grzechu wszelkiego, wybaw nas, Jezu,
    Od zasadzek nieprzyjaciela wiecznego,
    Od wiecznego potępienia,
    Od bojaźni śmierci,
    Przez Krzyż Twój święty,
    Przez pięć ran Twoich,
    Przez Krew Twoją,
    Przez śmierć Twoją,
    My, grzeszni, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Jezu.
    Abyśmy zawsze byli prawdziwymi miłośnikami Twego Krzyża, Ciebie prosimy,
    Abyśmy w niczym chwały nie szukali, tylko w Krzyżu Twoim świętym, Ciebie prosimy,
    Abyś nas mocą Twego Krzyża świętego od wszelkich niebezpieczeństw ciała i duszy uwolnić raczył, Ciebie prosimy,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Jezu.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Jezu.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami Jezu.

    Karmel.pl /z ksiązeczki: 100 litanii, WAM, Kraków 1995

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Relikwie Krzyża na Świętym Krzyżu

    Święty Krzyż jest najstarszym, a kiedyś był najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce. Wiernych do klasztoru na Łysej Górze przyciągały relikwie Drzewa Krzyża Świętego, według najstarszych podań – podarowane zakonnikom w XII wieku przez św. Emeryka.

    Klasztor i bazylika Świętego Krzyża na Łysej Górze w Górach Świętokrzyskich
    Klasztor i bazylika Świętego Krzyża na Łysej Górze w Górach Świętokrzyskich

    +++

    Od dawna do Świętego Krzyża pielgrzymowały rzesze, a wśród nich polscy królowie. W 1386 r. Władysław Jagiełło, jadąc do Krakowa po chrzest i polską koronę, zatrzymał się tu na modlitwę. Tu prosił o pomoc, zanim wyruszył na wojnę z Krzyżakami w 1410 r. Siłę z modlitwy przed relikwiami Świętego Krzyża czerpali: Kazimierz Jagiellończyk, który w XV wieku zlecił rozbudowę klasztoru, Jan Olbracht, Zygmunt I, Zygmunt III, Władysław IV, a także Jan Kazimierz z żoną (w 1661 r.).

    Pielgrzymowali na Święty Krzyż poeci, pisarze, naukowcy, m.in.: Wespazjan Kochowski, książę Adam Czartoryski, Cyprian Kamil Norwid, Stanisław Staszic, Julian Ursyn Niemcewicz. Wśród współczesnych pielgrzymów byli prymasi sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński i kard. Józef Glemp. Jan Paweł II podczas Mszy św. na lotnisku w Masłowie k. Kielc w 1995 r. wspomniał sanktuarium Świętego Krzyża i dziękował Bogu, że sam jako papież jest przewodnikiem wierzących do Krzyża Chrystusowego.

    Na ruinach pogańskich kultów

    Święty Krzyż, jedno z najstarszych w Polsce sanktuariów, zbudowano na szczycie masywu górskiego o nazwie Łysa Góra (dawniej Łysiec), który ma wysokość 595 m n.p.m. i – po Łysicy – jest drugim co do wielkości wzniesieniem w Górach Świętokrzyskich. Znajduje się tu punkt widokowy, a także przecinają się liczne szlaki turystyczne Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Sanktuarium, którego nazwa przyjęła się dla całego wzniesienia, usytuowane jest na wschodnim niższym wierzchołku Łysej Góry, oddalone ok. 40 km od Kielc oraz 60 km od Sandomierza. Wraz z pobenedyktyńskim klasztorem obecnie jest pod opieką Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.
    Kiedyś na szczycie Łysej Góry znajdowała się pogańska świątynia. Cechą ludzi starożytnych było bowiem gromadzenie się na wzniesieniach, w miejscach widocznych z daleka. Być może historia Łysej Góry jako dobrze rozwiniętego gospodarczo ośrodka sięga nawet okresu kultury łużyckiej (XIII-IV wiek przed Chrystusem). Pozostałością po pogańskiej świątyni jest tzw. krąg kultowy – dwukilometrowy wał usypany z tłucznia kamiennego. W latach 1959-60 u podstawy wału odnaleziono fragmenty ceramiki pochodzące najprawdopodobniej z wczesnego średniowiecza. Pozwoliło to określić przybliżoną datę powstania wału na VIII wiek. Jedna z legend opowiada o znajdującym się w tym miejscu zamku, a więc ośrodku władzy. Zamek miał zostać zniszczony z powodu bluźnierstwa mieszkającej w nim kobiety, która kazała oddawać sobie boską cześć.
    Według najstarszych podań, pierwszy chrześcijański kościół – romańska rotunda – powstał na ruinach pogańskich kultów za sprawą Dąbrówki, żony Mieszka I. Opactwo benedyktyńskie natomiast miał zbudować w 1006 r. Bolesław Chrobry.

    Jak Emeryk rozmawiał z aniołem

    Święty Krzyż był najstarszym, a kiedyś najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce.

    Wiernych do klasztoru na Łysej Górze przyciągały relikwie Drzewa Krzyża Świętego, według starych podań, podarowane zakonnikom w XII wieku przez św. Emeryka, syna króla węgierskiego św. Stefana I. Książę Emeryk podczas polowania miał podobno spotkać jelenia, w którego rogach zobaczył jaśniejący krzyż. W pogoni za uciekającym jeleniem dotarł na szczyt Łysej Góry, gdzie spotkał anioła. Ten wskazał medalion z relikwiarzem, który książę miał zawieszony na szyi. Były tam fragmenty Drzewa Krzyża Chrystusowego, odnalezionego przez św. Helenę, matkę Konstantyna Wielkiego. Książę stale nosił relikwie ze sobą, by chroniły go od nieszczęść i chorób. Anioł polecił mu jednak przekazać relikwie zakonnikom w klasztorze, który miał powstać w tym miejscu. Scenę rozmowy Emeryka z aniołem przedstawia jeden z obrazów Franciszka Smuglewicza, znajdujący się w sanktuarium, na bocznej ścianie, niedaleko wyjścia na krużganki.

    Na tle zabudowań klasztornych, według średniowiecznego wzoru ułożonych w zamknięty czworobok, wyróżnia się murowany jednonawowy kościół pw. Trójcy Świętej. W obecnym kształcie kościół pochodzi z lat 1781-89. Zbudowany został według planu Józefa Karsznickiego w stylu barokowo-klasycystycznym. Wystrój wnętrza – w stylu klasycystycznym. Warte obejrzenia są zwłaszcza obrazy pędzla Franciszka Smuglewicza (1745-1807), profesora Uniwersytetu Wileńskiego, wybitnego malarza religijnego. Wśród nich obraz znajdujący się w ołtarzu głównym, przedstawiający Trójcę Świętą w postaci siedzących osób Boga Ojca i Pana Jezusa oraz unoszącego się ponad nimi Ducha Świętego w symbolu gołębicy.

    Relikwie Drzewa Krzyża Świętego – skarb sanktuarium – znajdują się obecnie w kaplicy Oleśnickich, zbudowanej w latach 1614-20. Malowidła na ścianach kaplicy przedstawiają świętych oraz sceny związane z historią relikwii. W krypcie kaplicy Oleśnickich spoczywają członkowie rodziny fundatorów – zakonnik, powstaniec z 1863 r. oraz książę Jeremi Wiśniowiecki, ojciec późniejszego króla Michała Korybuta.

    Na przestrzeni wieków opactwo kilkakrotnie dewastowano podczas najazdów tatarskich i litewskich. Było rabowane, ulegało zniszczeniom z powodu pożarów, a następnie znów remontowane i przebudowywane. Rozkwit opactwa przypada na wiek XV. Mnisi rozbudowali wtedy bibliotekę, zasłynęli z umiejętności medycznych i produkcji leków. Poniżej klasztoru, na południowym stoku góry można zobaczyć kilka polan, na których mnisi benedyktyńscy mieli plantacje leczniczych ziół. Pamiątką po słynnej benedyktyńskiej aptece jest także pobliskie miasteczko Huta Szklana, gdzie znajdowała się ich własna wytwórnia opakowań na leki.
    W czasie rozbiorów, po kasacie Zakonu Benedyktynów, klasztor niemal zupełnie podupadł, a w 1819 r. bullą papieską został przekazany na rzecz skarbu Królestwa Polskiego. W 1864 r. władze carskie urządziły w ruinach klasztoru surowe więzienie, które istniało tu do 1939 r. Misjonarze Oblaci przybyli na Święty Krzyż w 1936 r. i próbowali wskrzesić klasztor. Prace te przerwała wojna. Niemcy urządzili na Świętym Krzyżu obóz zagłady jeńców radzieckich. Na polanie pod szczytem znajduje się ich zbiorowa mogiła. W Puszczy Jodłowej na zboczach góry znajduje się także zbiorowa mogiła Polaków pomordowanych przez Niemców w 1943 r.
    Przez wieki jedyną drogą do sanktuarium był szlak wiodący po wschodniej stronie wzgórza, który pochodzi jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Służył nie tylko pątnikom, ale i kupcom podążającym niezbyt odległym szlakiem sandomierskim od Morza Czarnego i Rusi do miast nadbałtyckich. Obecnie trasa nosi nazwę Drogi Królewskiej, a jej górny, wybrukowany kamieniem odcinek powstał w początkach XIX wieku. Wzdłuż tej drogi, z inicjatywy opata Michała Maliszewskiego, na przełomie XVI i XVII wieku zbudowano stacje Drogi Krzyżowej. Na jej początku – kamienna figura klęczącego św. Emeryka.
    Od strony Kielc południowo-zachodnim zboczem Łysej Góry prowadzi szosa, zbudowana w latach 30. XX wieku, gdy klasztor wykorzystywany był jako więzienie.

    Jan Paweł II o świętym Krzyżu, Masłów, 1995:

    Dzięki Bogu, że mogłem sprawować Eucharystię na ziemi Świętego Krzyża. Ta ziemia została zaszczycona relikwią Krzyża Chrystusowego już za czasów Bolesława Chrobrego. Góry Świętokrzyskie są dla mnie drogie, dlatego że są ziemią Świętego Krzyża. Dobrze, że dostałem ten tytuł przewodnika, czym bowiem jest papież, jeśli nie przewodnikiem po tajemnicy Świętego Krzyża.

    Aleksandra Żuczkowska/Niedziela Ogólnopolska 29/2007

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    wtorek – 15 września

    XXIV tydzień okresu zwykłego

    ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

       04 - obraz_matka_boza.jpg 
    Cudowny wizerunek Matki Bożej Bolesnej, koronowany w 1908 r. przez kard. Jana Puzynę
    “Oto Ten przeznaczony jest na upadek… A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34a. 35).


    Tymi słowami prorok Symeon, podczas ofiarowania Jezusa w świątyni, zapowiedział Maryi cierpienie. Maryja, jako najpokorniejsza i najwierniejsza Służebnica Pańska, miała szczególny udział w dziele zbawczym Chrystusa, wiodącym przez krzyż.

    Przez wiele stuleci Kościół obchodził dwa święta dla uczczenia cierpień Najświętszej Maryi Panny: w piątek przed Niedzielą Palmową – Matki Bożej Bolesnej oraz 15 września – Siedmiu Boleści Maryi. Pierwsze święto wprowadzono najpierw w Niemczech w roku 1423 w diecezji kolońskiej i nazywano je “Współcierpienie Maryi dla zadośćuczynienia za gwałty, jakich dokonywali na kościołach katolickich husyci”. Początkowo obchodzono je w piątek po trzeciej niedzieli wielkanocnej. W roku 1727 papież Benedykt XIII rozszerzył je na cały Kościół i przeniósł na piątek przed Niedzielą Palmową.
    Drugie święto ma nieco inny charakter. Czci Maryję jako Matkę Bożą Bolesną i Królową Męczenników nie tyle w aspekcie chrystologicznym, co historycznym, przypominając ważniejsze etapy i sceny dramatu Maryi i Jej cierpień. Święto to jako pierwsi zaczęli wprowadzać serwici. Od roku 1667 zaczęło się ono rozszerzać na niektóre diecezje. Pius VII w roku 1814 rozszerzył je na cały Kościół, a dzień święta wyznaczył na trzecią niedzielę września. Papież św. Pius X ustalił je na 15 września. W Polsce oba święta rychło się przyjęły. Już stary mszał krakowski z 1484 r. zawiera Mszę De tribulatione Beatae Virginis oraz drugą: De quinque doloribus B. M. Virginis. Również mszały wrocławski z 1512 roku i poznański z 1555 zawierają te Msze.
    Oba święta są paralelne do świąt Męki Pańskiej, są w pewnym stopniu ich odpowiednikiem. Pierwsze bowiem święto łączy się bezpośrednio z Wielkim Tygodniem, drugie zaś z uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego. Ostatnia zmiana kalendarza kościelnego zniosła pierwsze święto, obchodzone przed Niedzielą Palmową.

    Od XIV w. często pojawiał się motyw siedmiu boleści Maryi. Są nimi:
    1. Proroctwo Symeona (Łk 2, 34-35)
    2. Ucieczka do Egiptu (Mt 2, 13-14)
    3. Zgubienie Jezusa (Łk 2, 43-45)
    4. Spotkanie z Jezusem na Drodze Krzyżowej (Ewangelie o nim nie wspominają)
    5. Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa (Mt 27, 32-50; Mk 15, 20b-37; Łk 23, 26-46; J 19, 17-30)
    6. Zdjęcie Jezusa z krzyża (Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)
    7. Złożenie Jezusa do grobu (Mt 27, 57-61; Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)

    Jest rzeczą niezaprzeczalną, że Maryja wiele wycierpiała jako Matka Zbawiciela. Nie wiemy, czy dokładnie wiedziała, co czeka Jej Syna. Niektórzy pisarze kościelni uważają to za rzecz oczywistą. Ich zdaniem, skoro Maryja została obdarzona szczególniejszym światłem Ducha Świętego odnośnie do rozumienia ksiąg świętych, gdzie w wielu miejscach i nieraz bardzo szczegółowo jest zapowiedziana męka i śmierć Zbawiciela świata, to również wiedziała o przyszłych cierpieniach Syna. Inni pisarze, powołując się na miejsca, gdzie kilka razy jest podkreślone, że Maryja nie rozumiała wszystkiego, co się działo, są przekonani, że Maryja nie była wtajemniczona we wszystkie szczegóły życia i śmierci Jej Syna.
    Maryja nie była tylko biernym świadkiem cierpień Pana Jezusa, ale miała w nich najpełniejszy udział. Jest nie do pomyślenia nawet na płaszczyźnie samej natury, aby matka nie doznawała cierpień na widok umierającego syna. Maryja cierpiała jak nikt na ziemi z ludzi. Zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że Jej Syn jest Zbawicielem rodzaju ludzkiego.

    Wśród świętych, którzy wyróżniali się szczególniejszym nabożeństwem do Matki Bożej Bolesnej, należy wymienić siedmiu założycieli zakonu serwitów (w. XIII), św. Bernardyna ze Sieny (+ 1444), bł. Władysława z Gielniowa (+ 1505), św. Pawła od Krzyża, założyciela pasjonistów (+ 1775) i św. Gabriela Perdolente, który sobie obrał imię zakonne Gabriel od Boleści Maryi (+ 1860).

    Ikonografia chrześcijańska zwykła przedstawiać Matkę Bożą Bolesną w trojaki sposób: najdawniejsze wizerunki pokazują Maryję pod krzyżem Chrystusa, nieco późniejsze (od XIV w.) w formie Piety, czyli jako rzeźbę lub obraz Maryi z Jezusem złożonym po śmierci na Jej kolanach. W tym czasie pojawiają się obrazy i figury Maryi z mieczem, który przebija jej pierś lub serce. Potem pojawia się więcej mieczy – do siedmiu włącznie. Znany jest także średniowieczny hymn Stabat Mater, opiewający boleści Maryi. Wątek współcierpienia Maryi w dziele odkupienia znajduje swoje odzwierciedlenie także w znanym polskim nabożeństwie wielkopostnym (Gorzkie Żale).

    Przez wspomnienie Maryi Bolesnej uświadamiamy sobie cierpienia, jakie były udziałem Matki Bożej, która – jak nikt inny – była zjednoczona z Chrystusem, również w Jego męce, cierpieniu i śmierci.
    Internetowa Liturgia Godzin – Czytelnia

    **

    ***

    Msza św. o godz. 19.00

    Antyfona na wejście Syr 36,15-16

    Użycz pokoju, o Panie, tym, którzy Ci ufają, aby Twoi prorocy okazali się prawdomówni. Wysłuchaj prośby swojego sługi oraz ludu Twojego.

    Kolekta

    Boże, Stwórco i Rządco wszechświata,
    wejrzyj na nas i daj nam całym sercem służyć Tobie,
    abyśmy mogli doznawać skutków Twojego miłosierdzia.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu do Hebrajczyków Hbr 5,7-9

    Chrystus podczas swojego życia doczesnego z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 31

    R/ Wybaw mnie, Panie, w miłosierdziu swoim.

    Panie, do Ciebie się uciekam,
    niech nigdy nie doznam zawodu,
    wybaw mnie w sprawiedliwości Twojej.
    Nakłoń ku mnie Twe ucho,
    pospiesz, aby mnie ocalić. R/

    Bądź dla mnie skałą schronienia,
    warownią, która ocala.
    Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
    kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię. R/

    Wydobądź z sieci zastawionej na mnie,
    bo Ty jesteś moją ucieczką.
    W ręce Twoje powierzam ducha mego.
    Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże. R/

    Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
    i mówię: „Ty jesteś moim Bogiem”.
    W Twoim ręku są moje losy,
    wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców. R/

    Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
    którą zachowałeś dla bogobojnych.
    Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
    na oczach ludzi. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławiona jesteś, Panno Maryjo, która bez śmierci wysłużyłaś palmę męczeństwa pod krzyżem Chrystusa. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Jana J 19,25-27

    Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, daj się przejednać naszymi modlitwami i przyjmij łaskawie ofiary Twojego ludu, niech to, co każdy złożył na Twoją chwałę, posłuży wszystkim do zbawienia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Matce Bożej Bolesnej

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze święty,
    zawsze i wszędzie składali dziękczynienie,
    i abyśmy Ciebie wielbili, oddając cześć
    Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy.
    Gdy Maryja stała pod krzyżem w czasie męki
    i śmierci swojego Syna,
    spełniła się przepowiednia Symeona:
    miecz boleści przeniknął Jej duszę.
    Ty jednak przemieniłeś Jej cierpienie w radość
    i połączyłeś Ją z Chrystusem w wiekuistej chwale. Dlatego zjednoczeni z chórami Aniołów
    wysławiamy Ciebie, z radością wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię Ps 36,8

    Jak cenna jest Twoja łaska, Boże, ludzie chronią się w cieniu Twych skrzydeł.

    Modlitwa po Komunii

    Prosimy Cię, Boże, niech działanie
    niebieskiego Daru przeniknie nasze dusze i ciała,
    aby stale kierowała nami łaska,
    a nie nasze upodobania.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ******************************

    Litania do Matki Bożej Bolesnej

    Rocznica bazyliki
    Łaskami słynąca Pieta hałcnowska

    **

    Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko, módl się za nami.
    Święta Panno nad pannami, módl się za nami.
    Matko, męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca, módl się za nami.
    Matko Bolesna, módl się za nami.
    Matko płacząca, módl się za nami.
    Matko żałosna, módl się za nami.
    Matko opuszczona, módl się za nami.
    Matko stroskana, módl się za nami.
    Matko, mieczem przeszyta, módl się za nami.
    Matko w smutku pogrążona, módl się za nami.
    Matko trwogą przerażona, módl się za nami.
    Matko sercem do krzyża przybita, módl się za nami.
    Matko najsmutniejsza, módl się za nami.
    Krynico łez obfitych, módl się za nami.
    Opoko stałości, módl się za nami.
    Nadziejo opuszczonych, módl się za nami.
    Tarczo uciśnionych, módl się za nami.
    Wspomożenie wiernych, módl się za nami.
    Lekarko chorych, módl się za nami.
    Umocnienie słabych, módl się za nami.
    Ucieczko umierających, módl się za nami.
    Korono Męczenników, módl się za nami.
    Światło Wyznawców, módl się za nami.
    Perło panieńska, módl się za nami.
    Radości Świętych Pańskich, módl się za nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    *********

    Koronka do siedmiu boleści Matki Bożej.

    Nieobjawiona, ale chciana przez Maryję

    SORROWSLawrence OP CC BY-NC 2.0

    **

    Świętej Elżbiecie z Hesji sam Pan Jezus miał objawić obietnice związane z odmawianiem tej koronki. O jej odmawianiu przypomniała Matka Boża podczas objawień w rwandyjskim Kibeho. Tam też prosiła, by odmawiać ją w dwa określone dni tygodnia.

    Święto Matki Bożej Bolesnej

    Kiedyś Kościół obchodził w ciągu roku liturgicznego aż dwa święta związane z cierpieniem Maryi. Pierwsze z nich narodziło się w Kolonii, w roku 1423 i ustanowiono je celem zadośćuczynienia za profanacje, jakich dokonywali husyci. Obchodzono je w piątek trzeciego tygodnia wielkanocnego.

    Trzy wieki później papież Benedykt XIII upowszechnił je w całym Kościele jako święto Matki Bożej Bolesnej, przenosząc jednocześnie jego obchód na piątek przed Niedzielą Palmową, jako że jego pasyjna treść bardziej pasowała do okresu Wielkiego Postu niż czasu wielkanocnego. Znikło ono z kalendarza wraz z reformą liturgiczną ostatniego Soboru.

    Drugie święto narodziło się z pobożności powstałego w XIII wieku zakonu serwitów (Sług Najświętszej Maryi Panny). Jego treść miało stanowić rozważanie wydarzeń i momentów szczególnego cierpienia Matki Bożej w historii zbawienia. Święto Siedmiu Boleści Maryi zaczęło zyskiwać coraz większą popularność mniej więcej w XVII wieku. W 1814 roku papież Pius VII zdecydował, że będzie je obchodził cały Kościół powszechny w trzecią niedzielę września.

    Pius X przeniósł ten obchód na 15 września, a więc dzień po święcie Podwyższenia Krzyża. W wyniku ostatniej reformy liturgicznej przejęło one nazwę zlikwidowanego święta wielkopostnego, a więc Matki Bożej Bolesnej.

    Skąd się wzięła Koronka do siedmiu boleści Maryi

    Z tym drugim świętem wiąże się także (pochodząca najpewniej również od serwitów) Koronka do siedmiu boleści Maryi. Zatwierdził ją papież Benedykt XIII w 1724 roku. Kolejni papieże wiązali z odmawianiem tej modlitwy odpusty.

    Przypominał o niej św. Alfons Maria Liguori w swoim dziele „O łaskach Matki Najświętszej”, a św. Elżbiecie z Hesji sam Pan Jezus miał objawić obietnice związane z jej odmawianiem: łaskę odprawienia pokuty za wszystkie grzechy jeszcze przed śmiercią; szczególną opiekę Bożą w utrapieniach i w chwili śmierci; dar szczególnej duchowej pamięci o Męce Pańskiej i nagrodę za tąż pamięć; nadzwyczajną opiekę Matki Bożej i łaskę bycia prowadzonym przez nią w życiu.

    Matka Boża prosi o odmawianie Koronki

    Ciekawe jest to, że modlitwa ta nie została co prawda – w przeciwieństwie do wielu innych podobnych – podyktowana podczas jakiegokolwiek objawienia, czy wizji któremuś ze świętych, ale o jej odmawianiu przypomniała i prosiła o nie Matka Boża podczas objawień w rwandyjskim Kibeho w latach 1981-1983. Są to pierwsze objawienia Maryjne uznane oficjalnie przez Kościół w XXI wieku – uznał je biskup diecezji Gikongoro.

    31 maja 1981 roku w Kibeho Maryja miała powiedzieć jednej z wizjonerek: „To o co was proszę, to pokuta. Chcę jedynie skruchy. Jeżeli będziecie odmawiać Koronkę do siedmiu boleści, rozważając ją, otrzymacie moc, by naprawdę żałować. Dziś wielu ludzi w ogóle nie umie prosić o przebaczenie. Nadal krzyżują mego Syna. Dlatego chciałam was przestrzec”.

    Maryja prosiła jeszcze, by wizjonerka powiedziała o tym całemu światu i zapewniała: „Jeśli będziecie odmawiać ten różaniec, rozważając go, znajdziecie w sobie siłę, by wrócić do Boga”.

    Taki właśnie jest sens tej modlitwy. Nie ma ona zastąpić tradycyjnego różańca, ale pomóc nam uświadomić sobie swoje grzechy i uprosić duchowe siły potrzebne do nawrócenia, wyjścia z grzechów i przemiany życia.

    Matka Boża prosiła, by odmawiać Koronkę do jej siedmiu boleści przede wszystkim we wtorki (dzień objawień w Kibeho) i piątki (dzień męki i śmierci Jezusa).

    Jak odmawiać Koronkę do siedmiu boleści Maryi

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    Wierzę w Boga…

    W tym miejscu warto krótko, własnymi słowami poprosić Maryję, aby pomogła nam modlić się gorliwie i w skupieniu, abyśmy wniknęli i podzielili z Nią Jej ból.

    Boleść pierwsza: Proroctwo Symeona

    Można przeczytać fragment Ewangelii: Łk 2, 34-35. W tej tajemnicy rozważamy ból Maryi wywołany zapowiedzią starca Symeona, że Jej duszę przeszyje miecz z powodu odrzucenia z jakim spotka się Jezus. Prosimy o łaskę wierności Chrystusowi i poddania się woli Bożej.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść druga: Ucieczka do Egiptu

    Można przeczytać fragment Ewangelii: Mt 2, 13-15. W tej tajemnicy rozważamy ból Maryi spowodowany obawą o życie małego Jezusa i koniecznością ucieczki do obcego kraju. Prosimy o łaskę wsłuchania się w głos Boga i słowo, które do nas kieruje, abyśmy umieli z Bożej perspektywy widzieć wydarzenia naszego życia.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść trzecia: Poszukiwanie Pana Jezusa, który pozostał w świątyni

    Można przeczytać fragment Ewangelii: Łk 2, 41-50. W tej tajemnicy rozważamy ból Maryi spowodowany zaginięciem Jezusa, strachem o Jego los i tęsknotą za Nim oraz niezrozumieniem Jego trudnej odpowiedzi. Prosimy o łaskę tęsknoty za Jezusem – za modlitwą, sakramentami, Słowem Bożym.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść czwarta: Spotkanie Pana Jezusa dźwigającego krzyż

    Można przeczytać fragment Ewangelii: J 19, 16-18. 25-27. W tej tajemnicy rozważamy spotkanie Jezusa z Maryją podczas Jego Drogi Krzyżowej czy też szerzej: Jej wierną obecność przy Synu podczas Jego męki i Jej udział w Jego cierpieniach. Prosimy o łaskę cierpliwego znoszenia cierpień, krzywd, przykrości, upokorzeń, wszystkich naszych życiowych krzyżów.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść piąta: Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

    Można przeczytać fragment Ewangelii: J 19, 28-30. W tej tajemnicy rozważamy ból Maryi w momencie śmierci Jezusa. Prosimy szczególnie o łaskę „śmierci dla grzechu” – zerwania z jakimkolwiek grzechem, nawet najmniejszym.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść szósta: Złożenie martwego ciała Jezusa w ramiona Matki

    W tej tajemnicy rozważamy moment nieopisany przez ewangelistów, ale słusznie „zakładany” przez pobożność chrześcijańską: chwilę (jak długą?), w której pozwolono Maryi pochylić się nad martwym ciałem Syna, objąć je, utulić. Prosimy szczególnie o łaskę prawdziwego, doskonałego żalu za grzechy i owocnej pokuty.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Boleść siódma: Złożenie Pana Jezusa do grobu

    Można przeczytać fragment Ewangelii: J 19, 38-42. Rozważamy w tej tajemnicy ból Maryi podczas złożenia ciała Jezusa w grobie (także ten związany z pośpiechem w jakim się to dokonało i niedopełnieniem wszystkich zwyczajów pogrzebowych Izraela). Prosimy o dar dobrej, szczęśliwej śmierci w stanie łaski uświęcającej dla nas samych, naszych bliskich i umierających w tej godzinie.

    Ojcze nasz…

    7 razy Zdrowaś, Maryjo…

    Chwała Ojcu…

    Na koniec, dla uczczenia łez wylanych przez Maryję odmawiamy jeszcze trzy razy Zdrowaś, Maryjo…

    Ks. Michał Lubowicki/Aleteia.pl

    ****************************

    Pieta Michała Anioła: odkryj z nami jej tajemnice

    PIETA.VATICAN,MICHELANGELOMilind Arvind Ketkar | ShutterstockJoynel Fernandes

    **

    Michał Anioł był bardzo zadowolony z Piety. Czuł tak bliski związek z tą rzeźbą, że często odwiedzał kaplicę, w której była wystawiona. Podczas jednej z takich wizyt podsłuchał grupę przybyszów z Lombardii, którzy twierdzili, że to dzieło Gobba z Mediolanu. Artystę bardzo to zdenerwowało…

    Termin „pietà” wywodzi się z włoskiego słowa „litość” i łacińskiego słowa „pobożność”. Ta rozdzierająca serce kompozycja przedstawia Matkę Bożą, która tuli w swoich kochających ramionach martwe ciało Jezusa.

    Niemający odniesienia biblijnego temat piety rozwinął się jako nabożne przedstawienie w XIII-wiecznych Niemczech, gdzie był uważany za tzw. „Vesperbild”, czyli „obraz wieczorny”. Spopularyzowany przez franciszkanów, wzbudzał pobożność i wiarę. Ta forma pobożności była następnie propagowana wśród mieszkańców innych krajów, m.in. we Francji i Włoszech.

    Pieta Michała Anioła

    Najbardziej udane przedstawienie piety to niewątpliwie dzieło Michała Anioła. Artysta miał zaledwie 24 lata, kiedy francuski kardynał Jean de Bilheres zamówił tę rzeźbę jako swój pomnik nagrobny. Michał Anioł od razu zabrał się do pracy. Kupił blok marmuru z Carrary – później uważał go za „najdoskonalszy” ze wszystkich, jakich kiedykolwiek użył – i zaczął rzeźbić, starannie przemieniając kamień w ciało.

    Gotowe dzieło było tak wzniosłe i godne podziwu, że Giorgio Vasari w swoich Żywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów chwali jego pracę tymi słowami:

    To rzeczywiście cud, że bryła kamienia, bezkształtna z początku, została doprowadzona do doskonałości, którą natura zwykle stara się stworzyć w ciele! Żaden inny rzeźbiarz, żaden najznakomitszy nawet artysta, nie zdoła nigdy osiągnąć tego poziomu kompozycji i wdzięku.

    Najbardziej intrygującym aspektem Piety jest relacja, jaką Michał Anioł zbudował pomiędzy Maryją Dziewicą a jej zmarłym Synem. Mająca kształt piramidy postać pięknej Dziewicy jest celowo powiększona, aby mogła unieść na kolanach sylwetkę dorosłego Jezusa.

    Maryja i Chrystus z Piety

    Proporcje nie są tu symetryczne i naturalne. Maryja przewyższałaby wzrostem swego Syna, gdyby wstała. Michał Anioł, w całym swoim twórczym geniuszu, ukrywa to powiększenie dzięki realistycznym fałdom długiej draperii. Fałdy wprawiają rzeźbę w ruch i potęgują przemienność światła i cienia. Pogniecione fałdy sukni podkreślają także wirtuozerię Michała Anioła i jego umiejętność przemieniania kawałków marmuru w dzieła sztuki.

    DETALE PIETY

    Wyjątkowe w tej rzeźbie jest również samo przedstawienie Najświętszej Maryi Panny. Nie jest Ona ukazana jako postarzała matka, ale raczej jako młoda i elegancka kobieta. Za ten wizerunek Michała Anioła spotkało sporo krytycznych uwag. Ale jego wyobrażenie miało pewną zaletę. Artysta w swojej twórczości nigdy nie sprzeniewierzył się ówczesnej teologii. Jako tercjarz franciszkański Michał Anioł wierzył w doktrynę o Niepokalanym Poczęciu i nienaruszalną czystość Dziewicy. Przeciwstawiając się krytyce, miał powiedzieć:

    Czy nie wiecie, że kobiety cnotliwe pozostają młode o wiele dłużej niż te, które cnotliwe nie są? A o ile bardziej w przypadku Maryi Dziewicy, która nigdy nie doświadczyła nawet najmniej lubieżnego pożądania, które mogłoby zmienić jej ciało.

    Co ciekawe, Maryja nie dotyka bezpośrednio ciała swojego Syna. Jej prawa ręka delikatnie gładzi Go przez szmatkę. To oznacza świętość Jego cierpienia i boskość Jego ciała.

    Spójrzcie, jak oddane zostało ciało Chrystusa. Zbawiciel nie wydaje się zakrwawiony i posiniaczony, ale raczej spokojny i zrezygnowany.

    To, że nie żyje, ukazane jest poprzez odsłoniętą klatkę piersiową i zapadnięty brzuch. Jego łagodny wyraz twarzy pozostaje w harmonii z Jego stawami, ramionami, tułowiem i nogami, którym realizmu dodają misternie wyrzeźbione żyły. Odsłonięta klatka piersiowa ujawnia Jego bezbronność i niewinność.

    Najbardziej poruszający w tej rzeźbie jest wzajemny związek dwóch postaci. Dziewica Maryja staje wobec rzeczywistości śmierci swego Syna. Jednak dzieło to nie jest głośnym krzykiem żałoby i cierpienia, ale raczej pełną harmonii sceną spokoju i akceptacji. Gdy Maryja przechyla głowę w kierunku Chrystusa, Jego głowa odchyla się do tyłu w bezradności ludzkiej śmierci. A jednak Najświętsza Panna widzi nowe życie.

    Spójrzmy na lewą dłoń Maryi. Wyeksponowana, zachęca nas łagodnie do rozmyślania o śmierci Jej Syna. Subtelnie przedstawia nam ciało Chrystusa jako drogę do zbawienia. Cóż za głęboka deklaracja renesansu o istocie Eucharystii, o istocie Chrystusa, którego śmierć nie była końcem, ale początkiem życia wiecznego!

    Podpis Michała Anioła na Piecie

    Po dwóch latach posąg był gotowy, a Michał Anioł był bardzo zadowolony z dzieła. Pieta poruszała jego serce, przywodząc na myśl własną matkę, która zmarła, gdy miał zaledwie pięć lat. Czuł tak bliski związek z tą rzeźbą, że często odwiedzał kaplicę, w której była wystawiona. Podczas jednej z takich wizyt podsłuchał grupę przybyszów z Lombardii, którzy wychwalali posąg i twierdzili, że to dzieło Gobba z Mediolanu, artysty współczesnego Michałowi Aniołowi.

    To zdenerwowało Michała Anioła. Dziwił się, jak można było jego pracę przypisać komuś innemu. Tej nocy potajemnie zamknął się w kościele z kagankiem i wyrzeźbił dłutem swój podpis na wstędze, która przebiega przez szatę Maryi. Później jednak żałował swojej szybkiej decyzji, uznając ją za oznakę dumy i przysiągł nigdy więcej nie znakować żadnego ze swych dzieł.

    Atak na Pietę

    Słynna na cały świat Pieta jest nie tylko powszechnie podziwiana, ale stała się także obiektem ataku. W maju 1972 r. do kaplicy wszedł pewien niezrównoważony geolog pochodzący z Węgier i zaatakował rzeźbę młotkiem, krzycząc: „Jestem Jezusem Chrystusem. Powstałem z martwych”. W wyniku 15 ciosów postać Maryi została oszpecona, tracąc ramię i kawałek nosa. Starannie odrestaurowany posąg znajduje się dziś za kuloodporną szybą i umieszczony jest po prawej stronie od wejścia do Bazyliki Świętego Piotra.

    ATAK NA PIETĘ

    Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

    ****************************************

    Siedem mieczy boleści Matki Bożej. Czemu aż tyle?

    Wikipedia/Juliusz Gałkowski 

    **|

    W sztuce elementem ukazującym cierpienia Maryi jest miecz przeszywający – zgodnie ze słowami Symeona – Jej duszę. W miarę rozwoju pobożnych medytacji jeden miecz zamienił się w siedem mieczy. Co one oznaczają?

    Stabat Mater Dolorosa

    Imię Jacopone’a da Todi najlepiej na język polski przetłumaczyć jako „Kuba”, tym bardziej, że tak nazwali go bliscy, gdy podjął decyzję o rezygnacji ze światowej kariery i poświęcił życie pokucie i modlitwie. Szalony Kuba – a tak właśnie go nazwano – podjął pokutne życie po śmierci żony, gdy – wedle tradycji – odkrył, że pod drogimi sukniami nosiła włosiennicę, pokutując za jego utracjuszostwo.

    Po wstąpieniu do zakonu franciszkańskiego Jacopone wykazał się wybitnym talentem poetyckim, tak że już za życia uznawany był za mistrza, a obecnie wielu historyków literatury uważa, że obok Dantego jest najwybitniejszym przedstawicielem średniowiecznej poezji włoskiej.

    Spośród wszystkich dzieł da Todi najsłynniejsza jest pieśń Stabat Mater Dolorosa, która – przetłumaczona na wiele języków świata – jest śpiewana w kościołach po dziś dzień. Mater Dolorosa  Matka boleściwa jest tytułem, który przyznajemy Bożej Rodzicielce, chcąc ukazać nasze współczucie z Jej cierpieniem.

    Matka Boleściwa

    Matka Boleściwa jest motywem wielokrotnie wykorzystywanym w sztukach plastycznych, szczególnie w kameralnych dziełach związanych z tak zwanym nurtem devotio moderna. Celem tej „nowej” pobożności było wzbudzenie współczucia modlącej się osoby do umęczonego Chrystusa czy Jego matki. W sztuce takie myślenie zaowocowało szeregiem przedstawień dewocyjnych, które nie ilustrują dosłownie scen biblijnych, ale odnoszą się do Ewangelii, a przede wszystkim Pasji.

    Przykładem może być Pieta, scena ukazująca Maryję trzymającą na kolanach umęczone ciało Syna zdjętego z krzyża. Mimo jej braku w ewangelicznych opisach męki jest ona bardzo prawdopodobna – trudno bowiem założyć, że matka nie chciałaby się pożegnać z synem po śmierci.

    Pieta w Lubiążu, fot. Wikipedia

    Pieta z Lubiąża jest przykładem, chciałoby się powiedzieć, doprowadzonej do skrajności ekspresyjności i emocjonalności w sztuce. Cierpienie ukazane jest nie tylko w niezliczonych ranach na ciele Zbawiciela, ale także w pełnych rozpaczy rysach Jego Matki.

    Z kolei w jednym z kościołów w Hohenfeld znajdujemy przedstawienie będące połączeniem zdjęcia z krzyża oraz Piety. Jednakże w samym przedstawieniu dostrzegamy nawiązanie do wielu odmiennych przedstawień, z jednej strony widzimy miecz przeszywający serce Matki, z drugiej strony patrzy ona w górę, jakby ciągle wpatrywała się w wiszącego na krzyżu Syna.

    Pieta z Kościoła w Hohenfeld, fot. Wikipedia

    **

    Mąż Boleści

    Ten typ przedstawienia cierpiącej Maryi wynika już jednoznacznie z ewangelicznej opowieści o Jej towarzyszeniu Synowi podczas męki na krzyżu. Jednym z piękniejszych i jednocześnie przepełnionych ekspresją jest obraz Rogiera van der Weydena. Od średniowiecza aż po czasy współczesne powstał szereg obrazów ukazujących grupę Maryi i Jana pod krzyżem. Z grupy tej wyodrębniono postać Maryi, nierzadko ukazanej jako popiersie z rękoma złożonymi w geście modlitwy. Bardzo często takie przedstawienia układano w dyptyki wraz z Chrystusem ukazanym jako Mąż Boleściwy – jak widzimy to w przepięknym dziele Albrechta Boutsa.

    Ciekawym przykładem przemiany tego malarskiego przedstawienia jest obraz Bolesnej Maryi pędzla El Greca czy Tycjana. Te kobiety są eleganckimi arystokratkami, których ból jest już dyskretny, ale mimo tego nie mniej ekspresyjny.

    Miecz przeszywający duszę Maryi

    W sztuce ważnym elementem ukazującym cierpienia Maryi jest miecz przeszywający – zgodnie ze słowami Symeona – Jej duszę. W miarę rozwoju pobożnych medytacji jeden miecz zamienił się w siedem mieczy, takich jakie widzimy na wspaniałej rzeźbie z Salamanki czy też obrazie z klasztoru w Staniątkach.

    Czym są owe miecze utkwione w sercu Maryi, ukazuje obraz Adriana Isebrandta, gdzie na scenach otaczających zbolałą Matkę Boga widzimy: ofiarowanie, ucieczkę do Egiptu, odnalezienie w świątyni, drogę krzyżową, ukrzyżowanie, zdjęcie z krzyża oraz złożenie do grobu. Każda z tych scen namawia wiernych do pobożnej medytacji nad Pasją oraz współczucia Matce i Synowi.

    Aleteia.pl

    ************************************************************************

    Image result for droga krzyżowa dudy gracza
    Zdjęcie z krzyża – Duda Gracz/Jasna Góra

    +++++++

    „Mówimy:

    Boże Narodzenie.

    Dziecię się narodziło.

    A to Ona rodzi co roku w boleściach,

    wiedząc od chwili poczęcia,

    na jakie męki na jaką śmierć wydaje Syna

    ze swego łona.

    Mówimy:

    Wielki Post

    przed Wielkanocą.

    A to Ona przez dni czterdzieści

    i czterdzieści nocy gotuje się

    do Męki Syna.

    Mówimy:

    Ukrzyżowanie.

    A to Jej serce krzyżują,

    bez gestu łaski dla skazańca –

    bez znieczulającego napoju

    z żółci, octu i mirry.

    Mówimy:

    Złożenie do grobu.

    A to Ona,

    gdy Jego Ciało już nie cierpi więcej

    i w śmierci

    spoczywa,

    ciałem i duszą cierpieć

    nie przestaje.

    Mówimy:

    Zmartwychwstanie.

    A Ona, u pustego grobu klęcząc,

    zarysy fałd

    w płótnie całunu zostawione gładzi

    i śpiewa kołysankę:

    Lulajże, lulaj!…

    Mówimy:

    Wniebowstąpienie.

    A to Ona upada obarczona

    pamięcią o Narodzeniu,

    o Męce, o Ukrzyżowaniu,

    o Złożeniu w grobie.

    Mówimy:

    Wniebowzięcie.

    A Ona z nieba zstępuje,

    żeby już ostatecznie

    zostać na ziemi.”

    Ewa Szelburg Zarembina

    ************************************************************************

    środa – 16 września

    XXIV tydzień okresu zwykłego

    ***

    wspomnienie świętych męczenników Korneliusza, papieża,
    i Cypriana, biskupa

    CORNELIUS AND CYPRIANLawrence OP CC

    **

    Św. Cyprian, biskup, męczennik, urodził się w Kartaginie (Tunezja). Był człowiekiem wykształconym. Z zawodu adwokatem.

    Po przyjęciu chrześcijaństwa został kapłanem, a później przez aklamację miasta biskupem Kartaginy. Jako duszpasterz musiał stawić czoło prześladowaniom i wewnętrznym sporom. Dzięki swej świętości i wiedzy wywierał poważny wpływ na Kościół zwłaszcza w Afryce.

    Jego korespondencja z papieżem Korneliuszem stanowi świadectwo prymatu biskupa Rzymu. W czasie prześladowań za cesarza Waleriana został aresztowany i zesłany na pustynię koło Curubis (257). Sprowadzony do Kartaginy, został ścięty mieczem 14 września 258 roku w obecności wiernych.

    W tym samym czasie w Rzymie odbywało się przeniesienie relikwii św. Korneliusza. Imiona obu męczenników wymienia się w Kanonie rzymskim.

    ***************************************************************************

    czwartek – 17 września

    XXIV tydzień okresu zwykłego

    ***

    wspomnienie św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, biskupa

    ZYGMUNT SZCZĘSNY FELIŃSKIWikipedia | Domena publiczna

    **

    Św. Zygmunt Szczęsny Feliński urodził się 1 listopada 1822 roku w Wojutynie w diecezji łuckiej na Wołyniu. Był siódmym z jedenaściorga dzieci Gerarda i Ewy z Wendorffów. W jedenastym roku życia stracił ojca, a pięć lat później jego matka, z racji swej działalności patriotycznej, została deportowana na Syberię.

    Po ukończeniu gimnazjum Zygmunt studiował matematykę w Moskwie i nauki humanistyczne na Sorbonie i w College de France. W 1851 roku powrócił do kraju i wstąpił do Seminarium Duchownego w Żytomierzu, skąd po roku został wysłany do Akademii Duchownej w Petersburgu. Tam przyjął święcenia kapłańskie 8 września 1855 roku, po których pracował duszpastersko i objął katedrę filozofii.

    6 stycznia 1862 roku bł. Pius IX mianował go arcybiskupem metropolitą warszawskim. Po objęciu rządów przystąpił do systematycznej pracy nad odrodzeniem religijnym i moralnym w powierzonej sobie archidiecezji, przeprowadził reformę programów nauczania w Seminarium i Akademii Duchownej.

    Dbając o wychowanie oraz nauczanie dzieci i młodzieży założył w stolicy sierociniec i szkołę, które oddał pod opiekę założonego przez siebie w 1857 roku Zgromadzenia SS. Franciszkanek Rodziny Maryi.

    Odważnie broniąc wolności Kościoła i uciśnionego ludu, po upadku powstania styczniowego 14 czerwca 1863 roku został usunięty ze stolicy i zesłany przez władze carskie do Jarosławia nad Wołgą. Po dwudziestu latach, w 1883 roku, abp Feliński uzyskał wolność bez możliwości powrotu do Warszawy.

    Mianowany przez Leona XIII arcybiskupem tytularnym Tarsu, przeżył dwanaście lat w Dżwiniaczce na terenie diecezji lwowskiej. Pełen pogody ducha, prostoty, pokory i ubóstwa rozwinął tam działalność duszpasterską, oświatową i dobroczynną wśród ludu polskiego i ukraińskiego jako apostoł pokoju, zgody i ewangelicznego braterstwa.

    Zmarł 17 września 1895 roku w Krakowie. Od 1921 roku jego ciało spoczywa w podziemiach Archikatedry Warszawskiej przeniesione z cmentarza w Dżwiniaczce. Ojciec Święty Jan Paweł II 14 kwietnia 2001 roku ogłosił dekret o heroiczności cnót, a 18 sierpnia 2002 r. ogłosił arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego Błogosławionym. Kanonizowany przez Benedykta XVI.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***

    z homilii wygłoszonej podczas kanonizacji abp. Zygmunta Felińskiego, Watykan, 11.10.2009 r.

    Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup Warszawy, założyciel Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, był wielkim świadkiem wiary i duszpasterskiej miłości w czasach bardzo trudnych dla narodu i Kościoła w Polsce. Gorliwie dbał o duchowy wzrost wiernych i pomagał ubogim i sierotom. W Akademii Duchownej w Petersburgu starał się o solidną formację przyszłych kapłanów. Jako arcybiskup warszawski zapalał wszystkich do wewnętrznej odnowy.

    Przed wybuchem powstania styczniowego ostrzegał przed niepotrzebnym rozlewem krwi. Jednak gdy powstanie się rozpoczęło i gdy nastąpiły represje, odważnie stanął w obronie uciśnionych. Z rozkazu cara rosyjskiego spędził dwadzieścia lat na wygnaniu w Jarosławiu nad Wołgą. Nigdy już nie mógł powrócić do swojej diecezji. W każdej sytuacji zachował niewzruszoną ufność w Bożą Opatrzność i tak się modlił: „O Boże, nie od udręczeń i trosk tego świata nas ochraniaj, (…) pomnażaj tylko miłość w sercach naszych i daj, abyśmy przy najgłębszej pokorze zachowali nieograniczoną ufność w pomoc i miłosierdzie Twoje”.

    Dziś jego ufne i pełne miłości oddanie Bogu i ludziom staje się świetlanym wzorem dla całego Kościoła.

    papież Benedykt XVI

    ********

    MSZA ŚWIĘTA

    Obraz

    Antyfona na wejście – 1 Sm 2,35

    Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia.

    Kolekta

    Boże, Ty włączyłeś do grona świętych pasterzy świętego Zygmunta Szczęsnego, odznaczającego się wiarą,
    która zwycięża świat, i gorącą miłością ku Tobie, spraw, za jego wstawiennictwem, abyśmy trwając w wierze i miłości, zasłużyli na udział w jego chwale.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian – 1 Kor 15,1-11

    Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam
    głosiłem, którą przyjęliście, i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem. Chyba żebyście uwierzyli na próżno.

    Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł za nasze grzechy zgodnie z Pismem, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu już po wszystkich ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.

    Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremną; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 118

    R/ Dziękujcie Panu, bo nasz Pan jest dobry.

    Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
    bo Jego łaska trwa na wieki.
    Niech dom Izraela głosi:
    „Jego łaska na wieki”. R/

    Prawica Pańska wzniesiona wysoko,
    prawica Pańska moc okazała.
    Nie umrę, ale żył będę
    i głosił dzieła Pana. R/

    Jesteś moim Bogiem, chcę Ci podziękować,
    Boże mój, pragnę Cię wielbić.
    Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,
    bo Jego łaska trwa na wieki. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza Łk 7,36-50

    Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowego olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”.

    Na to Jezus rzekł do niego: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”. On rzekł: „Powiedz, Nauczycielu”. „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”.

    On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”.

    Do niej zaś rzekł: „Twoje grzechy są odpuszczone”. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: „Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?” On zaś rzekł do kobiety: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij dary Twojego ludu, które składamy w dzień świętego Zygmunta Szczęsnego ufając, że udzielisz nam Twojej pomocy.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na KomunięJ 10,10

    Ja przyszedłem, aby mieli życie, i mieli je w obfitości.

    Modlitwa po Komunii

    Panie, nasz Boże, Ty nas nakarmiłeś
    Najświętszym Ciałem i Krwią Twojego Syna,
    spraw, abyśmy osiągnęli pełne zjednoczenie z Tobą, którego zadatkiem jest nasz udział w misterium Eucharystii. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **************************************

    Hildegarda –

    święta nie tylko od diet i postów

    Św. Hildegarda, którą w Kościele wspominamy 17 września, to nie tylko autorka znanych diet i postów, jak często ją kojarzymy. To przede wszystkim wielka święta, której duchowość może zachwycić niejednego z nas.

    św. Hildegarda z Bingen/fot.shutterstock/autor Zvonimir Atletic

    **

    • Nigdy jednak nie wbiła się w pychę – przeciwnie, pozostała nad wyraz skromna, nawet kiedy przemawiała w imię autorytetu danego jej z góry
    • Mnich Gwibert z Gembloux chwalił macierzyńską postawę Hildegardy, która okazywała wielką miłość swoim ukochanym córkom i nikomu nie odmawiała uwagi i bliskości, dodając ducha nawet grzesznikom
    • Po pogrzebie świętej dwóch chorych ludzi doznało natychmiastowego uzdrowienia. Opowiadano również, że wokół jej grobu unosił się wspaniały zapach

    Jako prorokini i teolog uwierzytelniona przez Stolicę Apostolską zdobyła taką sławę, że nie mogła dłużej pozostawać w zamknięciu swojego klasztoru. Wyruszyła więc w drogę po męskich i żeńskich wspólnotach monastycznych, aby wzywać duchownych i świeckich do nawrócenia.

    Nigdy jednak nie wbiła się w pychę – przeciwnie, pozostała nad wyraz skromna, nawet kiedy przemawiała w imię autorytetu danego jej z góry. W razie konieczności okazywała stanowczość wobec upartych i zatwardziałych serc, w głębi duszy jednak była słaba i zawsze potrzebowała wsparcia modlitewnego oraz zaufanych osób, pojętnych i oświeconych, takich jak drogi jej mnich Wolmar, którego pewnego dnia zabrała śmierć.

    “Wtedy wielka żałość przeniknęła mą duszę i ciało, gdyż wskutek przeznaczenia śmierci zostałam pozbawiona owego człowieka, mędrca tego świata.”

    Wciąż była rozdarta – a przez to upokorzona – między chorobą, która okresowo unieruchamiała ją w łóżku, a odpowiedzialnością przewodniczki w Kościele.

    Z biegiem czasu, po przejściu arcytrudnych prób, zrozumiała, że w ludzkiej słabości dopełnia się moc Chrystusa wedle słów św. Pawła Apostoła: Mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

    “Nigdy nie zaznałam spokoju, lecz męczyłam się z powodu licznych utrapień, aż [Bóg] wylał na mnie rosę swojej łaski. […] Ale zarazem tak mnie dotknął wieloma krzywdami, że nie ośmielałam się [nawet] myśleć, jak wielką łaskę mi okazuje w swojej dobroci, kiedy jeszcze widziałam wielkie opory ze strony tych, którzy sprzeciwiali się prawdzie Bożej.”

    Życie w Rupertsbergu było ciągłym współzawodnictwem w cnotach. Święta Hildegarda stała się wspaniałym przykładem tego, czym jest osoba kobiety w zamyśle Bożym: zbudowaniem bliźniego, dążeniem do wzniosłości, bliskością wobec spraw nieba.

    Mnich Gwibert z Gembloux, który odwiedził opactwo w 1177 roku, pozostawił cenne o nim świadectwo w liście do znajomego Bovo:

    Matka otacza córki taką miłością, a one podporządkowują się matce z takim uszanowaniem, że trudno ocenić, czy w tym wielkim zapale matka prześciga córki, czy raczej one matkę. Te pobożne służebnice gorliwie oddają cześć Bogu jednozgodnymi uczuciami, sobie samym – swoją dyscypliną, sobie nawzajem – szacunkiem i posłuszeństwem. Pałają taką żarliwością, że dzięki pomocy Chrystusa doprowadziły do zwycięstwa płci słabej nad sobą, światem i demonem, a widok ten raduje serce. Pamiętają bowiem o wezwaniu Pana: „Oswobodźcie swoje serce, a poznacie, że ja jestem Bogiem”.

    W dni świąteczne zakonnice przerywały pracę i zasiadały w milczeniu w klauzurze, aby z zapałem oddawać się lekturze i nauce śpiewu. W dni robocze natomiast poza porami modlitwy pilnie pracowały: przepisywały księgi, szyły ubiory liturgiczne, haftowały, zajmowały się ogrodem, pielęgnowały kwiaty, uprawiały rośliny lecznicze, prowadziły infirmerię i aptekę… Działała także szkoła, ponieważ szlachta powierzała mniszkom wychowanie swoich córek, i to niezależnie od ich powołania zakonnego.

    W klasztornym skryptorium ciągle zużywano atrament na przepisywanie woluminów Hildegardy. Poza tym czytano treści duchowe dla zbudowania dusz i pracowano dla odpędzenia próżniactwa, wroga duszy, tym sposobem przeciwdziałając spłyceniu, które zagraża tam, gdzie wspólnie spędza się czas na bezczynności.

    Mnich Gwibert z Gembloux chwalił macierzyńską postawę Hildegardy, która okazywała wielką miłość swoim ukochanym córkom i nikomu nie odmawiała uwagi i bliskości, dodając ducha nawet grzesznikom. Za św. Paweł Apostołem mogła powtórzyć: Nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam.

    Na terenie klasztoru Rupertsberg mieszkały nie tylko, jak wiemy, córki szlacheckich rodzin, lecz także służba, którą należycie szanowano i wynagradzano. Niektórzy jednak krytykowali to rozwiązanie, dopatrując się w nim uprzedzeń klasowych.

    Jej córki duchowe pozostawiły świadectwo, że ich matka po niezliczonych, ciężkich bojach, rozpoczętych już we wczesnym dzieciństwie, pragnęła wreszcie umrzeć, aby zjednoczyć się z Chrystusem. Pan jej wysłuchał i objawił, kiedy nastąpi jej odejście.

    Rano w poniedziałek 17 września 1179 roku Hildegarda oddała ducha w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Świadkowie opowiadali, że ujrzano wtedy na niebie niezwykły znak – dwa różnobarwne łuki. W najwyższym punkcie ich przecięcia świeciło w oddali jasne światło w kształcie księżyca, a w nim ukazał się czerwony, stopniowo rosnący krzyż. Otaczały go liczne różnobarwne kręgi, w których tworzyły się kolejne małe krzyże lśniące czerwono, z własnymi wieńcami dookoła. Najpierw powiększały się na firmamencie, aby następnie rozpostrzeć się nad domostwem, w którym umarła św. Hildegarda, i cała Góra św. Ruperta została zalana promienistym światłem.

    Po pogrzebie świętej dwóch chorych ludzi doznało natychmiastowego uzdrowienia. Opowiadano również, że wokół jej grobu unosił się wspaniały zapach.

    Wbrew temu, jak zwykło się postępować ze zmarłymi założycielami, św. Hildegardy nie pochowano przed ołtarzem w kościele, lecz w zwykłym, poświęconym miejscu na przyklasztornym cmentarzu. Niemniej z racji dużej liczby pielgrzymów, którzy przybywali nawiedzać jej grób, ciało przeniesiono właśnie przed główny ołtarz świątyni w Rupertsbergu.

    Napływ pielgrzymów wciąż się jednak nasilał i wymykał spod kontroli, dlatego arcybiskup Moguncji postanowił przybyć do opactwa i stanąwszy przed grobem ksieni, uroczyście nakazał jej zaprzestać wstawiennictwa. Hildegarda – jak piórko mogąca swobodnie wzlatywać już nie w wizjach, lecz w osiągniętej rzeczywistości królestwa niebieskiego – posłuchała.

    fragmenty z książki Cristiany Siccardi “Święta Hildegarda z Bingen. Życie i Duchowość”, wyd. eSPe/Tygodnik NIEDZIELA

    *************************************

    św. Hildegarda z Bingen, mistyczka

    Doktor Kościoła 

    Jedna z najbardziej niezwykłych postaci średniowiecza. Urodziła się w Bermersheim (Niemcy) w hrabiowskiej rodzinie, w 1098 r. W wieku 8 lat została oddana na wychowanie, późniejszej świętej, Judycie, do klasztoru benedyktynek. Po jej śmierci została przełożoną. W 1150 r. przeniosła zgromadzenie w okolice Bingen.

    Wizerunek na pomniku św. Hildegardy z Bingen /fotolia/autor CPN

    **

    Przez całe swoje długie życie była niezwykle aktywna, pisała (a częściej dyktowała, bo słabo znała łacinę) komentarze do Ewangelii i reguł św. Benedykta, poematy i hymny, rozprawy na temat ciała ludzkiego w tym porady lekarskie i znane do dziś recepty dietetyczne.

    KOMPONOWAŁA MUZYKĘ I PISAŁA SŁOWA DO PIEŚNI I HYMNÓW (DO DZIŚ ZACHOWANE SĄ JEDNYMI Z NIELICZNYCH ZACHOWANYCH ARCYDZIEŁ MUZYKI ŚREDNIOWIECZNEJ). ZNANA TEŻ BYŁA Z LICZNYCH WIZJI I DARU PROROKOWANIA.

    Prowadziła ożywioną korespondencję z decydentami ówczesnej Europy: papieżami, cesarzami, królami. Przyjaźniła się ze św. Bernardem z Clairvaux i św. Elżbietą z Schoenau. Zmarła w 1179 r. w wieku 80 lat. Jej relikwie znajdują się w kościele w Eibingen ( Niemcy).

    Nasi Patroni.pl

    ********************************

    Wzór kobiety według Świętej Hildegardy

    Lubimy czasem ponarzekać – na pracę, rządy, służbę zdrowia, znajomych, pogodę. Często też poszukujemy właściwej dla siebie drogi życiowej, czasem upadamy w wierze i nie ucząc się na własnych potknięciach, błądzimy dalej. Współczesna kobieta ma jeszcze więcej dylematów.

    św. Hildegarda z Bingen/Catholic News World

    **

    Sprzeczne wzorce, nagonka medialna, społeczne oczekiwania powodujące, że kobiety próbują spełniać wygórowane ( a przede wszystkim nie swoje ) oczekiwania i ambicje. A wystarczy czerpać wskazówki z życia kobiet, które całym swoim dorobkiem pokazały, że można być silną, spełnioną i szczęśliwą, nie rezygnując z siebie. Takim przykładem jest Święta Hildegarda z Bingen – mistyczka, wizjonerka, miłośniczka przyrody oraz znawca medycyny, reformatorka Kościoła. Tak, reformatorka w czasach średniowiecza!

    Wzór kobiety

    Mniszka z Bingen była w wielu dziedzinach prekursorką i dla wielu z nas może być wzorem. Jako pierwsza kobieta w średniowieczu założyła samodzielnie klasztor żeński, jest pierwszą znaną autorką moralitetu; pierwszą, która zostawiła po sobie autobiografię i pamiętniki. To, z czego niewątpliwie zasłynęła najbardziej to całościowy, samodzielnie dokonany opis fauny i flory. Z kolei jej pisma z zakresu medycyny i ginekologii to dzieła, które na zawsze zapiszą się na kartach historii, zwłaszcza, że można uznać Świętą Hildegardę za prekursorkę teorii stresu oraz sportu i kultury fizycznej. Wiele aspektów jej ówczesnej działalności może dziwić, ale nie ma wątpliwości, iż teorie mniszki, które znacząco wyprzedzały średniowiecze, to zasługa boskiego tchnienia i wizji. Hildegarda od najmłodszych lat miewała wizje, dlatego jej działalność oraz ponadczasowość poglądów należy przypisać właśnie im.

    Mniszka bardzo aktywnie zaangażowana była politycznie, prowadząc ożywioną korespondencję ze średniowiecznymi władcami. Istotną rolę w całym jej życiorysie odegrała jej działalność apostolska, podczas której głosiła odważną nawet jak na dzisiejsze czasy teorię, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, bez względu na wiarę i poglądy.

    Jak to możliwe, że średniowieczna mniszka nie bała się wyrażać swoich poglądów, stać w pierwszym rzędzie, grozić palcem władzy, kiedy czuła, że dzieje się niesprawiedliwość?

    Nie można jej odmówić hartu ducha, mądrości, ogromnej siły wewnętrznej. To niewątpliwie zasługa wspomnianych cech, ale ponownie źródła tej siły należy upatrywać w wizjach. Jak sama mówiła, „owe wizje oglądam nie we śnie, nie tracąc zmysłów, ale nie postrzegałam ich cielesnymi oczami i uszami. Nie otrzymywałam ich w miejscach ukrytych, ale zgodnie z wolą Bożą oglądałam je jawnie, widząc wzrokiem i słysząc słuchem wewnętrznego człowieka, będąc przytomna i o zdrowych zmysłach“. Przez wiele lat mniszka nie opowiadała o tej wyjątkowej relacji z Bogiem, ale za sprawą wizji mogła doświadczyć tego, czego normalnie zobaczyć ani doświadczyć się nie da. Po wielu latach usłyszała w jednej z nich nakaz spisywania tego, co słyszała i widziała, a dalej przekazywanie ich światu i głoszenie słowa Bożego stało się misją Hildegardy, którą pełniła do końca swoich dni.

    Dla kobiet zrzeszonych w ramach Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Świętej Hildegardy mniszka jest wzorem do naśladowania w codziennym życiu. „Kobiety szukają inspiracji w życiu Świętej Hildegardy, ale też wskazówek żywieniowych, medycznych i ogólnie życiowych, bo przecież mniszka całym swoim życiem pokazała jak żyć w sposób wartościowy, jak nie wstydzić się wiary, korzystać z boskich darów i dbać o siebie tak, aby oddać Bogu ciało w stanie możliwie najlepszym“ – mówi Jolanta Zajdel, prezes Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Świętej Hildegardy.

    W czym tkwi fenomen?

    Święta Hildegarda wiedziała coś, co jest w swej prostocie piękne, a o czym dzisiaj zupełnie zapomnieliśmy. Kluczowym założeniem mniszki było to, że człowiek stworzony na boskie podobieństwo jest wyjątkowy, ale też z natury obdarzony zdrowiem. I przez odpowiedni styl życia może to zdrowie albo zachować albo zniszczyć, a więc jeśli choruje, to z reguły na własną odpowiedzialność, przez zaniedbanie, niewłaściwy styl życia, itd. O roli stylu życia mówi się dzisiaj bardzo dużo, Święta Hildegarda wiedziała to już w XII wieku. Niewłaściwie prowadzone życie to jednak nie tylko złe odżywianie, ale też zaniedbanie kondycji duchowej. Zdrowa dusza to zdrowe ciało, zresztą dzisiaj również wiemy, że od siły duchowej zależy ta fizyczna. W ramach dbania o duchowy rozwój i dobrostan duszy, Święta zaleca praktykowanie cnót przeciwstawnych do wad, będących często czynnikami zapalnymi wielu chorób. Pielęgnowanie w sobie właściwych postaw i dobrych cech sprawia, że człowieka wypełniają siły witalne, niezbędne zarówno do komfortu psychicznego, jak i fizycznego.

    To, co jest we wskazaniach Świętej Hildegardy najbardziej istotne to zapobieganie chorobom. W ramach długotrwałego procesu dbania o zdrowie Święta zaleca odpowiednią dietę ( opartą o orkisz i zioła ), ale też posty, które służą oczyszczeniu organizmu ze złogów i toksyn.

    Jaka dzisiaj powinna być kobieta?

    Pewnie wielu coach’ów uznałoby, że samo słowo „powinna“ narzuca pewne schematy i wzorce, a dalej kreuje stereotypy. Czyżby? Kobieta ma znacznie więcej predyspozycji choćby do dbania o domowe ognisko, a tu z pomocą przychodzi Święta Hildegarda, która pokazuje jak odnajdować w sobie siłę, nie wstydzić się wiary, zaufać Najwyższemu, ale też spełniać swoje codzienne role najlepiej jak się da. Wskazówki żywieniowe Świętej to podanie na tacy prostych rozwiązań, które zapewnią całej rodzinie właściwe odżywianie, ale też optymalne dbanie o zdrowie. Dzisiaj można samodzielnie uprawiać wiele ziół i roślin, ale też kupić dobrej jakości orkisz ( na uwagę zasługuje odmiana Oberkulmer Rotkorn – ekologiczna, bez domieszek; więcej informacji na stronie Towarzystwa Przyjaciół Św. Hildegardy ), a nawet dietę pudełkową opartą całkowicie na wskazówkach Świętej Hildegardy, która pozwoli zaoszczędzić czas i zapewnić całej rodzinie zdrowy posiłek.

    Mniszka z Bingen dzisiejszym kobietom pokazuje, że bez względu na okoliczności zewnętrzne warto odnaleźć w sobie siłę do realizacji życiowej misji. Bez dwóch zdań Święta żyła w znacznie trudniejszych warunkach niż współczesne kobiety, a jej dokonania były niezwykłe mimo niesprzyjających okoliczności. Dzisiaj mamy warunki idealne do spełniania ambicji zawodowych, dbania o rodzinę, właściwy styl życia i zdrowie. Wystarczy czerpać dobre wzorce, a tych u Świętej Hildegardy nie brakuje.

    Maria Kowalska/Tygodnik NIEDZIELA

    więcej informacji na temat Świętej Hildegardy można znaleźć na stronie hildegarda.edu.pl

    Życie to nie tylko dieta - św. Hildegarda z Bingen
    WIZERUNEK ŚW. HILDEGARDY W LEGNICKIM KOŚCIELE PW. NAJŚW. SERCA PANA JEZUSA. FOTO: ŁUKASZ ŻYGADŁO

    ************************************************************************

    piątek – 18 września

    XXIV tydzień okresu zwykłego

    święto św. Stanisława Kostki, patrona Polski

    ŚWIĘTY STANISŁAW KOSTKASailko/Wikipedia/CC BY 3.0/Aleteia

    **

    Św. Stanisław Kostka przyszedł na świat w październiku 1550 roku w Rostkowie, wiosce położonej ok. 4 km od Przasnysza, na Mazowszu. Jego ojcem był Jan Kostka, który od 1564 roku piastował urząd kasztelana zakroczymskiego. Jego matką była Małgorzata z Kryskich z Drobnina. Obie rodziny: Kostków i Kryskich były w XVI wieku dobrze znane. Jeden z braci matki, Albert, wsławił się poselstwami z ramienia króla Zygmunta Augusta. Drugi brat matki i wuj Stanisława był wojewodą mazowieckim. Krewny ojca z linii pomorskiej, Jan Kostka, był kasztelanem gdańskim, a nawet kandydatem na króla polskiego. Piotr Kostka był biskupem chełmińskim. Mazowsze wyróżniało się przywiązaniem do wiary katolickiej i było jedyną polską dzielnicą, w której nie było protestantów ani wśród panów, ani wśród tamtejszej szlachty. Rodzina Kostków stanowiła w XVI wieku trzon Kościoła. Św. Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Śmiertelne szczątki rodziców i braci św. Stanisława spoczywają w kościele parafialnym w Przasnyszu, w kaplicy Kostków. Rodzice św. Stanisława nie oddawali się rozkoszom, lecz wychowywali dzieci w wierze katolickiej. Postępowali ostro i twardo, napędzając dzieci do pobożności, skromności i uczciwości. W domu Świętego panowały stosunki patriarchalne i każdemu wolno było napominać dzieci. Nie znamy bliższych informacji o latach dziecięcych św. Stanisława, poza jednym szczegółem. Otóż św. Stanisław był bardzo wrażliwy na brutalne żarty, dlatego ojciec w czasie przyjęć napominał gości w tej sprawie, gdyż jego syn może nawet zemdleć. Wielu świętych jako dzieci było bardzo wrażliwych na grzech, np. św. Dominik Savio w siódmym roku życia z okazji pierwszej Komunii świętej postanowił: “Raczej umrę, aniżeli zgrzeszę“. Św. Stanisław Kostka pobierał pierwsze nauki w domu rodzinnym. Przez ponad rok jego nauczycielem i wychowawcą był Jan Biliński. W swoim domu rodzinnym w Rostkowie Stanisław przebywał do czternastego roku życia. Wówczas w modzie było wysyłanie paniczów za granicę na studia, dlatego rodzice postanowili wysłać najstarszych synów – Pawła i Stanisława – do Wiednia. Wiedeń był miastem katolickim, w którym od niedawna jezuici założyli szkołę, która miała już swoją sławę. Uczęszczała do niej także młodzież z Polski. Stanisław i Paweł Kostkowie przybyli do Wiednia 26 lipca 1564, czyli dzień po śmierci cesarza Ferdynanda. Zatrzymali się w internacie prowadzonym przez jezuitów, jednak krótko tam przebywali, gdyż nowy cesarz Maksymilian w marcu kolejnego roku zabrał jezuitom internat, pozostawiając im jedynie szkołę. Kostkowie wraz ze swoim wychowawcą i kilkoma kolegami przenieśli się na stancję do domu dzierżawionego przez Kimberkera, zaciekłego luteranina. Dwaj jego koledzy po śmierci św. Stanisława wyznali ze łzami, że posuwali się nawet do kopania go, kiedy ten modlił się nocami, leżąc na ziemi krzyżem. Wówczas szkołę jezuitów w Wiedniu zasilało ok. 400 uczniów. Regulamin gimnazjum mówił o tym, by uczniowie poprzez pobożność, skromność i poznanie przedmiotów ozdobili swój umysł, aby podobać się Bogu i pobożnym ludziom, a w przyszłości przynieść korzyść sobie i ojczyźnie. Zaprawić studentów do pobożności miała codzienna modlitwa przed i po lekcjach, codzienna Msza święta oraz comiesięczna spowiedź. Na pierwszym roku nauczano gramatykę, na drugim roku nauki wyzwolone, a na trzecim retorykę. Początkowo nauka szła mu trudno, gdyż nie miał dostatecznego przygotowania, jednak już pod koniec trzeciego roku należał do najlepszych uczniów. Władał płynnie trzema językami: ojczystym, niemieckim i łacińskim. Uczył się również podstaw języka greckiego. Pozostały po nim zeszyty z uwidocznionymi błędami, podkreślanymi ręką nauczyciela. Zachowały się również notatki Stanisława w dyskusjach na problemy religijne, co wiązało się z tym, że jezuici w latach naporu protestantyzmu przygotowywali swoich uczniów do odpierania ataków na Kościół. Te trzy lata pobytu w Wiedniu były w życiu Stanisława okresem rozbudzonego życia wewnętrznego. W tym czasie Święty znał tylko trzy drogi: do kolegium, do domu i do kościoła. Swój wolny czas spędzał na lekturze i modlitwie. Czuł nieodparty pociąg do kontemplacji, jednak w ciągu dnia nie mógł poświęcać na nią wiele czasu, dlatego oddawał się jej w nocy. Ponadto zadawał sobie pokuty i biczował się. Jego tryb życia nie podobał się jego bratu, kolegom i wychowawcy. Uważali to za nienormalne, a nawet niebezpieczne. Próbowali w dobrej woli skierować go na drogę “normalnego” postępowania, najpierw poprzez słowo, a później poprzez bicie, a nawet znęcanie się nad nim. Stanisław starał się im dogodzić, brał nawet lekcje tańca, lecz działanie łaski było zbyt potężne, aby mógł się jej oprzeć. Nauka, intensywne życie wewnętrzne oraz praktyki pokutne osłabiły młody organizm chłopca. W grudniu 1565 roku był bliski śmierci. Był pewien, że umrze, lecz nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana. Wtedy patronka dobrej śmierci, św. Barbara, w towarzystwie dwóch aniołów odwiedziła jego pokój i przyniosła mu Wiatyk. Podczas tej choroby objawiła się Świętemu Matka Boża i złożyła na jego ręce Dziecię Boże. Św. Stanisław Kostka doznał od niej cudownego uleczenia z poleceniem, aby wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było łatwo wykonać polecenie Matki Bożej, gdyż Jezuici nie przyjmowali kandydatów bez woli rodziców, a Stanisław nie mógł na to liczyć. W związku z tym zdobywa się na heroiczny czyn, organizuje ucieczkę, do której pieczołowicie się przygotował. Ucieczka miała miejsce 10 sierpnia 1567 roku, w uroczystość św. Wawrzyńca. Zachował się list napisany przez przełożonego domu jezuitów w Wiedniu, skierowany do generała zakonu, św. Franciszka Borgiasza. Widnieje na nim data – 1 września 1567 roku, więc został napisany tuż po ucieczce Stanisława. Dowiadujemy się z niego, że Stanisław zapragnął wstąpić do jezuitów od pierwszego zetknięcia z nimi, więc życzenie Matki Bożej było dla Niego potwierdzeniem z nieba, że Pan Bóg przyjmuje jego święty zamiar. W liście czytamy, że św. Stanisław prosił kilkukrotnie o przyjęcie do zakonu, lecz spotkał się z odmową. W liście Święty jest nazywany: szlachetnym cnotą; przykładem stałości i pobożności; mały ciałem, lecz wielki duchem. Z listu dowiadujemy się również, że św. Stanisław Kostka próbował przez legata papieskiego wpłynąć na zakon, aby go przyjęto. Podczas egzaminu do nowicjatu wyznał na piśmie, że już przed rokiem złożył ślub wstąpienia do zakonu. Ucieczkę z Wiednia na gorąco opisał sam Stanisław w jednym ze swoich listów, pisanym do przyjaciela w czasie ucieczki. Opisywał jak dogonili go dwaj słudzy, przed którymi schował się do pobliskiego lasu. Po iluś dniach na koniu zauważył swojego brata, Pawła. Nie miał możliwości ucieczki, więc w strachu zbliżył się do jeźdźca i jako pielgrzym prosił go o jałmużnę. Brat szczęśliwie nie rozpoznał go, gdyż zamienił wcześniej swoje ubranie z przygodnym żebrakiem. W plany św. Stanisława został wtajemniczony jezuita Franiszek Antoni, który dał młodzieńcowi list polecający do św. Franciszka Borgiasza oraz wskazał mu drogę do Augsburga. Na podstawie ustnej relacji lub korespondencji spowiednik zeznał, że w drodze św. Stanisław Kostka nie mógł przyjąć Komunii świętej w kościele protestanckim, dlatego otrzymał ją z rąk anioła. Św. Stanisław nie zastał w Augsburgu prowincjała, św. Piotra Kanizego, więc udał się do Dylingi. Przebył w końcu całą trasę, która z Wiednia do Dylingi miała ok. 650 km. Św. Stanisław trafił jednak w klasztorze na moment krytyczny, gdyż wystąpili z niego dwaj zakonnicy, zrzucili habit i przeszli na protestantyzm. Sytuacja ta wywołała silny ferment w klasztorze. Na czele zbuntowanych stanął niestety polski zakonnik. W tej sytuacji o przyjęciu Stanisława – Polaka nie mogło być mowy, jednak nie zatrzaśnięto przed nim drzwi. Św. Piotr Kanizy przyjął go na próbę i wyznaczył mu służbę u konwiktorów: sprzątanie pokoi oraz pomaganie w kuchni. Jeszcze tego samego roku, 28 października, Stanisław wraz z dwoma innymi kandydatami został skierowany do Rzymu. Przełożony generalny przyjął do nowicjatu św. Stanisława, dzięki poleceniu prowincjała Niemiec. Nowicjat znajdował się przy kościele św. Andrzeja i było w nim wtedy ok. 40 nowicjuszów, w tym 4 Polaków. Rozkład zajęć nowicjuszów obejmował: modlitwę, pracę umysłową i fizyczną, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych oraz konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław wreszcie osiągnął cel życia i czuł się szczęśliwy, jednak na wiadomość o jego pobycie w nowicjacie zakonnym, jego ojciec postanowił za wszelką cenę go wydobyć stamtąd. Wysłał do syna list pełen wymówek i gróźb, jednak ten odpisał, że powinien dziękować Panu Bogu, że wybrał syna na swoją służbę. Wszelkie wysiłki jego ojca rozbiły się o wolę Stanisława, który był dorosły i miał prawo decydować o swoim losie. Już w pierwszych miesiącach roku 1658 przełożeni pozwolili św. Stanisławowi złożyć śluby zakonne. Stanisław osiągnął swój cel i nic go już nie wiązało z ziemią. 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej do Rzymu przybył św. Piotr Kanizjusz, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił konferencję do adeptów. Niemiecki prowincjał zachęcał nowicjuszów, aby każdy miesiąc spędzali tak, jakby miał to być ostatni miesiąc w ich życiu. Po tej konferencji św. Stanisław Kostka powiedział kolegom: “Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachęta, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu“. Koledzy jednak zlekceważyli te słowa. 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki NPM Większej na doroczny odpust. W czasie drogi kapłan zapytał Stanisława “A czy ty naprawdę i szczerze kochasz Matkę Najświętszą?“. Stanisław odparł bez namysłu: “Ojcze, wszak ci to Matka moja“. Za kilka dni zbliżało się święto Matki Bożej Wniebowzięcia. Stanisław z wielkim zapałem opowiadał kolegom, jak pięknie muszą ten dzień obchodzić aniołowie i święci w niebie. Dodał również: “Jestem pewien, że będę mógł w najbliższych dniach osobiście przypatrzeć się tym uroczystościom i w nich uczestniczyć”. Dnia 10 sierpnia w prostocie serca napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Podczas przyjmowania Komunii świętej, prosił patrona dnia, św. Wawrzyńca, o orędownictwo, aby w uroczystość Wniebowzięcia Maryi mógł odejść z tego świata. Jego prośba została wysłuchana. Wieczorem tego samego dnia Stanisław źle się poczuł. 13 sierpnia znacznie wzrosła gorączka i przeniesiono go do infirmerii. W wigilię Wniebowzięcia miał silne mdłości i zemdlał. Miał zimne poty, poczuł silne dreszcze, a z ust zaczęła sączyć się krew. O północy zaopatrzono go na drogę do wieczności. Poprosił, aby położono go na ziemi. Jego prośbę spełniono. Przepraszał wszystkich. Podano mu do ręki różaniec, a on ucałował go i wyszeptał “To jest własność Najświętszej Matki”. Zapytano go czy nie ma jakiegoś niepokoju, lecz on odparł, że nie, gdyż ma ufność w miłosierdziu Bożym i zgadza się zupełnie z Bożą wolą. Jak zeznał naoczny świadek, o. Warszewiecki, nagle Stanisław zatopił się w modlitwie, jego twarz zajaśniała tajemniczym blaskiem, przeszedł oczami po otoczeniu. Zapytany: czego sobie życzy, odpadł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych dziewic, które po niego przychodzą. Tuż po północy 15 sierpnia 1568 roku przeszedł do wieczności. Wieść o tej pięknej śmierci polskiego młodzieńca rozeszła się lotem błyskawicy po Rzymie. Zwłoki młodzieńca wbrew zwyczajowi zakonu przyozdobiono kwiatami. Z polecenia generała zakonu włożono ciało do drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem. Mistrz nowicjatu o. Juliusz Fazzio z polecenia św. Franciszka Borgiasza napisał żywot Stanisława, który rozesłano po wszystkich domach Towarzystwa. O. Warszewicki ułożył dłuższy żywot. Podczas obrzędów pogrzebowych do Rzymu przybył brat Stanisława, Paweł, gdyż ojciec polecił, aby zmusił Świętego do powrotu do domu. Gdy Paweł zobaczył, jak wielką czcią jest otoczony Stanisław, wzruszył się i był to początek jego nawrócenia. Po powrocie do Polski ufundował w Przasnyszu kościół i klasztor. Gdy dwa lata później otwarto grób Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1674 roku papież Klemens X ogłosił Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy. Fakty te Stolica Apostolska uznała za akt beatyfikacji, a Stanisław Kostka został pierwszym, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. W 1714 roku papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny. Samego aktu kanonizacji dokonał jego drugi następca, Benedykt XIII, w 1726 roku. W 1926 roku w 200-lecie kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części jego relikwii. W uroczystościach tych wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Relikwia głowy św. Stanisława umieszczona jest w nowicjacie jezuickim, w w Gorheim koło Sigmaringen. Jego ciało spoczywa w kościele św. Andrzeja w Rzymie, w jego ołtarzu po lewej stronie. Ku czci Świętego wzniesiono w kraju 53 kościoły i kilkanaście za granicą. Pokój w domu Kimberkera, w którym mieszkał święty Stanisław Kostka, zamieniono w bogatą, barokową kaplicę. W obrazie ołtarza widnieją dwie sceny: jak św. Barbara posila Świętego Komunią świętą oraz jak Matka Boża podaje św. Stanisławowi na ręce dziecię Jezus. Również jego pokój w dawnym nowicjacie rzymskim zamieniono na kaplicę. Można tam zobaczyć pamiątki po Świętym i jego zeszyty szkolne. W pokoju stoi przepiękna rzeźba św. Stanisława. Święty leży na łożu śmierci jakby słodko spał, a nad nim znajduje się obraz Matki Bożej, która spuszcza na “śpiącego” kleryka róże z nieba. Pod obrazem znajduje się piękny wiersz w jęz. polskim, autorstwa Cypriana Kamila Norwida, którego inspiracją stał się właśnie ten wspaniały pomnik.

    źródło: https://zyciorysy.info/sw-stanislaw-kostka/ | Zyciorysy.info

    ************

    TRZY OBJAWIENIA MATKI BOŻEJ o. Juliuszowi Mancinelli dzięki św. Stanisławowi Kostce.

    Szczyt wieży wyższej Mariackiej Bazyliki w Krakowie zdobi królewska korona przynależna Maryi jako Królowej Polski.
    Pierwszą koronę wykonano już w 1628 roku. Jej pojawienie się na wieży związane jest z objawieniami włoskiego jezuity ojca Gulio Mancinellego, w których Maryja poleca nazywać się Królową Polski.
    Następną, zachowaną do dziś koronę wykonano w roku 1666, a więc w dziesiątą rocznicę lwowskich ślubów króla Jana Kazimierza i oficjalnego już ogłoszenia Maryi Patronką i Królową Polski.
    Korona ma kształt rozszerzonego ku górze ośmioboku. Jest wykonana z miedzianej blachy i pokryta złotem.

    ***

    Sługa Boży Ojciec Juliusz Mancinelli (Giulio Mancinelli SJ) urodził się w miejscowości Macerata we Włoszech 13 października 1537 roku a zmarł w Neapolu 14 sierpnia 1618 roku. Był zakonnikiem – jezuitą włoskim. Był mistrzem nowicjatu rzymskich jezuitów, tego samego w którym zmarł św. Stanisław Kostka. Był starszy od św. Stanisława o 13 lat. Wydaje się jednak, że to św. Stanisław Kostka był jego duchowym przewodnikiem. Był świadkiem życia i śmierci św. Stanisława w nocy z 14 na 15 sierpnia 1568 roku.

    Dnia 14 sierpnia 1608 roku ojciec Juliusz Mancinelli był zatopiony w modlitwie w klasztorze Gesu Nuovo w Neapolu. Kiedy oddawał najgłębszą cześć Wniebowziętej, wówczas ukazała mu się w królewskiej purpurze Niepokalana Dziewica z Dzieciątkiem na ręku. U Jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka. Ojciec Juliusz nigdy nie widział Marii w tak wielkim majestacie i zapragnął pozdrowić Ją tytułem, jakim jeszcze nikt Jej nie uczcił. Wtedy Najświętsza Panna powiedziała:

    A czemu Mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie.

    Powiedziawszy to Bogarodzica jakby czekała na odpowiedź Wielebnego Sługi Bożego, który też zawołał: Królowo Polski Wniebowzięta – módl się za Polską!

    Po tych słowach nasza Królowa i Pani miłośnie spojrzała na klęczącego u Jej kolan Stanisława Kostkę a potem na ojca Mancinellego i słodko rzekła: Jemu tę łaskę zawdzięczasz!

    Ojcowie jezuici zbadali to objawienie i uznali je. Stąd, za zezwoleniem swoich przełożonych ojciec Juliusz przekazał wiadomość o tym objawieniu swemu przyjacielowi jezuicie w Polsce, Mikołajowi Łęczyckiemu. Za jego pośrednictwem wiadomość ta dotarła do króla Zygmunta III Wazy.

    Dowiedział się o niej również ksiądz Piotr Skarga i cały zakon jezuitów. Wkrótce też rozgłosili, że sama Bogurodzica raczyła nazwać się i ogłosiła się Królową Polski i że wielkie rzeczy dla nas zamierza.

    Była to rzecz niesłychana, albowiem żadnemu innemu narodowi chrześcijańskiemu łaska taka nie była dana ani przedtem ani potem.

    Niewypowiedziany entuzjazm zapanował w Polsce. Zwracano uwagę na fakt, że ogłoszenie się Marii jako Królowej Polski zostało przekazane przez Włocha, kapłana jezuitę, aby nikt Polakom nie mógł zarzucić, że sami Polacy to wymyślili.

    W roku 1610 ojciec Juliusz wybrał się w pielgrzymkę do Polski, chcąc nawiedzić grób św. Stanisława biskupa, do którego miał wielkie nabożeństwo. Miał 73 lata kiedy podjął długą i trudną drogę z Neapolu do Krakowa. Gdy przybył do Krakowa, 8 maja 1610 roku, został powitany przez króla Zygmunta III Wazę razem z dworem.

    Pierwsze swoje kroki skierował do katedry wawelskiej do grobu św. Stanisława biskupa. Padł krzyżem i modlił się za Polskę, dziękując Bogu za Polskę, Matkę Świętych. Gdy w czasie Mszy św. modlił się za pomyślność królestwa polskiego, ujrzał w wielkiej postaci Marię, w królewskim olśniewającym majestacie, która powiedziała do Niego te słowa:

    JA JESTEM KRÓLOWĄ POLSKI. JESTEM MATKĄ TEGO NARODU, KTÓRY JEST MI BARDZO DROGI, WIĘC WSTAWIAJ SIĘ DO MNIE ZA NIM I O POMYŚLNOŚĆ TEJ ZIEMI BŁAGAJ NIEUSTANNIE, A JA CI ZAWSZE BĘDĘ, JAKOM JEST TERAZ, MIŁOŚCIWĄ.

    Ojciec Juliusz wrócił do Neapolu. Po siedmiu latach, 15 sierpnia 1617 roku, po raz trzeci ukazała się Jemu NMP i powiedziała:

    Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do mnie, Wniebowziętej, ujrzysz Mnie za rok w chwale niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj Mnie zawsze Królową Polski.

    kult Maryjny w Polsce i na świecie.pl/sluga-bozy-juliuszmancinelli

    ***

    św. Stanisław Kostka:

    tak blisko nieba, tak blisko nas

    Prawdopodobnie najstarszy obraz wotywny św. Stanisława Kostki w diecezji płockiej. Dawniej znajdował się w kościele filialnym w Kacicach, który obsługiwali duszpastersko jezuici z pułtuskiego kolegium.
    Reprodukcja – ks. Włodzimierz Piętka/fot.Gość Niedzielny

    **

    Prawdopodobnie najstarszy obraz wotywny św. Stanisława Kostki w diecezji płockiej. Dawniej znajdował się w kościele filialnym w Kacicach, który obsługiwali duszpastersko jezuici z pułtuskiego kolegium.

    Historyk sztuki o najprawdopodobniej najstarszym obrazie wotywnym św. Stanisława Kostki w diecezji płockiej.

    Obraz przedstawia mistyczną wizję św. Stanisława Kostki – wyjaśnia ks. Paweł Szczepaniak z diecezji włocławskiej, student Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, historyk sztuki.

    – Na pierwszym planie św. Stanisław jest przedstawiony w czarnym stroju jezuickim, zaś po prawej stronie widnieje Maryja z Dzieciątkiem Jezus. Wyraźnie widać na obrazie dwa światy: ziemski i niebieski. Stanisław dotyka ziemi, zaś Maryja unosi się ponad nim, jest podtrzymywana przez anioły. Tło stanowią chmury, z których delikatnie wynurzają się aniołowie, tworząc wizję glorii i chwały nieba – opowiada.

    Postać świętego jest w wyraźnej kontemplacji, jego oczy są zwrócone, wręcz wzniesione ku Maryi. Jak mówi ks. Paweł, autor z pewnością chce w ten sposób podkreślić jego duchowość maryjną.

    – Maryja z kolei jest ubrana w czerwoną suknię i niebieski płaszcz. W tym wypadku kolor czerwony jest symbolem miłości Bożej. Madonna ma misternie upięte włosy, jej twarz jest pociągła. Maryja i Stanisław patrzą na siebie, ale mają również wyraźne odsłonięte uszy, a więc nie tylko mają kontakt wzrokowy, lecz słuchają siebie nawzajem. To zjednoczenie jest więc tym większe – to kolejny znak autentycznej pobożności maryjnej, którą odznacza się nasz święty – wyjaśnia.

    – Niesamowity jest też gest Maryi, która ofiaruje swego Syna Stanisławowi. Na krzyżu Jezus ofiaruje swą Matkę Janowi, a tu Maryja ofiaruje swego Syna. Mały Jezus, ubrany w długą białą tunikę, jest przedstawiony z gestem otwartych rąk. Ale co najważniejsze to dłoń małego Jezusa, która dotyka twarzy Stanisława. Ujęcie to jest już wcześniej znane w sztuce, choćby z mozaiki Dobrego Pasterza w Rawennie, gdzie Pan dotyka z czułością owcy – dodaje kapłan.

    Jak wyjaśnia, Stanisław przyjmuje Boży dar i obiema dłońmi podtrzymuje Pana. Co ciekawe jego ręce są przykryte delikatnie małym materiałem, bo przyjmuje Jezusa z wielką czcią. Są również inne detale na obrazie: po lewej stronie znajduje się stół przykryty ciężkim, zielonym materiałem. Na stole wyraźnie widoczna księga, a jej okładka jest pokryta skórą, na niej widoczny jest krzyż.

    – Obraz niesie w sobie przekaz dydaktyczny, typowy dla sztuki potrydenckiej. Sposób przedstawienia świętego odpowiada ówczesnym kanonom. To ukazanie wizji, którą nasz święty miał w 1565 roku. Wtedy nawiedziła go Maryja. Obraz ten służył z pewnością do rozpropagowania jego świętości. Ta mistyczna wizja jest dość nietypowa, bo skoro Stanisław nie był jeszcze jezuitą, to dlaczego przedstawiono go tu już w stroju zakonnym, a jeśli miał się znajdować w stanie agonii, to dlaczego jego wygląd wydaje się być tak pełny i zdrowy? – zastanawia się ks. Paweł.

    Jest to więc ilustracja z życia świętego i nie jest przeznaczona wyłącznie do kultu. W tamtych czasach miała bowiem głębsze zadanie: propagować kult świętych i podkreślić wagę kultu maryjnego – wszystko to zgodnie z myślą soboru trydenckiego. – Reformacja przecież kwestionowała kult oddawany Matce Bożej i świętym w Kościele. Z kolei dla reformatorów Kościoła Maryja była bastionem i obroną prawdziwej wiary. Modlący się przed tym obrazem miał modlić się nie tylko do Stanisława, ale także do Maryi, miał naśladować Stanisława w miłości do Maryi. Kard. Gabriele Paleotti z Bolonii w 1582 roku pisał: “Obrazy są jak otwarte księgi dostępne dla wszystkich. Z nich możemy odczytać prawdy wiary, przykłady świętych, przestrogę przed grzechem” – opowiada kapłan.

    Pamiętajmy, że św. Stanisław Kostka był pierwszym święty jezuickim, wyniesionym do chwały ołtarzy w 1605 r., jeszcze przed kanonizacją założyciela jezuitów św. Ignacego Loyoli, która miała miejsce cztery lata później.

    opracowanie-WP/ GOŚĆ NIEDZIELNY-18.09.2019

    ***************

    Zapomniany św. Stanisław Kostka

    Młody szlachcic z Rostkowa urodzony w 1550 roku zauroczył wielu swoją szlachetną postawą. Św. Stanisław Kostka,
    patron Polski, orędownik dzieci i młodzieży, któremu poświęcony jest 2018 rok w 450. rocznicę jego narodzin dla nieba, będzie czczony w katedrze w Kaliszu w relikwiach, które zostaną sprowadzone ze Starej Wsi koło Brzozowa.

    Zaraz po śmierci Stanisława zaczęto spisywać jego żywot i cuda, które okazały się kluczowe dla jego późniejszej kanonizacji. Ważny był poemat Divi Stanislai Costuli Poloni vita, opublikowany w Krakowie w 1570 roku dwa lata po śmierci Stanisława, pisany łacińskim heksametrem przez Grzegorza z Sambora (1523–1573), profesora Akademii Krakowskiej, prawdopodobnie nauczyciela Stanisława Kostki z Rostkowa.
    Sława świętości Stanisława rozeszła się z Rzymu po całym świecie, a miało to miejsce w czasie wielkich akcji misyjnych jezuitów. Znany był w Indiach, Afryce i Australii, a jego imię upraszczano dla wymowy w wielu językach. W 1726 roku w Pekinie Dominik Parenin opublikował żywot i cuda Świętego w języku chińskim. Pewnie dlatego o. Józef Warszawski SJ biografię Świętego zatytułował: „Św. Stanisław Kostka. Największy z międzynarodowych Polaków”.
    Eustachy Iwanowski w „Rozmowach o Polskiej Koronie” tak opisywał tę famę świętości: „Po śmierci Stanisława Kostki (…) upadł filar Kościoła i wielka nadzieja Ojczyzny. Stanisław Kostka ratował Polskę w nieszczęściach wojen i był hasłem rycerstwa polskiego, jego czynów i zwycięstw. Cześć św. Stanisława była serdeczną i prawdziwie narodową. (…) Dzień Jego dorocznej uroczystości był tak solenny jak Wielkanoc. W uroczystościach mieli udział duchowieństwo, lud, młodzież narodowa, senatorowie, wojewodowie, kasztelani i dwór królewski, który wielkie miał do Błogosławionego nabożeństwo, i o kanonizacyą Jego usilnie się starał” (t. 1, Kraków 1873, s. 118). Został ogłoszony błogosławionym w 1605 roku, a świętym, wraz z Alojzym Gonzagą, w 1726 roku
    W staraniach o rychłą kanonizację bł. Stanisława Kostki uczestniczyli kolejni królowie polscy: Zygmunt III wraz z królową Konstancją, potem ich syn Władysław IV, następnie Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski. Powszechnym było przekonanie, które w liście do Klemensa X wyraził król Michał Korybut Wiśniowiecki, o wstawiennictwie bł. Stanisława w czasie bitew wojsk polskich z turecką armią muzułmańską.

    Kości, czyli relikwie Świętego
    Relikwie Świętego od momentu jego śmierci 15 sierpnia 1568 roku spoczywają na rzymskim Kwirynale w kościele św. Andrzeja. 10 października 1621 roku Polacy zwyciężyli Turków w bitwie pod Chocimiem. Na prośbę Zygmunta III przysłano wówczas z Rzymu relikwie głowy św. Stanisława. Relikwia ta od 1637 roku spoczywała w kościele Świętych Piotra i Pawła w Krakowie. Ponadto inne główne relikwie Świętego znajdowały się w Gorheim koło Sigmarignen, potem w Exaaten w Holandii, w Neuhausen auf den Filder w Niemczech w nowicjacie jezuitów (przednia część czaszki), obecnie zaś w domu jezuitów w Norymberdze.
    W Starej Wsi koło Brzozowa, w nowicjacie jezuitów, umieszczono największą polską relikwię Świętego, dwunastocentymetrowy fragment żebra. Relikwiarz wykonano w 1926 roku. Dwa drewniane złocone anioły podtrzymują trumienkę z relikwią, nad nią zaś znajduje się postać św. Stanisława Kostki.
    W 1926 roku sprowadzono uroczyście z Rzymu relikwie dla parafii w Rostkowie. Przed II wojną światową relikwie Świętego posiadały m.in.: Bazylika Kolegiacka w Pułtusku (w relikwiarzu z ok. 1760–1780 r.), Wyższe Seminarium Duchowne w Płocku i Liceum św. Stanisława Kostki w Płocku. W latach 60. XX wieku biskup płocki Bogdan Sikorski przywiózł z Rzymu relikwie św. Stanisława dla około 40 kościołów i kaplic w Polsce.

    Główne miejsca kultu
    Głównym sanktuarium Świętego jest rzymski kościół św. Andrzeja na Kwirynale, gdzie spoczywają jego doczesne szczątki. Około 1700 roku w celi, w której oddał ducha Bogu, urządzono kaplicę jemu poświęconą. Dominującym w tych pomieszczeniach obiektem jest rzeźba dłuta Piotra Legros Młodszego, przedstawiająca „Śmierć św. Stanisława Kostki”.
    Ważnym miejscem czci św. Stanisława Kostki jest jego pokój w domu Kurrentgasse 2 w Wiedniu. W 1583 roku utworzono tu kaplicę ku czci Świętego, a po jego kanonizacji Maria Barbara Koller von Mohrenfeld w latach 1740–1742 ozdobiła ją bogatą sztukaterią.
    W Polsce czczony jest w Starej Wsi w Małopolsce, w Jarosławiu i wielu innych miejscowościach: Przasnyszu, Rostkowie, Drobinie, Lublinie. Jest on także patronem katedry łódzkiej. Seminaria diecezjalne, np. w Płocku czy Lublinie, nowicjaty jezuickie, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, koła ministranckie i młodzieżowe do dziś odwołują się do postaci świętego Młodzieńca.

    Święty na dziś
    Współcześni wspominają, że w kolegium w Wiedniu nazywano Stanisława „najlepszym”. Rzeczywiście, jego życie, krótkie, ale bogate, ukazuje, w jaki sposób zrealizował to wezwanie do bycia najlepszym. Wśród spraw świata nie było dla niego rzeczy niemożliwych – od nauki, przez pracę, aż po wyczerpującą i niebezpieczną podróż do Rzymu, by zrealizować swoje powołanie. To pierwsza cecha, która czyni Stanisława Kostkę szczególnie pomocnym dzisiejszym młodym ludziom – rywalizacja w osiąganiu dobra, mimo sprzeciwu świata, otoczenia.
    Po drugie, wielokrotnie w swoich zapiskach notował jezuickie hasło: Laus Deo, czyli „Chwała Bogu”. Jak Ignacy Loyola, jego mistrz i przewodnik duchowy, jako młody jezuita, chciał tak żyć, „by przy ubogich środkach osiągać wielkie rezultaty”. Pokazał w ten sposób, jak życie wyznawcy Chrystusa, nawet wobec ubogich środków, może być „piątą Ewangelią”, która czasem bardziej przemawia niż najpiękniejsze słowa.
    Wreszcie, po trzecie, trzeba wskazać, że św. Stanisław Kostka żył w czasie wielkiego ruchu odrodzenia Kościoła katolickiego po bolesnym fakcie reformacji. Zapewne nieprzypadkowo wybrał Towarzystwo Jezusowe, bo jezuici postawili sobie za zadanie strzeżenie czystości katolickiej wiary, we współpracy z Ojcem Świętym. Niewątpliwie, w obecnym czasie relatywizmu moralnego i postprawdy, nasz Święty może stać patronem troski o właściwą interpretację prawd wiary.

    Tekst oprac. na podstawie publikacji: „Stanisław Kostka. Święty z Rostkowa”, Wojciech Kućko (red.), Warszawa 2018

    Opiekun – Dwutygodnik Diecezji Kaliskiej

    **************

    Kaplica św. Stanisława Kostki w Wiedniu

    Kostka Stanislaw Wien.jpg
    fot:Joanna Łukaszuk-Ritter
    **

    To właśnie w Wiedniu, w trakcie nauki w kolegium jezuickim oraz pod wpływem przeżyć mistycznych podczas ciężkiej choroby, powstało wielkie pragnienie wstąpienia do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego i całkowitego poświęcenia się Bogu – jako kilkunastoletni młodzieniec podporządkował całe swoje życie temu jedynemu życzeniu, kierując się maksymą:

    „Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć.”

    Stanisław Kostka przebywał w Wiedniu od lipca 1564 r. do sierpnia 1567 r. Przybył tu w wieku czternastu lat, wraz ze swoim starszym bratem Pawłem, w celu kontynuowania nauki w słynnym na całą Europę kolegium jezuickim. Początkowo mieszkali w konwikcie zakonu. Jednak po zamknięciu internatu przez cesarza Maksymiliana II w 1566 r. wynajęli mieszkanie w pobliskiej kamienicy przy Kurrentgasse 2. Niewielki pokój Stanisława znajdował się na pierwszym piętrze. Piętnaście lat po jego śmierci, w 1583 r., a jeszcze przed wyniesieniem go na ołtarze, pomieszczenie przez niego zamieszkiwane przebudowano na skromną kaplicę. Kamienica bardzo często zmieniała właścicieli. W latach czterdziestych XVIII w., dwadzieścia lat po kanonizacji św. Stanisława Kostki w 1726 r., ówczesna właścicielka domu Maria Barbara Koller von Mohrenfeld poleciła przebudować kaplicę, a jej wnętrze przyozdobić bogatymi ornamentami w stylu rokoko. W miejscu, gdzie wcześniej stało łóżko i gdzie Stanisław miał objawienia postawiono ołtarz. Nad nim sto lat później umieszczono obraz autorstwa austriackigo jezuity Franza Stechera. Scena nawiązuje do wizji św. Stanisława Kostki i przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem, św. Barbarę oraz anioła podającego Stanisławowi Komunię Świętą. Na suficie znajdują się freski przedstawiające dwie sceny – ucieczkę z Wiednia oraz przyjęcia Stanisława do rzymskiego nowicjatu Towarzystwa Jezusowego na Kwirynale przez Ojca Generała Franciszka Borgiusza.

    fot. Joanna Łukaszuk-Ritter

    Kaplica św. Stanisława Kostki przetrwała do dnia dzisiejszego. Ponieważ znajduje się ona cały czas w rękach prywatnych, wiedzą o niej tylko nieliczni. Obecnym właścicielem jest Zrzeszenie Chrześcijańskich Gospodyń Domowych/Berufsverband christlicher Arbeitnehmerinnen (szczególną troską otaczała i nadal otacza to miejsce była preses, dziś 92-letnia Nora Brandl, dbając o dobro kaplicy w kontekście duchowym i finansowym), a opiekę duchową sprawują jezuici. Regularnie raz w miesiącu odprawiana jest tu Msza św. – każdego 13-go o godz. 7.30, na pamiątkę wspomnienia z 13 listopada w Kościele katolickim, kiedy to papież Klemens X w 1670 r. zezwolił Zakonowi Jezuitów na sprawowanie Mszy św. oraz odmawianie godzin liturgicznych ku czci Stanisława. Kaplica jest otwarta w trakcie oktawy św. Stanisława Kostki między 13 a 20 listopada (w godz. 7.30 – 12.00 i 15.00 – 18.00). Tradycja oktawy pielęgnowana jest w tym miejscu od końca XVIII w. Możliwość zwiedzania i odprawienia nabożeństwa istnieje również po wcześniejszym uzgodnieniu terminu.

    fot. Joanna Łukaszuk-Ritter

     

    fot. Joanna Łukaszuk-Ritter

    Wiedeńskie ślady polskiego świętego to również pobliski plac Am Hof. Na nim mieścił się niegdyś konwikt i kościół jezuitów (dzisiejszy kościół pw. Dziewięciu Chórów Anielskich), do którego uczęszczał codziennie św. Stanisław Kostka. Tu na sklepieniu kaplicy Serca Jezusowego znajduje się fresk przedstawiający niebiańską scenę – Matkę Bożą oraz klęczącego przed nią św. Stanisława, trzymającego w ramionach Dzieciątko Jezu. Scena ta ponownie nawiązuje do wizji podczas choroby młodzieńca. Konający Stanisław doznał cudu uzdrowienia od Matki Bożej i usłyszał od niej polecenie wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego, co też, dzięki swojej głębokiej wierze i determinacji, rok później uczynił.

    Joanna Łukaszuk-Ritter/ Tygodnik NIEDZIELA

    *****************

    godzinna adoracja od godziny 18.00

    Msza św. – o godz. 19.00

    Antyfona na wejście – Mdr 4,13-14

    Wcześnie osiągnąwszy doskonałość przeżył czasów wiele. Jego dusza podobała się Bogu, dlatego pospieszył i wywiódł go spośród nieprawości.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty wśród wielu cudów Twojej mądrości obdarzyłeś świętego Stanisława Kostkę
    łaską dojrzałej świętości już w młodzieńczym wieku, spraw, abyśmy za jego przykładem
    wykorzystywali czas przez gorliwą pracę
    i z zapałem dążyli do wiekuistego pokoju.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Mądrości Mdr 4,7-15

    Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 148

    R/ Chłopcy i dziewczęta, chwalcie imię Pana.

    Chwalcie Pana z niebios,
    chwalcie Go na wysokościach.
    Chwalcie Go, wszyscy Jego aniołowie,
    chwalcie Go, wszystkie Jego zastępy. R/

    Królowie ziemscy i wszystkie narody,
    władcy i wszyscy sędziowie tej ziemi,
    Młodzieńcy i dziewczęta,
    starcy i dzieci
    niech imię Pana wychwalają. R/

    Majestat Jego ponad ziemią i niebem
    i On pomnaża potęgę swego ludu.
    Oto pieśń pochwalna wszystkich Jego świętych,
    synów Izraela, ludu, który jest Mu bliski. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza Łk 2,41-52

    Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócili do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, niech ta Ofiara udzieli nam
    takiego męstwa w trudnościach życiowych,
    jakiego przykład dał święty Stanisław Kostka.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o zakonnikach

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe
    a dla nas zbawienne, abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, Panie,
    Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże.
    W Świętych, którzy oddali się Chrystusowi
    ze względu na Królestwo niebieskie,
    wychwalamy Twoją cudowną opatrzność.
    Ty powołujesz wybranych ludzi do pierwotnej
    świętości i pozwalasz im kosztować darów,
    których nam udzielisz w przyszłym świecie.
    Dlatego z Aniołami i wszystkimi Świętymi
    wysławiamy Ciebie, razem z nimi wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię Ps 78, 24-25

    Podarował im chleb z nieba, chleb Aniołów spożywał człowiek.

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, niech za wstawiennictwem świętego Stanisława Kostki działanie Twojego Sakramentu oświeci nas i zapali, aby płonęły w nas święte pragnienia i abyśmy obfitowali w dobre czyny. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **********************************

    W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu… – Cyprian Kamil Norwid

    W pokoju nowicjatu Jezuitów – obecnie kaplicy, przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale, w którym św. Stanisław Kostka odchodził do Pana dnia 15 sierpnia 1568 roku, umieszczony został napis nagrobny pióra Cypriana Kamila Norwida:*

    W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,
    Na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru,
    Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,
    Myśląc, iż święty we śnie zwrócił twarz od muru,
    I rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi,
    I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.
    Nad łożem tem i grobem świeci wizerunek
    Królowej nieba, która z świętych chórem schodzi
    I tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.
    Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,
    Skrzydłami z ram lub nogą występując bosą.

    Gdzie zaś od dołu obraz kończy się, ku stronie,
    W którą Stanisław Kostka blacie zwracał skronie,
    Jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:
    Niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,
    Upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.
    I nie zleciała dotąd na ziemię — i leci…
    1857.

    **************

    Cyprian Kamil Norwid, urzeczony postacią świętego Stanisława Kostki, napisał również ten wiersz:

    A ty się odważ

    A ty się odważ świętym stanąć Pana
    A ty się odważ stanąć jeden sam
    Być świętym – to nie zlękły powstać z wschodem
    To ogromnym być, przytomnym być!

    Krocz – jasny, uśmiechnięty,
    Na twarzy ten Chrystusa rys
    Miłość
    Święty aż po krzyż – przez krzyż – na krzyż!
    Ty się wahasz? Ty się cofasz?
    Ty się odważ świętym być!

    ************************************************************************

    sobota – 19 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    wspomnienie ŚW. JANUAREGO

    Męczennika, którego krew przelewa się do dziś

    Ścięto mu głowę, ponieważ odmówił składania czci rzymskim bogom za cesarza Dioklecjana. Pobożna niewiasta zebrała do flakonika jego krew, która do dziś w jego wspomnienie liturgiczne się upłynnia. 

    Katedra pod wezwaniem św. Januarego – patrona Neapolu

    **

    Św. January, biskup, męczennik (+ 305). Niewiele informacji zachowało się o Świętym. Był biskupem Beneventu. Według dokumentu z V wieku, kiedy wybuchło prześladowanie chrześcijan za cesarza Dioklecjana, został aresztowany jego diakon Sozjusz. January udał się do więzienia, aby go pocieszyć. Towarzyszyli mu diakoni: Festus i Dezyderiusz. Wszystkich aresztowano.

    Kiedy nie chcieli złożyć ofiary bożkom, skazano ich na pożarcie przez dzikie niedźwiedzie w amfiteatrze. Nazajutrz zgromadzono ich na arenie amfiteatru, ale żadna z bestii nawet się nie ruszyła. Posądzono ich wobec tego o czary i skazano na ścięcie.

    Wyrok został wykonany w pobliżu Puteoli około 19 września 305 roku. January miał wtedy 33 lata. Podczas egzekucji św. Januarego jedna z chrześcijańskich kobiet nabrała do flakoników jego krew, którą do dnia dzisiejszego przechowuje się w katedrze w Neapolu.

    January jest głównym patronem Neapolu. Kilkakroć w ciągu roku powtarza się tzw. cud św. Januarego. Na oczach pielgrzymów zakrzepła krew Świętego, przechowywana w dwóch zamkniętych ampułkach, blisko czaszki w relikwiarzu, staje się płynna i pulsująca, jakby świeżo wylana. Zjawisko to jest notowane od XIV wieku.

    W ikonografii św. January przedstawiany jest w stroju biskupim z paliuszem lub w tunice i płaszczu. Jego atrybutami są: fiolki z krwią w dłoniach aniołów, gałązka palmowa, korona, krzyż biskupi trzymany przez anioła, lwy u jego stóp, miecz.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ******************************

    „CUD KRWI” ŚW. JANUAREGO

    ks. Mieczysław Piotrowski/MIŁUJCIE SIĘ!/maj 2019

    Święty January poniósł męczeńską śmierć w 305 r. w Pozzuoli pod Neapolem. Od tamtego czasu uobecnia się cudowny znak przemiany skrzepniętej krwi Świętego w tętniczą krew żyjącego człowieka. Co Pan Bóg pragnie nam powiedzieć poprzez ten znak?

    Święty January został ścięty w 305 roku w Pozzuoli pod Neapolem, w pobliżu wulkanu Solfatara. Poniósł męczeńską śmierć, ponieważ nie chciał wyrzec się swej wiary w Jezusa Chrystusa.

    Pierwsza udokumentowana historycznie relacja opisująca cud krwi św. Januarego pochodzi z 17 sierpnia 1389 roku. Od tamtego czasu mamy bogatą dokumentację świadczącą o tym, że każdego roku, aż do naszych czasów, powtarza się cudowny znak przemiany skrzepniętej krwi w ciecz, która – jak twierdzą naukowcy – staje się tętniczą krwią żyjącego człowieka.

    Ta tajemnicza przemiana dokonuje się najczęściej trzy razy do roku: w sobotę poprzedzającą pierwszą niedzielę maja, 19 września, w rocznicę męczeństwa św. Januarego, oraz 16 grudnia – w jego patronalne święto.

    Kronika prowadzona przez kanoników katedralnych zawiera szczegółowe relacje z tych wydarzeń. Z wielowiekowej obserwacji wynika, że 19 września upłynnienie zakrzepłej krwi dokonuje się prawie zawsze i natychmiast.

    Natomiast w innych terminach nie ma reguły: były dni, kiedy skrzep krwi przemienił się w płyn w jednej chwili, a innym razem trzeba było na to długo czekać, ale były też takie dni, kiedy krew w ogóle się nie rozpuściła.

    Krew św. Januarego jest przechowywana w relikwiarzu, w którym znajdują się dwie starożytne szklane ampułki. Większa, w formie eliptycznej, jest zapełniona w 75% krwią, natomiast mniejsza ma formę cylindryczną i zawiera niewielką ilość krwi. Według ekspertów obie te ampułki pochodzą z IV wieku.

    WYZWANIE RZUCONE NAUCE

    To niezwykłe zjawisko „ożywiania” krwi św. Januarego rzuca wyzwanie współczesnej nauce. Naukowcy stoją przed wielką zagadką i tajemnicą, której nie są w stanie zrozumieć ani wyjaśnić.

    Skrzepnięta ludzka krew, którą odważna chrześcijanka napełniła ampułki podczas egzekucji św. Januarego 19 września 305 roku, nagle przechodzi w stan ciekły. Świadkowie tego wydarzenia mogą obserwować, jak krew zmienia swoją barwę, lepkość, a także ciężar i objętość.

    Zaistnienie tego niesamowitego zjawiska nie jest uzależnione od określonych terminów, obecności ludzi czy temperatury. Przemiana konsystencji krwi ze stałej w ciekłą dokonuje się zarówno wtedy, gdy temperatura w katedrze wynosi 5ºC, a także gdy jest upał 32ºC.

    Wydarzenie to nie jest uzależnione od napięcia psychicznego zgromadzonych na modlitwie ludzi. Krew Męczennika rozpuszcza się w obecności tłumu lub gdy jest tam tylko kilka osób, a także wtedy, gdy nie ma nikogo.

    Były przypadki, że po otwarciu kasy pancernej, w której przechowywany jest relikwiarz, stwierdzano, iż krew Męczennika miała już stan płynny. Tak więc zjawisko przechodzenia krwi św. Januarego ze stanu skrzepu w stan płynny jest niezależne od ludzkich pragnień, temperatury czy innych zewnętrznych czynników.

    I tak na przykład w 1976 roku przez osiem dni relikwie krwi św. Januarego były wystawione na widok publiczny. Mimo wielu dni intensywnej modlitwy oraz maksymalnego napięcia psychicznego tłumu wiernych cud „ożywienia” krwi św. Januarego w ogóle nie zaistniał.

    Naukowcy, eksperci w dziedzinie fizyki i hematologii, zgodnie twierdzą, że fakt przetrwania krwi od 305 roku do naszych czasów w stanie morfologicznie niezmienionym, a także zjawisko przechodzenia skrzepniętej krwi w stan ciekły, przy zmianie jej objętości i ciężaru, oraz jej powrót do stanu pierwotnego pozostaje dla nauki wielką zagadką i nie można tego wytłumaczyć na gruncie naukowym.

    Wszystkie próby laboratoryjnego odtworzenia tego zjawiska zakończyły się jak dotąd niepowodzeniem. Współczesna nauka nie może dać żadnego wyjaśnienia tego tajemniczego fenomenu.

    Czasami skrzepnięta krew św. Januarego podczas przechodzenia w stan płynny tak bardzo zwiększa swoją objętość, że wypełnia całą ampułkę. Innym razem krew kurczy się i zmniejsza swoją objętość.

    Naukowców szokuje fakt, że zmienia się wtedy ciężar całej krwi. Zmianie ulega również jej kolor – od jaskrawej do ciemnej lub brudnożółtej czerwieni.

    Całkowicie nieprzewidywalny jest czas przechodzenia krwi ze stanu stałego w ciekły. Zdarza się, że następuje to natychmiast, innym razem proces ten trwa kilka minut, godzin lub cały dzień.

    Podobnie dzieje się wówczas, gdy krew przechodzi proces ponownego krzepnięcia. Wszystkie te zjawiska dokonują się wbrew wszelkim prawom fizyki.

    BADANIA NAUKOWE

    Badaniem krwi św. Januarego zajęli się naukowcy. Po raz pierwszy, we wrześniu 1902 roku, prof. Raffaele Ianuario i dr Gennaro Sperindeo poddali ampułki z krwią badaniom spektroskopowym. Badacze nie mogli ich otworzyć, ponieważ naczynka są zapieczętowane mastyksem, czyli żywicą z drzewa pistacjowego.

    W miarę upływu lat mastyks staje się tak twardy jak kamień i do środka ampułek można się dostać tylko poprzez rozbicie szkła.

    22 września 1902 roku krew Świętego była jeszcze w stanie płynnym. Umożliwiło to naukowcom przeprowadzenie spektroskopii płynu znajdującego się w ampułkach. Badanie to wykazało, że mamy do czynienia z ludzką krwią.

    Na prośbę kard. Michele Giordana jesienią 1988 roku ekipa naukowców pod przewodnictwem słynnego prof. Luigiego Baima Bollone z Uniwersytetu Turyńskiego przeprowadziła badania krwi św. Januarego za pomocą spektroskopii. Potwierdziły one wyniki badań z 1902 roku.

    Analiza spektrograficzna ampułek z krwią wykazała, że w naczynkach znajduje się hemoglobina, a więc że mamy do czynienia z prawdziwą, arteryjną, czystą ludzką krwią, która się zachowuje tak jak tętnicza krew żywego człowieka.

    Została tym samym całkowicie odrzucona hipoteza, jakoby w średniowieczu dodano do krwi św. Januarego jakieś substancje, które powodują zjawisko jej rozpuszczania i krzepnięcia.

    Z naukowego punktu widzenia nie można wyjaśnić fenomenu przechodzenia krwi ze stanu skrzepu w stan płynny oraz ponownego jej krzepnięcia; tym bardziej nie można odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to tajemnicze zjawisko ponawia się każdego roku od tylu stuleci.

    Gdyby krew św. Januarego podlegała normalnie obowiązującym prawom przyrody, to już dawno uległaby całkowitemu rozkładowi i zamieniłaby się w proch.

    Włoski naukowiec Gastone Lambertini po wielu latach badań doszedł do następującego wniosku:

    „Prawo zachowania energii, zasady, które rządzą żelowaniem i rozpuszczaniem koloidów, teorie starzenia się koloidów organicznych, eksperymenty biologiczne dotyczące krzepnięcia plazmy – wszystko to potwierdza, że substancja czczona od wielu wieków rzuca wyzwanie prawom przyrody i każdej próbie wyjaśnienia, która nie odwołuje się do nadprzyrodzonego działania Boga. Krew św. Januarego to jest skrzep, który żyje i który oddycha. Jest znakiem życia wiecznego i zmartwychwstania”.

    ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTAŁEGO JEZUSA

    Święty January był jednym z wielu tysięcy męczenników, którzy oddali życie za Chrystusa podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana. Urodził się około 270 roku i w młodym wieku został biskupem w Benewencie.

    W historycznych źródłach dobrze udokumentowany jest opis męczeństwa św. Januarego w Pozzuoli 19 września 305 roku.

    Natomiast mamy bardzo słabo udokumentowane przekazy o jego życiu i działalności. Wiemy, że w 305 roku młody biskup January wyruszył z Benewentu w apostolską podróż po różnych miejscowościach Kampanii. Na tych terenach żyły już liczne wspólnoty chrześcijan, które potrzebowały umocnienia w wierze w czasie okrutnych prześladowań.

    Wiemy, że wcześniej przez krótki czas przebywali tam św. Piotr i św. Paweł. Święty Piotr przypłynął w 42 roku do Pozzuoli, podróżując do Rzymu. Natomiast z Dziejów Apostolskich (28,14) dowiadujemy się, że w 61 roku św. Paweł dotarł do Pozzuoli i przebywał tam kilka dni we wspólnocie chrześcijan.

    Męczeństwo św. Januarego miało miejsce w szczytowym okresie prześladowań chrześcijan podczas panowania cesarza Dioklecjana.

    Osiem lat później, w 313 roku, cesarz Konstantyn wydał dekret zapewniający chrześcijanom wolność religijną. Natomiast w 305 roku za wiarę w Chrystusa groziła kara śmierci, której można było uniknąć przez złożenie ofiary kadzidła pogańskim bożkom.

    Niezwykle szybkie rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa na przełomie III i IV wieku poważnie zaniepokoiło Dioklecjana. Za jego panowania w 120 prowincjach imperium rzymskiego zamieszkiwało kilka milionów chrześcijan; było już wtedy 1800 biskupich siedzib.

    Pomiędzy 303 i 304 rokiem Dioklecjan wydał szereg zarządzeń, w których nakazał zniszczenie wszystkich chrześcijańskich kościołów oraz świętych ksiąg. Kazał aresztować i zmuszać do apostazji kapłanów i biskupów oraz pozbawić chrześcijan wszystkich cywilnych praw.

    To były jedne z najbardziej okrutnych prześladowań chrześcijan. W celu uniknięcia śmierci wystarczyło publiczne zapalenie kadzidła na cześć rzymskich bożków i boskości imperatora jako znak całkowitego podporządkowania się jego władzy.

    Każdy, kto to uczynił, otrzymywał tak zwany libellus, czyli rodzaj zaświadczenia, że jest się obywatelem lojalnym wobec władzy, mającym właściwe poglądy religijne. Kto z chrześcijan odmawiał zapalenia kadzidła bożkom, był natychmiast skazywany na karę śmierci.

    Przed egzekucją skazańców poddawano torturze biczowania. Uśmiercano ich przez ścięcie lub ukrzyżowanie, przez ćwiartowanie ciała lub spalenie, a także przez rozszarpanie przez dzikie zwierzęta podczas igrzysk na arenie cyrkowej.

    Zwykle nie oddawano rodzinie ciał męczenników, lecz wrzucano je do rzek lub dawano dzikim psom na pożarcie. Nielicznych chrześcijan, którzy uniknęli śmierci, wysyłano do Sardynii, do niewolniczej pracy w kopalniach.

    Wiemy z historycznych źródeł, że we wrześniu 305 roku biskup January z Benewentu razem z diakonem  Festusem i lektorem Dezyderiuszem udali się do Pozzuoli, aby umacniać w wierze liczną wspólnotę gorliwych wyznawców Chrystusa.

    Przybysze zatrzymali się u diakona Sozjusza, gdzie w ukryciu nauczali miejscowych chrześcijan. Po kilku dniach jakiś szpieg poinformował o tym fakcie sędziego Drakoncjusza.

    Sędzia wydał natychmiastowy nakaz aresztowania biskupa oraz jego towarzyszy, jednak żołnierzom udało się schwytać i zamknąć w więzieniu tylko diakona Sozjusza.

    Kiedy bp January dowiedział się o jego uwięzieniu, to razem z Festusem i Dezyderiuszem udali się do miejscowych władz z żądaniem uwolnienia niewinnie aresztowanego diakona. Wtedy aresztowano ich wszystkich.

    Podczas przesłuchania biskup January bez wahania wyznał, że wierzy w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem, aby nas zbawić.

    Sędzia Drakoncjusz, grożąc biskupowi śmiercią, chciał go przymusić do zaparcia się wiary w Chrystusa, przez złożenie ofiary kadzidła rzymskim bogom. Biskup January zdecydowanie odmówił, stwierdzając, że woli umrzeć, niż zdradzić zmartwychwstałego Pana, który jest jedynym źródłem szczęścia i życia wiecznego. Powiedział:

    „dzięki zjednoczeniu z Chrystusem nie boję się przyjąć wszystkich cierpień, które ludzie są skłonni mi zadać”.

    W imieniu swoim oraz aresztowanych towarzyszy stwierdził, że wszyscy są gotowi umrzeć męczeńską śmiercią.

    Sędzia jeszcze raz zaproponował więźniom natychmiastowe uwolnienie, pod warunkiem że uczynią gest złożenia ofiary kadzidła na cześć boskości imperatora. Biskup January odpowiedział na to:

    „My każdego dnia oddajemy chwałę naszemu Wszechmogącemu Panu Jezusowi Chrystusowi, a nie waszym bożkom”.

    Wtedy sędzia ogłosił wyrok śmierci przez rozszarpanie więźniów przez dzikie zwierzęta podczas igrzysk w amfiteatrze.

    Ponieważ chciał osobiście dopilnować wykonania wyroku, a nie mógł uczestniczyć w igrzyskach, dlatego zdecydował, że egzekucja pojmanych nastąpi poprzez ścięcie im głów. Przed wykonaniem kary śmierci św. January klęknął i wypowiedział krótką modlitwę:

    „Panie Boże Wszechmogący, w Twoje ręce oddaję mojego ducha”.

    Zawiązano mu oczy, a on z wielkim spokojem pozwolił, aby kat wykonał wyrok.

    Pewna odważna i pobożna chrześcijanka po ścięciu głowy św. Januaremu zebrała do dwóch flakonów tryskającą z rany krew męczennika. Od tamtego czasu mieszkańcy Neapolu i okolicy traktują św. Januarego jako swojego głównego patrona.

    Przez jego wstawiennictwo zmartwychwstały Jezus dokonuje wielkich znaków i cudów. Każdego roku ponawia „ożywienie” krwi świętego męczennika, ale także, jak stwierdzają kroniki, wszystkich, którzy z ufnością uciekają się do Jego nieskończonego miłosierdzia w modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii, uwalnia z niewoli złych duchów oraz leczy wszystkie choroby duszy i ciała.

    ZNAK OBECNOŚCI ZMARTWYCHWSTAŁEGO

    Każdego roku główne uroczystości ku czci św. Januarego rozpoczynają się 18 września, w wigilię rocznicy jego męczeństwa. Przed katedrą w Neapolu gromadzą się tłumy ludzi.

    Na początku całonocnego modlitewnego czuwania zapalane są tak zwane pochodnie wiary. Następnego dnia, wczesnym rankiem, ksiądz kardynał Neapolu idzie w procesji do kaplicy, w której przechowywana jest krew św. Januarego. Po modlitwie otwiera sejf i wyjmuje relikwiarz z krwią Świętego, która najczęściej w tym momencie staje się płynna.

    Na powierzchni krwi pojawiają się wówczas pęcherzyki, co świadczy o tym, że krew w tajemniczy sposób wchodzi w stan „wrzenia”.

    Kardynał niesie ampułki z krwią, pokazując je zgromadzonym ludziom. W tym czasie przeszło 10 tysięcy wiernych z radością klaszcze w dłonie. Zwykle krew pozostaje w stanie płynnym jeszcze przez kolejnych osiem dni.

    W tym czasie ludzie żarliwie się modlą, przystępują do spowiedzi oraz uczestniczą w Eucharystii. Najważniejszym wydarzeniem nie jest jednak „cud krwi”, ale osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem w tajemnicy Eucharystii.

    Arcybiskup Neapolu kard. Corrado Ursi powiedział, że fenomen „ożywiania się” krwi św. Januarego jest bezpośrednio związany z faktem zmartwychwstania Chrystusa. Jest to nadzwyczajny znak Bożego działania, poprzez który Pan Bóg wzywa ludzi do nawrócenia. Tak kard. Ursi pisał w 1972 roku:

    „Pan Bóg posługuje się przemianą skrzepniętej krwi Męczennika w krew żyjącego człowieka, aby nam uświadomić, że Chrystus zmartwychwstał i jest z nami, że Jego krew, która daje życie wieczne, jest zawsze żywa i pulsująca w chrześcijanach, którzy pozostają w stanie łaski uświęcającej.

    Dlaczego zmartwychwstały Chrystus nie mógłby dzisiaj przemawiać do nas poprzez męczeńską krew św. Januarego, aby wzywać nas do nawrócenia i wiary w Jego rzeczywistą obecność w Eucharystii?”.

    Pan Jezus pragnie dać nam udział w pełni swego zmartwychwstałego życia i dlatego wzywa nas do znienawidzenia grzechu, do powstawania z każdego upadku w sakramencie pokuty, abyśmy zawsze mieli czyste serca i trwali w stanie łaski uświęcającej. Gdyż tylko ludzie czystego serca są błogosławieni, czyli szczęśliwi, i tylko oni Boga oglądać będą (por. Mt 5,8).

    „Cud krwi” św. Januarego jest także znakiem wskazującym na istnienie życia wiecznego, który wzywa do przyjęcia prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa oraz prawdy o zmartwychwstaniu ciał wszystkich ludzi w dniu paruzji oraz sądu ostatecznego, podczas którego

    „ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,29).

    Cud krwi św. Januarego jest także znakiem wzywającym do żywej wiary w rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Pana w Eucharystii. Jezus nam mówi:

    „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. […] Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,51.53-54).

    Taki jest ostateczny sens tego nadzwyczajnego znaku, jakim jest cud krwi św. Januarego – pobudzić nas do żywej wiary w rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Chrystusa w Eucharystii oraz w życie wieczne.

    Dziękując Jezusowi Chrystusowi za „cud krwi” św. Januarego, który ma pogłębić naszą wiarę oraz wzywać nas do nawrócenia, pomódlmy się słowami starożytnego hymnu, który jest śpiewany podczas trwania tego nadzwyczajnego znaku:

    „Wszechmogący Boże w Trójcy Świętej Jedyny, dziękujemy Ci, że dałeś nam tego wielkiego Świętego. Święty January, rycerzu Jezusa Chrystusa, umacniaj naszą wiarę w Jego zmartwychwstanie oraz  rzeczywistą obecność w Eucharystii i daj światło wiary tym wszystkim, którzy nie wierzą! Amen”.

    ************************************************************************

    *******************************************************************************

    8 września rozpoczeły się

    33-dniowe rekolekcje!

    PAN NASZ JESUS CHRYSTUS ODDAŁ SIĘ NAM CAŁKOWICIE
    PRZEZ RĘCE MARYI

    **

    Co to znaczy oddać swoje życie Matce Bożej?

    To znaczy, że oddaję siebie samego całkowite i rzeczywiste, na własność i na zawsze, z pełnym zaufaniem i w niewolę.

    Oddaję się Maryi całkowicie, to znaczy, że zgadzam się na wszystko, nawet na to, czego się dziś jeszcze bardzo boję. Niech Boża Matka dysponuje mną całkowicie. Nie chcę Jej niczego odmówić.

    Moje oddanie ma być rzeczywiste, to znaczy, że zgadzam się ponosić każde ryzyko dla Bożych spraw.

    Oddaję się Maryi na własność a nie tylko w opiekę, to znaczy, że szukam Jej dobra, jestem do Jej dyspozycji, cały do Niej należę. Pytam Ją o pozwolenie, jeśli chcę coś zrobić, gdzieś pojechać, z kimś porozmawiać itp. Mam z Nią stały duchowy kontakt. Niczego nie robię bez Jej zgody.

    Oddaję się Maryi na zawsze. Udzielam Maryi prawo, żeby nie zwracała uwagi, kiedy będę chciał unieważnić swoją decyzję, uciec z obranej drogi oddania, kiedy będę krzyczał i buntował się. Niech kieruje mną zgodnie z wolą Boga.

    Oddaję się Maryi z pełnym zaufaniem. Nie domagam się, żeby Matka Boża odkrywała przede mną swoje plany, nie muszę wiele wiedzieć. Zły duch będzie wtedy nieustannie zaskakiwany i dozna klęski od Tej, która miażdży jego głowę. Wystarczy mi, że Bóg zna każdy szczegół z mojego życia. Mogę zamknąć oczy i oddać się w ręce Maryi jak dziecko.

    Oddaję się Maryi w niewolę. Daję Maryi prawo, żeby robiła, co chce z moim życiem. Wybieram niewolę z miłości. Ona przynosi mi prawdziwą wolność. Wyzwala mnie z grzechów, bo Bóg odpuszcza mi grzechy. Uwalnia mnie od strachu, bo w Bogu nie ma lęku. Uwalnia mnie od kłamstwa, bo Bóg jest prawdą.

    ***********

    8 września 2020 roku rozpoczeły się Ogólnopolskie 33-dniowe rekolekcje przygotowane przez Fundację Tota Tua oraz redakcję “Miłujcie się!”. Projekt jednoczy różne środowiska, ruchy oraz wspólnoty katolickie. 

    Projekt ODDANIE33 to 33 dni przygotowania do całkowitego oddania się Matce Bożej, a za Jej pośrednictwem – Jezusowi. Tę drogę duchową polecali i osobiście praktykowali wszyscy papieże XX wieku.

    Dlaczego to robimy? Ponieważ słowa Jezusa: “OTO MATKA TWOJA” to słowa dla każdej i każdego z nas! 

    Chcemy odkryć niesamowitą bliskość, miłość i czułość Jezusa i Maryi.

    8 września to wyjątkowy dzień, bo to nie tylko urodziny Matki Bożej, ale także rocznica Jej objawień w Gietrzwałdzie. Dlatego wybraliśmy ten dzień na rozpoczęcie trzydziestotrzydniowych rekolekcji, które mają nas prowadzić do bliskości z Maryją i całkowitego oddania się Jezusowi przez Jej ręce.

    (33-dniowe rekolekcje można oczywiście rozpocząć w dowolnym terminie).https://www.youtube.com/embed/zVIZvQP0r6k?enablejsapi=1&rel=0&wmode=transparent

    Duchowość całkowitego oddania się Matce Bożej to sprawdzona i pewna droga duchowa, która otrzymała pełne błogosławieństwo Kościoła. Droga oparta na Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny  świętego Ludwika Marii Grignion de Montfort.

    Rekolekcje, przygotowane w ramach projektu ODDANIE 33 będą odbywać się za pośrednictwem mediów w następujących formach:

    1. Na specjalnie przygotowanej stronie  internetowej: www.oddanie33.pl – na której znajdują się wszystkie rozważania, potrzebne do odbycia rekolekcji.

    2. Codziennie rano – na wszystkich kanałach oraz stronach zaangażowanych w projekt ODDANIE 33 pojawią się gotowe teksty oraz materiały video z medytacją na dany dzień rekolekcji.

    3. Codziennie będą się odbywać dwie transmisje na żywo:

    1. o 20:00 na YouTube – z KANAŁU “Miłujcie się!” sygnał będzie przekazywany na wszystkie inne kanały YouTube, zaangażowane w projekt

    2. o 21:15 na Facebooku, na stronie “Miłujcie się!” – “rekolekcje dla zabieganych” (skrócona do 15 minut forma rekolekcji

    4. Codziennie rekolekcje będą transmitowane w rozgłośniach radiowych.

    ************************************************************************

    „A Wy – za kogo mnie uważacie?”

    „A Wy – za kogo mnie uważacie?”

    Rekolekcje wakacyjne z biskupem Adrianem Galbasem SAC. To nie tylko czas fizycznego odpoczynku, ale też duchowej regeneracji. Chcemy czerpać ze Słowa, które skierowane jest właśnie do mnie.

    „A Wy – za kogo mnie uważacie?” – to nawiązanie do pytania Jezusa, które postawił swoim uczniom. Poprzez 7 odcinków jest dana propozycja jak odpowiedzieć sobie na pytanie Pana Jezusa, aby znaleźć na nie właściwą odpowiedź. Szukanie Pana Boga rozpoczyna się od uświadomienia sobie potrzeby Jego obecności w naszym życiu. Ten pierwszy etap otwiera nam Drogi, pozwala w wolności decydować o własnym życiu – czy rozpoznajemy głos Boga i za nim pójdziemy? 

    Sceneria Wielkich Jezior Mazurskich zwraca nam uwagę na ich wakacyjny charakter – to właśnie w chwili zatrzymania, odpoczynku znajdujemy czas na zadanie sobie najważniejszych pytań. Szum wiatru, „Strefa Ciszy”, wypłynięcie na głębokie wody jest dobrą sceneria, aby podejmować trud poznania własnej tożsamości.

    Zaproszenie skierowane jest do każdego – niezależnie od płci, wieku, miejsca zamieszkania czy wykształcenia – do wspólnej wędrówki w nieznane. Ta niewiadoma to nasza droga – dla każdego inna, indywidualna, osobista – ale prowadzi do wspólnego celu: świętości.https://www.youtube.com/embed/PVQMbvnJ9zQ?feature=oembedA Wy – za kogo mnie uważacie? – ŚWIADOMOŚĆ [1]
    PALLOTTI TV | WWW.PALLOTTI.TV

    Organizatorem Rekolekcji jest Pallotyńskie Radio Pallotti.FM, Sekretariat ds. Apostolstwa Prowincji Chrystusa Króla i Fundacja Misyjna Salvatti.pl

    Patronat nad rekolekcjami objęli: Telewizja Pallotti.TV, Telewizja Polska, Gość Niedzielny, Tygodnik Niedziela, Martyria – czasopismo Diecezji Ełckiej, Portal W Zasięgu.pl, Misyjne.pl, Stacja 7, Apostoł – Pallotyńskie Centrum Młodzieży, Radio Warszawa, Radio Nadzieja, Radio Rodzina – Wrocław, Radio Doxa, Siódma 9 – Poranek Rozgłośni Katolickich, Radio Jasna Góra, Radio Głos – Pelplin, Radio Fiat, Radio Pallotti.FM

    Emisja odcinków jest dostępna na kanale YouTube Telewizji Pallotti TV, na Facebooku Pallotti.FM oraz na stronie www.pallotti.fm 

    Emisja odcinków: 

    • 27 lipca – Świadomość
    • 3 sierpnia – Droga
    • 10 sierpnia – Wolność
    • 17 sierpnia – Decyzja
    • 24 sierpnia – Pewność
    • 31 sierpnia – Kryzys
    • 7 września – Wspólnota 

    ***************************************************************************

    Tutaj Matka Boża mówiła po polsku

    W tym roku przypada 146. rocznica objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie – małej warmińskiej wsi, położonej między Olsztynem a Ostródą. Były to jedyne objawienia na ziemiach historycznie polskich, a do tego Matka Boża mówiła po polsku! Maryja objawiła się Justynie Szafryńskiej (13 lat) i Barbarze Samulowskiej (12 lat). Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 r.

    Łaskami słynący obraz Matki Bożej w Gietrzwałdzie
    Łaskami słynący obraz Matki Bożej w Gietrzwałdzie

    **

    Był rok 1877. Warmia od ponad 100 lat znajdowała się w granicach Królestwa Prus. Jej mieszkańcy byli w większości katolikami, ale władze pruskie już od początku XIX wieku, popierając na tym terenie protestantów, wspierały budowę ewangelickich świątyń. Trwała właśnie kolejna faza bezwzględnej walki pruskiego zaborcy z polskością, związana z postacią „żelaznego kanclerza” Niemiec Ottona von Bismarcka. Tym razem główny impet wroga skierowano na Kościół katolicki, który był postrzegany przez zaborcę jako jeden z głównych filarów polskości. Od kilku lat trwał tzw. kulturkampf, którego celem było osłabienie przez protestanckie Prusy Kościoła katolickiego w Niemczech, w tym na ziemiach polskich, i zadanie w ten sposób śmiertelnego ciosu Polakom. Prusacy dążyli do całkowitego podporządkowania Kościoła na tym terenie państwu oraz stopniowego redukowania parafii katolickich przez zamykanie seminariów, likwidację klasztorów i prześladowania księży, którzy nie chcieli się podporządkować skrajnie represyjnemu prawu. Ledwie rok wcześniej więzienie opuścił arcybiskup gnieźnieński, prymas Polski Mieczysław Halka-Ledóchowski, internowany przez 3 lata z tego powodu, że powiedział „non possumus”, czyli sprzeciwił się w sposób otwarty polityce Bismarcka. I właśnie w takim momencie pojawiło się światło z nieba.

    Światło nadziei w ciemności

    27 czerwca niedaleko plebanii kościoła, z którego wracała wraz z matką, 13-letnia Justyna Szafryńska po dobrze zdanym egzaminie przed Pierwszą Komunią św., tuż po biciu kościelnych dzwonów na „Anioł Pański”, w czasie odmawiania modlitwy do Matki Bożej, zauważyła na klonie koło kościoła wielką jasność. Ksiądz proboszcz, który pojawił się w tym miejscu, kazał jej się zbliżyć i powiedzieć, co widzi. Justyna powiedziała, że widzi Piękną Panią, siedzącą na złotym tronie, wyszytym perłami, z Dzieciątkiem na ręku. Po kilku minutach widzenie znikło. To samo widzenie powtarzało się w następnych dniach. Z czasem grono widzących uległo powiększeniu.

    „Żądam, abyście co dzień odmawiali Różaniec”

    Najważniejszą częścią przesłania, które Matka Boża, mówiąca o sobie: „Jam jest Najświętsza Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta”, przekazała w Gietrzwałdzie, była prośba o „codzienne”, czyli regularne i „gorliwe” odmawianie Różańca. Ważnym wątkiem w treści objawień było także orędzie do kapłanów, którzy byli wezwani do gorliwej posługi, do troski o lud Boży, ale także do dawania świadectwa swoim życiem. Matka Boża poleciła kapłanom „gorliwie modlić się do Najświętszej Panny, wtedy Ona zawsze będzie przy nich”. Zapytana o osierocone parafie, czy otrzymają wkrótce kapłanów, miała odpowiedzieć: „Tak, otrzymają, ale wierni muszą się gorliwie modlić w ich intencji”. Matka Boża zapewniła też, że „Kościół nie będzie prześladowany, a kapłani wrócą do opuszczonych parafii”. Podkreślała znaczenie Mszy św. – jest ona „ważniejsza od Różańca” i nie powinno się jej niczym zastępować. Kolejny wątek przesłania to zwrócenie uwagi na przywary, wady i grzechy narodu: nieczystość, rozwiązłość, pijaństwo, za które Matka Boża grozi karami. Maryja zażądała także, by pod miejscem objawień została zbudowana kaplica z Jej figurą jako Niepokalanie Poczętej, „a u stop jej ma być kładzione płótno ku uzdrowieniu chorych”. Matka Boża zapowiedziała ponadto, że pobłogosławi źródełko w pobliżu kościoła, co dokonało się według widzących 8 września – w dniu uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – w obecności 50 tys. pielgrzymów. Wieść o cudownych objawieniach rozchodziła się szybko po polskich ziemiach. Do Gietrzwałdu zaczęli przybywać pielgrzymi ze wszystkich zaborów. W okresie objawień do „polskiego Lourdes”, bo tak nazywano od tego czasu to miejsce, przybyło 300 tys. pielgrzymów. W następnym roku liczba pielgrzymów dochodziła do 70 tys.

    Tam zapowiedziała stały swój pobyt

    O tym, jak współcześni Polacy widzieli i przeżywali te wydarzenia, świadczą refleksje bł. o. Honorata Koźmińskiego. Porównywał on Gietrzwałd do Nazaretu czy Betlejem – małych, nieznanych światu miejsc, w których dokonały się wielkie tajemnice wiary. Tak jak dla chrześcijan miejsca te są święte, tak „miejsce to stało się dla każdego Polaka czcigodnym i świętym”, a ta „mała wioseczka” odtąd będzie droższa nad „wszystkie stolice wszystkich dzielnic Polski”, gdyż tam Maryja „zapowiedziała stały swój pobyt i jakby założyła stolicę swoją”. Miejsce objawień nie było dla o. Honorata przypadkowe, gdyż zabór pruski był „na pierwszym planie ułożonego ucisku i tam on się najbardziej srożył”. Stąd ta chwila jest „sposobniejsza dla nawiedzenia tego ludu przez Niebieską jego Matkę. Kiedyż zasługiwał on bardziej na tę pociechę, jeżeli nie teraz, gdy taki bohaterski wysiłek dla okazywania swej wierności czyni?”. Matka Boża miała wybrać tę małą wspólnotę z powodu „żywej” i „prostej wiary” tego ludu i „serdecznego nabożeństwa” do Przenajświętszej Matki, odprawianego w ramach istniejącego tam koła Żywego Różańca.

    Nawiązując do polityki prześladowania katolicyzmu na ziemiach zaboru pruskiego widzianej przez niego w kategoriach kary za grzechy, o. Koźmiński pisał: „Ale jakie szczęśliwe jest dziecię, gdy po takiej chłoście ujrzy znowu swą matkę z rozpromienioną twarzą i wyciągniętymi rękami. O jak ona pożądana dla niego, jak stokroć droższa niż wprzódy – już ono teraz pewne, że kara skończona (…)”.

    O. Honorat przypomniał, że objawienia miały miejsce w czerwcu, czyli wkrótce po zakończeniu nabożeństwa majowego, które „od tylu lat w całej Polsce, a zatem i Gietrzwałdzie się odprawia, a które jest jakby zebraniem się wszystkich dzieci Maryi u stóp Jej macierzyńskich, jest jakby natarczywym błaganiem tej wspólnej Matki, aby ratowała je w ich potrzebach”. I stwierdził, że odpowiedzią Niebieskiej Matki na te wszystkie prośby, na „te nawiedzenia całomiesięczne, które od tylu lat tutaj i w całej Polsce się czynią”, jest Jej paromiesięczne nawiedzenie.

    Woła do ciebie twoja Ukochana i Miłościwa Matka

    Bł. o. Honorat był przekonany, że to, co się stało w Gietrzwałdzie, to szczególny znak dla Polaków. Potwierdzać to miały słowa samego papieża Piusa IX, który porównując to wydarzenie do biblijnego nawiedzenia, miał powiedzieć: „A więc teraz Polska powinna wykrzykiwać z Elżbietą świętą: «Skądże mi to, że Matka Pana mojego przyszła do mnie»”. O. Koźmiński rozwinął ten wątek, mówiąc: „Skąd nam to, iż Matka Pana naszego nawiedza nas. Skąd to nam, najmłodszemu z ludów chrześcijańskich w Europie, że tak wielka i niesłychana łaska udzielona nam zostaje, iż Królowa Nieba i Ziemi przychodzi do nas, i to do ostatniego zakątka tej ziemi, o którym już nieledwie zapomnieliśmy sami, i ojczystą naszą mową przemawia do nas, gdzie ta mowa już prawie ustaje?”. Jeżeli „wszystkie Jej słowa weźmiemy do serca i przynależny im rozgłos nadamy”, to nastąpi przebudzenie. Tak o tym mówił z entuzjazmem: „Ocknij się, ziemio polska, dolino łez i cierpień, kraju pokuty i doświadczeń – starodawne Królestwo Przenajświętszej Matki Zbawiciela – a oglądaj te cuda, które Ona, miłosierna twoja Królowa (…) na krańcach dawnych granic twoich ku twej pociesze okazała. Obudź się, ludu lechicki, bogobojny i religijny, narodzie rdzennie katolicki. (…) Dlaczego leżysz tak długo snem zmorzony, kiedy woła do Ciebie twoja Ukochana i Miłościwa Matka, wskazując ci nowe posłannictwo twoje?”.

    Odwołując się do wielkiej idei narodu polskiego jako przedmurza chrześcijaństwa, o. Honorat napisał: „Byłeś niegdyś dzielnym zapaśnikiem i bohaterskim rycerzem, dziś musisz być pokutnikiem wielkim; byłeś niegdyś przedmurzem chrześcijaństwa, o które na próżno szczerbiły się miecze pogańskie – dziś masz być przedmurzem jego duchowym, o które ma się odbić zarówno prześladowanie otwartych nieprzyjaciół Kościoła, jak i obojętność i niedowiarstwo, i zwątpienie oziębłych i niewiernych synów Jego”, a „oto jedyna Orędowniczka twoja (…) staje znowu na czele przed tobą i podaje ci inny oręż, duchowy, którym nie tylko widzialne, ale i niewidzialne potęgi pokonać możesz”.

    Gietrzwałd – polskie Lourdes

    Tym orężem miał być, zgodnie z życzeniami Matki Bożej, Różaniec. O. Honorat, wręcz zażenowany tym, „jak mało od nas Królowa nasza żąda”, wyjaśnia, dlaczego właśnie Różaniec: „… bowiem jest to rodzaj modlitwy przez Nią samą obmyślony, św. Dominikowi zalecony i ze wszystkich najmilszy. (…) w niej wspomina się wszystko to, co jest dla Jej Niepokalanego Serca najdroższe, rozmyśla się wszystkie tajemnice Jej życia, przypomina się Jej to wszystko, co Jej Serce napełnia najwyższą wdzięcznością dla Boga, a zarazem najgorętszą miłością do ludzi (…). Jest to nabożeństwo złożone z tej modlitwy, którą sam Bóg ułożył, i z tego pozdrowienia, którym archanioł Gabriel w imieniu Trójcy Przenajświętszej Ją pozdrowił”. Różaniec jest wreszcie „środkiem na wszystko skutecznym”, to „zwycięski oręż”, którego „Przenajświętsza Panna (…) dobywać nam każe (…). Wydaje się, że wzywając nas do Różańca, wzywa do zwycięstwa nad nieprzyjacielem dusz naszych, jakby nas pobudzała sama do tego, abyśmy Jej ratunku wzywali, i tym sposobem dopełnili to, co nie dostaje do tego, aby Ona nas mogła ratować, jak tego pragnie (…). Czyż to nie powinno być dla nas zapowiedzią pewnego triumfu? (…) Myśmy stracili ufność w skuteczność tej modlitwy, a jednak w niej jedyna nasza nadzieja”.

    O Gietrzwałdzie mówi się często jako o „polskim Lourdes”. Wynika to przede wszystkim z bliskości chronologicznej objawień w obydwu miejscach, ale także z faktu, na który zwrócił uwagę o. Honorat, że łączy te miejsca nie tylko sposób objawień, ale także ich przesłanie, przez które „Matka Boża jakby przeszła całą katolicką Europę, ratując słabnącą wiarę, napominając i pocieszając, i rozbudzając nowe życie i zapał religijny”.

     Bogdan Kędziora/Niedziela Ogólnopolska

    ***************************************************************************

    wtorek – 8 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    ŚWIĘTO NARODZENIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY


    W Jerozolimie już w V wieku obchodzono uroczystość poświęcenia bazyliki w miejscu narodzenia się Matki Bożej.
    W Bizancjum i w Rzymie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny było znane w VII wieku i wkrótce stało się jednym z głównych świąt maryjnych. Narodzenie się Maryi było zapowiedzią narodzenia Jezusa Chrystusa.


    Istnieje taki piękny zwyczaj w naszym ojczystym Kraju, że dzisiejszego dnia dokonuje się obrzędu błogosławieństwa ziarna siewnego i nasion.

    Opus Dei - Narodzenie NMP - 8 wrześniafragment obrazu: Narodzenie NMP – Jusepe Leonardo (1601–1652)

    **

    23.1Z radością obchodzimy Narodzenie Najświętszej Maryi Panny, z Niej wzeszło Słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem[1].

    Zaproszenie do radości występuje już na samym początku tekstów liturgicznych na dzisiejsze święto. Jest to czymś naturalnym: skoro zawsze rodzina, przyjaciele i sąsiedzi cieszą się z narodzin dziecka i skoro każde urodziny obchodzi się radośnie, to dlaczego nie mielibyśmy być w pełni radośni w święto narodzenia naszej Matki? To szczęśliwe wydarzenie zapowiada, że Mesjasz jest już blisko: Maryja jest Gwiazdą Zaranną, która uprzedza wschód słońca i zapowiada nadejście Zbawiciela, Słońca sprawiedliwości, w historii rodzaju ludzkiego. „Wypadało – stwierdza pisarz duchowy z dawnych wieków – aby to promienne i zdumiewające przyjście Boga do ludzi poprzedzało jakieś wydarzenie, które by nas przygotowało na przyjęcie z radością wielkiego daru zbawienia. I takie jest znaczenie święta, które dzisiaj sprawujemy, gdyż Narodzenie Matki Bożej jest wstępem do tej skarbnicy dóbr (…). Niechaj więc całe stworzenie wyśpiewuje z zadowolenia i na swój sposób przyczyni się do radości właściwej temu dniowi. Niechaj niebo i ziemia złączą się w tych obchodach i niechaj świętuje wszystko, co jest na świecie i ponad światem”[2].

    Liturgia dzisiejszej Mszy świętej odnosi do Najświętszej Maryi Panny fragment z Listu do Rzymian (Rz 8,28-30), w którym św. Paweł opisuje miłosierdzie Boga wybierającego ludzi do wiekuistego przeznaczenia. Maryja przed wiekami została przeznaczona przez Trójcę Przenajświętszą na Matkę Syna Bożego i w tym celu przyozdobiona została wszelkimi łaskami: „Dusza Maryi była najpiękniejsza wśród stworzonych przez Boga, tak iż po wcieleniu Słowa była ona największym i najgodniejszym dziełem, którego Wszechmocny dokonał na tym świecie”[3]. Łaska wypełniająca duszę Maryi w chwili poczęcia przewyższała łaski wszystkich świętych i aniołów razem wziętych, gdyż Bóg każdemu daje łaskę odpowiadającą jego misji w świecie. Ogromna łaska dana Maryi była dostateczna i proporcjonalna do szczególnej godności, do której przed wiekami[4] powołał Ją Bóg. Maryja w swej świętości i pięknie była tak wspaniała, ponieważ – jak mówi św. Bernard – nie wypadało, ażeby Bóg posiadał inną Matkę ani też nie wypadało, ażeby Maryja miała innego Syna niż Boga[5]. A św. Bonawentura twierdzi, że Bóg mógł uczynić większym świat, ale nie mógł uczynić doskonalszej Matki od Matki Bożej[6].

    Przypomnijmy sobie dzisiaj, że my również otrzymaliśmy od Boga powołanie do świętości, do spełnienia konkretnej misji w świecie. Oprócz rozpamiętywania pełni łaski i piękna Matki Bożej powinniśmy także pamiętać, że Bóg każdemu z nas daje łaski niezbędne i wystarczające do zrealizowania jego powołania w świecie. Możemy być też pewni, że pragnienie obchodzenia naszych urodzin jest czymś naturalnym, gdyż Bóg wyraźnie chciał, żebyśmy się urodzili i wezwał nas do wiecznej szczęśliwości i miłości.

    23.2 Boże,(…) napełnij (…) [swój Kościół] radością w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, która dla całego świata stała się nadzieją i jutrzenką zbawienia[7].

    Ile lat kończy dziś nasza Matka?… Dla Niej czas już nie płynie, gdyż osiągnęła pełnię wieku, tę wieczną i całkowitą młodość pochodzącą z uczestniczenia w młodości Boga, który – jak mówi św. Augustyn – „jest młodszy od wszystkich”[8] właśnie dlatego, że jest wieczny i niezmienny. Może mieliśmy możliwość przyjrzenia się z bliska radości i wewnętrznej młodości jakiejś świętej osoby i zauważyliśmy, jak z ciała niosącego w sobie ciężar wieku tryskała młodość serca o niepowstrzymanej energii i żywotności. Ta wewnętrzna młodość jest tym głębsza, im ściślejsze jest zjednoczenie z Bogiem. Maryja, będąc stworzeniem najściślej z Nim zjednoczonym, jest najmłodsza ze wszystkich stworzeń. Obecne są w Niej razem młodość i dojrzałość. Tak samo jest z nami, kiedy podążamy wprost ad Deum qui laetificat iuventutem meam (Ps 43 (42), 4), do Boga, który codziennie odmładza nas od wewnątrz swoją łaską i zalewa nas radością.

    Już w swojej młodości Najświętsza Maryja Panna cieszyła się pełną i proporcjonalną do swego wieku dojrzałością. Teraz, w Niebie, z pełnią łaski – tej, którą posiadała od początku, i tej, którą osiągnęła przez swoje zasługi, łącząc się z dziełem Syna – spogląda na nas i przysłuchuje się naszym pochwałom i naszym prośbom. Dzisiaj słucha pieśni, którą śpiewamy Bogu, dziękując za to, że Ją stworzył, patrzy na nas i rozumie, gdyż właśnie Ona – po Bogu – wie najwięcej o naszym życiu, o naszych trudach, o naszym zaangażowaniu.

    Wszyscy rodzice, kiedy urodzi im się dziecko, uważają, że jest nieporównywalne z żadnym innym i najwspanialsze. Tak samo pewnie myśleli św. Joachim i św. Anna, kiedy urodziła się Maryja, i z pewnością mieli rację. Wszystkie pokolenia nazywają Ją błogosławioną. Owego dnia Joachim i Anna nie mogli jeszcze domyślać się, czym będzie ów owoc ich czystej miłości. Nigdy nie wiadomo. Każde dziecko jest tajemnicą Boga, które przychodzi na świat ze szczególnym zadaniem od Stwórcy.

    Dzisiejsze święto każe nam z głębokim szacunkiem traktować poczęcie i narodzenie każdej istoty ludzkiej, której Bóg przez rodziców dał ciało i w którą wlał nieśmiertelną i niepowtarzalną duszę, stworzoną bezpośrednio przez Niego w chwili poczęcia. Wielka radość, którą jako wierni przeżywamy z powodu narodzenia Matki Bożej wymaga równocześnie, abyśmy cieszyli się, gdy w łonie jakiejś matki kształtuje się dziecko i kiedy przychodzi na świat. Także wtedy, kiedy nowo narodzone dziecko wymaga wysiłków, wyrzeczeń, ograniczeń, obciążeń, powinno zawsze zostać przyjęte i czuć, że jest chronione miłością rodziców. Każda poczęta istota ludzka jest powołana do synostwa Bożego, do wielbienia Go i do wiecznej szczęśliwości.

    Bóg Ojciec, patrząc na nowo narodzoną Maryję, ucieszył się radością nieskończoną na widok istoty ludzkiej bez grzechu pierworodnego, pełnej łaski, najczystszej, mającej być na zawsze Matką Jego Syna. Bóg użyczył Joachimowi i Annie szczególnej radości, wynikającej z uczestniczenia w łasce wylanej na ich Córkę, ale o ileż większą odczuwaliby radość, gdyby mogli przewidzieć przeznaczenie tej istoty, która przyszła na świat tak jak wszystkie inne? W innym porządku również my możemy się domyślać niezmiernej skuteczności naszego pielgrzymowania po ziemi, jeżeli będziemy wierni otrzymanym łaskom niezbędnym do realizacji powołania, które otrzymaliśmy od Boga przed wiekami.

    23.3 Narodzeniu Maryi nie towarzyszyło żadne szczególne wydarzenie i Ewangelie nic nam o nim nie mówią. Urodziła się zapewne w jakimś miasteczku Galilei, prawdopodobnie w samym Nazarecie, i owego dnia nic osobliwego na jej temat nie zostało ludziom objawione. Świat nadal przywiązywał wagę do innych wydarzeń, które potem zostały całkowicie wymazane z ludzkiej pamięci, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. To, co jest ważne dla Boga, często przechodzi niepostrzeżenie przed oczyma ludzi, którzy szukają czegoś nadzwyczajnego, co by ulżyło ich egzystencji. Jedynie w Niebie przeżywano święto, wielkie święto.

    Najświętsza Panna przeżyła potem wiele lat niezauważona przez nikogo. Cały Izrael oczekiwał tej dziewicy zapowiedzianej przez Pismo (por. Rdz 3, 15; Iz 7, 14), ale nikt nie wiedział, że ona już żyje wśród ludzi. Na pozór prawie nie różniła się od innych. Odznaczała się silną wolą, pragnęła i kochała z trudną do zrozumienia siłą, miłością, która we wszystkim dostosowywała się do miłości Boga. Swoją inteligencję oddała w służbę tajemnicom, które stopniowo odkrywała, doskonale rozumiała związek między nimi i proroctwa mówiące o Odkupicielu, a swoje umiejętności wykorzystywała przy tkaniu, gotowaniu i innych pracach domowych. Odznaczała się dobrą pamięcią: chowała wiernie wszystkie (…) sprawy w swym sercu (Łk 2, 51) i przechodziła od jednego wspomnienia do drugiego, posługiwała się konkretnymi faktami. Najświętsza Maryja Panna posiadała żywą wyobraźnię, dzięki czemu Jej życie było pełne inicjatyw, służenia innym, przynoszenia ulgi w ich egzystencji, czasami bolesnej z powodu choroby lub nieszczęścia… Bóg spoglądał na Nią z miłością, jak wykonywała drobne obowiązki każdego dnia, a te niepozorne zajęcia przynosiły Jej wielką radość. Maryja wiedziała, że „by się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości – miłość i zawsze miłość”[9].

    Gdy patrzymy na Jej zwyczajne życie, uczmy się wykonywać codzienne czynności pamiętając o obecności Bożej. Służmy innym bez hałasu, bez ustawicznego podkreślania swoich praw lub przywilejów, które przecież zostały nam dane, wykonujmy rozpoczętą pracę do końca. Jeżeli będziemy naśladować Najświętszą Maryję Pannę, nauczymy się doceniać drobiazgi monotonnych dni, nadawać nadprzyrodzony sens uczynkom, których może nikt nie widzi: czyszczeniu mebli, uaktualnianiu danych w komputerze, ścieleniu łóżka, szukaniu dokładnych informacji i danych do przygotowywanej lekcji. Te małe rzeczy, wykonywane z miłością, przyciągają miłosierdzie Boże i ustawicznie powiększają łaskę uświęcającą w duszy. Maryja jest doskonałym przykładem takiego codziennego oddania się, które polega na uczynieniu ze swego życia ofiary dla Pana.

    „Przy maszynach skomplikowanych znajduje się bardzo wiele rzeczy małych. Na przykład w samolocie można zauważyć całą moc agrafek. Wobec tak dużego samolotu agrafki są czymś bardzo małym. A służą one do tego, aby się śrubki nie odkręcały. Zastępują sztyfcik, jak to mówią mechanicy. I gdyby taka agrafka wypadła, a śrubka się odkręciła, mogłaby być katastrofa całego samolotu. A przecież to drobnostka wobec całego aparatu. Podobnie i w maszynie drukarskiej czy rotacyjnej, niechby tylko zatkał się mały przewód doprowadzający oliwę, a mielibyśmy zupełne zniszczenie łożysk. To nie tylko w maszynach i rzeczach materialnych tak bywa, ale tym bardziej w rzeczach duchowych – w staraniu się o uświęcenie duszy. Od małych rzeczy wiele zależy. Sam Pan Jezus powiedział w przypowieści o talentach, że kto nie będzie wierny w małych rzeczach, powoli upadnie w większych”[10]. Wiele narodów obchodzi dzisiejsze święto pod różnymi nazwami, wykazując trafną intuicję, gdyż, „jeżeli Salomon – poucza św. Piotr Damiani – z okazji poświęcenia materialnej świątyni wraz z całym ludem Izraela składał tak wielką i wspaniałą ofiarę, jakaż musi być radość ludu chrześcijańskiego z powodu świętowania narodzenia Najświętszej Maryi Panny, do której łona, jak do najświętszej świątyni osobiście zszedł Bóg, by przyjąć od Niej ludzką naturę i żyć widzialnie wśród ludzi?”[11]Jako dobre dzieci nie zaniedbujmy dziś oddawania czci naszej Matce.

    * Przekazy o tym święcie Najświętszej Maryi Panny są bardzo dawne. Najpierw obchodzono je na Wschodzie, w Jerozolimie uroczystość poświęcenia bazyliki w miejscu narodzenia się Matki Bożej obchodzono już w V wieku. W Kościele powszechnym to święto obchodzi się od VII w., stało się ono jednym z głównych świąt maryjnych. Święto narodzenia Maryi – Matki Boga i naszej Matki – jest bardzo radosne, ponieważ Jej przyjście na świat zapowiada bliskie zbawienie.


    [1] Mszał Rzymski, Msza św. z dnia, antyfona na wejście.

    [2]Św. Andrzej z Krety, Rozprawy, 1.

    [3]Św. Alfons Maria Liguori, Pochwały Maryi, II, 2.

    [4] Por. tamże, III, zag. 7, art. 10.

    [5] Św. Bernard z Clairvaux, Kazanie 4 na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny,5.

    [6] Św. Bonawentura, Speculum, 8.

    [7] Mszał Rzymski, modlitwa po Komunii.

    [8] Św. Augustyn, Homilie na Księgę Rodzaju, 8, 26, 48.

    [9] Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 140.

    [10] Cyt za: J. Domański, Co dzień ze św. Maksymilianem, Niepokalanów 1994, s. 130.

    [11] Św. Piotr Damian, Kazanie 45,4.

    ze strony Opus Dei.pl

    *******************************

    Narodzenie Najświętszej Maryi Panny

    Pismo Święte nigdzie nie wspomina o narodzinach Maryi.
    Tradycja jednak przekazuje, że Jej rodzicami byli: św. Anna i św. Joachim.

    Zofia Kędziora/Misyjne drogi.pl 
    *** 

    Nie znamy miejsca urodzenia Maryi ani też daty Jej przyjścia na ziemię. Według wszelkich dostępnych nam informacji, Maryja przyszła na świat pomiędzy 20. a 16. rokiem przed narodzeniem Pana Jezusa.

    Pierwsze wzmianki o liturgicznym obchodzie narodzin Maryi pochodzą z VI w. Święto powstało prawdopodobnie w Syrii, gdy po Soborze Efeskim kult maryjny w Kościele przybrał zdecydowanie na sile. Wprowadzenie tego święta przypisuje się papieżowi św. Sergiuszowi I w 688 r. Na Wschodzie uroczystość ta musiała istnieć wcześniej, bo kazania-homilie wygłaszali o niej św. German (+ 732) i św. Jan Damasceński (+ 749). W Rzymie gromadzono się w dniu tego święta w kościele św. Adriana, który był przerobiony z dawnej sali senatu rzymskiego, po czym w uroczystej procesji udawali się wszyscy z zapalonymi świecami do bazyliki Matki Bożej Większej.

    Datę 8 września Kościół przyjął ze Wschodu – w tym dniu obchód ten znajdował się w sakramentarzach gelazjańskim i gregoriańskim.

    W Polsce święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ma także nazwę Matki Bożej Siewnej. Był bowiem dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i uprzątnięciu pól zaczynano orkę i siew. Lud chciał najpierw, aby rzucone w ziemię ziarno pobłogosławiła Boża Rodzicielka. Do ziarna siewnego mieszano ziarno wyłuskane z kłosów, które były wraz z kwiatami i ziołami poświęcane w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, by uprosić sobie dobry urodzaj. Na Podhalu święto 8 września nazywano Zitosiewną, gdyż tam sieje się wtedy żyto. W święto Matki Bożej Siewnej urządzano także dożynki.

    We Włoszech i niektórych krajach łacińskich istnieje kult Maryi-Dziecięcia. We Włoszech istnieją nawet sanktuaria – a więc miejsca, gdzie są czczone jako cudowne figurki i obrazy Maryi-Niemowlęcia w kołysce. Do nich należą między innymi: Madonna Bambina w Forno Canavese, Madonna Bambina w katedrze mediolańskiej – najwspanialszej świątyni wzniesionej pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny; Madonna Bambina w kaplicy domu generalnego Sióstr Miłosierdzia. Matka Boża-Dzieciątko jest główną Patronką tego zgromadzenia. Czwarte sanktuarium Matki Bożej-Dzieciątka jest w Mercatello – znajduje się tam obraz namalowany przez św. Weronikę Giuliani (+ 1727).

    Dzisiejsze święto przypomina nam, że Maryja była zwykłym człowiekiem. Choć zachowana od zepsucia grzechu, przez całe życie posiadała wolną wolę, nie była do niczego zdeterminowana. Tak jak każdy z nas miała swoich rodziców, rosła, bawiła się, pomagała w prowadzeniu domu, miała swoich znajomych i krewnych. Dopiero Jej zaufanie, posłuszeństwo i pełna zawierzenia odpowiedź na Boży głos sprawiły, że “będą Ją chwalić wszystkie pokolenia”.

    w obronie wiary i tradycji.pl

    ****

    Narodzenie Maryi

    Oto przychodzi Dziewica:

    królewska komnata i nowe mieszkanie Stwórcy

    Octave 444/Wikipedia/CC BY-SA 4.0/Łukasz Kobeszko 

    **

    W święto narodzenia Najświętszej Maryi Panny tradycje chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu przypominają o dwóch cudach związanych z córką Joachima i Anny.

    Narodzenie Matki Bożej czci zarówno chrześcijański Zachód, jak i Wschód. Liturgiczne i ikonograficzne tradycje tego święta w różnych tradycjach przypominają cud poczęcia Bogurodzicy przez niepłodnych i zaawansowanych wiekiem rodziców, ale również fakt, iż Matka Boża stała się komnatą, która wydała na świat Chrystusa – Zbawiciela i króla wszechświata.

    Jutrzenka zapowiadająca narodzenie Słońca

    Naturalistyczna ikonografia Narodzenia Matki Bożej nie ma, jak widać, znaczenia ograniczającego się wyłącznie do szczegółowego relacjonowania zdarzeń związanych z tym wydarzeniem, ale posiada głębokie znaczenie teologiczne. Narodzenie Bogurodzicy jest początkiem i zapowiedzią narodzin Chrystusa, gdyż dzięki przyjściu na świat Matki Bożej, a później jej Syna, ludzkość będzie mogła osiągnąć życie wieczne.

    W czasie wielkich nieszporów w przeddzień święta Narodzenia NMP Kościół wschodni, który zalicza Narodzenie Matki Bożej do 12 największych świąt, modli się następującymi słowami:

    Niepłodna i nierodząca Anna niech dzisiaj radośnie klaszcze w dłonie, niech jaśnieje wszystko, co ziemskie, królowie niech się radują, niech weselą się kapłani błogosławiąc Boga, cały świat niech się cieszy, bowiem oto Królowa, nieskalana Oblubienica Ojca, wyrosła z korzenia Jessego. Już nie będą niewiasty w smutku rodzić dzieci, bowiem radość zakwitła i życie ludzi staje się pełne godności. Już nie są zwracane dary Joachimowi, bowiem płacz Anny przemienił się w radość. Raduj się ze mną, mówi ona, cały wybrany Izraelu, bowiem oto Pan dał mnie uduchowiony Pałac Bożej Jego chwały, na wspólną radość i wesele, i na zbawienie dusz naszych.

    Z kolei tuż po odczytywanej w czasie nieszporów święta Ewangelii przypominającej nawiedzenie przez Marię Elżbiety, wybrzmiewa fragment:

    To dzień Pański, radujcie się, ludzie, bowiem Pałac Światłości i Księga Słowa życia wyszła z łona i Brama zwrócona ku Wschodowi oczekuje na wejście Arcykapłana, Jedyna wprowadzająca Jedynego Chrystusa na świat na zbawienie dusz naszych.

    Wschodnia hymnografia święta Narodzenia Matki Bożej często operuje nie tylko rekwizytami wschodu i bramy, zapowiadających zrodzenie z Marii Chrystusa, ale także Matki Bożej jako jutrzenki, zapowiadającej narodzenie Słońca – symbolizującego Syna Bożego.

    Nowe mieszkanie Stwórcy

    Dość podobne ujęcie Narodzenia NMP znajdziemy w liturgii łacińskiej. W Liturgii Godzin w godzinie czytań znajdziemy tego dnia rozważania św. Andrzeja, biskupa Krety. Ich fragment mówi:

    Narodziny Bogarodzicy stanowią początek, wypełnieniem zaś i kresem jest zjednoczenie Słowa z ciałem. Oto przychodzi na świat Dziewica, przyjmuje pokarm i wzrasta, aby być Matką Boga, Króla wieków.

    W formularzu mszy świętej z tego dnia kapłan prosi w kolekcie (modlitwie poprzedzającej czytania liturgii słowa), aby „macierzyństwo Najświętszej Dziewicy stało się początkiem naszego zbawienia”. W Ewangelii odczytuje się zaś fragment św. Mateusza o rodowodzie Jezusa sięgającym Abrahama, a następnie przypominającym zaślubiny Marii i Józefa oraz widzenie przez męża Matki Bożej anioła we śnie, który mówi: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło”.

    W liturgii w formie nadzwyczajnej, w antyfonie na wejście „Salva, sancta Parens” śpiewa się lub deklamuje: „Witaj Święta Rodzicielko, któraś wydała na świat Króla, co niebem i ziemią włada na wieki wieków”.

    W „Alleluja” przed Ewangelią brzmi z kolei sekwencja: „Szczęśliwa jesteś, święta Dziewico Maryjo, i wszelkiej chwały najgodniejsza, z Ciebie bowiem narodziło się Słońce sprawiedliwości, Chrystus nasz Bóg”.

    Św. Andrzej, biskup z Krety zwraca uwagę na bardzo radosny aspekt święta Narodzenia NMP, wskazując: „Dziś bowiem wzniesiony został przybytek Stwórcy wszechświata, dziś stworzenie mocą niepojętego zamysłu Boga przygotowuje nowe mieszkanie Stwórcy”.

    brewiarz.pl, liturgia.cerkiew.pl

    ***

    Narodziny Najświętszej Maryi Panny

    Narodziny Najświętszej Maryi PannyNarodziny MaryiGiotto di Bodone


    Narodziny Przenajświętszej Panny były jednym z głównych wydarzeń w historii! W jaki sposób zostały one przyjęte? Jaką możemy wynieść z tego lekcję?

    Minęło wiele dni, nim Bóg wreszcie ukończył arcydzieło swego stwórczego aktu: przez dziewięć miesięcy dusza Maryi nadawała formę Jej dziewiczemu ciału i zbliżała się godzina Jej szczęśliwych narodzin. Gdy duszne palestyńskie lato zbliżało się ku końcowi, łagodniejące słońce zalewało obfitymi potokami złotego światła bujną równinę Samarii, gdzie w bogatych sadach dojrzewały jesienne owoce. Pewnego wspaniałego wrześniowego dnia, gdy przyrodę zdobiło promieniste piękno, w bielejącym murami miasteczku Nazaret na świat przyszła Najświętsza Panna.

    Prawdopodobnie narodziła się w tym samym domu, w którym później dokona się wielka tajemnica Wcielenia i gdzie pracując i modląc się Jezus spędzi większość swojego dzieciństwa i swojej młodości. Aniołowie nie ogłosili nadejścia chwalebnej Królowej hymnami radości, tak jak później ogłoszą narodziny Zbawiciela. Niewidzialni dla oka śmiertelników, aniołowie uważali za swój zaszczyt objęcie straży wokół kołyski, nad którą z miłością pochylali się święty Joachim i święta Anna. Proroctwo Izajasza się wypełniło. Korzeń Jessego, po upływie dziesięciu wieków, wypuścił nową odrośl. Na tej samej odrośli po kilku zaledwie latach zakwitnie odwieczny Kwiat, Wcielone Słowo.

    Jej Boży Syn wkrótce pojawi się przedstawiając sobą nowy świt nadziei nad światem zanurzonym od czterech tysiącleci w mrokach cierpienia i śmierci.

    Dzień, w którym Królowa Niebios się narodziła, zalicza się do najpiękniejszych w historii, gdyż ogłaszał on potępionej ludzkości z dawna wyczekiwany czas wyzwolenia. Upamiętniając to wspaniałe wydarzenie Kościół wybucha entuzjazmem: „Twe narodziny, O Dziewicza Matko Boża – śpiewa Kościół w swojej liturgii – głoszą radość całemu światu” – Nativitas tua, Dei Genitrix Virgo, gaudium annuntiavit universo mundo.

    Istotnie, zdajemy się zapominać, w jak straszliwej rozpaczy pogrążony był świat przed przyjściem Chrystusa.

    Grzech naszych pierwszych rodziców wydał owoc śmierci. Aż do przyjścia Zbawiciela klątwa Wszechmocnego kładła się ciężkim brzemieniem na grzesznej ludzkości. Adam zjadł zakazany owoc w szalonej nadziei stania się jak Bóg. Ze straszliwą ironią Bóg pozbawił go wspaniałych przywilejów i zdegradował do skrajnej niedoli. Świat starożytny ufundowany był na ucisku słabych i lekceważeniu ludzkiej godności. Większa część ludzkości była poddana udręce niewolnictwa. Nawet Rzym, dumny dawca cywilizacji, traktował mnóstwo swoich niewolników jedynie jako ogromne stado, którego przeznaczeniem jest rzeź. Tak naprawdę panowie posiadali władzę posyłania swoich niewolników na śmierć tylko dla swojej rozrywki. Wytworni patrycjusze z cesarskiego miasta czasami używali te biedne istoty jako pokarmu dla morskich węgorzy, które hodowali. Nic nie syciło tak ich obżarstwa, jak smakowite morskie węgorze, podtuczone na ludzkiej krwi.

    Cierpienia dusz były nawet dotkliwsze. Adam przypuszczał, że poradzi sobie bez Boga i niewdzięcznie odrzucił swego królewskiego Darczyńcę. Bóg z kolei wycofał się ze świata, który stworzył. Nie porzucił jednak całkowicie ludzkości, ale przemawiał do niej w rzadkich odstępach czasu, ogłaszając swoje przyszłe narodziny z Dziewicy, która zmiażdży głowę węża swą niepokalaną piętą. Powoływał proroków spośród ludu, a mimo to ukrywał się w swym nieprzystępnym świetle.

    Ponadto Pan nie dopuścił do tego, aby źródło łaski ustało zupełnie. Nie odmawiał przebaczenia okazującemu żal grzesznikowi, udzielając go jednak pod wyłącznym warunkiem doskonałej skruchy. Nawet wówczas, wśród pokus ciała i przy braku hojnej duchowej pomocy dostępnej nam teraz, najsłabsze dusze wpadały tysiącami do piekielnej czeluści.

    Biedni ludzie starożytnych czasów! Dotkliwie odczuwali swą słabość i bezbronność i poszukiwali w niezmiernym bólu jakiegoś sposobu zyskania nadprzyrodzonego wsparcia w swej biedzie. Bóg, Istota duchowa, wymyka się prymitywnym zmysłom człowieka, a więc ludzie tworzyli sobie bożki, w których pokładali swą największą nadzieję. Niestety! Te posążki były głuche i nie słyszały rozdzierających serce wołań, jakie wzbijały się wśród czterdziestu wieków cierpienia.

    Jednak ten okropny koszmar, w którym szamoce się ludzkość, rozprasza się, jak gęsta nocna mgła przed słodkim światłem poranka. Kwadrant wieczności wyznacza godzinę nieskończonego miłosierdzia. Narodziny Maryi zaczynają dzieło Odkupienia. W swej kołysce Matka Zbawiciela rozświetla opuszczoną ziemię łaską swoich pierwszych uśmiechów. Wkrótce pojawi się Jezus i swą drogocenną Krwią zmaże wyrok naszego potępienia. Świat, który tyle wycierpiał, wreszcie będzie rozkoszował się radością wolności i pokoju. Niewolnictwo zostanie wszędzie zniesione, a ludzka godność będzie odtąd szanowana. Niczym wartkie strumyki, łaski wytrysną w obfitości z sakramentów. Musimy tylko do nich przystąpić i czerpać z nich – bez ograniczeń – przebaczenie, odwagę i życie wieczne.

    Bóg, który ukrył się w swym raju, zstąpi na ziemię i nigdy nie porzuci ludzkości. Po swym wniebowstąpieniu nasz Pan pozostanie pośród nas pod zasłoną eucharystyczną, aż do skończenia świata, gdy Rzeczywista Obecność opuści zniszczone tabernakula. Chrystus wówczas będzie w sposób widzialny królował nad chwalebnymi duszami zmartwychwstałych wybranych. Takie są wspaniałe radości ogłaszane narodzinami Maryi. „Twe narodziny, O Dziewicza Matko Boża głoszą radość całemu światu”.

    Narodziny Przenajświętszej Panny były zatem jednym z głównych wydarzeń w historii. Przyjrzyjmy się teraz, w jaki sposób te narodziny zostały przyjęte i wynieśmy z tych rozważań lekcję, która przyniesie korzyść naszemu życiu wewnętrznemu. Święci ojcowie Kościoła wyrażają wpływ narodzin Niepokalanej Dziewicy na niewidzialny świat, opisując niebiosa ogarnięte niezwykłym podziwem. Aniołowie nie potrafili odnaleźć stosownych słów pochwały, by wyrazić uznanie dla cudownej Trójcy Świętej za stworzenie Tej, która była umiłowaną Córką Ojca i która stanie się Matką Słowa Wcielonego i Oblubienicą Ducha Świętego. Nie nużył ich też podziw dla piękna ich Królowej. Błogosławione duchy, które radują się nawróceniem jednej duszy, radowały się widząc zjawienie się pewnej Ucieczki grzesznych. Wiedzieli, że Maryja pewnego dnia stanie się Bramą Niebios, która nigdy nie odmówi wejścia do wiecznego królestwa tym, którzy przywołają Ją z ufnością. Ojcowie także odnotowują: w otchłani – olbrzymie westchnienie ulgi sprawiedliwych, którzy pomarli od początków świata, w piekle – poruszenie wśród demonów, które ujrzały zbliżanie się końca swego despotycznego królowania.

    W jaki sposób narodziny Maryi, które zachwyciły niebiosa i przeraziły upadłych aniołów, zostały przyjęte na ziemi? Narodzinom świętego Jana Chrzciciela kilka lat później towarzyszyły cuda, które wywarły wrażenie na ludowej wyobraźni. Mieszkańcy Judei pytali z podziwem: „Jakie będą losy tego dziecka, którego przyjście na ten świat jest witane tak wieloma cudami? Kim zatem będzie to dziecko?”. Wspaniała misja Maryi znacznie przewyższała misję zwiastuna. Jednak nic nadzwyczajnego nie wskazywało tłumom, że Ta, która została obiecana grzesznemu człowiekowi tuż po upadku i którą zapowiadali prorocy w ciągu wieków, się narodziła. W rzeczywistości Niepokalana Dziewica narodziła się wśród powszechnej obojętności.

    Według pewnych tradycji nikt w miasteczku Nazaret, gdzie mieszkali święty Joachim i święta Anna, nie zwrócił uwagi na nowe narodziny. Choć krew Dawida płynęła w ich żyłach, Jej rodzina utraciła starożytną świetność. Któż zważał na tych zubożałych ludzi?

    Anna i Joachim byli przez wiele lat bezdzietni, ale Pan w końcu wysłuchał ich modłów. Postrzegali swoją córkę, Maryję, jako miarę niebiańskiej dobroci, jaką im Bóg okazał. Praktycznie jednak nie zdawali sobie sprawy w rzeczywistości z tego, jakimi prawdziwymi skarbami Najwyższy obdarzył duszę ich dziecka. Nie potrafili sobie wyobrazić cudu Niepokalanego Poczęcia. Nie uświadamiali sobie, że to Matka Odkupiciela leży w ich kochających ramionach.

    Żydzi tamtego czasu byli pogrążeni w zniechęceniu. Od lat nie słyszano głosu proroków. Utraciwszy swą polityczną wolność, wierzyli, że Opatrzność ich porzuciła. I to właśnie wówczas ukryte dzieło nieskończonego Miłosierdzia dokonało się pośród nich.

    Fakty te mówią same za siebie i uczą nas oczywistej lekcji. Oby niedostrzeżenie narodzin Matki Bożej nauczyło nas lekce sobie ważyć ludzką wielkość! Zachowujmy chrześcijańską perspektywę obojętności wobec ulotnych marności, które sam Chrystus odrzucił przy narodzinach swojej Matki. Gdyby były one ważne, z pewnością nie odmówiłby ich swojej Rodzicielce.

    Ta wspaniała tajemnica uczy nas także, by nigdy nie tracić serca. Niepokalana Matka przyszła na świat w czasie, kiedy Żydzi utracili nadzieję. Tak naprawdę sądzili, że wszystko zostało stracone. Czerpmy korzyść z tej lekcji. Często ulegamy zniechęceniu, kiedy – wzywając niebiosa o wsparcie – nasza prośba nie zostaje natychmiast wysłuchana. Czasami Bóg czeka, aż znajdziemy się na skraju przepaści, nim wyciągnie swą miłosierną dłoń. A więc nie zniechęcajmy się i nie ustawajmy w modlitwie! Wszechmocny wkroczy w tej właśnie chwili, kiedy będziemy się uważać za całkowicie porzuconych. Jeśli będziemy mieć ufność – nieograniczone zapasy ufności – spotka nas wspaniała nagroda!

    Święty Tomasz z Villanuevy wyjaśniał, że Maryja jest niebiańskim świtem, nie tylko dla świata, ale w szczególności dla każdej indywidualnej duszy. Przypominał on wspaniałą prawdę, jakiej uczyła tradycja katolicka, że dusza przepełniona nabożeństwem do Najświętszej Panny niesie w swym wnętrzu znak przeznaczenia. Czy mocno pragniecie zbawienia, które uchroni was przed ostatecznym potępieniem? Zatem wiernie oddawajcie cześć Maryi. Czy pragniecie zapewnić zbawienie tym, którzy są wam drodzy? Pozyskajcie od nich obietnicę, że każdego dnia będą odmawiać jakąś modlitwę do Maryi. Tradycja katolicka stwierdza, że sługa Matki Bożej nie zginie: Servus Mariae non peribit. Będzie na zawsze wyśpiewywać miłosierdzie Jezusa i Jego Przenajświętszej Rodzicielki.

    Ks. Raymond de Thomas de Saint-Laurent

    źródło: tfp.org/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl


    Msza święta

    na dzisiejsze święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

    Antyfona na wejście

    Z radością obchodzimy Narodzenie Najświętszej Maryi Panny, z Niej wzeszło Słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, macierzyństwo
    Najświętszej Dziewicy stało się początkiem
    naszego zbawienia, udziel swoim sługom łaski,
    aby święto Jej Narodzenia utwierdziło nas w pokoju.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Micheasza – Mi 5,1-4a

    Tak mówi Pan: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie Mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela. I powstanie, i będzie ich pasterzem mocą Pana, przez majestat imienia Pana, Boga swego. Będą żyli bezpiecznie, bo Jego władza rozciągnie się aż do krańców ziemi. A On będzie pokojem”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 13

    R/ Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim.

    Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu, *
    niech się moje serce cieszy z Twej pomocy.
    Będę śpiewać Panu, *
    który mnie obdarzył dobrem. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian Rz 8, 28-30

    Bracia: Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też obdarzył chwałą.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Szczęśliwa jesteś, Najświętsza Panno Maryjo, i godna wszelkiej chwały, bo z Ciebie narodziło się słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 1,1-16.18-23

    Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

    Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

    Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

    Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy „Bóg z nami”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga ….

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, niech nas wspomaga
    w swojej dobroci Twój Syn Jednorodzony,
    który rodząc się z Dziewicy,
    nie naruszył panieństwa Matki, lecz je uświęcił;
    niech On oczyści nas z grzechów
    i uczyni naszą Ofiarę miłą Tobie.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Antyfona na Komunię Iz 7,14; Mt 1,21

    Oto Panna porodzi Syna, który wyzwoli swój lud z grzechów.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, Ty pokrzepiłeś swój Kościół
    Najświętszym Sakramentem, napełnij go radością w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny,
    która dla całego świata stała się nadzieją
    i jutrzenką zbawienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    Genealogia Pana Jezusa według Ewangelistów

    Przez podanie trzech serii, po czternaście pokoleń każda, Mateusz nadaje swej genealogii czytelną strukturę teologiczno-symboliczną, Łukasz natomiast podaje 76 imion bez zewnętrznie rozpoznawalnego układu. Jednakże i tutaj można dojrzeć symboliczną strukturę czasu historycznego: genealogia ta ma jedenaście członów, po siedem imion każdy. Łukasz znał może schemat apokaliptyczny, który dzieje świata dzieli na dwanaście części i który składa się na koniec z jedenastu członów, po siedem pokoleń każdy. W ten sposób mielibyśmy tu dyskretną aluzję do faktu, że wraz z Jezusem nastała „pełnia czasów”, że wraz z Nim rozpoczyna się decydująca godzina dziejów świata. Jest On nowym Adamem, który ponownie przychodzi „od Boga”, w sposób bardziej radykalny niż pierwszy, gdyż nie tylko istnieje dzięki tchnieniu Bożemu, lecz jest prawdziwie „Synem”.

    Podczas gdy u Mateusza obietnica dana Dawidowi decyduje o symbolicznej strukturze czasu, Łukasz – dochodząc aż do Adama – zamierza pokazać, że w Jezusie ludzkość znajduje nowy początek. Genealogia jest wyrazem obietnicy odnoszącej się do całej ludzkości. (…)

    Ewangelista Jan, u którego raz po raz można dosłyszeć pytanie o pochodzenie Jezusa, nie poprzedził swej Ewangelii genealogią, jednak w jej prologu dał wyraźną, wspaniałą odpowiedź na pytanie „skąd”. (…) „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”.

    papież Benedykt XVI

    z książki: „Panie, naucz nas się modlić”, wyd. Św. Krzyża, Opole 2019)

    ************************************************************************

    Gdybyś naprawdę uwierzył…

    Pewien doświadczony proboszcz, snując głośno rozważania o tym, jak to będzie z powrotem do „niedzielnej normalności” po korona-wirusie, stwierdził, że każdy miesiąc nieuczestniczenia wiernych w niedzielnej Eucharystii z powodu pandemii będzie wymagał roku starań, aby osiągnąć stan z lutego 2020 r. 

    Adobe. Stock

    **

    W odpowiedzi wyraziłem nadzieję, że głód Eucharystii przyprowadzi ludzi do kościoła znacznie szybciej – gdy tylko uznają, że jest to w miarę bezpieczne dla nich samych i dla ich bliskich. Uważam jednak, że niezależnie od tego, czy owa „niedzielna normalność” powróci w tym roku czy w następnym, nie jest ona czymś, z czym powinniśmy się łatwo pogodzić. Dlaczego? Bo nie tak powinna ona wyglądać. Przedłużający się czas „postu od Eucharystii” może stać się jednak opatrznościowym impulsem, aby coś w tym względzie zrobić.

    Kwestia świadomości

    Dlaczego uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii sprzed pandemii nie jest stanem, do którego powinniśmy dążyć? Ponieważ zbyt mało katolików traktuje ją na tyle poważnie, aby uczestniczyć w niej co tydzień, i zbyt mało pojmuje, jakim jest ona skarbem.

    „Nigdy nie pozwól, aby czas kryzysu został zmarnowany” – ta maksyma znajduje zastosowanie nie tylko w polityce. W odniesieniu do Kościoła uczy ona, że przeżywany obecnie przejściowy okres to wyjątkowa okazja do ponownej, pogłębionej (a w niektórych przypadkach wręcz pierwszej) katechezy amerykańskiego Kościoła w kwestii nadprzyrodzonego wymiaru Eucharystii. Jeśli w ciągu najbliższych miesięcy biskupi oraz kapłani położą na to nacisk w swoich homiliach, wzmacniając przekaz z ambony przy pomocy materiałów rozsyłanych drogą elektroniczną zarówno do tych, którzy przychodzą na nabożeństwa do świątyń, jak i do tych, którzy uczestniczą w nich on-line, to kryzys może się przekształcić w szansę, a „niedzielna normalność” okaże się wyższej próby niż ta sprzed pandemii.

    Centrum egzystencji

    Dobrym sposobem, aby wstrząsnąć w tym względzie sumieniami wiernych, może być przytoczenie fragmentu pochodzącego z 1955 r. listu amerykańskiej pisarki Flannery O’Connor. Opisała w nim nowojorską kolację, podczas której, jako początkująca pisarka, została przedstawiona odnoszącej sukcesy koleżance po fachu – Mary McCarthy. „Kiedyś przyjaciele zabrali mnie na kolację z Mary McCarthy i jej ówczesnym mężem, Bowdenem Broadwaterem. Wiedziałam, że Mary w wieku 15 lat wystąpiła z Kościoła katolickiego i że uchodzi za tęgi umysł. Kolacja zaczęła się o ósmej wieczorem. Wybiła pierwsza w nocy, a ja ani razu nie otworzyłam ust, gdyż w takim towarzystwie nie miałam nic do powiedzenia. Lecz oto nad ranem rozmowa zeszła na Eucharystię, której ja, katoliczka, czułam się rzecz jasna w obowiązku bronić. Pani Broadwater oznajmiła, że ??kiedy była dzieckiem i przyjmowała Hostię, myślała o niej jako o Duchu Świętym, uznając Go za „najbardziej mobilną” Osobę Trójcy Świętej. Dodała, że obecnie również widzi w Eucharystii pewien pozytywny symbol. Usłyszawszy to, drżącym głosem odparłam: «Cóż, jeśli to tylko symbol, to do diabła z nim!». To była cała obrona, do jakiej byłam wtedy zdolna; ale i teraz mam poczucie, że słowa te zawierają wszystko, co kiedykolwiek będę w stanie powiedzieć o Eucharystii. Jest ona dla mnie centrum egzystencji; wszystko inne poza nią jest niekoniecznym dodatkiem”.

    Oniemiali z wrażenia

    Ilu katolików byłoby dziś stać na złożenie tak zdecydowanej deklaracji – że Eucharystia, zgodnie z tym, co powiedział Jezus, jest Jego Ciałem i Krwią, przez które wchodzimy w komunię z drugą Osobą Trójcy Świętej? Ilu byłoby wstrząśniętych tym, co pewien protestant wyznał kiedyś swemu przyjacielowi katolikowi: „Gdybym naprawdę uwierzył w to, co wyznajesz, że sam Chrystus jest w tym tabernakulum, czołgałbym się przez całą długość nawy na rękach i kolanach”. Ilu byłoby w stanie mu wytłumaczyć, że chociaż Eucharystia jest rzeczywiście tym, co powiedział o niej Chrystus i pozostawia nas oniemiałych z wrażenia, to jednak oprócz tego Jezus zaprasza nas na Mszę św. po to, by wejść z Nim w osobistą zażyłość – taką, w której onieśmielenie i respekt zamieniają się w miłość?

    Współczesna teologia katolicka dokonała kluczowej pracy nad znaczeniem symboli, które są nie tylko znakami niosącymi przekaz, lecz raczej bardziej złożonymi rzeczywistościami, które na różne sposoby ucieleśniają to, co komunikują – jak np. obrączka ślubna czy flaga narodowa. Nadmierne uproszczenie teologii symboli doprowadziło jednak do niefortunnej sytuacji, w której większość katolików być może nie wierzy, że w Eucharystii Pan Jezus daje nam – jak zapewnił – siebie samego: w pełni, dosłownie.

    Gdyby katolicy w to wierzyli, masowo uczęszczaliby na niedzielną Mszę św. Nauczanie prawdy o Eucharystii jest zatem zadaniem, zmieniającym czas zarazy w czas odnowy wiary w cud ofiarowywany nam w Komunii św.

    George Weigel
    amerykański pisarz i teolog, autor słynnej biografii Jana Pawła II Świadek nadziei

    tłumaczył Tomasz Strużanowski/tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji/Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************

    Uczynki miłosierdzia względem duszy:


    1. Grzeszących upominać.
    2. Nieumiejętnych pouczać.
    3. Wątpiącym dobrze radzić.
    4. Strapionych pocieszać.
    5. Krzywdy cierpliwie znosić.
    6. Urazy chętnie darować.
    7. Modlić się za żywych i umarłych.

    Uczynki miłosierdzia względem ciała:


    1. Głodnych nakarmić.
    2. Spragnionych napoić.
    3. Nagich przyodziać.
    4. Podróżnych w dom przyjąć.
    5. Więźniów pocieszać.
    6. Chorych nawiedzać.
    7. Umarłych pogrzebać.

    Warunki dobrej spowiedzi:


    1. Rachunek sumienia.
    2. Żal za grzechy.
    3. Mocne postanowienie poprawy.
    4. Spowiedź szczera.
    5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu.

    Grzechy przeciwko Duchowi Św.:


    1. Zuchwałe dopuszczenie się grzechu
    2. Rozpaczanie lub wątpienie w miłosierdzie Boże
    3. Sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej
    4. Zazdroszczenie bliźniemu łaski Bożej
    5. Zatwardziałość serca na zbawienne napomnienia
    6. Odkładanie nawróceń i pokuty aż do śmierci.

    *****************************************************************

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

     
    Bardorf Eduard/pl.fotolia.com


    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mojego życia. Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam. Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam. Pozwól mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz. Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu. Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim. Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia. Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia. Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi? 

    Czy odprawiłem zadaną pokutę? 

    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy? 

    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na 

    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność? 

    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach? 

    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża? 

    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy? 

    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę? 

    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych? 

    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają? 

    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami? 

    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz? 

    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży? 

    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach? 

    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych? 

    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci? 

    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez 

    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać? 

    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych, 

    oglądam katolickie programy telewizyjne? 

    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34). 

    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców? 

    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby? 

    Czy się za nich modlę? 

    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)? 

    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych? 

    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają? 

    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)? 

    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji? 

    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty? 

    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy? 

    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień? 

    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy? 

    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę? 

    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie? 

    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)? 

    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością? 

    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym? 

    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem? 

    Czy unikam złego towarzystwa? 

    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny? 

    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach? 

    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism? 

    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach? 

    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów? 

    Czy nie zdradziłem współmałżonka? 

    Czy szanowałem poczęte życie? 

    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej? 

    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie 

    nie niszczyłem? 

    Czy nie dałem się skusić łapówką? 

    Czy oddałem długi, pożyczki? 

    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych? 

    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie? 

    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym? 

    Czy pomagam w codziennych pracach domowych? 

    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej? 

    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką? 

    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu? 

    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy? 

    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc? 

    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym? 

    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów? 

    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi? 

    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda? 

    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń? 

    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia? 

    Czy dotrzymuję obietnic? 

    Czy miałem odwagę bronienia prawdy? 

    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych? 

    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek? 

    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych? 

    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły? 

    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia? 

    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości. 

    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu. 

    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami: 

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. 

    Ostatni raz byłem u spowiedzi… 

    Nałożona pokutę odprawiłem. 

    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami: 

    Po wymienieniu grzechów mówimy: 

    Więcej grzechów nie pamiętam. 

    Za wszystkie serdecznie żałuję. 

    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie. 

    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami: 

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI:

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę, 

    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję, 

    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą. 

    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej. 

    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy. 

    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią 

    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli, 

    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki, 

    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie, 

    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie. 

    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz. 

    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum, 

    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce. 

    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad, 

    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego, 

    co sprowadza na świat zło. 

    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem, 

    skąpstwo – jałmużną, 

    gniewliwość – łagodnością, 

    a lenistwo – pracowitością. 

    Spraw, bym był skupiony w modlitwie, 

    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy, 

    wytrwały w podejmowanych działaniach. 

    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie, 

    jak wielkie to, co Boskie. 

    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne. 

    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ************************************************************************

    Benedykt XVI: małżeństwa homoseksualne i aborcja to znaki Antychrysta

    Homoseksualne małżeństwa i aborcja na świecie to znak “duchowej siły Antychrysta” – to słowa emerytowanego papieża Benedykta XVI przytoczone w jego nowej biografii napisanej przez niemieckiego dziennikarza i jego literackiego współpracownika Petera Seewalda.

    fot. Grzegorz Gałązka/Niedziela

    **

    Obszerny tom z wypowiedziami Benedykta XVI ukaże się w Niemczech w poniedziałek, a w innych krajach – w kolejnych miesiącach. Papież Ratzinger otrzymał tom biografii pod tytułem “Życie” w dniu swych 93. urodzin 16 kwietnia.

    Słowa emerytowanego papieża przytoczył konserwatywny amerykański portal Life Site News, a za nim w niedzielę włoski dziennik “La Repubblica”, który kolejną wypowiedź nazwał “powrotem Ratzingera”.

    W rozmowie z Seewaldem powiedział on: “Sto lat temu każdy uznałby za absurd rozmowę o małżeństwie homoseksualnym”.

    “Dzisiaj ten, kto mu się sprzeciwia jest ekskomunikowany ze społeczeństwa” – stwierdził Benedykt XVI. To samo – dodał – odnosi się do “aborcji i tworzenia istot ludzkich w laboratorium”.

    “Współczesne społeczeństwo jest w trakcie formułowania antychrześcijańskiego credo, a jeśli ktoś się mu sprzeciwia, jest karany przez społeczeństwo ekskomuniką” – oświadczył Benedykt XVI. (PAP)

    sw/mars/Tygodnik NIEDZIELA

    ***************************************************************************************

    wtorek – 1 września

    XXII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    wspomnienie bł. Bronisławy, dziewicy

    Błogosławiona Bronisława urodziła się w Kamieniu Wielkim około 1200 roku, w zamożnej rodzinie Odrowążów.  Jej kuzynami byli święty Jacek i błogosławiony Czesław. Bronisława wychowywała się w atmosferze głębokiej wiary i szlachetności. Religijność jej przejawiała się w służbie bliźnim. W wieku 16 lat Bronisława wstąpiła do zakonu norbertanek na Zwierzyńcu pod Krakowem. Jeszcze jako młoda zakonnica została przełożoną klasztoru. Podczas zarazy w 1224 roku z wielkim oddaniem niosła pomoc chorym, karmiła głodnych, rozdawała leki i ubrania potrzebującym.

    Życie Bronisławy przypadło na okres niezwykle bogaty w różne wydarzenia historyczne. Wtedy to właśnie toczyły się walki o Kraków między Konradem Mazowieckim a Henrykiem Brodatym; klasztor norbertanek był świadkiem tych bratobójczych walk. Wielokrotnie był zajmowany przez zwalczające się armie, siostry musiały wówczas chronić się w pobliskich lasach. Najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach klasztoru i bł. Bronisławy to najazd tatarski w 1241 r. Siostry ukryły się wówczas wśród zalesionych skał, które dotąd noszą nazwę Skał Panieńskich; klasztor został splądrowany i spalony. Siostry zaś, z Bronisławą na czele, niosły pomoc ofiarom wojny. W życiu zakonnym doszła do wyżyn modlitwy mistycznej. Ukazał jej się Chrystus, który powiedział: Bronisławo, krzyż mój jest twoim, lecz i chwała moja twoją będzie. Bronisława umarła w 1259 roku i niemal natychmiast po jej śmierci zaczął kwitnąć jej kult. Wszystkie żywoty Bronisławy akcentują jej wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej. To właśnie rozważanie wzniosło ją na najwyższe szczyty kontemplacji. Celem przypodobania się Chrystusowi podejmowała różne pokuty i umartwienia. Jej relikwie spoczywają w kościele norbertanek w Krakowie.

    Bronisława to imię pochodzenia słowiańskiego, łączące słowa bronić i sława.

    ************************************************************************

    środa – 2 września

    XXII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    Dzisiejsi patroni:

    błogosławieni męczęnnicy Rewolucji Francuskiej:

    oto niektórzy z pośród 3000 katolickich kapłanów:
    franciszkanin o. Jan Franciszek Burte, gwardian stołecznego klasztoru oraz jego zakonny współbrat, Seweryn Jerzy Girault, kapelan paryskich sióstr zakonnych, Aleksandr Lanfant, zakonnik, Apolinary Morel, zakonnik, Franciszek-Józef, biskup, Piotr-Ludwik de la Rochefoucauld, biskup, Jakub Bonnaud, zakonnik, Jan Franciszek Bourtez, zakonnik, Jan-Marii du Lau, biskup, Wilhelm Delfaud, zakonnik (+ 1792); …

    Francuska Golgota męczenników czasu rewolucji

    Francuska Golgota męczenników czasu rewolucjiEgzekucja katolickiego księdza w Rennes, 1792 r. Repr. Mary Evans Picture Library/Forum


    Ocenia się, że podczas rewolucji we Francji życie za wiarę oddało około trzech tysięcy katolickich kapłanów. Wśród nich zamordowani 2 września 1792 r. franciszkanin o. Jan Franciszek Burte, gwardian stołecznego klasztoru oraz jego zakonny współbrat, Seweryn Jerzy Girault, kapelan paryskich sióstr zakonnych. Rewolucja stawiała sobie za cel stworzenie „nowej Francji” i „nowego człowieka”. Każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, przykrawała do nich gilotyna.

    Antychrześcijańskie oblicze rewolucji francuskiej objawiło się na dwa sposoby: w aspekcie destruktywnym (czyli polityce wymierzonej w Kościół katolicki i duchowieństwo, a także niszczeniu symboli chrześcijaństwa w sferze publicznej, w tym kościołów) oraz w aspekcie twórczym, o wiele groźniejszym – jak zauważył Józef de Maistre – od tego pierwszego (czyli tym, co na gruzach chrześcijańskiej Francji rewolucjoniści chcieli zbudować). Oba aspekty łączyło przeświadczenie zaczer­pnięte z ateistycznego dziedzictwa Woltera, iż należy wymazać tę niegodziwość, czyli – wedle „patriarchy oświecenia” – chrześcijaństwo.

    Uczniowie de Sade’a

    Tak, obywatele, religia jest nie do pogodzenia z ustrojem wolności, czujecie to tak samo jak ja. Nigdy wolny człowiek nie pochyli głowy przed bogami chrześcijaństwa; nigdy jego dogmaty, rytuały, tajemnice, moralność nie będą mogły odpowiadać republikaninowi… Oddajcie nam pogańskich bogów! Chętnie będziemy czcić Jowisza, Herkulesa czy Pallas Atenę, ale nie chcemy więcej tego baśniowego stwórcy świata. (…) Nie chcemy więcej tego Boga nieogarnionego, który wszystko ponoć napełnia – takimi słowyzagrzewał rewolucjonistów do kontynuowania antychrześcijańskiej polityki we Francji markiz de Sade – znany zboczeniec seksualny, który zresztą z racji swego zboczenia został na prośbę własnej rodziny osadzony na jakiś czas w Bastylii. W tym kontekście jej zburzenie nabiera całkiem nowego znaczenia.

    Gdy de Sade wypowiadał te słowa, już od ponad pięciu lat trwała rewolucyjna polityka wymierzona we Francję jako „pierworodną córę Kościoła”. W pierwszej kolejności uderzono bowiem właśnie w Kościół. Już w roku 1789 skonfiskowano wszystkie należące doń majątki, które podobnie jak w szesnastowiecznej Anglii stały się początkiem fortun nowej, republikańskiej arystokracji. W lutym 1790 roku rewolucyjne Zgromadzenie Narodowe zadekretowało zniesienie wszystkich zakonów we Francji, a 15 sierpnia 1791 roku (nieprzypadkowo wybrano dzień wielkiego święta kościelnego) zakazano księżom noszenia sutann. We wrześniu 1793 roku – w apogeum szalejącego wówczas jakobińskiego terroru – uchwalono „prawo podejrzanych”, otwierające możliwość zgilotynowania osoby także za żywienie arystokratycznych sympatii; te ostatnie mogły oznaczać również uczestnictwo we Mszy Świętej odprawianej w prywatnych mieszkaniach przez tzw. niezaprzysiężonych księży, czyli tych, którzy nie złożyli przysięgi na wierność tzw. konstytucji cywilnej kleru.

    Ten akt prawny, uchwalony w lipcu 1790 roku, stanowił faktyczne wypowiedzenie wojny Kościołowi we Francji i Rzymowi. Anglikanin, Edmund Burke, komentujący na gorąco uchwalenie owej ustawy na kartach swoich Rozważań o rewolucji we Francji, pisał: Wydaje mi się, że ten nowy ustrój kościelny ma być tylko przejściową i przygotowawczą fazą prowadzącą do całkowitego wyrugowania wszystkich form religii chrześcijańskiej, gdy tylko umysły ludzi zostaną przygotowane do zadania jej ostatniego ciosu za sprawą urzeczywistnienia planu otoczenia jej kapłanów powszechną pogardą. Ludzie, którzy nie chcą wierzyć, że filozoficzni fanatycy kierujący tą akcją od dawna ją planowali, nie mają pojęcia o ich charakterach i poczynaniach.

    Ojciec europejskiego konserwatyzmu nie pomylił się w niczym. Konstytucja cywilna kleru była bowiem próbą ustanowienia we Francji schizmatyckiego wobec Rzymu Kościoła. Z katolickich duchownych czyniła funkcjonariuszy państwowych wybieranych (w tym biskupi) przez wszystkich obywateli danego departamentu (obszar diecezji przykrojono do granic administracyjnych) – również ateistów. 10 marca 1791 roku tę uzurpację rewolucyjnego państwa oficjalnie odrzucił i potępił papież Pius VI. Król Ludwik XVI, chociaż podpisał dokument, traktował go jak kroplę przelewającą kielich goryczy – o czym poinformował w liście pozostawionym na krótko przed nieudaną ucieczką z Paryża.

    Konstytucja cywilna kleru okazała się przełomowa również dlatego, że dostarczyła pretekstu dla rozpętania kolejnej spirali przemocy przeciw duchowieństwu, które nie przysięgając na nią dochowywało wierności widzialnej Głowie Kościoła. 27 maja 1792 roku zadekretowano więc deportację do kolonii wszystkich duchownych odmawiających zaprzysiężenia. Jednak już 18 marca 1793 roku Republika poszła dalej i uchwaliła dla odmawiających zaprzysiężenia karę śmierci. Taka sama kara spotkać miała również świeckich, którzy udzielali schronienia kapłanom niezaprzysiężonym lub uczestniczyli w nabożeństwach przez nich odprawianych bądź korzystali z udzielanych przez nich sakramentów. Jak mówił w roku 1793 „kat Lyonu”, jakobiński komisarz Chalier, księża są jedyną przyczyną nieszczęść we Francji. Rewolucja, która jest triumfem oświecenia, tylko z obrzydzeniem może spoglądać na zbyt długą agonię zgrai tych niegodziwców.

    Męczennicy czasów rewolucji

    Ocenia się, że podczas rewolucji we Francji życie za wiarę oddało około trzech tysięcy katolickich kapłanów. W roku 1793 w aktach orleańskiego Trybunału Rewolucyjnego, dotyczących osoby jednego z owych męczenników – ks. Juliena d’Herville, niezaprzysiężonego jezuity – zapisano między innymi, że znaleziono przy nim wszystkie środki dla uprawiania fanatyzmu i przesądu: szkaplerz z dwoma medalikami, małe okrągłe pudełko z zaczarowanym chlebem [chodzi o konsekrowane hostie – przyp. aut.], taśmę, na której był przyczepiony duży krzyż ze srebra, serce wykonane ze srebra oraz kryształowy relikwiarz.

    Danton namawiał swoich kolegów z rewolucyjnego Konwentu, by wszystkich „opornych księży” załadować na barki i wyrzucić na jakiejś plaży we Włoszech, ojczyźnie fanatyzmu. W końcu jednak wybrano mordercze tropiki Gujany Francuskiej, która stała się miejscem zesłania i męczeństwa niezaprzysiężonych. Przez ponad pół roku (od końca roku 1793) takiego losu oczekiwało na barkach zacumowanych u wejścia do portu w Bordeaux ponad ośmiuset księży. Stłoczeni w nieludzkich warunkach, pozbawieni żywności, lekarstw i elementarnych warunków ludzkiej egzystencji, czekali na wypłynięcie na ocean. W tych okolicznościach spośród 829 księży zmarło aż 547. Trwali jednak w owych ­katuszach do końca, wspólnie się modląc i nawzajem spowiadając.

    1 października 1995 roku papież Jan Paweł II beatyfikował sześćdziesięciu czterech z nich, bo jak sam podkreślił w homilii beatyfikacyjnej, na dnie udręki zachowali ducha przebaczenia. Jedność wiary i jedność ojczyzny uznali za sprawę ważniejszą niż wszystko inne.

    Martyrologium Kościoła francuskiego czasów rewolucji, sporządzane przez Jana Pawła II, bynajmniej się na tym nie kończy. W lutym 1984 roku beatyfikował on 99 męczenników z Angers – ofiary krwawej pacyfikacji Wandei przez władze Republiki. Do chwały ołtarzy wyniesiono wówczas jedenastu księży i trzy zakonnice. Papież z Polski kontynuował w tym względzie dzieło swoich poprzedników na Stolicy Piotrowej. W roku 1906 bowiem św. Pius X beatyfikował szesnaście karmelitanek z Compiegne straconych w apogeum dechrystianizacyjnych działań władz republikańskich (1793-1794). Wiezione na miejsce stracenia bydlęcymi wozami wszystkie śpiewały Miserere Salve Regina (Witaj Królowo Niebios). Ujrzawszy szafot, odśpiewały Veni Creator (Przybądź Duchu Święty) i na głos odnowiły swoje przyrzeczenia chrzcielne i śluby zakonne.

    Osobną grupę wśród męczenników czasów francuskiej rewolucji stanowią świeccy posyłani na szafot za miłosierdzie okazane duchownym (poprzez udzielenie im schronienia we własnym domu). Część z nich doczekała się oficjalnego uznania swej chwały męczeństwa przez Kościół (jak męczennicy z Angers), większość jednak to święci bezimienni.

    Niektórych jednak znamy, jak na przykład osiemdziesięcioletnią wdowę, Annę Leblanc i jej sześćdziesięcioletnią córkę, Anastazję, skazane na śmierć 1 lipca 1794 w Morlaix. Ich zbrodnią było przechowywanie w domu ściganego księdza, Augustina Clecha z diecezji Tregnier. Maria Gimet, robotnica z Bordeaux, natomiast, z pomocą Marii Bouquier (pracowała jako służąca) ukrywała w swoim mieszkaniu trzech księży: Jeana Molinier z diecezji Cahors, Louisa Soury z diecezji Limoges oraz Jeana Lafond de Villefumade z diecezji Perigueux. W uzasadnieniu wyroku śmierci dla owych kobiet czytamy, iż podzielały kontrrewolucyjne uczucia niezaprzysiężonych księży, (…) chlubiły się, że ich ukrywały oraz kilkakrotnie powtarzały, że lepiej być posłusznym prawu Bożemu niż prawu ludzkiemu. Nie znaleziono żadnych okoliczności łagodzących (na przykład w postaci plebejskiego pochodzenia oskarżonych).

    Zniszczyć papieski Rzym!

    Osobno omówić należy wrogie akty rewolucyjnego państwa (czy to Republiki, czy wywodzącego się z „ideałów roku 1789”Pierwszego Cesarstwa) wymierzone w Stolicę Apostolską i kolejnych papieży. Już w roku 1790 zaanektowano należący do papiestwa Awinion. Uchwalona w tym samym roku cywilna konstytucja kleru była niczym innym jak wypowiedzeniem wojny papieżowi. Od słów do czynów Republika przeszła w roku 1796, z chwilą błyskotliwej ofensywy generała Bonapartego w Italii. Dwa lata później, 1 lutego 1798 roku, wojska francuskie pod dowództwem generała Berthiera zajęły papieski Rzym. Wkrótce też „lud rzymski” (czytaj: co bardziej aktywni członkowie lóż wolnomularskich) „spontanicznie” (pod czujną obserwacją przybyłych zza Alp zaprzyjaźnionych wojsk) ogłosił powstanie Republiki Rzymskiej, znosząc w ten sposób istniejące od ponad tysiąca lat Państwo Kościelne. Aby dotkliwiej upokorzyć papieża, decyzję tę promulgowano 15 lutego 1798 roku, w rocznicę jego wyboru na Stolicę Piotrową.

    Ponad ­osiemdziesięcioletniego, schorowanego Piusa VI francuscy rewolucjoniści wygnali z Rzymu i umieścili w surowych warunkach twierdzy Palence, gdzie 29 sierpnia 1799 roku zakończył on życie ze słowami: In te Domine speravi, non confundar in aeternum (Tobie Boże zaufałem, nie zawstydzę się na wieki) na ustach. Wysłannik Republiki tak raportował to paryskiemu Dyrektoriatowi: Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI. Na końcu zaś nazwał zmarłego papieża: Pius VI i ostatni.

    Podobne nadzieje wyrażał, jeszcze przed śmiercią Piusa VI, generał Napoleon Bonaparte – przyszły cesarz Francuzów. Pisał on do swojego brata, Józefa, pełniącego funkcję francuskiego wysłannika przy Państwie Kościelnym: Jeśli papież umrze, należy uczynić wszystko, by nie wybrano następnego i aby nastąpiła rewolucja [w Państwie Kościelnym]. Ale kolejnego Następcę św. Piotra wybrano podczas konklawe poza Rzymem (w Wenecji) i w dodatku przybrał on imię Piusa VII. To z nim Bonaparte jako Pierwszy Konsul zawarł w roku 1801 konkordat kładący kres najgorszej fali prześladowań Kościoła we Francji i umożliwiający odbudowę struktur kościelnych. Kreujący się na następcę Karola Wielkiego Korsykanin potrzebował papieża, by odbyć cesarską koronację w Paryżu. Ale cały czas traktował on biskupa Rzymu jako podwładnego sobie funkcjonariusza. Nie tolerował żadnego sprzeciwu i wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Gdy w roku 1809 Pius VII „ośmielił się” wyrazić swój sprzeciw wobec brutalnej inwazji Cesarstwa na katolicką Hiszpanię, został aresztowany i przewieziony do Francji, gdzie pozostał więźniem cesarza Francuzów aż do jego upadku w roku 1814.

    „Nowy człowiek” Rewolucji

    Rewolucja poczytywała sobie za cel stworzenie „nowej Francji” i „nowego człowieka” – każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, przykrawała do ich wielkości gilotyna. Choć nie tylko. Oto w roku 1793, podczas jednej z debat toczonych w Konwencie, poważnie roztrząsano projekt jednego z jakobińskich deputowanych zakładający zburzenie w imię republikańskiej równości wszystkich wież kościelnych we Francji. Do realizacji projektu nie doszło, co jednak nie zmienia faktu, że rewolucja francuska to kolejna odsłona radykalnego, antykatolickiego ikonoklazmu. Niszczono całe kościoły (w tym, wspaniałą bazylikę w Cluny) lub je poważnie uszkadzano (zwłaszcza tzw. portale królewskie, m.in. w paryskiej Notre Dame i w jej odpowiedniczce w Chartres). Z perełki gotyku, kaplicy Saint Chapelle w Paryżu (zbudowanej przez św. Ludwika IX w XIII wieku jako relikwiarz dla Korony Cierniowej) uczyniono magazyn na zboże. Katedrę w Chartres od zburzenia uchronił pewien obywatel, który wykupił ją od władz po cenie gruzu (dzisiaj katedra figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Komitet rewolucyjny w Bourges postanowił zburzyć dwa kościoły (w tym również wspaniałą tamtejszą katedrę), ponieważ w sytuacji, kiedy triumfuje filozofia, należy dołożyć wysiłku do zniszczenia wszystkich świątyń, które świadczą o głupocie naszych ojców i konserwują nadzieje winne przesądów i szarlatanerii.

    „Nowy człowiek” miał funkcjonować w nowym czasie („nowym” znaczy antychrześcijańskim). W takim właśnie kontekście należy rozpatrywać wprowadzenie przez francuskich rewolucjonistów w roku 1792 nowego, tzw. republikańskiego kalendarza. Początkiem nowej ery miała być data proklamowania republiki we Francji – 22 września 1792 roku. Zniesiono Dzień Święty (niedzielę) oraz wszystkie pozostałe święta chrześcijańskie. Zamiast siedmiodniowego tygodnia wprowadzono dziesięciodniowe dekady (chodziło o zamazanie odrębności niedzieli). Jak mówił jeden z projektodawców republikańskiego kalendarza, Fabre d’Eglantine: Długie przyzwyczajenie do gregoriańskiego kalendarza wypełniło pamięć ludu znaczną ilością wyobrażeń, które długi czas szanowano i które jeszcze dzisiaj są źródłem błędów religijnych. Konieczne jest więc zastąpienie tych wizji ignorancji rzeczywistością umysłu, zastąpienie godności kapłańskiej prawdą natury.

    „Nowego człowieka” w „republikańskiej cnocie” miała wychować nowa szkoła, wyjęta spod jakiegokolwiek wpływu Kościoła i oddana pod całkowitą dominację rewolucyjnego państwa. Republikański model edukacji miał być oparty wprost na zasadach antychrześcijańskich. Wspominany na początku teoretyk i praktyk rewolucji, markiz de Sade, zachęcał do tego słowami: Francuzi, zadajcie tylko pierwsze ciosy [religii katolickiej – przyp. aut.], reszty dopełni oświata publiczna.

    Co może oznaczać takie „republikańskie wychowanie”, któremu poddano całe jedno pokolenie Francuzów (w ciągu niemal trzydziestu lat, jakie minęły od roku 1789 do roku 1815), najlepiej dokumentują słowa św. Proboszcza z Ars, który porównał swoich parafian do istot różniących się od zwierząt jedynie chrztem. Pokolenie to, wyrosłe i ukształtowane przez rewolucję (której Pierwsze Cesarstwo było wszak wiernym kontynuatorem), ucieleśniało przerwanie ciągłości nie tylko z dawną Francją królów, ale przede wszystkim z Francją chrześcijańską – „pierworodną córą Kościoła”. Rewolucja nie jest bowiem najgorsza w tym, co niszczy, ale w tym, co tworzy.

    Aleksander Smolarski

    Artykuł ukazał się w 12. numerze dwumiesięcznika “Polonia Christiana”/PCh24.pl

    ***

    ************************************************************************

    czwartek – 3 września

    XXII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    ***

    Wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła

    Dziś Kościół wspomina św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła. „Był zanurzony w Bogu. Często mówił o pragnieniu Boga. Dzięki temu był bliski wszystkim ludziom potrzebującym. Był w ciężkich czasach człowiekiem, który umiał dawać nadzieje i przynosić pokój. Pokazywał, gdzie leżą prawdziwe źródła pokoju, skąd pochodzi prawdziwa nadzieja i dlatego jest przewodnikiem dla nas, w naszych dzisiejszych czasach” – mówił o świętym Benedykt XVI.

    Święty Grzegorz Wielki, mal.Francisco Goya /Wikimedia Commons/domena publiczna

    **

    Święty Grzegorz urodził się w 540 r. w Rzymie w rodzinie patrycjuszy. Jego rodzicami byli św. Gordian i św. Sylwia. Swoją młodość Grzegorz spędził w domu rodzinnym na Clivus Scauri, położonym w pobliżu dawnego pałacu cesarza Septymiusza Sewera, Cyrku Wielkiego oraz istniejących już wówczas bazylik – świętych Jana i Pawła, św. Klemensa, Czterech Koronowanych i Lateranu.

    Piastował różne urzędy cywilne, aż doszedł do stanowiska prefekta (namiestnika) Rzymu, znajdującego się wtedy pod władzą cesarstwa wschodniego (od roku 552). Po czterech latach mądrych i szczęśliwych rządów (571-575) niespodziewanie opuścił tak eksponowane stanowisko i wstąpił do benedyktynów. Rodzinny dom zamienił na klasztor dla dwunastu towarzyszy. Ten czyn zaskoczył wszystkich – pan Rzymu został ubogim mnichem. Dysponując ogromnym majątkiem, Grzegorz założył jeszcze 6 innych klasztorów w swoich dobrach na Sycylii. W opactwie św. Andrzeja na wzgórzu Celio trwał na modlitwie i poście.

    W roku 577 papież Benedykt I mianował Grzegorza diakonem Kościoła rzymskiego, a w roku 579 papież Pelagiusz II uczynił go swoim apokryzariuszem, czyli przedstawicielem na dworze cesarza wschodniorzymskiego. Grzegorz udał się więc w stroju mnicha wraz z kilkoma towarzyszami do Konstantynopola. Spędził tam 7 lat (579-586). Wykazał się dużymi umiejętnościami dyplomatycznymi. Korzystając z okazji, nauczył się języka greckiego. Ceniąc wielką mądrość i roztropność Grzegorza, papież Pelagiusz II wezwał go z powrotem do Rzymu, by pomagał mu bezpośrednio w zarządzaniu Kościołem i służył radą. Miał jednocześnie pełnić obowiązki osobistego sekretarza papieża. Od roku 585 był także opatem klasztoru.

    7 lutego 590 r. zmarł Pelagiusz II. Na jego miejsce lud, senat i kler rzymski jednogłośnie, przez aklamację, wybrali Grzegorza. Ten w swojej pokorze wymawiał się. Napisał nawet do cesarza i do swoich przyjaciół w Konstantynopolu, by nie zatwierdzano jego wyboru. Stało się jednak inaczej. 3 października 590 r. odbyła się jego konsekracja na biskupa. Przedtem przyjął święcenia kapłańskie. W tym samym roku Rzym nawiedziła zaraza, jedna z najcięższych w historii tego miasta. Grzegorz zarządził procesję pokutną dla odwrócenia klęski. Wyznaczył 7 kościołów, w których miały gromadzić się poszczególne stany. Wyruszyły z nich procesje do bazyliki Matki Bożej Większej, gdzie papież-elekt wygłosił wielkie przemówienie o modlitwie i pokucie. Podczas procesji Grzegorz zobaczył nad mauzoleum Hadriana anioła chowającego wyciągnięty, skrwawiony miecz. Wizję tę zrozumiano jako koniec plagi. Utrwalono ją artystycznie. Do dnia dzisiejszego nad mauzoleum Hadriana, zwanym także Zamkiem Świętego Anioła, dominuje ogromny posąg anioła ze wzniesionym mieczem.

    Pontyfikat Grzegorza trwał 15 lat. Zaraz na początku swoich rządów duchowny nadał sobie pokorny tytuł, który równocześnie miał być programem jego pontyfikatu: servus servorum Dei – „sługa sług Bożych”

    Codziennie głosił słowo Boże. Usunął z kurii papieskiej niegodnych urzędników. Podobnie uczynił z biskupami i proboszczami na parafiach. Zreformował służbę wobec ubogich. Wielką troską otoczył rzymskie kościoły i diecezje Włoch. Dla lepszej kontroli i orientacji wyznaczył wśród biskupów osobnego wizytatora. Był stanowczy wobec nadużyć. Poprzez przyjaźń z królową Longobardów, Teodolindą, pozyskał ją dla Kościoła.

    Kiedy Bizantyjczycy pokonali Wandalów i zajęli północną Afrykę, tamtejsi biskupi zaczęli dążyć do zupełnej autonomii od Rzymu, co mogło grozić schizmą. Papież energicznie temu zapobiegł. Wielką radość sprawiła mu wiadomość o nawróceniu w Hiszpanii ariańskich Wizygotów, dzięki gorliwości i taktowi św. Leandra (589), z którym św. Grzegorz był w wielkiej przyjaźni. Nawiązał także łączność dyplomatyczną z władcami Galii. Do Anglii wysłał benedyktyna św. Augustyna (późniejszego biskupa Canterbury) wraz z 40 towarzyszami. Ich misja powiodła się. W samą uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 597 r. król Kentu, Etelbert I, przyjął chrzest. Obecnie czczony jest jako święty.

    Najgorzej układały się stosunki Rzymu z Konstantynopolem. Chociaż papież utrzymywał z cesarstwem jak najlepsze stosunki, patriarchowie uważali się za równorzędnych papieżom, a nawet za wyższych od nich właśnie dlatego, że byli biskupami w stolicy cesarzy. W tym właśnie czasie patriarcha Konstantynopola nadał sobie nawet tytuł patriarchy „ekumenicznego”, czyli powszechnego. Przeciwko temu Grzegorz zaprotestował i nigdy tego tytułu nie uznał, uważając, że należy się on wyłącznie biskupom rzymskim.

    Grzegorz rozwinął owocną działalność także na polu administracji kościelnej. Uzdrowił finanse papieskie, zagospodarował majątki, które służyły na utrzymanie dworu papieskiego. W równym stopniu zasłużył się na polu liturgii przez swoje reformy.

    Ujednolicił i upowszechnił obrządek rzymski. Dotąd bowiem każdy kraj, a nawet wiele diecezji miały swój własny ryt, co wprowadzało wiele zamieszania.

    Od pontyfikatu Grzegorza pochodzi zwyczaj odprawiania 30 Mszy św. za zmarłych – zwanych „gregoriańskimi”. Kiedy papież był jeszcze opatem benedyktynów w Rzymie, zmarł pewien mnich, przy którym znaleziono pieniądze. W owych czasach posiadanie własnych pieniędzy przez zakonnika było uważana za wielkie przestępstwo. Grzegorz, aby dać lekcję mnichom, nakazał pogrzebać ciało owego zakonnika poza klasztorem, w miejscu niepoświęconym. Pełen jednak troski o jego duszę nakazał odprawić 30 Mszy świętych dzień po dniu. Kiedy została odprawiona ostatnia Msza święta, ów zakonnik miał się pokazać opatowi i podziękować mu, oświadczając, że te Msze święte skróciły mu znacznie czas czyśćca. Odtąd panuje przekonanie, że po odprawieniu 30 Mszy świętych Pan Bóg w swoim miłosierdziu wybawia duszę, za którą są one ofiarowane, i wprowadza ją do nieba.

    Przy bardzo licznych i absorbujących zajęciach publicznych św. Grzegorz także bardzo wiele pisał. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. Do najcenniejszych jego dzieł należą: Dialogi, Reguła pasterzowania, Sakramentarz, Homilie oraz Listy. Tych ostatnich zachowało się do naszych czasów aż 852. Jest to największy zbiór epistolarny starożytności chrześcijańskiej.

    Z imieniem św. Grzegorza Wielkiego kojarzy się także tradycyjny śpiew liturgiczny Kościoła łacińskiego – chorał gregoriański, który choć w pełni ukształtował się dopiero w VIII w., to jednak przypisywany jest temu Świętemu.

    Św. Grzegorz zmarł 12 marca 604 r. Obchód ku jego czci przypada obecnie 3 września, w rocznicę konsekracji biskupiej. Jego ciało złożono obok św. Leona I Wielkiego, św. Gelazjusza i innych w pobliżu zakrystii bazyliki św. Piotra. Pół wieku później przeniesiono je do samej bazyliki wśród ogromnej radości ludu rzymskiego. Średniowiecze przyznało Grzegorzowi przydomek Wielki. Historia nazwała go „apostołem ludów barbarzyńskich”Należy do czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego.

    Jest patronem m.in. uczniów, studentów, nauczycieli, chórów szkolnych, piosenkarzy i muzyków.

    W ikonografii św. Grzegorz Wielki przedstawiany jest jako mężczyzna w starszym wieku, w papieskim stroju liturgicznym, w tiarze, czasami podczas pisania dzieła. Nad księgą lub nad jego głową unosi się Duch Święty w postaci gołębicy, inspirując Świętego. Jego atrybutami są: anioł, trzy krwawiące hostie, krzyż pontyfikalny, model kościoła, otwarta księga, parasol – jako oznaka papiestwa, zwinięty zwój. Na Wschodzie św. Grzegorz Wielki czczony jest jako Grzegorz Dialogos.

    brewiarz.pl – opr. idziemy.pl

    Wysłuchana prośba

    Sebastiano RicciŚw. Grzegorz Wielki prosi Madonnę o zakończenie zarazy olej na płótnie, 1700bazylika Santa Giustina, Padwa
    Sebastiano Ricci – Św. Grzegorz Wielki prosi Madonnę o zakończenie zarazy olej na płótnie, 1700 bazylika Santa Giustina, Padwa

    **

    Dokładnie 24 sierpnia minęło 320 lat od wstawienia tego obrazu do nastawy ołtarzowej w kaplicy papieża Grzegorza Wielkiego w padewskiej bazylice pod wezwaniem św. Justyny.

    Święty Grzegorz I Wielki (ok. 540–604), doktor Kościoła, wielki reformator liturgii i teolog, był jednym z najwybitniejszych papieży w historii. Obraz ukazuje jedno z ważniejszych wyzwań, z jakimi musiał się zmierzyć na samym początku swego pontyfikatu. W roku 590, tym samym, w którym został wybrany na papieża, w Rzymie rozszalała się wielka zaraza. Nowy papież zarządził procesję pokutną, by prosić Boga o zatrzymanie klęski. Wyznaczył siedem kościołów, w których mieli się zebrać ludzie, by następnie z różnych stron wyruszyć do bazyliki Santa Maria Maggiore, by błagać Boga o litość za pośrednictwem Maryi.


    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny/36/2020

    **********************************************

    piątek – 4 września

    XXII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    Dziś wspomnienie Nazaretanek – męczennic z Nowogródka

    SampleMęczennice z Nowogródka – autor: Adam Styka en.wikipedia.org/www.nazaretanki.krakow.pl

    **

    Kościół katolicki wspomina 4 września błogosławioną siostrę nazaretankę Marię Stellę (Adela Mardosewicz) i jej 10 towarzyszek z klasztoru w Nowogródku. 1 sierpnia 1943 r. rozstrzelali je Niemcy w lesie oddalonym o kilka kilometrów od ich macierzystego domu. Zakonnice ofiarowały swe życie za aresztowanych mieszkańców Nowogródka, wypełniając w heroiczny sposób nazaretański charyzmat służby rodzinie. Błogosławionymi ogłosił je 5 marca 2000 r. w Watykanie św. Jan Paweł II.

    “Jesteście najcenniejszym dziedzictwem zgromadzenia nazaretanek. Jesteście dziedzictwem całego Kościoła Chrystusowego po wszystkie czasy, zwłaszcza na Białorusi” – powiedział w czasie beatyfikacji papież.

    Nazaretanki przybyły do Nowogródka w 1929 r. na zaproszenie ówczesnego biskupa pińskiego Zygmunta Łozińskiego, obecnie sługi Bożego. Miały objąć opiekę nad miejscową Białą Farą – kościołem Przemienienia Pańskiego oraz zająć się wychowaniem i nauczaniem miejscowych dzieci. Mieszkańcy miasteczka kochali swoje siostry. Wysoko cenili ich pracę i zaangażowanie. Mówili o nich “nasze siostry”, a dla licznych tam innowierców w tym wieloetnicznym regionie były one “paniami siostrami”. Były najlepszymi siostrami dla wszystkich i najpokorniejszymi służebnicami Pana – wspominają do dzisiaj ci, którzy je pamiętają.

    Siostry, otwarte na potrzeby ludzi w czasie pokoju, jeszcze bardziej udzielały się w czasie okupacji, gdy trzeba było pocieszać, pomagać, modlić się i współczuć rodzinom prześladowanych, więzionych i mordowanych.

    W Nowogródku wojna rozpoczęła się 17 września 1939 w niedzielę, gdy do zebranych na mszy w farze dotarła wiadomość o przekroczeniu granicy Rzeczpospolitej przez armię sowiecką. Siostrom zaraz odebrano szkołę. Przeniosły się do zabudowań gospodarczych, ale i te najeźdźcy im zabrali. Aby przeżyć, musiały szukać mieszkania i pracy zarobkowej w mieście, gdzie Polaków było coraz mniej. Rosjanie masowo ich aresztowali i wywozili na Syberię i do Kazachstanu. Najliczniejsze deportacje nastąpiły w lutym 1940 r. i w kwietniu 1941 r.

    Terror okupacyjny po zajęciu tych ziem przez Niemców rozpoczął się w 1942 r. eksterminacją Żydów, po czym nastąpiła fala aresztowań ludności polskiej. Na wiosnę tego roku Niemcy wydali zakaz używania języka polskiego w kościołach. Ukoronowaniem tych działań było aresztowanie w nocy z 28 na 29 czerwca 1942 r. wielu Polaków, głównie spośród inteligencji oraz zbiorowa egzekucja ponad 60 osób, w tym dwóch kapłanów.

    Podobna sytuacja powtórzyła się 18 lipca 1943 r., gdy aresztowano 120 osób z zamiarem rozstrzelania uwięzionych. Wówczas siostry nazaretanki wspólnie podjęły decyzję ofiarowania swego życia za uwięzionych członków rodzin. Poinformowała o tym kapelana i rektora fary ks. Aleksandra Zienkiewicza pełniąca obowiązki przełożonej s. Stella, wypowiadając w imieniu wszystkich sióstr słowa: “Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny, modlimy się nawet o to”.

    Uwięzieni nie mieli pojęcia, że ktoś za nich chciał oddać życie. Wkrótce uwięzionych wywieziono na roboty do Niemiec, a kilku nawet zwolniono. Wobec dalszego zagrożenia życia jedynego w całej okolicy kapłana, wspomnianego ks. Zienkiewicza, siostry ponowiły gotowość ofiary za niego: “Boże mój, Boże, Ksiądz Kapelan jest o wiele potrzebniejszy na tym świecie niż my, toteż modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż Księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Bóg ofiarę przyjął. Zarówno uwięzieni jak i kapłan ocaleli. To oni właśnie stali się głosicielami wiary w skuteczność pośrednictwa sióstr u Boga.

    Błogosławione siostry Stella i 10 jej towarzyszek ofiarą z życia heroicznie wypełniły nazaretański charyzmat służby rodzinie. Niemcy uwięzili je 31 lipca, a rankiem następnego dnia wywieźli za miasto i rozstrzelali nad przygotowanym uprzednio dołem. W nim też spoczęły 1 sierpnia 1943 r.

    S. Małgorzata Banaś, która pozostała przy życiu, gdyż w tym czasie pracowała w szpitalu, odnalazła wkrótce miejsce stracenia swoich współsióstr. 19 marca 1945 r. ekshumowano ciała rozstrzelanych zakonnic, a ludność Nowogródka z głęboką czcią i wdzięcznością urządziła im triumfalny pogrzeb, składając ich trumny przy kościele farnym. Nad sarkofagiem w kaplicy Matki Bożej Nowogródzkiej widnieje cytat: “On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”.

    Już wkrótce zaczęto się zwracać do nowogródzkich męczennic z prośbami o wstawiennictwo w różnych potrzebach. Liczne łaski wypraszane w niebie przez siostry zostały wysłuchane przez Boga. W lutym 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny s. Małgorzaty, zmarłej 26 kwietnia 1966 r. w wieku 70 lat. “Pozostała tutaj przez resztę swego życia, była bardzo znana, kochana, wszystkie się modlimy o jej rychłą beatyfikację, bo sobie na to naprawdę zasłużyła” – powiedziała s. Adriana. W czerwcu tegoż roku doczesne szczątki sługi Bożej s. Małgorzaty przeniesiono do fary i spoczęły w kaplicy obok jej 11 błogosławionych współsióstr.

    Wspomnienie liturgiczne 11 męczennic nazaretańskich obchodzone jest 4 września. Tego dnia w 1929 r. do Nowogródka przyjechały dwie pierwsze siostry, aby objąć “stałą i niezależną opiekę nad starożytną farą”, w której m.in. został ochrzczony Adam Mickiewicz.

    Teresa Sotowska (KAI) | Nowogródek Ⓒ Ⓟ

    *******

    Błogosławione Męczenniczki z Nowogródka – Maria Stella i Dziesięć Towarzyszek ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu

    18.07.1943 r. Niemcy aresztowali ponad 120 osób z zamiarem rozstrzelania. Wówczas siostry nazaretanki wspólnie podejmują decyzję ofiarowania swego życia za uwięzionych członków rodzin. Wobec kapelana i rektora Fary ks. Aleksandra Zienkiewicza, w imieniu wszystkich sióstr, s. Stella, przełożona wspólnoty, wypowiada następujące słowa : 

    Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się o to. 

    Niedługo po tej modlitwie uwięzieni zostają wywiezieni na roboty do Rzeszy, a kilku zwolniono. Wobec zagrożenia życia jedynego w okolicy kapłana ks. Aleksandra Zienkiewicza siostry ponawiają gotowość ofiary: 

    Ks. Kapelan jest bardziej potrzebny ludziom niż my, toteż modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż Księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara.

    Bóg ofiarę przyjął. 31 lipca wieczorem siostry otrzymały wezwanie na komisariat. Po wieczornym nabożeństwie 11 sióstr stawiło się na wezwanie. Dwunasta siostra – Małgorzata Banaś (której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2003 r.) nie wróciła jeszcze z pracy w szpitalu. Jeszcze tego samego wieczoru Niemcy wywieźli siostry za miasto, szukając miejsca na egzekucję. Nie znaleźli, więc wrócili na komisariat i zamknęli siostry w piwnicach. Następnego dnia, w niedzielę 1 sierpnia 1943 roku około 5.00 rano ponownie wywieźli siostry około 5 km. od miasta. Tam w lesie rozstrzelali 11 sióstr nazaretanek.

    Krzyż postawiony na miejscu śmierci
    Były to:
    • S. Stella – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska;

      S. Imelda – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia;

      S. Rajmunda – Anna Kukołowicz, Lat 51, z Wileńszczyzny;

      S. Daniela – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia;

      S. Kanuta – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi Wieluńskiej;

      S. Sergia – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna

      S. Gwidona – Helena Cierpka, , lat 43, z Poznańskiego;

      S. Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia;

      S. Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza;

      S. Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk

      S. Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna

    Zarówno uwięzieni jak i kapłan ocaleli. To oni stali się głosicielami wiary w skuteczność pośrednictwa sióstr u Boga. S. M. Stella i 10 Towarzyszek ofiarą z życia heroicznie spełniły nazaretański charyzmat służby rodzinie.


    Modlitwa za przyczyną Sióstr Męczenniczek z Nowogródka:


    Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.

    *******

    11 zakonnic dobrowolnie poszło na śmierć, ratując życie 120 osób. Męczennice z Nowogródka

     Nowogródka nie opuszczać - bł. Maria Stella i Towarzyszki
    obraz w kościele pod wezwaniem PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO, NOWOGRÓDEK. fot: Henryk Przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY
    Bł. Maria Stella i towarzyszki

    **

    Znamy św. Maksymiliana, który poszedł na śmierć za jednego człowieka. Ta historia jest mniej znana: 11 sióstr oddało życie za 120 osób.

    Służba nazaretanek

    W Nowogródku, miejscowości oddalonej dziś o ok. 140 km na wschód od granicy polsko-białoruskiej, pierwsze siostry nazaretanki pojawiły się w 1929 r. Posługiwały jako nauczycielki.

    Działały prężnie – najpierw internat, potem w osiem miesięcy wybudowana szkoła powszechna, a wszystko w połączeniu z posługą w kościele Przemienienia Pańskiego, tzw. Białej Farze. Miejscowi katolicy mówili o nich „nasze siostry”, a mieszkający w tych okolicach licznie Tatarzy czy Żydzi – „panie siostry”.

    Po wybuchu II wojny światowej siostry nazaretanki musiały opuścić szkołę i klasztor. W świeckich strojach imały się różnych zajęć, by nie być dla nikogo obciążeniem. Przyjmowano je pod dachy prywatnych domów, a ich życie wspólnotowe ograniczyło się do mszy świętych i różańca w parafialnym kościele.

    Egzekucja sióstr nazaretanek

    W 1941 r. Sowietów z Nowogródka wyparli Niemcy. Gdy w 1943 r. w wyniku udanych akcji partyzanckich poczuli się zagrożeni, zaczęli planowo mordować niewinnych ludzi. 18 lipca 1943 r. aresztowali grupę 120 osób, których planowali rozstrzelać.

    Był to moment wzbudzenia w sercach nazaretanek chęci podjęcia heroicznych kroków. Postanowiły oddać życie za aresztowanych, za ludzi, którzy byli przecież odpowiedzialni za swoje rodziny. Gdy okazało się, że zagrożone jest również życie jedynego okolicznego kapłana, ks. Aleksandra Zieniewicza, gotowość oddania życia w sercach sióstr wzmogła się jeszcze bardziej.

    W efekcie większość aresztowanych wywieziono na roboty do Niemiec. Część z nich zwolniono. Wszyscy ocaleli. Natomiast siostry zostały wezwane na komisariat.

    Stawiły się na nim 31 lipca 1943 r. po wieczornej modlitwie. 1 sierpnia około 5.00 rano w okolicznym lesie nazaretanki z Nowogródka – pobłogosławione przez przełożoną, s. Marię Stellę, na klęczkach i zatopione w modlitwie – zostały rozstrzelane.

    11 bohaterskich zakonnic

    Maria Stella od Najświętszego Sakramentu, Maria Imelda od Jezusa Hostii, Maria Rajmunda od Jezusa i Maryi, Maria Daniela od Jezusa i Maryi Niepokalanej, Maria Kanuta od Pana Jezusa w Ogrójcu, Maria Sergia od Matki Bożej Bolesnej, Maria Gwidona od Miłosierdzia Bożego, Maria Felicyta, Maria Heliodora, Maria Kanizja, Maria Boromea – oto kobiety, które poszły za Jezusem w charyzmacie nazaretańskiej służby rodzinie i wypełniły ten charyzmat absolutnie do końca.

    Najpierw przez mrówczą, codzienną pracę w służbie rodzinom w Nowogródku, oddając życie w codzienności, potem przez heroiczną decyzję, która ocaliła fizycznie życie wielu z tych rodzin, oddając swoje konsekrowane życie w sposób ostateczny i zdobywając dla siebie niebo.

    Są w niebie!

    To m.in. one jako pierwsze zostały beatyfikowane w Rzymie przez Jana Pawła II w jubileuszowym roku 2000. Nastąpiło to 5 marca. Papież w trakcie homilii powiedział:

    Bóg był dla nich podporą przez całe życie, a zwłaszcza w chwilach straszliwej próby, kiedy przez całą noc oczekiwały na śmierć (…).

    Mówi Chrystus: «Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich» (J 15, 13). Tak, nie ma większej miłości od tej, która gotowa jest oddać życie za braci.

    Dziękujemy wam, błogosławione męczennice z Nowogródka, za to świadectwo miłości, za przykład chrześcijańskiego bohaterstwa i zawierzenia mocy Ducha Świętego. «Wybrał was Chrystus i przeznaczył na to, abyście przyniosły owoc waszego życia i aby owoc wasz trwał» (por. J 15, 16). (…) Jesteście dziedzictwem całego Kościoła Chrystusowego po wszystkie czasy, a zwłaszcza na Białorusi.

    Bóg jest wielki, że daje przykłady tak heroicznej służby i naśladowania ukrzyżowanego Jezusa. Ta historia budzi wielkie przejęcie i każe spojrzeć na swoją codzienność. Czy ja oddaję życie? Czy jestem gotowy ponosić ofiarę?

    Dzisiejsze ofiary w naszej części kuli ziemskiej najczęściej nie wiążą się z męczeństwem. Ale pamiętajmy, że męczeństwo to nie tylko śmierć fizyczna. Męczeństwo to również śmierć mojego egoizmu, mojej racji, mojego grzechu. Wpatrzony w krzyż i historię nazaretanek z Nowogródka mam jeszcze więcej siły, by służyć na co dzień moim bliskim. Bóg jest wielki, że daje tak inspirujące przykłady!

    Aleteia/Jarosław Kumor – redaktor naczelny i jeden z liderów programu formacyjnego dla mężczyzn “Droga Odważnych” (www.odwazni.pl). Współpracuje z tygodnikiem “Niedziela”.

    ***

    sobota – 5 września

    XXII TYDZIEŃ ZWYKŁY

    **

    wspomnienie świętej Matki Teresy z Kalkuty,
    dziewicy i zakonnic
    y

    Hospicjum Gdańskie im. Matki Teresy z Kalkuty

    **


    Matka Teresa – właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu – urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje (dzisiejsza Macedonia) w rodzinie albańskiej. Została ochrzczona następnego dnia i ten dzień obchodziła później jako swoje urodziny. Dzieciństwo upłynęło jej w harmonii, pośród małych, codziennych spraw, w atmosferze wsparcia ze strony rodziny. W 1919 r. jej ojciec, kupiec, wyjechał w interesach. Wrócił z podróży w bardzo ciężkim stanie zdrowia i mimo natychmiastowej pomocy zmarł. Odbiło się to istotnie na sytuacji materialnej rodziny. Matka pozostała bez środków do życia. Choć nie było im łatwo, przyjmowali w swoich murach ubogich i szukających pomocy. Regularnie na posiłki przychodziła do nich pewna starsza kobieta. Matka mówiła wtedy do dzieci: “Przyjmujcie ją serdecznie, z miłością. Nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielicie się z innymi”. Ponadto matka odwiedzała raz w tygodniu staruszkę opuszczoną przez rodzinę, zanosiła jej jedzenie, sprzątała dom, prała, karmiła. Powtarzała dzieciom: “Gdy czynicie coś dobrego, róbcie to bez hałasu, jakbyście wrzucały kamyk do morza”.
    Mając 18 lat Agnes wstąpiła do Sióstr Misjonarek Naszej Pani z Loreto i wyjechała do Indii. Składając pierwsze śluby zakonne w 1931 r., przyjęła imię Maria Teresa od Dzieciątka Jezus. Sześć lat później złożyła śluby wieczyste. Przez dwadzieścia lat w kolegium sióstr w Entally, na wschód od Kalkuty, uczyła historii i geografii dziewczęta z dobrych rodzin. W 1946 r. zetknęła się z wielką biedą w Kalkucie i postanowiła założyć nowy instytut zakonny, który zająłby się opieką nad najuboższymi. W 1948 r., po 20 latach życia zakonnego, postanowiła opuścić mury klasztorne. Chciała pomagać biednym i umierającym w slumsach Kalkuty. Przez dwa lata oczekiwała na decyzję władz kościelnych, by móc założyć własne Zgromadzenie Misjonarek Miłości i zamienić habit na sari – tradycyjny strój hinduski. 7 października 1949 r. nowe zgromadzenie zostało zatwierdzone przez arcybiskupa Kalkuty Ferdinanda Periera na prawie diecezjalnym. Po odbyciu nowicjatu 12 sióstr złożyło pierwszą profesję zakonną 12 kwietnia 1953 r., a założycielka złożyła profesję wieczystą jako Misjonarka Miłości. 1 lutego 1965 r. zgromadzenie otrzymało zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. Stopniowo do sióstr dołączali spontanicznie lekarze, pielęgnarki i ludzie świeccy. Organizowano kolejne punkty pomocy, by uporać się z chorobami będącymi skutkiem niedożywienia i przeludnienia.
    W ciągu długiego życia Matka Teresa przemierzała niezmordowanie cały świat, zakładając placówki swej wspólnoty zakonnej i pomagając na różne sposoby najuboższym i najbardziej potrzebującym. W 1963 r. założyła męską wspólnotę czynną Braci Misjonarzy Miłości. W 1968 r. papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr z jej zgromadzenia do Rzymu do opieki nad biedakami. W 1976 r. Matka Teresa utworzyła wspólnotę kontemplacyjną dla sióstr i braci.
    Otrzymała wiele nagród i odznaczeń międzynarodowych, m.in. Pokojową Nagrodę Nobla w 1979 r. Dzięki temu wiele krajów otworzyło drzwi dla sióstr. Papież Paweł VI nagrodził ją Nagrodą Pokoju papieża Jana XXIII “za pracę na rzecz ubogich, obraz chrześcijańskiej miłości i wysiłki na rzecz pokoju”. W 1976 r. otrzymała nagrodę Pacem in terris. Na wniosek włoskich dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu (1996).
    Wielokrotnie gościła w Polsce, odkąd w 1983 r. Misjonarki Miłości podjęły służbę w naszym kraju. Podczas tych wizyt witana była przez hierarchów Kościoła i tłumy wiernych. Przyjmowała śluby swoich sióstr, odwiedzała prowadzone przez nie domy i otwierała nowe. Spotkać ją można było też wśród bezdomnych na Dworcu Wschodnim czy u więźniów na Służewcu w Warszawie. W 1993 r. przyjęła doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dyplom wręczył jej rektor Uniwersytetu; uroczystość odbyła się jednak nie w murach krakowskiej uczelni, ale w Warszawie, w pomieszczeniu, które na co dzień służy jako stołówka dla najuboższych.
    Obecnie w ponad 560 domach w 130 krajach pracuje prawie 5 tys. sióstr. Gałąź męska zgromadzenia liczy ok. 500 członków w 20 krajach. Strojem zakonnym sióstr jest białe sari z niebieskimi paskami na obrzeżach.

    Matka Teresa zmarła w opinii świętości w wieku 87 lat na zawał serca w domu macierzystym swego zgromadzenia w Kalkucie 5 września 1997 r. Jej pogrzeb w dniu 13 września 1997 r., decyzją władz Indii, miał oprawę należną osobom zajmującym najważniejsze stanowiska w państwie.
    Na prośbę wielu osób i organizacji św. Jan Paweł II już w lipcu 1999 r., a więc zaledwie w 2 lata po jej śmierci, wydał zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, chociaż przepisy kościelne wymagają minimum 5 lat od śmierci sługi Bożego na podjęcie takich działań. Proces na szczeblu diecezjalnym zakończono już w 2001 r. Beatyfikacji Matki Teresy dokonał w ramach obchodów 25-lecia swojego pontyfikatu św. Jan Paweł II dnia 19 października 2003 r. Kanonizacja Matki Teresy odbyła się w ramach obchodów Nadzwyczajnego Jubileuszu Świętego Roku Miłosierdzia w Watykanie 4 września 2016 r., a dokonał jej papież Franciszek.
    Kanonizacja Matki Teresy z Kalkuty

    Podczas największej batalii w obronie życia w Polsce Matka Teresa z Kalkuty, dzisiaj już ogłoszona świętą, napisała list do Polaków. Dzięki pomocy Sióstr Miłosierdzia nadszedł on faxem do biura Human Life International – Europa. Szybko ją przetłumaczyliśmy i wysłaliśmy do mediów. Przekazaliśmy Matce Teresie wielkie podziękowanie. W tym czasie była już bardo chora i zmagała się z wielkim cierpieniem. Ofiarowała je za nas, Polaków, abyśmy ochronili życie. Czy spełniliśmy jej prośbę i oczekiwania? Ten list jest nadal tak bardzo aktualny. W dniu kanonizacji św. Matki Teresy z Kalkuty warto go przypomnieć i ponownie przemyśleć.

    LIST ŚWIĘTEJ MATKI TERESY Z KALKUTY DO POLAKÓW

    Moi Drodzy!
    Bracia i Siostry w Polsce!

    Jak wiecie, jestem w szpitalu, ale słysząc o zmianach prawa, jakie są rozważane w Polsce, czuję, że Bóg chce, abym zwróciła się do Was w imieniu nienarodzonych dzieci.
    Życie jest najpiękniejszym darem Boga. On stworzył nas do wielkich rzeczy, aby kochać i być kochanym. Bóg daje nam czas na ziemi, abyśmy poznali Jego Miłość, abyśmy doświadczyli Jego Miłości do głębi naszego istnienia. Abyśmy Go kochali, byśmy kochali naszych braci i siostry. Życie jest darem Boga. Darem, którym tylko Bóg może obdarzać. I Bóg w swojej pokorze dał mężczyźnie i kobiecie zdolność współpracy z Nim w przekazywaniu życia. Jakikolwiek był Jego zamiar, nie wolno nam ingerować w ten piękny Boży dar ani go niszczyć. Dlaczego dzisiaj ludzie boją się małego dziecka? Ponieważ chcą mieć łatwiejsze, bardziej komfortowe, wygodniejsze życie? Więcej wolności? Bać się należy jedynie łamania Bożych praw, ponieważ Bóg w swojej nieskończonej i czułej miłości pragnie tylko naszego dobra, naszego szczęścia, naszej miłości.
    Moi kochani Polacy! Uczcie swoich młodych kochać Boga. Uczcie ich modlić się. A jeśli będziecie trzymać się razem, będziecie kochać się wzajemnie taką miłością, jaką Bóg kocha każdego z nas. Z całych sił starajmy się utrzymać jedność polskich rodzin. Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat. Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. Jak już wielokrotnie mówiłam w wielu miejscach, tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie, jest aborcja, ponieważ jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać Ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę. I pamiętajcie, że Jezus powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Ofiarowuję wszystkie swoje cierpienia, wynikające z choroby i bezradności, abyście dokonali prawidłowego wyboru – abyście wybrali życie, zgodnie z wolą Bożą. Módlmy się! Niech Bóg Was błogosławi.

    Kalkuta, 24 września 1996 r.


    Human Life International – Polska/Polski serwis pro-life/04.09.2016
    Św. Matka Teresa z KalkutyŚw. Matka Teresa z Kalkuty  (2011 Gamma-Rapho) Vatican News 

    ************************************************************************

     poniedziałek – 7 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    ***

    wspomnienie św. Melchiora Grodzieckiego, kapłana i męczennika

    Dał się pociąć

    Dał się pociąć

    Św. Melchior Grodziecki: Róbcie ze mną, co chcecie, ale ja nigdy nie wyrzeknę się mojej wiary.

    Historia jego życia nie jest długa. Miał zaledwie 35 lat, kiedy wraz z dwoma innymi duchownymi oddał życie za wiarę. Zamordowali ich fanatyczni wyznawcy kalwinizmu w Koszycach (Słowacja) podczas wojny trzydziestoletniej. Oprawcy postąpili z trójką księży wyjątkowo okrutnie. Umocowali do belki każdego z nich i podnosili w górę. Nogi obciążano kamieniami. Ciało krajali nożami i wyrywali jego kawały obcęgami. Świeże rany przypalali pochodniami. Ofiary dobili, obcinając im głowy. Ciała duchownych wrzucono do miejskiej kloaki, ale po protestach miejscowej ludności wyciągnięto je i pochowano na cmentarzu. Ostatecznie szczątki męczenników koszyckich trafiły do Trnawy, gdzie spoczęły w kościele sióstr Urszulanek.

    Melchior urodził się w Cieszynie ok. 1584 r. Pochodził z rodziny szlacheckiej osiadłej w Grodźcu koło Skoczowa. Z tego rodu pochodziło już kliku innych duchownych. Melchior kształcił się w wiedeńskim kolegium jezuitów. W 1603 r. rozpoczął nowicjat jezuicki w Brnie, gdzie po 2 latach złożył pierwsze śluby zakonne. Później odbywał praktykę nauczycielską w Brnie i w Kłodzku, gdzie jezuici mieli swoje kolegia. W roku 1614 po studiach teologicznych otrzymał święcenia kapłańskie w Pradze Czeskiej. Tam też spędził pierwsze lata kapłańskiego życia. Kiedy wybuchła wojna trzydziestoletnia w 1618 prascy jezuici zostali wypędzeni z Pragi.

    Melchior został później mianowany kapelanem armii cesarskiej w Koszycach. Kiedy wojska Jerzego Rakoczego wspierające protestantów zajęły Koszyce, pastor kalwiński domagał się wymordowania wszystkich katolików w mieście. Wydano wyrok śmierci na trzech kapłanów: Melchiora Grodzieckiego, Marka Kruża (Chorwata) i Stefana Pongracza (Węgra). Wieść o okrutnej zbrodni wywołała oburzenie nawet wśród protestantów. Wkrótce na Słowacji, Węgrzech, Morawach i Śląsku zaczął się szerzyć kult męczenników. Melchior i jego dwaj towarzysze zostali beatyfikowani przez św. Piusa X, kanonizował ich Jan Paweł II w 1995 r. podczas swojej wizyty w Koszycach.

    Tuż przed śmiercią św. Melchior powiedział do swoich katów: „Róbcie ze mną, co chcecie, ale ja nigdy nie wyrzeknę się mojej wiary”. Jan Paweł II powiedział o nim: „jest przykładem ewangelicznej wytrwałości”. Brzmi dość łagodnie. Melchior dał się dosłownie pociąć na kawałki dla Chrystusa.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚŚ NIEDZIELNY 35/2010

    Św. Melchior Grodziecki

    Imię Melchior można przetłumaczyć jako „Król światła”. Patrząc na życie tego świętego kapłana i męczennika – widać bardzo wyraźnie jak Bóg był jego światłością. On przeżył swój ziemski czas w blasku obecności Pana Boga i dla Boga poświęcił całe swoje życie bez reszty, włącznie z oddaniem swojego życia w ogromnym męczeństwie. Módlmy się do Boga również za jego wstawiennictwem:

    „Męczenniku jedności Kościoła, aż do śmierci trwałeś wiernie przy słowie Bożym przechowywanym i głoszonym we wspólnocie, która dochodzi do pełni prawdy dzięki Duchowi Świętemu i strzeże depozytu wiary. Wypraszaj nam posłuszeństwo wobec głoszonej Ewangelii oraz gotowość dawania świadectwa wierności Kościołowi. Amen”.

    ************************************************************************

    środa – 9 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    wspomnienie św. Piotra Klawera

    SAINT PETER CLAVERKamilokardona | CC BY-SA 3.0

    **

    Św. Piotr Klawer, kapłan, urodził się 1580 roku w Verdu (Katalonia). W roku 1596 rozpoczął studia humanistyczne na Uniwersytecie Barcelońskim, a w roku 1602 wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. O powołaniu misyjnym dowiedział się głównie od św. Alfonsa Rodrigueza, furtiana kolegium Towarzystwa na Majorce. Wyświęcony na prezbitera na misji kolumbijskiej w roku 1616, aż do śmierci wykonywał tam pracę apostolską wśród murzyńskich niewolników, stawszy się na mocy ślubu “zawsze sługą Murzynów”. Utrudzony ciężką pracą, zmarł w Kartagenie w Kolumbii 8 września 1654 roku. Beatyfikowany w 1851, kanonizowany w 1888 roku. Przez Leona XIII ogłoszony patronem misji wśród Murzynów. Jest także patronem sióstr klawerianek.

    **************

    Gdy was wyłączą spośród siebie

    kard. Robert Sarah/opoka/pl

    **

    Dla gorliwych obrońców ponowoczesności wartości tradycyjne wywodzące się z cywilizacji judeochrześcijańskiej są jakoby przestarzałe, niepotrzebne i niebezpieczne. Rodzina nigdy nie była tak bardzo nękana. Pod płaszczykiem humanizmu i braterstwa wyszydzana jest godność człowieka. Zepsucie obyczajów i przemoc wymierzona przeciw kobietom osiągają niedościgły poziom.

    Zachód jest zatruty ideami, które powodują wypaczenie sumień i deprawację wrażliwości.

    Zło, przemoc, zbrodnie, perwersja seksualna istniały zawsze. Niewątpliwie były w historii takie okresy, kiedy ohyda, brutalność, obsceniczność, nieczystość, szał erotyczny i upojenie seksualne królowały tak samo jak dzisiaj. Jednakże w porównaniu z tymi epokami dziś panuje zinstytucjonalizowana kultura hedonistyczna, która zagraża życiu człowieka w przyszłości. Niedawno temu młodzi byli zanurzeni w ogromie niekwestionowanych wartości wywodzących się z cywilizacji judeochrześcijańskiej. Dzisiaj są one odrzucane jako nieprzystosowane i przestarzałe, i są zwalczane.

    Opierając się na rozumie, Zachód usiłuje skończyć ze „starym światem”. Największym dramatem naszych czasów jest przemieszanie dobra ze złem. Wydaje się, że umysł zatracił zdolność do przeprowadzenia takiego rozróżnienia. Rozum już nie wie, co szkodzi naturze ludzkiej, istnieniu człowieka, a co nie jest szkodliwe. Zbyt wielu młodych i dorosłych ignoruje lub kategorycznie neguje znaczenie wielkich zasad świata. Zagubiliśmy busolę, która ma nadawać kierunek moralnemu osądowi człowieka.

    Jeśli rozum nadal jest w stanie znaleźć prawdę, wydaje się zagubiony w trzęsawiskach i mgłach, które go oślepiają i udaremniają mu otwarcie się na prawdę.

    Człowiek Zachodu zanieczyszcza sam siebie. Można zaobserwować przejmującą analogię między zanieczyszczeniem przyrody i zanieczyszczeniem człowieka. Wiemy, że nie należy używać niektórych produktów chemicznych w celu powiększenia zysku z plonów w rolnictwie, ale nadal to robimy. Tak samo jest z życiem moralnym: człowiek zatracił zmysł Absolutu. Ugrzązł w znieczulającym relatywizmie. Toteż rozprasza się, załamuje się, przestaje odnajdywać swoją drogę.

    kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. 

    z książki: “Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” – wyd. Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019).

    *********************************************

    czwartek – 10 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    Święta Pulcheria, cesarzowa – wspomnienie

    Fresk przedstawiający św. Pulcherię
    Pulcheria urodziła się 19 stycznia 399 r. w Konstantynopolu jako jedno z pięciorga dzieci cesarza Arkadiusza. Po śmierci ojca, matki i siostry została oddana na wychowanie pod opiekę eunucha, Antiocha, dzięki któremu otrzymała wszechstronne wykształcenie. Władała doskonale nie tylko językiem greckim, ale również łacińskim.
    14 lipca 414 r. jej brat, Teodozjusz, został cesarzem. Natychmiast do współrządów powołał Pulcherię i nadał jej tytuł Augusty (cesarzowej). W senacie umieszczono jej popiersie obok popiersia cesarza. Odtąd dzieliła z bratem rządy, wywierając na niego przemożny, ale też i dobroczynny wpływ. Z jej inicjatywy wyszły dekrety przeciwko montanistom i eunomianom (415), a potem przeciwko nestorianom (429). Wydała także ustawę zabraniającą poganom przyjmowania publicznych urzędów i stanowisk państwowych (416). Hierarchii Kościoła okazywała wielki szacunek, wspierała kościoły i klasztory. Złożyła ślub dozgonnej czystości, składając na odpowiednim dokumencie własnoręczny podpis. Skłoniła do tego samego również dwie swoje siostry. Oddawała się w wolnym czasie pilnie studiom Pisma świętego, modlitwie i dziełom miłosierdzia. Jej osobistą zasługą było to, że stosunki pomiędzy Rzymem a Konstantynopolem ułożyły się bardzo pomyślnie. Korespondowała z papieżem św. Leonem I Wielkim i sama także otrzymywała od niego listy. Popierała rozwój kultury, wspierała budowę nowych świątyń.
    Po pewnym czasie na zaplecze władzy cesarskiej dostał się ambitny minister Chryzapiusz. Miał on tak wielki wpływ na cesarza, że stał się niemal wszechwładny. Swoimi intrygami doprowadził do tego, że Pulcheria musiała opuścić dwór cesarski i zamieszkać w pałacu w Hebdomon, gdzie wiodła życie na pół klasztorne. Patriarcha Konstantynopola, Nestoriusz, dla przypodobania się cesarzowi i jego ministrowi, jawnie okazywał cesarzowej swoją niechęć. Posunął się tak daleko, że nie pozwalał jej uczestniczyć w niedzielnej liturgii. Zniszczył też jej portret zawieszony przy ołtarzu obok złożonych przez nią darów i dokumentu ślubu dozgonnego dziewictwa. Pulcheria jawnie potępiła jego błędy i okazywała swoją przyjaźń największemu pogromcy jego herezji, św. Cyrylowi Aleksandryjskiemu. Kiedy za zezwoleniem cesarza zwołano do Efezu synod i dotkliwie pobito na nim wyznawców prawowiernych przekonań (przeszedł on do historii pod nazwą synodu “zbójeckiego”), Pulcheria dała publicznie wyraz swojemu oburzeniu (449). Papież św. Leon I wyraził jej za to podziękowanie i uznanie. Cesarzowa odpowiedziała listem, domagającym się zwołania soboru powszechnego.
    28 lipca 450 r. zmarł cesarz Teodozy II. Pulcheria natychmiast powróciła na dwór cesarski, usunęła Chryzapiusza i objęła rządy. Niedługo potem poślubiła prawie 60-letniego i chorowitego dowódcę wojska, senatora Marcjana, który jako cesarz objął z nią współrządy. Postawiła wszakże warunek, że małżeństwo będzie dziewicze. Koronacja odbyła się 25 sierpnia 450 r. Papież św. Leon I wysłał delegację z gratulacjami. Cesarzowa z tej okazji (451) dokonała uroczystej translacji (przeniesienia) relikwii św. Flawiana, patriarchy Konstantynopola, który na synodzie “zbójeckim” tak został pobity, że niebawem zmarł. Jego relikwie przeniesiono do kościoła Dwunastu Apostołów, który odgrywał wówczas rolę narodowego mauzoleum cesarstwa. Znajdowały się tam relikwie Apostołów (stąd nazwa kościoła) i znakomitych świętych Kościoła wschodniego.

    Moneta z wizerunkiem św. Pulcherii z V w.Ostatnim wielkim dziełem św. Pulcherii było zwołanie Soboru Chalcedońskiego w roku 451, na którym została definitywnie i ostatecznie potępiona nauka Nestoriusza. W jednej z sesji cesarzowa uczestniczyła osobiście i odebrała hołd od ojców soboru. Papież po odbytym soborze wysłał osobne pismo z podziękowaniem do cesarzowej.
    Pulcheria panowała 39 lat. Zmarła w roku 453, mając 54 lata. Jej ciało umieszczono w kościele Dwunastu Apostołów. Cesarz Leon, następca Marcjana, na grobowcu Pulcherii umieścił jej portret. Kazał także na jednym z placów Konstantynopola umieścić jej posąg. Czczona jest jako święta zarówno przez katolików, jak i prawosławnych.

    W ikonografii święta Pulcheria przedstawiana jest w stroju cesarskim, w koronie na głowie. W dłoni trzyma model kościoła.
    Internetowa Liturgia Godzin.pl

    ************************************************************************

    piątek – 11 września

    XXIII tydzień okresu zwykłego

    wspomnienie świętych męczenników – Prota i Hiacynta

    Święci Prot i Hiacynt
    Prot i Hiacynt (Jacek) to święci męczennicy rzymscy z III wieku. Wiemy o nich niewiele, choć o ich kulcie zaświadczają wczesnochrześcijańskie dokumenty liturgiczne. Święty papież Damazy (IV w.) obu męczenników rzymskich nazwał braćmi, nie wiadomo jednak, czy w tym sformułowaniu chodziło o więzy krwi.
    Prawdopodobnie byli służącymi św. Eugenii Rzymskiej, którzy wraz z nią udali się do Egiptu, gdzie biskup Elipiusz ochrzcił ich. Było to w czasach prześladowania chrześcijan przez cesarza Galiena (260-268). Około roku 262 obaj zostali wysłani przez św. Eugenię do młodej Rzymianki imieniem Bazylia, by ją pouczyć i ochrzcić. Zostali wtedy pojmani przez pogan, którzy usiłowali przymuszać ich do złożenia ofiary bożkom. Kiedy święci weszli do pogańskiej światyni, figura bożka spadła i roztrzaskała się.
    Nie ma pewności, czy Prot i Hiacynt zginęli przez ścięcie, czy przez spalenie. Czczeni są przez katolików i prawosławnych.
    W 1845 r. w katakumbach Bazyli przy Via Salaria (obecnie są to katakumby św. Hermesa, męczennika) archeolodzy odkryli grób św. Hiacynta z dobrze zachowanym napisem. Jego ciało było zawinięte w resztki drogocennego materiału.
    Internetowa Liturgia Godzin – Czytelnia

    ************************************************************************

    XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

    6.IX.2020

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godz. 14.00

    LITURGIA SŁOWA

    Czytanie z Księgi proroka Ezechiela – Ez 33,7-9

    To mówi Pan: „Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: «Występny musi umrzeć», a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi, to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 95

    R/ Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie.

    Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
    wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
    stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
    radośnie śpiewajmy Mu pieśni. R/

    Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
    zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
    Albowiem On jest naszym Bogiem,
    a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku. R/

    Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
    „Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
    jak na pustyni w dniu Massa,
    gdzie mnie kusili wasi ojcowie,
    doświadczali mnie, choć widzieli moje dzieła”. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian – Rz 13,8-10

    Bracia: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj” i wszystkie inne, streszczają się w tym nakazie: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 18,15-20

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

    Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
    Oto słowo Pańskie.

    ******

    komentarz do Liturgii Słowa

    Jezusowe nauczanie – James Tissot (1886 and 1894)

    **

    Dzisiejsze Boże Słowo może wywoływać w człowieku niepokój. No bo jak ja mogę być odpowiedzialny za mojego brata i mam mu robić upomnienia?  Owszem, bywa, że ktoś znajduje satysfakcję w rozdawaniu swoich uwag co do postępowania otaczających go ludzi. Takiemu dobrze by zrobiło przeczytać co napisał grecki bajkopisarz Ezop, żyjący w IV wieku przed Chrystusem, że każdy człowiek nosi na sobie dwie torebki: jedną z przodu, a drugą na plecach. Do tej z przodu wkłada różne błędy i słabości, które widzi u innych. Zaś do tej na plecach – swoje własne, których później nie widzi. Dlatego wychodzi taka dysproporcja w pojemnościach owych  torebek. Do tego jeszcze swoje własne zło człowiek bardzo łatwo potrafi usprawiedliwić. Chrystus przestrzega swoich uczniów: „Wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.

    Na sprawę odpowiedzialności za drugiego człowieka trzeba spojrzeć nie w oderwaniu od społeczności Kościoła – co jest bardzo podkreślone w dzisiejszej Ewangelii. Jezus zapewnia o swojej obecności wśród nawet tylko dwóch albo trzech zgromadzonych w Jego imię i jeżeli będą prosić o coś zgodnie – stanie się to ich udziałem. Tę obietnicę od samego początku chrześcijanie łączyli z niedzielnym zgromadzeniem liturgicznym. Bowiem w pismach św. Ignacego z Antiochii można znaleźć taki oto tekst: „Niech nikt nie błądzi! Kto nie przebywa w pobliżu ołtarza, pozbawia się Chleba żywego! Wiemy, jak wielką moc posiada modlitwa dwóch lub trzech osób. O ileż większą moc ma modlitwa całego Kościoła. Kto więc nie uczęszcza na wspólne zgromadzenia, unosi się pychą, sam siebie w ten sposób osądza. Napisano bowiem: Bóg pysznym się sprzeciwia”. Tekst ten pochodzi z roku 108. A więc jest to czas, w którym nawet 10 lat nie minęło od śmieci św. Jana Apostoła. Wówczas opuszczanie niedzielnej Eucharystii było odbierane przez tych pierwszych chrześcijan bardziej jako pycha ludzka a nie jako lenistwo. Modlitwa całego zgromadzenia na Eucharystii Kościoła jest bardzo ważna. I musi w niej być obecny istotny element: zgodność w modlitwie: „Jeśli dwaj z was zgodnie o coś prosić będą, tego wszystkiego użyczy im Ojciec mój, który jest w niebie”. W języku greckim występujący tam czasownik brzmi: ‘symfonein’, z którego pochodzi  słowo ‘symfonia’.  Tu staje się bardziej zrozumiała potężna modlitwa Kościoła, którą można w jakimś sensie porównać z ogromną orkiestrą symfoniczną.

    O. Jacek Salij, dominikanin, pisze, że: „Symfonię modlitewną w całym tego słowa znaczeniu zanosi do Boga cały Kościół. Modlimy się o bardzo różne rzeczy. Jeden modli się o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, kto inny modli się o uwolnienie męża lub brata z nałogu pijaństwa, jeszcze ktoś inny modli się o nawrócenie swojej żony lub syna. Ktoś modli się o zrozumienie i ukochanie woli Bożej, ktoś modli się o zgodę w rodzinie, albo o łaskę powołania kapłańskiego lub zakonnego dla kogoś ze swych dzieci.

    Naszej jedności modlitewnej nie przeszkadza to, że intencje naszych modlitw są różne. Byle by nas wszystkich, którzy się modlimy, ożywiło pragnienie ukochania woli Bożej. Byle byśmy wszyscy starali się żyć w łasce Bożej, byle by w naszych sercach mieszkał Duch Święty.”  

    Ale jeżeli w sercach modlących nie ma nic z tych pragnień, wtedy do Boga co dochodzi? Przeciwieństwo symfonii. Nie ma wówczas żadnego współbrzmienia. O takiej modlitwie prorok Izajasz  mówi: „To tylko zgiełk wasz rozlega się na wysokości”.

    Jeżeli we mnie, w moim sercu coraz bardziej pragnę chcieć dostrzec troskę, biedę, rozpacz, opuszczenie drugiego człowieka, wtedy będę zbliżał się coraz bardziej do tej właściwej, jedynie prawdziwej rzeczywistości, o której św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu tak pisze: „nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością…Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa”.

    Tu dopiero staje się zrozumiała troska o drugiego człowieka, którego pragnę ostrzec, tak jak ostrzegał strażnik Jerozolimę wobec nadchodzących armii nieprzyjaciela u proroka Ezechiela w dzisiejszym I Czytaniu.

    Takim prorokiem naszych czasów czy nie była Matka Teresa opiekunka ubogich i umierających? Jej życie było nieustannym ostrzeganiem, że świat idzie w złym kierunku. Swego czasu Malcolm Muggeridge przeprowadził z nią rozmowę. I Matka Teresa mówiła do niego w ten sposób:

    „Sadzę, że ludzie dzisiaj przestali uważać biedaków za takie istoty ludzkie, jakimi są sami. Patrzą na nich z góry. Gdyby jednak mieli ów głęboki szacunek dla godności ludzi biednych, to z pewnością łatwiej by im było zbliżyć się do nich oraz dostrzec, że i ci biedacy są dziećmi Boga, że mają takie samo prawo do życia, miłości i opieki jak wszyscy inni. W czasach rozwoju każdy się spieszy i jest zapędzony, pozostawiając po drodze tych, którzy upadli i nie są w stanie z nami współzawodniczyć. I właśnie tych chcemy kochać, pragniemy im służyć i troszczyć się o nich.”

    Prawdziwa miłość nie szuka jakiś rozwiązań poza Bożymi przykazaniami a jest  najpewniejszym sposobem, aby przemóc zło.

    Oby dzisiejsza Eucharystia wyprowadzając nas z ludzkich dróg niesprawiedliwości otworzyła nasze słabe serca na Boży rytm – bowiem tu znajduje się źródło, z którego wypływa miłość wzajemna. 

    ks. Marian SAC

    ***************************************************************************

    I CZWARTEK MIESIĄCA – MSZA ŚW. o godz. 20.30

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego

    po Mszy św. – godzinna Adoracja

    Adoracja Najświętszego Sakramentu
    fot.Opoka.pl
    **

    21.00 – 22.00

    adoracja przed Najświętszym Sakramentem w intencji kapłanów

    ***

    W pierwsze czwartki miesiąca Kościół pragnie uczcić dwa sakramenty: Najświętszą Eucharystię i kapłaństwo

    Każdy pierwszy czwartek miesiąca jest przypomnieniem Wielkiego Czwartku. Liturgia określa to przypominanie greckim słowem – anamnesis – przypominać, czynić pamiątkę.

    Za każdym razem, kiedy w Liturgii Kościoła wspominamy wydarzenia dotyczące naszego zbawienia – to jednocześnie ta prawda uobecnia się między nami. Zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Pan Jezus mówi wyraźnie: „To czyńcie na moją pamiątkę (gr. anamnesin)”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Panem Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. To dlatego wielu świętych i mistyków w czwartkowe wieczory a nawet noce trwało i trwa na adoracji.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii – przede wszystkim czasem dziękczynienia. Dziękujemy za największy z cudów, ale także za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia.

    W tym obecnym czasie mamy utrudnienia, aby przyjąć Komunię świętą. Ale możemy Pana Jezusa przyjąć duchowo. Możemy w duchu dziękczynienia poświęcić chwilę naszego czasu na adorację Najświętszego Sakramentu. 

    Jak to dobrze, że wielu kościołach w tym dniu trwa całodzienna a nawet całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Z sakramentem EUCHARYSTII związane jest kapłaństwo. Msza święta została przez Pana Jezusa powierzona kapłanom, aby tę TAJEMNICĘ NASZEJ WIARY sprawowali w każdym miejscu i czasie. Tylko poprzez kapłanów Chrystus może w pełni dawać siebie i przebywać wśród ludzi w swoich sakramentalnych znakach.

    Dlatego pierwszy czwartek jest także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – Kościół modli się za kapłanów, aby nie tylko wytrwali w powołaniu, które otrzymali od Pana Jezusa, ale aby ich życie było czytelnym znakiem Bożego działania.

    ***

    Modlitwa św. Faustyny:

    O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości.

    O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia on na dusze kapłana. Niechaj moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana – bo Ty wszystko możesz.

    ***

    Modlitwa bł. księdza Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego św. Faustyny:

    Boże miłosierny,
    daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów!

    Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego,
    aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł,
    a żaden powołany nie został pominięty.

    Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego,
    jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego Apostołów!

    Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy
    głoszą słowem, przykładem i życiem!

    Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia,
    oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie
    i nie szukają niczego prócz Twojej chwały.

    Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha,
    którego wylałeś na Apostołów!

    Amen.

    PROŚCIE PANA ŻNIWA…

    “Szatan żywi gwałtowną nienawiść do kapłanów. Chce ich zbrukać, doprowadzić do upadku, zdeprawować. Dlaczego? Ponieważ całym swoim życiem głoszą prawdę Krzyża. Duchowni i osoby konsekrowane nie mogą pozostawić świata obojętnym. Tę prawdę Krzyża głoszą nawet w swoim ciele. Dla świata będą zawsze powodem do skandalu. Zajmują miejsce Chrystusa. A jak stwierdził Joseph Ratzinger w przemówieniu wygłoszonym w Rzymie w 1977 r.: „miejscem prawdziwego vicarius Christi jest Krzyż: być wikariuszem Chrystusa znaczy trwać, stojąc pod Krzyżem w posłuszeństwie i tym samym stanowić representatio Christi w czasie i świecie, podtrzymywać Jego władzę jako przeciw-władzę wobec świata. (…) Chrystus nie broni Prawdy z pomocą legionów, ale uwidacznia ją swoją Męką”. Księża i osoby konsekrowane swoim pokornym i oddanym życiem są ogromnym wyzwaniem rzuconym potędze świata”.

    cytat z książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” – kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019)

    ***********************************

    I PIĄTEK MIESIĄCA – MSZA ŚW. o godz. 19.00

    przed Mszą św. godzinna adoracja

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego

    fot. Adrianna Sierocińska/Tygodnik Niedziela

    ***

    Koła ratunkowe

    Koła ratunkowe
    Obietnice Pana Jezusa dane św. Małgorzacie Marii Alacoque fot.Henryk Przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY

    **

    Pierwszy piątek i sobota miesiąca. Czy możemy je traktować jak polisę ubezpieczeniową na wieczność?

    Wtym tygodniu przypadają pierwszy piątek i sobota miesiąca – słyszymy regularnie w kościołach. O popularnych nad Wisłą praktykach pierwszych piątków wiemy sporo. Tradycja ma już bowiem… 336 lat. To forma kultu Serca Jezusa objawiona św. Małgorzacie Marii Alacoque w 1673 r. Jezus obiecał tym, którzy odprawią nabożeństwo 9 pierwszych piątków, że nie umrą bez sakramentów świętych. Inną nieprawdopodobną odgórną „ofertę” usłyszała s. Faustyna. Dotyczyła ona Koronki do Bożego Miłosierdzia: „Kapłani będą ją podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego”– zapewniał siostrę drugiego chóru sam Jezus.

    Tajemnica druga: serce w cierniach

    A pierwsze soboty? To nabożeństwa związane z objawieniami w Fatimie. Szukający zawsze drugiego dna i węszący we wszystkim sensację skupiliśmy się przede wszystkim na trzeciej tajemnicy. Napisano o niej grube opracowania, zanim jeszcze Watykan ujawnił 9 lat temu treść orędzia. O nabożeństwach pierwszych sobót, wspomnianych w drugiej tajemnicy, wiemy niewiele. Ostatnio zrobiło się o nich znów głośno. W tym roku ruszyła Wielka Nowenna Fatimska – międzynarodowa inicjatywa związana z przygotowaniami do 100. rocznicy objawień.

    13 maja 1917 roku w nikomu nieznanej dolinie Cova da Iria objawiła się Maryja. Pastuszkom, którzy nigdy nie wytknęli nosa poza zabitą dechami wioskę, oznajmiła słowa, które miały wstrząsnąć Kościołem. Rosja wrzała, przygotowując leninowską rewolucję, wokół wybuchały bomby I wojny światowej, a na krańcu Europy dzieci otrzymały przesłanie mające przesądzić o losach świata. Łucja miała 10 lat, Franciszek 9, Hiacynta jedynie 7. Maryja prosiła: „Uciekajcie się do mojego Niepokalanego Serca, pokutujcie w intencji nawrócenia grzeszników”.

    W czasie kolejnych objawień Maryja pokazała dzieciom swe Niepokalane Serce otoczone cierniami. Dzieci miały zobaczyć również piekło. Ta wizja bardzo je przeraziła. „Widziałyście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników. Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczynią to, co wam powiem, wiele dusz się zbawi i zazna pokoju….” – zapowiedział Gość z nieba. Dodał też, że jeśli ludzkość nie opamięta się, „wybuchnie nowa, jeszcze gorsza wojna światowa, a Kościół zostanie prześladowany”. Maryja przyrzekła, że wróci, by prosić o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

    Hiacynta i Franciszek zmarli wkrótce po objawieniach. Tajemnice, które usłyszeli, zabrali z sobą do grobu. Łucja skrupulatnie notowała słowa Maryi: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć Mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane jak kwiaty, postawione przeze Mnie dla ozdoby Jego tronu. Jeśli się zrobi, to co wam powiem, wielu zostanie uratowanych przed piekłem i nastanie pokój na świecie… Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał znieść wiele cierpień. Różne narody zginą. Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Co usłyszała portugalska nastolatka?


    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Maryja zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy. 10 grudnia 1925 r. w hiszpańskim Pontevedra Łucja usłyszała o pierwszych sobotach miesiąca. Miał to być praktyczny wymiar kultu Serca Maryi. „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że obiecuję przyjść na pomoc w godzinę śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym, którzy przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty: odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią Różaniec i przez 15 minut towarzyszyć Mi będą, rozmyślając o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia” – opowiadała Maryja.

    Gdy pięć lat później Łucja poproszona o wyjaśnienie, dlaczego trzeba praktykować akurat pięć sobót, wyjaśniała, że ukazał jej się sam Jezus, tłumacząc: „Powód jest prosty: jest 5 rodzajów zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu; przeciwko Jej Dziewictwu; przeciwko Boskiemu Macierzyństwu, gdy jednocześnie nie chce się uznać Jej za Matkę ludzi; starania ludzi, którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki; bezpośrednie znieważanie Maryi w Jej świętych wizerunkach. Oto moja córko powody, dla których Niepokalane Serce Maryi nakazuje Mi żądać tego małego zadośćuczynienia. To zadośćuczynienie poruszy Moje Miłosierdzie i wybaczę temu, kto miał nieszczęście Ją znieważyć”.

    Zaliczyłem!


    Po zamachu na swoje życie Jan Paweł II zapoznał się z dokumentacją objawień. Stał się apostołem orędzia z Fatimy, bo jak podkreślał, swe ocalenie wiązał z objawieniami Maryi w portugalskiej wiosce. 13 maja 2000 roku spotkał się na rozmowie w cztery oczy z s. Łucją. Sam praktykował nabożeństwo pierwszych sobót. Bardzo wymowny był dzień jego śmierci. Zmarł w pierwszą sobotę miesiąca, w wigilię uroczystości Bożego Miłosierdzia. Wyrachowani do bólu, czynimy z fatimskiego przesłania teologię bankomatu. Obietnice traktujemy jako rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Bóg rzuca nam koła ratunkowe, a my przerabiamy je na walutę. Wrzucamy je do bankomatu i z uśmiechem sprawdzamy stan konta. No, nie jest najgorzej: troszkę już się uzbierało.

    O takiej mentalności znakomicie opowiada jezuita o. Wojciech Ziółek: – Z wymyślonym przez nas Bogiem jest bardzo wygodnie żyć. Wystarczy się rozliczyć jak z fiskusem. Płacę i wymagam. Jaka praca, taka płaca. Traktujemy modlitwę jak kartę kredytową: wkładam i wypłacam. Wystarczy wstukać PIN: ko-ron-ka albo ró-ża-niec i gotowe. Troszkę wprawdzie trzeba pocierpieć, ale generalnie się opłaca. Nie musimy wpadać w ręce Boga żywego”. Tymczasem sama s. Łucja wyraźnie przestrzegała, że w praktyce pięciu sobót należy podkreślić intencję wynagrodzenia za grzeszników, a nie asekurację na godzinę śmierci.

    Inne zagrożenie? Praktyka pierwszych piątków czy sobót bardzo łatwo może zamienić się w magiczne rytuały. „Uzbierałem już osiem pierwszych piątków ale, niestety, w ostatnim miesiącu nie mogłem dojść do kościoła. I co? Wszystko na nic?”. Przypomina mi to historię naszego fotoreportera, który spacerował po meczecie w Damaszku. Kilka razy przechodził między modlącymi się muzułmanami a torbami, które kładli przed sobą na podłodze. Za każdym razem reagowali zniecierpliwionym fuknięciem. W końcu, gdy nasz fotograf przeparadował między jednym z rozmodlonych facetów a jego torbą, ten zniecierpliwiony przeniósł się na inne miejsce. Okazało się, że gdy ktoś zakłóci muzułmanom przestrzeń modlitwy, którą sobie stworzą, muszą zaczynać wszystkie modlitwy od początku. Z praktyki „kolekcjonowania” piątków i sobót może wyłonić się nieprawdziwy obraz Boga – buchaltera z kalkulatorem w dłoni, który z satysfakcją zaznacza parafkę w kolejnych rubrykach. – Skupiamy się na gadżetach, a zapominamy o istocie – wyjaśnia w wywiadzie ks. dr Grzegorz Strzelczyk. W 1943 roku ukryta w lasach Beskidu mistyczka Kunegunda Siwiec usłyszała od Maryi: „Twoje serce jest małym niebem dla mojego syna. Odpoczywa w Nim. Pocieszaj Go”. Dwadzieścia lat wcześniej portugalska dziewczyna Łucja dos Santos usłyszała: „Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć”. To istota objawień.

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NNIEDZIELNY 46/09

    **************************************

    I SOBOTA MIESIĄCA – MSZA ŚW. o godz. 18.00

    po Mszy św. nabożeństwo pierwszej soboty miesiąca wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko Najświętszej Maryi Pannie

    Warszawa, Kraków: modlitwa wynagradzająca – katolicka odpowiedź na „tęczową” profanacjęźródło: pixabay.com/PCh.pl

    **

    *********************************************************

    Testament do wypełnienia

    Jasna Góra, 8 września 1946 r. Prymas Hlond w obecności całego episkopatu i prawie miliona wiernych oddaje naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi
    Jasna Góra, 8 września 1946 r. Prymas Hlond w obecności całego episkopatu i prawie miliona wiernych oddaje naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi
    PAP/CAF

    **

    Każdy, kto czyta wypowiedzi i pisma kard. Augusta Hlonda, ze zdumieniem i wyrzutami sumienia odkrywa ich aktualność.

    Był czwartek 21 października 1948 roku. Od kilku dni prymas Polski kard. August Hlond czuł, że siły go opuszczają. Miał świadomość, że umiera. „Niech teraz wyjdzie stąd wszystko, co doczesne, niech wejdzie wieczność” – zapisali świadkowie tamtych dni, notując ostatnie słowa odchodzącego pasterza. „Siły szatańskie zwyciężyły moje ciało. Lecz wy walczcie dalej. Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa… Nie rozpaczajcie! Nie rozpaczajcie. Lecz zwycięstwo, gdy będzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy…” – mówił w przeddzień swojej śmierci prymas Hlond, zachęcając uprzednio: „Jeżeli mnie nie będzie, wy walczcie, aby sprawa Boża zwyciężyła”.

    Kontynuatorzy

    Wiele lat później do maryjnej przepowiedni swego poprzednika na prymasowskiej stolicy nawiązał kard. Stefan Wyszyński. 31 maja 1965 roku przypomniał, wyznając: „[Kard. Hlond] to bowiem powiedział: »Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej«. Ja jestem tylko wykonawcą jego programu. Pracuję nad tym, aby to zwycięstwo przyszło i aby było to zwycięstwo Matki Najświętszej. Ono przyjdzie i będzie Jej zwycięstwem”. To nie tylko gest skromności i pokory. To wyraźne wskazanie zarówno znaczenia, jakie w misji Kościoła na polskiej ziemi Wyszyński przypisywał Hlondowi, jak i tego, jak postrzegał swoją rolę. Do tych samych słów Hlonda odwołał się też bł. Jan Paweł II w swoim „Testamencie”. Napisał: „Kiedy w dniu 16 października 1978 konklawe kardynałów wybrało Jana Pawła II, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński powiedział do mnie: »Zadaniem nowego papieża będzie wprowadzić Kościół w Trzecie Tysiąclecie«. Nie wiem, czy przytaczam to zdanie dosłownie, ale taki z pewnością był sens tego, co wówczas usłyszałem. Wypowiedział je zaś Człowiek, który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia. Wielki Prymas. Byłem świadkiem Jego posłannictwa, Jego heroicznego zawierzenia, Jego zmagań i Jego zwycięstwa. »Zwycięstwo, kiedy przyjdzie, będzie to zwycięstwo przez Maryję« – zwykł był powtarzać Prymas Tysiąclecia słowa swego Poprzednika kard. Augusta Hlonda”.

    Trzy witraże na Jasnej Górze

    Nie wszyscy odwiedzający Jasną Górę zauważają, że w kaplicy Cudownego Wizerunku znajdują się trzy witraże. Na środkowym ojcowie paulini umieścili Jana Pawła II, po bokach widnieją podobizny kard. Augusta Hlonda (z zapisanymi słowami jego przepowiedni czy – jak chcą niektórzy – proroctwa) oraz Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego. „Wszystkich tych trzech wybitnych synów Narodu Polskiego charakteryzuje niezachwiana wiara we wstawiennictwo Maryi w historii zbawienia ludzkości. Zawierzając Maryi, Prymas A. Hlond oddał Polskę Jej Niepokalanemu Sercu; Prymas S. Wyszyński »pod znakiem Maryi kontynuował dzieło swojego Poprzednika«; Papież Jan Paweł II całkowicie poświęcił się Matce o Niepokalanym Sercu i oddał pod Jej opiekę cały świat” – skomentował wspomniane trzy wizerunki ks. Andrzej Orczykowski SChr w miesięczniku „Msza Święta”. W ostatnich kilku latach w licznych wykładach i kazaniach poświęconych osobie kard. Hlonda można było usłyszeć stwierdzenie: „Gdyby nie było kardynała Hlonda, nie byłoby kardynała Wyszyńskiego, gdyby nie było kardynała Wyszyńskiego, nie byłoby Jana Pawła II”. Mówili tak między innymi abp Damian Zimoń i abp Stanisław Gądecki. A abp Wiktor Skworc zwrócił uwagę, że kard. August Hlond był dla Prymasa Tysiąclecia wzorem.

    Pytania o testament

    Patrząc z dzisiejszej perspektywy, wiemy już, że wypowiedziana przez Augusta Hlonda na łożu śmierci przepowiednia sprawdziła się. Zwycięstwo przyszło. I rzeczywiście przyszło przez Maryję. Czy jednak można powiedzieć, że zrealizowaliśmy jego testament? Czy wypełniliśmy zadania, jakie stawiał przed Polakami? Każdy, kto studiuje jego pisma i wypowiedzi, ze zdumieniem, ale i niejednokrotnie z wyrzutami sumienia odkrywa ich aktualność. Zaczynając od pierwszych jego publicznych wystąpień, tych wygłaszanych na śląskiej ziemi. „Z religijnych głębin duszy płynie odrodzenie w dziedzinę życia prywatnego, gdzie się spotykamy z codziennym ludzkim czynem, drobnym i wielkim, jawnym i skrytym, z pracą, z wypoczynkiem i zabawą. To wszystko musi wiara według prawa Bożego ułożyć i uzgodnić. Odrodzenie musi w całe życie wnieść konsekwencję moralną, sprowadzając wszystko do prawidła sumienia katolickiego. Katolik powinien być katolikiem w sercu, w kościele, na ulicy, w towarzystwie, przy pracy, wszędzie i zawsze. Odrodzenie musi gruntownie odbudować obyczaj, sumienność, uczciwość, wstrzemięźliwość, a przede wszystkim miłość” – pisał Hlond w liście pasterskim „O życie katolickie na Śląsku” z roku 1924. Dodawał, że odrodzenie religijne to dzieło niezwykłe i ogromne, dzieło łaski Bożej w sercach i dzieło ludzkiej pracy, dzieło duchowieństwa i wiernych świeckich, Kościoła i społeczeństwa. „Zatrzymamy i zastosujemy »rzeczy stare«, stare wypróbowane metody pastoralne, ulepszając i ożywiając je nowym duchem. Wprowadzimy »rzeczy nowe« i nowe formy pracy. Będziemy budzili nowe siły, dotąd uśpione i niewyzyskane” – zapowiadał późniejszy prymas Polski.

    Na rozstaju dziejowym

    A później, gdy już decyzją następcy św. Piotra powierzona mu została troska o kształt Kościoła katolickiego w Polsce i życia religijnego Polaków na całym świecie, kard. Hlond nie tyle snuł wizje, ile stawiał zadania, które dla nas w swej istocie są jego testamentem. Największe wrażenie robią jednak słowa z ostatnich lat jego posługi. W liście episkopatu do wiernych z lutego 1946 roku, powszechnie uważanym za dzieło kard. Augusta Hlonda, czytamy apel do rodaków: „Nie odmawiajcie Chrystusowi i Kościołowi swej współpracy nad religijnym odnowieniem Narodu i życia zbiorowego. Polska bowiem ma być budowaniem Bożym nie tylko w sercach i rodzinach, lecz również w państwie. Polska urośnie do znaczenia potęgi moralnej i będzie natchnieniem przyszłości Europy, jeśli nie ulegnie bezbożnictwu, a w rozgrywce duchów pozostanie niezachwianie po stronie Boga. Jako promieniejący ośrodek chrześcijański Polska będzie powagą i może odegrać rolę wzoru oraz pośredniczki oczekiwanego braterstwa narodów, którego samą li tylko grą dyplomatyczną zbudować niepodobna. Na rozstaju dziejowym Polska nie powinna się przeto wahać, nie powinna zbaczać ze swej drogi, lecz iść za swym powołaniem, nie uczyć się zła od nikogo, ale wszystkim podawać naukę prawdy i dobra. Pogłębioną świadomością chrześcijańską powinna odgrodzić się duchowo od zmurszałego i zakłamanego świata, który przepada, a przodować w nowym życiu, które się wyłania”. Prymas Hlond przestrzegał też, dostrzegając zagrożenia życia religijnego: „Przez trud, boleść i upokorzenia idziemy ku jednemu z największych zwycięstw Kościoła w Polsce. Zwycięstwo będzie tak wielkie, że swój wzrok zwrócą na Polskę pobliższe i dalsze narody”.

    Zawzięta walka

    Ksiądz Ignacy Posadzy, generał Towarzystwa Chrystusowego, rozmawiał długo z kard. Hlondem na kilka miesięcy przed jego śmiercią 16 sierpnia 1948 roku. Spisał po tej rozmowie myśli ówczesnego prymasa Polski. Według jego relacji, August Hlond był przekonany, że jesteśmy świadkami zaciętej walki między civitas Dei a civitas diaboli, która współcześnie toczy się zawzięcie jak nigdy. Z jednej strony odbywa się zdobywczy pochód królestwa Chrystusowego, z drugiej zaś ciąży nad światem łapa szatana, tak zachłannie i perfidnie, jak to jeszcze nigdy nie bywało. „Nowoczesne pogaństwo, opętane jakby kultem demona, odrzuciło wszelkie idee moralne, wymazało pojęcie człowieczeństwa. Upaja się wizją społeczeństwa, w którym już nie rozbrzmiewa imię Boże, a w którym pojęcie religii i moralności chrześcijańskiej są wytępione bezpowrotnie” – wskazywał kard. Hlond. Wynik tej rozgrywki, jego zdaniem, nie nastręcza żadnej wątpliwości. Kościół ma zapewnione zwycięstwo. „Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu. Jeśli kto, to zwłaszcza my, kapłani Chrystusowcy, winniśmy w tej decydującej walce stanąć w pierwszych szeregach. Od nas zależy, by godzinę triumfu przyspieszyć. Każdy z nas w tym boju wyznaczone ma stanowisko. Kto na wyznaczonym swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. Kto zaś z tej walki z wygodnictwa się usuwa, jest dezerterem z szeregów oficerskich Chrystusa” – zanotował ks. Posadzy. Stawiając cele i zadania, sługa Boży August Hlond wskazywał też środki. Wśród jego odręcznych notatek znaleziono taki zapis: „Trzeba ufać i modlić się. Jedna broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo – jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem”.•

    ks. Artur Stopka/GOŚĆ NIEDZIELNY15.09.2013

    ****************

    74 rocznica poświęcenia Polski

    Niepokalanemu Sercu Maryi

    8 września 1946

    „Polska upadła, ponieważ nie dotrzymała przysięgi złożonej Bogu i Maryi, lecz powstanie rychło, skoro wypełni zobowiązania”.

    Aleksander Jełowicki, Zmartwychwstaniec, Paryż 1856 r.

    „Wszystko skończy się znów ślubami; tym razem, jak mocno wierzę, dochowanymi w porywie nowego życia”.

    List kard. A. Hlonda do o. K. Raczyńskiego z dn. 14. 01. 1942r. napisany z Francji po lekturze pamiętnika o. Augustyna Kordeckiego.

    „Będzie miało miejsce przyłączenie się do „powszechnego chóru, który za najwyższą zachętą i przykładem Ojca Świętego Piusa XII wszystkie katolickie narody składają Najświętszej Pannie”.

    Informacja Episkopatu Polski z dnia 18. 02. 1946 roku odnosząca się do wskazania Papieża Piusa XII, który po poświęceniu świata i Rosji 8. 12. 1942 roku wezwał Episkopaty do poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Niepokalane Serce Maryi ocaleniem!

    Polska za wskazaniem ks. Prymasa kard. Augusta Hlonda 8 września 1946 r. wybrała fatimską drogę ocalenia. Oto w rodzinach, w parafiach, diecezjach a następnie na Jasnej Górze miał miejsce uroczysty akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi. Miał on być uczyniony z wiarą, jak również uzupełniony czynem. „Z wiarą” – bowiem sama Matka Najświętsza wyraziła pragnienie w Fatimie, aby poświęcano się Jej Niepokalanemu Sercu. „Uzupełniony czynem” – bowiem jednym i tym samym zdaniem prosząc o poświęcenie, wyraziła także życzenie o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

    Polska już raz cierpiała czas niewoli, gdyż „nie wypełniła zaprzysiężonych zobowiązań z 1656 r.”, nie powtarzajmy zatem dawnego błędu niewypełnienia zaprzysiężonych przez ślubowanie zobowiązań, ale od słów przejdźmy teraz do czynów.

    Czas zatem, by każdy Polak sięgnął codziennie po różaniec, a w pierwsze soboty miesiąca cała nasza Ojczyzna zjednoczyła się na modlitwie wynagradzającej.

    „Trzeba, aby się Naród odrodził w Bogu, aby był katolicki nie tylko z imienia, ale z przekonania, więcej jeszcze, z życia ; nie od święta, ale na każdy roboczy dzień. Poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Maryi, to pierwszy krok na tej drodze mozolnej ku odrodzeniu” – list Episkopatu Polski z 1948 roku.

    1. “Nie postąpilibyśmy zgodnie z duchem naszych dziejów ani z ciążącym na nas długiem wdzięczności, gdybyśmy na progu nowych czasów nie odnowili przymierza Polski z Jej niebieską Królową, dla której naród ma odwieczną, serdeczną i rodzinną cześć. Po szwedzkim potopie ślubował Jej “nową i gorącą służbę” król Jan Kazimierz. Teraz sam Naród i kraj cały poświęca się uroczystym aktem Matce Najświętszej i Jej Niepokalanemu Sercu, obierając Ją znowu za Patronkę swoją i państwa oraz oddając w Jej szczególną opiekę Kościół i przyszłość Rzeczypospolitej…

    Przywiązujemy wielką wagę do uroczystego oddania się narodu Niepokalanej Dziewicy, o ile akt ten dokonany zostanie z wiarą i uzupełniony będzie czynem”.

    Informacja Konferencji Episkopatu Polski dotycząca poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi – Wielki Post 1946

    2. „Łącząc modlitwy z ofiarami wspomagać będziemy biednych grzeszników, których los takim smutkiem przepełnia Twoje Niepokalane, Macierzyńskie Serce. Pragniemy wynagradzać Ci wszystkie zniewagi i rany doznane z winy naszej i naszych braci.

    Aby pocieszyć Twoje Niepokalane Serce, spełniać będziemy Jego życzenia, poświęcając pierwsze soboty miesiąca czci Twego Niepokalanego Serca przez nabożeństwo według Twoich wskazówek.

    Kochać będziemy tak drogi Ci różaniec święty”.

     3. „Dobrze będzie z okazji tego oddania się osobistego Najśw. Pannie postanowić sobie czcić Ją codzień przez jakieś uczynki pobożne i dobrowolne umartwienia.

    Najlepiej jednak będzie dostosować się do tego, czego sobie Ona sama w słynnych objawieniach Serca Swojego w Fatimie życzyła.

    Prócz bowiem poświęcenia się Niepokalanemu Jej Sercu do naj istotniejszych części naszego do Niej nabożeństwa należą:

    • Codzienne odmawianie różańca, polecane przez Matkę Bożą Różańcową przy każdym ukazaniu się Jej.
    • Pierwsza sobota miesiąca, która ma być poświęcona Niepokalanemu Sercu Marii i obchodzona przez Komunię św. wynagradzającą i ofiary”.

    4. „Życzeniem więc Matki Najświętszej i Jej Syna jest, by tak, jak formalnym wyrazem kultu Serca Jezusowego są Pierwsze Piątki miesiąca, tak wyrazem kultu Jej Serca stały się Pierwsze Soboty miesiąca. Dlatego też ogół wiernych czcicieli Maryi musi się gorąco modlić, by podjęte z wiosną poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Najświętszej Panny Maryi nie ograniczyło się tylko do jednorazowego, choćby najbardziej oficjalnego poświęcenia się, ale by zapoczątkowało w Polsce praktykę uroczystego obchodzenia, na wzór pierwszych Piątków, – Pierwszych Sobót miesiąca. (Spowiedź i Komunia św., wynagradzająca). Niech Wierni zwracają się do Swoich Proboszczów z prośbą o zaprowadzenie Pierwszych Sobót miesiąca ku czci Niepokalanego Serca Najświętszej Panny Maryi”.

    5. “Poświęcenie jasnogórskie narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi było najwspanialszym aktem hołdu złożonym przez Polskę Bogarodzicy. Podobnej manifestacji, podobnych tłumów Jasna Góra nie widziała nigdy przedtem. Sama Matka Najświętsza wyraziła życzenie we Fatima, aby poświęcono świat Jej Niepokalanemu Sercu. Ale jednym i tym samym zdaniem wyraziła także życzenie o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze ­soboty miesiąca”.

    NABOŻEŃSTWO PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA Bp Stanisław Czajka – Częstochowa

    ************************************************************************

    Górale na Krupówkach wzięli udział w “Męskim Różańcu”

    W sobotnie przedpołudnie 5 września górale z całego Podhala spotkali się w sanktuarium Najświętszej Rodziny przy Krupówkach w Zakopanem na “Męskim Różańcu”. Po Mszy św. i medytacji mężczyźni – wielu w strojach regionalnych – przeszli Krupówkami. Na słynnym zakopiańskim deptaku odmówili różaniec z rozważaniem poszczególnych tajemnic.

    fot. Jan Głąbiński /eKAI

    **

    – Różaniec, który bierzemy do rąk, jest receptą na życie, które daje nam Bóg. Nie ma lepszej. Ale musimy pamiętać o nim, kiedy wrócimy do naszych domów, miejsc pracy, tam różaniec i spokój który on daje musi stanowić naszą oręż do walki o mądre, prawe życie – mówił ks. Krzysztof Czapla, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem.

    Mszy św. z udziałem uczestników “Męskiego Różańca” przewodniczył ks. Bogusław Filipiak, zakopiański dziekan i kustosz sanktuarium Najświętszej Rodziny przy Krupówkach.

    – Mamy tak wiele intencji, najważniejsza z nich jest związana z naszym zdrowiem i bezpieczeństwem. To były i są ważne sprawy. Wypełniamy również wspólnym różańcem testament św. Jana Pawła II, który mówił do nas – górali, że “na Was można zawsze liczyć” – mówił KAI Maciej Zubek z Zakopanego, członek Związku Podhalan, a także inicjator banderii konnej w strojach regionalnych, która towarzyszy społeczności Podhalan pod Giewontem. Jak podkreślał Maciej Zubek do wspólnej modlitwy zaproszeni byli wszyscy mężczyźni, którzy chcą wynagrodzić Najświętszej Maryi Pannie za wszystkie upadki rodzaju ludzkiego. Ta intencja będzie towarzyszyć kolejnym odsłonom “Męskiego Różańca”.

    Na apel górali odpowiedziało wielu mężczyzn, wielu z nich przyszło w strojach regionalnych. Podhalanie różaniec odmawiali po Mszy św. i po medytacji. Przeszli z różańcami w ręku przez słynny zakopiański deptak – Krupówki. W rękach mieli flagi papieskie i maryjne. Nieśli też figurę Matki Boskiej Fatimskiej. Zatrzymali się w kilku miejscach, aby rozważyć poszczególne tajemnice różańcowe. Modlitwa zakończyła się przy oczku wodnym na Krupówkach, gdzie uczestniczy “Męskiego Różańca” uklękli i otrzymali błogosławieństwo od ks. dziekana Bogusława Filipiaka i ks. Krzysztofa Czapli. Był to bardzo symboliczny moment, który obserwowali turyści. Oto około setki mężczyzn klęczy na środku ulicy i zwraca się twarzą do krzyża na Giewoncie. Górskie szczyty były bardzo dobrze widoczne.

    “Męski Różaniec” odbywał się będzie w Zakopanem już cyklicznie, w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Plan zawsze będzie taki sam. Najpierw o godz. 8.30 Msza św. w sanktuarium Najświętszej Rodziny przy zakopiańskich Krupówkach, potem piętnastominutowa adoracja z medytacją, a następnie rozpoczęcie modlitwy różańcowej na słynnym zakopiańskim deptaku z rozważaniem poszczególnych tajemnic.

    Tygodnik NIEDZIELA/Kai.pl

    ************************************************************************

    25 MARCA JEST NARODOWYM DNIEM ŻYCIA, ale każdego dnia można podjąć decyzję

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Obecnym czasie, który jest szczególny, można składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    **

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    ************************************************************************

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    Opublikowano 21 sierpnia 2020by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”.

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ******************************************

    Trzecie objawienie Matki Bożej we Fatimie. Wizja piekła

    fot. MAŁY DZIENNIK.PL
    ***

    13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnegogdy odmówiliśmy różaniec z licznie zebranymi ludźmi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

    – „Czego sobie Pani ode mnie życzy?” – zapytałam.
    – „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać”.
    – „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje”.
    – „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

    Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
    – „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi”.

    Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach.
    Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

    Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
    – „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
    Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.

    Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
    – „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?”
    – „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej”.

    I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu. 

    Siostra Łucja wspomina, że wizja piekła do tego stopnia przerażała siedmioletnią Hiacyntę, „że wszystkie kary i umartwienia wydawały się jej zbyt małe, aby uzyskać u Boga łaskę wybawienia niektórych dusz. Jak to się stało, że Hiacynta taka mała, mogła zrozumieć ducha umartwienia i pokuty i z takim zapałem mu się oddać. Wydaje mi się, że była to najpierw szczególna łaska, której Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi chciał udzielić, a potem widok piekła i nieszczęścia dusz, które się tam dostają. Niektórzy ludzie, nawet pobożni, nie chcą dzieciom mówić o piekle, żeby ich nie przerażać, ale Bóg nie zawahał się pokazać go trojgu dzieciom, z których jedno miało zaledwie 8 lat.. Hiacynta często siadała na ziemi lub na jakimś kamieniu i zadumana zaczynała mówić: «Piekło, piekło, jak mi żal tych dusz, które idą do piekła, i tych ludzi, którzy tam żywcem płoną, jak drzewo w ogniu.» Drżąc klękała z rękami złożonymi, aby powtarzać modlitwę, której Pani nasza nas nauczyła: 0 mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia. Obecnie Ekscelencja rozumie, dlaczego ostatnie słowa tej modlitwy odnoszą się do dusz, które znajdują się w największym lub najbliższym niebezpieczeństwie potępienia.”

         Tuż przed swoją śmiercią przebywając w szpitalu w Lizbonie Hiacynta długie godziny spędzała na modlitwie, z jej pokoiku widać było wnętrze kościoła i tabernakulum. Adorowała Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Kilka razy odwiedziła ją Matka Boża. Po tych odwiedzinach zwierzała się siostrze Godinho przekazując jej to, co usłyszała od Matki Bożej.

         Między innymi Maryja powiedziała jej, że „najwięcej ludzi trafia do piekła przez grzechy nieczystości”. Mówiła również: „Gdyby ludzie wiedzieli, czym jest wieczność, na pewno uczyniliby wszystko, by odmienić swoje życie. Pojawią się na świecie mody, które będą obrażać naszego Pana. Ludzie, którzy służą Bogu, nie mogą być niewolnikami mody. W Kościele nie ma miejsca na mody. Bóg jest zawsze ten sam.”

         Według relacji s. Łucji Franciszek, w przeciwieństwie do swojej siostry Hiacynty, był mniej przejęty wizją piekła, „choć zrobiła na nim wielkie wrażenie. Całą swoją uwagę skupił na Bogu, który jest Trójcą Przenajświętszą w tym świetle ogromnym, które nas przenikało do głębi duszy. Potem powiedział: myśmy płonęli w tym świetle, które jest Bogiem, i nie spaliliśmy się. Jakim jest Bóg, tego nie można by powiedzieć. Tego właśnie nikt nie zdoła wypowiedzieć.”

    ************************************************************************

    Łańcuch ocalenia
    Fragment malowidła “Sąd ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, przedstawia człowieka ratującego innych za pomocą różańca

    ***

    „Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie – Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia – oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski).

    ************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Bogu niech będą dzięki!

    Mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. (Uroczystości beatyfikacyjne były zaplanowane na 7 czerwca 2020 roku, ale nie odbyły się z powodu pandemii). Ks. Prymas święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk Księdza Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową z 12-go na 13-go maja. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca nastąpi po ustaniu pandemii.

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    **

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA WRZESIEŃ 2020

    Intencja powszechna:

    o szacunek dla zasobów planety.
    Módlmy się, aby zasoby planety nie były rabowane, ale dzielone w sposób uczciwy i z poszanowaniem. 

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja na wrzesień

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Szkocji:

    Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł. 

    O Matko nasza, Matko miłości! Niechaj doznamy Twojej litości, bośmy okryci grzechów ranami: Ucieczko grzesznych, módl się za nami!

    ***

    Intencja dla Róży św. Moniki i Matki Bożej Częstochowskiej (II):

    Powierzamy Bożej Matce i Jej Synowi, którego życie rozważamy w różańcu, drogi wzrastania dzieci, za które modlimy się w tej Róży. 

    ************************************************************************


    ************************************************************************

    W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie

    Ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu.

    Wielki piątek 2005 r. w prywatnej kaplicy Jana Pawła II był niezwykłym, symbolicznym podsumowaniem jego życia
    Wielki Piątek 2005 r./Arturo Mari/L’Osservatore Romano

    **

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego. (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem. (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych”. (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc. (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych. (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione. (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko. (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości. (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności. (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym. (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    Gość Niedzielny.pl

    ************************************************************************

    Lamentacja twardej Heleny

    Oryginalny napis nie zachował się.  Dziś w Palace znajduje się jedynie kopia modlitwy.
    Oryginalny napis nie zachował się. Dziś w Palace znajduje się jedynie kopia modlitwy.
    Z ARCHIWUM RODZINNEGO BOGUMIŁY STANEK

    **

    Modlitwę na ścianie katowni wyryła wybitym zębem. Henryk Mikołaj Górecki napisał do jej słów muzykę, która wbija się w serce…

    Nawet teraz, po 76 latach od uwięzienia, niektórzy mówią i piszą: „nie przeżyła Palace”. Owszem, przeżyła. Ukrywała się, potem wyszła za mąż, zmieniła imię. Urodziła pięcioro dzieci, a zmarła dopiero w 1999 roku. Helena Wanda Błażusiakówna-Pawlik, pseudonim Lena, do końca nie opowiadała niemal wcale o swoim bohaterstwie. Czas, by w końcu poznał ją świat.

    Opowieść najstarszej córki

    – Mama urodziła pięcioro dzieci. Była wobec nas bardzo wymagająca. Kochająca, ale surowa – opowiada Bogumiła Stanek. – Wychowywała nas w duchu patriotycznym, ale o swojej walce nigdy nie opowiadała. Dowiadywaliśmy się przypadkiem, a potem opowiedziała więcej mojemu mężowi. Nie chciała należeć do stowarzyszeń zrzeszających kombatantów. Do Światowego Związku Żołnierzy AK wstąpiła dopiero pod koniec życia, za naszą namową. Właściwie sami ją zgłosiliśmy. Oficjalne członkostwo przyszło do nas po jej śmierci.

    Rodzinie zależało, by bezcenne wspomnienia matki zostały spisane. By pamięć o dzielnej dziewczynie, męczonej w katowni Podhala, przetrwała. Pani Bogumiła opowiada jeszcze o skromności swej matki: – Mama nie lubiła się fotografować. Dlatego w archiwum rodzinnym właściwie nie mamy jej zdjęć – mówi. – Zachowało się tylko jakieś powojenne zdjęcie znad morza. Pamiętam, że gdy próbowaliśmy raz znienacka sfotografować ją, gdy coś gotowała w kuchni, szybko zakryła twarz fartuchem.

    Może to skromność, a może przyzwyczajenie z okupacyjnej młodości? Gdy dyskrecja i głęboka konspiracja ratowały życie? A przecież i za komuny „Lena” musiała ukrywać przeszłość w AK.

    Córka Pika

    Życiorys Heleny Błażusiak-Pawlik, który napisała wiele lat po wojnie, jest dojmująco krótki. W żołnierskich słowach „Lena” raportuje: „Urodziłam się 4 lutego 1926 roku w Szczawnicy, jako córka Stanisława Błażusiaka i jego żony Zofii z domu Hurkała. Szkołę podstawową ukończyłam w Szczawnicy, po której pomagałam rodzicom w domu. Wybuch wojny w 1939 roku zastał mnie i naszą rodzinę w Szczawnicy. Mój ojciec Stanisław Błażusiak ps. Pik i starszy mój brat Stanisław Franciszek od jesieni byli zaprzysiężonymi przewodnikami Komórki Służby Zwycięstwu Polski w Szczawnicy. Przeprowadzali żołnierzy i oficerów WP po wojnie obronnej z 1939 roku, z Nowego i Starego Sącza do Szczawnicy. Przeprowadzani wojskowi byli zakwaterowani w naszym domu i w innych domach mieszkańców Szczawnicy w oczekiwaniu na kuriera, który przeprowadzał ich ze Szczawnicy przez Słowację na Węgry”.

    Kilkunastoletnia wtedy dziewczyna mocno wspierała ojca i brata. Pisze o tym jednym zdaniem: „W czynnościach zakwaterowania uchodźców pomagałam ojcu i bratu”. Nieodrodna. Dlatego mówili na nią „córka Pika”, bo tak samo jak ojciec była odważna i dyskretna. Nieustępliwa i nastawiona na działanie. – Jej starszy brat, mój wuj, miał pseudonim „Orzełek”. Ona była po prostu córką patrioty i siostrą patrioty. Mogła rosnąć tylko na patriotkę – opowiada pani Bogumiła. Córka Pika dorastała wraz z toczącą się wojną. Wiele widziała. Dokonywała dojrzałych wyborów. Walkę podejmowała już własną…

    Skończyła 18 lat, a trzy miesiące później została żołnierką. „W maju 1944 roku zostałam zaprzysiężona przez komendanta placówki ZWZ-AK „Slec I” Szczawnica, por. dr. Adama Czartoryskiego ps. Szpak do konspiracji jako łączniczka na trasie Szczawnica – Schronisko na Lubaniu. Tam był punkt kontaktowo-noclegowy i instruktażowy dla przechodzących oddziałów partyzanckich. W schronisku leczyli swoje rany ranni partyzanci polscy AK i radzieccy”.

    Pod koniec lipca 1944 roku wybucha powstanie szczawnickie. Szczawnica dołącza w ten sposób do akcji „Burza”, chce walczyć z niemieckim okupantem. Jednak powstanie upada i cała rodzina musi się ukrywać. Chronią się w lesie, ponieważ poszukuje ich Gestapo. Helena przechodzi na punkt kontaktowy ZWZ-AK na Lubaniu, do kpt. Ernesta Durkalca ps. Sław. Prowadzi kuchnię dla ukrywających się i załogi, opiekuje się rannymi. We wrześniu zapewne Gestapo otrzymuje donos. Rozpoczyna się obława. „25 września 1944 roku, wczesnym rankiem, Niemcy (…) urządzili obławę na partyzantów ukrywających się w schronisku. Zostaliśmy wszyscy, 16 osób, aresztowani”.

    W czasie sprowadzania jeńców z Lubania niektórym udało się uciec, dwie osoby zostały rozstrzelane. – Mama też chciała uciekać, ale jedna z pojmanych kobiet, trzymając ją kurczowo za rękę, nie pozwalała – prosiła, żeby nie ryzykowała postrzału. Mama jej posłuchała i tak trafiła do Czorsztyna, do siedziby Gestapo – opowiada pani Bogumiła. – Tam mamę przesłuchiwano. W końcu postawili ją przy murze, na rozstrzelanie. Odstąpili od tego zamiaru w ostatniej chwili. Chcieli wiedzieć więcej, wydobyć ważne informacje, dlatego zapewne przewieziono matkę i kilka osób do katowni Gestapo, do Palace w Zakopanem.

    W Palace

    Przedwojenny ekskluzywny pensjonat przy ul. Chałubińskiego w czasie wojny został przez Niemców zamieniony w miejsce kaźni. „Lena” o swojej męczarni pisze krótko: „Na Gestapo już od pierwszego dnia zaczęła się gehenna: przesłuchania, bicia, wieszanie na drzwiach itp. Tam też miałam wybite zęby”.

    Więcej o Palace nie pisze. Po wielu latach o tym, co ją spotkało, opowie zięciowi. Ale też w bardzo oszczędnych słowach. Bo kto może dziś zrozumieć tamten czas i tamte tortury – bicie, polewanie lodowatą wodą? Kto zrozumie śmierć z zamarznięcia i maleńkie cele, w których jednocześnie przebywało po kilkadziesiąt stłoczonych, poranionych osób? Kto zrozumie tamto cierpienie, krew na ścianach i podłodze? Tu przez lata okupacji Niemcy zamordowali około 250 osób, a torturowali nawet 4 tysiące. – Mama musiała cierpieć niewyobrażalnie. Tym bardziej że Niemcy wściekli byli na tych, którzy nikogo nie sypnęli mimo tortur, a najbardziej na kobiety – mówi pani Bogumiła. – Mój dziadek, gdy matkę pojmali, miał powiedzieć do swoich dowódców: „Nie bójcie się, ona nikogo nie wyda”. On znał najlepiej swoją córkę. Nie sypnęła nikogo.

    Modlitwa Heleny

    „Nie wiadomo, czy Helena przeżyła pobyt w Palace i czym wyskrobała swoją modlitwę na ścianie. Może kawałkiem cegły” – do niedawna można było przeczytać w dostępnych źródłach. Dwa błędy w jednej informacji. Po pierwsze: przeżyła. Po drugie: modlitwę wydrapała na ścianach swojej celi własnym wybitym zębem. Osiemnastolatka pozostawiła wstrząsający ślad:

    „Mamo, nie płacz, nie.

    Niebios Przeczysta Królowo,

    Ty zawsze wspieraj mnie.

    Zdrowaś Mario, Łaskiś Pełna

    Zakopane »Palace«, cela nr 3, ściana nr 3. Błażusiakówna Helena Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44”.

    W Palace przebywa siedem tygodni. „Dnia 22 listopada 1944 roku zabrali kilkanaście osób (…) do samochodu i pojechaliśmy na stację kolejową pod eskortą rzekomo do obozu (…). Jak pociąg dojeżdżał do lasku, nagle było słychać ostrą strzelaninę, pociąg zwolnił, partyzanci wyłamali drzwi, kazali nam wyskakiwać gdzie kto może i uciekać”. Helena została odbita i uwolniona.

    Nocą przeszła przez góry do Nowego Targu. Nad ranem „weszłam do pierwszego lepszego napotkanego domu, tam dostałam spódnicę i dużą chustkę. (…) Wieczorem byłam w Szczawnicy u dziadków”. Trudne przejścia dały o sobie znać: ciężko zachorowała i do końca wojny przebywała w szpitalu. Personel wiele ryzykował, by ją leczyć w pełnej konspiracji.

    Po wojnie skończyła technikum ekonomiczne, wyszła za mąż w Wadowicach, gdzie pracowała. Zaczęła oficjalnie używać drugiego imienia. Wanda Pawlik musiała uważać na władze komunistyczne. Takich jak ona osadzano w więzieniach i skrytobójczo mordowano. Zdarzały się donosy. Mimo że zmieniła miejsce zamieszkania, ktoś ją rozpoznał i wyrzucono ją z pracy. „Dostałam taką opinię (…), że od razu z pracy mnie wyrzucono. Dopisek na opinii był taki: rodzina AK, wrogowie klasowi”.

    Symfonia

    W latach 70., trzydzieści lat po wojnie, do piwnic Palace schodzi Henryk Mikołaj Górecki. Wstrząśnięty tym, co widzi, śladami krwi, wyrytymi napisami, notuje słowa – modlitwę Heleny. Umieści je w III Symfonii op. 36 – „Symfonii pieśni żałosnych”, która powstała w Katowicach w 1976 roku. Prawykonanie odbywa się w kwietniu 1977 roku. Śpiewa polska sopranistka Stefania Woytowicz. Słowa Heleny znajdą się w części drugiej dzieła, o której Górecki napisze, że „jest rodzajem lamentacji o prostej budowie ABABC”.

    Symfonia w Polsce była mocno krytykowana, została doceniona dopiero po latach. Na Zachodzie od premiery nie schodziła wiele tygodni z… popularnych list przebojów.

    Przesłanie córki

    Pani Bogumiła kończy opowieść: – Dumna jestem z matki. To wielka bohaterka. Ale takich jak ona było więcej. Jesteśmy wielkim narodem, mądrym i patriotycznym. I nie pozwólmy sobie wmówić, że jest inaczej. Trzeba wierzyć w siebie, wierzyć w drugiego człowieka. I przyjmować krzyże, bo każdy ma swój…

    Helena Wanda Błażusiak-Pawlik, pseudonim Lena, zmarła 25 lipca 1999 roku. Jest pochowana w Wadowicach na cmentarzu parafialnym. •

    Agata Puścikowska/GOŚĆ NIEDZIELNY 33/2020

    ************************************************************************

    Duży pokój stał się kaplicą. To była piękna niedziela z Eucharystią on-line

    MSZA W DOMUfot. archiwum prywatne/Jarosław Kumor | 19/03/2020

    **

    „Bóg przekracza totalnie nasze ograniczenia i nawet jeżeli jesteśmy daleko od ołtarza, On chce do nas przychodzić. Ma na to swój sposób” – powiedział kapłan na początku naszej Eucharystii on-line w ostatnią niedzielę.

    Swojski klimat

    Dzięki Bogu nie było mi trudno wyjść ze schematu „chodzenia do kościoła” i wejść na tory myślenia o dobru wspólnoty wiernych, zwłaszcza kiedy dowiedziałem się, że jako Droga Odważnych zorganizujemy Eucharystię transmitowaną na naszym portalu www.odwazni.pl – Eucharystię wśród braci i ich rodzin, w łączności z ludźmi, którzy są nam bardzo bliscy i z którymi poprzez czat mogliśmy mieć na bieżąco kontakt. A zatem ta niedziela od rana wyglądała dość standardowo i pośpiech, który często niestety nam towarzyszy przy wychodzeniu do kościoła, był obecny również i teraz.

    Nasz domowy „ołtarz” nakryliśmy białym obrusem. Była okazja, by wyjąć krucyfiks i świece nie tylko na wizytę księdza. Ubraliśmy się odświętnie, a dla naszych dzieci była to okazja, by wystroić się trochę po swojemu – w taki sposób, którego pewnie nie zaakceptowalibyśmy przy normalnym wyjściu do kościoła (vide diadem – tudzież korona – bransoletki i buty widoczne na zdjęciach). Było to ważne. Dzieciom łatwiej było przyjąć do wiadomości, że to również jest msza święta, mimo że nie wychodzimy tym razem z domu. Duży pokój stał się naszą „kaplicą” i trzeba przyznać, że dzieciaki nie wyobrażały sobie, by ni stąd ni zowąd np. pójść do swojego pokoju i się pobawić. Dla nas z kolei były to pewne zewnętrzne znaki, które ułatwiły nam wejście w głąb tej tak szczególnej dla Kościoła modlitwy.

    „W Duchu i prawdzie”

    Zaprzyjaźniony kapłan i osoby, które czuwały nad transmisją oraz wielu przyjaciół na czacie dało nam na swój sposób poczucie wspólnoty. Nie było więc trudno skupić się na Liturgii Słowa, która (mam wrażenie) była w tym dniu wycelowana w punkt. Towarzyszyła mi myśl, że sam Bóg jasno wypowiedział się o tym co tutaj się dzieje i nie mam wątpliwości, że miał tego dnia wielu czcicieli, którzy oddawali Mu cześć „w Duchu i prawdzie”. (por. J 4, 23)

    Oczywiście nie zabrakło stałych coniedzielnych elementów dziecięcej niecierpliwości i pytań, czy długo jeszcze. To też dało nam specyficzne rodzicielskie poczucie, że zdecydowanie jesteśmy na Eucharystii, a nie na jakiejś jej imitacji.

    „Bóg chce, żebyś przyjął Go duchowo”

    Kiedy przyszedł czas komunii, spodziewałem się jakiegoś obszernego wprowadzenia nas przez kapłana w to doświadczenie. Usłyszeliśmy: „Wzbudź w sobie pragnienie Jezusa. Kościół działa niesamowicie, bo Bóg działa niesamowicie. Nie możesz przyjąć ciała i krwi, ale Bóg chce, żebyś przyjął Jego samego duchowo, a On przyjdzie z tymi samymi owocami”.

    Doświadczenie komunii duchowej nie wiązało się dla nas z żadnymi uniesieniami. Emocje, owszem, były, ale ich źródłem były nasze dzieciaki, które już wtedy „jechały na oparach”, ale z drugiej strony nie jest to nic nowego i nie przeszkodziło nam, by zaprosić Jezusa do serca i odczuć wielką radość z faktu, że On jest wierny i przychodzi.

    Nie tylko Eucharystia – zapraszamy codziennie!

    Nie miałem wątpliwości, że w naszym domu wydarzyło się coś szczególnego i dotychczas niespotykanego. Na Drodze Odważnych w czasie epidemii będzie to stały coniedzielny element.

    W normalnych warunkach nasz program formacyjny w swojej podstawowej formie zakłada jeden maksymalnie 15-minutowy materiał dziennie. Teraz jest inaczej. Po rejestracji na Drodze Odważnych dostajemy dodatkowo codzienny program na poranek i na wieczór. O poranku otrzymujemy materiały do spotkania ze Słowem Bożym – film ze Słowem i komentarzem oraz (w poniedziałki, środy i piątki) spotkanie z jednym z liderów Drogi Odważnych w formie transmisji na żywo wokół tematów związanych z rozwojem osobowym, duchowym lub przywództwem. By każdy z użytkowników mógł lepiej się odnaleźć w naszych porannych działaniach, otrzymuje płatny w normalnych warunkach „Planomax” (www.chceplanomax.pl) na ostatnie tygodnie marca.

    Z kolei wieczory to wspólna modlitwa w gronie rodzin mężczyzn z Drogi Odważnych i kobiet z projektu uBOGAcONA (www.ubogacona.pl). O 21:00 łączymy się na żywo na dziesiątek Różańca i śpiewamy Apel Jasnogórski.

    Zawalcz o ten czas

    By być w tym z nami i doświadczać nie tylko tych codziennych elementów, ale też szeregu innych działań, które szczególnie w tym czasie podejmujemy, wystarczy zarejestrować się na Drodze Odważnych. Czy to nam zapewni dobre owoce tego tak długiego czasu w domu? Nie. To nam da dobre narzędzia, by o te owoce zawalczyć. Taką walką była dla mnie ta szczególna i piękna Eucharystia i taką walką o siebie i swoich bliskich jest dla mnie ta codzienna formacja. Podejmiesz wyzwanie?

    Jarosław Kumor/Aleteia

    ************************************************************************

    Benedykt XVI najstarszym papieżem w historii

    SampleFot. © Mazur / catholicnews.org.uk

    **

    Benedykt XVI jest od dzisiaj najstarszym wiekiem spośród wszystkich papieży w historii. Były biskup Rzymu, który ma obecnie 93 lata i zasiadał na Stolicy Piotrowej w latach 2005-13, w środę 2 września kończy 34 108 dni życia, wyprzedzając Leona XIII (Vincenzo Gioacchino Pecciego; 2 marca 1810-20 lipca 1903), który zmarł po 25 latach urzędowania.

    Urodzony 16 kwietnia 1927 Benedykt XVI z końcem lutego 2013 jako pierwszy papież od ponad siedmiu wieków ustąpił z urzędu. Od tego czasu mieszka w byłym klasztorze Mater Ecclesiae na terenie Ogrodów Watykańskich. Joseph Ratzinger jest obecnie “Papa emeritus” – “papież senior” i nadal nosi białe szaty, które – zgodnie z wielowiekową tradycją – zastrzeżone są tylko dla biskupów Rzymu.

    Papież senior jako następca papieża św. Jana Pawła II kierował Kościołem katolickim od 19 kwietnia 2005 do swojego ustąpienia 28 lutego 2013. W dziejach Kościoła katolickiego był 265. papieżem. Przybrał imię Benedykta nawiązując do “papieża pokoju” Benedykta XV oraz patrona Europy i założyciela zakonu benedyktynów, św. Benedykta z Nursji. Był też pierwszym Niemcem na tym urzędzie od czasów Wiktora II (1055-57). Przed wyborem na następcę św. Piotra był w latach 1983-2005 prefektem Kongregacji Nauki Wiary i pełniąc ten jeden z najważniejszych urzędów watykańskich był najbliższym współpracownikiem papieża Polaka.

    Dotychczas najstarszym papieżem był Leon XIII, który zmarł w wieku 93 lat, 4 miesięcy i 18 dni, następnie Klemens XII (7 IV 1652-6 II 1740, papież od 12 lipca 1730) – w chwili śmierci liczył prawie 88 lat. Po nim z kolei “na podium” znalazł się Klemens X (12 VII 1590-22 VII 1676, wybrany na Stolicę Piotrową 29 IV 1670) – zmarł w 10 dni po swych 86. urodzinach. Prawie 86 lat (brakowało mu 3 miesięcy i 6 dni) przeżył bł. Pius IX (13 V 1792-7 II 1878, papież od 16 VI 1846), którego ponad 31-letni pontyfikat jest najdłuższy w nowożytnych dziejach Kościoła.

    02 września 2020/KAI/Rzym Ⓒ Ⓟ

    ************************************************************************

    Tajemnica wypadku kard. Jaworskiego.

    Jan Paweł II wierzył, że krew przyjaciela była przelana dla niego

    KARDYNAŁ MARIAN JAWORSKIOSSERVATORE ROMANO / AFP | EAST NEWS

    **

    Ks. Jaworski cudem uniknął śmierci, ale stracił w tym strasznym wypadku lewą rękę. Gdy kard. Wojtyła go wreszcie zobaczył, rozpłakał się jak dziecko. Prof. Swieżawskiemu opowiadał później kilkakrotnie, że jego kardynalat został okupiony krwią bliskiego mu kapłana.

    Moje spotkanie z kard. Jaworskim

    Był koniec lat 90. ubiegłego wieku. W Przemyślu odbywało się Sympozjum Biblistów Polskich, na które przyjechałem, będąc wciąż jeszcze studentem Uniwersytetu Warszawskiego. Jeden z dni tego naukowego wydarzenia przeznaczono na wyjazd do Lwowa.

    Granica polsko-ukraińska była, jak się zdaje, nieco łatwiejsza do przebycia niż dziś. Autokar długo nie czekał na przejściu w Medyce i dość szybko trafiliśmy do miasta nad Pełtwią. Tam w łacińskiej katedrze czekał już na uczestników przemyskiego sympozjum abp Marian Jaworski.

    Pamiętam, że przywitał nas bardzo serdecznie. Przypomniał, że znajdowaliśmy się w miejscu, gdzie 1 kwietnia 1656 r. – gdy Rzeczpospolita krwawiła pod nawałą potopu szwedzkiego – król Jan Kazimierz podczas uroczystej mszy tuż przed odśpiewaniem „Agnus Dei” złożył przed ołtarzem berło i koronę. A po przystąpieniu do Komunii świętej padł na kolana przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej i odczytał napisany przez św. Andrzeja Bobolę tekst słynnych ślubów, w którym Maryja została ogłoszoną Królową Korony Polskiej.

    Homilia arcybiskupa dotyczyła już jednak czegoś innego. Ów znany w Europie filozof religii mocno podkreślał, że bez Biblii chrześcijaństwo nie mogłoby być religią. Nie miałoby w sobie więziotwórczego pierwiastka (jednym ze znaczeń łacińskiego słowa religio jest właśnie „więź”), nie stałoby się Kościołem. Dlatego ważna powinna być dla chrześcijan (i to wszystkich, a nie tylko dla protestantów) lektura Pisma Świętego we wspólnocie.

    Lwów, okupacja i kapłaństwo

    Pamiętam, że podczas tamtego pobytu we Lwowie przypomniałem sobie, że o arcybiskupie Jaworskim po raz pierwszy usłyszałem od prof. Stefana Swieżawskiego. Miałem zaszczyt chodzić na seminarium domowe tego wybitnego historyka filozofii średniowiecznej, na którym tłumaczono „Traktat o Bogu” św. Tomasza z Akwinu. Profesor, który przed II wojną światową studiował, a potem podjął pracę naukową na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, bardzo był rad, że w 1991 r. ordynariuszem odnowionej łacińskiej archidiecezji ze stolicą w mieście jego młodości został właśnie bp Marian Jaworski (od 1984 r. administrator apostolski w Lubaczowie).

    Swieżawski znał go dobrze. Wiedział, że był lwowianinem z urodzenia, któremu przyszło uczęszczać do szkoły średniej za okupacji sowieckiej i niemieckiej, a maturę w 1945 r. zdawać ponownie pod kuratelą sowieckich speców od edukacji. W tamtym pamiętnym roku zakończenia II wojny światowej – dokładnie 1 sierpnia – 19-letni Marian wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie.

    Jako kleryk w rodzinnym mieście spędził jednak tylko niecałe dwa miesiące. Już pod koniec września abp Eugeniusz Baziak musiał podjąć decyzję o natychmiastowej ewakuacji swej archidiecezjalnej uczelni dla przyszłych kapłanów do Kalwarii Zebrzydowskiej. To właśnie w tamtejszym sanktuarium w 1950 r. Marian Jaworski przyjął święcenia kapłańskie.

    Silna przyjaźń z Karolem Wojtyłą

    Rok później udał się do Krakowa, by podjąć pracę nad doktoratem. Wtedy właśnie spotkał się z nieco starszym od siebie kolegą – ks. dr. Karolem Wojtyłą. Obu kapłanów połączyły więzy silnej przyjaźni opartej na dzielonych przez obu duchowych i intelektualnych fascynacjach.

    Byli tak bliscy sobie, że, gdy Wojtyła w 1958 r. został biskupem pomocniczym w Krakowie, poprosił ks. Jaworskiego, by zamieszkał razem z nim przy ul. Kanoniczej 21. Właśnie z tamtych czasów pamiętał go zaprzyjaźniony z Wojtyłą prof. Swieżawski.

    Ks. Jaworski – także wtedy, gdy był już biskupem i kardynałem – konsekwentnie odmawiał publicznych wypowiedzi na temat swego krakowskiego przyjaciela. Indagowany w tej sprawie w latach 90. uciął krótko: „On jest papieżem w Watykanie, a ja biskupem we Lwowie”.

    Kardynalat okupiony krwią

    Mało kto w Polsce i na świecie wiedział, że Jan Paweł II wierzył, że swoją misję w Kościele mógł realizować dzięki ofierze swego pochodzącego ze Lwowa kolegi. Wiedział o tym prof. Swieżawski i od niego po raz pierwszy usłyszałem taką oto dramatyczną opowieść.

    W 1967 r., gdy Karol Wojtyła był już arcybiskupem krakowskim, papież Paweł VI wyniósł go do godności kardynała. Uroczystość wręczenia kardynalskich insygniów w Rzymie zbiegła się jednak w czasie z rekolekcjami dla księży diecezji warmińskiej, które długo wcześniej metropolita krakowski obiecał prowadzić. Abp Wojtyła poprosił wtedy ks. Mariana Jaworskiego o zastępstwo.

    Ten 3 lipca 1967 r. wsiadł w pociąg z Warszawy do Olsztyna. Za Działdowem doszło do katastrofy kolejowej. Zginęło 7 osób. Ks. Jaworski cudem uniknął śmierci, ale stracił w tym strasznym wypadku lewą rękę. Gdy kard. Wojtyła wrócił do Polski z Rzymu, 11 lipca 1967 r. pojechał do swego leżącego w szpitalu w Działdowie przyjaciela.

    Gdy go wreszcie zobaczył, rozpłakał się jak dziecko. Prof. Swieżawskiemu opowiadał później kilkakrotnie, że jego kardynalat został okupiony krwią bliskiego mu kapłana.

    Cierpienie przyjaciół

    Podobna sytuacja miała wydarzyć się w trakcie konklawe, na którym kardynałowie wybrali 16 października 1978 r. Wojtyłę na papieża. Rozległego udaru doświadczył wtedy inny serdeczny przyjaciel wadowiczanina – bp Andrzej Maria Deskur. W noc po wyborze na tron Piotrowy Jan Paweł II udał się do kliniki Gemelli, by odwiedzić chorego.

    Papież wierzył, że swe papiestwo także zawdzięczał cierpieniu bliskiej mu osoby. W ten sposób wypełniały się wedle niego tajemnicze słowa z Listu św. Pawła do Kolosan: „W moim ciele dopełniam braki cierpień Chrystusa za Jego Ciało, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

    Prof. Swieżawski twierdził, że to jeden z trudniejszych do teologicznej interpretacji fragmentów Nowego Testamentu. Może istotnie zastanawiać, że losy Polaka, który został następcą św. Piotra, posłużyły w XX w. za jego wytłumaczenie.

    Filozofia, Bóg i kształcenie księży

    Jan Paweł II cenił jednak ks. Jaworskiego nie tylko za okazaną mu przezeń przyjaźń. Uważał, że jego pochodzący ze Lwowa kolega jest również wybitnym filozofem. Obaj byli przekonani, że bez dobrych podstaw filozoficznych teologia jest co najwyżej zbiorem pobożnych zachęt i napomnień.

    W czerwcu 2005 r., podczas uroczystości odnowienia swego doktoratu na Uniwersytecie Jagiellońskim, kard. Marian Jaworski swoją filozoficzną drogę przedstawiał następująco:

    Refleksja filozoficzna pozwoliła mi głębiej zrozumieć Boga religijnej wiary, odsłoniła mi czym jest religijność i modlitwa. […] Refleksja filozoficzna nad egzystencją ludzką pozwala nam na odsłonięcie tych jej wymiarów, które wskazują na podstawowe odniesienie do Boga, który nie znosi istnienia człowieka, lecz nadaje sens i godność jego bytowi.

    Mówił też dalej, że filozofia religii (jej właśnie poświęcił lwią część swych badań)

    przyczynia się do wzbogacenia metafizyki i jej wyjścia naprzeciw współczesnego człowieka, który nie tylko pyta: dlaczego Bóg?, ale i po co Bóg? Metafizyka jak gdyby dotyka problemu Boga, On sam jednak wymaga innego sposobu podejścia do Jego tajemnicy. Tego zadania podejmuje się filozofia religii. Wychodzi ona z doświadczenia, by biorąc pod uwagę to wszystko, co człowiekowi, w pełni jego władz, jest bezpośrednio dane, dojść do Absolutu.

    Pewnie dlatego ks. Marian Jaworski przez całe swe naukowe życie bardzo dbał o odpowiedni poziom kształcenia w seminariach duchownych zarówno w Krakowie, jak i – w odnowionej przez niego samego w latach 90. – uczelni dla kandydatów na księży we Lwowie. Pytał: „Jeśli ksiądz nie przejdzie porządnych studiów, nie zna dobrze literatury filozoficzno-teologicznej, to jak potem może skutecznie katechizować innych czy wygłaszać dobre kazania?”.

    „Dla mnie żyć to Chrystus”

    Nie tylko jednak w dbaniu o dobrą formację intelektualną (nie tylko kapłanów, ale i świeckich) wyrażała się troska kardynała o Kościół. Było to szczególnie widoczne w czasie, gdy po prawie 46 latach wrócił do swego rodzinnego miasta, by objąć godność arcybiskupa obrządku łacińskiego. Wiedział, że to bardzo delikatne zadanie.

    We współczesnym Lwowie większość chrześcijan stanowią grekokatolicy. Ryt łaciński powszechnie uważa się tam za „polski” (a lwowska katedra łacińska to dla wielu Ukraińców po prostu „polski kościół”). Nie brakuje zatem między chrześcijanami tarć na tle narodowościowym.

    Kardynał Jaworski zawsze miał w tej sytuacji gotową, przemyślaną odpowiedź, którą wyłożył jasno w jednym z wywiadów dla Tygodnika Powszechnego:

    Nie jesteśmy wspólnotą ani polską, ani ukraińską – tylko rzymskokatolicką. Należymy do Kościoła powszechnego […]. Jako Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie nie konkurujemy z grekokatolikami.

    I w czasie tamtej pamiętnej wizyty we lwowskiej katedrze w ramach Sympozjum Biblistów Polskich taka postawa ks. kardynała naprawdę była widoczna. Po zakończeniu mszy świętej kard. Jaworski zaprosił nas na spotkanie z parafianami swej katedry: było wśród nich wielu Ukraińców.

    Teraz, gdy życie tego niezwykłego człowieka się dopełniło, myślę o biskupim zawołaniu, które sobie wybrał: „Mihi vivere Christus est” („Dla mnie żyć to Chrystus”). Owo Pawłowe zdanie z Listu do Filipian ma jednak przecież swój ciąg dalszy: „a umrzeć to zysk” (zob. Flp 1,21). Wierzę, że ks. kardynał, który spoczął ostatecznie w krypcie kaplicy cudownego obrazu w Kalwarii Zebrzydowskiej, na ów zysk wieczny zasłużył jak mało kto.

    Sebastian Duda/Aleteia.pl/13/09/2020

    ********************************************************

    Prymas Wyszyński był kandydatem do tronu papieskiego.

    Dlaczego nie chciał zostać papieżem?

    STEFAN WYSZYŃSKIASSOCIATED PRESS/East NewsKardynał Wyszyński podczas spotkania przygotowującego konklawe w 1963 roku.

    **

    Kard. Wyszyński zdecydowanie odmawia, podając pięć argumentów. Ale nazajutrz, 16 października 1978 roku, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając terminologii siatkarskiej, rozgrywającym podczas konklawe.

    14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Jest wśród nich dwóch purpuratów z Polski. Nikt nie jednak przeczuwa, że za dwa dni wskutek decyzji zgromadzonych dostojników zmieni się bieg historii. Po latach okaże się, że również prymas Stefan Wyszyński był kandydatem do tronu papieskiego. Dlaczego zatem został wybrany kard. Karol Wojtyła, a nie on?

    Śmierć Jana Pawła I po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w roku 1978 zbliża się wielkimi krokami.

    Do Kolegium Kardynalskiego dochodzi informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, domagających się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

    Nie do końca spełniają te wymagania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: z jednej strony arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, a z drugiej – arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, gwarantujący kontynuację nauczania tego papieża.

    Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

    Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup São Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej.

    Cieszy się tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, bo mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

    Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że Kościół dojrzał do tego, żeby papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał ten dobrze orientuje się w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej jako nieformalny przedstawiciel papieża.

    Zna arcybiskupa Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

    Pięć argumentów Prymasa

    Kard. König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe, zapisuje także to przekonanie w Pro memoria.

    Kiedy Prymas i metropolita krakowski spotkali się z innymi purpuratami przed konklawe, kard. Wyszyński zwierzył się mu, że wśród Kolegium Kardynalskiego widzi tyle nowych twarzy i wielu z nich nie zna. Kard. Wojtyła stwierdził natomiast, że zna tu wszystkich. Sami jednak byli dobrze znani purpuratom nawet z odległych krajów.

    Kard. Wyszyński cieszył się sławą niezłomnego, bohaterskiego obrońcy Kościoła w państwie rządzonym przez komunistów, kard. Wojtyła, wschodząca gwiazda Kolegium Kardynalskiego, zdobył zaś uznanie jako aktywny uczestnik różnych gremiów watykańskich oraz ten, który głosił rekolekcje dla Ojca Świętego. Jak się wkrótce miało okazać, wielu kardynałów w którymś z dwóch Polaków widziało następcę św. Piotra, czego w historii Kościoła nigdy dotąd nie było. Takiej sytuacji nie przewidzieli nawet wytrawni watykaniści, którzy w gronie papabili, czyli faworytów do tronu papieskiego, nie wymienili żadnego z polskich kardynałów.

    Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich mnie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kard. Wyszyński zdecydowanie odmawia, podając pięć argumentów. Nocą, pod datą 17 października (wtorek), zapisuje:

    1. Już wielokrotnie wypowiadałem swoje stanowisko, jeszcze przed wyborem Pawła VI, że Lud Rzymski ma prawo mieć biskupa rzymskiego, z narodu italskiego, niezależnie od tego, że Rzym dziś jest miastem międzynarodowym, na tym stanowisku stoję dziś;
    2. nadto, uważam, że moje życiowe zadanie, jak bronić Kościoła na Wschodzie centralnej Europy, dla tego celu szukam sprzymierzeńców, jak o tym świadczy ostatnia nasza podróż po Niemczach. Do mnie należy nawet paść na granicy polsko- sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał;
    3. przekroczyłem 77 lat, a papież musi mieć siły do pracy;
    4. na Stolicy Apostolskiej musi zasiąść człowiek wszechstronnie do tego przygotowany;
    5. gdyby wybór padł na Kardynała Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż Jego zadania w Polsce są inne.

    Kiedy Prymas orientuje się, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

    To Jej dzieło!

    Drugiego dnia konklawe wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z kandydatów włoskich kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, dając do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

    Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając terminologii siatkarskiej, rozgrywającym. W Pro memoria zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z Kard. Królem, a później z Kard. Königiem. Nic więcej! Później z Kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”.

    Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni dostojnicy należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Również arcybiskup Filadelfii zna dobrze Wojtyłę, który dwa razy gościł w USA. 8 grudnia 1967 r. – z powodu odmowy władz PRL udzielonej kard. Królowi na odwiedziny w Polsce – metropolita krakowski w jego zastępstwie odbył ingres kardynalski w Siekierczynie k. Limanowej, skąd pochodził ojciec amerykańskiego purpurata.

    Można się domyślić, że prymas Wyszyński dyskutuje z kardynałami, których nazwisko znaczy to samo, o tym, jak zmobilizować elektorów niezdecydowanych do postawienia na metropolitę krakowskiego, aby on został „królem kardynałów”, czyli papieżem. Czas poobiedniego wypoczynku jest jednak dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

    „Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kard. Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Ks. Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w Pro memoria.

    Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „… usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej : to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

    Zaraz potem Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

    Kard. Wyszyński na gorąco wyraża swój pogląd o tym, dlaczego kardynałowie opowiedzieli się za metropolitą krakowskim.

    Co mogło wpłynąć na ten wybór? Nie sposób odpowiedzieć. Być może, że obawa przed aktualnymi 3 kandydatami. Żadnego nie chciano. Gdy wypłynęło nazwisko Karola Wojtyły, miało ono równie koleje w głosowaniach. Ale, gdy 3 kandydaci tracili głosy, zyskiwał głosy Kard. Wojtyła. Ale to tylko mechanika.

    Bodaj istotne było to, że Polska, mimo jarzma komunistycznego, zachowała wiarę, jedność z Kościołem, żywą religijność którą podziwiało wielu Kardynałów świata w Polsce, żywą cześć do Matki Najświętszej. Wielu powtarzało: zwycięży Matka Najświętsza. Dzień św. Jadwigi dla Polski chwałą.

    Właściwie składano życzenia Kościołowi Polskiemu. Myślę, że obok wysokiej popularności Kardynała na świecie ta właśnie żywa religijność wszystkim dawała wiele do myślenia. Wielu Kardynałów wypowiadało to zdanie. Moja krótka odpowiedź na wszystkie strony: Polska przeżywa wiele upokorzeń i udręki – Deus exaltavit humiles [Bóg wywyższył pokornych].

    Opatrznościowy udział

    Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to zasługa Madonny Jasnogórskiej, Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym, niepublikowany dotąd, jego odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym Ojciec Święty dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Oto treść tego listu:

    † Wasza Eminencjo

    Umiłowany Księże Prymasie!

    Korzystam z odjazdu Biskupa Bronisława, aby przesłać serdeczne wyrazu czci i miłości – a zarazem podziękować raz jeszcze za tak opatrznościowy udział Księdza Prymasa w ostatnim Konklawe.

    Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej nieoczekiwanie objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu Konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość świętej Jadwigi.

    Pragnę także raz jeszcze podziękować Waszej Eminencji, a także przez Księdza Prymasa całemu Episkopatowi Polski, wszystkim moim Braciom w biskupstwie za Ich tak liczny udział w początkach nowego pontyfikatu.

    O szczegółach nie piszę. Przekazuję je wszystkie, które w tej chwili pamiętam, Biskupowi Bronisławowi, który z pewnością dokładniej to powtórzy, niż można by napisać w wąskich rozmiarach tego listu.

    Nie potrzebuję też mówić, jak bardzo liczę na wsparcie duchowe, na modlitwę Waszej Eminencji i całej Polski. Wiem, że tak się dzieje – więc przede wszystkim wyrażam podziękowanie. A dziękując – przez to samo najbardziej proszę, bo taka już jest „ekonomia wdzięczności”.

    Raz jeszcze powtarzam wyrazy serdecznej czci i oddania w Chrystusie Panu i Jego Matce – naszej Jasnogórskiej Pani.

    Jan Paweł II
    3.XI.1978.

    Prymas i Papież rozumieli się w pół słowa. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na Papieża.

    Prymas wyraża na gorąco przypuszczenie, że wybór Papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów”.

    Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież – w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje w rękę – i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem ze strony Episkopatu Polski pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny.

    Grzegorz Polak/Aleteia.pl/03/08/2020

    Jest to fragment książki Grzegorza Polaka, „Najbardziej lubił nasturcje. Nieznane fakty z życia Prymasa Wyszyńskiego”, Wydawnictwo M i Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego 2020.

    ************************************************************************

    Szkocja: spełniają się obawy Orwella. Czy Pismo Święte będzie zakazane?


    Szkocja: spełniają się obawy Orwella. Czy Pismo Święte będzie zakazane?fot. Pixabay


    W społeczeństwach zachodnich już teraz dzieje się to, przed czym ostrzegał Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi – uważa wiceprzewodniczący Episkopatu Szkocji, odnosząc się do projektu nowego prawa przeciw podżeganiu do nienawiści.

    Jak zauważa biskup John Keenan, niektóre „podstawowe prawa człowieka” okazują się bardziej podstawowe niż inne. Swoboda sumienia i wyznawania religii muszą ustąpić miejsca prawu do własnego stylu życia seksualnego. Hierarcha podkreśla, że nowe prawo stanowi zagrożenie dla Kościoła. Nie pozwala też wielu ludziom być wiernymi swym sumieniom i swobodnie wyrażać własną opinię.

    Od kwietnia szkocki rząd forsuje nowe prawo, rzekomo przeciw podżeganiu do nienawiści, choć sprzeciwia się temu dwie trzecie społeczeństwa oraz wiele instytucji. Kościół, jak mówi biskup Keenan, nie ma nic przeciwko zapobieganiu nienawiści, ale obawia się, że nowe prawo poważnie ograniczy wolność słowa. Niepokojące jest to, że aby uznać czyjąś winę, sąd nie będzie musiał wykazać, że oskarżony rzeczywiście chciał podżegać do nienawiści. Wystarczy, że jego gest czy zachowanie zostaną zinterpretowane w ten sposób.

    Kościół obawia się również pojęcia „materiały prowokacyjne”, którym operuje nowe prawo. Jeśli zostanie ono przyjęte, za materiały prowokacyjne z łatwością będzie można uznać Pismo Święte oraz katechizm, bo nie aprobują one aktów homoseksualnych. Nowe prawo jest bowiem bardzo nieprecyzyjne i w praktyce uniemożliwia wyrażanie jakichkolwiek negatywnych opinii na temat kwestii „genderowych”.

    Hierarcha zauważa, że katolicy w Szkocji już teraz niechętnie dzielą się swymi opiniami, w obawie, by nie popaść w konflikt z prawem. Przyznaje, że daleko tam jeszcze do prześladowań, których chrześcijanie doświadczają w Birmie, Chinach czy Indiach. Jest jednak prawdą, że już teraz twierdzenia inspirowane wiarą katolicką czy Ewangelią są tam powszechnie wyciszane – dodaje w wywiadzie dla portalu Nuova Bussola Quotidiana biskup Keenan.

    źródło: VaticanNews.va / KAI/PCh24.pl

    **********************

    „Gniazdo polskie”. W poszukiwaniu polskiej tożsamości narodowej

    „Gniazdo polskie”. W poszukiwaniu polskiej tożsamości narodowejzdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com (wiol5) + okładka (bialykruk.pl)


    W czasie Kulturkampfu prusko-niemieccy urzędnicy wmawiali Polakom, że są nic niewartą dziczą, a Rzeczpospolita przedrozbiorowa to kulturowa pustynia, którą należy jak najszybciej ucywilizować. Podobne głosy pojawiły się po 1989 roku, kiedy to rozpoczęła się operacja nazywana „pedagogiką wstydu”, której celem było – i nadal jest – wmawianie Polakom, że nasza historia, kultura, tożsamość narodowa to ciąg absurdów, głupstw i bezrozumności. Po roku 2004 „postępowe ośrodki” poszły krok dalej, ponieważ zaczęły głosić, że bez Unii Europejskiej nasza ojczyzna jest „brzydką panną na wydaniu” i jeśli chcemy by była „fajna”, to musimy zainstalować nad Wisłą wszystko, co jest modne na Zachodzie. Odpowiedzią na ten stan rzeczy jest najnowsza książka Bohdana Urbankowskiego pt. „Gniazdo polskie. Wspólna pamięć narodu”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Biały Kruk.

    Bohdan Urbankowski nie ma wątpliwości, że to właśnie Polska przez setki lat była kulturową potęgą w Europie – i nie chodzi tutaj o malarstwo, muzykę, literaturę czy architekturę, ale również, a może przede wszystkim, o ideę polityczną, która do dziś fascynuje wielu historyków i politologów. Chodzi oczywiście o polską wolność wynikającą z ducha republikańskiego, ale nie tylko. Przecież Polska na początku swego istnienia była monarchią i już wtedy stanowiła swoiste przedmurze chrześcijaństwa. W XII i XIII wieku doświadczyliśmy rozbicia dzielnicowego, z którego wyszliśmy obronną ręką. Rzeczpospolita Obojga Narodów przyciągała na swoje terytorium ludzi z całej Europy, którzy zafascynowani naszą kulturą chcieli zostać Polakami.

    Doświadczyliśmy wielu zdrad, najważniejsi ludzie w naszym państwie nie raz sprzedawali siebie, ojczyznę i rodaków za „srebrniki” od państw ościennych, co wpędziło nas w 123-letnią niewolę. Polska jednak nie zginęła. Mimo, że państwo zniknęło z map, to naród przetrwał i nie dość, że zachował swoje piękne dziedzictwo, to dodatkowo dał Europie i światu wybitnych artystów, naukowców, myślicieli i kapłanów. To właśnie oni są głównymi bohaterami „Gniazda polskiego” – bo to oni przez lata zaszczepiali w Polakach system wartości opartych na świętej Wierze katolickiej i patriotyzmie, które chroniły nas 100, 300, 500 lat temu i chronią dzisiaj.

    Z książki Bogdana Urbankowskiego dowiadujemy się m.in. niesamowitych faktów dotyczących pierwszego polskiego hymnu, czyli „Bogurodzicy” – faktów, o których nie mówi się w szkole. Autor cytuje najpiękniejsze polskie wiersze, które mają wręcz charakter poezji publicystycznej. Przykładem jest chociażby wiersz „Na zakon krzyżacki” autorstwa abp. Andrzeja Krzyckiego. Jak czytamy w „Gnieździe polskim”:

    „Nie jest to prosty paszkwil przeciwko Krzyżakom, bo nie zdobyłby tej sławy, którą zdobył. On jest bardzo kunsztownie napisany, dlatego pozwolę go sobie przytoczyć. A nawiązuje do trzech krzyży stojących na Golgocie. Wiadomo – Chrystus i dwóch łotrów.

    Wiadomo, że trzy krzyże są i o trzech barwach.

         Różne; tych, co je noszą, też rodzaje trzy:

    Jest czerwony, ten słusznie zwie się Jezusowym,

         Albowiem tak Jezusa zabarwił się krwią.

    Jest biały, odpowiedni zbójcy z prawej strony,

         Którego zbrodnie kilka odkupiło słów.

    Jest w końcu czarny, zbója z strony lewej; ten to

         Zdradziecki Zakon uznał – jak słusznie! – za swój”.

    Poeci i pisarze zdominowali „Gniazdo polskie”. To oni pojawiają się już na pierwszych kartach książki, a fragmenty ich twórczości i życiorysów odnajdujemy w każdym rozdziale. Urbankowski przekazuje nam wiedzę zarówno na temat tych znanych przez niemal nas wszystkich (Kochanowski, Rej, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Żeromski, Norwid, Gałczyński, Herbert, Miłosz, ks. Twardowski etc.) jak i tych, o których dzisiaj się niemal nie pamięta (Syrokomla, Pol, Bełza, Kromer, Feliński etc.).

    Kolejną grupą bohaterów książki Urbankowskiego stanowią malarze z Janem Matejko na czele, wojskowi, politycy, architekci, kompozytorzy i inni wielcy Polacy, którzy zapisali się w historii naszej Ojczyzny i świata. Autor nie zapomina również o tych, którzy robili i nadal robią wszystko, aby Polska nie była Polską, tylko „tym krajem”, a fraza „Polak-katolik” została zastąpiona słowami „Polak-kapuś, nieudacznik, złodziej, faszysta, antysemita”.

    To od nas zależy, którą drogą pójdziemy i to my zdecydujemy czy przetrwamy jako naród, co kilkukrotnie nam się udawało. Czy jest to możliwe jednak i dzisiaj?

    „Gniazdo polskie” to bez cienia wątpliwości jedna z najważniejszych i najbardziej „budujących” książek w dorobku Bohdana Urbankowskiego i jedno z najważniejszych dzieł stanowiących o polskiej kulturze, jakie ukazało się w ostatnich latach. Napisać, że autor wykonał tytaniczną pracę, która wzywa nas do dumy i kroczenia przez życie z podniesionym czołem, to nic nie napisać. Najlepszym podsumowaniem będzie wiersz XXIX „Nad głębiami” Adama Asnyka:

    Póki w narodzie myśl swobody żyje,

    Wola i godność i męstwo człowiecze,

    Póki sam w ręce nie odda się czyje

    I praw się swoich do życia nie zrzecze,

    To ani łańcuch, co mu ściska szyję,

    Ani utkwione w jego piersiach miecze,

    Ani go przemoc żadna nie zabije,

    I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.

    Zginąć on może z własnej tylko ręki:

    Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,

    Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki,

    I to zwątpienie, co szepcze do ucha:

    Że jednem tylko lekarstwem na męki

    Jest dobrowolne samobójstwo ducha.

    TK

    Urbankowski B., Gniazdo polskie. Wspólna pamięć narodu, Kraków 2020.

    PCh24.pl

    ************************************************************************

    Prof. Kazimierz Braun:

    Dwusetlecie urodzin Cypriana Norwida

    Czas się przygotować!

    Prof. Kazimierz Braun: Dwusetlecie urodzin Cypriana Norwida. Czas się przygotować!

    Józef Łoskoczyński, Cyprian Kamil Norwid. Repr. Jarekt/Wikimedia Commons


    W roku 2021 upłynie 200 lat od urodzenia Cypriana Norwida. Jubileusz 200-lecia urodzin tego wielkiego twórcy to ważna sprawa narodowa – sprawa literatury polskiej i polskiego teatru, a ogólnie sprawa narodowej kultury i narodowej świadomości.

    Cyprian Norwid przyszedł na świat 24 września 1821 r. na Mazowszu, w Laskowie-Głuchach koło Radzymina. Gdy zbliża się 199 rocznica jego urodzin pora, aby przygotować się do rocznicy dwusetnej.

    Norwid był poetą, dramatopisarzem, prozaikiem i myślicielem, a także artystą sztuk pięknych. Wcześnie rozpoczął błyskotliwą karierę literacką, by w następnych latach życia stworzyć arcydzieła, jak wiersz Fortepian Chopina, przez wielu uznawany za najwybitniejszy w ogóle utwór poetycki napisany w języku polskim, czy jak dramat Za kulisami, będący mistrzowskim połączeniem narracji politycznej, krytyki społecznej i uniwersalnej refleksji filozoficznej.

    Promethidionie, poetyckim traktacie, napisał:

    „I ja tak widzę przyszłą w Polsce sztukę,

    Jako chorągiew na prac ludzkich wieży,

    Nie jak zabawkę ani jak naukę,

    Lecz jak najwyższe z rzemiosł apostoła

    I jak najniższą modlitwę anioła.”

    W Aktorze dał natomiast fundamentalną definicję teatru:

    „Teatr ile wiemy – jest atrium spraw niebieskich – i stąd go tak zwiemy.”

    W dorobku Cypriana Norwida znalazły się setki wierszy i poematów, kilkanaście dramatów, wiele utworów prozą, oraz obfita epistolografia; pozostawił po sobie również dzieła sztuk pięknych: rysunki, obrazy, rytownictwo.

    W twórczości swej Norwid odwoływał się do narodowej i ogólno-europejskiej tradycji, a zarazem był odważnym nowatorem. Na zawsze weszły do zbiorowej świadomości Norwidowe frazy, jak ta: „Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Największą wartością, promieniującą ze wszystkich jego dzieł jest wolność – wolność jednostki i narodu, wolność w dziedzinie twórczości i wolność polityczna.

    Jego nowatorska twórczość oraz bezkompromisowe sądy artystyczne, polityczne i moralne stopniowo odsuwały od niego czytelników. Tylko część jego dzieł została opublikowana za jego życia. Część z nich zaginęła, ale wiele zostało odszukanych po śmierci twórcy i wtedy, już w XX w., został odkryty na nowo.  

    Cyprian Norwid przeżył swą młodość w kraju, a lata dojrzałe na emigracji – w Europie Zachodniej, w Ameryce i ponownie w Europie, osiedliwszy się we Francji. W 1855 r. został uznany przez zaborcze władze rosyjskie za politycznego „wygnańca” i do Polski już nie mógł powrócić – chyba, że wprost na Sybir. Zmarł w Paryżu w biedzie i opuszczeniu w 1883 r.

    W krwioobieg polskiego życia literackiego wprowadził Norwida Zenon Miriam-Przesmycki, który opublikował wiele jego utworów w wydawanym przez siebie w Krakowie czasopiśmie „Chimera” (1901-1908). Następnie zaś wydał wszystkie Pisma do dziś odszukane  Norwida (w latach 1930. i 1940.). Kolejnej edycji Pism wszystkich Norwida dokonał Juliusz Wiktor Gomulicki (w latach 1971-1976), dodając do niej bezcenne kompendium: Norwid. Przewodnik po życiu i twórczości (1976). Trzeciego już wydania Dzieł wszystkich Norwida dokonuje Julian Maślanka (poczynając od 2013 r.). Liczni wielcy uczeni badali twórczość Norwida: Wacław Borowy, Juliusz Wiktor Gomulicki, Karol Górski, Mieczysław Inglot, Irena Sławińska, Wiesław Rzońca, Kazimierz Wyka i wielu innych, a sekundowali im uczeni francuscy, holenderscy, węgierscy i inni.

    Najwybitniejsi polscy poeci podążali szlakiem Norwida, a wśród nich Krzysztof Baczyński, Zbigniew Herbert, Tymoteusz Karpowicz i Tadeusz Różewicz. Wczytywał się w niego młody Karol Wojtyła, który potem, jako Papież Jan Paweł II, wielokrotnie powoływał się na Norwida w swych wystąpieniach.

    Na scenę teatralną pragnął wprowadzić Norwida Stanisław Wyspiański. Gdy ubiegał się o dyrekcję krakowskiego Teatru Miejskiego w 1905 r. umieścił w swoich planach repertuarowych Kleopatrę. Dyrekcji nie otrzymał – tragedii Norwida nie wystawił. Jednak w 1908 r., w Teatrze Miejskim pod dyrekcją Ludwika Solskiego, odbyła się pierwsza w ogóle premiera Norwidowska: misteryjny dramat Krakus. Reżyserował Józef Sosnowski. Scenografię skomponował Franciszek Siedlecki. W głównych rolach wystąpili mistrzowie – Andrzej Mielewski w roli Krakusa i Józef Sosnowski w roli Rakuza. Później, największe zasługi we wprowadzaniu Norwida na sceny położyli Wilam Horzyca, inscenizator Kleopatry (Lwów 1933) i Za kulisami (Toruń 1946, Warszawa 1959) oraz Juliusz Osterwa, który pierwszy wystawił w swojej Reducie Pierścień wielkiej damy (Warszawa 1936). W kolejnych przedstawieniach Norwidowskich grali tak wybitni aktorzy jak Irena Eichlerówna, Maria Nowotarska, Alicja Pawlicka, Hanka Stankówna, Aleksandra Śląska, Tadeusz Białoszczyński, Henryk Boukołowski, Leszek Herdegen, Mariusz Dmochowski, Zbigniew Zapasiewicz, Mieczysław Voit i inni. Scenografie do sztuk Norwida tworzyli tacy mistrzowie jak Andrzej Pronaszko, Otto Axer, Krystyna Zachwatowicz.

    Co do mnie, zetknąłem się z Norwidem już jako dziecko. Moja matka Elżbieta (z domu Szymanowska), ucząc mnie w naszej wojennej szkole domowej mówiła o nim i wskazywała mi jego wiersze do nauczenia się na pamięć. A z drugiej strony, wcześnie dowiedziałem się o przechowywanej z pietyzmem tradycji w rodzinie mego ojca, Juliusza: ojciec jego matki Henryki, doktor Konstanty Miller, był w Paryżu przyjacielem Cypriana Norwida, który umieścił jego imię w Promethidionie.

    Miałem niezwykle ważne formacyjne doświadczenie uczestniczenia w seminarium magisterskim poświęconym Norwidowi prowadzonym na Uniwersytecie Poznańskim przez tak wybitnego uczonego, jakim był profesor Zygmunt Szweykowski. Później, miałem to szczęście, że o Norwidzie mogłem mówić z Wilamem Horzycą – jego oddanym miłośnikiem i propagatorem. Miałem także bezcenną możliwość wielokrotnie konsultować moje prace Norwidowskie z jego wytrawnym znawcą, niestrudzonym wydawcą i komentatorem o niezrównanej erudycji, Juliuszem W. Gomulickim.

    Było tych prac wiele. W ciągu lat wyreżyserowałem w teatrach i w telewizji wszystkie pełnospektaklowe sztuki Norwida: Pierścień Wielkiej-Damy, Aktora, Za kulisami, Kleopatrę i Cezara, a także jednoaktówkę Miłość czystą u kąpieli morskich. Reżyserowałem również moje scenariusze Norwidowskie: Piszę pamiętnik artysty oraz Powrót Norwida. Aby torować drogę do Norwida pisałem o jego dramacie i teatrze; jemu poświęciłem pracę doktorską. Opublikowałem książki Cypriana Norwida teatr bez teatru oraz Mój teatr Norwida. Dla Biblioteki Narodowej przygotowałem Cztery dramaty Cypriana Norwida (wstęp i opracowanie), a niebawem ma zostać opublikowany mój Przewodnik po twórczości dramaturgicznej Cypriana Norwida (Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego)W ten sposób starałem się przypominać jego dzieło i włączać je w bieżące polskie życie teatralne, literackie i naukowe.

    A teraz zbliża się ta ważna Norwidowska rocznica. Jest już czas, i jeszcze jest czas, aby ludzie teatru zaplanowali realizacje sztuk Norwida w roku 2021, aby uczeni przygotowali sesje naukowe i publikacje jemu poświęcone, aby nauczyciele zorganizowali konkursy recytatorskie utworów Norwida – jest na pewno wiele sposobów przypominania go, czerpania z jego dzieła.

    Twórczy wkład Cypriana Norwida w polską kulturę jest bowiem ogromny, a na wielu polach decydujący. Dwustulecie jego urodzin stwarza okazję godnego przypomnienia dzieła, zasług i znaczenia tego wielkiego twórcy, ponownego odwołania się do niego.

    Kazimierz Braun/POLONIA CHRISTIANA/PCh.24pl


    spotkanie chrystusa by cyprian kamil norwid

    Spotkanie ChrystusaCyprian Kamil Norwid
    Norwid oryginał
    Głowa Chrystusa – Cyprian Kamil Norwid

    ***

    Słowo do rzeczy

    190. rocznica urodzin Norwida
    Zdjęcie z Krzyża – grafika autorstwa Norwida z roku 1861/EAST NEWS/MUZEUM LITERATURY

    **

    Miał jeden cel: „Odpowiednie dać rzeczy – słowo!”. I tak budował mosty między literaturą a teologią. Nic dziwnego, że twórczością Norwida zafascynował się przyszły papież.

    Wiedeńska biblioteka, rok 1901. Młodopolski poeta i tłumacz Zenon „Miriam” Przesmycki trzyma w ręku niepozornie wyglądający tomik poezji. Nie wie jeszcze, że ta chwila będzie przełomowym momentem dla historii polskiej literatury.

    Czwarty wieszcz

    Ów tomik to jedyny zbiór wierszy Cypriana Kamila Norwida, jaki autorowi „Vade-mecum” udało się wydać za życia. Niemal wszystko, co dziś znamy, i co mieści się w jedenastu tomach „Pism wszystkich”, wydanych dopiero w latach 70. ubiegłego wieku, zostało wydobyte z rękopisów.

    Urodził się w mazowieckiej wsi Laskowo-Głuchy, ale większą część życia spędził za granicą, głównie w Paryżu. Wiele lat przeżył w skrajnej nędzy, utrzymując się jedynie z dorywczych prac, m.in. z grafiki. Postępująca gruźlica i uzależnienie od alkoholu sprawiły, że jeden z największych polskich poetów wszech czasów ostatnie lata życia spędził w przytułku, opuszczony i zapomniany.

    Czemu tak się stało? Cyprian Kamil Norwid to jeden z tych artystów, którzy wyprzedzili swoją epokę. Niezrozumiany przez współczesnych, stał się jednak inspiracją dla potomków, tak jak przewidział w wierszu: „Syn – minie pismo, lecz ty spomnisz wnuku”. Dziś stawia się go w jednym rzędzie z romantycznymi wieszczami, jednak błędem byłoby sądzić, że twórczość Norwida jest powszechnie znana. Trudny, filozoficzny język jego poezji sprawia, że zaczytywać się nią mogą tylko nieliczni. I choć są badacze, którzy zajmują się niemal wyłącznie Norwidem, to dla wielu zwykłych czytelników pozostaje on ciągle autorem kilku „szkolnych” utworów: „Fortepianu Chopina”, „Mojej piosnki (II)” czy „Bema pamięci żałobnego rapsodu”.

    Krzyż stał się bramą

    Jednym z tych, którzy uważali Norwida za swojego mistrza, był Jan Paweł II. Gdyby sporządzić listę artystów najczęściej przez papieża cytowanych, na pierwszym miejscu znalazłby się z pewnością autor „Promethidiona”. Jego wpływy widać nie tylko w poezji Karola Wojtyły, zwłaszcza w „Tryptyku rzymskim”, ale przede wszystkim w nauczaniu, co zresztą Ojciec Święty sam podkreślał. W 180. rocznicę urodzin poety wyznał, że myśl o kapłańskim charakterze osoby ludzkiej, zaczerpnięta właśnie z Norwida, kształtowała społeczny wymiar jego pontyfikatu. Papieża inspirowały również rozważania Norwida na temat narodu. „Z wielkim bólem mówił Norwid Polakom, że nie będą nigdy dobrymi patriotami, jeśli wpierw nie będą pracowali na swoje człowieczeństwo – przypomina papież. – Ład narodu przychodzi spoza narodu, ostatecznie jest on z Boga, i dlatego tym, którzy tak dalekosiężnie, bo kapłańsko, kochają swój naród, nie grozi nacjonalizm”.

    Dla Jana Pawła II jest oczywiste, że siła autorytetu poety bierze się z krzyża: „Tylko ci bowiem, w których wnętrzu codziennie rozgrywa się dramat Golgoty, mogą powiedzieć: Krzyż »Stał się nam: bramą«”. Krzyż to jedno ze słów-kluczy w twórczości Norwida, jednak symboli zaczerpniętych z Biblii jest w niej znacznie więcej. Siostra Alina Merdas w książce „Łuk przymierza” udowadnia, że są one jednym z najważniejszych tworzyw tej poezji. To odróżnia autora „Vade-mecum” od wielu innych poetów, znajdujących w motywach biblijnych jedynie ozdobniki. Zdaniem badaczki, Biblia przeniknęła całą twórczość Norwida, czyniąc ją religijną, a nawet ortodoksyjnie katolicką.

    Mowa na nowo

    Norwid nie wybiera z Biblii jedynie wygodnych dla siebie fragmentów, ale inspiruje go ona w całości: od Księgi Rodzaju po Apokalipsę. To dążenie do pełni, charakterystyczne dla artysty, widoczne jest zarówno w konstruowaniu cyklów poetyckich, jak i w tworzeniu spójnego systemu filozoficznego, w którym głównym zagadnieniem stanie się – jak mówi s. Alina Merdas – „moralny postęp ludzkości”. Zdaniem poety, tylko „c a ł y – c z ł o w i e k  –  od stóp do głów – cały!” ma szansę wygrać, jak Bóg, w walce ze światem. Aby „być  c z ł o w i e c z y m”, człowiek musi więc stać się „n a d – l u d z k i m”, przemienionym według Bożego zamysłu. Przemiana ma się dokonać nie tylko na planie osoby, ale także narodu i wreszcie całej ludzkości. W ten sposób Norwid tworzy całą filozofię dziejów, która oparta jest na biblijnej wizji świata, a także na pismach Ojców Kościoła, których poeta był gorliwym czytelnikiem.  Jak jednak przedstawić tę wizję w poezji, nie uciekając się do wytartych formuł? Norwid dostrzega niebezpieczeństwo „zeskorupienia” języka religijnego, dlatego jednym z celów, które sobie postawi, będzie jego odświeżenie. To zadanie najlepiej chyba streszcza tytuł książki o twórczości Norwida, napisanej przez Wojciecha Kudybę: „Aby mowę chrześcijańską odtworzyć na nowo…”. „Odtworzyć” właśnie, czyli dotrzeć do źródeł, a nie stworzyć od zera.

    Wyprzedzał teologów

    Autor „Vade-mecum”, nawet kiedy układa neologizmy, to zazwyczaj po to, by wydobyć ukryte znaczenie słów już istniejących. Czasem dzieje się to przez rozbijanie wyrazów na części („u-martwienie”, „od-poczynek”), innym razem z kolei przez ich łączenie („Słowo-ciałem”, „źródła-czynów”), ale cel jest zawsze ten sam: skoncentrować uwagę czytelnika na tym, że każdy, nawet najmniejszy, element języka ma istotne znaczenie. Norwid nadaje słowu poetyckiemu bardzo wysoką rangę, ma ono być jak najwierniejszym odzwierciedleniem rzeczywistości. Stąd wezwanie, by: „Odpowiednie dać rzeczy – słowo!”.

    Czy to się udało? Zdaniem Wojciecha Kudyby, twórczość Norwida budowała mosty pomiędzy literaturą a teologią – „obszarami pozostającymi w czasach romantyzmu w wyraźnej separacji”. Inny badacz, ks. Antoni Dunajski, twierdzi nawet, że „teologia poetycka” Norwida uprzedza niekiedy ujęcia teologów profesjonalistów. Nie dziwi więc, że zafascynował się nią przyszły papież. „Podczas okupacji niemieckiej – pisze Jan Paweł II – myśli Norwida podtrzymywały naszą nadzieję pokładaną w Bogu, a w okresie niesprawiedliwości i pogardy, z jaką system komunistyczny traktował człowieka, pomagały nam trwać przy zadanej prawdzie i godnie żyć. Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem”. Warto zaczerpnąć tego światła.    

    Szymon Babuchowski/GOŚĆ NIEDZIELNY 38/2011

    Cyprian Kamil Norwid

    ************************************************************************

  • miesiąc sierpień 2020 – 100 rocznica CUDU NAD WISŁĄ

    Niebo przyszło z pomocą

    Św. Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 r. powiedział o bitwie, która toczyła się na przedpolach Warszawy w 1920 r.:

    „Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny – i dlatego zostało nazwane Cudem nad Wisłą”.

    Wtedy wydarzył się potrójny cud – jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działań militarnych. Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej zawdzięczamy ogromnej mobilizacji całego Narodu, które szturmowało w pokutnym błaganiu Niebo wołając o Bożą moc.

    I Boża moc odpowiedziała.

    Bitwa Warszawska na obrazie Jerzego Kossaka z 1930 r.
    Obraz Jerzego Kossaka – Cud nad Wisłą, Bitwa warszawska
    ***

    FATIMA I CUD NAD WISŁĄ

    Matka Boża w Fatimie uświadomiła nam, że największym zagrożeniem dla ludzkości jest ateizm, trwanie w grzechu i brak nawrócenia. Krótko po ostatnim objawieniu fatimskim władzę w Rosji przejęli ateiści.

    W Fatimie Matka Boża prosiła, aby się modlić o nawrócenie ateistów i poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Mówiła:

    „Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą”.

    Ludzie, którzy w 1917 r. przejęli władzę w Rosji, byli wyznawcami szatańskiej ideologii komunizmu, opartej na walczącym z Bogiem ateizmie, nienawiści i zbrodni. Nowi władcy Rosji pragnęli swoją diaboliczną ideologię narzucić siłą najpierw w Polsce, a później w całej Europie.

    11 listopada 1918 r. Polska odzyskała niepodległość, po 123 latach niewoli, a już 18 grudnia 1918 r. wojska sowieckie rozpoczęły inwazję na terytorium Polski.

    WALKA Z „ŻYWYM WCIELENIEM DUCHA ANTYCHRYSTA”

    Nowo odrodzona Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Większość krajów europejskich sympatyzowała z komunistycznym rządem w Moskwie. Armia Czerwona była pięciokrotnie liczniejsza od wojsk polskich. Z militarnego punktu widzenia pokonanie bolszewików wydawało się niemożliwe.

    Polacy przez prawie dwa lata bohatersko bronili swojej ojczyzny, ale musieli się wycofywać. Latem 1920 r. Armia Czerwona znalazła się blisko stolicy Polski. Lenin był pewny, że jego wojska zdobędą Warszawę w ciągu kilkunastu dni.

    Dla wierzących stało się oczywiste, że bez Bożej interwencji wojska polskie nie są w stanie pokonać armii sowieckiej. Dlatego episkopat Polski wezwał cały naród do żarliwej modlitwy i postu. Polscy biskupi w liście do Ojca Świętego Benedykta XV napisali:

    „Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogami krzyża Chrystusowego – z bolszewikami […]. Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska ta grozi całemu światu. Nowy potop nas zaleje”.

    Episkopat Polski wystosował także odezwę do biskupów całego świata, w której czytamy:

    „Bo nie sami zagrożeni jesteśmy. Dla wroga Polska jest tylko etapem, pomostem do zdobycia całego świata […]. Ci, którzy są sterownikami bolszewizmu, noszą w swej krwi odwieczną nienawiść ku Chrystusowi.

    Bolszewizm jest żywym wcieleniem się i ujawnieniem na ziemi ducha antychrysta […]. Prosimy Was dzisiaj o szturm do Boga, o modlitwę za Polskę! Modlitwa niech ocuci sumienie narodów, bo sumienie to w Europie zamarło”.

    Ludzie wierzący zrozumieli powagę sytuacji. Wiedzieli, że klęska Polski doprowadzi do zniszczenia chrześcijaństwa w całej Europie. Mieli też świadomość, iż potędze zła można się skutecznie przeciwstawić tylko modlitwą oraz postem. Jeżeli ludzie żyją w łasce uświęcającej i modlą się, to wtedy pozwalają, aby w nich i przez nich działał i zwyciężał wszechmocny Bóg.

    W obliczu śmiertelnego zagrożenia Polacy błagali Boga o pomoc. Episkopat wezwał cały naród do ogólnopolskiej krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, do żarliwej modlitwy różańcowej połączonej z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu.

    We wszystkich kościołach w Polsce ludzie spowiadali się, uczestniczyli w Eucharystii, trwali na adoracji Najświętszego Sakramentu i modlitwie różańcowej.

    19 czerwca 1920 r. władze duchowne i świeckie dokonały aktu zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi i ponowiły go 27 lipca 1920 r. w kaplicy Jasnogórskiej.

    W miarę zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna, dlatego wszystkie placówki dyplomatyczne zostały zamknięte. Nie wyjechał tylko nuncjusz papieski kardynał Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI.

    Już wkrótce, bo 15 sierpnia 1920 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, okazało się, że żarliwa modlitwa polskiego narodu została wysłuchana. Pan Bóg cudownie zainterweniował, zmieniając bieg historii Polski i Europy.

    CUD NAD WISŁĄ

    Podczas Bitwy Warszawskiej 14 i 15 sierpnia 1920 r. odcinka frontu w okolicach Ossowa broniła po stronie polskiej 1. i 2. Kompania 236. Pułku Akademików. Byli to ochotnicy, gimnazjaliści i studenci, którzy nigdy wcześniej nie brali udziału w walkach.

    Po stronie bolszewickiej znajdowali się doświadczeni żołnierze 79. Brygady G. Chachaniana. Brawurowy atak bolszewików o godz. 3.30 spowodował, że niedoświadczeni kilkunastoletni chłopcy zaczęli się wycofywać i uciekać do Ossowa.

    Bolszewicy, pewni zwycięstwa, parli do przodu. Pod Ossowem udało się jednak polskim oddziałom podjąć próbę kontrataku. Był z nimi kapelan, ks. Skorupka. To on z krzyżem w ręku i z okrzykiem:

    „Za Boga i Ojczyznę!”

    poprowadził młodzież do walki. Wkrótce jednak, trafiony prosto w głowę, padł martwy na pobojowisku.

    Od tego momentu na polu walki działo się coś niesamowitego i niewytłumaczalnego. Zaprawieni w walce i pewni zwycięstwa bolszewiccy żołnierze zaczęli w popłochu uciekać.

    Główną przyczyną ich odwrotu nie był jednak kontratak polskich żołnierzy. Dlaczego więc w wielkiej panice rzucali broń i uciekali? Odpowiedź dali sami rosyjscy żołnierze, którzy dostali się do niewoli.

    Mówili, że w trakcie bitwy na tle ciemnego jeszcze nieba ukazała się im postać Bogurodzicy, która promieniowała niesamowitym światłem! Widok ten napełnił ich tak wielkim przerażeniem, że w wielkim popłochu rzucili się do ucieczki.

    Żołnierze sowieckiej komunistycznej armii byli ateistami, nie uznawali żadnej świętości, kradli, gwałcili, w bestialski sposób torturowali i mordowali jeńców oraz bezbronną ludność. I właśnie ci bezwzględni żołdacy, wyzuci z wszelkich norm moralnych, zobaczyli na ciemnym niebie jaśniejącą postać kobiety i rozpoznali w niej Bogurodzicę.

    Widzieli, jak od Matki Bożej odbijały się pociski lecące w kierunku polskich wojsk. Jeden z przerażonych czerwonoarmistów, który ukrył się w jednym z polskich domów, mówił, że widział, jak Matka Boża odrzucała pociski.

    Widok promieniującej nieziemskim światłem postaci Matki Bożej budził sumienia i wiarę, ale równocześnie powodował paniczny strach u rosyjskich żołnierzy. Rzucali oni karabiny, działa, tabory i w wielkim popłochu uciekali z pola walki. Wielu z nich ochłonęło dopiero po kilkudziesięciu kilometrach ucieczki. Opowiadali wtedy polskim chłopom:

    „Wyście tego nie widzieli. Pod Warszawą stała wielka armia. Myśmy tam widzieli Bożą Matkę, która osłaniała Polaków”.

    Rosyjscy żołnierze, którzy byli walczącymi ateistami i mieli na swoim sumieniu morderstwa księży oraz ludzi wierzących, zobaczyli Matkę Bożą, jak otaczała swoim płaszczem wojska polskie – i nie bali się mówić o tym fakcie.

    Podczas Bitwy Warszawskiej Matka Boża objawiła się także na odcinku frontu koło Radzymina.

    14 sierpnia 1920 r. porucznik Stefan Pogonowski, dowódca 1. Batalionu 28. Pułku Strzelców Kaniowskich, wraz ze swoimi żołnierzami czuwał na linii frontu w pobliżu Radzymina.

    I nagle, o pierwszej w nocy, 15 sierpnia, wbrew rozkazowi generała Żeligowskiego, por. Pogonowski, tchnięty jakimś wewnętrznym impulsem, podjął decyzję, aby znienacka uderzyć na przeważające siły wroga – 27. Dywizji Armii Czerwonej.

    Brawurowy atak batalionu zaskoczył bolszewików. Wywiązał się zacięty bój, w którym zginął por. Pogonowski. Gdy czerwonoarmiści zaczęli uzyskiwać przewagę, nagle w wielkiej panice zaczęli rzucać broń i uciekać z pola walki.

    Jaki był główny powód ich zaskakującego zachowania? Jak sami później opowiadali, podczas walki zobaczyli na niebie postać Matki Bożej promieniującą tajemniczym światłem.

    Niepokalana Maryja okrywała swym płaszczem stolicę Polski, była otoczona skrzydlatymi rycerzami na koniach, a od Jej Postaci odbijały się pociski wystrzelone przez żołnierzy rosyjskich.

    Widok Bogurodzicy do tego stopnia przeraził rosyjskich żołnierzy, że w wielkiej panice zaczęli rzucać broń i uciekać z pola walki. Mieszkańcy okolicznych wiosek opowiadali, iż uciekający żołnierze byli tak przerażeni, że szukali jakiejkolwiek kryjówki.

    Niektórzy z nich na kolanach błagali Polaków, aby ich schronili. Ze strachu szczękali zębami, co świadczyło o ich wielkim szoku nerwowym. Tłumaczyli, że uciekają przed Carycą – Matką Bożą.

    Objawienie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej stało się faktem powszechnie znanym dzięki odważnemu świadectwu rosyjskich żołnierzy, którzy przebywając w obozach jenieckich, opowiadali o tym cudzie lekarzom, sanitariuszom oraz innym pracującym tam Polakom.

    W obozach jenieckich przebywało przeszło 60 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Żołnierze ci chętnie dawali świadectwo, że podczas Bitwy Warszawskiej widzieli Matkę Bożą i że to były najbardziej wstrząsające chwile w ich życiu.

    Mówili, że światło promieniujące od postaci Maryi było tak oślepiające, że zakrywali oczy i w popłochu uciekali, gubiąc buty, karabiny i całe żołnierskie wyposażenie.

    Spektakularny cud objawienia się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej był główną przyczyną ostatecznego zwycięstwa wojsk polskich. Tak więc nadzwyczajna, cudowna Boża interwencja ocaliła Polskę i Europę od koszmaru komunistycznego zniewolenia.

    Było to wydarzenie, które zmieniło bieg dziejów Europy i świata. Ten wielki cud objawienia się Matki Bożej był odpowiedzią na żarliwą i wytrwałą modlitwę całego polskiego narodu.

    Podobnie jak w życiu narodów, również w życiu każdego człowieka rozgrywa się najważniejsza duchowa batalia z siłami zła o wieczne zbawienie. Zwyciężymy tylko wtedy, gdy oddamy się całkowicie do dyspozycji Maryi i pozwolimy, aby Ona uczyła nas wierzyć, modlić się i zawsze ufać Jezusowi. Pan Jezus zapewnia nas:

    „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie” (Mt 21,22).

    Chrystus da nam wszystko, co jest konieczne dla naszego zbawienia, ale trzeba tego pragnąć i prosić o to w wytrwałej, codziennej modlitwie.

    Pan Jezus w słowach skierowanych do mistyczki Alicji Lenczewskiej uświadamia nam, że:

    „Beze Mnie nic uczynić nie możesz – nic, co zawiera wartość pozytywną. Wielu ginie, świat pogrążony jest w ciemnościach, bo brak modlitwy, brak jedności ze Mną.

    Wysiłki, praca, energia, tak bardzo wielu ludzi obdarzonych obficie Moimi darami – tworzy złe owoce, zatrute jadem piekła, które zawsze jest tam, gdzie brak zwrócenia się do Mnie w ufnej i szczerej modlitwie. Gdzie brak oparcia się na Mojej mądrości i woli.

    Ile modlitwy, tyle miłości, mądrości i pokoju w twoim sercu. Ile przyjęłaś ode Mnie podczas modlitwy, tyle możesz dać – tego, co warto dawać – drugiemu człowiekowi” (Słowo pouczenia, 223).

    Miłujcie się/ks. Mieczysław Piotrowski

    Źródło: ks. J.M. Bartnik SJ, Ewa J.P. Storożyńska, Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą, Warszawa 2011.

    ************************************************************************

    List wdzięczności z Nuncjatury Apostolskiej

    W Kaplicy Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie odsłonięto i poświęcono mozaikę pt. “Ukrzyżowanie i chwała świętych” jako wotum stulecia przywrócenia relacji dyplomatycznych między Polską i Stolicą Apostolską. 

    W 1919 r. zostały wznowione stosunki dyplomatyczne między Polską a Stolicą Apostolską po ponad 120 latach przerwy. Ich oficjalne przywrócenie poprzedził przyjazd o rok wcześniej do Warszawy (29 maja 2018) wizytatora apostolskiego w osobie ks. prał. Ambrogio Damiano Achillesa Rattiego. Jesienią 1918 r. – już po uzyskaniu przez Polskę niepodległości – wizytator Achilles Ratti nawiązał pierwsze kontakty dyplomatyczne z rządem polskim.

    28 października 1919 r. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie ówczesny arcybiskup metropolita warszawski Aleksander Kakowski udzielił sakry biskupiej nuncjuszowi Achillesowi Rattiemu, późniejszemu papieżowi Piusowi XI, który w latach 1918-1921 pełnił w Polsce misję zleconą mu przez papieża Benedykta XV.

    „Przyjaźń wobec Polaków i szacunek dla ich wartości duchowych nosił w swoim sercu nawet gdy został papieżem, czego dał wyraz przyozdabiając kaplice w pałacu w Castel Gandolfo dwoma freskami Jana Henryka Rosena, polskiego malarza żydowskiego pochodzenia, przedstawiającymi obronę Jasnej Góry i Cud nad Wisłą” – powiedział ks. abp Peńa Parra podczas odsłonięcia pomnika nuncjusza Achille Ratti w Warszawskiej Nuncjaturze 6 czerwca 2019 roku.

    Marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówił zaś, że Polacy zachowują we wdzięcznej pamięci te postaci, które w tragicznych chwilach naszej historii solidaryzowały się z nami i okazywały nam wsparcie.

    „Abp Achille Ratti zapisał się trwale w naszej pamięci. Był człowiekiem mężnym. Zaświadczył o tym m.in. w sierpniu 1920 r., gdy jako nuncjusz apostolski pozostał w Warszawie, do której zbliżały się bolszewickie hordy Lenina i Trockiego. Wszyscy byli przekonani, że bolszewicy lada dzień wejdą do stolicy. Misje przedstawicielskie i alianckie opuściły Warszawę, urzędy i poselstwa zagraniczne ewakuowano do Poznania. Nuncjusz papieski jego ekscelencja ks. abp Achille Ratti pozostał. Pozostał choć przecież wiedział jaki był stosunek bolszewików do księży, pozostał choć mając gruntowne wykształcenie historyczne mógł z łatwością wyobrazić sobie co będzie się działo w mieście zdobywanym przez sowiecką armię”.

    „Na jego męstwo, pośród ówczesnego korpusu dyplomatycznego akredytowanych w stolicy zagrożonej Rzeczpospolitej zdobyło się tylko dwóch ludzi – ks. abp Ratti i przedstawiciel Turcji. Ucieczka nuncjusza papieskiego ze stolicy kraju broniącego cywilizacji chrześcijańskiej przed zalewem komunistycznego barbarzyństwa byłaby ciosem w morale jej obrońców. Achille Ratti to rozumiał i wypełnił swój duszpasterski obowiązek wobec wiernych, wobec Kościoła Powszechnego, wobec powierzonych jego pieczy duszpasterskiej Polaków. W sensie duchowym stanął z Polakami w jednym szeregu, przyjął związane z tym wielkie ryzyko osobiste i dał przykład budujący moralnie. Tym czynem zasłużył sobie na pomnik, który dziś wspólnie odsłoniliśmy”.

    **

    Sample

    fot. Associated Press/East News

    **

    “Zdaję sobie doskonale sprawę z wagi położenia, ale dziś rano odprawiając Mszę świętą, ofiarowałem swe życie Panu Bogu i jestem gotów na wszelką możliwość” – zapisał biskup Achille Ratti w 1920 roku, gdy armia bolszewicka podchodziła pod Warszawę.

    **

    Obrazy w kaplicy papieskiej w Castel Gandolfo

    Castel Gandolfo - Obrazy Jana Henryka Rosena
    Castel Gandolfo - Obrazy Jana Henryka Rosena

    W latach 30. papież Pius XI, który dalej czuł się bardzo związany z Polską i był nawet nazywany przez Polaków “polskim papieżem”, dowiedział się o pięknych freskach, które Jan Henryk Rosen wykonał w lwowskiej katedrze ormiańskiej. O talencie tego młodego malarza z Warszawy opowiedział papieżowi podczas wizyty w Watykanie zwierzchnik archidiecezji ormiańsko-katolickiej we Lwowie ks.arcybiskup Józef Teodorowicz. Papież postanowił zaprosić Rosena i powierzył mu wyjątkowe zadanie: wykonanie dwóch malowideł w kaplicy letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Warunek był jeden – aby jego prace w tym szczególnym miejscu miały wymowę chrześcijańską i zarazem historyczną. Rosen wybrał więc Obronę Częstochowy i Cud nad Wisłą. Te dwa freski artysta namalował w 1933 roku. Przedstawiają one ojca przeora Augustyna Kordeckiego podczas obrony Jasnej Góry w czasie potopu szwedzkiego w 1655 roku i księdza Ignacego Skorupkę z wysoko podniesionym w górę krzyżem na czele polskich żołnierzy podczas walk z Armią Czerwoną w 1920 r. I chociaż współpraca papieża z malarzem nie była łatwa, to dzieła, które malował przez 12 miesięcy, udało się z powodzeniem ukończyć. Ponadto Pius XI polecił umieścić tu również kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

    ***

    O nadzwyczajnej pamiątce w kaplicy w Castel Gandolfo przypominał Jan Paweł II, który wiele czasu spędzał w tej rezydencji.

    Podczas pielgrzymki do Polski 13 czerwca 1999 roku powiedział w trakcie Liturgii Słowa na warszawskiej Pradze po wizycie w Radzyminie: “Nie mógłbym stąd odjechać, nie wspominając jeszcze jednego ważnego szczegółu. Wielu Polaków przyjeżdża do Rzymu, niektórzy odwiedzają też Castel Gandolfo. Kiedy znajdą się w kaplicy domowej w tej rezydencji papieża, o dziwo, spotkają się tam z freskami na ścianach bocznej kaplicy, upamiętniającymi dwa wydarzenia z dziejów naszych, polskich”.

    “Pierwszy – mówił – to Obrona Jasnej Góry, a drugi to Cud nad Wisłą. Jak się to stało, jak do tego doszło? Otóż te malowidła kazał w kaplicy w Castel Gandolfo wymalować Papież Pius XI, który podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku był nuncjuszem apostolskim w Warszawie”.

    “Ta jego decyzja, jego inicjatywa sprawiła, że papież Polak zastał tam w swej kaplicy dzieje swojego narodu, a w szczególności wydarzenia tak bardzo mi bliskie, bo – jak już powiedziałem w Radzyminie – właśnie wtedy, w 1920 r., gdy bolszewicy szli na Warszawę, wtedy się urodziłem”- dodał Jan Paweł II.

    Podkreślił również: “Wobec tych, którzy polegli w bitwie o Warszawę, w Cudzie nad Wisłą, zaciągnąłem szczególny dług wdzięczności. I to chciałem wam powiedzieć, a raczej wyznać tu właśnie, w waszej nowej diecezji warszawsko-praskiej, gdzie znajduje się Radzymin i gdzie ślady tego olbrzymiego wysiłku żołnierzy, oficerów, generałów, marszałka, wszystko to razem jest tam wpisane w te mogiły, które po nich pozostały”.

    ****************************************************

    Historia Polski w papieskiej kaplicy

    Freski Jana Henryka Rosena w Castel Gandolfo: „Bitwa Warszawska” (u góry) i „Obrona Częstochowy”.
    Freski Jana Henryka Rosena w Castel Gandolfo: „Bitwa Warszawska” (u góry) i „Obrona Częstochowy”.
    CASTEL GANDOLFO, FRESKI JANA HENRYKA ROSENA

    **

    Jak motyw Bitwy Warszawskiej znalazł się na fresku w papieskiej kaplicy w Castel Gandolfo?

    Jest 22 stycznia 1997 roku. Obiad na Watykanie. Przy stole: Jan Paweł II, biograf papieski George Weigel i dwaj późniejsi kardynałowie – bp Ryłko oraz ks. Dziwisz. Weigel pyta, czy drugie imię – Józef – papież otrzymał na cześć marszałka Piłsudskiego. „A może na cześć Franciszka Józefa?” – rzuca ni to przyjaźnie, ni to zaczepnie ks. Dziwisz. Wspomnienie marszałka wystarcza jednak, żeby Weigel zainteresował uczestników obiadu recenzowanym właśnie przez siebie tomem korespondencji Lenina. W jednym z listów przywódca bolszewików skarży się, że zwycięstwo Piłsudskiego w 1920 r. „było straszliwą klęską i stratą dla światowego komunizmu”. Jan Paweł II zauważa: dobrze, że wreszcie docenia się znaczenie Bitwy Warszawskiej dla historii świata. W rozmowie pojawia się teraz postać nuncjusza Achillesa Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, który jako jeden z nielicznych dyplomatów nie opuścił wtedy stolicy. To właśnie on nakazał namalowanie na ścianach kaplicy w Castel Gandolfo dwóch fresków przedstawiających obronę Jasnej Góry i Bitwę Warszawską. Na pierwszym widnieje ojciec Kordecki, na drugim – ks. Ignacy Skorupka na polu bitewnym pod Radzyminem. Któryś z kolejnych papieży polecił zakryć malowidła tkaninami i dopiero Jan Paweł II kazał je odsłonić. Biskup Ryłko: „Po prostu czekały na papieża Polaka”. Na to Ojciec Święty: mają „wielką wartość, gdyż przedstawiają księży stających w obronie ludu przed tyranem”.

    Wracam na to miejsce

    Relację z tego obiadu i towarzyszącej mu rozmowy zaczerpnąłem z wydanych w ubiegłym roku „Lekcji nadziei” George’a Weigla. Autor odsłania w tej książce sporo szczegółów ze swojej pracy nad biografią Jana Pawła „Świadek nadziei”. W 2012 r. biografia została uzupełniona suplementem „Kres i początek”. W obu publikacjach Weigel przyznaje Cudowi nad Wisłą kluczowe znaczenie dla historii Europy i biografii papieża Polaka. Niewątpliwie miała na to wpływ data urodzin Ojca Świętego. Ale nie tylko. Także sposób, w jaki oceniał tamte wydarzenia.

    „Ciągle wracam na to miejsce” – wyznał papież 15 sierpnia 1999 r. w Castel Gandolfo, niedługo po wizycie w Radzyminie. „Wśród wszystkich miejsc, które dane mi było nawiedzić w Polsce w czerwcu, w szczególny sposób zapadł mi w serce Radzymin (…). Zawsze myślę, co by było, gdyby nie było tego Radzymina, tego Cudu nad Wisłą. Jest głęboko to wydarzenie, ten dzień wpisany w moją historię osobistą, w historię nas wszystkich”. I w Radzyminie, i potem w Warszawie-Pradze, przed katedrą św. Floriana, papież podkreślał, że jako urodzony w tym samym roku czuje się dłużnikiem tamtych ludzi: marszałka, generałów, oficerów, żołnierzy. W ten sposób uczy nas pytać, kim byśmy byli, gdyby nie było ofiary tamtych bohaterów. Jak potoczyłyby się jego losy i losy nas wszystkich? Jaka byłaby historia Polski, Europy? „Oszałamiające zwycięstwo Piłsudskiego – napisze Weigel – oznaczało między innymi, że Karol Wojtyła będzie wzrastał jako wolny człowiek w wolnej Polsce, członek pierwszej generacji Polaków urodzonych w wolności po 150 latach. To doświadczenie, którego nigdy nie zapomni, stało się częścią fundamentu, na podstawie którego on także będzie zmieniał historię dwudziestego stulecia”. Gdyby nie było Lwowa, Radzymina, Płocka i Wilna, Cudu nad Wisłą, nie byłoby tamtego pierwszego pokolenia ludzi wolnych, którzy tak bardzo swoją wolność cenili, nie byłoby ludzi szanujących hart ducha, ludzi zjednoczonych wokół najświętszych wartości, czasem nazbyt patetycznych, ale równie sprawnie, z kulturą chłodzących dziwactwa patosu, nie byłoby bohaterów powstańczej Warszawy i żołnierzy wyklętych.

    W homilii przed katedrą św. Floriana Jan Paweł II przypomniał, że „o wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia”. Znamiennym przykładem tej zmowy jest to, że gdy w 1982 roku „Tygodnik Powszechny” opublikował notę biograficzną po śmierci J.H. Rosena, autora fresków w kaplicy w Castel Gandolfo, cenzura nie wyraziła zgody na zamieszczenie w tekście tytułu malowidła „Bitwa Warszawska 1920 r.”. Ta zmowa milczenia przybierała wręcz postać kłamstwa założycielskiego PRL-u, podobnego do zmowy milczenia o Katyniu.

    Ojciec Święty nie odwoływał się w swoich homiliach czy wspomnieniach do interwencji Maryi bądź wspomnień rosyjskich żołnierzy, którzy mieli widzieć Jej postać nad polami Ossowa. Rzecz wyjaśniał inaczej: „Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny, i dlatego zostało nazwane Cudem nad Wisłą”. I łączył to zwycięstwo z żarliwą modlitwą narodową, którą w Warszawie, na Jasnej Górze i tylu, tylu innych miejscach było poprzedzone. Bóg wysłuchał modlitwy, a wojsko zrobiło swoje.

    Świadectwo nuncjusza Rattiego

    Freski z kaplicy w Castel Gandolfo przedstawiają „księży stających w obronie ludu przed tyranem”. Katolicki ksiądz ma powstrzymywać się od czynnego udziału w polityce. Gdy jednak historii przytrafia się kolejny tyran, ma obowiązek podnosić prorocki głos – być z ludem i stawać w obronie ludu. Jak Kordecki i Ignacy Skorupka. Jak wiele lat później Jerzy Popiełuszko.

    Freski w Castel Gandolfo rzeczywiście zamówił papież Pius XI, Achilles Ratti, znakomity historyk, archiwista i… alpinista, a dla nas pierwszy nuncjusz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po latach zaborów. 28 października 1919 roku otrzymał w archikatedrze warszawskiej sakrę biskupią, której udzielił mu abp Aleksander Kakowski. Arcybiskup Ratti powiedział wtedy: „Konsekrowany jestem na polskiej ziemi, przez Polaka, uważać się odtąd będę za polskiego biskupa i słowu temu wierny pozostanę”. Kiedy bolszewicka nawałnica zbliżała się do Warszawy, nie opuścił jej, wizytował z abp. Kakowskim żołnierzy na przedpolach stolicy, uczestniczył w błagalnych modlitwach, wspierał słowem. A gdy wróg został odparty, na początku czerwca 1921 roku, uroczyście żegnany, opuścił Polskę. Jeszcze w tym samym miesiącu Benedykt XV mianował go arcybiskupem Mediolanu i kardynałem, a na początku 1922 roku kard. Achilles Ratti został wybrany na papieża.

    Polski nie zapomniał. „Lata spędzone u was – mówił w 1924 roku – pozwoliły nam poznać naocznie pierwsze zapały waszego odrodzenia i porywy do życia, następnie trudności, niebezpieczeństwa, walki, rozterki i bohaterstwa, gdy w tych na zawsze okrytych chwałą dniach przed świętem Wniebowzięcia Matki Boskiej (…) na brzegach waszej cichej Wisły odbył się ten cudowny bój między aniołem życia i aniołem śmieci, w którym najsłodsza Królowa Korony Polskiej z Jasnej Góry (…) raczyła natchnąć czynem męczeńskim księdza Skorupkę i jego młodocianych towarzyszy dla zbawienia Polski i zbawienia Europy”. Gdy w 1929 r., na mocy traktatu laterańskiego zawartego pomiędzy Włochami a Stolicą Apostolską, rezydencja w Castel Gandolfo została przywrócona papieżowi, Pius XI kazał umieścić w ołtarzu głównym tamtejszej kaplicy obraz Matki Bożej Częstochowskiej, ofiarowany przez Episkopat Polski na zakończenie jego misji, a także zlecił namalowanie na ścianach bocznych wspomnianych fresków.

    Bitwa według Rosena

    Dzieł tych dokonał Jan Henryk Rosen (1891–1982). Pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, która bodaj jeszcze w XIX w. przeszła na luteranizm (sam Rosen został katolikiem w 1903 r.). W 1894 r. Rosenowie przenieśli się na Zachód. Przez jakiś czas Jan Henryk studiował na Uniwersytecie w Lozannie, a potem na paryskiej Sorbonie. Rysunku i malarstwa uczył się od ojca, znanego malarza batalisty. Kształcił się również w zakresie mozaikarstwa. Podczas I wojny światowej walczył w armii francuskiej, m.in. w bitwach pod Ypres i Sommą, a później brał udział w formowaniu wojska polskiego. Po powrocie do kraju zasłynął jako twórca polichromii katedry ormiańskiej we Lwowie (1925–1929).

    W 1933 roku otrzymał zamówienie na freski w Castel Gandolfo. Jak wykazała Joanna Wolańska, zamówienie sfinansował Giuseppe Toeplitz, długoletni dyrektor Banca Commerciale Italiana, a rodzina Toeplitzów przyczyniła się do tego, że właśnie Rosen je otrzymał (zachował się list rekomendujący artystę). Ktoś inny twierdzi, że malarza polecił papieżowi arcybiskup ormiański Lwowa Józef Teodorowicz, który wcześniej zaprosił Rosena do ozdobienia katedry. Jedno oczywiście nie wyklucza drugiego.

    Wybór obu tematów miał być dziełem Piusa XI, który w sierpniu 1933 r. długo dyskutował z artystą nad przedstawionymi przez niego projektami. Fresk „Bitwa Warszawska 1920 r.” Rosen umieścił po prawej stronie, patrząc od ołtarza. Głównym jego motywem jest atak oddziału ochotników z Legii Akademickiej, których podrywa do boju ks. Ignacy Skorupka. Przedstawiony niezwykle ekspresyjnie młody jasnowłosy kapłan, w sutannie, prostej, długiej komży i fioletowej stule, w prawej dłoni trzyma wysoko uniesiony metalowy krucyfiks, lewą wskazuje kierunek ataku. To nie jest ani tyraliera, ani inny zorganizowany szyk wojskowy – jedenastu, dwunastu żołnierzy w zbitej gromadzie podąża za swoim kapelanem. Jeden mocno dzierży w dłoni czerwony sztandar z białym orłem w koronie, inny trąbką daje sygnał do ataku, jeszcze inny – na pierwszym planie – leży martwy. Mgła, niby nimb, otula kapłana i wyruszających za nim w bój żołnierzy. W tle biały kościół, jakaś palisada z gałęzi, łąka, kilka drzew…

    Papieżem, który kazał zakryć freski, był podobno Paweł VI. Na początku pontyfikatu Jana Pawła II zostały odsłonięte i odnowione, a w 1980 r. w kaplicy zawisł obraz „Św. Stanisław”, jedno z ostatnich dzieł Jana Henryka Rosena. •

    ks. Henryk Seweryniak/GOŚĆ NIEDZIELNY/33/2020

    ************************************************

    *****

    „Polonia Mater Sanctorum”

    obraz Jana Rosena w Domu Arcybiskupów Warszawskich

    Zdjęcie numer 3 w galerii - Od św. Jana Kantego do marszałka Piłsudskiego. Zamek Królewski wystawił monumentalny obraz z Domu Arcybiskupów Warszawskich
    fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
    **

    Obraz ‘Polska – Matka świętych, tarcza chrześcijan’ na wystawie w Bibliotece Królewskiej. Namalowany przed wojną na wystawę w Watykanie olbrzymi fryz Jana Henryka Rosena nie był dotychczas pokazywany polskiej publiczności. Zamek Królewski w Warszawie prezentuje go z okazji stulecia Bitwy Warszawskiej.

    ******

    ROK 1920 – CUD NAD WISŁĄ

    Obraz Cud nad Wisłą, Bitwa warszawska – Jerzy Kossak
    Obraz pt. „Cud nad Wisłą” namalowany został przez Jerzego Kossaka w 1930 roku. Jest obrazem o charakterze batalistycznym, który ukazuje bitwę warszawską.
    Bitwa ta, nazywana jest potocznie „cudem nad Wisłą”, ponieważ zwycięstwo Polaków nad Armią Czerwoną było nieoczekiwane i przez wiele osób uważane za Opatrzność Bożą. Dlatego też w lewym górnym rogu obrazu ukazana jest Matka Boża, która posyła symboliczną husarię na pole walki.
    Pierwszy plan przedstawia zaciekłą walkę między polską piechotą, a wrogiem, który przegrywa starcie. Symbolizuje to upadający czerwony sztandar, w który dodatkowo wbijany jest polski bagnet. W szeregach wroga zauważyć też można żołnierzy, którzy w geście kapitulacji podnoszą ręce do góry, a na ich twarzach widnieje strach i nienawiść. Natomiast polska chorągiew z krzyżem kawalerskim uniesiona jest ponad głowami walczących. W całym zamieszaniu dostrzec można skauta, kobietę w mundurze, niemieckiego żołnierza oraz wyeksponowaną postać ks. Ignacego Skorupki, który wraz z krzyżem podnosi morale Polaków i zagrzewa ich do boju. Na drugim brzegu Wisły znajduje się Józef Piłsudski wraz z oddziałem kawalerii.
    Jerzy Kossak pokazuje obserwatorom obrazu możliwie jak najwięcej szczegółów z bitwy warszawskiej. Autor swym dziełem podkreśla też, że cały naród stanął w obronie ojczyzny, która ledwie co odzyskała niepodległość. Polacy ocalili przed bolszewikami nie tylko swój kraj, ale także zachód Europy. Wszystko to możliwe było wyłącznie dzięki Opatrzności Bożej, odwadze i wysiłkowi Polaków.
    **

    ***

    Prawdziwy obraz bitwy warszawskiej Jerzy Kossak

    – Cud nad Wisłą

    bitwa

    Zwycięstwo Wojska Polskiego nad wojskami sowieckimi podczas wojny polsko-bolszewickiej uznawane jest za niezwykłe wydarzenie, w którym odrodzone po 123 latach państwo polskie, bez regularnej armii, pokonało o wiele liczniejsze oddziały Armii Czerwonej. Bitwa warszawska jest uznawana za jedną z osiemnastu przełomowych bitew świata.

    Jeden z epizodów tej bitwy, w której żołnierze Polscy 15 sierpnia 1920 r. odzyskali dwa dni wcześniej utracone miasto Radzymin, został namalowany w 1930 r. przez Jerzego Kossaka na obrazie pt. „Cud nad Wisłą”.

    Rodzina Kossaków słynęła z wielkich talentów artystycznych. Dziadek (Juliusz Kossak) i ojciec (Wojciech) Jerzego Kossaka byli wybitnymi polskimi malarzami. Sam Jerzy zawsze żył w cieniu swego ojca. Nigdy nie miał dużych ambicji i posądzano go nawet o kopiowanie obrazów ojca. Wyróżnił się w malowaniu scen batalistycznych, głównie z okresu wojen napoleońskich oraz wojny polsko-bolszewickiej. Jeden z obrazów pt. „Cud nad Wisłą” przedstawia atak Wojska Polskiego na Armię Czerwoną, z 15 sierpnia 1920. Przyjrzyjmy się bliżej temu niezwykłemu dziełu.
    Jerzy Kossak – Cud nad Wisłą
    Zwycięstwo Polaków symbolizuje biały sztandar Polski, z czerwonym krzyżem kawalerskim, unoszący się ku górze ponad polem bitwy. Natomiast klęskę Armii Czerwonej ma symbolizować chylący się ku upadkowi czerwony sztandar, w który jest wbijany polski bagnet. Można więc tu zobaczyć pewne podobieństwo do malowidła Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”.

    Obok sztandaru, ponad wojskami znajduję się ksiądz. Jest to sylwetka ks. Ignacego Skorupki. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, dołączył do ochotniczego batalionu, jako kapelan wojskowy, a na obrazie jest ukazany wraz z krzyżem w prawej ręce, uniesionej ku niebu, prowadząc Wojsko Polskie w bój. Ale w rzeczywistości ks. Skorupka nie mógł brać udziału w bitwie. Poległ dzień wcześniej, trafiony kulą podczas bitwy o Ossów. Także sporną kwestią jest jego pozycja podczas walk, albowiem mówi się, że podczas ataku, z 14 sierpnia stał na czele nacierającego batalionu i tu na obrazie w ten sposób oddano mu hołd. Jednak z innego źródła wynika, że ks. Skorupka nie stał w pierwszej linii do ataku i zginął udzielając namaszczenia rannemu żołnierzowi.

    Na niebie jest ukazana postać Maryi. 15 sierpnia jest świętem Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny. Żołnierze wspominali, że podczas bitwy widzieli na niebie postać matki Jezusa. Przed tą postacią, znajdują się widma atakującej husarii. Ale co ma husaria wspólnego z bitwą warszawską? Ocalenie Europy. Tak samo jak w 1683 r. polska husaria zwyciężając w odsieczy wiedeńskiej uratowała Europę od zagłady Imperium Osmańskiego, tak samo Wojsko Polskie II RP nie pozwoliło przejąć Europy przez Armię Czerwoną i zbudować tam socjalizmu.

    W szeregach Armii Polskiej można zauważyć skauta, kobietę oraz niemieckiego żołnierza. Harcerz jest najbardziej wysunięty na lewo nacierającej armii, ubrany w skautowy kapelusz. Kobieta znajduje się na pierwszym planie obok CKM-u, ubrana w polski mundur wojskowy, lecz spodnie zostały zastąpione spódnicą. Nie jest przebrana za mężczyznę. W ten sposób autor pokazuje że nawet kobiety oraz młodzi ludzie wstępowali do ochotniczych pułków i pomagali w walce z bolszewikiem. Natomiast Niemiec (na obrazie ze Stahlhelmem na głowie) jak się można domyślić nie pokazuje tego, że Republika Weimarska udzieliła nam pomocy w bitwie warszawskiej (bo jej nie otrzymaliśmy), ale sugeruje, iż do wojska przyłączali się także Polacy, którzy wcześniej podczas I wojny światowej, walczyli u boku Cesarstwa Niemieckiego.

    Za nacierającymi polskimi żołnierzami znajduje się rzeka. Jak można wywnioskować z tytułu obrazu jest to Wisła. Ale chwileczkę, przecież 15 sierpnia walki toczyły się o Radzymin. Miasto to znajduje się ok. 13 km od Wisły, więc nie ma mowy, żeby walka mogła się odbyć tuż przy rzece. Jednak autor specjalnie zmienił położenie bitwy by mogła być bardziej pasująca do stwierdzenia „Cud nad Wisłą”. To stwierdzenie zostało po raz pierwszy użyte przez Stanisława Strońskiego, który był wtedy przeciwnikiem Piłsudskiego i użył tych słów by zwycięstwo bitwy bardziej przypisać siłom nadprzyrodzonym, a nie taktyce użytej przez Naczelnego Wodza.

    Po drugiej stronie brzegu Wisły w oddali widać nadjeżdżający oddział kawalerii. Jest to 3 i 4 Armia II RP na czele z Józefem Piłsudskim. Tak samo to wydarzenie nie mogło mieć miejsca w tym dniu. Kontruderzenie 3 i 4 Armii nastąpiło następnego dnia, czyli 16 sierpnia 1920 r. Ponadto atak nie był przeprowadzany z zachodu, jak można się domyślić po obrazie, tylko atak nastąpił znad Wieprza, czyli z południowego-wschodu. Oddziały Armii Czerwonej przegrały 15 sierpnia bój o Radzymin i były już osłabione, a następnego dnia 3 i 4 Armia je tylko rozproszyła. Trzeba też wiedzieć, że podczas ataku Naczelny Wódz nie stał na czele 3 i 4 Armii, a jedynie nimi dowodził. Podczas kontrataku znajdował się w Puławach, gdzie była jego Kwatera Główna.

    Nie można zarzucić Jerzemu Kossakowi popełnienia tak dużej liczby błędów. Autor „Cudu nad Wisłą” chciał w jednym obrazie ukazać jak najwięcej szczegółów odnośnie bitwy warszawskiej. I to z całą pewnością mu się udało.

    2 sierpnia 2013 – Błażej Hadro

    WIRTUALNA POLONIA BIS IM. WŁODKA KULIŃSKIEGO 

    Źródła:
    Wojna o wszystko. Opowieść o wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 – red. Witold Sienkiewicz
    Dramat Piłsudskiego-Wojna 1920 – Mieczysław Pruszyński
    Gość Niedzielny GN 45/2012

    *****************************************

    Grzegorz Kucharczyk:

    Przyczółek rycerskości i napowietrzne armie

     - ra_20120704_baner_sierpien.jpg

    Gdy latem 1920 roku na Zachodzie wielu (nie tylko zdeklarowanych komunistów) nie bez satysfakcji oczekiwało rychłego upadku Polski, G. K. Chesterton akcentował rolę Rzeczypospolitej jako najdalej wysuniętego i najbardziej zagrożonego przyczółka rycerskości oraz dziejową wagę zbliżającego się starcia pod Warszawą.

    K. Chesterton porównywał Bitwę Warszawską do odsieczy Wiednia w roku 1683, a bolszewicką inwazję – do zbrojnej ekspansji islamu w głąb Europy. Zanim jego rodak, lord Edgar Vincent D’Abernon umieści zwycięstwo pod Warszawą w zestawieniu osiemnastu bitew decydujących o dziejach świata (wraz z wiktorią wiedeńską), Chesterton, na krótko przed Cudem nad Wisłą, w kontrze do probolszewickich sympatii żywych na Wyspach – zarówno wśród komunistów, jak i wśród „realistycznie” patrzących na przyszłość Europy Środkowej ministrów Jego Królewskiej Mości, na czele z premierem Davidem Lloydem George’em – wskazywał i podkreślał wspólnotę najbardziej żywotnych interesów między Anglią a Polską.

    Najważniejsze było to, że Anglia była wielkim chrześcijańskim królestwem w czasach, gdy Polska również była wielkim chrześcijańskim królestwem i oba kraje rozumiały, że ich niezmiennym, wspólnym wrogiem są muzułmanie i barbarzyńcy, czyli cała ta zewnętrzna, mniej lub bardziej koczownicza anarchia z północy i wschodu, która zawsze napierała na cywilizację europejską. Wniosek, jaki wyprowadzał z tego autor Ortodoksji, brzmiał: Prawdziwi wrogowie Anglii byli zawsze wrogami Polski.

    Głos wyjątkowy

    Dzięki badaniom profesora Andrzeja Nowaka, opublikowanym na kartach Pierwszej zdrady Zachodu – obszernego studium o probolszewickim appeasemencie brytyjskich elit – wiemy, jak bardzo w roku 1920 w Zjednoczonym Królestwie spolegliwość wobec bolszewizmu szła w parze z jawnym antypolonizmem. Na tym tle słowa Chestertona jawiły się jak haust zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości.

    Nie chodzi o to, by akceptować wszystko, co zrobi jakiś poszczególny Polak, ani przeczyć dajmy na to, każdemu słowu jakiegoś poszczególnego Turka. (…) Rzecz w tym, że jeśli Polak zrobi błąd, to jeden z naszych sojuszników zrobił błąd, a jeśli Turek mówi sensownie, to jeden z naszych wrogów mówi sensownie. Cywilizacja europejska wciąż istnieje, ale przestanie istnieć, jeśli nie będziemy trzymać się razem. To, co powiedziałem tutaj o muzułmanach, tym bardziej odnosi się do bolszewików.

    Podobnie jak pod Wiedniem Jan III Sobieski nie oddawał się studiom biograficznym, aby ustalić, czy Mahomet był szczery. My też nie musimy zawracać sobie głowy szczerością Lenina. Jan Sobieski wiedział, za sprawą tego mistycznego daru, który nazywa się zdrowym rozsądkiem, że kiedy islam dotarł do pewnego punktu, stał się sprawą każdego ochrzczonego i cywilizowanego człowieka. To samo dotyczy przemocy bolszewickiej. Kiedy bolszewizm dociera do pewnego punktu, staje się sprawą każdego ochrzczonego i cywilizowanego człowieka. A dla nas tym punktem jest Polska.

    Wyrok obiektywnych praw dziejowych?

    Ze strony bolszewickiej rozpoznanie sytuacji było jednoznaczne: zniszczenie Polski jest warunkiem sine qua non osiągnięcia strategicznego celu Lenina, czyli dotarcia do Niemiec, by po ponownym zrewolucjonizowaniu tego kraju, osiągnąć rewolucyjną masę krytyczną, która pozwoli dotrzeć aż do Paryża. Najpierw jednak trzeba było uporać się z Polską.

    Józef Stalin jako komisarz do spraw narodowości w sowieckim rządzie bolszewickim opublikował 17 listopada 1918 roku w czerwonej prasie artykuł, w którym dowodził, że między dwoma ogromnymi ogniskami rewolucji Wschodu i Zachodu nie ma miejsca dla małych królików i karłowatych rządów narodowych.

    Nie ulega dla nas wątpliwości – pisał Stalin – że potężne fale rewolucji w Rosji i na Zachodzie bezlitośnie zmiotą kontrrewolucyjnych marzycieli w okupowanych obwodach. (…) Nie mamy podstaw nie wierzyć, że kontrrewolucyjna przegroda między rewolucyjnym Zachodem a socjalistyczną Rosją zostanie wreszcie zmieciona.

    Dodajmy, że ten sposób myślenia wprost nawiązywał do rojeń twórców „naukowego socjalizmu”, którzy już pod koniec XIX wieku przekonywali, iż zniknięcie z mapy Europy pozbawionych historii narodów (na przykład Polaków czy Węgrów) byłoby czynem zgodnym z obiektywnym rozwojem dziejowym. Byłoby więc przejawem postępu, jako że – wedle Fryderyka Engelsa – owe szczątki ludów występują za każdym razem jako fanatyczni nosiciele kontrrewolucji i pozostają nimi aż do zupełnej swej zagłady bądź wynarodowienia, tak jak w ogóle samo ich istnienie jest już protestem przeciw wielkiej rewolucji historycznej.

    Polacy więc jako naród kontrrewolucyjny mieli zostać – zgodnie z wyrokami „naukowo” odkrytych praw dziejowych – starci z powierzchni ziemi. Bolszewicy aż się palili do tego zadania. W odezwie przyjętej w lipcu 1920 roku na drugim kongresie Międzynarodówki Komunistycznej (działającej w Moskwie od 1919 roku) napisano: Bracia Czerwonoarmiści! Wiedzcie, że wasza walka z jaśnie panami polskimi jest wojną najbardziej sprawiedliwą, jaką kiedykolwiek znała historia. Wy walczycie nie tylko za sprawę Rosji Sowieckiej, lecz i za sprawę całej ludzkości pracującej.

    Viribus unitis i Boskie auxilia

    Wysunięty na wschodnie rubieże polski przyczółek rycerskości, wbrew nadziejom Chestertona pozostał, w sensie politycznym i militarnym, całkowicie osamotniony. Także latem 1920 roku mieliśmy tę krzepiącą świadomość, że jesteśmy sami. Jeśli nie liczyć Węgrów, którzy jak mogli dosyłali broń i ochotników, „neutralność” Niemiec i Czechosłowacji oraz strajki niemieckich dokerów w Gdańsku skutecznie uniemożliwiły dopływ do Polski znaczącej pomocy w sprzęcie wojskowym z Francji.

    Patrząc po ludzku, sytuacja była więc beznadziejna. Wydawało się, że dni polskiej Minas Tirith są policzone. Wtedy przywołane zostały napowietrzne armie, które „zrobiły różnicę”. 7 lipca 1920 roku polscy biskupi zwrócili się ze specjalnym listem do episkopatów całego Kościoła powszechnego z prośbą o modlitwę o ocalenie Polski.

    Osobny list został skierowany tego samego dnia do Ojca Świętego Benedykta XV: Ojcze Święty! Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogiem Krzyża Chrystusowego, z bolszewikami. Odradzająca się Polska, wyczerpana czteroletnimi zmaganiami się ościennych państw na jej ziemiach, wyniszczona obecną wojną, zdobywa się na ostateczny wysiłek. Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża. Ojcze Święty, w tej ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za Ojczyznę naszą. Módl się, abyśmy nie ulegli i przy Bożej pomocy murem piersi własnych zasłonili świat przed grożącym mu niebezpieczeństwem.

    Następca świętego Piotra odpowiedział na ten apel 5 sierpnia 1920, pisząc, iż obecnie w niebezpieczeństwie jest nie tylko istnienie narodowe Polski, lecz całej Europie grożą okropności nowej wojny. Nie tylko więc miłość dla Polski, ale miłość dla Europy całej każe nam pragnąć połączenia się z nami wszystkich wiernych w błaganiu Najwyższego, aby za orędownictwem Najświętszej Dziewicy Opiekunki Polski zechciał oszczędzić Narodowi Polskiemu tej ostatecznej klęski oraz by raczył odwrócić tę nową plagę od wycieńczonej przez upływ krwi Europy.

    27 lipca 1920 roku obradujący na Jasnej Górze episkopat Polski w obliczu decydującego starcia z bolszewikami na przedpolach Warszawy odnowił akt obrania Matki Bożej na Królową Polski i oddał całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Wzywając cały naród do maksymalnego wytężenia wysiłków na rzecz obrony Ojczyzny stojącej w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, biskupi odwołali się do czasów szwedzkiego potopu, gdy po zwycięskiej obronie Jasnej Góry odwróciła się karta wojenna i garstka stanęła za wielkie armie i pułki wojska. Zwyciężyła i naród zbawiła! Utwórzcie i Wy przez zjednoczenie uświęconą nadprzyrodzoną wiarą amię narodowego zbawienia. Idźcie do niej wszyscy – a jak wtedy, tak i dziś duch jej przełamie obojętność i zwątpienie.

    Zwycięstwo mężnych

    Metropolita warszawski arcybiskup Aleksander Kakowski zarządził 10 sierpnia 1920 roku specjalne modlitwy przed Najświętszym Sakramentem po każdej Mszy Świętej w intencji ocalenia stolicy i całej Ojczyzny przed czerwoną zarazą. Od paru dni w tej samej intencji trwała nowenna do błogosławionych patronów Warszawy: Władysława z Gielniowa i Andrzeja Boboli. W ostatnim dniu jej trwania znad Wkry i Wieprza ruszyła polska kontrofensywa, która odrzuciła koczowniczą anarchię na wschód.

    Dyrektywa ani kroku w tył obowiązywała wszystkich noszących mundur – czy to wojskowy, czy duchowny. Jak napisał do swojego duchowieństwa metropolita warszawski: Tylko najemnik, a nie pasterz, opuszcza owce swoje w chwili niebezpieczeństwa. Gdyby jednak, co nie daj Boże, najemnik taki się znalazł i z jakichkolwiek pobudek opuścił stanowisko, obciążam go ipso facto suspensą ab officio et beneficio. Przy czym dodaję, że zbiegły kapłan na dawne stanowisko nie powróci. (…) Przykład wasz, którzy nadto jesteście stróżami mienia kościelnego, doda męstwa i otuchy waszym parafianom. (…) Stójcie niewzruszenie, a Bóg miłosierny niech nas wszystkich ma w swojej pieczy.

    Najbardziej wysunięty przyczółek rycerskości nie runął, bo jego obrońcom nie zabrakło męstwa – zarówno w akcie natarcia (czyli kontrofensywie Wojska Polskiego), jak i w akcie wytrwania (w szturmie modlitewnym).

    Tekst opublikowany w 75 Nr. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

    ************

    Gilbert Keith Chesterton o Polsce i jej wrogach

    GKC

    Gilbert Keith Chesterton, wielki przyjaciel Polski i Polaków, był nie tylko wybitnym pisarzem, ale również jednym z twórców dystrybucjonizmu – alternatywy dla niszczących europejskie narody kapitalizmu i socjalizmu. Jego dorobek był niezwykle popularny wśród przedwojennych polskich nacjonalistów, zaś w latach 90-tych XX wieku popularyzował go magazyn „Szczerbiec”. Przypomnijmy jego pamiętne i ponadczasowe słowa o Polsce oraz wrogach naszej Ojczyzny:

    Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.

    W czasie swojej jedynej wizyty w Polsce, w 1927 roku, Chesterton w księdze pamiątkowej PEN Clubu w Warszawie napisał: „Gdyby Polska nie narodziła się ponownie, umarłyby wszystkie chrześcijańskie narody”. Czytajmy Chestertona – jednego z Nas!

    nacjonalista.pl/Szczerbiec

    *********************************************************

    CUD NAD WISŁĄ.

    100-LECIE ZWYCIĘSKIEJ NOWENNY

    W sobotę, 31 lipca 1920 r.,  kard. Aleksander Kakowski wydał list wzywający do modlitwy o obronę Ojczyzny przed bolszewikami przez przyczynę Andrzeja Boboli, późniejszego patrona Polski i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. Od 6 sierpnia 1920 r., od dnia Przemienienia Pańskiego do 15 sierpnia, Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny podjęto w Warszawie ogólnonarodową nowennę, która trwała aż 10 dni. W kościołach oo. jezuitów przy ul. Świętojańskiej na Starym Mieście, św. Anny i św. Zbawiciela o godz. 9 i o godz. 19 odprawiano nabożeństwa z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, z litanią do Najświętszego Serca Jezusowego i litaniami oraz aktami poświęcenia obu błogosławionym.

    W niedzielę, 8 sierpnia, przez cały dzień trwały adoracje, a późnym popołudniem z wyznaczonych kościołów wyruszyły procesje. Główna procesja wyruszyła z katedry św. Jana. Niesiono w niej specjalnie sprowadzone z Krakowa relikwie bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. O godz. 18 wystawiono je na pl. Zamkowym. „Bł. Bobola, którego relikwie spoczywają w tej chwili na tym ołtarzu, to wielki Patron Polski – te słowa usłyszały wówczas tłumy warszawiaków. – (…) Andrzej Bobola to w najściślejszym tego słowa znaczeniu bohater wschodniego frontu! I jak Polsce jej zmartwychwstanie przepowiedział, tak dziś o jej ocalenie modlić się nie przestaje”.  Procesja i wystawienie zgromadziło tłumy osób. Tłumy przystępowały też tego dnia do Komunii św.

    A wielki Opiekun Polski i wierny Sługa Królowej Polski po raz kolejny nas nie zawiódł. Kilka dni później, 15 sierpnia, armia bolszewicka została zatrzymana, a Cud nad Wisłą został zaliczony do jednej z najbardziej znaczących bitew dla losów świata.

    Dlatego teraz w rocznicę tych wielkich wydarzeń zapraszamy do modlitwy w łączności duchowej.

    Trójco Święta, za przyczyną Najświętszej Maryi Panny, naszej Pani i Królowej i św. Andrzeja Boboli, Patrona Polski, dziękujemy za obronę Ojczyzny przed nawałnicą bolszewizmu podczas Cudu nad Wisłą. Dziękujemy za to, że możemy dziś w żyć w wolnej Polsce i zawierzamy przyszłe losy Polski.

    Dzień pierwszy:

    Modlitwa o ducha misyjnego w Kościele

    Panie Jezu, nim wstąpiłeś do nieba, powiedziałeś uczniom: idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Posłuszni wezwaniu, poszli w świat i głosili Dobrą Nowinę różnym narodom. Tych, którzy uwierzyli i przyjęli chrzest włączali do Twego Kościoła. Jednak żyje jeszcze wiele ludzi na świecie, którzy nigdy o Tobie nie słyszeli. Nie wiedzą, żeś za nich oddał życie na krzyżu, że życie ludzkie się zmienia, ale się nie kończy, a także o tym, że mogą do Ciebie zwracać się w modlitwie.

    Dlatego prosimy Cię, niech Twój duch, wzbudzi w Kościele misjonarzy, którzy pójdą do tych ludzi, którym jeszcze nie głoszono Dobrej Nowiny.

    Niech krew męczenników woła o nowe, gorliwe i święte powołania misyjne, aby nie brakowało głosicieli Ewangelii.

    A ty, niestrudzony misjonarzu Polesia, duszochwacie, św. Andrzeju Bobolo, czuwaj nad dziełem misyjnym Kościoła i miej w opiece tych, którzy dziś w wielu miejscach z narażeniem życia głoszą Ewangelię, aby wszyscy ludzie poznali prawdę i mieli nadzieję zbawienia. Amen.

    Modlitwa o jedność w Ojczyźnie

    Święty Andrzeju Bobolo, nasz wielki Patronie! Przed laty przepowiedziałeś,
    że będziesz patronował naszej odrodzonej Ojczyźnie. Tyle już mamy dowodów
    Twego przemożnego wstawiennictwa u źródła Bożego miłosierdzia.

    Wdzięczni za Twoją pomoc prosimy, by nasza niepodległość polityczna znalazła mocny fundament w odrodzeniu duchowym. Oby wzrastała nasza wspólnota, zdolna przezwyciężać podziały w dążeniu do wspólnego dobra. Niech Twój patronat otwiera nas na wszelkie dobre dary, których Bóg nam udziela w drodze do wiecznej Ojczyzny, gdzie On jeden króluje
    na wieki wieków.

    Modlitwa za Ojczyznę


    Boże, za przyczyną świętego Andrzeja dopełnij miłosierdzia nad naszą Ojczyzną i odwróć grożące jej niebezpieczeństwa. Natchnij mądrością jej rządców i przedstawicieli, a jej obywateli zgodą i sumiennością w wypełnianiu obowiązków. Daj jej kapłanów, zakonników i zakonnice pełnych ducha Bożego i żarliwych o zbawienie dusz. Umocnij w niej ducha wiary i czystości obyczajów, wytęp wszelką zazdrość i zawiść, pijaństwo, nieposzanowanie mienia społecznego, niechęć do rzetelnej pracy oraz lekceważenie praw jakiegokolwiek człowieka. Niech rodzice i nauczyciele w bojaźni Bożej wychowują młodzież i przygotowują do życia w społeczeństwie. Niech ogarnia wszystkich duch poświęcenia i ofiarności względem Kościoła i Ojczyzny, duch wzajemnej życzliwości, jedności i przebaczenia. Amen.

    Litania do św. Andrzeja Boboli
    Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.
    Ojcze, z nieba Boże, zmiłuj się nad nami,
    Synu, Odkupicielu świata. Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu, Święty Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami
    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami.
    Święty Andrzeju, wiemy naśladowco Dobrego Pasterza,
    Święty Andrzeju, czcicielu Niepokalanie Poczętej Maryi Panny,
    Święty Andrzeju, duchowy synu świętego Ignacego Loyoli,
    Święty Andrzeju, napełniony Duchem Świętym,
    Święty Andrzeju, miłujący Boga i bliźniego aż do oddania swego życia,
    Święty Andrzeju, w życiu codziennym oddany Bogu i bliźnim,
    Święty Andrzeju, zjednoczony z Bogiem przez nieustanną modlitwę
    Święty Andrzeju, wzorze doskonałości chrześcijańskiej,
    Święty Andrzeju, Apostole Polesia,
    Święty Andrzeju, powołany przez Boga do jednoczenia rozdzielonych braci,
    Święty Andrzeju, gorliwy nauczycielu dzieci i ludzi religijnie zaniedbanych,
    Święty Andrzeju, niezachwiany w wierze mimo gróźb i tortur,
    Święty Andrzeju, wytrwały w największych cierpieniach,
    Święty Andrzeju, męczenniku za jedność chrześcijan,
    Święty Andrzeju, męczenniku i apostole,
    Święty Andrzeju, apostołujący nawet po śmierci wędrówką umęczonego ciała,
    Święty Andrzeju, wsławiony przez Boga wielkimi cudami,
    Święty Andrzeju, chlubo naszej Ojczyzny,
    Święty Andrzeju, wielki orędowniku Polski,
    Święty Andrzeju, proroku zmartwychwstania Polski po trzecim rozbiorze,
    Święty Andrzeju, Patronie Polski
    Święty Andrzeju, prawdziwy towarzyszu Jezusa,
    Abyśmy wszyscy chrześcijanie stanowili jedno, uproś nam u Boga!
    Abyśmy nigdy nie odstąpili od naszej katolickiej wiary,
    Abyśmy żadnego grzechu ciężkiego nie popełnili,
    Abyśmy za popełnione grzechy szczerą pokutę czynili,
    Abyśmy dla zbawienia naszej duszy gorliwie z łaską Bożą współpracowali,
    Abyśmy Bogu wiernie służyli,
    Abyśmy Najświętszą Maryję Pannę jako Matkę miłowali,
    Abyśmy byli wytrwali w znoszeniu wszelkich przeciwności,
    Abyśmy z Tobą nieustannie Bogu chwałę oddawali,
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
    K: Módl się za nami święty Andrzeju.
    W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
    Módlmy się:
    Boże, Ty przez śmierć Twojego Syna chciałeś zgromadzić swoje rozproszone dzieci, spraw, abyśmy gorliwie współpracowali z dziełem Chrystusa, za które oddał życie święty Andrzej, męczennik. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen
    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień drugi:

    Modlitwa o wierność Bogu narodu polskiego

    Panie Jezu, władco narodów, wprowadziłeś polski naród do swego Kościoła i wyznaczyłeś mu zaszczytną rolę przedmurza chrześcijaństwa. W po­korze chylimy czoła przed tronem Twego Majestatu i dziękujemy za miłość, jakiej doznał przez wieki nasz naród od Ciebie, oraz, za to, że posłużyłeś się Polską, aby broniła chrześcijańskiej wiary.

    Dziś, Polska potrzebuje Twojej pomocy, aby obronić wiarę przed tymi, którzy podejmują działania, aby naród porzucił Ciebie, Twoje przykazania i Ewangelię, a wybrał wartości europejskie.

    Panie, zwróć swój łaskawy wzrok na Ojczyznę naszą i pomóż jej ocalić katolicką tożsamość, dochować Ci wierności w wierze.

     A ty, św. Andrzeju Bobolo, bądź wzorem dla Polaków trwania w wierze, bronienia jej i składania o niej świadectwa.

    Niech twoja męczeńska krew, wyjedna u Boga zmiłowanie i nawrócenie dla tych, którzy nie wiedzą, co czynią.

    Patronie Ojczyzny, uproś narodowi polskiemu łaskę, aby trwał na Bożych drogach i odrzucił niewiarę, laicyzację i sekularyzm. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień trzeci:

    Modlitwa o żywą wiarę członków Kościoła

    Boże, przez sakrament chrztu świętego włączyłeś nas do Kościoła, obdarzyłeś łaską wiary i napełniłeś darami, aby dzieci Twoje były święte i nieskalane przed Twoim obliczem. Wdzięczni jesteśmy za to, co uczyniłeś i czynisz dla nas, abyśmy byli zbawieni. Uwielbiamy Cię za dary, które dałeś Kościołowi, abyśmy mieli życie i to w obfitości. Uwielbiamy za Ewangelię, Twoje słowo, i Eucharystię, Twój pokarm, bo dzięki nim możemy rozwijać  naszą wiarę i pogłębiać jedność z Tobą.

    Uwielbiamy Cię za sakrament pokuty, bo ciągle nas podnosisz z naszych upadków, a my możemy powiedzieć za psalmistą: choćbym przechodził przez ciemną dolinę zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.

    Św. Andrzeju, specjalisto od spraw wiary,  wstawiaj się za swymi rodakami i uproś łaskę, aby nasza wiara była żywa i mocna, byśmy byli chlubą  Kościoła, zachowując wierność przyjętym zobowiązaniom na chrzcie świętym.

    Święty Andrzeju, bohate­rze wiary, módl się, abyśmy mieli wiarę, która prowadzi do świętości i zbawienia. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień czwarty:

    Modlitwa o ducha Chrystusowego w Kościele

    Panie Jezus, zostawiłeś w sakramentach łaski, aby chrześcijanie mieli dostęp do Twej opieki na drogach swego życia. Spraw, niech ci, którzy przyjęli chrzest święty podążają drogą, którą Ty wyznaczyłeś, trwają w prawdzie, którą Ty przyniosłeś na świat i mają życie, którym Ty ich obdarzasz.

    Niech trwają w Twoim Kościele, z każdym dniem pogłębiają życie wewnętrzne i będą, jak winne latorośle zakorzenione w winnym krzewie.  

    Niech słuchają Ducha Świętego i tak żyją, by doczesność nie przesłoniła im wieczności, a radości ziemskie nie sprowadziły na manowce życia.

    Jezu, napełnij swych uczniów Twoją miłością i niech tak żyją, aby ludzie chwalili Twego Ojca, który jesteś w niebie.  

    A ty, św. Andrzeju, mocarzu ducha Bożego, świadku prawdziwej wiary, czuwaj nad Chrystusowym Kościołem, aby był wierny swemu Założycielowi, głosił zdrową naukę i szafował świętymi sakramentami, był stróżem moralności chrześcijańskiej, aby członkowie tej wspólnoty posiedli taką duchowość chrześcijańską, która poprowadzi ich do zwycięstwa w walce ze złem i szatanem. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień piąty:

    Modlitwa o pobożność w narodzie polskim

    Panie Jezus, Tyś naród polski zapisał w swym Sercu i dałeś poprzez jego historię wiele dowodów, że może zawsze liczyć na Twoją pomoc, gdy w modlitwie zwróci się do Ciebie. Więc zwracamy się do Ciebie Panie pełni ufności o pomoc, gdy wiele przesłanek wskazuje, że zaczynają się spełniać przepowiednie Twoje i bije dziejowa godzina opowiedzenia się, po której stronie będzie naród, czy po Twojej Chryste, czy po Szatana.

    Niech Twoja łaska sprawi, że Polska, która zawsze przez swą historię stawała po Twojej stronie, dziś także wybierze Ciebie Panie. Bo do kogo pójdziemy, skoro Ty masz słowa życia wiecznego. Niech nadal będziemy znakiem dla narodów świata, że Polska jest Ci wierna i posłuszna.

    Niech Duch Święty wzbudzi w narodzie polskim pragnienie i tęsknotę za życiem duchowym, wiernością wierze katolickiej i umiłowaniem Ewangelii.

    A ty, św. Andrzeju Bobolo, przykładzie prawdziwej pobożności, nadziejo nasza, módl się Ojczyzną, aby jej obywatele żyli pobożnie i święcie, nie dali się zwieść  mocom ciemności i zwyciężali wrogów zbawienia. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień szósty:

    Modlitwa o życie zgodne z wiarą

    Panie Jezu, godny nieskoń­czonej miłości i czci, przybytku Najwyższego, Ty chcesz, aby Twoją   własnością były serca biedne, skołatane i zagubione, ale drogocenne w Twoich oczach. Dlatego zachęcasz wszystkich: przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię… Jednak ludzie nie biorą sobie Twej zachęty Panie i żyje tak, jakby Ciebie nie było, albo, jakbyś był im niepotrzebny.

    Dlatego prosimy, Bezde­nna głębino łask wszelkich, napełnij Twe dzieci taką łaską, by pielęgno­wały w sobie cnoty: pokorę, cichość, czystość, męstwo i miłość. Pośród szarej codzienności i zwodniczych zmy­słów oświecaj ich rozum, by wybierały drogę wąską i stromą, przechodzili przez ciasną bramę, która wiedzie ku życiu z Tobą. Umacniaj naszą wolę, wzmacniaj słabe i strwożone serce, spraw, by życie nasze było zgodne z wyznawaną wiarą.

    A ty, św. Andrzeju Bobolo, mężny zwycięzco, na szlakach naszego życia, tak trudnych i niebezpiecznych, nierównych i niepewnych, bądź niezawodnym, wypróbowanym prze­wodnikiem w drodze do niebieskiej Oj­czyzny. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień siódmy:

    Modlitwa za duchowieństwo

    Wiekuisty Kapłanie, Ty powołujesz ludzi, aby poszli za Tobą, i byli świadkami Twojej miłości aż po krańce ziemi. Spójrz na tych, których konsekrowałeś i przeznaczyłeś do służby Twemu ludowi. Niech posługa, którą pełnią w Twoim imieniu, ich uświęcenia i zbawia, a także tych, do których są posłani.

    Tobie polecamy Ojca Świętego, biskupów i kapłanów i prosimy, abyś ich zachował dla Twego Imienia, podtrzymywał w nich ducha poświęcenia i ofiary, błogosławił pracom, oraz ustrzegł od złego. Niech będą Ci wierni, aby Kościół był światłem nadziei życia wiecznego.

    A ty, św. Andrzeju, wzorze świętości kapłańskiej i zakonnej, czuwaj nad polskim ducho­wieństwem, aby naśladowało ciebie w pracy nad sobą, gorliwej służbie Bogu i ludziom, oraz umiłowaniu Kościoła. Możny orędowniku u tronu Bożego, wspieraj swą modlitwą swych braci, kapłanów i zakonników, którzy podobnie, jak ty, troszczą się o zbawienie dla siebie i bliźnich. A tych, którzy porzucili kapłaństwo i zranili Kościół przez zgorszenie, otocz szczególną modlitewną opieką. Amen.

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień ósmy:

    Boże, Tyś przez tak liczne wie­ki, otaczał Polskę blaskiem potęgi i chwały, a tych, którzy sprawowali rządy nad narodem, napełniałeś mądrością, by z godnością i pożyt­kiem dla dobra obywateli dźwigali ten zaszczytny i trud­ny  obowiązek.

    Modlitwa za rządzących i naród polski

    Dziś także potrzebujemy Twej pomocy, aby naród polski nadal darzył Ciebie miłością i własną Ojczyznę. Aby szanował to, co stanowi jej świętość narodową, a dusza tego narodu ocalona została od bezbożności, obojętności i laicyzacji.

    Panie łaski i pomocy tym, którzy dziś rządzą, aby dbali o dobro duchowe i materialne Ojczyzny, ale i o jej katolicką tożsamość. Spójrz na utrudzonych pracą Polaków i niech ją tak wykonują, by była nie tylko źródłem utrzymania rodzin, ale ich uświęcała.

    Młodzież i dzieci, otocz troskliwą miło­ścią, aby nie dała się porwać złowrogim ideologiom.

    A ty, św. Andrzeju, wielki nasz Patronie, strzeż naszych miast i wiosek, ochraniaj nasze ziemie, prowadź Polskę do dobrobytu. Uproś pojednanie synom i córkom tego narodu, który dziś boryka się z licznymi podziałami. Patronie Polski, prowadź Ojczyznę na szczyty nowej potęgi i chwały. Amen

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień dziewiąty:

    Modlitwa o patronowanie Polsce

    Święty Andrzeju Bobolo, nasz wielki Patronie! Dziękujemy Wszechmocnemu za to,
    że do świętych Wojciecha i Stanisława, patronów z początku naszych dziejów, dodał u boku Królowej Polski Ciebie. Twoje życie dopełnione męczeństwem zaowocowało rosnącym kultem w pierwszej i drugiej Rzeczypospolitej. Obecnie w niepodległej Ojczyźnie patronujesz odnowie naszego życia, tak osobistego, jak i społecznego, żeby wzrastała jedność w Polsce, Europie i świecie. Niech Twój patronat pomaga nam cierpliwie pokonywać trudności dzięki modlitwie i działaniu w imię Jezusa Chrystusa, Twojego i naszego Pana, który z Ojcem żyje i króluje w jedności Ducha Świętego przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    – Wszechmogący wieczny Boże, Panie nasz! Przez naszego brata, świętego Andrzeja Bobolę, dokonałeś wielkich dzieł zbawienia w naszym narodzie i nadal ich dokonujesz. Dziękujemy Ci za Twoją obecność i zbawcze przez niego działanie. Dziękujemy za Twoją miłość, którą nam przez swojego sługę Andrzeja i dzięki jego wstawiennictwu za nami, udzielasz. Spraw, prosimy abyśmy oddając cześć umęczonemu Rodakowi mogli naśladować jego mężną wiarę oraz całkowite oddanie się Tobie w posłudze miłości naszym bliźnim. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    Dzień dziesiąty:

    Modlitwa o życie w łasce Bożej i opiekę Bożą

    W ostatnim dniu nowenny zwracamy się do Ciebie  Jezu z prośbą najważniejszą: zachowaj w nas żywą wiarę, życie w łasce uświęcającej, jedność z Kościołem, napełnij duchem modlitwy i wiernością Twoim przykazaniom i nauce Ewangelii. Niech będziemy świątynią Ducha Świętego i wzrastamy w przyjaźni z Tobą Jezu i kochamy Twoją i naszą Matkę.

    Niech cenimy sobie ponad wszystko życie nadprzyro­dzone, a w nim: modlitwę, sakramenty święte, szczególnie spowiedź i Eucharystię, oraz Pismo Święte. 

    A, Twoja pomoc Panie niech nam towarzyszy, byśmy napełnieni dobrymi pragnieniami prowadzili takie życie, aby znaleźć w Tobie po­kój i szczęście, którego świat dać nie może.

    A ty, św. Andrzeju Bobolo, szafarzu łask Bożych, nieustraszony Męczenniku, wstawiaj się za nami, byśmy mimo naszych grzechów i upadków, zasłużyli tu na ziemi, przy śmierci i w wieczności na  współczucie i miłość Serca Bożego.  Amen

    Kolejne modlitwy jak w pierwszym dniu.

    EWTN/Telewizja Wiekuistego Słowa/5 sierpnia 2020 Dorota Niedzwiecka

    ******

    Zginął z krzyżem w ręku za Polskę. 100 lat temu poległ ks. Ignacy Skorupka

    fot. xhz
    Fresk Jana Henryka Rosena „Cud nad Wisłą” w kaplicy papieskiej w Castel Gandofo

    **

    Miał zaledwie 27 lat. Szedł w pierwszej linii tych, którzy bronili Warszawy. Bolszewicy widzieli młodego kapłana, a nad nim Matkę Bożą.

    Jeszcze niedawno mówiono o możliwości rozpoczęcia jego procesu beatyfikacyjnego. Dziś brakuje już świadków jego życia, świadectw orędownictwa, a tym bardziej wymodlonych łask. Ale ks. Ignacy Skorupka mógłby być niezwykłym patronem młodzieży i żołnierzy. 27-letni kapłan, który do walki przeciwko ateistycznemu bolszewizmowi porwał studentów uczelni i uczniów liceów, poległ z krzyżem w ręku na polach Ossowa dokładnie 100 lat temu.

    Wymowny pomnik przed katedrą św. Floriana pokazuje go tak, jak przekazały ówczesne świadectwa, w tym kard. Aleksander Kakowski, który napisał w swoim pamiętniku: „młody i pięknej powierzchowności kapłan, który jeszcze piękniejszą miał duszę”.

    Jego ród wywodził się z podlaskiej szlachty herbu Ślepowron. Urodził się w Warszawie 31 lipca 1893 r. w istniejącej do dziś kamienicy przy ul. Ciepłej 3. Do seminarium wstąpił jako szesnastolatek. Święcenia przyjął w styczniu 1916 r. Od 1917 r. był proboszczem na parafiach w Bogorodsku koło Moskwy, a następnie w Klińcach, gdzie prowadził szkołę i tajną drużynę harcerską dla polskich dzieci. W 1918 r. ks. Skorupka najpierw został wikariuszem w Łodzi, a w 1919 r. notariuszem i archiwistą w kurii warszawskiej. Był kapelanem Ogniska Rodziny Maryi na Pradze, w którym przebywało ok. 200 sierot i uczył religii w szkole kolejowej przy ul. Chmielnej. Głosił kazania u Panien Kanoniczek na placu Teatralnym, w parafii na Koszykach, a w roku 1920 także w katedrze św. Jana Chrzciciela.

    7 lipca 1920 r. ks. Skorupka poprosił kard. Aleksandra Kakowskiego o zgodę na wstąpienie do wojska. Całe godziny spędzał od tej pory w koszarach i na dworcach, spowiadając żołnierzy idących na front. Często bywał w gimnazjum Władysława IV, służącym za koszary I Batalionu 236. Pułku Piechoty Legii Akademickiej, do którego zostało wcielonych wielu z jego uczniów. Opóźniony wymarsz tego batalionu sprawił, że ks. Skorupka zdążył odbyć spowiedź generalną w kościele kapucynów przy ul. Miodowej i sporządził testament: „Długi za wpisy szkolne spłacam swym życiem. Za wpojoną miłość Ojczyzny płacę miłością serca”. Dopisał też: „Proszę mię pochować w albie i ornacie”.

    13 sierpnia rano w kaplicy Bożego Ciała na Kamionku odprawił ostatnią Eucharystię i ruszył z kolumną w stronę Ząbek. Szedł pieszo obok ppor. Słowikowskiego, z zawieszoną na szyi stułą i z krzyżem inkrustowanym kością słoniową, ofiarowanym przez matkę Matyldę Getter.

    Kapłan prosił, by pozwolono mu być w pierwszej linii, razem z żołnierzami. Ppor. Słowikowski wspominał, że ks. Skorupka szedł obok niego, gdy dostali się pod bolszewicki ogień. W płaszczu narzuconym na sutannę, z pieśnią „Serdeczna, Matko” dawał przykład niezwykłej odwagi, gdy… nagle upadł na ziemię. Wydawało się, że kapelan potknął się tylko o bruzdę, ale gdy po walce odszukano to miejsce, leżał twarzą do ziemi z krzyżem w ręku. Z trafioną pociskiem czaszką, pokłutym bagnetami ciałem, bez butów i bez zegarka, zapewne skradzionych przez bolszewików. Skrwawione ciało żołnierze zanieśli na płaszczu do Ossowa, a 15 sierpnia przewieziono do Warszawy. Bohaterską śmierć opisywano w kilku wojskowych meldunkach.

    Pokłutego ciała nie udało się przebrać do pogrzebu, nałożono więc na sutannę ornat i złożono w metalowej, zakupionej przez ojca trumnie. Pogrzeb w kościele garnizonowym przy ul. Długiej przybrał niezwykle uroczystą formę.

    W obecności szlochającego tłumu warszawiaków krzyż Virtuti Militari do trumny przypiął gen. Haller. Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz Powązkowski zatrzymał się jeszcze przed siedzibą Rady Miejskiej, skąd z balkonu wygłosił przemówienie prezydent Warszawy Ignacy Baliński. Ks. Skorupkę złożono w kwaterze 244, rząd V, grób 15.

    W miejscu, gdzie poległ bohaterski kapłan mieszkańcy Ossowa postawili dębowy krzyż. Kilkanaście metrów dalej Marian Jeznach, świadek bitwy, ufundował pamiątkowy obelisk.

    Tomasz Gołąb/GOŚĆ NIEDZIELNY/14.8.2020

    ************************************************************************

    Pojęcie “Cudu nad Wisłą” w odniesieniu do bitwy z bolszewikami jako pierwszy sformułował Stanisław Stroński

    14 sierpnia 1920 roku, a więc gdy trwały jeszcze walki na przedpolach Warszawy i wynik bitwy był niepewny, Stanisław Stroński pisał na łamach dziennika “Rzeczypospolita”  w tekście “O cud Wisły”:

        „… żeby Warszawa wpaść miała w ręce bolszewików, żeby Trocki miał wejść do miasta jak ongi Suworow i później Paskiewicz, żeby ten sam dziki, a dzisiaj jeszcze dzikszy, bo podniecony przez mściwych i krwiożerczych naganiaczy sołdat i mużyk pohulać miał w stolicy odrodzonej Polski, tej myśli wojsko nasze nie zniesie i każdy żołnierz sobie powie: po moim trupie. /…/ I gdy w jutrzejszą niedzielę zbiorą się miliony ludności polskiej w kościołach i kościółkach naszych, ze wszystkich serc popłynie modlitwa: Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę, Wolność, zachowaj nam Panie. Błogosławiony tą modlitwą ojców, matek, sióstr i małej dziatwy o ziszczenie się cudu Wisły, żołnierz polski pójdzie naprzód z tym przeświadczeniem, że oto przypadło mu w jednej z najcięższych chwil w naszych tysiącletnich dziejach być obrońcą Ojczyzny”

          Kilka dni później, gdy wojska bolszewickie były już w pełnym odwrocie i jasne było, że stolica Polski została ocalona, zaś losy wojny odwrócone, pojęcie “Cudu nad Wisłą” zaczęło zdobywać gwałtowną popularność, zwłaszcza w środowiskach narodowych.

    Podkarpacka HISTORIA.pl

    ***********************************

    Wymodlone zwycięstwo

    Nieznane oblicze glorii pod Warszawą

    Prof. Żaryn dla PCh24.


    Wymodlone zwycięstwo. Nieznane oblicze glorii pod Warszawą. Prof. Żaryn dla PCh24.pl

    W przededniu Bitwy Warszawskiej abp Aleksander Kakowski, metropolita warszawski, napisał list do proboszczów, którzy byli na miejscu w swoich parafiach, w którym podkreślił, że nie wolno im dezerterować, a jeśli ktokolwiek opuści swoją parafię, to z miejsca zostanie przez niego suspendowany. To były silne i jednoznaczne słowa, które miały mobilizować kapłanów, oddalać od nich lęk i tchórzostwo, tak żeby byli z wiernymi i trwali z nimi mocni w wierze – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.

    Z kim toczyliśmy wojnę w latach 1919-1921? Z Rosją bolszewików czy może również z Niemcami, których kilkadziesiąt tysięcy znalazło się w szeregach armii czerwonej? A może także z Brytyjczykami i Francuzami, którzy mieli własną wizję geopolityczną, w której nie przewidywali miejsca dla niepodległej Polski?

    Trzeba widzieć różnicę między wrogami bezpośrednimi a stronami, które popełniały polityczne błędy.

    Wrogiem i przeciwnikiem niepodległej Polski byli bolszewicy. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, ale trzeba się jednocześnie zastanowić, kim byli tak naprawdę bolszewicy.

    Z jednej strony bolszewików identyfikujemy z Rosją, która w tamtym czasie była praktycznie przez nich opanowana, a sami Rosjanie zostali wprzęgnięci w proces nazwany przez Lwa Trockiego rewolucją permanentną. Można więc powiedzieć, że bolszewikami są Lenin i jego towarzysze, którzy zawłaszczyli państwo rosyjskie, jak i zwykli Rosjanie, którzy z mniejszą lub większą ochotą uczestniczyli w realizacji nakreślonych przez kierownictwo partii celów.

    Bolszewicy to jednak także ówczesna międzynarodówka komunistyczna, czyli jaczejki znajdujące się w różnych częściach Europy, które zarówno w 1919 jak i 1920 roku potrafiły wzmóc ogień rewolucyjny po I Wojnie Światowej na terenach, gdzie panowało masowe bezrobocie, bieda, głód, które razem promowały postawy roszczeniowe i strajkujące. 

    Strajki i różnorakie manifestacje wybuchały na terenie chociażby odradzającej się po 123 latach zaborów Polski w roku 1919 i były wyraźnie podjudzane przez komunistów z Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Podobna sytuacja była w Niemczech i innych krajach.

    W 1920 roku miał miejsce chyba najbardziej znany z tamtego okresu strajk dokerów gdańskich, którzy zostali w jakiejś mierze wykorzystani przez bolszewików. „Czerwona” propaganda docierała do Gdańska między innymi za sprawą lansujących ją niemieckich, antypolskich władz tego miasta. To właśnie na terenie Gdańska najlepiej było widać jak bardzo Niemcy byli chętni do przywrócenia granicy niemiecko-rosyjskiej sprzed I Wojny Światowej czy też w tym przypadku niemiecko-bolszewickiej.

    Trzeba również dodać, że Niemcy i to nie tylko ci, którzy mają władzę nad Wolnym Miastem Gdańskiem, są również stroną, która nie dość, że nie przeszkadza bolszewikom, to jeszcze po cichu wspiera ich chociażby poprzez uniemożliwienie dostarczenia amunicji i innego sprzętu Polakom walczącym z armią czerwoną.

    To są więc bezpośredni albo pośredni uczestnicy wojny polsko-bolszewickiej stojący po stronie „czerwonej zarazy”.

    A co, że tak to określę, z całą gamą stron na zachodzie, które inaczej niż Polacy widziały tę wojnę?

    Tu oczywiście najlepszym przykładem jest Wielka Brytania, która w 1920 roku podczas konferencji w belgijskim Spa w zasadzie prowadziła politykę pod hasłem: ustalenia Traktatu Wersalskiego już nie obowiązują.

    To ogromna tragedia dla sprawy polskiej, ponieważ nam – Polakom, a konkretnie Romanowi Dmowskiemu, Ignacemu Paderewskiemu i innym przedstawicielom polskiej delegacji w Wersalu udało się przeforsować nasze racje mówiące, że Polska jest niezbędnym elementem porządku europejskiego między Niemcami a Rosją, a więc porządku w ramach którego ani Niemcy, ani Rosjanie nie panują nad Europą Środkowo-Wschodnią. W wyniku podjętych tam ustaleń na mapy świata powróciła Rzeczpospolita, która w sojuszu przede wszystkim z Francją miała stabilizować czy też gwarantować równowagę na kontynencie europejskim.

    Wielka Brytania bardzo niechętnie, ale jednak zgodziła się na ten polsko-francuski deal. Niestety, kiedy tylko sytuacja stała się niestabilna, jak to miało miejsce zwłaszcza w lipcu i sierpniu 1920 Londyn natychmiast zmienił swą optykę i zaczął podnosić argumenty o słabości Polski i upadku koncepcji dla Europy Środkowo-Wschodniej przyjętej w Wersalu.

    Nie można jednak powiedzieć, żeby była to realizacja polityki bolszewickiej. Wielka Brytania realizowała własną politykę, w której to zupełnie inaczej rozumiała zasadę równowagi. W lipcu 1920 Londyn był zainteresowany, aby przywrócić to co było, czyli Europę bez Polski, ponieważ jak przez ponad 100 lat Polski nie było na mapach świata. Uważano również, że ewentualny sojusz angielsko-rosyjski w żaden sposób nie będzie destabilizował mocarstwowej polityki Londynu.

    Francuzi z kolei są naszymi sojusznikami wojskowymi. Marszałek Foch podczas konferencji w Spa próbuje pomóc generałowi Rozwadowskiemu, ówczesnemu szefowi polskiej misji wojskowej we Francji. Francuzi mocno naciskają na Naczelnika Państwa Polskiego Józefa Piłsudskiego, żeby ten mianował Rozwadowskiego szefem sztabu. Nie ma wątpliwości, że na poziomie wojskowej przyjaźni Francuzi wspierają nas i robią, co mogą, aby pomóc nam skutecznie przeciwstawić się bolszewikom i ich pokonać. Jeśli zaś chodzi o politykę, to sprawa jest diametralnie inna. Francuzi bowiem prowadzą ją na kolanach wobec Anglików.

    Jeśli jednak ponownie weźmiemy pod uwagę fakt, że 1918 roku Polski nie było na mapach, a świat mimo to istniał, to w jakimś sensie można zrozumieć francuskich polityków, ale tylko zrozumieć. Trzeba również pamiętać, że Francuzi szukali w tamtym czasie alternatywnego rozwiązania. Wielu z nich wierzyło, że bolszewicy zostaną ostatecznie pokonani przez Rosję Białą dzięki czemu również Paryż odzyska wielomiliardowe pożyczki, jakie udzielił Moskwie przed i w trakcie I Wojny Światowej.

    To tylko kilka elementów tego politycznego nierozumienia ówczesnej sytuacji, jakie dominowało na Zachodzie.

    W związku z tym czy ktokolwiek zdawał sobie wówczas sprawę z zagrożenia, jakie niczym tsunami nadciąga ze Wschodu, i które tak jak tsunami zniszczy wszystko, co stanie na jego drodze?

    Jedyna strona, która rozumiała, na czym polega różnica między carską Rosją a bolszewikami to Stolica Apostolska i papież Benedykt XV. Ówczesny Ojciec Święty mobilizuje i wzywa wiernych we Włoszech, Francji, gdziekolwiek tylko są do szturmu modlitewnego. Kościół i papież doskonale zdawali sobie bowiem sprawę czym jest „czerwona zaraza”.

    Wspomnę tylko tradycyjną pielgrzymkę do Lourdes podczas której modlono się za niepodległą Polskę. Modlitwa ta nie wzięła się jedynie stąd, że papież życzył dobrze Polsce, ale przede wszystkim stąd, że rozumiał kontekst całej sytuacji. Benedykt XV był przekonany, że przegrana Polski w wojnie z bolszewikami rozpocznie tragedię całej Europy, ponieważ nie była to zwykła wojna, tylko wojna cywilizacyjna.

    Podobnie Przewodniczący Episkopatu Belgii kard. Mercier w lipcu i sierpniu 1920 roku wzywał do modlitwy za Polskę i przypominał politykom belgijskim, że to właśnie dzięki postawie Polaków w 1830 roku Belgowie zostali uratowani i wojska rosyjskie Mikołaja I nie zburzyły świeżo uzyskanej przez nich niepodległości.

    Powtórzę: Kościół Katolicki doskonale rozumiał, co się dzieje. Co więcej: rozumiał nie tylko w perspektywie bieżącej polityki, w której dominuje układanie się stron, a Polska jest tu elementem wtórnym. Stolica Apostolska widziała również drugi wymiar tej wojny – wymiar cywilizacyjny i rozumiała, że bolszewicy są stroną, która zniszczy chrześcijańską Europę.

    Wojna polsko-bolszewicka w zbiorowej pamięci Polaków i nie tylko Polaków, tak naprawdę ogranicza się do jednego dnia – 15 sierpnia 1920 i zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej – a przecież do tego czasu walki trwały już kilkanaście miesięcy. Jak wobec tego wyglądały działania wojenne do dnia „Cudu nad Wisłą”?

    Wojna polsko-bolszewicka jest elementem porządkowania przez Polskę Europy Środkowo-Wschodniej. Od samego początku aktywnie uczestniczymy w tym procesie, ponieważ stroną najbardziej destabilizującą i chętną do zajmowania terytorium, które Polska widzi, jako swoje są właśnie bolszewicy.

    Pierwszym takim aktem jest zajęcie i opanowanie Wilna w kwietniu 1919 roku z rąk bolszewickich, wyzwolenie ziemi wileńskiej, co oczywiście kontestuje strona litewska, tzw. Litwy Kowieńskiej, ale ona sama nie byłą zdolna do tego, żeby wyprzeć bolszewików.

    Na początku 1920 roku będziemy wspierać Łotyszy także zagrożonych bolszewickimi atakami na terenie Pribałtiki.

    To są ważne akty wojny, które dotyczyły, jak już powiedziałem polskiego udziału w porządkowaniu Europy Środkowo-Wschodniej.

    W 1919 roku podczas Konferencji Wersalskiej Roman Dmowski przekazał stronie zachodniej cały plan dotyczący polskich granic nie tylko na zachodzie i północy, ale także na południu i na wschodzie. Te postulowane przez niego granice Polski na wschodzie są granicami opartymi na II rozbiorze Polski, to znaczy: Dmowski zgadza się na odebranie nam ziem pierwszego rozbioru, jeśli chodzi o Rosję, natomiast te ziemie, które zostały nam odebrane w drugim i trzecim rozbiorze powinny wrócić do Polski.

    Ta perspektywa wschodniej granicy jest wbrew podręcznikowym opiniom wcale nie rozbieżna z koncepcją Józefa Piłsudskiego, który oczywiście ubiera to w słowa federacyjne, ale de facto realizuje ten sam zasięg terytorialny. 

    Mimo wszystkich różnic między Dmowskim i Piłsudskim to co do granicy wschodniej i obszaru państwa polskiego nie było tak głębokiego sporu, jak to dzisiaj próbuje się sugerować.

    W tym miejscu muszę zapytać o „zawieszenie” wojny polsko-bolszewickiej. Czerwoni dochodzą do wniosku, że muszą w Rosji uprać się z białymi i dopiero wówczas powrócą do realizacji swojego planu, czyli „po trupie pańskiej Polski” do Berlina, a stamtąd nad Atlantyk?

    W sytuacji, gdy bolszewicy są stroną, która może być pokonana przez wojska „białych”, czyli dawnego tymczasowego rządu, którego ostatnim premierem był Kiereński, wojska polskie wstrzymują wspierające niejako białych dalsze prowadzenie wojny z bolszewikami. Jest to decyzja Naczelnika Państwa, czyli Józefa Piłsudskiego, który oczekiwał od „białych” polityków i dowódców rosyjskich deklaracji, że uznają oni polskie roszczenia terytorialne na wschodzie. Ponieważ takiego uznania po stronie „białych” nie było, to Piłsudski stwierdził, że nie ma powodu, aby im pomagać w wojnie domowej w Rosji, ponieważ jest ona równie wroga Polsce jak strona „czerwona”.

    Warto w tym miejscu zastanowić się: czy należało przede wszystkim budować niepodległą, silną Polskę czy też zniszczyć do końca bolszewicką zarazę, nawet jeśli skutkiem tego było obniżenie możliwości potencjału prowadzącego do utworzenia II RP w tych granicach, jakie ostatecznie w 1921 roku uzyskaliśmy.

    Jest to bardzo ważne pytanie i dzisiaj nie możemy od niego uciekać widząc, ponieważ widzimy całe zło komunizmu, jakie przez ostatnie 100 lat rozlało się i nadal rozlewa się po świecie.

    Piłsudski z punktu widzenia polskiej racji stanu nie widział powodu, żeby kontynuując walki z bolszewikami i tym samym przyczynić się do zwycięstwa strony „białej”, która nie była zainteresowana niepodległą Polską. Ten argument był doskonale rozumiany 100 lat temu i jest rozumiany dzisiaj. Nie mniej jednak niewątpliwie pojawia się pytanie: czy niepodległa, silna Polska powinna być jedynym punktem odniesienia dla Naczelnika Państwa, skoro przeciwko sobie miał tak wyraźnie zagrażającą całemu Zachodowi zarazę bolszewicką, która od początku chciała zniszczyć cywilizację chrześcijańską.

    Jak udało nam się pokonać bolszewików? Przecież wszystko było przeciwko nam! Polska została sklejona z trzech różnych zaborów, z trzech różnych kultur, trzech różnych systemów prawnych, monetarnych, a nawet z różnych szerokości torów kolejowych. Bolszewicy maszerujący na zachód otwierają szampany, bo zwycięstwo jest ich zdaniem kwestią dni, jeśli nie godzin. Jak w związku z tym to nam udało się wygrać, mimo że na logikę nie mieliśmy na to najmniejszych szans?

    Trzeba na to spojrzeć w dwóch perspektywach: długiej i krótkiej.

    Jeśli chodzi o długą perspektywę czasową, to niewątpliwie mieliśmy w XIX wieku wspaniałe elity polityczne, ekonomiczne, społeczne, które z pokolenia na pokolenie dążyły różnymi środkami do tego, żeby pamięć o I RP, czyli niepodległym państwie polskim była obecna i żywa w narodzie.

    Nie był to oczywiście jedyny element. W XIX wieku odbył się również wielki proces unarodowienia mas ludowych, który został zrealizowany nie tylko dzięki temu, co można powiedzieć, że jest obiektywne, to znaczy przemianom ekonomicznym, wzrostowi konsumpcji czy poziomu życia etc. Powiem więcej – to są elementy drugorzędne!

    Dużo istotniejszym powodem procesu unarodowienia mas ludowych jest trwała obecność Kościoła Katolickiego, dzięki któremu udało nam się obronić przed atakami germanizacyjnymi i rusyfikacyjnymi w XIX wieku. Przedmiotem tego ataku były właśnie warstwy ludowe. Na szczęście dzięki Kościołowi Katolickiemu i elitom warstwy ludowe odnalazły się w polskości i ją uratowały.

    Te dwa elementy, czyli oświecone elity i unarodowienie warstw chłopskich w ogromnej mierze wpłynęły na zmobilizowanie narodu polskiego w lipcu i sierpniu 1920 roku do walki z bolszewikami.

    I tutaj mamy perspektywę krótką. Pierwszą instytucją, która mobilizuje Polaków do obrony ojczyzny i cywilizacji chrześcijańskiej jest Kościół Katolicki.

    Generał Józef Haller leży krzyżem w kościele Najświętszego Zbawiciela – jednej ze świątyń wybranych do nowenny modlitewnej przez kard. Aleksandra Kakowskiego w Warszawie, aby wierni mogli się modlić i mobilizować do walki, do spotkania z czerwoną hordą, która jest już u wrót stolicy.

    Na Jasnej Górze przeor prowadzi nieustanne modlitwy, w których to uczestniczy codziennie co najmniej 50 tys. ludzi modlących się o zwycięstwo Polaków pod Warszawą.

    Episkopat oddaje Polskę i Polaków Sercu Jezusowemu.

    Ponowione są śluby króla Jana Kazimierza, czyli oddanie się pod opiekę Matki Bożej Królowej Polski.

    Jednocześnie odbywają się w całej Polsce modlitwy pod hasłem wstępowania do armii ochotniczej.

    Na Rynku w Krakowie są celebrowane przez kard. Adama Sapiehę Msze Święte.

    To samo dzieje się w Warszawie i w parafiach na wschód od Warszawy, m.in na Podlasiu.

    Biskup polowy Stanisław Gal wzywa kapelanów wojskowych by stali ramię w ramię z żołnierzami

    Najbardziej jednak trafiająca do wyobraźni jest instrukcja wspomnianego już abp. Aleksandra Kakowskiego, metropolity warszawskiego, który napisał do proboszczów, przebywających na miejscu w swoich parafiach, że nie wolno dezerterować, a jeśli ktokolwiek opuści swoją parafię, to z miejsca zostanie przez niego suspendowany. To są silne i jednoznaczne słowa, które mają mobilizować kapłanów, oddalać od nich lęk i tchórzostwo, tak żeby byli z wiernymi i trwali z nimi mocni w wierze.

    Do tego musimy dodać ogromny autorytet generała Józefa Hallera, który potrafił zmobilizować wielu młodych ludzi, nawet ówczesnych gimnazjalistów do wstąpienia do armii ochotniczej dzięki czemu w ciągu kilku tygodni ponad 100 tys. osób zgłosiło się i zostało błyskawicznie wprowadzonych w strukturę polskich sił zbrojnych.

    Jesteśmy tak potężnie zmobilizowani jako naród, że w Warszawie na kilkanaście godzin przed bitwą nie widać większych śladów paniki. Uciekają dyplomaci zachodni, ale warszawiacy miasta nie opuszczają.

    Na czele rządu stoi Wincenty Witos, jego zastępcą jest Ignacy Daszyński. Jest to rząd, który powstaje za zgodą Sejmu Ustawodawczego, który to Sejm Ustawodawczy jest zdominowany przez prawicę. To prawica godzi się na to, żeby premierem rządu polskiego był Wincenty Witos, a jego zastępcą Ignacy Daszyński motywując to w ten sposób, że to jest właśnie ten ogólnopolski wymiar udziału Polaków w wojnie, bo to warstwy ludowe mają być świadome, że to ich Polska!

    Kraj, w którym toczy się wojna to nie jest Polska elit, tylko Polska całego narodu i symbolem tego są postacie Witosa i Daszyńskiego, którzy obejmują władzę po tym najbardziej krytycznym momencie, jakim była dymisja Władysława Grabskiego po jego powrocie z konferencji w Spa.

    Bóg zapłać za rozmowę!


    Tomasz D. Kolanek/2020-08-13

    ************************************************************************

    OGŁOSZENIA

    Emblem of Our Lady, Queen of Poland, outside St Simon's Church, Partick

    W kościele św. Szymona nadal nie może być sprawowana Msza św. Tymczasowo Msze św. w niedziele i w święta są w kościele św. Piotra.

    ***

    obowiązuje wcześniejsza rejestracja (linki poniżej)

    na Mszy św. może być maksymalnie 50 osób

    w sobotę 5 września Msza św. o godz. 18.00

    po Mszy św. nabożeństwo pierwszej soboty miesiąca wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko Najświętszej Maryi Pannie

    rejestracja do godz. 16:00 lub do wyczerpania miejsc

    https;//www.eventbrite.co.uk/e/sobota-0509-msza-sw-godz-1800-kosciol-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-118805493429

    ***

    w niedzielę 6 września Msza św. o godz. 14.00

    rejestracja do godz. 12:00 lub do wyczerpania miejsc

    https://www.eventbrite.co.uk/e/niedziela-0609-msza-sw-godz-1400-kociol-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-118805110283?aff=erelpanelorg

    *****

    Spowiedź święta:

    W soboty w kościele św. Szymona: 14.00 – 16.00

    Oczywiście jest też możliwość w innym czasie – wtedy proszę umówić się indywidualnie z ks.Marianem: https://kosciol.org/dane/304

    Spowiedź św. w kościele św. Anny(szczegóły podane są w ogłoszeniach na stronie: www. kosciol.org)

    *****

    Mając na uwadze trwające wciąż zagrożenie zdrowia i życia, Szkocki Episkopat przedłużył udzielenie dyspensy od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy świętej. Dotyczy to przede wszystkim osób starszych, które są w grupie ryzyka zarażeniem oraz osoby opiekujące się nimi, a także te osoby, które obawiają się z uzasadnionych przyczyn zakażenia.

    Skorzystanie z dyspensy oznacza, że nieobecność na Mszy niedzielnej we wskazanym czasie nie jest grzechem. Jednocześnie korzystających z dyspensy zachęca się do udziału we Mszy świętej w dni powszednie, z zachowaniem roztropności i wzajemnej troski o siebie. Zachęca się również, aby osoby korzystające z dyspensy trwały na osobistej i rodzinnej modlitwie, i do duchowej łączności ze wspólnotą Kościoła poprzez transmisje radiowe, telewizyjne lub internetowe.

    Nadal będziemy musieli zaakceptować szereg ograniczeń, do których przestrzegania jesteśmy zobowiązani:

    • podczas Mszy św. w kościele może przebywać tylko 50 wiernych
    • rezerwacja miejsc na Mszy św. przez stronę internetową   (1 “bilet” na osobę/dziecko powyżej 5-go roku życia)
    • przy wejściu do kościoła będą wolontariusze, którzy wskażą miejsca i będą “kierować ruchem”w kościele 
    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować odległość 2m od innych osób (nie dotyczy to osób z rodziny)
    • na razie ministranci nie mogą służyć do Mszy św.
    • podczas liturgii nie będzie śpiewu, Msza będzie krótsza, niż zazwyczaj 
    • bardzo ważne: prosimy przychodzić trochę wcześniej, aby była możliwość odpowiedniego rozlokowania wszystkich w kościele przed rozpoczęciem Mszy św.
    • również bardzo ważne: bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. wszyscy poza osobami porządkowymi muszą jak najszybciej opuścić kościół 

    Uwaga: 

    Mimo zaostrzonych rygorów sanitarnych, nadal istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem i każdy powinien mieć tę świadomość przebywając w miejscu, gdzie gromadzi się większa liczba osób.
    Dane kontaktowe osób biorących udział we Mszy św. muszą być przechowywane w celu Contact Tracing w razie zachorowania któregoś z uczestników.

    *****

    Intencje Mszy św., które zostały zamówione na konkretny dzień, są w tych terminach odprawiane.

    ***

    Bardzo dziękuję za Wasze zrozumienie obecnej sytuacji, za Wasze wsparcie i mam nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli już w pełni i bez ograniczeń uczestniczyć w sakramentalnym życiu Kościoła. Niech nasza wzajemna gorąca modlitwa daje nam Bożą moc w przeżywaniu tego trudnego czasu.

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    kościół św. Szymona, 33 Partick Bridge Street
    Glasgow G11 6PQ

    sakrament spowiedzi św. – w soboty od godz.14.00 – 16.00
    St Peter's R.C. Church, Partick
    kościół św. Piotra, 46 Hyndland Street
    Partick
    Glasgow G11 5PS


    Interior of St Peter's R.C. Church, Partick
    Msza św. w sobotę 5 września o godz. 18.00

    Msza św. w niedzielę 6 września o godz. 14.00

    ***************************************************************************

    sobota 22 sierpnia

    MARYJA KRÓLOWĄ NIEBA I ZIEMI
    Szczególnym impulsem w postrzeganiu Maryi, jako Królowej stał się Sobór Efeski w 431 roku, który broniąc i wyjaśniając prawdę o Chrystusie wskazał także bardzo wyraźnie na Maryję-Bogarodzicę. Odtąd w ikonografii Maryja zaczyna się pojawiać na tronie Królowej obok królującego Jezusa. Tytuł Maryi Królowej wchodzi do liturgii, o czym świadczą wymownie znane antyfony maryjne Salve Regina i Regina caeli.

    *******

    święto Matki Bożej Królowej

    cały Kościół odnawia poświęcenie się 

    Jej Niepokalanemu Sercu

    Ojciec Święty Pius XII, który dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., ustanawiając to święto w 1954 r.zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach:

    “Naszą Apostolską Władzą WYZNACZAMY I USTANAWIAMY ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ, które cały świat winien obchodzić corocznie w dniu 31 maja (dziś jest to dzień 22 sierpnia).

    Równocześnie ZARZĄDZAMY, aby w tym dniu odnawiano poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. To bowiem pozwala żywić niepłonną nadzieję, że nadejdą czasy pomyślne, rozjaśnione triumfem religii i chrześcijańskim pokojem” (Ad caeli Reginam 1954, Pius XII).

    Bądźmy wszyscy apostołami Maryi, by tego dnia zjednoczyła nas wspólna modlitwa, przez którą ponownie oddamy się Niepokalanemu Sercu Maryi – Sercu, które jest nam “schronieniem i drogą, która zaprowadzi nas do Boga”.

    ***

    Msza święta

    Eucharist

    Antyfona na wejście

    Maryja Dziewica, nasza Królowa, stoi po prawicy Chrystusa w blasku chwały. (Ps 45,10)

    Kolekta

    Boże, Ty ustanowiłeś Rodzicielkę Twojego Syna
    naszą Matką i Królową, spraw,
    abyśmy za Jej wstawiennictwem osiągnęli chwałę przygotowaną dla Twoich dzieci
    w Królestwie niebieskim.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    PIERWSZE CZYTANIE

    Iz 9,1-3,5-6

    Syn został nam dany

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza

    Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemiężcy jak w dniu porażki Madianitów.

    Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju”.

    Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona.

    Oto słowo Boże

    PSALM RESPONSORYJNY

    Ps 113,1-8

    Refren: Niech imię Pana będzie pochwalone.

    Chwalcie słudzy Pańscy,
    chwalcie imię Pana.
    Niech imię Pana będzie błogosławione
    teraz i na wieki.

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

    Kto jest jak nasz Pan Bóg,
    co ma siedzibę w górze,
    co w dół spogląda
    na niebo i ziemię?

    Podnosi z prochu nędzarza
    i dźwiga z gnoju ubogiego,
    by go posadzić wśród książąt,
    wśród książąt swojego ludu.

    ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ

    Alleluja, alleluja, alleluja

    Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
    błogosławionaś Ty między niewiastami.

    Alleluja, alleluja, alleluja

    EWANGELIA

    Łk 1,26-38

    Bóg da Jezusowi tron Dawida

    Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

    Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

    Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.

    Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.

    Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

    Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

    Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

    Oto słowo Pańskie

    Modlitwa nad darami

    Obchodząc wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, składamy Tobie, Boże, nasze dary i prosimy,
    aby nas wspomagał Twój Syn, który stał się człowiekiem
    i oddał swe życie na krzyżu jako niepokalana ofiara. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Prefacja o Najświętszej Maryi Pannie

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie,
    i abyśmy Ciebie wielbili oddając cześć
    Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy.
    Ona przyjmując niepokalanym sercem Twoje Słowo, poczęła Je w dziewiczym łonie i otoczyła macierzyńską troską początek Kościoła, rodząc jego Założyciela. Przyjmując pod krzyżem testament Bożej miłości, wzięła za swoje dzieci wszystkich ludzi,
    którzy przez śmierć Chrystusa narodzili się
    do życia wiecznego. Gdy Apostołowie
    oczekiwali obiecanego Ducha Świętego,
    łączyła swe błagania z prośbami uczniów Chrystusa
    i stała się wzorem modlącego się Kościoła.
    Wyniesiona do niebieskiej chwały, otacza
    macierzyńską miłością Kościół pielgrzymujący
    i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny,
    aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański.
    Dlatego z Aniołami i wszystkimi Świętymi
    wysławiamy Ciebie, razem z nimi wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Błogosławiona jesteś, Maryjo, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Tobie od Pana. (Łk 1,45)

    Modlitwa po Komunii

    Oddając cześć Najświętszej Maryi Pannie
    zostaliśmy posileni sakramentem Eucharystii,
    pokornie prosimy Cię, Boże,
    abyśmy mogli uczestniczyć w uczcie wiecznego życia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


    Obrzęd poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

    Wspomnienie Maryi Królowej zostało wprowadzone przez papieża Piusa XII encykliką Ad caeli Reginam (Do Królowej niebios) wydaną 11 października 1954 r., w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Już w czasie Soboru Watykańskiego I w roku 1869 biskupi francuscy i hiszpańscy prosili o to święto. Pierwszy Kongres Krajowy Maryjny we Francji odbyty w Lyonie (1900) prośbę tę ponowił. Uczyniły to również międzynarodowe kongresy maryjne odbyte we Fryburgu (1902) i w Einsiedeln (1904). Od roku 1923 wyłonił się specjalny ruch pro regalitate Mariæ. Początkowo wspomnienie Maryi Królowej obchodzone było w dniu 31 maja, ale w wyniku posoborowej reformy kalendarza liturgicznego przesunięto je na oktawę uroczystości Wniebowzięcia Maryi – 22 sierpnia. To właśnie wydarzenie ukoronowania Maryi wspominamy w piątej tajemnicy chwalebnej różańca, a we wspomnienie dokonujemy aktu ponowienia poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Tytuł ten podkreślony został także w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele Lumen gentium: „Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panującego (por. Ap 19,16) oraz zwycięzcy grzechu i śmierci” (KK 59).

    Wizja Trójcy Świętej siostry Łucji w Tuy (Hiszpania 1929r.)
    Przebywając w hiszpańskim klasztorze w Tuy – siostra Łucja miała w dniu 13 czerwca 1929 r. wizję Trójcy Świętej.


    PIEŚŃ
    1. Matko najświętsza, do Serca Twego, * Mieczem boleści wskroś przeszytego,
    Wołamy wszyscy, z jękiem, ze łzami:  * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!

    2. Gdzie my, o Matko, ach, gdzie pójdziemy, * I gdzie ratunku szukać będziemy?
    Twojego ludu nie gardź prośbami, * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!

    3. Imię Twe, Matko, litością słynie, * Tyś nam pociechą w każdej godzinie,
    Gdyśmy ściśnieni bólu cierniami, * Ucieczko grzesznych, módl się za nami!


    WPROWADZENIE
    Ze wspomnień Siostry Łucji – fatimskiej wizjonerki

    Tuy, Hiszpania 13 VI 1929 r.
    Uprosiłam u mych przełożonych i mego spowiednika zezwolenie na odprawienie godziny świętej każdej nocy z czwartku na piątek od 11 do północy. Jednej nocy byłam sama. Uklękłam przy balaskach w środku kaplicy, aby odmówić modlitwę Anioła. Ponieważ czułam się zmęczona, wstałam i modliłam się dalej z podniesionymi rękami. Paliła się tylko wieczna lampka. Nagle zrobiło się jasno w całej kaplicy wskutek nadprzyrodzonego światła.
    Na ołtarzu pokazał się jasny krzyż sięgający aż do sufitu. W jaśniejszym świetle można było zobaczyć w górnej części krzyża oblicze i górną część ciała człowieka. Nad piersią, gołąbka również ze światła. A do krzyża przybite ciało drugiego człowieka. Trochę niżej bioder w powietrzu wisiał kielich i wielka Hostia, na którą spadały krople krwi z oblicza Ukrzyżowanego i z jednej rany piersiowej. Z Hostii spływały te krople do kielicha. Pod prawym ramieniem krzyża stała Najświętsza Maryja Panna. Była to Matka Boska Fatimska ze swym Niepokalanym Sercem w lewej ręce, bez miecza i róż, ale z cierniową koroną i płomieniem. Pod lewym ramieniem krzyża wielkie litery jakby z czystej wody źródlanej biegły na ołtarz tworząc słowa: Łaska i Miłosierdzie. Zrozumiałam, że mi została przekazana tajemnica Trójcy Przenajświętszej. I otrzymałam natchnienie na temat tej tajemnicy, którego mi jednak nie wolno wyjawić. Potem rzekła Matka Boża do mnie: «Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Św., aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję memu Niepokalanemu Sercu, obiecując ją uratować za pomocą tego środka. Tyle dusz zostaje potępionych przez sprawiedliwość Bożą z powodu grzechów przeciwko mnie popełnionych. Przychodzę przeto prosić o zadośćuczynienie. Ofiaruj się w tej intencji i módl się». Mówiłam o tym mojemu spowiednikowi, który mi polecił spisać, czego Matka Boża żądała.

    Ojciec Święty Pius XII w odpowiedzi na prośbę Matki Bożej z Fatimy dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 roku. Ponadto ustanawiając święto Maryi Królowej w 1954 r. zwrócił się do całego Kościoła słowami encykliki Ad caeli Reginam:
    Po długiej tedy i dojrzałej rozwadze, mając to mocne przeświadczenie, że wielkie korzyści wynikną dla Kościoła, gdy ta niezbicie dowiedziona prawda zajaśnieje wszystkim, widocznie, niby pochodnia promienna, zatknięta na świeczniku – mocą Apostolskiej Naszej władzy ustanawiamy święto Królowej Maryi, które ma być obchodzone w całym świecie w dniu 31 maja (aktualnie, po reformie kalendarza jest to dzień 22 sierpnia). Nakazujemy również, aby tegoż dnia ponawiano poświęcenie się rodzaju ludzkiego Niepokalanemu Sercu Panny Maryi. W nim bowiem leży nadzieja nadejścia lepszego wieku, tryumfu wiary i chrześcijańskiego pokoju.
    Niech tedy wszyscy z większą jeszcze niż dotąd ufnością garną się do tronu miłosierdzia i łaski Królowej i Matki naszej, błagając o pomoc w nieszczęściach, o światło w ciemnościach, o pociechę w cierpieniach i smutkach; a nade wszystko niech się wyrwą z niewoli grzechów i służą z wdziękiem dziecięcej pobożności pod berłem tak wielkiej Matki! Niech tłumy wiernych cisną się do Jej świątyń, niech obchodzą Jej święta; niech Jej błagalna koronka będzie we wszystkich dłoniach i niech przeniknie do kościołów i chat, do szpitali i więzień, na drobne zebrania i masowe manifestacje wiernych, celem głoszenia Jej chwały! Niech Imię Maryi słodsze nad nektar i droższe od pereł będzie w najwyższym poszanowaniu; niechaj nikt na to Imię, okryte takim majestatem i zdobne macierzyńskim wdziękiem, nie miota jakichkolwiek przeklętych wyrazów, świadczących o wstrętnej duszy; i niech się nie waży mówić niczego, co by uwłaczało należnej Mu czci!
    Życząc sobie jak najgoręcej, by Królowa i Matka ludu chrześcijańskiego przyjęła te Nasze hołdy i swym pokojem rozbroiła targane zawiścią państwa i by nam po tym wygnaniu ukazała Jezusa, który nam będzie pokojem, wiecznym Weselem, udzielamy Wam z chęcią, Czcigodni Bracia, i Waszej owczarni, jako zadatku pomocy Boga Wszechmogącego i dowodu Naszej miłości, Apostolskiego Błogosławieństwa.


    Dan w Rzymie u św. Piotra, w święto Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny, dnia 11 października 1954

    ***

    AKT POŚWIĘCENIA


    Akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi

    Jasna Góra, 8 września 1946


    Błogosławiona Dziewico, Matko Boga Przeczysta! Jak ongiś po szwedzkim najeździe król Jan Kazimierz Ciebie za Patronkę i Królowę państwa obrał i Rzeczpospolitą Twojej szczególnej opiece i obronie polecił, tak w tę dziejową chwilę, my, dzieci narodu polskiego, stajemy przed Twym tronem w hołdzie miłości, czci serdecznej i wdzięczności. Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, cały naród i wskrzeszoną Rzeczpospolitą, obiecując Ci wierną służbę, oddanie zupełne oraz cześć dla Twych świątyń i ołtarzy. Synowi Twojemu, a naszemu Odkupicielowi ślubujemy dochowanie wierności Jego nauce i prawu, obronę Jego Ewangelii i Kościoła, szerzenie Jego królestwa.
    Pani i Królowo nasza! Pod Twoją obronę uciekamy się; macierzyńską opieką otocz rodzinę polską i strzeż jej świętości. Natchnij duchem nadprzyrodzonym i pobożnością naszą parafię; ochraniaj jej lud od grzechów i nieszczęść, a pasterza umacniaj i uświęcaj swymi łaskami. Narodowi polskiemu uproś stałość w wierze, świętość życia, zrozumienie posłannictwa. Złącz go w zgodzie i bratniej miłości. Daj tej polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Rzeczpospolitej Polskiej bądź Królową i Panią, natchnieniem i Patronką.
    Potężna Wspomożycielko wiernych! Otocz płaszczem opieki Papieża oraz Kościół święty. Bądź mu puklerzem: wyjednaj mu świętość i żarliwość apostolską, swobodę i skuteczne działanie. Powstrzymaj zalew bezbożnictwa. Ludom od Kościoła odłączonym wskaż drogę powrotu do jedności Chrystusowej owczarni. Okaż niewierzącym słońce prawdy i podbij ich dusze czułością Twego Niepokalanego Serca.
    Władna świata Królowo! Spojrzyj miłościwym okiem na troski i błędy rodzaju ludzkiego. Wyprowadź go z udręki i bezładu, z nieuczciwości i grzechów. Wyproś narodom pojednanie szczere i trwałe. Wskaż im drogę powrotu do Boga, by na Jego prawie budowały życie swoje. Daj wszystkim trwały pokój, oparty na sprawiedliwości, braterstwie, zaufaniu.
    Przyjmij naszą ofiarę i nasze ślubowanie, Matko Boga i nasza. Przygarnij wszystkich do swego Niepokalanego Serca i złącz nas na zawsze z Chrystusem i Jego świętym królestwem. Amen.



    PIEŚŃ
    1. Idźmy, tulmy się jak dziatki, Do Serca Maryi Matki.
    Czy nas nęka życia trud, czy to winy czerni brud!
    Idźmy, idźmy ufnym krokiem, z rzewnym sercem łzawym okiem:
    Serce to zna dzieci głos, odwróci bolesny cios.
     
    2. Ach, to Serce dobroć sama, najczulsze z córek Adama.
    Jest otwarte w każdy czas, samo szuka, wzywa nas:
    “Pójdźcie do mnie dziatki moje, wyczerpując łaski zdroje:
    Kto mnie znajdzie, życie ma, Temu Syn zbawienie da.

    Sekretariat Fatimski/ Krzeptówki

    *******

    Święto NMP Królowej

    Obchodzimy to święto zawsze osiem dni po uroczystości Wniebowzięcia Maryi i zapraszamy do przeżycia tego święta przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, który jako pierwszy w historii Polski został ukoronowany koroną królewską.

    Od najdawniejszych czasów Matkę Bożą nazywano Panią i Królową. Chrześcijanie od wieków czczą Ją jako Królową i zdobią koronami Jej wizerunki.

    W VIII w. jako forma walki z obrazoburcami przyjął się zwyczaj prywatnego koronowania obrazów i figur Matki Bożej, zwłaszcza słynących szczególnymi łaskami. W 732 r. papież św. Grzegorz III ukoronował obraz Matki Bożej szczerozłotymi koronami z diamentami. Papież Grzegorz IV w roku 838 podobną koronę ofiarował Matce Bożej w kościele św. Kaliksta w Rzymie. Od XVII w. zwyczaj ten stał się urzędowo zastrzeżony Stolicy Apostolskiej. Początkowo koronacje te były zastrzeżone jedynie w stosunku do cudownych obrazów włoskich. Wkrótce jednak rozszerzono je na cały świat. Pierwszym obrazem, który doczekał się zaszczytu papieskiej koronacji, był obraz Matki Bożej w zakrystii bazyliki św. Piotra w Rzymie (1631). 

    W Polsce 24 marca 1651 w wigilię uroczystości Zwiastowania Pańskiego, w obecności nuncjusza papieskiego arcybiskupa Jana de Torres świeżo namalowany obraz Matki Bożej Łaskawej, z namalowaną koroną na głowie (wg polecenia ks. Orsellego, który zamawiał obraz, miała to być korona królewska, jednak malarz zinterpretował to polecenie swobodnie i domalował koronetkę), został uroczyście wprowadzony do kościoła pijarów pw. Świętych Prima i Felicjana przy ul. Długiej (obecnie katedra polowa) i ukazany ludowi Warszawy. Nuncjusz odprawił uroczystą mszę św., poświęcił obrzędem pontyfikalnym ołtarz i obraz i odczytał bullę papieża Innocentego X ustanawiającą święto odpustowe Mater Gratiarum Varsaviensis. Było to pierwsze na terenach polskich papieskie poświęcenie obrazu z Matką Bożą w koronie.

    W Polsce pierwsze koronowanie obrazu koroną królewską (ośmioobłękową, zamkniętą, zwieńczoną globem ziemskim z krzyżem) ufundowaną przez rajców stolicy wspólnie z ludem Warszawy nastąpiło rok później w 1652 r. Kapłan przytwierdził do obrazu Matki Bożej Łaskawej w Warszawie wotywną koronę z pozłacanego srebra i ozdobioną perłami. 

    Pierwsza w Polsce koronacja według wymogów papieskich ustawnowionych w 1630 r. to koronacja obrazu jasnogórskiego w 1717 r. Korony ofiarował sam król August II Mocny. Aktu koronacji dokonał brat prymasa, biskup Krzysztof Szembek, w dniu 8 września 1717 r. Obecni byli ponadto biskup wileński i inflancki. 

    Święto NMP Królowej ustanowił papież Pius XII dopiero w roku 1954, w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o niepokalanym poczęciu Maryi (8.XII.1854).

    Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy

    *****

    Polski charyzmat maryjny

    „Tam, gdzie jest Maryja, tam jest prawdziwa wiara”. Już te słowa, pochodzące z IV wieku, mówią wiele o Polsce i jej roli w dzisiejszym laickim świecie.

    Krzysztof Świertok/BPJG

    **

    Teolog powie, że w osobie Matki Najświętszej jak w soczewce skupiają się wszystkie prawdy o człowieku i cała dostępna nam prawda o Bogu. Doda, że Maryja jest jak mapa, którą dało nam niebo: widzimy w Niej niepojętą tajemnicę Boga, poznajemy Jego zbawcze plany, a także naszą godność i przeznaczenie. Czciciel Maryi dopowie, że maryjność czyni jego wiarę żywą, iż jest w niej ciepło, a także że Kościół staje się dla niego domem, a przestaje być instytucją, oraz że czuje bliskość nieba. I doda: łatwiej za wiarę umierać.

    W. Łaszewski/Niedziela Ogólnopolska 34/2020

    ************

    Benedykt XVI modlitwa

    fot. Flickr/the papal visit/Kai.pl

    ***

    Papież Benedykt XVI o królowaniu Maryi:

    (fragment katechezy papieskiej z dnia 22 sierpnia 2012 roku)

    “… Jak Maryja sprawuje tę królewskość służby i miłości? Czuwając nad nami, Jej dziećmi: dziećmi, które zwracają się do Niej w modlitwie, aby Jej podziękować lub wypraszać Jej macierzyńską opieką i Jej niebiańską pomoc, być może zagubiwszy drogę, uciskani bólem lub udręką z powodu smutnych i trudnych perypetii życiowych. W pomyślności czy też mrokach życia zwracamy się do Maryi, powierzając się jej nieustannemu wstawiennictwu, aby wyjednywała nam u Syna wszelkie łaski i miłosierdzie potrzebne na nasze pielgrzymowanie po drogach świata. Do Tego, który rządzi światem i trzyma w ręku losy wszechświata zwracamy się ufni, za pośrednictwem Maryi Panny. Jest Ona od wieków przyzywana, jako Królowa Nieba. Po modlitwie Różańca Świętego osiem razy jest Ona w Litanii Loretańskiej przyzywana jako Królowa aniołów, patriarchów, proroków, apostołów, męczenników, wyznawców, dziewic, Wszystkich Świętych i rodzin. Rytm tych starożytnych wezwań i codziennych modlitw, jak na przykład Salve Regina, pomaga nam w zrozumieniu, że Najświętsza Dziewica jako nasza Matka u boku Syna swego Jezusa w chwale niebios jest z nami zawsze, w dniu powszednim naszego życia. Tak więc tytuł „Królowej” jest więc tytułem zaufania, radości, miłości. Wiemy, że Ta, która ma po części w ręku losy świata jest dobra, kocha nas i pomaga w naszych trudnościach.”

    ****

    Papież Franciszek:

    “Kiedy jakiś chrześcijanin mówi mi, że może nie tyle nie kocha Matki Bożej, ile raczej, że mu na Niej nie zależy, że się do Niej nie modli, odczuwam smutek. Pamiętam, jak kiedyś, prawie czterdzieści lat temu, przebywałem na kongresie w Belgii i była tam para katechetów – profesorów uniwersyteckich z dziećmi, wspaniałą rodziną, – i dobrze rozmawiało nam się o Jezusie Chrystusie. W pewnym momencie zapytałem: „A co z nabożeństwem do Matki Bożej?” „My już przeszliśmy ten etap. Tak dobrze znamy Jezusa Chrystusa, że nie potrzebujemy Matki Bożej” – odpowiedzieli. Pomyślałem wtedy: „Cóż… biedne sieroty!” Czy nie jest tak? Chrześcijanin bez Matki Bożej jest sierotą.”

    Podobnie – jak chrześcijanin bez Kościoła. Chrześcijanin potrzebuje tych dwóch niewiast, obu matek, obu tych dziewic: Kościoła i Maryi. Aby zrobić sobie „test” właściwego powołania chrześcijańskiego, trzeba się zapytać o moją relację z tymi dwiema matkami, które mam – z matką Kościołem i z Matką Maryją. To nie jest jakaś dewocja, nie – to teologia w najczystszej postaci. Jak wygląda moja relacja z Kościołem, z moją matką Kościołem, ze świętą matką Kościołem hierarchicznym? I jak wygląda moja relacja z Maryją, która jest moją Mamą, moją Matką? Dobrze nam to zrobi: nie opuszczać Jej nigdy i nie iść naprzód samemu.

    fragment z książki:„Ewangelia Maryi. Na Rok Jubileuszowy Miłosierdzia”, wyd. Jedność, Kielce, 2015

    ***

    MODLITWA ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA O KRÓLOWANIE MARYI

    Adonai.pl

    **

    Niepokalana nieba i ziemi Królowo, wiem, że niegodzien jestem zbliżyć się do Ciebie, upaść przed Tobą na kolana z czołem przy ziemi, ale ponieważ kocham Cię bardzo, przeto ośmielam się prosić Cię, byś była tak dobra i powiedziała mi – kim jesteś? Pragnę bowiem poznawać Cię coraz więcej i więcej – bez granic, i miłować coraz goręcej i goręcej bez żadnych ograniczeń. I pragnę powiedzieć też innym duszom, kim Ty jesteś, by coraz więcej i więcej dusz Cię coraz doskonalej poznało i coraz goręcej miłowało. Owszem, byś się stała Królową wszystkich serc, co biją na ziemi i co bić kiedykolwiek będą i to jak najprędzej i jak najprędzej. Jedni nie znają jeszcze wcale Twego imienia. Inni ugrzęźli w moralnym błocie, nie śmią oczu wznieść do Ciebie. Jeszcze innym wydaje się, że Cię nie potrzebują do osiągnięcia celu życia. A są i tacy, którym szatan, co sam nie chciał uznać Cię za swą Królową i stąd z anioła w szatana się przemienił, nie dozwala przed Tobą ugiąć kolan. Wielu kocha, miłuje, ale jakże mało jest takich, co gotowi są dla Twej miłości na wszystko, prace, cierpienia i nawet ofiarę z życia. Kiedyż, o Pani, zakrólujesz w sercach wszystkich i każdego z osobna? Kiedyż wszyscy mieszkańcy ziemi uznają Cię za Matkę, a Ojca na niebie – za Ojca i tak wreszcie poczują się braćmi? Amen.

    ***************************************************************************

    XXI Niedziela ZWYKŁA – 23 sierpnia

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godz. 14.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Homilia

    BOŻE KLUCZE W LUDZKICH RĘKACH

    Wikipedia: Piotr Rubens, św. Piotr, XVII w.

    **

    A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas – to znaczy: Piotr (Skała) –  J 1, 42

    **

    Kiedy Jezus zapytał uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” – wyglądało to tak, jakby ich Mistrz był zainteresowany swoją popularnością. A tymczasem to pytanie szło w zupełnie przeciwnym kierunku. Zmierzało do każdego z nich osobiście: „A wy za kogo Mnie uważacie?” I wtedy Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego”.

    Dziwić może również fakt, że to Bóg zadaje człowiekowi pytanie. Bowiem często w życiu  właśnie człowiek stawia Bogu pytania o sens życia, o tajemnicę cierpienia. Kiedy przejdę próg śmieci – co będzie dalej? Na czym polega wieczność? Co to jest w ogóle „prawda”? I wtedy takie pytania są bardzo natarczywe. Bo człowiek nie potrafi cierpliwie czekać. Chciałby już, od razu niemal dotknąć samego Boga, żeby nie mieć żadnej wątpliwości.

    Tak trudno było uwierzyć w Chrystusa wtedy, kiedy był widzialny i dotykalny aż do swojej śmierci na krzyżu. Po swoim zaś Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu pozostał nadal obecny, tyle że dla oczu ciała – niewidzialny.  

    Dzisiejsze słowa proroka Izajasza zapowiadają to, co wydarzyło się w okolicy Cezarei Filipowej. Mianowicie mowa jest o kluczu, którym się otwiera i zamyka. Jest to symbol, znak.  Ta moc wiązania i rozwiązywania jest całkowicie Boża – o czym przypomina św. Paweł w II Czytaniu: „Z Niego, przez Niego i dla Niego jest wszystko”. I ta Boża moc – jedyna, wyjątkowa zostaje włożona w Piotrowe ręce. Ks. Biskup Pietraszko zauważa, że „Piotr swoją sytuację bezbłędnie odczytał. Bo w gruncie rzeczy Chrystus sam jest skałą. Pismo Boże po wielekroć razy to przypomina, że Chrystus jest kamieniem węgielnym Bożego budowania. Mówi nam to św. Paweł, kiedy tłumaczy strukturę Kościoła, stwierdzając, że my wszyscy jesteśmy żywymi kamieniami i oparci o Chrystusa jako jedyny fundament tworzymy żywy organizm Kościoła, jeśli zachowujemy łączność i wspólnotę z Chrystusem, który jest kamieniem węgielnym.”

    To Jezus w swoim Kościele jest tą niezwyciężalną opoką i skałą. To On tylko potrafi prowadzić do swojego Królestwa. Piotr zaś jako widzialny pasterz Kościoła jest zastępcą Chrystusa na ziemi, który w imieniu Jezusa prowadzi cały lud Boży drogą pewną ku pełni Królestwa Bożego. Pewnie w minimych latach bardziej dziękowaliśmy Bogu, dużo goręcej niż może w obecnym czasie, za Piotra naszych czasów. Ale co jest istotne, że każdy kolejny papież jest następcą św. Piotra i mamy  tego głęboką świadomość. Dziś jest czas trudny, czas wielkich zgorszeń synów Kościoła i czujemy jak ten ból dotyka każdego z nas.

    Carlo Carretto w książce Bóg, który nadchodzi tak pisze: „Kościół – jakże sprzeczne uczucia budzi we mnie, a przecież jakże go miłuję!  Ileż przezeń wycierpiałem, a przecież tyle mu zawdzięczam! Chciałbym, aby został obalony, a przecież potrzebuję jego obecności. Tyle skandali wywołał, a przecież dzięki niemu zrozumiałem, co to świętość. Nie spotkałem na świecie niczego bardziej obskuranckiego, bardziej skompromitowanego, bardziej fałszywego a jednocześnie nie doświadczyłem niczego równie czystego, tak szlachetnego i pięknego. Ileż to razy miałem ochotę zatrzasnąć mu przed nosem drzwi mojej duszy i ile razy pragnąłem umrzeć w mocnym uścisku jego ramion! Nie, nie mogę się od niego uwolnić, bo sam jestem jego częścią. A zresztą, dokąd bym poszedł? Czy zbudowałbym inny Kościół? Przecież nie ustrzegę się tych samych wad i błędów, bo to ja jestem ich nośnikiem. A jeślibym go zbudował, to będzie już mój Kościół, a nie Chrystusowy. Jestem już na tyle stary, aby rozumieć, iż nie jestem lepszy od innych.”

    Spotykam co jakiś czas kogoś kto twierdzi: „…a ja już nie wierzę”. Czy to znaczy, że doznał rozczarowania, albo w swojej naiwności łudzi się, że on jest lepszy i bardziej wiarygodny? Święty Franciszek powiedział kiedyś z naciskiem: „Uważasz mnie za świętego, a nie wiesz, że mogę mieć jeszcze dzieci z prostytutką, jeśli Chrystus mnie nie podtrzyma.” Bo wiarygodność nie jest cechą ludzi. Tylko Bóg jest wiarygodny. Człowiek jest słaby, ułomny, ale Bóg dał mu wolną wolę poprzez którą może otworzyć się na przyjęcie Bożej mocy. Ta Boża moc płynie nieustannie w niewidzialnych żyłach widzialnego Kościoła.  Ten Kościół, jak napisał Maritain, „otrzymał od Boga osobowość nadnaturalną, świętą, niepokalaną, czystą, doskonałą, nieomylną, umiłowaną jako Oblubienica Chrystusa i godną tego, abym i ja Ją umiłował jak najlepszą matkę.” Tu można zobaczyć tę nieprzeniknioną tajemnicę Chrystusowego Kościoła, który z jednej strony ma moc dawania świętości a z drugiej – ten sam Kościół składa się tylko z samych grzeszników.

    Dobrze jest przypomnieć sobie słowa św. Pawła: „Ilekroć niedomagam tylekroć jestem mocny”.

    Proszę Cię Panie, abyś z mojego grzesznego serca więcej wykrzesał ufności, bo wtedy będę mógł odpowiedzieć na Twoje dzisiaj zadane mi pytanie.

    ks. Marian SAC

    Modlitwa powszechna


    Zgromadzeni przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i nakarmieni Bożym Słowem zanieśmy naszą modlitwę do Boga, prosząc Go, by nas wysłuchał i wszystkim otworzył drogę do objawionej prawdy.

    • Módlmy się, aby Kościół otwierał ludzi na przyjęcie objawionej prawdy i niósł wszystkim pojednanie z Bogiem.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Prośmy, aby papież, biskupi i kapłani strzegąc Bożego objawienia, wyjaśniali Bożą prawdę i umacniali wiarę chrześcijan przez posługę słowa, modlitwę i sprawowanie świętych sakramentów.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Módlmy się za dzieci, młodzież i dorosłych, aby poznawali na katechizacji i w modlitewnych wspólnotach coraz pełniej ogrom wiedzy, mądrości i miłości Bożej.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Prośmy za rodziców i rodziców chrzestnych, aby troszczyli się o właściwy rozwój duchowy swoich dzieci.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Módlmy się, aby Pan nasz Jezus Chrystus Zbawiciel otworzył bramy Królestwa niebieskiego naszym bliskim zmarłym. Módlmy się również za tych, którzy nagle i niespodziewanie odchodzą do wieczności.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Módlmy się, abyśmy z sercem otwartym słuchając słowa Bożego, dostąpili przebaczenia i wiernie trwali w Kościele, którego nie przemogą bramy piekielne.
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.
    • Módlmy się w ciszy…
    • R. Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie.

    Wysłuchaj, Panie Boże, naszej pokornej modlitwy. Zanosimy ją do Ciebie włączeni do wspólnoty Kościoła, któremu przekazałeś tajemnicę swojej miłości i powierzyłeś mu klucze swojego Królestwa, aby otworzył ludzi na Twoją prawdą i niósł wszystkim pojednanie z Tobą. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    ***************************************************************************

    Polakom potrzebna jest pokuta

    Młody człowiek z trzymetrowym krzyżem na plecach, w długiej jasnej szacie i sandałach przemierza Polskę wzdłuż i wszerz. Inscenizacja, plan filmowy, żarty? Nic z tych rzeczy.

    fot. Karol Porwich

    **

    Od kilku tygodni Michał Ulewiński, 27-latek z Kierza Niedźwiedziego, pielgrzymuje samotnie przez Polskę z wielkim, 15-kilogramowym krzyżem na plecach, modląc się o nawrócenie narodu. Przebył już drogę znad morza do Giewontu, następnie do Gniezna, skąd ruszył do Sokółki. Mówi, że jego droga ma „narysować” na mapie Polski znak krzyża.

    To nie jest przypadek

    – Gdy czytałem Apokalipsę czy Dzienniczek św. Faustyny przyszła mi myśl, aby oznaczyć Polskę krzyżem. Ufam, że gdy wytyczę ten znak swoją pielgrzymką, Pan Jezus nam pobłogosławi. Ale żeby tak było, najpierw jest potrzebna pokuta – mówi Niedzieli młody pielgrzym i wyjaśnia: – Zarówno trasa, jak i samo zrobienie krzyża były wcześniej przeze mnie przemodlone. Ten krzyż także ma swoją symbolikę. Jego wysokość to 3 m – jak trzy Osoby Boskie, belka pozioma ma 153 cm, bo ostatni połów Jezusa to właśnie 153 ryby, a objawienia w Fatimie trwały 153 dni. Krzyż w całości zrobiony jest z belki o wymiarach 10 cm x 7 cm – to nawiązanie do 10 przykazań oraz 7 grzechów głównych, za które chcę przepraszać – zwierza się Michał.

    Szczerze też opowiada o wątpliwościach i pytaniach, które pojawiały się przed wyruszeniem w drogę. – Nie wiedziałem, jaką trasą mam iść. Pytałem: Boże, jak ma ta trasa wyglądać? Jak ją zacząć? I wtedy przyszła mi do głowy myśl św. Jana Pawła II: „Brońcie krzyża, od Giewontu aż po Bałtyk.” I już wiedziałem, że muszę przejść znad morza aż pod krzyż na Giewoncie. Gniezno i Sokółka przyszły później, także na modlitwie.

    Michał postanowił wyruszyć w liczącą setki kilometrów pielgrzymkę bez przygotowania, ale wcześniej długo zastanawiał się, jak ma wyglądać ta pokutna droga. – Zadzwoniłem po poradę do znajomych i jeden z nich powiedział, żebym zaufał Bogu i nie brał pieniędzy i kart płatniczych. Zabrałem tylko to, co konieczne. Drugi znajomy doradził mi, abym poszedł w szacie pokutnej i wszystko relacjonował w internecie. Początkowo nie chciałem tego robić, powiedziałem mu, że ja chcę iść tylko dla Pana Boga, że mnie nie interesuje, co ludzie będą mówić, ważne, żeby Bóg przyjął tę ofiarę. Ale wierząc, że Duch Święty przez moje świadectwo może pomóc innym w nawróceniu – postanowiłem, że moją drogę będę opisywać.

    Z wdzięcznością wspomina, że doświadcza opieki Boga oraz serdeczności ludzi, którzy oferują mu pomoc. – Bóg się o mnie troszczy każdego dnia. Jezus powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Pan Bóg każdego dnia dodaje mi sił. Droga jest na pewno ciężka, niekiedy nie mam siły, jestem tylko człowiekiem, odczuwam zmęczenie, ale nie miałem nawet chwili zwątpienia. Wiem, że ja to muszę skończyć. W trudnych momentach życia proszę, aby Pan Bóg po prostu pomógł i dodał mi sił. I zawsze mi tych sił dodaje.

    Damian Krawczykowski/Niedziela Ogólnopolska 34/2020/

    ************************************************************************

    Jak pogodzić krzyż z dobrocią Boga?

     

     

    Adobe.Stock

    **

    Pytanie czytelnika:

    Jestem osobą głęboko wierzącą. Jednak nie mogę pojąć, dlaczego często krzyż codzienny jest taki ciężki. Jak pogodzić krzyż, cierpienie z dobrocią Boga?

    Teolog odpowiada:

    Jest nam bardzo trudno pogodzić wiarę w dobrego Boga z istniejącym w świecie cierpieniem, złem, zaakceptować codzienny krzyż, który musimy dźwigać. W takich najtrudniejszych sytuacjach bliskie są nam słowa Psalmu 22: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Jezus wypowiedział je podczas swej najgłębszej krzyżowej udręki. Kardynał Joseph Ratzinger, komentując te słowa, napisał kiedyś, że człowiek współczesny jest właśnie w tym momencie Męki Jezusa, gdy wokół jest cierpienie, głód, wciąż istnieją dzielnice nędzy. Te słowa psalmu wyrażają rozpaczliwe wołanie świata dręczonego milczeniem Boga. I to wołanie Jezus zanosi przed Serce Ojca.

    Może ten krzyż, który dźwigamy, rodzi nasze niezrozumienie i wewnętrzne cierpienie albo nawet bunt, bo Bóg okazuje się nie taki, jakim Go sobie wyobrażamy. Może zbyt często chcemy mieć Boga na miarę naszych wyobrażeń. Bóg z pewnością nie chce naszego cierpienia i nie daje nam ciężaru większego niż ten, który możemy unieść. Czasem jednak Bóg daje ludziom głęboko wierzącym bardzo ciężki krzyż, bo wie, że oni go nie zniweczą. Bóg czasem daje nam krzyż jako ostatnią próbę miłości, byśmy mogli stać się Jego najwierniejszymi przyjaciółmi. Pomimo cierpienia i trudu ten krzyż będzie dla nas tak naprawdę umocnieniem i źródłem nadziei.

    Kiedy jest nam trudno i może nawet narzekamy na Boga, to jednak ten nasz ból kierujemy ku Niemu. Nie wołamy do pustki i nicości – wołamy do Boga. Idziemy pod krzyż, by porozmawiać czy nawet pokłócić się z Bogiem. Jakoś wewnętrznie czujemy, że Bóg jest dobry i nas kocha. Może wtedy warto pomyśleć, jak wielkie było cierpienie Ojca, który dla naszego zbawienia dał swojego Syna, aby wziął On na siebie nasze grzechy. „Kto rozmija się z absolutną miłością, popada w absolutną pustkę” – napisał teolog Hans Urs von Balthasar.

    Tak naprawdę wszędzie, dokąd pójdziemy, czeka na nas krzyż. Ale to z krzyża, na którym umarł Jezus, wyrosło największe dobro: zbawienie, ocalenie człowieka i świata, zmartwychwstanie. Dlatego ten mój codzienny krzyż dźwigam, by kogoś z moich bliskich przyprowadzić do Boga.

    ks. Mariusz Frukacz/Niedziela Ogólnopolska 26/2020

    ************************************************************************

    Peter Seewald:

    Ratzinger od początku był zachwycony Janem Pawłem II

    23 sierpnia 2020 | 16:00 | Paulina Guzik (TVP1) | Warszawa Ⓒ Ⓟ

    Samplefot. Wojtek Laski / EAST NEWS

    **

    Oni obaj byli zupełnie odmiennymi osobowościami. W innych okolicznościach nie pasowaliby do siebie. Ale właśnie ta odmienność zbliżyła ich do siebie. Ratzinger mówił, że od samego początku był zachwycony Janem Pawłem II. Podobały mu się jego wiara, osobowość, ale także filozoficzna siła – mówi Peter Seewald, biograf Benedykta XVI w rozmowie z Pauliną Guzik, dziennikarką prowadzącą program „Między ziemią a niebem” w TVP1.

    Peter Seewald jest jedynym na świecie dziennikarzem, który przeprowadził kilka wywiadów-rzek z Papieżem Emerytem Benedyktem XVI. Jego „Sól ziemi”, „Bóg i świat” czy „Światłość Świata” na całym świecie stały się bestsellerami. Na polskie tłumaczenie czego potężna, ponad 1000-stronicowa biografia Benedykta XVI, wiosną tego roku wydana w Niemczech. O zdrowiu Benedykta XVI i biografii obejmującej niemal 100 lat historii z niemieckim pisarzem rozmawiała Paulina Guzik w programie „Między Ziemią a Niebem” Telewizji Polskiej.

    Paulina Guzik: Świat obiegły ostatnio niepokojące wieści na temat zdrowia Papieża Emeryta Benedykta XVI. Widział się Pan z nim w przeciągu ostatnich tygodni, jak się czuje Benedykt XVI?

    Peter Seewald: Muszę powiedzieć, że Emerytowany Papież nie czuje się w chwili obecnej najlepiej. Ma padaczkę, o czym przez długi czas nie było wiadomo. Po mojej wizycie byłem kilkukrotnie pytany, jak się czuje papież. I mówiłem o tym otwarcie, bo uważam, że opinia publiczna powinna o tym wiedzieć. Ludzie chcą brać udział w jego życiu, modlić się za Papieża. Teraz czuje się ciut lepiej. Dostał nowe leki, które spowodowały, że ból się zmniejszył. Poprzednie leki powodowały, że czuł się źle, był przemęczony, miał problemy z mówieniem. Teraz też jego głos jest zmieniony i trudno go zrozumieć. W trakcie naszej rozmowy głos stał się trochę mocniejszy, ale pod koniec rozmowy musieliśmy ją przerwać, ponieważ atak bólu uniemożliwił dalszą kontynuację audiencji. W żadnym razie nie był, jeśli można tak powiedzieć, zmęczony życiem, nie sprawiał wrażenia przygnębionego. Wręcz przeciwnie. Mówił optymistycznie, że jeszcze odzyska siły. Co więcej, uważał, że jeszcze chwyci za pióro i coś napisze, jak przystało na “notorycznego” pisarza. Wręcz trudno go powstrzymać, żeby nie pisał. Nie będą to jakieś wielkie dzieła, ale chodzą mu po głowie różne myśli, które chciałby sformułować. Tak więc – jest na drodze do poprawy zdrowia, ale ta choroba, ta spuchnięta czerwona twarz bardzo go wyniszczyła. I każdy, kto ma pojęcie o róży wie, jak okropna i bardzo bolesna jest to choroba. Ale on dzielnie i z pokorą ją znosi. Nie chce z tego robić jakiegoś wielkiego “halo” i jest przekonany, że się z niej wyleczy.

    Uważam też za bardzo interesujące, że podano do publicznej wiadomości, że Benedykt wybrał sobie miejsce ostatniego odpoczynku. I że była to dokładnie krypta w bazylice św. Pawła, gdzie wcześniej stał sarkofag św. Jana Pawła II. Uważam, że ma to symboliczne znaczenie. Tym bardziej, że ci dwaj papieże byli bardzo blisko ze sobą związani, doskonale się rozumieli. On uważał, że miejsce jego wiecznego odpoczynku powinno być tam, gdzie był wcześniej jego bardzo dobry przyjaciel, z którym blisko współpracował. Uważam, że to świetny pomysł.

    Zważywszy na więź Karola Wojtyły i Josepha Ratzingera to też bardzo symboliczne życzenie…

    – Tak, to życzenie ma znaczenie symboliczne. Ta bliskość dwóch papieży, którzy razem przez prawie ćwierć wieku lub nawet dłużej walczyli o kościół. Jan Paweł II chciał koniecznie mieć Ratzingera w Rzymie. On go nawet do tego po prostu zmusił. To była jedna z najważniejszych decyzji jego pontyfikatu. Ratzinger, można tak powiedzieć, był ze strony teologicznej na flance. A Jan Paweł II mógł się całkowicie na niego zdać. Oni obaj byli zupełnie odmiennymi osobowościami. W innych okolicznościach nie pasowaliby do siebie. Ale właśnie ta odmienność zbliżyła ich do siebie. Ratzinger mówił, że od samego początku był zachwycony Janem Pawłem II. Podobały mu się jego wiara, osobowość, ale także filozoficzna siła. I to, że chce być pochowany tam, gdzie na początku spoczął Jan Paweł II, była po prostu logicznym następstwem ich życia.

    Podróż Benedykta XVI do chorego brata relacjonowana była przez media na całym świecie – jakie znaczenie miała dla Papieża Emeryta?

    – Ta wizyta była dla niego bardzo ważna. I to też pokazuje, że w przypadku rzeczy, które są dla niego ważne, nie ma znaczenia to, że jest chory. Trzeba było polecieć, co było trudem, ale bardzo chciał zobaczyć swojego brata Georga, zanim umrze, co nie było możliwe w przypadku jego siostry. Dlatego tak bardzo ważna była jego wizyta w Ratyzbonie. Ta podróż oczywiście bardzo go wyczerpała, bo przecież on ma 93 lata. W Ratyzbonie odezwały się te napady róży, choć nie były one tak bolesne. Był bardzo szczęśliwy, że tam był; to było oczywiście piękne spotkanie dwóch utalentowanych braci Ratzingerów. Oni się wzajemnie pożegnali; częściowo bez słów, bo obaj mieli wielkie trudności z mówieniem. I on chciał jeszcze raz, zanim odleciał, zajrzeć do swojego brata. Jego sekretarz powiedział, że absolutnie nie jest to możliwe. Na co papież Benedykt odparł, że w takim razie sekretarz sobie może jechać, bo on zostaje.

    W potężnej biografii która została wiosną wydana w Niemczech i czeka m.in. na polskie i angielskie wydanie wspomina Pan, że Papież Emeryt pracuje nad duchowym testamentem.

    – Na początku on nie chciał pisać żadnego duchowego testamentu. Napisał zwykły testament; taki, jakie piszą zwykli ludzie. Kto dostanie jego dobra doczesne, jego meble, jego zdjęcia itp. Ale testamentu duchowego nie chciał pisać. Teraz jednak zdecydował się, że taki testament powstanie. On już jest nawet napisany. Jest taka tradycja, że papież zostawia dla swojego następcy takie słowo, dające siłę, odwagę, nadzieję. A przy tak wielkim teologu, jakim jest Josef Ratzinger, papież Benedykt XVI, można wyjść z założenia, że zarówno w tej trudnej sytuacji kościoła katolickiego w Europie Zachodniej jak i kryzysu wiary katolickiej , to słowo w przyszłości będzie miało dla wielu ludzi ogromne znaczenie.

    George Weigel przyznaje, że decyzja o napisaniu biografii papieża Jana Pawła II przewróciła jego życie do góry nogami – czy Pana życie też zmieniła praca nad biografią Benedykta XVI?

    – Ta biografia nie zmieniła mojego życia, ale praca nad biografią Ratzingera spowodowała, że wzrósł mój szacunek do jego dzieł. Uważam, że tego nie da się porównać z niczym innym, jak duży wkład pracy w nie włożył, pomimo różnych trudności, kłopotów zdrowotnych i wypadków. Moje życie natomiast zmieniło się po naszym pierwszym spotkaniu w roku 1992. W 1996 wydaliśmy naszą pierwszą książkę “Sól ziemi”. W tamtym okresie były pytania, które mnie interesowały, które mnie nurtowały: co to jest wiara, czym jest katolicyzm, czy Bóg istnieje, czy nie. I dzięki Ratzingerowi uzyskałem niespodziewanie wspaniałe odpowiedzi, prawdziwe, mądre i autentyczne. Jeśli czegoś nie wiedział, nie bał się do tego przyznać. Bo to był człowiek, który dzięki swojej olbrzymiej wiedzy i swojej teologicznej refleksji, doświadczeniu życia w czasach ateizmu, faszyzmu, a także doświadczeniu w Radzie Nauki Kongregacji Wiary umiał odpowiedzieć na aktualne pytania naszych czasów. To mnie bardzo zafascynowało i skłoniło do przemyśleń. Byłem wtedy na drodze powrotu do wiary katolickiej, ale właśnie ta historia spowodowała, że się nawróciłem.

    Czy Papież Emeryt czytał biografię, którą Pan napisał?

    – Wcześniej, zanim ukazała się oficjalna książka, dałem mu do przeczytania kilka rozdziałów w wersji roboczej. Pomyślałem bowiem, że nie wiadomo, jak długo Papież jeszcze będzie żył. Chodziło więc o to, by miał pogląd, jak to będzie wyglądać i ile pracy w to włożyłem. Oczywiście potem natychmiast do mnie napisał, że mu się bardzo podobało, że był głęboko poruszony. On mnie też pokochał, jako historyka, jako tego, kto w sposób prawdziwy i ekscytujący potrafi opisać historię jego życia. Nie wiem, czy w tej chwili nadal czyta tę biografię czy może jest mu ona czytana. Ale przy naszym ostatnim spotkaniu opowiadał mi, pod jak wielkim wrażeniem był, czytając właśnie wtedy o początkach jego pracy w Kongregacji Nauki Wiary. I jego radość, że to dzieło w końcu mogło powstać jest naprawdę ogromna. W Niemczech pozycja ta znalazła się na 4. miejscu bestsellerów; zyskała wiele pochlebnych recenzji, choć także krytycznych. Nigdy nie jest tak, że człowiek zdąży zrobić wszystko jak najlepiej i do końca. Ale myślę, że to był jej czas i że tego typu biografia nigdy później by nie powstała.

    ***************************************************

    Abp Wojda: w Kościele w Polsce potrzeba większej współpracy ze świeckimi

    T. Margańska/www.flickr.com/photos/episkopatnews

    **

    Jednym z największych wyzwań Kościoła w Polsce jest nauczenie się współpracy duchowieństwa ze świeckimi. Parafia to wspólnota, w której każdy ma swoje miejsce i zadania – powiedział PAP metropolita białostocki i wieloletni podsekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów abp Tadeusz Wojda.

    W najbliższy czwartek na Jasnej Górze rozpocznie się Zebranie Plenarna Konferencji Episkopatu Polski. Wśród podejmowanych tematów będą wyzwania duszpasterskie Kościoła w Polsce.

    W lipcu Kongregacja ds. Duchowieństwa wydała instrukcję “Nawrócenie Duszpasterskie wspólnoty parafialnej w służbie misji ewangelizacyjnej Kościoła”.

    “Ten dokument to ważna wskazówka, która przypomina nam, że parafia jest +wspólnotą wspólnot+ w wymiarze Kościoła lokalnego” – powiedział PAP abp Wojda.

    Metropolita białostocki zwrócił uwagę, że “w adhortacji Ewangelii Gaudium papież Franciszek pisze, że +człowiek sam w sobie jest misją+. Sama ewangelia jest słowem, które posyła, słowem dynamicznym, które wnosi w ludzkie życie radość, która zmienia człowieka”.

    “Jeśli ktoś przeżywa autentyczne spotkanie z Jezusem Chrystusem, z jego miłością, to staje się misjonarzem. Tu jest klucz do zrozumienia, jak powinna być umisyjniana parafia. Jeśli parafia rzeczywiście żyje Ewangelią, żyje Słowem Bożym, miłością Jezusa Chrystusa, to staje się automatycznie wspólnotą misyjną, która wychodzi do drugiego człowieka, która szuka możliwości dzielenia się ewangelią” – wyjaśnił abp Wojda.

    W ocenie arcybiskupa “brakuje wśród chrześcijan w Polsce głębszej świadomości odpowiedzialności za dzieło głoszenia Dobrej Nowiny”.

    Przyznał, że jest wielu ludzi, którzy się modlą i myślą o misjach, ale często nie wiedzą, jak to pragnienie zrealizować. “Tutaj dużą rolę mają do odegrania kapłani, którzy powinni, żyjąc w bliskości z Chrystusem, uświadamiać całej wspólnocie istotę Kościoła, że jest to wspólnota, która wychodzi do świata z przesłaniem Ewangelii, oraz pokazywać, w jaki sposób ludzie różnych stanów mogą te misję realizować” – powiedział metropolita białostocki.

    Zwrócił uwagę, że “nie wszyscy jadą na misje. Przeważnie Duch Święty wybiera jedną, czy drugą osobę, która zostaje posłana, jako owoc dojrzałej wiary wspólnoty parafialnej. Natomiast duch misji, duch ewangelizacji, powinien być przeżywany właśnie w parafii. Tu się wszystko zaczyna” – powiedział.

    W ocenie arcybiskupa Wojdy ani liczba wiernych, ani ich wiek, nie są przeszkodą, by parafia była misyjna. “Nawet, jeśli jest ona wspólnotą osób starzejących się, to, jeśli jej członkowie zrozumieją jak jest rola wierzącego, wówczas będą angażować się na rzecz misji poprzez ofiarowanie swoich cierpień za misje, modlitwę w intencji tych, którzy nie spotkali jeszcze Chrystusa, czy będą organizować zaplecze dla misjonarzy”.

    Zdaniem abp Wojdy, jednym z największych wyzwań, które stają przed Kościołem w Polsce, jest uczenie duchowieństwa współpracy ze świeckimi. “W wielu miejscach mamy jeszcze sytuację, w której ksiądz sam chce wszystko zrobić, za wszystko chce być odpowiedzialny, co w konsekwencji prowadzi do tego, że zaczyna na różnych polach nie domagać i na tym cierpi cała wspólnota parafialna” – powiedział metropolita białostocki.

    Podkreślił, że musi się dokonać przemiana w naszej mentalności, świadomości, że Kościół to wspólnota, w której każdy ma swoje miejsce i jest odpowiedzialny nie tylko za swoją osobistą wiarę, ale także za tych, którzy są obok niego. “Wiara to jest dar, nie tylko i włącznie dla nas, ale taki, którym mamy się dzielić z innymi” – zaznaczył metropolita białostocki.

    Powiedział, że jest wiele przestrzeni, w które mogą angażować się ludzie świeccy – począwszy od Parafialnych Rad Duszpasterskich, poprzez Rady Ekonomiczne, wspólnoty, aż po własną rodzinę, która też jest przestrzenią, w której potrzebne jest świadectwo osobistej wiary.

    Nawiązując do epidemii i związanych z nią trudności abp Wojda powiedział, że to jest doświadczenie, które może być wielką szansą dla Kościoła. “Choroba i śmierć uświadamia nam kruchość i przemijalność ludzkiego życie. Z drugiej strony pokazuje, że w człowieku istnieją potrzeby wyższe, duchowe, jest w nim głód Boga, a to może prowadzić do nawrócenia i głębszego zjednoczenia z Chrystusem”.

    Hierarcha przyznał, że Kościół, stając wobec nowego wyzwania, zobaczył również, jak ważne są media i jak można z nich korzystać w dziele ewangelizacji. “Poza tym zamknięcie wymusiło na wielu wiernych większą aktywność na rzecz innych. Sporo osób pomagało zarówno w wymiarze materialnym poprzez niesienie konkretnej pomocy, dostarczanie różnych produktów, jak i duchowym np. poprzez rozmowy, rozsyłanie materiałów formacyjnych, zachęcanie do modlitwy. Ludzie sami zaczęli się organizować. To bardzo dobry znak” – powiedział abp Wojda.

    W jego ocenie jednym z największym wyzwaniem będzie przezwyciężenie lęku, który jest w wielu ludziach oraz doprowadzenie ich do spotkania z Bogiem w Eucharystii.

    “Po przerwie i korzystaniu z dyspens, wiele osób zaczyna bagatelizować znaczenia eucharystii. Tymczasem, jak podkreślił abp Wojda “msza św. jest źródłem. W niej ma miejsce realne spotkanie człowieka z Bogiem, które dokonuje się wokół ołtarza, na którym Jezus Chrystus staje się obecny”. (PAP)

    Tygodnik NIEDZIELA/2020-08-24

    ************************************************************************

    Dwuimienny Apostoł

    24 sierpnia obchodzimy święto św. Bartłomieja, apostoła. Nowy Testament zna go również pod imieniem Natanael.

    Adobe Stock.pl

    **

    Nie mamy zbyt wielu informacji nt. tego Apostoła. W Ewangeliach występuje on pod dwoma imionami – jako Bartłomiej i jako Natanael (tzw. tradycja Janowa). To z pewnością jedna i ta sama osoba. Hebrajsko-aramejskie imię apostoła Bartłomieja oznacza po prostu „Syn Tolmaja”. Natanael to także semickie słowo, które tłumaczymy jako „Bóg dał”. Prawdopodobnie jego pełne imię brzmiało Natanael – syn Tolmaja.

    Pochodził z Kany Galilejskiej. Był świadkiem przemienienia wody w wino przez Pana Jezusa podczas wesela (por. J 2, 1-11). Niektórzy badacze przypuszczają, że być może była to uroczystość jego zaślubin. Został powołany przez Pana na jednego z Dwunastu.

    Tradycja chrześcijańska przekazała nam o św. Bartłomieju dosyć skąpe i niekiedy sprzeczne ze sobą informacje. Historyk Kościoła Euzebiusz napisał w IV wieku, że św. Bartłomiej miał głosić Ewangelię aż w Indiach; zaś według tradycji pochodzącej z V stulecia Natanael przepowiadał Ewangelię w Etiopii – istnieją również przekazy, że w Arabii Saudyjskiej, a być może pośród Partów lub w Mezopotamii. Trudno powiedzieć, jak było naprawdę.

    Do naszych czasów w niewielkich fragmentach zachowały się dwa pisma dotyczące św. Bartłomieja (Ewangelia Bartłomieja i Apokalipsa Bartłomieja). Przetrwał też apokryf Męka Bartłomieja Apostoła. Jego autor uważa, że Apostoł ewangelizował w Armenii, gdzie przebywał Polimiusz, brat króla Astiagesa. Został za to ukrzyżowany i ścięty w mieście Albanopolis. Mamy także spopularyzowaną w średniowieczu legendę o tym, że obdarto go ze skóry, co zostało uwieńczone w scenie z Sądu Ostatecznego w watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej pędzlem Michała Anioła. Święty Bartłomiej trzyma tam w lewej ręce własną skórę, a jego twarz to autoportret artysty.

    Relikwie Apostoła spoczywają we włoskim Benevento pod mensą głównego ołtarza w tamtejszej katedrze. Część z nich znajduje się w bazylice jemu poświęconej na rzymskiej Wyspie Tyberyjskiej.

    Okazałe świątynie wystawiono mu także np. w Italii (Piza, Wenecja, Pistoia czy Foligno). Również w Polsce Apostoł ten cieszył się wielką czcią. Dedykowano mu ponad 150 kościołów.

    Święty Bartłomiej patronuje rzeźnikom, garbarzom i introligatorom, a w ikonografii jest przedstawiany w długiej tunice, przepasanej paskiem, a niekiedy jako muskularny mężczyzna. Bywa też prezentowany ze ściągniętą z niego skórą. Jego atrybuty to księga, nóż i zwój.

    Św. Bartłomiej, apostoł
    Data narodzin nie jest nam znana. Zm. ok. 70 r.

    ks. Antoni Tatara/Niedziela Ogólnopolska 34/2020

    ***

    Święty Pedagog

    Józef Kalasancjusz (Kalasanty)

     Arkadiusz Bednarczyk

    **

    Ogromne dzieło szerzenia oświaty wśród najbiedniejszych dzieci rozpoczął św. Józef Kalasancjusz (Kalasanty), mówiąc: “Już odnalazłem tutaj, w Rzymie, sposób naśladowania Boga, służbę dzieciom i młodzieży i nie zostawię tego dla żadnej rzeczy na świecie”. Miało to miejsce jesienią 1597 r. w najuboższej wówczas dzielnicy Rzymu – na Zatybrzu, w zakrystii kościoła św. Doroty.
    Wydaje się, że postać św. Józefa Kalasancjusza jest zbyt mało znana, a jego zasługi dla współczesnej pedagogiki niedoceniane. Warto zatem przypomnieć postać pedagoga, który został ogłoszony przez papieża Piusa XII w 1948 r. patronem wszystkich chrześcijańskich szkół podstawowych na świecie.
    Św. Józef Kalasancjusz urodził się w Peralta de la Sal, małej wiosce w Aragonii (Hiszpania) w 1557 r. w rodzinie pobożnej, tworzącej klimat religijny i przestrzegającej w codziennym życiu zasad wiary chrześcijańskiej. Jeden z autorów włoskiego wydania życiorysu Świętego tak określił atmosferę rodzinną: “Dom rodzinny stał się dla niego pierwszą szkołą kształtowania jego sumienia i życia; rodzice zaś byli pierwszymi rzeźbiarzami jego świętości”.
    Powołanie do kapłaństwa w życiu św. Józefa utrwalało się od wczesnej młodości. Jego postawa, czyny, miłość ku drugiemu człowiekowi były najbardziej charakterystycznymi cechami osobowości. Ale droga do kapłaństwa nie była łatwa. Wystarczy wspomnieć przeszkody stawiane przez ojca, który nie chciał się zgodzić, aby został kapłanem. Józef jednak uważał, że przez kapłaństwo może najlepiej służyć Bogu i ludziom. W 1571 r. ukończył kurs gramatyki i humanistyki. Od tego momentu łaska powołania umacniała w jego sercu pragnienie przyjęcia święceń kapłańskich. Kończąc poszczególne etapy studiów (Lerida – prawo kanoniczne i cywilne; Walencja, AlcalaM de Henares – teologia), przyjął święcenia 17 grudnia 1583 r.
    Po święceniach pracował jako kapłan diecezjalny (był proboszczem, wikariuszem generalnym biskupa, wizytatorem zakonów, odpowiedzialnym za liturgię – ceremoniarzem katedralnym). Wzbogacony wielorakim doświadczeniem w pracy dla Kościoła miejscowego w diecezji Urgel, uzyskawszy doktorat w jednym z ośrodków uniwersyteckich (Barcelona lub Lerida), opuścił Hiszpanię. Celem podróży stała się stolica chrześcijaństwa – Rzym.
    Nasuwa się pytanie, dlaczego? Na to pytanie nie można dać dzisiaj jednoznacznej odpowiedzi. Według niektórych biografów Świętego, miał on usłyszeć wewnętrzny głos: “Józefie, jedź do Rzymu!”. W archiwum generalnym Zakonu Pijarów w Rzymie znaleziono dokument, w którym czytamy: “Kalasancjusz przybył do Rzymu, aby rościć sobie pretensje do beneficjum, ale po pewnym czasie zdecydował się prowadzić inny tryb życia i z miłości do bliźniego opuścił wszystkie poprzednie zamiary, z którymi przybył do Rzymu”. Dokonała się zmiana w jego osobowości. Biografowie Kalasancjusza wiążą ten zasadniczy zwrot w jego życiu z przeżyciem tajemniczego, głęboko osobistego spotkania z Bogiem, ukazującego mu sens jego życia w słowach Psalmu: “Tobie powierzono biednego, ty podtrzymasz sierotę” (por. Ps 10, 14). Miało to miejsce w ubogiej rzymskiej dzielnicy na Zatybrzu, gdzie spotkał grupę dzieci opuszczonych i zaniedbanych. Dla nich to właśnie założył w zakrystii kościoła św. Doroty pierwszą szkołę powszechną. Uczył przede wszystkim pisania, czytania, rachunków i katechizmu. Nowością tej szkoły, w odróżnieniu od istniejących ówcześnie, było nauczanie bezpłatne i dostępne dla wszystkich bez względu na pochodzenie, wyznanie czy sytuację społeczną.
    Kalasancjusz zmarł 25 sierpnia 1648 r. Został ogłoszony błogosławionym w 1748 r. W poczet świętych zaliczył go papież Klemens XII 16 lipca 1767 r.
    Dzieło Kalasancjusza trwa po dziś dzień. Obecnie zakres nauczania Zakonu Szkół Pobożnych (Pijarów) w świecie przedstawia się następująco: w 230 szkołach uczy się ponad 120 tys. uczniów w wieku od 3 do 18 lat. Ponadto Zakon prowadzi uniwersytet w Vera Cruz w Meksyku. Dzieło to jest zasługą ponad 1400 członków Zakonu i ponad 10 tys. współpracowników świeckich.
    W Polsce Ojcowie Pijarzy pracują od 1642 r. Największą działalność rozwinęli w XVIII wieku, a szczególną chwałą okrył Zakon ks. Stanisław Konarski, zakładając Collegium Nobilium i przyczyniając się do powstania Komisji Edukacji Narodowej – pierwszego Ministerstwa Oświaty i Wychowania. W tym roku przypada 300. rocznica jego urodzin (1700-1773).
    Obecnie Zakon Pijarów na terenie Polski prowadzi pięć szkół: w Krakowie, Łowiczu i Warszawie.
    27 listopada br. w szkołach prowadzonych przez Zakon przeżywane będzie przez nauczycieli i uczniów święto Opieki św. Józefa Kalasancjusza nazywane “Patrocinium”.

    O. Stanisław Płaszewski SP, Rafał Batko/Niedziela Ogólnopolska 48/2000

    **

    Modlitwa do św. Józefa Kalasancjusza


    Z niezmierzoną “ojcowską miłością”
    poświęciłeś swe życie
    chrześcijańskiemu wychowaniu młodych,
    tym bardziej przez Ciebie kochanych,
    im bardziej cierpieli z powodu ubóstwa,
    odrzucenia i braku możliwości rozwoju.


    W imię Chrystusa i Ewangelii
    przyjąłeś ich do twych Szkół Pobożnych,
    by im otworzyć “od najmłodszych lat”
    drogi życia
    dzięki sile kultury i światłu wiary,
    uzdalniając ich do budowania własnej przyszłości
    w prawdzie i wolności.


    Dziś nadal, po 400 latach,
    twa pewna ręka Ojca i Nauczyciela
    wskazuje dzieciom i młodzieży
    drogę ku odnowie społeczeństwa
    w oparciu o najwyższe wartości Ducha,
    który nas jednoczy i prowadzi do umiłowania Ojca.


    Oświeć i wlej zachętę w serca wszystkich,
    którzy starają się prowadzić dalej twe dzieło
    i pomóż, niech ich życie będzie szczodrym darem
    dla dobra twych “potrzebujących synów”.

    *********************

    Również tego dnia Kościół wspomina św. Ludwika IX

    LOUIS IX

    Public Domain

    **

    Św. Ludwik IX, król (1214-1270). Był synem Ludwika VIII i Blanki Kastylijskiej. Mając 12 lat wstąpił na tron. Przez pewien czas sprawowała w jego imieniu rządy regencyjne królowa matka. W 1230 roku ożenił się z Małgorzatą, córką hrabiego Prowansji.

    Ludwik był wybitną osobowością. Wzorowy mąż i opiekun licznej rodziny Jako polityk zręczny i rozważny Francję doprowadził do rozkwitu. Powołał parlament. Zreformował administrację, sądownictwo oraz system monetarny Zakazał wojen prywatnych i pojedynków oraz lichwy.

    Odegrał poważną rolę w fundacji Sorbony. Był mecenasem sztuki, co najbardziej upamiętnia sławna kaplica Sainte-Chapelle w Paryżu. Popierał i ufundował wiele instytucji charytatywnych. Sam opatrywał chorych i niejednokrotnie gościł ubogich u swego stołu. Żył skromnie, prowadząc życie religijne, pełne surowej ascezy, czym ściągnął na siebie zarzut, że jest „królem mnichów”.

    Ludwik brał dwukrotnie udział w wyprawach krzyżowych. Podczas siódmej wyprawy w latach 1248-1254 przez Cypr dotarł do Egiptu. W trakcie jednej z walk dostał się do niewoli. Po złożeniu okupu przebywał w Palestynie, gdzie prowadził układy w sprawie państwa krzyżowców.

    W 1270 roku podjął na nowo wyprawę krzyżową. Podczas niej zmarł na tyfus u bram Tunisu 25 sierpnia 1270 roku. Kanonizowany przez Bonifacego VIII (1297). Jest patronem kilku żeńskich zgromadzeń zakonnych noszących jego imię; drukarzy fryzjerów, hafciarek, introligatorów, kamieniarzy krawców, piekarzy pielgrzymów, niewidomych, rybaków, tkaczy, uczonych.

    W IKONOGRAFII św. Ludwik przedstawiany jest w stroju królewskim z koroną na głowie. Jego atrybutami są m. in.: gwóźdź, korona cierniowa, korona cierniowa i wokół gwoździe, lilia, trzy lilie na tarczy miecz, obrączka, sokół, wieniec laurowy.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***

    Król Ludwik IX – 750. rocznica śmierci władcy świętego i walecznego.


    Król Ludwik IX – 750. rocznica śmierci władcy świętego i walecznego. Raport PCh24
    Ostatnia Komunia św. Ludwika, Króla Francji. Autor obrazu: Gabriel François Doyen.

    **

    25 sierpnia 1270 roku w Tunisie zmarł Ludwik IX, król Francji, władca waleczny, odważny, ale też niesłychanie pobożny i moralny. Dzięki swojemu życiu zasłużył na wyniesienie go do chwały Ołtarzy pokazując jednocześnie, że polityk skuteczny może być także świętym.

    O świętym Ludwiku dzisiaj i jeszcze trochę

    Ktoś powie, że katedry i rycerze to dwa różne światy: jeden grzeszny, pyszny i świecki, drugi nabożny, zamknięty w ascezie, łacinie i gregoriańskim chorale. Światy nie do pogodzenia. „Wybieraj, tamten albo ten!”. Otóż dzięki świętemu Ludwikowi nie muszę wybierać. Święty Ludwik to katedry i trubadurzy w jednym, a nawet: to święty Franciszek, święty Jerzy i święty Tomasz z Akwinu w jednej osobie. Odtrutka na zwiędły stan dzisiejszej wiary, męstwa, rozumu.

    Ludwik IX Święty – monarcha z Bożej łaski

    Francja za panowania Ludwika IX przechodziła okres rozkwitu wewnętrznego, ugruntowując równocześnie pokój między władcami katolickimi i podnosząc miecz ku ziemiom okupowanym przez islam.

    Święty dżentelmen: św. Ludwik IX, Król Francji

    Król Francji Ludwik IX zapisał się w historycznych książkach jako szlachetny i sprawiedliwy władca, mecenas sztuki, zacięty wojownik, ale przede wszystkim jako święty. Jest archetypem katolickich monarchów średniowiecznej epoki.

    Święci królowie, czyli o sojuszu tronu ze świętością

    W sierpniu przypada liturgiczne wspomnienie dwóch świętych królów: św. Stefana I Wielkiego, króla Węgier (16 sierpnia) oraz św. Ludwika IX, króla Francji (25 sierpnia). Dwaj wielcy władcy, których panowanie – odpowiednio na Węgrzech i we Francji – oznaczało okres wielkiej pomyślności tych państw.

    Dlaczego królestwa potrzebują świętych relikwii?

    Apogeum tak pojmowana teologia polityczna królestwa Kapetyngów osiągnie w okresie panowania św. Ludwika IX, autora najsłynniejszej translacji relikwii Męki Pańskiej do Francji. Chodzi o sprowadzenie do Francji przez króla św. Ludwika IX w 1239 roku Korony Cierniowej. Przy tej okazji kronikarze królestwa Kapetyngów nie tylko określają władcę Francji „drugim Dawidem”, a samo wydarzenie porównują do sprowadzenia Arki Przymierza do Jerozolimy, ale wręcz wykazują podobieństwa między władzą królewską Chrystusa a władzą królewską Kapetyngów. Święty Ludwik to – rex imago Christi.

    Zamordowane królestwo świętego Ludwika

    W świetle tej teologii – a przede wszystkim dogmatu Wcielenia oraz dogmatu osobowej Trójjedyności Boga, wyrażonej także symbolicznie w znaku heraldycznym Kapetyngów: trzech złotych liliach na błękitnym polu – „Królestwo Lilii” Ludwika Świętego stawało się mistycznym ciałem trójstanowego narodu chrześcijańskiego, którego ziemskim Ojcem jest król, a wszyscy poddani z każdego stanu i z każdej prowincji stanowią Rodzinę Św. Ludwika.

    Ludwik Święty i współcześni barbarzyńcy

    Ruch Black Lives Matter to współcześni ikonoklaści. Dążąc do wyrugowania z przestrzeni publicznej niepodobających się im symboli, wylewają jednak dziecko z kąpielą. Doprowadzają bowiem do zniszczenia nie tylko symboli przedstawiających rasistów, lecz również monumentów wybitnych, a nawet świętych ludzi – jak choćby średniowiecznego króla Ludwika IX.

    Raport POLONIA CHRISTIANA/PCh24pl.

    *********************************************

    25 sierpnia 1905 roku urodziła się

    Św. Faustyna Kowalska

     

    św. Faustyna Helena Kowalska

    **

    Dzieciństwo

    Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci, w rolniczej rodzinie z Głogowca k. Łodzi. Od dzieciństwa odznaczała się pobożnością, umiłowaniem modlitwy, pracowitością i posłuszeństwem oraz wielką wrażliwością na ludzkie biedy. Do szkoły chodziła niecałe trzy lata: jako szesnastoletnia dziewczyna opuściła rodzinny dom, by na służbie w Aleksandrowie i Łodzi zarobić na własne utrzymanie i pomóc rodzicom.

    Powołanie

    Rodzice nie zgadzali się na jej wstąpienie do klasztoru, dlatego usiłowała zagłuszyć w sobie to Boże wezwanie, lecz przynaglona wizją cierpiącego Chrystusa podjęła próby poszukiwania miejsca w klasztorze. Pukała do wielu furt zakonnych, w końcu 1 sierpnia 1925 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie. W Zgromadzeniu otrzymała imię – s. Maria Faustyna. Nowicjat odbyła w Krakowie i tam w obecności bp. St. Rosponda złożyła pierwsze, a po pięciu latach wieczyste śluby. Pracowała w kilku domach Zgromadzenia, najdłużej w Krakowie, Płocku i Wilnie, pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki.

    Apostołka Bożego Miłosierdzia

    Jej bogate życie wewnętrzne wspierane było poprzez wizje i objawienia. 22 lutego 1931 r. po raz pierwszy ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego. Otrzymała wtedy polecenie namalowania takiego obrazu, jak ukazana jej postać Zbawiciela oraz publicznego wystawienia go w kościele. Chrystus uczynił s. Faustynę odpowiedzialną za szerzenie kultu Jego Miłosierdzia. Polecił pisanie Dzienniczka poświęconego tej sprawie, odmawianie nowenny, koronki i innych modlitw do Bożego Miłosierdzia. Codziennie o godzinie 15 Faustyna czciła Jego konanie na krzyżu.

    Śmierć

    Wyniszczona fizycznie, mistycznie zjednoczona z Bogiem, zmarła w opinii świętości 5 października 1938 r., mając 33 lata. S. Faustyna została beatyfikowana 18 kwietnia 1993 r., a ogłoszona świętą 30 kwietnia 2000 r. Uroczystość kanonizacji przypadła w II Niedzielę Wielkanocną, którą Jan Paweł II ustanowił wtedy świętem Miłosierdzia Bożego.

    ks. Tomasz Blicharz/Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************

    środa – 26 sierpnia

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ

    Msza św. o godz. 19.00

    W roku 1957 Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński zabiera do Rzymu wierną kopię Jasnogórskiego Obrazu, przeznaczoną na wędrówkę po całym kraju. Papież Pius XII uroczyście poświęca ja i błogosławi plan peregrynacji.

    26 sierpnia Pani Jasnogórska w swoim nowym, pięknym wizerunku, wychodzi z Jasnej Góry, aby nawiedzić każdą świątynię, aby spojrzeć w ręce każdego Polaka. W każdej parafii obraz przebywa 24 godziny. W tym czasie nieustannie odprawiane są Msze św., trwają adoracje i modlitwy. Ludzie wypraszają u Matki i Królowej niezliczone łaski.

    Oto jedna z nich według relacji pewnej kobiety: „Dwóch moich braci przestało praktykować. Od kilku lat nie spowiadali się… Błagałam Matkę Boża, by ratowała wiarę moich braci. Chciałam ich przygotować do uroczystości Nawiedzenia, ale bałam się, aby moje namowy nie miały odwrotnego skutku. Tak już nieraz, niestety, bywało. Ufałam, że tym razem Matka Boża przyjdzie mi z pomocą. Razem z kolegami w pracy postanowiliśmy kupić kwiaty dla naszej Matki. Nie było ich na miejscu. Poszłam więc do najstarszego brata i mówię: ponieważ jeździsz do pracy do miasta, musisz mi kupić kwiaty. Zaraz się zainteresował, z jakiej okazji. Odpowiedziałam mu, jak tylko umiałam, o wędrówce Królowej Polski. Zaczął wypytywać o szczegóły. Czułam, że Ona sama mi pomaga. Za kilka dni uklękłam w kościele, aby przyjąć Komunię św. Podnoszę oczy i widzę naprzeciw obu moich braci, również oczekujących na Pana Jezusa. Wierzę, że to Najświętsza Panna doprowadziła ich do spowiedzi”.

    W roku 1966 Obraz odstawiono na Jasna Górę z nakazem niewywożenia go stamtąd. Nawiedzenie jednak trwa nadal. Płonąca świeca i pusta rama symbolicznie przedstawiają duchowa obecność Królowej Narodu. Łaski nawróceń nie są mniejsze. 80 – 90 procent ludzi, czasem wszyscy mieszkańcy danej miejscowości przystępują do sakramentów świętych. Tak trwa do 18 czerwca 1972 roku. Od tego czasu bez przeszkód Jasnogórska Matka znowu w swoim budzącym zachwyt wizerunku jedna swe dzieci ze swoim Synem. Wędruje ciągle, niestrudzenie po polskich wioskach i miastach.

    Tymczasem powstają inne kopie Jasnogórskiego Obrazu. Za ich pośrednictwem Królowa Polski pomaga swoim dzieciom w Australii, w Afryce, a także w Ameryce, gdzie wiele polskich parafii, drużyn harcerskich i różnych organizacji polonijnych czci obraz Częstochowskiej Pani. Na szczególną uwagę zasługuje kult Jasnogórskiej Maryi w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown.

    Wśród setek polskich sanktuariów Jasna Góra ma swoje pierwsze i uprzywilejowane miejsce. Rocznie to sanktuarium nawiedza od miliona do dwóch milionów pielgrzymów. Przybywają, by modlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, słynącym wieloma łaskami i na trwałe wpisanym w dzieje Polski.

    Pierwszym i najdawniejszym dokumentem, informującym o cudownym obrazie, jest łaciński rękopis, który znajduje się w archiwum klasztoru: Translatio tabulae Beate Marie Virginis quam Sanctus Lucas depinxit propriis manibus (Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy, który własnymi rękami wymalował św. Łukasz).W rękopisie tym czytamy:

    Autorem obrazu jest św. Łukasz Ewangelista. Na prośbę wiernych wymalował wizerunek Maryi z Dzieciątkiem na blacie stołu, przy którym siadywała. Cesarz Konstantyn kazał przenieść obraz z Jerozolimy do Konstantynopola i umieścić w świątyni. Tam obraz zasłynął cudami. Urzeczony cudownym obrazem książę ruski Lew, pozostający w służbie cesarza, uprosił Konstantyna o darowanie mu obrazu, który też przeniósł do swojego księstwa i kazał go bogato ozdobić. Obraz znowu zasłynął cudami. W czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz ukryto w zamku bełzkim. Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk, zajął obraz. W czasie oblegania zamku przez Litwinów i Tatarów strzała wpadła do zamku i ugodziła w prawą stronę wizerunku. Wtedy mgła otoczyła nieprzyjaciół, która przeraziła wrogów. Książę wypadł na nich z wojskiem i ich rozgromił. Kiedy chciał wywieść obraz do swojego księstwa, mimo dużej liczby koni obraz nie ruszał z miejsca. Wtedy książę uczynił ślub, że wystawi kościół i klasztor tam, gdzie umieści obraz. Wtedy konie lekko ruszyły i zawiozły obraz na Jasną Górę. Tam umieścił go w kaplicy kościoła, gdzie obraz ponownie zajaśniał cudami.

    Dokument pochodzi z I poł. XV w. Być może został przepisany z dokumentu wcześniejszego. Tradycja głosi, że obraz został namalowany przez św. Łukasza Ewangelistę na desce stołu z domu Świętej Rodziny w Nazarecie. Wizerunek z Jerozolimy do Konstantynopola miał przewieźć cesarz Konstantyn. Służący w wojsku cesarskim książę ruski Lew zapragnął przenieść obraz na Ruś. Cesarz podarował mu wizerunek i od tego czasu obraz otaczany był na Rusi wielką czcią. Obraz rzeczywiście mógł dostać się na Ruś z Konstantynopola, gdyż w XI-XIV w. pomiędzy Cesarstwem Bizantyjskim a Rusią trwał żywy kontakt. Nie jest również wykluczone, że obraz został zraniony strzałą w czasie bitwy. W czasie walk prowadzonych przez Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego na Rusi, obraz ukryto w zamku w Bełzie. W roku 1382 znalazł go tam książę Władysław Opolczyk. Doznając wielu łask przez wstawiennictwo Matki Bożej, książę zabrał obraz i przywiózł do Częstochowy.
    Po II wojnie światowej znaleziono na Jasnej Górze inny dokument, pochodzący z 1474 r. Zawiera on szerszy opis dziejów cudownego obrazu, ale pełno w nim legend. Mamy jednak także dokument najwyższej wagi: dwa dzieła, które wyszły spod pióra Jana Długosza (1415-1480). Żył on w czasach, które blisko dotyczą cudownego obrazu – sam mógł więc być świadkiem niektórych wydarzeń. Długosz kilka razy pisze o cudownym obrazie częstochowskim.

    Opublikowano 25 sierpnia 2020by wobroniewiary

    ***

    Akt osobistego oddania się Matce Bożej 

    Matko Boża, Niepokalana Maryjo!
    Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace,
    Radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam.
    Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości.
    Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi
    i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką.
    Chcę odtąd czynić wszystko z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie.
    Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam.
    Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna i zawsze zwyciężasz.
    Spraw więc, Wspomożycielko Wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna
    była rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim.
    Amen. 

    ***

    Matka Boska Częstochowska w kulcie i kulturze polskiej

    Ks. Janusz Pasierb: Matka Boska Częstochowska w kulcie i kulturze polskiej

    Jasna Góra stała się nietykalną stolicą Królowej Polski. Już w 1655 roku król szwedzki Karol Gustaw pisał do generała Mullera, że „atakowanie obrazu Maryi wywoła u Polaków jeszcze większy gniew”. Potwierdzić się to miało na początku XVIII wieku w dobie rozdarcia Polski między „Sasem” i „Lasem” – Augustem II i Stanisławem Leszczyńskim – pisał ksiądz Janusz Pasierb o kulcie Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze. Przypominamy ten tekst w przededniu Święta Matki Boskiej Częstochowskiej.

    Zacznijmy od początków, od historii i legendy Jasnej Góry. Cofnijmy się do roku 1382, kiedy to – jak wynika z najstarszych, niezbyt pewnych dokumentów – przybyli z Węgier paulini obejmują parafię Najświętszej Maryi Panny na górze Starej Częstochowy. Była to prawdopodobnie fundacja króla Ludwika Węgierskiego. Do parafii należały dwie wsie i huta żelaza, którą oddano paulinom w użytkowanie.
    Najbardziej przydatny do rekonstrukcji początkowych dziejów Jasnej Góry jest tekst Translacio tabule. Zachowany egzemplarz pochodzi z pierwszej połowy XV wieku, oryginał natomiast jest prawdopodobnie wcześniejszy. Jest tam mowa o wykonanym z drzewa cyprysowego „stole Świętej Rodziny”, na którym – jak chce legenda – Święty Łukasz miał namalować wizerunek Matki Boskiej. Fakt, że w cudownie przeniesionym do Loreto domu Świętej Rodziny nie ma stołu, nie zawsze był dla Polaków koronnym dowodem prawdziwości opisanej wyżej historii. Czytając Translacio tabule, dowiadujemy się, że wizerunek Matki Boskiej został namalowany w trzynaście lat po śmierci Chrystusa, że był następnie przechowywany w Jerozolimie, skąd zabrał go do Konstantynopola Konstantyn Wielki. Jak podaje kodeks starosłowiański, opublikowany przez Zimorowica, w roku 1278 obraz stał się własnością księcia Lwa (Leona) i książąt lwowskich. W czasie wojny prowadzonej przez Ludwika Węgierskiego, Władysław Opolczyk, namiestnik króla na Rusi, znalazł obraz w Bełzie i stamtąd zabrał go do Polski, do Częstochowy. Według Piotra Risiniusa i jego Historia pulchra z 1523 roku, obraz miał dotrzeć do Częstochowy 31 sierpnia 1384 roku. Tyle źródła najwcześniejsze.

    Legendarne czy historyczne informacje podane wyżej nie dotyczą jednak tego obrazu, który znamy dzisiaj. Aktualna wersja wizerunku Matki Boskiej pochodzi z lat 1431-1433. Został on namalowany według bizantyjskiego wzoru przez malarzy z zachodniej Europy. Jego najstarszy opis zawdzięczamy Janowi Długoszowi: dziejopis zawarł go w Liber beneficiorum, relacjonując, że w klasztorze jasnogórskim „pokazują obraz Maryi przechwalebnej i najczcigodniejszej dziewicy, władczyni świata i naszej, dziwnym a rzadko spotykanym kunsztem wykonany, o bardzo łagodnym wyrazie twarzy, z którejkolwiek strony by mu się przyglądać. Mówią, że jest jednym z tych, które namalował własnoręcznie Święty Łukasz Ewangelista (…). Spoglądających na ten obraz przenika szczególna pobożność, jakbyś patrzył na żywą osobę”.

    Aktualna wersja wizerunku Matki Boskiej pochodzi z lat 1431-1433. Został on namalowany według bizantyjskiego wzoru przez malarzy z zachodniej Europy

    Chcąc relacjonować dzieje wizerunku, trzeba wspomnieć o wydarzeniu, które ze względu na pewien pietyzm czy uczucie czci nie było do niedawna zbyt dobrze znane. Opisuje je Długosz w Historiae Polonicae libri XIII. W czasie, gdy z całej Polski i z krajów sąsiednich, a szczególnie ze Śląska, Moraw, Prus, Węgier, ciągnęły z darami ogromne rzesze pielgrzymów, gdy kult obrazu jasnogórskiego stawał się coraz żywszy i powszechniejszy, w czasie Wielkiej Nocy 1430 roku doszło do aktu świętokradztwa. Jedna z grasujących wówczas band rozbójników, składająca się z Polaków, Czechów, Niemców, Rusinów, zachęcona legendarnymi skarbami Jasnej Góry, zaatakowała pauliński klasztor. Ludźmi tymi – gdy wnikniemy głębiej w motywy ataku – kierowała może nie tylko chęć zysku, lecz także jakaś chęć zamachu obrazoburczego. Rozbójnicy mogli przecież poprzestać na rabunku kosztowności, nie podnosząc ręki na sam święty obraz. Oto, co zapisał Długosz: „Gromada rozbójników, dowiedziawszy się, że klasztor na Jasnej Górze posiada wielkie skarby i pieniądze na święto Wielkiej Nocy dokonała napadu na klasztor Paulinów. Nie znalazłszy skarbów wyciągnęli świętokradcze dłonie po sprzęty święte, jak kielichy, krzyże, ozdoby. Sam nawet obraz naszej Pani odarli ze złota i klejnotów, w jakie przez ludzi pobożnych był przyozdobiony”. Dodajmy na marginesie, że badania rentgenologiczne potwierdziły istnienie pod obecną warstwą malarską licznych otworów po gwoździach, co wskazuje, że rzeczywiście kiedyś na licu obrazu znajdowały się ozdoby. Dalej Długosz podaje: „nie poprzestając na grabieży, przebili oblicze na wylot mieczem, a tablicę, na której się obraz znajdował połamali. Po dokonaniu przestępstwa, bardziej skalani zbrodnią niż wzbogaceni, uciekli z nieznacznym łupem”. O dalszych losach obrazu dowiadujemy się z dzieła Risiniusa, o którym już wspomniałem, oraz z książki Andrzeja Gołdonowskiego Diva Claromontana z roku 1642. Paulini zawieźli zniszczony obraz do Krakowa i tam czekali na powrót króla Jagiełły z wojny pruskiej. Wiadomo, że Jagiełło był z paulinami bardzo zaprzyjaźniony. To on, w roku 1424, popierał skierowaną do pierwszego renesansowego papieża – Marcina V prośbę zakonników o przyznanie odpustu pielgrzymującym na Jasną Górę.

    Wróćmy jednak do samego obrazu. Spróbujmy zrekonstruować to, co się działo, zanim obraz dotarł do Krakowa i został przedstawiony królowi. Na pewno wstrząs wywołany świętokradztwem musiał być silny, lecz z drugiej strony – wiemy to choćby ze smutnej sprawy ojca Damazego Macocha – właśnie po takich wydarzeniach budziła się chęć zadośćuczynienia i tym samym wzrastał kult zbezczeszczonego świętego wizerunku. Wydarzenie było straszne, lecz nie można było obrazu schować i czekać, skoro ciągle napływali pielgrzymi. Można przypuszczać, że zakonnicy, chcąc obraz wystawić na widok publiczny, scalili połamane deski, sam wizerunek nieco retuszując. Największe zniszczenia nastąpiły w miejscu styku desek, gdzie odprysnął grunt i warstwa malarska. Warto dodać, opierając się już na zdaniu komisji fachowców badających obraz, że trzy deski, składające się na tablicę obrazu, są opracowane bardzo prymitywnie, na odwrocie grubo ciosane, bez pietyzmu czy staranności. Z jednej strony świadczyłoby to o wiekowości dzieła, z drugiej – i to zdumiewa najbardziej – nie zgadza się z powszechną wówczas metodą przygotowywania tablic pod ikony, co czyniono z wielką dokładnością i poszanowaniem każdego szczegółu, jako że dzieło miało być obiektem świętym. Jest to sprawa zagadkowa. Wróćmy do wieku XV. Zakonnicy, dokonując pobieżnej renowacji obrazu, nie zatarli śladów po cięciach mieczem. Tak okaleczony wizerunek wierni oglądali co najmniej rok. Należy przypuszczać, że zaszło coś, co można nazwać „przyzwyczajaniem się” ludzi do widoku poranionego obrazu. Potwierdza to fakt, że po odrestaurowaniu, a właściwie namalowaniu wizerunku na nowo, odtworzono rany na licu Matki Boskiej, odciskając je ostrym narzędziem i pokrywając cynobrem. Tak więc w tej chwili mamy do czynienia z pamiątką, symbolem cierpienia, a nie pozostałością po smutnym wydarzeniu.

    W jaki sposób przebiegała w Krakowie, na dworze Władysława Jagiełły, restauracja wizerunku? Niestety, nie znamy dokładnej daty rozpoczęcia prac. Mogło to być w połowie roku 1433, a może rok lub dwa lata wcześniej. Wiadomo natomiast, że do pracy przystępowały kolejno dwie grupy malarzy, różniące się nie tylko stosowaną technologią malarską, lecz także ogólnym pojmowaniem sztuki. Najpierw obrazem zajęli się artyści malujący more greco. Z opisem tego sposobu malowania spotykamy się w źródłach włoskich. Giannozzo Manetti i inni pisarze, wychwalając sztukę Giotta, przypisywali całą winę za dekadencję sztuki średniowiecznej Bizantyjczykom, „Grekom”. Ci „Grecy”, czyli artyści wywodzący się ze słowiańskiego kręgu Bizancjum, którego kulturę Jagiełło szczególnie sobie upodobał, jako pierwsi otrzymali zadanie rekonstrukcji obrazu. I oto stała się rzecz dziwna. Jak podaje Risinius – za jakimś wcześniejszym rękopisem – farby spłynęły z lica już w następnym dniu po ich położeniu. Druga próba także się nie powiodła. Można wysnuć wniosek, że obraz malowany był jakąś techniką tłustą, zbliżoną do enkaustyki, co wpływało na małą przyczepność farb do powierzchni obrazu. Wówczas przystąpiła do pracy druga grupa artystów, tym razem „cesarskich”, a więc związanych z cesarskim dworem Habsburgów. Istnieje wiele hipotez odnośnie do środowiska, z jakiego ci malarze mogli się wywodzić. Mówi się o wpływach włoskich, o kręgu Simone Martiniego, lub jakiegoś ośrodka czeskiego. Wysuwano tezę, że był to ktoś ze szkoły Pietra Cavalliniego. Uzasadnione wydaje się przypuszczenie, że mamy do czynienia z wpływami kręgu andegaweńskiego, jako że właśnie wtedy na szacie Matki Boskiej pojawiły się lilie andegaweńskie. W każdym razie i tym artystom nie powiodło się przy pierwszej próbie. Cytowany tu Risinius zapisał, że przystąpili oni do malowania z wielkim tupetem i pewnością siebie, sądząc bardzo nisko kunszt swoich poprzedników. Dopiero druga próba zakończyła się sukcesem. Obraz odnowiono, tyle że słowo „odnowiono” należy opatrzyć dużym cudzysłowem. Do czego to „odnawianie” się sprowadziło, możemy się przekonać, analizując stan podobrazia i dzisiejszy wygląd wizerunku. Ponieważ lico obrazu było nieprzyczepne, zniszczono starą warstwę malarską. Deski dopasowano, wyrównano, ubytki załatano nowymi kawałkami drewna. Naklejono na nie drobno tkane płótno, na to wszystko położono zaprawę kredową grubości dwóch, trzech milimetrów, która po wyszlifowaniu stała się podkładem dla nowej wersji malowidła. Przy naszej dzisiejszej czci dla autentyku podobny zabieg „konserwatorski” wywołuje dreszcze, jednak ówcześni malarze musieli mieć inne podejście do tego typu pracy. Przede wszystkim chodziło o te trzy cyprysowe, a raczej – jak się okazało – lipowe deski ze stołu Świętej Rodziny (nie wiadomo dotychczas, czy jest to gatunek lipy rosnącej w naszych szerokościach geograficznych, czy jest to lipa pochodząca z Bliskiego Wschodu). Malarze, mając do czynienia z relikwią, ją w pierwszym rzędzie postanowili zachować – ważny był już sam przedmiot. Jeśli idzie o obraz, powtórzono w sensie ikonograficznym wiernie pierwowzór, bizantyjską Hodegetrię, traktującą ją jednak pod względem formalnym zgodnie z zasadami gotyckiego „stylu miękkiego”. Powstał w ten sposób obraz wschodnio-zachodni, jakby emblematycznie odbijający sytuację i kulturę narodu, którego stał się największą świętością. Nie można tu nie przypomnieć słów międzywojennego poety, Jerzego Lieberta, o Warszawie i chyba o Polsce w ogóle:

    Ani tu Zachód, ani Wschód —
    Coś tak, jak gdybyś stanął w drzwiach…
    (Piosenka do Warszawy)

    Z kolei współczesny nam poeta, ksiądz Jan Twardowski, napisał, że Matka Boska Częstochowska „dlatego jest cudowna, że kiedy patrzymy na nią, przypomina się Polska”. Wizerunek jasnogórski uległ jeszcze jednemu przekształceniu: brat Makary Sztyftowski, złotnik z zawodu, odnawiając obraz od 1 czerwca do 22 grudnia 1705 roku, na szczęście nie przemalował twarzy Madonny i Dzieciątka, lecz za to przemalował – „podniósł” prawą rękę Madonny. Dalsze, fachowe już, konserwacje obrazu miały miejsce w latach 1925-1926 (Jan Rutkowski), 1945 (Henryk Kucharski), 1948 i 1950-1951 (Rudolf Kozłowski).

    Brat Makary Sztyftowski, złotnik z zawodu, odnawiając obraz od 1 czerwca do 22 grudnia 1705 roku, „podniósł” prawą rękę Madonny

    Opiewana w wierszach i pieśniach, haftowana na sztandarach, grawerowana na ryngrafach husarskich, ikona jasnogórska okrywana była już od drugiej połowy XVII wieku drogocennymi sukienkami; we wspomnianym czasie były cztery takie sukienki, a wykonał je zdolny hafciarz – brat Klemens Tomaszewski; w 1981 roku było ich pięć. Wyzłacane nimby wokół głowy Madonny i Dzieciątka już od około 1431 roku były przykryte nimbami trybowanymi w pozłacanym srebrze, a blachy, rytowane od XV wieku, zakrywały tło obrazu. Złote korony na głowach Madonny i Dzieciątka podarował papież Pius X w roku 1910, w związku z ponowną koronacją obrazu. Wizerunek pokazuje się także bez wspomnianych kosztownych sukienek, które nie pozwalają na to, by przemówił autentyczny koloryt malowidła. I właśnie w tej prostocie obraz najsilniej działa na widza. Bizantyjska powaga zmiękczona przez słodycz i liryzm malarstwa europejskiego pierwszej połowy wieku XV warunkuje ten jedyny w swoim rodzaju czar, jaki wizerunek Madonny wywiera na pielgrzymach i zwiedzających.

    Tyle w skrócie o samym obrazie i jego historii. Zwróćmy teraz uwagę na problemy kultu i kultury, jakie wiążą się z obrazem jasnogórskim i których nie sposób pominąć. Zazwyczaj tak się dzieje, że oddziaływanie jakiegoś sanktuarium obejmuje najpierw najbliższe okolice, później rozszerza się na region, z czasem na cały kraj, by wreszcie wyjść poza jego granice. Jasna Góra jest pod tym względem miejscem nietypowym. Opisany proces w jej przypadku przebiegł odwrotnie. Wiąże się to z początkami obecności paulinów, którzy zaraz po przybyciu z Węgier na Jasną Górę założyli konfraternię pod wezwaniem swojego patrona, Świętego Pawła Pustelnika. Klasztor pauliński stał się miejscem pielgrzymek tych wiernych, którzy chcieli zachować stały związek z konfraternią. Dopiero później konfraternia stopniowo przekształcała się w bractwo Matki Boskiej Częstochowskiej lub po prostu konfraternię jasnogórską. Trzeba wiedzieć, że była to forma pod względem społecznym i narodowym bardzo otwarta. W zachowanych rejestrach znajdujemy Polaków i cudzoziemców, zwłaszcza z krajów najbliższych, spotykamy przedstawicieli wszystkich warstw społecznych.

    Od roku 1517 na Jasnej Górze prowadzono księgę, do której wpisywano przybywających pielgrzymów. Warto przytoczyć kilka znajdujących się tam informacji. Członkowie konfraterni, przybywający na Jasną Górę, otrzymywali pewne przywileje – i nie chodziło tylko o modlitwę czy mszę świętą odprawianą w ich intencji. Kto przyjeżdżał do klasztoru, miał prawo do mieszkania i jedzenia razem z paulinami, a po śmierci mógł być pochowany w habicie zakonu w podziemiach wybranego kościoła klasztornego. W okresie od 1517 do 1613 roku przyjęto na Jasnej Górze 4426 osób, w tym osiemset czternastu Polaków. Tak więc na początku kult Matki Boskiej Częstochowskiej miał zdecydowanie międzynarodowy charakter. Fakt ten trzeba mocno podkreślić. Jasna Góra nie miała być nigdy miejscem demonstrowania polskiego nacjonalizmu, wręcz przeciwnie. Właśnie tutaj dawał się zauważyć charakter kultury polskiej, otwartej, uniwersalistycznej, tej dawnej kultury polskiej, do której odwołujemy się w momentach naszych narodowych przełomów i odrodzeń.

    Polski aspekt kultu Jasnej Góry wyrażał się określeniami, jakie nadawano Matce Boskiej Częstochowskiej. Długosz w Liber benefidorum powtarza za anonimem z 1474 (?) roku, że na obrazie jasnogórskim „jest przedstawiona najdostojniejsza Królowa Świata i nasza”. Uwagę zwraca kolejność tych określeń, akcentująca uniwersalistyczny wymiar panowania Matki Boskiej. Jej królestwem było średniowieczne universum, które swym charakterem, na zasadzie – jak mawiają socjologowie kultury – „pierwszego wdrukowania”, naznaczyło kulturę polską. Obok tego królewskiego określenia pojawiło się wiele innych, wskazujących, czego poszukiwano na Jasnej Górze, jakie funkcje spełniał święty wizerunek. Wiele z nich zachowało się w Liber miraculorum, czyli Księdze cudów, prowadzonej na Jasnej Górze od roku 1402, to znaczy od czasu pierwszego wydarzenia uznawanego za cudowne. I tak, od Średniowiecza począwszy, najczęściej spotykanymi określeniami były: „Matka Opiekunka”, „Pośredniczka Miłosierdzia”. Zapis z roku 1617 mówi o ucieczce do „Matki Miłosierdzia”. W latach 1646-1712 dość często pojawia się określenie „Pocieszycielka”, a następnie „Najłaskawsza Patronka Miłosierdzia”, „Dziewica – Pocieszycielka Strapionych”. W 1705 roku napotykamy określenie „Uzdrowicielka”, w 1712 roku bardzo piękne – „Dobrodziejka Najdobrotliwsza”, a w 1724 roku – „Protektorka w beznadziejności” – wezwanie zupełnie na nasze czasy. Najczęstsze były, oczywiście, określenia – „Bogurodzica” lub „Bogarodzicielka”. W naszych czasach ciągle pojawiały się nowe określenia. Gilbert Keith Chesterton, będąc przed wojną w Polsce, przypomniał wiersz Hilaire’a Belloca, napisany jako wotum dla Matki Boskiej Częstochowskiej:

    Wspomożycielko na wpółpokonanych, Domie złoty,
    Relikwiarzu oręża i Wieżo z kości słoniowej.

    Dla nas, Polaków, jedno wezwanie jest szczególnie ważne. Tytuł „Królowa Polski” (nie królowa polska, bo to oznaczałoby żonę króla polskiego) pojawił się już w drugiej połowie XIV wieku i później był często wykorzystywany w tekstach literackich, na przykład Grzegorz z Sambora pisał w 1562 roku o „Królowej Polski i Polaków”. Nie traktowano tego „przenośnie” czy tylko „honorowo”. Jak w średniowiecznej Francji od grobu Świętego Dionizego, jako patrona królestwa, tak sprzed tego obrazu wyruszali królowie i hetmani polscy na pola bitew i tu wracali, by wraz z podziękowaniem za odniesione zwycięstwa składać wota, niekiedy zdobyte na nieprzyjacielu. Istotną cechą tego kultu był jego „demokratyzm”: w ślady możnowładców szła szlachta, mieszczanie, rzemieślnicy i chłopi; właśnie ze sznurów korali, stanowiących główną ozdobę kobiecego stroju ludowego, powstała jedna ze wspomnianych wspaniałych sukienek służących do przesłaniania obrazu, a inną, sporządzoną w roku 1966, poza ozdobieniem rubinami, klejnotami, pochodzącymi głównie z XVII i XVIII wieku, naszyto setkami obrączek, złożonych tu w ofierze przez pary małżeńskie, i stąd nosi ona nazwę „sukienki wierności”. Emaliowane klejnoty, prawdziwe małe arcydzieła kunsztu złotniczego, wysadzane diamentami, szmaragdami, perłami i rubinami, złożone na Jasnej Górze ex voto, zostały wkomponowane w najbogatszą z sukienek, zwaną diamentową.

     Tytuł „Królowa Polski” pojawił się już w drugiej połowie XIV wieku i później był często wykorzystywany w tekstach literackich

    Teologiczne uzasadnienia tytułu królewskiego Matki Boskiej Częstochowskiej dali między innymi Szymon Starowolski w 1640 roku i ojciec Andrzej Gołdonowski w dwa lata później. Ten ostatni podkreślał międzynarodowy charakter kultu. Czyniono to zresztą i wcześniej, i później w XVII stuleciu: w 1620 roku pisał o tym Jan Skiba, a w roku 1623 ojciec Śniadecki stwierdzał, że Jasna Góra przyciąga „ludzi różnych nacyi”.

    Inne określenia, nawiązujące do królowania Maryi Jasnogórskiej, mówiły o jej obowiązkach wobec Polaków. Znakomity dramaturg, Mikołaj z Wilkowiecka, nazwał Ją „patronką”, podobnie Risinius. Patronką nazywał Ją również biskup krakowski Marcin Szyszkowski. Ów biskup na synodzie odbytym w Krakowie w 1621 roku wydał ustawę dotyczącą między innymi tworzenia świętych wizerunków, w tym także obrazów Matki Boskiej. Był to czas przenoszenia na grunt polski – trzeba przyznać, że z niejakimi oporami – reformy Soboru Trydenckiego, był to okres kontrreformacji i nowych założeń uprawiania sztuki kościelnej. Biskup Szyszkowski wspomniał o wizerunkach Matki Boskiej malowanych niestosownie, na wzór świecki. Z ambon kaznodzieje gromili malarzy, mówiąc, że nie może być tylu typów Matki Boskiej, ile artyście podobać się może pięknych kobiet. Tenże biskup jako model, wzór do przedstawiania Matki Boskiej, wskazał wizerunek częstochowski. Na marginesie można dodać, że zarzuty stawiane malarzom w najmniejszym stopniu dotyczyły artystów polskich. Po zaleceniu biskupa Szyszkowskiego (oczywiście, istniała możliwość wyboru, i tak na przykład w Wielkopolsce malowano według przedstawień Matki Boskiej Śnieżnej), Hodegetria częstochowska stała się pierwowzorem dla wielu barokowych malowideł, co spowodowało różne zderzenia ikonograficzne i stylistyczne. Analogiczne zjawisko można zaobserwować w wielu barokowych kościołach włoskich, gdzie w centrum wspaniałych kompozycji plastycznych znajduje się maleńka ikona bizantyjska. Ogólnie można powiedzieć, że w tym okresie tryumfu Kościoła potrydenckiego i restauracji katolicyzmu ikony bizantyjskie odegrały wielką rolę. Nie zapowiadało jej negatywne stanowisko, jakie wobec malarstwa bizantyjskiego zajęła epoka Renesansu.

    Pewne wydarzenia w szczególny sposób związały obraz i Jasną Górę z kulturą i historią narodową. Wiemy, że Jasna Góra odgrywała w czasie reformacji doniosłą rolę, miało tu miejsce wiele konwersji i rekonwersji na katolicyzm. Wspomniany ojciec Gołdonowski chwalił się, że jako „spowiednik apostolski” sprowadził na łono Kościoła katolickiego trzydzieści tysięcy heretyków w ciągu piętnastu lat. Wkrótce Jasna Góra stanie się prawdziwą twierdzą duchową katolickiej Polski. Taką rolę odegrała ona w czasie pamiętnego oblężenia, które trwało od 18 listopada do 26 grudnia 1655 roku. Wojskami szwedzkimi – przeważnie zaciężnymi – dowodził generał Burchard Muller, mając pod sobą dwunastu oficerów i 3275 żołnierzy. Musiał on odstąpić od klasztoru, bronionego przez nieliczną załogę, złożoną ze stu sześćdziesięciu żołnierzy „wziętych przeważnie od pługa”, dwudziestu szlachty i czeladzi i siedemdziesięciu zakonników pod wodzą przeora Augustyna Kordeckiego, który okrył się nieśmiertelną sławą i awansowany został przez historię i legendę na bohatera narodowego, zwłaszcza że targnięcie się na sanktuarium przez Szwedów wzbudziło oburzenie, wzmogło opór polskiej społeczności i zmieniło zasadniczo nastroje na rzecz króla Jana Kazimierza, który wyparty ze stolicy, znajdował się podczas oblężenia Jasnej Góry w Opolu. Fakt obronienia się klasztoru uznano ponadto za zjawisko cudowne i przypisano je opiece Matki Boskiej Częstochowskiej, którą też król Jan Kazimierz 1 kwietnia następnego roku ogłosił we Lwowie Królową Polski. Wzmogło to wszystkie sympatie dla dzielnych obrońców klasztoru za to, że – jak pisał ojciec Kordecki – „życie swe niżej ceniąc niż dobro konwentu, nie szli za chęcią własnej woli, byle miejsce święte pozostało wolne od przemocy wroga”. Obrona Jasnej Góry stała się tematem licznych malowideł – tak znajdujących się w samym klasztorze, jak i poza nim – oraz rycin. Ważne jest to, że obrońcy Jasnej Góry bronili nie obrazu, gdyż ten – jak wiemy – został przewieziony na Śląsk, ale świętego miejsca. Było już bardzo blisko poddania klasztoru i sanktuarium, o czym pisze z rozbrajającą szczerością i pokorą ojciec Kordecki. Stało się jednak inaczej. Jasna Góra, klasztor-forteca, ale twierdza o charakterze bardziej ornamentalnym niż obronnym, stała się twierdzą duchową, symboliczną, i tego symbolu broniono. Obrona nie miała, wbrew głoszonej legendzie, tak wielkiego znaczenia militarnego, była natomiast znakiem mobilizującym duchowo wszystkich Polaków. Od 1655 roku Jasna Góra trwa w społecznej świadomości jako wyspa ostatniego ratunku, oblana zewsząd morzem obcości i wrogości. Niedaleko tu jesteśmy od ideologii przedmurza!

    Jasna Góra stała się nietykalną stolicą Królowej Polski. Już 1 grudnia 1655 roku król szwedzki Karol Gustaw pisał do generała Mullera, że „atakowanie obrazu Maryi wywoła u Polaków jeszcze większy gniew”. Potwierdzić się to miało na początku XVIII wieku w dobie rozdarcia Polski między „Sasem” i „Lasem” – Augustem II i Stanisławem Leszczyńskim. Przed wojskami saskimi i szwedzkimi bronili Jasnej Góry (w latach 1702, 1704 i 1705) prowincjał Izydor Krasuski i przeor Innocenty Pokorski, a sprawa – jak pisał 27 stycznia 1704 roku sekretarz króla szwedzkiego, Olof Hernelin, do swego brata – „zaalarmowała cały kraj, ten naród uważa bowiem ten klasztor za Sanctissimum”.

    Jasna Góra stała się nietykalną stolicą Królowej Polski 

    Klasztor dzielił losy kraju także po utracie niepodległości. Fortyfikacje Jasnej Góry zostały zburzone z rozkazu cara Aleksandra I. Z kolei Aleksander II po powstaniu styczniowym, ukazem z roku 1864, skasował klasztory paulińskie poza Jasną Górą, której odebrano własną administrację zakonną, a majątki poddano zarządowi skarbu królestwa. Zaiste, prorocze aż do końca miały się okazać słowa, jakie konwent około roku 1770 skierował do Stanów Rzeczypospolitej: „Wierny swym królom i narodowi, jeżeli do ulżenia losów ojczyzny swojej nie przykładał się, to ich nie pogarszał nigdy. Tyle klęsk, tyle nieszczęśliwości wytrzymał cierpliwie; doznane szkody i straty były mu nawet i miłe, bo za swoich królów, za ojczyznę własną poniesione”.

    Kult Matki Boskiej jako królowej i pani kraju podkreślały kolejne koronacje obrazu. Pierwsza miała miejsce 8 września 1717 roku, jako pierwsza koronacja na prawach papieskich poza Rzymem. Król August II podarował korony, których jednak nie nałożono, uznając je za nie dość godne – przyjęto dopiero te, które przysłał papież Klemens XI. Przypomnijmy, że następne korony, już w naszym stuleciu, po kradzieży tych z XVIII wieku, przysłał w roku 1910 papież Pius X. W 1744 roku nastąpił akt oddania króla Augusta III i całej Polski Matce Bożej, a sejm z roku 1764 w swoich ustawach nazwał Matkę Boską Częstochowską – Królową Polski.

    Nadchodziły jednak czasy coraz burzliwsze i coraz ciemniejsze. Jasnej Górze, gdzie ongiś – jako w najbezpieczniejszym miejscu – prymas Szembek doradzał ukryć insygnia koronne, zaczęli znów zagrażać wrogowie. W 1771 roku bronili się tutaj konfederaci barscy. Potem Prusacy zapragnęli zawładnąć skarbami Jasnej Góry, a nawet samym obrazem. Deputacja sejmowa w 1793 roku odpowiedziała, że „obraz Najświętszej Panny, który jako starożytny monument pobożności ich przodków, wielu ofiarami uczczony, za własność całego narodu winien być poczytany”. Obraz pozostał na Jasnej Górze, nie przeniesiono go na teren wolnej jeszcze części Polski. Jednak Stanisław August polecił wpuścić do klasztoru księcia Golicyna i tak zaczęły się rabunki. Nie oszczędzali klasztoru ani wrogowie ani sojusznicy – choćby w czasach napoleońskich – ale pozostała związana z nim idea wolności Polaków. Matka Boska Częstochowska pozostała patronką niepodległości, nieprzyjaciele nazywali Ją „główną rewolucjonistką Polski”, paulini szerzyli Jej kult w kazaniach i pismach ulotnych. W Litanii loretańskiej umieszczano dalej wezwania „Regina Regni Poloniae” lub „Regina Regni nostri”. Obecna w wielkiej literaturze romantycznej, towarzyszyła uchodźcom i wygnańcom jako „Patronka wygnaństwa polskiego”, jako „Sybiraczka polska”. Matka Polaków była matką Polką wpatrzoną w ukrzyżowanego Syna. W 1863 roku umieszczono Ją na piersiach białego orła.

    Wizerunek ten był przyczyną wielu represji ze strony zaborców, zwłaszcza Prusaków i Rosjan, którzy upatrywali w nim symbolu patriotyzmu i polskiego buntownictwa. Nie pomogły jednak ani wzmożone represje, ani zamknięte granice. Podczas jubileuszu w 1882 roku zebrało się w Częstochowie około trzystu tysięcy wiernych ze wszystkich zaborów i z zagranicy – ktoś przybył nawet z Jerozolimy! (trudno pojąć, jak to było możliwe).

    Podczas jubileuszu w 1882 roku zebrało się w Częstochowie około trzystu tysięcy wiernych ze wszystkich zaborów i z zagranicy

    Matka Boska trafiła na sztandary Polski odrodzonej. Pani Jasnogórska otrzymała swoje święto, ustalone przez Piusa XI na 26 sierpnia, oraz przeznaczony na tę okazję formularz mszalny Fundamenta Eius. Z czasem zmieniono perykopę ewangeliczną przeznaczoną na ten dzień. Zamiast tekstu opisującego ból Matki pod krzyżem Chrystusa, zaczęto czytać opis cudu w Kanie Galilejskiej. Najpierw świętowano uroczystość patronki ludzkiej boleści, potem patronki ludzkiej radości. Dzięki kopiom, plakietom, ryngrafom i medalikom wizerunek jasnogórski trafił wszędzie tam, gdzie żyli Polacy: stał się on jednym z symboli jedności narodu.

    W czasie okupacji hitlerowskiej Matka Boska Częstochowska była patronką Polski Walczącej, stawiającej opór, wbrew wszystkiemu – wolnej. W Dzienniku generalnego gubernatora Hansa Franka zachowały się niezapomniane słowa: „Gdy wszystkie światła dla Polski zagasły, to wtedy zawsze jeszcze była Święta z Częstochowy i Kościół”. Nawet w czasie okupacji pielgrzymowano tutaj, odnawiano ślubowania młodzieży akademickiej.

    Po wojnie, 8 września 1946 roku, wobec milionowej rzeszy, prymas August Hlond, a za nim cały naród złożyli Pani Jasnogórskiej uroczyste śluby. Niezapomniane były obchody dziesięciolecia tej uroczystości z pustym miejscem przygotowanym dla prymasa Wyszyńskiego. Zbliżały się uroczystości tysiąclecia chrześcijańskiej Polski, poprzedzone wielką nowenną, uroczystości z pustym tronem Pawła VI. Tu odbywały się modlitewne „czuwania soborowe”.

    Trzeba pamiętać o niezwykłej pielgrzymce obrazu po kraju, kiedy to Matka Boska Częstochowska, jak pisał ksiądz Twardowski, okazała się „najpiękniejszą pątniczką, bez biżuterii wędrującą polskimi drogami”. Kiedy zaaresztowano wędrującą kopię wizerunku i odesłano do Częstochowy, Jasna Góra przeżywała swoje ostatnie – jak do tej pory – oblężenie. Sprawdzano nawet, czy ktoś nie próbuje wywieźć obrazu w bagażniku samochodu. W tym czasie wędrowały po Polsce puste ramy obrazu nawiedzenia i nieobecność wizerunku mówiła tym silniej o obecności Maryi wśród swego ludu.

    Pielgrzymki na Jasną Górę przestały być zjawiskiem tylko polskim: zaczęła – łącząc się przeważnie z pieszą pielgrzymką warszawską – przybywać młodzież z wielu krajów europejskich i pozaeuropejskich, odnajdując tu ludowe ciepło, niepowtarzalny koloryt i poczucie braterstwa, prawdziwą lekcję bycia Kościołem w marszu. To dzięki tej pielgrzymce odradza się ta zamarła na Zachodzie forma pobożności. Tak wielką liczbą pielgrzymów nie może się poszczycić żadne sanktuarium na świecie. Wielu z przybywających witał niestrudzony pielgrzym, kardynał prymas Wyszyński. Maryja przedstawiona w obrazie jasnogórskim była tą, której oddał swe życie i której zawierzył to, co mu było najdroższe: losy Ojczyzny. Tu przeżył swój największy tryumf, gdy w czerwcu 1979 roku witał papieża Polaka. Pierwsze słowa, jakie wypowiedział Jan Paweł II, wstąpiwszy na szczyt Jasnej Góry, przepełnione były radością i jakby niedowierzaniem, że do tego doszło: „Jestem tutaj, jestem tutaj”.

    W ciągu kilku niezapomnianych dni tej pielgrzymki przeżyliśmy właśnie ten fakt, że jesteśmy tutaj, w tym miejscu Europy, może tylko dzięki temu, że Ona jest tutaj; to przecież dzięki Niej – jak powiedział papież – „tu zawsze byliśmy wolni” tą osobliwą polską wolnością, nie wynikającą z ziemskich przesłanek. Czuli to pielgrzymi, którzy w XIX wieku przekradali się na tysiące sposobów przez granice zaborów, aby przed obrazem Pani Jasnogórskiej pooddychać życiem Polski dawnej. Tutaj Polacy ciągle byli jednym narodem. Zachowało się to w świadomości społecznej aż do dziś.

    Obchody jasnogórskiego jubileuszu w 1982 roku – niestety, bez Jana Pawła II – były przypomnieniem jasnych i ciemnych chwil. Maryja Jasnogórska „dana ku obronie narodu naszego” – jak mawiał prymas Wyszyński – spełnia tę swoją rolę. Matka wszystkich ludzi była w tym miejscu dla swych polskich dzieci „miastem ucieczki”, gdzie mogły przeżywać swoją tożsamość, odnajdywać samych siebie. Zobaczeni oczyma Matki, widzieli się większymi i lepszymi i to pozwalało im trwać, żyć, rozwijać się wbrew sprzysiężeniom zła. Tu widzieli także swoją małość, niedorastanie, niedojrzałość. Stąd może wywodzi się fakt, że tyle tu zawsze było rachunków sumienia, pokuty, nawróceń. Niewiele można wyliczyć na Jasnej Górze cudów, które mogłyby sprostać wymogom komisji lekarskiej, jaka urzęduje w Lourdes. Cudowność Jasnej Góry wydaje się polegać na czymś innym. Dzieją się tu cuda przede wszystkim moralne. I na tym w gruncie rzeczy polega obecność cudownego obrazu w dziejach polskich i w kulturze polskiej: nie na fakcie, że otoczyły go jak wieńcem wspaniałe dzieła sztuki i wota, nie na tym, że był kopiowany i opisywany przez największych poetów, lecz na tym, że promieniował na życie osobiste i społeczne milionów Polaków.

    Ks. Janusz Pasierb 

    Tekst pochodzi z książki autorstwa księdza Janusza Pasierba „Na początku była kultura” wydanej nakładem Księgarni św. Jacka. 

    AKTUALNOŚCI/2019-08-25

    ****************

    Msza św. o godz. 19.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    **

    *************************

    fot. Archiwumsługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski, Jasna Góra, 3 maja 1968 r.

    **

    “Ratunkiem dla świata jest wyznanie wiary w Boga. Najprostszy akt wiary – „Wierzę w Ciebie, Boże Żywy” więcej znaczy niż zjawiskowe, peryferyczne życie, któremu dajemy się pociągnąć. Przeceniamy często zjawiskowość przemijających rzeczy, a zapominamy o głębokiej prawdzie istnienia Boga-Człowieka, który jest wczoraj, dziś i jutro ten sam. To On prowadzi nas do Ojca, obdziela Duchem Świętym, wszczepia w swój Kościół i każe nam mieć świadomość jego misterium.

    Stoimy wobec tego misterium nie sami, ale z całą rzeszą ludzką, jako Lud Boży, wszyscy powołani do uświęcenia. Patronuje nam Matka Kościoła. W takim towarzystwie nie jesteśmy samotni.

    Tam gdzie jest Chrystus i Maryja, nasze «puste stągwie» mogą napełnić się «dobrym winem». Zależy to tylko od naszego współdziałania z Bogiem”.

    (sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński)

    ************************************************************************

    czwartek, 27 sierpnia 2020

    wspomnienie św. Moniki

    MONICA

    Public Domain

    **

    Monika urodziła się ok. 332 r. w Tagaście (północna Afryka), w rodzinie rzymskiej, ale głęboko chrześcijańskiej. Jako młodą dziewczynę wydano ją za pogańskiego urzędnika, Patrycjusza, członka rady miejskiej w Tagaście. Małżeństwo nie było dobrane. Mąż miał charakter niezrównoważony i popędliwy. Monika jednak swoją dobrocią, łagodnością i troską umiała pozyskać jego serce, a nawet doprowadziła go do przyjęcia chrztu. W wieku 22 lat urodziła syna – Augustyna. Po nim miała jeszcze syna Nawigiusza i córkę, której imienia historia nam nie przekazała. Nie znamy także imion innych dzieci.
    W 371 r. zmarł mąż Moniki. Monika miała wówczas 39 lat. Zaczął się dla niej okres 16 lat, pełen niepokoju i cierpień. Ich przyczyną był Augustyn. Zaczął on bowiem naśladować ojca, żył bardzo swobodnie. Poznał jakąś dziewczynę; z tego związku narodziło się nieślubne dziecko. Ponadto młodzieniec uwikłał się w błędy manicheizmu. Zbolała matka nie opuszczała syna, ale szła za nim wszędzie, modlitwą i płaczem błagając dla niego u Boga o nawrócenie. Kiedy Augustyn udał się do Kartaginy dla objęcia w tym mieście katedry wymowy, matka poszła za nim. Kiedy potajemnie udał się do Rzymu, a potem do Mediolanu, by zetknąć się z najwybitniejszymi mówcami swojej epoki, Monika odnalazła syna. Pewien biskup na widok jej łez, kiedy wyznała mu ich przyczynę, zawołał: “Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga”. To były prorocze słowa. Augustyn pod wpływem kazań św. Ambrożego w Mediolanie przyjął chrzest i rozpoczął zupełnie nowe życie (387).

    Szczęśliwa matka spełniła misję swojego życia. Mogła już odejść po nagrodę do Pana. Kiedy wybierała się do rodzinnej Tagasty, zachorowała na febrę i po kilku dniach zmarła w Ostii w 387 r. Daty dziennej Augustyn nam nie przekazał. Wspomina jednak jej pamięć w najtkliwszych słowach.
    Ciało Moniki złożono w Ostii w kościele św. Aurei. Na jej grobowcu umieszczono napis w sześciu wierszach nieznanego autora. W 1162 r. augustianie mieli zabrać święte szczątki Moniki do Francji i umieścić je w Arouaise pod Arras. W 1430 r. przeniesiono je do Rzymu i umieszczono w kościele św. Tryfona, który potem otrzymał nazwę św. Augustyna. Św. Monika jest patronką kościelnych stowarzyszeń matek oraz wdów.

    W ikonografii św. Monika przedstawiana jest w stroju wdowy. Jej atrybutami są książka, krucyfiks, różaniec.

    Internetowa Liturgia Godzin – Czyteln

    ***

    Święta Monika – patronka sytuacji bez wyjścia i jej syn 

    Nie miała łatwo, praktycznie od samego początku. Choć urodziła się w rodzinie chrześcijańskiej, w 332 r., w Afryce, jej wiara musiała się skonfrontować z pogańskim stylem życia.  

    Rodzice bardzo szybko wydali ją za mąż za Rzymianina, urzędnika z jej rodzinnego miasta. Był 20 lat starszy, niewierzący, do religijnego zaangażowania żony podchodził z prześmiewczym dystansem, szybko zaczął ją zdradzać… Nie bez powodu św. Monika jest patronką wielu trudnych spraw i wielu sytuacji bez wyjścia.  

    Rozrywka, biesiady, kobiety – na to wszystko patrzyły dzieci Moniki, których, zgodnie z przekazami, miała troje. Najbardziej nasiąkał tym stylem życia najstarszy z nich, Augustyn. W zasadzie trudno się dziwić, że szybko poszedł w ślady ojca. Nie miało już znaczenia, że ten tuż przed śmiercią nawrócił się i przyjął chrzest. Augustyn wszedł w dorosłe życie z przekonaniem, że to przyjemności są celem i postanowił z nich korzystać najpełniej jak mógł. Żył dość swobodnie, szybko poznał kobietę, razem korzystali z życia, i nawet kiedy urodziła mu dziecko, dalej myślał głównie o rozrywkach. Kiedy okazało się, że imprezowe życie nie zaspakaja jego duchowych potrzeb, zaczął szukać odpowiedzi na filozoficzne dylematy i szybko dołączył do sekty manichejczyków. Dualizm świata, nieustanna walka między dobrem a złem, światłem i ciemnością, materią i duchem, a nade wszystko bezgraniczne zaufanie rozumowi – to bardzo mocno pociągało młodego Augustyna. Do czasu… 

    A Monika, jego matka, wciąż miała nadzieję i tak jak kiedyś o nawrócenie męża, modliła się teraz o nawrócenie syna, często ze łzami w oczach. Wtedy, kiedy bawił się w towarzystwie kobiet, kiedy w głowie miał tylko rozrywki i później, gdy dołączył do sekty i postanowił zostać mówcą. Gdy pojechał do Kartaginy, a następnie do Rzymu i Mediolanu… „Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga” – usłyszała kiedyś i to były prorocze słowa, a sam Augustyn napisał potem w „Wyznaniach”: „Matka powiedziała mi – z największym spokojem, z taką pogodą, jaką daje zupełna ufność – iż wierzy, że zanim odejdzie z tego świata, ujrzy mnie wierzącym. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc, prosiła, abyś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświetlił moje ciemności Twoim światłem”.Do Rzymu i Mediolanu Augustyn podróżował w jednym, określonym celu. Chciał poznać najznamienitszych mówców swego czasu. Wiedział, że matka nie odpuści, że będzie chciała za nim podążyć, nie chciał na to pozwolić. Kiedy więc już znaleźli się nad brzegiem morza, gotowi do drogi, Augustyn skłamał, że statek odpłynie dopiero na drugi dzień, i w nocy sam odpłynął cichaczem. Kłamstwa tego później żałował, o czym może świadczyć jego późniejsze wyznanie: „Okłamałem tak dobrą matkę, kiedy za mnie łzy lała i modliła się! A czegóż żądała? Oto, abyś Ty, Boże, nie pozwolił mi odjeżdżać; ale Ty, Panie, patrząc w przyszłość, nie wysłuchałeś jej próśb. Jej krzyk boleści wzniósł się ku Tobie, gdy nazajutrz zobaczyła statek, który mnie unosił na pełnym morzu, statek, który mnie wiódł do zbawienia”.  

    Monika, dowiedziawszy się później, że Augustyn z Rzymu udał się do Mediolanu, bez wahania podążyła za nim. Jakże się zdziwiła, kiedy na miejscu dowiedziała się, że jej syn zupełnie zerwał z manichejczykami i chłonie cały sobą słowa biskupa Ambrożego. Wsłuchiwał się w nie uważnie przez dwa lata, poznawał Ewangelię, rozkochał się w Piśmie Świętym. W tym czasie miało miejsce owo znane z późniejszych opisów wydarzenie, kiedy to wzburzony Augustyn wybiegł pewnego dnia do ogrodu, by się modlić. Tam niespodziewanie usłyszał słowa „Tolle lege” (weź, czytaj), od razu odniósł je do siebie, wrócił do domu i wziął do ręki Listy św. Pawła Apostoła. Otworzył i zaczął czytać: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i w wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 13-14)… Te słowa wystarczyły: w 387 r. przyjął chrzest z rąk biskupa Ambrożego i rozpoczął nowe życie.  

    fot. Fr. Lawrence Lew OP/Flickr

    **

    Monika zmarła w tym samym roku, w poczuciu, że uczyniła w tym życiu wszystko, co miała uczynić, że już nic więcej na tym świecie jej nie trzyma. Miała 56 lat. „Nic na świecie już mnie nie raduje i nie wiem, czemu jeszcze tutaj żyję, kiedy wszystko się spełniło, do czego wzdychałam tak długo i czego pragnęłam – wyznała synowi tuż przed powrotną podrożą do Afryki. – Jedynym celem życia mego było, mój synu, widzieć ciebie chrześcijaninem. I otóż Bóg spełnił to życzenie moje, gdyż widzę cię Jego sługą, pogardzającym znikomościami tego świata. Cóż jeszcze tutaj po mnie? Jestem zbyt szczęśliwa, by żyć dalej na tym świecie. Siałam wśród łez, ale sprzątam żniwo z prawdziwym uszczęśliwieniem”. Łaskę Twoją i prawość opiewać pragnę, grać będę Tobie, Panie, na chwałę – śpiewano ponoć przy jej śmierci. – Będę się trzymał zawsze dróg prawych. Kiedyż więc przyjdziesz do mnie? (Ps 101). 

    Monika fizycznie nie była już obecna przy swoim synu, ale pozostała w jego pamięci i sercu do końca. Poświęcił jej wiele miejsca w „Wyznaniach”, książce opowiadającej o jego drodze do Boga i życiu z Nim. Zdawał sobie sprawę, że Bóg wysłuchał modlitw jego matki, że tak, jak błagała o nawrócenie swojego męża, tak też walczyła o niego, swojego syna. „Czy mogłeś wzgardzić jej łzami, czy mogłeś nie wysłuchać jej modlitw, w których błagała Cię nie o srebro i złoto, nie o jakiekolwiek dobra zmienne i przemijające, lecz o zbawienie duszy swego syna? Z Twojej przecież łaski była taka, jaka była. Nie mogłeś jej, Panie, odmówić pomocy”. Teraz, kiedy sam Boga pokochał, kiedy gotów był oddać Mu wszystko zrozumiał, jak bardzo musiała cierpieć, widząc jego rozrywkowe życie i fascynację manichejczykami. Nie mógł jej powiedzieć, jak bardzo żałuje, jak bardzo ją kocha, jak bardzo jest wdzięczny. Ale ową wdzięczność wraził w inny sposób. 

    „Odpuść, błagam, odpuść jej, Panie! Nie idź z nią na sąd! – modlił się po śmieci matki. – Niech nad sądem góruje miłosierdzie. Bo przecież słowa Twoje są niezawodne, a miłosiernym miłosierdzie obiecałeś”. Tym samym spełnij jej prośbę: „To nieważne gdzie złożycie moje ciało – mówiła. – Nie martwcie się o to! Tylko o jedno was proszę, żebyście, gdziekolwiek będziecie, wspominali mnie przed ołtarzem Pańskim”.Po śmierci matki Augustyn wrócił do Afryki i wraz z przyjaciółmi zamieszkał w klasztorze, by się modlić i studiować Pismo Święte. Powoli do rozmodlonych mężczyzn przychodzili kolejni, pragnący głębokiej relacji z Bogiem. Pobożność oraz teologiczna i filozoficzna dociekliwość Augustyna nie pozostały niezauważone. Kiedy ówczesny biskup Hippony, Waleriusz, zwrócił się do ludzi, by wskazali kandydata na kapłana, wybór nie był trudny. Augustyn przyjął propozycję z nieukrywanym wzruszeniem. Najpierw Waleriusz wyświęcił go na swojego sufragana, a potem, po jego śmierci, to właśnie Augustyn został biskupem Hippony.  

    Był rok 396. Augustyn szybko wypowiedział walkę błędom, jakie za jego czasów nękały Kościół: manicheizmowi, donatystom i pelagianom. Wykształcenie, wiedza filozoficzno teologiczna i znajomość „przeciwnika“ pozwoliły ma na skuteczną obronę ortodoksji. Zmarł w 430 r., w czasie oblężenia Hippony przez Wandalów. Chrześcijaninem był przez ponad połowę swojego życia. Czas ten poświęcił na poznawanie Boga, modlitwę i rozważania filozoficzno-teologiczne ku większej chwale Boga. Zostawił po sobie kilkadziesiąt tomów pism. Zachowały się 363 kazania i 217 listów Augustyna z Hippony. Jest świętym i doktorem Kościoła.Tego chyba jego matka Monika nie spodziewała się w najśmielszych oczekiwaniach. Chciała, by po prostu był blisko Boga, zwłaszcza wtedy, kiedy patrzyła na jego poczynania u progu dorosłości. Zapewne nie pragnęła niczego więcej, kiedy widziała, jak blisko piętnaście lat później z zapartym tchem słucha kazań Ambrożego, jak bardzo pragnie przyjąć chrzest. Wystarczyło jej, gdy tuż przed jej śmiercią, rozmawiali o życiu z Bogiem i tęsknocie za Nim… Ale Bóg może wszystko, dużo więcej niż to, o co prosimy, czego się spodziewamy. „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). 

    Beata Legutko/Misyjne drogi

    ***********

    Rzym: papież Franciszek odwiedził bazylikę św. Augustyna

    W dniu liturgicznego wspomnienia św. Moniki, papież Franciszek udał się z prywatną wizytą do bazyliki św. Augustyna. Tam modlił się w kaplicy, w której złożone są relikwie tej świętej.

    Papież Franciszek w bazylice św. Augustyna

    W czwartkowe popołudnie, 27 sierpnia, papież Franciszek odwiedził rzymską bazylikę św. Augustyna, położoną w centrum Rzymu w części miasta zwanej Campo Marzio (Pole Marsowe). Ojciec święty w gronie kilku osób modlił się w kaplicy, w której znajduje się trumna z relikwiami św. Moniki – matki św. Augustyna. Następnie powrócił do Watykanu.

    Pierwotnie ciało św. Moniki było złożone w Ostii, gdzie święta zmarła w trakcie podróży do rodzinnej Tagasty w 387 r. W 1162 r. augustianie mieli przetransportować jej doczesne szczątki do Francji i umieścić je w Arouaise niedaleko Arrasu. W 1430 r. przeniesiono je do rzymskiego kościoła św. Tryfona, dzisiejszej bazyliki św. Augustyna.

     Sala Stampa Vaticana/Tygodnik NIEDZIELA

    *************************************************

    piątek – 28 sierpnia 2020

    **

    godzinna adoracja od godz. 18.00

    wspomnienie św. Augustyna, biskupa i Doktora Kościoła

    Augustyn z Hippony urodził się w 354 w Tagaście a zmarł w 430 w Hipponie. Został nazwany „Doktorem Łaski” i był jednym z największych myślicieli pierwszego tysiąclecia po Chrystusie.

    Opus Dei - Św. Augustyn z Hippony

    Augustyn z Hippony urodził się w 354 w Tagaście (dzisiejsze Suk Ahras) a zmarł w 430 w Hipponie (Annaba, oba miasta znajdują się dzisiaj w Algierii). Został nazwany „Doktorem Łaski” i był jednym z największych myślicieli pierwszego tysiąclecia po Chrystusie.

    Nie od początku był święty. Za to jego mama św. Monika była gorliwą chrześcijanką. Ojciec ochrzcił się pod wpływem swej żony na krótko przed śmiercią. Właśnie pod wpływem taty, rzymskiego urzędnika postanowił być retorem. W tym celu dość szybko zaczął studia w Madaurze, a już mając siedemnaście lat przeniósł się do Kartaginy (Tunis). Tu dość szybko zaczął żyć w konkubinacie z kobietą nieznaną nam dziś z imienia. Związek ten przetrwał ok. trzynastu lat. Już mając dziewiętnaście lat został ojcem.

    Pod wpływem lektury Cycerona zainteresował się filozofią. Zaczął szukać życiowej prawdy. A skoro religię matki traktował jako „babskie gadanie”, związał się z bardzo rozpowszechnioną wówczas sektą manichejczyków. Wyznawali oni mieszaninę wierzeń staroirańskich, buddyjskich i chrześcijańskich. Uważali, że istnieją równolegle dwaj bogowie – dobry i zły, i że to ten drugi stworzył świat materialny. W efekcie wierzyli w odwieczną walkę dobra ze złem, a ducha z materią. Z racji przynależności do manichejczyków matka zakazała Augustynowi wstępu do domu.

    AUGUSTYN MIAŁ BOGATĄ OSOBOWOŚĆ, ZŁOŻONĄ I GŁĘBOKĄ: GRZESZNIK, FILOZOF, TEOLOG, MISTYK POETA, MÓWCA, POLEMISTA, PISARZ , PASTERZ, ŚWIĘTY

    Po ukończeniu studiów zaczął uczyć łaciny, logiki i retoryki w Tagaście i Kartaginie, a potem, wbrew matce, wyjechał do Rzymu. Zaczął nabierać dystansu do manicheizmu. Przez krótki czas stał się zwolennikiem filozoficznego sceptycyzmu. Dzięki protekcji prefekta Rzymu poganina Symmacha dostał posadę retora w Mediolanie.

    Tu zachwycił się kazaniami biskupa św. Ambrożego, który potrafił połączyć wyjaśnianie wiary z filozofią grecką. Inni intelektualiści chrześcijańscy zbliżyli go pism neoplatońskiego Plotyna oraz zachwycili wstępem św. Jana o Logosie (J 1. 1-14 ) i listami św. Pawła. Do Mediolanu przybyła św. Monika modląc się wytrwale za swojego syna szukającego prawdy.

    Augustyn jest wybitnym retorem. Już w drugim roku pobytu w Mediolanie może wygłosić doroczną mowę na cześć cesarza w jego pałacu. Jednocześnie ma pragnienie założenia filozoficznej wspólnoty, by intensywniej szukać prawdy. Wydaje się jednak, że zwyciężają wymogi „prozy życia”. Augustyn oddala konkubinę, która później także stanie się chrześcijanką. Retor pozostawia przy sobie syna Adeodata i zaręcza się z kobietą z „dobrej rodziny”. Jednak namiętności tak nim targają, że nie jest w stanie przeżywać narzeczeńskiego dystansu i zamieszkuje z jeszcze inną kobietą.

    Przełom następuje w wyniku spotkania z Pontycjanem wysokim urzędnikiem rzymskim, który z zachwytem opowiada o mnichu-pustelniku św. Antonim z Egiptu. Następującą noc Augustyn spędza na medytacji listów św. Pawła i postanawia radykalnie zmienić swoje życie. Porzuca plany matrymonialne. Po kilkumiesięcznym przygotowaniu wraz z synem i przyjacielem Alipiuszem przyjmuje chrzest i wraca do rodzinnej Tagasty.Tu wraz z przyjaciółmi przez trzy lata wiedzie życie zakonne a sława jego mądrości i pobożności rozchodzi się po całym regionie. Z tej racji gdy brał udział w jednej uroczystości liturgicznej, lud i biskup poprosili go, by przyjął święcenia kapłańskie.


    Szlakami Ojców Kościoła/Opus Dei.pl

    AUGUSTINE

    Public Domain

    **

    Św. Augustyn, biskup, doktor Kościoła. Urodził się w roku 354 w Tagaście. Syn Patrycjusza i Moniki. Kształcił się w Tagaście, Madurze i Kartaginie.

    Mimo troskliwego wychowania przez matkę w młodości prowadził życie grzeszne. W 17 roku życia związał się z kobietą, która urodziła mu syna – Adeodata. Konkubinat ten trwał 15 lat. Jako nauczyciel retoryki związany ze środowiskiem manichejczyków, pracował w Kartaginie, Rzymie i Mediolanie.

    Tam słuchał kazań św. Ambrożego, dzięki którym podjął lekturę Pisma Świętego. W roku 386 doznał duchowego wstrząsu, który spowodował nawrócenie. W Wielkanoc 387 roku wraz ze swoim synem przyjął chrzest. Rezygnując z pracy, powrócił do Afryki. Podczas podróży w Ostii umarła mu matka – św. Monika.

    Po powrocie do Afryki sprzedał swój skromny majątek i w Tagaście założył klasztor, w którym przebywał do 391 roku. Wtedy otrzymał święcenia kapłańskie. W pięć lat później został biskupem Hippony. Dał się poznać jako gorliwy i mądry pasterz. Zajął zdecydowaną postawę wobec błędów manicheizmu, donatyzmu i pelagianizmu.

    Jego nauka filozoficzna, teologiczna ogarnęła cały Kościół Zachodni. Wywarł ogromny wpływ na duchowość chrześcijaństwa, a także na życie zakonne. Jego mowy i pisma zalicza się do najświetniejszych dzieł chrześcijaństwa. Najbardziej znane są „Wyznania”.

    Umarł 28 sierpnia 430 roku, podczas oblężenia Hippony przez Wandalów. Jest jednym z czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego. Patron augustianów, kanoników regularnych, magdalenek, Kartaginy; drukarzy, wydawców, teologów. Jego relikwie znajdują się w kościele S. Piotro in Ciel d’0ro w Pawii.

    W ikonografii św. Augustyn przedstawiany jest w stroju biskupim, czasami jako zakonnik. Jego atrybutami są: anioł mówiący mu do ucha, dziecko nad brzegiem morza przelewające wodę do dołka, księga, pastorał, serce w dłoni, serce przeszyte dwiema strzałami, uczeń lub grupa uczniów.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***

    MSZA ŚW. – godz. 19.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji

     

    ***

    Św. Augustyn: trofeum Chrystusa


    Św. Augustyn: trofeum Chrystusa

    W chwili, gdy z hukiem upadało zachodnie imperium rzymskie, w paradoksalny sposób trwał jeden z najwyższych i najsilniejszych filarów Kościoła i cywilizacji zachodniej: Augustyn z Hippony. Jego nauczanie jest dzisiaj bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

    Augustyn urodził się w Tagaście, niewielkim mieście Północnej Afryki, w roku 354, jako syn poganina Patrycjusza i chrześcijanki Moniki. Poznał wiarę katolicką, lecz nie został ochrzczony. Sam mówił o sobie, że był kłamcą, zapalonym wielbicielem gier i przedstawień cyrkowych.

    Człowiek zniewolony

    Trzy potężne więzy krępowały Augustyna: pragnienie ludzkich zaszczytów, błędy manichejskie i żądze cielesne. Czegóż więc – sądząc po ludzku – można się było spodziewać po Aureliuszu Augustynie? Niewiele.

    Dlaczego więc przypadek Augustyna okazał się nadzwyczaj chwalebny? To proste: czekała nań łaska Boża, ponieważ Bóg wybrał go, aby pokazać moc swojej łaski zdolnej rozjaśniać nawet najgłębsze ciemności i przemieniać najbardziej nawet łasą na pochlebstwa próżność w pokorę oraz oczyszczać ciała i dusze splamione lubieżnością.

    Historia Augustyna w oczywisty sposób pokazuje prawdę słów Pisma, iż z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi (Mt 3, 9). To dlatego późniejszy Augustyn tyle razy, tak przekonująco i poruszająco mówił o łasce Bożej.

    Przykład ważniejszy od słów

    Na proces powrotu Augustyna do Boga wpłynęły liczne i zróżnicowane czynniki. Nigdy nie zarzucił on intelektualnych poszukiwań prawdy. Poddawał surowej krytyce różne punkty widzenia, uczciwie oceniając własne odkrycia i odrzucając wszystko, co okazywało się nieprawdą lub błędem. Nie znał jeszcze prawdy, nie wiedział, gdzie ją znaleźć, ale pilnie poszukiwał.

    Cieszył się przyjaźnią dobrych ludzi, mniej odeń utalentowanych, ale znacznie lepiej się prowadzących. To ich przykład, bardziej niż słowa, przekonał go w końcu o pustocie jego własnych zamiłowań.

    Gdy przebywał w Mediolanie, wielkie wrażenie wywarł na nim tamtejszy biskup – św. Ambroży – wykształcony i elokwentny, wspaniały mówca, co Augustyn, profesor literatury i retoryki, z miejsca docenił. Ale nie doskonałość łaciny Ambrożego najmocniej zachwyciła Augustyna, lecz pasterska posługa biskupa w pełni oddanego swej misji kapłańskiej, głęboko zatroskanego o potrzeby duchowe wiernych i oddanego nieprzerwanej lekturze Pisma Świętego, by móc tłumaczyć ludowi chrześcijańskiemu jego życiodajne słowa.

    Syn matczynych łez

    Jednak nie sama lektura św. Pawła polecona przez Ambrożego przemieniła Augustyna. Kluczowym czynnikiem w procesie nawrócenia niespokojnego ducha okazała się jego matka.

    Ta godna podziwu kobieta zdołała już skłonić do nawrócenia przed śmiercią swego pogańskiego męża. Kiedy więc Augustyn wyjechał z Afryki do Italii, Monika podążyła za nim, srodze cierpiąc na duszy z powodu stylu życia syna. Jako chrześcijance nie wystarczały jej sukcesy, jakie odnosił, i zaszczyty, jakie nań spadały, skoro pozostawał z dala od Boga. Każdego dnia, a czasem nawet dwa razy dziennie Monika udawała się do świątyni, aby błagać Boga o nawrócenie Augustyna. Gdy kiedyś zwierzyła się ze swej zgryzoty pewnemu biskupowi, ten wysłuchawszy jej, wyrzekł prorocze słowa: Niemożliwe, by zatracił się syn, nad którym tyle łez wylano!

    Ukojenie serca

    Łaska działała powoli, lecz nieodwracalnie. Augustyn w końcu porzucił grzeszne życie i z zaangażowaniem przygotowywał się do chrztu – głęboko odczuł to, co później przekuje w nieśmiertelne zdanie: Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.

    Wraz z Augustynem ochrzczony został także jego syn Hadeodat, chłopiec bystry i spragniony Boga, o którym ojciec z pokorą mówił, że nie włożył weń nic oprócz własnego grzechu. W rzeczywistości jednak bardzo się przejmował jego chrześcijańskim wychowaniem i starał się naprawić swój grzech, pomagając synowi odrodzić się do życia wiecznego w Duchu Świętym. Niedługo potem Hadeodat zmarł, a jego ojciec stawił czoła temu doświadczeniu z wiarą, odnajdując pociechę w dziele Bożym, które się w nim dokonało.

    Wzór chrześcijańskiej matki

    Wkrótce po chrzcie Augustyna zmarła też jego święta matka. Przed śmiercią powiedziała do Augustyna: Synu, mnie już nic nie cieszy w tym życiu. Niczego już się po nim nie spodziewam, więc nie wiem, co ja tu jeszcze robię i po co tu jestem. Jedno było tylko życzenie, dla którego chciałam trochę dłużej pozostać na tym świecie: aby przed śmiercią ujrzeć ciebie chrześcijaninem katolikiem. Obdarzył mnie Bóg ponad moje życzenie, bo widzę, jak wzgardziwszy szczęściem doczesnym, stałeś się Jego sługą. Co ja tu robię jeszcze? (Wyznania, IX, 10).

    Oto prawdziwa matka, która martwi się przede wszystkim o zbawienie syna, a nie o jego sukcesy zawodowe i finansowe! Czymże bowiem są sukcesy tego świata wobec tego, co ma wartość najwyższą: łaski życia w Bogu?

    Jakież to smutne widzieć dzisiaj chrześcijańskich rodziców, którzy czynią tyle wysiłków dla zapewnienia powodzenia swoim dzieciom, jednocześnie zaniedbując ich wychowanie chrześcijańskie i wcale nie dbając o to, by służyć im przykładem własnego życia i chrześcijańskiej moralności, a czasem wręcz przecząc nauczaniu Chrystusa i Kościoła!

    Imperia upadają, Boże dzieło trwa

    Już jako katolik, Augustyn powrócił do rodzinnej Afryki, gdzie został mnichem i kapłanem, a niedługo później biskupem Hippony, niewielkiego portu w Numidii, niezbyt ludnej diecezji o drugorzędnym znaczeniu. Otrzymawszy sakrę biskupią, nadal żył jako mnich w swojej wspólnocie.

    Życie episkopalne dzielił Augustyn między troskę o powierzoną sobie owczarnię i powołanie pisarskie. Nieprzerwanie pisał nocami, ponieważ obowiązki pasterskie nie zostawiały mu czasu w dzień. Przez dobre dwanaście lat z okładem pisał po nocach Miasto Boga, a przez osiemnaście lat Traktaty o Najświętszej Trójcy. Był wielkim bojownikiem o czystość wiary katolickiej. Wiele lat życia poświęcił walce z herezją manichejską (tą samą, do której dołączył za młodu), podobnie jak obronie wiary przed donatystami i zwalczaniu rodzącej się herezji pelagiańskiej.

    Ten mistrz wiary, trofeum Chrystusa, Doktor Kościoła zmarł w roku 430 w Hipponie oblężonej przez Wandalów, gdy nieuchronnie zbliżał się koniec Imperium Romanum. Imperium wkrótce upadło, pozostało jednak dzieło Boże i Boży człowiek, którego słowa i przykład wciąż pomagają i dopingują do poszukiwania Boga.

    Jeśli za mało miłuję, spraw, abym mocniej miłował. Nie potrafię zmierzyć miłości, nie wiem, o ile bardziej powinienem Cię kochać, by życie moje pobiegło w Twoje objęcia i już nigdy się od Ciebie nie odwróciło aż do chwili, gdy się na zawsze ukryje w świątyni Twej obecności. To jedno tylko wiem, że źle mi jest bez Ciebie, źle nie tylko wokół mnie, lecz i we mnie samym, a wszelkie bogactwo, które nie jest moim Bogiem, to nędza (Wyznania, XIII, 8).

    Kardynał Jorge Arturo Medina Estévez (Chile) – były prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

    Artykuł Kardynała Jorge Mediny Estéveza opublikowany został w 27 nr.dwumiesięcznika “Polonia Christiana”. Magazyn jest już dostępny w kioskach, dobrych salonach prasowych oraz na stronach ksiegarnia.piotrskarga.pl i epch.poloniachristiana.pl.

    *****

    “Wyznania” św. Augustyna – the best of…

    "Wyznania" św. Augustyna - the best of...
    Św. Augustyn – witraż w Lightner Museum w St. Augustine na Florydzie/DADEROT

    **

    “Stworzyłeś nas, Panie, jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” – te słowa otwierające “Wyznania” św. Augustyna znam od dawna. Ale dopiero niedawno w całości przeczytałem tę księgę – dzieło najwybitniejszego myśliciela pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, którego wspominamy dziś w liturgii Kościoła.

    Oto garść zakreślonych przy tej okazji fragmentów, z konieczności wyjętych z kontekstu. W nawiasach podaję ich lokalizację (numer księgi i rozdziału), by w razie potrzeby łatwiej było do nich dotrzeć.

    •    Zupełnie nie byłoby mnie, gdyby Ciebie nie było we mnie! (I,2)

    •    Ciasna to chatka – dusza moja. (I,5)

    •    Upadla się dusza, kiedy się od Ciebie odwraca i poza Tobą szuka tego, co w czystości i jasności może znaleźć tylko wtedy, gdy do Ciebie powraca. (II,6)

    •    Wyczerpywałem się w niemoralności i daleko zaszedłem po drodze ciekawości bezbożnej, oderwawszy się od Ciebie; dotarłem aż na dno zwątpienia i w sam gąszcz podstępnych kultów diabelskich. (III,3)

    •    Dzięki Twemu miłosierdziu imię Syna Twego, mego Zbawcy, już z mlekiem matki moje serce w dzieciństwie wchłonęło w siebie pobożnie i bardzo głęboko przechowywało. I jeśli gdzieś brakło owego imienia, to choćby dzieło miało najwytworniejszą formę literacką i głosiło rzeczy prawdziwe, nie mogło porwać mnie całego. (III,4)

    •    Ty byłeś bardziej wewnątrz mnie niż to, co we mnie było najbardziej osobiste, a zarazem wyżej nade mną, niż mogłem myślą sięgnąć kiedykolwiek. (III,6)

    •    Na pewno nigdy i w żadnym miejscu nie jest to niewłaściwe: kochać Boga z całego serca, całej duszy i z całej myśli i kochać bliźniego jak siebie samego. Dlatego grzechy przeciw naturze, jak te, które popełniali sodomici, wszędzie i zawsze. zasługują na potępienie i karę. Choćby je popełniały wszystkie ludy, wszystkie byłyby na mocy prawa Bożego uznane za tak samo zbrodnicze. Bóg bowiem nie stworzył ludzi do tego, żeby się sobą w taki sposób posługiwali. (III,8)

    •    W owych latach żyłem z kobietą niezwiązaną ze mną prawnym małżeństwem, na którą natrafiła moja niekierująca się roztropnością namiętność. Ale miałem tylko tę jedną kobietę i dochowywałem jej wierności. W tym związku mogłem przez własne doświadczenie poznać, jaka jest różnica między prawdziwym małżeństwem, zawieranym w celu wydania na świat potomstwa, a związkiem zawieranym w celu zaspokojenia namiętności, w którym rodzą się dzieci także niechciane – ale gdy się urodziły, to już się je kocha. (IV,2)

    •    Nie wahałem się też przed zasięganiem rad u oszustów zwanych astrologami. Oni wprawdzie nie składają ofiar ani nie zanoszą modłów do żadnych duchów, aby się udała wróżba, ale prawdziwa pobożność chrześcijańska stanowczo odrzuca to, co robią. Dobrze jest bowiem sławić Ciebie, Panie, i mówić: „Zmiłuj się nade mną, ulecz duszę moją, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie”, i nie wykorzystywać Twej pobłażliwości dla zapewnienia sobie swobody grzechu, lecz raczej pamiętać o słowach Pańskich: „Oto wyzdrowiałeś; już więcej nie grzesz, aby ci się co gorszego nie zdarzyło”. Ta zasada jest podstawą naszego zbawienia. Astrologowie zaś starają się ją obalić. Mianowicie mówią: „Niebo cię obarczyło przymusem grzeszenia”. Albo: „Wenus tego dokonała”. Albo Saturn czy Mars. Wszystko zaś po to, aby człowiek – ciało i krew, pyszna zgnilizna – stał się niewinny. Aby można było zrzucić winę na Stwórcę i Rządcę nieba i gwiazd. (IV,3)

    •    Prawda jest tu, przed nami! (IV,14)

    •    Biada zuchwałej duszy, która sobie uroiła, że jeśli od Ciebie odejdzie, to coś lepszego znajdzie. W którakolwiek zwróci się stronę – w tył, w bok, znowu w przód – wszędzie jej wszystko dolega okrutnie. A tylko Tyś spokojem. I oto jesteś blisko. (VI,16)

    •    Łatwiej byłoby mi wątpić w to, że żyję, niż w to, że istnieje prawda, która poprzez rzeczy stworzone można zrozumieć i poznać. (VII,10)

    •    Przyjdź, Panie, i porusz nasze serca. Przywołaj nas do siebie. Zapal nas i porwij. Niech nas owieje Twoja woń i słodycz Twoja – abyśmy już Cię pokochali, już pobiegli ku Tobie. (VIII,4)

    •    Gruntowniej bowiem pokonujemy diabła, gdy mu odbieramy człowieka, którego mocniej spętał i poprzez którego większą liczbę ludzi trzymał w niewoli. A diabeł mocniej panuje nad tymi, którzy pysznią się wysokim stanowiskiem, jak też za ich pośrednictwem panuje nad większą liczbą ludzi dzięki wpływowi, jaki owi dostojnicy wywierają. (VIII,4)

    •    Jakże skwapliwie ludzie badają cudze życie, a jak się opieszale zabierają do naprawienia swojego. (X,3)

    •    Nie jakimś mglistym uczuciem, ale stanowczym wyborem kocham Ciebie, Panie. (X,6)

    •    Co ja właściwie miłuję, kiedy miłuję Ciebie? Nie urodę cielesną ani urok życia doczesnego. Nie promienność światła tak miłego moim oczom. Nie melodie słodkie pieśni rozmaitych. Nie woń upajającą kwiatów, olejków, pachnideł. Nie mannę ani miód. Nie ciało, które pragnąłbym uścisnąć. Nie takie rzeczy miłuje, gdy miłuję mojego Boga. A jednak kocham pewnego rodzaju światło, pewnego rodzaju głos, woń i pokarm, i uścisk, gdy Boga mego kocham jako światło, głos. woń, pokarm, uścisk we wnętrzu mojej ludzkiej istoty, gdzie rozbłyska dla mej duszy światło, którego nie ogarnia przestrzeń, gdzie dźwięczy głos, którego czas z sobą nie unosi, gdzie bije woń, której wiatr nie rozwiewa, gdzie doświadcza się smaku, którego nie psuje sytość, gdzie się trwa w uścisku, którego nasycenie nie rozerwie. To właśnie kocham, gdy kocham mojego Boga. (X,6)

    •    Ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, spiętrzone fale morza, szeroko rozlane rzeki, ocean otaczający ziemię, obroty gwiazd. A siebie samych omijają, siebie nie podziwiają. (X,9)

    •    Prawda budzi nienawiść – czemu? Czemuż z wrogością ludzi spotyka się Twój sługa głoszący prawdę, jeśli ludzie kochają szczęście, nie będące przecież niczym innym jak radowaniem się prawdą? Może oni w taki sposób kochają prawdę, że ilekroć coś innego pokochają, chcą, by było prawdą to, co kochają? I właśnie dlatego, że nie chcą być oszukiwani, nie lubią, kiedy się im udowadnia, że zostali oszukani? (X,23)

    •    Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię umiłowałem. (X,27)

    •    Kiedy do Ciebie przywrę całą moją istotą, skończy się dla mnie wszelki ból i wszelki trud. Wtedy moje życie będzie naprawdę żywe, całe napełnione Tobą. Ty wszystkich, których napełniasz, dźwigasz ku górze. Ponieważ jeszcze nie jestem pełen Ciebie, jestem dla siebie brzemieniem. Przyjemności, nad którymi trzeba by płakać, toczą w moim życiu spór z przykrościami, jakimi należałoby się radować. Nie wiem, której stronie przypadnie zwycięstwo. Zmiłuj się nade mną, Panie. Walczą też niedobre moje smutki z dobrymi radościami – i też nie wiem, która strona zwycięstwo odniesie. O tak, zmiłuj się nade mną, Panie. Ja nieszczęsny – oto wcale nie ukrywam moich ran. Tyś lekarzem, a ja ciężko choruję. Nad nędzarzami się litujesz, a ja nędzarzem jestem. Czyż nie jest bojowaniem życie ludzkie na ziemi? (X,28)

    •    Tylko w ogromie Twego miłosierdzia. Panie Boże, mogę pokładać nadzieję. Byłeś dał łaskę do wypełnienia tego, co nakazujesz – nakazuj, co chcesz. (X,29)

    •    Opilstwo jest ode mnie dalekie i obyś sprawił swoją laską, by się nigdy do mnie nie zbliżyło. Obżarstwo jednak nieraz dopada Twego sługi – o, uczyń w swej łasce, by się ode mnie oddaliło. Bo przecież nikt nie może być powściągliwy, jeżeli Ty mu tego nie udzielisz. (…) Co dzień toczę walkę z pożądaniem pokarmu i napoju. Nie jest to bowiem coś, co mógłbym raz odrzucić i już więcej się tego nie dotknąć, jak to uczyniłem z konkubinatem. Cugle tego pragnienia trzeba umiejętnie trzymać w rękach, to popuszczając je nieco, to skracając. A któż, o Panie, nie wysforuje się nieraz trochę poza granicę konieczności? (X,31)

    •    To, co się wewnątrz mnie dzieje, spowite jest jakże dręczącą ciemnością – i moja dusza, gdy samą siebie pyta o swe możliwości, uświadamia sobie, że nie może sobie samej bezpiecznie zawierzyć. Wnętrze jej przeważnie jest tajemnicze, póki go doświadczenie nie ujawni. Nikt też nie powinien czuć się bezpieczny w tym życiu, które całe bojowaniem nazwano. Ten, kto stał się lepszym z gorszego, może też stać się gorszym z lepszego. Jedyna nadzieja, jedyna ufność, jedyna niewzruszona obietnica – w miłosierdziu Twym. (X,32)

    •    Tą pokusą, o Panie, stale jesteśmy osaczeni, żaden dzień nam nie mija bez niej. Mowa ludzka to piec rozżarzony, w którym poddaje się nas codziennej próbie. Również w tej dziedzinie nakazujesz nam powściągliwość. Udziel tego, co nakazujesz, i nakazuj, co chcesz. Wiesz, jak żarliwie z powodu tej trudności wołałem do Ciebie z głębi serca i ile z moich oczu popłynęło łez. Nie jest mi łatwo rozpoznać, do jakiego stopnia uwolniłem się od tej choroby, i bardzo się lękam takich ukrytych moich przewin, które są jawne dla Twoich oczu, a dla moich – nie. (X,37)

    •    Słusznie pokładam w Twoim Synu mocną nadzieję, że uleczysz wszystkie moje słabości przez Niego, który siedzi po Twojej prawicy i wobec Ciebie przyczynia się za nami. Inaczej – pozostałaby mi tylko rozpacz. (X,43)

    •    W ogóle rzadko posługujemy się słowami w sposób zupełnie ścisły, częściej mówimy nieściśle, ale jakoś udaje nam się wyrazić to, co wyrazić chcemy. (XI,20)

    •    Biada mi, ja nawet nie wiem, czego nie wiem! (…)Ty zapalisz lampę moją, Panie Boże mój, ciemności moje rozświecisz! (XI,25)

    •    Będąc sam, żyłem źle, byłem dla siebie śmiercią. Dopiero w Tobie odżywam. (XII,10)

    Jarosław Dudała/GOŚĆ NIEDZIELNY/28.08.2020

    ***************************************************************************

    sobota – 29 sierpnia 2020


    Męczeństwo św. Jana Chrzciciela

    JOHN

    Public Domain

    **

    Św. Jan Chrzciciel, wiedziony łaską Bożą, spędził większość życia na pustyni. Kiedy miał trzydzieści lat, ukazał się światu na brzegach Jordanu i – jak mówi Ewangelia św. Łukasza – „głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów” (Łk 3, 3).

    Kiedy Pan Jezus przyjął chrzest z rąk Jana, ten dał ludowi świadectwo o Nim w słowach: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata…” (J 1, 29). Za swoją działalność św. Jan Chrzciciel poniósł śmierć męczeńską.

    Herod Antypas, syn Heroda Wielkiego, zabójcy Młodzianków, był wtedy tetrarchą Galilei. To jego Pan Jezus nazwał „lisem” (Łk 13,31). To on sądząc naszego Zbawcę, „na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata” (Łk 23, 11). Żona Heroda była córką Aretasa IV, króla Arabii. Herod porzucił ją i wbrew prawu żydowskiemu połączył się z Herodiadą, żoną swego przyrodniego brata Filipa.

    Św. Jan śmiało i otwarcie napominał i karcił Heroda za ten kazirodczy związek. Wskutek tego Herod kazał go uwięzić. Herodiada jednak pragnęła, by go zgładzono. Skorzystała z okazji do zemsty, kiedy w dniu urodzin Heroda wydano wielką ucztę, podczas której pięknie tańczyła Salomea, córka Herodiady.

    Spodobała się ona wielce Herodowi, przysiągł więc że spełni każdą jej prośbę. Za radą matki dziewczyna zażądała głowy św. Jana. Herod zasmucił się tym żądaniem, gdyż darzył św. Jana Chrzciciela dużym szacunkiem, ale – jak czytamy w Ewangelii św. Marka „przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić” (Mk 2,26).

    Posłał więc kata i „polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce” (Mk 6, 26-28). Śmierć św. Jana miała miejsce na rok przed śmiercią Chrystusa.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    Komentarz Benedykta XVI na dzisiejszy dzień:

    Całe życie Poprzednika Jezusa ożywia więź z Bogiem, w szczególności okres spędzony na pustkowiu; pustkowie jest miejscem kuszenia, ale też miejscem, gdzie człowiek odczuwa swoje ubóstwo, bo jest pozbawiony oparcia i bezpieczeństwa materialnego, i rozumie, że jedynym trwałym punktem odniesienia jest sam Bóg. Jednakże Jan Chrzciciel nie jest tylko człowiekiem modlitwy, utrzymującym stały kontakt z Bogiem, ale również przewodnikiem w tej relacji. Ewangelista Łukasz, przytaczając modlitwę, której Jezus uczy swoich uczniów, „Ojcze nasz”, odnotowuje, że uczniowie wyrażają swoją prośbę następującymi słowami: „Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

    Obchody męczeństwa św. Jana Chrzciciela przypominają również nam, współczesnym chrześcijanom, że nie jest możliwy kompromis z miłością do Chrystusa, do Jego słowa, do Prawdy. Prawda jest Prawdą, nie ma kompromisu. Życie chrześcijańskie wymaga, że tak powiem, „męczeństwa” codziennej wierności Ewangelii, a więc odwagi, potrzebnej, by pozwolić Chrystusowi, by wzrastał w nas i nadawał kierunek naszym myślom i uczynkom. Może to nastąpić w naszym życiu tylko wtedy, kiedy więź z Bogiem jest mocna.

    Modlitwa nie jest czasem straconym, nie jest odbieraniem czasu działaniu, nawet apostolskiemu, a wręcz przeciwnie: tylko wtedy, gdy potrafimy pielęgnować życie modlitwy wiernej, stałej i ufnej, Bóg da nam zdolności i siłę, by żyć w sposób szczęśliwy i pogodny, pokonywać trudności i z odwagą dawać Mu świadectwo. Niech św. Jan Chrzciciel wstawia się za nami, abyśmy potrafili zawsze dawać pierwszeństwo Bogu w naszym życiu.

    z książki: „Panie, naucz nas się modlić” – wyd. Św. Krzyża, Opole 2019).

    ***************************************************************************

    XXII Niedziela ZWYKŁA – 30 sierpnia

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godz. 14.00

    Eucharist
    This image has an empty alt attribute; its file name is 1583849254.jpg
    Arturo Mari/L’Osservatore Romano/Wielki piątek 2005 r.

    **

    Św. Jan Paweł II w encyklice o Bożym miłosierdziu napisał:

    “Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Boga nad człowiekiem, nad tym, co człowiek – zwłaszcza w chwilach trudnych i bolesnych – nazywa swoim losem. Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka. Wierzyć w Chrystusa ukrzyżowanego – to znaczy uwierzyć, że w świecie jest obecna miłość i że ta miłość jest potężniejsza od zła jakiegokolwiek- w które uwikłany jest człowiek, ludzkość, czy świat”.

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa:

    Szwedzka pisarka Selmy Lagerlöf w swoich „Legendach Chrystusowych” opisuje taką historię: Na poddaszu, w ubogiej izbie siedzi przy kołysce wdowa. Mąż zginął w wypadku. Siedzi przy swoim jedynym osieroconym dziecku. Kołysze maleństwo do snu i zastanawia się jakie będzie miało życie. Patrząc w swojej zadumie w kominek nagle widzi, że z płomieni wyłania się postać legendarnej wróżki, która podchodzi do niej i mówi: 
    – Widzisz, co pewien czas dane mi jest zjawiać się na ziemi. Osobie, której się pojawię mogę spełnić trzy życzenia. Tym razem przybyłam do ciebie. Możesz mi wyrazić swoje życzenia, a ja je na pewno spełnię. Zastanów się więc dobrze, bo to co powiesz spełni ci się naprawdę.
    Matka wpatrzona w swoje maleństwo, z którym na pewno musiała wiązać swoją przyszłość, szczególnie teraz po śmierci męża, tak bardzo obolała, myśli jej krążą przede wszystkim wokół dziecka. Więc mówi od razu:
    –       Moje pierwsze życzenie, aby mój syn nigdy w życiu nie musiał cierpieć.
    –       A drugie? – pyta wróżka.
    –       By nigdy nie cierpiał, naprawdę nigdy!
    Wróżka przestrzega ją:
    –       Zastanów się o co prosisz. Masz jeszcze jedno życzenie.
    Ale matka od razu mówi:
    –       Jeszcze raz cię błagam, by moje dziecko nigdy w życiu nie zaznało prawdziwego bólu, cierpienia.
    –       Stanie się tak jak ci obiecałam.
    I wróżka znikła. Matka budzi natychmiast swoje dziecko, bo chce mu powiedzieć jakie wspaniałe wybrała mu życie i przerażona spostrzega, że syn jej już nie żyje. Selma Lagerlöf   w swym opowiadaniu po prostu zobrazowała prawdę, że każde ludzkie życie jest związane i to nierozłącznie z cierpieniem. 
     
    W dzisiejszej Ewangelii Piotr chciał tylko, aby Chrystus nie cierpiał: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.” Przecież to jest taka normalna reakcja. Często takie są życzenia, które sobie nawzajem składamy, żeby nas nie dosięgło żadne utrapienie. Dlaczego więc taka ostra reakcja Jezusa, który mówi do Piotra słowa przerażające: „Zejdź Mi z oczu szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”  Przecież takich słów nie powiedział ani do Judasza, ani do najbardziej zagorzałych swoich przeciwników, którzy robili wszystko, aby Go zabić. Ks. Biskup Pietraszko tak tłumaczy tę ostrą reakcję na słowa Piotra: „Piotr dotknął tu jakby samej źrenicy Chrystusowej miłości, samego serca zbawczego planu Chrystusa. Miłość, która się w ten sposób właśnie miała wyrazić, że człowiek otrzyma dar drugiego życia, dar życia doskonałego, wiecznego, a Chrystus za to zapłaci. Będzie cierpiał i będzie zabity…
    Zapowiedział nadto, że w każdym ludzkim życiu, życiu człowieka wierzącego, zjawisko to musi się w jakimś wymiarze, mniejszym lub większym, powtórzyć. Jeśli człowiek pójdzie ku nowemu życiu po śladach Chrystusa i będzie chciał dojść tam, dokąd idzie zmartwychwstały Chrystus, musi zapłacić cenę. Do Chrystusowego cierpienia i do Chrystusowej śmierci musi dodać coś własnego: „Niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje.”
    Piotr, który próbował Jezusa zatrzymać jeszcze wtedy nie rozumiał, że po to właśnie przyszedł na tę naszą ziemię, aby dać człowiekowi możność zaprowadzenia go daleko dalej niż ludzka wyobraźnia jest w stanie zatęsknić i wymarzyć. To jest ten cel przeznaczony dla człowieka, ale droga, która prowadzi do tego celu, nie jest łatwa. Dlatego trzeba Jezusowi zawierzyć, zaufać i podać Mu rękę. Zgodzić się iść za Nim. Choćby miało być ciężko aż do nie do wytrzymania – tak jak w dzisiejszym I Czytaniu skarży się prorok Jeremiasz. Ale będę szedł, bo wierzę mojemu Bogu i mojemu Zbawicielowi, który mówi do mnie: Jeżeli chcesz iść za Mną, musisz każdego dnia wziąć swój krzyż i iść Moimi śladami.
    To zaproszenie jest całą moją szansą. Słyszałem to zaproszenie po wielokroć wypowiadane również słowami zastępcy Chrystusa na ziemi: Przestań się lękać!
    ks. Marian SAC
    Stacja II – Dźwiganie krzyża

    W JEGO RANACH JEST NASZE ZDROWIE(prorok Izajasz)

     

    ************************************************************************

    poniedziałek – 31 sierpnia

    XXII tygodnia zwykłego


    wspomnienie św. Arystydes męczennika

    Na początku IV wieku wybitny historyk Kościoła Euzebiusz z Cezarei wymienił w jednym ze swoich pism imię Arystydesa, nazywając go prawdziwym chrześcijaninem. Wspomniał również, że był on autorem „Apologii wiary”, dzieła dedykowanego cesarzowi Hadrianowi około roku 124, cenionego przez współczesnych i potomnych.

    Niestety w późniejszym okresie uległo ono zagubieniu. Odnaleziono je dopiero w roku 1899 i okazało się, że jest również bardzo pożyteczne dla epoki nowożytnej. Przedstawiwszy się jako filozof ateński, Arystydes rozwija tezę opartą na idei Boga, którą uznaje za kryterium prawdy religii chrześcijańskiej. Następnie upomina cesarza, by zaprzestał prześladowania chrześcijan i nawrócił się na ich wiarę.

    Niektórzy współcześni badacze twierdzą, że tym cesarzem był nie Hadrian lecz Antoni Pius (około roku 140).Pomimo niedociągnięć stylistycznych i braku walorów literackich dzieło Arystydesa świadczy o przenikliwości i inteligencji autora i jest wyrazem wzniosłych idei dotyczących Boga.

    Podobnie jak św. Justyn, Arystydes zajmował się filozofią na równi z pracami apologetycznymi. Zachowało się także jego kazanie na temat Ewangelii św. Łukasza. Kościół zaliczył go do grona swoich świętych.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    APOLOGIA ŚW. ARYSTYDESA Z ATEN

    1.1. Przyszedłem na ten świat, o władco, z woli Opatrzności Bożej. I gdy kontemplowałem niebo, ziemię, morze, słońce, księżyc i wszystko pozostałe, zdumiałem się ich uporządkowaniem”. Zauważyłem, że wszechświat i wszystko co się w nim znajduje, z natury jest w ruchu, zrozumiałem, iż Bóg jest tym, który wszystko porusza i podtrzymuje w istnieniu: wszystko bowiem co wprawia w ruch, jest silniejsze od poruszanego, a to co podtrzymuje, jest silniejsze od tego, co jest podtrzymywane.

    1.2. Twierdzę więc, że Bóg to ktoś, kto wszystko stworzył i podtrzymuje w istnieniu, jest bez początku i wieczny, nieśmiertelny i samowystarczalny, poza wszelkimi pragnieniami i brakami: gniewem i zapomnieniem, ignorancją i innymi. Dzięki Niemu istnieją wszystkie rzeczy. Nie potrzebuje On ofiary, libacji ani żadnej z rzeczy widzialnych, ale wszyscy potrzebują Jego.

    2.1. Po wyjaśnieniu, kim jest Bóg. w sposób, w jaki byłem zdolny o Nim mówić, przejdźmy teraz do rodzaju ludzkiego, aby zobaczyć, którzy z ludzi mają udział w prawdzie, a którzy w błędzie.

    2.2. Wiemy przecież, o władco, że na tym świecie są trzy rodzaje ludzi: czciciele tzw. u was bogów, żydzi i chrześcijanie. Z kolei ci, którzy czczą licznych bogów, dzielą się dodatkowo jeszcze na trzy rodzaje: Chaldejczycy, Grecy i Egipcjanie. Te właśnie ludy stały się dla innych narodów przewodnikami i nauczycielami kultu oraz czci oddawanej bogom o wielu imionach.

    3.1. Zobaczmy więc, którzy z wyżej wymienionych mają udział w prawdzie, a którzy są w błędzie. I tak, Chaldejczycy, nie poznawszy prawdziwego Boga, pobłądzili, idąc za elementami świata i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy. Uczynili sobie nawet niektóre posągi, które nazwali obrazem nieba, ziemi i morza, słońca i księżyca, innych elementów świata czy też ciał świecących. Zamknęli je w świątyniach, oddając im cześć i nazywając bogami — tych, których strzegą pilnie, aby nie zostały skradzione przez złodziei. Nie zrozumieli jednak, że ten, kto strzeże, przewyższa strzeżonego, a kto stwarza, przewyższa stworzonego. Jeśli bowiem ich bogowie nie są zdolni strzec własnego bezpieczeństwa, w jaki sposób będą w takim razie zdolni zapewnić bezpieczeństwo innym? Wielki więc błąd popełnili Chaldejczycy, czcząc martwe i bezużyteczne posągi.

    3.2. Nie mogę się nadziwić się, o władco, jak ci tzw. ich filozofowie nie byli w stanie pojąć, że same te elementy są przecież zniszczalne. Jeśli więc elementy są zniszczalne i same podlegają prawu natury, jakżeż mogą być bogami? A jeśli same owe elementy nie są bogami, w jaki sposób mogą nimi być posągi uczynione ku ich czci?

    4.1. Przejdźmy teraz, o władco, do samych tych elementów, aby wykazać, że nie są one żadnymi bogami, lecz elementami zniszczalnymi i zmiennymi, powstałymi z niebytu na polecenie prawdziwego Boga, który jest niezniszczalny, niezmienny i niewidzialny. On zaś wszystko widzi i według swojej woli zmienia bądź przekształca. Cóż więc powiem o tych elementach?

    4.2. Otóż, pobłądzili ci, którzy sądzą, że niebo jest bogiem. Widzimy bowiem, iż obraca się ono i porusza według praw natury oraz składa się z licznych elementów — stąd właśnie jego nazwa „wszechświat ”. „Kosmos” natomiast jest dziełem jakiegoś twórcy, a to co zostało uczynione, posiada przecież jakiś początek i cel. Dalej, niebo przecież porusza się wraz ze swoimi ciałami świecącymi według określonych praw natury. Gwiazdy przesuwają się od znaku do znaku w ustalonej kolejności i odległości, niektóre zachodzą, inne zaś wschodzą, wykonując swoją drogę w określonym czasie, aby nastawały po sobie pory roku, jak im to zostało nakazane przez Boga, i aby nie przekroczyły swoich własnych granic wyznaczonych przez niezmienne prawo natury w harmonii z niebieskim wszechświatem. Wynika z tego wyraźnie, że niebo
    nie jest żadnym bogiem, ale dziełem Boga.

    4.3. Podobnie pobłądzili ci, którzy twierdzą, że ziemia jest boginią. Widzimy przecież, że ona sama jest przez ludzi niszczona i zdominowana, uprawiana, mieszana i wykorzystywana. Gdy zostanie spalona staje się martwą; nic bowiem nie wyrośnie na popiele! Z innej strony, gdy jest zbytnio nawodniona, gnije ona sama i jej owoce. Wreszcie jest deptana przez ludzi i inne zwierzęta, plamiona krwią zabitych, przekopywana, wypełniana zmarłymi i służy jako grób ciał. A jeśli tak, to niemożliwe jest, by ziemia była boginią, lecz jest ona dziełem Boga, stworzona do użytku ludzi.

    5.1. Pobłądzili także i ci, którzy myślą, że woda jest boginią. I ona powstała przecież dla użytku ludzi i przez nich jest ujarzmiana, zanieczyszczana, brudzona, zmieniana podczas gotowania i kolorowania, zimno wprowadza ją w stan stały, a krew zaczerwienia, wreszcie jest używana do zmywania wszelkich nieczystości. Z tego właśnie powodu niemożliwe jest, by woda była boginią, lecz jest jedynie dziełem Boga. 5.2. Dalej, pobłądzili również ci, którzy przypuszczają, że ogień jest bogiem, ponieważ został on
    stworzony do użytku ludzkiego. To właśnie ludzie go ujarzmiają, przenoszoną z miejsca na miejsce do gotowania i pieczenia różnego rodzaju mięsa, a nawet do spalania ludzkich zwłok! Ludzie niszczą go i gaszą na wiele sposobów. Z tego powodu również ogień nie może być bogiem, lecz jedynie dziełem Bożym.

    5.3. Błądzą wreszcie i ci, dla których powiew wiatrów jest bogiem. Oczywiste jest przecież dla nas, że jest on poddany komuś innemu, a Bóg stworzył go dla dobra ludzi, by umożliwiał poruszanie się okrętów, dostarczanie żywności i zaspokojenie wielu innych ludzkich potrzeb. To właśnie według nakazu Boga zrywa on się lub cichnie. Z tego właśnie powodu nie można sądzić, że powiew wiatrów jest bogiem, lecz dziełem Boga.

    6.1. Dalej, pozostają w błędzie ci, którzy uważają, że słońce jest bogiem, Widzimy bowiem, że porusza się ono i krąży zgodnie z prawem natury, przechodzi od znaku do znaku, przesuwając się każdego dnia, wschodzi i zachodzi, by ogrzać rośliny i pąki dla pożytku ludzi, dzieląc to z innymi ciałami niebieskimi, jest dużo mniejsze od samego nieba, poddane zaćmieniom i nic posiada żadnej autonomii. Nie można więc sądzić, że słońce jest bogiem, ale że jest dziełem Boga.

    6.2. Mylą się ci, którzy sądzą, że księżyc jest bogiem. Widzimy bowiem, że porusza się i krąży według określonych praw natury, przechodząc od znaku do znaku, wschodzi i zachodzi dla potrzeb ludzi. Mniejszy jest od słońca, ulega powiększeniu i zmniejszeniu, a także zaćmieniu. Nie można więc sądzić, że księżyc jest bogiem, lecz dziełem Boga.

    7.1. Błądzą także ci, którzy uważają, że człowiek jest bogiem, Widzimy przecież, że rodzi się, wzrasta i starzeje się według określonego prawa natury, nawet jeśli tego nie chce. Raz cieszy się, innym razem smuci, potrzebuje pokarmu, napoju i ubrania. Bywa zagniewany, zazdrosny, żądny, zmienny i w ogóle posiada wiele braków. Ginie także na wiele sposobów: z powodu elementów, zwierząt czy też wreszcie z powodu śmierci, która mu ciągle zagraża. Nie jest więc możliwe, aby człowiek był bogiem, gdyż on również jest dziełem Boga.

    7.2. W wielkim więc błędzie pogrążyli się Chaldejczycy, idąc za swoimi żądzami. Oddają oni bowiem boską cześć elementom zniszczalnym i martwym posągom, nie pojmując, że to oni sami uczynili te rzeczy bogami.

    8.1. Przejdźmy teraz do Greków, by zobaczyć, co oni sądzą na temat Boga. Otóż Grecy, którzy uważają się za mądrych, stali się jeszcze bardziej nierozumni od Chaldejczyków, nauczając, że istnieje wielu bogów, płci męskiej i żeńskiej, poddanych różnym namiętnościom, sprawców wszelkich nieprawości.

    8.2. Grecy, o władco, Grecy wymyślili opowiadania śmieszne, głupie i bezbożne, uznając za bogów tych, którzy nimi nie są, według swoich własnych złych pragnień, aby posiadając ich jako obrońców od zła, mogli nadal cudzołożyć, kraść, zabijać czy jeszcze straszniejsze rzeczy czynić. Jeśli bowiem ich bogowie oddają się takim czynom, czyż i oni sami ich nie popełnią? To właśnie z powodu tych błędów ludzie muszą znosić ciągłe wojny, zabójstwa i okrutne niewole.

    9.1. Gdybyśmy tak chcieli wyliczyć ich bogów jednego po drugim, to już sam zauważysz liczne absurdy. Jako najwyższego ze wszystkich przedstawiają oni Kronosa, któremu składają w ofierze swoje dzieci. Spłodził on wiele potomstwa z Rei, a będąc w szale, pożarł własne potomstwo. Mówi się, że Zeus odciął mu genitalia i wrzucił je do morza, skąd, jak głosi mit, narodziła się Afrodyta. Dalej, Zeus związał swego własnego ojca i wrzucił go do Tartaru. Widzisz więc błąd i wyuzdanie, jakie przypisują własnemu bogu! Czyż jest możliwe, by bóg był więziony i kastrowany? Cóż za szaleństwo! Któż rozsądny głosiłby takie poglądy?

    9.2. Jako drugi zostaje przedstawiony Zeus, o którym mówi się, że panował nad pozostałymi ich bogami i przemieniał się w zwierzęta, aby móc cudzołożyć ze śmiertelnymi kobietami. Wymyślili więc, że przemienił się on w byka dla Europy, w złoto dla Danae, w łabędzia dla Ledy, w satyra dla Antiopy i w piorun dla Semele oraz że miał z nimi licznych synów: Dionizosa, Zetosa i Amfiona, Heraklesa, Apollina, Artemidę, Perseusza, Kastora, Helenę, Polideukesa, Minosa, Radamantysa, Sarpedona oraz dziewięć córek, które nazwali Muzami”. W ten sam sposób głoszą również rzeczy dotyczące Ganimedesa.

    9.3. Zdarzyło się, o władco, że ludzie zaczęli naśladować wszystkie te występki i sami stali się cudzołożnikami, homoseksualistami i sprawcami innych strasznych czynów według przykładu ich boga. Jak to jest więc możliwe, by bóg był cudzołożnikiem, homoseksualistą czy też ojcobójcą?

    10.1. Razem z Zeusem uznają za boga również niejakiego Hefajstosa, który jest chromy, używa młotka i szczypców, pracując przy palenisku na swoje utrzymanie. Czyżby czegoś potrzebował? Niemożliwe jest przecież, żeby bóg był chromy albo potrzebował ludzkiej pomocy.

    10.2. Dalej, za boga uważają również pełnego żądz i złodzieja Hermesa, chciwca, oszusta, magika i interpretatora słów. Niemożliwe jest jednak, by ktoś taki był bogiem.

    10.3. Wymyślili potem, że Eskulap jest bogiem medycyny, który przygotowywał lekarstwa lub mieszanki do okładów, by mieć z czego żyć, gdyż poddany był potrzebom, później zaś został rażony piorunem przez Zeusa z powodu Tindara, syna Lacedemona i umarł. Lecz jeśli Eskulap, będąc bogiem, gdy został rażony
    piorunem, nie potrafił sam sobie udzielić pomocy, jakżeż innym przyjdzie z pomocą?

    10.4. Wyznają jeszcze, że istnieje bóg Ares, wojowniczy i zazdrosny, żądny zwierząt i innych dóbr. Gdy natomiast popełnił cudzołóstwo z Afrodytą, został związany przez młodego Erosa i Hefajstosa. Jak mógł być bogiem ktoś pożądliwy i wojowniczy, uwięziony i cudzołożny?

    10.5. Wymyślają dalej, że Dionizos jest bogiem, który brał udział w nocnych świętowaniach i był nauczycielem pijaństwa, uwodził żony bliskich, aż wreszcie oszalał i uciekł, by ostatecznie zostać zamordowanym przez Tytanów. Jeśli więc Dionizos nie mógł samemu sobie przyjść z pomocą, gdy był mordowany i dodatkowo jeszcze był szaleńcem, pijakiem i włóczęgą, jakże mógłby być bogiem? 10.6. O Heraklesie opowiadają natomiast, że był pijakiem i szaleńcem, zamordował własne dzieci, aż wreszcie sam stał się ofiarą ognia i w ten sposób umarł. Jak więc mógłby być bogiem pijak, dzieciobójca i ktoś spalony żywcem? I jak pomoże innym ten, który sam sobie nie potrafił udzielić pomocy?

    11.1. Twierdzą także, że Apollin jest bogiem zazdrosnym, który posługuje się dobrze zarówno łukiem i kołczanem, jak i cytrą czy fletem oraz prorokuje ludziom za drobną opłatą. Czyżby więc czegoś potrzebował? Niemożliwe jest przecież, aby jakiś bóg był biedny, zazdrosny i grał na cytrze”. 11.2. Uznają dalej również Artemidę jako jego siostrę, która jest łowczynią i nosi łuk z kołczanem oraz błąka się samotnie z psami po górach z zamiarem upolowania jelenia lub dzika. Jakże więc będzie boginią kobieta, która jest łowczynią i krąży z psami?

    11.3. Mówią także, że Afrodyta jest boginią cudzołożną. Cudzołożyła bowiem raz z Aresem, innym razem z Anchizesem, a jeszcze innym razem z Adonisem, którego śmierć zresztą opłakuje, poszukując ciągle swego kochanka. Mówią także, iż zeszła aż do Hadesu, aby wykupić Adonisa od Persefony. Czy widziałeś, o władco, większe szaleństwo od tego: uważać za boginię cudzołożnicę, która rozpacza i płacze?

    11.4. Uważają wreszcie za boga Adonisa myśliwego, ofiarę gwałtownej śmierci, który gdy został zraniony przez wieprza, nie potrafił przyjść z pomocą własnemu nieszczęściu. Jakże więc będzie mógł zatroszczyć się o ludzi ten cudzołożnik i łowca, który tak nagle zginął?

    11.7. Wszystkie te brednie i wiele innych podobnego rodzaju jeszcze bardziej haniebnych i złych rozpowszechnili Grecy o swoich bogach, o władco, których nie godzi się opowiadać ani wcale wspominać. Oto dlaczego właśnie ludzie, biorąc przykład od swoich bogów. popełniają wszelką nieprawość, wyuzdanie i bezbożność, zarażając ziemię i niebo ich strasznymi czynami.

    12.1. Egipcjanie, jeszcze bardziej szaleni i nierozumni z nich wszystkich, pobłądzili bardziej niż inne ludy. Nie zadowolili się bowiem bóstwami Chaldejczyków i Greków, lecz sądzili, że bogami są nierozumne zwierzęta ziemskie i wodne, drzewa i rośliny, i zbrukali się wszelkim szaleństwem i wyuzdaniem bardziej
    niż wszystkie inne ludy na ziemi.

    12.2. Na początku więc czcili Izydę, która posiadała brata i męża Ozyrysa zabitego przez swego brata Tyfona. Z tego właśnie powodu Izyda uciekła z Horusem, swoim synem, do Biblos w Syrii, w poszukiwaniu Ozyrysa i gorzko zawodziła, aż Horus podrósł i zabił Tyfona.

    12.3. Z tego wynika, że ani Izyda nie była zdolna wspomóc swego brata i męża, ani też Ozyrys zabity przez Tyfona nie był w stanie sam się obronić, ani wreszcie Tyfon, bratobójca, zabity przez Horusa i Izydę sam nie zdołał uniknąć śmierci. I choć dali się oni poznać na podstawie takich nieszczęść, zostali uznani przez szalonych Egipcjan za bogów.

    12.4. Egipcjanie jednak niezadowoleni ani z tych, ani z bogów innych narodów zaczęli uznawać za bogów nierozumne zwierzęta. Niektórzy z nich czcili bowiem owcę, inni kozła, inni zaś cielę lub świnię, inni kruka lub sokoła czy też sępa lub orła, a inni krokodyla, niektórzy kota, psa, wilka, małpę, węża, żmiję, inni wreszcie cebulę, czosnek, oset lub inne rzeczy stworzone.

    12.5. Nie rozumieją nieszczęśnicy, że wszystkie te istoty nie posiadają żadnej mocy. Widząc, iż owi ich bogowie zostali zjedzeni przez innych ludzi, spaleni, porozrywani i zgnili, nie pojęli, że nie są bogami!

    13.1. Pomylili się więc bardzo Egipcjanie, Chadejczycy i Grecy, uważając takie istoty za bogów, czyniąc ich posągi i ubóstwiając nieme i nieczułe idole. I dziwię się, jak oni, widząc swoich bogów piłowanych i przecinanych przez rzemieślników, okaleczonych, starzejących się z czasem, zniszczonych i wymieszanych, nie pojęli, iż nie są bogami. Jeśli bowiem owi bogowie nie posiadają żadnej władzy nad własnym ratunkiem,  także będą zdolni wziąć w opiekę ludzi?

    13.2-3. Nawet już ich poeci i filozofowie, tzn. Chaldejczyków, Greków i Egipcjan, chcąc uczcić owych bogów swoimi poematami i opowieściami, odkryli jeszcze większy wstyd i ukazali go wszystkim. Jeśli bowiem ciało człowieka, które złożone jest z wielu części, nie odrzuca żadnej z własnych części, lecz zachowuje we wszystkich niepodzielną jedność i w ten sposób pozostaje w harmonii ze sobą, jakże mogłyby istnieć w naturze prawdziwego Boga walka i niezgodność? Gdyby rzeczywiście owi bogowie posiadali tę samą naturę, to nie powinien jeden bóg prześladować drugiego ani zabijać go, ani też czynić mu źle.

    13.4. Lecz jeżeli jedni bogowie byli przez innych bogów prześladowani, zabici, porwani i rażeni piorunem, z tego wynika, że nie posiadają tej samej natury, a ich zamysły są przeciwstawne i wszystkie skłonne do czynienia zła, tak że żaden z nich nie jest bogiem. Jest więc rzeczą oczywistą, o władco, że cała ta teoria o naturze bogów jest błędna.

    13.5. Jakże się to stało, iż mądrzy i wykształceni Grecy nie zrozumieli, że prawodawcy są osądzani właśnie na podstawie swoich praw? Jeżeli więc prawa są sprawiedliwe, wtedy ich bogowie byliby całkowicie niesprawiedliwi, ponieważ czynią rzeczy przeciwne prawu: wzajemne zabijania, trucia, cudzołóstwa, kradzieże i czyny homoseksualne. Jeżeli natomiast dobrze działali, czyniąc takie rzeczy, wtedy należy przyjąć, że prawa są niesprawiedliwe, ustanowione wbrew woli bogów. Prawa jednak są dobre i sprawiedliwe: chwalą dobro i zakazują zła; przeciwne natomiast prawom są czyny ich bogów. Tak więc ich bogowie występują przeciw prawom, a wszyscy, którzy takich bogów czczą, są bezbożnikami i zasługują na śmierć.

    13.6. Jeśli więc historie, które opowiadają o swoich bogach, są opowieściami mitycznymi, nie są one niczym więcej. jak tylko pustymi słowami: jeśli mają natomiast sens rzeczywisty, wtedy istoty, które dopuściły się takich czynów lub znosiły je, nie są bogami; jeśli wreszcie opowieści o nich mają sens przenośny, są niczym więcej, tylko mitami.

    13.7. W ten sposób zostało uzasadnione, o władco, że wszystkie te kulty politeistyczne są wymysłem błędu i zguby. Nie można przecież nazywać bogami istot widzialnych, które same nie widzą; jedynie Niewidzialnego, który wszystko widzi i wszystko stworzył, należy czcić jako Boga.

    14.1. Przejdźmy teraz, o władco, do żydów, by zobaczyć również, co oni sądzą o Bogu. Są oni, to prawda, potomkami Abrahama, Izaaka i Jakuba, którzy udali się do Egiptu.

    14.2. Wyprowadził ich stamtąd Bóg mocną ręką i potężnym ramieniem pod wodzą Mojżesza, ich prawodawcy, a także objawił im swoją moc poprzez liczne znaki i cuda. Lecz oni również zapomnieli i okazali się niewdzięczni, praktykując wiele razy kulty pogańskie oraz zabijając proroków i sprawiedliwych, którzy zostali do nich posłani. Potem, gdy Syn Boży uznał za stosowne przyjść na ziemię, znieważywszy Go, wydali Piłatowi, zarządcy Rzymian, i skazali Go na ukrzyżowanie, nie bacząc wcale na jego dobre dzieła i liczne cuda, których dokonał pośród nich. I idą na zatracenie poprzez swoje własne przestępstwa.

    14.3-4. Czczą oni jeszcze teraz jedynego Wszechmogącego Boga, lecz Go tak naprawdę nie znają. Ponieważ odrzucają Chrystusa, Syna Bożego, są zupełnie podobni do pogan, nawet jeśli w jakiś sposób zdają się przybliżać do prawdy, od której sami się oddalili. Tyle, jeśli chodzi o żydów.

    15.1 Chrześcijanie natomiast biorą swój początek? od Pana Jezusa Chrystusa. Wyznają w Duchu Świętym, że jest On Synem Boga Najwyższego: zstąpił z nieba dla zbawienia ludzi i został zrodzony ze świętej Dziewicy, bez udziału nasienia i nieskażony, przyjął ciało i ukazał się ludziom, aby odstąpili od błędu politeizmu. A po wypełnieniu swego wspaniałego planu zbawienia doświadczył w całej pełni śmierci na krzyżu według największego planu zbawienia; po trzech dniach powrócił do życia i wstąpił do nieba. Chwałę zaś jego przyjścia, o władco, możesz poznać, jeśli będziesz chciał, w tym, które oni nazywają świętym pismem Ewangelii.

    15.2. Miał On dwunastu uczniów. którzy po Jego wniebowstąpieniu wyruszyli do wszystkich zakątków świata i głosili Jego majestat”. [W ten sposób jeden z nich przemierzył nasze rejony, głosząc doktrynę prawdy |. Oto dlaczego właśnie ci, którzy służą nadal sprawiedliwości głoszonej przez nich, nazywani są chrześcijanami.

    15.3. Chrześcijanie są więc tymi, którzy ze wszystkich ludów na ziemi znaleźli prawdę*: uznają bowiem Boga, Twórcę i Stworzyciela wszystkiego przez Syna Jednorodzonego i Ducha Świętego, i oprócz Niego nie czczą żadnego innego boga. Mają przykazania tegoż Pana Jezusa Chrystusa wyryte w sercach i zachowują je, oczekując zmartwychwstania umarłych i życia w przyszłym świecie.

    15.4—6. Nie popełniają cudzołóstwa ani nie uprawiają nierządu, nie składają fałszywego świadectwa, nie pożądają cudzych rzeczy, szanują ojca i matkę, kochają swoich bliźnich, osądzają sprawiedliwie, czego nie chcą, aby im czyniono, tego również i innym nie czynią, pocieszają tych, którzy są niesprawiedliwi wobec nich i uważają ich za swoich przyjaciół, starają się dobrze czynić swoim nieprzyjaciołom, są łagodni i miłosierni, powstrzymują się od wszelkich nieprawych związków i wszelkiej nieczystości, nie pogardzają wdową ani też nie uciskają sieroty; zamożny hojnie wspiera ubogiego, a gdy widzą przybysza, wprowadzają go do swego domu i cieszą się z niego jak z prawdziwego brata. Samych siebie nazywają właśnie braćmi jednak nie według ciała, ale według ducha.

    15.7—8. Są gotowi oddać życie dla Chrystusa: zachowują wiernie Jego przykazania, prowadząc życie święte i sprawiedliwe tak, jak nakazał im Pan Bóg, składają Mu dziękczynienie w każdej chwili za wszelki pokarm i napój, a także za wszelkie inne dobra.

    16.1. Taka oto jest więc droga prawdy, prowadząca tych, którzy ją wyznają, do królestwa niebieskiego obwieszczonego przez Chrystusa w życiu wiecznym.

    16.4. I abyś wiedział, o władco, iż nie mówię tych rzeczy tylko od siebie, pochyl się nad pismami chrześcijan i sam odkryjesz, że nie mówią oni nic oprócz prawdy.

    16.5. Dobrze to zrozumiał Twój syn i słusznie nauczył się czcić Boga żywego i zapewnić sobie zbawienie w życiu przyszłym]. Wielkie i godne podziwu są bowiem rzeczy nauczane i praktykowane przez chrześcijan: nie wypowiadają oni bowiem słów ludzkich, lecz słowa Boga.

    16.6. Inne narody natomiast błądzą i gubią się. gdyż podążając w ciemnościach, zderzają się ze sobą jak ludzie pijani.

    17.1. W tym miejscu kończy się, o władco, moja mowa skierowana do Ciebie, podyktowana prawdą obecną w moim umyśle.

    17.3. Dlatego też niech przestaną Twoi głupi filozofowie wygłaszać bezsensownie mowy przeciw Panu. ponieważ jest rzeczą pożyteczną również dla was czcić Boga Stworzyciela i nastawić ucha do Jego nieśmiertelnych słów, abyście mogli, ratując się od sądu i kar okazać się dziedzicami życia wiecznego.

    18.1. […] że oni sami zostali przedstawieni jako cudzołożnicy, mordercy, gniewni, zazdrośni, żądni, ojcobójcy, bratobójcy, złodzieje, grabieżcy, chromi, ułomni, truciciele i szaleńcy. Niektórzy spośród nich pomarli, inni natomiast zostali rażeni piorunami czy też oddani w niewolę ludziom, jeszcze inni uciekli, zostali zabici lub byli opłakiwani czy wreszcie zamienieni w zwierzęta, by popełniać czyny złe i godne wstydu.

    – „Pierwsi apologeci greccy”, przeł. ks. L. Misiarczyk, opr. ks. J. Naumowicz, Kraków 2004, s. 135-146.

    (opublikowano: 24 listopada 2018 r.)

    Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam…

    ***

    MSZA ŚW. o godz. 11.00

    w kościele św. Piotra (w języku ang.)
    ***

    Msza św. o godz. 19.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png
    https://www.facebook.com/odnowaglasgow
    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji

    ***

    Jeśli Mnie prześladowali i was prześladować będą

    Prymas Polski Stefan Wyszyński podczas internowania w Komańczy
    nowa historia.interia.pl/fot/uwiezienie-prymasa-wyszynskiego

    **

    Codzienny dowód Chrystusowej prawdy widzę w słowach: „Jeśli Mnie prześladowali i was prześladować będą…” Chrystus ukazywał proroczo przyszłość Kościoła. To proroctwo ma swoje dzieje, poczynając od krzyża, łańcuchów Piotrowych, aren cyrkowych, aż do dnia dzisiejszego. Wszyscy niemal czujemy, jak spełnia się w nas.

    Czyż nie jest to pociecha, że na sobie potwierdzamy prawdę słów Chrystusowych? Czyż nie należy cieszyć się z ujawnienia tej prawdy, choćby bardzo… bolało? I ta prawda wyswobadza, choć w tak dotkliwy sposób.

    Chrystus niczego nie mówił bez pokrycia dziejowego. Dwadzieścia wieków Ewangelii jest dodatkowym dowodem jej prawdziwości.

    sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski

     (Zapiski ze Stoczka, 1.07.1954: „Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski. wydawnictwo: Soli Deo, Warszawa 2019).

    ***************************************************************************

    „To wbicie kolejnej włóczni w bok Chrystusa”. profanacja we Francji


    „To wbicie kolejnej włóczni w bok Chrystusa”. Potworna profanacja we Francjifot. Pixabay


    W poniedziałek 10 sierpnia kościół św. Piotra w miejscowości Montendre stał się celem ataku francuskich „laikardów”. Miejscowy biskup ordynariusz ks. Colomb nazwał to wydarzenie „wbiciem kolejnej włóczni w bok Jezusa Chrystusa”. Nic dziwnego, bo profanacja była nie tylko celowa, ale też wyjątkowo dla katolików bolesna.

    Kościół katolicki po raz kolejny stał się obiektem profanacji, ale informacji o tym wydarzeniu i oburzenia próżno szukać w głównych mediach. Mocno to kontrastuje np. z nagłaśnianiem każdego incydentu antysemickiego. W tym samym czasie, w Paryżu okradziono w windzie z zegarka młodego człowieka. Przestępca miał go dodatkowo zwyzywać od „żydów”. Media natychmiast rozpisały się o „oburzającym akcie antysemityzmu”.

    Tymczasem informację o profanacji kościoła znajdujemy na niszowym portalu „catholic17.fr”. Wynika z niej, że kościół Saint-Pierre w Montendre został zbezczeszczony wieczorem 10 sierpnia. Przestępcy wyważyli boczne drzwi. „Celem tych wandali był sam Jezus Chrystus: proboszcz znalazł centralny krzyż roztrzaskany na tysiąc kawałków, a tabernakulum zostało rozprute i wyniesione poza kościół. Cyborium,w którym przechowywano konsekrowane hostie, odnaleziono puste poza kościołem”, opisuje te przerażające fakty diecezja La Rochelle.

    Proboszcz złożył zawiadomienie o przestępstwie na posterunku żandarmerii. Ks. bp Georges Colomb nazwał ten czyn „nowym uderzeniem włóczni w bok Chrystusa, które rani cały Kościół katolicki w Charente-Maritime”. Biskup nie ma wątpliwości, że to „akt czystej nienawiści”.

    Przypomnijmy, że francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych doliczyło się ponad 1000 antychrześcijańskich ataków w 2019 roku. Tylko, że takie czyny nie nabierają ogólnokrajowego rozgłosu. Odwrotnie, niż incydenty związane z innymi religiami.

    BD/POLONIA CHRISTIANA PCh24.pl/2020-08-17

    ******

    Chrześcijaństwo we Francji umiera. Tylko 5 proc. młodych posiada modlitewnik bądź krzyż


    Chrześcijaństwo we Francji umiera. Tylko 5 proc. młodych posiada modlitewnik bądź krzyżfot. Pixabay


    Młodzi Francuzi coraz mniej wiedzą o modlitwach, czy symbolice świąt chrześcijańskich. Badanie IFOP wskazuje, że katolicyzm i jego symbole są niewiele bardziej znane od symboliki… islamu.

    Kultura chrześcijańska we Francji powoli zanika. Takie niepokojące wnioski płyną z ankiety IFOP dla dziennika „Le Monde” na temat kultury chrześcijańskiej wśród Francuzów. Jej wyniki podano 14 sierpnia. Sondaż został przeprowadzony na próbie 1009 osób, którym postawiono takie same pytania jak w roku 1988.

    W ciągu 32 lat wyraźnie zauważalny jest upadek kultury chrześcijańskiej. Według „Le Monde” znacznie mniej Francuzów, zwłaszcza młodych, posiada różaniec bądź ma wiszący na ścianie krucyfiks czy figurkę Matki Bożej.

    Dyrektor działu opinii IFOP Jerome Fourquet wyjaśnia, że ​​„ta kultura jest utrzymywana, ale jednocześnie powstają w niej białe plamy, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

    Zaledwie 26 proc. osób poniżej 35. roku życia wie, o co chodzi z Wniebowstąpieniem Jezusa Chrystusa. Wśród osób po 65. roku taką wiedzę posiada 44 proc. ankietowanych.

    Tylko 5 proc. młodych i 30 proc. starszych posiada modlitewnik.

    W 1988 roku 67 proc. Francuzów znało modlitwę „Ojcze nasz”, a 61 proc. „Zdrowaś Maryjo”. W 2020 roku liczby te gwałtownie spadają. Tylko 56 proc. ankietowanych zna pierwszą modlitwę, a 46 proc. – drugą.

    Wielu zapomniało także o znaczeniu świąt chrześcijańskich. Chociaż większość wie, że Wniebowzięcie NMP przypada 15 sierpnia, to nie wiedzą, o co w tym święcie chodzi. To samo dotyczy Pięćdziesiątnicy. Tylko 13 proc. pytanych jest w stanie podać prawdziwy sens Zesłania Ducha Świętego.

    Według Jerome Fourqueta ten drastyczny spadek można wyjaśnić „globalnym zjawiskiem sekularyzacji społeczeństwa”. – Dla wielu osób znajomość kultury chrześcijańskiej nie jest już przydatna. Stała się językiem obcym, jeśli nie nieznanym, dla dużej części młodszego pokolenia. Niewiele jest też nauczania o kulturze religijnej w edukacji szkolnej i jej programach – podkreśla analityk.

    Ta nieznajomość tradycyjnej kultury przekłada się na konkretne wydarzenia społeczne. Coraz więcej Francuzów nie widzi kontrowersyjności np. aborcji, tzw. homo-małżeństw, czy in vitro dla tzw. par LGBT. To dla nich tematy światopoglądowo i kulturowo neutralne.

    – Wierzący mają świadomość, że pomimo ich sprzeciwu, uchwalane są prawa i ustawy sprzeczne z ich przekonaniami – mówi Fourquet.

    Mają na to coraz mniejszy wpływ. Następuje swoiste sprężenie zwrotne rugowania kultury chrześcijańskiej i coraz mniejszej widoczności katolicyzmu w przestrzeni publicznej z laicyzacją tej sfery. Dodatkowy wpływ na kurczenie się zasięgu chrześcijańskiej kultury ma też obecność coraz bardziej prężnego islamu, który owe „białe plamy” stara się zadrukować.

    Bogdan Dobosz/POLONIA CHRISTIANA PCh24.pl/2020-08-17


     

    Patrzeć na Niego

    reche84/fotoli
    **

    Czy warto modlić się do obrazu? Zapewne każda modlitwa ma być przede wszystkim żywym spotkaniem z Bogiem, spotkaniem serca ludzkiego z sercem Jezusa. Oknem serca są jednak oczy. To przez nie do wnętrza człowieka wchodzą dobre i Boże myśli, to przez nie Bóg może wiele powiedzieć poszukującemu Go człowiekowi. Dobrze więc, gdy modlisz się, patrząc na wyobrażenie Boga. Twoje oczy skupione na obrazie Boga lub na Jego krzyżu łatwiej przenoszą do serca myślenie o Nim. Słowo stało się Ciałem. To, co było zakryte przez wieki dla ludzkich oczu, od czasów narodzin Jezusa stało się widoczne. Prawdziwy Bóg stał się człowiekiem i mogliśmy na Niego patrzeć. Patrzeć na Niego, gdy nauczał w świątyni widzieć Go, gdy odwiedził dom swych przyjaciół w Betanii i wreszcie zobaczyć Go umęczonego i rozpiętego na ramionach krzyża. Bóg w swoim Synu stał się dla nas Bogiem widzialnym. Możemy na Niego patrzeć i uwielbiać Jego oblicze. Patrzenie na Niego pomaga modlitwie. Najlepiej, gdy modlisz się, patrząc na Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Twojej modlitwie znacznie pomożesz, gdy swój wzrok skierujesz na krzyż lub przyklękniesz przed świętą ikoną. Nie można się bać materialnych znaków, jeśli one tylko pomagają ci spotkać żywego Boga. Obraz nie jest Bogiem, ale może ci pomóc spotkać się z Nim.

    Czyń, co widzisz!

    Święta królowa Jadwiga lubiła modlić się przed czarnym krzyżem na Wawelu. Kiedyś, wpatrzona w ciemną postać Ukrzyżowanego, w głębi serca usłyszała od Zbawiciela: „Jadwigo, czyń, co widzisz!”. Od tamtej pory wpatrywanie się w krzyż i ukrzyżowane ciało Jezusa stało się modlitwą Jadwigi. Uczyła się z tego patrzenia miłości do końca, uczyła się przebaczenia wobec grzeszników i przyjmowania cierpienia, uczyła się wrażliwości na ubogich i pracy nad sobą. Spróbuj się modlić jak ona – popatrz na krzyż i pomyśl, czego możesz nauczyć się od Jezusa? W czym powinieneś Go naśladować przez cały dzień, który rozpoczynasz od porannej modlitwy? Noś krzyż na swojej piersi i często chwytaj go, wołając o ratunek. Podczas wieczornej modlitwy przyklęknij przy krzyżu i – patrząc jak On kochał – zapytaj siebie o twoją miłość.

    Królewska pieczęć

    Na swoje codzienne życie przenoś też wszystko, co Bóg mówi ci podczas modlitwy. Zapisane gdzieś Boże słowo, mały obrazek umieszczony w portfelu – one mogą ci pomóc skierować swoje myśli w stronę Boga. Królowa Jadwiga na swoim królewskim pierścieniu kazała wypisać inicjały: „MM”. Były one jednocześnie królewską pieczęcią, odbijaną na najważniejszych dokumentach i decyzjach. Oznaczały dwa imiona sióstr z Betanii Marii i Marty. Miały przypominać Jadwidze o tym, że trzeba w życiu mieć czas na kontemplację i na aktywną służbę. Dla oczu świętej królowej ten mały znak był ciągłym przypominaniem sobie o obowiązkach wobec Jezusa i przyjętym stylu życia.

    Tygodnik NIEDZIELA/19.08.2020

    ******************

    Nieustannie się módlcie!

    fot.Bożena Sztajner/ NIEDZIELA

    **

    Pewien rosyjski wieśniak usłyszał kiedyś w kościele słowa św. Pawła: „nieustannie się módlcie”(1Tes 5,17). Wezwanie to mocno go poruszyło i nie dawało spokoju. Zaczął się zastanawiać nad tym, jak można się modlić nieustannie, skoro każdy człowiek musi przecież normalnie żyć, pracować, zajmować się wieloma doczesnymi sprawami. Postanowił jednak wyruszyć w drogę, aby słuchając doświadczonych ludzi, nauczyć się takiej postawy serca, która jest nieustanną modlitwą do Pana. Odkrył najpierw proste słowa modlitwy Jezusowej: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”, a potem zrozumiał, że chodzi w niej o przejście od ust do serca. Jego doświadczenia zostały opisane w znakomitej książce „Droga Pielgrzyma”. Jest w niej dużo ważnych pouczeń, z których zwróćmy uwagę tylko na niektóre.

    Modlitwa to umysł i serce zanurzone w miłości Boga!

    Modlitwa nie może być błyskotliwym ćwiczeniem umysłu, bo szybko zamieni się w bezowocne debaty z Panem Bogiem. Skomplikowane formuły dogmatyczne i troska o dobór wielu mądrych słów mogą zatrzymać modlitwę na poziomie umysłu i nie pozwolić jej przenieść się na poziom serca. Z kolei, gdyby modlitwa angażowała tylko nasze serce, szukalibyśmy w niej samych emocji i odczuć. Jezusowa modlitwa to połączenie nieustannego powtarzania przez nasz umysł podstawowej prawdy o tym, że Jezus jest naszym Panem, a my, grzesznicy, potrzebujemy Jego zmiłowania z pragnieniem serca. Wspomniany pielgrzym podczas wędrówki kilka tysięcy razy dziennie powtarzał to krótkie zdanie i po wielu dniach takich ćwiczeń i dyscypliny nagle zauważył, że stała się ona prawdziwym towarzyszem jego podróży, tak, że mógł wyznać: „miałem wrażenie, jakby moje serce, bijąc tak jak zwykle, zaczęło z każdym uderzeniem odmawiać słowa modlitwy. Przestałem mówić ustami i zacząłem uważnie słuchać tego, co mówi serce”.

    Nawet gdy ty nie słyszysz słów swojej modlitwy, słyszy je diabeł i boi się imienia Jezus!

    Żeby modlitwa z umysłu przeniosła się na poziom serca, człowiek musi po prostu dużo się modlić. Kiedy modlitwa stanie się stałym elementem każdego dnia, to po fazie zewnętrznych doznań będzie przeżyciem bardzo głębokim. Nie ma innej drogi do modlitwy serca, jak długie i systematyczne praktykowanie modlitwy. Droga do serca wiedzie przez ćwiczenia i próby. Ćwiczenia to systematyczność i wytrwałość w modlitwie. Próby to cierpliwe modlenie się nawet wtedy, gdy człowiek nic nie czuje i nie wie nawet, co mówi na modlitwie. Rosyjski pielgrzym usłyszał ważną radę od jednego ze swoich rozmówców: nawet wtedy, gdy wypowiadasz słowa modlitwy i jesteś tak rozproszony lub zmęczony, że nie rozumiesz tego, co mówisz, módl się dalej, bo jeśli nawet ty sam nie słyszysz słów swojej modlitwy, to słyszy je diabeł i boi się uderzyć w ciebie, bo diabeł boi się samego imienia Jezus, które wypowiadasz!

    Tygodnik NIEDZIELA/Nr 34.2020

    ******************

    Smutek kochającego serca

    Istnieje smutek serca, noszony w nim ból, gdy ktoś najbliższy oddala się od tego, za co warto żyć i umierać: syn przestał chodzić do kościoła, córka odmawia zapisania dzieci na religię, młodzi mieszkają bez ślubu.

    Nie pomagają rozmowy, zachęty, łzy, prośby. „Gdzie popełniliśmy błąd?”. Podobne uczucie towarzyszy Apostołowi Narodów. Po spotkaniu Chrystusa Zmartwychwstałego, po słowach: „Odwagi, Pawle. Wystarczy ci mojej łaski”, dla tego dawnego faryzejskiego fanatyka wszystko się zmieniło, wypełniło się sensem i miłością. Odtąd to, co robił i myślał, było przeniknięte światłem: „Dla mnie żyć to Chrystus!”. Nie mógł zrozumieć, czemu jego współbracia z narodu wybranego, ludzie co dnia wyczekujący Bożej odpowiedzi, kiedy ona nadeszła, wcale jej nie chcą. Pamiętał piękne passusy z Pisma Świętego: „Cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11,26), Bóg kocha Izraela „miłością wieczną” (Jer 31,2). Dlaczego po wiekach obcowania z Bogiem i ufania Jego obietnicom nie chcą przyjąć miłości Bożej przychodzącej z udręczonym Mesjaszem? Skąd tylu ludzi zgubionych? Czy miłość Boga na tak niewiele się im przyda?

    Paweł idzie śladami Mojżesza, który wyrażał przed Bogiem ogromny żal pod górą Synaj: „Oto niestety lud ten dopuścił się wielkiego grzechu, gdyż uczynił sobie boga ze złota. Przebacz jednak im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mię natychmiast z Twej księgi, którą napisałeś” (Wj 32,31-32). Każde odstępstwo sprawia cierpienie sercu kochającemu: „Jeśli pięciu twoich synów byłoby wiernych, dwóch zaś nie, to czyż nie wołałbyś: Biada mi, bo niewierni są moi synowie?”. Izrael został bardziej od innych obdarowany i wyróżniony: zaskarbił sobie Boże dziecięctwo, widział Szekinę – pełną chwały obecność Bożą w słupie ognia na pustyni i obłoku wypełniającym przybytek, przymierza, Torę, czyli konstytucję wybraństwa, obrzędy w świątyni, obietnice, ojców pełnych wiary, a zwłaszcza Mesjasza, który mówi tym samym językiem i w którego żyłach płynie ta sama krew…

    Ów „wielki smutek i nieustanny ból” trudno udźwignąć. Pewien ojciec postanowił nie jeść mięsa i nie pić alkoholu w intencji córki żyjącej z mężczyzną bez ślubu. „Tato, czemu nie jesz?” – pytała go nieraz. „Ty wiesz czemu” – odpowiadał, głęboko patrząc dziecku w oczy. Mądrzy rodzice i nauczyciele walczą postem i koronkami, Nowenną Pompejańską i wyrzeczeniem, bo nigdy się nie pogodzą z tym, że ich ukochani mijają się z prawdziwym życiem. •

    ks. Robert Skrzypczak/Gość Niedzielny 32/2020

    ************************************************************************

    Abp Henryk Hoser SAC:

    Żyjemy w epoce postmodernizmu.

    Próbuje się stworzyć „nowego człowieka”

    Abp Henryk Hoser: żyjemy w epoce postmodernizmu. Próbuje się stworzyć „nowego człowieka”

    fot: Krystian Maj/FORUM


    – Żyjemy w epoce postmodernizmu, która odchodzi od racjonalizmu i kieruje się różnymi ideologiami mającymi neomarksistowskie korzenie. To tworzenie nowoczesnego człowieka, który ma być pozbawiony tożsamości i pamięci historycznej – powiedział w rozmowie z tygodnikiem „Niedziela” abp Henryk Hoser.

    Wywiad z abp. przeprowadzono z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej. – To był potrójny cud – jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działań militarnych. Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej zawdzięczamy ogromnej mobilizacji całego społeczeństwa, które szturmowało niebo i odpowiedziało na apel biskupów, aby stanąć w obronie ojczyzny – podkreślił duchowny.

    – Uczestnikom Bitwy Warszawskiej, jak relacjonowali bolszewiccy jeńcy, objawiła się Matka Boża. W nocy widzieli wielką postać Maryi na tle stolicy, która ochraniała płaszczem Warszawę, a wystrzeliwane w Jej kierunku pociski odbijały się. Od tego momentu nastąpił przełom w Bitwie Warszawskiej – podkreślił abp Hoser.

    Abp Hoser zapytany o to, jak się bronić przed współczesnymi ideologiami będące de facto „przepoczwarzeniami komunizmu”, które uderzają w życie i rodzinę, odpowiedział: „Żyjemy w epoce postmodernizmu, która odchodzi od racjonalizmu i kieruje się różnymi ideologiami mającymi neomarksistowskie korzenie. To tworzenie nowoczesnego człowieka, który ma być pozbawiony tożsamości i pamięci historycznej. Widać dziś dewaloryzację człowieka, zwłaszcza słabego i bezbronnego. Potrzeba dziś wrócić do dobrze pojętej antropologii, która bierze pod uwagę nie tylko ciało, ale i duszę. Zauważmy, że zwycięstwem bolszewizmu okazał się pakt Ribbentrop-Mołotow i czwarty rozbiór naszego kraju, który został podzielony przez ateistycznych przywódców. Bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację, a jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie”.

    Niedziela.pl, polskieradio24.pl

    *******

    „Zaadoptuj nieprzyjaciela Kościoła”

    Akcja Męskiego Różańca polegająca na tym, aby każdego dnia – od 15 sierpnia do 24 grudnia 2020 r. – podjąć modlitwę w intencji nieprzyjaciela Kościoła, którego podczas modlitwy wybierze sam Chrystus, o jego nawrócenie i powrót lub wejście na drogę Zbawienia. Akcja jest odpowiedzią na wrogie akty wobec Kościoła Katolickiego w Polsce i na świecie, a także katolików, którzy stają w obronie wartości chrześcijańskich.

    Codzienna modlitwa w intencji tej osoby to:

    1. koronka do Bożego Miłosierdzia

    2. oraz modlitw św. Maksymiliana Kolbe: „O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta…”

    Twoje TAK może uratować świat – Zaadoptuj wroga Kościoła!

    Opublikowano 10 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    ***************************************************************************

    Zaproszenie na rekolekcje przygotowujące do spowiedzi generalnej

    Opublikowano 19 sierpnia 2020by wobroniewiary

    W samotności, w oderwaniu od rzeczy tego świata, na Górze Karmel, masz możliwość zapałać żarliwością o ratunek dla duszy, zbawienie siebie i innych. Możesz przywdziać zbroję duchową i rozpocząć nową walkę – o zdobycie niebieskiego Jeruzalem. Podążając za przykładem Jezusa, Ojców Pustyni i pierwszych eremitów z Góry Karmel, masz możliwość w ciszy i modlitwie trwać z Ojcem. Pan wyprowadza nas na pustynię, by przemieniać nasze serca „ Bóg sam wystarcza”.


    Zapraszamy na rekolekcje:
    Konferencje i wykłady przygotowujące do Spowiedzi Generalnej z całego życia oraz przyjęcie Pana Jezusa, jako jedynego Pana i Zbawiciela.

    Miejsce:
    Konwent pod wezwaniem Św. Eliasza Proroka (karmelici Bosi) w Czernej. Teren położony w Archidjecezji Krakowskiej. To ulubione miejsce wyciszenia św. Jana Pawła II. Do dyspozycji uczestników rekolekcji są: biblioteka, oratorium, sale skupienia, trzy kaplice, kościół.


    Kolejne terminy to:

    1) 28 września – 3 października
    2) 12 -16 października

    Rezerwacje i zapisy na rekolekcje: https://rekolekcje.kubogu.com.pl/

    Pytania dotyczące szczegółów rekolekcji i programu: kuBogu@kuBogu.com.pl

    ************************************************************************

    25 MARCA JEST NARODOWYM DNIEM ŻYCIA, ale każdego dnia można podjąć decyzję

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Obecnym czasie, który jest szczególny, można składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI“:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    **

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna KAI

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    Opublikowano 21 sierpnia 2020by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************

    Abp Tadeusz Wojda na Jasnej Górze: od Maryi uczymy się czuwania

    Jesteśmy tu na Jasnej Górze, aby od Maryi uczyć się czuwania, aby za Jej przykładem w czuwaniu zbliżać się do Jezusa i przyjmować Go każdego dnia w swoim życiu – powiedział abp Tadeusz Wojda, metropolita białostocki, w homilii Mszy Świętej rozpoczynającej 386. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski w Bazylice Jasnogórskiej.

    W swojej homilii abp Wojda nawiązał słów Apelu Jasnogórskiego „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam” i wyjaśnił, jakie znaczenia ma słowo czuwać. „Chodzi o to, aby treścią tych słów rzeczywiście żyć, to znaczy czuwać, czuwać z Maryją w oczekiwaniu na ponowne przyjście Chrystusa, na ostateczne z Nim spotkanie” – powiedział.

    Metropolita białostocki zauważył, że pragnienie czuwania powinno wypływać ze świadomości celu naszego ludzkiego życia, którym jest ostateczne spotkanie z Bogiem. „Na to spotkanie nie można iść nieprzygotowanym. Smuci tym bardziej postawa tych, którzy myślą inaczej i niewiele lub nic nie robią, aby się do niego należycie przygotować. Są nierozsądni i lekceważą wezwanie do czuwania” – podkreślił.

    Abp Wojda stwierdził, że każda forma czuwania rozpoczyna się w nas samych, w naszym sumieniu i przypomniał słowa skierowane do młodzieży przez św. Jana Pawła II podczas Apelu Jasnogórskiego w 14 sierpnia 1991: „Co to znaczy: czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie.”

    „W to czuwanie wpisuje się również obecne zebranie Konferencji Episkopatu, a więc spotkanie pasterzy Kościoła w Polsce, aby wspólnie zastanawiać się jak owo ewangeliczne czuwanie zamieniać w pasterską posługę, aby cała wspólnota Kościoła w Polsce mogła zdążać drogą ku wieczności” – podkreślił metropolita białostocki.

    Konferencja Episkopatu Polski

    pełny tekst homilii:

    Czuwajcie, bo nie wiecie ani dnia, ani godziny!

    Eminencjo,

    Czcigodni Bracia w Biskupstwie,

    Drodzy Kapłani, Siostry Zakonne,

    Siostry i Bracia!

    Każdy przystanek w tym Jasnogórskim Sanktuarium, przed obliczem naszej ukochanej Matki i Królowej, staje się głębokim przeżyciem duchowym. Dzieje się tak, bo głęboka i wielowiekowa jest z Nią nasza więź duchowa. Maryja na stałe wpisała się w naszą historię, ale też i w naszą kulturę, architekturę, malarstwo, w naszą polską duchowość i w nasze chrześcijańskie życie. Słusznie napisał kiedyś Henryk Sienkiewicz: „Weszła w każdą dziedzinę naszego życia tak bardzo, że Jej wpływom i działaniu zawdzięczamy tężyznę moralna naszych rodzin.”

    Kiedy więc stajemy przed obliczem naszej Matki i Królowej, z naszego serca wyrywają się słowa: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”.

    Chcemy, by te słowa były wypowiadane nie tylko ustami, lecz sercem. Chodzi o to, aby treścią tych słów rzeczywiście żyć, to znaczy czuwać, czuwać z Maryją w oczekiwaniu na ponowne przyjście Chrystusa, na ostateczne z Nim spotkanie.

    Pragnienie czuwania powinno wypływać ze świadomości celu naszego ludzkiego życia, którym jest ostateczne spotkanie z Bogiem. Na to spotkanie nie można iść nieprzygotowanym. Smuci tym bardziej postawa tych, którzy myślą inaczej i niewiele lub nic nie robią, aby się do niego należycie przygotować. Są nierozsądni i lekceważą wezwanie do czuwania.

    Jezus przestrzega i przypomina, że ostateczne spotkanie człowieka z Bogiem jest pewne, niepewny jest tylko czas w którym to nastąpi. Skądinąd wiemy, że nie rzadko to spotkanie przychodzi w momencie najmniej oczekiwanym przez człowieka: nagła śmierć, tragiczny przypadek czy wypadek, choroba…. Czas epidemii pokazał najlepiej, jak bardzo kruche i słabe jest ludzkie życie. Wirus, o mikroskopijnych wymiarach, potrafi zebrać tragicznie obfity plon z ludzkich istnień przy całkowitej bezradności medycyna. Śmierć, jak ktoś powiedział, jest rzeczywistością o wiele bardziej pewną niż samo życie. Stąd Jezusowe: „Czuwajcie bo nie wiecie ani dnia, ani godziny”.

    Człowiek rozsądny i mądry, a powinien nim być każdy, bo takim go stworzył Bóg, powinien więc czuwać. To czuwanie jednak nie ogranicza się tylko do postawy modlitewnej, lecz jest wewnętrznym stanem i troską w szerszym tego słowa znaczeniu.

    Czuwamy zatem, gdy zwracamy swoje serca ku Bogu, gdy uważnie wsłuchujemy się w głos Boży, gdy podejmujemy wysiłek zmierzania drogą naznaczoną nam przez Boga i wytyczoną Jego Przykazaniami.

    Czuwamy gdy troszczymy się o depozyt wiary i o jego przekazywanie innym, a także o obecność Boga w tym świecie.

    Czuwamy również, gdy zatroskani jesteśmy o drugiego człowieka, o jego dobro duchowe i ludzie, o jego drogę wiary; Krótko mówiąc o jego zbawienie.

    Czuwamy wreszcie, gdy przedmiotem naszego zatroskania jest dobro dzieła stworzonego przez Boga, a więc ziemi, przyrody, naszego otoczenia, klimatu…, jak podkreśla papież Franciszek w Laudato si.

    Każda forma czuwania rozpoczyna się w nas samych, w naszym sumieniu. Mówił o tym do młodzieży św. Jan Paweł II podczas Apelu Jasnogórskiego w 14 sierpnia 1991. Zachęcając młodych, do czuwania, zapytał: „Co to znaczy: czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie.”

    Prawe sumienie sprawia, że za przykładem gospodarza z dzisiejszej Ewangelii, człowiek czuwa, aby złodziej nie zakradł się ani do domu jego własnego ani innych życia. Złodziej, jak przestrzega Jezus, czyha nieustannie. Stara się najpierw uśpić czujność człowieka, a gdy mu się to uda, wykrada z jego serca Boże skarby. Pojawia się o różnych porach dnia i posługuje się przewrotną taktyką. Wmawia, że nie warto się zbytnio niczym przejmować, że wolność człowieka jest największym dobrem, z którego powinien skorzystać zgodnie z własnym przekonaniem bez względu na Boga. „Usprawiedliwia” z grzechu nawet ciężkiego, przekonując, że to nic poważnego lub że to tylko niewielka słabość, która niczego nie przekreśla. Przewrotnie podpowiada, że w imię postępu i zdobyczy cywilizacyjnych człowiek ma prawo do zmieniania nawet prawa naturalnego i odwiecznego porządku moralnego, lub do bezkrytycznego korzystania z przyjemności tego świata, dobrobytu, że wreszcie bezpieczeństwo człowieka powinno opartego na nagromadzonych dobrach materialnych, a nie na nadziei pochodzącej od Boga. Przewrotny jest złodziej i zrobi wszystko, aby człowieka wyrwać z czuwania i odwrócił się od Boga.

    Doświadczamy tego nieustannie, podobnie jak to było w przypadku Koryntian, którym, jak słyszeliśmy z pierwszego Czytania, św. Paweł przypominał zasadniczą prawdę: „Zostaliście uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, co na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Zachęcając zaś ich do czuwania, dodaje: „On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

    Słów Apostoła Narodów nie można lekceważyć. Są one fundamentem naszej wiary, która pozwala kroczyć z nadzieją pośród trudności i zakus tego świata. Jesteśmy mocni dlatego, że tworzymy jedną wspólnotę wokół Jezusa Chrystusa, i że to On sam nas umacnia i prowadzi na spotkanie w dzień Pana.

    W to czuwanie wpisuje się również obecne zebranie Konferencji Episkopatu, a więc spotkanie pasterzy Kościoła w Polsce, aby wspólnie zastanawiać się jak owo ewangeliczne czuwanie zamieniać w pasterską posługę, aby cała wspólnota Kościoła w Polsce mogła zdążać drogą ku wieczności. Motywują nas do tego również słowa św. Jana Pawła II, który kiedyś powiedział: „Być pasterzem owczarni znaczy czuwać, aby zwierzę drapieżne nie weszło do trzody. Być pasterzem dusz znaczy czuwać, aby nie były wprowadzane w błąd i usidlane i nie błąkały się, utraciwszy żywotny kontakt ze źródłem miłości i prawdy. Być pasterzem dusz znaczy wreszcie zaufać: zaufać nade wszystko Temu, który swoją krwią nabył boskie prawo do tych dusz nieśmiertelnych”.

    Jesteśmy tu na Jasnej Górze, aby od Maryi uczyć się czuwania, aby za Jej przykładem w czuwaniu zbliżać się do Jezusa i przyjmować Go każdego dnia w swoim życiu. Wraz z Jezusem Maryja daje nam prawdziwą nadzieję i pewny fundament naszego życia i naszej wiary. Trzyma Go w swoich ramionach, gotowa nam Go powierzyć.

    Zaufajmy Jej, aby wypowiadane z całą świadomością „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”, było czuwaniem z Jej Synem Jezusem Chrystusem w drodze ku wieczności ! Amen.

    Tygodnik NIEDZIELA/27.08.2020

    ***************************************************************************

    piątek – 21 sierpnia

    Św. Pius X – papież przyjaźni

    „Od przyjaźni z Jezusem zależy Wasze szczęście” – powiedział Papież Benedykt XVI podczas jednej ze swoich audiencji środowych. Zdanie to można odnieść do św. Piusa X, którego wspomnienie obchodzimy 21 sierpnia. 

    z Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych/pl.wikipedia.org

    **

    Józef Melchior Sarto – bo tak brzmi jego imię i nazwisko – urodził się 2 czerwca 1835 r. we Włoszech. Pochodził z wielodzietnej rodziny. Ojciec jego był listonoszem, a matka krawcową. W domu rodzinnym panował duch modlitwy i wzajemnej miłości. Pomimo ciężkiej sytuacji materialnej rodzina nigdy nie traciła nadziei. Właśnie w takich sytuacjach rodzice wskazywali swoim dzieciom, że największą wartością w życiu jest Bóg, że to właśnie od przyjaźni z Nim zależy szczęście każdego człowieka. Młody Józef był człowiekiem bardzo zdolnym i sumiennym, dlatego też patriarcha Wenecji ufundował mu stypendium w seminarium w Padwie. Zwieńczeniem studiów i formacji seminaryjnej było przyjęcie przez Józefa święceń kapłańskich 18 września 1858 r. Jako kapłan odznaczał się miłością do wszystkich, których spotykał na swojej drodze. Szczególnie bliscy jego sercu byli ludzie samotni i ubodzy. Im poświęcał dużo swojego czasu, ale też odznaczał się dużymi zdolnościami kaznodziejskimi, które wykorzystywał podczas katechizacji dzieci.

    Praca duszpasterska dawała mu wiele radości i satysfakcji, jednak Opatrzność Boża wyznaczyła przed nim kolejne zadania. W 1884 r. został mianowany biskupem Mantui, a następnie patriarchą Wenecji i kardynałem. Swoje obowiązki jako pasterz diecezji wykonywał z ogromnym zapałem i miłością. Troszczył się o wiernych powierzonych jego opiece. Jego serce było zawsze blisko przyszłych kapłanów, bo od nich – jak sam mówił – zależy zbliżanie się człowieka do Boga. Jego całe życie było przeniknięte Bogiem i odpowiedzialnością za swoją owczarnię.

    „Ty jesteś Piotr, czyli skała, i na tej skale zbuduję mój Kościół…” – te słowa kardynał Sarto usłyszał od Chrystusa 3 sierpnia 1903 r., kiedy to głosami kardynałów został wybrany papieżem. W duchu odpowiedzialności i miłości przyjął obowiązki pasterza całego Kościoła. Myślą przewodnią jego pontyfikatu były słowa „Odnowić wszystko w Chrystusie”. W pierwszym roku swego pasterzowania wydał encyklikę Pascendi Domini Gregis i zajął się reformą prawa kanonicznego, którą dokończył papież Benedykt XV. W 1905 r. ukazał się Katechizm Piusa X, mówiący o nauczaniu dzieci prawd wiary. Konsekwencją tego katechizmu było wprowadzenie przez Piusa X komunii św. dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym – było to novum dla całego Kościoła powszechnego.
    Papież Pius X zmarł 20 sierpnia 1914 r. w Rzymie. Umierając, powiedział do zgromadzonych przy nim kardynałów: „Poddaję się całkowicie”. W roku 1954 papież Pius XII wyniósł go do chwały ołtarzy, ustalając jego wspomnienie na 21 sierpnia.

    „Papież dzieci” – tak jest nazywany papież Pius X – pragnął, aby one jak najszybciej spotkały się z Jezusem Chrystusem w Eucharystii. Dobrze wiedział – co przypominał Papież Benedykt XVI – “że szczęście każdego człowieka nie zależy od wieku, pochodzenia i innych uwarunkowań, lecz od przyjaźni z Jezusem Chrystusem – Najwierniejszym Przyjacielem”.

    Niedziela płocka 34/2006
     ks. Kamil Stawiski

    ***

    Msza św.

    Eucharist

    czwartek, 20 sierpnia XX tygodnia zwykłego

    wspomnienie św. Bernarda, opata i Doktora Kościoła

    wikipedia.org

    **

    20 sierpnia Kościół katolicki wspomina św. Bernarda z Clairvaux, opata i doktora Kościoła, który urodził się w roku 1090 w pobliżu Dijon.

    Pochodził z burgundzkiej szlachty, która nigdy nie mogła poszczycić się umiarkowaniem. Był urodziwy, inteligentny, utalentowany i dlatego, co sobie doskonale uświadamiał, z łatwością mógł popaść w niemoralne życie, jak tylu ludzi jego wieku i stanu. Powszechnie wierzono wówczas, iż celem chrześcijanina jest zbawienie duszy a nie polityczne reformy. Najlepszą ku temu drogą była modlitwa i pokuta. Toteż, gdy postanowił zostać duchownym, zdecydował się na całkowite odosobnienie w zakonie. Zdecydował się na najsurowszy ze wszystkich, ściśle zamknięty i prowadzony przez Anglika (późniejszego św. Stefana) zakon w Citeaux. Siłą swej osobowości pociągnął za sobą 31 towarzyszy, w tym wuja i czterech braci. W roku 1112 wraz z towarzyszami wstąpił do klasztoru Citeaux i szybko zyskał zaufanie opata Stefana Hardinga. Ten posłał go po trzech latach razem z 12 towarzyszami do nowo założonego klasztoru w dolinie budzącej lęk z powodu ponurego nastroju i złej sławy – miała to być kryjówka zbójców. Bernard nadał jej nazwę Clairvaux – Jasna Dolina. Klasztor przyjął za jego życia 700-800 członków. Sam św. Bernard powołał do życia około 70 klasztorów filialnych. Sam pozostał opatem w Clairvaux do swojej śmierci 20 sierpnia 1153 r. Znany jest jako jeden z największych piewców Matki Bożej. Już w roku 1174 został kanonizowany, a w 1830 otrzymał godność doktora Kościoła.

    Św. Bernard, wielka postać średniowiecza, wywarł ogromny, trwały wpływ na losy świata i Kościoła, ingerując w spory teologiczne i rozstrzygając spory wewnątrzzakonne. Ze względu na wspaniały dar wymowy nazwano go doktorem miodopłynnym. To potężny głos XII w. Krzyżowiec, asceta, bicz na heretyków, ukazuje się jako postać bynajmniej nie budząca sympatii. Może dlatego, że głosił wojnę, a fakt, że w jego oczach była to wojna święta, nie przydał jego misji szczególnego blasku. Ale trzeba się przenieść w klimat ówczesnej epoki, aby zrozumieć, dlaczego właśnie jego żarliwość mogła rozpalić narody Zachodu.

    W tamtym czasie w sercu chrześcijaństwa – Rzymie ujawniał się brak jedności. Gdy w roku 1130 umarł papież Honoriusz II, skłóceni między sobą kardynałowie wybrali równocześnie Anakleta II i Innocentego II. Groziło to poważnymi następstwami, formalną schizmą. Temu niebezpieczeństwu zaradził jednak św. Bernard, który cieszył się tak wielkim autorytetem, że nazywano go “kolumną Kościoła”. Uczestnicy synodu w Etampes wezwali św. Bernarda, aby rozstrzygnął, który z dwóch został poprawnie wybrany. Opowiedział się za Innocentym II, któremu też udzielił osobistego poparcia, co doprowadziło do tego, że powszechnie został uznany za papieża.

    Piękną działalność św. Bernard prowadził również na arenie politycznej, jednocząc zwaśnionych. I tak w roku 1133 podjął negocjacje pomiędzy Cesarstwem i miastami włoskimi. Po raz pierwszy wówczas znalazł się w Stolicy chrześcijaństwa. Spełniając potem życzenie papieża udał się na sejm do Bambergii. Wypada podkreślić, że te podróże były okazją do wyrażenia przez wszystkich uznania wobec jego osoby i dzieła, które podejmował. Na drogach oczekiwały go tłumy i zawsze mu towarzyszyły. Mimo zaś podejmowania tylu absorbujących czynności Bernard był stale skupiony i mistycznie zjednoczony z Bogiem. Tu było źródło jego mądrości i mocy działania.

    W roku 1145 papieżem został Eugeniusz III, uczeń Bernarda. Wciągnęło to jeszcze bardziej świętego w życie papiestwa i Kościoła. Zwłaszcza że czasy nadeszły nie najlepsze. Wszystko wskazywało na to, że zagrożone jest istnienie cywilizacji chrześcijańskiej. Islam bowiem zwycięsko panoszył się na Wschodzie i parł ku Zachodowi. W dzień Bożego Narodzenia roku 1144 Turcy zajęli Edessę, pierwsze państwo krzyżowców, wchodzące w skład czterech “księstw łacińskiego Królestwa Jerozolimy”. Groźba zagłady całego państwa krzyżowców spowodowała szok na Zachodzie. Wówczas papież ogłosił bullę nawołującą do zorganizowania krucjaty. Fakt, że doszła ona do skutku, jest jednak wyłączną zasługą opata Bernarda z Clairvaux oraz jego daru przekonywania. Swoją wymową poruszył góry, wstrząsnął też całym kontynentem, wskutek czego wiosną 1147 r. na II wyprawę krzyżową wyruszył król francuski Ludwik VII oraz król niemiecki Konrad III. Jednak chyba Bóg nie pochwalał tej wojny, gdyż była ona jednym z największych nieszczęść tamtych czasów. Królowie Niemiec i Francji po nieudanych walkach z muzułmanami musieli opuścić Ziemię Świętą w poczuciu zawodu i goryczy. Ta klęska spowodowała ciężki kryzys Bernarda.

    Posiadał niesamowitą siłę wymowy, co powodowało masowy napływ mężczyzn do jego klasztorów. Jak pisze jeden z jego hagiografów, matki lękały się o swoich synów, żony o mężów, aby tylko nie ulegli wpływowi tego nieodpartego głosu i spojrzenia. I nie zrażała ich ostra reguła, jaką później jako opat wprowadził do swoich klasztorów. A była ona tak bardzo surową, że w końcu nie chcąc, aby mnisi pomarli od umartwień i z przepracowania, musiał ją złagodzić.

    Wszystkie klasztory budował na cześć Matki Bożej, której był wielkim czcicielem. W statutach zakonu cystersów czytamy: “Wszystkie nasze klasztory winny być budowane na cześć Królowej Niebios i ziemi” . Troszczył się o to, aby klasztory cystersów były coraz liczniejsze. Dzięki jego zabiegom zakon cystersów rozszerzył się szybko w całej Francji, a następnie w krajach sąsiednich. Kiedy Bernard odchodził do wieczności, w Europie było około 300 nowych fundacji klasztornych. Wśród nich znalazła się fundacja w Jędrzejowie.

    I jeszcze jedno. Bernard był słabego, wątłego zdrowia. Ujawniło się to już wkrótce po przyjęciu święceń kapłańskich. Podjęte leczenie nie przyniosło oczekiwanej poprawy, ale przysporzyło nowych cierpień. A jednak właśnie jemu, człowiekowi słabego zdrowia, Opatrzność Boża wyznaczyła tak niezwykłą misję w dziejach Kościoła. Zmarł 20 sierpnia 1153 r. przeżywszy 63 lata. Patronuje zakonowi cystersów, pszczelarzom. Jest także orędownikiem w czasie klęsk żywiołowych, epidemii zwierząt oraz broni przed opętaniem. Przedstawiany jest w stroju cysterskim i u stóp z trzema infułami, których noszenia odmówił.

    ks. Paweł Staniszewski/Tygodnik NIEDZIELA/33/2001

    ***

    Św. Bernard jako jeden z największych piewców Matki Bożej napisał wiele wspaniałych modlitw. Oto jedna z nich:

    „W niebezpieczeństwach, w niedostatkach, w niepewnościach myśl o Maryi, przyzywaj Maryję. Niech Ona nigdy nie schodzi z twoich ust, niech nie opuszcza nigdy twego serca, a żeby Jej modlitwa była ci pomocna, nigdy nie zapominaj przykładu Jej życia. Postępując z Nią, nie zbłądzisz; modląc się do Niej, unikniesz rozpaczy, myśląc o Niej, nie zboczysz z drogi. Gdy Ona cię wspierać będzie, nie upadniesz; gdy opiekować się tobą będzie, nie zlękniesz się; gdy przewodniczyć tobie będzie, nie doznasz znużenia; gdy łaskawa dla ciebie będzie, dojdziesz do celu”.

    Bartolomé Esteban Murillo "Wizja św. Bernarda", olej na płótnie, ok. 1655 r. Muzeum Prado, Madryt
    Bartolomé Esteban Murillo “Wizja św. Bernarda”, olej na płótnie, ok. 1655 r. Muzeum Prado, Madryt

    *****************

    środa, 19 sierpnia XX tygodnia zwykłego

    wspomnienie św. Jana Eudesa, kapłana

    JOHNEUDESPublic Domain

    **

    Św. Jan Eudes, kapłan, urodził się w 1601 roku w rodzinie wieśniaków, w Ry (Normandia). Mając 22 lata wstąpił do oratorianów. W dwa lata później przyjął święcenia kapłańskie.

    Podjął pracę wędrownego kaznodziei w Normandii, Bretonii i Burgundii. Przeprowadził tam 110 misji, powodując liczne nawrócenia. Uznano go za jednego z największych misjonarzy epoki.

    W 1643 założył zgromadzenie księży, które prowadziło misje ludowe (eudyści) oraz seminaria przygotowujące do tego rodzaju działalności duszpasterskiej. Dał początek zgromadzeniu Córek Matki Bożej Miłosierdzia, które podjęło opiekę nad zaniedbanymi i upadłymi dziewczętami.

    Miał szczególny kult do Serca Jezusa i Matki Bożej, który gorliwie szerzył podczas swej misyjnej działalności. Zmarł 19 sierpnia 1680 roku. Beatyfikowany w 1909, kanonizowany w 1925 roku.

     Ewangelia na co dzień/Aleteia

    Spotkania z Matką 19 sierpnia 1917

    Spotkania z Matką 19 sierpnia 1917
    EPA /PAP, MONTAŻ STUDIO GN

    W sierpniu Maryja nie zjawiła się 13. dnia miesiąca w Cova da Iria, ponieważ dzieci zostały zatrzymane przez miejscowego starostę. Objawienie miało miejsce 19 sierpnia w Valinhos.

    To była ciężka próba dla fatimskich dzieci. Lokalny starosta, niejaki Artur de Oliveira Santos, postanowił położyć kres „zabobonom” i wezwał rodziców z dziećmi na przesłuchanie do starostwa w Vila Nova de Ourém. Starosta przesłuchiwał dzieci, usiłując wydobyć z nich tajemnicę. Ponieważ pastuszki nie chciały niczego zdradzić, posunął się do zamknięcia ich w więzieniu. Opowiadał, że zostaną wrzucone do kotła z rozgrzanym olejem. Dla dzieci, które miały od 7 do 10 lat, była to psychiczna tortura. Zniosły ją dzielnie. Były autentycznie gotowe oddać życie za dochowanie wierności Matce Bożej. Tymczasem 13 sierpnia w Cova da Iria zgromadził się kilkutysięczny tłum, który czekał na Maryję przy dębie. Kiedy dzieci wróciły w końcu do domu 15 sierpnia, były pełne smutku, że nie spotkały się z Panią z nieba.

    Maryja ukazała się im jednak kilka dni później. Najprawdopodobniej 19 sierpnia. Łucja wspomina:

    „Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego. Przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 groszy; zaraz pobiegł po nią.Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą. Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.– Czego Pani sobie życzy ode mnie?

    – Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria trzynastego i odmawiali codziennie Różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

    – Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?

    – Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacyntą i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać.

    – Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych.

    – Tak, niektórych uleczę w ciągu roku – i przybierając wyraz smutniejszy, powiedziała: wiele czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

    I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu”.

    opracował: ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    ****************

    ************************************************************************

    wtorek, 18 sierpnia XX tygodnia zwykłego

    wspomnienie błogosławionej Sancji Szymkowiak – zakonnicy

    Urodziła się 10 lipca 1910 roku w Możdżanowie k. Ostrowa Wielkopolskiego. Na chrzcie św. otrzymała imię Janina. Była najmłodszym dzieckiem Augustyna i Marianny z Duchalskich; miała czterech starszych od siebie braci, z których jeden był kapłanem.

    Zamożni i głęboko wierzący rodzice zapewnili jej gruntowne wychowanie. Od najmłodszych lat wyróżniała się wielką dobrocią i szczerą pobożnością, pociągając innych swą prostotą i pogodą ducha. Po ukończeniu szkoły średniej studiowała na Uniwersytecie Poznańskim, na filologii romańskiej, usilnie troszcząc się o rozwój intelektualny i duchowy.

    Poprzez gorliwą działalność w różnych sekcjach Sodalicji Mariańskiej apostołowała dyskretnie i skutecznie, budząc swym przykładem chrześcijański entuzjazm życia. Jej dobroć i poświęcenie znali również biedni i opuszczeni w najbardziej zaniedbanej dzielnicy Poznania. Źródłem duchowej mocy i apostolskiej gorliwości był dla niej Chrystus obecny w Eucharystii, dla którego pragnęła poświęcić swoje życie.

    Latem 1934 roku wyjechała do Francji i w czasie pielgrzymki do Lourdes postanowiła wstąpić do klasztoru, powierzając się opiece Niepokalanej Matki. Musiała pokonać wiele trudności zanim w czerwcu 1936 roku rozpoczęła życie zakonne w Zgromadzeniu Córek Matki Bożej Bolesnej — Sióstr Serafitek w Poznaniu, przyjmując imię: Maria Sancja.

    Od początku odznaczała się wielką gorliwością w wypełnianiu Reguły i powierzanych obowiązków. Jej życie, na pozór bardzo zwyczajne i szare, kryło w sobie nadzwyczajną głębię zjednoczenia z Bogiem.

    Podczas II wojny światowej Siostra Sancja nie skorzystała z możliwości udania się do rodziny, ale pozostała w klasztorze wraz z innymi siostrami, poddając się ciężkiej, przymusowej pracy narzuconej przez okupanta. Pełna bezgranicznej ufności Bogu, wnosiła w otoczenie ducha pokoju i nadziei, a dla cierpiących i załamanych była duchowym oparciem. Jeńcy francuscy i angielscy, którym służyła jako tłumacz, nazywali ją « aniołem dobroci » i « świętą Sancją ».

    Ciężar pracy, zimno i głód wyczerpały jej wątłe siły i niebawem stała się ofiarą nieuleczalnej choroby — gruźlicy gardła. Wielkie cierpienia znosiła z zadziwiającym spokojem i zupełnym poddaniem się woli Bożej. Dnia 6 lipca 1942 roku z radością złożyła śluby wieczyste, jednocząc się ze swoim Oblubieńcem, na którego spotkanie z utęsknieniem czekała w chwili śmierci.

    Odeszła do Pana 29 sierpnia 1942 roku, mając zaledwie 32 lata życia.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***************************************************************************

    17 sierpnia

    św. JACKA ODROWĄŻA

    Wielki zdobywca dusz, siewca klasztorów.

    Czy pamiętasz o świętym Jacku?


    Wielki zdobywca dusz, siewca klasztorów. Czy pamiętasz o świętym Jacku?

    Był spadkobiercą słynnego rodu rycerskiego Odrowążów. Żarliwy kapłan i misjonarz, jeden z najpiękniejszych kwiatów zakonu kaznodziejskiego św. Dominika. Współcześni nazwali go płomiennym kaznodzieją, wielkim zdobywcą dusz, siewcą klasztorów, Apostołem Północy. Wszystkie te określenia odnoszą się do św. Jacka, jednego z najsłynniejszych w świecie polskich świętych, którego wspomnienie liturgiczne obchodzimy 17 sierpnia. Dokładna data jego urodzin nie jest znana, ale najprawdopodobniej przyszedł na świat w 1183 roku w Kamieniu Śląskim na Opolszczyźnie. Do stanu kapłańskiego przygotowywał się pod troskliwą opieką swego stryja, kanonika kapituły krakowskiej i kanclerza księcia Leszka Białego, a późniejszego biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża. Jako kanonik kapituły krakowskiej studiował filozofię i teologię na najznakomitszych uniwersytetach średniowiecznej Europy – w Paryżu i Bolonii. Podczas studiów zetknął się po raz pierwszy z wędrownymi kaznodziejami, związanymi z żebraczym zakonem św. Dominika…

    Uczeń św. Dominika. Wydarzeniem, które wpłynęło na całe jego życie, było spotkanie ze świętym Dominikiem. Pod wrażeniem jego świętości i cudownych działań, postanowił wstąpić do zakonu kaznodziejskiego. Święty Jacek osobiście przyjął z rąk św. Dominika habit zakonny. W 1221 roku Jacek Odrowąż złożył na jego ręce wieczyste śluby zakonne. Na wieść o tym papież Honoriusz III miał powiedzieć: Będzie z niego wielkie w północnych krajach wiary prawdziwej objawienie. Po opuszczeniu Rzymu, w drodze do Polski prowadził misje w Karyntii, Styrii, Czechach i na Morawach. Po dotarciu do Krakowa wraz z towarzyszami, którzy także w tym samym czasie przyjęli habit z rąk św. Dominika, zamieszkał na Wawelu, na dworze biskupim, by po kilku miesiącach przenieść się w okolice kościółka Świętej Trójcy, gdzie wkrótce rozpoczęto budowę nowego kościoła i klasztoru dominikańskiego. Ich konsekracja nastąpiła zimą 1222 r. Św. Jacek przywiózł od św. Dominika przesłanie, aby pracę ewangelizacyjną łączyć z modlitwą różańcową i zawierzeniem Matce Najświętszej. Dawało mu to niezwykłą moc apostolską.

    Gorliwy misjonarz
    . Święty dominikanin chciał nieść Ewangelię dalej, na wschód i północ. Około roku 1228 udał się na Ruś Kijowską. W Kijowie założył klasztor dominikański i kościół Najświętszej Maryi Panny. Dwanaście lat później znad Dniepru przeniósł się na ziemie Prusów i Pomorzan, gdzie prowadził wytężoną pracę misyjną. Ponoć przebywał też w Szwecji i na Łotwie. Następnie wrócił do Krakowa, by udać się w dalszą drogę – ponownie na Ruś Kijowską. Uczestniczył w zakładaniu klasztorów w Sandomierzu, Płocku i Poznaniu. Liczne podania mówiły, że Kijów był bazą dla jego misji prowadzonych na Wołoszczyźnie, Mołdawii, a nawet w Grecji. Po napadzie Tatarów na Kijów Apostoł Północy musiał opuścić to miasto i po długiej podróży przez Ruś Północną, Łotwę, Żmudź, Litwę, Gdańsk przez Mazowsze wrócił do Krakowa. Przebył ogromne odległości, by głosić Ewangelię. Miłość bliźniego nakazywała mu nawracanie niewiernych. Założył wiele domów zakonnych, wychował wielu wspaniałych zakonników, wysyłał na misje młodych podopiecznych.

    Święty za życia i po śmierci…Średniowieczny lektor dominikański o. Stanisław podaje, że św. Jacek zmarł w Krakowie 15 sierpnia 1257 roku, wyniszczony wieloma podróżami i bardzo aktywnym trybem życia. Warte podkreślenia jest, iż zaraz po śmierci zażywał czci jako święty. Grób jego otoczony był kultem, a lud otrzymywał za jego wstawiennictwem liczne łaski. W zapiskach konwentu krakowskiego znajduje się tekst z roku 1277: W klasztorze krakowskim leży brat Jacek, mocen wskrzeszać umarłych. A Jan Długosz pisał o nim, że tak wielkimi tyloma cudami raczył go wyróżnić i wsławić Najwyższy zarówno za życia, jak i po śmierci, że wydawał się nie tylko godnym, ale jak najbardziej godnym kanonizacji. Rzeczywiście, w powszechnej opinii Jacek Odrowąż był uważany za męża świątobliwego, pełnego pokory, łagodności, miłości i pobożności. Bardzo aktywny w działalności duszpasterskiej i misyjnej, gorliwy w umartwieniach i wyrzeczeniach. Był człowiekiem wytrwałej modlitwy, co podkreślał ksiądz Piotr Skarga: Modlitwy swoje hojnemi łzami polewając na nich często w kościele noc trawił. Jako gorliwy wyznawca i naśladowca Chrystusa, miał szczególne nabożeństwo do Jego Matki, propagując wszędzie modlitwę różańcową. Ufny w Bożą pomoc, czynił rozliczne cuda. Znane były przypadki uzdrowień, wskrzeszania umarłych, nawróceń i wielu innych niezwykłych wydarzeń, które za wstawiennictwem tego świętego czynił Bóg. Tuż przed śmiercią św. Jacek żegnał się ze swoimi współbraćmi słowami św. Dominika: Pokorę zachowujcie, miłość wzajemną miejcie, dobrowolne ubóstwo dziedziczcie, czystość duszy i ciała z wielką pilnością strzeżcie, o zbawienie dusz ludzkich, rozszerzanie zakonu, rozmnożenie wiary świętej między niewiernymi narodami z poświęceniem życia waszego starajcie się. Relikwie św. Jacka spoczywają w dominikańskim kościele Trójcy Świętej w Krakowie w górnej kaplicy, położonej w lewej nawie w okazałym ołtarzu-mauzoleum. Papież Klemens VII beatyfikował Jacka w 1527 r., a intensywne starania poparte przez królów polskich Stefana Batorego i Zygmunta III Wazę sprawiły, że Klemens VIII kanonizował go w 1594 r. Święty Jacek należał do najwybitniejszych mężów ówczesnej Europy. Początkowo święto patronalne obchodzone było 16 sierpnia, ale papież św. Pius X przeniósł je na 17 sierpnia. Warto też zaznaczyć, że Apostoł Północy jest jedynym przedstawicielem Polski spośród 139 świętych na kolumnadzie Berniniego w Rzymie na placu Świętego Piotra. Św. Jacek jest patronem archidiecezji katowickiej i diecezji opolskiej, czego wyrazem jest jego kult w sanktuarium Ziemi Opolskiej na Górze św. Anny.

    * * *

    Ikonografia najczęściej przedstawia św. Jacka z monstrancją lub kustodią w jednej ręce i z figurą Matki Bożej w drugiej. Tradycja bowiem głosi, że kiedy św. Jacek musiał uciekać przed Tatarami z Kijowa, zabrał ze sobą Najświętszy Sakrament, by nie narazić go na zniewagi. Wychodząc z kościoła usłyszał głos Maryi: Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę. Kiedy święty dał do zrozumienia, że kamiennej figury przedstawiającej Matkę Bożą nie udźwignie, Niepokalana zapewniła go, że Jej Syn uczyni figurę lekką. Tak też się stało. Dominik uciekł wraz ze współbraćmi z kijowskiego klasztoru. Następnie nad Dnieprem rozłożył braciom płaszcz i suchą nogą przeprowadził ich na drugi brzeg rzeki. W ten sposób zarówno siebie, jak i swoich braci uwolnił od niebezpieczeństwa. Figura zaś odbiera cześć w katedrze przemyskiej. W Krakowie otoczona jest czcią wzorowana na niej Matka Boża Jackowa.

    Bogusław Bajor/PCh24.pl

    ***

    Fr Lawrence Lew OP

    **********************************************************************

    XX Niedziela ZWYKŁA – 16 sierpnia

    XX Niedziela Zwykła

    *****

    Warszawo! Spałaś, gdy barbarzyńcy profanowali Chrystusa, już nie czerwoną, ale tęczową flagą?

    Bp Zawitkowski: Warszawo! Spałaś, gdy barbarzyńcy profanowali Chrystusa, już nie czerwoną, ale tęczową flagą?fot. Fred Romero from Paris, France / CC BY (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)


    Daj nam Matko taką Warszawiankę, ale z wiarą Kananejki. Daj nam, Matko Boska, takiego kapłana, ale z wiarą księdza Skorupki, a stanie się Cud nad Wisłą i ustanie już nie czerwona, ale tęczowa pandemia –

    powiedział biskup pomocniczy senior diecezji łowickiej Józef Zawitkowski podczas homilii wygłoszonej w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. Poniżej tekst tej homilii:

    Kazanie radiowe w Bazylice Świętokrzyskiej w Warszawie, 16 sierpnia 2020 r.

    Ja takiej wiary
    wśród was nie spotkałem.

    Kochani moi!
    Zgromadzeni w Bazylice Świętokrzyskiej
    i przy głośnikach radiowych.
    Stęskniłem się za Wami!
    Wybaczcie mi
    mój chrypliwy głos,
    a może to mój łabędzi śpiew?
    Słuchajcie więc tego,
    co mówi moje serce.
    Warszawo, Ty moja, Warszawo!
    Czy ja Cię jeszcze zobaczę?
    Warszawo ma. (por. Z. Mrozowska)
    To tylko serce płacze.

    Dziś szesnasty dzień sierpnia,
    więc Powstanie trwa.
    Słyszę jeszcze rozpacz syren.
    Godzina „W”. Zaczęło się.
    Zaglądam w podwórka
    umierającej Warszawy.
    Tam modlą się i płaczą nad mogiłami
    tych, co szli na śmierć po kolei
    jak kamienie przez Boga
    rzucone na szaniec. (J. Słowacki)
    Przemień, o Jezu, smutny ten czas,
    o Jezu, pociesz nas!

    Słyszysz płacz Matki?
    Zanim padłeś jeszcze ziemię
    przeżegnałeś ręką,
    czy to była kula, synku,
    czy to serce pękło? (K.K. Baczyński)
    Serce pękło!
    Musiało pęknąć.
    Jak się tak kocha?
    Warszawo, Ty moja, Warszawo.

    Tam przy Grobie Nieznanego Żołnierza
    słyszę głos Orlątka.
    Wsłuchaj się, Warszawo!
    Mamo, czy jesteś ze mną?
    W oczach mi jakoś ciemno…
    Jam walczył, tak jak starsi…
    Mamo, chwal. (zob. Artur Opman)
    Tylko mi Ciebie, Mamo,
    tylko mi Polski żal.
    Mamo!
    Czy nie zginęła?

    Nie płacz, synku,
    Póki wiara w sercach żyje,
    póki wierna Wisła płynie,
    nie zginęła i nie zginie,
    Synku!

    Póki Chrystus będzie wołał:
    Sursum Corda Warszawiacy
    to Warszawa będzie wolna,
    będą wolni i Polacy.
    Ale gdy już ubierają Chrystusa w maskę
    i tęczową flagę,
    to chyba początek końca.
    Larum grają!

    I coś Ty zrobił
    najgłupszy z siepaczy?
    Księże!
    On się nawróci
    i Bóg mu przebaczy.(A. Mickiewicz)
    Za dużą masz pamięć,
    a zbyt mały rozum. (Zb. Herbert)
    Czym ty myślisz,
    skoro rozum nie urósł?
    Nie wiem.
    Zbrodniarzem jesteś,
    czy bohaterem?
    Ocalasz czy gubisz
    Pospolitą Rzecz.. (Cz. Miłosz)
    Takeś ty się odczłowieczył.
    Czyżbyś zszedł aż do rzędu
    człekokształtnych?
    Lecz jeśli tli się w tobie jeszcze
    ikra człowieczeństwa,
    to pamiętaj prośbę
    poczciwego A. Asnyka:
    Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
    choć macie sami doskonalsze wznieść,
    na nich się jeszcze święty ogień żarzy
    i miłość ludzka stoi tam na straży,
    i wy winniście im cześć.
    Przecież jesteś ochrzczony,
    tylko kto cię tak oszpecił, człowieku?
    Ja Ci nie ubliżam,
    ja Cię nie straszę.
    Ja tylko przypominam.
    Słuchaj!
    To mówi Pan, Bóg nasz:
    Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy,
    ani cudzołożnicy…
    ani mężczyźni współżyjący ze sobą,
    ani rozwiąźli, ani bluźniercy
    nie odziedziczą Królestwa Bożego. (por. 1Kor 6,9)
    I jeszcze mocniej:
    Rozpustników i cudzołożników
    spotka surowy sąd Boży. (Hbr 13,4)
    Pamiętaj też, że twoje ciało,
    nawet na tęczowo oszpecone,
    jest Świątynią Boga,
    więc uważaj!
    Kto zniszczy tę świątynię
    ręką Boga wzniesioną,
    tego zniszczy sam Bóg. (1Kor. 6,19)
    Pogruchoce Was Pan Bóg
    jako ten gliniany garniec. (Ks. P. Skarga)

    Ja nie straszę,
    ja tylko przypominam,
    że to mówi Bóg,
    ale ty nie wierzysz w Boga,
    bo ośmieliłeś się wejść
    na krzyż Chrystusa.
    Ośmieliłeś się wejść do Sejmu,
    do świątyni prawa,
    gdy Prezydent mówił:
    Tak mi dopomóż Bóg?

    Skąd ty jesteś, dziecko?
    Przecież nie z Warszawy.
    Biada tym,
    którzy Ci płacą.
    Dla nich tylko kamień młyński
    i głębokości morza. (por. Mt 18,6)
    Ja nie straszę.
    Ja tylko przypominam,
    że to mówi Pan.

    Będzie kiedyś taki Marsz Równości,
    w którym będziesz krzyczał
    jak tęczowy Pankracy:
    Galilejczyku, zwyciężyłeś! (Z. Krasiński)
    No i po co tyle było krzyku?
    Dziecko wyspowiadaj się
    i wróć na procesję
    Bożego Ciała.
    Tam są piękni ludzie,
    którzy pachną Komunią Świętą,
    a ty cuchniesz grzechem.

    Panie Prezydencie z Małżonką.
    Za białoczerwone warszawskie kwiaty.
    Dziękujmy!
    To więcej znaczyło dla Polaków
    niż moich 77 kazań.

    ***

    A ja idę na Pragę,
    do katedry świętego Floriana,
    tam ksiądz Ignacy Skorupka
    mówi do akademików
    i chłopców z gimnazjów
    kazanie przed Bitwą Warszawską:
    Chłopcy!
    Czekają Was jeszcze ciężkie ofiary…
    ale w dzień naszej Królowej
    losy odwrócą się w naszą stronę,
    wtedy zwycięstwo będzie Waszym udziałem.

    Wyspowiadałem się…
    Dług za szkołę
    spłacam swoim życiem.
    Za wpojoną mi
    miłość do Ojczyzny,
    płacę miłością serca…
    Pochowajcie mnie
    w albie i w stule.
    Boże wystarczy!
    Bo serce nie wytrzyma.
    O, jak nam dziś brak, wodza,
    kapłana i proroka. (por. Dz 3,25)

    Pójdę też na Plac Zamkowy.
    Tam przy kolumnie Zygmunta
    słyszę jeszcze
    wybuchy bomb spod Radzymina,
    ale słyszę też modlitwę Warszawy:
    Święty Boże…
    od powietrza, głodu
    ognia i wojny,
    wybaw nas Panie!

    Ja nigdy w życiu
    nie widziałem takiej modlitwy,
    jak w Warszawie – wyzna generał Weygand.

    Słyszę rachunek sumienia,
    który nam czynią biskupi
    przed generalnym rozgrzeszeniem,
    bo jutro będzie rzeź w stolicy:
    Przypomnijmy sobie, Bracia,
    czyśmy… nie dali światu zgorszenia
    przez nasze partyjne
    i narodowe waśnie?
    Zamiast Polskę budować,
    tośmy Ją rozdzierali
    i ducha w niej kurczyli…
    Poświęćcie dla Ojczyzny
    partyjne zawiści,
    wszelkie żądze panowania,
    wszelkie jątrzenia i kwasy…
    a z ofiarą całopalną
    połączmy się, Bracia, w modlitwie…
    To powinni czytać w Sejmie.

    Ojcze Święty!
    W tak wielkiej chwili prosimy Cię
    módl się za Polskę,
    błogosław Polsce.

    A do Biskupów chrześcijańskiego świata
    Polscy Biskupi wołali:
    Nie o pieniądze Was prosim, Bracia,
    ale o szturm do Boga,
    o modlitwę za Polskę.
    Niech ta modlitwa ocuci
    sumienie narodów,
    bo sumienie to w Europie
    zamarło.
    Oj, zamarło!
    Zardzewiało,
    zgniło!

    Eminencjo, mówił Marszałek:
    Ja nie wiem,
    jak myśmy
    tę bitwę wygrali?

    Ja wiem:
    Tam pod Ossowem poległ ksiądz Skorupka.
    Zawołaniem: Za Boga i Ojczyznę!
    Zagłuszył zamęt walki.
    I poszli.
    Przecież to jeszcze dzieci.

    Nikt nie zauważył
    jak potknął się ksiądz.
    Na drugi dzień po odparciu bolszewików
    płk Dobrowolski przeglądał pole bitwy
    i zapisał tak:
    Zobaczyłem na ściernisku przy miedzy,
    pośród niezebranych snopów,
    martwe ciało księdza.
    Leżał twarzą do ziemi,
    był w komży,
    we fioletowej stule,
    w ręku trzymał krzyż,
    miał roztrzaskaną czaszkę.
    Za Boga i Ojczyznę!
    O, Boże!

    Lesie pamiętasz?
    Piasku pamiętasz?
    Wisło pamiętasz? (por. K.K. Baczyński)

    Warszawo pamiętaj!
    To był Cud nad Wisłą!
    Matka Boża Łaskawa nas osłoniała.

    Europo pamiętaj!
    Pamiętajcie bezbożni i bogaci
    mocarze UE.
    Od stu lat,
    chodzilibyście w sowieckich kufajkach,
    gdyby nie wiara, modlitwa i męstwo
    naszych Ojców.
    Nie straszcie nas,
    że odbierzecie nam pieniądze.
    Niech bezbożni, nie uczą nas praworządności.
    Uważajcie na samych siebie, byście nie popadli
    w nowe niewole i jasyry,
    a to już się zaczęło.
    Hanibal, ante portas!
    I w Grenadzie zaraza!

    ***

    Proszę księdza, więc co będzie z nami?
    Nie lękajcie się! (Mt 17,7)
    Bądźcie mocni w wierze! (1P 5,9)

    Gdy słuchałem dzisiejszej ewangelii
    to mi się zdaje, że to moja mama tak prosi:
    Panie,
    dziecko moje jest przez diabła dręczone!
    Uzdrów je!
    Ale Ty jesteś obca.
    Ja nie mogę synowskiego chleba
    rzucać psom.
    A ja myślałam, żeś Ty dobry i miłosierny,
    a Ty potraktowałeś mnie jak sukę.
    Jednak, nie ustąpię Ci!
    Zobacz, ile okruchów chleba
    spada ze stołu Twoich synów,
    to zlituj się i pozwól je
    pozbierać szczeniętom.

    Chyba wzruszył się tym
    mój Pan i mój Bóg.
    Popatrzył na Warszawę,
    popatrzył ma nas
    w kościele Świętego Krzyża
    i przy głośnikach radiowych,
    i powiedział:
    Ja takiej wiary
    wśród Was nie widziałem.
    Mama, idź do domu, Twoje dziecko
    jest zdrowe. (zob. Mt 15,21-28)

    Więc i ja wołam od Świętego Krzyża,
    Warszawo!
    Spałaś, gdy barbarzyńcy
    profanowali Chrystusa,
    już nie czerwoną,
    ale tęczową flagą?
    Nie ma już Warszawskich Dzieci,
    co poszły w bój.
    A miałaś być
    nieujarzmiona i wolna.
    Takeś mi się popsowała,
    Warszawo ma!

    Ale są obrońcy Krzyża,
    Chrystusa i Jego Matki.
    Vivat Polonus,
    unus defensor Mariae!
    Niech żyje Polak,
    jedyny obrońca Maryi. (A. Mickiewicz)
    Matko Boska z Nazaretu,
    z Częstochowy i z Warszawy!
    O Łaskawa i Zwycięska
    uczyń nowy Cud nad Wisłą:
    Spraw, aby Polska za Twą przyczyną
    stała się jedną, zgodną rodziną.
    Norwidowa Prząśniczko!
    Rany podstępnej nienawiści
    zabliźnij jak pole
    kwitnącym lnem. (K. Iłłakowiczówna)
    Daj nam Matko taką Warszawiankę,
    ale z wiarą Kananejki.
    Daj nam, Matko Boska, takiego kapłana,
    ale z wiarą księdza Skorupki,
    a stanie się Cud nad Wisłą
    i ustanie już nie czerwona,
    ale tęczowa pandemia.

    Ojcze Święty, Janie Pawle II – święty!
    Zobacz, co się z Polską stało.
    Janie Pawle teraz przyjdź.
    Słowa Twoje zamień w czyn.
    Niech zadrży ziemia,
    zagra róg,
    bo nic nad Boga (W. Poll)
    i Któż jak Bóg?!

    Księże Prymasie Tysiąclecia,
    czy ja doczekam Twej beatyfikacji?
    Kiedy kościół powie, że jesteś święty?
    Przyjdź i powiedz jeszcze raz,
    na Wiejskiej i w Brukseli:
    Non possumus!
    Panowie, dalej nie możemy!
    Kocham Polską bardziej,
    niż własne serce!
    Wtedy spadną maski,
    niech zapełnią się kościoły,
    niech wrócą rodzice od pracy,
    a dzieci do szkoły.
    Księże Prymasie!
    Teraz przyjdź i stań po naszej stronie.
    Jeszcze raz nas przeprowadź,
    przez Morze, ale już nie Czerwone!

    ***

    Kochani moi!
    To niezwykła dygresja
    w moim kazaniu.
    W niedzielę, 20 września w tym roku
    będziemy dziękować Bogu,
    Ludziom Solidarności,
    za 40 lat Mszy Świętych radiowych.
    Będziemy dziękować
    Księżom Misjonarzom od Świętego Krzyża
    w Warszawie.
    Wszystkim Kaznodziejom, Muzykom,
    Ludziom Polskiego Radia
    i Ludziom Radia Maryja.
    Przez Was i z Wami
    modli się cała Polska,
    a niedziela stała się Dniem Świętym.

    Ja zaś zwracam się dziś
    do Czcigodnego Prałata
    Księdza Wiesława Kądzieli.
    Wiesiu Kochany!
    Czterdzieści lat w tej Świątyni
    śpiewasz pieśń nową Bogu na chwałę
    i ludziom na pocieszenie.
    Dziękujemy Ci i prosimy,
    zaśpiewaj jeszcze raz Miastu i Światu:
    Póki Chrystus będzie wołał:
    Sursum corda – Warszawiacy,
    to Warszawa będzie wolna,
    będą wolni i Polacy.
    Aby Chrystus mógł o nas powiedzieć:
    O, Warszawo!
    Wielka jest Twoja wiara! (Mt 15,28)
    I stanie się wtedy
    drugi Cud nad Wisłą
    i odmieni się oblicze Tej Ziemi.
    Tak ufam.

    Amen.

    Image may contain: 3 people, indoor

    Radio Maryja.pl/MWł

    ************************************************************************

    ***

    sobota, 15 sierpnia

    Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

    Katedra/Radom.pl
    **

    Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

    jest jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego, który został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa XII 1 listopada 1950 roku w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus – Najszczodrobliwszy Bóg, w odpowiedzi m. in. na prośbę polskich biskupów.

    *********

    “Powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej”. (Breviarium fidei VI, 105)

    Zaśnięcie-Dormition_Ikona autorstwa El Greco_upload.wikimedia.org
    Zaśnięcie NMP –Ikona autorstwa El Greco /upload.wikimedia.or
    **

    MSZA ŚWIĘTA

    godz. 18.00 w kościele św. Piotra

    Partick, 46 Hyndland Street, Glasgow G11 5PS

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    ************************************************************************

    Centralne obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej

    Samplefot. Karolina Błażejczyk/Biuro Prasowe DW-P

    **

    Od czwartku 13 sierpnia do niedzieli 16 sierpnia w całej Polsce odbywały się uroczystości w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej, zwycięskiej batalii w wojnie polsko-bolszewickiej. Centralne obchody rocznicowe odbyły się z udziałem najwyższych władz państwa w Ossowie, Radzyminie i Warszawie. Biskupi dziękowali Bogu i Matce Bożej za ocalenie Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu, ale podkreślali też wielki zbiorowy i jednoczący cały naród wysiłek dowódców, żołnierzy i ludności cywilnej sprzed stu lat. Nawoływali też do kontynuowania współcześnie wdzięczności za “Cud nad Wisłą”.

    Dług wdzięczności

    Mszy św. inaugurującej obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej przewodniczył w czwartek 13 sierpnia w konkatedrze pw. Matki Bożej Zwycięskiej na stołecznym Kamionku metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Do świątyni w ograniczonej z powodu trwającej pandemii liczbie przybyli przedstawiciele władz państwowych, w tym rządu i parlamentu, delegacja władz samorządowych, alumni, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz harcerze.

    We wstępie do liturgii ordynariusz warszawsko-praski bp Romuald Kamiński przypomniał okoliczności wyruszenia sto lat temu młodych ochotników polskiej armii i ich kapelana ks. Ignacego Skorupki z kaplicy pw. Bożego Ciała na starym cmentarzu kamionkowskim, gdzie dziś stoi konkatedra pw. Matki Bożej Zwycięskiej, na front walki z bolszewikami.

    W homilii kard. Nycz przypomniał słowa Jana Pawła II sprzed 21 lat wypowiedziane w Radzyminie i zwłaszcza w katedrze warszawsko-praskiej: „Urodziłem się w maju 1920 roku w czasie, gdy bolszewicy szli na Warszawę i dlatego noszę niejako od urodzenia w sobie wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli”.

    – Właśnie w imię tego długu, wdzięczności za ocalenie Warszawy, Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu tutaj dzisiaj jesteśmy – po to, by ten dług spłacać. Wprawdzie święty papież powiedział, że zostawia ten testament spłacania długu i pamięci młodej, nowej wówczas diecezji warszawsko-praskiej, ale przecież dobrze wiemy, że wszyscy jesteśmy dłużnikami tej bitwy, tej wojny, tego trudu dowódców i żołnierzy, którzy nas wtedy wszystkich ocalili – wyjaśnił metropolita warszawski.

    Ten dług wdzięczności – dodał – spłacamy dziś przede wszystkim modlitwą i czynem naszych codziennych dni, jakie podejmujemy dla naszej Ojczyzny w różnych wymiarach naszego życia i powołania. Ten dług spłacamy modlitwą za dowódców i żołnierzy, a także za wspomagającą i współcierpiącą ludność cywilną.

    Ten dług jest też spłacany wiernością wartościom, o które walczyli żołnierze Bitwy Warszawskiej i całej wojny z bolszewikami. Chodzi o wolność Ojczyzny, wolność Warszawy, wolność Europy, “ale także sprawiedliwość, wiara, godność każdego człowieka, rodziny i całej społeczności ludzkiej zagrożonej wtedy przez tę okropną ideologię, która przeszła przez Europę” – mówił kardynał.

    Kard. Nycz zacytował też słowa papieża przypominające, że Bitwa Warszawska była tak wielkim zwycięstwem polskich wojsk, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane „Cudem nad Wisłą”.

    – Mówimy o Cudzie nad Wisłą także dzisiaj. Zostało przecież [to zwycięstwo] poprzedzone żarliwą modlitwą Warszawy i całej Polski. Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze poświęcił cały polski naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski – dodał kardynał. Zaznaczył, że połączenie odwagi i męstwa żołnierzy oraz mądrości dowódców tej bitwy wraz z modlitwą miasta i Polski pozwala zatem mówić o Cudzie nad Wisłą. O samym zwycięstwie trzeba zawsze mówić bez umniejszania roli tychże dowódców i żołnierzy, którym „zawdzięczamy po ludzku to zwycięstwo”.

    Na koniec podkreślił, że Polska wywalczyła to zwycięstwo zjednoczona w swojej różnorodności politycznej, społecznej, narodowej, charakteryzującej młode państwo. „Oficerowie i żołnierze, mieszczanie i chłopi, wykształceni i prości – stawali w obronie Ojczyzny. Kościół cały był z nimi, tworząc zaplecze modlitwy, był dla wszystkich. Symbolem tej jednoczącej roli Kościoła był młody ks. Ignacy Skorupka” – powiedział metropolita.

    Po Mszy św. na murze konkatedry została odsłonięta tablica poświęcona ks. Ignacemu Skorupce i żołnierzom Armii Ochotniczej. To właśnie z tej świątyni na linię frontu walk z bolszewikami pod Warszawę wymaszerowali ochotnicy na czele z ks. Skorupką. Następnego dnia po wymarszu bohaterski kapelan 236. pułku piechoty Armii Ochotniczej zginął na polu walki pod Ossowem.

    Apel Poległych z udziałem władz państwowych

    W piątek 14 sierpnia rano przy grobach żołnierzy poległych w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. modlił się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach biskup polowy Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy zapalił znicz przy jednym z grobów oraz modlił się m.in. przy Pomniku Poległych w 1920 r. Bp Guzdek nawiedził także Cmentarz Powązkowski i modlił się przy grobie ks. mjr. Ignacego Skorupki.

    Wieczorem tego dnia podczas Apelu Pamięci na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach prezydent Andrzej Duda przypomniał, że podczas wojny 1920 r. na wezwanie ówczesnego premiera Wincentego Witosa w szeregi armii masowo wstępowali ochotnicy, dzięki którym udało się wystawić przeciwko Rosjanom milionową armię.

    Prezydent tłumaczył też, dlaczego świętowanie zwycięstwa polskiego oręża zaczyna się od uroczystości na wojskowym cmentarzu. – Wokół nas są groby zwycięzców. Czy to jest dla nich ważne? Myślę, że tak. Wykonali swój żołnierski obowiązek i odparli wroga – podkreślił. – Tutaj unosi się ten niezwykły duch, duch wolnej Polski, duch siły naszego narodu, duch Polski niezniszczalnej. Bo za taką właśnie niezniszczalną Polskę, wolną, suwerenną, niepodległą, oni wszyscy oddali życie – dodał.

    W uroczystym Apelu wzięli udział także premier Mateusz Morawiecki, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak oraz najważniejsi dowódcy Wojska Polskiego. Wojska Obrony Terytorialnej wspólnie z żołnierzami innych rodzajów sił zbrojnych oddały hołd swoim bohaterskim poprzednikom, którzy oddali życie za wolną Polskę.

    Podziękować Bogu i Maryi za zwycięstwo

    Nieco wcześniej, późnym popołudniem sprawowana była Msza św. w Wólce Radzymińskiej, pod pomnikiem 28. Pułku Strzelców Kaniowskich, w miejscu, gdzie po raz pierwszy w trakcie Bitwy Warszawskiej 1920 r. nastąpiło przełamanie frontu sowieckiego, a czerwonoarmistom ukazała się Matka Boża.

    we wprowadzeniu do Mszy, mówiąc o obchodach 100-lecia Bitwy Warszawskiej, ordynariusz warszawsko-praski bp Romuald Kamiński powiedział, że są one organizowane po to, aby „należycie podziękować Bogu i Matce Zbawiciela za wielkie zwycięstwo nie tylko militarne, ale obrony chrześcijaństwa i obrony cywilizacji miłości”.

    W homilii pomocniczy biskup warszawsko-praski bp Marek Solarczyk wezwał, aby rocznicowe obchody Bitwy Warszawskiej były wyjątkowym czasem refleksji, a szczególnie kiedy stajemy w obliczu tamtych bohaterów. – Chcemy im powiedzieć: dziękujemy i nie zmarnujemy tego, co żeście nam ofiarowali – zaznaczył. Podkreślił, że symbolem ówczesnych bohaterów jest kpt Stefan Pogonowski i jego żołnierze, którzy właśnie w Wólce Radzimińskiej przed świtem 15 sierpnia podjęli walkę, która sprawiła, że wojska bolszewickie zaczęły się cofać.

    Akt ten – podkreślił bp Solarczyk – był „swoistym akordem” cudu Maryi, która objawiła się w tym miejscu nad walczącymi żołnierzami i została zauważona przez żołnierzy Armii Czerwonej, wzbudzając w nich trwogę i strach. Widzieli oni Maryję z płaszczem, w którym zbierała wszystkie pociski lecące na Warszawę. „Była ona w otoczeniu rycerzy ze srebrnymi skrzydłami, w których nie sposób nie wyobrazić sobie naszych husarzy” – zaznaczył bp Solarczyk, przypominając, że motto husarzy brzmiało: „Miłość Ojczyzny naszym prawem!”. – Wy teraz jesteście wyjątkowymi kontynuatorami tego właśnie motta – zapewnił zgromadzonych, a przede wszystkim żołnierzy.

    Wieczorem ulicami warszawskiej Starówki przeszła procesja, w której mieszkańcy Stolicy nieśli figurę Matki Bożej Łaskawej – patronki Warszawy. Nabożeństwo nawiązywało do wielowiekowej warszawskiej tradycji i była elementem obchodów 100. rocznicy Cudu nad Wisłą.

    Procesja z licznym udziałem mieszkańców Warszawy wyruszyła z sanktuarium Matki Bożej Łaskawej przy ul. Świętojańskiej, a jej trasa wiodła wzdłuż dawnych murów warszawskiego Starego Miasta, które istnieją dziś jedynie we fragmentach. Idąc ulicami Starówki, wierni modlili się na różańcu, a wspólną modlitwę animowali muzycy i ewangelizatorzy, współtworzący od lat rzeszowski koncert uwielbienia „Jednego Serca Jednego Ducha”: Jan Budziaszek, Hubert Kowalski i Leopold Twardowski.

    „Maryjo, pomódl się teraz z nami i pomóż nam zrozumieć, jaki jest sens tego krzyża, który dziś niesiemy” – modlił się na rozpoczęcie nabożeństwa Jan Budziaszek, który prowadził różańcowe rozważania. Przypomniał w nich m.in. o tym, że najlepsza droga świadczenia o Jezusie w świecie, wiedzie przez Maryję. Modlącym się towarzyszył chór i orkiestra, złożone w większości z młodych muzyków, pod batutą kompozytora i multiinstrumentalisty Huberta Kowalskiego.

    Po procesji w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej rozpoczęła się Msza św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

    Na początku Mszy św. przypomniał wiernym m.in. o tym, że Cud nad Wisłą był wypełnieniem obietnicy, jaką Matka Boża przekazała w 1872 r. polskiej mistyczce, służebnicy Bożej Wandzie Malczewskiej. Zachęcił też do kontemplowania i naśladowania Maryi.

    W homilii jezuita o. Mariusz Bigiel przypominał o historycznym i duchowym znaczeniu Cudu nad Wisłą. – Polacy jako naród kontrrewolucyjny mieli zostać (…) starci z powierzchni ziemi. Bolszewicy aż się palili do tego zadania. (…) Ów zapał rewolucyjny zderzył się w starciu z kunsztem taktycznym Królowej Polski, którą Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 ogłosił we Lwowie hetmanką wojska obojga narodów. Jak zwykle wszystko wydarzyło się zgodnie ze Słowem Bożym, opisującym znaczenie Wniebowzięcia. W 12. rozdziale księgi Apokalipsy, odzwierciedlonej w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na warszawskiej starówce, dowiadujemy się że na niebie ukazał się wielki znak – Niewiasta obleczona w słońce, której mimo nadludzkich wysiłków smok diabelski nie przemógł, czyli nie pokonał” – mówił kaznodzieja.

    Podkreślił, że ówczesne wydarzenia o przełomowym znaczeniu dla wojny polsko-bolszewickiej były wyraźnym świadectwem działania Bożej Opatrzności. Zaznaczył, że najbardziej niezwykłe były zdarzenia, jakie miały miejsce podczas starcia pod Wólką Radzymińską, kiedy żołnierze bolszewiccy zaczęli uciekać z pola bitwy, co następnie tłumaczyli tym, że jak relacjonowali: „niespodziewanie ujrzeli na ciemnym niebie ogromną, potężną i pełną mocy kobiecą postać, od której biło światło”.

    „W jednej z najcięższych chwil w historii Polski ujawniło się w pełni działanie Boskiej Opatrzności. Nie ulega wątpliwości, że to Matka Boża Łaskawa zwyciężyła bolszewickich najeźdźców, którzy w popłochu uciekali z bitewnych pól pod Warszawą. Bitwa Warszawska, słusznie zwana Cudem nad Wisłą, była także efektem połączenia modlitwy i materialnych, heroicznych wysiłków polskiego społeczeństwa” – dodał jezuita.

    Po homilii abp Gądecki poświęcił buławę hetmańską wykonaną w gdańskiej pracowni Mariusza Drapikowskiego, a ufundowanej przez czcicieli Maryi czczonej w wizerunku Łaskawej Patronki Warszawy. Jak przypomina treść modlitwy wypowiedzianej podczas obrzędu błogosławieństwa, buława ta jest wyrazem wdzięczności Maryi za Jej wierność ślubom Jana Kazimierza, wyrażoną m.in. w zwycięstwie nad bolszewikami w 1920 r.

    Pamiętać o Cudzie nad Wisłą

    W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w sobotę 15 sierpnia, biskup polowy Józef Guzdek przewodniczył w katedrze polowej Mszy św. w intencji Ojczyzny inaugurującej obchody Święta Wojska Polskiego i setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Przed rozpoczęciem Eucharystii prezydent Andrzej Duda przekazał proporzec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – symbol zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP. Podczas liturgii eucharystycznej bp Guzdek używał kielicha, który ks. Ignacy Skorupka otrzymał od rodziców z okazji święceń kapłańskich.

    W homilii bp Guzdek podkreślił, że w stulecie Cudu nad Wisłą „serca wiernych wypełnia pamięć i wdzięczność wobec Zwycięskiej, Wniebowziętej Matki Jezusa”. – Hetmanka Żołnierza Polskiego była z nami, kiedy odnosiliśmy największe zwycięstwa. W pierwszych dniach sierpnia 1920 roku, kiedy bolszewicy zbliżali się do Warszawy, Polacy szturmowali niebo. Przed Jej świętym obrazem na Jasnej Górze, w Warszawie i w wielu świątyniach nasi rodacy modlili się w intencji ocalenia Ojczyzny. I zostali wysłuchani! – powiedział.

    Ordynariusz wojskowy przypomniał, że świadkiem tego zwycięstwa był ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce, Achille Ratti, który jako późniejszy papież Pius XI nie zapomniał o tych wydarzeniach i upamiętnił „cud nad Wisłą” w kaplicy papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo. – Doskonale rozumiał wagę tego zwycięstwa nie tylko dla Rzeczpospolitej, ale dla całej ówczesnej Europy – powiedział bp Guzdek.

    Zdaniem ordynariusza wojskowego, Bitwa Warszawska nie miała jedynie charakteru militarnego, ale Polacy w 1920 roku „powstrzymali narzucaną ogniem i mieczem bolszewicką rewolucję, która miała z korzeniami wyrwać drzewo europejskiej cywilizacji, zbudowanej na fundamencie chrześcijańskich wartości”. – W tamtym czasie Polacy zdawali sobie sprawę z wielkiego zagrożenia dla narodu, dla jego wolności, wiary i kultury, dlatego licznie zgłaszali się jako ochotnicy do Wojska Polskiego – powiedział. Przypomniał, że przez wiele lat komunistycznej dominacji prawda o tym wielkim zwycięstwie była wymazywana.

    Przy figurze Matki Bożej w świątyni umieszczone zostały wota od wiernych: hetmańska buława z bursztynu i metali szlachetnych oraz róża ze złota i bursztynu. Wyrażając wdzięczność za przekazane wota ordynariusz wojskowy powiedział, że „są one spontaniczną inicjatywą wiernych” i „gestem, który będzie przypominał wielkie zwycięstwo polskiego oręża w Bitwie Warszawskiej oraz podkreślał rolę Maryi w dziejach naszego narodu”.

    Ossów: modlitwa za ocalenie Polski i Europy

    W sobotę rano przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w homilii podczas Mszy Świętej sprawowanej na Cmentarzu Bohaterów 1920 roku w Ossowie modlił się za wszystkich poległych w tamtej wojnie sprzed 100 lat, którzy “spoczywają w tej zlanej ich krwią ziemi”. – Dziękujemy im wszystkim za ocalenie naszej ojczyzny, za ocalenie Europy – dodał.

    Przewodniczący Episkopatu zachęcił do refleksji nad pięcioma sprawami: nad samym dzisiejszym świętem, nad wojną bolszewicko-polską, nad prośbami skierowanymi wówczas do Maryi o pomoc, nad Bitwą Warszawską wreszcie nad szaleństwem każdej wojny.

    Przypominając okoliczności Bitwy Warszawskiej, abp Gądecki nawiązał do relacji świadków tamtych dni. Zwrócił uwagę na do dziś niewyjaśnione sytuacje, jak m.in. uderzenie na Wólkę Radzymińską i atak na Ciechanów oraz związane z tym spalenie przez Rosjan własnej radiostacji. Zacytował fragmenty pamiętników kard. Aleksandra Kakowskiego i powiedział: „Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali znowu, że widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Ten moment kulminacyjny w bitwie pod Warszawą nazwano tego dnia ‘cudem nad Wisłą’” – powiedział abp Gądecki, cytując pamiętniki kardynała. – Tak oto – w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – pod Ossowem wojska bolszewickie zostały odparte – dodał.

    „Na pamiątkę tamtego zwycięstwa przywrócono – w 1992 roku – święto Wojska Polskiego. Jest to Wasze – drodzy żołnierze, spadkobiercy Bitwy Warszawskiej – święto” – powiedział abp Gądecki. Na zakończenie wskazał na szaleństwo każdej wojny. „Niebezpieczeństwo wojny może zostać wyeliminowane pod warunkiem, że najpierw zostanie ustanowiony pokój we własnym sumieniu każdego obywatela, aby tym skuteczniej mówić o pokoju wewnętrznym i zewnętrznym w polityce państwowej” – stwierdził abp Gądecki.

    Po homilii nastąpił obrzęd koronacji wizerunku Matki Bożej Zwycięskiej. Koronacji dokonał abp Stanisław Gądecki. Obrzędowi towarzyszył śpiew pieśni „Z dawna Polski Tyś Królową”. Po Mszy św. abp Gądecki poświęcił też przyniesione przez wiernych zioła i kwiaty.

    W Eucharystii wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, Wojska Polskiego oraz korpusu dyplomatycznego.

    Po Mszy św. sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP odczytał list Prezydenta Andrzej Dudy. „Wszyscy Polacy w kraju i zagranicą przeżywają w tych dniach chwile wielkiej radości i dumy” – napisał prezydent. „Wiktoria warszawska 1920 roku była wspólnym dziełem całego narodu polskiego i na zawsze pozostanie chwalebnym dziedzictwem nas wszystkich” – podkreślił.

    Na Cmentarzu Bohaterów 1920 roku w Ossowie odczytany też został Apel Poległych, po czym nastąpiła salwa honorowa i złożenie kwiatów pod pomnikiem gen. Józefa Hallera.

    Radzymin: wdzięczność dla wspólnego wysiłku przodków

    Popołudniu w Radzyminie uroczystej Mszy św. na Cmentarzu Żołnierzy Polski 1920 roku przewodniczył prymas Polski abp Wojciech Polak.

    W słowie poprzedzającym liturgię biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński powiedział, że Eucharystia sprawowana jest na cmentarzu, na którym znajdują się mogiły tych, co tu polegli w obronie Ojczyzny w 1920. „Możemy powiedzieć, że jest to ziemia święta” – pokreślił. Zaznaczył, że Matka Boża Zwycięska jest patronką diecezji warszawsko-praskiej. „Dziś pragniemy wypowiedzieć Bogu i Matce Zbawiciela uwielbienie i dziękczynienie, a bohaterom oddajmy należny szacunek” – dodał.

    Prymas Polski przyznał w homilii, że do Radzymina sprowadziła wszystkich „nie tylko sama pamięć o bitwie, ale nade wszystko wdzięczność dla ofiarnego wspólnego wysiłku naszych przodków”. – Tutaj, 100 lat temu – podkreślił – decydowały się nasze losy, wolność nasza i całej Europy.

    „Myślimy o tej sile ducha, która nie dała się stłamsić i przestraszyć w obliczu szalejącej nawały wroga. Myślimy o solidarnej miłości i bohaterstwie naszych przodków, którzy, przełamując waśnie, wzajemne uprzedzenia i podziały, zdolni byli razem stanąć w obliczu zagrożenia” – mówił abp Polak.

    W ślad za swym poprzednikiem, ówczesnym prymasem Edmundem Dalborem przyznał, że tym, co ocaliło niepodległość Polski 100 lat temu, „było świadectwo jedności i mobilizacji całego narodu” oraz przezwyciężenie istniejących podziałów.

    Szukając wskazań na dziś, płynących z tamtego zwycięstwa, które stało się możliwe dzięki przezwyciężeniu istniejących podziałów, zaapelował o miłość społeczną w dzisiejszej Polsce. Nawiązał w ten sposób do katalogu zasad, o które apelował prymas Wyszyński w programie 10 przykazań społecznej krucjaty miłości: „Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje, nie czyń rozdźwięku między ludźmi, ale jednocz sercem i słowem. Nie wyciskaj łez, lecz uspokajaj i czyń dobro. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co ty jesteś winien innym” – przypomniał metropolita gnieźnieński.

    Nawiązał też do Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy, dzięki opiece której – zaznaczył – Warszawa nigdy nie jest osamotniona. Podkreślił, że i „dziś wznosimy ku niej wzrok i wołamy o pomoc, podobnie jak czynili to w 1920 r. polscy biskupi wraz z całym społeczeństwem”, prosząc o ocalenie niepodległej Ojczyzny.

    Przed błogosławieństwem Prymas poświęcił kwiaty i zioła, jakie przynieśli wierni, zgodnie z tradycją święcenia zbóż w uroczystość Wniebowzięcia NMP, zwanej świętem Matki Bożej Zielnej. Na zakończenie wszyscy zgromadzeni zaintonowali: „Boże coś Polskę”.

    Po zakończeniu Mszy św. rozpoczął się Apel Poległych z udziałem Kompanii Honorowej Pułku Reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Zostały też złożone wieńce na mogiłach bohaterów Bitwy Warszawskiej 1920 r.

    Na uroczystości obecni byli przedstawiciele organizacji kombatanckich, potomkowie bohaterów z 1920 r., reprezentacje wojska i harcerzy, parlamentarzyści, wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł i marszałek województwa Adam Struzik, lokalni samorządowcy, biskupi warszawsko-prascy, duchowieństwo i liczni wierni.

    Starcie cywilizacji

    W niedzielę 16 sierpnia bp Romuald Kamiński przewodniczył w parafii pw. św. Jana Pawła II w Radzyminie uroczystej Eucharystii, podczas której dziękowano za odniesione w 1920 r. zwycięstwo oraz modlono się za poległych. W czasie Mszy św. ordynariusz warszawsko – praski poświęcił znajdującą się na terenie parafii figurę Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy i Strażniczki Polski.

    W homilii mówił m.in. o historii wizerunku Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy, o dramatycznych okolicznościach wojny polsko – bolszewickiej, listach Episkopatu Polski do Ojca Świętego, biskupów i rodaków z prośbą o modlitwę, a także o akcie zawierzenia kraju Najświętszemu Sercu oraz o wielkiej duchowej mobilizacji Polaków. Nawiązując do literatury i relacji świadków tych wydarzeń, przypomniał znaczenie starcia z 1920 r. jako starcia cywilizacji oraz roli Polski jako przedmurza cywilizacji łacińskiej.

    Na zakończenie opowiedział o okolicznościach powstania statui Matki Bożej Łaskawej przy sanktuarium św. Jana Pawła II, wymieniając osoby, które się do tego przyczyniły. Podkreślił też, że figura powstała „z potrzeby serca diecezjan”. Po homilii biskupi odsłonili i poświęcili statuę. Odlana jest ona ze spiżu. Maryja w koronie na głowie trzyma w rękach połamane strzały nieprzyjaciela.terskiej śmierci ks. Ignacego Skorupki, która okazała się punktem zwrotnym starcia pod Ossowem oraz o świadectwach żołnierzy Armii Czerwonej opowiadających o widzeniach Matki Bożej.

    Na zakończenie Mszy św. bp Kamiński odmówił akt zwierzenia Matce Bożej Łaskawej Warszawy i całej Ojczyzny. Głos zabrał też m.in. Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej. „Pamięć o wydarzeniach sprzed 100 lat buduje morale dzisiejszego wojska polskiego” – podkreślił. „Wielkie rocznice są fundamentem pod budowę wielkich rzeczy. Dziś budujemy silną Polskę również w wymiarze duchowym” – dodał, wyrażając nadzieję, że uda się stawić czoła zagrażającej dziś ideologii neobolszewickiej.

    Prezes IPN dr Jarosław Szarek podkreślił, że zwycięstwo w 1920 r. było m.in. możliwe dlatego, że większość Polaków zjednoczyła się wokół rzeczy najistotniejszych – wokół obrony niepodległości i ładu moralnego, który od dziesięciu wieków jest fundamentem naszego życia.

    Modlitwy z okazji 100. rocznicy “Cudu nad Wisłą” odbywały się w sobotę i niedzielę w kościołach w całej Polsce. Na Jasnej Górze w nawiązaniu do aktu polskich biskupów z 1920 r., podczas głównej sumy odpustowej złożone zostało zawierzenie Sercu Jezusa i Maryi. Tak było 27 lipca 1920 r., przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej ofiarowano zagrożoną najazdem bolszewickim Polskę. Następnego dnia oddano Rzeczpospolitą pieczy Królowej Korony Polskiej.

    Podczas Mszy św. celebrowanej na szczycie Jasnej Górze akcie zawierzenia abp Wacław Depo podziękował za ofiarną miłość Jezusa, która w tajemnicy ukrzyżowania i zmartwychwstania stała się miłością zwycięską. Przypomniał, że „w setną rocznicę Cudu nad Wisłą, który w sierpniu 1920 r. za przyczyną Najświętszej Maryi Panny ocalił naszą Ojczyznę i cywilizację europejską od bolszewickiego panowania, my – pasterze Kościoła w Polsce podobnie jak nasi poprzednicy przybywamy na Jasną Górę”.

    Zaznaczył, że to „na Jasnej Górze, uświadamiamy sobie wyraźniej, odpowiedzialność za chrześcijańskie dziedzictwo polskiej ziemi, potrzebę wspólnej troski wszystkich warstw społecznych, nie tylko za materialne, także za duchowe dobro naszej Ojczyzny”.

    Centralne obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej zakończą się w poniedziałek 17 sierpnia w Mińsku Mazowiecki. Uroczystej Mszy św. przed obrazem Matki Bożej Anielskiej w kościele Narodzenia NMP przewodniczyć będzie nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. Podczas Eucharystii szczególnie wspominana będzie postać jednego z dowódców polskich wojsk w wojnie polsko-bolszewickiej, Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera.

    Bitwa Warszawska – decydująca bitwa wojny polsko-bolszewickiej – rozegrała się w dniach 13-25 sierpnia 1920 r. na przedpolach Warszawy. Jest określana mianem “cudu nad Wisłą” i uznawana za jedną z najważniejszych bitew w historii świata. Bitwa zadecydowała o zachowaniu przez Polskę dopiero co zdobytej niepodległości i zatrzymała rozprzestrzenienie się rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią.

    Wojska Polskie działały pod wodzą marszałka Józefa Piłsudskiego. W wyniku walk po stronie polskiej zginęło ok. 4,5 tys. żołnierzy, a 22 tys. zostało rannych zaś 10 tys. zaginęło. Zgodnie z szacunkami straty bolszewickie wyniosły 25 tys. poległych lub ciężko rannych. 60 tys. trafiło do polskiej niewoli a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców.

    Kai.pl/16 sierpnia2020

     

    ***************************************************************************

    piątek 14 sierpnia

    Uroczystość św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika

    fragment homilii św. Jan Paweł II podczas kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego na placu św. Piotra 10.10.1982:

    Uwielbiamy więc dzisiaj wielkie dzieło Boże w człowieku. Wobec nas wszystkich, tu zgromadzonych, ojciec Maksymilian Kolbe podnosi swój „kielich zbawienia”, w którym zawiera się ofiara całego jego życia, przypieczętowanego męczeńską śmiercią „za brata”.
    Do tej ostatecznej ofiary gotował się Maksymilian, idąc za Chrystusem od najmłodszych lat swego życia w Polsce. Z tych to lat pochodzi przedziwny znak dwóch koron: białej i czerwonej, spośród których nasz święty nie wybiera jednej, ale przyjmuje obie. Od młodych bowiem lat przenikała go wielka miłość ku Chrystusowi i pragnienie męczeństwa.
    Ta miłość i to pragnienie towarzyszyło mu na drodze powołania franciszkańskiego i kapłańskiego, do którego przygotowywał się zarówno w Polsce, jak i w Rzymie. Ta miłość i to pragnienie szły z nim poprzez wszystkie miejsca kapłańskiej i franciszkańskiej posługi w Polsce, a także posługi misjonarskiej w Japonii.
    Natchnieniem całego życia była mu Niepokalana, której zawierzał swoją miłość do Chrystusa i swoje pragnienie męczeństwa. W tajemnicy Niepokalanego Poczęcia odsłaniał się przed oczyma jego duszy ów przewspaniały nadprzyrodzony świat łaski Bożej ofiarowanej człowiekowi. Wiara i uczynki całego życia ojca Maksymiliana wskazują na to, że swoją współpracę z Bożą łaską pojmował jako wojowanie (militia) pod znakiem Niepokalanego Poczęcia. Rys Maryjny jest w życiu i świętości Ojca Kolbego szczególnie wyrazisty. Tym znamieniem naznaczył też całe swoje apostolstwo, zarówno w Ojczyźnie, jak na misjach. Zarówno w Polsce, jak i w Japonii ośrodkiem tego apostolstwa były specjalne „miasta Niepokalanej” (polski Niepokalanów, japońskie Mugenzai no Sono).

    Św. Maksymilian Maria Kolbe, kapłan, zakonnik. Urodził się w Zduńskiej Woli koło Łodzi w 1894 roku. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Wstępując do zakonu franciszkanów, przyjął imię Maksymilian.

    Studia filozoficzne i teologiczne odbywał w Rzymie. Ukończył je doktoratem. W 1918 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Mimo osobistego zamiłowania do skrajnego ubóstwa w pracy apostolskiej posługiwał się najnowocześniejszymi środkami. Gorliwie szerząc cześć Maryi Niepokalanej, założył stowarzyszenie ludzi oddanych apostolstwu – „Milicję Niepokalanej”.

    W 1922 roku zorganizował wydawnictwo oraz redakcję „Rycerza Niepokalanej”. Powołał nowe placówki w Grodnie i Teresinie pod Warszawą, który nazwano wkrótce Niepokalanowem. W 1930 roku wyjechał do Japonii, gdzie stworzył tamtejszy Niepokalanów oraz nową wersję „Rycerza Niepokalanej”.

    W roku 1936 wrócił do Polski. Następnie podjął starania o otwarcie podobnych ośrodków w Belgii i na Litwie. Byt dwukrotnie aresztowany przez Niemców: po raz pierwszy na początku okupacji, po raz drugi w roku 1941. Osadzono go na Pawiaku, w kilka miesięcy później przewieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

    Tam wszystkim dawał przykład cierpliwości. Przyjął dobrowolnie śmierć w bunkrze głodowym zamiast innego więźnia. Dobity zastrzykiem z fenolu zmarł 14 sierpnia 1941 roku.

    Beatyfikował go Paweł VI w 1971 roku. Jedenaście lat później kanonizował Jan Paweł II. Jest patronem archidiecezji gdańskiej i diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej oraz – jak powiedział Jan Paweł II – „naszych trudnych czasów”.

    W ikonografii św. Maksymilian przedstawiany jest w habicie franciszkańskim lub w więziennym pasiaku, czasem z numerem obozowym 16 670 na piersi. Towarzyszy mu Maryja Niepokalana. Jego atrybutem jest korona z drutu kolczastego lub dwie korony – czerwona i biała.

    ******************

    Święty Maksymilian Maria Kolbe – Najwierniejszy Rycerz Niepokalanej

    Święty Maksymilian Maria Kolbe - Najwierniejszy Rycerz Niepokalanej! fot. Łukasz Dejnarowicz/Archiwum: Forum


    Miał rację Jan Dobraczyński, gdy pisał w Skąpcu Bożym. Rzecz o Ojcu Maksymilianie Maria Kolbe, że wielkość życia założyciela Niepokalanowa nie kaźnią głodowego bunkra, ale ideą królowania Maryi trzeba mierzyć. Rzeczywiście, jego dobrowolna ofiara dokonana w Auschwitz, to owoc wieloletniej, tytanicznej wręcz pracy nie tylko na rzecz swego zbawienia, ale przede wszystkim na rzecz zdobycia całego świata, wszystkich dusz dla Tej, której poświęcił całe swoje życie – dla Niepokalanej.

    Ona niech króluje!

    Papież Paweł VI w homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej o. Maksymiliana, opisywał charakterystyczną duchowość nowego błogosławionego: Cechą charakterystyczną, rzec można oryginalną, mariologii ojca Kolbe, jest wyjątkowe znaczenie, jakie przypisuje Jej zadaniu wśród obecnych potrzeb Kościoła; jest jego wiara w spełnienie wizji proroczej Bożego triumfu w wiekuistej chwale i wywyższeniu maluczkich, a także wiara w Jej wstawiennictwo, w skuteczność Jej przykładu i w obecność Jej macierzyńskiej miłości. (…) Dziś z nieba ojciec Kolbe pomaga nam rozważać je i zgłębiać. Ten Maryjny rys nowego Błogosławionego włącza go do grona wielkich świętych, obdarzonych duchem proroczym, którzy pojęli, uczcili i wysławiali tajemnicę Maryi.

    Istotnie, Maksymilian Kolbe zajmuje znakomite miejsce wśród takich gigantów kultu maryjnego, jak św. Bernard z Clairvaux, św. Dominik, św. Bonawentura, św. Bernardyn ze Sieny, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, św. Alfons de Liguori, bł. Alan de Rupe czy bł. Stanisław Papczyński.

    W służbie idei królowania Maryi był bezkompromisowy. Tej ogromnej miłości „gwałtownika maryjnego” często świat nie rozumiał, ale – o dziwo! – nie rozumiało jej też pokaźne grono ludzi Kościoła, ba, nawet braci zakonnych. A jednak absolutnie przekonany o słuszności swej drogi, mający ciągle w pamięci pytanie Maryi: „Czy chcesz przyjąć dwie korony?”, o. Maksymilian nie zrażał się. Będąc pewny wstawiennictwa tak możnej Orędowniczki, angażował wszystkie swe siły, by Ona Królowała.

    Ojciec Kolbe nie zadowalał się półśrodkami. Był maksymalistą, nie na darmo przyjął w zakonie imię Maksymilian: – Chcę żeby cały świat się nawrócił! Wiedział, że zwycięstwo Królestwa Niepokalanego Serca Maryi jest najprostszą i najkrótszą drogą do triumfu Królestwa Bożego. A przecież o nadejście tego Królestwa prosimy co dzień słowami modlitwy „Ojcze nasz”.

    Militia Immaculatae

    Gdy masoneria w Rzymie coraz śmielej występowała – wywiesiła swój sztandar przed oknami Watykanu, na sztandarze czarnym giordano-brunistów umieściła św. Michała Archanioła pod nogami Lucyfera i w ulotkach głośno występowała przeciw Ojcu Świętemu – powstała myśl założenia stowarzyszenia do walki z masonerią i innymi sługami Lucyfera. Tak św. Maksymilian opisywał okoliczności powstania Militia Immaculatae – MI (Rycerstwa Niepokalanej).

    Rycerstwo było dzieckiem Świętego i wspaniałym darem dla Niepokalanej: Istotą i warunkiem Rycerstwa Niepokalanej jest całkowite oddanie się Niepokalanej, żeby dusza stała się pod każdym względem Jej narzędziem. Wszystkie tytuły, jak niewolnik, sługa – oznaczają jedno i to samo; idzie bowiem o to, żeby być coraz bardziej bezgranicznie Jej, aby Ona w duszy promieniowała bez żadnych zastrzeżeń.

    Młody zakonnik, zakładając w 1917 roku Rycerstwo, miał jasno określony CEL: Starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a zwłaszcza masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Niepokalanej.

    Są jednak pewne WARUNKI, bez których nie można przystąpić do tego działania. Przede wszystkim – trzeba oddać się całkowicie Niepokalanej, jako narzędzie w Jej rękach: Musimy naprawdę sami oddać się Niepokalanej, byśmy byli jak pióro w ręku pisarza, jak pędzel w ręku malarza, jak dłuto w ręku rzeźbiarza. Samo pióro, sam pędzel bez mistrza nic nie zrobią. Pan Jezus powiedział wyraźnie, że bez Niego nic uczynić nie możemy (por. J 15, 15). Bez łaski nadnaturalnej, która spływa przez Niepokalaną, nic uczynić nie potrafimy. A na czym polega doskonałość narzędzia w ręku mistrza? Na tym, aby dało się prowadzić temu artyście. Jeżeli Niepokalanej naprawdę się oddamy, wtedy Ona będzie dużo czyniła. Tu też posłuszeństwo jest największą doskonałością.

    Pozostałe warunki uczestnictwa w Rycerstwie Niepokalanej to wpisanie się do księgi Militia Immaculatae oraz pobożne noszenie Cudownego Medalika.

    A jakimi środkami mają się posługiwać rycerze? Maksymilian dał szerokie przyzwolenie: Wszelkie środki, byle godziwe – na jakie pozwala stan, warunki i okoliczności, co zostawia się gorliwości i roztropności każdego. W innym miejscu jeszcze dodawał: Niech te najnowsze wynalazki i urządzenia służą najpierw Jej, dla Jej chwały. (…)

    Do ważniejszych środków należą: Cudowny Medalik i modlitwa, której Ona sama nas nauczyła, objawiając ten medalik: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”, a my dodajemy jeszcze: „i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami i poleconymi Tobie”. W ten sposób, kto się tak modli, modli się za wszystkich, „a zwłaszcza za masonów”. Oni są sprężyną najrozmaitszego wrogiego ruchu, nawet herezji. Oni zawsze są tą głową. Dlatego, gdy Niepokalana tę głowę zetrze, wszystko będzie dokonane. (…)

    Wszystkich pod sztandar Niepokalanej zdobyć, a przez Nią dla Najświętszego Serca Jezusowego.

    Maksymilian był ponadto wielkim propagatorem Różańca Świętego. Przed każdym przedsięwzięciem odmawiał modlitwę różańcową. Zalecał go swoim duchowym braciom, członkom MI. – Różaniec jest modlitwą najmilszą Matce Bożej – mówił.

    Wola Niepokalanej ściśle zespolona z wolą Bożą

    Podczas akademii pożegnalnej w Niepokalanowie (28 sierpnia 1933) z racji powrotu na misje do Japonii, ojciec Maksymilian podjął temat „woli Niepokalanej”. Dziś wielu teologów, określających siebie mianem „chrystocentrystów”, zżyma się, słysząc ten termin. Z tym problemem stykał się też o. Kolbe. Jednak cierpliwie tłumaczył: Doskonałość polega na pełnieniu woli Niepokalanej. Lecz jak możemy poznać tę wolę? Przede wszystkim nie możemy dopuścić do tego, by w praktycznym naszym życiu wytworzył się pogląd, że pomiędzy nami a Niepokalaną istnieje dzieląca nas przestrzeń. Innymi słowy nie możemy dopuścić do tego, by cokolwiek nas oddalało od Maryi. Jeśli tak się stanie – oddalimy się od doskonałości.

    Ale… posłuchajmy, co chce nam powiedzieć najwierniejszy rycerz Niepokalanej: Jak to poznać, że Matka Najświętsza czegoś od nas żąda? Gdyby nam było objawione, albo nam anioł powiedział, to bylibyśmy pewni, że rzeczywiście życzy sobie tego Niepokalana. Ale gdy nie mamy objawień – skąd mamy wiedzieć, w czym objawia się wola Boża, czyli wola Niepokalanej? I tu pada odpowiedź, która w życiu chrześcijanina, a szczególnie w życiu zakonnika ma ogromne znaczenie: W świętym posłuszeństwie. Pan Jezus, chociaż Mądrość nieskończona – nie obrał sobie innej drogi, jak posłuszeństwo. On, jako Bóg, daleko lepiej od Matki Najświętszej wiedział, jak tę lub inną pracę się wykonuje, a jednak był Jej posłuszny (przez całe 30 lat na ziemi wiódł życie ukryte i był posłuszny Matce Najświętszej i św. Józefowi, a po śmierci św. Józefa – był posłuszny Swej Matce), bo w tym widział wolę Ojca.

    Nie dlatego mamy słuchać przełożonego, że jest uczony, doświadczony, roztropny, uprzejmy itd., ale iż w tym posłuszeństwie jest wola Boża, wola Matki Najświętszej.

    Ktoś może powiedzieć: wola Boża, wola Niepokalanej, jak to rozumieć?

    Nigdy nie obawiajcie się mówić „wola Niepokalanej”. Jeżeli mówimy wola Niepokalanej, to oprócz tego, że uznajemy wolę Bożą, czcimy jeszcze przez to Matkę Najświętszą, uznając, że Jej wola jest tak zlana z wolą Bożą, iż stanowi jedno ścisłe zespolenie, a oprócz tego bardziej wielbimy Pana Boga, przyznając Mu tę doskonałość, iż stworzył tak wielką, tak potężną, tak doskonałą i tak świętą istotę, jaką jest Matka Najświętsza. Więc posłuszeństwo jest niczym innym, jak wolą Matki Najświętszej.

    Zatem do Maryi, która powiedziała Bogu: „Niech mi się stanie według Słowa Twego” mamy się uciekać i prosić, by Ona – wzór posłuszeństwa – wyjednała nam tę łaskę.

    Wszechpośredniczka łask wszelkich

    Ojciec Maksymilian często przypominał prawdę, że Maryja jest wszechpośredniczką wszelkich łask. Jak Bóg w Chrystusie przyszedł na świat przez Nią, tak wszelkie Jego łaski zlewane są na wiernych przez ręce Maryi. I my zdążamy do Boga przez wierność i oddanie Niepokalanej. To najkrótsza i najpewniejsza droga: Niepokalana żyje w nas. Nie jest (…) obojętna na sprawy naszego życia, lecz działa ciągle w naszej duszy przez natchnienia. Jest Ona przecież Matką łaski Bożej, Pośredniczką łask wszelkich. (…) Przypominajmy sobie często, że zależymy od Niepokalanej. Pozwólmy się Jej prowadzić, a przekonamy się, że Niepokalana jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do świętości.

    Na koniec roku 1938 w przemówieniu do braci zakonnych mówił: My wierzymy (…), że Ona po Bogu jest najdoskonalsza (…) najlepsza, najpotężniejsza. Dlaczego Wam to mówię? Bo gdyby diabeł chciał na Was uderzyć, abyście mu nie wierzyli. Chociażby tu przyszli nawet mądrzy teologowie i uczeni i głosili Wam bardzo mądre wzniosłe rzeczy, ale inaczej by Was nauczali (…), nie wierzcie im. Przy pomocy Niepokalanej wszystko zrobicie.

    My wierzymy, że Niepokalana jest, że Ona prowadzi nas do Pana Jezusa, a gdyby kto inaczej nauczał, niech będzie przeklęty! Niech będzie przeklęty!!! (…)

    Przy Jej pomocy wszystko zrobimy, cały świat nawrócimy. Teraz tylko do czynu! Sami z siebie nic nie potrafimy, ale przy pomocy Niepokalanej cały świat nawrócimy, mówię, cały świat do jej stóp rzucimy! Bądźmy tylko Jej, w całości Jej, bezgranicznie Jej.

    Niech Ona żyje w nas, działa w nas i wszystko robi w nas. Bądźmy Jej ślepym narzędziem (…). Niech Ona robi z nami, co się Jej tylko podoba.

    Bezgranicznie zaufaj Niepokalanej!

    Często słyszymy z ust bliskich nam osób: „Ja już taki jestem, nie zmienię się. Chcę, ale nie jestem w stanie się poprawić”. Zdarza się, że także my sami szukamy takiego usprawiedliwienia. Z takimi problemami stykał się też ojciec Kolbe i – co ciekawe – taką postawę: „Chcę, ale nie mogę” uważał za przejaw… pychy. Dlaczego? Dawał odpowiedź na łamach „Rycerza Niepokalanej”: Otóż , ci ludzie w wielu rzeczach przyznają, że mogą to lub owo uczynić, tylko tej lub innej wady ujarzmić w takich lub innych okolicznościach nie są w stanie. To wszystko dowodzi tylko, że liczą oni jedynie na własne siły i uważają, że do tej granicy własnymi siłami to lub owo potrafią. (…) I to jest właśnie pycha – polegać wyłącznie na własnych siłach.

    Co więc radzi święty Maksymilian? Oddać się zupełnie, z ufnością bez granic w ręce Miłosierdzia Bożego, którego uosobieniem z Woli Bożej jest Niepokalana. Nic sobie nie ufać, bać się siebie, a bezgranicznie zaufać Jej i w każdej okazji do złego do Niej jak dziecko do matki się zwracać, a nigdy się nie upadnie. Twierdzą święci, że kto do Matki Bożej modli się w pokusie, na pewno nie zgrzeszy, a kto przez całe życie do Niej z ufnością się zwraca, na pewno się zbawi.

    Ten temat podjął także podczas jednej z konferencji w 1937 roku: Nie dziw się, że i zło i dobro w sobie czujesz. Wszelkie zło od ciebie pochodzi, a wszelkie dobro spływa przez ręce Niepokalanej, Pośredniczki wszelkich łask. To zło, co w sobie widzimy, to jeszcze nie wszystko, ale trochę tylko Niepokalana nam poznać pozwala, byśmy nie zapomnieli o tym, czym sami z siebie jesteśmy. Trzeba walczyć ze swoimi słabościami, ale spokojnie, bez gniewania się na siebie; całą ufność jedynie i całkowicie w Niepokalanej połóż, a Ona cię już poprowadzi przez święte posłuszeństwo i do siebie w niebie doprowadzi. Więc zdaj się bezgranicznie na Jej wolę i walcz w pokoju, w Niej ufając bez granic, a wszystkie słabości na większe dobro ci się obrócą.

    Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza

    Maryjne credo ojca Maksymiliana streszcza się w ułożonej przez niego modlitwie „Do Maryi Niepokalanej”. Jest w niej zawarte uwielbienie. Jest też kontemplacja. Jest wreszcie myśl i idea, dla której każdego dnia chciał się poświęcać i wypalać, by Ona triumfowała:

    Kim jesteś o Pani? Kim jesteś o Niepokalana? Nie mogę zgłębić, co to jest być stworzeniem Bożym. Już przechodzi me siły zrozumieć, co znaczy być przybranym dzieckiem Bożym.

    A Ty, o Niepokalana, kim jesteś? Nie tylko stworzeniem, nie tylko dzieckiem przybranym, ale Matką Bożą, i to nie przybraną tylko Matką, ale rzeczywistą, Bożą Matką.

    I to jest nie tylko przypuszczenie, prawdopodobieństwo, ale pewność, pewność zupełna, dogmat wiary.

    A czy jeszcze jesteś Bożą Matką? Tytuł matki się nie zmienia. Na wieki Bóg będzie Ci mówił „Matko moja”… Dawca czwartego przykazania czcić Cię będzie na wieki, zawsze… Kim jesteś o Boża?

    I lubował się On, Bóg wcielony, w nazywaniu Siebie Synem Człowieczym. Lecz ludzie tego nie zrozumieli. I dziś jakże mało dusz i jak niedoskonale jeszcze pojmuje.

    Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza.

    Uwielbiam Cię o Ojcze nasz w niebie za to, żeś w Jej przeczystym łonie Syna swego Jednorodzonego złożył.

    Uwielbiam Cię o Synu Boży, żeś do Jej przeczystego łona wstąpić raczył i prawdziwym, rzeczywistym Jej

    Synem się stał.

    Uwielbiam Cię o Duchu Przenajświętszy, żeś w Jej nieskalanym łonie Ciało Syna Bożego uformować raczył.

    Uwielbiam Cię o Trójco Przenajświętsza, o Boże w Trójcy Świętej Jedyny, za tak Boskie wyniesienie Niepokalanej.

    I nie będę ustawał codziennie po przebudzeniu się ze snu najpokorniej z czołem o ziemię uwielbiać Cię Boże Trójco, mówiąc trzykrotnie: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku i teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.

    Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza. Dozwól, bym własnym kosztem Cię chwalił.

    Dozwól, bym dla Ciebie i tylko dla Ciebie żył, pracował, cierpiał, wyniszczył się i umarł. Dozwól, bym się przyczynił do jeszcze większego, do jak największego wyniesienia Ciebie.

    Dozwól, bym Ci przyniósł taką chwałę, jakiej jeszcze nikt Ci nie przyniósł.

    Dozwól, by inni mnie w gorliwości o wywyższenie Ciebie prześcigali, a ja ich tak, by w szlachetnym współzawodnictwie chwała Twoja wzrastała coraz głębiej, coraz szybciej, coraz potężniej, tak, jak tego pragnie Ten, który Cię tak niewysłowienie ponad wszystkie istoty wyniósł.

    W Tobie Jednej bez porównania bardziej uwielbiony stał się Bóg, niż we wszystkich Świętych Swoich.

    Dla Ciebie stworzył Bóg świat. Dla Ciebie i mnie też Bóg do bytu powołał. Skądże mi to szczęście?

    O dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza.

    Ostatnie kazanie

    Auschwitz. Lipcowe późne niedzielne popołudnie 1941 roku. Przed blokiem 15 wśród różnych rupieci i kamieni zgromadziła się garstka wychudzonych, zmaltretowanych więźniów. Wśród nich zbity, posiniaczony o. Maksymilian. Taczki służyły mu za ambonę. Naoczny świadek tej sceny, ks. Konrad Szweda zapamiętał ostatnie kazanie założyciela Niepokalanowa.

    – Słowa, które płynęły na kształt miecza obosiecznego, przebijały serca – wspominał kapłan. I teraz św. Maksymilian wysławiał Maryję, przypominając odwieczną naukę Kościoła: – Niepokalana – mówił o. Kolbe – przez poczęcie i zrodzenie Syna Bożego weszła w duchowe pokrewieństwo z Osobami Trójcy Świętej. W stosunku do Ojca jest „dzieckiem” Jego, Pierworodną i jednorodzoną Córką Boga. (…) W stosunku do Syna Bożego jest Ona Jego prawdziwą Matką. (…) W stosunku do Ducha Świętego jest Jego Oblubienicą, bo poczęła za Jego sprawą. (…) Maryja dała również Synowi Jego ciało mistyczne z członkami, którymi my jesteśmy (…). Jest więc prawdziwą Matką naszą, a my Jej dziećmi. I nawet teraz – w łachmanach, wychudzony, pokryty ranami dodawał otuchy, uzbrojony w Dary Ducha Świętego: Czyż podobna, by Matka opuściła swe dzieci w cierpieniu i nieszczęściu? Czyż podobna, by Matka nie otaczała specjalną opieką kapłanów? Przecież między Nią a kapłanem związek jest tak ścisły, a podobieństwo tak wielkie, że św. Antoni nie wahał się nazywać Jej „Virgo-Sacerdos”. W promiennej wizji jawi się często wśród nas, sącząc słodką jak miód pociechę: „Wytrwaj do końca, bo dzień zmiłowania Pańskiego bliski jest.

    Jak opisywał ks. Szweda, atmosfera tego wydarzenia była niemal nadprzyrodzona: Słowa te trafiały do przekonania. Miały jakby orzeźwiającą siłę. Nabierały innego znaczenia. Jakieś dziwne uczucia owładnęły myśli. Ojciec Kolbe potrafił jakby „do prawd Ducha mowę ducha przystosować”. Ojciec Kolbe umiał te gorzkie cierpienia przez miłość przetworzyć w twórcze i tryskające życiem źródło siły duchowej, które nas podtrzymywało. To było wypływem jego głębi ducha.

    Zagonami wieczornego zmierzchu pokrywało się błękitne niebo, a zachodzące słońce zostawiało świetlane smugi, gdy rozchodziliśmy się na bloki. Wracaliśmy inni, podniesieni na duchu, żyjący innym życiem. Kazanie o. Kolbe wywarło na nas głębokie wrażenie i pozostanie na zawsze niezatartym wspomnieniem… Długo mówiliśmy o treści tego kazania. Ostatni akord tego kazania wypowiedział o. Kolbe w ciemnicy podziemnego bunkra…

    ***

    Kilka tygodni później, w wigilię Wniebowzięcia, Królowa Niepokalana zabrała swego świętego rycerza na wieczną ucztę…

    Bogusław Bajor/PCh24.pl/13.8.2020

    Artykuł został opublikowany w 59. numerze magazynu „Przymierze z Maryją” (lipiec/sierpień 2011)

    ***********************************************

    Św. Maksymilian Kolbe - świadek Miłości, która nie ma końca
    Wizerunek św. Maksymiliana w kościele pod jego patronatem w Oświęcimiu. fot. Alina Świeży- Sobel/GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***************************************************************************

    czwartek 13 sierpnia

    ŚWIĘTO

    Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej

    kalwaria zebrzydowska
    Cudowny Obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej
    fot. Piotr Tumidajski

    Wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski ufundował w roku 1602 sanktuarium składające się z zespołu kościołów i kaplic poświęconych Męce Pańskiej. Wierni rozważają przy nich stacje Męki Pańskiej. Rozważają również tajemnice współcierpienia Matki Bolesnej oraz Jej zaśnięcia i wniebowzięcia. Od roku 1641 w Kalwarii Zebrzydowskiej znajduje się otaczany wielką czcią obraz Matki Bożej. Uroczyście koronował go 1887 roku kard. Albin Dunajewski (1817-1894).

    Święcenia prezbiteratu w Kalwarii Zebrzydowskiej
    19 sierpnia 2002 r. papież Jan Paweł II  – w ostatnim dniu swej 8. Podróży Apostolskiej do Polski pod hasłem “Bóg bogaty w miłosierdzie” – nawiedził Sanktuarium pasyjno-maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tego dnia miała miejsce główna uroczystość jubileuszowa z racji 400-lecia sanktuarium i równocześnie druga pielgrzymka papieska do Kalwarii. Tutaj Papież kolejny raz powierzył swój naród i siebie Maryi.

    Święty Jan Paweł II modlił się około pół godziny przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej, następnie przewodniczył uroczystej Mszy św. koncelebrowanej, w czasie której wygłosił homilię poświęconą historii oraz znaczeniu sanktuarium kalwaryjskiego w życiu wiernych. Zawierzył też Matce Bożej Kalwaryjskiej Kościół, naród, i siebie samego. W trakcie uroczystości złożył u stóp Matki Bożej Kalwaryjskiej złoty krzyż papieski wykonany specjalnie na Rok Jubileuszowy 2002.

    Była to ostatnia Msza św. Ojca Świętego sprawowana na ojczystej ziemi!


    Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny. Mam nadzieję, że pielęgnując te wartości, społeczeństwo polskie, które od wieków przynależy do Europy, znajdzie właściwe sobie miejsce w strukturach Wspólnoty Europejskiej. 

    (fragment pożegnalnego przemówienia św. Jana Pawła II podczas ostatniej VIII podróży do Ojczyzny w roku 2002)

    ***

    Początek homilii św. Jana Pawła II:

    «Witaj, Królowo,
    Matko Miłosierdzia,
    życie, słodyczy i nadziejo nasza,
    witaj!»

    Umiłowani Bracia i Siostry! Przybywam dziś do tego sanktuarium jako pielgrzym, tak jak przychodziłem tu jako dziecko i w wieku młodzieńczym. Staję przed obliczem kalwaryjskiej Madonny, jak wówczas, gdy przyjeżdżałem tu jako biskup z Krakowa, aby zawierzyć Jej sprawy archidiecezji i tych, których Bóg powierzył mojej pasterskiej pieczy. Przychodzę tu i jak wtedy mówię: Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia!

    Ile razy doświadczyłem tego, że Matka Bożego Syna zwraca swe miłosierne oczy ku troskom człowieka strapionego i wyprasza łaskę takiego rozwiązania trudnych spraw, że w swej niemocy zdumiewa się on potęgą i mądrością Bożej Opatrzności. Czyż nie doświadczają tego również całe pokolenia pątników, które przybywają tutaj od czterystu lat? Z pewnością tak. Inaczej nie byłoby dzisiaj tej uroczystości. Nie byłoby tu was, którzy przemierzacie kalwaryjskie Dróżki wiodące śladami krzyżowej męki Chrystusa i szlakiem współcierpienia i chwały Jego Matki. To miejsce w przedziwny sposób nastraja serce i umysł do wnikania w tajemnicę tej więzi, jaka łączyła cierpiącego Zbawcę i Jego współcierpiącą Matkę. A w centrum tej tajemnicy miłości każdy, kto tu przychodzi, odnajduje siebie, swoje życie, swoją codzienność, swoją słabość i równocześnie moc wiary i nadziei — tę moc, która płynie z przekonania, że Matka nie opuszcza swego dziecka w niedoli, ale prowadzi je do Syna i zawierza Jego miłosierdziu.*

    Swoją homilię Ojciec Święty zakończył słowami modlitwy zawierzenia:

    Matko Kalwaryjska, spraw, «byśmy byli między sobą jedno, i z Tobą».

     «Przeto, Orędowniczko nasza,
    one miłosierne oczy Twoje
    na nas zwróć,
    a Jezusa, błogosławiony Owoc
    żywota Twojego,
    po tym wygnaniu nam okaż.
    O łaskawa, o litościwa, o słodka
    Panno Maryjo!»*

    Wejrzyj, łaskawa Pani, na ten lud,
    który od wieków
    pozostawał wierny Tobie
    i Synowi Twemu.
    Wejrzyj na ten naród,
    który zawsze pokładał nadzieję
    w Twojej matczynej miłości.
    Wejrzyj, zwróć na nas
    swe miłosierne oczy,
    wypraszaj to, czego dzieci Twoje
    najbardziej potrzebują.*

    Dla ubogich i cierpiących otwieraj
    serca zamożnych.*

    Bezrobotnym daj
    spotkać pracodawcę.*

    Wyrzucanym na bruk
    pomóż znaleźć dach nad głową.*

    Rodzinom daj miłość,
    która pozwala przetrwać
    wszelkie trudności.*

    Młodym pokazuj drogę
    i perspektywy na przyszłość.*

    Dzieci otocz płaszczem swej opieki,
    aby nie ulegały zgorszeniu.*

    Wspólnoty zakonne ożywiaj łaską
    wiary, nadziei i miłości.*

    Kapłanów ucz naśladować
    Twojego Syna
    w oddawaniu co dnia
    życia za owce.*

    Biskupom upraszaj światło
    Ducha Świętego,
    aby prowadzili ten Kościół
    jedną i prostą drogą
    do bram Królestwa Twojego Syna.*

    Matko Najświętsza,
    Pani Kalwaryjska,
    wypraszaj także i mnie
    siły ciała i ducha,
    abym wypełnił do końca misję,
    którą mi zlecił Zmartwychwstały.*

    Tobie oddaję wszystkie owoce
    mego życia i posługi;
    Tobie zawierzam losy Kościoła;
    Tobie polecam mój naród;
    Tobie ufam
    i Tobie raz jeszcze wyznaję:
    Totus Tuus, Maria!
    Totus Tuus. Amen.


    W pozdrowieniu końcowym po Mszy św. Jan Paweł II powiedział:

    Tak oto dobiega końca moje pielgrzymowanie do Polski, do Krakowa. Cieszę się, że to zwieńczenie wizyty dokonuje się właśnie w Kalwarii, u stóp Maryi. Raz jeszcze pragnę zawierzyć Jej opiece was tutaj zgromadzonych, Kościół w Polsce i wszystkich rodaków. Niech Jej miłość będzie obfitym źródłem łask dla naszego kraju i jego mieszkańców.

    Kiedy nawiedzałem to sanktuarium w r. 1979, prosiłem, abyście się za mnie tu modlili, za życia mojego i po śmierci. Dziś dziękuję wam i wszystkim kalwaryjskim pielgrzymom za te modlitwy, za duchowe wsparcie, jakiego nieustannie doznaję. I nadal proszę: nie ustawajcie w tej modlitwie – raz jeszcze powtarzam – za życia mojego i po śmierci. Ja zaś, jak zawsze, będę odwzajemniał tę waszą życzliwość polecając wszystkich Miłosiernemu Chrystusowi i Jego Matce.

    Kalwaria Zebrzydowska: Nowe wydanie papieskich kazań na 100-lecie jego urodzin

    ***

    Z przemówienia papieża Jana Pawła II
    w czasie pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej 7.06.1979.

    Tajemnica jedności Matki z Synem

    Kalwaria Zebrzydowska: Sanktuarium Matki Bożej – i dróżki. Nawiedzałem je wiele razy, począwszy od lat moich chłopięcych i młodzieńczych. Nawiedzałem je jako kapłan. Szczególnie często nawiedzałem sanktuarium kalwaryjskie jako arcybiskup krakowski i kardynał. Przybywaliśmy tu wiele razy z kapłanami, koncelebrując przed Matką Bożą, czasem pełne Prezbiterium Kościoła krakowskiego, zwłaszcza w momentach ważnych. Jednakże najczęściej przybywałem tutaj sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem Ich najświętsze tajemnice. A oprócz tego polecałem Panu Jezusowi przez Maryję sprawy szczególnie trudne i sprawy szczególnie odpowiedzialne w całym moim posługiwaniu biskupim, potem kardynalskim. Wiedziałem, że coraz częściej muszę tu przychodzić, bo po pierwsze: spraw takich było coraz więcej, a po drugie – dziwna rzecz – one się zwykle rozwiązywały po takim moim nawiedzeniu na dróżkach. Mogę wam powiedzieć dzisiaj, moi drodzy, że prawie żadna z tych spraw, które czasem niepokoją serce biskupa, a w każdym razie pobudzają jego poczucie odpowiedzialności, nie dojrzała inaczej, jak tutaj, przez domodlenie jej w obliczu Wielkiej Tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie.

    Kalwaria ma w sobie coś takiego, że człowieka wciąga. Co się do tego przyczynia? Może i to naturalne piękno krajobrazu, który stąd się roztacza, u progu polskich Beskidów. Z pewnością ono nam przypomina także o Maryi, która – by odwiedzić Elżbietę – “udała się w okolicę górzystą”. Nade wszystko jednakże to, co tutaj stale człowieka pociąga na nowo, to właśnie owa tajemnica zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką. Tajemnica ta opowiedziana jest plastycznie i szczodrze przez wszystkie kaplice i kościółki, które rozłożyły się wokół centralnej bazyliki.

    Tajemnica zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką na dróżkach Męki Pańskiej, a potem na szlaku Jej pogrzebu od kaplicy Zaśnięcia do “grobu Matki Bożej”. A wreszcie tajemnica zjednoczenia w chwale na dróżkach Wniebowzięcia i Ukoronowania. Wszystko to, rozłożone w przestrzeni i czasie, wśród tych gór i wzgórz, omodlone przez tyle serc, przez tyle pokoleń, stanowi szczególny rezerwuar, żywy skarbiec wiary, nadziei i miłości Ludu Bożego tej ziemi. Zawsze, kiedy tu przychodziłem, miałem świadomość, że zanurzam się w tym właśnie rezerwuarze wiary, nadziei i miłości, które nanosiły na te wzgórza, na to sanktuarium, całe pokolenia Ludu Bożego ziemi, z której pochodzę, i że ja z tego skarbca czerpię. I zawsze miałem tę świadomość, że owe tajemnice Jezusa i Maryi, które tu rozważamy, modląc się za żywych lub za zmarłych, są istotnie niezgłębione. Stale do nich powracamy i za każdym razem nie mamy dość. Zapraszają nas one, aby wrócić na nowo – i na nowo się w nie zagłębić. W tych tajemnicach wyrażone jest zarazem wszystko, co składa się na ludzkie, ziemskie pielgrzymowanie, na “dróżki” dnia powszedniego. Co za wspaniała zresztą nazwa – trudno znaleźć w innych językach jakiekolwiek słowo, które by temu odpowiadało. Wszystko, co składa się na te dróżki ludzkiego dnia powszedniego, zostało przejęte przez Syna Bożego i za pośrednictwem Jego Matki jest człowiekowi wciąż oddawane na nowo: wychodzi z życia i wraca do życia ludzkiego. Ale oddawane już jest w nowej postaci, jest prześwietlone nowym światłem, bez którego życie ludzkie nie ma sensu, pozostaje w ciemności. “Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. Oto jest owoc mojego wieloletniego pielgrzymowania po kalwaryjskich dróżkach. Owoc, którym z wami się dzielę.

    A jeśli do czego pragnę was zachęcić i zapalić, to abyście nie przestawali nawiedzać tego sanktuarium. I niech Sanktuarium Kalwaryjskie nadal skupia pielgrzymów, niech służy archidiecezji krakowskiej i całemu temu rejonowi, który tradycyjnie ściąga tutaj z Zachodu i Wschodu, z Południa i Północy, niech służy całemu Kościołowi w Polsce. Niech tutaj dokonuje się wielkie dzieło duchowej odnowy mężczyzn i kobiet, młodzieży męskiej i młodzieży żeńskiej, liturgicznej służby ołtarza wszystkich.

    Wszystkich też, którzy tutaj przybywać będą, proszę, aby modlili się za jednego z kalwaryjskich pielgrzymów, którego Chrystus wezwał tymi samymi słowami co Szymona Piotra. Wezwał go poniekąd z tych wzgórz i powiedział: “Paś baranki moje, paś owce moje”. I o to proszę, abyście się za mnie tu modlili, za życia mojego i po mojej śmierci.

    fot. IDMJP2

    ***

    Św. Jan Paweł II zawdzięczał swoje powołanie Kalwaryjskiej Matce. Pierwszy raz przyprowadził go do Niej jego ojciec – Karol Senior. Powiedział mu wtedy słowa, które zapamiętał do końca życia. Dlatego wracał do Kalwaryjskiej Matki po wielokroć jako kapłan, biskup, kardynał i w końcu jako papież.

    ***

    Św. Jan Paweł II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej

    Samplefot. Marek Lasyk/reporter

    **

    Św. Jan Paweł II został ogłoszony Patronem Kalwarii Zebrzydowskiej. Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski na ręce burmistrza miasta przekazał dekret potwierdzający ten fakt. Podniosła dla miasta uroczystość nastąpiła na zakończenie corocznego odpustu Wniebowzięcia NMP.

    – Matka Boża Kalwaryjska wskazując na Jezusa Chrystusa pokazywała Janowi Pawłowi II drogę. Wpatrując się w Jej wizerunek widział, jak ukochał Ją Chrystus, i jaką miłością obdarza każdego z nas. Tutaj uczył się miłości do Niej – mówił abp Marek Jędraszewski o papieżu Polaku, który w czasie dzisiejszych uroczystości ku czci Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny został ogłoszony patronem Kalwarii Zebrzydowskiej.

    Starania o uczynienie Jana Pawła II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej rozpoczęły się pod koniec 2019 r. Na wniosek burmistrza Rada Miejska podjęła jednomyślnie 30 grudnia 2019 r. uchwałę z prośbą skierowaną do abp. Jędraszewskiego o poparcie inicjatywy. Metropolita uchwałę wraz z rekomendacją przekazał do Stolicy Apostolskiej. Do prośby miasta pozytywnie odniósł się również Episkopat Polski oraz nuncjusz apostolski w Polsce Salvatore Pennacchio.

    Po Mszy św. kanclerz krakowskiej kurii ks. Grzegorz Kotala odczytał dekret Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, ustanawiający św. Jana Pawła II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej. Abp Marek Jędraszewski przekazał dekret burmistrzowi miasta.

    fot. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

    **

    – Ustanowienie św. Jana Pawła II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej to dla nas wszystkich wielki zaszczyt ale i wielkie zobowiązanie – powiedział Augustyn Ormanty, burmistrz Kalwarii Zebrzydowskiej.

    Jak dodał, miasto chce realizować naukę wielkiego patrona. – Jan Paweł II pokładał wielkie nadzieje w młodzieży, dlatego chcę, aby powstało stowarzyszenie, które będzie wspierać ubogą, ale zdolną młodzież. Będzie to żywy pomnik patrona. A skoro Karol Wojtyła chętnie modlił się na kalwaryjskich dróżkach, to we współpracy z Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym planuję zaprosić samorządowców z całej Małopolski do pójścia jego śladami. Co roku, w pierwszą sobotę czerwca, spotkajmy się w Polskiej Jerozolimie – zaapelował burmistrz.

    Urząd Miasta Kalwarii Zebrzydowskiej pracuje nad stworzeniem logo i identyfikacji wizualnej, wplatając w nią papieskie symbole. We współpracy z sanktuarium i parafią św. Józefa miasto pragnie poszerzyć propozycję nabożeństw za wstawiennictwem św. Jana Pawła II.

    Karol Wojtyła od najmłodszych lat nawiedzał Kalwarię Zebrzydowską, bazylikę i dróżki. Przybywał tam początkowo z ojcem, a następnie jako kapłan, biskup, kardynał a ostatecznie jako następca św. Piotra. W czasie przejazdu do Wadowic i krótkiego postoju na kalwaryjskim rynku, 14 sierpnia 1991 r. Papież wypowiedział znamienne słowa: „Dziś tylko na krótko się tu zatrzymuję. Ale tutaj serce moje zostało na zawsze”.

    Ostatnia Eucharystia na polskiej ziemi w 2002 r. miała miejsce w kalwaryjskiej Bazylice. Jan Paweł II zawierzył tam Maryi losy Kościoła i Narodu Polskiego. Wydarzenie to było klamrą spinającą życie Karola Wojtyły – Jana Pawła II, największego pośród Pielgrzymów Kalwaryjskich.

    Katolicka Agencja Informacyjna Kai/17 sierpnia 2020

    ************************************************************************

    *****************

    ********

    ŚRODA, 12 SIERPNIA 2020

    wspomnienie

    św. Joanny Franciszki de Chantal

    żona, matka, wdowa, przebaczyła lekkomyślnemu zabójcy swego męża, baronowa i … zakonnica

    JANE

    **

    Joanna urodziła się w Dijon (w tym samym mieście urodził się też św. Bernard z Clairvaux i dominikanin Lacordaire) 23 stycznia 1572 r. Jej ojciec był prezydentem parlamentu Burgundii. Mając niecałe 2,5 roku Joanna straciła matkę, która zmarła przy porodzie jej młodszego brata, Andrzeja. Odtąd wychowywała się pod okiem opiekunki. Otrzymała staranne wykształcenie. W 1592 r. 20-letnia Joanna poślubiła Krzysztofa II, barona de Chantal, z którym miała sześcioro dzieci. Święta matka przyświecała swoim dzieciom przykładem życia chrześcijańskiego, a przede wszystkim wyczuleniem na potrzeby biednych. Toteż ci licznie nawiedzali codziennie jej dwór. Pan Bóg wynagrodził jej złote serce, bowiem gdy pewnego dnia zabrakło ziarna, a był głód, cudownie je rozmnożył.

    W 1601 r. w czasie polowania przez lekkomyślną nieostrożność przyjaciel zabił jej męża. Owdowiawszy w 29. roku życia, poświęciła się wychowaniu dzieci oraz podjęła głębokie życie wewnętrzne. Cios przeżyła tak boleśnie, że omal nie przypłaciła go utratą zdrowia. Wspaniałomyślnie jednak darowała nieumyślnemu zabójcy wyrządzoną jej i jej dzieciom krzywdę.

    Przeniosła się teraz do ojca, do Dijon, a potem do teścia w Monthelon. Ten jednak okazał się dla niej bardzo przykry i na każdym kroku dawał jej odczuć, że jest dla niego ciężarem. Jeszcze więcej cierpiała Święta od jego wszechwładnej na zamku służącej-metresy. Zachęcana do ponownego zamążpójścia, pomimo obiecujących ofert, postanowiła oddać się wyłącznie wychowaniu dzieci i służbie Bożej. W marcu 1604 r. spotkała św. Franciszka Salezego. Od tego czasu datuje się ich wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju przyjaźń duchowa. Święty zaszczepił w niej własny, salezjański styl życia: dobroci i życzliwości dla wszystkich, naturalnego sposobu życia, przepojonego stałą pamięcią o obecności Bożej i czynienia wszystkiego dla Boga.

    Św. Joanna zarzuciła więc dotychczasowy surowy styl życia, a oddawała się w wolnych chwilach posłudze chorym i ubogim. W trzy lata później św. Franciszek przedstawił baronowej projekt zgromadzenia akcentujący umartwienie wewnętrzne. W 1610 r. Joanna, zapewniwszy przyszłość dzieciom, opuściła Dijon. W Annecy założyła pierwszy klasztor nowego zgromadzenia Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny – wizytek. Święty umyślnie dał tę nazwę swojemu zakonowi, gdyż w planie pierwotnym był on przeznaczony dla posługi ubogim. Niestety, Rzym na to nie zezwolił. Obawiał się, że to nowość zbyt śmiała, bez precedensu, by zakonnice wychodziły poza mury klasztoru i w pracy czynnego posługiwania bliźnim narażały własną duszę na niebezpieczeństwo. Św. Robert Bellarmin oraz św. Joanna zachęcali Franciszka, by nie ustępował. Może by i wygrał, ale pod naciskiem Rzymu ustąpił w obawie, że zakonu jego nie zatwierdzi.

    W 1611 roku trzy pierwsze wizytki złożyły profesję. Jako pieczęć i herb dla swojego zakonu św. Franciszek Salezy obrał Serce Pana Jezusa, otoczone koroną cierniową z wyrastającym z niego krzyżem, oraz dwa miecze przecinające to Serce, wyobrażające miłość Boga i bliźniego. Dnia 28 grudnia 1622 roku rozstał się z życiem doczesnym św. Franciszek. Dzięki energicznym zabiegom św. Joanny ciało Świętego zostało umieszczone w Annecy, w kościele Wizytek. Zajęła się również Święta bardzo troskliwie zebraniem wszystkich pism św. Franciszka. Rozpoczęła także proces wstępny do kanonizacji Założyciela zakonu.

    Oddała teraz swój zakon pod bezpośrednią opiekę duchową św. Wincentego de Paul. Przez 40 lat, Święty ten udzielał rad i wskazań oraz prowadził siostry na wyżyny doskonałości chrześcijańskiej. Przez następne lata Joanna założyła 87 fundacji. Ostatnie lata życia spędziła Święta na niezmordowanym wizytowaniu i umacnianiu powstałych fundacji, jak też na zakładaniu nowych. Ostatnim przez Świętą domem założonym był klasztor w Turynie (1638).

    Zmarła podczas podróży 13 grudnia 1641 r. Św. Wincenty miał widzieć jej duszę idącą do nieba. Serce Świętej zatrzymano w Moulins, a ciało jej przewieziono uroczyście do Annecy, gdzie je złożono obok relikwii św. Franciszka Salezego w kościele Wizytek. Uroczystej beatyfikacji dokonał w bazylice Św. Piotra papież Benedykt XIV w 1751 roku, a niedługo potem papież Klemens XIII w 1767 roku dokonał jej kanonizacji. Jest patronką sióstr wizytek. Do Polski zakon ten sprowadziła już w 1650 r. królowa Maria Ludwika Gonzaga, żona Jana Kazimierza. Św. Joanna zostawiła po sobie wiele pism. Jej duchowe córki zebrały wszystkie z pietyzmem i wydały w 8 tomach. Składają się na nie listy i pouczenia duchowe, ascetyczne oraz okólniki organizacyjne.

    Franciszkańska 3.pl

    *****

    Msza święta

    Antyfona na wejście

    Wspomnij, Panie, na Twoje przymierze, o życiu swych ubogich nie zapominaj na wieki. Powstań, Boże, broń swojej sprawy i nie zapominaj wołania tych, którzy Ciebie szukają. (Ps 74, 20.19.22.23)

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże,
    ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem,
    umocnij w naszych sercach ducha przybranych dzieci, abyśmy mogli osiągnąć obiecane dziedzictwo.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Ezechiela – Ez 9,1-7;10,18-22

    Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: „Zbliżcie się, straże miasta, każdy z niszczycielską bronią w ręku”. I oto przybyło sześciu mężów drogą od górnej bramy, położonej po stronie północnej, każdy z własną niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż, odziany w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali się przed ołtarzem z brązu.

    A chwała Boga izraelskiego uniosła się znad cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u boku, Pan rzekł do niego: „Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy i nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi”.

    Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: „Idźcie za nim po mieście i zabijajcie. Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości. Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu. Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni”.

    l tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: „Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!” Wyszli i zabijali w mieście. A chwała Pana odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc, uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w wejściu wschodniej bramy świątyni Pana, a chwała Boga izraelskiego spoczywała nad nimi u góry. Była to ta sama istota żywa, którą pod Bogiem izraelskim oglądałem nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to cheruby. Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych twarzy, które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed siebie.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 113

    R/ Ponad niebiosa sięga chwała Pana.

    Chwalcie, słudzy Pańscy,
    chwalcie imię Pana.
    Niech imię Pana będzie błogosławione,
    teraz i na wieki. R/

    Od wschodu do zachodu słońca,
    niech będzie pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała. R/

    Kto jest jak nasz Pan Bóg,
    co ma siedzibę w górze,
    i w dół spogląda
    na niebo i na ziemię? R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 18,15-20

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała prawda. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

    Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, przyjmij łaskawie dary,
    których sam udzieliłeś swojemu Kościołowi,
    i swoją mocą przemień je w Sakrament niosący zbawienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Chlebem, który dam, jest moje Ciało za życie świata. (J 6,51)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech przyjęcie Twego Sakramentu zapewni nam zbawienie i utwierdzi nas w świetle Twojej prawdy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

     

    ***************************************************************************

    wtorek 11 sierpnia

    wspomnienie św. Klary z Asyżu

    W wieku 18 lat odmówiwszy propozycjom małżeńskim uciekła z domu i schroniła się w klasztorze Benedyktynek. Wkrótce potem dołączyła do niej siostra – Agnieszka. Zamieszkały przy kościele S. Damiano w Asyżu.
    **

    Transparentna święta

    O kim mowa? O św. Klarze, której imię z łaciny oznacza jasna, czysta bądź sławna, a zatem i transparentna.

    Towarzyszkę św. Franciszka z Asyżu wspominamy w liturgii 11 sierpnia. Tego bowiem dnia umarła, w otoczeniu współsióstr – klarysek. Całe wcześniejsze życie św. Klary było wyjątkowo przejrzyste i czyste. Spisujący jej biografię odnotowują, że pochodziła z zamożnej rodziny osiadłej w Asyżu. Była najstarszą z trzech córek Favarone i Ortolany. Jej mama – Ortolana miała ponoć objawienie, kiedy jeszcze Klara była w jej łonie, że owo „dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce”.

    Tak też się stało. Kilkunastoletnia Klara zafascynowała się stylem egzystencji św. Franciszka. Mimo sprzeciwu rodziny wraz z siostrą, bł. Agnieszką, wstąpiła do zakonu Pań Ubogich, zwanego potem II Zakonem czy też klaryskami.

    Można powiedzieć, że wraz z innymi kobietami przy kościele św. Damiana w Asyżu tworzyła swoiste duchowe, ale również materialne zaplecze dla Braci Mniejszych, czyli franciszkanów. Towarzysze św. Franciszka ewangelizowali, a św. Klara wspierała ich pobożnym, pokutniczym życiem.

    Biografowie odnotowują, że miewała różne wizje, m.in. podczas świąt Bożego Narodzenia, kiedy dosłownie widziała i słyszała Pasterkę, choć fizycznie nie była na niej obecna, bo akurat ciężko chorowała. Dlatego też jest m.in. patronką telewizji. Dokonywała również cudów, np. uzdrawiała współsiostry, a także rozmnażała dla nich chleb. W każdym razie to właśnie na jej barkach spoczął trud utrzymania rodziny zakonnej, kiedy zmarł jej duchowy przewodnik i brat – Biedaczyna z Asyżu (1226 r.).

    Jej pogrzebowi przewodniczył sam papież – Innocenty IV. Kanonizowano ją już w roku 1255, a więc 2 lata po śmierci. Sztuka prezentuje św. Klarę m.in. z monstrancją w ręku, bowiem według legendy, podczas napadu Saracenów na Asyż, to ona miała wynieść z kościoła Najświętszy Sakrament i w ten sposób, blaskiem wydobywającym się z Hostii, przegonić najeźdźców. Nasza święta darzyła Eucharystię wyjątkowym nabożeństwem, jej życie zaś było na tyle transparentne, że zawsze wskazywało na Chrystusa Pana.

    Boże, źródło światła i miłości, Ty ubogaciłeś św. Klarę licznymi cnotami, że zajaśniała nimi na firmamencie Kościoła. Prosimy Cię, niech nas olśni blask jej cnót, a jej wstawiennictwo niech nam pomoże wzrastać w miłości Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ks. Antoni Tatara/Niedziela Ogólnopolska 32/2020

    Św. Klara jest patronką: choroby oczu, gorączka, hafciarki, malujący na szkle, niewidomi, praczki, producenci szkła, szklarze, telewizja, złotnicy, Klaryski, Asyż.

    Msza św.

    Antyfona na wejście

    Niech dziewice chwalą imię Pana, bo tylko Jego imię jest wzniosłe; Jego majestat góruje nad ziemią i niebem. (Ps 149, 12-14)

    Kolekta

    Miłosierny Boże, Ty doprowadziłeś świętą Klarę
    do umiłowania ubóstwa, spraw za jej wstawiennictwem, abyśmy żyjąc w ubóstwie ducha
    zgodnie z nauką Chrystusa,
    doszli do oglądania Ciebie w królestwie niebieskim.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Ezechiela – Ez 2,8–3,4

    To mówi Pan: „Ty, synu człowieczy, słuchaj tego, co ci powiem. Nie opieraj się, jak ten lud zbuntowany. Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam”. Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi. Rozwinęła go przede mną; był zapisany z jednej i drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania.

    A On rzekł do mnie: „Synu człowieczy, zjedz to, co jest przed tobą postawione. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów”. Otworzyłem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: „Synu człowieczy, nakarm się i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem”. Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód. Potem rzekł do mnie: „Synu człowieczy, udaj się do domu Izraela i przemawiaj do nich moimi słowami”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 119

    R/ Nad miód są słodsze Twoje przykazania.

    Więcej się cieszę z drogi wskazanej przez Twe
    napomnienia
    niż z wszelkiego bogactwa.
    Bo Twoje napomnienia są moją rozkoszą,
    moimi doradcami Twoje ustawy. R/

    Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
    niż tysiące sztuk złota i srebra.
    Jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia,
    ponad miód słodsza dla ust moich. R/

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki,
    bo są radością dla mojego serca.
    Zaczerpnę powietrza otwartymi ustami,
    bo pragnę Twoich przykazań. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 18,1-5.10.12-14

    Uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.

    Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, obchodząc wspomnienie
    świętej Klary, sławimy cuda Twojej łaski
    i składamy Tobie dary, niech nasza Ofiara
    będzie Tobie miła, tak jak jej święte życie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Przyszedł Oblubieniec, dziewice, które były gotowe, weszły z Nim na ucztę weselną. (Mt 25,10)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech Najświętszy Sakrament, przyjęty w dniu wspomnienia świętej Klary
    nieustannie pobudza nas do dobrego i oświeca,
    abyśmy godnie oczekiwali przyjścia Twojego Syna
    i zostali dopuszczeni do Jego niebieskiej uczty.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    *****

    I wszystko jasne 

    I wszystko jasne
    Klara z nieodłącznym Najświętszym Sakramentem. Tym samym, którego blask poraził muzułmanów/fot. Roman Koszowski/GOŚĆ NIEDZIELNY
    **

    “Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!” – usłyszała zdumiona brzemienna Ortolana Offreduccio w przyklejonej do domu katedrze.

    Klara zbiegła ze wzgórza. Przedzierała się po omacku przez gęste zarośla. Mijała kwitnące drzewa Judasza. Na gałęzi podobnego miał powiesić się ten, który z Ostatniej Wieczerzy wyszedł w mrok nocy. Serce biło jej coraz mocniej. Dotarła do maleńkiej, odnowionej kapliczki. Tu czekał na nią Franciszek. Podniósł nożyce. Piękne długie włosy dziewczyny bezwładnie opadły na ziemię.

    Klara przymknęła oczy. Czy pamiętała chwilę, gdy po raz pierwszy ujrzała Franciszka? Chyba nie. Mijali się często na rozpalonych słońcem uliczkach Asyżu. Później wszystko nabrało niespodziewanego obrotu. Cała Umbria huczała od plotek. Na początku 1206 r. syn bogatego kupca Piotra Bernardone porzucił bogaty dom, by żyć jak żebrak. Chodził od wsi do wsi, pielęgnował trędowatych, odbudowywał kościoły. Trzynastoletnia Klara bardzo uważnie śledziła tego szaleńca. Tym wnikliwiej, że zaczął za nim chodzić jej kuzyn, brat Rufin.

    Coraz częściej wymykała się z domu na spotkania z Biedaczyną z Asyżu. Te rozmowy przewartościowały jej życie. Doprowadziły ją tu: do kościółka Matki Bożej Anielskiej. Wieczorem w Wielki Poniedziałek 1212 r. uciekła z domu. Z zamyślenia wyrwał ją Franciszek. Wręczał jej znak konsekracji – ubogi brunatny habit. Jej twarz promieniała. Była jasna jak jej imię. Matka pod wpływem proroctwa usłyszanego w katedrze św. Rufina nazwała córeczkę Chiara – jasna, czysta.

    Jak w ulu

    Klęczę w maleńkiej barwnej Porcjunkuli. Nie otacza jej ogród. Obudowana jest potężną bazyliką. Otwieram Biblię i czytam słowa: „Dobrze jest czekać w milczeniu ratunku od Pana!”. Boże, przecież to kwintesencja życia Klary! Próżno szukać w Asyżu tego, co „małe, ubogie i słabe”. Na miejscu grobu Franciszka wzniesiono monumentalny gmach.

    Gigantyczny klasztorny kombinat. Z nieba leje się żar, tłumy przelewają się tam i z powrotem. Mimo wyraźnych zakazów strzelają aparaty Japończyków. W potężnej bazylice zadzieram głowę do góry. Nade mną przejmujące „Wygnanie demonów z Arezzo” Giotta. Pokorny Franciszek modli się w cieniu brata Sylwestra, który w imieniu Jezusa wypędza złe duchy. Jakie demony dziś drzemią w Arezzo? Najlepiej wie o tym o. Gwidon Hensel, proboszcz franciszkańskiej parafii w mieście, w którym kręcono sceny filmu „Życie jest piękne”. Oprowadza nas po mieście Klary.

    Wiele fresków Giotta runęło 13 lat temu w czasie trzęsienia ziemi. Było ono jednak niczym, w porównaniu z tym, jakiego doświadczyło miasto po kazaniach Franciszka. Owoc? 30 tys. rozsianych po świecie braci w brązowych, czarnych i szarych habitach. I 900 klasztorów duchowych sióstr Klary. W Asyżu wre jak w ulu. I do tego ten upał. Kamień na kamieniu. Nos drażni zapach kawy. Bezskutecznie szukam cienia pod domem świętej. Jest szczelnie przylepiony do katedry św. Rufina, nierozerwalnie z nią zespolony. W domu maleńkiej Klary zapach wina, oliwy i kwiatów mieszał się z dymem kadzidła. Czy dziewczynka, zasypiając, słyszała łacińską liturgię? Słowa: „Jakże piękna jesteś, przyjaciółko moja?”. – Tu ochrzczony był sam Franciszek – opowiada o. Gwidon. – Na chrzcie otrzymał od mamy imię Jan. Z okien domu dziewczynka obserwowała Bożego szaleńca, który wzywał do pokuty.

    To szaleństwo!

    Ciszę i spokój, której próżno szukałem w Asyżu, odnajduję w San Damiano. To miejsce nawrócenia św. Franciszka. Nic dziwnego, że stało się domem Klary. Biedaczyna miał w 1210 roku wizję, że zamieszkają tu Ubogie Panie, które zrealizują ideał życia w ubóstwie. Doczekał się. San Damiano stało się kolebką nowego zakonu. Porcjunkula „obudowana”, grób Franciszka i Klary „obudowane”. To, co małe i kruche, zakryte zostało monumentalnymi budowlami.

    Jak to dobrze, że klaryski nie „obudowały” swego macierzystego klasztoru potężną bazyliką! San Damiano zachowało swój dziewiczy klimat. Ogród, drewniane drzwi, balkonik, kamienie, schody. Gaje oliwne, winnice. Ziemia pełna owoców i zboża. Wszystko takie, jak za czasów, gdy mieszkała tu przez 42 lata Klara. Tuż po postrzyżynach Franciszek ukrył ją w klasztorze sióstr benedyktynek. Dziewczyna nie zamierzała pozostać benedyktynką, ale musiała się schronić w bezpiecznym miejscu. Były po temu powody.

    To był koszmarny Wielki Tydzień dla rodziny Offreduccich. Zdesperowani wysłali do klasztoru św. Pawła krewnych. Towarzyszył im zbrojny orszak. Nie wzięli klasztoru szturmem, ale próbowali skłonić Klarę do powrotu. Wcześniej bezskutecznie dwa razy usiłowali wydać ją za mąż. – Hańbisz dobre imię rodu – lamentowali. Klara nie dawała za wygraną. W końcu doszło do szarpaniny. W Wielki Piątek krewni próbowali siłą zabrać dziewczynę do domu, ta jednak chwyciwszy się ołtarza, pokazała im ostrzyżoną głowę. Nie potrafili oderwać jej od ołtarza. Wyglądało to tak, jakby przyrosła do niego. Odeszli z kwitkiem.

    W maju 1212 roku osiemnastoletnia Klara i młodsza o 2 lata jej siostra Agnieszka przeniosły się do San Damiano. Córki szlacheckie wybrały życie w cieniu. W skrajnym ubóstwie. Niebawem modliło się z nimi osiem sióstr.

    Muzułmanie zwiewają

    Po rozgrzanych skałach biegają brązowe jaszczurki. Na schodach kilkudziesięciu Francuzów śpiewa: „Benissez le Seigneur”. Ja nucę pod nosem inną piosenkę. „Only you, San Damiano”. W 1983 roku Sal Solo, wokalista popularnej brytyjskiej grupy Classic Nouveaux, wraz z przyjacielem Nickiem Beggsem, basistą słynnej kapeli Kajagoogoo, ruszyli do San Damiano. Przeżywali ogromne duchowe zawirowania, bezradnie szukali ratunku. Nie wiem, czego doświadczył rockman wpatrujący się w krzyż, który 800 lat wcześniej przemówił do Franciszka.

    Musiało być to jednak mocne doświadczenie, skoro po powrocie do domu usiadł i napisał swą najpiękniejszą piosenkę. Francuzi siedzą pod maleńkim balkonikiem. Czy zdają sobie sprawę, że miał on gigantyczne znaczenie? Gdy pod wzgórza Asyżu podchodziły wojska Saracenów, a ludzie w popłochu uciekali w pobliskie lasy, Ubogie Panie nie zwiały z klasztoru. „W milczeniu czekały ratunku od Pana”. Klara wyszła na balkonik. Trzymała w dłoniach Najświętszy Sakrament. Blask bijący z Hostii miał zrobić na muzułmanach tak piorunujące wrażenie, że cofnęli się w popłochu i zaniechali plądrowania miasta.

    Inne cuda San Damiano? Proszę bardzo: Klara cudownie rozmnożyła chleb dla głodnych sióstr, wielokrotnie wypraszała dla nich zdrowie. Gdy sama obłożnie chora nie mogła zwlec się z łóżka w noc Bożego Narodzenia, otrzymała łaskę widzenia i słyszenia Pasterki, odprawianej w pobliskim kościele św. Franciszka przez jego braci. Ze względu na tę niezwykłą wizję została patronką… telewizji. „Ciało swe dręczyła szorstkimi ubiorami, mając czasem szaty zrobione z pasem włosia końskiego – wspominały siostry. – Dręczyła ciało, nie jedząc nic przez trzy dni w tygodniu; a w inne dni pościła o chlebie i wodzie. Pomimo to zawsze była radosna w Panu i nigdy nie wydawała się zmartwiona. Jednego razu, myjąc nogi jednej z sióstr, schyliła się, by pocałować jej nogi, a ta cofnęła nogę ku sobie, ale mało ostrożnie i uderzyła nogą świętą Matkę w usta. Pomimo to ona ze względu na swą pokorę nie ustąpiła, ale ucałowała stopę nogi wspomnianej siostry”.

    Naczynia połączone 

    Na witrynach sklepów Asyżu mnóstwo świętych gadżetów. Made in China. Sporo rubasznych figurek: Klara nalewa do kufla piwo grubiutkiemu mnichowi. Świat za wszelką cenę chce oswoić świętość tych dwojga osób. Bezskutecznie. Wszelkie próby są żenujące. Niebawem doczekamy się zapewne skandalizujących dociekań na temat „życia seksualnego świętych z Asyżu”. Ich zanurzona w czystości relacja jest niezrozumiała. – Jak każdy człowiek, tak i Franciszek mógł przeżywać pociąg do kobiety i do seksu. Źródła mówią nam, że celem pokonania pokus tego rodzaju pewnego razu zimą tarzał się w śniegu. Ale nie chodziło o Klarę! – zżyma się o. Raniero Cantalamessa.

    – Pomiędzy nimi istniała niewątpliwie silna więź, ale zupełnie innej natury, niż sugerują psychologowie. Oni nie strawili swojego życia na patrzeniu na siebie, na cieszeniu się byciem razem. Zamienili niewiele słów, cechowała ich wielka powściągliwość, do tego stopnia, że bracia czasami przyjaźnie wyrzucali Franciszkowi jego zbytnią surowość wobec Klary. To ze względu na ich nalegania zgodził się na spożycie z Klarą i jej siostrami słynnego posiłku, który zakończył się pożarem duchowym, widocznym na kilka kilometrów. Zamiast patrzeć na siebie nawzajem, Klara i Franciszek patrzyli w tym samym kierunku. I wiemy, jaki to był kierunek: Jezus ubogi, pokorny, ukrzyżowany. – To nie była relacja partnerska, ale raczej relacja ojciec–córka – dopowiada o. Gwidon.

    Ubóstwo? Za żadne skarby!

    Przez kilkadziesiąt lat Watykan nie chciał zaakceptować sposobu życia sióstr. Musiały żyć wedle reguły benedyktyńskiej. – Takie były czasy – wyjaśnia o. Gwidon. – Całkowite ubóstwo zakonu żeńskiego? Bez posiadłości i dochodów? To było nie do pomyślenia! Święty upór Klary wydał owoce. Jako pierwsza kobieta napisała regułę zakonną. Papież Innocenty IV zatwierdził ją 9 sierpnia 1253 roku… na dwa dni przed jej śmiercią. Po kilku dniach przewodniczył jej pogrzebowi. Klasztory klarysek wyrastały jak grzyby po deszczu. – Nie denerwuje was to, że bracia ruszyli na cały świat, a wy – kobiety – zamknęłyście się na cztery spusty, adorując Najświętszy Sakrament? – pytam klaryski z Kęt.

    – Absolutnie nie! – odpowiadają zgodnie siostry Bonawentura i Rafaela. – To dwie strony tego samego charyzmatu. We wrześniu 1224 roku, w chwili, gdy rozdarty, samotny Franciszek otrzymuje na wzgórzach Alwerni stygmaty, Klara zapada na zdrowiu. Aż do śmierci łączy swe cierpienie z cierpieniem tego, którego kazania rozpalały jej młodziutki umysł. Ogromna jedność. Naczynia połączone.

    W 1226 roku widzi Franciszka po raz ostatni. Biedaczyna nie żyje. Niosą go na ramionach bracia. Idą z doliny. Z Porcjunkuli. Wspinają się na wzgórze San Damiano. Klara przez kraty widzi twarz tego, który nazywał ją swą „roślinką”. Przygląda się uważanie. Nie jest już pewna, czy to twarz Franciszka, czy rysy samego Jezusa.

    Przy grobie świętej chłód. Znudzona włoska klasa ze słuchawkami na uszach przemyka przez kryptę. Dwie dziewczyny przystają i czytają słowa: „Odkąd poznałam łaskę Jezusa Chrystusa, żaden trud nie był twardy, żadna pokuta ciężka, żadna choroba przykra”. Pod rozetą na bazylice św. Klary jakiś facet, brzdąkając na gitarze, zawodzi: „Let it be, let it beeee…”. Kilkadziesiąt metrów dalej czytam inną dewizę: „Uboga dziewico, obejmij swymi ramionami ubogiego Chrystusa”. Uboga? Dziewica? Czy dla współczesnego świata te dwa słowa nie brzmią jak kiepski żart? Głupota. Śmiech na sali. Albo szaleństwo, dla którego warto oddać życie.

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    I wszystko jasne
    Pod Asyż podchodzili Saraceni. Klara wyszła na balkonik z Najświętszym Sakramentem w dłoniach. Blask bijący z Hostii oślepił muzułmanów. Uciekli w popłochu

    ************************************************************************

    Paryż zostanie poświęcony Sercu Jezusa i Maryi

    W uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia, arcybiskup Paryża Michel Aupetit poświęci stolicę Francji Najświętszemu Sercu Jezusa oraz Maryi.

    Skitterphoto/pixabay.com
    **

    Ceremonię w bazylice Sacre-Coeur poprzedzi wieczorna modlitwa 14 sierpnia na placu przed katedrą – poinformował francuski dziennik „La Croix”. Cała uroczystość zwieńczy przybycie do Paryża procesji maryjnej.

    Od początku czerwca kilkudziesięciu francuskich chrześcijan pielgrzymuje przez 104 dni przez kraj. Pielgrzymi z figurą Matki Bożej idą uformowani w kształcie litery M. Głównymi punktami ich pielgrzymki są miejsca objawień maryjnych na terenie Francji w XIX wieku, m.in. Lourdes, La Salette i Pontmain.

    Paryż/Kai/11.08.2020

    ***************************************************************************

    poniedziałek 10 sierpnia

    Święto św. Wawrzyńca, diakona i męczennika

    Św. Wawrzyniec z Rzymu Męczeństwo św. Wawrzyńca


    Żywot świętego Wawrzyńca, diakona i Męczennika

    “Jak Jerozolima męczeństwem świętego Stefana – mówi święty Leon, papież tak Rzym stał się pamiętny męczeństwem św. Wawrzyńca”. Hiszpan z urodzenia, pobierał Wawrzyniec religijne i naukowe wychowanie u archidiakona Sykstusa. Sykstus, obrany w roku 257 papieżem, wyświęcił go na diakona i zaszczycił swym zaufaniem, zdając na niego zarząd majątku kościelnego i pieczę nad ubogimi.

    W lecie roku 258 wydał cesarz Walerian wyrok śmierci na wszystkich chrześcijańskich biskupów i kapłanów; nadto skazał senatorów chrześcijańskich, rycerzy i szlachtę wraz z ich żonami na wygnanie i zabranie dóbr, a w razie nieposłuszeństwa na utratę życia, ludzi zaś pospolitych kazał zaliczyć do stanu niewolników.

    Papież Sykstus został skazany na śmierć na krzyżu. Wawrzyniec towarzyszył mu na rusztowanie i rzewnie płacząc, wołał: “Dokądże idziesz, ojcze, bez syna swego? Dokądże śpieszysz, kapłanie, bez swego diakona? Dawniej nie zwykłeś był wstępować na ołtarz bez swego sługi, a teraz chcesz się obyć beze mnie? Czy cię obraziłem? Czy w czymkolwiek uchybiłem swej powinności? Poddaj mię próbie, czyś we mnie znalazł odpowiedniego sługę do szafarstwa krwi Pana naszego i nie wyłączaj mnie teraz od uczestnictwa w twej śmierci!” Papież, wzruszony do głębi serca, tak odpowiedział stroskanemu diakonowi: “Wszakże cię nie opuszczam, synu mój! Ciebie trudniejsze czekają walki. Ja, bezsilny starzec, lekką tylko podejmę mękę, aby się dostać na tamten świat, lecz ty wystawiony będziesz na krwawe boje. Przestań płakać, lewito, po trzech dniach połączysz się ze mną. Ja na nic ci się już nie przydam na tym świecie. Słabi tylko uczniowie potrzebują zachęty mistrza, silniejsi obędą się bez niej”.

    Wawrzyniec, uszczęśliwiony przepowiednią, że po trzech dniach czeka go śmierć męczeńska za wiarę, spiesznie się postarał o zabezpieczenie majątku kościelnego przed ręką rządu, a resztę rozdzielił między ubogich. Ostrożność ta nie była zbyteczna, bo zaledwie rzeczy dokonał, prefekt miasta kazał go pojmać i w te słowa odezwał się do niego: “Wy chrześcijanie skarżycie się, że się z wami okrutnie obchodzimy, zważ przeto, że tobie nie grożę mękami, a żądam małej rzeczy. Doszła mnie wieść, iż Bogu swemu składacie ofiary w złotych pucharach, lejąc krew ofiar w srebrne naczynia, a podczas nocnych zebrań palicie Mu świece w złotych lichtarzach. Wydaj mi te kosztowności, gdyż one wam niepotrzebne, a nam się bardzo przydadzą. Wszakże przykazanie wasze brzmi: “Oddajcie cesarzowi, co cesarskiego”. Na to odrzekł Wawrzyniec: “Słusznie, Kościół nasz jest bogaty i cesarz skarbów takich nie posiada. Chętnie ci je pokażę, udziel mi tylko kilka dni czasu, abym je zebrał i poustawiał”. Prefekt, nie spodziewając się tak szybkiego załatwienia sprawy, jak najchętniej dał mu trzy dni czasu.

    Wawrzyniec, wyszedłszy od prefekta, rozdzielił resztę majątku kościelnego pomiędzy ubogich i kazał się im zebrać trzeciego dnia w pewnym miejscu. Gdy termin nadszedł, udał się do prefekta i poprosił go, aby przyszedł oglądać skarby, a oprowadzając go później między niewidomymi, głuchymi, niemowami, chromymi, kalekami i niedołęgami wszelkiego rodzaju, powiedział mu, że to są skarby, perły i klejnoty Kościoła; w tych klejnotach kryje się żywa wiara w Chrystusa i sam Chrystus. “Bierz je więc – dodał w końcu – na pożytek rządu, cesarza i własną korzyść. Złoto, którego pożądasz, jest źródłem wszystkiego złego. Dla złota pozbywają się ludzie wstydu, wyrzekają się uczciwości, łamią wiarę, mącą pokój, przestępują prawa. Takiej trucizny dawać ci nie chciałem, więc oddałem majątek kościelny w ręce ubogich, ażeby go złożyli w skarbnicy niebieskiej, gdyż występki i namiętności są im obce. Miej przeto staranie i pieczę nad tymi ulubieńcami naszymi, a tym samym przysłużysz się rządowi, cesarzowi i samemu sobie”.

    Poganin zazgrzytał zębami z wściekłego gniewu i rzekł: “Urągasz mi, a śmiesz żyć jeszcze? Bądź przekonany, że ci to z lichwą odpłacę. Znam ja dobrze twoją szaloną chęć męczeńskiej śmierci, ale wprzód zapoznam cię z torturą. Nic cię nie ocali, chyba tylko cześć oddana bogom naszym”. Gdy Wawrzyniec oświadczył, że nigdy nie będzie odstępcą, kazał go tyran smagać batogami, tłuc ołowianymi kulami, przypalać mu boki rozpaloną blachą, brać go na tortury i znowu smagać, ale Święty nie zachwiał się w wierze, a ta jego stałość i zapał, z jakim zanosił modły do Boga, skłoniły kilku żołnierzy do przyjęcia chrześcijaństwa.

    Nieposiadający się z gniewu prefekt zaryczał: “Poczekaj, przysposobię ci łoże, na jakie zasłużyłeś!”, po czym kazał rozpalić kratę żelazną i przymocować do niej świętego diakona. Żar przepalił zbite ciało, zawrzała krew w żyłach, szpik w kościach, ale oblicze młodego bohatera zajaśniało podobnie, jak twarz świętego Stefana, gdy ujrzał otwarte Niebiosa, a z ciała jego wydobywała się przedziwna woń. Po długiej męczarni Męczennik spojrzał pogodnie na prefekta i rzekł: “Każ mnie teraz na drugi bok obrócić, bo ta część już się dostatecznie upiekła”. Tyran, nie wiedząc, co począć, kazał go w końcu przewrócić, a gdy po niejakim czasie i drugi bok się zwęglił i Męczennik miał ducha wyzionąć, rzekł wesoło do prefekta: “Teraz pieczeń gotowa, możesz jej skosztować!”, po czym zwróciwszy oczy ku niebu i pomodliwszy się do Boga o nawrócenie Rzymu, umarł dnia 10 sierpnia roku 258.

    Nauka moralna

    Krata, na której świętego Wawrzyńca pieczono, może być uważana za obraz dwojakiego ognia, jaki pali i trawi człowieka w życiu doczesnym.

    1) Jednym z tych ogniów jest święty żar miłości Boga, gorliwości o chwałę Bożą i tęsknoty do szczęścia wiekuistego w Niebie. Ogień ten przyniósł na świat sam Chrystus i roznieca go chrztem św. w sercach tych, którzy ten sakrament godnie przyjęli. Ogień ten oświeca człowieka i wiedzie go do poznania trójistnego Boga, tj. Ojca, od którego wszystko dobre pochodzi, Syna, który z miłosierdzia nad nami grzesznymi poniósł śmierć na krzyżu i udziela się nam jako pokarm w sakramencie Ciała Pańskiego, i Ducha świętego, który w nas przemieszkuje, wiedzie do prawdy i pociesza. Ogień ten zagrzewa nas do pełnienia woli Bożej i gorącego zajmowania się bliźnimi, oczyszcza i oswobadza nas od zbytecznego umiłowania dóbr tego świata i podnieca tęsknotę do Nieba. Taki to ogień ożywiał świętego Wawrzyńca i wywoływał w nim radość z powodu bliskiego połączenia się z Chrystusem, która przewyższała boleści, jakie musiał znosić.

    2) Jest jeszcze inny ogień, tj. ogień namiętności, żądzy czynienia złego bliźnim i grzeszenia przeciw Bogu. Ogień ten przyniósł na ten świat szatan i rozżarzył go w sercach tych, którzy się opierają łasce Bożej i łamią obietnice na chrzcie uczynione. Taki ogień roznieca w myśli grzesznika złudzenie, że bogactwa doczesne, zaszczyty, sława, pożądliwości doczesne, wygody i rozkosze życia są o wiele więcej warte i daleko pożądańsze od miłości Boga, moralnej doskonałości i wiekuistych radości niebieskich. I ten ogień zagrzewa, ale zagrzewa tylko do zadośćuczynienia żądzom nienasyconym, zachęca do chytrości i podstępu, do gwałtów i krzywd, do zazdrości i nienawiści, do zemsty i rabunku, przytępia i zagłusza w duszy pociąg do dobrego, i zamienia serce w pogorzelisko, na którym nic nie widać, jak tylko węgle i popioły. Jeśli takiego ognia nie przygasisz strumieniem łez, żalu i skruchy, ufnością w łaskę i miłosierdzie Boże, wtedy przyjdzie chwila, w której ci stanie przed oczyma obraz wiecznego ognia, gdzie słychać tylko płacz i zgrzytanie zębów.

    Modlitwa

    Święty Wawrzyńcze, perło między Wyznawcami i Męczennikami Pańskimi, któryś tak zwycięsko zniósł boleści i katusze ognia, wyproś nam u Najwyższego tę łaskę i moc, abyśmy zdołali płomienie żądz swoich ugasić, a tym samym wiecznego ognia piekielnego uniknąć. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1937 r

    ************************************************************************

    27-latek z trzymetrowym krzyżem dotarł do Gniezna

    Michał Ulewiński od prawie dwóch miesięcy przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i modli się o nawrócenie narodu. 8 sierpnia dotarł do Gniezna.

    – Kochani już około 1300 km za mną. Dzisiaj dotarłem do Gniezna, do pokonania zostało mi około 350 km (pozioma belka krzyża) – pisze na prowadzonym przez siebie profilu “Państwo Boże” Michał.

    Jak zaznaczał już na początku swojej pielgrzymki, pragnie aby jego droga uczyniła nad Polską znak krzyża. Przeszedł już znad morza na Giewont, stamtąd właśnie do Gniezna, skąd wyruszy do Sokółki.

    Michał na swoim profilu dzieli się swoimi przemyśleniami z pobytu w Gnieźnie:

    Kochani, patrząc na pomnik pierwszego króla Polski i Sanktuarium pierwszego męczennika, prosiłem o głębsze przesłanie od naszego Ojca. My ludzie wiary musimy paść przed Bogiem na kolana i podjąć narodową pokutę: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” Jezus Chrystus chce, aby Polska była wielka i święta, a my uwierzmy w końcu Bogu i zacznijmy pełnić Jego Świętą Wolę.

    Przez narodową pokutę i pracę nad tym, aby ustawodawstwo cywilne było zgodne z prawem Bożym, proroctwo z dzienniczka się wypełni. Od naszej postawy i zjednoczenia zależy czy Polska będzie światłem dla innych narodów i tak jak w przeszłości Jezus Chrystus chciał królować nad światem przez Francję, tak teraz wybrał sobie nasz kraj. Mam nadzieję, że odpowiemy na Boże wezwanie i Chrystus będzie królem w każdym tego słowa znaczeniu..

    Tygodnik NIEDZIELA

    *****

    Od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce i Europie, wcześniej był rolnikiem

    Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma prawie 70 lat i od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce jak i całej Europie. Najdalej był w Paryżu. Jak sam o sobie mówi: Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić – czytamy w Dzienniku Elbląskim.

    Pielgrzym, który wcześniej był rolnikiem chodzi ubrany w pokutną szatę, na barkach niesie drewniany krzyż, a na plecach niewielkich rozmiarów plecak, w którym jak mówi nosi ze sobą swój nocleg. Ma śpiwór, bieliznę, folię przeciwdeszczową. Dużą uwagę przywiązuje do pism ewangelizacyjnych, którymi może pomagać innym.

     — Jezus daje mi znaki. Czasem w drodze dzieją się cuda, to daje mi wiarę w sens tej pielgrzymki — mówi p. Mieczysław w Dzienniku Elbląskim.

    Spotyka przyjaciół krzyża, ale są też i jego wrogowie, którzy krzyczą „do tartaku idziesz z tym drzewem?” — I takich trzeba wysłuchać — podsumowuje z uśmiechem pan Mieczysław.

    Pan Mieczysław swoje pielgrzymowanie finansuje z własnej emerytury, czasem dostaje od ludzi także drobne datki i wsparcie.

    – Moje ciało jest niczym, a ja tylko imieniem – bez Boga nie byłoby mnie, to niesamowite, jak wypełnia moje ciało i pozwala mu żyć – mówi pokutnik.

    — Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić.

    — Piłem, żyłem w grzechu. Było źle. Wtedy przyszedł do mnie Pan Jezus i zrozumiałem, że tak dalej być nie może. Bóg mnie uzdrowił i poczułem się zobowiązany, by głosić ludziom Jego imię — czytamy w Dzienniku Elbląskim.

    – Pana Mieczysława z krzyżem i różańcem w ręku, ubranego niczym ksiądz Robak, zauważyłem na ulicy 31 Stycznia. Szedł od skrzyżowania w stronę starostwa. Zanim zawróciłem i zostawiłem samochód na parkingu zdążył wejść do sklepu spożywczego. Jednak wiedziałem, gdzie jest. Pod sklepem zostawił oparty o ścianę duży drewniany krzyż. – Dzień dobry – powiedziałem, gdy wyszedł z drobnymi zakupami spożywczymi – czytamy na portalu chojnice.com opis jednego ze spotykających go ludzi.

    Dokąd zmierza? Kogo spotyka? – Nie wiem dokąd idę, o tym czasami decyduje ułamek chwili, jakaś rozmowa – mówi pan Mieczysław. Uważa, że w życiu nie ma nic bez sensu, że wszystko dzieje się po coś. Ludzie, których niby przypadkiem spotyka i którym pomaga, są mu przeznaczeni. Chociażby jeden z rozmówców, który pomylił wagony i zamiast do 12 przyszedł do 15. I już został, bo wciągnął się w rozmowę z panem Mieczysławem i poczuł ulgę, gdy wydusił z siebie swoje problemy.

    Pan Mieczysław w miejscowościach które odwiedza szuka kościołów w których może się pomodlić. Nie narzuca się przechodniom, nie wciska nic na siłę. Czeka aż ktoś sam podejdzie, zacznie rozmowę. Dzieli się swoim świadectwem wiary, przekazuje to, co ma najcenniejsze.

     – Wiele razy poczułem, że to co robię ma sens, bo ludzie nawracali się, wracali do Kościoła po wielu latach rozłąki z Bogiem – wyznaje p. Mieczysław.

    Pan Mieczysław spotkał się w ostatnich dniach z Michałem, który w te wakacje przemierza Polskę z 3m. krzyżem na plecach.

    Tygodnik NIEDZIELA

    ***********************************

    XIX NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    9 – VIII – 2020

    MSZE ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    14.00 i 16.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście

    Wspomnij, Panie, na Twoje przymierze, o życiu swych ubogich nie zapominaj na wieki. Powstań, Boże, broń swojej sprawy i nie zapominaj wołania tych, którzy Ciebie szukają. (Ps 74, 20.19.22.23)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący, wieczny Boże,
    ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem,
    umocnij w naszych sercach ducha przybranych dzieci, abyśmy mogli osiągnąć obiecane dziedzictwo.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej – 1 Krl 19,9a.11-13

    Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan zwrócił się do niego i przemówił słowami: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana”. A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem. Ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 85

    R/ Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie.

    Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
    oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
    Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie
    dla tych, którzy Mu cześć oddają,
    i chwała zamieszka w naszej ziemi. R/

    Łaska i wierność spotkają się ze sobą,
    ucałują się sprawiedliwość i pokój.
    Wierność z ziemi wyrośnie,
    a sprawiedliwość spojrzy z nieba. R/

    Pan sam obdarza szczęściem,
    a nasza ziemia wyda swój owoc.
    Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,
    a śladami Jego kroków zbawienie. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian – Rz 9,1-5

    Bracia: Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 14,22-33

    Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.

    Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.

    Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A on rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, przyjmij łaskawie dary,
    których sam udzieliłeś swojemu Kościołowi,
    i swoją mocą przemień je w Sakrament niosący zbawienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Chlebem, który dam, jest moje Ciało za życie świata. (J 6,51)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech przyjęcie Twego Sakramentu zapewni nam zbawienie i utwierdzi nas w świetle Twojej prawdy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    Plik:Rembrandt Christ in the Storm on the Lake of Galilee.jpg
    Rembrandt, Uciszenie burzy na Jeziorze Galilejskim
    **

    BOŻA  WSZECHMOC WOBEC MOJEJ NIEMOŻNOŚCI

    W jednym z opowiadań Tołstoja można znaleźć taką historię o trzech bardzo świątobliwych starcach. Mieszkali sobie na maleńkiej wyspie i znali tylko jedną modlitwę: Was jest Trzech i nas jest trzech; zmiłujcie się nad nami! Pewnego dnia biskup, który był odpowiedzialny również za tę maleńką wyspę, bo znajdowała się na terenie jego diecezji, postanowił odwiedzić starców, aby przekonać się czy rzeczywiście owi starcy znają tylko tę jedną – jego zdaniem – bardzo dziwaczną modlitwę. Kiedy przybył i stwierdził, że tak jest naprawdę postanowił od razu nauczyć ich Modlitwy Pańskiej. Poświęcił im nawet dużo czasu, bowiem pamięć staruszków nie była już taka jak u młodych. Po pewnym czasie musiał wracać. Wsiadł na statek. Odpływając od brzegu nagle zobaczył jak trzej starcy idą w jego kierunku po wodzie jak po lądzie. Biskup oniemiał z wrażenia. Poprosił kapitana, aby zatrzymał statek. A trzej świątobliwi starcy przybliżając się wołali: Biskupie, zapomnieliśmy słów tej modlitwy, której nas uczyłeś, a która – jak mówiłeś – jest bardzo ważna.

    Wtedy dopiero biskup zrozumiał jak wielka była wiara starców. Dlatego odpowiedział   im słowami pełnych podziwu: Idźcie w pokoju i módlcie się tak jak dotychczas; przekonałem się, że to nie ja powinienem was uczyć modlitwy, ale wy mnie!

    Dzisiejsze Boże Słowo pokazuje mi niebezpieczną przestrzeń. Bo co to znaczy, że apostołowie płyną po niespokojnym jeziorze? Na pewno muszą być czujni na żywioł, który ich otacza, na mogące nadejść w każdej chwili zagrożenie. Wydawało im się, że Pan Jezus był daleko od nich. Wypłynęli wieczorem na całą noc. Ale Chrystus nie był daleko. Był na modlitwie, spędzając na niej też całą noc, jak zwykł czynić to często. Rozmawiał ze swoim Ojcem. Jego modlitwa na pewno dotyczyła i Jego uczniów, bo On widział, że znajdują się w niebezpieczeństwie. Dlatego o brzasku dnia przyszedł do nich po falach jeziora jak po ubitej drodze. Dlaczego więc przeraził ich ten widok? Bo bywa tak; jeżeli sytuacja wymyka się czysto ludzkiej logice, prawidłom zdrowego rozsądku – wtedy mówi się o absurdzie. W Kościele wielu ludzi szuka jedynie twardego oparcia o konkret ziemskiej tylko rzeczywistości, żeby postawić swoje stopy na twardej, udeptanej i bezpiecznej drodze. I to jest oczywiste, bo tak nas Pan Bóg stworzył dając ciało i zmysły i cały otaczający nas świat. Ale nie można nie widzieć tej rzeczywistości Kościoła, która nie mieści się już w ramach ludzkiego jedynie rozumowania. Tą rzeczywistością jest Chrystus – najprawdziwszy i najbardziej obecny, który owszem, chodzi razem z nami po ziemskich drogach, ale Boży Syn, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek równocześnie chodzi „swoimi drogami”. Jeżeli zbytnio ufam sobie, albo odwrotnie – w mojej bardzo trudnej sytuacji nie widzę żadnego już wyjścia – to wtedy Boża wszechmoc może przerazić. 

    Ojciec Jacek Salij komentując Jezusowe przyjście po falach wzburzonego jeziora, aby uratować swoich uczniów, twierdzi, że „dokładnie tak samo my się nieraz zachowujemy: boimy się, żeby przypadkiem Pan Jezus nas nie uratował. Wydaje nam się, że przecież to niemożliwe, żebym mógł się wyrwać z nałogu pijaństwa czy z innego nałogu, który niszczy moją wolność, albo żeby się dało ocalić jedność mojej rozbitej rodziny. A przecież u Boga nie ma nic niemożliwego. Czasem nasza małoduszność osiąga taki poziom, że Bóg przychodzi nam na ratunek, a my nie chcemy, żeby przychodził. Przyzwyczailiśmy się do świata, w którym panuje egoizm i śmierć. Pomieszanie dobra ze złem wydaje nam się czymś swojskim, dlatego boimy się Boga, boimy się prawdziwej miłości, wolimy naszą moralną byle jakość.”

    Chrystus mówi do każdego: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się.” I ci, którzy potrafią usłyszeć Jego głos – bez wahania decydują się tak jak Piotr: „Panie, jeżeli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie.” Jak wielkiej potrzeba w takiej sytuacji ufności, aby wyjść z łodzi i iść po wzburzonej fali. Dopóki Chrystus wraz ze swoim Kościołem nie wykracza poza horyzont doczesności – wielu potrafi okazywać swoją aprobatę i swoje poparcie. Ale kiedy Chrystus zaprasza do wyjścia poza burtę doczesnej łodzi wskazując dokąd człowiek powinien dojść – wtedy najczęściej kwituje się Bożą naukę określeniem: urojenie, złudzenie, zjawa, opium.

    Ta dzisiejsza scena z wodą obrazuje rzeczywistość, w której toczy się ludzkie życie zanurzające się nieustannie w grzechach, bo grzech zalewa całą ziemię.

    Wody stojące symbolizują w Starym Testamencie śmierć. Zaś wody płynące są symbolem życia. Wspomniany już o. Jacek Salij opisuje o tych wodach śmierci, które były wodami potopu. „W czasach Noego ludzie zalali ziemię swoimi grzechami i prawie wszyscy się w tych swoich grzechach potopili. Wody potopu tylko ujawniły tę śmierć, jaką ci ludzie już przedtem na siebie sprowadzili.

    Wodami śmierci, przed którymi Bóg ocalił swój lud, były również wody Morza Czerwonego. Do wód śmierci został wrzucony prorok Jonasz. Żeby zaś ta symbolika śmierci jeszcze bardziej się uwyraźniła, czytamy w Księdze Jonasza, że prorok został nie tylko wrzucony do wody, ale jeszcze połknięty przez jakiegoś potwora morskiego. Okazuje się jednak — i to jest główne przesłanie opowieści o wrzuceniu Jonasza do wód śmierci że nie ma takiej opresji, z której Bóg nie mógłby nas wybawić.

    Symboliczne przesłanie wynikające ze sceny chodzenia Jezusa po wodach śmierci jest jeszcze głębsze. Jest to jakby prorocza zapowiedź tego, co się miało stać na Kalwarii. Oto sam Syn Boży przyszedł na ziemię, którą myśmy zalali naszymi grzechami. Po ludzku rzecz biorąc, było rzeczą niemożliwą żeby ktokolwiek mógł uchronić się od śmierci grzechu: grzech zalewa bowiem całą ziemię. Uchronić się od śmierci grzechu było tak samo niemożliwe, jak to, żeby człowiek chodził po wodzie.

    Okazało się jednak, że Syn Boży nie tylko nie utonął w ludzkich grzechach, ale przeszedł przez te wody grzechu suchą stopą. Nawet podczas tego potwornego ataku, jakie siły zła podjęły przeciwko Niemu na Kalwarii, Jezus pozostał sobą, pozostał wypełniony całoosobową i najczystszą miłością do swojego Ojca i do wszystkich ludzi, nawet do swoich morderców.

    Co więcej, Syn Boży przyszedł na naszą ziemię właśnie po to, żeby nas wszystkich uwolnić od wód śmierci, a nawet uzdolnić do przejścia przez nie suchą stopą. Taki jest sens epizodu związanego z Piotrem. Jeśli ktoś jest blisko Pana Jezusa, to choćby znalazł się w samym środku jakiejś burzy zła, nie zginie w niej, lecz ocali swoją duszę. A jeśli nawet w jakiejś chwili ogarnie nas zwątpienie i zaczniemy tonąć, trzeba tylko z wiarą wołać: „Panie, ratuj!”, a zostaniemy ocaleni.”

    Prawdziwą Dobrą Nowiną jest przyjście Bożego Syna, który nie tylko, że nie utonął w tych wodach grzechu i nie tylko je uciszył idąc po nich jak po ubitej drodze, ale ich niszczycielską moc definitywnie i całkowicie pokonał.

    Wiem, że każda moja spowiedź jest kroczeniem ku Tobie, Panie Jezu Chryste. Dlatego wołam i wołam coraz głośniej pomiędzy moimi spowiedziami: „Panie, ratuj!”

    ks. Marian SAC 

    ************************************************************

    9 sierpnia Kościół wspomina

    św. Teresę Benedyktę od KrzyżaEdytę Stein

    STEINPublic Domainśw. Edyta Stein

    **

    Św. Teresa Benedykta – Edyta Stein, zakonnica. Urodziła się 12 października 1891 roku we Wrocławiu w żydowskiej rodzinie. Studiowała we Wrocławiu, w Getyndze.

    W 1915 roku złożyła egzamin państwowy z propedeutyki filozofii, historii i języka niemieckiego. Wykładała te przedmioty w gimnazjum wrocławskim im. Wiktorii. W roku następnym została asystentką Edmunda Husserla we Fryburgu. W 1917 doktoryzowała się z filozofii z wynikiem „summa cum laude”.

    W swoich badaniach wychodząc od filozofii doszła do mistycznego doświadczenia wiary. Szukając prawdy znalazła Boga. W 1922 roku przyjęła chrzest w Kościele katolickim.

    W latach 1923-1931 wykładała w liceum i seminarium nauczycielskim w Spirze. Jeździła także z odczytami do Niemiec, Austrii, Czech, Francji, Szwajcarii. W 1932 roku objęła wykłady w Instytucie Pedagogiki Naukowej w Monasterze. Reżim hitlerowski, ustawą o eliminacji ze stanowisk państwowych osób pochodzenia niearyjskiego, uniemożliwił jej dalszą pracę dydaktyczną oraz uzyskanie habilitacji.

    14 października 1933 roku wstąpiła do karmelu w Kolonii, przyjmując imię zakonne Teresy Benedykty od Krzyża. Śluby wieczyste złożyła w 1938 roku. W kilka miesięcy później musiała uciekać z Kolonii do karmelu holenderskiego w Echt. W sierpniu 1942 roku zostaje aresztowana przez gestapo i internowana w obozie w Westerbork. Następnie deportowana do Oświęcimia, gdzie w tydzień później, 9 sierpnia poniosła śmierć w komorze gazowej.

    Pozostawiła po sobie pisma, listy, notatki z filozofii osoby, teologii – zwłaszcza przemyślenia dotyczące „wiedzy krzyża”. Beatyfikował ją Jan Paweł II w 1987 roku. Kanonizowana przez Jana Pawła II w Rzymie 11 października 1998 r.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ********

    Św. Edyta Stein.

    15 rzeczy, które mnie w niej zachwycają

    East News

    **  

    Nadal zastanawiam się, skąd wzięła się nasza przyjaźń… W rocznicę jej śmierci przypomnijcie sobie, jak fascynującą kobietą była!

    Miałam z nią spory kłopot. Najpierw podsunęła mi zbiór swoich tekstów, kiedy szukając pomysłu na pracę magisterską, wyciągnęłam pierwszą lepszą książkę z pierwszego lepszego regału.

    Pewnie uznałabym to za przypadek, gdyby nie cała lawina zdarzeń, które nastąpiły zaraz potem. Jej zdjęcie wyświetlało mi się w propozycjach na YouTubie, a nazwisko niespodziewanie brzęczało w uszach na konferencji naukowej, w kazaniu czy… tramwaju. Ot, współczesne sposoby Ducha Świętego.

    Zapierałam się rękami i nogami na myśl o skoku w jej fenomenologiczne refleksje o zagadnieniu wczucia. Nie mówiąc już o bycie skończonym i bycie wiecznym.

    Na szczęście, kiedy w końcu zdecydowałam (swoją drogą – nieświadomie – 9 sierpnia), że poświęcę jej 1,5 roku swojego życia, Edyta Stein sama mnie poprowadziła.

    Dała mi się poznać nie tylko jako wybitna filozof, ale przede wszystkim człowiek. Kobieta. Żydówka, ateistka i katoliczka. Studentka, pielęgniarka i nauczycielka. Pełna wad i niespełnionych marzeń. Zwyczajna i jednocześnie nadzwyczajna.

    Szybko zauroczyłam się jej szczerością (tak, tak – potrafiła przyznać, z jaką pogardą myślała o niektórych kolegach ze studiów), mądrością i dystansem do samej siebie. Dziś, w rocznicę jej śmierci, zachęcam was, byście zajrzeli do jej autobiografii, listów albo wykładów. Zobaczycie (albo przypomnicie sobie), jak fascynującą kobietą była!

    Co najbardziej mnie w niej zachwyca?

    Miłość do rodziny

    1.

    Ogromny wpływ na Edytę miała jej matka. Po śmierci męża Augusta Stein przejęła składnicę opału, wyciągnęła firmę z długów i samodzielnie utrzymywała siedmioro dzieci. Co więcej, zdobywała uznanie wśród wrocławskich przedsiębiorców.A była przecież zaledwie końcówka XIX wieku! Edyta wstydziła się przed koleżankami spracowanych dłoni matki i jej roboczego stroju, ale miała do niej ogromny szacunek. Augusta Stein była dla córki wzorem pracowitości, uczciwości i pobożności. I choć nigdy nie pogodziła się z konwersją Edyty, chyba nigdy nie przestała myśleć o niej jak o ukochanej córce.

    2.

    Jako dziewczynka Edyta była bardzo niesforna i zwinna, przez co nazywano ją w domu „kotkiem”. Bracia i siostry nosili ją na rękach, lubili się z nią bawić, była ich przytulanką. (Czasami, gdy nie dało się jej uspokoić, rodzeństwo zamykało ją w komórce). Kiedy podrosła, zdobyła uznanie braci i sióstr. Mimo że była najmłodsza, Elza, Erna, Freda i Róża często zgłaszały się do niej po rady.

    Pragnienie zdobywania wiedzy

    3.

    Uwielbiała się uczyć i większość rówieśników uważała ją za przemądrzałą. Była stanowcza i ambitna. Gdy młody korepetytor próbował rozmawiać z nią na swobodne tematy, odpowiadała: „na pogawędki nie mamy czasu, bo nie zdążymy przerobić koniecznego materiału lekcyjnego”. Już wtedy doświadczyła, że wysiłek umysłowy jest dla niej źródłem szczęścia.

    4.

    Lubiła dyskutować, zwłaszcza z profesorami. Śledziła bieżące wydarzenia, chodziła do teatru, słuchała Bacha i Wagnera. Jej matura była ogromnym szczęściem dla rodziny, która… przepisywała jej wyniki i przekazywała dalszym krewnym. Matka chciała, by Edyta podjęła studia prawnicze, ale ta ścieżka była wówczas dla kobiet niedostępna.

    5.

    Jako jedna z pierwszych mieszkanek Wrocławia skorzystała z możliwości studiowania na uniwersytecie, a następnie zdobyła uprawnienia nauczycielskie i po powrocie z Hranic (gdzie służyła jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża) zaczęła wykonywać ten zawód. Przez wiele lat korespondowała ze swoimi uczennicami.

    W wolnych godzinach, znalazłszy pustą salę wykładową, lubiłam siedzieć na jednej z szerokich desek okiennych, wypełniających głębokie nisze w murze, i tam pracowałam. Z tej wysokości mogłam patrzeć na rzekę i most uniwersytecki, na którym wrzało życie, i miałam wrażenie, że jestem księżniczką na zamku.

    Wytrwałość i pewność siebie

    6.

    W 1913 r. wyjechała na studia do Getyngi. Gdy prof. Edmund Husserl oznajmił, że raz w tygodniu będzie prowadził w swym domu „popołudnia szczerości”, by odpowiadać na pytania studentów, Stein przyszła na nie jako pierwsza. Wiedziała, że chce się rozwijać i korzystała z każdej okazji. Mimo młodego wieku nie miała wobec uczonych kompleksu niższości.

    7.

    Bardzo szybko odważyła się na doktorat u Husserla. W 1916 r. – ubrana w śliwkową, jedwabną suknię – zdobyła upragniony tytuł z najwyższym odznaczeniem – summa cum laude, które należy do rzadkości. Jednak mimo pozycji jaką zajmowała w środowisku akademickim, nigdy nie została dopuszczona do habilitacji. Powody były dwa – jej żydowskie pochodzenie i płeć.

    8.

    Praca naukowa przysparzała jej wiele cierpień. Często zamiast satysfakcji odczuwała wyczerpanie, zmagała się z bezsennością.

    Doszło nawet do tego, że zbrzydło mi życie, mimo że powtarzałam sobie często, iż takie przygnębienie nie ma najmniejszego sensu. (…) I jeśli nie będzie ze mnie dobry filozof, stanę się pożyteczną nauczycielką. (…) Kiedy szłam ulicą, jakże chciałam, aby mnie przejechał jakiś wóz! Gdy się wybierałam na wycieczkę żywiłam cichą nadzieję, że skręcę kark, i nie wrócę już żywa do domu.

    Mimo trudności potrafiła dążyć do celu, który sobie wyznaczyła.

    Kobiecość

    9.

    Od wczesnych lat interesowała ją walka o równouprawnienie, wstąpiła do Pruskiego Związku Prawa Głosu dla Kobiet. Gdy kończyła szkołę, maturzyści wspólnie wydali gazetę zawierającą kąśliwe teksty o każdym z uczniów. Ten o Edycie brzmiał: „Równość dla kobiety i mężczyzny / woła sufrażystka, / oczywiście ujrzymy ją kiedyś / w ministerstwie”.

    10.

    W latach 20. i 30. XX w. była jedną z pierwszych kobiet, które występowały publicznie w środowisku katolickim. Obserwując zmiany zachodzące w świecie, doszła do wniosku, że młode kobiety bardzo potrzebują wyznaczenia właściwej ścieżki rozwoju. Stworzyła cykl wykładów o kobiecej naturze, powołaniu, edukacji, pracy czy wierze.

    11.

    Marzyła, żeby założyć rodzinę.

    Mimo wielkiego oddania się pracy, żywiłam w sercu nadzieję, że zaznam wielkiej miłości i szczęścia w małżeństwie. Nie znając zupełnie zasad wiary i moralności katolickiej, byłam jednak zupełnie przeniknięta katolickim ideałem małżeństwa. Spośród młodych ludzi, z którymi się spotykałam, zwłaszcza jeden bardzo mi się podobał i chętnie wyszłabym za niego za mąż. Lecz nikt o tym nie wiedział i ludzie uważali mnie za osobę chłodną i niedostępną.

    Potrafiła jednak realizować swoje powołanie do małżeństwa i macierzyństwa jako osoba konsekrowana i podpowiadała innym samotnym kobietom, jak mogą to osiągać.

    Wiara i wierność wyborom

    12.

    W 1921 r., sięgnęła u przyjaciół po autobiografię św. Teresy z Avili. Czytała ją przez całą noc i nad ranem stwierdziła: „Gdy zamknęłam tę książkę, powiedziałam sobie: to jest prawda!”. Wtedy podjęła też decyzję o konwersji. Sam proces dochodzenia do wiary rozpoczął się jednak kilka lat wcześniej i miało na niego wpływ kilka czynników.

    13.

    Zakochała się w Chrystusie i mimo oporów ze strony rodziny i przyjaciół, wybrała życie zakonne. 14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii. W 1934 r. przybrała imię zakonne: Teresa Benedykta od Krzyża, a śluby wieczyste złożyła w kwietniu 1938 r.

    14.

    Po „Nocy kryształowej” zrozumiała, że jako Żydówka powinna natychmiast opuścić Niemcy. W sylwestrową noc, razem ze starszą siostrą Różą (także karmelitanką), została przeniesiona do Karmelu w Echt w Holandii. Tam pracowała m.in. nad studium o św. Janie od Krzyża pt. Wiedza Krzyża. W sierpniu 1942 r. została aresztowana przez gestapo i wywieziona do Amersfoort. Kolejno przewieziono ją do obozów koncentracyjnych w Westerbork i Oświęcimiu. Tam, prawdopodobnie 9 sierpnia 1942 r., zginęła w komorze gazowej. Od 1998 r. jest świętą, a od 1999 r. patronką Europy.

    Szacunek do drugiego człowieka

    15.

    Potrafiła rozmawiać zarówno z małym siostrzeńcem, jak i z wybitnymi profesorami. Pielęgnowała przyjaźnie, służyła radami i wsparciem, żywo interesowała się cudzymi problemami. O. Rafał Walzar pisał o niej:

    Była uosobieniem prostoty i naturalności. Pozostała w pełni kobietą o subtelnej, owszem, macierzyńskiej wrażliwości (…) Udarowana mistycznie w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie miała w sobie nawet pozorów sztuczności czy wyniosłości. Była prosta z prostymi, a uczona z uczonymi bez jakiejkolwiek wyższości; z szukającymi była szukająca i chciałoby się niemal dodać: z grzesznymi – grzeszna.


    Dominika Cicha 09/08/2017/Aleteia

    ************************************************************************

    ***

    SOBOTA, 8 SIERPNIA 2020
    wspomnienie św. Dominika

    El Greco – św. Dominik podczas modlitwy (1588)

    **

    Święty Dominik urodził się około 1170 roku w Caleruega w Hiszpanii. Pochodził ze znakomitego rodu kastylijskiego Guzmanów. Jego ojcem był Feliks Guzman, a matką – bł. Joanna z Azy. Miał dwóch braci – bł. Manesa (który wstąpił potem do założonego przez Dominika zakonu) i Antoniego, kapłana diecezjalnego. Gdy Dominik miał 14 lat, rodzice wysłali go do szkoły w Palencji. Następnie studiował w Salamance. W 1196 roku, po ukończeniu studiów teologicznych, przyjął święcenia kapłańskie i wkrótce został mianowany kanonikiem katedry w Osmie. Pięć lat później został wiceprzewodniczącym tej kapituły. Gorliwie pracował tam nad sobą i nad bliźnimi, głosząc im słowo Boże.

    Król Kastylii, Alfons IX, wysłał biskupa diecezji, w której pracował Dominik, Dydaka, z poselstwem do Niemiec i Danii. Dydak był przyjacielem Dominika, dlatego też przyszły święty towarzyszył biskupowi w podróży, w czasie której znalazł się w okolicach Szczecina i polskiego Pomorza. Dominik był świadkiem najazdu pogańskich Kumanów z Węgier na Turyngię. Wkrótce po zakończeniu powierzonej im misji udał się do Rzymu, by prosić Innocentego III o zezwolenie na pracę misyjną wśród Kumanów. Papież jednak takiej zgody nie udzielił.

    Wracając do Hiszpanii, Dydak i Dominik zetknęli się w południowej Francji z legatami papieskimi, wysłanymi tam do zwalczania powstałej właśnie herezji albigensów i waldensów. Sekta ta pojawiła się ok. 1200 r. w mieście Albi. Jej członkowie zaprzeczali ważnym prawdom wiary, m.in. Trójcy Świętej, Wcieleniu Syna Bożego, odrzucali Mszę świętą, małżeństwo i pozostałe sakramenty. Burzyli kościoły i klasztory, niszczyli obrazy i krzyże.

    W porozumieniu z legatami Dominik postanowił oddać się pracy nad nawracaniem odszczepieńców. Do tej akcji postanowił włączyć się bezpośrednio także biskup Dydak. Ponieważ heretycy w swoich wystąpieniach przeciwko Kościołowi atakowali go za majątki i wystawne życie duchownych, biskup i Dominik postanowili prowadzić życie ewangeliczne na wzór Pana Jezusa i Jego uczniów. Chodzili więc od miasta do miasta, od wioski do wioski, by prostować błędną naukę i wyjaśniać autentyczną naukę Pana Jezusa. Innocenty III zatwierdził tę formę pracy apostolskiej. W centrum herezji znajdowało się miasto Prouille, położone pomiędzy Carcassonne a Tuluzą. Tam Dominik założył klasztor żeński, w którym życie zostało oparte na całkowitym ubóstwie.

    Pojawiły się pierwsze sukcesy. Niebawem biskup musiał powrócić do swojej diecezji. Natomiast do Dominika dołączyło 11 cystersów, którzy postanowili wieść podobny tryb życia apostolskiego. Z nich właśnie w 1207 r. powstał zalążek nowej rodziny zakonnej. W tym samym jednak roku papież ogłosił przeciwko albigensom i waldensom zbrojną krucjatę na wiadomość, że heretycy ruszyli na kościoły, plebanie i klasztory, paląc je i niszcząc. To skomplikowało pracę apostolską Dominika. Wtedy Dominik zwiększył posty, umartwienia, częściej się modlił. Dotychczasowe doświadczenie wykazało, że okazyjnie werbowani do tej akcji kapłani często nie byli do niej wystarczająco przygotowani. Wielu zniechęcał prymitywny rodzaj życia i połączone z nim niewygody.

    Dominik wybrał więc spośród swoich współtowarzyszy najpewniejszych. Na jego ręce złożyli oni śluby zakonne w 1215 r. Tak powstał Zakon Kaznodziejski – dominikanów. Jego głównym celem było głoszenie słowa Bożego i zbawianie dusz. Założyciel wymagał od zakonników ścisłego ubóstwa, panowania nad sobą i daleko idącego posłuszeństwa. Dzięki poparciu biskupa Tuluzy, Fulko, w Tuluzie powstały wkrótce aż dwa klasztory dominikańskie, które miały za cel nawracanie albigensów i waldensów. W tym samym roku odbył się Sobór Laterański IV. Dominik udał się wraz ze swoim biskupem, Fulko, do Rzymu. Innocenty III po wysłuchaniu zdania biskupa Tuluzy ustnie zatwierdził nową rodzinę zakonną.

    Zaraz po powrocie z soboru (1216) Dominik zwołał kapitułę generalną, na której przyjęto za podstawę regułę św. Augustyna i konstytucje norbertanów, którzy wytyczyli sobie podobny cel. Wprowadzono do konstytucji jedynie te zmiany, które w zastosowaniu do specyfiki zakonu okazały się konieczne. Kiedy Dominik po odbytej kapitule ponownie udał się do Rzymu, papież Innocenty III już nie żył (+ 1216). Bóg pokrzepił jednak Dominika tajemniczym, proroczym snem: pojawili mu się Apostołowie św. Piotr i św. Paweł, i zachęcili go, by na cały świat wysyłał swoich synów duchowych jako kaznodziejów. Dlatego kiedy tylko powrócił do Tuluzy, rozesłał grupę 17 pierwszych zakonników: do Hiszpanii, Bolonii i do Paryża. W dniu 22 grudnia 1216 r. papież Honoriusz III zatwierdził nowy zakon. Co więcej, wydał polecenie dla biskupów, by udzielili nowej rodzinie zakonnej jak najpełniejszej pomocy.

    Dominik założył również zakon żeński, zatwierdzony przez Honoriusza III dwa lata później.

    Kapituła generalna w Bolonii w 1220 r. odrzuciła z reguły i z konstytucji to wszystko, co okazało się nieaktualne. W miejsce odrzuconych wstawiono nowe artykuły, wśród których znalazł się między innymi ten, że zakon nie może posiadać na własność stałych dóbr, ale że ma żyć wyłącznie z ofiar. W ten sposób zakon wszedł do rodziny zakonów mendykanckich (żebrzących), jakimi byli w XIII w. franciszkanie, augustianie, karmelici, trynitarze, serwici i minimi.

    W 1220 r. kard. Wilhelm ufundował dominikanom w Rzymie klasztor przy bazylice św. Sabiny, który odtąd miał się stać konwentem generalnym zakonu. Niemniej hojnym okazał się sam papież, który ofiarował dominikanom własny pałac. Tutaj właśnie Dominik miał wskrzesić bratanka kardynała Stefana z Fossanuova. Przed śmiercią Dominik przyjął do zakonu i nałożył habit św. Jackowi i bł. Czesławowi, pierwszym polskim dominikanom. Wysłał też swoich synów do Anglii, Niemiec i na Węgry.

    Dominik odbywał częste podróże, głosząc Ewangelię i organizując wykłady z teologii. Zakładał nowe klasztory zakonu, który bardzo szybko się rozpowszechnił. W 1220 r. Honoriusz III powołał Dominika na generała zakonu.

    Dominik prowadził pracę misyjną na północy Włoch. Wyczerpany pracą w prymitywnych warunkach, wrócił do Bolonii. Jego ostatnie słowa brzmiały: “Miejcie miłość, strzeżcie pokory i nie odstępujcie od ubóstwa”. Zmarł 6 sierpnia 1221 r. na rękach swych współbraci. W jego pogrzebie wziął udział kardynał Hugolin i wielu dygnitarzy kościelnych. Dominik został pochowany w kościele klasztornym w Bolonii, w drewnianej trumnie, w podziemiu (w krypcie) tuż pod wielkim ołtarzem. Jego kult rozpoczął się zaraz po jego śmierci. Notowano za jego wstawiennictwem otrzymane łaski. Dlatego papież Grzegorz IX nakazał rozpocząć proces kanoniczny. Po jego ukończeniu wyniósł sługę Bożego do chwały świętych w 1234 r.

    Dominik odznaczał się wielką prawością obyczajów, niezwykłą żarliwością o sprawy Boże oraz niezachwianą równowagą ducha. Potrafił współczuć. Jego radosne serce i pełna pokoju wewnętrzna postawa uczyniły z niego człowieka niebywale serdecznego. Oszczędny w słowach, rozmawiał z Bogiem na modlitwie albo o Nim z bliźnimi. Żył nader surowo. Bardzo cierpliwie znosił wszelkie przeciwności i upokorzenia.

    Imię Dominik pochodzi od łacińskiego dominicus, co znaczy Pański, należący do Boga. Przed św. Dominikiem imię to było znane, ale właśnie Dominik Guzman spopularyzował to imię w całej Europie.

    Największą zasługą św. Dominika i pamiątką, jaką po sobie zostawił, jest założony przez niego Zakon Kaznodziejski. Zakon dał Kościołowi wielu świętych. Wśród nich do najjaśniejszych gwiazd należą św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), doktor Kościoła, św. Rajmund z Penafort (+ 1275), św. Albert Wielki (+ 1280), doktor Kościoła, św. Wincenty Ferreriusz (+ 1419), św. Antonin z Florencji (+ 1459), papież św. Pius V (+ 1572), św. Ludwik Bertrand (+ 1581), św. Katarzyna ze Sieny (+ 1380), doktor Kościoła i patronka Europy, oraz św. Róża z Limy (+ 1617). Zakon położył wielkie zasługi na polu nauki, wydając uczonych na skalę światową w dziedzinie teologii, biblistyki czy liturgii. Kiedy zostały odkryte nowe lądy, dominikanie byli jednymi z pierwszych, którzy na odkryte tereny wysyłali swoich misjonarzy.

    Brewiarz.pl

    ****

    Msza święta

    Antyfona na wejście

    Usta sprawiedliwego głoszą mądrość, a język jego mówi to, co słuszne. Prawo Boże jest w jego sercu i nie zachwieją się jego kroki. (Ps 37, 30-31)

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, niech święty Dominik,
    który był gorliwym głosicielem objawionej prawdy, wspiera Twój Kościół swoimi zasługami i nauką,
    i niech będzie dla nas troskliwym opiekunem.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Habakuka – Ha 1,12–2,4

    Czyż nie jesteś odwieczny, o Panie, Boże mój, Święty? Przecież nie pomrzemy! Na sąd przeznaczyłeś, o Panie, lud Chaldejczyków, dla wymiaru kary zachowałeś, Skało moja. Zbyt czyste oczy Twoje, by na zło patrzyły, a nieprawości pochwalać nie możesz. Czemu jednak spoglądasz na ludzi zdradliwych i milczysz, gdy bezbożny niszczy uczciwszego od siebie?

    Obchodzi się z ludźmi jak z rybami morskimi, jak z gromadą płazów, którą nikt nie rządzi. Wszystkich łowi na wędkę, zagarnia swoim niewodem albo w sieci gromadzi, krzycząc przy tym z radości. Przeto ofiarę składa swojej sieci, pali kadzidło niewodowi swemu, bo przez nie zdobył sobie łup bogaty, a pożywienie jego stało się obfite. Ciągle na nowo zarzuca swe sieci, mordując ludy bez litości.

    Na moich czatach stać będę, udam się na miejsce czuwania, śledząc pilnie, by poznać, co przemówi do mnie, jaką odpowiedź da na moją skargę.

    I odpowiedział Pan tymi słowami: „Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 9

    R/ Pan nie opuszcza tych, co Go szukają.

    A Pan zasiada na wieki,
    przygotował swój tron, by sądzić.
    Sam będzie sądził świat sprawiedliwie,
    rozstrzygał bezstronnie sprawy narodów. R/

    Pan jest schronieniem dla uciśnionego,
    schronieniem w czas utrapienia.
    Ufają Tobie znający Twe imię,
    bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają. R/

    Psalm śpiewajcie Panu, co mieszka na Syjonie,
    głoście Jego dzieła wśród narodów,
    bo Mściciel krwi pamięta o nich,
    nie zapomniał wołania ubogich. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 17,14-20

    Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.

    Na to Jezus odrzekł: „O plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie mi go tutaj”. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.

    Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, za wstawiennictwem
    świętego Dominika przyjmij łaskawie modlitwy,
    które zanosimy do Ciebie,
    i mocą tej sakramentalnej Ofiary
    utwierdzaj obrońców wiary Twoją łaską.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Pan wysłał uczniów, aby wszędzie głosili: Przybliżyło się do was Królestwo Boże. (Łk 10, 1.9)

    Modlitwa po Komunii

    Panie, nasz Boże, w dniu wspomnienia
    świętego Dominika posiliłeś nas
    Najświętszym Sakramentem, spraw,
    aby Kościół oświecony przez jego nauczanie i wspierany jego modlitwami,
    przyjął w pełni owoce tego Sakramentu.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ********************************************

    w pierwszy piątek miesiąca 7 sierpnia

    18.00 – adoracja przed Najświętszym Sakramentem w intencji wynagrodzenia za grzechy nasze i całego świata

    *****

    Dziś wspominamy bł. Edmunda Bojanowskiego

    Lajsikonik/Wikipedia

    **

    Ur. 14 listopada 1814 w Grabonogu, zm. 7 sierpnia 1871 w Górce Duchowej, założyciel Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny.

    Jako 36-letni świecki mężczyzna 3 maja 1850 r. otworzył uroczyście ochronkę w Podrzeczu i założył Bractwo Ochroniarek. W Grabonogu założył „Dom miłosierdzia” dla sierot, ponadto apteki dla biednych, wypożyczalnie książek oraz czytelnie.

    Gromadził zgłaszające się do niego dziewczęta i przygotowywał je do pracy w swoim dziele. Wpajał im mocnego ducha wiary i uczył praktyk religijnych, takich jak modlitwa, rachunek sumienia, czytanie duchowne, medytacja oraz wzajemna miłość, a po pewnym czasie postanowił założyć zgromadzenie zakonne Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej.

    Regułę tego zgromadzenia opracował przy pomocy wybitnych postaci swojej epoki (J. Koźmiana, ks. H. Kajsiewicza, ks. P. Semenenki i innych). W r. 1855 arcybiskup poznański L. Przyłuski udzielił Bojanowskiemu tymczasowego pozwolenia na jej przestrzeganie. Do zgromadzenia zgłaszało się coraz więcej kandydatek i wzrastało zapotrzebowanie na ochroniarki. Równocześnie mnożyły się też różnego rodzaju trudności.

    W r. 1858 abp Przyłuski przyjął zgromadzenie pod opiekę Kościoła, a jego następca, abp Mieczysław Ledóchowski 27 grudnia 1866 r. zatwierdził definitywnie statuty i konstytucje służebniczek. W 1869 r. Edmund Bojanowski wstąpił w Gnieźnie do seminarium duchownego, lecz ze względu na słabe zdrowie musiał je opuścić.

    Przed śmiercią Bojanowskiego, która nastąpiła 7 sierpnia 1871 r. w Górce Duchownej, zgromadzenie miało w Wielkim Księstwie Poznańskim 22 domy i liczyło 98 sióstr. Oprócz tego jeszcze za życia Bojanowskiego służebniczki zaczęły pracować także w innych częściach Polski rozbiorowej: w Galicji, w Królestwie Polskim oraz na Śląsku. Beatyfikował go Jan Paweł II 13 czerwca 1999 w Warszawie

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    MSZA ŚW. – godz. 19.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    Antyfona na wejście

    Racz mnie wybawić, Boże; Panie, pośpiesz mi z pomocą, Tyś wspomożycielem moim i wybawcą, nie zwlekaj, Panie. (Ps 70, 2.6)

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, wspieraj swoich wiernych
    i okaż wiekuistą dobroć proszącym,
    którzy uznają Ciebie za Stwórcę i Pana;
    odnów życie im udzielone i odnowione zachowaj.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Nahuma – Na 2,1.3; 3,1-3.6-7

    Oto na górach stopy zwiastuna ogłaszającego pokój. Święć, Judo, twe uroczystości, wypełnij twe śluby, bo nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik, całkowicie został zgładzony. Bo przywrócił Pan świetność Jakuba, jak świetność Izraela, ponieważ łupieżcy ich splądrowali i wyniszczyli ich latorośle.

    Biada miastu krwawemu, całe kłamliwe i grabieży pełne, a nie ustaje rabunek. Trzask biczów i głos turkotu kół, i konie galopujące, i szybko jadące rydwany. Jeźdźcy szturmujący, i połysk mieczy, i lśnienie oszczepów. I mnóstwo poległych, i moc trupów, i bez końca ciał martwych, tak że o zwłoki ich się potykają. I rzucę na ciebie obrzydliwości, i zelżę ciebie, i wystawię cię na widowisko. I każdy, kto cię ujrzy, oddali się od ciebie, i zawoła: „Spustoszona Niniwa!” Któż ulituje się nad nią? Skąd mam szukać pocieszycieli dla ciebie?
    Oto słowo Boże.

    Psalm (Pwt 32)

    R/ Ja, Pan, zabijam i Ja sam ożywiam.

    Nadchodzi dzień klęski,
    los ich gotowy, już blisko.
    Bo Pan swój naród obroni,
    litość okaże swym sługom. R/

    Patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden,
    i nie ma ze Mną żadnego boga.
    Ja zabijam i Ja sam ożywiam,
    Ja ranię i Ja sam uzdrawiam. R/

    Gdy miecz błyszczący wyostrzę
    i wyrok wykona ma ręka,
    na swoich wrogach się pomszczę,
    odpłacę tym, którzy Mnie nienawidzą. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 16,24-28

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

    Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają, śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Miłosierny Boże, uświęć te dary,
    złożone jako znak ofiary duchowej, i spraw,
    abyśmy sami stali się wieczystym darem dla Ciebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął, a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. (J 6, 35)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, otaczaj nieustanną opieką wszystkich, których posilasz Twoim Sakramentem,
    nie odmawiaj im swojej pomocy i uczyń godnymi wiecznego zbawienia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *********

    Słowa kard. Robert Sarah, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów:

    Współczesny człowiek tak bardzo zaniedbuje swoje życie wewnętrzne, że już nie wie, co ono znaczy. Tkwi w błocie namiętności, pochłonięty rozrywką i używaniem wszystkich przyjemności świata. Jest mu obojętne, że żyje w świecie opanowanym przez zło, przemoc, zepsucie, rozprzężenie obyczajów, perwersję, bezbożność, a nawet pogardę względem Boga.

    Przesada jest normą. W historii zawsze pojawiały się okresy, gdy wysoką rangę osiągała ohyda, brutalność, sprośność, plugastwo i szalona namiętność. Pod tym względem nasza epoka jest tym bardziej niepokojąca, że w wymiarze społecznym Bóg umarł. Ta wielka nieobecność to najgorsze zagrożenie dla ludzkości. Po człowieku chrześcijańskim może nastąpić człowiek amoralny.

    Kościół bezwzględnie musi pełnić swoją rolę. Tym bardziej złożone to zadanie, że zanikł konsensus moralny wywodzący się z cywilizacji judeochrześcijańskiej, który przez wiele wieków charakteryzował świat. Piętnowany przez Benedykta XVI filozoficzny relatywizm wszystko zmiótł swymi zabójczymi falami. Podczas otwarcia konklawe w 2005 roku kardynał Ratzinger odważnie oświadczył: „Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”.

    z książki; „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”, Wyd. Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019

    *********

    Edmund Bojanowski: świecki, który założył zakon. I to żeński!

    EDMUND BOJANOWSKIEAST NEWSElżbieta Wiater | 07/08/2018

    **

    Mężczyźni z rodziny Edmunda Bojanowskiego walczyli w powstaniu listopadowym. On sam postanowił zawalczyć o Polskę inaczej – wychowaniem następnych pokoleń i pracą z ubogimi.

    Edmund Bojanowski jest pierwszym na ziemiach polskich świeckim, który założył zakon. I jakby tego było mało, jest to zakon żeński – Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP. Pomyśleć, że wszystko zaczęło się od epidemii…

    Pomór cholery w 1849 r.

    Cholera przyjechała do poznańskiego pociągiem, a dokładnie linią, jaką w lipcu 1848 r. połączono stolicę Wielkopolski ze Szczecinem. Było lato, więc bardzo wiele osób udawało się koleją do kurortu wypoczynkowego, nie bacząc na to, że szaleje tam ta choroba. Przywleczona do Poznania, w krótkim czasie przyczyniła się do śmierci ponad tysiąca osób w samym mieście, po czym powędrowała w jego okolice.

    Dotarła też do Grabonoga, czyli majątku Teofila Wilkońskiego, przyrodniego brata Edmunda Bojanowskiego. Brak higieny oraz ubóstwo przekładające się na słabe wyżywienie sprawiły, że cholera zebrała tam w 1849 r. obfite żniwo. Umierali wszyscy, także ludzie w sile wieku, więc w wioskach pozostały dziesiątki sierot.

    Edmund widział to doskonale, gdyż na wieść o szerzącej się chorobie postanowił zająć się pielęgnacją chorych. Za własne pieniądze kupował im leki, jedzenie, mył i pielęgnował zarażonych, dbał o to, by zdążyli się wyspowiadać i przyjąć wiatyk, płacił za lekarza.

    Jednak nie był w stanie w pojedynkę pomóc całej masie dzieci, które zostały same. Zresztą już wcześniej widział potrzebę opieki nad najmłodszymi mieszkańcami wsi, nie tylko tymi pozbawionymi rodziny.

    Ochroniarki

    Edmund Bojanowski jest jednym z tych wspaniałych przedstawicieli polskiego ziemiaństwa, którzy byli osobami głęboko wierzącymi, widzieli potrzebę kształcenia niższych warstw społecznych i w tym widzieli wyraz prawdziwego patriotyzmu. Mężczyźni z jego rodziny walczyli w powstaniu listopadowym, on sam postanowił zawalczyć o Polskę inaczej – wychowaniem następnych pokoleń i pracą z ubogimi.

    Był świadomy, że najlepiej zacząć edukację i pracę nad rozwojem w jak najmłodszym wieku, stąd myśl o ochronkach dla dzieci była mu bliska, zanim wybuchła zaraza.

    Epidemia była tylko impulsem przyśpieszającym realizację planu. W następnym roku po jej wybuchu, w maju 1850 r., powstało pierwsze przedszkole dla wiejskich dzieci. Do pracy w nim zobowiązały się trzy wiejskie dziewczyny (Bojanowski chciał, żeby opiekunki pochodziły z tego samego środowiska co dzieci, żeby łatwiej było się im porozumieć), które nazwał ochroniarkami.

    Uważane są one za początek zgromadzenia, które w chwili śmierci założyciela, a więc nieco ponad dwadzieścia lat później, liczyło kilkaset sióstr i 22 domy. Pod naciskiem zaborców, kasujących zgromadzenia czynne, zakon podzielił się na cztery prowincje, podział ten zresztą utrzymuje się do dziś.

    Bojanowskiego pomysł na wychowanie

    Chociaż Bojanowski nigdy się nie ożenił i nie miał własnych dzieci, nie zabrakło mu intuicji co do tego, jak je wychowywać. Zabronił stosowania kar cielesnych, co trudno mieściło się w ówczesnej mentalności. Zalecał m.in. nauczanie, ale w formie zajęć nie dłuższych niż 30 minut, bo zdawał sobie sprawę, że dzieci nie potrafią skupić się na dłużej.

    Ponadto zalecał dużo ruchu na świeżym powietrzu, prace dostosowane do możliwości wychowanków i zabraniał wykonywania za dzieci czynności, do których były już zdolne. Spory nacisk kładł na wychowanie religijne, ale pogłębione, a nie jedynie ograniczające się do wyuczonych praktyk.

    Sam żył skromnie, całym sobą angażując się w prace, które miały służyć edukacji i wychowaniu religijnemu chłopów i niższych warstw społecznych. Nieco krzywo patrzono na to, że osoba świecka zakłada zakon, na szczęście Stolica Apostolska nie miała takich wątpliwości, doceniono tam za to całokształt działalności Bojanowskiego.

    Seminaryjny falstart

    On sam zamarzył pod koniec życia o kapłaństwie, ale pobyt w seminarium skończył po niecałym roku, gdyż zaostrzyła się gruźlica płuc, na którą cierpiał od wielu lat. Zmarł rok po opuszczeniu uczelni, w 1871 r., mając nieco ponad 50 lat.

    Dzieła, które rozpoczął, zwłaszcza założone przez niego zgromadzenie, świetnie się rozwijają do dziś, a jego pomysł na wychowanie dzieci pozostaje nieustannie aktualny.

    Aleteia

    ************************

    Sto lat temu na Jasnej Górze rozpoczęła się nowenna przed Bitwą Warszawską

    Samplefot. BP KEP

    **

    Sto lat temu, 7 sierpnia 1920 r., na Jasnej Górze rozpoczęła się wielka nowenna przed świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, która stała się błagalno-pokutnym wołaniem o ocalenie Ojczyzny w przededniu Bitwy Warszawskiej.

    Jasna Góra jako najważniejsze dla Polaków miejsce kultu religijnego i konsolidacji narodowo-społecznej odegrała szczególną rolę latem 1920 r., kiedy Armia Czerwona zbliżała się pod Lwów, Warszawę, Włocławek. Z duchowej stolicy Polski popłynęła do narodu odezwa biskupów o stworzenie „bractwa narodowego zjednoczenia pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej”.

    Już 27 lipca 1920 r., biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora ofiarowali Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Episkopat wezwał naród do ogólnopolskiej krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, do żarliwej modlitwy różańcowej, połączonej z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu, do ufności w opiekę Królowej Polski i do zaangażowania w obronę zagrożonego państwa.

    W najtrudniejszym okresie wojny zrodziła się idea przeniesienia do Częstochowy stolicy państwa. Miało to poprawić morale społeczeństwa. Józef Piłsudski nalegał, żeby rząd, Naczelne Dowództwo przeniosło się do Częstochowy. Rząd jednak nie przychylił się do tego pomysłu. Wincenty Witos uważał, że gabinet winien ustąpić z Warszawy ostatni.

    W obliczu zagrożenia istnienia państwa polskiego Jasna Góra wydawała specjalne odezwy do narodu wzywające wszystkich do walki w obronie Ojczyzny. Za pośrednictwem pielgrzymów przenikały one do znacznych kręgów społeczeństwa. Odezwa podpisana przez przeora Jasnej Góry, o. Piotra Markiewicza, została skierowana do całego narodu, a zwłaszcza do chłopów i robotników. Do tych ostatnich bowiem docierała najszerzej propaganda komunistyczna, w której zapewniano, że Armia Czerwona zmierza do wyzwolenia ich z „niewoli pańskiej”.

    Paulini współpracowali z Ligą Obrony Narodowej. Na placu jasnogórskim organizowano wiece patriotyczne, zwłaszcza w letnie niedziele i święta, w czasie większego napływu pielgrzymów. W przemówieniach nawoływano do składania pieniędzy na rzecz państwa i do wstępowania do Armii Ochotniczej, apelowano o budowanie jedności i zgody narodowej wobec zagrożenia ze strony Armii Czerwonej, która zajęła już znaczny obszar ziem polskich i zbliżała się do Warszawy.

    Paulini już na progu niepodległości w 1919 r. oddali do narodowego skarbca cenne monety i medale. Modlitewna mobilizacja zakonników, częstochowian i pielgrzymów w czasie wojny polsko–bolszewickiej osiągała swoje szczytowe natężenie w nowennie błagalno-pokutnej rozpoczętej 7 sierpnia 1920. W jasnogórskim sanktuarium, podobnie jak w kościołach Warszawy, wierni leżeli krzyżem, by uprosić zwycięstwo. Z powodu wielkiego napływu ludzi nowennę przeniesiono z bazyliki na plac pod szczytem. Coraz mocniej modlono się do Matki Bożej Królowej Polski o orędownictwo i ratunek dla Ojczyzny. Zgromadzeni wierni na bieżąco byli informowani o walkach na przedpolach Warszawy.

    Tak opisuje jasnogórska nowennę świadek tamtego czasu: „Nowenna wywierała potężne, imponujące wrażenie. W górze, przed ołtarzem Bogarodzicy, Ojcowie Paulini, krzyżem leżąc korzyli się w prochu przed Panem Zastępów w ofierze błagalnej za lud… A u podnóża niezliczone tłumy zalegały obszerny plac przed Szczytem i ze schylonym ku ziemi czołem, błagania gorące o ratunek dla ojczyzny łączyły z błaganiem Ojców”.

    Paulini, wśród nich nieprzeciętni patrioci i wybitni kaznodzieje, jak np. o. Aleksander Łoziński, swoimi apelami mobilizowali naród do obrony przed bolszewickim zagrożeniem. O. Łozińskiego ze względu na podniosłe mowy religijno–patriotyczne nazywano wówczas „płomiennym sercem zakonu”.
    O. Łoziński przygotował specjalną odezwę 10 sierpnia 1920 r. „Jasna Góra do narodu”, w której ratunek, zwycięstwo i ocalenie upatrywane są w zespoleniu sił militarnych ze wstawiennictwem Bogarodzicy. – Warszawa zagrożona, już wróg knuje, jak poćwiartować Polskę i zabić ją znowu.

    Gdzie pomoc, gdzie ratunek, gdzie zwycięstwo i ocalenie? Odpowiedzieć trzeba z kapłanem Eliachimem: „Wiedzcie, że do żelaza, do armji, do bagnetów, pokutę i modlitwę dołączyć nam trzeba” – pouczał zakonnik i nawoływał w imieniu białych stróżów Jasnogórskiej Pani – „A więc żołnierze, na bój śmiertelny pod sztandarem Bogarodzicy! A wszyscy inni — na kolana przed Bogiem i Matką Bożą i o pomoc do niebios wołać! Tak zrobił Kordecki… A wróg legnie pokonany, jak legł Goliat przed Dawidem, idącym w imię Pana… Zatem w imię Maryi Częstochowskiej żołnierze na bój. Niech w domu zostaną tylko starcy, dzieci i niewiasty, reszta na szaniec! Niech każdy składa Ojczyźnie w ofierze, co może, niechaj daje wszystko, bo inaczej zabierze mu wróg”.

    W modlitewnej łączności z jasnogórskim sanktuarium pozostawał przez cały czas generał Józef Haller. Z jego inicjatywy w stołecznym kościele Zbawiciela rozpoczęto nowennę dla żołnierzy w intencji Ojczyzny przy ołtarzu Matki Bożej Częstochowskiej. Jej wizerunek, sprowadzony z Jasnej Góry, znajdował się tu od 1909 r. Generał brał w niej również udział, odnotował głębokie skupienie żołnierzy i fakt leżenia krzyżem w kościele przedstawicieli różnych sfer społecznych.

    Więź Generała z Maryją Jasnogórską była powszechnie znana. Dzięki niej również zdobywał niezwykłą sympatię i uznanie polskiego społeczeństwa. Przedstawiciele organizacji młodzieżowych wręczyli Józefowi Hallerowi ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej. Z inicjatywy Gimnazjum Sióstr Nazaretanek w Częstochowie wykonano sztandar dla wojska Hallera. Poświęcono go na Jasnej Górze — „aby Królowa Korony Polskiej obecna przez ten znak wlewała męstwo i odwagę naszym dzielnym żołnierzom”.

    15 sierpnia 1920 r. zebranym na modlitwie błagalnej na Jasnej Górze wiernym o. Aleksander Łoziński przekazał wieści o zwycięstwie, o tym, że Maryja wysłuchała próśb narodu, o ucieczce Sowietów z okolic Warszawy. Częstochowian i pielgrzymów zebranych na placu opanowała niezwykła radość. Słyszane były okrzyki: „Stał się cud”. Tym powiadomieniem zakończono również nowennę błagalno-pokutną.

    07 sierpnia 2020/mir/Radio Jasna Góra

    ****************************

    Polonijna nowenna do „Matki emigrantów”

    MATKA BOSKA KOZIELSKA/ rzeźba Tadeusza Zielińskiego
    **

    Polska Misja Katolicka w Anglii i Walii zaprasza do wspólnej modlitwy przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. 6 sierpnia rozpoczęła się specjalna nowenna, w której w trudnym czasie pandemii o wstawiennictwo proszona będzie Matka Boża Kozielska Zwycięska, zwana „Matką emigrantów”. Jej wizerunek znajduje się w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie.

    Maryja wybrała sobie to miejsce w 1961 roku, kiedy polscy uchodźcy kupili od szkockich prezbiterian opuszczony budynek ich dawnej świątyni, tworząc miejsce, w którym tysiące naszych rodaków oddawało i wciąż oddaje Bogu chwałę.

    W czasach komunistycznego zniewolenia był duchową siedzibą rządu na uchodźstwie. Zwano go „katedrą wolnej Polski”. To właśnie stąd miliony Polaków na całym świecie słuchało transmisji Mszy św. w Radiu Wolna Europa. Tutaj swój dom znalazła najważniejsza relikwia emigracji niepodległościowej.

    Stworzona potajemnie w 1941 roku, w sowieckim obozie dla polskich oficerów, wyszła spod dłuta żołnierza-rzeźbiarza, porucznika Tadeusza Zielińskiego. Autora m.in. „polskiej” stacji drogi krzyżowej w Jerozolimie. Jesienią ukaże się w Polsce obszerna monografia tego wizerunku: „Historia cudownej płaskorzeźby Matki Boskiej Kozielskiej Zwycięskiej i jej kultu”, której autorem jest historyk polskiej emigracji na Wyspach Brytyjskich, dr Andrzej Suchcitz. „Obecnie objęci pandemią koronawirusa, która sieje spustoszenie niemal w każdym kraju świata modlitwy o wstawiennictwo Matki Boskiej Kozielskiej Zwycięskiej wzrastają, tak jak wzrosną dziękczynienia za wszelkie łaski, uzyskane podczas, jak i po ustąpieniu pandemii” – napisał we wstępie do książki.

    Matka Boża Kozielska-Zwycięska inspiruje kolejne pokolenia Polaków. Nowenna, która rozpocznie się w Święto Przemienienia Pańskiego, będzie odmawiana wszędzie tam, gdzie ze swoim posłannictwem dociera Polska Misja Katolicka. Zostanie odmówiona po raz pierwszy i wraz z litanią napisaną w 2019 roku jest efektem działania Maryi w pokoleniu, które w Anglii osiedliło się już w XXI wieku. Inicjatorem tego modlitewnego szturmu jest parafia św. Andrzeja Boboli, skąd kontynuując tradycję Wolnej Europy Msze święte transmitowane są na cały świat przez Radio Bobola. Drogą online będzie można wziąć udział również w nowennie do „Matki emigrantów”.

    07 sierpnia 2020/Elżbieta Sobolewska-Farbotko (KAI/RadioBobola/vaticannews.va) / hsz | Londyn Ⓒ Ⓟ

    **********

    Nowenna do “Matki emigrantów” przed Uroczystością Wniebowzięcia NMP

    fot: Koronacja wizerunku MBKZ przez Jana Pawła II, Kraków, Błonie 08.06.1997 (archiwum parafii św. Andrzeja Boboli w Londynie)
    **

    Gorąco zapraszamy do wspólnej modlitwy nowenną (06-14.08) przed Uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. O wstawiennictwo będziemy prosić “Matkę emigrantów” – Matkę Bożą Kozielską-Zwycięską. Jej wizerunek ukazany w cudownej płaskorzeźbie szczególną czcią jest otaczany w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie – tzw. “Katedrze Wolnej Polski” – podaje polonijne Radio Bobola z Londynu.

    Gorąco zapraszamy do wspólnej modlitwy nowenną przed Uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. O wstawiennictwo będziemy prosić “Matkę emigrantów” – Matkę Bożą Kozielską-Zwycięską. Jej wizerunek ukazany w cudownej płaskorzeźbie szczególną czcią jest otaczany w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie – tzw. “Katedrze Wolnej Polski”.

    To tutaj cześć Bogu oddawali nasi rodacy, którzy po zakończeniu II wojny światowej – po tułaczce przez pół świata – nie mogli wrócić do kraju ze względu na swoją patriotyczną przeszłość i pragnienie wolności dla Polski. To tutaj były i nadal na ołtarzu są kładzione wszystkie ważne dla naszej Ojczyzny wydarzenia i rocznice. Tutaj Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie oddawał Panu Bogu cześć z okazji obchodów wszelkich patiotycznych uroczystości. Wreszcie – to stąd transmitowane były Msze św. w Radio Wolna Europa, które niosły pokrzepienie milionom rodaków w kraju podczas ciemnego okresu polskiej historii drugiej połowy XX wieku.

    Maryja wybrała sobie to miejsce w 1961, kiedy to opustoszały już budynek – zakupiony przez Polaków od szkockich prezbiterian został wyremontowany i zmienił się w świątynię, w której tysiące naszych rodaków oddawało i wciąż oddaje Bogu chwałę, podtrzymując pamięć, przekazując polską kulturę, historię i obyczaje.

    W kontekście czasów, w których obecnie żyjemy warto wspomnieć że wizerunek MBKZ powstawał w sekrecie, w bardzo trudnych warunkach, w których za jakąkolwiek oznakę wyznawania wiary groziła śmierć. Wizerunek został wyrzeźbiony na lipowej desce (najprawdopodobniej wymontowanej z półki), przez żołnierza-rzeźbiarza – Tadeusza Zielińskiego. Jest on autorem m.in. „polskiej” stacji drogi krzyżowej w Jerozolimie, oraz wystroju londyńskiego kościoła w którym znajduje się płaskorzeźba. Dyskusyjne pozostaje, czy ktoś z ludzi poza Maryją zainspirował rzeźbiarza, faktem jest że z Bożej Woli wizerunek powstał w 1941, w obozie jenieckim w Kozielsku.

    MBKZ od początku swego istnienia inspiruje pokolenia Polaków, szczególnie tych na emigracji, żyjących daleko od Ojczyzny lub urodzonym poza Nią, żyjącym w dwóch Ojczyznach. Powstało już wiele pieśni wiele modlitw, w których wyrażana jest wdzięcznośc dla niej, w których Ona jest uwielbiana i proszona o wstawiennictwo. Nowenna do której zapraszamy odmawiana będzie po raz pierwszy w historii i wraz z litanią napisaną w 2019 jest efektem działania Maryi w pokoleniu, które do Anglii przyjechało już w XXI w.

    Nowenna rozpocznie się we czwartek, 6 sierpnia. Dla zainteresowanych – będzie również odmawiana w londyńskim sanktuarium Matki Bożej Kozielskiej-Zwycięskiej po Mszach św. porannych (10:00 BST) i transmitowana online (video) oraz przez Radio BOBOLA.

    PR/05.08.2020

    ************************************************************************

    w pierwszy czwartek miesiąca 6 sierpnia

    UROCZYSTOŚĆ PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO

    top feature image
    Obraz Chrystusa Króla przedstawiający Przemienienie Pańskie na Górze Tabor z Mojżeszem i Eliaszem – namalował Adam Styka w 1944 roku tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego na zamówienie Księży Pallotynów.
    **

    Święto Przemienienia Pańskiego zwane także epifanią lub teofanią obchodzi Kościół katolicki 6 sierpnia. Liturgia tego dnia wspomina opisane w ewangeliach wydarzenie, przez które Chrystus objawił swoje bóstwo.Czytany w liturgii ewangeliczny opis Przemienienia Pańskiego pełen jest znaczeń symbolicznych: góra, światło i obłok są w Biblii charakterystyczne dla objawień Boga. „Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich” (Mt 17,1). Twarz Jezusa zajaśniała jak słońce, szata była biała jak światło, ukazali się też Mojżesz i Eliasz a z obłoku dobiegł głos Boga.Są oni świadkami, którzy potwierdzają widzenie Apostołów i wskazują, że całe objawienie prowadzi do Jezusa. Dodatkowym i niepodważalnym uwierzytelnieniem jest głos Ojca, który mówi: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (Mt 17,5).Przemienienie Jezusa miało umocnić wiarę Apostołów oraz przygotować ich na przeżycie męki i śmierci Jezusa. Przemienienie ukazuje też, że do chwały objawionej przez Jezusa dochodzi się przez cierpienie i śmierć. Tak jak każda teofania (czyli objawienie bóstwa) Przemienienie Pańskie budzi fascynację i zachwyt ale zarazem lęk, dlatego św. Piotr powiedział najpierw: „dobrze, że tu jesteśmy” a w chwilę później uczniowie „upadli na twarz i bardzo się zlękli”. W religioznawstwie mówi się, że Bóg jest „mysterium fascinosum et tremendum”, czyli tajemnicą fascynującą i przerażającą.W chrześcijaństwie wschodnim święto Przemienienia obchodzone było już w V wieku. Do dziś zajmuje ono w liturgicznym kalendarzu chrześcijańskiego Wschodu jedno z najważniejszych miejsc. Przemienienie jest też bardzo częstym motywem ikonografii wschodniej.Na Zachodzie pierwsze wzmianki o tym święcie pochodzą z VII i VIII wieku. Bardziej upowszechniło się ono w okresie wypraw krzyżowych, kiedy bardzo popularne były pielgrzymki do Ziemi Świętej, w tym także na Górę Tabor, uznawaną za górę przemienienia.W 1457 r. papież Kalikst III, jako wyraz wdzięczności za zwycięstwo nad Turkami odniesione 6 sierpnia 1456 r. pod Belgradem, wprowadził je do liturgii całego Kościoła katolickiego. W 1964 r. Górę Tabor odwiedził papież Paweł VI, który jako pielgrzym przemierzał Ziemię Świętą.

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ***

    Msza św. – godz. 20.30

    Antyfona na wejście

    W jaśniejącym obłoku ukazał się Duch Święty, i odezwał się głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie. (Mt 17, 5)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty przy chwalebnym Przemienieniu
    Twojego Jedynego Syna potwierdziłeś tajemnice wiary świadectwem Ojców i ukazałeś chwałę,
    jaka czeka Twoje przybrane dzieci, spraw,
    abyśmy posłuszni głosowi Twojego umiłowanego Syna, stali się Jego współdziedzicami.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Daniela – Dn 7,9-10.13-14

    Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi.

    Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.
    Oto słowo Boże

    Psalm 97

    R/ Pan wywyższony króluje nad ziemią

    Pan króluje, wesel się, ziemio,
    radujcie się, liczne wyspy!
    Obłok i ciemność wokół Niego,
    prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu. R/

    Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
    przed obliczem władcy całej ziemi.
    Jego sprawiedliwość rozgłaszają niebiosa,
    a wszystkie ludy widzą Jego chwałę. R/

    Ponad całą ziemię
    Tyś bowiem wywyższony
    i nieskończenie wyższy
    ponad wszystkich bogów. R/

    Czytanie z Drugiego Listu św. Piotra Apostoła – 2 P 1,16-19

    Najmilsi: Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.

    Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 17,1-9

    Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim.

    Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.

    Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.

    Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.

    A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, uświęć złożone dary
    przez chwalebne Przemienienie Twojego Syna
    i oczyść nas ze zmazy grzechów
    blaskiem Jego światłości.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze Święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie,
    przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    On objawił swoją chwałę wobec wybranych świadków,
    a Jego ciało podobne do naszego
    zajaśniało niezwykłym blaskiem.
    W ten sposób umocnił serca uczniów,
    aby nie ulegli zgorszeniu krzyża,
    a całemu Kościołowi dał nadzieję, że osiągnie chwałę, którą sam zajaśniał jako jego Głowa.
    Dlatego łącząc się z Aniołami w niebie
    wielbimy Ciebie na ziemi, razem z nimi wołając:
    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Gdy się objawi Chrystus, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. (1J 3,2)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, Ty w tajemnicy Przemienienia objawiłeś chwałę Twojego Syna, spraw, niech Pokarm eucharystyczny, któryśmy przyjęli, przemieni nas na Jego podobieństwo. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    ***

    Przemienienie Pańskie

    Oto co musisz wiedzieć o transfiguracji


    Przemienienie Pańskie. Oto co musisz wiedzieć o transfiguracji

    W większości polskich miast znajdują się parafie pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego. Niewielu wiernych pamięta jednak jakie święto obchodzimy szóstego dnia sierpnia. Przypomnijmy zatem czym była transfiguracja, gdzie do niej doszło i co oznaczała.

    1.       Czym jest transfiguracja?

    Słowo transfiguracja wywodzi się z łacińskich słów trans (oznaczającego inny) oraz figrua (co oznacza kształt). Łatwo więc dojść do wniosku, że transfiguracja oznacza po prostu zmianę kształtu – znakomicie oddaje to przyjęte przez kościół polskie słowo przemienienie. W wielu językach do dziś święto Przemienienia Pańskiego nazywa się właśnie transfiguracją – między innymi w  języku angielskim, hiszpańskim, francuskim czy włoskim. Polski Kościół zdecydował kilkaset lat temu o używaniu słowa przemienienie, ale w języku teologów transfiguracja wciąż funkcjonuje.

    To właśnie to wydarzenie – Transfigurację, a więc Przemienienie Pana Jezusa – opisują Ewangelie odczytywane szóstego sierpnia.

    2.       Jak Ewangelie opisują Przemienienie Pańskie?

    Apostołowie Łukasz, Marek i Mateusz piszą, że w kilka dni po wyznaniu Chrystusa, iż zostanie zamordowany, ale zmartwychwstanie, Pan wziął ze sobą na górę Piotra, Jana i Jakuba. Tam dokonało się przemienienie – gdy Pan Jezus się modlił jego twarz stała się promieniejąca a jego odzienie lśniąco białe tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła (Mk 9, 3).  Wtedy ukazali się uczniom wokół Jezusa Eliasz z Mojżeszem, z którymi Ten rozmawiał (Mt, 17, 3). Święty Piotr odezwał się wówczas proponując zbudowanie dla nich trzech namiotów (Łk, 9, 33). Nagle, z obłoków rozległ się głos To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! (Mt 17, 5).

    Uczniowie słysząc głos Boga przestraszyli się i padli na twarz, po czym Chrystus zbliżył się do nich i powiedział Nie lękajcie się. A wokół niego nie było już nikogo prócz uczniów.

    3.       Po co dokonało się Przemienienie?

    Na to pytanie dokładnie odpowiada Katechizm Kościoła Katolickiego, w punkcie 568: Przemienienie Chrystusa ma na celu umocnienie wiary Apostołów ze względu na przyszłą mękę, wyjście na “wysoką górę” jest przygotowaniem do wejścia na Kalwarię. Chrystus, Głowa Kościoła, ukazuje to, co zawiera Jego Ciało i czym promieniuje w sakramentach: “nadzieję chwały” (Kol 1, 27).

    Przemienienie było więc przygotowaniem uczniów na bolesną godzinę Męki, by nie ulegli zgorszeniu krzyża, by mieli pewność wywiedzioną także z nadprzyrodzonych źródeł.

    4.       Gdzie doszło do Przemienienia?

    Ewangelie mówią o wysokiej górze na której wydarzenie to miało miejsce, żadna z relacji Apostołów nie wskazuje jednak jej nazwy. Tradycja chrześcijańska mówi jednak o górze Tabor – była ona wcześniej wielokrotnie wspominana w Starym Testamencie. Wymieniał ją prorok Samuel w swojej mowie do króla Saula, odnosili się do niej także prorocy Jeremiasz, Ozeasz oraz autorzy Księgi Psalmów.

    5.       Dlaczego Panu Jezusowi towarzyszy Mojżesz i Eliasz?

    Pojawiające się u boku Chrystusa postacie ze Starego Testamentu reprezentują dwa główne składniki Starego Przymierza – Mojżesz symbolizuje Prawo, a Eliasz uważany był za największego z Proroków. Prawo i Proroctwa znane Żydom miały się zbiec w osobie Jezusa Chrystusa wraz z Jego śmiercią i zmartwychwstaniem.

    To symboliczne towarzystwo Chrystusa miało dodać pewności apostołom, ze jest On Synem Bożym. Ewangelista zauważa, że Pan Jezus nawiązywał do tego raz jeszcze, już po swoim zmartwychwstaniu, kiedy  zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego (Łk 24, 27).

    6.       Przemienienie opisują Ewangeliści Łukasz, Mateusz i Marek, tymczasem na górze z Chrystusem byli inni uczniowie. Czy zachowały się ich wypowiedzi na ten temat?

    W swym drugim liście święty Piotr dokładnie potwierdza to, co wcześniej zapewne opowiedział pozostałym apostołom: Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa, ale jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym sobie upodobałem. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej (2P, 1, 16-18).

    7.       Czego uczy nas Przemienienie Pańskie?

    Transfiguracja była przede wszystkim wyjawieniem apostołom boskiego, nadprzyrodzonego majestatu. Egzegeci biblijni podkreślają także często, że to doświadczenie apostołów trwało niezwykle krótko, przez moment. To symboliczne wskazanie, że nasza wiara rzadko sprowadza się tylko do doświadczeń mistycznych.

    PCh24.plmalk

    ******

    Przemienienie Pańskie: jedno z najważniejszych świąt, które pokazuje, jak silna jest moc Bożej łaski

    fragment ikony – Teofan Grek
    (galeria Trietiakowska, Moskwa)
    **

    Ewangeliczne wydarzenie objawiło uczniom nieporównywalną z żadnym innym zjawiskiem ziemskim Bożą łaskę działającą w świecie.

    Święto Przemienienia, które na chrześcijańskim Wschodzie celebrowali już w VI i VII wieku Nestorianie i Syryjczycy, do kalendarza Kościoła łacińskiego weszło stosunkowo późno, bo w 1457 roku, dzięki papieżowi Kalikstowi III. Obchodzone 6 sierpnia (w kalendarzu juliańskim 13 dni później, czyli 19 sierpnia), przypomina opisywane w Ewangeliach Łukasza, Marka i Mateusza objawienie się Chrystusa w pełnej chwale przed Piotrem, Jakubem i Janem.

    Ewangeliczne wydarzenie z jednej strony stanowiło wezwanie do wzmocnienia wciąż kruchej wiary uczniów, którzy wiązali ze swoim Nauczycielem nadzieje bardziej doczesne niż wieczne. Z drugiej zaś – objawiło im nieporównywalną z żadnym innym zjawiskiem ziemskim Bożą łaskę działającą w świecie. Teologia wschodnia od czasów późnego średniowiecza nazywa ją Bożymi energiami, dzięki którym nieporządek świata istniejący od grzechu prarodziców w raju potrafi na nowo zintegrować się z Bogiem i dążyć ku wiecznemu zbawieniu.

    Ikona Przemienienia Pańskiego

    W ikonografii zachodniej dominują realistyczne przedstawienia Przemienienia Pańskiego. Najsłynniejszy wizerunek, pędzla XVI-wiecznego mistrza Rafaela Santiego, przypomina obrazy o wniebowstąpieniu Pańskim. Obleczony w białą szatę Chrystus wznosi się ku niebu w otoczeniu Mojżesza i Eliasza. Uczniowie pozostają na ziemi w pozycji leżącej, jakby obudzeni nagle ze snu.

    Ikona Przemienienia w tradycji wschodniej (gr. „Metamorfosis”) mimo iż opisuje to samo wydarzenie, koncentruje się przede wszystkim na blasku bijącym z zupełnie odmienionego i jaśniejącego wieloma promieniami oblicza Syna Bożego i Jego sylwetki.

    Wychodzące z postaci Chrystusa białe promienie spotykają się z postaciami uczniów. Promienie te według prawosławnej teologii to właśnie Boże energie, zdolne przemieniać stworzenie, człowieka i cały Kosmos.

    Ikona Przemienienia jest więc nie tylko portretem pewnego biblijnego wydarzenia, ale również zapowiedzią przyszłej, przemienionej ludzkości żyjącej w blasku Bożego światła.

    Znany teolog prawosławny Paul Evdokimov podkreślał, że każdy mnich lub ikonograf zaczynał tworzenie ikon właśnie od Przemienienia Pańskiego. Światło manifestujące się w Przemienieniu jest bowiem nie tylko blaskiem Chrystusa, ale również żyjących w idealnej miłości pozostałych Osób Boskich: Ojca-Stworzyciela i Ducha Świętego.

    Przemienienie w Grabarce

    W tradycji prawosławnej i greckokatolickiej w krajach słowiańskich Przemienienie Pańskie nazywane jest po prostu „Spasem”, czyli Zbawicielem.

    W ten dzień, zaliczany do grona 12 najważniejszych świąt w kalendarzu liturgicznym, wierni święcą w cerkwiach owoce (głównie jabłka, gruszki i winogrona) jako symbol nieustannej przemiany przyrody, zmieniającej swoje oblicze dzięki Bożej łasce.

    Co ciekawe, podobne zwyczaje, związane z zakończeniem żniw i zbiorów, były również popularne w polskiej tradycji związanej z łacińskim kalendarzem liturgicznym.

    We wschodniej Polsce większość prawosławnych pielgrzymuje na Przemienienie do klasztoru na Grabarce, gdzie świętowanie zaczyna się już w wigilię Przemienienia, a jego kulminacją jest poranna Boska Liturgia, która, podobnie jak na Górze Tabor, ma przygotować wiernych do udziału w chwale Chrystusa.

    Jednocześnie Przemienienie Pańskie, będące zapowiedzią i przygotowaniem uczniów do wypełnienia kolejnych tajemnic wiary – męki i zmartwychwstania – jest już zapowiedzią wrześniowego święta liturgicznego Podwyższenia Krzyża Świętego.

    Tak jak ikona Przemienienia jest zapowiedzią Nowego Człowieka zbawionego przez nieograniczoną światłość Bożej Miłości, tak samo sierpniowe święto stanowi budującą i niezwykle radosną zapowiedź nastania porządku idealnej, Bożej harmonii, zmieniającej świat i wszystkie panujące w nim relacje.

    Łukasz Kobeszko/Aleteia/06/08/2016

    *****

    Adoracja Najświętszego Sakramentu
    fot.Opoka.pl
    **

    21.00 – 22.00

    adoracja przed Najświętszym Sakramentem w intencji kapłanów

    ***

    W pierwsze czwartki miesiąca Kościół pragnie uczcić dwa sakramenty: Najświętszą Eucharystię i kapłaństwo

    Każdy pierwszy czwartek miesiąca jest przypomnieniem Wielkiego Czwartku. Liturgia określa to przypominanie greckim słowem – anamnesis – przypominać, czynić pamiątkę.

    Za każdym razem, kiedy w Liturgii Kościoła wspominamy wydarzenia dotyczące naszego zbawienia – to jednocześnie ta prawda uobecnia się między nami. Zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Pan Jezus mówi wyraźnie: „To czyńcie na moją pamiątkę (gr. anamnesin)”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Panem Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. To dlatego wielu świętych i mistyków w czwartkowe wieczory a nawet noce trwało i trwa na adoracji.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii – przede wszystkim czasem dziękczynienia. Dziękujemy za największy z cudów, ale także za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia.

    W tym obecnym czasie mamy utrudnienia, aby przyjąć Komunię świętą. Ale możemy Pana Jezusa przyjąć duchowo. Możemy w duchu dziękczynienia poświęcić chwilę naszego czasu na adorację Najświętszego Sakramentu. 

    Jak to dobrze, że wielu kościołach w tym dniu trwa całodzienna a nawet całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Z sakramentem EUCHARYSTII związane jest KAPŁAŃSTWO. Msza święta została przez Pana Jezusa powierzona kapłanom, aby tę TAJEMNICĘ NASZEJ WIARY sprawowali w każdym miejscu i czasie. Tylko poprzez kapłanów Chrystus może w pełni dawać siebie i przebywać wśród ludzi w swoich sakramentalnych znakach.

    Dlatego pierwszy czwartek jest także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – Kościół modli się za kapłanów, aby nie tylko wytrwali w powołaniu, które otrzymali od Pana Jezusa, ale aby ich życie było czytelnym znakiem Bożego działania.

    ***

    Modlitwa św. Faustyny:

    O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości.

    O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia on na dusze kapłana. Niechaj moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana – bo Ty wszystko możesz.

    ***

    Modlitwa bł. księdza Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego św. Faustyny:

    Boże miłosierny,
    daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów!

    Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego,
    aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł,
    a żaden powołany nie został pominięty.

    Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego,
    jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego Apostołów!

    Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy
    głoszą słowem, przykładem i życiem!

    Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia,
    oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie
    i nie szukają niczego prócz Twojej chwały.

    Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha,
    którego wylałeś na Apostołów!

    Amen.

    PROŚCIE PANA ŻNIWA…

    “Szatan żywi gwałtowną nienawiść do kapłanów. Chce ich zbrukać, doprowadzić do upadku, zdeprawować. Dlaczego? Ponieważ całym swoim życiem głoszą prawdę Krzyża. Duchowni i osoby konsekrowane nie mogą pozostawić świata obojętnym. Tę prawdę Krzyża głoszą nawet w swoim ciele. Dla świata będą zawsze powodem do skandalu. Zajmują miejsce Chrystusa. A jak stwierdził Joseph Ratzinger w przemówieniu wygłoszonym w Rzymie w 1977 r.: „miejscem prawdziwego vicarius Christi jest Krzyż: być wikariuszem Chrystusa znaczy trwać, stojąc pod Krzyżem w posłuszeństwie i tym samym stanowić representatio Christi w czasie i świecie, podtrzymywać Jego władzę jako przeciw-władzę wobec świata. (…) Chrystus nie broni Prawdy z pomocą legionów, ale uwidacznia ją swoją Męką”. Księża i osoby konsekrowane swoim pokornym i oddanym życiem są ogromnym wyzwaniem rzuconym potędze świata”.

    cytat z książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” – kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019)

    ***************************

    Naczynia połączone

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
    „Najświętsze Serce Jezusa”, obraz nieznanego artysty z XIX wieku.
    ISTOCKPHOTO

    **

    Pierwsze czwartki, pierwsze piątki, pierwsze soboty. Interesowni praktykują dla obietnic, gorliwi – z miłości.

    Na początku kwietnia, gdy ograniczenia sanitarne weszły w szczytową fazę, u wielu wiernych zrodziły się wątpliwości, co będzie z praktyką pierwszych piątków i sobót miesiąca. Nabożeństwo to dla zachowania duchowych owoców wymaga ciągłości – w obu przypadkach należy przyjmować w te dni Komunię św., co zwykle wiąże się też z potrzebą przystąpienia do sakramentu pokuty. Tymczasem wskutek pandemii dostęp do tych sakramentów został odcięty. W związku z tym Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP poinformowała, że zgodnie z prawem kościelnym w tego rodzaju wyjątkowych przypadkach „nie ulega przerwaniu ciągłość owoców, a więc nie trzeba tej praktyki zaczynać od nowa, a jedynie przedłużyć tę praktykę o kolejny miesiąc”.

    Już sama ta sytuacja pokazuje, jak ważne są dla wielu katolików dni, w których okazujemy szczególną cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. W pierwsze piątki miesiąca liczba wiernych w kościołach jest wyższa niż w inne dni powszednie, a wielu jest takich, którzy podejmują tego dnia posty i inne czyny pokutne.

    Niedawno zmienił się sposób wyznaczania pierwszych dni miesiąca w kalendarzu kościelnym. Wcześniej obchodzono wszystkie trzy dni razem. Decydował pierwszy piątek. Jeśli ten dzień przypadł pierwszego dnia danego miesiąca, wtedy czwartek, choć kalendarzowo należał jeszcze do poprzedniego miesiąca, obchodziło się jako pierwszy. Jeżeli natomiast pierwszym dniem miesiąca była sobota, wówczas jako pierwszą sobotę w Kościele obchodziło się tę, która przypadała za tydzień – po pierwszym piątku. Niedawno zostało to uproszczone. Pierwsze czwartek, piątek i sobotę obchodzi się teraz wtedy, kiedy faktycznie są pierwsze w kalendarzu na dany miesiąc. Sposób liczenia dni to jednak kwestia drugorzędna. Istotne jest nastawienie serca i intencja, z jaką podejmuje się te praktyki.

    Jak ciąża

    Skąd te praktyki się wzięły? – Za pierwszymi piątkami stoi żądanie Pana Jezusa z objawień św. Małgorzaty Alacoque. Jeśli chodzi o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca, to stoi za nimi tradycja fatimska. Natomiast wcześniejsza tradycja bardziej była związana z kultem Niepokalanego Serca Maryi, który nawiązywał do kultu Serca Jezusa – mówi ks. prof. Marek Chmielewski. Dodaje, że praktyki pierwszego czwartku, piątku i soboty miesiąca nie mają charakteru obowiązkowego, lecz należą raczej do sfery pobożności. – O ile liturgia jest obowiązkowa, bo to jest kult Kościoła, o tyle jeśli chodzi o formy pobożności, to takiego obowiązku w sensie prawnym nie ma. Natomiast ze względów formacyjnych te formy się szanuje – zauważa.

    Szczególnie popularne jest wśród wiernych nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. Dlaczego ma to być akurat dziewięć piątków, czyli de facto dziewięć miesięcy?

    – Dlatego, że dziewięć miesięcy to analogia do czasu, jakiego potrzebuje dziecko rozwijające się w łonie matki, aby się urodzić. Przez praktykę dziewięciu pierwszych piątków ma się narodzić nowy człowiek, który żyje sakramentami. Jeśli dobrze wczytamy się w objawienia, których Pan Jezus udzielił św. Małgorzacie, zauważymy, że one mają na celu właśnie to: wychowanie człowieka do regularnego życia sakramentalnego – wskazuje teolog.

    Zwraca uwagę na fakt, że od uchwały IV Soboru Laterańskiego w 1215 roku katolik ma obowiązek spowiedzi i Komunii raz w roku, szczególnie w okresie wielkanocnym. Na tamte czasy było to wymaganie wysokie, jeśli weźmie się pod uwagę istniejącą wtedy sieć kościołów. Z czasem jednak ulegało to zmianom i już na przykład w XVII wieku duszpasterstwo oraz dostępność kościołów wyglądały całkiem inaczej. Wówczas traktowanie pobożności na zasadzie „raz w roku” wymagało zdynamizowania. I taka pomoc przyszła. Pierwszopiątkowe praktyki i związane z nimi obietnice Jezusa znacznie ożywiły życie duchowe katolików.

    Sama św. Małgorzata Maria Alacoque w jednym z listów napisała, że kult Najświętszego Serca „ma na celu odnowienie w duszach skutków Odkupienia”. To jest zasadniczy cel tego nabożeństwa.

    Chodzi o cel

    Wraz z nową formą pobożności pojawiły się także jej wypaczenia, polegające na magicznym traktowaniu praktyk pierwszopiątkowych (a także pierwszosobotnich), czyli wykonywaniu ich na zasadzie „zaliczenia”: przyjść, odprawić spowiedź, Komunię, najlepiej wszystko w sam pierwszy piątek. Towarzyszy temu oczekiwanie, że gdy wypełnię praktykę, Pan Bóg musi mi zagwarantować zbawienie. Taki „handel wymienny”.

    Ksiądz Marek Chmielewski, przestrzegając przed taką postawą, podkreśla ważność odpowiedniego przygotowania do spełniania warunków nabożeństwa. – Jest dobrą intuicją duszpasterską, że dzieci pierwszokomunijne przynajmniej przez pierwszy rok odprawiają dziewięć pierwszych piątków. Nie powinno tam jednak chodzić o uzyskanie nieco magicznie traktowanego „biletu do nieba”. Obietnica mówi przede wszystkim, że człowiek nie umrze bez szansy pojednania z Bogiem, ale to samo przez się nie jest gwarancją zbawienia. Chodzi o to, żeby tego młodego człowieka wychować w życiu sakramentalnym nie tylko co do ilości wypełnionych praktyk. On ma się nauczyć, jak się spowiadać: nie tylko w sposób faktograficzny, ale analityczny; ma się nauczyć życia eucharystycznego, adoracji. I to jest ważne – przekonuje. Przywołuje konkretny przykład prawidłowej formacji w tym zakresie.

    – W pierwszych latach kapłaństwa pracowałem w dużej parafii w Radomiu. Była tam siostra katechetka, która przez pół godziny odprawiała z dziećmi rachunek sumienia, zanim księża usiedli, żeby spowiadać je na pierwsze piątki. I widać było efekty. Dzieci były dobrze przygotowane, wiedziały, co mówią. Takie podejście jest bardzo ważne dla rozwoju duchowego. Jeśli tego nie ma, dochodzi do takich sytuacji, że dorosły człowiek spowiada się jak dziecko pierwszo-komunijne. Tak więc praktyka pierwszych piątków miesiąca ma wielki potencjał duszpasterski, jeśli jest mądrze i dobrze sprawowana. I to jest jej zasadniczy cel. Chodzi przecież o wychowanie do miłości Boga, bliźniego i samego siebie – akcentuje kapłan.

    Wynagrodzenie

    Nabożeństwo do Serca Jezusowego jest kultem ekspiacyjnym, wynagradzającym. Podobnie jest z kultem Niepokalanego Serca Maryi Panny, w którym od czasu objawień fatimskich wzmocniony został element pokuty za grzechy. Maryja w Fatimie mówiła dzieciom, że wielu ludzi ginie na wieki, bo zbyt mało jest takich, którzy chcieliby się za nich modlić i ofiarować swoje cierpienia. Także tu istotny jest więc motyw wynagrodzenia.

    – Wynagrodzenie jest często traktowane na sposób ludzki: komuś zrobiłem przykrość, to teraz muszę przeprosić, żeby mu sprawić przyjemność. Samo wyrażenie „obrażać Boga” jest antropomorficzne, ale nie mamy innych narzędzi. Wyglądałoby na to, że przez nasze zgrzeszenie Pan Bóg coś traci i my musimy Mu to oddać, tak jak w ramach restytucji musimy oddać to, co ukradliśmy, bo w przeciwnym razie nie spełnimy warunku nawrócenia – mówi ks. Marek Chmielewski. Zauważa jednak, że to nie do końca tak. – Chodzi o to, że skoro Bóg jest miłością, to grzech jest zaprzeczeniem miłości. To jest przede wszystkim krzywda, jaką człowiek samemu sobie wyrządza przez odwrócenie się od miłości. I to nie miłości w znaczeniu uczuciowym, tylko rozumianym jako afirmacja osoby. Wynagrodzenie jest przede wszystkim odbudowaniem i wzmocnieniem w grzeszniku miłości. To wynagrodzenie staje się bardziej zrozumiałe, gdy patrzymy na nie przez wymiar Kościoła. Czasami mówimy, że Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa jest jak zespół naczyń połączonych. Jeżeli poziom spada w jednym naczyniu, to spada we wszystkich. Mistyczne Ciało doznaje uszczerbku przez cudzy grzech. Wierni mający tę świadomość tym bardziej chcą okazać miłość Bogu i bliźniemu, aby ten brak, jaki Kościół cierpi, został wyrównany. A więc nie tyle Pan Bóg cierpi szkody (jest przecież bytem absolutnym), ile Kościół ponosi duchowe straty. I gorliwi chcą naprawić to, co inni zepsuli. To jest wyraz odpowiedzialności za zbawienie innych i za życie Kościoła – podkreśla teolog.

    Czwartki

    Tradycja pierwszych czwartków jest późniejsza niż piątków i sobót. – Nie można ich traktować na równi z pierwszymi piątkami – zauważa ks. prof. Chmielewski. Dodaje, że trudno wskazać początek tej tradycji. Prawdopodobnie wiąże się z orędziami na Światowe Dni Powołań, które zapoczątkował św. Paweł VI. – Tam, jak się zdaje, jest początek tej praktyki: zaproszenie do szczególnej modlitwy w pierwsze czwartki o powołania, głównie kapłańskie – mówi. Zauważa, że zwyczajowo modlimy się o powołania, ale rzadko akcentuje się modlitwę za powołanych. O to, żeby byli wierni powołaniu – a to jest przecież istota.

    Franciszek Kucharczak/GN 25/2020

    ************************************************************************

    ***

    ŚRODA, 5 SIERPNIA 2020


    Rocznica poświęcenia Bazyliki Matki Bożej Większej

    Salus Populi Romani
    Aleteia
    **

    Msza święta

    Przypadające dzisiaj wspomnienie dotyczy rocznicy poświęcenia bazyliki Najświętszej Maryi Panny „Większej” w Rzymie. Przymiotnik ten wynika z faktu, że jest to pierwszy i największy kościół rzymski poświęcony Maryi. Jest to także jedna z pierwszych na świecie świątyń poświęconych Matce Bożej. Kościół tak dalece ją wyróżnia, że należy ona do czterech tzw. bazylik większych Rzymu, które każdy pielgrzym nawiedzał w roku świętym, jeśli pragnął uzyskać odpust zupełny. Należą do nich: bazylika laterańska św. Jana (będąca katedrą biskupa Rzymu), bazylika św. Piotra na Watykanie, bazylika św. Pawła za Murami i właśnie bazylika Matki Bożej Większej.
    W Bazylice tej czci się Matkę Bożą Śnieżną. Według tradycji, w 352 r. Maryja ukazała się papieżowi Liberiuszowi i rzymskiemu patrycjuszowi Janowi, nakazując im budowę kościoła w miejscu, które im wskaże. W dniu 5 sierpnia, w okresie upałów, Wzgórze Eskwilińskie pokryło się śniegiem i tam zbudowano świątynię. Musiała być ona niewielka i być może uległa zniszczeniu. Sykstus III (papież w latach 432-440), pragnąc uczcić zakończenie soboru w Efezie, na którym ogłoszono dogmat o Bożym Macierzyństwie Maryi (Theotokos), postanowił przebudować gruntownie tę bazylikę. (…) W bazylice znajdują się relikwie żłóbka betlejemskiego i starożytny obraz Matki Bożej. (…) Obraz jest uważany za cudowny. Jest też koronowany koronami papieskimi. Lud rzymski nazywa go Salus Populi Romani – Ocaleniem Ludu Rzymskiego, gdyż w Rzymie panuje powszechne przekonanie, że ten obraz wiele razy ratował Wieczne Miasto.

    brewiarz.pl/czytelnia

    Eucharist

    Antyfona na wejście

    Błogosławiona jesteś, Dziewico Maryjo, przez Boga Najwyższego, więcej niż wszystkie niewiasty na ziemi; Tak bowiem wsławił Twe imię, że Twoja chwała nie zejdzie z ust ludzi. (Jdt 13, 18.19)

    Kolekta

    Miłosierny Boże, odpuść winy nam, swoim sługom, a ponieważ nasze czyny nie mogą się Tobie podobać, niech nam wyjedna zbawienie Matka Twojego Syna, Jezusa Chrystusa. Który z Tobą żyje i króluje
    w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie
    wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza – Jr 31,1-7

    To mówi Pan: „Znajdzie łaskę na pustyni naród ocalały od miecza; Izrael pójdzie do miejsca swego odpoczynku. Pan się mu ukaże z daleka. Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana, Dziewico-Izraelu. Przyozdobisz się znów swymi bębenkami i wyjdziesz wśród tańców pełnych wesela. Będziesz znów sadzić winnice na wzgórzach Samarii; uprawiający będą sadzić i zbierać. Nadejdzie bowiem dzień, kiedy strażnicy znów zawołają na wzgórzach Efraima: «Wstańcie, wstąpmy na Syjon, do Pana, Boga naszego!»”

    To bowiem mówi Pan: „Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów! Głoście, wychwalajcie i mówcie: «Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela!»”

    Oto słowo Boże.

    Psalm (Jr 31)

    R/ Pan nas obroni, tak jak pasterz owce.

    Słuchajcie, narody, słowa Pana,
    głoście na dalekich wyspach, mówiąc:
    „Ten, co rozproszył Izraela, znów go zgromadzi
    i będzie czuwał nad nim, jak pasterz nad swą trzodą”. R/

    Pan bowiem uwolni Jakuba,
    wybawi go z ręki silniejszego od niego.
    Przyjdą i będą wykrzykiwać radośnie na wyżynie
    Syjonu
    i rozradują się błogosławieństwem Pana. R/

    Wtedy ogarnie dziewicę radość wśród tańca
    i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
    Zamienię bowiem ich smutek w radość,
    pocieszę ich i rozweselę po ich troskach. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza -Mt 15,21-28

    Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.

    Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.

    Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”.

    A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.

    On jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”.

    A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”.

    Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, składamy Ci Ofiarę uwielbienia, z radością oddając cześć Rodzicielce Twojego Syna, spraw, aby przez Najświętszą Ofiarę,
    wzrastała w nas łaska wiecznego odkupienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, bo wejrzał Bóg na uniżenie swojej służebnicy. (Łk 1, 48)

    Modlitwa po Komunii

    Oddając cześć Najświętszej Maryi Pannie
    zostaliśmy posileni sakramentem Eucharystii,
    pokornie prosimy Cię, Boże, abyśmy mogli uczestniczyć w uczcie wiecznego życia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    Papież regularnie odwiedza „Mamusię”. Dlaczego akurat ten wizerunek Maryi?

    POPE FRANCIS SALUS POPULI ROMANI ICONAntoine Mekary/ALETEIA

    **

    Ikona Salus Populi Romani, co się tłumaczy jako Ocalenie Ludu Rzymskiego, w Polsce znana jest bardziej jako Matka Boża Śnieżna. Franciszek ma do niej szczególne nabożeństwo…

    5 sierpnia wspominamy Najświętszą Maryję Pannę Śnieżną. Powszechnie wiadomo, że papież Franciszek regularnie nawiedza ten wizerunek Maryi umieszczony w Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie. Często odprawia tam mszę świętą. Skąd to nabożeństwo?

    Należy wrócić pamięcią do dnia wyboru Franciszka, kiedy to na koniec swojego pierwszego pozdrowienia zapowiedział: „Jutro chcę udać się na modlitwę do Matki Bożej, aby strzegła całego Rzymu”, a z samego rana pojechał do Matki Bożej Śnieżnej. I tak rozpoczęło się jego nieustanne pielgrzymowanie przed rzymski wizerunek.

    Papież Argentyńczyk podkreśla bycie biskupem Rzymu, z którym wiąże się posługa Piotrowa, co zaznaczył dziennikarzom w drodze powrotnej z podróży do Strasburga: „W pamięci jest arcybiskup Buenos Aires, ale tego już nie ma. Teraz jestem biskupem Rzymu i następcą św. Piotra (…) jestem rzymianinem”. Zatem jako nabożny rzymianin nie zapomina o swojej niebiańskiej Matce.

    Kwiaty i piłka w darze dla Maryi

    To nabożeństwo ma jednak znacznie dłuższą historię i nie wiąże się tylko z wyborem na Stolicę Piotrową. Jak zdradził włoskim mediom ówczesny archiprezbiter, kard. Santos Abril y Castello:

    Papież zakomunikował mi swoje pragnienie udania się do Bazyliki Matki Bożej
    Większej zaledwie godzinę po wyborze podczas kolacji*. I przyznaję, że ta prośba nie była dla mnie zaskoczeniem, ponieważ znałem od pewnego czasu jego silne nabożeństwo do Maryi, zwłaszcza do Salus Populi Romani
    .

    Dla kard. Bergoglio, podczas jego pobytów w Rzymie, modlitwa przed tą ikoną była zawsze obowiązkowym punktem programu.

    Jak niegdyś, także i dzisiaj udaje się do niej zawsze w formie prywatnej. Zdarza się, że już z samolotu otoczenie papieskie zapowiada, że papież zajrzy na tradycyjną krótką modlitwę przed obrazem. Niekiedy bazylika jest otwarta dłużej, by strudzony pielgrzym mógł pozdrowić swoją Matkę.

    Zdradza to jego ogromny szacunek do Maryi. Zazwyczaj zostawia bukiet kwiatów, ale zdarzyło się, że po swojej pierwszej pielgrzymce do Brazylii na ŚDM zostawił piłkę, która otrzymał od dzieci znajdujących się przed bazyliką. Jak sam to powiedział w drodze powrotnej z Korei:

    Z lotniska pojadę podziękować Matce Bożej. To piękna rzecz. Doktor Giani kazał zabrać kwiaty z Korei, w koreańskich kolorach, ale potem u wyjścia z nuncjatury przyszła pewna dziewczynka z bukietem kwiatów, róż i powiedzieliśmy: Zanieśmy Matce Bożej właśnie te kwiaty od dziewczynki z Korei. Właśnie te zaniesiemy. Z lotniska pojedziemy tam na chwilę modlitwy, a następnie do domu.

    Ona jest Mamusią

    4 maja 2013 roku, podczas swojej drugiej wizyty z okazji objęcia bazyliki, Franciszek – kiedy odmawiał różaniec z wiernymi – wytłumaczył, jak rozumie ten tytuł Matki Bożej:

    Salus Populi Romani jest Mamusią, która uzdrawia nas w naszym wzroście, uzdrawia nas w naszym podejmowaniu i rozwiązywaniu problemów, uzdrawia nas byśmy stali się wolni w podejmowaniu ostatecznych wyborów; Mamą, która uczy nas płodności, otwartości na życie i bycia płodnymi w dobru, w radości, w nadziei, byśmy nigdy nie stracili nadziei, byśmy dawali życie innym, życie cielesne i duchowe.

    Franciszek nawiedza tę ikonę przed i po każdej pielgrzymce zagranicznej, na zakończenie procesji Bożego Ciała, 8 grudnia przed lub po tradycyjnej modlitwie przed figurą Matki Bożej Niepokalanej na rzymskim placu hiszpańskim. W 2016 roku odprawił tam mszę świętą na rozpoczęcie Roku Miłosierdzia i spotkał się z kapłanami z okazji ich jubileuszu, a w 2017 uczestniczył w czuwaniu z okazji ŚDM i odprawił mszę świętą z okazji 100-lecia Kongregacji Kościołów Wschodnich i Papieskiego Instytutu Wschodniego.

    Pięknie odrestaurowana Salus Populi Romani

    Od końca 2016 roku archiprezbiterem Bazyliki jest Polak, kard. Stanisław Ryłko, wieloletni organizator Światowych Dni Młodzieży i przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich. Jak przystało na polskiego gospodarza, rozpoczął prace konserwatorskie i porządkowe w bazylice.

    Zostało zainstalowane nowe oświetlenie, które odsłoniło piękno i bogactwo fresków. W kaplicy Matki Bożej zostały wymyte ściany, a sama ikona poddana konserwacji w Laboratorium diagnostyki konserwacji i odnowy Muzeów Watykańskich. Wizerunek, który coraz bardziej przypominał Czarną Madonnę, po oczyszczeniu odzyskał swoje intensywne żywe barwy.

    Salus Populi Romani, co się tłumaczy jako Ocalenie Ludu Rzymskiego, w Polsce znana jest bardziej pod tytułem Matki Bożej Śnieżnej. W polskich świątyniach znajdują się liczne kopie tej ikony. Jan Paweł II wybrał ją, by towarzyszyła krzyżowi ŚDM w pielgrzymowaniu po kraju goszczącym młodych z całego świata.

    ALETEIA

    Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulą. Jan Paweł II wierzył, że ocaliła go Maryja

    fot. Beata Zajączkowska/13/05/2017

    **

    Św. Jan Paweł II przelał krew w miejscu niezwykle symbolicznym. Tu mieścił się cyrk Nerona, gdzie za Chrystusa ginęli pierwsi chrześcijanie. Nieopodal został ukrzyżowany św. Piotr.

    Przed zamachem na Jana Pawła II na placu św. Piotra nie było ani jednego wizerunku Maryi. Pierwszy – i jak dotąd jedyny – pojawił się tam jako wotum dziękczynne za ocalenie papieża Polaka.

    „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulą” – mówił tuż po zamachu Jan Paweł II. Przelał krew w miejscu niezwykle symbolicznym. Tu bowiem mieścił się starożytny cyrk Nerona, gdzie za Chrystusa ginęli pierwsi chrześcijanieNieopodal został ukrzyżowany św. Piotr.

    O miejscu zamachu przypomina wtopiona w kostkę brukową niewielka marmurowa płyta z herbem papieża Polaka i datą 13 maja 1981 roku. Niejednokrotnie można zobaczyć w tym miejscu modlących się pielgrzymów i leżące na płycie kwiaty.

    Ojciec Święty był przekonany, że to Maryja uratowała mu życie, stąd też, gdy pracownicy Watykanu powiedzieli mu, że chcieliby upamiętnić jego ocalenie, poprosił, by na placu św. Piotra w widocznym dla wszystkich miejscu pojawił się wizerunek Matki Bożej.

    Gdzie Maryja na placu św. Piotra?

    Była to też odpowiedź na przytyk, jaki Jan Paweł II usłyszał rok przed zamachem w czasie spotkania z młodzieżą. Jeden z chłopców zauważył wówczas nieobecność Maryi na placu przed bazyliką watykańską, choć już wtedy znajdowały się tam figury Zbawiciela, wszystkich apostołów i 140 świętych, widocznych na kolumnadzie. Jan Paweł II obiecał wówczas temu zaradzić, a inicjatywa pracowników stała się ku temu sposobną okazją.

    Dziś trudno sobie wyobrazić Watykan bez wizerunku Matki Bożej z Dzieciątkiem. Znajduje się na nim herb Jana Pawła II i jego zawołanie Totus Tuus, a pod spodem napis po łacinie Mater Ecclesiae. By ten maryjny wizerunek pojawił się na placu, trzeba było jednak najpierw pokonać opór architektów, którzy nie chcieli pozwolić na wprowadzenie najmniejszej zmiany w wyglądzie tego miejsca. W końcu ulegli jednak stanowczej prośbie Wojtyły i ostatecznie mozaiką przysłonięto jedno z okien Pałacu Apostolskiego.

     fot.Włodzimierz Rędzioch
    **

    Mater Ecclesiae

    Choć z dołu wygląda niepozornie, ma jednak ponad dwa i pół metra wysokości! Jest to kopia fresku widniejącego na jednej z kolumn dawnej bazyliki konstantyńskiej, który udało się szczęśliwie ocalić.

    Widniejąca na nim Matka Boża otrzymała tytuł Mater Ecclesiae «Matki Kościoła», na pamiątkę historycznego wydarzenia z 21 listopada 1964 roku, kiedy to w czasie trwającego wówczas II Soboru Watykańskiego Paweł VI ogłosił Maryję Matką Kościoła. Wielkimi i niestrudzonymi orędownikami przyznania Matce Bożej tego tytułu byli biskupi polscy, w tym szczególnie Prymas Tysiąclecia – podkreśla ks. Arkadiusz Nocoń z Kongregacji ds. Kultu Bożego.

    Mozaikę poświęcił Jan Paweł II 8 grudnia 1981 roku, prosząc, by pomagała ona każdemu, kto przyjdzie na plac, „podnieść wzrok ku Maryi i z dziecięcym oddaniem skierować do Niej swoją modlitwę”.

    Fatima jest też obecna w najbardziej maryjnym zakątku Watykanu, jakim bez wątpienia są papieskie ogrody. Umieszczono tam figurkę Maryi wyciągającej pomocne dłonie ku trojgu pastuszkom.

    Z polskiej perspektywy warto też przypomnieć, że wyruszającym w kolejne podróże papieżom błogosławi Matka Boska Częstochowska. Przy lądowisku helikopterów stoi unikatowa w skali światowej rzeźba Królowej Polski, ofiarowana przez paulinów.

    Zresztą Państwo Miasto Watykan, bo tak brzmi oficjalna nazwa tego najmniejszego państwa świata, jest od swych początków wyjątkowo maryjne i naznaczone także objawieniami z Lourdes. W obecnym kształcie powstało na mocy Traktatów Laterańskich podpisanych 11 lutego 1929 roku. Mało kto jednak pamięta, że 71 lat wcześniej, właśnie tego dnia, miały miejsce pierwsze objawienia maryjne w Lourdes.

    Pius XI, który podpisał Traktaty, kazał też umieścić na fasadzie Pałacu Gubernatoratu, będącego swoistym odpowiednikiem ministerstwa spraw wewnętrznych, figurę Niepokalanej, która chroni w swych matczynych ramionach całe państwo. Maryjne wizerunki w papieskich ogrodach opowiadają historię Kościoła i świadczą o matczynym działaniu Maryi w jego dziejach.

    **************************************************************

    WTOREK, 4 SIERPNIA 2020

    wspomnienie św. Jana Marii Vianneya


    Wizerunek św. Jana Marii Vianneya czczony w sanktuarium w Czeladzi/fot. ks. Tomasz Zmarzły

    **

    Po 40 latach posługi Jana Marii Vianneya w niewielkim Ars, zamieszkałym przez 230 osób, chciało z niej korzystać 80 tys. ludzi, którzy przyjeżdżali tam z całej Francji. Jak tego dokonał skromny Proboszcz z Ars?

    Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 r. w chłopskiej rodzinie we wsi Dardilly koło Lyonu. Powołanie kapłańskie zaczęło się w nim kiełkować pod wpływem proboszcza z Ecully.

    Dopiero w wieku 25 lat mógł wstąpić do seminarium duchownego, jednak został z niego usunięty z powodu trudności w nauce, zwłaszcza łaciny, wynikających z braku wykształcenia w dzieciństwie. W końcu pozwolono mu zdawać egzaminy nie po łacinie, ale po francusku, i w 1815 r. mógł przyjąć święcenia kapłańskie. Trzy lata później został proboszczem w wiosce Ars, zamieszkałej przez 230 osób.

    Pozwól mi nawrócić parafię

    W zaniedbanej religijnie parafii nie szczędził sił, by przywrócić ludzi do przyjaźni z Bogiem. „O Boże mój, wolałbym umrzeć miłując Ciebie, niż żyć choć chwilę nie kochając… Kocham Cię mój Boski Zbawicielu, ponieważ za mnie zostałeś ukrzyżowany… ponieważ pozwalasz mi być ukrzyżowanym dla Ciebie” – taka postawa prowadziła go do nadzwyczajnej gorliwości duszpasterskiej. Jego modlitwa: „O Boże mój, pozwól mi nawrócić moją parafię: zgadzam się przyjąć wszystkie cierpienia, jakie zechcesz mi zesłać w ciągu całego mego życia”, świadczy o głębokim poczuciu odpowiedzialności za ludzi powierzonych jego duszpasterskiej trosce. To poświęcenie siebie samego dla zbawienia innych wyrażało się w połączeniu stałych postów i długich godzin spędzonych na modlitwie z aktywnością duszpasterską, skupioną na katechezie, Eucharystii i sakramencie pokuty. To właśnie spowiadanie stało się jego szczególnym charyzmatem. Bywało, że spędzał w konfesjonale nawet kilkanaście godzin dziennie. Płakał nad grzechami ludzi. Starał się budzić w penitentach pragnienie skruchy za zło, którego się dopuścili, a jednocześnie „podkreślał piękno Bożego przebaczenia”. Dzięki temu, a także podejmowanej w ich intencji pokucie, udało mu się pojednać z Bogiem wielu grzeszników i doprowadzić ich do Eucharystii, co było powodem jego niewysłowionego szczęścia.

    Przyczyna upadku kapłana

    Mszę św. uważał bowiem za ośrodek duszpasterstwa. Był przekonany, że „wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dorównują ofierze Mszy św., gdyż są to dzieła ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga”. Zachęcał, by księża sprawując Eucharystię, sami siebie składali Bogu w ofierze, wcześniej zaś przygotowali się do jej odprawiania. Sam za każdym razem poświęcał na to przynajmniej 15 minut. Przestrzegał, że „przyczyną upadku kapłana jest brak skupienia podczas Mszy”. Miał też świadomość stałej obecności Chrystusa w Eucharystii. Dlatego spędzał przed tabernakulum długie godziny na adoracji, „o świcie lub wieczorem”. „On tam jest!” – mawiał w czasie kazań, wskazując na tabernakulum. Świadom własnych ograniczeń, „pracowicie przygotowywał swe kazania i rozczytywał się wieczorami w dziełach teologów i mistrzów duchowych”. Uważał bowiem, że „Pan nasz, który jest samą prawdą, nie przywiązuje mniejszej wagi do swego słowa, niż do swego ciała”. Jego kazania były krótkie i proste. Wolał w nich ukazywać „pociągający aspekt cnót niż brzydotę wad”, a także „szczęście płynące ze świadomości, że jest się kochanym przez Boga, zjednoczonym z Bogiem, że żyje się w Jego obecności, dla Niego”.

    Kapłan nie żyje dla siebie

    Kapłan „nie żyje dla siebie; żyje dla was” – powtarzał swym parafianom św. Jan Maria. Dlatego, zdaniem Jana Pawła II, osoba Proboszcza z Ars jest „wymowną odpowiedzią” na próby kwestionowania tożsamości kapłana, która opiera się nie na uznaniu ze strony świata, lecz na jego uczestnictwie w staraniach Boga o to, aby wszyscy ludzie byli zbawieni. „Nasza kapłańska tożsamość objawia się w twórczym rozwijaniu przejętej od Jezusa Chrystusa miłości dusz” – tłumaczył Jan Paweł II. Z tego względu – jak to lapidarnie ujął papież Jan XXIII w encyklice „Sacerdotii Nostri primordia”, wydanej w setną rocznicę śmierci św. Jana Marii – kapłanowi nie wolno „żyć dla siebie”; ma kochać „wszystkich bez wyjątku”; nawet jego „myśli, wola, uczucia nie należą już do niego, lecz do Jezusa Chrystusa, który jest jego życiem”. Taki ideał kapłana ucieleśniał Proboszcz z Ars. Wyniszczony ascezą i chorobami zmarł on 4 sierpnia 1859 r. po 41 latach pobytu w Ars. Został beatyfikowany w 1905 r. przez św. Piusa X. Natomiast Pius XI kanonizował go w 1925 r., a cztery lata później ogłosił św. Jana Marię patronem wszystkich proboszczów Kościoła katolickiego. Jego imię zostało również włączone do Litanii do Wszystkich Świętych.

    Benedykt XVI ogłosił 11 czerwca 2010 r. św. Jana Marię Vianneya patronem wszystkich księży. Papież dokonał tego aktu podczas Mszy kończącej Rok Kapłański.

    Kai/Paweł Bieliński / bd Ⓒ Ⓟ

    MSZA ŚWIĘTA

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

     Antyfona na wejście

    Niech Twoi kapłani, Panie, odzieją się w sprawiedliwość, a Twoi wyznawcy niech śpiewają z radości. (Ps 132,9)

    Kolekta

    Wszechmogący i miłosierny Boże,
    Ty obdarzyłeś świętego Jana Marię
    godną podziwu gorliwością apostolską, spraw,
    abyśmy za jego przykładem i wstawiennictwem
    przez chrześcijańską miłość
    zyskiwali dusze braci dla Ciebie
    i razem z nimi osiągnęli wieczną chwałę.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza – Jr 30,1-2.12-15.18-22

    Słowo, z którym Pan zwrócił się do Jeremiasza: „To mówi Pan Bóg Izraela: «Napisz w księdze wszystkie słowa, jakie powiedziałem do ciebie». To bowiem mówi Pan: «Dotkliwa jest twoja klęska, nieuleczalna twoja rana. Nikt się nie troszczy o twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by cię uzdrowić. Wszyscy, co cię kochali, zapomnieli o tobie, nie szukają już ciebie, gdyż dotknąłem ciebie, tak jak się rani wroga, surową karą. Przez wielką twą nieprawość pomnożyły się twoje grzechy. Dlaczego krzyczysz z powodu twej rany, że ból twój nie da się uśmierzyć? Przez wielką twoją nieprawość i liczne twoje grzechy tak tobie uczyniłem».

    To mówi Pan: «Oto przywrócę znowu namioty Jakuba i okażę miłosierdzie nad jego siedzibami. Miasto zostanie wzniesione na swych ruinach, a pałace staną na swoim miejscu. Rozlegną się stamtąd hymny pochwalne i głosy pełne radości. Pomnożę ich, by ich nie ubywało, przysporzę im chwały, by nimi nikt nie pogardzał. Jego synowie będą tak jak dawniej i jego zgromadzenie powstanie wobec Mnie; ukarzę natomiast wszystkich jego ciemięzców. A jego władca będzie z niego, panujący jego będzie od niego pochodził. Zapewnię mu dostęp do Siebie, tak że się zbliży do Mnie. Bo kto inaczej miałby odwagę zbliżyć się do Mnie?» – mówi Pan.

    Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 102

    R/ Lud wyzwolony niech wychwala Pana.

    Poganie będą się bali imienia Pana,
    a Twej chwały wszyscy królowie ziemi.
    Bo Pan odbuduje Syjon i ukaże się w swym majestacie,
    przychyli się ku modlitwie opuszczonych
    i nie odrzuci ich modłów. R/

    Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,
    lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.
    Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
    aby usłyszeć jęki uwięzionych,
    aby skazanych na śmierć uwolnić. R/

    Synowie sług Twoich bezpiecznie mieszkać będą,
    a ich potomstwo będzie trwało w Twej obecności.
    By imię Pana głoszono na Syjonie i Jego chwałę
    w Jeruzalem,
    kiedy zgromadzą się razem narody i królestwa,
    by służyć Panu. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 15,1-2.10-14

    Do Jezusa przyszli z Jerozolimy faryzeusze i uczeni w Piśmie z zapytaniem: „Dlaczego twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych?” Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem. Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: „Słuchajcie i chciejcie zrozumieć: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym”.

    Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie”. On zaś odrzekł: „Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich. To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadają”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Boże, Ty przez eucharystyczną Ofiarę
    doprowadziłeś do wiecznej chwały świętego Jana Marię przyjmij dary złożone na Twoim ołtarzu w dniu jego wspomnienia i udziel nam przebaczenia grzechów. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Szczęśliwy sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie czuwającego. Postawi go nad całym swoim mieniem. (Mt 24, 46-47)

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, w dzień świętego Jana Marii posiliłeś nas przy stole eucharystycznym,
    odnów i umocnij nasze siły duchowe,
    abyśmy zachowali nienaruszony dar wiary
    i szli drogą zbawienia, którą nam wskazałeś.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ******


     
    Kiedy ks. Vianney przybył do Ars, dla wielu stał się obiektem drwin. Szydzono z niego z powodu jego radykalnego ubóstwa. Rzucano na niego oszczerstwa. Jednak z czasem rosnąca sława jego świętości zagłuszyła złe języki. W dziesiątym roku jego pracy duszpasterskiej w Ars przybyło do niego około 20 tysięcy wiernych. Przez ostatni rok życia wyspowiadał ponad 80 tysięcy osób. Ludzie przyjeżdżali i czekali kilka dni, żeby prosić Świętego o błogosławieństwo czy duchową wskazówkę. Przez 41 lat posługi w Ars ks. Jan Vianney przyjął około miliona penitentów. Kiedy zmarł, w jego pogrzebie wzięło udział około 300 duchownych i około 6 tysięcy wiernych. Żegnały go dzwony wszystkich kościołów dekanatu.
     
       
    W dniach, kiedy ks. Jan Maria Vianney konał, panował nieznośny upał. Ars było dosłownie oblężone przez tłumy pielgrzymów. Parafianie, pragnąć ulżyć ukochanemu Proboszczowi w cierpieniach, rozłożyli wokół plebanii płachty płócien i polewali je wodą, by odświeżyć powietrze. W chwili śmierci Świętego nad Ars zerwała się straszliwa burza.
    (na zdjęciu: scena z muzeum figur woskowych w Ars).
    Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN 
     
     
    Nowe oblicze Ars
     
     Pod koniec życia ks. Vianneya Ars nie było już tą samą wioską, do której przybył przed laty z Ecully jako młody kapłan. Rzadko kto opuszczał teraz niedzielną Mszę św. Ojcowie rodzin przestali przepijać w szynkach zarobek, więc znikła główna przyczyna nędzy mieszkańców. Gospodarze stali się pracowici, uczciwi i oszczędni. Nikt już nie pracował w niedzielę. Ludzie zrozumieli, że praca w dniu poświęconym Panu niszczy życie chrześcijańskie oraz rodzinne i nie przynosi korzyści. Na drogach i polach nie słychać było przekleństw, sprośnych piosenek czy żartów. Parafianie ks. Vianneya stali się poważniejsi, bardziej opanowani i skupieni. Gdy w południe odezwały się dzwony, przerywano wszystkie zajęcia, by zmówić Anioł Pański.
     
     
    Walka o dusze
     
     Ta przemiana parafii była efektem bezkompromisowości Proboszcza w walce z grzechem. Tym, którzy nie chcieli uniknąć choćby najmniejszej okazji do zgorszenia, nie udzielał rozgrzeszenia. Czekał na prawdziwą skruchę i poprawę. Wśród pobożniejszych i rozsądniejszych parafian dobrał sobie współpracowników, którzy dawali dobry przykład innym, stając się zaczynem dobra. Na tym jednak nie kończyła się praca Proboszcza nad zbawieniem powierzonych mu dusz. W tajemnicy biczował się do krwi żelazną dyscypliną, nosił kłującą włosiennicę, wykorzystywał każdą okazję do umartwienia się w intencji nawrócenia swoich parafian oraz penitentów.
     
       
    Zniszczony trójgraniasty kapelusz ks. Jana Vianneya i rozdeptane wieśniacze buty wymownie świadczą o jego umiłowaniu ubóstwa.
    Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN 
     
     
    Piękna duszyczka
     
     Miłość ks. Vianneya do Boga i ludzi wyrażała się na co dzień w uśmiechu, cierpliwości, łagodności, prostocie, skromności, dobrym słowie. Jeden ze świadków jego życia zapamiętał takie zdarzenie: W dniu imienin Proboszcza mała dziewczynka ofiarowała mu bukiet kwiatów. Solenizant podziękował jej i powiedział z uśmiechem – “Moja maleńka, twój bukiecik jest piękny, lecz twoja duszyczka jest jeszcze piękniejsza”.
     
     
    Uśmiech Świętego
     
     Proboszcz z Ars nie był pozbawiony poczucia humoru. Kiedyś podczas wielkiej ulewy zamknięto drzwi do pomieszczenia, przez które przechodziło się do mieszkania Proboszcza. O pierwszej w nocy ks. Vianney wyszedł z konfesjonału i cicho zapukał do drzwi plebanii. Stał jakiś czas w deszczu, ale nikt nie usłyszał pukania. Przemoczony do suchej nitki wrócił do konfesjonału i tam pozostał do porannej Mszy św. Kiedy wkładał ornat, zauważono, że jego sutanna jest mokra. Proszono go więc, aby się przebrał. On jednak zbył te prośby żartem: “Zostawcie. Nic nie szkodzi. To tylko dowód, że nie jestem z cukru”. Innym razem poproszono go o pamiątkę, dla osoby, która kolekcjonowała relikwie. Odmówił z uśmiechem: “Niechże uczyni je sobie z własnego ciała!”
     
       
    Pokój Proboszcza z Ars zapełniony był świętymi wizerunkami, które przypominały ks. Vianneyowi o potrzebie ustawicznej modlitwy i czuwania.
    Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN 
     
     
     
     Śmierć

    – “Bóg, moi drodzy, policzył nasze lata i określił, który rok ma być ostatnim rokiem w naszym życiu. W tym ostatnim roku zna On ostatni miesiąc, w ostatnim miesiącu ostatni dzień, w ostatnim zaś dniu ostatnią godzinę, w której przestaniemy żyć”.
    – “Nagle puka śmierć. Chrystus Pan wzywa ludzi przed swój sąd, żeby zdali rachunek ze swojego życia. W tej przerażającej chwili źli chrześcijanie chcieliby uporządkować swoje sumienie, ale nie mają już czasu, nie mają siły, a może nie mają też i łaski Bożej, której trzeba, żeby się podźwignąć. Błagają Boga o litość, a On odpowiada, że ich nie zna, zamyka przed nimi bramę, czyli wtrąca ich do piekła. Taki los czeka wielu grzeszników, którzy dziś spokojnie sobie żyją w swoich nieprawościach. Może i ty, bracie, do nich należysz?”.
      
     Św. Jan Maria Vianney
     
     
     
     Sąd szczegółowy

    – “Sąd ten odbędzie się wobec naszego Anioła Stróża, który przypomni nasze dobre czyny, i czarta, który wyjawi nasze grzechy. Potem Bóg ogłosi wyrok na wieczność”.
      
     Św. Jan Maria Vianney
     
    Nasza Arka/Miesięcznik Rodzin Katolickich
    ***

    Św. Jan XXIII napisał w Encyklice Sacerdotii nostri primordia:

    “Najpiękniejsze radości, które obficie towarzyszyły początkom naszego kapłaństwa, są na zawsze związane w naszych wspomnieniach z głębokim przeżyciem, jakiego doświadczyliśmy 8 stycznia 1905 r. w Bazylice Watykańskiej, z okazji pełnej chwały beatyfikacji tego pokornego kapłana Francji, którym był Jan Maria Chrzciciel Vianney”.

    *****

    Św. Jan Paweł II napisał w swojej książce Dar i Tajemnica:

    „Od czasów kleryckich żyłem pod wrażeniem postaci Proboszcza z Ars, zwłaszcza po lekturze książki ks. Trochu. Święty Jan Maria Vianney zdumiewa przede wszystkim tym, że odsłania potęgę łaski działającej przez ubóstwo ludzkich środków. Byłem szczególnie wstrząśnięty jego heroiczną posługą konfesjonału. Ten pokorny kapłan, który spowiadał po kilkanaście godzin na dobę, odżywiając się niezwykle skromnie, przeznaczając na spoczynek kilka zaledwie godzin, potrafił w tym trudnym okresie dokonać duchowej rewolucji we Francji, i nie tylko we Francji. Tysiące ludzi przechodziło przez Ars i klękało przy jego konfesjonale. Na tle dziewiętnastowiecznego zeświecczenia i antyklerykalizmu, jego świadectwo było wydarzeniem dosłownie rewolucyjnym”.

    *******

    vianney
    Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum
    **

    Kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej:

    święty Proboszcz z Ars wzorem dla wszystkich kapłanów

    W święto św. Jana Marii Vianneya sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin przewodniczył Mszy św. w sanktuarium patrona proboszczów w Ars. W homilii wskazał, że święty jest wzorem świętości dla wszystkich kapłanów. Nazwał go „głosem samego Boga”, prorokiem, który prowadził życie „całkowicie spójne” z tym, co głosił.

    – Św. Jan Maria Vianney nie tylko uczestniczył w cudotwórczej mocy Pana, lecząc i całkowicie uzdrawiając ludzi, ale dzięki jego przykładowi za jego życia i dzisiaj za jego wstawiennictwem zrodziły się i rodzą nowe powołania do posługi kapłańskiej – stwierdził kard. Parolin.

    Zaznaczył, że choć niektórzy księża dopuścili się zgorszenia, ale postać pasterza wiernego i oddanego swej misji nie powinna zniknąć za tymi złymi przykładami. Odwołując się ubiegłorocznego listu Franciszka na 160. rocznicę śmierci Proboszcza z Ars, sekretarz stanu wyjaśnił, że „nie mając zamiaru zaprzeczać szkodom wyrządzonym przez postępowanie niektórych księży, papież chciał podkreślić przede wszystkim dobry przykład większości księży, którzy stale i przejrzyście poświęcają się całkowicie dla dobra innych”.

    Prosił księży, by nie zniechęcali się i pamiętali, że ich powołanie jest „darem Pana”, by wracali do „jasnych chwil” podążania za Nim, aby „poświęcić Jego służbie oraz służbie braci i sióstr całe swe życie, ze swymi darami i talentami, ze swymi słabościami i swoją nędzą”.

    Włoski kardynał przekonywał, że postać Proboszcza z Ars jest wciąż aktualna, gdyż „ w tych trudnych chwilach uczy nas przekazywania radości i nadziei poprzez przykład osobistego życia”. Św. Jana Maria Vianney pozostaje wzorem kapłana, który „zbliżał się do wszystkich z czułością oraz nie odrzucał zranionych przez życie i grzeszników”.

    Jest on przykładem świętości dla księży i dla świata, uczy bowiem, że „osobista więź z Chrystusem pomaga dostosować nasze pragnienia do woli Bożej, napełnia nas radością i szczęściem, pomaga nam być solą i światłem świata”.

    – Wizyta watykańskiego sekretarza stanu potwierdza powszechny zasięg oddziaływania Proboszcza z Ars – wskazał rektor sanktuarium ks. Patrice Chocholski. Dodał, że „charyzmat świętego proboszcza może się uobecniać w różnych kulturach i różnych krajach w XXI wieku”. Dał przykład kard. Émile’ Biayendy z Kongo, zamordowanego w 1977 roku, który studiując w Lyonie spędził dużo czasu w Ars i inspirował się postacią św. Jana Marii Vianneya do tego stopnia, że później nazywany był „afrykańskim proboszczem z Ars”.

    ks. Sławonir Marek/Vatican News/Tygodnik Niedziela

    **********

    Wybór należy do Ciebie

    Wybór należy do Ciebie

    „Nikt nie może dwom panom służyć” (Mt 6,24)


    Pan Jezus mówi, że nie możemy dwom panom służyć, tj. Bogu i światu. W żaden sposób nie potraficie zadowolić obydwu naraz, a to dlatego, że zupełnie odmienne i przeciwne są ich myśli, pragnienia i uczynki. Jeden zabrania tego, na co drugi pozwala. Jeden każe pracować dla życia doczesnego, drugi dla życia wiecznego, czyli nieba. Jeden przyrzeka rozkosze, zaszczyty i bogactwa, drugi przynosi łzy, pokutę i zaparcie siebie samego. Jeden zaprasza was, przynajmniej pozornie, na drogę wysłaną kwiatami, a drugi wskazuje wam drogę ciernistą. Każdy z nich domaga się naszego serca, a od nas zależy, za którym z nich pójdziemy.

    Świat obiecuje spełnić wszystkie nasze życzenia, obiecuje szczęście, a ukrywa nędzę, która nas czeka przez całe wieki, jeżeli pozwolimy się usidlić. Jezus Chrystus nie czyni podobnych obietnic, ale, powiada, że wśród cierpień pocieszy nas i dopomoże: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. Weźcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym” (Mt 11, 28-29).

    Za którym z tych dwóch panów pójdziemy? To, co ofiaruje świat, trwa tylko do czasu: dobra, rozkosze i honory skończą się wraz z życiem, a potem rozpoczną się męczarnie wieczne. Jezus Chrystus, sam niosąc krzyż, wzywa nas, byśmy szli za Nim. Gdy usłuchamy Jego głosu, rychło się przekonamy, że służba Jego nie jest tak ciężką i przykrą, jak się nam początkowo zdawało.

    cytat z kazania św. Jan Maria Viannej

    *****

    Modlitwa jest dla duszy tym, czym dla ziemi jest deszcz. Choćbyście jak najlepiej nawozili ziemię, choćbyście ją jak najstaranniej uprawiali – wszystko to na nic się nie przyda, jeśli nie będzie deszczu.

    Tak samo choćbyście spełniali jak najwięcej dobrych uczynków – jeśli nie będziecie się często i dobrze modlili, nie osiągniecie zbawienia; bo to modlitwa otwiera oczy duszy, przypomina jej własną nędzę, napawa nieufnością do siebie i każe uciekać się do Boga. Bo pobożny chrześcijanin całą ufność pokłada w Bogu, na siebie samego zbytnio nie liczy.

    Powiedzcie sami: kto nakłonił Świętych do ponoszenia tak wielkich ofiar – że opuścili swoje majątki, rodziców, wszelkie wygody i przez całe życie po niedostępnych lasach opłakiwali swoje grzechy? To modlitwa rozpaliła ich serca miłością do Boga i pokazała im, że tylko dla Niego Samego należy żyć.

    Czemu wyłącznie niemal oddawała się Maria Magdalena po swoim nawróceniu? Czy nie modlitwie? Święty Ludwik w czasie swych podróży na spoczynek do łóżka się nie kładł, ale całe noce spędzał w kościele i błagał dobrego Boga o bezcenny dar wytrwania w Jego łasce.

    Nieraz sami doświadczaliście, że gdy tylko zaniedbujecie modlitwę, tracicie smak do rzeczy Bożych, myślicie tylko o ziemi, a kiedy zaczniecie się modlić, na nowo budzi się w was pragnienie nieba. Choćbyście byli w łasce Bożej, jeśli opuszczacie modlitwę, od razu zbaczacie z drogi zbawienia.

    cytat z kazania św. Jan Maria Vianney

    Św. J. Vianney antidotum na kapłański pesymizm
    fot. Jakub Szymczuk/GOŚĆ NIEDZIELNY
    **
    Pomnik św. Jana Vianneya i Antoniego Givre, chłopca, pierwszego parafianina, jakiego napotkał przybywając do Ars 9 lutego 1818 r. Kiedy chłopiec pokazał drogę, święty mu powiedział: “Ty mi pokazałeś drogę do Ars, ja pokażę tobie drogę do nieba”. 41 lat później, Antoni zmarł kilka dni po swoim świętym Proboszczu.

    ******

    Św. Jan Maria Vianney o modlitwie

    Pokażę Ci drogę do nieba. Brzmią w człowieku dwa głosy – wołanie anioła i krzyk bestii. Modlitwa jest wołaniem anioła, a grzech jest krzykiem bestii.

    Skarb chrześcijanina znajduje się w niebie, a nie na ziemi. Myśli nasze powinny podążać tam, gdzie jest nasz skarb. Człowiek został powołany do dwóch wspaniałych rzeczy: do miłości i do modlitwy. Modlić się i miłować – w tym zawiera się szczęście człowieka na ziemi. Modlitwa jest niczym innym jak zjednoczeniem z Bogiem. Człowiek czuje wtedy jakby łagodny balsam koił jego serce, do którego przenika wielkie światło. W osobistym zjednoczeniu Bóg i dusza są jak dwa kawałki stopionego wosku, których nie sposób rozdzielić. Piękną jest rzeczą zjednoczenie Boga ze swoim maleńkim stworzeniem – to szczęście nie do pojęcia. (…) Moje dzieci, macie takie małe serca, lecz modlitwa je poszerza i uzdalnia do tego, byście kochali Boga. Modlitwa jest przedsmakiem nieba, wylaniem na nas rajskich darów. (…) Ciężary życia topnieją w jej promieniach jak śnieg w wiosennym słońcu. (…)

    Brzmią w człowieku dwa głosy – wołanie anioła i krzyk bestii. Modlitwa jest wołaniem anioła, a grzech jest krzykiem bestii. Człowiek, który się nie modli, coraz bardziej zniża się do ziemi i staje się podobny do kreta, który kopie sobie norę w ziemi, żeby się w niej schować. Człowiek, który się nie modli, zajmuje się wyłącznie sprawami tego świata, cały jest nimi pochłonięty i myśli tylko o tym, co przemijające, zupełnie jak ów skąpiec, któremu udzielałem ostatnich sakramentów. Kiedy podałem mu do ucałowania srebrny krucyfiks, powiedział: „Ten krzyż musi ważyć dobre dziesięć uncji”. Gdyby mieszkańcy nieba któregoś dnia przestali adorować Boga, niebo nie byłoby już niebem. A gdyby nieszczęśni potępieńcy w piekle mogli, mimo swoich cierpień, choć przez chwilę adorować Pana, piekło przestałoby być piekłem. Mieli serce stworzone do kochania Boga i język, aby Go nim chwalić, do tego bowiem zostali powołani. Jednak sami skazali się na to, że teraz przez całą wieczność będą Boga już tylko przeklinali. Gdyby mogli mieć nadzieję, że kiedyś dane im jeszcze będzie modlić się, chociaż przez krótką chwilę, czekaliby na tę godzinę z taką niecierpliwością, że samo to oczekiwanie przyniosłoby im ulgę w cierpieniach.

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie – czyż to nie wspaniałe, że mamy w niebie Ojca! Przyjdź królestwo Twoje – jeśli pozwolę Bogu królować w moim sercu, kiedyś On pozwoli mi królować w chwale wespół z Nim. Bądź wola Twoja – nie ma nic słodszego i nic doskonalszego nad pełnienie woli Bożej. Aby dobrze wykonać to, co do nas należy, trzeba czynić to tak, jak chce Bóg, w całkowitej zgodności z Jego zamysłami. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj – składamy się z ciała i duszy. Prosimy Boga, aby karmił nasze ciało, a On w odpowiedzi na tę modlitwę sprawia, że ziemia stale rodzi dla nas pokarm. Prosimy Go także, aby karmił naszą duszę, tę najpiękniejszą cząstkę naszej osoby, lecz ziemia z całym swoim bogactwem jest zbyt uboga, aby móc ją nasycić. Dusza bowiem jest głodna Boga i jedynie Bóg sam potrafi ją napełnić. Dlatego Bóg nie widział nic przesadnego w tym, że sam przyszedł na ziemię, przyjął ludzkie ciało po to, aby mogło ono stać się pokarmem dla naszych dusz. Chleb dla naszych dusz znajduje się w tabernakulum. Gdy kapłan pokazuje wam Hostię, wasza dusza może mówić: oto mój pokarm! O dzieci moje, toż to nadmiar szczęścia, który pojmiemy dopiero w niebie.

    Z książki Alfreda Monnina SJ „Zapiski z Ars”/Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2009

    Word on Fire Blog
    **

    Św. Jan Maria Vianney o Sądzie Ostatecznym: wszystko, co kiedykolwiek uczyniliście, będzie teraz wyjawione w obliczu całego świata!

    „Grzeszniku, tyś ciągle przekraczał moje przykazania; dziś ci pokażę, że jestem twoim Panem. Stań przede mną ze swymi zbrodniami, które stanowiły przędzę twego życia!”

    Św. Jan Maria Vianney: O Sądzie Ostatecznym
    (Kazania, t. II, Sandomierz 2010, s. 19-22)

    Słyszę głos trąby archanielskiej, która wywołuje potępieńców z otchłani. Chodźcie grzesznicy, tyrani i kaci – zawoła Bóg, który wszystkich chciał zbawić – chodźcie i stawcie się przed trybunałem Syna człowieczego, o którym mówiliście, że was nie widzi ani nie słyszy! Wszystko, co kiedykolwiek uczyniliście, będzie teraz wyjawione w obliczu całego świata.

    (…) Chodźcie złośliwi, fałszywi donosiciele, czytajcie wszystkie złorzeczenia, szyderstwa i obmowy. Ile sprowadziliście kłótni, nieprzyjaźni, strat i nieszczęść przez swój złośliwy język! W nagrodę za to będziecie słuchali, nędznicy, straszliwych przekleństw i krzyków diabelskich na wieki

    I zawoła anioł: Przepaści piekielne otwórzcie swe bramy! Oddajcie wszystkich odrzuconych, bo Sędzia wzywa ich przed siebie! Wówczas wyjdą nieszczęśliwe dusze potępieńców, brzydkie jak czarci, opuszczą na chwilę głębokie przepaści i będą szukać w rozpaczy swych ciał. Ach, złowroga chwilo! Kiedy dusza potępieńca złączy się z ciałem, to ciało odczuje natychmiast całą kaźń piekielną.

    Ciała i dusze odrzuconych będą się wzajemnie przeklinały. Ach, przeklęte ciało – zawoła dusza – z powodu ciebie brudziłam się w kale nieczystości; już tyle wieków palę się i cierpię w piekle. Chodźcie, przeklęte oczy, które tyle razy spoglądałyście z lubością na nieskromne rzeczy, napawajcie się teraz widokiem wstrętnych potworów! Przeklęte uszy, które z weselem przysłuchiwałyście się nieobyczajnym rozmowom, oto teraz wiecznie słuchać będziecie krzyków i jęków czartowskich! Przeklęty języku i wy, usta, które tyle razy dopuściłyście się brudnych pocałunków i rozkoszowały się w obżarstwie i pijaństwie, teraz w piekle karmić się będziecie żółcią niedźwiadków i smoków! Przeklęte ciało, któreś szukało ustawicznie przyjemności, teraz będziesz zanurzone w stawie ognia i siarki zapalonym wszechmocą zagniewanego Boga.

    Kto zdoła policzyć te wszystkie przekleństwa i złorzeczenia, którymi dusza i ciało będą się prześladowały przez całą wieczność? Już wszyscy sprawiedliwi i potępieńcy, połączywszy się ze swymi ciałami, oczekują Sędziego, który nie zna współczucia i litości, który karze i wynagradza sprawiedliwie według uczynków.

    Oto się zbliża z mocą i majestatem, w blaskach słonecznych, w towarzystwie wszystkich aniołów, a przed Nim widać krzyż tryumfalny. Na widok Zbawcy ukrzyżowanego, który za nich cierpiał, lecz oni wzgardzili Jego łaską, zawołają odrzuceni: Góry, spadnijcie na nas, wytraćcie nas, zasłońcie przed zagniewanym Sędzią. Stoczcie się na nas ciężkie głazy i wtrąćcie do czeluści piekielnych! Czekaj, grzeszniku, złóż rachunek z całego życia. Zbliż się, nędzniku, przed stolicę sądową Boga, którego tyle razy znieważyłeś!

    Ach, Sędzio mój, Ojcze i Stwórco, gdzie moi rodzice, dla których jestem potępiony? Chcę ich widzieć i błagać dla nich o niebo, które z ich winy straciłem. Nie, nie, zbliż się przed trybunał Boga, dla ciebie już wszystko przepadło. Ach, mój Sędzio – zawoła owa dziewczyna – gdzie ów rozpustnik, który mi zamknął niebo? Nie, nie, zbliż się przed stolicę sądową, dla ciebie nie ma żadnej nadziei, nie ma ratunku, tyś straconą i potępioną! Wszystko przepadło, utraciłaś duszę i Boga.

    Kto pojmie nieszczęście potępionego, który zobaczy naprzeciwko siebie, obok świętych, ojca i matkę swoją, przeznaczonych do chwały wiekuistej, gdy sam przeciwnie pójdzie do piekła! […]

    Grzeszniku, tyś ciągle przekraczał moje przykazania; dziś ci pokażę, że jestem twoim Panem. Stań przede mną ze swymi zbrodniami, które stanowiły przędzę twego życia! […]

    Wówczas Jezus Chrystus otworzy księgę sumień i przypomni grzesznikom wszystkie występki całego życia i zawoła głosem piorunującym: Czytajcie lubieżnicy, oto wszystkie wasze myśli, którymi brukaliście swą wyobraźnię; oto obrzydłe pragnienia, które truły serca wasze. Czytajcie i liczcie cudzołóstwa; oto czas i miejsce, gdzie je popełniliście; oto osoby, z którymi żyliście rozwiąźle. Czytajcie te brudy i nierządy, liczcie, ile zgubiliście dusz odkupionych mą Krwią Przenajdroższą. […]

    Oto niewiasta, którą zatraciłeś na wieki; oto mąż, dzieci, sąsiedzi! Wszyscy was oskarżają i żądają zemsty, bo z waszej winy stracili niebo i pójdą na wieczne potępienie. Światowa niewiasto, narzędzie szatańskie, patrz, ile czasu straciłaś na stroje; policz złe myśli i pragnienia, których byłaś powodem. Słyszysz, jak przeciwko tobie wołają dusze, które wtrąciłaś do piekła! Chodźcie złośliwi, fałszywi donosiciele, czytajcie wszystkie złorzeczenia, szyderstwa i obmowy. Ile sprowadziliście kłótni, nieprzyjaźni, strat i nieszczęść przez swój złośliwy język! W nagrodę za to będziecie słuchali, nędznicy, straszliwych przekleństw i krzyków diabelskich na wieki.

    Przypatrzcie się, skąpcy, tym pieniądzom i znikomym dobrom, w których zatopiliście swe serce, dla których wzgardziliście Bogiem i zaprzedali swą duszę. Czy zapomnieliście, jak niemiłosiernie obchodziliście się z ubogimi? Oto wasze pieniądze, policzcie je. Niech to złoto i srebro pospieszą wam z pomocą i niech wyrwą was z rąk moich! Chodźcie, mściwi, i zobaczcie, ile krzywd wyrządziliście bliźniemu! Policzcie wszystkie myśli nienawistne, które w sercu chowaliście. Piekło dla was zgotowane na wieki! Nie chcieliście słuchać, choć was tysiące razy nakłaniali kaznodzieje do miłości nieprzyjaciół: już dla was nie będzie miłosierdzia. Idźcie precz ode mnie przeklęci, dla was zgotowane piekło, gdzie będziecie na wieki ofiarami mego gniewu, gdzie się przekonacie, że pomsta należy do Boga samego.

    Patrz, pijaku, który naraziłeś na straszną nędzę swą żonę i dzieci! Widzisz te występki? Policz dnie i noce, niedziele i święta, które spędziłeś w szynkach. W tej księdze zapisane wszystkie nieuczciwe słowa, którymi bluzgałeś po pijanemu. Czytaj te przysięgi, przekleństwa i zgorszenia, które dałeś żonie, dzieciom i sąsiadom. Tu wszystko zapisane i policzone. Idź precz do piekła, gdzie będziesz upojony żółcią gniewu mego. Wy zaś, kupcy i rękodzielnicy, zdajcie rachunek do ostatniego szeląga z tego wszystkiego, co kupiliście, sprzedaliście i zrobiliście. Przypatrzmy się razem, czy wasze miary, wagi i rachunki zgadzają się z moimi. Oto dzień, kiedy oszukałeś, kupcze, to dziecko; oto dzień, w którym kazałeś sobie dwa razy zapłacić za tę samą rzecz. Przypatrzcie się, świętokradzcy, ile razy dopuściliście się zniewagi sakramentów świętych, ile razy byliście obłudnymi.

    Ojcowie i matki, złóżcie rachunek za dusze, które wam powierzyłem. Ile to razy z waszej winy grzeszyły dzieci i słudzy, bo pozwalaliście im wdawać się w złe towarzystwo. Oto złe myśli, pragnienia, których była powodem wasza córka; oto niegodziwe uściski i haniebne uczynki; oto brudne słowa, które wypowiedział syn wasz. Ale, Panie – zawołają ojcowie i matki – ja im tego nie kazałem. Mniejsza o to – odpowie Sędzia – grzechy waszych dzieci są grzechami waszymi. Gdzie cnoty, które kazaliście im spełniać? Gdzie dobre przykłady, które stawialiście przed ich oczy? Ach, co się stanie z ojcami i matkami, którzy spokojnie przyglądają się, jak ich dzieci idą na niebezpieczne tańce, na gry i do szynków? Boże, kto pojmie to zaślepienie! Ile zbrodni zobaczą, które im pokaże Bóg w tym strasznym momencie! Ile ukrytych grzechów ukaże się wówczas przed oczyma całego świata?

    Otwórzcie się głębokie przepaści piekielne i pochłońcie to mnóstwo potępieńców, których życie było ustawiczną pogardą Boga i pracą na własne potępienie.

    Opublikowano 4 sierpnia 2020/ w obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

    *****************************************************************************

    W roku setnej rocznicy „Cudu nad Wisłą” poświęcono kaplicę Matki Bożej Łaskawej

    W roku setnej rocznicy „Cudu nad Wisłą” poświęcono kaplicę Matki Bożej Łaskawej

    W setną rocznice wojny polsko-bolszewickiej w Brzeźnicy (woj. podlaskie) poświęcono kaplicę i polowy ołtarz pod wezwaniem Matki Bożej Łaskawej. W tym miejscu 100 lat temu odbyła się zwycięska batalia wojsk polskich.

    Główną częścią niedzielnych uroczystości była Msza Święta w intencji ojczyzny, którą odprawił ks. biskup Piotr Sawczuk, ordynariusz diecezji drohiczyńskiej. – Niech ta świątynia będzie dziękczynnym wotum za wolność Polski i Europy jakie składamy w 100. rocznicę „Cudu nad Wisłą”. Niech za sprawą łaski Matki Bożej Łaskawej człowiek uwolni się od ciężaru własnej słabości. Niech szuka tu prawdziwego pokrzepienia – powiedział biskup Piotr Sawczuk.

    Historię powstania „Cudownego Miejsca”, jak miejscowi wierni zwą skrawek ziemi, na którym zbudowano kaplicę, przedstawił zebranym historyk Zbigniew Romaniuk. Rolę gospodarza uroczystości pełnił zaś Władysław Żero, przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Kaplicy Matki Bożej Łaskawej.

    Piękne słowa do uczestników uroczystości skierował, w liście przygotowanym na tą okoliczność, Artur Kosicki, marszałek województwa podlaskiego. „To ona, Bogurodzica, wysłuchując błagalnych modlitw Polaków wzięła w opiekę nasz śmiertelnie zagrożony kraj. Mając Ją w swoich sercach, polscy żołnierze odnieśli pod Warszawą wspaniałe zwycięstwo, rozbijając w proch i pył bolszewickie armie”, napisał.

    Podczas uroczystości wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski, udekorował krzyżem oficerskim Orderu Odrodzenia Polski leciwego kpt. Franciszka Szmurłę, żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych.

    W hołdzie poległym w walkach o wolność Polski zagrzmiała salwa honorowa oddana z broni żołnierzy miejscowej jednostki Wojska Polskiego.

    W dokumentach archiwalnych nazwę „Święte Miejsce” koło Brzeźnicy (parafia Wniebowzięcia NMP w Brańsku) odnotowano już ponad sto lat temu, chociaż to miejsce maryjnego kultu jest znane co najmniej od XVIII wieku. Przed II wojną światową stały w tym miejscu trzy drewniane krzyże. Po wojnie ustawiono betonowy krzyż, jako wotum dziękczynne za doznaną łaskę uleczenia wzroku kobiety o imieniu Jadwiga. W ubiegłym roku Społeczny Komitet Budowy Kaplicy Matki Bożej Łaskawej, rozpoczął budowę kaplicy, która została właśnie poświęcona.

    W okolicy Brzeźnicy podczas wojny 1920 miały miejsce zaciekłe starcia Wojska Polskiego z Sowietami. W tym miejscu, oraz bliżej Brańska, przeprawiała się przez rzekę Nurzec cała polska dywizja, licząca około 10 tys. żołnierzy. Dlatego budowniczowie kaplicy obrali za jej patronkę  Matkę Bożą Łaskawą, za wstawiennictwem której Bóg pomógł Polakom pokonać Sowietów.

    Do kaplicy w Brzeźnicy trafiła z Warszawy kopia obrazu Matki Bożej Łaskawej. Jest ona umieszczona nad  ołtarzem. Na ścianach powieszono obrazy przedstawiające sceny jak polski żołnierz gromił bolszewików w roku 1920. 

    PCh24.pl

    **********************************************

    Uroczyste Msze św. z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej

    Samplefot. unsplash

    **

    Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki odprawi 15 sierpnia – w dniu 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej – Mszę św. na terenie Cmentarza Bohaterów 1920 roku w Ossowie. Rocznicowym liturgiom sprawowanym na terenie diecezji warszawsko-praskiej przewodniczyć będą też metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, prymas Polski abp Wojciech Polak i nuncjusz apostolski abp Salvatore Pennacchio.

    W programie obchodów przygotowanych przez diecezję warszawsko-praską zaplanowano też apele poległych, pikniki wojskowe, gry terenowe, wykłady. Organizatorzy wydarzeń zaznaczają, że w ten sposób testament Jana Pawła II, który powiedział: „Na nową diecezję warszawsko-praską Opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego Narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy…”

    Obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej zostaną zainaugurowane 13 sierpnia. W kościele konkatedralnym pw. Matki Bożej Zwycięskiej (ul. Grochowska 365) Mszy św. o godz. 18.00 będzie przewodniczył metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz.

    Tego dnia, także o godz. 18.00 w katedrze warszawsko-praskiej pw. św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika zostanie odprawiona Msza św. w intencji obrońców Ojczyzny w 1920 roku. Następnie odbędzie się Apel Poległych i tematyczna gra terenowa dla dzieci i młodzieży.

    Z kolei w kościele Matki Bożej Częstochowskiej, (ul. Kościelna 54) w Wołominie odprawiona zostanie o godz. 18.00 Msza św. w intencji poległych w Bitwie Warszawskiej. Następnie odbędzie się koncert w wykonaniu pieśni patriotycznych w wykonaniu Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego.

    Dzień później, 14 sierpnia, o godz. 6.00 w Ossowie zostanie odprawiona Msza św. polowa przy krzyżu upamiętniającym bohaterską śmierć ks. Ignacego Skorupki, kapelana polskich wojsk. O godz. 19.30 zostanie odsłonięte popiersie śp. Sławomira Skrzypka, Prezesa NBP (Polana Dębów Pamięci przy Cmentarzu Bohaterów 1920 roku). O godz. 21.00 odbędzie się uroczysty Apel Poległych przy krzyżu upamiętniającym śmierć ks. Ignacego Skorupki.

    W katedrze pw. św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św., po której zostaną złożone kwiaty pod pomnikiem ks. Ignacego Skorupki.

    W Wólce Radzymińskiej o godz. 17.00 Marek Solarczyk odprawi Mszę św. przy pomniku na miejscu bitwy i ukazania się Matki Bożej.

    Natomiast 15 sierpnia – w samym dniu 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej – abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu, odprawi o godz. 9.30 Mszę św. na terenie Cmentarza Bohaterów 1920 roku w Ossowie.

    W parafii Matki Bożej Zwycięskiej (ul. Grzybowa 1), o godz. 13.00 zostanie odprawiona Msza św. pod przewodnictwem biskupa pomocniczego diecezji warszawski-praskiej Marka Solarczyka, połączona z poświęceniem tablicy upamiętniającej 100. rocznicę Cudu nad Wisłą. Następnie planowany jest koncert patriotyczny w wykonaniu Orkiestry Victoria.

    Mszy św. sprawowanej o godz. 17.00 na Cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. w Radzyminie będzie przewodniczył metropolita gnieźnieński, prymas Polski, abp Wojciech Polak. O godz. 21.00 zostanie odprawiony Apel Poległych, po czym zostaną złożone wieńce.

    O godz. 21.00 w parafii św. Jana Pawła II (ul. Słowackiego 58) Mszy św. przewodniczyć będzie biskup pomocniczy diecezji łowickiej Wojciech Osial. Od 22.30 do 6.00 odbędzie się nocne czuwanie modlitewne.
    Dzień później, 16 sierpnia o godz. 12.00, w parafii św. Jana Pawła II (ul. Słowackiego 58) w Radzyminie biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński, odprawi Mszę św. oraz poświęci figurę Matki Bożej Łaskawej. Następnie zaplanowano piknik wojskowy.

    Tego samego dnia w parafii św. Brata Alberta Warszawie-Wesołej (ul. Szeroka 2) o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św. dziękczynna w intencji Ojczyzny w ramach Ogólnopolskich Obchodów 100-lecia Bitwy Warszawskiej oraz 100. rocznicy urodzin Papieża Polaka św. Jana Pawła II.

    Następnie odbędzie się jubileuszowy koncert „Urodzeni do wolności” oparty m.in. na filozoficzno-religijnych rozważaniach św. Jana Pawła II na temat odpowiedzialnej wolności w życiu jednostki i narodu. Wystąpią znani artyści polscy oraz artyści Teatru Wielkiego. Koncert przygotowany został przez Parafię we współpracy z Narodowym Centrum Kultury w ramach Ogólnopolskich Obchodów 100-lecia Bitwy Warszawskiej. Transmitowany będzie przez TVP.

    Obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej zakończą się 17 sierpnia. W tym dniu w Mińsku Mazowieckim przed obrazem Matki Bożej Anielskiej (Hallerowskiej), w kościele Narodzenia Najświętszej Marii Panny przy ul. Kościelnej 1) Mszy św. o godz. 18.00 będzie przewodniczył Nuncjusz Apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio.

    ***

    Bitwa Warszawska – decydująca bitwa wojny polsko-bolszewickiej – rozegrała się w dniach 13-25 sierpnia 1920 r. na przedpolach Warszawy. Jest określana mianem “cudu nad Wisłą” i uznawana za jedną z najważniejszych bitew w historii świata. Bitwa zadecydowała o zachowaniu przez Polskę dopiero co zdobytej niepodległości i zatrzymała rozprzestrzenienie się rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią. Wojska

    Polskie działały pod wodzą marszałka Józefa Piłsudskiego.

    W wyniku walk po stronie polskiej zginęło ok. 4,5 tys. żołnierzy, a 22 tys. zostało rannych zaś 10 tys. zaginęło. Zgodnie z szacunkami straty bolszewickie wyniosły 25 tys. poległych lub ciężko rannych. 60 tys. trafiło do polskiej niewoli a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców.

    Katolicka Agencja Informacyjna.pl

    ************************************************************************

    Oddany Maryi

    119. rocznica urodzin sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski

    „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

    Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego
    **

    Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

    Doświadczenie domowe

    Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

    Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (…) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

    W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

    Doświadczenie historyczne

    Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

    Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

    Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

    Doświadczenie osobiste

    Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

    Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

    W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

    Uzupełnienie intelektem

    Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

    Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

    Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

    Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

    Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

    Weryfikacja doświadczenia

    Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

    Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

    Maryjny biskup

    Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

    Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

    Dwa nabożeństwa

    Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

    Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

    Prymas

    Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

    Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

    Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

    Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

    Droga jasnogórska

    Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

    W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (…) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

    Tajemnica życia

    Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

    Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (…) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (…) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (…): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

    Niewola u Maryi

    Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

    Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

    To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

    Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

    Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

    Plan

    Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła…

    „Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (…) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

    Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi…

    Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

    Wincenty Łaszewski/Tygodnik Niedziela

    ____________________________________________________________________________

    Jan Pospieszalski:

    czy aktywiści LGBT wiedzą, że wolność i prawa kobiet zawdzięczają nauce Chrystusa?

    Jan Pospieszalski: czy aktywiści LGBT wiedzą, że wolność i prawa kobiet zawdzięczają nauce Chrystusa?fot: Adam Chelstowski/Archiwum: Forum


    „Wielu tęczowych zadymiarzy, to studenci nauk społecznych UW, niektórzy to zawodowi aktywiści, sprytnie korzystający z publicznego grosza. Jednak ich wiedza jest tak rozległa jak zasięg fan page’a na Facebooku, a rozpoznanie rzeczywistości i umiejętność radzenia sobie z najprostszym życiowym problemem kończy się wraz z baterią w smartfonie”, pisze na łamach tygodnika „Gazeta Polska” Jan Pospieszalski.

    Gospodarz programu „Warto Rozmawiać” zwraca uwagę na problem „myślenia stadnego”, jakie dominuje wśród aktywistów LGBT. Nie ma u nich miejsca na samodzielność ani własne zdanie, a każda ich myśl jest regulowana przez „Żandarmerię Myśli”, która „nie pozwala im wyjść z ciasnej bańki”, w której sami się zamknęli.

    „Pytanie: czy wiedzą, że wolność, prawa kobiet, godność osoby, o co rzekomo walczą zawdzięczają nauce Chrystusa? Wszystko, co najlepsze w naszej cywilizacji, jest produktem ewangelizacji”, zauważa.

    „To zniewolenie, ludobójstwo – najbardziej tragiczne i haniebne karty dziejów są skutecznym odrzuceniem Prawa Bożego. To odrzucenie często przyjmowało formę pastiszu chrześcijaństwa i bluźnierczego prywatyzowania dla własnych ideologicznych celów osoby Jezusa Chrystusa”, podsumowuje Jan Pospieszalski.

    z tygodnika „Gazeta Polska”TK/PCh24.pl

    ***************************************************************************

    1 sierpnia PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    Spowiedź święta w kościele św. Szymona: 14.00 – 16:00  Oczywiście jest też możliwość w innym czasie – wtedy proszę umówić się indywidualnie z ks. Marianem.

    *****

    MSZA ŚWIĘTA z XVIII NIEDZIELI ZWYKŁEJ o godz. 18.00 w kaplicy-izbie JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    Obraz

    po MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE

    za zniewagi i bluźnierstwa, które są również popełniane przez Polaków przeciwko Matce Bożej.

    ***

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    ***********

    Kiedy stanie się cud? Ku przypomnieniu i wołaniu o nowy cud!

    Siostra Łucja w swoich wspomnieniach pod datą 13 lipca 1917 roku zamieściła następujący fragment rozmowy z Matką Bożą: „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje.

    – Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

    Jak wiemy, w październiku, w czasie szóstego i ostatniego spotkania fatimskich dzieci z Matką Boża rzeczywiście stał się cud. Słońce na oczach ponad 70 tys. ludzi zebranych w Cova da Iria zatańczyło na firmamencie nieba i rozbłysło kolorami tęczy. Fakt ten lotem błyskawicy obiegł całą Portugalię i skruszył skorupę wszelkiej niepewności co do tego, iż Maryja przemówiła w Fatimie. Zapytać można: po co był ten cud? Aby ludzie uwierzyli! Uwierzyli, ale w co? W to, że Maryja ukazała się trójce małych dzieci w Fatimie? O to prosiła Łucja. Jednak Matka Boża zapowiedziała cud, aby ludzie uwierzyli w to, co Ona przekazała w Swoim Przesłaniu – a to o wiele więcej. Jak można wyczytać z kart historii, Portugalia nie tylko uwierzyła w fakt ukazania się Matki Bożej, lecz dogłębnie przejęła się treścią słów Fatimskiej Pani skierowanych do świata. Taniec słońca, który dokonał się na ich oczach, w jakimś sensie zapalił ich do działania. Portugalia zrozumiała, iż tylko „pomoc Boża może ocalić świat. Chce jednak Bóg, byśmy z Nim współpracowali, dlatego poleca skuteczne środki: modlitwę, pokutę, a nade wszystko różaniec święty. Nie może być cienia wątpliwości, że tę zdumiewającą zmianę ducha w narodzie zawdzięczać trzeba wstawiennictwu Najśw. Panny z Fatima i posłusznemu spełnianiu przez lud portugalski zlecenia, jakie dała przez usta trzech małych dzieci” –  przypominał Rycerz Niepokalanej w maju 1946 roku.

    Jeśli Bóg rzeczywiście przemówił w Fatimie przez Maryję, to czy można ociągać się z wypełnieniem tego, o co prosiła sama Maryja? Portugalia uwierzyła, że do Fatimy posłał Bóg Maryję z orędziem nadziei. Uwierzyła tzn. przyjęła treść Fatimskiego Przesłania i podjęła starania by uczynić zadość prośbom Pani z Nieba. W 1931 roku, w pierwszą rocznicę zatwierdzenia przez Kościół objawień w Fatimie, w ramach dziękczynnej pielgrzymki do Fatimy, Portugalia poświęca się Niepokalanemu Sercu Maryi. Dzięki temu poświęceniu dokonanemu przez biskupów w Fatimie, Portugalia została w sposób cudowny ocalona przed rewolucją komunistyczną, niszczącą sąsiedni kraj – Hiszpanię. Również w obliczu zbliżającej się II wojny światowej, w 1938 r., Portugalia ponowiła poświęcenie się Niepokalanemu Sercu. Można powiedzieć, iż ponownie dokonał się cud, gdyż po ludzku jest czymś niezrozumiałym, że Portugalia do końca II wojny światowej zdołała zachować swoją neutralność. Ten niezaprzeczalny fakt jest wołaniem skierowanym do całego świata, który cierpi i szuka w nieskończoność różnych dróg ratunku. Czy był to przypadek? Słowa z listu Siostry Łucji do papieża Piusa XII w 1940 roku nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości: „Pan nasz obiecał roztoczyć specjalną opiekę nad Portugalią w czasie tej wojny ze względu na poświęcenie narodu Niepokalanemu Sercu Maryi przez biskupów portugalskich, jako dowód łask, które będą udzielone innym narodom, jeżeli – jak Portugalia – poświęcą się Jemu”. Nie tylko zatem nie jest to przypadek, lecz Boża pedagogia, która przez tak spektakularne znaki roznieca w ludziach wiarę i pobudza ich do działania.

    Fakt ten był o tyle wymowny, iż w 1942 roku papież Pius XII, by ratować świat w czasie II wojny światowej, zdecydował się uczynić to, o co prosiła Maryja w Fatimie. Dokonał aktu poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, w chwili gdy potęga niemiecka zdawała się sięgać zenitu, a co po ludzku nie miało żadnego większego znaczenia dla świata. I znów dzieją się rzeczy, które nad wyraz stają się wymowne. Otóż dwa miesiąca po poświęceniu, którego dokonał Papież w dniu 8 grudnia 1942 roku, potęga niemiecka załamuje się pod Stalingradem. Dzieje się to 2 lutego 1943 roku , czyli w święto M. B. Gromnicznej, a wojna się kończy 15 sierpnia 1945 roku – we Wniebowzięcie N.M.P., kapitulacją Japonii. Co więcej, jak zauważają historycy, zwycięstwa na frontach II wojny, które miały decydujące znaczenie w jej przebiegu, dokonały się w święta maryjne. Fakt ten jest przywoływany w polskiej prasie katolickiej w 1945 roku, jako argument mobilizujący wiernych do tego by, jak najlepiej przygotowali się do aktu poświecenie Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Decyzja o poświęceniu narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi zapadła na Jasnej Górze podczas Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, która odbyła się w dniach 3-4 października 1945 r., a więc w pierwszych miesiącach po zakończeniu działań wojennych i u początku życia Kościoła w zupełnie nowej dla niego sytuacji. Prymas Polski kard. A. Hlond w odezwie do Polaków podkreślił, iż „przywiązujemy wielką wagę do uroczystego oddania się narodu Niepokalanej Dziewicy, o ile akt ten dokonany zostanie z wiarą i uzupełniony będzie czynem”. Dlatego też akt poświęcenia dokonał się w każdej rodzinie, później w każdej parafii, następnie w każdej diecezji. Dopełnieniem był uroczysty akt dokonany 8 września 1946 r., kiedy to cały Episkopat i ponad milionowa rzesza pielgrzymów na Jasnej Górze poświęciła Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Akt ten miał stać się fundamentem odradzającej się po wojnie Rzeczpospolitej, której groziło ze wschodu jeszcze większe niebezpieczeństwo. Kiedy więc dziś pytamy o czasy komunizmu w Polsce, czy nie dostrzegamy istotnych różnic w jego obrazie w stosunku do NRD, Czechosłowacji czy Republik Radzieckich. Czy to, iż w Polsce ze świątyń nie uczyniono magazynów, to że w kościołach Polak mógł czuć się wolny, to przypadek?

    Tak jak poprzednio słowa Siostry Łucji nie pozostawiają żadnych złudzeń, tak również fakt, iż Papież Polak w obliczu „nuklearnego konfliktu” i szerzącego się ateizmu wschodu i materializmu zachodu, jako ratunek wskazał Niepokalane Serce, jest aż nader wymowny. W zupełnie innych czasach Jan Paweł II decyduje się na akt, o który prosiła Maryja w Fatimie i poświęca świat i Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Akt czyniący zadość prośbie Maryi dokonuje się w Rzymie 25 marca 1984 roku. Słowa Papieża wypowiedziane w kolegialnej jedności z wszystkimi biskupami świata, przed obliczem figury Matki Bożej, którą przywieziono z Fatimy,  nie pozostawiają wątpliwości, iż Papież jest posłuszny wezwaniom Maryi z Fatimy. Czy jednak w perspektywie ludzkiej logiki miały one moc odmienić oblicze świata? Dlaczego więc rok później obejmuje rządy na Kremlu Michaił Gorbaczow? Rozpoczęła się również tzw. pierestrojka, przebudowa systemu, która otworzyła imperium na świat. Poczynając od Polski, zaczęły odzyskiwać swoją suwerenność, wolność religijną także inne narody należące do bloku komunistycznego. Dlaczego 1 grudnia 1989 r. sam Michaił Gorbaczow w czasie nieoczekiwanego spotkania z Janem Pawłem II w Watykanie wyznał, że Papież Słowianin wywarł decydujący wpływ  zarówno na niego samego, jak i na wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu bloku radzieckiego.

    Pozostaje jeszcze na koniec jedno najtrudniejsze pytanie: dlaczego zło wciąż odżywa? Boże interwencje wydają się być niezaprzeczalne, a jednak nie doświadczamy w pełni wypełnienia się obietnicy Matki Bożej z Fatimy, iż nadejdzie czas pokoju i triumfu Jej Niepokalanego Serca. Odpowiedź już padła z ust bp. S. Czajki w 1947 roku, który m.in. na Konferencji Episkopatu Polski w Gnieźnie przypominał: „Sama Matka Najświętsza wyraziła życze­nie we Fatima, aby poświęcono świat Jej Niepokalanemu Sercu.  Ale jednym i tym samym zdaniem wyraziła także życzenie o Komunię św. wynagradzającą w pier­wsze soboty miesiąca”. Czy dziś, będąc świadomymi obietnic Matki Bożej z Fatimy, Bożych znaków, które dokonały się na oczach całego świata, pamiętamy, że powinniśmy nieustanie poświęcać się Niepokalanemu Sercu, wynagradzać za grzechy świata w pierwsze soboty miesiąca oraz odmawiać codziennie różaniec? Kiedy zatem stanie się cud, gdy od świadomości przejdziemy do czynów?

    Sekretariat Fatimski

    ********

    Pokuta w świetle orędzia Matki Bożej Fatimskiej

    Portugal Kinder von Fatima (picture-alliance/dpa)

    POKUTA w Orędziu Fatimskim ma znaczenie bardzo szerokie, to nie są tylko nadzwyczajne, bohaterskie akty pokutne, które napewno są Panu Bogu miłe a dla nas potrzebne, ale w znaczeniu Fatimy to przede wszystkim nasze codzienne czynności.

    W 1916 roku, Anioł w swoim drugim Objawieniu, nie tylko wzywał dzieci do modlitwy ale powiedział: “Ofiarujcie bezustannie Najwyższemu modlitwy i umartwienia”

    Łucja zapytała: “Jak mamy się umartwiać?”

    – “Z wszystkiego, co tylko możecie, zróbcie ofiarę jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi On jest obrażany i dla uproszenia nawrócenia grzeszników.”

    Duchowość jaka rozwijała się w dzieciach nie była duchowością egoistyczną, mającą na względzie tylko ich osobiste zbawienie. Posłuchajmy co Łucja opowiada o wizycie u chorej Hiacynty w szpitalu:

    “Zastałam ją radosną taką jak zwykle. Uściskała mnie a ja ją zapytałam czy bardzo cierpi. “Tak – odpowiedziała – cierpię, ale ofiarowuję to za grzeszników i jako wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi”

    Całe nasze życie i wszystko co w nim istnieje możemy składać Bogu w ofierze jako wynagrodzenie i błaganie o nawrócenie biednych grzeszników.

    Punktem szczytowym tej wynagradzającej ofiary jest Ofiara Krzyża uobecniająca się w każdej Mszy Św., kiedy Jezus Chrystus oddaje siebie w ofierze a my uczestnicząc we Mszy św. do tej największej Ofiary dodajemy nasze własne osobiste ofiary – naszego życia codziennego.

    Z Fatimy dobiega do nas wezwanie do uświęcania całego naszego życia, każdej, nawet njdrobniejszej czynności którą wykonujemy, tych naszych powszednich obowiązków które są wynikiem naszego powołania. Ale wszystkie nasze ofiary mają wartość jedynie na mocy ofiary jaką złożył Syn Boży, stając się człowikiem i będąc całkowicie zjednoczony ze Swoim Kościołem.

    Jakiego rodzaju pokuty, zażądało Niebo poprzez Fatimskie dzieci?
    18 sierpnia 1940r. Siostra Łucja napisała do swojego kierownika duchowego:

    “Czuję że należy ludziom uświadomić że obok znaczenia wielkiego zaufania w Boże Miłosierdzie i w opiekę Niepokalanego Serca Maryi, równie ważna jest potrzeba modlitwy i pokuty – a specjalnie świadome unikanie grzechu…”

    4 maja 1943r. siostra Łucja pisze:

    “…Bóg pragnie aby duszom wyjaśnić że PRAWDZIWA POKUTA, KTÓREJ ON OBECNIE ŻĄDA, to przede wszystkim ofiara z wypełnienia naszych religijnych i codziennych obowiązków…”

    To stwierdzenie siostry było powodem przeprowadzonego z nią wywiadu w czasie którego padło pytanie: “Siostro Łucjo, kiedy Matka Boża prosiła o ofiary, czy miała na myśli głównie zachowywanie X Przykazań?”

    Łucja odpowiedziała:

    “W naszym odczuciu była to prośba o “ofiary dobrowolnie podejmowane”, oczywiście z zachowaniem Dekoalogu, jako że żadnej wartości nie miałyby składane ofiary gdyby nie były zgodne z Dekalogiem.”

    Tłumaczy dalej siostra Łucja że w roku 1917 Maryja mówiła o ofiarach i o pokucie, i wtedy dzieci zrozumiały to jako ofiary podejmowane samorzutnie. Natomiast w 1940 roku “Maryja ponownie prosiła o ofiary i pokutę, ale w odniesieniu do wypełniania obowiazków religijnych i obowiązków wynikających z powołania i stanu.

    “POKUTA jakiej obecnie Bóg od nas wymaga to: ofiara, którą każdy z nas osobiście ponosi ażeby prowadzić życie sprawiedliwe z zachowywaniem Bożego Prawa. Bóg pragnie aby uświadomić z całą mocą, i wyjaśnić że wiele ludzie uznając pokutę jako akty nadzwyczajne surowe nie czują się na siłach do podejmowania ich – co prowadzi do zniechęcenia i trwania w obojętności i grzechu.”

    WYPEŁNIANIE CODZIENNYCH OBOWIĄZKÓW I ZACHOWYWANIE BOŻEGO PRAWA – TO POKUTA JAKIEJ BÓG OD NAS OCZEKUJE .

    Najbardziej istotną treść fatimskiego orędzia stanowi nie tylko różaniec odmawiany każdego dnia. Siostra Łucja wiele razy o tym mówi że najważniejszym elementem wprowadzania w życie fatimskiego Orędzia jest uczciwość w wypełnianiu obowiązku wynikającego z powołania jakie w życiu otrzymaliśmy. To znaczy powołanie jako mąż – ojciec, żona – matka, dziecko, uczeń, student itd.

    To znaczy że Chrześcijanin zajmujący stanowisko publiczne musi wypełniać swoją pracę zgodnie z Bożym Prawem zachowując Bożą Prawdę i być tej Prawdy świadkiem.

    W oczach świata czyny heroiczne zyskują aplauz i uznanie. Ale jest to często bardzo krótkotrwałe. Ileż jednak heroizmu potrzeba na wypełnianie dzień po dniu tych zwykłych czynności, które nigdy nie przyniosą rozgłosu, które często są niezauważane! Ile heroizmu aby sumiennie wypełnić obowiązki życia małżeńskiego, konsekrowanego, życia w samotności, życia chrześcijańskiego.

    Nie zawsze nam się układa jak byśmy sobie życzyli, ale jest to okazja do czynienia pokuty.

    Małżeństwo które pragnie dziecka, a nie może go mieć, akceptują to i czynią z tego Bogu ofiarę. Majż czasem więcej czasu na działalność charytatywną niż rodzice rodzin wielodzietnych. Jest tak wiele możliwości czynieni pokuty z tego co nam życie przynosi. Osoba która marzyła o jakiejś pracy, ale nie może jej podjąć, małżeństwo które oczekuje dziecka zaraz po urodzeniu się poprzedniego, ksiądz lub świecka osoba która głosi słowo Boże i jest odrzucana i tak wiele innych przykładów które możnaby mnozyć. To jest właśnie ofiara, której Bóg od nas oczekuje.

    Dzieci fatimskie doskonale Maryję rozumiały. One dały natychmiast odpowiedź na Jej pytanie:”Czy jesteście gotowi przyjąć na siebie wszystkie cierpienia, jakie Bóg wam ześle, jako wynagrodzenie za grzechy?”

    Dzieci odpowiedziały “Tak” i do końca były konsekwentne.

    w oparciu o dokumenty Fatimskie i książki ojca Foxa/sekretariatfatimski.pl

    *******************************


    Niepokalane Serce Maryi to ratunek dla grzeszników

    Ratunkiem dla grzeszników jest Niepokalane Serce Maryi. Droga ta budzi jednak wiele pytań, gdyż Maryja jest, jak każdy z nas, stworzeniem i człowiekiem, a nie Bogiem. Nie możemy o tym zapominać, a tym bardziej zacierać nieprzekraczalnej granicy pomiędzy Stwórcą a stworzeniem.

    A jednak to właśnie Bóg pragnie ustanowić nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Na ten argument wskazuje s. Łucja, podając racje uzasadniające dla tego właśnie nabożeństwa. Na pytanie, dlaczego takie nabożeństwo, odpowiedziała krótko i jednoznacznie: „Ponieważ Bóg tak chce”.

    Jedność Serc Jezusa i Maryi

    Nazwa nabożeństwa wskazująca na Maryję to jeden aspekt, drugi to jego właściwa treść, a ona wskazuje na Jezusa, który jest jedynym celem, ku Niemu zmierzamy poprzez Niepokalane Serce Maryi. Tak więc nazwa nabożeństwa bezpośrednio wiąże się z Maryją, jego istota jest jednak jednoznaczna: Jezus, ku któremu zmierzamy poprzez sakramentalną spowiedź, różaniec, medytację oraz przyjęcie Komunii świętej. Nie sposób zatem nie dostrzec w fatimskim przesłaniu bardzo wymownej i głębokiej jedności Serca Jezusa i Serca Maryi. Odnajdujemy ją już w pierwszych słowach Anioła, który ukazał się dzieciom: „Serce Jezusa i Maryi słuchają z uwagą waszych próśb” czy też: „Serce Jezusa i Maryi chcą przez was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu modlitwy i umartwienia”. Jakże piękne i wymowne w tym kontekście są słowa cierpiącej Hiacynty, która w ostatnich miesiącach życia, wiedząc, że odchodzi z tego świata, z takim apelem zwróciła się do Łucji. „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wielbiono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi!”.

    Droga przez Serce Maryi

    Wolą Boga jest, by obok Serca Jezusa uwielbiano Niepokalane Serce Maryi. Nie sposób wyobrazić sobie innej drogi ku Bogu, skoro to On taką drogę wybiera, by przez Niepokalane Serce Maryi stać się Człowiekiem. Sam Bóg wskazuje nam tę drogę, a zatem, choć racjonalność podsuwa nam wiele wątpliwości i pytań, nie możemy dać się zwieść, by Bogu dyktować nasze ludzkie rozwiązania. Jakże dobitnie wyraził to kard. Joseph Ratzinger w komentarzu do trzeciej części fatimskiej tajemnicy. „By ratować dusze przed piekłem, wskazany zostaje – ku zaskoczeniu ludzi anglosaskiego i niemieckiego kręgu kulturowego – kult Niepokalanego Serca Maryi”.

    Bóg jest pokorny

    Zjednoczenie Serc Jezusa i Maryi to wzór dany nam przez Boga, ale pozostaje jeszcze pytanie o to, gdzie jest nasze serce. Możemy rozważać prawdę o Najświętszym Sercu Jezusa i Niepokalanym Sercu Maryi, ale nie chodzi tu o teologiczne spekulacje, lecz o to, by nasze serca były jak najbliżej Jezusa i Maryi. Sam Bóg nam to wskazuje, do tego zaprasza i głosem małego dziecka mobilizuje nas do tego, byśmy podjęli wskazaną nam drogę. To, co zostało zapowiedziane przez Maryję w lipcu 1917 r., że przyjdzie jeszcze raz, by żądać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu i Komunii świętej wynagradzającej w pierwsze soboty, to również znalazło swoje wypełnienie kilka lat później. „10 grudnia 1925 r. zjawiła się Najświętsza Panna w Pontevedra, a z boku w jasności Dzieciątko. Najświętsza Dziewica położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. Dzieciątko powiedziało: «Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał»”.

    Bóg – jako Dziecię Jezus – zabiega, pyta, zachęca, prosi o nabożeństwo do Serca Jego Matki. Droga naszego uświęcenia ma prowadzić przez Serce Maryi, być wyrazem naszej miłości, nie dziwi więc fakt, że taka forma prośby współgra z treścią wizji. Jezus ukazuje się nie jako Pan i Król Wszechświata, lecz jako Dziecko, które prosi i żebrze o miłość dla swojej Matki. Zatem nie respekt wobec autorytetu i wszechmocy Boga ma być argumentem co do wyboru wskazanej drogi, lecz szczera i dobrowolna miłość. Nasza odpowiedź nie powinna brać się z przymusu czy też wyrachowania, lecz być tak naturalną, jak odpowiedź na prośbę bezbronnego dziecka, które pokornie prosi o miłość dla swojej matki.

    ks. Krzysztof Czapla SAC

    Portugalia | Pomnik Matki Bożej Różańcowej
    Pomnik Matki Bożej Różańcowej/Fatima (by wsavespublicart)

    ************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Bogu niech będą dzięki!

    Mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk ks. Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową z 12-go na 13-go maja. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca nastąpi po ustaniu pandemii.

    Oby Matka Boża była coraz bardziej znana i umiłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    Maltańczycy wracają do różańca
    foto: Pixabay
    ***


    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC SIERPIEŃ 2020

    Intencja powszechna: 


    Módlmy się za ludzi morza – wszystkie osoby, które pracują oraz żyją na morzu, łącznie z marynarzami, rybakami oraz za ich rodziny.

    Zobacz więcej / wideo —> Vaticannews.va: Papieska intencja modlitewna na sierpień – za ludzi morza

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Szkocji: 

     Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 

    Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł. 

    Dziękczynna – z racji setnej rocznicy dwóch cudownych darów Bożej Opatrzności danych nie tylko dla naszej Ojczyzny. 

    ** 

    … “Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Tutaj, na tym cmentarzu, spoczywają ich doczesne szczątki. Przybywam tu z wielką wdzięcznością, jak gdyby spłacając dług za to, co od nich otrzymałem”…
    (z przemówienia św. Jana Pawła II podczas nawiedzenia cmentarza Ofiar Wojny 1920 r. w Radzyminie)   
    ***

    Dodatkowa intencja dla Róży św. Moniki i Matki Bożej Częstochowskiej (II): powierzamy Bożej Matce i Jej Synowi, którego życie rozważamy w różańcu, 
    drogi wzrastania dzieci, za które modlimy się w tej Róży. 

    ************************************************************************

    Spotkania z Matką – 13 czerwca 1917

    Spotkania z Matką 13 czerwca 1917
    ZASOBY INTERNETU, MONTAŻ STUDIO GN
    ***

    Wieść o objawieniu z 13 maja rozniosła się. Miesiąc później przy dębie w Cova da Iria wraz z dziećmi pojawiło się około 50 osób. „Zrozumieliśmy, że Niepokalane Serce Maryi znieważane przez grzechy pragnie zadośćuczynienia” – wspomina Łucja.

    Rodzice Łucji po pierwszym objawieniu zachowali postawę niedowierzania. Ona sama też walczyła z myślami, zastanawiała się, czy nie ulega jakiejś diabelskiej pokusie. Rodzice Hiacynty i Franciszka również zachowywali dystans. Ostatecznie nikt z bliskich dzieci nie poszedł na miejsce objawień 13 czerwca. Tego dnia przypada święto św. Antoniego, otoczonego wielkim kultem w Portugalii, ponieważ pochodził on z Lizbony. W kościele w Fatimie obchodzono odpust. Tego dnia odświętnie ubrane dzieci powędrowały pod dąb w Cova da Iria. Wokół nich zgromadziło się około 50 osób. Po odmówieniu Różańca dzieci znowu zobaczyły rozbłysk jasnego światła, które zbliżało się do nich (nazywały to błyskawicą). Troje pastuszków uklęknęło u stóp dębu. Matka Boża ukazała się im nad drzewem w taki sam sposób jak w maju. Łucja rozpoczęła rozmowę z Maryją, którą zrelacjonowała następująco:

    – Czego Pani sobie życzy ode mnie?

    – Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13. przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali Różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę.

    Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.

    – Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku.

    – Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba.

    – Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie Mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do Mego Niepokalanego Serca.

    – Zostanę tu sama? – zapytałam ze smutkiem.

    – Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga.

    W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię. Przed prawą dłonią Matki Boskiej znajdowało się Serce otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.

    Maryja zapowiedziała więc rychłą śmierć Hiacynty i Franciszka oraz niełatwą misję Łucji. Dzieci miały później sporo kłopotów. Zadawano im mnóstwo pytań, otaczała je nieufność. Miejscowy proboszcz na wieść o objawieniach szczegółowo przepytał pastuszków i nie dawał im wiary. Łucja wspomina później, że podczas tego drugiego objawienia zrozumiała, że jej misją będzie szerzenie nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Matka Boża przekazała jej tę misję jako wolę samego Jezusa („Jezus chce…”). Od tego czasu towarzyszyło jej poczucie opieki i bliskości Maryi, zgodnie z obietnicą Pani z Fatimy. Łucja wyznaje: „Poczułam się pokrzepiona tą obietnicą, pełna ufności, pewna, że Pani nigdy by mnie samej nie zostawiła, że to Ona poprowadzi mnie, pokieruje moimi krokami na drogach życia, gdziekolwiek Bóg zechce mnie zaprowadzić”. I w innym miejscu: „Niepokalane Serce Maryi jest moją ucieczką, przede wszystkim w bardzo trudnych chwilach. Tam czuję się bezpieczna. Ta pewność tak mnie pociesza i raduje. W nim [w Sercu Maryi] znajduję pociechę i siłę”.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    *************

    Trzecie objawienie Matki Bożej we Fatimie. Wizja piekła

    fot. MAŁY DZIENNIK.PL
    ***

    13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnegogdy odmówiliśmy różaniec z licznie zebranymi ludźmi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

    – „Czego sobie Pani ode mnie życzy?” – zapytałam.
    – „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać”.
    – „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje”.
    – „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

    Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
    – „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi”.

    Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach.
    Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

    Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
    – „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
    Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.

    Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
    – „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?”
    – „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej”.

    I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu. 

    Siostra Łucja wspomina, że wizja piekła do tego stopnia przerażała siedmioletnią Hiacyntę, „że wszystkie kary i umartwienia wydawały się jej zbyt małe, aby uzyskać u Boga łaskę wybawienia niektórych dusz. Jak to się stało, że Hiacynta taka mała, mogła zrozumieć ducha umartwienia i pokuty i z takim zapałem mu się oddać. Wydaje mi się, że była to najpierw szczególna łaska, której Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi chciał udzielić, a potem widok piekła i nieszczęścia dusz, które się tam dostają. Niektórzy ludzie, nawet pobożni, nie chcą dzieciom mówić o piekle, żeby ich nie przerażać, ale Bóg nie zawahał się pokazać go trojgu dzieciom, z których jedno miało zaledwie 8 lat.. Hiacynta często siadała na ziemi lub na jakimś kamieniu i zadumana zaczynała mówić: «Piekło, piekło, jak mi żal tych dusz, które idą do piekła, i tych ludzi, którzy tam żywcem płoną, jak drzewo w ogniu.» Drżąc klękała z rękami złożonymi, aby powtarzać modlitwę, której Pani nasza nas nauczyła: 0 mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia. Obecnie Ekscelencja rozumie, dlaczego ostatnie słowa tej modlitwy odnoszą się do dusz, które znajdują się w największym lub najbliższym niebezpieczeństwie potępienia.”

         Tuż przed swoją śmiercią przebywając w szpitalu w Lizbonie Hiacynta długie godziny spędzała na modlitwie, z jej pokoiku widać było wnętrze kościoła i tabernakulum. Adorowała Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Kilka razy odwiedziła ją Matka Boża. Po tych odwiedzinach zwierzała się siostrze Godinho przekazując jej to, co usłyszała od Matki Bożej.

         Między innymi Maryja powiedziała jej, że „najwięcej ludzi trafia do piekła przez grzechy nieczystości”. Mówiła również: „Gdyby ludzie wiedzieli, czym jest wieczność, na pewno uczyniliby wszystko, by odmienić swoje życie. Pojawią się na świecie mody, które będą obrażać naszego Pana. Ludzie, którzy służą Bogu, nie mogą być niewolnikami mody. W Kościele nie ma miejsca na mody. Bóg jest zawsze ten sam.”

         Według relacji s. Łucji Franciszek, w przeciwieństwie do swojej siostry Hiacynty, był mniej przejęty wizją piekła, „choć zrobiła na nim wielkie wrażenie. Całą swoją uwagę skupił na Bogu, który jest Trójcą Przenajświętszą w tym świetle ogromnym, które nas przenikało do głębi duszy. Potem powiedział: myśmy płonęli w tym świetle, które jest Bogiem, i nie spaliliśmy się. Jakim jest Bóg, tego nie można by powiedzieć. Tego właśnie nikt nie zdoła wypowiedzieć.”

    ***

    Łańcuch ocalenia
    Fragment malowidła “Sąd ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, przedstawia człowieka ratującego innych za pomocą różańca

    ***

    „Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie – Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia – oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski).

    ************************************************************************

    Spotkania z Matką – 19 sierpnia 1917

    Spotkania z Matką 19 sierpnia 1917
    EPA /PAP, MONTAŻ STUDIO GN
    ***

    W sierpniu Maryja nie zjawiła się 13. dnia miesiąca w Cova da Iria, ponieważ dzieci zostały zatrzymane przez miejscowego starostę. Objawienie miało miejsce 19 sierpnia w Valinhos.

    To była ciężka próba dla fatimskich dzieci. Lokalny starosta, niejaki Artur de Oliveira Santos, postanowił położyć kres „zabobonom” i wezwał rodziców z dziećmi na przesłuchanie do starostwa w Vila Nova de Ourém. Starosta przesłuchiwał dzieci, usiłując wydobyć z nich tajemnicę. Ponieważ pastuszki nie chciały niczego zdradzić, posunął się do zamknięcia ich w więzieniu. Opowiadał, że zostaną wrzucone do kotła z rozgrzanym olejem. Dla dzieci, które miały od 7 do 10 lat, była to psychiczna tortura. Zniosły ją dzielnie. Były autentycznie gotowe oddać życie za dochowanie wierności Matce Bożej. Tymczasem 13 sierpnia w Cova da Iria zgromadził się kilkutysięczny tłum, który czekał na Maryję przy dębie. Kiedy dzieci wróciły w końcu do domu 15 sierpnia, były pełne smutku, że nie spotkały się z Panią z nieba.

    Maryja ukazała się im jednak kilka dni później. Najprawdopodobniej 19 sierpnia. Łucja wspomina:

    „Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego. Przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 groszy; zaraz pobiegł po nią.Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą. Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.– Czego Pani sobie życzy ode mnie?

    – Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria trzynastego i odmawiali codziennie Różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

    – Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?

    – Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacyntą i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać.

    – Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych.

    – Tak, niektórych uleczę w ciągu roku – i przybierając wyraz smutniejszy, powiedziała: wiele czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

    I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu”.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    *******************************************

    76. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

    fot. Kamil Szumotalski/ALETEIA

    ***

    Grzegorz Kucharczyk: Krakowskie Przedmieście – dziesięć lat później


    Grzegorz Kucharczyk: Krakowskie Przedmieście – dziesięć lat późniejfot. Jerzy Pawleta/ Forum


    Profanacja figury Zbawiciela przy bazylice Świętego Krzyża w Warszawie przez komando wojujących bezbożników jest nie pozostawiającą żadnych złudzeń odpowiedzią na pojawiające się od początków pandemii pytanie: czy zaraza będzie czasem przemiany, nawrotem do Pana?

    Jak już wcześniej pisałem na tych łamach, wszystko wskazuje raczej na to, że będzie tak samo, tylko bardziej. Akcja profanatorów w Warszawie jest tego kolejnym, wstrząsającym dowodem.

    Profanacja Umęczonego Zbawiciela pokazuje po raz kolejny – jakże dramatycznie wyraźnie – że nie mamy tutaj do czynienia z „antyklerykalizmem”, czy – jak raczył zauważyć ks. kardynał Nycz – z „przekraczaniem granic w debacie publicznej”, ani nie nawet z chrystianofobią, tylko z chrystofobią; z nienawiścią do samego Chrystusa.

    Nienawiść do Zbawiciela zawsze skutkowała i skutkuje także w naszych czasach nienawiścią do Jego wyznawców (chrystianofobia) oraz do założonego przez Niego Kościoła (antykatolicyzm). Ale trzeba mieć świadomość tego, że u początku jest nienawiść do samego Zbawiciela. Tak rozrasta się cywilizacja nienawiści, której innym imieniem jest cywilizacja śmierci. I odwrotnie – miłość do Zbawiciela, pożądanie Jego Królestwa, tj. takiej rzeczywistości duchowej, kulturowej i społecznej, gdzie On jest na pierwszym miejscu, daje początek cywilizacji miłości, której innym imieniem jest cywilizacja życia.

    Na tym w największym skrócie polega starcie cywilizacji, które obserwujemy i którego jesteśmy uczestnikami. Ważne jest jednak, by pamiętać o korzeniach tej nienawiści; o tym, Kto tak naprawdę jest przedmiotem ataku. Rok temu komanda wojujących bezbożników profanowały jasnogórski wizerunek Królowej Polski. Dzisiaj profanują wizerunek niosącego Krzyż Zbawiciela. Jakże nie przywołać w tym kontekście słów abp. Fultona Sheena, który niejednokrotnie podkreślał, że ci, którzy odrzucają Matkę Bożą zawsze też – wcześniej czy później – odrzucą Jej Syna. Na naszych oczach spełnia się ta prawidłowość.

    Profanacja na Krakowskim Przedmieściu miała miejsce niemal dziesięć lat po satanistycznym sabacie wokół krzyża postawionego przed pałacem Prezydenckim, upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej. Wtedy, w sierpniu 2010 roku widzieliśmy jak „młodzi, wykształceni z dużego miasta” naigrywali się z Męki Chrystusa tworząc krzyże z puszek po piwie oraz umieszczając pluszaki na krzyżach. Podobnie jak wtedy, również teraz biskup miejsca, na którym te straszliwe bluźnierstwa działy się, schował tchórzliwie głowę w piasek.

    Zły nienawidzi znaków przypominających rozstrzygającą bitwę, którą przegrał, mimo że Wódz Życia w niej poległ. Stąd z taką lubością atakuje wszystko, co przypomina jego nieodwracalną klęskę z rąk Tego, który na Golgocie zlikwidował nasz zapis dłużny.

    Trzecia bitwa o Warszawę trwa na naszych oczach, przy czym Warszawa jako stolica jest symbolem całej Polski. Sto lat temu pierwsza z tych batalii zakończyła się odepchnięciem bolszewickich hord. W 1944 roku barykady oddzielające cywilizację miłości od barbarzyńców germańsko – azjatyckich szły w poprzek Miasta, nawet w poprzek archikatedry warszawskiej. Figura Zbawiciela z Krakowskiego Przedmieścia została wówczas zwalona. Dzisiaj zagrożenie „motłochowo – radykalne” (Z. Krasiński) rozlewa się po naszych miastach, szkołach, szturmuje nasze świątynie, na podobieństwo Heroda ubierającego na pośmiech umęczonego Zbawiciela w lśniące szaty, „przystraja” Go we flagi tęczowej rewolucji. To dopiero początek, ale przecież On zwyciężył świat.

    Grzegorz Kucharczyk/ POLONIA CHRISTIANA.pl

    *********

    Świadkowała historii

     Archiwum/wikipedia

    ***

    Figura Chrystusa sprzed kościoła Świętego Krzyża, która była świadkiem wielkich wydarzeń w historii Polski, ostatnią wojnę przetrwała cudem. Mija 70 lat od ponownego umieszczenia figury na Krakowskim Przedmieściu

    Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, kościół Świętego Krzyża przechodził z rąk do rąk. 5 sierpnia Niemcy podpalili część kościoła, a po zdobyciu go przez Powstańców ostrzeliwali pociskami artyleryjskimi, powodując wielkie zniszczenia. Gdy na początku września Niemcy ponownie zdobyli kościół i zdetonowali ładunki wybuchowe, rozbita została fasada świątyni, zniszczone ołtarze, załamało się sklepienie.

    Wtedy także figura Chrystusa dźwigającego krzyż spadła na bruk. Jak pokazują dawne zdjęcia, legła w gruzach z ręką uniesioną w górę. Tak przeleżała kilka tygodni. Już po upadku Powstania, Niemcy wywieźli figurę w nieznanym kierunku.

    W górę serca

    Warszawiacy zżyli się z figurą Chrystusa. Po raz pierwszy stanęła przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie w 1858 r. Jej autorem był Andrzej Pruszyński, znany warszawski rzeźbiarz, a odlano ją początkowo w cemencie. Jednak uszkodzona kilkanaście lat później przez nieznanych sprawców, została zastąpiona przez nową. Nowy odlew – tym razem z brązu – wykonał w Rzymie uczeń Pruszyńskiego – Pius Weloński.

    Pomnik ustawiono na nowym cokole z czarnego granitu, ze złoconym napisem „Sursum Corda” (W górę serca). Cementową figurę Chrystusa umieszczono na grobowcu Lubomirskich w Kruszynie (i do dziś znajduje się ona przed tamtejszym kościołem).

    Podczas sympozjum, zorganizowanego w 150-lecie powstania figury, ks. Marian Wnuk CM zwrócił uwagę, że była ona przez lata świadkiem przeróżnych wydarzeń. W marcu 1861 r. przeszła tędy wielka 150-tysięczna manifestacja patriotyczna po śmierci tzw. Pięciu Poległych, zabitych przez rosyjskich żołnierzy.

    W czasie Powstania Styczniowego figura była też świadkiem nieudanego zamachu na Fiodora Berga, rosyjskiego namiestnika i spalenia przez Rosjan fortepianu Fryderyka Chopina. Księża Misjonarze, prowadzący parafię, przechowywali archiwum powstańcze, czego następstwem była kasata zgromadzenia w 1864 r.

    Jak zrozumieć to miasto

    To o tej figurze św. Jan Paweł II mówił w 1979 r., w czasie pamiętnej Mszy św. na dzisiejszym pl. Piłsudskiego. – Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu – mówił Ojciec Święty.

    W 1920 r., w czasie wojny polsko-bolszewickiej, trwały tu nieustanne nabożeństwa i modły o zwycięstwo, w których brał udział m.in. nuncjusz Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI. W 1944 r. trwały tu jedne z najbardziej zaciętych walk powstańczych. W 1968 r. figura była świadkiem tzw. wydarzeń marcowych.

    Figura była też świadkiem pogrzebów zasłużonych Polaków, m.in.: Stanisława Moniuszki, Edwarda Odyńca, Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, Józefa Piłsudskiego, Marii Rodziewiczównej, Jana Kiepury, Karola Szymanowskiego, Pawła Jasienicy, Stefana Kisielewskiego i Ignacego Paderewskiego.

    W przydrożnym rowie

    Po upadku Powstania Warszawskiego figurą leżącą na zgliszczach kościoła z ręką uniesioną w górę zainteresowali się Niemcy. W końcu października wywieźli ją z Warszawy w nieznanym kierunku. Figura nie świadkowała już ostatecznemu aktowi zniszczenia kościoła Świętego Krzyża, który Niemcy dokonali parę miesięcy później, kilka dni przed wycofaniem się ze zniszczonego miasta, wysadzając w powietrze wieżę, na której wisiały dzwony.

    Nie świadkowała też w styczniu 1945 r. pierwszej Mszy św. odprawionej przez ks. Antoniego Czaplę CM na gruzach kościoła i powrotowi do Warszawy Księży Misjonarzy, wywiezionych wcześniej przez Niemców.

    Figurę Niemcy najpewniej chcieli przetopić w hucie na Dolnym Śląsku. Jednak nie zdążyli. Porzucili ją na złomowisku, w przydrożnym rowie w Hajdukach Nyskich. Znaleźli i rozpoznali ją tam kilka miesięcy później, razem z pomnikiem Mikołaja Kopernika, żołnierze Berlinga.

    Na początku lipca 1945 r. odesłano figurę do Warszawy. Tu poddano ją renowacji w słynnej pracowni Braci Łopieńskich i oficjalnie przekazano jej właścicielowi: parafii Świętego Krzyża. Posąg ponownie stanął przed kościołem, został poświęcony w obecności ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta i przedstawicieli rządu przybyłych na odsłonięcie pomnika Mikołaja Kopernika.

    Wkrótce rozpoczęto też odbudowę kościoła. W 1951 r. ukończono odbudowę wież, a dwa lata później zrekonstruowano fasadę kościoła. W 1969 r. prymas Polski Stefan Wyszyński poświęcił rekonstruowany przez lata główny ołtarz.

    Witold Dudziński/Niedziela warszawska 26/2015

    *******

    „W każdym cierpiał Chrystus!”.

    Dzielne zakonnice w Powstaniu Warszawskim

    SIOSTRY ZAKONNE W POWSTANIU WARSZAWSKIM

    Zakonnice ustawiono w szeregu. Chwilę przed pierwszą salwą wpadł niemiecki oficer. Ranny, w piżamie szpitalnej. „Wstrzymać egzekucję! Ich nie zabijać!”. Zaświadczył, że z oddaniem i poświęceniem pielęgnowały rannych niemieckich żołnierzy. Egzekucję wstrzymano.

    Czy walka o drugiego człowieka, bez względu na jego wyznanie, pochodzenie, stan zdrowia fizycznego i psychicznego oraz morale, może być nazwana heroizmem? Z pewnością, ale dla benedyktynek samarytanek to po prostu powołanie. W sposób szczególny pokazał to czas okupacji i powstania warszawskiego…

    Siostry zajmowały się tymi, o których nikt się nie troszczył. Opiekowały się niepełnosprawnymi, chorymi umysłowo czy poniżonymi i wykluczonymi kobietami cierpiącymi na choroby weneryczne, co na owe czasy było czymś wyjątkowym. Same, jeszcze przed wojną, żyły skrajnie ubogo. Za pracę nie otrzymywały wynagrodzenia – jedynie pielęgniarki z warszawskiego Szpitala św. Łazarza pobierały skromny ryczałt (…).

    Powstanie Warszawskie. Dramat rozpoczął się 5 sierpnia

    Jednym z miejsc, w którym benedyktynki realizują swoją misję, jest warszawski Szpital św. Łazarza. Placówka od 1941 r. mieści się na skrzyżowaniu ul. Leszno 127 i Wolskiej 18. Ma kilka oddziałów, a samarytanki pomagają chorym wenerycznie na oddziale „wyklętym”, na którym świeckie pielęgniarki często brzydzą się pracować.

    Latem 1944 r. na terenie szpitala przebywa wiele samarytanek (…). Mimo że mogły zrezygnować i skryć się w murach klasztoru, zostały przy chorych. Niemal od pierwszych godzin powstania do szpitala wolskiego przyjmowano rannych powstańców i ludność cywilną, ale też przynoszonych przez sanitariuszy rannych Niemców. Siostry opiekowały się wszystkimi z takim samym oddaniem i zaangażowaniem (…).

    Dramat rozpoczął się w czarną sobotę, 5 sierpnia. Niemcy pacyfikowali Wolę – szli szturmem i niszczyli wszystko, co spotkali na swojej drodze. W tym czasie w placówce przebywało około tysiąca pięciuset osób: trzystu chorych, trzystu dopiero przyjętych rannych cywilów, kilkadziesiąt pielęgniarek, lekarzy, salowych. W piwnicach kryło się też kilkuset mieszkańców Woli, którzy mieli nadzieję na ocalenie w szpitalu, bo przecież prawo wojenne zabraniało mordowania chorych i pacyfikowania i szpitali…

    Zakonnice pielęgnowały też rannych niemieckich żołnierzy

    Słabo uzbrojona, rozproszona i nieliczna załoga powstańcza musiała się wycofać. Niemcy międzynarodowego prawa nie przestrzegają. Po południu wdzierają się do szpitalnego budynku A przy ul. Wolskiej. Salowa z Wielkopolski, która próbuje rozmawiać z nimi i pertraktować po niemiecku, ginie od kuli. Niemcy nie chcą negocjacji. Uszkadzają instalację gazową. Na szczęście komendantowi obrony przeciwlotniczej udaje się w porę odłączyć gaz. Inaczej wszyscy wylecieliby w powietrze. Napastnicy na chwilę odchodzą. Garstce Polaków udaje się uciec.

    Niedługo potem nie ma już możliwości ucieczki wydostania się z budynku: Niemcy blokują Polakom drogę salwami z karabinu maszynowego. Ponownie wkracza gromada rozjuszonych żołnierzy, którzy grabią chorych i personel z cenniejszych przedmiotów. Potem pacjentów w stanie ciężkim mordują na szpitalnych łóżkach. Z jednego z pawilonów wyprowadzają tych, którzy mogą chodzić, zaganiają do szpitalnych piwnic i zabijają strzałem w tył głowy. Osoby wyprowadzone z pawilonu przy ul. Karolkowej zaganiają na przyszpitalny dziedziniec.

    Na plac wygonili lekarzy i personel medyczny. Młodziutkie harcerki kroczyły w równym szeregu, śpiewając hymn narodowy. Na końcu szły zakonnice. „Do nich strzelali pojedynczo. Pozostałych ścięła seria z karabinu maszynowego. Ruszających się, półżywych – dobijali. Pod stosem krwawiących ciał leżała żywa harcerka. Udawała trupa i patrzyła na całą masakrę”.

    Rozstrzelano wtedy łącznie siedem zakonnic. Ocalało jedenaście, ale jak dalej potoczyły się ich losy? Niemcy oderwali je od rannych i wypędzili na rozstrzelanie. Zostały ustawione w szeregu na wprost lufy karabinu maszynowego. I niemal w ostatnim momencie, na chwilę przed pierwszą salwą, wpadł na dziedziniec niemiecki oficer. Ranny, w piżamie szpitalnej.

    – Wstrzymać egzekucję! Ich nie zabijać! – krzyczał do swoich…

    Zaświadczył, że z oddaniem i poświęceniem, nie bacząc na narodowość, zakonnice pielęgnowały rannych niemieckich żołnierzy. Egzekucję wstrzymano. Oficer był pacjentem polskich sióstr, pielęgniarek i lekarzy. Ocalił życie benedyktynkom, a wraz z nimi lekarzom, sanitariuszom, kilku pacjentom Polakom. Łącznie czterdziestu pięciu osobom.

    Exodus warszawian i siostry ratowniczki

    Po dwóch dniach straszliwych mordów na Woli w dzielnicy pojawił się dowódca oddziałów SS Erich von dem Bach-Zelewski. Wydał rozkaz: od tego czasu zabijano głównie mężczyzn, a kobiety i dzieci odsyłano do obozu w Pruszkowie. Uznał, że jest to najlepsze rozwiązanie, gdyż masowe mordy utrudniały pacyfikację powstania. Od Woli właśnie rozpoczął się dramatyczny exodus warszawian: głównym kierunkiem drogi przez mękę był najpierw Pruszków, a dokładnie: obóz przejściowy Dulag 121, skąd następnie wywożono ich do Oświęcimia, Ravensbrück i miejsc pracy przymusowej.

    Przez obóz przeszło minimum pięćset tysięcy osób. Wygnanym z Warszawy, straumatyzowanym, zmęczonym do granic możliwości i głodnym ludziom pomoc nieśli pracownicy kuchni Rady Głównej Opiekuńczej, Czerwony Krzyż, w miarę możliwości okoliczni mieszkańcy i bardzo wiele sióstr zakonnych z kilku zgromadzeń. Wśród nich ważną rolę odegrały benedyktynki samarytanki. Paradoksalnie były zarówno więźniami obozu, jak i osobami pomagającymi zamkniętym w nim warszawianom.

    Gdy nadchodziły kolejne transporty z Warszawy, samarytanki stały pod bramą i starały się przeprowadzić jak najwięcej osób z baraku piątego do innych, gdyż w nim przeprowadzano selekcję. Ratowały ich tym samym przed wywózką do obozów zagłady.

    Samarytanki przygotowywały przemyślne kryjówki dla ratowanych: w beczkach, pod wagonami, w każdym możliwym zakamarku „upychały” ludzi, by następnie umożliwić im wmieszanie się w tłum i ucieczkę. W takim kombinowaniu wsławiła się szczególnie s. Wacława, która miała dobrą intuicję i pomysły, by tworzyć coraz to nowe skrytki. „Ryzyko było ogromne, bo Niemcy dokładnie sprawdzali opróżniony z ludzi barak. Jednego razu o mało nie przypłaciłam takiej pomocy wyjazdem do obozu koncentracyjnego” – wspominała s. Charitas Soczek, osadzona w obozie i pomagająca współwięźniom.

    CHARITAS EUGENIA SOCZEK
    s. Charitas Eugenia Soczek

    Dulag 121. Kto uratował Czesława Miłosza?

    Przez pewien czas w Dulagu 121 przebywał też przyszły noblista Czesław Miłosz. Swoją tułaczkę, pobyt i ocalenie tak wspominał po latach w Rodzinnej Europie:

    Wieczorem zjawiła się odsiecz. Majestatyczna zakonnica. Nakazała mi surowo, żebym pamiętał, że jestem jej siostrzeńcem. Spokojny władczy ton i płynność jej niemczyzny zmuszały żołnierzy do niechętnego szacunku. Jej rozmowa z oficerem trwała godzinę. Wreszcie ukazała się na progu: „Szybko, szybko”. Przekroczyliśmy bramę. Nie spotkałem jej ani przedtem, ani potem i nigdy nie dowiedziałem się jej nazwiska.

    Jaka jest prawda i kto ocalił Miłosza, tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Jedno jest pewne: siostry ratowały niezależnie od pochodzenia, narodowości i wyznania. Bo przecież, jak pisała później s. Charitas Eugenia Soczek:

    W tak wielkiej biedzie, jaką stwarzała wojna, widziało się tylko potrzebującego i cierpiącego CZŁOWIEKA. Każdy był bratem, siostrą. W każdym cierpiał Chrystus!

    ZOFIA LUCYNA SZADKOWSKA
    s. Zofia Lucyna Szadkowska

    *Fragment książki A. Puścikowskiej, „Siostry z powstania”, Znak 2020
    **Tytuł, lead, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji Aleteia.pl

    *************

    Siostry sakramentki z warszawskiej Starówki – zginęły podczas adoracji

    BENEDYKTYNKI SAKRAMENTKI, POWSTANIE WARSZAWSKIEWikipedia | Domena publicznaStefan Czerniecki | 02/08/2019

    **

    Pierwszy wali się dach. Grzebiąc modlące się siostry, księży oraz zgromadzonych wiernych, którzy w klasztorze szukali bezpiecznego schronienia. Uratują się tylko te siostry, które modliły się w kamiennej piwniczce oraz pod chórem. Pozostałe odeszły. Dla nich adoracja wcale się nie skończyła. Weszła jedynie w najpiękniejszy wymiar. Najpiękniejszy czas.

    Gdy czytam źródła, zapiski, artykuły dotyczące tych kobiet, mimowolnie zaczynają drżeć mi ręce. I co? Mam teraz ja, siedząc wygodnie w fotelu, napisać o nich krótki tekst? Podczas gdy one nadludzkim wysiłkiem utrzymywały linię oporu powstania, finalnie oddając zupełnie świadomie i dobrowolnie swoje życie? Mam o nich po prostu pisać? Tylko tyle? Po chwili wątpliwości przychodzi refleksja. Tak. Na dziś tak. Chociaż tyle… Posłuchajcie więc o bohaterskich siostrach sakramentkach z warszawskiej Starówki.

    Tej samej warszawskiej Starówki, nad którą Niemcy pastwili się bez cna litości. Wybijając jedną kamienicę po drugiej. Likwidując kolejne punkty oporu. Z każdym dniem zbliżając się do kolejnego celu. A miał być nim ten właśnie klasztor. Piękny. Dostojny. Stojący tu już od prawie 250 lat. Przy ulicy Nowe Miasto. Tuż nad wiślaną Skarpą. Tutaj, gdzie każdego dnia siostry odbywały adorację Najświętszego Sakramentu. Dokładnie tak, jak wymarzyła sobie Katarzyna de Bar – adorację, która ma zadośćuczynić wszelkim bluźnierstwom oraz profanacjom.

    Byle nie musieć przerywać

    Do czasu wybuchu II wojny światowej siostry wiodły tam skromne, pełne sumiennej pracowitości życie. Haftowały, prowadziły kuchnię, tłumaczyły teksty. Wieść głosi, że wypiekały nawet komunikanty. Byle jakoś utrzymać klasztor. Byle wieczysta adoracja nie musiała zostać przerwana. Byle tylko jej nie przerywać…

    Wojna zmieniła wszystko. Warunki do przetrwania stały się jeszcze trudniejsze. Dobroduszne siostry chwytały się coraz to nowych sposobów, byle tylko zarobić na utrzymanie chleba. I znów – byle tylko nie przerywać adoracji.

    Założyły nawet tuczarnię świń, z której połowę dochodu musiały oddawać okupującym miasto Niemcom. Opracowały nowy sposób parzenia herbaty: z suchej marchwi, do której akurat miały dostęp. Taki też trunek rozdawali najbiedniejszym. A tym, którzy mieli jeszcze trudniejszą sytuację i trafili do niemieckich obozów zagłady, wysyłały paczki. Choć przecież same nie miały za wiele do jedzenia.

    Chleb po ciemku

    Wybuch powstania warszawskiego, którego 75. rocznicę obchodzimy, tchnął w siostry, jak i pewnie w większość warszawskich serc, nieco otuchy. Zaraz jednak przyszły kolejne ciosy. Do bram klasztoru co i rusz pukali kolejni mieszkańcy pozbawieni domów nad głową. To właśnie dla nich siostra przełożona po raz pierwszy od ponad 250 lat, jak pisze Alina Petrowa-Wasilewicz w swoim artykule o „Duchowa reduta powstania”, otworzyła klauzulę. Żeby tylko móc pomieścić więcej potrzebujących.

    Siostry nie tylko dawały bezradnym warszawiakom nocleg. Ale również jedzenie. Przyszedł nawet taki moment, że siostry musiały gotować trzy posiłki dziennie. Tylu było do nakarmienia. Przez pierwsze dni powstania wypiekały także chleb (pod osłoną nocy, aby tylko nie dać się zlokalizować patrolującym warszawskie niebo Niemcom).

    Najpiękniejsze szaty

    Z czasem siostry zaczęły jednak szykować się na najgorsze. Wiedziały, że zbliża się moment rozstrzygający. Niemcy szybko zorientowali się, gdzie udają się bezbronni warszawiacy. Chwila oddania życia za innych zdawała się zbliżać z każdym dniem. Z każdą godziną.

    Do siostry przełożonej co i rusz przybywały kolejne siostry z prośbą o udzielenie pozwolenia na złożenie ofiary z życia. To były prawdopodobnie najtrudniejsze decyzje w jej życiu. Nie każda otrzymywała pozwolenie. Część z tych, którym odmówiono, po wojnie odbuduje zniszczony klasztor.

    W czwartek 31 sierpnia 1944 roku niektóre siostry zakładają najprzedniejsze habity. Zdziwionym współsiostrom odpowiadają z naturalnym wyrazem twarzy, że „przecież na spotkanie z Oblubieńcem trzeba się ubrać jak najpiękniej”. Po Godzinie Miłosierdzia siostry ponownie gromadzą się na adoracji. Tak jak zawsze. Tej, która trwała nieustająco. Dla nich adoracja ta przemieni się za chwilę w spotkanie z Oblubieńcem twarzą w twarz.

    Adoracja trwa dalej

    Niemieckie aeroplany krążą coraz bliżej klasztornej wieży. Nadal jednak nie zrzucają bomb. W czasie komplety siostry modlą się nadal. „Pod cieniem skrzydeł Twoich osłoń nas”. Są gotowe.

    Warkot bombowców jakby cichnie. Wśród modlących się słychać szemranie. Ktoś głośniej wzdycha. Przychodzi chwilowe poczucie ulgi. Siostry jednak chcą modlić się dalej. Otaczając wieńcem Tabernakulum, rozpoczynają adorację wynagradzającą.

    Chwilę potem następuje zmasowany atak. Pierwszy wali się dach. Grzebiąc modlące się siostry, księży oraz zgromadzonych wiernych, którzy w klasztorze szukali bezpiecznego schronienia. Uratują się tylko te siostry, które modliły się w kamiennej piwniczce oraz pod chórem. Pozostałe odeszły. Dla nich adoracja wcale się nie skończyła. Weszła jedynie w najpiękniejszy wymiar. Najpiękniejszy czas.

    PS. Mniszki klauzurowe, kontemplacyjne już od prawie wieku utrzymują się ze wspomnianego tekście wypiekania komunikantów i opłatków. Większość czasu spędzając na wieczystej adoracji. Także dziś, w czasach tak wielu bluźnierstw i profanacji, ich misja jest nie mniej ważna od tej sprzed 75 lat.

    *********************************

    Szły na rozstrzelanie z modlitwą na ustach. Zakonnice – bohaterki z Woli

    HOLY SPIRIT ADORATION SISTERSJeffrey Bruno/Katolicka Agencja Informacyjna

    ** 

    Siostry Benedyktynki Samarytanki Krzyża Chrystusowego do ostatniej chwili życia służyły chorym i powstańcom w szpitalu św. Łazarza przy ul. Wolskiej 18. Na rozstrzelanie wyszły odmawiając „Pod Twoją obronę”. Niemcy strzelali do nich pojedynczo. Do ostatka słychać było modlitwę.

    Opisując rolę Kościoła w czasie Powstania Warszawskiego, historycy najczęściej skupiają uwagę na kapelanach wojskowych. Tymczasem wszystkie klasztory w stolicy włączyły się w pomoc walczącym oraz ludności cywilnej. Zakonnice gotowały posiłki, opatrywały rannych, dodawały otuchy, modliły się.

    Wszystkie klasztory w stolicy podzieliły los mieszkańców w czasie Powstania Warszawskiego. Część z nich została wciągnięta w oko cyklonu w sposób spontaniczny, inne włączyły się po informacjach o planowanym zrywie. Wszystkie zdały egzamin z ofiarności posuniętej do heroizmu.

    Siostry benedyktynki samarytanki i rzeź Woli

    Benedyktynki samarytanki podzieliły los mieszkańców dzielnicy – siedem sióstr zostało zamordowanych wraz z ok. 50 tys. cywilnych ofiar Woli 5 sierpnia 1944 r., w ramach jednej z najstraszliwszych rzezi współczesnej Europy.

    Siostry Bernadetta (Jadwiga Trojanowska) i Prudencja (Antonina Baryła) były pacjentkami szpitala. Pierwsza z nich przebywała po operacji ortopedycznej i leżała z nogą w gipsie, druga przyjechała do Warszawy na kurację i zatrzymała się u współsióstr w zakładzie na Woli.

    Siostra Edwarda (Olimpia Drozdowicz), która wcześniej pracowała w placówce zgromadzenia w Karolinie, na własną prośbę pod koniec wojny znalazła się w szpitalu dla wenerycznie chorych i pracowała z wielkim poświęceniem jako pielęgniarka. Było to miejsce niełatwe, ale zakonnica uznała, że właśnie tu powinna służyć.

    Siostra Rozalia (Maria Dragan) pracowała w placówce od kilku miesięcy. Po wybuchu walk z wielkim oddaniem troszczyła się o rannych powstańców, ale z równą troską opiekowała się rannymi Niemcami, nie robiąc żadnej różnicy – była przecież samarytanką, która z powołania miała przekraczać granice między wyznaniami, narodami, nawet wrogami.

    Równie ofiarnie pracowały jako pielęgniarki siostra Ernesta (Władysława Antonina Krawecka) i rozmodlona i wyjątkowo odważna, wychodząca do rannych nie zważając na ostrzał i grad kul s. Teofila (Helena Więckowska). Jedynie s. Hipolita (Maria Radosz) pełniła inne funkcje w szpitalu – była magazynierką. I z magazynu została wywleczona przez przyszłych morderców i ustawiona w szeregu osób do egzekucji.

    Zgromadzenie poświęcone chorym

    Praca z chorymi była jedną z dróg realizowania charyzmatu Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Było to młode zgromadzenia, liczące w chwili wybuchu powstania niespełna dwie dekady. Założyła je w 1926 roku Polka Jadwiga Jaroszyńska i jego celem była opieka nad dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie. Był to instytut pionierski nie tylko w obrębie Kościoła, ale także świeckiej opieki nad niepełnosprawnymi – zakonnice wypracowały owocne metody rehabilitacji swoich podopiecznych.

    Część z sióstr pracował w służbie zdrowia jako pielęgniarki i to był powód, dla którego znalazły się w szpitalu św. Łazarza – były jego pracownicami. Ale w tej placówce, w której przymusowo leczono chore wenerycznie osoby, przeważnie prostytutki, wcześniej pracowała także założycielka zgromadzenia, m. Jaroszyńska, która najpierw powołała świeckie stowarzyszenie, mające wspomóc powrót do zwyczajnego życia pacjentek szpitala, później zaopiekowała się ubogimi, ostatecznie dostrzegła dotkliwy brak opieki nad osobami upośledzonymi umysłowo.

    Powstało zgromadzenie, a jego członkinie zdawały egzamin w ekstremalnych warunkach – w czasie okupacji przechowywały Żydów, dorosłych i dzieci, ratując im życie.

    Rozstrzelane siostry zakonne

    Niemcy wtargnęli do szpitala św. Łazarza przy ul. Wolskiej 16 około godz. 20 wieczorem 5 sierpnia. Rozpoczęli straszną masakrę chorych, personelu i chroniących się w szpitalu cywilów, którzy schronili się tu, uznając, że będą bardziej bezpieczni. Wyrzucali chorych z łóżek, wrzucali granaty do schronu, wypędzili personel przed gmach. Zabitych zrzucali do wielkiego dołu i rzucali dodatkowo granaty.

    Dlaczego siostry zostały rozstrzelane? Siostra Margarita Brzozowska, historyk zgromadzenia sióstr samarytanek, zwraca uwagę, że Niemcy nie byli konsekwentni w ludobójczych akcjach. Pracujące w wolskiej placówce zakonnice zostały potraktowane jako personel szpitalny – i wraz z nim rozstrzelane.

    Historycy powstania odnotowują zaś, że dopiero pojawienie się dowódcy oddziałów SS tłumiących powstanie, Ericha von dem Bacha, 5 sierpnia sprawiło, że ustalono „reguły” ludobójstwa – mordowano mężczyzn, a kobiety i dzieci odsyłano do obozu w Pruszkowie.

    Modlitwa podczas egzekucji

    Postawa s. Rozalii wobec rannych Niemców została jednak dostrzeżona i przyniosła owoce – o oszczędzenie grupy sióstr upomniał się ranny niemiecki oficer, który zaświadczył, z jakim poświęceniem zakonnice pielęgnowały rannych niemieckich żołnierzy.

    Jedenastu samarytankom dowódca ludobójczego komando darował życie – zakonnice zostały później wywiezione do miasteczka Neckarsulm koło Heilebronnu w Witembergii.

    Siostry Benedyktynki Samarytanki Krzyża Chrystusowego do ostatniej chwili życia służyły chorym i powstańcom w szpitalu św. Łazarza przy ul. Wolskiej 18. Na rozstrzelanie wyszły, odmawiając „Pod Twoją obronę”. Niemcy strzelali do nich pojedynczo. Do ostatka słychać było modlitwę.

    Tak zeznała po latach Wanda Łokietek-Borzęcka, świadek tamtych wydarzeń. Cudem ocalała i była jedynym świadkiem zbiorowego mordu niemal wszystkich osób przebywających w szpitalu.

    Na podstawie Archiwum Zgromadzeni Sióstr Benedyktynek Samarytanek

    ALETEIA

    *************************

    Śmierć nie jest końcem – o kapelanach Powstania Warszawskiego

    Sampleślub pary powstańców | fot. Wikipedia

    **

    W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego kapelani wojskowi byli stale przy walczących, odprawiali Msze, organizowali wspólne modlitwy, spowiadali i odprowadzali zmarłych w ostatniej drodze, wreszcie sami ginęli. 1 sierpnia przypada 76. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

    Około 150 duchownych wzięło udział w Powstaniu Warszawskim jako kapelani poszczególnych oddziałów i szpitali polowych. Wykazali się ogromnym bohaterstwem i poświęceniem. Nie przeżyło około 50 z nich: zginęli podczas ostrzałów i bombardowań a niektórzy zostali bestialsko zabici przez Niemców ponosząc śmierć męczeńską.

    Przed wojna byli zwyczajnymi duchownymi, niemniej w wielu tych życiorysach obecny jest epizod 1920 roku, to znaczy zaangażowania wojskowego w wojnie polsko-bolszewickiej na różnych poziomach – mówi dr Karol Mazur, kierownik Działu Edukacyjnego Muzeum Powstania Warszawskiego. Niektórzy z przyszłych księży brali urlop w seminarium, żeby zaangażować się w wojsku. Widać więc wśród duchownych poczucie służby, nie tylko na rzecz Kościoła ale państwa polskiego. Później ci ludzie w różny sposób się rozwijają: niektórzy robią kariery naukowe, inni widzą swoje powołanie w zakonach, itd.

    Znakomita organizacja i polski bałagan

    Byli świetnie zorganizowani i mimo polskiego bałaganiarstwa i dramatycznych warunków, działali bardzo sprawnie, w miarę możliwości utrzymywali łączność z dowództwem i między sobą, ale – co najważniejsze – nie opuszczali ani na chwilę walczących. Przemieszczali się wraz z powstańcami, byli w pobliżu działań wojennych, w szpitalach polowych, na ulicach zbuntowanego miasta.

    Kapelani stanowili integralną część struktury organizacyjnej Armii Krajowej. W każdym okręgu AK był ksiądz odpowiedzialny za zapewnienie opieki duchowej żołnierzom. Dzięki temu w 1944 roku niemal każdy oddział partyzancki miał swojego kapelana. Na czele tego duszpasterstwa stał ks. płk. Tadeusz Jachimowski, ps. “Budwicz”, który zginął 7 sierpnia.

    Powstanie zastało księdza Jachimowskiego na Elektoralnej. 7 sierpnia w ten rejon wkroczyli Niemcy i aresztowali go wraz grupą cywilów. Wraz innymi zostali poprowadzeni przez Wolę. Następnego dnia jeden z esesmanów, prawdopodobnie z oddziałów Dirlewangera, zobaczył sutannę, czego nie mógł znieść… Wyciągnął go z kolumny cywilów i zastrzelił przy wszystkich.

    Dziekanem obszaru stolicy był ks. Stefan Kowalczyk (ps. Biblia), który po rozstrzelaniu ks. Jachimowskiego przejął faktycznie obowiązki szefa Duszpasterstwa AK, zbudował podziemną kurię polową i dokooptował kapelanów tam, gdzie ich zabrakło. Po kapitulacji wraz z żołnierzami poszedł do niewoli. Najbardziej znanymi kapelanami Powstania byli: ks. Zygmunt Trószyński, ps. “Alkazar”, o. Józef Warszawski SJ, ps. “Ojciec Paweł”, ks. mjr Władysław Zbłowski SAC, ps. “Struś” czy o. Tomasz Rostworowski SJ, ps. “Ojciec Tomasz”.

    To ks. Kowalczyk na polecenie przełożonego zwołał 1 sierpnia 1944 roku na godzinę 11.00 ostatnią odprawę kapelanów. Do budynku przy ul. Długiej przybyło 14 księży. Odprawa została zwołana za późno, gdyż walki wybuchły o godz. 17 i nie wszyscy zdążyli dotrzeć na powierzone im placówki. Element improwizacji stale towarzyszył posłudze duchownych w walczącym mieście, dlatego stuletni dziś ks. prałat Wacław Karłowicz, ostatni z żyjących kapelanów, mówi o bałaganie. Mimo wszystkich trudności, ks. Kowalczykowi udało się wysyłać księży wszędzie tam, gdzie prosili o to dowódcy.

    “Już po paru dniach mój szef «Biblia» miał swą kwaterę przy ulicy Marszałkowskiej, potem chyba na Pięknej, Koszykowej. Ale kontakt z podwładnymi utrzymywał żywy, żądał stałych sprawozdań, zatwierdzenia każdej sprawy duszpasterskiej, dyspensy, ślubów. A kiedy ludność cywilna i niektórzy księża zaczęli opuszczać Warszawę, czuwał, by żadna formacja, a łącznie z tym i dzielnica, nie była pozbawiona opieki duszpasterskiej” – pisał po latach ks. Mieczysław Paszkiewicz.

    Między godziną “W” a kapitulacją

    Kapelani wojskowi stanowili integralną część struktury Armii Krajowej. Każdy Okręg AK miał kapelana, który odpowiadał za zorganizowanie opieki duchowej dla poszczególnych jednostek. W 1944 r. prawie każdy oddział partyzancki AK miał swojego kapelana. I tak kapelanem obwodu I -Śródmieście był o. Jan Wojciechowski SJ, ps. “Korab”, kapelanem na Woli był odważny pallotyn – ks. mjr Władysław Zbłowski, ps. “Struś”, a na Żoliborzu proboszcz na Marymoncie ks. Zygmunt Trószyński, ps. “Alkazar”.

    Na Ochocie żołnierzami obwodu opiekował się znany logik, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego ks. Jan Salamucha, logik z UJ, który należał do wybitniej szkoły matematyczno-logicznej w Krakowie. Godził działalność naukową z duszpasterstwem. Został aresztowany wraz z grupą profesorów krakowskich podczas słynnej akcji SS, w listopadzie 1939 r. i jak wszyscy pozostali wywieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Upomnieli się o niego włoscy naukowcy i w styczniu 1941 r. ks. Salamuchę uwolniono. Po powrocie do Polski został wikarym w parafii św. Jakuba na Ochocie.

    Jak zaznacza dr Mazur, ks. Salamucha, tuż po gimnazjum sanitariusz w wojnie polsko-bolszewickiej, w przeciwieństwie do o. Czartoryskiego i ks. Stanka, był w konspiracji. Bardzo też angażował się politycznie na rzecz zjednoczenia AK i Narodowych Sił Zbrojnych. Był szanowany przez obydwa środowiska. Wiele tajemnic tych negocjacji zabrał do grobu, bo jak każdy porządny konspirator, był bardzo dyskretny.

    Zginął na Ochocie, w Reducie Wawelskiej. Gdy oddziały RONA otoczyły Redutę, powstańcy zaproponowali księdzu wycofanie się kanałami. Prosili, by szedł z nimi, ale on odpowiedział, żartując oczywiście, że jest za duży i nie zmieści się w kanale. Wiadomo było, że nie chce zostawić rannych bez opieki. Został rozstrzelany.

    1 sierpnia dominikanin, o. Michał Czartoryski zjawił się na Powiślu u lekarza okulisty, odwiedzał też bliskiego znajomego i tam zastało go Powstanie. Także on bez reszty zaangażował się wśród w działania duszpasterskie. Pełnił posługi religijne, m.in. odprawiał Msze. Przed wojną słynął z praktykowania radykalnego ubóstwa. Podkreślał, że musi być ono tak radykalne jak u św. Franciszka. Swojego miejsca szukał długo i w różnych zakonach.

    Podczas powstania był kapelanem w szpitalu na Powiślu, urządzonym w piwnicy budynku na rogu ulic Smulikowskiego i Tamka. Na początku września dopadli go tam Niemcy. Choć mógł się ratować, nie chciał zostawić chorych, którymi się opiekował.

    Świadek, któremu udało się uratować relacjonował, że Niemcy wyciągnęli o. Michała ze szpitala i zapytali kim jest – mówi dr Mazur. Dominikanin był w sutannie, nie chciał nawet rozmawiać, pokazał tylko dokumenty. Kazali mu zdjąć sutannę ale kategorycznie odmówił. Wtedy go zabili. Rozstrzelali też wszystkich pacjentów, a następnie spalili ciała zamordowanych.

    Zarówno ks. Stanek jak i o. Czartoryski znaleźli się w gronie 108 męczenników II wojny światowej beatyfikowanych przez Jana Pawła II w Warszawie w 1999 r.

    1 sierpnia o godz. 11.00 na odprawę u ppłk. “Biblii”, która odbywała się przy ul. Długiej w byłym budynku Kurii Polowej, przybyło zaledwie czternastu duchownych. Pozostali albo nie otrzymali informacji o spotkaniu, albo nie zdołali dotrzeć na czas. Sytuacja na odprawie znalazła swoje odzwierciedlenie już po godzinie “W”. Część oddziałów nie miała swojego kapelana, jak np. słynny batalion “Zośka”, którego kapelanem został 4 sierpnia, trochę przypadkowo, słynny “Ojciec Paweł”, czyli o. Józef Warszawski SJ. Niektórzy księża dołączyli do wyznaczonych im oddziałów z opóźnieniem, a niektórzy zgłaszali się ochotniczo już w trakcie walk i otrzymywali przydział do jednostek od ks. “Biblii”. Duża część duchownych nie pełniła formalnie funkcji kapelanów, natomiast opiekowali się oni ludnością cywilną i rannymi w szpitalach polowych. Po kapitulacji opuścili miasto wraz z jego mieszkańcami udając się do obozów przejściowych w podwarszawskich miejscowościach. Niektórzy, jak dziekan okręgu Warszawa czy o. Warszawski poszli do niewoli wraz ze swoimi żołnierzami.

    Duszpasterstwo pod obstrzałem

    Mimo nadzwyczajnych warunków posługi kapelanów w czasie Powstania, nie stosowali oni taryfy ulgowej ani wobec siebie, ani wobec wiernych. Kapelani bez przerwy byli przy walczących. Ich najważniejszym obowiązkiem było chowanie zmarłych, prowadzenie spisu poległych. Starannie wypełniali więc protokoły zgonów. Dla żołnierzy i ludności cywilnej odprawiali Msze św., organizowali wspólne modlitwy, spowiadali umierających, towarzyszyli im w ostatnich chwilach. Ponieważ mimo grozy toczyło się też normalne życie – chrzcili i błogosławili związki małżeńskie.

    Dowództwo AK wydało polecenie odprawiania jednolitych modlitw porannych i wieczornych. Rano “Ojcze nasz”, “Zdrowaś Mario”, “Wierzę w Boga”, wieczorem “Anioł Pański” i trzykrotnie “Wieczny odpoczynek”.

    Pragnąc zawierzyć walkę powstańców Najświętszej Maryi Pannie ks. Kowalczyk zorganizował modlitwę warszawiaków do Matki Bożej, która trwała od 15 sierpnia – uroczystości Wniebowzięcia do 26 sierpnia – uroczystości Matki Boskiej Częstochowskiej.

    Historycy Powstania odnotowali jeden przypadek kapelana, który – wbrew zasadom – włączył się do walki. Ks. Antoniemu Czajkowskienu “puściły nerwy”, gdy na jego oczach postrzelił się i zaraz potem zmarł młody powstaniec. Szok był tak mocny, że kapelan przez dwa tygodnie walczył za pomocą własnoręcznie zdobytego mausera. Zastąpił rannego porucznika Bolesława Niemirowskiego “Leka”, ale wrócił do swej posługi po dłuższych perswazjach ks. Kowalczyka.

    Prof. Norman Davies podkreśla, że to posługa kapelanów zhumanizowała walkę, dzięki księżom nie dochodziło do samosądów, a jeńcy niemieccy byli traktowani zgodnie z Konwencją Genewską. W szpitalach polowych ranni okupanci byli traktowani tak samo jak Polacy – operacje i zabiegi były wykonywane w zależności od stanu pacjenta, wszyscy zaś otrzymywali te same racje żywnościowe.

    Ale przede wszystkim obecność księży dawała siłę do przyjęcia śmierci, gdy średnio co dwie minuty ktoś ginął, a groby były rozsiane po całym mieście. Brytyjski historyk uważa, że katolicki rytuał śmierci i pogrzebu miał w tych warunkach ogromne znaczenie.

    Śmierć kapelana naczelnego

    Ks. płk. Tadeusz Jachimowski, ps. “Budwicz” w chwili wybuchu Powstania znajdował się w mieszkaniu na ul. Elektoralnej. Nie uczestniczył w przedpołudniowej odprawie u ks. “Biblii”, zresztą jego miejsce było przy Komendzie Głównej, skąd czekał na polecenia. Przez pierwsze dni kontakt z dowództwem był bardzo sporadyczny. Komenda Główna w tym czasie była odcięta od pozostałych oddziałów i po kilku dniach musiała się ewakuować z Woli na Stare Miasto. Czekając na rozkazy, które nie nadchodziły, ks. “Budwicz” urządził prowizoryczną kaplicę w domu przy Elektoralnej, gdzie okoliczni mieszkańcy zbierali się na modlitwie. Kapelan naczelny nie marnował czasu spowiadając tych, którzy do niego przychodzili, udzielając ostatniego namaszczenia i umacniając na duchu ludność cywilną. 7 sierpnia, gdy Niemcy zajęli już całą Wolę, ks. Jachimowski otrzymał polecenie, by opuścić swoje dotychczasowe miejsce postoju i dołączyć do oddziałów powstańczych koncentrujących się wokół gmachów Sądów Grodzkich na Lesznie.

    Zwlekał jednak, spowiadając ludzi. Akurat udzielał rozgrzeszenia, gdy do zaimprowizowanej kaplicy wtargnęli niemieccy żołnierze. Jeden z nich wycelował w niego karabin, gdy sekretarka kapelana “Mira” zaczęła błagać innego żołnierza, obserwującego scenę ze współczuciem, aby ocalił księdza. Przekonywała go, że to kapłan, który ma ze sobą Najświętszy Sakrament. Żołnierz, widocznie katolik, powiedział coś do kolegi trzymającego wycelowany karabin, podszedł do “Budwicza” i sprawdził, czy rzeczywiście ma ze sobą Najświętszy Sakrament. Następnie kazał, aby kapelan dołączył do grupy cywili, którzy zostali pognani przez miasto.

    W drodze ks. Jachimowskiemu udało się zostawić w Najświętszy Sakrament w kościele św. Andrzeja na Chłodnej. Kilka godzin później Niemcy dołączyli go do grupy mężczyzn pędzonych na rampę kolejową na Woli. Na noc grupa Polaków została zamknięta w kościele św. Wojciecha. Rano, gdy Niemcy prowadzili ich do transportów, jeden z konwojentów zobaczywszy w grupie księdza wyciągnął go z szeregów i zabił strzałem z pistoletu.

    Opiekę duszpasterską nad powstańczą Warszawą organizował ks. “Biblia”, pełniąc de facto obowiązki kapelana naczelnego AK. Po kapitulacji, gdy ks. ppłk. Kowalczyk poszedł do niewoli wraz z innymi żołnierzami Powstania, kapelanem naczelnym został ks. płk. Jerzy Sienkiewicz, ps. “Gruzenda”, pełniący wcześniej funkcję zastępcy kapelana naczelnego.

    Karabin i sutanna

    Sekretarz kapelana naczelnego AK ks. Antoni Czajkowski, ps. “Badur” w godzinie “W” spowiadał młode sanitariuszki z Wyższej Szkoły Pielęgniarek. Miał przydział do oddziałów koncentrujących się w gmachu Sądów Grodzkich na Lesznie. Po wyspowiadaniu dziewcząt udał się w kierunku wyznaczonych jednostek. Po drodze, w Alejach Jerozolimskich, zatrzymali go jednak akowcy ppor. Bolesława Niewiarowskiego, ps. “Lek”. Kiedy zobaczyli, że mają przed sobą księdza, poprosili, aby został ich kapelanem. Zaczęli rozmawiać, a jeden z młodych żołnierzy – ps. “Rola” – pochwalił się swoim pistoletem. Broń okazała się niezabezpieczona i wypaliła. Powstaniec ciężko ranny upadł na ziemię w kałuży krwi. Wypadek tak wstrząsnął ks. “Badurem”, że postanowił zostać z oddziałem “Leka” i zastąpić tragicznie postrzelonego powstańca. Poprosił dowódcę o przyjęcie do jednostki i przyjął pseudonim żołnierski “Rola II” dla upamiętnienia postrzelonego chłopca.

    Ks. Czajkowski brał udział w zdobyciu kolejnych kamienic w Alejach Jerozolimskich i silnie bronionego gmachu Zarządu Wodociągów i Kanalizacji na placu Starynkiewicza. W walkach wyróżniał się odwagą i pomysłowością. Ranny w jednej z akcji ppor. “Lek” mianował go swoim zastępcą. Po dwóch tygodniach Powstania, gdy do oddziału zgłaszali się nowi ochotnicy, ks. “Badur” postanowił powrócić do swoich pierwotnych zadań, nadal bowiem odczuwalny był brak kapelanów. Po zgłoszeniu się do ks. płk. “Biblii”, ks. Czajkowski otrzymał przydział jako kapelan Zgrupowania “Chrobry II”`, a więc oddziałów, z którymi walczył do tej pory. Towarzyszył im, aż do kapitulacji.

    Jezus z katedry

    W sierpniu trwały zażarte walki na Starówce. W tych dniach zarówno powstańcy, jak i ludność cywilna szukali pociechy i wsparcia u Matki Bożej Łaskawej oraz przy trumnie św. Andrzeja Boboli w kościele jezuitów na Świętojańskiej, a także przed cudownym krucyfiksem w katedrze. 17 września, ks. Wacław Karłowicz, ps. Andrzej Bobola, był wśród rannych przy ul. Długiej, gdy ktoś przybiegł do niego z wiadomością, że pali się katedra. Ks. Karłowicz, kustosz kościoła, poszedł tam natychmiast. Katedra rzeczywiście była w płomieniach, płonęły posągi królów polskich i stalle, ogień ogarniał ołtarz. Ks. Karłowicz chwilę zastanawiał się co zrobić, postanowił uratować przed zniszczeniem przynajmniej cudowny krucyfiks. Udało mu się jednak zdjąć z krzyża tylko figurę Chrystusa i wynieść ją na zewnątrz.

    Po bombardowaniu ludzie spontanicznie utworzyli procesję, w której wśród ruin Starówki przenieśli figurę Jezusa do klasztoru sakramentek. Wielu cierpiących miało poczucie, że Bóg dzieli ich los i razem z nimi przemierza staromiejską Drogę Krzyżową. Po zniszczeniu klasztoru czyjeś troskliwe ręce przeniosły Jezusa z katedry do podziemi kościoła dominikanów na Freta. Tam zupełnie nieoczekiwanie natknął się na Niego ks. “Czesław” – Henryk Cebulski podczas spowiadania i namaszczania rannych. Obok spoczywających na posadzce ciężko rannych ludzi leżała też okryta płaszczem figura Chrystusa.

    Powieszony na stule

    Dr Karol Mazur przywołuje jeszcze jedną, nieco zapomnianą, a wybitna postać powstańczego kapelana. To pallotyn, ks. Józef Stanek. Kapelanem został przypadkowo. Urodził się na pograniczu polsko-słowackim, w Łapszach Niżnych. Podczas okupacji mieszkał w domu swojego zgromadzenia w Ołtarzewie pod Warszawą, studiował na tajnym uniwersytecie.

    1 sierpnia miał zajęcia z socjologii i po prostu nie zdążył wrócić. Na początku był w Śródmieściu na ul. Hożej, potem sprawował posługę na Koszykach. Po jakimś czasie okazało się, że na Czerniakowie brakuje kapelanów i szef duszpasterstwa Powstania warszawskiego, ks. Stefan Kowalczyk ps. “Biblia” wysłał go właśnie tam. Ks. Józef w pełni zaangażował się w pracę wśród żołnierzy, chociaż wcześniej nie należał do struktur konspiracyjnego duszpasterstwa. Nie rozstawał się ze stułą ani z sutanną, otwarcie pokazując, że jest osobą duchowną. I to rozwścieczyło Niemców, którzy “wyłowili” go z szeregu.

    To było w końcu września, kiedy powstanie na Czerniakowie już padło. Oprawcy, którzy wpadli na Czerniaków nie mogli znieść zachowania ks. Stanka. Jak zaznacza dr Mazur, znamy relacje bezpośrednich świadków tamtych chwil. Jeden z esesmanów krzyczał do księdza: jesteś najgorszy ze wszystkich, już wolę Polaków i Żydów, jesteś diabłem.

    Ks. Stanek, który znał niemiecki, próbował negocjować z esesmanami, żeby zachowywali się godnie wobec ludności cywilnej. Trafił jednak na najgorszych oprawców Powstania czyli esesmanów z oddziałów Oskara Dirlewangera.

    Najpierw został brutalnie pobity w obecności grupy zatrzymanych cywili a następnie powieszony na stule… Świadkiem jego śmierci był ks. mjr Józef Warszawski ps. “Paweł”, który stał w mundurze wojskowym. Opisał później to zdarzenie i, jak wyznaje, zastanawiał się, dlaczego ominął go podobny los. Niemcy wiedzieli, że jest księdzem, no ale nie “kłuł” ich w oczy sutanną… “Paweł” był zresztą znakomitym kapelanem w “Zośce” i “Parasolu”, niósł otuchę walczącym harcerzom, wspomina o nim Kamiński w “Kamieniach na szaniec”. Zmarł w 1997 r.

    Nie bójcie się śmierci…

    Dr Mazur mówi, że kapelani starali się tłumaczyć powstańcom, że śmierć nie jest końcem. Bardzo powszechne było zbiorowe rozgrzeszenie “in articulo mortis” czyli “w obliczu śmierci”, udzielane po spowiedzi powszechnej. Czyli: jeśli nie przeżyjesz to masz odpuszczenie grzechów, a jeśli powrócisz po walce, to przed przyjęciem komunii św. musisz się z nich wyspowiadać. Bardzo rygorystycznie przestrzegano też zasady, że duszpasterz ma pozostać duszpasterzem i nie może biegać z bronią. On jest od tego, by pilnować spraw duchowych.

    Na jednym z filmów zrealizowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego jest scena z Mszy św. odprawianej przez bp. Stanisława Adamskiego – biskupa katowickiego, który został stamtąd wysiedlony bo nie podpisał volkslisty i w czasie okupacji przebywał w Warszawie. Na podstawie ruchu jego udało się odtworzyć fragmenty kazania, prawdopodobnie z 15 sierpnia, wielkiego święta Maryjnego, kiedy to, podobnie jak 26 sierpnia powstańcy masowo uczestniczyli w mszach i spowiadali się.

    Wlewanie otuchy i ukazywanie powstańczego “tu i teraz” w perspektywie metafizycznej było lejtmotywem warszawskiej homiletyki tamtych dni. Starano się, relacjonuje dr Mazur, odnaleźć i ukazać jakiś sens tego, co wokół się dzieje; że to, co nas tu spotyka jest częścią jakiegoś Bożego planu i że śmierć nie jest końcem. Powtarzano: nie bójcie się śmierci, bo w kontekście chrześcijańskim śmierć jest początkiem. Ten motyw widać także w różnych relacjach powstańczych, a zatem to do walczących docierało.

    Kai.pl/28 lipca 2020/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    ****

    Ks. Józef Stanek SAC– „niestrudzony Samarytanin” Powstania Warszawskiego

    This image has an empty alt attribute; its file name is stanek_1.jpg
    Bł. ks. Józef Stanek SAC ps. Rudy – z pętlą na szyi, którą była jego własna stuła jeszcze błogosławił…

    **

    W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego oprócz wielu żołnierzy i ludności cywilnej, wzięli w nim udział również duchowni, którzy stale towarzyszyli walczącym. Zajmowali się organizowaniem Eucharystii i wspólnych modlitw, udzielali sakramentów, towarzyszyli poległym na ostatniej drodze, a niejednokrotnie oddawali własne życie w walce o wolność Ojczyzny. Jednym z nich był pallotyn ks. Józef Stanek – kapelan powstańców na Czerniakowie, zamordowany przez hitlerowców 23 września, wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła w gronie 108 męczenników II wojny światowej. Obecnie trwają modlitwy o rychłą kanonizację niezłomnego kapłana.

    Ks. Józef Stanek, noszący pseudonim “Rudy”, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego posługiwał jako kapelan w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach. Od 1 sierpnia 1944 uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. W trudnych warunkach odprawiał nabożeństwa, udzielał pomocy rannym i umierającym, wspierał ludność cywilną i personel medyczny w szpitalach polowych. W drugiej połowie sierpnia zajął się towarzyszeniem żołnierzom zgrupowania AK “Kryska”, walczącym na Czerniakowie.

    Duchowny z oddaniem i gorliwością służył powstańcom. Jego zaangażowanie w sprawowanie sakramentów i zwykłe rozmowy z wiernymi, miały niebagatelny wpływ na morale walczących. Wielokrotnie znosił z pola walki rannych powstańców, posługując niemal w każdym miejscu walczącego Czerniakowa. Zjawiał się nawet w najbardziej niebezpiecznych punktach oporu powstania, by wspierać załamanych cywili, głosić Ewangelię i udzielać sakramentów.

    Podczas trwania powstania duchowny dostał propozycję przeprawy na prawy brzeg, co miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Ustąpił jednak miejsca w pontonie rannemu żołnierzowi, rezygnując z przeprawienia się przez Wisłę. Nie zdecydował się na opuszczenie walczących powstańców i do końca pozostał w ruinach konającego Czerniakowa. Był dla nich wsparciem do ostatnich chwil. Świadkowie życia młodego pallotyna podkreślają jego heroiczną miłość bliźniego. Nazywano go „niestrudzonym Samarytaninem”. Śmierć poniósł mając zaledwie 28 lat, po 5 latach kapłaństwa. Jego altruistyczna i bohaterska postawa sprawiła, że zyskał wielki szacunek i uznanie ze strony wszystkich walczących.

    W dniu kapitulacji Czerniakowa 23 września, duchowny dostał się w ręce SS. Odważnie pertraktował z wrogiem, aby ocalić jak najwięcej powstańców. Był poddawany wielu szczególnie brutalnym torturom, a następnie powieszony na własnej stule. Kiedy na szyję duchownego nałożono pętlę, pobłogosławił on jeszcze powstańców i ludność cywilną prowadzoną przez Niemców do obozów. Jednym ze świadków jego egzekucji był inny wybitny kapelan powstania jezuita, o. Józef Warszawski. Ks. Stanek ściągnął na siebie szczególną nienawiść m.in. dlatego, że polecił żołnierzom polskim zniszczyć broń, ponieważ hitlerowcy niemal każdego uzbrojonego Polaka natychmiast rozstrzeliwali. Nie chciał także, aby broń dostała się w ręce Niemców i służyła zabijaniu powstańców.

    Ks. Stanek święcenia kapłańskie przyjął już w latach okupacji w 1941 roku. Po święceniach studiował na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

    Zwłoki duchownego ekshumowano i złożono w zbiorowej mogile przy ul. Solec w Warszawie 14 kwietnia 1945 r. Następnie w 1946 roku przeniesiono je na cmentarz Powązkowski. 4 listopada 1987 w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej przy ul. Zagórnej odbyło się nabożeństwo żałobne połączone z ekshumacją i pogrzebem, 5 listopada 1987 szczątki pallotyna złożono w powązkowskiej kwaterze zgrupowania AK „Kryska”. W 1994 roku przy skrzyżowaniu ulic Wilanowskiej i Solec postawiono pomnik ku czci ks. Józefa Stanka oraz innych bohaterów walczących na tym terenie w oddziałach Armii Krajowej i Wojska Polskiego.

    13 czerwca 1999 roku w Warszawie Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Stanka błogosławionym w gronie 108 męczenników II wojny światowej oraz drugim pallotynem – ks. Józefem Jankowskim.

    Kaplicę im. bł. ks. Józefa Stanka można odwiedzić w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poświęcił ją kard. Józef Glemp podczas otwarcia Muzeum 31 lipca 2004 r. Do kaplicy wniesiono wówczas relikwie kapelana powstańców na Czerniakowie.

    „Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami” – tak mówił o bł. ks. Józefie Stanku, pallotynie i męczenniku ks. dr Jan Korycki SAC w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 74. rocznicę śmierci duszpasterza Powstańców Warszawskich.

    Kai.pl/28 lipca 2020/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    Ksstanek.gif (90142 bytes)
    obraz w kościele w Łapszach Niżnych – w miejscowości gdzie urodził się bł. ks. Józef Stanek SAC

    **********

    Polski profesor z Ratyzbony:

    Młodzi Niemcy nie wiedzą o powstaniu


    Polski profesor z Ratyzbony: Młodzi Niemcy nie wiedzą o powstaniufot: Eugeniusz Haneman. Reprodukcja: Marek Skorupski/ FORUM


    Wiedza Niemców na temat powstania warszawskiego nadal jest znikoma – powiedział profesor Jerzy Maćków z Uniwersytetu w Ratyzbonie. Przyczyną takiego stanu rzeczy w opinii naukowca jest panujący przez wiele lat w Polsce system komunistyczny, a także fakt, że młode pokolenia Niemców nie interesują się historią.

    – Powstanie nie istniało w niemieckiej narracji na temat II wojny światowej, bo przez dekady nikt w Polsce się o nie nie upominał. Przez lata komunizmu temat nie istniał, a i po jego upadku zajęło nam 10 lat, zanim na poważnie o nim przypomniano – stwierdził kierownik katedry politologii porównawczej na Uniwersytecie w Ratyzbonie.

    – W Niemczech, ale też w innych krajach, podobnie jak w Polsce, mamy do czynienia z pokoleniami posthistorycznymi. W czasach, kiedy ludziom żyje się lepiej, bardziej skupiają się na teraźniejszości. I w Niemczech mieliśmy już 2-3 takie pokolenia. O brakach w wiedzy historycznej niektórych studentów mógłbym opowiadać godzinami – podkreślił.

    Rozmówca Polskiej Agencji Prasowej zauważył i tak wyraźny postęp w postrzeganiu desperackiego zrywu z sierpnia 1944 przez polityków znad Renu. Kiedy bowiem w połowie lat 90. minionego wieku odwiedzał nasz kraj prezydent Roman Herzog, „nie do końca wiedział, czym było powstanie”. Dziś jest już inaczej, czego wyrazem jest regularna obecność na rocznicowych obchodach polityków z Niemiec oraz gesty warszawskiej ambasady tego państwa. 

    Na znak głębokiego bólu i wstydu z powodu okrutnych zbrodni niemieckiego okupanta w walce z ludnością Warszawy podczas Powstania Warszawskiego Ambasada Niemiec opuściła dziś flagi do połowy masztu.
    Chargé dʼaffaires Ambasady złożył kwiaty pod pomnikiem#PowstanieWarszawskie pic.twitter.com/eJDaNvWZ8T— Ambasada Niemiec (@Amb_Niemiec) August 1, 2020

    – To głównie efekt tego, że Powstanie zaczęło być upamiętniane w Polsce. Ale też konsekwencja wzrostu znaczenia Polski, zarówno pod względem politycznym i gospodarczym – uważa profesor Maćków.

    – Od kiedy zaczęto mówić o reparacjach, to tym bardziej nie jest możliwe, by niemiecki polityk odmówił zaproszenia na uroczystości historyczne. Choć między wierszami zawsze mówią że w sensie prawnym sprawa jest zamknięta – podkreśla politolog.

    Źródło: dziennik.pl, Twitter

    *****************************************************

    Warszawa, Kraków: modlitwa wynagradzająca – katolicka odpowiedź na „tęczową” profanacjęźródło: pixabay.com/PCh.pl

    ******************

    Abp Hoser o Medjugorje: po 40 latach kontrowersji sytuacja się poprawiła

    Po 40 latach kontrowersji wokół Medziugoria sytuacja się poprawiła. Opinię taką wyraził wizytator apostolski tamtejszej parafii abp Henryk Hoser SAC.

    Zaznaczył on, że od 40 lat trwają kontrowersje na temat Medziugoria, związane zarówno z kwestią objawień, jak i działalności duszpasterskiej. Jedni są żarliwymi zwolennikami Medziugoria, inni zaś przeciwnikami. – Mówię im: przyjedźcie i zobaczcie, a będziecie mogli dać świadectwo – wskazał polski hierarcha.

    Przypomniał, że od czasu, gdy w maju 2019 roku Stolica Apostolska zniosła zakaz organizowania pielgrzymek do Medziugoria przez księży i biskupów, przyjechało tu wielu kardynałów i biskupów, ale „pandemia przerwała wszystko”. – Nie wiemy, ile osób będzie mogło teraz przyjeżdżać, ile będzie mogło przekroczyć granicę [Bośni i Hercegowiny – KAI] z testem na koronawirusa, który potwierdza dobry stan zdrowia – zaznaczył abp Hoser.

    Według niego „podejście Stolicy Apostolskiej wobec Medziugoria jest bardzo dobre i pozytywne, ale Kościół działa spokojnie i powoli”.

    Wizytator apostolski zwrócił uwagę, że „Medziugorie faktycznie jest międzynarodowym sanktuarium, choć prawnie jesteśmy tylko parafią i nie mamy tytułu sanktuarium, ani narodowego, ani międzynarodowego”. Jego zdaniem „sytuacja się wciąż poprawia”, co ma także związek z nominacją nowego biskupa diecezji Mostar-Duvno, na której terenie leży Medziugorie.

    Medziugorie, położone 20 km od Mostaru w Bośni i Hercegowinie, to – według grupy wizjonerów – miejsce trwających od 1981 r. objawień Matki Bożej. Ich autentyczność nie została, jak na razie, uznana przez Kościół. Negatywie o nich wypowiadali się kolejni biskupi diecezji Mostar-Duvno: Pavao Žanić (1980-1993) i Ratko Perić (1993-2020).

    Papież Benedykt XVI utworzył w 2010 roku specjalną komisję ds. zbadania objawień, złożoną z kardynałów, biskupów i teologów, której przewodniczył kard. Camillo Ruini. Prace komisji obejmowały m.in. spotkania z poszczególnymi wizjonerami, którzy, jak twierdzą, od 1981 roku odbierają przesłania Matki Bożej. Poddano ich także badaniom lekarskim. W 2014 roku komisja zakończyła swoje prace. Jej raport papież Franciszek przekazał Kongregacji Nauki Wiary, która ma wydać ostateczne orzeczenie.

    W 2017 roku abp Henryk Hoser został mianowany specjalnym wysłannikiem papieża Franciszka w Medziugoriu. Jego misja miała na celu dokładniejsze poznanie tamtejszej sytuacji duszpasterskiej. Po zakończeniu misji abp Hoser został w 2018 roku wizytatorem apostolskim o charakterze specjalnym parafii w Medziugoriu. Jego zadaniem jest wdrożenie rozwiązań duszpasterskich służących temu, by Kościół mógł lepiej wyjść naprzeciw potrzebom przybywających do tego miejsca pielgrzymów z całego świata. Nie ma on natomiast rozstrzygać o autentyczności domniemanych objawień.

    Kai/Tygodnik Niedziela

    *************

    Abp Henryk Hoser SAC:

    Maryja jest ratunkiem dla zagubionej ludzkości

    W Kościele katolickim maj jest miesiącem poświęconym Matce Bożej. W świątyniach i kaplicach wierni odmawiają codziennie litanię loretańską – jedną z najpopularniejszych form modlitwy, w której oddaje się cześć Najświętszej Maryi Pannie.

    Abp Hoser podkreślił, że Matka Boża jest wzorem dla każdego człowieka wiary, dlatego nikogo nie powinna dziwić cześć, jaką cieszy się w Kościele.

    “Poprzez tajemnicę wcielenia Syna Bożego została wpisana przez Boga w całą historię zbawienia, od grzechu pierworodnego, gdzie jest zapowiedziana, aż do apokalipsy. Jest dla Kościoła Matką słuchającą, modlącą się, troszczącą się o każdego człowieka. Ona uczy nas wiary, a więc oddania się Bogu” – powiedział duchowny.

    Zwrócił uwagę, że wiara Maryi ujawnia się w bolesnych tajemnicach jej życia. “Pokazuje przez to ludziom, jak podążać drogą wiary, także w trudnych doświadczeniach, w cierpieniu, w duchowej ciemności” – powiedział abp Hoser.

    Stwierdził, że może być w dzisiejszych czasach także wzorem dla wielu kobiet, którym brakuje punktów odniesienia.

    “Jej troska o nowożeńców w Kanie Galilejskiej pokazuje, jak ważna jest rola kobiety w rodzinie, w społeczeństwie, w życiu narodu. Jest to dziś tym bardziej ważne, że coraz częściej próbuje się zacierać różnice między mężczyzną a kobietą, kiedy neguje się różnice płci, zapominając o podstawowym powołaniu obu stron i darach natury” – powiedział.

    Abp Hoser zwrócił uwagę, że na pobożność maryjną w Polsce ogromny wpływ miał św. Bernard z Clairvaux, który powiedział “De Maria, nunquam satis” (O Maryi nigdy dosyć), oraz św. Ludwik Maria Grignion de Montfort.

    “Żyjemy w dużej mierze ich duchowością. W naszym kraju rozwinął ją św. Maksymilian Kobe i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. Z kolei dla św. Jana Pawła II była ona linią przewodnią nie tylko papieskiego pontyfikatu, ale całego życia” – powiedział hierarcha. Dodał, że Karol Wojtyła nie rozstawał się z książeczką francuskiego duchownego, nawet w czasie pracy w Solvayu.

    Przyznał, że bywają pewne błędy wynikające z przesady, afektywności, przypisywania Maryi aspektów, które nie są związane z jej posługą w Bożych planach. “Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny odtwarza Jej cnoty” – podkreślił, nawiązując do adhortacji apostolskiej papieża Pawła VI “Marialis cultus”. “Ojciec Święty wyraźnie napisał, że cześć oddawana Maryi wiąże się z naśladowaniem Jej cnót i troski o zbawienie innych” – przypomniał abp Hoser.

    Podkreślił, że najpewniejsza jest droga, którą Kościół wyznacza poprzez swoje nauczanie i liturgię. Powiedział, że nabożeństwa maryjne takie, jak: różaniec, godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, litania loretańska, nowenna pompejańska, modlitwa Anioł Pański, mają ogromną wartość, ponieważ wprowadzają człowieka w tajemnice życia Jezusa Chrystusa, w których uczestniczyła także Matka Boża.

    “W Medjugorie na własne oczy mogę obserwować, że cały kult maryjny przyciągający miliony ludzi z całego świata jest chrystocentryczny, czyli skierowany na osobę Jezusa Chrystusa. Maryja zawsze prowadzi człowieka do Syna Bożego” – podkreślił duchowny, wspominając, że jednym z z tego owoców są nawrócenia i spowiedzi ludzi, którzy latami nie przystępowali do sakramentów.

    Odnosząc się do licznych objawień maryjnych w różnych częściach świata, abp Hoser przypomniał, że nie są one konieczne do zbawienia. “Wszystko co potrzebne, otrzymaliśmy w Ewangelii, w Słowie Bożym i Tradycji” – zaznaczył.

    “Objawienia prywatne zatwierdzone przez Kościół, np. w Fatimie, w La Salette, w Paryżu przy Rue du Bac, są jedynie pewną aktualizacją Ewangelii w konkretnych warunkach historycznych. Nie przysłaniają Boga, ale prowadzą do Niego poprzez przypominanie prawd, o których jesteśmy skłonni zapomnieć” – powiedział.

    Ojciec Święty Franciszek mianował 31 maja 2018 r. abpa Henryka Hosera, emerytowanego biskupa warszawsko-praskiego, wizytatorem apostolskim o charakterze specjalnym dla parafii w Medjugorie na czas nieokreślony i ad nutum Sanctae Sedis (do dyspozycji Stolicy Apostolskiej). Jego rola polega na zapewnieniu stałego towarzyszenia wspólnocie parafialnej w Medjugorie oraz przybywającym tam pielgrzymom. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela


    ***********************************************************

    Szkocja: projekt ustawy o przestępstwach z nienawiści zagraża swobodzie wyznawania religii


    Szkocja: projekt ustawy o przestępstwach z nienawiści zagraża swobodzie wyznawania religiizdjęcie ilustracyjne. Źródło: PCh24.pl


    Zaniepokojenie kształtem projektu nowej ustawy rządowej o tak zwanych przestępstwach z nienawiści wyraził episkopat szkocki. Biskupi podkreślają, iż zapisy zawarte w proponowanym prawie zagrażają swobodzie wyznawania religii, stawiając pod pręgierzem wyznawaną przez katolików prawdę na temat rodziny, małżeństwa czy płciowości.

    Konferencja Biskupów Szkocji stwierdziła, że „niski próg” dla tzw. przestępstw z nienawiści, jaki określa projekt ustawy, „może zagrozić wolności słowa, religii i sumienia”. Biskupi zauważyli, że w świetle tych przepisów Biblia i Katechizm mogą być zakwalifikowane jako materiały „wzniecające nienawiść”. Duchowni zwrócili uwagę, że definicja nienawiści w ustawie jest niejasna, dlatego wyrażanie stanowiska Kościoła w takich kwestiach jak tożsamość płciowa także może zostać w przyszłości uznane za przestępstwo.

    Ustawa o przestępstwach z nienawiści, opracowana przez administrację rządzącej Szkockiej Partii Narodowej i przedłożona pod obrady parlamentu 23 kwietnia br., rozszerza istniejące przepisy dotyczące nienawiści rasowej, tworząc nowe przestępstwo „wzbudzania nienawiści” wobec chronionych grup. Kategorie objęte ochroną w ustawie obejmują rasę, religię, orientację seksualną i tożsamość płciową.

    Zgodnie z założeniami, ustawa ma też wyeliminować z systemu prawnego „przestępstwo bluźnierstwa”, którego w Szkocji i tak nie ścigano od ponad 175 lat. Biskupi poparli uchylenie przepisów w tej kwestii, jednak wyrazili obawy, że ustawa może stanowić pożywkę dla tzw. kultury unieważniania, co uznali za głęboko niepokojące.

    Krytykę wobec projektu ustawy wyraziło szereg innych grup zaniepokojonych wpływem, jaki może ona mieć na swobodę wypowiedzi. Są wśród nich nawet m.in. przedstawiciele National Secular Society – organizacji promującej świeckość i rozdział Kościoła od państwa. Z kolei Szkocka Federacja Policyjna argumentowała, że ustawa może „sparaliżować wolność słowa” i podważyć zaufanie między funkcjonariuszami policji a opinią publiczną.

    Rzecznik szkockiej Partii Pracy James Kelly zwrócił uwagę, że w Anglii, aby ścigać „przestępstwa z nienawiści”, należy udowodnić zamiar, tymczasem dowód taki nie jest wymagany w opracowywanej ustawie.


    Według rządu, nowe przepisy nie zaszkodzą wolności słowa, a posiadanie Biblii nie stanowiłoby przestępstwa. „Przekonania religijne są integralną częścią szkockiego społeczeństwa i ta ustawa nie zmienia tego w żaden sposób” – przekonywał rzecznik.

    KAI/RoM/PCh24.pl/02.08.2020

    *******************************************


    Odpust Porcjunkuli

    2 SIERPNIA

    Ludmiła Pilecka/ pl.wikipedia.org
    **

    2 sierpnia w kościołach i klasztorach franciszkańskich obchodzone jest patronalne święto Matki Bożej Anielskiej Porcjunkuli. W Kalendarzu Liturgicznym czytamy, iż tego dnia w kościołach parafialnych można uzyskać odpust zupełny Porcjunkuli. Za zgodą biskupa diecezjalnego odpust ten może być przeniesiony na niedzielę, która poprzedza 2 sierpnia lub po nim następuje.

    Trochę historii

    Dlaczego święto Matki Bożej Anielskiej Porcjunkuli? Otóż ma to związek z kościołem Matki Bożej Anielskiej pod Asyżem. Według podania, była to pierwotnie kapliczka ufundowana w VI w. (2 km na południe od Asyżu) przez pielgrzymów wracających z Ziemi Świętej. Mieli oni przywieźć grudkę ziemi z grobu Matki Bożej. Za czasów św. Franciszka kapliczka ta miała już nazwę Matki Bożej Anielskiej. Była ona wówczas w stanie ruiny, dlatego też św. “Biedaczyna” z Asyżu w zimie 1207/1208 r. odbudował ją i tam zamieszkał. Wkrótce przyłączyli się do niego towarzysze. Nie jest wykluczone, że ona sam nadał jej nazwę Matki Bożej Anielskiej, bo jak głosi legenda, słyszano często nad kapliczką głosy anielskie. W tym czasie kapliczka wraz z przyległą posesją stanowiła jeszcze własność benedyktynów z pobliskiej góry Subasio, jednak wkrótce (1211 r.) odstąpili ją św. Franciszkowi i jego współbraciom, którzy wybudowali sobie tam ubogie szałasy – domy. W kilka lat później, dokładnie 2 sierpnia 1216 r., miało miejsce uroczyste poświęcenie (konsekracja) kapliczki-kościółka.

    W tym też czasie funkcjonowała w stosunku do ww. kościółka druga nazwa – Porcjunkula, być może również wprowadzona przez św. Franciszka. Etymologicznie oznacza ona tyle, co kawałeczek, drobna część. Prawdopodobnie nawiązywała ona do bardzo małych rozmiarów kościółka i przyległego terenu. Tak więc Porcjunkula stała się macierzystym domem zakonu św. Franciszka.

    Dwieście lat później – w roku 1415 św. Bernardyn ze Sieny osadził tu swoich synów duchowych – obserwantów, którzy wystawili tu spory klasztor wraz z okazałym kościołem. W latach 1569-1678 wybudowano świątynię, w środku której znajduje się w stanie surowym zachowany pierwotny kościółek-kapliczka Porcjunkula. Przy końcu bocznej nazwy jest cela, w której mieszkał i dokonał życia św. Franciszek. 11 kwietnia 1909 r. papież Pius X podniósł kościół Matki Bożej Anielskiej w Asyżu do godności Bazyliki patriarchalnej i papieskiej.

    Skąd odpust Porcjunkuli?

    Łączy się on z legendą. Głosi ona, że pewnej nocy latem 1216 r. św. Franciszek usłyszał w swojej celi głos: “Franciszku, do kaplicy!” . Kiedy tam się udał, ujrzał Pana Jezusa siedzącego nad ołtarzem, a obok z prawej strony Najświętszą Maryję Pannę w otoczeniu aniołów. Usłyszał głos: “Franciszku, w zamian za gorliwość, z jaką ty i bracia twoi, staracie się o zbawienie dusz, w nagrodę proś mię dla nich i dla czci mego imienia o łaskę, jaką zechcesz. Dam ci ją, gdyż dałem cię światu, abyś był światłością narodów i podporą mojego Kościoła” . Franciszek upadł na twarz i rzekł: “Trzykroć Święty Boże! Ponieważ znalazłem łaskę w Twoich oczach, ja który jestem tylko proch i popiół, i najnędzniejszy z grzeszników, błagam Cię z uszanowaniem, na jakie tylko zdobyć się mogę, abyś raczył dać Twoim wiernym tę wielką łaskę, aby wszyscy, po spowiedzi odbytej ze skruchą i po nawiedzeniu tej kaplicy, mogli otrzymać odpust zupełny i przebaczenie wszystkich grzechów”. Następnie św. Franciszek zwrócił się do Najświętszej Maryi Panny: “Proszę błogosławionej Dziewicy, Matki Twojej, Orędowniczki rodzaju ludzkiego, aby poparła sprawę moją przed Tobą”. Maryja poparła modlitwę Franciszka. Wtedy Chrystus Pan powiedział: “Franciszku, to, o co prosisz, jest wielkie. Ale otrzymasz jeszcze większe łaski. Daję ci odpust, o który usilnie błagasz, pod warunkiem jednak, że będzie on zatwierdzony przez mego Namiestnika, któremu dałem moc związywania i rozwiązywania tu na ziemi”. Podanie głosi, że następnego dnia św. Franciszek udał się do Perugii, gdzie przebywał wówczas papież Honoriusz III, który faktycznie udzielił odpustu zupełnego na dzień przypadający w rocznicę poświęcenia kapliczki Porcjunkuli, tj. 2 sierpnia. Początkowo więc odpust zupełny można było uzyskać jedynie w kościele Matki Bożej Anielskiej w Asyżu i to jedynie 2 sierpnia.

    Od XIV w. papieże zaczęli podobny odpust na ten dzień przyznawać poszczególnym kościołom franciszkańskim. Dostępować go mieli wszyscy ci wierni, którzy tego dnia nawiedzą któryś z kościołów franciszkańskich. W 1847 r. Papież Pius IX poszedł jeszcze dalej i przywilej odpustu rozszerzył na wszystkie kościoły parafialne i inne, przy których jest III Zakon św. Franciszka. W 1910 r. papież Pius X udzielił na ten dzień tego odpustu wszystkim kościołom, jeśli tylko biskup uzna to za stosowne. W rok później św. Pius X przywilej ten rozszerzył na wszystkie kościoły.

    By uzyskać wspomniany odpust, należy jednak spełnić następujące warunki, a więc:

    – pobożnie nawiedzić kościół,

    – odmówić w nim Modlitwę Pańską oraz Wyznanie Wiary,

    – przystąpić do spowiedzi świętej,

    – przyjąć Komunię świętą,

    – pomodlić się według intencji Ojca Świętego,

    – wykluczyć przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu.

    Warto więc tego dnia skorzystać ze “skarbca Bożego Miłosierdzia” i uzyskać za przyczyną Matki Bożej Anielskiej i św. Franciszka odpust zupełny, czyli darowanie kary doczesnej za popełnione grzechy.

    ks. Paweł Staniszewski/Tygodnik NIEDZIELA

    *********************************************************

    Chłopak z krzyżem dotarł na Jasną Górę

    Michał Ulewiński, 27-latek, który od miesiąca przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i błaga o nawrócenie narodu, przybył w środę, 29 lipca na Jasną Górę.

    Michał wyruszył w swą wędrówkę 24 czerwca z miejscowości Różaniec w woj. warmińsko-mazurskim, by przemierzając Polskę z krzyżem na plecach, modlić się o nawrócenie narodu i odkupienie grzechów Polaków. Jego wędrówka ma potrwać do września. Chce, by trasa pielgrzymki wyznaczyła krzyż na mapie Polski.

    Pielgrzym przemierza Polskę w lnianym płaszczu pokutnym i w sandałach, a w ręce niesie różaniec. Ma tylko plecak i nie ma żadnych pieniędzy, korzysta z łask ludzi, którzy dadzą mu coś do jedzenia lub zapewnią miejsce do spania.

    „Wydaje mi się, że kilometrów mam już około 1000 – szacuje Michał w rozmowie z Radiem Jasna Góra – Dzień zawsze staram się rozpoczynać modlitwą, potem śniadanie i Msza św. Różaniec towarzyszy mi praktycznie przez cały dzień. Każdego dnia jestem gdzieś zapraszany na obiad, jak zjem, ruszam dalej. Potem jakieś lokum, ale tak naprawdę nie wiem każdego dnia, gdzie będę spał. Pan Bóg się wszystkim opiekuje i naprawdę błogosławi. Jeżeli my zjednoczymy się i wspólnie podejmiemy tę pokutę i Pan Bóg będzie nam błogosławił tak, jak mi błogosławi w tej podróży, to Polska będzie wielkim narodem”.

    27-latek osobiste nawrócenie przeżył pod koniec 2015 r: „Poszedłem do spowiedzi i od tego się tak naprawdę wszystko zaczęło, zacząłem żyć z Panem Bogiem fair i budować swoje życie na jego przykazaniach. Cały czas staram się to robić, codziennie się nawracać. Wcześniej moje życie było bardzo dalekie od Boga, na niczym mi nie zależało, imprezy, tak to głównie wyglądało. Teraz jest zmiana o 180 stopni. To była taka religijność tradycyjna, bo trzeba iść do kościoła, nie było tam żadnej głębi, żadnej osobistej relacji z Panem Bogiem”.

    Inspiracją do wybrania się w niezwykłą pielgrzymkę były słowa z „Dzienniczka” s. Faustyny oraz czytanie Słowa Bożego. „Studiując pewne fragmenty, po prostu poczułem w sercu, że Bóg chce, żebym podjął taką inicjatywę – wyjaśnia pielgrzym – Żebym nakreślił na Polsce znak krzyża i uzyskał błogosławieństwo do budowania ‘państwa Bożego’, żeby Polska była takim państwem, jakim Pan Bóg chce. Ale wiedziałem, że do tego potrzebna jest pokuta, więc właśnie taką podjąłem pokutę za każdego Polaka, i mam nadzieję, że owoce będą takie, że po prostu Polacy zrozumieją, że my potrzebujemy tej pokuty”.

    Punktem kulminacyjnym pielgrzymowania było zdobycie Giewontu. 20 lipca pielgrzym z krzyżem na plecach stanął z krzyżem na Giewoncie, gdzie odmówił modlitwę w intencji Polski zakończoną słowami „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam,Chryste!”. Po drodze spotykał ludzi, którzy pomagali mu nieść 15-kilogramowy krzyż.

    Michał Ulewiński podkreśla, że nie chodzi mu o sławę, czy gromadzenie fanów. „Rozmawiając po drodze z ludźmi, wiele osób przyznaje mi rację, że jest potrzebna ta pokuta, ta zmiana, żeby Polska była jedna. Teraz jest bardzo duży podział, a Pan Jezus mówił, że ‘królestwo wewnętrznie skłócone nie ostoi się’, i tego możemy doczekać, jeżeli się nie nawrócimy”.

    Jak się okazuje, Michał na Jasną Górę pieszo przybył po raz pierwszy: „To jest mój pierwszy raz, ale to podobnie, jak nigdy nie byłem na Giewoncie, czy w Wadowicach, także Pan Bóg mi wyznaczył tutaj naprawdę bardzo ciekawą trasę. Tutaj chcę prosić, w 100. rocznicę Cudu nad Wisłą, aby Matka Boża łaskawa zjednoczyła serca wszystkich Polaków”.

    Swoją pielgrzymkę Michał Ulewiński relacjonuje na Facebooku i w krótkich nagraniach na kanale YouTube „Państwo Boże”.

    Podczas swojego pobytu w Częstochowie Michał odwiedził także redakcję “Niedzieli”

     Damian Krawczykowski /Niedziela

    Michał w odwiedzinach w redakcji “Niedzieli”

     ********************************************

    Świecki misjonarz z Włoch przemierza Europę

    Świecki misjonarz z Włoch Biagio Conte od tygodnia pielgrzymuje po Europie. Swój szlak rozpoczął od Anglii, którą przemierza na północ, w kierunku Szkocji. Idąc „drogą pokoju i nadziei” wraz z jednym towarzyszem podróży, chce „zasiewać ziarna lepszego świata”.

     facebook.com/Pace-e-Speranza-Fratel-Biagio
    **

    Spotykanym po drodze ludziom wręcza kartkę w przetłumaczonym na angielski przesłaniem, które jest owocem jego 40-dniowego postu i modlitwy. „Odpowiadajmy na zło dobrem. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, wszyscy jesteśmy obcymi na obcej ziemi. Każdy powinien wnieść swój wkład we wspólne budowanie lepszego świata. „Nie” dla szkodliwych uzależnień od alkoholu, narkotyków, papierosów, gier hazardowych, mody, która obraża ciało.

    Solidarność i szacunek wobec każdego emigranta i imigranta. Rządzący Ziemią, zobowiążcie się kochać sprawiedliwość. Wszyscy, którzy należą do przestępczych organizacji mafijnych, masońskich, terrorystycznych, opamiętajcie się i nawróćcie na dobrego Boga, czyli na dobro. Nawróćmy się na dobro, czyli na dobrego Boga i na naszego bliźniego” – napisał Conte.

    Urodzony w 1963 roku w Palermo, Conte w wieku 30 lat założył w swoim rodzinnym mieście Misję Nadzieja i Miłość, aby walczyć z ubóstwem i marginalizacją społeczną. Przez wiele lat, z powodu wytartych kręgów w kręgosłupie, korzystał z wózka inwalidzkiego, lecz w 2013 roku po kąpieli w basenach z wodą z groty objawień w sanktuarium w Lourdes zaczął znowu chodzić.

    W 2018 roku, po śmierci kilku osób bezdomnych w Palermo, na znak protestu przeciwko ubóstwu, Conte zaczął spać pod arkadami budynku poczty głównej i przez 10 dni prowadził strajk głodowy, czego wynikiem było przeznaczenie 158 tys. euro przez władze regionu Sycylia na potrzeby jego Misji. Dzięki temu dwukrotnie zwiększono liczbę miejsc w schronisku dla bezdomnych, znajdującym się w jej siedzibie.

    KAI/Palermo/2.8.2020

    ******************************

    Zaradź niedowiarstwu!

    „Niewierny Tomasz”, płaskorzeźba na Świętych Drzwiach w watykańskiej bazylice św. Piotra.
    „Niewierny Tomasz”, płaskorzeźba na Świętych Drzwiach w watykańskiej bazylice św. Piotra.
    fot. Henryk Przondziono / GOŚĆ NIEDZIELNY

    **

    Na wątpliwości w wierze jest odpowiedź, tylko trzeba jej szukać.

    Młody mężczyzna przeżywał straszne ciemności w wierze. – Tego się nie da nawet opowiedzieć – wyzna po latach. Ale ktoś mądry powiedział mu wtedy: – Zapisuj te swoje wątpliwości. Posłuchał i zaczął pisać. Pisał i pisał, aż zebrało się tego kilkaset. – Było tego tak dużo, bo próbowałem sobie te wątpliwości rozwiązywać. I jeśli nawet udawało mi się jakąś rozwiązać, to w miejsce jednej rozwiązanej pojawiały się cztery następne – wspominał później. Nie poprzestał na tym: zaczął także spisywać to, co wywoływało w nim sprzeciw podczas czytania Pisma Świętego. Po kilku latach zajrzał tam ponownie. – Nie mogłem uwierzyć, że byłem taki naiwny i, za przeproszeniem, głupi – przyznał w 2002 roku w wywiadzie dla czasopisma „Więź”.

    To świadectwo dominikanina o. prof. Jacka Salija, którego popularne książki wielu ludziom pomogły przejść przez kryzysy wiary. Publikacje te zawierają odpowiedzi na pytania zadawane zakonnikowi przez osoby przeżywające wątpliwości. Te odpowiedzi, rzetelne i wyczerpujące, nieomijające żadnych trudności, utwierdziły wiarę wielu. Jak to dobrze, że ich autor kiedyś przerobił to osobiście.

    Dowód wiary

    Patronem tych, którzy mają problemy z przyjęciem prawdy o Bogu, mógłby być św. Tomasz Apostoł. Jak nieprawdopodobnie musiała brzmieć wiadomość o zmartwychwstaniu Jezusa, skoro nie uwierzył w nią mimo zapewnień pozostałej dziesiątki apostołów. Nie wystarczało mu ich: „Widzieliśmy Pana”. Wtedy padły słynne słowa: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25). Można sobie wyobrazić, jaka musiała być mina Tomasza, gdy w odpowiedzi na jego manifest niedowiarstwa Pan Jezus nie tylko mu się pokazał, ale i zachęcił do dotknięcia swoich ran. „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” – usłyszał. Tu nastąpiło bardzo zwięzłe wyznanie wiary, pewnie bardziej wyjąkane niż spokojnie wypowiedziane: „Pan mój i Bóg mój!”. Tomasz nie ma już wątpliwości, bo i za bardzo mieć ich nie może. On już nawet nie tyle wierzy, ile po prostu wie. Ale to najwyraźniej nie jest ideał. „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” – mówi Jezus.

    Tego zdania będą się trzymali chrześcijanie wszystkich pokoleń przeżywający rozmaite noce wiary, kryzysy, ciemności i próby. Uchwycą się tego zapewnienia, że są błogosławieni, bo nie widzą, ale jednak wierzą. Tomaszowe wątpliwości będą dla nich wskazówką: jeśli trudno mi zrozumieć jakąś prawdę, to znaczy, że problem jest po mojej stronie, a nie po stronie prawdy. To zaś oznacza, że gdy pojawiają się we mnie pytania, moim zadaniem jest poszukiwanie odpowiedzi.

    To pomaga

    „Epizod z apostołem Tomaszem jest dla nas ważny przynajmniej z trzech racji: po pierwsze, ponieważ nas umacnia, gdy doznajemy niepewności; po drugie, ponieważ pokazuje nam, że każda wątpliwość może prowadzić do jasnej odpowiedzi (…); i wreszcie, ponieważ słowa skierowane do niego przez Jezusa przypominają nam o prawdziwym sensie dojrzałej wiary i zachęcają nas, byśmy pomimo trudności trwali na naszej drodze w bliskości z Nim” – powiedział Benedykt XVI podczas jednej z audiencji w 2006 roku.

    Rzec by więc można: błogosławione wątpliwości… o ile człowiek zrobi z nich właściwy użytek.

    „Dzięki wątpliwościom możemy przecież oczyszczać to, co w naszych poglądach słuszne, z tego, co niesłuszne; wątpliwości, jeśli oczywiście nie pozwalamy im na naruszanie rygorów racjonalności, pomagają nam ponadto pogłębić się w znajomości prawdy” – zauważa o. Jacek Salij w książce „Pytania nieobojętne”. Dodaje, że „niewierzący, który dopiero szuka prawdy ostatecznej, powinien starannie badać treść podawanego mu przesłania wiary i nie uciekać od wątpliwości, jakie mu się wówczas nasuwają. Prawda ostateczna z pewnością przekracza pojemność ludzkiego rozumu, ale nie może przecież być z nim w sprzeczności”.

    Nie uciekaj!

    Niejeden wierzący wpada w panikę, gdy w jego umyśle pojawiają się myśli kwestionujące to, w co wierzy. Na przykład takie, że wiara jest sprzeczna z nauką, że opis stworzenia świata z Księgi Rodzaju nie pasuje do tego, co dziś wiemy o świecie, albo że tajemnica Trójcy Świętej jest nielogiczna. Wielu chrześcijan w takim wypadku uważa tego typu myśli za grzech przeciw wierze i stara się je wypchnąć ze świadomości. Tymczasem wątpliwości grzechem nie są. Są raczej szansą na pogłębienie wiary, trzeba tylko śmiało stawić im czoła. Nie można od nich uciekać. Obstawanie przy infantylnej wizji świata w imię rzekomej wierności wierze jest nieporozumieniem. Tak można wiarę jedynie ośmieszyć, rozgłaszając na przykład teorie o płaskiej Ziemi.

    Przed dekadą głośna w całym świecie była książka „Bóg urojony”. Została uznana za swoisty manifest ateizmu. Jej autor Richard Dawkins, biolog, próbował dowieść w niej nieistnienia Boga. Pierwszy polski laureat Nagrody Templetona ks. Michał Heller, wybitny teolog, fizyk, astronom, uznał książkę Dawkinsa za bardzo prymitywną. „Kiedy po raz pierwszy ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro stawia, uporałem się, gdy miałem 17 lat” – powiedział. Kiedyś miał okazję osobiście dyskutować z Dawkinsem. Kiedy ten stwierdził, że Bóg nie jest potrzebny, bo wszystkie biologiczne zjawiska da się wytłumaczyć prawami fizyki, ks. Heller zapytał, skąd w takim razie wzięły się prawa fizyki. „No i dyskusja się skończyła” – wspominał potem.

    Podobne sytuacje, choć w różnej skali, zdarzają się często. W przestrzeni medialnej krąży wiele argumentów przeciw wierze, na które dojrzały chrześcijanin dawno już znalazł odpowiedź. A znalazł, bo nie uciekał od pojawiających się w nim pytań, lecz szukał na nie odpowiedzi.

    Co innego wątpienie

    Na wątpliwości co do treści wiary, jakie rodzą się w umysłach, są rzetelne i wyczerpujące odpowiedzi. Trzeba jednak po nie sięgać. Są kompetentni ludzie, są odpowiednie książki, są wykłady, konferencje, rekolekcje. Jest Pismo Święte i jest wreszcie sam Bóg, który rozjaśnia umysł, gdy człowiek zwraca się do Niego. Kto z tej opcji skorzysta, ten kiedyś podziękuje Bogu za to, co go skłoniło do poszukiwania prawdy.

    Rozwiewanie wątpliwości jest obowiązkiem wierzącego. W innym wypadku mogą przerodzić się one w zwątpienie, a to już coś bardzo poważnego.

    „Pierwsze przykazanie domaga się od nas umacniania naszej wiary, strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego, co się jej sprzeciwia” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Rozróżnia się tam różne sposoby zgrzeszenia przeciwko wierze. „Dobrowolne wątpienie dotyczące wiary lekceważy to, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, lub też odmawia uznania tego za prawdziwe. Wątpienie niedobrowolne oznacza chwiejność w wierze, trudność w przezwyciężaniu zarzutów związanych z wiarą lub też niepokój spowodowany jej niejasnością. Wątpienie może prowadzić do duchowego zaślepienia, jeśli jest dobrowolnie podtrzymywane” – wyjaśnia katechizm (2088).

    Musi uwierać

    Niedowierzanie natomiast nie jest niewiarą. Wszyscy święci mieli wątpliwości w wierze. Niepokojący byłby ich brak, bo oznaczałby, że człowiek nie wzrasta do dojrzałego przeżywania wiary. – Oczywiście w pewnych chwilach wszystkich nachodzą wątpliwości! Wątpliwości dotyczące wiary, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to znak, że chcemy poznać lepiej i dogłębniej Boga, Jezusa i tajemnicę Jego miłości względem nas – powiedział papież Franciszek podczas jednej z katechez.

    Wątpliwości muszą się pojawiać i uwierać, tak jak uwierałoby ubranko pierwszokomunijne uparcie zakładane przez dorastające dziecko. Gdy człowiek rozwija się duchowo równolegle z rozwojem fizycznym, ubranko dziecięcej wiary musi zostać zmienione na większe. To uwieranie jest bolesne, ale konieczne i dobre.

    „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” – woła ojciec epileptyka (Mk 9,24). Ten człowiek wyznaje wiarę, ale niedoskonałą, zmieszaną w jakiś sposób z niedowiarstwem. Gdy spotkał Jezusa, zobaczył to. Poprosił Go o pomoc i otrzymał ją. Jezus wzmocnił wiarę jego – i wszystkich, którzy przez wieki będą o tym czytać.

    Dobrze, że są wątpliwości, gdy człowiek wie, do Kogo z nimi iść. Tak wzrasta wiara, skarb nieoceniony.

    Franciszek Kucharczyk/Gość Niedzielny 27/2020

    *********************************************

    Niedzielna Msza święta w sobotę

    Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

     

    Bożena Sztajner/Niedziela

    **

    Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

    Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

    Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. – w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny – zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

    Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

    Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe – to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, – zauważmy – że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

    Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam – na większą chwałę Boga.

    Niedziela łowicka 10/2004/Ks. Paweł Staniszewski

  • miesiąc lipiec 2020, KRWI CHRYSTUSA, BEZ KTÓREJ NIE MA PRZEBACZENIA, ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI.

    Litania do Najdroższej Krwi Serca Pana Jezusa

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

    Krwi Chrystusa, Jednorodzonego Syna Ojca Przedwiecznego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wcielonego Słowa Bożego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, nowego i wiecznego Przymierza, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, przy konaniu w Ogrójcu spływająca na ziemię, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, tryskająca przy biczowaniu, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, brocząca spod cierniowej korony, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zapłato naszego zbawienia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, bez której nie ma przebaczenia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, która poisz i oczyszczasz dusze w Eucharystii, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zdroju miłosierdzia, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zwyciężająca złe duchy, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, męstwo Męczenników, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, mocy Wyznawców, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, rodząca Dziewice, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, ostojo zagrożonych, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, ochłodo pracujących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, pociecho płaczących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, nadziejo pokutujących, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, otucho umierających, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, pokoju i słodyczy serc naszych, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, zadatku życia wiecznego, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wybawienie dusz z otchłani czyśćcowej, wybaw nas.
    Krwi Chrystusa, wszelkiej chwały i czci najgodniejsza, wybaw nas.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    P. Odkupiłeś nas, Panie, Krwią swoją.
    W. I uczyniłeś nas królestwem Boga naszego.

    Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, Ty Jednorodzonego Syna swego ustanowiłeś Odkupicielem świata i Krwią Jego dałeś się przebłagać, daj nam, prosimy, godnie czcić zapłatę naszego zbawienia i dzięki niej doznawać obrony od zła doczesnego na ziemi, abyśmy wiekuistym szczęściem radowali się w niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    W. Amen.

    litania krwi Chrystusa

    Cena naszego zbawienia

    Z Przenajdroższej Krwi Chrystusa jesteśmy zrodzeni.

    Z Przenajdroższej Krwi Chrystusa jesteśmy odkupieni.

    Przenajdroższa Krew Chrystusa obmywa nas z grzechów i daje zadatek

    życia wiecznego.

    Oby każde ludzkie serce napełniało się coraz bardziej wdzięcznością Panu Jezusowi!

    *****

    **************************

    Ogłoszenie

    Emblem of Our Lady, Queen of Poland, outside St Simon's Church, Partick

    W związku z pandemią kościół św. Szymona pozostaje nadal zamknięty, ale Msze św. są już odprawiane w pobliskim, większym kościele św. Piotra (St Peter’s, Partick, 46-50 Hyndland Street, Glasgow, G11 5PS)

    W niedzielę 2 sierpnia, Msza święta w języku polskim w kościele św. Piotra będzie o godz. 14:00 (trzeba się zarejestrować – link poniżej). Tylko dla osób, które zarejestrują się na Mszę św. w kościele św. Piotra jest możliwość przystąpienia do Sakramentu Spowiedzi przed Mszą św.
    Rejestracja:

    https://www.eventbrite.co.uk/e/niedzielna-msza-sw-godz-1400-koscio-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-114823841200

    SOBOTA 1 sierpnia

    Pierwszosobotnie Nabożeństwo Wynagradzające po Mszy św. o godz. 18.00 w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego – transmisja https://www.facebook.com/odnowaglasgow


    Na Mszy św. może być tylko 50 osób. Jeżeli będzie więcej chętnych, Ksiądz Marian odprawi również drugą Mszę św. o godz. 16:00

    Spowiedź święta:

    W sobotę 1 sierpnia w kościele św. Szymona: 14.00 – 16:00  Oczywiście jest też możliwość w innym czasie – wtedy trzeba umówić się indywidualnie z ks.Marianem: https://kosciol.org/dane/304

    Spowiedź św. w kościele św. Anny(szczegóły podane są w ogłoszeniach na stronie: www. kosciol.org)

    ***


    Nie będzie to powrót do “normalnych” Mszy św. i przez dłuższy okres czasu będziemy musieli zaakceptować szereg ograniczeń, do których przestrzegania jesteśmy zobowiązani:

    • podczas Mszy św. w kościele może przebywać tylko 50 wiernych
    • rezerwacja miejsc na Mszy św. przez stronę internetową – https://www.eventbrite.co.uk/e/niedzielna-msza-sw-godz-1400-koscio-sw-piotra-st-peters-glasgow-tickets-114823841200  (1 “bilet” na osobę/dziecko powyżej 5-go roku życia)
    • przy wejściu do kościoła będą wolontariusze, którzy wskażą miejsca i będą “kierować ruchem”w kościele 
    • w kościele należy nałożyć maseczkę lub zakryć usta i nos szalikiem (nie dotyczy to dzieci poniżej 5-go roku życia i osób, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić maseczki) 
    • przy wejściu i wyjściu z kościoła należy zdezynfekować ręce
    • należy zachować odległość 2m od innych osób (nie dotyczy to osób z rodziny)
    • na razie ministranci nie mogą służyć do Mszy św.
    • podczas liturgii nie będzie śpiewu, Msza będzie krótsza, niż zazwyczaj 
    • bardzo ważne: prosimy przychodzić trochę wcześniej, aby była możliwość odpowiedniego rozlokowania wszystkich w kościele przed rozpoczęciem Mszy św.
    • również bardzo ważne: bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. wszyscy poza osobami porządkowymi muszą jak najszybciej opuścić kościół 

    Uwaga: 
    W Szkocji nadal zniesiony jest obowiązek uczestnictwa w niedzielnej  Mszy św. (nie jest grzechem nie przyjście na Mszę św. w niedzielę)
    Mimo zaostrzonych rygorów sanitarnych, nadal istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem i każdy powinien mieć tę świadomość przebywając w miejscu, gdzie gromadzi się większa liczba osób.
    Dane kontaktowe osób biorących udział we Mszy św. muszą być przechowywane w celu Contact Tracing w razie zachorowania któregoś z uczestników.

    ***

    W kościele św. Piotra każdego dnia od godz. 12.00 – 16.00 jest możliwość adoracji przed Najświętszym Sakramentem.

    ***

    Intencje Mszy św., które zostały zamówione na konkretny dzień, są w tych terminach odprawiane.

    Bardzo dziękuję za Wasze zrozumienie obecnej sytuacji, za Wasze wsparcie i mam nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli już w pełni i bez ograniczeń uczestniczyć w sakramentalnym życiu Kościoła. Niech nasza wzajemna gorąca modlitwa daje nam Bożą moc w przeżywaniu tego trudnego czasu.

    'Disgusting': Catholic community reacts to attack on historic Glasgow church
    kościół św. Szymona, 33 Partick Bridge Street
    Glasgow G11 6PQ

    sakrament spowiedzi św. – w soboty od godz.14.00 – 16.00
    St Peter's R.C. Church, Partick
    kościół św. Piotra, 46 Hyndland Street
    Partick
    Glasgow G11 5PS

    Msza św. w niedzielę 1 sierpnia o godz. 14.00
    (o godz. 16.00 o ile będzie taka potrzeba)
    Interior of St Peter's R.C. Church, Partick

    ***

    ***************************************************************************

    XVII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    26 – VII – 2020 – godz. 14.00

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg
    fot. ze strony: Apostolstwo Chorych.pl
    ***

                  komentarz do Liturgii Bożego Słowa

    ZNALEŹĆ, NAWET U SCHŁKU DNI, TĘ WŁAŚCIWĄ PERŁĘ

    W naszej  polskiej wspólnocie tu na obczyźnie miałem bardzo wiele okazji odwiedzać i słuchać Rodaków urodzonych wcześniej ode mnie. Chcę dziś wspomnieć o jednym z takich odwiedzin, które miało miejsce dawno temu i daleko stąd. Stary człowiek kiedy zobaczył księdza rozpłakał się. Ręką wskazał na krzesło mówiąc: „Niech wielebny usiądzie”. Jakiś czas trwała cisza, po czym tak rozpoczął swoją rozmowę: „Widzi ksiądz, jestem przykuty do łóżka, z którego mnie pewnego dnia wyniosą na cmentarz. Teraz mam dużo czasu na myślenie. I powiem księdzu, że dopiero teraz dotarło do mnie co w życiu jest najważniejsze – miłość. Tu nie chodzi o miłość do kobiety, czy o miłość do najbliższych. Chodzi o miłość, która jest obecna w każdym poczynaniu – a jest to możliwe wtedy gdy tak naprawdę człowiek zobaczy jak dobry jest Bóg pomimo nieodwzajemnionej ludzkiej miłości. Zrozumiałem tę podstawową prawdę dopiero teraz, gdy moje życie dobiega kresu. Przez tyle lat tyle energii i tyle zaangażowania wkładałem w różne sprawy, w rozmaite rzeczy. Nagromadziło się ich wiele, bo łudziłem siebie myśląc, że one są bardzo ważne i istotne w życiu. Dziś wiem, że to nic nie miało wspólnego z prawdziwą miłością. Powiem księdzu, że jestem Panu Bogu wdzięczny za te kilka tygodni ciężkiej choroby, ponieważ dopiero teraz zrozumiałem co w życiu jest najważniejsze. Szkoda tylko, że tak późno. Gdybym wcześniej zdał sobie sprawę z tego – moje życie byłoby inne, przede wszystkim byłoby pełniejsze i sensowniejsze.” Stary człowiek znalazł u schyłku swoich dni tę właściwą perłę, skarb. 

    Dziś Pan Jezus, żeby przybliżyć tę prawdę, posługuje się  trzema przypowieściami. Pierwsze dwie mówią o znalezieniu skarbu w roli i o odkryciu drogocennej perły.   Trzecia zaś przypowieść pokazuje konsekwencje wyboru u kresu ludzkiej wędrówki, który to wybór pociąga za sobą wybranie jednych, a odrzucenie drugich. Boży dar jest niewyobrażalną szansą daną człowiekowi. Człowiek mając wolną wolę może wybierać. Rolnik i kupiec kierując się roztropnością bez wahania wyzbywa się wszystkiego, po to tylko, aby posiąść cenny skarb. A czy ja, chrześcijanin, rozumiem o jaką stawkę chodzi? Jeżeli pojmuję na czym polega Boży dar – wtedy to wszystko z czym tak bardzo egoistycznie się związałem – potrafię ustawić we właściwym dystansie. I ciekawa rzecz, że ten właściwy dystans daje prawdziwą swobodę. Czemu więc tak trudno wyzbyć się nagromadzonego bagażu? Często powodem jest lęk, obawa, że postrada się swoje owce, barany, osły, suknie, pieniądze, tytuły, władzę.

    Jeżeli mnie męczy wyrzeczenie się czegokolwiek dla Boga – byłby to znak, że gubię odnaleziony skarb. Ale dopóki człowiek jest jeszcze po tej stronie życia, przed żniwem – wciąż ma szanse odnaleźć ukryty skarb. Tym skarbem jest niewidoczny dla oczu ciała sam Bóg. Bo tylko w Bogu mieści się właściwy sens ludzkiej egzystencji.

    Jest takie opowiadanie o pielgrzymie. Pewnego wieczoru stanął on na skraju wioski. Patrzył na domy myśląc w którym będzie mu dane spędzić noc. I wtedy usłyszał biegnącego w jego kierunku zdyszanego wieśniaka. Już z daleka wołał, aby dał mu  kamień wyśniony minionej nocy. Bo taki miał sen, że o zmroku na skraju wioski spotka pątnika, który podaruje mu bardzo kosztowny kamień, dzięki któremu będzie bogaty do końca życia. Pielgrzym popatrzył do swojej torby i po chwili wyjął kamień i powiedział: „To pewnie ten, o którym śniłeś. Proszę, jest twój. Możesz go sobie zatrzymać. Znalazłem go wczoraj kiedy szedłem przez las”. Wieśniak bardzo ucieszył się. Trzymając ten drogocenny kamień, który, jak się okazało, był diamentem, pobiegł  szybko do swojego domu. Schował go w bezpiecznym miejscu. Położył się spać. Ale zasnąć już nie mógł. Myślał tylko o tym diamencie. Przewracał się z boku na bok i taki umęczony o brzasku dnia wziął ten drogi kamień i poszedł szukać pielgrzyma. Kiedy go odnalazł zaczął go usilnie prosić: „Daj mi to bogactwo, które pozwoliło ci oddać ten diament tak lekkim sercem!”

    Odkryć ukryty skarb, który nie można kupić za żadne bogactwa tego świata – to jest prawdziwa mądrość, która stała się udziałem człowieka z Jezusowej przypowieści. Trafiło mu się tylko to szczęście, że znalazł ten skarb ukryty w polu i to pole może on kupić za cały swój majątek. Ten człowiek nie podejmuje żadnego ryzyka. On po prostu rozpoznał, co mu się naprawdę opłaca.

    O. Jacek Salij komentując tę przypowieść pyta: „Jaki to skarb, którego nie można kupić, którego nie może kupić nawet miliarder? To miłość. Jak powiada oblubienica z Pieśni nad pieśniami: ,Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko” (8,7). Żeby zdobyć miłość, trzeba oddać samego siebie i całego siebie. Wszystko, co posiadasz, nie wystarczy na to, żeby ją kupić. Ale kiedy już ostatecznie ugruntujemy się w miłości Boga, będzie to znaczyło, że zdobyliśmy życie wieczne.”

    Nie zrozumiał tego bogaty młodzieniec, któremu Pan Jezus zaproponował: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19,21). Palcem pokazuje mu Pan Jezus ukryty skarb, proponuje mu transakcję, jakiej świat jeszcze nie widział: w zamian za przemijające i skończone bogactwa może otrzymać wartość nieskończoną – życie wieczne, a on w ogóle nie rozumie, jak wielkie szczęście mu się trafiło.  

    Kiedy człowiek ma odwagę oddać wszystko Panu Bogu, całego siebie, przekonuje się, że nawet już tu, na tej ziemi, otrzymuje nieporównanie więcej, niż miał przedtem.

    Pan Bóg stawia przed każdym człowiekiem pytanie: „Proś o to, co mam ci dać”.  Salomon poprosił Boga o mądrość. Podobno taka prośba jest najbardziej rzadkim przedmiotem ludzkich próśb – a przecież na jej brak słyszy się ustawiczne narzekanie. Tylko, jeżeli ja siebie z tego grona wyłączam – jest to niepokojący znak. No bo skoro wszyscy są tacy mądrzy i każdy wszystko wie – to dlaczego jest tak źle? 

    Dlatego, bo nie klękam przed Bogiem i nie proszę Go wiedząc kim jestem wobec Niego! 

    Panie Jezu Chryste, Ty jeden wiesz, Ty wszystko wiesz i Ty wiesz jak bardzo potrzebuję Twojej mądrości, abym w codzienności każdego dnia coraz głębiej dokopywał się do ukrytej perły, którą jest zbawienie świata.

    ks. Marian SAC

    **********

    Dzisiejszego dnia wspominamy świętych: Annę i Joachima, rodziców NMP

    Ewangelie nie przekazały o rodzicach Maryi żadnej wiadomości. Milczenie Biblii dopełnia bogata literatura apokryficzna. Ich imiona są znane jedynie z apokryfów Protoewangelii Jakuba, napisanej ok. roku 150, z Ewangelii Pseudo-Mateusza z wieku VI oraz z Księgi Narodzenia Maryi z wieku VIII. Najbardziej godnym uwagi może być pierwszy z wymienionych apokryfów, gdyż pochodzi z samych początków chrześcijaństwa, stąd może zawierać ziarna prawdy zachowanej przez tradycję.

    Święta Anna z Maryją


    Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle, co “łaska”. Od IV wieku do dzisiaj pokazuje się przy Sadzawce Owczej w Jerozolimie miejsce, gdzie stał dom Anny i Joachima. Obecnie wznosi się na nim trzeci z kolei kościół. Wybudowali go krzyżowcy.
    Św. Anna jest patronką diecezji opolskiej, miast, m.in. Hanoveru, oraz kobiet rodzących, matek, wdów, położnic, ubogich robotnic, górników kopalni złota, młynarzy, powroźników i żeglarzy.





    Święty Joachim z MaryjąJoachim miał pochodzić z zamożnej i znakomitej rodziny z Galilei. Już samo jego imię miało być prorocze, gdyż oznacza tyle, co “przygotowanie Panu”. W dawnej Polsce czczony był jako “protektor Królestwa”. Kiedy Maryja była jeszcze dzieckiem, miał pożegnać ziemię. Razem ze św. Anną patronują małżonkom.
    Od dawna biblistów interesował problem, dlaczego Ewangeliści podają dwie odrębne genealogie Pana Jezusa: inną przytacza św. Mateusz (Mt 1, 1-18), a inną – św. Łukasz (Łk 3, 23-38). Przyjmuje się dzisiaj dość powszechnie, że św. Mateusz podaje rodowód Chrystusa Pana wymieniając przodków św. Józefa, podczas gdy św. Łukasz przytacza rodowód Pana Jezusa wymieniając przodków Maryi. Według takiej interpretacji ojcem Maryi nie byłby wtedy św. Joachim, ale Heli. Być może imię Joachim jest apokryficzne. Możliwe także, że Heli miał drugie imię Joachim. Sprawa jest nadal otwarta.


    Święci Joachim i Anna, rodzice MaryiApokryficzna Protoewangelia Jakuba z II wieku podaje, że Anna i Joachim byli bezdzietni. Małżonkowie daremnie modlili się i dawali hojne ofiary na świątynię, aby uprosić sobie dziecię. Joachim, będąc już w podeszłym wieku, udał się na pustkowie i tam przez dni 40 pościł i modlił się o Boże miłosierdzie. Wtedy zjawił mu się anioł i zwiastował, że jego prośby zostały wysłuchane, gdyż jego małżonka Anna da mu Dziecię, które będzie radością ziemi. Tak też się stało. Przy narodzinach ukochanej Córki, której według zwyczaju piętnastego dnia nadano imię Maria, była najbliższa rodzina. W rocznicę tych narodzin urządzono wielką radosną uroczystość. Po urodzeniu się Maryi, spełniając uprzednio złożony ślub, rodzice oddali swą Jedynaczkę na służbę w świątyni. Kiedy Maryja miała 3 lata, oddano Ją do świątyni, gdzie wychowywała się wśród swoich rówieśnic, zajęta modlitwą, śpiewem, czytaniem Pisma świętego i haftowaniem szat kapłańskich. Wcześniej miał pożegnać świat Joachim. Według jednej z legend Annie przypisuje się trinubium – po śmierci Joachima miała wyjść jeszcze dwukrotnie za mąż.

    Kult świętych Joachima i Anny był w całym Kościele – a więc także na Wschodzie – bardzo dawny i żywy. W miarę jak rozrastał się kult Matki Chrystusa, wzrastała także publiczna cześć Jej rodziców. Już w IV/V w. istniał w Jerozolimie kościółek przy dawnej sadzawce Betesda w pobliżu świątyni pod wezwaniem św. Joachima i św. Anny. Tu nawet miał być według podania ich grób. Inni miejsce grobu sytuowali przy wejściu na Górę Oliwną. Cesarz Justynian wystawił w Konstantynopolu około roku 550 bazylikę ku czci św. Anny. Kazania o św. Joachimie i św. Annie wygłaszali na Wschodzie święci tej miary, co św. Epifaniusz (+ 403), św. Sofroniusz (+ po 638), św. Jan Damasceński (+ ok. 749), św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732), św. Andrzej z Krety (+ 750), św. Tarazjusz, patriarcha Konstantynopola (+ 806), a na Zachodzie: św. Fulbert z Chartres (+ 1029), św. Bernardyn ze Sieny (+ 1444) czy bł. Władysław z Gielniowa (+ 1505).
    Szczególną czcią była zawsze otaczana św. Anna. Jej kult był i jest do dnia dzisiejszego bardzo żywy. Na Zachodzie pierwszy kościół i klasztor św. Anny stanął w roku 701 we Floriac koło Rouen. Dowodem popularności św. Anny jest także to, że jej imię było i dotąd jest często nadawane dziewczynkom. Bardzo liczne są też kościoły i sanktuaria pod jej wezwaniem. Ku czci św. Anny powstało 5 zakonów żeńskich. W dawnej liturgii poświęcono św. Annie aż 118 hymnów i 36 sekwencji (wiek XIV-XVI).

    Święta Anna SamotrzeciaPolska chlubi się wieloma sanktuariami św. Anny: na Górze św. Anny w pobliżu Brzegu Głogowskiego, w Jordanowie, w Selnikach, w Grębocicach, w Stoczku koło Lidzbarka Warmińskiego, w Kamiance. Największej jednak czci doznaje św. Anna w Przyrowie koło Częstochowy i na Górze Św. Anny koło Opola. Sanktuarium opolskie należy do najsłynniejszych w świecie – tak dalece, że figura św. Anny doczekała się uroczystej koronacji papieskimi koronami 14 września 1910 r. Sanktuarium to nawiedził św. Jan Paweł II 21 czerwca 1983 roku podczas swej drugiej pielgrzymki do Polski. Cudowna figura św. Anny wykonana jest z drzewa bukowego i liczy 66 cm wysokości. Przedstawia ona św. Annę piastującą dwoje dzieci: Maryję, której była matką, i Pana Jezusa, dla którego była babką (św. Anna Samotrzecia). Wszystkie trzy figury są koronowane. Początkowo była tylko jedna postać św. Anny (wiek XV). Potem dodano postacie Maryi i Jezusa (wiek XVII), umieszczając je przy głowie św. Anny.

    Liturgiczny obchód ku czci rodziców Maryi pojawił się najpierw na Wschodzie. Wprowadził go w 710 r. cesarz Justynian II pod tytułem Poczęcie św. Anny. Wspomnienie obchodzono w różnych dniach, łącznie (św. Joachima i św. Anny) lub oddzielnie. Na Zachodzie wprowadzono je późno. W Neapolu jest znane w wieku X. Papież Urban VI bullą Splendor aeternae gloriae z 21 czerwca 1378 r. zezwolił na obchodzenie tego święta w Anglii. Juliusz II w 1522 r. rozszerzył je na cały Kościół i wyznaczył na 20 marca. Paweł V zniósł jednak to święto w 1568 r., opierając swoją decyzję na tym, że o rodzicach Maryi z ksiąg Pisma świętego nic nie wiemy. Przeważyła jednak opinia, że należy im się szczególna cześć. Dlatego Grzegorz XIII święto Joachima i Anny ponownie przywrócił (1584). Z tej okazji wyznaczył jako dzień pamięci 26 lipca. Papież św. Pius X w 1911 roku wprowadził osobno święto św. Joachima, wyznaczając dzień pamiątki na 16 sierpnia. Św. Anna miała nadal swoje święto dnia 26 lipca. Reforma liturgiczna z roku 1969 połączyła na nowo imiona obojga pod datą 26 lipca.

    Święci Joachim i Anna, rodzice MaryiW ikonografii św. Anna ukazywana jest w scenach z apokryfów oraz obrazujących życie Maryi. Przedstawiana jako starsza kobieta z welonem na głowie. Ulubionym tematem jest św. Anna ucząca czytać Maryję. Niektóre jej atrybuty: palec na ustach, księga, lilia.
    Św. Joachim ukazywany jest jako starszy, brodaty mężczyzna w długiej sukni lub w płaszczu. Występuje w licznych cyklach mariologicznych oraz z życia św. Anny. Jego atrybutami są: anioł, Dziecię Jezus w ramionach, dwa gołąbki w dłoni, na zamkniętej księdze lub w małym koszyku, jagnię u stóp, laska, kij pasterski, księga, zwój.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    ************************************************************************

    piątek 31 lipca

    MSZE ŚWIĘTE W XVII TYGODNIU ZWYKŁYM

    Obraz

    godz. 10.00 w kościele św. Piotra (w języku angielskim)

    godz. 19.00 w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego

    przed Mszą św. – godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    ****

    wspomnienie św. Ignacego z Loyoli, założyciela zakonu

    Public Domain

    **

    Inigo Lopez de Loyola urodził się w roku 1491 w kraju Basków, jako trzynaste dziecko w zamożnym rycerskim rodzie. Otrzymał staranne wychowanie. Był paziem ministra skarbu króla hiszpańskiego, następnie służył jako oficer w wojsku wicekróla Nawarry.

    W czasie walk hiszpańsko-francuskich znalazł się w oblężonej Pampelunie. Zraniony poważnie w nogę, został przewieziony do rodzinnego zamku. Rekonwalescencja była dla niego okresem łaski i gruntownej przemiany.

    Po powrocie do zdrowia zawiesił oręż przed cudownym obrazem Matki Bożej w opactwie benedyktyńskim Montserrat i zamieszkał w grocie pod Manrezą. Tu, w oparciu o dzieło opata Garcii de Cisneros, napisał szkic sławnych „Ćwiczeń duchownych”.

    W 1523 roku przez Rzym, Wenecję udał się do Ziemi Świętej. Chciał tam pozostać do końca życia, dopiero w wyniku nalegań tamtejszego legata papieskiego wrócił do kraju. Uczył się, a następnie studiował w Barcelonie, Alcala, Salamance, Paryżu. Tam, 15 sierpnia 1534 roku, wraz z sześciu przyjaciółmi, złożywszy śluby ubóstwa, czystości oraz wierności Kościołowi, a zwłaszcza Ojcu Świętemu, dał początek nowemu zakonowi, zwanemu Towarzystwem Jezusowym.

    W 1537 roku Ignacy przyjął święcenia kapłańskie. Papież Paweł III zatwierdził nową wspólnotę w 1540 roku. Wkrótce potem św. Ignacy został wybrany przełożonym generalnym, a urząd ten piastował do śmierci.

    Pozostawił po sobie 7 tysięcy listów, zawierających nieraz cenne pouczenia duchowe, „Opowiadanie pielgrzyma” oraz „Dziennik duchowy” – świadectwo ignacjańskiej mistyki. W ewolucji chrześcijańskiej duchowości mają szczególne znaczenie jego „Konstytucje” zakonu, w których zniósł obowiązek wspólnego odmawiania oficjum, przestrzegania reguły klasztornej, nakazując w zamian praktykowanie codziennej modlitwy myślnej, liturgię jako źródło życia duchowego oraz „Ćwiczenia duchowne” – pierwowzór rekolekcji.

    W swoim nauczaniu przypominał, że człowiek musi dokonać pewnego wysiłku, aby współpracować z Bogiem. Św. Ignacy zmarł 31 lipca 1556 roku, przepowiedziawszy datę swej śmierci. Beatyfikowany przez Pawła V (1609), kanonizowany przez Grzegorza XV (1622). Jest patronem trzech diecezji w kraju Basków; zakonu jezuitów; dzieci, matek oczekujących dziecka, kuszonych, skrupulantów, żołnierzy oraz rekolekcji. Jego relikwie spoczywają w rzymskim kościele Di Gesu.

    Zakon jezuitów odegrał w naszej Ojczyźnie szczególną rolę. Wydał między innymi takie postaci, jak: św. Stanisław Kostka, św. Andrzej Bobola, św. Melchior Grodziecki oraz Jakub Wujek (tłumacz pierwszej drukowanej „Biblii” w Polsce), Piotr Skarga Pawęski (wybitny kaznodzieja). Maciej Sarbiewski (poeta zwany polskim Horacym), Franciszek Bohomolec (ojciec komedii polskiej), Adam Naruszewicz (biskup, historyk, poeta), Franciszek Kniaźnin (poeta), Jan Woronicz (arcybiskup, prymas Królestwa Polskiego, poeta), Grzegorz Piramowicz (sekretarz Komisji Edukacji Narodowej), Jan Beyzym (apostoł trędowatych na Madagaskarze).

    W ikonografii św. Ignacy przedstawiany jest w sutannie i birecie lub w stroju liturgicznym z imieniem IHS na piersiach. Niekiedy w stroju rycerskim i w szatach pielgrzyma. Jego atrybutami są: księga; globus, który popycha nogą; monogram Chrystusa – IHS; napis AMDG – „Ad maiorem Dei gloriam” – „Na większą chwałę Boga”; krucyfiks, łzy, serce w promieniach, smok, sztandar, zbroja.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    *****

    Antyfona na wejście

    Na imię Jezus niech się zgina każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych i niech każdy język wyznaje, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca. (Flp 2,10-11)

    Kolekta

    Boże, Ty powołałeś w swoim Kościele
    świętego Ignacego do szerzenia Twojej większej chwały, spraw, abyśmy walcząc na ziemi
    z jego pomocą i za jego przykładem,
    zasłużyli na udział w jego niebieskiej chwale.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza – Jr 26,1-9

    Na początku panowania Jojakima, syna Jozjasza, króla judzkiego, Pan skierował następujące słowo do Jeremiasza: „To mówi Pan: «Stań na dziedzińcu domu Pana i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pana oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić; nie ujmuj ani słowa. Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi, Mnie zaś ogarnie żal nad nieszczęściem, jakie zamyślam przeciw nim za ich przewrotne postępki.

    Powiesz im: To mówi Pan: Jeżeli nie będziecie Mi posłuszni, postępując według mojego Prawa, które wam ustanowiłem, i jeśli nie będziecie słuchać słów moich sług, proroków, których nieustannie do was posyłam, mimo że jesteście nieposłuszni, zrobię z tym domem podobnie jak z Szilo, a z tego miasta uczynię przekleństwo dla wszystkich narodów ziemi»”.

    Kapłani, prorocy i cały lud słyszeli Jeremiasza mówiącego te słowa w domu Pana. Gdy zaś Jeremiasz skończył mówić wszystko to, co mu Pan nakazał głosić całemu ludowi, prorocy i cały lud pochwycili go, mówiąc: „Musisz umrzeć! Dlaczego prorokowałeś w imię Pana, że z tym domem stanie się to, co z Szilo, a miasto to ulegnie zniszczeniu i pozostanie niezamieszkałe?” Cały lud zgromadził się dokoła Jeremiasza w domu Pana.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 69

    R/ W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie.

    Liczniejsi od włosów na mej głowie
    są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
    Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
    czy mam oddać to, czego nie zabrałem? R/

    Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz
    mi okrywa,
    Dla braci moich stałem się obcym
    i cudzoziemcem dla synów mej matki.
    Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
    i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie. R/

    Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie,
    w czas łaski, o Boże;
    wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
    w Twojej zbawczej wierności. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Słowo Pana trwa na wieki, to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 13,54-58

    Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: „Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim.

    A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie Boże, przyjmij z upodobaniem dary,
    które składamy oddając cześć świętemu Ignacemu, i spraw, aby najświętsze Misteria,
    które z Twojej woli są źródłem wszelkiej świętości, uświęciły nas w prawdzie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, aby on już zapłonął. (Łk 12,49)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, dziękując za dary
    udzielone świętemu Ignacemu,
    złożyliśmy Ofiarę uwielbienia,
    niech ona nas doprowadzi do wielbienia
    Twojego majestatu w wieczności.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ********************************

    Grzegorz Kucharczyk: Krakowskie Przedmieście – dziesięć lat później


    Grzegorz Kucharczyk: Krakowskie Przedmieście – dziesięć lat późniejfot. Jerzy Pawleta/ Forum


    Profanacja figury Zbawiciela przy bazylice Świętego Krzyża w Warszawie przez komando wojujących bezbożników jest nie pozostawiającą żadnych złudzeń odpowiedzią na pojawiające się od początków pandemii pytanie: czy zaraza będzie czasem przemiany, nawrotem do Pana?

    Jak już wcześniej pisałem na tych łamach, wszystko wskazuje raczej na to, że będzie tak samo, tylko bardziej. Akcja profanatorów w Warszawie jest tego kolejnym, wstrząsającym dowodem.

    Profanacja Umęczonego Zbawiciela pokazuje po raz kolejny – jakże dramatycznie wyraźnie – że nie mamy tutaj do czynienia z „antyklerykalizmem”, czy – jak raczył zauważyć ks. kardynał Nycz – z „przekraczaniem granic w debacie publicznej”, ani nie nawet z chrystianofobią, tylko z chrystofobią; z nienawiścią do samego Chrystusa.

    Nienawiść do Zbawiciela zawsze skutkowała i skutkuje także w naszych czasach nienawiścią do Jego wyznawców (chrystianofobia) oraz do założonego przez Niego Kościoła (antykatolicyzm). Ale trzeba mieć świadomość tego, że u początku jest nienawiść do samego Zbawiciela. Tak rozrasta się cywilizacja nienawiści, której innym imieniem jest cywilizacja śmierci. I odwrotnie – miłość do Zbawiciela, pożądanie Jego Królestwa, tj. takiej rzeczywistości duchowej, kulturowej i społecznej, gdzie On jest na pierwszym miejscu, daje początek cywilizacji miłości, której innym imieniem jest cywilizacja życia.

    Na tym w największym skrócie polega starcie cywilizacji, które obserwujemy i którego jesteśmy uczestnikami. Ważne jest jednak, by pamiętać o korzeniach tej nienawiści; o tym, Kto tak naprawdę jest przedmiotem ataku. Rok temu komanda wojujących bezbożników profanowały jasnogórski wizerunek Królowej Polski. Dzisiaj profanują wizerunek niosącego Krzyż Zbawiciela. Jakże nie przywołać w tym kontekście słów abp. Fultona Sheena, który niejednokrotnie podkreślał, że ci, którzy odrzucają Matkę Bożą zawsze też – wcześniej czy później – odrzucą Jej Syna. Na naszych oczach spełnia się ta prawidłowość.

    Profanacja na Krakowskim Przedmieściu miała miejsce niemal dziesięć lat po satanistycznym sabacie wokół krzyża postawionego przed pałacem Prezydenckim, upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej. Wtedy, w sierpniu 2010 roku widzieliśmy jak „młodzi, wykształceni z dużego miasta” naigrywali się z Męki Chrystusa tworząc krzyże z puszek po piwie oraz umieszczając pluszaki na krzyżach. Podobnie jak wtedy, również teraz biskup miejsca, na którym te straszliwe bluźnierstwa działy się, schował tchórzliwie głowę w piasek.

    Zły nienawidzi znaków przypominających rozstrzygającą bitwę, którą przegrał, mimo że Wódz Życia w niej poległ. Stąd z taką lubością atakuje wszystko, co przypomina jego nieodwracalną klęskę z rąk Tego, który na Golgocie zlikwidował nasz zapis dłużny.

    Trzecia bitwa o Warszawę trwa na naszych oczach, przy czym Warszawa jako stolica jest symbolem całej Polski. Sto lat temu pierwsza z tych batalii zakończyła się odepchnięciem bolszewickich hord. W 1944 roku barykady oddzielające cywilizację miłości od barbarzyńców germańsko – azjatyckich szły w poprzek Miasta, nawet w poprzek archikatedry warszawskiej. Figura Zbawiciela z Krakowskiego Przedmieścia została wówczas zwalona. Dzisiaj zagrożenie „motłochowo – radykalne” (Z. Krasiński) rozlewa się po naszych miastach, szkołach, szturmuje nasze świątynie, na podobieństwo Heroda ubierającego na pośmiech umęczonego Zbawiciela w lśniące szaty, „przystraja” Go we flagi tęczowej rewolucji. To dopiero początek, ale przecież On zwyciężył świat.

    Grzegorz Kucharczyk/ PCh.pl


    *******************************

    czwartek 30 lipca

    wspomnienie św. Piotra Chryzologa, doktora Koscioła

    PETER CHRYSOLOGUSPublic Domain

    **

    Św. Piotr Chryzolog, biskup, doktor Kościoła. Urodził się około 380 roku w miasteczku Imola. W roku 431 został arcybiskupem Rawenny, wówczas stolicy Zachodniego Cesarstwa.

    Był doradcą cesarzowej Galii Placydii i jej synów. Wytrawny dyplomata. Budowniczy kościołów. Gorliwy duszpasterz.

    Wybitny kaznodzieja. Wygłaszane mowy zjednały mu przydomek „Złotosłowy” – po grecku „Chryzolog”. Umarł 31 lipca 450 roku. Jest patronem diecezji i miasta Imoli.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***

    ************************************************************************

    środa 29 lipca

    wspomnienie św. Marty

    MARTHA

    Public Domain

    ***

    Św. Marta wraz z rodzeństwem Marią i Łazarzem mieszkała w Betanii, oddalonej o 3 kilometry od Jerozolimy na zboczu Góry Oliwnej. Pan Jezus często zatrzymywał się w ich gościnnym domu – co świadczy jak serdeczną darzył ich przyjaźnią.

    Św. Łukasz opisuje szczegółowo jedno ze spotkań (Łk 10,38-42). Martę wspomina w Ewangelii św. Jan, odnotowując wskrzeszenie Łazarza. Wyznała ona wtedy wiarę w Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego (J 11,1-45). Ewangelista Jan opisuje także wizytę Jezusa u Łazarza na sześć dni przed wieczerzą paschalną, gdzie posługiwała Marta (J 12,1-11).

    Św. Marta jest patronką ludzi zapracowanych, którzy jednak nie zatracili głębi i istoty wiary, i w tragicznej sytuacji potrafią za nią powtórzyć: „Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży”.

    Również uważana jest patronką gospodyń domowych, hotelarzy, kucharek, sprzątaczek, właścicieli zajazdów. Legenda prowansalska głosi, że po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa Żydzi wprowadzili Łazarza, Marię i Martę na statek bez steru i tak puścili ich na Morze Śródziemne.

    Dzięki Opatrzności wszyscy wylądowali szczęśliwie na wybrzeżu Francji, niedaleko Marsylii. Łazarz miał zostać pierwszym biskupem tego miasta, Marta założyła w pobliżu żeński klasztor, a Maria pokutowała w niedalekiej pustelni.

    W ikonografii św. Marta przedstawiana jest w skromnej szacie z pękiem kluczy za pasem. Czasami we wspaniałej sukni z koroną na głowie. Są prezentacje, w których prowadzi smoka na pasku lub kropi go kropidłem. Nawiązują one do legendy, iż pokonała potwora Taraska. Jej atrybutami są: drewniana łyżka, sztućce, księga, naczynie, różaniec.

    Imię Marta pochodzi z języka aramejskiego i znaczy “pani, władczyni”. W Kościele jest 9 świętych i 3 błogosławione o tym imieniu.

    *****

    Marta i Maria w nas

    Znalezione obrazy dla zapytania maria i marta

    Wszystko, co Jezus mówi, czyni i Kim jest – jest na wagę złota. Marta dobrze o tym wie, dlatego siada u stóp Mistrza i rozkoszuje się smakiem „najlepszej cząstki”. Jest szczęśliwa, a ponadto zasługuje sobie na wiekopomną pochwałę Jezusa. Marta chce usłużyć Gościowi inaczej. Od razu zabiera się za przygotowanie posiłku. Niestety, jej gest czynnej miłości okazuje się wybrakowany. Wzbierają w niej negatywne uczucia i osądy. Dała im upust, wypowiadając swe rozżalenie: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». Oto, rzec można, „pokrzywdzona” i lepiej wiedząca, ujawnia pretensje nie tylko wobec swej siostry, ale i Mistrza.

    Jezus, pełen miłości i wdzięczności wobec Marty, nie może jej nie ostrzec: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona». Powiedziane jasno, zdecydowanie i delikatnie. Miliony wierzących będą przez wieki, dziś także, wnikać w znaczenie tych słów Jezusa, Oblubieńca dusz. W każdym z nas jest wrażliwość i pragnienia Marii… Ale pełno też w nas Marty. My wszyscy – tak wprawni w uwijaniu się „około rozmaitych posług”, a tak powolni, by usiąść „u nóg Pana” – powinniśmy zrewidować nasze priorytety.

    Czy my – poddawani dyktatowi antropocentrycznej cywilizacji i bezkrytycznie zafascynowani jej produktami – mamy jeszcze szczere przekonanie, że Jezus i oblubieńcza wzajemność, do której niezmiennie nas zaprasza, to skarb nieoceniony, Jedyny? On naprawdę zasługuje (my też), byśmy codzienne rezerwowali czas na spotkania z Nim. Łagodnie i zdecydowanie przenośmy uwagę z absorbujących zmartwień i niepokojów oraz z ulotnych fascynacji i często zbędnych zaangażowań – na Pana Jezusa. Tylko „u nóg Pana”, kontemplując na modlitwie Osobę Jezusa, poznajemy i smakujemy życie prawdziwe, spełniające. Naprawdę „potrzeba… tylko jednego”. Jak w Eucharystii, w której Boskie Osoby obdarowują nas „najlepszą cząstką”.

    o. Krzysztof Osuch SJ

    *******************

    79 lat temu o. Kolbe zgłosił się w Auschwitz na śmierć za współwięźnia

    29 lipca 1941 r. podczas apelu w niemieckim obozie Auschwitz franciszkanin o. Maksymilian Kolbe zgodził się dobrowolnie oddać życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka, jednego z dziesięciu skazanych na śmierć głodową w odwecie za ucieczkę Polaka.

    Archiwum
    **

    Franciszkanin zmarł w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 r. Został dobity zastrzykiem fenolu.

    Kilka tygodni przed śmiercią Maksymilian powiedział do współwięźnia Józefa Stemlera: “Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

    Franciszkanin o. Maksymilian Maria Kolbe trafił do Auschwitz 28 maja 1941 r. z więzienia na Pawiaku w Warszawie. W obozie otrzymał numer 16670. Początkowo trafił do pracy przy zwożeniu żwiru na budowę parkanu przy krematorium. Potem dołączył do komanda w Babicach, które budowało ogrodzenie wokół pastwiska.

    W Babicach losy zakonnika zetknęły go m.in. z Tadeuszem “Teddym” Pietrzykowskim, przedwojennym wicemistrzem Polski w boksie, również więźniem. Któregoś dnia dostrzegł nadzorcę, który okrutnie znęcał się nad Kolbem. Pięściarz postanowił dać oprawcy nauczkę. Zaproponował esesmanom, że stanie z nimi do walki na pięści. Niemcy zgodzili się. Po chwili nadzorca leżał na ziemi powalony ciosem. Pobity Kolbe zaczął wtedy prosić “Teddy`ego”, by nie bił mężczyzny.

    Maksymilian w Auschwitz szybko podupadł na zdrowiu. Trafił do szpitala obozowego. Więźniowie otaczali go opieką. Gdy poczuł się lepiej, wręcz wypchnięto go ze szpitala w obawie, by nie został w nim uśmiercony. Później trafiał do lżejszych prac, początkowo w pończoszarni, gdzie reperowano odzież, a później w kartoflarni przy kuchni.

    Pod koniec lipca 1941 r. z obozu uciekł więzień Zygmunt Pilawski. Za karę zastępca komendanta Karl Fritzsch zarządził apel. Wybrał dziesięciu więźniów i skazał ich na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek.

    Gajowniczek, opisując w 1946 r. tzw. wybiórkę, powiedział: “Nieszczęśliwy los padł na mnie. Ze słowami +Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam+ udałem się na koniec bloku. Miałem iść do celi śmierci. Te słowa słyszał o. Maksymilian. Wyszedł z szeregu, zbliżył się do Fritzscha i usiłował ucałować go w rękę. Wyraził chęć pójścia za mnie na śmierć”.

    Egzekucje przez zagłodzenie budziły grozę wśród więźniów. Po ucieczce więźnia z bloku, w którym był więziony, komendant lub kierownik obozu wybierał podczas apelu dziesięciu lub więcej więźniów. Byli zamykani w jednej z cel w podziemiach bloku nr 11. Nie otrzymywali pożywienia ani wody. Po kilku, kilkunastu dniach umierali w straszliwych męczarniach. Na podstawie rejestru więźniów bloku 11 historycy ustalili kilka dat “wybiórek”.

    O. Kolbe po dwóch tygodniach męki wciąż żył. 14 sierpnia 1941 r. został uśmiercony przez niemieckiego więźnia-kryminalistę Hansa Bocka, który wstrzyknął mu zabójczy fenol.

    Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę. Zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

    Rajmund Kolbe urodził się 8 października 1894 r. w Zduńskiej Woli. W 1910 r. wstąpił do zakonu, gdzie przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie, gdzie w 1917 r. założył stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej. Do Polski wrócił dwa lata później. W 1927 r. założył pod Warszawą klasztor-wydawnictwo Niepokalanów. Trzy lata później wyjechał do Japonii, skąd wrócił w 1936 r. Objął kierownictwo Niepokalanowa, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie.

    We wrześniu 1939 r. Niemcy po raz pierwszy aresztowali Kolbego i franciszkanów. Duchowni odzyskali wolność w grudniu. 17 lutego 1941 r. Maksymiliana aresztowano po raz drugi. Trafił na Pawiak, a potem do Auschwitz.

    Polski franciszkanin został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 r., a kanonizowany przez Jana Pawła II jedenaście lat później. Stał się pierwszym polskim męczennikiem podczas II wojny, który został wyniesiony na ołtarze.

    W celi śmierci zakonnika modlili się trzej kolejni papieże: Jan Paweł II, Benedykt XVI oraz Franciszek, którzy pielgrzymowali do Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau.

    Historyk z Muzeum Auschwitz Teresa Wontor-Cichy wspomniała, że Maksymilian miał dwóch braci. Józef również był franciszkaninem. Zmarł w 1930 r. podczas nieudanej operacji wyrostka. Z kolei Franciszek był legionistą i weteranem wojny z bolszewikami. W 1943 r. trafił do Auschwitz za działalność konspiracyjną. Był przenoszony do innych obozów. Zmarł 23 stycznia 1945 r. w KL Dora-Mittelbau.

    Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości. (PAP)

    autor: Marek Szafrański/Tygodnik NIEDZIELA

    *****

    „Przyrzekamy prowokować”. Aktywiści LGBT sprofanowali figurę Chrystusa w Warszawie


    „Przyrzekamy prowokować”. Aktywiści LGBT sprofanowali figurę Chrystusa w Warszawiefot. Flickr.com


    Aktywiści LGBT w nocy z 28 na 29 lipca 2020 r. sprofanowali figurę Chrystusa pod Krzyżem znajdującą się przed Bazyliką Świętego Krzyża w Warszawie. Na twarz rzeźby nałożyli różową maskę z feministyczno-anarchistycznymi symbolami, a w jej ręce włożyli tęczową flagę. Na cokole umieszczono też manifest zawierający wulgarną treść.

    Celem akcji środowisk LGBT okazały się także pomniki Małej Syrenki, Józefa Piłsudskiego, Mikołaja Kopernika, Wincentego Witosa czy Tarasa Szewczenki. Szczególnie bulwersujący jest jednak fakt sprofanowania katolickiej rzeźby, która przetrwała okres Powstania Warszawskiego wśród gruzów stolicy.

    Treść zamieszczonego na cokole pomnika tekstu brzmi: „To szturm! To atak! To Tęcza! Pamięci poległych w walce z codzienną nienawiścią, tych, którzy mieli siłę by skoczyć w ciemność. Dodająca wiary w lepszą przyszłość osobom, którym państwo zabrało wolność i bezpieczeństwo. Wzywająca do otwartej wojny przeciw dyskryminacji. Nakazująca nie prosić, nigdy więcej nie błagać o szacunek i litość. To miasto jest nas wszystkich. J****e się ignoranci”. Pod tekstem podpisał się niejaki „Gang Samozamęt”, „Stop Bzdurom” czy „Poetka”.

    Manifest rozszerzyła na Facebooku jedna z organizatorek akcji. Okazuje się, że jednym z powodów akcji jest działalność Fundacji Pro-Prawo do Życia, polegająca na uświadamianiu mieszkańców stolicy w kwestii zagrożeń płynących z edukacji seksualnej i postulatów społeczeno-politycznego ruchu LGBT+. „To jest szturm! To tęcza. To atak! Postanowiłyśmy działać. Tak długo jak będę się bać trzymać Cię za rękę. Tak długo aż nie zniknie z naszych ulic ostatnia homofobiczna furgonetka” – piszą.

    „To nasza manifestacja odmienności – ta tęcza. Tak długo jak flaga będzie kogoś gorszyć i będzie niestosowna, tak długo uroczyście przyrzekamy – prowokować” – podkreślają. „Sorry…. Nikt przecież nie powie, że polska flaga jest niestosowna i że kogoś obraża… Gdy zabierane są nam kolejne prawa, los waży się na szalach władzy. Niepokoi milczenie polityków – przerażają ich słowa. Nie będziemy prosić o litość, błagać o szacunek i zrozumienie. Jesteśmy głosem za małych na to by ich słuchano, za małych by coś powiedzieć. Uciszanych przez rodziców. Zmęczonych codzienną batalią ze światem. Oduczyliśmy się grzeczności i narzuconej gry w normalność. Gdy system chce byśmy skakali w ciemność sami, razem wypowiadamy mu walkę. Syrenka warszawska ma w dłoni miecz i tarczę. Ma tęczę i bandanę. To nasze wezwanie do walki. Jak długo będziemy zasypiać z myślą, że i tak nic się nie zmieni. tak długo będzie trzeba przypominać o tym że istniejemy. Że nie jesteście sami i same. To miasto jest też nasze. Walczcie” – stwierdzają.

    Figurę Chrystusa niosącego krzyż z wypisanym na cokole hasłem „Sursum Corda” ustawiono pod Kościołem św. Krzyża 2 listopada 1898 r. z inicjatywy hrabiego Andrzeja Zamoyskiego. Dzieło rzeźbiarza Andrzeja Pruszyńskiego cudem przetrwało hekatombę jaką Warszawie zgotowali pacyfikujący powstanie Niemcy. 6 września w wywołanej przez żołnierzy Wehrmachtu eksplozji runęła wieża oraz sklepienia kościoła. Na niemieckich zdjęciach wykonanych tuż po Powstaniu i opublikowanych w Krakowie widać rzeźbę leżącą na jezdni Krakowskiego Przedmieścia. Chrystus leżąc nadal wyciąga ku górze dłoń zdając się wzywać „Sursum corda”! Wkrótce rzeźbę wywieziono i porzucono pod Nysą.

    Źródło: Facebook.com

    Ks. Roszak, ks. Bortkiewicz o homoprofanacji: Chrystus jest naszym Panem i musimy Go bronić


    Ks. Roszak, ks. Bortkiewicz o homoprofanacji: Chrystus jest naszym Panem i musimy Go bronić!fot. Pixabay


    Aktywiści LGBT w nocy z 28 na 29 lipca 2020 r. sprofanowali figurę Chrystusa pod Krzyżem znajdującą się przed Bazyliką Świętego Krzyża w Warszawie. Na twarz rzeźby nałożyli różową maskę z feministyczno-anarchistycznymi symbolami, a w jej ręce włożyli tęczową flagę. Na cokole umieszczono też manifest zawierający wulgarną treść. Sprawę skomentowali dla portalu PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak i ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

    Ks. prof. Piotr Roszak (UMK)

    Ewidentnie widzimy część większej strategii obliczonej na prowokowanie chrześcijan. Z naszej strony powinna być odpowiedź pełna Prawdy, bo tylko „Prawda nas wyzwoli”.

    A Prawda jest taka, że chrześcijanie są grupą, która jest w szczególny sposób atakowana. To, co stało się w Warszawie to przejaw ataku kulturowego, który dowodzi, że nie trzeba strzelać z amunicji do innych, a wystarczy przejmować, ośmieszać, ubliżać, bezcześcić jego symbole etc. Tak właśnie trzeba patrzeć na tęczowo-anarchistyczną profanację pomnika Pana Jezusa w Warszawie.

    Musimy mocno powiedzieć: „Non Possumus” i dać mocny wyraz temu, że nie ma z naszej – chrześcijańskiej strony – przyzwolenia na takie wybitnie agresywne zachowania, które mają za zadanie zakomunikować światu, że są w Polsce aktywiści lekceważący i poniżający to wszystko, co dla zdecydowanej większości społeczeństwa jest najważniejsze.

    Jest to działanie nie tylko bluźniercze, ale również po prostu antypaństwowe, które zagraża bezpieczeństwu wewnętrznemu państwa i nastawione na jego rozbicie oraz podzielenie społeczeństwa.

    Najbardziej przeraża mnie fakt, że agresorzy zapowiedzieli, iż to dopiero początek i już niedługo będziemy świadkami kolejnych tego typu ataków. Musimy w końcu sobie uświadomić, że nie żyjemy w spokojnych czasach i jest nam potrzebne jasne i zdecydowane świadectwo, że Chrystus jest naszym Panem i Królem i że będziemy Go bronić!

    Nie może się skończyć jedynie na słowach. One są ważne, bo musimy otwarcie mówić o złu, jakim są tego typu profanacje, ale potrzebne jest również wejście na obszar prawny i wymierzenie sprawiedliwości za tak haniebne czyny.

    ***

    Ks. prof. Paweł Bortkiewicz

    Mamy do czynienia z totalną eskalacją wojny cywilizacyjnej. Warto przywołać słowa Jana Pawła II z 2 czerwca 1979 roku, który odwołując się właśnie do Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu mówił o rozumieniu dziejów Polski i polskiego narodu.

    Chrystus z Krakowskiego Przedmieścia jest właśnie symbolem naszych dziejów i ten symbol zostaje bestialsko sprofanowany. To właśnie jest eskalacją wojny w stosunku do Kościoła i do Polski. Jestem bezwzględnie przekonany, że traktując ten akt agresji jako antykatolicki i antypolski powinien się on doczekać mocnej reakcji, bo taka jest potrzebna.

    Musimy skończyć z jakąkolwiek narracją, która chociażby sugeruje, że należy zaakceptować przynajmniej niektóre postulaty ideologów gender. To jest po prostu niemożliwe i widzimy do czego prowadzi!

    Święty Paweł stawiał sprawę bardzo krótko, pytając jaka jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Parafrazując te słowa zapytam wprost: jaka jest wspólnota chrześcijan z genderystami. Nie ma takiej wspólnoty. Jest za to wojna cywilizacyjna, a my – chrześcijanie – nie możemy być w tej wojnie pacyfistami. Potrzebny jest nasz stanowczy sprzeciw zarówno w formie prawnej, a tam gdzie będzie to konieczne wymagana jest postawa jednoznacznego radykalnego zdecydowania, a nie nieustanne nadstawianie drugiego policzka. Mam tutaj na myśli stawanie murem w obronie naszych wartości i branie chociażby przykładu z Argentyńczyków, którzy kilka lat temu wyszli na ulice swoich miast i z różańcami w rękach modlili się przeciwko agresji genderystów. Nie była to modlitwa zamknięta w kościołach. Nie! Argentyńczycy stanęli oko w oko ze złem, nadstawili własne piersi i stworzyli mur nie do przebycia przed atakiem genderystów.

    Takiej właśnie fizycznej, cielesnej formy sprzeciwu potrzebuje dzisiaj również Polska wobec aktów agresji ze strony lewicowych ideologów. Powtórzę: to już nie jest wojna, tylko jej totalna eskalacja.

    Not. TK

    logo PCh24.pl

    *******************************************************

    ****

    1.08.2020

    Spowiedź święta w kościele św. Szymona: 14.00 – 16:00  Oczywiście jest też możliwość w innym czasie – wtedy trzeba umówić się indywidualnie z ks. Marianem.

    pierwsza sobota sierpnia

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE

    po MSZY ŚW. o godz. 18.00 w kaplicy-izbie JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png

    *****

    ************************************************************************

    “W pewnej chwili dał mi Jezus poznać, że kiedy Go proszę w intencji, jaką mi nieraz polecają, jest zawsze gotów udzielać swych łask, tylko dusze nie zawsze chcą je przyjąć:

    – Serce Moje jest przepełnione miłosierdziem wielkim dla dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. Oby mogły zrozumieć, że Ja jestem dla nich Ojcem najlepszym, że dla nich wypłynęła z serca Mojego krew i woda, jako z krynicy przepełnionej miłosierdziem; dla nich mieszkam w tabernakulum jako Król miłosierdzia, pragnę obdarzać dusze łaskami, ale one nie chcą ich przyjąć.

    Przynajmniej ty przychodź do Mnie jak najczęściej i bierz te łaski, których oni przyjąć nie chcą, a tym pocieszysz serce Moje. O, jak wielką jest obojętność dusz za tyle dobroci, za tyle dowodów miłości. Serce Moje napawa się samą niewdzięcznością, zapomnieniem od dusz żyjących w świecie; na wszystko mają czas, tylko nie mają czasu na to, aby przyjść do Mnie po łaski.

    św. Faustyna Kowalska („Dzienniczek”, p. 367).

    ************************************************************************

    Wakacyjne rekolekcje z bp Adrianem Galbasem SAC

    Rozpoczynamy rekolekcje wakacyjne z biskupem Adrianem Galbasem SAC. To nie tylko czas fizycznego odpoczynku, ale też duchowej regeneracji. Chcemy czerpać ze Słowa, które skierowane jest właśnie do mnie.

     2020-07-21 13:34

     

    fotoflesz Ruciane-Nida
    **

    „A Wy – za kogo mnie uważacie?” – to nawiązanie do pytania Jezusa, które postawił swoim uczniom. Przez najbliższe 7 odcinków będziemy próbowali nie tylko zadać sobie pytania, ale znaleźć na nie właściwą odpowiedź. Szukanie Pana Boga rozpoczyna się od uświadomienia sobie potrzeby Jego obecności w naszym życiu. Ten pierwszy etap otwiera nam Drogi, pozwala w wolności decydować o własnym życiu – czy rozpoznajemy głos Boga i za nim pójdziemy?

    Sceneria Wielkich Jezior Mazurskich zwraca nam uwagę na ich wakacyjny charakter – to właśnie w chwili zatrzymania, odpoczynku znajdujemy czas na zadanie sobie najważniejszych pytań. Bardzo wymownym będzie tu szum wiatru, „Strefa Ciszy”, wypłynięcie na głębokie wody – podejmujemy trud poznania własnej tożsamości.

    Zapraszamy Cię – niezależnie od płci, wieku, miejsca zamieszkania czy wykształcenia – do wspólnej wędrówki w nieznane. Ta niewiadoma to nasza droga – dla każdego inna, indywidualna, osobista – ale prowadzi do wspólnego celu: świętości.

    Organizatorem Rekolekcji jest Pallotyńskie Radio Pallotti.FM, Sekretariat ds. Apostolstwa Prowincji Chrystusa Króla i Fundacja Misyjna Salvatti.pl

    Emisja odcinków będzie dostępna na kanale YouTube Telewizji Pallotti TV, na Facebooku Pallotti.FM oraz na stronie www.pallotti.fm

    Emisja odcinków:

    27 lipca – Świadomość

    3 sierpnia – Droga

    10 sierpnia – Wolność

    17 sierpnia – Decyzja

    24 sierpnia – Pewność

    31 sierpnia – Kryzys

    7 września – Wspólnota

     Organizatorzy

    Jakub Rutkowski, Pallotti.FM

    Tygodnik NIEDZIELA

    **********

    5 tajników dobrej modlitwy

     

     Adobe Stock

    *****

    W jaki sposób dobrze się modlić? Co to właściwie znaczy dobra modlitwa? Jak się do niej zabrać, co przygotować, ile ma trwać, więcej mówić czy słuchać? Oto 5 tajników dobrej modlitwy.

    Już uczniowie zadręczali się pytaniami o dobrą modlitwę. Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». Łk 11, 1

    Poniżej 5 pomocnych wskazówek dobrej modlitwy:

    1. MIEJSC

    Miejsce modlitwy to pierwsza kwestia o jaką musimy zadbać. Jak nauczał nas sam Jezus: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. Mt 6, 6

    Odpowiednie miejsce modlitwy z dala od zgiełku, zabiegania i wszechobecnej krzątaniny to fundament dobrej rozmowy z Bogiem. Jezus zapraszając nas do modlitwy, pragnie aby było to osobiste spotkanie miłości.

    Możemy modlić się w kościele, w kaplicy, ale także we własnym domu czy nawet ogrodzie. Znajdźmy samotne, zaciszne miejsce i zapragnijmy spotkania z samym Bogiem. To pragnienie to już połowa sukcesu.

    2. CZAS

    Czy każdy czas jest dobry na modlitwę? Zapewne, ale lepiej znaleźć taki, który pozwoli nam zatrzymać się z Bogiem na dłuższą chwilę. Oczywiście nie kwestionuję łask płynących z aktów strzelistych, czy krótkich westchnień do Boga, np. podczas pracy. Skupmy się jednak na dłuższej modlitwie.

    Warto znaleźć w swoim (zapewne zabieganym dniu) czas tylko dla Boga. Odkładamy wtedy na bok inne rzeczy, wyciszamy samartfon, blokujemy powiadomienia z fejsa i instagrama i poświęcamy czas jedynie Stwórcy.

    Wiem, że o wiele łatwiej jest lajkować kolejne zdjęcia znajomych, ale znajdując chociaż 15 minut dziennie na intymną rozmowę z Bogiem Wszechświata, zyskać możemy o wiele więcej niż sympatia znajomych.

    3. ATMOSFERA

    Gdy już mamy wygospodarowane czas i miejsce naszej modlitwy, warto zadbać także o panującą atmosferę. Cisza to przestrzeń w której najgłośniej mówi Bóg. Wyłączmy wszelkie grające urządzenia, uklęknijmy lub usiądźmy, gdy klęczenie sprawia nam kłopot (w rozmowie z Bogiem nie chodzi o stękanie z bólu, ale skupienie się na Nim, pokutować można w innej formie np. postem).

    Pomocne może być także zapalenie świecy jako znak „światła Chrystusa”, ten zewnętrzny akt pomaga uświadomić sobie, że w pomieszczeniu w którym właśnie jestem, jest sam Bóg, że za moment wejdę w tak niezwykłą i intymną relację z samym Stwórca Wszechświata.

    Warto także ustawić sobie na linii wzroku krzyż lub obraz np. Jezusa Miłosiernego. Pomoże to skupić się na Nim i pamiętać o Jego stałej obecności.

    4. ŚWIADOMOŚĆ

    Na początku modlitwy warto uzmysłowić sobie jej prawdziwy sens. Modlitwa to nie recytowanie wyuczonych fraz z pamięci powtarzanych jak mantra do ściany. Modlitwa to przestrzeń w której spotykam się z samym Bogiem. Oczywiście, że znane modlitwy jak Koronka czy Różaniec są piękną formą kontaktu z Nim, także przez ręce Maryi, ale nie możemy zatracić prawdziwego znaczenia rozmowy z Bogiem. Modlitwy są środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to spotkanie z naszym Zbawicielem.

    Ważne jest także stałe przypominanie sobie przed modlitwą swojej prawdziwej tożsamości. Skoro Bóg jest kochającym Ojcem, to ja jestem jego ukochanym dzieckiem, którego On nigdy nie odtrąca i nie odrzuca. Klękając do modlitwy ze świadomością Jego niezgłębionej obecności (nie jest ograniczony ani czasem, ani przestrzenią), w miejscu w którym się modlę oraz tego, że jestem dzieckiem samego Boga – stwarza możliwości na piękne modlitewne spotkanie, w którym Jego Miłość będzie mnie ogarniać, przemieniać i odnawiać.

    5. SŁUCHANIE

    Gdy już właściwie przygotowani, zapominając o pędzie świata, będąc skupieni jedynie na Bogu rozpoczniemy modlitwę, nie zapomnijmy o jednym. Nie zapomnijmy słuchać Boga. Modlitwa to rozmowa, a rozmowa to korelacja dwójki lub więcej osób. Modlitwa nie jest monologiem, ale dialogiem. Dajmy możliwość Duchowi Świętemu, aby do nas mówił. On naprawdę mówi, musimy tylko Mu na to pozwolić.

    Warto także do naszej modlitwy włączyć krótką lekturę Słowa Bożego i medytację nad nim. Wybierzmy jeden fragment i czytając zastanówmy się co przez te słowa mówi do mnie Bóg. Możemy także wykorzystując nowe technologie uruchomić w naszym laptopie „Adorację online” i w ciszy uwielbiać Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

    Jest mnóstwo tajników na owocne spotkanie z Bogiem, każdy z nas musi znaleźć przy pomocy Ducha Świętego te swoje najlepsze.

    Jezus pragnie przemieniać nasze serce, odnawiać nas, umacniać, pocieszać, podnosić z upadków. Zapewniał nas przecież, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do końca świata. On zna doskonale nasze wnętrze. Mówmy Mu o naszych potrzebach, troskach, prośbach. Ale zastawmy Mu także przestrzeń na działanie. Jemu naprawdę na nas zależy.

    Damian Krawczykowski /Tygodnik Niedziela/24.06.2020

    **********************************************************************

    Modlitwa prośby

    Jest najpowszechniejszą odmianą modlitwy. Stanowi ona naturalny odruch niemal każdego człowieka w potrzebie, nawet tego, który nie modli się wcale.

    Z drugiej jednak strony sens tej modlitwy wywołuje najwięcej pytań. Dlaczego prosić Boga o coś, skoro i tak wie On, czego nam potrzeba? Wśród teologów odpowiadających na to pytanie znajdował się o. Jacek Woroniecki – dominikański kandydat na ołtarze, jeden z pierwszych rektorów KUL, autor „Pełni modlitwy”.

    W dziele tym Woroniecki napisał: „W modlitwie błagalnej wcale nie mamy zamiaru wpływać na zmianę postanowień Bożych ani nie chcemy informować Boga o naszych potrzebach, ale pragniemy wypełnić wolę naszego Stwórcy, który wiele rzeczy dopiero wtedy postanowił nam dać, gdy Go o nie poprosimy”. Według o. Woronieckiego modlitwa prośby jest jedną z dwóch form współpracy z Bogiem. Pierwsza polega na spełnianiu dobra, które leży w naszym zasięgu. Czynimy je sami, ale mocą otrzymaną od Boga. A co z dobrami, które nie leżą w naszym zasięgu i nie jesteśmy w stanie ich bezpośrednio sprawić? Otrzymujemy je właśnie poprzez modlitwę. Dzięki niej stajemy się współtwórcami tych dóbr. Czyni je Bóg, ale nie bez naszego duchowego wysiłku. Bóg jest hojny, chce jednak, byśmy w Jego hojności mieli swój własny, czynny udział. A co wtedy, gdy nie otrzymaliśmy od Boga dobra, o które żarliwie prosiliśmy? Takie sytuacje uczą nas, że choć w modlitwie współpracujemy z Bogiem, to nie jest ona magicznym mechanizmem, za pomocą którego możemy Go do czegoś zmusić. Podobnie jak niepowodzenie w naszym zwykłym działaniu uczy nas, że to Bóg, a nie my, jest Panem wszystkich zdarzeń. Naszej pracy i modlitwie powinna zawsze towarzyszyć pokora wobec Bożej mocy. Dlatego codziennie powtarzamy: Bądź wola Twoja!

    JacekWojtysiak/GOŚĆ NIEDZIELNY/28/07/2020

    *********************************

    Znaki święte w Kościele

    Pocałunek pokoju

    Adobe Stock
    **

    Pocałunek jest gestem miłości i wyrazem czci. Na początku Mszy św. kapłan składa pocałunek na ołtarzu. Pocałunek ołtarza jest oddaniem czci Chrystusowi, do którego ołtarz należy i na którym Zbawiciel składa ofiarę przebłagalną Ojcu w Duchu Świętym. Często w ołtarzu znajdują się relikwie świętego, w nawiązaniu do zwyczaju sprawowania Eucharystii na grobach męczenników. Wyrazem czci jest ucałowanie Ewangelii, przez którą spotykamy się z Chrystusem. Całujemy krzyż Chrystusa w Wielki Piątek dla uczczenia Męki Zbawiciela. Całuje się relikwie święte dla zjednania patrona, u którego szukamy wstawiennictwa przed Bogiem.

    Podczas Mszy św. przed Komunią św. słyszymy zachętę kapłana: „Przekażcie sobie znak pokoju” („Pax”). Jest to bezpośrednio przed modlitwą kapłana o pokój.

    Pocałunek pokoju symbolizuje wspólnotę uczestników Ofiary Eucharystycznej z Chrystusem. Św. Cyryl Jerozolimski pisał, że „ten pocałunek jednoczy serca i prowadzi do przebaczenia uraz, jest oznaką pojednania i zapomnienia o krzywdach”. Pisarz ten nawiązuje do wypowiedzi Pana Jezusa o pojednaniu się ze swym bratem przed złożeniem ofiary Bogu.

    Oczywiście, może się też zdarzyć pocałunek zdradziecki, niegodny ucznia Chrystusa, jakiego przykład wszedł do historii z gestem Judasza.

    Natomiast znakiem zgody i wybaczenia był zawsze pocałunek pojednania.

    Ks. Stefan Misiniec/Tygodnik NIEDZIELA/28.07.2020

    ************************************************************************

    Lwów pożegnał „apostołkę” Kościoła podziemnego

    Lwów pożegnał zmarłą w wieku 94 lat Jadwigę Zappę. Należała ona do powojennego pokolenia katolickiej inteligencji, która pozostała w sowieckim Lwowie, ucząc w warunkach konspiracyjnych wartości religijnych i patriotycznych. To dzięki jej i osobom do niej podobnym, wiara katolicka mogła przetrwać okres komunizmu i ateizacji.

    Ruggiero Scardigno / Fotolia.com
    **

    Jadwiga Zappe wraz ze zmarłą siedem lat temu jej siostrą Ireną, były dla powojennego pokolenia lwowiaków przekazicielkami wartości duchowych. To w ich domu przez długie lata odbywały się tajne lekcje języka polskiego, historii i religii. Przygotowywała dzieci do I Komunii św., organizowała jasełka, pisała teksty przedstawień teatralnych. W domu sióstr Zappe zatrzymywali się pracujący w ukryciu kapłani, m.in Sługa Boży o. Serafin Kaszuba OFM Cap.

    Mówi jeden z jej wychowanków ks. Władysław Derunow: „Wiele pokoleń uczyła religii, pod «płaszczykiem» odrabiania lekcji. Najpierw lekcje, a następnie było nauczanie religii. Wiedzieliśmy, że o tym nie można było mówić. Nauczyła nas tej konspiracji, takiego Kościoła katakumbowego”.

    Jadwiga Zappe pomimo tragicznych doświadczeń czasu wojny, pozostała do końca, co podkreśla ks. Derunow, orędowniczką pojednania: „Nigdy nie różnicowała ludzi. Uczyła nas języków rosyjskiego, ukraińskiego i polskiego. Wszyscy do niej się garnęli. To wypływało z jej głębokiej wiary”.

    Przez ostatnie lata Jadwiga Zappe, z uwagi na swój stan zdrowia, przebywała pod opieką sióstr józefitek w Domu Miłosierdzia w podlwowskich Brzuchowicach. Została pochowana na Cmentarzu Janowskim we Lwowie.

    Mariusz Krawiec SPP – Ukraina/Tygodnik NIEDZIELA/29.07.2020

    ***************************************************************************

    wtorek 28 lipca

    Msza święta

    wspomnienie św. Charbela Makhloufa, kapłana, zakonnika, pustelnika

    Wikipedia

    **

    Św. Szarbel (Charbel) Makhluf urodził się w miejscowości Biga Kafra w Libanie, w roku 1828. Po wstąpieniu do zakonu libańskich maronitów przyjął imię Charbel.

    Wyświęcony na prezbitera, pragnąc żyć w ścisłej samotności i osiągnąć wyższą doskonałość, z klasztoru w Annaja odszedł na pustynię, gdzie służył Bogu przez niezwykle surowe życie, nieustanne posty i modlitwy. Zmarł 24 grudnia 1898 roku w opinii świętości. Został beatyfikowany na zakończenie Soboru Watykańskiego II przez papieża Pawła VI, a kanonizowany w 1977 roku. Do jego grobu przybywają liczne pielgrzymki, a uzdrowienia za jego wstawiennictwem są czytelnym znakiem Bożej działalności we współczesnym świecie.

    ************

    Cel mojego życia? Całkowite zjednoczenie się z Bogiem

    Cel mojego życia? Całkowite zjednoczenie się z Bogiem
    Reprodukcja obrazka z wizerunkiem św. Charbela/Roman Koszowski GOŚĆ NIEDZIELNY
    **

    Św. Charbela cechował wprost niewyobrażalny radykalizm w wierności Ewangelii. Pokorny, posłuszny i cichy, pochowany został na klasztornym cmentarzu. Ale to niebo upomniało się o niego.

    Wizerunki Charbela spotykałem na każdym kroku. Na gwarnym Placu św. Piotra, na wyprażonych słońcem straganach w Guada­lupe. Brodaty zakapturzony starzec zerkał na mnie z setek portretów leżących obok ton lepkich słodyczy i koszulek z królową Meksyku. Sława skromniutkiego libańskiego mnicha przerosła najśmielsze oczekiwania. Nic dziwnego. Czytając jego duchową biografię, ze zdumieniem zauważymy, że cud dosłownie goni cud. Prawdziwą eksplozję niezwykłych zjawisk zanotowano po śmierci pustelnika.

    Pod cedrami Libanu

    Youssef Makhlouf urodził się 8 maja 1828 r. w Bekaa-Kafra, 140 km na północ od Bejrutu. Był piątym dzieckiem w rodzinie. W domu nie przelewało się, a jednak chłopak rzadko słyszał narzekania. Rodzice zarazili go ogromną ufnością i zawierzeniem Opatrzności. 
Jako nastolatek długie godziny spędzał na samotnej modlitwie. Wtedy dojrzało w nim pragnienie zostania maronickim mnichem. W wieku 23 lat, wbrew woli rodziny, wstąpił do klasztoru w Mayfouk. Był zdeterminowany. Uciekł z domu na bosaka, bez kawałka chleba. Matka ruszyła w pościg razem z wujem Taniosem (ojciec Józefa zmarł, gdy chłopak miał 3 lata). Po dwóch dniach znaleźli uciekiniera w klasztorze. – Wracaj. Musisz pomóc w pracach przy domu! – wuj nie zamierzał ustępować, jednak widząc determinację syna, matka orzekła: – Niech dzieje się wola Boża! Youssef wrócił do celi. Po dwóch latach przeniesiono go do klasztoru św. Marona w Annaya, gdzie w 1853 r. złożył śluby zakonne i przyjął zakonne imię Charbel, czyli Pomazaniec Boży.

    Niezwykły nauczyciel


    Przez kilka kolejnych lat w klasztorze w Kfifan studiował filozofię i teologię. Na uczelni poznał niezwykłego mnicha. Uważany za życia za świętego (beatyfikowany w 1998 r. przez Jana Pawła II) Nimatullah Kassab Al-Hardini – asceta i filozof – stał się ojcem duchowym Charbela. Jego wykłady były wielką manifestacją mocy Ducha. Pewnego razu nauczyciel ostrzegł zapatrzonych w niego uczniów: „Mam przeczucie, że za chwilę runie potężny mur tego klasztoru. Uciekajmy!”. Mnisi posłuchali proroctwa i wybiegli na zewnątrz. Potężna ściana zawaliła się jak domek z kart. Uczniowie widywali często mistrza spędzającego długie nocne godziny przed Najświętszym Sakramentem. Kassab zmarł 14 grudnia 1858 roku. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Tobie, Maryjo, powierzam mą duszę”. Gdy po sześciu latach otwarto jego grób, okazało się, że ciało pozostało nienaruszone. Przy grobie zanotowano wiele uzdrowień. Władze zakonu zdecydowały się wystawić ciało na widok publiczny aż do 1927 roku. Charbel chyba niezwykle uważnie słuchał lekcji Kassuba, skoro – jak się okazało po kilkudziesięciu latach – powtórzył jego drogę. Z detalami. 

    Pełne zanurzenie

    Jako młody kapłan w 1860 r. Charbel był świadkiem straszliwej masakry ponad 20 tys. chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Jak tylko mógł, pomagał przerażonym rodakom chroniącym się w klasztorze.Cel mojego życia? Całkowite zjednoczenie się z Bogiem – opowiadał po powrocie do klasztoru św. Marona w Annaya. Gdy jedna z jego bratanic przybyła do klasztoru, by skonsultować z nim kwestię spadku, usłyszała:

    – Nie mam już nic wspólnego z tym światem. Zupełnie tak jak mój brat, który umarł w tym roku, ja umarłem w chwili, gdy opuściłem Bekaa-Kafra.

    Po 16 latach pobytu w klasztorze św. Marona uzyskał zezwolenie na zamieszkanie w położonej w górach, nieopodal klasztoru, pustelni świętych Piotra i Pawła. Była niewielka. Miała zaledwie 6 metrów kwadratowych. Pustelnik narzucił sobie nieprawdopodobnie surowy rygor. Jego życie wypełniała modlitwa, umartwienia, praktyki pokutne i surowe posty. Widywano go odmawiającego godzinami Różaniec przed wizerunkiem Maryi. Pod habitem nosił włosiennicę, spał kilka godzin na dobę na twardej ziemi, jadał raz dziennie skromny, bezmięsny posiłek z resztek, które pozostały po klasztornym obiedzie. „Baranek Boży pożywał baranka. Kto kiedy widział, by Baranek pożywał baranka?” – śpiewał w swym hymnie o cudzie Eucharystii św. Efrem Syryjczyk (jego poezja jest gęsto cytowana w liturgii maronickiej).

    Przez 39 lat swego kapłaństwa Charbel odprawiał Msze św. po długim przygotowaniu, a każdą Eucharystię kończył kilkugodzinnym dziękczynieniem. „Tracił” mnóstwo czasu przy Najświętszym Sakramencie. W pustelni spędził ostatnie 23 lata swego życia.Powszechnie znany był dar proroctwa, którym posługiwał. Gdy pewnego dnia wybrał się ze współbratem do pewnego chorego, w połowie drogi zatrzymał się i rzucił: „Zawróćmy, chory właśnie umarł”. Okazało się to prawdą.

    Przełożeni niezwykle cenili sobie jego bezwarunkowe posłuszeństwo. Gdy poprosił opata, by dał mu chusteczkę do nosa, przełożony zdumiał się: „Dlaczego nie wziąłeś sobie jednej? Ludzie przynoszą tyle podarków i darów”. „Nie mam zwyczaju brać czegokolwiek bez pozwolenia przełożonych” – odpowiedział pustelnik. Sława świętości mnicha rozlała się po dolinach Libanu. Opowiadano o tym, jak w 1885 r. uratował plony, odganiając wodą święconą gigantyczną chmurę szarańczy. Szeptano o psychicznie chorych, którzy wychodzili z pustelni o zdrowych zmysłach, o uzdrowieniu konającego na tyfus syna księcia Rachida Beika Al-Khoury. 

    16 grudnia 1898 r., gdy w czasie Podniesienia trzymał w ręku Hostię, by zgodnie z maronicką liturgią prosić Boga o przyjęcie jego ofiary, Charbel dostał udaru mózgu. Zmarł osiem dni później, w Wigilię Bożego Narodzenia. Został pochowany na przyklasztornym cmentarzu. Rychło okazało się, że nie był to koniec fascynującej historii. Parafrazując anegdotę, można śmiało stwierdzić, że pokora mnicha stała się sławna w kraju i za granicą.

    Eksplozja cudów

    „Szalony, kto śmierć uważa za sen, mający trwać wiecznie” – wołał Efrem Syryjczyk. To, co działo się przy trumnie świątobliwego mnicha, potwierdza prawdziwość tego okrzyku. Zgodnie z zakonną tradycją, niezabalsamowane ciało zmarłego złożono we wspólnym grobie bez trumny. Tuż po pogrzebie współbracia mieli zauważyć nad miejscem pochówku oślepiające, tajemnicze światło. Było widoczne w całej dolinie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. „Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban” – notował przeor.

    Do klasztoru w Annaya zaczęły przybywać tłumy wiernych: chrześcijan i muzułmanów 
Gdy po czterech miesiącach specjalna urzędowa komisja otwarła grób, okazało się, że mimo wypełniającej go wody z mułem ciało jest w doskonałym stanie. Zachowało elastyczność i temperaturę ciała osoby żyjącej.

    Ponadto – relacjonowali świadkowie – wydzielało przyjemny zapach oraz specyficzną ciecz. Zwłoki pustelnika złożono w drewnianej trumnie w klasztornej kaplicy. Co dwa tygodnie trzeba było zmieniać szaty nieboszczyka ze względu na nieustannie wydzielający się płyn nieznanego pochodzenia. 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny i przeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym.

    Ponieważ w 1950 r. z grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie powtórnej ekshumacji zwłok. Dokonano jej w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Ponownie okazało się, że ciało Charbela pozostało w doskonałym stanie. 7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok w obecności patriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie. Ekshumacja z 1955 r. potwierdziła brak śladów rozkładu ciała. Podejmowane próby zahamowania wydzielania płynu (przez usunięcie niektórych narządów) nie dały żadnych rezultatów.

    Do dziś zjawiska nie potrafią wyjaśnić najwybitniejsi naukowcy. Georgio Sciukrallah, ceniony libański profesor medycyny, w ciągu 17 lat badał ciało św. Charbela aż 34 razy. „Zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby zaraz po śmierci. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie – a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej – to w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kg, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne” – stwierdził.

    Od 1950 r., gdy w Annaya zaczęto prowadzić rejestr uzdrowień, stwierdzono ich ponad 6 tysięcy. 5 grudnia 1965 r. Paweł VI beatyfikował libańskiego mistyka, a 9 października 1977 r. ogłosił go świętym Kościoła, nazywając go „cudownym kwiatem świętości”. Mnich miał obiecać, że po śmierci będzie orędował za tymi, którzy poproszą go o pomoc. Pod jednym warunkiem. Że pomodlą się przy tym za jego ojczyznę. O to, by jak prorokował Izajasz: „Liban zamienił się w ogród, a ogród za bór został uznany. By głusi usłyszeli słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, zaczęły widzieć”. 

    Marcin Jakimowicz/NIEDZIELNY/28.07.2020

    **********************************

    W najbliższą sobotę przypada 76 rocznica Powstania Warszawskiego

    Śmierć nie jest końcem – o kapelanach Powstania Warszawskiego

    SampleŚlub pary powstańców | Fot. Wikipedia

    **

    W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego kapelani wojskowi byli stale przy walczących, odprawiali Msze, organizowali wspólne modlitwy, spowiadali i odprowadzali zmarłych w ostatniej drodze, wreszcie sami ginęli. 1 sierpnia przypada 76. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

    Około 150 duchownych wzięło udział w Powstaniu Warszawskim jako kapelani poszczególnych oddziałów i szpitali polowych. Wykazali się ogromnym bohaterstwem i poświęceniem. Nie przeżyło około 50 z nich: zginęli podczas ostrzałów i bombardowań a niektórzy zostali bestialsko zabici przez Niemców ponosząc śmierć męczeńską.

    Przed wojna byli zwyczajnymi duchownymi, niemniej w wielu tych życiorysach obecny jest epizod 1920 roku, to znaczy zaangażowania wojskowego w wojnie polsko-bolszewickiej na różnych poziomach – mówi dr Karol Mazur, kierownik Działu Edukacyjnego Muzeum Powstania Warszawskiego. Niektórzy z przyszłych księży brali urlop w seminarium, żeby zaangażować się w wojsku. Widać więc wśród duchownych poczucie służby, nie tylko na rzecz Kościoła ale państwa polskiego. Później ci ludzie w różny sposób się rozwijają: niektórzy robią kariery naukowe, inni widzą swoje powołanie w zakonach, itd.

    Znakomita organizacja i polski bałagan

    Byli świetnie zorganizowani i mimo polskiego bałaganiarstwa i dramatycznych warunków, działali bardzo sprawnie, w miarę możliwości utrzymywali łączność z dowództwem i między sobą, ale – co najważniejsze – nie opuszczali ani na chwilę walczących. Przemieszczali się wraz z powstańcami, byli w pobliżu działań wojennych, w szpitalach polowych, na ulicach zbuntowanego miasta.

    Kapelani stanowili integralną część struktury organizacyjnej Armii Krajowej. W każdym okręgu AK był ksiądz odpowiedzialny za zapewnienie opieki duchowej żołnierzom. Dzięki temu w 1944 roku niemal każdy oddział partyzancki miał swojego kapelana. Na czele tego duszpasterstwa stał ks. płk. Tadeusz Jachimowski, ps. “Budwicz”, który zginął 7 sierpnia.

    Powstanie zastało księdza Jachimowskiego na Elektoralnej. 7 sierpnia w ten rejon wkroczyli Niemcy i aresztowali go wraz grupą cywilów. Wraz innymi zostali poprowadzeni przez Wolę. Następnego dnia jeden z esesmanów, prawdopodobnie z oddziałów Dirlewangera, zobaczył sutannę, czego nie mógł znieść… Wyciągnął go z kolumny cywilów i zastrzelił przy wszystkich.

    Dziekanem obszaru stolicy był ks. Stefan Kowalczyk (ps. Biblia), który po rozstrzelaniu ks. Jachimowskiego przejął faktycznie obowiązki szefa Duszpasterstwa AK, zbudował podziemną kurię polową i dokooptował kapelanów tam, gdzie ich zabrakło. Po kapitulacji wraz z żołnierzami poszedł do niewoli. Najbardziej znanymi kapelanami Powstania byli: ks. Zygmunt Trószyński, ps. “Alkazar”, o. Józef Warszawski SJ, ps. “Ojciec Paweł”, ks. mjr Władysław Zbłowski SAC, ps. “Struś” czy o. Tomasz Rostworowski SJ, ps. “Ojciec Tomasz”.

    To ks. Kowalczyk na polecenie przełożonego zwołał 1 sierpnia 1944 roku na godzinę 11.00 ostatnią odprawę kapelanów. Do budynku przy ul. Długiej przybyło 14 księży. Odprawa została zwołana za późno, gdyż walki wybuchły o godz. 17 i nie wszyscy zdążyli dotrzeć na powierzone im placówki. Element improwizacji stale towarzyszył posłudze duchownych w walczącym mieście, dlatego stuletni dziś ks. prałat Wacław Karłowicz, ostatni z żyjących kapelanów, mówi o bałaganie. Mimo wszystkich trudności, ks. Kowalczykowi udało się wysyłać księży wszędzie tam, gdzie prosili o to dowódcy.

    “Już po paru dniach mój szef «Biblia» miał swą kwaterę przy ulicy Marszałkowskiej, potem chyba na Pięknej, Koszykowej. Ale kontakt z podwładnymi utrzymywał żywy, żądał stałych sprawozdań, zatwierdzenia każdej sprawy duszpasterskiej, dyspensy, ślubów. A kiedy ludność cywilna i niektórzy księża zaczęli opuszczać Warszawę, czuwał, by żadna formacja, a łącznie z tym i dzielnica, nie była pozbawiona opieki duszpasterskiej” – pisał po latach ks. Mieczysław Paszkiewicz.

    Między godziną “W” a kapitulacją

    Kapelani wojskowi stanowili integralną część struktury Armii Krajowej. Każdy Okręg AK miał kapelana, który odpowiadał za zorganizowanie opieki duchowej dla poszczególnych jednostek. W 1944 r. prawie każdy oddział partyzancki AK miał swojego kapelana. I tak kapelanem obwodu I -Śródmieście był o. Jan Wojciechowski SJ, ps. “Korab”, kapelanem na Woli był odważny pallotyn – ks. mjr Władysław Zbłowski, ps. “Struś”, a na Żoliborzu proboszcz na Marymoncie ks. Zygmunt Trószyński, ps. “Alkazar”.

    Na Ochocie żołnierzami obwodu opiekował się znany logik, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego ks. Jan Salamucha, logik z UJ, który należał do wybitniej szkoły matematyczno-logicznej w Krakowie. Godził działalność naukową z duszpasterstwem. Został aresztowany wraz z grupą profesorów krakowskich podczas słynnej akcji SS, w listopadzie 1939 r. i jak wszyscy pozostali wywieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Upomnieli się o niego włoscy naukowcy i w styczniu 1941 r. ks. Salamuchę uwolniono. Po powrocie do Polski został wikarym w parafii św. Jakuba na Ochocie.

    Jak zaznacza dr Mazur, ks. Salamucha, tuż po gimnazjum sanitariusz w wojnie polsko-bolszewickiej, w przeciwieństwie do o. Czartoryskiego i ks. Stanka, był w konspiracji. Bardzo też angażował się politycznie na rzecz zjednoczenia AK i Narodowych Sił Zbrojnych. Był szanowany przez obydwa środowiska. Wiele tajemnic tych negocjacji zabrał do grobu, bo jak każdy porządny konspirator, był bardzo dyskretny.

    Zginął na Ochocie, w Reducie Wawelskiej. Gdy oddziały RONA otoczyły Redutę, powstańcy zaproponowali księdzu wycofanie się kanałami. Prosili, by szedł z nimi, ale on odpowiedział, żartując oczywiście, że jest za duży i nie zmieści się w kanale. Wiadomo było, że nie chce zostawić rannych bez opieki. Został rozstrzelany.

    1 sierpnia dominikanin, o. Michał Czartoryski zjawił się na Powiślu u lekarza okulisty, odwiedzał też bliskiego znajomego i tam zastało go Powstanie. Także on bez reszty zaangażował się wśród w działania duszpasterskie. Pełnił posługi religijne, m.in. odprawiał Msze. Przed wojną słynął z praktykowania radykalnego ubóstwa. Podkreślał, że musi być ono tak radykalne jak u św. Franciszka. Swojego miejsca szukał długo i w różnych zakonach.

    Podczas powstania był kapelanem w szpitalu na Powiślu, urządzonym w piwnicy budynku na rogu ulic Smulikowskiego i Tamka. Na początku września dopadli go tam Niemcy. Choć mógł się ratować, nie chciał zostawić chorych, którymi się opiekował.

    Świadek, któremu udało się uratować relacjonował, że Niemcy wyciągnęli o. Michała ze szpitala i zapytali kim jest – mówi dr Mazur. Dominikanin był w sutannie, nie chciał nawet rozmawiać, pokazał tylko dokumenty. Kazali mu zdjąć sutannę ale kategorycznie odmówił. Wtedy go zabili. Rozstrzelali też wszystkich pacjentów, a następnie spalili ciała zamordowanych.

    Zarówno ks. Stanek jak i o. Czartoryski znaleźli się w gronie 108 męczenników II wojny światowej beatyfikowanych przez Jana Pawła II w Warszawie w 1999 r.

    1 sierpnia o godz. 11.00 na odprawę u ppłk. “Biblii”, która odbywała się przy ul. Długiej w byłym budynku Kurii Polowej, przybyło zaledwie czternastu duchownych. Pozostali albo nie otrzymali informacji o spotkaniu, albo nie zdołali dotrzeć na czas. Sytuacja na odprawie znalazła swoje odzwierciedlenie już po godzinie “W”. Część oddziałów nie miała swojego kapelana, jak np. słynny batalion “Zośka”, którego kapelanem został 4 sierpnia, trochę przypadkowo, słynny “Ojciec Paweł”, czyli o. Józef Warszawski SJ. Niektórzy księża dołączyli do wyznaczonych im oddziałów z opóźnieniem, a niektórzy zgłaszali się ochotniczo już w trakcie walk i otrzymywali przydział do jednostek od ks. “Biblii”. Duża część duchownych nie pełniła formalnie funkcji kapelanów, natomiast opiekowali się oni ludnością cywilną i rannymi w szpitalach polowych. Po kapitulacji opuścili miasto wraz z jego mieszkańcami udając się do obozów przejściowych w podwarszawskich miejscowościach. Niektórzy, jak dziekan okręgu Warszawa czy o. Warszawski poszli do niewoli wraz ze swoimi żołnierzami.

    Duszpasterstwo pod obstrzałem

    Mimo nadzwyczajnych warunków posługi kapelanów w czasie Powstania, nie stosowali oni taryfy ulgowej ani wobec siebie, ani wobec wiernych. Kapelani bez przerwy byli przy walczących. Ich najważniejszym obowiązkiem było chowanie zmarłych, prowadzenie spisu poległych. Starannie wypełniali więc protokoły zgonów. Dla żołnierzy i ludności cywilnej odprawiali Msze św., organizowali wspólne modlitwy, spowiadali umierających, towarzyszyli im w ostatnich chwilach. Ponieważ mimo grozy toczyło się też normalne życie – chrzcili i błogosławili związki małżeńskie.

    Dowództwo AK wydało polecenie odprawiania jednolitych modlitw porannych i wieczornych. Rano “Ojcze nasz”, “Zdrowaś Mario”, “Wierzę w Boga”, wieczorem “Anioł Pański” i trzykrotnie “Wieczny odpoczynek”.

    Pragnąc zawierzyć walkę powstańców Najświętszej Maryi Pannie ks. Kowalczyk zorganizował modlitwę warszawiaków do Matki Bożej, która trwała od 15 sierpnia – uroczystości Wniebowzięcia do 26 sierpnia – uroczystości Matki Boskiej Częstochowskiej.

    Historycy Powstania odnotowali jeden przypadek kapelana, który – wbrew zasadom – włączył się do walki. Ks. Antoniemu Czajkowskienu “puściły nerwy”, gdy na jego oczach postrzelił się i zaraz potem zmarł młody powstaniec. Szok był tak mocny, że kapelan przez dwa tygodnie walczył za pomocą własnoręcznie zdobytego mausera. Zastąpił rannego porucznika Bolesława Niemirowskiego “Leka”, ale wrócił do swej posługi po dłuższych perswazjach ks. Kowalczyka.

    Prof. Norman Davies podkreśla, że to posługa kapelanów zhumanizowała walkę, dzięki księżom nie dochodziło do samosądów, a jeńcy niemieccy byli traktowani zgodnie z Konwencją Genewską. W szpitalach polowych ranni okupanci byli traktowani tak samo jak Polacy – operacje i zabiegi były wykonywane w zależności od stanu pacjenta, wszyscy zaś otrzymywali te same racje żywnościowe.

    Ale przede wszystkim obecność księży dawała siłę do przyjęcia śmierci, gdy średnio co dwie minuty ktoś ginął, a groby były rozsiane po całym mieście. Brytyjski historyk uważa, że katolicki rytuał śmierci i pogrzebu miał w tych warunkach ogromne znaczenie.

    Śmierć kapelana naczelnego

    Ks. płk. Tadeusz Jachimowski, ps. “Budwicz” w chwili wybuchu Powstania znajdował się w mieszkaniu na ul. Elektoralnej. Nie uczestniczył w przedpołudniowej odprawie u ks. “Biblii”, zresztą jego miejsce było przy Komendzie Głównej, skąd czekał na polecenia. Przez pierwsze dni kontakt z dowództwem był bardzo sporadyczny. Komenda Główna w tym czasie była odcięta od pozostałych oddziałów i po kilku dniach musiała się ewakuować z Woli na Stare Miasto. Czekając na rozkazy, które nie nadchodziły, ks. “Budwicz” urządził prowizoryczną kaplicę w domu przy Elektoralnej, gdzie okoliczni mieszkańcy zbierali się na modlitwie. Kapelan naczelny nie marnował czasu spowiadając tych, którzy do niego przychodzili, udzielając ostatniego namaszczenia i umacniając na duchu ludność cywilną. 7 sierpnia, gdy Niemcy zajęli już całą Wolę, ks. Jachimowski otrzymał polecenie, by opuścić swoje dotychczasowe miejsce postoju i dołączyć do oddziałów powstańczych koncentrujących się wokół gmachów Sądów Grodzkich na Lesznie.

    Zwlekał jednak, spowiadając ludzi. Akurat udzielał rozgrzeszenia, gdy do zaimprowizowanej kaplicy wtargnęli niemieccy żołnierze. Jeden z nich wycelował w niego karabin, gdy sekretarka kapelana “Mira” zaczęła błagać innego żołnierza, obserwującego scenę ze współczuciem, aby ocalił księdza. Przekonywała go, że to kapłan, który ma ze sobą Najświętszy Sakrament. Żołnierz, widocznie katolik, powiedział coś do kolegi trzymającego wycelowany karabin, podszedł do “Budwicza” i sprawdził, czy rzeczywiście ma ze sobą Najświętszy Sakrament. Następnie kazał, aby kapelan dołączył do grupy cywili, którzy zostali pognani przez miasto.

    W drodze ks. Jachimowskiemu udało się zostawić w Najświętszy Sakrament w kościele św. Andrzeja na Chłodnej. Kilka godzin później Niemcy dołączyli go do grupy mężczyzn pędzonych na rampę kolejową na Woli. Na noc grupa Polaków została zamknięta w kościele św. Wojciecha. Rano, gdy Niemcy prowadzili ich do transportów, jeden z konwojentów zobaczywszy w grupie księdza wyciągnął go z szeregów i zabił strzałem z pistoletu.

    Opiekę duszpasterską nad powstańczą Warszawą organizował ks. “Biblia”, pełniąc de facto obowiązki kapelana naczelnego AK. Po kapitulacji, gdy ks. ppłk. Kowalczyk poszedł do niewoli wraz z innymi żołnierzami Powstania, kapelanem naczelnym został ks. płk. Jerzy Sienkiewicz, ps. “Gruzenda”, pełniący wcześniej funkcję zastępcy kapelana naczelnego.

    Karabin i sutanna

    Sekretarz kapelana naczelnego AK ks. Antoni Czajkowski, ps. “Badur” w godzinie “W” spowiadał młode sanitariuszki z Wyższej Szkoły Pielęgniarek. Miał przydział do oddziałów koncentrujących się w gmachu Sądów Grodzkich na Lesznie. Po wyspowiadaniu dziewcząt udał się w kierunku wyznaczonych jednostek. Po drodze, w Alejach Jerozolimskich, zatrzymali go jednak akowcy ppor. Bolesława Niewiarowskiego, ps. “Lek”. Kiedy zobaczyli, że mają przed sobą księdza, poprosili, aby został ich kapelanem. Zaczęli rozmawiać, a jeden z młodych żołnierzy – ps. “Rola” – pochwalił się swoim pistoletem. Broń okazała się niezabezpieczona i wypaliła. Powstaniec ciężko ranny upadł na ziemię w kałuży krwi. Wypadek tak wstrząsnął ks. “Badurem”, że postanowił zostać z oddziałem “Leka” i zastąpić tragicznie postrzelonego powstańca. Poprosił dowódcę o przyjęcie do jednostki i przyjął pseudonim żołnierski “Rola II” dla upamiętnienia postrzelonego chłopca.

    Ks. Czajkowski brał udział w zdobyciu kolejnych kamienic w Alejach Jerozolimskich i silnie bronionego gmachu Zarządu Wodociągów i Kanalizacji na placu Starynkiewicza. W walkach wyróżniał się odwagą i pomysłowością. Ranny w jednej z akcji ppor. “Lek” mianował go swoim zastępcą. Po dwóch tygodniach Powstania, gdy do oddziału zgłaszali się nowi ochotnicy, ks. “Badur” postanowił powrócić do swoich pierwotnych zadań, nadal bowiem odczuwalny był brak kapelanów. Po zgłoszeniu się do ks. płk. “Biblii”, ks. Czajkowski otrzymał przydział jako kapelan Zgrupowania “Chrobry II”`, a więc oddziałów, z którymi walczył do tej pory. Towarzyszył im, aż do kapitulacji.

    Jezus z katedry

    W sierpniu trwały zażarte walki na Starówce. W tych dniach zarówno powstańcy, jak i ludność cywilna szukali pociechy i wsparcia u Matki Bożej Łaskawej oraz przy trumnie św. Andrzeja Boboli w kościele jezuitów na Świętojańskiej, a także przed cudownym krucyfiksem w katedrze. 17 września, ks. Wacław Karłowicz, ps. Andrzej Bobola, był wśród rannych przy ul. Długiej, gdy ktoś przybiegł do niego z wiadomością, że pali się katedra. Ks. Karłowicz, kustosz kościoła, poszedł tam natychmiast. Katedra rzeczywiście była w płomieniach, płonęły posągi królów polskich i stalle, ogień ogarniał ołtarz. Ks. Karłowicz chwilę zastanawiał się co zrobić, postanowił uratować przed zniszczeniem przynajmniej cudowny krucyfiks. Udało mu się jednak zdjąć z krzyża tylko figurę Chrystusa i wynieść ją na zewnątrz.

    Po bombardowaniu ludzie spontanicznie utworzyli procesję, w której wśród ruin Starówki przenieśli figurę Jezusa do klasztoru sakramentek. Wielu cierpiących miało poczucie, że Bóg dzieli ich los i razem z nimi przemierza staromiejską Drogę Krzyżową. Po zniszczeniu klasztoru czyjeś troskliwe ręce przeniosły Jezusa z katedry do podziemi kościoła dominikanów na Freta. Tam zupełnie nieoczekiwanie natknął się na Niego ks. “Czesław” – Henryk Cebulski podczas spowiadania i namaszczania rannych. Obok spoczywających na posadzce ciężko rannych ludzi leżała też okryta płaszczem figura Chrystusa.

    Powieszony na stule

    Dr Karol Mazur przywołuje jeszcze jedną, nieco zapomnianą, a wybitna postać powstańczego kapelana. To pallotyn, ks. Józef Stanek. Kapelanem został przypadkowo. Urodził się na pograniczu polsko-słowackim, w Łapszach Niżnych. Podczas okupacji mieszkał w domu swojego zgromadzenia w Ołtarzewie pod Warszawą, studiował na tajnym uniwersytecie.

    1 sierpnia miał zajęcia z socjologii i po prostu nie zdążył wrócić. Na początku był w Śródmieściu na ul. Hożej, potem sprawował posługę na Koszykach. Po jakimś czasie okazało się, że na Czerniakowie brakuje kapelanów i szef duszpasterstwa Powstania warszawskiego, ks. Stefan Kowalczyk ps. “Biblia” wysłał go właśnie tam. Ks. Józef w pełni zaangażował się w pracę wśród żołnierzy, chociaż wcześniej nie należał do struktur konspiracyjnego duszpasterstwa. Nie rozstawał się ze stułą ani z sutanną, otwarcie pokazując, że jest osobą duchowną. I to rozwścieczyło Niemców, którzy “wyłowili” go z szeregu.

    To było w końcu września, kiedy powstanie na Czerniakowie już padło. Oprawcy, którzy wpadli na Czerniaków nie mogli znieść zachowania ks. Stanka. Jak zaznacza dr Mazur, znamy relacje bezpośrednich świadków tamtych chwil. Jeden z esesmanów krzyczał do księdza: jesteś najgorszy ze wszystkich, już wolę Polaków i Żydów, jesteś diabłem.

    Ks. Stanek, który znał niemiecki, próbował negocjować z esesmanami, żeby zachowywali się godnie wobec ludności cywilnej. Trafił jednak na najgorszych oprawców Powstania czyli esesmanów z oddziałów Oskara Dirlewangera.

    Najpierw został brutalnie pobity w obecności grupy zatrzymanych cywili a następnie powieszony na stule… Świadkiem jego śmierci był ks. mjr Józef Warszawski ps. “Paweł”, który stał w mundurze wojskowym. Opisał później to zdarzenie i, jak wyznaje, zastanawiał się, dlaczego ominął go podobny los. Niemcy wiedzieli, że jest księdzem, no ale nie “kłuł” ich w oczy sutanną… “Paweł” był zresztą znakomitym kapelanem w “Zośce” i “Parasolu”, niósł otuchę walczącym harcerzom, wspomina o nim Kamiński w “Kamieniach na szaniec”. Zmarł w 1997 r.

    Nie bójcie się śmierci…

    Dr Mazur mówi, że kapelani starali się tłumaczyć powstańcom, że śmierć nie jest końcem. Bardzo powszechne było zbiorowe rozgrzeszenie “in articulo mortis” czyli “w obliczu śmierci”, udzielane po spowiedzi powszechnej. Czyli: jeśli nie przeżyjesz to masz odpuszczenie grzechów, a jeśli powrócisz po walce, to przed przyjęciem komunii św. musisz się z nich wyspowiadać. Bardzo rygorystycznie przestrzegano też zasady, że duszpasterz ma pozostać duszpasterzem i nie może biegać z bronią. On jest od tego, by pilnować spraw duchowych.

    Na jednym z filmów zrealizowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego jest scena z Mszy św. odprawianej przez bp. Stanisława Adamskiego – biskupa katowickiego, który został stamtąd wysiedlony bo nie podpisał volkslisty i w czasie okupacji przebywał w Warszawie. Na podstawie ruchu jego udało się odtworzyć fragmenty kazania, prawdopodobnie z 15 sierpnia, wielkiego święta Maryjnego, kiedy to, podobnie jak 26 sierpnia powstańcy masowo uczestniczyli w mszach i spowiadali się.

    Wlewanie otuchy i ukazywanie powstańczego “tu i teraz” w perspektywie metafizycznej było lejtmotywem warszawskiej homiletyki tamtych dni. Starano się, relacjonuje dr Mazur, odnaleźć i ukazać jakiś sens tego, co wokół się dzieje; że to, co nas tu spotyka jest częścią jakiegoś Bożego planu i że śmierć nie jest końcem. Powtarzano: nie bójcie się śmierci, bo w kontekście chrześcijańskim śmierć jest początkiem. Ten motyw widać także w różnych relacjach powstańczych, a zatem to do walczących docierało.

    Kai.pl/28 lipca 2020/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    ****

    Ks. Józef Stanek SAC– „niestrudzony Samarytanin” Powstania Warszawskiego

    Bł. ks. Józef Stanek SAC ps. Rudy – z pętlą na szyi, którą była jego własna stuła jeszcze błogosławił…

    **

    W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego oprócz wielu żołnierzy i ludności cywilnej, wzięli w nim udział również duchowni, którzy stale towarzyszyli walczącym. Zajmowali się organizowaniem Eucharystii i wspólnych modlitw, udzielali sakramentów, towarzyszyli poległym na ostatniej drodze, a niejednokrotnie oddawali własne życie w walce o wolność Ojczyzny. Jednym z nich był pallotyn ks. Józef Stanek – kapelan powstańców na Czerniakowie, zamordowany przez hitlerowców 23 września, wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła w gronie 108 męczenników II wojny światowej. Obecnie trwają modlitwy o rychłą kanonizację niezłomnego kapłana.

    Ks. Józef Stanek, noszący pseudonim “Rudy”, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego posługiwał jako kapelan w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach. Od 1 sierpnia 1944 uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. W trudnych warunkach odprawiał nabożeństwa, udzielał pomocy rannym i umierającym, wspierał ludność cywilną i personel medyczny w szpitalach polowych. W drugiej połowie sierpnia zajął się towarzyszeniem żołnierzom zgrupowania AK “Kryska”, walczącym na Czerniakowie.

    Duchowny z oddaniem i gorliwością służył powstańcom. Jego zaangażowanie w sprawowanie sakramentów i zwykłe rozmowy z wiernymi, miały niebagatelny wpływ na morale walczących. Wielokrotnie znosił z pola walki rannych powstańców, posługując niemal w każdym miejscu walczącego Czerniakowa. Zjawiał się nawet w najbardziej niebezpiecznych punktach oporu powstania, by wspierać załamanych cywili, głosić Ewangelię i udzielać sakramentów.

    Podczas trwania powstania duchowny dostał propozycję przeprawy na prawy brzeg, co miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Ustąpił jednak miejsca w pontonie rannemu żołnierzowi, rezygnując z przeprawienia się przez Wisłę. Nie zdecydował się na opuszczenie walczących powstańców i do końca pozostał w ruinach konającego Czerniakowa. Był dla nich wsparciem do ostatnich chwil. Świadkowie życia młodego pallotyna podkreślają jego heroiczną miłość bliźniego. Nazywano go „niestrudzonym Samarytaninem”. Śmierć poniósł mając zaledwie 28 lat, po 5 latach kapłaństwa. Jego altruistyczna i bohaterska postawa sprawiła, że zyskał wielki szacunek i uznanie ze strony wszystkich walczących.

    W dniu kapitulacji Czerniakowa 23 września, duchowny dostał się w ręce SS. Odważnie pertraktował z wrogiem, aby ocalić jak najwięcej powstańców. Był poddawany wielu szczególnie brutalnym torturom, a następnie powieszony na własnej stule. Kiedy na szyję duchownego nałożono pętlę, pobłogosławił on jeszcze powstańców i ludność cywilną prowadzoną przez Niemców do obozów. Jednym ze świadków jego egzekucji był inny wybitny kapelan powstania jezuita, o. Józef Warszawski. Ks. Stanek ściągnął na siebie szczególną nienawiść m.in. dlatego, że polecił żołnierzom polskim zniszczyć broń, ponieważ hitlerowcy niemal każdego uzbrojonego Polaka natychmiast rozstrzeliwali. Nie chciał także, aby broń dostała się w ręce Niemców i służyła zabijaniu powstańców.

    Ks. Stanek święcenia kapłańskie przyjął już w latach okupacji w 1941 roku. Po święceniach studiował na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

    Zwłoki duchownego ekshumowano i złożono w zbiorowej mogile przy ul. Solec w Warszawie 14 kwietnia 1945 r. Następnie w 1946 roku przeniesiono je na cmentarz Powązkowski. 4 listopada 1987 w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej przy ul. Zagórnej odbyło się nabożeństwo żałobne połączone z ekshumacją i pogrzebem, 5 listopada 1987 szczątki pallotyna złożono w powązkowskiej kwaterze zgrupowania AK „Kryska”. W 1994 roku przy skrzyżowaniu ulic Wilanowskiej i Solec postawiono pomnik ku czci ks. Józefa Stanka oraz innych bohaterów walczących na tym terenie w oddziałach Armii Krajowej i Wojska Polskiego.

    13 czerwca 1999 roku w Warszawie Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Stanka błogosławionym w gronie 108 męczenników II wojny światowej oraz drugim pallotynem – ks. Józefem Jankowskim.

    Kaplicę im. bł. ks. Józefa Stanka można odwiedzić w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poświęcił ją kard. Józef Glemp podczas otwarcia Muzeum 31 lipca 2004 r. Do kaplicy wniesiono wówczas relikwie kapelana powstańców na Czerniakowie.

    „Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami” – tak mówił o bł. ks. Józefie Stanku, pallotynie i męczenniku ks. dr Jan Korycki SAC w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 74. rocznicę śmierci duszpasterza Powstańców Warszawskich.

    Kai.pl/28 lipca 2020/Warszawa Ⓒ Ⓟ

    Ksstanek.gif (90142 bytes)
    obraz w kościele w Łapszach Niżnych – w miejscowości gdzie urodził się bł. ks. Józef Stanek SAC

    **********

    ***

    Sto lat temu na Jasnej Górze odbył się akt oddania Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    Samplefot. BP KEP

    **

    Wobec zagrożenia bolszewickim terrorem, sto lat temu 27 lipca 1920r., biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora ofiarowali Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Episkopat wezwał naród do krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, do żarliwej modlitwy różańcowej połączonej z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu, do ufności w opiekę Królowej Polski i do zaangażowania w obronę zagrożonego państwa.

    W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy – czytamy w akcie z 1920r.

    W tekście zawierzenia, obok błagania o ratunek dla Ojczyzny znalazła się też prośba o przebaczenie grzechów i niewierności: „ale przez zasługi naszych świętych Patronów, przez krew męczeńską przelaną dla wiary przez braci naszych, za przyczyną Królowej Korony Polskiej, Twojej Rodzicielki, a naszej ukochanej Matki Częstochowskiej, błagamy Cię, racz nam darować nasze winy i przemień serca nasze na wzór Twojego Boskiego Serca; przemień nas potęgą łaski Twojej wszechmocnej, z obojętnych i letnich uczyń nas gorliwymi i gorącymi, z małodusznych mężnymi, i spraw, abyśmy już wszyscy odtąd trwali w wiernej służbie Twojej i nigdy Cię nie opuścili”.

    Polscy hierarchowie przyrzekli, że będą szerzyć kult Serca Jezusowego wśród wiernych, a zwłaszcza w seminariach duchownych, zachęcali do nabożeństwa oraz oddania Boskiemu Sercu Rodzin.

    Biskupi zebrani na Konferencji Plenarnej w dniach 27-29 lipca 1920 r. ponowili także wybór Maryi na Królową Polski. – Odrzuć wroga od granic naszej Ojczyzny; wróć krajowi naszemu upragniony pokój, ład i porządek; wypleń z serc naszych ziarno niezgody; oczyść dusze nasze z grzechów i wad naszych, abyśmy bezpieczni od nieprzyjaciół naszych, Tobie w czystości serca służyć i przez Ciebie Boga i Pana naszego Jezusa Chrystusa czcić i chwalić mogli – błagali polscy biskupi.

    Biskupi wystosowali też pismo do papieża Benedykta XV, informując go o grożącym Kościołowi w Polsce niebezpieczeństwie. Prosili o modlitwę i apostolskie błogosławieństwo na skuteczną obronę.

    Przez cały lipiec 1920 r. gromadzący się na Jasnej Górze pielgrzymi i częstochowianie modlili się żarliwie za Ojczyznę. 14 lipca przybyły pielgrzymki parafii częstochowskich.

    W obliczu zagrożenia istnienia państwa polskiego Jasna Góra wydawała specjalne odezwy do narodu wzywające wszystkich do walki w obronie Ojczyzny. Za pośrednictwem pielgrzymów przenikały one do znacznych kręgów społeczeństwa. Odezwa podpisana przez przeora Jasnej Góry o. Piotra Markiewicza została skierowana do całego narodu, a zwłaszcza do chłopów i robotników. Do tych ostatnich bowiem docierała najszerzej propaganda komunistyczna, w której zapewniano, że Armia Czerwona zmierza do wyzwolenia ich z „niewoli pańskiej”.

    Paulini współpracowali z Ligą Obrony Narodowej. Na placu jasnogórskim organizowano wiece patriotyczne, zwłaszcza w niedziele i święta, czasie większego napływu pielgrzymów. W przemówieniach nawoływano do składania pieniędzy na rzecz państwa i do wstępowania do Armii Ochotniczej, apelowano o budowanie jedności i zgody narodowej wobec zagrożenia ze strony Armii Czerwonej, która zajęła już znaczny obszar ziem polskich i zbliżała się do Warszawy.

    Na Jasnej Górze zachowały się księgi z wpisami żołnierzy-ochotników, udających się na front – Matko Częstochowska błogosław nas na wojnę, żebyśmy do domu wrócili spokojnie i żebyś mną opiekowała się na wojnie, jak też i powracających po zwycięstwie: Żyj Ojczyzno za nasze trudy i znoje, aby Ci posłużyły na tysiące lat – czytamy we wpisach.

    Głęboką cześć dla Matki Bożej Jasnogórskiej żywił ks. Ignacy Skorupka, a także gen. Józef Haller, sodalis mariański i pielgrzym jasnogórski, który uczestniczył w nowennie w Warszawie, modląc się wraz z żołnierzami przed kopią Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W swoich „Pamiętnikach” zanotował: „Noc z 12/13 VIII spędziłem w rektoracie Politechniki Warszawskiej. Po przeczytaniu raportów wieczornych zasnąłem z modlitwą na ustach, wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królową Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie się zbliżało”.

    27 lipca 2020/Radio Jasna Góra/Kai.pl

    *****

    Setna rocznica poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    fot. Gera Juarez / CathopicSample

    fot. Gera Juarez / Cathopic

    **

    Dokładnie 100 lat temu – u progu odzyskanej niepodległości i w obliczu zagrożenia bolszewickiego – polski Episkopat pod przewodnictwem Prymasa Polski Edmunda Dalbora poświecił naród polski i całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Akt ten odnowiony został ponownie z inicjatywy kard. Stefana Wyszyńskiego w 1951 i 1976 roku. W kolei w 2011 r. akt ten został odnowiony przez kard. Józefa Glempa, a w tym roku przed przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego.

    Geneza oddania się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    Idea oddania się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa jest związana z objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque Alacoque (1647-1690), wizytki z Paray-le-Monial. Święta ta była mistyczką, której Chrystus ukazał swoje spragnione ludzkiej miłości Serce i zażądał, by Mu się poświęciła. Święta oraz jej spowiednik św. Klaudiusz la Colombière jako pierwsi ofiarowali się Bożemu Sercu, ułożyli formuły zawierzenia i tym samym zapoczątkowali osobiste poświęcenie się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Z biegiem czasu w Kościele zaczęto praktykować poświęcenie wspólnot, rodzin, narodów i krajów, aż wreszcie ofiarowano Sercu Zbawiciela cały rodzaj ludzki.

    Szybko rozwijający się kult Najświętszego Serca Pana Jezusa został uznany oficjalnie w 1765 r. przez Klemensa XIII. Beatyfikował ją Pius IX (1864), kanonizował Benedykt XV (1920). Jest nazywana świętą od Serca Jezusowego.

    Liturgiczne święto Boskiego Serca Pana Jezusa, wraz ze Mszą św. i oficjum brewiarzowym, ustanowił w 1765 r. papież Klemens XIII. Był to przywilej tylko dla Polski, dla ówczesnego Królestwa Polskiego i jednej Konfraterni Najświętszego Serca w Rzymie. W ten sposób Stolica Apostolska odpowiedziała na memoriał biskupów polskich z 1764 r. Na ziemiach polskich Serce Boskiego Zbawcy czczone było jeszcze przed objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque. Pierwszy w świecie podręcznik tego nabożeństwa napisał o. Kacper Drużbicki, autor książeczki „Ognisko serc – Serce Jezusa”. O ustanowienie święta Bożego Serca zabiegali u Stolicy Apostolskiej polscy królowie i biskupi.

    Prymas Polski abp Mieczysław Ledóchowski poświęcił Najświętszemu Sercu metropolię gnieźnieńską. Nabożeństwem do Serca Jezusowego odznaczali się biskupi Józef Bilczewski i Józef Pelczar, autor dzieł o Najświętszym Sercu i założyciel Zgromadzenia Sióstr Sercanek.

    11 czerwca 1899 r., w przededniu Roku Jubileuszowego 1900, Leon XIII dokonał poświęcenia całego rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Oznaczał on poddanie się władzy królewskiej Jezusa Chrystusa i uznanie Go za swojego Pana.

    Idea poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu szybko dotarła do Polski i nawiązano do niej na początku odbudowy niepodległego państwa. W 1920 r., w obliczu bolszewickiego zagrożenia, polscy biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem prymasa Polski kard. Edmunda Dalbora, 27 lipca poświęcili naród polski i całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski. „W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy. I jak niegdyś, wyciągnąwszy prawicę, jednym słowem uspokoiłeś burzę, tak oddal, Panie, teraz od nas grożące nam niebezpieczeństwo” – prosili biskupi. Episkopat zobowiązał się wówczas, że będzie szerzył wśród wiernych (szczególnie w seminariach duchownych) nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i zachęcał rodziny, aby Mu się poświęcały.

    Trzy tygodnie później, 15 sierpnia 1920 r., miała miejsce zwycięska bitwa warszawska zwana „cudem nad Wisłą”, dzięki której udało się odeprzeć „nawałę bolszewicką”. Gdy papież Benedykt XV usłyszał o zawierzeniu Polski Bożemu Sercu, napisał do Episkopatu: „Nic stosowniejszego nie mogliście podjąć celem naprawienia zła naszych czasów, jak ulegając zachętom papieskim, Ojczyznę Waszą poświęcić Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Jego kult święty w narodzie rozszerzać coraz więcej i więcej. Zaiste, powzięliście zamiar najpożyteczniejszy, jak nigdy: cóż bowiem można wynaleźć zbawienniejszego w tym przewrocie wszechrzeczy, jak wzmożenie miłości Pana Jezusa, który stanowi obronę i mocną podstawę każdej Rzeczypospolitej […]”.

    W 1921 r. jako wotum wdzięczności Sercu Bożemu za odzyskanie niepodległości przez Naród Polski konsekrowano bazylikę Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

    Rozwinięciem idei zawierzenia świata Sercu Jezusowemu było ustanowione przez papieża Piusa XI w 1925 r. święto Jezusa Chrystusa Króla. Sensem nowego święta – jak wyjaśniał papież w encyklice “Quas primas” – było uznanie panowania i władzy Chrystusa zarówno w życiu osobistym chrześcijan jak i całych społeczności. Miało ono służyć odnowie wiary, także w przestrzeni publicznej, która szczególnie – zdaniem papieża – narażona jest na wypieranie zeń wartości i zasad chrześcijańskich.

    W 1927 r. powstał w Poznaniu komitet budowy pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, który miał być także monumentem wdzięczności za odzyskaną niepodległość. W Poznaniu uroczyście odsłonięto 30 października 1932 pomnik „Sacratissimo Cordi – Polonia Restituta” (został on zburzony w 1940 r.). Od kilku lat trwają starania o odbudowę tego pomnika i postawienie go ponownie w godnym miejscu.

    W 1948 r. biskupi zachęcali wiernych do osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, a trzy lata później Episkopat Polski – z inicjatywy prymasa Stefana Wyszyńskiego – ogłosił rok poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. 28 października 1951 r. w święto Chrystusa Króla uroczysty akt intronizacji czyli poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa dokonany został we wszystkich katedrach i kościołach parafialnych. W specjalnym orędziu Episkopat podkreślał jego znaczenie, tłumacząc: „przez to uroczyste poświęcenie Narodu wyrażamy niezłomną wolę, by wszystkie dziedziny życia naszego, zarówno prywatne jak publiczne, były urządzone według zasad Jezusa Chrystusa”.

    25 lat później w 1976 r., w ostatnią niedzielę roku kościelnego w kościołach ponowiono akt oddania Narodu Sercu Pana Jezusa.

    1 lipca 2011 r. kolejne ponowienie Aktu poświęcenia polskiego narodu Sercu Jezusowemu odbyło się Krakowie w bazylice Najśw. Serca Pana Jezusa u udziałem ówczesnego przewodniczącego KEP abp. Józefa Michalika, Prymasa Polski seniora Józefa Glempa i metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza.

    25 marca 2020 r. obecny Przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki zawierzył Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi.

    27 lipca 2020/Marcin Przeciszewski/Warszawa Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    ****

    100. rocznica poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    W poniedziałek 27 lipca o godz. 18.00 w kościele Sióstr Wizytek w Krakowie przy ul. Krowoderskiej 16 zostanie odprawiona dziękczynna Msza św. w 100. rocznicę Aktu poświęcenia narodu polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, jakiego dokonali polscy biskupi na Jasnej Górze.

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
    Najświętsze Serce Jezusa – obraz nieznanego artysty z XIX wieku/ Gość Niedzielny
    ***

    W 1920 r., w obliczu bolszewickiego zagrożenia, polscy biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem prymasa Polski kard. Edmunda Dalbora, 27 lipca poświęcili naród polski i całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski.

    „W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy. I jak niegdyś, wyciągnąwszy prawicę, jednym słowem uspokoiłeś burzę, tak oddal, Panie, teraz od nas grożące nam niebezpieczeństwo” – prosili biskupi.

    Episkopat zobowiązał się wówczas, że będzie szerzył wśród wiernych (szczególnie w seminariach duchownych) nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i zachęcał rodziny, aby Mu się poświęcały.

    Trzy tygodnie później, 15 sierpnia 1920 r., miała miejsce zwycięska bitwa warszawska zwana „cudem nad Wisłą”, dzięki której udało się odeprzeć „nawałę bolszewicką”. Gdy papież Benedykt XV usłyszał o zawierzeniu Polski Bożemu Sercu, napisał do Episkopatu: „Nic stosowniejszego nie mogliście podjąć celem naprawienia zła naszych czasów, jak ulegając zachętom papieskim, Ojczyznę Waszą poświęcić Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Jego kult święty w narodzie rozszerzać coraz więcej i więcej. Zaiste, powzięliście zamiar najpożyteczniejszy, jak nigdy: cóż bowiem można wynaleźć zbawienniejszego w tym przewrocie wszechrzeczy, jak wzmożenie miłości Pana Jezusa, który stanowi obronę i mocną podstawę każdej Rzeczypospolitej […]”.

    Idea oddania się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa jest związana z objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque, wizytki z Paray-le-Monial. Chrystus ukazał zakonnicy swoje spragnione ludzkiej miłości Serce i zażądał, by Mu się poświęciła. Święta oraz jej spowiednik św. Klaudiusz la Colombière jako pierwsi ofiarowali się Bożemu Sercu, ułożyli formuły zawierzenia i tym samym zapoczątkowali osobiste poświęcenie się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Z biegiem czasu w Kościele zaczęto praktykować poświęcenie wspólnot, rodzin, narodów i krajów, aż wreszcie ofiarowano Sercu Zbawiciela cały rodzaj ludzki.

    Jednym z centrów kultu Bożego Serca jest krakowski klasztor wizytek. To tutaj w 1868 r. powstało Arcybractwo Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa w Polsce i do dziś w konwencie przy Krowoderskiej znajduje się główna siedziba tej wspólnoty dla całej Polski. W tutejszym kościele, w poniedziałek 27 lipca o godz. 18.00 zostanie odprawiona dziękczynna Msza św. za Akt, którego przed stu laty dokonali polscy biskupi na Jasnej Górze.

    Kraków/Kai/Tygodnik NIEDZIELA

    **************

    Madryt: cud krwi św. Pantaleona

    Madryt: cud krwi św. Pantaleona

    Liturgiczne wspomnienie św. Pantaleona, lekarza i męczennika z początku IV w., ma w tym roku w Madrycie wyjątkowy charakter. Wierni, którzy przybywają do klasztoru Wcielenia (Monasterio de la Encarnación), aby być świadkami cudu krwi świętego, proszą o ustanie pandemii i uzdrowienie chorych.

    Marek Raczkiewicz CSsR – Hiszpania

    Pantaleon urodził się pod koniec III w. w Nikodemii. Studiował filozofię i retorykę, ale ostatecznie poświęcił się medycynie. Został lekarzem na dworze cesarza Galeriusza Maksymina. Pod wpływem kapłana Hermolausza przyjął chrześcijaństwo i zaczął leczyć bezpłatnie. Cesarz kazał go uwięzić i zmusić do wyrzeczenia się wiary. Pomimo okrutnych i wymyślnych tortur Pantaleon nie dopuścił się jednak apostazji. Ostatecznie został ścięty pod suchym drzewem figowym, które zakwitło, kiedy na ziemię spadły krople krwi męczennika. Pantaleon jest patronem lekarzy, pielęgniarek i ludzi samotnych.

    Kościół katolicki zaliczył go do grona czternastu świętych wspomożycieli, czyli tych, których wstawiennictwo u Boga jest wyjątkowo skuteczne. Dla Kościoła prawosławnego jest świętym „anárgiros”, czyli takim, który nie przyjmuje zapłaty za to, co robi.

    Ampułka z krwią świętego trafiła do Madrytu w XVII w. Od tego czasu każdego 27 lipca, to jest w liturgiczne wspomnienie św. Pantaleona, jego krew przechodzi z postaci skrzepniętej w płynną. Cały proces można śledzić na specjalnie przygotowanych ekranach. Z racji pandemii zostały umieszczone już wczoraj, a kościół klasztoru Encarnación przygotowano na przyjęcie wiernych. Przy zachowaniu przepisów sanitarnych pielgrzymi mogą pomodlić się przy relikwiach św. Pantaleona, ale nie mogą ich dotykać ani całować. 

    Radio Watykańskie/27.07.2020

    *****************

    ****

    sobota 25 lipca

    uroczystość św. Jakuba Apostoła


    Msze.info

    ****

    Święty Jakub, zwany Jakubem Większym Apostołem, to jeden z dwunastu apostołów Jezusa Chrystusa. Był jednym z pierwszych uczniów Jezusa – należał do grona najbliższych mu apostołów. Zginął śmiercią męczeńską – został ścięty po tym, jak arcykapłan żydowski wydał go Herodowi Agryppie za to, że nawrócił on w Jerozolimie czarnoksiężnika Hermogenesa. Legenda głosi, że ciało świętego Jakuba dotarło w cudowny sposób do Hiszpanii, w łodzi bez wioseł.

    Patron: Hiszpanii, Portugalii, Lęborka, zakonów rycerskich, aptekarzy, rybaków, pielgrzymów, robotników, żebraków, drogistów

    Ikonografia: atrybutami świętego Jakuba są: bukłak, kij pielgrzyma, księga, miecz, torba, muszla, zwój, turban turecki

    **********

    Syn Gromu

    Taki przydomek św. Jakub otrzymał od Pana Jezusa ze względu na swój popędliwy charakter.

    wikipedia.org
    **

    Z imieniem tego świętego łączy się jeden z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych, obok tych prowadzących do Rzymu i Jerozolimy. Droga św. Jakuba (Camino de Santiago) to szlak pielgrzymkowy istniejący od ponad tysiąca lat.

    Z kart Pisma Świętego wiemy, że św. Jakub, nazywany w tradycji Starszym lub Większym, był bratem apostoła Jana. Ewangelie wymieniają go pośród trzech uprzywilejowanych uczniów, którzy brali udział w takich wydarzeniach, jak: wskrzeszenie córki Jaira, przemienienie Jezusa, mowa eschatologiczna i agonia Jezusa w Getsemani.

    Jak wynika z Dziejów Apostolskich, na początku lat czterdziestych I wieku król Herod Agryppa, wnuk Heroda Wielkiego, „zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana” (Dz 12, 1-2). Jakub poniósł śmierć męczeńską w 44 r. Euzebiusz z Cezarei, pierwszy historyk Kościoła (IV wiek), pisze, że ucałował on swojego kata, czym tak dalece go wzruszył, że sam kat także wyznał Chrystusa i za to natychmiast poniósł męczeńską śmierć. Jakub był pierwszym wśród Apostołów, a drugim po św. Szczepanie, męczennikiem Kościoła.

    Św. Jakub zajmował wysoką pozycję w Kościele jerozolimskim. Również późniejsza tradycja opowiada o jego pobycie w Hiszpanii w celu ewangelizowania tego ważnego regionu cesarstwa rzymskiego. Według innej tradycji natomiast, jego ciało zostało przeniesione do Hiszpanii – do Santiago de Compostela.

    Benedykt XVI w katechezie poświęconej temu Apostołowi podkreślił: „Od św. Jakuba możemy się wiele nauczyć: gotowości przyjęcia powołania, które daje nam Pan, nawet gdy domaga się od nas pozostawienia «łodzi», symbolizującej ludzkie bezpieczeństwo; entuzjazmu w pójściu za Nim drogami, które On nam wskazuje, odbiegającymi od naszych iluzorycznych oczekiwań; gotowości świadczenia o Nim z odwagą, gdy potrzeba – aż do złożenia najwyższej ofiary z życia. Tak więc Jakub Starszy jawi się nam jako wymowny przykład ofiarnego przylgnięcia do Chrystusa”.

    Jan Paweł II w 1982 r. w Santiago de Compostela wygłosił przemówienie, które nazwano „aktem europejskim”.

    Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela Ogólnopolska 29/2020

    ***

    Msza święta

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg
    fot. episkopat.pl
    ***

    *****

    **

    Dzisiejszego dnia wspominamy również św. Krzysztofa

    Katedra ormiańska we LwowieLwówRosen Jan Henryk,
    ***

    Św. Krzysztof – patron kierowców i podróżujących

     Od 1934 r. rozpowszechnia się zwyczaj święcenia samochodów czy motocykli przed nowym sezonem turystycznym lub w dzień św. Krzysztofa. Nie ma co ukrywać, że człowiek nie wyobraża sobie już dzisiaj życia bez samochodu. Rosnąca ich liczba powoduje korkowanie miast, a na drogach robi się coraz bardziej niebezpiecznie; każdy chce dojechać na czas, nie zauważając nierzadko innych uczestników ruchu drogowego.

    Wspomnienie św. Krzysztofa – patrona, choć nie tylko, kierowców, to także czas na krótką refleksję. Co roku na naszych drogach ginie w wypadkach samochodowych pięć tysięcy osób, a co piąty wypadek spowodowany jest przez osobę nietrzeźwą. Pierwszą ofiarą ruchu samochodowego był pieszy potrącony przez samochód w Nowym Jorku w 1895 r. Niestety, szybki samochód staje się często bożkiem dla wielu młodych ludzi. Zasiadając za kierownicę liczą się tylko oni i ich samochód. Niestety umiejętności i kultura jazdy schodzą na dalszy plan.

    Jak człowiek odrażający stał się Krzysztofem

    Tu nieodparcie przypomina się jedna z legend o św. Krzysztofie, który, tak jak wielu z nas, początkowo zbłądził, będąc złym człowiekiem, mówiono nawet, że człowiekiem o twarzy szakala. Jego imię – Reprobus – oznaczało człowieka niegodnego, odrażającego. I takiego przedstawia się często w ikonografii wschodniej. Ale oto po chrzcie otrzymał ludzką twarz i nowe, piękne imię, które oznaczało człowieka niosącego Chrystusa. Zaczął służyć wielu pielgrzymom, przeprowadzając ich przez rzekę. To piękna aluzja do służebnej roli każdego kierowcy, który powinien służyć powierzonym sobie pasażerom i dążyć do tego, aby bezpiecznie przewieźć każdego z nas do celu podróży. Jadąc kiedyś autobusem, spotkałem wyjątkowego kierowcę, jakich chciałoby się spotykać jak najczęściej. Z uśmiechem na twarzy pomagał wielu starszym osobom wsiadać i wysiadać z autobusu, wynosił bagaże, a jadąc przez wiele małych miejscowości pozdrawiał i był pozdrawiany przez idących drogą mieszkańców. Jak widać ludzie zapamiętali „sympatycznego kierowcę”. Był więc przeciwieństwem innych, siedzących za kółkiem „ponuraków” zdobywających się jedynie na rzucane od niechcenia służbowe… „dobry”…

    On jeden nosił Jezusa na ramionach

    Kiedy św. Krzysztof pełniąc swoją służbę przy przeprowadzaniu ludzi spotkał pewnego dnia małego chłopca, ten poprosił go o przeniesienie na drugi brzeg. Kiedy wziął na swoje barki tego tajemniczego drobnego chłopca… poczuł ogromny ciężar, niewspółmierny do dziecięcego ciała. Omal nie zapadł się pod ziemię. Okazało się, że pielgrzymem był mały Jezus – „Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając Mnie, dźwigasz cały świat” – odpowiedział Jezus. Wedle tej legendy, Pan Jezus miał mu wtedy też przepowiedzieć rychłą śmierć męczeńską. Dlatego pisał ks. Jan Twardowski: „Nosili małego Jezusa na rękach różni święci, Matka Boża wzruszona, ty jeden na ramionach”… Stąd w ikonografii zachodniej sztuki chrześcijańskiej spotykamy starego, brodatego Krzysztofa z małym Jezusem na ramionach, podpierającego się pielgrzymim kosturem.

    Rzućmy okiem na fakty: Krzysztof miał żyć w III wieku, w czasach prześladowań chrześcijan. Należał, jako żołnierz do tzw. Trzeciej Kohorty zorganizowanej przez cesarza Dioklecjana, operującej w północnej Afryce między Libią a Egiptem. Część badaczy identyfikuje św. Krzysztofa z żołnierzem o imieniu Menas. Był on bardzo popularnym świętym, także patronem podróżników w Kościele koptyjskim. I zginął zamęczony w Antiochii. Po wydaniu przez cesarza Dioklecjana edyktu przeciw chrześcijanom rozpoczął życie pustelnicze na pustyni. Podczas igrzysk na arenie cyrku przyznał się do wyznawania chrześcijaństwa, został więc torturowany, a następnie ścięty. Ponieważ imię Menas nie było zbyt popularne w Kościele zachodnim nazwano go tym, który niósł Chrystusa. Kult św. Krzysztofa rozprzestrzenił się drogą bizantyjską w kierunku południowych Włoch, Sycylii, Rawenny. W VI wieku dotarł do Hiszpanii. Od XVI wieku świętego czczono również w krajach zamorskich. Zaliczano go do grona Czternastu Wspomożycieli. Jego relikwie miały np. znaleźć się w jedenastym stuleciu nas chorwackiej wyspie Rab, gdzie umieszczone w murach obronnych miały ocalić przed Saracenami.

    „Krzysztofki”

    Stare zwyczaje nakazywały każdego ranka patrzeć na wizerunki św. Krzysztofa, gdyż to miało zapewnić szczęście na cały dzień, według innych tradycji patrzenie na Krzysztofa miało sprawić, że nie umrze się bez sakramentów… Przejawem kultu było też umieszczanie na fasadach domów a nawet w bramach miejskich wizerunków przedstawiających św. Krzysztofa – kamienice takie zwano wówczas „Krzysztoforami” np. znana kamienica „Pod Krzysztofory”, w Krakowie. Umieszczano „Krzysztofki” w przydrożnych kapliczkach. Takowa istnieje np. w Babicach w powiecie przemyskim; wznosi się na wyniosłym wzgórzu nad rzeką przy drodze z Przemyśla. Kapliczka jest arkadowa i pochodzi najprawdopodobniej z końca XVIII wieku, kiedy budowano kościół w latach 1792-94. Niestety figura została skradziona i wystawiono nową. Piękny zwyczaj nakazuje także wystawianie kapliczek ze św. Krzysztofem w pobliżu dworców autobusowych i nad rzekami. Jest patronem nie tylko kierowców, ale wszelkich zawodów związanych z transportem – a więc przewoźników, flisaków, pielgrzymów, turystów, marynarzy i tragarzy.

    Arkadiusz Bednarczyk/Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************

    24 lipca

    wspomnienie św. Kingi, dziewicy

    Jan Matejko/Wikipedia

    **

    Św. Kinga (Kunegunda), księżna, dziewica. Urodziła się w 1234 roku jako córka Beli IV, króla węgierskiego i jego żony Marii, cesarzówny bizantyjskiej. Była siostrą św. Małgorzaty Węgierskiej oraz bł. Jolanty.

    Żona Bolesława Wstydliwego, księcia krakowskiego, z którym dzieliła trudy długiego panowania. Sprowadziła górników węgierskich, z czym wiąże się legenda o odkryciu przez nią soli w Bochni. Matka biednych i strapionych.

    Po śmierci męża wstąpiła do klasztoru klarysek w Starym Sączu, który wcześniej ufundowała. Umarła 24 lipca 1292 roku w Starym Sączu. Beatyfikowana przez Aleksandra VIII w 1690 roku. Kanonizowana przez Jana Pawła II 16 czerwca 1999 roku w Starym Sączu. Jest patronką Polski i Litwy oraz diecezji tarnowskiej.

    W ikonografii przedstawiana jest w stroju klaryski lub księżny, w ręku trzyma makietę klasztoru ze Starego Sącza, czasami bryłę soli, bywa w niej pierścień.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ***

     

    Kaplica św. Kingi w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie-Łagiewnikach
    fot. Julia A. Lewandowska
    **

    Fragment homilii podczas Mszy św. i kanonizacji bł. Kingi, Stary Sącz, 16 czerwca 1999 r.

    Prawie dokładnie trzydzieści trzy lata temu wypowiedziałem te słowa w Starym Sączu, podczas uroczystości milenijnych. Wypowiedziałem je nawiązując do szczególnej okoliczności. Oto, mimo niepogody, przybyli do tego miasta mieszkańcy ziemi sądeckiej i okolic i całe to wielkie zgromadzenie Ludu Bożego pod przewodnictwem Księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego i biskupa tarnowskiego Jerzego Ablewicza prosiło Boga o kanonizację bł. Kingi. Jakże więc nie powtórzyć tych słów w dniu, w którym z Bożej Opatrzności dane mi jest dopełnić tej kanonizacji, tak jak dane mi było przed dwoma laty ogłosić świętą Jadwigę Królową, Panią Wawelską. Jedna i druga przybyły do nas z Węgier, weszły w nasze dzieje i pozostały w pamięci narodu. Tak jak Jadwiga, tak i Kinga oparła się przemijaniu. Minęły stulecia, a blask jej świętości nie tylko nie przygasa, ale wciąż rozpala kolejne pokolenia. Nie uszła z ich pamięci ta królewna węgierska, księżna małopolska, fundatorka i mniszka sądeckiego klasztoru. A dzisiejszy dzień jej kanonizacji jest tego najwspanialszym dowodem. Niech będzie Bóg uwielbiony w swoich świętych!

    Zanim wejdziemy w duchu na drogi świętości księżnej Kingi, aby dziękować Bogu za to dzieło Jego łaski, pragnę pozdrowić wszystkich tu zgromadzonych i cały Kościół na pięknej ziemi tarnowskiej wraz z biskupem Wiktorem i biskupami pomocniczymi Józefem, Władysławem i Janem oraz drogim biskupem seniorem Piotrem. Witam biskupów węgierskich z Prymasem, kard. László Paskaiem, jak również prezydenta Węgier pana Arpada Göncza i towarzyszące mu osoby. Pozdrawiam pana premiera Słowacji Mikulaša Dziurindę. Słowa pozdrowienia kieruję również do premiera Jerzego Buzka. Pozdrawiam wszystkich kapłanów, zakonników i siostry zakonne, a w szczególny sposób siostry klaryski. Słowo serdecznego pozdrowienia kieruję do naszych gospodarzy – mieszkańców Starego Sącza. Wiem, że Stary Sącz słynie ze swego przywiązania do św. Kingi. Całe wasze miasto zdaje się być jej sanktuarium. Pozdrawiam również Nowy Sącz – miasto, które zawsze urzekało mnie swoim pięknem i gospodarnością. Sercem obejmuję całą diecezjalną wspólnotę, każdą rodzinę i osoby samotne, wszystkich chorych, jak również tych, którzy uczestniczą w tej liturgii za pośrednictwem radia i telewizji. Wszelka łaska od Tego, który jest źródłem i celem naszej świętości, niech będzie z wami!

    “Święci żyją świętymi”. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy proroczą zapowiedź: “Wspaniałe światło promieniować będzie na wszystkie krańce ziemi. Liczne narody przyjdą do ciebie z daleka i mieszkańcy wszystkich krańców ziemi do świętego twego imienia” (Tb 13,13). Te słowa proroka odnoszą się w pierwszym rzędzie do Jerozolimy – miasta naznaczonego szczególną obecnością Boga w Jego świątyni. Wiemy jednak, że od kiedy przez śmierć i zmartwychwstanie “Chrystus (…) wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej [świątyni], ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga” (Hbr 9,24), to proroctwo spełnia się na wszystkich tych, którzy postępują za Chrystusem tą samą drogą do Ojca. Odtąd już nie światło jerozolimskiej świątyni, ale blask Chrystusa, który opromienia świadków Jego zmartwychwstania, przyciąga liczne narody i mieszkańców wszystkich krańców ziemi do świętego imienia Bożego.

    W przedziwny sposób tego zbawiennego promieniowania świętości zaznała w swoim życiu św. Kinga począwszy od dnia narodzin. Przyszła bowiem na świat w węgierskiej, królewskiej rodzinie Beli IV z dynastii Arpadów. Królewski ten ród z wielką troską pielęgnował życie wiary i wydał wielkich świętych. Z niego pochodził św. Stefan, główny patron Węgier, i jego syn, św. Emeryk. Szczególne zaś miejsce pośród świętych z rodziny Arpadów zajmują kobiety: św. Władysława, św. Elżbieta Turyńska, św. Jadwiga Śląska, św. Agnieszka z Pragi i wreszcie siostry Kingi – św. Małgorzata i bł. Jolanta. Czyż nie jest oczywiste, że światło świętości tej rodziny prowadziło Kingę do świętego imienia Bożego? Czy przykład świętych rodziców, rodzeństwa i krewnych mógł pozostać bez śladu w jej duszy?

    Ziarno świętości posiane w sercu Kingi w rodzinnym domu, znalazło w Polsce dobrą glebę do rozwoju. Gdy w 1239 r. przybyła wpierw do Wojnicza, a potem do Sandomierza, nawiązała serdeczną więź z matką swego przyszłego męża Grzymisławą i jej córką Salomeą. Obydwie odznaczały się głęboką religijnością, ascetycznym życiem oraz zamiłowaniem do modlitwy, lektury Pisma Świętego i żywotów świętych. Ich serdeczne towarzyszenie, zwłaszcza w trudnych, pierwszych latach pobytu w Polsce, miało wielki wpływ na Kingę. Ideał świętości coraz bardziej dojrzewał w jej sercu. Szukając wzorców do naśladowania, które mogły odpowiadać jej stanowi, za szczególną patronkę obrała sobie swą świętą krewną – księżną Jadwigę Śląską. Chciała również wskazać całej Polsce świętego, który dla wszystkich stanów i wszystkich dzielnic stałby się nauczycielem umiłowania Ojczyzny i Kościoła. Dlatego wespół z biskupem krakowskim Prandotą z Białaczewa podjęła usilne starania o kanonizację krakowskiego męczennika, bpa Stanisława ze Szczepanowa. Z pewnością niemały wpływ na jej duchowość wywarli żyjący wówczas św. Jacek, bł. Sadok, bł. Bronisława, bł. Salomea, bł. Jolanta – siostra Kingi i wszyscy ci, którzy tworzyli w ówczesnym Krakowie szczególne środowisko wiary.

    Jeżeli dziś mówimy o świętości, o jej pragnieniu i zdobywaniu, to trzeba pytać, w jaki sposób tworzyć właśnie takie środowiska, które sprzyjałyby dążeniu do niej. Co zrobić, aby dom rodzinny, szkoła, zakład pracy, biuro, wioski i miasta, w końcu cały kraj stawały się mieszkaniem ludzi świętych, którzy oddziaływują dobrocią, wiernością nauce Chrystusa, świadectwem codziennego życia, sprawiając duchowy wzrost każdego człowieka? Św. Kinga i wszyscy święci i błogosławieni XIII w. dają odpowiedź: potrzeba świadectwa. Potrzeba odwagi, aby nie stawiać pod korcem światła swej wiary. Potrzeba wreszcie, aby w sercach ludzi wierzących zagościło to pragnienie świętości, które kształtuje nie tylko prywatne życie, ale wpływa na kształt całych społeczności.

    Napisałem w Liście do Rodzin, że “poprzez rodzinę toczą się dzieje człowieka, dzieje zbawienia ludzkości. Rodzina znajduje się pośrodku tego wielkiego zmagania pomiędzy dobrem a złem, między życiem a śmiercią, między miłością a wszystkim, co jest jej przeciwieństwem. Rodzinom powierzone jest zadanie walki przede wszystkim o to, ażeby wyzwolić siły dobra, których źródło znajduje się w Chrystusie Odkupicielu człowieka, aby te siły uczynić własnością wszystkich rodzin, ażeby – jak to powiedziano w polskim milenium chrześcijaństwa – rodzina była “Bogiem silna”” (n. 23). Dziś, opierając się na ponadczasowym doświadczeniu św. Kingi, powtarzam te słowa tu, pośród mieszkańców sądeckiej ziemi, którzy przez wieki, często za cenę wyrzeczeń i ofiar, dawali dowody troski o rodzinę i wielkiego umiłowania życia rodzinnego. Wraz z patronką tej ziemi proszę wszystkich moich rodaków: niech polska rodzina dochowa wiary Chrystusowi! Trwajcie mocno przy Chrystusie, aby On trwał w was! Nie pozwólcie, aby w waszych sercach, w sercach ojców i matek, synów i córek zagasło światło Jego świętości. Niech blask tego światła kształtuje przyszłe pokolenia świętych, na chwałę imienia Bożego! Tertio millennio adveniente.

    Bracia i siostry, nie lękajcie się chcieć świętości! Nie lękajcie się być świętymi! Uczyńcie kończący się wiek i nowe tysiąclecie erą ludzi świętych!

    “Święci pragną świętości”. Takie pragnienie żywe było w sercu Kingi. Z tym pragnieniem rozważała słowa św. Pawła, które słyszeliśmy dzisiaj: “Nie mam (…) nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który – wskutek doznanego od Pana miłosierdzia – godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć” (1 Kor 7,25-26). Zainspirowana tym wskazaniem, pragnęła poświęcić się Bogu całym sercem przez ślub dziewictwa. Toteż, gdy ze względu na historyczne okoliczności miała zostać żoną księcia Bolesława, przekonała go do dziewiczego życia na chwałę Bożą i po dwuletniej próbie małżonkowie złożyli na ręce biskupa Prandoty ślub dozgonnej czystości.

    Ten sposób życia, dziś może trudny do zrozumienia, a głęboko zakorzeniony w tradycji pierwotnego Kościoła, dał św. Kindze tę wewnętrzną wolność, dzięki której z całym oddaniem mogła troszczyć się przede wszystkim o sprawy Pana, prowadząc głębokie życie religijne. Dziś na nowo odczytujemy to wielkie świadectwo. Św. Kinga uczy, że zarówno małżeństwo, jak i dziewictwo przeżywane w jedności z Chrystusem może stać się drogą świętości. Ona staje dziś na straży tych wartości. Przypomina, że w żadnych okolicznościach wartość małżeństwa, tego nierozerwalnego związku miłości dwojga osób, nie może być podawana w wątpliwość. Jakiekolwiek rodziłyby się trudności, nie można rezygnować z obrony tej pierwotnej miłości, która zjednoczyła dwoje ludzi i której Bóg nieustannie błogosławi. Małżeństwo jest drogą świętości, nawet wtedy, gdy staje się drogą krzyżową.

    Mury starosądeckiego klasztoru, któremu początek dała św. Kinga i w którym dokonała swego życia, zdają się dziś dawać świadectwo o tym, jak bardzo ceniła czystość i dziewictwo, słusznie upatrując w tym stanie niezwykły dar, dzięki któremu człowiek w sposób szczególny doświadcza własnej wolności. Tę zaś wewnętrzną wolność może uczynić miejscem spotkania z Chrystusem i z człowiekiem na drogach świętości. U stóp tego klasztoru, wraz ze św. Kingą proszę szczególnie was, ludzie młodzi: brońcie tej swojej wewnętrznej wolności! Niech fałszywy wstyd nie odwodzi was od pielęgnowania czystości! A młodzieńcy i dziewczęta, których Chrystus wzywa do zachowania dziewictwa na całe życie, niech wiedzą, że jest to uprzywilejowany stan, przez który najwyraźniej przejawia się działanie mocy Ducha Świętego.

    Jest jeszcze jeden rys ducha św. Kingi, który wiąże się z jej pragnieniem świętości. Jako księżna umiała troszczyć się o sprawy Pana także na tym świecie. Przy boku męża współuczestniczyła w rządzeniu, wykazując stanowczość i odwagę, wielkoduszność i troskę o dobro kraju i poddanych. W czasie niepokojów wewnątrz państwa, walki o władzę w podzielonym na dzielnice królestwie, siejących spustoszenie najazdów tatarskich, św. Kinga potrafiła sprostać wyzwaniom chwili. Gorliwie zabiegała o jedność piastowskiego dziedzictwa, a dla podniesienia kraju z ruiny nie wahała się oddać tego wszystkiego, co otrzymała w posagu od swego ojca. Z jej imieniem związane są żupy solne w podkrakowskiej Wieliczce i w Bochni. Nade wszystko jednak miała na względzie potrzeby swych poddanych. Potwierdzają to jej dawne żywoty zaświadczając, że lud nazywał ją “pocieszycielką”, “lekarką”, “żywicielką”, “świętą matką”. Zrezygnowawszy z naturalnego macierzyństwa, stała się prawdziwą matką dla wielu.

    Troszczyła się również o rozwój kulturalny narodu. Z jej osobą i tutejszym klasztorem wiąże się powstanie takich pomników literatury, jak pierwsza napisana po polsku książka: Żołtarz Dawidów – Psałterz Dawidowy.

    Wszystko to wpisuje się w jej świętość. A gdy dziś pytamy, jak uczyć się świętości i jak ją realizować, św. Kinga zdaje się odpowiadać: trzeba troszczyć się o sprawy Pana na tym świecie. Ona daje świadectwo, że wypełnianie tego zadania polega na nieustannym staraniu o zachowanie harmonii pomiędzy wyznawaną wiarą a własnym życiem. Dzisiejszy świat potrzebuje świętości chrześcijan, którzy w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i zawodowego podejmują swoje codzienne obowiązki; którzy pragnąc spełniać wolę Stwórcy i na co dzień służyć ludziom, dają odpowiedź na Jego przedwieczną miłość. Dotyczy to również takich dziedzin życia, jak polityka, działalność gospodarcza, społeczna i prawodawcza (por. Christifideles laici, 42). Niech i tu nie braknie ducha służby, uczciwości, prawdy, troski o dobro wspólne nawet za cenę wielkodusznej rezygnacji ze swego, na wzór świętej księżnej tych ziem! Niech i w tych dziedzinach nie zabraknie pragnienia świętości, którą zdobywa się przez kompetentne, służebne działanie w duchu miłości Boga i bliźniego.

    “Święci nie przemijają”. Kiedy wpatrujemy się w postać Kingi, budzi się to zasadnicze pytanie: Co uczyniło ją taką postacią poniekąd nieprzemijającą? Co pozwoliło jej przetrwać w pamięci Polaków, a w szczególności w pamięci Kościoła? Jakie jest imię tej siły, która opiera się przemijaniu? Imię tej siły jest miłość. Na to wskazuje dzisiejsza Ewangelia o dziesięciu pannach mądrych. Kinga z pewnością była jedną z nich. Tak jak one wyszła na spotkanie Boskiego Oblubieńca. Tak jak one czuwała z zapaloną lampą miłości, ażeby nie przeoczyć momentu, kiedy Oblubieniec przyjdzie. Tak jak one spotkała Go nadchodzącego i została zaproszona, aby uczestniczyć w uczcie weselnej. Miłość Boskiego Oblubieńca, która w życiu księżnej Kingi wyraziła się tylu czynami miłości bliźniego – ta właśnie miłość sprawiła, że przemijanie, któremu poddany jest każdy człowiek na ziemi, nie zatarło jej pamięci. Po tylu wiekach Kościół na ziemi polskiej dzisiaj daje temu wyraz.

    “Święci żyją świętymi i pragną świętości”. Raz jeszcze powtarzam te słowa tu, na ziemi sądeckiej. Tę ziemię otrzymała Kinga w darze w zamian za posag, który przekazała na ratowanie kraju i ta ziemia nigdy nie przestała być jej szczególną własnością. Ona wciąż troszczy się o ten lud wierny, który tu żyje. Jakże jej nie dziękować za opiekę nad rodzinami, zwłaszcza nad tak licznymi tu rodzinami wielodzietnymi, na które patrzymy z podziwem i szacunkiem. Jakże nie dziękować jej za to, że wyprasza dla tutejszej wspólnoty Kościoła łaskę tak wielu powołań kapłańskich i zakonnych. Jak nie dziękować jej za to, że dziś zgromadziła nas, jednocząc we wspólnej modlitwie braci i siostry z Węgier, Czech, Słowacji, Ukrainy, na nowo budząc tę tradycję duchowej jedności, którą sama tworzyła z takim oddaniem.

    Pełni wdzięczności wielbimy Boga za dar świętości pani tej ziemi i prosimy, by blask tej świętości trwał w nas wszystkich; by w nowym tysiącleciu to wspaniałe światło promieniowało na wszystkie krańce ziemi i by ich mieszkańcy przyszli z daleka do świętego imienia Bożego (por. Tb 13,13) i ujrzeli Jego chwałę.

    ekai.pl

    ***********

    Święta księżna-klaryska


    Święta księżna-klaryska

    Gdy w naszym klasztorze powie ktoś: „Święta Matka”, to wiadomo, że chodzi o św. Kingę, jeśli nawet nie dodamy Jej imienia – mówi dla portalu PCh24.pl Matka Ksieni Teresa Izworska OSC ze starosądeckiego klasztoru sióstr klarysek.

    Św. Kinga pochodziła z węgierskiego rodu królewskich Arpadów. Kto z jej rodziny został także wyniesiony na ołtarze?

    Z królewskiego rodu Arpadów pochodzą święci: Stefan, główny patron Węgier i jego syn Emeryk, Władysław, Elżbieta – siostra Beli IV, ojca św. Kingi, zwana Elżbietą Węgierską lub Elżbietą z Turyngii. Zaślubiona była z landgrafem Hesji i Turyngii Ludwikiem IV. Jest patronką Trzeciego Zakonu św. Franciszka.

    Chwały ołtarzy dostąpiły także siostry św. Kingi: Małgorzata, poświęcona Bogu w zakonie dominikańskim i bł. Jolenta, żona Bolesława Pobożnego. Po jego śmierci została klaryską. Jest czczona w Gnieźnie.

    Jak przebiegło dzieciństwo Kingi? Czy mamy jakieś informacje na ten temat?

    Nie posiadamy konkretnych informacji o latach jej dzieciństwa na dworze królewskim. Natomiast można wnioskować na podstawie zwyczajów, jakie wówczas panowały. Cechowała je troska, by dziecko jak najwcześniej otrzymało sakrament chrztu św. i Komunię św. pod postacią wina. W pokoju dziecka codziennie odprawiano Mszę św. Istniał też zwyczaj wspólnej modlitwy. Tak więc od najmłodszych lat przepajano dzieci duchem modlitwy. Wprowadzano też do praktykowania cnót chrześcijańskich, do spełniania uczynków miłości i miłosierdzia. Stąd istnieje przypuszczenie, że mała Kinga chętnie udawała się na modlitwę, zapraszając także towarzyszki dziecięcych zabaw. Z miłości do Boga wyrasta miłość do drugiego człowieka. Nie dziwi więc myśl o oddawaniu drogich sukienek ubogim dziewczynkom. Zresztą to, co jest przypuszczeniem o jej dzieciństwie, potwierdzone zostało w dorosłym życiu świętej Kingi.

    Znacznym wydarzeniem w życiu św. Kingi był najazd tatarski na Polskę i Węgry. Jak wówczas toczyły się jej losy?

    Po przybyciu do Polski w roku 1239 zamieszkała na dworze książęcym w Sandomierzu. Już w 1241 roku musiała uciekać z Grzymisławą i Bolesławem przed Tatarami. Chronili się w Krakowie, na Węgrzech, w Pieninach i na Morawach. Kinga, znając potrzeby zniszczonego kraju, ofiarowała czterdzieści tysięcy grzywien srebrnych. Po powrocie z tułaczki w kwietniu 1243 roku dwór książęcy przeniesiono do Nowego Korczyna, gdyż zamki w Krakowie i w Sandomierzu były zniszczone.

    Drugi najazd tatarski miał miejsce w latach 1259-1260. Wówczas Kinga z Bolesławem znaleźli schronienie u Leszka Czarnego, na zamku w Sieradzu.

    Trzeci najazd Tatarów, w latach 1287-1288, zastał Kingę już w Starym Sączu, w klasztorze sióstr klarysek, przez nią ufundowanym. I znów musiała uciekać razem z siostrami do zamku w Pieninach. Po powrocie w 1288 roku rozpoczęła nowicjat i w 1289 roku złożyła śluby zakonne.

    Tak więc nasza Święta nie miała łatwego życia. Nie była jej obca tułaczka i niepewność jutra. Zaufała jednak Panu Bogu do końca i nie zawiodła się.

    We współczesnym świecie dziwnym może wydawać się dozgonny ślub czystości św. Kingi i Bolesława Wstydliwego. Kto zainicjował ten ślub? Jakie inspiracje kierowały przy tym Kingą?

    Posłużę się fragmentem homilii Ojca Świętego Jana Pawła II, wygłoszonej w dniu kanonizacji św. Kingi, 16 czerwca 1999 roku w Starym Sączu. Po zacytowaniu słów św. Pawła Apostoła o dziewictwie (1 Kor 7, 25-26), Papież dał następujące wyjaśnienie: „Zainspirowana tym wskazaniem, pragnęła poświęcić się Bogu całym sercem przez ślub dziewictwa. Toteż gdy ze względu na historyczne okoliczności miała zostać żoną Bolesława, przekonała go do dziewiczego życia na chwalę Bożą i po dwuletniej próbie małżonkowie złożyli na ręce biskupa Prandoty ślub dozgonnej czystości. Ten sposób życia, dziś może trudny do zrozumienia, a głęboko zakorzeniony w tradycji pierwotnego Kościoła, dał świętej Kindze tę wewnętrzną wolność, dzięki której z całym oddaniem mogła troszczyć się przede wszystkim o sprawy Pana, prowadząc życie głęboko religijne. Dziś na nowo odczytujemy to wielkie świadectwo”.

    Św. Kinga nie była wyjątkiem. Miała wspaniałe wzory. Na pierwszym miejscu Najświętszą Dziewicę Maryję, a potem Jej naśladowczynie, które żyły w małżeństwie niespełnionym. Miała szczególne nabożeństwo do św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty.

    Św. Kinga bardzo ceniła dziewictwo. Bliską jej była Salomea, siostra Bolesława, która ze swoim mężem Kolomanem żyła także w dziewiczym małżeństwie.

    Mając przed oczyma całe życie naszej Świętej można powiedzieć, że taka postawa nie była jakimś kaprysem, lecz pójściem za Bożym prowadzeniem pod wpływem szczególnej łaski.

    Ze św. Kingą łączy się również piękna legenda o „sprowadzeniu” soli do Polski. Czy może ją Siostra przytoczyć?

    Pewnego razu Kinga udała się na Węgry, do swoich rodziców. W towarzystwie ojca, króla Beli IV, odwiedzała różne miejsca rodzinnego kraju. Przybyli też do solnych żup w Marmarosz. Poprosiła wówczas ojca by jej darował szyb, przy którym stała. Król chętnie przychylił się do prośby Kingi. Na znak objęcia w posiadanie wrzuciła do szybu swój pierścień. Znaleziono go w Polsce, w pierwszej bryle soli.

    Inna wersja tej legendy mówi o podróży Kingi z Węgier do Polski. Gdy orszak wyruszył w stronę Krakowa, Kinga poczuła się bardzo zmęczona. Grzymisława zarządziła postój. W przygotowanym namiocie Kinga zasnęła. Wtedy usłyszano dudnienie i trzaski, nastąpiły podziemne wstrząsy. Na skraju polany ziemia się obsunęła. Ukazały się głębokie bruzdy. Pomimo tych hałasów Kinga spała. Gdy ją obudzono poleciła, aby robotnicy kopali w tym miejscu, skąd było słychać najsilniejszy łoskot. Wydobyto ogromną bryłę wraz z pierścieniem Kingi, który wrzuciła do szybu w Marmarosz. Tak więc według legendy sól wędrowała pod ziemią z Węgier do Polski. Miejsce, gdzie znaleziono wielką sól, nazwano Wieliczką.

    Z kolei legenda o Bochni opowiada, że św. Kinga jadąc z Wojnicza do Krakowa zatrzymała się w Bochni. Usłyszała głos z nieba: „Tutaj każ kopać.” Zaczęto więc kopać u podnóża wzgórza, gdzie znaleziono sól kamienną. W pierwszym wydobytym okruchu spostrzeżono pierścień królewny.

    Jakie były losy Kingi po śmierci jej męża?

    Książę Bolesław, wdzięczny Kindze za wsparcie kraju zniszczonego przez najazdy tatarskie, oddał jej ziemię sądecką w wieczyste posiadanie w roku 1257. Wyraził też zgodę na wybudowanie klasztoru w Sączu. Kinga dbała o rozwój gospodarczy tej ziemi. Przeniosła wiele miejscowości na prawo magdeburskie. Troszczyła się o lud wiejski. Polecała sołtysom, by nie uciskali chłopów. Dzięki niej powstawały nowe świątynie. Szczególną troską otoczyła Sącz.

    W roku 1279 zmarł w Krakowie książę Bolesław Wstydliwy. Po uroczystościach pogrzebowych przeniosła się do Sącza, gdzie doprowadziła do końca budowę klasztoru dla sióstr klarysek.

    Dlaczego właśnie dla klarysek?

    Duchowość franciszkańska nie była jej obca, gdyż oboje z Bolesławem należeli do Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka z Asyżu. Salomea, siostra Bolesława, sprowadziła klaryski do Polski. W 1245 roku złożyła śluby zakonne. 6 lipca 1280 roku Kinga wydała akt fundacyjny Klasztoru Sióstr Klarysek w Starym Sączu. Na rzecz Klasztoru zapisała miasto Sącz i dwadzieścia dziewięć wsi, z prawem poboru cła, a także wszystkimi prawami administracyjnymi i sądowniczymi, jakie na tych terenach miała sama Kinga. Zależało jej na zapewnieniu siostrom dobrych warunków materialnych, by wolne od trosk doczesnych mogły służyć Bogu. Grupa sióstr przybyła ze Skały-Grodziska, tworząc wspólnotę zakonną w Sączu. Kinga, nie będąc jeszcze klaryską, zajmowała się zarządzaniem dobrami klasztornymi. Dopiero 24 kwietnia 1289 roku złożyła profesję zakonną. Miała swoistą relację z klasztorem jako jego fundatorka i dobrodziejka. Nie była ksienią. Tak więc spełniło się jej pragnienie całkowitego oddania Chrystusowi. Bogata w cnoty odeszła do Pana w dniu 24 lipca 1292 roku.

    Kinga została kanonizowana w 1999 r., 707 lat po śmierci. Dlaczego proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny trwał tak długo?

    Kult św. Kingi trwa od jej śmierci aż do dnia dzisiejszego. Najpierw był to kult prywatny, a po beatyfikacji kult oficjalny. Około roku 1307 przeniesiono relikwie z ziemi do kamiennego grobowca. Zaczęto spisywać liczne cuda i łaski otrzymywane przez wstawiennictwo Kingi. Proces beatyfikacyjny rozpoczęty w 1629 roku został uwieńczony w 1690 roku beatyfikacją na podstawie kultu trwającego od niepamiętnych czasów.

    W 1733 roku podjęto starania o kanonizację, które z przerwami trwały do roku 1999. Dlaczego tak długo? Zwykle mówimy, że było wiele przeszkód na skutek różnych burz dziejowych, które przetaczały się przez Polskę, takich jak wojny, rozbiory. W 1782 roku nastąpiła kasata Klasztoru. Siostry jednak nie opuściły tego miejsca i doczekały się lepszych czasów. Kult św. Kingi w takich niekorzystnych warunkach ulegał osłabieniu. Od 1905 roku nastąpił wzrost kultu. Podjęto na nowo starania o kanonizację. Gromadzono dokumentację, powoływano komisje. Chyba nie było łatwo zebrać wszystkich potrzebnych akt dotyczących osoby, która żyła w XIII wieku.

    Cokolwiek by się powiedziało na temat drogi św. Kingi na ołtarze, przywołując różnego rodzaju trudności, to z całkowitą pewnością stwierdzić należy, że kanonizacja św. Kingi jest cudownym darem Bożym, na który czekały pokolenia klarysek i jej czcicieli. Hojność Boża przeszła wszelkie oczekiwania. Nawet w najśmielszych marzeniach zapewne nikt sobie nie wyobraził, że św. Kinga zostanie kanonizowana przez Papieża Polaka, wielkiego Świętego, na swoich włościach w pobliżu jej Klasztoru. Warto było tak długo czekać. Pan Bóg wybrał najlepszy czas i najlepsze miejsce!

    W jaki sposób Siostry czczą swoją trzynastowieczną współsiostrę – św. Kingę?

    Oprócz kultu oficjalnego, liturgicznego, istnieje kult siostrzany. Te dwa rodzaje kultu wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Nie da się ich rozdzielić. Naszą Świętą czcimy szczególnie w każdy poniedziałek. Istnieje bowiem tradycja, że poniedziałek był dniem jej przejścia z klasztoru sądeckiego do Domu Ojca w niebie. Przed 24 lipca przeżywamy uroczystą Nowennę wraz z Ludem Bożym. To nabożeństwo cieszy się wielką frekwencją wiernych. Szczególnie jest to widoczne podczas centralnej uroczystości odpustowej i w samym dniu Świętej Kingi. Siostry uczestniczą nie wychodząc poza klauzurę. W tym czasie wystawiony jest główny relikwiarz (trumienka) na specjalnym feretronie, na środku kaplicy klasztornej. Mogą ją widzieć wierni przychodzący na modlitwę.

    W naszej wspólnocie świętujemy także urodziny naszej Matki Fundatorki, tradycyjnie 4 marca. Obecnie bardzo radosnym dniem jest rocznica kanonizacji św. Kingi i wizyty św. Jana Pawła II w Starym Sączu i w naszym klasztorze. Celebrowana jest Msza św. według formularza kanonizacyjnego, w kaplicy Świętej Kingi.

    Mamy różne modlitwy i pieśni. W czasie Nowenny lipcowej odmawiamy indywidualnie Godzinki ku czci naszej Patronki. Zawsze dostępne są Jej relikwie, które całujemy podczas nabożeństw określonych zwyczajem. Każda siostra może to uczynić kiedy zechce; każda Ją czci na swój niepowtarzalny sposób.

    Święta Kinga jest naszą Siostrą w Zakonie Świętej Klary. My jednak bardziej czcimy Ją i kochamy jako Matkę. Gdy u nas się powie: „Święta Matka” wiadomo, że chodzi o św. Kingę, jeśli nawet nie dodamy Jej imienia. Zawdzięczamy Jej to miejsce, ten Klasztor, wspaniałe dziedzictwo świętości i kultury. Zostawiła nam piękny przykład życia oddanego Chrystusowi, przykład miłości bliźniego, zdrowego patriotyzmu i innych cnót. Czujemy Jej duchową obecność i opiekę. Bogu niech będą dzięki za naszą Matkę Fundatorkę!

    Bóg zapłać za rozmowę!

    Rozmawiał Kajetan Rajski (wywiad z roku 2014)

    ******** 

    godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 18.00

    Msza św. o godz. 19.00

    fot. episkopat.pl
    ***

    ************************************************************************

    23 lipca

    wspomnienie św. Brygidy Szwedzkiej, patronki Europy


    Święta Brygida, ogłoszona przez Jana Pawła II patronką Europy jako niewiasta pełna cnót stanowiących przykład dla współczesnego świata, znana jest pobożnym osobom głównie dzięki modlitwom wydanym w Polsce pod tytułem Tajemnica szczęścia, a będącym owocem jej mistycznego życia i objawień, jakie otrzymywała od Pana Jezusa. Dawne żywoty zwracają uwagę, iż skronie tej świętej zostały ozdobione potrójną koroną – dziewicy z wyboru, świętej małżonki i oddanej Bogu wdowy. Może właśnie w tym zawiera się tajemnica jej świętości, a stanowi ją miłość Pana Boga aż do zaparcia siebie i pogodzenia się z każdym wyrazem woli Bożej – nawet występującym przeciwko najpobożniejszym i najświętszym, ale własnym pragnieniom.


    Córka Birgera Perssona, głównego sędziego Upplandii została w wieku siedmiu lat osierocona przez matkę Ingeborg z Folkungów (przez którą spokrewniona była ze szwedzką rodziną królewską). Ojciec posłał ją wówczas na dwór swojej krewnej, która miała zapewnić dziewczynce dobre katolickie wychowanie. Była to niewiasta niesłychanie surowych obyczajów, a w jej domu panowała dyscyplina płynąca ze szczerego umiłowania Boskiego porządku świata. Zdawać by się mogło, że mała Brygida nie odnajdzie się wśród takich zasad, ale od dziecka wykazywała ona niezwykłe jak na swój wiek zainteresowanie życiem duchowym i łatwość sprawowaniu praktyk religijnych kosztem własnych zabaw i przyjemności, więc u ciotki odnalazła właśnie to, co odpowiadało jej duchowemu usposobieniu.


    Brygida wyrosła na urodziwą młodą damę, ale nie chciała słyszeć o zamążpójściu, ponieważ tak rozmiłowała się w życiu cnoty i umartwienia, że jej jedynym pragnieniem były duchowe zaślubiny z Boskim Oblubieńcem, Panem Jezusem Chrystusem. Postanowiła żyć w czystości do końca życia, lecz nie było jej dane spełnić tego życzenia, gdyż w wieku czternastu lat została z woli ojca wydana za księcia Ulfa Gudmarssona. Uznała w tym wolę Bożą i zrezygnowała z własnej. Ich pożycie małżeńskie okazało się jednak szczęśliwe – jego owocem było ośmioro potomstwa, a mąż Brygidy okazał się dobrym człowiekiem i bratnią duszą dla swej małżonki, która ze swej strony dokładała wszelkich starań, by być najlepszą towarzyszką życia mężczyzny i matką.


    Zapaliła ona w księciu Ulfie tak żarliwą miłość Pana Boga, że w ostatnich latach życia zdecydował się zrezygnować ze świeckich zaszczytów i oddać wspólnym peregrynacjom do miejsc świętych, między innymi do Santiago de Compostella. Po śmierci męża w 1344 roku Brygida nadal, tym razem jako świątobliwa wdowa, kontynuowała życie pełne poświęcenia Panu Bogu i mogła wreszcie zrealizować dziecięce marzenie o oddaniu się wyłącznie służbie Bożej.


    Od dziecka Święta odbierała nadprzyrodzone wizje mistyczne Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, a teraz te przeżycia nasiliły się nadzwyczajnie. Zostały one opisane w dziele Revelationes coelestes (czyli objawienia niebieskie, a w oryginale Himmelska uppenbarelser). Odznaczała się też zawsze wielkim nabożeństwem do Męki Pańskiej i Maryi Panny – czego wyrazem stało się założenie przez nią Zakonu Najświętszego Zbawiciela, cechującego się podobnym pietyzmem dla zbawiennej męki Jezusowej i osoby Jego Niepokalanej Matki. Do końca życia Brygida świadczyła o ideale chrześcijańskiego życia, nie bojąc się upominać nawet władców, w tym również papieży, którzy przebywali w poniżającej godność biskupa rzymskiego niewoli awiniońskiej.


    Niedługo przed śmiercią odbyła jeszcze pielgrzymkę do Ziemi Świętej, swój żywot zakończyła natomiast w Rzymie, gdzie upłynęły jej ostatnie lata. Święta niewiasta zażyczyła sobie, by jej doczesne szczątki zostały przetransportowane do Vadsteny w Szwecji, gdzie przebywała w klasztorze jej córka Katarzyna, późniejsza święta. Brygida szwedzka została kanonizowana w roku 1391 przez papieża Bonifacego IX. Jej relikwie niestety nie zachowały się, ponieważ po przystaniu Szwecji do herezji protestanckiej zostały sprofanowane i zaginęły.

    Polonia Christiana/PCh24.pl

    *********************

    Panie! Przyjdź szybko i rozjaśnij noc – Modlitwa św. Brygidy

    Św. Brygida szwedzka

    Panie!
    Przyjdź szybko i rozjaśnij noc.
    Tak tęsknię do Ciebie,
    Jak tęsknią umierający.
    Powiedz mojej duszy,
    że nic nie dzieje się bez Twego przyzwolenia,
    a na co ty przyzwalasz nie pozostanie bez pocieszenia.
    O Jezu, Synu Boży,
    który stałeś cichy przed swymi sędziami,
    nałóż więzy na mój język,
    dopóki nie przemyślę,
    co i jak mam mówić.
    Wskaż mi drogę i spraw,
    abym była gotowa po niej kroczyć.
    Niebezpiecznie jest zwlekać
    i niebezpiecznie się spieszyć.
    Odpowiedz na moje błaganie
    i wskaż mi drogę.
    Przychodzę do Ciebie
    jak zraniony człowiek do lekarza
    w poszukiwaniu pomocy.
    Udziel mi Panie, pokoju serca!
    Amen

    O św. Brygidy Szwedzkiej, patronce Europy, św. Jan Paweł II powiedział, że “przyczyniła się do budowy wspólnoty kościelnej, w szczególnie krytycznym momencie jej dziejów (…) przez swoje głębokie zrozumienie tajemnicy Chrystusa i Kościoła.”

    ****************************************

    Matka 8 dzieci, wielbiona i wyśmiewana, okryta sławą i oblewana pomyjami – św. Brygida Szwedzka

    ŚWIĘTA BRYGIDA SZWEDZKA

    Fr Lawrence Lew OP/FlickrS. Małgorzata Borkowska OSB

    ***

    Zakonnica, która nigdy nie żyła w założonym przez siebie klasztorze; mistyczka, która wtrącała swoje trzy grosze w każdy ówczesny problem polityczny; kanonizowana święta, która papieżom wymyślała od Lucyperów…

    Matka ośmiorga dzieci, wielka ochmistrzyni dworu, pątniczka, żebraczka, wielbiona i wyśmiewana, okryta sławą i oblewana pomyjami… Św. Brygida Szwedzka. Tkliwa oblubienica z objawień pisanych stylem tak dosadnym, że się to miejscami naprawdę nie kojarzy z dworskimi manierami.

    Żyła w XIV wieku. Była krewną dynastii Folkungów i wydano ją za mąż stosownie do urodzenia; już do śmierci nie wyzbędzie się Brygida arystokratycznych uprzedzeń. Nie każdy byłby szczęśliwy przy żonie, która właśnie zaczyna robić cuda, ale pan Ulf był. I ona przy nim. Przez dwadzieścia trzy lata wyglądali jak każde inne, wyjątkowo tylko dostojne, pobożne i szczęśliwe małżeństwo. Wreszcie ruszyli na pielgrzymkę do Composteli. W powrotnej drodze Ulf zachorował ciężko i złożył ślub wstąpienia do klasztoru, jeśli przeżyje. Przeżył i został cystersem.

    Nie każda żona widziałaby w tym sens, ale Brygida widziała. Ulf jednak zmarł w klasztorze bardzo prędko. Ona odtąd uważała się za sponsa Christi – a głos Boży potwierdzał to w głębi jej duszy – ale za klauzurę nie było jej pilno. Przez jakiś czas mieszkała w niewygodnej i niezręcznej roli rezydentki przy Ulfowych cystersach, po czym wróciła na dwór, na którym była poprzednio przez wiele lat ochmistrzynią. Tylko że młodzieńcza para królewska całkiem przez ten czas dorosła i już nie miała ochoty ulegać dłużej pobożnemu wpływowi świątobliwej ciotki.

    Tej dziwaczki, prawda, która chce zakładać nowy zakon, ale zamiast się ćwiczyć w życiu klasztornym, wtrąca się w nie swoje sprawy i w dodatku utrzymuje, że to sam Bóg ją posyła. Wiecznie komuś grozi ogniem piekielnym za rzeczy tak zwyczajne jak rozsądna dbałość o własne interesy polityczne… Gdyby jej wierzyć, można by myśleć, że władcy będą odpowiadać przed Bogiem za wszystko, co spotka ich poddanych!

    I gdybyż tylko to. Niemal codziennie nowe objawienia, które uczony spowiednik zaraz spisuje po łacinie. Czasem, podobno, dotyczą te objawienia tylko jej samej i własnych spraw jej duszy. Niestety, nie wszystkie ani nawet nie większość! Cała reszta dotyczy konkretnych ludzi, z których mnóstwo wcale pani Brygidy o radę nie pyta ani tej rady słuchać nie chce. Wielu skarży się na nią, wielu wyśmiewa ją otwarcie. Zamieszanie na dworze, na którym bez niej żyłoby się tak przyjemnie! I tylko ta odrobina niepewności w głębi serca: a co, jeśli stara dewotka ma rację?

    Wreszcie ruszyła do Rzymu. Krzyżyk na drogę! Nie wróci już z tej podróży. Wszak cała Europa i cały basen Morza Śródziemnego pełne są politycznych i kościelnych wrzodów, które w każdej chwili mogą pęknąć. Jest się tam o co troszczyć. Jest problem awiniońskiej niewoli papieży; trwa między Anglią a Francją wojna stuletnia; Ziemię Świętą już znowu zajęli muzułmanie, a leżące w zasięgu ich ręki królestwo cypryjskie nie utrzyma się długo, osłabione wewnętrznymi walkami dynastii Lusignanów.

    We Włoszech każde miasto spiskuje z osobna: to przeciw papieżowi, to przeciw cesarzowi, to z tamtymi przeciw najbliższym sąsiadom. Królestwem neapolitańskim rządzi Joanna I, sławna i osławiona; rodzony syn Brygidy zakochał się w niej z pełną wzajemnością i już się miał z nią żenić, choć dawno w Szwecji żonaty, ale mu śmierć przeszkodziła… A wszędzie kłębią się interesy, sprawy i dążenia ludzi większych i mniejszych, sławnych i całkiem nieznanych; i tylko nie widać w tym kłębowisku myśli o wieczności ani Bożego ładu.

    Brygida była w Rzymie, pielgrzymowała wzdłuż i wszerz po Włoszech, pojechała do Neapolu i nawet przez Cypr do Ziemi Świętej. Tam miała najsłynniejsze ze swoich objawień, dotyczące przebiegu Męki Pańskiej, rozpowszechniane później w setkach kopii, w wydaniach niezliczonych. To przynajmniej nie szkodziło nikomu… ale nadal miewała i te inne: przesłania do dziesiątków ludzi, którym mówiła, co się w ich życiu nie podoba Bogu.

    I co powinni robić. Władcom przypominała, że są stróżami, a nie właścicielami swoich krain. Bogaczom, że odpowiedzą za użytek zrobiony ze swego bogactwa. Rycerzom, że jest ich szczytnym powołaniem oddać życie za Boga i lud chrześcijański, a nie prowadzić wojny w imię chciwości i pychy. Duchownym, że czeka ich sąd najściślejszy.

    Nie liczyła się też ze słowami: „Ta ksieni jest w oczach Bożych jak ubłocona krowa!” – wołała, albo: „Ilekroć biskup wsiada na pysznego konia, na jego serce diabeł wsiada!”. O królu szwedzkim: „Osioł koronowany z sercem zajęczym!”. Brygida głosiła prymat wartości moralnych, głosiła konieczność poddania sumieniu wszystkiego: polityki i ekonomii, życia publicznego i prywatnego.

    Skutki? Niewielkie. Papież, usilnie przez nią karcony i upominany, wrócił wprawdzie do Rzymu, ale niedługo tam wytrwał, dopiero św. Katarzyna Sieneńska doprowadzi do ostatecznego już powrotu jego następcy. Władcy słuchali napomnień na ogół grzecznie, ale dalej robili swoje. Z ludzi prywatnych niektórzy rzeczywiście się nawrócili. Inni nie. Brygida zmarła w Rzymie w roku 1373, zostawiając swój zakon niezałożony i świat po staremu nieuporządkowany.

    Potem jej sprawa jakby trochę ruszyła z miejsca. Córka Brygidy Katarzyna odwiozła ciało matki do Szwecji i nad jej grobem założyła w Vadstenie pierwszy klasztor nowego zakonu. Kościół uznał tekst Objawień za wolny od teologicznych błędów i pożyteczny dla życia pobożnego. Rozpowszechniał je odtąd jej zakon i jedną z pierwszych szwedzkich drukarni założono właśnie w tym celu pod koniec XV wieku. Ale znowu: pół wieku nie minęło, a skończyło się w Szwecji życie zakonne, wszelkie, w tym i brygidek. Skończyło się też dla kraju posłannictwo Brygidy, tak dla władców niewygodne.

    Niemniej jakoś nie mogło ono całkiem zginąć. Upadki i nawroty, wymieranie i odradzanie się z niczego… Są do dziś klasztory brygitańskie we Włoszech, w Anglii. W Hiszpanii… Były kiedyś i w Polsce, i było ich sporo. Z tym że w Polsce św. Brygida stała się od początku patronką od spraw politycznych.

    Najpierw była patronką przeciw Krzyżakom. To dlatego, że jest w księdze jej Objawień ów (rozsławiony przez Sienkiewicza) tekst grożący im straszną karą za sprzeniewierzenie się szczytnemu powołaniu chrześcijańskich rycerzy. Toteż wzywano usilnie jej pomocy i aż dwa klasztory brygidek ufundowano jako wota dziękczynne: w Lublinie i w Elblągu. Ten drugi zresztą upadł wkrótce; ten pierwszy stał się w XVII wieku kolebką siedmiu dalszych fundacji. To Zygmunt III Waza krzewił wtedy kult żarliwej wyznawczyni prymatu wiary przed polityką i koniunkturą; ostatecznie i on dokonał wyboru w tym duchu, narażając się na utratę raczej Szwecji niż wyznania. Nie powiedział, że Sztokholm wart skasowania mszy…

    A potem znowu szły wieki – i polityka szła swoim własnym torem. Nawet jakby zwyciężała. Kasacie zaborców uległy wszystkie polskie klasztory brygidek; kurz zbierają wśród starodruków nieliczne ocalałe egzemplarze polskiego wydania Objawień. Nie jest to zresztą poza swoją epoką lektura łatwa. Ale nagle stała się znów św. Brygida patronką tych właśnie, którzy prawdzie i prawu przyznają pierwszeństwo. Przypadek? Jeśli ktoś wierzy w przypadki.

    Fragment książki „Od Radegundy do Julianny”, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów.

    Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wieku, Czarna owca, Sześć prawd wiary oraz ich skutki, Ryk Oślicy, Twarze Ojców Pustyni, tłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

    Aleteia

    ******************************************************

    środa 22 lipca

    Święto św. Marii Magdaleny

    Apostołki Apostołów

    maria_magdalena_foto
    liturgiczne wspomnienie św. Marii Magdaleny ma od 10 czerwca 2016 r. rangę święta (Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów)
    ***

    Maria z Magdali, której jako pierwszej objawił się Chrystus Zmartwychwstały i która tę dobrą nowinę zaniosła apostołom, będzie odtąd czczona w liturgii tak samo, jak apostołowie, a więc świętem. Franciszek, jak czytamy w dekrecie, chciał w ten sposób podkreślić tak aktualną dziś w Kościele godność kobiety i znaczenie ewangelizacji, dając wiernym za przykład Marię Magdalenę. Przypomniano, że św. Grzegorz Wielki nazwał ją „świadkiem Bożego miłosierdzia”, a św. Tomasz z Akwinu „apostołką apostołów”.

    Święto Marii Magdaleny obchodzimy 22 lipca, czyli tak jak jej dotychczasowe wspomnienie liturgiczne. Teksty mszału i brewiarza na ten dzień pozostają te same co dotychczas, jednak w Mszy dodano specjalną prefację, która mówi o miłości tej świętej do Chrystusa i o jej świadectwie zmartwychwstania.

    źródło: KAI | liturgia.wiara.pl


    Dekret Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów


    Kościół, tak na Zachodzie jak i na Wschodzie, choć w różny sposób, to jednak zawsze bardzo czcił św. Marię Magdalenę, pierwszego świadka i zwiastunkę dobrej nowiny o zmartwychwstaniu Pańskim.

    W naszych czasach, gdy Kościół wezwany jest aby jeszcze bardziej zastanowić się nad godnością kobiety, nad nową ewangelizacją i nad wielkością misterium Bożego Miłosierdzia, wydaje się rzeczą słuszną, by również postać św. Marii Magdaleny jeszcze lepiej została wiernym ukazana. Ta bowiem niewiasta, znana z swej miłości do Chrystusa i sama wielce przez Niego umiłowana, nazwana przez św. Grzegorza Wielkiego “świadkiem Bożego Miłosierdzia” i przez św. Tomasza z Akwinu “apostołką apostołów”, może być dzisiaj przez wiernych uważana jako wzór posługi kobiet w Kościele.

    Ojciec Święty Franciszek postanowił zatem aby coroczny obchód św. Marii Magdaleny, posiadał odtąd w Kalendarzu Rzymskim stopień święta, zamiast dotychczasowego wspomnienia obowiązkowego.

    Nowy stopień obchodu nie zmienia jednak niczego odnoście samej daty i odnośnie
    tekstów do Mszy Świętej i do Liturgii Godzin, to znaczy:
    a) dniem poświęconym św. Marii Magdalenie pozostaje w Kalendarzu Rzymskim, tak jak dotychczas, dzień 22 lipca;
    b) tekstami do Mszy Świętej i do Oficjum pozostają te same, które znajdują się pod tą datą w Mszale Rzymskim i w Liturgii Godzin, wraz z dołączoną do tego dekretu prefacją własną. Poszczególne Konferencje Biskupów zatroszczą się, aby prefację tę przetłumaczyć na odpowiednie języki narodowe i po uprzednim zatwierdzeniu jej przez Stolicę Apostolską, włączyć do użytku, oraz do kolejnego wznowienia Mszału Rzymskiego na terenie danej Konferencji.

    Wszędzie tam, gdzie św. Maria Magdalena, na podstawie odpowiednich przepisów prawa, czczona jest w innym dniu i w innej randze obchodu, zachowuje się dotychczasowe rozporządzenia.

    Bez względu na jakiekolwiek przeciwne zarządzenia.


    W siedzibie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, 3 czerwca 2016 roku, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    Robert Kard. Sarah
    Prefekt
    +Arthur Roche
    Arcybiskup Sekretarz


    El Greco: Mary Magdalene in Penitence
    El Greco: Mary Magdalene in Penitence
    ***

    W komentarzu do dzisiejszego święta Antonella Lumini napisała w „L’Osservatore Romano” ciekawe spostrzeżenie: „Jeśli Maryja, Matka Jezusa, ucieleśnia czystość początku, to Maria Magdalena uosabia trud przemiany, jaki przyjmuje natura ludzka, gdy została dotknięta miłością Bożą”. Podkreśla to także ikonografia, przedstawiająca ją jako pokutnicę, która – otrzymawszy miłosierdzie – staje się wzorem miłosierdzia, bierze na siebie ciężar człowieczeństwa.

    ***

    Wśród niewiast galilejskich, które doznały od Pana Jezusa cudownej pomocy w ich dolegliwościach, a które odwdzięczyły mu się w jego apostolskich wędrówkach swą posługą, była właśnie Maria Magdalena. Zdaniem biblistów przydomek „Magdalena” wskazuje na miejsce jej pochodzenia. O św. Marii Magdalenie pisze św. Łukasz w swojej Ewangelii: „Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z nim dwunastu i kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów”. Po raz drugi jest o naszej Świętej wzmianka w Ewangeliach z okazji męki i śmierci Pana Jezusa: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena”. „A Maria Magdalena i Maria, matka Józefa, przyglądały się, gdzie Go złożono”. „Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu”. Najpiękniejszy epizod z życia Marii Magdaleny opisał nam św. Jan Apostoł i św. Marek. Oto wczesnym rankiem w niedzielę udała się Maria Magdalena wraz z dwoma towarzyszkami swoimi do grobu Pana Jezusa, aby namaścić wonnymi olejkami Jego ciało. Kiedy Magdalena ujrzała kamień od grobu odwalony, przerażona, że Żydzi ciało ukochanego Zbawiciela zbezcześcili, wyrzucając je z grobu w miejsce niewiadome, pobiegła do Apostołów i powiadomiła ich o tym. Potem sama ponownie wróciła do grobu Pana Jezusa. Pan Jezus ukazał jej się, ale we mgle porannej, tak że Go nie poznała. Jakaż była jej radość, kiedy Chrystus Pan dał się jej poznać. Jest dla nas zagadką, co właściwie rozumiał św. Łukasz, pisząc o Marii Magdalenie, że Pan Jezus wypędził z niej siedem złych duchów. Pierwszy św. Grzegorz I Wielki utożsamił Marię Magdalenę z jawnogrzesznicą, o której w innym miejscu pisze tenże Ewangelista, jak też z Marią, siostrą Łazarza, o której pisze św. Jan, że podobnie jak jawnogrzesznica u św. Łukasza, obmyła nogi Pana Jezusa wonnymi olejkami. Współcześni bibliści, idąc za pierwotną tradycją i za ojcami Kościoła na Wschodzie, uważają wszystkie trzy niewiasty za osoby odrębne, niemające ze sobą bliższego związku. A jednak dotąd tak w liturgicznych tekstach, jak też w ikonografii Marię Magdalenę zwykło się przedstawiać w roli Łukaszowej jawnogrzesznicy, myjącej nogi Pana Jezusa. Najnowsza reforma kalendarza z 1969 roku wyodrębnia Marię Magdalenę od Marii, siostry Łazarza, ustanawiając ku ich czci osobne dni wspomnienia. Kult św. Marii Magdaleny jest powszechny w Kościele, tak na Zachodzie, jak i na Wschodzie. Ta Święta należy do najbardziej popularnych świętych może dlatego, że tak bardzo jest kobiecą i ludzką. Ma też Święta swoje sanktuaria, do których od wieków podążają licznie pielgrzymi. I tak w Efezie pokazywano jej grób i bazylikę wystawioną nad nim ku jej czci. Kiedy zaś Turcy zawładnęli miastem, miano jej relikwie przenieść z Efezu do Konstantynopola za cesarza Leona Filozofa. Kiedy zaś Krzyżowcy opanowali Konstantynopol, mieli przenieść relikwie Świętej do Francji, gdzie do pozostają do dzisiaj.

    źródło: https://zyciorysy.info/sw-maria-magdalena

    ***

    MSZA ŚWIĘTA

    fot. episkopat.pl
    **

    Antyfona na wejście

    Jezus powiedział do Marii Magdaleny: Idź do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego. (J 20,17)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Twój Syn wybrał Marię Magdalenę
    na pierwszą zwiastunkę wielkanocnej radości,
    spraw, abyśmy za jej wstawiennictwem
    i przykładem głosili Chrystusa zmartwychwstałego
    i oglądali Go w Twojej chwale.
    Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Pieśni nad Pieśniami – Pnp 8,6-7

    Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 63

    R/ Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

    Boże mój, Boże, szukam Ciebie
    i pragnie Ciebie moja dusza.
    Ciało moje tęskni za Tobą,
    jak ziemia zeschła i łaknąca wody. R/

    Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
    by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
    Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
    więc sławić Cię będą moje wargi. R/

    Będę Cię wielbił przez całe me życie
    i wzniosę ręce w imię Twoje.
    Moja dusza syci się obficie,
    a usta Cię wielbią radosnymi wargami. R/

    Bo stałeś się dla mnie pomocą
    i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
    Do Ciebie lgnie moja dusza,
    prawica Twoja mnie wspiera. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Maryjo, ty powiedz, coś w drodze widziała Jam zmartwychwstałego blask chwały ujrzała. Żywego już Pana widziałam grób pusty I świadków anielskich, i odzież, i chusty. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Jana – J 20,1.11-18

    Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty. Maria stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”.

    Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: „Nauczycielu”. Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi po wiedział”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij dary złożone
    w dniu wspomnienia świętej Marii Magdaleny,
    której posługę łaskawie przyjął Twój Syn Jednorodzony. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Prefacja o świętej Marii Magdalenie

    K. Pan z wami.
    W. I z duchem twoim.
    K. W górę serca.
    W. Wznosimy je do Pana.
    K. Dzięki składajmy Panu Bogu naszemu.
    W. Godne to i sprawiedliwe.

    Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy Ciebie, wszechmogący Ojcze, wielki w miłosierdziu nie mniej niż w potędze zawsze wysławiali przez Chrystusa naszego Pana.

    On w ogrodzie jawnie ukazał się Marii Magdalenie, która umiłowała Go żyjącego, widziała konającego na krzyżu, szukała złożonego w grobie, i jako pierwsza uwielbiła Go zmartwychwstałego. On zaszczycił ją apostolską misją wobec apostołów, aby dobra nowina nowego życia dotarła aż na krańce świata. Dlatego i my, ze wszystkimi Aniołami i Świętymi, wysławiamy Ciebie, Panie, z radością wołając:

    Święty, Święty, Święty…

    Antyfona na Komunię

    Miłość Chrystusowa przynagla nas, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. (2 Kor 5, 14-15)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech przyjęcie Twojego Sakramentu wzbudzi w nas gorącą miłość, z jaką Maria Magdalena trwała przy Chrystusie, swoim Mistrzu.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    *******

    Apostołka nadziei

    O Marii Magdalenie, jako apostołce nowej i wspanialszej nadziei, mówił papież Franciszek m.in. podczas audiencji w 2017 r. Ojciec Święty podkreślił, że w godzinie płaczu i opuszczenia usłyszała ona zmartwychwstałego Jezusa, wzywającego ją po imieniu, aby z sercem pełnym radości poszła i głosiła: „Widziałam Pana”.

    Oto tekst przemówienia papieża Franciszka na placu św. Piotra:

    “W tych tygodniach nasza refleksja porusza się, że tak powiem w orbicie tajemnicy paschalnej. Dzisiaj spotykamy tę, która według Ewangelii, jako pierwsza zobaczyła zmartwychwstałego Jezusa: Marię Magdalenę. Niedawno zakończył się odpoczynek szabatu. W dniu męki nie było czasu na zakończenie obrzędów pogrzebowych. Dlatego w ten świt pełen smutku, kobiety poszły do grobu Jezusa z wonnymi olejkami. Jako pierwsza dotarła Maria Magdalena, jedna z uczennic, które towarzyszyły Jezusowi począwszy od Galilei, poświęcając się na służbę rodzącego się Kościoła. W jej drodze do grobu odzwierciedla się wierność wielu kobiet, które przez wiele lat chodzą cmentarnymi dróżkami, pamiętając o kimś, kogo już nie ma. Najbardziej autentycznych więzi nie zrywa nawet śmierć: są tacy, którzy nadal kochają, nawet jeśli ukochana osoba odeszła na zawsze.

    Ewangelia (por. J 20,1-2.11-18) opisując Marię Magdalenę, natychmiast zwraca uwagę, że nie była kobietą skłonną do łatwego entuzjazmu. Faktycznie, po pierwszej wizycie u grobu powróciła rozczarowana w miejsce, gdzie ukrywali się uczniowie. Opowiedziała, że kamień został odsunięty od wejścia do grobu, a jej pierwsza hipoteza była najprostsza, jaką można było sformułować: ktoś musiał ukraść ciało Jezusa. Zatem pierwsza wieść jaką niesie Maria nie była ta o zmartwychwstaniu, ale o kradzieży dokonanej przez nieznanych sprawców, gdy cała Jerozolima była pogrążona we śnie.

    Następnie Ewangelie mówią o tym jak Maria Magdalena udała się po raz drugi do grobu Jezusa. Była uparta, wróciła do grobu, nie dała się przekonać. Tym razem jej krok jest powolny, bardzo ciężki. Maria cierpi podwójnie: po pierwsze z powodu śmierci Jezusa, a następnie z powodu niewyjaśnionego zniknięcia Jego ciała.

    I kiedy stała pochylona przed grobem, z oczyma pełnymi łez, Bóg zaskoczył ją w najbardziej nieoczekiwany sposób. Święty Jan Ewangelista podkreśla jej permanentną ślepotę: nie zdawała sobie sprawy z obecności dwóch aniołów, którzy zadali jej pytanie, a nawet nic nie podejrzewa widząc mężczyznę stojącego za nią, którego uważa za ogrodnika. Odkrywa natomiast najbardziej wstrząsające wydarzenie w historii ludzkości, kiedy w końcu zostaje wezwana po imieniu: „Mario” (w. 16).

    Jakże wspaniale pomyśleć, że pierwsze ukazanie się Zmartwychwstałego według Ewangelii, miało miejsce w sposób tak osobisty! Jest tutaj ktoś, kto nas zna, kto widzi nasze cierpienie i rozczarowanie, kto wzrusza się z naszego powodu i wzywa nas po imieniu. To prawo jest wyryte na wielu kartach Ewangelii. Wokół Jezusa jest wiele osób, które szukają Boga, ale najbardziej cudowne jest przede wszystkim to, że Bóg znacznie wcześniej troszczy się o nasze życie, które pragnie wydźwignąć, a żeby tego dokonać wzywa nas po imieniu, rozpoznając osobiste oblicze każdego. Każdy człowiek jest opowieścią miłości, którą Bóg pisze na tej ziemi. Każdy z nas jest historią miłości Boga… Każdego z nas Bóg wzywa po imieniu, zna nas z imienia, patrzy na nas, oczekuje nas, przebacza nam, okazuje cierpliwość. Czy to prawda czy też nie? Każdy z nas ma to doświadczenie.

    A Jezus wzywa ją: „Mario!”: rewolucja jej życia, rewolucja mająca na celu przekształcenie życia każdego mężczyzny i kobiety zaczyna się od imienia, które rozbrzmiewa w ogrodzie pustego grobu. Ewangelie opisują nam szczęście Marii: zmartwychwstanie Jezusa nie jest radością dawaną kroplomierzem, ale kaskadą, która wpływa na całe życie. Życie chrześcijańskie nie jest utkane z wygodnego szczęścia, ale z fal, które zmiatają wszystko. Spróbujcie i wy pomyśleć teraz, w tej chwili z bagażem rozczarowań i porażek, które każdy z nas nosi w swoim sercu, że istnieje Bóg bliski nam, który wzywa nas po imieniu i mówi: „Wstań, przestań płakać, bo przyszedłem, aby cię wyzwolić”. Jakże to piękne!

    Jezus nie jest kimś, kto się dostosowuje do świata, godząc się, by trwały w nim śmierć, smutek, nienawiść, moralne niszczenie osób. Nasz Bóg nie jest obojętny, ale nasz Bóg, pozwolę sobie powiedzieć, jest marzycielem, marzy o przekształceniu świata, a dokonał tego w tajemnicy zmartwychwstania.

    Maria chciała objąć swego Pana, lecz On zmierza teraz do Ojca Niebieskiego, podczas gdy ona zostaje posłana, aby zanieść nowinę braciom. I tak kobieta, która przed spotkaniem z Jezusem była na łasce Złego (por. Łk 8,2), teraz stała się apostołką nowej i wspanialszej nadziei. Niech Jej wstawiennictwo pomoże także i nam przeżyć to doświadczenie: aby w godzinie płaczu i opuszczenia usłyszeć zmartwychwstałego Jezusa, który wzywa nas po imieniu i by z sercem pełnym radości iść i głosić: „Widziałam Pana” (w. 18). Zmieniłem życie, bo widziałem Pana! Teraz jestem inny, niż wcześniej. Jestem inną osobą. Zmieniłem się, bo widziałem Pana. To jest nasza moc i to jest nasza nadzieja. Dziękuję.”

    papież Franciszek

    ************************************************************************

    Badajcie duchy…


    #LEKTURA DUCHOWA#WSPÓŁCZESNY ŚWIAT#ROZEZNAWANIE DUCHÓW


    Żyjemy w czasach, które niewątpliwie można określić jako laickie, pełne zeświecczenia i nieprzychylne, a nawet wrogie wszelkiemu okazywaniu przywiązania do religii katolickiej. Co ciekawe, inne religie już nie są tak źle widziane, przynajmniej przez „elity” naszego kraju. Najczęściej wyśmiewa się i krytykuje katolików i katolicyzm.

    Mimo że ludzie wychowani przez niektóre programy i stacje telewizyjne czy radiowe zdają się podzielać obawę różnych decydentów przed wiarą katolicką, to jednak sami przyznają się do potrzeb duchowych i pragnień kontaktu z czymś absolutnym. Decydenci telewizyjni czy radiowi, a także niektórzy „magnaci prasowi”, wychodzą naprzeciw tym zapotrzebowaniom na „duchowość bez Boga”. Zwolennicy wróżek i horoskopów mają w czym wybierać – propaguje się bardziej lub mniej otwarcie religie Wschodu, tj. buddyzm czy hinduizm. Niektórzy nasi bracia w wierze dają się złowić w te subtelne sieci. Pod pozorem troski o zdrowie próbują różnych praktyk wschodnich: medytacji, jogi… Stąd już blisko do uwikłania się w sekty, które wcześniej lub później zakończą się destrukcją życia duchowego człowieka.

    Co o tym wszystkim mówi nasza wiara? Kiedyś rozmawiałem z pewnym młodym człowiekiem, dość mocno zaangażowanym w poznawanie buddyzmu i zachwyconym tą religią. Do całego pomieszania w jego duchowości doszło jeszcze i to, że czytał chętnie Pismo Święte, ale stosował jego swoistą interpretację…

    Ogólnie możemy to nazwać czystym „new age”, czyli pomieszaniem i wybieraniem z różnych religii tego, co akurat nam pasuje. Na swoją obronę ten młody człowiek przytoczył słowa św. Pawła do Tesaloniczan: Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! (1 Tes. 5,22). Próbował twierdzić, że św. Paweł sam zachęca do badania różnych religii i wybierania z nich tego, co szlachetne.

    Tymczasem św. Pawłowi chodzi o coś zupełnie innego. Wystarczy przeczytać choćby ten pierwszy list do Tesaloniczan. Apostoł nie widzi innej religii i innej wartości poza religią Chrystusową. Jeżeli wzywa do badania „wszystkiego”, to ma na myśli okoliczności życia i wybór takich życiowych wartości, które jeszcze bardziej zbliżą nas do Chrystusa. Chodzi zatem nie o szukanie kierunków dla swojego życia w innych religiach, ale o takie możliwości w naszym własnym życiu, które bardziej będą podobały się Bogu. Jednym słowem: każda religia, która nie głosi Chrystusa, jest fałszywa.

    W życiu Bóg zsyła nam przeróżne znaki, które pomagają nam odczytać Jego wolę. Czasem jednak jakiś rzekomy znak nie pochodzi od Boga, ale jest szatańską pokusą. Problem polega na umiejętności badania właśnie: czy ten pomysł, to pragnienie, które obecnie odczuwam, rzeczywiście pochodzi od Boga? A może od moich życiowych kompleksów, bo chcę być bardziej widoczny? A może od samego diabła, który według słów św. Pawła często podaje się za Anioła Światłości. Podobnie i św. Jan w swoim Pierwszym Liście poucza nas: Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie (1 J 4,1). A zatem nie badajmy dla samego tzw. poszukiwania, ale właśnie dlatego, by się ustrzec przed zamętem i niepotrzebnymi dociekaniami.

    Drodzy w Panu Jezusie, naprawdę nie mamy czego szukać w innych religiach. Jeżeli czytamy dokładnie Pismo Święte, to z łatwością dostrzeżemy, że jego sensem jest nasz Pan, Jezus Chrystus. Wszyscy inni tzw. panowie, zwłaszcza jeżeli odwodzą nas od Chrystusa, przychodzą od Złego i naszym obowiązkiem jest ich unikać.

    Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego jest mowa o rozróżnianiu duchów. Możemy się z tej pięknej książki wiele nauczyć. Szukanie fascynacji w coraz to innej religii nie jest wcale wewnętrznym ubogacaniem, ale wewnętrznym zamętem. To tak jakby ktoś z ciekawości chciał np. próbować różnych leków na własnym organizmie. Pewnie niedługo by pożył…

    Chociaż, jak pisze św. Jan, wielu antychrystów pojawiło się na świecie, to jednak nie musimy się ich obawiać. Jeśli będziemy wiernie trwali przy nauczaniu Kościoła Katolickiego, nic nam nie grozi. Bogu podoba się człowiek pokorny i stały, który raz poznawszy Chrystusa i Jego Kościół, trwa przy nim i nie eksperymentuje z własną wiarą i zbawieniem.

    Nie zapominajmy o badaniu na co dzień własnego sumienia i wzrastaniu w modlitwie, a niepotrzebne dociekania zostawmy ludziom niestałym. I nie zapomnijmy za takich się pomodlić.

    Za: “Przymierze z Maryją” nr 56/2011


    ks. Adam Martyna/23.6.2020 

    https://www.pch24.pl/badajcie-duchy—,2246,i.html#ixzz6QAptxcOM

    ***********************************

    Trzecie objawienie Matki Bożej we Fatimie. Wizja piekła

    13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnegogdy odmówiliśmy różaniec z licznie zebranymi ludźmi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

    – „Czego sobie Pani ode mnie życzy?” – zapytałam.
    – „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać”.
    – „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje”.
    – „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

    Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
    – „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi”.

    Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach.
    Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

    Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
    – „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
    Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.

    Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
    – „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?”
    – „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej”.

    I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu. 

    Siostra Łucja wspomina, że wizja piekła do tego stopnia przerażała siedmioletnią Hiacyntę, „że wszystkie kary i umartwienia wydawały się jej zbyt małe, aby uzyskać u Boga łaskę wybawienia niektórych dusz. Jak to się stało, że Hiacynta taka mała, mogła zrozumieć ducha umartwienia i pokuty i z takim zapałem mu się oddać. Wydaje mi się, że była to najpierw szczególna łaska, której Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi chciał udzielić, a potem widok piekła i nieszczęścia dusz, które się tam dostają. Niektórzy ludzie, nawet pobożni, nie chcą dzieciom mówić o piekle, żeby ich nie przerażać, ale Bóg nie zawahał się pokazać go trojgu dzieciom, z których jedno miało zaledwie 8 lat.. Hiacynta często siadała na ziemi lub na jakimś kamieniu i zadumana zaczynała mówić: «Piekło, piekło, jak mi żal tych dusz, które idą do piekła, i tych ludzi, którzy tam żywcem płoną, jak drzewo w ogniu.» Drżąc klękała z rękami złożonymi, aby powtarzać modlitwę, której Pani nasza nas nauczyła: 0 mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia. Obecnie Ekscelencja rozumie, dlaczego ostatnie słowa tej modlitwy odnoszą się do dusz, które znajdują się w największym lub najbliższym niebezpieczeństwie potępienia.”

         Tuż przed swoją śmiercią przebywając w szpitalu w Lizbonie Hiacynta długie godziny spędzała na modlitwie, z jej pokoiku widać było wnętrze kościoła i tabernakulum. Adorowała Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Kilka razy odwiedziła ją Matka Boża. Po tych odwiedzinach zwierzała się siostrze Godinho przekazując jej to, co usłyszała od Matki Bożej.

         Między innymi Maryja powiedziała jej, że „najwięcej ludzi trafia do piekła przez grzechy nieczystości”. Mówiła również: „Gdyby ludzie wiedzieli, czym jest wieczność, na pewno uczyniliby wszystko, by odmienić swoje życie. Pojawią się na świecie mody, które będą obrażać naszego Pana. Ludzie, którzy służą Bogu, nie mogą być niewolnikami mody. W Kościele nie ma miejsca na mody. Bóg jest zawsze ten sam.”

         Według relacji s. Łucji Franciszek, w przeciwieństwie do swojej siostry Hiacynty, był mniej przejęty wizją piekła, „choć zrobiła na nim wielkie wrażenie. Całą swoją uwagę skupił na Bogu, który jest Trójcą Przenajświętszą w tym świetle ogromnym, które nas przenikało do głębi duszy. Potem powiedział: myśmy płonęli w tym świetle, które jest Bogiem, i nie spaliliśmy się. Jakim jest Bóg, tego nie można by powiedzieć. Tego właśnie nikt nie zdoła wypowiedzieć.”

    ***

    Łańcuch ocalenia
    Fragment malowidła “Sąd ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, przedstawia człowieka ratującego innych za pomocą różańca
    ***

    „Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie – Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia – oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski).

    ***********************

    ***

    Portugalia | Pomnik Matki Bożej Różańcowej
    Pomnik Matki Bożej Różańcowej/Fatima (by wsavespublicart)

    ************************************************************************

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Bogu niech będą dzięki!

    Mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk ks. Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową z 12-go na 13-go maja. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca nastąpi po ustaniu pandemii.

    Oby Matka Boża była coraz bardziej znana i umiłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    Maltańczycy wracają do różańca
    foto: Pixabay
    ***


    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LIPIEC 2020


    Intencja papieża Franciszka:

    za nasze rodziny – rodzina powinna być chroniona

    Jest wiele niebezpieczeństw, którym musi stawić czoła: tempo życia, stres.
    Czasami rodzice zapominają o zabawie ze swoimi dziećmi.
    Kościół powinien zachęcać i pozostawać u boku rodzin, pomagając im odkrywać drogi, które pozwolą na przezwyciężanie tych wszystkich trudności.
    Módlmy się, aby rodzinom w dzisiejszym świecie towarzyszyły: miłość, szacunek oraz dobra rada. I aby w szczególny sposób były chronione przez państwa.

    ***



    Intencje Rodziny Żywego Różańca przy PMKwSz:


    1) Módlmy się za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.

    2) Módlmy się za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził a św. Michał Archanioł strzegł .

    3) Módlmy się: Panie Jezu Chryste prosimy, aby Twoja Krew przenikała coraz bardziej nas i te osoby, które dziś postawisz na naszej drodze dokonując, według Twojej woli, dzieła uwolnienia, oczyszczenia, uzdrowienia i uświęcenia.



    Dodatkowa intencja dla Róży św. Moniki i Matki Bożej Częstochowskiej (II): 

    Bożej Matce i Jej Synowi, którego życie rozważamy w różańcu, powierzamy drogi wzrastania dzieci, za które szczególnie modlimy się w tej Róży.  






    ************************************************************************

    Ikona Bogurodzicy Fatimskiej

    fx2
    Karmelici Bosi/karmel.pl
    ***

    Fatimska Pani jest darem Bożego Miłosierdzia

    Fatima jest szczególnym znakiem Bożego miłosierdzia. Najświętsza Maryja Panna błaga i prosi wszystkich ludzi poprzez trójkę fatimskich dzieci, aby modlić się na różańcu, aby pokutować. Bo miłosierny Bóg nie chce śmierci grzesznika. Boży Syn dokonał odkupienia wszystkich ludzi. Ale konieczne jest tutaj nawrócenie. Żeby móc przyjąć Boży dar miłosiernego przebaczenia, ludzkie serce musi zdecydowanie porzucić drogę grzechu.

    Wezwanie do nawrócenia jest echem słów Maryi z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”.

    Najświętsza Matka, dobrze wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia, które daje Jej Boży Syn. To dzięki przebaczeniu ludzkie serce wypełnia się pokojem, daje radość życia i odwagę, aby być nie tylko za siebie, ale również i za drugiego człowieka odpowiedzialnym.

    Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej encyklice o Bożym mi­łosierdziu przypomniał ludzkości, że Matka Boża wskazuje ludziom na tę Bożą miłość, którą Jej Syn nie przestaje objawiać. Ta miłosierna miłość stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem Jej Serca.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    This image has an empty alt attribute; its file name is Dzieci_Fatimskie.jpg

    Modlitwy podyktowane przez Anioła dzieciom w Fatimie w roku 1916, poprzedzającym objawienia Matki Bożej z roku 1917. Liturgiczne wspomnienie świętych Franciszka i Hiacynty Marto przypada 20 lutego. Trwa proces beatyfikacyjny s. Łucji dos Santos, trzeciej z wizjonerów fatimskich, zmarłej w 2005 roku.

    Siostra Łucja: Zbliżywszy się do nas, powiedział:

    „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną”.

    Uklęknął i pochylił głowę aż do ziemi. Porwani siłą nadprzyrodzoną robiliśmy to samo i powtarzaliśmy słowa wymawiane przez niego:

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie,
    ufam Tobie i miłuję Ciebie.
    Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Siostra Łucja: Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty.
    W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie
    Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata
    jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany.
    Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca
    i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    *****************

    Bp Athanasius Schneider ułożył modlitwę do Matki Bożej o konsekrację Rosji

    Bp Athanasius Schneider ułożył modlitwę do Matki Bożej o konsekrację Rosji
    Biskup Athanasius Schneider/ PCh24.pl

    Portal „Life Site News” zainicjował Krucjatę różańcową – codzienną modlitwę za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej. Katolicy z całego świata mogą z pomocą internetu łączyć się razem na wspólnej modlitwie, którą prowadzi ks. Anthony Pillari, amerykański duchowny, który obecnie studiuje we Włoszech.

    Jak podaje portal: w modlitwie codziennie uczestniczą katolicy m.in. z Ugandy, Włoch, Francji, Niemiec, Pakistanu, Australii, Wielkiej Brytanii, USA i wielu innych krajów. Modlący chcą „poprzez ten codzienny Różaniec i przyjęcia przesłania danego przez Dziewicę Maryję w Fatimie oraz życie nim” osiągnąć cel, jakim jest triumf Niepokalanego Serca Maryi.

    Do inicjatywy dołączył biskup Athanasius Schneider, który dla tej ogólnoświatowej krucjaty różańcowej ułożył specjalną modlitwę:

    O Niepokalane Serce Maryi, Ty jesteś świętą Matką Boga i naszą czułą Matką. Wejrzyj na cierpienie, w którym Kościół i cała ludzkość żyje z powodu rozprzestrzenienia się materializmu i prześladowania Kościoła. W Fatimie ostrzegałaś przed tymi błędami, gdy mówiłaś o błędach Rosji. Ty jesteś Pośredniczką wszelkich łask. Błagaj swojego Bożego Syna o udzielenie tej specjalnej łaski papieżowi: aby mógł poświęcić Rosję Twojemu Niepokalanemu Sercu, aby Rosja została nawrócona, światu udzielony został okres pokoju, a Twoje Niepokalane Serce zatriumfowało poprzez autentyczną odnowę Kościoła w blasku czystości katolickiej wiary, świętości kultu Bożego i świętości życia chrześcijańskiego. O Królowo Różańca i nasza słodka Matko, zwróć swe miłosierne oczy na nas i łaskawie usłysz tę naszą ufną modlitwę. Amen.

    + Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

    źródło: LifeSiteNews.com

    ************************************************

    Bóg ma plan dla każdego

    rozmowa z bp. Adrianem Galbasem

    Jeśli będąc księdzem, będziesz człowiekiem, to będzie to dobre i udane kapłaństwo. Ksiądz musi być przede wszystkim osobą, nie osobistością – podkreśla w rozmowie z KAI bp Adrian Galbas SAC. Biskup pomocniczy diecezji ełckiej wyjaśnia także, dlaczego ciągnie go do osób, które z Bogiem mają “pod górkę” i wyjaśnia, dlaczego lubi z nimi rozmawiać.

    Renata Różańska (KAI): Powołanie… Nie da się tego ani zmierzyć, ani zważyć, nie da się tego też udokumentować żadnym zaświadczeniem. Żyjemy w czasach, kiedy nie jest łatwo usłyszeć głos w sobie. Szczególnie, że świat go skutecznie zagłusza. Czym według Księdza Biskupa jest powołanie? Jak można je określić?

    Bp Adrian Galbas SAC: Przede wszystkim pamiętajmy, że pierwszym powołaniem, jakie wszyscy otrzymaliśmy (oczywiście poza powołaniem do życia) i które – mam nadzieję wszyscy realizujemy to powołanie do świętości. Św. Paweł mówi, że zostaliśmy powołani jeszcze przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed obliczem Boga. To jest powołanie, którego nie musimy rozeznawać. Jest nam wszystkim dane. Ale też bez niego wszystkie inne będą uszkodzone. Potem dopiero jest powołanie do konkretnego stanu: małżeństwa, kapłaństwa, zakonu i najtrudniejsze: do życia w pojedynkę.

    Mamy jeszcze swoje powołania zawodowe. Mówimy, że ktoś jest lekarzem z powołania albo nauczycielem z powołania, albo przeciwnie, że minął się z powołaniem. To słowo „powołanie” sugeruje nam, że to jest coś spoza nas. Ktoś nas zawołał, ktoś nam coś zaproponował. Tym Kimś, dla nas wierzących, jest oczywiście Bóg. On jest dawcą życia, dawcą charyzmatów, dawcą talentów, Jemu zależy na naszym szczęściu. Wierzymy, że Bóg proponuje nam taką drogę, na której wie, że – realizując ją – będziemy najbardziej kochać. Czyli, pewnie mógłbym kochać jako mąż i ojciec, ale Bóg wie, że bardziej będę mógł kochać jako ksiądz.

    Pani mogłaby pewnie kochać jako osoba zakonna, ale Pan Bóg wiedział, że bardziej będzie Pani kochać jako żona i matka. Właśnie to „bardziej” jest ważne. Jezus pyta: Piotrze, czy kochasz mnie bardziej, czy kochasz mnie więcej…

    KAI: Co wtedy jeśli ktoś ma dwie opcje w rozeznawaniu powołania? Chciałby być lekarzem i powiedzmy księdzem? Jak wybrać właściwą drogę?

    – Z powołaniem jest trochę jak z Coca-colą, która ma swoje słynne hasło reklamowe: „Coca-cola to jest to!”. I gdy tak samo możemy powiedzieć o swoim życiu, to znaczy, że dobrze rozeznaliśmy powołanie. Moje życie to jest to! Czasem, gdy ktoś pyta, a czemu zostałeś księdzem, albo lekarzem, nie potrafimy tego jakoś precyzyjnie wyrazić. Ale w sercu wiemy, że właśnie to jest to. Ważne są też nasze talenty, charyzmaty, umiejętności.

    Ktoś, kto się boi krwi raczej nie będzie się nadawał do pracy jako śledczy w policji, albo jako chirurg. A ktoś, kto nie ma słuchu, nie będzie członkiem orkiestry symfonicznej. A wracając do konkretnej sytuacji, o którą Pani zapytała: lekarz, czy ksiądz? Takiej osobie radziłbym pójść na medycynę i trzymać kontakt z duszpasterzem, rozeznawać i troszczyć się o swoje powołanie do kapłaństwa, a potem, jako lekarz wstąpić do Seminarium. Wśród księży jest kilku lekarzy, choćby abp Hoser…

    KAI: A jak Ksiądz Biskup odczytał swoje powołanie?

    – Początkiem było bierzmowanie. Ono pokazało mi Pana Boga jako Kogoś, kto jest żywy. I właśnie po bierzmowaniu, które dziś rozpoznaję jako moment mojego nawrócenia, zaczęły pojawiać się pierwsze myśli o kapłaństwie. Przełomowym momentem była niby zwykła spowiedź, która jednak okazała się niezwykła. Pamiętam ją do dzisiaj. Kiedy po wyznaniu grzechów usłyszałem pytanie księdza: czy ty aby nie myślisz, by pójść do seminarium? To było zaskakujące, bo z nikim nie dzieliłem się takimi myślami wcześniej. Nikt o tym nie wiedział. I nagle zostało to przez tego spowiednika jakby wyciągnięte, nazwane. Pamiętam, że odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że owszem, myślę o tym. Wówczas kapłan powiedział: „to myśl nadal, a ja będę się za ciebie modlił”. I od tamtej chwili myślałem już tylko o tym, gdzie to powołanie mam zrealizować, a nie czy je mam zrealizować.

    Kolejnym etapem i wielką pomocą było rozeznanie Kościoła, bo byłem jakoś tak nastwiony, że jeżeli naprawdę ma to być moje powołanie to Kościół mi to powie przez dopuszczenie do święceń. Muszę być tylko z Kościołem szczery i otwarty…W rozeznaniu Kościoła widziałem więc potwierdzenie woli Bożej.

    KAI: Jak osoba św. Wincentego Pallottiego wpływała na kształtowanie tożsamości kapłańskiej Księdza Biskupa i posługę kapłańską i biskupią?

    – Trafiłem do Pallotynów nie ze względu na Pallotiego, ale właśnie ze względu na Pallotynów. Najpierw poznałem konkretnych ludzi, a potem charyzmat i Założyciela. W życiu nie ma przypadków, więc i to nie był przypadek, że brat mojego kolegi z klasy był wtedy klerykiem Pallotynem i właśnie przez niego poznałem to zgromadzenie. Gdy składałem dokumenty na pytanie ówczesnego księdza prowincjała co chciałbym wiedzieć o pallotyńskiej wspólnocie, z całą szczerością zapytałem: co w ogóle Pallotyni robią, bo naprawdę nie wiedziałem. Ten się zaśmiał i mówi: wszystko. To myślę: zostanę. Jak wszystko, to coś się i dla mnie znajdzie.

    A potem odkryłem Pallottiego, który jest fascynujący. On dwa wieki temu potrafił już docenić ludzi świeckich, zobaczyć ich i powiedzieć: świecki i ksiądz to jest ta sama godność. Różnimy się zadaniami i funkcjami, ale nie tym, kto jest godniejszy w Kościele. Dzisiaj jeszcze dla wielu brzmi to jak bajka, albo jak herezja, a Pallotti to mówił już wtedy. Piękne.

    KAI: 26 lat temu przyjął Ksiądz Biskup w Ołtarzewie święcenia kapłańskie. Jak kształtowała się przez te lata wizja Księdza Biskupa dotycząca posługi kapłańskiej? Różni się ona z punktu widzenia „zwykłego” księdza a biskupa?

    – W kapłaństwie zawsze ważne były dla mnie dwa wymiary: pierwszy to sakramenty. Nie wyobrażałem sobie nigdy, że mógłbym być księdzem, który nie sprawowałby sakramentów, albo robił to przy okazji.

    Nie wiem po co są ci wszyscy księża dyrektorzy, którzy zasadniczo robią rzeczy, które nie wymagają święceń, a które kompetentniej robiliby ludzie świeccy. Mam nadzieję, że czas księży dyrektorów będzie się w Kościele w Polsce już kończył, także dlatego, że księży jest coraz mniej. Będzie to zdrowsze i dla tego „księdza dyrektora” i dla instytucji, którą kieruje.

    A drugi ważny wymiar w moim kapłaństwie to ludzie, zwłaszcza świeccy. Czasem żartuję, że jestem antyklerykalny, bo źle się czuję bez ludzi świeckich. Podziwiam często wysiłek, jaki wkładają w pielęgnowanie swojej wiary. Tu życie rodzinne, tu praca zawodowa, a jeszcze tyle siły, determinacji, by się modlić, spowiadać, rozwijać się duchowo. Księża mogą się uczyć. Ale znam i lubię nie tylko tych z pierwszych ławek. Pan Bóg dał mi też poznać wiele osób, które mają z Nim „pod górkę”, którzy są albo wprost niewierzący, albo definiują się jako poszukujący. Czasem poobrażani na Boga. Ciągnie mnie do nich, bo są bardzo ciekawi i jeśli tylko nie mają w sobie jakiejś antyklerykalnej zadry, która utrudnia dialog, to spotkania z nimi są super. Bardzo pomagają, bo pokazują inne punkty widzenia…

    KAI: Gdybyśmy uznali, że jest jakiś przepis na bycie dobrym księdzem dzisiaj, to jakie byłyby jego najważniejsze punkty?

    – Bardzo ważne jest człowieczeństwo, czyli żeby ksiądz był przede wszystkim człowiekiem. To, czy ten człowiek będzie inteligentny, przebojowy, bogaty, wykształcony to jest drugorzędne. Najważniejsze, żeby był człowiekiem. Zawsze przecież z wdzięcznością wspominamy ludzi, którzy potraktowali nas, jak człowieka. Ale, niestety i takich, którzy swoim pokomplikowanym człowieczeństwem nas poranili. Gdy to zrobił ksiądz, sprawa jest dodatkowo bolesna i niezapominalna.

    Jeśli tutaj w kurii, a wcześniej będąc prowincjałem słyszę pochwały na temat księży, albo krytykę księży, to ona nie dotyczy przede wszystkim tego, że ksiądz mówił piękne lub niezgrabne kazania, że krótko albo długo spowiadał, że wybudował albo nie wybudował… tylko, że jest wspaniałym człowiekiem, albo że jest nieludzki.

    Kiedy czytamy opis powołania Apostołów, to tam Ewangeliści wymieniają po kolei ich imiona, bo imię jest skrótem osoby. Chcą pokazać, że każdy z tych Apostołów jest niepowtarzalny, tzn. że Filip jest inny niż Andrzej, a Andrzej jest inny niż jego brat Piotr itd. Jezus wybiera ludzi. Jeśli będąc księdzem, będziesz człowiekiem, to będzie to dobre i udane kapłaństwo. Ksiądz musi być przede wszystkim osobą, nie osobistością…

    KAI: Czas wakacji to czas rozeznania powołania. Jednak wielu młodych boi się porzucić dotychczasowe życie, dające pewne perspektywy na własny rozwój dla pójścia za Chrystusem. Jakich rad, czy wskazówek udzieliłby Ksiądz Biskup młodym osobom?

    – Po pierwsze, że ten lęk nie jest niczym dziwnym i on jest elementem wyboru drogi życiowej. Tak samo związana z nim walka. Bez tego się nie da. Po drugie, trzeba pamiętać, że właściwe odkrycie swojego powołania, to jeden z najważniejszych elementów szczęścia. Człowiek, szczęśliwy, to nie przede wszystkim ten, który ma wielkie pieniądze, ani ten, który zwiedził cały świat, albo ma tytuły przed nazwiskiem dłuższe niż samo nazwisko. Oczywiście to też wpływa na szczęście. Ale człowiek szczęśliwy to przede wszystkim ten, który żyje zgodnie ze swoim powołaniem, które wpierw właściwie rozeznał. Czyli, czy to jest to!

    I po trzecie: między podjęciem decyzji o wstąpieniu na drogę kapłańską, a przyjęciem święceń, nie ma sześciu dni, ani sześciu miesięcy. Jest sześć lat, a pewnie niebawem będzie jeszcze więcej. I jeśli człowiek jest uczciwy ze sobą i z Kościołem, to ma wystarczająco dużo czas, żeby zobaczyć, czy to jest powołanie czy przywidzenie. Jeśli przywidzenie, to odejdzie, ale jeśli było powołanie, a nie przywidzenie, a on nie pójdzie, to potem nieraz będzie tego w życiu żałował…

    KAI: Jak młodzi ludzie mogą dobrze odkryć powołanie w dzisiejszych czasach?

    – Trzeba dbać o swoje życie duchowe; o sakramenty, o codzienną pobożność, która pomaga usłyszeć to, co Pan Bóg chce nam powiedzieć. Trzeba czyścić swoje ucho wewnętrzne. Ono jest dziś zasypywane światową woskowiną i jeśli nie ma duchowej higieny, to głos Pana Boga się po prostu nie przebije. Dobrze też mieć jakiegoś powiernika, z którym można szczerze, otwarcie i odważnie pogadać. Źle jak sami sobie odpowiadamy na swoje pytania.

    KAI: Młodzież dzisiaj różni się od tej sprzed kilku, czy kilkunastu lat. Czy w związku z tym seminaria powinny zmienić swój program studiów, by iść z „duchem czasu”, aby lepiej przygotować księży i osoby duchowne na spotkanie ze współczesnym człowiekiem?

    – Nie wiem czy otwartość na ludzi jest wyuczalna. Sposób kształcenia przyszłych księży jest na bieżąco analizowany i modyfikowany. Najważniejsze w formacji seminaryjnej jest dzisiaj indywidualne podejście do każdego kleryka. Dziś już nie jest tak, że młodzi ludzie przychodzą do Seminarium z bardzo wierzących rodzin. Są na szczęście też i tacy, ale wielu przychodzi z rodzin rozbitych, niewierzących… Do nich wiara przyszła nie w rodzinie, lecz bardziej przez udział we wspólnotach, pielgrzymkach. Przez jakieś radykalne i nagłe nawrócenie.

    Świat seminarzystów jest dziś dużo bardziej skomplikowany niż kiedyś i dlatego potrzebne jest bardziej indywidualne i bezpośrednie rozeznanie i towarzyszenie. Piękny przykład daje sam Chrystus, który towarzyszy dwóm uczniom idącym do Emaus, albo rozmawia z jedną kobietą przy studni. Ma bardzo indywidualne podejście do człowieka. Chciało mu się tracić czas i siły na te pojedyncze spotkania. To wciąż jest w Kościele niedoceniane. Nie tylko w formacji seminaryjnej, ale i w pracy duszpasterskiej. Lubimy tłumy….

    KAI: Dziękuję za rozmowę

    rozmawiała Renata Różańska/Tygodnik NIEDZIELA – 21.07.2020 /Ełk (KAI)Wakacyjne rekolekcje online z bp. Adrianem Galbasem

    *****

    Wakacyjne rekolekcje online z bp. Adrianem Galbasem

    Samplefot. biskupgalbas.p

    Wakacje to nie tylko czas fizycznego odpoczynku, ale też duchowej regeneracji – przypomina bp Adrian Galbas SAC, który razem z Pallotyńskim Radiem Pallotti.FM, Sekretariatem ds. Apostolstwa Prowincji Chrystusa Króla i Fundacją Misyjną Salvatti.pl, przygotował cykl filmów zapewniających „duchową regenerację” na letnie dni. Odcinek premierowy będzie można obejrzeć już w najbliższy poniedziałek 27 lipca na YouTubie Pallotti TV.

    – „A Wy – za kogo mnie uważacie?” – to nawiązanie do pytania Jezusa, które postawił swoim uczniom. Przez najbliższe siedem odcinków będziemy próbowali nie tylko zadać sobie pytania, ale znaleźć na nie właściwą odpowiedź. Szukanie Pana Boga rozpoczyna się od uświadomienia sobie potrzeby Jego obecności w naszym życiu. Ten pierwszy etap otwiera nam Drogi, pozwala w wolności decydować o własnym życiu – czy rozpoznajemy głos Boga i za nim pójdziemy? – zachęcają organizatorzy.

    Filmy powstały nad mazurskimi jeziorami, by zapewnić wakacyjny klimat cyklu. Jak podkreślają twórcy, to właśnie w chwili zatrzymania i odpoczynku najłatwiej znaleźć chwilę na zadanie sobie najważniejszych pytań oraz budowanie relacji z Bogiem.

    – Bardzo wymownym będzie tu szum wiatru, „Strefa Ciszy”, wypłynięcie na głębokie wody – podejmujemy trud poznania własnej tożsamości. Zapraszamy Cię – niezależnie od płci, wieku, miejsca zamieszkania czy wykształcenia – do wspólnej wędrówki w nieznane. Ta niewiadoma to nasza droga – dla każdego inna, indywidualna, osobista – ale prowadzi do wspólnego celu: świętości – dodają.

    Pierwszy odcinek pt. „Świadomość” będzie można zobaczyć 27 lipca, kolejny „Droga” – 3 sierpnia, następny „Wolność” – 10 sierpnia, odcinek „Decyzja” 17 sierpnia, „Pewność” 24 sierpnia”, „Kryzys” 31 sierpnia i ostatni odcinek „Wspólnota” 7 września.

    Emisja odcinków będzie dostępna na Facebooku Pallotti.FM, na stronie www.pallotti.fm oraz YouTubie Telewizji Pallotti TV.

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ********************************************

    wtorek 21 lipca

    wspomnienie św. Wawrzyńca z Brindisi doktora Kościoła

    tekst audiencji z 2011 r., papieża Benedykta XVI

    pl.wikipedia.org
    **

    Drodzy bracia i siostry,

    Wspominam jeszcze z radością uroczyste przyjęcie, jakie zgotowano mi w 2008 r. w Brindisi – w mieście, w którym w 1559 r. urodził się wybitny doktor Kościoła, św. Wawrzyniec z Brindisi. Jest to imię, jakie przyjął Giulio Cesare Rossi, wstępując do zakonu kapucynów. Od dziecka pociągała go rodzina zakonna św. Franciszka z Asyżu. Gdy bowiem miał siedem lat, zmarł jego ojciec i matka powierzyła go opiece miejscowych braci konwentualnych. Ale w kilka lat później przeniósł się wraz z matką do Wenecji i właśnie w Veneto poznał kapucynów, którzy w owym czasie włączyli się wielkodusznie w służbę całego Kościoła, aby umacniać wielką reformę duchową, wprowadzaną przez Sobór Trydencki. W 1575 r. Wawrzyniec, złożywszy śluby zakonne, został bratem kapucynem, a w 1582 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już podczas studiów kościelnych wykazał wybitne zdolności intelektualne, którymi był obdarzony. Łatwo opanował języki starożytne, jak greka, hebrajski i syriacki oraz współczesne: francuski i niemiecki, które dołączył do znajomości włoskiego i łaciny, jakimi w owym czasie posługiwali się płynnie ludzie Kościoła i kultury.

    Dzięki poznaniu tak wielu języków Wawrzyniec mógł prowadzić intensywne duszpasterstwo wśród ludzi różnych kategorii. Będąc skutecznym kaznodzieją poznał tak dogłębnie nie tylko Biblię, ale również literaturę rabinistyczną, że sami rabini zdumiewali się i podziwiali go, okazując mu szacunek i uznanie. Jako teolog, zanurzony w Piśmie Świętym i Ojcach Kościoła, potrafił przedstawiać wzorcowo naukę katolicką także tym chrześcijanom, którzy – zwłaszcza w Niemczech – przyłączyli się do reformacji. W jasny i spokojny sposób ukazał biblijne i patrystyczne podstawy artykułów wiary, podważanych przez Marcina Lutra. Były wśród nich takie zagadnienia jak prymat św. Piotra i jego następców, boskie pochodzenie urzędu biskupiego, usprawiedliwienie jako wewnętrzna przemiana człowieka, konieczność dobrych uczynków do zbawienia. Powodzenie, jakim cieszył się Wawrzyniec, pomaga nam zrozumieć, że również dzisiaj, posuwając naprzód z wielką nadzieją dialog ekumeniczny, zetknięcie się z Pismem Świętym, czytanym w duchu Tradycji Kościoła, stanowi element niepodważalny i o podstawowym znaczeniu, jak pragnąłem o tym przypomnieć w adhortacji apostolskiej „Verbum Domini” (n. 46).

    Nawet najzwyklejsi wierni, nie mający wielkiej kultury, korzystali z przekonywających słów Wawrzyńca, który zwracał się do prostych ludzi, aby nawoływać wszystkich do zgodności własnego życia z wyznawaną wiarą. Było to wielką zasługą kapucynów i innych zakonów, że w XVI i XVII wieku przyczyniły się do odnowy życia chrześcijańskiego, przenikając w głąb społeczeństwa swym świadectwem życia i nauczaniem. Również dzisiaj nowa ewangelizacja potrzebuje dobrze przygotowanych, gorliwych i odważnych apostołów, aby światło i piękno Ewangelii przeważyły nad kulturowymi horyzontami relatywizmu etycznego i obojętności religijnej oraz aby przemieniły różne sposoby myślenia i działania w prawdziwy humanizm chrześcijański. Zaskakujące jest to, że święty Wawrzyniec z Brindisi mógł prowadzić nieprzerwanie tę działalność cenionego i niezmordowanego kaznodziei w wielu miastach Włoch i w różnych krajach, mimo piastowania innych poważnych i wysoce odpowiedzialnych urzędów. W zakonie kapucynów był mianowicie profesorem teologii, mistrzem nowicjatu, wielokrotnie ministrem prowincjalnym (prowincjałem) i definitorem generalnym i wreszcie ministrem (przełożonym) generalnym w latach 1602-05.

    Pośród tak wielu prac Wawrzyniec prowadził wyjątkowo gorliwe życie duchowe, poświęcając wiele czasu modlitwie i w sposób szczególny sprawowaniu Mszy świętej, która trwała często kilka godzin; był wówczas przejęty i poruszony, rozpamiętując Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana. W szkole świętych każdy prezbiter, jak to często podkreślano w czasie niedawnego Roku Kapłańskiego, może uniknąć niebezpieczeństwa aktywizmu, to znaczy działania, któremu towarzyszy zapominanie o głębokich motywacjach posługi, tylko wówczas, gdy będzie dbał o własne życie wewnętrzne. Przemawiając do kapłanów i seminarzystów w katedrze w Brindisi – rodzinnym mieście św. Wawrzyńca – przypomniałem, że „chwila modlitwy jest najważniejsza w życiu kapłana, tym, w którym z największą skutecznością działa łaska Boża, czyniąc płodnym jego posługę. Modlitwa jest pierwszą posługą, jaką ma pełnić wobec wspólnoty. Dlatego też chwile modlitwy winny mieć w naszym życiu prawdziwy priorytet (…). Jeśli nie pozostajemy w nieprzerwanej wspólnocie z Bogiem, nie możemy też nic dać innym. Dlatego Bóg jest pierwszym priorytetem. Musimy zawsze mieć czas niezbędny, aby pozostawać w modlitewnej wspólnocie z naszym Panem”. Poza tym z niezrównanym zapałem w swoim stylu Wawrzyniec zachęca wszystkich, nie tylko kapłanów, do prowadzenia życia w modlitwie, gdyż za jej pośrednictwem mówimy do Boga, a Bóg mówi do nas. „Oh, gdybyśmy mieli świadomość tej rzeczywistości! – woła. – Tego, że Bóg jest naprawdę obecny pośród nas, gdy rozmawiamy, modląc się; tego, że naprawdę słucha naszej modlitwy, nawet jeśli modlimy tylko sercem i umysłem. I że nie tylko jest obecny i nas wysłuchuje, ale co więcej, że może i pragnie przychylić się chętnie i z największą przyjemnością do naszych próśb”.

    Innym rysem, charakteryzującym dzieło tego syna św. Franciszka, jest jego działalność na rzecz pokoju. Zarówno papieże, jak i książęta katoliccy powierzali mu ciągle ważne misje dyplomatyczne w celu rozstrzygnięcia kontrowersji i przyczynienia się do zgody między państwami europejskimi, zagrożonymi w owym czasie przez imperium osmańskie. Autorytet moralny, jakim się cieszył, sprawiał, że był poszukiwanym i słuchanym doradcą. Dzisiaj, podobnie jak w czasach św. Wawrzyńca, świat ogromnie potrzebuje pokoju, potrzebuje mężczyzn i kobiet pokojowych i budujących pokój. Wszyscy, którzy wierzą w Boga, winni być zawsze źródłem i twórcami pokoju. To właśnie z okazji jednej z takich misji dyplomatycznych Wawrzyniec zakończył swe ziemskie życie w 1619 roku w Lizbonie, dokąd udał się na dwór króla Hiszpanii Filipa III, aby wstawić się za poddanymi z Neapolu, gnębionymi przez miejscowe władze.

    Został ogłoszony świętym w 1889 r., a ze względu na swą żywą i intensywną działalność, swą rozległą i harmonijną wiedzę zasłużył na tytuł Doctor apostolicus – Doktor apostolski, który nadał mu bł. Papież Jan XXIII w 1959 r., z okazji 400. rocznicy jego urodzin. Taki wyraz uznania przyznano Wawrzyńcowi z Brndisi również dlatego, że był on autorem licznych dzieł z zakresu egzegezy biblijnej, teologicznych i pism o przeznaczeniu kaznodziejskim. Proponuje w nich organiczną prezentację dziejów zbawienia, skupioną na tajemnicy Wcielenia – największego przejawu miłości Bożej do ludzi. Ponadto, będąc mariologiem dużego formatu, autorem zbioru kazań o Matce Bożej, zatytułowanego „Mariale”, podkreślił wyjątkową rolę Maryi Panny, o której jasno stwierdza, że jest Niepokalanie Poczęta i że współpracowała w dziele odkupienia, dokonanego przez Chrystusa.

    Mając subtelną wrażliwość teologiczną, Wawrzyniec z Brindisi podkreślał także działanie Ducha Świętego w istnieniu człowieka wierzącego. Przypomina nam, że przez swoje dary Trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej rozświetla i pomaga nam angażować się w radosne przeżywanie Ewangelii. „Duch Święty czyni słodkim jarzmo prawa Bożego i lekkim jego ciężar, abyśmy zachowywali przykazania Boże z największą łatwością, a nawet z przyjemnością” – pisze św. Wawrzyniec z Brindisi.

    Chciałbym uzupełnić tę krótką prezentację życia i nauczania św. Wawrzyńca z Brindisi podkreśleniem, że cała jego działalność czerpała natchnienie z wielkiego umiłowania Pisma Świętego, którego wielkie fragmenty znał na pamięć, oraz z przekonania, że słuchanie i przyjmowanie Słowa Bożego tworzy przemianę wewnętrzną, która prowadzi nas do świętości. „Słowo Pańskie jest światłem dla umysłu i ogniem dla woli, aby człowiek mógł poznać i pokochać Boga – stwierdza. – Dla człowieka wewnętrznego, który dzięki łasce żyje z Ducha Świętego, jest chlebem i wodą, ale chlebem słodszym od miodu i wodą lepszą od wina i mleka (…) Jest młotem na serce mocno zatwardziałe w grzechach. Jest szpadą przeciw ciału, światu i szatanowi, aby zniszczyć wszelki grzech”. Święty Wawrzyniec z Brindisi uczy nas miłowania Pisma Świętego, wzrastania w zażyłości z nim, do codziennego utrzymywania więzów przyjaźni z Panem w modlitwie, aby każdy nasz czyn, każda działalność miały w Nim swój początek i swe wypełnienie. Jest to źródło, z którego należy czerpać, aby nasze świadectwo chrześcijańskie jaśniało i było w stanie prowadzić ludzi naszych czasów do Boga.

    ***

    Msza św.

    Antyfona na wejście

    Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie. Będę Ci chętnie składać ofiarę i sławić Twe dobre imię. (Ps 54, 6.8)

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, okaż miłosierdzie swoim
    wiernym i pomnażaj w nich dary swojej łaski,
    aby pełni wiary, nadziei i miłości
    zawsze wiernie zachowywali Twoje przykazania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Micheasza – Mi 7,14-15.18-20

    Paś lud Twój laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego, co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni swego wyjścia z ziemi egipskiej, ukaż nam dziwy.

    Któż, Boże, podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy.

    Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 85

    R/ Okaż nam, Panie, miłosierdzie Twoje.

    Łaskawym się okazałeś, Panie, dla Twej ziemi,
    odmieniłeś los Jakuba,
    odpuściłeś winę Twojemu ludowi
    i zakryłeś wszystkie jego grzechy. R/

    Odnów nas, Boże, nasz Zbawco,
    poniechaj Twego oburzenia na nas.
    Czyż będziesz się gniewał na nas na wieki,
    czy gniew Twój rozciągniesz na wszystkie pokolenia? R/

    Czyż to nie Ty przywrócisz nam życie,
    a lud Twój w Tobie będzie się weselił?
    Okaż nam, Panie, łaskę swoją
    i daj nam swoje zbawienie. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 12,46-50

    Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą”. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Boże, Ty jedyną, doskonałą Ofiarą
    zastąpiłeś rozmaite ofiary Starego Prawa,
    przyjmij Ofiarę oddanych Ci sług i uświęć ją tak,
    jak pobłogosławiłeś dary Abla;
    niech to, co każdy złożył na chwałę Twojego majestatu, posłuży wszystkim do zbawienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. (Ap 3,20)

    Modlitwa po Komunii

    Boże nasz Ojcze, przybądź z pomocą swojemu ludowi, który nakarmiłeś Najświętszym Sakramentem, spraw, aby porzucił dawne nałogi i prowadził nowe życie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ****************************

    poniedziałek 20 lipca

    Msza św. o godz. 19.00

    wspomnienie bł. Czesława, kapłana

    Bł. Czesław Odrowąż
    bł. Czesław Odrowąż, fragment obrazu z klasztoru oo. Dominikanów w Lublinie

    **

    Błogosławiony Czesław

    Czesław urodził się około roku 1180 w Kamieniu Opolskim. Miał być krewnym św. Jacka. Wydaje się raczej mało prawdopodobne – co przekazują legendy – że studiował w Pradze, Paryżu i Bolonii i że miał studia uwieńczyć podwójnym doktoratem z teologii i prawa kanonicznego. Wiemy tylko, że należał obok św. Jacka Odrowąża i Hermana Niemca do księży z otoczenia biskupa krakowskiego, Iwona Odrowąża. Miał zajmować stanowisko kustosza kolegiaty sandomierskiej. Gdyby tak było, wskazywałoby to na rycerskie (szlacheckie) pochodzenie Czesława, gdyż wówczas tylko takich przyjmowano do kapituły.
    Jako kapłan diecezjalny w 1220 lub 1221 r. wstąpił do dominikanów. Habit otrzymał z rąk samego św. Dominika. W 1222 roku przybył z innymi współbraćmi, w tym ze św. Jackiem Odrowążem, do Krakowa. Tam przyjął ich uroczyście Iwo Odrowąż w otoczeniu kleru i ludu. Pierwsi dominikanie zamieszkali w Krakowie, oddając się pracy kaznodziejskiej i duszpasterskiej. W roku 1225 biskup Pragi zaprosił dominikanów do stolicy Czech. Wysłano tam Czesława z kilkoma ojcami. Czesław stał się więc założycielem rodziny dominikańskiej na ziemi czeskiej.
    Po założeniu klasztoru w Pradze (1225) udał się do Wrocławia. Tamtejszy biskup, Wawrzyniec, powitał go niemniej ciepło, jak to w Krakowie uczynił Iwo. Dominikanie otrzymali parafialny kościół św. Wojciecha. Zachował się do dzisiaj dokument przekazania świątyni z 1 maja 1226 r. Tam Czesław pozostał jako przeor do roku 1231, kiedy to został przez kapitułę wybrany na prowincjała (1233-1236). Jako prowincjał brał udział w kapitule generalnej w Bolonii i w kanonizacji św. Dominika w Rzymie (1234). Po złożeniu urzędu pozostał nadal przeorem w klasztorze wrocławskim, aż do swojej śmierci (ok. 1242).
    Jan Długosz przytacza barwną legendę, jak Czesław swoją modlitwą uratował Wrocław od najazdu Tatarów i całkowitego zniszczenia w roku 1241. Kiedy miasto zostało zajęte przez najeźdźców, część wrocławian postanowiła bronić się poza murami obronnego grodu. Czesław był duszą całej obrony, podobnie jak bł. Sadok w Sandomierzu, a później ks. Augustyn Kordecki podczas oblężenia Jasnej Góry. Podanie głosi, że Czesław modlił się o ocalenie miasta wychodząc często na jego wały i zachęcając dzielnych obrońców do oporu. Gdy Wrocław wyszedł obronną ręką z tej wojennej zawieruchy, mieszkańcy przypisywali uratowanie miasta modlitwom i wstawiennictwu Czesława, którego wiara złamała siły nieprzyjacielskie. Należy to uważać raczej za legendę, gdyż Wrocław został poważnie spalony właśnie w 1241 r. przez Tatarów. W innych zaś latach Mongołowie tak daleko już nie podeszli.

    Błogosławiony Czesław

    Według tradycji wrocławskiej Czesław miał umrzeć 15 lipca 1242 r. Datę tę przyjmuje tradycja dominikańska. Zaraz po śmierci odbierał cześć jako święty. Nad jego grobem w kościele dominikanów we Wrocławiu wystawiono niebawem ołtarz. Cześć od dawna mu oddawaną zatwierdził papież Klemens XI 18 października 1713 roku. Ciało bł. Czesława spoczywa w dominikańskim kościele św. Wojciecha w osobnej kaplicy. Kiedy w czasie zdobywania Wrocławia w roku 1945 cały kościół legł w gruzach, zachowała się jedynie kaplica z relikwiami bł. Czesława. Jest on patronem Wrocławia.


    W ikonografii przedstawiany z kulą ognistą lub ze słupem ognia nad głową, który według tradycji ukazał się podczas oblężenia Wrocławia przez Tatarów. To niecodzienne zjawisko spowodowało ich odwrót. Atrybutami Błogosławionego są: krzyż misyjny, kielich, otwarta księga Ewangelii, laska pielgrzyma, lilia, monstrancja, puszka z komunikantami, różaniec.
    Internetowa Liturgia Godzin, Czytelnia
    **

    Historyczne postaci Dolnego Śląska

    Bł. Czesław Odrowąż

    Był jednym z pierwszych dominikanów, który przyjął habit z rąk samego św. Dominika. Jaki był i wciąż jest związek bł. Czesława z Wrocławiem?

    Bł. Czesław Odrowąż urodził się w Kamieniu Opolskim. Ok. 1218 r. wstąpił do zakonu dominikańskiego. Wracając do Polski, do Krakowa, założył klasztor Ojców Dominikanów w Pradze. W 1225 r. przybył do stolicy Dolnego Śląska. Już wtedy dał się poznać we Wrocławiu jako wybitny kaznodzieja. Rok później ówczesny biskup wrocławski Wawrzyniec przekazał dominikanom kościół pw. św. Wojciecha, a rektorem świątyni, założycielem pierwszym przeorem wspólnoty zakonnej został właśnie bł. Czesław. To pierwszy moment, w którym zarysowały się związki Błogosławionego z miastem.

    Najazd Mongołów w 1241 r.

    – Błogosławionego łączy z Wrocławiem również historyczne wydarzenie oblężenia miasta przez Mongołów. Dominikanin, jak wynika z przekazów, modlił się na murach miasta i wyprosił to, że Mongołowie wycofali się spod miasta. Legenda opowiada o tym, że nad Wrocławiem w czasie modlitwy bł. Czesława unosiły się ogniste kule czy słupy ognia, które odstraszyły najeźdźców – przypomina o. Norbert Oczkowski, promotor kultu bł. Czesława. Najeźdźcy wydawali się nie do zatrzymania, ludność modliła się więc tylko o cud. Ten wydarzył się właśnie dzięki modlitwie Czesława, a dowód na to znajdujemy w kronice Jana Długosza. W tradycji zakonnej podkreśla się ofiarniczy charakter tego wydarzenia: Bóg uratował miasto, przyjmując w zamian życie Czesława, który zmarł w 1242 r.

    Kult Błogosławionego

    Doczesne szczątki bł. Czesława Odrowąża pochowano w kościele pw. św. Wojciecha, a niecałe sto lat po jego śmierci przeniesiono ciało do osobnej kaplicy. 18 października 1713 r. papież Klemens XI ogłosił Czesława błogosławionym, a w połowie XVIII wieku zezwolił na kult Błogosławionego w całej Polsce. Po uroczystościach beatyfikacyjnych we wrocławskim kościele Ojców Dominikanów rozpoczęła się budowa kaplicy pod wezwaniem bł. Czesława. Do dziś zatrzymują się w niej na chwilę modlitwy liczni wierni. Kult bł. Dominikanina od czasów reformacji zdecydowanie się osłabiał, jednak po drugiej wojnie światowej ponownie obserwujemy jego powrót. Szczególnie mocno widać to przez ostatnie pół wieku, od kiedy bł. Czesław czczony jest jako patron miasta Wrocławia (dzięki decyzji papieża Pawła VI). Wciąż trwa proces kanonizacyjny bł. Czesława Odrowąża.

    Patron coraz bliżej mieszkańców

    Do rozpropagowania kultu bł. Czesława wśród współczesnych mieszkańców Wrocławia, a także studentów i turystów przyczyniło się z pewnością odtworzenie oblicza Patrona, którego podjęli się antropolodzy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Zadanie było możliwe dzięki doskonale zachowanej czaszce Błogosławionego. Relikwiarz, w którym była przechowywana, nie był otwierany od 1715 r. Zrobiono to w roku 2006, a ponownie zamknięto 5 lat później, po zakończeniu licznych badań. Kolejnym dowodem na rozwój kultu jest umieszczenie w czerwcu br. popiersia bł. Czesława we wrocławskim Ratuszu. Dodatkowo od stycznia br., z okazji trwającego roku jubileuszowego, ruszyła peregrynacja obrazu z wizerunkiem Błogosławionego. Mogą wziąć w niej udział rodziny mieszkające we Wrocławiu i w ten szczególny sposób oddać cześć i wypraszać dla siebie potrzebne łaski.

    Marta Wilczyńska/Tygodnik NIEDZIELA

    * * *

    Modlitwa o wstawiennictwo bł. Czesława

    bł. Czesław Odrowąż, obraz w klasztorze oo. Dominikanów w Lublinie
    **

    O dobry, błogosławiony Czesławie,
    Orędowniku i Obrońco nasz w ciężkich chwilach,
    jak kiedyś na ziemi, tak i teraz z nieba,
    opiekujesz się szczególnie tymi,
    którzy się do ciebie uciekają
    w potrzebach duszy i ciała.
    Gorąco błagam Cię,
    racz przyjść mi z ratunkiem
    i uproś u Boga tę oto łaskę…
    (wymień o co prosisz).
    Nie pozwól, bym się poddawał utrapieniu,
    niech za Twym wzorem,
    nawet w największych uciskach nie tracę ducha,
    niech zachowam spokój
    i zdam się na wolę Bożą –
    o dobry, błogosławiony Czesławie,
    ufam mocno, że uzyskam pomoc Twoją
    i będziesz zawsze moim opiekunem. Amen.
    Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

    *** 

    Msza św.

    Antyfona na wejście

    Głoście chwałę Boga wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów, bo Pan jest wielki, godzien wszelkiej chwały. (Ps 96,3-4)

    Kolekta

    Boże, nieskończenie miłosierny,
    Ty powierzyłeś błogosławionemu Czesławowi
    głoszenie niezmierzonych bogactw Chrystusa,
    spraw za jego wstawiennictwem,
    abyśmy coraz lepiej Ciebie poznawali
    i, żyjąc w Twojej obecności według Ewangelii, przynosili owoce dobrych uczynków.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Micheasza – Mi 6,1-4.6-8

    Słuchajcie tego, co Pan powiedział: „Stań, prowadź spór wobec gór, niech słuchają pagórki twego głosu! Słuchajcie, góry, sporu Pana, nakłońcie uszu, posady ziemi! Oto Pan ma spór ze swym ludem i oskarżać będzie Izraela.

    Ludu mój, cóżem ci uczynił? W czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi! Otom cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli wybawiłem ciebie i posłałem przed obliczem twoim Mojżesza, Aarona i Miriam”.

    Z czym stanę przed Panem i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z cielętami rocznymi? Czy Pan się zadowoli tysiącami baranów, dziesiątkami tysięcy potoków oliwy? Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek, owoc łona mego, za grzech mojej duszy?

    Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda Pan od ciebie: pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 50

    R/ Boże zbawienie ujrzą sprawiedliwi.

    „Zgromadźcie Mi moich umiłowanych,
    którzy przez ofiarę zawarli ze Mną przymierze”.
    Niebiosa zwiastują Jego sprawiedliwość,
    albowiem sam Bóg jest sędzią. R/

    „Nie oskarżam cię za twe ofiary,
    bo twe całopalenia zawsze są przede Mną.
    Nie przyjmę z twego domu cielca
    ani kozłów ze stad twoich. R/

    Czemu wymieniasz moje przykazania
    i na ustach masz moje przymierze?
    Ty, co nienawidzisz karności,
    a słowa moje odrzuciłeś za siebie? R/

    Ty tak postępujesz, a Ja mam milczeć?
    Czy myślisz, że jestem do ciebie podobny?
    Kto składa ofiarę dziękczynną, ten cześć Mi oddaje,
    a tym, którzy postępują uczciwie, ukażę Boże
    zbawienie”. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 12,38-42

    Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: „Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.

    Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Obchodząc wspomnienie błogosławionego Czesława, prosimy Cię, Boże, pobłogosław złożone dary i przemień je w Sakrament zbawienia,
    niech wszyscy, którzy go przyjmą,
    zostaną zachowani od grzechu i umocnieni Twoją łaską.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Pan wysłał uczniów, aby wszędzie głosili: Przybliżyło się do was Królestwo Boże. (ŁK 10,1.9)

    Modlitwa po Komunii

    Panie, nasz Boże, odnów nasze życie
    przez Najświętszy Sakrament, który przyjęliśmy z radością obchodząc wspomnienie
    błogosławionego Czesława, i spraw,
    abyśmy go naśladowali w apostolskiej gorliwości.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ******

    20 lipca: Dzień niekanonizowanego świętego Nie był nawet ochrzczony

    Dziś dzień niekanonizowanego świętego. Nie był nawet ochrzczony
    Eliasz w ognistym rydwanie zostaje z ciałem wzięty do nieba. Obraz Teodora Poulakisa z Korfu pochodzi z drugiej połowy XVII w. Znajduje się w Bizantyjski i Chrześcijańskim Muzeum w Atenach.DIMITRIS GRAFFIN / CC 2.0
    **

    W kalendarzu liturgicznym wymienieni są święci, którzy nigdy nie zostali oficjalnie kanonizowani. Dzisiejszy patron dnia nie był nawet ochrzczony. To św. Eliasz, prorok ze Starego Testamentu.

    Eliasz pokonał proroków Baala, ścigając na ziemię ogień, który pochłonął ofiarę, podczas gdy modły pogańskich proroków okazały się bezowocne. Ten spektakularny sukces nie był zwieńczeniem jego misji, lecz jej początkiem. Prorok musiał uchodzić przed gniewem hołdującej pogaństwu królowej Izebel. Wpadł w depresję, prosił Boga o śmierć. Można by rzecz, że złożył Mu swoją prorocką dymisję. Ale Pan jej nie przyjął. Objawił mu się w delikatnym powiewie. Wzmocnił go. Eliasz zdołał przywieść do skruchy króla Achaba. Mocą Bożą uratował od głodowej śmierci pogańską wdowę, a przedtem wyrwał śmierci jej syna. W końcu na ognistym rydwanie został wzięty z ciałem do nieba. Widzimy go jeszcze u boku Pana Jezusa podczas Przemienienia na Górze Tabor.

    Prorok Eliasz jest szczególnie czczony w zakonie karmelitańskim. – Jego słowa są dewizą umieszczona w herbie naszego zakonu (“Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Boga Zastępów.”) – mówi o. Mariusz Wójtowicz. Jedna z trzech gwiazd umieszczonych w tym herbie oznacza właśnie Eliasza (dwie pozostałe to Matka Boża i prorok Elizeusz, uczeń i następca Eliasza). Eliasz działał na górze Karmel. Tam właśnie osiedlili się starożytni pustelnicy, z których wywodzi się zakon karmelitański.

    Jak zauważa o. Jerzy Zieliński na stronie karmel.pl, Eliasz jest wzorem i patronem ludzi prowadzących życie kontemplacyjne, ponieważ często rozmawiał z Bogiem. A to właśnie jest mistyka.

    Jarosław Dudała/GOŚĆ NIEDZIELNY/20.7.2020

    *****

    ***************************************************************************

    czwartek 16 lipca

    Uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej

    Święci karmelitanie
    Pietro Novelli, „Matka Boża z Góry Karmel” – OLEJ NA PŁÓTNIE, 1641, MUZEUM DIECEZJALNE, PALERMO
    ***

    Msze święte

    transmisja z kościoła św. Krzyża w Croy – godz. 10.00

    z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego – godz. 19.00

    Antyfona na wejście

    Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia i okrył mnie płaszczem sprawiedliwości jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. (Iz 61,10)

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, w czasach Starego Przymierza
    na górze Karmel przyjmowałeś modlitwy proroków,
    a w Nowym Przymierzu wybrałeś tę górę
    na miejsce czci Najświętszej Maryi Panny,
    spraw za Jej wstawiennictwem,
    abyśmy doszli do Twojego Syna.
    Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza – Iz 26,7-9.12.16-19

    Ścieżka sprawiedliwego jest prosta, Ty równasz prawą drogę sprawiedliwego. Także na ścieżce Twoich sądów, o Panie, my również oczekujemy Ciebie; imię Twoje i pamięć o Tobie to upragnienie duszy. Dusza moja pożąda Ciebie w nocy, duch mój poszukuje Cię w swym wnętrzu; bo gdy Twe sądy jawią się na ziemi, mieszkańcy świata uczą się sprawiedliwości.

    Panie, użyczysz nam pokoju, bo i wszystkie nasze dzieła Tyś nam zdziałał. Panie, w ucisku szukaliśmy Ciebie, słaliśmy modły półgłosem, kiedyś Ty chłostał. Jak brzemienna, bliska chwili rodzenia, wije się, krzyczy w bólach porodu, tak myśmy się stali przed Tobą, o Panie. Poczęliśmy, wiliśmy się z bólu, jakbyśmy mieli rodzić; ducha zbawczego nie wydaliśmy ziemi i nie przybyło mieszkańców na świecie. Ożyją Twoi umarli, zmartwychwstaną ich trupy, obudzą się i krzykną z radości spoczywający w prochu, bo rosa Twoja jest rosą światłości, a ziemia wyda cienie zmarłych.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 102

    R/ Bóg z wyżyn nieba spogląda na ziemię.

    Ty zaś, o Panie, trwasz na wieki,
    a imię Twoje przez wszystkie pokolenia.
    Powstań i okaż litość Syjonowi,
    bo nastała pora, byś się nad nim zmiłował. R/

    Twoi słudzy bowiem miłują jego kamienie,
    żalem ich przejmują jego gruzy.
    Poganie będą się bali imienia Pana,
    a Twej chwały wszyscy królowie ziemi. R/

    Bo Pan odbuduje Syjon i ukaże się w swym majestacie,
    przychyli się ku modlitwie opuszczonych
    i nie odrzuci ich modłów.
    Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,
    lud, który się narodzi, niech wychwala Pana. R/

    Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
    popatrzył z nieba na ziemię,
    aby usłyszeć jęki uwięzionych,
    aby uwolnić skazanych na śmierć. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 11,28-30

    W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Oddając cześć Najświętszej Maryi Pannie,
    składamy Tobie, Boże, nasze dary, i prosimy Cię, abyśmy za Jej przykładem służyli Tobie z miłością i ściślej się zespolili z dziełem odkupienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Najświętszej Maryi Pannie

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy wysławiali Ciebie,
    Boże, za cuda, które zdziałałeś w Twoich Świętych. Oddając cześć Najświętszej Dziewicy Maryi
    dzięki składamy za Twoją dobroć
    powtarzając Jej hymn uwielbienia.
    Wielkie rzeczy uczyniłeś dla całej ziemi i Twoje miłosierdzie rozciągnąłeś na wszystkie pokolenia.
    Ty wejrzałeś na pokorę swojej służebnicy
    i przez Nią zesłałeś ludziom Zbawiciela,
    Twojego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    Przez Niego Twój majestat uwielbiają zastępy Aniołów, którzy zawsze się radują w Twojej obecności.
    Prosimy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich, razem z nimi wołając:
    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.


    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Maryja zachowywała wszystkie te słowa i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, posiliłeś nas Najświętszym Sakramentem Ciała i Krwi Twojego Syna,
    umocnij w nas miłość ku Tobie i spraw, abyśmy służąc Najświętszej Maryi Pannie, naśladowali Jej cnoty.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

    16 lipca w liturgii Kościoła wspominamy Najświętszą Maryję Pannę z Góry Karmel – powszechnie znaną jako Matkę Bożą Szkaplerzną.

    obraz Matki Bożej Szkaplerznej w Sanktuarium w Rzeszowie
    ***

    Historia kultu Szkaplerza świętego

    Wspomnienie zwraca nas ku Maryi objawiającej się na górze Karmel, znanej już z tekstów Starego Testamentu – z historii proroka Eliasza (1 Krl 17, 1 – 2 Krl 2, 25). W XII wieku po Chrystusie do Europy przybyli, prześladowani przez Turków, duchowi synowie Eliasza, prowadzący życie kontemplacyjne na Karmelu. Również w Europie spotykali się z niechęcią. Jednakże Stolica Apostolska, doceniając wyrzeczenia i umartwienia, jakie podejmowali zakonnicy, ułatwiała zakładanie nowych klasztorów. Szczególnie szybko zakon rozwijał się w Anglii, do czego przyczynił się m.in. wielki czciciel Maryi, św. Szymon Stock, szósty przełożony generalny zakonu karmelitów. Wielokrotnie błagał on Maryję o ratunek dla zakonu. W czasie jednej z modlitw w Cambridge, w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r., ujrzał Bożą Rodzicielkę w otoczeniu Aniołów. Podała mu Ona brązową szatę, wypowiadając jednocześnie słowa: Przyjmij, synu, szkaplerz twego zakonu, jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Szymon Stock z radością przyjął ten dar i nakazał rozpowszechnienie go w całej rodzinie zakonnej, a z czasem również w świecie. W XIV wieku Maryja objawiła się papieżowi Janowi XXII, polecając mu w opiekę “Jej zakon” karmelitański. Obiecała wówczas obfite łaski i zbawienie osobom należącym do zakonu i wiernie wypełniającym śluby. Obiecała również wszystkim, którzy będą nosić szkaplerz, że wybawi ich z czyśćca w pierwszą sobotę po ich śmierci. Cały szereg papieży wypowiedziało się z pochwałami o tej formie czci Najświętszej Maryi i uposażyło to nabożeństwo licznymi odpustami. Wydali oni około 40 encyklik i innych pism urzędowych w tej sprawie. Do spopularyzowania szkaplerza karmelitańskiego przyczyniło się przekonanie, że należących do bractwa szkaplerza Maryja wybawi z płomieni czyśćca w pierwszą sobotę po ich śmierci. Tę wiarę po części potwierdzili papieże swoim najwyższym autorytetem namiestników Chrystusa. Takie orzeczenie wydał, jako pierwszy Paweł V 29 czerwca 1609 r., Benedykt XIV je powtórzył (+ 1758). Podobnie wypowiedział się papież Pius XII w liście do przełożonych Karmelu z okazji 700-lecia szkaplerza. Nie ma jednak ani jednego aktu urzędowego Stolicy Apostolskiej, który oficjalnie i w pełni aprobowałby ten przywilej. O przywileju sobotnim milczą najstarsze źródła karmelitańskie. Po raz pierwszy wiadomość o objawieniu szkaplerza pojawia się dopiero w roku 1430. Nabożeństwo szkaplerza należało kiedyś do najpopularniejszych form czci Matki Bożej. Jeszcze dzisiaj spotyka się bardzo wiele obrazów Matki Bożej Szkaplerznej (z Góry Karmel), ołtarzy i kościołów. We Włoszech jest kilkaset kościołów Matki Bożej z Góry Karmel, w Polsce blisko setka. Wiele obrazów i figur pod tym wezwaniem zasłynęło cudami, tak że są miejscami pątniczymi. Niektóre z nich zostały koronowane koronami papieskimi. Szkaplerz w obecnej formie jest bardzo wygodny do noszenia. Można nawet zastąpić go medalikiem szkaplerznym. Z całą pewnością noszenie szkaplerza mobilizuje i przyczynia się do powiększenia nabożeństwa ku Najświętszej Maryi Pannie. Szkaplerz nosili liczni władcy europejscy i niemal wszyscy królowie polscy (od św. Jadwigi i Władysława Jagiełły poczynając), a także liczni święci, również spoza Karmelu, m.in. św. Jan Bosko, św. Maksymilian Maria Kolbe i św. Wincenty a Paulo. Sama Matka Boża, kończąc swoje objawienia w Lourdes i Fatimie, ukazała się w szkaplerzu, wyrażając przy tym wolę, by wszyscy go nosili. Na wzór szkaplerza karmelitańskiego powstały także inne, jednakże ten pozostał najważniejszy i najbardziej powszechny. W wieku 10 lat przyjął szkaplerz karmelitański także św. Jan Paweł II. Nosił go do śmierci. Święto Matki Bożej z Góry Karmel karmelici obchodzili od XIV w. Benedykt XIII (+ 1730) zatwierdził je dla całego Kościoła. W Polsce otrzymało to święto nazwę Matki Bożej Szkaplerznej. Szkaplerz początkowo był wierzchnią szatą, której używali dawni mnisi w czasie codziennych zajęć, aby nie brudzić habitu. Spełniał więc rolę fartucha gospodarczego. Potem przez szkaplerz rozumiano szatę nałożoną na habit. Pisze o nim już reguła św. Benedykta w kanonie 55 dotyczącym ubrania i obuwia braci. Wszystkie dawne zakony noszą po dzień dzisiejszy szkaplerz. Współcześnie szkaplerz oznacza strój, który jest znakiem zewnętrznym przynależności do bractwa, związanego z jakimś konkretnym zakonem. Tak więc istnieje szkaplerz: brunatny – karmelitański (w. XIII); czarny – serwitów (w. XIV), od roku 1860 kamilianów; biały – trynitarzy, mercedariuszy, dominikanów (w. XIV), Niepokalanego Serca Maryi (od roku 1900); niebieski – teatynów (od roku 1617) i Niepokalanego Poczęcia Maryi (w. XIX); czerwony – męki Pańskiej; fioletowy – lazarystów (1847) i żółty – św. Józefa (w. XIX). Ponieważ było niewygodnie nosić szkaplerz taki, jaki nosili przedstawiciele danego zakonu, dlatego z biegiem lat zamieniono go na dwa małe kawałki płótna, zazwyczaj z odpowiednim wizerunkiem na nich. Na dwóch tasiemkach noszono go w ten sposób, że jedno płócienko było na plecach (stąd nazwa łacińska scapulare), a druga na piersi. Taką formę zachowały szkaplerze do dnia dzisiejszego. W roku 1910 papież św. Pius X zezwolił ze względów praktycznych na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. W przypadku szkaplerza karmelitańskiego na jednym kawałku powinien być umieszczony wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej, a na drugim – Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jedna część powinna spoczywać na piersiach, a druga – na plecach. Szkaplerz musi być poświęcony według specjalnego obrzędu. Szkaplerz, będący znakiem maryjnym, zobowiązuje do chrześcijańskiego życia, ze szczególnym ukierunkowaniem na uczczenie Najświętszej Maryi Dziewicy potwierdzanym codzienną modlitwą Pod Twoją obronę…

    tekst ks. Łukasza Ślusarczyka – wikariusza Parafii Rzymsko-katolickiej pod wezwaniem Świętego Krzyża w Rzeszowie

    ***

    Z nabożeństwem do Matki Bożej Szkaplerznej są związane przywileje uznane przez Kościół:

    – noszącym szkaplerz Maryja zapewniła opiekę w trudach i niebezpieczeństwach życia zarówno względem duszy, jak i ciała;

    – w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia;

    – każdy, kto nosi szkaplerz, jest złączony z Zakonem Karmelitańskim i ma udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci (objęty jest intencjami Mszy św., komunii św., umartwień, postów, modlitw itp.).

    Z końcem XV w. do powyższych łask dołączono tzw. przywilej sobotni, przekazany przez papieża Jana XXII, któremu Najświętsza Maryja Panna obiecała, że każdy, kto będzie nosił szkaplerz i zachowywał czystość według swego stanu zostanie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.

    *********

    Zachęta do noszenia szkaplerza płynie także z Fatimy

    „Szkaplerz święty noś, na różańcu proś” –  głosi staropolskie przysłowie. Mieli rację nasi praojcowie, którzy je stworzyli, a stało za tym ich życie w szkole Maryi gdyż podążali do Jezusa przez Maryję („ad Jesum per Mariam”). Słuszność takiej drogi potwierdził Sobór Watykański II, stwierdzając, że „gdy Matka czci doznaje, to poznaje się, kocha, wielbi w sposób należyty i zachowuje się przykazania Syna” (Lumen Gentium 66). Dlatego też sobór zachęcał wszystkich do popierania zbożnych ćwiczeń ku czci Maryi, jakie były zalecane w ciągu wieków przez Urząd Nauczycielski (tamże 67), a bł. Paweł VI, papież wprowadzający w życie soborowe uchwały zaznaczył, że ojcowie soborowi, mówiąc o formach pobożności maryjnej zalecanych przez Kościół w minionych wiekach, mieli na myśli przede wszystkim „różaniec święty i szkaplerz karmelitański” (AAS (1965) 376).

    Skądinąd już w 1917 r. na szczególną aktualność i potrzebę praktykowania obu tych nabożeństw, tj. szkaplerznego i różańcowego, wskazała sama Matka Najświętsza, w czasie słynnego cudu słońca, kiedy to święci wizjonerzy Hiacynta i Franciszek wraz z s. Łucją zobaczyli na niebie obrazy symbolizujące tajemnice różańcowe, od radosnych (wyrażonych widzeniem Świętej Rodziny), poprzez bolesne (ukazane w wizji Matki Bożej w fioletowych szatach z mieczem przeszywającym Jej serce) i chwalebne (jawiące się w widzeniu Matki Bożej Szkaplerznej, ukoronowanej na Królową Nieba i Ziemi, z Dzieciątkiem Jezus trzymającym w ręku szkaplerz święty).

    Szczególnym propagatorem nabożeństwa szkaplerznego był św. Jan Paweł II, tak bardzo związany z Fatimą: nosił on szkaplerz osobiście, często o nim mówił, zachęcał do praktykowania nabożeństwa szkaplerznego i wydał o nim list apostolski „Opatrznościowe wydarzenie łaski” (25 III 2001). Także Benedykt XVI mówił o nabożeństwie do Matki Bożej Szkaplerznej, przynoszącym owoce modlitwy, kontemplacji, służby Bogu i bliźnim (16 VII 2006), a Papież Franciszek poleca opiece Matki Bożej Szkaplerznej wszystkich, z którymi się spotyka oraz ich rodziny (14 VII 2014).

    Z teologicznego punktu widzenia nabożeństwo szkaplerzne sytuuje się w kontekście duchowego macierzyństwa Maryi wobec ludzkości i Jej powszechnego wszechpośrednictwa.

    Łaski i dobrodziejstwa otrzymywane przez wiernych noszących szkaplerz karmelitański nie odnoszą się jedynie do przeszłości, ale są bardzo liczne także dzisiaj. Różnorodność dobrodziejstw szkaplerza wręcz zaskakuje, łaski bowiem dotyczą zarówno sfery duchowej, jak i fizycznej, jak odzyskane zdrowie, wymodlone potomstwo, uratowanie życia w wypadku, wyzwolenie z nałogów, przywrócenie zgody w rodzinach czy pomiędzy innymi ludźmi, nawrócenia duchowe. Coroczne Ogólnopolskie Spotkania Rodziny Szkaplerznej, organizowane w soboty po 16 lipca w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej k. Krakowa (w tym roku 22 lipca odbędzie już dziewiętnaste z nich), gromadzą tysiące osób noszących szkaplerz i wyznających, że jest on dla nich, cytując wybrane świadectwa: prezentem od Maryi, siłą w nieszczęściach i upokorzeniach, mocą i ochroną przed złem, ostoją w życiu, szatą Maryi, która odmienia życie, drogowskazem do Nieba, dowodem, że Matka Boża nas nie opuszcza, zobowiązaniem do bycia dobrymi, zaproszeniem do modlitwy, znakiem szczególnej łączności z Bogiem za pośrednictwem Jego Matki, przypomnieniem, że mamy naśladować cnoty Maryi, obietnicą osiągnięcia życia wiecznego.

    Niech uświadomienie sobie aktualności nabożeństwa szkaplerznego w przeżywanym przez nas roku stulecia objawień fatimskich będzie zachętą do jego praktykowania, zgodnie z maryjnym orędziem płynącym z portugalskiego sanktuarium z coraz to większą mocą, o czym świadczy kanonizacja pastuszków Hiacynty i Franciszka i postępujący proces beatyfikacyjny s. Łucji.

    o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD/karmel.pl/Karmelici Bosi

    *********

    Od wtorku 7 lipca wiele wspólnot i wielu indywidualnie modli się Nowenną do Matki Bożej Szkaplerznej

    ***

    Nowenna do Najświętszej Panny Maryi Szkaplerznej

    obraz Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej

     

    Modlitwa – na rozpoczęcie nowenny

    O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędow­niczko Szkaplerza świętego, Matko Boga! Oto ja, Two­je dziecko, wznoszę do Ciebie błagalnie ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza świętego, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja.

    Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich po­trzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wie­ków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko strapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz moje cierpienia, ulecz, uspokój mą duszę, o Matko pełna litości! Ja zaś wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na Twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.

    kaplica Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej

    Dzień pierwszy — wtorek 7 lipca

    „Miłujcie Maryję! Z tej miłości nie przestawajcie czer­pać siły dla waszych serc. Niech Ona okazuje się dla was i przez was Matką wszystkich, którzy tak bardzo spragnieni są tej macierzyńskiej opieki” – św. Jan Paweł II

    Maryjo, Kwiecie Karmelu i Matko nasza! Ukazałaś się niegdyś prorokowi Eliaszowi w postaci jasnego obłoku, który wzniósłszy się nad morzem, użyźnił spra­gnioną ziemię obfitym deszczem. Pokornie Cię błaga­my, racz nam wyjednać obfite zdroje łask niebieskich, które ubogacą nasze dusze, aby wydawały stokrotny plon świętych cnót i dobrych uczynków i abyśmy słu­żąc Bogu w wierze oraz miłości, już w tym życiu mo­gli się cieszyć błogą nadzieją oglądania Go w szczę­śliwej wieczności.

    Składamy w Twoje Matczyne ręce nasze potrzeby i intencje tej nowenny, ufni, że nie odrzucisz naszej prośby, najlepsza i najczulsza Matko. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień drugi — środa 8 lipca

    „Nie bójmy się, że Maryja przesłoni nam Chrystusa, Ona jest po to, aby do Niego prowadzić” – bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Gwiazdo Karmelu i Matko nasza, która pałając szczególną miłością ku dzieciom odzianym Szkaplerzem świętym, nawiedzasz ich dusze, pocie­szasz je słowem i przykładem, uproś nam, o Królowo nasza, aby Syn Twój, a Pan nasz, Jezus Chrystus, swą Boską światłością rozproszył ciemności naszych umysłów; abyśmy poznali wartość Jego miłości ku nam zwróconej i serdecznie Go miłowali, abyśmy zrozu­mieli doniosłość naszych obowiązków i sumiennie je wypełniali, abyśmy wszystkie myśli, słowa i czyny kierowali ku większej chwale Bożej i zbudowaniu naszych bliźnich.Pokornie powierzamy Ci wszystko, co nas dręczy, niepokoi i boli. Ufamy, że przyjmiesz to jak Matka i dasz naszym duszom i sercom niezmącony pokój! Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień trzeci — czwartek 9 lipca

    „Matka nigdy nie odchodzi — ani od kołyski, ani z Kalwarii, ani od grobu swojego dziecka” – bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Mistrzyni Karmelu i Matko nasza, prze­pełniona dobrocią dla nas, która raczyłaś przyjąć ofia­ry złożone Ci przez synów Twego zakonu, błagamy Cię, o Pani nasza, przemień nasze dusze w świątynie Boga żywego, aby przyozdobione kwiatami cnót i do­brych uczynków mogły godnie przyjąć Boski Maje­stat; abyśmy wielbiąc i miłując Boga, mogli wiernie Mu służyć i nigdy naszych świątyń duszy nie skalać grzesznym przywiązaniem do stworzeń.O Matko! Tyle w nas słabości, tyle nędz i mroków! Ty możesz umocnić nasze dusze i serca. Zawierzamy Ci całkowicie. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień czwarty— piątek 10 lipca

    „Równowaga stojącej pod krzyżem Maryi pomaga całemu światu”- bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Chwało Karmelu i Matko nasza, która w do­wód szczególnej miłości do dzieci odzianych Twą świę­tą szatą, raczyłaś zaszczycić je mianem Twego najsłod­szego Imienia, prosimy Cię pokornie, obudź w naszych sercach pragnienie, abyśmy we wszystkich uciskach i dolegliwościach życia u Ciebie szukali wsparcia, ulgi i pociechy. Zachęcaj nas Twym życiem i przykładem do pełnienia dobrych uczynków i spraw, o Matko Miło­sierdzia, abyśmy naśladując Twoje święte cnoty, stali się godni zaszczytnej nazwy synów Twoich; abyśmy zapisani zostali w księdze żywota, pomiędzy Twymi dziećmi i braćmi Jezusa Chrystusa.Usłysz nasze błagania. Ty na Kalwarii w wielkim bólu stałaś się dla nas Matką. Ty najlepiej rozumiesz nasze cierpienia. Osłaniaj nas przed pokusami złego i zaprowadź nas do Twego Syna, Jezusa Chrystusa. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień piąty — sobota 11 lipca

    „Jak bardzo postać Maryi promieniuje światu właśnie dziś, gdy tylu mądrych i roztropnych ludzi żenuje się mówić o ubożuchnym Dziewczęciu, które Bóg wypa­trzył sobie w Nazarecie i uczynił Matką Syna Swego”- bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Twierdzo Karmelu, która pośród ataków nieprzyjacielskich osłaniałaś tarczą swej opieki zakon karmelitański i ocaliłaś go od upadku, prosimy Cię po­kornie, o Pani i Orędowniczko nasza, broń nas od nieprzyjaciół duszy i ciała: abyśmy służyli Bogu w poko­ju i bezpieczeństwie na większą Jego cześć i na chwa­łę Twoją. Królowo Karmelu! Przychodzimy do Ciebie i skła­damy w Twoje Matczyne dłonie nasze przyszłe losy, losy Kościoła i naszej Ojczyzny. Ulżyj nam w dźwi­ganiu krzyża, który nosimy, i ukaż blask zwycięstwa prawdy, dobra, piękna i pokoju. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu...

    Dzień szósty — niedziela 12 lipca

    „Bóg nie chce inaczej udzielać się światu, jak tylko z ramion Maryi”- bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Królowo Karmelu i Matko nasza, która swe­go wiernego sługę Szymona zaszczyciłaś świętym Szkaplerzem — znakiem zbawienia i synostwa Twe­go, przyobiecując niezliczone zdroje łask i błogosła­wieństw Bożych tym wszystkim, którzy będą poboż­nie tę szatę nosić i należycie wypełniać obowiązki swego powołania, a naśladując Twoje święte cnoty, będą się stawali wiernymi Twoimi sługami, spraw, abyśmy przez wierność podjętym zadaniom, korzystali w życiu i po śmierci z Twoich obietnic, a przez to zo­stali dopuszczeni do chwały wiecznej.Spraw, Królowo Szkaplerza świętego, aby nosząc Twój Szkaplerz, dusze nasze upodabniały się coraz bardziej do Ciebie, a przez Ciebie do Chrystusa, i aby wzrastała w nas ufność, że Ty każdej naszej potrzebie zaradzisz i osłonisz przed burzami życia. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Dzień siódmy — poniedziałek 13 lipca

    „Zawsze, gdy jest szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemie, a słońce już gaśnie i gwiazdy nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi” – bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Strażniczko Karmelu i Matko! Tyś nas za­pewniła, że święta Twa suknia, jeżeli ją godnie nosimy, będzie nam puklerzem i tarczą przeciwko pociskom nieprzyjacielskim i że uchroni nas od wszelkiego zła. Prosimy Cię gorąco: niech nas zachowa Twoja potęż­na obrona nie tylko od niebezpieczeństw ciała, ale przede wszystkim od niebezpieczeństw duszy i wiecz­nego potępienia. Spraw za swoją przemożną przyczy­ną, abyśmy nie popełnili takiej winy, przez którą mo­glibyśmy być odrzuceni przez Boga.Kornie upadając przed Tobą, ufamy, że nie będzie takiego bólu, którego byś nie ukoiła, nie będzie takiej zasadzki, której byś nie oddaliła, bo jesteś najbardziej kochającą Matką. Amen.

    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień ósmy — wtorek 14 lipca

    „Po Bogu w Trójcy Jedynym, nie mamy nikogo bliższego nad Matkę Słowa Wcielonego. Gdy wiec szukamy w naszych myślach modlitewnych, z kim mielibyśmy rozmawiać, komu mielibyśmy się zwie­rzyć, z kim naszą samotność dzielić, to chyba z Nią”- bł. kard. Stefan Wyszyński

    Maryjo, Ozdobo Karmelu i Matko nasza! Dając nam tę szlachetną odznakę Twojej miłości — Szkaplerz święty, nie tylko chciałaś widzieć w nas swoje sługi, ale zapragnęłaś jeszcze przybrać nas za swoje córki i za swoich synów i raczyłaś nas tak nazwać. Błagamy Cię, wyjednaj nam u Jezusa tę łaskę, abyśmy nigdy nie byli dla Ciebie powodem smutku, ale Twoją rado­ścią i Twoją chwałą!Chcemy też być dobrymi Twymi braćmi, jak tego sobie życzyłaś. Dzięki pomocy takiej Matki, która wszystko rozumie — wyzwolimy się ze wszystkiego, co nas od Ciebie oddala, co nie podoba się Chrystuso­wi Panu. „Bądź z nami w każdy czas, wspieraj i ratuj nas”. Amen.

    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    Dzień dziewiąty— środa 15 lipca

    „Matko Kościoła!… Daj nam odradzać się wciąż ca­łym pięknem świadectwa dawanego Krzyżowi i Zmart­wychwstaniu Twego Syna” – św. Jan Paweł II

    Maryjo, Opiekunko Karmelu i Matko nasza! Wie­my, że nigdy nie opuszczasz wiernych swoich. Spraw, abyśmy zawsze byli wierni Tobie. Opiekuj się naszy­mi sercami, oczyść je z wszelkich brudów grzechowych, przystrój je w wonne kwiaty cnót. Niech Jezus Chrystus zamieszka w nas na zawsze, aby w godzinie śmierci naszej szatan odstąpił od nas, widząc Jezusa w naszych sercach. A kiedy dusze nasze rozłączą się z ciałami, daj nam pociechę oglądania Twego święte­go Oblicza i zaprowadź nas do przybytku wiecznego szczęścia.Matko Szkaplerza świętego! Przyobiecałaś, że nie będzie potępiony ten, kto pobożnie nosił Twój Szkaplerz. Przypominaj nam nieustannie o tym, abyśmy w ostatniej godzinie ziemskiego życia ucałowali Twój znak zbawienia i stali się uczestnikami wiecznej chwa­ły. Amen.

    Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    ***

    Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej(na zakończenie nowenny)

    Bogarodzico Dziewico! Królowo Szkaplerza świę­tego i Matko nasza! Nieustannie przywołujesz nas do Siebie. Pani i Królowo nasza! Jak niegdyś przez dar Szkaplerza świętego ocaliłaś swój umiłowany zakon karmelitański od rozbicia i upadku, a nam wszystkim dałaś znak szczególnej opieki, tak dzisiaj stań na drogach ludzkości odcho­dzącej od Boga jako znak pojednania i ratunku dla świata. Bądź ocaleniem dla całej ziemi, Kościoła i naszego narodu. Odnów znaki i powtórz cuda! Otrzyj łzy cier­piącym, ochraniaj niewinność dzieci, broń wiary świę­tej w sercach młodzieży; rodzinom naszym uproś po­kój i miłość wzajemną, i ducha ofiary! Naszej całej Ojczyźnie, którą tak bardzo umiłowałaś, błogosław od tronu Twej łaski. Niech będzie pociechą dla Twego Serca! Wyjednaj nam dar wytrwania w wierze ojców na­szych, byśmy Cię mogli chwalić teraz i w wieczności. Amen. 

    Za stroną: http://sanctus.pl/index.php?podgrupa=270&doc=207

    ***

    Szkaplerz karmelitański św. Jana Pawła II

    “Cieszę się, że mogę podzielić się z wami moim nabożeństwem do Matki Bożej Szkaplerznej. Szkaplerz, który przyjąłem z rąk o. Sylwestra, noszę zawsze, a chociaż mieszkałem w cieniu kościoła parafialnego, wasz karmelitański kościół na Górce był mi zawsze bardzo drogi. Wśród wielu nabożeństw, które urzekały mą dziecięcą duszę, najgorliwiej korzystałem z nowenny przed uroczystością Matki Bożej z góry Karmel. Był to czas wakacji, miesiąc lipiec. Dawniej nie wyjeżdżało się na wczasy, jak obecnie. Wakacje spędzałem w Wadowicach, więc nigdy do czasu mojego wyjazdu z Wadowic nie opuszczałem popołudniowych nabożeństw w czasie nowenny. Czasem trudno się było oderwać od kolegów, wyjść z orzeźwiających fal kochanej Skawy, ale melodyjny głos karmelitańskich dzwonów był taki mocny, taki przenikający do głębi duszy, więc szedłem. Tak, tak, mieszkałem obok kościoła parafialnego, ale wzrastałem w kościele św. Józefa”.

    Ostatni szkaplerz Jana Pawła II ofiarowany wadowickiemu Karmelowi.
    (sanktuarium św. Józefa w Wadowicach)

    ***

    „Noście zawsze święty szkaplerz. Ja zawsze mam szkaplerz na sobie i odniosłem wiele dobra z tego nabożeństwa. Jest moją siłą”.

    św. Jan Paweł II/Wadowice/16.06.1999 r.)

    **********************

    ************************************************************************

    Fatima, „błędy Rosji”

    i zamieszki w Stanach Zjednoczonych

    Fatima, „błędy Rosji” i zamieszki w Stanach Zjednoczonych

    „Błędy Rosji” opisane przez Matkę Bożą w Fatimie rozprzestrzeniają się po całym świecie. Obecne rozruchy, ale także wcześniejsze ciche zmiany świadczą o obecności owych błędów w Stanach Zjednoczonych. I choć zapanował tam skrajny nieporządek, to wbrew pozorom jeszcze gorsza sytuacja pod tym względem panuje w Unii Europejskiej i Chinach.

    Włoski filozof Augusto del Noce twierdził, że „marksizm umiera na wschodzie, ponieważ jest realizowany na zachodzie”. Marksizm rozumiany jako nie tylko doktryna ekonomiczno-polityczna, lecz również kulturowa i filozoficzna w znacznej mierze opanował już świat Zachodu. Ostatnie wydarzenia w USA na czele z trwającymi tam protestami wskazują, że marksizm nie omija również tej mekki kapitalizmu.

    Na wydarzenia te warto spojrzeć z punktu widzenia wyjątkowego drogowskazu dla ludzkiej historii, jakim są objawienia Fatimskie. Warto zauważyć, że amerykański historyk William Thomas Walsh przeprowadził w 1947 roku wywiad z wizjonerką z Fatimy świętą siostrą Łucją. Ta potwierdziła, że jeśli papież wraz z biskupami całego świata nie poświęci Rosji Niepokalanemu Sercu, to błędy Rosji rozpowszechnią się po świecie – wiemy o tym również z samych objawień fatimskich. Jednak wywiad ujawnia coś więcej. Historyk dopytał bowiem czy oznacza to, że każdy kraj bez wyjątku zostanie przezwyciężony przez komunizm (w razie niespełnienia warunków). Siostra Łucja odpowiedziała „tak”. Jak później poinformował tłumacz, historyk dopytał czy oznacza to również Stany Zjednoczone, a siostra Łucja także odpowiedziała twierdząco – podaje portal Life Site News.

    Wywiad doprecyzowuje zatem dwie kwestie dotyczące objawień fatimskich, szczególnie aktualne w dzisiejszym kontekście zamieszek w Stanach Zjednoczonych:

    – błędy Rosji, o których mówiła Matka Boża w podczas objawień w Fatimie z 1917 roku to – przynajmniej według wizjonerki – komunizm (a nie na przykład prawosławie),

    – zagrożenie komunistyczne obejmuje również Stany Zjednoczone.

    Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że to już nieaktualne, gdyż papież konsekrował Rosję. Nie jest to jednak takie oczywiste – ale stanowi, mówiąc oględnie, przedmiot kontrowersji. Na przykład Paul Josef Cordes, były przewodniczący Papieskiej Rady Cor Unum stwierdził, że podczas konsekracji świata Niepokalanemu Sercu w 1984 roku papież nie wspomniał o Rosji (mówi się też o tym, jakoby papież wspomniał o Rosji „po cichu”). Jednak nawet uznanie, że konsekracja Rosji się dokonała, nie rozwiązuje wszystkich problemów. Wszak jak wskazał niedawno kardynał Leo Raymond Burke [Life Site News], podczas uroczystości w 1982 roku sam święty Jan Paweł II powiedział, że apel Matki Bożej dotyczący poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu należy ponawiać w przyszłości, w kolejnych pokoleniach. Dlatego też – zdaniem amerykańskiego hierarchy – wskazane byłoby ponowienie go obecnie. Kolejny problem to słaby odzew zwykłych wiernych na fatimskie wezwania do pokuty, praktykowania nabożeństwa pierwszych sobót czy odmawiania różańca.

    Wiele wskazuje więc na to, że skoro jedynie częściowo odpowiedzieliśmy na wezwanie Matki Bożej, to pokonanie komunizmu również miało charakter jedynie częściowy i tymczasowy. Owszem, upadek Związku Radzieckiego przyniósł licznym narodom wolność i rozwój oraz dał światu pewien okres wytchnienia. Z drugiej jednak strony dziś, niemal 30 lat po upadku ZSRR dawne postulaty komunistyczne zostały w znacznej mierze zrealizowane w krajach Zachodu. Obejmuje to w znacznej mierze także Stany Zjednoczone. Marksistowska agenda opanowała bowiem kraj stojący ongiś na czele bloku antykomunistycznego.

    Marksistowskie USA?

    Dobitnie widać to w stworzonej quasi-socjalistycznej wspólnocie w Seattle i w mentalności uczestników obecnych zamieszek. Jak przekonuje Maike Hickson na łamach Life Site News, organizacje uczestniczące w amerykańskich protestach cechuje przesiąknięcie ideologią marksistowską. Antyrasistowska Black Lives Matter zajmuje się nie tylko walką z rasizmem, lecz również na przykład sprzeciwem wobec „myślenia heteronormatywnego”. Krótko mówiąc, chodzi o sprzeciw wobec dominacji tradycyjnego modelu rodziny. Z kolei ideowymi przodkami Antify są niemieccy komuniści z Antifaschistische Aktion (z lat 30. XX wieku). Od nich właśnie wywodzi się symbol Antify (dwie flagi położone jedna na drugą). Bezpośrednimi poprzednikami ideologicznymi Antify są zaś założyciele założonej w latach 70. XX wieku Antifaschistische Aktion (niemieccy maoiści).

    Obecny stan amerykańskiego społeczeństwa i instytucji wskazuje, że w znacznej mierze przejęcie ich przez komunizm już się dokonało – mimo pozostawienia (jeszcze?) kapitalistycznej gospodarki i demokratycznej polityki. Zrealizowana została bowiem znaczna część komunistycznych celów opisanych przez byłego agenta FBI W. Cleona Skousena w książce „The Naked Communist” z 1962 roku. Na podstawie danych źródłowych i informacji pozyskanych przez wywiad przedstawił on 45 „aktualnych celów komunistów”. Dane te przedstawił rok później w Kongresie. Ronald Reagan określił Skousena jako osobę najbardziej wykwalifikowaną do rozważania zagrożenia dla USA płynącego ze strony komunizmu.

    Brzydota i niemoralność

    Wśród wskazanych przez Skousena celów komunistów znajduje się degradowanie artystycznych środków przekazu i promocja brzydoty oraz sztuki odpychającej i pozbawionej znaczenia. Amerykańskiej komórce Partii Komunistycznej nakazano usuwanie wszelkiej dobrej sztuki z parków oraz budynków. Zastąpić ją miała sztuka bezkształtna, pozbawiona znaczenia i nieporęczna. Realizację tego postulatu można dostrzec w muzeach i parkach zdominowanych przez tak zwaną sztukę nowoczesną – zauważa John Henry Westen na łamach Life Site News. Sztuka w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko) przestała stanowić odzwierciedlenie obiektywnego Piękna, lecz stała się wyrazem nieskrępowanej twórczości „artysty” – wyróżniającego się często nie tyle talentem co dążeniem do przekraczania kolejnych „granic” wyznaczonych przez przyzwoitość i dobry smak.

    Wśród celów komunistów znalazło się także zerwanie ze standardami moralności, oraz wyeliminowanie wszystkich praw ograniczających obsceniczność. Skutki tego widzimy w produkcjach Hollywoodu epatujących wulgarnością i wywlekających na duży ekran życie intymne. Kino – według Lenina „najważniejsza ze sztuk” – angażuje wszystkie zmysły i wpływa na ludzi w głęboki i często niedostrzegalny sposób. Gdy oglądamy zarówno kinowe superprodukcje, jak i tasiemcowe seriale z wyłączeniem zmysłu moralnego, przyjmujemy styl życia i wartości tamtejszych bohaterów. Rewolucja kulturowa dokonywana z Hollywood, ekranu domowego telewizora czy komputera jest bardziej atrakcyjna i skuteczna niż ta dokonywana za sprawą opasłych, zakurzonych, rozpadających się tomiszczy „Kapitału”, walających się gdzieś w kącie publicznej biblioteki. Niewielkie media wykorzystujące nowe technologie, jak PCh24, stanowią dziś ostatnią zaporę chroniącą przed lewicowymi władcami dusz.

    Kolejne cele komunistów według Skousena to: promocja homoseksualizmu, promiskuityzmu oraz degeneracji, dyskredytacja rodziny oraz wsparcie dla rozwodów. Przypomnijmy zatem, że w 1973 roku amerykański Sąd Najwyższy zalegalizował aborcję, a w 2015 roku uznał tak zwane małżeństwa homoseksualne za wymóg konstytucji. 40-50 procent amerykańskich małżeństw kończy się rozwodem.

    Wiele z „tymczasowych celów komunistów” dotyczy spraw szkolnictwa. Chodzi o – pisze Skousen – „przejęcie kontroli nad szkołami, użycie ich w charakterze pasów transmisyjnych socjalizmu i obecnej propagandy komunistycznej, zmiękczenie programu nauczania (ang. soften the curriculum), zdobycie kontroli nad związkami zawodowymi nauczycieli, wprowadzenie linii partyjnej do podręczników”.

    Tymczasem jak ujawniła nauczycielka z wieloletnim stażem Rebecca Friedrichs podczas procesu przed Sądem Najwyższym, niektóre czołowe amerykańskie związki nauczycielskie wspierały organizacje homoseksualne, proaborcyjne, transgenderowe oraz te wspierające niemoralną edukację seksualną dzieci. Nauczyciele, rodzice i studenci sprzeciwiający się demoralizacji podlegali surowym karom [Life Site News].

    Inne cele to choćby zdyskredytowanie Biblii, amerykańskiej Konstytucji, wyeliminowanie modlitwy publicznej w szkołach, podkreślenie negatywnego wpływu rodziców na dzieci, a także wykorzystanie wielkich związków i wielkiego biznesu. To również w znacznej mierze się dokonało (vide choćby poparcie korporacji dla LGBT). Na ile stanowi to skutek bezpośrednich działań komunistów, a na ile przejęcia elementu ich światopoglądu przez innych pozostaje kwestią do zbadania. Faktowi realizowania wielu „tymczasowych celów komunizmu” opisanych przez Skousena jednak trudno zaprzeczyć.

    Wielkie pranie mózgów i rewolucja

    Były agent KGB Jurij Bezmenov w wywiadzie z Edwardem Griffinem z 1984 roku mówił, że aż 85 procent budżetu KGB przeznacza się na ideologiczną „subwersję”, a nie tradycyjne szpiegostwo. Wspomniał o 4 stadiach „wielkiego prania mózgu” dokonywanego z inspiracji sowieckiego wywiadu w USA:

    1. demoralizacja – chodzi o skłonienie do odejścia od kultury i historii własnego narodu, od patriotyzmu i przyjęcie obcych wzorców myślenia. Osoba poddana tego typu praniu mózgu działa w sposób zaprogramowany, pozostaje głucha na fakty i dowody – preferując „opinie”, „narracje” tłumaczące rzeczywistość przez pryzmat ideologii. Dlatego też w wielu przypadkach Amerykanie wyćwiczeni w lewicowo-liberalnych szkołach i poddani oddziaływaniu lewicowo-liberalnych mediów pozostawali głusi na informacje o zbrodniach dokonywanych w ZSRR. Etap ten trwa aż 15-20 lat – tyle bowiem potrzeba na wykształcenie nowego pokolenia – zauważa Paul Ratner [bigthink.com].

    2. Kolejny etap to destabilizacja polegająca na osłabieniu wszystkich kluczowych instytucji kraju poddawanego „wielkiemu praniu mózgów”: obrony narodowej, ekonomii, polityki zagranicznej. Potrzeba na to 2-5 lat.

    3. Następny etap to kryzys – trwająca do 6 tygodni rewolucyjna zmiana struktur władzy politycznej i ekonomii.

    4. Wówczas pozostaje już tylko normalizacja – rozpoczęcie życia w nowej rzeczywistości.

    Czy obecne zamieszki w USA to aby nie realizacja etapu numer 3?

    Marksizm kulturowy w UE

    Sytuacja w Stanach Zjednoczonych to memento dla Polski, zapatrzonej niekiedy ślepo w amerykański wzór. U nas również marksiści kulturowi próbują wprowadzać swoje porządki. Rewolucja sączy się z galerii sztuki, ekranu komputera i telewizora, dociera do szkół, uniwersytetów i władz samorządowych.

    Jednak nawet jeszcze gorsza sytuacja panuje we władzach Unii Europejskiej. Przykłady bliskich marksizmowi poglądów jej elit można mnożyć w nieskończoność. Ostatni przykład to słowa Very Jourowej – oto wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej zagroziła bowiem odebraniu funduszy samorządom popierającym Samorządową Kartę Praw Rodziny.

    Chiny i marksizm XXI wieku

    Spójrzmy teraz na Wschód. U jego najpotężniejszego przedstawiciela – w Chinach – wciąż rządzi partia nominalnie komunistyczna. W maju 2018 roku sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping przewodniczył dwutygodniowej sesji upamiętniającej Karola Marksa. Uczestniczyli w niej obowiązkowo najwyżsi urzędnicy państwowi. Dla szerszej publiczności zaprezentowano złożony z pięciu epizodów show edukacyjny. Natomiast główny chiński ideolog Wang Huning, entuzjastycznie określił program Xi Jinpinga mianem „marksizmu XXI wieku”.

    W przemówieniu z 4 maja w Wielkiej Hali Ludu Xi Jinping bronił prawdziwości marksizmu. Obiecywał jednocześnie dostosować go do chińskiej rzeczywistości. Co więcej, Chińczycy sfinansowali pomnik Karola Marksa w Trewirze, gdzie urodził się autor „Manifestu Komunistycznego”. O ile w Stanach Zjednoczonych wciąż tli się jeszcze cywilizacja chrześcijańska, o tyle Chiny stanowią wzorcowy niemal przykład totalitaryzmu połączonego z najnowszą technologią. Chodzi o tak zwany system kredytu społecznego przyznający punkty dodatnie i ujemne za prospołeczność lub antyspołeczność danego zachowania. W tym świecie bez prywatności spełniają się słowa komunistycznego poety Włodzimierza Majakowskiego „jednostka zerem – jednostka bzdurą”.

    Walka z „błędami Rosji” jawi się więc jako daleka od zakończenia, a fatimskie wezwanie do pokuty i nawrócenia jest aktualne jak nigdy dotąd.

    Marcin Jendrzejczak/PCh24.pl

    *********************************************************

    szczególny czas:

    sobota 11 lipca/niedziela 12 lipca

    Wołyń | Wieniec od Prezydenta RP w miejscu nieistniejącej dziś polskiej wsi Pokuta, lipiec 2018
    Wołyń | Wieniec od Prezydenta RP w miejscu nieistniejącej dziś polskiej wsi Pokuta, lipiec 2018
    *

    11 lipca 2020 r. – w 77. rocznicę zbrodni wołyńskiej – obchodzony jest w Polsce po raz czwarty, Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.

    Dzień ten został ustanowiony 22 lipca 2016 r. specjalną uchwałą Sejmu. 11 lipca to rocznica tzw. „Krwawej niedzieli” z 1943 r., podczas której na Wołyniu doszło do największej fali mordów na Polakach.

    W niedzielę 11 lipca 1943 roku oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Było to apogeum mordów prowadzonych od lutego 1943 roku do wiosny 1945 roku. Badacze obliczają, że tylko tego jednego dnia mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas Mszy św. i nabożeństw. Powszechnie przyjęło się, że 11 lipca obchodzona jest rocznica zbrodni wołyńskiej. Zbrodnię, kwalifikowaną przez pion śledczy IPN jako ludobójstwo, przeprowadzili nacjonaliści ukraińscy z OUN-B i UPA na ludności polskiej Wołynia, Galicji Wschodniej, a także części Lubelszczyzny, Podkarpacia i Polesia. Szacuje się, że w jej wyniku w latach 1943–1945 zamordowano ok. 100 tys. Polaków.

    Zbrodnia Wołyńska to antypolska czystka etniczna przeprowadzona przez nacjonalistów ukraińskich, mająca charakter ludobójstwa. Objęła nie tylko Wołyń, ale również województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie – czyli Galicję Wschodnią, a nawet część województw graniczących z Wołyniem: Lubelszczyzny (od zachodu) i Polesia (od północy).

    Czas trwania Zbrodni Wołyńskiej to lata 1943–1945.

    Sprawcy Zbrodni Wołyńskiej — Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem „akcji antypolskiej”.

    ***

    Kard. Stanisław Dziwisz w liście do uczestników Uroczystości 75-lecia Krwawej Niedzieli (2018):

    Święty Jan Paweł II w liście do Polaków i Ukraińców na 60-lecie Rzezi Wołyńskiej z dnia 7 lipca 2003 roku pisałNowe tysiąclecie, w które niedawno wkroczyliśmy, wymaga, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali zniewoleni swymi smutnymi wspomnieniami przeszłości. Rozważając minione wydarzenia w nowej perspektywie i podejmując się budowania lepszej przyszłości dla wszystkich, niech spojrzą na siebie nawzajem wzrokiem pojednania.

    I to właśnie w perspektywie solidarności z skrzywdzonymi w proteście przeciw złu, trzeba nam także odczytywać słowa Jana Pawła II. Tylko wtedy Polacy i Ukraińcy nie będą zniewoleni.

    (…) Apeluję do chrześcijan, tak Polaków jak i Ukraińców, gromadzących się dziś na tym świętym, wskazanym przez Opatrzność miejscu oraz wszystkich, którym drogie są ideały chrześcijańskie, aby wspólnie podjęli dzieło pojednania i budowania solidarnej przyszłości dla obu naszych narodów. W dobie postmodernistycznej relatywizacji prawdy i permisywistycznego stosunku do dobra zasadne staje się pytanie – jeśli chrześcijanie nie podejmą tego wysiłku, to kto? W tej kwestii nie ma cywilizacyjnej alternatywy.

    *

    Przywołujemy prawdę o zamordowanych na Wołyniu, nie po to, by sądzić, ale po to, by poddać refleksji współczesnego pokolenia prawdę o tajemnicy ludzkiej natury – powiedział abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, w homilii podczas Mszy św. w Łucku.

    *

    To nie była żadna wojna między Polską a Ukrainą, to była zwykła czystka etniczna, tak byśmy to dziś nazwali. Po prostu chodziło o to, żeby Polaków z tych terenów usunąć. Takie decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez ukraińską organizację OUN-B, zlecone do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania – mówił tego dnia Prezydent RP Andrzej Duda.

    *

    “Polska Antygona stoi dziś przed zamkniętym szlabanem na polsko-ukraińskim przejściu granicznym. Czeka, aby pochować swoich bliskich. Ona potrafi poczekać, ale nie potrafi jednego – zapomnieć!” powiedział prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.

    misericors.pl

    Prezydent.pl

    ************************

    Wigilijna Msza św. z XV Niedzieli zwykłej o godz. 18.00

    ***

    po Mszy św. modlitewne czuwanie w intencji Ojczyzny


    fot. arch/miesiędznikEGZORCYSTA/2018-11-07

    ****

    Egzorcysta: gdy Jan Paweł II całował ziemię, demony manifestowały wściekłość

    Egzorcysta ks. Marian Rajchel: podczas jednego z egzorcyzmów szatan manifestował swoją złość, mówiąc „ten wasz papież, on tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż wy waszymi egzorcyzmami”. 

    Papież Jan Paweł II miał zwyczaj, że za każdym razem, gdy przybywał do Polski, całował ziemię. Dla nas z pewnością był to piękny gest. Jednak jak się okazuje, był czymś o wiele potężniejszym.

    Podczas egzorcyzmów szatan krzyczał:

    Ten wasz papież, on tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż wy waszymi egzorcyzmami. Jeden taki pocałunek gorszy niż 1500 egzorcyzmów!

    Św. Jan Paweł II zaczerpnął zwyczaj pocałunku od św. Jana Marii Vianneya, który całował ziemię każdej parafii, którą miał objąć. Jak mówi ks. Marian Rajchel, podczas egzorcyzmów demony ujawniały, jak wielkie znaczenie miał ten, pozornie symboliczny, gest papieża: Najgorszy był dzień jego urodzenia… powtórnego, dla nieba. Na jego wezwanie ja pierzchnąć muszę – słyszano na egzorcyzmach.

    ****

    To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!

    W ten dzisiejszy wieczór warto zastanowić się nad tymi nadzwyczaj mocnymi słowami św. Jana Pawła II, które wypowiedział podniesionym głosem w Masłowie k. Kielc, podczas pielgrzymki do kraju w 1991r.

    ******

    KIEDYŚ MNIE ZABRAKNIE,
    ALE WY TO SOBIE PRZYPOMNICIE.

    Prymas Polski STEFAN Kardynał WYSZYŃSKI – 1970 rok

    Wciąż czekamy na ogłoszenie dnia uroczystości wyniesienia na ołtarze

     Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego/niedziela

     ***

    TRZEBA I DZIŚ WSZYSTKO ODDAĆ MARYI. JEDYNY RATUNEK W NIEJ!

    ***

    TAM, GDZIE PANUJE WIELKA UFNOŚĆ KU MARYI I WIARA W JEJ ZWYCIĘSTWO, TAM BÓG DOKONUJE PRZEZ NIĄ PRZEDZIWNYCH CUDÓW SWOJEJ POTĘGI.

    ***

    JA TYLKO WAS PYTAM. NIE CZYNIĘ WYMÓWEK. NIE OSKARŻAM, JA TYLKO PYTAM: JAKIEJ CHCECIE POLSKI? W RACHUNKU SUMIENIA MOŻNA I TRZEBA POSTAWIĆ SOBIE TAKIE PYTANIE.

    ***

    RODZINA ZAWSZE BYŁA MOCĄ NARODU, BO JEST ONA KOLEBKĄ, BETLEJEM DLA NARODU.
    NARÓD BĘDZIE JUTRO TAKI, JAKĄ DZISIAJ JEST RODZINA.

    ***

    JEŻELI NAJBARDZIEJ NIEWINNE I BEZBRONNE DZIECKO NIE MOŻE CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE W JAKIMŚ SPOŁECZEŃSTWIE, WÓWCZAS JUŻ NIKT BEZPIECZNIE CZUĆ SIĘ W NIM NIE MOŻE!

    ***

    GDYBY W POLSCE ZNIKNĘŁO POKOLENIE ZDOLNE DO OFIAR, MUSIELIBYŚMY JUŻ DZISIAJ WĄTPIĆ W ZACHOWANIE NIEPODLEGŁOŚCI.

    ***

    PAMIĘĆ O TYCH, CO ODDALI ŻYCIE ZA OJCZYZNĘ, JEST NAKAZEM WDZIĘCZNOŚCI, BO MOŻE PRZEZ ICH OFIARĘ I ŻYCIE MY ŻYJEMY.

    ***

    MIŁOŚĆ NARODU I MIŁOŚĆ OJCZYZNY JEST MORALNYM I RELIGIJNYM OBOWIĄZKIEM KAŻDEGO DZIECKA BOŻEGO, CZŁONKA NARODU.

    ***

    BEZ MIŁOŚCI CZŁOWIEKA, BEZ ZROZUMIENIA JEGO WYSOKIEJ GODNOŚCI I POSŁANNICTWA, NIE MA MOWY O DOBRYM RZĄDZENIU LUDŹMI W NARODZIE CZY PAŃSTWIE.

    ***

    CZY DOBRZE SŁUŻĘ MOJEMU NARODOWI I OJCZYŹNIE TALENTAMI, KTÓRE POSIADAM? CZY – PRZECIWNIE – NIE PLUJĘ W TWARZ NARODOWI I OJCZYŹNIE, CZY NIE ZOHYDZAM JEJ W OBLICZY INNYCH NARODÓW?

    ***

    DZIŚ WIEMY, ŻE DOKONANO STRASZLIWEJ WIWISEKCJI I ALIENACJI NARODOWEJ I HISTORYCZNEJ MŁODEGO POKOLENIA,
    POZBAWIAJĄC GO WIEDZY HISTORYCZNEJ O NARODZIE I POLSKIEJ TWÓRCZOŚCI LITERACKIEJ, A PRZEZ TO POZBAWIAJĄC KULTURY NARODOWEJ.

    *** 

    IM BARDZIEJ POLSKA BĘDZIE KOCHAĆ, TYM WIĘCEJ BĘDZIE MIAŁA WROGÓW.

    ***

    KOCHAM OJCZYZNĘ WIĘCEJ NIŻ WŁASNE SERCE. WSZYSTKO CO CZYNIĘ DLA KOŚCIOŁA, CZYNIĘ DLA NIEJ!

    Prymas Polski STEFAN Kardynał WYSZYŃSKI

    ********

    Akt poświęcenia Polski Miłosierdziu Bożemu – bł. ks. Michał Sopoćko

    Poniższy “Akt poświęcenia Polski Miłosierdziu Bożemu” zaproponował bł. ks. Michał Sopoćko w 1975 r., niedługo przed swoją śmiercią.


    Akt poświęcenia Polski Miłosierdziu Bożemu

    Boże Miłosierny – Stwórco Wszechświata – Boże Ojców naszych – Ojcze Przedwieczny! Spójrz okiem Miłosiernej Opatrzności Twej na wyciągnięte błagalnym gestem ręce Twojego ludu polskiego. W poczuciu naszej nędzy – z nieograniczoną ufnością uciekamy się do Twego Miłosierdzia i prosimy o łaskę przebaczenia za grzechy naszego narodu.

    W tej chwili wpatrzeni oczyma dusz naszych w Twój święty Majestat, padamy na kolana wyznając w pokorze, żeśmy prochem i nicością, a grzechy nasze bez liczby.

    Za wszystkie łaski i dary Twoje, Boże Miłosierny, myśmy Ci zapłacili zdradą Twych świętych przykazań, zdeptaniem Przenajświętszej Krwi Jezusa Chrystusa.

    Tak, Ojcze nasz, zgrzeszyliśmy i zawiniliśmy! Ale ponieważ objawiłeś nam, o Boże, że Miłosierdzie Twoje nie zna granic, przeto wołamy z ufnością:

    Jezu Miłosierny, Zbawicielu nasz
    (wierni powtarzają trzy razy)
    Miłosierdzia… Miłosierdzia… Miłosierdzia.
    Miłosierdzia nad narodem naszym!

    W pokorze serca naszego Twemu sercu oddajemy na zawsze wszystkie polskie rodziny – młodzież polską – naszą ukochaną Ojczyznę. O dobry Panie Boże. Ojcze nasz, Jezu Chryste Odkupicielu i Bracie nasz, miej Miłosierdzie nad naszą Ojczyzną, naszą nędzą. Twego Miłosierdzia wzywamy, bo ono jest jedyną nadzieją naszą. Twemu Miłosierdziu polecamy i poświęcamy nasz biedny naród, skłócony nienawiścią Kaina i pychą szatana. Daj nam proszącym łaskę, byśmy zrozumieli swe posłannictwo w dziejach, byśmy poprawili się z grzechów, byśmy z całym przekonaniem i w duchu szczerości praktykowali Twoje i Kościoła Twego przykazania!

    Daj moc ducha polskim rodzicom w misji rodzicielskiej i wychowawczej. Daj młodzieży polskiej całą głębię wiary naszych praojców.

    Dokonując tego aktu poświęcenia i oddania Twemu Miłosierdziu, wołam: Boże, daj Ojczyźnie naszej i światu całemu tak upragniony pokój – pokój w duszy i sercach – pokój między wszystkimi narodami.

    O Jezu, w dzień przyjścia Twego nie bądź nam sędzią, ale Ojcem Miłosierdzia(Wierni powtarzają to wezwanie)

    Miłosierdzie Boże, ufamy Tobie! (Wierni powtarzają to wezwanie)

    Jezu, ufam Tobie! (Wierni powtarzają to wezwanie)

    “Jezu Miłosierny, Zbawicielu nasz
    – Miłosierdzia… Miłosierdzia… Miłosierdzia.
    Miłosierdzia nad narodem naszym!…”

    https://t.co/HCjIR7Ycqv#Polska pic.twitter.com/lMPxn4d2bj

    Misericors_PL (@Misericors_PL) October 12, 2019


     
      
    Bł. ks. Michał Sopoćko jest postacią mniej znaną od św. siostry Faustyny. Jednak to właśnie on zrealizował żądania, które Pan Jezus przekazał w objawieniach zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Aby przypomnieć światu o swym nieskończonym Miłosierdziu, Bóg posłużył się prostą, niewykształconą siostrą zakonną oraz kapłanem, profesorem teologii. To ks. Sopoćko wyniósł na zewnątrz, poza klasztorną furtę, przesłanie, jakie otrzymała od Pana Jezusa s. Faustyna, a po śmierci mistyczki kontynuował jej misję, podejmując ogromny, często niedoceniany, trud uzyskania kościelnej aprobaty dla nowej formy kultu oraz szerząc wśród wiernych cześć dla Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Ona była Sekretarką, a on Apostołem Miłosierdzia Bożego.

    fot. Jerzy Rojecki/Nasza ARKA 2011nr 2

    ********

    bł. ks. Jerzy Popiełuszko – Teresa Chromy 1984/ fot. Graziako/
    ***

    MODLITWA BŁ.KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

    Wszechmocny Boże, Ojców naszych Panie!

    Pochylamy pokornie nasze  głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności,

    by prosić o Twoje błogosławieństwo.

    Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece, Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca.

    Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć, jak Ty przebaczasz nam nasze winy.

    I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj, Panie, prośby ludu swego.

    Amen.

    ******

    top feature image
    św. Andrzej Bobola , patron Polski
    ***

    1.

    Boże, któryś zapomnianą do niedawna Polskę wskrzesił cudem wszechmocy Twojej, racz za przyczyną sługi Twojego Św. Andrzeja Boboli dopełnić miłosierdzia nad naszą Ojczyzną i odwrócić grożące jej niebezpieczeństwa. Niech za łaską Twoją stanie się narzędziem Twojej czci i chwały. Natchnij mądrością jej rządców i przedstawicieli, karnością i męstwem jej obrońców, zgodą i sumiennością w wypełnianiu obowiązków jej obywateli. Daj jej kapłanów pełnych ducha Bożego i żarliwych o dusz zbawienie.

    Wzmocnij w niej ducha wiary i czystości obyczajów. Wytęp wszelką stanową zazdrość i zawiść, wszelką osobistą czy zbiorową pychę, samolubstwo i chciwość tuczącą się kosztem dobra publicznego. Niech rodzice i nauczyciele w bojaźni Bożej wychowują młodzież, zaprawiając ją do posłuszeństwa i pracy, a chroniąc od zepsucia. Niech ogarnia wszystkich duch poświęcenia się i ofiarności względem Kościoła i Ojczyzny, duch wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Jak jeden Bóg, tak jedna wiara, nadzieja i miłość niech krzepi nasze serca! Amen.

    2.

    Święty Andrzeju, Patronie trudnych czasów! Ty krzepiłeś Polaków w czasach wszelkiego zagrożenia. Oddajemy się Tobie w opiekę. Pomagaj nam wytrwać pośród wszystkich doświadczeń osobistych i społecznych. Wyjednaj nam łaskę Bożego pokoju i jedności, byśmy z rozwagą i ewangeliczną roztropnością umieli dostrzegać i oceniać sprawy własne i sprawy Narodu w świetle Ewangelii Chrystusa. Uproś nam odwagę działania, byśmy nie trwali w bezradności wobec zła, które nie ustaje. Niech nas napełnia Boża radość, gdy zwyciężamy albo ponosimy porażki. Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Pana. Amen.

    3.

    Wielki Sługo Boży, a nieustraszony Męczenniku za sprawę zjednoczenia Kościołów na naszej polskiej ziemi, Andrzeju Bobolo, którego Namiestnik Chrystusowy ozdobił aureolą Świętych, wejrzyj z tronu niebieskiej chwały na Twoją ukochaną Polskę, której niegdyś przepowiedziałeś zmartwychwstanie i zjednoczenie. Niech za Twą przyczyną zapanuje w niej zgoda wszystkich stanów, poszanowanie władzy, miłość prawdziwa Chrystusa-Króla i Najświętszej Panny, naszych ziem Królowej. Niech duch nauki katolickiego Kościoła przepoi wszystkie dziedziny naszego życia polskiego, życia jednostkowego, rodzinnego i państwowego. Niech odrodzona Polska, której obiecałeś być szczególniejszym Patronem, wytrwa wiernie przy Chrystusie i Jego Kościele, i niech się stanie narodom przewodniczką na drodze powrotnej do Boga. Amen.

    4.

    Święty Andrzeju Bobolo! Twój patronat nad Ojczyzną sprawujesz w szczególny sposób przez ludzi obdarzonych władzą. Jako wierny towarzysz Jezusa przypominasz ewangeliczną prawdę, że wszelka władza ma służyć dobru ludzkiej wspólnoty. Prosimy Ciebie: wspieraj tych, którym została powierzona władza w państwie i społeczeństwie, by spełniali swoje obowiązki w pełnym poszanowaniu prawa i w postawie służby. Pomagaj także nam wszystkim w decyzjach związanych z władzą, by nasze wybory były dobre, wsparte wytrwałą modlitwą o światło Ducha Świętego, który z Ojcem i Synem króluje na wieki wieków. Amen.

    5.

    Święty Andrzeju Bobolo, nasz wielki Patronie! Wzywamy Cię w ufnej modlitwie jako Patrona trudnych czasów. Ty krzepiłeś Polaków w czasach wszelkiego zagrożenia. Oddajemy się Tobie w opiekę. Pomagaj nam wytrwać pośród wszystkich doświadczeń osobistych i społecznych. Wyjednaj nam łaskę Bożego pokoju i jedności, byśmy z rozwagą i ewangeliczną roztropnością umieli dostrzegać i oceniać sprawy własne i sprawy narodu w świetle Ewangelii Chrystusa. Uproś nam odwagę działania, byśmy nie trwali w bezradności wobec zła, które nie ustaje. Niech nas napełnia Boża radość, gdy zwyciężamy albo ponosimy porażki. Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u naszego Pana Jezusa Chrystus, który z Ojcem żyje i króluje w jedności Ducha Świętego przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    6.

    Święty Andrzeju Bobolo, nasz wielki Patronie! Dziękujemy Wszechmocnemu za to, że do świętych Wojciecha i Stanisława, patronów z początku naszych dziejów, dodał u boku Królowej Polski Ciebie. Twoje życie dopełniło się męczeństwem w krytycznym okresie pierwszej Rzeczypospolitej, a Twoja świętość uznana została przy końcu drugiej Rzeczypospolitej, której odrodzenie przepowiedziałeś. Obecnie w niepodległej Ojczyźnie patronujesz odnowie naszego życia, tak osobistego, jak i społecznego, żeby wzrastała jedność w Polsce, Europie i świecie. Niech Twój patronat zjednoczy nas w miłości przez wiarę w imię Jezusa Chrystusa, Twojego i naszego Pana, który z Ojcem żyje i króluje w jedności Ducha Świętego przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    *******************

    *******

    Święte Oblicze Maryji z Monte Mario (Advocata)
    fot. -strona: Polska Prowincja Zakonu Pijarów

    ***

    Transkrypcja zapisu BOGURODZICA z początku XV wieku

    Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja!
    U twego syna, Gospodzina, matko zwolena Maryja!
    Zyszczy nam, spuści nam.
    Kirielejson.

    Twego dziela Krzciciela, bożyce,
    Usłysz głosy, napełni myśli człowiecze.
    Słysz modlitwę, jąż nosimy,
    A dać raczy, jegoż prosimy,
    A na świecie zbożny pobyt,
    Po żywocie rajski przebyt.
    Kirielejson.

    Nas dla wstał z martwych syn boży,
    Wierzyż w to człowiecze zbożny,
    Iż przez trud Bog swoj lud
    Odjął diablej strożej.

    Przydał nam zdrowia wiecznego,
    Starostę skował pkielnego,
    Śmierć podjął, wspominął
    Człowieka pirwego.

    Jenże trudy cirzpiał zawiernie,
    Jeszcze był nie prześpiał zaśmierne,
    Aliż sam Bog z martwych wstał.

    Adamie, ty boży kmieciu,
    Ty siedzisz u Boga [w] wiecu,
    Domieściż twe dzieci,
    Gdzie krolują anjeli.

    Tegoż nas domieściż, Jezu Kryste miły,
    Bychom z Tobą byli,
    Gdzież się nam radują szwe niebieskie siły.

    Była radość, była miłość, było widzienie tworca
    Anjelskie bez końca,
    Tuć się nam zwidziało diable potępienie.

    Ni śrzebrzem, ni złotem nas diabłu odkupił,
    Swą mocą zastąpił.

    Ciebie dla, człowiecze, dał Bog przekłoć sobie
    Ręce, nodze obie.
    Kry święta szła z boka na zbawienie tobie.

    Wierzyż w to, człowiecze, iż Jezu Kryst prawy,
    Cirpiał za nas rany,
    Swą świętą krew’ przelał za nas krześcijany.

    O duszy o grzeszne sam Bog pieczą ima,
    Diabłu ją otyma,
    Gdzie to sam kroluje, k sob[ie] ją przyma.

    Maryja dziewice, prośmy synka twego
    Krola niebieskiego,
    Haza nas huchowa ote wszego złego.
    Amen tako Bog daj,
    Bychom szli szwyćcy w raj.

    ***********

    Najstarszym zabytkiem pośród polskich pieśni religijnych i patriotycznych jest „Bogurodzica”, zwana też „pieśnią ojców” „pieśnią ojczystą” lub pierwszym polskim hymnem narodowym. Napisana została w języku polskim wierszem zdaniowo-rymowym. Wiersz taki miał wersy o różnej długości. Badaczom historii polskiej literatury nie udało się dotychczas ustalić ani dokładnego czasu powstania utworu, ani jego autora, ani pierwotnej funkcji jaką miałaby pełnić omawiana pieśń. Jeśli chodzi o czas powstania „Bogurodzicy”, to historycy literatury sugerują początki państwa polskiego, jednak brak jest bardziej dokładniejszych wskazań czasowych. Istnieją dwa rękopiśmienne zapisy pieśni, są to zapisy: kcyński i krakowski, oba pochodzą z początków XV wieku. Autorstwo „Bogurodzicy” przypisuje się kilku osobom np. św. Wojciechowi (zamarł w 997 roku), św. Jackowi Odrowążowi (zamarł w 1257 roku) lub zakonnikowi, żyjącemu w XIII wieku, który był franciszkaninem i nosił imię Boguchwał. Jedno jest pewne do dziś mówi się o anonimowym autorze tekstu, który świadomie mógł być napisany bez podania twórcy „dla chwały Bożej”.

    Wspomniany powyżej zapis pieśni zwany kacyńskim został odnotowany na tylnej wklejce oprawy kodeksu z łacińskimi kazaniami Macieja z Grochowa, będącego wikariuszem w Kcyni koło Gniezna. Zapis ten sporządził nieznany autor prawdopodobnie około 1407 lub 1408 roku. Obecnie zapis ten znajduje się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie.

    Drugi zapis zwany krakowskim obejmuje 14 zwrotek bez nut i zachował się na karcie łacińskiego kodeksu Biblioteki Jagiellońskiej. Analiza obu zapisów pozwala przypuszczać, że początkowo teks znany był z przekazów ustnych. Do dziś przetrwało około sześćdziesiąt rękopiśmiennych i drukowanych przekazów omawianego tekstu.

    Pieśń „Bogurodzica” pełniła różne funkcje, istnieją źródła wskazujące na jej znaczenie religijne, bowiem już w XIV wieku była śpiewana przez wiernych przed lub po kazaniu, podczas procesji lub świąt Maryjnych. Jan Długosz w „Rocznikach”, opartych na relacji naocznego świadka bitwy pod Grunwaldem, spisanej w „Kronice konfliktu Władysława, króla polskiego, z Krzyżakami, w Roku pańskim 1410” dwukrotnie wspomina o odśpiewaniu „Bogurodzicy” przez całe wojsko polskie. Jan Długosz pisze o tym fakcie również w innym dziele pt.:„Dzieje”. Znana jest także relacja z uroczystej koronacji Władysława Jagiellończyka w 1440 roku, kiedy to kardynał Zbigniew Oleśnicki jako pierwszy zaintonował pieśń pt. „Bogurodzica”. Prawdopodobnie odśpiewano ją również podczas bitwy pod Warna w 1444 roku. W XV wieku polscy biskupi obdarzyli pieśń specjalnymi odpustami, z kolei w pierwszej połowie XVI wieku została przetłumaczona na język łaciński i białoruski. W wieku XVII odnotowywano „Bogurodzicę” jako „dziadowską” pieśń, która nie była już tak zanan i szanowana. Dopiero w wieku XIX przywrócono jej należną rangę . Dziś podobnie jak w średniowieczu „Bogurodzica”. jest wykonywana podczas ważnych uroczystości zarówno państwowych jak i kościelnych.

    Kompozycja pieśni.

    Najdłuższa wersja zapisanej „Bogurodzicy” stanowi dwadzieścia cztery wersy, powtarzające się piętnaście zwrotek tworzy tzw. tekst kanoniczny, zapisany m. i. n w „Statucie” Jana Łaskiego. W pieśni można wyodrębnić trzy zasadnicze człony:

    • Część dwuzwrotkową – archaiczną.
    • Część zwaną „ wielkanocną”.
    • Część „pasyjną”.

    Trudno określić jak wyglądał proces scalania wszystkich części w jedną całość, ważne jest natomiast to, że nie zanikł jej religijny charakter, o czym świadczy powtarzany kilkakrotnie zwrot Kyrie eleison. W najstarszej części pieśni pierwsza zwrotka zawiera zwrot do Bogurodzicy Matki Maryi Panny, druga natomiast do Jezusa Chrystusa, mamy więc do czynienia z liryką zwrotu do adresata. Podmiot liryczny w pieśni jest zbiorowy i oznacza wszystkich wiernych.

    W Bogurodzicy znajdują się liczne archaizmy, niektóre z nich były przestarzałe już w XV wieku. Oto niektóre przykłady tych archaizmów:

    • dziela – dla; bożyc – syn Boga; Gospodzin – Pan,
    • Bogurodzica – matka Boga,
    • raczy – racz ; zyszczy – pozyskaj; spuści – ześlij,
    • Bogiem sławiena – sławiona przez Boga,
    • Krzciciela – Chrzciciela .

    Styl utworu jest bardzo wysublimowany, zawiera mnóstwo paraleli, rymów zewnętrznych i wewnętrznych oraz paradoksów i antytez. T. Michałowska tak oto wypowiedziała się na temat znaczenia pieśni „Bogurodzicy” :

    W gruncie rzeczy wciąż pozostajemy trochę bezradni wobec tajemniczego dzieła, którego wyrafinowany artyzm wznosi początki naszej poezji narodowej do rzędu najwyższych zdobyczy twórczości europejskiego średniowiecza.

    Zabytki piśmiennictwa średniowiecznego/Małgorzata Grządziel

    *********************

    ************************************************************************

    ***

    Ucieczka

    „Płaszcz ochronny Maryi”, Muzeum Bode, Berlin.
    “Płaszcz ochronny Maryi”, Muzeum Bode, Berlin

    ****

    Im bardziej ją poznawałem, tym stawała mi się droższa. Najstarsza znana nam maryjna modlitwa powstała w ogromnym ucisku, gdy krew lała się strumieniami, a chrześcijanie zmuszeni byli do dokonywania dramatycznych wyborów. Nic dziwnego, że Franciszek, pisząc do nas majowy list, uciekł się „pod Jej obronę”.

    Który czas był największym bagnem, w jakim pogrążył się Kościół? – pytałem przed kilkoma miesiącami abp. Grzegorza Rysia. – Nie odważę się wymienić jednego zawirowania czy zakrętu – odpowiedział. − Można prześledzić całą historię Kościoła i zachwycić się tym, w jaki sposób, raz po raz, Bóg wyprowadzał go na prostą. Pierwszy bolesny zakręt? W połowie III wieku w trakcie krwawych prześladowań za Decjusza wielu chrześcijan zaparło się wiary i po raz pierwszy w dziejach Kościoła pojawiła się masowa apostazja.

    Ratunku!

    Krew polała się strumieniami. Decjusz Trajan, obwołany przez legiony cesarzem pod koniec 249 roku, okazał się twardym, zdecydowanym władcą, dążącym do wzmocnienia pozycji imperatora i przywrócenia tradycyjnej rzymskiej pobożności. Już trzeciego dnia 250 roku, tuż po złożeniu dorocznej ofiary Jowiszowi, wydał edykt nakazujący wszystkim mieszkańcom gigantycznego cesarstwa złożenie ofiary rzymskim bogom. To miał był test lojalności obywateli imperium. Dopilnować tego mieli wyznaczeni urzędnicy, a złożenie ofiary potwierdzał „libellus”, czyli zaświadczenie podpisane przez sędziego i świadków.

    Wyznawcy Chrystusa zostali postawieni pod ścianą. Mieli wybór: albo pokłonią się bogom imperium, zapierając się wiary w Bożego Syna, albo czeka ich koszmarna śmierć. Jednym ze sposobów egzekucji było popularne „damnatio ad bestias”, czyli rzucenie ofiar na pożarcie dzikim zwierzętom (lwom, tygrysom lub niedźwiedziom).

    Wszyscy mieszkańcy imperium (poza Żydami, którym tym razem udało się pozostać bez prawnych represji przy wierze ojców, ponieważ uznano, że nie oddadzą czci wizerunkowi cesarza) byli zmuszeni do składania ofiar i palenia kadzidła rzymskim bogom. Nowa chrześcijańska religia od lat niepokoiła władców. Uznali, że może doprowadzić do społecznego wrzenia.

    Dla wyznawców Chrystusa edykt był trzęsieniem ziemi i zmuszał ich do dramatycznych wyborów. Polała się krew.

    Wołanie w ciemności

    − Pierwsi męczennicy nie prowokowali swych prześladowców – opowiada abp Ryś. − W pracy o ucieczce w czasie prześladowań Tertulian, który był już poza Kościołem, pisał, że czymś niegodziwym jest uciekać. Jego najbliższy duchowy uczeń − Cyprian z Kartaginy – pisząc o ludziach, którzy wyparli się wiary, główny zarzut uczynił z tego, że… nie uciekli. Powinni byli uciec – pisał – ale zadomowili się na ziemi, kupili pola, zbudowali domy i nie chcieli tego zostawić, więc wpadli w ręce prześladowców, a potem załamali się i ostatecznie wyparli się wiary. „Trzeba było uciekać!” – przypominał Cyprian, główny biskup północnej części Czarnego Lądu, zwany nawet „papieżem Afryki”. Sam uciekł. W czasie najbardziej intensywnych prześladowań kierował diecezją z wygnania. Napisał traktat „O upadłych”, w którym pisał, że ucieczka przed śmiercią to zdrowy odruch. Kiedy prześladowania wróciły, święty Cyprian przestał uciekać, poczekał na swoich oprawców i… przyjął ich kolacją. Czy to nie piękne?

    W wyniku okrutnych prześladowań zamordowano nawet samego papieża Fabiana (zginął 20 stycznia 250 r. i spoczął w podziemnym labiryncie katakumb św. Kaliksta) oraz patriarchę Jerozolimy Aleksandra. Krwawe igrzyska zatrzymała dopiero wojna z Gotami, a prześladowania ustały ze śmiercią cesarza 1 lipca 251 roku.

    W tym mrocznym czasie Kościół w Egipcie modlił się słowami, które, jak pokazało życie, na stałe weszły do duchowego krwiobiegu. Zwracając się do Maryi, wołał: „Pod Twoją obronę uciekamy się…”.

    Tą starą antyfoną modlili się koptyjscy chrześcijanie już w połowie III wieku! Znaleziony nieopodal Aleksandrii przez brytyjskich archeologów zniszczony skrawek papirusu o kształcie prostokąta (9 + 18 cm) zawierał właśnie modlitwę prześladowanego Kościoła. Grecki tekst przetłumaczono jako wezwanie: „Pod Twoje Miłosierdzie uciekamy się, Bogurodzico. Naszych próśb nie pomijaj w potrzebie, ale od niebezpieczeństwa wybaw nas: jedyna święta, Ty błogosławiona”.

    Po wieloletnich badaniach ustalono, że modlitwa z papirusu, który opublikowano w 1938 roku, powstała prawdopodobnie około 250 roku w środowisku koptyjskim.

    W kleszczach przeciwieństw

    Kim są Koptowie? To rdzenni mieszkańcy Egiptu, w ich żyłach płynie krew faraonów. Określeniem „Kopt” Arabowie nazwali starożytnych mieszkańców kraju piramid. Dziś poznać ich można po wytatuowanych na dłoniach krzyżach, surowych postach i wielogodzinnej liturgii. Trwają w kleszczach przeciwieństw już od dwóch tysięcy lat. Nie bez przyczyny Biblia określa Egipt słowem „Micraim”, czyli „ziemia ucisku”.

    A ponieważ od czasu arabskiej wiosny sytuacja chrześcijan na spalonej słońcem ziemi pogarsza się z każdym rokiem, wołanie o ratunek pozostaje aktualne jak nigdy.

    Hymn „Pod Twoją obronę” powstał prawdopodobnie jako błaganie o Bożą interwencję w czasie okrutnych prześladowań. Świadczyć może o tym tytuł „Matka Boga”, który Egipcjanie stosowali pierwotnie w stosunku do Izydy (matki Horusa), a chrześcijanie przejęli i odnieśli do Maryi. To również niezbity dowód na to, że określanie Maryi jako „pośredniczki” nie jest żadnym późniejszym wymysłem katolików.

    Pierwszej poważnej zmiany tekstu dokonał w VII wieku św. Grzegorz Wielki. Zmienił słowo „miłosierdzie” na „obronę”. W połowie XVI wieku, po Soborze Trydenckim, w liturgii godzin znajdziemy już dopisek „Panno chwalebna i błogosławiona”, a znane doskonale Janowi Kowalskiemu zwieńczenie modlitwy: „O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj” dodane zostało w XVII wieku w związku z rozwojem Sodalicji Mariańskich.

    Tekst zainspirowany był płomiennymi mowami Bernarda z Clairvaux. Ponieważ modlitwa funkcjonowała w wielu wersjach, w 1724 roku Benedykt XIII ujednolicił jej formę.

    Pod płaszczykiem

    To znak jedności, wołanie Kościoła sprzed dramatycznego podziału. Dlatego modlitwę tę odmawiają chrześcijanie Wschodu i Zachodu. Do dzisiaj jest wykorzystywana zarówno w Kościele katolickim, jak i w Cerkwi prawosławnej czy Kościołach wschodnich. Wierni obrządku bizantyjskiego szepczą: „Pod Twoje miłosierdzie uciekamy się, Boża Rodzicielko. Naszych próśb Ty nie odrzucaj”, a Ormianie: „Padamy przed Tobą, o Boża Rodzicielko, i błagamy Cię, o Panno Niepokalana. Ty wypraszaj łaskę dla nas”.

    Co ciekawe, gdy wejdziemy do kościoła za granicą, nie usłyszymy najprawdopodobniej znanej nad Wisłą części zaczynającej się od słów: „O Pani nasza, Orędowniczko nasza…”. Tę dłuższą wersję odmawia się jedynie w Polsce, Niemczech i niektórych regionach Hiszpanii.

    Modlitwę tę szczególnie ukochali dominikanie. Pamiętam, jak szeptali ją nowicjusze na korytarzu poznańskiego klasztoru. Nic dziwnego. Wedle ich legendy „Dominik porwany został w duchu przed Boży tron i zobaczył, że przed Bogiem stoją zbawieni ze wszystkich zakonów, ze swojego jednak Zakonu nie zobaczył nikogo. Zaczął gorzko płakać i stojąc z daleka, nie odważał się przystąpić do Pana i do Jego Matki. Wtedy Pani nasza skinęła, aby do Niej podszedł. »Czemu tak gorzko płaczesz?« On zaś: »Płaczę, bo widzę tutaj ludzi ze wszystkich zakonów, a z mojego Zakonu nie ma tu nikogo«. Pan zaś, położywszy rękę na płaszczu Błogosławionej Dziewicy, rzekł Dominikowi: »Zakon twój powierzyłem mojej Matce. Czy chcesz go zobaczyć?«. Wówczas Błogosławiona Dziewica rozpięła swój płaszcz i rozłożyła go przed błogosławionym Dominikiem. Płaszcz był tak ogromny, że wydawał się obejmować całą niebieską ojczyznę, a pod nim zobaczył niezmierzoną liczbę braci” (o. Jacek Salij, „Legendy dominikańskie”).

    W czasach zarazy

    Do tego poruszającego hymnu nawiązał papież Franciszek, pisząc do pozamykanych w domach wiernych piękny list na maj. „Drodzy Bracia i Siostry, wspólna kontemplacja oblicza Chrystusa z sercem Maryi, naszej Matki, sprawi, że będziemy jeszcze bardziej zjednoczeni jako rodzina duchowa, i pomoże nam przezwyciężyć tę próbę. Będę się za was modlił, zwłaszcza za najbardziej cierpiących, i proszę was, módlcie się za mnie” – pisał Franciszek. „W obecnej dramatycznej sytuacji, pełnej cierpienia i udręki, która ogarnia cały świat, wołamy do Ciebie, Matko Boga i nasza Matko, i uciekamy się pod Twoją obronę. O Dziewico Maryjo, miłosierne oczy Twoje na nas zwróć w tej pandemii korona-wirusa, i pociesz tych, którzy są zagubieni i opłakują swoich bliskich zmarłych, niekiedy pochowanych w sposób raniący duszę. Wspieraj tych, którzy niepokoją się o osoby chore, przy których, by zapobiec infekcji, nie mogą być blisko. Wzbudź ufność w tych, którzy są niespokojni z powodu niepewnej przyszłości i następstw dla gospodarki i pracy. Zawierzamy się Tobie, która jaśniejesz na naszej drodze jako znak zbawienia i nadziei, o łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo! Amen”.

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NIEDZIELNY 19/2020

    ***

    Pod Twoją obronę uciekamy się,
    święta Boża Rodzicielko,
    naszymi prośbami racz nie gardzić
    w potrzebach naszych,
    ale od wszelakich złych przygód
    racz nas zawsze wybawiać,
    Panno chwalebna i błogosławiona.
    O Pani nasza,
    Orędowniczko nasza,
    Pośredniczko nasza,
    Pocieszycielko nasza.
    Z Synem swoim nas pojednaj,
    Synowi swojemu nas polecaj,
    swojemu Synowi nas oddawaj.
    Amen.

    ***************************************

    ***

    Modlitwa św. Bernarda lub „Memorare”

    Św. Matka Teresa z Kalkuty opowiadała, że woła do Matki Bożej tymi właśnie słowami, kiedy znajduje się w sytuacjach nadzwyczajnych, kryzysowych, a zwłaszcza wtedy, gdy potrzebuje cudu. ŻYCIE CHRZEŚCIJAŃSKIE/26-07-2019

    Opus Dei - Modlitwa św. Bernarda lub „Memorare”

    Najczęściej nazywana „Modlitwą św. Bernarda”, znana jest również jako „Memorare” – od łacińskiego słowa oznaczającego „pomnij”, „pamiętaj”, które rozpoczyna tekst modlitwy.

    Św. Franciszek Salezy odmawiał tę maryjną modlitwę codziennie, a św. Matka Teresa z Kalkuty uczyła innych, by odmawiali ją zawsze wtedy, gdy najbardziej potrzebują pomocy. Sama też była do niej bardzo przywiązana. Opowiadała, że woła do Matki Bożej tymi właśnie słowami, kiedy znajduje się w sytuacjach nadzwyczajnych, kryzysowych, a zwłaszcza w chwilach, gdy potrzebuje cudu.

    Nie wszyscy wiedzą, że modlitwa ta funkcjonuje w dwóch wersjach, krótszej i dłuższej. Poniżej zamieszczamy obydwie.

    Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo,
    że nigdy nie słyszano,
    abyś opuściła tego,
    kto się do Ciebie ucieka,
    Twej pomocy wzywa,
    Ciebie o przyczynę prosi.
    Tą ufnością ożywiony, do Ciebie,
    o Panno nad pannami i Matko,
    biegnę, do Ciebie przychodzę,
    przed Tobą jako grzesznik płaczący staję.
    O Matko Słowa,
    racz nie gardzić słowami moimi,
    ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.
    Amen.

    [wersja dłuższa]

    Pomnij, o najdobrotliwsza Panno Maryjo, iż od wieków nie słyszano,
    aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając,
    Ciebie o przyczynę prosząc, miał być od Ciebie opuszczony.
    Tą ufnością ożywiony, o Panno nad pannami i Matko,
    biegnę do Ciebie, przychodzę do Ciebie,
    staję przed Tobą jako grzeszny człowiek, drżąc i wzdychając.
    O Pani świata, racz nie gardzić prośbami moimi!
    O Matko Słowa przedwiecznego, racz wysłuchać mnie nędznego,
    który do Ciebie z tego padołu płaczu o pomoc wołam.
    Bądź mi pomocą we wszystkich moich potrzebach teraz i zawsze,
    a osobliwie w godzinę śmierci, o łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo.
    Przez Twoje święte Panieństwo i Niepokalane Poczęcie,
    o Najświętsza Panno Maryjo, oczyść serce, ciało i duszę moją.
    Amen.


    bł. Alvaro del Portillo

    “Pozwólcie, że zatrzymam się, aby zasugerować wam kilka rozważań na temat pewnego zwyczaju maryjnego, który wspaniale odzwierciedla dwie istotne cechy: wiarę w mocne wstawiennictwo Dziewicy i gorliwą miłość braterską. Mam na myśli modlitwę Memorare, tak głęboko zakorzenioną w Kościele (…)

    Cała nasza wiara jest wprowadzaniem w życie tego zwyczaju. Idziemy do Błogosławionej Dziewicy, ponieważ wiemy, że jest Ona Matką Bożą. Dlatego, poprzez swe wstawiennictwo przed tronem Bożym, staje się Ona błagającą wszechmocą. Pan nie odmawia niczego ukochanej Córce Boga Ojca, Matce Boga Syna i Oblubienicy Boga Ducha Świętego – jakie poczucie bezpieczeństwa i jaka radość płyną z tej pewności! Rozważaj też codziennie na nowo myśl, że nasza Matka jest najpotężniejszą istotą. Chrystus oddał nam ją przed śmiercią na krzyżu. Jako Matka Boża może czynić wszystko, a jako nasza Matka daje nam to, czego potrzebujemy, by być szczęśliwymi i osiągnąć wieczne zbawienie.

    Ten Rok Maryjny jest dobrą okazją, abyśmy, mając przed oczyma przykład wiary Matki Bożej, mogli oczyścić naszego ducha wiary. Często zadawaj sobie pytanie: czy modlę się, mając pewność, że Bóg odpowie na moje modlitwy? Czy wytrwale modlę się za Kościół? Czy ty, podobnie jak św. Josemaria, wszystko powierzasz modlitwie? (Instrukcja, 9.01.1935, 259) (List, lipiec 1987).


    Historia zwyczaju odmawiania codziennie modlitwy Saxum za tego, kto jest w największej potrzebie

    1939. Podobnie, jak mieli w zwyczaju oficerowie w okresie powojennym, również Álvaro wynajmował mieszkanie przy rodzinie, gdy po wojnie został przez przełożonych skierowany do miasta Olot w Katalonii. Właścicielka domu uznała, że ten oficer – przystojny przyszły inżynier budownictwa lądowego – byłby dobrym mężem dla jej córki. Tak więc pewnego dnia wieczorem, kiedy Álvaro wrócił zmęczony do domu, matka i córka czekały na niego z filiżanką czekolady, chcąc z nim porozmawiać i lepiej go poznać. Gdy tylko Alvaro zdał sobie z tego sprawę, zdecydował się opuścić to mieszkanie, ale zanim to zrobił, właścicielka domu próbowała przyspieszyć bieg wydarzeń i zaaranżowała spotkanie Alvaro z jej córką sam na sam.

    Jednocześnie w Madrycie, w sposób nadprzyrodzony, św. Josemaria zrozumiał, w jakim niebezpieczeństwie z punktu widzenia moralności znalazł się jego syn. Dlatego Ojciec poprosił tych, którzy właśnie byli przy nim, aby odmówili razem z nim modlitwę Memorare w intencji osoby, która tego potrzebowała w tym momencie. W tym samym momencie Alvaro opuścił ten dom, niwecząc plany matki i córki.

    Później założyciel Opus Dei wspomniał o tym wydarzeniu w swoich książkach Droga Bruzda, nie wymieniając jednak imienia jego bohatera: “Synu: wspaniale przeżywasz komunię świętych, skoro piszesz do mnie: “Wczoraj to odczułem, że Ksiądz modlił się za mnie!” (Droga, 546). “Komunia świętych: wyraźnie doświadczył jej ów młody inżynier, który mi powiedział: “Ojcze, tego a tego dnia o tej godzinie modlił się Ojciec za mnie” (Bruzda, 472). Później Alvaro zrozumiał, że modlitwa Memorare pomogła mu przezwyciężyć ryzykowną sytuację, w której się znalazł, a której nie szukał ze swej strony.

    Od tego czasu zwyczajem Opus Dei jest codzienne modlić się tą modlitwą do Matki Bożej za wiernych Dzieła, którzy tego najbardziej potrzebują. Św. Josemaría określił ją mianem “modlitwy Saxum”, czyli skały.

    ze strony: OPUS DEI

    ***************************************************************************

    Fatima i wybory przedstawicieli Narodu

    Przeczytaj i pomyśl, iż rzeczywiście Twoje wybory mają znaczenie i swoje konsekwencje!

    „Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom” w Fatimie mówił w 2011 Benedykt XVI.

    Na naszych oczach wypełnia się prorocka misja Fatimy. Widzimy, jak błędy ateizmu rozlewają się po całym świecie wywołując wojny, cierpienia, prześladowania, „całe narody znikają z powierzchni ziemi”. Zło nazywa się dobrem, dobro ukazuje się jako coś złego i szkodliwego dla człowieka, a bardziej dla swoiście pojmowanego „szczęścia i rozwoju”. Zabijając mówi się, że się jest za życiem, a broniących życia ukazuje się jako ludzi „bez serca”, nie mających nawet odrobiny współczucia dla bliźniego.

    Wypełnia się zatem jakaś „tajemnica zła”, której realność ukazała Maryja fatimskim pastuszkom poprzez „wizję piekła”. Padają wówczas istotne słowa dotyczące Portugalii, które dziś dla nas Polaków powinny zabrzmieć równie donośnie: „w Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary”. Pamiętajmy, iż Polska, jako pierwszy kraj po Portugalii, poszła drogą wskazań Maryi, poświęcając się Niepokalanemu Sercu Maryi, przez ten akt zawierzyła swoją przyszłość prosząc o ocalenie w czasie „czerwonej zarazy”. Niech interpretacja tego krótkiego zwrotu, jakiej dokonała s. Łucja, sprowokuje nas do myślenia w czasie, dokonywania przez nas wyboru przedstawicieli Narodu. Nie są to sprawy drugorzędne, lecz niezmiernie istotne decydujące nie tylko o tym, co dziś, lecz o przyszłości.

    Sens obietnicy dotyczącej Portugalii wskazuje na zasadę, której nie powinniśmy lekceważyć!

    Obietnica dotycząca Portugalii

    W Portugalii na zawsze zachowany zostanie dogmat Wiary. Ta obietnica Matki Bożej nie oznacza, że Portugalczycy z góry są chronieni przed wszelkim złem, że mogą robić, co im się podoba i że wszystko będzie się pomyślnie układać…

    Choć bardzo oszczędna w słowach, gdy odnosiła się do Przesłania z Fatimy, a szczególnie wówczas, gdy wyrażała swą osobistą interpretację wydarzeń, Łucja pozostawiła nam ważne stwierdzenie, owoc osobistych przemyśleń:

    jeśli Portugalia nie zatwierdzi aborcji, będzie uratowana; jeśli jednak ją zatwierdzi, będzie musiała wiele wycierpieć. Za grzech jednostki płaci osoba odpowiedzialna za jego popełnienie, lecz za grzech Narodu płaci cały Lud. Przecież rządzący, którzy ustanawiają niecne prawa, robią to w imię Narodu, który ich wybrał.

    Dzisiaj na Portugalii ciążą trzy społeczne grzechy, które domagają się zadośćuczynienia i nawrócenia: rozwód, aborcja i cywilne śluby osób tej samej płci. To wielki kryzys moralny jest przyczyną wszystkich innych kryzysów. W ciele toczonym przez gangrenę, niezależnie od wielości zastosowanych kuracji, dopóki źródło zła nie zostanie usunięte, nie pojawi się polepszenie stanu zdrowia i śmierć będzie jego kresem. Tak samo dzieje się w tkance społecznej – dopóki amoralność będzie grasować niczym śmiercionośna plaga, dopóty cały naród będzie jęczeć i cierpieć katusze.

    Jednak obietnica się wypełni, gdyż zawsze pozostanie reszta uboga i pokorna, która będzie niczym zaczyn w cieście. Dobro zawsze zwycięża zło i wyłącznie do Boga należy zwycięstwo”.

    W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary

    W aspekcie rysującego się dość czarnego scenariusza dla świata i ludzkości Maryja wplata 13 lipca również i takie zdanie: „W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd.” . Łucja komentuje to bardzo prosto, a mianowicie: „Obietnica ta wskazuje, iż w Portugalii wiara zawsze będzie istnieć, nawet wtedy, gdy ateiści będą chcieli ją ugasić”.

    Prawdziwa wierność ukazuje się w obliczu zagrożeń i przeciwności. Zachowanie wiary przez Portugalię, o którym przypomina Maryja w Fatimie nie zakłada „świętego spokoju” w tym kraju, ale właśnie uświadamia, iż pomimo zmagać i przeciwności dogmat wiary się ostoi i Portugalia nie wyprze się swego chrześcijańskiego dziedzictwa, a przede wszystkim katolickich norm wiary.

    Ostatnie słowa Hiacynty wypowiedziane w czasie choroby w Lizbonie (1920 r.):

    „Biedna Matka Boża! Ach, jak mi smutno z powodu Matki Bożej, tak bardzo się martwię!

    Jeśli ludzie wiedzieliby, czym jest wieczność, zrobiliby wszystko, żeby zmienić swoje życie!

    Lekarze nie mają światła, aby wyleczyć chorych, ponieważ nie mają miłości Bożej.

    Jeśli rząd dałby spokój Kościołowi i zostawiłby wolność religii, byłby błogosławiony przez Boga”.

    Umierająca Hiacynta, jako niespełna 10 letnia dziewczynka dzieli się swoimi przemyśleniami, których charakter bardziej wskazywałyby na to, iż ich autorem jest dorosły człowiek. A może w tym jest i jakieś wskazanie na dziś dla nas? Może to my dziś nie zauważamy oczywistości, które są tak jasne i proste? Mówią o nich nawet dzieci, lecz nas dorosłych coś zaślepiło i nie dostrzegamy fundamentalnych prawideł naszego życia i funkcjonowania w społeczeństwie.

    Polska upadła, gdyż nie wypełniła ślubów

    „Kiedy emigranci polscy w Paryżu obchodzili w roku 1856 dwóchsetną rocznicę „Ślubów Jana Kazimierza”, wówczas polski kaznodzieja,. ks. Aleksander Jełowicki, omawiając obowiązek człowieka wobec ślubowanego czynu, doszedł do wniosku, że Polska dlatego upadla, bo naród nie wypełnił zaprzysiężonych zobowiązań.

    Przed trzema miesiącami znowu katolicki naród polski u stóp Jasnogórskiej Pani złożył nowe ślubowania, których  treść znana jest wszystkim.

    A więc nie powtarzajmy dawnego błędu niewypełnienia przyjętych przez ślubowanie zobowiązań, ale od słów przejdźmy teraz do czynów, do życia prawdziwie katolickiego w rodzinie, w społeczeństwie” ( ks. A. Marchewka 1946 r.).

    Czy wybieramy jednak tych, którzy pomogą nam w przyszłości wypełnić zaciągnięte zobowiązania? Czy popieramy tych, którzy będą mieli szczerą intencję, by współpracować w tym dziele podjęcia czynem złożonych przyrzeczeń? Dla każdego z nas: jako Polaków i ludzi wierzących, ten aspekt nie może być lekceważony. Dokonujmy wyborów mając świadomość, iż osoby na które głosujemy są naszymi reprezentantami. Jeśli zatem wybranie przez nas przedstawiciele Narodu będą ustanawiać prawa godzące w Boże prawo, my wszyscy poniesiemy tego konsekwencje.

    Pamiętajmy: Za grzech jednostki płaci osoba odpowiedzialna za jego popełnienie, lecz za grzech Narodu płaci cały Lud – gdyż to Naród wybiera swoich przedstawicieli, którzy ustanawiają prawa.

    Sekretariat Fatimski/Krzeptówki

    *****

    Arcybiskup Marek Jędraszewski udzielił wiernym dyspensy od mszy w związku z koronawirusem
    fot.Krzysztof Cabak
    ***

    W związku wyborami na urząd Prezydenta naszej Ojczyzny Metropolita Krakowski, Ksiądz Arcybiskup Marek Jędraszewski napisał list pasterski do wiernych Archidiecezji Krakowskiej, w którym pisze bardzo wyraźnie o naszej odpowiedzialności:

       „W imię miłości do Ojczyzny i w duchu wielkiej za nią odpowiedzialności bardzo proszę Was wszystkich także osoby starsze, które dobrze pamiętają czasy walki z Kościołem i jego nauczaniem, abyście w najbliższą niedzielę, 12 lipca br., jak najliczniej wzięli udział w II turze wyborów prezydenckich i zgodnie z właściwie ukształtowanym sumieniem opowiedzieli się za tym kandydatem na urząd prezydenta RP, którego polityczny program jest bliski nauce społecznej Kościoła ze względu na obronę fundamentalnej wartości życia oraz tradycyjnie pojmowaną instytucję małżeństwa i rodziny, a także troskę o zagwarantowanie rodzicom prawa do wychowywanie ich dzieci.”

    *******

    Ksiądz Biskup Ignacy Dec:

    Katolik powinien głosować na kandydata głoszącego poglądy zgodne z Dekalogiem i Ewangelią

    fot: ks. D.Marcinkiewicz
    ***

    “Każdy obywatel jest odpowiedzialny za Ojczyznę, winien uczestniczyć w sprawach publicznych, a zatem udział w wyborach to nasz obowiązek. Wynika on z odpowiedzialności za dobro wspólne. Jednocześnie katolik, dokonując wyboru, powinien zawsze pamiętać, że każda nasza decyzja ma moralny wymiar. Może być dobra albo zła. Ta wyborcza także”.

    **********

    Zakon Rycerzy Jana Pawła II chce ożywić kult św. Stanisława Kostki

    Samplemateriały prasowe

    **

    W parafii pw. Chrystusa Zbawiciela w Przasnyszu w diecezji płockiej powstała chorągiew Zakonu Rycerzy Jana Pawła II. To już jedenasta chorągiew w diecezji. Jej członkowie pragną ożywić kult św. Stanisława Kostki (1550-1568), który w 1550 roku został ochrzczony właśnie w Przasnyszu.

    Inicjatorem utworzenia chorągwi Zakonu Rycerzy Jana Pawła II w parafii pw. Chrystusa Zbawiciela był jej proboszcz ks. kan. Romuald Ciesielski. Chorągiew liczy aktualnie jedenastu rycerzy oraz trzech kadetów (czyli osób poniżej 18 roku życia).

    Mężczyźni są w różnym wieku i wykonują różne zawody, część z nich jest z Pokolenia Jana Pawła II. Łączy ich zaangażowanie w życie parafii i pragnienie formacji zgodnie z nauczaniem św. Jana Pawła II. Niebawem przywiozą z Krakowa do Przasnysza relikwie Świętego. .

    Postanowili należeć do chorągwi Zakonu Rycerzy Jana Pawła II z jeszcze jednego powodu: „Nasza parafia jest w Przasnyszu, związanym ze św. Stanisławem Kostką, który urodził się w pobliskim Rostkowie. Chcielibyśmy ożywić jego kult i otoczyć opieką Sanktuarium św. Stanisława Kostki w Rostkowie” – zapowiada ks. proboszcz.

    Janusz Paczkowski, komandor Zakonu w diecezji płockiej również podkreśla, że chociaż św. Jan Paweł II to w nim centralna postać, jednak rycerzom zależy również na promocji lokalnych świętych, a takim jest z pewnością św. Stanisław Kostka, który wychował się w Rostkowie, na mazowieckiej ziemi. To patron dzieci i młodzieży oraz diecezji płockiej: „To jeden z naszych największych świętych, chcemy go przypomnieć” – obiecuje Janusz Paczkowski.

    W diecezji płockiej jest obecnie jedenaście chorągwi Zakonu Rycerzy Jana Pawła II. Dwie kolejne mają powstać w sierpniu w Płońsku.

    ***

    Zakon Rycerzy Jana Pawła II działa od 2012 roku, w 19 diecezjach w Polsce i Kanadzie, w 52 parafiach. Liczy około 900 Braci Rycerzy. W diecezji płockiej istnieje 11 chorągwi Zakonu, komandorem jest Janusz Paczkowski, a kapelanem ks. dr Tomasz Brzeziński, rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku.

    Zasadniczym celem Zakonu Rycerzy Jana Pawła II jest formacja katolików-mężczyzn świeckich poprzez stawianie sobie za wzór osoby patrona – św. Jana Pawła II (Karola Wojtyły), który swoim świadectwem pokazywał jak łączyć męskość i świętość. Swoje powołanie Rycerze Jana Pawła II chcą realizować poprzez zaangażowanie w takie rodzaje aktywności jak m.in. obrona wartości chrześcijańskich, w tym rodziny, życia – od poczęcia do naturalnej śmierci, promocja nauczania Jana Pawła II, promowanie katolickiej duchowości świeckich, wspieranie duchowieństwa czy promocja duchowości mężczyzny.

    Św. Stanisław Kostka urodził się 28 października 1550 r. w Rostkowie koło Przasnysza w diecezji płockiej, został ochrzczony w kościele św. Wojciecha w Przasnyszu; zmarł 15 sierpnia 1568 r. w Rzymie. Jest m.in. patronem Polski, diecezji płockiej, ministrantów oraz dzieci i młodzieży. Był synem kasztelana zakroczymskiego.

    W wieku 14 lat razem ze starszym bratem Pawłem został wysłany do szkół jezuickich w Wiedniu. W grudniu 1565 r. ciężko zachorował. W nocy miał wizję, w której św. Barbara z dwoma aniołami przyniosła mu komunię św. Miał też drugą wizję, w której Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus pochyla się nad nim i składa mu w ramiona Dzieciątko. Rano wstał zupełnie zdrowy.

    Stanisław pragnął wstąpić do zakonu jezuitów, ale nie uzyskał zezwolenia rodziców. W sierpniu 1567 r. pieszo, w przebraniu, uciekł z Wiednia. W pogoń za nim ruszył jego brat Paweł. Stanisław dotarł do Dillingen w Bawarii (około 650 km) i zgłosił się do świętego Piotra Kanizjusza. Ten wysłał go do Rzymu, gdzie święty Franciszek Borgiasz przyjął go 28 października 1567 r. do nowicjatu. Mając 18 lat złożył śluby zakonne.

    10 sierpnia 1568 r. nagle zachorował na malarię i zmarł 15 sierpnia 1568 r. w Rzymie. Na jego pogrzeb przybyły tłumy. Od 1983 roku z Przasnysza do Rostkowa wyrusza doroczna pielgrzymka dzieci i młodzieży. Rok 2018 był w Polsce i diecezji płockiej Rokiem św. Stanisława Kostki.

    Kai.pl/25.07.2020/Przasnysz Ⓒ Ⓟ

    ***************************************

    27-latek idzie z krzyżem przez Polskę. Modli się o nawrócenie narodu

    Michał Ulewiński ma 27 lat. Od miesiąca przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i modli się o nawrócenie narodu. W poniedziałek (20 lipca) będzie na Giewoncie.

    Archiwum Michała Ulewińskiego
    ***

    – Na ten krzyż złożyłem wszystkie grzechy narodu polskiego i złączyłem je z ofiarą na krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa, ofiarując to wszystko kochanemu Ojcu – mówił Michał w pierwszych dniach pielgrzymki na kanale na YouTube „Państwo Boże”.

    Swoją wędrówkę rozpoczął w miejscowości Różaniec w woj. warmińsko-mazurskim. Obecnie podąża na południe. Najbliższą noc spędzi w Zakopanem, a w poniedziałek zamierza zdobyć Giewont. Następnie przejdzie do Gniezna a stamtąd do Sokółki – Uczynię na Polsce znak krzyża. Wierzę, że wtedy Pan Bóg pobłogosławi naszej Ojczyźnie – wyznaje Michał.

    Swoją wędrówką chce na mapie Polski wyrysować znak krzyża

    Inspiracją do wyruszenia w drogę były słowa Apokalipsy św. Jana oraz “Dzienniczka” św. Siostry Faustyny. – Przypominały mi się słowa do Siostry Faustyny „dla ciebie błogosławię całemu krajowi”. Dlatego idę po błogosławieństwo dla naszego narodu – mówi Michał.

    Na swojej drodze pielgrzym doświadcza niezwykłej troski ze strony napotkanych ludzi. Niektórzy pomagają nieść krzyż, inni proponują nocleg i ciepły posiłek. Noce spędza w domach gościnnych katolików oraz na plebaniach. Jak dodaje z uśmiechem, najwięcej jedzenia otrzymuje w środy i w piątki, ale wtedy odmawia, bo w te dni pości o chlebie i wodzie. Tę praktykę podjął niedługo po swoim nawróceniu, którego doświadczył w 2016 r.

    Nocleg w parafii w Bielewach po 329 km wędrówki

    – Nie możemy być obojętni na to, jak wygląda dzisiejszy świat. Pan kładzie przed nami życie i śmierć. Musimy wybrać: czy odwrócimy się od Boga i zostaniemy ukarani jak inne narody, czy zaufamy Panu. – mówi i zachęca do podejmowania czynów pokutnych za grzechy swoje i najbliższych.

    Pielgrzymkę Michała można śledzić na stronie na Facebooku: Państwo Boże.

    Anna Bandura/Tygodnik NIEDZIELA/19/07/2020

    ***

    27-latek idzie z wielkim krzyżem na ramieniu przez całą Polskę

    Samplefot. Facebook/Michał Ulewiński

    **

    27-latek Michał Ulewiński przemierza Polskę na piechotę z wielkim krzyżem na ramieniu. W ten weekend dotarł na Podhale. Zamierza wejść na Giewont, a także pokłonić się przed Matką Boską Ludźmierską.

    – Każdego dnia doświadczam coraz więcej dobroci. Po drodze odbyłem kilka rozmów, dostałem obrazek od Oliwki na pamiątkę. Pani Basia napisała, czy mam buty, żeby bezpiecznie wejść na Giewont, a Pan Przemek przywiózł mi te buty! Dostałem kilka propozycji noclegu, ale pierwsza była Pani Ewa i u niej spędzam dzisiejszą noc. Górzyste tereny dają się we znaki, ale Pan Bóg obficie błogosławi i niech błogosławi tak całej Polsce – mówi Michał Ulewiński.

    Michał Ulewiński wędruje przez całą Polskę z wielkim krzyżem na ramieniu. – Na ten krzyż położyłem wszystkie grzechy narodu polskiego i złączyłem je z ofiarą na krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa, ofiarując to wszystko kochanemu Ojcu – tłumaczy pomysł takiej wędrówki Michał Ulewiński. Jego wędrówkę można oglądać na kanale YouTube „Państwo Boże”, a także śledzić na Facebooku.

    Wędrowiec podkreśla ogromne wsparcie ze strony wielu osób, które pozdrawiają go w różnych miejscach, także na Podhalu. 27-latek spędzi na Podhalu kilka dni. Wybiera się na Giewont i chce pokłonić się Matce Boskiej Ludźmierskiej w Ludźmierzu.

    20 lipca 2020/Zakopane/Kai.pl

    ***

    27-latek idący z krzyżem przez całą Polskę dotarł na Giewont!

    Michał Ulewiński od miesiąca przemierzał Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i modlił się o nawrócenie narodu. 21 lipca dotarł na Giewont.

     2020-07-22 14:21

     Tomasz Pańszczyk Fotograf /fb.com

    – Na ten krzyż złożyłem wszystkie grzechy narodu polskiego i złączyłem je z ofiarą na krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa, ofiarując to wszystko kochanemu Ojcu – mówił Michał w pierwszych dniach pielgrzymki na kanale na YouTube „Państwo Boże”.

    Na profilu FB prowadzonym przez Michała, możemy przeczytać treść modlitwy jaką odmówił zaraz po dotarciu na Giewont:

    „To modlitwa, którą odmówiłem przy krzyżu: Usłysz Boże, wołanie Twojego ludu. Spójrz na krew przelaną w obronie wiary i tradycji w tym narodzie, który powierzył się Matce Twojego Syna. Wspomnij na męczeństwo ofiarę tych, którzy poświęcili się na ołtarzu Ojczyzny, by bronić jej przed czerwonym smokiem. Niech ich modlitwa przyczyni się do oczyszczenia narodu Polskiego. Boże Ojcze nasz błagam Cię, uwolnij nas od grzechu i złych przyzwyczajeń, wypisz w naszych sercach swoje święte prawo i daj nam siłę, abyśmy spełnili przyrzeczenia i śluby, których dokonaliśmy przed gronem naszej Królowej. Zmiłuj się nad nami, Boże w miłosierdziu swoim, w obronie swej litości zgładź nieprawości naszą. Odwróć swe Oblicze od naszych grzechów i zniszcz wszystkie nasze przewinienia. Ojcze, składam Ci tę drogę i trud jak pokutę za grzechy narodu Polskiego. Wejrzyj na moje uniżenie, pokornie błagam Cię, abyś przez Najświętszą ofiarę Syna Swojego, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny pobłogosławił nam w budowaniu wielkiej i świętej Polski.

    W naszych sercach – Króluj nam, Chryste!

    W naszych rodzinach – Króluj nam, Chryste !

    W naszych parafiach – Króluj nam, Chryste!

    W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam, Chryste !

    W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam, Chryste !

    W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam, Chryste !

    W naszych miastach i wioskach – Króluj nam, Chryste!

    W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam,Chryste !!!”

     Tomasz Pańszczyk Fotograf /fb.com

    Jak informuje z Giewontu chce pójść do Gniezna, a następnie do Sokółki, tak aby jego trasa uczyniła nad Polską znak krzyża.”

    – Nie możemy być obojętni na to, jak wygląda dzisiejszy świat. Pan kładzie przed nami życie i śmierć. Musimy wybrać: czy odwrócimy się od Boga i zostaniemy ukarani jak inne narody, czy zaufamy Panu. – mówi i zachęca do podejmowania czynów pokutnych za grzechy swoje i najbliższych.

    Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************

    Ksiądz otacza Polskę modlitwą jadąc 3 tys. km na rowerze

    Kapłan z diecezji siedleckiej i jednocześnie podporucznik Wojska Polskiego ks. Bogumił Lempkowski 2 lipca wyruszył w samotną rowerową pielgrzymkę dookoła Polski w intencji Ojczyzny. Dziś, 24 lipca, ma przed sobą ostatni odcinek trasy. 

    Ks. Lempkowski dzielił się swoimi przeżyciami z pielgrzymki na swoim Facebookowym profilu. W każdym wpisie podkreślał, że jedzie dla Polski, że otacza modlitwą naszą Ojczyznę i rodaków, jednocześnie prosząc o duchowe wsparcie i dla niego na dalszą podróż.

    W dniu wyjazdu pisał (pisownia oryginalna): PIELGRZYMKA ROWEROWA DOOKOŁA POLSKI W INTENCJI OJCZYZNY. JUTRO WYRUSZAM. Kochani, oczywiście proszę o modlitwę za mnie, ale przede wszystkim za NASZĄ KOCHANĄ NAJJAŚNIEJSZĄ RZECZYPOSPOLITĄ. Już czuję Waszą modlitwę. Pan Bóg i Matka Boża już troszczą się o mnie. Doświadczyłem tego w czasie przygotowań. Ruszam w Uroczystość Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia i Jednosci 2 lipca.

    Oto kolejne z postów kapłana (pisownia oryginalna):

    Na koniec trochę statystyki. Rekord pobity

    Nigdy pierwszego dnia nie robiłem wiecej niż 162 km. Teraz 170 km pierwszego dnia czyli rozgrzewkę. Miałem kryzys przed Kodniem… brak prądu w bateriach wiec podlaczylem się pod prąd w Koronce do Milosierdzia Bożego. Ten nigdy nie zawodzi.

    Dziś I. piątek miesiąca. Rano skwar, że lepiej było jechać niż siedzieć na odpoczynkach, stąd były one bardzo krótkie. Zatrzymaliśmy się w Dubience. Młodzi konserwatorzy odnawiali figurę Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Czasem potrzeba odnowy siebie Kościoła, naszego Narodu. Stąd intencja dzisiejszego mojego sporego trudu. Odnowę zacząłem od siebie, ofiarowałem trud spiekoty i deszczu w intencji mojego Kościoła i mojego Narodu. Amen. Popołudniu deszcz i jazda w deszczu po dziurawym asfalcie z kałużami. Na nocleg po 152 km dotarłem o 20.30 do Dołchobyczowa.

    Ps. Jutro jadę z sakwami. 137km. Módlcie się za mnie. Proszę i dziękuję.

     www.facebook.com/bogumil.lempkowski

    Ks. Lempkowski na rowerze przejeżdżał średnio 155 km dziennie:

    Kochani, dziś pierwsza sobota miesiąca więc Mama zaopiekowała się wspaniale. Piękne słonko, niewielki zefirek, asfalcik rewacja, prawie cały różaniec odmowiony już przed poludniem w intencji Ojczyzny, w intencji mojej mamy, Kościoła w Polsce, Waszych intecjach. Złożyłem te intencje w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Lubaczowie. Cudowna s. Samuela też będzie modlić się za nasz wszystkich. Dziś przekroczyłe rzekę San. Jutro dalej na południe do Lutowisk – starzy oazowicze znają doskonale.

    Ps. Po trzech dniach jestem na 467 km co daje 155 km dziennie średnia.

    Po środowej trasie (22 lipca) ksiądz pisał:

    Kochani, to byl dobry dzień. 145 km ide spać. Wybaczycie ? Jest 2.05

    Ps. Pan Bóg prowadzi. Wstaję śniadanko bez Mszy świętej wyjątkowo. Już dawno zaplanowałam Mszę świętą w Sokółce. Dziękuję najprzeserdeczniej Emilce i Sebastianowi. Ruszam-y , towarzyszy mi wytrawny kolarz Tadek. Najpierw szutr potem asfalt i znów szutr przez las. Tadkowi wplątuje sie w przerzutkę patyk. Meczymy się z 15 min. Jest. Naprawione ruszamy. Koniec szutru, wioska Mikaszowka. Zdjęcie przy kanale Czarna Hańcza. I… zlewa. Pan Bóg spowolnił nas byśmy nie zmokli. Ekspozycja upamiętniająca Obławę Augustowską. Widzę proboszcza. Zaprasza na kawę. Cudownie. Rozmowa o Polsce , ofiarach, patriotyzmie. Ruszam dalej. W Sokółce Msza święta. Spotkanie po latach z ks. Dziekanem. To tu zaczely się Msze święte za Ojczyznę. Z Skokołki do Krynek. Obiad u p. Józefa Popiełuszki brata bł. Księdza Jerzego.

    Dziś przed księdzem ostatnie 130 km, jest już z powrotem na Podlasiu. 3000 km w nogach, jak sam pisze – dla ukochanej Ojczyzny.

    Tygodnik Niedziela/24.07.2020

    *************************************************************

    Wyjątkowa misja

    Wyjątkowa misja
    fot. Henryk Przondziono/ Gość Niedzielny
    ***

    Eduardo Verastegui, znany aktor, muzyk i działacz pro-life, w czasie swojej podróży do Polski powiedział: „Kim jesteś, jeśli nie stajesz w obronie tego, w co wierzysz?”.

    Eduarda Verastegui pamiętamy z poruszających filmów, takich jak „Bella”, „Little Boy” czy „Cyrk motyli”, gdzie zagrał razem z Nickiem Vujicicem. W Polsce aktor jest najbardziej kojarzony z filmem „Cristiada”, będącym historią meksykańskich męczenników, gdzie zagrał Anacleta Floresa u boku Andy’ego Garcii i Ewy Longorii. Niezwykłym przedsięwzięciem artysty jest odmawianie w czasie pandemii koronawirusa Różańca, który każdego dnia gromadzi tysiące użytkowników portali społecznościowych. Aktor nazywa ich wszystkich „rodziną”. Wołają razem z nim do Matki Bożej z Guadalupe w intencji zakończenia pandemii, za rodziny oraz o pokój na świecie.

    Pod płaszczem z Guadalupe

    Eduardo Verastegui jest zaangażowany w obronę życia dzieci nienarodzonych. Dla nich i dla ich matek, które stoją przed dramatycznym wyborem, czy urodzić dziecko, czy raczej dokonać aborcji z powodu lęku, poczucia osamotnienia i bezsilności, razem z przyjaciółmi (należy do nich Gianna Emmanuela, córka św. Joanny Beretty Molli) stworzył niezwykłą klinikę. Otwarty w 2011 roku ośrodek został nazwany Płaszcz z Guadalupe, na cześć Matki Bożej, która jest patronką Meksyku, a na świecie znana jest zwłaszcza jako opiekunka dzieci nienarodzonych. I rzeczywiście widać Jej pomoc i błogosławieństwo, ponieważ wiele tysięcy spodziewających się dziecka kobiet w trudnej sytuacji otrzymało tam wszechstronną bezpłatną pomoc.

    Aktor bardzo szeroko rozumie działalność pro-life. Dla niego to dużo więcej niż tylko obrona życia dzieci nienarodzonych. – Zaangażowanie na rzecz pro-life obejmuje także zainteresowanie się losami dzieci, które są głodne i nie mają normalnego domu i kochającej rodziny, oraz tymi, które są porywane, a potem sprzedawane i wykorzystywane seksualnie. Takich dzieci są miliony. Koniecznie trzeba z tym skończyć – mówi Eduardo Verastegui. – Chronienie życia, a także godności każdego dziecka oraz zainteresowanie się młodzieżą, która potrzebuje pomocy i jest niszczona przez uzależnienia – na tym również według mnie polega działalność pro-life. Ale i to jeszcze nie wszystko. Być pro-life oznacza też stawać w obronie niesłusznie skazanych czy pozbawionych prawa do obrony z powodu braku środków finansowych na opłacenie prawnika. To również otwartość na potrzeby seniorów. Przygotowaliśmy programy, które polegają na tym, że młodzież spotyka się z osobami starszymi, samotnymi, zwłaszcza w domach opieki, których nie odwiedzają bliscy. Te wszystkie działania są za życiem: chronienie od poczęcia aż do naturalnej śmierci. To jest dla mnie wyjątkowa misja – dodaje z przekonaniem Eduardo.

    W trudnym czasie epidemii aktor też angażuje się w pomoc na rzecz potrzebujących. Dołączając do ruchu Dona Despensas (Podaruj Spiżarnię), razem z przyjaciółmi przygotował już 60 tys. paczek dla ubogich wielodzietnych rodzin.

    Różaniec dla świata

    Eduardo Verastegui zmobilizował 200 tys. osób do wspólnego odmówienia Różańca 13 maja, we wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej. Następnego dnia rzucił wyzwanie, aby na zakończenie maryjnego miesiąca maja i w niedzielę Pięćdziesiątnicy zgromadzić milion osób z różnych części świata odmawiających Różaniec. 7 czerwca zaprosił do wspólnej modlitwy w intencji bardzo dotkniętych skutkami epidemii Stanów Zjednoczonych. Te internetowe różańcowe spotkania nazwał Rosario por el Mundo, czyli Różaniec dla Świata. Uczestniczą w nim również Polacy. 31 maja wiele osób łączyło się z Eduardo nie tylko przez media społecznościowe, ale modliło się razem z nim w tym samym czasie w swoich kościołach. – Moi rodzice o godzinie 20 czasu polskiego, czyli o godzinie 13 czasu meksykańskiego, w łączności z Eduardem odmówili Różaniec przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki – opowiada Marek Popiełuszko, bratanek męczennika. Wiemy, że Różaniec jest potężną bronią. A o tym, że często pojawiają się różne przeszkody w dążeniu do dobra, mógł przekonać się nie tylko artysta, ale wszyscy modlący się razem z nim, kiedy w czasie odmawiania modlitwy od czasu do czasu w mediach społecznościowych pojawiały się nieprzewidziane „usterki techniczne”. 7 czerwca Rosario por el Mundo był ofiarowany szczególnie w intencji Stanów Zjednoczonych, m.in. z powodu niepokojów społecznych, jakie miały miejsce po tragicznej śmierci jednego z obywateli, który był Afroamerykaninem.

    – Można posługiwać się sztuką, na przykład filmem czy muzyką, aby ukazywać światu piękno rodziny, szacunek dla drugiego człowieka od momentu poczęcia aż do późnej starości – mówi Eduardo Verastegui. – Rodzina, aby mogła trwać, musi opierać się na miłości, ale też na wzajemnym szacunku jej członków i wspólnej modlitwie – dzieli się swoimi refleksjami w czasie modlitwy różańcowej. Setki uczestników tego wirtualnego spotkania modlitewnego piszą i powierzają w swoich komentarzach intencje. Często można przeczytać, z jak wielką troską modlący się mówią o swoich bliskich, martwią się, aby być pod opieką i nie zachorować z powodu koronawirusa. Swoje intencje dołączają uczestnicy wspólnej modlitwy nie tylko z Meksyku, ale też z Kolumbii, Peru, Chile, Paragwaju czy Dominikany. Są też prośby wielu Europejczyków, na przykład z Hiszpanii, Włoch, czy Polski.

    Różaniec dla Świata wciąż trwa. Każdy może dołączyć do modlitwy prowadzonej przez Eduarda Verastegui na face­bookowym profilu pod adresem: www.facebook.com/EduardoVerastegui/•

    Iwona Flisikowska/GOŚĆ NIEDZIELNY 25/2020

    *************************

    Brytyjscy posłowie podjęli decyzję ws. liberalizacji aborcji

    Samplefot. Serena Repice Lentini / Unsplash

    Brytyjscy posłowie nie poparli drastycznej liberalizacji prawa aborcyjnego. Przeciw zmianom w ustawie zagłosowali również ci parlamentarzyści, którzy nie popierają działań organizacji pro-life, ale dostrzegają konieczność skutecznej ochrony praw dziecka poczętego i kobiet.

    Dotychczasowa ustawa aborcyjna choć i tak uderzająca w prawo do życia dziecka poczętego, nie ulegnie jednak zmianom pod dyktando lobby, którego celem jest dalsza ekspansja aborcyjnego biznesu na Wyspach Brytyjskich. Nadal obowiązuje więc ochrona życia człowieka w fazie płodowej, a prawo zezwalające na dokonanie aborcji w domu nie zostało trwale zmienione, lecz obowiązuje tymczasowo.

    Na wysokości zadania stanęła międzypartyjna grupa posłów pro-life, a w debacie parlamentarnej odnotowano opór ze strony tych posłów, którzy nie popierają bezwzględnej ochrony życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Głosowali przeciw poprawkom do ustawy o przemocy domowej głównie z tego powodu, iż były one opracowane w tak fatalny sposób, że zwiększały zagrożenie życia kobiet.

    W kampanię sprzeciwu wobec dalszej liberalizacji prawa aborcyjnego zaangażowały się tysiące osób, powiązanych z organizacjami obrony życia. Wysyłano maile protestacyjne do posłów, namawiając do tego również swoje otoczenie.

    „Podziękowania należą się tym wszystkim, którzy modlili się w tej intencji, pościli i pisali do swoich posłów. Ta sytuacja pokazuje, że wbrew przeciwnościom wciąć możemy wygrać niektóre bitwy w obronie naszych najsłabszych i dać im szansę narodzin. Te małe zwycięstwa podtrzymują w nas nadzieję do chwili, gdy nasza ziemia będzie wolna od aborcji” – powiedział znany z działań w obronie życia poczętego bp John Keenan.

    07.07.2020/Elżbieta Sobolewska-Farbotko (Radio Bobola)/vaticannews.va / Londyn

    ************************************************************************

    Szkockiej posłance grożono śmiercią za głosowanie pro-life

    Samplefot. Richard Townshend, CC BY 3.0

    **

    Lisa Cameron ze Szkockiej Partii Narodowej sprzeciwiła się zakazowi oferowania pomocy kobietom w ciąży w pobliżu klinik aborcyjnych w Anglii i Walii, a także zalegalizowaniu prawa do aborcji w domach. Na Facebooku grożono śmiercią jej i jej rodzinie. Szkocka policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

    Zdaniem posłanki niektóre komentarze nie były jedynie wyrazem negatywnych emocji, ale realną groźbą. „Jestem zaniepokojona działaniami tych, którzy w ostatnich tygodniach podsycali w internecie nienawiść i toksyczną agresję. Zagłosowałam jedynie zgodnie z sumieniem” – powiedziała Lisa Cameron.

    W zeszłym tygodniu w brytyjskim parlamencie nie powiodła się próba dalszej liberalizacji aborcji na żądanie w Anglii i Walii. Po sprzeciwie deputowanych wycofana została jedna z poprawek, której celem była legalizacja aborcji w domach. Taka możliwość istnieje obecnie jedynie tymczasowo, w związku z ograniczeniami związanymi z pandemią. Rząd zapowiedział jednak, że będzie konsultował się w sprawie stałego udostępniania tabletek do samodzielnej aborcji.

    17 lipca 2020/Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va/Edynburg Ⓒ Ⓟ

    ************

    6666 ofiar aborcji w pierwszym roku po jej legalizacji w Irlandii

    Sample

    6666 nienarodzonych dzieci zabito w wyniku aborcji w zeszłym roku w Irlandii, w czasie pierwszego roku obowiązywania nowej ustawy pozwalającej na praktycznie nieograniczone przerywanie ciąży. Irlandzki departament zdrowia poinformował, że 24 aborcje przeprowadzono ze względu na poważne zagrożenie życia lub zdrowia matki.

    Według danych irlandzkiego rządu, 6542 aborcje dotyczą tak zwanych „wczesnych ciąż”, w których rozwijający się płód nie osiągnął 12. tygodnia życia, 24 aborcje – ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki. Kolejne 100 dzieci zostało zabitych, z powodu, jak oficjalnie ujęto, „stanu wpływającego na płód, który może prowadzić do jego śmierci przed lub w ciągu 28 dni od porodu”.

    Zdaniem Liama Gibsona z brytyjskiego Stowarzyszenia Ochrony Dzieci Nienarodzonych (SPUC), liczba aborcji jest „naprawdę szokująca”, a ta przytłaczjąca statystka mówi dużo o współczesnym irlandzkim społeczeństwie. Jak zaznaczył, poza ujawnionymi liczbami warto też pamiętać, że „każda z tych 6666 aborcji była świadomym aktem śmiertelnej przemocy wymierzonej w zupełnie niewinną i niepowtarzalną istotę ludzką”.

    Aborcja została zalegalizowana w Irlandii w wyniku referendum, jakie przeprowadzono w maju 2018 r. Tylko jedna trzecia obywateli tego kraju głosowała przeciwko aborcji, a ponad 66 proc. opowiedziało się za usunięciem z Konstytucji prawa ochrony nienarodzonych dzieci. „Żaden rząd, żadne państwo, niezależnie od referendum, nie może znieść danego przez Boga prawa do życia nawet jednego członka rodziny ludzkiej” – skomentował Gibson.

    Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że ogłoszona oficjalnie przez rząd irlandzki liczba aborcji w tym kraju, składająca się z samych szóstek, w sposób symboliczny nawiązuje do fragmentu Apokalipsy św. Jana: „Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13 18).

    02 lipca 2020/rk (KAI/LifeSiteNews)/Dublin Ⓒ Ⓟ

    *********************************

    Dłonie świątyni

    Myśl wyrachowana: Kto ma Boga w sercu, może Go mieć i w dłoniach.

    Kiedy w związku z pandemią episkopat zalecił przyjmowanie Komunii św. „na rękę”, opublikowałem w „Gościu” tekst wyjaśniający teologiczne i historyczne podstawy tej formy przyjmowania Ciała Pańskiego. Zakończyłem fragmentem z „Dzienniczka”, w którym św. Faustyna opisuje sytuację, jaka zdarzyła się jej podczas przyjmowania Komunii św. „Kiedy przyjęłam tę Hostię, którą mi podał, druga upadła mi na ręce. (…) Kiedy miałam Hostię w ręku, odczułam taką moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść, ani wrócić do przytomności. Z Hostii usłyszałam te słowa: Pragnąłem spocząć na rękach twoich, nie tylko w sercu twoim”.

    Czy to nie jasny komunikat, że gdy serce czyste, to i ludzka dłoń jest miła Jezusowi?

    Cóż, nie dla wszystkich. Znalazły się całkiem liczne osoby, dla których było to oburzające – bo „jak można porównywać nasze grzeszne ręce z dłońmi świętej!”.

    No tak. Tylko że to był rok 1936, a wtedy dłonie Faustyny były takie same jak każdego innego. Ona, owszem, była wierna Jezusowi, ale wciąż jeszcze mogła Mu wierności odmówić. Owszem, była obdarzona szczególnymi darami, ale mogła je wykorzystać niezgodnie z przeznaczeniem albo zmarnotrawić.

    Faustyna była święta, ale wtedy jeszcze „w drodze” – jak każdy z nas. Bo każdy z nas jest przecież powołany do świętości.

    „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa (…) W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” – zapewnia św. Paweł (Ef 1,3-4). To o nas, a nie tylko o Faustynie i Matce Teresie. Ta druga zresztą powtarzała, że świętość to „nie luksus dla wybranych, ale obowiązek dla ciebie i dla mnie”.

    Co to za gadanie: ale ja nie jestem jak Faustyna? Wszyscy mamy być jak Faustyna! Nasze dłonie mają być tak samo godne przyjmować Jezusa jak jej dłonie, nasze języki jak jej język i w ogóle my w całości mamy być tak mili Bogu jak ona. To zależy wyłącznie od naszej decyzji, bo wszyscy mamy dość łaski, żeby wiernie wypełnić zadaną nam wolę Bożą – a to jest właśnie istota świętości.

    Jak mówi Pismo, nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. Ciała! Jesteśmy właściwszym miejscem zamieszkania Jezusa niż wszelkie budowle sakralne. Jesteśmy godniejsi przechowywać Pana niż tabernakulum. No chyba że nie jesteśmy – ale to dlatego, że wybraliśmy grzech i postanowiliśmy w nim tkwić. Wtedy jesteśmy sprofanowaną świątynią.

    Ale to już nasz wybór. Bo nie chodzi o sposób przyjmowania Jezusa ale o sposób życia.

    Zadziałało

    Marszałek brytyjskiej Izby Gmin ogłosił, że poprawka, którą miał głosować parlament, a która przewidywała wprowadzenie pełnej legalizacji aborcji do 28. tygodnia ciąży, została wycofana przez wnioskodawcę. Prawdopodobnie jest to skutek akcji wysyłania e-maili z protestami do deputowanych. Nigdy do tej pory parlamentarzyści nie otrzymali ich tak wielu w sprawie aborcji. Przypuszcza się, że lobbyści aborcyjni zdali sobie sprawę, że wynik głosowania może być dla nich niekorzystny, a na to nie mogli sobie pozwolić. Do tej pory bowiem nie zdarzyło się w historii brytyjskiego parlamentu, żeby jakikolwiek projekt wprowadzający aborcję lub ją rozszerzający został odrzucony. Zapewne więc za jakiś czas spróbują ponownie, ale – jak widać – wiele będzie zależało od działań środowisk pro-life. A tak swoją drogą to wymowne, że w kraju, który edukuje obywateli „antykoncepcyjnie” niemal od becika, tak bardzo potrzebują aborcji. Chociaż to dość proste: jedno i drugie płynie z tego samego źródła – z niechęci do życia.•

    Co z tego

    W USA w ramach walki z rasizmem obalono i zniszczono pomnik św. Junipera Serry, apostoła Kalifornii. To już trzeci tak potraktowany monument poświęcony temu świętemu. Co prawda Juniper nie był rasistą, lecz przeciwnie – potępiał działania kolonizatorów wobec Indian i robił, co mógł, aby ich ochronić, ale co z tego. Nie przepraszał, że jest biały i że jest katolikiem.

    Franciszek Kucharczak/GOŚĆ NIEDZIELNY/29/2020

    *****

    Czy Komunia jest na rękę

    Polski episkopat w 2005 roku ogłosił dokument, w którym znalazło się ogólne pozwolenie na udzielanie Komunii św. na rękę osobom,  które o to proszą.
    fot.Henryk Przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY
    **

    Polski episkopat w 2005 roku ogłosił dokument, w którym znalazło się ogólne pozwolenie na udzielanie Komunii św. na rękę osobom, które o to proszą.

    Kto z czystą duszą przystępuje do stołu Pańskiego zgodnie z przepisami Kościoła, zawsze dostępuje łaski. Bo godne przyjęcie Ciała Pańskiego nie zależy od dłoni czy języka, lecz od serca.

    Wzwiązku z zagrożeniem epidemią koronawirusa abp Stanisław Gądecki wydał 28 lutego komunikat, w którym zachęcił duchowieństwo i wiernych do wzmożonej ostrożności.

    „Ponieważ istnieje wiele dróg przenoszenia się tego wirusa – a komunikacja między ludźmi jest dzisiaj bardzo intensywna – trzeba, aby księża biskupi w swoich diecezjach, w ośrodkach, w których pojawiłoby się takie zagrożenie, przekazali wiernym informację o możliwości przyjmowania na ten czas Komunii Świętej duchowej lub na rękę” – zalecił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

    To nie modernizm

    Sugestia przyjmowania Komunii św. na rękę wzbudziła u niektórych wiernych oburzenie. Pojawiły się głosy, że to objaw niewiary, profanacja, a nawet satanizm. W sieci zaczęły krążyć grafiki przedstawiające Chrystusa leżącego we krwi na posadzce kościoła i deptanego nogami przyjmujących Komunię św. na rękę.

    Jakkolwiek reakcje takie są wyrazem zatroskania o szacunek dla Ciała Pańskiego, to jednocześnie wskazują na nieznajomość faktów bądź na brak szacunku dla postanowień Kościoła. Fakty są bowiem takie, że Kościół aktualnie zezwala na przyjmowanie Komunii na rękę, a zatem katolik wybierając tę formę, w żadnym razie nie popełnia grzechu. Warto też wiedzieć, że nie jest to żaden „modernizm”. Przyjmowanie Ciała Pańskiego na rękę było normalną praktyką w Kościele aż do IX wieku. Jednym z najcenniejszych jej świadectw jest nauczanie św. Cyryla Jerozolimskiego, doktora Kościoła. Ten żyjący w IV wieku biskup Jerozolimy pozostawił pięć tzw. katechez mistagogicznych. Zawarte w nich nauki, przeznaczone dla neofitów, są świadectwem głębokiej wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Zawierają też konkretne instrukcje dotyczące przyjmowania Komunii Świętej. „Przystępując do ołtarza, nie wyciągaj gładko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw lewą dłoń pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć Króla. Do wklęsłej dłoni przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz »Amen«. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. (…) Następnie zatrzymaj się na modlitwie, dziękując Bogu za to, że tak wielkimi zaszczycił cię tajemnicami” – uczył wiernych.

    Dłoń nad złoto

    Wyciągnięte dłonie, nałożone jedna na drugą, tworzą Jezusowi tron – tak, wzorem Cyryla, przez wieki rozumiano gest poprzedzający spożycie Ciała Pańskiego. Nie inaczej rozumie się go dziś – bo właśnie w taki sposób wierni powinni przyjmować Komunię św., gdy chcą otrzymać ją „na rękę”.

    W VII wieku w niektórych miejscach upowszechnił się zwyczaj przyjmowania Komunii do złotego naczyńka zamiast na dłoń. Ksiądz Bogusław Nadolski TChr, opisując to w książce „Komunia Święta »na rękę«”, zwrócił uwagę na reakcję synodu w Trullanum z roku 692. Obecni tam biskupi stanowczo sprzeciwili się takiej praktyce, grożąc nieposłusznym ekskomuniką. Dlaczego? Bo, jak uzasadnili, żadna materia, choćby najcenniejsza, nie jest porównywalna z żywym obrazem Boga, jakim jest człowiek.

    „Człowieka, stworzonego na obraz Boży, święty Apostoł nazywa wzniośle ciałem Chrystusa i świątynią. Wyniesiony ponad wszelkie widzialne stworzenie, dzięki zbawczej męce Chrystusa człowiek został powołany do niebieskiej chwały, a przyjmując Ciało i Krew Chrystusa, nieustannie przemienia się na życie wieczne, jego zaś ciało i dusza uświęca się przez przyjmowanie Bożej łaski. Zatem kto pragnie przyjąć podczas liturgii przeczyste Ciało i zjednoczyć się z Nim przez Komunię, niech złoży ręce na podobieństwo krzyża i tak niech przystępuje, przyjmując Je w łasce” – głosi jeden z kanonów synodu w Trullanum. Pojawia się tu więc drugie – obok tronu – porównanie nałożonych na siebie dłoni przystępującego do Komunii: do krzyża.

    Tak, ale z zastrzeżeniami

    „Dokumenty historii ukazują nam, iż sposoby sprawowania i przyjmowania Najświętszej Eucharystii były rozmaite. Nawet w naszych czasach wiele ważnych zmian rytu wprowadzono do sposobu celebracji Eucharystii, aby przybliżyć ją do duchowych i psychologicznych potrzeb współczesnych ludzi” – czytamy w Instrukcji Kongregacji ds. Kultu Bożego, dotyczącej sposobu udzielania Komunii św. „Memoriale Domini” z 29 maja 1969 r. Watykański dokument wprowadził możliwość udzielania Komunii na rękę tam, gdzie Stolica Apostolska na prośbę konferencji episkopatu wyda na to zgodę. Zastrzeżono jednak, że dotychczasowy sposób komunikowania – tj. bezpośrednio do ust – „daje lepsze zapewnienie, iż Komunia św. będzie rozdawana z odpowiednią czcią, oprawą i godnością; że uniknie się jakiegokolwiek niebezpieczeństwa sprofanowania Eucharystii. (…) A wreszcie, że szczególna ostrożność, jaką Kościół zawsze nakazywał wobec najmniejszych nawet kawałków konsekrowanego chleba, będzie zachowana”.

    Dokument zastrzegał, że wszędzie należy pozostawić wiernym możliwość przyjmowania Komunii do ust. Instruował, że przyjmujący nie może sam brać Hostii, lecz należy ją składać na dłoń wiernego, ten zaś powinien spożyć ją od razu, w obecności szafarza.

    Warunek: miłość

    Konferencja Episkopatu Polski początkowo zachowała w tej sprawie rezerwę. Sytuacja zmieniła się po ogłoszeniu nowego wydania „Ogólnego wprowadzenia do Mszału rzymskiego”, który informował o adaptacjach, jakie konferencje episkopatów mogą wprowadzić w swoich krajach, m.in. w sposobie przyjmowania Komunii Świętej.

    9 marca 2005 r. polscy biskupi na 331. Zebraniu Plenarnym ogłosili dokument „Wskazania Episkopatu Polski po ogłoszeniu nowego wydania Ogólnego wprowadzenia do Mszału rzymskiego”, który zawierał ogólne pozwolenie na udzielanie Komunii św. na rękę osobom, które o to proszą.

    W I niedzielę Wielkiego Postu 2005 r. decyzję tę ogłosił w liście do mieszkańców archidiecezji warszawskiej kard. Józef Glemp. „Kościół, jako stróż Eucharystii, zezwala dziś w pewnych okolicznościach przyjąć Chleb Eucharystyczny na rękę i samemu podać sobie do spożycia. Zakłada to wielką dojrzałość religijną przyjmującego i świadomość, że Chrystus w swej dobroci zawierza nam Siebie (…) Ja, po rozważeniu tego zagadnienia, zezwalam na to, by kapłani i szafarze, poczynając od Wielkiego Czwartku, mogli kłaść świętą Hostię na rękę wiernego” – pisał prymas. Zaznaczył jednak, że „podstawowym i powszechnym sposobem udzielania Komunii Świętej pozostaje przekazanie jej do ust”. Wyliczył też warunki przyjęcia Komunii na rękę: „dojrzałość duchowa, której wyznacznikiem jest przybliżony wiek przyjęcia sakramentu bierzmowania; po drugie, nauczenie się właściwego ułożenia rąk (lewa dłoń, podtrzymywana przez prawą ma być tak wyciągnięta, aby tworzyła jakby patenę lub rodzaj żłóbka, na którym mogłaby być położona Komunia Święta. Następnie prawą ręką wierny bierze złożone na lewej dłoni Ciało Pana i wkłada do swych ust niezwłocznie, w obecności kapłana. Ta chwila trzymania Pana Jezusa we własnych dłoniach jest momentem osobistej adoracji)”. Wreszcie „tylko ten powinien decydować się na takie przyjmowanie Eucharystii, kto bardzo kocha Pana Jezusa” – wymienił ostatni warunek prymas.

    Hostia na rękach

    Argumentacja przeciwników przyjmowania Komunii św. na rękę przybiera czasami postać pogardy dla ludzkiego ciała, które jakoby – o ile nie chodzi o osobę o poświęconych dłoniach – z natury nie powinno dotykać Ciała Pańskiego. Nie jest to język Ewangelii, która pokazuje Jezusa kochającego ludzi tak bardzo, że stał się dla nich pokarmem. Zbawiciel nazywa ciało ludzkie świątynią Ducha Świętego, nie unika z nim kontaktu. On sam dotyka ludzkich dłoni, a dotyk ten przynosi wielkie błogosławieństwo: uzdrowienie, wskrzeszenie, uwolnienie, ocalenie. Gdy Zbawiciel przyszedł do teściowej Piotra i „ujął ją za rękę, gorączka ją opuściła. Wstała i usługiwała Mu” (Mt 8,14-15). Jezus „ująwszy dziewczynkę za rękę”, przywraca jej życie (Mk 5,41). Chrystus chwyta za rękę Piotra, gdy ten, zwątpiwszy, pogrążył się w wodzie (Mt 14,31). „Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał” (Mk 9,27) – czytamy o chłopcu, z którego Jezus wyrzucił złego ducha.

    Kościół ostrożnie podchodzi do komunikowania na rękę nie dlatego, jakoby lekceważył godność ludzkiego ciała albo dłoń uważał za mniej godną niż język, lecz z powodu troski o powierzony mu największy skarb, jaki istnieje na tym świecie. Rzecz bowiem nie w dłoniach czy w ustach, lecz w sercu. To żywa wiara, pokora i szczere, otwarte na Zbawiciela serce sprawiają, że człowiek godnie przystępuje do stołu Pańskiego – gdy robi to w posłuszeństwie Kościołowi.

    Sam Jezus wyrywa się do człowieka o czystym sercu, czego doświadczyła św. Faustyna. Pewnego dnia pod koniec 1936 r., w chwili, gdy przyjmowała Komunię, jedna z konsekrowanych Hostii uczepiła się rękawa kapłana. Tak opisała to w „Dzienniczku”: „Kiedy przyjęłam tę Hostię, którą mi podał, druga upadła mi na ręce. (…) Kiedy miałam Hostię w ręku, odczułam taką moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść, ani wrócić do przytomności. Z Hostii usłyszałam te słowa: Pragnąłem spocząć na rękach twoich, nie tylko w sercu twoim”.

    Franciszek Kucharczak/GOŚĆ NIEDZIELNY 11/2020

    *********************************

    NADZIEJA PODDAWANA PRÓBOM

    z książki: o. Jacek Salij OP,

    KOMUNIA ŚWIĘTA NA RĘKĘ

    Najłatwiej by mi było wytłumaczyć sobie, że dawanie Komunii świętej na rękę oraz rozdawanie jej przez ludzi świeckich, jak to się praktykuje w Kościele na Zachodzie, to tylko sprawa innego zwyczaju. Jednak słyszę nieraz twierdzenie, że Kościół katolicki dostosowuje się w ten sposób do zwyczajów protestanckich i że pociąga to za sobą stopniowe odchodzenie od wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa Pana w sakramencie Eucharystii.

    Postawmy rzecz jasno: Gdyby Kościół kiedykolwiek przestał wierzyć, że Eucharystia jest to prawdziwe Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, i gdyby przyłączył się do którejś z protestanckich wykładni tego sakramentu, znaczyłoby to, że nie traktujemy poważnie naszej wiary katolickiej. Znaczyłoby to zarazem, że Duch Święty wcale nad autentycznością naszej wiary nie czuwa i że słowa Pana Jezusa, iż bramy piekielne nie przemogą Kościoła, były obietnicą bez pokrycia. Sądzę, że trudno mieć wątpliwości co do tego, iż jeśli swoją wiarę traktujemy na serio, nie możemy jej treści czynić przedmiotem jakichś taktycznych rozgrywek.

    Toteż gdyby się okazało, że dopuszczenie świeckich do rozdawania Komunii świętej oraz podawanie jej na otwartą dłoń powoduje jakąś protestantyzację naszego katolickiego stosunku do tego Sakramentu, pasterze Kościoła powinni wówczas przeciwstawić się tym niepożądanym procesom. Oni bowiem są powołani szczególnie do czuwania nad czystością naszej wiary.

    Po tej wstępnej uwadze ogólnej spróbuję pokazać, że oba wspomniane przez Pana zwyczaje były dobrze znane Kościołowi starożytnemu. Jednocześnie będziemy mogli przypatrzyć się głębokim i zasługującym na odnowienie ideom, jakie pojawiły się wówczas w związku z tymi zwyczajami.

    Jeśli był Pan w dzieciństwie ministrantem, to wśród różnych świętych osób, jakie opiekujący się wami ksiądz stawiał za wzór, z pewnością znajdował się św. Tarsycjusz, młody męczennik z III wieku, który nie pozwolił sobie wydrzeć Komunii świętej, którą niósł do uwięzionych współwyznawców. Jednak nie tylko w takich nadzwyczajnych sytuacjach odważano się Najświętszy Sakrament powierzać świeckim. Istnieją wiarygodne świadectwa, że w pierwszych wiekach chrześcijanie mogli go zabierać do domu, aby móc każdy swój dzień rozpocząć od Komunii świętej.

    Zapewne nie był to wówczas zwyczaj powszechny, jednak jego istnienia nie da się podważyć. Na przykład Tertulian, kiedy na samym początku III wieku chce zniechęcić współwyznawców do zawierania małżeństw z niewierzącymi, podaje m.in. taki argument: „Twój mąż nie będzie wiedział, czym jest to, co potajemnie spożywasz przed wszelkim innym pokarmem. A jeśli zauważy, że jest to Chleb, będzie sądził, że jest to chleb zwyczajny. Czy ten, kto nie wie, o co tu chodzi, bez niechęci i podejrzeń przyjmie cierpliwie twoją informację, że jest to lekarstwo, a nie żaden chleb” (Do żony 2,5).

    Półtora wieku później św. Ambroży wspomina o następującym wydarzeniu: Kiedy okręt, na którym znajdował się jego rodzony brat, zaczął tonąć, okazało się, że ktoś z pasażerów miał przy sobie Komunię świętą i podzielił się nią z bratem Ambrożego (O życiu brata Satyra 1,43).

    Łatwo domyślić się, dlaczego zwyczaj ten zaniknął, a może nawet nigdy się nie rozpowszechnił. Przechowywanie Najświętszego Sakramentu we własnym domu było czymś bardzo zobowiązującym. Tymczasem w domu tym mogła zdarzyć się kłótnia, a może nawet trwała niezgoda; pożycie małżeńskie mieszkańców tego domu zapewne nie zawsze było wzorem małżeńskiej miłości i czystości; nie każdy potrafił zabezpieczyć Sakrament przed ciekawskim okiem pogan albo i przed własnymi małymi dziećmi. Pojawienie się tego rodzaju problemów możemy wnioskować chociażby z opowieści, jaką ok. 252 roku zapisał św. Cyprian. Mowa w niej o chrześcijance, która wzięła udział w obrzędach pogańskich. Otóż „kiedy próbowała ona otworzyć swymi nieczystymi rękami skrzynię, w której była Komunia, odstraszona została ogniem, jaki się stamtąd wydobywał, i nie ważyła się dotykać” (O upadłych 26).

    Faktem jest, że w Kościele, którym w drugiej połowie IV wieku kieruje św. Bazyli (mniej więcej współczesny św. Ambrożemu), nie ma zwyczaju przechowywania Komunii świętej w domach. Bazyli podkreśla tylko pełną prawomocność tego zwyczaju podczas prześladowań: „Przystępowanie nawet codzienne do Komunii i przyjmowanie świętego Ciała i świętej Krwi Chrystusa jest rzeczą piękną i zbawienną. (…) My wszakże tylko cztery razy w tygodniu przystępujemy do Komunii: w dzień Pański, w czwartek, piątek i sobotę, jak również i w inne dni, jeśli przypada na nie obchód pamięci jakiegoś świętego. Jeśliby zaś ktoś w czasie prześladowań, gdy brak kapłana lub posługującego, zmuszony był Komunię przyjmować z rąk własnych, to zbędną jest rzeczą wskazywać, iż nie ma w tym nic zdrożnego, jako że od dawna stosowany zwyczaj praktykę taką poświadcza” (List 93).

    Przejdźmy teraz do samego obrzędu przyjmowania Komunii świętej na rękę. O tym, że właśnie w ten sposób pierwsi chrześcijanie ją przyjmowali, źródła mówią nam nieraz całkiem mimochodem. Zachował się na przykład napisany w roku 258 list biskupa Aleksandrii, Dionizego, do papieża Sykstusa II. Biskup pyta papieża, czy dobrze rozstrzygnął problem pewnego chrześcijanina, który prosił go o udzielenie chrztu, jako że miał wątpliwości co do ważności swojego chrztu, przyjętego niegdyś u heretyków. „Tego jednak uczynić nie śmiałem — pisze Dionizy — powiedziałem mu natomiast, że wystarczy mu wieloletnia łączność z Kościołem. Ponieważ słuchał on słów eucharystycznych i razem z wszystkimi odpowiadał: Amen, i stał przy stole, i wyciągał ręce na przyjęcie Świętego Pokarmu, i brał go, i miał przez długi czas udział w Ciele i Krwi Pana naszego, nie miałbym odwagi obdarzać go nowym odrodzeniem. Kazałem mu być dobrej myśli i z silną wiarą a dobrą nadzieją zbliżać się do przyjmowania rzeczy świętych” (Euzebiusz, Historia kościelna 7,9,4; por. 6,43,18).

    Szczególną jednak uwagę zwróćmy na różne duchowe treści, jakie pierwsi chrześcijanie wiązali z faktem, że Komunię świętą przyjmowali właśnie na rękę. Pierwszym chyba świadectwem na ten temat jest oburzenie wspomnianego już Tertuliana, że chrześcijanin potrafi tych samych rąk, w które bierze Ciało Pańskie, używać do kultu bałwochwalczego (O bałwochwalstwie 7). Zatem aż się prosi o to, żeby tę intuicję rozszerzyć: Żadnego zła nie godzi się czynić tymi rękami, którymi dotykamy Ciała Pańskiego!

    Najbardziej sławną wypowiedź na ten temat pozostawił po sobie św. Cyryl z Jerozolimy. „Podstaw dłoń lewą pod prawą — mówił w połowie IV wieku do nowo ochrzczonych — gdyż masz przyjąć Króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz: Amen. Uświęć też ostrożnie swoje oczy przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. To bowiem, co by spadło na ziemię, byłoby utratą jakby części twych członków. Bo czyż nie niósłbyś z największą uwagą złotych ziarenek, by ci żadne nie zginęło i byś nie poniósł szkody? Tym bardziej zatem winieneś uważać, żebyś nawet okruszyny nie zgubił z tego, co jest o wiele droższe od złota i innych szlachetnych kamieni” (Katecheza 23,21).

    Zatem sposób złożenia rąk przed Komunią świętą wyrażał coś niezwykle głębokiego. Ponieważ przyjmujesz Komunię świętą — sugeruje św. Cyryl — powinieneś ciało swoje przemieniać w tron dla Króla niebios! Inaczej mówiąc, masz się upodabniać do cherubinów, o których Pismo Święte tyle razy powiada, że stanowią oni tron Boży: „Błogosławiony jesteś, Boże, co na Cherubach zasiadasz, pełen chwały i wywyższony na wieki!” (Dn 3,55; por. 2 Krl 19,15; Ps 18,11; 80,2; 99,1; Iz 37,16).

    Opis św. Cyryla (zwłaszcza okoliczność, że Komunię składano wówczas na prawej dłoni) każe się domyślać, że przyjmujący przenosił ją do ust bez pośrednictwa palców. Tak czy inaczej, dokonywało się to z najwyższym pietyzmem wobec Sakramentu. I to jest, moim zdaniem, podstawowy sprawdzian, czy powrót w niektórych krajach do dawnego zwyczaju dokonuje się w jedności z wiarą Ojców naszego katolickiego Kościoła: przyjmowanie Komunii świętej na rękę nie może pociągać za sobą zmniejszenia się czci dla tego Sakramentu.

    Ciekawe świadectwo na nasz temat znajduje się w uchwałach Synodu w Konstantynopolu z lat 691—692. Mianowicie, pod wpływem lęku przed dotykaniem Ciała Pańskiego niektórzy wierni zaczęli posługiwać się złotym albo jakimś innym talerzykiem, na który kapłan składał im Komunię świętą. Otóż synod stanowczo sprzeciwia się tej innowacji. Niewykluczone, że lękano się, aby Komunia święta nie stała się okazją do manifestowania różnic społecznych (bo iluż to ludzi stać było na sprawienie sobie złotego talerzyka!) Niemniej argumentacja synodu jest ściśle teologiczna. Synod podkreśla mianowicie nieporównywalną z żadnymi złotymi naczyniami godność samego człowieka, również ludzkiego ciała: „Człowieka, stworzonego na obraz Boży, święty Apostoł nazywa wzniośle ciałem Chrystusa i świątynią. Wyniesiony ponad wszelkie widzialne stworzenie, dzięki zbawczej męce Chrystusa człowiek został powołany do niebieskiej chwały, a przyjmując Ciało i Krew Chrystusa, nieustannie przemienia się na życie wieczne, jego zaś ciało i dusza uświęca się przez przyjmowanie Bożej łaski. Zatem kto pragnie przyjąć podczas liturgii przeczyste Ciało i zjednoczyć się z Nim przez Komunię, niech złoży ręce na podobieństwo krzyża i tak niech przystępuje, przyjmując udział w łasce” (kan. 101).

    Zauważmy w tekście synodalnym szczegół, że dłonie przyjmującego Komunię mają być złożone „na podobieństwo krzyża”. Synod z pewnością pragnie w ten sposób zasugerować, że układ dłoni wyraża również treść duchową. Mianowicie Komunia święta uzdalnia nas do coraz skuteczniejszego ukrzyżowania w sobie starego człowieka i dokonuje w nas coraz głębszego otwarcia na dar przebóstwienia. Wyraźniej pisze o tym — w pół wieku później — św. Jan z Damaszku: „Zbliżajmy się z gorącym pragnieniem i mając dłonie ułożone na sobie w kształt krzyża, bierzmy na nie Ciało Ukrzyżowanego, a zwracając ku Niemu oczy, usta i czoło, przyjmujmy ten boski Węgiel, aby ogień naszej tęsknoty połączony z jego żarem spalił nasze grzechy i oświecił serca, a uczestnictwo w Bożym płomieniu rozpłomieniło nas i przebóstwiło” (Wykład wiary prawdziwej 4,13).

    Jest to ostatnie wielkie świadectwo związane z podawaniem Komunii świętej na rękę. Na przestrzeni wieków IX i X w całym Kościele — zarówno na Wschodzie, jak na Zachodzie — przyjął się zwyczaj podawania Komunii świętej bezpośrednio do ust. Chciano w ten sposób zapewnić religijną cześć dla Sakramentu — być może trudniejszą do zachowania w sytuacji, kiedy Kościół wypełniły narody barbarzyńskie, nie wkorzenione jeszcze dostatecznie w duchowość chrześcijańską.

    Copyright © by o. Jacek Salij OPData publikacji: 2004-11-15

    OPOKA.org.pl

    ********************************************************

    Austriaccy lekarze: przyjmowanie Komunii na język bezpieczniejsze niż na rękę

    Austriaccy lekarze: przyjmowanie Komunii na język bezpieczniejsze niż na rękęfot: Magdalena i Tomasz Jodłowski/Archiwum/PCh24.pl


    Dwudziestu jeden austriackich lekarzy wystosowało list do biskupów Austrii, w którym wspierają przyjmowanie Komunii św. na język. Ogólne regulacje Konferencji Biskupów Austrii z 15 V 2020 r. określiły, że dozwolone jest przyjmowanie Komunii św. wyłącznie na rękę. Zostało to także potwierdzone w zmienionej wersji 27 maja tego roku.

    W liście, którego tłumaczenie zostało opublikowane na stronie „Life Site News”, lekarze stwierdzają m.in.: „Dekret Konferencji Biskupów Austrii prowadzi wielu księży i wiernych do poważnego konfliktu sumienia. Zgodnie z ważnymi normami Kościoła udzielanie Komunii na rękę wciąż opiera się na indulcie, podczas gdy Komunia na język jest wciąż normalną formą jej przyjmowania”.

    Lekarze zauważają, że z higienicznego punktu widzenia jest dla nich „całkowicie niezrozumiałe (…), dlaczego komunia ustana została w Austrii zakazana”. Uważają bowiem, że „ta forma jej udzielania jest bezpieczniejsza niż komunia na rękę”. Wśród podanych argumentów przytoczyli m.in. oświadczenie, jakie wygłosił prof. Filippo Maria Boscia, przewodniczący Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich Włoch, a więc „kraju, który został dotknięty dużo mocniej pandemią COVID-19 niż Austria”.

    – Jako lekarz, jestem przekonany, że Komunia na rękę jest mniej higieniczna, a zatem mniej bezpieczna niż Komunia do ust – oświadczył prof. Boscia. – Pewne jest to, że ręce to części ciała, które są bardziej odsłonięte na [działanie] patogenów – dodał.

    Austriaccy lekarze zwracają uwagę na fakt, że w tradycyjnym rycie „ksiądz powinien umyć ręce w zakrystii bezpośrednio przed rozpoczęciem Mszy św. Dotyka tylko kielicha i cyborium”. Także pozostałe praktyki, związane z odprawianiem Mszy, zapewniają zachowanie higieny. Księża odprawiający w tradycyjnym obrządku mają też duże doświadczenie i „praktycznie nigdy nie mają kontaktu z ustami przystępującego do Komunii”. Gdyby się to nawet zdarzyło, odpowiedzialny ksiądz powinien przerwać udzielanie Komunii i po prostu umyć ręce.

    Autorzy listu podkreślają, że „pojawienie się zakażenia kropelkowego jest niemal niemożliwe” w tradycyjnym rycie, a związane to jest z przyjmowaniem Komunii św. na kolanach, podczas gdy kapłan stoi. Większe ryzyko natomiast występuje przy udzielaniu Komunii na rękę w pozycji stojącej.

    Lekarze zwracają uwagę na fakt, że przyjmowanie Komunii św. na język jest nie tylko motywowane religijnie, ale sama ta praktyka, która trwa „1400 lat (jeśli nie dłużej)” bierze też pod uwagę względy higieniczne. We wcześniejszych okresach dostępność środków czystości była mniejsza, a wierny może i dzisiaj przyjść z nieumytymi rękami. Stąd Komunia do ust zapobiega zakażeniu.

    Austriaccy medycy przypominają, że Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów potwierdziła prawo wiernych do przyjmowania Komunii św. do ust i że nie wolno tego odmówić. Nie uwzględniono żadnych wyjątków. Wziąwszy pod uwagę wymienione w liście argumenty, lekarze wezwali biskupów do skorygowania regulacji, aby „wszyscy wierni mogli otrzymać możliwość przyjmowania Ciała Pana Jezusa i w ten sposób mieć udział we wszystkich łaskach Mszy św. Nie uważamy za usprawiedliwione wykluczanie ich z powodów higienicznych”, kończą autorzy listu.

    Oprócz Austrii, także biskupi Meksyku oraz niektórych stanów w USA zakazali przyjmowania Komunii św. do ust.

    ChurchMilitant.com, LifeSiteNews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************

    Miesiąc lipiec rozpoczyna się uroczystością Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa

    Najdroższa Krew Chrystusa
    Do czasu reformy kalendarza liturgicznego po Soborze Watykańskim II w dniu 1 lipca obchodzona była uroczystość Najdroższej Krwi Chrystusa. Obecnie obchód ten został w Kościele powszechnym złączony z uroczystością Najświętszego Ciała Chrystusa (zwaną popularnie Bożym Ciałem), zachował się jedynie – na zasadzie pewnego przywileju – w zgromadzeniach Księży Misjonarzy i Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa.

    Do dziś istnieją kościoły pod wezwaniem Najdroższej Krwi Chrystusa. Jak Boże Ciało jest rozwinięciem treści Wielkiego Czwartku, tak uroczystość Najdroższej Krwi Jezusa była jakby przedłużeniem Wielkiego Piątku. Ustanowił ją dekretem Redempti sumus w roku 1849 papież Pius IX i wyznaczył to święto na pierwszą niedzielę lipca. Cały miesiąc był poświęcony tej tajemnicy. Papież św. Pius X przeniósł święto na dzień 1 lipca. Papież Pius XI podniósł je do rangi świąt pierwszej klasy (1933) na pamiątkę dziewiętnastu wieków, jakie upłynęły od przelania za nas Najświętszej Krwi.
    Szczególnym nabożeństwem do Najdroższej Krwi Pana Jezusa wyróżniał się św. Kasper de Buffalo, założyciel osobnej rodziny zakonnej pod wezwaniem Najdroższej Krwi Pana Jezusa (+ 1837). Misjonarze Krwi Chrystusa mają swoje placówki także w Polsce. Od roku 1946 pracują w Polsce także siostry Adoratorki Krwi Chrystusa, założone przez św. Marię de Mattias. Gorącym nabożeństwem do Najdroższej Krwi wyróżniał się także papież św. Jan XXIII (+ 1963). On to zatwierdził litanię do Najdroższej Krwi Pana Jezusa, a w liście Inde a primis z 1960 r. zachęcał do tego kultu.
    Nabożeństwo ku czci Krwi Pańskiej ma uzasadnienie w Piśmie świętym, gdzie wychwalana jest krew męczenników, a przede wszystkim krew Jezusa Chrystusa. Po raz pierwszy Pan Jezus przelał ją przy obrzezaniu. W niektórych kodeksach w tekście Ewangelii według świętego Łukasza można znaleźć informację, że podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym pot Jezusa był jak krople krwi (zob. Łk 22, 44). Nader obficie płynęła ona przy biczowaniu i koronowaniu cierniem, a także przy ukrzyżowaniu. Kiedy żołnierz przebił Jego bok, “natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 24).
    Serdeczne nabożeństwo do Krwi Pana Jezusa mieli święci średniowiecza. Połączone ono było z nabożeństwem do Ran Pana Jezusa, a zwłaszcza do Rany Jego boku. Wyróżniali się tym nabożeństwem: św. Bernard (+ 1153), św. Anzelm (+ 1109), bł. Gueryk d’Igny (+ 1160) i św. Bonawentura (+ 1270). Dominikanie w piątek po oktawie Bożego Ciała, chociaż nikt nie spodziewał się jeszcze, że na ten dzień zostanie kiedyś ustanowione święto Serca Pana Jezusa, odmawiali oficjum o Ranie boku.

     ******************

    Niezbity dowód miłości

     

     Adobe Stock

    ***

    Lipcowym nabożeństwom ku czci Krwi Chrystusa towarzyszy pytanie: dlaczego właśnie w tym miesiącu szczególnie czcimy Krew Zbawiciela?

    Spójrzmy na to pytanie z perspektywy historycznej. Jest początek XIX wieku, kiedy swą kapłańską działalność rozpoczyna młody ksiądz, obecnie święty, Kasper del Bufalo (1786 – 1837). Na drodze swojej kapłańskiej służby spotyka wybitne postacie Kościoła: przyszłą świętą, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa Marię De Mattias oraz ks. Jana Merliniego, dziś sługę Bożego. Wraz z ks. Franciszkiem Albertinim zakłada 8 grudnia 1808 r. Bractwo Przenajdroższej Krwi, a 7 lat później (w 1815 r.) – Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Przez lata mówi o Przenajdroższej Krwi w różnych kościołach Rzymu oraz w wielu innych miejscowościach, równocześnie stara się u papieża o formalne zezwolenie na obchody liturgiczne święta Przenajdroższej Krwi Chrystusa we wszystkich domach zgromadzenia. W 1822 r. papież na nie zezwala i wskazuje datę: 1 lipca. Jest to pierwszy krok w kierunku formalnego uznania, że lipiec będzie poświęcony czci Krwi Chrystusa. Druga ważna data jest związana z dekretem Redempti sumus (1849), wydanym przez papieża Piusa IX, w którym nakazał on, by w pierwszą niedzielę lipca w całym Kościele obchodzone było święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Ostatecznie w 1914 r. św. Pius X ustanowił święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa na dzień 1 lipca. Podniesienie rangi tego święta do stopnia uroczystości nastąpiło z okazji upamiętnienia w 1933 r. upływu dziewiętnastu wieków od czasu Odkupienia.

    Ważne przesłanie

    Wielkim orędownikiem kultu Krwi Chrystusa był św. Jan XXIII, który w liście apostolskim Inde a primis (1960) zwrócił się do wiernych z ojcowską zachętą: „Z okazji zbliżającego się dnia uroczystości Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa oraz miesiąca tejże Krwi Chrystusowej poświęconego, zapłaty naszego wykupienia, okupu naszego zbawienia i życia wiecznego, niechaj wierni nad tym rozmyślają i często przystępują do Sakramentów świętych”.

    Choć reforma kalendarza liturgicznego, która nastąpiła po Soborze Watykańskim II, zniosła odrębne obchodzenie w Kościele uroczystości Najdroższej Krwi Chrystusa, łącząc ją z uroczystością Najświętszego Ciała Chrystusa, popularnie nazywaną Bożym Ciałem, to zachowała się tradycja czci Przenajdroższej Krwi Chrystusa w lipcu. Nawiązał do niej św. Jan Paweł II 1 lipca 2001 r.: „Dziś zaczyna się lipiec, miesiąc, który zgodnie z ludową tradycją poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia. (…) Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. (…) jest niezbitym dowodem miłości niebieskiego Ojca do każdego człowieka bez żadnego wyjątku”. To Krew, „której jedna kropla może wybawić cały świat od wszelkiej winy”.

    Zgromadzenia, stowarzyszenia, grupy

    Duchowość Krwi Chrystusa jest źródłem charyzmatu wielu zgromadzeń zakonnych, takich jak: Adoratorki Krwi Chrystusa (ASC), Misjonarze Krwi Chrystusa (CPPS) oraz Misjonarki Krwi Chrystusa (MSC), a także wielu ruchów świeckich żyjących tą duchowością.

    Wspomniane wyżej Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa liczy ok. 1,3 tys. zakonnic i działa obecne w dwudziestu siedmiu krajach. Do Polski siostry adoratorki przybyły w 1946 r. i osiadły w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Wyrazem ich działalności apostolskiej jest m.in. powołanie Stowarzyszenia Krwi Chrystusa (SKC) w 1993 r. i stała opieka formacyjna nad grupami modlitewnymi organizowanymi w ramach tego stowarzyszenia (grupy te mają najczęściej charakter wspólnot parafialnych, ale są też wspólnoty rodzinne i sąsiedzkie).

    Szerzenie kultu Krwi Chrystusa odbywa się również z gorliwym udziałem księży misjonarzy Krwi Chrystusa. Szczególnie ważna jest działalność wśród laikatu Wspólnoty Krwi Chrystusa (WKC) – międzynarodowego ruchu katolickiego prowadzonego przez misjonarzy.

    Dla zgromadzeń zakonnych i wspólnot świeckich żyjących duchowością Krwi Chrystusa obchody ku czci Przenajdroższej Krwi Chrystusa pozostają w randze uroczystości i odbywają się corocznie 1 lipca. W tym dniu siostry adoratorki z Bolesławca nieprzerwanie od 1947 r. organizują odpust Krwi Chrystusa, w którym biorą udział nie tylko mieszkańcy miasta i okolic, ale również delegacje grup modlitewnych Stowarzyszenia Krwi Chrystusa z całego kraju. Z kolei w sanktuarium Krwi Chrystusa w Częstochowie, gdzie posługują misjonarze Krwi Chrystusa, odpust przypada zazwyczaj w ostatnią niedzielę czerwca. Przyjeżdżający wtedy z całej Polski pielgrzymi m.in. otrzymują błogosławieństwo relikwią Krwi Chrystusa. To samo błogosławieństwo udzielane jest w każdy czwartek przez cały rok podczas odmawiania koronki.

    Zanim w dniu 1 lipca w kościołach parafialnych odprawione zostaną Msze św. inaugurujące nabożeństwa ku czci Krwi Chrystusa, od 22 czerwca odmawiana jest nowenna do Krwi Chrystusa. W wielu miejscach odbywa się także przez cały lipiec czytanie kolejnych rozważań dotyczących tajemnic przelania Krwi Chrystusa (np. autorstwa ks. Tullia Vegliantiego Krew Chrystusa – codzienne rozważania na lipiec). Inną praktyką lipcową jest codzienne odmawianie w parafiach i domach zakonnych Litanii i Koronki do Krwi Chrystusa.

    Siostra Bernadetta Pajdzik ze Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa, krajowa moderatorka Stowarzyszenia Krwi Chrystusa:

    – Wszystkie lipcowe dni poświęcone są adoracji i modlitwie oraz szerzeniu kultu Najdroższej Krwi Chrystusa. Warto, abyśmy w tych dniach składali dziękczynienie Bogu za umiłowanie nas i obmycie z grzechów we Krwi Jezusa. Żyjąc duchowością Krwi Chrystusa i doświadczając mocy „ceny naszego zbawienia”, mamy zaszczyt i obowiązek troszczyć się o zbawienie swoje i naszych bliźnich. (…) Pamiętajmy o tym, aby Najdroższej Krwi okazać wdzięczność. Postarajmy się choć przez chwilę każdego dnia oddać hołd Jezusowi za to, że z miłości do nas oddał życie dla naszego zbawienia. Przelał swoją Krew, aby nas wyzwolić z jarzma grzechów, ze szponów śmierci, i wykupić z mocy złego ducha. Wygospodarujmy czas na dziękczynienie i uwielbienie Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Doceńmy tę bliską Bożą obecność również w Eucharystii.

    S. Krystyna Kusak, adoratorka Krwi Chrystusa/Niedziela Ogólnopolska 27/2020

    ************************************************************************

    litania krwi Chrystusa

    Cena naszego zbawienia

    Jesteśmy zrodzeni z Krwi Chrystusa, jesteśmy odkupieni Jego Krwią, ona obmyła nas z grzechów i dała nam zadatek życia wiecznego. Jest to powód do wdzięczności Jezusowi.

    Ile razy oglądam „Pasję” Mela Gibsona, szczególnie mocno wzrusza mnie jeden moment: obraz Maryi, która białym płótnem, z wielkim skupieniem zbiera z posadzki Krew Pana Jezusa.

    Poruszając w tym numerze naszego miesięcznika temat życiodajnej krwi, nie można zapomnieć o tej Krwi, która dała nam zbawienie – Krwi Chrystusa. Święty Piotr w jednym ze swoich listów pisał: „Wiecie bowiem, że z odziedziczonego po przodkach waszego złego postępo­wania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako Ba­ranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19).

    Nic więc dziwnego, że w Kościele istnieje nabożeństwo do Krwi Chrystusa, mało tego – są zgromadzenia zakonne, których charyzmat oparty jest na adoracji Krwi Jezusowej, na przykład Adoratorki Krwi Chrystusa (Adoratrices Sanguinis Christi – ASC), Misjonarze Krwi Chry­stusa (Congregatio Missionariorum Pre­tiosissimi Sanguinis Domini Nostri Iesu Christi – CPPS) czy Misjonarki Krwi Chrystusa (Missionariae Sanguinis Chri­sti – MSC).

    Znaczenie Krwi Chrystusa

    „Ponieważ był to dzień Przygoto­wania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi pro­sili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierw­szemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 31-34).

    Znamy bardzo dobrze ten opis; jego szczególną ilustracją jest obraz „Jezu, ufam Tobie”, namalowany z polecenia samego Pana Jezusa. Przebicie boku Chrystusa i wypłynięcie z niego krwi i wody już Ojcowie Kościoła uważali za moment narodzin Kościoła. Święty Jan Chryzostom wyjaśniał w swoich „Katechezach chrzcielnych”: „Chcesz […] poznać moc krwi [Chrystusa]? Zobacz, skąd zaczęła płynąć, gdzie jest jej źródło? Pochodzi z krzyża, z boku Pana. Bo gdy już Chrystus – mówi Ewangelia – umarł, a był jeszcze na krzyżu, żołnierz otworzył włócznią bok Jego i wyszła z niej woda i krew. Woda była symbolem chrztu, krew zaś tajemnic [Eucharystii] (…). Z nich obu zrodził się Kościół, przez owo ob­mycie odrodzenia i odnowienia w Duchu Świętym, przez chrzest i tajemnicę (…). Z boku swego utworzył Chrystus Kościół, jak z boku Adama utworzył Ewę. Stąd też, kiedy Mojżesz mówi o pierwszym człowieku, tak się wyraża: Kość z kości mojej i ciało z ciała mego, wskazując na bok Pana. Jak bowiem Bóg wziął żebro i uczynił niewiastę, tak i Chrystus dał nam krew i wodę ze swego boku i uczynił Kościół. Jak wtedy wziął żebro Adama w czasie jego snu, tak i teraz dał nam krew i wodę po swej śmierci – najpierw wodę, potem krew. Czym wtedy był sen, tym teraz jest śmierć, abyś wiedział, iż śmierć nie jest niczym innym, jeno snem. Widzieliście, jak Chrystus zjednoczył się z oblubienicą? Widzieliście, jakim żywi nas wszystkich pokarmem? Z jednego pokarmu zostaliśmy utworzeni i jesteśmy żywieni. Jak niewiasta karmi dziecię własną krwią i własnym mlekiem, tak i Chrystus stale żywi własną krwią tych, których zrodził”.

    Święty Jan Chryzostom ukazuje Krew Chrystusa przede wszystkim jako symbol Eucharystii oraz źródło duchowego po­karmu, którym możemy karmić się pod­czas każdej Mszy świętej To, co dokonało się na krzyżu, Jezus zapowiadał podczas Ostatniej Wieczerzy: „Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wie­lu będzie wylana na odpuszczenie grze­chów»” (Mt 26, 27-28). Właśnie podczas Eucharystii możemy stawać się nie tylko świadkami tego zbawczego wydarzenia, ale także czerpać z jego owoców, jeśli tylko przystępujemy do Komunii świętej.

    Krew Jezusa nie tylko nas poi, lecz również obmywa z grzechów i chroni od śmierci wiecznej. W Starym Testamen­cie pokropienie krwią cielców i kozłów ofiarowanych Panu Bogu oczyszczało lu­dzi z grzechów. W Księdze Kapłańskiej znajdujemy opis obrzędu przebłagania, poprzez który Izraelici przepraszali Boga za swoje grzechy. Podczas tego obrzędu przyprowadzano do kapłana cielca oraz dwa kozły. Cielca oraz jednego kozła zabi­jano, a ich krwią kropiono Miejsce Święte, Namiot Spotkania i ołtarz. Natomiast nad drugim kozłem kapłan wyznawał wszystkie winy i grzechy Izraelitów, po czym wypędzał go na pustynię (por. Kpł 16, 6-22). Jezus „dopełnia” tego obrzędu, sam stając się ofiarą przebłagalną za na­sze grzechy. Już nie krew zwierząt ofiar­nych, lecz Jego Krew, przelana na krzyżu, oczyszcza nas z grzechów. Dlatego św. Piotr napisze, że zostaliśmy wykupieni drogocenną krwią Chrystusa (por. 1 P 1, 18-19).

    Wreszcie Krew Jezusa to także cena naszego zbawienia. Tak naprawdę, to każdy z nas powinien umrzeć, ponieważ „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Zamiast nas, śmierć ponosi Pan Jezus…

    Modlitwa do Krwi Chrystusa

    Jesteśmy zrodzeni z Krwi Chrystu­sa, jesteśmy odkupieni Jego Krwią, ona obmyła nas z grzechów i dała nam za­datek życia wiecznego. Jest to powód do wdzięczności Jezusowi. Tę naszą wdzięczność możemy wyrazić modli­twą do Krwi Chrystusa.

    Modlitwa ta ma różne formy, najbar­dziej chyba znana jest litania do Krwi Chrystusa. Czciciele Krwi Chrystusa od­mawiają również różaniec do Krwi Chry­stusa, który składa się z siedmiu tajemnic, według siedmiu przelań Krwi Chrystusa (obrzezanie, modlitwa w Ogrójcu, biczo­wanie, cierniem ukoronowanie, Droga Krzyżowa, ukrzyżowanie, przebicie Serca Pana Jezusa). Przy sześciu pierwszych tajemnicach odmawia się pięć razy „Ojcze nasz”, a przy ostatniej – trzy (razem 33 według wieku Pana Jezusa). Na końcu każdej tajemnicy mówi się: „Chwała Ojcu”, a potem: Ciebie, Panie, prosimy, wspomóż sługi swoje, które odkupiłeś swoją Przenajdroższą Krwią.

    Na zwykłym różańcu można się też modlić koronkę do Krwi Chrystusa. Wówczas na dużych paciorkach odma­wia się modlitwę: O Jezu, okryj Twoją Przenajdroższą Krwią cały świat! Obmyj wszelki brud grzechowy i odnów świat przez Ducha Świętego. Na małych na­tomiast mówi się: O mój Jezu, przeba­czenia i Miłosierdzia, przez zasługi Twej Najdroższej Krwi. Można też odmawiać modlitwy zanurzenia we Krwi Chrystusa – poranną i wieczorną. Miesiącem szcze­gólnie poświęconym Krwi Chrystusa jest lipiec, który rozpoczyna się uroczystością Krwi Chrystusa (1.07.).

    Modlitwa zanurzenia na początek dnia

    Jezu, zanurzam w Twojej Przenaj­droższej Krwi cały ten rozpoczynający się dzień, który jest darem Twojej nie­skończonej miłości.

    Zanurzam w Twojej Krwi siebie samego, wszystkie osoby, które dziś spo­tkam, o których pomyślę czy w jakikolwiek sposób czegokolwiek o nich się dowiem. Zanurzam moich bliskich i osoby powie­rzające się mojej modlitwie.

    Zanurzam w Twojej Krwi, Panie, wszystkie sytuacje, które dziś zaistnieją, wszystkie sprawy, które będę załatwiać, rozmowy, które będę prowadzić, prace, które będę wykonywać i mój odpoczynek. Zapraszam Cię, Jezu, do tych sytuacji, spraw, rozmów, prac i odpoczynku. Pro­szę, aby Twoja Krew przenikała te osoby i sprawy, przynosząc według Twojej woli uwolnienie, oczyszczenie, uzdrowienie i uświęcenie. Niech dziś zajaśnieje chwała Twojej Krwi i objawi się jej moc.

    Przyjmuję wszystko, co mi dziś ze­ślesz, ku chwale Twojej Krwi, ku pożytkowi Kościoła św. i jako zadośćuczynienie za moje grzechy, składając to wszystko Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi. Od­daję samego siebie do pełnej dyspozycji Maryi, zawierzając Jej moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez zastrzeżeń. Amen.

    Modlitwa zanurzenia na zakończenie dnia

    Jezu, zanurzam w Twojej Przenaj­droższej Krwi ten kończący się dzień.

    Zanurzam ludzi, których spotkałem: błogosław tym, którzy myśleli albo mó­wił o mnie dobrze, którzy wyświadczyli mi dobro. Błogosław także tym, którzy wyrażali się o mnie źle – niech ich myśli i słowa mnie nie dotykają, ale im też nie szkodzą, jeśli mieli rację – przepraszam, jeśli nie mieli – wybaczam. Popełnione wobec mnie zło obróć w dobro – ich i moje.

    Zanurzam w Twojej Krwi, Panie, wszystkie sytuacje, które dziś zaistniały, wszystkie sprawy, które załatwiłem, roz­mowy, które przeprowadziłem. Zanurzam wszystko, co zrobiłem, co było dobrze – pobłogosław, co było źle – w swoim miło­sierdziu napraw. Proszę, aby Twoja Krew przenikała te osoby i sprawy, przynosząc według Twojej woli uwolnienie, oczysz­czenie, uzdrowienie i uświęcenie. Niech zajaśnieje chwała Twojej Krwi i objawi się jej moc. Cały dzień składam Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi, za­wierzając Jej moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez za­strzeżeń. Proszę Cię, Jezu, o dobrą i spo­kojną noc dla mnie i moich bliskich oraz o dobrą śmierć dla tych, którzy dzisiaj przejdą do wieczności. Amen.

    Apostolstwo Chorych/2018-07-02/tekst: s. M. Aleksandra Leki CSSE

    ************************************************************************

    O Krwi i Wodo, czyli jak to z przebiciem Serca Jezusowego było?

    „O Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas…” Przebicie Serca Jezusa włócznią to wydarzenie niezwykle symboliczne, często przywoływane oraz interpretowane w różny sposób. Krew i Woda są uznawane za zdrój miłosierdzia, źródło naszego zbawienia bądź początek sakramentów Kościoła. Jednocześnie zarówno Serce, jak i Krew naszego Pana są otaczane przez katolików kultem, zwłaszcza w szczególnie im poświęcone miesiące – czerwiec oraz lipiec. Co więc naprawdę wydarzyło się na krzyżu tuż po śmierci Jezusa i jakie ma to dla nas znaczenie?
    Mimo iż przebicie włócznią boku Chrystusowego jest tak często przywoływanym wydarzeniem, wzmiankę o nim znajdziemy jedynie w Ewangelii św. Jana. Pisze on:

    “Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda”. (J 19, 31-34)

    Te zaledwie kilka wersetów zajmuje w katolickiej teologii niezwykłe miejsce.

    Ten, którego przebili

    Na wstępie warto wyjaśnić, dlaczego w ogóle doszło do przebicia boku Jezusa włócznią. Jak czytamy w przywołanym wyżej fragmencie Ewangelii, Żydzi poprosili Piłata o połamanie skazańcom goleni. Była to ówcześnie powszechna praktyka „dobijania” ukrzyżowanych – jedyny punkt oparcia człowieka wiszącego na krzyżu stanowiły nogi. Po połamaniu goleni ten punkt oparcia znikał, przez co ciężar całego ciała gwałtownie przenosił się na ramiona i klatkę piersiową. To powodowało kurcze i ucisk mięśni oddechowych, a w konsekwencji uduszenie. Właśnie w ten sposób zginęli wiszący po obu bokach Chrystusa łotrzy.

    Jezus jednak był już martwy, dlatego żołnierze zaniechali łamania Jego goleni; niemniej jeden z nich – tradycja nazywa go imieniem Kasjusz – przebił Ciało Zbawiciela włócznią. Najprawdopodobniej chciał w ten sposób upewnić się ponad wszelką wątpliwość, że Jezus nie żyje, chociaż część opisów widzi w tym geście wyraz bezmyślnej, niepotrzebnej agresji. Jakkolwiek by nie było – św. Jan zauważa tutaj spełnienie starotestamentalnych proroctw, słów: „Kości z niego łamać nie będziecie” (Wj 12, 46) stanowiących jedno z zaleceń odnoszących się do paschalnego baranka, a także: „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12, 10).

    Ciekawe są rozważania dotyczące możliwości naukowego wytłumaczenia wypłynięcia krwi i wody. Tryskająca z rany krew nie budzi większych wątpliwości – według biologów zaczyna ona krzepnąć kilka godzin po śmierci, a Jezus został przebity niedługo po zgonie. Bardziej niezwykłe wydaje się wypłynięcie wody, choć i tutaj istnieje kilka wersji mogących stanowić wyjaśnienie. Ich prawdopodobieństwo zależy jednak od tego, w którym miejscu ciało Pana zostało ugodzone. Tradycyjnie przyjmuje się, że przebite zostało Jego serce – tak twierdzą apokryfy i ta wersja pojawia się w późniejszych tekstach Kościoła, chociażby w wezwaniu Litanii do Serca Jezusa: „Serce Jezusa, włócznią przebite, módl się za nami!”. Wydaje się to również logiczne z punktu widzenia rzymskiego żołnierza – przebijając serce, zdobywasz absolutną pewność, że skazany nie żyje. Warto jednak pamiętać, że Ewangelia wspomina jedynie o przebiciu boku, nie mówiąc o sercu ani słowa. Przyjmując jednak powszechny punkt widzenia, można tłumaczyć wypłynięcie wody przebiciem otaczającego serce osierdzia, w którym znajduje się pewna ilość cieczy. Rana mogła powstać również w przednim sercu, co spowodowałoby krwotok do osierdzia, podczas którego czerwone ciałka krwi opadają, oddzielając się od płynnego osocza. Inne wytłumaczenie to przebicie wątroby, w której znajduje się trochę płynu.

    Interesująca jest też postać wspomnianego Kasjusza z Cezarei Kapadockiej. Legionista, który przebił serce Chrystusa, jest bowiem w Kościele… czczony jako święty męczennik. Mówiące o nim pozabiblijne źródła – apokryfy i pisma Ojców Kościoła – są zgodne co do tego, że Kasjusz, widząc wypływające z boku Jezusa krew i wodę, przeżył nawrócenie, następnie ochrzcił się, przyjmując imię Longin, i poniósł śmierć męczeńską. Co ciekawe, według większości źródeł Kasjusz zapisał się na kartach Ewangelii nie tylko jako ten, który przebił bok Jezusa. Utożsamia się go także z setnikiem, który po śmierci Jezusa stwierdził: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15, 39; Łk 23, 47; Mt 27, 54) oraz z przywódcą strażników, którzy pilnowali Grobu Pana (por. Mt 27, 62–66). Każde z tych trzech zdarzeń wiąże się z postępującym procesem nawrócenia – po przyjęciu i wyznaniu wiary pod krzyżem nastąpiło jej umocnienie przy zmartwychwstaniu.

     Jako dowódca straży Kasjusz zapewne był obecny przy opisanej w Mt 28, 11–15 scenie przekupienia strażników przez arcykapłanów. Wspominają o tym apokryfy, według których dowódca nie dał się przekupić i wkrótce – wraz z innymi dwoma żołnierzami – przyłączył się do apostołów. Po Zesłaniu Ducha Świętego przyjął chrzest i, jak wspomniano, przyjął pochodzące od łacińskiego słowa oznaczającego włócznię imię Longin (Longinus). Po chrzcie udał się do rodzinnej Kapadocji i zajął się ewangelizacją miejscowych, nawracając wielu z nich na wiarę w Chrystusa. Zakończył życie jako męczennik, według większości źródeł ścięty mieczem z rozkazu Piłata za dezercję ze służby. Co ciekawe, nieco inaczej o jego śmierci wypowiada się Martyrologium Rzymskie, w którym czytamy: „Dnia 15-go marca w Cezarei w Kapadocji męczeństwo św. Longina, żołnierza, któremu podobnie jak Panu Jezusowi, przebito dzidą lewy bok”.

    Zdrój miłosierdzia dla nas

    Oczywiście szczegóły samego przebicia serca Chrystusa czy żywotu św. Longina można traktować jako ciekawostki, których prawdziwości raczej nie uda się zweryfikować. Nie to jest jednak dla nas, katolików, najważniejsze – najważniejsze jest to, że zapis o Krwi i Wodzie, które wytrysnęły z boku Jezusowego, nie znalazł się w Ewangelii przypadkowo. Jak każda ewangeliczna historia, tak i ta niesie ze sobą pewną symbolikę oraz uczy nas czegoś o wierze

    Po pierwsze – czym jest serce Jezusa? Ograniczanie go jedynie do zniszczonego na krzyżu narządu pompującego Jego Krew, wydaje się zbytnim uproszczeniem. Czujemy to nawet, obserwując jego kult – gdyby serce Jezusa nie posiadało dodatkowej symboliki, to czemu mielibyśmy je czcić dużo bardziej niż przykładowo Jego mózg czy pozostałe członki? To serce musi mieć więc szczególne znaczenie. Dobrze ujął to Orygenes: „Należy interpretować Serce Boga jako potęgę Jego rozumu i władzę kierowania wszechświatem, a Jego Słowo jako posłańca niosącego wieść o tym, co jest w Jego Sercu”. Św. Jan Ewangelista napisał w swoim liście, że Bóg jest Miłością – a zatem kontemplując Serce Jezusa, kontemplujemy Mądrość i Miłość Boga. Jego Serce to Jego Biblia – pisał wreszcie św. Augustyn, podkreślając, że nie da się interpretować Słowa Bożego z pominięciem Jego Miłości. Dlatego w litanii wołamy: „Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone”.

    Nie da się zrozumieć sensu historii zbawienia, całego Bożego planu dla człowieka, nie pamiętając o tym, że jest On miłością, a najwyższym wyrazem tej miłości jest śmierć krzyżowa Chrystusa. W tym momencie łatwiej jest dostrzec symbolikę przebicia Jezusowego serca włócznią. W oryginalnym tekście słowo określające to, co zrobił św. Longin, nie oznacza dosłownie „przebił”, a należałoby je przetłumaczyć raczej jako „otwarł”. Otwarcie serca Jezusa zdaje się więc symbolizować odkrycie przed ludźmi Bożego planu, wypełnienie całej historii zbawienia. Symbolicznie ukazuje to jedna ze średniowiecznych legend o św. Longinie, według której miał on mieć problemy ze wzrokiem uleczone przez kroplę krwi, która spadła do jego oka z przebitego boku Chrystusa. „Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali” – musimy tylko z tych darów korzystać.

    Co jednak konkretnie „wszyscyśmy otrzymali”? Po otwarciu Jezusowego boku wypłynęły z niego Krew i Woda. W potocznym języku otwarte serce przypisujemy człowiekowi, który jest hojny, chętnie dzieli się tym, co ma. Taką samą symbolikę mają wspomniane Krew i Woda – oznaczają one dwa spośród najcenniejszych darów Boga, widzialnych znaków Jego niewidzialnej łaski – sakramentów. Woda jest odczytywana jako symbol chrztu, Krew zaś jako znak ofiary Chrystusa, czyli Eucharystii. Śmierć Jezusa jest więc źródłem, z którego otrzymujemy życie. Chrzest to początek życia w Chrystusie, włączenie do Jego Kościoła, Eucharystia zaś stanowi nasz pokarm. To poprzez ich działanie Bóg prowadzi nas i umacnia na drodze do zbawienia, słusznie zatem wołamy: „Serce Jezusa, źródło życia i świętości”.

    Oprócz ofiary Chrystusa, Krew może mieć także inną symbolikę – obok wody chrztu może przedstawiać chrzest krwi, czyli męczeństwo. Łączą się tu dwa najważniejsze momenty w życiu męczenników – chrzest, czyli narodzenie do życia w Chrystusie oraz męczeńska śmierć, czyli narodziny dla nieba. Oczywiście obie interpretacje ściśle się z sobą łączą – nie bez przyczyny Eucharystię sprawuje się na relikwiach męczenników. Ofiara świętych, którzy oddali życie za wiarę w Chrystusa, jest naśladowaniem Jego ofiary. „Męczenników Orszak Biały”, w którym znalazł się także św. Longin, najpełniej zrozumiał wezwania: „Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne” oraz „Nadziejo w Tobie umierających”.

    Konrad Myszkowski/MIESIĘCZNIK,WIARA/Adeste/2.6.2019

    ************************************************************************

    Uczczono bł. Mariannę Biernacką, patronkę teściowych

    Sample

    Tłum pielgrzymów, a przede wszystkim teściowe oraz Koła Gospodyń Wiejskich z terenu diecezji ełckiej, przybyły dziś do Lipska, by we wspomnienie bł. Marianny Biernackiej, wspólnie modlić się w Sanktuarium Matki Bożej Bazylianki. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił ełcki biskup pomocniczy Adrian Galbas SAC.

    Bł. Marianna Biernacka, która pochodzi z Lipska, jest uznana za patronkę teściowych. Coraz więcej kobiet zwraca się do niej, jako do swej patronki i orędowniczki. O jej wstawiennictwo u Boga proszą całe rodziny, a także małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci oraz kobiety w ciąży. W czasie II wojny światowej bł. Marianna Biernacka oddała życie w zamian za ocalenie ciężarnej synowej.

    Biskup Adrian Galbas w homilii zaznaczył wartość i piękno osoby bł. Marianny. – Gdy przychodzimy na doroczną pielgrzymkę do Lipska, to najpierw po to, by podziękować Panu Bogu za ten hojny plon, który już wydało i wciąć wydaje to maleńkie ziarenko jakim jest ta prosta kobieta stąd, matka, żona, babcia, teściowa, chłopka, chrześcijanka, ale przede wszystkim człowiek: bł. Marianna. To ziarno wrzucone w ziemię wciąż owocuje. Ona nie tylko uratowała życie swojej synowej i wnuków, ale wciąż ratuje nas, zwłaszcza nasze relacje, szczególnie te w rodzinach (…) Choć “w ludzkim rozumieniu doznała kaźni”, tak naprawdę trwa w pokoju, żyje, uczy nas i nas pociąga – stwierdził duchowny.

    Porównał bł. Mariannę do św. Marii Maksymiliana Kolbego, który oddał swoje życie za p. Franciszka Gajowniczka. – Bł. Marianna zrobiła to samo co św. Maksymilian Kolbe. Ten sam czas, ta sama sytuacja polityczna i ten sam motyw: poświęcam swoje życie, by uratować życie kogoś. Św. Maksymilian Kolbe, oddał życie za rodzinę p. Gajowniczka, a bł. Marianna za życie swojej rodziny (…) Tu i tu motywem tego zwycięstwa była miłość. Miłość, która nie jest uczuciem, a w każdym przypadku nie jest tylko uczuciem, ani przede wszystkim uczuciem. Bo “uczucia przychodzą i odchodzą”, napisał Benedykt XVI w encyklice Deus Caritas est – powiedział biskup.

    Bp Adrian przypomniał zebranym, że słowa Jezusa “Nikt nie ma większej miłości niż, ta, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich…” bł. Mariana właściwie odczytała i potraktowała je poważnie.

    – Osobiście doświadczyła tego jak bardzo jest kochana przez Boga, który w Chrystusie oddał za Nią życie, mogła powtórzyć za św. Pawłem, że nic i nikt jej nie zdoła oderwać od tej miłości: ani utrapienie, ani ucisk, ani prześladowanie, ani głód, ani nagość, ani Gestapo, ani widmo obozu koncentracyjnego… I gdy nadarzyła się okazja, by czytaną wielokrotnie Ewangelię w radykalny sposób zastosować w życiu, bł. Marianna to zrobiła. Gdy do jej domu przyszli gestapowcy, żądając wydania jej synowej, będącej w stanie błogosławionym, bł. Marianna poprosiła, by zabrano ją, doskonale wiedząc co to oznacza. Zaofiarowała się. Dała swoje życie za życie kogoś innego. Jak Chrystus, jak Maksymilian Kolbe i jak tylu, którzy traktowali Ewangelię poważnie – uświadamiał zebranych Hierarcha. – Gdy przychodzimy do Lipska, to nie po to, by się powzruszać losem bł. Marianny, ale po to, by uczyć się od niej takiej miłości w praktyce i by prosić Ją o to, by była dla nas nauczycielką miłości – dodał.

    Licznie zgromadzonym pielgrzymom kaznodzieja zadał pytanie: “Czy i co umiem ofiarować dziś mojemu bliźniemu? Na ile jestem zdolny do miłości, a na ile jedynie do jej przeciwieństwa, czyli do egoizmu”. – Egoizmu nie musimy się uczyć. Mamy go we krwi, co jest skutkiem grzechu pierworodnego. Miłości uczyć się trzeba. Na szczęście jest ona wyuczalna, co pokazuje nam bł. Marianna. nauczycielka miłości! – dodał.

    Rola Matki Bożej również została zauważona przez kaznodzieję. – Św. Maksymiliana i bł. Mariannę łączyło coś jeszcze: miłość do Maryi. On, dla którego Niepokalana – jak mówił św. Jan Paweł II – była “natchnieniem całego życia” i ona, która wiedząc, że idzie na śmierć poprosiła tylko o jedno: O różaniec! Niech Maryja będzie natchnieniem także dla nas, niech modlitwa różańcowa pomaga także nam prowadzić takie życie, w którym liczy się oprócz nas ktoś jeszcze, a nawet, w którym ten ktoś jest ważniejszy od nas – porównał obydwoje męczenników bp. Galbas.

    Po uroczystej Eucharystii miał miejsce Akt Oddania Kół Gospodyń Wiejskich opiece bł. Marianny.

    Ks. kan. Waldemar Sawicki, proboszcz parafii w Lipsku wyraził wdzięczność pielgrzymom za przybycie na to wyjątkowe spotkanie teściowych. Zachęcał, aby wypraszać u bł. Marianny łaskę bycia zarówno dobrą synową jak i dobrą teściową. Marianna Biernacka, pomimo prześladowań i okrucieństwa wojny nie utraciła wiary. Próbowała ratować życie swojego syna i synowej. Niemcy zgodzili się ostatecznie, żeby to Marianna poszła na śmierć i w ten sposób uratowała życie nienarodzonego wnuka i synowej.

    13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II ogłosił Mariannę Biernacką błogosławioną w grupie męczenników II wojny światowej. Beatyfikacja przyniosła wzrost zainteresowania jej życiem nie tylko w diecezji ełckiej, ale także w całej Polsce i poza jej granicami.

    11 lipca 2020/Lipsk/Kai.pl

    ************************************************************************

    XVI NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    19 – VII – 2020

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is parable+Weeds+in+the+Field.jpg
    fot. Verbum Dei/patronite.pl
    ***

    Antyfona na wejście

    Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie. Będę Ci chętnie składać ofiarę i sławić Twe dobre imię. (Ps 54,6.8)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, okaż miłosierdzie swoim
    wiernym i pomnażaj w nich dary swojej łaski,
    aby pełni wiary, nadziei i miłości
    zawsze wiernie zachowywali Twoje przykazania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Mądrości – Mdr 12,13.16–19

    Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie. Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz.

    Tak postępując, nauczyłeś lud swój, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś swoim synom wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 86

    R/ Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy.

    Tyś, Panie, dobry i łaskawy,
    pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
    Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją
    i zważ na głos mojej prośby. R/

    Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone,
    i Tobie, Panie, oddadzą pokłon,
    będą sławiły Twe imię.
    Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda
    tylko Ty jesteś Bogiem. R/

    Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia,
    do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
    Wejrzyj na mnie
    i zmiłuj się nade mną. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian – Rz 8,26–27

    Bracia: Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 13,24-43

    Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: «Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc się wziął na niej chwast?» Odpowiedział im: «Nieprzyjazny człowiek to sprawił». Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?» A on im odrzekł: «Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza»”.

    Inną przypowieść im powiedział: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”.

    Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”.

    To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.

    Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. On odpowiedział: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Boże, Ty jedyną, doskonałą Ofiarą zastąpiłeś
    rozmaite ofiary Starego Prawa, przyjmij Ofiarę oddanych Ci sług i uświęć ją tak, jak pobłogosławiłeś dary Abla; niech to, co każdy złożył na chwałę
    Twojego majestatu, posłuży wszystkim do zbawienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja na niedzielę zwykłą

    Antyfona na Komunię

    Pan miłosierny i łaskawy sprawił, że trwa pamięć Jego cudów, dał pokarm bogobojnym. (Ps 111,4-5)

    Modlitwa po Komunii

    Boże nasz Ojcze, przybądź z pomocą swojemu ludowi, który nakarmiłeś Najświętszym Sakramentem, spraw, aby porzucił dawne nałogi i prowadził nowe życie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    XVI NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK A
    fot. Mirosław Rzepka/GOŚĆ NIEDZIELNY
    ***

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa

    LUDZKA NIECIERPLIWOŚĆ

    Po wysłuchaniu dzisiejszego Słowa Bożego wydaje się być oczywistym, że na świecie są ludzie dobrzy i są ludzie źli. Dokładnie jak w Jezusowej przypowieści – na polu równolegle  obok siebie rośnie i pszenica, i chwast. Dlatego reakcja sług gospodarza zdziwionych skąd wziął się chwast, skoro posiane było tylko dobre nasienie, jest bardzo zrozumiała: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” Ale gospodarz nie zgodził się. I powiedział dlaczego.

    Na pewnej wyspie żyli ludzie bardzo spokojnie. Panowała wśród nich harmonia i  prawdziwy pokój. Ale przyszedł czas, że na tym błogim miejscu wszystko się zmieniło. Pojawiły się kłopoty, niepokój i strach. Dobrzy ludzie bardzo byli tym zmartwieni i nie wiedzieli co robić. Obwiniali za ten stan rzeczy stosunkowo małą grupę osób, która była przyczyną wzrastającego niepokoju. Dlatego postanowili tych złych odizolować od siebie. Wyznaczyli dla nich specjalną część na wyspie – najbiedniejszą i najbardziej ponurą. Ogrodzili ją wysokim płotem. I zaczęła się segregacja, która w teorii wyglądała prosto. Każdy wiedział, albo myślał, że wie, kto jest złodziejem, wandalem, handlarzem narkotyków, zboczeńcem, mordercą niewinnych ludzi i tak dalej. Ale w praktyce okazało się, że to dzielenie na dobrych i złych jest bardzo skomplikowane. Ci, których próbowano umieścić za wysokim murem zaczęli się opierać. Bo kto by chciał nosić etykietką z napisem: „zły”? Czy być traktowanym jak trędowaty? Wiele rodzin przeżywało rozdarcie. Mimo że dzieci zostawały osierocone, przyjaciele rozdzieleni – akcja tropienia trwała nadal. I tak po jednej stronie muru byli źli ludzie, a po drugiej – tylko przyzwoici, uczciwi, szanowani, religijni, przestrzegający prawa.

    Na tej wyspie żył również świątobliwy starzec, któremu na imię było Antoni. Przez wszystkich mieszkańców bardzo był szanowany i podziwiany. I oczywiście dobrzy ludzie byli przekonani, że zostanie z nimi. Ale zdziwili się i doznali szoku, kiedy zobaczyli, że on zamieszkał ze złymi.

    –       Antoni! – to nie jest w porządku, protestowali porządni. Dlaczego? – przecież ty najbardziej zasługujesz, aby być po naszej stronie ogrodzenia. 

    –       Tak myślicie naprawdę? – odpowiedział Antoni. Wy uważacie się za niewinnych, prawych i czyniących pokój, a tych innych – za wcielone diabły. Oszukujecie samych siebie. Wasza niewinność jest tylko wyimaginowana. Kto może powiedzieć, że jest dobry albo zły? Kto z nas może powiedzieć, że nie ma w sobie zła albo, że nigdy nie uczynił nic złego? Przede wszystkim to, co potępiacie u innych jest w was. Przez odrzucenie waszych braci i sióstr mających też prawo do zbawienia, popełniliście wielki błąd. Ja pozostaję po tej stronie ogrodzenia, ponieważ ja także czyniłem zło. Ja także jestem grzesznikiem.   

    Kiedy wysłuchali jego argumentacji zdecydowali się już więcej nie robić żadnych podziałów  i rozebrali wysoki płot.

    Jak łatwo i jak chętnie przychodzi człowiekowi rozdzierać swoje szaty oburzając się grzechami innych. Przypowieść o pszenicy i kąkolu tak by się chciało inaczej zaaplikować. Załatwić doraźnie. Tymczasem Boży Siewca obsiewając glebę ludzkiego serca jak bardzo szanuje wolną wolę i daje człowiekowi czas. Z jak wielką cierpliwością znosi głupotę człowieka. Czy ja nigdy nie miałem pretensji do Pana Boga za to, że jest wieczny, że myśli kategoriami wiecznymi? Ależ tak. Bo ja nie mam cierpliwości ani do zła, które widzę tylko u innych, ani do ich przeróżnych słabości. Tak by się chciało ponakręcać Boże zegary według ludzkich zegarków szybko cykających. A gdzie jest Boże prawo do wolności, do mądrości, do dobroci, do wieczności? W moich zapiskach znalazłem tekst ks. Pasierba dotyczący właśnie braku ludzkiej cierpliwości: „My byśmy uporali się z wrogami Boga. My byśmy pozałatwiali wszystkich Malchusów. W stosunku do ludzi nasza niecierpliwość wyraża się przede wszystkim w nietolerancji i w braku wyrozumiałości – które to cnoty są mądrością błogosławioną. Jak często zdarza się nam mówić: ‘Ja go znam na wylot’. ‘Oni wszyscy tacy’. ‘On się na pewno nie zmieni’. To są straszne zdania, ponieważ człowiekowi nie wolno tak mówić. Tu wyraźnie stajemy w roli wszechwiedzącego i wszechmogącego Boga. Bóg tak nie mówi o nikim. A my tak mówimy o wielu ludziach – jako sędziowie, jako ci którzy potępiają. Po tej stronie życia, przed żniwem nie wiemy, naprawdę nie wiemy kto jest dobry, a kto jest zły”.

    Nie ferowałbym takich sądów, gdybym zdał sobie sprawę z faktu, że to ja jestem grzesznikiem i przed Najświętszym Bogiem jestem absolutnym nędzarzem.

    Klęczę wiec przed Tobą Panie i milczeć próbuję. Bo Twoje Słowo posiane na ludzkim sercu tylko w ciszy rośnie –  jak ziarno głęboko ukryte w ziemi.

    Proszę Cię Panie o łaskę przemiany serca, bo wtedy kąkol, który diabeł już zdążył nasiać, nie zdoła zagłuszyć Twojego siewu.

    ks. Marian SAC

    ***

    “Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” “Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa…”

    Dzisiejszą Ewangelię dobrze ilustruje obraz Albina Eggera (1868-1926), austriackiego malarza historii. Obraz ten jest umieszczony na ścianie pomnika wojennego w kaplicy w Lienz w Austrii. Kaplica została poświęcona we wrześniu 1924 roku. Na obrazie jest mężczyzna w spodniach jeansowych i w kapeluszu, który zasiewa ziarno. Obok niego idzie inny mężczyzna, ciemnego koloru, i wykonuje tę samą czynność. To są ci dwaj, o których Pan Jezus mówi w swojej przypowieści: człowiek, który posiał dobre nasienie i nieprzyjaciel, który nasiał chwastu.

    ***************************************************************************

    MSZE ŚWIĘTE W XVI TYGODNIU ZWKŁYM

    XV NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    12 – VII – 2020

    fot. Verbum Dei/patronite.pl
    ***

    godz. 10.30 – adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    godz. 11.00 – Msza św.

    Antyfona na wejście

    W sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, nasycę się Twym widokiem, gdy ukaże się Twoja chwała. (Ps 17,15)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty ukazujesz błądzącym światło Twojej prawdy, aby mogli wrócić na drogę sprawiedliwości,
    spraw, niech ci, którzy uważają się za chrześcijan,
    odrzucą wszystko, co się sprzeciwia tej godności, a zabiegają o to, co jest z nią zgodne.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza Iz 55,10-11

    To mówi Pan: „Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 65

    R/ Na żyznej ziemi ziarno wyda plony.

    Nawiedziłeś i nawodniłeś ziemię,
    wzbogaciłeś ją obficie.
    Strumień Boży wezbrany od wody;
    przygotowałeś im zboże. R/

    I tak uprawiłeś ziemię:
    nawodniłeś jej bruzdy, wyrównałeś jej skiby,
    spulchniłeś ją deszczami, pobłogosławiłeś płodom.
    Rok uwieńczyłeś swymi dobrami,
    gdzie przejdziesz, wzbudzasz urodzaj. R/

    Stepowe pastwiska są pełne rosy,
    a wzgórza przepasane weselem,
    łąki się stroją trzodami, doliny
    okrywają się zbożem,
    razem śpiewają i wznoszą okrzyki radości. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian – Rz 8,18-23

    Bracia: Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał, w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.

    Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów, odkupienia naszego ciała.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 13,1-23

    Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: „Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

    Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: „Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?” On im odpowiedział: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: «Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie zrozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił». Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiadani wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.

    Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsca skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Wejrzyj, Boże, na dary błagającego Cię Kościoła i przemień je na Pokarm duchowy dla Twoich wiernych,
    aby przyjmując go wzrastali w świętości.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Wróbel znajduje swój dom, a jaskółka gniazdo, gdzie złoży swe pisklęta: przy ołtarzach Twoich, Panie Zastępów, Królu mój i Boże. Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, nieustannie wielbiąc Ciebie. (Ps 84,4-5)

    Modlitwa po Komunii

    Posileni Twoimi Darami, prosimy Cię, Boże,
    aby przez uczestnictwo w tym Sakramencie
    wzrastał w nas jego zbawienny owoc.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ********

    Adobe Stock/Tygodnik Niedziela

     ***

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa

    BOŻY ZASIEW

    Przypowieść o siejbie, którą Pan Jezus opowiedział dziś na nowo, jest tak prosta i tak pokorna, że nawet dziecko łatwo ją pojąć może a przecież mieści w sobie tyle niezgłębionej treści, iż nigdy nie dość, aby do końca ją wyczerpać.

    Zasiewane ziarno Boży Syn przyrównuje do siebie samego. Z tego ziarna wyrasta i Prawda i Życie i Miłość i choć tylko czwarta część zasianego ziarna przyniesie obfity plon – to jednak każde posiane Słowo nie powraca bezowocnie, bowiem w swoim czasie – Bogu tylko wiadomym – dopełnia swego posłannictwa.

    Boże życie dane człowiekowi poprzez sakrament chrztu jest uzależnione od ludzkiego przeżywania czasu i ludzkich decyzji. Owoc wydaje ziarno i tylko ziarno, ale jest ono uzależnione od gleby. A ziarno pada na różną glebę. Pan Jezus wymienia w swojej przypowieści rozmaite gleby. I ciekawa rzecz, że tak jak mówi się o plennej odmianie ziarna – tak samo mówi się o urodzajnej glebie. Mimo, że to wcale nie gleba daje ziarno, tylko ziarno daje ziarno. Ale bez gleby ziarno ziarna nie wyda.

    Przenosząc ten obraz na poletko ludzkiego serca człowiek nie wie jak długo musi spoczywać Boże ziarno w tej czy w innej glebie, by móc wykiełkować, wypuścić korzenie i róść ku owocowaniu. Dlatego Jezusowe przesłanie daje nadzieje i zaufanie mojemu niedowierzaniu, które nie rozumie po co Pan Bóg rzuca ziarno tam, gdzie ptaki je wydziobią, ciernie zagłuszą albo sucha ziemia nie przyjmie. Ale to tylko moja małość lękająca się niepowodzeń i wyrzeczeń nie potrafi cierpliwie czekać nadejścia właściwego czasu, żeby ziarno zaczęło dawać ziarna. Ileż razy było mi już dane doświadczać u siebie i u innych jak nagle Słowo, dawno zasłyszane, rzucone jak ziarno na glebę przebiło zasuszoną ziemię ludzkiego serca, albo nazbyt namokniętą deszczami i zaczęło róść nawet pomimo zimna i niesprzyjającej aury.

    Ja wiem, że jestem człowiekiem-ziemią, rozgrzebaną, rozoraną i swoją i cudzą aktywnością. Ja wiem, że jestem pokaleczony cierniami, że noszę winy swoje i cudze, które ciążą mi na plecach jak ciężkie kamienie. A wtedy trudno jest podnieść głowę i zobaczyć czy idę właściwą drogą. Brak orientacji wydaje się dziś być powszechnym zjawiskiem, jakimś znakiem czasu. Zły dobrał sobie wielu współpracowników, którzy bardzo efektownie obsiewają kąkolem wszystko co się da wmawiając przy tym, że nie ma żadnego Siewcy, a wszelkie słowa pochodzą tylko i wyłącznie od ludzi, że czas, w którym się mówiło o Bożych przykazaniach i o obowiązku pracy nad cierniami poranionego człowieczeństwa, dawno już minął, że jest to zjawisko przeszłości, które umarło albo jeżeli jeszcze gdzieniegdzie jest – niedługo i na pewno też umrze. I to bałamucenie bałamuci wielu. A tymczasem „Boże Słowo jest ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku; zdolne osądzać pragnienia i myśli serca.”

    Żeby zobrazować tę moc Bożego ziarna przypomnę postać św. Augustyna, który będąc nauczycielem retoryki w Mediolanie żył sobie całkowicie beztrosko oddając się  wszelkim przyjemnościom i rozrywce. Otóż pewnego upalnego dnia leżąc w ogrodzie w cieniu figowego drzewa posłyszał głosy bawiących się dzieci, które wołały do siebie na przemian: „Bierz i czytaj!” Te dwa słowa tak mocno dotarły do jego świadomości, że wziął rulon Biblii i pierwsze na co natrafił – to był tekst listu do Rzymian: „Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (13, 12-14). I to był ten moment przełomu w życiu tego młodego pogańskiego retora. Odtąd stał się nowym człowiekiem, wielkim świętym, którego pisma do dziś nie przestają fascynować. 

    Panie Jezu Chryste, spraw, aby Twoja przypowieść o siejbie dotarła wreszcie do mnie z całą swoją mocą. Proszę, odmień glebę mojego serca, która niestety wciąż jest jałowa. Niech stanie się żyzną!

    ks. Marian SAC

    ************************

    XVI NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A

    19 – VII – 2020

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14.00

    This image has an empty alt attribute; its file name is parable+Weeds+in+the+Field.jpg
    fot. Verbum Dei/patronite.pl
    ***

    Antyfona na wejście

    Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie. Będę Ci chętnie składać ofiarę i sławić Twe dobre imię. (Ps 54,6.8)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, okaż miłosierdzie swoim
    wiernym i pomnażaj w nich dary swojej łaski,
    aby pełni wiary, nadziei i miłości
    zawsze wiernie zachowywali Twoje przykazania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Mądrości – Mdr 12,13.16–19

    Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie. Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz.

    Tak postępując, nauczyłeś lud swój, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś swoim synom wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 86

    R/ Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy.

    Tyś, Panie, dobry i łaskawy,
    pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
    Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją
    i zważ na głos mojej prośby. R/

    Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone,
    i Tobie, Panie, oddadzą pokłon,
    będą sławiły Twe imię.
    Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda
    tylko Ty jesteś Bogiem. R/

    Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia,
    do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
    Wejrzyj na mnie
    i zmiłuj się nade mną. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian – Rz 8,26–27

    Bracia: Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 13,24-43

    Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: «Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc się wziął na niej chwast?» Odpowiedział im: «Nieprzyjazny człowiek to sprawił». Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?» A on im odrzekł: «Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza»”.

    Inną przypowieść im powiedział: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”.

    Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”.

    To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.

    Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. On odpowiedział: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Boże, Ty jedyną, doskonałą Ofiarą zastąpiłeś
    rozmaite ofiary Starego Prawa, przyjmij Ofiarę oddanych Ci sług i uświęć ją tak, jak pobłogosławiłeś dary Abla; niech to, co każdy złożył na chwałę
    Twojego majestatu, posłuży wszystkim do zbawienia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja na niedzielę zwykłą

    Antyfona na Komunię

    Pan miłosierny i łaskawy sprawił, że trwa pamięć Jego cudów, dał pokarm bogobojnym. (Ps 111,4-5)

    Modlitwa po Komunii

    Boże nasz Ojcze, przybądź z pomocą swojemu ludowi, który nakarmiłeś Najświętszym Sakramentem, spraw, aby porzucił dawne nałogi i prowadził nowe życie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    XVI NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK A
    fot. Mirosław Rzepka/GOŚĆ NIEDZIELNY
    ***

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa

    LUDZKA NIECIERPLIWOŚĆ

    Po wysłuchaniu dzisiejszego Słowa Bożego wydaje się być oczywistym, że na świecie są ludzie dobrzy i są ludzie źli. Dokładnie jak w Jezusowej przypowieści – na polu równolegle  obok siebie rośnie i pszenica, i chwast. Dlatego reakcja sług gospodarza zdziwionych skąd wziął się chwast, skoro posiane było tylko dobre nasienie, jest bardzo zrozumiała: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” Ale gospodarz nie zgodził się. I powiedział dlaczego.

    Na pewnej wyspie żyli ludzie bardzo spokojnie. Panowała wśród nich harmonia i  prawdziwy pokój. Ale przyszedł czas, że na tym błogim miejscu wszystko się zmieniło. Pojawiły się kłopoty, niepokój i strach. Dobrzy ludzie bardzo byli tym zmartwieni i nie wiedzieli co robić. Obwiniali za ten stan rzeczy stosunkowo małą grupę osób, która była przyczyną wzrastającego niepokoju. Dlatego postanowili tych złych odizolować od siebie. Wyznaczyli dla nich specjalną część na wyspie – najbiedniejszą i najbardziej ponurą. Ogrodzili ją wysokim płotem. I zaczęła się segregacja, która w teorii wyglądała prosto. Każdy wiedział, albo myślał, że wie, kto jest złodziejem, wandalem, handlarzem narkotyków, zboczeńcem, mordercą niewinnych ludzi i tak dalej. Ale w praktyce okazało się, że to dzielenie na dobrych i złych jest bardzo skomplikowane. Ci, których próbowano umieścić za wysokim murem zaczęli się opierać. Bo kto by chciał nosić etykietką z napisem: „zły”? Czy być traktowanym jak trędowaty? Wiele rodzin przeżywało rozdarcie. Mimo że dzieci zostawały osierocone, przyjaciele rozdzieleni – akcja tropienia trwała nadal. I tak po jednej stronie muru byli źli ludzie, a po drugiej – tylko przyzwoici, uczciwi, szanowani, religijni, przestrzegający prawa.

    Na tej wyspie żył również świątobliwy starzec, któremu na imię było Antoni. Przez wszystkich mieszkańców bardzo był szanowany i podziwiany. I oczywiście dobrzy ludzie byli przekonani, że zostanie z nimi. Ale zdziwili się i doznali szoku, kiedy zobaczyli, że on zamieszkał ze złymi.

    –       Antoni! – to nie jest w porządku, protestowali porządni. Dlaczego? – przecież ty najbardziej zasługujesz, aby być po naszej stronie ogrodzenia. 

    –       Tak myślicie naprawdę? – odpowiedział Antoni. Wy uważacie się za niewinnych, prawych i czyniących pokój, a tych innych – za wcielone diabły. Oszukujecie samych siebie. Wasza niewinność jest tylko wyimaginowana. Kto może powiedzieć, że jest dobry albo zły? Kto z nas może powiedzieć, że nie ma w sobie zła albo, że nigdy nie uczynił nic złego? Przede wszystkim to, co potępiacie u innych jest w was. Przez odrzucenie waszych braci i sióstr mających też prawo do zbawienia, popełniliście wielki błąd. Ja pozostaję po tej stronie ogrodzenia, ponieważ ja także czyniłem zło. Ja także jestem grzesznikiem.   

    Kiedy wysłuchali jego argumentacji zdecydowali się już więcej nie robić żadnych podziałów  i rozebrali wysoki płot.

    Jak łatwo i jak chętnie przychodzi człowiekowi rozdzierać swoje szaty oburzając się grzechami innych. Przypowieść o pszenicy i kąkolu tak by się chciało inaczej zaaplikować. Załatwić doraźnie. Tymczasem Boży Siewca obsiewając glebę ludzkiego serca jak bardzo szanuje wolną wolę i daje człowiekowi czas. Z jak wielką cierpliwością znosi głupotę człowieka. Czy ja nigdy nie miałem pretensji do Pana Boga za to, że jest wieczny, że myśli kategoriami wiecznymi? Ależ tak. Bo ja nie mam cierpliwości ani do zła, które widzę tylko u innych, ani do ich przeróżnych słabości. Tak by się chciało ponakręcać Boże zegary według ludzkich zegarków szybko cykających. A gdzie jest Boże prawo do wolności, do mądrości, do dobroci, do wieczności? W moich zapiskach znalazłem tekst ks. Pasierba dotyczący właśnie braku ludzkiej cierpliwości: „My byśmy uporali się z wrogami Boga. My byśmy pozałatwiali wszystkich Malchusów. W stosunku do ludzi nasza niecierpliwość wyraża się przede wszystkim w nietolerancji i w braku wyrozumiałości – które to cnoty są mądrością błogosławioną. Jak często zdarza się nam mówić: ‘Ja go znam na wylot’. ‘Oni wszyscy tacy’. ‘On się na pewno nie zmieni’. To są straszne zdania, ponieważ człowiekowi nie wolno tak mówić. Tu wyraźnie stajemy w roli wszechwiedzącego i wszechmogącego Boga. Bóg tak nie mówi o nikim. A my tak mówimy o wielu ludziach – jako sędziowie, jako ci którzy potępiają. Po tej stronie życia, przed żniwem nie wiemy, naprawdę nie wiemy kto jest dobry, a kto jest zły”.

    Nie ferowałbym takich sądów, gdybym zdał sobie sprawę z faktu, że to ja jestem grzesznikiem i przed Najświętszym Bogiem jestem absolutnym nędzarzem.

    Klęczę wiec przed Tobą Panie i milczeć próbuję. Bo Twoje Słowo posiane na ludzkim sercu tylko w ciszy rośnie –  jak ziarno głęboko ukryte w ziemi.

    Proszę Cię Panie o łaskę przemiany serca, bo wtedy kąkol, który diabeł już zdążył nasiać, nie zdoła zagłuszyć Twojego siewu.

    ks. Marian SAC

    ***

    “Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” “Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa…”

    Dzisiejszą Ewangelię dobrze ilustruje obraz Albina Eggera (1868-1926), austriackiego malarza historii. Obraz ten jest umieszczony na ścianie pomnika wojennego w kaplicy w Lienz w Austrii. Kaplica została poświęcona we wrześniu 1924 roku. Na obrazie jest mężczyzna w spodniach jeansowych i w kapeluszu, który zasiewa ziarno. Obok niego idzie inny mężczyzna, ciemnego koloru, i wykonuje tę samą czynność. To są ci dwaj, o których Pan Jezus mówi w swojej przypowieści: człowiek, który posiał dobre nasienie i nieprzyjaciel, który nasiał chwastu.

    ***************************************************************************

    MSZA ŚWIĘTA W XIV NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

    Obraz

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    godz. 10.30 – adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    godz. 11.00 – Msza św.

    Antyfona na wejście

    Przyjęliśmy, Boże, Twoje miłosierdzie we wnętrzu Twej świątyni. Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja sięga po krańce ziemi. Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości. Ps 48, 10-11

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty przez uniżenie się Twojego Syna
    podźwignąłeś upadłą ludzkość, udziel swoim wiernym duchowej radości i spraw, aby oswobodzeni
    z niewoli grzechu osiągnęli wieczne szczęście.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Zachariasza. Za 9,9–10

    To mówi Pan: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Efraimie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 145

    R/ Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu.

    Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu,
    i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
    Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
    i na wieki wysławiał Twoje imię. R/

    Pan jest łagodny i miłosierny,
    nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
    Pan jest dobry dla wszystkich,
    a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. R/

    Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
    i niech Cię błogosławią Twoi święci.
    Niech mówią o chwale Twojego królestwa
    i niech głoszą Twoją potęgę. R/

    Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
    i we wszystkich dziełach swoich święty.
    Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
    i podnosi wszystkich zgnębionych. R/

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian. Rz 8,9.11-13

    Bracia: Wy nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

    Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała, będziecie żyli.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza. Mt 11,25-30

    W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, niech nas oczyści Ofiara,
    którą Tobie składamy, i niech z dnia na dzień
    doskonali nas w prowadzeniu życia godnego nieba. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Skosztujcie i zobaczcie jak Pan jest dobry, szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę. Ps 34,9

    Modlitwa po Komunii

    Posileni tak wielkimi Darami, prosimy Cię, Boże, spraw, abyśmy korzystali z łaski dającej zbawienie i nigdy nie przestawali Cię wielbić.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa

    POKORA BOGA

    Klęczący Bóg
    Pan Jezus umywa nogi Piotrowi/Ford Madox Brown/Wikimedia Commons

    ******

    Minął miesiąc, któremu towarzyszyła każdego dnia litania do Najświętszego Serca Jezusowego wraz z prośbą: „Jezu cichy i pokornego serca uczyń serca nasze według Serca Twego”. W dzisiejszej Liturgii odnajdujemy potwierdzenie tej  prośby w słowach samego Jezusa: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.

    Od razu przypomina mi się komentarz św. Augustyna do tych słów: „Uczcie się ode mnie, nie stwarzania świata, ani stwarzania wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, ani też czynienia cudów na tym świecie. Ani wskrzeszania umarłych, ale uczcie się ode mnie, że jestem pokorny i łagodny sercem”.

    Jak nieprawdopodobnie uniżył się Bóg wystarczy popatrzeć na przyjście Syna Bożego na tę naszą ziemię: grota betlejemska, zwykły żłób. Choć my wolimy unikać tej twardej rzeczywistości. W naszych szopkach, betlejkach  tyle jest ‘cudowności’, że zapominamy o prawdziwym miejscu narodzin Jezusa, które przecież było miejscem dla zwierząt. Zaś kres kończący Jego ziemski pobyt  znajduje się na Golgocie. Ukrzyżowanie było najgorszym rodzajem śmierci i przeznaczonym tylko dla złoczyńców, którzy do Rzymian nie należeli – a więc dla obcych. Pomiędzy tymi krańcami 33 lata przeżyte w kraju podbitym w niewolę. Jezus nie miał ani bogatej, ani znaczącej, ani inteligentnej rodziny. Miał właściwie wszystkie ziemskie upokorzenia. Jego uczniowie, poczciwi na pewno, ale jakże niepewni, wciąż chwiejni i słabi. W oczach świata była to gromadka analfabetów. Całe Jezusowe życie upływało w bezpośrednim i w śmiertelnym zagrożeniu. Głosząc Królestwo Boże był nieustannie śledzony i podsłuchiwany, tak, że każde Jego słowo  zostało wykorzystane przeciwko Niemu. Uruchomiono, przecież na oczekiwanego od wieków Mesjasza, cały aparat totalitarnego państwa, które było wówczas państwem jedynym i nie mającym alternatywy. Religijni przedstawiciele Jego własnego Narodu, kapłani Jego własnego Ojca robili wszystko, aby Go zabić. Najpotężniejsze na świecie obce mocarstwo zapieczętowało Jego grób. Jezus umierał odarty z wszystkiego. Nawet nie miał całego ciała – bo było podarte biczami, podziurawione gwoździami.  Nawet nie miał całego serca, bo zostało ono przebite. Umierał w ciemności i pustce, w odrzuceniu i w nędzy śmiercią niewolnika i dlatego „Bóg dał mu wszystko” – jak napisał św. Paweł. Więc dał Mu także i nas. W dzisiejszej Ewangelii sam Jezus o tym mówi: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój”.

    I to On, nasz Pan, ze względu na nas doświadczając tego wszystkiego, wciąż chodzi naszymi drogami, aby być zawsze, w każdej sytuacji z człowiekiem. On widzi to nasze umęczenie, a może przede wszystkim nasze udręczenie własnym egoizmem. Wiem jak bardzo potrzebuję Jezusowego ukojenia dla mojej duszy, bo znam, ze swojego doświadczenia również co to znaczy, kiedy życie przygniata. Część tych człowieczych ciężarów wylicza Karl Rahner w książce Przez Syna do Ojca: …”długie jednakowe godziny, monotonia obowiązków, praca, którą każdy uważa za zwykłą i naturalną, ciągłe i dokuczliwe trudy, za które nikt nie dziękuje, zużycie i nieuchronne ofiary starości, rozczarowania i porażki, nieporozumienia i niezrozumienia, niespełnione życzenia, ból drobnych upokorzeń, uparte obstawanie przy swoim ludzi starych w obronie przed młodymi i równie nieuchronna nielitościwość młodzieży wobec starości i nieporozumienia w bliskim współżyciu”.

    A moje obciążenie złem?  Tu nie o poszczególne epizody chodzi, które są moimi grzechami, ale moje człowieczeństwo skażone grzechem pierworodnym. Św. Augustyn nazywa to skażenie egocentryzmem. Siedzi we mnie głęboko zakorzenione i to jest sedno grzechu. Tu dopiero zrozumiałe staje się diabelskie działanie. Chęć za wszelką cenę zrealizować siebie po swojemu – nawet, a może przede wszystkim, na przekór samemu Bogu.

    Bardzo trafnie ujął to głębokie człowieka rozdarcie Wolfhart Pannenberg w swoim rozważaniu Kim jest człowiek: „Jakkolwiek najbardziej rozpowszechnionym przejawem grzechu jest pożądliwość, to jednak najgłębszym motywem pożądliwości jest miłość człowieka do samego siebie. Samolubstwo odwraca nas od zainteresowania się ludźmi ze względu na nich samych, ono też przeszkadza kochać Boga dla Niego samego”.

    Teraz dopiero nabiera sensu Jezusowe zalecenie, dlaczego mam Go naśladować. Bo to łagodność jest wychodzeniem z egocentryzmu do ludzi, do świata, w którym mogę zrealizować swoje człowieczeństwo. W tych właśnie rejonach, które wyznaczył mi Bóg. Pokora serca daje poznanie prawdy o sobie. Wtedy akceptuję siebie, mimo okaleczenia grzechem pierworodnym. Zgadzając się na mój człowieczy los moja nadzieja wzrasta w Bogu, który już tyle razy wyprowadzał mnie ze ślepych ulic, z komplikowanych zdarzeń.

    Panie Jezu dziś słyszę Twoje słowa i bardzo pragnę iść za nimi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.

    ks. Marian SAC

    *************

    Drzwi pokory

    „Przyjdźcie do Mnie, jestem bowiem cichy i pokorny sercem”. Bóg stał się mały, abyśmy mogli stać się wielcy, wielcy prawdziwą wielkością: pokorą serca.

    Opus Dei - Drzwi pokory

    Fasada bazyliki Narodzenia w Betlejem/Opus Dei

    ****

    Fasada bazyliki Narodzenia w Betlejem pozwala nam wyobrazić sobie także dzisiaj jej dawny portyk, który z czasem zmniejszył się do małych, zaledwie półtorametrowych drzwiczek. W ten sposób chroniono to święte miejsce poprzez uniemożliwienie wjeżdżania do niego na koniu. Małe rozmiary tych drzwi pobudzają do refleksji także dzisiejszego pielgrzyma: mówią do niego bez słów, że «musimy się pochylić, by tak rzec, podążając duchem „pieszo”, aby móc wejść przez drzwi wiary i spotkać Boga, który jest różny od naszych przeświadczeń i naszych opinii: Boga, ukrytego w pokorze dopiero co narodzonego dziecka»[1].

    Jesteśmy dziećmi Boga

    W swojej drugiej encyklice Ojciec Święty Franciszek przypomina nam jeden z głębokich powodów pokory. Chodzi o prawdę zarazem prostą i wielką, istnieje ryzyko, że łatwo o niej zapomnimy w codziennym zabieganiu: «Nie jesteśmy Bogiem»[2]. Rzeczywiście, akt stwórczy jest mocnym punktem oparcia naszego życia: otrzymaliśmy nasze istnienie od Boga. Kiedy przyjmujemy tę podstawową prawdę, pozwalamy się przekształcić przez Bożą łaskę; poznajemy w tym momencie rzeczywistość, ulepszamy ją i ofiarowujemy Panu Bogu. Miłość do świata, którą przekazuje nam święty Josemaría prowadzi nas do pragnienia ulepszenia tego co kochamy, tam, gdzie się znajdujemy, według naszych możliwości. W centrum tego olbrzymiego zadania leży pokora «ta bowiem cnota pozwoli nam poznać i naszą nędzę, i naszą wielkość»[3]: nędzę, której często doświadczamy i wielkość bycia, poprzez chrzest, córkami i synami Boga w Chrystusie.

    CZŁOWIEK POKORNY ROZWIJA SZCZEGÓLNĄ WRAŻLIWOŚĆ WOBEC BOŻYCH DARÓW, ZARÓWNO WE WŁASNYM ŻYCIU, JAK I W ŻYCIU INNYCH OSÓB; ROZUMIE, ŻE KAŻDA OSOBA JEST BOŻYM DAREM, I W TAKI SPOSÓB PRZYJMUJE WSZYSTKICH, BEZ PORÓWNAŃ ANI RYWALIZACJI.

    Pokora jest «cnotą świętych i osób przepełnionych Bogiem», która powoduje, że «im bardziej wzrasta ich pozycja, tym bardziej wzrasta w nich świadomość własnej nicości i niemożności uczynienia czegokolwiek bez Bożej łaski (por. J 15,8)»[4]. Takimi są małe dzieci i takimi jesteśmy my wobec Boga. Dlatego warto wrócić do tego, co podstawowe: Pan Bóg mnie kocha. Kiedy jakaś osoba ma świadomość Bożej miłości – a odnajduje ją w miłości, jaką jej okazują inne osoby – potrafi kochać wszystkich.

    Pokora wobec innych

    Pokora prowadzi nas do przyjęcia danej nam rzeczywistości, w sposób szczególny osób nam najbliższych, ze względu na więzy rodzinne, na więzy nadprzyrodzone lub ze względu na zwykłe okoliczności życiowe. «A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze» (Ga 6,10). Apostoł uczy nas, abyśmy nie zniechęcali się, praktykując uporządkowaną miłość. Dlaczego mamy nie patrzeć jak na braci, dzieci tego samego dobrego i miłosiernego Ojca, na tych, którzy tak jak my, otrzymali dar chrztu? «Pokora prowadzi nas jak za rękę ku takiej formie traktowania bliźniego, która jest najlepsza: ku rozumieniu wszystkich, akceptacji wszystkich, wybaczaniu wszystkim; zwalczaniu podziałów i barier; służeniu — zawsze! — za narzędzie jedności»[5].

    Człowiek pokorny rozwija szczególną wrażliwość wobec Bożych darów, zarówno we własnym życiu, jak i w życiu innych osób; rozumie, że każda osoba jest Bożym darem, i w taki sposób przyjmuje wszystkich, bez porównań ani rywalizacji: każdy jest jedyny w oczach Bożych i wnosi coś, czego inni nie mogą dać. Pokora prowadzi do cieszenia się radością innych, ze względu na sam fakt, że istnieją i liczą się. Pokorny uczy się być jednym więcej: jednym pomiędzy wieloma. Rodzina ma w związku z tym pierwszorzędne zadanie: dziecko uczy się wchodzić w relacje, mówić, słuchać; wśród swoich braci i sióstr nie zawsze jest w centrum uwagi; uczy się dziękować, ponieważ powoli zdaje sobie sprawę, ile kosztują różne rzeczy. W ten sposób, kiedy osiągnie jakiś osobisty sukces, odkrywa, że był on możliwy dzięki oddaniu krewnych i przyjaciół, osób które o nie dbają, dając mu jedzenie i tworząc dom rodzinny. Pokora wzrasta wraz z dziękowaniem, a także z przebaczeniem: przebaczać, prosić o przebaczenie, otrzymać przebaczenie. Kim jestem, aby mówili mi: „wybacz mi”? Pokora tego, który prosi o przebaczenie, szczególnie jeśli chodzi o osobę mającą pewną władzę czy autorytet, czyni go bliskim i niejako „zaraża” pokorą. Taka jest pokora pomiędzy małżonkami, pomiędzy rodzicami i dziećmi, pomiędzy zwierzchnikami i współpracownikami.

    TEN, KTÓRY ZWYKLE MÓWI O RZECZACH, KTÓRE GO DENERWUJĄ, ZAZWYCZAJ ROBI TO Z POWODU BRAKU SZEROKICH HORYZONTÓW, WYROZUMIAŁOŚCI, OTWARTOŚCI ROZUMU I SERCA.

    Nie stając się przez to naiwnym, chrześcijanin posiada zwyczajowe dobre nastawienie do tego, co przychodzi ze strony bliźniego, ponieważ rzeczywiście każda osoba jest wartościowa, każda osoba się liczy; każdy sposób myślenia, zarówno bardziej spekulatywny, jak i ten bardziej płynący z serca, przynosi pewne światło. Świadomość godności innych osób zapobiega popadnięciu w «obojętność, która poniża»[6]. Chrześcijanin przez swoje powołanie jest zwrócony ku innym: otwiera się przed nimi, nie martwiąc się zbytnio, czy nie wypada śmiesznie albo jest źle oceniany. Są osoby, które onieśmielają, ponieważ same są nieśmiałe, zamiast przekazywać światło i ciepło: myślą zbytnio o sobie, co powiedzą inni… być może z powodu zbytniej troski o swój honor, własny wizerunek, cechy, które mogą ukrywać pychę i brak prostoty.

    Skupiać uwagę na samym sobie, stale wyrażać pragnienia zbyt konkretne i wymyślne, zbytnio podkreślać mniej lub bardziej zwyczajne problemy zdrowotne; albo przeciwnie, zbytnio ukrywać pewną chorobę, o której inni mogliby wiedzieć, aby lepiej nam pomóc, przez swoją modlitwę i wsparcie: są to postawy które prawdopodobnie wymagają pewnego oczyszczenia. Pokora wyraża się także w pewnej elastyczności, w wysiłku, aby przekazać to, co widzimy i czujemy. «Nie umartwiasz się, jeśli jesteś drażliwy; jeśli pochłania cię tylko twój własny egoizm; jeśli podporządkowujesz sobie innych; jeśli nie umiesz zrezygnować z tego, co zbyteczne, a czasem i z tego, co potrzebne; jeśli się smucisz, kiedy sprawy nie ułożą się tak, jak to sobie zaplanowałeś. Umartwiasz się natomiast, jeśli umiesz stać się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych (1 Kor 9,22)»[7].

    Zobaczyć dobro i umieć żyć wspólnie

    «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili» (Mt 11,17): Pan Jezus posługuje się piosenką albo być może pewną ludową grą, aby pokazać jak niektórzy mu współcześni nie potrafią go rozpoznać. Jesteśmy powołani, aby odkryć Chrystusa w zdarzeniach i w osobach; mamy możliwość dotknięcia boskich sposobów działania: Bóg stwarza, uwalnia, ratuje, przebacza, powołuje… «Nie możemy więc pozwolić sobie na przeciwstawianie się pełnej wolności miłości, z jaką Bóg wkracza w życie każdego człowieka».[8]

    Otworzyć się na innych pociąga za sobą dostosowanie się do nich; np. aby brać udział w grze zespołowej z osobami, które mają gorszą od nas technikę; albo zapominając o naszych gustach, aby wypocząć z innymi tak jak im się to podoba. W codziennych relacjach z innymi, osoba pokorna kocha podejście pozytywne. Pyszny zaś zwykle zbytnio podkreśla to, co negatywne. W życiu rodzinnym, w pracy, w społeczeństwie, pokora pozwala widzieć innych ze strony ich cnót. Tymczasem ten, który zwykle mówi o rzeczach, które go denerwują, zazwyczaj robi to z powodu braku szerokich horyzontów, wyrozumiałości, otwartości rozumu i serca. Być może powinien nauczyć się kochać innych z ich wadami. Wprowadza się w ten sposób w życie pedagogię miłości, która krok po kroku, wprowadza dynamizm, któremu nie można się oprzeć: ta osoba umniejsza się, aby inni wzrastali. Tak stało się z Janem Chrzcicielem: «Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał» (J 3,30). Słowo Przedwieczne stało się jeszcze mniejsze: «Ojcowie Kościoła w ich greckim tłumaczeniu Starego Testamentu znajdowali słowa proroka Izajasza, które również św. Paweł przytacza, aby ukazać, w jaki sposób nowe drogi Boże były już zapowiadane w Starym Testamencie. Było tam napisane: “Bóg krótkim uczynił swe słowo, skrócił je” (por. Iz 10, 23; Rz 9, 28). Sam Syn jest Słowem, Logosem. Odwieczne Słowo stało się małe – tak małe, że zmieściło się w żłobie. Stało się dzieckiem, aby Słowo było dla nas uchwytne»[9].

    DLA CZŁOWIEKA POKORNEGO NIE MA NIC OBCEGO: JEŚLI, NA PRZYKŁAD, STARA SIĘ, ABY POLEPSZYĆ SWOJE WYKSZTAŁCENIE ZAWODOWE, OPRÓCZ NATURALNEGO ZAINTERESOWANIA WŁASNĄ SPECJALNOŚCIĄ ROBI TO, ABY LEPIEJ SŁUŻYĆ INNYM.

    Jezus Chrystus otworzył się na kontakt ze wszystkimi: potrafił rozmawiać ze swoimi uczniami, uciekając się do przypowieści, dostosowując się do ich poziomu – na przykład rozwiązując problem podatku na świątynię, bez wahania traktuje Piotra jako równego sobie (por. Mt 17,27)[10]. Potrafił rozmawiać z kobietami, zarówno świętymi, jak i oddalonymi od Boga, z faryzeuszami, z Piłatem. Chodzi o to, aby dojść do takiego oderwania od własnego sposobu bycia, aby wyjść ku innym: rozwija się w ten sposób pewna zdolność, aby dostosować się do innych, nie pozwalając, by zawładnęły nami obsesje i dziwactwa; odkrywając w każdej osobie to „coś” miłego, tę iskierkę bożej miłości; zadowalając się byciem jednym z wielu, wedle tego, co świętujemy w naszym domu czy kraju, także w świetle czasu liturgicznego, który znaczy nasze życie dzieci Bożych. Pokorny żyje w stanie czujności, troszcząc się o osoby, które go otaczają. Ta postawa jest podstawą dobrego wychowania i wyraża się w wielu szczegółach, jak na przykład nieprzerywanie rozmowy, obiadu czy kolacji, a tym bardziej modlitwy, aby odebrać telefon, z wyjątkiem spraw rzeczywiście pilnych. Podsumowując, miłość rodzi się na płodnej glebie pokory: «miłość cierpliwa jest, łaskawa jest; Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą» (1 Kor 13,4).

    Pokora w pracy

    W swojej encyklice Laudato si’, Ojciec Święty wskazuje, że u podstaw każdej pracy leży «pewna idea na temat relacji, jaką człowiek może i powinien nawiązać»[11] z tym, co go otacza, i kto go otacza. Praca daje nam wiele możliwości, aby wzrastać w pokorze.

    Jeżeli na przykład, kierownik jest zbyt autorytarny, można znaleźć jakąś okoliczność łagodzącą, być może spoczywa na nim duża odpowiedzialność albo po prostu tej nocy źle spał. Kiedy jakiś współpracownik popełnia błąd, można go naprawić, nie raniąc osoby. Zasmucać się z powodu sukcesu innych oznaczałoby brak pokory, ale także wiary: «wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga» (1 Kor 3,22-23). Dla człowieka pokornego nie ma nic obcego: jeśli, na przykład, stara się, aby polepszyć swoje wykształcenie zawodowe, oprócz naturalnego zainteresowania własną specjalnością, robi to aby lepiej służyć innym. To wiąże się z oczyszczaniem intencji, patrzeniem na sprawy ze spojrzeniem nadprzyrodzonym, nie pozwalaniem, aby wpłynęła na nas negatywnie powierzchowna, a nawet zepsuta atmosfera, jednocześnie nie patrząc w związku z tym na innych z góry. Pokorny ucieka od perfekcjonizmu, uznaje własne ograniczenia i liczy się z tym, że inne osoby mogą ulepszyć to, co on zrobił. Pokorny potrafi zmienić zdanie, przyznać się do błędu, prosić o przebaczenie. Kiedy pełni funkcje kierownicze, to, co daje mu przywództwo, to uznanie jego autorytetu, a nie tyle jego ustanowionej władzy.

    Pan Bóg powołał nas do życia darmową miłością, tymczasem czasami wydaje nam się, że potrzebujemy usprawiedliwić nasze własne istnienie. Pragnienie wyróżnienia się, zrobienia rzeczy inaczej, aby zwrócić na siebie uwagę, zbytnia troska, aby czuć się użytecznym i błyszczeć nawet w służbie, mogą być oznakami pewnej choroby duszy, które zapraszają, aby prosić o pomoc i przyjąć ją, będąc uległymi łasce. «Ze zgaszonym spojrzeniem wobec dobra i innym, bardziej skupionym na tym, co przypochlebia własnemu ja, letnia wola zbiera w duszy zapasy egoizmu i pychy (…), bezprzedmiotowa, albo skupiona na nas samych rozmowa, (…) to non cogitare nisi de se, które wyraża się w non loqui nisi de se (…), oziębia się miłość i traci się zapał apostolski»[12]. Myśleć dużo o sobie samym, mówić jedynie o sobie… Osoba pokorna unika prowadzenia rozmowy w stronę własnego życiorysu, własnego doświadczenia, osiągnięć: unika zbytniego uznania własnych zasług. Czymś zupełnie innym jest z kolei przypominać sobie miłosierne dzieła Boże i zrozumieć, że nasze życie znajduje się w ramach planu Opatrzności. Jeśli ktoś mówi o tym, co zrobił, czyni to po to, aby inna osoba mogła rozwijać swój własny życiorys. W ten sposób, świadectwo osobistego spotkania z Chrystusem, w ramach uprawnionej wstydliwości duszy, może pomóc odkryć innej osobie, że także ją Pan Jezus kocha, przebacza, przebóstwia. Jak wielka jest wtedy radość! «Jestem kochany, więc jestem»[13].

    CZY ABY NIE JESTEŚMY TYMI OSOBAMI, KTÓRE CHCĄ, ABY INNI PODPORZĄDKOWALI SIĘ NASZEMU SPOSOBOWI MYŚLENIA? ZBYTNIA SKŁONNOŚĆ DO NALEGANIA NA WŁASNY PUNKT WIDZENIA MOŻE ZDRADZAĆ PEWNĄ OGRANICZONOŚĆ UMYSŁU.

    Są momenty szczególnie odpowiednie, aby odnowić pragnienia pokory. Na przykład, kiedy otrzymujemy awans albo rozpoczynamy pracę o pewnym publicznym znaczeniu. Jest to moment, aby podejmować decyzję, które wyrażają chrześcijański styl pracy: przyjąć tę funkcję jako możliwość jaką Pan Bóg daje nam, aby służyć jeszcze więcej; unikać jakiejkolwiek niepotrzebnej korzyści osobistej; zwiększyć naszą uwagę wobec najsłabszych, nie ulegając pokusie zapomnienia o nich, w obecnej sytuacji, kiedy mamy kontakt z ludźmi, do których wcześniej nie mieliśmy dostępu. Jest to także moment, aby dać przykład oderwania od zysków i zaszczytów właściwych wypełnianej funkcji czy zadaniu, nie przywiązywać wagi do odbieranych gratulacji, które zwykle odbiera ten kto kieruje, a z drugiej strony być otwartym na krytykę, która zwykle jest mniej widoczna i ma w sobie ziarna prawdy. Jest wiele oznak tej prostoty w pracy: śmiać się z samych siebie, kiedy łapiemy się na przykład na tym, że od razu szukamy czy jesteśmy na jakimś zdjęciu albo cytują nas w jakimś artykule; przezwyciężyć skłonność, aby podpisać się pod wszystkim, albo powiększać trudność, kiedy poproszono nas o radę, aby ją rozwiązać, jakby potrzeba było, aby zawsze się nas pytano o radę…

    Nauczyć się rezygnować z własnego zdania

    W pracy, w rodzinie, nawet przy okazji spędzania wolnego czasu, często omawiamy jakąś sprawę z innymi osobami, które być może mają inny, a nawet przeciwny punkt widzenia. Jesteśmy tymi osobami, które chcą, aby inni podporządkowali się naszemu sposobowi myślenia? To co powinno się stać, to co trzeba zrobić… Zbytnia skłonność do nalegania na własny punkt widzenia może zdradzać pewną ograniczoność umysłu. Oczywiście, ustąpienie nie jest czymś automatycznym, ale w każdym razie wiele razy pokazuje, że posiada się wyczucie danej sytuacji. Wykorzystać okazje, aby zrezygnować z własnego zdania jest czymś miłym w oczach Bożych[14]. Trafionym zdaniem Benedykt XVI odnosił się do smutnego zwrotu jaki uczynił Tertulian w ostatnich latach swojego życia: «Kiedy widzi się jedynie własną myśl w jej wspaniałości, w końcu traci się właśnie ową wspaniałość»[15].

    Czasami mamy okazję, aby słuchać młodsze od nas osoby, z mniejszym doświadczeniem, ale które być może posiadają większe dary rozumu lub serca, albo sprawują funkcje związane ze specjalną łaską stanu. To jasne, że nie jest przyjemnym być uznanym za głupiego, lub bez serca, ale jeśli zbytnio przejmujemy się, co inni myślą o nas, to znaczy, że brakuje nam pokory. Życie Jezusa, Syna Bożego jest nieskończoną lekcją dla każdego chrześcijanina obdarzonego dużą odpowiedzialnością w oczach świata. Wiwaty w Jerozolimie nie spowodowały, że Król Królów zapomni, że inne osoby ukrzyżują go i że jest także cierpiącym Sługą (por. J 12,12-19).

    Święty Ludwik, król Francji, doradzał swojemu synowi, żeby jeśli zostanie królem, nie bronił gwałtownie swojej opinii na spotkania rady królewskiej, bez wysłuchania wcześniej jej członków: «Członkowie twojej rady mogą czuć strach przed posiadaniem przeciwnego zdania, czego nie należy pragnąć»[16]. Bardzo zdrowe jest nauczenie się niewyrażania opinii lekkomyślnie, szczególnie kiedy w ostateczności to nie nas spoczywa odpowiedzialność i nie zna się kontekstu danej sprawy, oprócz tego, że nie mamy łaski stanu ani pełni wiedzy, które być może posiada ten kto został obdarzony władzą. Z drugiej strony, tak samo ważna jak rozwaga i zdolność podjęcia refleksji jest otwartość na szlachetne i wielkoduszne zrezygnowanie z własnego zdania: czasami należy praktykować roztropność, słuchając doradców i zmienić zdanie, i w tym właśnie ukazuje się jak pokora i zdrowy rozsądek czynią daną osobę jeszcze większą i skuteczniejszą. Praca w grupie sprzyja roztropności w podejmowaniu decyzji: tworzyć zespół, łączyć siły, wypracować pewien sposób rozumowania i dojść do wspólnej decyzji: to wszystko to praktyka pokory i rozumu.

    Pokora nieużytecznego sługi

    W przedsięwzięciach duszpasterskich, w parafiach, w organizacjach dobroczynnych, w inicjatywach, aby pomóc imigrantom, wielokrotnie rozwiązania poszczególnych problemów nie są oczywiste albo po prostu istnieje wiele sposobów, aby się z nimi zmierzyć. Pokorna postawa prowadzi, aby przedstawić własne zdanie, powiedzieć w odpowiedni sposób, jeśli jakaś kwestia nie jest jasna, i przyjąć być może nawet inny kierunek niż własny, ufając, że Bóg wspomaga tych, którzy sprawują swoje funkcje z czystością intencji i liczą się z pomocą specjalistów w danej dziedzinie.

    W związku z piękną pokorą zbiorową, mało znanym faktem jest, że Kościół katolicki jest instytucją, która ożywia najwięcej inicjatyw na całym świecie, aby pomagać ubogim i chorym. Właśnie pośród ludu Bożego, gdzie łączy się to co ludzkie z tym co boskie, pokora jest szczególnie konieczna. Jak pięknie jest pragnąć być kopertą, którą się wyrzuca, kiedy czyta się jakiś list, albo igłą, która prowadzi nić i znika, wypełniwszy swoje zadanie! Pan Bóg zaprasza nas by powiedzieć: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to co mieliśmy wykonać» (Łk 17,10). W ten sposób, kapłan będzie praktykował pokorę, aby uczyć się «nie być w modzie»[17], nie starać się, aby zawsze podążać za najnowszymi trendami, w awangardzie we wszystkich dziedzinach; odrzucać w sposób niemalże instynktowny stawianie się na pierwszym planie, które często wiąże się z mentalnością właściciela dusz. Ze swej strony, wierny świecki, jeśli jest pokorny, szanuje sługi ołtarza w związku z tym kogo reprezentują: nie krytykują swojego proboszcza ani księży w ogólności, tylko dyskretnie im pomaga. Dzieci Noego zakryły nagość swojego upojonego Ojca: (por. Rdz 9,23). «Tak jak dobrzy synowie Noego okryj płaszczem miłosierdzia słabości, które dostrzeżesz u swego ojca, kapłana»[18]. Święty Tomasz Morus odnosił tę scenę nawet do Ojca Świętego, za którego lud chrześcijański powinien modlić się… zamiast go prześladować![19]

    Czas należy do Boga: wiara i pokora

    «Świadectwa Pisma świętego są jednomyślne: troska Opatrzności Bożej jest konkretna i bezpośrednia; obejmuje sobą wszystko, od rzeczy najmniejszych aż do wielkich wydarzeń świata i historii. Księgi święte z mocą potwierdzają absolutną suwerenność Boga w biegu wydarzeń: „Nasz Bóg jest w niebie; czyni wszystko, co zechce” (Ps 115, 3), a o Chrystusie zostało powiedziane: „Ten, co otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, co zamyka, a nikt nie otwiera” (Ap 3, 7). „Wiele zamierzeń jest w sercu człowieka, lecz wola Pana się ziści” (Prz 19, 21)»[20]. Kierownictwo duchowe jest wspaniałym środkiem, aby lepiej umiejscowić nasze życie w kontekście tej prawdy. Duch Święty działa cierpliwie i liczy się z czasem: otrzymana rada powinna przejść swoją drogę w duszy. Bóg oczekuje pokory ucha wrażliwego na swój głos; wtedy można uzyskać osobistą korzyść z homilii, które słyszymy w naszej parafii, nie tylko, aby czegoś się dowiedzieć, ale przede wszystkim, aby stać się lepszym: zapisać jakąś myśl podczas pogadanki formacyjnej albo chwili modlitwy, aby omówić ją z kimś kto dobrze zna naszą duszę, to także oznacza odkryć głos Ducha Świętego.

    Wiara i pokora idą razem: w naszej pielgrzymce do niebiańskiej ojczyzny, koniecznym jest pozwolić się prowadzić przez Pana Jezusa, zwracając się do Niego i słuchając jego Słowa[21]. Spokojne czytanie Starego i Nowego Testamentu, z teologicznym i duchowym komentarzem, pomaga nam zrozumieć co mówi nam Bóg w każdej chwili, zapraszając nas do nawrócenia: «myśli moje nie są myślami waszymi, ani moje drogi waszymi drogami –mówi Pan» (Iz 55,8; por. Rz 11,33). Pokora wiary przyklęka przed Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii, adorując Słowo wcielone tak jak pasterze w Betlejem. Proste zdarzenie z życia świętej Teresy Benedykty od Krzyża, Edyty Stein ilustruje tą postawę: nigdy nie zapomniała o kobiecie, która weszła do Kościoła z torbą z zakupami i uklęknęła, aby się pomodlić, otwierając się przed Panem Bogiem w intymnej rozmowie[22].

    Pokora prowadzi do życia teraźniejszością, bez niepotrzebnej troski o przyszłość, ponieważ my, chrześcijanie, jesteśmy tymi, którzy «pragną z miłością jego przyjścia» (2 Tm 4,8). Jeśli denerwujemy się wobec mniej sprzyjających okoliczności, powinniśmy wzrastać w wierze i pokorze. «Kiedy naprawdę zdasz się na Pana, nauczysz się zadowalać tym, co cię spotyka, i nie tracić pogody, jeżeli sprawy nie idą tak, jakbyś chciał, mimo że włożyłeś w nie cały swój wysiłek i zastosowałeś odpowiednie środki… Bo „pójdą” tak, jak Bogu będzie to odpowiadało»[23]. W ten sposób unikamy nadmiernego niezadowolenia albo skłonności, aby zachowywać w pamięci upokorzenia: dziecko Boże przebacza winy, nie chowa uraz, radośnie idzie do przodu[24]. I jeśli czasem myśli, że ktoś je obraził, stara się nie pamiętać o obrazie, nie chowa uraz: patrzy na Jezusa, wiedząc, «jakże wielki dług miłości ciąży na mnie, któremu wybaczył jeszcze więcej!»[25]. Pokorny mówi razem ze świętym Pawłem: «zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie» (Flp 3,13-14).

    Taka postawa pomaga nam przyjąć chorobę, i przekształcić ją w płodne zadanie: to misja jaką obdarzył nas Bóg. I częścią tej misji jest nauczyć się ułatwiać innym, aby mogli nam pomóc i złagodzić nasz ból i możliwe udręki: pozwolić, by nam pomagano, by nas leczono, by nam towarzyszono, to okazje do oddania się w ręce Pana Jezusa, który uobecnia się w naszych braciach. Powinniśmy dopełnić «braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół» (Kol 1,24).

    Świadomość naszej słabości prowadzi nas do tego, abyśmy pozwolili sobie pomóc, abyśmy byli wyrozumiali wobec innych, abyśmy zrozumieli ludzką niedoskonałość, abyśmy unikali faryzejskich niespodzianek. Nasza słabość otwiera nasz rozum i serce, aby zrozumieć innych: można na przykład nie osądzać intencji, albo pomyśleć, że ta osoba znalazła się w bardzo trudnej do rozwiązania sytuacji, chociaż oczywiście nie oznacza to zamykania oczu na prawdę, nazywając «zło dobrem i dobro złem», i zamieniając «gorycz na słodycz i słodycz na gorycz» (Iz 5,20). Z drugiej strony, może się zdarzyć, że czasami ktoś ma skłonność do niskiej samooceny. Ta niska samoocena, częsta w wielu środowiskach, też nie jest zdrowa, ponieważ nie odpowiada prawdzie i odbiera skrzydła temu, który jest powołany, aby latać wysoko. Nie ma powodu do przygnębienia: pokora prowadzi nas do przyjęcia tego co jest nam dane, z głębokim przekonaniem, że drogi, którymi Pan chce nas prowadzić, są drogami miłosierdzia (por. Hb 3,10; Ps 95[94],10); ale także właśnie w związku z tym prowadzi nas do śmiałych marzeń: «Świadomość, że jest się gliną pospinaną klamrami, jest źródłem ciągłej radości. Oznacza bowiem uznanie swej małości w obliczu Boga, uznanie się za dziecko, za syna. A czy może być głębsza radość od radości człowieka, który wie, że jest biedny i słaby, ale wie równocześnie, że jest dzieckiem Bożym?»[26]

    Otwartość na Opatrzność

    Mężczyzna i kobieta pokorni są otwarci na działanie Opatrzności w przyszłości. Nie starają się ani nie pragną panować nad wszystkim, ani rozumieć wszystko. Szanują tajemnicę osoby ludzkiej i ufają Bogu, mimo tego, że jutro wydaje się niepewne. Nie próbują poznać zakrytych Bożych planów ani tego co przekracza ich siły (por. Syr 3,21). Wystarczy im Bożej łaski, ponieważ «moc w słabości się doskonali» (2 Kor 12,9). Znaleźć tę łaskę w obcowaniu z Jezusem Chrystusem: to uczestnictwo w jego życiu.

    Po pełnym uczuć dziękczynieniu skierowanemu ku Bogu Ojcu, Pan Jezus zaprasza swoich uczniów wszystkich czasów do zbliżenia się do Niego, quia mitis sum et humilis corde (Mt 11,29): Pan jest cichy i pokorny sercem, i dlatego w Nim znajdziemy zrozumienie i pokój. Zbliżamy się do Chrystusa w Eucharystii, do jego Ciała zranionego i zmartwychwstałego: in humilitate carnis assumptae, mówi I Prefacja Adwentowa –przychodzi po raz pierwszy w pokorze naszego ciała. Dotykamy niewypowiedzianej pokory Boga: «Pokora Jezusa Chrystusa: w Betlejem, w Nazarecie, na Kalwarii… — Ale jeszcze większe jest Jego upokorzenie i ogołocenie w Najświętszej Hostii: większe niż w stajence, niż w Nazarecie, niż na Krzyżu»[27]. Najświętsza Maryja Panna towarzyszy nam abyśmy przyjęli Go z pokorą jaką ona przyjęła swojego Syna Jezusa. Salve radix, salve porta, ex qua mundo lux est orta[28]: Witaj korzeniu, witaj bramo, z której narodziło się Światło, aby rozświetlić świat pogrążony w ciemnościach pychy; Jezus Chrystus, Światłość ze Światłości[29], objawia nam miłosierdzie Ojca.

    Guillaume Derville


    [1] Benedykt XVI, Homilia, 24-XII-2011.

    [2] Franciszek, Encyklika Laudato si’ (24-V-2015), n. 67.

    [3] Św. Josemaria, Przyjaciele Boga, n.94.

    [4] Franciszek, Przemówienie do Kurii Rzymskiej, 21-XII-2015.

    [5] Święty Josemaría,Przyjaciele Boga, 233.

    [6] Franciszek, Bulla Misericordiae Vultus (11-IV-2015), 15.

    [7] Święty Josemaría, To Chrystus przechodzi, 9.

    [8] Franciszek, List ap. Misericordia et misera (30-XI-2016), 2.

    [9] Benedykt XVI, Adh. ap. Verbum Domini, 12.

    [10] Por. Guillaume de Saint-Thierry, Exposé sur le Cantique des Cantiques, 109, w Sources Chrétiennes 82, 243.

    [11] Franciszek, Laudato si’, 125.

    [12] Bł. Álvaro del Portillo, List pasterski, 9-I-1980, 31 (cytowany w: Álvaro del Portillo, Orar. Como sal y como luz, Barcelona: Planeta, 2013, 207).

    [13] Franciszek, Misericordia et misera, 16.

    [14] Por. Święty Josemaría, Droga, 177.

    [15] Benedykt XVI, Audiencja, 30-V-2007.

    [16] Święty Ludwik Francuski, Duchowy testament dla swojego syna, w: Acta Sanctorum Augustii 5 (1868), 546.

    [17] Święty Josemaría,Rozmowy, 59.

    [18] Droga, 75.

    [19] Por. Święty Tomasz Morus, Responsio ad Lutherum, w: The Yale Edition of The Complete Works of St Thomas More, vol. 5, p. 142 (CW5, 142/1-4).

    [20] Katechizm Kościoła Katolickiego, 303.

    [21] Por. Sagrada Biblia, Tłumaczenie i komentarz Wydziału Teologii Uniwersytetu Nawarry, komentarz do Psalmu 95 (94).

    [22] Por. Święta Teresa Benedykta od Krzyża (Edith Stein), Aus dem Leben einer jüdischen Familie. Das Leben Edith Steins: Kindheit und Jugend, 1965 (ed. 1985), p. 362.

    [23] Święty Josemaría, Bruzda, 860.

    [24] Por. Javier Echevarría, List pasterski, 4-XI-2015, n. 21.

    [25] Święty Josemaría, Kuźnia, 210.

    [26] Przyjaciele Boga, 108.

    [27] Droga, 533.

    [28] Hymn Ave Regina Cælorum.

    [29] Por. Mszał Rzymski, Credo.

    **********

    2 lipca I CZWARTEK MIESIĄCA

    MSZA ŚWIĘTA – godz. 20.30

    po Mszy św. godzinna adoracja: 21.00 – 22.00

    W pierwsze czwartki miesiąca Kościół pragnie uczcić dwa sakramenty: Najświętszą Eucharystię i kapłaństwo

    Każdy pierwszy czwartek miesiąca jest przypomnieniem Wielkiego Czwartku. Liturgia określa to przypominanie greckim słowem – anamnesis – przypominać, czynić pamiątkę.

    Za każdym razem, kiedy w Liturgii Kościoła wspominamy wydarzenia dotyczące naszego zbawienia – to jednocześnie ta prawda uobecnia się między nami. Zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Pan Jezus mówi wyraźnie: „To czyńcie na moją pamiątkę (gr. anamnesin)”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Panem Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. To dlatego wielu świętych i mistyków w czwartkowe wieczory a nawet noce trwało i trwa na adoracji.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii – przede wszystkim czasem dziękczynienia. Dziękujemy za największy z cudów, ale także za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia.

    W tym obecnym czasie mamy utrudnienia, aby przyjąć Komunię świętą. Ale możemy Pana Jezusa przyjąć duchowo. Możemy w duchu dziękczynienia poświęcić chwilę naszego czasu na adorację Najświętszego Sakramentu. 

    Jak to dobrze, że wielu kościołach w tym dniu trwa całodzienna a nawet całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Z sakramentem EUCHARYSTII związane jest KAPŁAŃSTWO. Msza święta została przez Pana Jezusa powierzona kapłanom, aby tę TAJEMNICĘ NASZEJ WIARY sprawowali w każdym miejscu i czasie. Tylko poprzez kapłanów Chrystus może w pełni dawać siebie i przebywać wśród ludzi w swoich sakramentalnych znakach.

    Dlatego pierwszy czwartek jest także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – Kościół modli się za kapłanów, aby nie tylko wytrwali w powołaniu, które otrzymali od Pana Jezusa, ale aby ich życie było czytelnym znakiem Bożego działania.

    ***

    Modlitwa św. Faustyny:

    O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości.

    O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia on na dusze kapłana. Niechaj moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana – bo Ty wszystko możesz.

    ***

    Modlitwa bł. księdza Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego św. Faustyny:

    Boże miłosierny,
    daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów!

    Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego,
    aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł,
    a żaden powołany nie został pominięty.

    Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego,
    jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego Apostołów!

    Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy
    głoszą słowem, przykładem i życiem!

    Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia,
    oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie
    i nie szukają niczego prócz Twojej chwały.

    Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha,
    którego wylałeś na Apostołów!

    Amen.

    PROŚCIE PANA ŻNIWA…

    “Szatan żywi gwałtowną nienawiść do kapłanów. Chce ich zbrukać, doprowadzić do upadku, zdeprawować. Dlaczego? Ponieważ całym swoim życiem głoszą prawdę Krzyża. Duchowni i osoby konsekrowane nie mogą pozostawić świata obojętnym. Tę prawdę Krzyża głoszą nawet w swoim ciele. Dla świata będą zawsze powodem do skandalu. Zajmują miejsce Chrystusa. A jak stwierdził Joseph Ratzinger w przemówieniu wygłoszonym w Rzymie w 1977 r.: „miejscem prawdziwego vicarius Christi jest Krzyż: być wikariuszem Chrystusa znaczy trwać, stojąc pod Krzyżem w posłuszeństwie i tym samym stanowić representatio Christi w czasie i świecie, podtrzymywać Jego władzę jako przeciw-władzę wobec świata. (…) Chrystus nie broni Prawdy z pomocą legionów, ale uwidacznia ją swoją Męką”. Księża i osoby konsekrowane swoim pokornym i oddanym życiem są ogromnym wyzwaniem rzuconym potędze świata”.

    cytat z książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” – kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa, 2019)

    *********************************

    3 lipca I PIĄTEK MIESIĄCA

    Dziś wspominamy świętego Tomasza Apostoła

     pl.wikipedia.org

    *****

    Audiencja generalna, 27 września 2006 r.

    Drodzy Siostry i Bracia!

    Kontynuując nasze spotkania z dwunastoma Apostołami, wybranymi bezpośrednio przez Jezusa, dziś poświęcimy naszą uwagę apostołowi Tomaszowi. Jest on zawsze obecny na czterech listach sporządzonych na podstawie Nowego Testamentu, w pierwszych trzech Ewangeliach umieszczony jest obok Mateusza (por. Mt 10, 3; Mk 3, 18; Łk 6, 15), Dzieje Apostolskie natomiast umieszczają go blisko Filipa (por. Dz 1, 13). Jego imię pochodzi od rdzenia hebrajskiego ta’am, co oznacza „bliźniak”. W rzeczywistości Ewangelia św. Jana wiele razy nazywa go imieniem „Didymos” (por. J 11, 16; 20, 24; 21, 2), które po grecku znaczy dokładnie „bliźniak”. Dla nas nie jest jasne, dlaczego nosił taki przydomek.


    Czwarta Ewangelia przynosi nam trochę wiadomości, które ukazują kilka znaczących cech jego osobowości. Pierwsza dotyczy napomnienia, jakiego udzielił on innym Apostołom, gdy Jezus w krytycznym momencie swego życia zdecydował się pójść do Betanii, aby wskrzesić Łazarza, zbliżając się w ten sposób niebezpiecznie do Jerozolimy (por. Mk 10, 32).

    Przy tej okazji Tomasz powiedział do swoich współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16). Ta jego determinacja w naśladowaniu Mistrza jest zaprawdę wzorcowa i daje nam cenną naukę: objawia całkowitą dyspozycyjność w przylgnięciu do Jezusa, aż po identyfikowanie własnego losu z Jego losem oraz chęć podzielenia z Nim najwyższego doświadczenia śmierci. Najważniejsze jest nigdy nie oderwać się od Jezusa. Gdy Ewangelie używają słowa „naśladować”, oznacza to, że chcą powiedzieć, iż tam, gdzie udaje się Jezus, musi iść również Jego uczeń. W ten sposób życie chrześcijańskie definiuje się jako życie z Jezusem Chrystusem, życie do przemierzenia razem z Nim. Św. Paweł pisze analogicznie, gdy zapewnia chrześcijan w Koryncie: „pozostajecie w naszych sercach na wspólną śmierć i wspólne z nami życie” (2 Kor. 7, 3).

    To, co realizuje się między Apostołem a jego chrześcijanami, dotyczy przede wszystkim związków między chrześcijanami a samym Jezusem: razem umrzeć, razem żyć, trwać w Jego sercu tak, jak On trwa w naszym.
    Druga interwencja Tomasza ma miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy. Przy tej okazji Jezus, przepowiadając bliskie swe odejście, ogłasza, że idzie przygotować miejsce dla uczniów, aby również oni znajdowali się tam, gdzie On będzie. Wyjaśnia im: „Znacie drogę, dokąd Ja idę” (J 14, 4).

    Wówczas Tomasz interweniuje, mówiąc: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5). Tym powiedzeniem Tomasz sytuuje się na poziomie bardzo niskiego zrozumienia; jednakże jego słowa stwarzają Jezusowi okazję do wypowiedzenia słynnej definicji: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Pierwotnie to objawienie zostało przekazane Tomaszowi, jednakże ważne jest ono dla nas wszystkich oraz dla ludzi wszystkich czasów.

    Za każdym razem, gdy słyszymy czy też czytamy te słowa, możemy naszą myślą stanąć obok Tomasza i wyobrazić sobie, że Pan mówi również do nas w ten sposób, w jaki mówił do niego. Jednocześnie jego pytanie daje również nam prawo – by tak powiedzieć – do proszenia Jezusa o wytłumaczenie.

    Często nie rozumiemy tego. Miejmy odwagę powiedzieć: Nie rozumiem Cię, Panie, wysłuchaj mnie, pomóż mi zrozumieć. W ten sposób, z tym spokojem, który jest prawdziwym sposobem modlitwy, rozmowy z Jezusem, wyrażamy małość naszej zdolności rozumienia, ale równocześnie stajemy w postawie ufności człowieka, który oczekuje światła i siły od Tego, który może mu to dać.
    Bardzo znana, a nawet przysłowiowa, jest scena z niewiernym Tomaszem, która miała miejsce osiem dni po wydarzeniu Paschy. Najpierw nie uwierzył on w Jezusa, który ukazał się podczas jego nieobecności, i powiedział: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25).

    Z tych słów płynie przekonanie, że Jezus jest już rozpoznawalny nie tyle z oblicza, co ze swoich ran. Tomasz uważa, że znakami istotnymi dla tożsamości Jezusa są teraz przede wszystkim Jego rany, w których objawia się, jak bardzo nas umiłował. W tym Apostoł się nie myli. Jak wiemy, osiem dni później Jezus ponownie ukazał się pośród swoich uczniów, i tym razem Tomasz był obecny. Jezus mówi mu: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20, 27). Tomasz reaguje wspaniałym wyznaniem wiary w całym Nowym Testamencie: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28).


    Św. Augustyn komentuje w ten sposób: Tomasz „widział i dotknął człowieka, ale wyznawał swoją wiarę w Boga, którego nie widział, ani nie dotykał. Jednak, gdy widział i dotykał Go, chciał wierzyć w to, w co aż do tej chwili wątpił” (In Johann. 121, 5). Ewangelista kończy ostatnim słowem Jezusa do Tomasza: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). To zdanie można również powiedzieć w czasie teraźniejszym: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, jednakże wierzą”.


    Jezus wypowiada tu podstawową zasadę dla chrześcijan, którzy przyjdą po Tomaszu, a zatem dla nas wszystkich. I warto zauważyć, jak inny Tomasz, wielki średniowieczny teolog z Akwinu, zbliży do tej formuły błogosławieństwa inną formułę, pozornie przeciwną, przytoczoną przez Łukasza: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10, 23). Jednakże Akwinata komentuje: „Zasługuje o wiele bardziej ten, kto wierzy bez widzenia, od tego, kto nie wierzy, pomimo że widzi” (In Johann. XX lectio VI par. 2566). W rzeczywistości List do Hebrajczyków, powołując się na wielu starożytnych Patriarchów biblijnych, którzy wierzyli w Boga, nie widząc wypełnienia się Jego obietnic, definiuje wiarę jako „porękę tych dóbr, których się spodziewamy, oraz dowód tych rzeczywistości, których nie widzimy” (por. Hbr 11, 1).

    Przypadek apostoła Tomasza ważny jest dla nas przynajmniej z trzech powodów: po pierwsze dlatego, że nas umacnia w naszych niepewnościach; po drugie dlatego, że pokazuje nam, iż każda wątpliwość może być doprowadzona do świetlanego rozwiązania, ponad wszelką wątpliwość; wreszcie dlatego, że słowa skierowane do niego przez Jezusa przypominają nam prawdziwy sens wiary dojrzałej i dodają nam odwagi do działania mimo trudności na naszej drodze przylgnięcia do Jezusa.


    Ostatnia uwaga na temat Tomasza została zachowana dla nas w Czwartej Ewangelii, która przedstawia go jako świadka Zmartwychwstałego, po cudownym połowie ryb na Jeziorze Tyberiadzkim (por. J 21, 2). Z tej okazji jest on wspomniany nawet zaraz po Szymonie Piotrze: to ewidentny znak wielkiej ważności, jaką cieszył się on w środowisku pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W rzeczywistości pod jego imieniem zostały napisane później Dzieje oraz Ewangelia Tomasza, oba teksty apokryficzne, jednakże bardzo doniosłe dla studiów początków chrześcijaństwa. Przypominamy wreszcie, że według starożytnej tradycji, św. Tomasz ewangelizował najpierw Syrię oraz Persję (tak referuje już Orygenes, cytowany przez Euzebiusza z Cezarei, Hist. eccl. 3, 1), zaś później wybrał się do Indii Środkowych. W tej perspektywie misjonarskiej kończymy naszą refleksję, wyrażając życzenie, aby przykład św. Tomasza umacniał zawsze naszą wiarę w Jezusa Chrystusa, naszego Pana i naszego Boga.

    Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

    Audiencja generalna

    O postaci św. Tomasza Apostoła mówił Benedykt XVI podczas audiencji generalnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl środowych katechez poświęconych Apostołom. Na Placu św. Piotra zgromadziło się 30 tys. pielgrzymów z całego świata, w tym wielu z Polski, do których Ojciec Święty powiedział: „Pozdrawiam pielgrzymów z Polski i z innych krajów. «Pan mój i Bóg mój!» – w tych słowach św. Tomasz daje świadectwo o zmartwychwstaniu Chrystusa. Przyjmujemy z wdzięcznością to wyznanie. Niech kształtuje naszą wiarę, umacnia nadzieję i rozpala miłość. Serdecznie Wam błogosławię”.

    Tygodnik Niedziela/41/2006

    *******

    Św. Tomasz Apostoł: czy na pewno był „niewierny”?

    ŚWIĘTY TOMASZ APOSTOŁ

    Wikipedia/Domena publicznaElżbieta Wiater | 03/07/2018

    Według tradycji moc wiary, która zrodziła się w Wieczerniku, zaprowadziła Tomasza aż do Indii. Podobno apostoł zbudował tam piękny, pełen przepychu i… niewidzialny pałac.

    Jego imię brzmi raczej jak przydomek, gdyż po hebrajsku „Thoma” to po prostu „bliźniak”. Takie rozumienie wydaje się potwierdzać podane przez św. Jana greckie imię „Didymos”, znaczące to samo. W Ewangeliach, szczególnie Jana, jego postać pojawia się na tyle często, że z grubsza potrafimy określić, jakie cechy posiadał ten z apostołów.

    Co o św. Tomaszu Apostole mówią Ewangelie?

    Kiedy niewiele przed męką nasila się poczucie zagrożenia, a Jezus mimo to postanawia iść do Jerozolimy, Tomasz mówi: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11,16). Dobrze rozpoznaje sytuację, ale, podobnie jak większość pozostałych apostołów, przecenia swoje możliwości dania świadectwa w tamtym momencie. Z pewnością jednak chce być gotów na męczeństwo i przynajmniej w tamtej chwili woli je od odejścia od Mistrza.

    Podczas Ostatniej Wieczerzy Pan zapowiada, że odchodzi przygotować miejsce w domu Ojca, a potem powróci, by zabrać ze sobą uczniów. Mówi wtedy też, że znają drogę, którą On idzie. Tomasz wtedy zauważa, że uczniowie nie wiedzą, dokąd idzie Jezus, więc jak mogą znać drogę (zob. J 14,5). Myśli, podobnie zresztą jak pozostali obecni w Wieczerniku w kategoriach tego, co dosłowne i namacalne. Będzie potrzebował dużego szoku, aby zmienić swoje podejście.

    Następuje on po zmartwychwstaniu. Tomasz najpierw nie przyjmuje świadectwa pozostałych apostołów, że widzieli Zmartwychwstałego. Domaga się możliwości dotknięcia Jezusa, nawet więcej – włożenia palców w Jego rany, a dłoni w Jego bok. Prośba dość makabryczna, jednak kiedy Jezus znów się objawia uczniom, wśród których tym razem już jest Tomasz, jest gotów pozwolić apostołowi na tę wiwisekcję. Ten jednak od razu odpowiada, wyznając jednocześnie wiarę: „Pan mój i Bóg mój!” (zob. J 20,24–29).

    Misja Tomasza Apostoła

    Według tradycji moc wiary, która zrodziła się w Wieczerniku i została wzmocniona zesłaniem Ducha Świętego, zaprowadziła Tomasza bardzo daleko, bo najpierw do Mezopotamii, a potem aż do Indii.

    Kiedy w XVI w. dotarli na ten subkontynent portugalscy misjonarze, ze zdziwieniem odkryli, że są tam już chrześcijanie. Rodowici Hindusi, wierzący w Chrystusa, powoływali się na tradycję wywodzącą się właśnie od św. Tomasza Apostoła.

    Z jego misją na tamtym terenie związana jest piękna legenda o budowie pałacu króla Gudnafara. Jako że Tomasz był z zawodu cieślą i budowniczym, król zlecił mu budowę pałacu. Sam odjechał i tylko co jakiś czas przesyłał potrzebne materiały, kruszce i klejnoty. Jakie było jego zdziwienie, kiedy w wyznaczonym czasie przyjechał i okazało się, że na placu budowy nic nie ma!

    Wtedy apostoł odparł, że zbudował władcy pałac, ale żeby go ujrzeć, król musi przejść do innego świata. Tomasz bowiem wybrał bardzo nowatorski sposób budowy, mianowicie rozdał otrzymywane bogactwa potrzebującym, dodając do tego Boże słowo i często uzdrowienie od siebie.

    Gudnafar oczywiście wpadł we wściekłość i kazał uwięzić Judejczyka. W tym samym czasie zmarł brat królewski, Gad. Kiedy przyszedł do nieba, zobaczył tam cudownej urody pałac, a aniołowie mu powiedzieli, że rzeczywiście należy on do Gudnafara i stanowią go dawane przez niego jałmużny. Gad wrócił więc we śnie do brata i poprosił, czy nie mógłby dostać od niego tej nieziemskiej (dosłownie i w przenośni) posiadłości. Sen ten przekonał króla o prawdomówności Tomasza oraz o prawdzie głoszonej przez niego Ewangelii.

    Męczeństwo

    Zgodnie z legendami apostoł zginął ok. 72 r. w Ramapuram. Najpierw go torturowano, a potem przebito włóczniami. Z jego świadectwa i krwi narodził się Kościół malabarski. Do XVI w. chrześcijanie św. Tomasza mieli kontakt jedynie z Kościołami wschodnimi i nie brali udziału w sporach, jakie dzieliły chrześcijaństwo w basenie Morza Śródziemnego.

    Ich wiara karmiła się otrzymaną Ewangelią, sprawowaniem kultu, podtrzymywali sukcesję apostolską i wypracowali własne tradycje pobożnościowe. Doświadczali prześladowań, stanowiąc w indyjskim społeczeństwie jedynie drobną jego cząstkę o wyraźnie odmiennych normach postępowania. Jak na wspólnotę założoną przez apostoła o przydomku „Niewierny” okazywali i nadal okazują wyjątkową żywotność wiary.

    Aleteia.pl

    ***

    godzinna adoracja od godz. 18.00

    MSZA ŚWIĘTA – godz. 19.00

    Antyfona na wejście

    Jesteś moim Bogiem, podziękować chcę Tobie, Boże mój, wielbić pragnę Ciebie; dziękuję Tobie, bo stałeś się moim zbawcą.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, z radością obchodzimy
    święto Tomasza Apostoła,
    przez jego wstawiennictwo zachowaj naszą wiarę, abyśmy jak on uznali Twojego Syna za naszego Pana i mieli życie w imię Jezusa Chrystusa.
    Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan. Ef 2,19-22

    Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 117

    R/ Idźcie i głoście światu Ewangelię.

    Chwalcie Pana, wszystkie narody,
    wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
    bo potężna nad nami Jego łaska,
    a wierność Pana trwa na wieki. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Jana. J 20,24-29

    Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, w święto Tomasza Apostoła,
    my, Twoi słudzy, składamy Ci Ofiarę uwielbienia i pokornie prosimy, abyś zachował w nas swoje dary. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Wyciągnij swoją rękę i rozpoznaj miejsce gwoździ, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, w Najświętszym Sakramencie rzeczywiście przyjęliśmy Ciało Twojego Jedynego Syna,
    spraw, abyśmy z Tomaszem Apostołem,
    uznawali Chrystusa za naszego Pana i Boga
    i całym życiem potwierdzali tę wiarę.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ************************************************************************

    4 lipca I SOBOTA MIESIĄCA

    MSZA ŚWIĘTA z XIV NIEDZIELI ZWYKŁEJ – godz. 18.00

    po Mszy św. – nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa, które są również popełniane przez Polaków przeciwko Matce Bożej.


    Niepokalane Serce Maryi to ratunek dla grzeszników

    This image has an empty alt attribute; its file name is mros%281%29.jpg

    Ratunkiem dla grzeszników jest Niepokalane Serce Maryi. Droga ta budzi jednak wiele pytań, gdyż Maryja jest, jak każdy z nas, stworzeniem i człowiekiem, a nie Bogiem. Nie możemy o tym zapominać, a tym bardziej zacierać nieprzekraczalnej granicy pomiędzy Stwórcą a stworzeniem.

    A jednak to właśnie Bóg pragnie ustanowić nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Na ten argument wskazuje s. Łucja, podając racje uzasadniające dla tego właśnie nabożeństwa. Na pytanie, dlaczego takie nabożeństwo, odpowiedziała krótko i jednoznacznie: „Ponieważ Bóg tak chce”.

    Jedność Serc Jezusa i Maryi

    Nazwa nabożeństwa wskazująca na Maryję to jeden aspekt, drugi to jego właściwa treść, a ona wskazuje na Jezusa, który jest jedynym celem, ku Niemu zmierzamy poprzez Niepokalane Serce Maryi. Tak więc nazwa nabożeństwa bezpośrednio wiąże się z Maryją, jego istota jest jednak jednoznaczna: Jezus, ku któremu zmierzamy poprzez sakramentalną spowiedź, różaniec, medytację oraz przyjęcie Komunii świętej. Nie sposób zatem nie dostrzec w fatimskim przesłaniu bardzo wymownej i głębokiej jedności Serca Jezusa i Serca Maryi. Odnajdujemy ją już w pierwszych słowach Anioła, który ukazał się dzieciom: „Serce Jezusa i Maryi słuchają z uwagą waszych próśb” czy też: „Serce Jezusa i Maryi chcą przez was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu modlitwy i umartwienia”. Jakże piękne i wymowne w tym kontekście są słowa cierpiącej Hiacynty, która w ostatnich miesiącach życia, wiedząc, że odchodzi z tego świata, z takim apelem zwróciła się do Łucji. „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wielbiono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi!”.

    Droga przez Serce Maryi

    Wolą Boga jest, by obok Serca Jezusa uwielbiano Niepokalane Serce Maryi. Nie sposób wyobrazić sobie innej drogi ku Bogu, skoro to On taką drogę wybiera, by przez Niepokalane Serce Maryi stać się Człowiekiem. Sam Bóg wskazuje nam tę drogę, a zatem, choć racjonalność podsuwa nam wiele wątpliwości i pytań, nie możemy dać się zwieść, by Bogu dyktować nasze ludzkie rozwiązania. Jakże dobitnie wyraził to kard. Joseph Ratzinger w komentarzu do trzeciej części fatimskiej tajemnicy. „By ratować dusze przed piekłem, wskazany zostaje – ku zaskoczeniu ludzi anglosaskiego i niemieckiego kręgu kulturowego – kult Niepokalanego Serca Maryi”.

    Bóg jest pokorny

    Zjednoczenie Serc Jezusa i Maryi to wzór dany nam przez Boga, ale pozostaje jeszcze pytanie o to, gdzie jest nasze serce. Możemy rozważać prawdę o Najświętszym Sercu Jezusa i Niepokalanym Sercu Maryi, ale nie chodzi tu o teologiczne spekulacje, lecz o to, by nasze serca były jak najbliżej Jezusa i Maryi. Sam Bóg nam to wskazuje, do tego zaprasza i głosem małego dziecka mobilizuje nas do tego, byśmy podjęli wskazaną nam drogę. To, co zostało zapowiedziane przez Maryję w lipcu 1917 r., że przyjdzie jeszcze raz, by żądać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu i Komunii świętej wynagradzającej w pierwsze soboty, to również znalazło swoje wypełnienie kilka lat później. „10 grudnia 1925 r. zjawiła się Najświętsza Panna w Pontevedra, a z boku w jasności Dzieciątko. Najświętsza Dziewica położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. Dzieciątko powiedziało: «Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał»”.

    Bóg – jako Dziecię Jezus – zabiega, pyta, zachęca, prosi o nabożeństwo do Serca Jego Matki. Droga naszego uświęcenia ma prowadzić przez Serce Maryi, być wyrazem naszej miłości, nie dziwi więc fakt, że taka forma prośby współgra z treścią wizji. Jezus ukazuje się nie jako Pan i Król Wszechświata, lecz jako Dziecko, które prosi i żebrze o miłość dla swojej Matki. Zatem nie respekt wobec autorytetu i wszechmocy Boga ma być argumentem co do wyboru wskazanej drogi, lecz szczera i dobrowolna miłość. Nasza odpowiedź nie powinna brać się z przymusu czy też wyrachowania, lecz być tak naturalną, jak odpowiedź na prośbę bezbronnego dziecka, które pokornie prosi o miłość dla swojej matki.

    ks. Krzysztof Czapla SAC

    *****

    Portugalia | Pomnik Matki Bożej Różańcowej
    Pomnik Matki Bożej Różańcowej/Fatima (by wsavespublicart)

    ************************************************************************

    Obraz

    sobota 18 lipca 2020

    kaplica-izba JEZUSA MIŁOSIERNEGO – godz. 18.00

    *****

    wspomnienie św. Szymona z Lipnicy, kapłana

     

    Młodość i droga do kapłaństwa

    Św. Szymon urodził się w miejscowości Lipnica, zwanej dzisiaj Lipnicą Murowaną (koło Bochni). Przyszedł na świat między 1435 a 1440 r. Jego rodzice Anna i Grzegorz byli średnio zamożni, należeli do niższej warstwy mieszczańskiej. Byli ludźmi głębokiej wiary. Szymon już w domu rodzinnym wzrastał w atmosferze życia chrześcijańskiego i otrzymał dobre wychowanie religijne. Źródła pisane podkreślają, że od dzieciństwa wykazywał wyjątkową pobożność.

    Od lat młodzieńczych Szymon odznaczał się także umiłowaniem nauki oraz zapałem do jej zdobywania i pogłębiania. W 1454 r. zapisał się na Wydział Artium Akademii Krakowskiej. W 1457 r. ukończył fakultet sztuk wyzwolonych z tytułem bakałarza. Mógł kontynuować studia, ale wybrał życie zakonne, wstępując do Zakonu św. Franciszka z Asyżu, do nowo założonej w 1453 r. przez św. Jana Kapistrana wspólnoty franciszkańskiej, której klasztor znajdował się w Krakowie pod Wawelem. Zakon Braci Mniejszych de Observantia był pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny, dlatego franciszkanów tej wspólnoty nazywano popularnie bernardynami.
    W klasztorze krakowskim Szymon odbył roczny nowicjat, a później studiował teologię w ramach przygotowania się do święceń kapłańskich. Odznaczał się wieloma wrodzonymi zdolnościami, a także pilnością w nauce, co pozwoliło mu na zdobycie szerokiej wiedzy teologicznej.

    Życie zakonne i posługa kapłańska

    Po przyjęciu święceń w 1465 r. pierwszą placówką posługi kapłańskiej i zakonnej Szymona był klasztor w Tarnowie, gdzie pełnił funkcję gwardiana. Ale już dwa lata później powrócił do Krakowa, gdzie wypełniał obowiązki kaznodziei w kościele św. Bernardyna i kierował skryptorium klasztornym. Sam także własnoręcznie przepisywał dzieła pisarzy swojego zakonu.
    W zakonie Szymon szybko dał się poznać jako przykładny brat mniejszy, bardzo gorliwy w codziennym życiu zakonnym i w posługiwaniu innym. Postrzegany był jako człowiek oddany modlitwie, pokorny i prowadzący życie pełne umartwienia. Modlitwa i kontemplacja zajmowały pierwsze miejsce w jego codziennym życiu. Wiele godzin spędzał na rozważaniu Pisma Świętego, a także oddawał się studium pism Ojców Kościoła, dzieł teologicznych i ascetycznych.
    Jako kapłan poświęcił się głoszeniu słowa Bożego. Szybko zasłynął jako gorliwy i wybitny kaznodzieja. Do kazań zawsze starannie się przygotowywał. W swoim kaznodziejstwie naśladował mistrzów odnowy życia franciszkańskiego: św. Bernardyna ze Sieny i św. Jan Kapistrana. Idąc ich śladem, był wielkim czcicielem Imienia Jezus; podczas kazań często nabożnie wzywał tego Imienia ze zgromadzonym ludem. W wyjątkowy sposób potrafił przemawiać do serc i umysłów słuchaczy i poruszać ich sumienia. Jednym z dowodów wielkości i popularności Szymona jako kaznodziei był fakt, że powierzono mu zaszczytną funkcję kaznodziei katedralnego na Wawelu. Tradycja przekazuje nam informację, że był również spowiednikiem króla Kazimierza Jagiellończyka.

    Szymon jako brat mniejszy umiejętnie i harmonijnie łączył życie kontemplacyjne z działalnością apostolską. Kochał samotność i ciszę, oddawał się modlitwie, praktykował surowe umartwienia. Przez całe życie – bardzo aktywny w posłudze kapłańskiej – był wytrwałym głosicielem Ewangelii. Gorliwie realizował rady ewangeliczne i kochał szczególnie cnoty wypływające z duchowości franciszkańskiej, takie jak: ubóstwo, pokora i prostota, surowość życia. Odznaczał się radością w służbie Bogu i ludziom. Chrystus, którego starał się wiernie naśladować, idąc za wskazaniami św. Franciszka, był w centrum jego życia i działania. Z miłości do Jezusa pragnął ponieść śmierć męczeńską. Przez całe życie odznaczał się także wielkim nabożeństwem do Matki Najświętszej i starał się Ją wiernie naśladować.
    We wszystkim, co Szymon czynił, ujawniała się jego wielka pokora i skromność, wypływające z ducha ubóstwa. Było to widoczne w jego sposobie bycia, odnoszenia się do innych, w podejmowaniu najbardziej przyziemnych i pogardzanych prac fizycznych w klasztorze. Unikał wszelkich godności i honorów. Wszelkie dobro, jakie działo się za jego przyczyną, przypisywał Bogu, a wszystko co robił, czynił na chwałę Bożą.

    Śmierć i sława świętości

    Kiedy w 1482 r. Kraków nawiedziła klęska zarazy – największa i najbardziej bolesna dla Krakowa w XV wieku – Szymon wraz z innymi braćmi pozostał na miejscu i niósł dotkniętym chorobą pociechę religijną, świadczył różnoraką pomoc potrzebującym i opuszczonym. Spieszył z pomocą sakramentalną, zanosił Komunię św., umacniał duchowo i wspomagał materialnie, rozdając żywność. Bardzo szybko jednak Szymon też się zaraził i po kilku dniach podzielił los tych, którym ofiarnie służył. Podczas choroby okazywał wielką moc ducha i cierpliwość w znoszeniu cierpień. Umierał spokojnie, ze wzrokiem utkwionym w krzyżu. Było to 18 lipca 1482 r.

    W opinii wiernych i współbraci Szymon już za życia był uważany za świętego, dlatego wkrótce po jego śmierci podjęto – niestety, nieskuteczne – starania o jego beatyfikację. Dopiero 24 lutego 1685 r. Stolica Apostolska ogłosiła dekret beatyfikacyjny. W drugiej połowie XVIII wieku rozpoczęły się starania o kanonizację. Trudności natury politycznej uniemożliwiły przeprowadzenie procesu kanonizacyjnego. Kult jednak przez cały czas był żywy, spisywano cuda, które miały miejsce za jego przyczyną. Proces kanonizacyjny został wznowiony w 1948 r., ale dopiero ostatnie lata stworzyły właściwe warunki do tego, aby mógł być doprowadzony do szczęśliwego zakończenia.
    Ojciec Święty Benedykt XVI, 3 czerwca 2007 r. dokonał kanonizacji czworga błogosławionych. Wśród nich był franciszkanin – bł. Szymon z Lipnicy.

    Duchowe przesłanie przyszłego Świętego

    Szymon z Lipnicy, chociaż żył w XV wieku, pozostaje bliski również dziś przez przykład swojego życia i wstawiennictwo u Boga, żywo doświadczane przez wiernych, także na początku XXI wieku.
    Był mocno związany z Krakowem, dlatego stał się patronem miasta Krakowa oraz społeczności akademickiej, zwłaszcza studentów. Uważamy go za szczególnego orędownika matek w stanie błogosławionym. Był i jest czczony również jako ten, który uprasza zdrowie ciężko i nieuleczalnie chorym. O jego skutecznym wstawiennictwie u Boga, także dzisiaj, we wszystkich trudnych sprawach i w różnorakich potrzebach, świadczą prośby i podziękowania wciąż składane pisemnie u jego grobu w Krakowie. Sława świętości gromadzi wiernych także w miejscu jego urodzenia – w Lipnicy Murowanej, zwłaszcza 18 lipca, z okazji dorocznego odpustu.

    Szymon wstawia się u Boga, ale także swoim świątobliwym życiem ukazuje drogę realizacji powołania do świętości. Własnym przykładem uczy nas, że świętość życia zdobywa się przez codzienną wierność swojemu powołaniu oraz cierpliwe i wytrwałe wypełnianie obowiązków swego stanu. Tym samym uczy, że nie ma świętości bez współpracy z łaską Bożą, bez trudu i codziennego zmagania się z ludzką słabością.
    Pozostaje wzorem pracowitości oraz poważnego i odpowiedzialnego podejścia do obowiązków dnia codziennego, zwłaszcza dla tych, którzy poświęcili się głoszeniu Ewangelii; zachęca, by żyli nią na co dzień, pogłębiali wiedzę teologiczną i przygotowywali się do głoszenia słowa Bożego z całą gorliwością, pokładając jednocześnie nadzieję jedynie w Bogu i Jego mocy.

    Uczy, nie tylko osoby zakonne, umiejętnego łączenia kontemplacji z aktywnością życiową. Pokazuje, jak ważne są w życiu człowieka wierzącego cisza i skupienie, by odnaleźć samego siebie, pielęgnować ducha modlitwy, a tym samym umacniać wiarę i żyć w bliskiej zażyłości z Chrystusem i Jego Najświętszą Matką. Szymon swoim przykładem umartwienia i wyrzeczenia uczy także, że w życiu chrześcijańskim obok modlitwy konieczne jest również życie ascetyczne.
    Dla braci mniejszych jest ponadto wzorem gorliwego życia ideałami św. Franciszka z Asyżu, które nadal są aktualne i poszukiwane, gdyż dzisiejszy człowiek bardzo potrzebuje przykładów głębokiej wiary, braterstwa między ludźmi i harmonii z otaczającą przyrodą, pokoju, pokornego czynienia dobra i poświęcenia dla innych, zwłaszcza dla chorych i opuszczonych. Bł. Szymon pokazuje nam, że w każdej epoce i w każdej sytuacji można w pełni żyć Chrystusową Ewangelią i być skutecznym świadkiem Zmartwychwstałego Pana oraz świadkiem czynnej miłości i głosicielem Dobrej Nowiny o zbawieniu.

    O. Czesław Gniecki OFM/www.bernardyni.pl

    ***********

    poniedziałek 6 lipca 2020 – godz. 19.00

    wspomnienie Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej, dziewicy

    Maria Teresa Ledóchowska – wzór pracy misyjnej

    Samplefot. Wikipedia

    “Z rzeczy boskich najbardziej boską jest współpraca nad zbawieniem dusz”. To hasło przyświeca Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera, popularnie zwanego klaweriankami. Założyła je urodzona ponad 150 lat temu bł. Maria Teresa Ledóchowska, którą Kościół katolicki wspomina dziś, 6 lipca. Należy ona do najwybitniejszych postaci w Kościele w dziedzinie pracy misyjnej.

    Teresa Ledóchowska ożywiła ducha misyjnego, odkryła nowe drogi współpracy misyjnej, zainteresowała swoją ideą rzesze ludzi. Nawiązała też żywy kontakt z misjami katolickimi w Afryce. W swej działalności była prekursorką soborowej odnowy życia apostolskiego głoszącej, że „Kościół pielgrzymujący jest misyjny ze swej natury” (Dekret Soboru Watykańskiego II o misyjnej działalności Kościoła „Ad gentes divinitus”).

    Przyszła błogosławiona urodziła się 29 kwietnia 1863 w Loosdorf w Dolnej Austrii. Jej ojcem był hrabia Antoni Ledóchowski, a matką – pochodząca ze Szwajcarii Józefina Salis-Zizers. Rodzina była głęboko religijna i silnie związana z Polską. Młodszą siostrą Marii Teresy była Julia, założycielka Zgromadzenia szarych urszulanek – św. Urszula Ledóchowska, brat Włodzimierz był w późniejszych latach generałem jezuitów, a stryj Mieczysław – arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim, a następnie kardynałem i prefektem Kongregacji Rozkrzewiania Wiary (obecnie Ewangelizacji Narodów).

    Maria Teresa była dzieckiem bardzo zdolnym. Swoje wrażenia z podróży z ojcem do Polski i na Litwę opisała w książce „Mein Polen”, dedykowanej ukochanemu stryjowi, kard. Mieczysławowi Ledóchowskiemu. „Dla Boga i mojej ukochanej Ojczyzny!” – oto hasło, które powinno mi towarzyszyć” – napisała 16-letnia wówczas dziewczyna.

    W 1883 r. rodzina przeniosła się na stałe do Polski, do Lipnicy Murowanej. W dwa lata później zachorowała na ospę i zaraziła ojca, który wkrótce zmarł. To przeżycie oraz wiadomość, że jej siostra zamierza wstąpić do sióstr urszulanek w Krakowie spowodowały, że ona także chciała „uczynić coś wielkiego dla Pana Boga”.

    W latach 1885-89 była damą dworu toskańskiego w Salzburgu. Tam zetknęła się z franciszkankami misjonarkami Maryi, od których po raz pierwszy usłyszała o misjach. Bolała nad tym, że wychowana w domu głęboko religijnym, nie słyszała o działalności misyjnej Kościoła. Również w Salzburgu zapoznała się z działalnością kardynała Charlesa Martiala Allemanda Lavigerie (1825-92), założyciela Zgromadzeń: Misjonarzy Afryki, zwanego (od koloru habitu) „ojcami białymi” i Misjonarek Afryki.

    Spotkanie z prymasem Afryki (taki tytuł nosił kardynał od 1884) latem 1889 w Szwajcarii wywarło decydujący wpływ na jej dalszą działalność. Ona również pragnęła poświęcić się całkowicie misjom afrykańskim i walce z niewolnictwem. Zrezygnowała więc ze stanowiska damy dworu i zamieszkała u szarytek w Salzburgu. W 1894 założyła Sodalicję św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskich. Ten hiszpański jezuita (1580-1654), zmarły na terenie dzisiejszej Kolumbii, był wielkim misjonarzem, opiekunem i apostołem niewolników i Murzynów amerykańskich.

    Założycielka opracowała statuty dla swego stowarzyszenia oparte na konstytucjach św. Ignacego, wedle których m.in. jałmużna miała się łączyć z modlitwą o nawrócenie Afryki oraz wypraszać łaski dla misjonarzy. Nawiązała kontakt z misjonarzami i pod pseudonimem Aleksander Halka zaczęła wydawać czasopismo „Echo z Afryki” z podtytułem: „Pismo miesięczne ilustrowane dla popierania zniesienia niewolnictwa i dla rozszerzenia misji katolickich w Afryce”. Wydawała też „Murzynka” i kilka innych pism w kilkunastu językach.

    Sodalicja św. Piotra Klawera została ostatecznie zatwierdzona w 1910 jako nowe Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskich. Jej członkinie były misjonarkami, choć nie udawały się na misje. Sodalicja klaweriańska podlegała nie Kongregacji dla Spraw Zakonnych, lecz Kongregacji Rozkrzewiania Wiary.

    „Misjonarze i misjonarki mogą być porównywani do pięknej palmy, której owocami są ochrzczone murzyńskie dzieci: korzenie jednak, które tkwią głęboko w ziemi, których nikt nie widzi, a z których drzewo czerpie swe soki – to jest Sodalicja ze swą ukrytą, nieprzerwaną pracą” – napisała Maria Teresa Ledóchowska. I odnosiła sukcesy, tworząc dzięki misji klaweriańskiej nowe dzieła, np. Związek Mszalny, Chleb św. Antoniego dla Afryki, Wykup dziecka murzyńskiego z niewoli, Kształcenie seminarzysty itp. Zbierano też okruchy szlachetnych metali, staniol, zużyte znaczki pocztowe, które potem sprzedawano, a pieniądze wysyłano misjonarzom. Przez wiele lat przetrwały też skarbonki z figurką Murzynka, kłaniającego się po wrzuceniu datku do skarbonki.

    Założycielka organizowała również w Polsce i Austrii kongresy poświęcone walce z niewolnictwem i wydawała książki religijne w różnych językach afrykańskich; w tym celu powołała Dzieło Prasy Afrykańskiej. Grupy skupione wokół Sodalicji były niekiedy bardzo liczne, np. w Wilnie 1300 dzieci należało do 40 grup Ligi Dzieci dla Afryki. Liczne zasługi na polu misji i walki z niewolnictwem zjednały jej miano „Matki Afryki”.

    Maria Teresa Ledóchowska zmarła w Rzymie 6 lipca 1922. Paweł VI beatyfikował ją 19 października 1975, w Niedzielę Misyjną a 20 stycznia 1976 – na prośbę biskupów polskich – ogłosił ją patronką Dzieła Współpracy Misyjnej w Polsce.

    Teresa Sotowska/Kai.pl

    *****

    Msza święta

    Antyfona na wejście

    Głoście chwałę Boga wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów, bo Pan jest wielki, godzien wszelkiej chwały. Ps 96, 3-4

    Kolekta

    Boże, Ty powołałeś błogosławioną Marię Teresę z książęcego dworu, aby żyła jedynie dla Chrystusa i Kościoła, który jest Jego Ciałem,
    spraw za jej wstawiennictwem,
    abyśmy całe nasze życie przeniknięte Twoją miłością oddawali na służbę braciom.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Ozeasza. Oz 2,16.17b-18.21-22

    To mówi Pan: „Chcę przynęcić niewierną oblubienicę, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca, i będzie Mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju.

    I stanie się w owym dniu, że nazwie Mnie: «Mąż mój», a już nie powie: «Mój Baal».

    I poślubię cię sobie znowu na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana”.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 145

    R/ Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia.

    Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
    i na wieki wysławiał Twoje imię.
    Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
    a wielkość Jego niezgłębiona. R/

    Pokolenie pokoleniu głosi Twoje dzieła
    i zwiastuje Twoje potężne czyny.
    Głoszą wspaniałą chwałę Twego majestatu
    i rozpowiadają Twoje cuda. R/

    Mówią o potędze Twoich dzieł straszliwych
    i głoszą Twoją wielkość.
    Przekazują pamięć o Twej wielkiej dobroci
    i cieszą się Twą sprawiedliwością. R/

    Pan jest łagodny i miłosierny,
    nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
    Pan jest dobry dla wszystkich,
    a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza. Mt 9,18-26

    Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa.

    Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała.

    Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Składając nasze dary na Twoim ołtarzu błagamy Cię, Boże, abyś wszystkich ludzi doprowadził do zbawienia, które Twój Syn, Jezus Chrystus, wysłużył krwią swoją. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Syn Człowieczy przyszedł, aby dać swoje życie na okup za wielu. Mk 10,45

    Modlitwa po Komunii

    Prosimy Cię, Boże, niech Najświętszy Sakrament,
    który przyjęliśmy, rozpali nasze serca miłością,
    abyśmy gorliwie przyczyniali się do zbawienia ludzi. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ************************************************************************

    czwartek 9 lipca 2020


    Wspomnienie św. Augustyna Zhao Rong i 119 towarzyszy męczenników

    AUGUSTIN ZHAO RONG© Courtesy of the Holy Transfiguration Monastery, http://www.thehtm.org

    Początki ewangelizacji Chin sięgają V w., ale misje europejskie w tym kraju rozwinęły się szczególnie w czasach nowożytnych, poczynając od XVI w. W ciągu minionych czterech stuleci Kościół katolicki w Chinach wzrastał nieprzerwanie, choć w niektórych okresach i regionach bywał prześladowany.

    Za pierwszego męczennika uznawany jest o. Franciszek Fernández de Capillas, hiszpański dominikanin, umęczony w 1648 r., beatyfikowany w 1909 r. Wchodzi on w skład 120-osobowej grupy męczenników, której przewodzi Augustyn Zhao Rong, pierwszy chiński kapłan umęczony za wiarę.

    Pozostali męczennicy to w części europejscy zakonnicy — członkowie zgromadzeń, którym Stolica Apostolska powierzyła prowadzenie misji w różnych regionach Chin (jezuici, franciszkanie, dominikanie, salezjanie i członkowie Paryskich Misji Zagranicznych) — a w części rodowici Chińczycy — biskupi, kapłani i świeccy, mężczyźni i kobiety.

    Najmłodszy z nich miał zaledwie 9 lat. Augustyn Zhao Rong pochodził z prowincji Syczuan. W wieku 20 lat zaciągnął się do wojska i wchodził w skład oddziału, który eskortował do Pekinu grupę chrześcijańskich więźniów. Uderzyła go ich cierpliwość i odwaga. Ponownie zetknął się z chrześcijanami w prowincji Wuczuan, gdzie poznał uwięzionego o. Marcina Moye.

    Przykład wiary i miłości tego kapłana oraz jego katecheza skłoniły Augustyna do przyjęcia chrześcijaństwa. Otrzymał chrzest z rąk o. Moye w wieku 30 lat. Przez następnych pięć lat przygotowywał się do kapłaństwa i przyjął święcenia w 1781 r. Przez wiele lat pełnił posługę kapłańską.

    W okresie prześladowań wszczętych za panowania cesarza Jiaqinga został aresztowany, gdy udzielał sakramentów choremu. Uwięziony w Chengdu, został skazany na dotkliwą karę cielesną, choć miał już 69 lat. Otrzymał 60 uderzeń bambusowym kijem w kostki i 80 policzków zadanych skórzaną podeszwą. Zmarł w więzieniu kilka dni później, 27 stycznia 1815 r. Jest pierwszym kapłanem chińskim — męczennikiem.

    Aleteia.pl

    *********************************************

    sobota 11 lipca 2020

    Uroczystość św. Benedykta, opata, patrona Europy

    Public Domain

    ***

    Św. Benedykt, opat. Urodził się w Nursji około 480 roku. Był synem właściciela ziemskiego. Kształcił się w Rzymie, lecz przerwał naukę i podjął życie pustelnika w Affile. Po paru latach przeniósł się w góry niedaleko Subdiaco.

    Kiedy zaczęli gromadzić się wokół niego uczniowie, założył w okolicy 12 klasztorów. Później przeniósł się w ruiny opuszczonej, niewielkiej fortecy na Monte Cassino, gdzie założył opactwo. Tutaj napisał „Regułę”, która stała się podstawą życia monastycznego na Zachodzie.

    Zaleca w niej roztropność i umiar w modlitwie, pracy i spoczynku. Ukazuje drogę do doskonałości religijnej poprzez panowanie nad sobą, pokorę, posłuszeństwo. Poważną część dnia zakonnika przeznaczył na „lectio divina” – czytanie Pisma Świętego.

    Święty wprowadził do zakonu profesję – prawem zagwarantowaną przynależność do klasztoru oraz stabilność miejsca, czyli zobowiązanie mnichów do pozostawania w jednym klasztorze aż do śmierci.

    Jego sława ściągała wielu współczesnych mu, m. in. odwiedził go król Gotów, Totiia. Św. Scholastyka, bliźniacza siostra św. Benedykta, w pobliżu Monte Cassino założyła benedyktyńską gałąź żeńską.

    Święty umarł 21 marca 547 roku. W klasztorze na Monte Cassino żyło wtedy 150 mnichów. „Reguła” św. Benedykta wywarła poważny wpływ na całe życie klasztorne Europy Zachodniej. W Polsce najbardziej znanym opactwem benedyktyńskim jest Tyniec. Tradycja nadała św. Benedyktowi tytuł „patriarchy” monastycyzmu Zachodu.

    Paweł VI w roku 1964 ogłosił go patronem Europy. Św. Benedykt jest także patronem wielu zakonów, diecezji tarnowskiej, Francji; architektów, górników, inżynierów, nauczycieli, speleologów, uczniów, wydawców. Orędownik konających. 11 lipca upamiętnia dzień przeniesienia relikwii Świętego.

    W ikonografii św. Benedykt przedstawiany jest w habicie benedyktyńskim, w kukulli, z krzyżem w dłoni. Jego atrybutami są: anioł, bicz, hostia, kielich z wężem, księga, kruk z chlebem w dziobie, księga reguły w ręce, kubek, pastorał, pies, rozbity puchar, infuła u nóg z napisem „Ausculta fili” – „Synu, bądź posłuszny”, wiązka rózg.

    Aleteia/Ewangelia na co dzień

    *** 

    Antyfona na wejście

    Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza. Sznur mierniczy szczodrze mi dział wyznaczył, jak miłe jest dla mnie moje dziedzictwo. (Ps 16,5-6)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty nam dałeś w świętym Benedykcie, opacie,
    wzór ewangelicznej doskonałości,
    spraw, abyśmy wśród zmiennych kolei życia
    całym sercem umiłowali sprawy niebieskie.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Przysłów – Prz 2,1-9

    Synu, jeśli przyjmiesz moje nauki i zachowasz u siebie wskazania; ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności swe serce; jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę, jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów, to bojaźń Pana zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga. Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego wychodzą wiedza i roztropność; dla prawych On chowa swą pomoc, On jest tarczą dla żyjących uczciwie. On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych. Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność, i każdą dobrą ścieżkę.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 34

    R/ Po wieczne czasy będę chwalił Pana.

    Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
    Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
    Dusza moja chlubi się Panem,
    niech słyszą to pokorni i niech się weselą. R/

    Wysławiajcie razem ze mną Pana,
    wspólnie wywyższajmy Jego imię.
    Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
    oblicza wasze nie zapłoną wstydem. R/

    Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
    szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
    Zbliżcie się, synowie, posłuchajcie, co mówię,
    będę was uczył bojaźni Pańskiej. R/

    Powściągnij swój język od złego,
    a wargi swoje od kłamstwa.
    Od zła się odwróć, czyń dobrze,
    szukaj pokoju i dąż do niego. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Kto porzuci wszystko dla Ewangelii, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 19,27-29

    Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Boże, nieskończenie dobry, dzięki Twojej łasce
    święty Benedykt oczyścił się z nałogów
    grzesznego człowieka i przyodział nowego, stworzonego na Twoje podobieństwo,
    spraw, abyśmy się podobnie odnowili
    i godnie złożyli Tobie Ofiarę pojednania.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Zaprawdę powiadam wam: Wy, którzy opuściliście wszystko i poszliście za Mną, stokroć tyle otrzymacie i posiądziecie życie wieczne. (Mt 19,28-29)

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący Boże, Ty w Najświętszym
    Sakramencie udzielasz nam Twojej mocy,
    spraw, abyśmy za przykładem świętego Benedykta zawsze szukali przede wszystkim Ciebie,
    i wśród świata nosili w sobie wizerunek Chrystusa zmartwychwstałego. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    ***

    Co święci mówią Europie?

     

     Adobe.Stock.pl

    ***

    Benedykt z Nursji, Cyryl i Metody, Brygida Szwedzka, Katarzyna ze Sieny i Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein). Dlaczego właśnie ci święci zostali wybrani, by patronować Europie? Co takiego wnieśli swoim życiem i dziełami w dzieje naszego kontynentu?

    Przypadające 11 lipca święto św. Benedykta, opata, patrona Europy, jest doskonałą okazją do zastanowienia się nad odpowiedzią na te pytania.

    Zwiastun pokoju

    Najczęściej św. Benedykta z Nursji kojarzymy z opactwem na Monte Cassino i z zaleceniem: „Módl się i pracuj”, pochodzącym z jego Reguły. Święty Paweł VI, kiedy ogłosił św. Benedykta patronem Europy w liście apostolskim Pacis nuntius z 24 października 1964 r., nazwał go „zwiastunem pokoju, sprawcą jedności, nauczycielem cywilizacji, głosicielem religii Chrystusowej i twórcą życia monastycznego na Zachodzie”. Benedyktyni budowali nie tylko klasztory, ale również drogi, uprawiali ziemię i uczyli uprawy miejscową ludność. W swoich skryptoriach przepisywali Pismo Święte – w całości lub we fragmentach, teksty liturgiczne, a także dzieła starożytnych pisarzy, historyków i filozofów. Obok opactw zakładali szkoły i kształcili młodzież, przekazywali ludom europejskim bogate dziedzictwo cywilizacji łacińskiej. Benedykt XVI podkreślił, że św. Benedykt z Nursji swoim życiem i dziełem „wywarł zasadniczy wpływ na rozwój cywilizacji i kultury europejskiej (…) po zburzeniu jedności politycznej, stworzonej przez cesarstwo rzymskie”.

    Apostołowie Słowian i „inkulturacja”

    Metody i Konstantyn, później bardziej znany pod zakonnym imieniem: Cyryl, byli dziedzicami wiary i kultury starożytnej Grecji, kontynuowanej przez Bizancjum. Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Egregiae virtutis, w którym ogłosił ich patronami Europy (31 grudnia 1980 r.), podkreślił, że ich głównym dziełem ewangelizacyjnym była misja na Wielkich Morawach, wśród ludów zamieszkujących wówczas Półwysep Bałkański i ziemie nad Dunajem. Dokonali oni przekładu ksiąg świętych na język Słowian dla celów liturgicznych i katechetycznych i położyli tym samym podwaliny pod całe ich piśmiennictwo. Dzieło Cyryla i Metodego to „inkulturacja” – wcielenie Ewangelii w rodzime kultury oraz wprowadzenie tych kultur w życie Kościoła. Jan Paweł II w encyklice Slavorum apostoli z 2 czerwca 1985 r. zwrócił uwagę na to, że święci Cyryl i Metody, wcielając Ewangelię w rodzimą kulturę ludów, które ewangelizowali, przyczynili się do ukształtowania i rozwoju tych kultur.

    Otwarcie ekumeniczne

    Założycielka Zakonu Najświętszego Zbawiciela – św. Brygida Szwedzka nie lękała się przemawiać do władców i papieży, by ukazywać, jak zamysły Boże spełniają się w historycznych wydarzeniach. W swoich pismach nie unikała surowych napomnień w kwestii odnowy moralnej chrześcijańskiego ludu i samego duchowieństwa; przyczyniła się do budowy wspólnoty kościelnej. Święty Jan Paweł II w motu proprio Spes aedificandi z 1 października 1999 r. podkreślił, że „od czasu (…) gdy Skandynawia, ojczyzna Brygidy, oderwała się od pełnej jedności ze Stolicą Rzymską w konsekwencji smutnych wydarzeń XVI wieku, postać szwedzkiej świętej stanowi ważny «łącznik» ekumeniczny, wzmocniony jeszcze przez posługę, którą pełni na tym polu jej zgromadzenie zakonne”.

    Orędowniczka powrotu papieża

    Święta Katarzyna Sieneńska wypełniła pragnienie św. Brygidy Szwedzkiej, stając się orędowniczką powrotu papieża z Awinionu do Rzymu. Walczyła o pokój w średniowiecznej Europie. Pisała listy do odbiorców w różnych częściach Włoch i w całej Europie. Z głęboką znajomością ówczesnych realiów potrafiła w nich pisać o najistotniejszych problemach kościelnych i społecznych swojej epoki. Dążyła do rozwiązania licznych konfliktów, które nękały społeczeństwo średniowiecznej Europy. Docierała do władców Europy, takich jak: król Francji Karol V, Karol z Durazzo, Elżbieta Węgierska, król Węgier i Polski Ludwik Wielki, Joanna Neapolitańska.

    Filozof ukrzyżowany

    Do grona współpatronów Europy w 1999 r. św. Jan Paweł II włączył również św. Teresę Benedyktę od Krzyża, w świecie Edytę Stein (zm. 9 sierpnia 1942 r. w KL Auschwitz-Birkenau). Podkreślił, że jako myślicielka, mistyczka i męczenniczka „przerzuciła jak gdyby most między swoim żydowskim pochodzeniem a wiarą w Chrystusa, prowadząc z niezawodną intuicją dialog ze współczesną myślą filozoficzną, a na koniec stając się przez męczeństwo – w obliczu straszliwej hańby Shoah – rzeczniczką racji Boga i człowieka. Stała się w ten sposób symbolem przemian dokonujących się w człowieku, kulturze i religii, w których kryje się sam zarodek tragedii i nadziei kontynentu europejskiego”. Święta Edyta Stein uczyniła bardzo dużo na rzecz postępu społecznego kobiety. Przykładem tego jest jej książka Kobieta. Jej zadanie według natury i łaski, zawierająca teksty o bogactwie kobiecości i misji kobiety z punktu widzenia ludzkiego i religijnego. Ta święta wniosła również wkład w dziedzictwo filozofii europejskiej, łącząc m.in. fenomenologię Edmunda Husserla z myślą św. Tomasza z Akwinu.

    ks. Mariusz Frukacz/Tygodnik NIEDZIELA/27/2020

    ************************************************************************

    środa 15 lipca – Msza święta – XV tydzień zwykły

    transmisja z kościoła św. Krzyża w Croy – godz. 10.00


    Wspomnienie św. Bonawentury, Doktora Kościoła

    Św. Bonawentura, zakonnik, biskup, kardynał, doktor Kościoła. Jan di Fidanza urodził się około 1217 roku w Bagnoregio koło Viterbo. Ojciec był lekarzem. Jan studiował filozofię w Paryżu.

    Mając 25 lat wstąpił do franciszkanów, przyjmując imię zakonne Bonawentura. Następnie skończył studia teologiczne i podjął wykłady. 2 lutego 1257 roku został generałem zakonu i na tym urzędzie zasłużył sobie na miano drugiego założyciela franciszkanów.

    W zakonie mediował pomiędzy frakcją rygorystyczną a zwolennikami łagodniejszej reguły. Odbył wizytacje w Anglii, Flandrii, Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech. Bonawentura posiadał umiejętność łączenia życia czynnego, publicznego z bogatym życiem wewnętrznym. Miał wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej.

    Papież Grzegorz X mianował go kardynałem-biskupem Albano. Delegacja papieska z wiadomością o nominacji zastała go przy myciu naczyń kuchennych w klasztorze. Przygotował sobór w Lyonie. Prowadził negocjacje w sprawie unii Kościoła katolickiego z greckim Kościołem ortodoksyjnym. Niestety, wkrótce potem została ona zerwana.

    Umarł 15 lipca 1274 roku podczas trwania soboru w Lyonie. Był jednym z najwybitniejszych teologów średniowiecza. Pozostawił po sobie wiele traktatów i dzieł teologicznych. Kanonizowany w 1482 roku przez Sykstusa IV. Św. Bonawentura jest patronem franciszkanów, matek oczekujących potomstwa, dzieci, robotników, teologów.

    W ikonografii Święty przedstawiany jest w habicie franciszkańskim z biskupim krzyżem na piersiach; jako kardynał w cappa magna; jako teolog nad pulpitem. Jego atrybutami są: anioł przynoszący mitrę, kapelusz kardynalski trzymany przez anioła lub leżący u stóp, księga, krzyż w dłoniach, drzewo Krzyża Świętego (jest to aluzja do traktatu „Ecce lignum Vitae”), zwój.

    Ewangelia na co dzień/Aleteia

    ************************************************************************

    Zakończył się kurs propedeutyczny dla duszpasterzy polonijnych

    bp Wiesław Lechowicz
    Biskup Wiesław Lechowicz, delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej
    ***

    W posłudze duszpasterza Polonii ważna jest przede wszystkim otwartość na drugiego człowieka i na nowe wyzwania. Możliwe jest to dzięki otwartości na Pana Boga i osobistej więzi z Nim – powiedział bp Wiesław Lechowicz, delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej po zakończeniu kursu propedeutycznego dla duszpasterzy polonijnych. Spotkanie odbyło się wczoraj w formule online.

    „Zarówno duszpasterze z Polski posługujący za granicą, jak i osoby świeckie doświadczają losu emigranta. Chcemy zachować pewną polską tożsamość, polskie tradycje, ducha patriotycznego, a jednocześnie jesteśmy w środowisku obcym, często obcym kulturowo, i kwestia integracji środowiska, w którym żyją Polacy, jak i integracja z Kościołem lokalnym jest sprawą trudnąˮ – powiedział bp Wiesław Lechowicz zapytany o specyfikę posługi wśród polskich emigrantów.

    Dodał, że wiele osób spośród Polonii drugiej lub trzeciej generacji, mówiąc lepiej w języku lokalnym, wciąż identyfikuje się ze swoimi korzeniami i chce aktywnie uczestniczyć w życiu wspólnot polonijnych, jest to dodatkowym wyzwaniem i jednocześnie specyfiką duszpasterstwa Polonii.

    Bp Lechowicz podkreślił, że księża wyjeżdżający z Polski do pracy z Polonią, muszą mieć świadomość, że ich przełożonym jest miejscowy biskup. „Trzeba uszanować i zaakceptować miejscową tradycję, a równocześnie dbać o to, aby tradycja związana z polską religijnością również była podtrzymywana i przekazywanaˮ – powiedział. Jednocześnie zauważył, że nawiązywanie i utrzymywanie relacji międzyludzkich w duszpasterstwie na emigracji jest trudniejsze niż w Polsce ze względu na dzielące wiernych od duszpasterza odległości.

    „Potrzeba podjęcia większego wysiłku, aby dbać o te relacjeˮ – powiedział. Nawiązując do duszpasterstwa zdalnego prowadzonego w czasie ogólnoświatowej epidemii koronawirusa, zauważył, że z jednej strony księża odkryli nowe możliwości duszpasterstwa, z drugiej strony istnieje jednak niebezpieczeństwo przyzwyczajenia się do takiej formy komunikacji, żadne bowiem spotkanie wirtualne nie zastąpi rzeczywistego udziału w liturgii. Dodał jednak, że prowadzone we Francji czy USA spotkania wirtualne duchownych mogą być dobrym narzędziem wzajemnego umocnienia i służyć do wymiany doświadczeń między księżmi pracującymi w duszpasterstwie polonijnym.

    „Nie można sobie wyobrazić pracy w środowisku emigracyjnym bez współpracy z osobami świeckimiˮ – powiedział bp Lechowicz. Podkreślił, że podstawą funkcjonowania polonijnych parafii są rady parafialne i działające przy nich grupy. W szkołach działających przy polskich parafiach, przekazywane są podstawowe wiadomości o Polsce i prowadzona jest katecheza. Działa też wiele wspólnot charytatywnych m.in. grupa „Pomostˮ we Francji czy grupy charytatywne w Niemczech – pomagające Polakom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej.

    W kursie dla duszpasterzy polonijnych, oprócz przewodniczącego mu bp. Wiesława Lechowicza, wziął udział m.in. ks. prof. Leszek Adamowicz z KUL, który mówił o aspektach prawnych duszpasterstwa polskojęzycznego, a także ks. Krzysztof Olejnik, Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego, który powiedział o specyfice tego duszpasterstwa. O roli świeckich w duszpasterstwie polonijnym opowiedział zebranym Tomasz Kania, jeden z założycieli Katolickiego Radia Londyn.

    Z uczestnikami spotkania połączył się również rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, który powiedział m.in. o portalu informacyjno-społecznościowym www.polskifr.fr. Jego wydawcą jest Polska Misja Katolicka we Francji. „To przykład platformy integracji i współpracy rozmaitych środowisk, a także tego, jak w praktyce przechodzić od spotkań wirtualnych do współpracy w świecie realnymˮ – powiedział rzecznik KEP.

    1.7.2020/Kai.pl

    ************************************************************************

    Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio

    Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio

    Czy Matka Speranza, mało znana w Polsce hiszpańska mistyczka, przewidziała wybór Karola Wojtyły na papieża? Czy 13 maja 1981 roku pomogła ocalić Jana Pawła II? Czy to ona przyczyniła się do wyniesienia na ołtarze siostry Faustyny Kowalskiej? Czy wyprosiła dla poległych pod Monte Cassino polskich żołnierzy łaskę nieba? Czy wreszcie to prawda, że ta niepozorna, skromna i zawsze uśmiechnięta zakonnica posiadała dar bilokacji, stygmatów, wglądu w ludzkie serca i kontaktu z duszami czyśćcowymi?

    Na te intrygujące pytania twierdząco – bez cienia wahania – odpowiada biograf bł. Speranzy Jose Maria Zavala, znany już w Polsce dzięki wyreżyserowanemu przez siebie filmowi „Tajemnica ojca Pio”.Bł. Matka Speranza. Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio
    DOM WYDAWNICZY RAFAEL

     Matka Speranza pochodziła z Hiszpanii, ale większość życia spędziła we Włoszech. Dziełem jej życia było głoszenie orędzia Bożego Miłosierdzia. Założyła Zgromadzenia Sióstr i Synów Miłości Miłosiernej oraz doprowadziła do powstania Sanktuarium Miłości Miłosiernej w Collevalenzie. Ale to, co czyni ją wyjątkową, są liczne dary mistyczne, które otrzymała od Boga. Dość powiedzieć, że przyjaźniła się z Ojcem Pio, tyle że ich spotkania odbywały się… dzięki darowi bilokacji obydwojga mistyków.

    W 1964 roku doszło do spotkania Matki Speranzy z Karolem Wojtyłą. Był to czas, gdy biskup z Krakowa zmagał się z odmową Świętego Oficjum co do uznania zgodności z nauką Kościoła „Dzienniczka” siostry Faustyny i rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego tej krakowskiej zakonnicy. Ale Matka Speranza, dzięki mistycznym darom, wiedziała więcej. Wskazała przyszłemu papieżowi, by jeszcze raz przyjrzano się tłumaczeniu „Dzienniczka”, sugerując, że wkradły się tam błędy. Biskup Wojtyła skorzystał z rad zakonnicy. Jak się okazało, to był przełom w zatwierdzeniu „Dzienniczka” i rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego siostry Faustyny.Kilka miesięcy po tym spotkaniu Matka Speranza wyraziła przekonanie, że krakowski biskup wróci do Collevalenzy jako… papież.

    U Matki Speranzy bywał też kard. Wyszyński. W 1963 roku ofiarował jej obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, który już na zawsze zawisł na ścianie jej celi.

    13 maja 1981 roku już o drugiej w nocy Matka Speranza doznała potężnego ataku bólu połączonego z silnym krwotokiem. Maria Isabel Matazarro, dokumentalistka twierdzi, że : „Nie ma wątpliwości, że Matka Speranza wiedziała wcześniej, co się wydarzy i że Jan Paweł II po zamachu straci mnóstwo krwi, co zagrozi jego życiu. Mistyczka przyjęła zatem tę formę cierpienia, ofiarowując je w intencji uratowania Ojca Świętego. Wydaje się, że sam papież również wiedział, co w dniu zamachu wydarzyło się w Collevalenzie. Na miejsce swojego dziękczynienia Bogu po uratowaniu życia wybrał bowiem właśnie Sanktuarium Miłości Miłosiernej, gdzie spotkał po raz drugi Matkę Speranzę.”

    Matka Speranza zmarła 8 lutego 1983 roku. Jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II rozpoczął się proces wyniesienia jej na ołtarze. Błogosławioną została ogłoszona w 2014 roku. Świadectwa tysięcy cudów wypraszanych przez nią tak za życia, jak i po jej śmierci sprawiają, że rzesze wiernych otaczają błogosławioną szczególną miłością i za jej pośrednictwem szturmują niebo. Także wielu Polaków otacza niezwykłym kultem błogosławioną Speranzę, jak również pielgrzymuje do sanktuarium i cudownego źródełka w Collevalenzie, zwanym przez pielgrzymów „małym Lourdes”.

    Pełna biografia bł. Matki Speranzy właśnie ukazała się w Polsce nakładem Domu Wydawniczego „Rafael”

    GOŚĆ NIEDZIELNY/1.7.2020

    ************************************************************************

    Król w białym garniturze

    S. Maria Agnieszka od Boga Ojca w rozmównicy swojego klasztoru.
    S. Maria Agnieszka od Boga Ojca w rozmównicy swojego klasztoru.
    fot. Agata Combik/Gość Niedzielny
    ***

    Przez lata projektowała ubrania, żyła w świecie mody. W końcu Bóg powiedział: „Teraz Ja podaruję ci strój”. Tym strojem jest benedyktyński habit.

    Konsekracja monastyczna s. Marii Agnieszki od Boga Ojca odbyła się w kaplicy klasztornej mniszek benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu we Wrocławiu-Pawłowicach dokładnie w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. W czarnym habicie, z symbolem złotej monstrancji na piersiach i w czarnym welonie na białym nakryciu głowy właściwie pozostała wierna swoim ulubionym trendom. – Zawsze ubierałam się na biało-czarno; wybierałam ubrania proste i eleganckie, w stylu Coco Chanel. Gdy projektowałam żakiety, dodawałam złote zatrzaski. Wszystko jest więc teraz tak, jak lubię – mówi z uśmiechem.

    Zmiana branży

    Dzisiejsza benedyktynka sakramentka pochodzi ze Środy Wielkopolskiej w okolicach Poznania. Skończyła studia plastyczne na wydziale projektowania odzieży, zyskując tytuł „artysta plastyk projektant”. – Pracę magisterską przygotowywałam z odzieży męskiej. Zaprojektowałam kolekcję białych garniturów. Uszyła mi je firma, w której byłam zatrudniona już w czasie studiów, miałam swój pokaz – wspomina.

    Wkrótce projektowała dla największych w Polsce marek specjalizujących się w odzieży męskiej. Zaczęła podróżować do Chin i innych krajów azjatyckich, weszła w świat wielkiego biznesu. Z czasem zdecydowała się na współpracę z mniejszymi firmami, założyła własną. Pod koniec kariery zawodowej projektowała damskie ubrania przeznaczone na rynek wschodni, do Rosji i na Ukrainę.

    – Miałam naprawdę światowe życie. Pokazy mody, współpraca z modelkami, piękne ubrania, buty, sport, ćwiczenia na siłowni… Czy byłam elegancką kobietą? Aż za bardzo. W takiej branży trzeba wyglądać – być szczupłym, zgrabnym, zadbanym – mówi. – Powtarzano mi, że projektant świadczy o firmie. Jeśli jest zadbany, dobrze ubrany, to znaczy, że nieźle mu płacą, a on jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Poświęcałam mnóstwo czasu na dbanie o swój wizerunek.

    I nagle zdarzyło się coś nieoczekiwanego. – Pan Bóg wyraźnie dotknął mojego serca, powiedział: „Pójdź za Mną”. Czy to możliwe, żeby ktoś taki jak ja został zakonnicą? Byłam zszokowana – wspomina. Owszem, szukała swojej drogi. Nawet modliła się – ale o męża. A tu nagle zakon?

    W przełomowym dla siebie okresie Agnieszka dołączyła do wspólnoty neokatechumenalnej. Uczyła się słuchania Boga, a Jego wołanie było bardzo wyraźne. W końcu powiedziała „tak”.

    Dobierał ze mną guziki

    Jeszcze zanim wstąpiła do klasztoru, czuła, że Pan Bóg towarzyszy jej w każdej chwili życia. – Kiedy zaczynałam projektować, robiłam to tak, żeby mi się podobało. Potem myślałam o tym, żeby innym się podobało – wspomina. – Na końcu pracowałam po to, by ludzie w tych sukienkach, marynarkach czy innych ubraniach byli szczęśliwi. „Jak chcesz, by byli ubrani?” – pytałam Jezusa. Zapraszałam Go do pracy. „Ty, Jezu, krój ze mną ten kawałek materiału” – modliłam się, a On mi towarzyszył w codziennych sprawach. Dla mnie to było coś niesamowitego. Jak wielki Bóg, Pan i Król, może ze mną dobierać guziki. A On dobierał je, przycinał materiał, upinaliśmy wspólnie tkaniny na manekinie.

    Agnieszka była po prostu szczęśliwa. – A Jezus uszczęśliwiał też ludzi wokół mnie. Widziałam, że moja radość, doświadczenie bliskości Boga promieniują też na nich – mówi. Przez pewien czas modliła się razem ze swoimi współpracowniczkami. Pamiętają o niej do dziś.

    Przypomina sobie, jak kiedyś z Jezusem zaprojektowała niezwykłe sukienki. – To był projekt dla firmy, która znalazła się w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Z powodu zamknięcia niektórych rynków nie mogła sprzedawać swoich towarów tam, gdzie robiła to do tej pory. Szef zapowiadał zwolnienia. Był potrzebny jeden model, który sprzedawałby się w dużych ilościach, żeby kobiety zatrudnione w tej firmie nie straciły pracy. Byłam pod presją. Poszłam do kościoła i powiedziałam: „Panie Jezu, pomóż stworzyć jakieś hity, żeby ci ludzie nie zostali zwolnieni”.

    Wkrótce trzy modele zaprojektowanych przez Agnieszkę sukienek okazały się prawdziwymi przebojami. – Zrozumiałam, że wszystko należy do Boga. Moje projekty mogły spodobać się dwustu paniom, a spodobały się trzem tysiącom, które kupiły sukienki. Firma przetrwała trudny czas i nikt nie został zwolniony.

    Zaproszona na pokaz

    W pierwszym klasztorze, do którego się dodzwoniła pani projektantka, usłyszała delikatny głosik: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. „Na wieki wieków” – odpowiedziała w podobnej tonacji. – I natychmiast pomyślałam: „To nie jestem prawdziwa ja, ja się tak nie zachowuję” – wspomina. To nie było jej miejsce.

    Do benedyktynek sakramentek podprowadziła Agnieszkę wyszukiwarka internetowa. – Przeczytałam „adoracja Najświętszego Sakramentu” i… wpadłam w zachwyt. Choć, prawdę mówiąc, nie wiedziałam, czym ta adoracja jest – wspomina. – Dzwoniłam tu przez 5 dni, dzień w dzień. Sygnał był cały czas zajęty. „Co te siostry tak cały czas gadają?” – myślałam. Ale kiedy w końcu przeorysza odebrała telefon, usłyszałam gromkie, serdeczne: „Szczęść Boże!”. Pomyślałam: „To tu”!

    Wstąpiła do wrocławskiego klasztoru po roku. Porozdawała koleżankom swoje ubrania, a zawsze kupowała te najlepszej jakości. – Co ciekawe, mój samochód kupił pan, który nazywał się Mnich. Ja zostałam mniszką, a mój samochód poszedł do Mnicha… – śmieje się.

    W ciągu ośmiu lat poprzedzających profesję wieczystą przestawiła się na inny styl życia, skoncentrowany na modlitwie. – W tym czasie wiele spraw zostało pozamykanych w moim sercu, a pootwierały się nowe drzwi. Cieszę się, że Jezus mnie tu przygarnął. Widzę, jak przydaje się w klasztorze doświadczenie, jakie zdobyłam „w świecie”. Choćby obowiązkowość, odpowiedzialność za innych – dodaje.

    W zakonie s. Agnieszka podejmuje różne artystyczne zadania, np. przygotowuje kartki okolicznościowe i świąteczne, wykonuje dekoracje w kaplicy. – Bardzo dobrze jeżdżę samochodem. Sporo podróżowałam i kochałam swoje auto. Idąc do klasztoru, myślałam: „Po co mi, Panie Boże, dałeś takie umiejętności?”. Tymczasem okazuje się, że i tu czasem służę siostrom jako kierowca – mówi.

    Przydała się nawet umiejętność projektowania, bo s. Agnieszka nieco udoskonaliła jeden z elementów zakonnego stroju – białe nakrycie głowy i szyi (zwane przez siostry „zatyczką”), do którego przymocowany jest welon. Mogła też podpowiedzieć osobie szyjącej habity, jakie są nowe rozwiązania technologiczne, które można by zastosować.

    – Przez całe życie nie lubiłam swojego chrzcielnego imienia, a w zakonie pokochałam je – dodaje. – Kiedy przed laty moi rodzice wybierali dla mnie imię, jakaś mama obok nich zawołała do swojej córki: „Agnieszka!”. „O, tak jej damy na imię” – stwierdzili. Myślę, że to było z Bożego natchnienia. Przypomina mi dziś słowa „Agnus Dei, qui tollis peccata mundi…” – „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata…”.

    A co z pasją sportową? Długie trwanie na adoracji także wymaga kondycji, dobra forma jest więc mile widziana. Kiedyś s. Agnieszka śledziła pokazy mody. Teraz spędza wiele godzin, wpatrując się w „Boski pokaz” – czuwając przed Najświętszym Sakramentem. Bóg przyszedł do niej znienacka jako Król ukryty w „białym garniturze” Hostii. Ma całe życie, by podziwiać kreację Syna Bożego – styl ofiary i daru z Siebie, styl prostego kawałka chleba.•

    Benedyktynki sakramentki

    Instytut Mniszek Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu jest częścią wielkiej benedyktyńskiej rodziny zakonnej. Został założony w 1653 r. w Paryżu przez matkę Mechtyldę od Najświętszego Sakramentu – Katarzynę de Bar. Charyzmatem instytutu jest kult Najświętszego Sakramentu – w czasie Mszy św. i osobistej adoracji. Charakterystyczna dla nich jest tzw. reparacja – kilkugodzinna adoracja podejmowana przez kolejne siostry w duchu wynagrodzenia za grzechy świata. Więcej na: enedyktynki-sakramentki.wroclaw.pl.

    Agata Combik/GN 24/2020

    ********************************

  • AKT ZAWIERZENIA ŚWIATA BOGU, KTÓRY JEST PEŁEN MIŁOSIERDZIA

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1398249726.jpg

    Boże, Ojcze miłosierny,
    który objawiłeś swoją miłość
    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
    Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.
    Pochyl się nad nami grzesznymi,
    ulecz naszą słabość,
    przezwycięż wszelkie zło,
    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
    doświadczyć Twojego miłosierdzia,
    aby w Tobie, trójjedyny Boże,
    zawsze odnajdywali źródło nadziei.
    Ojcze przedwieczny,
    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,
    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!
    Amen.

    Jan Paweł II, Kraków-Łagiewniki, 17.08.2002

    ******

    PRZEMIANA DOKONUJĄCA SIĘ BOŻĄ MOCĄ: SZYMON PIOTREM A SZAWEŁ PAWŁEM

    Tutaj w Szkocji uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła jest w tym roku przeniesiona na niedzielę. Dlatego dziś czcimy tych szczególnych świętych obdarzonych tak różnymi i wspaniałymi darami samego Boga. Są budowniczymi jednego Chrystusowego Kościoła. Kiedy wypowiadamy ich imiona – wypowiadamy je jednym tchem. Mówimy: Piotr i od razu dodajemy: Paweł. Dlaczego? Byli przecież tak różnymi od siebie ludźmi. Piotr zajmował się łowieniem ryb. Za namową swego brata Andrzeja poszedł spotkać Mesjasza.  Usłyszał wtedy słowa: „Pójdź za Mną”. I poszedł z miejsca, od razu.

    Spotkanie zaś Pawła z Panem Jezusem było zupełnie inne. Był uczonym teologiem, pobierał nauki u mądrego rabina Gamaliela, gorliwy wyznawca judaizmu, zagorzały prześladowca chrześcijan aż do momentu kiedy usłyszał tajemne słowa u bram miasta zwanego Damaszkiem: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”

    Ale nie tylko łączy ich zmiana imion – Szymon stał się Piotrem, Szaweł  – Pawłem. Jest jeszcze coś co bardzo ich połączyło – przeżycie własnej słabości.

    Piotrowi potrzeba było długiego czasu, aby stał się zapowiedzianą przez Pana skałą. Był spontaniczny, wybuchowy, gotowy składać obietnice i przysięgi. Ale potrafił też przyjmować nawet bardzo mocne słowa od Pana Jezusa, jak chociażby te: „Zejdź mi z oczu szatanie!” – bo nie wyobrażał sobie życia bez swojego Mistrza. A jednak stał się  zaprzańcem i to potrójnym, ale właśnie to gorzkie doświadczenie nauczyło go, co to jest człowiecza słabość i jak koniecznie potrzebna jest Boża moc. Dlatego z takim przekonaniem napisał w swoim pierwszym Liście: „Czuwajcie i módlcie się, bo przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć… sprzeciwiajcie mu się, mocni w wierze” – w wierze Jezusa Chrystusa.  Nie można ufać sobie. Nie można nigdy być pewnym siebie.

    Z kolei Szaweł zaufał swojemu rozumowi, bo miał umysł głęboki i wnikliwy – a jednak zawiodła go jego własna inteligencja.. I tak obaj zrozumieli, Piotr i Paweł, że tylko na Bogu trzeba się oprzeć – nie na sobie. Dlatego są jak dwaj bracia syjamscy, jak dwa potężne filary, które potrafiły mocno i zdecydowanie dźwigać Jezusowy Kościół.

    Carlo Carretto w książce „Bóg, który nadchodzi” pisze, że „wiarygodność nie jest cechą ludzi, a jedynie Boga. Cechą ludzi jest słabość i – co najwyżej – wola czynienia dobra z pomocą łaski płynącej z niewidzialnych żył widzialnego Kościoła.

    Maritain robi rozróżnienie pomiędzy osobami, z których składa się Kościół, tzw. „personel Kościoła”, i zespołem ludzi zwanych Kościołem. Kościół bowiem, w odróżnieniu od wszystkich innych ludzkich wspólnot, „otrzymał od Boga osobowość nadnaturalną, świętą, niepokalaną, czystą, doskonałą, nieomylną, umiłowaną jako Oblubienica Chrystusa i godną tego, abym ja Ją umiłował jak najlepszą matkę”.

    To jest właśnie  tajemnica Chrystusowego Kościoła, że ma moc dawania świętości, choć składa się z samych grzeszników, z ludzi słabych. Czyż nie czuję na sobie dotyku nieustannej pokusy, która próbuje doprowadzić do utraty wiary? Ileż może zrodzić się pokus, aby być w Kościele urządzonym na sposób tego świata, który chce jedynie imponować swoją mocą i potęgą? A to znaczy, że należy odsunąć i wyeliminować wszystkich, którzy są słabi i nieudolni i którzy już się skompromitowali. To jest pokusa: zorganizować i urządzić wszystko rozsądnie. A tu – jak napisał ks. Pasierb – „ukrzyżowany jako przestępca Założyciel i pierwszy papież, który wyparł się pod przysięgą, że nie ma z Nim nic wspólnego”.

    Jakie to szczęście dla mnie człowieka słabego, że Pan Jezus wciąż mnie zaprasza na swoją Eucharystię, bo On jeden wie jak bardzo potrzebuję wciąż umacniać się Jego Słowem i Jego Ciałem.  

    Panie Jezu, daj mi tę łaskę zrozumienia, abym widział gdzie jest siła i gdzie jest słabość Kościoła. Abym zrozumiał słowa św. Pawła : „Ilekroć niedomagam – tylekroć jestem mocny”.

    ks. Marian SAC

    *************

    Św. Piotr i Paweł. Umarli z miłości do Chrystusa

    1. Uroczyste wspomnienie apostołów Piotra i Pawła zachęca nas, byśmy raz jeszcze udali się z duchową pielgrzymką do jerozolimskiego wieczernika w dniu zmartwychwstania Chrystusa. Drzwi były wówczas «zamknięte z obawy przed Żydami» (J 20, 19). Zgromadzeni w nim apostołowie, już wcześniej głęboko wstrząśnięci męką i śmiercią Mistrza, niepokoili się teraz napływającymi przez cały dzień wiadomościami o pustym grobie. I nagle przez drzwi zamknięte wchodzi Jezus: «Pokój wam! – mówi. – Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (…) Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20, 21-23).

    Mówi to z mocą, która nie budzi wątpliwości. Apostołowie wierzą Mu, ponieważ Go rozpoznają: jest to ten sam Jezus, którego znali; ten sam, którego słuchali; ten sam, który trzy dni wcześniej został ukrzyżowany na Golgocie i pogrzebany nie opodal. Ten sam – żywy. Aby zapewnić ich o swojej tożsamości, pokazuje im rany w rękach, nogach i boku. Właśnie Jego rany są zasadniczym pokryciem dla tego, co im w tej chwili powiedział, i dla misji, którą im powierzył.

    Uczniowie doświadczają zatem w pełni tożsamości swojego Mistrza, a zarazem rozumieją, skąd się bierze Jego władza odpuszczania grzechów: tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Kiedyś Jezus powiedział do paralityka: «odpuszczają ci się twoje grzechy» i na oczach oburzonych faryzeuszów uzdrowił go, aby dać znak swojej mocy (por. Łk 5, 17-26). Teraz przychodzi znów do apostołów po dokonaniu największego cudu – zmartwychwstania, w którym władza odpuszczania grzechów zapisana jest w sposób szczególnie wymowny. Tak, to prawda! Tylko Bóg może grzechy odpuszczać, ale Bóg zechciał dokonać tego dzieła przez swego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Syna, aby każdy człowiek, któremu grzechy zostają odpuszczone, miał pełną świadomość, że oto przechodzi ze śmierci do żywota.

    2. Czytany dziś fragment Ewangelii każe nam cofnąć się jeszcze o kilka lat w życiu Chrystusa, aby zastanowić się nad wysoce znamiennymi słowami, jakie padły w pobliżu Cezarei Filipowej, gdy zapytał On uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? (…) A wy za kogo Mnie uważacie?» (Mt 16, 13-15). W imieniu wszystkich odpowiedział Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego» (Mt 16, 16). W ślad za tym wyznaniem wiary padają znane słowa Jezusa, które miały na zawsze wyznaczyć przyszłość Piotra i Kościoła: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie» (Mt 16, 17-19).

    Władza kluczy. Apostoł staje się klucznikiem największego skarbu: skarbu odkupienia. Ten skarb wykracza daleko poza wymiary doczesne. Jest to skarb życia Bożego, życia wiecznego. Został on powierzony ostatecznie Piotrowi i apostołom po zmartwychwstaniu: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20, 22-23). Klucznik ma władzę i obowiązek zamykania i otwierania. Jezus upoważnia Piotra i apostołów, by rozdzielali łaskę odpuszczenia grzechów i by ostatecznie otworzyli Królestwo Boże. Po Jego śmierci i zmartwychwstaniu zrozumieli oni do końca, jakie zadanie zostało im powierzone, i z taką świadomością poszli w świat, przynaglani miłością do swojego Mistrza. Poszli wszędzie jako Jego wysłannicy (por. 2 Kor 5, 14. 20), ponieważ ich udziałem stał się czas Królestwa.

    3. Dzisiaj Kościół, a w szczególności Kościół w Rzymie, czci pamięć świętych Piotra i Pawła. Rzym to serce katolickiej wspólnoty rozsianej po świecie; Rzym to miasto, które zrządzeniem Opatrzności stało się miejscem ostatecznego świadectwa, jakie ci dwaj apostołowie dali o Chrystusie.

    O Roma felix! W twojej wielowiekowej historii dzień ich męczeństwa to z pewnością dzień najważniejszy. Przez świadectwo Piotra i Pawła, którzy umarli z miłości do Chrystusa, Boże zamysły wpisały się w bogate dziedzictwo twoich dziejów. Tych Bożych zamierzeń Kościół nie przestaje głosić całej ludzkości, zbliżając się do granicy trzeciego millennium – tertio millennio adveniente.

    4. Zgodnie z wymowną tradycją w tym tak uroczystym dniu gromadzą się w Rzymie arcybiskupi metropolici mianowani w ciągu minionego roku. Przybywają z różnych części świata, aby otrzymać od Następcy Piotra święty paliusz – znak komunii z nim i z Kościołem powszechnym.

    Witam was z wielką radością, czcigodni bracia w biskupstwie, i pozdrawiam w Panu! Każdemu z was serdecznie dziękuję za obecność, która w szczególny sposób wyraża trzy istotne cechy Kościoła, a mianowicie że jest on jeden, katolicki i apostolski; jego świętość zaś zostaje ukazana w pełnym świetle przez świadectwo «filarów Kościoła» – Piotra i Pawła.

    Sprawując z wami Eucharystię, modlę się zwłaszcza za wspólnoty kościelne powierzone waszej pasterskiej opiece: wzywam Ducha Świętego, aby obficie obdarzył je swoimi darami i przeprowadził je, pełne wiary, nadziei i miłości, przez próg trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa.

    5. Źródłem szczególnej radości i ufności jest udział w dzisiejszej uroczystości czcigodnych braci z Kościoła prawosławnego, delegatów Ekumenicznego Patriarchy Konstantynopola. Z całego serca dziękuję im za ten kolejny znak czci dla świętych apostołów Piotra i Pawła, a zarazem przypominam sobie ze wzruszeniem, że trzy lata temu w tym uroczystym dniu Jego Świątobliwość Bartłomiej I zechciał spotkać się ze mną w Rzymie: razem wyznaliśmy z radością naszą wiarę przy grobie Piotra i udzieliliśmy wiernym błogosławieństwa.

    Te znaki wzajemnej duchowej bliskości mają wymowę opatrznościową, zwłaszcza w obecnym okresie bezpośredniego przygotowania do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000: wszyscy chrześcijanie, a w szczególny sposób pasterze są wezwani, aby przez gesty braterskiej miłości, nie naruszające wymogów prawdy, okazywali ewangeliczną troskę o pełną jedność, a tym samym ją umacniali, zgodnie z wolą jedynego Pana – Jezusa. Wiara mówi nam, że postęp procesu ekumenicznego jest całkowicie w ręku Boga, ale wymaga też gorliwego współdziałania ludzi. Dziś powierzamy tę sprawę wstawiennictwu świętych Piotra i Pawła, którzy przelali krew za Kościół.

    6. Jerozolima i Rzym, dwa bieguny życia Piotra i Pawła. Dwa bieguny Kościoła, na które wskazuje dzisiejsza liturgia: od wieczernika jerozolimskiego do «wieczernika» w Bazylice Watykańskiej. Świadectwo Piotra i Pawła rozpoczęło się w Jerozolimie i dopełniło w Rzymie. Tak zrządziła Opatrzność Boża, która uchroniła ich od wcześniejszych śmiertelnych niebezpieczeństw, ale dopuściła, aby zakończyli swój bieg w Rzymie (por. 2 Tm 4, 7) i tutaj otrzymali koronę męczeństwa.

    Jerozolima i Rzym to także dwa bieguny Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, ku któremu zmierzamy w duchu głębokiej wiary, umocnionej także przez dzisiejszą uroczystość. Niech świadectwo świętych apostołów uświadomi całemu Ludowi Bożemu prawdziwy sens tego wydarzenia, które ma z pewnością wymiar historyczny, ale przekracza historię i przemienia ją duchową energią Królestwa Bożego.

    W tej perspektywie Kościół powtarza słowa Apostoła Narodów: «Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen» (2 Tm 4, 18).

    Jan Paweł II

    29-06-1998/mod/opoka.org.pl

    ************************************************************************

    sobota 27 czerwca 2020

    Wspomnienie Matki Bożej Nieustającej Pomocy

    Obraz Maryi pod wezwaniem Nieustającej Pomocy przywieziono w XV w. do Rzymu z wyspy Krety. Przez 300 lat doznawał on czci w kościele św. Mateusza należącym do augustianów. W czasie wojen napoleońskich kościół ten zburzono, a obraz został zapomniany. Po odnalezieniu przekazany został redemptorystom za zgodą papieża Piusa IX w celu rozwijania jego kultu. W 1866 r. umieszczono go w kościele św. Alfonsa przy ulicy Merulana na Eskwilinie, a kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy zaczął się szybko rozszerzać po całym świecie.

    W tym samym roku papież Pius IX nawiedził ikonę w kościele św. Alfonsa, a rok później odbyła się koronacja obrazu koronami papieskimi. W 1871 r. powstało Bractwo Matki Bożej Nieustającej Pomocy, zaś w 1876 r. ustanowiono święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy wraz z formularzem mszalnym i własnym oficjum. Do różnych krajów rozsyłano tysiące wiernych kopii obrazu, a samo nabożeństwo przybrało ostatecznie bardzo cenioną przez ludzi formę Nieustannej Nowenny, która celebrowana jest w każdą środę wielu kościołach w Polsce i na świecie. Początek Nowenny miał miejsce w roku 1922 w Stanach Zjednoczonych a w Polsce po raz pierwszy została odprawiona publicznie w 1951 roku w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Gliwicach.

    Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy

     
    Matka Boża Nieustającej Pomocy
    fot. Henryk Przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY

    *****

     

    Jednym z najczęściej używanych wśród chrześcijan wezwań odnoszących się do Matki Bożej jest zawołanie: “Nieustająca Pomoc”. Przede wszystkim sięgają po nie ci najbardziej smutni i potrzebujący, którzy odczuwają szczególnie wielką potrzebę miłości, wsparcia i opieki. Oryginał obrazu jest wschodnią ikoną, przedstawiającą Matkę Bożą Bolesną. Ikona ta została namalowana, by pobudzić naszą nadzieję i ożywiać modlitwę. Jej duchowe przesłanie jest więc ważniejsze od jej piękna artystycznego.

    Ikona przedstawia cztery święte postacie: Dziewicę Maryję, Dzieciątko Jezus oraz świętych archaniołów Michała i Gabriela.

    Maryja, a właściwie połowa Jej postaci, jest przedstawiona w czerwonej tunice, granatowym płaszczu od spodu zielonym i w niebieskim nakryciu głowy, przykrywającym włosy i czoło. Na welonie, w jego środkowej części, znajduje się złota gwiazda z ośmioma prostymi promieniami, a obok malarz umieścił krzyż promienisty na wzór gwiazdy. Głowę Najświętszej Dziewicy otacza, tak charakterystyczna dla szkoły kreteńskiej, kolista aureola.

    Oblicze Maryi jest lekko pochylone w stronę Dzieciątka Jezus trzymanego na lewej ręce.

    Prawą, dużą dłonią o nieco dłuższych palcach, charakterystycznych dla obrazów typu “Hodigitria” – znaczy “wskazująca drogę”, Maryja obejmuje ręce Zbawiciela. W spojrzeniu Jej można wyczytać czuły smutek, a nie patrzy na swojego Syna, lecz wydaje się przemawiać do patrzącego na obraz. Miodowego koloru oczy i mocno podkreślone brwi dodają Jej obliczu piękna i wyniosłości.

    Dzieciątko Jezus jako jedyne przedstawione jest w całości. Spoczywając na lewym ramieniu Matki, swoimi rączkami ujmuje mocno Jej prawą dłoń. Przyodziane jest w zieloną tunikę z czerwonym pasem i okryte czerwonym płaszczem. Opadający prawy sandał z nóżki pozwala dostrzec spód stopy, co może symbolizować prawdę, że będąc Bogiem jest także prawdziwym człowiekiem. Jezus posiada włosy koloru kasztanowego, a Jego rysy twarzy są bardzo dziecięce.

    Stopy i szyja Dzieciątka wyrażają jakby odruch nagłego lęku przed czymś, co ma niechybnie nadejść. Tym natomiast, co wydaje się przerażać małego Jezusa, jest wizja męki i cierpienia, wyrażona poprzez krzyż i gwoździe niesione przez Archanioła Gabriela. Po drugiej stronie obrazu Archanioł Michał ukazuje inne narzędzia męki krzyżowej: włócznię, trzcinę z gąbką i naczynie z octem.

    Maryja, pomimo że jest największą postacią obrazu, nie stanowi jego centralnego punktu. W geometrycznym środku ikony znajdują się połączone ręce Matki i Dziecięcia, przedstawione w taki sposób, że Najświętsza Dziewica wskazuje na swojego Syna, Zbawiciela i Syna Bożego w jednej Osobie, Który ofiarował życie za nas wszystkich. Mamy tutaj do czynienia z typem ikony zwanej “hodigitria” – bo Maryja wskazuje na Chrystusa, Który sam siebie nazwał “Drogą, Prawdą i Życiem”.

    Historia Obrazu sięga XII wieku i okryta jest tajemnicą. Ten rodzaj ikony był bardzo rozpowszechniony w średniowieczu na terenach greckich, serbskich i na Rusi. Jedni twierdzą, że obraz powstał w Bizancjum, inni, że w klasztorze Hilmadar, na świętej górze Athos. Wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy został namalowany na desce o wymiarach 54 cm x 41,5 cm.

    Na przestrzeni wieków otrzymał dwa główne tytuły: Matka Boża Bolesna, trzymająca na ramieniu swego Syna, mającego kiedyś podjąć mękę krzyżową, o czym świadczą przedstawione po bokach anioły, niosące narzędzia tej męki. Drugi natomiast tytuł: Matka Boża Nieustającej Pomocy, wyrósł z pobożności, która dopatrywała się w wizerunku ikony, czule spoglądającą na swych czcicieli Matkę, gotową pośpieszyć im z pomocą w każdej potrzebie.

    Stare podanie mówi, że obraz wiózł na statku do Europy bogaty kupiec i w czasie burzy, kiedy tonął statek, wyciągnął go z kufra i ukazał podróżnym, z zaleceniem modlitwy. Nadzieja zrozpaczonych uratowała podróżnych od morskiej katastrofy. Po dramatycznej podróży Obraz znalazł się w Rzymie w kościele św. Mateusza.

    Po zdobyciu Rzymu przez Francuzów kościół, w którym znajdował się Obraz, został zniszczony i rozebrany.

    Po latach Michał Marchi (Redemptorysta) odnalazł Obraz i zaczął czynić starania o jego przeniesienie do kościoła O.O. Redemptorystów. Za zgodą papieża Piusa IX dokonano tego 26 kwietnia 1866 r. 23 czerwca 1867 roku dziekan Kapituły Watykańskiej uroczyście koronował Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, wyrażając tym samym oficjalnie akt uznania dla maryjnej ikony, czczonej od kilku już wieków. Od tego momentu nabożeństwo do Matki Nieustającej Pomocy zaczęło nieustannie wzrastać, rozszerzając się po całym świecie.

    W roku 1876 ustanowiono święto Błogosławionej Dziewicy Maryi pod wezwaniem Nieustającej Pomocy, z własnym oficjum, modlitwami i czytaniami mszalnymi. Początkowo celebrację tego święta ustalono na niedzielę poprzedzającą uroczystość św. Jana Chrzciciela, później natomiast wyznaczono 27 czerwca jako dzień poświęcony Matce Bożej Nieustającej Pomocy.

    Co widzisz, kiedy patrzysz na ten obraz?

    Przede wszystkim widzisz Maryję, gdyż ona dominuje na obrazie i ponieważ ona patrzy prosto na Ciebie – nie na Jezusa, nie w niebo, nie na aniołów ponad głową. Patrzy na Ciebie, tak jakby chciała powiedzieć Ci coś bardzo ważnego. Jej oczy wydają się poważne i smutne, ale przykuwają uwagę.

    Maryja, jako poważna, pełna mocy i wyrazu kobieta, jest przedstawiona na złotym tle – w średniowieczu będącym symbolem nieba. Ubrana jest w ciemnoniebieski strój z zieloną podszewką i w czerwoną tunikę. Niebieski, zielony i czerwony to kolory wyrażające królewskość. Tylko cesarzowe mogły nosić stroje w tych kolorach.

    Ośmioramienna gwiazda na czole została prawdopodobnie dodana przez późniejszego artystę, by ukazać znaczenie Maryi jako Gwiazdy, która prowadzi do Jezusa. Dla wzmocnienia tego symbolu na lewo od gwiazdy umieszczono ozdobny krzyż.

    Litery ponad Jej głową wyrażaj w języku greckim słowa: Matka BogaPatrząc na obraz zdajemy sobie sprawę, iż Ona ma moc, by wstawiać się za nami w niebie.

    Wzrok Maryi skierowany jest na Ciebie, ale Jej ramiona trzymają Jezusa. Bizantyjskie ikony nigdy nie przedstawiają Maryi bez Jezusa, gdyż to On jest centrum naszej wiary. Jezus także ubrany jest w królewski strój. Tylko cesarz mógł nosić zieloną tunikę, czerwony pas i złoty płaszcz, przedstawiony na ikonie. Greckie inicjały po prawej stronie Dziecięcia i aureola ozdobiona krzyżem oznajmiają, iż jest to “Jezus Chrystus”.

    Jezus nie patrzy na nas ani na Maryję czy aniołów. Nawet, jeśli przytula się On do swej Matki, Jego wzrok skierowany jest gdzie indziej, ku czemuś, czego nie możemy zobaczyć – ku czemuś, co sprowokowało Go do szybkiej ucieczki do Matki tak, iż jeden z Jego sandały w prawie spada; ku czemuś, co sprawia, że przylgnął On do Matki w poszukiwaniu bezpieczeństwa i miłości.

    Co mogło tak przestraszyć Dziecię – Bożego Syna?

    Odpowiedź na nasze pytanie dają nam postacie, które widzimy po obu stronach Jezusa i Maryi – greckie litery ponad nimi wskazują, iż są to archaniołowi Gabriel i Michał. Zamiast przynosić harfę i flet chwały, niosą oni narzędzia Chrystusowej męki.

    Po lewej stronie, Michał, trzyma naczynie napełnione żółcią, które żołnierze ofiarowali Jezusowi na krzyżu, włócznię, która przeszyła Jego bok oraz trzcinę z gąbką.

    Po prawej stronie – Gabriel niesie krzyż i cztery gwoździe. Jezus zobaczył, jaki czeka Go los, ujrzał nadchodzące cierpienie i śmierć. Chociaż jest Bogiem, jest także człowiekiem i doświadcza lęku przed straszną przyszłością.

    Ucieka do swej Matki, która podtrzymuje Go w chwili strachu i tak samo będzie czyniła w całym Jego życiu oraz w chwili śmierci. Maryja nie może oszczędzić Mu cierpienia, ale może ofiarować miłość i pocieszenie.

    A więc dlaczego Maryja patrzy tak uważnie na nas, zamiast patrzeć na swe Dziecko, które znajduje się w potrzebie? Jej spojrzenie zaprasza nas do wzięcia udziału w tej historii, czyni nas uczestnikami obrazu i bólu tam obecnego. Jej spojrzenie mówi nam, iż tak jak Jezus uciekł się do swej Matki i znalazł pocieszenie, tak samo i my możemy uciekać się do Maryi.

    Jej ręce nie splatają się z zaciśniętymi w lęku rękami Jej Syna, ale pozostają otwarte, zapraszając nas, byśmy wraz z Jezusem nasze ręce powierzyli Jej dłoniom.

    Maryja wie, iż w naszym życiu istnieje wiele niebezpiecznych i budzących lęk spraw i że potrzebujemy kogoś, do kogo możemy się uciekać w chwili cierpienia i strachu. Ona ofiarowuje nam to samo pocieszenie i tę samą miłość, którymi obdarzyła Jezusa. Mówi do nas, byśmy biegli do Niej tak szybko, jak to uczynił Jezus, tak szybko, byśmy nawet nie myśleli o tym, jak wyglądamy i jak biegniemy, aby tylko dobiec do Niej.

    Tygodnik NIEDZIELA/https://www.redemptor.by

    *****

    Matka Boża Nieustającej Pomocy

    W bocznej nawie wadowickiej bazyliki, w rodzinnej parafii św. Jana Pawła II, znajduje się kaplica, zwana czasem świętokrzyską. Tu od lat, przed wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy modlą się uczniowie wadowickich szkół. Wśród nich był też kiedyś Karol Wojtyła. Przed tym obrazem modlił się jako uczeń, jako ministrant, a potem również jako ksiądz, biskup, kardynał i trzy razy jako papież.

    – Jak za dawnych lat, kieruję swe kroki do świętokrzyskiej kaplicy, aby na nowo spojrzeć w oblicze Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jej wadowickim obrazie – mówił papież w 1999 roku.

    Św. Jan Paweł II bardzo chciał, by obraz Matki Bożej był ukoronowany. Stało się to 16 czerwca 1999 roku, gdy po raz trzeci i ostatni przyjechał do Wadowic jako papież. Korony na skroniach Jezusa i Maryi są darem mieszkańców Wadowic i okolicy. Wykonano je z obrączek, pierścionków, kolczyków, naszyjników i łańcuszków.

    Pamiątką koronacji jest złoty różaniec ofiarowany przez Ojca Świętego. Powieszono go po lewej stronie cudownego obrazu. W kaplicy znajduje się też złoty różaniec podarowany przez św. Jana Pawła II.

    Mały Gość Niedzielny/maj 2014

    *************

    Cudowne objawienia w Gietrzwałdzie – oto, czego chciała Maryja

    Na ziemiach polskich jedyne, zaakceptowane oficjalnie przez Kościół objawienia miały miejsce w Gietrzwałdzie, małej miejscowości położonej na Warmii. Wydarzyły się one prawie dwadzieścia lat po objawieniach w Lourdes. Trwały prawie trzy miesiące: od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Wizjonerkami były dwie dziewczynki – trzynastoletnia Justyna Szafryńska oraz dwunastoletnia Barbara Samulewska.

    Dnia 27 czerwca Justyna miała egzamin przed przystąpieniem do Pierwszej Komunii św. Wracając ze swoją mamą do domu, na drzewie w ogrodzie przy plebanii ujrzała świetlistą Postać. Była to siedząca młoda kobieta z rozpuszczonymi włosami. Następnie z obłoków zeszło do niej Dziecko, które się jej ukłoniło a Niewiasta wstała wzięła Go za rękę i wstępując do nieba znikła. W trakcie tego objawienia pojawił się miejscowy proboszcz ks. Augustyn Weichsel, u którego Justyna zdawała egzamin. Po zakończeniu widzenia proboszcz od razu dokładnie wypytał dziewczynkę o to, co się wydarzyło. Następnego dnia w trakcie odmawiania Różańca pod drzewem, na którym była widoczna Postać, 12-letnia Barbara Samulewska miała również objawienie. W trakcie kolejnych widzeń, dziewczynki zadały pytanie: Kto Ty Jesteś? Usłyszały wypowiedziane po polsku słowa: „Jestem Najświętsza Maryja Niepokalanie Poczęta”. Na pytanie: „Czego żądasz Matko Boża?” – padła odpowiedź: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec!”.

    Jednym z efektów objawień w Gietrzwałdzie było prawie powszechne odmawianie Różańca w domach. Tak pisał proboszcz Gietrzwałdu ks. A. Weichsel do biskupa warmińskiego Filipa Krementza: „W całej polskiej Warmii, prawie we wszystkich domach Różaniec jest wspólnie odmawiany.(…) Miliony modlą się na Różańcu, przez co utwierdzają się w wierze katolickiej i ogromna ilość wyrwana została z doczesnej i wiecznej zguby. W tym widzę najlepszy dowód autentyczności objawień”.

    Biskup Warmiński po zapoznaniu się ze sprawozdaniem proboszcza ks. Augustyna Weichsla wydelegował do Gietrzwałdu swoich przedstawicieli, aby uczestniczyli w nabożeństwach różańcowych. Mieli oni obserwować stan i zachowanie wizjonerek w trakcie objawień oraz zachowanie zgromadzonych pielgrzymów i wiernych. Relacje biskupich delegatów potwierdziły, że nie może tu być mowy o oszustwie czy kłamstwie a widzące zachowują się normalnie, nie ma w nich żadnej bigoterii, chęci zysku czy też pragnienia zdobycia uznania czy wzbudzenia sensacji. Dziewczęta wyróżniały się skromnością, szczerością i prostotą.

    Pytania do Matki Bożej dotyczyły zdrowia i zbawienia różnych osób, ale nie tylko. Na zapytanie „Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?”, „Czy osierocone parafie w południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?” widzące usłyszały w odpowiedzi: „Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!”

    W czas objawień na mapie Europy nie było państwa polskiego. Ludność polska żyła i mieszkała w trzech zaborach. W tamtym czasie Gietrzwałd leżał w zaborze pruskim. Fakt, że Matka Boża przemawia do dziewczynek w języku polskim był dla narodu wielką pociechą i pokrzepieniem. Wieść o objawieniach błyskawicznie dotarła do Polaków mieszkających w trzech zaborach. W dosyć krótkim czasie zaczęły napływać do Gietrzwałdu pielgrzymki ze wszystkich dzielnic rozbiorowych. Oprócz Polaków przybywali Czesi, Węgrzy oraz Holendrzy.

    Wśród wielu pielgrzymów przybywających do Gietrzwałdu z prośbą o zdrowie był pewien mieszkaniec Ornety. Na pytanie jednej z dziewcząt o zdrowie dla niego i jego żony, Matka Boża odpowiedziała: „Będą zdrowi, jeżeli będą się modlić i nie będą pić wódki”. A po przekazaniu dziewczynkom prośby proboszcza o modlitwę za spętanych nałogiem, Maryja tylko westchnęła głęboko i powiedziała „Oni będą ukarani”. To pokazuje, że pijaństwo, uzależnienie od alkoholu prowadzi do zguby. W czasach zaborów alkoholizm był problemem nie tylko społecznym ale i narodowym. Zaborcy, chcąc mieć łatwość rządzenia zdobytymi terytoriami, wspierali pijaństwo wśród ludności polskiej. Powodowało to rozbicie więzów rodzinnych i społecznych oraz łamanie charakterów podbitej ludności.

    Wypowiedzi Matki Bożej w trakcie objawień w Gietrzwałdzie odnośnie pijaństwa dało silny impuls do walki z tym nałogiem i innymi uzależnieniami. Ksiądz proboszcz Augustyn Weischel napisał: „Wszyscy wyrzekają się tu wódki i przyrzekają zawsze modlić się na różańcu” oraz: „Ogromna ilość pijaków została wyrwana z doczesnej i wiecznej zguby”. Objawienia w Gietrzwałdzie doprowadziły do powstawania Bractw Wstrzemięźliwości walczących z tym nałogiem.

    Widocznymi efektami objawień było odmawianie Różańca w Sanktuarium oraz w życiu codziennym napływających pielgrzymów. Objawienia przyniosły i przynoszą nadal owoce w postaci: przystępowanie do sakramentu pokuty z mocnym postanowieniem poprawy, życie w czystości młodzieży warmińskiej, powstawanie i rozwój stowarzyszeń abstynenckich, liczne przypadki nawróceń i przejść na religię katolicką.

    W roku 1967 w 90.lecie objawień kardynał Stefan Wyszyński prymas Polski koronował obraz Matki Bożej z Sanktuarium w Gietrzwałdzie.

    Ordynariusz warmiński bp Józef Drzazga 11 września 1977 roku wydal dekret zatwierdzający „kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, jako nie sprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na faktach wiarygodnych, których charakteru nadprzyrodzonego i Bożego nie da się wykluczyć”.

    Uroczystości odpustowe w Sanktuarium odbywają się 29 czerwca na św. Apostołów Piotra i Pawła, 15 sierpnia w święto Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny oraz główne – Matki Bożej Gietrzwałdzkiej – 8 września w dniu Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

    TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W CZERWCU 2014 ROKU.

    ************************************************************************

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    Maltańczycy wracają do różańca
    foto: Pixabay
    ***


    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LIPIEC 2020


    Intencja powszechna: za nasze rodziny.

    Módlmy się, aby dzisiejszym rodzinom towarzyszyły: miłość, szacunek oraz rada.

    PMK w Szkocji:

    1) Módlmy się za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.

    2) Módlmy się za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził a św. Michał Archanioł strzegł .

    3) Módlmy się: Panie Jezu Chryste prosimy, aby Twoja Krew przenikała coraz bardziej nas i te osoby, które dziś postawisz na naszej drodze dokonując, według Twojej woli, dzieła uwolnienia, oczyszczenia, uzdrowienia i uświęcenia.










    Bogu niech będą dzięki!

    Mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk ks. Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego proponuję ten właśnie czas, aby nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca będzie dopiero po ustaniu pandemii.

    Oby Matka Boża była coraz bardziej znana i umiłowana!

    ************************************************************************

    Fatimska Pani jest darem Bożego Miłosierdzia

    This image has an empty alt attribute; its file name is Fatimska.jpg

    Fatima jest szczególnym znakiem Bożego miłosierdzia. Najświętsza Maryja Panna błaga i prosi wszystkich ludzi poprzez trójkę fatimskich dzieci, aby modlić się na różańcu, aby pokutować. Bo miłosierny Bóg nie chce śmierci grzesznika. Boży Syn dokonał odkupienia wszystkich ludzi. Ale konieczne jest tutaj nawrócenie. Żeby móc przyjąć Boży dar miłosiernego przebaczenia, ludzkie serce musi zdecydowanie porzucić drogę grzechu.

    Wezwanie do nawrócenia jest echem słów Maryi z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”.

    Najświętsza Matka, dobrze wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia, które daje Jej Boży Syn. To dzięki przebaczeniu ludzkie serce wypełnia się pokojem, daje radość życia i odwagę, aby być nie tylko za siebie, ale również i za drugiego człowieka odpowiedzialnym.

    Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej encyklice o Bożym mi­łosierdziu przypomniał ludzkości, że Matka Boża wskazuje ludziom na tę Bożą miłość, którą Jej Syn nie przestaje objawiać. Ta miłosierna miłość stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem Jej Serca.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    This image has an empty alt attribute; its file name is Dzieci_Fatimskie.jpg

    Modlitwy podyktowane przez Anioła dzieciom w Fatimie w roku 1916, poprzedzającym objawienia Matki Bożej z roku 1917. Liturgiczne wspomnienie świętych Franciszka i Hiacynty Marto przypada 20 lutego. Trwa proces beatyfikacyjny s. Łucji dos Santos, trzeciej z wizjonerów fatimskich, zmarłej w 2005 roku.

    Siostra Łucja: Zbliżywszy się do nas, powiedział:

    „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną”.

    Uklęknął i pochylił głowę aż do ziemi. Porwani siłą nadprzyrodzoną robiliśmy to samo i powtarzaliśmy słowa wymawiane przez niego:

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie,
    ufam Tobie i miłuję Ciebie.
    Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Siostra Łucja: Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty.
    W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie
    Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata
    jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany.
    Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca
    i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    ************************************************************************

    Bp Athanasius Schneider ułożył modlitwę do Matki Bożej o konsekrację Rosji

    Bp Athanasius Schneider ułożył modlitwę do Matki Bożej o konsekrację Rosji
    Biskup Athanasius Schneider/ PCh24.pl


    Portal „Life Site News” zainicjował Krucjatę różańcową – codzienną modlitwę za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej. Katolicy z całego świata mogą z pomocą internetu łączyć się razem na wspólnej modlitwie, którą prowadzi ks. Anthony Pillari, amerykański duchowny, który obecnie studiuje we Włoszech.

    Jak podaje portal: w modlitwie codziennie uczestniczą katolicy m.in. z Ugandy, Włoch, Francji, Niemiec, Pakistanu, Australii, Wielkiej Brytanii, USA i wielu innych krajów. Modlący chcą „poprzez ten codzienny Różaniec i przyjęcia przesłania danego przez Dziewicę Maryję w Fatimie oraz życie nim” osiągnąć cel, jakim jest triumf Niepokalanego Serca Maryi.

    Do inicjatywy dołączył biskup Athanasius Schneider, który dla tej ogólnoświatowej krucjaty różańcowej ułożył specjalną modlitwę:

    O Niepokalane Serce Maryi, Ty jesteś świętą Matką Boga i naszą czułą Matką. Wejrzyj na cierpienie, w którym Kościół i cała ludzkość żyje z powodu rozprzestrzenienia się materializmu i prześladowania Kościoła. W Fatimie ostrzegałaś przed tymi błędami, gdy mówiłaś o błędach Rosji. Ty jesteś Pośredniczką wszelkich łask. Błagaj swojego Bożego Syna o udzielenie tej specjalnej łaski papieżowi: aby mógł poświęcić Rosję Twojemu Niepokalanemu Sercu, aby Rosja została nawrócona, światu udzielony został okres pokoju, a Twoje Niepokalane Serce zatriumfowało poprzez autentyczną odnowę Kościoła w blasku czystości katolickiej wiary, świętości kultu Bożego i świętości życia chrześcijańskiego. O Królowo Różańca i nasza słodka Matko, zwróć swe miłosierne oczy na nas i łaskawie usłysz tę naszą ufną modlitwę. Amen.

    + Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

    źródło: LifeSiteNews.com

    ************************************************************************

    Ks. Arcybiskup Henryk Hoser SAC wręczył krzyże wolontariuszom misyjnym

    28 czerwca 2020

    Samplefot. Salvatti.pl

    „Nie bądźcie chrześcijanami bezobjawowymi” – mówił abp. Henryk Hoser do wolontariuszy misyjnych Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl oraz Wolontariatu Syberyjskiego podczas ceremonii wręczenia wolontariackich krzyży misyjnych. Uroczystość odbyła się w kościele Wyższego Seminarium Duchownego Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Hierarcha wręczył 30 wolontariuszom krzyże misyjne i udzielił im specjalnego błogosławieństwa.

    „Wiara jest odmianą słowa zaufanie. Komu wierzymy temu ufamy. Jeżeli ufamy Bogu, wówczas misja jest możliwa do spełnienia. Nawet bardzo trudna misja. Bez wiary misja jest bezsensowna” – podkreślił w homilii abp Hoser. – W krzyże, które otrzymaliście, wpisany jest symbol nieskończoności. Niech was zachęca do tego, by wszystkie wasze działania były na nieskończoną chwałę Bożą – tak jak to czynił nasz założyciel, św. Wincenty Pallotti – podkreślił na zakończenie liturgii ks. Jerzy Limanówka, prezes Fundacji Salvatti.pl. Jako wzór, przywołał przykład abp. Hosera, który będąc misjonarzem i wyższym przełożonym w Rwandzie doprowadził do usamodzielnienia się rwandyjskiej prowincji pallotynów, ale nie uznał, że jego misja jest już zakończona i wciąż podejmuje nowe działania. – I Wy podejmujcie misje Waszego życia w nieskończoność – życzył wolontariuszom.

    Wcześniej z wolontariuszami spotkał się prowincjał księży pallotynów, ks. dr Zenon Hanas. – Wasze działanie wpisuje się w logikę daru. Nie interesownego działania coś za coś. I to może dziwić waszych bliskich. Ale świadczy o waszym niezwykłym powołaniu – mówił przełożony prowincjalny. Miały też miejsce spotkania on line z misjonarzami, br. Zbigniewem Kłosem z Wybrzeża Kości Słoniowej i br. Dawidem Walczakiem z Kuby, którzy podkreślali, że społeczności, do których jadą wolontariusze nie chcą, by im pomagać z poczuciem wyższości. Przede wszystkim potrzebują partnerstwa.

    – Wolontariusze przygotowywani przez Fundację Salvatti.pl są uwrażliwiani na odczytywanie znaków czasu w zmieniającym się pejzażu misji. Kurs wolontariacki, w formie comiesięcznych weekendowych zjazdów, trwał od października ubiegłego roku. Pandemia koronawirusa trochę pokrzyżowała nam plany. Pierwsi ochotnicy, którzy mieli wyjechać już w kwietniu i maju wciąż czekają na otwarcie granic. Ale są cierpliwi i ich zapał nie gaśnie. Wyjadą do Kamerunu, Rwandy, na Wybrzeże Kości Słoniowej, na Kubę, do Kolumbii oraz do Kazachstanu i na Syberię – wyjaśnia Monika Florek-Mostowska, wiceprezes Fundacji Salvatti.pl.

    Fundacja Salvatti.pl przygotowuje wolontariuszy do wyjazdu na misje od 2012 r. Kolejny kurs rozpocznie się w październiku 2020 r.

    ************************************************************************

    środa 24 czerwca 2020

    Narodziny Świętego Jana Chrzciciela

    Święty Jan Chrzciciel Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza tyle, co “Bóg jest łaskawy”. Jan Chrzciciel urodził się jako syn kapłana Zachariasza i Elżbiety (Łk 1, 5-80). Jego narodzenie z wcześniej bezpłodnej Elżbiety i szczególne posłannictwo zwiastował Zachariaszowi archanioł Gabriel, kiedy Zachariasz jako kapłan okadzał ołtarz w świątyni (Łk 1, 8-17). Przyszedł na świat sześć miesięcy przed narodzeniem Jezusa (Łk 1, 36), prawdopodobnie w Ain Karim leżącym w Judei, ok. 7 km na zachód od Jerozolimy. Wskazuje na to dawna tradycja, o której po raz pierwszy wspomina ok. roku 525 niejaki Teodozjusz. Przy obrzezaniu otrzymał imię Jan, zgodnie z poleceniem anioła. Z tej okazji Zachariasz wyśpiewał kantyk, w którym sławi wypełnienie się obietnic mesjańskich i wita go jako proroka, który przed obliczem Pana będzie szedł i gotował mu drogę w sercach ludzkich (Łk 1, 68-79). Kantyk ten wszedł na stałe do liturgii i stanowi istotny element codziennej porannej modlitwy Kościoła – Jutrzni. Poprzez swoją matkę, Elżbietę, Jan był krewnym Jezusa (Łk 1, 36).
    Św. Łukasz przekazuje nam w Ewangelii następującą informację: “Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywało na miejscach pustynnych aż do czasu ukazania się swego w Izraelu” (Łk 1, 80). Można to rozumieć w ten sposób, że po wczesnej śmierci rodziców będących już w wieku podeszłym, Jan pędził żywot anachorety, pustelnika, sam lub w towarzystwie innych. Nie jest wykluczone, że mógł zetknąć się także z esseńczykami, którzy wówczas mieli nad Morzem Martwym w Qumran swoją wspólnotę. Kiedy miał już lat 30, wolno mu było według prawa występować publicznie i nauczać. Podjął to dzieło nad Jordanem, nad brodem w pobliżu Jerycha. Czasem przenosił się do innych miejsc, np. Betanii (J 1, 28) i Enon (Ainon) w pobliżu Salim (J 3, 23). Swoje nauczenie rozpoczął w piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza (Łk 3, 1), czyli w 30 r. naszej ery według chronologii, którą się zwykło podawać.

    Święty Jan Chrzciciel Jako herold Mesjasza Jan podkreślał z naciskiem, że nie wystarczy przynależność do potomstwa Abrahama, ale trzeba czynić owoce pokuty, trzeba wewnętrznego przeobrażenia. Na znak skruchy i gotowości zmiany życia udzielał chrztu pokuty (Łk 3, 7-14; Mt 3, 7-10; Mk 1, 8). Garnęła się do niego “Jerozolima i cała Judea, i wszelka kraina wokół Jordanu” (Mt 3, 5; Mk 1, 5). Zaczęto nawet go pytać, czy przypadkiem on sam nie jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan stanowczo rozwiewał wątpliwości twierdząc, że “Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie: ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów” (Mt 3, 11). Na prośbę Chrystusa, który przybył nad Jordan, Jan udzielił Mu chrztu. Potem niejeden raz widział Chrystusa nad Jordanem i świadczył o Nim wobec tłumu: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29. 36). Na skutek tego wyznania, przy Chrystusie Panu zjawili się dwaj pierwsi uczniowie – Jan i Andrzej, którzy dotąd byli uczniami św. Jana (J 1, 37-40).
    Na działalność Jana szybko zwrócili uwagę starsi ludu. Bali się jednak jawnie przeciwko niemu występować, woleli raczej zająć stanowisko wyczekujące (J 1, 19; Mt 3, 7). Osobą Jana zainteresował się także władca Galilei, Herod II Antypas (+ 40), syn Heroda I Wielkiego, który nakazał wymordować dzieci w Betlejem. Można się domyślać, że Herod wezwał Jana do swojego zamku, Macherontu. Gorzko jednak pożałował swojej ciekawości. Jan bowiem skorzystał z tej okazji, aby rzucić mu prosto w oczy: “Nie wolno ci mieć żony twego brata” (Mk 6, 18). Rozgniewany król, z poduszczenia żony brata Filipa, którą ku ogólnemu oburzeniu Herod wziął za własną, oddalając swoją żonę prawowitą, nakazał Jana aresztować. W dniu swoich urodzin wydał ucztę, w czasie której, pijany, pod przysięgą zobowiązał się dać córce Herodiady, Salome, wszystko, czegokolwiek zażąda. Ta po naradzeniu się z matką zażądała głowy Jana. Herod nakazał katowi wykonać wyrok śmierci na Janie i jego głowę przynieść na misie dla Salome (Mt 14, 1-12). Jan miał wtedy trzydzieści kilka lat.

    Jezus wystawił Janowi świadectwo, jakiego żaden człowiek z Jego ust nie otrzymał: “Coście wyszli oglądać na pustyni? (…) Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 7-11; Łk 7, 24-27).

    Jan Chrzciciel jako jedyny wśród świętych Pańskich cieszy się takim przywilejem, iż obchodzi się jako uroczystość dzień jego narodzin. U wszystkich innych świętych obchodzimy jako święto dzień ich śmierci – czyli dzień ich narodzin dla nieba. Ponadto w kalendarzu liturgicznym znajduje się także wspomnienie męczeńskiej śmierci św. Jana Chrzciciela, obchodzone 29 sierpnia.
    W Janie Chrzcicielu uderza jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru, bezkompromisowość. Był pierwszym świętym czczonym w całym Kościele. Jemu dedykowana jest bazylika rzymska św. Jana na Lateranie, będąca katedrą papieża. Jan Chrzciciel jest patronem Austrii, Francji, Holandii, Malty, Niemiec, Prowansji, Węgier; Akwitanii, Aragonii; archidiecezji warszawskiej i wrocławskiej; Amiens, Awinionu, Bonn, Florencji, Frankfurtu nad Menem, Kolonii, Lipska, Lyonu, Neapolu, Norymbergi, Nysy, Wiednia, Wrocławia; jest patronem wielu zakonów, m. in. joannitów (Kawalerów Maltańskich), mnichów, dziewic, pasterzy i stad, kowali, krawców, kuśnierzy, rymarzy; abstynentów, niezamężnych matek, skazanych na śmierć. Jest orędownikiem podczas gradobicia i w epilepsji.

    Święty Jan Chrzciciel




    W ikonografii św. Jan przedstawiany jest jako dziecko, młodzieniec lub mąż ascetyczny, ubrany w skórę zwierzęcą albo płaszcz z sierści wielbłąda. Jego atrybutami są: Baranek Boży, baranek na ramieniu, na księdze lub u stóp, baranek z kielichem, chłopiec bawiący się z barankiem, głowa na misie, krzyż. W tradycji wschodniej, zwłaszcza w ikonach, ukazywany jest jako zwiastun ze skrzydłami.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia
    ******

    Prorok, który poprzedził Słowo


    Prorok, który poprzedził Słowo
    PCh.pl

    Nad rzeką Jordanem. Tam się zaczął urząd nauczycielski Chrystusa. Tam miał miejsce przyszły chrzest Chrystusa, bo przyjął chrzest uprzednio gotując drogę i wołając: „Gotujcie drogę Pańską, torujcie ścieżki jego”. Pan chciał być ochrzczony przez sługę, aby ci, którzy chrzczeni są przez Pana, widzieli co otrzymują. Stąd więc zaczyna się, skąd zapowiedziane jest proroctwem: „Będzie panował od morza aż do morza i od rzeki aż do krańców okręgu ziemi”.


    Nad tą rzeką, gdzie Chrystus rozpoczął władanie, ujrzał Jan Chrystusa, poznał i dał świadectwo. Ukorzył się przed potężnym, aby być wywyższonym przez potężnego. Czy nazwał się przyjacielem Oblubieńca, ozy może równym? Broń Boże, znacznie niższym. O ile niższym? „Nie jestem godzien, powiada, rozwiązać rzemyka trzewików jego”.


    Ten prorok, owszem więcej niż prorok, zasłużył na to, by być zapowiedzianym przez proroka. O nim bowiem powiedział Izajasz: „Głos wołającego na puszczy: Gotujcie drogę Pańską, proste czyńcie na puszczy ścieżki Boga naszego. Każda dolina będzie podniesiona, a każda góra i pagórek będzie poniżony: i będą krzywe prostymi, a ostre drogami gładkimi. I objawi się chwała Pańska, i ujrzy wszelkie ciało społem, że usta Pańskie mówiły. – Głos mówiącego: Wołaj! I rzekłem: Co będę wołał? Wszelkie ciało trawa, a wszelka chwała jego jako kwiat polny. Uschła trawa i opadł kwiat, bo duch Pański wionął nań, lecz słowo Pańskie trwa na wieki”.

    Zważcie, najmilsi, że Jan zapytany, kim jest, czy Chrystusem, czy Eliaszem, czy jest prorokiem, odpowiada: „Nie jestem Chrystusem, ani Eliaszem, ani prorokiem. A oni: Kimże więc jesteś? Jam głos wołającego na puszczy”. Nazwał się głosem. Masz Jana jako głos. Za kogo masz Chrystusa, jeśli nie jako Słowo?


    Wydaje się naprzód głos, aby potem pojąć Słowo. O jakie chodzi Słowo? Posłuchaj jak wyraźnie objaśnia: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. To było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało”.

    Skoro wszystko, a więc i Jan. Cóż dziwnego, że Słowo uczyniło sobie głos? Spójrz, spójrz na obu mad rzeką, na głos i na Słowo. Głosem Jan, Słowem Chrystus.


    Św. Augustyn, Kazanie 288, Na dzień urodzin św. Jana Chrzciciela. Głos a Słowo., w: Św. Augustyn, Wybór mów, Warszawa 1973, s. 192-193.

    Read more: https://www.pch24.pl/prorok–ktory-poprzedzil-slowo,76754,i.html#ixzz6QH3eC6wL

    *******

    Msza święta

    Obraz

    Antyfona na wejście

    Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on, aby zaświadczyć o światłości, i przygotować Panu lud doskonały. (J 1,6-7; Łk 1,17)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty powołałeś świętego Jana Chrzciciela,
    aby przygotował Twój lud na przyjście Chrystusa Pana, udziel Twojemu Kościołowi daru radości
    w Duchu Świętym i skieruj dusze wszystkich wiernych na drogę zbawienia i pokoju. Przez naszego
    Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą
    żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg,
    przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza Iz 49,1-6

    Wyspy, posłuchajcie mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: „Tyś sługą moim, w tobie się rozsławię”. Ja zaś mówiłem: „Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą”.

    A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I rzekł mi: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 139

    R/ Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.

    Przenikasz i znasz mnie, Panie,
    Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
    Z daleka spostrzegasz moje myśli,
    przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
    i znasz moje wszystkie drogi. R/

    Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
    i utkałeś mnie w łonie mej matki.
    Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
    godne podziwu są Twoje dzieła. R/

    I duszę moją znasz do głębi.
    Nie tajna Ci istota,
    kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
    utkany we wnętrzu ziemi. R/

    Czytanie z Dziejów Apostolskich Dz 13,22-26

    W synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: „Bóg dał ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w słowach: «Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę». Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: «Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach». Bracia, synowie rodu Abrahama i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu”.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogę. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza Łk 1,57-66.80

    Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”. Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię”.

    Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: „Jan będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się. zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, składamy dary na Twoim
    ołtarzu obchodząc z należną czcią narodzenie
    Jana Chrzciciela, który zapowiedział przyjście Zbawiciela świata i wskazał, że jest nim Jezus Chrystus. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Prefacja o św. Janie Chrzcicielu

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    a dla nas zbawienne, abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, Panie,
    Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    Wysławiamy cuda, których dokonałeś w życiu
    Jana Chrzciciela, największego między narodzonymi
    z niewiasty. Jego wybrałeś i uświęciłeś,
    aby przygotował drogę Chrystusowi,
    On jeszcze w łonie matki rozradował się
    z przybycia Zbawiciela, a jego narodzenie wielu napełniło radością. Jako jedyny z proroków,
    wskazał Baranka, który gładzi grzechy świata.
    Jan ochrzcił w Jordanie Twojego Syna,
    który chrzest ustanawiając, dał wodzie moc uświęcania. Aż do końca Jan świadczył o światłości,
    a przez swoje męczeństwo złożył Chrystusowi najpiękniejsze świadectwo.
    Dlatego łącząc się z Aniołami w niebie,
    wielbimy Ciebie na ziemi, razem z nimi wołając:
    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Dzięki serdecznej litości naszego Boga, nawiedziło nas z wysoka Wschodzące Słońce. (Łk 1,78)

    Modlitwa po Komunii

    Posileni na Uczcie niebieskiego Baranka,
    prosimy Cię, Boże, aby Kościół czerpiąc radość z narodzin świętego Jana Chrzciciela,
    uznał sprawcę swojego odrodzenia w Chrystusie, którego przyjście Jan zapowiadał.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *****

    11 faktów na temat Jana Chrzciciela


    11 rzeczy które powinieneś wiedzieć na temat Jana Chrzciciela

    Jan Chrzciciel pozostaje jedną z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej tajemniczych postaci w Nowym Testamencie. Wspominają o nim również źródła wykraczające poza tę świętą księgę. Oto 11 faktów, które warto o nim znać i przekazać dalej…

    Wspomnienie Jana Chrzciciela przypada na 29 sierpnia. Zdaniem Jimmy’ego Akin’a z portalu National Catholic Register, jest to doskonały czas, by przyjrzeć się dokładnie postaci tego chrześcijańskiego proroka.

    1) W jaki sposób Jan Chrzciciel był spokrewniony z Panem Jezusem?

    Powiązanie Jezusa z Janem Chrzcicielem wynikało z pokrewieństwa ich matek. W Ewangelii św. Łukasza (1,36) Elżbieta określana jest jako „krewna” Maryi, co oznacza, że kobiety te były ze sobą w jakiś sposób związane poprzez powinowactwo lub krew. Najprawdopodobniej była to relacja krwi, ale ani szczególnie bliska, ani odległa. Elżbieta, będąc w podeszłym wieku, mogła być ciotką Maryi lub jedną z wielu rodzajów „kuzynek”. Nie można dokładniej określić tej zależności. Nie zmienia to jednak faktu, że Pan Jezus i Jan byli kuzynami w tym czy innym znaczeniu tego słowa.

    2) Kiedy rozpoczęła się posługa Jana Chrzciciela?

    Święty Łukasz podaje nam datę rozpoczęcia posługi Jana. Pisze: „Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. (…) skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów” (Łk, 3, 1-3).

    „Piętnasty rok Tyberiusza Cezara” można wprost rozumieć jako odniesienie do 29 roku po narodzeniu Chrystusa. To historyczne umiejscowienie na osi czasu jest ważne również dlatego, że św. Łukasz sugeruje, jakoby publiczne nauczanie Pana Jezusa rozpoczęło się wkrótce po Janie, co umiejscawia prawdopodobną datę chrztu Zbawiciela w 29 lub wczesnym 30 roku.

    3) Dlaczego Jan przyszedł chrzcić?

    Pismo Święte przedstawia nam kilka powodów, dlaczego tak się stało. Jan Chrzciciel przyjął rolę prekursora lub zwiastuna Mesjasza i miał przygotować ludzi na jego przyjście niczym Eliasz, wzywając naród do pokuty. W związku z tym chrzcił ludzi na znak ich skruchy. Prorok przyszedł również, aby zidentyfikować i ogłosić Mesjasza. Według Jana Chrzciciela: „Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi” (J, 1, 31).

    Identyfikacja ta została dokonana, gdy ochrzcił Jezusa: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym (J, 1, 32-34).

    4) Jak aresztowanie Jana wpłynęło na Jezusa?

    Ewangelie wskazują, że wczesne okresy posługi – zarówno Jana Chrzciciela, jak i Pana Jezusa – dokonywały się w Judei, w południowej części Izraela. Jednak Jan został aresztowany przez Heroda Antypasa, władcę Galilei i Perei, które obejmowały część pustyni nieopodal Jerozolimy. To właśnie przyczyniło się do rozpoczęcia nauczania przez Mesjasza w Galilei: „Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei” (Mt 4,12).

    5) Czego Jan uczy nas o moralności w pracy?

    Całkiem sporo! Pewnego razu Jan Chrzciciel został zapytany zarówno przez poborców podatków, jak i żołnierzy o to, co powinni zrobić, aby „mieć rację u Boga”. Warto nadmienić, że sprawowanie obydwu wspomnianych funkcji wymagało współpracy z Cesarstwem Rzymskim, dlatego pytający zastanawiali się, czy nie musieliby zrezygnować z posad. Jan pouczał ich, że nie ma takiej potrzeby, ale by wykonywali swoją pracę w sposób sprawiedliwy. Jest to dla nas dzisiaj ważne, bowiem tak wielu z nas musi współpracować z pracodawcami, państwami i korporacjami częściowo zaangażowanymi w niemoralne działania. Czytamy: „Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: Nauczycielu, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. Pytali go też i żołnierze: A my, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie” (Łk, 3,12-14).

    6) Czy Jan Chrzciciel Eliasz ponownie się odrodził?

    Nie. W czasach Jezusa uczeni w Piśmie przewidywali, że Eliasz powróci przed przyjściem Mesjasza. W pewnym momencie Jezus dyskutując o Janie Chrzcicielu powiedział: „A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść” (Mt 11, 14). To skłoniło niektórych do głoszenia, że Jan Chrzciciel był odrodzonym Eliaszem. Wiąże się to z kilkoma problemami – chociażby takim, że Eliasz nigdy nie umarł, został wcielony do Nieba – nie mógł zostać ponownie wcielony. Identyfikując Jana Chrzciciela jako „Eliasza”, który miał przyjść, Jezus wskazał, że wypełnienie proroctwa Eliasza nie powinno być interpretowane w dosłowny sposób, tak jak czynili to uczeni w Piśmie żyjący w Jego czasach. Sam Eliasz nie miał powrócić i chodzić po Judei, służąc ludziom. Zamiast tego, ktoś taki jak Eliasz miał się pojawić i czynić w ten sposób – osobą tą był właśnie Jan Chrzciciel.

    7) Jak sławny był Jan Chrzciciel w swoich czasach?

    Łatwo jest nam myśleć o Janie Chrzcicielu jako o prekursorze i zwiastunie Chrystusa. Jednak on sam również pozostawał dość sławny. Wyjaśniają to dwie kwestie:

    – Ruch, który zapoczątkował Jan Chrzciciel, miał swoich zwolenników w odległych krainach.

    – Informacje o Janie Chrzcicielu pochodzą również spoza Nowego Testamentu.

    8) W jaki sposób Jan Chrzciciel pozyskiwał naśladowców poza Izraelem?

    Prawdopodobnie działo się to poprzez nauczanie jednostek, które propagowały orędzie Jana Chrzciciela na innych terytoriach. Jedną z takich osób wydaje się być Apollos, który później stał się chrześcijańskim ewangelistą.

    Zgodnie z Dziejami Apostolskimi: „Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy (Dz, 18, 24-25).

    Najwyraźniej Apollos miał pewną wiedzę na temat powiązań pomiędzy Janem Chrzcicielem i Mesjaszem, jednak była ona ograniczona. Nie wiedział o chrzcie chrześcijańskim i różnicy między nim a chrztem Jana. Akwila i Pryscylla wzbogacili go o dodatkową wiedzę, aby lepiej wyjaśnić chrześcijańskie orędzie (Dz, 18, 26-28), jednak nauczanie to na początku nie dotarło w pełnej wersji do wszystkich jego zwolenników. Kiedy św. Paweł powrócił do Efezu, znalazł tam kilkunastu swoich rzekomych uczniów, którzy słyszeli o chrzcie Jana, ale nie o chrzcie chrześcijańskim i Duchu Świętym (Dz, 19,1-7). Były to najwyraźniej nawrócenia dokonane przez Apollosa w oparciu o jego znajomość ruchu Jana Chrzciciela, zanim poznał pełne orędzie Chrystusa.

    9) Kto zabił Jana Chrzciciela?

    Wyrok na Jana Chrzciciela wydał Herod Antypas, jeden z synów Heroda Wielkiego, który odziedziczył regiony Galilei i Perei jako swoje terytoria. Ewangelie przedstawiają go jako człowieka złożonego. Po pierwsze, zawarł małżeństwo z naruszeniem prawa. W pewnym momencie najwyraźniej wykradł Herodiadę, żonę swojego brata Heroda Filipa. Ten czyn postawił go w opozycji do Jana Chrzciciela, który sprzeciwił się takowemu występkowi (Mk, 6,18), prowokując tym samym Heroda do aresztowania proroka (Mt, 14, 3).

    Chociaż Jan przebywał w areszcie, żona Heroda – Herodiada nienawidziła proroka i chciała, aby umarł. Co ciekawe, sam Herod Antypas występował w roli opiekuna Jana, mało tego, fascynował się ognistym kaznodzieją: „Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał” (Mk, 6, 20).

    Nawet śmierć nie powstrzymała zainteresowania Antypasa Janem Chrzcicielem. Kiedy tetrarcha zaczął otrzymywać raporty dotyczące działalności Jezusa przypuszczał, że Chrystus może być w rzeczywistości powstałym z martwych Janem (Mk, 6, 14), i starał się na własne oczy zobaczyć Jezusa (Łk, 9, 9).

    10) Dlaczego zginął Jan?

    Herodiada z ogromną pasją nienawidziła Jana, przypuszczalnie za publiczne krytykowanie jej zdrady wobec byłego męża Heroda Filipa i jej małżeństwo z Antypasem. Ostatecznie, po tym jak córka Herodiady – Salome zachwyciła Antypasa specjalnym tańcem podczas przyjęcia urodzinowego władcy, matka skutecznie zmanipulowała męża, aby wydał rozkaz śmierci Jana przez ścięcie głowy (Mk 6, 21-28).

    11) Gdzie, poza Nowym Testamentem, dowiadujemy się o Janie Chrzcicielu?

    Wspominał o nim żydowski historyk Josephus. Odnotował on, że jedna z armii Heroda została zniszczona w 36 roku i stwierdził: „Teraz, niektórzy Żydzi myśleli, że zniszczenie armii Heroda pochodzi od Boga, i że jest bardzo sprawiedliwie, jako kara za to, co zrobił przeciwko Janowi, który został nazwany Chrzcicielem; Herod zabił go, który był dobrym człowiekiem, i nakazał Żydom, aby praktykowali cnoty, zarówno w odniesieniu do sprawiedliwości wobec siebie nawzajem, i pobożności wobec Boga, które prowadzą do chrztu; dlatego właśnie obmycie [wodą] byłoby dla niego akceptowalne, gdyby z niego korzystali, nie w celu odpuszczenia jakichś grzechów [wyłącznie], ale dla oczyszczenia ciała; zakładając jednak, że dusza została wcześniej dokładnie oczyszczona przez sprawiedliwość. Teraz, gdy [wielu] innych przybywało tłumnie, bo byli bardzo poruszeni [lub zadowoleni] słysząc jego słowa, Herod obawiał się, jak wielki wpływ Jan miał na ludzi, który mógł nadać mu moc i skłonić do wzniecenia buntu (bo wydawało się, że tłum był gotowy zrobić wszystko, co mu rozkaże [Jan]), uważał, że najlepiej będzie uśmiercić go [Jana], aby zapobiec wszelkim problemom, które może spowodować (…). Zatem został wysłany jako więzień, w związku z podejrzliwym temperamentem Heroda, do Macheru zamku, o którym wspomniałem wcześniej, i tam został uśmiercony. Teraz Żydzi uważali, że zniszczenie tej armii zostało zesłane jako kara na Heroda, i znak niezadowolenia Boga z niego” [Antiquities 18:5:2].

    Szczegóły relacji Josephusa różnią się od Ewangelii. Najwyraźniej nie był on świadomy roli Herodiady i jej córki w tej sprawie oraz złożonej relacji Heroda z Janem. Dlatego właśnie przypisuje mu standardowe podejrzenia wobec przywódcy – proroka, które każdy władca w owym czasie mógł mieć.

    Więcej szczegółowych informacji, dotyczących Jana Chrzciciela, w kręgu społeczności chrześcijańskiej rozpowszechniła Joanna, żona mężczyzny o imieniu Chuza, który pracował dla Heroda Antypasa i miał dostęp do poufnych informacji sądowych. Joanna była jedną z naśladowczyń Jezusa (Łk, 8, 1-3).

    malk

    Read more: https://www.pch24.pl/11-rzeczy-ktore-powinienes-wiedziec-na-temat-jana-chrzciciela,62452,i.html#ixzz6QH1Gg3U1

    ********

    Narodziny św. Jana Chrzciciela

    Narodziny św. Jana Chrzciciela
    Ruda Śląska, Parafia pw. ścięcia św. Jana Chrzcicela/fot.H.Przondziono/ GOŚĆ NIEDZIELNY
    ***

    Pustynie nie oznaczają miejsc w przestrzeni, ale stan umysłu i serca.

    Jan Chrzciciel jest jedynym świętym, który w kalendarzu liturgicznym ma święto swoich ziemskich urodzin i wspomnienie śmierci (29 sierpnia), inni święci czczeni są tylko w dniu narodzin dla nieba. Prawosławni mają wielkie nabożeństwo do św. Jana, którego nazywają Poprzednikiem. Na ikonach bywa przedstawiany z dwoma wielkimi skrzydłami, które nadają mu wygląd anioła. W ręku trzyma kielich, w którym spoczywa Baranek Boży, lub rozwinięty zwój z tekstem Ewangelii (Łk 7,27 albo Mk 1,2). Jego uskrzydlona postać jest aluzją do tego, jak Ewangelia określa jego misję: „posłaniec, wysłannik”. Słowo „anioł” oznacza dokładnie to samo. Zadaniem Jana było świadczenie o Mesjaszu tuż przed Jego przyjściem, zwiastowanie wśród ludu Jego nadejścia.

    Św. Jan przypomina nam o pustyni. Odejście od zgiełku świata wyostrza wewnętrzny wzrok, budzi wrażliwość na obecność Boga. Potrzebujemy takich chwil wyciszenia. „Pustynie, cisza, samotność nie oznaczają bynajmniej miejsc w przestrzeni, ale stany umysłu i serca” – pisze Catherine de Hueck Doherty, wychowana w prawosławiu kandydatka na ołtarze. „Takie pustynie można odnaleźć i w środku miasta, i w każdym dniu naszego życia. Wystarczy tylko ich poszukać i uświadomić sobie, jak ogromnie są nam potrzebne”.

    Gdzie znaleźć takie mini-pustynie? Autorka podpowiada: samotność wieczornych powrotów do domu, gdy idziesz od stacji metra lub przystanku, a ulice są już ciche i mniej jest przechodniów; chwile samotności, gdy wchodzisz do pokoju, aby zmienić biurowe lub robocze ubranie na wygodniejsze domowe; samotność tak prozaicznych zajęć jak sprzątanie, prasowanie czy szycie. Takie „małe pustynie” są blisko nas, przypadkowe przystanki w codziennej gonitwie. Przypadkowe? A może to raczej delikatne zaproszenia Boga. Chodzi tylko o to, by zapragnąć tych właśnie chwil, które daje nam Bóg. Doherty: „Aby osiągnąć takie nastawienie, trzeba pozbyć się irracjonalnej wiary w czas. Bóg śmieje się z czasu, bowiem jeśli nasze dusze otworzą się na Niego, to będzie mógł je powołać, zmienić, wywyższyć i przeobrazić w jednej chwili”.

    GOŚĆ NIEDZIELNY/24.2020

    ************************************************************************

    5 tajników dobrej modlitwy

     

     Adobe Stock

    *****

    W jaki sposób dobrze się modlić? Co to właściwie znaczy dobra modlitwa? Jak się do niej zabrać, co przygotować, ile ma trwać, więcej mówić czy słuchać? Oto 5 tajników dobrej modlitwy.

    Już uczniowie zadręczali się pytaniami o dobrą modlitwę. Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». Łk 11, 1

    Poniżej 5 pomocnych wskazówek dobrej modlitwy:

    1. MIEJSC

    Miejsce modlitwy to pierwsza kwestia o jaką musimy zadbać. Jak nauczał nas sam Jezus: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. Mt 6, 6

    Odpowiednie miejsce modlitwy z dala od zgiełku, zabiegania i wszechobecnej krzątaniny to fundament dobrej rozmowy z Bogiem. Jezus zapraszając nas do modlitwy, pragnie aby było to osobiste spotkanie miłości.

    Możemy modlić się w kościele, w kaplicy, ale także we własnym domu czy nawet ogrodzie. Znajdźmy samotne, zaciszne miejsce i zapragnijmy spotkania z samym Bogiem. To pragnienie to już połowa sukcesu.

    2. CZAS

    Czy każdy czas jest dobry na modlitwę? Zapewne, ale lepiej znaleźć taki, który pozwoli nam zatrzymać się z Bogiem na dłuższą chwilę. Oczywiście nie kwestionuję łask płynących z aktów strzelistych, czy krótkich westchnień do Boga, np. podczas pracy. Skupmy się jednak na dłuższej modlitwie.

    Warto znaleźć w swoim (zapewne zabieganym dniu) czas tylko dla Boga. Odkładamy wtedy na bok inne rzeczy, wyciszamy samartfon, blokujemy powiadomienia z fejsa i instagrama i poświęcamy czas jedynie Stwórcy.

    Wiem, że o wiele łatwiej jest lajkować kolejne zdjęcia znajomych, ale znajdując chociaż 15 minut dziennie na intymną rozmowę z Bogiem Wszechświata, zyskać możemy o wiele więcej niż sympatia znajomych.

    3. ATMOSFERA

    Gdy już mamy wygospodarowane czas i miejsce naszej modlitwy, warto zadbać także o panującą atmosferę. Cisza to przestrzeń w której najgłośniej mówi Bóg. Wyłączmy wszelkie grające urządzenia, uklęknijmy lub usiądźmy, gdy klęczenie sprawia nam kłopot (w rozmowie z Bogiem nie chodzi o stękanie z bólu, ale skupienie się na Nim, pokutować można w innej formie np. postem).

    Pomocne może być także zapalenie świecy jako znak „światła Chrystusa”, ten zewnętrzny akt pomaga uświadomić sobie, że w pomieszczeniu w którym właśnie jestem, jest sam Bóg, że za moment wejdę w tak niezwykłą i intymną relację z samym Stwórca Wszechświata.

    Warto także ustawić sobie na linii wzroku krzyż lub obraz np. Jezusa Miłosiernego. Pomoże to skupić się na Nim i pamiętać o Jego stałej obecności.

    4. ŚWIADOMOŚĆ

    Na początku modlitwy warto uzmysłowić sobie jej prawdziwy sens. Modlitwa to nie recytowanie wyuczonych fraz z pamięci powtarzanych jak mantra do ściany. Modlitwa to przestrzeń w której spotykam się z samym Bogiem. Oczywiście, że znane modlitwy jak Koronka czy Różaniec są piękną formą kontaktu z Nim, także przez ręce Maryi, ale nie możemy zatracić prawdziwego znaczenia rozmowy z Bogiem. Modlitwy są środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to spotkanie z naszym Zbawicielem.

    Ważne jest także stałe przypominanie sobie przed modlitwą swojej prawdziwej tożsamości. Skoro Bóg jest kochającym Ojcem, to ja jestem jego ukochanym dzieckiem, którego On nigdy nie odtrąca i nie odrzuca. Klękając do modlitwy ze świadomością Jego niezgłębionej obecności (nie jest ograniczony ani czasem, ani przestrzenią), w miejscu w którym się modlę oraz tego, że jestem dzieckiem samego Boga – stwarza możliwości na piękne modlitewne spotkanie, w którym Jego Miłość będzie mnie ogarniać, przemieniać i odnawiać.

    5. SŁUCHANIE

    Gdy już właściwie przygotowani, zapominając o pędzie świata, będąc skupieni jedynie na Bogu rozpoczniemy modlitwę, nie zapomnijmy o jednym. Nie zapomnijmy słuchać Boga. Modlitwa to rozmowa, a rozmowa to korelacja dwójki lub więcej osób. Modlitwa nie jest monologiem, ale dialogiem. Dajmy możliwość Duchowi Świętemu, aby do nas mówił. On naprawdę mówi, musimy tylko Mu na to pozwolić.

    Warto także do naszej modlitwy włączyć krótką lekturę Słowa Bożego i medytację nad nim. Wybierzmy jeden fragment i czytając zastanówmy się co przez te słowa mówi do mnie Bóg. Możemy także wykorzystując nowe technologie uruchomić w naszym laptopie „Adorację online” i w ciszy uwielbiać Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

    Jest mnóstwo tajników na owocne spotkanie z Bogiem, każdy z nas musi znaleźć przy pomocy Ducha Świętego te swoje najlepsze.

    Jezus pragnie przemieniać nasze serce, odnawiać nas, umacniać, pocieszać, podnosić z upadków. Zapewniał nas przecież, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do końca świata. On zna doskonale nasze wnętrze. Mówmy Mu o naszych potrzebach, troskach, prośbach. Ale zastawmy Mu także przestrzeń na działanie. Jemu naprawdę na nas zależy.

    Damian Krawczykowski /Tygodnik Niedziela/24.06.2020

    *********************************************************

    Badajcie duchy…


    Badajcie duchy...

    #LEKTURA DUCHOWA#WSPÓŁCZESNY ŚWIAT#ROZEZNAWANIE DUCHÓW


    Żyjemy w czasach, które niewątpliwie można określić jako laickie, pełne zeświecczenia i nieprzychylne, a nawet wrogie wszelkiemu okazywaniu przywiązania do religii katolickiej. Co ciekawe, inne religie już nie są tak źle widziane, przynajmniej przez „elity” naszego kraju. Najczęściej wyśmiewa się i krytykuje katolików i katolicyzm.

    Mimo że ludzie wychowani przez niektóre programy i stacje telewizyjne czy radiowe zdają się podzielać obawę różnych decydentów przed wiarą katolicką, to jednak sami przyznają się do potrzeb duchowych i pragnień kontaktu z czymś absolutnym. Decydenci telewizyjni czy radiowi, a także niektórzy „magnaci prasowi”, wychodzą naprzeciw tym zapotrzebowaniom na „duchowość bez Boga”. Zwolennicy wróżek i horoskopów mają w czym wybierać – propaguje się bardziej lub mniej otwarcie religie Wschodu, tj. buddyzm czy hinduizm. Niektórzy nasi bracia w wierze dają się złowić w te subtelne sieci. Pod pozorem troski o zdrowie próbują różnych praktyk wschodnich: medytacji, jogi… Stąd już blisko do uwikłania się w sekty, które wcześniej lub później zakończą się destrukcją życia duchowego człowieka.

    Co o tym wszystkim mówi nasza wiara? Kiedyś rozmawiałem z pewnym młodym człowiekiem, dość mocno zaangażowanym w poznawanie buddyzmu i zachwyconym tą religią. Do całego pomieszania w jego duchowości doszło jeszcze i to, że czytał chętnie Pismo Święte, ale stosował jego swoistą interpretację…

    Ogólnie możemy to nazwać czystym „new age”, czyli pomieszaniem i wybieraniem z różnych religii tego, co akurat nam pasuje. Na swoją obronę ten młody człowiek przytoczył słowa św. Pawła do Tesaloniczan: Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! (1 Tes. 5,22). Próbował twierdzić, że św. Paweł sam zachęca do badania różnych religii i wybierania z nich tego, co szlachetne.

    Tymczasem św. Pawłowi chodzi o coś zupełnie innego. Wystarczy przeczytać choćby ten pierwszy list do Tesaloniczan. Apostoł nie widzi innej religii i innej wartości poza religią Chrystusową. Jeżeli wzywa do badania „wszystkiego”, to ma na myśli okoliczności życia i wybór takich życiowych wartości, które jeszcze bardziej zbliżą nas do Chrystusa. Chodzi zatem nie o szukanie kierunków dla swojego życia w innych religiach, ale o takie możliwości w naszym własnym życiu, które bardziej będą podobały się Bogu. Jednym słowem: każda religia, która nie głosi Chrystusa, jest fałszywa.

    W życiu Bóg zsyła nam przeróżne znaki, które pomagają nam odczytać Jego wolę. Czasem jednak jakiś rzekomy znak nie pochodzi od Boga, ale jest szatańską pokusą. Problem polega na umiejętności badania właśnie: czy ten pomysł, to pragnienie, które obecnie odczuwam, rzeczywiście pochodzi od Boga? A może od moich życiowych kompleksów, bo chcę być bardziej widoczny? A może od samego diabła, który według słów św. Pawła często podaje się za Anioła Światłości. Podobnie i św. Jan w swoim Pierwszym Liście poucza nas: Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie (1 J 4,1). A zatem nie badajmy dla samego tzw. poszukiwania, ale właśnie dlatego, by się ustrzec przed zamętem i niepotrzebnymi dociekaniami.

    Drodzy w Panu Jezusie, naprawdę nie mamy czego szukać w innych religiach. Jeżeli czytamy dokładnie Pismo Święte, to z łatwością dostrzeżemy, że jego sensem jest nasz Pan, Jezus Chrystus. Wszyscy inni tzw. panowie, zwłaszcza jeżeli odwodzą nas od Chrystusa, przychodzą od Złego i naszym obowiązkiem jest ich unikać.

    Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego jest mowa o rozróżnianiu duchów. Możemy się z tej pięknej książki wiele nauczyć. Szukanie fascynacji w coraz to innej religii nie jest wcale wewnętrznym ubogacaniem, ale wewnętrznym zamętem. To tak jakby ktoś z ciekawości chciał np. próbować różnych leków na własnym organizmie. Pewnie niedługo by pożył…

    Chociaż, jak pisze św. Jan, wielu antychrystów pojawiło się na świecie, to jednak nie musimy się ich obawiać. Jeśli będziemy wiernie trwali przy nauczaniu Kościoła Katolickiego, nic nam nie grozi. Bogu podoba się człowiek pokorny i stały, który raz poznawszy Chrystusa i Jego Kościół, trwa przy nim i nie eksperymentuje z własną wiarą i zbawieniem.

    Nie zapominajmy o badaniu na co dzień własnego sumienia i wzrastaniu w modlitwie, a niepotrzebne dociekania zostawmy ludziom niestałym. I nie zapomnijmy za takich się pomodlić.

    Za: “Przymierze z Maryją” nr 56/2011


    DATA: 2020-06-23 AUTOR: KS. ADAM MARTYNA 

    Read more: https://www.pch24.pl/badajcie-duchy—,2246,i.html#ixzz6QAptxcOM

    ********************************************** Jean Raspail – Strażnik Zachodniej Bramy


    Grzegorz Kucharczyk: Jean Raspail – Strażnik Zachodniej Bramyfot. pixabay


    „Siedmiu jeźdźców opuściło Miasto o zmroku przez Bramę Zachodnią, której nikt już nie strzegł, i ruszyło w stronę zachodzącego słońca. Jechali z podniesionymi wysoko głowami, wcale się nie kryjąc (w przeciwieństwie do tych wszystkich, którzy wyjechali przed nimi), bo przecież nie uciekali i nie popełniali zdrady. W ich sercach nie było nadziei, a wyobraźnię trzymali na wodzy”.

    Te słowa z powieści Jeana Raspaila „Siedmiu jeźdźców” od lat są dla mnie najbardziej syntetycznym opisem jego twórczości, jej ducha. Wyprawa tych siedmiu, którzy o zmierzchu opuścili Miasto nie zakończyła się tak szczęśliwie jako wyprawa Drużyny Pierścienia. Jednak ten motyw wyprawy – wędrówki, a może krucjaty, jak bowiem inaczej nazwać „podróż i powrót natury nierzeczywistej, odwołujące się do odczuć natury duchowej, które są obce ludziom współczesnym” dziedzica czterdziestu królów Francji w „Sire” – jest stale obecny w najświetniejszych powieściach Jeana Raspaila.

    Wielkość twórczości autora „Pierścienia rybaka” polega na tym, że pobudza ona to, co T. S. Eliot nazywał moralną wyobraźnią. Raspail kieruje moje myśli ku „Przesłaniu Pana Cogito” z jego „Bądź wierny. Idź!”, ku „Potędze smaku”, która przywraca znaczenie „włókien duszy i chrząstek sumienia”, ku „Raportowi z oblężonego Miasta” i zawartym w niej zapewnieniem, że „jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden, on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania, on będzie Miasto”. Jak Benedykt – „zagubione odbicie” Następcy Księcia Apostołów z „Pierścienia Rybaka”, który przedstawiał się „Jestem Benedykt”, a nie „mam na imię Benedykt”. Jak słowa pouczenia skierowane do Filipa Faramunda przez jego ojca w „Sire” o tym, że „król nie posiada swego kraju […]; on sam w sobie jest swoim krajem, w jedności swego wcielenia. Królewskość nie polega na tym, że się ma, ale na tym, że się jest”.

    Powieści Raspaila – z ukochanymi przeze mnie „Sire” i „Pierścieniem rybaka” na czele – to krystalicznie czysta opowieść o „obrońcach królestwa bez kresu i miasta popiołów”. A przy tym – jak przystało na pisarza, który nigdy nie dostał, nawet się nie otarł o literackiego Nobla, któremu zatrzaśnięto drzwi Akademii Francuskiej – są to dzieła, które skutecznie strzegą nas przed „oschłością serca”; uczą „kochać źródło zaranne, światło na murze, splendor nieba”. Lubię wracać do tych powieści, bo oczyszczają umysł i wyobraźnię.

    A ta znowu nakłada na siebie obrazy wyczarowane przez różnych Strażników Zachodniej Bramy. Kieruje myśli ku scenie, gdy Aragorn – powracający król – zwołuje Armię Umarłych, a następnie ku jednej ze świetlistych scen „Sire”, choć dziejącej się w mrokach królewskiej krypty opactwa Saint-Benoit – sur Loire, gdy na ostatnie błogosławieństwo kończące Najświętszą Ofiarę „w głębi krypty dał się słyszeć jakiś daleki odgłos, stłumiony szczęk oręża i żelaza uderzającego o żelazo, brzęk rynsztunku, jakby przyklękała jakaś wielka armia, w zbrojach, pancerzach, z mieczami. […] Trwało to może minutę, może dwie. Długo, bo gdy przyklęka wielka armia, szereg za szeregiem, to przypomina biegnącą falę: trzeba zejść z koni, pochylić chorągwie, aż dotkną ziemi, muszą umilknąć trąbki, a rycerze muszą mieć czas na chwilę skupienia”.

    W odróżnieniu od tolkienowskiej armii umarłych krzywoprzysięzców, była to „armia króla Filipa I”, rozpoznająca przy Źródle i Szczycie Wiary Kościoła prawdziwego króla. Mszalny kielich był również znakiem rozpoznawczym wszystkich trzydziestu trzech następców papieża de Luny, a odprawianie przez nich Najświętszej Ofiary w opuszczonych katedrach było światłem na wieżach strażniczych Bram Zachodu.

    W naszych czasach banalizowania Eucharystii i Najświętszego Sakramentu, lektura tych powieści Raspaila ma zaiste moc oczyszczającą. I chociaż Francuz nigdy nie stał się urzędowo stwierdzonym „pisarzem katolickim”, to jego największe powieści (dla mnie bezdyskusyjnie „Sire” i „Pierścień rybaka”) są powieściami z gruntu katolickimi; powtórzę: krystalicznie czystymi.

    Bo takie kolejne skojarzenia nasuwa wyobraźnia, gdy czytamy „nie jego własne, lecz włożone mu w usta” słowa opata Dom Benezeta: „Prawo Boskie jest jak wiecznie bijące źródło. Nie podlega ono ludzkiej władzy i jest tylko przekazywane przez tych, których Bóg wybrał. Nie może przestać obowiązywać, nigdy nie przestało i nigdy nie przestanie. Można uciąć głowy królom, wypędzić ich, zapomnieć o nich, ale prawo Boskie trwa dalej, jak niewyczerpana łaska, której skutki się nawarstwiają”.

    Prawda, jak mówił Paul Claudel, „nie przejmuje się ilością zwolenników, których przekona”. Tak, jak Wcielona Prawda, która nie goniła za uczniami, którzy w wielkiej ilości opuścili Ją po słowach o eucharystycznym Źródle Życia Wiecznego z Ciała i Krwi Syna Człowieczego. Tak, jak ostatni z Benedyktów w „Pierścieniu rybaka”, który uczył, że „wierność nie jest, być może celem samym w sobie i odmawiając paktowania, traci się po drodze wielu ludzi, ale po co się targować, gdy ma się prawdę?”. 

    Słowa o terapeutycznej mocy w naszych czasach wyprzedawania najświętszych prawd, tylko dlatego, by „ludzie nie odchodzili od Kościoła” (czytaj: by nadal płacili podatek kościelny), negowania prawdy o Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza, tylko po to, by nikomu nie było przykro na uroczystościach rodzinnych („tata protestant w ławce, gdy mama katoliczka podchodzi do komunii” – a więc interkomunia).

    Powieści Raspaila opowiadają o obronie Zachodniej Bramy i o jej zdradzie przez tych „co na kolanach, odwróceni plecami, obaleni w proch”. Analizę tych wszystkich postaci zdrady i zaprzaństwa, „zepsucia najlepszych” zawarł Francuz w swojej najgłośniejszej powieści „Obóz świętych”. Wiele już napisano – także na tych łamach – o profetycznej wartości tego dzieła. Warto jednak przypomnieć prorocze słowa przypisane przez Raspaila w „Pierścieniu rybaka” Janowi Pawłowi II (dwudziestowieczna część powieści rozgrywa się w 1994 roku), że „nadejdzie dzień, gdy nauka Kościoła zostanie jednomyślnie odrzucona, ponieważ będzie nie do pogodzenia z przyjętą moralnością i postępową religią. Powiedział [Jan Paweł II], że Kościół katolicki będzie rozrywany, a jego wielkie rzesze poddadzą się bez walki. Powiedział, że opinia międzynarodowa, której już się sprzeciwił bez powodzenia, będzie chciała sobie podporządkować papieża, jego lub jego następcę, że jakiś synod uzna to za konieczne w świetle jakiegoś nowego odczytania ewangelii i papieżowi nie pozostanie już nic innego, jak opuścić Rzym i zniknąć, jak Benedykt. I iść dalej, jak Benedykt. Obaj są tułaczami”.

    Powróćmy do przytoczonego na wstępie fragmentu „Siedmiu jeźdźców”. Wystarczy zamienić w nim liczebnik „siedem” na „jeden”, by uzyskać opis samego Raspaila wyruszającego w „nierzeczywistą podróż”. Nie uciekł i nie popełnił zdrady. Nie wierzę jednak w to, że wyobraźnię trzymał na wodzy i nie było w jego sercu nadziei.  

    Tak nie może być, bo jego książki wyobraźnię uskrzydlają i opowiadają przecież nie tylko o podróży, ale i o powrocie – co z tego, że nierzeczywistym dla współczesnych ludzi. Tak być musi, ponieważ zarówno podróż Benedykta do Rzymu, jak i wyprawa Filipa Faramunda po królewską sakrę do Reims są „wyzwaniem rzuconym trzeciemu tysiącleciu”. To powrót do źródła, o którym mówił w swoim natchnionym „z góry” kazaniu Dom Benezet przy ołtarzu wokół którego skupiła się „cała armia króla Filipa I”.

    Chodzi więc najpierw o przywrócenie, a następnie przekazanie „prawa pochodzącego od Boga”. A „sam Bóg zadecyduje, czy zostanie kiedykolwiek wcielone w życie, o ile nadejdzie stosowna chwila”. To nie są słowa rozpaczy. To słowa ufności, a więc nadziei.

    Grzegorz Kucharczyk/PCh24.pl

    Read more: https://www.pch24.pl/grzegorz-kucharczyk–jean-raspail—straznik-zachodniej-bramy,76686,i.html#ixzz6QCoYCzF8

    ************************************************************************

    Naczynia połączone

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
    Najświętsze Serce Jezusa – obraz nieznanego artysty z XIX wieku/ Gość Niedzielny
    ***

    Pierwsze czwartki, pierwsze piątki, pierwsze soboty. Interesowni praktykują dla obietnic, gorliwi – z miłości.

    Na początku kwietnia, gdy ograniczenia sanitarne weszły w szczytową fazę, u wielu wiernych zrodziły się wątpliwości, co będzie z praktyką pierwszych piątków i sobót miesiąca. Nabożeństwo to dla zachowania duchowych owoców wymaga ciągłości – w obu przypadkach należy przyjmować w te dni Komunię św., co zwykle wiąże się też z potrzebą przystąpienia do sakramentu pokuty. Tymczasem wskutek pandemii dostęp do tych sakramentów został odcięty. W związku z tym Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP poinformowała, że zgodnie z prawem kościelnym w tego rodzaju wyjątkowych przypadkach „nie ulega przerwaniu ciągłość owoców, a więc nie trzeba tej praktyki zaczynać od nowa, a jedynie przedłużyć tę praktykę o kolejny miesiąc”.

    Już sama ta sytuacja pokazuje, jak ważne są dla wielu katolików dni, w których okazujemy szczególną cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. W pierwsze piątki miesiąca liczba wiernych w kościołach jest wyższa niż w inne dni powszednie, a wielu jest takich, którzy podejmują tego dnia posty i inne czyny pokutne.

    Franciszek Kucharczyk/GOŚĆ NIEDZIELNY 25/2020

    Austria: lekarze nie mają wątpliwości. Komunia św. do ust bardziej higieniczna niż na rękę


    Austria: lekarze nie mają wątpliwości. Komunia św. do ust bardziej higieniczna niż na rękęfot. Łukasz Dejnarowicz/ PCh24.pl


    Z medycznego i higienicznego punktu widzenia, Komunia święta rozdawana do ust jest bezpieczniejsza niż ta udzielana w czasie pandemii na rękę. To zdanie 21 austriackich lekarzy, którzy wystosowali swój apel do biskupów w kraju, prosząc o przywrócenie tradycyjnej formy przyjęcia Ciała Chrystusa.

    „Z punktu widzenia higieny absolutnie niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego w Austrii zakazano rozdawania Komunii świętej do ust. Uważamy, że ta forma udzielania Komunii świętej jest bezpieczniejsza niż podawanie Jej na rękę” – twierdzą lekarze, którzy wystosowali specjalny list otwarty do Konferencji Biskupów w Austrii. Aktualnie w tym kraju ze względu na czas pandemii koronawirusa, Komunia święta jest udzielana wyłącznie na rękę.

    Lekarze w swoim apelu do biskupów podkreślają, że nie ma wystarczających przesłanek medycznych i higienicznych do utrzymywania tego stanu. Co więcej, twierdzą, że to udzielanie Komunii świętej do ust jest bezpieczniejsze. W apelu podkreślono również opinię prof. Filippo Maria Boscii, prezesa Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich we Włoszech. Ten uznany autorytet w świecie medycyny także jest zdania, że pod względem bezpieczeństwa higienicznego, o wiele bezpieczniejsza jest forma tradycyjna, tj. udzielanie Komunii świętej do ust.

    Komunikat wystosowany przez austriackich lekarzy odnosi się do sytuacji nie tylko w Austrii, ale również m.in. we Włoszech. To tam bowiem biskupi postanowili zobowiązać księży sprawujących obrzędy religijne do udzielania Komunii świętej jedynie na rękę. Lekarze podkreślają również, że tradycyjna Nauka Kościoła mówi o przyjmowaniu Ciała Pańskiego na kolanach i do ust. Wobec tego zakazywanie tej formy jest niewłaściwe.

    „Dla tradycyjnie myślących katolików obowiązek ten jest równoznaczny z całkowitym zakazem przyjmowania komunii. Brak szacunku i ryzyko profanacji cząstek z konsekrowanej Hostii znajdującej się na dłoni jest dla nich nie do przyjęcia” – czytamy na portalu LifeSiteNews.com. W apelu wskazano również, że księża sprawujący Mszę trydencką, zawsze rozdają ją do ust i potrafią udzielać Komunii św. nie mając kontaktu z ustami wiernego. Dodają, że nawet gdyby do tego doszło, kapłan w poczuciu odpowiedzialności za innych, może przerwać udzielanie Komunii świętej.

    Katoliccy lekarze z Austrii przypomnieli również, że Kongregacja Kultu Bożego proklamowała „prawo” wiernych do przyjmowania Komunii świętej na język, bez żadnych wyjątków. Wobec tego wszelkie formy nakazu ze strony księży do przyjmowania Komunii św. na rękę, są bezpodstawne.

    LifeSiteNews.com/PCh24.pl/2020-06-27

     

    ************************************************************************

    Ojciec “jak ojciec”

    Ojciec "jak ojciec"
    Roman Koszowski/foto.Gość Niedzielny
    ***

    Jak być dobrym tatą? Występować w pakiecie z mamą.

    To nic trudnego być ojcem biologicznym, no chyba że się jest feministką z takimi roszczeniami. Ale być ojcem naprawdę, no to już rzecz trudniejsza. Prawdziwemu ojcu dziecko może się zwierzyć „jak ojcu”, może go „jak ojca” prosić o radę, może się czuć przy nim bezpiecznie – „jak przy ojcu”. Trudno jednak, żeby dzieci miały zaufanie do kogoś, kto swoim zachowaniem pokazuje, że nie jest godny zaufania.

    Spotkałem kiedyś pana, który zastanawiał się, jak ma być dobrym ojcem dla swoich małych jeszcze dzieci. W trakcie rozmowy okazało się, że bywa w domu z doskoku, bo się z żoną „rozeszli”, a on teraz znalazł sobie inną panią.

    No cóż – w tych warunkach to raczej ciężko będzie. Skoro facet nie jest wierny najświętszemu zobowiązaniu, jakie złożył żonie przed Bogiem i w obecności ludzi, to jak dzieci mają go uważać za człowieka słownego i odpowiedzialnego? Skoro tata nie tylko je opuścił, ale i zdradza mamę, to alimentami nie kupi sobie autorytetu, nawet jeśli do alimentów dorzuca prezenty.

    Śmiem twierdzić, że nie może być dobrym ojcem mężczyzna, który nie jest dobrym mężem. Ja wiem, że w tej koncepcji na najlepszych ojców wychodzą wdowcy, ale w każdej innej sytuacji ojcostwo nie będzie pełne, jeśli ojciec skupia się bardziej na dzieciach niż na żonie. A tym bardziej, jeśli żonę w ogóle lekceważy. Choćby obsypywał dzieci pieniędzmi, słodyczami i elektroniką, choćby woził je co weekend do cudnych miejsc – jeśli robi to zamiast miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej, nic z tego nie będzie. Mężczyzna ślubuje żonie, a nie dzieciom – i gdy o tym pamięta, w rodzinie wszystko nabiera odpowiednich proporcji. Dzieci wychowują się jakby przy okazji miłości rodziców – ale to jest właśnie najwłaściwszy sposób wychowania.

    Jaki więc jest najlepszy dla dzieci, normalny dzień ojca? Spędzony z matką.

    Franciszek Kucharczyk/GOŚĆ NIEDZIELNY

    *****************************

    Ojcostwo ze stali

     Boyarkina Marina/Fotolia.com

    – Mama zawsze czuwała w domu, nie musieliśmy nosić klucza na szyi. Tato stale był w pracy, ale i w kościele. Nie byłoby naszego kapłaństwa bez ich przykładu – przyznają zgodnie księża Buryłowie.

    Jacy byli rodzice trzech synów kapłanów? – By zarobić na rodzinę, tato wyjechał do pracy w Hucie Łaziska. Kiedy bliźniacy Andrzej i Wacław mieli po 3,5 roku, w ślad za mężem ruszyła i mama z dziećmi. Tato pracował na trzy zmiany przy wielkich piecach. I sam był ze stali – z zasadami, wierny sobie. Po pracy w hucie szedł jeszcze rozładowywać wagony z węglem. Kolejnych kilka godzin, by utrzymać rodzinę – opowiada ks. Bogdan.

    Niezłomne zasady

    Nie było wyjścia na piwo z kolegami hutnikami, wolał być punktualnie w domu, żeby żona się nie martwiła, a za zaoszczędzone pieniądze kupić dzieciom cukierki. Razem z kilkunastoletnimi synami pomagał przy budowie parafialnego kościoła św. Jana w Tychach, plebanii i salek katechetycznych, oczywiście, wszystko za „Bóg zapłać”. Kiedy w Tychach budowano market i okazało się, że przy nim stoi potężny krzyż, który chciano usunąć, stanął w jego obronie. – No i nigdy nie zapisał się do partii. Ile razy mu to proponowali, zawsze odmawiał. Jeden z inżynierów kiedyś powiedział mu w zaufaniu: „Panie Tadeuszu, pan ma zły kolor dokumentów, jest pan zbyt kościołowy, dlatego pan nigdy nie dostanie premii ani awansu”. I nie dostał – wspomina ks. Bogdan. Buryłowie mieszkali w ciasnym, 38-metrowym mieszkaniu. Do jedynego pokoju przygarnęli jeszcze na dwa lata siostrę Tadeusza, a nawet na jakiś czas 4-miesięczne niemowlę kuzynki z Rzeszowa. I nigdy nikt nie narzekał. – Mało tego, mimo tak małego metrażu mieszkania, rodzice cechowali się wielką gościnnością. Często zapraszali księży i traktowali ich jak własnych synów. Przychodzili oni do nas na kolację, nie były to jakieś wystawne kolacje, bo rodzice byli ludźmi biednymi, ale zawsze mówili: „Gość w dom, Bóg w dom” – wspomina ks. Bogdan.

    Bez Boga ni do proga

     foto: archiwum rodzinne

    Eucharystia stanowiła centrum życia Tadeusza i Heleny Buryłów

    U państwa Buryłów zawsze na pierwszym miejscu była wiara. Oboje religijni – wpajali synom, że „bez Boga ni do proga”. Pani Helena wspominała, że kiedy mąż wracał z pracy, nawet po 24-godzinnej zmianie, najpierw się modlił albo szedł do kościoła. Kiedy wracał z nocnej zmiany, siadał na piętach w ciemności, żeby nikogo nie budzić. Z kolei przed ranną zmianą wstawał o czwartej, żeby mieć czas na modlitwę. To umiłowanie Boga wspominają jego synowie. – Miałem kontakt z Eucharystią codziennie, bo taki przykład dawali rodzice. Oni – w miarę możliwości – byli na codziennej Eucharystii, na nabożeństwach: majowym czy październikowym. To było wielkie świadectwo wiary dla nas. Tato przez 12 lat miał obcięte nogi, jeździł na wózku, ale codziennie był na Mszy i odmawiał wszystkie części Różańca. Oboje byli we wszystkim czytelni. Nigdy nie byli powodem zgorszenia. Nie widzieliśmy rodziców takich, którzy by nas od Boga odpychali, by byli anty-świadectwem. Dlatego myślę, że najważniejsze źródło powołania do seminarium to dom. Oczywiście, w pierwszej kolejności to Pan Bóg dokonuje wyboru, ale do tego, żeby łaska Boża dotarła do serca, potrzebni są ludzie. W naszym przypadku byli to rodzice – mówi ks. Bogdan.

    Tadeusz Buryła mimo że nie miał wykształcenia, posiadał wielką mądrość życiową. Zawsze i w każdej sytuacji wspierał swoich bliskich.

    Ks. Bogdan sięga pamięcią do czasu, gdy wahał się co do zdawania matury. – Tata doradził mi wówczas: „Synu, jak zdasz maturę, będzie dobrze, jak nie zdasz, też będzie dobrze, ale spróbować można”. Podobną roztropnością wykazał się, gdy trzeci syn poszedł do seminarium. Jako człowiek głęboko wierzący, nie chciał stawać na przekór Panu Bogu. „Jeżeli tam masz być szczęśliwy, to my w tym szczęściu nie będziemy ci przeszkadzać” – skwitował.

    12 lat cierpienia po amputacji nóg to również wielki sprawdzian zaufania Bogu. Zdał go celująco.

    Marzena Cyfert/Niedziela wrocławska 25/2020

    ************************************************************************

    poniedziałek 22 czerwca 2020 – XII TYDZIEŃ  ZWYKŁY  

    Msza św. o godz. 19.00

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego

    Obraz

    Wspomnienie świętych: Jan Fischer i Tomasz More

    Św. Jan Fischer urodził się w 1469 r. – profesor i kanclerz uniwersytetu w Cambridge. Jako biskup Rochester odznaczał się duchem pokuty oraz gorliwością w obronie prawdziwej wiary katolickiej. 

    Św. Tomasz More był wzorowym mężem i ojcem czworga dzieci, z wykształcenia prawnik, człowiek o wszechstronnych, humanistycznych zainteresowaniach. Był posłem, mężem stanu i pisarzem politycznym, a przy tym człowiekiem głęboko pobożnym. Pełnił urząd kanclerza króla angielskiego Henryka VIII. Zrezygnował z tej godności, sprzeciwiając się w ten sposób rozwodowi króla i jego polityce wobec Kościoła. Odmówił uznania supremacji króla nad Kościołem i dlatego poniósł męczeńską śmierć 6 lipca 1535 r. 

    Patronowie dzisiejszego dnia zostali uwięzieni i straceni w roku 1535, ponieważ sprzeciwili się powtórnemu małżeństwu króla za życia jego żony i nie uznali jego próby uzurpacji zwierzchnictwa nad Kościołem katolickim w Anglii.

    *****

    Antyfona na wejście

    Na ziemi święci męczennicy przelali krew za Chrystusa, dlatego osiągnęli wieczną nagrodę w niebie.

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, świadectwo męczenników
    jest najdoskonalszym wyrazem prawdziwej wiary, spraw, abyśmy za wstawiennictwem świętych
    Jana i Tomasza całym życiem potwierdzali wiarę,
    którą wyznajemy ustami.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Drugiej Księgi Królewskiej 2 Krl 17,5-8.13-15a.18

    Król asyryjski Salmanassar najechał cały kraj, przyszedł pod Samarię i oblegał ją przez trzy lata. W dziewiątym roku Ozeasza król asyryjski zdobył Samarię i zabrał Izraelitów w niewolę do Asyrii, i przesiedlił ich do Chalach, nad Chabor – rzekę Gozanu, i do miast Medów.

    Stało się tak, bo Izraelici zgrzeszyli przeciwko Panu Bogu swemu, który ich wyprowadził z Egiptu, spod ręki faraona, króla egipskiego. Czcili oni bogów obcych i naśladowali obyczaje ludów, które Pan wypędził przed Izraelitami, oraz królów izraelskich, których wybrali.

    Pan jednak ciągle ostrzegał Izraela i Judę przez wszystkich swoich proroków i wszystkich „Widzących”, mówiąc: „Zawróćcie z waszych dróg grzesznych i przestrzegajcie poleceń moich i postanowień moich, według całego Prawa, które nadałem waszym przodkom i które przekazałem wam przez sługi moje, proroków”. Lecz oni nie słuchali i twardym uczynili swój kark, jak kark ich przodków, którzy nie zawierzyli Panu Bogu swojemu. Odrzucili przykazania Jego i przymierze, które zawarł z przodkami, oraz rozkazy, które im wydał. Wtedy Pan zapłonął gwałtownym gniewem przeciw Izraelowi i odrzucił go od swego oblicza. Pozostało tylko samo pokolenie Judy.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 60

    R/ Usłysz nas, Panie, wspomóż Twą prawicą.

    Odrzuciłeś nas i złamałeś, Boże,
    rozgniewałeś się, lecz powróć do nas.
    Wstrząsnąłeś i rozdarłeś ziemię,
    ulecz jej rozdarcia, albowiem się chwieje. R/

    Ludowi Twemu zgotowałeś los twardy,
    napoiłeś nas winem, które moc odbiera.
    Czyż nie Ty, o Boże, nas odrzuciłeś
    i już nie wychodzisz, Boże, z naszymi wojskami? R/

    Daj nam pomoc przeciw nieprzyjacielowi,
    bo ludzkie wsparcie jest zawodne.
    Dokonamy w Bogu czynów pełnych mocy,
    a On podepcze naszych nieprzyjaciół. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza Mt 7,1-5

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

    Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: «Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka», gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, wejrzyj łaskawie na złożone dary
    i spraw, abyśmy za przykładem świętych Jana i Tomasza,
    całym sercem korzystali za owoców męki Twojego Syna,
    która się uobecnia w sakramentalnej Ofierze.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Ani śmierć, ani życie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Chrystusa. (Rz 8,38-39)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, w dniu wspomnienia
    świętych męczenników Jana i Tomasza,
    posiliłeś nas najdroższym Ciałem i Krwią
    Twojego Jedynego Syna, spraw, abyśmy trwali w Twojej miłości, od Ciebie czerpali życie i do Ciebie dążyli. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    **********

    Listy pisane węglem i złotem

    William Frederick Yeames, „Spotkanie Tomasza Morusa z córką po ogłoszeniu wyroku śmierci”.
    William Frederick Yeames, “Spotkanie Tomasza Morusa z córką po ogłoszeniu wyroku śmierci”.

    „Pisma więzienne” św. Tomasza More są niezwykłą duchową lekturą. Są zapisem „rekolekcji” przygotowujących na męczeństwo, świadectwem jego wiary, wierności sumieniu i miłości nieprzyjaciół.

    Historia życia i męczeńskiej śmierci św. Tomasza More jest powszechnie znana. Zainteresowała się nią nawet kultura masowa. Powstało kilka filmów opowiadających o konflikcie między Henrykiem VIII i jego kanclerzem, m.in. nagrodzony Oscarem obraz „Oto jest głowa zdrajcy” (ang. „A Man for All Seasons”). Nie chcę powtarzać tej historii, chcę skupić się na duchowym testamencie zapisanym przez mojego wybitnego imiennika. More, czekając na śmierć w Tower, pisał węglem drzewnym na skrawkach papieru. Dzięki tym tekstom, wydanym niedawno po polsku, możemy zajrzeć w głąb tej pięknej duszy, w której toczy się ostatnia, decydująca walka. To absolutnie wyjątkowe świadectwo, ponadczasowa lekcja chrześcijańskiej odwagi i miłości do prawdy. Pisał listy do najbliższych, najwięcej do ukochanej, najstarszej córki Małgorzaty. Notował krótkie modlitwy i rozważania. Zdołał napisać także dwa dłuższe traktaty: „Dialog pocieszenia” oraz „Traktat o smutku, znużeniu, strachu i modlitwie Chrystusa, zanim Go pojmano” („De Tristitia Christi”).

    W zbiorze „Pism więziennych” znalazł się także ostatni list do Tomasza More napisany przez córkę Małgorzatę. W nim zdanie-perła: „Ojcze, gdyby dano mi cały świat, byłaby to mała przyjemność w porównaniu z radością, jakiej doznałam przez skarb twojego listu, który choć pisany węglem, wart jest według mnie, by był pisany literami ze złota”. Świadectwo Morusa jest potężnym zastrzykiem nadziei.

    Bez goryczy

    Przypomnę najważniejsze fakty. Tomasz More ukończył studia prawnicze. Był wybitnym humanistą, zaprzyjaźnił się i korespondował z Erazmem z Rotterdamu. Jako świetny prawnik stał się urzędnikiem królewskim. Król Henryk VIII cenił jego wiedzę. Dzięki władcy Tomasz More zrobił szybko karierę na dworze. Piął się po szczeblach kolejnych awansów i honorów, aż po najwyższy urząd w państwie. Stał się kanclerzem, pierwszą po królu osobą w królestwie. Kiedy Henryk VIII w 1531 roku ogłosił się zwierzchnikiem Kościoła katolickiego w Anglii, Tomasz zrzekł się urzędu kanclerza. Nie wziął udziału ani w ślubie (kościelnie nieważnym), ani w koronacji kochanki króla Anny Boleyn. Nie podpisał tzw. aktu supremacji, czyli ustawy, która ogłaszała zwierzchnictwo króla nad Kościołem w Anglii. Ten akt nieposłuszeństwa w imię prawdy o Kościele i prawdy o nierozerwalności małżeństwa oznaczał zdradę stanu. More został aresztowany i osadzony w Tower, gdzie spędził kilkanaście miesięcy. 1 lipca 1535 roku został skazany na śmierć. Król okazał łaskę. Oszczędził mu bolesnej i upokarzającej śmierci należnej zdrajcom: przez powieszenie, otwarcie wnętrzności i ćwiartowanie. More – wraz z bp. Janem Fischerem (jedynym z biskupów, którzy sprzeciwili się królowi) – został ścięty.

    Pisma powstałe w więzieniu dotyczyły momentu, w którym More wiedział doskonale, że za sprzeciw sumienia grozi mu śmierć. Dochodzenie w jego sprawie, a potem proces były w toku. Wiedział, że wyrok już zapadł. Przesłuchanie i sąd były tylko formalnością. Dlatego nie uzasadniał swojej odmowy. Wystarczyłoby jedno jego słowo i byłoby po sprawie. Wielu usilnie namawiało go do tego. Gdyby wycofał się z jednoznacznego stanowiska, ocaliłby głowę, urząd, majątek, karierę.

    „Wierność Ewangelii i Kościołowi sprawiła, że Morus doznał goryczy powszechnego opuszczenia” – zauważa we wstępie do pism więziennych o. Wojciech Giertych OP, teolog Domu Papieskiego. „Miał przeciwko sobie wszystkich: najwybitniejszych dostojników królestwa, prawie cały episkopat, z prymasem na czele, rodzinę, a szczególnie najukochańszą córkę i powiernicę, trzydziestoletnią Meg… Samotność i lęk Morusa nie wydały goryczy. Nie znajdziemy w jego pismach więziennych (podobnie zresztą jak w »Zapiskach więziennych« prymasa Wyszyńskiego) żadnego złego słowa. (…) Nie traci swojej łagodności, dowcipu, dobrych manier. Chodzi o jego życie wieczne i przyszłość Kościoła w Anglii, a on sprawia wrażenie, że ze spokojem pije nieznaną wówczas jeszcze angielską herbatę. Nie cofa się przed żartem, nawet gdy wchodzi na szafot”.

    Wierność sumieniu

    Jeden z listów zawiera zapis dramatycznego dialogu między Tomaszem a jego córką, której pozwolono odwiedzić ojca w więzieniu. Małgorzata namawia ojca, by okazał królowi posłuszeństwo i podpisał lojalkę. Przecież tylu innych zacnych i mądrych podpisało. Ona sama także. Po co ten upór, który może kosztować Cię życie – pyta Meg. Morus nie wchodzi w meritum sporu, ale zapewnia córkę, że jego sumienie jest absolutnie pewne swoich racji. „Zaprawdę ufam Bogu, że raczej umocni mnie, abym zniósł stratę, niż przeciw sumieniu przysięgał i naraził swą duszę na niebezpieczeństwo”. Dodaje, że decyzja podjęta pod wpływem strachu nie byłaby dobra dla duszy. Argument sumienia jest dla Morusa decydujący. Trzeba się liczyć najpierw z Bogiem, a potem z królem, podkreśla.

    List kończy się słowami pociechy płynącymi z wiary, w których zawiera się ponadczasowa mądrość: „Moja dobra córko, nigdy nie martw się o nic, co kiedykolwiek spotka mnie na tym świecie. Nic nie może przyjść prócz tego, czego chce Bóg. I jestem całkiem pewien, że cokolwiek może to być, jakkolwiek złe może się wydawać, rzeczywiście będzie to najlepsze”.

    W listach więziennych Morusa uderzają pokora i łagodność, które są połączone z niezmienną wiernością prawdzie odczytanej w sumieniu. Tomasz nie wypowiada jednego złego słowa przeciwko królowi ani przeciwko tym, którzy wybrali drogę oportunizmu. Nie czyni z siebie obrońcy Kościoła, bohatera, nie wzywa innych, by szli jego drogą. Nie zdecydował się także pisać listu do króla, aby tłumaczyć swoje racje i prosić o łaskę. W liście do jednego z bliskich księży tłumaczy: „Dziękuję naszemu Panu, że to, co robię, nie wynika z uporu, ale z troski o zbawienie mojej duszy, ponieważ nie mogę skłonić własnego umysłu, abym myślał inaczej niż to, co czynię, gdy chodzi o przysięgę. Co do innych ludzi nie chcę być sędzią, nigdy nie radziłem żadnemu człowiekowi przysięgać ani odmawiać”.

    Kwestią kluczową dla Morusa jest sprawa własnego zbawienia. Ten argument wraca jak refren. Nie ma tu żadnych rozważań o relacji między władzą papieża i króla. Nie ma analizy skutków poddania Kościoła w Anglii władzy świeckiej. Nie ma tu żadnej polityki, dyplomacji, teologicznych spekulacji. Jest konsekwentne, wielokrotne odwołanie się do sumienia, którego rolą jest pokazywanie drogi życia zgodnego z Bożą wolą. „Nigdy w mojej duszy nie zamierzałem zgodzić się na żaden niegodziwy postępek, który według mojego sumienia naraziłby mnie na gniew Boga, nawet choćby to oznaczało przyjęcie największych cierpień” – pisze More.

    Stracił głowę, uratował duszę

    Listy, choć pełne emocji, zachowują wykwintny styl angielskiego dżentelmena, humanisty, prawnika. Uderza to, że każdą linijkę tych tekstów przenika głęboka wiara. Tomasz patrzy śmierci w oczy. Wyznaje: „W moim ciele o wiele więcej jest lęku przed bólem i śmiercią, niż można się spodziewać u wiernego chrześcijanina, któremu tak jak mnie sumienie mówi, że ocalanie ciała byłoby połączone ze zgubą duszy. Mimo to dziękuję Bogu, że po tych rozterkach duch odniósł zwycięstwo, a rozum z pomocą wiary ostatecznie stwierdził, że niesprawiedliwy wyrok śmierci za dobre postępowanie jest przypadkiem, w którym człowiek może stracić głowę, nie ponosząc szkody, ale zamiast szkody otrzymać bezcenne dobro z ręki Boga. I dzięki naszemu Panu, Meg, odkąd tu przyszedłem, z każdy dniem oswajam się z myślą o śmierci”.

    Serce Morusa jest wolne od nienawiści. „Jestem naprawdę wiernym poddanym Króla, codziennie modlę się za niego… Nikomu nie wyrządzam krzywdy, o nikim nie mówię źle, nie myślę źle o nikim, lecz każdemu życzę dobrze. I jeśli to nie wystarcza, żeby człowiek mógł zachować życie, zaprawdę nie pragnę żyć” – pisze do córki. „Żegnaj, moje drogie dziecko, i módl się za mnie, a ja będę się modlił za ciebie i wszystkich twych przyjaciół, byśmy mogli radośnie spotkać się w niebie” – te słowa padają w ostatnim liście.

    Po usłyszeniu wyroku śmierci Tomasz More układa modlitwę, zaczynającą się od słów: „Daj mi Twą łaskę, dobry Panie, abym za nic miał ten świat. By mój umysł mocno przylgnął do Ciebie i nie chwiał się za podmuchem ludzkich słów…”. Modlitwa kończy się prośbą: „Bym uważał mych największych wrogów za najlepszych przyjaciół. Ponieważ bracia Józefa nie mogliby nigdy uczynić mu tak dużo dobrego swoją miłością i przychylnością, jaką uczynili mu swą złośliwością i nienawiścią. Takiego usposobienia każdy człowiek powinien pragnąć bardziej niż wszelkich skarbów wszystkich książąt i królów, chrześcijańskich i pogańskich, jeśliby je razem zebrano i złożono na jednym stosie”.

    Egzekucja miała miejsce 6 lipca 1535 roku. Wchodząc na szafot, Tomasz powiedział do eskortującego go żołnierza: „Proszę cię, panie Poruczniku, pomóż mi wejść na górę, z powrotem poradzę sobie sam”. Do kata zaś zwrócił się ze słowami: „Nabierz ducha, człowieku, i nie lękaj się spełnić swej powinności. Moja szyja jest bardzo krótka, bacz zatem, byś krzywo uderzając, nie stracił dobrej sławy”.

    Stracił głowę, zachował twarz, uratował duszę. Niby zniewolony, a przecież wolny. Beatyfikowano go w 1886 roku, kanonizowano w 1935 roku. Dziś także Kościół anglikański czci go jako świętego. Święty Jan Paweł II ogłosił go patronem rządzących i polityków.

    ks. Tomasz Jaklewicz/GOŚĆ NIEDZIELNY

    **********

    John Rogers Herbert. 'Sir Thomas More and his Daughter', 1844. Tate Collection
    Thomas More z córką / John Rogers Herbert 1844

    *****

    Święty Tomasz Morus na śmierć szedł „na luzie”


    Wszelka racja stanu musi bezwzględnie ustąpić przed racją Boga. Nie ma takiego dobra ojczyzny czy państwa, władcy czy narodu, które mogłoby usprawiedliwić sprzeciw wobec ustaw Pańskich.

    Szafot, na którym miał zostać ścięty Tomasz Morus był w tak marnym stanie, że niemal się rozpadał. Widząc to skazaniec zwrócił się do towarzyszącego mu klawisza:

    – Proszę cię, panie poruczniku, pomóż mi wejść na górę. Z powrotem poradzę sobie sam.

    Pokonawszy chwiejne schodki zatrzymał się na chwilę, poprosił licznie zgromadzoną publiczność (nie co dzień wszak ścinają kanclerza królestwa) o modlitwę w swojej intencji, do której sam też niezwłocznie uklęknął, po czym z pogodnym wyrazem twarzy podszedł do kata, uściskał go i wręczając mu złotego angela rzekł:

    – Nabierz ducha człowieku i nie lękaj się spełnić swej powinności. Mam krótką szyję, więc bacz, byś krzywo uderzając nie narobił sobie wstydu.

    „Tak odszedł Sir Tomasz More z tego świata do Boga” – zapisał pierwszy biograf świętego, prywatnie jego zięć, William Roper (nawrócony z luterskich bezdroży dzięki długoletnim, żarliwym modlitwom teścia).

    Tomasz Morus szedł na śmierć „na luzie”. Ale czy to w ogóle możliwe: „na luzie” wychodzić na spotkanie definitywnego kresu własnej egzystencji? Owszem, możliwe, jeśli się ma pewność, że się w dobrych zawodach wystąpiło, bieg ukończyło i ustrzegło wiarę. Wtedy spokojnie czeka się na „wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia” (2 Tm 4, 6-8). Sir Tomasz doskonale znał tę naukę świętego Pawła. Z pewnością nie jeden raz wczytywał się w słowa Apostoła – było to wszak modne w kręgach angielskich humanistów zainspirowanych przykładem Johna Coleta, dziekana katedry świętego Pawła w Londynie, którego sięgające ad fontes oksfordzkie egzegezy przyciągały tłumy ówczesnej inteligencji.

    Święty Tomasz szedł na śmierć jak na bal, bo podobnie jak jego daleki poprzednik w męczeństwie „pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7, 55).

    Pan z otwartymi ramionami przywitał swego sługę, który nigdy nie skalał się fałszem, obłudą, oportunizmem; który całym sercem i umysłem bronił nierozerwalności Kościoła i małżeństwa, ani przez chwilę przy tym nie ustając w wierności swojej ojczyźnie i jej królowi.

    „To państwo, będąc tylko pojedynczym członkiem i niewielką częścią Kościoła, nie może samo stanowić praw odmiennych od powszechnych praw świętego Chrystusowego Kościoła katolickiego, podobnie jak nie może miasto Londyn, które jest zaledwie cząstką całego królestwa, wydawać praw sprzecznych  z ustawami parlamentu, wiążącymi całe państwo” – wołał były kanclerz przestrzegając nadętego pychą monarchę, co „otacza się chwiejnymi doradcami, gotowymi spełniać wszelkie jego życzenia i słabym klerem małodusznie porzucającym własną naukę”, przed nieuchronnym wkroczeniem na równię pochyłą, z której żadną miarą nie będzie już odwrotu.

    Doskonale rozumiejąc istotę oddania „cezarowi tego, co należy do Cezara, a Bogu tego, co należy do Boga” (Mk 12, 17), Morus nie widział żadnego problemu w uznaniu przez angielski parlament nieprawowitej małżonki królewskiej Anny Boleyn prawowitą królową Anglii – bo rzeczą instytucji doczesnych jest kreowanie doczesnych urzędów – ale stanowczo sprzeciwił się uznaniu prawowitości powtórnego małżeństwa króla Henryka za życia jego sakramentalnej żony, Katarzyny Aragońskiej.

    „Żaden parlament nie może uczynić króla głową Kościoła” – dowodził w pełni świadom, że „gniew króla to zwiastun śmierci” (Prz 16, 14), znając przy tym, jako człowiek biegły prawniczym fachu, sposób jej zadawania w przypadku takim jak jego własny: poprzez powieszenie skazanego i – zanim zdążył skonać – odcięcie go, aby mu wypruć wnętrzności i na oczach jeszcze żyjącego – spalić je. Dopiero potem kat odcinał głowę nieszczęśnika i unosząc ją za włosy wykrzykiwał po trzykroć: „Oto jest głowa zdrajcy!” Taki los spotkał londyńskich kartuzów – Tomasz Morus nie miał powodów spodziewać się, iż w wyniku nadzwyczajnej łaski królewskiej zostanie „humanitarnie” ścięty toporem…

    Heroiczny obrońca autorytetu papieskiego i nienaruszalności sakramentalnego węzła małżeńskiego obruszyłby się zapewne na pochwałę jego bezsprzecznie bohaterskiej postawy. On przecież – co niejednokrotnie dał poznać w swych wypowiedziach – jedynie bronił normalności. Po prostu – jak to pięknie ujęła cztery wieki później młodziutka sanitariuszka z Wileńskiej Brygady AK – zachował się jak trzeba.

    Jerzy Wolak / PCh24.pl POLONIA CHRISTIANA

    ************************************************************************************

    KORONKA DO JEZUSA CHRYSTUSA W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE

    Koronka

    ****************************

    „Dusza zbroi się przez modlitwę do walki wszelakiej. W jakimkolwiek dusza jest stanie, powinna się modlić. Musi się modlić dusza czysta i piękna, bo inaczej utraciłaby swą piękność; modlić się musi dusza dążąca do tej czystości, bo inaczej nie doszłaby do niej; modlić się musi dusza dopiero co nawrócona, bo inaczej upadłaby z powrotem; modlić się musi dusza grzeszna, pogrążona w grzechach, aby mogła powstać. I nie ma duszy, która by nie była obowiązana do modlitwy, bo wszelka łaska spływa przez modlitwę” – z Dzienniczka św. siostry Faustyny od Najświętszej Eucharystii.

     (Św. s. Maria Faustyna do zakonnego imienia jakie otrzymała w dniu obłuczyn, chętnie dodawała jeszcze:„… od Najświętszego Sakramentu”. Spotykamy to rozbudowane imię już na drugiej stronie w rękopisie tekstu „Dzienniczka” (Dz. 3):

    +JMJ – Bóg i dusze, Królu miłosierdzia, kieruj duszą moją.

    Siostra M.Faustyna od Najświętszego Sakramentu)

    ************************************************************************

    piątek 19 czerwca 2020

    UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA

    godzinna adoracja w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego od godz. 18.00

    Msza św. o godz. 19.00

    Obraz

    Antyfona na wejście

    Zamysły Jego serca trwają poprzez pokolenia, aby ocalić od śmierci tych, którzy Mu ufają, i żywić ich w czasie głodu. (Ps 33,11.19)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Wszechmogący Boże, oddajemy cześć Sercu
    umiłowanego Syna Twojego
    i wysławiamy wielkie dary Jego miłości,
    spraw, abyśmy z tego źródła Bożej dobroci
    otrzymali obfite łaski.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa Pwt 7,6-11

    Mojżesz mówił do ludu: „Ty jesteś narodem poświęconym twojemu Panu Bogu. Ciebie wybrał twój Pan Bóg, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością.

    Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym, lecz dlatego, że Pan was umiłował. Chce On wam dochować przysięgi danej waszym przodkom. Wyprowadził was mocną ręką i wybawił was z domu niewoli z ręki faraona, króla egipskiego.

    Uznaj więc, że Pan, twój Bóg, jest Bogiem, Bogiem wiernym, zachowującym przymierze i miłość do tysięcznego pokolenia względem tych, którzy Go kochają i strzegą Jego praw, lecz który odpłaca każdemu z nienawidzących Go, niszcząc go. Nie pozostawia bezkarnie tego, kto Go nienawidzi, odpłacając jemu samemu. Strzeż przeto poleceń, praw i nakazów, które ja tobie polecam dzisiaj pełnić”.

    Oto słowo Boże.

    Psalm 103

    R/ Bóg jest łaskawy dla swoich czcicieli.

    Błogosław, duszo moja, Pana,
    i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
    Błogosław, duszo moja, Pana
    i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. R/

    On odpuszcza wszystkie twoje winy
    i leczy wszystkie choroby.
    On twoje życie ratuje od zguby,
    obdarza cię łaską i zmiłowaniem. R/

    Dzieła Pana są sprawiedliwe,
    wszystkich uciśnionych ma w swojej opiece.
    Drogi swoje objawił Mojżeszowi,
    swoje dzieła synom Izraela. R/

    Miłosierny jest Pan i łaskawy,
    nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
    Nie postępuje z nami według naszych grzechów
    ani według win naszych nam nie odpłaca. R/

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła 1 J 4,7-16

    Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.

    Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy miłować się wzajemnie. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata.

    Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.
    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza Mt 11,25-30

    W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, wejrzyj na niewysłowioną miłość Serca Twojego Syna, który wydał się za nas,
    aby przez Jego zasługi nasz dar stał się miłą
    Tobie Ofiarą i zadośćuczynieniem za nasze grzechy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Prefacja o Najświętszym Sercu Pana Jezusa

    Zaprawdę, godne to jest, abyśmy Tobie,
    Ojcze święty, składali dziękczynienie,
    i sprawiedliwe, abyśmy Ciebie wychwalali,
    przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    On wywyższony na krzyżu, w swojej nieskończonej miłości ofiarował za nas samego siebie.
    Z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda,
    i tam wzięły początek sakramenty Kościoła,
    aby wszyscy ludzie,
    pociągnięci do otwartego Serca Zbawiciela,
    z radością czerpali ze źródeł zbawienia.
    Dlatego z Aniołami i wszystkimi Świętymi
    wysławiamy Ciebie, razem z nimi wołając:
    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Pan mówi: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. (J 7,37-38)

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, niech ten Sakrament Twojej miłości
    pociągnie nas do Twojego Syna,
    abyśmy ożywieni świętą miłością
    umieli dojrzeć w naszych braciach Chrystusa.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    *********

    Najwłaściwszym sposobem oddania czci Sercu Jezusowemu jest zawierzenie Mu swojego życia

    Twoją jesteśmy własnością

    Samplefot. Gera Juarez / Cathopic

    *****

    Nasza ojczyzna dokonywała już kilkakrotnie Aktu Zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Dla przypomnienia – po raz pierwszy aktu oddania Najświętszemu Sercu dokonał prymas kard. Edmund Dalbor na Jasnej Górze 27 lipca 1920 r., w przeddzień Cudu nad Wisłą. Rok później akt ten został odnowiony przez cały episkopat, z udziałem tysięcy wiernych w krakowskiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    Także w naszych czasach, w czasach trwającej pandemii – 3 maja na Jasnej Górze miało miejsce zawierzenie naszej ojczyzny Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski, którego dokonał Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. To nie była tylko historyczna chwila w życiu duchowym naszego narodu, to było zobowiązanie uczynione na zawsze, by uczcić i kontemplować miłość Serca Jezusowego. Każdy chrześcijanin powinien starać się odpowiadać Jezusowemu Sercu swoją miłością i oddaniem, a to wyraża się najlepiej przez poświęcenie siebie samego oraz przez intronizację, czyli poświęcenie. Istotą tego poświecenia jest odpowiedź na miłość Bożego Serca, która objawia się wiernością Jego przykazaniom. Miłość bowiem nie zatrzymuje niczego dla siebie, ale ofiaruje wszystko, tak jak Chrystus oddał wszystko, gdy z Jego przebitego boku wypłynęły krew i woda. Taka też powinna być odpowiedź człowieka na Boże zaproszenie, nawet jeśli w naszym ludzkim odczuciu ten dar, który możemy ofiarować, wydaje się niczym.

    Zawierzmy się Bożemu Sercu, przez które stało się nam zbawienie. Niech nasze życie będzie chwałą Serca Jezusowego.

    *****************************************

    SERCE JEZUSA, DOBROCI I MIŁOŚCI PEŁNE – ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI

     

    Picture

    *****

    Największe znaczenie dla rozwoju kultu Serca Pana Jezusa miały prywatne objawienia św. Małgorzaty Marii Alacoque (1647-1690).

    Pierwsze z trzech wielkich objawień Najświętszego Serca Pana Jezusa miało miejsce 27 grudnia 1673 roku. Wówczas św. Małgorzata ujrzała Jego Serce, które dotąd trzymał w ukryciu. Wówczas też usłyszała słowa:

    “Moje Boskie Serce tak gorąco kocha ludzi, że już nie mieści w sobie płomieni żarliwego miłosierdzia. Musi przelać je za twoją sprawą i objawić się wszystkim, by ubogacić ich bezcennymi skarbami, zwierającymi wszelkie łaski, jakich potrzebują, ażeby uniknąć zatracenia”.

    Podczas drugiego objawienia (dokładna data nie jest znana -prawdopodobnie w oktawie Bożego Ciała 1674 roku), Pan Jezus dał wyraz swej miłości do ludzi, za którą jednak odpłacono jedynie niewdzięcznością:

    “Bardziej to dla Mnie bolesne, niż Męka, którą przyszło Mi znosić. Gdyby ludzie okazali Mi choć trochę miłości, uznałbym, że niewiele dla nich zrobiłem, i gotów byłbym, gdyby istniała taka możliwość, ponownie wydać się na cierpienie, jednakże oni odpowiadają na Moją żarliwą miłość chłodem i ją odrzucają”.

    Trzecie objawienie miało miejsce 16 czerwca 1675 roku, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Pan Jezus wówczas powiedział:

    „Oto jest Serce, które tak umiłowało ludzi, że niczego im nie szczędziło, godząc się na zniszczenie w dowód miłości. A jednak wielu z nich nie okazuje Mi wdzięczności, lekceważąc i bluźniąc, przyjmując Mnie w Sakramencie miłości chłodno i wzgardliwie. Tym większy sprawiają ból, że są to serca Mnie poświęcone”.

    Również św. Małgorzacie objawiło się samo Serce Pana Jezusa. To mistyczne przeżycie opisała słowami:

    “Ukazało mi się Serce Boże, jakby na jakimś tronie płomieni, jaśniało więcej niż słońce, a było jak kryształ przezroczyste. Z boku widniała święta krwawa rana. Otoczone było koroną, a na szczycie jaśniało zatkniętym krzyżem. Zbawca pozwolił mi pojąć, że jedynie gorące pragnienie, by być przez ludzi miłowanym i aby ratować ich dusze z dróg zatracenia, na które całe ich rzesze pociąga szatan, skłania Go do objawienia im swego Serca wraz ze wszystkimi skarbami Jego Bożej miłości, łaski i miłosierdzia, uświęcenia i zbawienia, które się w Nim znajdują.”

    ************************

    Czerwiec jest miesiącem poświęconym czci Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

    „To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”
    św. Małgorzata Maria Alacoque

    Czerwiec jest miesiącem w sposób szczególny poświęconym czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kult Serca Jezusowego wywodzi się z czasów średniowiecza; początkowo miał charakter prywatny, z czasem ogarnął szerokie rzesze społeczeństwa.

    This image has an empty alt attribute; its file name is nspj.png

    Warto wymienić przynajmniej kilku świętych i błogosławionych, którzy wyróżniali się w średniowieczu szczególnym nabożeństwem do Serca Pana Jezusa; w tym Sercu znaleźli dla siebie źródło szczególnej radości i uświęcenia:

    Św. Mechtylda (1241-1298) za zachętą samego Pana Jezusa wchodziła do Jego Serca i w nim spoczywała. Jezus oddawał jej swoje Serce jako znak zawartego z nią przymierza. Pewnego dnia w czasie spotkania Pan tak mocno przycisnął jej serce do swojego Serca, że miała wrażenie, że odtąd te dwa serca stanowią jedno. Mechtylda każdego rana witała Boże Serce i każdego wieczora czule je żegnała.

    Podobnym przywilejem cieszyła się młodsza siostra Mechtyldy, św. Gertruda (1250-1303). Jej zasadnicze dzieło, które wsławiło jej imię po całej Europie, to Poseł Bożej pobożności. Jest to prawdziwy poemat o miłości Boga do duszy i duszy do Boga. Jego zaś źródłem jest Najświętsze Serce Syna Bożego. Można powiedzieć, że Gertruda obcowała z Sercem Jezusowym na co dzień.

    Do św. Małgorzaty z Kortony (1252-1297) Pan Jezus odezwał się pewnego dnia: „Połóż twe ręce na ranach moich rąk!” Na to święta: „Nie, Panie!” W tej chwili otwarła się rana boku Chrystusa i święta ujrzała w niej Serce Zbawcy.

    Od XVII wieku nabożeństwo do Serca Pana Jezusa staje się własnością ogółu wiernych i całego Kościoła. Przyczyniło się do tego dwoje świętych: św. Jan Eudes i św. Małgorzata Maria Alacoque. Pierwszy działał bardziej z własnej inicjatywy, natomiast św. Małgorzata – pod wpływem nakazów, jakie otrzymała od samego Chrystusa, który chciał się jej pośrednictwem posłużyć.

    W dekrecie o heroiczności cnót z 1903 r. Św. Jan Eudes jest nazwany „twórcą liturgicznego kultu Serca Jezusa i Maryi”. W breve beatyfikacyjnym czytamy wprost: „Płonąc sam szczególną miłością ku Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, powziął pierwszy – a nie było to bez natchnienia Bożego – myśl publicznego kultu ku ich czci. Należy go przeto uważać za ojca tego, tak miłego nam nabożeństwa. (…) Był także tego kultu doktorem, albowiem ku czci obu Serc ułożył oficjum i Mszę świętą. Był wreszcie ich apostołem, bo całym sercem przykładał się do szerzenia tego zbawiennego nabożeństwa”. Jan Eudes chciał, aby ono było własnością wszystkich. Nowością, którą wprowadził, było również to, że nabożeństwo do Serca Pana Jezusa łączył ściśle z nabożeństwem do Serca Maryi. Nie umiał tych dwóch Serc rozłączyć. Nabożeństwo do tych dwóch Serc wprowadził także do liturgii Kościoła.
    Jan Eudes postawił sobie za program swojej kapłańskiej misji szerzenie kultu i nabożeństwa do Serca Pana Jezusa i do Serca Maryi: niezmordowanym słowem, pismami i dziełami. Założył także ku czci tych dwóch Serc i pod ich imieniem osobną rodzinę zakonną (1641), aby kapłani tegoż zgromadzenia ex professo oddawali się szerzeniu nabożeństwa do tych dwóch Serc. Ku czci tych dwóch Serc przepisuje swoim synom duchownym osobne nabożeństwa i modlitwy, wśród nich piękne pozdrowienie: Ave Cor sanctissimum, ave Cor amantissimum Jesu et Mariae! W roku 1643 poleca w swoim zakonie obchodzić uroczyście święto Najświętszego Serca Maryi (8 lutego) oraz Serca Pana Jezusa (20 października). Układa oficjum na te święta. W roku 1648 wydaje książeczkę O nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusa i Maryi. W roku 1670 otrzymuje od teologów aprobatę tekstów Mszy świętej i oficjum o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.

    Główna zasługa w rozpowszechnieniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, wizytce, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). Żyła ona w tym samym wieku i czasie, co św. Jan Eudes, ale w zupełnym ukryciu w klasztorze w Paray-le-Monial. 27 grudnia 1673 roku Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: „Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”. Następnie Jezus wziął serce Małgorzaty i umieścił je symbolicznie w swoim Sercu. Potem już przemienione i jaśniejące oddał Małgorzacie. Usłyszała pocieszające słowa: „Dotąd nosiłaś tylko imię mojej sługi. Dzisiaj daję ci inne imię – umiłowanej uczennicy mojego Serca”.

    Drugie objawienie miało miejsce na początku roku 1674. Pan Jezus ponownie objawił Małgorzacie swoje Serce i wymienił dobrodziejstwa i łaski, jakie przyrzeka czcicielom swojego Serca.

    „To nabożeństwo – pisze św. Małgorzata – jest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”. Wśród różnych form czci Pan Jezus zażądał czci także wizerunków swojego Serca.
    W tym samym roku 1674 miało miejsce trzecie z wielkich objawień. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu pojawił się Świętej Pan Jezus „jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, jaśniejącymi jak słońce”. Pan Jezus ponownie odsłonił swoją pierś i pokazał swoje Serce w pełnym blasku. Zażądał, aby w zamian za niewdzięczność, jaka spotyka Jego Serce i Jego miłość, okazaną rodzajowi ludzkiemu, dusze pobożne wynagradzały temuż Sercu zranionemu grzechami i niewdzięcznością ludzką. Zażądał, aby w duchu wynagrodzenia w każdą noc przed pierwszym piątkiem miesiąca odbywała się godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu (tzw. Godzina Święta) oraz aby Komunia święta w pierwsze piątki miesiąca była ofiarowana w celu wynagrodzenia Boskiemu Sercu za grzechy i oziębłość ludzką.

    Wreszcie w piątek po oktawie Bożego Ciała, 10 czerwca 1675 roku, nastąpiło ostatnie wielkie objawienie. Kiedy Małgorzata klęczała przed tabernakulum w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, ukazał się jej Chrystus, odsłonił swoje Serce i powiedział:

    „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Lecz najbardziej boli Mnie to, że w podobny sposób obchodzą się ze Mną serca służbie mojej szczególnie poświęcone. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez Komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję. W zamian za to obiecuję ci, że Serce moje wyleje hojne łaski na tych wszystkich, którzy w ten sposób oddadzą Mu cześć lub przyczynią się do jej rozszerzenia”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    This image has an empty alt attribute; its file name is serce-2.jpg

    Stolica Apostolska dopiero po ścisłych i dokładnych badaniach zezwoliła na obchodzenie święta, jak i na cześć wizerunków Jezusowego Serca w formach dzisiaj powszechnie przyjętych. Po raz drugi Kościół pośrednio zatwierdził objawienia, dane św. Małgorzacie Marii Alacoque, kiedy po surowym procesie wyniósł ją do chwały ołtarzy. Jej beatyfikacja odbyła się w roku 1864, a kanonizacja w roku 1920. Pierwszym z papieży, który zatwierdził nabożeństwo do Serca Pana Jezusa a także święto dla niektórych diecezji i zakonów, był Klemens XIII. Uczynił to w roku 1765 – a więc prawie w sto lat po wspomnianych objawieniach. Decydującym jednak w tej sprawie stał się memoriał biskupów polskich wysłany do tego papieża w 1765 roku. Memoriał podaje najpierw historyczny przegląd kultu, a następnie uzasadnia bardzo głęboko godziwość i pożytki płynące z tego nabożeństwa. Papież Pius IX w roku 1856 rozszerzył święto Serca Pana Jezusa na cały Kościół. Leon XIII 31 grudnia 1899 roku oddał Sercu Jezusowemu w opiekę cały Kościół i rodzaj ludzki.

    31 Maj 2020w obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

    ———————————————

    PIELĘGNUJCIE KULT NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA

    List Ojca Świętego Jana Pawła II do ordynariusza Lyonu z okazji stulecia poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

    Abp Louis-Marie Billé
    Przewodniczący Konferencji Episkopatu Francji

    1. W chwili gdy tak liczni pielgrzymi przygotowują się do obchodów w Paray-le-Monial uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz rocznicy poświęcenia Mu rodzaju ludzkiego — aktu, którego papież Leon XIII dokonał przed stu laty, z radością przekazuję im za pośrednictwem księdza arcybiskupa serdeczne pozdrowienia i w modlitwie duchowo łączę się z nimi, jak również z wszystkimi, którzy w tym dniu poświęcają się Najświętszemu Sercu.

    2. Od czasów św. Jana Eudesa, który w Sercu Maryi nauczył nas kontemplować samego Jezusa — Serce serc — oraz krzewić miłość do obojga, kult Najświętszego Serca Pana Jezusa rozpowszechnił się przede wszystkim dzięki św. Małgorzacie Marii, zakonnicy ze zgromadzenia sióstr wizytek, żyjącej w Paray-le-Monial. 11 czerwca 1899 r. papież Leon XIII w modlitwie prosił Boga — wzywając wszystkich biskupów do uczestnictwa w tym akcie — aby był Królem zarówno wszystkich wiernych, jak i tych, którzy Go porzucili lub Go nie znają, i błagał Go, aby ich doprowadził do Prawdy i przywiódł do Tego, który jest Życiem. W encyklice Annum sacrum wyraził współczucie wszystkim ludziom, którzy są dalecy od Boga, oraz wolę poświęcenia ich Chrystusowi Odkupicielowi.

    3. Kościół nieustannie kontempluje miłość Bożą, objawioną we wzniosły i jedyny w swoim rodzaju sposób na Kalwarii, podczas męki Chrystusa — Ofiary, która zostaje sakramentalnie uobecniona w każdej Eucharystii. «Z przepełnionego miłością Serca Jezusa wypływają wszystkie sakramenty, przede wszystkim jednak ten największy ze wszystkich, sakrament miłości, poprzez który Jezus pragnął stać się uczestnikiem naszego życia, pokarmem naszych dusz, ofiarą nieskończonej wartości» (św. Alfons Liguori, Medytacja II o miłującym Sercu Jezusa z okazji nowenny przed uroczystością Najświętszego Serca Pana Jezusa). Chrystus jest ogniem płonącym miłością, która wzywa i zaspokaja: «Przyjdźcie do Mnie, (…) bo jestem cichy i pokorny sercem» (Mt 11, 28-29).

    Serce Wcielonego Słowa jest najdoskonalszym znakiem miłości; dlatego pragnąłem osobiście podkreślić, jak wielkie znaczenie ma dla wiernych zgłębianie tajemnicy tego Serca przepełnionego miłością do ludzi i głoszącego niezwykle aktualne orędzie (por. encyklika Redemptor hominis, 8). Jak napisał św. Klaudiusz La Colombičre: «Oto Serce, które tak umiłowało ludzi, że niczego nie oszczędziło, ale samo wyczerpało się i spaliło do końca, aby dać świadectwo swej miłości» (Pisma duchowe, 9).

    4. Gdy zbliża się trzecie tysiąclecie, «miłość Chrystusa przynagla nas» (2 Kor 5, 14), abyśmy pomagali innym poznawać i kochać Zbawiciela, który wylał swoją krew za ludzi. «Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie» (J 17, 19). Usilnie zachęcam zatem wiernych, aby adorowali Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, pozwalając Mu uzdrawiać nasze sumienia, oczyszczać nas, oświecać i jednoczyć. Ze spotkania z Nim chrześcijanie zaczerpną siły potrzebne do życia duchowego i do realizacji swojej misji w świecie. Trwając bowiem w zjednoczeniu serc z Boskim Nauczycielem i odkrywając nieskończoną miłość Ojca, staną się prawdziwymi czcicielami w duchu i w prawdzie. Ich wiara ożywi się, oni zaś wnikną w tajemnicę Boga i zostaną głęboko przemienieni przez Chrystusa. W chwilach doświadczeń i radości będą upodobniać swoje życie do tajemnicy krzyża i zmartwychwstania Zbawiciela (por. Gaudium et spes, 10). Każdego dnia będą się coraz bardziej stawać synami w Synu. Wówczas dzięki nim miłość będzie się rozlewać w ludzkich sercach, aby mogło wzrastać Ciało Chrystusa, którym jest Kościół, oraz by powstawało społeczeństwo sprawiedliwości, pokoju i braterstwa. Staną się orędownikami całej ludzkości, bo każda dusza, która wznosi się ku Bogu, wznosi ku Niemu także świat i w tajemniczy sposób przyczynia się do zbawienia, ofiarowanego nam bezinteresownie przez Ojca niebieskiego.

    Wzywam zatem wszystkich wiernych, aby nadal gorliwie pielęgnowali kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, przystosowując go do naszych czasów, ażeby dzięki temu mogli nieustannie czerpać z jego niezgłębionych bogactw i umieli z radością na nie odpowiadać, miłując Boga i braci, znajdując pokój, wchodząc na drogę pojednania i umacniając swą nadzieję, że kiedyś będą żyć pełnią Boga we wspólnocie ze wszystkimi świętymi (por. Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa). Również następnym pokoleniom należy zaszczepić pragnienie spotkania Pana, wpatrywania się w Niego, aby potrafiły odpowiedzieć na wezwanie do świętości i mogły odkryć swoją szczególną misję w Kościele i w świecie, realizując w ten sposób swe powołanie chrzcielne (por. Lumen gentium, 10). Istotnie bowiem, «miłość Boża, bezcenny dar Serca Chrystusa i Jego Ducha» zostaje udzielona ludziom, aby i oni z kolei stawali się świadkami miłości Boga (Pius XII, encyklika Haurietis aquas, III).

    5. Wzywając wstawiennictwa Maryi Panny, Matki Chrystusa i Kościoła, której zawierzyłem ludzi i narody 13 maja 1982 r., z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa wam i wszystkim wiernym, którzy z okazji uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa udadzą się z pielgrzymką do Paray-le-Monial lub którzy pobożnie wezmą udział w nabożeństwie liturgicznym czy też innej formie modlitwy do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    Watykan, 4 czerwca 1999 r.
    Jan Paweł II, pp

     L’Osservatore Romano (9-10/99)

    ———————————–

    Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa została zainicjowana około 1689 roku w nurcie kultu Serca Jezusa, o czym świadczą teksty o. K. Drużbickiego. Inne wersje propagowali zarówno Jan Eudes, jak i J. Croiset. Na początku XVIII wieku wizytka, A. M. Remuzet, ułożyła litanię, którą śpiewano podczas zarazy panującej w Marsylii (tzw. wersja marsylska). Kongregacja Obrzędów zatwierdziła ją w 1889 roku, dodając kilka wezwań z dzieł Croiseta, by ich liczba wynosiła 33 – ze względu na tradycyjną liczbę lat ziemskiego życia Zbawiciela. Tekst tej Litanii jest dotąd używany podczas nabożeństw pierwszych piątków miesiąca i nabożeństw czerwcowych. Jan Paweł II mówił o tej Litanii:

    „Jest to wspaniała modlitwa w całości skupiona na tajemnicy wewnętrznej Chrystusa: Boga-Człowieka. Litania do Serca Pana Jezusa czerpie obficie ze źródeł biblijnych, a równocześnie odzwierciedla najgłębsze doświadczenia ludzkich serc. Jest to również modlitwa uwielbienia i autentycznego dialogu. (…) Modlitwa ta – odmawiana i rozważana – staje się prawdziwą szkołą człowieka wewnętrznego: szkoła chrześcijanina. (…) Równocześnie stajemy się wrażliwi na potrzebę zadośćuczynienia. Chrystus otwiera ku nam swe Serce, abyśmy w Jego zadośćuczynieniu zjednoczyli się z Nim dla zbawienia świata”. (Anioł Pański, 27 VI1982).

    Jest to rzeczywiście Litania Serca.

    Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – Światowy Dzień Modlitwy o Uświęcenie Kapłanów

    *****

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w łonie Matki – Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, nieskończonego majestatu, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, świątynio Boga, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, przybytku Najwyższego, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, zelżywością napełnione, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających, zmiłuj się nad nami
    Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych, zmiłuj się nad nami
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami


    P.: Jezu cichy i pokornego Serca.
    W.: Uczyń serca nasze według Serca Twego.


    P.: Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, wejrzyj na Serce najmilszego Syna swego i na chwałę, i zadośćuczynienie, jakie w imieniu grzeszników Ci składa; daj się przebłagać tym, którzy żebrzą Twego miłosierdzia i racz udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.
    W.: Amen.


    Antyfona


    Do Serca Twojego uciekamy się, Jezu, Boski Zbawicielu! Naszymi grzechami racz się nie zrażać, o Panie święty! Ale od wszelakich złych czynów racz nas zawsze zachować, Boże łaskawy i najlitościwszy!
    O Jezu dobry, Zbawicielu słodki, Pośredniku Boski, jedyna ucieczko nasza!
    W Sercu Twoim racz nas obmyć, do Serca Twojego racz nas przytulić, w Twym Sercu na wieki racz nas zachować.


    Akt wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu


    O Jezu Najsłodszy, któremu za miłość bez granic ludzie w niewdzięczny sposób odpłacają wielkim zapomnieniem, opuszczeniem i wzgardą, oto my rzucając się do stóp Twoich ołtarzy, pragniemy szczególnym hołdem czci wynagrodzić Ci tę oziębłość i krzywdy, jakie ze wszech stron ranią Najmiłościwsze Twoje Serce.
    Świadomi jednak, że my sami nie zawsze byliśmy wolni od różnych przewinień, a przejęci najgłębszą skruchą, jesteśmy gotowi dobrowolnym zadośćuczynieniem wynagrodzić Ci nie tylko za swoje grzechy, ale i za grzechy tych, co błąkają się z daleka od drogi zbawienia, nie chcą iść za Tobą, Pasterzem i Wodzem.
    A jakże liczne i straszne są te grzechy, które chcielibyśmy wynagrodzić. Oto brak skromności, bezwstyd w życiu i strojach, liczne sidła zastawiane na niewinne dusze, gwałcenie dni świątecznych, ohydne bluźnierstwa miotane przeciw Tobie i Świętym Twoim. A któż policzy obelgi rzucane na Twego namiestnika i stan kapłański! Kto nie zadrży na bezczeszczenie samego Sakramentu Boskiej miłości, okropne świętokradztwa i publiczne wykroczenia narodów, wyłamujących się spod praw i kierownictwa, ustanowionego przez Ciebie Świętego Kościoła!
    O Panie! jesteśmy gotowi nie oszczędzać nawet krwi własnej dla zmycia tych wszystkich zbrodni. Aby zaś choć w części naprawić zniewagi wyrządzone Tobie, o Jezu, składamy Ci zadośćuczynienie, jakie Ty sam Bogu Ojcu ofiarowałeś na krzyżu i które ponawiasz co dzień na ołtarzu. W połączeniu z zadośćuczynieniem Bogarodzicy Dziewicy, Wszystkich Świętych i pobożnych dusz wiernych, z głębi serca przyrzekamy Ci, o Jezu, oddać się na Twoją służbę, okazując mocną wiarę, czyste życie oraz dokładne zachowanie ewangelicznego prawa miłości. Wreszcie postanawiamy nie dopuścić wedle sił do nowych zniewag i pociągnąć jak najwięcej dusz w Twoje święte ślady.
    Przeto błagamy Cię, o Najłaskawszy Jezu, przyjmij za przyczyną Najświętszej Maryi Panny, ten akt dobrowolnego zadośćuczynienia i racz nas zachować aż do śmierci w wierności obowiązkom Twojej świętej służby przez wielki dar wytrwania, dzięki któremu wszyscy doszlibyśmy w końcu do tej ojczyzny, gdzie Ty z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    ********************************

    Wizja Służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. 

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1209312038.jpg
    obraz Pana Jezusa Promieniującego – namalowany wg wizji Matki Pauli Zofii Tajber, przez Adolfa Hyłę, który również namalował znany obraz Jezusa Miłosiernego.
    

    W Roku Eucharystii jesteśmy zachęcani do odkrywania Eucharystii na nowo, do świadomego uczestniczenia we Mszy św. oraz do częstej adoracji Najświętszego Sakramentu. Przykład umiłowania Eucharystii dają nam święci i błogosławieni, którzy traktowali ją jako wyjątkowy dar i źródło siły w dążeniu do doskonałości. Jezus Eucharystyczny był przedmiotem najwyższej czci również dla służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. 

    Zofia Tajber pochodziła z ziemi podlaskiej, a dzieciństwo i młodość spędziła w Żytomierzu. Przeżyty w latach studenckich kryzys wiary stał się dla niej inspiracją do poszukiwania nowej drogi życia. Po kilku latach wewnętrznej udręki, w Chrystusie wystawionym w Najświętszym Sakramencie, odnalazła swoje szczęście doczesne i wieczne. Zrozumiała, że jest powołana do założenia nowej rodziny zakonnej poświęconej czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdaniem służebnicy Bożej, całe życie wewnętrzne człowieka powinno opierać się na przekonaniu, że Jezus którego przyjął w Komunii św., uczestniczy w jego myślach, słowach i postępowaniu. Wiara w obecność Jezusa w duszy – według jej nauki – wydelikatni sumienia ludzkie, bowiem każdy będzie zwracał uwagę na swoje postępowanie. Idea życia Jezusem jest środkiem na odrodzenie ludzkości i zaprowadzenie Bożego pokoju na ziemi. Jest ona „szkołą życia duchowego”, która wprowadza człowieka w życie Boże, daje mu możność posiadania Boga i oddania się do Jego wyłącznej dyspozycji. Służebnica Boża podkreślała, iż trzeba dostrzegać Jezusa w bliźnich, dlatego uwrażliwiała siostry, by odnosiły się do bliźnich z wielkim szacunkiem. Mówiąc o obecności Chrystusa w duszy ludzkiej, chciała ukazać, że Pan Bóg jest nie tylko dla wybranych, ale z każdym chce nawiązać łączność i „każdego człowieka wynieść do wielkiej świętości”. 

    Z pism Matki Tajber wynika, że adoracje Najświętszego Sakramentu i częste przyjmowanie Komunii św. prowadziły ją do głębokiego zjednoczenia z Chrystusem. Często powtarzała siostrom, że Pan Jezus, którego przyjmujemy w Eucharystii, przychodzi podjąć trud pracy nad naszym uświęceniem. Dlatego radziła, aby w Sakramencie Miłości przyjmować Jezusa raz jako Brata, innym razem jako Mistrza, Przyjaciela lub Lekarza czy Zbawiciela. Tylko trwanie w Chrystusie – winnym Krzewie może wydać bogate owoce w apostolstwie. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej służebnica Boża widziała antidotum na szerzące się materializm i liberalizm. Przypomina również dzisiaj, że rzeczy materialne, choć są potrzebne do godnego życia człowieka, nie mogą go zdominować i zniewolić. Źródłem siły do pokonywania w sobie trzech pożądliwości: ciała, oczu i pychy żywota jest Chrystus, którego przyjmujemy w Eucharystii. Sł. Boża Paula Zofia ukazała to wyraźnie swoim życiem. Jej posłannictwo dobrze streszcza fragment modlitwy: Boże, Źródło wszelkiej świętości (…) prosimy Cię o chwałę ołtarzy dla Twej służebnicy m. Pauli Zofii Tajber, która swoim życiem wielbiła Najświętszą Duszę Chrystusa, widząc w Niej najdoskonalszy wzór naszego zjednoczenia z Bogiem i ofiarnej miłości, i która bezgranicznie oddana była sprawie odrodzenia ludzi poprzez służbę uświęcenia nieśmiertelnych dusz ludzkich.

    Na całym świecie znany jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego, wykonany przez krakowskiego malarza Adolfa Hyłę. Mało kto wie, że artysta ten namalował jeszcze inny obraz, który staje się na naszych oczach obrazem słynącym z łask i cudownych uzdrowień. Jest to wizerunek Pana Jezusa Promieniującego, zwany popularnie obrazem Najświętszej Duszy Chrystusowej.

    Obraz został namalowany według wizji, jaką miała w roku 1919 Sługa Boża Paula Zofia Tajber. Na modlitwie ujrzała promienną postać Jezusa, który powiedział: Najmilsza, oddaję ci Duszę Moją Boską ku uczczeniu, byś Ją i Jej żądania przekazała światu całemu. Promienie światła, przenikające Jego postać, najpotężniej wychodziły z Jego piersi, tworząc jakby krąg słońca.

    Obejmowały nie tylko ludzi będących w kościele, lecz przebijały się przez mury świątyni i falami trafiały w ludzi przechodzących obok kościoła. Artysta to rozchodzenie się światła z Duszy Chrystusowej na ludzkie dusze przedstawił na obrazie w formie promieni przenikających przeźroczyste kółka, które symbolizują dusze ludzkie.

    Według pragnień Matki Założycielki obraz Duszy Chrystusa Pana miał być dla współczesnych ludzi, zagubionych w materializmie, gorącą zachętą do zwrócenia uwagi na wartości duchowe. Przede wszystkim miał przypominać człowiekowi, iż posiada duszę nieśmiertelną, odkupioną Przenajdroższą Krwią Zbawiciela Świata.

    Źródło: niedziela.pl/duszajezusa.pl

    ***************************************************************************

    sobota 20 czerwca 2020

    UROCZYSTOŚĆ

    Niepokalane Serce NMP

    Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny

    *****

    Msza święta

    w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego o godz. 18.00

    W sobotę, w dzień po Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa obchodzimy wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi. Kult zapoczątkował św. Jan Eudes, żyjący w XVII w., dla swoich rodzin zakonnych. W czasie II wojny światowej papież Pius XII drogą radiową ogłosił całemu światu, że poświęcił rodzaj ludzki Niepokalanemu Sercu Maryi; miało to miejsce 13 października 1942 r., w 25. rocznicę zakończenia objawień fatimskich.

    Słowo “serce” należy rozumieć w sensie biblijnym, które oznacza najgłębsze centrum ludzkiego życia duchowego, uczuciowego i wolitywnego. Jest to najwłaściwsze miejsce doświadczenia Boga samego. Biblijne znaczenie słowa “serce” jest bardzo trudno do przetłumaczenia na języki współczesne. Medytując Tajemnice Różańcowe, które jak refren mówią o zachowywaniu przez Bożą Matkę wszystkiego w swoim sercu, co Jej Syn powiedział – możemy dopiero pojmować co znaczy przyjmować w głębi swojego serca Boże Słowa i być zdolnym do ich wypełniania.

    *****

    Antyfona na wejście

    Moje serce cieszyć się będzie z Twojej pomocy, śpiewać będę Panu, który obdarzył mnie dobrem.

    Kolekta

    Boże, Ty przygotowałeś w Sercu Najświętszej
    Maryi Panny godne mieszkanie dla Ducha Świętego,
    spraw, abyśmy za wstawiennictwem
    Najświętszej Dziewicy stali się świątynią Twojej chwały. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Księgi proroka Izajasza Iz 61,9-11

    Plemię narodu mego będzie znane wśród narodów i między ludami ich potomstwo. Wszyscy, co ich zobaczą, uznają, że oni są szczepem błogosławionym Pana. Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwała wobec wszystkich narodów.
    Oto słowo Boże.

    Psalm (1 Sm)

    R/ Całym swym sercem raduję się w Panu.

    Raduje się me serce w Panu,
    moc moja dzięki Panu się wznosi,
    rozwarły się me usta na wrogów moich,
    gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą. R/

    Łuk mocarzy się łamie,
    a słabi przepasują się mocą.
    Za chleb najmują się syci, a głodni odpoczywają,
    niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata
    w dzieci. R/

    To Pan daje śmierć i życie,
    w grób wtrąca i zeń wywodzi.
    Pan uboży i wzbogaca,
    poniża i wywyższa. R/

    Z pyłu podnosi biedaka,
    z barłogu dźwiga nędzarza,
    by go wśród możnych posadzić,
    by dać mu stolicę chwały. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Błogosławiona jesteś, Panno Maryjo, zachowałaś słowa Boże i rozważałaś je w sercu swoim. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Łukasza Łk 2,41-51

    Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.

    Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.

    Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie te wspomnienia w swym sercu.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, wejrzyj z upodobaniem
    na modlitwy i dary, które Tobie składamy
    oddając cześć Najświętszej Maryi, Matce Bożej,
    i udziel nam Twojego przebaczenia.
    Przez Chrystusa, Pana naszego.Amen.

    Prefacja o Najświętszej Maryi Pannie

    Antyfona na Komunię

    Maryja zachowywała wszystkie te słowa i rozważała je w swoim sercu.

    Modlitwa po Komunii

    Boże, nasz Ojcze, oddając cześć Rodzicielce
    Twojego Syna przyjęliśmy Sakrament odkupienia,
    spraw, abyśmy zostali napełnieni Twoją łaską
    i coraz głębiej uczestniczyli w tajemnicy zbawienia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***************

    Kult Niepokalanego Serca Maryi

    Do ogłoszenia przez Piusa IX 8 grudnia 1854 r. dogmatu o Niepokalanym Poczęciu przyczynił się niewątpliwie kult Serca Najświętszej Maryi Panny. Rozwijał się równolegle z kultem Najświętszego Serca Jezusa, a swymi początkami sięgał czasów średniowiecza. Już w XIV wieku pojawiły się obrazy i rzeźby przebitego siedmioma mieczami serca Bolesnej Matki Zbawiciela. W połowie XVII wieku św. Jan Eudes rozpowszechniał obrazy Matki Bożej, ukazującej – na podobieństwo Jezusa – swe Serce. Na „cudownym medaliku”, rozpowszechnianym po objawieniach, jakie w 1830 r. miała św. Katarzyna Laboure, pod monogramem „M” widnieją dwa serca: Jezusa i Maryi. Także założone w Paryżu w 1836 r. Bractwo Matki Bożej Zwycięskiej szerzyło cześć Serca Maryi. W XIX wieku powstały liczne zgromadzenia zakonne pod wezwaniem Serca Maryi lub Serc Jezusa i Maryi.
    Do zaistnienia kultu i nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi najbardziej przyczyniły się objawienia, jakie miały miejsce w 1917 r. w Portugalii. Kiedy 13 maja troje dzieci: Łucja (lat 10), jej brat cioteczny Franciszek (lat 9) i jego siostra Hiacynta (lat 8) pasły niedaleko od Fatimy owce, ujrzały w południe silny błysk jakby potężnej błyskawicy, który powtórzył się dwa razy. Zaniepokojone dzieci zaczęły zbierać się do domu, gdy ujrzały na dębie postać Matki Bożej i usłyszały Jej głos: „Nie bójcie się, przychodzę z nieba. Czy jesteście gotowe na cierpienia i pokutę, aby sprawiedliwości Bożej zadośćuczynić za grzechy, jakie Jego majestat obrażają? Czy jesteście gotowe nieść pociechę memu Niepokalanemu Sercu?”.
    Matka Boża poleciła dzieciom, aby przychodziły na to miejsce 13. dnia każdego miesiąca. W trzecim objawieniu, 13 lipca, prosiła, aby w każdą pierwszą sobotę miesiąca była przyjmowana Komunia św. wynagradzająca. Podczas tych objawień Matka Boża wielokrotnie sama nazwała swe serce „niepokalanym”.
    W piątym objawieniu, 13 września, poleciła dzieciom, aby często odmawiały Różaniec w intencji zakończenia wojny. Ostatnie zjawienie się Matki Bożej – 13 października oglądało ok. 70 tys. ludzi. Od samego rana padał deszcz. Nagle rozsunęły się chmury i ukazało się słońce. Z tłumu dały się słyszeć okrzyki przerażenia: bowiem słońce zaczęło zataczać koła po niebie i rzucać strumienie barwnych promieni…
    Objawienia fatimskie stawały się coraz bardziej sławne i wywoływały coraz żywsze zainteresowanie, m.in. ze względu na zapowiedziane w nich wydarzenia, a zwłaszcza na tzw. tajemnicę, która została przekazana wyłącznie do wiadomości papieża. Dziś znamy jej treść. Matka Boża zapowiadała nadejście jeszcze straszliwszych wojen niż ta, która się kończyła. Zapowiadała nowe prześladowanie Kościoła, zamach na papieża, rewolucję w Rosji. Prosiła, aby Jej Niepokalanemu Sercu poświęcić cały świat, a zwłaszcza Rosję.
    Krwawa bolszewicka rewolucja wybuchła, kiedy jeszcze trwały objawienia. Jej ofiarą stał się również Kościół w Meksyku (1925 r.) oraz w Hiszpanii (1936 r.). A mimo to ostatnie z fatimskich poleceń Maryi nie zostało szybko spełnione. Dopiero kiedy wybuchła II wojna światowa, przypomniano sobie „tajemnicę fatimską” i 13 października 1942 r., w 15-lecie objawień, papież Pius XII drogą radiową ogłosił całemu światu, że poświęcił rodzaj ludzki Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Pius XII polecił, aby aktu poświęcenia dokonały poszczególne kraje. Pierwsza, z udziałem prezydenta państwa, uczyniła to Portugalia. 4 maja 1944 r. papież ustanowił dzień 22 sierpnia świętem Niepokalanego Serca Maryi. W Polsce zawierzenia naszego narodu Niepokalanemu Sercu Maryi dokonał dopiero po zakończeniu wojny – 8 września 1946 r.
    – Prymas Polski kard. August Hlond w obecności całego Episkopatu i około miliona pielgrzymów zgromadzonych na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Do tego zawierzenia nawiązał kard. Stefan Wyszyński, kiedy w latach 1956, 1966 i 1971 oddawał naród polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w ojczyźnie i na całym świecie. W następnych latach akty te były ponawiane. Kościół w Polsce zawierzał także Maryi Jan Paweł II za każdym swym pobytem na Jasnej Górze.
    Niby życzeniu Matki Bożej stało się zadość, ale trudno w akcie papieża Piusa XII dopatrzyć się wyraźnego zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi Rosji. Niebawem też czerwony smok rozciągnął panowanie nad wieloma krajami, a na jego krwiożerczą służbę oddało się wielu intelektualistów całego świata. Wydawało się, że wkrótce rzuci do swych stóp całą ludzkość.
    Wobec wciąż szalejącego bezbożnictwa wielu biskupów postulowało dokładne spełnienie prośby Fatimskiej Pani. W latach 1950-55 figura Matki Bożej Fatimskiej pielgrzymowała po wielu krajach. Wprawdzie na zakończenie Soboru Watykańskiego II (1964 r.) Paweł VI ogłosił Matkę Jezusa Matką Kościoła i posłał do Fatimy złotą różę, nie doszło jednak do postulowanego zawierzenia świata i Rosji Jej Niepokalanemu Sercu.
    Dopiero wydarzenia z 13 maja 1981 r. – zamach na Papieża na Placu św. Piotra – przypomniały fatimską przepowiednię. Ojciec Święty Jan Paweł II spełnia wreszcie prośbę Matki Najświętszej i 7 czerwca 1981 r. zawierza ponownie całą ludzką rodzinę i Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Na owoce tego zawierzenia nie trzeba było długo czekać. Jesteśmy zobowiązani dawać świadectwo faktom, które dokonały się na naszych oczach.
    Reforma liturgii w 1969 r. przeniosła święto Niepokalanego Serca Maryi na pierwszą sobotę po uroczystości Serca Pana Jezusa. W tym roku przypadnie ono 19 czerwca. Odprawiane zaś we wszystkie pierwsze soboty miesiąca nabożeństwa wynagradzające przypominają nam obowiązek podejmowania pokuty i zadośćuczynienia za grzechy współczesnego nam świata i za nasze grzechy.

    ks. Florian/Niezbędnik katolika/niedziela.pl

    **********


    Ucieczka

    „Płaszcz ochronny Maryi”, Muzeum Bode, Berlin.
    “Płaszcz ochronny Maryi”, Muzeum Bode, Berlin

    ****

    Im bardziej ją poznawałem, tym stawała mi się droższa. Najstarsza znana nam maryjna modlitwa powstała w ogromnym ucisku, gdy krew lała się strumieniami, a chrześcijanie zmuszeni byli do dokonywania dramatycznych wyborów. Nic dziwnego, że Franciszek, pisząc do nas majowy list, uciekł się „pod Jej obronę”.

    Który czas był największym bagnem, w jakim pogrążył się Kościół? – pytałem przed kilkoma miesiącami abp. Grzegorza Rysia. – Nie odważę się wymienić jednego zawirowania czy zakrętu – odpowiedział. − Można prześledzić całą historię Kościoła i zachwycić się tym, w jaki sposób, raz po raz, Bóg wyprowadzał go na prostą. Pierwszy bolesny zakręt? W połowie III wieku w trakcie krwawych prześladowań za Decjusza wielu chrześcijan zaparło się wiary i po raz pierwszy w dziejach Kościoła pojawiła się masowa apostazja.

    Ratunku!

    Krew polała się strumieniami. Decjusz Trajan, obwołany przez legiony cesarzem pod koniec 249 roku, okazał się twardym, zdecydowanym władcą, dążącym do wzmocnienia pozycji imperatora i przywrócenia tradycyjnej rzymskiej pobożności. Już trzeciego dnia 250 roku, tuż po złożeniu dorocznej ofiary Jowiszowi, wydał edykt nakazujący wszystkim mieszkańcom gigantycznego cesarstwa złożenie ofiary rzymskim bogom. To miał był test lojalności obywateli imperium. Dopilnować tego mieli wyznaczeni urzędnicy, a złożenie ofiary potwierdzał „libellus”, czyli zaświadczenie podpisane przez sędziego i świadków.

    Wyznawcy Chrystusa zostali postawieni pod ścianą. Mieli wybór: albo pokłonią się bogom imperium, zapierając się wiary w Bożego Syna, albo czeka ich koszmarna śmierć. Jednym ze sposobów egzekucji było popularne „damnatio ad bestias”, czyli rzucenie ofiar na pożarcie dzikim zwierzętom (lwom, tygrysom lub niedźwiedziom).

    Wszyscy mieszkańcy imperium (poza Żydami, którym tym razem udało się pozostać bez prawnych represji przy wierze ojców, ponieważ uznano, że nie oddadzą czci wizerunkowi cesarza) byli zmuszeni do składania ofiar i palenia kadzidła rzymskim bogom. Nowa chrześcijańska religia od lat niepokoiła władców. Uznali, że może doprowadzić do społecznego wrzenia.

    Dla wyznawców Chrystusa edykt był trzęsieniem ziemi i zmuszał ich do dramatycznych wyborów. Polała się krew.

    Wołanie w ciemności

    − Pierwsi męczennicy nie prowokowali swych prześladowców – opowiada abp Ryś. − W pracy o ucieczce w czasie prześladowań Tertulian, który był już poza Kościołem, pisał, że czymś niegodziwym jest uciekać. Jego najbliższy duchowy uczeń − Cyprian z Kartaginy – pisząc o ludziach, którzy wyparli się wiary, główny zarzut uczynił z tego, że… nie uciekli. Powinni byli uciec – pisał – ale zadomowili się na ziemi, kupili pola, zbudowali domy i nie chcieli tego zostawić, więc wpadli w ręce prześladowców, a potem załamali się i ostatecznie wyparli się wiary. „Trzeba było uciekać!” – przypominał Cyprian, główny biskup północnej części Czarnego Lądu, zwany nawet „papieżem Afryki”. Sam uciekł. W czasie najbardziej intensywnych prześladowań kierował diecezją z wygnania. Napisał traktat „O upadłych”, w którym pisał, że ucieczka przed śmiercią to zdrowy odruch. Kiedy prześladowania wróciły, święty Cyprian przestał uciekać, poczekał na swoich oprawców i… przyjął ich kolacją. Czy to nie piękne?

    W wyniku okrutnych prześladowań zamordowano nawet samego papieża Fabiana (zginął 20 stycznia 250 r. i spoczął w podziemnym labiryncie katakumb św. Kaliksta) oraz patriarchę Jerozolimy Aleksandra. Krwawe igrzyska zatrzymała dopiero wojna z Gotami, a prześladowania ustały ze śmiercią cesarza 1 lipca 251 roku.

    W tym mrocznym czasie Kościół w Egipcie modlił się słowami, które, jak pokazało życie, na stałe weszły do duchowego krwiobiegu. Zwracając się do Maryi, wołał: „Pod Twoją obronę uciekamy się…”.

    Tą starą antyfoną modlili się koptyjscy chrześcijanie już w połowie III wieku! Znaleziony nieopodal Aleksandrii przez brytyjskich archeologów zniszczony skrawek papirusu o kształcie prostokąta (9 + 18 cm) zawierał właśnie modlitwę prześladowanego Kościoła. Grecki tekst przetłumaczono jako wezwanie: „Pod Twoje Miłosierdzie uciekamy się, Bogurodzico. Naszych próśb nie pomijaj w potrzebie, ale od niebezpieczeństwa wybaw nas: jedyna święta, Ty błogosławiona”.

    Po wieloletnich badaniach ustalono, że modlitwa z papirusu, który opublikowano w 1938 roku, powstała prawdopodobnie około 250 roku w środowisku koptyjskim.

    W kleszczach przeciwieństw

    Kim są Koptowie? To rdzenni mieszkańcy Egiptu, w ich żyłach płynie krew faraonów. Określeniem „Kopt” Arabowie nazwali starożytnych mieszkańców kraju piramid. Dziś poznać ich można po wytatuowanych na dłoniach krzyżach, surowych postach i wielogodzinnej liturgii. Trwają w kleszczach przeciwieństw już od dwóch tysięcy lat. Nie bez przyczyny Biblia określa Egipt słowem „Micraim”, czyli „ziemia ucisku”.

    A ponieważ od czasu arabskiej wiosny sytuacja chrześcijan na spalonej słońcem ziemi pogarsza się z każdym rokiem, wołanie o ratunek pozostaje aktualne jak nigdy.

    Hymn „Pod Twoją obronę” powstał prawdopodobnie jako błaganie o Bożą interwencję w czasie okrutnych prześladowań. Świadczyć może o tym tytuł „Matka Boga”, który Egipcjanie stosowali pierwotnie w stosunku do Izydy (matki Horusa), a chrześcijanie przejęli i odnieśli do Maryi. To również niezbity dowód na to, że określanie Maryi jako „pośredniczki” nie jest żadnym późniejszym wymysłem katolików.

    Pierwszej poważnej zmiany tekstu dokonał w VII wieku św. Grzegorz Wielki. Zmienił słowo „miłosierdzie” na „obronę”. W połowie XVI wieku, po Soborze Trydenckim, w liturgii godzin znajdziemy już dopisek „Panno chwalebna i błogosławiona”, a znane doskonale Janowi Kowalskiemu zwieńczenie modlitwy: „O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj” dodane zostało w XVII wieku w związku z rozwojem Sodalicji Mariańskich.

    Tekst zainspirowany był płomiennymi mowami Bernarda z Clairvaux. Ponieważ modlitwa funkcjonowała w wielu wersjach, w 1724 roku Benedykt XIII ujednolicił jej formę.

    Pod płaszczykiem

    To znak jedności, wołanie Kościoła sprzed dramatycznego podziału. Dlatego modlitwę tę odmawiają chrześcijanie Wschodu i Zachodu. Do dzisiaj jest wykorzystywana zarówno w Kościele katolickim, jak i w Cerkwi prawosławnej czy Kościołach wschodnich. Wierni obrządku bizantyjskiego szepczą: „Pod Twoje miłosierdzie uciekamy się, Boża Rodzicielko. Naszych próśb Ty nie odrzucaj”, a Ormianie: „Padamy przed Tobą, o Boża Rodzicielko, i błagamy Cię, o Panno Niepokalana. Ty wypraszaj łaskę dla nas”.

    Co ciekawe, gdy wejdziemy do kościoła za granicą, nie usłyszymy najprawdopodobniej znanej nad Wisłą części zaczynającej się od słów: „O Pani nasza, Orędowniczko nasza…”. Tę dłuższą wersję odmawia się jedynie w Polsce, Niemczech i niektórych regionach Hiszpanii.

    Modlitwę tę szczególnie ukochali dominikanie. Pamiętam, jak szeptali ją nowicjusze na korytarzu poznańskiego klasztoru. Nic dziwnego. Wedle ich legendy „Dominik porwany został w duchu przed Boży tron i zobaczył, że przed Bogiem stoją zbawieni ze wszystkich zakonów, ze swojego jednak Zakonu nie zobaczył nikogo. Zaczął gorzko płakać i stojąc z daleka, nie odważał się przystąpić do Pana i do Jego Matki. Wtedy Pani nasza skinęła, aby do Niej podszedł. »Czemu tak gorzko płaczesz?« On zaś: »Płaczę, bo widzę tutaj ludzi ze wszystkich zakonów, a z mojego Zakonu nie ma tu nikogo«. Pan zaś, położywszy rękę na płaszczu Błogosławionej Dziewicy, rzekł Dominikowi: »Zakon twój powierzyłem mojej Matce. Czy chcesz go zobaczyć?«. Wówczas Błogosławiona Dziewica rozpięła swój płaszcz i rozłożyła go przed błogosławionym Dominikiem. Płaszcz był tak ogromny, że wydawał się obejmować całą niebieską ojczyznę, a pod nim zobaczył niezmierzoną liczbę braci” (o. Jacek Salij, „Legendy dominikańskie”).

    W czasach zarazy

    Do tego poruszającego hymnu nawiązał papież Franciszek, pisząc do pozamykanych w domach wiernych piękny list na maj. „Drodzy Bracia i Siostry, wspólna kontemplacja oblicza Chrystusa z sercem Maryi, naszej Matki, sprawi, że będziemy jeszcze bardziej zjednoczeni jako rodzina duchowa, i pomoże nam przezwyciężyć tę próbę. Będę się za was modlił, zwłaszcza za najbardziej cierpiących, i proszę was, módlcie się za mnie” – pisał Franciszek. „W obecnej dramatycznej sytuacji, pełnej cierpienia i udręki, która ogarnia cały świat, wołamy do Ciebie, Matko Boga i nasza Matko, i uciekamy się pod Twoją obronę. O Dziewico Maryjo, miłosierne oczy Twoje na nas zwróć w tej pandemii korona-wirusa, i pociesz tych, którzy są zagubieni i opłakują swoich bliskich zmarłych, niekiedy pochowanych w sposób raniący duszę. Wspieraj tych, którzy niepokoją się o osoby chore, przy których, by zapobiec infekcji, nie mogą być blisko. Wzbudź ufność w tych, którzy są niespokojni z powodu niepewnej przyszłości i następstw dla gospodarki i pracy. Zawierzamy się Tobie, która jaśniejesz na naszej drodze jako znak zbawienia i nadziei, o łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo! Amen”.

    Marcin Jakimowicz/GOŚĆ NIEDZIELNY 19/2020

    ***

    Pod Twoją obronę uciekamy się,
    święta Boża Rodzicielko,
    naszymi prośbami racz nie gardzić
    w potrzebach naszych,
    ale od wszelakich złych przygód
    racz nas zawsze wybawiać,
    Panno chwalebna i błogosławiona.
    O Pani nasza,
    Orędowniczko nasza,
    Pośredniczko nasza,
    Pocieszycielko nasza.
    Z Synem swoim nas pojednaj,
    Synowi swojemu nas polecaj,
    swojemu Synowi nas oddawaj.
    Amen.

    ************************************************************************

    Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce
    Niepokalanemu Sercu Maryi

    Troska o małżeństwa i rodziny, prawo do życia każdego człowieka i godność kobiet to główne przesłanie Aktu Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi, który został odnowiony 6 czerwca 2017 roku w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem z udziałem Konferencji Episkopatu Polski. Jest to jeden z najważniejszych punktów obchodów 100. rocznicy objawień fatimskich. Akt ten został ponowiony w każdej diecezji, parafii i rodzinie 8 wrześnie br., w uroczystość Narodzenia Matki Bożej. 

    Ten Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi jest nawiązaniem do wydarzeń z 8 września 1946 r., kiedy to na Jasnej Górze, z udziałem ok. miliona osób, biskupi pod przewodnictwem Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda poświęcili naszą ojczyznę Niepokalanemu Sercu Maryi. Akt ten nawiązywał do ofiarowania świata Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Pius XII w 1942 r. (za: www.episkopat.pl)

    ******


    Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi

    O Święta i Niepokalana Dziewico!

    Jakimi pochwałami zdołamy wysławić Ciebie, która za­mknęłaś w swym łonie Tego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosła­wiony jest owoc Twojego łona.

    Oto mija już sto lat od Twojego objawienia się trojgu dzie­ciom w Fatimie, gdzie prosiłaś o modlitwę i pokutę za grzeszników oraz o nawrócenie. Dzisiaj stajemy przed Tobą my, polscy biskupi, duchowieństwo, osoby życia konsekro­wanego, wierni świeccy i zwracamy się do Twego Niepoka­lanego Serca, postanawiając rzetelnie odpowiedzieć na Two­ją prośbę.

    Pragniemy, z Bożą pomocą – na różnych płaszczyznach na­szego życia i pracy – stanowić jeden, nawracający się nie­ustannie Lud Boży, w którym nie ma nienawiści, przemocy i wyzysku. Pragniemy żyć w łasce uświęcającej, aby nasz Ko­ściół stał się prawdziwym Domem Bożym i Bramą Nieba.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Matko Świętej Rodziny z Nazaretu, bądź opiekunką pol­skich rodzin. Chcemy uczynić wszystko co niezbędne, by bronić godności kobiety i wspomagać małżonków w wier­nym wytrwaniu w świętym związku sakramentalnym. Zobowiązujemy się bronić związku małżeńskiego ustano­wionego przez Boga i nie dawać posłuchu podszeptom złe­go ducha, zachęcającego nas do nadużywania wolności i do realizowania źle rozumianej tolerancji.

    Chcemy, aby wszyscy małżonkowie objawiali swoim życiem Bożą miłość, a dzieci i młodzież nie utraciły wiary i nie zo­stały dotknięte zepsuciem moralnym.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Maryjo, Przybytku Ducha Świętego, Ty chroniłaś poczę­te życie Jezusa a teraz uczysz nas, jak troszczyć się o dzieci nienarodzone. Chcemy dar życia uważać za największą ła­skę od Boga i za najcenniejszy skarb. Postanawiamy stać na straży poczętego życia, aby każdy człowiek mógł wzrastać w pokoju i bezpieczeństwie we własnej rodzinie.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Rodzicielko Założyciela Kościoła, my polscy biskupi – w naszej pasterskiej posłudze – będziemy dążyli do tego, by wzrastało i umacniało się Mistyczne Ciało Chrystusa, by duchowieństwo dochowywało wierności Bogu, Krzyżowi świętemu i Ewangelii, a osoby życia konsekrowanego reali­zowały swój zakonny charyzmat i były dla świata czytelnym znakiem obecności Twojego Syna.

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Nasza Matko i Królowo, pragniemy – poprzez autentycz­nie chrześcijański styl życia – przyczyniać się do powrotu tych, którzy odeszli z Owczarni Chrystusa, aby odnaleźli na nowo Twojego Syna i zrozumieli, że tylko On jest „Drogą i Prawdą i Życiem” (J 14, 6).

    Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

    Przyrzekamy uczynić wszystko, aby w naszym życiu osobi­stym, rodzinnym, narodowym i społecznym realizowała się nie nasza własna wola, ale wola Twojego Syna.

    Poświęcając się Twemu Niepokalanemu Sercu, pragniemy jak najściślej zjednoczyć się z Tobą, Najświętsza Dziewico, oddając się Chrystusowi – jedynemu Zbawicielowi, który żyje i króluje na wieki wieków.

    Wszyscy: Amen.

    ******

    Litania do Niepokalanego Serca Maryi

    LITANIA DO NIEPOKALANEGO SERCA MARYI

    Panie, zmiłuj się nad nami! Chryste, zmiłuj się nad nami!

    Panie, wysłuchaj nas! Jezu Chryste, wysłuchaj nas!

    Ojcze wieczny, który jesteś w niebie – zmiłuj się nad nami!

    Synu, Zbawicielu świata, Boże – zmiłuj się nad nami!

    Duchu Święty, Boże – zmiłuj się nad nami!

    Święta Trójco, jedyny Boże – zmiłuj się nad nami!

    Serce Maryi – módl się za nami!

    Serce Maryi stworzone na wzór Serca Bożego – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Niepokalanie Poczętej – módl się za nami!

    Serce Maryi, godny przybytku Ducha Świętego – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Matki Bożej Mądrości – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Matki Słowa Bożego – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Matki pięknej Miłości – módl się za nami!

    Serce Maryi, której miłość jest mocniejsza niż śmierć – módl się za nami!

    Serce Maryi, przeszyte mieczem boleści – módl się za nami!

    Serce Maryi, ofiarowane z Chrystusem u stóp krzyża – módl się za nami!

    Serce Maryi, obrazie Serca Jezusowego – módl się za nami!

    Serce Maryi, rozkoszy serca Jezusowego – módl się za nami!

    Serce Maryi, przybytku świętości – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Szafarki wszelkich łask – módl się za nami!

    Serce Maryi, wybawienie grzeszników – módl się za nami!

    Serce Maryi, pociecho utrapionych – módl się za nami!

    Serce Maryi, umocnienie opuszczonych – módl się za nami!

    Serce Maryi, ucieczko zrozpaczonych – módl się za nami!

    Serce Maryi, schronienie dla prześladowanych  i przy­gnę­bionych – módl się za nami!

    Serce Maryi, nadziejo umierających – módl się za nami!

    Serce Maryi, obrono dla ludów w ich troskach – módl się za nami!

    Serce Maryi, mocy Kościoła w jego walce z potęgami ciemności – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce Królowej zwyciężającej błędy całego świata – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce chwalebnej Królowej Wszechświata – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce naszej Matki – módl się za nami!

    Serce Maryi, Serce godne największej chwały – módl się za nami!

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata  – przepuść nam, Panie!

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata  – wysłuchaj nas, Panie!

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata  – zmiłuj się nad nami!

    Módl się za nami, Święta Matko Boża, aby nasze serca roz­paliły się w zetknięciu z Boskim płomieniem, którym Two­­je Serce jest w niewypowiedziany sposób objęte. Boże wieczny i wszechmocny! Ty przygotowałeś w Ser­cu błogosławionej Dziewicy Maryi godne mieszkanie dla Du­cha Świętego. Udziel nam i tym wszystkim, którzy od­da­ją cześć Jej Niepokalanemu Sercu, łaski coraz więk­sze­go upo­dabniania się do niego. Prosimy Cię o to przez Je­zu­sa Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    NaszGarbow.pl

    *********

    Niepokalane Serce Maryi jest ratunkiem dla grzeszników

    Ratunkiem dla grzeszników jest Niepokalane Serce Maryi. Droga ta budzi jednak wiele pytań, gdyż Maryja jest, jak każdy z nas, stworzeniem i człowiekiem, a nie Bogiem. Nie możemy o tym zapominać, a tym bardziej zacierać nieprzekraczalnej granicy pomiędzy Stwórcą a stworzeniem.

    A jednak to właśnie Bóg pragnie ustanowić nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Na ten argument wskazuje s. Łucja, podając racje uzasadniające dla tego właśnie nabożeństwa. Na pytanie, dlaczego takie nabożeństwo, odpowiedziała krótko i jednoznacznie: „Ponieważ Bóg tak chce”.

    Jedność Serc Jezusa i Maryi

    Nazwa nabożeństwa wskazująca na Maryję to jeden aspekt, drugi to jego właściwa treść, a ona wskazuje na Jezusa, który jest jedynym celem, ku Niemu zmierzamy poprzez Niepokalane Serce Maryi. Tak więc nazwa nabożeństwa bezpośrednio wiąże się z Maryją, jego istota jest jednak jednoznaczna: Jezus, ku któremu zmierzamy poprzez sakramentalną spowiedź, różaniec, medytację oraz przyjęcie Komunii świętej. Nie sposób zatem nie dostrzec w fatimskim przesłaniu bardzo wymownej i głębokiej jedności Serca Jezusa i Serca Maryi. Odnajdujemy ją już w pierwszych słowach Anioła, który ukazał się dzieciom: „Serce Jezusa i Maryi słuchają z uwagą waszych próśb” czy też: „Serce Jezusa i Maryi chcą przez was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu modlitwy i umartwienia”. Jakże piękne i wymowne w tym kontekście są słowa cierpiącej Hiacynty, która w ostatnich miesiącach życia, wiedząc, że odchodzi z tego świata, z takim apelem zwróciła się do Łucji. „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wielbiono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi!”.

    Droga przez Serce Maryi

    Wolą Boga jest, by obok Serca Jezusa uwielbiano Niepokalane Serce Maryi. Nie sposób wyobrazić sobie innej drogi ku Bogu, skoro to On taką drogę wybiera, by przez Niepokalane Serce Maryi stać się Człowiekiem. Sam Bóg wskazuje nam tę drogę, a zatem, choć racjonalność podsuwa nam wiele wątpliwości i pytań, nie możemy dać się zwieść, by Bogu dyktować nasze ludzkie rozwiązania. Jakże dobitnie wyraził to kard. Joseph Ratzinger w komentarzu do trzeciej części fatimskiej tajemnicy. „By ratować dusze przed piekłem, wskazany zostaje – ku zaskoczeniu ludzi anglosaskiego i niemieckiego kręgu kulturowego – kult Niepokalanego Serca Maryi”.

    Bóg jest pokorny

    Zjednoczenie Serc Jezusa i Maryi to wzór dany nam przez Boga, ale pozostaje jeszcze pytanie o to, gdzie jest nasze serce. Możemy rozważać prawdę o Najświętszym Sercu Jezusa i Niepokalanym Sercu Maryi, ale nie chodzi tu o teologiczne spekulacje, lecz o to, by nasze serca były jak najbliżej Jezusa i Maryi. Sam Bóg nam to wskazuje, do tego zaprasza i głosem małego dziecka mobilizuje nas do tego, byśmy podjęli wskazaną nam drogę. To, co zostało zapowiedziane przez Maryję w lipcu 1917 r., że przyjdzie jeszcze raz, by żądać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu i Komunii świętej wynagradzającej w pierwsze soboty, to również znalazło swoje wypełnienie kilka lat później. „10 grudnia 1925 r. zjawiła się Najświętsza Panna w Pontevedra, a z boku w jasności Dzieciątko. Najświętsza Dziewica położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. Dzieciątko powiedziało: «Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał»”.

    Bóg – jako Dziecię Jezus – zabiega, pyta, zachęca, prosi o nabożeństwo do Serca Jego Matki. Droga naszego uświęcenia ma prowadzić przez Serce Maryi, być wyrazem naszej miłości, nie dziwi więc fakt, że taka forma prośby współgra z treścią wizji. Jezus ukazuje się nie jako Pan i Król Wszechświata, lecz jako Dziecko, które prosi i żebrze o miłość dla swojej Matki. Zatem nie respekt wobec autorytetu i wszechmocy Boga ma być argumentem co do wyboru wskazanej drogi, lecz szczera i dobrowolna miłość. Nasza odpowiedź nie powinna brać się z przymusu czy też wyrachowania, lecz być tak naturalną, jak odpowiedź na prośbę bezbronnego dziecka, które pokornie prosi o miłość dla swojej matki.

    ks. Krzysztof Czapla SAC, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego/ opoka.org.pl20

    ***************************************************************************

    ***************************************************************************

    XII NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO. ROK A

    21.06.2020

    Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – Światowy Dzień Modlitwy o Uświęcenie Kapłanów

    Św. Augustyn  w burzliwych latach swojego życia był zafascynowany, żyjącym w tym samym czasie, Mariuszem Wiktorynem, intelektualistą i zagorzałym przeciwnikiem Jezusowej nauki. W swojej walce wynajdując wciąż nowe argumenty przeciwko chrześcijaństwu tym samym poznawał coraz lepiej Chrystusa. I zdarzyło się, że dzięki Bożemu oświeceniu, nagle doznał olśnienia i uwierzył rozpoznając w Jezusie Boga. Zapragnął zostać Jego uczniem. Przygotowujący go kapłan chciał  udzielić mu chrztu jedynie w gronie jego przyjaciół, bardzo dyskretnie, aby nie stwarzać trudnej dla niego sytuacji, jako niedawnego jeszcze znanego wroga wiary. Ale Mariusz Wiktorym stanowczo odpowiedział: „Tak długo broniłem publicznie nieprawdy, teraz chcę publicznie wyznać prawdę. Tyle ludzi słyszało moje bluźnierstwa, teraz chcę publicznie wyznać, że się myliłem. Nie wstydzę się tego, że uwierzyłem w Chrystusa, do mojego Zbawiciela chcę przyznać się publicznie”.

    To świadectwo musiało mocno wpłynąć na Augustyna i na pewno pomogło w jego drodze do nawrócenia, bo oto zobaczył swojego idola, który nie wstydzi się publicznie przyznać do swojej pomyłki i gotów jest całym swoim życiem naprawiać głoszone wcześniej błędy. 

    Jezusowe słowa, które dziś słyszę: „Do każdego, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” – czy docierają dziś do mnie mocniej niż wtedy kiedy żyłem w Polsce? Bo tu i teraz żyję w krainie właściwie już pogańskiej. Na pewno dużo jest przykładów naszej żywej wiary przywiezionej z ojczystej ziemi, szczególnie teraz kiedy już tyle tygodni nie możemy uczestniczyć w sakramentach Kościoła. Ale Bogu dzięki – jeżeli nas to boli, uwiera, bo nie wyobrażamy sobie nie przyjmować Ciała Pańskiego, bo nie wyobrażamy sobie nie iść wcześniej do sakramentu pojednania, bo nie czujemy się dobrze kiedy w miejscu naszego zamieszkania nie ma na ścianie krzyża czy obrazu Matki Bożej, a wśród naszych książek brakuje tej najważniejszej, jaką jest Pismo św.

    Ale niestety jest też bardzo wiele naszego anty-świadectwa. Moje codzienne życie jak często jest zaprzeczeniem autentycznego chrześcijaństwa. Muszę zapytać swojego sumienia czy pierwsze przykazanie jest we mnie rzeczywiście pierwszym i najważniejszym przykazaniem? I to drugie, które jest nieodłączne od pierwszego?
    Ileż mam telefonów czy maili od naszych Rodaków, którzy nagle potrzebują polskiego księdza do wypisania zaświadczenia, że są katolikami akcentując przy tym z naciskiem dopowiedzenie – jak najbardziej od dziada, pradziada!

    Teraz możemy tylko uczestniczyć łącząc się duchowo poprzez transmisję. Mamy nadzieję, że już w następnym miesiącu zakończy się dla nas ten niemormalny czas bez przyjmowania Ciała Pańskiego.

    Ale wracając do tych niektórych telefonów – pytam naszych Rodaków jak długo mieszkają w tym mieście. A już sporo czasu – odpowiadają i nie ukrywają zdziwienia, kiedy tłumaczę, że w Glasgow każdej niedzieli sprawowana jest Msza św. po polsku w różnych miejscach aż pięć razy. No, ale my w niedzielę musimy pracować.

    Tak miałoby się ochotę zacytować szyderczy list, który ktoś był łaskaw wysłać do redakcji katolickiej gazety: „Szanowny Panie! W tym roku przeprowadziłem godne uwagi doświadczenie: Na wiosnę w każdą niedzielę siałem i sadziłem (rozumie się: zamiast iść do kościoła), w lecie w każdą niedzielę pracowałem w polu, a jesienią – znowu w niedzielę – zbierałem owoce. Moje plony są znacznie większe niż sąsiadów, którzy żadnej niedzieli nie opuścili kościoła. Co Pan na to powie?”

    Redakcja oczywiście opublikowała powyższy list z odpowiedzią ujętą jednym zdaniem: „Pan Bóg reguluje swoje rachunki nie zawsze w porze jesiennej!” 

    Żyjąc wśród obcych jest czymś naturalnym bardziej lgnąć do swoich pobratymców a jednak czasem słyszę: „Szukam pracy, szukam mieszkania – tylko broń Boże nie u Polaków!” 

    W przedsiębiorstwie pojawił się nowy pracownik. Był już w wielu biurach, zawsze zbywany albo źle informowany. W końcu znalazł kogoś, kto go cierpliwie wysłuchał, potem doradził i po dostarczeniu potrzebnych informacji życzył miłej pracy. Gdy tylko odszedł od razu inne panie pracujące w tym samym pokoju zaczęły nadawać swoje komentarze: „Co ty wyrabiasz? Poświęciłaś mu tyle czasu i co masz z tego? Przecież on będzie teraz zarabiał więcej od nas. Niech sam sobie radzi.” Zbesztana przez moment popatrzyła na swoje koleżanki a potem zajęła się spokojnie swoją pracą. W pokoju zrobiło cicho, bo zwykła ludzka życzliwość okazana drugiemu człowiekowi stała się świadectwem, które nie będzie jej zapomniane. I stała się również szansę do refleksji dla owych koleżanek, które weszły na niewłaściwą drogę. 

    Przyznawanie się do Pana Jezusa przed ludźmi nie zawsze jest proste i łatwe.  Ale kiedy się spojrzy na niezliczone rzesze męczenników, które przeszły i przechodzą przez tę naszą ludzką ziemię – wtedy łatwiej jest wyjść z takiego ciągłego marazmu, w którym widzi się tylko grzechy w Kościele, a nie widzi się w tym samym Kościele owej nieskończonej przestrzeni Boga. Bo to Boża siła i Boża moc sprawia, że człowiek przestaje bać się tych, którzy potrafią tylko zabić ciało, ale duszy – już nie są w stanie.

    „Każdy i każda w nas ma w swoim życiu jakieś Westerplatte, – mówił na tym polskim Westerplatte Ojciec św. Jan Paweł II w 1987 roku – może mniej sławne, mniej historyczne, powiedzmy, na mniejszą skalę zewnętrzną, ale czasem może na większą jeszcze skalę wewnętrzną – i tego swojego Westerplatte nie można oddać!”

    Obym więc nie poddał się, kiedy nałóg zaczyna otaczać mnie coraz bardziej, czy kiedy kryzys dopadł mojej przysięgi małżeńskiej albo pokusa łasi się proponując łatwe i nieuczciwe bogacenie się.

    Wierzę w Twoją moc Panie i proszę, abyś zaradził niedowiarstwu memu.

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    XI NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO. ROK A

    14 czerwca 2020

    https://obywatelenieba.pl/wp-content/uploads/2017/08/otepiali-apostolowie-komentarz-liturgiczny-622x443.jpg

    „Nie ma większej wolności od tej, jak pozwolić Duchowi Świętemu kierować sobą i prowadzić tam, gdzie On chce” – papież Franciszek.

    ***

    komentarz do Bożego Słowa

    Dzisiejsze Boże Słowo pokazuje jak Pan Bóg powoli i stopniowo realizuje objawianie samego siebie. Dokonawszy dzieła stworzenia obdarzył mężczyznę i kobietę wolnym wyborem. Niestety, człowiek jednak źle wybrał zbałamucony przez złego. Ale na szczęście wszechmocny Bóg jest przede wszystkim Bogiem nieskończonego miłosierdzia. Dlatego cały Stary Testament jest nieustannym czasem przygotowywania nieszczęśliwej ludzkości do ponownej i to o wiele intymniejszej bliskości Boga z człowiekiem. Ta Boża inicjatywa naprawienia złamanej przez człowieka relacji rzeczywiście idzie daleko dalej niż samo dzieło stworzenia. Kościół każdego roku w liturgii Wielkiej Soboty wyśpiewuje to nieprawdopodobne Orędzie: „O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!” Grzech Adama został zgładzony śmiercią samego Bożego Syna. Ale zanim doszło do owej nocy pojednania nieba z ziemią poprzedziły ją długie dzieje wybranego narodu poprzez który Pan Bóg stopniowo objawiał samego siebie. Izrael, naród wybrany miał słuchać Bożego głosu i strzec Bożego przymierza. Ten wybrany lud składał się z 12-tu pokoleń. A kiedy wreszcie nadeszła pełnia czasów Boży Syn ustanawia nowy lud Boży. Jest nim Kościół. W tym Kościele wybiera Apostołów w tej samej liczbie ile było pokoleń Starego przymierza. I daje im zadanie głoszenia  Dobrej Nowiny aż po krańce ziemi.  Tak nastał oczekiwany czas nowej rzeczywistości, w której wznosi się, nie dla wszystkich jeszcze widoczna, nieogarniona budowla, bowiem Boże życie w niej tętni.

    W tę dzisiejszą niedzielę wsłuchując się w tekst Bożego Słowa staję wobec tajemnicy zaproszenia jakie Bóg kieruje do człowieka, aby razem trudzić się nad wzrostem tej Bożej budowli, którą Pan Jezus zwykł porównywać do ziarna zasiewanego na glebie ludzkiego serca. Jest to jedyne zajęcie, które nie człowiek wybiera. To nie Apostołowie zgłaszali się do Chrystusa – ale to On, Jezus, przechodząc odrywał ich od codziennych zajęć mówiąc tylko trzy słowa: „Pójdź za Mną”. Pan Jezus dokonując wyboru 12 Apostołów dał im po prostu siebie. Napełnił ich Duchem prawdy, aby byli w stanie bezbłędnie odczytywać i u siebie i u innych tajemnicę Bożych zamysłów. Oczywiście – mogli odmówić, mogli z Nim pozostać i mogli Go też zdradzić, bo człowiek wciąż jest wolny. Tu znowu ocieram się o tajemnicę zupełnie niezrozumiałą dla człowieka – jak dalece Pan Bóg szanuje ludzką wolność.

    O. Rene Voillaume podczas rekolekcji głoszonych w Watykanie zastanawiał się nad fenomenem powołania. Powiedział, że każde powołanie rozpoczyna się właściwie od zdziwienia. I rzeczywiście Apostołowie nie różnili się zasadniczo od innych rybaków, rolników czy celników. Wyczuwali jedynie, że oto stoją wobec tajemnicy, której nie można zmieścić w ludzkich kategoriach. Jeżeli będę pytał, jeśli otoczenie będzie pytać: dlaczego ten jest księdzem a nie tamten – odpowiedzi nie będzie. Powołany zaś ma zostawić wszystko i to od razu, natychmiast i ma iść za Chrystusem. Jeżeli będzie próbował realizować zaproszenie połowicznie – zaprzepaści otrzymany dar. Owszem, może głosić Ewangelię, ale słuchający wyczują, że brakuje w niej wyrazistości. Na Bożej niwie falsyfikat nie ma szans. Ten kto idzie za głosem powołania zdecydowanie i całkowicie, pomimo swojej niemocy, swoich słabości, różnych przywar i wad – widzi dalej, widzi obecnego Boga i widzi Jego rozprzestrzeniającą się wciąż moc.

    Młody mnich przyszedł do starego mnicha, aby się dowiedzieć, dlaczego wielu przychodzi do klasztoru, a tylko niewielu pozostaje. Doświadczony zakonnik tak mu odpowiedział:

    – „Bo widzisz – popatrz na psa, jak zobaczy zająca będzie go gonił, ujadł i głośno szczekał. Wtedy inne psy słysząc ujadanie doskakują i też biegną w tym samym kierunku. Ale tylko ten pies, który zobaczył zająca trzyma na nim wzrok i nie traci go z oczu. Te zaś, które się dołączały, ale nie miały kontaktu wzrokowego z zającem, po pewnym czasie odpadają z różnych powodów – jedne ze zmęczenia, inne nagle znalazły coś nowego, co  przyciągnęło ich uwagę. A tylko ten jeden pies będzie biegł do końca i chwyci zająca. 

    I widzisz młody przyjacielu, tak samo jest i u nas, zakonników. Tylko ten, który utkwił oczy na osobie Jezusa Chrystusa, dotrze do celu”.

    Św. Paweł napisał po prostu: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

    Warto jeszcze podkreślić, że Pan Jezus uzależnia liczbę i jakość powołań od modlitwy całego Kościoła: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Ks. Jan Twardowski  komentując te słowa zauważył był, że „chociaż wciąż za  mało na całym świecie ludzi świętych, dzieją się ciągle nieoczekiwane cuda łaski Bożej. Jeszcze kilka lat temu jeden z moich kolegów tłumaczył i zapisywał na papierze, ilu potrzeba księży, zakonnic – żeby zawalił się ustrój oparty na ateizmie. Wypisywał ogromne liczby. Tymczasem ustrój sam się zawalił. Bo żniwo jest zawsze wielkie, choć robotników mało. Jeżeli liczymy tylko na siebie – jesteśmy stale zmartwieni. Liczmy na Pana Boga”.

    ks. Marian SAC

    ************

    ***********

    środa 17 czerwca – XI tygodnia zwykłego

    wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego

    Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Sześć dni później na chrzcie św. z wody dano mu imiona Adam Bernard. W czasie uroczystego chrztu św. 17 czerwca 1847 roku w warszawskim kościele Matki Bożej na Nowym Mieście dodano jeszcze imię Hilary. Pochodził ze zubożałej rodziny ziemiańskiej. Jako sześcioletni chłopiec został przez matkę poświęcony Bogu w czasie pielgrzymki do Mogiły. Kiedy miał 8 lat, umarł jego ojciec, sześć lat później zmarła matka.
    Chłopiec kształcił się w szkole kadetów w Petersburgu, następnie w gimnazjum w Warszawie, a w latach 1861-1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Razem z młodzieżą tej szkoły wziął udział w Powstaniu Styczniowym. 30 września 1863 roku został ciężko ranny w bitwie pod Mełchowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W prymitywnych warunkach polowych, bez środków znieczulających amputowano mu nogę, co zniósł niezwykle mężnie. Miał wtedy 18 lat.
    Przez pewien czas przebywał w więzieniu w Ołomuńcu, skąd został zwolniony dzięki interwencji rodziny. Aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie, potem przeniósł się do Belgii i studiował inżynierię w Gandawie, lecz powrócił wkrótce do malarstwa i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium. Wszędzie, gdzie przebywał, wyróżniał się postawą chrześcijańską, a jego silna osobowość wywierała duży wpływ na otoczenie. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju. Zaczął poszukiwać nowego ideału życia, czego wyrazem stało się jego malarstwo. Oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych.Jeden z jego najlepszych obrazów Ecce Homo jest owocem głębokiego przeżycia tajemnicy bezgranicznej miłości Boga do człowieka (obraz ten znajduje się obecnie w ołtarzu sanktuarium Brata Alberta w Krakowie przy ulicy Woronicza 10). Religijne obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano “polskiego Fra Angelico”. Bez wątpienia duże znaczenie w życiu duchowym Adama Chmielowskiego miały rekolekcje, które odbył u jezuitów w Tarnopolu.
    W 1880 r. nastąpił duchowy zwrot w jego życiu. Będąc w pełni sił twórczych porzucił malarstwo i liczne kontakty towarzyskie i mając 35 lat wstąpił do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi z zamiarem pozostania bratem zakonnym. Po pół roku, w stanie silnej depresji, opuścił nowicjat. Do stycznia 1882 roku leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Kulparkowie koło Lwowa. Następnie przebywał u swojego brata na Podolu, gdzie w atmosferze spokoju i miłości powrócił całkowicie do równowagi psychicznej. Zafascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu, zapoznał się z regułą III zakonu i rozpoczął działalność tercjarską, którą pragnął upowszechnić wśród podolskich chłopów. Wkrótce ukaz carski zmusił go do opuszczenia Podola.
    W 1884 r. przeniósł się do Krakowa i zatrzymał się przy klasztorze kapucynów. Pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał najbiedniejszych. Jego pracownia malarska stała się przytuliskiem. Tutaj zajmował się nędzarzami i bezdomnymi, widząc w ich twarzach sponiewierane oblicze Chrystusa. Poznał warunki życia ludzi w tzw. ogrzewalniach miejskich Krakowa. Był to kolejny moment przełomowy w życiu zdolnego i cenionego malarza. Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski po raz drugi zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród biedoty, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej, ale i moralnej.
    25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie “albertynami”. Przejęło ono od zarządu miasta opiekę nad ogrzewalnią dla mężczyzn przy ulicy Piekarskiej w Krakowie. W niecały rok później brat Albert wziął również pod swoją opiekę ogrzewalnię dla kobiet, a grupa jego pomocnic, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska, stała się zalążkiem “albertynek”.
    Formacja dla kandydatów i kandydatek do obu zgromadzeń organizowana była w domach pustelniczych; najbardziej znanym stała się tzw. samotnia na Kalatówkach pod Zakopanem. Nowicjat był surowy, aby zawczasu z życia w tych zgromadzeniach mogły wycofać się osoby słabsze. Do trudnej pracy potrzeba bowiem było ludzi wyjątkowo zahartowanych zarówno fizycznie, jak i moralnie. Przytuliska znajdujące się pod opieką albertynów i albertynek były otwarte dla wszystkich potrzebujących, bez względu na narodowość czy wyznanie, zapewniano pomoc materialną i moralną, stwarzano chętnym możliwości pracy i samodzielnego zdobywania środków utrzymania.
    Albert był człowiekiem rozmodlonym, pokutnikiem. Odznaczał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc los z najuboższymi i pragnąc przywrócić im godność. Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe. Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr. Przykładem swego życia Brat Albert uczył współbraci i współsiostry, że trzeba być “dobrym jak chleb”. Zalecał też przestrzeganie krańcowego ubóstwa, które od wielu lat było również jego udziałem.
    Zmarł w opinii świętości, wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia w przytułku, który założył dla mężczyzn, 25 grudnia 1916 r. w Krakowie. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 roku stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej. Św. Jan Paweł II beatyfikował go 22 czerwca 1983 r. na Błoniach krakowskich, a kanonizował 12 listopada 1989 r. w Watykanie. Jest patronem zakonów albertynek i albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.
    Postacią brata Alberta, artysty, który porzucił sztukę dla służby Bogu, był zafascynowany Karol Wojtyła już w latach swojej młodości. Tej postaci poświęcił dramat “Brat naszego Boga”, napisany w latach 1944-1950. Sztukę zaczęto wystawiać w polskich teatrach zaraz po wyborze kard. Wojtyły na papieża. W 1997 r. na jej podstawie powstał film w reżyserii Krzysztofa Zanussiego pod tym samym tytułem.

    Msza święta

    Obraz

    Antyfona na wejście

    Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego; byłem chory, a odwiedziliście Mnie. Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25,34.36.40)

    Kolekta

    Boże, bogaty w miłosierdzie,
    Ty natchnąłeś świętego Brata Alberta,
    aby dostrzegł w najbardziej ubogich i opuszczonych
    znieważone oblicze Twojego Syna,
    spraw łaskawie, abyśmy spełniając dzieła miłosierdzia,
    za jego przykładem umieli być braćmi
    wszystkich potrzebujących.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Drugiej Księgi Królewskiej 2 Krl 2,1.6-14

    Kiedy Pan miał wśród wichru unieść Eliasza do nieba, szedł Eliasz z Elizeuszem z Gilgal. Wtedy rzekł Eliasz do niego: „Zostańże tutaj, bo Pan posłał mnie aż do Jordanu”. Elizeusz zaś odpowiedział: „Na życie Pana i na twoje życie: nie opuszczę cię!” I szli dalej razem.

    A pięćdziesiąt osób z uczniów proroków poszło i stanęło z przeciwka, z dala, podczas gdy obydwaj przystanęli nad Jordanem.

    Wtedy Eliasz zdjął swój płaszcz, zwinął go i uderzył wody, tak iż się rozdzieliły w obydwie strony. A oni we dwóch przeszli po suchym łożysku. Kiedy zaś przeszli, rzekł Eliasz do Elizeusza: „Żądaj, co mam ci uczynić, zanim wzięty będę od ciebie”. Elizeusz zaś powiedział: „Niechby, proszę, dwie części twego ducha przeszły na mnie!” On zaś odrzekł: „Trudnej rzeczy zażądałeś. Jeżeli mnie ujrzysz, jak wzięty będę od ciebie, spełni się twoje życzenie; jeśli zaś nie ujrzysz, nie spełni się”.

    Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto zjawił się wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios. Elizeusz zaś patrzał i wołał: „Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwanie Izraela i jego jeźdźcze”. I już go więcej nie ujrzał. Ująwszy następnie szaty swoje, Elizeusz rozdarł je na dwie części i podniósł płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego. Wrócił i stanął nad brzegiem Jordanu. I wziął płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego, uderzył wody, lecz one się nie rozdzieliły. Wtedy rzekł: „Gdzie jest Pan, Bóg Eliasza?” I uderzył wody, a one rozdzieliły się w obydwie strony. Elizeusz zaś przeszedł środkiem.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 31

    R/ Bądźcie odważni, ufający Panu.

    Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
    którą zachowałeś dla bogobojnych.
    Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
    na oczach ludzi. R/

    Osłaniasz ich Twą obecnością
    od spisku mężów,
    ukrywasz ich w swoim namiocie
    przed swarliwym językiem. R/

    Miłujcie Pana wszyscy,
    którzy Go czcicie!
    Pan chroni wiernych,
    a pysznym z nawiązką odpłaca. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza Mt 6,1-6.16-18

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

    Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

    Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie, Boże, przyjmij te dary, które Tobie składamy obchodząc wspomnienie świętego Brata Alberta, i spraw, aby paschalna ofiara Chrystusa,
    przez którą dał nam przykład bezgranicznej miłości,
    umocniła w nas miłość ku Tobie i braciom.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. (J 13,35)

    Modlitwa po Komunii

    Wszechmogący, miłosierny Boże, posileni
    Ciałem i Krwią Chrystusa, pokornie Cię prosimy,
    abyśmy umieli dzielić się z innymi tym,
    co otrzymaliśmy dzięki Twej miłości,
    za przykładem świętego Brata Alberta,
    który naśladując Twojego Syna,
    a naszego Pana i Nauczyciela, stał się sługą braci.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ***********

    Nikt nie idzie sam do nieba

    Portret Brata Alberta autorstwa Leona Wyczółkowskiego.
    Portret Brata Alberta według Leona Wyczółkowskiego

    Pamiętamy o założonych przez Brata Alberta przytuliskach, a zapominamy o jego bogatym życiu duchowym. A przecież za każdym stworzonym przez niego dziełem stoi kontemplacja.

    Całe życie pisał listy do przyjaciół i to z nich można poznać jego życie wewnętrzne. Współbraciom albertynom przypominał, że do czynnego życia potrzebne są modlitwa i refleksja. Pewnie dlatego wybudował pustelnię na Kalatówkach. Słowa, które wypowiedział niedługo przed śmiercią, były nie tylko testamentem. Można je też uznać za bardziej rozbudowaną modlitwę: „Nie chciejmy się niepokoić, bo dobrego Pana mamy, który ma w ręku wszystko, aż do najdrobniejszych szczegółów. Jak czego brakuje, to prosić i polecić Panu Jezusowi i być najspokojniejszym, że On wszystkiemu zaradzi”.

    Tym przesłaniem pożegnał się z siostrami albertynkami w Boże Narodzenie 1916 r. w domu zakonnym przy ul. Skawińskiej w Krakowie. Długo nie poddawał się nowotworowi. Kiedy zasłabł pięć dni przed śmiercią, bracia położyli go na miękkiej kanapie. Gdy zorientował się, że ma tak wygodne posłanie, kazał się przenieść na pryczę, na jakiej spali ubodzy. Na koniec wspomniał też Matkę Najświętszą: „To Matka Boska Częstochowska jest waszą Fundatorką. Pamiętajcie o tym. Ona mnie prowadziła przez całe życie”. W opiekę Maryi oddała go, umierając w 1859 r., jego matka. Przekazała mu wtedy obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Kiedy wstąpił do nowicjatu jezuitów, podarował go Józefowi Chełmońskiemu.

    Talent

    Adam Chmielowski, wcześnie osierocony przez ojca, pojechał do Petersburga, żeby uczyć się w szkole kadetów. Kolejno kształcił się w gimnazjum w Warszawie, a w 1861 r. rozpoczął studia w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Przyłączył się do powstania styczniowego. W bitwie pod Mełchowem został ciężko ranny w lewą nogę. Amputowano mu ją bez znieczulenia. Z niewoli rosyjskiej uciekł do Paryża. Po ogłoszeniu amnestii dla powstańców wrócił do ojczyzny i podjął studia malarskie, najpierw w Warszawie, a potem w Monachium. Krążyła opowieść, że kiedy przyjeżdżał do Krakowa, podkładał swoją protezę pod koła powozów, wymuszając zapłatę, by zdobyć pieniądze na zabawę z kolegami. Doceniwszy jego talent, przynosili mu swoje obrazy Kossakowie, Gierymscy, Witkacy, prosząc o korektę. Jego życie zaczęło się zmieniać, kiedy zajął się malowaniem „Ecce Homo”. Równolegle z powstawaniem obrazu dojrzewał do przemiany życia, za którą od młodości tęsknił.

    Twarz

    Pracę nad płótnem rozpoczął w 1879 r. we Lwowie, na prośbę metropolity Szeptyckiego, w atelier dzielonym z Leonem Wyczółkowskim. Na płótnie widać moment, kiedy Piłat, wskazując na Jezusa, mówi: „Oto Człowiek”. Chrystus, który jest światłem, stoi prawie w ciemności. Nie ma aureoli, ale za jego głową rozlewa się światło. Jest umęczony, ale mimo to zachowuje godność. Początkowo artysta namalował tylko twarz skazanego. Musiał intensywnie w nią patrzeć, żeby napisać: „Trzeba żyć pod okiem Pana Jezusa. Wystarczy jedno spojrzenie duszy na Niego, jedno słowo, myśl jak błyskawica, a to już jest modlitwa”. Nie przez przypadek Jan Paweł II, którego ulubionym świętym był Brat Albert, podkreślał, że dobra modlitwa polega na tym, żeby skupić się na twarzy umęczonego Jezusa. Chmielowski, malując Umęczonego, musiał się modlić. „Gdy człowiek kontempluje twarz Boga, to jego twarz się zmienia. (…) Jezus został poniżony, żeby być z cierpiącym człowiekiem. Brat Albert wybrał poniżenie, żeby być jak najbliżej Jezusa z cierpiącym człowiekiem” – napisał bp Grzegorz Ryś w książce „Ecce Homo”, analizując ekstremalną decyzję powołania, które narodziło się z malarstwa.

    Chmielowski zabrał ze sobą nieukończone dzieło do jezuitów w Starej Wsi, gdzie rozpoczął nowicjat. Popadł tam w depresję i w końcu trafił do psychiatry. Dopiero kiedy brat Stanisław zabrał go do siebie na wieś na Podole, po spowiedzi odzyskał równowagę. „Kogo Pan Jezus sobie wybrał, temu i sto piekieł nie zaszkodzi” – zanotował później.

    Habit

    Obraz „Ecce Homo” ukończył kilkanaście lat później na Skałce w Krakowie, ponaglany przez kard. Szeptyckiego, który uznał dzieło za niezwykłe. W szybkim tempie, narzekając na własne partactwo, domalował ramiona i tułów z szatą układającą się w jasne serce. Siostry albertynki odzyskały obraz dopiero w 1978 r. z muzealnych magazynów we Lwowie, gdzie ukryli je bolszewicy. Dziś można go oglądać w sanktuarium przy ul. Woronicza w Krakowie. Kiedy się go kontempluje, zrozumiałe jest, dlaczego powołany za sprawą Chmielowskiego zakon albertynów szczególną czcią obdarza tajemnicę wcielenia, męki Pańskiej, krzyża i Eucharystii.

    25 sierpnia 1887 r. Brat Albert założył habit III Zakonu św. Franciszka z Asyżu i zamieszkał z bezdomnymi w krakowskiej ogrzewalni. Rok później złożył śluby tercjarskie, i tę datę uważa się za początek Zgromadzenia Braci Albertynów Posługujących Ubogim. 15 stycznia 1891 r. powstało zgromadzenie żeńskie – siostry albertynki. Jego pierwszą przełożoną generalną została Maria Jabłońska – s. Bernardyna, ogłoszona błogosławioną.

    Zapach

    Dzięki Bratu Albertowi powstało ekstremalne zgromadzenie braci i sióstr, którzy są stale na linii frontu, przebiegającego między dwoma światami – sytym i zadowolonym a głodnym i rozczarowanym. W sztuce „Brat naszego Boga” Karola Wojtyły, jedynego w historii świata dramaturga, który ogłosił swojego bohatera świętym, zwraca uwagę zdanie, które wypowiada jeden z ubogich, zwracając się do artysty: „Dajesz nam to, co ci zbywa”. Brat Albert poszedł w swoim dawaniu na całość, ofiarując innym wszystko, wybierając „większą wolność”. „Jakby bracia czy siostry mieli mieć własność, to lepiej by się rozwiązali” – mówił kategorycznie. „Nie chodzi o to, że macie mało – chodzi o to, że nie macie nic” – pouczał świadomy, że tylko wtedy może być jak bezdomni. „Nikt nie idzie sam do nieba. Rozbić naczynie, zapach się rozejdzie. Nie tylko będziemy Boga kochać, ale inni Go przez nas pokochają. A to jest coś” – notował.

    Wiedział, że ważne jest, by nie poddać się zniechęceniu: „Zniechęcać się, to znaczy Panu Jezusowi nie ufać i robić Mu przykrość. Zniechęcać się nigdy nie trzeba, po burzy bywa spokój, po zimie zielona wiosna”. Jeszcze jako malarz do swojej pracowni przy ul. Basztowej w Krakowie przygarniał młodocianych przestępców. Jeden z nich go okradł i zniszczył protezę nogi, żeby jej właściciel nie mógł go dogonić. Artysta nie tylko nie zawiadomił policji, ale nazajutrz przyjął następnych wykolejeńców.

    Sztuka

    Kiedy malarka i pisarka Pia Górska robiła mu wyrzuty, że przestał zajmować się sztuką, odpowiedział: „Gdybym miał dwie dusze, to bym jedną duszą malował, a drugą opiekował się bezdomnymi, ale ponieważ mam tylko jedną duszę, więc zrezygnowałem z tej pierwszej”. Nieraz wracał do fundamentalnego dla każdego artysty pytania: „Czy sztuce służąc, Bogu służyć można? Chrystus mówi, że dwóm panom służyć nie można”. Twierdził, że za dzieło sztuki można uznać „każdy szczery i bezpośredni obraz duszy człowieka w jego dziele. Wszak Bóg objawia się jednakowo w drobnej trawie i wielości światów, tak dusza człowieka, istota sztuki, objawia się zarówno w poemacie, jak i w dobrze przedstawionej przez aktora roli na scenie; piękna róża kwiaciarki, dobrze noszona suknia mogą mieć większe w sztuce znaczenie aniżeli niejeden obraz i rzeźba”. Zajął się sztuką pomagania potrzebującym.

    Chleb

    Troszczył się o ducha i ciało potrzebujących. W jednym z listów pisze: „Magda prosi: masła kuchennego, waty z opatrunkiem, gazy czystej, olejku na oparzenia, sukna na habity”. Wiedząc, że ludzkie głody są nienasycone, podpowiadał innym, że kiedy zaczniemy zaspokajać głód drugiego, sami staniemy się mniej głodni. Wskazywał na Tego, który zaspokoi wszystkie głody: „Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy Jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem”. Kiedy w 2002 r. zawiozłam Janowi Pawłowi II moją książkę o Bracie Albercie „Mało obstawiony święty”, po jej lekturze odpisał: „Brat Albert przypomina, że każde chrześcijańskie pochylenie się nad tym najmniejszym jest aktem miłości wobec samego Chrystusa”.

    „Może nasze zbawienie zależy od małej rzeczy, czy mogę ryzykować, nie robiąc jej?” – zastanawiał się Brat Albert. Patrząc na jego życie, zyskujemy pewność, że nie warto.

    BARBARA GRUSZKA-ZYCH/ wiara.pl

    Adam Chmielowski (św. Brat Albert)Ecce Homo olej na płótnie 1879 sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta, Kraków
    ECCE HOMO św. Alberta Adama Chmielowskiego, olej na płótnie 1879

    ********************************************************************************************

    sobota 13 czerwca 2020 – X Tydzień zwykły

    Wspomnienie św. Antoniego z Padwy, kapłana i Doktora Kościoła

    Dominikos Theotokopulos zwany El Greco "Św. Antoni z Padwy", olej na płótnie, ok. 1580 r. Muzeum Prado, Madryt

    Dominikos Theotokopulos zwany El Greco “Św. Antoni z Padwy”, olej na płótnie, ok. 1580 r. Muzeum Prado, Madryt

    ***

    Książę ciemności, zgadując, że św. Antoni (Ferdynand) będzie w przyszłości wielkim świętym, bardzo wcześnie zaczął manifestować swoją obecność. Pewnego dnia, gdy młody człowiek modlił się w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, lampka płonąca przed ołtarzem nagle zgasła i wnętrze świątyni pogrążyło się w mroku. Domyślając się, że chodzi o podstęp szatana, Ferdynand nakreślił palcem na marmurze znak krzyża, a płomień natychmiast zapłonął z powrotem. Zły duch rzucił się do ucieczki, co zostało wyobrażone na jednym z fresków katedry.

    Święty Antoni z Padwy czyli Ferdynand z Lizbony – urodził się prawdopodobnie 15 sierpnia 1195 r. Nie znamy nazwiska jego rodziców. Wiemy jedynie, że ojciec miał na imię Marcin, a matka – Maria Teresa. O wczesnym dzieciństwie Ferdynanda nie wiadomo praktycznie nic, poza tym, że do 1210 roku uczęszczał do szkoły przykatedralnej, był nadzwyczaj religijnym chłopcem i żywił głębokie nabożeństwo do Matki Bożej.

    Św. Antoni pracował niestrudzenie i odznaczał się niezwykłą pamięcią. Znał on Biblię tak doskonale, że mówiono o nim: „Gdyby wszystkie święte Pisma uległy zniszczeniu, Antoni mógłby podyktować je sekretarzowi, aby w ten sposób zostały odtworzone”.

    Trudno zliczyć cuda, jakie towarzyszyły jego krótkiemu życiu (zmarł, mając zaledwie 36 lat). Został kanonizowany w niespełna rok po swojej śmierci, natomiast w 1946 roku, papież Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła, nadając mu przydomek „Doctor Evangelicus”.

    MSZA ŚW.

    Antyfona na wejście

    Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, uzdrawiał skruszonych w sercu. (Łk 4,18)

    Kolekta

    Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże,
    Ty dałeś swojemu ludowi świętego Antoniego z Padwy, znakomitego kaznodzieję i orędownika ubogich,
    spraw, abyśmy za Jego wstawiennictwem prowadzili życie zgodne z Ewangelią i we wszelkich przeciwnościach doznawali Twojej pomocy.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej 1 Krl 19,19-21

    Eliasz poszedł z góry i odnalazł Elizeusza, syna Szafata, orzącego: dwanaście par wołów przed nim, a on przy dwunastej. Wtedy Eliasz podszedłszy do niego, zarzucił na niego swój płaszcz. Wówczas Elizeusz zostawił woły i pobiegłszy za Eliaszem, powiedział: „Pozwól mi ucałować mego ojca i moją matkę, abym potem poszedł za tobą!” On mu odpowiedział: „Idź i wracaj, bo po co to ci uczyniłem?”

    Wtedy powrócił do niego i zaraz wziął parę wołów, złożył ją na ofiarę, a na jarzmie wołów ugotował ich mięso oraz dał ludziom, aby zjedli. Następnie wybrał się i poszedłszy za Eliaszem, stał się jego sługą.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 16

    R/ Pan mym dziedzictwem, moim przeznaczeniem.

    Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się do Ciebie,
    mówię do Pana: „Tyś jest Panem moim”.
    Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
    to On mój los zabezpiecza. R/

    Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
    bo serce napomina mnie nawet nocą.
    Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
    On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje. R/

    Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
    a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie.
    Bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
    i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Nakłoń me serce do Twoich napomnień, obdarz mnie łaską Twojego Prawa. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii. według św. Mateusza Mt 5,33-37

    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie będziesz fałszywie przysięgał», «lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi». A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, dary złożone na cześć świętych świadczą o Twojej potędze i chwale,
    pokornie Cię prosimy, aby wyjednały nam zbawienie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    Antyfona na Komunię

    Mt 28,20

    Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.  (Mt 28,20)

    Modlitwa po Komunii

    Módlmy się: Boże, nasz Ojcze, niech przyjęty
    Najświętszy Sakrament przygotuje nas
    do wiecznej radości, na którą święty Antoni
    zasłużył jako wierny szafarz sakramentów.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ********

    Św. Antoni z Dzieciątkiem Jezus

    Dlaczego św. Antoni z Padwy, jeden z najpopularniejszych świętych świata, przedstawiany jest z Dzieciątkiem Jezus? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w najnowszym numerze „Posłańca św. Antoniego z Padwy”, wydawanego od roku w nowej edycji przez krakowską prowincję franciszkanów.

    Pewnego razu hrabia Tiso, zaglądając niezauważony do pokoju, gdzie przebywał św. Antoni, ujrzał niezwykłe zjawisko: Dziecię wyjątkowej piękności uśmiechało się i przytulało się do Świętego.

    Na większości obrazów, już od XVI w., przedstawia się św. Antoniego z Dzieciątkiem Jezus. Wśród tych wizerunków można wyróżnić trzy główne wzory. Pierwszy ukazuje św. Antoniego trzymającego na rękach Dziecię Jezus, o proporcjach odpowiadających rozmiarom dziecka od niemowlęcia do około trzeciego roku życia. Na niektórych obrazach zwraca Ono twarz lub rączkę ku Świętemu, okazując mu szczególną sympatię. Do tego samego wzoru można zaliczyć wizerunki, na których Dziecię, przedstawione w pozycji stojącej, w zwykłych proporcjach dziecka, okazuje zachwyconemu Świętemu jakąś pieszczotę (por. szczególnie obrazy G.B. Pittoniego). Drugi wzór wizerunków przedstawia Dziecię Jezus siedzące lub stojące na książce trzymanej przez św. Antoniego albo leżącej przed nim. 

    Natchnieniem dla tych dwóch przedstawień jest opowieść przypisywana hrabiemu Tiso, właścicielowi dóbr Camposampiero, który zaprosił do siebie ciężko chorego św. Antoniego na odpoczynek, po tym jak w ciągu Wielkiego Postu, przez 40 kolejnych dni, głosił on w Padwie kazania. Gospodarz często odwiedzał swego gościa i pewnego razu, zaglądając do jego pokoju, zobaczył niezwykłej piękności Dziecię, które uśmiechało się i przytulało do Świętego. Choć hrabia szybko się wycofał, Antoni zorientował się, że ktoś go oglądał, a upewniwszy się, że Tiso widział Dzieciątko, prosił go, aby nikomu nie mówił o tym, co zobaczył. Kilka lat po śmierci Świętego hrabia, czując się zwolniony z danego przyrzeczenia, opowiedział o tym, co widział. Odtąd zaczęto przedstawiać św. Antoniego z Dzieciątkiem. Tiso miał zobaczyć Dziecię Jezus stojące na rozłożonej przed św. Antonim książce. Stąd rodził się wniosek, że Święty, czytając pierwsze rozdziały Ewangelii Łukasza lub Mateusza, tak intensywnie rozważał ich treść, że zobaczył Jezusa, zrodzonego w stajence, pieszczonego w objęciach Matki i św. Józefa. 

    Wśród różnych przedstawień można spotkać i takie (jak jeden z obrazów El Greca), na którym Antoni ogląda wizerunek Dziecięcia, jakby był obrazkiem na stronicy otwartej książki. W polskich kościołach spotykamy otoczone czcią obrazy Świętego trzymającego książkę, na której siedzi Jezus w postaci dziecka, a czasem w postaci dorosłego człowieka, choć w bardzo zmniejszonych proporcjach. Wizerunki te, nawiązując do wizji, o której opowiadał właściciel Camposampiero, sugerują nam, że św. Antoni przedstawiał swoim słuchaczom i czytelnikom takiego Jezusa, jakiego poznał dzięki Ewangelii. Pouczają nas one, że dobrze byłoby wiernie poznać jej treść i tak się w niej zagłębić, aby zobaczyć i przyswoić sobie postać Jezusa i Jego słowa. 

    Trzeci wzór obrazów św. Antoniego z Dzieciątkiem przedstawia scenę, w której Najświętsza Maryja Panna pokazuje Świętemu Dziecię Jezus. Są to wizerunki stosunkowo późne. Ich twórcy znają zapewne wspomnianą wcześniej wizję św. Antoniego, przedstawiają jednak wizję, jaką ten miał tuż przed śmiercią. Świadkowie jego śmierci opowiadają, że wieziony na własne życzenie z Camposampiero do Padwy zasłabł już niedaleko miasta i trzeba go było złożyć na łóżku w małym klasztorze braci, w Arcelli. Tam, czując zbliżającą się śmierć, Święty odbył spowiedź, przyjął namaszczenie chorych i Ciało Pańskie, a na koniec zaśpiewał pieśń do Matki Bożej „O gloriosa Domina”. Podczas pieśni bracia zauważyli na jego twarzy niezwykłą radość, zapytali go więc, co widzi.

    Antoni odpowiedział: „Widzę Pana mojego”. W tym trzecim wzorze malarze wyobrażają sobie, że Święty widział Maryję, którą chwalił pieśnią, jak ukazuje mu Jezusa w dziecięcej postaci.

    To przedstawienie przypomina nam, że nasze życie, spędzone w żywej więzi z Jezusem i Maryją, zapewni nam także szczęśliwą śmierć i spotkanie z bliskimi nam Osobami, które nas kochają. 

    Paulin Sotowski OFMConv

    oficjalny portal internetowy „Posłańca św. Antoniego z Padwy”

    św. Antoni z Padwy

     (ze strony: parafia rzymskokatolicka w Stawiskach pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego)

    “A zatem proszę was, niechaj zamilkną słowa, a odezwą się czyny. U nas tym czasem pełno słów, ale czynów prawdziwe pustkowie (…) Mowa zaś jest skuteczna wówczas, kiedy przemawiają czyny”.Święty Antoni z Padwy 

    Jeden z pierwszych świętych franciszkańskich, Doktor Kościoła. Święty Antoni Padewski należy do najpopularniejszych świętych Kościoła katolickiego. Pokochali go wierni na całym świecie, gdyż zawsze był blisko codziennych ludzkich problemów. Za życia niósł pomoc i pociechę wszystkim potrzebującym. Miarą czci, jaką został otoczony, jest fakt, że jego kanonizacja nastąpiła już rok po śmierci.

    Padwa dała Kościołowi kilkunastu świętych i błogosławionych, ale największą dumą miasta jest il Santo, czyli św. Antoni. Bazylika jemu poświęcona, jego grób i relikwiarz z zachowanym dotąd cudownie nienaruszalnym językiem Świętego, przyciągają niby magnes rzesze jego wielbicieli całego świata. Bo też nie ma w Kościele drugiego Świętego, który by cieszył się tak wielka popularnością wśród wiernych, jak św. Antoni Padewski. We wszystkich niemal zakątkach świata znajdziesz jego: kościoły, kaplice, ołtarze, czy bodaj wizerunki. Jest on wyznawany we wszystkich troskach codziennych i kłopotach, których jest przecież tak wiele. Słusznie papież Leon XIII nazwał św. Antoniego z Padwy „Świętym całego świata”.

    Biografia świętego Antoniego

    Św. Antoni (Ferdynand) pochodził z Portugalii. Urodził się ok. roku 1195 w Lizbonie, w zamożnej mieszczańskiej rodzinie. Jego rodzicami byli Marcin de Bulhoes i Teresa Taveira.
    W wieku 15 lat wstąpił do zakonu augustianów w Lizbonie, gdzie odbywał studia przygotowujące go do kapłaństwa. Po dwóch latach pobytu w klasztorze św. Wincentego przeniósł się do klasztoru św. Krzyża pod Coimbrą, gdzie studiował pisma Ojców Kościoła i teologów średniowiecznych oraz nauki przyrodnicze. Tam zdobył gruntowne wykształcenie teologiczne i w roku 1219 otrzymał święcenia kapłańskie.
    W roku 1220 Ferdynand był świadkiem sprowadzenia do Coimbry ciał pięciu misjonarzy, męczenników franciszkańskich z Maroka, którzy zginęli z rąk Saracenów. Przy tej okazji po raz pierwszy usłyszał o duchowych synach św. Franciszka z Asyżu i zapragnął wstąpić do nich. Św. Antoni poznawszy duchowość św. Franciszka z Asyżu, za wiedzą swoich przełożonych, przeniósł się do franciszkanów w Olivanez, gdzie osiedlili się przy kościółku św. Antoniego Pustelnika. Z tej okazji Ferdynand zmienił swoje imię na Antoni.

    Pragnął pójść w ślady męczenników i dlatego udał się z posługą misyjną do Maroka, aby oddać swoje życie dla Chrystusa. Jednakże w Afryce ciężko zachorował i musiał wracać do kraju. Statek gnany burzą morską zawinął na Sycylię. Z Sycylii św. Antoni pojechał do Asyżu bo tam odbywała się w roku 1221 kapituła generalna nowego zakonu. W Asyżu spotkał się ze św. Franciszkiem (+ 1226). Był świadkiem dyskusji na temat życia, działalności apostolskiej i misyjnej oraz praktyk ascetycznych w zakonie. Jako człowiek nieznany większości członkom kapituły Antoni nie zabierał głosu.

    Po skończonej kapitule oddał się pod władzę brata Gracjana, prowincjała Emilii i Romanii, który mu wyznaczył erem w Montepaolo w pobliżu Forli. Czas wykorzystał na pogłębienie w sobie życia wewnętrznego i dla swoich studiów. Ze szczególnym zamiłowaniem zagłębiał się w Pismo święte. Równocześnie udzielał pomocy duszpasterskiej i kaznodziejskiej.

    Wkrótce św. Antoni dał się poznać jako wybitny kaznodzieja, więc ustanowiono go głównym kaznodzieją zakonu i wysłano na głoszenie Słowa Bożego i zwalczanie błędnowierców. Odtąd Święty przemierzał miasta i wioski, nawołując do poprawy życia i pokuty. Dar wymowy, jego języka niezwykle obrazowy i plastyczny, postawa ascetyczna, żar i towarzyszący mu cud, gromadził przy nim tak wielkie tłumy, że musiał głosić kazania na placach, gdyż żaden kościół nie mógł pomieścić słuchaczy.

    W latach 1225-1227 św. Antoni udał się z kazaniami do południowej Francji, gdzie z całą mocą zwalczał szerząca się tam herezję katarów (albigensów). Kiedy powrócił do Italii, na kapitule generalnej został wybrany ministrem (prowincjałem) Emilii i Mediolanu. W tym czasie napisał Święty “Kazania Niedzielne”.

    W roku 1228 udał się św. Antoni do Rzymu, by załatwić pilne sprawy swojej prowincji. Z tej okazji papież Grzegorz IX, który o nim tak wiele słyszał, zaprosił św. Antoniego z okolicznościowym kazaniem. Wywarło ono na papieżu tak silne wrażenie, że nazwał Świętego „Arką Testamentu”. Papież polecił Świętemu, by wygłaszał kazania do tłumów pielgrzymów, którzy przybywali do Rzymu. Na prośbę kardynała Ostii, Rajnolda Conti, późniejszego papieża Aleksandra IV, Święty napisał “Kazania na Święta”. Wygłosił tam także kazanie wielkopostne.

    W roku 1230 na kapitule generalnej św. Antoni zrzekł się urzędu prowincjała (ministra) i udał się do Padwy. Rok ten był czasem intensywnej pracy kaznodziejskiej. W Padwie św. Antoni osiągnął największą popularność kaznodziejska.

    Ze względu na stan zdrowia Antoni nie odbywał już podróży apostolskich i ograniczał się do głoszenia kazań na terenie Padwy. W roku 1231 podjął się wygłoszenia kazań wielkopostnych codziennie od 6 lutego do 23 kwietnia. W ten sposób Antoni stał sięhistorycznie pierwszym kaznodzieją, który przygotował wiernych do Świąt Wielkanocnych, przez codzienne kazania i związane z nimi słuchanie spowiedzi. W kazaniach tych brały udział rzesze wiernych, sięgające podobno do 30 tys.

    W swoich kazaniach Antoni bardzo ostro występował przeciwko lichwie, pobieraniu wysokich procentów od pożyczek, potępiał chciwość. Stawał w obronie więźniów politycznych, odważnie występował przeciw postępowaniu tyrana i despoty Ezzelino. (Na zdjęciu: św. Antoni u tyrana Ezzelino) Święty Antoni chory, wyczerpany nadmierną pracą i opadający z sił, zatrzymał się w klasztorze klarysek w Arcella k. Padwy, gdzie przy śpiewie: “O gloriosa Virginum” wieczorem, w piątek, 13 czerwca 1231 roku, mając zaledwie 36 lat, oddał Bogu ducha. Pogrzeb jego był jedną, wielką manifestacją. Pochowano go tymczasowo w Padwie w kościele Matki Bożej. Pozostawił po sobie zbiór kazań na niedziele i uroczystości świętych.

    W niecały rok, 30 maja 1232 roku papież Grzegorz IX zaliczył go w poczet Świętych. O tak rychłej kanonizacji zadecydowały rozliczne cuda i łaski, jakie wierni na grobie św. Antoniego otrzymywali. Komisja papieska stwierdziła w tak krótkim czasie: 5 uzdrowień z paraliżu, 7 wypadków przywrócenia niewidomym wzroku, 3 głuchym słuch, 2 niemym mowę, uzdrowienie 2 epileptyków i 2 wypadki wskrzeszenia umarłych.
    Obecnie na miejscu grobu św. Antoniego wznosi się potężna bazylika, wystawiona w latach 1256-1310, posiadająca 118m długości, 32,5 szerokości i 38,5m wysokości nawy głównej. Dwie wieże wysokie 68 m, 2 wieżyczki minaretowe i 8 kopuł. (Zdjecia)

    Kult św. Antoniego rozwinął się bardzo szybko nie tylko w Italii, ale też w całym świecie chrześcijańskim. Papież Grzegorz IX bullą Cum iudicat w 1233 roku wyznaczył dzień jego pamiątki dorocznej na 13 czerwca. Papież Sykstus V w roku 1586 włączył jego święto do kalendarza powszechnego Kościoła. Papież Innocenty XIII w roku 1722 na życzenie króla Hiszpanii Filipa V ustanowił 13 czerwca jako święto nakazane dla całej Hiszpanii i jej podległej Ameryki Południowej.Natomiast papież Pius XII ogłosił go w roku 1946 doktorem Kościoła.

    Najważniejszym ośrodkiem kultu św. Antoniego w świecie są: Padwa, Rzym, Siena, Lizbona i Tuluza. Ku czci Świętego powstało wiele bractw i kilka zakonów. Ludwika Bouffier zainicjowała w roku 1890 w Tuluzie we Francji dzieło zwane: “Chleb św. Antoniego”, tzn. jałmużna dla ubogich.

    W Polsce imię św. Antoniego należało do najpopularniejszych i najczęściej spotykanych. Czasem nadawane było również niewiastom. W Ojczyźnie naszej wystawiono ku jego czci ok. 250 świątyń a trzy razy tyle parafii obchodzi dzień jego święta jako odpustowe. Nie ma kościoła chyba w Polsce bez jego ołtarza czy choćby figury. Osobliwością chyba jedyną w świecie jest kaplica Św. Antoniego, wykuta w soli we Wieliczce, jak też figura Świętego rzeźbiona w konkrecji ołowianej w kościele w Dworkowicach pod Kielcami.

    W bazylice padewskiej jest wśród dziewięciu gotyckich kaplic jako czwarty w szeregu kaplica polska pod wezwaniem Św. Stanisława Biskupa, a w niej pamiątkowe tablice i nagrobki sławnych Polaków, którzy w Padwie studiowali. Ma także Święty swoje w Polsce sanktuarium, kiedyś bardzo licznie nawiedzane, jak np. w Warszawie, w Łagiewnikach koło Łodzi, w Radecznicy, w Lublinie, w Przeworsku, w Gołonogu (diecezja częstochowska) i w Koziegłówkach koło Zawiercia. W kościele Św. Antoniego na Czerniakowie ściany świątyni zdobią freski, przedstawiające życie św. Antoniego w kilkudziesięciu scenach.

    Św. Antoniego jako swojego patrona uznają franciszkanie, siostry antonianki i antoninki, mieszkańcy Lizbony, górnicy, małżonkowie, narzeczeni, położnice, ubodzy. Wzywano św. Antoniego jako orędownika w przypadku bezpłodności, w sprawach rodzinnych, podczas zarazy bydła. Później uznano go za patrona żniw, troski o człowieka, panien na wydaniu, sierot, rzeczy zagubionych i korespondencji. Najbardziej jednak jest dla nas znany jako patron ludzi i rzeczy zagubionych.     

    W ikonografii ukazuje się św. Antoniego w habicie franciszkańskim. Do charakterystycznych atrybutów należą: książka (symbol nauki) i lilia (niewinność), czasami Święty występuje z sercem płomiennym lub samym płomieniem na dłoni. Często św. Antoni jest ukazywany z Dzieciątkiem Jezus. Św. Antoni jest przedstawiony z Dzieciątkiem Jezus jako Zbawicielem Świata. Jezus trzyma prawą rączkę w geście błogosławieństwa. Na obrazie widnieje lilia i księga. Święty występuje w ciemnym habicie symbolizującym ubóstwo, pokorę i pokutę.       

    Liturgiczny obchód ku czci św. Antoniego przypada na dzień 13 czerwca i ma rangę wspomnienia obowiązkowego.

    Św. Antoni poucza on nas, że możemy świadczyć o Chrystusie pokorą, ubóstwem, cierpliwością i posłuszeństwem. Prosząc o wstawiennictwo św. Antoniego przed Bogiem przyjmijmy za własną jego radę:

    Kaznodzieja i cudotwórca

    Świętemu Antoniemu towarzyszyła łaska Boża, która sprawiła, że jego nauki przyniosły obfity plon. Pod wpływem jego słów ludzie nawracali się, dochodziło do pojednań, lały się łzy przebaczenia. Złodzieje zwracali zagrabione mienie, lichwiarze darowali długi, a wrogowie wybaczali sobie wzajemne krzywdy. Na czym polegała siła jego słów? Rozpalał ludzkie serca miłością do Chrystusa. Umiał być łagodny dla zagubionych grzeszników, tak jak dobry ojciec dla niesfornych dzieci. Potrafił jednak być surowy i nieugięty, gdy chodziło o herezję. Mówił inaczej niż wszyscy, nikogo nie wyśmiewał, współczuł biednym, a tych, co mają więcej, zachęcał do dzielenia się z ubogimi…Chwalił dobroć Boga i dobroć ludzkich czynów. Do naszych czasów przetrwały napisane w XIII wieku żywoty Świętego. Znajdujemy w nich opisy licznych cudów zdziałanych za przyczyną św. Antoniego. A oto niektóre z nich:

    Klęczący muł:
    Pewnego razu św. Antoni usiłował przekonać zaciekłego heretyka, że Chrystus jest naprawdę obecny w opłatku Hostii świętej. Zwrócił się do niego z zapytaniem: “Czy uwierzysz w prawdziwość Najświętszego Sakramentu, gdy muł, na którym jeździsz odda hołd Chrystusowi ukrytemu pod postacią chleba”? Heretyk zaręczył, że jeżeli naprawdę się tak stanie, wówczas i on odda cześć Eucharystii. Słysząc to św. Antoni, zaczął się żarliwie modlić do Boga, by dopomóc mu swoją łaską. Przez dwa dni poprzedzające dzień próby zwierzę nie dostawało jedzenia. Trzeciego dnia przed mułem postawiono owies, zaś obok stanął św. Antoni trzymając w ręku kielich z Hostią. Jakież było zdziwienie zebranych, gdy wygłodzone zwierzę zamiast rzucić się na pokarm przyklękło i oddało cześć Najświętszemu Sakramentowi. Widząc to właściciel zwierzęcia nawrócił się, a wraz z nim wielu innych heretyków.


    Nawróceni rabusie:
    Sława brata Antoniego jako kaznodziei docierała nawet do ludzi, którzy oddalili się od Boga. Zdarzyło się, że banda dwunastu rabusiów żyjących z okradania podróżnych z czystej ciekawości przyszła do kościoła, aby posłuchać brata Antoniego. Jego słowa niezwykle ich poruszyły. Oto jak jeden z nich wspominał swoje nawrócenie: “Kiedyś postanowiliśmy na własne uszy usłyszeć kazania tego sławnego zakonnika. Przebraliśmy się więc, by nikt nas nie poznał i poszliśmy. Już po pierwszych słowach Świętego, dopadły nas ogromne wyrzuty sumienia. I stał się cud: poszliśmy do spowiedzi. Ja dostałem za pokutę odbyć dwanaście pielgrzymek do grobu apostołów. Teraz właśnie kończę odbywać swoją pokutę i jestem szczęśliwy.” Zaraz po Mszy świętej wszyscy przybiegli do zakonnika, aby wyznać mu swe grzechy i obiecać powrót na drogę uczciwości. Nie wszystkim udało się wytrwać w postanowieniach i powrócić na drogę uczciwości. Kilku jednak wypełniło zadaną pokutę i porzuciło niecny proceder.


    Dziwne proroctwo:
    W Puy we Francji żył pewien notariusz. Ilekroć przechodził obok Antoniego, ten na znak szacunku ściągał przed nim nakrycie głowy. Dziwne zachowanie zakonnika rozwścieczało notariusza. Sądził, że franciszkanin kpi sobie z niego. Kiedy po raz kolejny Antoni oddał mu hołd, zapytał go, dlaczego to czyni. Antoni odpowiedział: “Bo wiem, że kiedyś zostaniesz męczennikiem za wiarę. Zapamiętaj to sobie.” Zdziwiony mężczyzna roześmiał się drwiąco i odszedł. Po pewnym czasie notariusz udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Tam biskup, który przewodniczył grupie wiernych, głosił Słowo Boże do mahometan. Notariusz również włączył się w działalność misjonarską. Został aresztowany i skazany na śmierć. Egzekucję poprzedziły tortury. Jeszcze zanim go pojmało, męczennik opowiedział pielgrzymom o dziwnym proroctwie brata Antoniego.

    Patron ludzkich spraw

    W styczniu 1981 r. z okazji 750 rocznicy śmierci Świętego za pozwoleniem Stolicy Apostolskiej profesor anatomii na uniwersytecie w Padwie, Virgilio Meneghelli, wraz z 10 ekspertami przeprowadził badania nad dobrze zachowanym szkieletem św. Antoniego.

    Doczesne szczątki św. Antoniego, wydobyto z grobu i poddano szczegółowym badaniom, czyli tak zwanej rekognicji. Używając zaawansowanych metod naukowych, odtworzono wygląd Świętego. Okazało się, że w rzeczywistości wyglądał on inaczej niż przedstawiano go na różnych malowidłach. Św. Antoni miał ponad 170 cm wzrostu, a więc w swoich czasach zaliczał się do osób wysokich. Był człowiekiem o szczupłej, pociągłej twarzy. Wysokie czoło, głęboko osadzone oczy, orli nos i wysunięty podbródek przydawały mu szlachetnego wyglądu. Mógł sprawiać wrażenie człowieka noszącego w sobie tajemnicę. Wizerunek ten kontrastuje się z wieloma wyobrażeniami Świętego, jakie spotykamy na dawnych freskach i obrazach. Artyści często bowiem przedstawiali go jako człowieka otyłego, sugerując się zapisami w starych źródłach, gdzie wspominano, że franciszkanin cierpiał na puchlinę wodną. Podczas badania kości stwierdzono, że Święty wiele czasu spędzał na kolanach. Jego zęby były zachowane w wyjątkowo dobrym stanie, co świadczy o stosowaniu diety wegetariańskiej i znacznych ograniczeniach w jedzeniu. Sporym zaskoczeniem było znalezienie wśród prochów ciała dobrze zachowanych narządów mowy – części ciała, które przyczyniły się do jego sławy i świętości, nimi bowiem chwalił Boga. Wiek Świętego w chwili śmierci ustalona na około 40 lat.

    Powszechna ufność w skuteczność orędowania św. Antoniego ma swoje pełne pokrycie w charyzmatach i w mocy cudotwórczej, jaką Opatrzność szczodrze obdarzyła swojego wybrańca już za życia:

    • dar uzdrowienia a nawet wskrzeszania umarłych,
    • rzadki dar bilokacji, (czyli przebywania równocześnie w dwóch miejscach)
    • dar proroctwa,
    • czytania w sumieniach ludzkich itp.

    Za legendę jednak należy uznać, jakoby św. Antoni miał trzymać na ręce Pana Jezusa, jak się go zwykło przedstawiać. Podobnie legendą jest jego kazanie do ryb, zniewolenie muła, by oddał cześć Najść. Sakramentowi, by w ten sposób zawstydzić heretyka.

    Dzisiaj, kiedy Święty jest tak blisko Pana Boga nie dziw, że tym większą moc okazuje w pośrednictwie za tymi, którzy się do jego orędownictwa uciekają.

    ******

    Św. Antoni – kaznodzieja z drzewa orzechowego

    SampleFrancisco de Zurbarán, Objawienie Dzieciątka Jezus świętemu Antoniemu z Padwy | fot. Wikipedia

    Podobno głosił kazania, siedząc w konarach orzechowego drzewa w pobliżu Padwy, gdzie dziś znajduje się niewielki kościółek Santo Antonio di Noce. Kościół katolicki wspomina 13 czerwca w liturgii św. Antoniego Padewskiego – doktora Kościoła, jednego z najpopularniejszych świętych, patrona „od zagubionych osób i rzeczy” oraz ludzi ubogich. Dla franciszkanów jest to drugi co do ważności święty – po ich założycielu, św. Franciszku z Asyżu.

    Z osobą św. Antoniego łączy się wiele pięknych legend. Jedna z nich mówi, że kiedy głosił kazanie w Rimini nad Adriatykiem, z szeroko otwartymi pyszczkami słuchała go ogromna rzesza ryb. Do najpopularniejszych wspomnień dotyczących świętego należy „cud z Dzieciątkiem Jezus”, które szeroko uśmiechnęło się do świętego z kart Ewangelii. Dlatego wiele obrazów ukazuje św. Antoniego z czułością trzymającego na rękach małego Jezusa. Szczególnie wiele tego rodzaju opowiadań mają bardzo kochający „swego” świętego Włosi, mimo że Antoni pochodził nie z Włoch, ale z Portugalii, a do Padwy przybył na krótko przed śmiercią.

    Św. Antoni (Ferdynand Bulonne; po portugalsku Fernando Martins de Bulhões) urodził się ok. roku 1195 w zamożnej rodzinie w Lizbonie. W wieku 15 lat wstąpił do zakonu augustianów, gdzie otrzymał bardzo dobre wykształcenie teologiczne, ale nie pozostał u nich długo. W 1219 przyjął święcenia kapłańskie, a w rok później był świadkiem sprowadzenia do Coimbry – ówczesnej stolicy Portugalii – ciał pięciu misjonarzy, męczenników franciszkańskich z Maroka, którzy zginęli z rąk Saracenów, a których poznał rok wcześniej, gdy wybierali się na misje. Wtedy też zapragnął zostać misjonarzem i męczennikiem, postanowił więc wstąpić do zakonu franciszkanów w Coimbrze, gdzie przyjął imię zakonne – Antoni ku czci pustelnika z Egiptu z przełomu III i IV w., jednego z twórców życia zakonnego w chrześcijaństwie.

    Ale podjęta z wielkim entuzjazmem próba misji wśród Saracenów nie powiodła się; w gorącym klimacie Afryki młody zakonnik ciężko zachorował, a statek, którym powracał, zatrzymał się na Sycylii. Tam przyszły święty postanowił osiąść w pustelni franciszkańskiej, przypadek jednak sprawił, że szybko odkryto jego talent kaznodziejski. Antoni został więc wędrownym kaznodzieją. Wszędzie, gdzie się pojawiał, gromadziły się tłumy. Ponieważ kościoły nie mogły pomieścić wszystkich chętnych, przemawiał często pod gołym niebem. Jak głosi przekaz, potrafił przemawiać tak sugestywnie, że nieraz jeszcze w czasie kazania wyciągali do siebie ręce na znak zgody najzagorzalsi wrogowie.

    Kazania św. Antoniego były proste, przystosowane do zwyczajnych ludzi, a ich styl – plastyczny, niekiedy sarkastyczny. Piętnował pogoń za zbytkiem i skąpstwo. Był zaciekłym krytykiem warunków społecznych, nie omieszkał też krytykować niektórych duchownych. Ludzie wierzyli w to, co mówił, bo widzieli, że nie przemawia do nich pewny siebie urzędnik Kurii, lecz wędruje z miasta do miasta ubogi kaznodzieja. Był jednym z najbardziej cenionych mówców XIII wieku: miał dar wymowy, obdarzony był świetną pamięcią, szeroką wiedzą i silnym, czystym głosem. Z powodu tych cech nazywano go „młotem na heretyków”. Samym sobą uosabiał najlepiej to, co pragnął wpoić swoim uczniom: „Nasze życie jest pełne pięknych słów i puste, gdy chodzi o dobre dzieła (…) Dlatego zaklinam was: pozwólcie zamilknąć swoim ustom, a pozwólcie mówić czynom!”.

    Ten prosty kaznodzieja zakonny wydal się tak godnym zaufania św. Franciszka, że pod koniec 1223 poprosił on Antoniego, by wyjaśniał swoim współbraciom Pismo Święte i uczył sztuki kaznodziejskiej. Mianował go jednocześnie profesorem teologii, tym samym więc Antoni został pierwszym nauczycielem teologii u braci mniejszych. Odwiedzał domy zakonne w Arles, Tuluzie i Montpellier, a następnie w Bolonii i Padwie.

    Tak intensywny i nie oszczędzający się tryb życia szybko podkopał zdrowie przyszłego świętego i gdy w wieku 35 lat przybył on do Padwy, był już ciężko chory i zmęczony. Jego kazania wielkopostne, które głosił codziennie w wypełnionym po brzegi kościele, po raz kolejny odmieniły życie miasta. Do dziś jeszcze obowiązuje podjęta wtedy reforma kodeksu – „Codice statuario repubblicano di Padova”, wedle którego można zajmować mienie opieszałych dłużników, ale nie można ich aresztować.

    Tam też, a dokładniej w swym klasztorze w Arcelli koło Padwy zmarł 13 czerwca 1231, mając nieco ponad 35 lat. Pozostawił chrześcijanom dwa główne zadania: głoszenie Ewangelii i troskę o innych. Już w niespełna rok później – 30 maja 1232 ogłosił go świętym papież Grzegorz IX. Był to najkrótszy proces kanonizacyjny w nowożytnych dziejach Kościoła. W czasie kanonizacji odczytano opis 53 cudów, dokonanych za wstawiennictwem Antoniego. Do najbardziej znanych licznych pism teologicznych i kaznodziejskich, jakie po nim zostały, należą „Kazania niedzielne” i „Kazania o świętych”. Ze względu na zawarte w nich bogactwo duchowe 16 stycznia 1946 Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła, obdarzając go tytułem „Doctor Evangelicus”.

    Do postaci św. Antoniego nawiązywał też w swoim nauczaniu Benedykt XVI. Podkreślał jego wkład w rozwój duchowości franciszkańskiej oraz to, że święty ten zdawał sobie sprawę ze słabości natury ludzkiej i skłonności do upadku. Głosił on szczególnie, iż tylko dusza, która się modli, może dokonać postępu w życiu duchowym. W jednej z katechez papież Ratzinger przypomniał, że na początku XIII wieku, w czasach odrodzenia miast i rozkwitu handlu, wzrastała liczba ludzi nieczułych na potrzeby biednych. Dlatego Antoni „wzywa wiernych do refleksji o prawdziwym bogactwie, to znaczy bogactwie serca, które czyniąc ludzi dobrymi i miłosiernymi, gromadzi skarby dla nieba”.

    Kai.pl

    ************

    Niektóre z cudów, które dokonały się za wstawiennictwem św. Antoniego

    1) Chleb świętego Antoniego:
    Święty Antoni był znany, jako obrońca biednych. Dzisiaj wiele kościołów prowadzi zbiórkę na rzecz biednych nazywaną: „Chlebem św. Antoniego”. Ma ona swoje korzenie w następującym fakcie:
    Dwudziestomiesięczny chłopiec, bawiąc się w domu, wpadł do misy z wodą. Zrozpaczona matka zaczęła krzyczeć i wyjmować ciało nieżyjącego już chłopca z wody. Tuliła go do siebie i prosiła świętego Antoniego, by przywrócił jej syna do życia, a ona w zamian ofiaruje biednym tyle pszennej mąki ile waży chłopiec. Chłopiec ożył. Tak powstał chleb świętego Antoniego. 13 czerwca w Lizbonie, w kościele pod jego wezwaniem, rozdaje się małe chlebki. W zamian za chlebek składa się dobrowolną ofiarę, kwota w ten sposób zebrana przeznaczona jest na biednych.
    Chlebki te zawsze wyglądają tak samo, nie tracą koloru, nie psują się. Wiele osób przechowuje je w domu, w miejscu, gdzie przechowuje się żywność, wierząc, że w domu nie zabraknie jedzenia.

    2) Patron rzeczy zagubionych
    Istnieje portugalska tradycja wzywania św. Antoniego, aby odnaleźć zagubioną rzecz. A wszystko zaczęło się za sprawą człowieka o głębokiej pobożności do Św. Antoniego, z Alcácer do Sal. Pracując na swojej posiadłości około południa udał się do studni, aby umyć spoconą twarz i ręce. Zdjął z palca złoty pierścień i położył go na brzegu studni, jednak przez nieuwagę pierścień wpadł do wody. Mimo wielu wysiłków nie udało mu się go znaleźć. Modlił się do św. Antoniego, aby pomógł mu odzyskać zagubioną rzecz. Po wielu miesiącach, kiedy mężczyzna modlił się w dniu wspomnienia św. Antoniego w kościele, do świątyni wszedł jego pracownik z pierścieniem w dłoni. Odnalazł go, jak wyciągał kijem wiadro wody ze studni – zguba była przyczepiona kija.

    3) Kazanie do ryb
    Brat Antoni został wysłany przez przełożonych do Rimini, z poleceniem nauczania i nawracania heretyków, którzy w tym mieście mieli wielu zwolenników. Jego słowa jednak, pomimo natchnionych zdolności naszego świętego, nie przekonały słuchaczy, którzy nawet przepędzili go, złorzecząc i mówiąc, aby się wyniósł z miasta.

    Wówczas Antoni, nie zrażony niepowodzeniem, poszedł nad rzekę, która w okolicach Rimini wpadała do Morza Adriatyckiego. Zwracając się do wód rzeki zaczął przemawiać: „Słuchajcie słowa Bożego, wy, ryby morskie i rzeczne, jeżeli heretycy nie chcą go słuchać!” Gdy tylko wypowiedział te słowa, do brzegu zbliżyło się mnóstwo ryb różnej wielkości i gatunków, zarówno rzecznych jak i morskich. Wszystkie wystawiły głowy nad poziom wody i zwróciły się ku świętemu Antoniemu, który polecił im, aby ustawiły się przed nim według wielkości, z przodu najmniejsze, zaś z tyłu największe. Tak też uczyniły. Następnie zaczęły słuchać jego słów, odpowiadając na znak zrozumienia skłonami głowy. Im dłużej święty Antoni przemawiał, tym więcej ryb przybywało.

    Widząc takie zjawisko mieszkańcy Rimini, a tym bardziej heretycy, nie mogli pozostać obojętni, toteż zaczęli przychodzić i przysłuchiwać się niecodziennemu nauczaniu głoszonemu przez tak zdolnego kaznodzieję oraz zobaczyć tak niezwykłe audytorium. Po skończonym kazaniu ryby odpłynęły, dla okazania swej radości wyskakując z wody, natomiast ludzie prosili Antoniego, aby pozostał w mieście i dalej głosił kazania. Doszło do tego, że Antoni nawrócił heretyków i zdobył przychylność wszystkich mieszkańców Rimini.

    4) Otwarte mury
    Gdy przebywał w klasztorze Świętego Krzyża w Coimbrze, poza obowiązkiem nauki i modlitwy, Ferdynand musiał wykonywać pewne prace: zmywał, odkurzał, sprzątał. Pewnego dnia był zajęty jedną z tych przykrych czynności w pomieszczeniu przyległym do kościoła, dlatego nie mógł uczestniczyć we Mszy świętej, chociaż gorąco tego pragnął. Otóż w chwili podniesienia rozwarły się ściany kościoła i Ferdynand mógł zobaczyć ołtarz i uklęknąć, by uczcić Najświętszy Sakrament.

    5) Ferdynand i wróble
    Pewnego czerwcowego dnia, gdy zboże nadawało się już do koszenia, ojciec Ferdynanda don Martino zabrał chłopca do jednego z ich gospodarstw na przedmieściu Lizbony. Ledwie znaleźli się blisko pola, zobaczyli, że stado wróbli wydziobuje bez przeszkód kłosy zboża. Don Martino pobiegł zaraz po ludzi, aby przepędzili nieproszone ptactwo. Odchodząc polecił Ferdynandowi zabawić się w „stracha na wróble”. Po pewnym czasie dzwon kościelny oznajmił „Anioł Pański”. Ferdynand niezdecydowany, czy ma posłuchać głosu wzywającego do modlitwy, czy ojca, który polecił mu chronić zboże przed wróblami, zwrócił się do ptaków. Poprosił je, aby odleciały z pola i ukryły się na strychu, gdyż musi iść do kościoła na modlitwę. Wróble posłuchały, a gdy ojciec z wieśniakami powrócił i stwierdził, że wróble są zamknięte na strychu, mógł jedynie wyrazić swoje zdumienie.

    6) List szatana
    Jeden z najbardziej znanych faktów wydarzył się podczas pobytu Antoniego we Francji. Diabeł w postaci gońca wszedł do kościoła, gdzie Antoni wygłaszał kazanie. Pewnej kobiecie, która słuchała nauki, przyniósł tragiczną wiadomość, że jej syn na skutek zdrady został zamordowany przez bandytów. Słysząc to kobieta, jak również wszyscy zgromadzeni, przestraszyli się i przestali słuchać Antoniego, który widząc w tym diabelską sztuczkę, uspokoił matkę: „Bądź spokojna, twój syn jest zdrowy, ten zaś nie jest gońcem, lecz przebranym szatanem, który chciał cię oszukać”. Zwrócił się także do rzekomego gońca, lecz ten nagle znikł w kłębach dymu i smrodzie siarki ku zdumieniu obecnych i radości matki. W tej właśnie chwili syn wszedł do kościoła, zaś matka pobiegła, aby go wziąć w ramiona.

    7) Cud przyrośniętej stopy
    Antoni, także we Francji, był sprawcą innego cudu. Pewien młody człowiek wyznał mu na spowiedzi, że kopnął swoją matkę. Spowiednik zganił go: „Twój grzech jest tak poważny, że zasługiwałbyś na odcięcie stopy, którą kopnąłeś”. Lecz widząc żal młodzieńca, dał mu rozgrzeszenie. Jednak ten, będąc pod wielkim wrażeniem słów spowiednika, w chwili uniesienia odciął sobie stopę siekierą. Matka, słysząc krzyk bólu syna, przybiegła, a widząc co się stało, pośpieszyła czym prędzej do Antoniego, krzycząc na niego i zarzucając mu sprowadzenie nieszczęścia na syna. Wówczas Antoni poszedł do młodzieńca, wziął stopę i ku zdumieniu matki i syna umieścił ją na dawnym miejscu.

    8) Nowe Zesłanie Ducha Świętego
    Wiosną 1228 roku Antoni wybrał się do Rzymu do swego przełożonego generalnego, który prosił go o pomoc. W tym czasie był już znanym i cenionym kaznodzieją, a jego sława dotarła również do uszu papieża Grzegorza IX. Poproszono go więc o wygłoszenie nauki w obecności Ojca Świętego i kolegium kardynałów.
    Pochodzili oni z różnych krajów i każdy z nich posługiwał się własnym językiem, greckim, łacińskim, francuskim, niemieckim, angielskim i innymi. Antoni, natchniony przez Ducha Świętego, wyjaśniał Słowo Boże z takim zapałem, mądrością i zdolnością, że wszyscy słuchacze, choć wywodzili się z różnych narodów, rozumieli jego słowa, tak jakby mówił w ich własnym języku. Wszyscy byli zdumieni. Wydawało się, że został odnowiony dawny cud Pięćdziesiątnicy, gdy za sprawą Ducha Świętego apostołowie przemawiali różnymi językami. Kardynałowie z podziwem mówili jeden do drugiego: „Czyż ten, który przemawia, nie jest Portugalczykiem? Jak więc słyszymy w jego mowie nasze własne języki?” Także sam papież zachwycony głębią jego słów, powiedział: „Rzeczywiście, ten jest arką Testamentu i biblioteką Pisma świętego”.

    9) Serce lichwiarza
    W czasach św. Antoniego wielu mieszkańców Padwy doszło do ogromnych bogactw przez handel i zaczęło parać się lichwą. Zdarzało się, że pieniądze pożyczano nawet na 40 procent. Dłużników nie mogących spłacić sporych sum skazywano na wygnanie albo osadzano w więzieniu. Ten proceder doprowadził do ruiny i upadku wiele rodzin. Św. Antoni ubolewał nad losem niewypłacalnych dłużników, z którymi lichwiarze postępowali bezwzględnie. Jego orężem w walce z lichwą było słowo. I o dziwo, lichwiarze poruszeni do głębi kazaniami zakonnika rezygnowali z pobierania wysokich procentów. Zagrabione pieniądze składano u stóp kaznodziei dla wynagrodzenia pokrzywdzonych. W ten sposób Święty uratował wielu dłużników, a ponadto przyczynił się do uchwalenia ustawy, która zakazywała więzienia za długi.
    Chcąc wstrząsnąć sumieniami Antoni, dokonał niezwykłego cudu. Będąc we Florencji, Antoni natknął się na kondukt pogrzebowy pewnego bogatego lichwiarza. Zatrzymał pochód i rzekł: „Co robicie? Chcecie w poświęconym miejscu złożyć tego, którego dusza jest już pogrzebana w piekle?” I ku zdumieniu wszystkich mówił dalej: „Jak powiada Ewangelia: gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Otwórzcie jego pierś, a nie znajdziecie serca, które znajduje się tam, gdzie jego skarb”. Ludzie pobiegli wówczas do domu lichwiarza, do komnat, w których zgromadzone były wszystkie jego bogactwa, otwarli szkatuły wypełnione pieniędzmi i w jednej z nich znaleźli jeszcze gorące i bijące ludzkie serce. Otwarli także pierś zmarłego, lecz serca tam nie było.

    10) Cud mówiącego noworodka
    Żył w Ferrarze szlachetny rycerz, który miał bardzo piękną żonę. Człowiek ten był jednak szalenie zazdrosny. Gdy żona zaszła w ciążę, zazdrość skłoniła go do podejrzeń, że dziecko jest owocem cudzołóstwa. Żona starała się uspokoić męża, lecz rycerza coraz bardziej dręczyły wątpliwości. Gdy nadeszła chwila rozwiązania i urodził się syn o ciemnej karnacji, utwierdził się w przekonaniu, że jest to syn ciemnoskórego Maura, który był u niego na służbie. Ciągłe i okrutne sceny zazdrości i zniesławiające oskarżenia sprawiały szlachetnej kobiecie wielkie cierpienie.
    Pewnego razu jednak Antoni spotkał dwoje małżonków, gdy wraz z krewnymi i przyjaciółmi szli do kościoła, aby ochrzcić nowonarodzone dziecko. Antoni, który znał cały dramat zazdrości, zbliżył się do dziecka, pogłaskał je, wziął w ramiona i poprosił, aby wobec wszystkich powiedziało, kto jest jego ojcem. Dziecko mające zaledwie kilka dni, odwróciło się i wskazując rączką tatusia, powiedziało: „On jest moim ojcem”. Sytuacja wywołała zdumienie wszystkich obecnych oraz szczery żal zazdrosnego męża, który prosił o przebaczenie Boga i spotwarzaną małżonkę. Od tego też dnia żyli z sobą w doskonałej harmonii.

    MODLITWA DO ŚW. ANTONIEGO

    Kłaniamy się Tobie, Święty Antoni, wielki nasz Patronie. Prosimy cię pokornie, abyś z wysokości swej chwały wejrzał na nas i przyszedł nam z pomocą. Ty pomagasz wszystkim, którzy wzywają Twego pośrednictwa i proszą o opiekę. Nie odrzucaj i naszych ufnych próśb, ale wspomagaj nas w naszych troskach i kłopotach.

    Twoi czciciele znają twe skuteczne wstawiennictwo – świętego z Padwy – w odnalezieniu rzeczy zgubionych, ochronie przed złodziejami, opiece nad podróżującymi, niesieniu ulgi w cierpieniu chorym, biednym i zakłopotanym.

    Z ufnością błagamy, spraw, abyśmy dzięki twej opiece mieli zawsze silną wiarę, pracowali nad poprawą życia i pomnożeniem łaski uświęcającej.

    Polecaj nas Najświętszej Maryi, Matce Bożej, której zawdzięczasz szczególną pomoc w pracy dla zbawienia ludzi. Ty wiesz, jak słabi i nędzni jesteśmy, wiesz najlepiej, jakie zło zewsząd nas otacza i jak bardzo potrzebujemy twej pomocy. Prosimy cię, święty Antoni, abyś nas wspomagał w życiu i kierował ku dobremu Bogu. Wspieraj wszystkich, którzy zwracają się do ciebie w swych potrzebach i troskach. Niech wszyscy odczuwają twoją opiekę i doznają twej pomocy, wielbiąc Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    ***

     13 czerwca 2020 ze strony: w obronie wiary i tradycji

    ************************

    Wspomnienie polskich męczenników

    Papież Jan Paweł II dokonał w Warszawie 13 czerwca beatyfikacji 108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej. Każda z tych osób wykazała się niezwykłym heroizmem wiary: mamy w tym gronie biskupów – pasterzy, którzy woleli zginąć, aniżeli zostawić swoją owczarnię; siostry i księży ratujących Żydów; teściową, która oddała swe życie za synową w ciąży; zakonnika, który za posiadanie różańca a potem odmowę sprofanowania go został zmasakrowany i utopiony w kloace; księży i alumnów dzielących się w obozie koncentracyjnym jedyną kromką chleba ze współwięźniami; duchownego, który zginął za to, że nie wydał Gestapo komunistów.

    Sprawa beatyfikacji 108 sług Bożych, męczenników za wiarę, ofiar prześladowania Kościoła w Polsce w latach 1939-1945 ze strony nazizmu hitlerowskiego, choć przybrała formę kanonicznego postępowania beatyfikacyjnego dopiero od roku 1992, w rzeczywistości sięga swymi początkami pierwszych lat po zakończeniu II wojny. Sława świętości i męczeństwa licznych osób z grupy 108 sług Bożych, łaski przypisywane ich wstawiennictwu, kierowały uwagę diecezji i rodzin zakonnych na konieczność otworzenia procesów beatyfikacyjnych o męczeństwie. Chodzi tu m.in. o postaci abp. Juliana Antoniego Nowowiejskiego, bp. Leona Wetmańskiego, ks. Henryka Hlebowicza, ks. Henryka Kaczorowskiego z grupą kapłanów włocławskich, ks. Józefa Kowalskiego, salezjanina, br. Józefa Zapłaty, i wielu innych. Procesy jednak z różnych powodów nie były podejmowane. Sprawę wywołała ponownie dopiero beatyfikacja bp. Michała Kozala (Warszawa 1987), nazwanego “prawdziwym mistrzem męczenników” dla duchownych z obozów koncentracyjnych, zwłaszcza z Dachau. W trakcie dyskusji w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych nad męczeństwem bp. Kozala wypłynął postulat rozpoczęcia oddzielnego procesu beatyfikacyjnego tych, którym Biskup Męczennik przewodził w składaniu najwyższego świadectwa wiary. Idea została podjęta przez ówczesnego biskupa diecezji włocławskiej, Henryka Muszyńskiego. Po konsultacjach z Kongregacją wykrystalizowała się stopniowo obecna formuła procesu, który obejmuje nie tylko duchownych, męczenników z Dachau, ale także innych, w tym wiernych świeckich, którzy zginęli wskutek działań podejmowanych “z nienawiści do wiary” (in odium fidei) w różnych miejscach i okolicznościach, ale z rąk tego samego prześladowcy.

    Z ramienia Konferencji Episkopatu Polski proces beatyfikacyjny prowadził biskup diecezji włocławskiej, która w czasie prześladowania poniosła największe procentowo straty spośród duchowieństwa diecezjalnego w Polsce: daninę krwi złożyła tu ponad połowa kapłanów. Proces informacyjny, “diecezjalny”, męczenników za wiarę został otworzony we Włocławku 26 stycznia 1992 r., w rocznicę śmierci męczeńskiej bł. Michała Kozala, obejmując na początku 92 osoby z różnych diecezji i rodzin zakonnych. Od rozpoczęcia procesu przysługiwał im tytuł Sług i Służebnic Bożych.

    Krąg ten w trakcie prac procesowych aż pięciokrotnie ulegał zmianom: powiększał się przez kolejne zgłoszenia nowych kandydatów, a jednocześnie był redukowany, gdy okazywało się, że w rozpatrywanych przypadkach nie ma wystarczającego materiału dowodowego na męczeństwo w rozumieniu teologicznym. Ostatecznie, w listopadzie 1998 r., liczba męczenników ukształtowała się jako grono 108 sług Bożych.

    Słudzy Boży objęci postępowaniem procesowym, przedstawieni przez 18 diecezji, ordynariat polowy i 22 rodziny zakonne, to osoby, których życie i śmierć oddane Bożej sprawie nosiły znamię heroizmu. Pośród nich jest 3 biskupów, 52 kapłanów diecezjalnych, 26 kapłanów zakonnych, 3 kleryków, 7 braci zakonnych, 8 sióstr zakonnych i 9 osób świeckich.

    opoka.org.pl

    Księża Pallotyni wspominają dziś dwóch swoich współbraci, którzy są w tym gronie 108 błogosławionych

    KS. JÓZEF JANKOWSKI SAC (1910-1941)

    Przed święceniami kapłańskimi zapisał: “Pragnę kochać Boga nad życie. Oddam je chętnie w każdym czasie, ale bez gorącej i wielkiej miłości Boga nie chciałbym iść na drugi świat”. Po wybuchu wojny znalazł się w seminarium pallotynów w Ołtarzewie, gdzie udzielał schronienia i żywności uciekinierom. Aresztowany i osadzony na Pawiaku, wywieziony został do Oświęcimia tym samym transportem, co św. Maksymilian Kolbe. Skatowany przez kapo, zmarł następnego dnia 16 października 1941 r.

    KS. JÓZEF STANEK SAC (1916-1944)

    Bohaterski kapelan Powstania Warszawskiego, ps. “Rudy”. Niezmordowany samarytanin, wśród ostrzału nieprzyjacielskiego nosił wodę z Wisły, dźwigał chorych na własnych ramionach, odgrzebywał zasypanych pod gruzami, podnosił na duchu, wielu ludziom uratował życie. Ustąpił miejsca w pontonie rannemu żołnierzowi, rezygnując z przeprawienia się przez Wisłę. Do końca pozostał z obrońcami Czerniakowa. Odważnie pertraktował z Niemcami, aby ocalić jak najwięcej powstańców. Traktowany przez hitlerowców ze szczególną brutalnością, torturowany, wreszcie zamordowany 23 września 1944 r.

    *********************

    Św. Ignacy z Loyoli (1491-1556)

     

    Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.
    Ciało Chrystusowe, zbaw mnie.
    Krwi Chrystusowa, napój mnie.
    Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.
    Męko Chrystusowa, wzmocnij mnie.

    (Fragment modlitwy św. Ignacego Loyoli)

    Pierwsze 30 lat jego życia nie zapowiadało świętości. Wychowany do życia dworskiego i przeznaczonego mu stanu rycerskiego Inigo Lopez miał wykorzystać staranne wykształcenie w oficerskiej służbie wojskowej u boku wicekróla Nawarry. Dbał o sławę, rozumianą jako popularność, o to, co najbardziej łączy z życiem, stronił od wszystkiego, co od życia oddziela. Nie unikał hazardu i udziału w pojedynkach. Później powie, że w tym okresie swojego życia oddawał się marnościom świata. Przywiązywał ogromną wagę do wyglądu, stroju, lubił się pokazywać w pancerzu rycerza z przytroczonym mieczem i sztyletem. Pragnął wzbudzać podziw, co powodowało nieustanną chęć doskonalenia umiejętności rycerskich. I pewnie niczego by nie zmienił w swojej postawie, gdyby nie hiszpańsko-francuska wojna o Nawarrę, w której wziął udział i został ranny w 1521 r.

    Kontuzja była tak dotkliwa, że wyłączyła go nie tylko z udziału w walkach, lecz także z dotychczasowego życia. Z Pampeluny przewieziono rannego do rodzinnego zamku, gdzie pod opieką brata i bratowej powoli dochodził do zdrowia. Całkowitej poprawy nigdy nie osiągnął, jednak kulejąca noga nie była problemem w nowym życiu rycerza. Podczas rekonwalescencji nie miał dostępu do ulubionych książek o tematyce rycerskiej, sięgnął więc po zaproponowane przez bliskich: „Życie Jezusa” Ludolfa de Saksa i „Złotą legendę” Jakuba de Voragine. Przeżył przemianę. Odmienny tryb życia, cierpienie, wyjątkowa lektura – spowodowały, że choroba okazała się czasem wielkiej łaski. Po wyzdrowieniu odrzucił dotychczasowe życie i ziemskiego człowieka. Zmienił imię Inigo na Ignacy ku czci biskupa z Antiochii, wielkiego pisarza i męczennika z II wieku. Pozbył się rzeczy, które mogłyby go łączyć z dotychczasowym życiem, zamieszkał w celi dominikanów. Chcąc odciąć się zupełnie od wygód, przeniósł się do groty. Nie strzygł się, nie golił, nie obcinał paznokci, nie nakrywał głowy, za to wiele się modlił, co dzień uczestniczył we Mszy św. u dominikanów. 19 lat kontemplacji i rozważań zaowocowało „Ćwiczeniami duchowymi”. Jako pielgrzym odwiedził Ziemię Świętą, skąd dotarł do Barcelony. Ten wykształcony światowy niegdyś człowiek, wrócił do szkoły, by uczyć się łaciny, potem studiował filozofię, w wolnym czasie nauczając prawd wiary i posługując chorym. Żebracze życie powodowało, że kilkakrotnie był więziony, posądzany o szpiegostwo lub działanie na rzecz antykatolickiej sekty. Wszystko to znosił mężnie, wierząc, że przynosi radość Jezusowi.

    Studiując w Paryżu zaprzyjaźnił się m.in. z bł. Piotrem Favrem i św. Franciszkiem Ksawerym. 15 sierpnia 1534 r. w kapliczce na wzgórzu Monmartre z nimi i kilkoma innymi złożył śluby ubóstwa, czystości i wierności Kościołowi i Ojcu Świętemu. Dali początek Towarzystwu Jezusowemu. Przyjęli święcenia kapłańskie i stali się fundamentem przyszłego zakonu jezuitów. W 1541 r. wybrano Ignacego de Loyola przełożonym generalnym. Towarzystwa. Stanowisko to piastował do 31 lipca 1556 r., do dnia swojej śmierci. W 1551 r. założył uczelnię Gregorianum (Papieski Uniwersytet Gregoriański), która stała się prototypem przyszłych kolegiów jezuickich. Za jego życia zakon liczył 1000 członków.

    Do chwały błogosławionych wyniósł o. Ignacego 27 lipca 1609 r. papież Paweł V, a kanonizował papież Grzegorz XV 12 marca 1622 r. Pius XI ogłosił go 25 lipca 1922 r. patronem rekolekcji w Kościele katolickim. Św. Ignacy patronuje również żołnierzom, matkom oczekujących potomstwa oraz rodzącym kobietom. Jego wspomnienie obchodzone jest 31 lipca.

    Agnieszka Chadzińska/ Tygodnik NIEDZIELA

    “Ignacy Loyola” w kinach

    Doskonale opowiedziana historia dramatycznych i przełomowych momentów życia Ignacego Loyoli. Twórcy wykreowali trzymającą w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty opowieść o nadzwyczajnej przemianie wewnętrznej człowieka, idealnie oddając istotę „ignacjańskiego ducha”.

    Brutalny żołnierz, kobieciarz, którego całe życie kręciło się wokół bogactw, sławy i władzy podejmuje walkę na śmierć i życie ze swoimi wewnętrznymi demonami. Loyola musi zmierzyć się z depresją, myślami samobójczymi, wstrętem do samego siebie i miłosierdzia dla innych, wreszcie przejść proces o herezję przed Inkwizycją, by ostatecznie wygrywając bitwę, stać się jedną z najważniejszych postaci w historii Kościoła.

    Poetyka filmu, przesłanie, walory artystyczne, muzyka, kolor w połączeniu ze znakomitą grą aktorską głównego bohatera, trafiają prosto do duszy widza i nie pozwalają mu zbyć seansu wzruszeniem ramion.

    PREMIERA: 12 stycznia 2018 r.
    Gatunek: dramat biograficzny
    Czas trwania: 118 min
    www.loyolafilm.pl

    Tygodnik NIEDZIELA/czerwiec 2020

    transmisje z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego:

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    MSZA ŚW. o godz. 19.00

    ********

    sobota 13 czerwca:

    MSZA ŚW. WIGILIJNA z NIEDZIELI o godz. 18.00

    Fatima – objawienie z 13 czerwca

    Maryja prosi:

    chcę, żebyście codziennie odmawiali różaniec

    13 czerwca 1917 – drugie objawienie się Matki Bożej

    13 czerwca 1917 r. po odmówieniu różańca z Hiacynta, Franciszkiem i innymi osobami, które były obecne, zobaczyliśmy znowu odblask światła, które się zbliżało (to cośmy nazwali błyskawicą), i następnie ponad dębem skalnym Matkę Bożą, zupełnie podobną do postaci z maja.

    – „Czego Pani sobie życzy ode mnie?”
    – „Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę”.

    Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.
    – „Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku”.
    – „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba”.
    – „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca” (Tu z pośpiechu Łucja opuściła koniec zdania, który w innych dokumentach brzmi następująco: „Kto je przyjmuje, temu obiecuje zbawienie dla ozdoby Jego tronu”).
    – „ Zostanę tu sama?” – zapytałam ze smutkiem.
    – „Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga”.

    W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię. Przed prawą dłonią Matki Boskiej znajdowało się Serce, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.

    To, Ekscelencjo, mieliśmy na myśli, kiedyśmy mówili, że Matka Boska wyjawiła nam w czerwcu tajemnicę. Nasza Pani nie rozkazała nam tego zachować w tajemnicy, ale odczuwaliśmy, że Bóg nas do tego nakłania.

    www.sekretariatfatimski.pl

    ——————————————————————————————————————–

    ***********************************

    czwartek 11 czerwca 2020

    Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
    Boże Ciało

    ***

    Dziś, w uroczystość Bożego Ciała, Kościół przeżywa nie tylko radość świętując tę tajemnicę, ale także wysławia i wyznaje wobec świata w procesjach eucharystycznych realną obecność Ciała Pańskiego pod postacią maleńkiej Hostii nad którą kapłan wypowiedział słowa konsekracji: “BIERZCIE I JEDZCIE. TO JEST CIAŁO MOJE”.

    Msza święta

    Obraz

    Antyfona na wejście

    Bóg karmi swój lud wyborną pszenicą i syci miodem z opoki. (Ps 81,17)

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Módlmy się: Boże, Ty w Najświętszym Sakramencie
    zostawiłeś nam pamiątkę swej męki, daj nam taką czcią
    otaczać święte tajemnice Ciała i Krwi Twojej, abyśmy nieustannie doznawali owoców Twego odkupienia.
    Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg, n.przez wszystkie wieki wieków. Ame
    n.

    Czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa. Pwt 8,2-3.14b-16a

    Mojżesz powiedział do ludu: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził twój Pan Bóg przez te czterdzieści lat na pustym, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego polecenia, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana.

    Nie zapominaj twego Pana Boga, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie”.
    Oto słowo Boże.

    Bogu niech będą dzięki.

    Psalm 147B

    R/ Kościele święty, chwal swojego Pana.

    Chwal, Jerozolimo, Pana,
    wysławiaj Twego Boga, Syjonie.
    Umacnia bowiem zawory bram twoich
    i błogosławi synom twoim w tobie. R/

    Zapewnia pokój twoim granicom
    i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
    Śle swe polecenia na krańce ziemi,
    i szybko mknie Jego słowo. R/

    Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
    Izraelowi ustawy swe i wyroki.
    Nie uczynił tego dla innych narodów.
    Nie oznajmił im swoich wyroków. R
    /

    Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian. 1 Kor 10,16-17

    Bracia: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.

    Oto słowo Boże.

    Bogu niech będą dzięki.

    Alleluja, alleluja, alleluja.  Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.  Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Jana. J 6,51-58

    Chwała Tobie Panie.

    Jezus powiedział do Żydów: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało za życie świata”. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać swoje Ciało na pożywienie?”

    Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił, nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a pomarli. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.
    Oto słowo Pańskie.

    Chwała Tobie Chryste.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, udziel swojemu Kościołowi
    darów jedności i pokoju, które mistycznie wyrażają złożone dary. Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    Prefacja o Najświętszej Eucharystii

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie,
    Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    On sam jako prawdziwy i wieczny Kapłan,
    ustanawiając obrzęd wiekuistej Ofiary,
    pierwszy się Tobie oddał w zbawczej Ofierze
    i nam polecił ją składać na swoją pamiątkę.
    Jego Ciało za nas wydane umacnia nas,
    gdy je spożywamy, a Krew za nas wylana,
    obmywa nas, gdy ją pijemy.
    Dlatego zjednoczeni z chórami Aniołów
    wysławiamy Ciebie, z radością wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (J 6,56)

    Modlitwa po Komunii

    Módlmy się: Panie Jezu, spraw, abyśmy w wieczności
    radowali się pełnym udziałem w życiu Bożym,
    który w doczesności zapowiada przyjmowanie najdroższego Ciała i Krwi Twojej. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

    ***

    Msza św. w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego o godz. 19.00

    Noce i dnie
    fot. Roman Koszowski/ GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    TWOJA CZEŚĆ, CHWAŁA, NASZ WIECZNY PANIE!

    Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa Kościół przeżywa każdego roku w swojej Liturgii podczas Wielkiego Tygodnia. Mówimy – Wielki Czwartek. Jest to dzień ustanowienia dwóch sakramentów: Eucharystii i kapłaństwa. Ale wtedy, w przeddzień Męki i Śmierci Pana Jezusa trudno jest o nastrój radosny i uroczysty. Dlatego po okresie Pięćdziesiątnicy Kościół adoruje i czci publicznie Hostię konsekrowaną – prawdziwe Ciało i Krew Pańską. Ileż wspomnień z dawnych lat z naszych rodzinnych parafii. Wtedy rzeczywiście rozlegał się poprzez wioski i miasta potężny śpiew Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie! Wszędzie był wielki tłum. Wszędzie – zieleń. Były kwiaty, bo Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi. Każdy wychowany na polskiej ziemi nie może nie mieć swoich ciepłych wspomnień związanych z procesją Bożego Ciała. Kto wie, czy i tu nie zrobiła swojego nostalgia  polskich komunistów, bo święto Bożego Ciała jakoś się ostało w tym szalejącym i destrukcyjnym zawirowaniu, które likwidowało wszystko, co z religią było związane?  

    O tym święcie ks. Janusz Pasierb napisał był w swojej książce p.t. Czas otwarty, że „to jest bardzo piękne święto, złote i zielone. Zrodziła je zarówno teologia, jak i poezja. Największy myśliciel średniowiecza układał o nim wiersze i hymny. U nas nabrało barokowego kształtu i takie chyba pozostało, ale to nie jest źle: daj Boże innym, bardziej zarozumiałym epokom tyle ludzkiego ciepła i pogodnej mądrości…”

    Pierwsza w naszej Ojczyźnie udokumentowana procesja Bożego Ciała odbyła się w Krakowie w roku 1420. Zaś monstrancja, która była wynalazkiem północnych miast hanzeatyckich, pojawiła się po raz pierwszy w Gdańsku. W tej uroczystości chodziło przede wszystkim o to, aby przybliżyć Tajemnicę Eucharystii naszej codzienności. Później, kiedy w Europie zbierała swoje żniwo nieszczęsna Reformacja odrzucając we wszystkich odmianach protestantyzmu rzeczywistą obecność Chrystusa pod postacią konsekrowanego chleba, było potrzebne, aby uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej i związaną z nią procesją  Eucharystyczną zamanifestować tę prawdę.

    Odrzucanie prawdziwej obecności Chrystusa bardzo było widoczne podczas ostatniej wojny w Szkocji, gdzie dominują wyznawcy prezbiteriańscy wywodzący się od Johna Knoxa.   Duchowieństwo szkockie, obawiając się negatywnych reakcji prezbiterian, nie chciało się zgodzić, aby Polacy urządzali procesję Bożego Ciała. Bowiem publiczne katolickie manifestacje religijne w Szkocji były zakazane. Po dziś dzień ekstremalna odmiana szkockich kalwinów Mszę św. nazywa bluźnierstwem.

    Katolików w Szkocji jest bardzo mało, a nasi rodacy porozrzucani na rozległych połaciach żyją już coraz częściej pojedynczo i tęsknią za procesjami Bożego Ciała. Bo trudno być świadkiem Chrystusa w pojedynkę. Człowiek odczuwa wtedy lęk i boi się otoczenia. Siłą Kościoła jest niewątpliwie moc Ducha Świętego, ale jest nią też poczucie jedności, którą sprawia Bóg. Dlatego na Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zgromadził uczniów i nakazał im jednoczyć się na łamaniu Chleba aż do ostatniego wieczór świata.

    Ci, którzy są świadomi na czym polega życie prawdziwe znają taktykę szatana. On, aby pokonać człowieka wyprowadza go najpierw na bezdroża duchowej samotności. Ksiądz Pawlukiewicz pisze, że „można żyć w tłumie, ale swoją wiarę przeżywać samotnie. Sam ze swoimi poglądami w pracy, sam ze swoją postawą w środowisku . A wtedy zaczyna się człowiekowi wydawać, że już tylko on jeden pozostał takim dziwakiem przejmującym się Bogiem i Jego przykazaniami. To dlatego tak wielu ludziom zależy, by nasza wiara była jedynie naszą prywatną sprawą i ograniczała się tylko do intymnego wymiaru serca. A jak wiele może uczynić choćby najmniejsza wspólnota”.

    Na przyjęciu gospodarz, tak jak zwykle bywa przy takich okazjach, namawiał wszystkich do picia alkoholu. Pewna pani, która złożyła przyrzeczenie abstynencji, miała już swoje doświadczenie w odmawianiu. Wszyscy dziwili się, że tylko ona i jeszcze jeden pan wytrwali do końca w swoim postanowieniu. Po przyjęciu, przy pożegnaniu niepijący mężczyzna podszedł do tej pani i powiedział:

    • Chcę pani bardzo podziękować.
    • Pan mi dziękuje? Ale za co?
    • Widzi pani, ja jestem nałogowym alkoholikiem. Dla mnie nawet jeden kieliszek może być początkiem końca. Znam siebie i wiem, że tak wewnętrznie, duchowo nie jestem mocny. Gdyby nie pani, pewnie dziś bym się skusił i wypił. Pani mi bardzo  pomogła. Nie byłem sam i zwyciężyłem.

    Jak trudno być wiernym, być mocnym w pojedynkę, będąc zupełnie osamotnionym w środowisku, które zupełnie nie bierze w rachubę Pana Boga. Dlatego Kościół wypełniając polecenie Pana gromadzi ludzi wokół Eucharystii. I to dzięki Eucharystii zgromadzeni stają się wspólnotą, parafią. 

    Ksiądz Aleksander Federowicz, proboszcz z Lasek, w rozmowie z księżmi na temat parafii, powiedział znamienne słowa: „Parafia, czy Kościół w swojej istocie – to jest Słowo Boże, Eucharystia i wypływająca z tych źródeł miłość wzajemna”. Jego ulubionym powiedzeniem były słowa: „Msza święta się kończy, msza święta się zaczyna”. Bo rzeczywiście, po liturgii mszy świętej zaczyna się msza życia. I ona trwa dalej. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz tak obrazuje ten ciąg dalszy mszy świętej: „Gdy ktoś w szpitalu przyjmie komunię świętą, to jego łóżko staje się jak eucharystyczny ołtarz, na którym cierpienie chorego jednoczy się z ofiarą Chrystusa. Msza święta trwa dalej. Słowa prefacji W górę serca! rozbrzmiewają tam, gdzie wobec człowieka załamanego, pogrążonego w smutku ktoś wypowiada słowa: Nie martw się, ja ci pomogę. Msza święta trwa dalej, gdy ludzie mówiąc: Przepraszam, nie gniewaj się, podają sobie ręce i przekazują znak pokoju. Msza święta trwa dalej, gdy udzielamy sobie jednoczącej komunii dobroci i uśmiechu. Eucharystia bez tych codziennych owoców byłaby niepełna. Ona przecież rodzi Kościół, a Kościół jest tam, gdzie ludzie wierzący w Chrystusa żyją na co dzień miłością. Msza święta jest jak uderzenie serca, które rozprowadza tę nadprzyrodzoną krew Bożej miłości po całym organizmie Kościoła.”

    Boże Ciało uroczyście niesione w procesji drogą, którą człowiek idzie każdego dnia do pracy. Jak łatwo wtedy klękam i śpiewam eucharystyczne pieśni – bo jest tłum, bo jest nas aż tylu.

    Panie Jezu, proszę, abyś dał mi odwagę klękać także przed Tobą obecnym w moim bliźnim, którego wciąż stawiasz w różnych sytuacjach na mojej drodze. Jeżeli Ty, “Pan mój i Bóg mój”, klękasz na każdej Mszy św., aby obmyć moje, wciąż na nowo zabrudzone nogi – jakże mógłbym Ci nie usłużyć w potrzebującym Bracie? Wierzę, że to Ty jesteś w nim ukryty, jak w tej białej Hostii. Ale czemu wciąż tak trudno rozpoznać mi Ciebie, moja Miłości?                                                

    ks. Marian SAC

    ************************************

    ************

    Boże Ciało – uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

    Samplefot. Santiago Mejía LC / Cathopic

    Dziś przypada uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Boże Ciało. To jedno z głównych świąt obchodzonych w Kościele katolickim. Choć świadomość niezwykłego cudu przemiany konsekrowanego chleba i wina w rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa towarzyszyła wiernym od początku chrześcijaństwa, jednak trzeba było czekać aż dziesięć stuleci zanim zewnętrzne przejawy tego kultu powstały i zadomowiły się w Kościele. Data Bożego Ciała nie jest stała, dlatego święto to rokrocznie może wypadać w różnych terminach. Zawsze jednak jest to czwartek po święcie Trójcy Świętej.

    …..

    Prawdziwa obecność Chrystusa w Eucharystii

    Kościół od samego początku głosił wiarę w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament przy Ostatniej Wieczerzy. Opisali to trzej Ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz oraz i św. Paweł Apostoł. Prawdziwa i rzeczywista obecność Jezusa Chrystusa pod postaciami chleba i wina opiera się według nauki Kościoła na słowie Jezusa: “To jest Ciało moje … To jest Krew moja” (Mk 14,22.24).

    Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, iż “sposób obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi jest wyjątkowy… W Najświętszym Sakramencie Eucharystii są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus.” (KKK 1374).

    Kult Najświętszego Sakramentu

    Od XVI w. przyjęła się w Kościele katolickim praktyka 40-godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Praktykę tę wprowadził do Mediolanu św. Karol Boromeusz w 1520 r. Dzisiaj praktyka ta jest obecna w całym Kościele katolickim. Zostały założone nawet specjalne zakony, których głównym celem jest nieustanna adoracja Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. W Polsce istnieją trzy zakony od wieczystej adoracji: benedyktynki-sakramentki, franciszkanki od Najświętszego Sakramentu i eucharystki.

    …..

    Kai.pl

    ———————————————————————

    Rozwój święta Bożego Ciała do Soboru Trydenckiego


    Rozwój święta Bożego Ciała do Soboru Trydenckiegofot. Łukasz Dejnarowicz


    W starożytności i wczesnym średniowieczu nie istniał kult Eucharystii poza Mszą św. Nowy nurt pobożności eucharystycznej został zapoczątkowany w klasztorach w XI w. Był niejako odpowiedzią na spory dotyczące obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Pożądane stało się oglądanie Hostii. Zrodziło się także przekonanie, iż obecność wiernych w czasie samego tylko podniesienia jest równoznaczna z udziałem w całej Mszy św.

    Źródłami, które pomagają zapoznać się z historią święta Bożego Ciała, są m.in. księgi liturgiczne (mszały, ewangeliarze, antyfonarze), statuty synodów prowincjonalnych i diecezjalnych, także wszelkiego rodzaju pamiętniki i kroniki, które w barwny sposób opisują ten podniosły dzień.

    Bezpośrednim impulsem do wprowadzenia święta Bożego Ciała była wizja św. Julianny z Cornillon. Urodzona pod koniec XII w. miała około 1207 r. doświadczyć wizji, które systematycznie się powtarzały. Ich analiza doprowadziła do stwierdzenia, iż wśród świąt kościelnych brakuje uroczystości sławiącej Ciało Chrystusa. W 1245 r. ukazał się św. Juliannie sam Chrystus, który chciał ustanowienia święta w czwartek po uroczystości Trójcy Przenajświętszej. Innym czynnikiem przemawiającym za wprowadzeniem święta Bożego Ciała była chęć wynagrodzenia za zaniedbania księży podczas odprawiania Mszy św.

    Święto Bożego Ciała po raz pierwszy ustanowione zostało w diecezji Liège. W kościele powszechnym wprowadził je papież Urban IV w 1264 r. bullą „Transiturus de hoc mundo”. W przygotowaniu bulli udział wziął św. Tomasz z Akwinu, któremu przypisuje się autorstwo najpiękniejszego hymnu eucharystycznego, rozpoczynającego się od słów „Sław, języku, tajemnicę Ciała i najdroższej Krwi”.

    W myśl bulli, w niedzielę przed świętem wierni mieli być przez księży pouczani o sposobie jego obchodzenia. Zalecano także modlitwę, post i jałmużnę. Ponadto papież zachęcał do przyjęcia Komunii św. w czasie Bożego Ciała bowiem w tej epoce zwyczaj częstszego przystępowania do Najświętszego Sakramentu popadł w zapomnienie. Zachętą do uroczystego obchodzenia święta były także odpusty. Co ciekawe, bulla ustanawiająca święto Bożego Ciała wymienia samo święto i jego oktawę, bez procesji, które pojawiły się później, nie z inicjatywy papieża, a jako oddolna potrzeba.

    Po śmierci Urbana IV święto zostało zaniedbane przez jego następców. Żywy kult Bożego Ciała nieprzerwanie występował przede wszystkim w zakonach, m.in. u: benedyktynów, dominikanów, karmelitów. Święto Bożego Ciała zaczęto w Kościele powszechnie obchodzić na początku XIV w., od pontyfikatu Jana XXII, który w odpowiedni sposób zatroszczył się o jego uczczenie. Do głównych świąt kościelnych zaliczone zostało dopiero w 1389 r. przez papieża Urbana VI.

    Geneza i wprowadzenie procesji Bożego Ciała

    Procesje Bożego Ciała nie zostały zaprowadzone bullą papieża Urbana IV. Ich odprawianie stało się niejako inicjatywą oddolną, której celem było uwielbienie Chrystusa. Poza tym doskonale wpisywały się w pobożność ludową. Przez procesję od początku rozumiano ciągły pochód wiernych, któremu towarzyszą śpiewy, a na koniec udzielane jest błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.

    Procesje wyrosły z wcześniej znanych praktyk pobożnych. Na ich ukształtowanie się duży wpływ miało zwłaszcza noszenie Wiatyku do chorych, w czasie którego największą uwagę zwracano na odpowiednie zachowanie kapłana względem Najświętszego Sakramentu oraz postawy pobożne wiernych. Z czasem wokół procesyjnego niesienia Wiatyku ukształtował się pewien rytuał. Przed udaniem się do chorego należało uderzyć w dzwon, by w ten sposób zwołać wiernych. W procesji przed kapłanem szła para osób ze świecami, a za nim postępowali wierni ułożeni w pary. Osoby, które napotkały taką procesję, miały pobożnie uklęknąć ze złożonymi rękami. Za udział w takiej procesji przewidywano 10 dni odpustu.

    Istotne były również procesje w Niedzielę Palmową, gdyż noszono wówczas symbole Chrystusa: Ewangelię oraz krzyż. Procesje te przyciągały swoją dramaturgią, która pomagała przeżywać pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Pewien wpływ na procesje Bożego Ciała wywarły także procesje z relikwiami świętych.

    Pierwsze udokumentowane procesje Bożego Ciała miały miejsce w Kolonii, w kościele św. Gereona, już przed 1271 r. Historycy mają pewność, iż procesje odbywały się w XIV w. w diecezjach w Anglii, Hiszpanii, Francji. W samym Rzymie wprowadzono je stosunkowo późno, bo w latach 1389-1429.

    Prawne usankcjonowanie procesji

    Bardzo duży wpływ na rozwój święta Bożego Ciała, a zwłaszcza towarzyszących mu procesji, miał sobór odbywający się w Konstancji w latach 1414-1418. W czasie jego trwania odprawiono uroczystą procesję, w której udział wzięli kardynałowie, biskupi, profesorowie uniwersytetów. To wydarzenie stało się dla nich niejako impulsem do wprowadzenia procesji Bożego Ciała w swoich diecezjach.

    Pierwszym papieżem, który w oficjalnych dokumentach wyraźnie wspominał o procesjach Bożego Ciała, był Marcin V. W bulli „Ineffabile sacramentum” wydanej w 1429 r. papież zachęcał do odprawiania procesji i biorącym w niej udział udzielał 100 dni odpustu.

    Po pojawieniu się procesji, w XV w. na zachodzie Europy zrodził się zwyczaj odprawiania mszy św. wobec Najświętszego Sakramentu. Wówczas procesje odprawiano przed sumą, a po ich zakończeniu Najświętszy Sakrament pozostawiano na ołtarzu, gdzie rozpoczynała się msza św. Z czasem zakazano odprawiania tego typu mszy św.

    Początkowo procesje odbywały się według miejscowych rytuałów, zwyczajów właściwych dla konkretnej diecezji. Pierwsze odgórne rozporządzenia poświęcone obchodzeniu procesji wydane zostały przez Stolicę Apostolską dopiero w 1600 r. w „Caeremoniale episcoporum”, a następnie w „Rytuale Rzymskim” z 1614 r.

    Z czasem procesje Bożego Ciała, prócz uwielbienia Chrystusa, przyjęły również charakter błagalny. Modlono się zwłaszcza o urodzaje; ludzie bardzo wierzyli w moc zanoszonych wówczas próśb. Pojawiły się liczne zapisy i fundacje na rzecz procesji. Troszczono się o to, by była ona jak najbardziej okazała. Budowano cztery ołtarze polowe, przy których kapłan bądź biskup czytał lub śpiewał początek Ewangelii i błogosławił zgromadzonych Najświętszym Sakramentem, eksponowanym w monstrancji. Kryzys błagalnej formy procesji Bożego Ciała nastąpił w dobie reformacji.

    Sobór Trydencki jasno opowiedział się po stronie święta Bożego Ciała, jak i jego procesji. Ojcowie soborowi starali się ujednolicić różnorodność w obchodzeniu święta. W okresie kontrreformacji świętowanie Bożego Ciała stało się niejako wyznaniem wiary i przywiązywano do niego bardzo dużą rolę.

    Karolina Rybska/PCh25.pl

    Read more: https://www.pch24.pl/rozwoj-swieta-bozego-ciala-do-soboru-trydenckiego,76490,i.html#ixzz6OrYUxqEQ

    *******************

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    Maltańczycy wracają do różańca
    foto: Pixabay


    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC CZERWIEC 2020

    Intencja ewangelizacyjna:

    O drogę serca. Módlmy się, aby ci, którzy cierpią odnaleźli swoje drogi życia, pozwalając się dotknąć Sercu Pana Jezusa.


    Intencje PMK w Szkocji:

    1) Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.

    2) Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł.

    3) Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego.


    

    Bogu niech będą dzięki!

    Pragnę podzielić się wspaniałą wiadomością: mamy kolejną już Różę Żywego Różańca – 18-tą. Patronem tej Róży jest błogosławiony ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Święcenia biskupie otrzymał 12 maja 1946 roku z rąk ks. Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski na Jasnej Górze. 13 maja obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Dlatego proponuję ten właśnie czas, aby nowa Róża rozpoczęła modlitwę różańcową. Uroczyste przyjęcie do Rodziny Żywego Różańca będzie dopiero po ustaniu pandemii.

    Oby Matka Boża była coraz bardziej znana i umiłowana!

    ************************************************************************

    39 lat temu podczas środowej audiencji na placu św. Piotra – 13 maja 1981 roku o godz. 17.19 – Pani Fatimska zniweczyła szatański plan. Cudownie ocaliła św. Jana Pawła II.

    Fatimska Pani jest darem Bożego Miłosierdzia

    This image has an empty alt attribute; its file name is Fatimska.jpg

    Fatima jest szczególnym znakiem Bożego miłosierdzia. Najświętsza Maryja Panna błaga i prosi wszystkich ludzi poprzez trójkę fatimskich dzieci, aby modlić się na różańcu, aby pokutować. Bo miłosierny Bóg nie chce śmierci grzesznika. Boży Syn dokonał odkupienia wszystkich ludzi. Ale konieczne jest tutaj nawrócenie. Żeby móc przyjąć Boży dar miłosiernego przebaczenia, ludzkie serce musi zdecydowanie porzucić drogę grzechu.

    Wezwanie do nawrócenia jest echem słów Maryi z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”.

    Najświętsza Matka, dobrze wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia, które daje Jej Boży Syn. To dzięki przebaczeniu ludzkie serce wypełnia się pokojem, daje radość życia i odwagę, aby być nie tylko za siebie, ale również i za drugiego człowieka odpowiedzialnym.

    Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej encyklice o Bożym mi­łosierdziu przypomniał ludzkości, że Matka Boża wskazuje ludziom na tę Bożą miłość, którą Jej Syn nie przestaje objawiać. Ta miłosierna miłość stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem Jej Serca.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    This image has an empty alt attribute; its file name is Dzieci_Fatimskie.jpg

    Modlitwy podyktowane przez Anioła dzieciom w Fatimie w roku 1916, poprzedzającym objawienia Matki Bożej z roku 1917. Liturgiczne wspomnienie świętych Franciszka i Hiacynty Marto przypada 20 lutego. Trwa proces beatyfikacyjny s. Łucji dos Santos, trzeciej z wizjonerów fatimskich, zmarłej w 2005 roku.

    Siostra Łucja: Zbliżywszy się do nas, powiedział:

    „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną”.

    Uklęknął i pochylił głowę aż do ziemi. Porwani siłą nadprzyrodzoną robiliśmy to samo i powtarzaliśmy słowa wymawiane przez niego:

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie,
    ufam Tobie i miłuję Ciebie.
    Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Siostra Łucja: Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty.
    W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie
    Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata
    jako wynagrodzenie za zniewagi,
    świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany.
    Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca
    i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi,
    proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    ************************************************************************

    Akt Komunii Świętej duchowej

    Tekst Aktu Komunii Świętej duchowej, zaproponowany w dniu 19.03.2020 r. przez papieża Franciszka wiernym, którzy uczestniczą we Mszach św. transmitowanych za pośrednictwem mediów – radia, telewizji, internetu.

    Zobacz obraz na Twitterze


    milosierdzie.pl: Akt Komunii Świętej Duchowej

    ************************************************************************

    W jaki sposób możemy uzyskać odpuszczenie grzechów poza spowiedzią

    This image has an empty alt attribute; its file name is l_dscf8221.jpg

    Kościół wskazuje sposób uzyskania przebaczenia grzechów ciężkich w wyjątkowej sytuacji niemożności wyspowiadania się. Jest nim wzbudzenie żalu doskonałego za grzechy oraz szczere pragnienie (postanowienie) wyspowiadania się – pisze w swej analizie ks. dr hab. Jacek Kempa z Katedry Teologii Dogmatycznej i Duchowości Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego.

    A oto treść analizy:

    O UZYSKANIU PRZEBACZENIA GRZECHÓW CIĘŻKICH W SYTUACJI NADZWYCZAJNEJ POZA SPOWIEDZIĄ

    Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 960 przedstawia naukę Kościoła o konieczności spowiedzi: „Indywidualna i integralna spowiedź oraz rozgrzeszenie stanowią jedyny zwyczajny sposób, przez który wierny, świadomy grzechu ciężkiego, dostępuje pojednania z Bogiem i Kościołem. Jedynie niemożliwość fizyczna lub moralna zwalnia od takiej spowiedzi. W takim wypadku pojednanie może się dokonać również innymi sposobami”.

    Kościół wskazuje taki sposób uzyskania przebaczenia grzechów ciężkich w wyjątkowej sytuacji niemożności wyspowiadania się. Jest nim wzbudzenie żalu doskonałego za grzechy oraz szczere pragnienie (postanowienie) wyspowiadania się. Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 1452) opisując doskonały żal za grzechy stwierdza: „Gdy żal wypływa z miłości do Boga miłowanego nade wszystko, jest nazywany «żalem doskonałym» lub «żalem z miłości». Taki żal odpuszcza grzechy powszednie. Przynosi on także przebaczenie grzechów śmiertelnych, jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, gdy tylko będzie to możliwe”.

    ************************************************************************

    Zachęcam do codziennej modlitwy słowami Suplikacji:

    Święty Boże, Święty mocny,
    Święty a Nieśmiertelny
    Zmiłuj się nad nami…

    Od powietrza, głodu, ognia i wojny
    Wybaw nas Panie!

    Od nagłej i niespodzianej śmierci
    Zachowaj nas Panie!

    My grzeszni Ciebie Boga prosimy
    Wysłuchaj nas Panie!

    —————————————————–

    transmisje z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego

    This image has an empty alt attribute; its file name is image.png

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow

    (nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    W tym szczególnym czasie, który teraz przeżywamy, Wspólnota Modlitewna JEZUS ŻYJE zaprasza na rekolekcje

    Czas pandemii i izolacji nie musi być czasem smutku, znudzenia czy stagnacji, wręcz przeciwnie! Możemy wykorzystać ten czas, dany nam tu i teraz, na pracę nad swoim sercem, aby uczyć się wciąż i stale coraz lepiej współpracować z Bożą łaską. Wspólnota JEZUS ŻYJE zaprasza do przeżywania rekolekcji razem z Internetowym Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Informacje dotyczące tematów i formularz zgłoszeniowy można znaleźć pod poniższym linkiem:
    https://odnowa.org/wydarzenia/e-seminaria/seminarium-uzdrowienia-wewnetrznego.html


    I Tydzień rekolekcji – poniedziałek 27 kwietnia

    II Tydzień rekolekcji – poniedziałek 4 maja

    III Tydzień rekolekcji – poniedziałek 11 maja

    IV Tydzień rekolekcji – poniedziałek 18 maja

    V Tydzień rekolekcji – poniedziałek 24 maja

    VI Tydzień rekolekcji – poniedziałek 1 czerwca

    VII Tydzień rekolekcji – poniedziałek 8 czerwca

    VIII Tydzień rekolekcji – poniedziałek 15 czerwca

    IX Tydzień rekolekcji – poniedziałek 22 czerwca

    X Tydzień rekolekcji – poniedziałek 29 czerwca

    o godz. 19.00 – Msza Święta i Adoracja Najświętszego Sakramentu

    ********

    ——————————————————————————————————————–

    Trwa proces “indywidualizacji religijności” Polaków

    W Polsce przez ostatnie 30 lat mamy bardziej do czynienia z procesem, który można określić jako “indywidualizacja religijności” – uważa ks. Wojciech Sadłoń SAC, komentując opublikowany 8 czerwca raport Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). Dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) wyjaśnia, że owa indywidualizacja nie oznacza po prostu osłabienia religijnego, ale złożony proces kształtowania się tożsamości religijnej Polaków.

    Publikujemy komentarz ks. Wojciecha Sadłonia SAC dla KAI:

    Zaprezentowane dane CBOS dotyczą dwóch bardzo ważnych deklaracji Polaków – wiary oraz praktyk religijnych. Dane wskazują, że przez ostatnie 20 lat niemal nie zmienił się odsetek Polaków, którzy uważają się za wierzących oraz nieznacznie wzrósł (do 8%) odsetek deklarujących się jako niewierzący. Większe zmiany zaszły w zakresie deklarowanych praktyk religijnych. Z niemal 60% do 47% zmniejszył się odsetek osób deklarujących regularne praktykowanie swojej wiary. Spadek następuje głównie od roku 2005. W tym też czasie odsetek osób deklarujących się jako niepraktykujący wzrósł do 15%.

    Dane CBOS, potwierdzają trend obserwowany również przez inne ośrodki, w tym ISKK, że po 1989 r. mamy do czynienia ze stabilną tożsamością religijną Polaków. Polacy deklarują się jako osoby wierzące, jako katolicy. Jednocześnie religijność Polaków dynamicznie się zmienia. Zmiany te dotyczą przede wszystkim chodzenia co niedzielę do kościoła i przyjmowania Komunii św.

    W ciągu 30 ostatnich lat, polskie społeczeństwo podąża nieco odmiennym torem co zachodnie kraje. Jeśli więc procesy religijne na zachodzie można określić jako sekularyzacja, to w Polsce przez ostatnie 30 lat mamy bardziej do czynienia z procesem, który można określić jako “indywidualizacja religijności”. Nie oznacza ona prostego trendu osłabienia religijnego, ale raczej złożony proces dynamicznego kształtowania się tożsamości religijnej Polaków w zmieniających się warunkach kulturowych.

    ***

    Ks. Wojciech Sadłoń SAC jest dyrektorem pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK). Wkrótce ukaże się jego książka pt. “Polski katolicyzm między tradycją i migracją” (wydawnictwo Routledge).


    ************************************************************************

    +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Dusze czyśćcowe tęsknią za Bogiem

     pixabay

    W ósmym dniu Nowenny do Miłosierdzia Bożego modlimy się za dusze czyśćcowe słowami podyktowanymi św. Faustynie przez samego Pana Jezusa: „Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym, i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości” (Dz. 1226)

    Czy podalibyśmy wodę w zardzewiałym dzbanie? A wino w zardzewiałym kielichu? Z pewnością nie, zwłaszcza gdybyśmy serwowali poczęstunek wyjątkowym gościom. W niebie nie podają w zardzewiałych garnkach. Skoro dusza ludzka jest naczyniem, w które zstępuje Duch Święty, to grzech z pewnością jest rdzą, która je szpeci. Stanem oczyszczania duszy z rdzy, aby mogła odbijać w niebie Boże światło, jest czyściec.

    Czyściec to nie bajka

    13 maja 1917 r., w niedzielę po Mszy św., Łucja, Hiacynta i Franciszek mieli za zadanie wyprowadzić owce na pastwisko. Łucja zdecydowała, że pójdą do Cova da Iria. Niebawem zaczęło się błyskać i dzieci uznały, że zbliża się burza, postanowiły więc wracać. To wtedy Matka Boża, wtulona w liście skalnego dębu, ukazała im się po raz pierwszy. Pierwszą rozmowę pastuszków z Maryją cytowano już wiele razy, ale jest tam fragment, który w rozważaniu tajemnicy czyśćca zasługuje na uwagę. Łucja zapytała Maryję, co stanie się z nimi, z dziećmi, i Matka Boża potwierdziła, że zarówno ona, jak i Hiacynta oraz Franciszek pójdą do nieba. „Później zapytałam o dwie dziewczynki, które niedawno umarły. To były moje przyjaciółki i uczyły się u nas tkactwa od mojej starszej siostry – wspomina Łucja. – Czy Maria das Neves jest już w niebie? – Tak – odpowiedziała Pani. – A Amelia? – Będzie przebywać w czyśćcu do końca świata – odpowiedziała Maryja”. Łucja dodała, że Amelia miała w chwili śmierci jakieś 18 czy 20 lat.

    Raj jest otwarty, ale musisz się umyć

    To bardzo ważna rozmowa. Maryja w jednej z odpowiedzi potwierdza istnienie czyśćca. Wierzymy, że Boże miłosierdzie gładzi ludzkie grzechy, ale jednocześnie dusza, która jest ubrudzona grzechem, nie może stanąć przed majestatem Boga, nie jest na to gotowa. I według objawień wielu świętych, dusza po śmierci doskonale rozpoznaje, że nie jest gotowa na spotkanie z Bogiem. Św. Katarzyna z Genui w „Traktacie o czyśćcu” pięknie pisze: „Widzę, że Bóg nie otoczył raju bramami zamkniętymi: każdy, kto chce, może wejść do niego; Bóg jest bowiem cały miłosierdziem i ramiona Jego są zawsze ku nam otwarte, aby nas przyjąć do Jego chwały. Lecz zarazem widzę jasno, że Istota Boża jest samą czystością i że dusza, która by miała w sobie jakąś niedoskonałość, a nawet najmniejszy cień, wolałaby raczej rzucić się w tysiące piekieł niż stanąć przed Boskim Majestatem z jakąś zmazą na sobie. Wiedząc zatem, że czyściec jest na to przeznaczony, żeby ją oczyścić z tych plam, sama się w niego rzuca, upatrując w tym wielkie miłosierdzie Boże, które zdolne jest uwolnić ją od owej przeszkody”. Czy my, żyjący, zabiegani, możemy to pojąć? Dusza po śmierci za oczywistość uważa swą niegodność, a za miłosierdzie poczytuje sobie właśnie oczyszczenie w ogniu czyśćca. Jej rozumienie wielkości Boga jest tak pełne i prawdziwe, że nie ośmieliłaby się nawet pragnąć wpuszczenia jej do raju w sytuacji ubrudzenia grzechem.

    On jest święty

    Bóg chce nas w niebie, w swoim domu, ale jednocześnie gdy jesteśmy uwikłani w grzech, nie może nas tam wpuścić. Dlatego czyściec w rzeczywistości nie jest karą dla ludzkiej duszy, ale ostatnią szansą na jej oczyszczenie z rdzy grzechu, by mogła wejść do chwały nieba; jest dostąpieniem miłosierdzia. Dusze czyśćcowe naprawdę pragną doskonałego oczyszczenia. One już wiedzą, kim jest Bóg. I wiedzą, że grzech naprawdę obraża Boga i naprawdę czyni człowieka całkowicie niegodnym spotkania z Nim. Doskonale ujął to sługa Boży abp Fulton J. Sheen: „Im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym bardziej czuje się niegodny. Obraz w świetle świecy zdradza mniej defektów, niż gdy oglądany jest w blasku słońca; podobnie dusze nieco oddalone od Boga są bardziej przekonane o swojej moralnej prawości niż te, które znajdują się blisko Niego. Ci, którzy porzucili blaski oraz splendory świata i od lat żyli w blasku Jego oblicza, pierwsi gotowi są wyznać, jak bardzo przytłacza ich ciężar ich własnych grzechów”. Św. Katarzyna poucza, że „dusze czyśćcowe nie mogą mieć innego pragnienia, jak tylko to, żeby pozostawać tam, gdzie przebywają wedle najsprawiedliwszego zarządzenia Bożego”. Wielki Jan Paweł II w bulli inicjującej Jubileusz Świętego Roku Odkupienia w 1983 r. tłumaczył: „Trzeba odkryć poczucie grzechu, a żeby to osiągnąć, trzeba odkryć poczucie Boga! Grzech jest bowiem obrazą Boga sprawiedliwego i miłosiernego, która wymaga odpowiedniej ekspiacji w tym lub przyszłym życiu”. Czyściec jest niczym więcej, jak właśnie ekspiacją w przyszłym życiu.

    Ogień wypala rdzę – abyś rozbłysnął

    W stanie ekspiacji i wypalania rdzy grzechu duszy nie jest łatwo. Św. Katarzyna w swym opisie nie pozostawia żadnych złudzeń: „Dusze czyśćcowe doznają cierpień tak srogich, że język ludzki tego wypowiedzieć nie zdoła. (…) kary jego są równe karom piekielnym”. I w innym miejscu: „Chociaż cierpienia ich są nader srogie, dusze te przywiązują większe znaczenie do owej przeszkody, która w nich tkwi, a jest nią sprzeczność między ich wolą a wolą Bożą. Teraz widzą jasno, jak bezmierną i czystą miłością są przez Niego kochane”. Wizje Katarzyny potwierdzają zapisy s. Faustyny z „Dzienniczka”: „Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie” (Dz. 20).

    Ojciec Pio, wielki przyjaciel dusz czyśćcowych, widział, w jaki sposób cierpią dusze poddane oczyszczeniu. Wiedział również dokładnie, jaki rodzaj cierpienia przechodzi dana dusza. Znając głębię tego cierpienia i wartość modlitwy wstawienniczej, powtarzał: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się… Musimy opróżnić czyściec. Wszystkie dusze muszą być uwolnione”. Cleonice, najbliższa uczennica Ojca Pio, wiele razy pytała go o to, jak można pomóc duszom znajdującym się w czyśćcu, a on odpowiadał niezmiennie: „Dusze czyśćcowe poświęcamy Bogu poprzez wszystkie dobre uczynki”.

    Tęsknota w ogniu

    Dusze czyśćcowe tęsknią za Bogiem tęsknotą, której wielkości nigdy nie pojmiemy. To tęsknota tych, którzy Go poznali, którzy zobaczyli Jego miłosierdzie i sprawiedliwość jednocześnie, a nade wszystko Jego świętość. „Gdyby mogły się oczyścić przez skruchę – w jednej chwili spłaciłyby swój dług” – pisze św. Katarzyna. Ale nie mogą. Gdyby mogły wrócić na ziemię i zacząć wszystko od początku – zrobiłyby to. Ale nie mogą. Nade wszystko gdyby tylko mogły zedrzeć z siebie rdzę grzechu i braku miłości aż do samego dna tylko po to, by móc wejść do raju, w ramiona Boga, nawet za cenę bezmiernego cierpienia – zrobiłyby to. I to mogą. Dlatego tęsknota w ogniu jest ich wyborem i jest dla nich łaską. Cierpią uległe i pełne pokoju. W czyśćcu nie ma rozpaczy. Jest nadzieja, bo dusze wciąż zbliżają się do dnia ujrzenia Boga. Jest ból i męka. Czy można coś z tym zrobić?

    Dusze zmarłych potrzebują nas…

    Gdy tracimy bliskich naszemu sercu, często nasz świat rozpada się na kawałki. Nie potrafimy dalej żyć, szarpiemy się z myślami i z samotnością. Rozłąka, którą przynosi śmierć, nie powinna jednak wyłączyć naszej odpowiedzialności za bliskiego nam człowieka. W tym życiu mogliśmy okazywać mu miłość na tysiące sposobów. Teraz pozostał nam najważniejszy: modlitwa za jego duszę. Gdyby się zdarzyło, że jego dusza trwa w stanie oczyszczenia, nasza modlitwa będzie dla niej prawdziwą pomocą. Los zmarłych zależy od nas, żyjących. Kościół uznał na Soborze Trydenckim i powtórzył na II Soborze Watykańskim, że możemy skutecznie pomagać duszom w czyśćcu poprzez Mszę św. – to dla nich największa pociecha. Św. Robert Bellarmin publicznie nauczał, że ten, kto wstawia się za duszami czyśćcowymi i czyni dla nich dobro, robi w ten sposób więcej, niż gdyby złożył największy datek na rzecz ubogiego jeszcze żyjącego na tym świecie. Św. Alfons Liguori powtarzał, że „jeśli pragniemy skutecznie pomóc duszom w czyśćcu, powinniśmy polecać je w naszych modlitwach Najświętszej Dziewicy Maryi, a szczególnie polecać za nie Koronkę albo Różaniec, który daje im ulgę w cierpieniu”. Czy można to sobie wyobrazić? Można zlekceważyć? Nasza modlitwa ma taką moc, że przynosi ulgę duszom cierpiącym w czyśćcu. Obmywa je i chłodzi. I pamiętajmy: dusze w czyśćcu niczego nie mogą uczynić dla siebie, ale dla nas mogą wyprosić bardzo wiele. Jezus, gdy ukazał się św. Katarzynie Sieneńskiej, wyjawił jej, że wiele łask, które otrzymała, to owoc wstawiennictwa dusz czyśćcowych. Może warto – wierząc w świętych obcowanie – zaryzykować zawarcie takiej przyjaźni? Dusze zmarłych potrzebują nas, a my potrzebujemy ich. Modlitwa jest mostem, na którym możemy się spotkać w drodze do Boga. „Trzeba modlić się za dusze czyśćcowe – powtarzał Ojciec Pio. – To niewyobrażalne, ile mogą uczynić dla naszego dobra duchowego przez wdzięczność okazywaną tym, którzy wspominają je na ziemi i modlą się za nie”.

    Agnieszka Bugała/Tygodnik NIEDZIELA

    +++++++++++++++++

    Okaż miłosierdzie swoje… duszom czyśćcowym!

    “Jezu najmiłosierniejszy, któryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe – dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości – niech strumienie krwi i wody, które wyszły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia czyśćcowego, aby się i tam sławiła moc miłosierdzia Twego.

    Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego
    Wznosi się jęk do miłosierdzia Twego.
    I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody
    W strumieniu wylanym krwi i wody.

    Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz.”

    Dzienniczek, 1227

    Misericors.org

    ********

    Modlitwa za dusze czyśćcowe – uczta miłosierdzia

    „Za niebem tyle tu mi lat żyć trzeba, ile tam w życiu przeżyłem bez nieba. Bo odłożyłem, lenistwem zatruty, na kres ostatni żal mojej pokuty. Chyba, że serce tam w łasce żyjące, przyśle tu za mną modlitwy gorące; bo tu daremny pacierz mego ducha lub jaki inny, gdy niebo nie słucha” – napisał o czyśćcu Dante Alighieri w Pieśni IV „Boskiej Komedii”.
    Cierpienie dusz to nie tylko plastyczny temat dla rysunków literackich, to prawda Kościoła, o której w rozmowie z Agatą Pieszko opowiada o. Wojciech Matuła CMF – proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca we Wrocławiu
    .

    AGATA PIESZKO: – Dusze czyśćcowe upominają się o modlitwę?

    O. WOJCIECH MATUŁA CMF: – Tak. To już drugi rok, kiedy na początku listopada po Ewangelii przybliżamy wiernym prawdę o czyśćcu oraz duszach czyśćcowych i faktycznie jest wiele świadectw o tym, że te dusze przychodzą i proszą nas o modlitwę, bo one same sobie nie mogą już pomóc. W listopadzie robimy wielką ucztę zmarłym. Zamawiamy Mszę św., wypominki, odmawiamy Różaniec, ofiarowujemy Komunię św. w ich intencji, ale warto pamiętać o tym geście nie tylko w okolicy Wszystkich Zmarłych. Myślę, że w pamięci Polaków tkwi to, co powiedział dziś święty już papież Jan Paweł II: „Proszę, abyście się za mnie modlili za życia mojego i po śmierci”. Wielu świętych to zaznaczało. Św. Monika, matka św. Augustyna, mówiła swoim synom w ostatnich chwilach życia: „To nieważne, gdzie złożycie moje ciało. Zupełnie się o to nie martwcie! Tylko o jedno was proszę, żebyście – gdziekolwiek będziecie – wspominali mnie przed ołtarzem Pańskim”.

    – Gdy dusze czyśćcowe objawiają się nam, proszą nie tylko o modlitwę, ale także o przebaczenie…

    – Chyba największą przeszkodą w naszym zbawieniu jest brak przebaczenia. W Niedzielę Miłosierdzia Pan Jezus ukazuje nam się jako Ojciec pełen miłości, który nie pamięta naszych grzechów. Trzeba brać z Niego przykład i przebaczać zarówno żyjącym, jak i tym, których już wśród nas nie ma.

    – We wrocławskiej parafii pw. św. Wawrzyńca znajduje się puszka na ofiary za dusze czyśćcowe. Jak sprawdza się ta inicjatywa?

    – Puszka jest oczywiście dłużej, ale od dwóch lat bardzo intensywnie ogłaszamy zbiórkę ofiar na Msze św. za dusze czyśćcowe. Raz w miesiącu opróżniamy tę puszkę, informujemy wiernych, jaka kwota została zebrana i ile Mszy św. zostanie odprawionych. Na początku to były grosze, ale od kiedy o tym więcej mówimy, ofiara znacznie wzrosła i teraz kwota dochodzi nawet do 600 zł. Takie Msze św. najczęściej sprawujemy w piątki o godz. 15.00 wraz z Koronką do Miłosierdzia Bożego, ale jest ich tak wiele (czasem 15 w ciągu miesiąca), że odprawiamy je także w inne dni.

    – Czy parafianie są skłonni okazywać swoje miłosierdzie przez ofiarę?

    – Tak, kiedy znają cel. Mamy także puszkę przeznaczoną na obiady dla dzieci. To była puszka z napisem „Dla biednych”, tylko nikt nie wiedział, dla jakich biednych. Rozpoczęliśmy więc zbiórkę na konkretny cel. Trzy lata temu zaczynaliśmy od finansowania obiadów dla trójki dzieci, teraz mamy piątkę, a od przyszłego roku liczymy, że będziemy mogli wyżywić jeszcze kilku podopiecznych. W naszym kościele mamy też osiołka, który trzyma cukierki i po Mszy św. dzieci mogą się nimi poczęstować, ale w okresie Wielkiego Postu nie ma cukierków – to dzieci muszą dać coś od siebie – nie brać, ale uczyć się dawać. Mamy jednego podopiecznego z hospicjum dziecięcego – Mikołaja, dla którego zbieramy na rehabilitację. Godzina rehabilitacji to koszt 60/70 zł. Dzieci to wiedzą i przez cały Wielki Post odkładają ofiary, by w Niedzielę Miłosierdzia na Mszy św. o godz. 10.30 przekazać zebrane datki przedstawicielom hospicjum.

    Agata Pieszko/Niedziela wrocławska 17/2019

    +++++++++++++

    czyściec dusze i nadzieja Maryja

    Cudowne wydarzenia 

    O czyśćcu i skutkach niezałatwionych za życia spraw

    Maria Simma urodziła się 5 lutego 1915 r. w niewielkim, ale urokliwym austriackim miasteczku Sonntag. Już od dziecka odznaczała się głęboką religijnością. Przez wiele lat pracowała jako służąca. Trzykrotnie podejmowała próby wstąpienia do klasztoru, jednak za każdym razem odmawiano jej przyjęcia ze względu na słabe zdrowie. Od śmierci ojca w 1947 r. mieszkała sama w rodzinnym domu. Jedynym źródłem jej utrzymania było ogrodnictwo, prace chałupnicze i sprzątanie kościoła.

    Simma zgodnie z zaleceniami św. Ludwika Grignion de Montfort złożyła ślub czystości Matce Bożej i ofiarowała całe swoje życie, aby nieść pomoc duszom w czyśćcu cierpiącym przez modlitwę, cierpienie i apostołowanie. Katechizowała, a także służyła pomocą w przygotowywaniu dzieci do Pierwszej Komunii Świętej.

    SPECJALNY CHARYZMAT

    Gdy miała 25 lat, otrzymała od Pana Boga specjalny charyzmat spotkań z duszami czyśćcowymi. Pierwsze takie spotkanie odbyło się w 1940 roku. Około czwartej nad ranem w sypialni przebudziły ją czyjeś kroki. Na pytanie, kto to, jak tu wszedł i czego szuka, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Wstała więc z łóżka i próbowała złapać tajemniczego gościa, ale… chwyciła tylko powietrze. Była bardzo zdziwiona. Widziała postać, jednak nie mogła jej dotknąć. Spróbowała jeszcze raz, lecz bezskutecznie. Rano opowiedziała wszystko swojemu spowiednikowi, który jej poradził, żeby w takich sytuacjach zawsze stawiała pytanie, po co osoba przychodzi i czego sobie życzy. Następnej nocy przyszedł ten sam zmarły. Zapytany przez Marię odpowiedział, że bardzo prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze Święte. Od tego czasu dusze czyśćcowe zaczęły regularnie ją odwiedzać, prosząc szczególnie o Msze, a także o modlitwę różańcową i Drogę Krzyżową.

    CIERPIENIA „ZASTĘPCZE”

    Marię w jej posłannictwie wspierał zarówno ksiądz proboszcz, jak i miejscowy biskup ordynariusz. Simma pomagała duszom czyśćcowym nie tylko przez modlitwę, ale również przez cierpienia ofiarowane w ich intencji. Cierpienia te odpowiadały grzechom, za które dusze czyśćcowe musiały odpokutować.

    Cierpienia zastępcze, których doświadczała Maria, nasilały się szczególnie w listopadzie, gdyż wtedy odwiedzało ją najwięcej dusz. Warto wspomnieć o przypadku księdza, który zmarł w Kolonii w 555 r. i zjawił się u Marii z prośbą, aby dobrowolnie przyjęła cierpienie zastępcze za jego ciężkie przewinienia, bo inaczej będzie musiał oczyszczać się aż do dnia Sądu Ostatecznego. Simma zgodziła się i od razu zaczęła doznawać strasznej męki. Ksiądz ten musiał pokutować za niegodne sprawowanie Mszy Świętych, odstąpienie od wiary i zabójstwo towarzyszek św. Urszuli. Co ciekawe, przypadek tego księdza jest odnotowany w kronikach historycznych z tamtego okresu.

    CZYŚCIEC TO WSPANIAŁY WYNALAZEK PANA BOGA

    Maria Simma, podobnie jak niektórzy święci w sposób szczególny pomagający duszom w czyśćcu cierpiącym, wielokrotnie powtarzała, że czyściec to wspaniały wynalazek Pana Boga, dzięki któremu dusze mogą uwolnić się od wszelkich ziemskich przywiązań i całkowicie oczyszczone pójść na spotkanie z Panem Wszechświata.

    Tuż przed śmiercią Marii, siostra Emmanuela Maillard, zafascynowana wcześniejszymi jej wyznaniami, postanowiła z nią porozmawiać. Wywiad został przeprowadzony w 1997 roku w domu Marii w Sonntag.

    Maria Simma podkreślała w nim, że poprzez dar kontaktu z duszami czyśćcowymi Pan Bóg powołał ją do uświadamiania ludziom, że nasze życie na ziemi ma jeden najważniejszy cel: przygotowanie do życia w Niebie, do zjednoczenia w miłości z Bogiem i innymi ludźmi.

    Według Simmy grzechy, które najczęściej prowadzą do czyśćca, to grzechy przeciw miłości Boga, przeciw miłości bliźniego, zatwardziałość serca, wrogość, oczernianie, oszczerstwa itp.

    Oczernianie i obmawianie bliźniego są jednymi z najgorszych wad, które wymagają długiego oczyszczania. Maria dała przykład pewnej kobiety, która zmarła podczas aborcji i mężczyzny, który znany był z częstych praktyk religijnych, ale nie miał w sobie dość pokory. Dlatego często krytykował i naśmiewał się z innych. Maria została poproszona o to, aby dowiedziała się, co się stało z duszami zarówno kobiety, jak i mężczyzny, którzy zmarli niemalże w tym samym czasie. Ku wielkiemu zdziwieniu pytających Maria dowiedziała się, że kobieta była już dawno w Niebie, zaś mężczyzna pozostawał w czyśćcu. Ludzie byli bardzo zdziwieni. Kobieta bowiem dopuściła się dzieciobójstwa, a mężczyzna często chodził do kościoła i prowadził pobożne życie. Maria szukała więc więcej informacji, myśląc, że się pomyliła. Okazało się jednak, że nie było pomyłki. Oboje zginęli praktycznie w tym samym momencie, jednak kobieta miała doświadczenie głębokiej skruchy i była bardzo skromną osobą, podczas gdy mężczyzna krytykował wszystkich, zawsze narzekał i źle mówił o innych. To dlatego jego czyściec trwał tak długo. Maria stwierdziła: Nie wolno nam sądzić po pozorach.

    POTRZEBA DUŻO POKORY…

    Maria Simma zwróciła uwagę, że wiele trzeba pokutować w czyśćcu za grzechy przeciwko miłości bliźniego. Odrzucenie pewnych ludzi, niechęć do pojednania się, długo chowana uraza często stają się powodem późniejszego cierpienia. Simma podała przykład pewnej kobiety, która miała przyjaciółkę. Mimo zażyłości, jaka je łączyła, pewnego razu doszło do kłótni między nimi. Obie nie odzywały się do siebie przez lata. Jedna z kobiet podejmowała próby pojednania. Druga ciągle je odrzucała. Nawet gdy zapadła na ciężką chorobę, nie chciała słyszeć o pogodzeniu się, aż w końcu umarła. Z tego też względu cierpiała w czyśćcu ogromne męki.

    Maria podkreśliła, że słowa mogą zabijać i wyrządzać innym ogromną krzywdę. Z drugiej strony miłość bliźniego, najmniejsze akty dobroci okazywane różnym osobom przynoszą wiele zasług i stanowią pewną drogę do Nieba. Pomagają nam w tym także cierpienia i modlitwy odprawiane w intencji dusz czyśćcowych, które później będą orędować za nami z Nieba.

    Musimy mieć też dużo pokory w sobie. To największa broń przeciwko złemu. Znane jest piękne świadectwo ks. Berlioux, który opowiedział historię kobiety zaatakowanej na łożu śmierci przez demony. Już wydawało się, że nie ma dla niej ratunku, że całe piekło się sprzysięgło. Demony walczyły o jej duszę. W pewnym momencie w mieszkaniu pojawił się tłum nieznanych osób o olśniewającym pięknie, które zmusiły demony do ucieczki. Te niezwykłe dusze dodawały otuchy konającej kobiecie i ją pocieszały. Gdy umierająca zapytała je, kim są i dlaczego tyle dobrego robią dla niej, one odparły, że są mieszkańcami Nieba, którym ona kiedyś pomogła i z wdzięczności za to teraz pomagają jej przekroczyć próg wieczności. Po tych słowach uśmiech rozjaśnił twarz kobiety i zasnęła w Panu. Jej dusza czysta jak gołębica znalazła tak wielu obrońców, że weszła do Nieba w wielkim triumfie i wśród błogosławieństwa wszystkich tych, których uratowała z czyśćca.

    CAŁKOWICIE UFAĆ BOGU!

    Maria podała także jeszcze jeden ciekawy przykład młodego grzesznego człowieka, który – mimo sprzeciwu rodziny – ruszył na pomoc osobom uwięzionym w lawinie, sam tracąc życie. Mężczyzna ów trafił do czyśćca, który miał opuścić po odprawieniu za jego duszę trzech Mszy Świętych. Gdy Maria poinformowała o tym krewnych i przyjaciół zmarłego, wszyscy byli zdziwieni. Wiedzieli, że wiódł rozwiązłe życie. A jednak okazało się, że to dzięki aktowi czystej miłości Pan Bóg miał go szybko przyjąć do Nieba. Kolejny raz potwierdziło się, że miłość zakrywa wiele grzechów.

    Simma wyjaśniła, że być może ten młody człowiek nigdy nie miałby możliwości okazania tak wielkiego aktu miłości, gdyby nie seria lawin, które nawiedzały wioskę. Pan w swoim miłosierdziu zabrał go w najkorzystniejszym dla niego momencie, kiedy z czystej miłości do bliźnich pragnął ich uratować. Z tego przykładu płynie jeszcze jedna nauka: człowiek powinien całkowicie ufać Bogu.

    TRZY ZŁOTE KLUCZE OTWIERAJĄCE NIEBO

    Simma opowiadała o przypadku matki czworga dzieci, która miała umrzeć. Zamiast się buntować i niepokoić, mówiła do Pana: Zgadzam się na tą śmierć, jeśli taka jest Twoja wola Panie. Oddaję swoje życie w Twoje ręce. Powierzam Ci synów i wiem, że się będziesz o nich troszczyć. Maria powiedziała, że ze względu na ogromne zaufanie do Boga, ta kobieta poszła prosto do Nieba i uniknęła czyśćca. Dlatego naprawdę można powiedzieć, że miłość, pokora i oddanie Bogu, to trzy złote klucze otwierające drogę do Zbawienia. Pomagają nam także cierpienia znoszone z pokorą w intencji dusz w czyśćcu cierpiących, ofiarowane Najświętszej Maryi Pannie. Ona najlepiej wie, jak z nich korzystać. Pomocne są też Msze Święte ofiarowane za zmarłych, Droga Krzyżowa, Różaniec i odpusty.

    O samym cierpieniu Simma mówiła, że jest ono dowodem miłości Boga, a dzięki ofiarowaniu go za dusze osób zmarłych możemy wiele dla nich uczynić. Cierpienie według niej jest darem, a nie karą. Maria podała przykład udręk pewnej schorowanej kobiety, która nie była dobrze traktowana we wsi. Mimo to ofiarowała cierpienia za jej mieszkańców, modląc się o to, by częste lawiny, które nawiedzały okolicę, omijały wioskę, w której mieszkała. I tak też się stało. Kobieta ta była błogosławieństwem dla wszystkich mieszkańców. Maria mówiła, że gdyby cieszyła się ona dobrym zdrowiem, wieś nie zostałaby uratowana. Cierpienia znoszone z cierpliwością mają znacznie większą moc niż same modlitwy (modlitwa jednak pomaga dźwigać cierpienie). Nie należy zawsze postrzegać cierpienia jako kary, bo sam Chrystus był niewinny, a musiał przejść ogromne męki, by otworzyć nam Niebo.

    WOLNOŚĆ OD WSZELKICH PRZYWIĄZAŃ

    Maria Simma powiedziała także, że zawsze trzeba mieć nadzieję, że nawet wielki grzesznik ukorzy się i całkowicie zawierzy się Panu Bogu, unikając piekła.

    Trzeba też jednak pamiętać o tym, że grzechy przeciwko Duchowi Świętemu nie będą odpuszczone, czyli gdy na przykład ktoś zuchwale grzeszy w nadziei miłosierdzia Bożego. Jaka jest więc rola skruchy i pokuty w momencie śmierci?

    Skrucha jest bardzo ważna. Grzechy skruszonej duszy są odpuszczane w każdym przypadku, ale pozostają ich skutki. Dusza pragnąca od razu pójść do Nieba, musi być wolna od wszelkich przywiązań.

    Simma opowiedziała przypadek kobiety, która – jak sądzono – z pewnością trafiła do piekła. Okazało się jednak, że w momencie tragicznej śmierci kobieta ta powiedziała Bogu: Masz prawo do mojego życia, ponieważ w ten sposób nie będę już w stanie Cię obrażać. I dzięki temu aktowi skruchy została ocalona od piekła.

    Ten przykład jest bardzo istotny, gdyż pokazuje, że skrucha wyrażona w chwili śmierci może nas zbawić. To nie znaczy, że od razu pójdziemy do Nieba, ale unikniemy wiecznego potępienia. Maria wyjaśniła, że w chwili śmierci jest czas, w którym dusza wciąż ma szansę zwrócić się ku Bogu, nawet po grzesznym życiu.

    Pan daje kilka minut, aby każdy z nas żałował za swoje grzechy i pogodził się z wolą Bożą. Człowiek przed śmiercią jest atakowany przez legiony demonów. Może się jednak oprzeć ich atakowi dzięki całkowitemu zwróceniu się do Pana.

    Maria zapytana o to, jakiej rady udzieliłaby każdemu, kto chce stać się świętym na ziemi, odpowiedziała: Bądź bardzo pokorny. Nie musisz zajmować się sobą. Duma jest zła. Stanowi największą pułapkę.

    Maria powiedziała także, że aby nie musieć cierpieć w czyśćcu mąk – które notabene są tak samo ciężkie, jak w piekle, tyle że w czyśćcu jest nadzieja i pewność spotkania się twarzą w twarz z Bogiem po całkowitym oczyszczeniu – trzeba mieć głębokie zaufanie do Stwórcy. Podała przykład księdza i młodej kobiety, cierpiących z powodu gruźlicy. Oboje znaleźli się w szpitalu. Młoda kobieta mówiła do kapłana: Prośmy Boga, aby móc cierpieć na ziemi tyle, ile to konieczne, aby przejść bezpośrednio do Nieba. Ksiądz odpowiedział, że on nie ma dość odwagi, by o to prosić. Siostra zakonna, która była świadkiem rozmowy, opowiadała później, że młoda kobieta, która umarła pierwsza, poszła prosto do Nieba. Ksiądz zaś, który skonał później, trafił do czyśćca. Objawił się zakonnicy i powiedział: Gdybym tylko miał takie samo zaufanie, jak ta młoda kobieta, wtedy poszedłbym prosto do Nieba.

    W CZYŚĆCU SĄ TAKŻE DZIECI

    Simma przypomniała, że wszyscy ludzie mają sumienie, które pozwala im odróżnić dobro od zła i przez to uniknąć wiecznego potępienia. Chociaż sama Maria nigdy nie rozmawiała z duszą samobójcy, to jednak od innych dusz dowiedziała się, że często osoby takie targnęły się na swoje życie dlatego, że inni ich doprowadzili do takiego stanu przez oszczerstwa lub lekceważenie.

    Co ciekawe, w czyśćcu są nawet dzieci. Simma podała przykład dziewczynki czteroletniej, która miała siostrę bliźniaczkę. Dzieci cierpią męki czyśćcowe znacznie krócej i są one dla nich mniej dotkliwe ze względu na brak dobrze wykształconej świadomości. Maria mówiła, że pewna dziewczynka otrzymała od rodziców jako prezent świąteczny lalkę. Taki sam podarunek otrzymała również jej siostra. Jednak ta mała dziewczynka zniszczyła potajemnie swoją lalkę, wiedząc, że nikt na nią nie patrzył, a następnie położyła ją na miejscu lalki siostry. Ta mała dziewczynka chciała w ten sposób wyrządzić krzywdę swojej siostrze. Wiedziała, że robi źle, stąd kara czyśćcowa. Maria zauważyła, że w rzeczywistości dzieci często są podatne na zło. Stąd konieczne jest zwalczanie w nich zwłaszcza kłamstwa.

    CZYŚCIEC MOŻNA OPUŚCIĆ DOPIERO, GDY USTANĄ SKUTKI GRZECHÓW

    Maria Simma wielokrotnie podkreślała, że dusza będąca w czyśćcu nie opuści go, dopóki nie ustąpią skutki jej grzechów, dopóki nie zostaną załatwione pewne sprawy. Jeśli ktoś np. prowadził grzeszne życie, dopuszczał się kradzieży, nabywał rzeczy w sposób nieuczciwy, to nie opuści czyśćca, dopóki nie zostaną naprawione krzywdy. Maria stała się znana w wielu wioskach austriackich między innymi dlatego, że dusze często przychodziły do niej i prosiły ją, aby udała się do ich domów i kazała ojcu albo bratu czy synowi lub innemu krewnemu oddać komuś określoną kwotę pieniędzy, jakąś nieruchomość czy daną rzecz, którą w przeszłości nieuczciwie nabył zmarły. Osoby takie były zdumione, że Maria tak wiele wie o nich i o ich życiu, więc często słuchały jej poleceń.

    Maria mówiła także, że cierpienia w czyśćcu są nieporównywalnie większe aniżeli na ziemi. Jedna z dusz powiedziała jej o pewnym ojcu rodziny, który przez zaniedbanie i lenistwo stracił pracę. Z tego powodu jego dzieci bardzo cierpiały. Po śmierci cierpienia ojca w czyśćcu były o wiele intensywniejsze aniżeli te, które odczuwałby, gdyby musiał ciężko pracować na ziemi. Po raz kolejny potwierdza się, że aby trafić do Nieba, trzeba pamiętać o miłości bliźniego i czynieniu dobra. Trzeba także starać się tak ułożyć swoje życie, by uniknąć wiecznego potępienia i nie cierpieć tylu mąk w czyśćcu ani nie przysparzać tego cierpienia bliskim, którzy muszą znosić skutki grzechów swoich krewnych.


    Przymierze z Maryją/M 62 styczeń/luty 2012

    +++++++++++++

    Dusze czyśćcowe zawsze pomogą

    Od wielu lat praktykuję modlitwę za dusze czyśćcowe i jestem przekonana o jej niezwykłej skuteczności – mówi s. Agnieszka, franciszkanka.

    Jak to się zaczęło? Byłam młodą zakonnicą, rozpoczęłam naukę w szkole pielęgniarskiej. Mieszkałam w klasztorze. Pewnej nocy poczułam, że ktoś wszedł do pokoju, ale nikogo nie widziałam. Na pytanie, kim jest, nie otrzymałam od przybysza żadnej odpowiedzi. Wówczas poczułam paraliżujący strach. Gdy zjawa zniknęła, zerwałam się z łóżka, padłam na kolana i zaczęłam się żarliwie modlić. Prosiłam Boga, by nigdy więcej nikt z tamtego świata do mnie nie przychodził, bo zwyczajnie po ludzku się boję. W zamian obiecałam stałą modlitwę za dusze czyśćcowe. Podobnej sytuacji doświadczyłam kilka lat później. Szłam na Mszę św. za zmarłe siostry z naszego zgromadzenia i w pewnej chwili dostrzegłam postać ubraną w stary strój zakonny (sprzed reformy strojów), jak zmierza do kaplicy. Pomyślałam, że przyszła prosić o modlitwę i trzeba jej tę modlitwę dać.

    Zaczęłam praktykować modlitwę za dusze czyśćcowe. Z czasem przekonywałam się coraz bardziej o jej skuteczności. Kiedyś usłyszałam, że nie ma takiej prośby, zanoszonej za przyczyną dusz w czyśćcu cierpiących, która nie byłaby wysłuchana przez Pana Boga, jeśli jest zgodna z Jego wolą. Obiecałam, że w każdy poniedziałek będę ofiarowywać Mszę św., Komunię św., Różaniec, brewiarz, nawet jakieś doznane cierpienia i przykrości w intencji cierpiących w czyśćcu. I praktykuję to do dzisiaj. Dusze czyśćcowe to pamiętają. Gdybym zapomniała o tej intencji i modlitwę ofiarowała za kogoś innego, one się przypominają. Zaczynam odczuwać, że coś jest nie tak, spoglądam na kalendarz: poniedziałek, zapomniałaś o czymś – zdaje się, że chcą mi przypomnieć.

    Dostrzegam też znaki pomocy ze strony dusz czyśćcowych, bo one nam pomagają, wypraszając łaski u Boga. Sobie nie mogą już nic wyprosić, ich czas zdobywania zasług dla siebie się zakończył, ale mogą pomóc nam, żyjącym jeszcze na ziemi. Nigdy nie oczekiwałam jakichś szczególnych czy wyjątkowych doznań, przekonałam się jednak, że ich wstawiennictwo ma niezwykłą moc. Kiedy idę do pracy, nieraz na nocną zmianę, przechodzę koło cmentarza, i wtedy rozmawiam z duszami czyśćcowymi. Proszę: – Pomóżcie mi, aby ten dyżur był spokojny, ja też wam pomogę modlitwą. I te dyżury są spokojne.

    Modlitwa za umierających

    W szpitalu codziennie ocieram się o cierpienie i śmierć. Zachęcam pacjentów, aby wzięli do ręki różaniec i się modlili. – W szpitalu nie ma bezrobocia – mówię żartobliwie. – My was obsługujemy, ale wy też musicie coś robić. Co godzinę za jakąś duszę czyśćcową ofiarować modlitwę, ból, niewygodę szpitalnego łóżka. Jak wy im pomożecie, to one też wam kiedyś pomogą. Wielu pacjentów podejmuje tę modlitwę, nawet z wielką radością.

    Pracuję w szpitalu, więc mam kontakt z ludźmi umierającymi. Często jestem przy konających. Wiele świeckich pielęgniarek się boi – a ja nie. Trzymam pacjenta za rękę i się modlę. Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Proszę aniołów i dusze czyśćcowe, by pomogły konającemu przejść na tamten świat. Odczuwam ich obecność. To są dusze, którym umierający wyświadczał dobro, pomoc. One teraz mu się odwdzięczają i pomagają przejść na drugą stronę.

    Kiedyś miałam taki przypadek. Pacjentka, która była w całkiem dobrej formie i nic nie wskazywało na to, że będzie umierać, zawołała nagle: Siostro, proszę szybko przyjść, pomóc mi się przebrać, zrobić fryzurę, bo oni już czekają. Pielęgniarki były zdziwione: kto czeka? Nie było nikogo, tylko trzy pacjentki w sali. Po przebraniu i uczesaniu chora zmarła z uśmiechem na twarzy. Ciarki nas przeszły. Ktoś po nią przyszedł, ona widziała te osoby. Ja wierzę, że to były dusze zmarłych. Święty Ojciec Pio w swojej książce wspominał, że gdy umieramy, przychodzą po nas dusze naszych bliskich zmarłych oraz te dusze czyśćcowe, za które się modliliśmy. Przychodzą, by pomóc nam przejść na tamtą stronę.

    Woda święcona odstrasza złe duchy

    Zawsze mam przy sobie wodę święconą. Postarałam się, aby była ona także na oddziale, na którym pracuję. Święcę chorych. Kiedy wkładamy rękę do kropielnicy, warto zrzucić kilka kropel, mówiąc na głos: „Za dusze czyśćcowe”. Przy konających woda święcona jest niezbędna.

    Na stażu zawodowym na chirurgii miałam konającego pacjenta. Miał raka przełyku, nie mógł mówić, tylko pokazywał wzrokiem, czego chce. To było w święta Bożego Narodzenia. Cały czas zerkał na swoją szafkę przy łóżku i na mnie. Nie wiedziałam, jak mu pomóc. W końcu otworzyłam szufladkę, a tam w słoiczku była woda święcona. Pokropiłam go i za chwilę ten pacjent zmarł. Był to dla mnie znak, że przy konającym jest zły duch, który walczy o jego duszę.

    Często się modlę za umierających. Nie jest istotne, czy znamy tego umierającego czy jest to dla nas ktoś z drugiego końca świata. Śmierć dla człowieka, nawet wierzącego, jest momentem szczególnym w życiu. Codziennie umiera wiele osób, które przez całe swoje życie nigdy nie myślały o Panu Bogu albo które z Nim walczyły. Ale właśnie w momencie śmierci dokonuje się decydujący wybór człowieka co do wieczności.

    Możemy im pomóc

    Gdy praktykujemy modlitwę za umierających, w szczególności za zatwardziałych grzeszników, musimy jednak okazać wiele czujności, szatan bowiem szuka zemsty. Rzeczywiście zachowuje się jak „lew ryczący (por. 1 P 5, 8)”, bo w tym decydującym momencie, z powodu nawrócenia grzesznika, traci łup, nad którym pracował przez całe lata.

    Ludzie często odczuwają, że przychodzą do nich zmarli członkowie rodziny. Może to jest sugestia pod wpływem przeżyć związanych z odejściem, pogrzebem. Ale jeśli się tak zdarzy, to należy się za tę osobę modlić, zapytać, czego pragnie. Nie wolno jednak przywoływać dusz z czyśćca: „Przychodzą po prostu, kiedy Pan Bóg im pozwoli postarać się o szybsze wybawienie” – wyjaśniała Maria Simma, która miała dar kontaktu z duszami czyśćcowymi. Ale trzeba być bardzo ostrożnym, bo to może być zły duch. Wielu ludzi angażuje się w wywoływanie duchów, w spirytyzm, a to jest bardzo niebezpieczne, wchodzi się na grząski grunt. Nie można oczekiwać, że dusza przyjdzie, będzie pukać lub dawać jakieś inne znaki.

    Święty Ojciec Pio, który miał dar rozmawiania z duszami czyśćcowymi, mówił, że ktokolwiek do niego przyszedł z tamtego świata, prosił, wręcz żebrał o modlitwę, o Eucharystię. Duszom czyśćcowym możemy pomóc przez modlitwę, dobre uczynki, odwiedzenie grobu, odpusty, ofiarowanie Eucharystii i Komunii św. Nie zapominajmy o nich, a sami się przekonamy, że dzięki ich wstawiennictwu możemy dokonać wręcz cudów. Nie oczekujmy spektakularnych wizji czy ingerencji w nasze życie, lecz dostrzegajmy ich pomoc w życiu codziennym; uczmy się miłości do nich, a one też będą nas obdarzać szczególną miłością. Między nami a nimi jest przepaść momentu śmierci, ale zawsze można ją pokonać przez pomost miłości.

    wysłuchała: Jolanta Marszałek/Niedziela Ogólnopolska 43/2019

    ++++++++++

    Modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące

    Modlitwa do Matki Bożej za dusze w czyśćcu

    Najświętsza Panno Nieustającej Pomocy, Matko litościwa, racz spojrzeć na biedne dusze, które sprawiedliwość Boża zatrzymuje w płomieniach czyśćcowych. Są one drogie dla Twego Boskiego Syna, gdyż zawsze Go kochały i teraz gorąco pragną być blisko Niego, lecz nie mogą zerwać swych więzów, które je trzymają w palącym ogniu czyśćca. Niech się wzruszy Twe serce, Matko litościwa. Pośpiesz z pociechą dla tych dusz, które Cię zawsze kochały i teraz ślą do Ciebie swe westchnienia. Wszak są to Twoje dzieci, bądź więc im pomocą, nawiedzaj je, osładzaj ich męki, skróć ich cierpienia i nie zwlekaj z ich wybawieniem. Amen.

     

    Modlitwa św. Gertrudy

    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci, Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego, Jezusa Chrystusa w połączeniu ze wszystkimi Mszami świętymi dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także w moim domu. Amen

    Msze.info

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    ************************************************************************

    poniedziałek 8 czerwca 2020 – X Tydzień Okresu Zwykłego

    Wspomnienie obowiązkowe – św. Jadwigi Andegaweńskiej

    Jadwiga Andegaweńska - Jan Matejko

    ŚW. KRÓLOWA JADWIGA (1374 – 1399) córka króla Węgier i Polski, Ludwika Węgierskiego i Elżbiety Bośniaczki otrzymała staranne wykształcenie. Władała poza węgierskim i polskim, jeszcze językiem łacińskim, włoskim i niemieckim.

    W wieku 11 lat została koronowana na króla Polski. Tron odziedziczyła po swym ojcu. Poślubiając wielkiego księcia Litwy Władysława Jagiełłę, przyczyniła się do nawrócenia jego kraju na chrześcijaństwo. Aby przywrócić ziemie ruskie do Polski, poprowadziła wyprawę na Ruś Czerwoną.

    Przyczyniła się też do powstania w Krakowie Wydziału Teologicznego i odnowienia Akademii Krakowskiej. Przez całe życie odznaczała się hojnością dla ubogich. „Miłować czynem i prawdą” to jej motto życiowe.

    Królowa umarła w Krakowie 17 lipca 1399 roku. Papież Jan Paweł II kanonizował ją 8 czerwca 1997 roku na krakowskich Błoniach.

    Antyfona na wejście

    Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy; bo potężna nad nami Jego łaska, a wierność Pana trwa na wieki. Ps 117,1-2

    Kolekta

    Boże, życie wiernych i chwało pokornych,
    Ty uczyniłeś świętą Jadwigę, królową,
    gorliwą krzewicielką wiary i miłości,
    spraw za jej wstawiennictwem,
    abyśmy się stali apostołami prawdy i dobra.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa,
    Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje
    w jedności Ducha Świętego, Bóg,
    przez wszystkie wieki wieków. Amen
    .

    Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej 1 Krl 17,1-6

    Prorok Eliasz z Tiszbe w Gileadzie rzekł do Achaba: „Na życie Pana Boga Izraela, któremu służę! Nie będzie w tych latach ani rosy, ani deszczu, dopóki nie powiem!”

    Potem Pan skierował do niego to słowo: „Odejdź stąd i udaj się na wschód, aby ukryć się przy potoku Kerit, który jest na wschód od Jordanu. Wodę będziesz pił z potoku, krukom zaś kazałem, żeby cię tam żywiły”. Poszedł więc, aby uczynić według rozkazu Pana, i podążył, żeby zamieszkać przy potoku Kerit na wschód od Jordanu. A kruki przynosiły mu rano chleb i mięso wieczorem, a wodę pijał z potoku.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 121

    R/ Naszą pomocą jest nasz Pan i Stwórca.

    Wznoszę swe oczy ku górom:
    skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
    Pomoc moja od Pana,
    który stworzył niebo i ziemię. R/

    On nie pozwoli, by się potknęła twa noga,
    ani się nie zdrzemnie Ten, kto ciebie strzeże.
    Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
    Ten, który czuwa nad Izraelem. R/

    Pan ciebie strzeże,
    jest cieniem nad tobą,
    stoi po twojej prawicy.
    Nie porazi cię słońce we dnie
    ani księżyc wśród nocy. R/

    Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
    ochroni twoją duszę.
    Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem,
    teraz i po wszystkie czasy. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza Mt 5,1-12

    Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

    „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”.
    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Wszechmogący Boże, przyjmij dary,
    które Ci składamy obchodząc wspomnienie
    świętej Jadwigi, królowej, i spraw, abyśmy świadomi Twojej obecności jaśnieli świętą i czynną miłością. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Antyfona na Komunię

    Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. J 13,35

    Modlitwa po Komunii

    Pokrzepieni Ciałem i Krwią Twojego Syna, prosimy Cię,
    Boże, abyśmy za przykładem świętej Jadwigi, królowej, z miłością służyli Tobie w naszych bliźnich
    i z braterską gotowością zaspokajali ich potrzeby.
    Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    ***

    Kobieta król

    Jan Matejko w latach 1890–1892 wykonał cykl rysunków przedstawiających królów i książąt polskich, a wśród nich królowej Jadwigi. Artysta był obecny przy otwarciu grobu królowej na Wawelu w 1887 r. i udokumentował to rysunkami, m.in. czaszki. Dzięki temu wykonany później portret Jadwigi oddaje bardzo prawdopodobny wygląd Andegawenki, której wizerunki z epoki nie dotrwały do naszych czasów.

    Jan Matejko w latach 1890–1892 wykonał cykl rysunków przedstawiających królów i książąt polskich, a wśród nich królowej Jadwigi. Artysta był obecny przy otwarciu grobu królowej na Wawelu w 1887 r. i udokumentował to rysunkami, m.in. czaszki. Dzięki temu wykonany później portret Jadwigi oddaje bardzo prawdopodobny wygląd Andegawenki, której wizerunki z epoki nie dotrwały do naszych czasów.

    Jadwiga jest dowodem na to, że władza nie musi człowieka psuć. W tym roku mija 620 lat od jej śmierci.

    Królowa Jadwiga w chwili śmierci miała niecałe 26 lat. Była wysoka. W średniowieczu 180 cm wzrostu to rzecz niespotykana nawet wśród mężczyzn. Na swojego męża Władysława musiała patrzeć z góry. Ale tylko w sensie dosłownym, bo królewskie małżeństwo było udane. „Żyli w statecznej zgodzie i błogiej słodyczy pełnej miłości” – pisał o nich Jan Długosz.

    Kronikarz miał dla Jadwigi wiele ciepłych słów. „Tak była wychowana i ukształcona, że w niej cnota urodę, skromność powaby, piękność przymioty serca, czystość dziewicza sławę, a łagodność i słodycz obyczajów ród zacny przewyższała” – zachwycał się. Jej współcześni „widzieli ją rzadkimi na podziw wdziękami od przyrody ozdobioną, ćwiczoną w naukach, układną w obejściu, zachowującą stateczność i powagę nie tylko urodzeniu swemu, ale i kobiecie właściwą, a przy tym umiarkowanie, skromność osobliwszą i wstydliwość”.

    Taka przychylność

    Jeśli ktoś sądzi, że Jan Długosz pisał takie rzeczy z dworskiej poprawności, jest w błędzie. To był człowiek wyjątkowo rzetelny i intelektualnie niezależny. Nie oszczędzał królów i książąt, a choć sam był duchownym, nie patyczkował się z biskupami, gdy uznał, że zasłużyli na krytykę. Gdy trzeba, to i kobietom się dostawało. Dość powiedzieć, że o czwartej żonie Jagiełły, Zofii Holszańskiej, pisał jako o „urodą więcej niźli cnotami zaleconej”.

    O Jadwidze takich rzeczy nie przeczytamy. Owszem, jej urodę sławił Długosz kilkakrotnie, ale zestawiał ją ze skromnością. I z dojrzałością ponad jej lata: „Zaledwie bowiem wyszła z lat dziecinnych, taki już okazywała rozsądek i dojrzałość, że cokolwiek mówiła albo czyniła, wskazywało jakby sędziwego wieku powagę”.

    Niezależnie od funkcji, jaka jej przypadła, musiała mieć dużo osobistego uroku. „Taka zaś była prałatów i panów polskich ku niej przychylność, tak wielka i serdeczna miłość, że zapominając prawie swojej męskiej powagi, nie mieli sobie za żadną ujmę i sromotę podlegać tak zacnej i cnotliwej niewieście” – zauważył Długosz. Bo i to wyróżnia Jadwigę, że była jedyną kobietą, która sprawowała w Polsce najwyższą władzę. Była królem Polski, a nie tylko koronowaną żoną króla.

    Ciemność i przesilenie

    Ta funkcja miała swoją cenę – Jadwiga musiała jej podporządkować swoje życie prywatne. Nie było to proste, zwłaszcza gdy pojawił się projekt małżeństwa z Władysławem Jagiełłą. Ta dorastająca dziewczyna musiała porzucić swoje marzenia o romantycznej miłości, choć miała do nich szczególne prawo – była żoną austriackiego księcia Wilhelma Habsburga. Ślub został zawarty, gdy Jadwiga miała 4 lata, a Wilhelm 8, i był ważny, ale nie dopełniony. Dopóki więc nie doszło do konsumpcji związku, można go było zerwać. Dlatego gdy po śmierci ojca Jadwigi matka przysłała ją do Polski, książę ściągnął za nią do Krakowa.

    Dziw, że jeszcze nie nakręcono o tym filmu. Ale to może i dobrze, bo mało który reżyser nie skusiłby się na „twórcze rozwinięcie” wątku relacji Jadwigi z Wilhelmem Habsburgiem, a przez to utrwaliłby nieuprawnioną tezę, że ich małżeństwo zostało skonsumowane. Dane historyczne nie dają do tego podstaw. Oczywiste jest za to, że dla Jadwigi musiał to być bardzo trudny czas.

    Powróćmy do Długosza: „Jadwiga bowiem, pamiętna rozporządzenia ojcowskiego, a układnością i wdzięcznymi przymiotami młodzieńca ujęta, znanego sobie dobrze i zażyłego, bardziej pragnęła mieć za męża, niźli obcego poganina, którego nigdy nie widziała, a o którym ją fałszywie uprzedzono, że nie tylko z postaci, ale i z obyczajów, i całego układu okazywał się dzikim barbarzyńcą” – czytamy.

    „Fałszywie ją uprzedzono” – ot takie ówczesne fejki. Za tymi słowami kryje się osobisty dramat dziewczyny, której serce ciągnie do miłego sercu młodzieńca, a „życzliwi” straszą ją alternatywą – obrazem zarośniętego zbója z maczugą w zębach.

    Kryzys nastąpił, gdy możni pogonili Wilhelma z Wawelu. Ilustruje to scena opisana przez Długosza. Widzimy w niej Jadwigę z siekierą w ręku, stojącą przed bramą i próbującą wyrąbać sobie przejście. Co musiała wtedy czuć? Czytamy, że była „tknięta do żywego”, ale to chyba mało. Zawiedzione nadzieje, bezsilność, upokorzenie, uczucia musiały się w niej kotłować. „Zmiękczona prośbami rycerza Dymitra z Goraja przedsięwzięcia swego zaniechała” – podaje dziejopis. Tu następuje zwrot akcji. Wilhelm ucieka, a Jadwiga rezygnuje z marzeń i przyjmuje to, co dobre dla Polski. Bo tak właśnie było: zgoda na ożenek z Jagiełłą była decyzją o olbrzymich – dodatnich – skutkach. Realizacja scenariusza romantycznego byłaby może i dobra na filmowy happy end, ale mógł to być także „end” dla Polski. Od czasu śmierci Kazimierza Wielkiego kraj słabł, a mariaż z Habsburgami mógłby ten proces tylko przyśpieszyć.

    Rozstanie

    Zapadła więc decyzja kluczowa – dla kraju i dla królowej. W obu wypadkach szczęśliwa. Korzyści dla Polski i Litwy były niezaprzeczalne. Niebawem królowa, uprzedzana co do Jagiełły „o jego szpetności i grubych obyczajach”, przekonała się, że była okłamywana. Sam Jagiełło, „przypatrzywszy się z wielkim podziwieniem jej urodzie”, przylgnął do niej sercem. Małżeństwo pozostanie zgodne. Przez wszystkie te lata królowa będzie sobą: skromną i wrażliwą na ludzkie biedy kobietą. Wiele o tym mówi scena rozmowy z mężem, gdy ten za jej wstawiennictwem cofnął krzywdzące chłopów rekwizycje. Zapytana, czy jest zadowolona, odpowiedziała słynnym zdaniem: „A kto im łzy powróci?”.

    Po 13 latach wspólnego życia Jadwiga spodziewała się dziecka. Czy czuła, że wraz z nim zbliża się śmierć? Chyba się z tym liczyła. Gdy Jagiełło słał do niej listy, w których radził przyozdobić komnaty na przyjście dziecka, „ona królowi odpisała, że już od dawna wyrzekła się pychy i próżności tego świata, a tym mniej mogłaby o niej myśleć w chwili śmierci, która często wydarza się w połogu”.

    Istotnie, Jadwiga po urodzeniu Elżbiety Bonifacji „w ciężką niemoc popadła”. Wątłe dziecko zmarło przed nią. Jadwiga zaś 17 lipca 1399 roku, opatrzona sakramentami, „pobożnie i religijnie (…) w samo południe rozstała się z tym światem”.

    Cały swój majątek zapisała Akademii Krakowskiej. Odnowienie i wzmocnienie uczelni było jej wielką troską. Testament wykonano. Po otwarciu jej grobowca okazało się, że trumienne insygnia władzy królowej są wykonane ze skóry i drewna.

    Choć Jagiełło znacznie przeżył Jadwigę i był jeszcze trzykrotnie żonaty, zawsze nosił jej pierścień. Gdy w 1434 roku umierał, pamiątkę po żonie kazał przekazać biskupowi Oleśnickiemu. Dworzaninowi powiedział: „Zanieś ten pierścień, który do dnia dzisiejszego na ręce swej nosiłem, jako najcenniejszą rzecz wśród rzeczy doczesnych”.

    Królowa na zawsze

    Królowa pozostała w sercach Polaków. Pozostało też przekonanie o jej świętości. Kiedy Jan Paweł II kanonizował Jadwigę 8 czerwca 1997 r. na krakowskich Błoniach, powiedział: „Najgłębszym rysem jej krótkiego życia, a zarazem miarą jej wielkości, jest duch służby. Swoją pozycję społeczną, swoje talenty, całe swoje życie prywatne całkowicie oddała na służbę Chrystusa, a gdy przypadło jej w udziale zadanie królowania, oddała swe życie również na służbę powierzonego jej ludu”. •

    Franciszek Kucharczak/GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    Dziś wspomnienie św. Jadwigi Królowej

    Dziś wspomnienie św. Jadwigi Królowej
    nagrobek św. królowej Jadwigi na Wawelu / foto. H. Przondziono

    Jeździła konno i polowała, umiała czytać, mówiła w kilku językach, błyszczała urodą. Dla Boga i Polski zrezygnowała z miłości.

    Kościół wspomina dziś św. Jadwigę Królową. A właściwie… króla. Bo Jadwiga została koronowana na króla Polski. Nie było na polskim tronie tak pięknego króla. Bo też nie było oprócz niej drugiej kobiety, która zostałaby koronowana nie na królową, lecz na króla Polski. Jadwiga (1374–1399) została nim, zanim skończyła jedenaście lat.

    Dzieciństwo spędziła na Węgrzech. Jednak w jej żyłach płynęła krew polskich Piastów: była prawnuczką Władysława Łokietka. Polkami były obie jej babcie. Wśród przodków miała też słynnych królów Węgier i Francji. Należała do wywodzącej się z Francji dynastii Andegawenów. Była bardzo wysoka (1,80 m wzrostu), czarnooka, miała kasztanowe włosy.

    Została wydana za mąż bardzo wcześnie. Miała wtedy 4 latka. Pan młody, książę Wilhelm Habsburg, miał lat 8. Takie polityczne małżeństwa można było jeszcze unieważnić w ciągu kilku najbliższych lat, przed nocą poślubną. Wilhelm przyjeżdża do Krakowa, żeby odbyć noc poślubną z 11-letnią królową Jadwigą. Dla nas to szokujące, ale wtedy był to dobry wiek do zamążpójścia. Dziewczyna jest zakochana. Jednak polscy wielmoże nie chcą słyszeć o Wilhelmie jako królu Polski, więc przeszkadzają, jak mogą. W tysiącach podobnych filmów miłość zawsze pokonuje przeciwności, a zakochani żyją razem długo i szczęśliwie. Tu jest inaczej.

    Jadwiga ze swoimi dwórkami i rycerzami spotykała się z Wilhelmem u franciszkanów w Krakowie. Tańczyli ze sobą, klasztorny refektarz rozbrzmiewał śmiechem młodych ludzi. Jadwiga była oczarowana Wilhelmem. Kiedy jednak chłopak przyszedł na Wawel i chciał wejść do sypialni, polscy wielmoże przepędzili go „w obraźliwy sposób”, jak napisał kronikarz Jan Długosz. Wzburzona Jadwiga chciała biec za ukochanym do miasta. Natknęła się na zatrzaśniętą furtę. Królowa własnoręcznie porwała więc topór i zaczęła wyważać furtę. Rycerz Dymitr z Goraja błagał ją: Królowo, wyjdź za Jagiełłę, bo wtedy rozszerzysz chrześcijaństwo na Litwę! Jadwiga mogła się uprzeć i pobiec za chłopakiem. Ale nagle odłożyła topór.

    Choć była jeszcze dzieckiem, zapewne kierowała się motywacją religijną. Z opisów późniejszych lat jej życia wiadomo, że prowadziła głębokie życie duchowe, spędzała godziny na modlitwie. Możliwe, że rozpoznała, że wola Pana Boga może być inna niż jej wola. Dzięki jej wyborowi Litwini przyjęli chrzest, a Polska w sojuszu z Litwą z czasem zgniotła Krzyżaków i odzyskała Pomorze Gdańskie. Jej osobista ofiara dała początek Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ludzie zapamiętali, że Jadwiga przyniosła pokój i nadzieję.

    Jagiełło wydawał się Jadwidze stary: miał 35 lat. Niektórzy straszyli ją, że jest też dziki i prymitywny. Królowa posłała więc na Litwę zaufanego rycerza, żeby przyjrzał mu się osobiście. Jagiełło zorientował się, o co chodzi, i zaprosił rycerza nawet do wspólnej wizyty w łaźni. Małżeństwo Jagiełły z Jadwigą, choć zawarte ze względu na politykę, było bardzo zgodne i szczęśliwe. A miłość Jadwigi do Wilhelma okazała się z większej perspektywy tylko dziecięcym zauroczeniem.

    Jadwiga oddawała swoje kosztowności, żeby pomóc zwykłym, prostym ludziom, fundowała dla nich szpitale. Kiedyś postarała się o odszkodowanie dla wieśniaków dotkniętych przemarszem wojska, ale i tak skomentowała: „Ale kto im łzy wróci?”. Kiedy otwarto jej grób, znaleziono w nim drewniane berło i skórzaną koronę – bo prawdziwe klejnoty Jadwiga oddała na odnowienie Akademii Krakowskiej. Zmarła w wieku 25 lat, tuż po urodzeniu córeczki. Cała Polska po niej płakała. Jagiełło miał później jeszcze trzy żony. Mimo to mówił, że ślubny pierścień, który dostał od Jadwigi, jest najcenniejszą rzeczą, jaką ma. Nosił go na palcu przez 48 lat, aż do śmierci.

    Przemysław Kuchaczak/ GOŚĆ NIEDZIELNY 8.6.2020

    ——————————————————————————————————————–

    ——————————————————————————–

    Uroczystość Najświętszej Trójcy

    NIEDZIELA 7 czerwca 2020

    trojca
    Ikona Trójcy Przenajświętszej /Krakowska Prowincja Zakonu Karmelitów Bosych/Karmel.pl/

    Msza święta

    Antyfona na wejście

    Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec, i Jedyny Syn Boży oraz Duch Święty, bo okazał nam swoje miłosierdzie.

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże Ojcze, Ty zesłałeś na świat Twojego Syna,
    Słowo Prawdy, i Ducha Uświęciciela,
    aby objawić ludziom tajemnicę Bożego życia;
    spraw, abyśmy wyznając prawdziwą wiarę
    uznawali wieczną chwałę Trójcy i uwielbiali
    Jedność Osób Bożych w potędze ich działania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.
    Amen.

    Czytanie z Księgi Wyjścia Wj 34,4b–6.8–9

    Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne.

    A Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma, i wołał: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.

    I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: „Jeśli łaskawy jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan pośrodku nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem”.
    Oto słowo Boże

    Psalm (Dn 3)

    R/ Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

    Błogosławiony jesteś. Panie, Boże naszych ojców,
    pełen chwały i wywyższony na wieki.
    Błogosławione niech będzie Twoje imię,
    pełne chwały i świętości. R/

    Błogosławiony jesteś w przybytku świętej chwały Twojej,
    Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa.
    Błogosławiony jesteś Ty, który spoglądasz w otchłanie
    i na Cherubach zasiadasz,
    Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba. R

    Czytanie z Drugiego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian 2 Kor 13,11–13

    Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami. Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem. Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.

    Oto słowo Boże.

    Alleluja, alleluja, alleluja. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi. Alleluja, alleluja, alleluj

    Słowa Ewangelii według św. Jana J 3,16–18

    Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”.
    Oto słowo Pańskie.

    Wierzę w jednego Boga…

    Modlitwa nad darami

    Panie, nasz Boże, uświęć nasze dary, nad którymi wzywamy Twojego imienia, i przez tę Ofiarę
    uczyń nas samych wieczystym darem dla Ciebie.
    Przez Chrystusa, Pana naszego.
    Amen.

    Prefacja o Najświętszej Trójcy

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie,
    Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże.
    Ty z Jednorodzonym Synem Twoim i Duchem Świętym jedynym jesteś Bogiem, jedynym jesteś Panem;
    nie przez jedność osoby, lecz przez to,
    że Trójca ma jedną naturę.

    W cokolwiek bowiem dzięki Twemu objawieniu wierzymy o Twojej chwale, to samo bez żadnej różnicy myślimy o Twoim Synu i o Duchu Świętym.
    Tak iż wyznając prawdziwe i wiekuiste Bóstwo wielbimy odrębność Osób, Jedność w istocie
    i równość w majestacie.
    Majestat ten chwalą Aniołowie i Archaniołowie, Cherubini i Serafini, którzy nie przestają
    powtarzać codziennie, jednym głosem wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc waszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze. (Ga 4,6)

    Modlitwa po Komunii

    Panie, nasz Boże, niech nam posłuży do zbawienia duszy i ciała przyjęcie tego Sakramentu i wiara w wiekuistą i Świętą Trójcę oraz nierozdzielną Jedność. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    ———————————

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa:

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.

    Jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.  

    Za każdym razem kiedy mówimy te słowa uwielbiamy Boga w Trójcy Jedynego. Za każdym razem kiedy czynimy znak krzyża świętego wyznajemy największą tajemnicę naszej wiary.

    Ale człowiek nie lubi tajemnic – szczególnie religijnych, dogmatycznych i równocześnie zapomina, że sam dla siebie jest wielką tajemnicą.

    Ojciec św. na Placu Zwycięstwa w Warszawie powiedział bardzo pamiętne słowa: „Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa”. 

    Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. A tymczasem wielu ludziom tak trudno jest odnaleźć Boże ślady w sobie samym i w innych? Skarga Chrystusa pozostaje wciąż aktualna: „Ojcze sprawiedliwy, świat Cię nie poznał”. 

    Ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich wywiadów pyta „czyżby rzeczywiście człowiek przychodził na świat z osłabioną wrażliwością na świat ducha?”

    Do wielkiego miasta przyjechał rolnik. Idąc bardzo ruchliwą ulicą nagle zatrzymał się mówiąc do swego przyjaciela: Słyszę świerszcza. Jego przyjaciel zdziwiony pyta: Jak możesz słyszeć świerszcza w takim potwornym hałasie? Mogę, odpowiedział wieśniak, bo moje ucho jest wyczulone na jego dźwięk. I rzeczywiście, słuchając uważnie skąd przychodzi dźwięk zauważyli świerszcza na parapecie okna. Widząc wielki podziw swojego przyjaciela, wyjął kilka monet i wyrzucił na chodnik. Dźwięk rozrzuconych pieniędzy zatrzymał wielu przechodniów. Nikt z nich nie słyszał głosu świerszcza, ale wielu usłyszało dźwięk rozsypujących się metalowych krążków. Bo ludzie słyszą tylko to na co mają wyczulone ucho.  Niestety bywa często tak, że ludzkie ucho nie jest wyczulone na sprawy najważniejsze.            

    W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do Nikodema właśnie o tym co jest dla każdego najistotniejsze, mianowicie, że ja człowiek – nie jestem Bogu obojętny: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

    Nieco wcześniej ten sam Ewangelista św. Jan napisał: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.”

    Więc człowiek ma ten nieprawdopodobny przywilej uczestnictwa w Bożym życiu. Ale niestety, może również tę szansę zmarnować. Człowiek może powiedzieć: nie! Znowu posłużę się słowami papieża, tym razem wypowiedzianych na Błoniach krakowskich:  „Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego <wolno>? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli    i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim…, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć <nie>?”

    Świat jest pełen Bożej światłości.  I tak nie wiele trzeba – jedynie tylko otworzyć swoje serce, aby doznać skutków boskiej mocy. Ta moc oświeca, ogrzewa, sprawia, że człowiek zaczyna żyć naprawdę. Wtedy dzieje się coś nieprawdopodobnego: człowiecze serce staje się domem dla samego Boga w Trójcy Jedynego. 

    W wiosenne dni, kiedy niebo jest pogodne, promienie słońca potrafią oświetlić przeróżne zakamarki. Zagubiony brylant, choćby był w śmieciach czy w jakieś zgniliźnie jeżeli tylko zostanie dotknięty słonecznym światłem od razu mieni się ludzkim oczom przepiękną tęczą kolorów ukazując swój blask i wartość.

    Ile razy napotykam na piękno ludzkiej duszy, która jest odbiciem bożego obrazu. Cenię sobie tę wielką łaskę, że mogę spotykać takich ludzi pełnych trudnego do opisania uroku wewnętrznego. Jak dobrze jest być z takimi ludźmi. Tacy ludzie są żywymi znakami, którzy   z tej niepojętej tajemnicy – Jedynej i Troistej, wydobywają coś, co jest nieuchwytne ludzkim językiem. 

    ks. Marian SAC

    ***

    Ręce rozkrzyżowane

    Guido Reni "Trójca Święta", olej na płótnie, 1625 r. kościół Santissima Trinità dei Pellegrini, Rzym
    Guido Reni “Trójca Święta”, olej na płótnie, 1625 r. kościół Santissima Trinità dei Pellegrini, Rzym


    Bóg Ojciec patrzy nam prosto w oczy. Na Jego poważnej twarzy widać ślad bólu ojca, który doświadczył śmierci dziecka…

    Stwórca rozkłada ręce tak, jakby wisiał na krzyżu. Współcierpi z Synem. Poniżej widzimy Ducha Świętego, zgodnie z tradycją namalowanego pod postacią białego gołębia. Jego rozłożone skrzydła naśladują gest Ojca. I wreszcie jeszcze niżej na krzyżu umiera Jezus. Rozłożone ręce Osób Trójcy Świętej są jedynymi poziomymi akcentami obrazu.

    Ten typ ikonograficzny przedstawiania Trójcy Świętej nazywa się Tronem Łaski. W jego klasycznej wersji Bóg Ojciec trzyma jednak krzyż, na którym wisi Syn. Guido Reni zdecydował się na pewną zmianę typowego przedstawienia, dlatego krzyż w imieniu Stwórcy podtrzymują dwa anioły. Jeden z nich spogląda na Boga Ojca – co sugeruje Bożą inspirację, drugi patrzy w dół – zwracając uwagę na skutek, jaki ukrzyżowanie Jezusa spowodowało dla ziemskiego świata ludzi.

    Modyfikacja przedstawienia Tronu Łaski wynika z ogólnej koncepcji całego dzieła. Obraz bowiem ukazuje dwa światy przedzielone poziomym ramieniem krzyża: nasz ziemski, widzialny, oraz niewidzialną dla nas przestrzeń nieba. Dlatego górna część utrzymana jest w innej tonacji kolorystycznej niż dolna. Część niebiańska ma złote tło otoczone anielskimi głowami, natomiast ziemska – niebieskie, w naturalnym kolorze widzianego przez nas nieba wypełnionego chmurami.

    Krzyż i wiszący na nim Jezus – Bóg wcielony – łączą te dwie rzeczywistości. Dlatego pionowe ramię krzyża z jednej strony sięga szaty Boga Ojca znajdującego się w niebie, a z drugiej wbite jest w glob symbolizujący kulę ziemską. Jezus na krzyżu, Zbawiciel i Odkupiciel, jest adorowany przez klęczące po obu stronach anioły.

    Leszek Śliwa/GOŚĆ NIEDZIELNY

    *************

    ———————————————————————————————–

    6 czerwca, I sobota miesiąca – IX tygodnia zwykłego

    10-ta rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki


     foto: Graziako/Niedziela
    Ks. Jerzy Popiełuszko”, Teresa Chromy (1984 r.)

    “Wierni będą mogli zobaczyć przedmioty, jakie miał przy sobie w ostatniej podróży: krzyżyk, różaniec, znaczek solidarności, wezwanie na przesłuchanie sądowe czy słynny znaczek z orzełkiem” – podał Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu księdza Jerzego Popiełuszki w informacji przekazanej PAP.

    19 października ubiegłego roku, w rocznicę jego śmierci, w specjalnej gablocie udostępniono sutannę, w której zginął….

    … w ciągu dziesięciu lat kult błogosławionego intensywnie się rozwijał przekraczając granice Polski. “W tym czasie o relikwie kapłana poprosiło 990 rodzimych kościołów, sanktuariów i domów rekolekcyjnych. 448 relikwii znalazło się w 61 krajach, w tym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Hongkongu, Korei Południowej, na Filipinach w Izraelu czy na Watykanie. Imieniem męczennika nazwano 219 ulic i placów, w tym pięć poza granicami Polski, w Nowym Yorku czy Budapeszcie”.

    Kult błogosławionego wiąże się również z licznymi świadectwami łask uzyskanych za jego wstawiennictwem. Do Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu księdza Jerzego Popiełuszki wpłynęło ich 570. Dwadzieścia z przysłanych po 2010 roku zaopatrzonych jest w dokumentację medyczną.

    Dziesięć lat temu, 6 czerwca 2010 roku wysłannik papieża Benedykta XVI arcybiskup Angelo Amato na Placu Piłsudskiego w Warszawie odczytał uroczystą formułę beatyfikacyjną wynosząc męczennika komunizmu, księdza Jerzego Popiełuszkę, do grona błogosławionych. “Aktowi temu towarzyszyło ponad 250 tys. wiernych, w tym matka księdza Jerzego Marianna, jego przyjaciele oraz liczni przedstawiciele polskiego świata pracy. Fakt ten rozpoczął oficjalny kult kapelana Solidarności” – przypomniano.(PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik NIEDZIELA

    ——————————————–

    Nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Matce Bożej

    Ks. Mirosław Drozdek SAC i o. Ludwik Kondor SVD – przekazanie dokumentacji procesu beatyfikacyjnego Fatimskich Pastuszków Janowi Pawłowi II

    Zwycięstwo przychodzi w pierwsze soboty

    Ostatnie nagrane słowa śp. ks. Mirosława Drozdka – 13 maja 2017 roku (zmarł tego samego miesiąca 25. W tym roku przypada 13 rocznica)


    Ostatnie przesłanie śp. ks. Mirosława Drozdka – kustosza Sanktuarium – wzywające do podjęcia pierwszych sobót miesiąca


    „1. Z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem na Krzeptówkach kierujemy najserdeczniejszy Fatimski Apel o solidarne włączenie się w nabożeństwo pierwszych sobót z Janem Pawłem II.

    Nabożeństwo to rozpoczynamy w dniu 1 kwietnia br., łącząc je z pierwszą rocznicą śmierci Sługi Bożego Jana Pawła II i siostry Łucji z Fatimy (13 lutego). Nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak dalece śmierć ostatniej fatimskiej wizjonerki oraz Papieża Jana Pawła II związane są z orędziem fatimskim. Wiemy, że trzecia część tajemnicy fatimskiej z wpisanym w nią cudem ocalenia życia Ojca Świętego, który miał zginąć w zamachu w 1981 r., powiązała Matkę Bożą Fatimską i Jej orędzie z Papieżem z rodu Polaków. To wydarzenie wskazało nam wierzącym na kolejny, istotny etap fatimskiego orędzia. Tak, obietnice Fatimy wypełniają się na naszych oczach. Uczestniczymy w tej tajemnicy. To uczestnictwo oznacza, że staje przed nami nowe zadanie…

    2. W czasie drugiej pielgrzymki do Fatimy (1991 r.) Ojciec Święty Jan Paweł II mówił: ’W 1917 r. tu, w Fatimie, Maryja z macierzyńską stanowczością wzywała całą ludzkość do nawrócenia i modlitwy. Po 75 latach zmieniło się wiele elementów w panoramie Europy i świata, w ciągu tego wieku, a zwłaszcza w ostatnich latach, byliśmy świadkami licznych doniosłych wydarzeń. Fatima, trwająca niezmiennie w milczącym słuchaniu głosu Boga, nadal jest stałym punktem odniesienia i wezwaniem do życia Ewangelią. Z Cova da Iria rozlewa się jakby światło pocieszenia, niosące nadzieję i pozwalające nam zrozumieć wydarzenia, które kształtują koniec drugiego tysiąclecia’.

    Od 1991 r. upłynęło wiele czasu, dokonało się wiele wydarzeń, zaistniało wiele faktów historycznych powiązanych z orędziem fatimskim. W tę historię została również wpisana śmierć siostry Łucji i odejście do Domu Ojca naszego umiłowanego Papieża Jana Pawła II. Jego przejście przez próg wieczności w pierwszą sobotę miesiąca, więcej – w godzinie Apelu Jasnogórskiego to dla nas znak szczególny.

    3. W bieżącym roku przypadają dwa historyczne wydarzenia: 60. rocznica aktu zawierzenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi na Jasnej Górze (8 września 1946 r.) i 25. rocznica zamachu i cudu ocalenia życia Jana Pawła II w dniu 13 maja 1981 roku.

    Wspomnienie tych historycznych wydarzeń to kolejne znaki, które daje nam Bóg. Również przez nie światło orędzia fatimskiego rozświetla jaśniej ludzkie serca. Te mnożące się na naszych oczach znaki czasu przynaglają nas, aby jak najgłębiej odczytać sens tego orędzia. Wiemy, że niebo przygotowało w 1917 r. strategię walki z mocami ciemności. Matka Najświętsza ogłosiła, że poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu oraz praktykowanie nabożeństwa pierwszych sobót są gwarantem pokoju, nawrócenia świata i tryumfu dobra nad złem.

    Zadaniem na dziś jest wprowadzenie nabożeństwa pierwszych sobót w życie jak najszerszych kręgów całego świata. Przez minione lata uczyniono bardzo dużo w tym zakresie. Nabożeństwo to dojrzewa w Kościele jak ewangeliczne ziarno wrzucone w glebę. Do nowego impulsu potrzebne jest dziś duchowe zjednoczenie wszystkich sił, aby stworzyć zwarty front wiernych, którzy świadomie rozpoczną praktykę tego nabożeństwa od pierwszej soboty miesiąca kwietnia”.

    Sekretariat Fatimski/Zakopane/www.sekretariatfatimski.pl

    Czy pamiętasz warunki nabożeństwa wynagradzającego, o które prosi Matka Boża?

    Pragnąc uczynić zadość prośbie Matki Bożej należy:
    1. przystąpienie do spowiedzi św. i przyjęcie Komunii św.,
    2. odmówienie jednej części różańca,
    3. odprawienie piętnastominutowej medytacji,
    4. a wszystkie warunki odprawiamy w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Siostra Łucja przypomina, iż wskazana intencja wynagradzająca jest najistotniejszym warunkiem nabożeństwa.

    ______________________________________

    ************************************************************************

    ************************************************************************

    Pokochać milczenie Boga

    Był rok 1964. Waszych rodziców mogło jeszcze nie być na świecie, a ja właśnie wstępowałam do klasztoru. Serce mi się do niego wyrywało, ale jednocześnie wyjazd z domu był jak amputacja; i w tej udręce, chociaż wiedziałam dobrze, co mam robić, zażądałam od Pana Boga znaku. Upewnienia jeszcze raz; ale to już, na zawołanie, na moje rozkazanie. No więc otwieram Pismo Święte, kładę palec na jakimś wersecie, że to będzie właśnie ten – i pod palcem znajduję: Pokolenie złe i przewrotne znaku szuka… (Mt  12,39). Aha.

    Pan mi powiedział, co sobie o mnie myśli. Zapamiętałam.

    Zaraz: jak to, „powiedział”? To ja zinterpretowałam fakt, że akurat po postawieniu takiego pytania znalazłam taki właśnie tekst biblijny, jakby odpowiedź. I do dziś sądzę, że zinterpretowałam słusznie. Rzeczywistość była taka, że drogowskazów było już wystarczająco dużo, i teraz nie był potrzebny żaden następny (znak nie będzie mu dany… Mk 8,12). Należało po prostu działać, zgodnie z otrzymaną już wiedzą, ufając łasce. Ale nawet jeśli zinterpretowałam słusznie, pozostaje faktem, że Bóg jest niewidzialny i wszelkie nasze kontakty z Nim możemy opisywać tylko słowami wziętymi z ludzkiej rzeczywistości, a dlatego mającymi w zastosowaniu do Niego wartość metafory, przenośni. Powiedział: dał do zrozumienia, naprowadził moją myśl, ale przecież nie odezwał się głosem, który by można było nagrać. W jakimś więc stopniu pozostawił sprawę mojej interpretacji, mojemu wyborowi. Taki sposób porozumiewania się jest dla nas trudny i wymaga wielkiej ostrożności: żeby każdej swojej myśli nie przypisywać od razu Bogu, bo to zawsze nam grozi; ani nie dopatrywać się w każdym zdarzeniu Bożego potwierdzenia swojej racji, bo to się nieraz kończy tragicznie.

    Widziałam kiedyś film, którego akcja rozgrywała się w starożytnym Rzymie; i od pierwszej chwili było widać, że producenci są oszczędni i że ten Rzym zbudowali sobie z dykty. Tu i tam się wypaczał, tu i tam plansze nie całkiem pasowały… No dobrze: kto chciał, mógł oglądać tę namiastkę przez parę godzin w ramach rozrywki; ale nasz kontakt z Bogiem to nie rozrywka, tylko istota naszego życia, i tu nie miejsce na zapychanie sobie świadomości namiastkami. A namiastkami właśnie zalewa nas i język, którego używamy, i wyobraźnia, wsparta miłością własną. „Pan mi powiedział…” Ale –

    Chmura z Taboru to żadna krewna moich prywatnych mgiełek.

    Powiedzmy jasno: Bóg potrafi przekazać nam treści, które przekazać chce, a które znajdujemy w swoich myślach w chwili radosnego zrozumienia; ale będąc absolutnie suwerenny, robi to wtedy, kiedy On sam chce, a wcale niekoniecznie na nasze żądanie. Robi to wtedy, kiedy w swojej mądrości i miłości, większej niż nasza, widzi, że to nam właśnie jest potrzebne. Czyli nie przez cały czas. Nawet zwykła kotka nie karmi swoich kociąt przez całą dobę; a z upływem tygodni coraz rzadziej. A w nas wszystkich jest takie duchowe łakomstwo: chcielibyśmy, żeby Bóg wciąż do nas „mówił”, żeby nas zalewał swoją radością. I jeśli tej radości odczuwalnej nie ma, szukamy wszelkich możliwych przyczyn: kto tu zawinił, i że widać nie wysilamy się dość mocno, żeby „usłyszeć”, i jak to zrobić, żeby się wysilić, i tak dalej. Tylko nie chcemy uwierzyć, że właśnie to jest w planie Bożym: milczenie. Są takie szkoły duchowości, które wprowadzają swoich adeptów w stan wręcz histerycznego napięcia, nawet rozpaczy i wyrzutów sumienia, zamiast im powiedzieć: Siądź spokojnie i posłuchaj Bożego milczenia. Nic nie „usłyszysz”: nie szkodzi. Przynajmniej uchronisz się od wszelkich prób oszukiwania własnej duszy i wmawiania sobie na siłę, że coś jednak „słyszysz”. Nie będziesz spędzać życia w takim Rzymie z dykty, tylko w tym świecie, który Bóg naprawdę dla ciebie stworzył.

    Zastrzegam z góry: mówię tu nie o jakiejś wielkiej mistyce dla wybranych, tylko o normalnym rozwoju życia modlitwy, dostępnym każdemu, kto nie upiera się trwać zawsze w jego pierwszej fazie, ale pozostawia inicjatywę i przewodnictwo Bogu. Zostało nam wyraźnie powiedziane: Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj duszę swą na doświadczenie (Syr 2,1). Od paru tysięcy lat ci, którzy Bogu zaufali, przyjmują to doświadczenie z wdzięcznością i poddają się mu, wierząc, że Bóg wie, dokąd ich prowadzi. To wcale nie jest przyjemne. Zalew radości to dobre na początek, ale po jakimś czasie człowiek zdaje sobie sprawę, że ten zalew minął, a on sam jest jak jabłko w pół drogi między kwiatem a dojrzałością. Takie stadium pośrednie jest oczywiście konieczne, bez niego nie będzie nigdy dojrzałości – ale jak to wygląda! Opadły różowe płatki, a w ich miejscu jest coś twardego, zielonego i kwaśnego: ani to ładne, ani słodkie. Człowiek w tym stadium potrafi tylko mówić:

    Jeśli nie może chwalić Cię moja siła, niech słabość chwali.

    A Bóg milczy – latami – a Boga nie widać! Pustka. Bożki stoją w słońcu i zachwalają swoją dotykalność. To straszne, straszne: tak bardzo chcieć się modlić i tak nie umieć. Można załamać się i odejść do rzeczy bardziej odczuwalnych, postrzegalnych, uchwytnych, policzalnych. A można Bogu powiedzieć: Wybieram Ciebie raczej niż radość z Ciebie, Nieogarniony! Bo przecież to nie Bóg istnieje dla nas, ale my dla Niego. I modlitwa, podczas której sprawdzamy ciągle, czy się modlimy, jest tylko psią zabawą w kręcenie się za własnym ogonem. No dobrze, ale inna jest przecież niemożliwa, skoro Bóg jest dla naszego postrzegania nieuchwytny! Skoro postrzegamy tylko siebie! – To nic: zielony niedo-owoc powinien przyjąć prawdę o sobie i nie próbować wrócić do urody kwiatu. Ma sobie wyznaczoną drogę:

    Milczeć. Nie mierzyć. Nie sprawdzać i nie liczyć. Zaufać. Wielbić.

    Właśnie: Chciałam Cię przeżyć, a to nie trzeba przeżyć, tylko uwielbić.

    Pytano mnie czasem:

    Co czuje człowiek wierzący? Nic nie czuje. Po prostu służy.

    Odrzucił swój Rzym z dykty, a wydaje mu się, że nic innego nie posiada. Miał stać się drzewem, ale wciąż jeszcze nim nie jest: ziarnko gorczycy (por. Mt 13,32) leży w ziemi; cień drzewa płacze wśród chwastów. Tapla się w tej swojej bezradności: klęska za klęską, zwątpienie za zwątpieniem, łaska za łaską. Bardzo źle: dobrze! Wszystko się łamie? Dobrze. Ty trwasz: wystarcza.

    Służba? Przecież nam powiedziano, że jesteśmy słudzy nieużyteczni, co to najwyżej spełniają swój obowiązek, nic więcej (por. Łk 17,10). Cóż z tego: Nieużyteczni, ale bardzo szczęśliwi, że służyć mogą. Że im wolno. I dlatego: dobrze jest, Panie, że tak źle i tak pusto; daj tylko wierność. Już nie tylko dekoracje z dykty, ale i prawdziwe skarby oddam za darmo, oddam tylko dlatego, że jesteś Bogiem.

    Powoli nadchodzi pokój. Płakać i krzyczeć to mało, śmiesznie mało przed Majestatem! Wszystko już było wykrzyczane: zostają tylko psalmy i cisza. Pustka słoneczna, nędza bez niepokoju, nicość szczęśliwa…

    Wiem. Nie wiem: wierzę. Może nie wierzę: ufam. Nie ufam: czekam. Chciałam Cię wielbić: i to jeszcze za mało. Trzeba Cię przyjąć.

    Przyjąć, zaufać. Pokochać milczenie Boga. Z mojej strony i oziębłość, i miłość są równie pyłem, ale Jego miłość ten brak nadrobi: Mocą Twej łaski ufam Twej łasce, aby zdobyć Twą łaskę. Moje małe i wątłe zaufanie Bożemu milczeniu sprawia, że Bóg nawzajem mnie okazuje zaufanie: i milczy. Czeka, aż owoc dojrzeje. I ja też czekam. Cóż z tego, że Jego radość jest zbyt ogromna, żebym ją odczuła? Ona JEST.

    Wolność, którą daje Duch Boży, to przede wszystkim wolność od złudzeń i wszelkich innych pułapek, które na siebie zastawiamy sami. Jeśli odrzekając się namiastek Boga, decydujemy się szukać Niewidzialnego i akceptować Jego niewidzialność, to co nam uchwytnego pozostaje? Przypomnijmy sobie, że nasz Pan tylko raz zaprowadził uczniów na górę Tabor; a przez resztę czasu pouczał ich ludzkimi słowami, i to najczęściej w przypowieściach, zmuszając ich ludzki umysł do wysiłku, do stopniowego odkrywania i przyswajania sobie Jego prawdy. Wystarczy i dla nas; na całe życie. Mamy Pismo Święte, mamy jego interpretację w nauce Kościoła. Ludzie, którzy tej nauki nie chcą nawet liznąć, mają zwyczaj reagować alergicznie na słowo „dogmat”, kojarząc je ze sztywnym ograniczeniem myśli ludzkiej; a naprawdę to jest godny radosnego podziwu przekład na język ludzki tego, co Bóg nam o Sobie objawia. Teologia nie jest intelektualną zabawą, ale umotywowaniem adoracji. Tym wypełniajmy naszą pustkę: wystarczy.

    Od czasów Mojżesza wiadomo, że Boga nie można zobaczyć i pozostać przy życiu (Wj 33,20 i in.). Ten i ów gotów by całkiem szczerze zadeklarować, że za to widzenie chętnie odda życie, ale przecież Piotr deklarował coś bardzo podobnego… i wiemy, jak się skończyło (Mt 26,35 i in.). Lepiej zaczekać, aż Pan sam kiedyś po nas przyjdzie – i wtedy rzeczywiście obietnicę spełnić. Kto miałby odwagę zbliżyć się do Pana nie wezwany? (por. Jr 30,21). Ale kiedyś przecież to wezwanie przyjdzie: „Nic nie ma pewniejszego nad śmierć, a mniej pewnego nad jej godzinę” – tak nasi przodkowie mieli zwyczaj zaczynać swoje testamenty. Nic pewniejszego nad rzeczywiste – kiedyś – widzenie. Nad rzeczywiste – kiedyś – usłyszenie. Ale do tego trzeba iść przez wiarę, nie przez „przeżycia”: trzeba odrzucić niebo z dykty, szukanie doznań, życie emocjami, sensacjami. Trzeba znaleźć w sobie pewniejszy motyw, pewniejszą siłę: wierność.

    O święta pustko, oblicze mego Pana! Kiedyż cię przyjmę?

    Pokochać milczenie Boga.

    —————-

    Konferencja wygłoszona podczas III Kongresu Młodych Konsekrowanych Kraków 2018

    Fragment książki „Ryk Oślicy. Kolejny apel do duchownych panów”

    Sample
    fot:Jacek Zelek/Wikimedia

    Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora “honoris causa”. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.

    ************************************************************************

    WIGILIA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO – UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ APOSTOŁÓW

    30 MAJA 2020

     

    W wigilię Zesłania Ducha Świetego Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów celebruje swoją patronalną uroczystość NMP Królowej Apostołów.

    Św. Wincenty Pallotti, założyciel Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego, od samego początku oddał swoje dzieło pod szczególną opiekę Maryi Królowej Apostołów nie tylko dlatego, że Boża Matka przez swoje wyjątkowe wstawiennictwo udziela każdemu, kto tylko tego pragnie, wszelkich łask i darów, ale także dlatego, że w Niej odnajdujemy najdoskonalszy  wzór gorliwości i doskonałej miłości.

    Święty Wincenty Pallotti zaprasza wszystkich: kapłanów, siostry i świeckich, bez względu na wiek, pozycję społeczną, czy inne uwarunkowania, aby naśladować Niepokalaną Bożą Matkę Królową Apostołów w Jej gorliwości o chwałę Bożą i we wszystkich uczynkach miłosierdzia co do ciała i co do duszy na rzecz bliźnich.

    Prośmy Maryję, abyśmy z Jej pomocą stawali się coraz bardziej autentycznymi apostołami Jezusa, przez ożywianie wiary i rozpalanie miłości w sercach ludzi. Czyńmy to, na wzór Maryi, służąc innym poprzez konkretne czyny miłosierdzia.

    Niech Maryja Królowa Apostołów kształtuje w nas duchowość Wieczernika, w którym Duch Święty napełnia nas swoją mocą i posyła do apostolskiego działania.

    Msza św. – godz. 18.00

    po Mszy św. godzinna Adoracja przed NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

    zakończenie Nowenny do DUCHA ŚWIĘTEGO

    ————————–

    NIEDZIELA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO   ROK A

    31 maja 2020

    Zstąpienie Ducha Świętego   El Greco
    El Greco – Zstąpienie Ducha Świętego

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 10.30 – 11.00

    Msza św. – godz. 11.00

    PRZEMIANA LUDZKICH SERC

    Rozważając dzisiejszą uroczystość Zesłania Ducha Świętego na apostołów nie sposób nie zauważyć jak wielkim wrogiem wolności jest strach. Przecież ci biedni apostołowie zanim otrzymali obiecanego Pocieszyciela naprawdę byli przerażeni. Kiedy przychodził do nich Zmartwychwstały Pan, musiał przedostawać się przez drzwi zamknięte. Bo oni bali się, żyli w strachu, w zabarykadowanym wieczerniku – „z obawy przed Żydami”.

    I gdyby nie zstąpienie Ducha Mocy chrześcijaństwo do dziś pewnie nie opuściłoby wieczernika – jak napisał ks. Janusz Pasierb.

    Ale ich strach był realny, bo sytuacja była naprawdę dramatyczna. Poza wieczernikiem świat był okropny. Powstawanie Kościoła odbywało się w bardzo niesprzyjających warunkach. Sam Założyciel właściwie przez całe życie był śledzony, inwigilowany aż w końcu został ukrzyżowany. Była to śmierć okrutna, przeznaczona tylko dla najgorszych złoczyńców.    

    A dziesięciu Apostołów czyż nie podzieliło męczeńskiej śmierci swego Mistrza? Łatwiej jest dla ludzi starszego pokolenia, których już niewielu a którzy przeżyli niewyobrażalne cierpienia – jak chociażby deportacje na nieludzką ziemię, zrozumieć życie pierwszych chrześcijan. Każdego dnia dotykało ich prześladowanie, dyskryminacja, aresztowania i męczeńska śmierć. Tego świat wtedy i dziś pojąć nie może w jaki sposób przetrwała ta maleńka garstka.

    Wspomniany ks. Janusz Pasierb w książce „Czas otwarty” tak opisuje początki Kościoła: „W tym czasie zostały spisane Ewangelie i Dzieje Apostolskie. Czy w tych księgach odbiła się  owa dramatyczna, najzupełniej wyjątkowa sytuacja? Czy jest w pismach Nowego Testamentu atmosfera zagrożenia, klimat getta, psychoza oblężonej twierdzy, czy jest w nich zaciekłość, jakże pożyteczna w walce? 

    Czy poza opisem zabarykadowanego wieczernika – zabarykadowanego do momentu zstąpienia Ducha Świętego, bo od tej chwili Kościół otwiera się na świat – znajdziemy w Nowym Testamencie jakiś symbol stanu oblężenia? Czyż wszystkie te księgi nie oddychają świeżym powietrzem otwartych na przyszłą historię przestrzeni? Czy nie są dokumentem wolności, pogody, nadziei?

    Oblany morzem niezrozumienia, wrogości, czy nawet otwarcie prześladowany, Kościół poniósł w świat dobrą nowinę, która miała z niego uczynić wyspę wolności.”

    Apostołowie po otrzymaniu Ducha Świętego stali się nowymi ludźmi. Żeby zrozumieć tę przemianę – trzeba dotknąć tajemnicy, która jest działaniem Bożego Ducha – zdolna odmienić zarówno indywidualnych ludzi jak i całe wspólnoty. 

    Kilka lat temu czytałem reportaż z pielgrzymki do Lourdes dla osób niepełnosprawnych. Wśród 12 tysięcy ludzi – 1/3 to byli ułomni. Reszta towarzyszyła jako przyjaciele, pomocnicy. W Wielkanocne popołudnie odbyła się wielka celebracja na placu przed bazyliką. W prezentacji brali udział z różnych wspólnot ludzie biedni, słabi, na wózkach inwalidzkich, idący z wielką trudnością niosąc przeróżne swoje rany i kalectwa. Ale wszyscy, prawie wszyscy byli uśmiechnięci, wiwatujący, albo wykrzykujący swoją radość.

    Następnego poranka operator telewizyjny zapytał organizatora pielgrzymki: „Jak to możesz wytłumaczyć? Mam świetną pracę. Mam pieniądze. Ale oni mają coś czego ja nie mam. Oni mają radość”. I taką usłyszał odpowiedź: „Kamień, który budujący odrzucili stał się kamieniem węgielnym. Ci, których społeczeństwo odrzuciło stali się dobrymi kamieniami, aby zbudować nową wspólnotę, wspólnotę miłości i radości”.

    To jest Boża łaska zobaczyć cud przemiany ludzkich serc. Ludzie zmieniają się jeżeli potrafią wyrzucić z siebie wstyd, poczucie winy i strach. Zmieniają się kiedy jest im dana nadzieja. Zmieniają się kiedy odnajdą kogoś kto się nimi zainteresuje i w nich uwierzy. Przede wszystkim zasadnicza zmiana następuje w momencie kiedy zostają obdarowani miłością. Wtedy wychodzą ze swojej skorupy i zaczynają rosnąć.  Odnajdują w sobie tyle energii, mocy, które przecież w nich były – tylko ukryte, a oni o tym nie wiedzieli.  Jest coś wspaniałego zobaczyć cud ludzkiej przemiany. A jeszcze wspanialszym jest doświadczyć tego cudu. Być może to jest jedyny prawdziwy cud.

    Przemiana apostołów w dzień zesłania Ducha Świętego była wypełnieniem obietnicy Jezusowej. Nagle doświadczyli Jego miłości w sposób zupełnie nowy i poznali, że On, ich Mistrz, ma do nich zaufanie. Zstępujący Duch rozpoczął dzieło najbardziej sensowne, bo najważniejsze. To już nie byli zastraszeni ludzie, ale świadkowie zmartwychwstałego Jezusa gotowi, aby głosić Dobrą Nowinę.  Jak zmarznięta ziemia, która nagle w słoneczny, wiosenny dzień zaczyna na nowo swój żywot.

    Wydarzenie w dniu Pięćdziesiątnicy było obaleniem wieży Babel. Nagle ludzie słysząc swój głos rozumieli się nawzajem. Każdy usłyszał swój własny język.

    Jestem ochrzczony, jestem bierzmowany. Mam w sobie niezatarte znamię. Ale czy przeżyłem już swoje Zesłanie Ducha Świętego?

    Skutki grzechu pierworodnego najbardziej uwidaczniają się w życiu zbiorowym, dlatego podczas Eucharystii w imieniu całej wspólnoty kapłan modli się, aby Bóg „dał swego Ducha, aby została usunięta wszelka przeszkoda na drodze do zgody i aby Kościół jaśniał pośród ludzi, jako znak jedności i narzędzie pokoju”.

    „Niech Twój Kościół będzie żywym świadectwem prawdy i wolności, sprawiedliwości i pokoju, aby wszyscy ludzie otworzyli się na nadzieję nowego świata”.

    ks. Marian SAC

    ______________________________

    Poniedziałek 1 czerwca 2020 – II Dzień Zielonych Świąt

    Święto Najświętszej Maryi Panny

    Matki Kościoła

    Zobacz obraz na Twitterze

    godz. 19.00 – Msza św. w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego

    —————————————–

    Zesłanie Ducha Świętego to jedno z najważniejszych świąt Kościoła, obok Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Kościołowi, który rozpoczął swoją działalność w dniu Pięćdziesiątnicy, towarzyszy od samego początku Matka Boża. Stąd w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego – w tym roku 1 czerwca 2020 – obchodzimy w Polsce święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła.

    Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego na wniosek biskupów polskich w 1971 roku. Od 2018 r. w całym Kościele powszechnym w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego obchodzone jest wspomnienie obowiązkowe Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła; w Polsce – zgodnie z wcześniejszymi decyzjami Stolicy Apostolskiej – zachowano ten obchód w randze święta.

    Dzień ten został wybrany na święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła dlatego, że Zesłanie Ducha Świętego było początkiem działalności Kościoła. Jak podają Dzieje Apostolskie, w momencie Zesłania Ducha Świętego w Wieczerniku obecni byli wszyscy Apostołowie, którzy “trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 14). Matka Najświętsza, Oblubienica Ducha Świętego, mocą którego w dniu Zwiastowania poczęła Jezusa Chrystusa, przeżyła w Wieczerniku wraz z Apostołami zstąpienie Ducha Miłości na Kościół. Od tej chwili Maryja, Wspomożycielka Wiernych i Matka Kościoła, towarzyszy Kościołowi w świecie. Maryja jest Matką Kościoła. Tytuł ten dawali Matce Najświętszej teologowie już od początków dziejów Kościoła, a w ostatnim stuleciu papieże: Leon XIII, Jan XXIII i Paweł VI.

    Maryja zrodziła Chrystusa – Głowę Kościoła, trwała też z Apostołami na modlitwie w Zesłanie Ducha Świętego, które było początkiem działalności Kościoła.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Starania Biskupów polskich o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła

    (fragment Listu Konferencji Episkopatu Polski z dnia 4 maja 1971 r.)

    “Maryja jest Matką Kościoła. Tytuł ten dawali Matce Najświętszej teologowie już od początków dziejów Kościoła, a w ostatnim stuleciu papieże: Leon XIII, Jan XXIII i Paweł VI.

    Biskupi polscy złożyli Ojcu świętemu, Pawłowi VI Memoriał, z gorącą prośbą o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła i oddanie ponowne Jej macierzyńskiemu Sercu całej Rodziny ludzkiej. Prymas Polski imieniem 70 Biskupów polskich w dniu 16 września 1964 roku, podczas trzeciej sesji soborowej, wygłosił przemówienie, uzasadniając konieczność ogłoszenia Maryi Matką Kościoła, szczególnie w chwili obecnej, w której dręczona i zagrożona ludzkość tak bardzo potrzebuje Matki. Powoływał się na doświadczenia naszego Narodu, dla którego Matka Chrystusowa, obecna w naszych dziejach, i zawsze przez nas wzywana, była ratunkiem, pomocą i zwycięstwem. Biskupi polscy zabiegali również bardzo o to, aby nauka o Matce Najświętszej została włączona do Konstytucji o Kościele, gdyż to podkreśla godność Maryi, jako Matki Kościoła i Jej czynną obecność w misterium Chrystusa i Kościoła.

    Tak się też stało. Nauka o Matce Najświętszej weszła do Konstytucji Dogmatycznej o Kościele, a Ojciec Święty przychylając się do próśb Biskupów polskich, ogłosił Maryję Matką Kościoła. Uczynił to w Bazylice Watykańskiej, dnia 21 listopada 1964 roku, na zakończenie III Sesji Soboru i powierzył Jej cały rodzaj ludzki. Oto Jego słowa: Ku chwale więc Najświętszej Maryi Panny, oraz ku naszej radości, ogłaszamy Najświętszą Maryję Pannę Matką Kościoła, czyli całego Ludu chrześcijańskiego, zarówno wiernych, jak i pasterzy, którzy wszyscy zwą Ją swą Matką najmilszą. Ustanawiamy również, aby odtąd cały lud chrześcijański oddawał Matce Boga pod tym właśnie najmilszym Imieniem jeszcze większą cześć i do Niej zanosił swe prośby… Twemu Niepokalanemu Sercu powierzamy, o Bogurodzico Dziewico, całą ludzkość! Padło oficjalne oświadczenie: Kościół ma Matkę! Matka Chrystusowa jest Matką naszą. Radość Ojców Soboru była nieopisana. Można ją porównać tylko z radością, jaką wywołało na Soborze Efeskim w roku 431 ogłoszenie dogmatu o Boskim Macierzyństwie Maryi.

    Na zakończenie Roku Wiary (w czerwcu 1968 roku), Ojciec Święty potwierdził swoje orzeczenie o Matce Kościoła w Wyznaniu Wiary, w tzw. Credo Pawłowym które w Polsce wielokrotnie było później powtarzane.

    Episkopat Polski włączył nowe wezwanie do Litanii Loretańskiej : „Matko Kościoła, módl się za nami”. wniósł równocześnie prośbę do Stolicy Świętej, aby wezwanie to znalazło się w Litanii odmawianej w Kościele Powszechnym, i aby Papież ustanowił Święto Matki Kościoła również dla całego Kościoła Powszechnego. Na razie Stolica Święta zezwoliła na wprowadzenie Święta Matki Kościoła w Polsce, które z radością będziemy jutro po raz pierwszy obchodzili, Ufamy, że w niedługim czasie, będzie ono rozszerzone na cały Kościół powszechny…”

    Całość listu —> episkopat.pl (2018): Święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła


    Maria Okońska:

    “… opowiadał nam o tym, co działo się w auli soborowej w dniu ogłoszenia Maryi Matką Kościoła, sam Ojciec [kard. Stefan Wyszyński – red.] Był uszczęśliwiony. Porównywał ten moment z tym, co działo się na Soborze Efeskim w 431 r., gdy Maryja została ogłoszona Matką Boga. Wtedy również entuzjazm był niebywały. Ojcowie soborowi z pochodniami wyszli na ulice Efezu, śpiewając hymny Maryjne. „Tym razem – mówił Ojciec – biskupi zerwali się ze swych miejsc i zaczęli klaskać, śpiewając: Magnificat, Alma Redemptoris Mater, Ave Regina coelorum, Ave maris Stella itd. Powtórzył się Efez. Tam Maryja została ogłoszona Matką Boga, tu – Matka Boga została ogłoszona Matką Kościoła. Radość biskupów i Ludu Bożego wyraziła się prawie tak samo”.

    Gdy Ojciec nam to wszystko powiedział, zakończył słowami: „Dziękuję Wam z całego serca, moje dzieci”. Zapytałyśmy zdumione: „Ojcze, za co?”. Odpowiedział ze wzruszeniem: „Za to, że wyklęczałyście tę sprawę na Jasnej Górze, wbijając dzień i noc kolana w posadzkę jasnogórską…”

    Czytaj całość —> niedziela.pl: Maryja Matką Kościoła

    misericors.org

    ———————————-

    Historia mozaiki Matki Bożej Matki Kościoła na placu św. Piotra

    Dzisiaj w Kościele katolickim obrządku łacińskiego obchodzone jest wspomnienie Maryi Matki Kościoła. Decyzją Papieża Franciszka jest ono obchodzone w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Najbardziej znany wizerunek Matki Bożej “Mater Ecclesiae” znajduje się nad placem św. Piotra, na ścianie starej części Pałacu Apostolskiego.

    O historii powstania tego wizerunku opowiedział mi bp Javier Echevarría Rodriguez, przełożony prałatury Opus Dei, w rozmowie nt. związków Jana Pawła z „Dziełem” założonym przez św. Josemarię Escrivę de Balageuera (wywiad znajduje się w książce „Niezapomniany. Jan Paweł II we wspomnieniach przyjaciół i współpracowników” wydanej przez Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II i wydawnictwo Rafael). Oto co odpowiedział mi bp Echevarría, gdy go zapytałem, czy to prawda, że jeden z członków Opus Dei przyczynił się do powstania mozaiki na placu św. Piotra?

    „Tak, to prawda. Co roku przyjeżdzają do Rzymu na święta wielkanocne tysiące studentów z ośrodków Opus Dei z całego świata. W 1980 r. w czasie spotkania naszych studentów z Janem Pawłem II jeden z nich powiedział, że obserwując plac św. Piotra można zauważyć figury wielu świętych ale nie ma Matki Bożej.Po czym zasugerował: “Ojcze Święty, może warto by umieścić chociaż jeden Jej wizerunek”. Na co Papież odpowiedział: «Bardzo dobrze!». Gdy ks. Álvaro dowiedział się o tym fakcie, zlecił architektowi Javierowi Cotelo znalezienie najlepszego miejsca na palcu, gdzie wizerunek Matki Bożej przyciągał by wzrok pielgrzymów. Architekt Javier natychmiast zrobił projekt, który przewidywał wykonanie mozaiki na rogu Pałacu Apostolskiego. Papieżowi tak bardzo spodobała się ta idea, że kazał zrealizować nasz projekt”. Mozaika została wykonana pod koniec 1981 r. (listopad-grudzień), tzn. w roku zamachu na Jana Pawła II, w podziękowaniu za ocalenie. Nad pracami czuwał ówczesny asesor w Sekretariacie Stanu, obecnie kardynał, Giovanni Battista Re, szef Komisji Ochrony Zabytków Stolicy Apostolskiej, ks. Giovanni Fallani, oraz dyrektor Muzeów Watykańskich, prof. Carlo Pietrangeli. Podjęto decyzję, by mozaikę umieścić w oknie starego skrzydła Pałacu Apostolskiego, które wychodziło na plac św. Piotra.

    Ta propozycja spodobała się Papieżowi. Jako model dla mozaiki posłużył wizerunek Maryi z Dzieciątkiem, znajdujący się w Bazylice św. Piotra zwany jako Matka Boska Kolumny, gdyż został namalowany na kolumnie pochodzącej ze starej bazyliki. Po Soborze Watykańskim II Paweł VI nadał wizerunkowi tytuł „Mater Ecclesiae”. Mozaika widoczna z placu św. Piotra mierzy ponad 2,5 metra, w dole umieszczony został herb Jana Pawła II z hasłem Totus Tuus. Jan Paweł II poświęcił mozaikowy wizerunek Matki Bożej 8 grudnia 1981, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, przed modlitwą Anioł Pański.

    Włodzimierz Rędzioch /Tygodnik Niedziela

    ************************************************************************

    Duchowa pielgrzymka Żywego Różańca

    SampleMateriały prasowe organizatora

    W dniach 5-6 czerwca 2020 r. do jasnogórskiego sanktuarium jak co roku przybędą wraz z diecezjalnymi moderatorami członkowie i zelatorzy Żywego Różańca z całej Polski, by zawierzyć Kościół i świat opiece Matki Bożej. Jak to zrobią, gdy ograniczenia związane z  epidemią nie pozwalają na tak liczne zgromadzenia? Stawią się przed tronem Matki Bożej sercem. Zapraszamy na wyjątkową VIII Duchową Ogólnopolską Pielgrzymkę Żywego Różańca na Jasną Górę.

    W tym roku nie będziemy mogli wszyscy fizycznie przybyć na Jasną Górę. Z powodu obostrzeń związanych z pandemią nasza pielgrzymka będzie miała charakter duchowy. Na Jasną Górę przybędą przedstawiciele Żywego Różańca w Polsce, którzy poprowadzą dwudniowe czuwanie, a my wraz z nimi nasze duchowe pielgrzymowanie będziemy przeżywać za pośrednictwem Radia Maryja, Telewizji Trwam i strony internetowej jasnagora.pl.

    Co będzie w programie pielgrzymki?

    Hasłem tegorocznej pielgrzymki są słowa kard. Stefana Wyszyńskiego: Wszystko postawiłem na Maryję. Pielgrzymkę rozpoczniemy w piątek 5 czerwca o godz. 20:20 transmisją modlitwy różańcowej. O godz. 21:00 będziemy razem modlić się podczas Apelu jasnogórskiego. Rozważanie apelowe poprowadzi ks. Jacek Gancarek, moderator krajowy Żywego Różańca, błogosławieństwa udzieli abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, opiekun Żywego Różańca z ramienia KEP. W sobotę 6 czerwca o godz. 13:30 rozpoczniemy transmisję Mszy Świętej w kaplicy Cudownego Obrazu za pośrednictwem Telewizji Trwam.

    Podczas pielgrzymki rozpoczniemy także trzeci rok Wielkiej Nowenny Różańcowej. Temat, który w tym rok będziemy rozważać, także na łamach miesięcznika formacyjnego „Różaniec”, to: „Żywy Różaniec znakiem jedności z Ojcem Świętym i Kościołem”.

    Odczytamy również słowo, które skierował do nas abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski. Nie zabraknie również tradycyjnej pamiątki z pielgrzymki. W tym roku będzie to obrazek z wizerunkiem Stefana kard. Wyszyńskiego z modlitwą „Aktu osobistego oddania Matce Bożej”. Obrazek będzie dołączony do czerwcowego numeru miesięcznika „Różaniec”.

    W tym trudnym czasie dla całego świata nie ustajemy w modlitwie. Bądźcie razem z nami duchowo na Jasnej Górze 5-6 czerwca. Jeśli stawimy się wszyscy – ponaddwumilionowa armia Żywego Różańca – być może będzie to największa w historii Ogólnopolska Duchowa Pielgrzymka Żywego Różańca na Jasną Górę.

    Czym jest wspólnota Żywego Różańca?

    Żywy Różaniec to niezwykła wspólnota modlitwy i apostolstwa. Mogą do niej dołączyć wszyscy, którzy u boku Maryi chcą przemieniać świat modlitwą. W jaki sposób to się dzieje? Bardzo prosto. Żywy Różaniec tworzą róże/koła różańcowe. Do jednej róży należy 20 osób, z  których każda zobowiązuje się do codziennego odmawiania jednego dziesiątka Różańca, rozważając w nim jedną tajemnicę różańcową (zmienianą co miesiąc). Dzięki temu róża codziennie odmawia cały Różaniec.

    Codzienny dziesiątek odmawiamy w papieskich intencjach Apostolstwa Modlitwy, czyli w intencjach wyznaczonych prze papieża na dany miesiąc jako odpowiedź na różne wyzwania i  trudności, przed którymi stoją wierni Kościoła i ludzie całego świata. Założycielką tego dzieła modlitwy jest sługa Boża Paulina Maria Jaricot. Dziś prawie w każdej parafii w Polsce istnieje i działa wspólnota Żywego Różańca, który ma też swoje stowarzyszenie zatwierdzone przez Konferencje Episkopatu Polskiego.

    This image has an empty alt attribute; its file name is Plakat-VIII-IOgolnopolska-Pielgrzymka-2020-1-724x1024.jpg

    27 maja 2020 / Katolicka Agencja Informacyjna/eKAI.pl

    —————————————–

    Już wkrótce 4 nowych błogosławionych

    Ojciec Święty upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania 8 dekretów, w tym 2 o cudzie oraz dwóch o męczeństwie (do beatyfikacji). 

    pixabay.com

    Dwa dekrety dotyczą osób szeroko znanych: założyciela Rycerzy Kolumba, ks. Michała McGivney, oraz Pauliny Jaricot, założycielki Dzieła Rozkrzewiania Wiary.

    Ks. Michał J. McGivney urodził się 12 sierpnia 1852 roku w rodzinie irlandzkich imigrantów w Waterbury w stanie Connecticut a jego rodzicami byli Patrick McGivney oraz Mary McGivney. Był najstarszym synem spośród liczącego 13 osób rodzeństwa (w tym 6 z nich zmarło we wczesnym dzieciństwie). Jego ojciec pracował w Waterbury jako formierz. Uczył się w lokalnej szkole, ale przerwał naukę w wieku 13 lat, aby pracować przy młynie w fabryce mosiądzu jako rozdrabniacz. W wieku 16 lat Michael rozpoczął naukę w seminarium znajdującym się w Saint-Hyacinthe. Zmarł w wieku 38 lat na zapalenie płuc. W 1882 roku założył Rycerzy Kolumba jako stowarzyszeni wzajemnej pomocy i formacji w wierze katolickiej. Dzisiaj są oni międzynarodową organizacją katolickich mężczyzn. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 1,95 miliona członków. Obecni są także w Polsce i liczą ponad 5,5 tys. członków działających w 105 radach na terenie 28 diecezji. Zasadami Rycerzy Kolumba są miłosierdzie, jedność, braterstwo i patriotyzm.

    Proces beatyfikacyjny został zainaugurowany w roku 1996, a 15 marca 2008 r. Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego.

    Paulina Jaricot urodziła się 22 lipca 1799 r. w Lyonie we Francji, jako córka bogatego przemysłowca. W rodzinie otrzymała staranne wychowanie religijne. W wieku 17 lat podjęła prosty sposób życia i zapragnęła służyć Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości. Zaczęła odwiedzać biedne lyońskie rodziny, rozdając im jałmużnę. Gorąco kochała Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie i z gronem dziewcząt w swoim wieku założyła Stowarzyszenie Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Codziennie adorowały Jezusa Eucharystycznego.

    Z korespondencji ze swoim bratem, uczącym się w seminarium duchownym w Paryżu, i z listów misjonarzy Paulina dowiedziała się o niezwykle trudnej sytuacji finansowej na misjach i tragicznej sytuacji dzieci w Chinach, które umierały z głodu. Myśl ta nie dawała jej spokoju. Zaczęła więc szukać pomocy. Wtedy właśnie ujawnił się jej geniusz organizacyjny. Utworzyła koła, w które chętnie zaangażowały się robotnice zakładu przemysłowego, odkładając drobne sumy z tygodniowych zarobków. Z dziesiątek kół wyłaniały się nowe koła i rosły w setki, tworząc fundusz na działalność misyjną Kościoła i rozkrzewianie wiary.

    Kiedy Paulina miała 23 lata, jej dzieło, już w pełnym rozkwicie, przeszło pod zarząd Specjalnej Rady i wówczas podjęła inną, duchową formę wspierania Dzieła. Otoczyła je modlitwą różańcową. W ten sposób powstał Żywy Różaniec.

    Dziełu modlitewnemu Pauliny Jaricot udzieliło poparcia wielu biskupów oraz generał Zakonu Dominikanów, który w 1836 r. przyłączył Stowarzyszenie Żywego Różańca do dominikańskiej Rodziny Różańcowej. Papież Grzegorz XVI wydał breve aprobujące stowarzyszenie. Objęło ono najpierw Lyon, potem całą Francję, a wreszcie inne kraje. Róże Różańcowe istnieją w parafiach na całym świecie do dziś, obejmując modlitwą miesięczne intencje misyjne, które papież wyznacza na każdy rok.

    Tymczasem wobec pogarszającej się sytuacji społecznej we Francji Paulina zaczęła szukać systemu rozwiązania problemu zubożałych rodzin robotniczych. Cały swój majątek zainwestowała w budowę gmachu, który miał być idealnym ośrodkiem przemysłowym, gdzie robotnicy z rodzinami mieli cieszyć się pracą roztropnie kierowaną i sprawiedliwie wynagradzaną. Inwestycja upadła wskutek oszustwa nieuczciwych ludzi. Paulina do końca życia spłacała długi, pogrążona w ubóstwie, chorobie i całkowitym opuszczeniu.

    Odeszła do Boga 9 stycznia 1862 roku ze słowami: Boże mój, wybacz im i obdarz błogosławieństwem, na miarę cierpień, jakie mi zadali…

    Założone przez Paulinę Jaricot Dzieło Rozkrzewiania Wiary już po trzech latach liczyło 2 tys. członków. Od 1922 r. ma ono status Dzieł Papieskich; dzisiaj obecne jest w 144 krajach całego świata. Natomiast koła Żywego Różańca po kilku latach działania liczyły ponad milion uczestników. Choć Paulina uważała się tylko „za zapałkę wzniecającą ogień”, to jednak stała się założycielką jednego z największych misyjnych dzieł w Kościele.

    Proces beatyfikacyjny Pauliny Jaricot otwarty został w 1910 r., heroiczność jej cnót ogłoszona została przez papieża św. Jana XXIII w 1963 r.

    Kolejne dwa dekrety dotyczą autentyczności męczeństwa (do beatyfikacji).

    Włoskich cystersów z opactwa Casamari, zabitych przez wojska napoleońskie w 1799 roku – Symeona Cardon i 5 towarzyszy oraz włoskiego franciszkanina (Zakon Braci Mniejszych), Kosmy Spessotto zabitego w Nikaragui w 1980 roku. Spessotto – podobnie jak arcybiskup San Salvador Óscar Romero – wypowiedział się przeciwko niesprawiedliwości ze strony junty Salwadoru. Otrzymał szereg pogróżek śmierci. Został zabity przed Mszą świętą w 1980 roku. Starania o jego beatyfikację rozpoczęła się w 1999 roku za papieża Jana Pawła II, który nazwał go Sługą Bożym.

    Watykan, Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************

    —————————————-

    W niedzielę 31 maja Kościół Katolicki przeżywał jedno z najważniejszych świąt – Zesłanie Ducha Świętego. Apostołowie wraz z Maryją, Bożą Matką, po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa, trwali w wieczerniku na modlitewnym oczekiwaniu, przygotowując się w ten sposób na przyjście Ducha Pocieszyciela obiecanego przez Chrystusa, jak jest napisane w Ewangelii według św. Jana (14.15-20). Wspólnota gromadzącą się przy kościele św. Szymona, uczestniczyła w 9-dniowej nowennie przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego. Każdego dnia, od piątku – 22 maja, w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego, która jest dla nas takim wieczernikiem, duchowo łączyliśmy się we wspólnej modlitwie wsłuchując się w rozważania. Niżej podany jest tekst tej nowenny na każdy dzień. Oby ta wspólna modlitwa odnowiła oblicza naszych serc w tym szczególnym czasie i przygotowała nas do najważniejszego wydarzenia jakim jest wspólne przeżywanie Eucharystii, Mamy wielką nadzieję, że już w krótce będzie nam dane na żywo uczestniczyć w Bożych Tajemnicach naszej wiary.

    “Owocem
 ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” – poucza Paweł Apostoł.

    Nie sposób przecenić znaczenie tych owoców

    w naszym codziennym, chrześcijańskim życiu.

    Pożytecznie i mądrze jest prosić o nie

    w modlitwie tak szczególnej

    jak nowenna do Ducha Świętego.

    ——————-

    NOWENNA PRZED UROCZYSTOŚCIĄ ZESŁANIEM DUCHA ŚWIĘTEGO

    Leon XIII: Dary Ducha Świętego

    … Nowenna do Ducha Świętego, oparta na rozważaniu i upraszaniu dziewięciu „owoców Ducha Świętego”, wymienionych w Liście św. Pawła do Galatów. Pozwólmy się prowadzić Duchowi Świętemu – prosił Apostoł i zarazem zalecał, aby owoce te zdobywać i na ich  miarę kształtować nasze życie. Podkreślał ich wagę 
w miłości i wolności chrześcijańskiej. Pisał: „Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa… Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,1618.22).

    …. Proponuję, aby modlitewne skupienie, towarzyszące odprawianiu nowenny o owoce Ducha Świętego, wzbogacić codziennymi, konkretnymi czynami. Niech podane propozycje i intencje modlitewne po każdym rozważaniu pomogą upraszać potrzebne łaski oraz żyć owocami Ducha Świętego, umacniać je i pogłębiać w swoim życiu.

    o. Mirosław Piątkowski SVW, święto Zwiastowania Pańskiego, 25.03.2006

    Za zgodą Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej, 30.10.2006 r., nr 1942(K)

    ——————————————————————————————————————–

    DZIEŃ PIERWSZY – piątek 22 maja 2020

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    Msza św. – godz. 19.00

    MIŁOŚĆ – CARITAS

    Bóg jest miłością. Te słowa z Pierwszego Listu św. Jana (4,16) ze szczególną jasnością objawiają istotę wiary chrześcijańskiej. W tym krótkim stwierdzeniu, jak zauważa na początku swojej  pierwszej  encykliki papież Benedykt XVI,  zawiera się chrześcijański obraz Boga i wyłaniający się z niego obraz człowieka i jego drogi. Jan Apostoł nie napisał tych słów po wnikliwej analizie intelektualnej, ale po spotkaniu i doświadczeniu miłości Boga w osobie Jezusa Chrystusa. Wielu współczesnych Janowi, tak jak on sam, poznało miłość i uwierzyło w miłość, jaką Bóg nam okazuje. My, choć, żyjemy  już w innym czasie i innych sytuacjach, nadal spotykamy chrześcijan, którzy żyją miłością i doświadczamy miłości Boga i ludzi. Doświadczamy miłości Boga w Eucharystii, którą zostawił nam Jezus i w której w każdej chwili jest On obecny dla nas. Możemy też trwać w Jego miłości, bo daje nam samego siebie. Możemy wreszcie sami miłować Boga i ludzi swoją (i co więcej) Jego miłością. Wszystko to jest możliwe dzięki działaniu i mocy Ducha Świętego, który jest nam bezustannie dawany. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5); „Albowiem Bóg tak umiłował świat, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Kto zatem trwa w miłości, trwa w Bogu… Przyzywajmy Ducha Świętego, aby trwać w miłości i obdarowywać nią innych, aby doświadczać miłości Bożej i odczuwać, że naprawdę jesteśmy kochani przez Niego, aż do „szaleństwa krzyża”!

    Czyn ku wzrastaniu w miłości – przyjmowanie Pana Jezusa w Komunii świętej

    Papież Jan Paweł II przyjmuje Komunię świętą od kardynała Joseph’a Ratzinger’a
    miserere.pl

    (w obecnym czasie, oby w naszym sercu było głębokie pragnienie przyjęcia Pana Jezusa)

     Intencja ogólna:

    Przybądź Duchu Święty… daj szczęście bez miary! Pomóż nam dzięki jak najczęstszemu uczestniczeniu we Mszy świętej i przyjmowaniu Jezusa w Komunii świętej umacniać miłość do Ciebie i bliźniego, samego siebie i całego świata stworzonego.

     Intencja osobista:

    Duchu Święty, w szczególny sposób zawierzam ci moją osobistą troskę, którą w obecnym czasie jest… (w tym miejscu wymienić to, o co szczególnie chcę prosić w tej nowennie do Ducha Świętego).

    Następnie można odmówić koronkę do Ducha Świętego albo jedno Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu oraz modlitwę na zakończenie:

    Módlmy się: Boże, któryś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego, daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe, i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

     Niepokalana   Oblubienico   Ducha Świętego,  – Módl się za nami.

    Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11,13).

    KORONKA KU CZCI DUCHA ŚWIĘTEGO

    Krzyżyk:

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    Wierzę w Boga Ojca…

    Koralik po krzyżyku:

    Przybądź, Duchu Święty,

    Spuść z niebiosów wzięty

    Światła Twego strumień.

    Przyjdź, Ojcze ubogich,

    Dawco darów mnogich,

    Przyjdź, Światłości sumień!

    O najmilszy z Gości,

    Słodka serc radości,

    Słodkie orzeźwienie.

    W pracy Tyś ochłodą,

    W
skwarze żywą wodą,

    W płaczu utulenie.

    Światłości najświętsza,

    Serc wierzących wnętrza

    Oddaj swej potędze!

    Bez Twojego tchnienia

    Cóż jest wśród stworzenia?

    Jeno cierń i nędze!

    Obmyj, co nieświęte,

    Oschłym wlej zachętę,

    Ulecz serca ranę!

    Nagnij, co jest harde,

    Rozgrzej serca twarde,

    Prowadź zabłąkane.

    Daj Twoim wierzącym,

    Daj wieniec zwycięstwa,

    Daj szczęścia bez miary!

    Amen.

     Siedem części po trzy koraliki:

    1. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze mądrości.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    2. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze rozumu.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    3. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze rady.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu..

    4. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze męstwa.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu.

    5. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze umiejętności.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    6. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze pobożności.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

    7. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty, i przyjdź do nas w darze bojaźni Bożej.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

     – Ześlij Ducha Twego, Panie, a powstanie życie,

     – I odnowisz oblicze ziemi.

    Zakończenie:

    Módlmy się: Boże, Tyś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego: daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

     – Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,

     – Módl się za nami.

    Codzienne ofiarowanie się Duchowi Świętemu:

    Boże, Duchu Święty, słodka miłości Ojca i Syna. Aby całkowicie należeć do Ciebie, oddaję Ci teraz i na zawsze: moje serce, moje ciało i duszę, moje siły i zdolności, moje cierpienia i radości, moje życie i śmierć. Oddaję Ci też wszystkich, którzy są mi drodzy i wszystko, czym jestem i co posiadam, abyś Ty sam mógł tym rozporządzać i panować nade mną swoją miłością, teraz i w wieczności. Amen.

    (św. Arnold Janssen SVD)

    ——————————————-

    DZIEŃ DRUGI – sobota 23 maja 2020

    Msza św. niedzielna – godz. 18.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.00 – 20.00

    RADOŚĆ – GAUDIUM

    „Aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” – to życzenie, a nawet polecenie, Jezusa skierowane do uczniów. Bóg w Jezusie pragnie dla nas pełnej radości. Czy zdaję sobie z tego sprawę? Prawdziwa radość jest możliwa i  dla mnie i takiej radości dla mnie pragnie Bóg! Uczniowie Jezusa przypatrywali Mu się bacznie przez trzy lata i widzieli, że nieraz doznawał głębokiej radości. Oni sami uczestniczyli w Jego radości. „Kiedy wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie przez  wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają” (Łk 10,17); „W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom»” (Łk 10,21).

    Radość była również udziałem Apostołów po wstąpieniu Jezusa do nieba. Choć nie było Go już fizycznie pośród nich, tak jak to jest w naszej sytuacji, to jednak doświadczali pełni radości. Była ona ich udziałem nawet w trudnych sytuacjach, gdy doznawali cierpienia! Kiedy członkowie Sanhedrynu kazali ubiczować Apostołów za głoszenie “Dobrej Nowiny o Jezusie i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, „oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa” (Dz 5,41). Potwierdza to także świadectwo Pawła Apostoła z Listu do Kolosan: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa, dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Nie były to tylko słowa pisane w liscie. Kiedy przebywał w więzieniu razem z Sylasem, zakuty w dyby, po wymierzeniu mu wielu razów „śpiewał hymny Bogu” (Dz 16,25).

    Biblia w wielu miejscach ukazuje nam, że ludzie dzięki żywej relacji z Bogiem, dzięki modlitewnemu życiu, jakie prowadzą, doznają prawdziwej radości, i to nawet w cierpieniu. Mojżesz i Izraelici śpiewali pieśni i tańczyli na cześć Pana, gdy „mocną ręką” wyprowadził ich z niewoli (por. Wj 15,1-21). Dawid również tańczył wśród radosnych okrzyków przed Arką Pańską po zwycięstwie nad wrogiem (por. 2 Sm 6,14-15). Maryja, Matka Jezusa, wyraża swoją radość w hymnie nazywanym Magnificat: ,Raduje się duch mój w Bogu zbawcy moim…” (Łk 1,47). Święty Jan Chrzciciel także – mimo surowego życia, jakie prowadził – zaświadcza o głębokiej radości, jakiej doznaje w relacji z Bogiem i w spotkaniu z Jezusem: „Przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu” (J 3,29). I choć doznajemy smutku, to jednak Jezus obiecuje, że „smutek wasz zamieni się w radość… a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,20.22). Duch Święty sprawia, że Jezus jest obecny w naszym życiu. Przyzywajmy Ducha, aby zstępował na nas i uobecniał pośród nas Jezusa. Aby zamieniał nasze smutki w radość, której nikt nam nie zdoła odebrać.

    Czyn ku rozwijaniu radości – regularna lektura duchowa (np. życiorysy świętych)

    Żywoty Świętych Pańskich. Tom Piąty. Maj - Władysław Hozakowski - ebook

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… słodka serc radości! Pomóż nam rozwijać i umacniać radość w sobie dzięki lekturze duchowej, a w szczegółności dzięki przypatrywaniu się sługom Bożym, błogosławionym i świętym.

     Dalej tak, jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————-

    DZIEŃ TRZECI – Niedziela 24 maja 2020

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 10.30 – 11.00

    Msza św. – godz. 11.00

    POKÓJ – PAX

    Pokój serca jest największą i najgłębszą potrzebą człowieka. Franciszek Kyutaro Hashimoto, Japończyk urodzony w Osace, był buddystą.  Kiedy spotkał brata Romualda Mrozińskiego, franciszkanina, zafascynował się głębokim, wewnętrznym jego pokojem. ,Widziałem, że jest to prawdziwy pokój Chrystusa, pokój, którego nie znalazłem w kulturze i religijności japońskiej. Urzeczony bratem Romualdem, pokojem, który miał w sobie, zapragnąłem zostać chrześcijaninem” (z książki Rozmowy o chrześcijaństwie w Japonii… i w Polsce, wydanej przez Verbinum).

    Pokój jest pragnieniem człowieka. Pokoju chce Bóg dla ludzi. Kiedy narodził się Chrystus, aniołowie objawiając się pasterzom i zwiastując im Jego przyjście, wielbili Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14). Pokój Boga jest możliwy dla narodów całej ziemi i wszystkich ludzi dobrej woli. Pokój Boży nie oznacza jednak tylko braku wojny. Jest przede wszystkim wewnętrznym stanen ducha, którym możemy się cieszyć mimo wojny, prześladowań i cierpień. Kiedy Jezus żegnał się ze swoimi uczniami, mówił do nich: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka!” (J 14,27)

    Jeśli słyszałeś o chrześcijanach, którzy wewnętrznie spokojni i bez lęku stają wobec różnych trudnych sytuacji życiowych,  np. ciężkiej choroby czy śmierci, to tym samym dowiedziałeś się, czym jest prawdziwy pokój, który daje Chrystus. Tylko Jezus Chrystus może dać nam prawdziwy pokój. My sami nie możemy go sobie dać. Świat daje i odbiera pokój. Jeśli daje pokój, to często jest on tylko pozorny albo częściowy. Jezus przychodząc po swoim zmartwychwstaniu do uczniów, przynosi im przede wszystkim pokój.

    Mówi do nich: „Pokój wam”. Tchnął na nich i powiedział im:  „Weźmijcie Ducha Świętego! Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, komu zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,19-23). Jezus w sposób szczegółny udziela nam prawdziwego pokoju przez Ducha Świętego, gdy wyznajemy nasze grzechy w sakramencie pojednania! Jeśli pragniemy, by w naszych sercach i umysłach zagościł prawdziwy pokój Boga, przyzywajmy go z gorliwością i stałością, i oczyszczajmy się z naszych grzechów, stanowiących przeszkodę na drodze do pokoju.

    Czyn ku odnajdywaniu Bożego pokoju – regularna spowiedź

    This image has an empty alt attribute; its file name is S09XKM0.jpg

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… bez Twojego tchnienia cóż jest wśród stworzenia? Jeno cierń i nędze! Pomóż nam umacniać pokój w sobie, wokół siebie i na całym świecie dzięki dobrze przeżytemu, comiesięcznemu sakramentowi pojednania.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    —————————————-

    DZIEŃ CZWARTY – poniedziałek 25 maja 2020

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.30 – 20.00

    CIERPLIWOŚĆ – LONGAMINITAS

    Kardynał Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, pisząc o przemianach w Europie, a szczególnie we wschodniej jej części, podkreślą siłę cierpliwego świadectwa chrześcijan. „Jak znaczące jest to, czego mogła dokonać cierpliwość, a z tym i związane cierpienie duchowe, psychiczne i fizyczne chrześcijan. Fakt, że w Europie Wschodniej wiara stała się siłą, która okazała się mocniejsza niż «naukowy socjalizm» wypływa przede wszystkim z pokory i cierpliwości cierpiących, w których świadectwie uwidoczniła się większa obietnica. Jesteśmy od nowa zdani na to, aby przekraczać samych siebie na drodze wiary w Żywego Boga. Odwagi do tego, by wierzyć tak dziś jak i niegdyś, nie da się przekazać na czysto intelektualnej drodze. Przede wszystkim wymaga ona świadków, którzy ją poprzez swoje życie i cierpienie zweryfikują jako słuszną drogę. Jednak ta właśnie droga prowadzi do Żywego Boga” (por. J. Ratzinger, Czas przemian w Europie, Kraków 2001, s. 93).

    Cierpliwość to wytrwałość w drodze do wyznaczonego celu. Zwykle celu nie osiąga się natychmiast, w jednej chwili, ale po upływie jakiegoś czasu, nieraz długiego. Cnota ta nierzadko jest związana z trudem, zmęczeniem czy bólem, ale znoszonym w spokoju. W doskonaleniu cnoty cierpliwości i trwaniu w niej pomaga wpatrywanie się w cel, który chce się osiągnąć, jasna wizja drogi, którą się podąża, świadomość, że nie jesteśmy na tej drodze sami. Kto jest cierpliwy, nie zniechęca się upadkami, bo wie, jak ważny jest cel, do którego dąży. Cierpliwości potrzebujemy w znoszeniu naszych słabości i ciągłym nawracaniu się do Boga. Jednocześnie postawa ciągłego nawracania się wyrabia w nas cierpliwość i daje nadzieję na ostateczne osiągnięcie celu.

    Teresa z Avila, wielka święta i mistyczka hiszpańska, w krótkich i pięknych słowach określiła wartość cierpliwości: „Niech nic cię nie niepokoi, kto ma Boga, temu niczego nie brakuje, cierpliwością osiągnie się wszystko”.

    Czyn ku wzrastaniu w cierpliwości – postawa stałego nawracania się

    Nawrócenie ma wiele twarzy
    foto: Henryk przondziono/GOŚĆ NIEDZIELNY

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… daj wieniec zwycięstwa! Umocnij naszą cierpliwość dzięki postawie nieustającego nawracania się.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    —————————————-

    DZIEŃ PIĄTY – wtorek 26 maja 2020

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.30 – 20.00

    UPRZEJMOŚĆ – BENIGNITAS

    Jest wiele książek uczących dobrych manier – sztuki savoir vivre’u. W szczególności w zawodach sportowych, choć nie tylko, ma obowiązywać zasada fair play, czyli uczciwej i, mimo współzawodnictwa, honorowej walki. Przyznaje się nawet bardzo zaszczytną nagrodę fair play. Wszystko to świadczy, że uprzejmość nie jest powszechnie i na co dzień spotykaną postawą, choć na pewno bardzo upragnioną. Zależy nam, aby inni byli wobec nas uprzejmi i przyjaźnie do nas nastawieni w pracy, na ulicy czy w domu. Z własnego doświadczenia jednak wiemy, że nie jest łatwo przez cały czas być uprzejmym. Przyznajemy, że zdobywamy się na uprzejmość i grzeczność w szczególnych miejscach, w spotkaniu z wyjątkowymi osobami, w szczególnych sytuacjach. Ale słabość charakteru i zmienność emocji nie pozwalają  nam   być  uprzejmymi   zawsze i wszędzie. Zdarza się nawet, że wybuchamy złością   wobec innych, stajemy się dla nich opryskliwi, zamiast emanować uprzejmością.

    Słusznie święty Paweł zaliczył uprzejmość do tych cech ludzkiej  osobowości, które należą do owoców Ducha Świętego. Dopiero Jego obecność i moc są w stanie sprawić, że odnajdujemy dość siły i motywacji, by być uprzejmym. Zdarza się, że ze względu na wyznawaną wiarę okazujemy jakieś osobie szacunek, mimo że swym postępowaniem nie wydaje się ona godna szacunku. Jak wielkiej wówczas potrzebujemy mocy Bożej, aby wypełnić polecenie Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie… Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Łk 44-45.48). Jak wiele trzeba modlić się za innych, aby być wobec nich uprzejmym i odkrywać w nich oblicze Jezusa.

    Czyn ku rozwijaniu uprzejmości – modlitwa wstawiennicza

    Modlitwą i płaczem uprosiła u Boga nawrócenie dla syna
    św. Monika z synem

     Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty…  o najmilszy z Gości! Umocnij w nas cnotę uprzejmości dzięki modlitwie wstawienniczej za tych, którzy są jeszcze daleko od Ciebie, również za wrogów i nieprzyjaciół.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————————————–

    DZIEŃ SZÓSTY – środa 27 maja 2020

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.30 – 20.00

    DOBROĆ – BONITAS

    Człowiek tęskni za dobrocią serca. Dobroć ta obecna była w oczach Jezusa, w Jego słowach i czynach. „Nauczycielu dobry…” powiedział do Niego młodzieniec, pytający o życie wieczne (Mk 10,17). Pan Jezus przenikał do głębi ludzkiego serca, rozpoznawał pragnienia ludzkiej duszy, czuł ból i dostrzegał choroby każdego napotkanego człowieka. Błogosławił dzieci, pochylał się nad ubogimi i płaczącymi. Głosił słowa, które przynosiły życie. Patrzył z miłością… dawał samego siebie.


    Być dobrym to umieć się zatrzymać, ofiarowac swój czas, pozwolić odczuć ciepło, obdarzyć życzliwym spojrzeniem, radosnym uśmiechem i modlitwą, sprawiać, by serce drugiego człowieka otwierało się jak kwiat w promieniach słońca. Być dobrym to przejawiać gotowość na doznanie bólu, który może okazać się ceną dobroci. Być mimo wszystko dobrym jak chleb, który każdy może wziąć do ręki i odłamać kawałek, aby zaspokoić głód miłości… (św. Brat Albert).

    Dobroć, jakiej potrzebuje świat, wydaje się bardzo prosta. Czyż jednak ludzkość nie zagubiła dobroci, która obywa się bez świateł, neonów, wielkich słów, reklam, komputerów i pieniędzy? Ojciec Marian Żelazek (1908 -2006), misjonarz werbista, mimo pięcioletniej gehenny, jaką przeżył i widział, przebywając w obozie koncentracyjnym w Dachau (1940 -1945), zdecydował się zostać księdzem i po święceniach, od 1950 roku, pracował przez pięćdziesiąt lat w Indiach, z czego ponad trzydzieści wśród trędowatych w Puri. Stworzył dla nich ośrodek-miasteczko, aby uczynić ich życie ludzkim. Zwykł mawić: „Nie jest trudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć”.

    Czy wytrwale pragniemy być dobrymi? Czy nie potrzeba nam mocy Ducha Świętego, aby mimo trudności chcieć żyć tą dobrocią, która odnawia oblicze ziemi? Czy nie to miał na  myśli psalmista, gdy się modlił: „Wszystko to czeka na Ciebie… Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha i odnawiasz oblicze ziemi” (Ps 104,27.30).

    Czyn ku rozwijaniu dobroci – ofiarowywanie serca i dóbr (jałmużna)

    apostol.pl

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… Dawco darów mnogich!  Umocnij w nas dobroć, abyśmy umieli przyjmować dobroć Bożą i obdarzać nią innych dzięki ofiarowywaniu swego czasu i obecności, dobrego słowa i konkretnej pomocy osobom szczególnie potrzebującym, zwłaszcza tym, które utraciły wszelką nadzieję.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————————–

    DZIEŃ SIÓDMY – czwartek 28 maja 2020

    Msza św. – godz. 19.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.30 – 20.00

    WIERNOŚĆ – FIDES

    Wierność najczęściej kojarzy się z małżeństwem. Na początku wspólnej drogi małżonkowie przyrzekają sobie nawzajem, że zachowają wierność i uczciwość małżeńską i że nie opuszczą siebie aż do śmierci. Na koniec dopowiadają: „Tak mi dopomóż Panie Boże i wszyscy święci”. Przed ceremonią wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej wzywa się Ducha Świętego, aby pobłogosławił nowy związek życia i udzielał małżonkom mocy do trwania w wierności aż do śmierci.

    Kościół  ustanawiając   obrzęd   zawarcia związku małżeńskiego był świadom, że wierność małżeńska, podobnie jak i zakonny ślub czystości, może być dochowana tylko dzięki łasce Ducha Świętego. Bez Niego ludzie nie są zdolni wytrwać do końca w wierności małżeńskiej czy w czystej miłości oblubieńczej do Boga. Konstytucje Zgromadzenia Słowa Bożego, mówiąc o ślubie czystości, tak zwracają się do tych, którzy zamierzają podjąć życie w czystości: „Nasza Bogu poświęcona czyśtość jest bardziej darem Boga dla nas, niż naszym darem dla Niego. Ponieważ dotyka ona głębokich skłonności ludzkiej natury, wierność jej jest możliwa jedynie w zawierzeniu łasce Boga, który nie opuszcza wybranych… Pełni zaufania zwracamy się do Maryi, która przez swoje «niech mi się stanie» w dziewiczej płodności stała się Matką Wcielonego Słowa, aby nam dopomagała każdego dnia przeżywać nasz ślub w mocy i radości Ducha Świętego” (206) .

    Nie tylko w sytuacjach szczególnych kryzysów wierności i pokus, ale także w codziennym wypełnianiu wszystkich naszych zobowiązań i w pielęgnowaniu przyjaźni wzywajmy wraz z Maryją i świętymi Ducha Świętego, gwaranta naszej wiernej miłości do Boga i człowieka. Wpatrujmy się w błogosławionych i świętych, aby zachęcać siebie ich przykładem dochowywania wierności do końca.

     Czyn ku wzrostowi wierności – codzienna modlitwa, szczególnie różaniec w rodzinie

    foto: Tygodnik NIEDZIELA/Africa Studio

     

     Intencja ogólna:

    Przybądź,  Duchu Święty…  ulecz serca ranę! Umacniaj naszą wierność Tobie i ludziom dzięki pielęgnowaniu codziennej modlitwy, szczególnie różańcowej.

     Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ————————————-

    DZIEŃ ÓSMY – piątek 29 maja 2020

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 18.00 – 19.00

    Msza św. – godz.19.00

    ŁAGODNOŚĆ – MODESTIA

    Łagodność ujawnia się przede wszystkim w zachowaniu wobec bliźniego. Jest przeciwieństwem brutalności, grubiaństwa, szorstkości czy wszelkiego rodzaju zajadłości i agresywności. Ale nie jest również miękkością ani brakiem zdecydowania, które są na ogół cechami ludzi wygodnych i unikających za wszelką cenę jakiejkolwiek konfliktowej sytuacji. Natomiast może iść w parze z żarem, mocą i odwagą. W tym sensie Dzieje Apostolskie mówią o św. Szczepanie, pierwszym męczenniku chrześcijaństwa: „pełen łaski i mocy” (Dz 6,8). Łagodność jest owocem wewnętrznej harmonii z naszym otoczeniem, przepojeniem naszej postawy wobec bliźniego pokojem i miłością. Człowiek łagodny promieniuje harmonią, której nic nie jest w stanie zburzyć.

    Prawdziwą łagodność może posiąść ten, kto stara się upodobnić w swym życiu do Chrystusa, pozwala Mu działać w sobie i przez Niego i z Nim odnosi zwycięstwo nad swoim gniewem i zapalczywością. Człowiek prawdziwie łagodny rozpoznaje oblicze Chrystusa w bliźnich, a widząc je, dostrzega też miłosierną miłość zbawiającą świat. Przypatrując się postępowaniu Jezusa wobec mężczyzn, kobiet i dzieci, możemy się uczyć, na czym polega święta łagodność. Jezus z natury był spokojny i łagodny. Nie przeszkadzało Mu to jednak wyrażać gniew i smutek wówczas, gdy chodziło o prawdziwe dobro i wieczne zbawienie człowieka. W Jego świętej łagodności kryła się nadprzyrodzona moc. Ewangelista odnosi do Jezusa słowa proroka Izajasza o Słudze Pańskim, który nie spiera się ani krzyczy, nie złamie trzciny zgniecionej ani nie zgasi knota o nikłym płomieniu (por. Iz 42,2-4; Mt 12,19-20). To Jezus swoją współczującą postawą wobec opuszczonych objawia Boga, pragnącego miłosierdzia, a nie ofiary (por. Mt 9,13; 12,7). Podstawowa prawda objawienia: „Bóg jest miłością”, ukazuje się nam w zbawiającej świat miłości „Baranka Bożego, który gładzi grzech świata” (por. Iz 53,7; J 1,29). Dlatego lgnęły do Niego tłumy, bo serce ludzkie można przede wszystkim pozyskać dzięki wyrozumiałości, miłości i życzliwości.

    Czyn ku rozwijaniu łagodności – czytanie i rozważanie Pisma Świętego

    Biblia Papieska

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… słodkie orzeźwienie! Umacniaj w nas łagodność dzięki częstemu czytaniu i rozważaniu Pisma Świętego, abyśmy z niego czerpali natchnienie, a wpatrując się w naszego Pana i Mistrza, uczyli się od Niego pokory i łagodności.

     Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.


    DZIEŃ DZIEWIĄTY – sobota 30 maja 2020

    Msza św. niedzielna – godz. 18.00

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 19.00 – 20.00

    OPANOWANIE – CONTINENTIA

    Odpowiadając na pytanie, czym jest cnota opanowania, można by powiedzieć, że cała mądrość życia to umiejętność czekania i trwania w nadziei. Wydaje się, że współczesnemu człowiekowi bardzo brakuje tej właśnie cnoty. Ciągle się śpieszymy, za czymś gonimy. Na nic nie chcemy czekać. Wszystko chcielibyśmy mieć już, w tej chwili, natychmiast. A przecież wiemy, jak często się zdarza, że nie jesteśmy w stanie przyswoić mnogości informacji, wrażeń i przeżyć, których tak łakniemy ciałem i duchem. Poza tym autor biblijny ostrzega: „Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem” (Koh 1,8). Warto więc ćwiczyć się w opanowywaniu naszej zmysłowości i nadmiernych pragnień, pożądliwości ciała, oczu i pychy tego życia (por. 1 J 2,16). 

    Opanowanie to umiar i umiejętność wyczekania na stosowną chwilę, reakcja w słowie i czynie w odpowiednim momencie, miejscu i we właściwej formie. Nie przemilczanie czy tłumienie, ale właściwe reagowanie we właściwy sposób, we właściwym czasie. Duch Święty może nam w tym pomóc. Chętnie wspomaga nasze ludzkie wysiłki, ochoczo wspiera nas w ćwiczeniu się w dobrze rozumianej ascezie, której szczególnymi wyrazami są wstrzemięźliwość i post, i to nie tylko w Wielkim Poście. Wielu jest takich, którzy poszczą o chlebie i wodzie nawet dwa razy w tygodniu. Wzywajmy łaski i obecności Ducha Świętego, by nauczył  nas  zachowywania  dystansu  do siebie i do życia. Prośmy Go o szczęśliwe kierowanie naszymi pragnieniami, o opanowywanie naszej zachłanności i kształtowanie siebie na obraz i podobieństwo Boże.

     Czyn ku wzrastaniu w opanowaniu – post i wstrzemięźliwość w określone dni

    foto: Agnieszka Konik-Korn/Tygodnik NIEDZIELA

    Intencja ogólna:

    Przybądź, Duchu Święty… serc wierzących wnętrza poddaj swej potędze! Umocnij nasze opanowanie ciała i duszy dzięki ćwiczeniu się we wstrzemięźliwości i poście. Uczyń nas na swoje podobieństwo.

    Dalej tak jak w pierwszym dniu po intencji ogólnej.

    ZAKOŃCZENIE

    Każdego poranka stajemy na rozdrożu dróg. Stajemy przed wyborem „pełni życia albo pozorów życia”. Święty Paweł określa nasz codzienny dylemat następującymi słowami: „Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie” (Ga 5,17). Jak więc żyć w zgodzie z samym sobą? Przysłuchując się dalej słowom Pawła Apostoła, widzimy, że odpowiedź brzmi jasno: powinniśmy wybrać drogę, którą proponuje nam duch! Wydaje się to takie proste, a jednak doświadczenie codziennego życia uczy nas czegoś innego. Jak wielu z nas żyje w niezgodzie z samym sobą. Jakże często pociąga to za sobą niezgodę z drugim człowiekiem i samym Bogiem. 

    Czy naprawdę ciało jest mocniejsze i bardziej atrakcyjne od ducha? Postawmy to pytanie w inny sposób: czy „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” są atrakcyjniejsze i bardziej przez Ciebie pożądane niż „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”? Wybór ostatecznie jest w Twoich rękach. Wielu rezygnuje z dobra, miłości, pokoju i wszystkiego, o czym marzy, z jednego tylko powodu. Wydaje im się, że tak zostali wychowani i nauczeni, że nie ma w nich owej mocy, która pozwalałaby im żyć i cieszyć się darami Ducha Świętego, żyć Jego owocami. Jakże często stajemy na rozdrożu dróg w naszej codziennej rzeczywistości życia. Jedną drogą radzi podążać głos ciała, drugą – głos serca. Pierwsza obiecuje szczęście, pokój, radość i miłość siebie, drugiego człowieka i rozkosze otaczającego świata, ale bez Boga. Druga prowadzi do przepięknych zakamarków serca, gdzie w łączności z Duchem Świętym możemy odnaleźć prawdziwe szczęście, pokój, radość i miłość. Już starotestamentowy autor Księgi Psalmów poucza na samym początku: „Szczęśliwy człowiek, który nie wchodzi na drogę grzeszników… lecz w Prawie Pana upodobał sobie, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą. Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną: co uczyni, pomyślnie wypada” (Ps 1,1-3).

    Zapraszam do osobistego spotkania z Jezusem w mocy Ducha Świętego, abyś dzięki Jego darom odkrywał w sobie godność dziecka Bożego. Twój Bóg Ojciec zaprasza Cię do codziennego, radosnego wydawania trwałych owoców („Kto trwa we mnie przynosi owoc obfity” J 15,5). Stanie się to możliwe, gdy często będziesz przyzywał i wielbił Ducha Świętego oraz słuchał Jego natchnień („To, że trwa On w nas poznajemy po Duchu, którego nam dał” 1 J 3,14). W ten to sposób doświadczysz tego, kim jesteś naprawdę, i zaczniesz wzrastać w Pełni i Prawdzie ku wiecznej radości, bo takie jest powołanie człowieka w Duchu Świętym.

    “Owocem
 ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” – poucza Paweł Apostoł.

    ================================================================


    ************************************************************************

    Prymas i papież – wierność niezłomna

    fot. Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego

    „Wojtyła zawsze dawał pierwsze miejsce prymasowi Wyszyńskiemu” – wspomina kard. Stanisław Dziwisz. Relacja, jaka łączyła Prymasa Tysiąclecia z Janem Pawłem II, była kwestią nurtującą wielu obserwatorów i biografów. Peerelowska propaganda od początku starała się postawić obie postacie w opozycji do siebie, by doprowadzić do konfliktu i rozłamu wewnątrz Kościoła. Chociaż nie brakowało prowokacji ze strony SB, mających na celu skłócenie duchownych i rozbicie polskiego społeczeństwa, Jan Paweł II i Prymas Tysiąclecia do końca pozostali nieugięci, zachowując wierność wobec Ojczyzny, a także względem siebie nawzajem. Dziś, 28 maja, obchodzimy 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia.

    Do dzisiaj gdzieniegdzie pobrzmiewają echa plotki Służb Bezpieczeństwa, jakoby Karol Wojtyła i Stefan Wyszyński mieli ze sobą rywalizować i nie darzyć się sympatią. W 1967 roku, gdy arcybiskup krakowski otrzymał nominację kardynalską, bezpieka rozpoczęła grę operacyjną polegającą m.in. na rozsiewaniu pogłosek o rzekomej niechęci duchownych wobec siebie. Plan był prosty, chciano zastąpić „nieugiętego” Prymasa, rzekomo „ugodowym” Wojtyłą. Nie było to jednak możliwe do zrealizowania. Przede wszystkim dzięki bezkompromisowej lojalności biskupa z Wadowic do kard. Wyszyńskiego, jego niezwykłej pokorze, a z czasem również przyjaźni, jaka połączyła kapłanów. Jak się później okazało, samo założenie propagandzistów było błędne – dopiero w latach 70. służby zdały sobie sprawę, z tego, że to właśnie młodszy duchowny jest tym bardziej bezkompromisowym.

    Stefan Wyszyński był od Wojtyły starszy o 19 lat. Różniło ich wiele, przede wszystkim życiowe doświadczenie i usposobienie. Pierwszy pasjonował się Katolicką Nauką Społeczną, drugi filozofią, literaturą, teatrem. W kwestii przeżywania wiary również dostrzec można kilka zasadniczych różnic. Tym co cechowało duchowość Prymasa było umiłowanie pobożności ludowej połączonej z silną nutą maryjną i zaangażowaniem na polu społecznym. Z kolei Wojtyle przypisywane jest bardziej intelektualne podejście do wiary. Z pewnością łączyła ich miłość do Maryi. Obaj przyznali, że to śmierć matki, której doświadczyli jako kilkuletni chłopcy, spowodowała pewną łatwość w nawiązaniu relacji z Matką Bożą. Jednak zdaniem kard. Dziwisza, tu również widać pewną różnicę – prymas miał podejście „Przez Maryję do Jezusa”, natomiast Karol Wojtyła „Przez Jezusa do Maryi”.

    Kolejną różnicą zauważoną przez biografów było spojrzenie na politykę i ówczesną sytuację Polski. Wyszyński starał się poprawić sytuację Polaków w zaistniałych warunkach życia, miał przekonanie, że póki co system socjalistyczny musi trwać, choć miał nadzieję, że kiedyś upadnie na skutek wewnętrznej degeneracji. Wojtyła natomiast zakładał, że Kościół powinien wpłynąć na zmianę sytemu, co w istocie czyniło go nawet bardziej niebezpiecznym dla ówczesnych władz. „Ci dwaj panowie zostali w historii Kościoła postawieni w zupełnie innych rolach. Wyszyński był prymasem, ale i mężem stanu, myślał w kategoriach całego społeczeństwa. Wojtyła był filozoficznie i teologicznie głębszy – to nie była kwestia sposobu mówienia, ale myślenia. Natomiast sprawy społeczne stały się mu bliskie później” – tłumaczył prof. Bohdan Cywiński. W jego opinii kard. Wyszyński był wodzem, zaś kard. Wojtyła “najpierw tylko uroczym młodym biskupem krakowskim”, później natomiast autorytetem dla tych, którzy mieli wymagania intelektualne wobec współczesnej kultury. Dopóki duchowny z Wadowic nie został ogłoszony papieżem, stał w cieniu prymasa, był to zabieg świadomy, uniemożliwiający stworzenie pozoru, jakoby Kościół miał być podzielony. Główną rolę miał tu grać kard. Wyszyński, jako interreks, Pater Patriae – Ojciec Ojczyzny.

    Obaj duchowni brali aktywny udział we wszystkich obradach Soboru Watykańskiego II. Jak podkreślił ks. prof. Rober Skrzypczak, prymas dziesięciokrotnie zabrał głos podczas obrad, dwa razy złożył swoje interwencje na piśmie. Natomiast Wojtyła, miał ok. osiem wystąpień plus 16 interwencji na piśmie. „Można powiedzieć, że jego aktywność na Soborze jest wiodąca” – podsumował autor książki „Karol Wojtyła na Soborze Watykańskim II”. Dodał, że prymas był postrzegany niemalże jako męczennik, dlatego podczas pierwszego roboczego zgromadzenia biskupów został przywitany owacją oklasków. Wojtyła był wówczas biskupem pomocniczym krakowskim. „Z czasem jego ranga wzrosła, był traktowany jako człowiek o niesamowitych horyzontach, umiejętności nawiązywania kontaktów, znał języki, czym robił niesamowite wrażenie, to wybrzmiewało w opiniach soborowych ekspertów. Wybił się spośród innych uczestników” – zaznaczył ks. Skrzypczak. Zdaniem prof. Pawła Skibińskiego fakt, że Sobór Watykański II i reforma soborowa nie kojarzy się ani z rewolucyjnym zapałem reformatorów, ani z dramatem zwykłego katolika, który jest pozbawiony ciągłości i stabilności duszpasterstwa, to też ogromny sukces prymasa Wyszyńskiego.

    Gdy w 1964 roku Wojtyła został arcybiskupem krakowskim, kard. Wyszyński na pytanie, jaki on jest, odpowiedział tylko: „On jest poetą”. Dopiero z czasem było mu dane poznać i docenić zalety przyszłego papieża, który mimo nasilających się prowokacji ze strony władz PRL wciąż pozostawał nieugięty w swej lojalności wobec prymasa. Jak podkreślił kard. Dziwisz, obaj byli świadomi działań Służb Bezpieczeństwa i wiedzieli, że najlepszą metodą przeciwdziałania im będzie zachowanie pełnej solidarności. „Nie wolno utrudniać zadania prymasowi” – powtarzał często Wojtyła. „Ciągnijmy wóz Ojczystego Kościoła społem” – napisał kard. Wyszyński w 1967 roku. Natomiast już w 1968 roku Wyszyński w swoich notatkach zapisał: „Wtajemniczyłem Kardynała we wszystkie ważniejsze sprawy”. Być może już wówczas widział w nim swojego następcę. Oficjalnie ten pogląd wypowiedział w 1970 roku. Podkreślił, że kard. Wojtyła na pewno przejmie po nim odpowiedzialność za los Kościoła w Polsce. Warto dodać, że sam tytuł „Prymas Tysiąclecia” był pomysłem Jana Pawła II, który powstał podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. „Ojca i Pasterza Bóg daje raz ma tysiąc lat” – stwierdził wówczas Jan Paweł II.

    Z czasem wspólne spotkania prymasa i kardynała stały się wakacyjną tradycją. 3 sierpnia Wyszyński obchodził dzień urodzin, imienin i święceń kapłańskich. Wojtyła zawsze starał się przyjechać odrobinę wcześniej, by być pierwszą osobą, która złoży mu życzenia. Często zostawał na kilka dni, odwiedzał go również, gdy ten odpoczywał w górach. Świadkowie ich spotkań podkreślają, że duchowni potrafili rozmawiać ze sobą godzinami, wspólnie spacerowali, śpiewali przy ognisku. Jeden czytał gwarą, drugi grał na gitarze. „Wizyty Wojtyły w przeddzień imienin Wyszyńskiego były wyrazem szacunku dla prymasa, co ten doceniał” – podsumowała dr Ewa Czaczkowska w swojej biografii kard. Wyszyńskiego. Dodała, że w Krakowie utarła się nawet pewna anegdota na ten temat – podobno podczas wizyty w Rzymie duchowny z Wadowic zdziwił się, że włoscy kardynałowie nie jeżdżą na nartach. Podkreślił, że w Polsce 40% kardynałów to narciarze. Ktoś zauważył, że w Polsce było wtedy tylko dwóch kardynałów, na co odpowiedział: „Tak, ale kard. Wyszyński liczy się jako 60%”. „Z perspektywy lat widzę, że to było jedną z większych zasług kard. Wojtyły. Zawsze, gdy byli we dwóch, prymas mówił kazanie, a Wojtyła celebrował Mszę św. W przekonaniu wielu biskupów metropolita krakowski powinien czasem wystąpić jako pierwszy, bo przecież byli sobie równi tytułami kardynalskimi, ale on chyba nigdy tego nie chciał” – ocenił śp. bp Ignacy Jeż.

    Nie bez znaczenia była także rola Wyszyńskiego, jaką odegrał na konklawe. „Zapiski prymasa są bodaj jedynym tak obszernym źródłem do poznania jego roli na konklawe w październiku 1978 roku, gdy w kuluarach zabiegał o wybór kard. Karola Wojtyły na papieża” – podkreśliła dr Ewa Czaczkowska. Zdaniem prof. Cywińskiego wybór na Stolicę Piotrową w 1978 był momentem przełomowym, który sprawił, że papież Polak zyskał w oczach polskiego społeczeństwa “format wielkiego nauczyciela”. „Wtedy nas uderzyło, z jak wielkim człowiekiem mieliśmy dotąd i mamy do tej pory do czynienia” – stwierdził.

    O zażyłości, jaka łączyła duchownych, świadczy również moment pierwszego homagium kardynałów (złożenie hołdu symbolizującego poddanie się władzy nowego papieża). „Popłakaliśmy się obydwaj”, „Jesteśmy obydwaj zażenowani tym tytułem, który nagle w ciągu 2 godzin stanął miedzy nami”– zanotował wówczas prymas. Po tym wydarzeniu gest przyklęknięcia przed sobą wzajemnie papieża i prymasa oraz całowanie przez Jana Pawła II dłoni kard. Wyszyńskiego powtarzał się niejednokrotnie. „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła” – powiedział Jan Paweł II 23 października 1978 r. podczas audiencji dla Polaków.

    13 maja 1981 roku całym światem wstrząsnęła wiadomość o zamachu na Jana Pawła II. W tym samym czasie kard. Wyszyński zmagał się z ciężką, śmiertelną chorobą. Prymas zaapelował do modlących się za niego wiernych, by modlitwy skierować „ku Matce Chrystusowej, błagając o życie i siły dla Ojca Świętego”. To właśnie tego dnia papież Polak odzyskał przytomność. Niestety stan zdrowia kard. Wyszyńskiego nie ulegał poprawie. Kilka dni później, 16 maja, przyjął on sakrament namaszczenia chorych. 24 maja w pałacu na Miodowej odebrano telefon z Watykanu, Jan Paweł II poczuł się na siłach, by porozmawiać z konającym prymasem, jednak kabel telefonu był za krótki i nie sięgnął do łóżka. „Trudno wyobrazić sobie dramatyzm tej sytuacji. Dwie wielkie postacie: prymas, który zasłużył sobie na miano interreksa jako prawdziwy przywódca narodu, i polski papież, byli o krok od śmierci – zauważyła dr Ewa Czaczkowska. Rozmowa powiodła się dopiero następnego dnia. „Przesyłam błogosławieństwa i ucałowanie” – miał powiedzieć Ojciec Święty, wg kardynała Dziwisza. Na co Wyszyński odparł: „Ojcze jestem bardzo słaby, bardzo. Całuję twoje stopy. Błogosław mi”.

    Trzy dni później, 28 maja o 4.40 nad ranem, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, zmarł kard. Stefan Wyszyński. Prymas odszedł niemalże w tej samej chwili, w której mógł odejść również Jan Paweł II. Pogrzeb odbył się 31 maja 1981 r. Wojtyła przebywał wówczas w klinice Gemelli i słuchał transmisji radiowej, mimo złego samopoczucia napisał homilię pogrzebową, w której jeszcze raz wyraził swoje uznanie i lojalność wobec kardynała. „Będzie mi go brakowało. Łączyła mnie z nim przyjaźń, potrzebowałem jego obecności” – wyznał Jan Paweł II kardynałowi Dziwiszowi.

    28 maja 2020 /Anna Rasińska /Kai.pl

    ——————————–

    Kardynał Wyszyński – wielki i normalny

    SampleFot. archiwum ks. Bronisława Piaseckiego

    Kardynał Wyszyński był jednocześnie wielki i normalny – powiedział w rozmowie z KAI ks. prałat Bronisław Piasecki. – W zmaganiach z komunistami był “pomnikowy” i mocny, ale jako ksiądz Stefan żartował z nami i podawał piłkę – mówi osobisty sekretarz Prymasa Polski. Ks. Piasecki mówi o aktualnych wątkach jego nauczania, o wizji Polski i Kościoła a także o relacjach Prymasa z kard. Wojtyłą oraz o panującej dziś w naszym kraju “walce klas.

    +++

    Tomasz Królak (KAI): Księże Prałacie, prymas Wyszyński to dla ludzi średniego i starszego pokolenia postać pomnikowa, wielka, legendarna. Jak pomnik zachowywał się na co dzień?

    Ks. prałat Bronisław Piasecki: – Prawdziwa wielkość to skromność i prostota. On był skromny do tego stopnia, że niekiedy wręcz nieśmiały. Ale wiedział, jak działa na innych, bo sam kilka razy słyszałem, jak mówił: mój autorytet ciąży rozmówcy.

    KAI: Miał tego świadomość.

    – Tak, dlatego tym bardziej starał się być jak najbardziej prosty, zwyczajny i nie onieśmielać, a wręcz zachęcać rozmówcę do rozmowy. Kiedy w 1974 r. przyszedłem do pracy w Domu Arcybiskupów Warszawskich zapytałem, co będzie należało do moich obowiązków. Odpowiedział: będziesz w moim imieniu na progu tego domu przyjmował wszystkich wchodzących. Nie wszystkim uda się załatwić sprawę, ale każdy ma być wysłuchany i uszanowany, żeby wychodził stąd z poczuciem godności. Tak mnie instruował.

    Po kilku dniach, kiedy już trochę ochłonąłem, poprosiłem: księże prymasie może jakiś dekret nominacyjny, żeby pozostał w archiwum rodzinnym?… Spojrzał na mnie ciepło i powiedział: w tym domu jest się i pracuje na zaproszenia, a nie “z dekretu”. Myślę, że to bardzo dobrze go charakteryzuje.
    W domu, przy stole podawał sąsiadowi wazę z zupą czy półmisek, nalewał herbatę, żartował. Bardzo chciał tworzyć klimat bliskości. O sprawach biurowych czy tym podobnych nie rozmawiało się przy stole. Tu panowała prywatność, rodzinność.

    KAI: Towarzyszył mu Ksiądz także w czasie wakacji.

    – Kiedy graliśmy w piłkę, to on sam co prawda nie grał, ale chętnie nam ją podawał, kiedy potoczyła się poza boisko.

    KAI: Uczestniczył w zabawie?

    – Oczywiście! To były takie drobne gesty, którymi mówił: tu też jestem z wami. Nigdy żadnego wywyższania się, to było Księdzu Prymasowi obce.

    KAI: Czy nie odnosi Ksiądz wrażenia, że rola, jaka przypadła kard. Wyszyńskiemu – prawdziwego przywódcy narodu, na tle komunistycznych pierwszych sekretarzy, którzy byli oczywistymi uzurpatorami – przysłoniła Wyszyńskiego – człowieka, kogoś, kto “po prostu” zawsze chciał być wierny Ewangelii?

    – Władza w Polsce nie pochodziła od suwerena – narodu, lecz była z importu, z Moskwy. Nie miała umocowania społecznego, tylko zewnętrzny, moskiewski nadzór.

    Słynne “non possumus” Prymasa było odpowiedzią na dekret rządu z 9 lutego 1953 r. o obsadzaniu stanowisk kościelnych. Największą karierę urzędnicy robili na walce z Kościołem. To było uciążliwe dla Kościoła, bo urzędnik z Urzędu ds. wyznań w Poznaniu w tej samej sprawie decydował odwrotnie niż urzędnik w Krakowie. Prymas proponował jakąś regulację, żeby strona kościelna miała do czego się odwołać (bo pamiętajmy, że po wojnie konstytucję przyjęto dopiero w 1952 r.).

    Rząd zgodził się na porozumienie w kwietniu 1950 r., oczywiście licząc na to, że będzie to punkt wyjścia do podporządkowania sobie Kościoła. Niecałe trzy lata później uchwalono wspomniany dekret. Najkrócej mówiąc polegał on na tym, że biskupów mianuje premier, a proboszczów wojewoda. Możemy sobie wyobrazić istnienie Kościoła w takich “normach”…

    Cztery miesiące po dekrecie, 4 czerwca 1953 r., odbyła się w Warszawie procesja Bożego Ciała. W latach powojennych na tę uroczystość przyjeżdżało wielu ludzi z całej Polski, 80-100 tys., bo chcieli posłuchać Prymasa. I wtedy, przemawiając przed fasadą kościoła św. Anny, powiedział wobec “ludu pracującego miast i wsi” (jak komuniści określali naród): “non possumus” – „nie możemy pozwolić”, bo to jest ingerencja w kanoniczną strukturę Kościoła. Odwołał się do ludzi, narodu, suwerena. To te słowa stały się przyczyną aresztowania Prymasa. Wcześniej słano protesty i petycje, ale władza nic sobie z tego nie robiła. Prawdziwie groźne okazało się odwołanie się do narodu.
    Kiedy po uroczystości przyjechał do domu, powiedział: Nie wiadomo, czy aresztują mnie przede wakacjami czy dopiero po.

    KAI: Pełna świadomość.

    – Przemawiał z pełnym przekonaniem, jakie to może mieć konsekwencje, ale nie robił tego, by prowokować, ale jasno zaprezentować swoje przekonania.

    Przyjechali… po wakacjach, 25 września, tuż przed północą. Pułkownik, który dowodził grupą operacyjną odczytał postanowienie rządu podpisane przez Cyrankiewicza, że: “Ze względu na szkodliwość działania wobec Polski zostaje odsunięty od urzędu arcybiskupa w Gniezna i Warszawy oraz izolowany”.
    Kilka miesięcy po wyjściu z więzienia spotkał się z Gomułką. Rozmawiał z nim zresztą kilka razy. Za którymś razem dyskutowali do czwartej nad ranem. Gomułka, co sam słyszałem od Prymasa, oświadczył: „Jeszcze 20 lat i problem Kościoła w Polsce przestanie istnieć. Na co Kardynał odpowiedział: „Panie sekretarzu, 20 lat w Polsce to wy jesteście, a Kościół jest tu tysiąc lat.”

    KAI: Ktoś, kto rzuca wyzwanie wszechpotężnej i – mogłoby się wydawać wówczas – wiecznej władzy, w oczach narodu staje się pomnikiem. Zwykli ludzie mogli czuć się maleńcy…

    – Trzeba pamiętać, że w 1950 r. Prymas szukał kontaktu z władzą. Podpisane wówczas porozumienie okazało się jednak nietrwałe. Ratunkiem dla zagrożonego Kościoła był naród, więc wypowiadając w 1953 r. “non possumus” odwołał się do narodu. Nie po to, żeby walczyć z władzą, ale żeby Kościół mógł działać i wypełniać swoją misję zbawczą.

    Użył pan, w odniesieniu do władz słowa “uzurpatorzy. Lepiej byłoby nazwać ich figurantami. Uzurpator musi być jakoś umocowany, a oni nie byli decydentami, lecz odbiorcami decyzji płynących z Moskwy.

    Kościół i jego przywódca był zawsze z narodem i bardzo starał się, żeby ludzie mieli tego świadomość. Ale, uwaga, naród to nie tylko “Solidarność”. Naród to i ludzie “Solidarności” i ludzie partii, PZPR-u.

    Pamiętamy przecież, jak w sierpniu 1980 r. “Solidarność” oczekiwała od Prymasa jednoznacznego poparcia. Tymczasem on mówił o narodzie, nie o “Solidarności”. Niektórzy oceniali, że: “Staruszek nie wie, o czym mówi”, że się “rozminął z nastrojami”, itd. A on pojmował to inaczej i tu widzę jego geniusz: po prostu naród to Polacy, wszyscy. Także ten, który jest uwikłany, złamany lub z jakiejkolwiek innej racji jest po tamtej stronie.

    Prawdziwym reprezentantem suwerena, czyli narodu był Kościół, a w Kościele – prymas. Dlatego, o czym się nie mówi, a czego byłem świadkiem, wszyscy ambasadorzy państw zachodnich, rozpoczynając misję w Polsce, składali wizytę Prymasowi. Po pięciu latach, bo zazwyczaj tyle trwała ich kadencja, przed wyjazdem przybywali, żeby się pożegnać, bo dla nich to on reprezentował polski naród.

    Kiedy we wrześniu 1967 r. przyjechał do Polski generał de Gaulle, chciał spotkać się Prymasem. Ale w niedzielę, gdy miało do tego dojść, władze uniemożliwiły to, “wywożąc” generała do Gdańska. To dobitnie pokazuje, jak kard. Wyszyński był odbierany za granicą i co znaczył dla świata.

    Liberalni katolicy mieli mu za złe, że rozmawia tylko z pierwszym sekretarzem i z premierem. Tak, on tego bardzo przestrzegł. Mówił: Jeśli nie dopilnuję, to mi każą rozmawiać z dzielnicowym i wtedy nic nie załatwię. Nie robił więc tego z poczucia wielkości. To był po prostu przejaw pragmatyzmu i zdrowego rozsądku.

    KAI: Co nam dziś, w zupełnie innych czasach, mówi kard. Wyszyński? Jakie wątki jego nauczania czy postawy w ogóle wydają się dziś najbardziej aktualne?

    – Myślę, że ciągle aktualne pozostaje to, co podkreślał za życia: Człowiek, naród i Kościół. Człowiek, a więc szacunek dla drugiego. Każdy człowiek kocha, chce być kochany, cierpi, ma nadzieję… Wielkim zadaniem także na dziś jest autentyczne budowanie narodu i Kościoła. Poza tym: troska o rodzinę.
    Moskwę zastąpiła dziś Bruksela, stąd deficyt polskości.

    KAI: Myśli Ksiądz, że kard. Wyszyński zwracałby dziś uwagę na pogłębianie świadomości narodowej i troskę o zachowanie polskiej tożsamości?

    – Z pewnością. Śluby narodu z 1956 r. zrodziły pierwszą solidarność Polaków. Na Jasną Górę przyjechało wtedy ponad milion pielgrzymów. Na dworcu kolejowym w Warszawie nie sprzedawano biletów do Częstochowy, jeden z biskupów w drodze z Warszawy był zatrzymywany siedem razy. Jak zebrał się tam ten milion, z całego kraju? I tam Polacy rozpoznali się po raz pierwszy: jesteśmy razem. A Śluby były skierowaną do wszystkich Polaków, zachętą do gruntownej refleksji wokół takich pojęć, jak: człowiek, osoba, rodzina, społeczeństwo, etyka, moralność, praca, odpowiedzialność.

    KAI: A obchody milenijne były dobitną “powtórką”.

    – Tak, inspiracją dla obchodów tysiąclecia chrztu Polski były Śluby zorganizowane 10 lat wcześniej. Cały projekt moralnej odnowy narodu w “formie” dziewięcioletniej nowenny, dał Kościołowi program duszpasterski. To była nie tylko pobożność, ale i formacja. Dalszym etapem tej formacji był program Społecznej Krucjaty Miłości, zawarty w 10 punktach i impuls do budowania cywilizacji miłości.

    KAI: Zastanawiamy się dziś często nad tym, co epidemia powiedziała o naszym Kościele oraz jaki będzie po jej ustaniu. Jak patrzyłby na to kard. Wyszyński?

    – Pandemia w dramatyczny sposób obnażyła myślenie niektórych ludzi Kościoła. Zamknąć kościół? Uciec, schować się…

    KAI: Sugeruje Ksiądz, że Prymas Wyszyński reagowałby na zagrożenie epidemiczne inaczej? Wobec tego jak?

    – Oczywiście, że inaczej, bo przecież człowiek jest zagrożony! A kto ma być blisko przy takim człowieku? Lekarz i kapłan!

    KAI: Kościół się wystraszył?

    – Przypomnę tylko co powiedział kilka dni temu prezydent Trump: w Stanach Zjednoczonych sklepy alkoholowe są otwarte, kliniki aborcyjne czynne, a kościoły wszystkich wyznań zamknięte. W Polsce na Wielkanoc w świątyniach obowiązywał limit pięciu osób.

    KAI: A jak postrzega Ksiądz obecność myśli kard. Wyszyńskiego w przestrzeni publicznej? Czy potrafimy z niego czerpać – w życiu indywidualnym, w Kościele, w życiu społecznym, w praktyce politycznej?

    – Dwa pokolenia Polaków, a może nawet trzy, wychowano w atmosferze walki klas. Nie zastanawiano się nad tym, jak pomnożyć dobro wspólne i dobro indywidualne, a cały wysiłek był skierowany na to, jak zabrać temu, kto ma, o ile jeszcze miał. Jakie to krótkowzroczne! Po kilkudziesięciu latach społeczeństwo nie miało już nic lub prawie nic. Całe dobro wspólne przejęła wąska grupa oligarchów. Dlatego Kardynał opracował Społeczną Krucjatę Miłości, która wyrosła z obchodów milenijnych.

    KAI: Pierwszy punkt Krucjaty brzmi: “Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata (siostrę)”. Gdyby choć część spuścizny Kardynała była traktowana poważnie, to chyba żylibyśmy w innej Polsce?

    – Przecież i dziś wciąż mówimy o walce, a nie o szukaniu wspólnego dobra i budowaniu tego, co będzie służyło przyszłym pokoleniom. Zamiast tego rozgrywamy wszystko partyjnie. Powróciła walka klas.

    KAI: A wskazania Prymasa Wyszyńskiego?

    – Cóż, one przecież są, można ich słuchać, można je przeczytać. Ale nie robimy tego. Dlaczego? Dlatego, że utknęliśmy w walce klas. Najwyższą wartością społeczną jest dobro wspólne, ale nim nikt się nie przejmuje. Liczy się interes grupy. Mnie się wydaje, że społeczeństwo myśli prawidłowo, problem tkwi w stylu myślenia oligarchii politycznej. Ludzie mają naturalny zmysł wartościowania, wyczuwają, co jest dobre, a co złe, na czym trzeba się skoncentrować, co można poświęcić dla większego dobra, itd. Natomiast media zostały zdominowane przez interesy polityczne i jest to, co jest.

    KAI: Może to, że czas oczekiwania na beatyfikację kardynała Wyszyńskiego nam się wydłużył, powinniśmy wykorzystać na doczytanie jego nauk?

    – W Kościele nie ma przypadków. Dostaliśmy czas na refleksję. Myślę, że wszystkie te doświadczenia społeczne i polityczne będą temu sprzyjały. Może przyjdzie jakieś opamiętanie. Kiedyś mówiło się o “stylu parlamentarnym”, to coś znaczyło…

    KAI: Wiosna tego roku jest wyjątkowa poprzez splot wydarzeń związanych z dwoma wielkimi postaciami Kościoła w Polsce w XX wieku: Jana Pawła II z okazji 100. rocznicy jego urodzin i Prymasa Wyszyńskiego w związku z oczekiwaną beatyfikacją.

    – Obaj stanowili wielkie zagrożenie dla komunistów i liberałów. Zawsze byli razem, jak przy ołtarzu: jeden odprawiał, drugi przemawiał. Częściej przemawiał Stefan. Pamiętam ostatnią Mszę św., przed tym, jak obydwaj udali się na konklawe. To było w rzymskim kościele św. Stanisława. Odprawiał Stefan, a mówił Karol. Omawiał fragment z pytaniem Jezusa: „Piotrze, czy mnie miłujesz?” Do dziś pamiętam, jak zmagał się z tym pytaniem, jakby to było pytanie do niego. Za kilkadziesiąt godzin był już papieżem.

    KAI: Władze PRL próbowały ich sobie przeciwstawiać, a nawet skłócić.

    – Zawsze byli razem, więc żeby ich osłabić, usiłowali ich podzielić lub unicestwić. Jeden umierał w Warszawie, drugiego trzeba uśmiercić. Opatrzność znalazła rozwiązanie, co potwierdza dziś Kościół, że obaj są świętymi.

    KAI: Prymas musiał wiedzieć, że próbuje się go skłócić z kard. Wojtyłą. Cierpiał z tego powodu, czy się tym nie przejmował?

    – Poza konferencją episkopatu czy Radą Główną spędzili ze sobą dziesiątki godzin, rozmawiając w cztery oczy: w ogrodzie, w pokoju, w czasie wakacji w Bachledówce i wielu innych miejscach. Prymas przygotowywał go na swego następcę. Dlatego uzgadniali stanowiska, wyjaśniali argumentacje, a kiedy kard. Wojtyła został wybrany na papieża, zwrócił się do Prymasa: co mam robić. “Wybór przyjąć”.

    Dla mnie kluczową sprawa, jeśli chodzi o ich relacje, była wizyta polskich biskupów w Niemczech, jesienią 1977 r. Zaczęło się to od słynnego listu biskupów polskich do niemieckich ze słowami: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Jak wiadomo Niemcy odpowiedzieli na to dość powściągliwie, niemniej szybko zorientowali się, że trzeba wykazać się postawą bardziej otwartą. Dlatego przez kolejne lata przyjeżdżali do Polski kardynałowie i biskupi niemieccy, uczestnicząc w uroczystościach religijnych, m.in. w Gnieźnie, Warszawie i Częstochowie. Zaczął narastać problem proceduralny związany z rewizytą. Prymas powtarzał co roku, że jeszcze nie czas.

    Po wyborze Jana Pawła I Prymas wrócił z Watykanu i pojechał do Fiszora pod Wyszkowem na odpoczynek. Po powrocie poprosił na rozmowę sekretarza Episkopatu bp. Bronisława Dąbrowskiego i powiedział mu, że nadszedł czas na rewizytę w Niemczech. Wizyta okazała się wielkim sukcesem. Rozpoczęła się w Fuldzie, u grobu św. Bonifacego, patrona Niemiec. Pierwszego wieczoru Prymas powiedział mi: “Chciałbym, żeby ktoś tym wiedział. Presja wojującego komunizmu rodzi głęboką erozję w polskim Kościele. Jeżeli to potrwa dłużej, to sami tego nie udźwigniemy. Trzeba szukać kontaktu, oparcia w innych Kościołach. Hiszpanie są daleko; Włosi są tacy, jacy są; na Francuzach nie można polegać, zostają nam Niemcy”.

    W katedrze w Kolonii stałem za Prymasem, nagrywałem jego przesłanie. Powiedział wtedy, że: „Europa ma być Betlejem dla świata, to znaczy rodzić Chrystusa dla świata.„ Kardynał Karol słuchał tego, siedząc w stalli. Myślę, że to przemówienie mogło być jakąś inspiracją dla papieża Wojtyły, który jeździł od krańca do krańca Europy i świata, “rodząc Chrystusa”.

    Po powrocie z Niemiec, Prymas pojechał na kilka dni do Fiszora i tam zastała go wiadomość o śmierci Jana Pawła I. Znowu trzeba było jechać na konklawe. Ale tym razem już nikt nie miał wątpliwości, kto zostanie wybrany.

    KAI: Śmiertelnie już chory Prymas rozmawiał telefonicznie z rannym w zamachu Papieżem. Ksiądz był tego świadkiem. Pierwsza próba, gdy z rzymskiego szpitala zadzwonił Jan Paweł II, nie powiodła się z prozaicznych powodów: zbyt krótkiego kabla telefonicznego w domu Kardynała…

    – Prymas niczego w swoim pokoju nie miał: telefonu, telewizora, radia. Trzeba było wykorzystać telefon, który stał na parterze, w sekretariacie. Rzeczywiście, przewód był zbyt krótki, więc trzeba było trochę czasu i umówiono rozmowę na następny dzień, 25 maja, w południe. Opuściłem pokój, nie było mnie przy tej rozmowie. Ale wiem, że mówił do Papieża: „Ojcze, całuję Twoje dłonie… Łączy nas cierpienie.”

    KAI: A jaki był Prymas w ostatnich godzinach życia?

    – Bardzo opanowany, powściągliwy, a jednocześnie świadomy swojej sytuacji.

    KAI: Co dało Księdzu spotkanie z Prymasem – wielkim, a jednocześnie skromnym?

    – Właśnie, w nim były te dwa wymiary. Z jednej strony miał świadomość, że reprezentuje Kościół w zmaganiach z ideologią wojującego ateizmu. Wiedział, że jest stroną i tu rzeczywiście był “pomnikowy”. W tamtych warunkach trzeba było być monumentem: inaczej oni nie rozumieli. Człowiek ciepły, znaczy – słaby, więc trzeba było pokazać moc. Natomiast gdy był księdzem Stefanem to z nami żartował i podawał piłkę. Wielki i normalny.

    Służyłem do Mszy św., kiedy nie było koncelebry. Później on to robił, gdy ja odprawiałem: polewał wodą moje ręce, podawał ręczniczek. Jak prawdziwy ministrant. Uważał to za zupełnie normalne.

    Co mi dało spotkanie z nim? Stojąc u Jego boku nauczyłem się odprawiać Mszę świętą, mimo, że miałem “kwalifikacje”. On nie czytał tekstu mszału, lecz tekstem wołał do Pana. Każda jego modlitwa: różaniec, Anioł Pański czy litania – to było wielkie wołanie. A nie gadanie…

    ***

    Ks. Bronisław Piasecki (ur. 1940) przyjął święcenia kapłańskie w 1963 r. W latach 1974-1981 był osobistym sekretarzem kard. Stefana Wyszyńskiego, a następnie wice-postulatorem w Jego procesie beatyfikacyjnym. Jest doktorem teologii moralnej, prałatem Jego Świątobliwości, byłym proboszczem parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie.

    ————————————–

    Prymas Wyszyński a władze komunistyczne

    28 maja 2020/Tomasz Wiścicki/Warszawa/Kai.pl

    SampleFot. BP KEP

    Stosunek prymasa Stefana Wyszyńskiego do komunistycznej władzy nie był wbrew pozorom niezmienny. Ewoluował wraz z upływem czasu, zmianami w polityce władz, zwłaszcza w stosunku do Kościoła i w związku ze zmieniającą się sytuacją Kościoła i narodu. Zachowując pryncypialność co do zasadniczych celów, przede wszystkim zachowania niezależności Kościoła od władzy, a także dobra narodu, prymas Wyszyński umiejętnie zmieniał taktykę, wybierając te środki, które w danym czasie najlepiej służyły przyjętym przezeń celom.

    1945-1953: obrona Kościoła, ustępstwa, non possumus

    Prymas Wyszyński uznał powojenne przemiany społeczne za niezbędne. Uważał, że Kościół nie ma powodu bronić niesprawiedliwego kapitalizmu. „Ustrój poprawia się w widoczny sposób” – pisał już jako biskup lubelski, w liście na adwent 1946 r. Później, gdy komuniści pokazali, jak w praktyce realizują przemiany społeczne, Prymas już takich deklaracji nie składał. Aprobował jednak reformę rolną, nacjonalizację przemysłu, a nawet gospodarkę planową, zdecydowanie odrzucał natomiast walkę klas. Nie zareagował na przejęcie przez władze dóbr martwej ręki (nieruchomości ziemskich należących do Kościoła) – uważał, że to w istocie posłuży Kościołowi, zbliżając księży do ludu.

    Prymas długo miał nadzieję, że komunizm w Polsce nie będzie ateistyczny, choć jego wiedza o sowieckim komunizmie podpowiadała mu sceptycyzm w tej kwestii. We wspomnianym liście z 1946 r. opowiedział się w obronie praw człowieka – ten język jeszcze długo nie był w Kościele używany. W praktyce, wobec nieprzejednanej walki z Kościołem, podjętej przez komunistyczne władze od samego początku, skupiał się przede wszystkim na obronie Kościoła i praw ludzi wierzących.

    W kraju wyniszczonym straszliwą wojną i okupacją prymas apelował o spokój, pochwalał amnestię dla podziemia, apelował o ujawnianie się. Domagał się od biskupów zakazania księżom działalności politycznej, zwłaszcza konspiracyjnej. W obliczu prześladowań Kościoła wzywał do miłości nieprzyjaciół „Nie walczcie z ludźmi, tylko z szatanem!” – apelował do księży w 1949 r.

    Prymas uważał, że Kościół ma działać w każdych warunkach, rozmawiać z każdym państwem, także komunistycznym. „To nie koniunktura […]. To zasada” – mówił w 1953 do swego partyjnego rozmówcy Franciszka Mazura. Nie zamierzał być przywódcą opozycji, irytował się, gdy nazywano go interreksem. Dlatego też od początku dążył do porozumienia z władzą, nie tylko z pobudek taktycznych.

    Prymas doprowadził do utworzenia w sierpniu 1949 rządowo-kościelnej Komisji Mieszanej, pracującej nad porozumieniem. Jej pracom towarzyszyły antykościelne posunięcia władz. Prymas protestował przeciw nim na form komisji i w listach do władz, ale wierny zasadzie „nie obrażamy się, rozmawiamy”, nie zrywał rokowań.

    Priorytetem dla prymasa w czasie otwartych prześladowań Kościoła było zachowanie jego maksymalnej niezależności od władz, zwłaszcza w kwestii obsady stanowisk kościelnych, przede wszystkim biskupich. Dla osiągnięcia tego celu gotów był na daleko idące ustępstwa.

    W podpisanym 14 kwietnia 1950 porozumieniu z rządem za sukces Kościoła uznał przede wszystkim zgodę władz na zachowanie zwierzchnictwa papieża w sprawach wiary, moralności i jurysdykcji kościelnej, co zapobiegało planom komunistów oderwania Kościoła w Polsce od Rzymu. Rząd zobowiązywał się też do nieograniczania nauki religii w szkołach, zachowania katolickich szkół, stowarzyszeń i prasy, zgodę na działalność charytatywną, katechetyczną, kult publiczny, procesje, pielgrzymki, duszpasterstwo w szpitalach, wojsku i więzieniach, swobodę działania zakonów, a także odraczanie służby wojskowej kleryków.

    Biskupi zobowiązywali się wystąpić do Watykanu o ustanowienie diecezji na Ziemiach Zachodnich, co akurat łączyło władze i Kościół. Watykan jednak odmawiał wobec braku traktatu pokojowego z Niemcami.

    Cena za te deklaracje – niespotykane w innych krajach pod władzą komunistów – była jednak wysoka. Kościół zobowiązywał się do wpłynięcia na księży, by nie przeciwstawiali się kolektywizacji, deklarował też zwalczanie „zbrodniczej działalności band podziemia”.

    Prymas był zdania, że tak daleko idące ustępstwa były dla władzy warunkiem podpisania porozumienia. Uważał, że warto było je zawierać, nawet jeśli rządzący łamali wszystkie swoje zobowiązania. W jego opinii stanowiło ono jednak jakieś ograniczenie działania władz – można się było do niego odwoływać. Dlatego zawarł porozumienie mimo sprzeciwu części episkopatu, dlatego bronił go wobec wiernych, a także Piusa XII i Watykanu.

    Prymas Wyszyński upominał „księży patriotów”, kolaborujących z władzą, ale w obawie przed rozłamem w Kościele nie stosował konsekwentnie dekretu św. Oficjum, grożącego ekskomuniką katolikom współpracującym z komunizmem. Odwołał się do dekretu dopiero na początku 1953 r., gdy „księża patrioci” zażądali zmian personalnych w Kościele.

    Po zawarciu porozumienia ataki władz tylko się nasiliły. Jest to okres ustępstw Prymasa, w zamian za ograniczenie strat i uniknięcie najgorszego: przejęcia kontroli nad Kościołem przez władze. Mimo to prymas protestował wobec władz, choć zwykle nie publicznie.

    Gdy w 1951 r. władze usunęły administratorów apostolskich na Ziemiach Zachodnich i mianowały powolnych sobie wikariuszy kapitulnych – Prymas ustanowił ich wikariuszami generalnymi, zatwierdzając niejako bezprawne posunięcia władz. W 1952 r., po wygnaniu biskupów katowickich ze swej diecezji za protest przeciw usuwaniu religii ze szkół, przyznał uprawnienia ks. Filipowi Bednorzowi, narzuconemu przez władze wikariuszowi kapitulnemu w Katowicach. Prymas publicznie odciął się od księży z kurii krakowskiej, fałszywie oskarżonych w pokazowym procesie – w zamian wikariuszem kapitulnym w Krakowie został bp Franciszek Jop, a nie kandydat władzy.

    W tym samym czasie Prymas był głównym autorem memoriału do władz, apelującego o uszanowanie praw ludzi wierzących i Kościoła w nowej konstytucji z 1952 r. Uzgadniał z władzą przedstawiane papieżowi kandydatury na biskupów. Gdy władze zażądały, by wysyłać tylko jedną kandydaturę, co oznaczałoby w praktyce kontrolę komunistów nad mianowaniem nowych biskupów, prymas szukał formuły możliwej do przyjęcia dla władz i zapewniającej niezależność Kościoła. Dzięki tym staraniom w stalinowskiej Polsce mimo wszystko byli biskupi.

    Prymas spotykał się ze stalinowskim wielkorządcą Bolesławem Bierutem. Rozmowy z nim wspominał dobrze. Z trudnych do zrozumienia powodów Bieruta cenił najwyżej ze wszystkich przywódców: uważał, że jest „szczerze zatroskany o los Polski”.

    Gdy władze uznały, że Prymas nie jest godny rozmawiać z samym Bierutem, rozmówcą prymasa stał się Franciszek Mazur, członek Biura Politycznego KC PZPR. Prymas bezskutecznie przekonywał go do zaprzestania dalszych nacisków w sprawach personalnych, apelował o powrót religii do szkół i zelżenie cenzury. W zamian za to proponował dalsze ustępstwa – instrukcje dla duchowieństwa, zobowiązującą do powstrzymania wszelkich wystąpień przeciw władzom, dla prefektów szkolnych i redaktorów prasy katolickiej.

    Władze jednak ani myślały przyjąć tych propozycji. Odpowiedzią był dekret Rady Państwa z 9 lutego 1953 o obsadzie stanowisk kościelnych, zgodnie z którym wszelkie zmiany na kościelnych stanowiskach, od wikarego do biskupa, miałyby się odbywać za zgodą władz, za działalność „sprzeczną z prawem i porządkiem publicznym” (czyli dowolni, uznani za takich przez władze) duchowni mieli być usuwani, a wszyscy księża musieli ślubować wierność PRL.

    Mimo to prymas Wyszyński jeszcze dwa razy spotkał się z Mazurem. Protestował, nie zgadzał się na żądanie zdjęcia ekskomuniki z „księży patriotów”, ale i proponował dalsze ustępstwa. Jednak władze chciały już tylko kapitulacji – komuniści uznali ustępstwa za oznakę słabości Kościoła.

    Teraz jednak prymas wyraźnie usztywnił swe stanowisko, także ze względu na lekką odwilż po śmierci Stalina. Owocem była deklaracja z 8 maja 1953, znana jako „Non possumus”. Prymas na 25 stronach wytykał władzom łamanie porozumienia, wyrażał sprzeciw wobec dekretu. „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus!” – brzmiały ostatnie słowa deklaracji, nieupublicznionej, ale przesłanej do Bieruta. 4 czerwca 1953, w Boże Ciało, wygłosił „najbardziej wrogie” – w ocenie władz – kazanie, powtarzające argumentację memoriału.ADVERTISEMENT

    Mimo to Prymas zgodził się na ślubowanie, nie było natomiast zgody na usuwanie i mianowanie przez władzę biskupów – tu od początku była granica ustępstw prymasa Wyszyńskiego.

    20 lipca 1953 prymas napisał bezskuteczną prośbę o uwolnienie biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, któremu wytoczono pokazowy proces o urojone a bardzo ciężkie przestępstwa. Dzień po skazaniu biskupa na 12 lat więzienia, 23 września 1953, zapadła decyzja o uwięzieniu Prymasa. Następnego dnia Bolesław Piasecki, przywódca współpracującego z władzą ruchu PAX, przekazał propozycję uniknięcia więzienia w zamian za potępienie biskupa. Prymas się na to nie zgodził i napisał list odrzucający oskarżenia.

    25 września 1953 wieczorem Prymas wygłosił kazanie w warszawskim kościele św. Anny. „Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności. Może dlatego Kościół ma tyle wrogów” – mówił prymas. Około 22.30 został internowany.

    1953-1956: Uwięzienie

    Przez następne trzy lata bezpośrednimi rozmówcami prymasa Wyszyńskiego byli jedynie pilnujący go ubecy. Prymas protestował wobec nich na bezprawne uwięzienie pod kłamliwymi zarzutami łamania porozumienia, działania sprzecznego z racją stanu wobec Ziem Zachodnich oraz działalności antypaństwowej. Chciał pisać list do Bieruta albo Mazura, ale – i to dopiero po dziewięciu miesiącach – zezwolono mu na skierowanie pisma do min. Antoniego Bidy, szefa Urzędu ds. Wyznań. Na to z kolei nie zgodził się Prymas.

    Po kolejnym miesiącu mógł skierować protest do prezydium rządu. Odrzucił zarzuty władz jako nieprawdziwe. Odpowiedzi, rzecz jasna, nie dostał, podobnie jak na kolejny list, wysłany trzy miesiące później. Bez odpowiedzi pozostały także listy z prośbą o uwolnienie ze względu na stan zdrowia (26 października 1954) oraz o możliwość widzenia się z ciężko chorym ojcem.

    Podczas uwięzienia modlił się regularnie za swych prześladowców – Bieruta, Mazura, Bidę, Edwarda Ochaba, „partię, UB, więziennych dozorców”.

    Gdy władze zorientowały się, że nie tylko nie mają szans na planowany na początku proces pokazowy Prymasa, a nadchodząca z Sowietów polityczna odwilż sprawia, że uwięzienie staje się problemem dla władz, przedstawiciel bezpieki w randzie podpułkownika zaproponował Prymasowi zelżenie rygoru w zamian za zobowiązanie do powstrzymania się od wszelkiej działalności publicznej, a nawet niedopuszczenie do protestów w jego sprawie. Prymas odmówił, uważając, że zgoda oznaczałaby usankcjonowanie przezeń bezprawia.

    W miarę łagodzenia reżimu w PRL łagodniała też izolacja Prymasa. Pojawiły się otwarte żądania jego uwolnienia. Gdy 26 października 1956 – a więc w trakcie tzw. polskiego Października, czyli masowych wystąpień społecznych na rzecz zwiększenia wolności – do uwięzionego Prymasa przyjechali bliscy współpracownicy nowego I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, Zenon Kliszko i Władysław Bieńkowski – Prymas postawił im warunki! Zażądał odwołania dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych, powrotu wygnanych biskupów, usunięcia narzuconych przez władze wikariuszy kapitulnych we Wrocławiu i Katowicach, przywrócenia Komisji Mieszanej, niezależności prasy katolickiej. Sam zobowiązał się do poparcia nowej ekipy władzy. Dwa dni później warunki zostały przyjęte. Prymas – na własnych warunkach! – wrócił na swe urzędy.

    1956-1970: Od warunkowego poparcia Gomułki do konfliktów z antykościelnym sekretarzem

    Jesienią 1956 r. Polska stanęła na rozdrożu. Społeczeństwo chciało demokratyzacji, a nowa władza – swojej stabilizacji. Równocześnie na Węgrzech trwało powstanie, krwawo tłumione przez Armię Czerwoną. W tej sytuacji prymas Wyszyński za swój obowiązek uznał przede wszystkim – jak wcześniej i później w chwilach przesileń – niedopuszczenie do rozlewu krwi. Jak mógł, tonował nastroje. Mówił, że zamiast umrzeć w chwale, trzeba cierpliwie znosić trudności. W tym duchu przemawiał nawet – po raz pierwszy! – w oficjalnym Polskim Radiu

    Dążenie do uspokojenia nastrojów i uniknięcia losu Węgier sprawiło, że jedyny raz w historii PRL episkopat wezwał do udziału w tzw. wyborach, 20 stycznia 1957 r. Wziął w nich udział (też jedyny raz) osobiście prymas Wyszyński, który wcześniej spotkał się z premierem Józefem Cyrankiewiczem, skądinąd współodpowiedzialnym za jego uwięzienie.

    Wydaje się, że prymas w pewnym stopniu – choć zapewne mniejszym niż ogół społeczeństwa – uległ też powszechnym wówczas nadziejom na trwałe pozytywne zmiany w Polsce, wiązanym z ekipą Gomułki, jeszcze niedawno więzionego przez swych towarzyszy. Dlatego przeżył też rozczarowanie, gdy względna demokratyzacja została szybko zatrzymana. Jednak pośpiech w dążeniu do uregulowania stosunków z władzą wskazuje, że spodziewał się szybkiego odwrotu władz na dawne antykościelne pozycje.

    Owocem prac Komisji Wspólnej było tzw. małe porozumienie z 8 grudnia 1956, w znacznej mierze spełniające warunki prymasa, a nawet przywracające naukę religii w szkole. Z kolei w dekrecie Rady Państwa z 31 grudnia 1956 o organizowaniu i obsadzaniu stanowisk kościelnych władze zastrzegły sobie istotny wpływ na kwestie personalne oraz tworzenie parafii i diecezji, miały też możliwość domagania się od Kościoła usuwania „nieposłusznych” księży, pozostał też wymóg składania przyrzeczeń przez duchowieństwo. Prymas twierdził, że dosłowna treść dekretu została narzucona przez władze.

    Spór z ekipą Gomułki był nieunikniony. Prymas bronił suwerenności katolickiego narodu, sekretarz, jeśli w ogóle, z konieczności, widział jakąś rolę Kościoła w „socjalistycznym państwie”, to jako element wspierający działania władzy. Jak zauważa biografka prymasa, Ewa K. Czaczkowska, oznacza to, że w konsekwencji Kościół miał służyć partii, dążącej do ateizacji społeczeństwa…

    Mimo że Gomułka nie szczędził „kierownikowi episkopatu”, jak o nim mówił, publicznej krytyki, Prymas nigdy nie odwzajemniał mu się tym samym, choć w „Zapiskach” nie brak uwag krytycznych wobec sekretarza. Rozmawiali czterokrotnie: w 1957, 1958, 1960 i 1963. Atmosfera spotkań stopniowo się pogarszała. Obaj rozmówcy zgadzali się, że konieczne jest współistnienie socjalistycznego państwa i Kościoła, jednak o ile Prymas oczekiwał, że państwo respektować będzie wolność religijną, o tyle sekretarz chciał wsparcia Kościoła dla ustroju PRL. Nie tolerował przy tym wkraczania Kościoła w „politykę”, czyli bardzo szeroko rozumianą sferę publiczną. Dążył też do ateizacji narodu, co oczywiście było biegunowo sprzeczne z misją Kościoła.

    Stąd gwałtowny konflikt wokół Wielkiej Nowenny i Milenium 1966 r. Dla Prymasa była to przede wszystkim rocznica chrześcijaństwa w Polsce, dla sekretarza – tysiąclecie państwa, którego zwieńczeniem jest PRL. Wielką Nowennę i obchody milenijne Gomułka traktował nie jako przedsięwzięcie religijne, ale jako konkurencję dla swej władzy i uderzenie w polską rację stanu, którą określał on sam. Zarzucał Prymasowi dążenie do władzy i przeciwstawianie Polski Związkowi Radzieckiemu. Prymas podkreślał, że działania Kościoła nie mają charakteru politycznego.

    Podobnie musiało dojść do konfliktu na tle listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 18 listopada 1965 r., ze sławnymi, choć często przekręcanymi słowami „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Gomułka odebrał go nie jako akt o charakterze moralnym, jak to rozumieli biskupi, ale jako uzurpację episkopatu, który wkroczył na teren polityki, zastrzeżonej – zdaniem komunistów – wyłącznie dla nich. Stąd wszczęta przez władze propagandowa nagonka na biskupów i na Prymasa osobiście, zarzucająca episkopatowi działalność sprzeczną z polską racją stanu, uosabianą przez komunistyczne władze. Opinia ta jest wyjątkowo krzywdząca wobec Prymasa, dla którego podpis pod listem wymagał przezwyciężenia wojennych wspomnień i wynikającej z nich wieloletniej nieufności wobec Niemców.

    Władze, umocnione, także dzięki poparciu Kościoła w 1956, i niezadowolone z niezależności episkopatu i Prymasa, utrudniały działalność Kościoła, zwłaszcza wykraczającą poza mury kościołów, na których budowę też przyzwalały bardzo niechętnie. Dlatego Prymas musiał się nieustannie i często bezskutecznie upominać o to, do czego władze się zobowiązały i przeciwstawiać się kolejnym szykanom: usuwaniu krzyży ze szkół, eliminowaniu nauki religii, obciążaniu ogromnymi podatkami, nadzorowi władz nad seminariami, poborowi kleryków do wojska.

    W marcu 1968 Prymas wsparł w kazaniu protestującą młodzież. „Władza państwowa nie może zastąpić rozsądku i sprawiedliwości społecznej pałką gumową” – pisali biskupi w liście do premiera Cyrankiewicza. Prymas poparł też, także publicznie, posłów koła „Znak”, których interpelacja na temat ataku milicji na studentów spotkała się z niebywałą napaścią w Sejmie.

    Gdy krwawo stłumione przez władzę rozruchy na Wybrzeżu w grudniu 1970 kończyły epokę Gomułki, Prymas nie wezwał do spokoju, uznając, że zostałoby to odebrane jako stanięcie po stronie władzy. Opóźnił jedynie o dwa miesiące czytanie w Kościołach listu o dramatycznym tytule „W obronie zagrożonego bytu narodu” – o złej sytuacji demograficznej, w obronie życia.

    1970-1980: Przełom w połowie gierkowskiej dekady

    Rządy nowego I sekretarza Edwarda Gierka Prymas powitał dramatycznym kazaniem, w którym przyjął współodpowiedzialność za krew przelaną na Wybrzeżu. „Bo może nie dość wołałem, nie dość upominałem, nie dość ostrzegałem i prosiłem!” – wołał Prymas, wzywając ludzi do przebaczenia, a do władzy apelując – o demokratyzm i wolność.

    Jednak początki epoki Gierka nie przyniosły szczególnych zmian w antykościelnej polityce władz, Prymas nie miał więc powodu do zmiany swej postawy. Upominał się o prawa robotników, wolność religijną, prawo do budowy kościołów. Domagał się zniesienia dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych – ta sprawa została załatwiona „via facti” dopiero za pontyfikatu Jana Pawła II. Nie dawał się wciągnąć w zastawianą przez władze pułapkę szukania poparcia w Kościele. To samo tłumaczył prymas Wyszyński nowemu premierowi Piotrowi Jaroszewiczowi, z którym rozmawiał w 1971 r.

    Zmiany nastąpiły dopiero w 1976 r. Władze uznały w końcu Prymasa za zło mniejsze niż kard. Wojtyła, a premier Piotr Jaroszewicz na 75. urodziny Prymasa przysłał mu 75 biało-czerwonych róż i list gratulacyjny. Konkretnym przejawem zmian było wysłuchanie – choć nie od razu – kościelnego postulatu amnestii dla skazanych za udział w rozruchach w Radomiu w 1976 r. Prymas i episkopat działali jak zwykle – pisali listy do władz, potem upubliczniali swój protest, nowością było to, że do amnestii doszło.

    Wobec działającej otwarcie od 1976 r. opozycji Prymas zachowywał się pozytywnie, acz powściągliwie, ale pomagał represjonowanym i apelował do władz o zaniechanie szykan.

    Gdy ekipa Gierka zaniechała szykan wobec Kościoła, Prymas uznał, że znikł główny powód sprzeciwu wobec władz. Uznał, że w trwałej – jak się wówczas wydawało – sytuacji geopolitycznej jest to maksimum tego, co Kościół i naród mogą osiągnąć. Dlatego ostrożne wspieranie państwa, takiego jakie było, uznał za rację stanu. Zabiegał natomiast o kondycję moralną Polaków. Wygłosił cykl kazań świętokrzyskich (w warszawskim kościele św. Krzyża) na tematy społeczne, otwarcie bronił praw człowieka, nie tylko wolności religijnej. Protestował przeciw zmianom w konstytucji w 1976 r.

    Spotkania z Gierkiem (w 1977 i dwukrotnie w 1979) przebiegały w atmosferze nieporównanie lepszej niż z jego poprzednikami. Prymas przekonywał I sekretarza o konieczności dania ludziom więcej wolności oraz moralnej przemiany partyjnego przywództwa – jak wiemy, bezskutecznie. Szczególnym gestem było pojawienie się Prymasa na przyjęciu, które przywódca PRL wydał w Rzymie na cześć premiera Aldo Moro. Było to powszechnie odbierane jako gest wsparcia dla słabnącej – wraz z polską gospodarką – władzy Gierka.

    Wybór Jana Pawła II umocnił tendencje z lat wcześniejszych. Zasadniczą zmianą była rezygnacja z uzgadniania z władzami kandydatur na biskupów – pierwszy był następca Karola Wojtyły, abp Franciszek Macharski.

    Po raz ostatni prymas Wyszyński spotkał się z Gierkiem, na jego prośbę, 25 sierpnia 1980 r. – kilka dni przed końcem strajków sierpniowych i upadkiem sekretarza. Radził mu, by zgodził się na wolne związki zawodowe i zniósł cenzurę, zapewnił o poparciu Kościoła dla strajków. Dzień później na Jasnej Górze wygłosił kazanie, które zawiodło wielu – Prymas nie poparł wyraźnie strajkujących, ale wezwał do spokoju. Nastroje tonował już wcześniej, jak zresztą zwykł czynić w okresie kryzysów grożących rozlewem krwi. W kilka dni później (28 sierpnia) zainspirował wydanie stanowiska przez Radę Główną Episkopatu, w którym wyraźnie poparty został postulat wolnych związków zawodowych.

    1980-1981: Doradca „Solidarności” i mediator

    W ostatnich miesiącach swojego życia, które przypadły na czas pierwszej „Solidarności”, Prymas umiejętnie godził role, zda się, nie do pogodzenia: był doradcą Związku i zarazem mediatorem między nim a władzą. W rozmowie z nowym partyjnym przywódcą, Stanisławem Kanią, nalegał na rejestrację „Solidarności”, patronował też kompromisowi w sprawie statutu, który to umożliwił. W kolejnej rozmowie z Kanią nalegał też na rejestrację „S” rolniczej.

    Równocześnie nawoływał związkowców do umiarkowania i przestrzegał przed polityzacją ruchu. Podkreślał, że wyrwanie Polski z orbity wpływów sowieckich jest w przewidywalnej przeszłości niemożliwe. Mediował w konkretnych konfliktach, łącznie z najgroźniejszym – bydgoskim, po pobiciu działaczy „S” przez ZOMO, półtora miesiąca przed śmiercią. Liczył, że jeśli Związek przetrwa kilka lat, władzom będzie trudno go zlikwidować.

    Paradoksalnie, zapewne z tych samych powodów władze zdecydowały się na siłową rozprawę z „S” w grudniu 1981. Ale tego już Prymas nie zobaczył.

    ——————————————-

    Kobiety w życiu i nauczaniu prymasa Wyszyńskiego

    28 maja 2020/Małgorzata Bilska/Warszawa/Kai.pl

    SampleFot. BP KEP

    W Polsce nie tylko nie rozwijamy nauczania Księdza Prymasa, ale je marnujemy. A najbardziej zaniedbanym obszarem jaki nam pozostawił kard. Wyszyński jest kwestia kobiet.

    Dziś mija 39. rocznica śmierci prymasa Stefana Wyszyńskiego. Był nim długo, od 1948 roku (Pius XII w listopadzie podpisał bullę nominacyjną na arcybiskupa warszawskiego oraz gnieźnieńskiego, co czyniło go także prymasem Polski) do śmierci w1981, w sumie 33 lata.

    Choćby dlatego prymas Wyszyński powinien wywrzeć na wspólnocie polskich katolików niezatarte piętno, a kwestie dla niego ważne, w których był prekursorem – być dla nich oczywiste. Tymczasem nic bardziej mylnego. Nie pomógł nawet fakt, że lada moment będzie wyniesiony na ołtarze…

    Najbardziej zaniedbanym obszarem jest kwestia kobiet. Kiedy 8 marca portal Aleteia opublikował mój artykuł „Co kard. Wyszyński mówił o kobietach? Ożywcze i inspirujące” okazało się, że poglądy prymasa są zaskoczeniem nie tylko dla czytelników (płci obojga), ale i katolickich dziennikarzy oraz… duchownych. Aby to pokazać skoncentruję się na 3 wybranych zagadnieniach: rozumieniu władzy, zaufaniu do świeckich i awansie kobiet.

    Władza a wpływy

    Właśnie ukazała się kolejna książka Ewy K. Czaczkowskiej poświęcona osobie wybitnego hierarchy „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość” [Wydawnictwo Znak, 2020]. W rozdziale „Człowiek, który został prymasem” pisze:

    „Od 1948 roku życie Wyszyńskiego jako Prymasa Polski już nie tylko splatało się z dziejami Kościoła i Polski, ale te dzieje współkształtowało. Było to po części możliwe dlatego, że funkcje, które pełnił, dawały mu w Kościele realną władzę. Objęte przez niego archidiecezje były najważniejsze w kraju: w warszawskiej znajdują się stołeczne instytucje państwowe, z gnieźnieńską łączył się zaś (tak jest obecnie) tytuł prymasa Polski, a z nim wiązało się dożywotnio (czyli inaczej niż obecnie) stanowisko Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Ale co najistotniejsze, bo dające duży zakres władzy. Stefan Wyszyński jako prymas dysponował także nadzwyczajnymi uprawnieniami od Stolicy Apostolskiej. Wcześniej miał je prymas August Hlond, częściowo też kardynał Adam Sapieha.

    Uprawnienia te przyznał Prymasowi Polski papież Pius XII, na wypadek gdyby w związku z nową sytuacją polityczną w kraju (we wrześniu 1945 roku komuniści zerwali konkordat) kontakty między polskim Kościołem a Watykanem stały się trudne albo niemożliwe. […] Specjalne uprawnienia, przyznawane lub potwierdzane przez kolejnych papieży […] zmieniały swój zakres. Kardynał Wyszyński strzegł ich, gdyż dawały mu one możliwość całościowego zarządzania Kościołem w Polsce.” (s. 14-15)

    Od 1952 roku był też kardynałem. Nikt z polskich biskupów takiej władzy teraz nie posiada. Potęga decyzyjna, jaką dysponował prymas Wyszyński, dziwnie koreluje z jego osobistym stosunkiem do stanowiska, które przyjął. Władzę sprawował wbrew sobie. Czaczkowska przytacza jego słowa z 1976 roku: „Władzy nie szukałem i do niej nie dążyłem. Zostałem po prostu zmuszony do spełniania w Kościele obowiązków, które chciałem zamienić na służbę i służenie. Chociaż łatwe to nie jest, w jakimś wymiarze było realizowane. (…). Usiłowałem mniej rozkazywać, a więcej prosić. Ratowało mnie to od wyniosłości, która z konieczności wiąże się z pełnieniem władzy i z poczuciem, że się władzę posiada. Nadto doświadczenie pouczyło mnie również, że rozkazując, zyskuję ludzi posłusznych, prosząc zaś, zyskuję przyjaciół, a posiadać władzę i mieć przyjaciół to jest rzecz bardzo trudna.”

    Dzięki pokorze, uniżeniu się do zwykłego wiernego, Prymas nie tylko nie stracił władzy, ale i tego, co jest (być może) najtrudniejszym dobrem – kapłańskiego autorytetu! Mamy fantastyczną postać do naśladowania. Czemu zatem tak rzadko na co dzień jest naśladowana?

    Bo po 1989 roku znaleźliśmy się w demokratycznym ładzie, gdzie natychmiast rozpoczęły działalność dobrze rozwinięte na Zachodzie ruchy społeczne, w tym feministyczny. Jednym z praw kobiety jest prawo do równego podziału władzy. Ponieważ hierarchiczność instytucji Kościoła Katolickiego łączy ordynację ze sprawowaniem tej władzy, feministki domagają się dla kobiet prawa do święceń kapłańskich. Ludzie Kościoła bronią (stricte ewangelicznej) tezy, że sens władzy w Kościele polega na służbie – odrzucanej przez ruchy liberalno-lewicowe… Jałowa debata o prawie do władzy toczy się od 30 lat, prowadząc do coraz ostrzejszej polaryzacji. Nie zwraca się uwagi na to, że kobiety nie były aż tak bezbronne i pokrzywdzone, jak wiele feministek twierdzi. Widać to u Czaczkowskiej, choć nieco… między wierszami. W rozdziale „W otoczeniu kobiet” nie raz pada słowo „wpływ”. Czasem jest też ukazany opisowo. Na przykład:

    1. Maria Okońska, współzałożycielka słynnych „Ósemek” – Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, nazywanego tak od liczby tworzących go 8 kobiet (dziś nosi nazwę Instytut Prymasa Wyszyńskiego), „miała wpływ – jeszcze nie do końca poznany i opisany – na kształt i realizację programu milenijnego prymasa”.
    2. Prymas napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego tylko dlatego, że „zdanie zmienił pod wpływem Marii Okońskiej i Janiny Michalskiej”.
    3. Prymas pisał o różnych kobietach, doceniając ich wpływ na swoje działania, np.: „zasługi Marii Winowskiej są olbrzymie; trudno o tym mówić”.
    4. Ogromny wpływ na jego sposób myślenia i działania miała jego nieżyjąca już w tym czasie mama: „Gdy podejmuję i prowadzę jakieś wyjątkowo ciężkie prace, to mam wrażenie, że ona mi doradza i podpowiada”. Czuł jej obecność „za plecami”.

    Wiele kobiet doradzało mu i podpowiadało. On miał władzę, olbrzymią! One miały WPŁYW.

    Zgodnie z wiedzą naukową z dziedziny socjologii wpływ jest pojęciem nieco szerszym od władzy, ale są one pokrewne. Wpływ nie daje prawa zastosowania sankcji: kar i nagród. Na boisku podczas meczu władzę ma sędzia, wpływ mają np. kibice. Za niesportowe zagranie sędzia może pokazać czerwoną kartkę. Kibice mogą tylko gwizdać przeciwników i kibicować swoim. Co z tego wynika dla kobiet?

    Czy są tylko kibicami? Niekoniecznie… W historii Kościoła kobiety nigdy nie miały władzy nad mężczyznami. To prawda. Miały jednak na nich wpływ. Aby poprawić pozycję kobiet, warto wykorzystać narzędzie, jakim jest zwiększeniu wpływu, a nie z uporem maniaka domagać się „władzy święceń”. Wpływ to może mało, ale nie – nic. Wiele żon ma wpływ na mężów. Co prawda kobieta – ofiara przemocy, nie ma go w ogóle. A przez wieki nie miała prawa ani możliwości ukarać sprawcy! Dziś chroni ją władza policji i chroni prawo, jeśli szuka pomocy… To, czy ktoś ma na kogoś wpływ, zależy od dobrej woli tego, co ma władzę.

    Obdarzony ogromną władzą prymas Wyszyński tę wolę miał. Kiedy zmarł, zwyczaj dopuszczania (nawet przez prezbiterów) kobiet do wpływu, dyskutowania z nimi decyzji, szybko zanikł. Może nigdy go nie było… Czy od prymasa nie mogą się tego uczyć?

    Zaufać świeckiej!

    Wielkość Prymasa polega m. in. na tym, że potrafił się przyjaźnić z ludźmi świeckimi, w tym – z kobietami. Czym irytował, a niekiedy wręcz gorszył sobie współczesnych, pobożnych ludzi. Może nie aż tak, jak Jezus z Nazaretu (ileż razy spotykały go zarzuty, że jada i rozmawia z tak niewłaściwymi ludźmi!), ale jednak. Stał się ofiarą podejrzeń, plotek… Prymas miał swoje zdanie. I dobre doświadczenia. Kiedy komuniści go uwięzili, by go złamać, szybko poczuł się osamotniony przez mężczyzn. To jego córki duchowe, przyjaciółki w wierze, a i rodzone siostry, przy nim trwały. Pisał o nich: „Bóg odebrał mi kapłanów, pozostawił kobiety. Podobnie uczynił Synowi swojemu na Kalwarii, gdy dopuścił, że wszyscy Apostołowie odeszli Go, ale pozostały niewiasty, które tam przyszły z Maryją” (za: E. Czaczkowska, s. 163). Tak buduje się więź zaufania. Kobiety sprostały najgorszym próbom. I nadal (czemu?) nic dla z tego nie wynika.

    Im bardziej Prymas nie narzucał władzy siłą, nie wymuszał posłuszeństwa kobiet, tym lepiej się z nimi rozumiał. Tylko na takiej płaszczyźnie da się budować ewangeliczną równość między kobietą i mężczyzną – zaplanowaną i chcianą przez Boga, jak naucza (po Soborze Watykańskim II) Kościół katolicki. Kobiety konsekrowane również są osobami świeckimi. Nie mają święceń kapłańskich; śluby zakonne nie są sakramentem. Mężczyźni katolicy dzielą się na kapłanów i świeckich. Kobiety są świeckie – wszystkie! Dlatego zanim wyrazimy postulat ordynacji (klerykalny, jak twierdzi Franciszek), pomyślmy – co to da nam, świeckim?

    Jest inna droga, inna płaszczyzna równania szans kobiet i mężczyzn. Odejście od modelu jednostronnie klerykalnego na rzecz doceniania, uznania aktywności i talentów osób świeckich. Ponieważ kobiety w Kościele stanowią zdecydowaną większość osób zaangażowanych w ruchy, wspólnoty, parafie, czy ich głos nie może być w pełni doceniony?

    Określenie papieża Polaka „geniusz kobiety” jest prawie na pewno zainspirowane przez poglądy i nauczanie prymasa Tysiąclecia. Prymas najbardziej cenił macierzyństwo, ale jego doradczynie w większości nie były biologicznymi matkami! Były znakomicie wykształcone, do czego je zachęcał. Według prymasa kobiety są niezbędne w działalności apostolskiej. A po Soborze już wiemy, że nie trzeba do tego żadnych wybitnych kwalifikacji misjonarskich. Dziś apostołem jest każdy świecki, kto żyje wiarą, w relacji z Bogiem, w swojej codzienności. W pracy zawodowej – na uczelni, w zarządzie firmy, w kancelarii prawniczej, w biurze architektonicznym itd. W polityce, ekonomii, sztuce, sporcie, mediach – w sferze publicznej. Dzięki świeckim powstaje kultura, w której Bóg nie jest na marginesie.

    Mało kto zna słowa Prymasa o kulturze: „Pierwiastki męskie doszły za bardzo do głosu i świat otwartych ramion macierzyńskich zmienił się w świat stalowych tanków i latających śmiercionośnych fortec. Coraz więcej przybywa potężnych zbrodniarzy i nikt nie ma sił na to, aby z nich zrobić ludzi. W takiej sytuacji trzeba nawrócić do drogi, którą wyznaczył Ojciec niebieski w szóstym dniu stworzenia, gdy powołał do życia tych dwoje i powiedział do nich: »Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28) – wy oboje! […]«.

    Musi się to powtórzyć i w cywilizacji współczesnej, aby wyrównać Boże wartości męskie i kobiece. Przez czerpaną ze współdziałania Jezusa i Maryi nadprzyrodzoną symbiozę, trzeba je zharmonizować do wspólnego działania na różnych odcinkach współczesnego życia, które na skutek przerostu elementów męskich są wynaturzone i prowadzą do okropnych katastrof. Zmaskulinizowana a przez to wynaturzona cywilizacja współczesna, o formalnie zboczonych przejawach życia, nie jest zdrową cywilizacją. Abyśmy mogli osiągnąć w świecie współczesnym prawdziwą kulturę, bardziej ludzką, a przez to bardziej Bożą, potrzeba harmonijnego współdziałania w życiu i całej duchowości współczesnej, elementów męskich i kobiecych […]. Nadzieja odrodzenia kultury – aby była bardziej ludzka – już się […] kształtuje, bo świat kobiecy dochodzi do głosu w różnych dziedzinach życia: w wychowaniu, w medycynie, w kulturze twórczej i literackiej, a nawet w architekturze itp.”.”

    Czy stać nas na to, aby w XXI wieku kobiety sprowadzić tylko do roli żon, matek, opiekunek ogniska domowego i domowych gospodyń? Pomocnic mężczyzny? Ta pomocą ma być WZAJEMNA! W czym mężczyźni pomagają kobietą? To, że rodzina jest bardzo cenną wartością nie oznacza, że dla kobiet – jedyną. Potrzebują wsparcia w tym, aby rozwijać swoje indywidualne talenty, pasje i umiejętności. Pomocy od całej reszty wspólnoty Kościoła.

    Potrzeba gospodyń…

    Kiedy w 1946 roku ks. Stefan Wyszyński otrzymał nominację na biskupa lubelskiego, miał już pod opieką grupę dziewcząt znaną jako „Ósemki”. I dalekosiężne plany wspólnych działań. Jak pisze Czaczkowska, wahał się nawet, czy nominację przyjąć, bo „nie było przyjęte, by biskup zajmował się duszpastersko grupą kobiet.” Czy ma grupę rozwiązać? W pogodzeniu ról pomogli mu ks. Władysław Korniłowicz i prymas August Hlond. Przy czym argumentacja prymasa Hlonda warta jest zacytowania: „Ludzie świeccy, wykształceni, przygotowani do pracy w Kościele, będą księdzu biskupowi bardzo potrzebni. Przecież to też jest jakaś cząstka Kościoła”.

    Przecież? Też? Cząstka? Jak bardzo prymas Wyszyński szedł więc pod prąd… Oficjalnie pozycję świeckich zmienił Sobór Watykański II niemal 10 lat później, ale mentalność zmienia się powoli. Ile księży myśli w tym duchu?

    Te „świeckie” miały potem ogromny wkład w Podkomisję KEP ds. Duszpasterstwa Kobiet – pomysł i dzieło prymasa Wyszyńskiego. Działała od połowy lat siedemdziesiątych. Kilka lat po jego śmierci została rozwiązana – priorytetem okazała się rodzina. I komisja tylko jej poświęcona. Jakby nie mogły działać dwie.

    Po jednym z moich artykułów na temat sytuacji kobiety w Kościele otrzymałam list od czytelnika. Było to jakiś czas temu, ale – za jego aktualną zgodą – przytoczę tu jego fragment. Autor prosi o anonimowość. W latach osiemdziesiątych był osobistym sekretarzem ks. bp. Mariana Jaworskiego, ostatniego przewodniczącego Podkomisji. Jest świecki, ma żonę. Jak się okazało, zatrudniała go nie kuria, a sam ksiądz biskup. Pisze tak: jako sekretarz przewodniczącego Podkomisji „brałem udział w kilkudniowych spotkaniach w Nałęczowie, które miały charakter rekolekcji, połączonych z naukowymi sympozjami i formą treningów psychologicznych; byłem także wprowadzony w prace Podkomisji. W spotkaniach nałęczowskich brały udział członkinie Podkomisji i księża referenci diecezjalni z całej Polski. […] W referatach podkreślano znaczenie odnowienia nauczania naszego Kościoła w zakresie problematyki związanej z miejscem kobiet w społeczeństwie i rodzinie. Przestrzegano, że utrzymano dawnego modelu może doprowadzić do masowego odchodzenia kobiet z Kościoła, a co za tym idzie, lawinowej laicyzacji, gdyż w naszej kulturze przekaz wiary w rodzinach następuje głównie przez kobiety (osobnym problemem jest uaktywnienie mężczyzn w tym zakresie). Pamiętam też referaty dotyczące samotnych kobiet (ogromny potencjał duszpasterski stanowiły kobiety III wieku – wykorzystanie tej sytuacji, jak mi się zdaje, leży o podstaw sukcesu Radia Maryja).

    Dlaczego tak mało zostało z działań Podkomisji? Przypuszczam, że jedną z przyczyn, mogła być postawa referentów diecezjalnych. Zdaje mi się, że oni nie byli zaangażowani w istotę sprawy […]. Ich interesowały zagadnienia poboczne – np. problem braku gospodyń na plebaniach (jakie środki podjąć, aby zaradzić tej sytuacji). Jeden ksiądz angażował się w organizowanie domu samotnych matek. Referent z Łodzi sporo wiedział o konkretnych sytuacjach kobiet w zakładach włókienniczych. Nie pamiętam natomiast, aby któryś z duchownych doceniał ogólne znaczenie problemu”.

    To wiele wyjaśnia. Nowatorskie teksty Prymasa Tysiąclecia o potrzebie wkładu kobiet w kulturę, sferę publiczną itd. nie przebiły się przez brak zaangażowania księży. I to do tego wyznaczonych przez biskupów! Kobiety nabywały w Podkomisji poczucia własnej wartości, kształciły się i rozwijały, a coraz mocniej oczekiwano od nich… prac gospodarskich na plebaniach. No i rodzenia. Wychowywania w wierze kolejnych pokoleń katolików… Nie na tym polegała koncepcja prymasa. I nie o to chodziło Janowi Pawłowi II. O coś dużo więcej.

    Minęło 39 lat od śmierci prymasa a my w postrzeganiu roli i zadań kobiety cofnęliśmy się do czasów sprzed Soboru. Po co go beatyfikować i kanonizować, skoro nie ma żadnej woli brania z niego przykładu? Trochę chyba nie wypada wznosić mu kolejnych pomników, tak gruntownie ignorując rzecz dla niego ważną: awans (to jego słowo) kobiety w Kościele i świecie. Bo awans społeczny i macierzyństwo służebne nie mogą się wykluczać.

    ***

    Kobiety nie potrzebują pełni władzy ani szczególnych przywilejów. Potrzebują równości, bo tak nas stworzył Bóg. Tak naucza o nas Kościół Rzymskokatolicki. Kobieta jest – jak napisał Jan Paweł II w „Mulieris Dignitatem” stworzona DLA NIEJ SAMEJ. Jest samoistną, autoteliczną wartością – na obraz Boga. Jeśli ktoś chce traktować ją użytkowo, bo jest mu koniecznie potrzebna do pomocy w reaktywacji chrześcijaństwa lub w gotowaniu, praniu i sprzątaniu, to jest to sprzeczne z naszą wiarą. Kobieta jest człowiekiem, nie tylko matką. Ma godność niezależną od macierzyństwa – tak samo, jak kiepskie lub żadne ojcostwo wcale nie pozbawia mężczyzny godności i praw ludzkich…

    ************************************************************************

    Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna KAI


     ***********************************************************************

    DUCHOWA ADOPCJA POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Obecnym czasie, który jest szczególny, można składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI“:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    ——————————————————–

    26 maja – dzień matki

    Dzień Matki – dla wszystkich Mam, których już nie ma z nami….

    Opublikowano 26 Maj 2020 – wobroniewiary

    ”Jest jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar,
    płacze a przebacza, odepchnięta wraca – to Miłość Macierzyńska”

    Józef Ignacy Kraszewski

    Tak mi Mamo jest smutno bez Ciebie,
    brak Twych słów i ciepła Twych rąk,
    Lecz Ty pewnie wolisz być w niebie,
    a tu jest pusty kąt.

    Tak mi Mamo jest smutno bez Ciebie.
    Czy powrócić wolno Ci tu?
    Lecz Ty pewnie wolisz być w niebie,
    chociaż ja proszę, wróć.

    ———-

    polecam wysłuchać tę piosenkę na https://youtu.be/Lf2uvtUNWcs

    ————————————————–

    Biblijne Mamy

     Samuel ofiarowany przez Annę w świątyni – Frank Topham

    ———————————–

    Dzień Matki skłania do głębszej refleksji nad tajemnicą macierzyństwa objawioną w Piśmie Świętym.

    Objawienie biblijne ściśle łączy pojęcie macierzyństwa z poczęciem i zrodzeniem potomstwa. Przekazanie życia zapewnia kobiecie szacunek i uznanie, choć nie gwarantuje odpowiedniej pozycji w hierarchii społecznej. Na wyjątkową rolę kobiety jako dającej życie wskazuje już pierwsza w Biblii wzmianka o narodzinach: imię Ewa tłumaczy się jako „matka wszystkich żyjących” (Rdz 3, 20). W zrodzeniu nowego życia kobieta współdziała ściśle z samym Bogiem: „otrzymałam mężczyznę od Pana” (Rdz 4, 1). W planie Bożym posiadanie dzieci jest marzeniem i szczęściem kobiety, a zarazem zapewnia jej miłość męża.

    Anna – matka Samuela

    Brak potomstwa natomiast rodzi w kobiecie smutek i prowadzi do konfliktów w małżeństwie. Widać to na przykładzie Anny, matki proroka Samuela. Historia sięga zamierzchłych czasów, jeszcze przed powstaniem monarchii w Izraelu. Anna była ukochaną żoną Elkany z miejscowości Rama w pobliżu Betlejem. W tamtym czasie małżeństwa były często poligamiczne, co stwarzało dodatkowe trudności w relacjach rodzinnych. Ponieważ Anna była niepłodna, jej mąż poślubił drugą żonę, która obdarzyła go licznym potomstwem. Było to dla Anny źródłem licznych upokorzeń ze strony rywalki (por. 1 Sm 1, 1-8). Podczas pielgrzymki do sanktuarium w Szilo Anna gorąco modliła się o syna i z góry oddała go na służbę Bogu. Umocniona przez kapłana słowem Bożym wróciła z mężem do domu.

    Wkrótce modlitwa została wysłuchana. „Anna poczęła i po upływie dni urodziła syna i nazwała go imieniem Samuel, ponieważ [powiedziała]: Uprosiłam go u Pana” (1, 20). Po wykarmieniu dziecka Anna ofiarowała je w świątyni na służbę Bogu. Narodziny syna były niewątpliwie cudowną interwencją Boga w życie Anny, które doznało teraz radykalnej odmiany. Łaska ta skłoniła Annę do wyśpiewania pieśni uwielbienia Boga (por. 1 Sm 2). Ta właśnie pieśń uważana jest powszechnie za literacki wzorzec hymnu Maryi, nazwanego Magnificat – od pierwszych słów: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1, 46-55). Anna w swoim hymnie wyznaje, że macierzyństwo jest zawsze łaską: „To Pan daje śmierć i życie” (1 Sm 2, 6).

    Obdarzone łaską

    Już dawno zauważono, że św. Łukasz w swojej wersji Ewangelii w opisie dzieciństwa Jezusa korzysta obficie z biblijnej historii narodzin Samuela. Liczne podobieństwa wskazują na literacką i treściową zależność, zamierzoną przez św. Łukasza. I tak Elkana i Anna, po uproszeniu narodzin Samuela, udali się do świątyni w Szilo, aby oddać swe dziecko na służbę Panu. Podobnie udają się Józef i Maryja do Jerozolimy, aby tam ofiarować Dziecię Jezus, poczęte z Ducha Świętego. Kapłan Heli pobłogosławił rodziców Samuela, gdy przyszli do świątyni z doroczną ofiarą (por. 1 Sm 2, 20); tak samo Symeon pobłogosławi Rodziców Jezusa (por. Łk 2, 34). W Szilo były kobiety posługujące u wejścia do Namiotu Spotkania (por. 1 Sm 2, 22); podobnie prorokini Anna (zbieżność imion!) „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach” (Łk 2, 37).

    Oczywiście, obok tych zbieżności św. Łukasz odnotowuje istotną różnicę: podczas gdy Elkana i Anna wrócili do domu sami, pozostawiwszy swe dziecko w świątyni (por. 1 Sm 2, 11), Józef i Maryja wracają wraz z Jezusem, który objawia się stopniowo jako żywa świątynia. Teologia świątyni u Łukasza wykazuje więc znamienny postęp – kładzie on nacisk na tajemnicę Chrystusa. Łukasz jest jednak także ewangelistą Maryi. W jego zestawieniu postaci Anny z Maryją można więc widzieć zaczątek mariologii i nauki o Kościele. Zakończeniem dialogu między Anną a kapłanem Helim były słowa: „Oby służebnica twoja znalazła łaskę w twoich oczach” (por. 1 Sm 1, 18). Ten prosty zwrot ma dla Łukasza wielkie znaczenie, gdyż dobrze ilustruje prawdę o szczególnej łasce, którą jest obdarzona Matka Pana. To nie tylko nawiązanie do imienia Anna (hebrajskie Channa znaczy: „obdarzona łaską”). To przede wszystkim zapowiedź niezwykłego tytułu, którym anioł przywita Maryję (por. Łk 1, 28).

    Radość mesjańska, przenikająca kantyk Anny, znalazła żywy oddźwięk w hymnie Maryi. Jest to pieśń ubogiej niepłodnej i wzgardzonej służebnicy, która z łaski Pana stała się matką proroka. Z tego względu kantyk Anny dobrze nadawał się do wyrażenia uczuć Maryi, pokornej Służebnicy Pańskiej, która stała się Matką Mesjasza. Przez zestawienie wielkich dzieł Bożych obie te modlitwy pokazują sposób działania Boga, tak bardzo odmienny od ludzkiego. Bóg wywyższa i poniża, dokonuje cudów łaski i niweczy plany pyszałków.

    Dziewica Matka

    Ostatni werset kantyku Anny zapowiada przyjście Mesjasza-Króla: „Pan osądza krańce ziemi, On daje potęgę królowi, wywyższa moc swego pomazańca” (1 Sm 2, 10). Pomazaniec (greckie Christos) jest tu tytułem królewskim, gdyż nawiązuje do namaszczenia władcy z rodu Dawida. Jest również tytułem kapłana z rodu Aarona (por. Kpł 4, 3). W sensie duchowym „pomazańcami” byli też prorocy. Psalmista łączy w jednym szeregu postacie największych pomazańców Bożych sprzed epoki monarchii: „Wśród Jego kapłanów są Mojżesz i Aaron, i Samuel wśród tych, którzy wzywali Jego imienia” (Ps 99, 6). Kantyk Anny cieszy się więc w Kościele zrozumiałym poważaniem jako proroctwo o Mesjaszu.

    Zestawienie macierzyństwa Anny i Maryi pokazuje jednocześnie, jak Nowy Testament przewyższa wszystkie instytucje dawnego Prawa. Wspomniana na początku „protoewangelia” (por. Rdz 3, 15) zapowiadała, że Niewiasta, której Potomstwo zetrze głowę węża, będzie Matką. Dalsze opisy biblijne, ukazujące ostateczny tryumf Boga nad niepłodnością i śmiercią, zapowiadają coraz wyraźniej przyjście Dziewicy-Matki. Widać to zwłaszcza u Izajasza (por. 7, 14) w proroctwie o Emmanuelu, a także u Micheasza (por. 5, 2) o Tej, „która ma porodzić”. Ewangeliści widzieli w tych tekstach proroctwo, które wypełniło się w Jezusie Chrystusie (por. Mt 1, 23; por. Łk 1, 35-36). On sam, mówiąc o opuszczeniu ojca i matki, nie umniejszał jednak roli macierzyństwa i ojcostwa. Rodzicielstwo w nauczaniu Chrystusa staje się wartością względną: „Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i przestrzegają go” (Łk 11, 28). Jego Matka umiała słuchać słowa Bożego i dlatego jest wzorem wszelkiego macierzyństwa.

    Uroczysty tytuł „Niewiasty”, który Jezus nadał swej Matce (por. J 2, 4 i 19, 26), przenosi na wyższy poziom dotychczasowe relacje synowskie. Maryja staje się teraz symbolem ludu Bożego w jego macierzyńskiej roli wobec wszystkich wierzących. Zgodnie z nauką Jezusa także św. Paweł przyrównuje się do matki rodzącej w bólach (por. Ga 4, 19) i troskliwie opiekującej się dziećmi (por. 1 Tes 2, 7). Jednocześnie uczy, że w porównaniu z dziewictwem poświęconym Panu macierzyństwo w chrześcijaństwie ma wartość jedynie względną (por. 1 Kor 7). Tak wielkie przewartościowanie dawnych ideałów zawdzięcza Kościół przykładowi dziewiczej Matki Jezusa.

    Ks. Antoni Tronina/Tygodnik NIEDZIELA

    ************************************************************************

    Jubileusz ks. Józefa M. Lisiaka SAC – najstarszego pallotyna na świecie

    28 maja 2020/Wałbrzych/Lai.pl

    SampleFot. youtube

    Bp Ignacy Dec przewodniczył 27 maja wieczornej Mszy św. z okazji jubileuszu 75-lecia święceń kapłańskich ks. Józefa Lisiaka SAC w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu w Wałbrzychu. Ks. Józef Lisiaka jest najstarszym pallotynem na świecie.

    – Dwa lata temu w tym kościele świętowaliśmy setną rocznicę urodzin ks. Józefa, a teraz przeżywamy niezwykły jubileusz 75-lecia kapłaństwa. Po raz pierwszy uczestniczę w takiej uroczystości. Brylantowy jubileusz to rzadko spotykana rocznica – mówił bp Ignacy Dec.

    Homilię wygłosił ks. Zdzisław Szmeichel SAC, przełożony Prowincji Zwiastowania Pańskiego. – Do zalet długiego życia należy świętowanie jubileuszy. Dzisiejszy brylantowy jubileusz jest wyjątkowy i dany tylko nielicznym. Dlatego jesteśmy szczęśliwi, że możemy uczestniczyć w tej uroczystości.

    Kaznodzieja przedstawił historię życia jubilata. – Ks. Józef zakończył studia teologiczne w zawirowaniach II wojny światowej, niespełna trzy tygodnie zaraz po zakończeniu działań wojennych. Po pierwszych doświadczeniach duszpasterskich m.in. w Gliwicach i w Gdańsku ks. Józef studiował na Uniwersytecie Warszawskim teologię biblijną, a potem długie lata wykładał w naszym pallotyńskim seminarium w Ołtarzewie. Zafascynowanie Pismem Świętym było i jest pasją ks. Lisiaka.

    Pod koniec uroczystości głos zabrał jubilat. – Dziękuję za wszystkich obecnych na tej dziękczynnej Mszy św. za 75 lat kapłaństwa. Od najmłodszych lat ukochałem różaniec i wszystkich obecnych na dzisiejszej Eucharystii będę powierzać w codziennej modlitwie różańcowej. Jedno mam tylko życzenie, by na moim grobie znalazł się napis hymnu ku czci różańca – mówił ks. Józef Lisiak.

    Ks. Józef Lisiak SAC urodził się 4 sierpnia 1918 r. Święcenia kapłańskie przyjął 27 maja 1945 r. w Krakowie na Dębnikach z rąk bp. Stanisława Rosponda. Jest najstarszym pallotynem na świecie.

    ************************************************************************

    Akt oddania św. Michałowi Archaniołowi

    “O wielki Książę niebieski, najwierniejszy Stróżu Kościoła, Święty Michale Archaniele (…) Ciebie dziś obieram za szczególnego Obrońcę i Orędownika” – zapraszamy do modlitewnego aktu Oddania się św. Michałowi Archaniołowi.

    Kościół katolicki obchodzi święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała w dniu 29 września – w rocznicę konsekracji starożytnej bazyliki św. Michała w Rzymie. Kościół czci trzech Archaniołów, którzy odegrali szczególną rolę w historii zbawienia.


    Akt oddania św. Michałowi Archaniołowi

    O wielki Książę niebieski, najwierniejszy Stróżu Kościoła,
    Święty Michale Archaniele,

    oto ja, chociaż bardzo niegodny Twojego oblicza,
    jednak ufny w Twą dobroć, powodowany potężnym
    wpływem Twoich modlitw i licznymi Twymi dobrodziejstwami,
    staję przed Tobą w towarzystwie mego Anioła Stróża, Błogosławionych i Świętych,
    a nade wszystko w obecności błogosławionego Bronisława Markiewicza,
    Twojego wielkiego czciciela.
    Biorę ich za świadków mego nabożeństwa ku Tobie.

    Ciebie dziś obieram za szczególnego Obrońcę i Orędownika.
    Postanawiam sobie mocno czcić Cię zawsze i odważnie szerzyć Twoją cześć.

    Bądź moją mocą przez całe życie,
    abym nigdy nie obraził Pana Boga myślą, słowem lub uczynkiem.

    Broń mnie przeciw wszelkim pokusom
    szatańskim, głównie przeciw tym, które atakują wiarę i czystość,
    a w godzinę śmierci uproś pokój mojej duszy i zaprowadź do ojczyzny wiecznej.
    Amen

    Misericors.pl


    120 lat modlitwy papieża Leona XIII do św. Michała Archanioła

    Któż jak Bóg

    Dnia 29 lipca 2006 r. przypada więc 120. rocznica powstania modlitwy do św. Michała Archanioła. 

    Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw zasadzkom i niegodziwości złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. 

    Za pontyfikatu papieża Leona XIII (1878-1903) masoneria nasiliła swoją działalność i przystąpiła do mocnego ataku na Kościół katolicki. Dlatego Leon XIII wydał encyklikę Humanumgenus, 20 kwietnia 1884 r., w której ukazał główne założenia masonerii, jej strukturę, metody działania, zagrożenia, jakie stwarza, i sposoby jej przeciwdziałania. Dwa lata później Papież Leon XIII napisał specjalną modlitwę (inwokację) do św. Michała Archanioła pod wpływem przerażającego widzenia demonów, które gromadziły się nad Wiecznym Miastem, aby je osaczyć. Nie znamy jednak dokładnie szczegółów tego widzenia. Jest pewne, że Papież napisał tę modlitwę i 29 lipca 1886 r., polecił Sekretarzowi Kongregacji Obrzędów rozesłać ją do wszystkich Ordynariuszy świata, aby kapłani odmawiali ją wraz z wiernymi, klęcząc, po każdej tzw. Mszy św, cichej, tzn. nie śpiewanej. Inwokację do św. Michała Archanioła poprzedzały modlitwy do Matki Bożej (por. Decreta Liturgica, 1886, f. 44A, Archiwum Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, Ex Archiwum Kongregacji Obrzędów).
    Dnia 29 lipca 2006 r. przypada więc 120. rocznica powstania tej modlitwy.
    Giuseppe Ferrari, we włoskim miesięczniku Mądre di Dio [Matka Boża] (n. 2, luty, 1984, s. 4), w artykule pt. La visione diabolica di Leone XIII (Widzenie diabelskie Leona XIII), przytacza fragment artykułu o. Domenico Pechenino, zamieszczonego w czasopiśmie o niewątpliwej powadze Ephemerides Liturgicae (rok 1955, ss. 58-59), w którym wspomina o widzeniu, jakie miał Leon XIII. Pisze tam: Nie pamiętam dokładnie roku. Pewnego rana wielki papież Leon XIII odprawił swoją Mszę św, i uczestniczył w drugiej, w ramach dziękczynienia, jak to miał zwyczaj czynić. W pewnej chwili zobaczono, że energicznie podniósł on głowę, potem utkwił mocno wzrok w czymś nad głową celebransa. Patrzył nieruchomo, bez poruszania powiekami, ale z uczuciem strachu i zdziwienia, zmieniając kolor i rysy twarzy. Coś niezwykłego, wielkiego, działo się w nim… Wreszcie, jakby wracając do siebie, czyniąc lekki, ale energiczny ruch ręką, wstał. Udał się do swojej Biblioteki Prywatnej. Jego najbliżsi współpracownicy udali się za nim z pośpiechem i niepokojem. Zapytali go delikatnie: „Czy Ojciec Święty nie czuje się dobrze? Czy potrzebuje czegoś?” Odpowiedział: „Nic, nic”, i zamknął się w pokoju. Po upływie pół godziny kazał wezwać Sekretarza Kongregacji Obrzędów, wręczył mu kartkę papieru, i polecił mu wydrukować napisany na niej tekst i rozesłać go do wszystkich Ordynariuszy świata. Co ta kartka zawierała?

    – Modlitwę, którą odmawiamy po Mszy św, wspólnie z wiernymi, z prośbą do Maryi i żarliwym wezwaniem do „Księcia wojsk niebieskich”, prosząc Boga, aby „strącił szatana do pieklą”(Co więcej, zarządził, aby odmawiano tę modlitwę, klęcząc). O widzeniu papieża Leona XIII i jego modlitwie wspomniał też kard. Nasalli Rocca w swoim Liście Pasterskim na Wielki Post (Bologna 1946). Kardynał pisał: Leon XIII osobiście napisał tę modlitwę,,. Słowa: „które krążą po świecie” (złe duchy) mają wyjaśnienie historyczne, które wiele razy powtarzał mi sekretarz osobisty Papieża, ks, prałat Rinaldo Angeli. Leon XIII mial naprawdę widzenie złych duchów, które gromadziły się nad Wiecznym Miastem (Rzymem); z tego jego doświadczenia pochodzi modlitwa, którą chciał, aby była odmawiana w całym Kościele, Tę modlitwę sam Papież odmawia! głosem drżącym i mocnym: słyszałem go wiele razy w bazylice watykańskiej. Nie tylko tę modlitwę napisał, ale napisał także, własnoręcznie, specjalny egzorcyzm, Sobór Watykański II, dokonując reformy liturgicznej, zniósł modlitwy wprowadzone przez papieża Leona XIII, odmawiane bezpośrednio po Mszy św. cichej. Od kilkunastu lat, za zgodą władz kościelnych, modlitwa do św. Michała jest odmawiana po Mszy św. w Zgromadzeniu św. Michała Archanioła i w parafiach przez niego prowadzonych. Szatan nadal podstępnie działa we współczesnym świecie. W Polsce ciągle, niestety – pisze ks. prof. Czesław Bartnik – nasilają się ataki na prawowierny Kościół, na etykę ewangeliczną i ogólnoludzką… Niewątpliwie w ogóle „diabeł wstępuje w serca wielu” (por. J 13, 27; Nasz Dziennik, 15-17 kwietnia 2006, s. 15). Ks. arcybiskup Angelo Comastri, autor tekstu Drogi Krzyżowej w 2006 r., której przewodniczył Benedykt XVI w Koloseum, napisał: Zagubiliśmy sens grzechu. Dziś przez oszukańczą propagandę szerzy się głupia apologia zła, absurdalny kult szatana, szalone pragnienie łamania zasad, klamliwa i pusta wolność, która wynosi kaprys, wadę i egoizm, ukazując je jako zdobycze cywilizacji (stacja III). Wydaje się, że mamy do czynienia z diaboliczną pychą, która zamierza zmieść rodzinę (stacja VII). Odmawiajmy codziennie modlitwę do św. Michała Archanioła w intencji Ojca Świętego i Kościoła Świętego, w intencji rodzin, dzieci i młodzieży, Do walki ze złem, pod sztandarem św. Michała Archanioła zachęcał gorąco błogosławiony ks. Bronisław Markiewicz, pisząc: Stójmy przy św. Michale, dzierżącym zwycięską ręką chorągiew Krzyża Chrystusowego, i pamiętajmy, że pod tą chorągwią, idąc naprzód i walcząc, pokonamy szczęśliwie wszystkie zasadzki i napaści złego ducha… (por. Powściągliwość i Praca, wrzesień 1902). 

    ks. Edward Data CSMA/Katolik.pl

    ************************************************************************

    *****************************************************************

    Narodowa nowenna ku czci św. Andrzeja Boboli

    Od 16 do 24 2020 marca trwała w Polsce Nowenna do św. Andrzeja Boboli w czasie epidemii.

    Nabożeństwa były transmitowane z Narodowego Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie.

    św. Andrzej Bobola – patron Polski żył w Europie rozdartej podziałami religijnymi i politycznymi

    20 czerwca 1938 roku – Przeniesienie relikwii św. Andrzeja Boboli z katedry św. Jana do kaplicy OO. Jezuitów. Członkowie Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” wynoszą trumnę z relikwiami z katedry św. Jana

    foto: w obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

    Św. Andrzej Bobola działał na Polesiu, był autorem tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza, jego ciało nie ulegało rozkładowi przez kilka wieków. Zginął z rąk Kozaków. Według Watykańskiej Kongregacji ds. Świętych Obrzędów i Ceremonii w historii Kościoła nie zanotowano równie okrutnego męczeństwa. 

    Św. Andrzej Bobola zmarł śmiercią męczeńską 16 maja 1657 roku w Janowie Poleskim, gdy podczas powstania Chmielnickiego dostał się w ręce Kozaków. Do końca bronił wiary, mimo okrutnych tortur.

    —————————

    Patron dla tych, którzy chcą być mężni.

    Grzegorz Kucharczyk o męczeństwie św. Andrzeja Boboli

    Patron dla tych, którzy chcą być mężni. Grzegorz Kucharczyk o  męczeństwie św. Andrzeja Boboli

    Papież Pius XII nazywał go „niezwyciężonym bohaterem Chrystusowym”, „chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa”. Św. Andrzej Bobola to rzeczywiście prawdziwy miles Christi, który jak „niezwyciężony Męczennik w purpurze krwi własnej z wielkim triumfem przyjęty został w niebie” (Pius XII, Invicti athletae Christi).

    Życie i straszliwa śmierć Andrzeja Boboli są wielkimi znakami dla naszych czasów, znakami męstwa, czyli wytrwania. Swoim oprawcom bez wahania oświadczył, że jest kapłanem katolickim, a jego „wiara jest prawdziwa i prowadzi do zbawienia”. Jak pisał Pius XII w cytowanej encyklice opublikowanej 16 maja 1957 roku na trzechsetlecie męczeńskiej śmierci polskiego jezuity, „wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał”.

    Finis coronat opus. Całe bowiem życie Andrzeja Boboli było praktykowaniem cnoty męstwa. Wczytując się w jego żywot można natrafić również i na informacje o tym, że w drugiej połowie lat dwudziestych XVII wieku, gdy pełnił posługę duszpasterską w Wilnie nawiedzanym wówczas przez epidemie, nie opuścił miasta. Mężnie służył wiernym, zwłaszcza tym najsłabszym i chorym, spiesząc do nich z sakramentami i słowami duchowej pociechy.

    Można powiedzieć patron na nasze czasy, gdy tylu ludzi Kościoła – duchownych i świeckich – zadrżało przed wirusem, zachęcając władze państwowe do zamykania kościołów lub traktując pandemię jako dobrą okazje do szerzenia skandalicznych praktyk osłabiających cześć dla Najświętszego Sakramentu. Myślę tu o skandalicznej praktyce zmuszania ludzi – w tym dzieci pierwszokomunijnych – do przyjmowania komunii świętej na rękę.

    Patron tych wszystkich, którzy dążą do wypracowania w sobie we współpracy z Bożą łaską cnoty męstwa. A więc patron tych, którzy chcą wytrwać w obliczu nacierającego barbarzyństwa. Pius XII wspominając „niezwyciężonego bohatera Chrystusowego” podkreślał aktualność tego waloru świadectwa, które dał całemu Kościołowi powszechnemu św. Andrzej Bobola. Barbarzyństwo w połowie dwudziestego wieku – jak podkreślał Ojciec Święty – to już nie hordy kozackie, ale fakt, że „w niejednym kraju wiara katolicka już to omdlewa i podupada, już to prawie zupełnie wygasa”. Współcześni barbarzyńcy odrzucają ją powołując się na „postęp czasu” i „urabiają sobie przekonanie, że na ziemi bez Boga, tj. przez własny rozum i przez własne siły wszystko, czym żyją i przez co działają, posiąść mogą, swoją mocą podbijając pod swoją wolę i władzę, dla pożytku i rozwoju ludzkości, wszystkie pierwiastki i żywioły tej ziemi”.

    Pius XII nawiązywał w ten sposób do różnych odcieni marksizmu – za „żelazną kurtyną” uczącego subtelności heglowskiej dialektyki za pomocą kolby sowieckiego sołdata, a na zachodnich uniwersytetach i w mediach sączonego przez neomarksistów i ich mentorów ze szkoły frankfurckiej. Do tych ostatnich można odnieść słowa papieża o ludziach, którzy „dążą, żeby z dusz ludzi prostych i nieuczonych albo też takich, którzy już dotknięci są zarazą błędów, wyrwać do ostatka tę wiarę chrześcijańską”.

    Św. Andrzej Bobola doświadczył za życia furii zezwierzęconego barbarzyństwa. Po śmierci zaś jego umęczone ciało doświadczyło barbarzyństwa tych, którzy „naukowo” dążyli do samozbawienia „przez własny rozum i przez własne siły”. Jak wiadomo relikwie męczennika były przez bolszewików pokazywane jako ciekawostka w moskiewskim Instytucie Higieny, do czasu gdy staraniem Stolicy Apostolskiej zostały sprowadzone do Rzymu w 1937 roku. Tak jak Chrystus, również jego „niezwyciężony bohater” nosił purpurę swoje krwi, ale i „lśniącą szatę” narzuconą przez prześmiewczego Heroda.

    Atak na wiarę katolicką wymaga – podkreślał Pius XII – by „bronić ją wszelkimi siłami, wykładać i szerzyć”. Chodzi o to, by zarówno duchowni i świeccy „nie lękali się stanąć do pokojowej walki o Bożą chwałę”, „zachowując zawsze poszanowanie dla osób, ale stając mężnie w obronie prawdy”.

    Trzeba więc męstwa – „a pamiętać należy, że w tej cnocie, jeśli rzeczywiście  chcemy ją coraz bardziej ku doskonałości kierować, zawsze znajdzie się odrobina męczeństwa”. Ojciec Święty podkreślał bowiem, że dawanie świadectwa wiary to nie zawsze rozlew krwi, „ale i mężne oraz wytrwałe opieranie się pokusom oraz wielkoduszna ofiara z siebie i ze wszystkiego, co mamy, złożona Temu, który tu jest naszym Stwórcą i Odkupicielem”.

    Przypominając sobie o nieludzkich cierpieniach, które znosił w ostatnich godzinach przed osiągnięciem chwały Nieba św. Andrzej Bobola, jakże trywialnie małe wyglądają stojące przed nami wyzwania naszych czasów. Mężny kapłan czasów zarazy – zarówno biologicznej jak i duchowej natury – wielki patron na nasze czasy. Wzór, ale i pociecha dla nas wszystkich, którzy tęsknimy za mężnymi kapłanami i sami chcemy wytrwać do końca.

    Grzegorz Kucharczyk/Polonia Christiana PCh24.pl

    —————————–

    MODLITWA ZA OJCZYZNĘ PRZEZ PRZYCZYNĘ ŚW. ANDRZEJA BOBOLI 

    Boże, któryś zapomnianą do niedawna Polskę wskrzesił cudem wszechmocy Twojej, racz za przyczyną sługi Twojego Św. Andrzeja Boboli dopełnić miłosierdzia nad naszą Ojczyzną i odwrócić grożące jej niebezpieczeństwa. Niech za łaską Twoją stanie się narzędziem Twojej czci i chwały. Natchnij mądrością jej rządców i przedstawicieli, karnością i męstwem jej obrońców, zgodą i sumiennością w wypełnianiu obowiązków jej obywateli. Daj jej kapłanów pełnych ducha Bożego i żarliwych o dusz zbawienie. Wzmocnij w niej ducha wiary i czystości obyczajów. Wytęp wszelką stanową zazdrość i zawiść, wszelką osobistą czy zbiorową pychę, samolubstwo i chciwość tuczącą się kosztem dobra publicznego. Niech rodzice i nauczyciele w bojaźni Bożej wychowują młodzież, zaprawiając ją do posłuszeństwa i pracy, a chroniąc od zepsucia. Niech ogarnia wszystkich duch poświęcenia się i ofiarności względem Kościoła i Ojczyzny, duch wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Jak jeden Bóg, tak jedna wiara, nadzieja i miłość niech krzepi nasze serca! Amen.

    bz/fronda.pl/tysol.pl

    Modlitwa o rozpoznanie życiowego powołania za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli

    Modlitwa o rozpoznanie życiowego powołania za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli,  Prezbitera i Męczennika, Patrona Polski

    Święty Andrzeju Bobolo!

    Twoim powołaniem było
    służyć Bogu w Towarzystwie Jezusowym
    i pomagać bliźnim
    w posłudze duszpasterza.

    Odkrywałeś drogę dzięki modlitwie,
    w której wspomagał Cię Duch Święty,
    dając wzrost i wytrwanie
    przez całe Twoje życie.

    Prosimy Cię jako naszego Patrona,
    byś orędował za nami i pomagał
    w odkryciu życiowego powołania.

    Wspieraj naszą modlitwę,
    prowadzącą do rozpoznania dobra,
    jakie przeznaczył nam Ojciec.

    Obyśmy z Twoją pomocą znaleźli Jego wolę
    przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana
    w jedności Ducha Świętego
    na wieki wieków.

    Amen.

    ************************************************************************

    Litania do św. Jana Pawła II

    powiew Ducha Świętego/Wrocław/życie zakonne.pl

    Jan Paweł II był zawsze blisko człowieka, codziennie przez wiele godzin modlił się w nadsyłanych mu intencjach. Dzisiaj to my możemy modlić się za jego wstawiennictwem, powierzając Bogu problemy swoje i naszych bliskich oraz intencje, które przekazuje nam papież Franciszek. Zachęcamy także do codziennej modlitwy o pokój na świecie.

    —————————-

    Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson
    Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas
    Ojcze z nieba, Boże – zmiłuj się nad nami
    Synu Odkupicielu świata, Boże – zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże – zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo – módl się za nami
    Święty Janie Pawle – módl się za nami
    Zanurzony w Ojcu, bogatym w miłosierdzie,
    Zjednoczony z Chrystusem, Odkupicielem człowieka,
    Napełniony Duchem Świętym, Panem i Ożywicielem
    Całkowicie oddany Maryi i przyodziany Jej szkaplerzem,
    Przyjacielu Świętych i Błogosławionych,
    Następco Piotra i Sługo sług Bożych,
    Stróżu Kościoła nauczający prawd wiary,
    Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań,
    Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej,
    Gorliwy Miłośniku Eucharystii,
    Niestrudzony Pielgrzymie tej ziemi,
    Misjonarzu wszystkich narodów,
    Świadku wiary, nadziei i miłości,
    Wytrwały Uczestniku cierpień Chrystusowych,
    Apostole pojednania i pokoju,
    Promotorze cywilizacji miłości,
    Głosicielu Nowej Ewangelizacji,
    Mistrzu wzywający do wypłynięcia na głębię,
    Nauczycielu ukazujący świętość jako mia-rę życia,
    Papieżu Bożego Miłosierdzia,
    Kapłanie gromadzący Kościół na składanie ofiary,
    Pasterzu prowadzący owczarnię do nieba,
    Bracie i Mistrzu kapłanów,
    Ojcze osób konsekrowanych,
    Patronie rodzin chrześcijańskich,
    Umocnienie małżonków,
    Obrońco nienarodzonych,
    Opiekunie dzieci, sierot i opuszczonych,
    Przyjacielu i Wychowawco młodzieży,
    Dobry Samarytaninie dla cierpiących,
    Wsparcie dla ludzi starszych i samotnych,
    Głosicielu prawdy o godności człowieka,
    Mężu modlitwy zanurzony w Bogu,
    Miłośniku liturgii sprawujący Ofiarę na ołtarzach świata,
    Uosobienie pracowitości,
    Zakochany w krzyżu Chrystusa,
    Przykładnie realizujący powołanie,
    Wytrwały w cierpieniu,
    Wzorze życia i umierania dla Pana,
    Upominający grzeszników,
    Wskazujący drogę błądzącym,
    Przebaczający krzywdzicielom,
    Szanujący przeciwników i prześladowców,
    Rzeczniku i obrońco prześladowanych,
    Wspierający bezrobotnych,
    Zatroskany o bezdomnych,
    Odwiedzający więźniów,
    Umacniający słabych,
    Uczący wszystkich solidarności,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami

    K: Módl się za nami święty Janie Pawle.
    W: Abyśmy życiem i słowem głosili światu Chrystusa, Odkupiciela człowieka.

    Módlmy się: Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie za dar apostolskiego życia i posłannictwa świętego Jana Pawła II i za jego wstawiennictwem pomóż nam wzrastać w miłości do Ciebie i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    (Imprimatur: kard. Stanisław Dziwisz, Nr 985)


    List Benedykta XVI :

    Jan Paweł II wskazywał przede wszystkim na Boże Miłosierdzie

    Na stulecie urodzin

    Świętego Papieża Jana Pawła II

    18 maja 2020 r.

    18 maja upłynie 100 lat od urodzin papieża Jana Pawła II w małym polskim mieście Wadowice.

    Polska, którą trzy sąsiednie mocarstwa – Prusy, Rosja i Austria – podzieliły między siebie i okupowały przez ponad sto lat, po pierwszej wojnie światowej odzyskała niepodległość. Było to wydarzenie budzące wielkie nadzieje, ale domagające się także wielkich wysiłków, ponieważ organizujące się na nowo państwo ciągle odczuwało nacisk obydwu mocarstw – Niemiec i Rosji.

    W tej sytuacji opresji, ale przede wszystkim nadziei, wzrastał młody Karol Wojtyła, który niestety bardzo wcześnie stracił swą matkę, brata, a na koniec także ojca, któremu zawdzięczał swoją głęboką i gorącą pobożność. Młodego Karola pociągały szczególnie literatura i teatr, dlatego po uzyskaniu matury zaczął najpierw studiować te dwa przedmioty.

    „Aby uchronić się przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec, jesienią roku 1940 zaczął pracę jako robotnik fizyczny w kamieniołomie, związanym z fabryką chemiczną Solvay” (por. Jan Paweł II, Dar i tajemnica, s. 12). „Jesienią roku 1942 podjął ostateczną decyzję wstąpienia do krakowskiego Seminarium Duchownego, które arcybiskup Krakowa Sapieha potajemnie zorganizował w swej rezydencji. Już jako fabryczny pracownik rozpoczął z pomocą starych książek studiowanie teologii, tak że 1 listopada 1946 mógł otrzymać święcenia kapłańskie” (por. tamże, s. 15).

    Teologii uczył się jednak nie tylko z książek, ale także poprzez doświadczenie konkretnej ciężkiej sytuacji, w której znajdował się on sam i jego kraj. Jest to poniekąd charakterystyczne dla całego jego życia i działalności. Studiuje książki, ale zawarte w nich pytania stają się treścią, którą przeżywa i której dogłębnie doświadcza. Tak też dla niego jako młodego biskupa – od 1958 roku biskupa pomocniczego, a od 1964 roku arcybiskupa Krakowa – Sobór Watykański II stanowi szkołę całego jego życia i pracy. Pojawiające się doniosłe pytania, przede wszystkim wiążące się z tak zwanym Schematem XIII – późniejszą Konstytucją Gaudium et spes – były jego osobistymi pytaniami. Wypracowane na soborze odpowiedzi wskazały mu drogę jego pracy jako biskupa, a później jako papieża.

    Gdy kardynał Wojtyła 16 października 1978 roku został obrany Następcą Świętego Piotra, Kościół znajdował się w sytuacji dramatycznej. Obrady soborowe przedstawiano na forum publicznym jako spieranie się o samą wiarę, która w ten sposób wydawała się pozbawiona swego charakteru nieomylnej i nienaruszalnej pewności. Tak na przykład pewien bawarski proboszcz sytuację tę scharakteryzował w następujących słowach: „Na koniec wpadliśmy w błędną wiarę”. To poczucie, że nic już nie jest pewne, że wszystko można kwestionować, podsycał jeszcze sposób przeprowadzania reformy liturgii. Na koniec wydawało się, że także w liturgii można wszystko tworzyć samemu. Paweł VI energicznie i zdecydowanie doprowadził do końca sobór, jednak po jego zakończeniu stawał przed coraz trudniejszymi problemami, które na koniec postawiły pod znakiem zapytania sam Kościół. Socjologowie porównywali w tamtym czasie sytuację Kościoła z sytuacją Związku Sowieckiego pod rządami Gorbaczowa, w którym w procesie poszukiwania niezbędnych reform rozpadł się na koniec cały potężny wizerunek państwa sowieckiego.

    Tak więc na nowego papieża czekało w istocie zadanie po ludzku niemal niewykonalne. Już na pierwszy rzut oka okazało się jednak, że Jan Paweł II budził nowe zachwycenie się Chrystusem i Jego Kościołem. Najpierw jego słowa na rozpoczęcie pontyfikatu, zawołanie: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” Ten ton charakteryzował zresztą cały jego pontyfikat i uczynił go wyzwalającym odnowicielem Kościoła. Stało się tak dlatego, że nowy papież pochodził z kraju, w którym recepcja soboru była pozytywna. Decydujące było nie powątpiewanie we wszystko, lecz radosna odnowa wszystkiego.

    W 104 wielkich podróżach duszpasterskich papież przemierzył cały świat i wszędzie głosił Ewangelię jako radosną nowinę, wyjaśniając w ten sposób także swój obowiązek opowiadania się za dobrem, za Chrystusem.

    W 14 encyklikach na nowy sposób ukazywał wiarę Kościoła i jego ludzkie nauczanie. Nieuniknione więc było to, że wywołał sprzeciw w Kościołach Zachodu, które były przepełnione wątpliwościami.

    Dzisiaj istotne wydaje mi się wskazywanie na właściwe centrum, z perspektywy którego należy odczytywać przesłanie zawarte w jego różnych tekstach. Centrum to sugestywnie odsłoniła nam wszystkim godzina jego śmierci. Papież Jan Paweł II zmarł w pierwszych godzinach ustanowionego przez niego święta Miłosierdzia Bożego. Pozwólcie mi najpierw dołączyć tutaj małą osobistą uwagę, która ukazuje nam coś ważnego dla zrozumienia istoty i postępowania tego papieża. Jan Paweł II był od początku pod dużym wrażeniem orędzia krakowskiej zakonnicy Faustyny Kowalskiej, która przedstawiała miłosierdzie Boże jako istotne centrum całej chrześcijańskiej wiary i pragnęła ustanowienia jego święta. Po konsultacjach papież przewidział na nie Białą Niedzielę.

    W sprawie stosowności tej daty, przed podjęciem ostatecznej decyzji, poprosił jednak o opinię Kongregację Nauki Wiary. Daliśmy odpowiedź negatywną, ponieważ uważaliśmy, że takiej wielkiej, starej i pełnej treści daty jak Biała Niedziela nie należy obciążać nowymi ideami. Dla Ojca Świętego przyjęcie naszego „nie” z pewnością nie było łatwe. On jednak zrobił to z całą pokorą i przyjął również nasze drugie „nie”. Na koniec sformułował propozycję, która Białej Niedzieli pozostawia jej historyczne znaczenie, ale w jej pierwotną treść wprowadza miłosierdzie Boże. Często zdarzały się takie przypadki, w których wywierała na mnie wrażenie pokora wielkiego papieża, rezygnującego ze swych ulubionych idei, gdy nie było na nie zgody urzędowych organów, o którą zgodnie z klasycznym porządkiem należało je prosić.

    Gdy Jan Paweł II wydał ostatnie tchnienie na tym świecie, było akurat po pierwszych nieszporach święta Miłosierdzia Bożego. Rozjaśniło to godzinę jego śmierci: światło miłosierdzia Bożego rozbłysło nad jego konaniem jako krzepiące orędzie. W swojej ostatniej książce Pamięć i tożsamość, która ukazała się prawie w przeddzień jego śmierci, papież raz jeszcze po krótce przedstawił orędzie Bożego miłosierdzia. Wskazuje w niej, że siostra Faustyna zmarła jeszcze przed okropieństwem drugiej wojny światowej, ale przekazała już odpowiedź Pana na te potworności. „Zło nie odnosi ostatecznego zwycięstwa! Tajemnica paschalna potwierdza, że ostatecznie zwycięskie jest dobro; że życie odnosi zwycięstwo nad śmiercią; że nad nienawiścią tryumfuje miłość” (s. 62).

    Papieżowi przez całe życie chodziło o to, aby obiektywne centrum wiary chrześcijańskiej – naukę o zbawieniu – subiektywnie przyjąć za swoje i uzdalniać innych do jego przyjęcia. Dzięki zmartwychwstałemu Chrystusowi miłosierdzie Boże jest przeznaczone dla każdego. Mimo iż to centrum chrześcijańskiej egzystencji jest nam darowane tylko w wierze, ma ono jednocześnie znaczenie filozoficzne, bo skoro miłosierdzie Boże nie jest faktem, to musimy radzić sobie z takim światem, w którym ostateczna przeciwwaga dobra wobec zła nie jest rozpoznawalna.

    Ostatecznie poza tym obiektywnym historycznym znaczeniem każdy musi wiedzieć, że miłosierdzie Boże okaże się na koniec silniejsze od naszej słabości. W tym miejscu należy odnajdywać wewnętrzną jedność orędzia Jana Pawła II i zasadnicze intencje papieża Franciszka: wbrew spotykanej niekiedy opinii Jan Paweł II nie jest moralnym rygorystą. Ukazując istotne znaczenie Bożego miłosierdzia, daje on nam możność przyjęcia stawianych ludziom moralnych wymogów, mimo iż człowiek nigdy nie zdoła im w pełni sprostać. Nasze moralne wysiłki podejmujemy w świetle Bożego miłosierdzia, które dla naszej słabości okazuje się uzdrawiającą mocą.

    Gdy papież Jan Paweł II umierał, Plac św. Piotra był pełen ludzi, przede wszystkim młodych, którzy chcieli po raz ostatni spotkać się ze swym papieżem. Nigdy nie zapomnę chwili, w której arcybiskup Sandri podał wiadomość o odejściu papieża. Nie zapomnę przede wszystkim chwili, w której wielki dzwon św. Piotra ogłosił tę wiadomość. W dniu pogrzebu Ojca Świętego można było zobaczyć mnóstwo plakatów z napisem „Santo subito”. Było to wołanie, które płynęło ze spotkania z Janem Pawłem II ze wszystkich stron. I nie tylko na Placu św. Piotra, ale w różnych kręgach intelektualistów dyskutowano nad nadaniem Janowi Pawłowi II tytułu „Wielki”.

    Słowo „święty” wskazuje na sferę Bożą, a słowo „wielki” na wymiar ludzki. Zgodnie z zasadami Kościoła świętość ocenia się na podstawie dwóch kryteriów: heroiczności cnót i cudu. Obydwa te kryteria są ściśle ze sobą związane. Bowiem pojęcie „cnoty heroicznej” oznacza nie jakiś sukces olimpijski, ale fakt, że w danym człowieku i przez niego widoczne jest to, co nie ma źródła w nim samym, lecz jest tym, co działanie Boga ukazuje w nim i przez niego. Chodzi tu nie o moralne współzawodnictwo, lecz o rezygnację z własnej wielkości. Chodzi o to, że człowiek pozwala Bogu działać w sobie i w ten sposób uwidaczniać przez siebie działanie i moc Boga.

    To samo odnosi się do kryterium cudu. Również tutaj nie chodzi o to, że dzieje się coś sensacyjnego, lecz o to, że uzdrawiająca dobroć Boga staje się widoczna w sposób przekraczający ludzkie możliwości. Święty jest człowiekiem otwartym, którego przenika Bóg. Święty to ktoś otwarty na Boga, to człowiek przeniknięty Bogiem. Świętym jest ten, kto nie koncentruje uwagi na sobie, ale sprawia, że widzimy i rozpoznajemy Boga. Celem procesów beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego jest właśnie zbadanie tego zgodnie z normami prawa. W odniesieniu do Jana Pawła II obydwa te procesy zostały przeprowadzone ściśle według obowiązujących reguł. Stoi on więc teraz przed nami jako ojciec ukazujący nam miłosierdzie i dobroć Boga.

    Trudniejsze jest poprawne zdefiniowanie pojęcia „wielki”. W ciągu prawie dwutysiącletniej historii papiestwa tytuł „Wielki” przyjął się tylko w odniesieniu do dwóch papieży: do Leona I (440 – 461) i do Grzegorza I (590 – 604). Słowo „wielki” ma u obydwu wydźwięk polityczny, ale w tym sensie, że dzięki sukcesom politycznym ukazuje się coś z tajemnicy samego Boga. Leon Wielki w rozmowie z wodzem Hunów Attylą przekonał go do oszczędzenia Rzymu, miasta apostołów Piotra i Pawła. Bez broni, bez władzy wojskowej czy politycznej, mocą swego przekonania do wiary zdołał straszliwego tyrana namówić do oszczędzenia Rzymu. W walce ducha z władzą, duch okazał się silniejszy.

    Grzegorz I nie odniósł żadnego podobnie spektakularnego sukcesu, ale mimo to potrafił kilka razy ocalić Rzym przed Longobardami – również on, przeciwstawiając władzy ducha, odnosił zwycięstwo ducha.

    Gdy zestawiamy historię tych dwóch papieży z historią Jana Pawła II, podobieństwo jest niezaprzeczalne. Także Jan Paweł II nie dysponował żadną siłą militarną ani władzą polityczną. W lutym 1945 roku, przy naradzaniu się nad przyszłym kształtem Europy i Niemiec, ktoś zwrócił uwagę, że trzeba też uwzględnić opinię papieża. Stalin zapytał wtedy: „Ile dywizji ma papież?” Oczywiście nie miał żadnej. Ale moc wiary okazała się siłą, która na koniec w roku 1989 wytrąciła z równowagi sowiecki system siły i umożliwiła nowy początek. Nie ulega wątpliwości, że wiara papieża stanowiła istotny element w przełamaniu sił. I z pewnością także tutaj widoczna jest owa wielkość, która ujawniła się w przypadku Leona I i Grzegorza I.

    Pytanie, czy w tym przypadku przydomek „wielki” przyjmie się czy nie, pozostawmy otwarte. Prawdą jest, że w Janie Pawle II uwidoczniły się nam wszystkim moc i dobroć Boga. W czasie, kiedy Kościół na nowo cierpi z powodu naporu zła, jest on dla nas oznaką nadziei i otuchy.

    Drogi Święty Janie Pawle II, módl się za nami!

    Benedykt XVI

    KEP / 15 maja 2020

    ————————————-

    Bóg jest miłosierdziem – Jan Paweł II o Psalmie Miserere

    Psalm Miserere jest chyba jedną z najwspanialszych modlitw, jakie Kościół odziedziczył po Starym Testamencie. Okoliczności jego powstania są znane. Zrodził się jako wołanie grzesznika, króla Dawida, który przywłaszczył sobie małżonkę żołnierza Uriasza i popełnił z nią cudzołóstwo, a następnie, dla zatarcia śladów swojego przestępstwa, postarał się o to, żeby prawowity mąż owej kobiety poległ na placu boju. Przejmujące jest to miejsce w Drugiej Księdze Samuela, kiedy prorok Natan podnosi na Dawida oskarżający palec, wskazując na niego jako winnego wielkiego przestępstwa przed Bogiem: „Ty jesteś tym człowiekiem” (2 Sm 12, 7). Wówczas król doznaje jak gdyby oświecenia, z którego wypływa głębokie wzruszenie, znajdujące upust w słowach Miserere. Jest to psalm, który chyba częściej od innych bywa stosowany w liturgii: (…)

    Bądź mi litościw, Boże nieskończony,
    według wielkiego miłosierdzia Twego!
    Według litości Twej nie policzonej
    chciej zmazać mnóstwo przewinienia mego.

    Obmyj mię z złości, obmyj tej godziny,
    oczyść mię z brudu, w którym mię grzech trzyma;
    bo ja poznaję wielkość mojej winy,
    i grzech mój zawsze przed mymi oczyma.

    Odpuść przed Tobą grzech mój popełniony,
    boś przyrzekł, że ta kary ujdzie głowa,
    którą-ć przyniesie grzesznik uniżony,
    by nie mówiono, że nie trzymasz słowa.

    Wspomnij, żem w grzechu od matki poczęty,
    stąd mi zła skłonność; chociaż z drugiej strony,
    że lubisz prawdę Twej mądrości świętej,
    i Twych tajemnic jestem nauczony (…)

    (Ps 51 (50), 3-17, tłum. Franciszek Karpiński)

    Te słowa właściwie nie wymagają żadnego komentarza. One mówią same za siebie. One same objawiają prawdę o kruchości moralnej człowieka. Oskarża on siebie przed Bogiem, bo wie, że grzech jest przeciwny świętości jego Stwórcy. Równocześnie też człowiek-grzesznik wie o tym, że Bóg jest miłosierdziem i że to miłosierdzie jest nieskończone: Bóg wciąż na nowo gotów jest przebaczać i usprawiedliwiać grzesznego człowieka.

    Jan Paweł II

    Pamięć i tożsamość

    ************************************************************************

    Niezwykła zbieżność losów Jana Pawła II i małżeństwa Jérôme & Birthe Lejeune

    GOŚĆ NIEDZIELNY 13.05.2020. Doromiła Salikdodane

    Niezwykła zbieżność losów Jana Pawła II i małżeństwa Lejeune
    Arcybiskup Paryża Michel Aupetit przewodniczył Mszy św. pogrzebowej za duszę śp. Birthe Lejeune, transmitowanej przez telewizję KTO 12.05.2020 r.

    Światowej sławy uczony Jérôme Lejeune, który jako pierwszy opisał od strony genetycznej zespół Downa i jego żona Birthe byli ostatnimi gośćmi Jana Pawła II przed zamachem na niego 13 maja 1981 r. A we wczorajszą wigilię tego wydarzenia w paryskim kościele Saint Germain l’Auxerrois odprawiono pogrzebową Mszy za duszę Birthe, która zmarła 6 maja w wieku 92 lat.

    Światowej sławy genetyk Jérôme Lejeune, który jako pierwszy opisał od strony genetycznej zespół Downa i jego żona Birthe byli ostatnimi gośćmi Jana Pawła II przed zamachem na niego 13 maja 1981 r. A we wczorajszą wigilię tego wydarzenia w paryskim kościele Saint Germain l’Auxerrois odprawiono  pogrzebową Mszy za duszę Birthe, która zmarła 6 maja w wieku 92 lat.

    Birthe i Jérôme byli zaprzyjaźnieni z papieżem. W dniu zamachu zaproszeni zostali przez niego na obiad jako ostatni goście przed planowaną audiencją generalną. Po kilku godzinach, kiedy państwo Lejeune byli w drodze na lotnisko, doszło do zamachu. Dla Jérôme’a to wydarzenie było takim szokiem, że w nocy Birthe musiała odwieźć go do szpitala. Wspominała później, że „w jakiś przedziwny sposób cierpiał w jedności z Ojcem Świętym przez cały ten czas, gdy on był hospitalizowany”.

    Jan Paweł II ogromnie cenił francuskiego genetyka. Znali się już wcześniej, od 1975 roku. Jako papież zapraszał go wraz z Birthe do siebie, lubił z nim dyskutować, powierzał mu odpowiedzialne zadania, m.in. przewodnictwo Papieskiej Akademii Życia. Szczególnym momentem była apostolska wizyta Jana Pawła II we Francji w 1997 roku, gdy papież poza protokołem, nie bez trudności, nawiedził grób przyjaciela na małym cmentarzu w podparyskim Chalô-Saint-Mars.

    Jérôme Lejeune zmarł 3 kwietnia 1994 r. Jego pogrzeb odbył się 6 kwietnia w katedrze Notre-Dame w obecności ok. 2000 osób. Tydzień później, w zastępstwie swego męża, Birthe udała się do Warszawy, by nie zawieść polskich przyjaciół. Wystąpiła tam z wykładem podczas konferencji na Kongresie Rodziny. Tuż przed wystąpieniem dowiedziała się, że urodziła się jej wnuczka, której nadano imię Faustyna.

    We wczorajszym  pogrzebie Birthe uczestniczyłam z mężem za pośrednictwem YouTube’a, poprzez katolicką telewizję KTO. Z powodu pandemii koronawirusa była to uroczystość kameralna. Małżonkowie Lejeune doczekali się 5 dzieci, 28 wnuków i 11 prawnuków (dane z 2013 r.). Na pogrzebie niektóre z dzieci i wnuków dziękowały Mamie i Babci za przykład miłości i wiary aż do końca. Podkreślano jej otwartość, żywotność, zainteresowanie każdym bliźnim i jego problemami oraz jej prośbę – testament, by przede wszystkim rodzina nigdy się nie kłóciła.

    Birthe odchodziła w domu, otoczona dziećmi i wnukami. Najbardziej bolało ją to, że nie mogła mówić – bo tyle chciałaby jeszcze przekazać…

    Została pochowana razem ze swoim mężem na cmentarzu w Chalô-Saint-Mars.

    W kontekście związków Jérôme’a i Birthe z Polską nie dziwi pięknie zaśpiewana na jej pogrzebie po polsku piosenka „Czarna Madonno”. Na mnie i moim mężu uczestniczącym w tej Eucharystii była to bardzo wzruszająca chwila. Podano też informację, że w kilku miastach świata, m.in. w Warszawie, odprawiano o tej samej porze, o godz. 15.00, Eucharystię w intencji zmarłej Birthe.

    ——————————————————————————————————————–
    By lepiej poznać sylwetki Birthe i Jérôme Lejeune’ów, warto przeczytać następujące teksty:

    Zmarła Birthe Lejeune – wdowa po doktorze Jérôme Lejeune, odkrywcy przyczyny zespołu Downa

    Gość Niedzielny/Kai

    6 maja zmarła Madame Birthe Lejeune, wdowa po słudze Bożym dr. Jérôme Lejeune. Wraz z mężem broniła wartości ludzkiego życia od poczęcia, ze szczególnym uwzględnieniem osób z zespołem Downa, którego przyczynę odkrył francuski genetyk.

    Birthe Bringsted urodziła się w Danii. Po zakończeniu II wojny światowej przyjechała do Paryża, aby uczyć się francuskiego. Z Jérôme’em Lejeune’em pobrali się w 1952 roku; mieli pięcioro dzieci i 28 wnucząt. Birthe pochodziła z protestanckiej rodziny. Dzięki Jérôme’owi przeszła na katolicyzm. – Jego wiara mi imponowała, była czymś naturalnym – wspominała w jednym z wywiadów.

    Jérôme Lejeune latem 1958 r. dokonał swojego najważniejszego odkrycia – u osób z zespołem Downa przy 21. parze chromosomów odkrył jeden dodatkowy. Brithe pracowała z osobami niepełnosprawnymi, ale po odkryciu męża zdecydowała się zostać w domu z dziećmi, bo Jérôme zaczął jeździć z wykładami do USA czy Chin i długie dni nie było go z rodziną.

    Papież Paweł VI w 1974 roku powołał Jérôme’a Lejeune’a do Papieskiej Akademii Nauk. Dwadzieścia lat później Jan Paweł II powierzył mu Papieską Akademię Życia. Po śmierci męża, Birthe Lejeune stała się jej honorowym członkiem.

    Jérôme Lejeune zmarł 3 kwietnia 1994 r. (od 2007 roku toczy się jego proces beatyfikacyjny). Birthe założyła fundację i instytut imienia męża, które kontynuują dzieło profesora. Fundacja prowadzi klinikę, w której leczone są dzieci cierpiące z powodu różnych chorób genetycznych. Uczeni związani ze szpitalem kontynuują badania, mające polepszyć ich warunki życia.

    Birthe była wiceprezesem Fundacji Jérôme’a Lejeune’a i właściwie do końca życia czynnie angażowała się w jej działania. Znana była z tego, że do darczyńców wysyłała dziesiątki tysięcy własnoręcznie pisanych podziękowań.

    W znacznej mierze to dzięki jej wysiłkom fundacja co roku finansuje około 10 tys. projektów badawczych dotyczących niedoborów intelektualnych pochodzenia genetycznego i rozwija konsultacje medyczne obejmujące ponad 10 tys. pacjentów. Niejednokrotnie na różnych forach w Europie, a także w ramach ONZ występowała w obronie życia i godności najsłabszych osób. Pragnęła rozszerzyć działalność fundacji na cały świat. Jesienią ma zostać otwarte centrum medyczne w Stanach Zjednoczonych, o które bardzo zabiegała.

    Znak sprzeciwu

    Znak sprzeciwu

    Mój mąż przyjaźnił się z Janem Pawłem II. Często uczestniczyliśmy we Mszy św. w kaplicy prywatnej papieża – wspomina Birthe Lejeune

    GOŚĆ NIEDZIELNY/ foto: H. Przondziono

    Z Birthe Lejeune, wdową po słudze Bożym prof. Jérôme Lejeune rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek

    Joanna Bątkiewicz-Brożek: Dwadzieścia lat temu, dzień po śmierci Pani męża, dziennik „Le Monde” opublikował apel podpisany przez trzy tysiące lekarzy. Poparli naukową tezę Jérôme’a Lejeune’a, że embrion ludzki od poczęcia jest człowiekiem i nie wolno go zabijać, wykluczone są manipulacje genetyczne na nim.

    Birthe Lejeune: Ten apel był pierwszym publicznym głosem poparcia środowiska medycznego dla męża. Znakiem, że jego walka o szacunek dla życia się nie zakończyła. Ale to nie wszystko. Bo nie zdążyliśmy pochować Jérôme’a, jak zadzwonił telefon z Warszawy. Usłyszałam przygnębiony głos jednego z biskupów: „To katastrofa! Profesor Lejeune miał wygłosić wykład 13 kwietnia na uniwersytecie. Setki osób na to czeka. Mamy nagranie na wideo konferencji pani męża. Proszę więc przyjechać do Polski”. Odparłam, że nie dam rady, za wcześnie. Moje dzieci jednak nalegały. W Warszawie przyjęto mnie cudownie. Po odsłuchaniu konferencji zadzwoniła do mnie córka z wieścią, że urodziła się moja wnuczka – Faustyna, na cześć waszej świętej. Ogłosiłam to na sali. Rozległy się oklaski. Nie mogłam płakać. Nie byłam sama.

    Obrona życia była pasją Pani męża.

    To było coś naturalnego. Kiedy Francja i naukowcy z różnych stron świata szydzili z odkryć Jérôme’a, pasja i miłość do życia przerodziły się u niego w walkę. Był atakowany w sposób okrutny. Blokowano mu naukowe publikacje i wystąpienia, zabraniano pisać nawet w katolickich pismach! Tylko dzięki pomocy Watykanu udało mu się jeździć z wykładami po świecie.

    Dobrze zrozumiałam, że nawet katolicy we Francji byli mu przeciwni?

    Wszyscy uważali, że jest faszystą. To brzmi niedorzecznie. Widzi pani, Jérôme ogłaszając, że przyczyną choroby zwanej syndromem Downa nie jest wcale, jak dotąd uważano, syfilis, a jedynie wada genetyczna, tzw. trisomia 21, wywołał burzę. W latach 50. ub. wieku dzieci z syndromem Downa – mówiono o nich „dzieci mongolskie” – były uważane za gorszą kategorię ludzi.

    A profesor Lejeune domagał się szacunku i miłości dla nich. Entuzjastą jego odkrycia byli Paweł VI i kard. Wojtyła, ale i amerykański prezydent.

    Za odkrycie trisomii 21 John F. Kennedy w 1962 r. przyznał mężowi pierwszą nagrodę swojego imienia.

    Jak właściwie doszło do odkrycia przyczyn syndromu Downa?

    Jérôme jako student zaglądał do pracowni prof. Turpina. Pasjonowały go choroby umysłowe. Sen z powiek spędzała mu ta „dziwna choroba, która tak wykrzywia twarze”. Badał takich pacjentów, obserwował. Przeczuwał, że przyczyna tej choroby jest gdzieś głęboko ukryta. Nauczył się języka angielskiego, by móc sięgać do anglojęzycznej literatury na ten temat. Całymi dniami ślęczał przy starym mikroskopie. Wreszcie badając tzw. kariotyp, czyli genetyczny dowód tożsamości, doszedł do tego, że osoby dotknięte mongolizmem mają, zamiast dwóch, trzy chromosomy 21, stąd nazwa trisomia 21. Chromosomy te są zdrowe, ale źle odczytywane. Mąż tłumaczył, że to tak, jakby ktoś zapisał piękną muzykę na porysowanej płycie.

    Profesor szukał leku na syndrom Downa.

    Nie mógł znieść niemocy wobec takich pacjentów, ich cierpienia i przedwczesnej śmierci. Wiedział, że odkrycie leku na trisomię 21 da początek leczeniu innych chorób genetycznych. Powtarzał: „Pacjenci czekają! Nie mam czasu!”. Kiedyś jadąc samochodem, krzyknął: „Mam! Chyba mam!”. Myślał o tym bez przerwy. Szukał mechanizmów biochemicznych, które powodują zakłócenia w umyśle. Dzięki temu m.in. dotarł do przyczyn autyzmu i odkrył, że kwas foliowy podawany w ciąży ogranicza choroby mózgu dzieci. Śmiano się wtedy z niego, a dziś każda kobieta w ciąży zażywa kwas foliowy!

    Naukowcy z Fundacji im. Lejeune’a są blisko odkrycia leku na syndrom Downa.

    Odkryli cząsteczki, które hamują wytwarzanie szkodliwej substancji powodującej zespół Downa, oraz to, że gdy stykają się one z enzymem odpowiedzialnym za opóźnienie umysłowe u chorych z trisomią 21, niszczą go w reakcji chemicznej. Trwają badania kliniczne.

    Odkrycie trisomii 21 przez Pani męża niestety otwarło jednak furtkę do  nadużyć.

    W tym samym czasie kolega męża, prof. Liley z Nowej Zelandii, opracował technikę diagnostyki prenatalnej. Jérôme cieszył się, bo dzięki temu można było zdiagnozować syndrom Downa już w ciąży. To niosło nadzieję, bo mąż był przekonany, że trisomię 21 można leczyć już w łonie matki. Tymczasem świat zaczął wykorzystywać oba odkrycia do eliminacji dzieci.

    W 1972 r. w życie weszła ustawa proaborcyjna, tzw. prawo Peyreta.

    Do tej pory próba zabicia dziecka nienarodzonego była karana więzieniem. Ponieważ na chorych z syndromem Downa ciążyło wtedy piętno odrzucenia, minister Peyret zaproponował: „Eliminujmy ich, skoro możemy zdiagnozować ich chorobę w ciąży”. Burzliwa debata toczyła się w mediach. Pamiętam, jak kiedyś Jérôme wrócił do domu przerażony. Przyszli do niego rodzice z chłopczykiem z syndromem Downa. Matka dziecka płakała, bo syn obejrzał poprzedniego wieczora debatę telewizyjną o aborcji. Dziecko rzuciło się w ramiona mojego męża i mocno go ściskało, krzycząc: „Obiecaj, że będziesz nas bronił! Chcą nas zabić!”.

    I profesor obiecał.

    To był przełomowy dla niego moment. Ponosił za to konsekwencje zawodowe, zabierano mu np. dotacje na badania. Do dziś odbija się to na naszych dzieciach. Kiedy przykładowo córka Clara została doradcą w ministerstwie sprawiedliwości, rozpętała się kampania o zwolnienie jej.

    Macie Państwo piątkę dzieci i 28 wnucząt. Pani jednak zrezygnowała z pracy zawodowej. Jakie było życie u boku odkrywcy?

    Wspaniałe! Pobraliśmy się w 1952 roku. Pochodzę z protestanckiego duńskiego domu. Dzięki Jérôme przeszłam na katolicyzm. Jego wiara mi imponowała, była czymś naturalnym. Kochał i szanował każdego człowieka. Był bardzo skromny. Nic sobie nie kupował. Dawałam mu co tydzień banknot stufrankowy na kawę, bo często spotykał się z różnymi osobami. Więcej nie chciał. Nosił przez lata ten sam garnitur. Dzieci wypominały mu, że jest niemodny. A on odpowiadał: „Czekajcie, za kilkadziesiąt lat taki garnitur będzie na topie”. Jeździliśmy starym samochodem, ponieważ Jérôme nie pozwalał kupić nowego, bo ludzie nie mają na chleb, trzeba im dać.

    Sporo czasu spędzał przy mikroskopie, jeździł po świecie.

    Nawet jeśli pracował, zawsze znajdował czas dla dzieci. A one przychodziły do niego ze wszystkim. I zawsze odkładał pracę, by je wysłuchać. Każdego wieczora klękaliśmy do modlitwy. Siadaliśmy przy stole całą rodziną trzy razy dziennie. Bo na obiad przyjeżdżał do domu. To był czas rozmów. Nasz dom był też często pełen gości. Ja pracowałam na początku z osobami niepełnosprawnymi, potem zdecydowałam się być w domu. Tym bardziej że Jérôme zaczął jeździć z wykładami do USA, Chin. Dzieci tęskniły za nim. W kuchni na lodówce wieszaliśmy kalendarz. Skreślaliśmy kolejne dni. Kiedy Jérôme wracał, cała piątka czekała w oknach. Mąż zwykle ciągnął ze sobą bagaż prezentów – na to nie żałował.

    Toczy się proces beatyfikacyjny Pani męża. Jak się Pani z tym czuje?

    Wydaje mi się to niemal abstrakcją. Nie znamy ani świadków, ani przebiegu procesu, który ruszył w 2007 r. z inicjatywy jednego z kardynałów z Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Metropolita Paryża podpisał dekret. Dzięki temu wspomniana Fundacja „Przyjaciół doktora Lejeune’a” rozwinęła skrzydła, ruszyły kolejne badania medyczne.

    Pomysł, by powstała fundacja, powstał w Polsce, prawda?

    W czasie wspomnianego wykładu w Warszawie. Poczułam, że coś trzeba zrobić. Mój mąż musiał sam odkładać na badania. Zostawił milion franków na ten cel – chciał na emeryturze pracować. Potrzebowaliśmy dużo więcej. Kiedy zaapelowaliśmy do jego pacjentów, znalazły się kolejne pieniądze. Mieliśmy jednak trudności ze strony państwowych instytucji. Trudności ideologiczne. Ale wstawił się za nami jeden z lewicowych polityków. Tak! Jak się okazało, mój mąż leczył jego syna. Dziś fundacja ma swoją siedzibę i w Paryżu, i w Nowym Jorku.

    Nie myśleliście o Polsce?

    Owszem. Polska jest nam bliska. Mój mąż przyjaźnił się z Janem Pawłem II. Za każdym razem, kiedy byliśmy w Rzymie, uczestniczyliśmy we Mszy św. w kaplicy prywatnej papieża. Jérôme zapamiętał spotkanie z Janem Pawłem II w dniu zamachu na niego: 13 maja 1981 r. Długo rozmawiali o ochronie życia, o badaniach nad syndromem Downa. Rozstali się o godzinie 16. A godzinę później papież ranny jechał do kliniki Gemelli. Mąż bardzo to przeżył. Potem papież mianował go szefem Akademii Pro Vita. Niestety, 33 dni później mąż zmarł. Kiedy Jan Paweł II przyjechał do Paryża, już po śmierci Jérôme’a, zażyczył sobie, by odwiedzić jego grób. A to 50 km od Paryża. Papież nalegał: „Chcę tam pojechać!”. Dla nas, rodziny, to był nie tylko wzruszający moment, znak przyjaźni dwóch obrońców życia, ale przesłanie: dalej głoście ewangelię życia!

    ——————————————————————————————————————–

    Mąż dał mi szczęście

    Wiem, że żyłam u boku świętego męża. Myślę, że miał głębokie doświadczenie Boga – mówi Berthe Lejeune

    – Dzięki Jérôme’owi przeszłam na katolicyzm. Jego wiara mi imponowała – mówi Berthe Lejeune, żona Jérôme’a Lejeune’a.

    Mama trwała u boku taty jak wierny żołnierz. Dzięki jej determinacji i sile tata często znieważany i odpychany przez środowisko tylko dlatego, że bronił życia i był zagorzałym przeciwnikiem aborcji, kończył swoje wystąpienia słowami: „Nigdy nie zrezygnujemy!”. I to tata przekonywał mamę, że byłaby świetną dziennikarką, ale ona wybrała życie dla niego – opowiada w swojej książce Clara, jedna z córek francuskiego profesora.

    Jérôme Lejeune, odkrywca przyczyny syndromu Downa, pierwszy przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, powołany na to stanowisko przez Jana Pa- wła II, nieformalny patron obrońców życia, lekarz pediatra, genetyk, był też świetnym ojcem, dziadkiem i – jak przekonuje mnie jego żona – świętym mężem. – Mój mąż dał mi szczęście – mówi ze łzą w oku wdowa po słudze Bożym, którego proces beatyfikacyjny trwa od 2007 r.

    „Choć sprzeczki i trudne chwile wcale ich nie ominęły, moi rodzice zafundowali nam bajeczne dzieciństwo” – wspomina Clara. „Nie mam wątpliwości, że byli świętym małżeństwem”.

    Od pierwszego wejrzenia

    Rok 1952. 1 maja nad wieżą katolickiego kościoła w Odensie, rodzinnym mieście Christiana Andersena, świeci słońce. Jego światło odbija się w wielkich czarnych oczach Berthe. Dwudziestokilkuletnia Dunka, córka protestanta, ujmuje pod rękę niewiele starszego, 26-letniego Francuza, lekarza, katolika. Ona niska, skośne oczy, błyszczące granatem włosy, ma na sobie idealnie skrojony czarny kostium. Pochodzi z mało zamożnej rodziny i tylko w takim stroju w jej otoczeniu idzie się do ślubu. On, wysoki i szczupły, w błękitnym garniturze, niezmącony spokój w oczach, przyjechał tu mimo protestów swojej burżuazyjnej francuskiej rodziny. – Byliśmy zakochani w sobie po uszy – wspomina Berthe. – To była miłość od pierwszego wejrzenia.

    Spotkali się w paryskiej bibliotece Sainte-Geneviève. Jérome ślęczał nad podręcznikami medycznymi. Berthe uczyła się francuskiego. Chciała coś zapisać, ale nie mogła znaleźć pióra. Jérôme podał jej swoje. Wtedy skrzyżowały się ich spojrzenia. „Nie wiem, dlaczego kolana drżą, a gardło wysycha, kiedy człowiek jest zakochany, ale bez wątpienia mama i ja doświadczyliśmy miłości od pierwszego wejrzenia” – tłumaczył wielokrotnie swoim dzieciom prof. Lejeune.

    – Piórem, które mi Jérôme wtedy podał, napisał mi potem setki listów. Do dziś przechowuję to pióro jak relikwię w domu i jako świadka naszego pierwszego spotkania – śmieje się wdowa po profesorze.

    Berthe po ślubie i przeprowadzce do Francji szybko rezygnuje z pracy zawodowej. Chowa się jakby w cieniu naukowca. Przeczuwa, że żyje obok wielkiego człowieka. – Nie żałuję, bo życie u boku Jérôme’a było wspaniałe! – mówi. Lejeune’owie mają piątkę dzieci i dziś już 30 wnucząt.
     

    Obiecaj, że nas obronisz!

    „Co trzeba zrobić dla bliźniego? – Więcej!” To ulubione przez Lejeune’a słowa św. Wincentego à Paulo. Francuski lekarz kurczowo trzymał się tej zasady. Jego poszukiwania przyczyny tzw. mongolizmu, czyli syndromu Downa, nie były podyktowane głodem żądnego sukcesu naukowca. Lejeune nie mógł spać, widząc rozpacz rodziców dzieci z upośledzeniem. Cierpiał, kiedy na ulicach wytykano je palcami. W latach 60. ub. wieku upośledzenie umysłowe traktowano jak chorobę niemal zakaźną albo karę za grzechy rodziców. Lekarze proponowali aborcję, a kiedy rodzice zjawiali się w gabinecie z dzieckiem z syndromem Downa, pediatrzy wyrzucali ich za drzwi.

    – Jérome nie mógł tego znieść. Pamiętam, jak raz wrócił do domu przerażony. Był rok 1972, w życie wchodziło pierwsze we Francji prawo zezwalające na zabijanie chorych dzieci w łonie matki. Mąż już w progu powiedział mi: „Berthe, kochanie, to dziecko krzyczało: »Chcą nas zabijać! Broń nas!«”. Pytam, o co chodzi. Do Jérôme’a przyszli tamtego dnia rodzice z synem z syndromem Downa. Matka dziecka płakała, bo chłopak obejrzał debatę telewizyjną o aborcji. Dziecko rzuciło się w ramiona męża i mocno go ściskało, krzycząc: „Obiecaj, że będziesz nas bronił! Chcą nas zabić!”. I to był przełomowy dla Jérôme’a moment.

    Lejeune ślęczy nad mikroskopem. Szuka mechanizmów biochemicznych, które powodują zakłócenia w umyśle. Dociera do przyczyn autyzmu, odkrywa też, że kwas foliowy podawany w ciąży ogranicza choroby mózgu dzieci. Jeździ po świecie z odczytami i powtarza: „Społeczeństwo, które zabija swoje dzieci, utraciło duszę i nadzieję”. W środowisku coraz bardziej spychany jest na margines, mimo że za odkrycie trisomii 21 należy się Nagroda Nobla. Nikt nie cytuje jego prac naukowych. A Lejeune dowodzi naukowo, że embrion ludzki jest człowiekiem od chwili poczęcia.

    – Jérôme myślał tylko o dobru swoich małych pacjentów i o rodzinie – dodaje żona naukowca. – Bo nawet jeśli pracował, zawsze znajdował czas dla dzieci. A one przychodziły do niego ze wszystkim. „Tato, tato, popruł mi się strój indiański!”. Jérôme odrywał wzrok od książki i zabierał się za naprawę stroju. Wiedział, że to dla dzieci ważne.

    Potwierdza to córka profesora, Clara: „Nie usłyszałam od taty nigdy: nie mam czasu, idź do mamy. Podczas gdy większość myślała, że tak zajęty człowiek, odkrywca i naukowiec, pewnie zaniedbuje rodzinę, my czuliśmy się kochani” – wspomina w swojej książce.

    Berthe: – Każdego wieczora klękaliśmy do modlitwy. Jérôme tego pilnował. Tak jak i tego, by na obiad przyjeżdżać do domu. Jego koledzy umawiali się na służbowe lunche, a on wolał rodzinę. Nasze dzieci w szkole były jedynymi, które trzy posiłki dziennie zjadały z rodzicami przy stole! Rozmawialiśmy wtedy o wszystkim. Taka niby mała rzecz, ale wiem, że to było poświęcenie, że to odbijało się na jego zawodowych relacjach.

    Świadek

    Dom Lejeune’ów przez cały rok był pełen gości. Berthe: – Ciągle ktoś do nas wpadał. Szczególnie przyjaciele dzieci. Czasem nawet po 15 osób. Wyjmowałam, co miałam w zamrażarce. Ale oni nie przychodzili jeść, tylko słuchać mojego męża! Bo Jérôme zawsze schodził na czas, kiedy przygotowywałam posiłek. Potem dyskretnie wycofywaliśmy się, żeby młodzież pobyła w swoim towarzystwie, ale często nas zatrzymywali. Mówił im o nauce, o badaniach. I zawsze kończył: „Ale pamiętajcie, wszystko pochodzi od Boga!”.

    „Ojca można było słuchać godzinami. Moi przyjaciele zwierzali mi się, że cenią go za odwagę, ale i tęsknią za takim domem jak nasz. Za kochającymi się rodzicami. Ich rodzice rozstawali się, a moi trwali” – wspomina Clara.

    Kiedy z inicjatywy jednego z kardynałów z Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia rozpoczął się proces beatyfikacyjny Lejeune’a, Berthe wydawało się to abstrakcją. Żona genetyka przyznaje: – Ale to dzięki Jérôme’owi przeszłam na katolicyzm. Jego wiara mi imponowała, była czymś naturalnym. Kochał i szanował każdego człowieka. Kiedyś znalazłam w garniturze męża strugany różaniec. Okazało się, że sam rzeźbi różańce i daje je swoim małym pacjentom. Wiem, że żyłam u boku świętego męża. Myślę, że miał głębokie, niemal mistyczne doświadczenie Boga, choć się tym nie chwalił. Pamiętam dokładnie wieczór w dniu zamachu na Jana Pawła II. Byliśmy tego dnia u papieża na obiedzie. Papież pożegnał się z nami i poszedł na audiencję. Kiedy go postrzelono, mój mąż zwinął się z bólu. Wysiadaliśmy z samolotu na lotnisku Roissy w Paryżu. I stamtąd prosto pojechał karetką do szpitala… Jérôme cierpiał autentycznie przez kilka dni i modlił się. Miał atak kamicy nerkowej spowodowany szokiem. Był operowany w tym samym czasie co papież, i tego samego dnia obaj wyszli ze szpitala. Jérôme nie chciał, żeby mówić o tych zbieżnościach dat przy nim. Był w końcu umysłem ścisłym, a to już było pogranicze mistyki… Łączyła go przyjaźń ze świętym papieżem.

    Berthe zamyśla się: – To Bóg dawał mu siłę do walki o ludzkie życie. I, jak mówił św. Jan Paweł II, mój mąż był znakiem sprzeciwu w naszych czasach. I jeśli chodzi o obronę życia, i – mówię to z doświadczenia – świętości małżeństwa!

    GOŚĆ NIEDZIELNY – Joanna Bątkiewicz-Brożek

    ——————————————————————————————————————–

    Polecam także wywiad z Birthe Lejeune, który ukazał się w „Apostolstwie Chorych” (listopad 2014).

    Nie zdradził wiary

    Z Birthe Lejeune, wdową po Słudze Bożym prof. Jérôme Lejeunie, o jego związkach z Polską i Janem Pawłem II, życiu rodzinnym i ostatnich chwilach życia rozmawia Dobromiła Salik.

    Papież Jan Paweł II przyjaźnił się z prof. Lejeunem. Cenił nie tylko jego głębokie umiłowanie wartości moralnych, ale także widział w nim błyskotliwego naukowca i poszukiwacza prawdy. Na fotografii: Państwo Lejeune na audiencji prywatnej u Ojca Świętego.zdjęcie: Archiwum rodziny Lejeune

    DOBROMIŁA SALIK: – Na początek poproszę o krótkie przedstawienie rodziny.

    BIRTHE LEJEUNE: – Mieliśmy z mężem pięcioro dzieci – dwóch synów i trzy córki. Jeden syn i wszystkie córki mają rodziny i dzięki nim mam 28 wnuków. Anouk ma siedmioro dzieci, Klara i Karin po dziewięcioro, a Tomasz troje. Nasz starszy syn Damian jest diakonem stałym we wspólnocie św. Marcina. Dzięki niemu mamy w rodzinie radość z innej formy przekazywania życia. Jérôme mawiał często, że jesteśmy rozpieszczeni. Bardzo chętnie zajmował się dziećmi, a później wnukami.

    – Pani związki z Polską – św. Faustyna, św. Jan Paweł II… może ktoś jeszcze?

    – Mój mąż miał uczniów w wielu krajach, również w Polsce. Niektórzy z nich jeszcze żyją i wciąż okazują wierną pamięć. Na licznych kongresach na temat rodziny mąż spotykał prof. Wandę Półtawską, która podzielała jego poglądy. Ona i jej mąż stali się naszymi przyjaciółmi. Co do polskich wątków – było pewne wydarzenie, które nie pozwoliło mi wpaść w nieutuloną żałobę. Jérôme zmarł 3 kwietnia 1994 roku. Kilka dni później jeden z polskich biskupów zadzwonił do mnie, prosząc, bym przyjechała do Warszawy, gdzie mąż miał wystąpić 13 kwietnia na konferencji. „Będzie wiele osób. Znaleźliśmy wideo z wykładem Profesora. Bardzo proszę przyjechać i zaprezentować to wideo” – nalegał. Nie chciałam wyjeżdżać, ale dzieci przekonały mnie, że powinnam. Nigdy nie zapomnę tej daty, ponieważ w chwili, gdy weszłam na podium, przekazano mi wiadomość od mojej córki Klary, że właśnie urodziła dziewczynkę, która otrzymała imię Faustyna. Nie muszę chyba mówić, jaką owację wywołała ta informacja na sali.

    – W czasie redakcyjnej wizyty w Instytucie prof. Lejeune’a mogliśmy zobaczyć gabinet Pani męża, który teraz jest Pani gabinetem. Jaka jest Pani rola w Instytucie i Fundacji? Sądzę, że Pani obecność i aktywność wszystkich mobilizuje!

    – Po śmierci męża, gdy wróciłam z Polski, moje dzieci i przyjaciele oraz współpracownicy Jérôme, a także rodzice chorych postanowili – pod patronatem kilku watykańskich kardynałów i osobistości międzynarodowych – wspólnie kontynuować jego dzieło naukowe i przesłanie.

    Powołana wówczas Fundacja im. Jérôme Lejeune’a, mająca na celu badania nad niepełnosprawnościami intelektualnymi, została zatwierdzona jako organizacja pożytku publicznego. To poprzez Fundację kontynuowana jest walka Jérôme z tą bardzo dotkliwą chorobą, która „uniemożliwia choremu bycie samym sobą”. Przebyta droga, wspaniałe wsparcie tysięcy osób, bolesne oczekiwanie tylu rodzin i ataki ze strony tych, którzy woleliby widzieć Jérôme definitywnie umarłym i pogrzebanym, świadczą o sile, nowoczesności i prawdzie jego przesłania. Jestem wiceprzewodniczącą Fundacji i odpowiadam zwłaszcza za relacje pomiędzy Fundacją i darczyńcami.

    – Podobno pisze Pani setki, jeśli nie tysiące listów rocznie. Proszę opowiedzieć nieco o tej szczególnej epistolografii…

    – Od początku czułam, że bardzo istotne jest, by dawać do zrozumienia darczyńcom, że nie są anonimowi i że najważniejsze jest nasze wspólne zaangażowanie. Dlatego chcę być z nimi w stałym kontakcie.

    – Poproszę o jakieś wyjątkowo bliskie Pani sercu wspomnienie z życia Pani męża.

    – Na zawsze pozostanie w mojej pamięci obiad z Janem Pawłem II z 13 maja 1981 roku – dnia zamachu na jego życie. Opuściliśmy Ojca Świętego tuż przed jego odjazdem na Plac św. Piotra. My sami udaliśmy się na lotnisko, by wrócić do Francji. W taksówce wiozącej nas do domu, już w Paryżu, usłyszeliśmy z radia komunikat o zamachu. Mój mąż był tak poruszony i wstrząśnięty, że tego samego wieczoru trafił do szpitala, gdzie usunięto mu kamienie żółciowe. W jakiś przedziwny sposób cierpiał w jedności z Ojcem Świętym przez cały ten czas, gdy był on hospitalizowany.

    – No właśnie – więź Profesora z Janem Pawłem II była bardzo silna…

    – Jan Paweł II istotnie okazywał duże przywiązanie do Jérôme; istniało między nimi obustronne zaufanie. Mieliśmy okazję spotykać się często z Ojcem Świętym. Zwykle zapraszał nas na poranną Mszę i później jedliśmy z nim śniadanie. Obydwaj wiele dyskutowali.

    Jan Paweł II wyrażał swoją więź z moim mężem na wiele sposobów, np. napisał sam piękne wspomnienie zaraz po jego śmierci, nazywając go „bratem Jérômem”. Poza tym musiał przezwyciężyć różne przeszkody, by przybyć do jego grobu i tam się pomodlić. Cmentarz znajduje się 50 km od Paryża. Doszło do tego w 1997 roku, podczas papieskiej pielgrzymki do Francji. Jan Paweł II chciał to uczynić już rok wcześniej; często wyrażał wolę udania się tam, ale odpowiadano mu, że to nie ten moment.

    Przez cały czas choroby, która miała zabrać Jérôme, Ojciec Święty chciał być na bieżąco. I mimo jego stanu zdrowia nie zawahał się powołać go na pierwszego przewodniczącego Papieskiej Akademii Życia. W przeddzień śmierci Jérôme, przysłał telegram z wyrazami wsparcia. Kiedy pytano Jérôme: „Czy jest Pan przyjacielem Jana Pawła II?”, odpowiadał z uśmiechem: „Tylko papież może to powiedzieć”.

    – Jak przeżyli Państwo jako rodzina papieską wizytę na cmentarzu w Chalo-Saint-Mars?

    – To była dla nas niespodzianka – wiedzieliśmy, że papież tego pragnął i starał się o to, ale nie sądziliśmy, że będzie to możliwe. Ja sama dowiedziałam się o tych planach późno; wcześniej jedna z naszych córek była zaangażowana w przygotowania do tej kontrowersyjnej wizyty. Odbyła się podczas Światowych Dni Młodzieży i wszystkie gazety pisały o niej. Sama obecność Jana Pawła przy grobie Jérôme była momentem pięknym i pełnym pokoju, bardzo mocnym. Modliliśmy się wszyscy razem i zaśpiewaliśmy Salve Regina. Później Ojciec Święty powiedział: „Musimy zaśpiewać jeszcze Regina caeli, bo on umarł w Wielkanoc!”. To było bardzo piękne! Papież chciał się też spotkać z całą naszą rodziną i kilkoma chorymi, którzy mogli przybyć. Byli to: niepełnosprawny umysłowo Roland, Marie-Ange z trisomią i Clément z niedowładem mięśni. Dla każdego miał słowo pocieszenia. Rolandowi wyjawił nawet pewien sekret, który ten do dziś zachowuje w swoim sercu…To było wydarzenie z jednej strony bardzo krótkie, a z drugiej bardzo długie… Trochę jakby poza czasem. Znaleźliśmy się w „czasie Boga”.

    – Jak wyglądało codzienne życie Państwa rodziny?

    – Jérôme potrafił łączyć życie rodzinne z życiem zawodowym. Rodzinne posiłki były priorytetem. Po odkryciu trisomii 21 nie było inaczej. Jérôme żył w rodzinie, jak wcześniej. Był z nami zawsze przy stole i opowiadał, jak minął dzień, co robił, jakie miał spotkania. Kiedy mówił o swoich chorych, nigdy nie wymieniał ich imion, gdyż bardzo szanował tajemnicę lekarską. Do dziś spotykam rodziców pacjentów męża, którzy dziwią się, że ich nie znam.

    – Proszę powiedzieć, jakie cechy charakteru Jérôme Lejeune’a były najbardziej uderzające dla Pani?

    – Tym, co moim zdaniem charakteryzowało go najbardziej, były jego wielka ciekawość popychająca go, by zawsze iść dalej w poznawaniu chorób, a także podziw dla stworzenia, cierpliwość wobec każdego, kogo spotykał, oraz umiejętność przebaczania – zwłaszcza tym spośród przyjaciół, którzy go zdradzili. Czasem uważałam, że jest nazbyt pobłażliwy dla swoich wrogów! Kiedy dotykały go krytyki i oszczerstwa, uśmiechał się i mówił: „To nie dla siebie walczę, więc te ataki nie mają znaczenia!”.

    – Pozostaję pod wrażeniem słów zawartych w liście do Pani po ważnym wystąpieniu, na którym jawnie opowiedział się po stronie życia – co nie spodobało się wielu osobom. Napisał: „Dziś straciłem nagrodę Nobla”. Świadomość wielkości swojego odkrycia i osiągnięć naukowych, a z drugiej strony calkowity dar z siebie, wybór wartości jeszcze wyższych… Z czego wynikała jego bezkompromisowość?

    – Jérôme nie szukał zaszczytów i uznania. Dla niego ważna była sprawiedliwość i prawda. Wiedział, że „nauka bez sumienia jest ruiną duszy”. My, jako rodzina, byliśmy w tym całkowicie z nim zgodni. Jego wielką siłą było to, że nie miał w sobie lęku. Nie lękał się!

    – Z jakimi uczuciami prof. Lejeune przyjął nominację na przewodniczącego Papieskiej Akademii Życia?

    – Jan Paweł II zlecał mężowi już wcześniej pewne misje, np. tę, która dotyczyła spotkania z Breżniewem. Warto też podkreślić, że już Paweł VI w 1974 roku powołał Jérôme do Papieskiej Akademii Nauk. To był dla niego wielki zaszczyt i wielka łaska, bo dzięki temu mógł służyć Kościołowi. Kiedy Jan Paweł II 20 lat później, w 1994 roku, powierzył mu Papieską Akademię Życia, Jérôme stwierdził: „Papież wykazał akt nadziei, powołując umierającego!”. A jakiś czas po śmierci Jérôme Ojciec Święty powiedział do mojej córki Anouk: „Po ludzku tak bardzo go potrzebowaliśmy. Ale może to właśnie jest prezent, jaki uczynił Akademii, i to jest jego praca na rzecz życia… Czyż Chrystus nie umarł na krzyżu, aby nas zbawić?

    – Czytałam wzruszającą relację o śmierci Profesora. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o jego ostatnich dniach, o jego odejściu?

    – Jérôme poczuł się źle we wrześniu 1993 roku. Miał trudności z oddychaniem, poddał się badaniom kardiologicznym. W listopadzie zaczął mocno kaszleć. Jako lekarz musiał już wtedy wiedzieć to, co potwierdziły kolejne badania: że ma raka płuc, jak jego ojciec. W grudniu poddał się chemioterapii. W szpitalu, mimo że bardzo słaby, troszczy się o innych; wczuwa w ich problemy i potrzeby; pociesza umierającego obok chorego. Jednocześnie stara się pracować – nie znalazł przecież jeszcze leku, który uleczyłby jego trisomicznych pacjentów… Włącza się aktywnie w debatę bioetyczną. Kilka dni po śmierci męża 3000 lekarzy podpisuje list otwarty, domagając się uznania praw ludzkiego embrionu i sprzeciwiając jakimkolwiek manipulacjom genetycznym.

    W Wielki Piątek 1994 roku Jérôme przeżywa apogeum swoich cierpień. Przyjmuje sakrament namaszczenia chorych. Od księdza słyszymy następujące słowa: „Nie zdradzając tajemnicy spowiedzi, mogę zacytować jedno zdanie Jérôme: »Wie ksiądz, że nigdy nie zdradziłem mojej wiary«”. W sobotę jesteśmy w szpitalu wieczorem. Bardzo źle oddycha i chcę zostać przy nim na noc. Ostatkiem sił, ale zdecydowanie każe nam iść do domu. „Jeśli ktoś przyjdzie, będę zły” – mówi. Anouk, wówczas w dziewiątym miesiącu ciąży, i ja odchodzimy więc z ciężkim sercem. O czwartej rano wchodzi w agonię. Lekarz chce nas przywołać. Jérôme nie zgadza się. Nie chce, byśmy byli świadkami jego duszenia się. Pamięta zapewne śmierć ojca… To jego ostatni akt miłości! Przed wydaniem ostatniego tchnienia, mówi do lekarza: „Widzi Pan, dobrze zrobiłem”… O siódmej rano budzi nas telefon. Jest wielkanocny poranek, 3 kwietnia. W kilkustronicowym liście z tego dnia Jan Paweł II pisze: „Jeśli Ojciec Niebieski zawołał go w sam dzień Zmartwychwstania Chrystusa, trudno nie widzieć w tym zbiegu okoliczności znaku. Stajemy dziś wobec śmierci wielkiego chrześcijanina XX wieku, człowieka, dla którego obrona życia stała się apostolatem. Oczywiste jest w sytuacji współczesnego świata, że taka forma apostolatu świeckich jest niezbędna”.

    – Toczy się proces beatyfiakcyjny Pani męża. W jakim stopniu rodzina jest informowana o jego postępach?

    – Nasza rodzina jest informowana o etapach procesu beatyfikacyjnego tak jak wszyscy – i nic ponad to. Doceniamy ogromną pracę, jaką wykonuje postulatorka procesu, pani Aude Dugast i wicepostulator, opat z Saint Wandrille, o. Jean-Charles Nault. Z zachwytem obserwujemy promieniowanie Jérôme, ale nie wiemy nic więcej.

    – Dla mnie Profesor jest przede wszystkim człowiekiem nadziei. Owej „nadziei wbrew nadziei”. Wierzył zawsze, że życie jest silniejsze…

    – Aby skomentować to, co Pani powiedziała, zacytuję zdanie, które Jérôme lubił powtarzać: „Wiara mówi nam, by szanować obraz Boga, nadzieja pomaga nam go chronić, a miłość osądza wszystko”.

    – Dziękuję bardzo za ukazanie nam pięknej sylwetki Pani męża, Sługi Bożego prof. Jérôme Lejeune’a.

    ************************************************************************

    Kardynałowie Burke i Sarah: o sile modlitwy w obliczu pandemii

    Tygodnik NIEDZIELA

     foto: Bożena Sztajner

    „Chrystus jest Panem natury i historii. Używając naturalnych środków, aby bronić się przed zarazy, nie zapominamy o naszych podstawowych środkach obrony: modlitwie, zwłaszcza Różańcu i adoracji eucharystycznej” – przypomniał za pomocą Twittera amerykański hierarcha kard. Raymond Burke.

    Uznawany za kościelnego „konserwatystę” arcybiskup-senior Saint Louis zwrócił uwagę, że choć „długotrwały atak koronawirusa „naturalnie prowadzi do smutku i strachu”, warto pamiętać, że „Chrystus nigdy nas nie opuszcza”.

    W podobnym tonie wezwał katolików do modlitwy i „zaufania Panu” kard. Robert Sarah.

    „Jeśli okoliczności lub przepisy cywilne albo kościelne wywołane przez koronawirusa uniemożliwiają chodzenie do kościoła, by spotkać Pana lub uczestniczenia w Eucharystii, wiedz, że nikt, absolutnie nikt nie może przeszkodzić ci zwrócić się ku Bogu i upraszać o Jego pomoc podczas tej wielkiej próby” – napisał w języku francuskim prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, w liście do wiernych, który zamieścił na Twitterze.

    Kardynał zachęcił wiernych, by nie ustawali w modlitwie i nie ulegali znużeniu. Wezwał do zawierzenia Bogu świata i Jego Kościoła. „Jego serce wzruszy się i nas zbawi”.

    Kard. Sarah: udostępniać Eucharystię, ale bez profanacji

     Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI) 2 maja 2020

     foto: Adobe. Stock.

    Nikt nie może powstrzymać kapłana od słuchania spowiedzi czy udzielania Komunii. A zatem nawet jeśli wierni nie mogą uczestniczyć we Mszy św., mogą prosić o spowiedź i Komunię – powiedział prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Kard. Robert Sarah odniósł do sytuacji we Włoszech, gdzie od niemal dwóch miesięcy wierni nie mogą uczestniczyć w Eucharystii. Co więcej rządowe dekrety o rozluźnieniu sanitarnych obostrzeń, nadal nie przewidują publicznych liturgii. Episkopat prowadzi jednak z rządem negocjacje dotyczące bezpiecznego sprawowania Eucharystii, w tym udzielania Komunii.

    Odnosząc się do medialnych informacji na ten temat kard. Sarah podkreślił, że przywrócenie Eucharystii nie może się odbywać kosztem profanacji. Najświętszy Sakrament trzeba traktować w sposób godny Boga. Nie do przyjęcia jest więc na przykład pomysł, by Hostie były udostępniane w plastikowym opakowaniu na zasadzie samoobsługi czy Komunii na wynos. „Nie możemy traktować Eucharystii jak banalnego przedmiotu. Nie jesteśmy w supermarkecie” – powiedział kard. Sarah w wywiadzie dla portalu Nuova Bussola Quotidiana.

    Podkreślił on, że nawet jeśli brak dostępu do Eucharystii powoduje cierpienie, to sam sposób udzielania Komunii nie podlega negocjacji. Przypomniał, że w Kościele nadal obowiązuje zasada, że wierny ma wolność wyboru w sposobie przyjmowania Komunii na rękę bądź do ust. Ta reguła musi być uszanowana – powiedział szef watykańskiej dykasterii odpowiedzialnej za liturgię i sakramenty.

    Podkreślił on również, że nie powinniśmy się przyzwyczajać do Mszy w telewizji czy w internecie. Bóg się wcielił, nie jest rzeczywistością wirtualną – przypomniał kard. Sarah, dodając, że takie liturgie są też szkodliwe dla samych kapłanów. „Podczas Mszy mają oni patrzeć na Boga, a tymczasem przyzwyczajają się do patrzenia na kamerę, jakby to był jakiś spektakl. Tak dłużej być nie może” – powiedział watykański purpurat.

    Zastrzegł zarazem, że nie powinniśmy się dziwić iż diabeł w sposób szczególny atakuje dziś Eucharystię. Ona jest bowiem sercem życia Kościoła. „Jestem jednak przekonany – dodał kard. Sarah – że głównym problemem jest wiara kapłanów. Gdyby kapłani byli świadomi, czym jest Eucharystia, to niektóre sposoby jej sprawowania i niektóre hipotezy na temat udzielania Komunii w ogóle nie przyszłyby im do głowy. Jezusa nie wolno traktować w ten sposób”. Przestrzegł on również przed naśladowaniem tego, co dzieje się w niemieckim Kościele. Robi się tam wiele rzeczy, które nie mają nic wspólnego z wiarą katolicką, lecz są protestantyzmem.

    ************************************************************************

    Benedykt XVI: małżeństwa homoseksualne i aborcja to znaki Antychrysta

    4 maja 2020

     foto: Grzegorz Gałązka

    Homoseksualne małżeństwa i aborcja na świecie to znak “duchowej siły Antychrysta” – to słowa emerytowanego papieża Benedykta XVI przytoczone w jego nowej biografii napisanej przez niemieckiego dziennikarza i jego literackiego współpracownika Petera Seewalda.

    Obszerny tom z wypowiedziami Benedykta XVI ukaże się w Niemczech w poniedziałek, a w innych krajach – w kolejnych miesiącach. Papież Ratzinger otrzymał tom biografii pod tytułem “Życie” w dniu swych 93. urodzin 16 kwietnia.

    Słowa emerytowanego papieża przytoczył konserwatywny amerykański portal Life Site News, a za nim w niedzielę włoski dziennik “La Repubblica”, który kolejną wypowiedź nazwał “powrotem Ratzingera”.

    W rozmowie z Seewaldem powiedział on: “Sto lat temu każdy uznałby za absurd rozmowę o małżeństwie homoseksualnym”.

    “Dzisiaj ten, kto mu się sprzeciwia jest ekskomunikowany ze społeczeństwa” – stwierdził Benedykt XVI. To samo – dodał – odnosi się do “aborcji i tworzenia istot ludzkich w laboratorium”.

    “Współczesne społeczeństwo jest w trakcie formułowania antychrześcijańskiego credo, a jeśli ktoś się mu sprzeciwia, jest karany przez społeczeństwo ekskomuniką” – oświadczył Benedykt XVI. (PAP)

    Catholic Herald: ostre reakcje na słowa Benedykta XVI potwierdzają, że trafił w sedno

    Słowa papieża-emeryta o „duchowej sile Antychrysta” – jak określił aborcję, zapłodnienie metodą in vitro i pseudomałżeństwa homoseksualne, wywołał wrzenie w mediach o profilu lewicowo-liberalnym. Jak przekonuje katolicki portal Catholic Herald, jest to dowód, że Benedykt XVI swoją analizą „trafił w sedno”.

    Wypowiedź papieża seniora o zgubnej promocji seksualizmu, brytyjski „Express” nazywa „sabotowaniem papieża Franciszka”. Pro-homoseksualne media takie jak „Advocate” czy „Pink” wprost nazywają papieża-seniora osobą, która „sprzeciwia się sposobom w jaki społeczeństwo traktuje homofobów”. Utyskiwano na stanowisko jakie papież zajął wobec „wszelkich postępów w kierunku równości LGBTQ”, kiedy był przewodniczącym Kongregacji Nauki Wiary. Nagłówki liberalnych mediów zdobią kłamliwe hasła w stylu „były papież porównuje osoby LGBT do antychrysta”.

    W biografii Benedykta XVI, autorstwa Petera Seewalda, papież-emeryt stwierdza Benedykt XVI wymienia trzy zjawiska ujawniające głęboką dekadencję naszych czasów: mordowanie dzieci nienarodzonych, homoseksualne pseudo-małżeństwa oraz wytwarzanie ludzi w laboratoriach w ramach procedury in vitro. Papież-emeryt użył niezwykle mocnych słów: nasze społeczeństwa, powiedział, sformułowały „antychrześcijańskie credo”, a wymienione praktyki są przejawem „duchowej siły Antychrysta”.

    O trafności analizy Benedykta XVI przekonuje Melanie McDonagh z „Catholic Herald”. „Te bezprecedensowe zjawiska są teraz święte, w tym sensie, że nie można nawet sugerować, że zawierają  błędy i są szkodliwe. Stosowanie wyjątku od tych nowych norm wiąże się z nałożeniem szeregu form cenzury społecznej; od linczu online po cofnięcie wyboru kandydata na stanowiska polityczne” – pisze w artykule „Ostre reakcje na dyktatorskie słowa Benedykta XVI potwierdzają, że trafił w sedno”.

    „Reakcja na jego obserwacje potwierdza, że ma rację; humanistyczne ideologie zdominowały współczesną kulturę i nie jest to światopogląd, który toleruje sprzeciw. Papież Benedykt jest jednym z najbardziej inteligentnych papieży; mówi prawdę taką, jaką ją widzi. W czasach, w których szczerość emocjonalna jest bardziej ceniona niż intelektualna zwięzłość, taka postawa nie jest popularna” – zauważa publicystka brytyjskiego portalu.

    Źródło: catholicherald.co.uk / własne PCh24.pl

    Benedykt XVI kontra złoty cielec wynaturzonej wolności

    Homoseksualne pseudo-małżeństwa, aborcja, in vitro – to przejaw ducha Antychrysta, który coraz silniej działa w świecie. Opublikowany właśnie wywiad Benedykta XVI wzbudził powszechną sensację, bo papież Ratzinger dotknął najczulszego chyba punktu współczesnej cywilizacji zachodniej: złotego cielca wynaturzonej wolności.


    Czwartego maja ukazała się w Niemczech biografia Benedykta XVI, pióra dziennikarza Petera Seewalda. Monachijski wydawca, grupa Droemer Knaur, jako aneks do książki zamieścił zapis rozmowy przeprowadzonej przez autora z papieżem Ratzingerem jesienią 2018 roku. W prasie pojawiło się bardzo szybko krótkie omówienie tego wywiadu – i wzbudziło niemałą sensację. O słowach Benedykta XVI pisały portale na całym świecie, często takie, które na co dzień w ogóle nie zajmują się problematyką wiary katolickiej. Nic dziwnego, bo papież Ratzinger dotknął najczulszego chyba punktu współczesnej cywilizacji zachodniej – skrytykował złotego cielca nieskrępowanej wolności.


    Benedykt XVI wymienił mianowicie trzy dramatyczne zjawiska ujawniające głęboką dekadencję naszych czasów: mordowanie dzieci nienarodzonych, homoseksualne pseudo-małżeństwa oraz wytwarzanie ludzi w laboratoriach w ramach procedury in vitro. Papież-emeryt użył niezwykle mocnych słów: nasze społeczeństwa, powiedział, sformułowały „antychrześcijańskie credo”, a wymienione praktyki są przejawem „duchowej siły Antychrysta”. Jak powiedział, przeciwstawić można się jej przede wszystkim gorącą modlitwą we wszystkich diecezjach Kościoła powszechnego.


    Profetyczny znak
    Choć wywiad pochodzi sprzed dwóch lat, to jego publikacja właśnie dzisiaj wydaje się być czymś więcej niż tylko zbiegiem okoliczności. Słowa Benedykta XVI rozbrzmiewają jako wielkie memento dla milionów poważnie zagubionych katolików. Kościół zmaga się obecnie z państwowym aparatem przemocy, odbierającym wierzącym prawo do uczestnictwa we Mszy świętej i przyjmowania sakramentów. Niemal na całym świecie bez poważnego uzasadnienia zamknięte zostały kościoły – często całkowicie. W wielu krajach ateistyczne rządy odrzucają apele biskupów, księży i świeckich, odmawiając zgody na otwarcie świątyń, choć epidemia ustępuje, a w innych miejscach ludzie gromadzą się z coraz większą swobodą. Władze państw zachodnich depczą fundamentalne prawo do wolności religijnej. Francuski minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner powiedział nawet, że „miejsca kultu nie są potrzebne do modlitwy”. Także we Włoszech rząd odmawia odblokowania kościołów.


    W Polsce katolikom wolno uczestniczyć w Najświętszej Ofierze, choć nałożone przez władze ograniczenia liczbowe bywają bardzo dotkliwe; podczas gdy w wielkich marketach swobodnie gromadzą się tłumy, świątynie muszą być opustoszałe. Odebranej nam możliwości uczestnictwa w liturgii paschalnej nie zapomnimy nigdy.


    Największe zagrożenie to nie wypalone lasy
    W tej niezwykle trudnej sytuacji wielkie zamieszanie powoduje głos wielu pasterzy, którzy nawołują do posłusznego wypełniania państwowych nakazów i przedstawiają chodzenie na Mszę świętą… jako grzech. Inni wzywają do nawrócenia, ale bynajmniej nie duchowego, tylko ekologicznego. Od najwyższych rangą hierarchów Kościoła powszechnego słyszymy, jakoby epidemia koronawirusa była zemstą planety albo jakiegoś rodzaju odpowiedzią Ziemi – często przedstawianej jako istota żyjąca i obdarzona świadomością, tak zwana Gaja – na niszczenie środowiska przez współczesną cywilizację przemysłową. To myślenie wpisuje się w coraz silniejszą tendencję do wykorzystywania Kościoła katolickiego jako instrumentu w ideologicznej walce po stronie ekologii. Już od wielu miesięcy szwedzka nastolatka Greta Thunberg nawet przez niektórych biskupów przedstawiana jest niczym nowa „święta” i ideał godzien naśladowania w większej mierze niż prawdziwi święci i męczennicy Kościoła. Watykańskie dokumenty coraz częściej zamiast spraw wiary dotyczą kwestii ekologicznych i niewiele różnią się od folderów wydawanych przez ONZ oraz inne świeckie agendy międzynarodowe.


    Dyktatura wyuzdanej wolności a Polska
    Wobec tak poważnego zamieszania i chaosu słowa Benedykta XVI z niezwykłą mocą przypominają nam, co stanowi tak naprawdę główne zagrożenie dla Kościoła katolickiego oraz całego świata. Nie jest nim stan amazońskiej puszczy czy też zanieczyszczony plastikiem ocean, nie jest nim też spalanie węgla ani nawet energetyka jądrowa. Wszystkie te kwestie, choć czasem ważne i nawet palące, są drugorzędne, a tym więcej drugorzędne z perspektywy katolickiej. To problemy świata – i ich rozwiązanie leży w gestii autorytetów świeckich. Papież Ratzinger przywraca właściwy porządek rzeczy: naszym wrogiem jest szatan, zły duch, przeciwnik Chrystusa, buntownik i zwodziciel.


    Jak silny jest dziś w świecie zachodnim duch Antychrysta, o którym pisze Benedykt XVI! Ideologia niczym nieskrępowanej pseudo-wolności opanowała do głębi społeczeństwa w wielu krajach zachodnich, stając się – doprawdy – nowym credo. Już nie „wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego”, ale „wierzę w siebie, któremu wolno wszystko” – oto współczesne wyznanie wiary. To postawa wielokrotnie piętnowana przez Benedykta XVI jako „dyktatura relatywizmu” i która – jak mówił w homilii z grudnia 2019 roku – „niczego nie ma za ostateczne i uznaje jako najwyższą miarę jedynie własne ja i zachcianki”.


    Jest wielkim dramatem, że myślenie to przenika coraz mocniej także polskie społeczeństwo. Nie chodzi tu jedynie o legalne w naszej Ojczyźnie zabijanie dzieci nienarodzonych (a każdego roku morduje się ich ponad tysiąc!). Niestety, znaczna część naszych rodaków popiera czołowe postulaty antychrystycznej rewolucji. Z przeprowadzanych w 2019 roku badań CBOS i IPSOS wynika, że co trzeci Polak jest zwolennikiem poszerzenia możliwości zabijania dzieci nienarodzonych oraz legalizacji związków homoseksualnych. Gdy idzie o in vitro, jest jeszcze gorzej, bo procedurę sztucznego zapłodnienia popiera aż 70 procent indagowanych. Ten stan rzeczy domaga się palącej odpowiedzi i wielkiej pracy duchownych i świeckich katolików. Sumienia Polaków trzeba przebudzić i w wielu wypadkach naprostować, tak, by zatrzymać rewolucyjny marsz.


    Tworzenie nowego katolicyzmu na modłę świata
    Problem, na który zwrócił uwagę w tak szeroko komentowanej wypowiedzi Benedykt XVI, dotyczy nie tylko świata – dotyczy także Kościoła. Czy w Winnicy Pańskiej nie widzimy dziś znaków działania tego samego ducha, który prawodawcom każe wywracać do góry nogami Boży porządek w dziedzinie ochrony życia oraz małżeństwa i rodziny? Relatywizm, który „niczego nie ma za ostateczne i uznaje jako najwyższą miarę jedynie własne ja i zachcianki”, jest coraz bardziej rozpowszechniony. Świadectwa tego dramatycznego kryzysu Benedykt XVI opisał w głośnym tekście, opublikowanym w 2019 roku na łamach bawarskiego czasopisma „Klerusblatt”. Papież Ratzinger tak między innymi charakteryzował sytuację w Kościele w latach 60. i 70. ubiegłego wieku:


    „W różnych seminariach powstały kluby homoseksualne, które działały mniej lub bardziej otwarcie i znacząco zmieniły klimat w seminariach. […] W wielu częściach Kościoła usposobienie soborowe rozumiano jako postawę krytyczną lub negatywną wobec obowiązującej do tej pory tradycji, którą teraz należało zastąpić nowym, radykalnie otwartym stosunkiem do świata. Pewien biskup, który wcześniej był rektorem seminarium, zorganizował dla seminarzystów pokaz filmów pornograficznych, rzekomo z zamiarem uodpornienia ich na zachowania sprzeczne z wiarą. Byli – nie tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki – pojedynczy biskupi, którzy całkowicie odrzucili katolicką tradycję i dążyli do rozwinięcia w swoich diecezjach pewnego rodzaju nowej, nowoczesnej katolickości. Być może warto zauważyć, że w niemałej liczbie seminariów studenci przyłapani na czytaniu moich książek uważani byli za niezdatnych do kapłaństwa”.


    Homoseksualne kliki w seminariach, sobór powszechny rozumiany jako zachęta do odrzucania tradycji, biskupi, którzy chcą tworzyć katolicyzm na nowo, rugowanie studentów czytających dzieła konserwatywnego teologa – to echo tego samego ducha, który kieruje społeczeństwami Zachodu, legalizującymi aborcję, in vitro i homoseksualne pseudo-małżeństwa.


    Niestety, duch Antychrysta, o którym mówi w opublikowanym teraz wywiadzie Benedykt XVI, jest obecny nie tylko w świecie, ale także w Kościele. Tylko w tych kategoriach można właściwie ocenić to, co dzieje się choćby za Odrą. Tamtejsi biskupi i świeccy na forum Drogi Synodalnej dążą do opracowania zupełne nowego wyznania wiary – chcą znieść celibat i wprowadzić kapłaństwo kobiet, wyrażają pełną aprobatę dla czynów i relacji homoseksualnych oraz pozamałżeńskich, akceptują antykoncepcję, pragną udzielać Komunię świętą każdemu, kto tego chce, nawet niekatolikom. Choć nie posunęli się jeszcze do tego, by dać zgodę na aborcję, jak zrobili to ich protestanccy przyjaciele, to o zabijaniu dzieci nienarodzonych mówią rzadko i raczej niechętnie, z rezygnacją przyjmując fakt mordowania w swoim kraju około 100 tysięcy najmniejszych rocznie.


    Te same postawy widoczne są w Kościele katolickim wielu innych krajów Europy, w Stanach Zjednoczonych, a coraz częściej także i w Ameryce Łacińskiej, gdzie do głosu znowu dochodzi tak silnie zwalczana przez św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI marksistowska teologia wyzwolenia. Oto nowe credo, które odrzuca autorytet Pisma Świętego i Tradycji Kościoła, zastępując go własnym widzimisię oraz przekraczaniem kolejnych nieprzekraczalnych granic.


    Benedykt jest nam potrzebny
    Gdy w styczniu 2020 roku Benedykt XVI i kardynał Robert Sarah opublikowali książkę w obronie celibatu, rozpętała się prawdziwa burza. Niezliczeni komentatorzy, zarówno w świeckich jak i katolickich mediach, odmawiali papieżowi Ratzingerowi prawa do zabierania głosu i uznawali go za jakiegoś monstrualnego eklezjalnego szkodnika. Nawet wśród konserwatywnych komentatorów wielu uznawało, że lepiej byłoby, gdyby Benedykt milczał. Jakby przewidując te głosy, bronił on jednak swojego prawa do mówienia o Kościele w opublikowanym teraz wywiadzie. Niektórzy, powiedział, „złośliwie zniekształcają rzeczywistość” i twierdzą, jakoby „mieszał się” w wewnątrzkościelną debatę, starając się rozgrywać ją z tylnego siedzenia. Takie twierdzenia, dodał, są bezpodstawne, a ich jedynym celem jest nieuzasadniona próba „wyłączenia jego głosu”.


    Benedykt XVI przeszkadza. Jest znakiem sprzeciwu wobec projektu zburzenia Tradycji. Nie chce zaakceptować zamiany autentycznego katolicyzmu na zestaw poglądów odpowiadających światu, ale pozbawionych Chrystusa. Kolejny raz okazuje się, jak bardzo potrzebny jest nam papież Ratzinger. Kilka zaledwie słów z wywiadu Petera Seewalda trafia na czołówki gazet na całym świecie przecież nie tylko dlatego, że wypowiedział je „były” następca św. Piotra, ale przede wszystkim dlatego, iż jest w nich zawarta przejmująca prawda, którą coraz częściej próbuje się zamilczeć. Duch Antychrysta działa w świecie i w samym Kościele, próbując narzucić nam obłędne rozumienie wolności. Słusznie uczynił kazachski biskup Athanasius Schneider, publicznie dziękując Benedyktowi XVI za jego krótkie, ale dramatycznie potrzebne słowa. Do tych podziękowań wszyscy możemy się tylko przyłączyć.


    Paweł Chmielewski / POLONIA CHRISTIANA PCh24.pl

    ************************************************************************

    O rewolucji seksualnej, homolobby i odejściu od Tradycji

    Benedykt XVI o przyczynach kryzysu Kościoła

    Kościół przeżywa trudne chwile. Problemy to efekt kryzysu dotyczącego moralności. Jakie są źródła owego kryzysu? Po premierze filmu pt. „Zabawa w chowanego” warto wrócić do przełomowej i głębokiej analizy, w której Benedykt XVI mówi o prawdziwych powodach zapaści i zdradzania swojego powołania przez niektórych duchownych.

    Amerykańska stacja EWTN opublikowała angielską wersję listu autorstwa Benedykta XVI, w którym obszernie przedstawia podstawy kryzysu, jaki dotknął Kościół w sferze seksualnej. Zdaniem papieża emeryta, do przyczyn obecnych skandali zaliczyć należy m.in. odrzucenie tradycji na rzecz „nowocześnie pojmowanego Kościoła” czy idee seksualnej rewolucji lat ’60, które przeniknęły w struktury Kościoła. Benedykt XVI wskazuje także na problem homoseksualnych sieci, które zawiązały się w części seminariów. Portal PCh24.pl w całości przetłumaczył list na język polski. [LIST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W KWIETNIU 2019 r.]

    Oto jego treść: 

    Od 21 lutego do 24 lutego na zaproszenie papieża Franciszka przewodniczący konferencji biskupów świata zebrali się w Watykanie, by przedyskutować obecny kryzys wiary i Kościoła; kryzys doświadczany na całym świecie po szokujących doniesieniach o nadużyciach popełnianych przez duchownych w stosunku do nieletnich.

    Skala i powaga nagłośnionych incydentów głęboko zmartwiła księży, jak również świeckich i spowodowała, że niejeden człowiek podał w wątpliwość samą wiarę Kościoła. Koniecznością było wysłanie mocnego przesłania i znalezienie nowego początku, by na nowo uczynić Kościół naprawdę wiarygodnym jako światło wśród narodów i siłę w służbie przeciwko siłom zniszczenia.

    Ponieważ sam służyłem na odpowiedzialnym stanowisku jako pasterz Kościoła w czasie publicznego wystąpienia kryzysu i w okresie go poprzedzającym, musiałem zadać sobie pytanie – chociaż jako emeryt nie jestem już bezpośrednio odpowiedzialny – co mógłbym wnieść do nowego początku.

    Stąd po tym, gdy ogłoszono spotkanie przewodniczących konferencji biskupów, przygotowałem notatki, dzięki którym mógłbym ofiarować jedną lub dwie uwagi, aby wspomóc w tej trudnej godzinie.

    Po skontaktowaniu się z Sekretarzem Stanu, Kardynałem [Pietro] Parolinem i samym Ojcem Świętym [Papieżem Franciszkiem] wydawało się stosowne opublikowanie tego tekstu w „Klerusblatt” [miesięczniku dla duchowieństwa w większości bawarskich diecezji]

    Moje uwagi dzielą się na trzy części.

    W pierwszej części moim celem jest krótkie przedstawienie szerszego kontekstu społecznego kwestii, bez którego nie można zrozumieć problemu. Próbuję pokazać, że w latach sześćdziesiątych XX wieku doszło do ważnego wydarzenia na skalę w historii bezprecedensową. Można powiedzieć, że w ciągu 20 lat od 1960 roku do roku 1980 dotychczasowe standardy normatywne dotyczące seksualności zawaliły się całkowicie i pojawiła się nowa normalność, która do tej pory była przedmiotem żmudnych usiłowań zmierzających ku zamętowi.

    W drugiej części zamierzam wskazać wpływ tej sytuacji na formację księży i ich życie.

    W końcu w trzeciej części chciałbym rozwinąć pewne perspektywy właściwej reakcji ze strony Kościoła.

    I.

    (1) Sprawa zaczyna się wraz z zalecanym i wspieranym przez państwa wprowadzaniem dzieci i młodzieży w naturę seksualności. W Niemczech ówczesna minister zdrowia, pani [Käte] Strobel, zleciła realizację filmu, w którym wszystko to, co poprzednio nie było dopuszczane do publicznego pokazu, łącznie ze stosunkiem seksualnym, było teraz pokazane dla celów edukacyjnych. To, co z początku było jedynie przeznaczone dla seksualnej edukacji młodzieży, w konsekwencji stało się powszechnie akceptowane jako realna opcja.

    Podobne skutki osiągnięto dzięki „Sexkoffer”, które opublikował rząd Austrii [kontrowersyjną „walizeczkę” materiałów do edukacji seksualnej, jakiej używano w austriackich szkołach pod koniec lat 80-tych]. Filmy erotyczne i pornograficzne stały się następnie zjawiskiem powszechnym do tego stopnia, że wyświetlano je w kinach prezentujących kroniki filmowe [Bahnhofskinos]. Do tej pory pamiętam, jak idąc pewnego dnia przez miasto Regensburg widziałem tłumy ludzi stojące w kolejce przed dużym kinem – coś, co wcześniej widzieliśmy tylko w czasach wojny – kiedy miano nadzieję na specjalny przydział. Pamiętam także, jak przyjechałem do miast w Wielki Piątek roku 1970 i zobaczyłem wszystkie bilbordy oklejone plakatami dwojga kompletnie nagich ludzi w ścisłym objęciu.

    Wśród wolności, do których w swojej walce dążyła rewolucja roku 1968, była ta powszechna wolność seksualna, taka, która już nie uznawała żadnych norm.

    Upadek umysłowy był także powiązany ze skłonnością do przemocy. To dlatego filmy erotyczne nie były już dopuszczalne w samolotach, gdyż groziło to wybuchem przemocy wśród małej wspólnoty pasażerów. A ponieważ ubranie w tamtym czasie również prowokowało do agresji, dyrektorzy szkół także usiłowali wprowadzić mundurki szkolne, mając na uwadze stworzenie atmosfery sprzyjającej uczeniu się.

    Częścią fizjonomii rewolucji roku 1968 było to, że pedofilia została wówczas także zdiagnozowana jako dopuszczalna i właściwa.

    Dla młodych ludzi w Kościele, ale nie tylko dla nich, był to na wiele sposobów bardzo trudny czas. Zawsze zastanawiałem się, w jaki sposób młodzi ludzie w tej sytuacji mogą zbliżyć się do kapłaństwa i przyjąć je ze wszystkimi jego konsekwencjami. Powszechny upadek następnego pokolenia księży w tamtych latach i bardzo wysoka liczba sekularyzacji były konsekwencjami całego tego rozwoju wydarzeń.

    (2) Jednocześnie, niezależnie od tego rozwoju wydarzeń, katolicka teologia moralna ucierpiała z powodu upadku, który sprawił, że Kościół stał się bezbronny wobec tych zmian w społeczeństwie. Spróbuję krótko naszkicować trajektorię tego rozwoju.

    Do Soboru Watykańskiego II katolicka teologia moralna była w głównej mierze ufundowana na prawie naturalnym, gdy Pismo Święte było jedynie przytaczane dla kontekstu czy uzasadnienia. W soborowych zmaganiach o nowe zrozumienie Objawienia, opcja prawa naturalnego została w głównej mierze porzucona, a domagano się teologii moralnej opartej całkowicie na Biblii.

    Wciąż pamiętam, jak wydział jezuicki we Frankfurcie kształcił bardzo utalentowanego księdza (Bruno Schüllera) w celu opracowania moralności opartej całkowicie na Piśmie Świętym. Piękna rozprawa księdza Schüllera pokazuje pierwszy krok ku budowaniu moralności opartej na Piśmie Świętym. Ksiądz Schüller został potem wysłany do Ameryki na dalsze studia i powrócił zdając sobie sprawę, że nie można wyrazić systematycznie moralności na podstawie tylko Biblii. Usiłował potem stworzyć bardziej pragmatyczną teologię moralną, nie potrafiąc dostarczyć odpowiedzi na kryzys moralności.

    Ostatecznie główna hipoteza, że moralność ma być określana wyłącznie celami ludzkich działań, zwyciężyła. Choć stare powiedzenie, że „cel określa środki” nie zostało potwierdzone w tej surowej formie, to jego sposób myślenia stał się ostateczny. W konsekwencji nie mogło już być niczego, co stanowiłoby absolutne dobro, tak jak niczego, co byłoby fundamentalnie złe; [mogły być] jedynie relatywne oceny wartości. Nie było już [absolutnego] dobra, jedynie to, co względnie lepsze, zależne od chwili i okoliczności.

    Kryzys uzasadnienia i przedstawienia moralności katolickiej osiągnął dramatyczne proporcje w latach 80-tych i 90-tych. 5 stycznia 1989 roku opublikowano „Deklarację kolońską”, podpisaną przez 15 profesorów teologii. Skupiała się ona na różnych punktach kryzysowych w relacjach między biskupim magisterium a zadaniem teologii. [Reakcje na ten tekst], które z początku nie wykraczały poza zwykły poziom protestów, bardzo szybko zamieniły się w krzyk przeciwko Magisterium Kościoła i osiągnęły, w sposób wyraźny i widoczny, potencjał globalnego protestu przeciwko spodziewanym tekstom doktrynalnym Jana Pawła II (por. D Mieth, Kölner Erklärung, LThK, VI3, s. 196) [LTHK to Lexikon für Theologie und Kirche, niemieckojęzyczny „Leksykon of teologii i Kościoła”, którego redaktorami byli m.in. Karl Rahner i kardynał Walter Kasper].

    Papież Jan Paweł II, który bardzo dobrze znał sytuację teologii moralnej i uważnie ją śledził, zlecił pracę nad encykliką, która uporządkowałaby te sprawy na nowo. Została ona opublikowana pod tytułem Veritatis splendor 6 sierpnia 1993 roku i wywołała gwałtowny sprzeciw części teologów moralnych. Wcześniej „Katechizm Kościoła Katolickiego” już przedstawiał przekonująco, w sposób systematyczny, moralność głoszoną przez Kościół.

    Nigdy nie zapomnę tego, jak wówczas wiodący niemiecki teolog moralny, Franz Böckle, wróciwszy do swej rodzimej Szwajcarii po przejściu na emeryturę, ogłosił – mając na uwadze możliwe decyzje encykliki Veritatis splendor – że jeśli encyklika określi, iż istnieją działania, które zawsze i we wszystkich okolicznościach należy zaklasyfikować jako złe, zakwestionuje ją używając wszystkich dostępnych mu zasobów.

    Miłosierny Bóg zapobiegł w realizacji jego postanowienia; Böckle zmarł 8 lipca 1991 roku. Encyklika została opublikowana 6 sierpnia 1993 roku i w istocie zawierała określenie, że istnieją działania, które nigdy nie mogą stać się dobre.

    Papież był w pełni świadom znaczenia tej decyzji w tamtej chwili i ponownie konsultował tę część tekstu z wiodącymi specjalistami, którzy nie brali udziału w redagowaniu encykliki. Wiedział, że nie może zostawić żadnych wątpliwości co do faktu, że rachunek moralny związany z wyważeniem dóbr musi uwzględniać ostateczną granicę. Istnieją dobra, które nigdy nie są przedmiotem kompromisu.

    Istnieją wartości, których nigdy nie wolno porzucać dla większej wartości, a nawet stoją wyżej niż zachowanie życia cielesnego. Istnieje męczeństwo. Wiara w Boga dotyczy czegoś więcej niż tylko zwykłego fizycznego przetrwania. Życie, które zostałoby kupione za cenę zaparcia się Boga, życie, które opierałoby się na ostatecznym kłamstwie, jest nie-życiem.

    Męczeństwo jest podstawową kategorią chrześcijańskiej egzystencji. Fakt, że męczeństwo już nie jest moralnie konieczne według teorii promowanej przez Böckle’a i wielu innych, pokazuje, że zagrożona jest tutaj sama istota chrześcijaństwa.

    W teologii moralnej jednakże w międzyczasie stała się pilna kolejna kwestia: otóż powszechną akceptację zyskiwała hipoteza, że Magisterium Kościoła powinno mieć ostateczną kompetencję („nieomylność”) jedynie w kwestiach dotyczących samej wiary; (zgodnie z tym poglądem) kwestie dotyczące moralności powinny nie podpadać pod zakres nieomylnych decyzji Magisterium Kościoła. Jest prawdopodobnie w tej hipotezie coś słusznego, co uzasadnia dalszą dyskusję. Ale istnieje minimalny zestaw zasad moralnych, który jest nierozerwalnie powiązany z fundamentalną zasadą wiary i który musi być broniony, jeśli wiara nie ma być sprowadzona do teorii, ale uznana w swoich roszczeniach do konkretnego życia.

    Wszystko to ukazuje, jak zasadniczo kwestionuje się autorytet Kościoła w kwestiach moralności. Ci, którzy odmawiają Kościołowi ostatecznej kompetencji nauczycielskiej w tej dziedzinie, zmuszają go do milczenia właśnie tam, gdzie granica pomiędzy prawdą a kłamstwem jest zagrożona.

    Niezależnie do tej kwestii, w wielu kręgach teologii moralnej wykładano hipotezę, że Kościół nie ma i nie może mieć swojej własnej moralności. Argumentowano to tym, że wszystkie hipotezy moralne będą także istnieć paralelnie w innych religiach, a zatem chrześcijańska cecha moralności nie może istnieć. Jednak kwestia wyjątkowej natury moralności biblijnej nie znajduje odpowiedzi w fakcie, że dla każdego jednego zdania można także znaleźć paralelę w innych religiach. Raczej to cała moralność biblijna jest jako taka nowa i różna od swoich pojedynczych części.

    Moralna doktryna Pisma Świętego ma swoją wyjątkowość ostatecznie stwierdzoną w swoim wiernym trwaniu przy obrazie Boga, w wierze w jednego Boga, który ukazał się w Jezusie Chrystusie i który żył jako człowiek. Dekalog jest zastosowaniem biblijnej wiary w Boga do ludzkiego życia. Obraz Boga i moralności stanowią całość i stąd ich wynikiem jest konkretna zmiana chrześcijańskiej postawy wobec świata i ludzkiego życia. Ponadto chrześcijaństwo było opisywane od początku słowem hodós [greckim słowem na oznaczenie drogi, często stosowanym w Nowym Testamencie w rozumieniu ścieżki rozwoju].

    Wiara jest podróżą i drogą życia. W starym Kościele katechumenat został stworzony jako środowisko przeciwko coraz bardziej zdemoralizowanej kulturze, w której charakterystyczne i świeże aspekty chrześcijańskiej drogi życia były praktykowane i jednocześnie chronione przed powszechną drogą życia. Sądzę, że nawet dzisiaj coś takiego jak wspólnoty katechumenalne są koniecznością, aby życie chrześcijańskie mogło ukazać się na swój sposób.

    II.

    Początkowe reakcje kościelne 

    (1) Długo przygotowywany i trwający proces rozpadu chrześcijańskiej koncepcji moralności był – jak próbowałem pokazać – naznaczony bezprzykładnym radykalizmem w latach 60-tych XX wieku. Ten rozpad moralnego autorytetu nauczycielskiego Kościoła siłą rzeczy musiał mieć wpływ na różnorodne dziedziny Kościoła. W kontekście spotkania przewodniczących konferencji biskupów z całego świata z papieżem Franciszkiem kwestia życia kapłańskiego, jak również kwestia seminariów, ma szczególne znaczenie. Jeśli chodzi o problem przygotowania do posługi kapłańskiej w seminariach mamy w rzeczywistości do czynienia z dalekosiężnym załamaniem poprzedniej formy tego przygotowania.

    W różnych seminariach ustanowiono kliki homoseksualne, które działały mniej lub bardziej otwarcie i znacząco zmieniły klimat w seminariach. W jednym z seminariów w południowych Niemczech kandydaci do kapłaństwa i kandydaci do świeckiej posługi jako specjaliści duszpasterscy [Pastoralreferent] mieszkali razem. Na wspólnych posiłkach klerycy i specjaliści duszpasterscy jedli razem, żonaci spośród świeckich w towarzystwie swoich żon i dzieci, a od czasu do czasu swych dziewczyn. Klimat w tym seminarium nie mógł zapewnić wsparcia do przygotowania do powołania kapłańskiego. Stolica Apostolska wiedziała o takich problemach, nie będąc informowana szczegółowo. Jako pierwszy krok zorganizowano wizytację apostolską w seminariach w Stanach Zjednoczonych.

    Ponieważ kryteria wyboru i powołania biskupów także  zmieniły się po Soborze Watykańskim II, relacja biskupów z ich klerykami była także bardzo odmienna. Ponadto kryterium powołania nowych biskupów była „soborowość”, która oczywiście mogła być rozumiana jako coś, co oznacza różne rzeczy.

    W istocie w wielu częściach Kościoła postawy soborowe rozumiano jako takie, które oznaczają posiadanie krytycznego czy negatywnego stosunku do istniejącej dotąd tradycji, która miała teraz być zastąpiona nową, radykalnie otwartą relacją ze światem. Jeden z biskupów, który wcześniej był rektorem seminarium, zorganizował pokaz filmów pornograficznych dla kleryków, rzekomo z zamiarem uodpornienia ich w ten sposób na zachowania przeciwne wierze.

    Byli – nie tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki – pojedynczy biskupi, którzy odrzucali tradycję katolicką jako całość i dążyli do zapoczątkowania nowej, nowoczesnej „katolickości” w swoich diecezjach. Być może warto wspomnieć, że w niejednym seminarium studenci przyłapani na czytaniu moich książek byli uważani za niezdolnych do kapłaństwa. Moje książki były chowane, jak zła literatura, i jedynie czytane pod ławką.

    Wizytacje, które się odbyły, nie przyniosły nowych spostrzeżeń, najwidoczniej dlatego, że różne siły połączyły się, by ukryć prawdziwą sytuację. Zlecono drugą wizytację i przyniosła ona znacznie więcej spostrzeżeń, ale generalnie nie osiągnęła jakichkolwiek rezultatów. Niemniej jednak od lat 70-tych sytuacja w seminariach generalnie się poprawiła. A mimo to wystąpiły tylko odosobnione przypadki nowego wzmocnienia powołań kapłańskich, gdy ogólna sytuacja przybrała inny obrót.

    (2) Kwestia pedofilii, jak pamiętam, nie stała się poważna, aż do drugiej połowy lat osiemdziesiątych. W międzyczasie stała się ona już sprawą publiczną w Stanach Zjednoczonych do tego stopnia, że biskupi w Rzymie szukali pomocy, gdyż prawo kanoniczne w takiej postaci, w jakiej jest ono zapisane w nowym (1983 r.) Kodeksie, wydawało się niewystarczające do podjęcia koniecznych środków.

    Rzym i rzymscy specjaliści prawa kanonicznego z początku mieli trudność z tymi sprawami, w ich opinii bowiem tymczasowa suspensa urzędu kapłańskiego musiała wystarczyć w doprowadzeniu do oczyszczenia i wyjaśnienia. Tego nie mogli przyjąć biskupi amerykańscy, gdyż kapłani pozostawali w ten sposób w służbie biskupa i tym samym mogli być traktowani jako tacy, którzy wciąż są bezpośrednio z nim związani. Odnowa i pogłębienie umyślnie luźno skonstruowanego prawa karnego nowego Kodeksu zaczynała dopiero powoli nabierać kształtu.

    Dodatkowo jednakże istniał podstawowy problem w postrzeganiu prawa karnego. Tylko tak zwany „gwarantyzm” [rodzaj protekcjonizmu proceduralnego] był wciąż uważany za „koncyliarny”. Oznacza to, że ponad wszystko prawa oskarżonego musiały być zagwarantowane do tego stopnia, że faktycznie wykluczało to w ogóle jakiekolwiek skazanie. W ramach przeciwwagi dla często nieadekwatnych opcji obrony, jakie były dostępne oskarżonym teologom, ich prawo do obrony poprzez gwarantyzm zostało rozszerzone do takiego stopnia, że skazania były praktycznie niemożliwe.

    Pozwolę sobie w tym momencie na krótką dygresję. W świetle skali wykroczeń pedofilskich, z uwagą spotkało się ponownie słowo Jezusa, które mówi: „A kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9,42).

    Wyrażenie „mali” w języku Jezusa oznacza zwykłych wierzących, którzy mogą być wprawieni w konfuzję w swojej wierze intelektualną arogancją tych, którzy myślą, że są inteligentni. A więc tutaj Jezus chroni depozyt wiary stanowczą groźbą kary dla tych, którzy wyrządzają mu szkodę.

    Współczesne użycie tego zdania nie jest samo w sobie mylne, ale nie może ona zaciemniać pierwotnego znaczenia. W tym znaczeniu staje się jasne, przeciwnie do jakiegokolwiek gwarantyzmu, że nie tylko prawo oskarżonych jest ważne i wymaga gwarancji. Wielkie dobra, takie jak wiara, są równie ważne.

    Zrównoważone prawo kanoniczne, które odpowiada całemu przesłaniu Jezusa musi zatem nie tylko dostarczać gwarancji oskarżonym, do których szacunek jest dobrem prawnym. Musi także chronić wiarę, która jest także ważnym atutem. Właściwie ukształtowane prawo kanoniczne musi zatem zawierać podwójną gwarancję – prawnej ochrony oskarżonych, prawną ochronę zagrożonego dobra. Jeśli dzisiaj ktoś przedstawia tę z natury jasną koncepcję, generalnie trafia ona w próżnię, kiedy dochodzi do kwestii ochrony wiary jako dobra prawnego. W ogólnej świadomości prawa wiara już nie okazuje się mieć rangi dobra wymagającego ochrony. Jest to sytuacja alarmująca, którą należy wziąć pod uwagę i którą pasterze Kościoła muszą potraktować poważnie.

    Chciałbym teraz dodać do tych krótkich spostrzeżeń o sytuacji kapłańskiej formacji w czasie publicznego wybuchu kryzysu kilka uwag dotyczących rozwoju prawa kanonicznego w tej kwestii.

    Zasadniczo Kongregacja ds. Duchowieństwa jest odpowiedzialna za zajmowanie się przestępstwami popełnianymi przez kapłanów. Ale ponieważ gwarantyzm w tym czasie w dużym stopniu zdominował sytuację, zgodziłem się z papieżem Janem Pawłem II, że stosowne było przydzielenie kompetencji w przypadku tych przestępstw Kongregacji Nauki Wiary pod tytułem Delicta maiora contra fidem.

    Takie ustalenia umożliwiły także nakładanie maksymalnej kary, tj. wykluczenia z duchowieństwa, która nie mogła być nałożona na mocy innych prawnych warunków. Nie był to trik umożliwiający nakładanie maksymalnych kar, ale jest to konsekwencja znaczenia wiary dla Kościoła. W rzeczywistości ważne jest dostrzeżenie, że takie złe prowadzenie się ze strony duchownych ostatecznie niszczy wiarę.

    Jedynie wówczas, kiedy wiara nie określa już działań człowieka, takie przestępstwa są możliwe.

    Surowość kary jednakże także zakłada wyraźny dowód przestępstwa – ten aspekt gwarantyzmu pozostaje w mocy.

    Innymi słowy, aby nałożyć maksymalną karę zgodnie z prawem, wymagany jest autentyczny proces karny. Jednak zarówno diecezje, jak i Stolica Apostolska były przytłoczone takim wymogiem. Sformułowaliśmy zatem minimalny poziom postępowań karnych i zostawiliśmy otwartą możliwość, że sama Stolica Apostolska przejmie proces tam, gdzie diecezja albo administrator metropolitalny nie jest zdolny go przeprowadzić. W każdym przypadku proces musiałby być zrewidowany przez Kongregację Nauki Wiary, aby zagwarantować prawa oskarżonego. Ostatecznie w Feria IV (tj. w zgromadzeniu członków Kongregacji) ustanowiliśmy instancję odwoławczą, aby zapewnić możliwość odwołania.


    Ponieważ to wszystko w rzeczywistości przekroczyło zdolności Kongregacji Nauki Wiary i ponieważ powstały opóźnienia, którym należało zapobiec w związku z naturą sprawy, papież Franciszek przedsięwziął kolejne reformy.

    III.

    (1) Co należy zrobić? Może powinniśmy stworzyć drugi Kościół, by wszystko zaczęło działać? Cóż, już podjęto taki eksperyment i już zakończył się niepowodzeniem. Jedynie posłuszeństwo i miłość do naszego Pana, Jezusa Chrystusa, może wskazać drogę. A więc najpierw spróbujmy zrozumieć na nowo i od wewnątrz [wśród nas], czego chce Pan i czego oczekuje w naszym przypadku.

    Po pierwsze sugerowałbym rzecz następującą: Gdybyśmy naprawdę chcieli bardzo krótko streścić treść wiary wyłożoną w Biblii, moglibyśmy zrobić tak stwierdzając, że Pan zapoczątkował narrację miłości z nami i chce włączyć w nią całe stworzenie. Siła przeciwdziałająca złu, które stanowi zagrożenia dla nas i całego świata, może jedynie polegać na naszym wejściu w tę miłość. Jest to prawdziwa siła przeciwdziałająca złu. Moc zła wynika z naszej odmowy kochania Boga. Ten, kto powierza się miłości Boga, zostaje odkupiony. Nasze istnienie nieodkupione jest konsekwencją naszej niezdolności kochania Boga. Nauka kochania Boga jest zatem ścieżką do ludzkiego odkupienia.

    Spróbujmy teraz odsłonić tę zasadniczą treść Bożego objawienia odrobinę bardziej. Możemy wówczas powiedzieć, że pierwszym fundamentalnym darem, jaki wiara nam ofiaruje, jest pewność, że Bóg istnieje.

    Świat pozbawiony Boga może jedynie być światem pozbawionym znaczenia. Albowiem skąd wszystko, co jest, się wywodzi? W każdym razie nie ma on żadnego celu duchowego. W jakiś sposób jest i nie ma ani celu, ani sensu. W takim razie nie ma żadnych standardów dobra czy zła. W takim razie tylko to, co jest silniejsze niż inni, może zaznaczyć swój autorytet. Władza jest zatem jedyną zasadą. Prawda się nie liczy, w rzeczywistości nie istnieje. Jedynie wówczas, gdy rzeczy mają przyczynę duchową, są zamierzone i stworzone – tylko wówczas, gdy istnieje Bóg Stwórca, który jest dobry i chce dobra – może życie człowieka także mieć sens.

    To, że istnieje Bóg jako stwórca i miara wszechrzeczy, jest przede wszystkim pierwotną potrzebą. Jednak Bóg, który w ogóle by siebie nie wyrażał, który nie dałby siebie poznać, pozostałby przypuszczeniem i tym samym nie mógłby określić kształtu [Gestalt] naszego życia.

    Jednak Bóg, który nie wyrażałby siebie w ogóle, który nie dałby siebie poznać, pozostałby założeniem i tym samym nie mógłby określić kształtu naszego życia. Aby Bóg był rzeczywistym Bogiem w tym celowym stworzeniu, musimy liczyć na Niego, że w jakiś sposób siebie wyrazi. Uczynił tak na wiele sposobów, ale zdecydowanie w wołaniu, które doszło do Abrahama i dało ludziom szukającym Boga orientację, wiodącą poza wszelkie oczekiwania: sam Bóg staje się stworzeniem, mówi jako człowiek z nami, istotami ludzkimi.

    W ten sposób zdanie „Bóg jest” ostatecznie zamienia się w prawdziwie radosne przesłanie, właśnie dlatego, że jest On czymś więcej niż rozumieniem, ponieważ stwarza miłość – i jest miłością. Sprawienie, by ludzie ponownie byli tego świadomi, jest pierwszym i podstawowym zadaniem powierzonym nam przez Pana.

    Społeczeństwo bez Boga – społeczeństwo, które nie zna Go i traktuje Go jako nieistniejącego – jest społeczeństwem, które gubi swoją miarę. W naszych czasach ukuto powiedzenie: Bóg umarł. Kiedy Bóg faktycznie umiera w społeczeństwie, staje się ono wolne – zapewniano nas. W rzeczywistości śmierć Boga w społeczeństwie także oznacza koniec wolności, ponieważ to, co umiera jest celem, który zapewnia orientację. I ponieważ znika busola, która wskazuje nam właściwy kierunek, ucząc nas odróżniania dobra od zła. Społeczeństwo Zachodu jest społeczeństwem, w którym Bóg jest nieobecny w sferze publicznej i nie ma nic, co mógłby mu zaoferować. I dlatego jest to społeczeństwo, w którym miara człowieczeństwa jest coraz bardziej gubiona. W indywidualnych punktach staje się nagle jasne, że to, co złe i niszczy człowieka, stało się rzeczą naturalną.

    Tak jest w przypadku pedofilii. Jeszcze niedawno teoretyzowano o niej jako o czymś całkiem uzasadnionym, dziś rozprzestrzenia się coraz bardziej. A teraz uświadamiamy sobie z szokiem, że naszym dzieciom i młodym ludziom przytrafiają się rzeczy, które grożą ich zniszczeniem. Fakt, że mogło się to także rozprzestrzenić w Kościele i wśród księży, powinien niepokoić nas w szczególności.

    Dlaczego pedofilia osiągnęła takie proporcje? Ostatecznym powodem jest brak Boga. My, chrześcijanie i księża, także wolimy nie rozmawiać o Bogu, ponieważ taka mowa nie wydaje się praktyczna. Po wstrząsie II wojny światowej my w Niemczech wciąż wyraźnie ustaliliśmy naszą Konstytucję jako mającą zobowiązania wobec Boga będącego zasadą przewodnią. Pół wieku później okazało się, że niemożliwe jest w konstytucji europejskiej włączenie zobowiązania wobec Boga jako zasady przewodniej. Bóg jest postrzegany jako partyjny interes małej grupki i nie stanowi już przewodniej zasady dla wspólnoty jako całości. Ta decyzja odzwierciedla sytuację na Zachodzie, gdzie Bóg stał się prywatną sprawą mniejszości.

    Nadrzędnym zadaniem, które musi być wynikiem moralnych wstrząsów naszych czasów, jest to, byśmy ponownie zaczęli żyć według Boga i ku Niemu. Nade wszystko my sami musimy nauczyć się ponownie uznawać Boga za fundament naszego życia, zamiast zostawiać Go na boku jako w jakiś sposób nieskuteczne wyrażenie. Nigdy nie zapomnę ostrzeżenia, jakie wielki teolog Hans Urs von Balthasar kiedyś napisał dla mnie na jednej ze stron swego listu. „Nie zakładaj z góry Boga w trzech osobach: Ojca, Syna i Ducha Świętego, ale uobecniaj Go!”. Istotnie w teologii Bóg jest często traktowany naturalnie jako oczywistość, ale konkretnie nikt się Nim nie zajmuje. Temat Boga wydaje się tak nierealny, tak daleki od rzeczy, które nas zajmują. A jednak wszystko staje się odmienne, jeśli ktoś nie zakłada z góry Boga, ale Go uobecnia; nie zostawiając Go w jakiś sposób w tle, ale uznając Go za centrum naszych myśli, słów i działań.

    (2) Bóg stał się człowiekiem dla nas. Człowiek jako Jego stworzenie jest tak blisko Jego serca, że zjednoczył się z nim i stąd wkroczył w ludzką historię w bardzo praktyczny sposób. Rozmawia z nami, żyje z nami, cierpi z nami i wziął na siebie za nas śmierć. Mówimy o tym szczegółowo w teologii przy pomocy uczonych słów i myśli. Ale właśnie w ten sposób ryzykujemy, że staniemy się panami wiary, zamiast przeżyć odnowę i być opanowanym przez wiarę.

    Zastanówmy się nad tym uwzględniwszy centralne zagadnienie, jakim jest odprawianie Świętej Eucharystii. Nasze podejście do Eucharystii może jedynie budzić niepokój. Sobór Watykański II słusznie skupił się na przywróceniu tego sakramentu Obecności Ciała i Krwi Chrystusa, Obecności Jego Osoby, Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania do centrum życia chrześcijańskiego i samej egzystencji Kościoła. Częściowo to naprawdę się udało i powinniśmy być szczególnie za to Panu wdzięczni.

    A jednak dominuje dość odmienne nastawienie. To, co przeważa, to nie nowa rewerencja dla obecności śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, ale sposób postępowania z Nim, który niszczy wspaniałość Misterium. Spadające uczestnictwo w uroczystościach niedzielnej Eucharystii pokazuje, jak niewiele my, dzisiejsi chrześcijanie, wciąż wiemy o docenieniu wspaniałości daru, który polega na Jego rzeczywistej obecności. Eucharystia zostaje zdewaluowana do zwykłego ceremonialnego gestu, kiedy bierze się za oczywistość, że grzeczność wymaga, by ofiarować Go na rodzinnych uroczystościach czy przy okazjach takich jak śluby i pogrzeby wszystkim tym, którzy zostali zaproszeni z powodów rodzinnych.

    Sposób, w jaki ludzie często po prostu przyjmują Najświętszy Sakrament w komunii siłą rzeczy pokazuje, że wielu postrzega komunię jako gest czysto ceremonialny. Zatem, kiedy myśli się o tym, jakie działanie jest wymagane przede wszystkim, jest raczej oczywiste, że nie potrzeba nam drugiego Kościoła naszego własnego projektu. To, czego potrzeba przede wszystkim, to odnowa wiary w rzeczywistość Jezusa Chrystusa danego nam w Najświętszym Sakramencie.

    W rozmowach z ofiarami pedofilii dotkliwie uświadomiłem sobie ten najważniejszy wymóg. Młoda kobieta, która [wcześniej] usługiwała przy ołtarzu, opowiedziała mi, że kapelan, jej zwierzchnik w służbie ołtarza, zawsze inicjował molestowanie seksualne, jakiego dopuszczał się wobec niej, słowami: „To jest ciało moje, które będzie za ciebie wydane”.

    To oczywiste, że ta kobieta nie może już słuchać tych słów konsekracji bez doświadczania ponownie tego całego straszliwego cierpienia molestowania. Tak, musimy natarczywie błagać Pana o przebaczenie i przede wszystkim musimy święcie wierzyć w Niego i prosić Go o nauczanie nas całkowicie na nowo zrozumienia wielkości Jego cierpień, Jego ofiary. I musimy zrobić wszystko, co można, by chronić dar Eucharystii Świętej przed nadużyciami.

    (3) I w końcu mamy Misterium Kościoła. Zdanie, którym niemal sto lat temu Romano Guardini wyraził radosną nadzieję, jaka została wzbudzona w nim i w wielu innych, pozostaje niezapomniane: „Zaczęło się wydarzenie o nieocenionym znaczeniu; Kościół budzi się w duszach”.

    Chciał przez to powiedzieć, że Kościoła nie doświadczano już i nie postrzegano jako jedynie zewnętrznego systemu, wkraczającego w nasze życie jako rodzaj władzy, ale że zaczął on być postrzegany jako ten, który jest uobecniany w ludzkich sercach – jako coś nie tylko zewnętrznego, ale wewnętrznie nas poruszającego. Około pół wieku później, rozważając ten proces i spoglądając na to, co się wydarzyło, miałem pokusę, by zmienić to zdanie: „Kościół umiera w duszach”.

    Istotnie Kościół dzisiaj jest powszechnie postrzegany jako po prostu jakiś rodzaj aparatu politycznego. Mówi się o nim niemal wyłącznie w kategoriach politycznych, a to ma zastosowanie nawet do biskupów, którzy formułują koncepcje Kościoła jutra niemal wyłącznie w terminologii politycznej. Kryzys spowodowany wieloma przypadkami nadużyć ze strony duchownych skłania nas do postrzegania Kościoła jako czegoś niemal niemożliwego do przyjęcia, co musimy teraz wziąć w nasze dłonie i zaprojektować na nowo. Ale własnoręcznie zmajstrowany Kościół nie może stanowić nadziei.

    Sam Jezus porównał Kościół do sieci, w której dobre i złe ryby zostaną ostatecznie oddzielone przez samego Boga. Jest także przypowieść o Kościele jako polu, na którym rośnie dobre ziarno, które posiał Bóg, ale także chwasty, które potajemnie na nim zasiał „nieprzyjaciel”. Istotnie chwasty na Bożym polu, Kościele, są widoczne ponad miarę, a złe ryby w sieci także pokazują swą moc. Tym niemniej pole wciąż jest Bożym polem, a sieć jest Bożą siecią. I przez cały czas są nie tylko chwasty i złe ryby, ale także Boże uprawy i dobre ryby. Głoszenie obu tych rzeczy z naciskiem nie jest fałszywą formą apologetyki, ale konieczną służbą dla Prawdy.

    W tym kontekście konieczne jest odwołanie się do ważnego tekstu w Apokalipsie św. Jana. Diabeł jest określony jako oskarżyciel, który oskarża naszych braci przed Bogiem dniem i nocą (Ap 12,10). W ten sposób Apokalipsa św. Jana podejmuje myśl z centrum ramowej narracji Księgi Hioba (Hi 1 i 2, 10; 42,7-16). W tej księdze diabeł dążył do pomniejszenia prawości Hioba przed Bogiem jako czegoś jedynie zewnętrznego. I to właśnie ma do powiedzenia Apokalipsa: Diabeł chce udowodnić, że nie ma prawych ludzi; że cała prawość ludzi jest tylko pokazana na zewnątrz. Gdyby tylko można bardziej ograniczyć się do samej osoby, wówczas jej sprawiedliwość szybko by upadła.

    Opowieść w Księdze Hioba zaczyna się od dysputy pomiędzy Bogiem a diabłem, w której Bóg mówi o Hiobie jako prawdziwie prawym człowieku. Teraz zostanie on użyty jako przykład, by sprawdzić, kto ma rację. Jeśli zabierze się jego dobra, zobaczysz, że nic nie pozostanie z jego pobożności – argumentuje diabeł. Bóg pozwala mu na tę próbę, z której Hiob wyłania się w pozytywnym świetle. Teraz diabeł naciska dalej i mówi: „Skóra za skórę. Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. Wyciągnij, proszę rękę i dotnij jego kości i ciała. Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył” (Hi 2,4-5).

    Bóg daje diabłu drugą szansę. Może także dotknąć skóry Hioba. Jedynie wzbronione jest mu zabijanie Hioba. Dla chrześcijan jest jasne, że tym Hiobem, który stoi przed Bogiem jako przykład dla całej ludzkości, jest Jezus Chrystus. W Apokalipsie św. Jana dramat ludzkości jest przedstawiony nam w całej swojej rozciągłości.

    Bóg Stwórca jest skonfrontowany z diabłem, który mówi źle o całej ludzkości i całym stworzeniu. Mówi nie tylko do Boga, ale nade wszystko do ludzi: Spójrzcie, co ten Bóg zrobił! Pozornie dobre stworzenie, ale w rzeczywistości pełne biedy i obrzydzenia. To dyskredytowanie stworzenia jest w rzeczywistości dyskredytowaniem Boga. Chce się tutaj dowieść, że sam Bóg nie jest dobry i w ten sposób odwrócić nas od Niego.

    Stosowność pory, o której Apokalipsa nam tutaj mówi, jest oczywista. Dzisiaj oskarżenie wymierzone w Boga jest nade wszystko charakteryzowaniem Jego Kościoła jako całkowicie złego i w ten sposób odwodzeniem nas od niego. Idea lepszego Kościoła stworzonego przez nas jest w rzeczywistości propozycją diabła, przy pomocy której chce nas odwieść od Boga żywego, poprzez oszukańczą logikę, na którą zbyt łatwo dajemy się nabierać. Nie, nawet dzisiaj Kościół nie składa się z tylko złych ryb i chwastów. Kościół Boży istnieje także dzisiaj i dzisiaj jest on tym właśnie narzędziem, dzięki któremu Bóg nas zbawia.

    Bardzo ważne jest przeciwstawianie się kłamstwom i półprawdom diabła pełną prawdą: Tak, jest grzech w Kościele i zło. Ale nawet dzisiaj jest święty Kościół, który jest niezniszczalny. Wciąż istnieje wielu ludzi, którzy pokornie wierzą, cierpią i kochają, w których prawdziwy Bóg, kochający Bóg, pokazuje się nam. Dzisiaj Bóg także ma swoich świadków (martyres) na świecie. Musimy tylko być czujni, by ich zobaczyć i usłyszeć.

    Słowo męczennik jest zapożyczone z prawa proceduralnego. W procesie przeciwko diabłu Jezus Chrystus jest pierwszym i rzeczywistym świadkiem Boga, pierwszym męczennikiem, za którym poszła niezliczona rzesza innych.

    Dzisiaj Kościół jest bardziej niż kiedykolwiek „Kościołem męczenników” i w ten sposób świadkiem Boga żywego. Jeśli się rozejrzymy i wsłuchamy uważnym sercem, będziemy mogli dzisiaj odnaleźć świadków wszędzie, szczególnie pośród zwykłych ludzi, ale także w wysokich rangach Kościoła, którzy stają w obronie Boga swoim życiem i cierpieniem. To inercja serca sprawia, że nie pragniemy ich rozpoznać. Jednym z wielkich i zasadniczych zadań naszej ewangelizacji jest – na tyle, na ile potrafimy – ustanowienie siedlisk wiary i nade wszystko znalezienie ich i rozpoznanie.

    Mieszkam w domu w małej wspólnocie ludzi, którzy stale odkrywają takich świadków Boga żywego w codziennym życiu i którzy radośnie wskazują na to również i mi. Widzieć i odkryć żywy Kościół jest cudownym zadaniem, które wielokrotnie wzmacnia nas i daje nam radość w naszej wierze.

    Pod koniec moich refleksji chciałbym podziękować papieżowi Franciszkowi za wszystko, co robi, by pokazać nam ciągle na nowo światło Boga, które nie znikło, nawet dzisiaj. Dziękuję Ci, Ojcze Święty!

    Benedykt XVI

    Dokument ten został pierwotnie opublikowany po angielsku przezEWTN [LIST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W KWIETNIU 2019 r.]

    Źródło: LifeSiteNews

    Tłum. z j. angielskiego: Jan J. Franczak PCh24.pl

    Read more: http://www.pch24.pl/benedykt-xvi-o-przyczynach-kryzysu-kosciola–pelny-tekst-po-polsku-,67491,i.html#ixzz6MnY9o7Cj


    ************************************************************************

    Uroczystość

    WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

    MSZA ŚW. w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego o godz. 19.00

    od godz. 18.30 adoracja przed Najświętszym sakramentem (nabożeństwo majowe)

    https://www.facebook.com/odnowaglasgow (uwaga: nie trzeba mieć konta na Facebooku, żeby dołączyć do transmisji)

    foto:Bożena Sztajner/Niedziela

    Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy

    Czterdzieści dni, które upłynęły od Zmartwychwstania Jezusa do Jego Wniebowstąpienia, miało przygotować grono wylęknionych uczniów do misji odważnych głosicieli Ewangelii. Ukazując się w różnych sytuacjach, zmartwychwstały Pan utwierdzał ich w pewności, że żyje. W taki sposób dokonywało się przejście od czasu Jezusa do czasu Kościoła.

    Dzieje Apostolskie, opowiadając, jak Jezus w obecności Apostołów uniósł się w górę, przedstawiają wydarzenie rzeczywiste, lecz zarazem całkowicie nadprzyrodzone. Tradycja chrześcijańska umiejscawia je na Górze Oliwnej, na wschód od Jerozolimy, w pobliżu konwentu „Pater Noster”, gdzie Jezus nauczył swoich uczniów Modlitwy Pańskiej. By przygotować ich do definitywnego zakończenia swojej ziemskiej misji, zapoczątkowanej w Nazarecie i Betlejem, tuż przed Wniebowstąpieniem zapowiada dar Ducha Świętego. Apostołowie, którzy nadal pojmują Jego osobę i posłannictwo w kategoriach ziemskich, otrzymują zapowiedź mocy, która pokona wszelkie obawy i sprawi, że staną się świadkami Jezusa „w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Największym wrogiem głosicieli Ewangelii jest lęk. Nie da się go pokonać bez otwarcia się na światło i moc Ducha Świętego.

    Wiara i pobożność Starego Testamentu skupiały się wokół świątyni jerozolimskiej. Najważniejszym pomieszczeniem tej budowli było Miejsce Święte, do którego raz w roku, w Jom Kippur, wchodził arcykapłan, aby dokonać przebłagania za grzechy całego ludu. Autor Listu do Hebrajczyków zestawia tę praktykę z wniebowstąpieniem Jezusa, który „wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej świątyni, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga”. To, co arcykapłan ponawiał każdego roku, zostało zastąpione przez zbawcze, dokonane raz na zawsze, mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Wniebowstąpienie potwierdza, kim On naprawdę jest, oraz zapowiada ostateczne przeznaczenie tych, którzy w Niego wierzą. Uzasadnia też zachętę: „Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę”.

    Ewangelia według św. Łukasza opowiada, że Wniebowstąpieniu Jezusa towarzyszyło udzielenie błogosławieństwa uczniom. Samo Wniebowstąpienie nie było wydarzeniem postrzegalnym zmysłami, aczkolwiek uczniowie dali wyraz temu, co naprawdę przeżyli i jak się wtedy zachowali. Spełniły się zapowiedzi wywyższenia Jezusa Chrystusa, które stanowi drugi biegun Jego uniżenia się przez Wcielenie. Wniebowstąpienie wyznacza jednocześnie nowy początek. Czas ziemskiej działalności i obecności Syna Bożego dobiegł końca, a rozpoczął się czas dawania świadectwa o jedyności i powszechności zbawienia, którego On dokonał.

    Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski/NIEDZIELA

    ———————————–

    Wniebowstąpienie – Bł. ks. Michał Sopoćko

    misericors.pl

    Chrystus Pan wstąpił do nieba nie jako Bóg, lecz jako człowiek, natura bowiem Boska nigdy nieba nie opuściła.

    Jeśli się mówi o zstąpieniu Boga z nieba, to nie w tym znaczeniu, że opuścił on niebieski przybytek, lecz że przyjął naturę ziemską do jedności osoby. Natura Boska nie podlega ruchowi ani nie jest objęta miejscem, nie można więc o niej mówić, że zstąpiła na ziemię lub wstąpiła do nieba. Chrystus wstąpił do nieba nie tylko dla własnego dobra, ale i dla dobra swoich wybranych, aby przygotować im drogę i miejsce, jak sam powiedział: „Idę przygotować wam miejsce. A jeżeli odejdę i przygotuję wam miejsce, przybędę znowu i przyjmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie ja będę” (Jan 14, 2 – 3). Wniebowstąpienie tedy jest końcowym dziełem miłosierdzia Bożego.

    Chrystus wstąpił do nieba, by wstawiać się za ludźmi u Ojca, by nam dać nadzieję dojścia do chwały oraz dla obudzenia miłości ku rzeczom niebieskim, jak mówi Apostoł: „Miłujcie, co na szczytach jest, a nie co na ziemi” (Kol. 3, 2). Toteż Wniebowstąpienie jest naszym wywyższeniem i zapoczątkowaniem życia niebieskiego: jesteśmy bowiem członkami mistycznego ciała Chrystusa, skoro tedy głowa jest w niebie, jest nadzieja wezwania i członków. Dlatego Kościół w dniu Wniebowstąpienia wzywa chrześcijan do radości, wesela i wdzięczności.

    ks. Michał Sopoćko

    Miłosierdzie Boga w dziełach Jego, t.II


    Dni Krzyżowe

    foto: Roman Michalski

    Wniebowstąpienie Pańskie jest uroczystością obchodzoną obecnie 40. dnia po Wielkanocy lub w niedzielę przypadającą po 40 dniu. W Polsce od 2004 r. na mocy postanowienia Konferencji Episkopatu Polski obchodzi się Wniebowstąpienie Pańskie w niedzielę przed uroczystością Zielonych Świąt. Istotą tej uroczystości jest odejście Chrystusa do Ojca, udział Chrystusowego człowieczeństwa w pełnej chwale Boga Ojca.
    Trudno dokładnie określić datę powstania tej uroczystości. Pierwotnie obchodzono ją razem z Zielonymi Świętami. Tak było w Jerozolimie jeszcze pod koniec IV wieku. W dniu Zesłania Ducha Świętego, w godzinach popołudniowych, wierni udawali się na Górę Oliwną, gdzie w kościele zbudowanym na pamiątkę odejścia Jezusa Chrystusa do Ojca czytano fragmenty Pisma Świętego mówiące o Wniebowstąpieniu oraz śpiewano odpowiednie hymny. Inne Kościoły już w połowie IV wieku obchodziły Wniebowstąpienie Pańskie 40. dnia jako osobną uroczystość, i to upowszechniło się w następnym stuleciu tak, że św. Augustyn w kazaniu mówił: „dzień dzisiejszy świętują po całym świecie”. W średniowieczu we Wniebowstąpienie Pańskie zaczęto odprawiać przed Mszą św. uroczystą procesję przypominającą udanie się Chrystusa z Apostołami na Górę Oliwną i triumfalne wejście Zbawiciela do nieba. Na zakończenie procesji podnoszono w górę krzyż lub figurę Zmartwychwstałego na znak wejścia do domu Ojca. Figurę i krzyż paschalny odnoszono do zakrystii, a po odczytaniu Ewangelii gaszono paschał (obecnie pali się on do końca uroczystości Zesłania Ducha Świętego). Po procesji też polewano zgromadzonych wodą na znak, że Bóg zsyła deszcz na dobrych i złych (por. Mt 5, 45). Niekiedy też zrzucano z sufitu kościoła kwiaty dla podkreślenia radości z faktu Wniebowstąpienia.
    Z Wniebowstąpieniem Pańskim łączą się tzw. Dni Krzyżowe obchodzone w poniedziałek, wtorek i środę przed tą uroczystością. Są to dni błagalnej modlitwy o urodzaj i zachowanie od klęsk żywiołowych. Obchód Dni Krzyżowych zapoczątkował w Galii ok. roku 470 biskup diecezji Vienne – Mamert, w związku z klęskami nieurodzaju, trzęsienia ziemi i wojny.
    Nazwa Dni Krzyżowe wywodzi się stąd, że modlono się wówczas, idąc w procesji z głównego kościoła do innych kościołów, kaplic i krzyży przydrożnych. Od IX wieku śpiewano podczas procesji Litanię do Wszystkich Świętych. W średniowieczu w takich procesjach brali udział także królowie, magnaci, władze danego miasta, lud – wszyscy zazwyczaj w strojach pokutnych. W niektórych miejscowościach poświęcano popiół i posypywano nim uczestniczących w procesji. Obecnie Dni Krzyżowe nazywane są dniami modlitw o dobre urodzaje i za kraje głodujące. Poleca się też organizować procesje błagalne. W poniedziałek poleca się odprawić Mszę św. „w okresie zasiewów”, we wtorek – „o uświęcenie pracy ludzkiej” i we środę – „za głodujących”. W naszej diecezji jedynie w niektórych parafiach wiejskich odprawiane są Dni Krzyżowe.
    Dni między Wniebowstąpieniem Pańskim a Zielonymi Świętami są czasem modlitwy o dar Ducha Świętego. Dlatego od piątku przed obecnym Wniebowstąpieniem Pańskim odprawiamy Nowennę do Ducha Świętego poleconą Kościołowi przez papieża Leona XIII w roku 1895 i 1897.

    Agnieszka Lorek/Niedziela sosnowiecka 23/2011

    ************************************************************************

    8 maja – piątek 2020

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. STANISŁAWA, BISKUPA I MĘCZENNIKA,

    PATRONA POLSKI

    Stanisławowa korekta

    Grzegorz Kucharczyk: Stanisławowa korektafoto: Grzegorz Brozek

    Prymas Wyszyński tak mówił o męczeństwie krakowskiego biskupa: „Stanisław zginął nie w innej sprawie, tylko w obronie porządku moralnego, w obronie praw moralnych, które w Narodzie mają znaczenie i dla maluczkich, i dla wielkich, i obowiązują zarówno tych, co rządzą, jak tych, co są rządzeni. Była to śmierć za prawa Boże, prawa moralne obowiązujące wszystkich, dlatego śmiercią swoją i ofiarą Stanisław zwyciężył. Dlatego również żyje dziś wśród nas. […] Jednocześnie ustanowił wspaniały wzór, jak trzeba – gdy Bóg tego wymaga – życie oddawać za Chrystusa, w obronie ładu moralnego Narodu, w obronie praw ojczystych, a zwłaszcza należnej człowiekowi, rodzinie i narodowi wolności oraz prawa do prawdy, sprawiedliwości, miłości i szacunku” (Kraków, 8 maja 1966).

    W podobny sposób o św. Stanisławie wypowiadał się św. Jan Paweł II, gdy przybywając na obchody 900. rocznicy męczeństwa krakowskiego biskupa, nazywał go „patronem ładu moralnego w Ojczyźnie”.

    Nieprzypadkowo w wypowiedziach Prymasa Tysiąclecia i Ojca Świętego o dramatycznych wydarzeniach z 1079 roku co rusz przewija się słowo „prawo (moralne)” albo „ład (moralny)”. Konflikt między królem Polski Bolesławem Śmiałym a św. Stanisławem, który zakończył się przelaniem krwi krakowskiego biskupa, był jednym z wielu w epoce christianitas konfliktów między władzą świecką a duchowną. Losy św. Tomasza Becketa arcybiskupa Canterbury zamordowanego w XII wieku na rozkaz króla Anglii Henryka II, czy męczeństwo św. Jana Nepomucena w Pradze w 1393 roku na polecenie króla Wacława IV lub śmierć w 1349 roku ks. Marcina Baryczki piętnującego rozwiązły tryb życia naszego Kazimierza Wielkiego potwierdzają, że niestety w tamtej epoce tego typu wydarzenia nie były wyjątkiem.

    Charakterystyczne jest sformułowanie Galla Anonima, który pisząc swoją kronikę na dworze Bolesława Krzywoustego mógł zetknąć się z bezpośrednimi świadkami wydarzeń z 8 maja 1079 roku, a stwierdzał, że największym skandalem tego dnia było to, że „jeden pomazaniec podniósł rękę na innego pomazańca”. Nie heretyk na katolickiego biskupa, ale właśnie tak – pomazaniec na pomazańca.

    Przez całe wieki christianitas dwa miecze (świecki i duchowny) ścierały się ze sobą. Nieraz lała się krew, ale w odróżnieniu do czasów, które miały nadejść wraz z reformacją protestancką, nie był to wynik sporów doktrynalnych, ale jurydycznych.

    Ani Bolesław Śmiały nie był heretykiem (fundator biskupstwa płockiego, renowator metropolii gnieźnieńskiej, sojusznik papieża św. Grzegorza VII w walce z cesarzem Henrykiem IV), ani Wacław IV ponad trzy wieki później próbując wymusić na św. Janie Nepomucenie złamanie tajemnicy spowiedzi nie kwestionował samego sakramentu, ani nasz Kazimierz Wielki dla zalegalizowania swoich chuci nie chciał ogłaszać się „Głową Kościoła w Polsce”. To wszystko dopiero miało nadejść wraz z epoką, którą otworzył Marcin Luter kwestionując teorię „dwóch mieczy”, afirmując tylko jeden z nich, ten w ręku władzy świeckiej. Skoro zaś, zgodnie z wolą „reformatora” i jego naśladowców, władca świecki przyjmujący „prawdziwą Ewangelię” miał być „biskupem z konieczności”, odtąd każdy spór na linii władza świecka – duchowieństwo miał charakter doktrynalny. Po śmierci św. Stanisława nie wybuchła w Polsce wojna religijna, król nie rozpoczął prześladowania Kościoła w całym państwie. Musiał opuścić swoje królestwo. Henryk II za zlecenie zabójstwa św. Tomasza Becketa publicznie pokutował, a Kazimierz Wielki za doprowadzenie do śmierci ks. Baryczki stawiał jako wyraz swojej pokuty kościoły.

    W 1076 roku, krótko po tym, gdy do cesarza rzymskiego Henryka IV dotarła wiadomość o rzuconej na niego przez papieża Grzegorza VII ekskomunice i złożeniu z tronu, napisał – jeszcze przed Canossą – do Ojca Świętego: „Zaatakowałeś mnie, chociaż mimo swej niegodziwości należę do tych, którzy zostali namaszczeni na króla, i chociaż zgodnie z tradycją świętych Ojców nie mogę być zdetronizowany za żadną zbrodnię, chyba że – oby nie spodobało się Bogu – pobłądziłbym w wierze [podkr. – G.K.]”.

    Jeden z jego następców na niemieckim i rzymskim tronie, Fryderyk I Barbarossa, który w drugiej połowie XII wieku będzie toczył przez długie dziesięciolecia spory z papiestwem, prowadził je w ramach wyznawanej przez siebie zasady zaczerpniętej z przeżywającego wówczas renesans prawa rzymskiego: „To, co podoba się księciu, ma moc prawa”. Spodobało się więc Barbarossie, by nakazać jednemu z powołanych przez siebie antypapieży kanonizację cesarza Karola Wielkiego. Gdy nastaną po 1517 roku nowe czasy i nowi książęta, przejęci siarczystym duchem odkrytej przez Lutra et consortes „prawdziwej Ewangelii”, nikt już nie będzie wojował na kanonizacje. Rozpocznie się wojna z kultem świętych. Henryk II korzył się przed sarkofagiem Tomasza Becketa. Henryk VIII każe go zniszczyć.

    Pius XII w encyklice „Summi pontificatus” (październik 1939) napisał, że datujące się od czasów oświecenia, rewolucji francuskiej i liberalnych kulturkampfów prześladowania Kościoła były „zbrodniami obrazy majestatu Chrystusa Króla”, przygotowującymi drogę do nadejścia bezbożnych totalitaryzmów. Zbrodnia króla Bolesława Śmiałego, czy inne wymienione tutaj podobne odrażające uczynki, jakkolwiek straszna, nie była wyrazem jakiegoś ideologicznego projektu, które negowałoby królewską władzę Zbawiciela.

    Zarówno polski, niemiecki, angielski czy czeski władca negowali natomiast obowiązująca w christianitas wykładnię teorii dwóch mieczy, wedle której „na planie duchowym Kościół za pośrednictwem swojej głowy, papieża, ma oczywiście wszystkie prawa, a zatem i prawo sądzenia wszystkich chrześcijan, łącznie z książętami, kiedy popełniają oni grzechy. Ale obok tej władzy bezpośredniej Kościół dysponuje władzą pośrednią, na mocy której może domagać się posłuszeństwa od panów świeckich po to, by ziemskie instytucje odpowiadały boskim zasadom” (Daniel – Rops).

    Od czasu, gdy sens istnienia Kościoła został zanegowany (reformacja i kolejne emanacje rewolucji), „miecz” władzy bezpośredniej i pośredniej zawisł w próżni. A właściwie został przechwycony przez nowych „biskupów z konieczności”, którzy swoje roszczenia legitymizować będą czy to „namaszczeniem” przez „reformatorów”, czy to implementacją hasła „wolny Kościół w wolnym państwie”, czy wreszcie kolejnymi emanacjami „rozdzielania Kościoła od państwa”.

    Czyżby oznaczało to, że 8 maja 1079 roku „właściwie nic się nie stało”? Czyżby chodziło tylko o „spór kompetencyjny”? Zgodnie z tradycją, św. Stanisław upominał króla z powodu niemoralnego prowadzenia się. Przy czym w tym ostatnim wypadku chodziło o niepohamowane napady królewskiego gniewu wiodące do wyuzdanego okrucieństwa. Temat zastępczy? Cóż to ma wspólnego z wielkimi sprawami niedawno przywróconego królestwa (koronacja w Gnieźnie w 1076 roku)?

    A jednak ma. Wszak ten kto nie żyje, jak wierzy, z czasem wierzy tak, jak żyje – przypomina arcybiskup Fulton Sheen. Krótko mówiąc, bez „korekty Stanisława” groziło nam przyzwyczajenie się do rządów tyrańskich i turańskich, czyli jakiegoś zaimportowanego ze wschodu (gdzie często król przebywał „chodząc na Kijowiany”) modelu cywilizacyjnego, wedle typologii prof. Feliksa Konecznego. Jak mówił 8 maja 1966 w czasie uroczystości na Skałce Prymas Tysiąclecia: „Wielka jest droga dziejowa poprzez Naród, który rozumie sens obrony ładu moralnego i porządku Bożego w życiu narodowym”.

    Wspominając dzisiaj patrona Polski, św. Stanisława, warto zapoznać się ze słowami, które w usta św. Tomasza Becketa włożył w swoim poemacie „Zbrodnia w katedrze” T. S. Eliot: „Umiłowani moi, nie myślmy o męczenniku po prostu, iż to dobry chrześcijanin, zgładzony, bo chrześcijanin: to byłby jedynie powód do płaczu. Nie myślmy, że to po prostu dobry chrześcijanin, wyniesiony na święte ołtarze; to byłby powód radości: ani zaś płacz nasz, ani radość nie należą do świata. Chrześcijańskie męczeństwo nigdy nie jest przypadkiem, bo nie zostaje się Świętym przez przypadek. W jeszcze mniejszej mierze męczeństwo chrześcijanina bierze się z ludzkiej woli zostania Świętym, bo przez swą wolę i zamysł człowiek może zostać najwyżej rządcą nad ludźmi. Męczeństwo jest zawsze zamierzeniem Boga, powziętym z miłości do ludzi, by ostrzec ich, by prowadzić, ba, nawrócić ich na ścieżki Boże”.

    Grzegorz Kucharczyk

    Read more: http://www.pch24.pl/grzegorz-kucharczyk–stanislawowa-korekta,75868,i.html#ixzz6LqSIZGrF

    ************************************************************************

    MIESIĄC MAJ ROKU PAŃSKIEGO 2020

    Miesiąc maj jest miesiącem dedykowanym Maryi, Matce naszego Zbawiciela. W tym roku o szczególne uszanowanie tej wielowiekowej tradycji apeluje do nas Papież Franciszek, który, w tym czasie trwania epidemii, skierował do całego Kościoła specjalny list. Prosi wszystkich o odmawianie w tym miesiącu różańca. Zwracając się natomiast do nas, Polaków, prosił, abyśmy na nowo w warunkach domowych odkryli piękno tradycji nabożeństw majowych: „Niech Jej matczyne orędownictwo pomoże wam przetrwać czas tej szczególnej próby”.

    ************************************************************************

    Nabożeństwa majowe – chwalcie z nami Panią Świata!

    Maj jest miesiącem w sposób szczególny poświęconym Maryi. Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, niezwykle popularne są w tym czasie nabożeństwa majowe. Nam kojarzą się one z małymi kapliczkami skrytymi w bzach lub wiejskimi kościołkami, skąd szeroko po okolicy niosła się majowa pieśń ku czci Najświętszej Panienki.

    foto: Graziako/ NIEDZIELA

    Początkowo sądzono, że nabożeństwa majowe zaczęto odmawiać w XVIII w. Tymczasem badania mariologów wykazały, że były one znane dużo wcześniej, i to właśnie na Wschodzie. Gdzie indziej za Maryjny uchodził sierpień i nawet nakazywano prawem modlitwy ku czci Matki Bożej właśnie w tym miesiącu.

    Na Wschodzie prekursorami majowych nabożeństw byli chrześcijanie koptyjscy. Spotykali się na modlitwach wokół Maryjnych figur, śpiewali pieśni w podziale na chóry, obsypywali posąg kwiatami. W każdą sobotę nabożeństwo było bardziej uroczyste i obowiązkowe dla tych, co nie chodzili na nie codziennie. Ponoć pomysłodawcą tego nabożeństwa był św. Cyryl Aleksandryjski, gorący obrońca boskiego macierzyństwa Maryi.

    Miesiąc Maryi znany był także w Ziemi Świętej, Grecji, Syrii, ale prawdziwą popularność zdobyło on dopiero na przełomie XIII i XIV w.

    Dlaczego właśnie maj?

    Po pierwsze dlatego, że najpiękniejszy w roku. Po drugie – wiosną ludziom przychodzą do głowy różne, czasem mało zbożne pomysły, więc w średniowieczu wykoncypowano, wiosną należy skierować uwagę człowieka ku rzeczom wyższym.

    Pierwszym, który nazwał Maryję Królową Wiosny, względnie zapoczątkowany już zwyczaj rozszerzył, był podobno król hiszpański Alfons X (1239-84). Król pisywał wiersze, w tym chwalące Maryję, opiekunkę człowieka. Wielkim propagatorem nabożeństwa majowego na zachodzie Europy był bł. Henryk Suzo (zm. w 1365 r.), który podobno codziennie wyplatał wianki z róż i ozdabiał statuę Maryi na chórze zakonnym.

    Następnie długo leżał przed figurą, która w sposób cudowny okazywała mu swoją miłość. Dane mu było nawet raz ujrzeć chóry aniołów śpiewające na cześć Maryi. Odtąd zakonnik starał się powtarzać zasłyszane melodie. Innym razem posłyszał w maju, jak w niebie duchy czyste śpiewały swej Królowej Jej ulubiony hymn – Magnificat.

    W XV i XVI w. nabożeństwo majowe znano już w Ameryce Środkowej, a potem i Południowej. W 1549 r. Wolfang Seidl w Maju duchowym dzielił nabożeństwo majowe na 4 części (tygodnie) z odpowiednimi aktami czci dla Jezusa i Maryi. W drugiej połowie XVI w. propagował nabożeństwo majowe św. Filip Nereusz (zm. w 1595 r.), którego uznaje się czasem za twórcę tej praktyki.

    W początkach XVII w. nabożeństwo to przyjęło się u dominikanów włoskich. Żarliwym jego apostołem był o. Anioł Dominik Guinigi. Za jego namową w 1676 r. powstało Stowarzyszenie Comunella – w maju modlono się przy żłóbku otoczonym figurami Maryi i św. Józefa i śpiewano hymny i pieśni maryjne.

    Na zakończenie maja odśpiewywano Litanię Loretańską, ale nie urządzano nabożeństw w inne dni tego miesiąca. Modlono się pojedynczo przez cały maj, a dopiero w ostatnim dniu składano serca ze srebra jako wota, na których ryto często nazwiska ludzi świeckich, którzy brali udział w tych nabożeństwach.

    W 1692 r. o. Wawrzyniec Schnueffis, kapucyn, wydał zbiór pieśni i hymnów na maj. W XVIII w. powstało dzieło o. Hannibala Dionisi SI, wydane w Veronie w 1725 r., stanowiące całościowy i wielce poręczny spis modlitw maryjnych. Dzieło to miało w ciągu 70 lat 18 wydań. Autor zebrał wszystkie, różnorodne objawy kultu Najświętszej Panny w maju, jasno i systematycznie je zestawił. Poleca jako zasadnicze następujące rzeczy:

    – zdobienie girlandami kwiatów i zieleni, światłem itd. ołtarza lub obrazu Najświętszej Panny,

    – gromadzenie się przed nim codziennie wieczorem od 30 kwietnia począwszy, w celu odmówienia cząstki Różańca lub Litanii czy innych modlitw do Najświętszej Panny,

    – ofiarowanie Najświętszej Pannie jakiegoś kwiatu duchowego w każdym dniu maja,

    – odczytanie trzech punktów rozważań o Maryi, nad którymi każdy powinien się w następnym dniu zastanowić.

    Głównym i największym apostołem nabożeństwa majowego był w XVIII w. jezuita Alfons Muzzarelli, który nawet wymodlił sobie śmierć w maju. Dzięki gorliwości tego zakonnika Pius VII wydał bullę o nabożeństwie majowym, ubogacając je odpustem zupełnym. Od tego czasu zaczyna się niesłychanie szybki rozwój nabożeństwa majowego na całym świecie. Oprócz Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Francji obejmuje ono Szwajcarię, Niemcy, Austrię, Węgry, Polskę, Czechy, Irlandię, Stany Zjednoczone, Meksyk, Chiny i Australię.

    W Polsce nabożeństwo majowe po raz pierwszy publicznie odprawiono w 1837 r. w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, zaraz potem trafiło ono do Krakowa i na Jasną Górę oraz do kilku innych kościołów.

    W ciągu następnych 30 lat nabożeństwem majowym modliła się cała Polska.

    Obecnie do każdego dnia nabożeństwa majowego publicznie odprawianego przywiązany jest odpust 7 lat. Za uczestniczenie przynajmniej przez 10 dni w nabożeństwie majowym publicznie odprawianym można zyskać pod zwykłymi warunkami odpust zupełny. Kto nie ma możności uczestniczenia w publicznym nabożeństwie, może zyskać odpust 5 lat za każdy dzień i odpust zupełny za cały miesiąc, prywatnie je odprawiając.

    Katarzyna Woynarowska Tygodnik NIEDZIELA

    W artykule wykorzystano informacje z tekstów zamieszczonych w piśmie „Pod Opieką św. Józefa”.

    ************************************************************************

    Jak powstała Litania Loretańska?

    Tygodnik Niedziela szczecińsko-kamieńska 18/2007 

     foto: BOŻENA SZTAJNER

    Miesiąc maj, poświęcony jest w szczególny sposób Matce Bożej. Jest to miesiąc nabożeństw, podczas których rozbrzmiewa w kościołach, przy kapliczkach czy figurach przydrożnych Litania do Najświętszej Maryi Panny, nazywana popularnie Litanią Loretańską.

    Miesiąc maj, poświęcony jest w szczególny sposób Matce Bożej. Jest to miesiąc nabożeństw, podczas których rozbrzmiewa w kościołach, przy kapliczkach czy figurach przydrożnych Litania do Najświętszej Maryi Panny, nazywana popularnie Litanią Loretańską.
    Termin „litania” (gr. lite, łac. litanea = prośba, błaganie) oznacza dosłownie modlitwę błagalną. Od innych modlitw błagalnych różni się specyficznym układem. Złożona jest z szeregu wezwań-inwokacji, po których następuje stała odpowiedź, np.: „Módl się za nami” – w litaniach do Matki Bożej i świętych, a jeśli zwracamy się do Chrystusa lub innych Osób Boskich – „Zmiłuj się nad nami” lub „Wysłuchaj nas, Panie”.
    „Wśród form modlitwy do Najświętszej Dziewicy zalecanych przez Kościół znajdują się litanie. Polegają one na dość długiej serii wezwań do Maryi, następujących po sobie w jednakowym rytmie i stwarzających jakby modlitewny strumień uwielbień i błagań. Wezwania bowiem, przeważnie bardzo krótkie, składają się z dwu części: pierwsza jest wychwalaniem (Panno łaskawa), druga – błaganiem („Módl się za nami”) („Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii”).

    Geneza Litanii Loretańskiej jest trudna do ustalenia. Najprawdopodobniej w swej charakterystycznej formie i podstawowym zarysie pojawiła się w manuskrypcie paryskim z końca XII wieku Można również wykazać, że niektóre wezwania skierowane do Maryi znajdowały się w Litanii do Wszystkich Świętych, z biegiem czasu dodawane nowe tytuły maryjne stawały się coraz liczniejsze i stopniowo utworzyły nową grupę, która oderwała się od początkowego pnia. Litania zwana jest „Loretańską” od miasteczka Loreto, położonym w prowincji Ancona, we Włoszech, gdzie znajduje się słynne sanktuarium maryjne. Wierzono, że w XIII wieku został przeniesiony przez aniołów do Loreto Domek Nazaretański, w którym przyszła na świat Matka Boża. Faktem jest, że litania była szczególnie propagowana i odmawiana przez pielgrzymów w tym sanktuarium maryjnym. Przybrała tam ostateczną formę i zaczęła promieniować na cały Kościół. Z roku 1531 pochodzi świadectwo używania jej w tym sanktuarium. Po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1572 r. we Florencji i zawierała 43 wezwania. Do końca XVI wieku jeszcze co najmniej 20 razy, co świadczy o jej wielkim rozpowszechnianiu.
    W dokumentach papieskich pojawiła się o niej wzmianka w 1581 r. w bulli „Redituri” papieża Sykstusa V, który udzielił za jej odmawianie 200 dniowego odpustu i zachęcał wiernych do jej odmawiania. Kolejne odpusty przypisali do niej Pius VII oraz Pius XI w 1932 r. Natomiast papież Benedykt XIV urzędowo ją zatwierdził i zezwolił stosować w publicznym kulcie Kościoła.
    Wezwania Litanii Loretańskiej podlegały zmianom (dzisiejsza wersja litanii zawiera 52 wezwania). Usuwano lub wzbogacano ją nowymi wezwaniami w zależności od potrzeb i okoliczności. I tak w ciągu wieków oficjalnie dodano następujące inwokacje: „Wspomożenie wiernych” przypisywana Piusowi V w związku ze zwycięstwem nad Turkami pod Lepanto (1571); „Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta” – Piusowi IX, dzień przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu NMP (1854); Leon XIII wprowadził wezwanie „Królowo Różańca świętego” (1883) oraz „Matko dobrej rady” (1903). W 1908 r. Kościół w Polsce uzyskał zgodę na włączenie tytułu „Królowo Korony Polskiej” (przekształcone po drugiej wojnie światowej w „Królowo Polski”). „Królowo pokoju” włączył Benedykt XV (1917), a papież Pius XII – „Królowo wniebowzięta” (1950) w związku z ogłoszeniem dogmatu o Wniebowzięciu NMP; „Matko Kościoła” (tytuł nadany przez Pawła VI w czasie Soboru Watykańskiego II) Jan Paweł II przyznał prawo Konferencji Episkopatów do włączenia go do litanii (1980); Janowi Pawłowi II zawdzięczamy też wezwanie „Królowo Rodziny” (1995). Oprócz zezwoleń na powszechne wprowadzenie inwokacji, wydano wiele zezwoleń ograniczonych do poszczególnych diecezji lub zgromadzeń zakonnych. I tak np. franciszkanie uzyskali pozwolenie na umieszczenie (na ostatnim miejscu) własnego wezwania „Królowo zakonu serafickiego” (1910), a karmelici stosują od 1689 wezwanie „Królowo szkaplerza świętego”.
    Co do pobożnej praktyki odmawiania lub śpiewania Litanii warto przytoczyć fragment „Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii”. Czytamy tam: „W wyniku rozporządzenia papieża Leona XIII o kończeniu odmawiania różańca w październiku śpiewem Litanii Loretańskiej liczni wierni byli przeświadczeni, że litania jest tylko rodzajem dodatku do różańca. W rzeczywistości jednak jest ona czymś niezależnym. Litanie bowiem mogą stanowić samodzielny element hołdu składanego Maryi, być śpiewem procesyjnym, stanowić część nabożeństwa Słowa Bożego lub innych aktów liturgicznych”.

    Justyna Wołoszka

    Dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z dnia 8 listopada 2014 roku (Prot. 130/14) do treści Litanii Loretańskiej włączono kolejne wezwanie. Po słowach “Matki Łaski Bożej” należy odmówić wezwanie “Matko Miłosierdzia”. Zmianę należy uwzględnić podczas tradycyjnych nabożeństw majowych.

    ************************************************************************

    Image result for droga krzyżowa dudy gracza

    „Mówimy:

           Boże Narodzenie.

                 Dziecię się narodziło.

              A to Ona rodzi co roku w boleściach,

                wiedząc od chwili poczęcia,

                   na jakie męki

                  i na jaką śmierć wydaje Syna

                    ze swego łona.

                     Mówimy:

              Wielki Post

                    przed Wielkanocą.

                       A to Ona przez dni czterdzieści

                       i czterdzieści nocy gotuje się

                        do Męki Syna.

                      Mówimy:

                Ukrzyżowanie.

                      A to Jej serce krzyżują,

                        bez gestu łaski dla skazańca –

                         bez znieczulającego napoju

                          z żółci, octu i mirry.

                     Mówimy:

                Złożenie do grobu.

                   A to Ona,

                              gdy Jego Ciało już nie cierpi więcej

                    i w śmierci

    spoczywa,

          ciałem i duszą cierpieć

    nie przestaje.

    Mówimy:

          Zmartwychwstanie.

    A Ona, u pustego grobu klęcząc,

    zarysy fałd

    w płótnie całunu zostawione gładzi

    i śpiewa kołysankę:

    Lulajże, lulaj!…

    Mówimy:

          Wniebowstąpienie.

    A to Ona upada obarczona

    pamięcią o Narodzeniu,

    o Męce, o Ukrzyżowaniu,

    o Złożeniu w grobie.

    Mówimy:

    Wniebowzięcie.

    A Ona z nieba zstępuje,

    żeby już ostatecznie

    zostać na ziemi.”

    Ewa Szelburg Zarembina

    ************************************************************************

    2 maja 2020

    NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY,

    KRÓLOWEJ POLSKI

    Głównej Patronki Polski

    SampleFot. BP KEP

    W tym roku liturgiczna Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski będzie obchodzona 2 maja, a nie jak zwykle 3 maja, ponieważ tego dnia wypada niedziela wielkanocna, a w niedziele wielkanocne nie ma możliwości obchodzenia innych uroczystości.

    Z uwagi na to, że tegoroczna Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski zbiega się z obchodem IV niedzieli wielkanocnej, zgodnie z zasadami podanymi w „Tabeli pierwszeństwa dni liturgicznych” Mszału Rzymskiego uroczystość maryjna powinna być obchodzona następnego dnia, czyli w poniedziałek, 4 maja.

    Jednakże na prośbę Konferencji Episkopatu Polski, Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Stolicy Apostolskiej pozwoliła, aby Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w 2020 roku była obchodzona w sobotę, 2 maja.

    W dekrecie Kongregacji czytamy: „Na prośbę J. E. Stanisława Gądeckiego, Arcybiskupa Metropolity Poznańskiego i Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, wyrażoną w liście z dnia 3 kwietnia 2019 r., mocą uprawnień udzielonych tej Kongregacji przez papieża Franciszka, po uważnym zbadaniu prośby, chętnie udzielamy zgody, aby w nadchodzącym roku, tzn. 2020, kiedy to obchodzona 3 maja uroczystość NMP Królowej Polski zbiega się z IV Niedzielą Wielkanocną, uroczystość ta mogła być obchodzona w przeddzień tego dnia, tzn. 2 maja” – czytamy w dokumencie.

    ************************************************************************

    2 maja – UROCZYSTOŚĆ NMP KRÓLOWEJ POLSKI

    o godz. 18.00 – Msza Święta oraz Nabożeństwo Pierwszych Sobót Miesiąca

    3 maja – IV Niedziela Wielkanocna

    o godz. 10.30 – Adoracja Najświętszego Sakramentu (Litania Loretańska)

    o godz. 11.00 – Msza Święta

    W trudnym czasie epidemii, 3 maja na Jasnej Górze będzie miało miejsce zawierzenie naszej Ojczyzny Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski, którego dokona Przewodniczący Konferencji Episkopatu abp Stanisław Gądecki.

    Polska była zawierzana Matce Bożej w narodowym sanktuarium na Jasnej Górze w trudnych chwilach i kryzysach dotykających naszą Ojczyznę. Biskupi oddali Polskę Maryi m.in. w obliczu zagrożenia inwazją bolszewicką w 1920 roku, po II wojnie światowej w 1946 roku w obliczu zagrożenia komunizmem, w 300. rocznicę ślubów lwowskich w 1956 roku oraz 10 lat później w 1966 roku.

    W 1979 roku Jan Paweł II, podczas swojej pierwszej podróży apostolskiej do Ojczyzny, zawierzył Kościół w Polsce Pani Jasnogórskiej. 3 maja 2016 roku, z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski, Przewodniczący Episkopatu dokonał Nowego Aktu Zawierzenia Narodu Polskiego Matce Bożej.

    „W najbliższą niedzielę abp Stanisław Gądecki będzie przewodniczył uroczystościom na Jasnej Górze, podczas których zawierzy naszą ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski. Akt zawierzenia będzie transmitowany przez TVP3 i TV Trwam” – powiedział rzecznik Episkopatu.

    W Akcie Zawierzenia czytamy m.in.: „Wraz z Maryją, Bogurodzicą Dziewicą, Królową Polski i Świętymi Patronami, błagamy o ratunek dla naszej Ojczyzny w jej dzisiejszym trudnym doświadczeniu. (…) Dzisiaj zawierzamy Tobie naszą Ojczyznę i Naród, wszystkich Polaków żyjących w Ojczyźnie i na obczyźnie. Tobie zawierzamy całe nasze życie, wszystkie nasze radości i cierpienia, wszystko czym jesteśmy i co posiadamy, całą naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość”.

    W czasie trwającej epidemii koronawirusa także inne kraje oddały się w opiekę Matki Bożej, m.in. Anglia i Walia, Portugalia i Hiszpania, Austria, a 1 maja br. swój kraj zawierzą Maryi biskupi Włoch.

    Akt Zawierzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski, który odczyta na Jasnej Górze Przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, jest przeznaczony do wykorzystania w kościołach i kaplicach w niedzielę 3 maja.

    Boże, Ojcze Wszechmogący, bogaty w Miłosierdzie, bądź uwielbiony w tajemnicy Twojej Miłości, objawionej przez Syna w Duchu Świętym.

    Panie Jezu Chryste, Zbawicielu świata. Dziękujemy Ci za Twoją ofiarną miłość, która w tajemnicy Ukrzyżowania i Zmartwychwstania stała się miłością zwycięską.

    Duchu Święty, Duchu Prawdy, miłości, mocy i świadectwa, prowadź nas.

    Gdy zbliża się 100. rocznica Cudu Nad Wisłą – który w sierpniu 1920 roku za przyczyną Najświętszej Maryi Panny ocalił naszą Ojczyznę i cywilizację europejską od bolszewickiego panowania – my, Pasterze Kościoła w Polsce, podobnie jak nasi Poprzednicy przybywamy na Jasną Górę. To tutaj od pokoleń uczymy się, że królowanie Chrystusa, a wraz z Nim Maryi, Królowej Polski, obejmuje w sposób szczególny również służbę Narodowi. Tutaj – na Jasnej Górze – uświadamiamy sobie wyraźniej odpowiedzialność za chrześcijańskie dziedzictwo na polskiej ziemi. Potrzebę wspólnej troski wszystkich warstw społecznych nie tylko za materialne, ale także za duchowe dobro naszej Ojczyzny.

    W tym szczególnym roku dziękujemy za 100. rocznicę urodzin Św. Jana Pawła II, który dostrzegał w Maryi wzór niezawodnej nadziei ogarniającej całego człowieka. Dziękujemy również za decyzję o beatyfikacji Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, który przypominał nam, że nie wystarczy patrzeć w czyste, zranione oblicze Matki, ale trzeba też, aby nasz Naród wyczytał w Jej oczach wszystko, co jest potrzebne dla odnowy polskich sumień.

    Wraz z Maryją, Bogurodzicą Dziewicą, Królową Polski i Świętymi Patronami, błagamy o ratunek dla naszej Ojczyzny w jej dzisiejszym trudnym doświadczeniu.

    W duchu Aktu Zawierzenia przez Biskupów Polskich sprzed 100 laty, wyznajemy „w prawdzie i pokorze, że niewdzięcznością naszą i grzechami zasłużyliśmy na Twoją karę, ale przez zasługi naszych Świętych Patronów, przez krew męczeńską przelaną dla wiary przez braci naszych, za przyczyną Królowej Korony Polskiej, Twojej Rodzicielki, a naszej ukochanej Matki Częstochowskiej, błagamy Cię, racz nam darować nasze winy”. Prosimy Cię, przebacz nam nasze grzechy przeciwko życiu, bezczeszczenie Twojej eucharystycznej Obecności, bluźnierstwa wobec Twojej Najświętszej Matki i Jej wizerunków oraz wszelki grzech niezgody. „Przemień serca nasze na wzór Twojego Boskiego Serca; przemień nas potęgą Twojej wszechmocnej łaski a z obojętnych i letnich uczyń nas gorliwymi i gorącymi, z małodusznych mężnymi i spraw, abyśmy już wszyscy odtąd trwali w wiernej służbie Twojej i nigdy Cię nie opuścili”.

    Najświętsze Serce Jezusa, Tobie zawierzamy Kościół na polskiej ziemi, wszystkie jego stany i powołania: duchowieństwo, osoby życia konsekrowanego, wszystkich wiernych, którzy „Polskę stanowią” w kraju i poza jego granicami. Oddal od nas wszelką zarazę błędów i grzechów, pandemię koronawirusa, grożącą nam suszę, jak również kryzys ekonomiczny i związane z tym bezrobocie. Te nasze prośby ośmielamy się zanieść do Ciebie przez szczególne wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, która jest naszą Przedziwną Pomocą i Obroną.

    Bogurodzico Dziewico, Królowo Polski i nasza Jasnogórska Matko! Ku Tobie wznosi się dzisiaj nasza ufna modlitwa, która zespala serca wszystkich Polaków. Przyjmij godziwe pragnienia Twoich dzieci, którymi opiekowałaś się zawsze z macierzyńską troską. Twoimi jesteśmy i Twoimi pragniemy pozostać. Towarzysz nam w codziennej wędrówce naszego życia, bądź Przewodniczką, błagającą i niezwyciężoną Mocą.

    Maryjo! Pragniemy w tej modlitwie przywołać solidarny Akt Zawierzenia świata, Kościoła a także naszej Ojczyzny, który w dniu 25 marca 2020 r., wypowiadał Pasterz Kościoła Portugalskiego w Fatimie. Dzisiaj zawierzamy Tobie naszą Ojczyznę i Naród, wszystkich Polaków żyjących w Ojczyźnie i na obczyźnie. Tobie zawierzamy całe nasze życie, wszystkie nasze radości i cierpienia, wszystko czym jesteśmy i co posiadamy, całą naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Uproś nam wszystkim obiecanego Ducha Świętego, aby ponownie zstąpił i odnowił oblicze tej Ziemi.

    Najświętsze Serce Jezusa, przyjdź Królestwo Twoje!

    Maryjo, Królowo Polski, módl się za nami. Amen

    W imieniu Kościoła w Polsce

    + Stanisław Gądecki, Arcybiskup Metropolita Poznański, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

    Jasna Góra, 3 maja 2020 roku

    Transmisję Mszy św. z kaplicy Matki Bożej w niedzielę, 3 maja o godz.11.00 przeprowadzą m.in. TVP, TV Trwam i Radio Jasna Góra. Eucharystia o godz. 13.00 w intencji Polaków rozsianych po świecie transmitowana będzie przez TV Polonia.

    ************************************************************************

    ************************************************************************

    Brak możliwości przyjęcia Komunii św. nie przerywa praktyki pierwszych piątków i pierwszych sobót miesiąca

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1580827638.jpg

    Jeśli w trakcie odprawiania praktyki pięciu sobót oraz dziewięciu piątków miesiąca nie jest możliwe spełnienie warunku przyjęcia sakramentalnej Komunii w okresie epidemii, nie ulega przerwaniu ciągłość owoców, a więc nie trzeba tej praktyki zaczynać od nowa, a jedynie przedłużyć tę praktykę o kolejny miesiąc – czytamy w komunikacie Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu nt. praktyki pierwszych piątków i pierwszych sobót miesiąca w okresie epidemii.

    Komisja zwraca uwagę, że w okresie epidemii dostęp do sakramentów spowiedzi i Komunii św. jest dla wielu wiernych utrudniony, czasem wręcz niemożliwy. „Z tego względu rodzą się wątpliwości co do zachowania ciągłości pobożnych praktyk dziewięciu pierwszych piątków miesiąca oraz pięciu pierwszych sobót miesiąca, które wielu wiernych podejmuje. Obie praktyki dla zachowania duchowych owoców zakładają przyjęcie Komunii sakramentalnej w określonym czasie” – czytamy w komunikacie Komisji, podpisanym przez jej przewodniczącego bp. Adama Bałabucha.

    Posługując się ogólnymi zasadami prawa kościelnego oraz dokumentami dotyczącymi sytuacji analogicznych, Komisja Episkopatu przypomina kilka zasad. Po pierwsze: „prawo kościelne czysto pozytywne nie obowiązuje przy poważnej przeszkodzie”, a obecne ograniczenia w stanie epidemii są taką przeszkodą. Po drugie: „w analogicznej sytuacji opisanej przez prawo kościelne nie przerywa się ciągłości owoców duchowych pobożnej praktyki pod warunkiem dokończenia jej zaraz, gdy będzie to możliwe”.

    W związku z tym Komisja Episkopatu podkreśla: „Jeśli w trakcie odprawiania praktyki pięciu sobót oraz dziewięciu piątków miesiąca nie jest możliwe spełnienie warunku przyjęcia sakramentalnej Komunii w okresie epidemii, nie ulega przerwaniu ciągłość owoców, a więc nie trzeba tej praktyki zaczynać od nowa, a jedynie przedłużyć tę praktykę o kolejny miesiąc”.

    „Zaleca się jednakże, celem podtrzymania ciągłości praktyki, aby we właściwym dniu (pierwszy piątek/sobota) w okresie braku dostępu do sakramentu, jeśli to możliwe, wzbudzić właściwą danej praktyce intencję oraz skorzystać z możliwości przyjęcia tzw. Komunii duchowej (pragnienia), a także, jeśli trzeba, z możliwości uprzedniego oczyszczenia sumienia z grzechów ciężkich poprzez akt żalu doskonałego, gdy nie można się wyspowiadać (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1452)” – czytamy w komunikacie Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski.

    BP KEP

    Pełna treść komunikatu:

    Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP

    Praktyka pierwszych piątków i pierwszych sobót miesiąca

    w okresie epidemii

    W okresie epidemii dostęp do sakramentalnej spowiedzi i sakramentalnej Komunii jest dla wielu wiernych utrudniony, czasem wręcz niemożliwy. Z tego względu rodzą się wątpliwości co do zachowania ciągłości pobożnych praktyk dziewięciu pierwszych piątków miesiąca oraz pięciu pierwszych sobót miesiąca, które wielu wiernych podejmuje. Obie praktyki dla zachowania duchowych owoców zakładają przyjęcie Komunii sakramentalnej w określonym czasie.

    Posługując się ogólnymi zasadami prawa kościelnego oraz dokumentami dotyczącymi sytuacji analogicznych należy stwierdzić, że:

    – prawo kościelne czysto pozytywne nie obowiązuje przy poważnej przeszkodzie (Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Odpowiedzi na zapytania odnośnie do obowiązku sprawowania Liturgii Godzin, 15.11.2000, Prot. Nr 2330/00/LL, (tekst łaciński &quot;Notitiae&quot; 37 (2001) 190-194).

    – w analogicznej sytuacji opisanej przez prawo kościelne nie przerywa się ciągłości owoców duchowych pobożnej praktyki pod warunkiem dokończenia jej zaraz, gdy będzie to możliwe (Święta Kongregacja Soboru, &quot;Tricenario Gregoriano&quot;. Deklaracja o ciągłości celebracji trzydziestu Mszy Gregoriańskich, 24.02.1967 (AAS 59 (1967), s. 229-230.])

    – dlatego jeśli w trakcie odprawiania praktyki pięciu sobót oraz dziewięciu piątków miesiąca nie jest możliwe spełnienie warunku przyjęcia sakramentalnej Komunii w okresie epidemii, nie ulega przerwaniu ciągłość owoców, a więc nie trzeba tej praktyki zaczynać od nowa, a jedynie przedłużyć tę praktykę o kolejny miesiąc;

    – zaleca się jednakże,celem podtrzymania ciągłości praktyki, aby we właściwym dniu (pierwszy piątek/sobota) w okresie braku dostępu do sakramentu, jeśli to możliwe, wzbudzić właściwą danej praktyce intencję oraz skorzystać z możliwości przyjęcia tzw. Komunii duchowej (pragnienia) (por. Breviarium Fidei (2002), nr 296), a także jeśli trzeba, z możliwości uprzedniego oczyszczenia sumienia z grzechów ciężkich poprzez akt żalu doskonałego, gdy nie można się wyspowiadać (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1452).

    Bp Adam Bałabuch, Przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP

    Świdnica, 2 kwietnia 2020 r.

    ************************************************************************

    JEZU, UFAM TOBIE!

    Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego został namalowany w 1934 r. w Wilnie przez Eugeniusza Kazimirowskiego
    Adolf Hyła „Jezus Miłosierny”  olej na płótnie, 1944 sanktuarium Bożego Miłosierdzia Kraków-Łagiewniki
    W 1944 roku Adolf Hyła namalował nowy obraz Jezusa Miłosiernego, który znajduje się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia Kraków-Łagiewniki


    W niedzielę 22 lutego 1931 roku siostra Faustyna przebywała w Płocku. Wieczorem zobaczyła w klasztornej celi Jezusa.

    „Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady” – zanotowała w „Dzienniczku”. „W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby obraz czczono w kaplicy waszej i na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie”. Pierwszy obraz namalował Eugeniusz Kazimirowski w Wilnie. Większą popularność zyskał jednak obraz Adolfa Hyły, podarowany w 1944 roku dla kaplicy sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

    Obraz oddaje moment ukazania się Zmartwychwstałego apostołom w Wieczerniku, kiedy pokazał im rany i dał władzę odpuszczania grzechów (J 20,19-31). Ta Ewangelia odczytywana jest w święto Bożego Miłosierdzia. Według św. Faustyny Pan Jezus ma być w postawie idąco-stojącej, jak wtedy, gdy zatrzymujemy się dla powitania kogoś. Oczy powinny być spuszczone, a spojrzenie miłosierne jak z krzyża (oddawał to lepiej pierwszy obraz). „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz” – wyjaśniał Pan Jezus s. Faustynie.

    Jan Paweł II, modląc się w Krakowie-Łagiewnikach w 1997 roku, powiedział: „Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz miłosiernego Chrystusa, na Jego Serce promieniujące łaskami, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała święta: »Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z Tobą«. A jeśli szczerym sercem odpowie: »Jezu, ufam Tobie!«, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków”.

    GOŚĆ NIEDZIELNY 22.02.2020ks. Tomasz Jaklewicz

    ************************************************************************

    Święto Miłosierdzia Bożego – geneza, historia i obietnice Pana Jezusa

    Święto Miłosierdzia Kościół obchodzi w I niedzielę po Wielkanocy, w roku 2020 w niedzielę 19 kwietnia. Ustanowił je dla całego Kościoła papież Jan Paweł II w dniu kanonizacji s. Faustyny Kowalskiej 30 kwietnia 2000 r. Obecnie jest nazywane też Niedzielą Miłosierdzia.

    Wcześniej, jako pierwszy wpisał je do kalendarza liturgicznego kardynał Franciszek Macharski dla archidiecezji krakowskiej w roku 1985, a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski św. Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce…

    Święto Miłosierdzia Bożego ma najwyższą rangę wśród wszystkich postaci nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które zostały objawione Siostrze Faustynie.

    Po raz pierwszy o ustanowieniu tego święta mówił Jezus w Płocku w 1931 r., gdy przekazywał swą wolę co do powstania obrazu: Ja pragnę, aby było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy – ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia (Dz. 49).

    Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy na Święto Miłosierdzia ma swój głęboki sens teologiczny, który wskazuje na ścisły związek, jaki istnieje pomiędzy wielkanocną tajemnicą Odkupienia, a tajemnicą miłosierdzia Bożego. Ten związek podkreśla jeszcze nowenna z Koronki do Miłosierdzia Bożego, poprzedzająca to święto, która rozpoczyna się w Wielki Piątek.

    Święto jest nie tylko dniem szczególnego uwielbienia Boga w tajemnicy miłosierdzia, ale czasem łaski dla wszystkich ludzi.

    W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski (Dz. 699).

    Wielkość tego święta mierzy się miarą niezwykłych obietnic, jakie Jezus z tym świętem związał. Kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia – powiedział Chrystus – ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar (Dz. 300).

    Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat (Dz. 699).

    Aby skorzystać z tych wielkich darów, trzeba wypełnić warunki nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego (ufność w dobroć Boga i czynna miłość bliźniego) oraz być w stanie łaski uświęcającej (po spowiedzi świętej) i godnie przyjąć Komunię Świętą.

    Ks. Józef Orchowski

    Święta Siostra Faustyna i Boże Miłosierdzie, Kraków 2015 www.misericors.org/kult

    ************************************************************************

    Czym jest Święto Miłosierdzia Bożego

    Święto Miłosierdzia Bożego obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Święto to, choć jest jednym z najmłodszych w kalendarzu liturgicznym, ukazuje jedną z najważniejszych prawd chrześcijaństwa. Można powiedzieć, że zostało ustanowione na prośbę samego Jezusa, przekazaną w objawieniach s. Faustynie Kowalskiej.

    Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy nie jest przypadkowy – na ten dzień przypada oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, która wieńczy obchody Misterium Paschalnego Chrystusa. Ten okres w liturgii Kościoła ukazuje tajemnicę miłosierdzia Bożego, która najpełniej została objawiona właśnie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Inaczej mówiąc – nie byłoby dzieła odkupienia, gdyby nie było miłosierdzia Boga.

    Przygotowaniem do obchodów święta jest nowenna, polegająca na odmawianiu Koronki do Miłosierdzia Bożego przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku. W tej nowennie – mówił sam Jezus – „udzielę duszom wszelkich łask” (Dz. 796).

    Święto Miłosierdzia zamyka Oktawę Wielkanocy oraz otwiera Tydzień Miłosierdzia. W tym roku obchodzony jest on pod hasłem: „Miłosierdziem budujemy Kościół Boży”, zaczerpniętym z nauczania prymasa Stefana Wyszyńskiego. Tydzień Miłosierdzia jest czasem, który wzywa do refleksji i bardziej uważnego rozejrzenia się wokół, by lepiej dostrzec tych, którzy szczególnie potrzebują naszej pomocy. Jest czasem budzenia „wyobraźni miłosierdzia”, o którą apelował Jan Paweł II, po konsekracji świata Bożemu Miłosierdziu. W tym roku apel ten nabiera wyjątkowego znaczenia ze względu na panującą w Polsce i na świecie epidemię.

    Święto Miłosierdzia Bożego wpisał do kalendarza liturgicznego najpierw kard. Franciszek Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. Po kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto jako obowiązujące w całym Kościele.

    Święto odpowiedzią na prośbę samego Jezusa

    Inspiracją dla ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego było pragnienie Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski” (Dz. 699).

    Kult Bożego Miłosierdzia

    Pierwsze objawienia s. Faustyna miała w 1931 r. w Płocku, a później w Wilnie. Wedle jej wskazań malarz Eugeniusz Kazimirowski namalował obraz “Jezu Ufam Tobie” w 1934 r. w Wilnie. Wówczas wydrukowano także jego małe, czarno-białe reprodukcje. Został on umieszczony w wileńskim kościele św. Michała, w 1948 r. skonfiskowany przez sowietów, ale wykupiony potajemnie przez wiernych i ukryty.

    Maleńkie modlitewniki z Koronką i reprodukcją obrazu Jezusa Miłosiernego, w czasie II wojny światowej były bardzo popularne. Jest wiele świadectw mówiących o tym, że właśnie w trudnym okresie wojny wierni spontanicznie zwracali się do Miłosierdzia Bożego. Żołnierze polscy roznieśli orędzie s. Faustyny na cały świat.

    Dzięki Polakom z armii Andersa, utworzonej w 1941 roku w ZSRR, kult Miłosierdzia dotarł do Iranu, Palestyny, Libanu, Egiptu, a stamtąd – do Afryki i Włoch. Wielkie zasługi w szerzeniu kultu poza granicami oddał marianin ks. Józef Jarzębowski, który podczas okupacji wydostał się z Wilna wywożąc memoriał o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego ks. Michała Sopoćki, spowiednika s. Faustyny i dotarł w niemal cudowny sposób do Stanów Zjednoczonych, podróżując przez Syberię i Japonię. Jeszcze w czasie wojny pojawiły się teksty nowenny, koronki oraz litanii do Miłosierdzia Bożego w językach: niemieckim, litewskim, francuskim, włoskim i angielskim.

    W 1943 r. krakowski spowiednik s. Faustyny, o. Józef Andrasz, jezuita, poświęcił drugi obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Adolfa Hyłę, także według wizji s. Faustyny i ofiarowany do klasztornej kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach. O. Andrasz zapoczątkował też uroczyste nabożeństwo ku czci Miłosierdzia Bożego. Kaplica, która służyła dotąd siostrom i ich wychowankom, stała się miejscem publicznego kultu. Wizerunek bardzo szybko zasłynął licznymi łaskami.

    Próba ogniowa

    Zaraz po zakończeniu wojny, już w 1946 roku w sprawę zatwierdzenia kultu zaangażowali się biskupi polscy. W 1948 roku skierowana została prośba do Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w myśl poleceń, które otrzymała s. Faustyna (Dzienniczek, nr 49,88,1530). 27 lutego 1948 r. rozgłośnia Radia Watykańskiego nadała audycję o siostrze Faustynie i jej posłannictwie.

    Pod koniec lat 50., według Marii Winowskiej – autorki biografii s. Faustyny, apostołka Miłosierdzia Bożego znana była w całej Europie, obu Amerykach, w Australii, w wielu krajach Azji i Afryki. Dzieła teologiczne poświęcone Miłosierdziu Bożemu oraz obrazki wraz z koronką do Miłosierdzia Bożego ukazały się w językach angielskim, francuskim, hiszpańskim, portugalskim, włoskim, niemieckim oraz w liturgicznym wówczas języku Kościoła – po łacinie. Same teksty nabożeństw i akt “Jezu, ufam Tobie!” przetłumaczone zostały ponadto na litewski, łotewski, niderlandzki, czeski, słowacki, ukraiński, węgierski oraz chorwacki. W Polsce istniało już wiele ośrodków, w których czczono Boże Miłosierdzie.

    W tej sytuacji sporym zaskoczeniem była Notyfikacja Świętego Oficjum z 1958 r., które kwestionowało nadprzyrodzoność objawień siostry Faustyny, sprzeciwiało się wprowadzeniu święta Miłosierdzia Bożego, zakazywało rozpowszechniania obrazków i pism propagujących nabożeństwo w formach proponowanych przez siostrę Faustynę. Wątpliwości związane były nie tyle z samym kultem, co wynikały z pewnych nieprawidłowości w jego formach. Były dwa główne powody wydania przez Święte Oficjum dekretu zakazującego nowego kultu. Na pierwszy złożyło się rozpowszechnianie wyrwanych z kontekstu albo niedokładnych i “poprawionych” przez jedną z sióstr fragmentów „Dzienniczka” siostry Faustyny, obecnych we włoskim tłumaczeniu, które dotarło do kongregacji, drugim zaś było – co może dziś szokować – stanowisko większości polskich hierarchów. Watykańscy eksperci opierali się na niedokładnych i źle przetłumaczonych odpisach rękopisów „Dzienniczka”. Ich autorka, siostra Ksawera Olszamowska, działając w dobrej wierze, „poprawiła” nieco dzieło Faustyny. Opuściła wielostronicowe fragmenty tekstu, pominęła wiele zdań i pozmieniała sens niektórych sformułowań.

    W drugiej nocie Świętego Oficjum z 6 marca 1959 r. autorzy wycofali się jednak z negatywnego sądu co do prawdziwości objawień, nie zakazywano tak ostro propagowania samego kultu, ale powierzono to „roztropności biskupów, włącznie z usunięciem ww. obrazów, które ewentualnie zostały już wcześniej wystawione do kultu”. W związku z czym obrazy ze świątyń zostały usunięte, zaprzestano organizowania nabożeństw.

    Jednak ówczesny metropolita krakowski abp Eugeniusz Baziak, zdecydował, że obraz Adolfa Hyły przedstawiający Jezusa Miłosiernego, związany z objawieniem siostry Faustyny ma pozostać tam, gdzie był, czyli w kaplicy klasztoru w Łagiewnikach. Z innych kościołów został usunięty.

    Zasadniczą rolę w zdjęciu zakazu i dalszym rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego odegrał następca abp Baziaka, abp Karol Wojtyła, który nie miał wątpliwości, jak pokazują następne wydarzenia, co do prawdziwości objawień siostry Faustyny i szczególnej aktualności przesłania o Bożym Miłosierdziu. Będąc młodym księdzem wracał często do kaplicy w Łagiewnikach. Kronika sióstr odnotowuje, że ksiądz Wojtyła kilkakrotnie głosił kazanie w trzecią niedzielę miesiąca w czasie Mszy świętej i nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia.

    Wojtyła jako arcybiskup krakowski od 1964 r., przyjął bardzo mądrą strategię polegającą na tym, że najpierw należy doprowadzić do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny, a potem dopiero podjąć kroki mające na celu propagowanie kultu Bożego miłosierdzia.

    Proces informacyjny ws. siostry Faustyny w archidiecezji krakowskiej rozpoczął się w 1965. Zakończył po dwóch latach, a w 1968 zaczął być prowadzony jej proces beatyfikacyjny w watykańskiej Kongregacji ds. Świętych. W tym czasie kard. Wojtyła zarządził nowe wydanie „dzienniczka”, gdzie tekst został skopiowany dosłownie, bez opuszczeń i dopisków oraz ze zwróceniem uwag na podkreślenia ołówkiem, którym s. Faustyna zaznaczała słowa Jezusa. Zlecił ekspertyzę teologiczną “Dzienniczka” s. Faustyny ks. prof. Ignacemu Różyckiemu z krakowskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego, który znany był z tego, że nie był przekonany do orędzia siostry Faustyny. Jednakże napisana przez niego obiektywna, naukowa analiza, dała podstawy do tego, że Paweł VI w 1978 r. odwołał ograniczenia dotyczące kultu Bożego Miłosierdzia. W tym samym roku kard. Wojtyła został papieżem.

    Encyklika i “Dzienniczek”

    W 1980 roku Jan Paweł II ogłosił encyklikę „Dives in misericordia” o Bożym Miłosierdziu. Ważny etap rozwoju kultu stanowiła beatyfikacja s. Faustyny (18 kwietnia 1993 roku w Rzymie). Siedem lat później, 30 kwietnia 2000 r., bł. s. Faustyna Kowalska została wyniesiona przez Jana Pawła II do chwały ołtarzy jako święta. 5 maja 2000 roku Kongregacja Kultu Bożego i ds. Dyscypliny Sakramentów wydała dekret ustanawiający obowiązujące w całym Kościele powszechnym Święto Miłosierdzia Bożego. Polecenia Pana Jezusa, sformułowane w trakcie objawień zostały tym samym zrealizowane.

    W Polsce do rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego przyczyniło się także wydane w 1981 r. krytyczne opracowanie “Dzienniczka” w jego oryginalnym kształcie. W połowie lat 80. nie było już diecezji, która by nie miała parafii pw. Miłosierdzia Bożego.

    17 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu. Tego dnia w Krakowie-Łagiewnikach konsekrował świątynię pod wezwaniem Bożego Miłosierdzia i ustanowił w niej światowe sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

    „Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość, przezwycięż wszelkie zło, pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi doświadczyć Twojego miłosierdzia, aby w Tobie, Trójjedyny Boże, zawsze odnajdywali źródło nadziei” – modlił się wówczas Papież, powierzając cały świat Bożemu Miłosierdziu.

    „Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat” – wyjaśniał, apelując, że „Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia, gdyż w miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”.

    „To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tutaj przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!” – apelował.

    Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca po pierwszych Nieszporach Niedzieli Miłosierdzia 2005 r.; uroczystości, którą sam ustanowił. Fakt ten wydaje się wymownym dopełnieniem roli, jaką odegrał w upowszechnieniu prawdy o Bogu bogatym w miłosierdzie. Prawdy przypomnianej za pośrednictwem prostej s. Faustyny, przy grobie której modlił się w młodości.

    Dziś do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie Łagiewnikach przybywa corocznie około 2, 5 miliona pielgrzymów z Polski i wszystkich kontynentów. Szczególnie licznie sanktuarium odwiedzili młodzi podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku w Krakowie.

    Jednym z owoców konsekracji świata Bożemu Miłosierdziu w Krakowie, była decyzja o utworzeniu sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Wilnie, mieście, gdzie s. Faustyną doświadczyła większości swych objawień. Obecny na uroczystościach w Łagiewnikach metropolita wileński kard. Audrys Juozas Bačkis postanowił pracować nad ożywieniem kultu na całej Litwie. Pierwszym krokiem miało być otwarcie sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Kardynał wyremontował w tym celu kościół św. Trójcy w Wilnie, do którego przeniósł we wrześniu 2005 r. cudowny obraz Jezusa Miłosiernego. Obraz ten od czasów wojny, przez kilkadziesiąt lat ukrywany był w jednej z parafii na Białorusi, a do Wilna powrócił w 1987 r. i początkowo umieszczony został w należącym do miejscowych Polaków kościele Świętego Ducha. Dziś w wileńskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia każdego dnia sprawowane są liturgie zarówno po litewsku jak i po polsku oraz w wielu innych jeżykach. Przybywają tam pielgrzymki z całego świata.

    W Polsce obok sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach kult Miłosierdzia Bożego szerzony jest również w kilku innych sanktuariach, to znaczy w Dolinie Miłosierdzia w Częstochowie, w Myśliborzu, w Ożarowie Mazowieckim, w Kaliszu, Płocku, Warszawie, w Białymstoku, w Świnicach Warckich.

    We Włoszech główne miejsce szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego stanowi Centro della Divina Misericordia przy kościele Santo Spirito in Sassia w Rzymie w pobliżu Watykanu. Specyficzną formą szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego w tym kraju jest peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego do parafii i wspólnot zakonnych, które tego pragną. Kilkudniowy pobyt obrazu Jezusa Miłosiernego w parafii lub wspólnocie kończy się zapoczątkowaniem odmawiania na stałe koronki do Miłosierdzia Bożego i Godziny Miłosierdzia.

    W Niemczech od 1987 roku działa w Brilon Schwester Faustine Sekretariat, zajmujący się wydawaniem i dystrybucją obrazków, folderów i książek propagujących posłannictwo św. Siostry Faustyny i jej duchowość.

    We Francji od zakończenia II wojny światowej kult Miłosierdzia Bożego szerzą księża pallotyni z ośrodka w Osny pod Paryżem. W 1993 roku wznowione zostało po 35 latach przerwy czasopismo pt. “Messager de la Misericorde Divine”. Kult Jezusa Miłosiernego sprawowany jest w około 100 kościołach, kaplicach i wspólnotach zakonnych we Francji.

    W Portugalii szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego zajmuje się Apostolat Miłosierdzia Bożego z siedzibą w Balsamao. Oprócz Balsamao istnieje w Lizbonie ośrodek kultu Miłosierdzia Bożego założony przez Stowarzyszenie Katolików Świeckich pod nazwą “Odnowić wszystko w Chrystusie”.

    W Anglii i Irlandii istnieją liczne ośrodki kultu Miłosierdzia Bożego prowadzone przez księży marianów, a także ludzi świeckich. Za przykład można podać Fawley Court w Henley-on-Thames w Anglii. Ośrodek ten rozwija działalność duszpasterską i wydawniczą.

    W Czechach ośrodki kultu Miłosierdzia Bożego w Brnie i innych miastach utrzymują kontakty z sanktuariami polskimi. Czciciele Miłosierdzia Bożego z Czech co roku licznie przybywają do sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach na święto Miłosierdzia.

    Na Węgrzech główny ośrodek kultu Miłosierdzia Bożego mieści się w Egerze, a osobą odpowiedzialną za kontakty i współpracę Episkopatu Węgier z sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach jest tamtejszy sufragan bp Istvan Katona.

    Na Słowacji księża pallotyni budują w Spisska Nova Ves kościół pod wezwaniem Bożego Miłsoierdzia i od 1997 roku wydają czasopismo “Apostol Bozieho Molosrdenstva”.

    W Szwecji od 1995 roku grupa czcicieli Miłosierdzia Bożego gromadzi się regularnie przy parafii Najświetszej Maryi Panny w Malmo. Podobne grupy działają w Boras i w Göteborgu.

    Bardzo żywo kult miłosierdzia rozwija się od czasów II wojny światowej w Stanach Zjednoczonych. Obecnie w USA istnieje 75 sanktuariów Bożego Miłosierdzia, na czele z Narodowym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego Stanów Zjednoczonych w Stockbridge w stanie Massachusatts.

    Kult, zapoczątkowany objawieniami św. Faustyny, jest bardzo rozpowszechniony także w Ameryce Południowej i Afryce, na Filipinach, Korei i Nowej Zelandii. W Australii działa Bractwo Miłosierdzia Bożego, które zrzesza ponad 5 tys. osób z 14 krajów. Bardzo prężnym ośrodkiem duszpasterskim i wydawniczym jest również kanadyjska wspólnota w Verdun, której członkowie troszczą się o ludzi zagubionych moralnie.

    Czciciele Miłosierdzia Bożego zrzeszają się ponadto w dwóch międzynarodowych organizacjach: Stowarzyszeniu Apostołów Bożego Miłosierdzia “Faustinum”, które liczy ok. 5 tys. osób z ponad 40 krajów oraz w wielomilionowym Apostolskim Ruchu Bożego Miłosierdzia. W samych Stanach Zjednoczonych należy do niego ok. miliona osób.

    Szerzeniem orędzia Miłosierdzia Bożego w szczególny sposób zajmuje się zgromadzenie Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała s. Faustyna oraz siostry Jezusa Miłosiernego – zgromadzenie założone przez kierownika duchowego i spowiednika s. Faustyny, bł. ks. Michała Sopoćkę.

    Tygodnik NIEDZIELA, Marcin Przeciszewski, (KAI)

    ***********************************************************************

    Koronka do Miłosierdzia Bożego – Jak się nią modlić?

    Pan Jezus podyktował św. Siostrze Faustynie tekst Koronki do Miłosierdzia Bożego w Wilnie 13 i 14 września 1935 roku. Koronka do odmawiania na zwykłej cząstce różańca – 5 dziesiątków.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Koronka do Miłosierdzia Bożego jest modlitwą wyjątkową, gdyż przekazał ją sam Chrystus. Siostra Faustyna usłyszała ją najpierw we wnętrzu swej duszy i modliła się jej słowami, gdy w wizji zobaczyła anioła, który przyszedł ukarać ziemię za grzechy (Dz. 474-475). Na drugi dzień Pan Jezus dokładnie jej wyjaśnił, jak należy tę modlitwę odmawiać i jak wielkie ma ona znaczenie (Dz. 476); w następnych objawieniach przekazał obietnice, które związał z ufnym jej odmawianiem.

    Czytaj więcej o Koronce i obietnicach z nią związanych —> Faustyna.pl: Koronka do Miłosierdzia Bożego 


    Jak się modlić Koronką do Miłosierdzia Bożego?

    Na początku

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.

    Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion. Zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał. Wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego. Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.

    Na dużych paciorkach (1 raz)

    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.

    Na małych paciorkach (10 razy)

    Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

    Na zakończenie (3 razy)

    Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem.


    Imprimatur:
    kard. Franciszek Macharski metropolita krakowski, Kraków, 16 lutego 1980


    Kult Miłosierdzia Bożego —> www.misericors.org/kult

    ************************************************************************

    7 maja – pierwszy czwartek miesiąca

    o godz. 20.30 – Msza Święta

    o godz. 21.00 – godzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji kapłanów (Litania Loretańska i Różaniec)

    Modlitwa za kapłanów, którą napisał spowiednik św. Faustyny, błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko

    Boże miłosierny,
    daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów!

    Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego,
    aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł,
    a żaden powołany nie został pominięty.

    Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego,
    jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego Apostołów!

    Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy
    głoszą słowem, przykładem i życiem!

    Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia,
    oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie
    i nie szukają niczego prócz Twojej chwały.

    Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha,
    którego wylałeś na Apostołów!

    Amen.

    ************************************************************************


    CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ!

    PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ!

    z życzeniami na WIELKANOC 2020

    Podczas Liturgii Wielkiego Piątku papieski kaznodzieja o. Cantalamessa bardzo wnikliwie odczytał obecny czas. Żeby zobrazować sytuację do jakiej doszedł nasz ludzki świat, przywołał historię angielskiego malarza Jamesa Thornhilla. Otóż artysta podczas ozdabiania ściany londyńskiej katedry św. Pawła, zachwycony swoim dziełem, aby lepiej popatrzeć na wykonany przez siebie fresk, cofnął się tak, że mógł spaść z wysokiego rusztowania. Jego pomocnik widząc tę sytuację pomazał farbą fragment fresku i wtedy artysta nagle zatrzymał się, oburzony zeszpeceniem jego dzieła. Czy zdał sobie sprawę, że w ten właśnie sposób jego pomocnik  uratował mu życie?

    Zauważmy, że Pan Bóg nieraz miesza się w nasze plany i w nasz spokój, właśnie po to, aby uratować nas od spadnięcia w przepaść, której nie widzimy. Ten świąteczny czas jest nam dany, abyśmy weszli w zadumę nad ludzkim losem i zauważyli jak błądzimy w naszym rozumowaniu.  Bo to nie Pan Bóg za pomocą korona-wirusa oszpecił fresk naszej dumnej cywilizacji technicznej. Pan Bóg poprzez swojego Syna dał nam niewyobrażalny dowód, że zawsze jest po naszej stronie a nie po stronie jakieś bezkształtnej cząstki maleńkiego wirusa, który nagle obnażył naszą złudną wszechmoc. Teraz zobaczyliśmy, że jesteśmy śmiertelni i na nic wojskowe potęgi czy wspaniałe technologie. To nie one nas uratują. 

    Odsuńmy różne wątpliwości, może nawet pretensje do Pana Boga, z którymi nie umiemy sobie poradzić. A wtedy, dzięki Bożej łasce, zobaczymy, w tej nowej odsłonie Wielkiego Tygodnia Roku Pańskiego 2020, najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości: JEZUSA CHRYSTUSA ZMARTWYCHWSTAŁEGO.

    This image has an empty alt attribute; its file name is Pachamama-concierto-de-navidad-specola.jpg

    Pusty grób
    Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

    Maria Magdalena ze swoim pośpiechem – bo jak pisze święty Jan „pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, udała się do grobu” – jest mi taka bliska, jak zresztą każdemu człowiekowi. Kto z nas nie przeżywał już, albo jest w trakcie doświadczenia, kiedy grób staje się bliższy, niż był przedtem?

    Nie dlatego tak piszę, że z biegiem lat człowiek czuje zbliżającą się własną śmierć, ale dlatego, że śmierć zabrała osobę bliską, może – najbliższą. Chodzę więc na cmentarz. A przecież nie spotykam już kochanej osoby, którą Bóg postawił na mojej drodze, ale spotykam samego siebie, moje wspomnienia, mój żal i tak często mój wyrzut sumienia, że nie dość było się dobrym, serdecznym. Wiem, w grobie są tylko prochy, kości i wielkie milczenie. Ale chcę za każdym razem, gdy jestem nad grobem mojej mamy, mojej siostry i tylu innych, którym tak wiele zawdzięczam, nie tylko wzruszyć się, ale iść dalej – tam dokąd prowadzi mnie dzisiejsza Liturgia.

    Maria Magdalena tak bardzo pragnęła już być przy grobie – dlatego ten pośpiech i ten ból wielki, a przed oczyma jej serca zmasakrowane Jezusowe ciało, które pragnęła jedynie namaścić. Martwiła się jak wejść do grobu. A oto „zobaczyła kamień odsunięty od grobu”. Grób okazał się grobem pustym.

    Więc znowu z pośpiechem pobiegła, aby powiadomić Piotra i Jana: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Nie wiedziała jeszcze, że to sam Pan prowadził ją tą drogą, na której dorastała do radosnej Tajemnicy Zmartwychwstania. Jak to dobrze, że wyszła naprzeciw, że pozwoliła się Jezusowi prowadzić.

    Bo „Jezus Zmartwychwstały niepokoi – jak pisze ksiądz Tadeusz Huk – wyrywa człowieka z zastoju, zasklepienia, pokazuje nowe perspektywy. Powoli, cierpliwie dotyka ludzkiego serca i otwiera na zaufanie, jest zawsze o krok przede mną w drodze, gdy pojawia się pytanie o dobro, prawdę, sens życia, gdy pragnę uwierzyć, modlić się, to właśnie On jest obecny w moim życiu, to On wzywa, zaprasza, potwierdza, że JEST i chce być przy mnie, On zabity, a przecież żyjący. Światło zmartwychwstania prześwietla wszelki ból, zło, śmierć i tym światłem pragnie mnie objąć Jezus, jeżeli tylko zdecyduję się wyjść. Uwierzyć, że w moim życiu może się wiele zmienić”.

    Wraz z całym Kościołem stoję przed pustym grobem. Czy potrafię postawić sobie pytanie bardziej świadomie niż rok temu, co we mnie ma z martwych powstać? Życie każdego człowieka ma wielkie możliwości dzięki mocy Ducha Bożego. Dlatego może doświadczać sensu życia, cierpienia i śmierci – o czym zapewnia święty Paweł, pisząc: „wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu”.

    Żeby odkryć w sobie tę moc, muszę zgodzić się, aby wyjść naprzeciw radosnej Tajemnicy wypowiedzianej przez anioła: „Powstał z martwych i udaje się do Galilei. Tam Go ujrzycie”.

    W katedrze Holly Cross kończyła się Liturgia Wielkanocna. W bocznej nawie klęczała matka, której na imię było Maria. Przez wiele lat modliła się, aby jej dwaj synowie powrócili do wiary. Jej modlitwy były zajęte tylko tą jedną, jedyną intencją. W pewnym momencie podniosła wzrok i nagle – nie dowierzając własnym oczom – zobaczyła swoich synów stojących w drzwiach katedry. Co więcej, stali w długiej kolejce do konfesjonału. Ogarnęła ją radość i ogromna wdzięczność. Później dowiedziała się od synów, co sprawiło, że powrócili.

    Tego dnia pogoda była okropna. Lało jak z cebra. Dwaj bracia wsiedli w samochód, aby pojechać na dyskotekę. Jadąc, na drodze zobaczyli starszego mężczyznę, który, kulejąc, szedł bez parasola. Nie było na nim suchej nitki. Zatrzymali samochód, aby go podwieźć. Mężczyzna zmierzał do katedry Holly Cross, do której miał jeszcze ze trzy mile. Gdy byli już przed bramą świątyni, deszcz wciąż mocno padał. Pomyśleli, mając czas, dlaczego nie – zaczekają na niego, aby go odwieźć z powrotem. W tym czekaniu doszli do wniosku, że może lepiej wejść do środka. Chyba będzie przyjemniej niż w samochodzie. I wtedy w czasie podniesienia, przeistoczenie dokonało się również w nich. Podjęli decyzję.

    Historia dwóch braci z nieznajomym na drodze do Holly Cross bardzo przypomina spotkanie na innej drodze, która prowadziła do innej wioski. Też było dwoje ludzi. Szli, zupełnie zrezygnowani, pozbawieni już wszelkiej nadziei z powodu tragicznych wydarzeń Wielkiego Piątku. I na tej drodze z Jerozolimy do Emaus spotkali Nieznajomego. Mimo że rozmowa na początku nie była dla nich przyjemną, to oni jednak, jak mówi Pismo Święte, „przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Ten ich upór był błogosławiony, bo rozpoznali w Nieznajomym Zmartwychwstałego Jezusa przy łamaniu chleba. Właśnie wtedy, jak zaznacza Pismo Święte – „oczy im się otworzyły”.

    Bracia jadący w kierunku Holy Cross byli zupełnie nieświadomi, iż usłużyli samemu Jezusowi. Ale ich uczynek wraz z żarliwą modlitwą matki sprawił, że doświadczyli mocy samego Boga.

    Wychodzenie z ciemności, aby zaznać Światła, wciąż trwa. Oby głos wołającego Kościoła był coraz lepiej słyszany:

    „Zbudź się o śpiący i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”.
    Bo Chrystus zmartwychwstał.
    Prawdziwie zmartwychwstał.

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    Śniadanie wielkanocne

    W Niedzielę Wielkanocną po Mszy św. rezurekcyjnej gromadzimy się wszyscy na uroczystym śniadaniu przy odświętnym stole, przybranym gałązkami, baziami wierzbowymi, zieloną pszenicą, rzeżuchą albo bukszpanem, które symbolizują nowe życie otrzymane na Chrzcie św. Na środku stołu umieszczamy świecę, baranka wielkanocnego. Przed spożywaniem pokarmów winna być wspólna modlitwa o Boże błogosławieństwo, o dary Ducha Świętego dla naszego papieża Franciszka, o łaskę nawrócenia dla niewierzących, o pokój na ziemi, o pociechę dla cierpiących i samotnych.

    Zmartwychwstał Pan prawdziwie. Alleluja.

    Bogu niech będą dzięki. Alleluja.

    Gromadzimy się dzisiaj w naszej wspólnocie rodzinnej, aby uroczyście świętować pamiątkę Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Życzę nam wszystkim tu obecnym, aby pokój i radość zagościły w naszych sercach. Życzę, byśmy wszyscy byli świadkami Zmartwychwstałego Chrystusa w dzisiejszym świecie i gdziekolwiek będziemy, byśmy oznajmiali, że Pan rzeczywiście zmartwychwstał. Ogarnijmy myślą i sercem wszystkich naszych krewnych i przyjaciół, żyjących i zmarłych, ogarnijmy cały świat i prośmy:

    Ojcze nas, któryś jest w niebie…

    Modlitwa przed posiłkiem:

    Z radością wysławiamy Ciebie, Panie, Jezu Chryste, który po swoim z zmartwychwstaniu ukazałeś się uczniom przy łamaniu chleba. Panie, bądź z nami, kiedy z wdzięcznością spożywać będziemy te dary i dzisiaj w braciach przyjmujemy Ciebie w gościnę, przyjmij nas kiedyś jako współbiesiadników w swoim królestwie, który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

    Modlitwa po posiłku:

    Uczniowie poznali Pana. Alleluja.

    Przy łamaniu chleba. Alleluja.

    Boże, źródło życia, napełnij nasze serca paschalną radością i podobnie jak dałeś nam pokarm pochodzący z ziemi, spraw, aby zawsze trwało w nas nowe życie, które Chrystus nam wysłużył przez swoją śmierć i zmartwychwstanie i w swoim miłosierdziu nam udzielił. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************

    Zaufać do końca

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1546526314.jpg


    Niedziela Miłosierdzia Bożego

    19 kwietnia 2020

    Zmartwychwstały Chrystus po swojej męce i śmierci powraca do swoich uczniów. Każdego dnia, począwszy od Wielkiej Nocy, Ewangelie opowiadają o tych spotkaniach. Jest taki zwykły, że Maria Magdalena wzięła Go za ogrodnika. Do wystraszonych zaś uczniów  przychodzi pomimo zaryglowanych drzwi i tłumaczy, że tak być musiało. Tak wypełniły się Pisma. Pokazuje swoje rany na rękach, na nogach. Żeby ich przekonać, że ma ciało i kości, podaje im chleb i rybę. Razem z nimi się posila – po to, aby uwierzyli, że to On jest, prawdziwie żyjący.

    „Nie pokazał się ani Piłatowi, ani Herodowi, ani wielkim kapłanom – jak napisał ksiądz Janusz Pasierb. Nie ujrzeli Go ich zausznicy, szpicle, fałszywi świadkowie, oprawcy. Któż inny odmówiłby sobie takiego triumfu, nasycenia oczu przerażeniem swoich wrogów. Ale oni byli już nieważni, to znaczy ich nienawiść była nieważna. Niewątpliwie czegoś się dowiedzieli. Przerazili się tą pogłoską, która obiegła miasto. Później jednak przeszli nad nią do porządku. Czuli się bezpieczni i zapewne sypiali spokojnie.

    On tymczasem przychodził do biednych, osaczonych, szukających, smutnych, pełnych nieśmiałej czy rozgoryczonej nadziei. I tak miało pozostać, począwszy od tamtej nocy” – jedynej nocy, którą nazywamy: Wielka Noc.

    Jakie to jest pocieszające, bo tu odnajduję siebie – w tych Jezusowych powrotach, które wciąż trwają. Jego miłość i Jego wierność nie jest skrępowana żadnym czasem. Choć tak naprawdę to nie Jezus wraca – tylko ja biedny, grzeszny człowiek wciąż powracam do Jezusa. Każdy mój powrót jest możliwy dzięki modlitwie zanoszonej przez cały Kościół i poszczególnych ludzi – tych, o których wiem i tych, o których Bóg tylko wie. Obym mógł zawsze wysławiać Pana za to, że już tyle razy było mi dane i wciąż uczestniczę w Tajemnicy dotykania, niemalże jak Tomasz, Chrystusowego człowieczeństwa, które z martwych powstało. Przecież nie co innego się dzieje, kiedy klękam przed drugim kapłanem, który nosi w sobie moc Jezusowego tchnienia z dzisiejszej Ewangelii. A sprawowana Eucharystia?

    Tutaj posłużę się tekstem księdza biskupa Jana Pietraszki, aby lepiej zrozumieć, jak bardzo człowiek jest związany z Bożą rzeczywistością: „Jego Ciało zamknięte w Eucharystii jest oddzielone od Krwi widzialnym znakiem postaci wina. Jest w stanie ofiarnym i nosi na sobie znaki cierpienia i śmierci. Kiedy Go przyjmujemy, kładziemy i my – w ustanowiony przez Niego sposób – nasze ręce duchowe na to Ciało i na te znaki męki i śmierci. On nas również dotyka – w sobie wiadomy sposób – w najgłębszych pokładach naszego człowieczeństwa i pozostawia tam zbawienne ślady swej obecności i swego działania.

    Dobrze jest od czasu do czasu popatrzeć w tej perspektywie na swoje ciało i na swoje ręce, i powiedzieć sobie samemu: To są ręce, które tyle razy kładły się duchowo na Chrystusowe rany, to jest moje ciało, które nosi na sobie znaki i ślady tylu dotknięć Chrystusa, a żadne z nich nie pozostało bez skutku. On nas tyle razy budził na nowo do postawy odważnej wiary, On nam przypominał tamte słowa wypowiedziane do Tomasza: <Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.> On nas ciągle karmi swoim zmartwychwstaniem i pragnie nas napełnić swoim niezwyciężonym życiem. Jako siewca rzuca swoje zmartwychwstanie jak ziarno w ziemię naszego człowieczeństwa, by we właściwym czasie – Jemu tylko znanym – wyrosło w nas drzewo życia i zaowocowało naszym osobistym zmartwychwstaniem”.

    W dzisiejszą niedzielę, która jest niedzielą Bożego Miłosierdzia, dobrze jest zdać sobie sprawę, że w moim życiu w s z y s t k o zawdzięczam Bożemu Miłosierdziu. A jak bardzo nikłe musi być tutaj moje rozeznanie, zdałem sobie sprawę dopiero wtedy, kiedy przeczytałem tekst z rękopisu błogosławionego księdza Michała Sopoćki: „Są prawdy, które się zna i często o nich się słyszy i mówi, ale się nie rozumie. Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy wspominałem o tej prawdzie w kazaniach, powtarzałem w modlitwach kościelnych – szczególnie w psalmach – ale nie rozumiałem znaczenia tej prawdy, ani też nie wnikałem w jej treść, że jest najwyższym przymiotem działalności Boga na zewnątrz. Dopiero trzeba było prostej zakonnicy, siostry Faustyny ze Zgromadzenia Opieki Matki Bożej (magdalenek), która intuicją wiedziona powiedziała mi o niej krótko i często powtarzała, pobudzając mnie do badania, studiowania i częstego o tej prawdzie myślenia”.

    Święty Piotr w dzisiejszym drugim Czytaniu przypomina, że „Bóg Ojciec w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei”. Przez tę prawdę miłość całkowicie zwyciężyła nienawiść. Miłosierdzie osiągnęło triumf nad złem. Grzech nie jest już nieszczęściem – jeżeli otworzę się na Boże Miłosierdzie.

    Słyszałem o pewnym księdzu, który był bliski załamania. Przeżywając jakieś wewnętrzne rozdarcia, postanowił zostawić kapłaństwo, a nawet odejść od Boga. Jakby na pożegnanie poszedł do swojego kolegi, z którym razem był święcony. Opowiedział mu o wszystkich swoich grzechach, o swojej niewierności i właściwie nie ukrywał, że on już zwątpił w Boże Miłosierdzie. Kolega ksiądz tłumaczył jak mógł: że miłosierdzie Boże jest ogromne, że dobry Bóg wciąż ma dla nas swoją przebaczającą miłość – wystarczy ją tylko przyjąć.

    – I co z tego? Moje serce jest jak dziurawe wiadro. Boże przebaczenie przelatuje przez nie jak przez sito.

    –        Myślę, że to dobry obraz – twoje serce jest jak dziurawe wiadro, w którym pełno dziur i różnych pęknięć. Jeżeli wrzucisz je w morze Bożego Miłosierdzia, to przecież nie jest ważne, ile jest dziur. Boże Miłosierdzie, które jest nieskończone, otoczy je z wszystkich stron. I im więcej dziur, tym szybciej dostanie się do środka.

    ks. Marian SAC

    Każdy ma swoją drogę do Emaus
    III Niedziela Wielkanocna

    26 kwietnia 2020

    Léon-Augustine Lhermitte „Wieczerza w Emaus”  olej na płótnie, 1892 Muzeum Sztuk Pięknych, Boston
    Léon-Augustine Lhermitte “Wieczerza w Emaus” 1892 Muzeum Sztuk Pięknych, Boston

    Już od szeregu lat mam tę możliwość bycia na co dzień z ludźmi, których koleje życia bywały tak bardzo trudne, że często słyszę w ich głosie rozgoryczenie i wątpliwości. Wojenna tułaczka, która wiodła wielu z nich aż na Syberię, a potem szlakiem krajów arabskich i afrykańskich doprowadziła w końcu nie do ziemi ojczystej, ale obcej.

    Nie pogodzili się z faktem, że siłą tworzy się prawo. Przecież wyrośli w romantycznej tradycji półtora wiekowej walki o niepodległość. Wciąż napotykam na otwarte rany powstałe z uświadomienia krzywdy, jaka ich spotkała. Idą z tym ciężarem przez życie, czując się oszukani. I pytają nie tylko siebie samych – „na cóż więc przydał się wkład naszej krwi i bohaterstwa?” Ileż razy było mi dane uczestniczyć w robieniu bilansu gasnącego życia wśród tych, którzy pozostali do końca żywym protestem na umowy wielkich tego świata. Wybierając z serca gorycz, tak jakbym czerpakiem wylewał brudną wodę – a ona wciąż dopływała, nie wiadomo skąd – wtedy zaczynam lepiej rozumieć słowa, które napisał Cyprian Norwid: „Gorzki to chleb jest polskość”. Na wyspie, która stała się siłą rzeczy drugim domem, kiedy się budzę, każdy poranek podobny jest do siebie poprzez swoją ciężkość i mglistość. Już słyszę wyrzuty od tych, których dziś odwiedzę: „a jednak starość Panu Bogu się nie udała”. A ja z kolei wciąż się łudzę, że moje pytanie, może tym razem nie pozostanie bez odpowiedzi: dlaczego jesień jest taka piękna? Zwrotnica jest jednak zbyt ciężka dla mnie, żeby ją przestawić. Pozostaje zatem czekać i słuchać. W rozmowie z 87-letnim Rodakiem jestem urzeczony prawdziwością przysłowia: „Nie zapomina się smaku chleba z rodzinnego domu i głosu kochającej matki”.

    Dzisiejsza Ewangelia o owych uczniach do Emaus bardzo przypomina moich wiecznych żołnierzy, dla których <Bóg, Honor i Ojczyzna> nie jest pustym sloganem, ale prawdą ich życia. Dla niektórych z nich to wciąż Ojczyzna jest Jerozolimą, z której wyszli i stale idą drogą prowadzącą do bliżej nieokreślonego Emaus. To już nie jest odległość 60 stadiów, ale przeszło 60 lat. Ile pretensji i żalu do Boga, którego plany trudno pojąć, bo każdy z nas stale musi odchodzić od tych wizerunków Bożego Oblicza przykrojonych na ludzką tylko miarę. Jezusowe zaś Królestwo, które już jest obecne na ziemi, nie do ziemi jednak należy. Takie bywają rozmowy, długie nieraz, na dalekiej północy. Tu odnajduję podobieństwo do rozmowy dwóch uczniów Jezusa. Jednemu z nich na imię było Kleofas. „Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali”.

    Sam sobie zadaję pytanie, jeżeli tamtym pierwszym uczniom nie wystarczyło Chrystusowe nauczanie, którego słuchali bezpośrednio, osobiście, zanim nastąpiły wydarzenia Wielkiego Piątku – to jak ja, biedny, grzeszny człowiek, mam tłumaczyć Boże drogi, na których też często staję bezradny. Więc lepiej jest milczeć. Każdy ma swoją własną drogę do Emaus, którą musi przebyć.

    Czy ja potrafię odnaleźć siebie w owych uczniach, do których dołączył Nieznajomy, wtedy kiedy sam znajdę się w sytuacji mojego rozgoryczenia? Trzeba mi się wciąż miarkować, aby nie ulec pokusie, która jest złudzeniem, że moje życie sam mogę sobie zaprogramować. Jakie to naiwne robić plany, w których wszystko będzie toczyć się bezpiecznie, bez żadnych wielkich wstrząsów. I jakie byłoby to nieszczęście, nie odczuwając na drodze swojego życia wciąż obecnego Zmartwychwstałego Pana.

    Więc dla osób, które już nie mogą być mi obojętne, a których oczy niejako chwilowo utknęły na uwięzi, widząc wokoło samą tylko pustkę, bo najbardziej bliska osoba odeszła, chcę podzielić się tekstem, który znalazłem u księdza biskupa Jana Pietraszki:

    „W takich warunkach może być postawiony znak zapytania nad całym sensem naszego życia, nad sensem naszej wierności Panu Bogu i Chrystusowi według dawnych wyuczonych z katechizmu schematów z dawnych lat. I wtedy Chrystus musi przyjść drugi raz. Wtedy nam trzeba spotkania na tej wspólnej drodze i rozmowy z Chrystusem. Na szczęście Chrystus może przychodzić zamkniętymi drzwiami. Może wchodzić w samo serce zamkniętych sytuacji, niedostępnych dla nikogo. Na szczęście może czytać treści naszego wnętrza tak dokładnie, jak my sami nie potrafimy. I może przychodzić niewidzialnie i naprawdę być nawet wtedy, kiedy my o tym zupełnie nie wiemy. Może się posłużyć cudzym głosem, cudzymi myślami jako skutecznym narzędziem, choć to narzędzie jest nieraz tak zaskakująco proste. Przecież On nawet z błota ziemskiego uczynił lekarstwo na niewidzące oczy.

    On i do nas musi przyjść z owocami własnej śmierci.

    On musi do nas wrócić z owocami swojego krzyża i otworzyć nam niewidzące oczy, żebyśmy Go zobaczyli na nowo, w zupełnie nowej sytuacji, w tej nieoczekiwanej perspektywie, którą nam życie stworzyło, w nowych, nieraz radykalnie zmienionych warunkach życia, byśmy zobaczyli na nowo sens i wartość tam, gdzie wszystko naraz wydawało się tylko chaosem, bezsensem, absurdem i pustką”.

    Słuchając Słowa Bożego, słuchamy samego Jezusa. Żeby tylko zapałało w nas serce – tak jak uczniom idącym do Emaus, „kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał”. Oni Go przymusili i pozostał z nimi. Zostanie i z nami, jeżeli Go również przymusimy.

    Bo dzień, który przeżywamy tu i teraz, już naprawdę się nachylił. Eucharystia wciąż trwa. Nieustannie trwa. Oby to dzisiejsze łamanie Chleba uwolniło moje oczy z uwięzi.

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    IV NIEDZIELA WIELKANOCNA ROK A

    3 maja 2020

    Jezus jest moim pasterzem

    4 Niedziela Wielkanocna - Rok C - Dobry Pasterz
    foto: Jezuici/Londyn

    W starożytności chrześcijańskiej Chrystus najczęściej był przedstawiany jako Dobry Pasterz. I dzisiejsze Słowo Boże nie inaczej zwraca się do słuchacza. Sam Jezus mówi o sobie, że jest pasterzem, że jest bramą owiec. Używając takiego porównania był właściwie rozumiany. Cały Stary Testament pełen jest obrazów pasterzy pasących swoje owce. Abraham, Izaak i Jakub byli pasterzami. Mojżesz, któremu Pan Bóg objawił się w ognistym krzaku na Synaju zajmował się pasieniem owiec. A Dawid czyż nie był zawezwany do proroka Samuela, który go namaścił na króla, właśnie od owiec. Do groty betlejemskiej przybyli pasterze jako pierwsi, którzy oddali pokłon Nowonarodzonemu.

    A dziś jaki we mnie powstaje rezonans kiedy słyszę: Jezus jest moim pasterzem. To znaczy, że ja jestem owcą, baranem. Jakieś dziwne ogarniają mnie skojarzenia, albo raczej opory. Człowiek wciąż nosi w sobie pragnienie, nie zawsze do końca uświadomione, bycia niezależnym, zaradnym, bystrym. A tymczasem porównanie z poczciwymi stworzeniami nie wiele ma wspólnego z synonimem inteligencji.

    Przejeżdżając poprzez rozległe wrzosowe pola wszędzie widzę, nie razem, tylko pojedynczo porozrzucane szkockie owce. Oddzielają je kamienne płoty, które układają się w jakąś szachownicę. Co jakiś czas na tych murach ułożonych z kamieni bez żadnej zaprawy jest otwór na szerokość jednej owcy. To jest po prostu taka bramka. Są one między innymi po to, aby w niebezpiecznym czasie właściciel zatoczył na tą otwartą przestrzeń w murze leżący obok głaz. Ale czy zdąży w porę, żeby nikt z zewnątrz nie mógł wejść i żeby owce mogły   poczuć się bezpieczne?

    Na galilejskich zboczach po których chodził Jezus owce zawsze były razem, a sam pasterz był bramą dla owiec. Samym sobą bronił wstępu obcemu. Owce znały jego głos i tylko za nim szły. Tu dopiero można zrozumieć Jezusowe słowa, kiedy mówi o sobie, że On jest prawdziwym Pasterzem, bo jest nie tylko bramą przez którą przechodzą owce, ale On sam swoje życie oddaje i za te, które już są w Jego owczarni i za te, które odeszły, pogubiły się, a On wciąż je szuka a kiedy znajdzie sprowadza. Przypowieść o Dobrym Pasterzu jest właściwie jakaś nieprawdopodobna. Kto by zostawił 99 owiec i biegał za tą jedną, która po prostu sobie odeszła? Przecież taki porządny pasterz, który zna się na kalkulacji rozumuje całkiem logicznie: niech sobie idzie, bo i tak już nic z niej nie będzie. Pewnie się poraniła, a z taką pokaleczoną, chorą tylko kłopot. Właściwie dobrze jej tak. Po co uciekała? 

    Jakie to szczęście, że Jezus uprawia zupełnie inną matematykę, która jest całkowicie sprzeczna z wyrachowanym światem. Jak to możliwe, żeby 1 było tyle samo ważne, albo nawet ważniejsze niż 99. Najemnik, handlarz, hodowca taką owcę dobija, albo pozostawia własnemu losowi. Tu przypominają mi się wspomnienia z obozów koncentracyjnych opowiadane przez moich parafian, jak koledzy, przyjaciele wynosili ludzi konających na apel, żeby nie zostali w bloku, bo by ich dobito. Człowiek konający musiał udawać, że żyje. Właściwie ten lęk wciąż towarzyszy dzisiejszemu człowiekowi zatrudnionemu w różnych zakładach pracy. W jakim muszą żyć stresie, ponieważ boją się pokazać swoją chorobę, że słabną, że się starzeją.

    Przed Jezusem nie muszę niczego ukrywać. Jego zachęta nieustannie jest słyszana: „Przyjdźcie do Mnie  wszyscy, którzy jesteście obciążeni, słabi i chorzy, a Ja was pokrzepię”. Jezus „woła swoje owce po imieniu i wprowadza je”. A słowo „znać” w języku Biblii znaczy „kochać”. Jakich nieprawdopodobnych Pan Jezus używa porównań, że ja biedny grzesznik czuję się bardzo zakłopotany. Jak rozumieć Chrystusowe słowa, kiedy mówi, że „nas kocha tak jak Ojciec Jego kocha  a On Ojca”?

    Przecież z każdym dniem zdaję sobie coraz lepiej sprawę, że naprawdę jestem owcą próbując wciąż iść jakąś swoją drogą. Ale czy ta droga nie oddala mnie od owczarni? Ileż razy czułem się zagubiony, nieszczęśliwy, poraniony. Uczestniczę w powszechnym dziś falowaniu pomiędzy dumą a świadomością poniżenia. Neurotyczne pragnienie aby być kochanym z równoczesnym uciekaniem i lękiem przed miłością jest dziś jakimś znakiem czasu.  W tym miejscu chcę podzielić się zdaniem, które usłyszałem podczas rekolekcji prowadzonych przez ks. Pasierba, bo wciąż te słowa, pomimo tylu lat są we mnie żywe: „Nie próbuj sam się zbawić. Nie starczy ci życia. Pozwól się Jezusowi odnaleźć”. Bo tak jest w moim życiu, że często sam nie potrafię się ani odnaleźć, ani pozbierać i zupełnie zrozumieć.  Obraz z Księgi Rodzaju stale się powtarza: Bóg nawołuje człowieka po imieniu szukając go. A człowiek ukrywa się w krzakach ze swoim wstydem. Tu widać czym jest pycha, która chce wszystko tylko sobie zawdzięczać, nawet swoją zgubę. Obłudnie tłumaczę się wstydem, który wstrzymuje mnie, abym pokazywał Jezusowi swoje rany. A przecież na pokazywaniu swoich ran, które zadał mi świat, szatan, grzech i również ja sam sobie polega Sakrament pojednania.

    Ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich rozważań przy Stacji III-go upadku tak pisze: „Kiedyś usłyszałem takie słowa: <Z ran się wyspowiadaj>. Człowiek spowiada się z grzechów, ale i z ran. Niechęci, urazu, żalu, jakie ma do kogoś”.

    Dzisiejsze II Czytanie kończy się wielką dla mnie pociechą: „Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych”.

    Patrzę więc z dziękczynną modlitwą w sercu na szkockie wzgórza na których znowu urodziło się bardzo wiele owiec i jestem pewien, że  Pan nasz Jezus Chrystus, Dobry Pasterz odnajdzie nas wszystkich porozrzucanych i pogubionych na bezkresnych przestrzeniach – bo przecież tak nie wiele trzeba: jedynie pozwolić się odnaleźć. 

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    V NIEDZIELA WIELKANOCNA

    10 maja 2020

    Pan Jezus żegnając się z uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy wypowiada bardzo wzruszające słowa: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie Boga? I we mnie wierzcie”. A powiedział to na kilka godzin przed rozpoczęciem swojej męki. Przez trzy lata przygotowywał swoich wybranych, aby ich wiara nie ustala. Widział dokładnie poszczególne etapy męki duchowej i fizycznej, które już niebawem miały się stać Jego udziałem. Dlatego mówił otwarcie: „Wy wszyscy zgorszycie się mną tej nocy”.  Bonhoeffer ujął w jednym zdaniu co znaczyło wtedy i co znaczy dziś być uczniem Jezusa, Jego wyznawcą – po prostu: „być z Bogiem w Jego bezsilności i cierpieniu”. Trzeba było wtedy, trzeba i dziś wejść za Jezusem w strefę słabości. A jest to ta słabość, która wciąż nie przestaje gorszyć świata. Ale jedynie tą drogą można się zbliżyć do Bożej Tajemnicy. Dlatego ma rację Pascal pisząc, że „znamy Boga tylko przez Chrystusa, ale i siebie samych poznajemy tylko dzięki Niemu. Jedynie przez Jezusa poznajemy życie i śmierć”.   

    Pan Jezus pociesza swoich uczniów w Wieczerniku. Wyjaśnia sens tego co ma nadejść. Pewnie i sam siebie pocieszał. Bo mówił o swoim Ojcu, do którego wraca. O domu, w którym jest mieszań wiele. „A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem”.

    Kiedy słyszę słowo – dom, rodzinny dom – to doskonale zdaję sobie sprawę co mieści się pod tym pojęciem. Pewnie dlatego urządziłem w wynajętym mieszkaniu kaplice, która jest „izbą na górze”. Na jednej ze ścian wypisałem wiersz Cypriana Norwida „Moja Piosnka”, aby przypominało to, co w języku tubylców określane jest jednym krótkim słowem <home>. Mieć dom to nie znaczy posiadać budynek, ale mieć ścisłe więzy z ludźmi, którzy są mi bliscy i dla których nie jestem obojętny.

    Czym jest taki dom – przywołam historię młodego Martina, który potrzebował kogokolwiek, aby podzielić się tym co przeżywał. Zwrócił się do siedzącego obok pasażera w pociągu, zupełnie obcego, aby opowiedzieć mu swoją historię. Wracał z więzienia. Był tam zamknięty na trzy lata za jakieś kradzieże i inne przestępstwa. Ten jego pobyt w zakładzie karnym odmienił go zupełnie. Czuł się strasznie winnym przede wszystkim dlatego, że sprawił tak ogromną przykrość, krzywdę swojej rodzinie. Przez te całe trzy lata nie było żadnego listu, żadnych odwiedzin. Próbował znaleźć jakieś wytłumaczenie. Jego rodzice byli praktycznie analfabetami. Byli także bardzo biedni i nie było ich stać, aby wsiąść w pociąg i odwiedzić syna w więzieniu, które znajdowało się daleko od domu. Ale on wciąż żył nadzieją, że może jednak przebaczyli mu i czekają na jego powrót. Aby mieć pewność napisał do nich list. Jeżeli jest oczekiwany, to niech dadzą mu jakiś znak. Jego rodzinny dom był bardzo blisko torów kolejowych. Z tyłu domu w ogrodzie rosła stara jabłoń. Więc jeżeli go oczekują, to niech zarzucą na to drzewo białą wstążkę. A jeżeli nie – to niech nic nie robią. Kiedy nie zobaczy białej wstęgi na gałęziach jabłoni, będzie to znaczyło, że  już nie jest oczekiwany. Jest im zupełnie obojętny. Wtedy on, po prostu, pozostanie w pociągu. Minie przystanek, gdzie był jego dom. Wysiądzie dopiero na ostatniej stacji, która znajduje się w wielkim mieście. Tam nikomu nie będzie znany i tam łatwo będzie mógł zaginąć. Kiedy pociąg był już blisko jego rodzinnego domu niepewność Martina wymieszana wciąż jednak z tlącą się nikłym płomykiem nadzieją była tak ogromna, że nie mógł patrzeć przez okno. Poprosił swego rozmówcę, aby on szukał jabłoni. Zgodził się chętnie i po chwili złapał za ramię Martina wykrzykując z radości: Synu, jesteś ocalony. Masz dom, do którego możesz wrócić. Zobacz! Kiedy otworzył oczy ujrzał starą jabłoń ubraną nie w jedną białą wstążkę, ale w mnóstwo wstążeczek. Łzy pojawiły się na jego twarzy, które swą gorzkością zmywały zmarnowane młode lata. Jego współpasażer powiedział później: Czułem, że jestem świadkiem cudu. Nie wiele razy w życiu byłem wzruszony, tak jak teraz, kiedy uświadomiłem sobie co to znaczy dla młodego człowieka mieć dom, w którym jest się oczekiwany.

    Człowiek, który jest bezdomny, nie ma nadziei i nie ma wiary. Życie takiego człowieka jest koszmarem, bo jego droga życia prowadzi do nikąd. Szwedzki pisarz, który popełnił samobójstwo, napisał: „Moje życie jest tylko podróżą z jednej ciemności do drugiej”.

    Tu dopiero Jezusowe słowa: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem” stają się naprawdę Dobrą Nowiną. Po to właśnie przyszedł, aby nas pozbierać pogubionych na tym padole. Aby ukazać  Ojca, który oczekuje nie tylko na swojego Syna, ale również na tych wszystkich, których Mu dał. Każdy człowiek wyszedł z ręki Boga i dlatego „niespokojne jest serce człowieka póki     nie spocznie w Bogu”. Pragnienie domu czyż z każdym dniem nie staje się coraz większą tęsknotą? Tak, sprawia to Ojciec, o którym mówi Jezus: „Ojciec, który trwa we mnie, On sam dokonuje tych dzieł”. 

    Te Boże dzieła czyż nie dotykają i mnie? Ileż to razy zostałem przeprowadzony przez „ciemną dolinę”. I wciąż Bóg wyprowadza mnie z moich niedobrych sytuacji – tzn. grzesznych, takich niezgodnych z Bożym zamysłem. Nie odbywa się to bezboleśnie. 

    Niech Pan Bóg, który jest nieskończonym miłosierdziem, będzie uwielbiony.

                                                                                        ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    VI NIEDZIELA WIELKANOCY  ROK A

    17 maja 2020

    powiew Ducha Świętego/Wrocław/życie zakonne.pl

    ———————–

    W Kościele nadal trwa okres Pięćdziesiątnicy. Jest to czas, w którym Pan Jezus nie tylko ukazuje się swoim uczniom po zmartwychwstaniu, ale również przygotowuje na przyjęcie i przeżycie nowej Tajemnicy. Takie są Słowa dzisiejszej Ewangelii: „Będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”. Pozostało już tylko dwa tygodnie do Świąt Zesłania Ducha Świętego. To oczekiwanie jest jakby „małym adwentem”.

    Dlaczego więc nie odnajduję w sobie pragnienia, aby poznawać coraz lepiej bliskość Pana? Gdzie podziało się moje wyczekiwanie, aby Duch Prawdy we mnie zamieszkał tak naprawdę, tak całkowicie? Raczej zauważam w moim postępowaniu sytuację nienormalną. Jakbym uczestniczył w dość powszechnym dziś, nawet modnym zakłamaniu, które polega, owszem, na uznaniu Boga, tylko, że na bezpieczną odległość, z daleka. Dobrze oddaje ten mój stan ducha obecny czas izolacji. Uczestniczę tak na odległość poprzez internetowe transmisje w Liturgii Kościoła. Jeżeli mnie to boli ta niemożność bycia na Eucharystii – to dobrze. Ale jeżeli przyzwyczajam się do takiego sposobu przeżywania mojej relacji z Bogiem w Jego Kościele – to znaczy, że wciąż jest we mnie lęk przed zbytnim zbliżeniem się do Bożych Tajemnic. To jest taka chęć ukrycia się przed Bogiem, chęć ucieczki sprzed Bożego Oblicza. Dlaczego?

    Dzieje człowieka rozpoczęły się w raju. To jest początek kontaktu z Bogiem, kiedy Bóg przechadza się z Adamem po ogrodzie w porze popołudniowego wiatru, tak jak zwykł człowiek przebywać ze swoim przyjacielem. Bo Bóg jest osobą do której mogę przeżywać te same emocje, jakie przeżywam w stosunku do bliskiej, do najbliższej mi osoby, najbliższego mi człowieka. Zaczęło się od przyjaźni. Bóg zwracając się do człowieka, zaprzyjaźniając się  z człowiekiem unicestwił straszliwy dystans jaki istnieje w stosunku do stworzenia. Zaakceptował, wybrał człowieka. Bóg powiedział człowiekowi: jesteś dobry, aby być moim partnerem. W języku angielskim jest takie ładne wyrażenie: „you are good enough”.  A człowiek kiedy dopuścił się pierwszego grzechu zaczyna ukrywać się przed Bogiem. Chowa się w krzakach. Adam nie wyrzekał się Boga. On tylko nie chciał po swoim nieposłuszeństwie być za blisko z Bogiem. Uważał, że lepszy będzie dystans. Ale Bóg nie rezygnował z przyjaźni. Nawoływał: Adamie, gdzie jesteś? Dlatego jest Wcielenie jako dowód akceptacji przez Boga. Nawet po grzechu człowiek jest wciąż dość dobry, żeby dla niego watro było poświęcić Syna. Bóg robi wszystko, aby zasłużyć na bliskość z człowiekiem. Dopiero co przeżywałem liturgiczny okres Wielkiego Postu, gdzie mogłem raz jeszcze zobaczyć całą mękę i śmierć, której Syn Boży podjął się dla mnie.

    Tu dopiero widać tę potworną pułapkę grzechu. Bo to grzech powoduje dystans. Kiedy ludzkie serce pogrążone jest w ciemnościach może nadal uznawać Boga, ale w życiu takiego człowieka Boża Miłość jest skrępowana. Nie widać wtedy wyraźnie granicy pomiędzy dobrem a złem. Wyrazistość grzechu jest zamazana. I tym samym Prawda staje się niewidoczna. Tu odnajduję odpowiedź dlaczego tak trudno człowiekowi jest wejść w tę Bożą bliskość? 

    Wiem, że moje serce wciąż jest dalekie, aby całkowicie wypełnić Jezusowe słowa: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”. Wiem, że ukochanie Jezusa jest początkiem wejścia na drogę, która przybliża do Boga. Ale czy ja  już wszedłem tak naprawdę na tę drogę? W drugiej Modlitwie Eucharystycznej o Tajemnicy Pojednania jest bardzo zwięźle ukazany cały proces ludzkiego dojrzewania: „Wszyscy oddaliliśmy się od Ciebie, ale Ty sam, Boże, nasz Ojcze, stałeś się bliski dla każdego człowieka. Przez ofiarę Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, wydanego za nas na śmierć, doprowadzasz nas do Twojej miłości, abyśmy także my dawali siebie braciom”.

    Widząc w sobie wciąż uśpione przeróżne demony, które są pożywką mego egoizmu – proszę Cię Panie, abyś mnie doprowadził „do Twojej miłości”. Abym w końcu uwierzył, bez żadnych zastrzeżeń, że Twoje przykazanie miłości nie jest ciężarem, ale darem. Bo wtedy w wypełnianiu tego daru Duch Pocieszyciel będzie dokonywał swego dzieła. Przez to Boże działanie – ja stworzenie  słabe, nędzne i grzeszne – mogę wchodzić w coraz większą bliskość z moim Stworzycielem, Wybawicielem i Pocieszycielem. Staje się wtedy rzecz zupełnie niezrozumiała dla świata, bo oto serce człowieka staje się domem dla  samego Boga.  To są słowa z dzisiejszej Ewangelii: „wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was”.

    Św. Paweł w liście do Galatów napisał po prostu: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”.

    A osoba Jana Pawła II czyż nie jest czytelnym  znakiem w jaki sposób życie samego Boga w Trójcy Jedynego może zamieszkiwać ludzkie serce i przez to ludzkie serce działać?

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    VII NIEDZIELA WIELKANOCY   ROK A

    24 maja 2020

    Adoracja przed Najświętszym Sakramentem – godz. 10.30 – 11.00

    Msza św. – godz. 11.00

     foto: Tygodnik Niedziela/Rafael Santi

    ————————-

    Nastrój melancholii i smutku jest bardzo wyraźny w liturgii wielkanocnych niedziel.    Święto Wniebowstąpienia Pańskiego ukazuje postać odchodzącego Chrystusa na tle obłoku i wiosennego błękitu. Apostołowie pewnie długo by patrzyli w górę gdyby nie przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. Nie było łatwo zejść z góry Oliwnej. Tak niedługo cieszyli się Zmartwychwstałym Panem. Pan Jezus przygotowywał ich na tę chwilę odejścia: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was”.

    Ten ból rozstania być może pomógł im lepiej „trwać jednomyślnie na modlitwie razem          z niewiastami, Maryją, matką Jezusa, i braćmi Jego”?

    Każdego roku Kościół wchodzi w tamten Wieczernik. Wchodzi z tamtą dziewięciodniową modlitwą, aby nadal trwać razem z Maryją.

    Mówimy – Królowa Apostołów. Bo Ona, jak wskazuje Konstytucja Dogmatyczna o Kościele, „z racji daru i roli boskiego macierzyństwa, dzięki czemu jednoczy się z Synem Odkupicielem, i z racji swoich szczególnych łask i darów związana jest głęboko także z Kościołem”.

    „Maryja, która wkroczywszy głęboko w dzieje zbawienia łączy w sobie w pewien sposób i odzwierciedla najważniejsze treści wiary, gdy jest sławiona i czczona, przywołuje wiernych do Syna swego i do Jego ofiary oraz do miłości Ojca”. 

    Przesuwam więc paciorki różańca kontemplując słowa Jej Syna, który mówi do swojego Ojca o sprawach niezmiernie ważkich i głębokich. A te Jezusowe słowa dotykają każdego człowieka osobiście. Dotykają więc i mnie. My wszyscy należymy do Ojca, który dał moc swojemu Synowi nad każdym człowiekiem, po to, aby obdarzać każdego człowieka życiem wiecznym.  „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”.

    „Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”.

    Czy rzeczywiście uwierzyłem już, że ja  człowiek, biedny, grzeszny, jestem obdarzony godnością domownika w Bożym Domu? Zbyt często zapominam, że za ceną Jezusowych Ran zostałem przygarnięty. Wtedy moje życie nie staje się darem, bo nie odczuwam Bożej bliskości. Bóg, który mnie pierwszy ukochał – otrzymuje z mojej strony wciąż tylko bladą, nieuważną i słabą odpowiedź  w porównaniu do tego, co On odczuwa.

    Tu przyłapuję się, że można poprzestać na łatwym stwierdzeniu: Bóg kocha ludzkość. Nie wymaga to żadnego wysiłku i nic z tego nie wynika. A chodzi przecież o to, aby uwierzyć tak naprawdę, na serio, tak całkowicie, że Boża miłość jest prawdziwa, żywa, skierowana osobiście do mnie, skoro nawet taki maleńki szczegół nie jest Mu obojętny, który znajduję w Ewangelii według św. Łukasza, że „nawet włos z głowy waszej nie spadnie, by Ojciec o tym nie wiedział”.

    Czytając rozważania ks. Ludwika  Evely na temat źródeł naszego braterstwa natrafiłem na taki tekst: „Bóg cię kocha – właśnie ciebie. Obchodzisz Go osobiście, do szaleństwa, ciągle. Bóg znajduje w tobie Swą radość, jesteś Mu potrzebny, twoje serce Go cieszy, twoja obojętność zasmuca, twoje smutki Go przejmują. Jest bez ustanku z tobą, pełen wyczekiwania, dumny z ciebie lub martwiąc się tobą”.

    A w Dzienniczku św. Faustyny ile razy Jezus mówi, jak bardzo pragnie dawać najwięcej          i daje tym, którzy tego pragną. Ile tu trzeba mieć pokory, szczerości i świeżości. Powiedzieć bez żadnej obłudy, jedynie z czystej uczciwości, co jest oczywiste, że ja nie jestem godzien miłości, ale równocześnie, żebym był tak prostoduszny, abym mógł uwierzyć, jak bardzo jestem ukochanym.  

    Ten skarb Bożego dotyku odkrywa się zazwyczaj wtedy kiedy decyduję się na odwagę            i zaczynam kochać innych. W ten sposób Bóg wciąga mnie w swój rytm. I tu już drugi człowiek przestaje być mi obojętny. 

    Przepiękny jest tekst Claudela: „Żadnego z naszych braci, choćby tego chciał, nie może zabraknąć wśród nas. Nawet w najtwardszym skąpcu, nawet w prostytutce                                i w najbrudniejszym pijaku znajduje się dusza nieśmiertelna, która jest święcie zajęta oddychaniem i która, wykluczona z jasności dnia, praktykuje nocną adorację. Słyszę jak mówią, gdy my mówimy, a płaczą, gdy ja klękam. Przyjmuję wszystko. Biorę je wszystkie, rozumiem je wszystkie, nie ma ani jednej, której bym nie potrzebował i bez której byłbym zdolny obyć się. Wiele jest gwiazd na niebie, ich liczba przechodzi wszelką możliwość jej wyczerpania, a jednak nie ma ani jednej, która nie byłaby mi potrzebna do chwalenia Boga. Dużo jest żyjących,  a spośród nich tylko niewielu czymś w życiu zabłyśnie, podczas gdy inni miotają się w chaosie i w wierze ciemności. Dużo jest dusz, ale nie ma ani jednej, z którą nie byłbym złączony w tym jej świętym szczycie, który wymawia: Ojcze nasz”.

    Pogodzić się, że odblaski Boga odnajduję w biednych istotach, tak jak inni mogą je znajdować we mnie. Jest to ciągłe przyjmowanie tej gorszącej tajemnicy, ponieważ Bóg zechciał posługiwać się  ludzkimi rękoma.  W tym poznawaniu i zespalaniu widoczne jest dzieło Bożego Ducha. Oby nas przeniknęło swoim światłem.

    Wołam więc z Wieczernika wraz z całym Kościołem trwającym na modlitwie:

    Przyjdź Duchu Święty!

    ks. Marian SAC

    ************************************************************************

    4 czerwiec – I czwartek miesiąca – IX tygodnia zwykłego

    Święto Pana Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana

    Święto Pana Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana obchodzone jest w Polsce od 2013 r. Ma ono przyczynić do świętości życia duchowieństwa oraz być inspiracją do modlitwy o nowe, święte i liczne powołania kapłańskie.
    Decyzję o wprowadzeniu święta podjęli biskupi zgromadzeni na 360. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Zakopanem w listopadzie 2012 r. W następstwie tej decyzji, w lutym 2013 r. Watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła dla Kościoła w Polsce nowe święto oraz zatwierdziła jego coroczne obchody na czwartek po Niedzieli Zesłania Ducha Świętego.
    Biskupi podkreślają, że święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana, wprowadzone w ostatnich dniach pontyfikatu papieża Benedykta XVI jest dla Kościoła w Polsce niejako jego testamentem duchowym.
    Egzegeza tekstu biblijnego ma prowadzić do modlitwy. Najlepszym zwieńczeniem tych rozważań będzie litania o Chrystusie-Kapłanie, odmawiana niegdyś w seminariach duchownych. Ojciec święty Jan Paweł II w swojej książce Dar i tajemnica poleca nam ją gorąco dla odnowienia żarliwości apostolskiej. Pisze tam między innymi: “W Ofierze Krzyża, upamiętnianej i uobecnianej w każdej Eucharystii, Chrystus ofiaruje siebie za zbawienie świata. Wezwania litanijne wyrażają całe bogactwo tej tajemnicy (…)  Jest w tych wezwaniach zawarte wielkie bogactwo teologicznej wizji kapłaństwa. Litania ta jest głęboko osadzona w Piśmie świętym, a zwłaszcza w “Liście do Hebrajczyków” (Dar i tajemnica, s. 77).

    Świętując dzisiejszą uroczystość Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który jest Najwyższym i Wiecznym Kapłanem – dziś również jest pierwszy czwartek miesiąca – a więc mamy podwójną zachętę, aby modlić się za kapłanów, którzy poprzez swoją posługę, przede wszystkim sakramentalną, pomagają nam osiągnąć wieczne zbawienie.

    Msza święta

    transmisja z kaplicy-izby Jezusa Miłosiernego o godz. 20.30

    Antyfona na wejście

    Chrystus, Pośrednik nowego Przymierza, które trwa na wieki, ma Kapłaństwo nieprzemijające – Hbr 7,24; 9,15

    Chwała na wysokości…

    Kolekta

    Boże, Ty dla chwały Twojego majestatu
    i dla zbawienia rodzaju ludzkiego
    ustanowiłeś Jednorodzonego Syna swojego
    Najwyższym i Wiecznym Kapłanem,
    spraw, aby dzięki łasce Ducha Świętego ci,
    których On wybrał jako sługi i szafarzy swoich tajemnic, okazali się wierni w wykonywaniu przyjętego
    urzędu posługiwania.
    Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.
    Amen.

    Czytanie z Księgo Rodzaju – Rdz 22,9-18

    A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna. Ale wtedy anioł Pana zawołał na niego z nieba i rzekł: „Abrahamie!” A on rzekł: „Oto jestem”. Powiedział mu: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna”.

    Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna. I dał Abraham miejscu temu nazwę „Pan widzi”. Stąd to mówi się dzisiaj: „Na wzgórzu Pan się ukazuje”.

    Po czym anioł Pana przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: „Przysięgam na siebie, mówi Pan, że ponieważ uczyniłeś to, iż nie oszczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia na wzór twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu”. Abraham wrócił do swych sług i wyruszywszy razem z nimi w drogę, poszedł do Beer-Szeby. I mieszkał Abraham nadal w Beer-Szebie.
    Oto słowo Boże.

    Psalm 40

    R/ Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę

    Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
    lecz otwarłeś mi uszy:
    nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
    Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę. R/

    W zwoju księgi jest o mnie napisane:
    Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
    a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
    Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
    i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz,
    Panie. R/

    Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca,
    głosiłem Twoją wierność i pomoc.
    Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności
    przed wielkim zgromadzeniem. R/

    Alleluja, alleluja, alleluja. 

    Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu, dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię. 

    Alleluja, alleluja, alleluja.

    Słowa Ewangelii według św. Mateusza – Mt 26,36-42

    Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”. I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty”.

    Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Powtórnie odszedł i tak się modlił: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja”.

    Oto słowo Pańskie.

    Modlitwa nad darami

    Panie Boże, niech nasz Pośrednik, Jezus Chrystus, uczyni te dary miłymi Tobie;
    i wraz z Sobą przedstawi nas jako wdzięczną ofiarę.
    Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Prefacja
    Kapłaństwo Chrystusa i Kościoła

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
    słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie
    Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty,
    wszechmogący, wieczny Boże.
    Ty przez namaszczenie Duchem Świętym
    ustanowiłeś Twojego Jednorodzonego Syna Kapłanem nowego i wiecznego przymierza i postanowiłeś,
    że Jego jedyne kapłaństwo będzie trwało w Kościele. Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości
    dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie.

    W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę,
    przez którą odkupił ludzi,
    i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty,
    karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci,
    starają się upodobnić do Chrystusa
    i składają Tobie świadectwo wiary i miłości.
    Dlatego z Aniołami i wszystkimi Świętymi
    wysławiamy Ciebie, z radością wołając:


    Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów.
    Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.
    Hosanna na wysokości.
    Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
    Hosanna na wysokości.

    Antyfona na Komunię

    Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

    Modlitwa po Komunii

    Prosimy Cię, Panie, niech święta Hostia,
    którąśmy ofiarowali i przyjęli, odnowi nasze życie, abyśmy nieustannie zjednoczeni z Tobą w miłości, przynosili owoce trwające na wieki.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


    po Mszy św. godzinna adoracja

    Litania do Chrystusa Kapłana i Żertwy

    • Kyrie eleison Chryste eleison. Kyrie eleison.
    • Chryste usłysz nas Chryste wysłuchaj nas.
    • Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    • Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    • Duchu Święty, Boże,
    • Święta Trójco, jedyny Boże,
    • Jezu, Kapłanie na wieki, zmiłuj się nad nami.
    • Jezu, nazwany przez Boga Kapłanem na wzór Melchizedeka,
    • Jezu, Kapłanie, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą,
    • Jezu, Kapłanie wielki,
    • Jezu, Kapłanie z ludzi wzięty,
    • Jezu, Kapłanie dla ludzi ustanowiony,
    • Jezu, Kapłanie wszystkich wierzących,
    • Jezu, Kapłanie większej od Mojżesza czci godzien,
    • Jezu, Kapłanie prawdziwego przybytku,
    • Jezu, Kapłanie dóbr przyszłych,
    • Jezu, Kapłanie święty, niewinny i nieskalany,
    • Jezu, Kapłanie wierny,
    • Jezu, Kapłanie miłosierny,
    • Jezu, Kapłanie dobroczynny,
    • Jezu, Kapłanie pałający gorliwością o Boga i ludzi,
    • Jezu, Kapłanie na wieczność doskonały,
    • Jezu, Kapłanie, który wszedłeś do nieba,
    • Jezu, Kapłanie, siedzący po prawicy Majestatu na wysokości,
    • Jezu, Kapłanie wstawiający się za nami przed obliczem Boga,
    • Jezu, Kapłanie, któryś nam otwarł drogę nową i żywą,
    • Jezu, Kapłanie, któryś umiłował nas i obmył od grzechów Krwią swoją,
    • Jezu, Kapłanie, któryś siebie samego wydał jako Ofiarę i Hostię dla Boga,
    • Jezu, Ofiaro Boga i ludzi,
    • Jezu, Ofiaro święta,
    • Jezu, Ofiaro niepokalana,
    • Jezu, Ofiaro przyjęta przez Boga,
    • Jezu, Ofiaro przejednania,
    • Jezu, Ofiaro uroczysta,
    • Jezu, Ofiaro chwały,
    • Jezu, Ofiaro pokoju,
    • Jezu, Ofiaro przebłagania,
    • Jezu, Ofiaro zbawienia,
    • Jezu, Ofiaro, w której mamy ufność i śmiały przystęp do Boga,
    • Jezu, Ofiaro, która dwoje jednym uczyniła,
    • Jezu, Ofiaro od założenia świata ofiarowana,
    • Jezu, Ofiaro żywa przez wszystkie wieki.
    • Bądź nam miłościw, przepuść nam, Jezu.
    • Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Od zła wszelkiego, wybaw nas, Jezu.
    • Od nierozważnego wejścia na służbę Kościoła,
    • Od grzechu świętokradztwa,
    • Od ducha niepowściągliwości,
    • Od pogoni za pieniądzem,
    • Od wszelkiej chciwości,
    • Od złego używania majątku kościelnego,
    • Od miłości świata i jego pychy,
    • Od niegodnego sprawowania świętych Tajemnic,
    • Przez odwieczne Kapłaństwo Twoje,
    • Przez święte namaszczenie Boskości, mocą którego Bóg Ojciec uczynił Cię Kapłanem,
    • Przez Twego kapłańskiego Ducha,
    • Przez Twoje posługiwanie, którym na ziemi wsławiłeś Ojca Twego,
    • Przez krwawą ofiarę z Siebie raz na Krzyżu złożoną,
    • Przez tę samą ofiarę codziennie na ołtarzu odnawianą,
    • Przez Boską władzę, którą jako jedyny i niewidzialny Kapłan wykonujesz przez swoich kapłanów.
    • Abyś wszystkie sługi Kościoła w świętej pobożności zachować raczył, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
    • Aby ich napełnił Duch kapłaństwa Twego,
    • Aby usta kapłanów strzegły wiedzy,
    • Abyś na żniwo swoje robotników nieugiętych posłać raczył,
    • Abyś sługi Twoje w gorejące pochodnie przemienił,
    • Abyś pasterzy według Twego Serca wzbudzić raczył,
    • Aby wszyscy kapłani nienaganni byli i bez skazy,
    • Aby wszyscy, którzy zobaczą sługi ołtarzy, Pana uczcili,
    • Aby składali Ci ofiary w sprawiedliwości,
    • Abyś przez nich cześć Najświętszego Sakramentu rozkrzewić raczył,
    • Kapłanie i Ofiaro.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami, Jezu.
    • Jezu, Kapłanie, usłysz nas.
    • Jezu, Kapłanie, wysłuchaj nas.

    Módlmy się.  Boże, Uświęcicielu i Stróżu Twojego Kościoła, wzbudź w nim przez Ducha Twojego godnych i wiernych szafarzy świętych Tajemnic, aby za ich posługiwaniem i przykładem, przy Twojej pomocy, lud chrześcijański kierował się na drogę zbawienia.  Boże, Ty nakazałeś modlącym się i poszczącym uczniom oddzielić Pawła i Barnabę do dzieła, do którego ich przeznaczyłeś, bądź teraz z Twoim Kościołem trwającym na modlitwie, i wskaż tych, których do służby wybrałeś. Przez Chrystusa Pana naszego.

    Amen.

    ************************************************************************

    Mały dekalog spowiedzi podczas epidemii

    ks. Wojciech Węgrzyniakbiblista, rekolekcjonistawww.wegrzyniak.com

    Spokój wyjątkowego Tygodnia

    O spowiedzi. Taki mały dekalog na czas epidemii. Albo dziesięć warunków pojednania z Bogiem w nadzwyczajnym czasie.

    1. Jak nie masz grzechów ciężkich, nie szukaj spowiedzi. Siedź w domu i ciesz się łaską uświęcającą.
    2. Jak zawsze chodziłeś do spowiedzi przed Wielkanocą, to zrób to później. Przykazanie kościelne mówi, żeby przynajmniej raz w roku spowiadać się a nie że przed Wielkanocą i to gdy się ma grzechy ciężkie, więc żadnej winy nie będzie.
    3. Jak robiłeś Dziewięć Pierwszych Piątków i jeszcze nie skończyłeś, nie panikuj. Bóg zna Twoje pragnienie, pozwoli Ci przeżyć, zrobisz je jeszcze nie raz i to ze spokojnym sercem.
    4. Jak jesteś na kwarantannie albo boisz się panicznie przyjścia do kościoła z obawy przed zarażeniem, wzbudź sobie żal doskonały. Żałuj szczerze za grzechy. Wyspowiadasz się z nich jak minie zagrożenie.
    5. Jak boisz się trochę mniej, ale nie ufasz spowiedzi w konfesjonale, umów się telefonicznie czy mailem w parafii na indywidualną spowiedź w innym miejscu.
    6. Jak potrafisz zachować bezpieczeństwo, zorientuj się, w których kościołach jest spowiedź i kiedy. Wybierz ten kościół, który jest blisko Twojego miejsca zamieszkania czy pracy, tak by jak najmniej przemieszczać się po drogach.
    7. Spowiadaj się krótko i konkretnie. Na rozmowy przyjdzie jeszcze czas. Teraz najważniejsze jest rozgrzeszenie.
    8. Przyjdź do spowiedzi jak najprędzej. Z każdym dniem będzie więcej zarażonych, więcej ludzi w kwarantannie, również księży. Będą zamykane kolejne kościoły i plebanie. Może się okazać, że o spowiedź będzie trudniej niż o płyn na Orlenie.
    9. Staraj się nie grzeszyć, żebyś nie musiał za parę dni znowu szukać spowiednika, bo to będzie towar coraz bardziej deficytowy.
    10. Jeśli masz grzechy ciężkie i jeszcze się cieszysz, że teraz możesz spokojnie dalej grzeszyć, tłumacząc, że nie możesz inaczej, bo spowiedź jest narażeniem bezpieczeństwa Twojego czy innych, módl się, żebyś zdążył nawrócić się przed śmiercią.

    ************************************************************************

  • Wielki Tydzień 2020

    Wielki Tydzień 2020

    Eucharystia i służba warunkiem wejścia do królestwa Bożego
    Słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków w Wielką Środę:

    “Drodzy bracia i siostry, zbliżając się do świętego Triduum Paschalnego, prośmy Pana, aby otworzył nasze serca i wprowadził nas w tajemnicę Swojej miłości, jaką okazał nam umierając na krzyżu, aby uwolnić nas z mocy zła i śmierci i wprowadzić nas do nowego życia. W tych dniach, w których z powodu epidemii jesteśmy zalęknieni, pełni troski o naszych bliskich, zawierzmy siebie Chrystusowi, który jest Panem życia. Jego błogosławieństwo niech wam stale towarzyszy i będzie źródłem pokoju i nadziei!”

    WIELKI CZWARTEK

    Ustanowienie NAJŚWIĘTSZEJ EUCHARYSTII I KAPŁAŃSTWA

    Msza Wieczerzy Pańskiej w Bazylice św. Piotra rozpocznie się o godz. 18.00.

    Przypomnijmy sobie z naszych rodzinnych domów tzw. ołtarzyki ze świętymi wizerunkami, z krzyżem i ze świecą gromniczną, gdzie zawsze były świeże kwiaty. Niech będą, szczególnie teraz, obecne w naszych domach. Telewizor i internet niech nam pomogą lepiej przeżywać ten święty czas. Przypomnijmy sobie pamiętny Wielki Piątek 2005 roku kiedy św. Jan Paweł II patrzył w telewizor ustawiony pod ołtarzem na Drogę Krzyżową w Koloseum i trzymał w swoich rękach krzyż tuląc go mocno do swojego serca. Zróbmy taką domową liturgię czytając fragment Ewangelii według św. Jana (13,1-15), modląc się psalmami (114–118). Dobrze by było zanucić „Gdzie miłość wzajemna” czy „Przykazanie nowe daję wam” a potem odmówić modlitwę Pańską.


    ‌‌lavanda-dei-piedi

    Również kolacja tego wieczoru powinna mieć bardziej uroczysty charakter. W trakcie posiłku wyjaśnijmy sobie biblijną symbolikę wina i niekwaszonego chleba. Na zakończenie kolacji pomódlmy się psalmem, który był śpiewany przez Pana Jezusa z uczniami na zakończenie ostatniej wieczerzy. Tego wieczoru nie pójdziemy do kościoła, by adorować Najświętszy Sakrament w tzw. ciemnicy. Z rodziną albo indywidualnie możemy rozważać ostatnie chwile Pana Jezusa przed męką i śmiercią, medytując nad fragmentem Ewangelii opowiadającym o modlitwie Chrystusa w Ogrójcu (Mk 14,32-42).

    WIELKI PIĄTEK

    DZIEŃ MĘKI I ŚMIERCI PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA


    W Wielki Piątek Liturgia Męki Pańskiej i adoracji Krzyża – o godz. 18.00.
    Rozważanie wygłosi kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa.
    Natomiast o godz. 21.00 rozpocznie się Droga krzyżowa wokół kolumnady placu św. Piotra. Krzyż będą nieśli osadzeni w więzieniu Due Palazzi w Padwie oraz przedstawiciele służby zdrowia.
    ++++++++++++++++++++++++++++

    Dzień postu:
    obowiązuje zarówno wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych jak i post ilościowy.
    ++++++++++++++++++++++++++++

    Od Wielkiego Piątku rozpoczyna się nowenna przed Świętem Bożego Miłosierdzia.
    Przez dziewięć kolejnych dni oby jak najwięcej ludzkich serc złączyła ta modlitwa .

    Pan Jezus prosił św. Faustynę, aby przez tę nowennę, która polega na odmawianiu przez dziewięć dni Koronki do Miłosierdzia Bożego, przygotować się do uroczystości, w której czcimy Boga w tajemnicy Jego niezgłębionego miłosierdzia.
    O tej modlitwie Pan Jezus powiedział, że można w niej uprosić wszystko, jeśli to jest zgodne z wolą Bożą, czyli dobre dla nas na ziemi i w wieczności.
    W tym szczególnym czasie odosobnienia i kwarantanny bardzo zapraszam do włączenia się w tę nowennę.
    “Udzielę duszom wszelkich łask” – obiecał Pan Jezus w 1936 roku, dyktując słowa tej nowenny św. siostrze Faustynie.

    Tekst nowenny na każdy kolejny dzień można znaleźć również na naszej stronie: kosciol.org


    WIELKA SOBOTA

    DZIEŃ WIELKIEJ CISZY
    calvario

    Liturgia Wigilii Paschalnej rozpocznie się w sobotę wieczorem, o godz. 21.00. Zmartwychwstanie Chrystusa ogłoszą dzwony bazyliki św. Piotra, które zabrzmią w czasie śpiewu „Chwała na wysokości Bogu”.

    ************************************************************************

    Co z postem w Wielką Sobotę

     Bożena Sztajner/Niedziela

    Coraz częściej spotykam się z pytaniem, co z postem w Wielką Sobotę? Obowiązuje czy też nie? O poście znajdujemy liczne wypowiedzi na kartach Pisma Świętego. Chcąc zrozumieć jego znaczenie wypada powołać się na dwie, które padają z ust Pana Jezusa i przytoczone są w Ewangeliach.

    Pierwszą przytacza św. Marek (Mk 9,14-29). Po cudownym przemienieniu na Górze Tabor, Jezus zstępuje z niej wraz z Piotrem, Jakubem i Janem, i spotyka pozostałych Apostołów oraz – pośród tłumów – ojca z synem opętanym przez szatana. Apostołowie są zmartwieni, bo chcieli uwolnić chłopca od szatana, ale ten ich nie usłuchał. Gdy już zostają sami, pytają Chrystusa, dlaczego nie mogli uwolnić chłopca od szatana? Usłyszeli wówczas znamienną odpowiedź: „Ten rodzaj zwycięża się tylko przez modlitwę i post”.
    Drugi tekst zawarty jest w Ewangelii św. Łukasza (5,33-35). Opisuje rozmowę Pana Jezusa z faryzeuszami oraz z uczonymi w Piśmie na uczcie u Lewiego. Owi nauczyciele dziwią się, czemu uczniowie Jezusa nie poszczą. Odpowiada im wówczas Pan Jezus „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, wtedy, w owe dni, będą pościć”

    Dwa rodzaje postu

    Przyglądając się obu obrazom widzimy, iż św. Marek i św. Łukasz przekazują nam naukę Pana o poście w podwójnym aspekcie. Omawiają ten sam znak, okoliczności wydarzeń ukazują jednak zasadniczą różnicę motywów skłaniających do postu. Patrząc bowiem od strony motywów, dostrzegamy w Kościele dwa rodzaje postu.
    O jednym pisze św. Marek, można by go nazwać postem ascetycznym. Obowiązuje nas w środę popielcową i wszystkie piątki. Powstrzymujemy się od pewnych pokarmów oraz innych dóbr, przyjemności, i to wzmacnia naszą wolę w walce o dobro. Tą formą prosimy Boga o moc nadprzyrodzoną w walce z szatanem.
    Święty Łukasz w cytowanym urywku Ewangelii mówi o drugim rodzaju postu. Obowiązuje on w Wielki Piątek. Zalecany jest też bardzo przez Kościół w Wielką Sobotę. Można nazwać go postem ontologicznym. Jego sens można wyrazić parafrazując słowa Jezusa: „Gdy zabiorą nam młodego pana; nie chcę już ani jeść, ani pić, bo nie ma pana młodego – i dlatego jestem smutny”. Bywa przecież często tak, iż człowiek zmartwiony odmawia jedzenia. „Gdy Pan wróci, z chęcią siądę do posiłku!”

    Post aż do Rezurekcji

    W związku z rozumieniem postu w Wielkim Tygodniu ostatnio zostałem zapytany, czy rzeczywiście obowiązuje on i przez całą Wielką Sobotę, bowiem w przekonaniu wielu katolików przestrzegany jest tylko do momentu powrotu do domu ze święconką, co najczęściej ma miejsce w godzinach przedpołudniowych.
    Otóż najpierw musimy sobie uświadomić, iż w nawiązaniu do wypowiedzi Pana Jezusa w relacji św. Łukasza, Rezurekcja jest dla Kościoła powszechnego znakiem, że Pan zmartwychwstał (czyli wrócił). Stąd logika znaku domaga się, aby post w Wielką Sobotę obowiązywał do tej Wigilii Paschalnej – Rezurekcji przez cały dzień. Można się więc pytać, dlaczego częste przekonanie o poszczeniu w Wielką Sobotę tylko do południa? Ma to po części swoją motywację historyczną, bowiem poprzedni Kodeks Prana Kanonicznego, wydany w 1917 r. przez papieża Benedykta XV ustanawiał post w Wielką Sobotę do godz. 12.00. Dlaczego? Otóż w tamtych czasach Wigilię Paschy, czyli Rezurekcję, odprawiano w sobotę rano. Wigilia zaś to znak Zmartwychwstania. Jeśli Pan już wrócił – zmartwychwstał – traci sens dalszy post. Widzimy więc, że liturgicznie jest to zrozumiałe.
    Jednak dzisiaj, tak jak w pierwszych wiekach, odprawiamy Wigilię (czyli Rezurekcję), w nocy, po zachodzie słońca. Stąd logika znaku domaga się postu do czasu Wigilii. Potwierdza to Konstytucja o Świętej Liturgii Soboru Watykańskiego II. Mówi wyraźnie i poucza, że „post paschalny zachowuje się obowiązkowo w Wielki Piątek, a zachęca, zaleca w miarę możliwości w Wielką Sobotę” (n. 110).
    Widzimy więc, iż post w Wielką Sobotę aż do Wigilii nie jest obowiązkiem, ale jest bardzo zalecany i zgodny z wymową liturgii Triduum Paschalnego.

    Tygodnik NIEDZIELA Ks. Paweł Staniszewski

    ************************************************************************

    ************************************************************************

  • Archiwum OGŁOSZEŃ -kościół św. Szymona w Glasgow

    Archiwum OGŁOSZEŃ -kościół św. Szymona w Glasgow

    NIEDZIELA ŚWIĘTEJ RODZINY 29.XII.2019

    Wtorek 31 grudnia 19:00 Msza św. z podziękowaniem za miniony rok w kościele św. Szymona

     
    Środa 1 stycznia – Nowy Rok 2020

    Uroczystość Najświętszej Bożej Rodzicielki

    10:30 (!) Msza św.  w kościele św. Szymona

    Pierwszy czwartek miesiąca 2 styczni 20.30 Msza św.w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego; po Mszy św. godzinna Adoracja przed Najświętszym Sakramentem

    Pierwszy piątek miesiąca  3 stycznia 18.00 – Adoracja przed Najświętszym Sakramentem 19:00 – Msza św. w kościele św. Szymona


    Pierwsza sobota miesiąca  4 stycznia
    18.00 –  Msza św. w kościele św. Szymona, po Mszy św. nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    BEZ BOGA TEN ŚWIAT JEST NIEZROZUMIAŁY I “GŁUPI”

    Bez Boga ten świat jest niezrozumiały i głupi

    (fot. cathopic.com) Mieczysław Łusiak SJ . . DEON.PL

    Bóg nadaje wszystkiemu sens. Ale nie możemy lękać się zmian w naszym życiu, bo Bóg często wprowadza zmiany, tak jak wprowadził w życiu Maryi i Józefa.

    Mt 1, 18-24

    Komentarz Mieczysława Łusiaka SJ

    Bóg również do nas przychodzi „nie wiadomo skąd”, jak do Józefa. Najpierw czegoś nie rozumiemy, próbujemy sobie wyjaśnić i podejmujemy decyzje nie do końca właściwe, jak Józef. A dzieje się tak dlatego, że nie od razu rozpoznajemy Boga w naszym życiu. Jeśli nie boimy się „wziąć” do swego życia Boga (wraz z Jego Matką), to On nam szybko wyjaśnia znaczenie tego, co dzieje się w naszym życiu. Obecność Boga tłumaczy wiele. To bez Boga ten świat jest taki niezrozumiały i „głupi”. Bóg nadaje wszystkiemu sens. Ale nie możemy lękać się zmian w naszym życiu, bo Bóg często wprowadza zmiany, tak jak wprowadził w życiu Maryi i Józefa. Ta zmiana to, w wielkim skrócie, nowe życie. Nasze własne nowe życie.

    Modlitwa przed Wieczerzą Wigilijną

    Niestety żyjemy w czasach, gdy trzeba przypominać, że Boże Narodzenie jest świętem religijnym, ze wszech miar katolickim. Dlatego na nic choinka, kolęda a nawet łamanie się opłatkiem gdy w trakcie tych szczególnych dni w naszych rodzinach zabraknie modlitwy i nawrócenia. Jak zatem modlić się przed rodzinną Wieczerzą Wigilijną?

    Na stole nakrytym białym obrusem należy postawić krzyż, świecę, Pismo Święte i opłatki. Wraz z nastaniem zmroku i pojawieniem się na niebie pierwszej gwiazdy rodzina gromadzi się, by przystąpić do wspólnej modlitwy, którą prowadzi ojciec rodziny lub ze słusznej przyczyny inna osoba wedle starszeństwa.

    Prowadzący modlitwę zapala świecę i okazując ją domownikom oznajmia:

    Oto światłość, która w noc dzisiejszą przyszła na ziemię, by rozproszyć ciemności grzechu!

    Rodzina odpowiada:

    Bogu niech będą dzięki.

    Prowadzący modlitwę:

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

    Wszyscy:

    Amen.

    Odczytuje się fragment z Pisma Świętego ze Starego Testamentu (Iz 9, 1-6).

    Z Księgi proroka Izajasza:

    Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Bo każdy but pieszego żołnierza, każdy płaszcz zbroczony krwią, pójdą na spalenie, na pastwę ognia. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki.

    Następnie odczytuje się Ewangelię o Narodzeniu Jezusa Chrystusa (Łk 2-14)

    Z Ewangelii według św. Łukasza:

    W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.

    Wybierali się więc wszyscy, żeby się zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, będącą w stanie odmiennym. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, dlatego że miejsca dla nich nie było w gospodzie. Otóż w tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swą trzodą. Naraz stanął przy nich Anioł Pański i jasność Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz Anioł rzekł do nich: “Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam wielką radość, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, czyli Mesjasz Pan.

    A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.” I nagle przyłączyło się do Anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: “Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”.

    Intonuje się kolędę „Wśród nocnej ciszy” lub „Bóg się rodzi”. Jeśli w domu przygotowana jest Bożonarodzeniowa Szopka, najmłodsze z dzieci umieszcza w niej w trakcie śpiewu figurkę Dzieciątka Jezus. Po skończonym śpiewie następuje modlitwa próśb.

    Boże, nasz Ojcze, w tę Świętą Noc, podczas której wspominamy Narodzenie Twojego Syna Jezusa Chrystusa, błagamy Cię, abyś błogosławił naszą doczesność, a naszym zmarłym dał udział w swojej Światłości.

    • Udziel naszej rodzinie daru miłości, zgody i pokoju. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
    • Przyjmij do swojego Królestwa naszych zmarłych (wymienić imiona). Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
    • Obdarz także naszych sąsiadów, przyjaciół i znajomych pokojem tej nocy. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
    • W serca tych, którzy nie uznają Twego Syna za swojego Pana, wlej łaskę wiary i nawrócenia. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!
    • Wszystkich samotnych, opuszczonych, biednych i chorych obdarz pocieszeniem. Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie!

    Odmawia się modlitwęOjcze nasz”

    Najświętsza Maryjo Panno, Matko Boga, prosimy Cię: wstawiaj się za tymi, którzy przez wiarę w Twojego Syna, a naszego Pana, Jezusa Chrystusa, są prześladowani i nie mogą w pokoju świętować Jego Wcielenia.

    Odmawia się modlitwy „Zdrowaś Maryjo” i „Pod Twoją obronę”.

    Następuje modlitwa przed połamaniem się opłatkiem.

    Panie Jezu Chryste, dzięki swemu Narodzeniu sprawiłeś, że krocząca w ciemnościach ludzkość ujrzała Twoje zbawienie. Spraw, abyśmy i my jaśnieli chwalebnym blaskiem Twojego światła i byli Twoimi uczniami. Amen.


     fot.Bożena Sztajner – TYGODNIK NIEDZIELA

    Następuje łamanie się opłatkiem. Po jego zakończeniu odmawia się jedną z modlitw przed posiłkiem, na przykład:

    Pobłogosław Panie Boże nas, pobłogosław ten posiłek, tych, którzy go przygotowali i naucz nas dzielić się chlebem i radością z wszystkimi. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    Zasiada się do Wieczerzy Wigilijnej, po której odmawia się modlitwę po posiłku, na przykład:  

    Dziękujemy Ci, Boże, za te dary, któreśmy z dobroci Twojej spożywali. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    pch24.pl modlitwa-przed-wieczerzą-wigilijną

    PASTERKA – w kościele św. PIOTRA 24 grudnia o godz. 21.30

    W BOŻE NARODZENIE I W DRUGI DZIEŃ ŚWIĄT MSZE ŚW. w kościele św. SZYMONA o godz. 11.00

    Życzenia na Boże Narodzenie, które jest nam dane:

     W książce Willi Hoffsümmera przeczytałem takie opowiadanie:

    Nad jeziorem samotnie mieszkał stary człowiek. Z drugiej strony tego jeziora na skraju lasu mieszkał drugi człowiek. Też samotny i też już stary. Jesienią ten przy jeziorze ciężko zachorował. Odwiedzał go więc człowiek z pod lasu przynosząc za każdym razem cenny prezent.

    Chory bardzo był uradowany takim prezentem i wkrótce znowu doszedł do zdrowia.

    Tuż przed Bożym Narodzeniem zachorował drugi starzec. Teraz z kolei ten z nad jeziora każdego dnia swoim wolnym krokiem przychodził odwiedzać chorego starca pod lasem. Za każdym razem przynosił ten sam prezent. Prezent był dokładnie taki sam jaki i on otrzymywał podczas swojej choroby. Kiedy starzec z pod lasu już mógł wychodzić z domu razem obaj mężczyźni odbywali spacery  wędrując powoli po lesie i wzdłuż jeziora. I obaj bardzo cieszyli się tym samym prezentem.

    A prezent był szczególny – bo w żadnym sklepie nie kupiony, w żaden kolorowy papier nie owinięty. Obaj starcy nie nosili go przy sobie, bo prezent ten był w nich.

    Od czasu betlejemskiej nocy taki prezent dany jest każdemu człowiekowi. Jest to tajemnica, która wciąż trwa. Wypełnia dzieje świata. Staje na progu każdego ludzkiego serca. Mieszkańcy Dawidowego miasta bardzo wiele stracili, bo nie otwarli swoich drzwi. Nie dopuścili, aby pod ich dachem narodziło się Boże Dziecię.

    Jak wiele traci człowiek nie widząc w tym Nowonarodzonym swojego człowieczeństwa. Przecież Boży Syn po to przyszedł na ten świat, aby do końca objawić człowieka samemu człowiekowi, ukazując jakie jest jego właściwe i definitywne powołanie.

    I moje życzenie, które składam Tobie mieści się w tych słowach, aby się nie bać, ale otworzyć drzwi swojego serca, bo On, Jezus, wciąż puka przez Maryję, przez Józefa, przez drugiego człowieka.

    Przyjąć Go – znaczy po prostu doświadczyć wypełnienia się słów Pisma: „…tym, którzy Go przyjęli, dało moc, aby stali się synami Bożymi”… 

    Oby stało się to i naszym udziałem. Tego bardzo życzę i o to jeszcze bardziej się modlę.

    ks. Marian

    Skrępowany baranek na obrazie przedstawiającym Boże Narodzenie to zapowiedź zbawczej ofiary Chrystusa – obraz Jacopo Bassano, „Pokłon pasterzy”

    Skrępowany baranek na obrazie przedstawiającym Boże Narodzenie to zapowiedź zbawczej ofiary Chrystusa – obraz Jacopo Bassano, „Pokłon pasterzy” – 1544-45, OLEJ NA PŁÓTNIE, ROYAL COLLECTION, WINDSOR (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    Jestem, pamiętam, czuwam

    66-ta rocznica Apelu Jasnogórskiego

     Tygodnik NIEDZIELA 8.12.2019

     Marcin Mazur/episkopat.pl

    Dziś przypada 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego. W tej formie jako wieczorna modlitwa kierowana do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła rozpoczęła się 8 grudnia 1953 r. Dziś to jedna z najbardziej znanych jasnogórskich modlitw, gromadząca każdego wieczoru o godz. 21.00 tysiące pielgrzymów w Kaplicy Matki Bożej i kolejne tysiące dzięki transmisji na cały świat.

    Genezy Apelu jasnogórskiego można dopatrywać się w wydarzeniach z 4 listopada 1918 r. kiedy polscy żołnierze z 22. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podporucznika Artura Wiśniewskiego, wyzwolili Jasną Górę spod okupacji austriackiej i o godz. 21.15 stanęli, wraz z paulinami przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękując za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli narodowej i zaborów.

    Inny przekaz mówi o kapitanie Władysławie Polesińskim, pilocie zmarłym w 1939 r., trochę „wadzącym się z Bogiem”, który podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie. Po opuszczeniu samolotu nastąpiła jego eksplozja. Była godzina 21.00.

    Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało? Okazało się, że właśnie tego dnia o godz. 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał ten wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

    Kapitan Władysław Polesiński nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację – „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską.

    Podczas okupacji hitlerowskiej ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia się Maryi.

    W tym samym czasie na Jasnej Górze o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorową modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

    Po otrzymaniu wiadomości o internowaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w późnych godzinach nocnych 25 września 1953 r., paulini na Jasnej Górze podjęli z pielgrzymami specjalne modlitwy o jego rychłe uwolnienie.

    Prymas podczas swego internowania w Stoczku Warmińskim – w okresie stalinowskiego terroru – postanowił dokonać osobistego Aktu oddania się w niewolę miłości Matce Bożej, zawierzając Jej całkowicie swój los. Oddał się Maryi w uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1953 r. W tym samym dniu rozpoczęto na Jasnej Górze wieczorową modlitwę, zwaną Apelem, w jego intencji o godz. 21.00.

    Papież Pius XII w tym czasie ogłosił początek Maryjnego Roku Jubileuszowego.

    Na Jasnej Górze z tej okazji ks. biskup Zdzisław Goliński, ordynariusz częstochowski, w otoczeniu kapituły katedralnej, paulinów i licznie zgromadzonych wiernych celebrował Mszę św. pontyfikalną 8 grudnia 1953 r. wieczorem – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas tej Mszy św. kazanie wygłosił przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, w którym między innymi zapowiedział: „Staniemy dziś wszyscy na jasnogórski apel. Co to jest? Nic trudnego! Codziennie o godz. 9.00 wieczorem przeniesiemy się myślą i modlitwą na Jasną Górę, do cudownej kaplicy. Są rodziny, które o tej porze przerywają rozmowę, pracę i stają w milczeniu albo na czele ze swym ojcem odmawiają dziesiątkę różańca. Są całe zastępy polskiej młodzieży akademickiej, które to czynią. Gdy powiedziano o tym Księdzu Prymasowi Kardynałowi Wyszyńskiemu, odniósł się życzliwie do tego, potem jednak, kiedy przemyślał tę sprawę, powiedział parę miesięcy temu, że codziennie o godzinie 9 wieczorem przenoszę się myślą na Jasną Górę, modlę się i błogosławię całemu Narodowi. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, przy Matce i Pocieszycielce, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród…”.

    Zgodnie z tą zapowiedzią i pod jego przewodnictwem zgromadziła się w kaplicy Matki Bożej o tej wieczornej porze grupka osób, w tym paulini – o. Teofil Krauze, o. Aleksander Rumiński oraz kilka pań z Instytutu Prymasowskiego z Marią Okońską na czele, by polecić szczególnej opiece Maryi internowanego Prymasa Polski. Postanowili zbierać się codziennie o godzinie 21.00, by odmawiać modlitwy do Matki Bożej przed zasłoniętym Cudownym Obrazem.

    To było oficjalne zapoczątkowanie jasnogórskiego Apelu. Paulini wzywali rodaków, by sercem, myślą i modlitwą stawać przed Obliczem Jasnogórskiej Pani o godz. 21.00 i modlić się o uwolnienie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

    Nowe impulsy dla apelu jako wieczornego nabożeństwa maryjnego dały Jasnogórskie Śluby Narodu złożone 26 sierpnia 1956 r., zawierające program religijno-moralnej odnowy życia narodowego. Odtąd Apel jasnogórski stał się modlitwą wieczorną w intencji Narodu. Prymas Wyszyński o godz. 21.00 błogosławił całej Polsce, a za jego przykładem czynili to inni biskupi, a zwłaszcza ks. biskup Lucjan Biernacki, biskup pomocniczy prymasowskiej archidiecezji gnieźnieńskiej, który za wierność współpracy z kard. Wyszyńskim został usunięty przez władze komunistyczne z Gniezna i przebywał na wygnaniu na Jasnej Górze.

    Do upowszechnienia praktyki Apelu jasnogórskiego przyczyniła się przede wszystkim peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej (od 1957 r.). We wszystkich parafiach, gdzie był Obraz Nawiedzenia, utrwalała się praktyka Apelu jasnogórskiego o godzinie 21.00. Paulini, prowadzący misje przed nawiedzeniem kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Człuchowie i okolicy, zaczęli wprowadzać już w 1961 r. praktykę jasnogórskiego apelu każdego wieczora. Spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem, bo wierni wypełniali świątynie po brzegi. Niektórzy z nich urozmaicali apel przeźroczami o tematyce jasnogórskiej.

    Apel jasnogórski miał różne melodie i był śpiewany w różnych wersjach. Autorem najbardziej znanej i rozpowszechnionej melodii jest ks. Stanisław Ormiński, salezjanin, który skomponował ją w 1956 r.

    W późniejszych latach melodię do apelu skomponował także ks. Marian Michalec CM. Młodzież zwykle śpiewa swój własny apel, nawiązujący w swej treści do jej zadań na nowe Tysiąclecie i wyrażający prośbę uświęcenia siebie i rodziny.

    Jak wynika z zapisów kronikarskich, Apel wszedł już na stałe do programu nabożeństw maryjnych na Jasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości odpustowe – od 1960 r.

    Z okazji rozpoczęcia tzw. „Czuwań soborowych” w 1962 r. ówczesny przeor Jasnej Góry o. Anzelm Radwański podjął decyzję, aby tę praktykę wieczorowego spotkania z Królową Polski jeszcze bardziej ożywić i pogłębić. Postanowiono więc na tę szczególną chwilę spotkania z Maryją odsłaniać Cudowny Obraz i nadać temu nabożeństwu bogatszą oprawę. Najczęściej od Apelu zaczynały się czuwania modlitewne wiernych w intencji prac ojców Soboru Watykańskiego II. Tak pomyślana i zaplanowana modlitwa maryjna zaczęła gromadzić nie tylko pielgrzymów przybyłych na „Czuwania soborowe”, ale także mieszkańców Częstochowy.

    Po powrocie kard. Stefana Wyszyńskiego na stolicę prymasowską (28 X 1956 r.), Apel wzbogacił się o specjalne modlitewne rozważania i intencje. Odtąd Prymas Polski błogosławił o godz. 21.00 całej Polsce, a także Polonii rozsianej po wszystkich kontynentach.

    Do spopularyzowania modlitwy Apelu jasnogórskiego przyczynił się przede wszystkim kard. Wyszyński. Prymas Polski, który nie tylko na Jasnej Górze, ilekroć był obecny, ale wszędzie, nawet w swojej prywatnej kaplicy, gromadził domowników na to wieczorne spotkanie z Matką Bożą, Królową Polski i osobiście prowadził rozważania i modlitwy apelu. Wiele z nich zostało nagranych na taśmę magnetofonową i stanowi dziś bogaty zbiór modlitw w intencji aktualnych spraw Kościoła i Ojczyzny. Te modlitwy i rozważania ks. Prymasa pogłębiły znaczenie i wartość apelu. Przypomniał on, że Maryja, Królowa Polski, jest nam dana jako skuteczna pomoc i obrona dla naszego Narodu. Kard. Wyszyński wciąż zaświadczał, że wszystko postawił na Maryję. Apel jasnogórski – w ujęciu Prymasa – to modlitwa zawierzenia się w opiekę macierzyńską Maryi. Jego rozważania nawiązują do najbardziej aktualnych problemów społecznych w Polsce, do potrzeb Narodu zagrożonego w swej wierze i suwerenności, a także do zwykłych, codziennych spraw ludzkich. Ich treść wyrastała przede wszystkim z Jasnogórskich Ślubów Narodu, z duchowych mocy Wielkiej Nowenny, z owoców nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego, a w następnych latach z Milenijnego Aktu Oddania w macierzyńską niewolę Maryi, z przeżyć Tysiąclecia Chrztu, „Społecznej Krucjaty Miłości” i przygotowań do jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry.

    Kard. Stefan Wyszyński rozmiłował się w tej maryjnej modlitwie, nadał jej właściwy charakter i treść oraz stał się jej szczególnym propagatorem. On pozostawił pewien model rozważania modlitewnego przy Apelu. – Jest to godzina czuwania przy Pani Jasnogórskiej, godzina rachunku sumienia i składania u Jej królewskich stóp naszego dorobku. Jest to godzina modlitwy, zjednoczenia przez miłość i błogosławieństwo – mówił podczas jednego z Apeli kard. Wyszyński.

    Wzorując się na przykładzie kard. Stefana Wyszyńskiego i jego sposobie prowadzenia Apelu, przeor jasnogórski o. Józef Płatek wprowadził od 1975 r. krótkie rozważania modlitewne – spontaniczną modlitwę do Królowej i Matki Polaków, nawiązując do aktualnych potrzeb Ojczyzny. Następnie od 28 marca 1978 r. jako generał zakonu, przez kolejne 12 lat osobiście prowadząc Apel, utrwalił już na stałe taki styl prowadzenia jasnogórskiego Apelu, nadając mu przez to charakter serdeczny i zarazem rodzinny. Podobnie jak w dobrej rodzime wszyscy wieczorem gromadzą się wokół matki, tak samo czciciele Maryi stają po dziś dzień przed Nią jako Matką i Królową.

    Największym promotorem i animatorem Apelu jasnogórskiego stał się św. Jan Paweł II. On bowiem ukazał najgłębszą treść ewangeliczną i zarazem narodową, zwłaszcza podczas swych pielgrzymek na Jasną Górę, ale i także podczas swych spotkań z Polakami. Chętnie śpiewał Apel ze swymi rodakami i nawiązywał do jego zobowiązującej treści. Wskazywał na historyczny i rycerski charakter Apelu i jednocześnie ukazał, że śpiewając czy odmawiając go, stajemy jakby „na baczność”, meldując się Maryi z oświadczeniem swego oddania: jestem cały Twój i do Twej dyspozycji! Jest to więc spotkanie z Maryją ubogacające i zarazem zobowiązujące.

    Wielką zasługą papieża z Polski pozostanie na zawsze to, że jasnogórskiemu Apelowi VI Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze nadał charakter uniwersalny i zarazem eklezjalny. Jak podkreśla o. Józef Płatek, paulin „nie była to próba jakiejś polonizacji, ale raczej chrześcijańska postawa dzielenia się tym, co nasze z innymi w ich własnym języku i kulturze”. Papież w swym przemówieniu (14 sierpnia 1991 r.) zwrócił uwagę młodzieży na trzy słowa: jestem – pamiętam – czuwam. Są to kluczowe słowa apelu, które stały się programem życia dla młodego pokolenia całego świata. Dzięki inspiracji wypływającej z Ewangelii apel nabrał charakteru międzynarodowego, światowego i uniwersalnego i stał się nie tylko programem, ale i modlitwą do Maryi Matki Kościoła i Królowej świata.

    Po Światowym Dniu Młodzieży z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze, w dniach 14-15 sierpnia 1991 r., swą działalność rozpoczęło archidiecezjalne częstochowskie Radio „Fiat”. Ono pierwsze podjęło transmisję Apelu z Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej.

    Od 25 marca 1995 r. przekazuje Apel już na stałe i codziennie Radio „Jasna Góra”.

    Radio „Maryja” podjęła początkowo transmisję we wszystkie soboty od adwentu 1996 r. Na mocy umowy tej rozgłośni z Radiem „Jasna Góra”, od 2 lutego 1997 r. Radio „Maryja” transmituje codziennie Apel na całą Polskę i poza jej granice bezpośrednio z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

    Od 5 grudnia 1997 r.- dzięki „Radiu Jasna Góra” – tysiące osób może w godzinie Apelu jasnogórskiego przekazywać swoje intencje kierowane do Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi. Jedni czynią to za pomocą telefonu (w godz. 20.30-21.00), a inni przesyłają swoje intencje drogą mailową, sms-ową lub pocztową.

    W specjalnej księdze, którą nazwano „księgą modlitwy apelowej”, są zapisywane prośby i podziękowania. Księga ta jest też po części obrazem religijności Polaków, którzy bezgraniczną ufność pokładają w przemożnym wstawiennictwie Maryi i pragną się łączyć w modlitwie Apelu, stając duchowo przed obliczem Jasnogórskiej Królowej Polski. Tę księgę modlitwy apelowej składa się w czasie Apelu na ołtarzu. Księga pozostanie dla potomnych świadectwem miłości naszych rodaków z Polski i zagranicy – do swojej Matki i Orędowniczki.

    Na to niepowtarzalne spotkanie modlitewne z Królową Polski składają się: pradawna pieśń „Bogurodzica Dziewica”; trzykrotnie śpiewany hejnał: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!; modlitewne rozważanie na tle tajemnic życia Maryi, Jej udziału w misterium Chrystusa, Kościoła i Narodu; dziesiątka różańca; antyfona „Pod Twoją obronę”; wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami!”; błogosławieństwo, którego udziela prowadzący rozważanie, albo któryś z dostojników kościelnych; pieśń do Matki Bożej.

    10 grudnia 2019 wtorek

    Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

     TYGODNIK NIEDZIELA . 2019-12-10 07

     brewiarz.pl

     Monika Książek

    Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

    Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

    2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

    Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi “pojawił się” we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

    Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

    Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

    Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

    Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

    To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. “Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa”.

    Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

    Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

    Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

    Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek – Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

    Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

    Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą “Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego”, domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

    Gwiazda i Pani Róża

    Juan de Juanem „Niepokalanie Poczęta”

    Juan de Juanem „Niepokalanie Poczęta”
    olej na desce, ok. 1560 r., kościół de la Concepción, Sot de Ferrer (Hiszpania)

    Litanię Loretańską odmawiają ludzie na całym świecie. Dlaczego Maryja nazwana jest w niej Domem złotym i Wieżą ze słoniowej kości?

    Pierwszy był bizantyjski Akatyst – przepiękny hymn Wschodu wychwalający cnoty Maryi. Archanioł Gabriel, oczarowany pięknem Matki Jezusa, miał zakrzyknąć: „Witaj Matko Baranka i Pasterza, Witaj, bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy. Witaj, gwiazdo Słońce nam ukazująca, Witaj, moście wiodący z ziemi ku niebiosom, Witaj, cudzie, o którym słów brak jest aniołom, witaj obrono od wilków niewidzialnych”. Akatyst, arcydzieło literackie, zawiera wiele takich zwrotów.

    Na baczność przed telewizorem
    To hymn szczególny. Kiedyś spotkałem Rosjankę – profesora moskiewskiego uniwersytetu. Opowiadała, wzruszona, że gdy rosyjska telewizja po raz pierwszy emitowała nabożeństwo ze śpiewem Akatystu, wzruszeni ludzie stali na baczność… przed telewizorami. Bo Akatyst to hymn śpiewany na stojąco (słowo akathistos znaczy „nie siadając”). To najstarsze nabożeństwo maryjne. Pochodzi już z przełomu wieków V i VI. Litania Loretańska jest modlitwą późniejszą. Powstała na przełomie wieków XII i XIII, a w 1558 r. została po raz pierwszy opublikowana. Był to czas, gdy litanie były bardzo popularne.

    Istniało kilka podobnych maryjnych modlitw. W 1601 r. papież Klemens VIII zakazał jednak układania nowych i zatwierdził do użytku w Kościele jedną, śpiewaną w Loreto. Tak powstała Litania Loretańska – centralna część nabożeństw majowych. Początkowo popularna nad Adriatykiem, w XIX wieku śpiewana była już w całej Europie.

    Wzorowano ją na Litanii do Wszystkich Świętych, spopularyzowanej w Europie przez irlandzkich mnichów. Większość tytułów Maryi zaczerpnięto z Biblii i modlitw Kościoła greckiego. Tekst litanii miał przedłożyć w 1578 r. do zatwierdzenia papieżowi Grzegorzowi XIII archidiakon Guido Candiotti. Nazwę otrzymała od miejscowości Loreto we Włoszech. To śliczne włoskie miasteczko, gdzie według wierzeń miał znajdować się przeniesiony z Ziemi Świętej domek z Nazaretu, w którym na świat przyszła Matka Boska. Przez wieki wierzono, że Sancta Casa, rodzinny domek Maryi (to tu miał zapukać sam Archanioł Gabriel), znajduje się właśnie we włoskiej prowincji. Niezależnie od wątpliwości archeologów sanktuarium tętni życiem. Jan Paweł II darzył je wielką sympatią i bywał tu wielokrotnie.

    W Loreto, prócz słynącej łaskami cedrowej figurki Matki Bożej z Dzieciątkiem, znajdziemy też baldachim zszyty z namiotu Kara Mustafy. W 1684 r. ofiarował go sanktuarium Jan III Sobieski, wdzięczny za zwycięstwo nad Turkami.

    Polska + 1, Śląsk + 2
    W 1631 r. Święta Kongregacja Obrzędów zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian. Wszystkie, które dodano później, zatwierdzała Stolica Apostolska. Do tekstu dochodziły nowe wezwania: Królowo Różańca Świętego (1675), Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta (1846), Królowo pokoju (1917), Królowo wniebowzięta (1950), Matko Kościoła (1980). W litanii wymieniane są kolejne tytuły Maryi. Co ciekawe, jest ich w sumie 49, w Polsce 50, a na Górnym Śląsku 51. Dlaczego?

    Po dramatycznych wydarzeniach potopu szwedzkiego król Jan Kazimierz, po powrocie ze Śląska 4 kwietnia 1656 roku ogłosił we Lwowie Najświętszą Maryję Pannę Królową Korony Polskiej. Po zatwierdzeniu tej liturgicznej uroczystości dołączono w 1923 r. wezwanie „Królowo Polskiej Korony” (po drugiej wojnie światowej zmienione na „Królowo Polski”). Na Śląsku wierni modlą się również do Matki miłości i sprawiedliwości społecznej, bo takim tytułem obdarzają od lat Matkę Boską Piekarską.

    Kwiaty dla Żydówki
    Niektóre zwroty litanii zaskakują. Dlaczego Maryja nazwana jest Domem złotym, Różą duchowną i Wieżą ze słoniowej kości?

    Biblia, opisując cechy i cnoty człowieka, często porównuje je do kwiatu. W liturgii poświęconej Maryi śpiewa się biblijne wersety: „Wyrosłam jak cedr na Libanie i jak cyprys na górach Hermonu. Wyrosłam jak palma w Engaddi, jak krzewy róży w Jerychu, jak wspaniała oliwka na równinie, wyrosłam w górę jak platan. Wszystko przepoiłam wonnością jak cynamon i aspalat pachnący, i miłą woń wydałam jak mirra wyborna, jak galbanum, onyks, wonna żywica i obłok kadzidła w przybytku. Jak terebint gałęzie swe rozłożyłam, a gałęzie moje – gałęzie chwały i wdzięku” (Syr 24, 13–16). Litania Loretańska określa Maryję jako Różę duchowną. Róża jest królową kwiatów, symbolem dziewczęcej niewinności i czystości, a dzięki swojej barwie i zapachowi, znakiem nieskończonego piękna. Być może właśnie dlatego tradycja europejska poświęca Maryi maj – miesiąc kwiatów.

    A Wieża dawidowa? To przypomnienie, że Mariam była Żydówką, wierną córką Izraela. Pasterz Dawid – najmłodszy wśród synów Jessego – niespodziewanie został największym królem Izraela. Maria – najpokorniejsza z pokornych – nieoczekiwanie została królową aniołów. Wieża jest symbolem wysmukłości, czujności, obrony, wznoszenia się ponad przeciętność. W Pieśni nad pieśniami Oblubieniec wyznaje swej Oblubienicy: „Szyja twoja jak wieża dawidowa (…) jak wieża z kości słoniowej”. Wieża z kości słoniowej to symbol odgrodzenia się od życia powszedniego, by zająć się sprawami wznioślejszymi. W tradycji ludowej jest silną budowlą obronną, cytadelą odporną na ataki nieprzyjaciela. A to przecież Maryja jest niewiastą depczącą głowę węża.

    Złoty dom – symbol ciepła rodzinnego, bliskości, mieszkania samego Boga. Arka przymierza – wyrażająca realną obecność Boga w narodzie izraelskim, zawierała dwie kamienne tablice, dawała Izraelitom rękojmię zwycięstwa nad nieprzyjacielem. Maryja nosiła w sobie samego Boga. Tego, który przyniósł na świat „nowe przykazanie”. To Ona jest Bramą niebieską, to przez Nią Bóg zstąpił na ziemię. „Witaj, drabino, po której sam Bóg z nieba zstąpił” – woła o Niej Akatyst. Wezwanie „Bramo niebieska” ukazuje, że Maryja ma klucz do bram nieba, zdolność wypraszania wielu łask. Jest Gwiazdą zaranną – oświetlającym ciemną noc zwiastunem nowego dnia, symbolem odnawiania się, wiecznego powrotu. Sprowadziła na świat Tego, który powiedział o sobie: „Ja Jezus, jestem Gwiazda jasna i zaranna” (Ap 22,16). Gwiazda zaranna była znakiem dla pasterzy, by wypuścili z owczarni swe owce. Maria wydala na świat Baranka i Pasterza. Jest „zagrodą duchowych owieczek” – śpiewa Akatyst.

    GOŚĆ NIEDZIELNY Numer grudniowy Marcin Jakimowicz

    12 grudnia 2019 MATKI BOŻEJ Z GUADALUPE

    Guadalupe – cudowne objawienie brzemiennej Matki

    Guadalupe – cudowne objawienie brzemiennej Matki

    Był rok 1531. Powstawały pierwsze misje chrześcijańskie na kontynencie amerykańskim. Msze Święte odprawiano we wznoszonych naprędce szałasach. Trwały jeszcze lokalne wojny plemienne, ale Aztekowie, którzy niedawno składali swoim bogom ofiary z ludzi, poznawali naukę Chrystusa…. W takich okolicznościach, w dniach 9–12 grudnia, Maryja, nosząca pod sercem Chrystusa, przyszła do człowieka w pierwszym potwierdzonym przez Kościół objawieniu.

    O prostym Indianinie, od którego zaczęła się ta historia, wiemy, że został nawrócony przez hiszpańskich franciszkanów pod koniec lat 20. XVI wieku. Na chrzcie przyjął imię Juan Diego i to pod nim zapisał się na zawsze na kartach historii. Mieszkał nieopodal wzgórza Tepeyac, nazwanego przez Hiszpanów Guadalupe. Trudnił się uprawą roli. Był mężem i ojcem licznej rodziny.

    Jestem Matką Prawdziwego Boga

    Według relacji napisanej przez Antonia Valeriano, przedstawiciela ochrzczonej azteckiej arystokracji, Juan Diego zmierzając pewnego dnia na katechezę do miasta Meksyk, zachwycił się śpiewem ptaków na wzgórzu Guadalupe. Po chwili jednak śpiew ucichł, a Indianin ujrzał niewiastę, która przemówiła: Najdroższy Juanie Diego, dokąd idziesz? Gdy odpowiedział, Maryja zwróciła się do niego słowami, które zmieniły historię Meksyku i świata: Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryją, zawsze Dziewicą, Matką Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem Nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tu wysłucham ich łkania, ich narzekań i uzdrowię ich ze smutku, ciężkich doświadczeń i cierpień.

    Maryja mówiła w języku nahualt, ojczystej mowie Juana Diego. Kazała mu pójść do biskupa Meksyku i przekazać, że pragnie dla Swego Syna kościoła w dolinie Guadalupe. Juan, przejęty niezwykłym zdarzeniem, pobiegł natychmiast do pałacu biskupiego, aby powiedzieć o całym zajściu.

    Obraz na tilmie

    Biskupem Meksyku był wtedy o. Juan de Zumárraga, franciszkanin. Nie dowierzając Indianinowi, poprosił go o dowód na prawdziwość objawienia. Okazało się, że Maryja przewidziała także i to. Miała swój plan: kazała Juanowi Diego narwać kwiatów na wzgórzu Guadalupe. Był 12 grudnia 1531 roku. Nawet w Meksyku o tej porze nie kwitną już żadne kwiaty… Jednak tamtego dnia wyrosły róże. Indianin nie pytał o nic; po prostu zerwał je i z naręczem kwiatów, używając swojej tilmy – rodzaju płaszcza – jako nosidła, udał się do biskupa.

    Już sam widok świeżych kwiatów w środku zimy zrobił na hierarsze ogromne wrażenie. Ale kiedy Juan Diego wysypał przed kapłanem wszystkie róże, okazało się, że na jego tilmie odbił się wizerunek Matki Bożej.

    To było jak uderzenie pioruna – obaj upadli na kolana, a biskup błagał Maryję, by wybaczyła mu jego niedowiarstwo.

    Ze stroju Juana Diego wycięto prostokątny obraz. Staraniem biskupa na wzgórzu wskazanym przez Dziewicę wybudowano małą kaplicę, w której umieszczono wizerunek Matki Bożej niestworzony ludzką ręką. Do Guadalupe zaczęli ściągać pielgrzymi z całego Meksyku, a sława cudownego obrazu szybko dotarła także do Europy. Szacuje się, że w ciągu pierwszych kilku lat od objawień w mieście Meksyk i okolicznych prowincjach ochrzczono – jak podają źródła – około dziewięciu milionów Indian, którzy nawrócili się przed obliczem Maryi z Guadalupe.

    Bogu oddawać cześć!

    Co sprawiło, że ludzie tak do Niej lgnęli? Zapewne ogromne znaczenie miał fakt, że Maryja przyszła prosto do Indian, przemówiła w ich języku i swoim przedstawicielem uczyniła zwykłego azteckiego chłopa. Od czasu Guadalupe Indianie zaczęli traktować nową religię jako swoją – została im przecież objawiona bezpośrednio przez Matkę Boga…

    To, że na cudownym obrazie u stóp Matki Bożej jest księżyc, miało głęboki wydźwięk dla niedawnych pogan, których panteistyczna religia opierała się głównie na oddawaniu czci „boskiej” przyrodzie: słońcu, gwiazdom, żywiołom itd.

    Matka Boża pokazała im, że to wszystko jest jedynie dziełem Boga, a ona jako Matka Zbawiciela ma nad nimi władzę. Zatem to Stwórcy, a nie stworzeniu należy oddawać cześć.

    Maryja w bardzo prosty sposób wytłumaczyła podstawowe prawdy: swoje nieprzemijalne dziewictwo, macierzyństwo, a także pośrednictwo pomiędzy Bogiem a ludźmi, które sprawuje jako ich Matka. Wreszcie dała wyraźny znak Indianom, że Ona i Jej Syn nie chcą ofiar z ludzi. Po objawieniach z Guadalupe te nieludzkie praktyki szybko zanikły.

    Dlatego nikt nie położył takich zasług dla chrystianizacji Meksyku, jak Juan Diego przekazujący prawdy wiary powtórzone mu w objawieniu, idący za Maryją tak samo pokornie i posłusznie, jak ona poszła za słowem Anioła objawiającego Jej, że zostanie Matką Syna Bożego.

    Temperatura i tętno

    Kult Madonny z Guadalupe rozwijał się. Prosta kaplica przekształciła się w kościół, który wielokrotnie rozbudowywano. Dziś Guadalupe jest największym sanktuarium maryjnym na świecie, przyciągającym rocznie 12 mln wiernych. To tam papież Jan Paweł II beatyfikował (6 maja 1990 r.) i kanonizował (31 lipca 2002 r.) Juana Diego.

    Cudowny obraz przetrwał nietknięty wszelkie zawieruchy: trzęsienia ziemi, pożar kościoła, wojnę domową w Meksyku w XIX wieku i dyktatorów, na czele z antyklerykalnym szaleńcem, prezydentem Plutarco Elíasem Callesem, który w latach 20. ubiegłego stulecia kazał wieszać księży za publiczne noszenie sutanny. Dlatego nie dziwią opinie, że obraz Matki Bożej z Guadalupe nie może być z tego świata…

    Do takiego wniosku prowadzą badania naukowe, jakie podejmowano, aby wyjaśnić zagadkę powstania obrazu. Tilma, którą nosił Juan Diego, była uszyta z płótna wykonanego z włókien agawy. Taka tkanina może wytrzymać maksymalnie 30 lat. Przez ten czas ulega naturalnemu rozkładowi. Tymczasem obraz Matki Bożej z Guadalupe ma już prawie pięć wieków i nie uległ najmniejszej nawet erozji. Co jeszcze ciekawsze – temperatura płótna, na którym znajduje się obraz wynosi 36,6 stopni Celsjusza. A prawdziwą rewelacją jest odkrycie w ikonie tętna (przez specjalistów NASA). Okazało się, że puls wynosi 115 uderzeń na minutę – jak bicie serca dziecka w łonie matki! Kulturoznawcy są zgodni co do tego, że Matka Boża z Guadalupe ukazana na wizerunku nie nosi stroju indiańskiego ani hiszpańskiego. Jej suknia to ubiór z czasów biblijnych noszony przez kobiety na Bliskim Wschodzie. Podobnie fryzura Maryi oraz ozdoby na sukni i rękach. Ówcześni Aztekowie nie znali takich strojów, nie mogli ich więc skopiować, a możliwość namalowania obrazu przez Hiszpanów została wykluczona przez historyków, dlatego fenomen tego wizerunku możemy wyjaśnić tylko tym, że Maryja stworzyła swój autoportret.

    Co widać w oczach Madonny?

    W 1936 roku niemiecki chemik Richard Kuhn orzekł, że barwniki, którymi jest pokryty obraz, nie są ani pochodzenia roślinnego, ani zwierzęcego, ani mineralnego, a barwniki syntetyczne wynaleziono dopiero w XIX wieku.

    Japoński okulista, który badał obraz przy użyciu nowoczesnego sprzętu, odkrył, że gdy przybliża się światło, źrenica oka Madonny z Guadalupe zwęża się, natomiast gdy zabiera się światło – rozszerza się. Dotychczas nie znaleziono wytłumaczenia tego zjawiska. Co więcej, w oczach Maryi odbijają się ludzkie postacie – m.in. mężczyzna w ludowym stroju azteckim. Prawdopodobnie jest to św. Juan Diego. Jego sylwetka jest bardzo mała, mierzona w ułamkach milimetra, a przy tym niesamowicie szczegółowa, do tego stopnia, że można opisać nawet jego wyraz twarzy. Pod mikroskopem widać również idealnie równe linie na szatach Maryi, grubości ludzkiego włosa. Namalowanie czegoś takiego przez człowieka, choćby przy użyciu najbardziej precyzyjnych narzędzi malarskich, jest niemożliwe nawet dzisiaj, a co dopiero pięćset lat temu. Na całym obrazie nie widać ponadto nigdzie śladów pędzla…

    Historia meksykańskiej Madonny jest tak niesamowita, że nawet dziś, w czasach zapominania o Bogu, Jej pełne miłości spojrzenie nadal nawraca niewierzących i innowierców. Przed Jej obliczem wydarzyła się niezliczona ilość cudów, a ich lista jest stale aktualizowana.

    Maryja Boga na świat nam przyniosła!

    Trzeba podkreślić, że wizerunek Matki Bożej z Guadalupe ukazuje nam Maryję w stanie błogosławionym. Wskazuje na to m.in. ułożenie fałd na jej sukni. Stanowi On zatem najdoskonalszy ze wszystkich obrazów Matki Bożej Brzemiennej. Przypomina w ten sposób o Swym Bożym Rodzicielstwie, świętości życia, śląc nadzwyczaj aktualne przesłanie całemu światu, aby przyjmowano nowe życie z szacunkiem i radością, tak jak Maryja przyjęła nowinę Anioła o poczęciu Swego Syna z Ducha Świętego. Ona Boga na świat nam przyniosła!

    Paweł Lelek

    więcej można przeczytać: http://www.pch24.pl/guadalupe—cudowne-objawienie-brzemiennej-matki,72610,i.html#ixzz67jb1sKZc

    logo PCh24.pl

    Cztery naprawdę niesamowite fakty dotyczące wizerunku Matki Bożej z Guadalupe

    Cztery naprawdę niesamowite fakty dotyczące wizerunku Matki Bożej z Guadalupe

    Źródło: Wikimedia Commons#MATKA BOŻA Z GUADELUPE#MATKA BOŻA#MARYJA#GUADELUPE#CUD#OBRAZ#MEKSYK


    Dzisiejsze media obfitują w nagłówki zawierające słowo „niesamowite”. W ten sposób wydawcy chcąc przyciągnąć widza – i często im się udaje. Jednak to, co reklamowane jest jako niesamowite, często okazuje się zwykłą tanią sensacją lub rzeczą zupełnie niewartą uwagi. Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, na kawałku meksykańskiego ubrania – tilmy – jest naprawdę niesamowity. Naprawdę niesamowity! Zobacz dlaczego.

    1. To niemożliwe, by człowiek mógł go odtworzyć!

    Tilma – wykonana głównie z włókien kaktusowych, była zazwyczaj bardzo słabej jakości i miała szorstką powierzchnię, co utrudniało jej noszenie, a tym bardziej utrudniało namalowanie na niej trwałego obrazu.

    Niemniej jednak, obraz Matki Bożej powstał i istnieje do dziś, a naukowcy, którzy go badali twierdzą, że w czasie gdy powstawał nie znano techniki stosowanej do obróbki powierzchni. Powierzchnia, na której znajduje się obraz w dotyku przypomina jedwab, podczas gdy niewykorzystana część tilmy pozostaje gruba i chropowata.

    Co więcej, eksperci od fotografii w podczerwieni studiujący tilmę pod koniec lat 70. XX wieku, stwierdzili, że nie można tam zobaczyć pociągnięć pędzlem, tak jakby obraz był „nakładany” na powierzchnię jednorazowo.

    Phillip Callahan, biofizyk z Uniwersytetu Florydy odkrył, że różnice w fakturze i zabarwieniu, które powodują, że skóra Matki Bożej wygląda inaczej z bliska i z daleka, są niemożliwe do odtworzenia! Taka technika byłaby czymś niemożliwym do zrealizowania przez ludzi. Często zjawisko to występuje w przyrodzie, w barwie piór ptaków i łusek motylkowych, albo jaskrawo kolorowych chrząszczy. Mówiąc precyzyjnie, chodzi o to, że gdy powoli oddalamy wzrok od obrazu, na odległość mierzoną w milimetrach, gdzie pigment i rzeźba powierzchni mieszają się ze sobą, wydaje się, jakby warstwa farby… unosiła się nad materiałem.

    To, wraz z nieco zmieniającymi się kolorami w zależności od kąta, pod jakim patrzymy na obraz, i fakt, że farby użyte do stworzenia obrazu nie zawierają elementów odzwierzęcych czy mineralnych (a przecież syntetyczne barwniki nie istniały w 1531 roku), dostarcza nam wielu powodów do zdumienia!

    To po prostu niesamowite.

    2. Ludzie mówią, że to tylko obraz, ale tilma przeżył ich wszystkich, nie tracąc na jakości

    Jedną z najczęściej powtarzanych przez sceptyków rzeczy, jest sugestia, że wizerunek musi być jakimś rodzajem fałszerstwa. Jednak po każdej próbie odtworzenia obrazu, podczas gdy oryginał nigdy nie wydaje się blaknąć, duplikaty uległy pogorszeniu w krótkim czasie.

    Miguel Cabrera, artysta z połowy XVIII wieku, wykonał trzy z najbardziej znanych kopii – jedną dla arcybiskupa, jedną dla papieża, jedną dla siebie. Napisał kiedyś o trudnościach w odtworzeniu obrazu nawet na najlepszych powierzchniach: „Wierzę, że najbardziej utalentowany i ostrożny malarz, gdyby chciał wykonać kopię tego świętego obrazu na płótnie o tak złej jakości, przyznałby wreszcie po wielkich bólach, że mu się to nie udało. Można to wyraźnie sprawdzić w licznych egzemplarzach, które zostały wykonane z wykorzystaniem lakieru, na starannie przygotowanych płótnach, przy użyciu tylko jednego medium, oleju, który oferuje największe udogodnienia”.

    Adolfo Orozco, fizyk z Narodowego Uniwersytetu Meksykańskiego, mówił w 2009 roku o niezwykłej warstwie ochronnej tilmy, którą najłatwiej dostrzec porównując ją do jej licznych kopii.

    Jeden z egzemplarzy, wykonany w 1789 roku, został namalowany na podobnej powierzchni przy użyciu najlepszych dostępnych wówczas technik, a następnie zamknięty za szkłem i przechowywany obok właściwej tilmy. Po namalowaniu wyglądał pięknie, ale nie minęło osiem lat, a gorący i wilgotny klimat Meksyku spowodował, że duplikat zaczął zanikać i strzępić się. Wkrótce został wyrzucony.

    Jednak, jak powiedział Orozco, żadne naukowe wytłumaczenie tego nie jest możliwe, ponieważ „oryginalna tilma była wystawiona na działanie promieni podczerwonych i ultrafioletowych przez około 116 lat i pozbawiona jakiejkolwiek ochrony, otrzymując całą podczerwień i promieniowanie ultrafioletowe z dziesiątek tysięcy świec w jej pobliżu i wystawiona na działanie wilgotnego i słonego powietrza wokół świątyni”.

    To niesamowite!

    3. Tilma wykazała cechy zaskakująco podobne do… ludzkiego ciała

    W 1979 roku, gdy Callahan, biofizyk z Florydy, analizował tilmę przy użyciu podczerwieni, odkrył również, że tilma utrzymuje stałą temperaturę około 37 stopni Celsjusza, taką samą jak temperatura ciała żywego człowieka.

    Kiedy Carlos Fernandez del Castillo, meksykański ginekolog, zbadał tilmę, po raz pierwszy zauważył namalowany tam czteropłatkowy kwiat nad tym, co było łonem Maryi. Kwiat, nazwany przez Azteków Nahui Ollin, był symbolem słońca i symbolem pełni.

    Po dalszych badaniach Castillo doszedł do wniosku, że wymiary ciała Matki Bożej na obrazie to wymiary ciała matki spodziewającej się porodu w niedługim czasie. 9 grudnia, dzień odsłonięcia, to zaledwie dwa tygodnie od Bożego Narodzenia.

    Jednym z najczęstszych atrybutów i najczęściej badanych fragmentów obrazu są oczy Dziewicy.

    Kiedy Jose Aste Tonsmann, peruwiański okulista, przeprowadził badanie, jednym z jego testów było zbadanie oczu narysowanych na tilmie przy powiększeniu 2.500 razy. Dzięki obrazom powiększonych oczu, naukowiec miał podobno zidentyfikować obraz aż 13… osób w obu oczach.  

    Być może jest to coś w rodzaju fotografii tamtej chwili, w której Juan Diego rozwinął tilmę przed arcybiskupem.

    To jest niesamowite!

    4. Wydaje się, że tilma jest praktycznie niezniszczalna

    Na przestrzeni wieków dwa wydarzenia mogły zaszkodzić tilmie, jedno w 1785 roku i jedno w 1921 roku.

    W 1785 r. robotnik oczyszczał szklaną obudowę obrazu i przypadkowo rozlał na dużą część obrazu silny rozpuszczalnik – kwas azotowy.

    Obraz i reszta tilmy, która powinna była zostać rozpuszczona niemal natychmiast po rozlaniu, podobno samoistnie, odrestaurowały się w ciągu następnych 30 dni i pozostają nienaruszone do dnia dzisiejszego, poza małymi plamami.

    W 1921 roku szalony antyklerykał ukrył bombę zawierającą 29 lasek dynamitu w garnku z różami i umieścił ją przed obrazem wewnątrz bazyliki na Guadalupe. Kiedy bomba wybuchła, rozbiła się marmurowa szyna ołtarzowa i okna. Zniszczeniu uległ też potężny mosiężny krucyfiks. Ale tilma i jej szklana obudowa pozostały nienaruszone.

    To jest rzeczywiście niesamowite.

    Źródło: Crux Now

    malk

    Oczy Maryi żyją

     Bernadeta Grabowska
     Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

     Graziako/Niedziela

    Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

    BERNADETA GRABOWSKA: – Czym jest acheiropoietos?

    EWA KOWALEWSKA: – Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie – z włókien agawy – niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień…

    – Jak doszło do jego powstania?

    – 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak – trudno się dziwić – nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów – róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

    – Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi…

    – Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie…

    – Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

    – Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem… Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii – Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

    – To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe…

    – Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa – „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

    – Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia…

    – Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą – wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu – Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

    – Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

    – Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów – niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli… Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

    – Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

    – Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

    – Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

    – Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin – Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

    – Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

    – Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes – biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie – trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie – dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka – Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

    – O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

    – Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych – nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga – jest ono święte i nienaruszalne.

    Kard. Sarah: jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana!

     vaticannews.va / Watykan (KAI)

     Bożena Sztajner/Niedziela

    Nie bójmy się tego powiedzieć: Kościół potrzebuje dziś głębokiej reformy, która dokona się przez nasze nawrócenie – uważa kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zabrał głos na temat trwającego obecnie kryzysu Kościoła.

    Postrzega go z perspektywy zwyczajnych wiernych i ogromnej rzeszy porządnych księży. Kolejne odsłony słabości Kościoła zachwiały wiarą katolików i rzuciły cień podejrzenia na wszystkich kapłanów. Kard. Sarah chce im przywrócić ufność i pokój. Nie wątpcie, trwajcie przy nauczaniu Kościoła, bądźcie wytrwali w modlitwie, w Kościele zawsze będzie dość światła dla każdego, kto szuka Boga – pisze afrykański purpurat.

    Nie lekceważy on jednak aktualnego kryzysu. „Kościół – zauważa – miał być miejscem światła, a stał się kolebką ciemności”. To co się w nim dzieje, postrzega w bardzo radykalnych kategoriach, zapożyczonych od papieża Franciszka. Ujawniane dziś skandale widzi przez pryzmat ewangelicznych wydarzeń: zdrady Judasza i zaparcia się Piotra. Twierdzi, że od dawna żyjemy tajemnicą Judasza. Zdrada dokonująca się dzisiaj, została przygotowana i spowodowana przez wiele innych zdrad, mniej widocznych, bardziej subtelnych, ale równie głębokich. Zarzuciliśmy modlitwę i pogrążyliśmy się w nurcie aktywizmu. Wstydziliśmy się Jezusa, Jego objawienia i nauczania moralnego. Aby błyszczeć przed światem, zakwestionowaliśmy prawdę objawioną i pozbawiliśmy moralność jej znaczenia. Niektórzy kapłani kwestionują znaczenie celibatu, roszczą sobie prawo do życia prywatnego, co jest sprzeczne z misją kapłana. Inni posuwają się tak daleko, że chcą mieć prawo do zachowań homoseksualnych – wylicza kard. Sarah.

    Podkreśla on, że kryzys ten ma przede wszystkim charakter duchowy, jest kryzysem wiary. Diabeł natomiast chce byśmy starali się go rozwiązać jak kryzys instytucji tylko ludzkiej. „Jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana” – pisze prefekt watykańskiej kongregacji, podkreślając, że to właśnie modlitwa musi być pierwszą odpowiedzią na zaistniałą sytuację. Tego kryzysu nie da się przezwyciężyć ludzkimi siłami. Kard. Sarah przestrzega też przed podziałami, tworzeniem frakcji w Kościele. Przyznaje, że biskupi i kapłani są niedoskonali, mają swoje słabości. Prosi jednak wiernych, by nimi nie gardzili, choć jak podkreśla, powinni od nich wymagać katolickiej wiary i sakramentów życia Bożego.

    Kard. Sarah pisze o tym we wstępie do swego nowego książkowego wywiadu „Le soir approche et déjà le jour baisse” (Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił), który w środę 20 marca trafi do francuskich księgarń. Poprzednie dwa („Bóg albo nic” oraz „Moc milczenia”) okazały się światowymi bestsellerami. Tym razem prefekt watykańskiej kongregacji skupia się na duchowym kryzysie współczesnego świata. Wyznaje, że książka ta jest „krzykiem jego duszy”. „Jestem wam winien, chrześcijanie, jedyną prawdę, która zbawia – pisze afrykański purpurat. – Już niebawem stanę przed wiekuistym Sędzią. Cóż Mu powiem, jeśli nie przekażę wam prawdy, którą sam otrzymałem? My biskupi powinniśmy drżeć na myśl o naszym milczeniu, które obarcza nas winą, o milczeniu, które czyni nas wspólnikami, o naszym milczeniu, by przypodobać się światu” – dodaje kard. Sarah.

    We wstępie do nowej książki wskazuje on również na szczególną rolę miłości do Następcy Piotra. Nie przypadkiem dedykuje tę pozycję dwóm papieżom: „Benedyktowi XVI, niezrównanemu w staraniach o odbudowę Kościoła, i Franciszkowi, wiernemu synowi św. Ignacego”.

    Czas Adwentu – czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela

     Warszawa (KAI)

     Bożena Sztajner

    W niedzielę 1 grudnia, Kościele katolickim rozpoczął się Adwent. Jest to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowania do Bożego Narodzenia oraz wzmożonego oczekiwania na koniec czasów i ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa. Czterotygodniowy czas Adwentu, który nie jest okresem pokuty, ale radosnego oczekiwania, obfituje w zwyczaje i symbole. Jest podobny do całego ludzkiego życia, które jest oczekiwaniem na pełne spotkanie z Bogiem.

    Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego “adventus”, które oznacza przyjście. Dla starożytnych rzymian słowo to, oznaczało oficjalny przyjazd cezara. Dla chrześcijan to radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Oczekiwanie na przyjście Chrystusa musi rodzić radość, gdyż jest oczekiwaniem na przyjście Jezusa. Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i radosnego oczekiwania. Opuszczenie hymnu Gloria nie jest wyrazem pokuty, jak w Wielkim Poście, lecz znakiem czekania na nowe zabrzmienie hymnu anielskiego śpiewanego w noc narodzenia Jezusa (Łk 2, 14).

    Teologicznie czas ten wyraża oczekiwanie Kościoła na podwójne przyjście Chrystusa. W pierwszym okresie akcent położony jest na Paruzję, czyli ostateczne przyjście Chrystusa na końcu świata. Ostatni tydzień natomiast bezpośrednio przygotowuje do narodzenia Chrystusa, przez które Bóg wypełnia wszystkie obietnice złożone w historii.

    Adwentowe czytania mszalne dotyczą m.in. dramatycznych nawoływań proroków, którzy zachęcają do nawrócenia, podkreślają zbliżający się kres czasu i ostateczne nastanie Królestwa Bożego. Równocześnie jednak Kościół przypomina o nadziei, jaka wiąże się z paruzją, czyli ponownym przyjściem Chrystusa – w każdej Mszy św. padają słowa: “abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa.

    Najbardziej charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są Roraty. Jest to Msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie rano. Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły narodziny Zbawiciela.

    W niektórych miejscach na roratnich Mszach na początku w procesji z kruchty kościoła do ołtarza z lampionami w ręku idą dzieci. Mszę św. rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok świątyni rozpraszają jedynie świece i lampiony. Dopiero na śpiew “Chwała na wysokości Bogu” zapala się wszystkie światła w kościele.

    Uczestnictwo dzieci w Mszach roratnich wiąże się ze zwyczajem podejmowania różnych dobrych postanowień na czas Adwentu. Dzieci często zapisują te postanowienia na kartkach, składanych następnie przy ołtarzu. Mają one wyrażać wewnętrzne przygotowanie do Bożego Narodzenia i chęć przemiany życia.

    Z Roratami związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła – Chrystusa. Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych tygodni podczas Rorat zapala się odpowiednią liczbę świec. Świece i lampiony tak często używane w liturgii adwentowej wyrażają czuwanie. Nawiązują one do ewangelicznych przypowieści m.in. o pannach mądrych i głupich. Światło jest też wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.

    Nazwa “roraty” pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej pieśni na wejście śpiewanej w okresie Adwentu – “Rorate coeli” (Niebiosa, spuśćcie rosę).

    W liturgii adwentowej obowiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych. Jako barwa powstała ze zmieszania błękitu i czerwieni, które odpowiednio wyrażają to co duchowe i to co cielesne, fiolet oznacza walkę między duchem a ciałem. Zarazem połączenie błękitu i czerwieni symbolizuje dokonane przez Wcielenie Chrystusa zjednoczenie tego co boskie i tego co ludzkie. Wyjątkiem jest III niedziela Adwentu – tzw. Niedziela “Gaudete” (radujcie się). Obowiązuje w niej różowy kolor szat liturgicznych, który wyraża przewagę światła, a tym samym bliskość Bożego Narodzenia.

    Adwent dzieli się na dwa podokresy, z których każdy ma odrębne cechy, wyrażone w dwóch różnych prefacjach adwentowych.

    Pierwszy podokres obejmuje czas od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia, gdy czytane są teksty biblijne zapowiadające powtórne przyjście Zbawiciela na końcu świata i przygotowujące do spotkania z Chrystusem Sędzią. Dni powszednie w tym okresie przyjmują wszystkie obchody wyższe rangą (tzn. wspomnienia dowolne, obowiązkowe, święta i uroczystości).

    Drugi okres Adwentu, od 17 do 24 grudnia, to bezpośrednie przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. W tym okresie w dni powszednie można obchodzić jedynie święta i uroczystości.

    Dawniej Adwent był czasem szczególnej aktywności różnych bractw. Przy kościołach istniały kapele rorantystów, które śpiewem i muzyką uświetniały celebracje, przez co przyciągały wiernych i upowszechniały zwyczaj Rorat. W XIX w. w Warszawie istniało również bractwo roratnie, które ze sprzedaży świec uzyskiwało fundusze na pomoc ludziom ubogim. Obecnie corocznie podobną akcję sprzedaży świec prowadzi pod hasłem katolicka Caritas. Od 6 lat w akcji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom uczestniczą też organizacje charytatywne Kościołów prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego.

    Pierwsze wzmianki na temat Adwentu jako okresu przygotowania do świąt Bożego Narodzenia pochodzą z IV w. W Rzymie zwyczaj ten znany był od VI w. i obejmował cztery tygodnie przed świętami. Przez pewien czas Adwent był okresem postu, co dalej jest zachowywane w liturgii wschodniej.

    Symbole i zwyczaje Adwentu

     Małgorzata Zalewska TYGODNIK NIEDZIELA

    Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

    Wieniec adwentowy

    W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

    Świeca roratnia

    Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot – duszę, a płomień – światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
    Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa – Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: “Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański…” (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

    Roraty

    W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper… (Niebiosa spuśćcie rosę…). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus – Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
    Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: “Gotów jestem na sąd Boży”. W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

    Adwentowe zwyczaje

    Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali “otrembywaniem Adwentu”. Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
    Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

     Graziako/Niedziela

    W niedzielę 8 grudnia 2019 r. świętujemy uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP

     BPKEP / Warszawa (KAI)

     Niepokalana wg. bł. Urszuli Leduchowskiej/fot. Graziako

    W dniu 8 grudnia 2019 r. w kalendarzu liturgicznym Kościoła Powszechnego wypada zbieżność II niedzieli Adwentu i uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP. Dla dobra duchowego wiernych należy zachować w dniu 8 grudnia 2019 r. świętowanie uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – czytamy w dekrecie przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego.

    Przed MSZĄ ŚW., jak każdej niedzieli, adoracja i w Adwencie nabożeństwo: GODZINKI KU CZCI NMP

    Po MSZY ŚW. GODZINA ŁASKI

    8 grudnia – Godzina Łaski dla świata! Jak odbyć tę godzinę?

    Godzina Łaski łączy się z objawieniem Maryi. 8 grudnia 1947 r. w Montichiari we Włoszech Najświętsza Maryja Panna powiedziała:

    Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie, ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu.

    Jak godnie przeżyć Godzinę Łaski?

    • Jeśli to możliwe, módl się w kościele, np. w miejscach wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, od 12–13.
    • Zacznij modlitwę od wzbudzenia w sobie nadziei na spełnienie słów Maryi, która obiecała skruszyć serca zatwardziałych grzeszników.
    • Módl się szczególnie za kapłanów, także tych, którzy porzucili Kościół, bo to o nich szczególnie prosi Maryja w objawieniach w Fontanelle.
    • Proś z wiarą o łaskę nawrócenia dla zatwardziałych grzeszników!
    • Zachęć do tego nabożeństwa inne osoby. Dziel się tą informacją oraz przesłaniem Maryi!

    W ten dzień szczególnie módlmy się w intencji nawrócenia zatwardziałych grzeszników, a szczególnie kapłanów, którzy porzucili swój stan. Takie jest bowiem przesłanie, więcej, wręcz polecenie Maryi.

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA 2 stycznia 2020

    o godz. 20.30 Msza św w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego. Po Mszy św. godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem.

    Modlitwa za kapłanów :

    Panie Jezu, daj swoim sługom, kapłanom, serca czyste, zdolne kochać tylko Ciebie. Daj im serca otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na ciasne ambicje i międzyludzkie współzawodnictwo. Daj im serca gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, pokusom, słabościom, znudzeniu i zmęczeniu. Obdarz ich męstwem w walce ze złem. Naucz ich pasterskiej troski o zaginione owce i uczyń światłymi przewodnikami na drogach zwątpień i załamań. Zanurz ich w swojej świętości, aby ich życie było znakiem, w którym ludzie rozpoznają Ciebie, Panie. Amen.

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA 3 stycznia 2020

    godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 18.00 w kościele św. Szymona. Po adoracji Msza św.

    “Pierwszy piątek” – warto przypomnieć co ze sobą niesie to szczególne nabożeństwo, jaka jest jego historia i co się z nim wiąże. Główna zasługa w rozpowszechnianiu się nabożeństwa do Najśw. Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). W grudniu 1673 roku św. Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: “Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
    Ustalę pokój w ich rodzinach.
    Będę ich pocieszał w utrapieniach.
    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    I SOBOTA MIESIĄCA 4 stycznia 2020

    Po Mszy św. o godz. 18.00 nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

     Karolina Jadczyk (Tygodnik NIEDZIELA)

     www.medjugorienews.com

    Fatima. Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, niemal sto lat później. Również teraz – a może jeszcze bardziej, tylko na inne sposoby – odchodzimy od Boga, znieważamy Maryję. Potrzeba więc na nowo odkryć fatimskie orędzie, potrzeba na nowo odpowiedzieć na wezwanie do nawrócenia i pokuty. Potrzeba iść za błogosławionymi dziś Hiacyntą i Franciszkiem oraz Łucją – służebnicą Bożą, by przez modlitwę i ofiarowanie Bogu cierpień wypraszać nawrócenie dla świata.

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”. 
    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”. Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót? Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”. 
    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Start writing or type / to choose a block

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE PO MSZY ŚW. o godz. 18.00

    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    1. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.

    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.

    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.

    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.

    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    1. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    1. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią?

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    1. Intencja wynagradzająca.

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    1. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane?

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    1. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne?

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    (Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl)

    Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata 24.11.2019

    Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

    Obraz Chrystusa Króla Pokoju autorstwa Adama Styki w kościele Księży Pallotynów przy ulicy Skaryszewskiej 12 w Warszawie.

    JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ

    III Rocznica Jubileuszowego Aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

    Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

    Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

    Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

    –       W naszych sercach  – Króluj nam Chryste!

    –       W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

    –       W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

    –       W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

    –       W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

    –       W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

    –       W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

    –       W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

    Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

    –       Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca ­– Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    –       Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    –       Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    –       Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    –       Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

    Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

    –       Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę –  Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    –       Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień –  Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    –       Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    –       Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    –       Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

    Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

    W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

    Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

    Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

    W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

    Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

    *  *  *

    Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu
    uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

    Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen. 

    Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana

    Trzy lata temu w kwietniu został zatwierdzony Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Został uroczyście odmówiony w listopadzie, przed uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata, w Krakowie-Łagiewnikach. Konferencja Episkopatu Polski uznała, iż tekst Jubileuszowego Aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana można wykorzystać duszpastersko – w pracy parafialnej, i w diecezji. Chodzi o to, żeby przyjmowanie Jezusa za Pana i Króla, uznawanie Go Panem i Królem, dokonywało się również w mniejszych grupach czy wspólnotach.

    Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana

    Wprowadzenie

    Myśl o potrzebie aktu intronizacyjnego została zapoczątkowana w związku z wszczęciem w archidiecezji krakowskiej w 1996 roku procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożej Rozalii Celakówny, krakowskiej pielęgniarki i mistyczki, zmarłej w czasie II wojny światowej. Wówczas światło dzienne ujrzały jej zapiski i można było poznać treść udzielonych jej objawień prywatnych, w których Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis: „Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”.

    Wieść o tego typu żądaniach Jezusa w objawieniach danych Celakównie szybko się rozniosła. Pojawiło się wiele inicjatyw oddolnych, których celem było doprowadzenie do aktu intronizacyjnego. Konferencja Episkopatu Polski powołała w 2004 roku Zespół ds. Społecznych Aspektów Intronizacji Chrystusa Króla. Od początku było wielu ludzi dobrej woli, autentycznie zaangażowanych w dzieło intronizacji Jezusa, zawierzających realizację swoich dążeń i oczekiwań Boskiej Opatrzności i wspierających pasterzy Kościoła w Polsce wytrwałą i cierpliwą modlitwą na rzecz należytego rozeznania sprawy. Okazało się również, że analogiczna myśl o konieczności uznania Chrystusa swoim Panem i Zbawicielem stanowi centralny rys duchowości i formacji wielu wspólnot i stowarzyszeń w Polsce, zwłaszcza środowiska oazowego i charyzmatycznego; jest też u podstaw spotkań młodzieży w Lednicy.

    Ta niezwykła zbieżność myśli rzeszy wiernych, inspirowana nie tylko prywatnymi objawieniami, ale mająca wyraźne podstawy biblijne i szerokie rozwinięcie w nauczaniu Kościoła, szczególnie w encyklice „Quas Primas” Piusa XI, nie mogła być lekceważona, ani odkładana na bok. Pasterze Kościoła dostrzegli w niej bardzo konkretny oddźwięk zmysłu wiary ludu Bożego. W 2013 roku biskupi powołali do istnienia Zespół ds. Ruchów Intronizacyjnych. Owocem dialogu i współpracy Zespołu z przedstawicielami różnych ruchów intronizacyjnych jest zatwierdzony przez Konferencję Episkopatu Polski Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.

    Teologiczne uzasadnienie Aktu

    Przyjęcie panowania Jezusa, uznanie Go swym Panem, ma znaczenie zbawczeJest pragnieniem serc Polaków rozumiejących, że od największych zagrożeń doczesnych nieskończenie groźniejsza jest utrata zbawienia. Współcześnie zagraża ona coraz większej liczbie ludzi na skutek odrzucenia prawdy – na skutek odrzucenia Chrystusa, który jest Prawdą i na skutek odrzucenia Jego prawa miłości. Stąd pragnienie, aby powszechnej w świecie detronizacji Chrystusa Polska przeciwstawiła Jego intronizację.

    Przyjęcie panowania Jezusa Chrystusa ma być z założenia aktem wiary narodu. Celem tego aktu nie jest zapewnienie doczesnej władzy czy dostatku, ale poddanie osobistego, rodzinnego i narodowego życia Chrystusowi i życie według praw Bożych. Akt ten powinien wpłynąć na rzeczywistość doczesną, ale nie może stanowić nadużycia Najświętszego Imienia Jezusa do osiągania celów doczesnych. Jest wyrazem posłuszeństwa Bogu, czyli odpowiedzią człowieczej miłości na Miłość Bożą, jest też aktem sprawiedliwości, czyli oddaniem Bogu tego, co Jemu należne.

    Pierwsze w Dziejach Apostolskich wezwanie do uznania w Jezusie Pana i Mesjasza zostało wypowiedziane przez św. Piotra w dniu Zesłania Ducha Świętego: „Tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem [czyli Królem]” (Dz 2, 36). To znaczy, że od Ojca ma Jezus wszelką władzę na niebie i na ziemi, i wskutek tego jest „Królem narodów godnym czci” (Hymn Eucharystyczny św. Tomasza z Akwinu). Stało się tak, jak zapowiadał prorok Daniel: „Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7, 13-14).

    Dlatego publiczne i uroczyste przyjęcie panowania Jezusa, nie może Mu dodać władzy, którą posiada sam z siebie jako Bóg i Zbawiciel. Jego władza jest niezależna od jakiegokolwiek stworzenia. Naszym zadaniem jest uznać w wierze, że Jezus jest zapowiadanym przez proroków Namaszczonym potomkiem Dawida (Królem-Mesjaszem), a równocześnie Panem (w greckim tłumaczeniu Ksiąg Starego Testamentu tytułem Kyrios oddawano imię Jahwe). W Dziejach Apostolskich głosiciele Ewangelii, idąc do pogan nie znających zapowiedzi dotyczących Mesjasza, wzywają do uznania w wierze, że Jezus jest Panem, zapewniając, że w ten sposób będą zbawieni. Tak właśnie czyni Paweł i Sylas w Filippi, gdy zwracają się do strażnika więzienia: „Uwierz w Pana Jezusa a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16, 31).

    Ten akt wiary i uznania Jezusa za Zbawiciela i Pana (Grecy) lub Króla, czy Władcy (Żydzi) jest sprawczy, gdyż umożliwia zbawienie człowieka. Tak pisze o tym Apostoł Paweł w Liście do Rzymian (10, 9-10): „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.

    Z tekstu wynika, że najbardziej proste wyznanie panowania Jezusa wystarcza do osiągnięcia zbawienia, bo wyraża ono wiarę, że Jezus z Nazaretu jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Stąd do istoty aktu przyjęcia Jezusa za Króla i Pana należy wyznanie z wiarą Jego panowania.

    Oznacza to zadanie, które tak określa papież Pius XI w zakończeniu encykliki „Quas primas” z 1925 roku: „Trzeba więc, aby Chrystus panował w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować i do Niego jedynie należeć; niech króluje w ciele i członkach jego, które jako narzędzia, lub – że słów św. Pawła Apostoła użyjemy (Rz 6, 13): jako ‘zbroja sprawiedliwości Boga’, mają przyczynić się do wewnętrznego uświęcenia dusz”.

    Tak określone zadanie: „trzeba, by Chrystus panował”, domaga się najpierw uznania Chrystusa za swego i naszego Króla, uznania Jego panowania nad nami, czyli dobrowolnego poddania się Prawu Bożemu, Jego władzy, okazania Mu posłuszeństwa, celem uporządkowania, ułożenia życia osobistego i społecznego po Bożemu.

    Dlatego ciągle jakże aktualne są słowa św. Jana Pawła II z homilii inaugurującej jego pontyfikat: „Nie lękajcie się. Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych oraz kierunków cywilizacyjnych. Nie lękajcie się!”.

    Prezentacja treści Jubileuszowego Aktu

    Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana podejmuje biblijną formułę przymierza Boga z narodem i wpisuje się w tradycję podobnych aktów, które miały miejsce w dziejach Polski i Kościoła. Można też powiedzieć, że niejako podejmuje zobowiązanie zawarte w Jasnogórskich Ślubach Narodu Polskiego: „Zobowiązujemy się uczynić wszystko, ażeby Polska była rzeczywistym królestwem Maryi i jej Syna”.

    Tytuł Aktu ma formułę otwartą i powszechnie zrozumiałą. Nie zawiera słowa „intronizacja”, które nie dla wszystkich jest zrozumiałe, choćby dlatego, że w odniesieniu do Jezusa możemy mówić jedynie o uznaniu, a nie o ustanowieniu go królem. Stąd przyjęto formułę szeroką i scalającą pragnienia i postulaty wielu środowisk – akt przyjęcia Jezusa za Króla i Pana.

    Słowo „Jubileuszowy” dodane na początku wskazuje na szczególny moment dziejowy, w jakim dokonujmy tego narodowego Aktu. Jest nim Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia ogłoszony przez papieża Franciszka oraz Jubileusz 1050. rocznicy Chrztu Polski.

    W akcie można dostrzec formę odnowienia przymierza chrzcielnego narodu. Niewątpliwie jest też formą zawierzenia całego narodu Bożemu Miłosierdziu. Zostanie dokonany w tym miejscu, w którym podczas Światowych Dni Młodzieży papież Franciszek spotka się z młodym Kościołem całego świata, aby przypomnieć mu przesłanie Ewangelii o Bożym Miłosierdziu.

    Akapit pierwszy jest wprowadzeniem do całego Aktu. Otwiera go uroczyste wezwanie skierowane do Jezusa Króla: Nieśmiertelny Królu Wieków… Następnie przewiduje się wskazanie reprezentantów władzy kościelnej i świeckiej, którzy wezmą udział w dokonaniu Aktu.

    W ostatniej części akapitu zawarte są istotne elementy składowe Aktu: uznanie panowania Chrystusa, poddanie się Jego prawu, zawierzenie i poświęcenie Chrystusowi Królowi Ojczyzny i całego Narodu.

    Akapity drugi i trzeci stanowią zasadniczą część uznania i przyjęcia królewskiej władzy Jezusa nad Polską. Wszyscy uczestnicy mają możliwość włączenia się w nią aklamacją Króluj nam, Chryste i wyrażenia publicznie swej woli, by Jezus panował w naszej Ojczyźnie.

    Kolejny akapit wyraża hołd wdzięczności Chrystusowi za Jego niezgłębioną miłość i wszystkie łaski. Wszyscy uczestnicy mają możliwość wyrażenia wdzięczności za nie w formie aklamacji Chryste nasz Królu, dziękujemy!

    Dalej Akt przechodzi w formę przebłagalnej modlitwy, której treścią jest wyrażenie skruchy z powodu grzechów osobistych i społecznych. Jako taki zakłada osobisty i narodowy rachunek sumienia, który jest niezbędnym początkiem każdego nawrócenia. Do aktu skruchy dołączone zostało wyrzeczenie się złego ducha i jego spraw, nawiązujące do rytuału chrztu świętego – szczególnie aktualne w 1050. rocznicę Chrztu Polski. Znaczenie tego wyrzeczenia nie jest tylko symboliczne: odrzucenie uzurpatora jest koniecznym warunkiem przyjęcia prawowitego Króla.

    W następnym akapicie w pięciu symbolicznych przyrzeczeniach Akt zawiera zobowiązanie podporządkowania prawu Bożemu całego życia osobistego, rodzinnego i narodowego. Uczestnicy mogą się włączyć w deklarowane treści poprzez uroczystą aklamację Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

    W kolejnych trzech akapitach akt przechodzi w formę zawierzenia Chrystusowi: Państwa Polskiego i jego władz, całego narodu, a szczególnie tych, którzy nie podążają drogami Bożymi oraz wszystkich narodów świata w imię miłości bratniej. Kończy się prośbą o łaskę rozpoznania w Chrystusie prawowitego Pana i Króla dla wszystkich, którzy jeszcze tego nie dokonali.

    Dwa kolejne zapisy mają charakter inwokacji – do Najświętszego Serca Jezusowego i do Ducha Świętego. W pierwszej inwokacji zawarta jest prośba o upodobnienie serc ludzkich do Serca Jezusowego; druga jest prośbą skierowaną do Ducha Świętego o wsparcie w realizacji zobowiązań płynących z Aktu i nawiązuje do modlitwy św. Jana Pawła II z Placu Zwycięstwa w Warszawie.

    Postanowienia i zobowiązania zawarte w Akcie składane są w Niepokalanym Sercu Maryi Królowej Polski i powierzane wstawiennictwu świętych Patronów Ojczyzny.

    Ostatni akapit jest inwokacją do Chrystusa Króla i stanowi podsumowanie treści całego Aktu. Zamykają go słowa prefacji z uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

    Akt kończy się stwierdzeniem faktu uznania przez Polskę królowania Jezusa Chrystusa oraz uwielbieniem Trójcy Świętej.

    Epilog

    Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana nie jest zwieńczeniem, lecz początkiem dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w Polsce i w narodzie polskim. Przed nami wielkie i ważne zadanie.

    Jego realizacja zakłada szerokie otwarcie drzwi Jezusowi, oddanie Mu swego życia, przyjęcie tego, co nam oferuje i dzielenie się Nim z innymi. Chodzi o umiłowanie Jezusa do końca, zawierzenie Mu naszych rodzin, podejmowanie posługi miłości miłosiernej oraz realizację Ewangelii we wszelkich wymiarach życia, nie wykluczając jego aspektu ekonomicznego, społecznego i politycznego.

    Aby tak ważne dzieło intronizacji Jezusa w narodzie Polskim mogło zostać zrealizowane, trzeba z pewnością zadbać o większe otwarcie na nie społeczności Kościoła w Polsce, a to wymaga solidnej prezentacji dzieła. Byłoby dobrze opracować program mający na celu włączenie w realizację dzieła istniejące wspólnoty intronizacyjne, Wspólnoty dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, ruch oazowy i charyzmatyczny oraz inne, które stawiają sobie za cel uznać Jezusa Panem i Zbawicielem. W programie tym z pewnością trzeba określić zasadnicze treści formacyjne i zasady współpracy podmiotów realizujących dzieło, zawsze w duchu posłuszeństwa tym, których Jezus ustanowił pasterzami. Przedmiotem szczególnej troski powinno być otwarcie wiernych świeckich na zaangażowanie społeczno-polityczne, stąd należałoby zadbać o ich solidną formację z zakresu katolickiej nauki społecznej.

    Od Maryi, naszej Pani i Królowej, trzeba się uczyć spoglądania na wszystkie wymiary życia oczyma wiary, szukając światła w prawdzie objawionej. Nie wolno przy tym zagubić świadomości, że w realizacji tego wszystkiego potrzeba Bożego wsparcia. Dlatego ważne jest powierzanie Duchowi Świętemu całego dzieła i poszczególnych przedsięwzięć. Potrzeba wiele modlitwy i ofiary w dziele odnowy oblicza Kościoła i naszej Ojczyzny.

    Przez cały miesiąc listopad, jak każdego roku, codziennie są odprawiane Msze św. w intencji zmarłych, których imiona zostały podane na kartkach (w wypominkach) w kościele św. Szymona.

    Czy to możliwe, żeby dusze naszych bliskich zmarłych ratowały nas z różnych trudnych sytuacji?

    Czy to możliwe, żeby dusze naszych bliskich zmarłych ratowały nas z różnych trudnych sytuacji?

    JÓZEF WOLNY /FOTO GOŚĆ ADVERTISEMENT

    PIOTR SACHA

    Kilka pytań i odpowiedzi przy okazji Dnia Zadusznego.

    Czy to możliwe, żeby dusze naszych bliskich zmarłych ratowały nas z różnych trudnych sytuacji?

    Ks. Jacek Kempa: – To delikatna sprawa. Są ludzie, którzy bardzo chętnie wierzą w różne nadzwyczajne znaki. Inni zupełnie je odrzucają. Dlatego warto podejść do takich zdarzeń bardzo ostrożnie, ale też uznać, że jest to możliwe. Przypomina mi się przypowieść z Ewangelii o bogaczu i Łazarzu. Po śmierci bogacza spotkała go zasłużona kara. Prosi więc Abrahama, by posłał zmarłego do jego rodziny z ostrzeżeniem. „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać” – usłyszał. Pan Jezus tłumaczy, że najważniejsze jest przestrzeganie przykazań i słuchanie słowa Bożego.

    Pewne jest to, że możemy pomóc zmarłym, by skrócić im czas oczekiwania na niebo?

    – Tak. W Kościele wszyscy jesteśmy połączeni siecią. Inną niż internet, bo nie wymyślił jej człowiek, tylko Pan Bóg. On nas do niej podpiął. W tej sieci są i żyjący, i zmarli. Dzięki niej możemy sobie wzajemnie pomagać. Możemy zmarłym pomóc modlitwą. A bliscy, którzy są w niebie, wstawiają się za nami u Boga.

    A czy są w czyśćcu takie dusze opuszczone, o których nikt nie pamięta?

    – Skoro jesteśmy połączeni siecią, nie ma takich dusz. Czasem słyszymy w kościele, że ktoś się modli „za dusze opuszczone”, „znikąd pomocy nie mające”. Mogą być opuszczone w tym sensie, że nie pamięta o nich nikt z rodziny. Ale pamięta o nich Kościół. Modlimy się za wszystkie dusze. I przede wszystkim są one w Bożych rękach.

    Gdzie znajduje się czyściec?

    – Czyściec nie jest ani małym piekłem, ani przedsionkiem piekła. Między piekłem a czyśćcem jest wielka różnica. Piekło jest stanem nieszczęścia, nienawiści, odwrócenia się od Pana Boga. A w czyśćcu dusza już wie, że pójdzie do nieba. Jeśli kogoś bliskiego nie widzę, bardzo za nim tęsknię, to cierpię. Tak jest w czyśćcu. Chcę się spotkać z Bogiem, ale wiem, że jeszcze nie mogę. Jeszcze nie jestem gotów.

    Skąd wiemy, że istnieje czyściec, skoro w Biblii nie pada to słowo?

    – Są takie sygnały już w Starym Testamencie, w Drugiej Księdze Machabejskiej, gdzie ludzie modlą się za zmarłych. Podobnie robią pierwsi chrześcijanie. Jeśli zmarli byliby w niebie od początku, po co byłaby ta modlitwa? Jeśli jej potrzebują, to znaczy, że jeszcze trwa ich droga do nieba.

    Do czego można by porównać czyściec?

    – Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w galerii pięknych obrazów. Jest tu sporo ludzi podziwiających te piękne arcydzieła. Ale są też w galerii tacy, którzy nie bardzo wiedzą, po co weszli. Nic ich nie interesuje. Nie dostrzegają pięknych dzieł sztuki, mimo że są tak blisko. Oni muszą jeszcze w sobie coś zmienić, by je zobaczyć i nimi się cieszyć. Dusze w czyśćcu przygotowują się na to, by dostrzec piękno Pana Boga, by odkryć Jego dobroć, być szczęśliwymi.


    Fragment rozmowy pochodzi z „Małego Gościa Niedzielnego”.

    Dusze wypominane

     2019-10-28 Agnieszka Bugała . TYGODNIK NIEDZIELA
     Pixabay.com

    Polska mistyczka Wanda Malczewska w czasie jednej ze swoich wizji zobaczyła dusze czyśćcowe. Po spotkaniu zapisała: „Dziś w nocy, gdy się przebudziłam usłyszałam głos płaczliwy: – Zmiłujcie się nad nami przynajmniej wy, krewni i przyjaciele nasi, gdyż bardzo cierpimy w więzieniu czyśćcowym. Wy żyjący nie macie pojęcia, jakie tu męki ponosimy. (…) My sami nic zrobić nie możemy, ale wy możecie za nas zrobić dużo…”.

    Przez cały listopad w parafiach odprawiamy tzw. wypominki. To nic innego, jak modlitwa polegająca na wyczytywaniu imion i nazwisk naszych bliskich i dalszych zmarłych

    Wypominki są jednorazowe, oktawalne, półroczne i roczne. Wypisujemy na kartkach nazwiska zmarłych i przynosimy je do swoich duszpasterzy. Wypominki jednorazowe odczytuje się na cmentarzu, oktawalne przez 8 dni od dnia Wszystkich Świętych (często połączone z nabożeństwem różańcowym), a roczne przez cały rok przed niedzielnymi Mszami. Tradycja ma długą historię. W liturgii eucharystycznej sprawowanej w starożytnym Kościele odczytywano tzw. dyptyki, na których chrześcijanie wypisywali imiona żyjących biskupów, ofiarodawców, dobrodziejów, ale także świętych męczenników i wyznawców, oraz wiernych zmarłych. Imiona odczytywano głośno i trwało to bardzo długo. Drugą listę, listę świętych, odczytywał już sam biskup.

    Poprzez ceremonię wyliczania imion wyrażano więź wspólnoty i miłości, która łączy wszystkich członków Kościoła chwalebnego (święci), cierpiącego (zmarli) i walczącego (żyjący). Umieszczenie imion w dyptyku świadczyło o trwaniu w jedności ze wspólnotą kościelną, a skreślenie o wyłączeniu z niej. Po wyczytaniu dyptyki kładziono na ołtarzu, na którym sprawowano Eucharystię. Dzisiejsze wypominki są kontynuacją starożytnych dyptyków i mają podobny sens. Pisząc imiona zmarłych na kartkach wypominkowych, a następnie je odczytując, wyrażamy wiarę, że ich imiona są zapisane w Bożej księdze życia. Znaczenie wypominek jest tym większe, że związane są z Eucharystią. W intencji zmarłych wypisanych na kartkach odprawiana jest Msza św.

     Bożena Sztajner/Niedziela

    Dusze czyśćcowe zawsze pomogą

    Jolanta Marszałek Tygodnik NIEDZIELA 43/2019

    Od wielu lat praktykuję modlitwę za dusze czyśćcowe i jestem przekonana o jej niezwykłej skuteczności – mówi s. Agnieszka, franciszkanka

    Jak to się zaczęło? Byłam młodą zakonnicą, rozpoczęłam naukę w szkole pielęgniarskiej. Mieszkałam w klasztorze. Pewnej nocy poczułam, że ktoś wszedł do pokoju, ale nikogo nie widziałam. Na pytanie, kim jest, nie otrzymałam od przybysza żadnej odpowiedzi. Wówczas poczułam paraliżujący strach. Gdy zjawa zniknęła, zerwałam się z łóżka, padłam na kolana i zaczęłam się żarliwie modlić. Prosiłam Boga, by nigdy więcej nikt z tamtego świata do mnie nie przychodził, bo zwyczajnie po ludzku się boję. W zamian obiecałam stałą modlitwę za dusze czyśćcowe. Podobnej sytuacji doświadczyłam kilka lat później. Szłam na Mszę św. za zmarłe siostry z naszego zgromadzenia i w pewnej chwili dostrzegłam postać ubraną w stary strój zakonny (sprzed reformy strojów), jak zmierza do kaplicy. Pomyślałam, że przyszła prosić o modlitwę i trzeba jej tę modlitwę dać.

    Zaczęłam praktykować modlitwę za dusze czyśćcowe. Z czasem przekonywałam się coraz bardziej o jej skuteczności. Kiedyś usłyszałam, że nie ma takiej prośby, zanoszonej za przyczyną dusz w czyśćcu cierpiących, która nie byłaby wysłuchana przez Pana Boga, jeśli jest zgodna z Jego wolą. Obiecałam, że w każdy poniedziałek będę ofiarowywać Mszę św., Komunię św., Różaniec, brewiarz, nawet jakieś doznane cierpienia i przykrości w intencji cierpiących w czyśćcu. I praktykuję to do dzisiaj. Dusze czyśćcowe to pamiętają. Gdybym zapomniała o tej intencji i modlitwę ofiarowała za kogoś innego, one się przypominają. Zaczynam odczuwać, że coś jest nie tak, spoglądam na kalendarz: poniedziałek, zapomniałaś o czymś – zdaje się, że chcą mi przypomnieć.

    Dostrzegam też znaki pomocy ze strony dusz czyśćcowych, bo one nam pomagają, wypraszając łaski u Boga. Sobie nie mogą już nic wyprosić, ich czas zdobywania zasług dla siebie się zakończył, ale mogą pomóc nam, żyjącym jeszcze na ziemi. Nigdy nie oczekiwałam jakichś szczególnych czy wyjątkowych doznań, przekonałam się jednak, że ich wstawiennictwo ma niezwykłą moc. Kiedy idę do pracy, nieraz na nocną zmianę, przechodzę koło cmentarza, i wtedy rozmawiam z duszami czyśćcowymi. Proszę: – Pomóżcie mi, aby ten dyżur był spokojny, ja też wam pomogę modlitwą. I te dyżury są spokojne

    Modlitwa za umierających

    W szpitalu codziennie ocieram się o cierpienie i śmierć. Zachęcam pacjentów, aby wzięli do ręki różaniec i się modlili. – W szpitalu nie ma bezrobocia – mówię żartobliwie. – My was obsługujemy, ale wy też musicie coś robić. Co godzinę za jakąś duszę czyśćcową ofiarować modlitwę, ból, niewygodę szpitalnego łóżka. Jak wy im pomożecie, to one też wam kiedyś pomogą. Wielu pacjentów podejmuje tę modlitwę, nawet z wielką radością.

    Pracuję w szpitalu, więc mam kontakt z ludźmi umierającymi. Często jestem przy konających. Wiele świeckich pielęgniarek się boi – a ja nie. Trzymam pacjenta za rękę i się modlę. Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Proszę aniołów i dusze czyśćcowe, by pomogły konającemu przejść na tamten świat. Odczuwam ich obecność. To są dusze, którym umierający wyświadczał dobro, pomoc. One teraz mu się odwdzięczają i pomagają przejść na drugą stronę.

    Kiedyś miałam taki przypadek. Pacjentka, która była w całkiem dobrej formie i nic nie wskazywało na to, że będzie umierać, zawołała nagle: Siostro, proszę szybko przyjść, pomóc mi się przebrać, zrobić fryzurę, bo oni już czekają. Pielęgniarki były zdziwione: kto czeka? Nie było nikogo, tylko trzy pacjentki w sali. Po przebraniu i uczesaniu chora zmarła z uśmiechem na twarzy. Ciarki nas przeszły. Ktoś po nią przyszedł, ona widziała te osoby. Ja wierzę, że to były dusze zmarłych. Święty Ojciec Pio w swojej książce wspominał, że gdy umieramy, przychodzą po nas dusze naszych bliskich zmarłych oraz te dusze czyśćcowe, za które się modliliśmy. Przychodzą, by pomóc nam przejść na tamtą stronę.

    Woda święcona odstrasza złe duchy

    Zawsze mam przy sobie wodę święconą. Postarałam się, aby była ona także na oddziale, na którym pracuję. Święcę chorych. Kiedy wkładamy rękę do kropielnicy, warto zrzucić kilka kropel, mówiąc na głos: „Za dusze czyśćcowe”. Przy konających woda święcona jest niezbędna.

    Na stażu zawodowym na chirurgii miałam konającego pacjenta. Miał raka przełyku, nie mógł mówić, tylko pokazywał wzrokiem, czego chce. To było w święta Bożego Narodzenia. Cały czas zerkał na swoją szafkę przy łóżku i na mnie. Nie wiedziałam, jak mu pomóc. W końcu otworzyłam szufladkę, a tam w słoiczku była woda święcona. Pokropiłam go i za chwilę ten pacjent zmarł. Był to dla mnie znak, że przy konającym jest zły duch, który walczy o jego duszę.

    Często się modlę za umierających. Nie jest istotne, czy znamy tego umierającego czy jest to dla nas ktoś z drugiego końca świata. Śmierć dla człowieka, nawet wierzącego, jest momentem szczególnym w życiu. Codziennie umiera wiele osób, które przez całe swoje życie nigdy nie myślały o Panu Bogu albo które z Nim walczyły. Ale właśnie w momencie śmierci dokonuje się decydujący wybór człowieka co do wieczności.

    Możemy im pomóc

    Gdy praktykujemy modlitwę za umierających, w szczególności za zatwardziałych grzeszników, musimy jednak okazać wiele czujności, szatan bowiem szuka zemsty. Rzeczywiście zachowuje się jak „lew ryczący (por. 1 P 5, 8)”, bo w tym decydującym momencie, z powodu nawrócenia grzesznika, traci łup, nad którym pracował przez całe lata.

    Ludzie często odczuwają, że przychodzą do nich zmarli członkowie rodziny. Może to jest sugestia pod wpływem przeżyć związanych z odejściem, pogrzebem. Ale jeśli się tak zdarzy, to należy się za tę osobę modlić, zapytać, czego pragnie. Nie wolno jednak przywoływać dusz z czyśćca: „Przychodzą po prostu, kiedy Pan Bóg im pozwoli postarać się o szybsze wybawienie” – wyjaśniała Maria Simma, która miała dar kontaktu z duszami czyśćcowymi. Ale trzeba być bardzo ostrożnym, bo to może być zły duch. Wielu ludzi angażuje się w wywoływanie duchów, w spirytyzm, a to jest bardzo niebezpieczne, wchodzi się na grząski grunt. Nie można oczekiwać, że dusza przyjdzie, będzie pukać lub dawać jakieś inne znaki.

    Święty Ojciec Pio, który miał dar rozmawiania z duszami czyśćcowymi, mówił, że ktokolwiek do niego przyszedł z tamtego świata, prosił, wręcz żebrał o modlitwę, o Eucharystię. Duszom czyśćcowym możemy pomóc przez modlitwę, dobre uczynki, odwiedzenie grobu, odpusty, ofiarowanie Eucharystii i Komunii św. Nie zapominajmy o nich, a sami się przekonamy, że dzięki ich wstawiennictwu możemy dokonać wręcz cudów. Nie oczekujmy spektakularnych wizji czy ingerencji w nasze życie, lecz dostrzegajmy ich pomoc w życiu codziennym; uczmy się miłości do nich, a one też będą nas obdarzać szczególną miłością. Między nami a nimi jest przepaść momentu śmierci, ale zawsze można ją pokonać przez pomost miłości.

    W Wigilię Wszystkich Świętych, 31 października, w wielu parafiach w Polsce i na emigracji miały miejsce Korowody i Bale Wszystkich Świętych. Świętowanie w ten właśnie sposób świadczy o dojrzałości wiary i zdaniu sobie sprawy z niebezpieczeństwa Halloween.

    Również taki BAL WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH był w NIEDZIELĘ 3 listopada 2019 o godz.15.30 przy Katedrze St. MIRIN’s w Paisley

    Ks. Skrzypczak: świętowanie i promowanie Halloween jest grzechem.

    Ks. Skrzypczak: świętowanie i promowanie Halloween jest grzechem

    Zdjęcie: pixabay.com


    Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem – podkreślił w rozmowie z KAI ks. Robert Skrzypczak, odnosząc się do obchodzonego w wielu krajach zwyczaju przebierania się w stroje demonów, upiorów i czarownic. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami.

    Zdaniem ks. Roberta Skrzypczaka tradycja świętowania Halloween zupełnie nie przyjęła się w polskich warunkach i jest obecnie zjawiskiem marginalnym. – Nasze społeczeństwo miało moment fascynacji tą imprezą, ale mam wrażenie, że on minął i dojrzeliśmy. Ta tradycja nie pasuje do naszej mentalności – stwierdził.

    Duchowny dodał, że jedynym miejscem, w którym widoczne jest jeszcze zainteresowanie zagranicznym świętem, są niektóre przedszkola, szkoły i uczelnie, organizujące tego dnia imprezy dla swoich podopiecznych.– Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem. Tylko w krajach zlaicyzowanych ludzie się tym podniecają. Zamiast podjąć refleksję nad własnym życiem i śmiercią wolą namalować sobie plastikowy uśmiech błazna i schować się za śmiesznym przebraniem, żeby tylko nie myśleć poważnie o swoim życiu – stwierdził.

    Jak podkreślił ks. Skrzypczak, koniec października powinien być czasem zadumy nad własnym życiem, a także okazją do modlitwy za bliskich zmarłych. – To czas kiedy wierni powinni udać się do spowiedzi, dokonać rachunku sumienia. Trzeba wejść w atmosferę zadumy. Jeżeli ktoś pójdzie 31 października na imprezę zakrapianą alkoholem, jak ma następnego dnia godnie przeżywać 1 listopada? – dodał.

    Duchowny podkreślił, że Halloween to jednak przede wszystkim zagrożenie duchowe i nie należy specjalnie narażać się na jakikolwiek kontakt z działaniem złego. – To tak jakby iść na oddział chorób zakaźnych bez maseczki. Tu naprawdę nie ma żartów. A posyłanie dziecka na tego typu imprezy to głupota i narażanie go na niebezpieczeństwo – podsumował.

    KAI 29.10.2019 http://www.pch24.pl/ks–skrzypczak–swietowanie-i-promowanie-halloween-jest-grzechem,71784,i.html#ixzz63m4cgCR6

    Wierzę w… świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.

    Rzecznik Episkopatu przed Halloween: Zamiast straszyć, świętujmy ze świętymi

    ŚWIĘCI – WIKIPEDIA

    1 listopada Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych. Tego dnia Kościół modli się za wszystkich świętych, zarówno tych wyniesionych na ołtarze, jak i tych anonimowych. 

    MSZA ŚW. w piątek 1 listopada o godz. 19.00 poprzedzona godzinną adoracją

    Uroczystość WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH należy do świąt nakazanych. Udział we Mszy Świętej w tym dniu stanowi obowiązek, którego świadome i dobrowolne niedopełnienie jest grzechem.

    Sobór Watykański II mówi o istnieniu trzech „stanów w Kościele: „Dopóki Pan nie przyjdzie w majestacie swoim, a wraz z Nim wszyscy aniołowie (por. Mt 25,31), dopóki po zniszczeniu śmierci wszystko nie zostanie Mu poddane (por. I Kor 15,26-27), jedni spośród Jego uczniów pielgrzymują na ziemi, inni, dokonawszy żywota, poddają się oczyszczeniu, jeszcze inni zażywają chwały, widząc «wyraźnie samego Boga troistego i jedynego, jako jest»” (Lumen Gentium, 49). Prawda ta mówi o jedności Kościoła, wszystkich ludzi, tych jeszcze żyjących (tzw. Kościół pielgrzymujący), tych cieszących się szczęściem w niebie (Kościół tryumfujący) i zmarłych czekających w czyśćcu (Kościół pokutujący). Wspólnota ta oznacza, że między wszystkimi członkami Kościoła może dochodzić do tzw. wymiany dóbr duchowych. Mówiąc prosto, my tu na ziemi możemy modlić się za zmarłych czekających w czyśćcu, ofiarować za nich Msze święte i odpusty. Dusze czyśćcowe same sobie pomóc nie mogą. Z drugiej strony możemy prosić o pomoc i wstawiennictwo świętych, cieszących się oglądaniem Boga, czerpiąc z tzw. skarbca zasług.

    Nie wszystkim świętym Kościół przyznaje jednakową rangę. Wyraźnie w swojej liturgii wyróżnia Maryję – tak co do liczby Jej świąt, jak i ich rangi. Kościół od samego początku określił, kto może odbierać jaką cześć. Pierwsze przykazanie mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Dlatego już pierwsze sobory rozróżniały kult adoracji (latria) – należny tylko Bogu oraz szacunek i cześć (dulia) – należne świętym; Maryi natomiast przysługiwało coś więcej – hyperdulia. Po Matce Bożej wyróżnia kult św. Józefa, następnie kult św. Jana Chrzciciela i Apostołów, aniołów, świętych doktorów, męczenników. Potwierdzeniem tej „hierarchii” jest wprowadzenie gradacji: uroczystość, święto, wspomnienie obowiązkowe wspomnienie dowolne. 

    Spośród świętych na pierwszym miejscu doznają czci męczennicy. Dlatego od początku spisywano okoliczności ich śmierci w tak zwanych „Aktach męczeństwa”, stawiano nagrobki, sprawowano na ich grobach obrzędy liturgiczne i wzywano ich pośrednictwa.

    sobota 2 listopada – DZIEŃ ZADUSZNY

    Jak uzyskać odpust za dusze zmarłych?

    H. Przondziono /Gość Niedzielny

    Ten dzień obchodzony jest jako wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Do kalendarza liturgicznego wprowadził go opat benedyktynów z Cluny we Francji św. Odilon (Odylon). On to w 998 roku zarządził modlitwy za dusze wszystkich zmarłych w dniu 2 listopada. Termin ten i sama idea szybko rozprzestrzeniły się i w XIII wieku zwyczaj stał się powszechny w całym Kościele.

    W XV wieku u dominikanów w Walencji wytworzył się zwyczaj ofiarowania w dniu 2 listopada trzech Mszy świętych przez jednego kapłana. Papież Benedykt XIV w
1748 roku rozszerzył ten zwyczaj na całą Hiszpanię. W 1915 roku, podczas I wojny światowej, papież Benedykt XV pozwolił kapłanom całego Kościoła odprawić w tym dniu trzy Msze święte. Jedną w intencji przyjętej od wiernych, drugą w intencji wszystkich wiernych zmarłych, a trzecią w intencji papieża.

    W naszej Ojczyźnie 1 listopada tłumy wiernych odwiedzają cmentarze, aby zatrzymać się przy grobach swoich bliskich, ale nie tylko. Znicze stawiane są także na grobach zapomnianych, nieznanych, na cmentarzach i kwaterach wojskowych. Czasem ludzie zdają się zapominać, że 1 listopada jest radosnym świętem, wspomnieniem wszystkich tych, którzy cieszą się radością w niebie. Święto wszystkich wiernych zmarłych przypada na kolejny dzień, 2 listopada. To wtedy modlimy się szczególnie za dusze zmarłych czekających w czyśćcu na wieczność z Bogiem. To z tymi dniami związane są szczególne obietnice. Otóż od 1 do 8 listopada, przy spełnieniu odpowiednich warunków, można zyskać odpust zupełny i ofiarować go za dusze cierpiące w czyśćcu. Cały listopad jest czasem szczególnej modlitwy za zmarłych, można im pomóc, bo oni sami już pomóc sobie nie mogą.

    Tradycja zyskiwania odpustów związana jest z tajemnicą Bożego Miłosierdzia. W sakramencie spowiedzi uzyskujemy odpuszczenie grzechów, jednak uzyskane przebaczenie nie uwalnia od kar doczesnych – konsekwencji grzechu — które dotykają nas za życia lub po śmierci w czyśćcu. Odpuszczenie tych kar jest możliwe właśnie dzięki odpustom. Odpusty dzielimy na cząstkowe (częściowe darowanie kar) i zupełne (całkowite darowanie kary). Możemy je ofiarowywać we własnej intencji albo w intencji zmarłych (nigdy za osobę żyjącą, gdyż ona sama w wolności może się nawracać lub nie). Dlaczego uzyskanie odpustu jest możliwe? Dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa oraz modlitwie i świętości innych ludzi. Całe to dobro jakby gromadzi się w „skarbcu” Kościoła, z którego wszyscy możemy korzystać po spełnieniu określonych warunków. Warunkami koniecznymi do uzyskania odpustu zupełnego są:

    – brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, nawet powszedniego,

    – stan łaski uświęcającej lub spowiedź sakramentalna,

    – przyjęcie Komunii Świętej,

    – krótka nawet modlitwa w intencjach Ojca Świętego (nie chodzi o modlitwę w intencji samego papieża, ale o modlitwę w intencji tych spraw, za które modli się każdego dnia papież; intencje te są często ogłaszane)

    – wykonanie czynności związanej z odpustem.  

    Ewentualna spowiedź, obowiązkowa Komunia Święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego mogą być wypełnione w ciągu kilku dni przed lub po wypełnieniu czynności, z którą związany jest odpust; między tymi elemenami musi jednak istnieć związek.

    Czynności związanych z odpustami jest dużo, należą do nich m.in.:

    – adoracja Najświętszego Sakramentu trwająca przynajmniej pół godziny,

    – pobożne przyjęcie, choćby tylko przez radio, błogosławieństwa papieskiego udzielanego Urbi et Orbi,

    – nawiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 listopada połączone z modlitwą – choćby tylko w myśli – za zmarłych (odpust można ofiarować wyłącznie za zmarłych),

    – odmówienie różańca w kościele, w rodzinie, we wspólnocie zakonnej (należy odmówić przynajmniej jedną część),

    – czytanie Pisma Świętego z szacunkiem, przynajmniej przez pół godziny,

    – pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej,

    – pobożne nawiedzenie kościoła w Dniu Zadusznym i odmówienie „Ojcze nasz” i „Wierzę” (odpust za zmarłych),

    – pobożne  odmówienie  koronki  do Miłosierdzia Bożego.

    Odpusty można ofiarowywać we własnej intencji albo za zmarłych. Wierzymy, że dzięki naszej modlitwie czyjaś dusza może zostać uwolniona z czyśćca i pójść do nieba. Choć odpusty można starać się uzyskać praktycznie codziennie, to szczególnym czasem modlitwy za zmarłych jest okres od 1 do 8 listopada. Za nawiedzenie cmentarza modlitwę w intencji zmarłych możemy w tych dniach uzyskać odpust dla naszych zmarłych (pod normalnymi warunkami). Warto o tym pamiętać. Zmarli przebywający w czyśćcu nic nie mogą zrobić, żeby sobie pomóc.  

    Wypominki to jeden ze sposobów wyrażania pamięci
o zmarłych. Wierni wypisują na kartkach imiona (i nazwiska) zmarłych i przynoszą do kościoła. W intencji tych zmarłych modłą się wszyscy zgromadzeni na Mszy świętej czy nabożeństwach.

    Modlitwa za zmarłych praktykowana jest w Kościele od II wieku, a od III wieku Kościół modli się za zmarłych w czasie Eucharystii. Stopniowo przyjęła się też znana do dzisiaj praktyka odprawiania Mszy świętych za zmarłych pokutujących w czyśćcu.

    Historia wypominek sięga bardzo daleko, bo aż do czasów starożytnego Kościoła. W liturgii eucharystycznej sprawowanej w starożytnym Kościele odczytywano tzw. dyptyki, na których chrześcijanie wypisywali imiona żyjących biskupów, ofiarodawców, dobrodziejów, ale także świętych męczenników i wyznawców oraz wiernych zmarłych. Imiona odczytywano głośno, toteż trwało to bardzo długo. Drugą listę, listę świętych, odczytywał sam biskup, a nie ksiądz. Wreszcie trzecia lista, którą również czytał biskup, zawierała imiona zmarłych. Te trzy listy recytowano jednym ciągiem; dzieliło je tylko trzykrotne, krótkie odezwanie się chóru. Na koniec biskup śpiewał uroczystą modlitwę, w której prosił Boga, aby wpisał miona żywych i umarłych pomiędzy wybrańców.

    W średniowieczu zwyczaj ten rozprzestrzenił się na cały Kościół. Powstawały wówczas specjalne księgi zwane nekrologami. Zapisywano w nich imiona zmarłych biskupów, królów,  fundatorów,  dobroczyńców parafii czy klasztoru oraz ich rodzin. Nekrologi, wraz z imionami lokalnych świętych, kapłan wyczytywał podczas niedzielnej sumy, po kazaniu, z ambony. Istnieją przekazy, że niekiedy w wyczytywaniu imion świętych sięgano aż do praojca Adama, przez co wypominki trwały bardzo długo. Stanowiły swego rodzaju modlitwę wiernych. Od czasów reformy liturgicznej II Soboru Watykańskiego przeniesiono je przed Mszą świętą. Podczas wypominek kapłan wyczytuje imiona i nazwiska zmarłych, a zgromadzeni wierni włączają się we wspólne odmawianie modlitwy za zmarłych „Wieczny odpoczynek”. Wypominki kończy śpiew: „Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie”. Dzisiejsze wypominki to kontynuacja tych dawnych zwyczajów. Również wyrażają one pamięć i miłość do bliskich oraz wiarę w jedność Kościoła pielgrzymującego i chwalebnego w niebie. Kiedy piszemy imiona zmarłych na wspominkowych kartkach i modlimy się za nich, wyrażamy wiarę w świętych obcowanie i możliwość wstawiennictwa. Zarówno kiedyś, jak i teraz wypominki związane są z Eucharystią – w intencji zmarłych wypisanych na kartkach odprawiana jest Msza święta.   (na podstawie książki “WOŁANIE Z ZAŚWIATÓW – Czego chcą od nas dusze czyśćcowe”  Beaty Legutko, wydawnictwo M, Kraków 2016)

    Tego dnia nawiedzamy cmentarze w Glasgow, gdzie są groby naszych Rodaków:

    • godz. 11.00 cmentarz Lambhill
    • godz. 13.00 cmentarz Cardonald
    • godz. 14.30 cmentarz Dalbeth (polska kwatera)

    Z racji, że tego dnia przypada Pierwsza Sobota Miesiąca i po Mszy św. o godz. 18. 00 będzie nabożeństwo wynagradzające – wypominki będą w piątek 8 listopada o godz. 19.00, w ostatnim dniu, w którym możemy uzyskać odpust zupełny za dusze w czyśćcu cierpiące.

    Przez cały miesiąc listopad, jak każdego roku, codziennie będą odprawiane Msze św. w intencji zmarłych, których imiona zostały podane na kartkach (w wypominkach) w kościele św. Szymona.

    Kard. Sarah zauważa, że istnieje duży kryzys w Kościele, który jest kryzysem wiary

     TYGODNIK NIEDZIELA 2019-11-14

    Trzeba trzymać się mocno doktryny, wielowiekowego nauczania Kościoła, które jest niezmienne. Nie ma zbawienia, ocalenia, jeśli człowiek nie trzyma się mocno Objawienia i doktryny. Kościół nie ma przyszłości, jeśli nie będzie się modlił. Żaden człowiek nie ma przyszłości jeśli się nie modli.

    Chciałbym wam powtórzyć to samo: trzymajcie się mocno nauczania Kościoła i módlcie się – powiedział kard. Robert Sarah, Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas konferencji prasowej na temat książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”, która odbyła się 14 listopada w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.

    Kard. Sarah zauważył, że istnieje duży kryzys w Kościele, który jest kryzysem wiary: „Utrata wiary, utrata wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii – to powoduje dzisiaj ten ogromny kryzys”.

    Kard. Sarah przyznał, że pisanie książki zajęło mu dwa lata. Konsultował się w tym czasie z wieloma biskupami, prezbiterami i świeckimi. „Ta książka opisuje wiele negatywnych zjawisk, ale jednocześnie z nadzieją. To tak jak w Wielki Piątek – Chrystus umarł, wszystko się skończyło i rozpadło. Wydaje mi się, że dziś znajdujemy się w podobnej sytuacji, jak apostołowie w Wielki Piątek. My dzisiaj zdradzamy Jezusa tak jak Judasz. Ale jednocześnie znajdujemy się w czasie uczniów udających się do Emaus – jesteśmy zrozpaczeni, ale w naszej rozpaczy i zamęcie przychodzi do nas Chrystus. I przeprowadza nas przez nie objaśniając swoją historię. To jest lectio divina. A podróż kończy się przy świętym stole, Eucharystii” – wyjaśnił kard. Sarah.

    Trzy mity o pokorze i piętnaście sposobów Matki Teresy z Kalkuty na praktykowanie pokory

    Trzy mity o pokorze i piętnaście sposobów Matki Teresy z Kalkuty na praktykowanie pokory

    Matka Teresa z KalkutyTÚRELIO / CC 2.0ADVERTISEMENT

    To pycha zmieniła anioły w demony. I to pokora zmienia ludzi w anioły – zauważył św. Augustyn. Oto 15 sposobów Matki Teresy z Kalkuty na praktykowanie pokory.

    Najpierw jednak rozwiejmy trzy mity o pokorze.

    Mit 1: Pokora to brak pewności siebie
    Nieprawda! Ludzie pokorni są stanowczy, gdy idzie o sprawy Boże. Ponadto widzą sprawy takimi, jakie są, to znaczy: wiedzą, że ich życie zależy od Boga.

    Mit 2: Pokora nie pociąga
    Nieprawda! Człowiek pokorny słucha drugiego człowieka. Dba o niego. To jest przyciągające. W przeciwieństwie do pychy, która oznacza skupienie na samym sobie.

    Mit  3: Ludzie pokorni chcą uchodzić za pokornych
    Nieprawda! Fałszywa pokora to nie pokora. Człowiek pokorny nie szuka pochwał.

    A teraz obiecane 15 sposobów Matki Teresy z Kalkuty na praktykowanie głębszej pokory:

    1. Mów o sobie tak mało, jak to możliwe.
    2. Zajmuj się własnymi sprawami, nie sprawami innych.
    3. Unikaj bycia ciekawskim.
    4. Nie wtrącaj się do spraw innych.
    5. Przyjmuj z drobne przykrości z poczuciem humoru.
    6. Nie rozwódź się nad błędami innych.
    7. Przyjmuj krytykę, nawet jeśli jest niezasłużona.
    8. Poddawaj się woli innych.
    9. Przyjmuj obelgi i zniewagi.
    10. Przyjmuj pogardę, bycie pomijanym i lekceważonym.
    11. Bądź uprzejmy i delikatny, nawet jeśli ktoś cię prowokuje.
    12. Nie staraj się być podziwianym i uwielbianym.
    13. Nie chowaj się za własną godnością.
    14. Ustępuj w dyskusjach, nawet jeśli masz rację.
    15. Wybierz zawsze trudniejsze zadanie.

    (Korzystałem z tekstu z NCR.) Jarosław Dudała GOŚĆ NIEDZIELNY 12.11.2019

    Tajemnice różańca przypadają na każdą dziesiątkę  - w trakcie odmawiania danej dziesiątki powinno się rozważać daną tajemnicę różańca.

    Myriams-Fotos / pixabay.com

    Modlitwy jak z procy

    Franciszek KUCHARCZAK GOŚĆ NIEDZIELNY 40/2019

    Nikt nie odmawia Różańca samotnie. Obok zawsze stoi Maryja.

    Grota massabielska koło Lourdes, 11 lutego 1858 roku. 14-letnia Bernadeta Soubirous widzi „piękną Panią”. Z prawego ramienia „zjawy” zwisa różaniec. Dziewczyna boi się, ale nie jest to taki lęk, który skłania do ucieczki. Przeciwnie, chciałaby tu „zostać na zawsze”. Przychodzi jej na myśl, żeby się pomodlić. Sięga po różaniec, który ma zawsze przy sobie.

    „Uklękłam i chciałam się przeżegnać, ale nie mogłam unieść do czoła opadającej ręki” – opowie później. Tymczasem Pani staje obok, teraz już trzymając różaniec w dłoni, i czyni znak krzyża. „Wtedy i ja spróbowałam, i udało się” – relacjonuje dziewczyna. Zaczyna odmawiać Różaniec, lęk ustępuje. Pani przesuwa w palcach paciorki różańca jednocześnie z Bernadetą, uśmiechając się, ale nie wypowiada słów modlitwy „Zdrowaś, Maryjo” ani „Ojcze nasz”. Mówi natomiast razem z nią „Chwała Ojcu”, pochylając się z najgłębszym szacunkiem.

    Całe widzenie trwało tyle, ile potrzeba na odmówienie Różańca bez pośpiechu – bo też w istocie było to tylko odmówienie Różańca.

    Bezwładna ręka

    Będą kolejne spotkania, ale już to pierwsze pokazało, że Różaniec to modlitwa wyjątkowa. Szczegóły, które Bernadeta, wówczas jeszcze analfabetka, opowie o jej przebiegu w obecności widzianej na własne oczy Maryi, zadziwią teologów. Rzeczywiście to logiczne, że Maryja nie odmawiała „Ojcze nasz”, bo jest to modlitwa grzesznych śmiertelników, potrzebujących „chleba powszedniego”, wzywających Bożego przebaczenia i podlegających pokusom. Nie odmawiała też modlitwy „Zdrowaś, Maryjo”, bo nie pozdrawiałaby przecież sama siebie.

    Przebieg pierwszego objawienia Maryi w Lourdes zawiera wiele ważnych komunikatów. Choćby taki, że gdy odmawiamy Różaniec, Maryja staje obok nas i towarzyszy nam. Gdy przesuwamy paciorki, Ona robi to także. Gdy oddajemy chwałę Trójcy Świętej, Ona oddaje ją również, powtarzając z nami te same słowa: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”.

    A dlaczego na początku ręka Bernadety była bezwładna i zdołała uczynić znak krzyża dopiero, gdy zrobiła to Maryja?

    – Bardzo mnie to ucieszyło, gdy o tym kiedyś przeczytałem – mówi Andrzej, który od lat codziennie odmawia Różaniec. Dlaczego? – Bo uświadomiłem sobie wtedy, że już samo wykonanie znaku krzyża jest łaską. A skoro to mogę zrobić, to znaczy, że mam tę łaskę. I teraz najważniejsze: gdy z różańcem w dłoni zaczynam od przeżegnania się, wiem, że Maryja właśnie to zrobiła i będzie mi towarzyszyć. Gdyby było inaczej, nawet bym się nie zdołał przeżegnać – cieszy się. – Gdy człowiek o tym myśli, z większą uważnością i szacunkiem się modli – dodaje.

    Drugie spotkanie Bernadety z Maryją, 14 lutego, też było w gruncie rzeczy wspólnym odmówieniem jednej części Różańca – pięciu dziesiątek. Później Maryja przedstawiła główny cel modlitwy: o nawrócenie grzeszników. Trzykrotne wezwanie: „pokuty!” wytyczyło drogę do nawrócenia.

    Codziennie!

    Gdy pół wieku później milionowe armie w Wielkiej Wojnie rzuciły się sobie do gardeł, Maryja przyszła z tym samym wezwaniem do pokuty – i znów prosiła o odmawianie Różańca. „Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby wyprosić pokój dla świata” – usłyszały w pierwszym objawieniu 13 maja 1917 roku dzieci z Fatimy. Dwa miesiące później Maryja ponownie poprosiła o codzienne odmawianie Różańca w intencji pokoju. Wtedy dzieci poznały modlitwę, zwaną dziś fatimską. Miały mówić po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Modlitwa ta stała się elementem modlitwy różańcowej. W sierpniu 1917 roku dzieci usłyszały: „Chcę, abyście nadal odmawiały Różaniec. Módlcie się, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił”. We wrześniu znów padło wezwanie do modlitwy różańcowej, a podczas ostatniego objawienia, 13 października 1917 roku, Maryja powiedziała o sobie: „Jestem Matką Bożą Różańcową”. W trakcie tego spotkania powiedziała także: „Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniła życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają Różaniec i pokutują za grzechy”. Potwierdzeniem autentyczności tego orędzia był zapowiedziany „cud słońca”.

    Maryja, wzywając do codziennego odmawiania Różańca, zrobiła to także w języku polskim. „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec” – powiedziała do dwóch dziewczynek podczas jednego z pierwszych objawień w Gietrzwałdzie w 1877 roku. Matka Boża pojawiała się tam przez niespełna trzy miesiące, gdy ludzie modlili się na różańcu. Także Jej ostatnie słowa, wypowiedziane na zakończenie objawień, brzmiały: „Odmawiajcie gorliwie Różaniec”. Od tego Maryja uzależniała wysłuchanie wielu próśb, które przekazywały Jej dzieci.

    Niebiańskie pochodzenie

    Różaniec pojawia się w wielu objawieniach Maryjnych. Czym więc jest ta modlitwa, skoro Matka Zbawiciela tak często do niej nawołuje? Pius XII w encyklice Ingruentium malorum porównał Różaniec do procy, z którą Kościół jak Dawid „będzie mógł wyjść naprzeciw swojego odwiecznego wroga”. W tej samej encyklice papież pisał: „Chociaż istnieje wiele rodzajów modlitwy, aby otrzymać tę pomoc, uważamy Różaniec za najbardziej właściwą i najbardziej owocną, na co wyraźnie wskazuje jej pochodzenie – bardziej niebiańskie niż ludzkie”.

    Niebiańskie pochodzenie Różańca? Sceptyk powiedziałby, że to modlitwa monotonna i nudna, automatyczna i infantylna, niegodna dorosłego człowieka. Albo że to przeżytek z czasów, gdy dostęp do Biblii był ograniczony choćby przez analfabetyzm.

    Kto odkrył Różaniec, wie, że jest inaczej. Albino Luciani, późniejszy Jan Paweł I, powiedział kiedyś, że „nie jest sprawą naczelną kryzys Różańca, lecz kryzys modlitwy w ogóle”. Ludzie, zajęci sprawami materialnymi, niewiele dziś myślą o duszy i żyją w hałasie, nie znajdując paru minut na życie wewnętrzne. Przyszły papież zakwestionował też postawę „dorosłego chrześcijanina” na modlitwie. „Osobiście, gdy rozmawiam sam z Bogiem lub z Maryją, wolę się czuć dzieckiem aniżeli dorosłym; znika infuła, piuska i pierścień. Na wakacje wysyłam dorosłego biskupa, z jego dostojną powagą i autorytetem należnym temu stanowisku! I oddaję się tej spontanicznej czułości, jaką ma dziecko dla mamy i taty” – wyznał.

    Odnosząc się do zarzutu, że Różaniec jest powtarzaniem wciąż tych samych słów, przywołał słowa Karola de Foucauld: „Miłość wyraża się kilkoma tylko słowami, zawsze tymi samymi, wciąż powtarzanymi”.

    Luciani podkreślił ważność czytania Biblii, lecz „nawet ci, którzy ją czytają, powinni potem, w niektórych sytuacjach – w podróży, na ulicy czy gdy zajdzie szczególna potrzeba – rozmawiać z Matką Bożą – jeśli się wierzy, że jest nam Ona Matką i Siostrą” – stwierdził, zaznaczając, że „w gruncie rzeczy tajemnice Różańca, gdy się je rozważy, przemyśli (…), są niczym innym jak właśnie Biblią, samą esencją Biblii”.

    Oponenci mówią, że Różaniec to modlitwa zubożona. „A co w takim razie ma być modlitwą bogatą?” – pyta przyszły Jan Paweł I, żeby następnie stwierdzić: „Różaniec to procesja »Ojcze nasz« – modlitwy, której nauczył nas Jezus; »Zdrowaś« – pozdrowienia, jakie Bóg skierował do Przenajświętszej Panny za pośrednictwem anioła; »Chwała« – pochwały Trójcy Przenajświętszej”. W jego przekonaniu „Różaniec wyraża wiarę bez fałszywych komplikacji, wykrętów, nadmiaru słów; pomaga poddać się woli Bożej i nauczyć się, jak przyjmować cierpienie”. Zwraca też uwagę na znaczenie Różańca odmawianego w rodzinie. „Odmawiany wieczorem przez rodziców wraz z dziećmi jest formą liturgii rodzinnej” – zauważa.

    Koresponduje to z wezwaniem Maryi w Fatimie. Odpowiadając na prośbę Łucji o łaskę dla pewnej rodziny, Matka Boska powiedziała: „Niech codziennie, przez rok, odmawiają Różaniec w rodzinie”. Gdy rodzina przez rok odmawia Różaniec, zapewne zechce go odmawiać aż do śmierci. I najpewniej będzie to śmierć szczęśliwa.

    Odmawiajcie codziennie różaniec

    Manila. Filipiny. Różaniec to broń w duchowej walce.

    Manila. Filipiny. Różaniec to broń w duchowej walce.
    JAY DIRECTO /AFP/EAST NEWS

    W każdym z sześciu objawień fatimskich powtarza się prośba Maryi o modlitwę różańcową. Dzięki objawieniom w Fatimie po każdej dziesiątce odmawiamy modlitwę „O mój Jezu”, z prośbą o zbawienie dusz najbardziej zagrożonych.

    Maryja ukazująca się pastuszkom z Fatimy konsekwentnie prosi je o modlitwę różańcową. Ta prośba powtarza się jak refren: „Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny” (maj); „Chciałabym, abyście każdego dnia odmawiali Różaniec” (czerwiec); „Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać Różaniec” (lipiec); „Chcę, abyście nadal odmawiali codziennie Różaniec” (sierpień); „Odmawiajcie w dalszym ciągu Różaniec, żeby uprosić koniec wojny” (wrzesień); „Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać Różaniec” (październik). Podczas październikowego objawienia, któremu towarzyszy cud słońca, Maryja mówi o sobie: „Jestem Matką Boską Różańcową”. Pojawia się też prośba o wybudowanie kaplicy ku czci Matki Bożej Różańcowej.

    Warto dodać, że także w innych uznanych przez Kościół objawieniach maryjnych pojawia się prośba Matki Bożej o modlitwę różańcową. W Gietrzwałdzie na Warmii w 1877 roku Maryja ukazała się dwóm nastolatkom, prosząc je dokładnie o to samo co w Fatimie: „Odmawiajcie codziennie Różaniec”. Dlaczego właśnie ta modlitwa jest tak ważna dla Maryi?

    Modlitwa Maryi

    „Pani orędzia fatimskiego wskazuje na Różaniec, który słusznie można określić jako »modlitwę Maryi«” – mówił Jan Paweł II w 1982 roku w Fatimie. Wyjaśniał, że jest to „modlitwa, w której Maryja czuje się szczególnie zjednoczona z nami. Sama modli się z nami. Tą modlitwą zostają objęte sprawy Kościoła, stolicy św. Piotra, sprawy całego świata. Nade wszystko grzesznicy, aby się nawrócili i zbawili, a także dusze w czyśćcu”. Papież Polak poświęcił Różańcowi list apostolski „Rosarium Virginis Mariae”. Dał w nim świadectwo osobistego przywiązania do tej modlitwy: „Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy”. Papież powołał się w liście na objawienia w Lourdes i w Fatimie.

    Różaniec jest modlitwą na wskroś biblijną i chrystocentryczną, czyli skoncentrowaną na Chrystusie. Nie jest „klepaniem paciorków”, ale kontemplacją tajemnic Bożych. Kiedy odmawiamy Różaniec, to – jak zauważa Jan Paweł II – „jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez – można by powiedzieć – Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki Różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości… W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim”.

    Modlitwa prosta i głęboka

    Różaniec jest modlitwą bardzo prostą i zarazem głęboką. Dzieci fatimskie właśnie tę modlitwę znały najlepiej. Kiedy pytano s. Łucję, dlaczego Maryja prosiła o Różaniec, a nie o codzienne uczestnictwo we Mszy św., wizjonerka wyjaśniła, że dla dzieci codzienny udział w Eucharystii był z wielu powodów niemożliwy. Bóg uwzględnia możliwości swoich dzieci. „Odmawianie Różańca jest dostępne dla każdego – dla biednych i bogatych, mądrych i nieuczonych, wielkich i małych” – przekonuje Łucja. Na różańcu można się modlić zarówno indywidualnie, jak i we wspólnocie. W kościele przed Najświętszym Sakramentem, ale także w drodze do pracy, do szkoły, na ulicy, w samochodzie czy w autobusie. Chociaż dziesiątkę dziennie, jeśli nie stać nas na więcej. „Każdy dzień ma dwadzieścia cztery godziny…, jakże to niewiele, jeżeli poświęcimy jeden tylko kwadrans życiu duchowemu, naszemu wewnętrznemu i zażyłemu spotkaniu z Bogiem!” – zauważa s. Łucja. Przekonuje także, że to modlitwa miła Bogu i owocna dla naszych dusz. Jak pisze z prostotą, „gdyby tak nie było, Nasza Pani nie zalecałaby go tak mocno”. I dalej: „albowiem lepiej od kogokolwiek Bóg i Nasza Pani wiedzą, co nam bardziej odpowiada i czego tak bardzo potrzebujemy”.

    No właśnie, po co więc kombinować, wymyślać Bóg wie co. Czy nie lepiej z pokorą dziecka wziąć do ręki koronkę i modlić się Różaniec? Bo nawet „zwyczajny fakt wzięcia różańca do ręki, aby go odmawiać, jest już przypomnieniem sobie Boga, a wspomnienie w każdej dziesiątce jednej tajemnicy z życia Chrystusa jest już ich ciągłym przypominaniem, to przypominanie zaś otworzy w duszach dostęp do tkliwego światła wiary, która podtrzymuje ledwie tlący się knot, nie pozwalając w ten sposób, by zgasł całkowicie” – pisze Łucja.

    Modlitwa walki

    Czy fatimskie orędzie wnosi coś nowego do Różańca, który w 1917 roku był modlitwą znaną i praktykowaną od wieków w Kościele? Pani z Fatimy akcentuje wstawienniczą siłę Różańca ofiarowanego za grzeszników. Zło dobrem zwyciężaj. Maryja wyraźnie chce, by stał się on owym dobrem zwyciężającym zło szerzące się w świecie i atakujące także sam Kościół. Różaniec był polecony dzieciom fatimskim jako modlitwa o pokój w obliczu wojny, a jednocześnie jest on modlitwą duchowej walki. Nie ma tu sprzeczności, dlatego że pokój jest ostatecznie owocem nawrócenia.

    Ksiądz Franciszek Blachnicki, komentując fatimskie orędzie, podkreślał, że Różaniec „jest pierwszą i zasadniczą formą duchowej walki. Musi to być modlitwa wielkiej wiary i ufności, prosząca Boga o rzeczy, które mogą się nam wydać niemożliwe”. „Módlmy się z odwagą i miłością za wszystkich bez wyjątku!” – wzywał sługa Boży. „Za tyranów, za zdrajców, za zbrodniarzy, za zaślepionych i zniewolonych przez żądzę władzy albo przez lęk. Obejmijmy tą modlitwą o nawrócenie wszystkich tych ludzi, przez których utrzymywany jest i niesiony ten system zniewalania narodów. Przeciwstawiajmy tej potędze wiarę i ufność wyzwalające moc Boga Najwyższego, która musi zwyciężyć. Odmawiajmy w tej intencji szczególnie codzienny Różaniec”. Ksiądz Blachnicki pisał te słowa w 1982 roku, gdy w Polsce trwał stan wojenny. Miał więc na myśli bardzo konkretny polityczny system zniewolenia i ucisku. Ten system, dzięki Bogu, załamał się w Europie. Nie znaczy to jednak, że dziś nie istnieją inne, bardziej subtelne, ale równie lub bardziej skuteczne systemy zniewalania ludzi i narodów.

    Anca-Maria Cernea, rumuńska lekarka, świecka audytorka na synodzie o rodzinie w 2015 roku, przemawiając do ojców synodalnych, wskazała na dzisiejsze zagrożenia życia i rodziny. Odwołała się do przesłania z Fatimy. Jej wystąpienie zrobiło wrażenie na wielu ojcach soborowych. Mówiła: „Matka Boża Fatimska powiedziała, że błędy Rosji rozprzestrzenią się na całym świecie. Po raz pierwszy stało się to w formie brutalnego, klasycznego marksizmu, który zamordował dziesiątki milionów ludzi. Teraz robi się to w większości przez marksizm kulturowy. Klasyczny marksizm próbował zmienić społeczeństwo przez siłowe przejęcie nieruchomości. Teraz rewolucja sięga głębiej. Próbuje dokonać zmiany definicji rodziny, tożsamości seksualnej i ludzkiej natury. Ta ideologia nazywa siebie postępową. Ale to nic innego jak oferta starożytnego węża, proponująca człowiekowi przejęcie kontroli, aby zastąpić Boga, wystaranie się o zbawienie tutaj, na tym świecie. (…) Misją Kościoła jest zbawiać dusze. Zło w tym świecie pochodzi z grzechu. Nie z różnic dochodów lub zmiany klimatu. Rozwiązaniem jest ewangelizacja. Nawrócenie. Teraz potrzebujemy, by Rzym powiedział światu: Nawracajcie się ze swoich grzechów i nawróćcie się do Boga, bo królestwo niebieskie jest blisko”. Przejmujący głos świadka, kobiety, żony i matki. Głos proroczy w „duchu fatimskim”, o ile tak można powiedzieć.

    „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Po 100 latach od objawień w Fatimie ta modlitwa na stałe weszła do Różańca. Podejrzewam, że wielu modlących się nią nie zawsze wie, że pochodzi ona z tzw. sekretu fatimskiego (13 lipca 1917).

    Ta modlitwa pokazuje Maryję jako Matkę zatroskaną o zbawienie ludzi. Siostra Łucja, komentując tekst tej modlitwy, wyjaśniała, że słowa o „tych, którzy najbardziej potrzebują Bożego miłosierdzia”, odnoszą się do „dusz, które znajdują się w wielkim niebezpieczeństwie potępienia: dusz w stanie grzechu śmiertelnego i braku skruchy w ostatniej godzinie, które nie chcą żałować za grzechy ani prosić Boga o przebaczenie, dusz uporczywie trwających w złu”. Modlitwa fatimska dodana do Różańca przypomina o tym, o czym dziś w Kościele nieraz zapominamy, że ostatecznie chodzi nam o wieczność, o to, by wszyscy poszli do nieba. Pierwszorzędnym celem Kościoła jest walka o zbawienie ludzi, a nie o naprawianie świata. Ratowanie dusz to zresztą także istota przesłania o Bożym miłosierdziu przekazanego św. s. Faustynie.

    I jeszcze jedno. Maryja prosi o Różaniec codzienny! Siostra Łucja akcentuje, że potrzebujemy tej modlitwy każdego dnia. „Matka Boża wzywa nas, abyśmy nieustannie trwali na modlitwie. Nie wystarczy modlić się w jakiś dzień, trzeba modlić się wciąż, każdego dnia, z wiarą i ufnością, ponieważ każdego dnia grzeszymy i ponieważ dla nas jest rzeczą konieczną szukać Boga po wszystkie dni, upraszając przebaczenia i pomocy”.

    Jeśli komuś Różaniec wydaje się modlitwą nudną, bo monotonną, to s. Łucja odpowiada w taki sposób: „Kiedy spotykają się ludzie zakochani, przez całe godziny powtarzają jedno i to samo: »kocham cię!«. Tym, czego brakuje ludziom zarzucającym Różańcowi monotonność, jest właśnie miłość; wszystko zaś, czego nie czyni się z miłości, nie ma żadnej wartości”. Różaniec jako nieustanne powtarzanie Bogu, Jezusowi, Maryi: „kocham”. Nic dodać, nic ująć… tylko się modlić.

    Dusze, które najbardziej potrzebują

    „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Po 100 latach od objawień w Fatimie ta modlitwa na stałe weszła do Różańca. Podejrzewam, że wielu modlących się nią nie zawsze wie, że pochodzi ona z tzw. sekretu fatimskiego (13 lipca 1917).

    Ta modlitwa pokazuje Maryję jako Matkę zatroskaną o zbawienie ludzi. Siostra Łucja, komentując tekst tej modlitwy, wyjaśniała, że słowa o „tych, którzy najbardziej potrzebują Bożego miłosierdzia”, odnoszą się do „dusz, które znajdują się w wielkim niebezpieczeństwie potępienia: dusz w stanie grzechu śmiertelnego i braku skruchy w ostatniej godzinie, które nie chcą żałować za grzechy ani prosić Boga o przebaczenie, dusz uporczywie trwających w złu”. Modlitwa fatimska dodana do Różańca przypomina o tym, o czym dziś w Kościele nieraz zapominamy, że ostatecznie chodzi nam o wieczność, o to, by wszyscy poszli do nieba. Pierwszorzędnym celem Kościoła jest walka o zbawienie ludzi, a nie o naprawianie świata. Ratowanie dusz to zresztą także istota przesłania o Bożym miłosierdziu przekazanego św. s. Faustynie.

    I jeszcze jedno. Maryja prosi o Różaniec codzienny! Siostra Łucja akcentuje, że potrzebujemy tej modlitwy każdego dnia. „Matka Boża wzywa nas, abyśmy nieustannie trwali na modlitwie. Nie wystarczy modlić się w jakiś dzień, trzeba modlić się wciąż, każdego dnia, z wiarą i ufnością, ponieważ każdego dnia grzeszymy i ponieważ dla nas jest rzeczą konieczną szukać Boga po wszystkie dni, upraszając przebaczenia i pomocy”.

    Jeśli komuś Różaniec wydaje się modlitwą nudną, bo monotonną, to s. Łucja odpowiada w taki sposób: „Kiedy spotykają się ludzie zakochani, przez całe godziny powtarzają jedno i to samo: »kocham cię!«. Tym, czego brakuje ludziom zarzucającym Różańcowi monotonność, jest właśnie miłość; wszystko zaś, czego nie czyni się z miłości, nie ma żadnej wartości”. Różaniec jako nieustanne powtarzanie Bogu, Jezusowi, Maryi: „kocham”. Nic dodać, nic ująć… tylko się modlić. 

    KS. TOMASZ JAKLEWICZ Gość Niedzielny 12/2017

    35 

    Módlmy się za naszą Ojczyznę, by była wierna Bogu i ludziom, w intencji dobrych wyborów, za przyszłych rządzących i za wszystkich Polaków, o potrzebne dary Ducha Świętego.  

    Modlitwa za Ojczyznę błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki

    Wszechmocny Boże, Ojców naszych Panie!

    Pochylamy pokornie nasze  głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności,by prosić o Twoje błogosławieństwo.

    Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece, Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca.

    Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć,  jak Ty przebaczasz nam nasze winy.

    I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj, Panie, prośby ludu swego.

    Amen.

    Modlitwa za Ojczyznę przez przyczynę św. Andrzeja Boboli

    Boże, któryś zapomnianą do niedawna Polskę wskrzesił cudem wszechmocy Twojej, racz za przyczyną sługi Twojego Św. Andrzeja Boboli dopełnić miłosierdzia nad naszą Ojczyzną i odwrócić grożące jej niebezpieczeństwa.

    Niech za łaską Twoją stanie się narzędziem Twojej czci i chwały. Natchnij mądrością jej rządców i przedstawicieli, karnością i męstwem jej obrońców, zgodą i sumiennością w wypełnianiu obowiązków jej obywateli.

    Daj jej kapłanów pełnych ducha Bożego i żarliwych o dusz zbawienie. Wzmocnij w niej ducha wiary i czystości obyczajów.

    Wytęp wszelką stanową zazdrość i zawiść, wszelką osobistą czy zbiorową pychę, samolubstwo i chciwość tuczącą się kosztem dobra publicznego.

    Niech rodzice i nauczyciele w bojaźni Bożej wychoţwują młodzież, zaprawiając ją do posłuszeństwa i pracy, a chroniąc od zepsucia.

    Niech ogarnia wszystkich duch poświęcenia się i ofiarności względem Kościoła i Ojczyzny, duch wzajemnej życzliwości i przebaczenia.

    Jak jeden Bóg, tak jedna wiara, nadzieja i miłość niech krzepi nasze serca!

    Amen.

    SUPLIKACJE

    Święty Boże, Święty mocny,
    Święty a Nieśmiertelny
    Zmiłuj się nad nami…

    Od powietrza, głodu, ognia i wojny
    Wybaw nas Panie!

    Od nagłej i niespodzianej śmierci
    Zachowaj nas Panie!

    My grzeszni Ciebie Boga prosimy
    Wysłuchaj nas Panie!

    13 października błogosławiony Kardynał Henry Newman został ogłoszony świętym

    Kardynał Newman i piękno katolickiego otrzeźwienia [OPINIA]


    Strona główna   >   Opinie


    Kardynał Newman i piękno katolickiego otrzeźwienia [OPINIA]

    #KARDYNAŁ NEWMAN#NAWRÓCENIE#WIELKA BRYTANIA LEGALIZUJE MAŁŻEŃSTWA HOMOSEKSUALNE#JOHN HENRY NEWMAN


    Otrzeźwienie i wynikające zeń nawrócenie Johna Henry’ego Newmana na prawdziwą Wiarę przyniosło Wielkiej Brytanii trwające ponad wiek odrodzenie katolickie, efektem którego na zawsze pozostanie m.in. twórczość Chestertona czy Tolkiena.

    We wrześniu 2010 roku miałem zaszczyt być zaproszonym, by wraz z Raymondem Arroyo oraz ks. Robertem Sirico zostać oficjalnym komentatorem telewizji EWTN, która relacjonowała na żywo wizytę Benedykta XVI w Wielkiej Brytanii. W istocie radością i przywilejem było podążanie za papieżem, kiedy odwiedzał miejsca rozbrzmiewające katolickim znaczeniem. Złożył wizytę w Westminster Hall, gdzie Tomasz Morus stanął przed sądem, i Westminster Abbey, by pomodlić się w sanktuarium św. Edwarda Wyznawcy. Pobłogosławił tłumy w Hyde Park – tylko rzut kamieniem od miejsca Tyburn Tree (Drzewa Tyburn), machiawelicznego ołtarza, na którym zamordowano licznych katolickich męczenników. Wyglądało to tak, jakby miejsca wybrane na wizytę papieża zostały starannie wyselekcjonowane, by przypomnieć Anglikom o ich katolickim dziedzictwie i ostrzec ich o niebezpieczeństwach nieodłącznych dla sekularnej nietolerancji wobec Kościoła. Celem wizyty papieża jednakże nie było przede wszystkim świętowanie katolickiego dziedzictwa Anglii, ale beatyfikacja Johna Henry’ego Newmana. Czyniąc tak, papież nie tyle świętował historię, co ją tworzył. Newman był pierwszym Anglikiem, poza angielskimi męczennikami reformacji, który został beatyfikowany od czasów reformacji; był także pierwszym Anglikiem, urodzonym po XVII wieku, który miał być wyniesiony na ołtarze.

    John Henry Newman urodził się w roku 1801, u zarania XIX wieku i zmarł w roku 1890, gdy słońce zaczęło zachodzić nad tą najbardziej katalityczną i katastroficzną z epok. W czasie długiego i pełnego wydarzeń życia Newmana nowe idee doprowadziły do sejsmicznych zmian w postrzeganiu przez nowożytnego człowieka samego siebie. Karol Marks przystosował idee Hegla do służby w polityce rewolucyjnej, spuszczając tym samym z łańcucha ideologię, która pochłonie życie dziesiątków milionów ludzi w następnym stuleciu. Charles Darwin przedstawił ewolucję gatunków od prymitywnych początków, tym samym zapoczątkowując pojęcie biologicznego progresywizmu i chronologicznego snobizmu, który jest jego następstwem. Friedrich Nietzsche ogłosił bezczelnie, że Bóg umarł, ubóstwiając tym samym człowieka. Zygmunt Freud zastąpił świadomą wolę podświadomymi kompleksami, tym samym zastępując racjonalne wybory moralne irracjonalnymi popędami psychicznymi. Europę ogarnęły rewolucje, gdy nacjonalizm i socjalizm zagroził staremu porządkowi, zasiewając ziarna narodowego socjalizmu i jego międzynarodowego komunistycznego Wielkiego Brata. Imperium Brytyjskie zagarnęło świat, kładąc fundamenty globalizmu. Był to czas zmian i niepewności, a jednak jednocześnie – i jak świadczy życie Newmana – był to także czas odnowy religijnej i odradzającego się tradycjonalizmu.

    Miejsce Newmana w odrodzeniu katolickim jest nadrzędne. W istocie jest on samym ojcem tego odrodzenia.

    W chwili narodzin Newmana Kościół katolicki w Anglii był w przeważającej mierze wykorzeniony z narodowego życia i świadomości. Pomiędzy latami trzydziestymi XVI wieku a osiemdziesiątymi wieku XVII uśmiercono za wiarę niezliczone zastępy katolików. Znamy ponad stu kanonizowanych i beatyfikowanych męczenników angielskich i wielu innych, których ostateczna ofiara złożona za wiarę nie została przez Kościół oficjalnie uznana. W następstwie tak zwanej „chwalebnej” rewolucji roku 1688, która zdetronizowała katolickiego monarchę Jakuba II, dwa powstania jakobickie dążyły do powrotu prawdziwych następców króla na tron. W czasie drugiego z tych powstań zwolennicy „pięknego księcia Karolka” zostali ostatecznie w roku 1746 pokonani w bitwie pod Culloden, co rozbiło w drobny mak wszelkie realistyczne nadzieje powrotu katolickiej monarchii. W tym momencie, po ponad 200 latach niesłabnących prześladowań, wydawało się, że dla kurczącej się katolickiej populacji Anglii wszystko zostało stracone. Nieliczne rodziny rekuzantów, które trwały uparcie i dogmatycznie przy wierze i wbrew toczącej się przeciwko nim wojnie na wyniszczenie, pogodziły się z tym, że pozostaną na marginesie życia Anglii, wykluczone z awansu w polityce i społeczeństwie z powodu zakorzenionego i zinstytucjonalizowanego uprzedzenia ich rodaków. Taki był świat, w którym urodził się Newman i w którym miał on odegrać ważną rolę.

    Nawrócenie Newmana w roku 1845, szesnaście lat po równouprawnieniu katolików i pięć lat przed przywróceniem katolickiej hierarchii w Anglii, zwiastowało narodziny odnowy, która ujrzy wskrzeszenie wiary katolickiej w świecie anglojęzycznym. Przed nawróceniem Newmana katolicyzm był postrzegany przez Brytyjczyków jako obca religia, za którą opowiadały się śniade i zabobonne typy śródziemnomorskie. Gdy potęga Wielkiej Brytanii osiągnęła swą pełnię jako imperium, a potęga Włoch, Hiszpanii i Portugalii osiągnęła stan względnej bezsilności, łatwo było Brytyjczykom odczuwać swą lepszość i wyrażać lekceważenie – katolicyzm uważali za prymitywną i zacofaną religię dla ludzi prymitywnych i zacofanych. Przyjęcie Newmana do Kościoła katolickiego wywołało zamęt w tym snobizmie. Znany był on jako jeden z najświetniejszych intelektów swoich czasów i trudno było lekceważąco zbyć poddanie się takiego geniusza intelektu historycznym i dogmatycznym roszczeniom Rzymu.

    Newman dokonał intensywnych badań wczesnego Kościoła i doszedł do wniosku, że wiara ojców Kościoła była tą samą świętą, katolicką i apostolską wiarą, jaką głosił i nauczał Kościół katolicki jego czasów. Wiedza Newmana i jego elokwencja w wyrażaniu jej, wstrząsnęła establishmentem anglikańskim, kwestionując założenia i uprzedzenia, na których zbudowano fundamenty Kościoła anglikańskiego.

    W następstwie nawrócenia Newmana fala nawróceń z wyższych szczebli społecznych przekroczyła Tyber, a nawrócenie stało się niemal modne. Jednocześnie olbrzymi napływ irlandzkich imigrantów, uciekających przed wielkim głodem, znacznie zwiększył liczbę katolików z klasy robotniczej. Niemal nagle katolicyzm stał się znaczącą siłą w społeczeństwie brytyjskim, gdy obecność rosnącej liczby uczonych konwertytów zbiegła się z rosnącą obecnością plebejskich irlandzkich imigrantów. Wynikiem tego okaże się odrodzenie katolickie, które będzie trwać ponad wiek.

    Pierwszy okres tego odrodzenia można nazwać okresem Newmana, a trwał on od nawrócenia tego wybitnego człowieka w roku 1845, aż do jego śmierci w roku 1890. Drugim okresem albo tym, co można by nazwać interludium dekadenckim, był okres obejmujący ostatnią dekadę wieku, w której pisarze i artyści fin de siècle’u flirtowali z Rzymem i ostatecznie ulegli urokowi Kościoła. Wśród konwertytów tej dekady znaleźli się Oscar Wilde, Aubrey Beardsley, Ernest Dowson i Lionel Johnson. Następny ważny okres tego odrodzenia można by nazwać okresem Chesterbelloca, w którym dominowały postaci Belloca i Chestertona i który trwał od roku 1900 – gdy po raz pierwszy opublikowano Chestertona – aż do 1936 roku, roku jego śmierci. Ostatni okres można nazwać okresem Inklingów, w którym górowały postaci Tolkiena i Lewisa, a trwał on od roku 1937, kiedy opublikowano Hobbita, do roku 1973, kiedy Tolkien zmarł.

    Można stwierdzić, że do ogromu katolickiego odrodzenia, które umieściło katolicyzm w centrum, a nawet na szczycie artystycznego i kulturalnego życia Wielkiej Brytanii, nie doszłoby, gdyby nie nawrócenie Newmana, którego katalityczną naturę trudno przecenić.

    Umieściwszy znaczenie Newmana w obrębie jego kontekstu historycznego, konieczne jest także spojrzenie – choć krótkie – na jego wpływ jako historyka, teologa, filozofa, pedagoga, apologety, powieściopisarza i poety.

    Znaczenie Newmana jako historyka jest zakorzenione w jego pionierskiej pracy na temat wczesnego Kościoła, która przekonała go, jak i przekonała pokolenia tych, którzy go czytali, że studiowanie ojców Kościoła, jak i pierwszych herezji, dostarcza przekonujących dowodów o prawdziwości twierdzeń katolicyzmu. Newman twierdził, a jego dzieło pokazało, że im bardziej ktoś zagłębia się w historię, tym bardziej staje się katolikiem.

    Jako teologa, słusznie wysławia się Newmana za jego esej O rozwoju doktryny chrześcijańskiej (1845 r.), który miał potężny wpływ na zrozumienie przez Kościół tego, jak jego doktryna się rozwija, nie zmieniając nigdy w swoich podstawach. Najzwięźlejsze streszczenie tego rozumienia rozwoju doktryny Kościoła zostało podane przez Tolkiena w liście do jego syna, w którym przyrównał on Kościół do drzewa. Mylne byłoby postrzegać w pełni rozwinięte drzewo, tj. Kościół po dwóch tysiącleciach rozwoju, jako coś gorszego od nasiona, z którego wyrósł czy też drzewka, jakim niegdyś był, tj. Kościoła pierwszych wieków. To drzewo (Kościół) jest takie samo w ciągu wszystkich epok, rozwijając się i rosnąc organicznie i nigdy nie zmieniając swojej podstawowej „drzewości” (tj. prawdy, której Kościół uczy, i prawdy, którą jest).

    W filozofii zaś Newman najbardziej znany jest z eseju Gramatyka przeświadczenia (1870 r.), który pokazuje niedoskonałość rozumowania redukcyjnego, takiego jak logika, jako środka zrozumienia pełni prawdy. Do wiary się dochodzi poprzez współzależność łączących się prawdopodobieństw, do których musi się przychylić wola. Jako pedagog Newman bronił humanistyki w Idei uniwersytetu (1852 r.), jednocząc klasyków pogańskiej starożytności z dziedzictwem świata chrześcijańskiego. Jeśli chodzi o Newmana jako apologetę, to jego nowatorska Apologia pro vita sua (1846 r.) pozostaje jedną z największych duchowych biografii, jaką kiedykolwiek napisano, być może największą, z oczywistym wyjątkiem Wyznań św. Augustyna. Jego rola jako apologety jest także widoczna w jego powieściach Strata i zysk (1845 r.) oraz Kalista (1855 r.), jak również w jego kazaniach oraz potyczkach z błędami anglikanizmu. Ostatnią, lecz bez wątpienia nie mniej ważną, jest pozycja Newmana jako stylisty najwyższej rangi w prozie i pierwszorzędnego poety.

    Nim zakończymy, konieczna jest pobieżna wzmianka o późniejszych pokoleniach słynnych konwertytów, na których Newman miał olbrzymi wpływ. Wśród nich znajduje się Gerard Manley Hopkins – bez wątpienia największy poeta w epoce wielkich poetów – który został przyjęty do Kościoła przez samego Newmana w roku 1866. Pozostali, którym Newman w znacznej mierze pomógł w ich drodze do Rzymu, to m.in. Oscar Wilde, Maurice Baring, R.H. Benson, Christopher Dawson, Ronald Knox, Evelyn Waugh, Graham Greene, Muriel Spark i Alec Guinness – by wymienić tylko kilku znamienitych. Wspomnieć należy także Hilairego Belloca i J.R.R. Tolkiena, dwóch gigantów katolickiego odrodzenia, z których obaj zdobyli wykształcenie w szkole Oratorium w Birmingham, założonej przez Newmana.

    Newman był na tak wiele sposobów błogosławieństwem dla Kościoła. Jakże jest zatem stosowne, że Kościół obdarzył Newmana tym wielkim błogosławieństwem, jakim jest wyniesienie go na ołtarze. Szczęśliwy Newman jest w obecności wizji uszczęśliwiającej. Osiągnął on jedyny cel, dla którego warto żyć. Zatem chwała powinna utorować drogę modlitwom.

    Święty Johnie Henry Newmanie, historyku, teologu, filozofie i poeto, módl się za nami!

    Joseph Pearce

    Źródło: faithandculture.com

    Tłum. Jan J. Franczak

    Read more: http://www.pch24.pl/kardynal-newman-i-piekno-katolickiego-otrzezwienia–opinia-,71396,i.html#ixzz62H9JtWBZ

    Jak odmawiać Różaniec?

    Różaniec ma (co najmniej) trzy płaszczyzny. Pierwsza to tekst wypowiadanych modlitw. Druga – rozważanie poszczególnych tajemnic. Trzecia – intencja, w jakiej się modlimy. Na której się skupić?

    Na tej drugiej. Na rozważaniu którejś z dwudziestu tajemnic. Św. Jan Paweł II proponował nawet, by samodzielnie dodawać sobie kolejne. Wystarczy na chwilę sięgnąć po Pismo Święte, a na pewno jakiś temat rozważań się nasunie.

    Co w takim razie z wielokrotnie powtarzanymi słowami modlitw “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Maryjo”?  Niech sobie spokojnie płyną gdzieś w tle rozważań. Jak strumień, który oczyszcza i nawadnia duszę. Czasem te słowa mogą być pomocne w rozważaniu poszczególnych tajemnic. Mogą być odczytywane w ich świetle albo same rzucać światło na medytowaną tajemnicę.
    Podobnie jest z intencją modlitwy: czy to będzie prośba, dziękczynienie czy uwielbienie. Intencja może być wypowiedziana tylko raz, na początku rozważań. Może też być kluczem do rozumienia danej tajemnicy albo też rozważana tajemnica może prowadzić do głębszego spojrzenia na sprawę, którą polecamy Bogu.

    Powyższe słowa to rady średnio zaawansowanego praktyka. Bo niemal codziennie modlę się na różańcu, choć przecież żaden ze mnie mistyk. Proszę więc nie traktować tego prostego tekstu jako rad duchowego mistrza, ale jako propozycje, wskazówki do ewentualnego wykorzystania. Może to być także początek rozmowy, dzielenia się własnymi doświadczeniami. Zapraszam do skorzystania w tym celu z modułu komentarzy pod niniejszym tekstem.

    Królowo Różańca Świętego, módl się za nami!

    JAROSŁAW DUDAŁA GOŚĆ NIEDZIELNY 01.10.2019

    7 października wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej

     Andrzej Datko / Warszawa (KAI)

     Matka Boża Różańcowa(witraż, XIX w.)/FOT. GRAZIAKO

    Przypadające 7 października, wspomnienie Matki Boskiej Różańcowej to dzień szczególny w powszechnym i polskim kalendarzu maryjnym. Październikowe nabożeństwo różańcowe odbywa się w wszystkich parafiach w Polsce.

    Modlitwa różańcowa jak żadna inna obejmując cały świat katolicki wskazuje, że Maryja to Mater omnium, udzielająca się wszystkim we wszystkich potrzebach jako Pośredniczka prowadząca do Chrystusa. Różaniec stał się modlitwą powszechną, najdobitniejszym wyrazem czci i kultu maryjnego.

    Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC w Warszawie październikowe nabożeństwo różańcowe odbywa się w wszystkich parafiach w Polsce, z okazji świąt maryjnych modlitwa różańcowa odmawiana jest w co trzeciej parafii (33,5 proc.), z okazji innych świąt i różnych wydarzeń kościelnych w ponad połowie parafii (56,3 proc.), a codziennie w prawie co czwartej parafii (23,2 proc.). Różaniec w łączności ze słuchaczami odmawiany jest w katolickich rozgłośniach radiowych.

    Istotna jest także łącząca się integralnie z tytułem Matki Bożej Różańcowej rola Maryi jako Matki Bożej Zwycięskiej, której kult zainaugurowała bitwa pod Lepanto w 1571 r. Jako patronka wojsk katolickich w decydujących starciach – Biała Góra, Nordlingen, Częstochowa, Chocim, Beresteczko, Wiedeń – zapisała się w historii Europy i Polski. Zwycięstwo pod Wiedniem Innocenty XI uczcił ustanawiając święto Imienia Maryi.

    Różaniec – symbol i mistyka róży

    Słowo różaniec (łac. rosarium) wywodzi się z litanijnego wezwania „Rosa mystica” (Róża duchowa). Porównanie to łączy się z symboliką róży i krzewu różanego, i posiada głębokie implikacje w mistyce chrześcijańskiej. Modlitwa różańcowa jest wyrazem misteryjnego nurtu duchowości średniowiecza, której szczególnym znamieniem był rosnący i różnicujący się kult maryjny.

    Wszystkie znaczenia róży wynikają z jej funkcji sakralnej. Podstawę sakralności róży stanowią jej przyrodzone właściwości – kształt, barwa i zapach, które dopiero w strukturze symbolu ewokują jej prawdziwe znaczenie. Powodują one, że róża jest przede wszystkim kwiatem mistycznym. Najbardziej znanym wyobrażeniem ze sfery mistyki róży jest różaniec. Różaniec to rosarium, czyli ogród lub wieniec różany, miejsce mistycznej łączności z Bogiem i kontemplacji niebiańskiego bytu.

    Modlitwa różańcowa jako akt kultowy zawiera dwa aspekty: jest techniką modlitewną przez powtarzanie i rytmikę wezwań oraz jest formą kontemplacji wydarzeń świętej historii. Wspólnie prowadzą one do możliwie doskonałego uczestniczenia w Bożych tajemnicach i realizacji celu eschatologicznego. Dlatego też różaniec, jako swoisty „środek” modlitewny posiada charakter uniwersalny i stosowany jest także w buddyzmie, hinduizmie i islamie.

    Pierwociny różańca stanowiły „sznury modlitewne”, na których z czasem zawiązywano węzełki, a potem nizano paciorki, aby ułatwić liczenie modlitw. Różaniec muzułmański wylicza 99 imion Allacha, a setny, niewidzialny paciorek otwiera powrót do niego. Różaniec hinduski jest przypisany Brahmie i Sarasvati, symbolizuje wszystkie światy i etapy objawienia. Triparasundari – róża kosmiczna, wyraża skończoną doskonałość, jednię i niczym nie skażone spełnienie.

    Różaniec chrześcijański odnosi się do Najświętszej Dziewicy, która przedstawiana jest często w wieńcu z róż i w ogrodzie różanym. Jest to hortus conclusus (ogród zamknięty), co wskazuje na bezczasowe trwanie i żywot, a róże to niebiańskie cnoty Dziewicy. Ona sama jest bowiem Różą Mistyczną, symbolem wiecznej doskonałości.

    Początki i rozwój

    Geneza chrześcijańskiej modlitwy różańcowej nie została do tej pory jednoznacznie ustalona. Ogólnie przyjętej tradycji nie potwierdzają bowiem źródła w kilku istotnych sprawach. Miarodajne będzie zatem stwierdzenie, że różaniec stanowi wynik wielowiekowej ewolucji różnych form modlitewnych.

    Chrześcijaństwo znało sznury modlitewne już we wczesnym średniowieczu. Służyły one do odmawiania modlitwy Pańskiej i nosiły nazwę signula de Pater Noster. Prawdopodobnie ok. połowy XII w. z takim praróżańcem powiązano maryjną modlitwę Ave Maria, co było oznaką rosnącego znaczenia Matki Bożej w Kościele. Pierwszego usystematyzowanego połączenia obu modlitw: 5 Pater Noster i 50 Ave Maria dokonał prawdopodobnie kartuz Henryk Eghen. Dalsze, pewne już wiadomości pochodzą z pierwszej połowy XV w. Uformowana modlitwa różańcowa powstała w środowisku kartuzów – Dominik z Prus i Adolf z Essen z klasztoru w Trewirze połączyli 50 Ave Maria z pięćdziesięcioma rozmyślaniami. Była to „reforma trewirska”, co świadczy o istnieniu wcześniejszych form różańca. System trewirski posiadał kilka wariantów, odmawiano np. 63 Ave Maria, które odpowiadały symbolicznej liczbie 63 lat życia Matki Bożej i łączono je z rozmyślaniami o tajemnicach maryjnych.

    Następne źródła pochodzą z kręgu dominikańskiego. Alanus de Rupe (Alain de la Roche) napisał ok. 1470 r. dzieło „De utillitate Psalteri Mariae”, pierwszą książkę poświęconą różańcowi (pierwszą polską książkę o tematyce różańcowej pt. „Różanego wianka Panny Mariey wyłożenie nabożne” napisał ks. Benedykt Herbest w 1568 r.). Na wzór zawartych w „Psałterzu“ 150 psalmów, de Rupe ustalił sposób odmawiania 150 Ave Maria połączone z rozważaniami tajemnic i przedzielił je 15 modlitwami Pater Noster. Powiązał także ideę różańcową z symboliką wianka różanego. W 1475 r. przeor klasztoru dominikanów w Kolonii, Jakub Sprenger, założył pierwsze bractwo różańcowe, obdarzone kilka lat później przywilejami i odpustami papieskimi. System jaki wprowadzili de Rupe i Sprenger nosił miano „reformy kolońskiej”. Ostatnia zmiana nastąpiła w 1483 r. Liczbę tajemnic różańca zredukowano do 15 i wprowadzono ich podział na radosne, bolesne i chwalebne. W tej postaci różaniec trwał do 2002 r., kiedy to Jan Paweł II 16 października powiększył go o Tajemnice Światła.

    Główny nurt tradycji różańcowej wywodzi się jednak od św. Dominika. Według tej tradycji, święty przebywający w 1212 r. w klasztorze Prouille na wyspie Albi, doznał we śnie objawienia. Ukazała mu się Matka Boska, podarowała różaniec, wyjaśniła jak należy się na nim modlić i zachęciła do jego rozpowszechniania. Według przekazów dominikańskich, głównie Alanusa de Rupe, św. Dominik ewangelizując i głosząc kazania odmawiał różaniec łącząc modlitwę z wyjaśnianiem tajemnic wiary. Modlitwa różańcowa miała się przyczynić do zaniku herezji albigensów, których nawracał św. Dominik. Świętemu nie obca była mistyka rosarium – określał on różaniec jako „koronę z róż Najświętszej Maryi Panny”.

    Przekaz pozostawiony przez Alanusa de Rupe jest kontrowersyjny, nie znajduje bowiem potwierdzenia w innych źródłach. Żadne dokumenty nie świadczą również o istnieniu bractw różańcowych współczesnych św. Dominikowi. A właśnie one są najlepszym świadectwem potwierdzającym istnienie rozbudowanej formy różańca.

    Modlitwa różańcowa ogarnęła szybko świat chrześcijański i było to w głównej mierze zasługą bractw różańcowych. Pod koniec XVI w. nie było prawie miasta w Europie bez tej konfraterni. Erygowano w kościołach kaplice różańcowe lub ołtarze brackie, które otrzymywały liczne odpusty. Przyczyniły się one niemało do popularności różańca. Modlitwa różańcowa choć nie weszła do kultu liturgicznego osiągnęła rangę modlitwy powszechnej, praktykowanej przez wszystkie stany. Byłą dostępna dla ludzi nie umiejących czytać (stanowiło to w znacznym stopniu o jej powszechności) i zwano ją dlatego „brewiarzem dla ludu”.

    Prawdziwy rozkwit przeżyło nabożeństwo różańcowe w dobie kontrreformacji. Łącząc praktykę modlitwy z kontemplacją prawd wiary, różaniec, ta „skrócona Ewangelia” znakomicie realizował zalecenia Soboru Trydenckiego, był niezastąpiony w dziele poszerzania i popularyzacji wiary katolickiej. Rozwój ten wiązał się z działalnością dominikanów. W XVII w. byli oni jednym z najpotężniejszych zakonów. W samej Rzeczpospolitej posiadali wówczas 182 klasztory. „Nie było prawie parafii, gdzieby bractwo różańcowe nie istniało” – pisał historyk obyczajów Łukasz Gołębiowski. Należeli do nich dosłownie wszyscy – od króla do chłopa. Szlachcic (katolik) obok szabli miał zawieszony u pasa różaniec. Religijna gorliwość potrydencka powodowała, że do bractw różańcowych zapisywano nawet zmarłych.

    Ikonografia

    Kult Matki Boskiej Różańcowej znalazł wyraz w ikonografii maryjnej. Wyobraźnia artystyczna w oparciu o treści ideowe różańca nie stworzyła jednak nowego typu przedstawienia. Zaadoptowano istniejące już wzory ikonograficzne wyposażając je w atrybuty kultu różańcowego.

    Pierwszą grupę przedstawień tworzą wizerunki maryjne nawiązujące do schematu Niewiasty Apokaliptycznej, opartego na wizji św. Jana. Początkowo, postać Niewiasty Apokaliptycznej uważano za personifikację Kościoła, później związano ją z osobą Matki Bożej. Typ Niewiasty Apokaliptycznej dał początek wizerunkom Immaculaty (Niepokalanie Poczętej), Assunty (Wniebowziętej) i Incoronaty (Królowej Nieba). Matka Boska przedstawiana jest w nich w całej postaci z symbolami apokaliptycznymi: słońcem, księżycem i gwiazdami. Immaculata jako Matka Boska Różańcowa malowana była z wieńcem różanym lub z różańcem w dłoniach. Występuje też w koronie jako Królowa Różańca. Wersja różańcowa Assunty i Incoronaty przedstawia Matkę Bożą na tle krzewu różanego lub otoczoną wieńcem z róż. Kwiaty białe symbolizują tajemnice radosne, czerwone – bolesne, złote – chwalebne.

    Druga grupa przedstawień różańcowych ukazuje scenę przekazywania różańca przez Matkę Bożą św. Dominikowi lub innym świętym dominikańskim. Jest Ona przedstawiana razem z Dzieciątkiem, w postaci stojącej lub wychylającą się z obłoków.

    Jeszcze inna grupa obrazów oparta jest na typie Maryi Orędowniczki wiernych. Malowano Ją w całej postaci jako adorowaną przez wiernych wszystkich stanów i rozdającą im sznury różańca. Matka Boska występuje tu jako Mater Omnium – Matka i Opiekunka wszystkich ludzi. Na takich wizerunkach idea różańcowa obejmuje często także Kościół cierpiący, ukazując dusze czyśćcowe, które za wstawiennictwem Matki Bożej aniołowie wprowadzają do nieba. Na obrazach takich występują często święci dominikańscy jak Dominik, Katarzyna ze Sieny, Tomasz z Akwinu, Jacek Odrowąż orędujących za duszami czyśćcowymi. I wreszcie ostatnim typem wizerunków Matki Boskiej Różańcowej, który zdobył największą popularność, to przedstawienia wzorowane na obrazie Matki Boskiej Śnieżnej (Salus Populi Romani) w Rzymie. W Polsce znajdowały się w prawie każdym kościele dominikańskim.

    Święto Matki Boskiej Różańcowej

    Powstanie święta łączy się z wydarzeniem militarnym, które miało wpływ na losy Europy. Ekspansja turecka na Morzu Śródziemnym została zatrzymana pod Lepanto. W dniu 7 października 1571 r. połączone floty Hiszpanii, Wenecji i Państwa Kościelnego pod wodzą Juana d`Austria pokonały flotę turecką. W tym samym dniu ulicami Rzymu kroczyła pod przewodem Piusa V procesja odmawiając różaniec. Na czele procesji niesiono obraz Matki Boskiej Śnieżnej zwany Salus Populi Romani z bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Do zwycięstwa pod Lepanto przyczyniła się nagła zmiana wiatru uznana za cudowną interwencję Matki Bożej na skutek odmawiania różańca. Od tej pory obraz Matki Boskiej Śnieżnej złączył się na stałe z nabożeństwem różańcowym i otrzymał nazwę Matki Boskiej Zwycięskiej. Pius V ustanowił święto Matki Boskiej Zwycięskiej, które rok później (1572) Grzegorz XIII zmienił na święto Matki Boskiej Różańcowej. Klemens XI rozszerzył je na cały Kościół w 1716 r., a Leon XIII w 1888 r. ustalił liturgię święta i przeznaczył październik na odprawianie nabożeństwa różańcowego.

    Idea odwoływania się do wstawiennictwa Matki Bożej w potrzebach militarny przez modlitwę różańcową praktykowana była także w Rzeczpospolitej. Olbrzymia procesja różańcowa z biskupem Marcinem Szyszkowskim przeszła ulicami Krakowa 3 października 1621 r. w intencji wojsk polskich pod Chocimiem. I tu niesiono kopię obrazu Matki Boskiej Śnieżnej przywiezioną do Krakowa z Rzymu w 1600 r. Na pamiątkę zwycięstwa nad Turkami pod Chocimiem odbywała się odtąd w Krakowie co roku procesja różańcowa. Grzegorz XV (1621-1623) polecił aby Kościół w Rzeczpospolitej obchodziły rocznicę Chocimia uroczystym nabożeństwem ze śpiewem Te Deum.

    Chrystocentryzm różańca

    Różaniec jest najintensywniejszą formą pobożności maryjnej, a także najbardziej uniwersalnym sposobem modlitwy w katolicyzmie. W istocie jest on jednak modlitwą chrystocentryczną. Maryja powinna być czczona jako Pośredniczka, która włącza wiernych w misterium życia Chrystusa. Poznawanie tajemnic Jego zbawczego dzieła ukazuje niebiański i historyczny zarazem wymiar tych wydarzeń oraz akcentuje ich realność i zakorzenienie w świecie wyrażając istotne elementy dziejów zbawienia. W ten sposób różaniec przeciwstawia się redukcji świętej historii do zespołu jedynie ponadczasowych idei. Różaniec wpisuje misterium Chrystusa w tok Jego ziemskiego życia i życia Maryi, czyniąc je przez to bliskim i zrozumiałym.

    BEATYFIKACJA SŁUGI BOŻEGO KSIĘDZA PRYMASA STEFANA WYSZYŃSKIEGO JEST JUŻ PEWNA.

    CZEKAMY TERAZ TYLKO NA OGŁOSZENIE DATY KIEDY BĘDZIE UROCZYSTOŚĆ

    Wzruszenie na Jasnej Górze. ,,W czasie zamętu wracajmy do Jasnogórskiego Prymasa''

     

    Wzruszenie na Jasnej Górze. ,,W czasie zamętu wracajmy do Jasnogórskiego Prymasa’

    Wiadomość o bliskiej już beatyfikacji ze szczególnym wzruszeniem przyjęto na Jasnej Górze. Przeor klasztoru przypomina, że Prymas Tysiąclecia nazywany jest także Prymasem Jasnogórskim, bo całe swoje życie związał z Czarną Madonną.

    „Jesteśmy wdzięczni Bogu, że ten wielki człowiek wpisał się w historię Jasnej Góry i był jej protektorem – podkreśla o. Marian Waligóra.

    – Pierwsze słowo, które pojawia się w sercu to wdzięczność Panu Bogu za to, że dał nam świętego, który przez swoje związki z Matką Bożą pokazywał nam jak mamy iść do Tej, która tu na Jasnej Górze króluje – dodawał

    Kard. Wyszyński trzydzieści trzy lata swego prymasowskiego posługiwania nazwał służbą u Jasnogórskiej Pani. Z Jasnej Góry uczynił parafię całej Polski, swoją główną placówkę duszpasterską. Przekształcił ją w duchową stolicę Narodu, wyznaczając jej w polskim Kościele rolę twierdzy, mającej zatrzymać zaprogramowaną przez komunistów ateizację.

    Udokumentowanych jest aż 603. dni pobytu Prymasa na Jasnej Górze. Wygłosił tu setki przemówień. W tej „jasnogórskiej kuźni” wypracowywał projekty, plany, akcje duszpasterskie, znane jako: Śluby Narodu, Wielka Nowenna, Milenijny Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości, nawiedzenie parafii przez kopię Cudownego Obrazu, czuwania soborowe.

    „Jego beatyfikacja jest nam bardzo potrzebna – podkreśla jasnogórski przeor. – W tym czasie zamętu, zmagań, które przeżywa Kościół nie tylko w Polsce, ale i w świecie, trzeba wracać do tych wielkich przewodników, filarów Kościoła, którzy prowadzą nas do Chrystusa przez Maryję”.

    „Cokolwiek bym powiedział o moim życiu, jakkolwiek bym zestawił moje pomyłki, to na jednym odcinku się nie pomyliłem: na drodze duchowej na Jasną Górę”- mówił kard. Stefan Wyszyński.

    Izabela Tyras – Jasna Góra vaticannews.va

    5 PAŹDZIERNIKA OBCHODZIMY WSPOMNIENIE ŚW. FAUSTYNY, SEKRETARKI PANA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    Po prostu Kowalska

    Siostra Faustyna Kowalska ,  Płock 1931 r.

    Siostra Faustyna Kowalska , Płock 1931 r.
    ARCHIWUM ZGROMADZENIA SIÓSTR MATKI BOŻEJ MIŁOSIERDZIA

    „Czułam się bardzo szczęśliwa, gdy mogłyśmy razem być przy jednej robocie” – wspomina jedna z sióstr. „Gdy po jej śmierci dowiedziałam się o wielkich rzeczach, które zdziałał w niej Bóg, uwierzyć nie mogłam, przecież nic w niej nadzwyczajnego nie widziałyśmy”. Jaka była św. Faustyna?

    Może to właśnie najbardziej uderza – zwyczajność. Proza zakonnego życia, wypełnionego pracą, modlitwą, cierpieniem, która była zasłoną jej bogatego życia wewnętrznego. Czytając „Wspomnienia o świętej siostrze Faustynie Kowalskiej”, można zastanawiać się nad tajemnicą świętości, która z jednej strony wyraża się w konkretnych zdarzeniach, słowach, sytuacjach, a z drugiej pozostaje dyskretna, nieuchwytna, niepoddająca się ludzkim miarom. Książka jest zbiorem krótkich świadectw ludzi, którzy ją spotkali i żyli z nią na co dzień, w większości sióstr z jej zgromadzenia. Zapiski pochodzą sprzed beatyfikacji, są wolne od pobożnego lukru, nakładanego zwykle na biografie świętych. Autorzy i autorki tych wspomnień nie ukrywają swoich emocji: sympatii, ale czasem i niechęci. Te „kwiatki” św. Faustyny układają się w niewyretuszowany portret prostej zakonnicy, którą Pan Jezus wybrał na Sekretarkę Bożego Miłosierdzia.

    Ach, ty babo litościwa!

    Jak wyglądała? „Wzrost trochę wyższy niż średni. Ryżawa szatynka o cerze typowej dla osób rudych, mocno w okresie wiosny i lata piegowatej, do tego stopnia, że nawet tęczówka jej oczu koloru szarozielonego miała żółte plamki. Źrenice oczu najczęściej mocno rozszerzone. Łatwość rozszerzania źrenic właściwa osobom pobudliwym i nerwowym. Twarz ściągła, rysy regularne, usta dosyć szerokie, ale proporcjonalne. Uzębienie słabe, na przodzie miała jedną czy dwie złote koronki na zębach, co przy uśmiechu nadawało jej pewien swoisty charakter. Uśmiechem swym zwykle akcentowała swój wewnętrzny stan radosny – rodzaj zachłystywania. Ruchy miała spokojne, godne, zakonne”. Tak ją postrzegała s. Borgia Tichy, jedna z jej przełożonych. Helena Kowalska urodziła się we wsi Głogowiec, jako trzecia z dziesięciorga dzieci Marianny i Stanisława Kowalskich w 1905 roku. Jak ją zapamiętali najbliżsi? Matka wspomina, że „dzieci ją biły i znęcały się nad nią, że ona ma łaskę u tatusia i mamusi”. Dodaje jednak, że „cała wieś, wszyscy ją tak kochali.

    Chętna była do każdej roboty, nigdy nikomu nic nie odmówiła. Miała litość dla zwierząt i litościwa była dla wszystkich. Dzieci nieraz się śmiały: »Ach, ty babo litościwa« – rzucały, ale jej to nie zrażało. Skryta była, wszystko chowała w swym sercu. Nigdy się nie wychwalała”. „Rodzice kochali ją chyba najbardziej ze wszystkich dzieci i stawiali ją jako przykład dla nas” – mówi jej rodzona siostra Natalia Grzelak. „Dbała o ołtarzyk w izbie. Stały tam pasyjka i dwie figurki z porcelany: Pana Jezusa i Matki Bożej, które ojciec przywiózł z Częstochowy. Te figurki bardzo Helenka kochała”. „Helenka od najmłodszych lat miała pociąg do opowiadania nam o świętych, o pielgrzymach, pustelnikach jedzących tylko korzonki i miód leśny” – wspomina jej brat Stanisław Kowalski. „Bardzo dbała o to, aby wszyscy z rodziny dopełnili swego obowiązku wysłuchania Mszy świętej w niedzielę, dlatego wstawała raniutko i wychodziła oknem, by nie zbudzić rodziny otwieraniem drzwi, i wypędzała bydełko skoro świt na paszę. Ojciec nasz chociaż bardzo surowy, nigdy się na nią nie gniewał, z wyjątkiem jednego razu, gdy wraz ze starszą siostrą powróciła za późno z zabawy. Wtedy, upomniana surowo, powiedziała, że już nigdy ojcu nie zrobi przykrości i nie zasmuci go, lecz raczej mu przyniesie pociechę w życiu. Gdy podrosła, to już jej żadna zabawa nie obchodziła. (…) Po jej wstąpieniu do klasztoru cały dom był jakby w żałobie, bo ona miała coś dziwnie pociągającego w sobie i wszyscy ją lubili”. Rodzice, a zwłaszcza ojciec, byli przeciwni wstąpieniu Heleny do klasztoru. Helena Kowalska ukończyła trzy klasy szkoły podstawowej. W wieku 16 lat podjęła pracę służącej. Myślała już o wstąpieniu do klasztoru, odkładała zarobione pieniądze na tzw. wyprawę. Jak ją zapamiętali ci, u których służyła? Marcjanna Sadowska: „No cóż ja mogę o niej powiedzieć, nic ciekawego nie było, tylko… jak poszła ze mną na miasto, to mi odbierała torbę z kupnem, a ja jej nie dawałam, bo ona bardzo wycieńczona, bo wciąż pościła.

    Była zgodliwa i śmieszka. Wieczór, jak siadła na stołku – troje moich dzieci koło niej – to tak im opowiadała jakieś bajki i tak się śmiała, a one z nią”. Leokadia Baryszewska: „Nic szczególnego o Helence nie pamiętam, tylko że była dla mnie bardzo dobra”. Aldona Lipszyc: „Pamiętam jej zdrowy radosny śmiech. Śpiewała dużo i dla mnie osoba jej związana jest z tą pieśnią, którą najczęściej śpiewała i której się od niej nauczyłam: »Jezusa ukrytego«. Teraz, kiedy się dowiedziałam o jej życiu, zrozumiałam, że ta pieśń była całą treścią jej życia”.

    Kasztelanka, królewna, kierowniczka duchowa

    Helena Kowalska zapukała do domu Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie. „Nic nadzwyczajnego” – tak zareagowała siostra wydelegowana do „zbadania nowego powołania”. Chciano ją z miejsca odesłać. Siostra Michaela Moraczewska wspomina: „Nie zrobiła na mnie na pierwszy rzut oka dodatniego wrażenia ze względu na swój nieco zaniedbany wygląd zewnętrzny. Pomyślałam sobie: »Ej, to nie dla nas!«. Zauważyłam, że kandydatka bardzo zyskuje z bliska, że ma miły uśmiech, sympatyczny wyraz twarzy, dużo prostoty, szczerości i rozsądku w wyrażaniu się”. Przyjęto ją do drugiego chóru, czyli uboższej grupy sióstr zajmujących się pracami fizycznymi. Wciąż przerzucano ją do różnych domów zakonnych. Pracowała w kuchni, w ogrodzie, przy sprzątaniu, przy furcie. Od strony zewnętrznej jej życie zakonne przedstawiało się „dość szaro i niepozornie, choć przykładnie budująco” – opowiada o. Józef Andrasz, jezuita, kierownik duchowy. „Kto jednak miał sposobność poznać Siostrę Faustynę od strony jej życia wewnętrznego, ten nie może się oprzeć silnemu wrażeniu, że ma do czynienia z niepospolitą duszą”. W świadectwach przewija się motyw niepozorności jej postaci, a jednocześnie przeczucie wyjątkowości. „Oczy jej nabierały blasku, gdy patrzyła na Najświętszy Sakrament, były promienne, jakby widziała samego Pana Jezusa. Nie była wylewną na zewnątrz, przez co ukrywała swą świętość” – zauważa s. Irena Krzyżanowska, przełożona w Wilnie i Krakowie. „Szczególniej z wielkim entuzjazmem i pieczołowitością hodowała kwiaty, ciesząc się, że to wszystko do kapliczki dla Pana Jezusa. Wolny czas poświęcała na robienie swoich notatek, z którymi chętnie się kryła. To właśnie pobudzało niejednokrotnie siostry do rozmaitych, mniej lub więcej złośliwych uwag, tym bardziej że to wiązało się z częstszym w tygodniu kontaktem ze spowiednikiem. Na skutek tego otrzymała między siostrami miano »kasztelanki«. Mimo świadomości, że jej postępowanie razi otoczenie, Siostra Faustyna nic ze »swego« sposobu nie zmieniła, świadoma oparcia u wyższej władzy” – pisze s. Borgia Tichy. Kiedy z powodu choroby Faustyna dostała jakiś dodatek do jedzenia, jedna z sióstr powiedziała o niej głośno „królewna”. Faustyna odpowiedziała z uśmiechem: „A tak, jestem królewna, bo przyjęłam Pana Jezusa, więc płynie we mnie krew królewska”. „Często wpadała do kaplicy na sekundę, by się do Pana Jezusa uśmiechnąć” – wspomina s. Borgia. Jako jej przełożona dostrzega, że „miała słabość do uważania się za »kierowniczkę duchową«. Pozornie cicha i spokojna, ale nie bez temperamentu, który dosyć często się ujawniał. Była bezkompromisowa, czasem zbyt odważna w robieniu uwag siostrom starszym od niej czy to stopniem, czy też wiekiem lub urzędem”. Wiele sióstr zapamiętało jej duchowe porady. „Przenikliwe jej oczy czytały, co się kryło na dnie mojej duszy, zawsze wyczytały moje grzechy i upadki. (…) Często powtarzała, że choćbym miała grzechy jak szkarłat, to mi nie wolno ani chwili wątpić, że mi Bóg przebaczyć nie może. Mówiła mi często, że kiedy dusza po upadku boi się zbliżyć do Pana Jezusa, to straszną ranę zadaje w samo Serce najświętsze; gorzej je boli nieufność aniżeli grzechy najstraszniejsze – opowiada s. Justyna Gołofit. – Miała niemało upokorzeń od sióstr, ale jednak nigdy się nie użalała przed nikim, ale zawsze uśmiechnięta i spokojna, przepraszała, że nie dość była uważna, dokładna”. Reagowała stanowczo na grzech, szczera do bólu. Zachęcała do gorliwości, posłuszeństwa, prawdomówności wobec przełożonych. Siostry często prosiły ją o modlitwę. Nieraz wypisywała karteczki ze słowami zachęty. Siostra Zuzanna Tokarska nie ukrywa swojej niechęci. „Ja zawsze byłam Martą, ona Marią – pisze. – Ona już wtedy miała głowę zajętą i myśli przepełnione objawieniami i poleceniami Pana Jezusa, a robotą się wcale nie przyjmowała, choćby jej było jak najwięcej. Skarżyłam na nią do matki generalnej i do matki Małgorzaty.

    Tylko czekałam, żebym się od niej uwolniła. Myślałam prosić, żeby ją ode mnie wzięli… Ale do dziś żałuję, żem tego nie zrobiła. Byłabym uniknęła teraz wyrzutów sumienia, żem się ze świętą tak obchodziła”. Dodaje jednak: „ale za to teraz z nieba odpłaca mi za wszystkie przykrości, jakie miała ode mnie, bo dużo razy doznałam za jej przyczyną łask, bardzo znaczących”.

    Największa nędza i nicość. S. Faustyna

    Chyba nikt tak dobrze nie poznał św. Faustyny jak bł. ks. Michał Sopoćko, kierownik duchowy z Wilna. „Była to osoba zupełnie zrównoważona, bez cienia psychoneurozy lub histerii. Naturalność i prostota cechowała jej obcowanie zarówno z siostrami w zgromadzeniu, jak i z osobami obcymi. Nie było w niej żadnej sztuczności i teatralności, żadnej wymuszoności ani chęci zwracania uwagi na siebie. Przeciwnie, starała się w niczym nie wyróżniać od innych, a o swych przeżyciach wewnętrznych nikomu nie mówiła oprócz spowiednika i przełożonych. Nie ulegała żadnej depresji psychicznej ani zdenerwowaniu w niepowodzeniach, które znosiła spokojnie, z poddaniem się woli Bożej”. Ksiądz Sopoćko opisuje, że w 1934 roku, podczas jego kilkutygodniowej nieobecności, siostra Faustyna spaliła swój dziennik. „Ponoć zjawił się jej anioł i kazał wrzucić go do pieca, mówiąc: »Głupstwo piszesz i narażasz tylko siebie i innych na wielkie przykrości. Cóż ty masz z tego miłosierdzia? Po co czas tracisz na pisanie tych jakichś urojeń? Spal to wszystko, a będziesz spokojniejsza i szczęśliwsza«. Siostra Faustyna nie miała się kogo poradzić i gdy widzenie się powtórzyło, spełniła polecenie rzekomego anioła. Po tym zorientowała się, że postąpiła źle, opowiedziała mi wszystko i spełniła polecenie odpisania wszystkiego na nowo”. W świadectwach powtarza się motyw przyciągania, promieniowania świętości Faustyny. S. Serafina Kukulska: „Ile razy ją odwiedzałam, czułam wewnętrznie jakiś urok, coś, czego nie pojmowałam, ale nie mogłam się zdobyć na rozmowę duchową, gdyż byłam przez inne siostry niekorzystnie do niej usposobiona”. S. Anna Słomińska: „Obcowanie z nią uszczęśliwiało mnie wprost, choć nie zdawałam sobie sprawy dlaczego. Oczy miała pełne szczęścia, lubiłam w nie patrzeć”. S. Eufemia Traczyńska: „Pragnęła świętości i chciała, żeby cały świat był święty. Była niby zwyczajna, ale taki duch się od niej udzielał, i zawsze była radosna”. Stefania Krupa, wychowanka domu sióstr: „Raz tylko spotkała Faustynę. „Mówiąc »Pochwalonego« podniosłam na nią oczy, a ten wzrok, który na mnie skierował siostra Faustyna, był czymś takim, że przez lata całe do dziś go pamiętam. To było chyba niebo lub odbicie Boga, którego miała w duszy”. Sześć tygodni przed śmiercią Faustyna pisze list do przełożonej: „Najdroższa Mateczko, zdaje mi się, że jest to ostatnia nasza rozmowa na ziemi; czuję się bardzo słabiutka i piszę drżącą ręką, cierpię tyle, ile znieść jestem zdolna. Jezus nie daje ponad siły; jeżeli cierpienia są wielkie, to i łaska Boża jest potężna. Zdana jestem całkowicie na Boga i Jego świętą wolę. Tęsknota coraz większa ogarnia mnie za Bogiem, śmierć mnie nie przeraża, dusza moja obfituje w wielki spokój. (…) Przepraszam najpokorniej Najdroższą mateczkę za niedokładne zachowanie reguł, za zły przykład, jaki dawałam siostrom, za brak gorliwości w życiu zakonnym, za wszystkie przykrości i cierpienia, jakie mogłam zrobić Mateczce, choć nieświadomie (…). Do widzenia, Najdroższa Mateczko, zobaczymy się w niebie u stóp Tronu Bożego. A teraz niech się sławi w nas i przez nas Miłosierdzie Boże. Największa nędza i nicość s. Faustyna”.•

    KS. TOMASZ JAKLEWICZ GOŚĆ NIEDZIELNY

    1.10.2019

    Św. Teresa od Dzieciątka Jezus – patronka misji 

    Tygodnik NIEDZIELA 43/2004

     archiwum

    Przed swoją śmiercią św. Teresa (1873-1897) przyrzekła, że będzie z nieba „spuszczać deszcz róż”. Dlatego ikonografia przedstawia Świętą z naręczami róż, które oznaczają łaski, jakie za jej wstawiennictwem ludzie otrzymują. Te właśnie niezwykłe łaski stały się przyczyną popularności Świętej w świecie, oraz tak rychłego wyniesienia do chwały ołtarzy. W roku 1923 papież Pius XI ogłosił ją błogosławioną, a już dwa lata później wpisał ją uroczyście do katalogu świętych. W roku 1944 papież Pius XII ogłosił św. Teresę drugą, obok Joanny d´Arc, patronką Francji. W roku 1947, w 50-lecie śmierci św. Teresy, odbyła się we Francji wielka peregrynacja relikwii Świętej.

    W Lisieux wystawiono obok klasztoru Karmelitanek bazylikę ku czci św. Teresy. Nad wejściem do bazyliki widnieje duży napis: „Kto się wywyższa, będzie poniżony; kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 14,11). W bazylice Święta leży w brązowym habicie, z białą peleryną, w czarnym welonie i z wiankiem róż na głowie. W prawej ręce trzyma róże, a w lewej krzyż. Wokół kryształowej trumny mnóstwo róż, jak też zapalonych świec. Dookoła trumny napis: „Chcę osiągnąć niebo, czyniąc dobrze na ziemi”. Sława św. Teresy od Dzieciątka Jezus jest rzeczywiście zadziwiająca.
    Jej krótkie życie nie zawierało nadzwyczajnych wydarzeń. Nie piastowała ważnych funkcji, nie pisała traktatów teologicznych, nie założyła nowych fundacji, nie odznaczała się bohaterskimi czynami. Dziewięć lat klasztornego życia upłynęło jej na cichym wypełnianiu twardej reguły karmelitańskiej. Jednak Teresa z Lisieux została Doktorem Kościoła, jest najczęściej cytowaną kobietą w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego.

    Swoje przemyślenia na temat życia duchowego i cierpienia napisała w księdze Dzieje duszy. Nie była wielką pisarką, ale jej teksty odznaczają się prostotą i jasnością. Pierwsza część jej autobiografii – „Rękopis A” – powstał na prośbę siostry Pauliny, przeoryszy Karmelu. Siostra Maria później nakłoniła Teresę do napisania „Rękopisu B”, prosząc o dokładniejsze wyjaśnienie „doktryny małej drogi”.
    Droga ta jest prosta, dostępna każdemu, choć wcale niełatwa. Teresa mówi tu o swoim jedynym skarbie: „im bardziej jest się słabym, bez pragnień i bez cnót, tym lepszym jest się obiektem dla działania Bożej miłości, pochłaniającej i przemieniającej”. Co ciekawe, dzisiaj refleksje św. Teresy, przetłumaczone na blisko 60 języków, należą do ścisłej czołówki bestsellerów literatury religijnej.
    Święta Teresa miała zaledwie 4 lata, kiedy straciła matkę. Po jej śmierci obrała sobie za matkę Maryję. W latach 1881-1886 ojciec oddał Teresę do internatu sióstr benedyktynek, które w swoim opactwie miały także szkołę z internatem dla dziewcząt. 25 marca 1883 r. Teresa zapadła na ciężką chorobę. Jak sama wyznała, uzdrowiła ją cudownie Matka Boża. Odtąd przy każdej Komunii św. powtarzała z radością: „Już nie żyję ja, ale żyje we mnie Jezus”. Pan Jezus swoją wybrankę już od dziecka doświadczył cierpieniem. Najpierw przyszła wspomniana choroba. Potem ogarnęły ją skrupuły, które dręczyły ją ponad rok. Jak wyznała, swoje uleczenie z tej choroby duchowej zawdzięcza swoim czterem siostrzyczkom, zmarłym w latach niemowlęcych. W pamiętniku swoim zapisała, że w czasie pasterki, w noc Bożego Narodzenia przeżyła „całkowite nawrócenie”. Jak je należy rozumieć? Oto ogarnął jej serce żar pozyskania dla Pana Jezusa wszystkich grzeszników. Ogarnęła ją tęsknota za modlitwą, rozmową z Bogiem. Odtąd zaczęła się jej wielka droga ku świętości.

    Kiedy miała 15 lat, zapukała do bramy Karmelu, prosząc o przyjęcie. Przełożona jednak, widząc wątłą oraz zbyt młodą panienkę, nie przyjęła Teresy, obawiając się, że najsurowszego zakonu nie przetrzyma. W tej sytuacji Teresa pojechała do Rzymu. Papież Leon XIII obchodził złoty jubileusz swojego kapłaństwa. Upadła przed nim na kolana i zawołała: „Ojcze, pozwól, abym dla uczczenia Twego jubileuszu mogła wstąpić do Karmelu w 15. roku życia”. Marzenia dziewczęcia spełniły się dopiero po roku. Została przyjęta, najpierw w charakterze postulantki, potem nowicjuszki. Zaraz przy wejściu do klasztoru uczyniła postanowienie: „Chcę być świętą”.
    W styczniu 1889 r. odbyły się jej obłóczyny i otrzymała imię: Teresa od Dzieciątka Jezus i od Świętego Oblicza. Jej drugim postanowieniem było:
    „Przybyłam tutaj, aby zbawić dusze, a nade wszystko, by się modlić za kapłanów”. Na rok przed śmiercią zaczęły pojawiać się u św. Teresy pierwsze objawy daleko już posuniętej gruźlicy: wysoka gorączka, osłabienie, zanik apetytu. Pierwszy krwotok zaalarmował klasztor w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Mimo to spełniała nadal wszystkie zlecone jej obowiązki: mistrzyni, zakrystianki, opiekunki starszych sióstr. Zima roku 1896/1897 była wyjątkowo surowa. Klasztor nie był ogrzewany. Przełożona zlekceważyła stan siostry. Do infirmerii posłano ją dopiero w lipcu 1897 r., gdzie 30 września zmarła.

    Często święta przedstawiana jest jako osoba uśmiechnięta. Tak było w istocie. Nawet wśród największych cierpień umiała zdobyć się na uśmiech. Chciała zostać świętą. Chciała wiele czynić dla zbawianie dusz. Chciała pomagać kapłanom. I oto nadarzyła się okazja – cierpienie. Św. Teresa cieszyła się z tych krzyży, bo widziała w nich piękny prezent, jaki może złożyć Boskiemu Oblubieńcowi. Pan Jezus nie był też wobec niej dłużny, obsypywał Wybrankę pociechami wewnętrznymi, a nawet stanami ekstazy.
    W Polsce kult św. Teresy stał się bardzo popularny w XX w. Nie było kościoła bez obrazu uśmiechniętej Świętej z różami. Wystawiono ku jej czci kilkadziesiąt kościołów. Ukazało się kilkanaście wydań jej żywotów. Także jej imię stało się popularne. Istnieją w Polsce dwie rodziny zakonne pod wezwaniem św. Teresy: Karmelitanki od Dzieciątka Jezus oraz Siostry św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Może zadziwiać, dlaczego św. Teresa została ogłoszona patronką misji katolickich. Wyjaśnia to wyznanie Teresy: „nie mogąc być misjonarką czynną, pragnę nią być mocą miłości i pokuty”. Te słowa wzbudziły wśród głoszących Dobrą Nowinę na krańcach świata wiarę w Jej autentyczną miłość i wstawiennictwo w trudach misyjnych.

    2.10.2019

    Rano, wieczór, we dnie, w nocy…

    Pytania o Anioła Stróża

     Ks. Łukasz Janowski
     Niedziela Ogólnopolska 39/2019
     UMB-O/pl.fotolia.com

    Anioł Stróż jest zawsze bliski człowiekowi wierzącemu. Towarzyszące nam od dzieciństwa proste modlitwy do Anioła Stróża, obrazki przedstawiające kroczącego za dzieckiem zatroskanego anioła z rozpostartymi skrzydłami rodzą wciąż pytania: Kim jest Anioł Stróż? Jaki on jest? Ilu jest Aniołów Stróżów? To oczywiste, że chcemy więcej wiedzieć o kimś, kto jest nam szczególnie bliski

    Pytamy więc: Czy wszyscy ludzie mają swego Anioła Stróża czy wyłącznie chrześcijanie? Każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża. W starotestamentalnej Księdze Tobiasza archanioł Rafał pojawia się w roli towarzysza młodego Tobiasza (por. Tb 5, 4n). Dzieje Apostolskie wspominają anioła św. Piotra (por. Dz 12, 15). Anioła Stróża ma każdy człowiek, także wyznawca innej religii czy osoba niewierząca. Jest on więc dany każdemu człowiekowi. A więc, ilu jest ludzi na świecie, tylu jest Aniołów Stróżów.

    Czy człowiek otrzymuje Anioła Stróża przy urodzeniu czy na chrzcie świętym? Niektórzy aniołowie szczególną opieką otaczają małe dzieci. Sam Jezus mówi: „Pamiętajcie, żeby nie gardzić żadnym z tych małych, bo mówię wam, że ich aniołowie widzą ciągle oblicze mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18, 10). Według Orygenesa (III wiek) i św. Tomasza z Akwinu (XIII wiek), człowiek otrzymuje Anioła Stróża przy urodzeniu, niemniej jednak od momentu chrztu zaczyna on odgrywać całkowicie nową rolę. Dzięki Chrystusowi anioł jest silniejszy i broni tego, który przez Chrystusa został mu na nowo powierzony. Anioł Stróż inspiruje człowieka, prowadzi ku dobru, ma misję u boku powierzonego mu poganina po to, by przywieść go do wiary.

    Jakie zadania spełnia Anioł Stróż? Jak sama nazwa wskazuje, anioł pełni obowiązek stróża, strażnika – tego, który czuwa. Jest z nami rano, wieczór, we dnie, w nocy, czyli 24 godziny na dobę, bez przerwy i urlopu. Zachowuje nas od niepokojów zewnętrznych i wewnętrznych, towarzyszy na modlitwie, pomaga zawrócić ze złej drogi. Anioł chce nam pomóc w wędrówce przez życie, jednak szanuje naszą wolną wolę, tak jak czyni to Pan Bóg. Niczego nie zrobi za nas, może jedynie podpowiedzieć, doradzić, natchnąć, ale nie podejmie za człowieka dalszych decyzji.

    Przy każdym z nas właściwie jest dwóch aniołów: Anioł Stróż (anioł sprawiedliwości) i anioł nieprawości (diabeł).

    Czy aniołowie są wieczni? Nie, ponieważ tylko Bóg jest wieczny; wieczny znaczy niemający początku ani końca. Aniołowie mieli początek, chociaż nie będą mieli końca. Są stworzeniami osobowymi i nieśmiertelnymi. Są istotami prostymi niemającymi formy ani materii. Nie mogą ulec rozkładowi fizycznemu, którego przyczyną jest śmierć, mają więc przyrodzoną ich naturze nieśmiertelność.

    Moglibyśmy postawić jeszcze wiele pytań o aniołów. To niekończący się i ciekawy temat, ale najważniejsze jest to, by się ze swoim Aniołem Stróżem po prostu zaprzyjaźnić, zwracać się do niego w modlitwie. Inspirująca i ciekawa jest historia przyjaźni św. Ojca Pio z jego Aniołem Stróżem. Zaczęła się bardzo wcześnie, bo już w wieku dziecięcym. Mały Francesco Forgione swego „towarzysza dzieciństwa” darzył głębokim uczuciem i ufnym oddaniem. Ten czysty duch towarzyszył chłopcu we wszystkich momentach jego życia, szczególnie w trudnych chwilach. Umacniał go podczas licznych udręk, rozpraszał wątpliwości, pocieszał. Ojciec Pio często mogł się przekonać o łaskawości swego Anioła Stróża. Ten niósł mu nieodzowną pomoc nawet podczas lektury listów napisanych do niego w obcych językach, których prosty zakonnik nie znał. Również w konfesjonale, gdzie Ojciec Pio prowadził dialog z penitentami w obcych językach. Na czym polegała ta pomoc? W jednym z listów Ojciec Pio wyjaśniał: „Osobistości z nieba nie przestają mnie odwiedzać i dawać mi odczuć przedsmak upajającego szczęścia świętych. A jeśli zadanie naszego Anioła Stróża jest wielkie, to zadanie mojego Anioła Stróża jest na pewno większe od czasu, gdy ma wobec mnie także obowiązek nauczyciela – tłumacza z obcych języków”. Anioł w roli tłumacza. Święty stygmatyk zachęcał też, by przysyłać mu swego Anioła Stróża o każdej porze dnia i nocy.

    Warto zatem pamiętać, że aniołowie są wyrazem bliskości Boga i Jego opieki nad nami, są zwiastunami Jego troskliwej miłości. Ludzie wierzący są wewnętrznie przekonani, że Bóg jest im bliski. W różnych życiowych sytuacjach doświadczają, że dobry Bóg troszczy się o nich, że ich prowadzi, ratuje, umacnia. Te szczególne przeżycia wiary zbierają się pod ogólnym pojęciem Opatrzności Bożej, ale można je także streścić w pojęciu „Anioł Stróż

    Pełne ręce roboty

    Pełne ręce roboty

    EAST NEWS/AKG-IMAGE

    Aniołowie są obecni na kartach Biblii od Księgi Rodzaju aż po Apokalipsę.

    Do niedawna w teologii patrzono na aniołów z niedowierzaniem. Po Soborze Watykańskim II część teologów mówiła o nich z niechęcią, jako o pogańskich „naleciałościach”, z których trzeba oczyścić wiarę chrześcijańską. Argumentem koronnym miał być fakt występowania posłańców Bożych w innych religiach. Wkrótce jednak zdano sobie sprawę, że „aby pozbyć się aniołów, trzeba poświęcić całe Pismo Święte, a z nim całe dzieje zbawienia” (Jan Paweł II). Aniołowie Boży są bowiem obecni na kartach Biblii od Księgi Rodzaju aż po Apokalipsę.

    Zadania świętych aniołów ukazuje w sposób symboliczny sen Jakuba. Drabina, oparta o ziemię, sięgająca swym wierzchołkiem nieba, po której wchodzą w górę i schodzą na dół aniołowie. Ci, którzy idą od nas ku niebu, symbolizują adorację. Aniołowie są wiecznymi adoratorami Boga. Zostali stworzeni przez Boga i dla Boga. Są całkowicie od niego zależni. Wpatrują się zawsze w oblicze Ojca, śpiewają hymny na cześć Baranka w liturgii niebieskiej, zanoszą do Boga nasze modlitwy i ofiary.

    Ci, którzy schodzą z nieba na ziemię, symbolizują pomoc. Dobitnie opisuje to fragment Psalmu 91: „Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień”. Aniołowie są towarzyszami, przewodnikami i obrońcami naszej trudnej i pełnej niebezpieczeństw drogi. Pomagają nam zbliżyć się do Chrystusa i oddalić od zła. Troszczą się o nasze zbawienie. Szczególną w tym rolę pełni Anioł Stróż. Ma pełne ręce roboty.

    Fascynująca jest ta anielska harmonia, mistrzowskie zgranie modlitwy i działania. Anioł Stróż, ani na chwilę nie przestając adorować Stwórcy, pomaga mi. Jeśli chodzi o nas, mamy sporo kłopotów, by w codzienności pogodzić rozmodlenie i zabieganie. Albo uciekamy w aktywizm bez modlitwy, albo – i to się zdarza – w modlitwę bez konkretnego działania. „Miej zaufanie do swojego Anioła Stróża. Traktuj go jak swego bliskiego przyjaciela – jest nim – a on już postara się wyświadczyć ci tysiące przysług w codziennych zwykłych sprawach” – radzi św. Josemaria Escrivá. Ostatnio proszę mojego anioła tylko o jedno. Aby wymodlił mi harmonię modlitwy i pracy. Łaskę równoczesnego wychodzenia do nieba i schodzenia do ludzi.

    KS. PIOTR STUDNICKI GOŚĆ NIEDZIELNY

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA 3 października 2019

    o godz. 20.30 Msza św w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego. Po Mszy św. godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem.

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, daj swoim sługom, kapłanom, serca czyste, zdolne kochać tylko Ciebie. Daj im serca otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na ciasne ambicje i międzyludzkie współzawodnictwo. Daj im serca gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, pokusom, słabościom, znudzeniu i zmęczeniu. Obdarz ich męstwem w walce ze złem. Naucz ich pasterskiej troski o zaginione owce i uczyń światłymi przewodnikami na drogach zwątpień i załamań. Zanurz ich w swojej świętości, aby ich życie było znakiem, w którym ludzie rozpoznają Ciebie, Panie. Amen.

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA 5 grudnia 2019

    o godz. 20.30 Msza św w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego. Po Mszy św. godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem.

    Modlitwa za kapłanów :

    Panie Jezu, daj swoim sługom, kapłanom, serca czyste, zdolne kochać tylko Ciebie. Daj im serca otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na ciasne ambicje i międzyludzkie współzawodnictwo. Daj im serca gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, pokusom, słabościom, znudzeniu i zmęczeniu. Obdarz ich męstwem w walce ze złem. Naucz ich pasterskiej troski o zaginione owce i uczyń światłymi przewodnikami na drogach zwątpień i załamań. Zanurz ich w swojej świętości, aby ich życie było znakiem, w którym ludzie rozpoznają Ciebie, Panie. Amen.

    W piątek 8 listopada o godz. 19.00 będziemy wspominać naszych zmarłych tzw. wypominkach. Do tego dnia możemy uzyskać odpust zupełny za dusze w czyśćcu cierpiące.

    Jakie są warunki uzyskania odpustu zupełnego za zmarłych w dniach 1-8 listopada?

    1. Wierni, którzy nawiedzą kościół, kaplicę publiczną lub półpubliczną 1 listopada od południa i przez cały Dzień Zaduszny, mogą dostąpić odpustu zupełnego za zmarłych. Można go uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia.


    2. Wierni, którzy nawiedzą cmentarz i pomodlą się mogą uzyskać odpust za zmarłych. Odpust jest zupełny od 1 do 8 listopada, natomiast w inne dni roku jest cząstkowy.

    Warunki uzyskania odpustu są następujące:


    – Wykluczenie wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego (jeżeli jest brak pełnej dyspozycji wykluczenia upodobania do jakiegokolwiek grzechu, odpust będzie tylko cząstkowy)

    – Spełnienie trzech warunków: – spowiedź sakramentalna lub bycie w stanie łaski uświęcającej – przyjęcie Komunii Świętej – odmówienie Ojcze nasz…. Wierzę… i modlitwy w intencjach Ojca Świętego.

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA 6 grudnia 2019

    godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 18.00 w kościele św. Szymona. Po adoracji Msza św.

    “Pierwszy piątek” – warto przypomnieć co ze sobą niesie to szczególne nabożeństwo, jaka jest jego historia i co się z nim wiąże. Główna zasługa w rozpowszechnianiu się nabożeństwa do Najśw. Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). W grudniu 1673 roku św. Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: “Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
    Ustalę pokój w ich rodzinach.
    Będę ich pocieszał w utrapieniach.
    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    I SOBOTA MIESIĄCA 7 grudnia 2019

    Po Mszy św. o godz. 18.00 nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

     Karolina Jadczyk (Tygodnik NIEDZIELA)

     www.medjugorienews.com

    Fatima. Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, niemal sto lat później. Również teraz – a może jeszcze bardziej, tylko na inne sposoby – odchodzimy od Boga, znieważamy Maryję. Potrzeba więc na nowo odkryć fatimskie orędzie, potrzeba na nowo odpowiedzieć na wezwanie do nawrócenia i pokuty. Potrzeba iść za błogosławionymi dziś Hiacyntą i Franciszkiem oraz Łucją – służebnicą Bożą, by przez modlitwę i ofiarowanie Bogu cierpień wypraszać nawrócenie dla świata.

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”. 
    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”. Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót? Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”. 
    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Start writing or type / to choose a block

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE PO MSZY ŚW. o godz. 18.00

    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    1. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.

    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.

    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.

    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.

    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    1. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    1. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią?

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    1. Intencja wynagradzająca.

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    1. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane?

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    1. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne?

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    (Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl)

    Święci Archaniołowie – Michał, Rafał i Gabriel

     Józef Rydzewski
     Edycja podlaska 39/2002 Tygodnik Niedziela


    Książę niebieski, święty Michale,
    Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale;
    W dzień sądu Boga na trybunale
    Bądź mi patronem, święty Michale.

    29 września Kościół katolicki obchodzi święto Świętych Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała.
    Imię Michał, wzięte z hebrajskiego Mika´el, znaczy “Któż jak Bóg”. Św. Michał w Piśmie Świętym wymieniany jest pięć razy. W najbardziej wymowny sposób czyni to Autor ostatniej księgi Pisma Świętego czyli Apokalipsy – św. Jan Apostoł: “I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie” (Ap 12, 7-9). Po zwycięstwie nad zbuntowanymi duchami św. Michał Archanioł został wodzem zastępów niebieskich. Jest on duchem czystym, oddanym bez reszty Stwórcy, wielbicielem Matki Boga. Doznaje on wielkiej radości z wypełnienia woli Bożej i pomaga ludziom w ich uszczęśliwianiu. Przed przyjściem Chrystusa na ziemię, nazywano św. Michała księciem narodu wybranego. Prorok Daniel zalicza go do jednego z pierwszych książąt. Zapewnia, że tylko Michał Archanioł może pomóc w walce z wrogiem. W Nowym Testamencie św. Michał kontynuuje te rolę obrońcy jako Patron i Anioł Stróż Kościoła. Przychodzi z pomocą wiernym w najtrudniejszych dla nich chwilach.
    Pierwsze znane święto ku czci świętego Michała Archanioła sięga połowy czwartego wieku. Obchodzono je 8 maja na Monte Sant´Angelo na półwyspie Gargano we Włoszech, gdzie miał się objawić Książę chórów anielskich. Św. Papież Bonifacy I w V w. poświęcił św. Michałowi bazylikę w Rzymie i nakazał corocznie, dnia 29 września obchodzić rocznicę tego faktu. Święto rozciągnięto na Kościół powszechny i do dziś je obchodzimy. Świętego Michała obrały sobie za szczególnego patrona Niemcy, Austria i Francja. Belgia w kulcie świętego Michała stara się dorównać Francji. Ruś zasłaniająca Kościół przed niewiernymi ze Wschodu, obrała go sobie za szczególnego opiekuna. W Ameryce północnej kult świętego Michała wyraża się między innymi przez budowanie licznych kościołów ku jego czci, a także nadawanie przy chrzcie imion Michał i Michalina.
    W Polsce kult św. Michała Archanioła był bardzo żywy. Rycerstwo polskie doznawało cudownej pomocy św. Michała w walkach z niewiernymi. Powstały bractwa i cechy rzemieślników pod jego wezwaniem, budowano także ku jego czci kościoły i kapliczki, poświęcano mu instytucje kościelne i świeckie. Znane są przysłowia ludowe związane z imieniem lub świętem św. Michała Archanioła: “Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała”, “Na Michała łowcy chwała”, “Jaki Michał, taka wiosna”. Święty Michał Archanioł jest obecnie znany i czczony przez cały świat katolicki. Dał on się poznać jako zwycięski wódz w walce dobra ze złem, jako obrońca chwały prawdziwego i wielkiego w swej mocy i potędze Boga.
    Imię Gabriel znaczy: “Mąż Boży” lub “Wojownik Boży”. Z tym imieniem spotykamy się w Starym Testamencie, w księdze proroka Daniela. Najpiękniejszą jednak misję spełnił św. Gabriel w Nowy Testamencie, kiedy zwiastował Zachariaszowi w świątyni w Jerozolimie narodzenie syna – św. Jana Chrzciciela oraz kiedy Najświętszej Maryi Panny zwiastował narodzenie Pana Jezusa – Syna Bożego. Te dwa wydarzenia szczegółowo opisał św. Łukasz w swojej Ewangelii. Niektórzy z pisarzy kościelnych nazywają św. Gabriela aniołem stróżem Świętej Rodziny. Prawie wszystkie obrządki chrześcijańskie umieściły wspomnienie świętego Gabriela tuż przed lub po uroczystości Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Tak było i w liturgii rzymskiej do roku 1969, kiedy to przełożono pamiątkę na dzień 29 września. Papież Pius XII w 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Kult św. Gabriela jest znacznie mniejszy niż kult św. Michała. Imię Gabriel jest już coraz rzadziej spotykane.
    Hebrajskie imię Rafał: “Bóg uleczył”. Jest ono związane z biblijną opowieścią o Tobiaszu. W tej opowieści święty Rafał mówi sam o sobie: “Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”(Tb 12, 15). Święty Rafał doznawał czci jako patron chorych i podróżnych. W Polsce imię Rafał należy do dość popularnych. Wśród znanych postaci imię to nosili: błogosławiony ojciec Rafał z Proszowic, św. Rafał Kalinowski, błogosławiony ojciec Rafał od św. Józefa – karmelita, którego beatyfikował w 1983 roku papież Jan Paweł II.

    Ten, który umiłował Słowo

    30 września Kościół wspomina św. Hieronima

    Święty Hieronimie, módl się za nami

    Hieronim urodził się ok. 345 r. w Strydonie (prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Chorwacji). Był synem zamożnych ludzi pochodzenia rzymskiego, katolików. Studiował w Rzymie pod kierunkiem mistrzów łaciny i retoryki, m.in. Donata. Tam – w wieku młodzieńczym, zgodnie z ówczesnym zwyczajem – przyjął chrzest między 358 a 364 r. z rąk papieża św. Liberiusza. Wówczas postanowił porzucić światowe życie i zająć się zagadnieniami religijnymi. Udał się następnie do Trewiru, ówczesnej stolicy cesarstwa, gdzie na życzenie rodziców miał rozpocząć karierę urzędniczą; prawdopodobnie jednak podjął tam studia teologiczne. Z Galii powrócił do Włoch. W tym czasie jego siostra wstąpiła do klasztoru. Także i sam Hieronim został w Akwilei mnichem i ok. 373 r. wyjechał na Wschód, by w Jerozolimie pracować naukowo i poddać się rygorystycznemu życiu. Poprzez Azję Mniejszą wyruszył do Ziemi Świętej, ale wyczerpany trudami podróży zatrzymał się w Antiochii. Znalazł się o krok od śmierci. Po wyzdrowieniu zaczął intensywną naukę greki i języka hebrajskiego, poświęcił się studiowaniu Pisma świętego na Pustyni Chalcydyckiej.

    W 377 r. w Antiochii Hieronim przyjął święcenia kapłańskie, zastrzegając jednak, że pragnie dalej wieść życie ascetyczne. Za cel swojego życia postawił pracę naukową. Na dłuższy czas (379-382) zatrzymał się w Konstantynopolu. Miasto urzekło go swoją historią, bogactwem zabytków, zasobnością w książki. Właśnie wtedy patriarchą Konstantynopola był św. Grzegorz z Nazjanzu. Hieronim słuchał pilnie jego kazań. W tym czasie przełożył na język łaciński niektóre homilie Orygenesa i Historię Euzebiusza z Cezarei Palestyńskiej.
    W 382 r. uczestniczył w synodzie rzymskim, gdzie na polecenie papieża Damazego zaczął pracować nad poprawianiem dawnego przekładu Nowego Testamentu i psalmów. W latach 382-384 był sekretarzem i doradcą papieża Damazego. Mieszkał na Awentynie, gdzie skupił wokół siebie elitę intelektualną i religijną Rzymu. Wśród jego uczniów znalazła się także św. Marcella (+ 410). Właśnie w jej pałacu zamieszkał. Na spotkania duchowe przybywała do niego również inna można pani Rzymu, św. Paula (+ 404), i jej córka, św. Eustochia (+ ok. 419). Po śmierci papieża (+ 384) Hieronim udał się do Egiptu; zwiedził Ziemię Świętą, Egipt, klasztory w Nitrii. Słuchał wykładów znakomitego znawcy pism Orygenesa, Dydyma Ślepca. Udał się następnie do Palestyny i w 386 r. zamieszkał w Betlejem. Tam pozostał już do śmierci.
    Organizował tam działalność charytatywną, prowadził wykłady, pod jego opieką powstały cztery klasztory. Odznaczał się encyklopedyczną wiedzą, umiłowaniem ascezy, pracowitością, gorącym przywiązaniem do Kościoła, czcią do Matki Bożej, a przede wszystkim umiłowaniem Pisma Świętego. Współcześni mu odnotowali jednak, że miał wybuchowy charakter.

    Pozostawił po sobie niebywale ogromną spuściznę literacką. W latach 389-395 przełożył na łacinę wiele ksiąg Septuaginty (greckiego przekładu Biblii). Przez 24 lata (382-406) przetłumaczył na łacinę całe Pismo święte. Jego przekład, tzw. Wulgata (co oznacza “powszechnie przyjmowane”), został przyjęty przez Sobór Trydencki jako tekst urzędowy. Hieronim napisał także komentarze do wielu ksiąg Pisma oraz przełożył liczne teksty Ojców Kościoła. Zwalczał współczesne mu herezje. Ostatnie lata spędził w grocie sąsiadującej z Grotą Narodzenia Pana Jezusa. Zmarł osamotniony 30 września 419 lub 420 r. Jego relikwie sprowadzono z czasem do Rzymu. Obecnie znajdują się w głównym ołtarzu bazyliki S. Maria Maggiore. Jest jednym z czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego, patronem eremitów, biblistów, egzegetów, księgarzy i studentów.

    Ikonografia ukazuje najczęściej św. Hieronima jako wielkiego pokutnika w długiej szacie albo obnażonego starca, w przepasce na biodrach, wycieńczonego postami. Czasami przedstawiany jest w kapeluszu kardynalskim, co jest aluzją do jego funkcji sekretarza papieskiego, lub w postawie siedzącej przy pulpicie. Atrybutami Świętego są: czaszka, gołębica, kamienie, klepsydra, księga, lew u stóp, oswojone lwiątko, model kościoła, pióro pisarskie, rylec do pisania i tabliczka, trąba powietrzna przypominająca Sąd Ostateczny, wielbłąd.

    źródło: brewiarz.pl

     Ks. Jacek Molka
     TYGODNIK NIEDZIELA 39/2016

     Św. Hieronim/Lucas van Leyden
    Św. Hieronim

    30 września w liturgii wspominamy św. Hieronima (347-420). To doktor Kościoła zachodniego. To człowiek, bez którego tytanicznej pracy być może nie byłoby kultury europejskiej

    Najbardziej znane powiedzenie św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”, bywa często przytaczane, cytuje je nawet Sobór Watykański II w konstytucji „Dei verbum” (nr 25). Ten święty żyjący na przełomie IV i V stulecia był znany ze swojego porywczego temperamentu, ale i wielkiej pokory. Był niedościgłym erudytą władającym wieloma językami w mowie i piśmie, m.in. znał hebrajski i grecki – w pierwszym z nich w przeważającej mierze napisano Stary Testament, a w drugim Nowy.

    Pozostawił po sobie ogromną spuściznę literacką, m.in. komentarze do ksiąg biblijnych, liczne listy i polemiki z teologicznymi adwersarzami swoich czasów, przepisywał też kodeksy (zawierały teksty biblijne) i dzieła Ojców Kościoła. Przede wszystkim jednak znany jest z Wulgaty – przekładu Biblii na język łaciński. Po soborze trydenckim (II połowa XVI wieku) stała się ona oficjalnym tekstem Kościoła łacińskiego i po jego ostatniej rewizji takowym pozostaje. Św. Hieronim wykorzystał oryginalne teksty biblijne, hebrajskie i greckie oraz wcześniejsze przekłady łacińskie, by – jak się przypuszcza – przy pomocy swoich współpracowników pokazać światu najlepsze – jego zdaniem – tłumaczenie Pisma Świętego na łacinę, czyli właśnie Wulgatę.

    O kolosalnym znaczeniu Wulgaty niech świadczy fakt, że Hieronimowe dzieło było pierwszym drukowanym tekstem, który powstał w kręgu kultury śródziemnomorskiej. Była to Biblia Gutenberga z połowy XV stulecia.

    Zarys biografii

    Św. Hieronim urodził się w Strydonie (dzisiejsza Chorwacja), a zmarł w palestyńskim Betlejem, gdzie można podziwiać jego celę w podziemiach franciszkańskiego kościoła pw. św. Katarzyny. Otrzymał staranne chrześcijańskie wykształcenie. Jego dorosła egzystencja związana była w ogromnej większości ze stylem życia ascetycznego, w czasie którego oddawał się przede wszystkim modlitwie i biblijnym studiom.

    Niemniej jednak w roku 382 osiadł w Rzymie. Został sekretarzem i doradcą papieża Damazego, który być może zainspirował go do pracy nad Wulgatą. Św. Hieronim był też w tym czasie uznanym kierownikiem duchowym arystokracji Wiecznego Miasta.

    Po śmierci papieża w roku 385 przebywał w Ziemi Świętej i Egipcie. Na stałe osiadł we wspomnianym Betlejem, gdzie pozostał do śmierci. Tu właśnie powstało dzieło jego życia – Wulgata.

    Wkład w kulturę

    Wydaje się, że św. Hieronim uczy nas przede wszystkim otwarcia się na Boże słowo zawarte na kartach Biblii. To patron nie tylko biblistów. Sądzę, że to patron każdego, kto kocha Pismo Święte. Zwracał on bowiem uwagę na to, by człowiek prowadził nieustanną rozmowę ze Słowem Wcielonym, z Bożym Logosem (słowem), które w jego przekładzie przybrało termin „verbum” (słowo). Bóg przemawia nieustannie do człowieka właśnie przez Biblię. Wierzący za jej pomocą prowadzi dialog ze Stwórcą, co też podkreśla papież Benedykt XVI w ostatnio wydanej książce, której fragmenty publikowaliśmy na łamach „Niedzieli”.

    Nasz święty to wielki pedagog. W jednym ze swoich pism pisze, że jego celem jest wykształcenie „duszy”. Zwraca uwagę na olbrzymią rolę rodziców w wychowaniu dzieci. Zachęca rodzicieli, by kreowali potomstwu środowisko przyjazne, pogodne, przyjacielskie, bo to oni są najważniejszymi i pierwszymi pedagogami – nauczycielami życia. Dlatego też od wczesnego dzieciństwa są odpowiedzialni za całościową formację dzieci. Warto też wspomnieć, że św. Hieronim był tym, który promował kobiety i bronił ich praw do naturalnego rozwoju w każdej dziedzinie życia. Zawsze w swoim nauczaniu nawiązywał do Pisma Świętego, w którym widział przewodnika w autentycznym chrześcijańskim i humanistycznym wychowaniu.

    „Nie możemy zakończyć tych krótkich uwag na temat wielkiego Ojca Kościoła, nie wspominając o skutecznym wkładzie, jaki wniósł on w obronę pozytywnych i cennych elementów starożytnej kultury hebrajskiej, greckiej i rzymskiej w rodzącej się cywilizacji chrześcijańskiej. Hieronim docenił i przyswoił występujące u klasyków wartości artystyczne, bogactwo uczuć i harmonię obrazów, które kształtują serce i wyobraźnię ku szlachetnym uczuciom. Przede wszystkim umieścił on w centrum swego życia i swej działalności Słowo Boże, które wskazuje człowiekowi ścieżki życia i ukazuje mu tajemnice świętości. Za to wszystko musimy mu być głęboko wdzięczni, właśnie w naszych czasach” (katecheza Benedykta XVI z 14 listopada 2007 r.). Nic dodać, nic ująć.

    Święci Archaniołowie – Michał, Rafał i Gabriel

     Józef Rydzewski
     Edycja podlaska 39/2002 Tygodnik Niedziela


    Książę niebieski, święty Michale,
    Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale;
    W dzień sądu Boga na trybunale
    Bądź mi patronem, święty Michale.

    29 września Kościół katolicki obchodzi święto Świętych Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała.
    Imię Michał, wzięte z hebrajskiego Mika´el, znaczy “Któż jak Bóg”. Św. Michał w Piśmie Świętym wymieniany jest pięć razy. W najbardziej wymowny sposób czyni to Autor ostatniej księgi Pisma Świętego czyli Apokalipsy – św. Jan Apostoł: “I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie” (Ap 12, 7-9). Po zwycięstwie nad zbuntowanymi duchami św. Michał Archanioł został wodzem zastępów niebieskich. Jest on duchem czystym, oddanym bez reszty Stwórcy, wielbicielem Matki Boga. Doznaje on wielkiej radości z wypełnienia woli Bożej i pomaga ludziom w ich uszczęśliwianiu. Przed przyjściem Chrystusa na ziemię, nazywano św. Michała księciem narodu wybranego. Prorok Daniel zalicza go do jednego z pierwszych książąt. Zapewnia, że tylko Michał Archanioł może pomóc w walce z wrogiem. W Nowym Testamencie św. Michał kontynuuje te rolę obrońcy jako Patron i Anioł Stróż Kościoła. Przychodzi z pomocą wiernym w najtrudniejszych dla nich chwilach.
    Pierwsze znane święto ku czci świętego Michała Archanioła sięga połowy czwartego wieku. Obchodzono je 8 maja na Monte Sant´Angelo na półwyspie Gargano we Włoszech, gdzie miał się objawić Książę chórów anielskich. Św. Papież Bonifacy I w V w. poświęcił św. Michałowi bazylikę w Rzymie i nakazał corocznie, dnia 29 września obchodzić rocznicę tego faktu. Święto rozciągnięto na Kościół powszechny i do dziś je obchodzimy. Świętego Michała obrały sobie za szczególnego patrona Niemcy, Austria i Francja. Belgia w kulcie świętego Michała stara się dorównać Francji. Ruś zasłaniająca Kościół przed niewiernymi ze Wschodu, obrała go sobie za szczególnego opiekuna. W Ameryce północnej kult świętego Michała wyraża się między innymi przez budowanie licznych kościołów ku jego czci, a także nadawanie przy chrzcie imion Michał i Michalina.
    W Polsce kult św. Michała Archanioła był bardzo żywy. Rycerstwo polskie doznawało cudownej pomocy św. Michała w walkach z niewiernymi. Powstały bractwa i cechy rzemieślników pod jego wezwaniem, budowano także ku jego czci kościoły i kapliczki, poświęcano mu instytucje kościelne i świeckie. Znane są przysłowia ludowe związane z imieniem lub świętem św. Michała Archanioła: “Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała”, “Na Michała łowcy chwała”, “Jaki Michał, taka wiosna”. Święty Michał Archanioł jest obecnie znany i czczony przez cały świat katolicki. Dał on się poznać jako zwycięski wódz w walce dobra ze złem, jako obrońca chwały prawdziwego i wielkiego w swej mocy i potędze Boga.
    Imię Gabriel znaczy: “Mąż Boży” lub “Wojownik Boży”. Z tym imieniem spotykamy się w Starym Testamencie, w księdze proroka Daniela. Najpiękniejszą jednak misję spełnił św. Gabriel w Nowy Testamencie, kiedy zwiastował Zachariaszowi w świątyni w Jerozolimie narodzenie syna – św. Jana Chrzciciela oraz kiedy Najświętszej Maryi Panny zwiastował narodzenie Pana Jezusa – Syna Bożego. Te dwa wydarzenia szczegółowo opisał św. Łukasz w swojej Ewangelii. Niektórzy z pisarzy kościelnych nazywają św. Gabriela aniołem stróżem Świętej Rodziny. Prawie wszystkie obrządki chrześcijańskie umieściły wspomnienie świętego Gabriela tuż przed lub po uroczystości Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Tak było i w liturgii rzymskiej do roku 1969, kiedy to przełożono pamiątkę na dzień 29 września. Papież Pius XII w 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Kult św. Gabriela jest znacznie mniejszy niż kult św. Michała. Imię Gabriel jest już coraz rzadziej spotykane.
    Hebrajskie imię Rafał: “Bóg uleczył”. Jest ono związane z biblijną opowieścią o Tobiaszu. W tej opowieści święty Rafał mówi sam o sobie: “Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”(Tb 12, 15). Święty Rafał doznawał czci jako patron chorych i podróżnych. W Polsce imię Rafał należy do dość popularnych. Wśród znanych postaci imię to nosili: błogosławiony ojciec Rafał z Proszowic, św. Rafał Kalinowski, błogosławiony ojciec Rafał od św. Józefa – karmelita, którego beatyfikował w 1983 roku papież Jan Paweł II.

    Ten, który umiłował Słowo

    30 września Kościół wspomina św. Hieronima

    Święty Hieronimie, módl się za nami

    Hieronim urodził się ok. 345 r. w Strydonie (prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Chorwacji). Był synem zamożnych ludzi pochodzenia rzymskiego, katolików. Studiował w Rzymie pod kierunkiem mistrzów łaciny i retoryki, m.in. Donata. Tam – w wieku młodzieńczym, zgodnie z ówczesnym zwyczajem – przyjął chrzest między 358 a 364 r. z rąk papieża św. Liberiusza. Wówczas postanowił porzucić światowe życie i zająć się zagadnieniami religijnymi. Udał się następnie do Trewiru, ówczesnej stolicy cesarstwa, gdzie na życzenie rodziców miał rozpocząć karierę urzędniczą; prawdopodobnie jednak podjął tam studia teologiczne. Z Galii powrócił do Włoch. W tym czasie jego siostra wstąpiła do klasztoru. Także i sam Hieronim został w Akwilei mnichem i ok. 373 r. wyjechał na Wschód, by w Jerozolimie pracować naukowo i poddać się rygorystycznemu życiu. Poprzez Azję Mniejszą wyruszył do Ziemi Świętej, ale wyczerpany trudami podróży zatrzymał się w Antiochii. Znalazł się o krok od śmierci. Po wyzdrowieniu zaczął intensywną naukę greki i języka hebrajskiego, poświęcił się studiowaniu Pisma świętego na Pustyni Chalcydyckiej.

    W 377 r. w Antiochii Hieronim przyjął święcenia kapłańskie, zastrzegając jednak, że pragnie dalej wieść życie ascetyczne. Za cel swojego życia postawił pracę naukową. Na dłuższy czas (379-382) zatrzymał się w Konstantynopolu. Miasto urzekło go swoją historią, bogactwem zabytków, zasobnością w książki. Właśnie wtedy patriarchą Konstantynopola był św. Grzegorz z Nazjanzu. Hieronim słuchał pilnie jego kazań. W tym czasie przełożył na język łaciński niektóre homilie Orygenesa i Historię Euzebiusza z Cezarei Palestyńskiej.
    W 382 r. uczestniczył w synodzie rzymskim, gdzie na polecenie papieża Damazego zaczął pracować nad poprawianiem dawnego przekładu Nowego Testamentu i psalmów. W latach 382-384 był sekretarzem i doradcą papieża Damazego. Mieszkał na Awentynie, gdzie skupił wokół siebie elitę intelektualną i religijną Rzymu. Wśród jego uczniów znalazła się także św. Marcella (+ 410). Właśnie w jej pałacu zamieszkał. Na spotkania duchowe przybywała do niego również inna można pani Rzymu, św. Paula (+ 404), i jej córka, św. Eustochia (+ ok. 419). Po śmierci papieża (+ 384) Hieronim udał się do Egiptu; zwiedził Ziemię Świętą, Egipt, klasztory w Nitrii. Słuchał wykładów znakomitego znawcy pism Orygenesa, Dydyma Ślepca. Udał się następnie do Palestyny i w 386 r. zamieszkał w Betlejem. Tam pozostał już do śmierci.
    Organizował tam działalność charytatywną, prowadził wykłady, pod jego opieką powstały cztery klasztory. Odznaczał się encyklopedyczną wiedzą, umiłowaniem ascezy, pracowitością, gorącym przywiązaniem do Kościoła, czcią do Matki Bożej, a przede wszystkim umiłowaniem Pisma Świętego. Współcześni mu odnotowali jednak, że miał wybuchowy charakter.

    Pozostawił po sobie niebywale ogromną spuściznę literacką. W latach 389-395 przełożył na łacinę wiele ksiąg Septuaginty (greckiego przekładu Biblii). Przez 24 lata (382-406) przetłumaczył na łacinę całe Pismo święte. Jego przekład, tzw. Wulgata (co oznacza “powszechnie przyjmowane”), został przyjęty przez Sobór Trydencki jako tekst urzędowy. Hieronim napisał także komentarze do wielu ksiąg Pisma oraz przełożył liczne teksty Ojców Kościoła. Zwalczał współczesne mu herezje. Ostatnie lata spędził w grocie sąsiadującej z Grotą Narodzenia Pana Jezusa. Zmarł osamotniony 30 września 419 lub 420 r. Jego relikwie sprowadzono z czasem do Rzymu. Obecnie znajdują się w głównym ołtarzu bazyliki S. Maria Maggiore. Jest jednym z czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego, patronem eremitów, biblistów, egzegetów, księgarzy i studentów.

    Ikonografia ukazuje najczęściej św. Hieronima jako wielkiego pokutnika w długiej szacie albo obnażonego starca, w przepasce na biodrach, wycieńczonego postami. Czasami przedstawiany jest w kapeluszu kardynalskim, co jest aluzją do jego funkcji sekretarza papieskiego, lub w postawie siedzącej przy pulpicie. Atrybutami Świętego są: czaszka, gołębica, kamienie, klepsydra, księga, lew u stóp, oswojone lwiątko, model kościoła, pióro pisarskie, rylec do pisania i tabliczka, trąba powietrzna przypominająca Sąd Ostateczny, wielbłąd.

    źródło: brewiarz.pl

     Ks. Jacek Molka
     TYGODNIK NIEDZIELA 39/2016

     Św. Hieronim/Lucas van Leyden
    Św. Hieronim

    30 września w liturgii wspominamy św. Hieronima (347-420). To doktor Kościoła zachodniego. To człowiek, bez którego tytanicznej pracy być może nie byłoby kultury europejskiej

    Najbardziej znane powiedzenie św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”, bywa często przytaczane, cytuje je nawet Sobór Watykański II w konstytucji „Dei verbum” (nr 25). Ten święty żyjący na przełomie IV i V stulecia był znany ze swojego porywczego temperamentu, ale i wielkiej pokory. Był niedościgłym erudytą władającym wieloma językami w mowie i piśmie, m.in. znał hebrajski i grecki – w pierwszym z nich w przeważającej mierze napisano Stary Testament, a w drugim Nowy.

    Pozostawił po sobie ogromną spuściznę literacką, m.in. komentarze do ksiąg biblijnych, liczne listy i polemiki z teologicznymi adwersarzami swoich czasów, przepisywał też kodeksy (zawierały teksty biblijne) i dzieła Ojców Kościoła. Przede wszystkim jednak znany jest z Wulgaty – przekładu Biblii na język łaciński. Po soborze trydenckim (II połowa XVI wieku) stała się ona oficjalnym tekstem Kościoła łacińskiego i po jego ostatniej rewizji takowym pozostaje. Św. Hieronim wykorzystał oryginalne teksty biblijne, hebrajskie i greckie oraz wcześniejsze przekłady łacińskie, by – jak się przypuszcza – przy pomocy swoich współpracowników pokazać światu najlepsze – jego zdaniem – tłumaczenie Pisma Świętego na łacinę, czyli właśnie Wulgatę.

    O kolosalnym znaczeniu Wulgaty niech świadczy fakt, że Hieronimowe dzieło było pierwszym drukowanym tekstem, który powstał w kręgu kultury śródziemnomorskiej. Była to Biblia Gutenberga z połowy XV stulecia.

    Zarys biografii

    Św. Hieronim urodził się w Strydonie (dzisiejsza Chorwacja), a zmarł w palestyńskim Betlejem, gdzie można podziwiać jego celę w podziemiach franciszkańskiego kościoła pw. św. Katarzyny. Otrzymał staranne chrześcijańskie wykształcenie. Jego dorosła egzystencja związana była w ogromnej większości ze stylem życia ascetycznego, w czasie którego oddawał się przede wszystkim modlitwie i biblijnym studiom.

    Niemniej jednak w roku 382 osiadł w Rzymie. Został sekretarzem i doradcą papieża Damazego, który być może zainspirował go do pracy nad Wulgatą. Św. Hieronim był też w tym czasie uznanym kierownikiem duchowym arystokracji Wiecznego Miasta.

    Po śmierci papieża w roku 385 przebywał w Ziemi Świętej i Egipcie. Na stałe osiadł we wspomnianym Betlejem, gdzie pozostał do śmierci. Tu właśnie powstało dzieło jego życia – Wulgata.

    Wkład w kulturę

    Wydaje się, że św. Hieronim uczy nas przede wszystkim otwarcia się na Boże słowo zawarte na kartach Biblii. To patron nie tylko biblistów. Sądzę, że to patron każdego, kto kocha Pismo Święte. Zwracał on bowiem uwagę na to, by człowiek prowadził nieustanną rozmowę ze Słowem Wcielonym, z Bożym Logosem (słowem), które w jego przekładzie przybrało termin „verbum” (słowo). Bóg przemawia nieustannie do człowieka właśnie przez Biblię. Wierzący za jej pomocą prowadzi dialog ze Stwórcą, co też podkreśla papież Benedykt XVI w ostatnio wydanej książce, której fragmenty publikowaliśmy na łamach „Niedzieli”.

    Nasz święty to wielki pedagog. W jednym ze swoich pism pisze, że jego celem jest wykształcenie „duszy”. Zwraca uwagę na olbrzymią rolę rodziców w wychowaniu dzieci. Zachęca rodzicieli, by kreowali potomstwu środowisko przyjazne, pogodne, przyjacielskie, bo to oni są najważniejszymi i pierwszymi pedagogami – nauczycielami życia. Dlatego też od wczesnego dzieciństwa są odpowiedzialni za całościową formację dzieci. Warto też wspomnieć, że św. Hieronim był tym, który promował kobiety i bronił ich praw do naturalnego rozwoju w każdej dziedzinie życia. Zawsze w swoim nauczaniu nawiązywał do Pisma Świętego, w którym widział przewodnika w autentycznym chrześcijańskim i humanistycznym wychowaniu.

    „Nie możemy zakończyć tych krótkich uwag na temat wielkiego Ojca Kościoła, nie wspominając o skutecznym wkładzie, jaki wniósł on w obronę pozytywnych i cennych elementów starożytnej kultury hebrajskiej, greckiej i rzymskiej w rodzącej się cywilizacji chrześcijańskiej. Hieronim docenił i przyswoił występujące u klasyków wartości artystyczne, bogactwo uczuć i harmonię obrazów, które kształtują serce i wyobraźnię ku szlachetnym uczuciom. Przede wszystkim umieścił on w centrum swego życia i swej działalności Słowo Boże, które wskazuje człowiekowi ścieżki życia i ukazuje mu tajemnice świętości. Za to wszystko musimy mu być głęboko wdzięczni, właśnie w naszych czasach” (katecheza Benedykta XVI z 14 listopada 2007 r.). Nic dodać, nic ująć.

    Poniedziałek 23 września Kościół wspomina św. Ojca Pio

    Święty od zadań trudnych

     Oprac. ks. Mariusz Frukacz
     Niedziela Ogólnopolska 38/2019

     Biuro prasowe OFMCap – krka

    Ojciec Pio często powtarzał, że „modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga”.

    Wciąż zadziwia świat. Jest świętym niezwykłym i jak się okazuje, bardzo skutecznym. Kiedy człowiekowi dotkniętemu cierpieniem wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, to Ojciec Pio – święty od zadań trudnych – interweniuje. O cudach za jego wstawiennictwem napisano już wiele. Ci, którzy ich doświadczyli, dzielą się nimi także na łamach „Głosu Ojca Pio” – czasopisma bliskiego Grupom Modlitwy Ojca Pio.

    Młode małżeństwo

    „Nasze życie wywróciło się do góry nogami” – wspomina Sylwia Kłysz, która podróżowała po Ameryce ze swoim narzeczonym, gdy okazało się, że mężczyzna ma nowotwór. „Podczas jednej z niedzielnych Mszy św. Piotr zasłabł, więc wyszliśmy na zewnątrz. Wówczas podeszła do nas pewna starsza pani. To od niej po raz pierwszy usłyszałam o Ojcu Pio. Powiedziała nam, abyśmy się do niego modlili, i tak zrobiliśmy. Codziennie wspólnie odmawialiśmy Nowennę do Najświętszego Serca Pana Jezusa zalecaną przez Ojca Pio. Piotr czuł się coraz lepiej, operacja się udała, naświetlania odniosły skutek. Niestety, rok później pojawił się drugi, zupełnie inny nowotwór. (…) Podczas długiego, uciążliwego leczenia zawierzyliśmy wszystko Bogu i prosiliśmy Ojca Pio o wstawiennictwo. Do naszej modlitwy przyłączyły się mama Piotra i moja siostra”. Modlitwy zostały wysłuchane. „(…) Wróciliśmy do Polski, wzięliśmy ślub. Ojciec Pio jest patronem naszego małżeństwa” – napisała Sylwia.

    Przypadek Urszuli

    Urszula Bremer nie należała do praktykujących katolików. Księdza znała z odwiedzin po kolędzie, do kościoła chodziła okazjonalnie. Jej ojciec był niepraktykujący, a mama studiowała Pismo Święte ze świadkami Jehowy. „Wychowywana byłam w oparciu o ich wiarę. Tylko u dziadka w Torzymiu na starym radiu stał obrazek z Ojcem Pio. Nie miałam pojęcia, kim była ta postać trzymająca biały krążek w podniesionych dłoniach, osłoniętych rękawiczkami bez palców. Przypuszczałam, że to ktoś ważny, gdyż inaczej wizerunek nie stałby na tak eksponowanym miejscu. Dopiero od babci się dowiedziałam, kim był ów kapłan, chociaż wtedy niewiele z tego zrozumiałam” – wspomina Urszula. Życie jej nie oszczędzało. Wcześnie owdowiała, została sama z trójką dzieci. „Stale szukałam sensu życia, błądziłam. Najmłodszy syn jeszcze nie umiał chodzić, a na dodatek zachorował na zapalenie opon mózgowych. Tego samego roku, w Wigilię, umarł mój ojciec. W niedługim czasie zmarły też dwie kuzynki, a po nich dwaj wujkowie i ciocia. Pogrzeby następowały jeden po drugim, a ja zaczęłam przejawiać pierwsze oznaki depresji. Pewnego razu sąsiadka mojej mamy przyniosła do przeczytania książeczkę. Na okładce dostrzegłam znajome zdjęcie sprzed lat – człowieka z uniesionymi dłońmi w wytartych rękawiczkach. Lektura miała pomóc mojej mamie powrócić do Kościoła, jednak ja pochwyciłam ową książeczkę, jakby to był skarb, na który tyle lat czekałam. W drodze powrotnej do domu czytałam ją z zapałem” – kontynuuje. Jej życie zdawało się uspokajać, zamieszkała z matką, która pomagała w opiece nad dziećmi. „Spokojne, harmonijne życie skończyło się niecałe pięć miesięcy później. Mama odbierała mojego syna ze szkoły. Kiedy przechodzili przez ulicę na zielonym świetle, zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Mama zachowała przytomność umysłu i zdążyła odepchnąć dziecko, sama jednak zginęła pod kołami samochodu. (…)Dziesięć miesięcy po wypadku syn został ponownie potrącony przez samochód. Tego, co przechodziłam, nie da się opisać” – opowiada. Wtedy przypomniała sobie o książeczce. „Miałam ją przez cały ten czas. Zaczęłam czytać – jednym tchem, jakby od tego zależało moje życie, każdą linijkę po kilka razy. Nagle poczułam przedziwny, cudowny zapach, jakiego nie znałam, wprost anielski. Nie wiadomo, skąd pochodził. W domu poza mną i synem nie było nikogo. Zaczęłam się rozglądać, szukając źródła tej woni, gdy w końcu dotarło do mnie: to on, Ojciec Pio! Nie zostawił mnie samej. Wskazał mi drogę” – podkreśla.

    Grupy Modlitwy

    Szczególnym fenomenem są wciąż powstające w Polsce Grupy Modlitwy Ojca Pio. Pierwsze takie grupy powstały we Włoszech z inicjatywy samego Ojca Pio i w odpowiedzi na wezwanie Piusa XII do modlitwy. Z czasem zaczęto je zakładać także za granicą – w Polsce pierwsza powstała w Krakowie, w 1983 r., potem w Chełmie Lubelskim i Wrocławiu. Powstawaniu kolejnych grup sprzyjał rosnący kult Ojca Pio, zwłaszcza po jego beatyfikacji w 1999 r. i kanonizacji w 2002. W Polsce szczególnym miejscem kultu świętego z San Giovanni Rotondo są sanktuaria, m.in. na Przeprośnej Górce w Siedlcu k. Częstochowy i w Terliczce.

    Z Maryją i Ojcem Pio czyścimy czyściec

    Pod takim hasłem odbędzie się w jasnogórskim sanktuarium w nocy z 28 na 29 września br. czuwanie modlitewne Grup Modlitwy Ojca Pio.

    Sam Ojciec Pio często zachęcał do żarliwej modlitwy za tych, którzy cierpią męki czyśćcowe: „Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas… Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień” – przypomina słowa świętego stygmatyka br. Mateusz Magiera, kapucyn.

    Wszystkie świadectwa pochodzą z „Głosu Ojca Pio”

    Ojciec Pio, bat na ateistów, znak dany przez Boga

    W życiu wielu świętych mistyków odnotowano przypadki bilokacji, czyli stanu, w którym dana osoba znajduje się równocześnie w dwóch różnych miejscach, nieraz oddalonych od siebie o tysiące kilometrów. Jest to jedno z najbardziej tajemniczych zjawisk w życiu mistyków.

    Ojciec Pio posiadał dar bilokacji, z którego bardzo często korzystał, aby nieść pomoc ludziom będącym w potrzebie. Kiedyś zwierzył się, że śpi tylko siedem godzin w roku. Dla niego dzień bilokacji rozpoczynał się, kiedy kładł się na nocny spoczynek. Udawał się w bilokacjach tam, gdzie posyłał go Chrystus, do konkretnych osób, z duchowym wsparciem, radą i pomocą. W tych “bilokacyjnych podróżach” często towarzyszyli mu św. Antoni Padewski lub św. Franciszek z Asyżu. Faktu bilokacji nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Przypuszcza się, że duch opuszcza ciało i udaje się w inne miejsce, natomiast ciało pozostaje w bezruchu. Kiedy św. Alfons Liguori udał się w bilokacji do Rzymu, aby być przy śmierci papieża Klemensa XIV i uczestniczyć w jego pogrzebie, przez dwa dni siedział jak skamieniały w fotelu, w miejscu swego zamieszkania. Zjawisko bilokacji w życiu o. Pio jest bogato udokumentowane.

    Obronił San Giovanni Rotondo przed zbombardowaniem

    Piloci wojsk alianckich stacjonujących w okolicach Bari od września 1943 r. byli podczas lotów świadkami nadzwyczajnych spotkań. Za każdym razem, kiedy odbywali loty bojowe i zbliżali się w okolice San Giovanni Rotondo, widzieli pojawiającego się na niebie zakonnika, który nie dopuszczał do zrzucenia bomb i zawracał samoloty. Wszystkie miejscowości w okolicy były mocno bombardowane, natomiast na San Giovanni Rotondo nie spadła ani jedna bomba. “Kiedy piloci wracali po wykonaniu lotu – wspomina generał Rossini – opowiadali, że w pewnym momencie na niebie ukazywał się im zakonnik i wtedy samoloty natychmiast same zmieniały kurs”.

    Początkowo wielu nie dowierzało tym nieprawdopodobnym historiom. Jednak kiedy coraz więcej pilotów dzieliło się podobnymi doświadczeniami (a byli wśród nich Amerykanie, Anglicy, Polacy, Żydzi, katolicy, protestanci, niewierzący), naczelny dowódca, którym był amerykański generał, postanowił osobiście sprawdzić wiarygodność tych opowieści.

    Poprowadził eskadrę bombowców, która miała zniszczyć niemiecki magazyn amunicji, znajdujący się w pobliżu San Giovanni Rotondo. Była to któraś z kolei misja, wszystkie poprzednie nie powiodły się, z powodu tajemniczej zjawy pojawiającej się na niebie.

    Wszyscy w napięciu czekali, jak tym razem powiedzie się lot bombowe; Kiedy eskadra wróciła do bazy, ameryf kański generał był w prawdziwym szoku. Opowiedział, że kiedy byli już blisko celu bombardowania, nagle zauważyli na wysokości lecących samolotów, postać zakonnika ze wzniesionymi rękami. W pewnym momencie we wszystkich samolotach bomby samoczynnie się odczepiły spadając na okoliczne lasy. Natomiast samoloty, same, bez ingerencji pilotów wróciły w kierunku bazy. Wydarzenie to stało się głownym temeatem tematem rozmów w całej jednostce. W czasie dyskusji ktoś zasugerował, że tym zakonnikiem może być stygmatyzowany o. Pio, przebywający w klasztorze w San Giovanni Rotondo. Generał stwierdził, że jak tylko przesunie się linia frontu, to osobiście pojedzie do klasztoru, aby to sprawdzić. Kiedy Niemcy wycofali się Generał wybrał się z kilkoma pilotami do San Giovanni Rotondo. Przy wejściu do zakrystii natychmiast zauważył, że w grupie zakonników jest ten, który zawracał samoloty. Ojciec Pio podszedł do generała, położył mu rękę na ramieniu i powiedział: “To ty chciałeś nas wszystkich wysadzić w powietrze!”. Słysząc te słowa i widząc o. Pio generał przeżył duchowy wstrząs. Później długo jeszcze rozmawiali ze sobą, doskonale się rozumieli, chociaż generał mówił po angielsku, a o. Pio w swoim rodzinnym dialekcie z Benewentu. Po tym spotkaniu, generał, protestant przeszedł na katolicyzm.

    Ślad ręki na szybie

    Ojciec Placid Bux w 1957 r. zachorował na marskość wątroby i w stanie beznadziejnym leżał w szpitalu w San Severo. W nocy zauważył, że przy jego łóżku stoi o. Pio, który pocieszając go zapewnił, że wyzdrowieje, później podszedł do okna, odcisnął dłoń na Szybie i zniknął. Rano o. Placid czuł się bardzo dobrze, spojrzał w okno i zobaczył na szybie odciśniętą dłoń Stygmatyka, co go upewniło, że nocna wizyta o. Pio rzeczywiście miała miejsce. Wiadomość rozeszła się po szpitalu i po całym mieście. Do pokoju chorego o. Placido zaczęło przychodzić mnóstwo ciekawskich ludzi, aby obejrzeć odbicie dłoni o. Pio. Władze szpitala nakazały, aby je zmyć. I chociaż użyto wszystkich dostępnych środków czyszczących, śladu dłoni o. Pio nie udało się usunąć. O. Placido całkowicie wyzdrowiał i po wyjściu ze szpitala natychmiast pojechał do San Giovanni Rotondo. Kiedy spotkał o. Pio na klasztornym korytarzu , usłyszał pytanie: “Jak się czuje nasz o. Placido? Wspaniale” – odpowiedział i korzystając z okazji zapytał: “Czy rzeczywiście był ojciec u mnie w szpitalu i zostawił ślad ręki na szybie?” Patrząc mu prosto w oczy o. Pio odpowiedział: “I ty w to wątpisz. Byłem tam, ale nikomu o tym nie mów”.

    Dziękuję za uratowanie mi życia

    Pewnego dnia po Mszy św. w zakrystii o. Pio zdejmował szaty liturgiczne. Podszedł wtedy do niego mężczyzna, który upadł na kolana i płacząc mówił: “Ojcze, dziękuję, że uratowałeś mi życie”. Był to kapitan piechoty. W czasie wojny przebywał na froncie, wokół szalała bitwa. W pewnym momencie zobaczył, że kilkanaście metrów od niego stoi jakiś zakonnik, daje mu znak ręką i mówi: “Niech pan kapitan jak najprędzej ucieka z miejsca, gdzie pan teraz jest, i stanie obok mnie”. Kapitan natychmiast podbiegł do zakonnika i w tym momencie uderzył granat, dokładnie w to miejsce, w którym przez chwilą stał. Kiedy oficer odwrócił się, aby podziękować zakonnikowi, jego już tam nie było, zniknął bez śladu. Kapitan po wojnie przyjechał do San Giovanni Rotondo i wtedy rozpoznał, że tym tajemniczym zakonnikiem był właśnie o. Pio.

    List z Czechosłowacji

    Wśród wielkiej ilości listów, które nadeszły do San Giovanni Rotondo, była też korespondencja z krajów bloku komunistycznego. Świadczą one o tym, że o. Pio często udawał się tam w bilokacji. Był w Jugosławii, przy arcybiskupie Alojzym Stepinaciu podczas jego procesu. Towarzyszył prymasowi Węgier, kard. Józefowi Mindszentiemu, w czasie, gdy był w więzieniu. Sekretarz prymasa Węgier opowiadał, że podczas pobytu w wiezieniu, w 1956 r., kardynał bardzo pragnął odprawić Mszę św. Pewnego dnia o. Pio zjawił się w jego więziennej celi, przynosząc ze sobą to, co potrzebne do sprawowania Eucharystii, nawet służył mu do Mszy św. Odchodząc zabrał wszystko ze sobą .

    W Czechosłowacji władze komunistyczne, rozwiązały zakony, a księża zostali uwięzieni. Jedna ze wspólnot zakonnych sióstr prowadziła życie ukryte. Siostry nie nosiły habitów, w ciągu dnia pracowały na roli, a w nocy zbierały się na wspólną modlitwę. Właśnie te siostry napisały list do o. Pio, dziękując mu za to, że specjalnie przyjechał do nich, aby odprawić Mszę św. Przykro im było tylko, że o. Pio nie przyjął zaproszenia na skromny posiłek. W liście pytały również, jak udała mu się powrotna podróż i czy miał problemy na przejściu granicznym. Z tego listu wynika, że siostry były absolutnie przekonane, że o. Pio opuścił San Giovanni Rotondo i wybrał się w podróż do Czechosłowacji. A była to podróż bilokacyjna.

    Cudowny zapach

    Z krwawiących ran o. Pio emanował wyjątkowy, niespotykany zapach, który przypominał mieszaninę fiołków, róż, lilii i kadzidła. Nie sposób go jednak opisać ponieważ zawiera obok znanych aromatów – nowe, dotąd nieznane elementy. Te cudowne zapachy emanowały również z przedmiotów związanych z o. Pio. Często pojawiały się znienacka, trwały krótko lub długo. O. Pio wyjaśnił, że zapach ten jest znakiem, który mówi, że przez jego pośrednictwo Bóg zsyła łaskę, pociesza, ostrzega przed niebezpieczeństwem, pokusą lub grzechem.

    Od ludzi świętych, zjednoczonych w miłości z Bogiem, emanowała cudowna woń. I tak na przykład ciało św. Marcina de Porres wydzielało subtelny zapach. Kiedy po 25 latach od śmierci 5 otwarto jego grób, z ciała emanował ten sam aromat. Niezaprzeczalną wiarygodność faktu cudownego zapachu o. Pio potwierdzają i tysiące świadectw ludzi, którzy go doświadczyli nie tylko za życia o. Pio. ale również i po jego śmierci.

    Dr Giorgio Festa przywiózł z San Giovanni Rotondo do swojego gabinetu w Rzymie, mały kawałek bandaża nasiąkniętego krwią z rany boku o. Pio. Przez długi czas ten mały kawałek płótna, zamknięty w szafce, emanował tak silnym zapachem, że wszyscy przychodzący pacjenci pytali doktora Festę o pochodzenie tej subtelnej, niespotykanej woni.

    Gwardian klasztoru w San Giovanni Rotondo – o. Rosario napisał, że przez pierwsze trzy miesiące swego urzędowania jako przełożony o. Pio, każdego dnia czuł przedziwny zapach, rozchodzący się z celi Stygmatyka, z którym sąsiadował.

    Giuseppe Onufrio z Palermo wspomina, że podczas spowiedzi ojciec Pio trzymał go za prawą rękę. Kiedy wrócił do domu poczuł, że prawa ręka emanuje zapachem o. Pio. Pomimo wielokrotnego mycia rąk zapach nie ustępował przez wiele dni. Ojciec Pio nałożył mu pokutę, która miała trwać przez trzy miesiące. W tym okresie Onufrio odczuwał niezwykle intensywny i przyjemny zapach. Pojawiał się niespodziewanie, a potem ustawał. Kiedy skończył się czas pokuty, zapach ustał.

    Rosa Baldi miała bardzo wysoką gorączkę dochodzącą do 40°C. Lekarze byli bezradni, nie potrafili ustalić jej przyczyn. Pani Baldi wysłała swego syna do San Giovanni Rotondo, aby prosił o pomoc o. Pio. Podczas spowiedzi chłopiec poprosił ojca o uzdrowienie mamy. W dzień powrotu syna, w domu pani Baldi wszyscy poczuli niesamowity zapach. Tego samego dnia jej gorączka nagle zniknęła. W ten sposób o. Pio dał znać o swojej duchowej obecności i łasce uzdrowienia, którą wymodlił.

    Przez cudowny zapach o. Pio dawał i ciągle daje znak swoim duchowym synom i córkom, że chociażby przeżywali najciemniejszą życiową noc, największe niebezpieczeństwa i trudności, , to nigdy nie są sami, bo jest z nimi zawsze kochający Bóg. “Kiedy próby są bardzo ciężkie – pisze o. Pio – powtarzam ci w nieskończoność, że nie musisz się lękać, bo nawet jeżeli widzisz, że twa dusza stoi na skraju przepaści, to przecież jest z tobą Jezus. Musisz nieprzerwanie wznosić swój głos do nieba, nawet kiedy atakuje twą duszę strapienie i przytłacza cię samotność. Krzycz głośno razem z bezgranicznie cierpliwym Hiobem, który, doświadczając za przyzwoleniem Bożym tego, co ty teraz przeżywasz, wołał: Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam”.

    Miłujcie się, nr 3/2002

    Nieznane spotkanie Jana Pawła II z Ojcem Pio

     vaticannews.va / San Giovanni Rotondo (KAI)

     Archiwum
    Ojciec Pio w procesji w czasie Bożego Narodzenia

    Dokładnie 51 lat mija dzisiaj od śmierci św. Ojca Pio, a jego życie wciąż ukrywa wiele nieznanych dotąd faktów. Okazuje się na przykład, że dwukrotnie, a nie raz, jak do tej pory przypuszczano, odwiedził go św Jan Paweł II.

    Odkrył to Stefano Campanella dyrektor Telewizji Ojca Pio, który wciąż przeszukuje archiwa w San Giovanni Rotondo i rozmawia ze świadkami. Jak powiedział Radiu Watykańskiemu, w 1965 r. przyszły papież był w Troi na zaproszenie miejscowego biskupa, którego poznał na Soborze. Przy tej okazji abp Wojtyła odwiedził Ojca Pio, by podziękować mu za dwa cuda, które dokonały się za jego wstawiennictwem w 1962 i 1963 r.

    Jak podkreśla Campanella życie Ojca Pio wciąż zawiera wiele nieodkrytych kart. Niemniej ciekawe jest jednak również dokumentowanie misji świętego kapucyna, która trwa nadal w San Giovanni Rotondo.

    – Przede wszystkim jego współbracia kapucyni kontynuują najważniejszą misję Ojca Pio, czyli tę, która dokonuje się w konfesjonale, a polega ona, jak mówił sam święty, na uwalnianiu ludzi z sideł szatana. Tak wielu kapucynów doświadcza dziś tego samego, co Ojciec Pio, a mianowicie, że bardzo często spowiedź staje się początkiem nawrócenia – powiedział Radiu Watykańskiemu Stefano Campanella. – Jeden kapucyn z Brazylii opowiadał, że kiedyś stawił się u niego w konfesjonale penitent, który wyspowiadał się z 11 zabójstw i kompletnie zmienił swe życie, zerwał relacje ze zorganizowaną przestępczością. Inny kapucyn Kolumbijczyk powiedział, że kiedyś przypadkiem przyszedł za nim do konfesjonału jego rodak, który przybył do San Giovanni Rotondo, aby skończyć współpracę z międzynarodowym kartelem narkotykowym. W konfesjonale spotkał rodaka, otrzymał absolucję, a także pomoc w przemianie życia.

    Nieznane dotąd fakty z życia Ojca Pio, jak również trwającą do dziś jego misję w San Giovanni Rotondo Stefano Campanella opisał w wydanej niedawno książce pod tytułem “Il cammino di un santo” (Droga świętego).

    6 rad od św. Ojca Pio

    W poniedziałek 23 września wspomnienie św. Ojca Pio z Pietrelciny. Przeczytaj kilka jego rad. Na przykład: Jak poruszyć Boskie Serce.

    6 rad od Ojca Pio

    ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

    1.Nigdy się nie zniechęcaj

    Uważaj i nigdy nie zniechęcaj się, gdy widzisz, że ogarnia cię duchowa słabość. Jeżeli Bóg pozwala ci upaść z powodu słabości, czyni to nie dlatego, aby cię opuścić, lecz by cię umocnić w cnocie pokory i sprawić, abyś w przyszłości była bardziej uważna (ASN, s. 42).

    2. Kiedy się modlisz, nie zważaj na emocje


    Bądź pilna w modlitwie i medytacji. Powiedziałaś mi, że już zaczęłaś. Ach, Boże! Jakże jest to wielką pociechą dla Ojca, który cię kocha, jak własną duszę! Trwaj w ciągłym rozwijaniu się, w tym świętym ćwiczeniu się w miłości do Boga. Każdego dnia zrób choć trochę w tej dziedzinie. Rób to zarówno w nocy przy mdłym Świetle lampy, w czasie niemocy i jałowości ducha, jak również w dzień, przeżywając radość i zachwycające oświecenie duszy (GF, s. 173).

    3. Powracaj do ula, czyli rozważaj słowo Boże

    Jak pszczoły, które bez wahania wiele razy przemierzają czasem rozległe łąki, by dotrzeć do pachnących kwiatów, a potem zmęczone, ale zadowolone i obciążone pyłkami powracają do miodowego plastra, aby tam dokonać w milczącym, ale owocnym trudzie mądrej przemiany nektaru z kwiatów w nektar życia, tak i ty – po dokonaniu zbioru [ duchowego] –zachowuj w szczelnie zamkniętym sercu słowo Boga. Powracaj do ula, czyli bacznie je rozważaj, zwracając uwagę na jego poszczególne elementy, wnikaj w ich głębokie znaczenie. Słowo Boże ukaże ci się w swym wspaniałym blasku, zdobędzie moc unicestwienia twoich naturalnych skłonności ku materii, będzie cnotą przemieniającą w czyste i wzniosłe uniesienia ducha oraz doprowadzi cię do ciągłego i coraz ściślejszego zespolenia twego serca z Boskim Sercem twego Pana (GF, s. 196n).

    4. Módl się za papieża

    Módl się za ludzi przewrotnych, módl się za ludzi gorliwych, módl się za papieża, w intencji wszystkich potrzeb duchowych i materialnych świętego Kościoła, naszej najczulszej Matki. W sposób szczególny zanoś modlitwę w intencji tych wszystkich, którzy pracują nad zbawieniem dusz i na chwałę naszego Ojca w niebie (Epist. II, s. 70).

    5. Przed Bogiem wylewaj całą duszę

    Modlitwa jest przelewaniem naszego serca do Serca Boga… Kiedy jest dobrze przeżywana, porusza Boskie Serce i skłania je coraz bardziej do wysłuchania nas. Zanosząc modlitwę do Boga, starajmy się wylać całą naszą duszę. Wówczas zostanie On pokonany naszymi błaganiami i przyjdzie nam z pomocą (T, s. 74).

    6. Połóż kamień grobowy na błędach

    W gmatwaninie namiętności i przeciwności losu niech nas podtrzymuje cenna nadzieja o niewyczerpalnym miłosierdziu Boga. Pełni zaufania biegnijmy do trybunału pokuty, gdzie On z ojcowskim niepokojem oczekuje nas w każdym momencie. I chociaż mamy świadomość naszej niewypłacalności wobec Niego, to jednak nie powątpiewajmy w uroczyście ogłoszone przebaczenie naszych błędów. Połóżmy na nich, jak to zrobił Pan, kamień grobowy (CE, s. 18).

    Kard. Muller: Św. Ojciec Pio był znakiem Bożego miłosierdzia

    Kard. Muller: Św. Ojciec Pio był znakiem Bożego miłosierdzia

    KS. WOJCIECH PARFIANOWICZ /FOTO GOŚĆ

    Był znakiem Bożego miłosierdzia dla zgnębionego grzechem i cierpieniem człowieka – tak o św. Ojcu Pio powiedział kard. Gerhard Ludwig Müller. Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary przewodniczył uroczystościom odpustowym w stołecznym sanktuarium włoskiego kapucyna z Pietrelciny. Msza św. zainaugurowała XV Festyn Rodzinny.

    W homilii kardynał ostrzegł przed myleniem roztropności w Ewangelicznym tego słowa rozumieniu z przebiegłością, czyli nieuczciwością. – Roztropność „synów światłości” pochodzi z wiary i nadziei pokładanej w Bogu, który daje nam swoje światło. Dzięki niemu możemy poznać samych siebie oraz Chrystusowe prawo miłości – tłumaczył.

    Podkreślił, że o dar mądrości trzeba się modlić. – Trzeba mieć również pokorę i odwagę, by prosić o radę tych, którzy ją posiadają. Zawsze bowiem będą w nas obszary wymagające spojrzenia z zewnątrz, wspólnej refleksji i wspólnej modlitwy. Wówczas Boża mądrość służy innym – zwrócił uwagę kard. Muller.

    Jako przykład człowieka mądrego wskazał postać św. Ojca Pio. – Stał się wybranym narzędziem wiecznej mocy Chrystusowego Krzyża, mocy miłości do dusz, przebaczenia i pojednania, duchowego ojcostwa, czynnej solidarności z cierpiącymi. Z Chrystusem ściśle złączyły go stygmaty, przez co stał się autentycznym naśladowcą św. Franciszka z Asyżu – powiedział duchowny.

    Podkreślił, że Bóg powołując człowieka do świętości nie unicestwia tego co ludzkie, ale przemienia to przez swojego Ducha i ukierunkowuje w służbie planom zbawienia. – Ojciec Pio zachował swoje naturalne dary, swój temperament, ale wszystko ofiarował Bogu, który mógł się tym dowolnie posługiwać kontynuując dzieło Chrystusa – powiedział kardynał.

    Zwrócił uwagę, że walce duchowej z demonem włoski kapucyn posługiwał się wiarą i Bożym słowem, które stanowią zbroję każdego ochrzczonego. – Był człowiekiem modlitwy i cierpienia, które ofiarowywał za dusze, ucząc nas głębokiego przeżywania chrześcijaństwa – powiedział niemiecki duchowny.

    Uroczystości uświetnił Zespół Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

    Parafia Św. Ojca Pio na warszawskim Gocławiu została erygowana 12 czerwca 2005 roku. We wrześniu 2008 roku odbyło się wmurowanie kamienia węgielnego w ściany kościoła, zaś w listopadzie 2011 roku abp Hoser pobłogosławił świątynię i wniósł do niej na stałe Najświętszy Sakrament. Cztery lata później 20 września 2015 roku biskup warszawsko-praski konsekrował kościół. Dwa lata temu kościół został podniesiony do rangi diecezjalnego sanktuarium.

    (GOŚĆ NIEDZIELNY)


    Św. Teresa z Lisieux w największym szkockim więzieniu

    Św. Teresa z Lisieux w największym szkockim więzieniu

    STUBALLSCRAMBLE / CC 2.0

    W Szkocji wciąż jeszcze jest dużo wiary, a peregrynacja relikwii św. Teresy z Lisieux jest tego świadectwem. Tymi słowami szkockie media komentują poruszenie, jakie wywołała w tym kraju obecność najmłodszej Doktor Kościoła.

    Wtych dniach dobiega końca peregrynacja jej relikwii. Przez trzy tygodnie odwiedziły one wszystkie szkockie diecezje. Wszędzie przyciągały tłumy wiernych, w tym wielu młodych. W Motherwell, pierwszym etapie peregrynacji, zgromadziło się 20 tys. wiernych.

    W poniedziałek relikwie odwiedziły największe szkockie więzienie w Glasgow. „Był tu już Nelson Mandela, księżniczka Anna, a wraz z nimi premierzy i parlamentarzyści, ale nikt nie zrobił na więźniach tak wielkiego wrażenia, jak św. Teresa z Lisieux” – opowiada William McGurk, pracownik służb więziennych.

    Abp Philip Tartaglia, który odprawił dla więźniów Mszę, opowiedział im o wytrwałej modlitwie 14-letniej Teresy za nieskruszonego mordercę i skazańca Henriego Pranziniego. Tuż przed egzekucją niespodziewanie pocałował krucyfiks. Dla przyszłej świętej był to znak, że jej modlitwy zostały wysłuchane i Pranzini pojednał się przed śmiercią z Bogiem.

    Metropolita Glasgow zachęcał więźniów, by brali przykład ze św. Teresy i weszli na drogę małych, codziennych gestów życzliwości względem swych współwięźniów, a tym samym czynili swoje życie bardziej znośnym. „Życie w więzieniu nie jest łatwe. Ofiarujcie wasz trud Bogu za waszych współwięźniów” – mówił abp Tartaglia.

    VATICANNEWS.18.09.2019 z GOŚCIA NIEDZIELNEGO

    19 września przypada rocznica objawienia Matki Bożej w La Salette

    Objawienie Płaczącej Pani. Przestroga Najświętszej Maryi Panny z La Salette

    Objawienie Płaczącej Pani. Przestroga Najświętszej Maryi Panny z La Salette

    W sobotę, 19 września 1846 r., Matka Najświętsza ukazała się dwojgu dzieciom pochodzącym z Corps w Alpach francuskich: jedenastoletniemu Maksyminowi Giraud i prawie piętnastoletniej Melanii Calvat, którzy pilnowali swoich krów na hali należącej do La Salette, na górze Planeau, na wysokości 1800 metrów. W kotlinie strumyka spostrzegli nagle kulę ognia – “jakby tam spadło słońce”. W oślepiającej jasności rozpoznali siedzącą kobietę z łokciami opartymi na kolanach i z twarzą ukrytą w dłoniach. Piękna Pani podniosła się i powiedziała do nich po francusku: “Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się, jestem tu po to, by wam opowiedzieć wielką nowinę”.

    Zrobiła następne kilka kroków w ich kierunku. Nabrawszy pewności, Maksymin i Melania zbiegli ze zbocza na dół. Piękna Pani cały czas płakała. Była wysoka i cała ze światła, ubrana jak miejscowe kobiety: w długą suknię, w wielki fartuch wokół bioder, w chustkę skrzyżowaną na piersiach i zawiązaną na węzeł na plecach, w czepek wieśniaczki. Szeroki, płaski łańcuch biegł brzegiem jej chusty. Inny łańcuch podtrzymywał na Jej piersi wielki krucyfiks. Pod ramionami krzyża, po prawej ręce Chrystusa, znajdowały się obcęgi, po lewej – młotek. Z postaci Ukrzyżowanego wypływała cała światłość, z której jest utworzona zjawa, światłość, która tworzyła iskrzący się diadem na czole Pięknej Pani. Róże otaczały wieńcem Jej głowę, obrębiały Jej chustę i zdobiły obuwie.

    Oto, co Piękna Pani powiedziała do pasterzy, najpierw po francusku: “Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mojego Syna. Jest ono tak mocne i ciężkie, że dłużej nie mogę go podtrzymywać. Od jak dawna cierpię z waszego powodu! Chcąc, by mój Syn was nie opuścił, muszę Go nieustannie o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście nie wiedzieć, jak się modlili i co robili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić trudu, którego się dla was podjęłam. Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie – i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni ciężkim ramię mojego Syna! Również woźnice przeklinają, mieszając z przekleństwami imię mojego Syna. To są dwie rzeczy, które czynią tak bardzo ciężkim ramię mego Syna. Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to w roku ubiegłym na ziemniakach. Wy jednak nic sobie z tego nie robiliście. Przeciwnie, kiedy znajdowaliście zgniłe ziemniaki, przeklinaliście mieszając z przekleństwami imię mojego Syna. Będą się psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale”.

    Słowo pommes de terre wprawiło w zakłopotanie Melanię. W gwarze, której się używało w tamtej okolicy, na ziemniaki mówiło się las truffas. Pasterka zwróciła się więc do Maksymina, ale Piękna Pani ją uprzedziła: “Nie rozumiecie tego, moje dzieci? Zaraz powiem wam to inaczej”.

    Piękna Pani powtórzyła ostatnie zdanie i prowadziła dalszą rozmowę w narzeczu z Corps: “si la recolta se gasta… Si ava de bla… Jeżeli macie zboże, nie trzeba go siać. Wszystko, co posiejecie, zje robactwo, a to, co wzejdzie, rozsypie się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód. Zanim głód nadejdzie, dzieci w wieku poniżej siedmiu lat dostaną dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą pokutować z powodu głodu. Orzechy zrobaczywieją, a winogrona zgniją”.

    W tym miejscu Piękna Pani powierzyła tajemnicę Maksyminowi, później – Melanii. Następnie powiedziała do obojga dzieci: “Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. Czy dobrze się modlicie, moje dzieci?” – “Nie bardzo, proszę Pani!” – odpowiedzieli obydwoje. “Ach! Moje dzieci, trzeba się dobrze modlić wieczorem i rano. Jeżeli nie macie czasu, zmówcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś, a jeżeli będziecie mogły – módlcie się więcej. W lecie na Mszę świętą chodzi tylko kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedzielę przez całe lato. W zimie, gdy nie wiedzą, co robić, idą na Mszę św. jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu jedzą mięso jak psy. Moje dzieci, czy nie widziałyście kiedyś zepsutego zboża?” – “Nie, proszę Pani” – odpowiedziały dzieci.

    Wówczas Piękna Pani zwróciła się do Maksymina: “Lecz ty, moje dziecko, musiałeś je kiedyś widzieć, w Coin, razem z twoim ojcem. Właściciel pola powiedział wówczas do twego ojca: «Chodźcie zobaczyć, jak moje zboże się psuje». Poszliście razem. Twój ojciec wziął dwa lub trzy kłosy w dłonie, pokruszył je i wszystko obróciło się w proch. Wracaliście później do domu. Kiedy byliście około godziny drogi od Crops, ojciec dał ci kawałek chleba, mówiąc: «Masz, dziecko, jedz jeszcze chleb w tym roku, bo nie wiem, czy go kto będzie jadł w roku przyszłym, jeżeli zboże będzie się dalej tak psuło». – “O tak, proszę Pani! – odpowiedział Maksymin – teraz sobie to przypominam. Przed chwilą o tym nie pamiętałem”. I Piękna Pani dokończyła, nie w gwarze, ale po francusku: “A więc, moje dzieci, ogłoście całemu mojemu ludowi”.

    Później przesunęła się naprzód, przekroczyła strumyk i nie oglądając się, powtórzyła z naciskiem: “A więc, moje dzieci, ogłoście to całemu mojemu ludowi”. Następnie wspięła się po krętym zboczu, które wznosi się w stronę Le Collet (mała przełęcz). Tam uniosła się do góry. Dzieci podbiegły do Niej. Ona spojrzała w niebo, potem ku ziemi. Zwrócona w kierunku południowo-wschodnim, “rozpłynęła się w świetle”. Potem zniknęła również światłość.

    Dnia 19 września 1851 r., po przeprowadzeniu dokładnych i surowych badań zdarzenia, świadków, treści orędzia i oddźwięku na nie, Philibert de Bruillard, biskup Grenoble, zawyrokuje w swoim orzeczeniu doktrynalnym, że “zjawienie Najświętszej Dziewicy dwojgu pasterzom 19 września 1846 r. na jednej z gór w łańcuchu Alp, położonej w parafii La Salette, posiada wszelkie znamiona prawdy i wierni mogą w nie wierzyć bez obawy błędu”.

    Dnia 1 maja 1852 r., w nowym orędziu, po zapowiedzeniu budowy sanktuarium na górze Zjawienia, biskup Grenoble dodał: “Jakkolwiek wielką rzeczą byłaby budowa sanktuarium, jest jeszcze coś ważniejszego: chodzi o sługi ołtarza, przeznaczonych do jego obsługi, do przyjmowania pobożnych pielgrzymów, do głoszenia im słowa Bożego, do sprawowania wśród nich posługi pojednania, do sprawowania dla nich czcigodnego sakramentu ołtarza i do wiernego rozdawania wszystkim tajemnic Bożych i duchowych skarbów Kościoła. Ci kapłani będą się nazywać Misjonarzami Matki Bożej z La Salette. Ich powołanie i istnienie będą – tak jak i Sanktuarium – wieczną pamiątkę miłościwego zjawienia się Maryi”.

    Pierwsi misjonarze wybrani zostali spośród kapłanów diecezjalnych przez biskupa Philiberta de Bruillard. Tej wspólnocie księży misjonarzy diecezjalnych biskup Grenoble nadał 5 marca 1852 roku tymczasowo projekt reguły, skopiowany z Konstytucji misjonarzy diecezjalnych z Lyonu, zwanych chartreux.

    Wśród kapłanów, którzy przejęli się duchem Zjawienia i oddali się na posługę pielgrzymów, od samego początku ujawniło się powołanie do życia zakonnego i jego potrzeba. Biskup J.M.A. Ginoulhiac zatwierdził w dniu 2 lutego 1852 roku regułę jako obowiązującą we wspólnocie misjonarzy diecezjalnych i nadał jej tytuł: Tymczasowe reguły Misjonarzy diecezjalnych Matki Bożej z La Salette. W tym samym dniu pierwsi misjonarze złożyli zgodnie z nadaną im i promulgowaną przez biskupa regułą trzy śluby zakonne: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości na okres jednego roku. Ten dzień można uważać za dzień narodzenia Zgromadzenia Misjonarzy diecezjalnych Matki Bożej z La Salette.

    Po Soborze Watykańskim II saletyni podjęli zadanie rewizji i odnowy Konstytucji i Norm Kapitulnych, w duchu soborowym i według zachęt i wskazówek papieskich dotyczących odnowy życia zakonnego w świecie współczesnym. Praca ta jest owocem modlitwy i rozmyślania, wierności i doświadczeń wspólnot i zakonników wszystkich prowincji. Reguła życia Misjonarzy Matki Bożej z La Salette została zatwierdzona przez Stolicę świętą dekretem z dnia 6 czerwca 1985 r. “Misjonarze Matki Bożej z La Salette, których dom generalny znajduje się w Rzymie, mają za cel, obrany w świetle Zjawienia Matki Bożej z La Salette, być oddanymi sługami Chrystusa i Kościoła, aby się dokonała tajemnica pojednania” (z dekretu zatwierdzającego regułę).

    brewiarz.pl

    W sobotę 14 września, w uroczystość PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO – będzie bardzo ważne wydarzenie dla wszystkich Polaków: „Polska pod Krzyżem”. Widać coraz wyraźniej jak w Polsce nasila się walka z mocami ciemności. Chodzi o to, aby być tego świadomym i przygotować się duchowo i uzbroić się w moc modlitwy w tym bardzo niebezpiecznym momencie dla Polski.


    Potrzebna jest modlitwa każdego z nas, by nastąpiło w Polsce „duchowe przełamanie”. Musimy błagać Boga o interwencję, by na nowo zstąpił Duch Święty i odnowił oblicze tej ziemi. Mija równo 40 lat od pamiętnej i „rewolucyjnej” pielgrzymki papieża św. Jana Pawła II i dokładnie tak samo, jak wtedy potrzebujemy pomocy Stwórcy.

    To jest ten czas, abyśmy w utrudzeniu i w umęczeniu przeszli przez wąską bramę, jaką jest Krzyż naszego Pana Jezusa Chrystusa.

    Hasło, zapraszające na spotkanie „Polska pod Krzyżem”, brzmi „Zostaw wszystko i dołącz do wielkiej modlitwy….”. Dla jednych „zostawić wszystko”, to wyjechać mimo, że pranie nie dokończone, garaż nieposprzątany, koszule niewyprasowane, firanki niewyprane, zakupy niezrobione… Dla innych „zostawić wszystko”, to opuścić swoje oczekiwania, porażki, smutki, to odejść od wymagań względem siebie i innych, oddalić się od swoich racji i egzekwowania poleceń. „Zostawić wszystko” to też bez pośpiechu, bez przymusu, bez makijażu stanąć twarzą w twarz… z Miłością. Takim, jakim jestem stanąć przed Bogiem, który dał się przygwoździć do Krzyża i na nim umarł za mój grzech.

    “Całe narody dokonują apostazji…”

    Jeden z organizatorów akcji “Polska pod Krzyżem”, Lech Dokowicz mówił podczas uroczystości we Włocławku, dlaczego tak ważne są tego typu inicjatywy. 

    “Bardzo wielu ludzi na świecie odwraca się do Pana Boga plecami. Całe narody podejmują decyzję o apostazji. Ustanawia się prawa przeciwne prawom bożym. Tworzy się systemy, w których ludzie są zabijani w świetle prawa”-wskazal Dokowicz. 

    Wydarzenie “Polska pod Krzyżem” ma być wypełnieniem testamentu duchowego św. Jana Pawła II, który w 1997 r. wzywał do obrony krzyża “od Tatr aż do Bałtyku”.

    “Mówi się dziś dużo o miłosierdziu, a zapomina się o mówieniu o Bożej sprawiedliwości. Trzeba do tego wrócić. To są dwie rzeczywistości, które trwają obok siebie. Pan Bóg jest miłosierny dla grzesznika, o ile ten Go o to poprosi. Jeżeli nie, pozostaje dla niego sprawiedliwość Boża. To trzeba także rozumieć i o tym nauczać”-mówił organizator tej ogromnej narodowej modlitwy. Jak podkreślił Lech Dokowicz, kiedy człowiek uzna i zrozumie swój grzech, Pan Bóg wysypie przed nim wszystkie skarby Kościoła. 

    “Wtedy Pan Bóg pokazuje moc Ducha Świętego, obcowanie świętych, głębię Pisma Świętego. To wszystko się otwiera, gdy człowiek wybiera tę drogę”-wyliczał w swoim świadectwie organizator akcji “Polska pod Krzyżem”.  Polskie Radio.pl

    „Polska pod Krzyżem”: „Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!”


    „Polska pod Krzyżem”: „Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!”

    Fot. TV

    Po 1989 roku wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas! – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania modlitewnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

    Autor wystąpienia przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. – Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie – powiedział Lech Dokowicz.

    Mówca przypomniał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. – Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami – mówił współorganizator sobotniego wydarzenia.

    Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. – Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich – apelował Dokowicz.

    Współorganizator „Polski pod Krzyżem” mówił też o ochronie życia. – Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tak zwany ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, kiedy rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby podjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy – wyjaśniał prelegent.

    Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. – Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu? – pytał retorycznie wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę zwracają się do Pana Boga. – Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób – wskazywał.

    – Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją – mówił Dokowicz. – Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła – podkreślił prelegent.

    – Po 1989 roku wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas! – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem: – Będziemy patrzeć w stronę Krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać.

    Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „Wielkiej Pokucie” i „Różańcu do Granic”, pomimo wielkich trudności, doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

    Źródło: KA

    W kościele św. Szymona w sobotę 14 września rozpoczynamy nasze czuwanie pod Krzyżem o godz. 15.00 Koronką do Bożego Miłosierdzia.

    godz. 16.00 – Różaniec w Tajemnicach Bolesnych.

    godz. 17.00 – Droga Krzyżowa.

    godz. 18.00 – Msza św. niedzielna, jak w każdą sobotę.

    Po Mszy św. – adoracja Krzyża, Nabożeństwo Gorzkich Żalów, pokaz filmu na temat papieskiego krzyża “Krzyżu święty, nade wszystko….” rozważanie o Krzyżu Pana Jezusa i o naszym krzyżu, Czytanie Pasji wg. św. Jana, Adoracja Najświętszego Sakramentu do północy czasu polskiego i zakończenie modlitewnego spotkania Mszą św. ku czci Matki Bożej Bolesnej.

    15 września – uroczystość MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    Dziś odmów Koronkę do Siedmiu Boleści Maryi
    zdj. domena publiczna, Wikimedia Commons, CC0, edytowane

    Koronka do Siedmiu Boleści Mary

    Koronkę do Siedmiu Boleści Maryi zatwierdził papież Benedykt XIII w 1724 r. Rozpowszechniona jest ona w całym Kościele. Matka Boża sama przypomniała o tym nabożeństwie podczas (1981-83) podczas objawień Matki Bożej Bolesnej trzem dziewczynkom w Kibeho w Rwandzie (w 2001 r. biskup diecezji Gikongoro, Augustina Misago objawienia te uznał za autentyczne; są to pierwsze Maryjne objawienia uznane przez Kościół w XXI wieku.

    Według biskupa Jana Chrzciciela Gahamanyi, z diecezji Butare w Rwandzie, Najświętsza Panna zwróciła się do jednej z widzących z Kibeho: To o co was proszę, to pokuta. Chcę jedynie skruchy – powiedziała 31 maja 1982 roku. Jeżeli będziecie odmawiać Koronkę do Siedmiu Boleści, rozważając ją, otrzymacie moc, by naprawdę żałować. Dziś wielu ludzi w ogóle nie umie prosić o przebaczenie. Nadal krzyżują mego Syna. Dlatego chciałam was przestrzec. Proszę cię powiedz o tym całemu światu dodała kiedy indziej(13.08.1982). Dziewica kocha tę Koronkę. Pragnie, aby została na nowo rozszerzona w Kościele. Prosi, by odmawiać tę Koronkę często, zwłaszcza we wtorki i piątki, rozważając każdą tajemnicę. Prośmy Ducha Świętego, by pobudził nasze serca do pobożnego i owocnego rozważania tajemnic siedmiu boleści Maryi.

    Sposób odmawiania Koronki do Siedmiu Boleści
    (Na kanwie obrazów Siedmiu Boleści autorstwa Ilony Koll-Korwell ofiarowanych
    w 2003 roku Sanktuarium w Oborach)

    Znak Krzyża Świętego
    P. Matko Bolesna, porusz serce moje.
    W. Abym w boleści umiał wniknąć Twoje.

    Boleść pierwsza: Proroctwo Symeona
    Starzec Symeona przepowiada Maryi, że duszę Jej przeszyje miecz.
    A stanie się to dlatego, że jej Synowi, będą się niektórzy sprzeciwiać.
    Owocem tajemnicy jest poddanie się woli Bożej, jak Maryja.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść druga: Ucieczka do Egiptu
    Na polecenie Anioła Józef wziął dziecię i Matkę jego i uszedł do
    Egiptu przed złością Heroda. Maryja w czasie tej tułaczki przeżyła
    wiele zmartwień. Owocem tajemnicy jest słuchanie głosu Bożego, jak Maryja.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść trzecia: Szukanie Pana Jezusa, który pozostał w świątyni
    Jezus zaginął w Jerozolimie, trzy dni Maryja wraz z Józefem
    bolejąc szukali Jezusa. Czy może być większa boleść dla Matki?
    Owocem tajemnicy jest tęsknota za Jezusem.
    Jezusa i Jej współcierpienia.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść czwarta: Spotkanie Pana Jezusa dźwigającego krzyż
    Skazany na śmierć Jezus dźwiga krzyż na Golgotę.
    A oto w drodze spotyka się z Matką swoją. Rzewne musiało być to spotkanie.
    Owocem tajemnicy jest cierpliwe znoszenie krzyżów.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść piąta: Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
    Obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego.
    Mężnie współcierpiała z Synem dla zbawienia świata.
    Owocem tajemnicy jest panowanie nad złymi skłonnościami.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść szósta: Złożenie martwego ciała Syna na kolana Matki
    Zdjęte z krzyża: Ciało Jezusowe złożono w ramiona Maryi.
    Jezus przestał już cierpieć, a Ona jakby uzupełnia to,
    czego nie dostaje cierpieniom Jezusowym.
    Z największą czcią i wdzięcznością całuje Jego święte Rany i obmywa je swymi łzami.
    Owocem tajemnicy jest szczery żal za grzechy.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść siódma: Złożenie Pana Jezusa do grobu
    Umęczone Ciało Jezusowe złożono do grobu w obecności Matki Najświętszej.
    Żegnała je Maryja z bólem i z wielką wiarą, że Syn zmartwychwstanie.
    Owocem tajemnicy jest prośba o szczęśliwą śmierć.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Dla uczczenia łez wylanych przez Matkę Boża Bolesną:
    3 x Zdrowaś Maryjo
    Za dobrodziejów żywych i umarłych:

    Witaj Królowo, Matko miłosierdzia
    P. Niech pomoc Bożą zawsze nam wyprasza.
    W. Matka Chrystusa i Matka nasza.

    yenn/adonai.pl

    Aleksander Posacki SJ: ‘Bolesne objawienia’ Matki Bożej

    Tajemnica Matki Bożej Bolesnej nie jest jedynie liturgicznym wspomnieniem (15 IX), ale, jak się wydaje, aktualizuje się ona w sposób wstrząsający we współczesnym świecie. Nie sposób bowiem nie zwrócić uwagi na zjawiska, które polegają na płaczu (czasem krwawymi łzami) obrazów oraz figur Matki Bożej na całym świecie. Wielokrotnie z obrazów poświęconych Matce Bożej Bolesnej ciekły łzy (np. w 1972 r. w Rendinara czy w Cinquefrondi we Włoszech). Zjawisko to dotyczy także ikon u prawosławnych (np. w 1960 r. w Nowym Yorku czy w 1986 r. w Chicago).

    Nie chodzi jednak o naiwność, która wszystkie tego rodzaju manifestacje traktuje jednoznacznie jako odsłonę nadprzyrodzoności czy transcendencji. Z drugiej strony byłoby jednak nieuczciwością intelektualną i moralną zaprzeczać mnogości faktów, siląc się na sceptyczne interpretacje, zwłaszcza że w wielu przypadkach laboratoryjnie potwierdzono prawdziwość ludzkich łez i krwi, które płynąc z maryjnych obrazów i figur były i są na tyle częste, że można tu stworzyć bogatą chronologię.

    Maryja płacze od wieków

    Wiele fenomenów mówi samych za siebie i dostarcza bogatego materiału przynajmniej do refleksji dla tych, którzy nie chcą być ślepi czy głusi. Ważne są manifestacje szczególnie w XX stuleciu, gdyż można je było bardziej zweryfikować, wykorzystując osiągnięcia techniki, przy pomocy których można wyeliminować np. fakt oszustwa. Jednakże już wiele wieków wcześniej kroniki historyczne zarejestrowały zjawiska tego rodzaju, o czym warto wspomnieć, by uświadomić sobie zakres i wagę problemu. Ciągłość czasowa podobnych fenomenów daje bowiem wiele do myślenia, nawet jeśli nie przesądza się tutaj sprawy. I tak np. w Görgsöny koło Pécs na Węgrzech cudowny obraz “Maryja Stolica Mądrości”, według zapisów źródłowych z 30 IV 1464 r., broczył krwią, niekiedy tak obficie, że krew spływała na ziemię. Zjawisko to powtórzyło się kilka razy w okresie od 30 IV do 18 V 1464 r. Podobnie było w 1583 r. w Copacabana w Boliwii.

    Krwawiąca figurka stała się przedmiotem kultu także w 1603 r. w Scherpenheuvel-Montaigu w Belgii. Krwawe łzy z obrazu popłynęły w 1660 r. w Klokoosko na Węgrzech. Podobnie było w 1715 r. w Szent-Antal na Węgrzech, gdzie obraz Maryi Wspomożycielki płakał krwawymi łzami. W 1813 r. polski żołnierz z Lichenia, Tomasz Kłossowski, gdy zwrócił się ciężko ranny w modlitwie do Maryi, ujrzał Matkę Bożą smutną i płaczącą. Po uzdrowieniu Kłossowski znalazł w 1836 r obraz odpowiadający tej wizji, który od 1848 r. zgodnie z Jej życzeniem czczony jest publicznie. W 1846 r. w La Salette we Francji dokonały się słynne objawienia Matki Bożej, ostrzegające przed grzechami, takimi jak przekleństwa czy zaniedbywanie modlitwy, gdzie dała Ona do zrozumienia, że te grzechy są powodem Jej łez.

    W XX wieku fenomen łez i płaczu Maryi objawił się w takich miejscowościach jak San-Tai-Dse (Mandżuria, 1900), Bordeaux (Francja, 1907) czy też w Tourtres (Francja, 1910). Siostra Amalia (1901-1977), współzałożycielka Instytutu Jezusa Ukrzyżowanego, wśród wielu niebiańskich wizjiujrzała też Chrystusa, który rzekł do niej: O cokolwiek ludzie będą Mnie prosić ze względu na łzy Mojej Matki, tego udzielę im z życzliwością. Matka Boża, którą widziała, nauczyła ją odmawiać różaniec łez, który zamiast krzyżyka posiada medalik z przedstawieniem Madonny Płaczącej i z napisem: Matko Bolesna, Twoje łzy zniweczą panowanie piekła.
    W 1949 r. w Lublinie z kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w katedrze lubelskiej przez dwa dni płynęły łzy wobec naocznych świadków (R. Ukleja).

    Płacz Róży Duchownej i Matki Bożej Fatimskiej

    W 1947 r. w Montichiari-Fontanelle (Włochy) Pierina Grilli, pielęgniarka, ujrzała pierwszy raz Matkę Bożą, która była bardzo smutna, a Jej oczy były pełne łez, spływających na ziemię. Jej pierś przeszywały trzy duże miecze. Maryja powiedziała tylko trzy słowa: Modlitwy ofiary pokuty. Ukazując się wielokrotnie (zawsze z trzema różami na piersiach), Maryja nazwała się Różą Duchowną (Rosa Mystica), domagając się realizacji tych trzech życzeń. Dalsze objawienia miały miejsce w latach 60. przy źródle w Fontanelle oraz w latach 1974-1976. Ukazując się 8 IV 1975 r., zalana łzami Maryja w nieopisanym cierpieniu wyrzekła rozdzierającą skargę: O, gdybyś wiedziała, jak wiele moich dzieci kroczy drogą zatracenia. Innym zaś razem powiedziała: Ludzkość pędzi na własną zgubę. Wiele dusz ginie. W czasie procesji w Fontanelle w listopadzie 1985 r. z kilku małych figur Róży Duchownej płynęły obficie łzy, czego świadkami było wielu uczestników nabożeństwa, a 8 XII 1985 r. płakała także drewniana statua Róży Duchownej w katedrze w Montichiari.

    Jednakże już w 1982 r. w parafii Matki Bożej w Maasmechelen (Belgia) płakała pielgrzymująca figura Madonny Róża Duchowna, co potwierdziło tysiące przybyłych pielgrzymów. Podobnie figura Róży Duchownej płakała w Montenaken w Belgii, w jednym z domów. Także w Nowym Yorku w 1984 r. płakała figura Róży Duchownej obfitymi łzami, tak że zbierano je do kielicha. W Chicago w 1984 r. na oczach ks. proboszcza R. Jasińskiego i jego parafian wydarzył się fenomen płynących łez, co dogłębnie poruszyło wiernych i spowodowało ożywienie życia religijnego. Odnotowano też liczne uzdrowienia i nawrócenia. Także w 1984 r. obraz Madonny Róży Duchownej wylewał krwawe łzy (Los Charcos, Kolumbia). Cud łez figury Róży Duchownej miał też miejsce w 1984 r. w Neuental-Zimmersrode (Niemcy), w 1984 r. w Cartagena (Kolumbia), w Jambeiro (Brazylia), w Tumbes (Peru), w 1985 r. w Hamont (Belgia), w Montrealu (Kanada), w Dublinie (Irlandia), ostatnio także w 1990 r. w Louveira (Brazylia), gdzie pielgrzymująca figura Róży Duchownej płacze często prawdziwymi łzami, co zostało potwierdzone laboratoryjnie.

    W 1972 r. także figura Matki Bożej Fatimskiej płakała w Montrealu (Kanada), w Nowym Orleanie (USA), w Porziano k. Asyżu, w Ravennie Włochy (łzy były krwawe, udowodniono laboratoryjnie ich prawdziwość). W Damaszku (Syria) w 1977 r. w kościele Matki Bożej płakała obficie Jej figura, co robiło wrażenie na tysiącach chrześcijan i mahometan. W 1974 r. w Gusago (Włochy) figura płakała w mieszkaniu ks. proboszcza. W 1983 r. w Akita (Japonia) potwierdzająca Fatimę drewniana figura bardzo często płakała i krwawiła. Płakała również figura Matki Bożej z Lourdes w Caltamisetta (Sycylia), jak również w 1985 r. w Melleray (Irlandia).

    Odsłona tajemnicy zbawienia

    Współczesne przebudzenie religijnej wyobraźni nie oznacza automatycznie otwarcia się na transcendencję. Można zapytać: Czy objawienia maryjne nie są wraz ze swoim dramatyzmem właściwym wskazaniem na transcendencję? Czy Ona jest jednak rzeczywiście obecna w sensie czasowo-przestrzennym, czy może Jej wizje u rozmaitych ludzi na przestrzeni wieków są wyrazem mniej realistycznego, ale za to prawdziwego wyrazu intuicyjnego otwarcia się na tajemnicę bytu (K. Rahner)? Dla wielu chrześcijan “wyobraźnia religijna” będzie zbyt pojemna czy zbytnio narażona na religijny pluralizm. Jednakże człowiek odbiera głos transcendencji poprzez swoje uwarunkowania. Objawienia maryjne były różne w różnych epokach. Ogólnie rzecz biorąc, płacz (zwłaszcza krwawymi łzami) to rodzaj informacji, która może pochodzić od Boga, wskazującej np. na Boże współczucie, apelujące także do ludzkich serc.

    Może też oznaczać, że w życiu ludzkim panuje jakaś dysharmonia czy nawet chaos. W tym kontekście pojęć “kary”, “końca świata” (obecnych od początku w Objawieniu biblijnym) czy zapowiadanych “cierpień człowieka” jako skutków owej dysharmonii, nie można traktować jako doświadczeń, które są jedynie subiektywne, neurotyczne czy marginalne. Jak stwierdza L. Scheffczyk, objawienia Matki Bożej nigdy nie mogą być traktowane jako marginalne, także dlatego, że Maryja nie była i nie jest osobą prywatną (L. Scheffczyk, Obietnica pokoju). Informacja przekazywana przez Matkę Bożą dotyczy istoty wiary. W istocie chodzi o przypomnienie faktu, iż człowiek musi dokonać wyboru między zbawieniem a potępieniem, a nie o jakieś emocjonalne straszenie czy zasmucanie człowieka. Jednakże cierpienia i płaczu nie można w prosty sposób zignorować, ale należy je przeciwstawić fałszywej radości “świata”.

    Interwencja Maryi odnosi się do człowieka, aby przestał grzeszyć, co zresztą jest zawsze aktualizacją orędzia Objawienia (Mt 7,13-27; Łk 13,1-9). Według R. Laurentina orędzia Maryi mają sens pedagogiczny, ale także znaczenie proroczego wstrząsu. Istotną cechą jest według niego zbieżność wszystkich posłań maryjnych, w których jednym z powtarzających się elementów jest zapowiedź kary za grzechy, tj. cierpień, które mogą być tylko zmniejszone, a nie usunięte. Jednakże zawężanie orędzi jedynie do wyroku immanentnej sprawiedliwości: zbrodni i kary, fałszowałoby ich sens. Najistotniejszym posłaniem jest to, że grzech krzyżuje Chrystusa; właśnie z tej strasznej zbrodni wypływa wszelkie zło (R. Laurentin, Współczesne objawienia Najświętszej Marii Panny). Płacz Maryi jest wezwaniem do modlitwy i do pokuty, czyli do tego, co było istotą orędzia biblijnego, a także patrystycznej nauki ascetycznej czy też świadectwa świętych.

    Aleksander Posacki SJ

    Posłaniec

    8 września NARODZENIE NMP

    Narodzenie Jutrzenki Zbawienia… Kim była Matka Boża?

    Pismo Święte nigdzie nie wspomina o narodzinach Maryi. Tradycja jednak przekazuje, że Jej rodzicami byli św. Anna i św. Joachim. Byli oni pobożnymi Żydami. Mimo sędziwego wieku nie mieli dziecka. W tamtych czasach uważane to było za karę za grzechy przodków. Dlatego Anna i Joachim gorliwie prosili Boga o dziecko. Bóg wysłuchał ich próśb i w nagrodę za pokładaną w Nim bezgraniczną ufność sprawił, że Anna urodziła córkę, Maryję.

    Nie znamy miejsca urodzenia Maryi ani też daty Jej przyjścia na ziemię. Według wszelkich dostępnych nam informacji, Maryja przyszła na świat pomiędzy 20. a 16. rokiem przed narodzeniem Pana Jezusa.

    Z pism apokryficznych mówiących o Maryi należałoby wymienić przede wszystkim: Protoewangelię Jakuba, Ewangelię Pseudo-Mateusza, Ewangelię Narodzenia Maryi, Ewangelię arabską o młodości Chrystusa, Historię Józefa Cieśli i Księgę o przejściu Maryi. Największy wpływ wywarła na tradycję Kościoła Protoewangelia Jakuba. Pochodzi ona bowiem z roku ok. 150, jest więc bardzo bliska Ewangelii według św. Jana. Stamtąd właśnie dowiadujemy się, że rodzicami Maryi byli św. Joachim i św. Anna, i że Maryja jako kilkuletnie dziecię została przez rodziców ofiarowana w świątyni, gdzie też zamieszkała. Śladem tego opisu jest obchodzone w Kościele w dniu 21 listopada wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.

    Pierwsze wzmianki o liturgicznym obchodzie narodzin Maryi pochodzą z VI w. Święto powstało prawdopodobnie w Syrii, gdy po Soborze Efeskim kult maryjny w Kościele przybrał zdecydowanie na sile. Wprowadzenie tego święta przypisuje się papieżowi św. Sergiuszowi I w 688 r. Na Wschodzie uroczystość ta musiała istnieć wcześniej, bo kazania-homilie wygłaszali o niej św. German (+ 732) i św. Jan Damasceński (+ 749). W Rzymie gromadzono się w dniu tego święta w kościele św. Adriana, który był przerobiony z dawnej sali senatu rzymskiego, po czym w uroczystej procesji udawali się wszyscy z zapalonymi świecami do bazyliki Matki Bożej Większej.

    Datę 8 września Kościół przyjął ze Wschodu – w tym dniu obchód ten znajdował się w sakramentarzach gelazjańskim i gregoriańskim. Święto rozszerzało się w Kościele dość wolno – wynikało to m.in. z tego, że wszelkie informacje o okolicznościach narodzenia Bożej Rodzicielki pochodziły z apokryfów.

    W Polsce święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ma także nazwę Matki Bożej Siewnej. Był bowiem dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i uprzątnięciu pól zaczynano orkę i siew. Lud chciał najpierw, aby rzucone w ziemię ziarno pobłogosławiła Boża Rodzicielka. Do ziarna siewnego mieszano ziarno wyłuskane z kłosów, które były wraz z kwiatami i ziołami poświęcane w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, by uprosić sobie dobry urodzaj. Na Podhalu święto 8 września nazywano Zitosiewną, gdyż tam sieje się wtedy żyto. W święto Matki Bożej Siewnej urządzano także dożynki.

    We Włoszech i niektórych krajach łacińskich istnieje kult Maryi-Dziecięcia. We Włoszech istnieją nawet sanktuaria – a więc miejsca, gdzie są czczone jako cudowne figurki i obrazy Maryi-Niemowlęcia w kołysce. Do nich należą między innymi: Madonna Bambina w Forno Canavese, Madonna Bambina w katedrze mediolańskiej – najwspanialszej świątyni wzniesionej pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny; Madonna Bambina w kaplicy domu generalnego Sióstr Miłosierdzia. Matka Boża-Dzieciątko jest główną Patronką tego zgromadzenia. Czwarte sanktuarium Matki Bożej-Dzieciątka jest w Mercatello – znajduje się tam obraz namalowany przez św. Weronikę Giuliani (+ 1727).

    Dzisiejsze święto przypomina nam, że Maryja była zwykłym człowiekiem. Choć zachowana od zepsucia grzechu, przez całe życie posiadała wolną wolę, nie była do niczego zdeterminowana. Tak jak każdy z nas miała swoich rodziców, rosła, bawiła się, pomagała w prowadzeniu domu, miała swoich znajomych i krewnych. Dopiero Jej zaufanie, posłuszeństwo i pełna zawierzenia odpowiedź na Boży głos sprawiły, że “będą Ją chwalić wszystkie pokolenia”.

    brewiarz.pl

    Litania na święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

    Litania na święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny
    (do prywatnego odmawiania)

     Kyrie, elejson, Chryste, elejson, Kyrie, elejson.

    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się z nami.
    Synu, Odkupicielu Świata, Boże, zmiłuj się z nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się z nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się z nami.

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Panno w największym dostojeństwie narodzona, módl się za nami.
    Córko królewska z pokolenia Dawidowego, módl się za nami.
    Maryjo wszystkich Twoich poprzedników doskonałością przewyższająca, módl się za nami.
    Radości, ozdobo sławo Twoich Rodziców, módl się za nami.
    Różo nieskalana między cierniem, módl się za nami.
    Kwiecie cudowny, którego wonność napełniła ziemię, módl się za nami.
    Gołębico niewinna, której głos świat usłyszał, módl się za nami.
    Różdżko Aaronowa z korzenia Jessego wyrastająca, módl się za nami.
    Gwiazdo morska, która wszystkim drogę wytyczasz, módl się za nami.
    Przez proroków przepowiedziana Córko Ojca niebieskiego, módl się za nami.
    Przez Aniołów ogłoszona Matko Syna Bożego, módl się za nami.
    Oblubienico Ducha Świętego, módl się za nami.

    My grzeszni Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyś nam od Boga czystą i święta miłość wyprosiła, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyś serca nasze w duchu Twoim kształtowali, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyś nam cząstkę światła mądrości Twej udzielić raczyła, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyśmy z pełni łask Twoich korzystali, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyśmy Cię naśladowali, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Abyśmy przez Ciebie w godzinę śmierci do żywota wiecznego się odrodzili, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    O Panno, w porodzeniu Najświętsza, wysłuchaj nas, o Maryjo.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    W. Z radością obchodzimy Narodzenie Najświętszej Maryi Panny.
    O. Z Niej wzeszło Słońce sprawiedliwości, nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus.

    Módlmy się.
    Wszechmogący Boże, macierzyństwo Najświętszej Dziewicy stało się początkiem naszego zbawienia. Udziel swoim sługom łaski, aby święto Jej Narodzenia utwierdzało nas w pokoju. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Katolik.pl

    Wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi 12 września

     brewiarz.pl

     Fotolia.com

    Imię Maryi czcimy w Kościele w sposób szczególny, ponieważ należy ono do Matki Boga, Królowej nieba i ziemi, Matki miłosierdzia. Dzisiejsze wspomnienie – “imieniny” Matki Bożej – przypominają nam o przywilejach nadanych Maryi przez Boga i wszystkich łaskach, jakie otrzymaliśmy od Boga za Jej pośrednictwem i wstawiennictwem, wzywając Jej Imienia.

    Zgodnie z wymogami Prawa mojżeszowego, w piętnaście dni po urodzeniu dziecięcia płci żeńskiej odbywał się obrzęd nadania mu imienia (Kpł 12, 5). Według podania Joachim i Anna wybrali dla swojej córki za wyraźnym wskazaniem Bożym imię Maryja. Jego brzmienie i znaczenie zmieniało się w różnych czasach. Po raz pierwszy spotykamy je w Księdze Wyjścia. Nosiła je siostra Mojżesza (Wj 6, 20; Lb 26, 59 itp.). W czasach Jezusa imię to było wśród niewiast bardzo popularne. Ewangelie i pisma apostolskie przytaczają oprócz Matki Chrystusa cztery Marie: Marię Kleofasową (Mt 27, 55-56; Mk 15, 40; J 19, 25), Marię Magdalenę (Łk 8, 2-3; 23, 49. 50), Marię, matkę św. Marka Ewangelisty (Dz 12, 12; 12, 25) i Marię, siostrę Łazarza (J 11, 1-2; Łk 10, 38). Imię to wymawiano różnie: Miriam, Mariam, Maria, Mariamme, Mariame itp. Imię to posiada również kilkadziesiąt znaczeń. Najczęściej wymienia się m.in. “Mój Pan jest wielki”, “Pani” i “Gwiazda morza”.

    Maryję nazywamy naszą Matką; jest Ona – zgodnie z wolą Chrystusa, wyrażoną na krzyżu – Matką całego Kościoła. Po Wniebowzięciu została ukoronowana na Królową nieba i ziemi. Polacy czczą Ją także jako Królową Polski. Maryja jest naszą Wspomożycielką i Pośredniczką, jedyną ucieczką grzeszników. W ciągu wieków historii Kościoła powstały setki różnorodnych tytułów (wymienianych np. w Litanii Loretańskiej czy starszej od niej, pięknej Litanii Dominikańskiej, a także w starożytnym hymnie greckim Akatyście). Za pomocą tych określeń wzywamy opieki i orędownictwa Matki Bożej.

    Najświętsza Maryja Panna Bardzo wielu świętych wyróżniało się szczególnym nabożeństwem do Imienia Maryi, wiele razy wypowiadając je z największą radością i słodyczą serca, np. Piotr Chryzolog (+ 450), św. Bernard (+ 1153), św. Antonin z Florencji (+ 1459), św. Hiacynta Marescotti (+ 1640), św. Franciszek z Pauli (+ 1507), św. Alfons Liguori (+ 1787).

    Dzisiejsze wspomnienie jest jednym z wielu obchodów maryjnych, które są paralelne do obchodów ku czci Chrystusa. Jak świętujemy narodzenie Chrystusa (25 grudnia) i Jego Najświętsze Imię (3 stycznia), podobnie obchodzimy wspomnienia tych samych tajemnic z życia Maryi (odpowiednio 8 i 12 września). Obchód ku czci Imienia Maryi powstał w początkach XVI w. w Cuenca w Hiszpanii i był celebrowany 15 września, w oktawę święta Narodzenia Maryi. Z czasem został rozszerzony na teren całej Hiszpanii. Po zwycięstwie króla Jana III Sobieskiego nad Turkami w bitwie pod Wiedniem w 1683 r. Innocenty XI rozszerzył ten obchód na cały Kościół i wyznaczył go na niedzielę po święcie Narodzenia Maryi. Późniejsze reformy kalendarza i przepisów liturgicznych przeniosły go na dzień 12 września, kiedy to Martyrologium Rzymskie wspomina wiktorię wiedeńską. Obchód ten dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 2001 r. wprowadzono do Kalendarza Rzymskiego (ogólnego) w randze wspomnienia dowolnego.

    13 września – 84 rocznica objawienia Koronki do Bożego Miłosierdzia

    Dziś rocznica objawienia Koronki do Bożego Miłosierdzia

    KATARZYNA MATEJEK /FOTO GOŚĆ NIEDZIELNY

    13 września 1935 r. Pan Jezus podyktował św. Faustynie tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia. Dziś jest to jedna z najpopularniejszych modlitw. – Przez odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie prosić będą, jeżeli to (…) będzie zgodne z Moją wolą – powiedział Pan Jezus.

    Pochodzenie i obietnice

    Tę modlitwę podyktował Pan Jezus siostrze Faustynie w Wilnie 13 września 1935 roku. W następnych objawieniach ukazał jej wartość i skuteczność oraz przekazał obietnice do niej przywiązane.

    W tej modlitwie ofiarujemy Bogu Ojcu “Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo” Jezusa Chrystusa, łączymy się z Jego ofiarą złożoną na Krzyżu dla zbawienia świata. Ofiarując Bogu Ojcu Jego “najmilszego Syna”, odwołujemy się do najsilniejszego argumentu, by być wysłuchanym. Prosimy o “miłosierdzie dla nas i całego świata”. Słowo “nas” oznacza odmawiającego koronkę i tych, za których pragnie lub jest zobowiązany się modlić. Natomiast “cały świat” – to wszyscy ludzie żyjący na ziemi i dusze w czyśćcu cierpiące. Modląc się słowami tej koronki, spełniamy akt miłości bliźniego, który – obok ufności – jest nieodzownym warunkiem otrzymania łask.

    Przez odmawianie tej koronki – obiecał Pan Jezus – podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie prosić będą (1541) i dodał: jeżeli to (…) będzie zgodne z Moją wolą. (1731)

    Szczegółowe obietnice dotyczą godziny śmierci: łaski szczęśliwej i spokojnej śmierci. Mogą je uprosić tylko ci, którzy sami z ufnością i wytrwale odmawiają tę koronkę, ale także konający, przy których inni jej słowami modlić się będą.

    Kapłani – powiedział Jezus – będą (ją) podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko odmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia Mojego. (687) Chociaż raz, ale w postawie zgodnej z treścią modlitwy, a przede wszystkim z wiarą, ufnością i w pokorze oraz ze szczerym i głębokim żalem za grzechy.

    W “Dzienniczku”

    Pod datą 13 września 1935 roku, Święta siostra Faustyna zapisała w swoim Dzienniczku taką oto wizję odnośnie tej koronki:

    Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego. Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię, […] zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego. W tej chwili ujrzałam Trójcę Przenajświętszą. Wielkość majestatu Jej przeniknęła mnie do głębi i nie śmiałam powtórzyć błagania mojego. W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy przyszła mi świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą. O, jak wielki jest Pan i Bóg nasz i niepojęta jest świętość Jego. Nie będę się kusić opisywać tej wielkości, bo niedługo ujrzymy Go wszyscy, jakim jest. Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi.

    Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła, i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która się słusznie należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam jako wtenczas. Słowa te, którymi błagałam Boga, są następujące: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas.

    Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmówiłam tę modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa:

    Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego, odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw odmówisz jedno “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Maryjo”, i “Wierzę w Boga”, następnie na paciorkach “Ojcze nasz” mówić będziesz następujące słowa: “Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego”; na paciorkach “Zdrowaś Maryjo” będziesz odmawiać następujące słowa: “Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego”. Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem”. (474 – 476)

    Sposób odmawiania:

    (na zwykłym różańcu)

    Na początku:

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego . Amen.

    Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa. Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego; narodził się z Maryji Panny. Umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion. Zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał. Wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego. Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego, Święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.

    Na dużych paciorkach (1 raz):

    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa-Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.

    Na małych paciorkach (10 razy):

    Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

    Na zakończenie (3 razy):

    Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem.

    Apel z Australii: Módlmy się dziś Koronką do Bożego Miłosierdzia

    Apel z Australii: Módlmy się dziś Koronką do Bożego Miłosierdzia

    Dziś o 15.00 zapraszamy do wspólnej modlitwy MARCIN KOWALIK /FOTO GOŚĆ NIEDZIELNY

    84 lata temu Pan Jezus podyktował św. s. Faustynie Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Z tej okazji australijskie “Ogniwo Miłosierdzia” zaprasza cały świat do wspólnego odmawiania Koronki w szczególnych intencjach.

    -Koronka do Bożego Miłosierdzia to powtarzanie słów ufności, że to Boże Miłosierdzie, czyli niepojęta łaska Boga jest nam potrzebna. Wypowiadanie tych konkretnych słów to rodzaj wymiany, między Bogiem a nami, darów jakie wysłużył nam Jezus przez Swą mękę i śmierć na krzyżu. Choć nie jesteśmy godni, by przyjmować tak wielki dar przebaczenia naszych grzechów, Bóg w Swym ogromie miłości pomimo wszystko chce nam ten dar ofiarować – mówi s. Katarzyna Fabicka z wrocławskiego Zgromadzenia Sióstr Bożego Serca Jezusa.

    13 września 1935 roku w Wilnie św. s. Faustyna Kowalska po raz kolejny doznała wizji. Zobaczyła anioła, który miał ukarać ziemię, ponieważ ludzie zagniewali Boga. Próbowała go powstrzymać, lecz żadne błagania nie pomogły. Nagle ujrzała Trójcę Przenajświętszą i poczuła w sobie moc łaski Jezusa. W jednej chwili zaczęła prosić Boga słowami wewnętrznie słyszanymi.

    “Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która się słusznie należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam jako wtenczas. Słowa, którymi błagałam Boga, są następujące: »Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego. Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas«”.

    Właśnie wtedy Pan nauczył ją słów, które są w stanie przebłagać i uśmierzyć gniew Boży. Kolejnego dnia podał s. Faustynie dokładną instrukcję jak odmawiać tę modlitwę. W późniejszym czasie jeszcze wiele razy przychodził do niej wymieniając obietnice dla tych, którzy będą odmawiali Koronkę.

    “W pewnej chwili, gdy przechodziłam korytarzem do kuchni, usłyszałam w duszy te słowa: odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom, jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łask z nieskończonego miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby poznał świat cały miłosierdzie Moje; niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu”.

    W związku z przypadającą 84. rocznicą objawienie Koronki do Bożego Miłosierdzia “Ogniwo Miłosierdzia”, działające przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Melbourne w Australii, przeprowadza akcję duszpasterską wspólnego odmawiania Koronki. W ten wyjątkowy dzień zachęca wszystkich na całym świecie do złączenia się w modlitwie o 15.00, w Godzinę Miłosierdzia (każdy w swojej strefie czasowej), by wypraszać łaski w szczególnych intencjach:

    1. O dar pokoju na świecie i zaprzestanie wojen domowych.
    2. O wierność w powołaniu i świętość dla biskupów i kapłanów.
    3. O ochronę dzieci i młodzieży przed demoralizującym wpływem współczesnej pseudokultury.
    4. O wytrwałe świadectwo i błogosławieństwo dla apostołów Bożego Miłosierdzia na świecie.
    5. We wszystkich naszych osobistych intencjach.

    – Ta modlitwa jest bardzo ważna ze względu na to, kto nam ją podyktował: sam Pan Jezus przez s. Faustynę. To Jego słowa, które chciał, abyśmy wypowiadali o określonej porze dnia przeżywając Jego Miłosierdzie – dodaje s. Katarzyna.

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA

        Nawzajem bardzo zachęcajmy się, abyśmy każdego dnia modlili się na różańcu rozważając Tajemnice świętej wiary. Przesuwajmy paciorki różańca w Tajemnicach Radosnych, w Tajemnicach Światła, w Tajemnicach Bolesnych i w Tajemnicach  Chwalebnych.

    W pierwszą sobotę marca 2013 w naszej wspólnocie parafialnej powstała wspólnota ŻYWEGO RÓŻAŃCA.

    Obecnie mamy już 17 RÓŻ. To jest wielka radość, że tyle osób modli się na różańcu, o które tak bardzo prosi nas Niebo.

    Patron I Róży –   święty Jan Paweł Wielki

    Patronka II Róży – święta siostra Faustyna Kowalska

    Patron III Róży –  błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko

    Patron IV Róży –  św. Maksymilian Maria Kolbe

    Patron V Róży –  św. brat Albert Adam Chmielowski

    Patronka VI Róży –  św. Królowa Jadwiga

    Patron VII Róży –  błogosławiony ks. Michał Sopoćko

    Patronka VIII Róży –  błogosławiona Karolina Kózkówna

    Patron IX Róży –  święty Andrzej Bobola

    Patronka X Róży – święta Teresa Benedykta od Krzyża Edyta Stein

    Patronka XI Róży – święta Monika

    Patroni XII Róży – błogosławieni męczennicy franciszkańscy:                o.Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek     

    Patroni XIII Róży – święci: Hiacynta i Franciszek

    Patronka XIV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA

    Patronka  XV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA (Falkirk)

    Patronka XVI Róży – MATKA BOSKA GIETRZWAŁDZKA

    Patronka XVII Róży – MATKA BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    Każdego miesiąca modlimy się w intencjach, które podawane są przez Ojca św. i przez Polską Misję Katolicką w Szkocji

    Członkowie Żywego Różańca w ostatnią sobotę każdego miesiąca

    PO MSZY ŚW. WIECZORNEJ o godz. 18.00 w kościele św. Szymona

    mają swoje spotkanie i otrzymują KOLEJNE TAJEMNICE RÓŻAŃCOWE WRAZ Z INTENCJAMI.

    Modlitwa różańcowa umacnia w nas wiarę

    Różaniec jest modlitwą, czyli wzniesieniem ducha do Boga. Modląc się obudzamy w sobie akty wiary. Przy modlitwie wiara nasza jest czynna. Przez to pogłębia się w nas i utrwala. Kto więc często i dobrze modli się na różańcu, nie osłabnie we wierze, nie załamie się mimo trudności. Jego wiara będzie zawsze świadoma i żywotna.

    Nie należy się więc dziwić, że Najświętsza  Maryja Panna podczas objawień w Fatima tak bardzo zachęca do różańca. Pragnie Ona przez modlitwę różańcową obudzić i ożywić wiarę w duszy dzisiejszego człowieka. Największa bowiem bolączka czasów obecnych i zarazem przyczyna nieszczęść, jakie spotykają ludzkość, to osłabienie u jednych, a zanik całkowity u innych, wiary.

    Wiara łączy człowieka z Bogiem. Niewiara oddala. Człowiek bez wiary jest jak gałąź odcięta od pnia. Przez brak wiary oddala się od źródła siły nadprzyrodzonej. Łaska, której źródłem jest Chrystus, nie może docierać do duszy, która przez brak wiary zerwała łączność z Chrystusem. Niewiara wprowadza ogólne osłabienie ducha u ludzi. Rozum człowieka niewierzącego nie widzi tak jasno, nie sięga tak daleko, tak wnikliwie jak u wierzącego. Wola traci sprężystość, energię, trwałość. Staje się zmienną, chwiejną, łatwo daje się porwać złym skłonnościom. Stopniowe obniżanie się poziomu moralnego oto skutki oddalania się od Boga przez niewiarę. Do czego zdolnym jest człowiek, gdy odwróci się od Boga, pokazała nam ostatnia wojna.

    Nie można liczyć na zmianę na lepsze bez powrotu do Boga. Ludzkość musi zmienić swoje nastawienie do Boga, przyjąć prawdę przez Niego objawioną i na niej budować. To wymaga wiary.

    Modląc się na różańcu mamy pogłębiać wiarę w sobie i równocześnie wypraszać łaskę dla tych, co ją stracili lub w ogóle nie mieli. Oto wielka misja modlitwy różańcowej i racja dlaczego Bogarodzica do niej nawołuje.

    O. Romuald Kostecki OP, Modlitwa różańcowa, VERBUM, Kielce 1948, s. 94-98.

    Po różańcu modlitwa do św. Michała Archanioła

    Zachęcam do odpowiedzi na apel Ojca Świętego Franciszka, który prosi, abyśmy w październiku odmawiali różaniec w intencji Kościoła, a po różańcu dodawali modlitwę „Pod Twoją obronę”, oraz „Modlitwę do świętego Michała Archanioła”. Zgodnie z wolą Papieża Franciszka módlmy się, aby Matka Boża i św. Michał Archanioł chronili Kościół w Polsce i na świecie – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

    „Ojciec Święty postanowił zachęcić wszystkich wiernych na całym świecie do odmawiania przez cały październik codziennie Różańca Świętego. Chodzi o zjednoczenie się w komunii i pokucie, jako lud Boży, prosząc Matkę Bożą i Świętego Michała Archanioła, aby chronili Kościół od diabła, który zawsze stara się oddzielić nas od Boga i dzielić między nami” – czytamy w komunikacie Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

    Obowiązujący w Polsce tekst modlitwy do św. Michała Archanioła opublikowano w: Rytuał Rzymski. Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne, Katowice 2002, s. 102. Brzmi on następująco:

    Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,

    a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha

    bądź naszą obroną.

    Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy,

    a Ty, Wodzu niebieskich zastępów,

    szatana i inne duchy złe,

    które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,

    mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


    “Odmawiajcie codziennie różaniec, aby wyprosić pokój dla świata.”   (Fatima 13.05.1917)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Benedykt XVI).

    “Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe)

    Przeczytaj co powiedziano o Różańcu (niezwykły zbiór wypowiedzi):

    „Różaniec to skarb, który trzeba odkryć” (św. Jan Paweł II)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec został dany przez Niebo jako środek, aby ułagodzić gniew Boży i uprosić wstawiennictwo Matki Najświętszej” (Ojciec Święty Grzegorz XIII).

    „Różaniec został pomyślany, aby łatwiej otworzyć nam Niebo przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Juliusz III).

    „Różaniec jest ustanowiony przeciw herezjarchom i wciskającym się zewsząd błędom” (Ojciec Święty Leon X).

    „Różaniec to szczególna modlitwa Kościoła i duchowy oręż dla każdego z nas” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec, albo Psałterz Błogosławionej Dziewicy Maryi, jest bardzo pobożnym sposobem modlitwy do Boga. Jest to sposób łatwy i możliwy do praktykowania przez każdego. Polega na wysławianiu Błogosławionej Dziewicy przez powtarzanie pozdrowienia anielskiego “Zdrowaś Maryjo” sto pięćdziesiąt razy, tyle ile jest psalmów w Psałterzu Dawida, przeplatając każdą dziesiątkę Modlitwą Pańską i rozważając przy tym odpowiednie tajemnice z życia Pana Jezusa” (św. Pius V).

    „Różaniec, to wspaniały wieniec z Pozdrowienia Anielskiego uwity, Modlitwą Pańską przeplatany, z obowiązkiem rozmyślania złączony, najpiękniejszy sposób modlitwy… i do zdobycia żywota wiecznego szczególnie skuteczny” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Różaniec jest modlitwą o Maryi zjednoczonej z Chrystusem w Jego zbawczym posłannictwie. Jest równocześnie modlitwą do Maryi – naszej najlepszej Pośredniczki u Syna, a także naszą modlitwą, którą odmawiamy z Maryją” (św. Jan Paweł II).

    „Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych – nauczał Ksiądz Kardynał – ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. Zdrowaś Maryjo jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy. Wszystkie te porównania pochodzą z ust świętych.” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort)

    „Ze względu na swą kompozycję różaniec jest najdoskonalszą formą modlitwy. Stanowi mocną obronę naszej wiary, a w tajemnicach, będących przedmiotem naszej kontemplacji, wskazuje nam wzniosły wzór cnót” (Ojciec Święty Leon XIII).

    Różaniec jest narzędziem łaski, cennym elementem życia wewnętrznego i skutecznym środkiem duchowego zbudowania” (św. o.Pio)

    „Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” (św. o.Pio).

    „Różaniec, to najpobożniejszy sposób modlitwy do Boga, łatwy do stosowania przez wszystkich, którzy trwają w wysławianiu Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Pius V)

    „Różaniec ponagla nasze palce, usta i serca do szerokiej symfonii modlitw i z tego powodu jest największą modlitwą, którą kiedykolwiek ułożył człowiek”(Sługa Boży Fulton John Sheen)

    „Różaniec jest ćwiczeniem pobożności chrześcijańskiej. Jako ćwiczenie pobożności wśród wiernych obrządku katolickiego, różaniec zajmuje pierwsze miejsce po Mszy świętej i brewiarzu dla duchownych i po uczestnictwie w sakramentach dla świeckich” (św. Jan XXIII).

    „Różaniec daje znakomity owoc, bardzo odpowiedni dla potrzeb naszych czasów, jako że w epoce, w której cnota wiary w Boga jest codziennie wystawiana na niezwykle poważne niebezpieczeństwa i prowokacje, chrześcijanin znajduje w Różańcu obfite środki do jej zasilania i umacniania” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „[Różaniec] prowadzi nas niewzruszenie do doskonałego poznania Jezusa Chrystusa. Oczyszcza nasze dusze z grzechu. Daje nam zwycięstwo nad wszystkimi naszymi wrogami. Ułatwia nam praktykę cnót. Rozpala w nas miłość do Jezusa Chrystusa. Wzbogaca nas w łaski i zasługi. Umacnia nas, abyśmy mogli spłacić nasze długi względem Boga i ludzi. I wreszcie sprawia, że otrzymujemy od Boga wszelkiego rodzaju łaski” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort).

    „Różaniec, to szkoła życia katolickiego wzorowana na Przenajświętszym Zbawicielu i Jego Najświętszej Matce. Odmawiając różaniec uczymy się, jak żyć po Bożemu, jak cierpieć i tęsknić do naszej niebieskiej ojczyzny” (ks.abp Julian Nowowiejski).

    „Różaniec jest modlitwą prostą, a jednocześnie kompletną pod każdym względem. Człowiek włącza się w nią ciałem i duszą, swoim głosem i dłońmi, swym umysłem i sercem. Wszystkie rodzaje modlitwy łączą się w nim i uzupełniają: uwielbienie, pochwała, błaganie, wstawiennictwo, dziękczynienie. Rozważane tajemnice obejmują pełnię tajemnicy Chrystusa, wszystkie prawdy naszej wiary, jak: Trójca Święta, Wcielenie, Odkupienie” („Szatan istnieje naprawdę”).

    „Różaniec jest księgą niewidomych, w której dusze widzą i w której rozgrywa się największy dramat miłości, jaki widział świat. Jest on księgą prostaczków, która wprowadza ich w tajemnicę i wiedzę bardziej satysfakcjonującą, niż wykształcenie innych ludzi. Jest to księga starców, których oczy zamykają się pod działaniem tego świata i cieniem otwierają na materię świata przyszłego” (Sługa Boży Fulton John Sheen).

    „Różaniec jest wędką, którą Maryja łowi grzeszników i z morza nieprawości wyciąga na brzeg miłosierdzia. Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest księgą Maryi, zawierającą w streszczeniu wszystko, co mądrość Boża wymyśliła najdoskonalszego, a miłość Boża wykonała najlepszego. Do tej księgi prowadzi Maryja wszystkie swoje dzieci” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest murem obronnym, którym Maryja opasuje Kościół święty” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest duchową “bronią” w walce ze złem, z wszelką przemocą, w zmaganiach o pokój w sercach, rodzinach, społeczeństwie i świecie” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Cierpliwą, wytrwałą modlitwą jest różaniec. Kiedy powtarzamy Zdrowaś Maryjo, to tak, jakbyśmy trzymali się ręki Matki Boskiej, a kiedy wymawiamy imię Jezus – jakbyśmy wciąż pukali do drzwi Jego domu” (ks.Jan Twardowski).

    „Prosta a wzniosła zarazem modlitwa – to różaniec święty” (św.Maksymilian).

    „Różaniec to wielki dar, to skarb… Jest on wielkim, świętym słowem, jest wielką świętą bronią i wielkim świętym czynem. Trzeba więc tak szanować go, tak kochać i tak cenić, jak na to zasługuje” (MB do Barbary Kloss).

    „Bez trudności pojmujemy cudowne zjawisko, że różaniec, cudowna modlitwa trwająca od siedmiu wieków, nie przeżył się, ale ciągle jest żywy, ciągle serca porywa, rozgrzewa” (ks.abp Józef Teodorowicz).

    „Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe).

    „Pierwszą księgą dla chrześcijanina jest Ewangelia, a różaniec to właśnie Ewangelia w skróceniu” (o.Henri Lacordaire OP).

    „Różaniec – to Pismo Święte Nowego Testamentu w przedziwnym skrócie i w przedziwnej formie; źródło natchnienia sił Chrystusowych dla życia i śmierci największego prostaczka i dla mędrca. Nośmy go zawsze ze sobą, przesuwajmy te perły, z których się składa, nie tylko palcami naszej ręki, ale palcami naszej duszy” (ks.bp Teodor Kubina).

    „Powtarzając dobrze znane i drogie sercu modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu człowiek skupia się na rozważaniu tajemnic zbawienia i przedstawia Bogu, za wstawiennictwem Maryi, potrzeby własne i całej ludzkości, prosząc Chrystusa o siły, by mógł bardziej konsekwentnie i wielkodusznie żyć Ewangelią” (św. Jan Paweł II)

    „W modlitwie Zdrowaś… powtarzamy po wielekroć słowa, które Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki Elżbiety. Na tle tych słów dusza uzmysławia sobie zasadnicze tajemnice życia Jezusa” (św. Jan Paweł II)

    „Pośród licznych form pobożności wobec Maryi najbardziej ceniona i rozpowszechniona jest piękna modlitwa Różańca Świętego. Przypomina w doskonałym zestawieniu wielkie tajemnice Jezusa i Maryi: ich radości, cierpienia i zwycięstwa” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Sięgnijmy do myśli Bożej w rozważaniu życia Jezusa Chrystusa na tle radosnych, bolesnych i chwalebnych tajemnic, pogłębiajmy w sobie zrozumienie głównych prawd wiary świętej: Wcielenia Syna Bożego i Odkupienia Świata” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Popularny język nadał nazwę “korony” tej formie modlitwy, która przywołuje nam na pamięć wielkie tajemnice Jezusa i Maryi zjednoczonych w radościach, cierpieniach i triumfach” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego, przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych, jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez Serce Jego Matki” (św. Jan Paweł II).

    „Szepty uwielbień maryjnych uwagę naszą zwracają ku Osobie Chrystusa, podobnie, jak nie rozumiemy dobrze i należycie życia Maryi bez życia Chrystusa” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    Pocałunki dla Maryi

    GOŚĆ NIEDZIELNY KS. Tomasz Jaklewicz . GN 32/2017

    Papirus z fragmentami „Pod Twoją obronę” z III wieku znajduje się zbiorach Biblioteki Rylandsa w Manchesterze.

    Papirus z fragmentami „Pod Twoją obronę” z III wieku znajduje się zbiorach Biblioteki Rylandsa w Manchesterze.
    ZASOBY INTERNETU

    „Zdrowaś Maryjo” i „Pod Twoją obronę” to najbardziej znane modlitwy maryjne. Czy znamy ich historię i rozumiemy słowa?

    Najstarszą modlitwą do Maryi jest „Pod Twoją obronę”. Co do tego nie ma wątpliwości. Jej najstarszy rękopis, znaleziony w Egipcie, pochodzi z III wieku. „Zdrowaś Maryjo”, bazująca prawie w całości na słowach z Biblii, choć wydaje się bardziej pierwotna, weszła w krwiobieg modlitwy Kościoła kilka wieków później. To „Pod Twoją obronę” otwiera wspaniałą tradycję pobożności maryjnej. Uroczystość Wniebowzięcia NMP to dobra okazja, by przypomnieć ich historię i pomedytować nad treścią. W nich bowiem wyraża się geniusz katolickiej maryjności.

    Modlitwa zagrożonych

    „Pod Twoją obronę” powstała najprawdopodobniej jako hymn liturgiczny Kościoła w Egipcie. Niektórzy uczeni twierdzą, że powstanie tej modlitwy należy przesunąć na IV wiek ze względu na występujący w niej termin Theotokos (pol. Bogarodzica), który rzekomo nie mógł być znany tak wcześnie. To prawda, że Kościół uznał poprawność teologiczną tytułu Theotokos dopiero na Soborze Efeskim w 431 r., ale wcześniej pojawiał się on w pismach ojców Kościoła. „Pod Twoją obronę” jest świadectwem tego, że tytuł Bożej Rodzicielki był też obecny w modlitwie Ludu Bożego. Oprócz najstarszego greckiego tekstu znane są jej starożytne wersje w językach koptyjskim, syryjskim, armeńskim i łacińskim.

    Najstarsza wersja w tłumaczeniu na polski brzmi tak: „Uciekamy się pod obronę Twego miłosierdzia, Bogarodzico. Nie gardź naszymi prośbami, ale w potrzebach naszych od wszelkiej zguby zachowaj nas, jedyna czysta i błogosławiona”. W tekście łacińskim (i potem w polskiej upowszechnionej wersji) słowo „miłosierdzie” zostało zamienione na „obrona” (łac. praesidium – oznacza także garnizon, załogę, straż). Dopiero w XI wieku, z inspiracji św. Bernarda z Clairvaux, poszerzono tekst modlitwy o inwokację do Maryi jako Pani, Orędowniczki, Pośredniczki i Pocieszycielki oraz o prośbę o pojednanie z Jej Synem, także polecenie Mu i ofiarowanie wiernych.

    Treść modlitwy wskazuje, że powstała ona w sytuacji zagrożenia. To modlitwa Kościoła poddanego prześladowaniom ze strony Rzymu. Dziś w Egipcie i na terenach bliskich Ziemi Świętej chrześcijanie nadal doświadczają ucisku ze strony islamistów. Wołanie o ratunek pozostaje aktualne. „Pod Twoją obronę” jest z jednej strony świadectwem, że chrześcijanie od początku widzieli w Maryi nie tylko Matkę Chrystusa, ale i swoją duchową Matkę. Tę, która ze względu na bliskość z Jezusem może im pomóc, może ich ochronić. W ikonografii zobrazowaniem modlitwy „Pod Twoją obronę” stało się przedstawienie Maryi, która rozpościera płaszcz swojej opieki nad ludźmi w potrzebie.

    Od strony teologicznej „Pod Twoją obronę” akcentuje trzy prawdy. Po pierwsze tytuł Theotokos podkreśla Boże macierzyństwo Maryi. Ten tytuł ma swoje uzasadnienie w tajemnicy Bożego narodzenia i może być poprawnie rozumiany tylko w kontekście prawdy o wcieleniu („Słowo stało się ciałem”). Maryja, rodząc Syna, zrodziła nie tylko człowieka, ale także wcielonego Boga. W tym sensie jest Bogarodzicą. Termin Theotokos rodził opory. Protestował przeciwko niemu Nestoriusz. Nurt tego protestu, zwanego nestorianizmem, został odrzucony na Soborze Efeskim. Druga rzecz, „Pod Twoją obronę” zwraca uwagę na fakt, że Maryja została wybrana przez Boga dzięki specjalnej łasce. Wskazują na to słowa „jedyna błogosławiona”. Trzeci ważny element to określenie „jedyna czysta”. Kryje się tu intuicja niepokalanego poczęcia oraz trwałego dziewictwa Matki Jezusa.

    Archanioł Gabriel, Elżbieta i my

    Słowniki podają, że „Zdrowaś Maryjo” (łac. Ave Maria) stało się powszechnie używaną modlitwą już w XII wieku. Miałbym ochotę napisać nie tyle „już”, ile „dopiero” w XII wieku. Początkowo odmawiano tylko pierwszą jej część, tę biblijną, do słowa „Jezus”. Dopiero w XV wieku dodano słowa prośby: „Święta Maryjo, Matko Boża…”.

    Nazywamy tę modlitwę Pozdrowieniem Anielskim, ale jej biblijny korzeń to nie tylko słowa Gabriela ze zwiastowania, ale także słowa Elżbiety ze sceny nawiedzenia. Trzecia część „Zdrowaś Maryjo” występuje tylko w tradycji łacińskiej. Zaczęło się pojawiać pod koniec średniowiecza. W czasach Soboru Trydenckiego zakończenie „Zdrowaś Maryjo” było już szeroko rozpowszechnione. W 1566 roku dodatkowe słowa modlitwy pojawiły się w katechizmie trydenckim. W ten sposób „Zdrowaś Maryjo” przybrało swoją formę odmawianą do dziś.

    W XI wieku rozwija się praktyka powtarzania serii zdrowasiek. Ten wieniec modlitw, przyrównywanych do bukietu róż, zostanie nazwany Różańcem. Święty Ludwik Grignion de Montfort pisze: „»Zdrowaś Maryjo« dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. »Zdrowaś Maryjo« jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy”.

    Piękno, poezja, miłość, kobiecość, walka ze złem, Bóg i człowiek – wszystko to genialnie łączy się w katolickiej maryjnej pobożności. Feministki powinny to docenić. I nie tylko one.

    Zdrowaś Maryjo

    (łac. Ave) – to staropolskie tłumaczenie oryginalnego biblijnego }chaire. Anioł Gabriel, Boży wysłannik, zwiastując Maryi wieść o Jej wyjątkowej misji, zwraca się do Niej tym słowem jako pozdrowieniem. Chaire oznacza dosłownie „raduj się”. To zgodne z biblijną logiką. Proroctwa zapowiadające Mesjasza zawsze łączyły się z wezwaniem do radości, np.: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!” (Za 9,9). Imienia Maryi nie ma w pozdrowieniu anioła, ale w modlitwie z oczywistych względów zostało one dodane.

    łaski pełna

    (łac. {gratia plena) – tak tłumaczone jest inne greckie słowo kecharitomene. Jest to imiesłów bierny od czasownika charito, oznaczającego „przemieniać kogoś przez łaskę”. Maryja jest obdarowana nadobficie przez Boga, dlatego piękna. W tym słowie ukrywa się prawda o Jej niepokalanym poczęciu. Ze względu na swoje powołanie Maryja została uchroniona od grzechu pierworodnego.

    Pan z Tobą

    – to wyrażenie pojawia się w Biblii w scenach powołania np. Mojżesza czy proroków. Zadania powierzane przez Boga ludziom przekraczają ich możliwości, ale to sam Bóg zapewnia swoją obecność i siłę. Słowa „Pan z Tobą” już po zgodzie Maryi (po Jej fiat) nabierają jeszcze głębszego sensu. Pan jest nie tylko z Nią, ale w Niej – jako wcielony Bóg żyjący w Jej łonie.

    błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus

    – można powiedzieć, że te słowa są wkładem Elżbiety w treść „Zdrowaś Maryjo”. Łukasz pisze, że był to wręcz okrzyk brzemiennej kobiety, która uradowała się wizytą swojej młodszej krewnej i rozpoznała w Niej Matkę Pana (Łk 1,42). Staropolskie „żywot” nie oznacza życia, ale łono. Ewangelista zwraca uwagę, że Elżbieta mówiła pod wpływem Ducha Świętego. Brzemienna Maryja, wchodząc do domu Elżbiety, wnosi w jej życie wcielonego Boga – Zbawiciela, którego nosi pod sercem, owoc Jej łona. To zapowiedź jej misji – przynoszenie ludziom Jezusa. Sama błogosławiona jest błogosławieństwem dla innych, dla świata, dla mnie i ciebie. Niesie swojego Syna, Zbawiciela – największe błogosławieństwo dla człowieka. Słowa Jezus nie wypowiada Elżbieta. Zaczęto je dodawać później. W ten sposób imię Jezus stało się centrum modlitwy. Oddziela ono część biblijną od prośby modlącego się Kościoła.

    Święta Maryjo, Matko Boża

    – tym wezwaniem ropoczyna się modlitwa, którą dopisano do słów archanioła Gabriela i Elżbiety. Maryja zajmuje pierwsze miejsce w Litanii Wszystkich Świętych jako Matka Boża (Theotokos). Wszystkie dogmaty o Maryi (niepokalane poczęcie, dziewictwo, wniebowzięcie) mają swoją przyczynę w prawdzie o Bożym macierzyństwie.

    módl się za nami grzesznymi

    – te słowa przypominają modlitwę celnika, który pokornie błagał o miłosierdzie Boże. Maryja została zachowana od grzechu. My, grzeszni, szukamy u Niej wstawiennictwa, pomocy w naszej niedoli. Sobór Watykański II wyjaśnia: „Albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz poprzez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego. Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze i narażonymi na trudy i niebezpieczeństwa, póki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny” (KK 62). Sobór zwraca też uwagę, że Jej misja niczego nie ujmuje działaniu Chrystusa, jedynego Pośrednika.

    teraz i w godzinę śmierci naszej

    – te słowa przenoszą nas pod krzyż Jezusa. Maryja była przy śmierci swojego Syna ze swoją miłością i modlitwą. Będzie i przy naszej śmierci. Każde „Zdrowaś” przypomina o naszej śmiertelności. Nie wiemy, ile zostało nam czasu między „teraz” a godziną śmierci. Nie wolno odkładać rzeczy najważniejszych na później.

    Uczynki miłosierdzia względem duszy:

    1. Grzeszących upominać.
    2. Nieumiejętnych pouczać. 
    3. Wątpiącym dobrze radzić. 
    4. Strapionych pocieszać. 
    5. Krzywdy cierpliwie znosić. 
    6. Urazy chętnie darować. 
    7. Modlić się za żywych i umarłych. 

    Uczynki miłosierdzia względem ciała:

    1. Głodnych nakarmić.
    2. Spragnionych napoić. 
    3. Nagich przyodziać. 
    4. Podróżnych w dom przyjąć. 
    5. Więźniów pocieszać. 
    6. Chorych nawiedzać. 
    7. Umarłych pogrzebać. 

    Warunki dobrej spowiedzi:

    1. Rachunek sumienia.
    2. Żal za grzechy. 
    3. Mocne postanowienie poprawy. 
    4. Spowiedź szczera. 
    5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. 

    Grzechy przeciwko Duchowi Św.:

    1. Zuchwałe dopuszczenie się grzechu
    2. Rozpaczanie lub wątpienie w miłosierdzie Boże
    3. Sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej
    4. Zazdroszczenie bliźniemu łaski Bożej
    5. Zatwardziałość serca na zbawienne napomnienia
    Odkładanie nawróceń i pokuty aż do śmierci.

    Szczególna modlitwa św. Jana Pawła II, która daje nadzieję w trudnych czasach

     Jan Paweł II był autorem wielu modlitw. Jednak żadna z nich nie daje takiej nadziei i takiego pokoju jak te kilka zdań.

    Pan Bóg jest Panem historii. Kiedy się nam wydaje, że prawie wszystko, po ludzku sądząc, jest stracone, Bóg wyznacza wybranym przez siebie ludziom specjalną misję, by objawić swoją potęgę i chwałę. Wybrany zza żelaznej kurtyny kard. Karol Wojtyła okazał się wkrótce “nowym Mojżeszem”, który pomógł odzyskać wolność i prawa człowieka tak wielu narodom na całym świecie. Zgłębiajmy mądre nauczanie, które nam pozostawił, abyśmy także dzisiaj przestali się lękać, bo losy świata i Kościoła są w Bożych rękach.

    Kard. Joseph Ratzinger powiedział o Janie Pawle II:

    Miłość do Chrystusa była najbardziej przemożną siłą w życiu naszego umiłowanego Ojca Świętego: wie o tym każdy, kto widział, jak się modlił, i słyszał, jak głosił słowo Boże. Dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł on dźwigać ciężar, który przerasta siły człowieka: mógł być Pasterzem owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego.

    Oto jedna z najpiękniejszych modlitw Jana Pawła II, którą wypowiedział 17 sierpnia 2002 roku w Łagiewnikach:


    Boże, Ojcze Miłosierny,

    który objawiłeś swoją miłość

    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym,

    Pocieszycielu, Tobie zawierzamy dziś losy

    świata i każdego człowieka.

    Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość,

    przezwycięż wszelkie zło,

    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi

    doświadczyć Twojego miłosierdzia,

    aby w Tobie, Trójjedyny Boże,

    zawsze odnajdywali źródło nadziei.

    Ojcze Przedwieczny,

    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,

    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

    Bardzo zachęcam do medytowania Pisma św.

    Nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa (św. Hieronim) Pan nasz Jezus Chrystusa mówi: “Badajcie Pisma” oraz: “Szukajcie, a znajdziecie”; bo gdy nie będę karmił się Bożym Słowem mogę usłyszeć straszne stwierdzenie Chrystusa, który powiedział był Żydom: “Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej”. Apostoł Paweł napisał, że Chrystus jest mocą i mądrością Bożą; otóż ten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy i mądrości Bożej. A zatem nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa. 

    Pismo Święte składa się z 72 ksiąg: 45  Starego Testamentu i 27 Nowego Testamentu. Teksty te są natchnione przez Ducha Świętego i dlatego mają moc dokonać prawdziwej przemiany naszych serc.

    Również zachęcam do lektury Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie są przedstawione najważniejsze prawdy naszej wiary.

    Każdej niedzieli po Mszy św. jest możliwość wypożyczania religijnych książek.

    SAKRAMENT CHRZTU

    Ponieważ wciąż można się  spotykać z niezrozumieniem dlaczego nie każdy może być ojcem chrzestnym czy matką chrzestną, dlatego wyjaśniam:

    Na rodziców chrzestnych nie można wybierać osoby, które deklarują, że są niewierzące albo osoby tzw. wierzące, ale „niepraktykujące”.
    Rodzice chrzestni muszą spełniać warunki, które Kodeks Prawa Kanonicznego (Kan. 874 – § 1, ust. 1-3) jasno określa. To ma być osoba wierząca, która już przyjęła sakrament bierzmowania, uczestniczy w pełni w sakramencie Najświętszej Eucharystii  oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić.
    „Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. (Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 872)

    Między osobą ochrzczoną a osobą chrzczącą oraz między osobą chrzczoną a rodzicami chrzestnymi powstaje pokrewieństwo duchowe.

    „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną (officium). Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1255 / katechizm.opoka.org.pl).

    „Nie łatwo ukazywać otwarcie i bez kompromisów to, w co wierzymy, zwłaszcza w kontekście, w którym żyjemy, w obliczu społeczeństwa, które często uważa ludzi żyjących wiarą w Jezusa za niemodnych i nie na czasie. Na fali tej mentalności, może także pośród chrześcijan zaistnieć niebezpieczeństwo rozumienia relacji z Jezusem jako czegoś ograniczającego, czegoś utrudniającego samorealizację” (Homilia Benedykta XVI wygłoszona w niedzielę Chrztu Pańskiego, 13 stycznia 2013 / radiomaryja.pl).

    „Ci maluczcy muszą znaleźć w was i w swoich chrzestnych wsparcie i przewodnictwo na drodze wierności Chrystusowi i Ewangelii. Bądźcie dla nich przykładami żywej wiary, głębokiej modlitwy i aktywnego zaangażowania w życie Kościoła” (św. Jan Paweł II homilia na święto Chrztu Pańskiego 09.01.2000 / w2.vatican.va).

    „Kościół z radością wita nowo-ochrzczone dzieci, lecz zarazem pragnie, by ich rodzice, ojcowie i matki chrzestne wraz z całą wspólnotą uświadomili sobie poważny obowiązek świecenia dobrym przykładem, nauczania prawdy i autentycznej formacji chrześcijańskiej, by dziecko, w swoim stopniowym rozwoju pozostało wierne swym zobowiązaniom chrzcielnym” (św. Jan Paweł II, Homilia na niedzielę Chrztu Pańskiego, 09.01.1983 / w2.vatican.va).

    „Ten, kto za niemowlę odpowiada: Wierzę, nie przepowiada, że w przyszłości to niemowlę, gdy dojdzie do pełnoletności, będzie wierzyło. W przeciwnym razie powiedziałby: Będę wierzył. On raczej w imieniu dziecka wyznaje wiarę Kościoła, do którego zostaje ono włączone, którego sakramentu mu się udziela, i do którego [co do zachowania jego nauki i przykazań] jest ono przez kogoś innego zobowiązane. I nie ma w tym niczego niestosownego, że ktoś zobowiązuje kogoś do tego, co jest konieczne do zbawienia. Podobnie i chrzestny, odpowiadając w imieniu dziecka, przyrzeka dołożyć starań, by dziecko było wierzące. Wszystko to nie wystarczyłoby dla dorosłych, którzy mają używanie rozumu” (św. Tomasz z Akwinu “Summa Theologica”, III, q. 71, a. 1).

    Aborcja główną przyczyną śmierci na świecie w 2018 r.

    Blisko 42 mln dzieci zostało zabitych w 2018 r. wskutek aborcji – alarmuje portal zajmujący się kompliacją badań statystycznych worldometers.info Tym samym aborcja była w ubiegłym roku główną przyczyną śmierci na całym świecie.

    Jak wynika z danych, pochodzących m.in. ze Światowej Organizacji Zdrowia, w 2018 r. w wyniku aborcji straciło życie 41,9 mln dzieci. Wskutek choroby nowotworowej zmarło w ubiegłym roku 8,2 mln osób, w następstwie powikłań po paleniu tytoniu 5 mln, a z powodu choroby AIDS 1,7 mln osób. Według statystyk, aż 23 proc. ciąży zakończyło się w 2018 r. aborcją, a na każde 33 urodzonych dzieci przypada 10 zabitych w fazie prenatalnej.

    KAI Katolicka Agencja Informacyjna – 2019

    To obrzydliwość w oczach Pana.

    Ks. prof. Chrostowski o homoseksualizmie w Biblii


    pch24.pl strona główna      Wiadomośc


    „Podczas gdy coraz silniejsze naciski lobby homoseksualnego nie omijają części ludzi Kościoła, siejąc zamieszanie i zamęt wśród wiernych, pilny staje się rzetelny powrót do orędzia Pisma Świętego (…) Mieszkańcy biblijnej Sodomy i Gomory, o których czytamy w Księdze Rodzaju (19,1-29), zostali surowo ukarani za zboczenia, których się bezwstydnie dopuszczali” – pisze na łamach portalu naszdziennik.pl ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    Ekspert w dziedzinie nauk biblijnych na łamach „Naszego Dziennika” podkreśla, że stosunek katolika do coraz mocniej obecnej w przestrzeni publicznej propagandy LGBT musi być odczytywany w pierwszej kolejności z perspektywy Pisma Świętego. „W jego świetle, a nie przez pryzmat środków masowego przekazu, chrześcijanin powinien kształtować własny pogląd na zjawisko określane jako sodomia” – zaznacza.

    Na początku ksiądz profesor wyjaśnia dosadność i nie budzące wątpliwości biblijne przesłanie o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga jako mężczyzna i kobieta: Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży stworzył go – mężczyzną i kobietą stworzył ich (Rdz 1,27). „Hebrajskie słowo sēlēm, przełożone jako obraz, znaczy dosłownie posąg, figurkawizerunekpodobizna i nasuwa wyraźne skojarzenia z fizycznością” – podkreśla.

    „W ostatnim członie tekstu hebrajskiego nie ma rzeczownika , czyli mężczyzna, ani išša, czyli kobieta. Są natomiast rzeczowniki zākār i neqēvā, które dobitnie uwypuklają fizyczność i płciowość, bo oznaczają to, co specyficznie męskie, i to, co specyficznie żeńskie” – wyjaśnia ks. prof. Chrostowski.

    W dalszej części, biblista wykazuje jak odczytywane jest zjawisko homoseksualizmu w Starym Testamencie. W Księdze Kapłańskiej wyraźnie określone jest jako „obrzydliwość”, karą za którą jest śmierć; “Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew [spadnie] na nich” (Kpł 20,13). Zdaniem kapłana, takie podejście do kwestii homoseksualizmu jest absolutnym wyjątkiem jeżeli chodzi o kultury starożytne: „w sąsiednich kulturach biblijnego Izraela [homoseksualizm] był mniej czy bardziej otwarcie aprobowany i w pogańskich kodeksach prawnych nie znajdujemy jego potępienia”.

    Ks. Chrostowski podkreśla, że nie inaczej kwestię homoseksualizmu rozpatruje Nowy Testament: „Apostoł Paweł traktuje ją jako godne potępienia postępowanie pogan, którzy nie znają Boga ani godności człowieka jako Jego obrazu”. W Liście do Koryntian św. Paweł ukazuje sankcje za naganne życie w nowej perspektywie nie tylko na płaszczyźnie doczesnej, lecz uwypukla przede wszystkim motywację eschatologiczną (1 Kor 6,9-10).

    „Propagowanie zachowań homoseksualnych w obrębie chrześcijańskiej wiary i moralności grozi zainfekowaniem Kościoła wynaturzeniami pogańskimi” – podkreśla biblista.

    Źródło: nasziennik.pl

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA 5 września

    o godz. 20.30 Msza św w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego. Po Mszy św. godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem.

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, daj swoim sługom, kapłanom, serca czyste, zdolne kochać tylko Ciebie. Daj im serca otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na ciasne ambicje i międzyludzkie współzawodnictwo. Daj im serca gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, pokusom, słabościom, znudzeniu i zmęczeniu. Obdarz ich męstwem w walce ze złem. Naucz ich pasterskiej troski o zaginione owce i uczyń światłymi przewodnikami na drogach zwątpień i załamań. Zanurz ich w swojej świętości, aby ich życie było znakiem, w którym ludzie rozpoznają Ciebie, Panie. Amen.

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA 6 września

    godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 18.00 w kościele św. Szymona. Po adoracji Msza św.

    “Pierwszy piątek” – warto przypomnieć co ze sobą niesie to szczególne nabożeństwo, jaka jest jego historia i co się z nim wiąże. Główna zasługa w rozpowszechnianiu się nabożeństwa do Najśw. Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). W grudniu 1673 roku św. Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: “Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
    Ustalę pokój w ich rodzinach.
    Będę ich pocieszał w utrapieniach.
    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    I SOBOTA MIESIĄCA 7 września

    Po Mszy św. o godz. 18.00 nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

     Karolina Jadczyk (Tygodnik NIEDZIELA)

     www.medjugorienews.com

    Fatima. Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, niemal sto lat później. Również teraz – a może jeszcze bardziej, tylko na inne sposoby – odchodzimy od Boga, znieważamy Maryję. Potrzeba więc na nowo odkryć fatimskie orędzie, potrzeba na nowo odpowiedzieć na wezwanie do nawrócenia i pokuty. Potrzeba iść za błogosławionymi dziś Hiacyntą i Franciszkiem oraz Łucją – służebnicą Bożą, by przez modlitwę i ofiarowanie Bogu cierpień wypraszać nawrócenie dla świata.

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”. 
    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”. Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót? Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”. 
    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Start writing or type / to choose a block

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE PO MSZY ŚW. o godz. 18.00

    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    1. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.

    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.

    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.

    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.

    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    1. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    1. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią?

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    1. Intencja wynagradzająca.

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    1. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane?

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    1. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne?

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    (Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl)

    Szczególna modlitwa św. Jana Pawła II, która daje nadzieję w trudnych czasach

     Jan Paweł II był autorem wielu modlitw. Jednak żadna z nich nie daje takiej nadziei i takiego pokoju jak te kilka zdań.

    Pan Bóg jest Panem historii. Kiedy się nam wydaje, że prawie wszystko, po ludzku sądząc, jest stracone, Bóg wyznacza wybranym przez siebie ludziom specjalną misję, by objawić swoją potęgę i chwałę. Wybrany zza żelaznej kurtyny kard. Karol Wojtyła okazał się wkrótce “nowym Mojżeszem”, który pomógł odzyskać wolność i prawa człowieka tak wielu narodom na całym świecie. Zgłębiajmy mądre nauczanie, które nam pozostawił, abyśmy także dzisiaj przestali się lękać, bo losy świata i Kościoła są w Bożych rękach.

    Kard. Joseph Ratzinger powiedział o Janie Pawle II:

    Miłość do Chrystusa była najbardziej przemożną siłą w życiu naszego umiłowanego Ojca Świętego: wie o tym każdy, kto widział, jak się modlił, i słyszał, jak głosił słowo Boże. Dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł on dźwigać ciężar, który przerasta siły człowieka: mógł być Pasterzem owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego.

    Oto jedna z najpiękniejszych modlitw Jana Pawła II, którą wypowiedział 17 sierpnia 2002 roku w Łagiewnikach:


    Boże, Ojcze Miłosierny,

    który objawiłeś swoją miłość

    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym,

    Pocieszycielu, Tobie zawierzamy dziś losy

    świata i każdego człowieka.

    Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość,

    przezwycięż wszelkie zło,

    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi

    doświadczyć Twojego miłosierdzia,

    aby w Tobie, Trójjedyny Boże,

    zawsze odnajdywali źródło nadziei.

    Ojcze Przedwieczny,

    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,

    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

    Bardzo zachęcam do medytowania Pisma św.

    Nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa (św. Hieronim) Pan nasz Jezus Chrystusa mówi: “Badajcie Pisma” oraz: “Szukajcie, a znajdziecie”; bo gdy nie będę karmił się Bożym Słowem mogę usłyszeć straszne stwierdzenie Chrystusa, który powiedział był Żydom: “Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej”. Apostoł Paweł napisał, że Chrystus jest mocą i mądrością Bożą; otóż ten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy i mądrości Bożej. A zatem nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa. 

    Pismo Święte składa się z 72 ksiąg: 45  Starego Testamentu i 27 Nowego Testamentu. Teksty te są natchnione przez Ducha Świętego i dlatego mają moc dokonać prawdziwej przemiany naszych serc.

    Również zachęcam do lektury Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie są przedstawione najważniejsze prawdy naszej wiary.

    Każdej niedzieli po Mszy św. jest możliwość wypożyczania religijnych książek.

    SAKRAMENT CHRZTU

    Ponieważ wciąż można się  spotykać z niezrozumieniem dlaczego nie każdy może być ojcem chrzestnym czy matką chrzestną, dlatego wyjaśniam:

    Na rodziców chrzestnych nie można wybierać osoby, które deklarują, że są niewierzące albo osoby tzw. wierzące, ale „niepraktykujące”.
    Rodzice chrzestni muszą spełniać warunki, które Kodeks Prawa Kanonicznego (Kan. 874 – § 1, ust. 1-3) jasno określa. To ma być osoba wierząca, która już przyjęła sakrament bierzmowania, uczestniczy w pełni w sakramencie Najświętszej Eucharystii  oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić.
    „Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. (Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 872)

    Między osobą ochrzczoną a osobą chrzczącą oraz między osobą chrzczoną a rodzicami chrzestnymi powstaje pokrewieństwo duchowe.

    „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną (officium). Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1255 / katechizm.opoka.org.pl).

    „Nie łatwo ukazywać otwarcie i bez kompromisów to, w co wierzymy, zwłaszcza w kontekście, w którym żyjemy, w obliczu społeczeństwa, które często uważa ludzi żyjących wiarą w Jezusa za niemodnych i nie na czasie. Na fali tej mentalności, może także pośród chrześcijan zaistnieć niebezpieczeństwo rozumienia relacji z Jezusem jako czegoś ograniczającego, czegoś utrudniającego samorealizację” (Homilia Benedykta XVI wygłoszona w niedzielę Chrztu Pańskiego, 13 stycznia 2013 / radiomaryja.pl).

    „Ci maluczcy muszą znaleźć w was i w swoich chrzestnych wsparcie i przewodnictwo na drodze wierności Chrystusowi i Ewangelii. Bądźcie dla nich przykładami żywej wiary, głębokiej modlitwy i aktywnego zaangażowania w życie Kościoła” (św. Jan Paweł II homilia na święto Chrztu Pańskiego 09.01.2000 / w2.vatican.va).

    „Kościół z radością wita nowo-ochrzczone dzieci, lecz zarazem pragnie, by ich rodzice, ojcowie i matki chrzestne wraz z całą wspólnotą uświadomili sobie poważny obowiązek świecenia dobrym przykładem, nauczania prawdy i autentycznej formacji chrześcijańskiej, by dziecko, w swoim stopniowym rozwoju pozostało wierne swym zobowiązaniom chrzcielnym” (św. Jan Paweł II, Homilia na niedzielę Chrztu Pańskiego, 09.01.1983 / w2.vatican.va).

    „Ten, kto za niemowlę odpowiada: Wierzę, nie przepowiada, że w przyszłości to niemowlę, gdy dojdzie do pełnoletności, będzie wierzyło. W przeciwnym razie powiedziałby: Będę wierzył. On raczej w imieniu dziecka wyznaje wiarę Kościoła, do którego zostaje ono włączone, którego sakramentu mu się udziela, i do którego [co do zachowania jego nauki i przykazań] jest ono przez kogoś innego zobowiązane. I nie ma w tym niczego niestosownego, że ktoś zobowiązuje kogoś do tego, co jest konieczne do zbawienia. Podobnie i chrzestny, odpowiadając w imieniu dziecka, przyrzeka dołożyć starań, by dziecko było wierzące. Wszystko to nie wystarczyłoby dla dorosłych, którzy mają używanie rozumu” (św. Tomasz z Akwinu “Summa Theologica”, III, q. 71, a. 1).

    Aborcja główną przyczyną śmierci na świecie w 2018 r.

    Blisko 42 mln dzieci zostało zabitych w 2018 r. wskutek aborcji – alarmuje portal zajmujący się kompliacją badań statystycznych worldometers.info Tym samym aborcja była w ubiegłym roku główną przyczyną śmierci na całym świecie.

    Jak wynika z danych, pochodzących m.in. ze Światowej Organizacji Zdrowia, w 2018 r. w wyniku aborcji straciło życie 41,9 mln dzieci. Wskutek choroby nowotworowej zmarło w ubiegłym roku 8,2 mln osób, w następstwie powikłań po paleniu tytoniu 5 mln, a z powodu choroby AIDS 1,7 mln osób. Według statystyk, aż 23 proc. ciąży zakończyło się w 2018 r. aborcją, a na każde 33 urodzonych dzieci przypada 10 zabitych w fazie prenatalnej.

    KAI Katolicka Agencja Informacyjna – 2019

    To obrzydliwość w oczach Pana.

    Ks. prof. Chrostowski o homoseksualizmie w Biblii


    pch24.pl strona główna      Wiadomośc


    „Podczas gdy coraz silniejsze naciski lobby homoseksualnego nie omijają części ludzi Kościoła, siejąc zamieszanie i zamęt wśród wiernych, pilny staje się rzetelny powrót do orędzia Pisma Świętego (…) Mieszkańcy biblijnej Sodomy i Gomory, o których czytamy w Księdze Rodzaju (19,1-29), zostali surowo ukarani za zboczenia, których się bezwstydnie dopuszczali” – pisze na łamach portalu naszdziennik.pl ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    Ekspert w dziedzinie nauk biblijnych na łamach „Naszego Dziennika” podkreśla, że stosunek katolika do coraz mocniej obecnej w przestrzeni publicznej propagandy LGBT musi być odczytywany w pierwszej kolejności z perspektywy Pisma Świętego. „W jego świetle, a nie przez pryzmat środków masowego przekazu, chrześcijanin powinien kształtować własny pogląd na zjawisko określane jako sodomia” – zaznacza.

    Na początku ksiądz profesor wyjaśnia dosadność i nie budzące wątpliwości biblijne przesłanie o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga jako mężczyzna i kobieta: Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży stworzył go – mężczyzną i kobietą stworzył ich (Rdz 1,27). „Hebrajskie słowo sēlēm, przełożone jako obraz, znaczy dosłownie posąg, figurkawizerunekpodobizna i nasuwa wyraźne skojarzenia z fizycznością” – podkreśla.

    „W ostatnim członie tekstu hebrajskiego nie ma rzeczownika , czyli mężczyzna, ani išša, czyli kobieta. Są natomiast rzeczowniki zākār i neqēvā, które dobitnie uwypuklają fizyczność i płciowość, bo oznaczają to, co specyficznie męskie, i to, co specyficznie żeńskie” – wyjaśnia ks. prof. Chrostowski.

    W dalszej części, biblista wykazuje jak odczytywane jest zjawisko homoseksualizmu w Starym Testamencie. W Księdze Kapłańskiej wyraźnie określone jest jako „obrzydliwość”, karą za którą jest śmierć; “Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew [spadnie] na nich” (Kpł 20,13). Zdaniem kapłana, takie podejście do kwestii homoseksualizmu jest absolutnym wyjątkiem jeżeli chodzi o kultury starożytne: „w sąsiednich kulturach biblijnego Izraela [homoseksualizm] był mniej czy bardziej otwarcie aprobowany i w pogańskich kodeksach prawnych nie znajdujemy jego potępienia”.

    Ks. Chrostowski podkreśla, że nie inaczej kwestię homoseksualizmu rozpatruje Nowy Testament: „Apostoł Paweł traktuje ją jako godne potępienia postępowanie pogan, którzy nie znają Boga ani godności człowieka jako Jego obrazu”. W Liście do Koryntian św. Paweł ukazuje sankcje za naganne życie w nowej perspektywie nie tylko na płaszczyźnie doczesnej, lecz uwypukla przede wszystkim motywację eschatologiczną (1 Kor 6,9-10).

    „Propagowanie zachowań homoseksualnych w obrębie chrześcijańskiej wiary i moralności grozi zainfekowaniem Kościoła wynaturzeniami pogańskimi” – podkreśla biblista.

    Źródło: nasziennik.pl

    PR

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA

        Nawzajem bardzo zachęcajmy się, abyśmy każdego dnia modlili się na różańcu rozważając Tajemnice świętej wiary. Przesuwajmy paciorki różańca w Tajemnicach Radosnych, w Tajemnicach Światła, w Tajemnicach Bolesnych i w Tajemnicach  Chwalebnych.

    W pierwszą sobotę marca 2013 w naszej wspólnocie parafialnej powstała wspólnota ŻYWEGO RÓŻAŃCA.

    Obecnie mamy już 17 RÓŻ. To jest wielka radość, że tyle osób modli się na różańcu, o które tak bardzo prosi nas Niebo.

    Patron I Róży –   święty Jan Paweł Wielki

    Patronka II Róży – święta siostra Faustyna Kowalska

    Patron III Róży –  błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko

    Patron IV Róży –  św. Maksymilian Maria Kolbe

    Patron V Róży –  św. brat Albert Adam Chmielowski

    Patronka VI Róży –  św. Królowa Jadwiga

    Patron VII Róży –  błogosławiony ks. Michał Sopoćko

    Patronka VIII Róży –  błogosławiona Karolina Kózkówna

    Patron IX Róży –  święty Andrzej Bobola

    Patronka X Róży – święta Teresa Benedykta od Krzyża Edyta Stein

    Patronka XI Róży – święta Monika

    Patroni XII Róży – błogosławieni męczennicy franciszkańscy:                o.Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek     

    Patroni XIII Róży – święci: Hiacynta i Franciszek

    Patronka XIV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA

    Patronka  XV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA (Falkirk)

    Patronka XVI Róży – MATKA BOSKA GIETRZWAŁDZKA

    Patronka XVII Róży – MATKA BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    Każdego miesiąca modlimy się w intencjach, które podawane są przez Ojca św. i przez Polską Misję Katolicką w Szkocji

    Członkowie Żywego Różańca w ostatnią sobotę każdego miesiąca

    PO MSZY ŚW. WIECZORNEJ o godz. 18.00 w kościele św. Szymona

    mają swoje spotkanie i otrzymują KOLEJNE TAJEMNICE RÓŻAŃCOWE WRAZ Z INTENCJAMI.

    Modlitwa różańcowa umacnia w nas wiarę

    Różaniec jest modlitwą, czyli wzniesieniem ducha do Boga. Modląc się obudzamy w sobie akty wiary. Przy modlitwie wiara nasza jest czynna. Przez to pogłębia się w nas i utrwala. Kto więc często i dobrze modli się na różańcu, nie osłabnie we wierze, nie załamie się mimo trudności. Jego wiara będzie zawsze świadoma i żywotna.

    Nie należy się więc dziwić, że Najświętsza  Maryja Panna podczas objawień w Fatima tak bardzo zachęca do różańca. Pragnie Ona przez modlitwę różańcową obudzić i ożywić wiarę w duszy dzisiejszego człowieka. Największa bowiem bolączka czasów obecnych i zarazem przyczyna nieszczęść, jakie spotykają ludzkość, to osłabienie u jednych, a zanik całkowity u innych, wiary.

    Wiara łączy człowieka z Bogiem. Niewiara oddala. Człowiek bez wiary jest jak gałąź odcięta od pnia. Przez brak wiary oddala się od źródła siły nadprzyrodzonej. Łaska, której źródłem jest Chrystus, nie może docierać do duszy, która przez brak wiary zerwała łączność z Chrystusem. Niewiara wprowadza ogólne osłabienie ducha u ludzi. Rozum człowieka niewierzącego nie widzi tak jasno, nie sięga tak daleko, tak wnikliwie jak u wierzącego. Wola traci sprężystość, energię, trwałość. Staje się zmienną, chwiejną, łatwo daje się porwać złym skłonnościom. Stopniowe obniżanie się poziomu moralnego oto skutki oddalania się od Boga przez niewiarę. Do czego zdolnym jest człowiek, gdy odwróci się od Boga, pokazała nam ostatnia wojna.

    Nie można liczyć na zmianę na lepsze bez powrotu do Boga. Ludzkość musi zmienić swoje nastawienie do Boga, przyjąć prawdę przez Niego objawioną i na niej budować. To wymaga wiary.

    Modląc się na różańcu mamy pogłębiać wiarę w sobie i równocześnie wypraszać łaskę dla tych, co ją stracili lub w ogóle nie mieli. Oto wielka misja modlitwy różańcowej i racja dlaczego Bogarodzica do niej nawołuje.

    O. Romuald Kostecki OP, Modlitwa różańcowa, VERBUM, Kielce 1948, s. 94-98.

    Po różańcu modlitwa do św. Michała Archanioła

    Zachęcam do odpowiedzi na apel Ojca Świętego Franciszka, który prosi, abyśmy w październiku odmawiali różaniec w intencji Kościoła, a po różańcu dodawali modlitwę „Pod Twoją obronę”, oraz „Modlitwę do świętego Michała Archanioła”. Zgodnie z wolą Papieża Franciszka módlmy się, aby Matka Boża i św. Michał Archanioł chronili Kościół w Polsce i na świecie – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

    „Ojciec Święty postanowił zachęcić wszystkich wiernych na całym świecie do odmawiania przez cały październik codziennie Różańca Świętego. Chodzi o zjednoczenie się w komunii i pokucie, jako lud Boży, prosząc Matkę Bożą i Świętego Michała Archanioła, aby chronili Kościół od diabła, który zawsze stara się oddzielić nas od Boga i dzielić między nami” – czytamy w komunikacie Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

    Obowiązujący w Polsce tekst modlitwy do św. Michała Archanioła opublikowano w: Rytuał Rzymski. Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne, Katowice 2002, s. 102. Brzmi on następująco:

    Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,

    a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha

    bądź naszą obroną.

    Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy,

    a Ty, Wodzu niebieskich zastępów,

    szatana i inne duchy złe,

    które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,

    mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


    “Odmawiajcie codziennie różaniec, aby wyprosić pokój dla świata.”     (Fatima 13.05.1917)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Benedykt XVI).

    “Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe)

    Przeczytaj co powiedziano o Różańcu (niezwykły zbiór wypowiedzi):

    „Różaniec to skarb, który trzeba odkryć” (św. Jan Paweł II)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec został dany przez Niebo jako środek, aby ułagodzić gniew Boży i uprosić wstawiennictwo Matki Najświętszej” (Ojciec Święty Grzegorz XIII).

    „Różaniec został pomyślany, aby łatwiej otworzyć nam Niebo przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Juliusz III).

    „Różaniec jest ustanowiony przeciw herezjarchom i wciskającym się zewsząd błędom” (Ojciec Święty Leon X).

    „Różaniec to szczególna modlitwa Kościoła i duchowy oręż dla każdego z nas” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec, albo Psałterz Błogosławionej Dziewicy Maryi, jest bardzo pobożnym sposobem modlitwy do Boga. Jest to sposób łatwy i możliwy do praktykowania przez każdego. Polega na wysławianiu Błogosławionej Dziewicy przez powtarzanie pozdrowienia anielskiego “Zdrowaś Maryjo” sto pięćdziesiąt razy, tyle ile jest psalmów w Psałterzu Dawida, przeplatając każdą dziesiątkę Modlitwą Pańską i rozważając przy tym odpowiednie tajemnice z życia Pana Jezusa” (św. Pius V).

    „Różaniec, to wspaniały wieniec z Pozdrowienia Anielskiego uwity, Modlitwą Pańską przeplatany, z obowiązkiem rozmyślania złączony, najpiękniejszy sposób modlitwy… i do zdobycia żywota wiecznego szczególnie skuteczny” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Różaniec jest modlitwą o Maryi zjednoczonej z Chrystusem w Jego zbawczym posłannictwie. Jest równocześnie modlitwą do Maryi – naszej najlepszej Pośredniczki u Syna, a także naszą modlitwą, którą odmawiamy z Maryją” (św. Jan Paweł II).

    „Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych – nauczał Ksiądz Kardynał – ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. Zdrowaś Maryjo jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy. Wszystkie te porównania pochodzą z ust świętych.” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort)

    „Ze względu na swą kompozycję różaniec jest najdoskonalszą formą modlitwy. Stanowi mocną obronę naszej wiary, a w tajemnicach, będących przedmiotem naszej kontemplacji, wskazuje nam wzniosły wzór cnót” (Ojciec Święty Leon XIII).

    Różaniec jest narzędziem łaski, cennym elementem życia wewnętrznego i skutecznym środkiem duchowego zbudowania” (św. o.Pio)

    „Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” (św. o.Pio).

    „Różaniec, to najpobożniejszy sposób modlitwy do Boga, łatwy do stosowania przez wszystkich, którzy trwają w wysławianiu Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Pius V)

    „Różaniec ponagla nasze palce, usta i serca do szerokiej symfonii modlitw i z tego powodu jest największą modlitwą, którą kiedykolwiek ułożył człowiek”(Sługa Boży Fulton John Sheen)

    „Różaniec jest ćwiczeniem pobożności chrześcijańskiej. Jako ćwiczenie pobożności wśród wiernych obrządku katolickiego, różaniec zajmuje pierwsze miejsce po Mszy świętej i brewiarzu dla duchownych i po uczestnictwie w sakramentach dla świeckich” (św. Jan XXIII).

    „Różaniec daje znakomity owoc, bardzo odpowiedni dla potrzeb naszych czasów, jako że w epoce, w której cnota wiary w Boga jest codziennie wystawiana na niezwykle poważne niebezpieczeństwa i prowokacje, chrześcijanin znajduje w Różańcu obfite środki do jej zasilania i umacniania” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „[Różaniec] prowadzi nas niewzruszenie do doskonałego poznania Jezusa Chrystusa. Oczyszcza nasze dusze z grzechu. Daje nam zwycięstwo nad wszystkimi naszymi wrogami. Ułatwia nam praktykę cnót. Rozpala w nas miłość do Jezusa Chrystusa. Wzbogaca nas w łaski i zasługi. Umacnia nas, abyśmy mogli spłacić nasze długi względem Boga i ludzi. I wreszcie sprawia, że otrzymujemy od Boga wszelkiego rodzaju łaski” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort).

    „Różaniec, to szkoła życia katolickiego wzorowana na Przenajświętszym Zbawicielu i Jego Najświętszej Matce. Odmawiając różaniec uczymy się, jak żyć po Bożemu, jak cierpieć i tęsknić do naszej niebieskiej ojczyzny” (ks.abp Julian Nowowiejski).

    „Różaniec jest modlitwą prostą, a jednocześnie kompletną pod każdym względem. Człowiek włącza się w nią ciałem i duszą, swoim głosem i dłońmi, swym umysłem i sercem. Wszystkie rodzaje modlitwy łączą się w nim i uzupełniają: uwielbienie, pochwała, błaganie, wstawiennictwo, dziękczynienie. Rozważane tajemnice obejmują pełnię tajemnicy Chrystusa, wszystkie prawdy naszej wiary, jak: Trójca Święta, Wcielenie, Odkupienie” („Szatan istnieje naprawdę”).

    „Różaniec jest księgą niewidomych, w której dusze widzą i w której rozgrywa się największy dramat miłości, jaki widział świat. Jest on księgą prostaczków, która wprowadza ich w tajemnicę i wiedzę bardziej satysfakcjonującą, niż wykształcenie innych ludzi. Jest to księga starców, których oczy zamykają się pod działaniem tego świata i cieniem otwierają na materię świata przyszłego” (Sługa Boży Fulton John Sheen).

    „Różaniec jest wędką, którą Maryja łowi grzeszników i z morza nieprawości wyciąga na brzeg miłosierdzia. Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest księgą Maryi, zawierającą w streszczeniu wszystko, co mądrość Boża wymyśliła najdoskonalszego, a miłość Boża wykonała najlepszego. Do tej księgi prowadzi Maryja wszystkie swoje dzieci” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest murem obronnym, którym Maryja opasuje Kościół święty” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest duchową “bronią” w walce ze złem, z wszelką przemocą, w zmaganiach o pokój w sercach, rodzinach, społeczeństwie i świecie” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Cierpliwą, wytrwałą modlitwą jest różaniec. Kiedy powtarzamy Zdrowaś Maryjo, to tak, jakbyśmy trzymali się ręki Matki Boskiej, a kiedy wymawiamy imię Jezus – jakbyśmy wciąż pukali do drzwi Jego domu” (ks.Jan Twardowski).

    „Prosta a wzniosła zarazem modlitwa – to różaniec święty” (św.Maksymilian).

    „Różaniec to wielki dar, to skarb… Jest on wielkim, świętym słowem, jest wielką świętą bronią i wielkim świętym czynem. Trzeba więc tak szanować go, tak kochać i tak cenić, jak na to zasługuje” (MB do Barbary Kloss).

    „Bez trudności pojmujemy cudowne zjawisko, że różaniec, cudowna modlitwa trwająca od siedmiu wieków, nie przeżył się, ale ciągle jest żywy, ciągle serca porywa, rozgrzewa” (ks.abp Józef Teodorowicz).

    „Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe).

    „Pierwszą księgą dla chrześcijanina jest Ewangelia, a różaniec to właśnie Ewangelia w skróceniu” (o.Henri Lacordaire OP).

    „Różaniec – to Pismo Święte Nowego Testamentu w przedziwnym skrócie i w przedziwnej formie; źródło natchnienia sił Chrystusowych dla życia i śmierci największego prostaczka i dla mędrca. Nośmy go zawsze ze sobą, przesuwajmy te perły, z których się składa, nie tylko palcami naszej ręki, ale palcami naszej duszy” (ks.bp Teodor Kubina).

    „Powtarzając dobrze znane i drogie sercu modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu człowiek skupia się na rozważaniu tajemnic zbawienia i przedstawia Bogu, za wstawiennictwem Maryi, potrzeby własne i całej ludzkości, prosząc Chrystusa o siły, by mógł bardziej konsekwentnie i wielkodusznie żyć Ewangelią” (św. Jan Paweł II)

    „W modlitwie Zdrowaś… powtarzamy po wielekroć słowa, które Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki Elżbiety. Na tle tych słów dusza uzmysławia sobie zasadnicze tajemnice życia Jezusa” (św. Jan Paweł II)

    „Pośród licznych form pobożności wobec Maryi najbardziej ceniona i rozpowszechniona jest piękna modlitwa Różańca Świętego. Przypomina w doskonałym zestawieniu wielkie tajemnice Jezusa i Maryi: ich radości, cierpienia i zwycięstwa” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Sięgnijmy do myśli Bożej w rozważaniu życia Jezusa Chrystusa na tle radosnych, bolesnych i chwalebnych tajemnic, pogłębiajmy w sobie zrozumienie głównych prawd wiary świętej: Wcielenia Syna Bożego i Odkupienia Świata” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Popularny język nadał nazwę “korony” tej formie modlitwy, która przywołuje nam na pamięć wielkie tajemnice Jezusa i Maryi zjednoczonych w radościach, cierpieniach i triumfach” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego, przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych, jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez Serce Jego Matki” (św. Jan Paweł II).

    „Szepty uwielbień maryjnych uwagę naszą zwracają ku Osobie Chrystusa, podobnie, jak nie rozumiemy dobrze i należycie życia Maryi bez życia Chrystusa” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    Tego dnia POLSKA MISJA KATOLICKA w SZKOCJI serdecznie zaprasza na doroczną pielgrzymkę do Carfin. Szczegółowy program umieszczony jest na głównej stronie

    W tym roku również nasi Rodacy pieszo przyjdą do Carfin. Z Glasgow to już kolejny raz. Po raz pierwszy będą też piesi pielgrzymi z Falkirk. Być może i z innych miejsc. Dla zmobilizowania proszę przeczytać załączoną wiadomość z tygodnia NIEDZIELA.

    „Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

     2019-08-21 18:46

     it / Jasna Góra (KAI)

     BPJG

    95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. – Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej – powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

    Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. – Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze – podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

    – Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi – wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

    – To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

    – Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek – wyznała Emma Morosini.

    Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

    – To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

    Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. – Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

    – Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

    Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. – Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

    Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. – Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

    Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

    Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

    Od soboty 1-go sierpnia modlimy się nowymi intencjami rozważając kolejne tajemnice Różańca

    Mamy już szesnaście RÓŻ ŻYWEGO RÓŻAŃCA. Kompletujemy kolejną Różę siedemnastą, której patronką będzie MATKA MIŁOSIERDZIA.

    INTENCJE NA MIESIĄC SIERPIEŃ 2019:

    Intencja POWSZECHNA:

    • za rodziny, aby przez życie modlitwy i miłości, stawały się coraz lepszymi “szkołami prawdziwego wzrostu człowieczeństwa”.


    Intencja PMK w Szkocji: 

    1) Za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego

    2) Za papieża Franciszka, aby Duch Święty go prowadził, a św. Michał Archanioł strzegł

    3) Miłosierny Boże dziękujemy, że dałeś naszemu Narodowi w Najświętszej Maryi Pannie pomoc i obronę. Oby radość i wdzięczność za ten wielki dar rozpalała nasze serca coraz większą wiernością Bogu, Ewangelii i Kościołowi.

    Dodatkowa intencja dla Róży św. Moniki i Matki Bożej Częstochowskiej (II):

    • powierzamy Bożej Matce i Jej Synowi, którego życie rozważamy w różańcu, drogi wzrastania dzieci, za które modlimy
      się w tej Róży.

    27 sierpnia Kościół wspomina św. Monikę. Latami żarliwie modliła się o nawrócenie swojego syna – św. Augustyna z Hippony.

    Święta Monika, mama św. Augustyna

    Historie pięciu niezwykłych kobiet – matek świętych

    Św. Augustyn i św. Monika na obrazie Ary Scheffera.AUTOR / CC 1.0

    Święty Augustyn z Hippony, wielki teolog i filozof, ojciec i doktor Kościoła, długo był poganinem i prowadził grzeszne życie. Nawrócił się dopiero w 387 roku, kiedy miał już 33 lata. Tę przemianę duchową syna z wielką radością przyjęła jego matka, święta Monika, gorliwa katoliczka. Kiedy kilka miesięcy później zachorowała na febrę i umierała, dziękowała Bogu, że wysłuchał jej próśb związanych z synem.

    W swoich „Wyznaniach” św. Augustyn pisał później: „Matka powiedziała mi – z największym spokojem, z taką pogodą, jaką daje zupełna ufność – iż wierzy, że zanim odejdzie z tego świata, ujrzy mnie wierzącym katolikiem. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc, prosiła, abyś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświetlił moje ciemności Twoim światłem”.

    Monika urodziła Augustyna w wieku 23 lat. Miała jeszcze jednego syna Nawigiusza oraz córkę Perpetuę. Modliła się i za dzieci, i za swego męża. Ten przyjął chrzest przed śmiercią w 371 r. Augustyn z kolei chrzest przyjął w wieku 33 lat. „Niemożliwe jest, aby syn, za którego wylane zostało tak wiele łez, mógł pójść na zatracenie” – powiedział wcześniej przejętej grzesznym życiem Augustyna mamie biskup Mediolanu Ambroży, również późniejszy święty.

    Cuda św. Moniki. Modlitwa o nawrócenie męża i dzieci!

    Nowenna do św. Moniki
    (odmawia się przez 9 kolejnych dni)

    Święta Moniko, stroskana żono i matko, jakże wiele smutków przeszywało Twoje serce przez całe Twe życie. A jednak nigdy nie popadłaś w rozpacz ani nie straciłaś wiary. Z zaufaniem, wytrwałością i głęboką wiarą modliłaś się codziennie o nawrócenie swego męża oraz ukochanego syna, Augustyna. Twoje modlitwy zostały wysłuchane. Wyproś dla mnie taki sam hart ducha, taką cierpliwość i takie zaufanie do Boga, jakie Ty miałaś. Wstawiaj się za mną, droga św. Moniko, aby Bóg życzliwie wysłuchał mojej prośby za…… (tu wymień swoją intencję) i wyproś mi łaskę przyjęcia Jego woli we wszystkim. Przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana, który żyje i króluje z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    Modlitwa o nawrócenie dziecka

    Zwracam się do Ciebie, św. Moniko, wspaniały wzorze wysłuchanej modlitwy za dziecko, o pomoc i radę. W Twoje kochające ramiona oddaję moje dziecko (dzieci)……, aby dzięki Twemu potężnemu wstawiennictwu mogło(-y) ono(-e) otrzymać łaskę szczerego i prawdziwego nawrócenia do Chrystusa, naszego Pana. Proszę Cię również pokornie, abyś wyprosiła mi u Pana ducha takiej samej wytrwałej i nieustannej modlitwy, jakiego udzielił On Tobie. Proszę o to przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.Papież apeluje do włoskich heretyków o wierność Bogu

    Modlitwa żony i matki

    Boże, Ty, który dostrzegłeś szczere łzy i błagania św. Moniki i odpowiedziałeś na jej modlitwy nawróceniem jej męża i syna, udziel mi łaski, abym i ja potrafiła modlić się do Ciebie z takim samym szczerym zapałem i abym wyprosiła, tak jak ona, zbawienie własnej duszy oraz tych bliskich mi osób, za które jestem odpowiedzialna. Przez Chrystusa, naszego Pana, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego. Amen.

    Modlitwa o przemianę i nawrócenie męża

    Święta Moniko, dzięki swojej cierpliwości i modlitwom wyprosiłaś u Boga nawrócenie swego męża i łaskę życia z nim w pokoju. Proszę Cię, wyproś dla mnie i mojego męża błogosławieństwo Boże, aby również w naszym domu zapanowały prawdziwa harmonia i pokój i aby wszyscy członkowie naszej rodziny mogli osiągnąć kiedyś życie wieczne. Amen.

    Modlitwa matki o pobożne życie i zbawienie wieczne dla męża i dzieci

    Święta Moniko, przez Twoje palące łzy i nieustające modlitwy ocaliłaś swego syna oraz męża od wiecznego potępienia. Wyproś mi łaskę właściwego rozumienia tego, co najbardziej jest potrzebne moim dzieciom i memu mężowi do zbawienia, abym mogła skutecznie powstrzymywać ich od życia w grzechu i poprzez własną cnotę i pobożność pokazywać im drogę do nieba. Amen.

    Modlitwa o wytrwałość i pomoc dla chrześcijańskich matek

    Święta Moniko, wzorze matek, Ty wytrwale walczyłaś o swego zbłąkanego syna Augustyna, bez gróźb, zanosząc tylko swoje modlitewne wołania do nieba. Wstawiaj się za mną i wszystkimi współczesnymi matkami, abyśmy potrafiły uczyć nasze dzieci zbliżać się do Boga. Naucz nas być blisko naszych dzieci, nawet tych marnotrawnych synów i córek, którzy pobłądzili. Amen.

    Litania do św. Moniki

    Kyrie, eleison. Christe, eleison. Kyrie, eleison.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże,
    zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    Duchu Święty, Boże,
    Święta Trójco, Jedyny Boże,

    Święta Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta,
    módl się za nami i za naszymi dziećmi.
    Święta Maryjo, wspaniała Matko Jezusa Chrystusa,
    módl się za nami i za naszymi dziećmi.
    Święta Moniko,
    Wzorze żon,
    Ty, która doprowadziłaś do nawrócenia swego niewierzącego męża, matko św. Augustyna,
    Wymagająca i roztropna nauczycielko i strażniczko twego syna na wszystkich jego życiowych drogach,
    Ty, która ostrożnie czuwałaś nad jego postępowaniem,
    Ty, która dotkliwie cierpiałaś z powodu jego błędów,
    Ty, która nie ustawałaś w swoich błaganiach o ratunek dla jego duszy,
    Ty, która nie traciłaś nadziei nawet pośród rozgoryczenia rodzącego się w twym sercu i potoku łez,
    Ty, która zostałaś napełniona pociechą, kiedy Twój syn powrócił do Boga,
    Ty, która spokojnie odeszłaś do Pana, kiedy wiernie wypełniłaś swoje ziemskie obowiązki,
    Ty, która wstawiasz się za wszystkimi matkami, które modlą się i płaczą tak samo jak Ty,

    Chroń niewinność naszych dzieci,
    prosimy Cię, św. Moniko.
    Chroń je przed krzywdą ze strony złych ludzi,
    Chroń je przed niebezpieczeństwami płynącymi ze złego przykładu,
    Czuwaj nad działaniem łaski w ich sercach,
    prosimy Cię, św. Moniko.
    Módl się, aby wartości chrześcijańskie zakorzeniły się głęboko w ich sercach i przyniosły wiele owoców,
    Wstawiaj się żarliwie za młodzieżą, która wchodzi w wiek dorosły,
    Dla wszystkich, którzy trwają w grzechach ciężkich, wybłagaj skruchę i szczere nawrócenie,
    Proś za wszystkimi matkami, aby wytrwale i z gotowością wypełniały swoje macierzyńskie obowiązki,
    Powierzaj wszystkie matki opiece Przenajświętszej Maryi Panny, Matke naszego Pana,
    Nakłoń łaskawie serce swego umiłowanego syna, św. Augustyna, aby ratował nasze dzieci,

    Święty Augustynie, święty synu świętej matki,
    módl się za nami i za naszymi dziećmi.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
    przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
    wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
    zmiłuj się nad nami.
    P: Módl się za nami, św. Moniko.
    W: Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

    Módlmy się: Wszechmogący Boże, który wysłuchałeś żarliwych próśb św. Moniki, spraw, prosimy, abyśmy za jej przykładem nie ustawali w naszych modlitwach i zawsze we wszystkim zgadzali się z wolą Twoją świętą. Amen.
    Modlitwa o łaski za wstawiennictwem św. Moniki
    Wierny Boże, Światłości naszych serc, wychwalamy Ciebie za św. Monikę, kobietę żywej wiary i wielkiej miłości. Ona troszczyła się o swego syna Augustyna i w imię Jezusa niestrudzenie przekonywała go do chrześcijańskiego życia. W odpowiedzi na jej modlitwy o nawrócenie syna i męża dałeś jej o wiele większą radość, aniżeli wszystkie jej łzy wylane w błagalnych modlitwach do Ciebie. Usłysz moją modlitwę…… (tu wymień swoją intencję). Tak jak kiedyś pochwyciłeś serce św. Augustyna, tak teraz pociągnij nasze serca ku sobie, Piękności Odwieczna, a zawsze nowa. Amen.

    Źródło: Wszystkie nasze dzienne sprawy. Modlitewnik dla rodzin

    28 sierpnia wspomnienie św. Augustyna, syna św. Moniki.

    Brudne nogi Augustyna

    UNIVERSAL HISTORY ARCHIVE /EAST NEWS

    Modlitwa ma naprawdę wielką moc!

    Augustyn urodził się 13 listopada 354 r. w Tagaście (obok Suk Ahras w Algierii), w rodzinie urzędnika państwowego Patrycjusza. Matka Augustyna, św. Monika, pochodziła z rodziny o tradycji chrześcijańskiej i bardzo pragnęła, by jej syn przyjął chrzest. Pragnienie to spełniło się jednak dopiero po 33 latach. Na rozwoju Augustyna niewątpliwie zaciążył fakt, że ojciec i matka różnili się co do wiary i przekonań odnośnie do spraw decydujących o losach człowieka. Przez to Augustyn przez wiele lat pozostawał rozdarty między wpływem matki i ojca.

    Augustyn był najstarszy z rodzeństwa, po nim urodził się Nawigiusz. Nawrócił się on w tym samym czasie, co Augustyn, był też przy śmierci matki. Nawigiusz ożenił się i miał kilka córek, z których wszystkie poświęciły się Panu Bogu na służbę w jednym z klasztorów. Jedna z sióstr Augustyna wyszła za mąż, a po śmierci męża wstąpiła do klasztoru w Hipponie, gdzie została przełożoną. Gdy w roku 424 zmarła, Augustyn napisał dla tego klasztoru regułę. Na niektórych manuskryptach Augustyn podpisuje się jako Aureliusz. Był to zapewne jego przydomek, chociaż nie wiadomo, kiedy go sobie nadał.

    W wieku 16 lat musiał przerwać naukę z powodu braku pieniędzy, chociaż miał wielkie zdolności. Nauka szła mu łatwo; imponował kolegom niezwykłą pamięcią. Jednak pierwsze lata nauki Augustyn wspomina w swojej autobiografii – Wyznaniach – z niesmakiem. Miał bowiem nauczyciela, bijącego swoich uczniów bez miłosierdzia za najmniejsze przewinienia. Nie lubił matematyki, ale za to rozkoszował się w literaturze łacińskiej. Jego ulubionym autorem był Wergiliusz.
    Jako młodzieniec Augustyn żył swobodnie. Lubił zabawy, dobre jadło i picie. Chętnie uczęszczał do teatru, miał ciągoty do psot chłopięcych. Trudny okres dojrzewania, dużo wolnego czasu i pogańskie zwyczaje sprawiły, że po pierwszych studiach w Tagaście (do roku 366) i w Madurze (366-370) udał się na dalsze kształcenie do Kartaginy, metropolii Afryki Północnej, i tam związał się z kobietą. Z tego związku po pewnym czasie urodził się syn Adeodatus (z łac. “dany od Boga”). Augustyn żył z tą dziewczyną przez 15 lat. Igrzyska, cyrk, walki gladiatorów, teatr – to był jego ulubiony żywioł.

    Pod wpływem lektury klasyków rzymskich Augustyn wpadł w sceptycyzm racjonalistyczny. Zaczął szukać prawdy. Biblia wydawała mu się prostacka, bo jej łacińskie tłumaczenia były wówczas nie zawsze udane. Za problemami filozoficznymi poszły i wątpliwości religijne. W tym czasie wstąpił do sekty manichejskiej, do której wciągnął go tamtejszy biskup, imponując mu wymową i oczytaniem.O. Badeni: Jak poznać, że zbliżają się czasy końca

    W 374 roku Augustyn powrócił do Tagasty, gdzie otworzył własną szkołę gramatyki. Po dwóch latach zamknął ją jednak i udał się do Kartaginy, gdzie otworzył szkołę retoryki (376). Miał wtedy 22 lata. Po 7 latach udał się do Rzymu, gdzie także założył swoją szkołę (383). Tu dowiedział się, że w Mediolanie poszukują retora. Natychmiast tam się zgłosił (384). Mediolan był wówczas stolicą cesarstwa zachodnio-rzymskiego – pierwszym miastem Europy po Konstantynopolu. Oprócz prowadzenia szkoły Augustyn miał obowiązek wygłaszania mów podczas uroczystości państwowych w Mediolanie. Augustyn miał już 30 lat.
    W Mediolanie zetknął się ze św. Ambrożym, który był wówczas biskupem tego miasta. Augustyn zaczął słuchać jego kazań. Wielki biskup zaimponował mu wymową i głębią przekazywanej treści.

    Niedługo potem przyszło uderzenie łaski Bożej (386). Pewnego dnia Augustyn wziął do ręki Listy św. Pawła Apostoła. Przypadkowo otworzył fragment Listu do Rzymian: “Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i w wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 13-14).

    Jak pisze w swoich Wyznaniach, Augustyn poczuł nagle jakby strumień silnego światła w ciemnej nocy swojej duszy. Zrozumiał sens swojego życia, poczuł żal z powodu zmarnowanej przeszłości. Dotrwał jako nauczyciel retoryki do wakacji, następnie udał się w pobliże Mediolanu, do wioski Cassiciaco, i tam u przyjaciela Werekundusa spędzał czas na modlitwie i na rozmowach na tematy ewangeliczne. Rozczytywał się równocześnie w Piśmie świętym. Na początku Wielkiego Postu zgłosił się do św. Ambrożego jako katechumen i w Wielką Sobotę w nocy z 24 na 25 kwietnia 387 r. z rąk Ambrożego przyjął chrzest. Miał wówczas 33 lata. Wraz z nim przyjęli chrzest jego syn, Adeodatus, i przyjaciel, Alipiusz. Augustyn postanowił powrócić do Afryki, by nawracać współziomków i pozyskiwać ich dla Chrystusa. Tuż przed opuszczeniem Italii umarła w Ostii jego matka, św. Monika; wkrótce po dotarciu do Afryki zmarł także jego syn. Po przybyciu do Tagasty Augustyn rozdał swoją majętność pomiędzy ubogich i z przyjaciółmi – św. Alipiuszem i Ewodiuszem – zamieszkali razem, oddając się modlitwie, dyskusji na tematy religijne i studiom Pisma świętego.

    W 391 r. Augustyn wraz z przyjaciółmi udał się do Hippony, gdzie postanowił założyć klasztor i tam spędzić resztę swego życia. Niebawem dał się poznać wszystkim jako człowiek bardzo pobożny. Dlatego, gdy biskup Waleriusz zwrócił się pewnego dnia do ludu, by mu wskazano kandydata na kapłana, gdyż potrzebował jego pomocy, wszyscy w katedrze zwrócili się do Augustyna, wołając: “Augustyn kapłanem!” Ten, zalany łzami, przyjął propozycję biskupa i ludu. Po przyjęciu święceń nie zmienił jednak trybu życia, ale nadal prowadził życie wspólne w klasztorze. Zaczął nawet przyjmować nowych kandydatów. W ten sposób powstało jakby seminarium, z którego wyszło wielu biskupów afrykańskich: św. Alipiusz, biskup Tagasty, bezpośredni przyjaciel Augustyna; Profuturus, biskup Syrty; Ewodiusz, biskup Uzalis, przyjaciel Augustyna; Sewer, biskup Milewy; Urban, biskup Sicea; Peregrinus, biskup Thehac, i Bonifacy. Biskup Waleriusz konsekrował wkrótce Augustyna na swojego sufragana w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego 394 r. ku ogromnej radości ludu. W dwa lata potem przeniósł się do wieczności (396) i Augustyn został jego następcą, biskupem Hippony.

    Nadal prowadził życie wspólne, w którym formował przyszłych biskupów i kapłanów. Po długich latach doświadczenia ułożył dla nich regułę, która w przyszłości miała się stać podstawą dla wielu rodzin zakonnych (m.in. augustianów, kanoników regularnych, dominikanów i paulinów). Dużo czasu zajmowała mu korespondencja. Nie traktował jej jednak jedynie jako rodzaj kontaktu towarzyskiego, ale wykorzystywał ją jako okazję do apostolstwa. Korespondował m.in. ze św. Janem Jerozolimskim, ze św. Paulinem z Noli, św. Hieronimem, św. Prosperem i ze św. Hilarym z Arles.

    Augustyn wypowiedział nieubłaganą walkę błędom, jakie za jego czasów nękały Kościół: manicheizmowi (396-400), donatystom (400-411) i pelagianom (411-430). Prowadził dysputy z manichejczykami, których znał osobiście, bo był z nimi przez szereg lat ideowo związany. Nie spoczął, aż tę herezję wyplenił. W owym czasie w Afryce najsilniejsi byli donatyści. W 330 r. mieli w swoich rękach aż 270 stolic biskupich. Potępieni na synodach w Arles (313) i w Mediolanie (316), zagnieździli się silnie w północnej Afryce. Jako rygoryści nie pozwalali przyjmować do społeczności kościelnej tych, którzy w czasie prześladowań wyparli się wiary, a teraz chcieli do niej powrócić – zwanych lapsi. Donatyści żądali dla kapłanów i wiernych, łamiących prawo, najsurowszych kar. Posuwali się często do gwałtów. Augustyn zwalczał ich pismem i żywym słowem. Był jednak zdania, że tych biskupów i kapłanów, którzy do jedności kościelnej powrócą, należy zostawić na ich urzędach. Tym pozyskał sobie donatystów. Na synodach w Kartaginie w 401 i 411 roku herezja została zwyciężona.

    W tym samym czasie przybył do Afryki Pelagiusz i Celestiusz. Głosili, że grzech Adama i Ewy zaszkodził tylko pierwszym rodzicom, a nie całemu rodzajowi ludzkiemu, że dzieci rodzą się w stanie łaski i nie jest konieczny chrzest, a łaska uświęcająca nie jest do zbawienia konieczna. Ta herezja była dla Augustyna okazją do tego, aby jako pierwszy z Ojców mógł gruntownie wyjaśnić teologiczny problem łaski uświęcającej i uczynkowej oraz problem zbawienia.

    Pod koniec swego życia Augustyn przeżył tragedię. Namiestnik rzymski zaprosił do północnej Afryki Wandalów dla obrony przeciwko szczepom dzikich mieszkańców Sahary. Kiedy spostrzegł, że Wandalowie są nie mniej od tamtych barbarzyńscy, wypowiedział im wojnę. Było jednak za późno. Po odniesionym zwycięstwie, Wandalowie zaczęli zajmować miasto po mieście. Hippona broniła się bohatersko przez trzy miesiące, aż wrogom udało się zrobić wyłom w murze i spowodować pożar miasta. Augustyn wtedy już nie żył. Zmarł w czasie oblężenia 28 sierpnia 430 r. Wandalowie siłą zaprowadzili arianizm. Polała się obficie krew męczeńska. W 150 lat potem Afryka padła pod hordami Arabów.

    Ciało Augustyna złożono w katedrze w Hipponie. Potem jednak w obawie przed profanacją Wandalów przeniesiono je do Sardynii, aż wreszcie król Longobardów, Luitprand (+ 744), przeniósł je do Pawii, gdzie po dzień dzisiejszy opiekę nad relikwiami roztaczają synowie duchowi wielkiego biskupa, augustianie.

    Po Augustynie pozostało kilkadziesiąt tomów jego pism. Do najcenniejszych z nich należą: Wyznania (386-387), O katechizacji ludzi prostych (395), O wierze i symbolu wiary (396) i O państwie Bożym ksiąg 22 (413-427). Zachowały się jego 363 kazania i 217 listów. Słusznie więc zdobył sobie tytuł największego teologa chrześcijańskiej starożytności. Jest jednym z czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego. Patron augustianów, kanoników regularnych, magdalenek, Kartaginy; drukarzy, wydawców, teologów.

    W ikonografii św. Augustyn przedstawiany jest w stroju biskupim, czasami jako zakonnik. Jego atrybutami są: anioł mówiący mu do ucha, dziecko nad brzegiem morza przelewające wodę do dołka, księga, pastorał, serce w dłoni, serce przeszyte dwiema strzałami, uczeń lub grupa uczniów.

    źródło: brewiarz.pl

    Papież Benedykt XVI: O męczeństwie św. Jana Chrzciciela

    29 sierpnia Kościół wspomina męczeństwo św. Jana Chrzciciela.

    Papież Benedykt XVI: O męczeństwie św. Jana Chrzciciela

    Drodzy Bracia i Siostry!

    W tę ostatnią środę sierpnia przypada liturgiczne wspomnienie męczeństwa św. Jana Chrzciciela, poprzednika Jezusa. Jest to jedyny święty, w którego przypadku w kalendarzu rzymskim obchodzone jest zarówno narodzenie, 24 czerwca, jak i męczeńska śmierć. Dzisiejsze wspomnienie związane jest z poświęceniem krypty w Sebaste w Samarii, gdzie już od połowy IV w. otaczano czcią jego głowę. Kult rozprzestrzenił się później w Jerozolimie, w Kościołach wschodnich i w Rzymie, pod nazwą: Ścięcie św. Jana Chrzciciela. W Martyrologium Rzymskim mówi się o drugim odnalezieniu cennej relikwii, przeniesionej wówczas do kościoła św. Sylwestra na Polu Marsowym w Rzymie.

    Te wzmianki historyczne pozwalają nam zrozumieć, jak dawne i głębokie jest nabożeństwo do św. Jana Chrzciciela. W Ewangeliach dobrze ukazana jest jego rola w odniesieniu do Jezusa. W szczególności św. Łukasz opowiada o jego narodzinach, życiu na pustyni, przepowiadaniu, a św. Marek w dzisiejszej Ewangelii mówi o jego dramatycznej śmierci. Jan Chrzciciel rozpoczyna swoje głoszenie za czasów cesarza Tyberiusza, w 27-28 r. po Chrystusie, i w wyraźny sposób wzywa ludzi, którzy przybywali, by go słuchać, do przygotowywania drogi na przyjęcie Pana, do prostowania krzywych ścieżek własnego życia poprzez radykalne nawrócenie serca (por. Łk 3, 4). Chrzciciel nie ogranicza się jednak do głoszenia pokuty, ale uznając, że Jezus jest «Barankiem Bożym», który przyszedł, by zgładzić grzech świata (por. J 1, 29), z głęboką ufnością wskazuje na Jezusa jako na prawdziwego wysłannika Boga, usuwając się w cień, aby Chrystus mógł wzrastać, być słuchany i naśladowany. Przelanie własnej krwi na świadectwo wierności przykazaniom Bożym, jest ostatnim aktem Chrzciciela, który nie ugiął się i niczego nie wyparł, wypełniając do końca swoją misję. Św. Beda, mnich z IX w., tak mówi w swoich Homiliach: «Św. Jan za [Chrystusa] oddał swoje życie, choć nie kazano mu wyprzeć się Jezusa Chrystusa, kazano mu tylko przemilczeć prawdę» (por. Hom. 23: CCL 122, 354). Nie przemilczał prawdy i umarł za Chrystusa, który jest Prawdą. Właśnie z miłości do prawdy nie poszedł na kompromis i nie lękał się upominać w ostrych słowach tych, którzy zagubili Bożą drogę.

    Patrzymy na tę postać, tę gorącą pasję, która opiera się możnym. Pytamy: skąd bierze się to życie, ta wielka siła wewnętrzna, tak prawa, tak konsekwentna, tak całkowicie oddana Bogu i przygotowaniu drogi Jezusowi? Odpowiedź jest prosta: z więzi z Bogiem, z modlitwy, która jest nicią przewodnią całej jego egzystencji. Jan jest darem Bożym, o który długo prosili jego rodzice, Zachariasz i Elżbieta (por. Łk 1, 13); wielkim darem, na który po ludzku nie mogli mieć nadziei, ponieważ oboje byli w podeszłym wieku, a Elżbieta była bezpłodna (por. Łk 1, 7); «dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego» (Łk 1, 36). Zapowiedź tych narodzin nastąpiła właśnie w miejscu modlitwy, w świątyni jerozolimskiej, i to wręcz w momencie, gdy Zachariasza spotkał wielki przywilej, by wejść do przybytku w świątyni i złożyć Panu ofiarę kadzenia (por. Łk 1, 8-20). Również narodzinom Chrzciciela towarzyszy modlitwa: pieśń radości, uwielbienia i dziękczynienia, którą Zachariasz wznosi do Pana i którą odmawiamy codziennie rano w Jutrzni, «Benedictus», uwydatnia działanie Boga w historii i profetycznie wskazuje misję jego syna Jana: poprzedza on Syna Bożego — który stał się ciałem — by Mu przygotować drogi (por. Łk 1, 67-79). Całe życie Poprzednika Jezusa ożywia więź z Bogiem, w szczególności okres spędzony na pustkowiu (por. Łk 1, 80); pustkowie jest miejscem kuszenia, ale też miejscem, gdzie człowiek odczuwa swoje ubóstwo, bo jest pozbawiony oparcia i bezpieczeństwa materialnego, i rozumie, że jedynym trwałym punktem odniesienia jest sam Bóg. Jednakże Jan Chrzciciel nie jest tylko człowiekiem modlitwy, utrzymującym stały kontakt z Bogiem, ale również przewodnikiem w tej relacji. Ewangelista Łukasz, przytaczając modlitwę, której Jezus uczy swoich uczniów, Ojcze nasz, odnotowuje, że uczniowie wyrażają swoją prośbę następującymi słowami: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów» (Łk 11,

    Drodzy bracia i siostry, obchody męczeństwa św. Jana Chrzciciela przypominają również nam, współczesnym chrześcijanom, że nie jest możliwy kompromis z miłością do Chrystusa, do Jego słowa, do Prawdy. Prawda jest Prawdą, nie ma kompromisu. Życie chrześcijańskie wymaga, że tak powiem, «męczeństwa» codziennej wierności Ewangelii, a więc odwagi, potrzebnej, by pozwolić Chrystusowi, by wzrastał w nas i nadawał kierunek naszym myślom i uczynkom. Może to nastąpić w naszym życiu tylko wtedy, kiedy więź z Bogiem jest mocna. Modlitwa nie jest czasem straconym, nie jest odbieraniem czasu działaniu, nawet apostolskiemu, a wręcz przeciwnie: tylko wtedy, gdy potrafimy pielęgnować życie modlitwy wiernej, stałej i ufnej, Bóg da nam zdolności i siłę, by żyć w sposób szczęśliwy i pogodny, pokonywać trudności i z odwagą dawać Mu świadectwo. Niech św. Jan Chrzciciel wstawia się za nami, abyśmy potrafili zawsze dawać pierwszeństwo Bogu w naszym życiu. Dziękuję.

    audiencja generalna 29 sierpnia 2012— Castel Gandolfo

    wzięte z działu: Kościół (Fronda)

    USA: M. Pence wzywa do poświęcania więcej czasu modlitwie niż internetowi

    USA: M. Pence wzywa do poświęcania więcej czasu modlitwie niż internetowi

    PIXABAY

    Spędzajcie więcej czasu na modlitwie niż przed internetem – poradził chrześcijańskim prawnikom z Alliance Defending Fund (ADF) wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence. Zapis nieformalnej rozmowy z jego imiennikiem Mikem Farrisem – przewodniczącym tej organizacji prawniczej, która w wielu procesach sądowych reprezentuje obrońców życia, ogłosił niedawno Biały Dom.

    Prawnik zapytał wiceprezydenta o to, jak mu się udaje z takim wdziękiem i charyzmą odpierać nieustanne ataki przeciwników politycznych oraz poprosił go o radę dla tych, którzy także stają w obliczu wrogiej postawy oponentów w sali sądowej. W odpowiedzi Pence zachęcił, by pierwszeństwo w tych sytuacjach miała modlitwa.

    „Po pierwsze, spędzajcie więcej czasu na modlitwie niż przed internetem” – oświadczył polityk, co uczestnicy spotkania w mieście Arlington w stanie Wirginia przyjęli gorącymi brawami. Przypomniał, że chrześcijanie powinni modlić się za tych, których kochają, ale także za swych wrogów i zauważył, że w polityce nie brakuje okazji, by to robić.

    „Przebaczenie jest wspaniałym darem. Razem z żoną próbujemy działać dosłownie, przebaczając tym, którzy mogą świadomie występować przeciwko nam, przedstawiając nieprawdziwe fakty o nas i naszej rodzinie” – stwierdził Pence. Zaznaczył, że jest bardzo dumny z żony Karen, którą krytykuje się za to, że uczy ona w szkole przestrzegającej chrześcijańskiego nauczania nt. małżeństwa.

    Zdaniem wiceprezydenta warto skupić się w swej działalności na rzeczach ważniejszych niż my sami, „rzeczach o wiele ważniejszych niż jakakolwiek nagła kontrowersja, którą mogą one wywołać”. W tym kontekście gość ADF podkreślił, że bycie częścią ekipy administracji Donalda Trumpa uważa za błogosławieństwo, gdyż dzięki temu może walczyć o realizację w życiu publicznym m.in. takich wartości jak: wolność wyznania czy prawo do życia, obok zadań związanych z odnową gospodarki i zmianą kształtu federalnego systemu sądownictwa w USA.

    Pence zwrócił uwagę, że wiele działań administracji Trumpa polega na obronie życia nienarodzonych. Ma temu służyć m.in. rozszerzenie przepisów (Mexico City Policy), które ograniczają finansowanie przez rząd programów planowania rodziny za granicą, a także obcięcie federalnego finansowania dla aborcyjnego giganta – Planned Parenthood.

    „Od dawna wierzę, że społeczeństwo powinno się oceniać po tym, jak traktuje tych najsłabszych: starszych, niedołężnych, niepełnosprawnych i nienarodzonych” – dodał polityk i zapewnił, że obecna administracja zawsze będzie broniła życia.

    M. Pence, który określa sam siebie mianem „katolika ewangelikalnego”, przyznał, że najwspanialszy dzień jego życia nastąpił w 1978 r., kiedy przyjął Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawcę.

    Wiceprezydent Mike Pence przybędzie do Polski w zastępstwie prezydenta Donalda Trumpa na uroczyste obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

    Gość Niedzielny 30.08.2019

    KAŻDEGO ROKU 22 SIERPNIA W UROCZYSTOŚĆ NMP KRÓLOWEJ

    NASZA WSPÓLNOTA ODNAWIA AKT ODDANIA SIĘ MATCE BOŻEJ, 

    KTÓRY ZŁOŻYLIŚMY 22 SIERPNIA 2012 ROKU.

    W tym roku ten dzień przypada w czwartek. Msza św. będzie o godz. 19.00

    14 sierpnia – uroczystość św. Maksymiliana Marii Kolbego

    WWW.GOSC.PL → “CHCĘ UMRZEĆ ZA NIEGO”

    FRANCISZEK KUCHARCZAK

    “Chcę umrzeć za niego”

    "Chcę umrzeć za niego"

    Św. Maksymilian. Obraz namalowany przez Mieczysława Kościelniaka, współwięźnia świętegoREPRODUKCJA: HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆ

    Oprawcy nie panowali nad świętym. Nigdy nie panują – historia św. Maksymiliana Marii Kolbego to potwierdza.

    „Nie przybyliście do sanatorium, tyko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko przez komin. Żydzi mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, a reszta trzy miesiące. Komu się to nie podoba, może zaraz iść na druty” – tymi słowami witał nowych więźniów KL Auschwitz Rapportführer Karol Fritzsch. Słyszał to też zapewne Maksymilian Maria Kolbe, którego przywieziono do obozu 28 maja 1941. Został przydzielony do oddziału zarządzanego przez zwyrodnialca zwanego Krwawym Krottem. Ten pobił go któregoś dnia prawie na śmierć. Zakonnik przeżył jednak i, choć bardzo cierpiący, pocieszał innych więźniów, a nawet dzielił się z nimi głodowymi racjami jedzenia. Wszystkim też zalecał oddanie się w ręce Niepokalanej.

    We wtorek 29 lipca 1941 roku ktoś uciekł z obozu. Władze zarządziły apel. Okazało się, że brakuje więźnia z bloku, w którym był Maksymilian. Więźniowie musieli stać za karę na baczność do końca dnia i przez całą noc, która okazała się bardzo zimna. Rano oficer oznajmił, że dziesięciu spośród obecnych na placu więźniów zostanie przeznaczonych na śmierć w bunkrze głodowym. Esesman szedł wzdłuż szeregów i wskazywał palcem skazańców. „Serca waliły nam jak młotem. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że krew wyskoczy nosami, uszami i oczami. Coś tragicznego” – wspominał później Michał Micherdziński, stojący wtedy niedaleko o. Maksymiliana.

    Nieszczęśnicy byli wywlekani z szeregu i stawiani obok pod strażą. Oficer minął ich i wybrał stojącego na końcu 41-letniego Franciszka Gajowniczka. „Jezus, Maria! Moja żona, moje dzieci!” – wyrwało się Gajowniczkowi.

    To był już koniec selekcji, pozostali na placu odetchnęli, gdy nagle stało się coś niesłychanego – z szeregu wystąpił o. Maksymilian i skierował się ku grupie esesmanów. To, co się działo, było tak niezwykłe, że wszyscy obecni dobrze zapamiętali tę scenę. Wiadomo było, że za samowolne wyjście z szeregu jest śmierć. „Byliśmy pewni, że o. Maksymiliana zabiją, zanim zdąży się przecisnąć” – wspominał Micherdziński. Tak się jednak nie stało. Zdumieni Niemcy zastygli, ale po chwili odezwał się wściekły kierownik obozu: „Co chce ta polska świnia?”. O. Maksymilian wskazał na Gajowniczka i płynną niemczyzną powiedział spokojnie: „Chcę umrzeć za niego”. Esesmanom opadły szczęki. Po chwili znów odezwał się oficer. „Kto ty jesteś?” – zapytał. „Jestem polskim księdzem katolickim” – usłyszał w odpowiedzi.

    Michał Micherdziński zwrócił uwagę na to, że o. Maksymilian ani raz nie użył słowa „proszę”. „Jest tylko jego żądanie, którym złamał Niemca. Złamał sędziego, który uzurpował sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, zmusił go do zmiany wyroku” – zauważył.

    Zapanowała grobowa cisza, a sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Wreszcie kapitan SS zapytał: „Dlaczego pan chce umrzeć za niego?”. Właśnie tak powiedział: „pan”. Nigdy w historii obozów koncentracyjnych nie zdarzyło się coś podobnego.

    „On ma żonę i dzieci” – wyjaśnił zakonnik. Znów chwila milczenia. „Dobrze” – powiedział esesman.

    Gajwniczek wrócił do szeregu, a Maksymilian z pozostałą dziewiątką poszedł do bunkra. Tam wszyscy, rozebrani do naga, zostali stłoczeni w celi o rozmiarze ośmiu metrów kwadratowych. Jeden z więźniów, Bruno Borgowiec, Polak wyznaczony do wynoszenia zmarłych z celi, zeznał potem, że ilekroć otwierał drzwi, zastawał więźniów modlących się. Z celi cały czas słychać było śpiewy pobożnych pieśni albo słowa różańca lub litanii, które prowadził Maksymilian, a pozostali odpowiadali. Po dwóch tygodniach o. Maksymilian wciąż jeszcze żył, a z nim trzech innych skazańców. Esesmani wezwali więc „pielęgniarza”, który dobił ich zastrzykami fenolu. Borgowiec mówił, że po śmierci twarz Maksymiliana jaśniała radością, a jego martwe ciało zdawało się promienieć.

    Niemcy nie byli świadomi, że wydarzenia tylko z pozoru dzieją się pod ich dyktando, bo nawet data egzekucji nie była przypadkowa. Był 14 sierpnia, wigilia uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – Tej, której Maksymilian bez reszty zawierzył swoje życie.

    Borgowiec wraz z innym więźniem przenieśli ciało świętego do umywalni. Stamtąd nazajutrz zostało zaniesione do krematorium. „Ofiara całopalna” dopełniła się w sam dzień Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1941 r.

    To, co zrobił o. Maksymilian, było wstrząsem w fabryce śmierci, jaką był KL Auschwitz. Więźniowie opowiadali sobie o tym zdarzeniu, przechowując pamięć o Maksymilianie jak najcenniejsza relikwię. Niektórym dzięki niej łatwiej było umierać, ale wielu pomogła przetrwać. Franciszek Gajowniczek dożył 94 lat i zmarł w 1995 r.

    17 października 1971 r. Paweł VI beatyfikował o. Maksymiliana, a Jan Paweł II kanonizował go 10 października 1982 r.

    Święty Maksymilianie, módl się za nami.

    WWW.GOSC.PL → DUCHOWOŚĆ → O MAKSYMILIANA DZIWNIE SPOKOJNA

    O Maksymiliana dziwnie spokojna

    Natalia Budzyńska
Matka męczennika
Wydawnictwo Znak
Kraków 2016
ss. 266

    Natalia Budzyńska Matka męczennika Wydawnictwo Znak Kraków 2016 ss. 266

    Nie miała lekkiego życia. Kim była kobieta, która przeżyła męża i wszystkie swoje dzieci?

    Historia Kolbów jest tyleż fascynująca, co przygnębiająca. Natalia Budzyńska dotarła do wszelkich dokumentów, świadków i zapisków, by stworzyć interesujące studium tej rodziny, a zwłaszcza portret matki – Marianny Kolbe z domu Dąbrowskiej.

    Już ze wstępu wiemy, że fabuła będzie gęsta: „Poznając historię Marianny Kolbe, można od razu zauważyć pewien schemat zachowań. To schemat porzuceń i odejść, któremu potrafili się przeciwstawić tylko jej dwaj synowie: Józef i Rajmund, przyszły ojciec Maksymilian. Nie potrafiła poradzić sobie z nim sama Marianna, która wiele lat żyła z mężem w separacji. Nie poradził sobie jej pierworodny syn Franciszek, który najpierw opuścił zakon, a potem żonę. Nie poradziła sobie jego jedyna córka, rozwodząc się z mężem, ani wnuczka Maria, popadając w alkoholizm”.

    Marianna była dziesiątym dzieckiem zduńskich tkaczy. Rodzina prowadziła biedne życie, jak tysiące innych, które przybyły do „ziemi obiecanej”. Kolbowie mieli pięciu synów. Walenty umarł, gdy miał roczek, a Antoni żył 4 lata. Pozostałych – Franciszka, Rajmunda i Józefa – Marianna wychowywała twardą ręką, ojciec Juliusz w tym czasie ciężko harował w fabrykach. Po 20 latach małżeństwa Kolbowie podjęli decyzję o życiu w czystości, a w końcu o separacji. Juliusz zwolnił (na piśmie) Mariannę z małżeńskich przyrzeczeń, by mogła zamieszkać przy zakonie.

    Gdy wybuchła I wojna światowa, najstarszy syn Franciszek (brat Walerian) uciekł z sześcioma innymi franciszkanami z zakonu. Marianna ciężko to przeżyła. Franciszek ożenił się ze „światową Irenką”, która w ogóle nie przypadła do gustu teściowej. Od żony też w końcu uciekł, mimo że miał z nią córkę.

    Marianna zamieszkała w Krakowie u sióstr felicjanek i była – jak mówiły niektóre postulantki – „kobietą na posyłki”. Cały czas gorliwie modliła się za synów. „Marianna bolała nad losem pierworodnego, który nie wypełnił jej planów. O Maksymiliana była dziwnie spokojna, tak jakby to on nad wszystkim i wszystkimi z rodziny panował. (…) tylko jemu udało się przeciąć pępowinę” – pisze autorka.

    Józef umiera nagle w wieku 34 lat, ale to śmierć Maksymiliana najboleśniej rani jej serce. Po raz pierwszy buntuje się przeciw woli Bożej. I to właśnie Franciszek musi ją wtedy pocieszać. Najstarszy syn wraca w końcu do rodziny, ale nie cieszy się ona nim długo…

    Marianna przeżywa wszystkich, umiera w Wielkim Poście, rok po wojnie. Poznając historię tej rodziny, nie sposób nie zgodzić się z tezą autorki biografii, że „rodzina, która wydaje świętego męczennika, jest bardziej niż inne narażona na mające ją zniszczyć siły zła”.

    BARBARA JAWORSKA

    15 sierpnia czwartek UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWZIĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    święto dziękczynienia za opiekę Maryi

    Obchodzona 15 sierpnia Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz rocznica Cudu nad Wisłą to okazja do szczególnego dziękczynienia Bogu za opiekę Matki Bożej nad naszą Ojczyzną i przepraszania za to co złe z naszej strony – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

    Rzecznik Episkopatu podkreślił, że Uroczystość Wniebowzięcia należy do tzw. świąt nakazanych, co oznacza, że katolicy na całym świecie mają obowiązek uczestniczenia w tym dniu we Mszy Świętej. „Wniebowzięcie Maryi to dogmat Kościoła katolickiego. Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba, co było potwierdzeniem Jej świętości. Uroczystość Wniebowzięcia uświadamia nam, że mamy w niebie wielką Orędowniczkę, której możemy powierzać naszą codzienność oraz przyszłość” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. „Maryja w wielu dziejowych kolejach była z Polakami i im pomagała. Dlatego jesteśmy Jej winni naszą szczególną wdzięczność, szacunek i miłość, a także obronę Jej wizerunku przed wszelkimi znieważeniami” – dodał.

    Rzecznik Episkopatu przypomniał, że 15 sierpnia obchodzimy też 99. rocznicę Bitwy Warszawskiej zwanej Cudem nad Wisłą oraz Święto Wojska Polskiego. „Ten dzień łączy w sobie wymiar religijny i patriotyczny. To bardzo charakterystyczne dla polskiej historii i tradycji, w których zawsze najważniejszymi wartościami były: +Bóg, honor i Ojczyzna+” – powiedział, zachęcając w imieniu biskupów do modlitwy w intencji naszego kraju oraz żołnierzy, którzy dbają o jego bezpieczeństwo.

    Jak co roku, na Jasnej Górze 15 sierpnia mają miejsce uroczystości z udziałem tysięcy pielgrzymów. „Tym razem Sumie Pontyfikalnej o godz. 11.00 będzie przewodniczyć i wygłosi homilię abp Jan Pawłowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej ze względu na trwające obchody 100-lecia przywrócenia relacji dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Polską” – powiedział Rzecznik Episkopatu.

    Dogmat o Wniebowzięciu Maryi z duszą i ciałem do nieba został ogłoszony przez Papieża Piusa XII w 1950 r. w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (Najszczodrobliwszy Bóg). Dokonało się to na usilną prośbę biskupów i świeckich z całego świata, także z Polski. Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nazywana jest tradycyjnie również dniem Matki Boskiej Zielnej. W tym dniu wierni przynoszą do kościołów zioła i kwiaty, które są tam święcone. To również okazja do dziękczynienia rolników za plony, które zebrali.

    BP KEP
    Źródło: Episkopat.pl

     Ks. Kamil Zadrożny 
     Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 14-15

     ©imaustin – stock.adobe.com

    Wniebowzięcie Maryi, które świętujemy 15 sierpnia, wciąż inspiruje. Rodzi pytania. Zawstydza. Przedziwnie dotyka naszego życia, które nie zamyka się przecież tylko w doczesności. Gdy mówimy o tej maryjnej prawdzie, uświadamiamy sobie, że Wniebowzięcie jest nade wszystko darem dla Kościoła i ludzkości. Maryja wskazuje nam drogę do nieba

    Pismo Święte przekazuje nam kilka faktów o „wniebowzięciach”. Księga Rodzaju mówi o Henochu, „który zniknął, bo zabrał go Bóg” (Rdz 5, 24). Eliasz zostaje wzięty do nieba na ognistym rydwanie (por. 2 Krl 2, 11; 1 Mch 2, 58). O „wzięciu” Maryi do nieba Biblia nie przekazuje nam żadnych informacji.

    Jednakże tradycja chrześcijańska, począwszy mniej więcej od V wieku, powszechnie wyznaje, że Jezus uwielbił ciało swojej Matki u kresu Jej ziemskiej egzystencji. Nie pozostawił go na ziemi. Dokonało się w Niej to, o czym pisze św. Paweł: „…razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie” (Ef 2, 6).

    Prawda uroczyście ogłoszona

    W 1950 r. papież Pius XII uroczyście ogłosił dogmat o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Jest to prawda wiary, która mówi o końcu życia i przeznaczeniu Matki Odkupiciela. Wyznajemy, że po zakończeniu biegu ziemskiego życia, po swojej śmierci, lub jak mówi tradycja wschodniego chrześcijaństwa: po zaśnięciu, Matka Jezusa zostaje wzięta do nieba z duszą i ciałem. Jezus nie mógł pozostawić w grobie ciała Tej, z której za sprawą Ducha Świętego przyjął ludzką naturę. Dlatego zasiada Ona na tronie obok Króla wieków.

    Prawda o wniebowzięciu Maryi przypomina nam o Jej pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Jest to zjednoczenie, które ma swój początek w Boskim macierzyństwie. I będzie trwać aż do skończenia świata. A zatem wniebowzięcie Maryi jest zapowiedzią wspaniałej prawdy: wszyscy kiedyś będziemy na wieki żyli w Bogu!

    Niebo jest naszym domem

    Wniebowzięcie Maryi uczy nas, że żyje Ona całkowicie w Bogu. W Nim znalazła swoje mieszkanie, którego na ziemi pragnęła – jak każdy z nas, gdy powraca do domu rodzinnego po długiej nieobecności. Wierzymy, że nasz dom jest w niebie! Niebo jest ojczyzną Maryi, do której powraca. Ona tam mieszka z duszą i ciałem. Wszyscy inni, święci znani i nieznani, oczekują na ostateczne przyjście Pana w chwale. Wtedy dopiero wskrzesi On ich doczesne szczątki z prochu ziemi. Maryja mieszka w raju i wpatruje się w Oblicze Boga. Kontemplujemy w Niej nasze ostateczne przeznaczenie do życia z Bogiem.

    Wniebowzięta jest bliska człowiekowi

    Poprzez dar wniebowzięcia Maryja stała się bliska naszych spraw, tych zwyczajnych, związanych także z ziemią. W polskiej tradycji uroczystość Wniebowzięcia to święto Matki Bożej Zielnej. Poświęcane w tym dniu zioła, kwiaty i pędy zbóż są znakiem oddania Bogu tego, co najcenniejsze i najpiękniejsze. Czyniąc te gesty, mamy nadzieję, że kiedyś Ona sama przedstawi nas Bogu – idących przed Jego tron z naręczami dobrych uczynków.

    Mistrzyni „ostatniej godziny”

    Wniebowzięta stała się dla ludzi wszystkich czasów mistrzynią „ostatniej godziny”. Swojej i naszej. Od chwili, gdy przeżyła godzinę śmierci Jezusa i swoją, jest Strażniczką naszej „ostatniej godziny”. Dlatego lud chrześcijański woła: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Pod wieczór naszego życia, gdy słońce już zajdzie, jak wtedy na Golgocie, Ona będzie przy nas. To Ona wprowadzi nas do tej świątyni, której blask i wspaniałość będą wyznaczały rytm naszej wiecznej szczęśliwości. Teraz, jak dobra Matka, modli się za nami, aby śmierć zastała nas czuwającymi. Wniebowzięta Matka nas nie zostawia. Kroczy wraz z nami w pielgrzymce wiary. Jest naszą Orędowniczką przed Bogiem.

    Jak żyć tą prawdą?

    15 sierpnia warto się zatrzymać i spojrzeć w niebo. Warto rozbudzić w sobie pragnienie przebywania z Bogiem i Maryją w chwale nieba. Jej życie pozostaje dla nas darem i wzorem w codziennym pielęgnowaniu zażyłości ze Słowem Bożym i karmieniu się Eucharystią.

    o godz. 19.00 uroczysta Msza św. w kościele św. Szymona

    9 sierpnia uroczystość jednej z patronek Europy

    GOŚĆ NIEDZIELNY 7.8.2019

    Edyta Stein jest perłą

    GOŚĆ NIEDZIELNY 7.8.2019

    O drodze do Chrystusa św. Edyty Stein i jej związkach ze św. Janem Pawłem II mówi ks. Robert Skrzypczak.

    Gabriel Kayzer: Jak ważne dla współczesnego świata jest dziedzictwo św. Edyty Stein?

    Ks. Robert Skrzypczak: Edyta Stein jest perłą, która pojawiła się w naszej kulturze, a dokładniej na styku kultur. Wrocław, w którym się urodziła i spędziła lata przed wstąpieniem do Karmelu, to miasto, w którym łączą się kultury żydowska i chrześcijańska, kultury polska i niemiecka. Edyta jest tego streszczeniem. Jej osoba rozwija się na skrzyżowaniu kultur. Dlatego jest perłą. A przede wszystkim jest wielką kobietą – jednym z największych intelektualistów i filozofów XX wieku. Jest kobietą, która pokochała Chrystusa, która Go wybrała i doprowadziła ten wybór do ostatecznej konsekwencji.

    „Europa chce zapomnieć o chrześcijańskich korzeniach. Tragiczny staje się świat, który odrzuca Boga” – napisało Prezydium Episkopatu Polski w liście z okazji 75. rocznicy męczeńskiej śmierci św. Teresy Benedykty od Krzyża – Edyty Stein.

    Jestem wdzięczny biskupom, że zaznaczyli tę rocznicę specjalnym listem do wiernych. W ubiegłym roku obchodziliśmy 75. rocznicę męczeńskiej śmierci innego klejnotu naszego narodu i Kościoła – o. Maksymiliana Kolbego. Temu wydarzeniu towarzyszyło wiele cennych inicjatyw. Edyta Stein pozostała na uboczu, a przecież ma ona wiele do powiedzenia dzisiejszemu pokoleniu. Zwłaszcza że Jan Paweł II ogłosił ją jedną z patronek Europy, a więc to klejnot ogólnoeuropejski.

    Święty Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował Edytę Stein. Czy można powiedzieć, że to Jan Paweł II odnalazł ten klejnot?

    Zostałem kiedyś poproszony o dokonanie porównania Edyty Stein i Jana Pawła II. Okazuje się, że jest dużo momentów zbieżnych między życiem Edyty a życiem Karola Wojtyły. Na przykładzie tych dwóch postaci widać, co to znaczy wzajemne pomaganie sobie, które dokonuje się między świętymi. Nazywamy to świętych obcowaniem. Myślimy na ogół, że to dotyczy zaświatów albo życia pozagrobowego. Jednak także tu, na ziemi, święci pomagają sobie.

    Edyta Stein była karmelitanką, a Karol Wojtyła był mocno związany z zakonem karmelitów.

    Paraleli jest więcej. Edyta traci ojca w wieku dwóch lat. Karol traci matkę w wieku sześciu lat. Edyta wzrasta w cieniu matki, która ogromnie wymaga od samej siebie. Jest kimś, kto poświęca się dla swojej wielkiej rodziny. Miała jedenaścioro dzieci. Karol Wojtyła wzrasta w cieniu ojca. Też wspaniałego człowieka, który podejmuje się wychowania syna. Decyduje się dla niego przenieść z Wadowic do Krakowa, gdzie spędzają ze sobą pierwsze lata okupacji. Edyta podejmuje studia z filologii niemieckiej. Karol idzie do Krakowa studiować filologię polską. Potem również rozpoczynają swoje studia filozoficzne. Edyta jedzie do Getyngi, żeby studiować fenomenologię u Husserla. Wśród jego uczniów poznaje m.in. Maxa Schelera. Karol Wojtyła będzie potem pisał o Maxie Schelerze habilitację. Aby go poznać, nauczy się języka niemieckiego. Edyta nauczyła się języka hiszpańskiego, żeby poznać w oryginale św. Jana od Krzyża. Karol Wojtyła napisał swój doktorat ze św. Jana od Krzyża. Tych podobieństw jest bardzo dużo.

    U Karola Wojtyły nie było jednak kryzysu wiary, jaki miał miejsce u Edyty Stein. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo.

    Edyta wzrastała w rodzinie o korzeniach judaistycznych, w której judaizm był osłabiony asymilacją z kulturą niemiecką. W wieku 14 lat ogłasza się ateistką i pozostawia swój dom rodzinny. Jedzie do Hamburga do swojej ciotki, żeby szukać prawdy. Od tego momentu postanowiła, że nigdy więcej nie będzie się modlić. U Karola Wojtyły był pewien moment kryzysowy, kiedy w lutym 1942 roku, wracając z robót w kamieniołomach, zastał w domu martwego ojca. Jak mówią jego przyjaciele – to było największe załamanie w całym jego życiu. Wyrzucał sobie, że nie był przy śmierci żadnej z osób, które go kochały. Ani przy śmierci matki, ani przy śmierci brata. Potem się dowie, że miał siostrzyczkę, która nie przeżyła. Kiedy stracił ojca, spadł na niego ciężar samotności. To było parę miesięcy jakiegoś „dołowania”, z którego wyszedł we wrześniu ze światłem na życie. Rozpoczyna się nowy dialog z Bogiem, który potem zaowocuje pewnością co do jego drogi życiowej. We wrześniu 1942 roku Karol Wojtyła poprosi o przyjęcie do seminarium. Edyta Stein miesiąc wcześniej zostaje wywleczona przez gestapo z holenderskiego klasztoru w Echt. Jest Żydówką, która nie tylko przyjęła chrzest, ale jest również karmelitanką. Wydawało się, że w Holandii będzie bardziej bezpieczna. Dlatego tam została przemycona w noc sylwestrową 1938 roku. I stamtąd została, wraz ze swoją siostrą, zawieziona do obozu jenieckiego w Westerbork. 6 sierpnia 1942 roku trafia do wagonu bydlęcego jadącego do Auschwitz-Birkenau. Razem z innymi więźniami zostaje od razu rozebrana do naga i obrabowana ze wszystkiego. Idzie oddać życie dla Chrystusa. Modli się za swój naród, z którego wyrosła, i za kraj – Niemcy – który dał jej wykształcenie, modli się również za pokój na świecie. Tutaj widzimy tę bliskość. W momencie, w którym Karol Wojtyła przeżywa swoją noc duchową, w odległości kilkudziesięciu kilometrów jest kobieta, która oddaje życie za Chrystusa, modląc się za obecnych tam ludzi oraz za Kościół. Miesiąc później zostaje ujawnione powołanie Karola Wojtyły. Rozpoczyna się droga do kapłaństwa, a potem do biskupstwa i do papiestwa. Myślę, że Jan Paweł II czuł jakąś szczególną osobistą więź i nić wdzięczności wobec tego potężnego świadectwa życia i wiary Edyty Stein.

    Karol Wojtyła bardzo cenił sobie duchowość karmelitańską.

    Droga duchowa Karola Wojtyły była związana z silną inspiracją karmelitańską i zafascynowaniem hiszpańskimi mistykami. W Wadowicach często chodził na Msze św. do karmelitów. Wzrastał też pod wpływem lokalnego kultu o. Rafała Kalinowskiego, który był tam spowiednikiem. Później ten dzielny karmelita zostanie przez Jana Pawła II kanonizowany. W Krakowie Karol Wojtyła zetknął się również ze środowiskiem Jana Tyranowskiego. To był krawiec, a jednocześnie świecki charyzmatyk zafascynowany św. Teresą Wielką, św. Janem od Krzyża, modlitwą i duchowością karmelitańską. Zarażał do tego młodych ludzi, wśród których znalazł się właśnie Karol Wojtyła. Stąd później jego główną linią życia będzie to, co jest obecne u mistyków hiszpańskich: „Bóg nade wszystko”.

    Wróćmy jeszcze do momentu kryzysu wiary u Edyty Stein. W związku z samobójstwami dwóch wujów, z powodu bankructwa, w wieku 14 lat porzuca ona wiarę.

    Samobójstwa były częstym zjawiskiem wśród Żydów zasymilowanych z niemiecką kulturą, którzy wymieniali wiarę w Boga na wiarę w pieniądz. Usiłowali szybko się dorobić. Mając pustkę po Bogu, którego pozostawili, w momentach bankructwa nie znajdowali żadnej siły wewnętrznej, żadnego oparcia. Edyta wspomina o tym w genialnej książce pt. „Dzieje pewnej rodziny żydowskiej”, do której lektury wszystkich zachęcam. Napisała ją w 1933 roku, przed wstąpieniem do klasztoru karmelitanek, a już po przyjęciu chrztu w czasie kilkumiesięcznej wizyty w rodzinnym Wrocławiu. Są tam cudowne opisy przeżywanych oczami małej dziewczynki świąt żydowskich – Pesach, Szawuot, Sukot, Rosz ha-Szana, Jom Kippur. A potem to wszystko nagle kończy się wielkim załamaniem. Wcześniej drażniło ją, że jej starsze rodzeństwo odchodzi od wiary i lekceważy tradycję żydowską. Potem jednak przyszła kolej na nią. Chciała oderwać się od dominującej postaci matki. Ogłosiła swój ateizm i wyjechała do Niemiec. Chciała szukać prawdy.

    I odkryła Chrystusa.

    Jej droga do Chrystusa przebiegała etapami. To nie dokonało się nagle. Pierwszym ważnym momentem była śmierć jednego z filozofów, Adolfa Reinacha, którego poznała, studiując w Getyndze. Zginął on na froncie I wojny światowej. Edyta pojechała do jego żony Anny, żeby ją pocieszyć. Myślała, że będzie załamana. Tymczasem spotkała się z niesamowitym świadectwem. Dowiedziała się, że Reinachowie spotkali Chrystusa i we wspólnocie ewangelickiej doświadczyli wiary w Zmartwychwstałego. Świadectwo wdowy, która nosiła w sobie ogromną nadzieję, postawiło przed nią wielki znak zapytania. Kolejny etap to jej wizyta w domu przyjaciółki Jadwigi Conrad-Martius. Edyta spędziła u niej noc w wielkiej bibliotece, z której wyciągnęła na chybił trafił opasłą, grubą książkę. Była to autobiografia św. Teresy z Avila. Pochłonęła tę książkę w jedną noc. Gdy ją skończyła, powiedziała: „To jest prawda”. Zaintrygowała ją zagadka, którą jest Krzyż. Kupuje Nowy Testament, mszalik katolicki, katechizm św. Piusa X. Studiuje to wszystko i przygotowana lepiej niż niejeden doktorant studiów teologicznych zgłasza się do proboszcza, aby zdać egzamin do chrztu. Przyjmuje chrzest w wierze katolickiej. Musi się potem zmierzyć z reakcją swojej rodziny. Jej matka nie będzie w stanie zrozumieć, dlaczego Edyta dokonała takiego wyboru. Wydawało jej się, że córka zdradziła judaizm. Co warte podkreślenia, Edyta nie wyparła się judaizmu, żeby przyjąć chrześcijaństwo. Ona nie przeszła z judaizmu na chrześcijaństwo. Jej spotkanie z Chrystusem oznaczało przejście z nowoczesnego intelektualnego ateizmu do Jezusa Chrystusa. Najciekawszy paradoks w życiu Edyty Stein, co sama podkreślała, polega na tym, że spotkanie z Chrystusem i światło, które rzuciła na jej życie Ewangelia, pozwoliły jej odzyskać judaizm. Wiara ojców nabrała wówczas dla niej nowego kolorytu, nowych soków, nabrała sensu. Chrystus jest tym Mesjaszem, namaszczonym Żydem, wybranym przez Boga nie po to, aby zanegować judaizm, ale doprowadzić obietnice Boga złożone Żydom do pełnej realizacji. Edyta to wszystko znalazła w spotkaniu z Żydem z Nazaretu, który – jak mówią – wrócił z cmentarza. I który w jej życiu dokonał tak wiele niezwykłych rzeczy.

    Warto nadmienić, że Edyta Stein miała możliwość uniknięcia śmierci, ale postanowiła, że nie będzie się ratować, tylko pójdzie na śmierć za swój naród.

    Mogła się uratować. Znamy jeden z jej listów, w którym prosiła, aby nie szukać żadnej możliwości ratowania jej. Zwłaszcza nie zgadzała się na taką ewentualność, że zostanie uratowana za poparciem sióstr albo poprzez jakieś inne koneksje, a tymczasem osoby, które zostały wraz z nią aresztowane, pójdą na śmierć. Ona wręcz opowiedziała w tym liście, że zgodzenie się dzisiaj, aby pójść wraz z innymi, żeby oddać życie dla Chrystusa, jest ostateczną konsekwencją decyzji o przyjęciu chrztu. Tak napisała, bo mocno czuła swój chrzest jako zanurzenie się w losie Mesjasza. To właśnie było skandalem dla jednych, a głupotą dla drugich. Że Bóg zechciał się objawić w miejscu największej tragedii człowieka. Tam, gdzie cierpienie wytrąca człowiekowi jakąkolwiek definicję, jakiekolwiek wytłumaczenie. Gdzie człowiek zatrzymuje się wokół takiego bólu i ciemności, że ma ochotę albo wyć z rozpaczy, albo rzucić się jak zwierzę do gardła drugiemu człowiekowi. Trzeba pamiętać, że nazistowskie Niemcy to był fenomen, który bez wątpienia należy kojarzyć z pandemonium. To jest objawienie się demona, szatana. Hitler budował Trzecią Rzeszę nie na wierze chrześcijańskiej. Odwoływał się do pangermanizmu o korzeniach jak najbardziej pogańskich. Edyta Stein i Maksymilian Kolbe pokazują, że jedynym wyjściem ze zła, jakim jest grzech, nienawiść i demon, jest Jezus Chrystus, który w jakiejś kobiecie i mężczyźnie jest gotowy na nowo przyjąć na siebie to zło i nie puścić go dalej. Zatrzymać na sobie. Poprzez heroiczny akt oddania życia. Tylko miłość potężna, heroiczna jest w stanie zniszczyć dzieło diabła.

    Wielu Żydów pyta jednak, czy po Auschwitz można jeszcze w ogóle wierzyć w Boga…

    Narodziła się cała tradycja teologiczna, która jest nazywana teologią po Auschwitz. Przedstawicielami tej teologii są Hans Jonas i inni myśliciele żydowscy, którzy pytają o to, gdzie był wówczas Bóg. Jak Bóg mógł dopuścić do takiego zła, jakim był Holocaust? W związku z tym narodziła się religia bez Boga. Religia, która w samym środku ma metafizyczną czy aksjologiczną pustkę, a która stała się ideologią łącząca ze sobą wielu Żydów. Ona jest często związana z politycznym syjonizmem. Auschwitz z jednej strony jest miejscem pokazującym ranę ludzkości. Ale w tym miejscu, jakby w popiele, pojawiły się takie perły jak Maksymilian Kolbe i Edyta Stein. Wielu ludzi, którym się wydawało, że już nie ma większej katastrofy niż Auschwitz, po bohaterskim czynie o. Kolbego i oddaniu przez niego życia za Gajowniczka uwierzyło, że jest nadzieja. Tak samo wiele osób, które wspominały s. Edytę Stein z Westerborku czy Auschwitz, mówiło, że to była kobieta, która im dostarczała ogromną porcję odwagi i ufności w momencie, w którym po ludzku wszystko jest już stracone i beznadziejne. To są te światła, które Bóg pozwolił, aby zajaśniały w miejscu największej ciemności. Największej bezradności człowieka i pustki.

    Czyli Edyta Stein może stać się dla nas symbolem tego, w którą stronę powinniśmy podążać?

    Ona jest prorokiem głębokiej prawdy o człowieku. Jest prorokiem głębokiej prawdy o Bogu, który jest często ignorowany i odrzucany.

    Żydówka, ateistka, karmelitanka

    GOŚĆ NIEDZIELNY 7.8.2019 JAROSŁAW DUDAŁA

    Żydówka, ateistka, karmelitanka

    Edyta Stein w 1928 r.FOTOREPRODUKCJA HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆ

    Dziś wspominamy św. Teresę Benedyktę od Krzyża (Edytę Stein).

    Urodziła się w 1891 r. w rodzinie zamożnych Żydów wrocławskich. Była najmłodszym z jedenaściorga dzieci. Wcześnie straciła ojca. Jej matka sama kierowała (z sukcesami) rodzinną firmą prowadzącą tartak. W wieku 14 lat Edyta oświadczyła, że jest ateistką. Straciła – jak pisała potem – dziecięcą wiarę.

    Studiowała najpierw na Uniwersytecie Wrocławskim, jednak w 1913 r. przeniosła się do Getyngi, by zostać uczennicą filozofa-fenomenologa Edmunda Husserla. Jej dociekliwej naturze bardzo odpowiadała metoda fenomenologiczna, polegająca na orientowaniu się w rzeczywistości bez przyjmowania wcześniejszych założeń. – Poszukiwanie prawdy było moją jedyną modlitwą – pisała.

    W kręgu fenomenologów zetknęła się też z chrześcijaństwem.

    Pierwszym silnym doświadczeniem duchowym była obserwacja Anny Reinach – młodej, zaledwie 32-letniej wdowy po koledze-filozofie Adolfie Reinachu, który zginął na froncie I wojny światowej. Wbrew oczekiwaniom Edyty, Anna nie wpadła w depresję. Przyjęła śmierć męża jako udział w Krzyżu Chrystusa. Dała świadectwo chrześcijańskiej wiary w zmartwychwstanie. (Nawiasem mówiąc, obydwoje Reinachowie byli Żydami, którzy konwertowali na luteranizm, zaś Anna w 1923 r. została katoliczką. Z zawodu była doktorem fizyki.)

    Przełomowym momentem w duchowej biografii Edyty Stein była wizyta w domu jej znajomej Jadwigi Conrad-Martius. Tak ją potem opisała w swej autobiografii: „Sięgnęłam na chybił trafił i wyjęłam książkę sporej objętości. Nosiła tytuł: “Życie św. Teresy z Avila spisane przez nią samą”. Zaczęłam czytać, zachwyciłam się natychmiast i nie przerwałam lektury aż do jej ukończenia. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie: To jest prawda”.

    1 stycznia 1922 r. Edyta przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Przyjęła imię Teresa. Pracowała potem naukowo, była też nauczycielką. W 1933 r. wstąpiła do karmelitanek bosych w Kolonii. Tam powstało jej główne dzieło: “Byt skończony a byt wieczny”. W 1938 r. z powodu prześladowań Żydów przez hitlerowców przeniosła się do klasztoru w holenderskim Echt. Z tego okresu pochodzi jej kolejne wielkie, lecz niedokończone dzieło pt. “Wiedza krzyża”. Gdy Niemcy zajęli Holandię, została (wraz ze swą rodzoną siostrą Różą) wywieziona do obozu Auschwitz, gdzie została zamordowana.

    W 1987 r. została beatyfikowana, a w 1998 r. kanonizowana przez Jana Pawła II. On też w 1999 r. ogłosił ją patronką Europy.


    Cud ze śniegiem, czyli Matka Boża Śnieżna
    (fot. wikipedia/Domena publiczna)

    Cud ze śniegiem, czyli Matka Boża Śnieżna

    Na dzień 5 sierpnia przypada rocznica konsekracji rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore, w której czci się Matkę Bożą Śnieżną. 

    Śnieg w upale 

    Tradycja mówi, że w 352 r. Matka Boża objawiła się papieżowi Liberiuszowi i patrycjuszowi Janowi, nakazując wznieść kościół w miejscu, które wskaże. We wspomnianym, upalnym dniu Eskwilin pokrył się śniegiem, co odczytano jako dany przez Maryję znak. Trzynastowieczna legenda mówi, że „za papieża Liberiusza (352–366) patrycjusz rzymski Jan i jego szlachetna małżonka, nie mając potomstwa, postanowili uczynić Matkę Bożą spadkobierczynią swego wielkiego majątku. Oboje małżonkowie prosili gorąco Boga, aby wola Najświętszej Panny, dotycząca dobrego spożytkowania ich posiadłości, została im w jakiś sposób objawiona. Matka Boża wysłuchała ich prośby i potwierdziła to niezwykłym zjawiskiem. W nocy 5 sierpnia, a więc w czasie, gdy w Rzymie bywają największe upały, część Wzgórza Eskwilińskiego pokryła się śniegiem. Tej nocy Matka Boża objawiła się we śnie obojgu małżonkom i każdemu z nich przedłożyła życzenie, aby tam, gdzie znajdą śnieg na wzgórzu, ku Jej czci zbudowali kościół. W taki właśnie sposób chciała zostać ich spadkobierczynią. Patrycjusz Jan powiadomił o tym papieża Liberiusza, który miał identyczny sen. Rano więc udał się papież, otoczony klerem i ludem, w uroczystej procesji na pokryte śniegiem wzgórze i tam oznaczył miejsce na budowę kościoła Panny Maryi”. Po soborze efeskim (431 r.), na którym proklamowano dogmat o Bożym macierzyństwie Maryi, papież Sykstus III postanowił gruntownie przebudować bazylikę. Na pamiątkę cudu ze śniegiem corocznie 5 sierpnia zrzuca się z kopuły w kaplicy Matki Bożej płatki białych róż, symbolizujące łaski. 

    Obraz Matki Bożej Śnieżnej ma dwunastowieczną genezę. „Pokryty” greckimi literami, ukazuje Maryję z pierścieniem, kosztownym naszyjnikiem oraz z chustką w dłoni. Znajdujące się na lewej ręce Matki Bożej, obejmowane przez Nią Dzieciątko trzyma księgę Ewangelii. Wspomniana chustka zaowocowała przekonaniem, że Matka Boża ociera nią ludzkie łzy, dlatego Maryję z Santa Maria Maggiore zaczęto nazywać Matką Pocieszenia. W związku z tym, iż należący do bizantyńskiego typu Panagia Hodegetria (Wskazująca Drogę), cudowny wizerunek miał wielokrotnie ocalić Rzym, nazwano go Salus PopuliRomani, czyli Ocalenie Ludu Rzymskiego. Matka Boża Śnieżna pośpieszyła z ratunkiem na przykład w 1571 r., podczas bitwy morskiej chrześcijan z Turkami pod Lepanto. W jej trakcie w Rzymie w wielkiej, pokutnej procesji różańcowej (z papieżem Piusem V na czele) niesiono obraz Matki Bożej Śnieżnej. Nie można też pominąć faktu, że w bazylice Santa Maria Maggiore przed tym obdarzonym odpustami wizerunkiem modlił się często św. Stanisław Kostka. Natomiast papież Jan Paweł II polecił, by przed tą ikoną, najbardziej od stuleci czczoną w Rzymie, paliła się zawsze lampka oliwna.  

    Historia mówi, że to krzyżowcy przywieźli do Rzymu obraz z rządzonego przez siebie w latach 1204–1261 Konstantynopola. Wizerunek ten, namalowany w VIII w., miały unieść fale morskie do Rzymu. Powiadomił o tym papieża Grzegorza II w liście patriarcha German. Po kilku dniach, zgodnie z otrzymanym we śnie poleceniem, papież udał się nad brzeg Tybru. Wtedy to, kiedy zaczął modlitwę, z fal rzeki wyłoniła się ikona i osiadła na papieskich rękach. Jeszcze inna opowieść mówi, że po bizantyńskim ikonoklazmie, za pontyfikatu papieża Sergiusza II, wizerunek opuścił kościół i cudownie przeniósł się nad Tybr, a „uspokoił się” dopiero po modlitwie przerażonych wiernych. Niektórzy natomiast wierzyli, że ową ikonę namalował ewangelista Łukasz, a przywiozła ją św. Helena, matka cesarza Konstantyna I Wielkiego. Ikona znalazła się w Konstantynopolu, w bazylice Chalkoprateia, czczona w niej przez stulecia jako „La Romana”. Jeszcze inna opowieść podaje, że kiedy pierwsi chrześcijanie zamierzali wznieść kościół w Liddzie oraz poprosili apostołów Piotra i Jana o przybycie Maryi na jego konsekrację, Matka Boża rzekła: „Idźcie z radością, jestem z wami”. Gdy obaj apostołowie znaleźli się w Liddzie, zobaczyli na kolumnie nowo wzniesionej świątyni wizerunek typu acheiropoietos (nieuczyniony ręką ludzką), który pobłogosławiła Maryja, odwiedziwszy miejscowość. Obraz przetrwał także próbę zniszczenia go w IV w. z rozkazu cesarza Juliana Apostaty. 

    Kiedy natomiast za pontyfikatu papieża Grzegorza I Wielkiego Rzym zaatakowała epidemia dżumy, papież, wyniósłszy w Wielkanoc z bazyliki Święty Wizerunek, dotarł z nim w procesji pod mauzoleum cesarza Hadriana. Gdy usłyszawszy anielski chór wykonujący łaciński hymn maryjny: „Królowo nieba, wesel się, alleluja. Albowiem Ten, któregoś nosić zasłużyła, alleluja, zmartwychwstał, jak powiedział, alleluja”, odpowiedział: „Módl się za nami do Boga, alleluja”, nad mauzoleum pojawił się archanioł Michał. Po włożeniu przezeń miecza do pochwy ustąpiła zaraza. Wtedy to papież nazwał Madonnę Salus Populi Romani Miłosierną. Swój kult Matka Boża Śnieżna zawdzięcza jezuitom. Trzeci z kolei generał Towarzystwa Jezusowego, św. Franciszek Borgiasz, jako pierwszy poprosił papieża o pozwolenie na umieszczanie kopii maryjnego wizerunku z Santa Maria Maggiore w pokojach jezuickich domów. Rzymski oryginał koronował papież Klemens VIII, następnie Grzegorz XVI i Pius XII. 

    Rodzima Śnieżna Madonna 

    W Polsce istnieje kilkadziesiąt maryjnych wizerunków, dla których rzymski obraz Matki Bożej Śnieżnej stał się prototypem. Kilkanaście takich przedstawień ukoronowano, między innymi z Poznania, Goliny, Kawnic, Lewiczyna, Jodłówki, Przasnysza, Stoczka Klasztornego, Zielenic, Krypna, Janowa Lubelskiego, Ostrowąsa, Czernej, Orchówka i Mrzygłodu. Kopie rzymskiego wizerunku zyskały popularność począwszy od 1600 r., a umieszczane były często w kaplicach bractw różańcowych (dlatego nazywano je obrazami Matki Bożej Różańcowej). Kult Matki Bożej Śnieżnej w Polsce rozpowszechnił się w XV w.

    Do najbardziej znanych kopii rzymskiego wizerunku należy obraz Matki Bożej Różańcowej u krakowskich dominikanów. Wizerunkowi temu zawdzięczano zwycięstwo pod Chocimiem. Obraz miał być darem matki dla św. Stanisława Kostki, a święty ów miał przy nim umrzeć. Później zdobił grób tego jezuickiego nowicjusza, by następnie w 1597 r. trafić do rąk biskupa łuckiego Bernarda Maciejowskiego, szkolnego kolegi św. Stanisława Kostki z lat wiedeńskich. Hierarcha powierzył obraz krakowskim dominikanom. Jeszcze inna kopia obrazu Matki Bożej Śnieżnej znalazła się w kościele parafialnym w Zielenicach. Dostarczona w 1613 r. z mieszczącego się w Krakowie jezuickiego nowicjatu do wspomnianego kościoła, ukoronowana została w Częstochowie 19 czerwca 1983 r. przez papieża Jana Pawła II.  

    Wskażmy też na Matkę Bożą Mirowską z kościoła franciszkanów-reformatów w Pińczowie – obraz wzbogacony o postaci świętych Wojciecha i Stanisława biskupa. Kolejne wizerunki to obraz Matki Bożej Pocieszenia (kiedyś w lwowskim kościele jezuickim, obecnie w kościele św. Klemensa Dworzaka we Wrocławiu) oraz obraz Matki Bożej Różańcowej w kościele jezuitów w Poznaniu. Przed pierwszym z wymienionych modlili się: Jan Kazimierz, Stefan Czarniecki, Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jerzy Ossoliński i Jan III Sobieski. To tutaj, przed tym obrazem, po raz pierwszy użyto w Litanii Loretańskiej wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami”. Drugi z wizerunków, bardziej przypominający renesansowy obraz niż bizantyńską ikonę, ukoronowany został w 1968 r. przez biskupa Antoniego Baraniaka, niezłomnego Sługę Bożego.

    Justyna Sprutta/misyjne.pl1

    ‘Maryjo-Ocalenie Ludu, ocal nas przed chorą ideologią LGBT’. Kolejni biskupi w obronie tradycyjnych wartości

    “Maryjo –Ocalenie Ludu – ocal nas od zła, które chce zawojować umysły i dusze Polaków, zaradź rozprzestrzenianiu się chorej ideologii LGBT, która uderza w tradycyjną rodzinę”- modlił się wczoraj w Radzyminie ks. Mirosław Milewski, płocki biskup pomocniczy. 

    Choć homilia metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego w Bazylice Mariackiej w Krakowie wywołała wściekłość środowisk lewicowo-liberalnych, kolejni hierarchowie jasno i wprost wyrażają sprzeciw wobec ideologii LGBT. 

    „Widzimy, że nie jest to zwykłe przeciwstawienie społeczno-politycznych poglądów tzw. lewicowych i prawicowych, ale że jest to radykalne przeciwstawienie: Droga Bożej Prawdy przeciwko drodze zwykłego, pogańskiego bezbożnictwa”-pisał w liście do wiernych metropolia szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga.

    Biskup Milewski, który w niedzielę wziął udział w uroczystości odnowienia 300-letniego obrazu Matki Bożej Śnieżnej w Radzyminie, w swojej homilii przypomniał o jednym z najważniejszych tytułów Maryi: Salus Populi- Ocalenie Ludu. Duchowny podkreślił, że Polacy przez wieki zwracali się do Matki Bożej, nękani chorobami i zarazami, wojnami, klęskami żywiołowymi i katastrofami, a Maryja nigdy nie zawodziła. Maryja nie zostawia nas bez pomocy w walce o Kościół!

    “Trudno nie odnieść się do tego, co dzieje się aktualnie w naszej Ojczyźnie. Ze smutkiem i bólem patrzymy na to, co ludzie bezbożni robią z tym świętym Wizerunkiem: malują wokół Jej głowy tęczę, znak ruchów gejowskich, a potem naklejają go na koszach na śmieci i toaletach, publikują w sieci filmiki z „tęczową” Maryją, na swoich niemoralnych marszach, ubrani w „tęczowe” ornaty, parodiują Eucharystię”-mówił wczoraj płocki biskup pomocniczy. 

    “Maryjo – Ocalenie Ludu – ocal nas od zła, które chce zawojować umysły i dusze Polaków, zaradź rozprzestrzenianiu się chorej ideologii LGBT, która uderza w tradycyjną rodzinę”-modlił się hierarcha. Biskup Milewski prosił Maryję również o to, aby ocaliła młodych ludzi, poszukujących swojej tożsamości, którym grozi zwiedzenie przez “modne hasła o wolności i tolerancji”, w praktyce prowadzące raczej do “zniewolenia i deprawacji”.

    “Ocal przed naporem półnagich ludzi na ulicach polskich miast, którzy pod hasłami o równości płci przekonują, że płeć można sobie wybrać czy zmienić w dowolnym momencie. Daj nam siłę, gdy szargają oni symbole naszej wiary. Zachowaj nasze serca od nienawiści, byśmy umieli miłować nawet tych, którzy nam źle życzą”- mówił duchowny. Również abp Andrzej Dzięga w liście do wiernych, odnosząc się do 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, przypomniał, że zarówno niemiecki nazizm, jak i rosyjski komunizm, w pewnym momencie niszczyły Kościół, nie mogąc go sobie podporządkować ani zniewolić. 

    “Obserwując obecne zmagania kulturowe, w ostatnich kilkunastu latach szczególnie intensywne w Polsce, a w ostatnich miesiącach jeszcze nasilające się na polskiej ziemi, widzimy, że nie jest to zwykłe przeciwstawienie społeczno-politycznych poglądów tzw. lewicowych i prawicowych, ale że jest to radykalne przeciwstawienie: Droga Bożej Prawdy przeciwko drodze zwykłego, pogańskiego bezbożnictwa”-ocenił hierarcha. 

    “Szczególnego znaczenia nabrało to obecnie, gdy falą idą przez Polskę, organizacyjnie zsynchronizowane, jakby odgórnie zarządzane, a prawdopodobnie i opłacane, spotkania i przemarsze, nie tylko wołające o publiczne potwierdzenie prywatnego prawa do grzechu, i to ciężkiego grzechu sodomskiego, ale skutkujące także próbami wprowadzania do szkół takiej edukacji najmłodszych, podejmowanej z poważnym naruszeniem rozumnych norm Bożych, ludziom rozumnym znanych jako normy prawa naturalnego, z jednoczesnym naruszaniem praw samych rodziców”-pisze arcybiskup. W ocenie duchownego, w Polsce w ostatnich dekadach zbyt słabo broniliśmy nienaruszalnego prawa do życia.

    “Módlcie się w świątyniach i czuwajcie nad świątyniami. Módlcie się za kapłanów. Nie przestawajcie kapłanów kochać. Nie przestawajcie kapłanom ufać. A Wy, Drodzy Księża, nie tylko nie traćcie ducha i nie popadajcie w lęki, ale tym bardziej odważnie stawajcie w obronie Bożej Prawdy i Bożej Sprawy”-zwracał się do wiernych metropolita szczecińsko-kamieński.

    Arcybiskup Dzięga przypomniał o ostatnich atakach na księży oraz o tym, że również nie są to zjawiska nowe. 

    “Ataki na kapłanów były w czasach zaborów, były w czasie okupacji niemieckiej, były także w latach powojennych. W każdym z tych okresów mogły mieć nieco inne formalne podłoże oraz inny proceduralny przebieg, zawsze jednak były rozpoznawane jako atak ze strony przeciwników Boga i wrogów Ojczyzny. Zawsze też były okazją do dodatkowego świadectwa wiary”-zauważył hierarcha.

    “Dlatego nie lękajcie się. Te dodatkowe utrudnienia należy przyjąć przede wszystkim jako potwierdzenie wartości ewangelicznej i sakramentalnej misji kapłańskiej”-“zaapelował do wiernych.

    yenn/kuria.pl, Fronda.pl

    Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

     2019-03-25 rm / Radom (KAI)
     Monika Jaworska

    Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych – uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

    Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

    Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów “jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu”.

    Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

    – Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw – pisze ks. Dziewiecki.

    Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. – Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile – pisze psycholog.

    – Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) – czytamy w felietonie.

    Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. – Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków – mimo, że są mniejszością – którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać – pisze kapłan.

    Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

    – W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności – pisze ks. Marek Dziewiecki.

    – Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa – jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej – pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia – czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA

    o godz. 20.30 Msza św w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego. Po Mszy św. godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem.

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, daj swoim sługom, kapłanom, serca czyste, zdolne kochać tylko Ciebie. Daj im serca otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na ciasne ambicje i międzyludzkie współzawodnictwo. Daj im serca gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, pokusom, słabościom, znudzeniu i zmęczeniu. Obdarz ich męstwem w walce ze złem. Naucz ich pasterskiej troski o zaginione owce i uczyń światłymi przewodnikami na drogach zwątpień i załamań. Zanurz ich w swojej świętości, aby ich życie było znakiem, w którym ludzie rozpoznają Ciebie, Panie. Amen.

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA

    godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem od godz. 18.00 w kościele św. Szymona. Po adoracji Msza św.

    “Pierwszy piątek” – warto przypomnieć co ze sobą niesie to szczególne nabożeństwo, jaka jest jego historia i co się z nim wiąże. Główna zasługa w rozpowszechnianiu się nabożeństwa do Najśw. Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). W grudniu 1673 roku św. Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: “Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”.

    Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
    Ustalę pokój w ich rodzinach.
    Będę ich pocieszał w utrapieniach.
    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    I SOBOTA MIESIĄCA

    Po Mszy św. o godz. 18.00 nabożeństwo wynagradzające za zniewagi i bluźnierstwa skierowane przeciwko NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Pierwsze soboty – ratunek dla świata

     Karolina Jadczyk (Tygodnik NIEDZIELA)

     www.medjugorienews.com

    Fatima. Choć objawienia Matki Bożej trojgu pastuszkom w tej niewielkiej portugalskiej wiosce były mocno zakorzenione w rzeczywistości 1917 r., to jego przesłanie jest aktualne i dziś, niemal sto lat później. Również teraz – a może jeszcze bardziej, tylko na inne sposoby – odchodzimy od Boga, znieważamy Maryję. Potrzeba więc na nowo odkryć fatimskie orędzie, potrzeba na nowo odpowiedzieć na wezwanie do nawrócenia i pokuty. Potrzeba iść za błogosławionymi dziś Hiacyntą i Franciszkiem oraz Łucją – służebnicą Bożą, by przez modlitwę i ofiarowanie Bogu cierpień wypraszać nawrócenie dla świata.

    To orędzie – jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. – wzywa „wierzących, aby modlili się usilnie o pokój na świecie i aby przez pokutę otwierali serca na nawrócenie”; aby wypraszali nawrócenie dla tych, którzy są daleko od Pana Boga. Maryja wskazała nam niezawodne środki ku temu: codzienne odmawianie Różańca, ofiarowanie swych cierpień Bogu, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca i oddanie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. O cierpieniu mówiła pastuszkom: „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: «O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»”. 
    Na czym z kolei polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca? Głos oddajmy s. Łucji: „Składa się [ono] z następujących elementów: przez pięć miesięcy, w pierwsze soboty, przyjmujemy Jezusa w Najświętszym Sakramencie, odmawiamy Różaniec [jedną część, czyli pięć tajemnic], spędzamy piętnaście minut, towarzysząc Matce Najświętszej w rozważaniu tajemnic różańcowych i idziemy do spowiedzi. To ostatnie można uczynić kilka dni wcześniej, a jeśli podczas tej spowiedzi zapomnimy wzbudzić intencję, możemy to uczynić podczas następnej spowiedzi, z zastrzeżeniem, że w pierwszą sobotę Komunia św. została przyjęta w stanie łaski z intencją wynagrodzenia za obrazy przeciwko Najświętszej Maryi Pannie i te, które zasmucają Jej Niepokalane Serce”. Dlaczego Maryja zażądała pięciu sobót? Chodzi o pięć rodzajów obelg i bluźnierstw przeciwko Niej. Są to bluźnierstwa przeciw: Niepokalanemu Poczęciu; Jej dziewictwu; Bożemu macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka; bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki; na koniec bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

    Ważne jest jednak jeszcze jedno – nastawienie, z jakim odprawia się nabożeństwo. U jego źródła powinno być pragnienie wynagrodzenia za grzechy. Pan Jezus w 1926 r. tak powiedział Łucji: „To jest prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy, i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymać przyrzeczone łaski; Ja jednak wolę, żeby odprawiali pięć pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż żeby odprawiać piętnaście bezdusznie i z obojętnością…”. 
    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia. Ale też jest z nimi w obecnym życiu – każdy, kto praktykuje to nabożeństwo, otwiera się na Maryję, na Jej działanie w obecnej rzeczywistości, a co za tym idzie – na pogłębienie relacji z Bogiem. Bo przecież Maryja jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do Jezusa.

    Maryja w objawieniach powiedziała pastuszkom, że na koniec zwycięży Jej Niepokalane Serce. „Co to oznacza? – odpowiedź daje kard. Joseph Ratzinger: – Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację jest silniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń”.

    Start writing or type / to choose a block

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE PO MSZY ŚW. o godz. 18.00

    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    1. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.

    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.

    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.

    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.

    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    1. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    1. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią?

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    1. Intencja wynagradzająca.

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    1. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane?

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    1. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne?

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    (Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl)

    Uczynki miłosierdzia względem duszy:

    1. Grzeszących upominać.
    2. Nieumiejętnych pouczać. 
    3. Wątpiącym dobrze radzić. 
    4. Strapionych pocieszać. 
    5. Krzywdy cierpliwie znosić. 
    6. Urazy chętnie darować. 
    7. Modlić się za żywych i umarłych. 

    Uczynki miłosierdzia względem ciała:

    1. Głodnych nakarmić.
    2. Spragnionych napoić. 
    3. Nagich przyodziać. 
    4. Podróżnych w dom przyjąć. 
    5. Więźniów pocieszać. 
    6. Chorych nawiedzać. 
    7. Umarłych pogrzebać. 

    Warunki dobrej spowiedzi:

    1. Rachunek sumienia.
    2. Żal za grzechy. 
    3. Mocne postanowienie poprawy. 
    4. Spowiedź szczera. 
    5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. 

    Grzechy przeciwko Duchowi Św.:

    1. Zuchwałe dopuszczenie się grzechu
    2. Rozpaczanie lub wątpienie w miłosierdzie Boże
    3. Sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej
    4. Zazdroszczenie bliźniemu łaski Bożej
    5. Zatwardziałość serca na zbawienne napomnienia
    Odkładanie nawróceń i pokuty aż do śmierci.

    Szczególna modlitwa św. Jana Pawła II, która daje nadzieję w trudnych czasach

     Jan Paweł II był autorem wielu modlitw. Jednak żadna z nich nie daje takiej nadziei i takiego pokoju jak te kilka zdań.

    Pan Bóg jest Panem historii. Kiedy się nam wydaje, że prawie wszystko, po ludzku sądząc, jest stracone, Bóg wyznacza wybranym przez siebie ludziom specjalną misję, by objawić swoją potęgę i chwałę. Wybrany zza żelaznej kurtyny kard. Karol Wojtyła okazał się wkrótce “nowym Mojżeszem”, który pomógł odzyskać wolność i prawa człowieka tak wielu narodom na całym świecie. Zgłębiajmy mądre nauczanie, które nam pozostawił, abyśmy także dzisiaj przestali się lękać, bo losy świata i Kościoła są w Bożych rękach.

    Kard. Joseph Ratzinger powiedział o Janie Pawle II:

    Miłość do Chrystusa była najbardziej przemożną siłą w życiu naszego umiłowanego Ojca Świętego: wie o tym każdy, kto widział, jak się modlił, i słyszał, jak głosił słowo Boże. Dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł on dźwigać ciężar, który przerasta siły człowieka: mógł być Pasterzem owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego.

    Oto jedna z najpiękniejszych modlitw Jana Pawła II, którą wypowiedział 17 sierpnia 2002 roku w Łagiewnikach:


    Boże, Ojcze Miłosierny,

    który objawiłeś swoją miłość

    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym,

    Pocieszycielu, Tobie zawierzamy dziś losy

    świata i każdego człowieka.

    Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość,

    przezwycięż wszelkie zło,

    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi

    doświadczyć Twojego miłosierdzia,

    aby w Tobie, Trójjedyny Boże,

    zawsze odnajdywali źródło nadziei.

    Ojcze Przedwieczny,

    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,

    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

    Bardzo zachęcam do medytowania Pisma św.

    Nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa (św. Hieronim) Pan nasz Jezus Chrystusa mówi: “Badajcie Pisma” oraz: “Szukajcie, a znajdziecie”; bo gdy nie będę karmił się Bożym Słowem mogę usłyszeć straszne stwierdzenie Chrystusa, który powiedział był Żydom: “Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej”. Apostoł Paweł napisał, że Chrystus jest mocą i mądrością Bożą; otóż ten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy i mądrości Bożej. A zatem nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa. 

    Pismo Święte składa się z 72 ksiąg: 45  Starego Testamentu i 27 Nowego Testamentu. Teksty te są natchnione przez Ducha Świętego i dlatego mają moc dokonać prawdziwej przemiany naszych serc.

    Również zachęcam do lektury Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie są przedstawione najważniejsze prawdy naszej wiary.

    Każdej niedzieli po Mszy św. jest możliwość wypożyczania religijnych książek.

    SAKRAMENT CHRZTU

    Ponieważ wciąż można się  spotykać z niezrozumieniem dlaczego nie każdy może być ojcem chrzestnym czy matką chrzestną, dlatego wyjaśniam:

    Na rodziców chrzestnych nie można wybierać osoby, które deklarują, że są niewierzące albo osoby tzw. wierzące, ale „niepraktykujące”.
    Rodzice chrzestni muszą spełniać warunki, które Kodeks Prawa Kanonicznego (Kan. 874 – § 1, ust. 1-3) jasno określa. To ma być osoba wierząca, która już przyjęła sakrament bierzmowania, uczestniczy w pełni w sakramencie Najświętszej Eucharystii  oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić.
    „Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. (Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 872)

    Między osobą ochrzczoną a osobą chrzczącą oraz między osobą chrzczoną a rodzicami chrzestnymi powstaje pokrewieństwo duchowe.

    „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną (officium). Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1255 / katechizm.opoka.org.pl).

    „Nie łatwo ukazywać otwarcie i bez kompromisów to, w co wierzymy, zwłaszcza w kontekście, w którym żyjemy, w obliczu społeczeństwa, które często uważa ludzi żyjących wiarą w Jezusa za niemodnych i nie na czasie. Na fali tej mentalności, może także pośród chrześcijan zaistnieć niebezpieczeństwo rozumienia relacji z Jezusem jako czegoś ograniczającego, czegoś utrudniającego samorealizację” (Homilia Benedykta XVI wygłoszona w niedzielę Chrztu Pańskiego, 13 stycznia 2013 / radiomaryja.pl).

    „Ci maluczcy muszą znaleźć w was i w swoich chrzestnych wsparcie i przewodnictwo na drodze wierności Chrystusowi i Ewangelii. Bądźcie dla nich przykładami żywej wiary, głębokiej modlitwy i aktywnego zaangażowania w życie Kościoła” (św. Jan Paweł II homilia na święto Chrztu Pańskiego 09.01.2000 / w2.vatican.va).

    „Kościół z radością wita nowo-ochrzczone dzieci, lecz zarazem pragnie, by ich rodzice, ojcowie i matki chrzestne wraz z całą wspólnotą uświadomili sobie poważny obowiązek świecenia dobrym przykładem, nauczania prawdy i autentycznej formacji chrześcijańskiej, by dziecko, w swoim stopniowym rozwoju pozostało wierne swym zobowiązaniom chrzcielnym” (św. Jan Paweł II, Homilia na niedzielę Chrztu Pańskiego, 09.01.1983 / w2.vatican.va).

    „Ten, kto za niemowlę odpowiada: Wierzę, nie przepowiada, że w przyszłości to niemowlę, gdy dojdzie do pełnoletności, będzie wierzyło. W przeciwnym razie powiedziałby: Będę wierzył. On raczej w imieniu dziecka wyznaje wiarę Kościoła, do którego zostaje ono włączone, którego sakramentu mu się udziela, i do którego [co do zachowania jego nauki i przykazań] jest ono przez kogoś innego zobowiązane. I nie ma w tym niczego niestosownego, że ktoś zobowiązuje kogoś do tego, co jest konieczne do zbawienia. Podobnie i chrzestny, odpowiadając w imieniu dziecka, przyrzeka dołożyć starań, by dziecko było wierzące. Wszystko to nie wystarczyłoby dla dorosłych, którzy mają używanie rozumu” (św. Tomasz z Akwinu “Summa Theologica”, III, q. 71, a. 1).

    Aborcja główną przyczyną śmierci na świecie w 2018 r.

    Blisko 42 mln dzieci zostało zabitych w 2018 r. wskutek aborcji – alarmuje portal zajmujący się kompliacją badań statystycznych worldometers.info Tym samym aborcja była w ubiegłym roku główną przyczyną śmierci na całym świecie.

    Jak wynika z danych, pochodzących m.in. ze Światowej Organizacji Zdrowia, w 2018 r. w wyniku aborcji straciło życie 41,9 mln dzieci. Wskutek choroby nowotworowej zmarło w ubiegłym roku 8,2 mln osób, w następstwie powikłań po paleniu tytoniu 5 mln, a z powodu choroby AIDS 1,7 mln osób. Według statystyk, aż 23 proc. ciąży zakończyło się w 2018 r. aborcją, a na każde 33 urodzonych dzieci przypada 10 zabitych w fazie prenatalnej.

    KAI Katolicka Agencja Informacyjna – 2019

    To obrzydliwość w oczach Pana.

    Ks. prof. Chrostowski o homoseksualizmie w Biblii


    pch24.pl strona główna      Wiadomośc


    „Podczas gdy coraz silniejsze naciski lobby homoseksualnego nie omijają części ludzi Kościoła, siejąc zamieszanie i zamęt wśród wiernych, pilny staje się rzetelny powrót do orędzia Pisma Świętego (…) Mieszkańcy biblijnej Sodomy i Gomory, o których czytamy w Księdze Rodzaju (19,1-29), zostali surowo ukarani za zboczenia, których się bezwstydnie dopuszczali” – pisze na łamach portalu naszdziennik.pl ks. prof. Waldemar Chrostowski.

    Ekspert w dziedzinie nauk biblijnych na łamach „Naszego Dziennika” podkreśla, że stosunek katolika do coraz mocniej obecnej w przestrzeni publicznej propagandy LGBT musi być odczytywany w pierwszej kolejności z perspektywy Pisma Świętego. „W jego świetle, a nie przez pryzmat środków masowego przekazu, chrześcijanin powinien kształtować własny pogląd na zjawisko określane jako sodomia” – zaznacza.

    Na początku ksiądz profesor wyjaśnia dosadność i nie budzące wątpliwości biblijne przesłanie o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga jako mężczyzna i kobieta: Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży stworzył go – mężczyzną i kobietą stworzył ich (Rdz 1,27). „Hebrajskie słowo sēlēm, przełożone jako obraz, znaczy dosłownie posąg, figurkawizerunekpodobizna i nasuwa wyraźne skojarzenia z fizycznością” – podkreśla.

    „W ostatnim członie tekstu hebrajskiego nie ma rzeczownika , czyli mężczyzna, ani išša, czyli kobieta. Są natomiast rzeczowniki zākār i neqēvā, które dobitnie uwypuklają fizyczność i płciowość, bo oznaczają to, co specyficznie męskie, i to, co specyficznie żeńskie” – wyjaśnia ks. prof. Chrostowski.

    W dalszej części, biblista wykazuje jak odczytywane jest zjawisko homoseksualizmu w Starym Testamencie. W Księdze Kapłańskiej wyraźnie określone jest jako „obrzydliwość”, karą za którą jest śmierć; “Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew [spadnie] na nich” (Kpł 20,13). Zdaniem kapłana, takie podejście do kwestii homoseksualizmu jest absolutnym wyjątkiem jeżeli chodzi o kultury starożytne: „w sąsiednich kulturach biblijnego Izraela [homoseksualizm] był mniej czy bardziej otwarcie aprobowany i w pogańskich kodeksach prawnych nie znajdujemy jego potępienia”.

    Ks. Chrostowski podkreśla, że nie inaczej kwestię homoseksualizmu rozpatruje Nowy Testament: „Apostoł Paweł traktuje ją jako godne potępienia postępowanie pogan, którzy nie znają Boga ani godności człowieka jako Jego obrazu”. W Liście do Koryntian św. Paweł ukazuje sankcje za naganne życie w nowej perspektywie nie tylko na płaszczyźnie doczesnej, lecz uwypukla przede wszystkim motywację eschatologiczną (1 Kor 6,9-10).

    „Propagowanie zachowań homoseksualnych w obrębie chrześcijańskiej wiary i moralności grozi zainfekowaniem Kościoła wynaturzeniami pogańskimi” – podkreśla biblista.

    Źródło: nasziennik.pl

    PR

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA

        Nawzajem bardzo zachęcajmy się, abyśmy każdego dnia modlili się na różańcu rozważając Tajemnice świętej wiary. Przesuwajmy paciorki różańca w Tajemnicach Radosnych, w Tajemnicach Światła, w Tajemnicach Bolesnych i w Tajemnicach  Chwalebnych.

    W pierwszą sobotę marca 2013 w naszej wspólnocie parafialnej powstała wspólnota ŻYWEGO RÓŻAŃCA.

    Obecnie mamy już 16 RÓŻ. To jest wielka radość, że tyle osób modli się na różańcu, o które tak bardzo prosi nas Niebo.

    Patron I Róży –   święty Jan Paweł Wielki

    Patronka II Róży – święta siostra Faustyna Kowalska

    Patron III Róży –  błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko

    Patron IV Róży –  św. Maksymilian Maria Kolbe

    Patron V Róży –  św. brat Albert Adam Chmielowski

    Patronka VI Róży –  św. Królowa Jadwiga

    Patron VII Róży –  błogosławiony ks. Michał Sopoćko

    Patronka VIII Róży –  błogosławiona Karolina Kózkówna

    Patron IX Róży –  święty Andrzej Bobola

    Patronka X Róży – święta Teresa Benedykta od Krzyża Edyta Stein

    Patronka XI Róży – święta Monika

    Patroni XII Róży – błogosławieni męczennicy franciszkańscy:                o.Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek     

    Patroni XIII Róży – święci: Hiacynta i Franciszek

    Patronka XIV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA

    Patronka  XV Róży – MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA (Falkirk)

    Patronka XVI Róży – MATKA BOSKA GIETRZWAŁDZKA

    Każdego miesiąca modlimy się w intencjach, które podawane są przez Ojca św. i przez Polską Misję Katolicką w Szkocji

    Członkowie Żywego Różańca w ostatnią sobotę każdego miesiąca

    PO MSZY ŚW. WIECZORNEJ o godz. 18.00 w kościele św. Szymona

    mają swoje spotkanie i otrzymują KOLEJNE TAJEMNICE RÓŻAŃCOWE WRAZ Z INTENCJAMI.

    Modlitwa różańcowa umacnia w nas wiarę

    Różaniec jest modlitwą, czyli wzniesieniem ducha do Boga. Modląc się obudzamy w sobie akty wiary. Przy modlitwie wiara nasza jest czynna. Przez to pogłębia się w nas i utrwala. Kto więc często i dobrze modli się na różańcu, nie osłabnie we wierze, nie załamie się mimo trudności. Jego wiara będzie zawsze świadoma i żywotna.

    Nie należy się więc dziwić, że Najświętsza  Maryja Panna podczas objawień w Fatima tak bardzo zachęca do różańca. Pragnie Ona przez modlitwę różańcową obudzić i ożywić wiarę w duszy dzisiejszego człowieka. Największa bowiem bolączka czasów obecnych i zarazem przyczyna nieszczęść, jakie spotykają ludzkość, to osłabienie u jednych, a zanik całkowity u innych, wiary.

    Wiara łączy człowieka z Bogiem. Niewiara oddala. Człowiek bez wiary jest jak gałąź odcięta od pnia. Przez brak wiary oddala się od źródła siły nadprzyrodzonej. Łaska, której źródłem jest Chrystus, nie może docierać do duszy, która przez brak wiary zerwała łączność z Chrystusem. Niewiara wprowadza ogólne osłabienie ducha u ludzi. Rozum człowieka niewierzącego nie widzi tak jasno, nie sięga tak daleko, tak wnikliwie jak u wierzącego. Wola traci sprężystość, energię, trwałość. Staje się zmienną, chwiejną, łatwo daje się porwać złym skłonnościom. Stopniowe obniżanie się poziomu moralnego oto skutki oddalania się od Boga przez niewiarę. Do czego zdolnym jest człowiek, gdy odwróci się od Boga, pokazała nam ostatnia wojna.

    Nie można liczyć na zmianę na lepsze bez powrotu do Boga. Ludzkość musi zmienić swoje nastawienie do Boga, przyjąć prawdę przez Niego objawioną i na niej budować. To wymaga wiary.

    Modląc się na różańcu mamy pogłębiać wiarę w sobie i równocześnie wypraszać łaskę dla tych, co ją stracili lub w ogóle nie mieli. Oto wielka misja modlitwy różańcowej i racja dlaczego Bogarodzica do niej nawołuje.

    O. Romuald Kostecki OP, Modlitwa różańcowa, VERBUM, Kielce 1948, s. 94-98.

    Po różańcu modlitwa do św. Michała Archanioła

    Zachęcam do odpowiedzi na apel Ojca Świętego Franciszka, który prosi, abyśmy w październiku odmawiali różaniec w intencji Kościoła, a po różańcu dodawali modlitwę „Pod Twoją obronę”, oraz „Modlitwę do świętego Michała Archanioła”. Zgodnie z wolą Papieża Franciszka módlmy się, aby Matka Boża i św. Michał Archanioł chronili Kościół w Polsce i na świecie – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

    „Ojciec Święty postanowił zachęcić wszystkich wiernych na całym świecie do odmawiania przez cały październik codziennie Różańca Świętego. Chodzi o zjednoczenie się w komunii i pokucie, jako lud Boży, prosząc Matkę Bożą i Świętego Michała Archanioła, aby chronili Kościół od diabła, który zawsze stara się oddzielić nas od Boga i dzielić między nami” – czytamy w komunikacie Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

    Obowiązujący w Polsce tekst modlitwy do św. Michała Archanioła opublikowano w: Rytuał Rzymski. Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne, Katowice 2002, s. 102. Brzmi on następująco:

    Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,

    a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha

    bądź naszą obroną.

    Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy,

    a Ty, Wodzu niebieskich zastępów,

    szatana i inne duchy złe,

    które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,

    mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


    “Odmawiajcie codziennie różaniec, aby wyprosić pokój dla świata.”     (Fatima 13.05.1917)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Benedykt XVI).

    “Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe)

    Przeczytaj co powiedziano o Różańcu (niezwykły zbiór wypowiedzi):

    „Różaniec to skarb, który trzeba odkryć” (św. Jan Paweł II)

    „Różaniec jest najpiękniejszym kwiatem ludzkiej pobożności i najbardziej owocnym źródłem łask” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec został dany przez Niebo jako środek, aby ułagodzić gniew Boży i uprosić wstawiennictwo Matki Najświętszej” (Ojciec Święty Grzegorz XIII).

    „Różaniec został pomyślany, aby łatwiej otworzyć nam Niebo przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Juliusz III).

    „Różaniec jest ustanowiony przeciw herezjarchom i wciskającym się zewsząd błędom” (Ojciec Święty Leon X).

    „Różaniec to szczególna modlitwa Kościoła i duchowy oręż dla każdego z nas” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Różaniec, albo Psałterz Błogosławionej Dziewicy Maryi, jest bardzo pobożnym sposobem modlitwy do Boga. Jest to sposób łatwy i możliwy do praktykowania przez każdego. Polega na wysławianiu Błogosławionej Dziewicy przez powtarzanie pozdrowienia anielskiego “Zdrowaś Maryjo” sto pięćdziesiąt razy, tyle ile jest psalmów w Psałterzu Dawida, przeplatając każdą dziesiątkę Modlitwą Pańską i rozważając przy tym odpowiednie tajemnice z życia Pana Jezusa” (św. Pius V).

    „Różaniec, to wspaniały wieniec z Pozdrowienia Anielskiego uwity, Modlitwą Pańską przeplatany, z obowiązkiem rozmyślania złączony, najpiękniejszy sposób modlitwy… i do zdobycia żywota wiecznego szczególnie skuteczny” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Różaniec jest modlitwą o Maryi zjednoczonej z Chrystusem w Jego zbawczym posłannictwie. Jest równocześnie modlitwą do Maryi – naszej najlepszej Pośredniczki u Syna, a także naszą modlitwą, którą odmawiamy z Maryją” (św. Jan Paweł II).

    „Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych – nauczał Ksiądz Kardynał – ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. Zdrowaś Maryjo jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy. Wszystkie te porównania pochodzą z ust świętych.” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort)

    „Ze względu na swą kompozycję różaniec jest najdoskonalszą formą modlitwy. Stanowi mocną obronę naszej wiary, a w tajemnicach, będących przedmiotem naszej kontemplacji, wskazuje nam wzniosły wzór cnót” (Ojciec Święty Leon XIII).

    Różaniec jest narzędziem łaski, cennym elementem życia wewnętrznego i skutecznym środkiem duchowego zbudowania” (św. o.Pio)

    „Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” (św. o.Pio).

    „Różaniec, to najpobożniejszy sposób modlitwy do Boga, łatwy do stosowania przez wszystkich, którzy trwają w wysławianiu Najświętszej Dziewicy” (Ojciec Święty Pius V)

    „Różaniec ponagla nasze palce, usta i serca do szerokiej symfonii modlitw i z tego powodu jest największą modlitwą, którą kiedykolwiek ułożył człowiek”(Sługa Boży Fulton John Sheen)

    „Różaniec jest ćwiczeniem pobożności chrześcijańskiej. Jako ćwiczenie pobożności wśród wiernych obrządku katolickiego, różaniec zajmuje pierwsze miejsce po Mszy świętej i brewiarzu dla duchownych i po uczestnictwie w sakramentach dla świeckich” (św. Jan XXIII).

    „Różaniec daje znakomity owoc, bardzo odpowiedni dla potrzeb naszych czasów, jako że w epoce, w której cnota wiary w Boga jest codziennie wystawiana na niezwykle poważne niebezpieczeństwa i prowokacje, chrześcijanin znajduje w Różańcu obfite środki do jej zasilania i umacniania” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „[Różaniec] prowadzi nas niewzruszenie do doskonałego poznania Jezusa Chrystusa. Oczyszcza nasze dusze z grzechu. Daje nam zwycięstwo nad wszystkimi naszymi wrogami. Ułatwia nam praktykę cnót. Rozpala w nas miłość do Jezusa Chrystusa. Wzbogaca nas w łaski i zasługi. Umacnia nas, abyśmy mogli spłacić nasze długi względem Boga i ludzi. I wreszcie sprawia, że otrzymujemy od Boga wszelkiego rodzaju łaski” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort).

    „Różaniec, to szkoła życia katolickiego wzorowana na Przenajświętszym Zbawicielu i Jego Najświętszej Matce. Odmawiając różaniec uczymy się, jak żyć po Bożemu, jak cierpieć i tęsknić do naszej niebieskiej ojczyzny” (ks.abp Julian Nowowiejski).

    „Różaniec jest modlitwą prostą, a jednocześnie kompletną pod każdym względem. Człowiek włącza się w nią ciałem i duszą, swoim głosem i dłońmi, swym umysłem i sercem. Wszystkie rodzaje modlitwy łączą się w nim i uzupełniają: uwielbienie, pochwała, błaganie, wstawiennictwo, dziękczynienie. Rozważane tajemnice obejmują pełnię tajemnicy Chrystusa, wszystkie prawdy naszej wiary, jak: Trójca Święta, Wcielenie, Odkupienie” („Szatan istnieje naprawdę”).

    „Różaniec jest księgą niewidomych, w której dusze widzą i w której rozgrywa się największy dramat miłości, jaki widział świat. Jest on księgą prostaczków, która wprowadza ich w tajemnicę i wiedzę bardziej satysfakcjonującą, niż wykształcenie innych ludzi. Jest to księga starców, których oczy zamykają się pod działaniem tego świata i cieniem otwierają na materię świata przyszłego” (Sługa Boży Fulton John Sheen).

    „Różaniec jest wędką, którą Maryja łowi grzeszników i z morza nieprawości wyciąga na brzeg miłosierdzia. Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest księgą Maryi, zawierającą w streszczeniu wszystko, co mądrość Boża wymyśliła najdoskonalszego, a miłość Boża wykonała najlepszego. Do tej księgi prowadzi Maryja wszystkie swoje dzieci” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest murem obronnym, którym Maryja opasuje Kościół święty” (św.Józef Sebastian Pelczar).

    „Różaniec jest duchową “bronią” w walce ze złem, z wszelką przemocą, w zmaganiach o pokój w sercach, rodzinach, społeczeństwie i świecie” (Ojciec Święty Benedykt XVI).

    „Cierpliwą, wytrwałą modlitwą jest różaniec. Kiedy powtarzamy Zdrowaś Maryjo, to tak, jakbyśmy trzymali się ręki Matki Boskiej, a kiedy wymawiamy imię Jezus – jakbyśmy wciąż pukali do drzwi Jego domu” (ks.Jan Twardowski).

    „Prosta a wzniosła zarazem modlitwa – to różaniec święty” (św.Maksymilian).

    „Różaniec to wielki dar, to skarb… Jest on wielkim, świętym słowem, jest wielką świętą bronią i wielkim świętym czynem. Trzeba więc tak szanować go, tak kochać i tak cenić, jak na to zasługuje” (MB do Barbary Kloss).

    „Bez trudności pojmujemy cudowne zjawisko, że różaniec, cudowna modlitwa trwająca od siedmiu wieków, nie przeżył się, ale ciągle jest żywy, ciągle serca porywa, rozgrzewa” (ks.abp Józef Teodorowicz).

    „Niebo raduje się, ziemia zadziwia, zawsze – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja… miłość Boża króluje w moim sercu – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; rosnę w pobożności, odnajduję żal za grzechy – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; umacnia się moja nadzieja, wzrasta pociecha – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja; raduje się moja dusza, zanika mój smutek – kiedy mówię: Zdrowaś Maryja. Taka jest wielka słodycz tego miłego pozdrowienia, że słowo ludzkie nie zdoła jej wypowiedzieć” (wg bł.Alana de Rupe).

    „Pierwszą księgą dla chrześcijanina jest Ewangelia, a różaniec to właśnie Ewangelia w skróceniu” (o.Henri Lacordaire OP).

    „Różaniec – to Pismo Święte Nowego Testamentu w przedziwnym skrócie i w przedziwnej formie; źródło natchnienia sił Chrystusowych dla życia i śmierci największego prostaczka i dla mędrca. Nośmy go zawsze ze sobą, przesuwajmy te perły, z których się składa, nie tylko palcami naszej ręki, ale palcami naszej duszy” (ks.bp Teodor Kubina).

    „Powtarzając dobrze znane i drogie sercu modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu człowiek skupia się na rozważaniu tajemnic zbawienia i przedstawia Bogu, za wstawiennictwem Maryi, potrzeby własne i całej ludzkości, prosząc Chrystusa o siły, by mógł bardziej konsekwentnie i wielkodusznie żyć Ewangelią” (św. Jan Paweł II)

    „W modlitwie Zdrowaś… powtarzamy po wielekroć słowa, które Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki Elżbiety. Na tle tych słów dusza uzmysławia sobie zasadnicze tajemnice życia Jezusa” (św. Jan Paweł II)

    „Pośród licznych form pobożności wobec Maryi najbardziej ceniona i rozpowszechniona jest piękna modlitwa Różańca Świętego. Przypomina w doskonałym zestawieniu wielkie tajemnice Jezusa i Maryi: ich radości, cierpienia i zwycięstwa” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Sięgnijmy do myśli Bożej w rozważaniu życia Jezusa Chrystusa na tle radosnych, bolesnych i chwalebnych tajemnic, pogłębiajmy w sobie zrozumienie głównych prawd wiary świętej: Wcielenia Syna Bożego i Odkupienia Świata” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    „Popularny język nadał nazwę “korony” tej formie modlitwy, która przywołuje nam na pamięć wielkie tajemnice Jezusa i Maryi zjednoczonych w radościach, cierpieniach i triumfach” (Ojciec Święty Leon XIII).

    „Na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego, przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych, jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez Serce Jego Matki” (św. Jan Paweł II).

    „Szepty uwielbień maryjnych uwagę naszą zwracają ku Osobie Chrystusa, podobnie, jak nie rozumiemy dobrze i należycie życia Maryi bez życia Chrystusa” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

    mm/media

    Bądź uwielbiona,
    Przenajświętsza Krwi mojego Pana,
    którą otaczam najczulszą miłością,
    czcią i uwielbieniem.
    O Krwi Święta, obmyj mnie.
    O Krwi Najdroższa, bogata w miłosierdzie, oczyść mnie.
    O Krwi Bezcenna,
    błagaj za mną Boga, swego Ojca,
    aby się ulitował nade mną.
    Amen
    .
    św. Gertruda

    Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci.

    św. Jan Paweł II

    Lipiec miesiącem szczególnej czci Krwi Chrystusa

     

     pra / Kraków / KAI

     Dominik Cywiński

    1 lipca zgromadzenia żyjące według duchowości Krwi Chrystusa obchodzą uroczystość Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Centrum kultu stanowi adoracja i komunia eucharystyczna, a także rozważania momentów przelania Krwi przez Chrystusa zawarte w liturgii i Piśmie Świętym. Publiczną i prywatną formą modlitwy może być także Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana.

    Bł. Jan XXIII ogłosił w 1960 r. list apostolski „Inde a Primis” o rozszerzaniu nabożeństwa ku czci Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa. W ten sposób Ojciec Święty zachęcał wiernych, aby w lipcu tematem swych rozmyślań uczynili Krew Chrystusa. „Niechaj rozważają o niesłychanie obfitej i nieogarnionej wartości tej Krwi prawdziwie najdroższej” – pisał i przypomniał o siedmiu momentach, w których Jezus przelewał swoją krew. Były to: obrzezanie, modlitwa w Ogrójcu, biczowanie, ukoronowanie cierniem, droga krzyżowa, przybicie do krzyża i przebicie boku włócznią.

    „Ta sama Krew Boża płynie we wszystkich sakramentach Kościoła, dlatego nie tylko słuszną jest rzeczą ale wielce sprawiedliwą, aby tej Krwi składali wszyscy odrodzeni w jej zbawczych strumieniach hołd adoracji, podyktowanej wdzięcznością i miłością” – czytamy w papieskim liście.

    Papież pokreślił, że centrum adoracji Krwi Chrystusa jest chwila jej podniesienia podczas ofiary Mszy św., a swe przedłużenie znajduje ona w akcie Komunii eucharystycznej. „I tak uzdolnieni chrześcijanie idą na spotkanie codziennych wyzwań i przeciwności, zbożnych wyrzeczeń, a czasem samego męczeństwa” – pisał Jan XXIII.

    Wielkim czcicielem i propagatorem tego kultu był ks. Kasper del Bufalo, który w 1815 r. założył Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Niespełna dwadzieścia lat później pod wpływem jego kazań powstało zgromadzenia Sióstr Adoratorek Przenajdroższej Krwi Chrystusa.

    Uroczystość poświęcona Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa sięga swymi korzeniami do corocznych obchodów związanych z relikwiami przechowywanymi w kościele San Nicola in Carcere w Rzymie, które według tradycji są skrawkiem płaszcza setnika, który przebił włócznią Ukrzyżowanego, aby upewnić się o Jego śmierci.

    10 sierpnia 1849 r. Pius IX rozszerzył na cały Kościół święto Przenajdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa, które było obchodzone w pierwszą niedzielę czerwca. Pius X w 1914 r. ustalił datę liturgicznych obchodów na dzień 1 lipca. W 1934 r. Pius XI podniósł te obchody do stopnia uroczystości.

    Po reformie Pawła VI Krew Chrystusa czczona jest w całym Kościele w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, czyli Boże Ciało. Zgromadzenia, żyjące według duchowości Krwi Chrystusa, obchodzą jednak święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa 1 lipca jako uroczystość.

    Litania do Najdroższej Krwi Serca Pana Jezusa

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson. 
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas. 
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami. 
    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami. 
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami. 
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

    Krwi Chrystusa, Jednorodzonego Syna Ojca Przedwiecznego, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, wcielonego Słowa Bożego, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, nowego i wiecznego Przymierza, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, przy konaniu w Ogrójcu spływająca na ziemię, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, tryskająca przy biczowaniu, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, brocząca spod cierniowej korony, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, zapłato naszego zbawienia, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, bez której nie ma przebaczenia, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, która poisz i oczyszczasz dusze w Eucharystii, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, zdroju miłosierdzia, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, zwyciężająca złe duchy, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, męstwo Męczenników, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, mocy Wyznawców, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, rodząca Dziewice, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, ostojo zagrożonych, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, ochłodo pracujących, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, pociecho płaczących, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, nadziejo pokutujących, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, otucho umierających, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, pokoju i słodyczy serc naszych, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, zadatku życia wiecznego, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, wybawienie dusz z otchłani czyśćcowej, wybaw nas. 
    Krwi Chrystusa, wszelkiej chwały i czci najgodniejsza, wybaw nas.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie. 
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie. 
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    P. Odkupiłeś nas, Panie, Krwią swoją. 
    W. I uczyniłeś nas królestwem Boga naszego.

    Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, Ty Jednorodzonego Syna swego ustanowiłeś Odkupicielem świata i Krwią Jego dałeś się przebłagać, daj nam, prosimy, godnie czcić zapłatę naszego zbawienia i dzięki niej doznawać obrony od zła doczesnego na ziemi, abyśmy wiekuistym szczęściem radowali się w niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. 
    W. Amen.

    16 lipca przypada dzień MATKI BOŻEJ SZKAPLERZNEJ

    Góra Karmel.ROMEK KOSZOWSKI/FOTO GOŚĆ NIEDZIELNY

    Fartuch, co chroni przed złem

    „Noszę na sercu Szkaplerz karmelitański!” – wyznał Jan Paweł II w liście z okazji 750-lecia szkaplerza świętego.

    Kroniki karmelitańskie przekazują, że w nocy z 15 na 16 lipca 1251 roku generał karmelitów św. Szymon Stock miał widzenie Maryi. Trzymała Ona w rękach brązowy szkaplerz i przekazała zakonnikowi obietnicę: „Ktokolwiek umrze odziany tym szkaplerzem nie zazna ognia piekielnego”. Od tej pory szkaplerz karmelitański stał się nie tylko znakiem opieki Maryi nad zakonem karmelitów, ale również formą oryginalnego nabożeństwa maryjnego w całym Kościele.

    Szkaplerz początkowo służył jako fartuch chroniący habity zakonników w czasie pracy. To szata złożona z dwóch płatów sukna z wycięciem na głowę. Jeden płat spada na piersi, drugi na plecy. Szkaplerz mogą nosić osoby świeckie. Prostsza wersja składa się z dwóch prostokątnych kawałków brązowego sukna połączonych dwoma tasiemkami. Na obu płatkach jest umieszczony wizerunek Pana Jezusa i Matki Bożej Szkaplerznej. Noszenie szkaplerza można zastąpić specjalnym medalikiem. Szkaplerza nie należy traktować jak amuletu. Obietnica Maryi nie oznacza, że wystarczy nosić szkaplerz, a żyć można byle jak, bo zbawienie mam już w kieszeni. Sens tego nabożeństwa jest dokładnie odwrotny. Kto nosi szkaplerz, ten przypomina sobie ciągle, kim jest; uznaje Maryję za swój duchowy wzór; chroni się pod Jej płaszcz. A Ona z kolei zapewnia go o swojej opiece.

    „Ja również od bardzo długiego czasu noszę na sercu Szkaplerz karmelitański!” – wyznał Jan Paweł II w liście z okazji 750-lecia szkaplerza świętego (2001r.). Ten szkaplerz widać na zdjęciach Papieża po zamachu, a dziś znajduje się on w kościele klasztoru karmelitów w Wadowicach. W swoim liście Ojciec Święty wyjaśnia sens tego znaku. Ma on przypominać dwie prawdy: „Jedna z nich mówi o ustawicznej opiece Najświętszej Maryi Panny, i to nie tylko na drodze życia, ale także w chwili przejścia ku pełni wiecznej chwały; druga to świadomość, że nabożeństwo do Niej nie może ograniczać się tylko do modlitw i hołdów składanych Jej przy określonych okazjach, ale powinno stanowić »habit«, czyli nadawać stały kierunek chrześcijańskiemu postępowaniu, opartemu na modlitwie i życiu wewnętrznym”. Szkaplerz jest znakiem przymierza pomiędzy Maryją i wiernymi. Przypomina dar, jaki na krzyżu Jezus przekazał Janowi i nam wszystkim. Tym darem jest Jego Matka. Szkaplerz jest jak fartuch. Chroni przed pobrudzeniem przez zło.

    KS. TOMASZ JAKLEWICZ     Gość Niedzielny   27/2010

    Mój szkaplerz

    Chcę dziś wyjść z roli chłodno relacjonującego dziennikarza. Bo pisząc o szkaplerzu, piszę o swoim życiu wewnętrznym.

    Zostałem ochrzczony 16 lipca, czyli w dniu Matki Bożej Szkaplerznej. Od około 30 lat noszę szkaplerz. Te dwa płatki brązowego sukna z wizerunkami Matki Bożej i Serca Jezusa są syntezą mojej duchowości. Obraz Serca Jezusa wisiał i wisi w moim domu rodzinnym. Jest prawie identyczny z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”. A to właśnie są słowa wygrawerowane na wewnętrznych stronach obrączek ślubnych – mojej i żony.

    Wbrew pozorom szkaplerz mówi o całej Trójcy Świętej. Bo – jak powiedział Jezus – kto widzi Jego, widzi i Ojca, a w pełnej jedności z Nimi dwoma pozostaje Duch Święty. O przedstawionej na drugim płatku szkaplerza Matce Bożej lubię myśleć jako o postaci jakby z cieniutkiego, kryształowo czystego szkła, bez reszty wypełnionej Duchem Świętym.

    Tak się złożyło, że wiele ważnych wydarzeń z mojego życia przypadło w święta maryjne albo ich wigilię (chrzest, zaręczyny, ślub, narodziny jedynego dziecka i jego chrzest). Jestem dzieckiem Matki Bożej. Szkaplerz jest Jej płaszczem, pod którym się chronię. Jest najmniejszym ołtarzem, który mam zawsze przy sobie. Jest też legitymacją członkowską znakomitego klubu, do którego należeli: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Teresa z Lisieux, św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), św. Jan Paweł II czy św. Jan Bosco. Noszenie szkaplerza oznacza udział w dobrach duchowych zakonu karmelitańskiego. A więc jeśli gdzieś na świecie jakiś karmelita czy karmelitanka albo też inna osoba nosząca szkaplerz osiąga mistyczne szczyty, ja z tego korzystam. Nie da się tego przecenić.

    Czym jest szkaplerz?

    Początki sięgają czasów krucjat. W Królestwie Jerozolimskim pojawiła się grupa pochodzących z Zachodu mnichów, których siedzibą była góra Karmel, leżąca w północnej części Izraela, niedaleko Hajfy, tuż nad Morzem Śródziemnym. Grupa ta stała się zalążkiem nowego zakonu. Na skutek krwawych prześladowań ze strony muzułmanów karmelici musieli wycofać się z Ziemi Świętej. Uciekli najpierw na Sycylię, potem do południowej Francji i do Anglii. Był to dla nich moment poważnego kryzysu. Potrzebowali ratunku. Wtedy właśnie, w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r., w Aylesford w południowej Anglii (Kent) ówczesny generał zakonu św. Szymon Stock miał wedle tradycji objawienie. Ukazała mu się Matka Boża, która wręczyła mu szkaplerz, mówiąc: „Przyjmij, najmilszy synu, szkaplerz twojego zakonu. Kto w nim umrze, nie dozna ognia piekielnego”.

    Szkaplerz był pierwotnie rodzajem fartucha roboczego. Był to pas sukna z otworem na głowę. Zakładano go tak, by mniej więcej tyle samo opadało z przodu i z tyłu, na plecy. Z czasem szkaplerz stał się elementem habitów różnych zakonów i takim pozostaje do dzisiaj.

    Szkaplerz, który nosi się współcześnie (o ile nie jest się zakonnikiem czy zakonnicą noszącą opisany wyżej duży szkaplerz), składa się na dwa niewielkie prostokąty z brązowego materiału, połączone dwiema tasiemkami lub sznurkami. Na jednym zwykle znajduje się wizerunek Matki Bożej (jakikolwiek), a na drugim – obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Od 1910 r. decyzją papieża płócienny szkaplerz może być zastąpiony dwustronnym medalikiem ze wspomnianymi wizerunkami.

    Nie pójdziesz do piekła

    Z przyjęciem i noszeniem szkaplerza wiążą się konkretne obietnice:

    1. Kto umrze odziany w szkaplerz, nie dozna ognia piekielnego.

    2. Osoba taka zostanie także wybawiona z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Jest to tak zwany przywilej sobotni. Warunkiem dodatkowym jest zachowanie czystości według stanu i wierność modlitwie.

    Z noszeniem szkaplerza wiąże się także obietnica pomocy Matki Bożej w niebezpieczeństwach duszy i ciała, zwłaszcza w godzinie śmierci. Noszący go ma także udział w dobrach duchowych całego zakonu karmelitańskiego za życia i po śmierci. Osoby należące do bractw szkaplerznych mogą dodatkowo korzystać z odpustów zupełnych w wyznaczonych dniach.

    Są też obowiązki. Oprócz nieprzerwanego noszenia szkaplerza (z wyjątkiem oczywistych sytuacji, takich jak kąpiel czy zabieg chirurgiczny) obowiązuje codzienne odmawianie modlitwy wyznaczonej przez kapłana, który przyjął daną osobę do wspólnoty szkaplerznej. Zwykle jest to modlitwa maryjna: „Pod Twoją obronę” lub „Zdrowaś Maryjo”, a także akt strzelisty skierowany do Królowej Szkaplerza Świętego. Noszący szkaplerz zobowiązuje się również do troski o swoje zbawienie, naśladowania Matki Bożej, zachowania czystości według stanu i życia duchowością Karmelu.

    Uwaga, niebezpieczeństwo!

    Szkaplerz to piękna i zatwierdzona przez Kościół forma nabożeństwa do Matki Bożej. Trzeba jednak uważać na pewne niebezpieczeństwo. Chodzi o traktowanie szkaplerza jak talizmanu, amuletu, jakiegoś magicznego przedmiotu, zapewniającego szczęście doczesne i wieczne. Powiedzmy jasno: samo noszenie szkaplerza nie zbawia. Zbawia miłosierny Bóg. „Szkaplerz to przestrzeń wiary głębokiej, wiary wyrastającej w cieniu Tej, która uwierzyła i poprzedza nas w wierze. To wiara wyzwala moc tej szaty” – pisał karmelita bosy o. Marian Zawada. Dlatego fatalnym błędem byłaby rezygnacja z noszenia szkaplerza i jego propagowania.

    Warto przypomnieć, że w czasie słynnego cudu słońca pastuszkowie z Fatimy zobaczyli na niebie trzy obrazy symbolizujące trzy części Różańca. Część chwalebną ilustrował wizerunek ukoronowanej Matki Bożej Szkaplerznej z Dzieciątkiem Jezus na kolanach, trzymającym w ręku szkaplerz. Jedna z wizjonerek, Łucja, która sama została karmelitanką bosą, stwierdziła, że Maryja chciała zachęcić ludzkość do praktykowania nabożeństwa różańcowego i szkaplerznego. Oceniła, że są to najbardziej uprzywilejowane sakramentalia maryjne, które nabierają znaczenia tak wielkiego, jakiego nigdy jeszcze nie miały w swej historii.

    Jak przyjąć szkaplerz?

    To dość proste. Żeby przyjąć szkaplerz, trzeba go najpierw kupić. Do przyjęcia do wspólnoty potrzeba szkaplerza płóciennego. Potem można go zastąpić medalikiem. To nie jest wielki koszt. Szkaplerze można kupić w sklepach z dewocjonaliami (również tych internetowych) oraz w klasztorach karmelitańskich.

    Do przyjęcia szkaplerza dobrze jest przygotować się duchowo przez spowiedź i Komunię Świętą. Dzięki temu w dniu wstąpienia do bractwa szkaplerznego można uzyskać odpust cząstkowy lub zupełny.

    Następnie trzeba poprosić dowolnego kapłana (albo diakona) o poświęcenie i nałożenie szkaplerza. Można to uczynić w swojej parafii. W razie problemów warto poszukać klasztoru karmelitańskiego. Przy przyjęciu kapłan wyznacza nam codzienną modlitwę.

    Ostatnim krokiem jest wypełnienie świadectwa przyjęcia szkaplerza i przesłanie go do któregoś z klasztorów karmelitańskich.

    Oprócz szkaplerza karmelitańskiego istnieje wiele innych szkaplerzy. Można je połączyć, tak jak zrobił np. św. Alfons Maria Liguori.

    W internecie, w tym na Facebooku, istnieje wiele stron poświęconych szkaplerzowi, jego duchowości i problemom praktycznym. Polecam zwłaszcza serwis: szkaplerz.pl.

    Kościół obchodzi dzień Matki Bożej Szkaplerznej 16 lipca. Zapraszam Cię, przyjmij w tych dniach szkaplerz Matki Bożej.

    JAROSŁAW DUDAŁA    Gość Niedzielny 28/2017


    Modlitwa pochodzi z książki Marka Wójtowicza SJ “Modlitwy polskich świętych”


     

       

    • Uczcić Obecność Obecnego        

    • Z ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, rozmawia Beata Falkowska
    • W homilii, wygłoszonej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, podczas uroczystości odnowienia Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, zachęcał Ekscelencja do odwagi w przyjmowaniu Komunii Świętej na kolanach, tłumacząc, że we wszystkich dokumentach Kościoła mówiących o sposobie przyjmowania Komunii Świętej jako pierwsza forma jest wymieniana postawa „na klęcząco i do ust”. Warto przypominać o tym wiernym, bo w sytuacji powszechnego przyjmowania Komunii Świętej na stojąco nie wszyscy o tym wiedzą.
    • – Pani redaktor, podtrzymuję w pełni moje słowa z tamtej homilii. Aczkolwiek ich kontekst był nieco szerszy, gdyż chodziło o podkreślenie swoistego „waloru intronizacyjnego” takiej postawy, jednocześnie jest to zwyczajne przypomnienie, że pierwsza postawa, do której Kościół rzymskokatolicki zachęca wiernych w momencie przyjmowania Komunii Świętej, jest to postawa klęcząca. Tak powinni przyjmować Komunię Świętą wszyscy, którzy – mając wiarę, przed KIM się znajdują – mogą to uczynić. Jako równorzędna postawa jest wskazywana w przepisach Kościoła także postawa stojąca, jeżeli np. względy zdrowotne komuś nie pozwalają klękać (nawet jeśli tego nie widać) albo jeżeli w konkretnej wspólnocie, po odpowiedniej formacji teologiczno-liturgicznej, a nawet mistagogicznej, ze względu na inne racje duchowe, przyjęta będzie taka postawa. Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji, aby z racji, powiedzmy „administracyjno-porządkowych”, ktoś zabraniał wiernym uklęknięcia do Komunii Świętej lub w tym tonie komentował postawę klęczącą, jako np. przesadną dewocję.
    • Jakie znaczenie mają takie gesty adoracji, jak klękanie, pobożne przyjmowanie Komunii Świętej, wyjątkowy szacunek dla Najświętszego Sakramentu, dla naszej wiary i życia duchowego?
    • – Truizmem jest powtarzanie, że Eucharystia jest „źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego”. Tym bardziej że łatwo wpadamy wtedy w pewną rozbieżność interpretacyjną, mówiąc o Eucharystii raz jako o Świętym Wydarzeniu Liturgicznym, które się w określonym momencie zaczyna, ma swój przebieg, teologiczną treść, określone duchowe skutki oraz zakończenie i rozesłanie, a drugi raz jako o Najświętszym Sakramencie, czyli o realnej, prawdziwej i trwałej Obecności Żyjącego Chrystusa w tabernakulum, czego zewnętrznym sygnałem jest płonąca przy tabernakulum wieczna lampka. Ta „Obecność Obecnego” (jest to terminologia śp. ks. bp. Wacława Świerzawskiego) rozpoczyna się w czasie sprawowania Eucharystii poprzez PRZEISTOCZENIE, owocuje w sercach i w życiu Ludu Bożego poprzez Świętą Komunię oraz trwa w tabernakulum pod świętą Postacią Konsekrowanej Hostii. Z realnym uczczeniem realnie Obecnego zaczęliśmy mieć problem w naszym pokoleniu. I wcale nie jest to jedynie problem doktrynalnej czystości wiary w Obecność. Wielokrotnie jest to przede wszystkim praktyczny problem organizacyjny w Liturgii Mszy Świętej, szczególnie w sytuacji, gdy tabernakulum jest umieszczone w centrum prezbiterium. W takiej sytuacji, gdy ministrant z racji posługi zatrzymuje się albo przechodzi pomiędzy ołtarzem i tabernakulum, ma problem: czy ma się pokłonić lub uklęknąć zwrócony w stronę tabernakulum czy w stronę ołtarza? Poza Mszą Świętą teoretycznie nie powinno być takiego problemu (chociaż praktycznie bywa), ale w czasie Mszy Świętej jest to dla wielu trudna sytuacja. Coraz częściej służba ołtarza jest więc tak przygotowywana przez mądrych duszpasterzy, aby tzw. linia komunikacyjna z jednej strony prezbiterium na drugą stronę (np. w czasie przechodzenia z trybularzem od zakrystii do miejsca przewodniczenia) prowadziła przed ołtarzem, od strony wiernych, nie zaś pomiędzy tabernakulum i ołtarzem. Wtedy pokłon lub przyklęknięcie (zależnie od momentu liturgii) jest dokonywane jednocześnie w stronę tabernakulum i ołtarza, w pełnej czytelności treści znaku, jaką jest uczczenie Jezusa Chrystusa. Właśnie ta treść znaku: zewnętrzne oddanie czci Jezusowi Chrystusowi, w którego Obecność prawdziwie wierzymy, który jest naszym Panem i którego jako naszego Pana uznajemy i wyznajemy, przed którym się kłaniamy (uklęknięcie to najgłębsza forma pokłonu), jest jedną z najbardziej konstytutywnych zasad naszego chrześcijańskiego, katolickiego życia. W tym sensie ważny jest także ten „walor intronizacyjny”, porządkujący naszą postawę wewnątrz świątyni, ale z racji na swoją logikę i uniwersalizm mający także wpływ na całość naszej katolickiej postawy.
    • Jakie są przyczyny pewnego osłabienia pobożności eucharystycznej? Skąd takie rozluźnienie dyscypliny sprawowania Najświętszego Sakramentu i tendencja do nadużyć liturgicznych na Zachodzie i w niektórych ruchach kościelnych? Wiadomo, że łączy się to np. z pewnym trendem teologicznym, który podkreśla godność człowieka, dojrzałe, bardziej racjonalne przeżywanie wiary, z którą ma się rzekomo kłócić przesadna koncentracja na formie zewnętrznej i postawie uniżenia. Nie bez znaczenia są także wpływy teologii protestanckiej. Wierni są często zagubieni w gąszczu sprzecznych komunikatów. Jak się w tym odnajdywać?
    • – Pani redaktor bardzo precyzyjnie wskazała już przestrzenie do naszego rachunku sumienia w tej kwestii. Nie chodzi jednak, co wydaje się oczywiste, o samą postawę zewnętrzną, tym bardziej gdyby przyjmowana była jedynie z formalnego nakazu. Powinna za tą postawą (a właściwie jeszcze przed przyjęciem tej postawy) iść treść wiary i wyznanie jej wobec Obecnego Boga, także na świadectwo dla bliźnich. Mam czasem wrażenie, że kapłanowi było duchowo łatwiej sprawować Mszę Świętą w tradycyjnej liturgii, tzw. trydenckiej, gdy zwrócony w stronę tabernakulum, praktycznie nie rozpraszany przez ludzi, mógł niejako cały „zanurzyć się w Tajemnicy Obecności Pana”. Przez szereg lat byłem w tamtej liturgii ministrantem, pamiętam dobrze tę atmosferę. Obecnie, niczego nie tracąc z pełności tamtego osobistego „zanurzenia w Tajemnicy Obecności Pana”, kapłan musi dodatkowo zadbać, by także Lud Boży mógł się w tę Tajemnicę duchowo zanurzać coraz pełniej. To jest trudne. Dlatego tak łatwo wpaść w jedną lub drugą skrajność: powracać do liturgii tradycyjnej, bo jest bardziej owocna duchowo, lub rozwijać liturgię wspólnoty, bo wydaje się bardziej potrzebna z racji na dobro ludu. Należy natomiast w pełni zadbać o oba wymiary duchowe: Ofiara Jezusa Chrystusa dokonująca się na ołtarzu rodzi – przez Święte Zjednoczenie – wspólnotę serc i życia Ludu Bożego, a Chrystus w Postaci Eucharystycznej pozostaje Obecny i jest uczczony w tabernakulum. Stąd też to szczególne znaczenie Chwili, w której dokonuje się Święte Zjednoczenie, czyli Święta Komunia. Jest to najpierw Zjednoczenie człowieka i Boga. Z tego Zjednoczenia rodzi się zjednoczenie ludzi w Chrystusie, czyli wspólnota – owoc Eucharystii. Trudno mówić o pełnych i trwałych owocach, gdy braknie tej duchowej pełni Źródła, jakim jest Święta Komunia – Święte Zjednoczenie z Bogiem. Dlatego też w zwyczajnych sytuacjach powraca zachęta Kościoła do przyjmowania Komunii Świętej na kolanach. Czytelności i wartości tego znaku (Komunii Świętej przyjmowanej na kolanach) nie zastąpi w pełni przyklęknięcie lub ukłon w tzw. procesjonalnym podchodzeniu, za plecami osoby poprzedzającej. Mam nieodparte wrażenie, że postawa „na kolanach” jest dzisiaj podejmowana przez wiernych o wiele częściej i z głębszą radością serca, niż się nam wszystkim wydaje. Osobiście widzę w tym jakiś znak czasu.
    • Jak rozbudzać miłość do Jezusa w Eucharystii, by nasze gesty czci w czasie Mszy Świętej, przy przyjmowaniu Komunii Świętej i poza Liturgią nie wynikały tylko z nakazów Kościoła, ale z duchowej potrzeby? W jaki sposób przykład właściwej postawy mogą dawać kapłani wiernym, rodzice dzieciom itd.? Błędnie często myślimy, że dzieci w Kościele potrzebują pewnego „luzu”, a nie poczucia sacrum.
    • – Myślę, że kluczem w tej kwestii jest osobiste świadectwo wiary samych kapłanów. Dopiero w ślad za tym świadectwem powinna iść katecheza, wyjaśnienia, przypomnienia itd. Nie żyje już kapłan, którego znałem osobiście, a który po przejściu na nową parafię był zasmucony m.in. brakiem u wiernych odruchu przyklękania na środku kościoła w stronę tabernakulum, gdy parafianie np. przechodzili na drugą stronę, idąc do konfesjonału. Porozmawiał na ten temat z wikariuszami, sami zadbali o – nazwijmy to – konsekwencję ich sposobu poruszania się po kościele, i po około pół roku parafianie już postępowali tak samo jak księża. Gdy chodzi o dzieci – myślę, że to jest również najpierw problem kapłanów, potem katechetów, a wreszcie postawy samych rodziców i wszystkich parafian.
    • Czy komercjalizacja przestrzeni sakralnej – banalny wystrój albo niestosowna muzyka – nie utrudniają właściwego przeżywania Liturgii?
    • – Skoro już pani o to pyta, to przyznam, że spory problem widzę w naszej nieskuteczności i braku konsekwencji przy organizacji np. koncertów oratoryjnych wewnątrz świątyni, ale także w pozornie mniejszych kwestiach, jak np. ustawienie scholi muzycznej w czasie Liturgii (w stronę ołtarza – dla Chrystusa czy w sposób koncertowy – w stronę wiernych?), a także pozowanie do fotografii tyłem do tabernakulum (stopnie prowadzące do prezbiterium stają się swoistym amfiteatrem, a prezbiterium i tabernakulum, z racji na szczególną estetykę tego miejsca, jedynie tłem). Ale tu potrzebna byłaby już odrębna rozmowa. Nie wydaje mi się także, żeby najlepszym rozwiązaniem było przenoszenie tabernakulum do bocznej nawy lub bocznej kaplicy dla uniknięcia takich problemów praktycznych. Szukajmy więc radości serca we własnej postawie adoracji (pełnego miłości uczczenia Jezusa Chrystusa w Eucharystii) i nie lękajmy się dać Bogu prawdziwie centralnego miejsca w świątyni i w życiu. I zawsze odczuwajmy radość serca na widok wiernych, klękających z wiarą przed Panem Jezusem lub w inny godny sposób oddających Mu cześć.
    • Dziękuję za rozmowę.

      Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/205113,uczcic-obecnosc-obecnego.html
     
     
     
     
     
     
     

     

     

     

     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

    Po raz pierwszy w tym ROKU PAŃSKIM 2019 obchodziliśmy nowe Święto Chrztu Polski – 14 kwietnia

    Dziś obchodzimy Święto Chrztu Polski

    Płaskorzeźba Dąbrówki i Mieszka. Rzym KS. ROMAN TOMASZCZUK /FOTO GOSC

    Mieszko I włączając się w struktury Kościoła z centrum w Rzymie, a nie w Konstantynopolu, zadecydował o tym, że czujemy się częścią Zachodu, a nie Wschodu – mówi archeolog prof. Przemysław Urbańczyk z UKSW i PAN.

    Dzisiaj po raz pierwszy obchodzimy nowe święto narodowe – Święto Chrztu Polski.

    Prof. Przemysław Urbańczyk zwrócił uwagę, że na temat przyjęcia chrztu przez Mieszka I mamy niewiele informacji i żadna z nich nie pochodzi z tamtego okresu.

    Z perspektywy archeologii – jak mówił – można wykluczyć hipotezę o chrystianizacji pogańskich poddanych przez Mieszka.

    – Archeologia nie dostarcza absolutnie żadnych śladów szerszej działalności misyjnej Mieszka. Nie mamy żadnych przedmiotów związanych z liturgią czy budowli sakralnych poza samym Poznaniem. Do czasów Bolesława Chrobrego nie zmienia się nawet sposób grzebania zmarłych, czyli mieszkańcy ziem Mieszka w dalszym ciągu palą zwłoki. To wszystko świadczy o tym, że Mieszko prawdopodobnie włączył się do świata chrześcijańskiego, ale wyłącznie ze swoim najbliższym otoczeniem – mówił.

    Profesor zaznaczył, że skutki decyzji władcy Piastów były dalekosiężne. – W tym czasie Europa chrześcijańska oddzielała się bardzo mocną barierą od świata barbarzyńskiego – tłumaczył i dodał, że przełamanie tego podziału wymagało decyzji wejścia do świata chrześcijańskiego przez włączenie się w strukturę Kościoła.

    Dekretem papieża Jana XIII i cesarza Ottona I w 968 r. posłano Mieszkowi biskupa Jordana.

    – W związku z jego decyzją dzisiaj posługujemy się alfabetem łacińskim, czujemy się częścią Zachodu. Natomiast gdyby zdecydował się na wschodnią wersję chrześcijaństwa, to byśmy zapewne pisali cyrylicą i czuli się związani bardziej z Rosją niż z Francją, Niemcami, Włochami i innymi państwami Zachodu – powiedział prof. Przemysław Urbańczyk.

    Ekspert zaznaczył jednocześnie, że w świetle odkryć archeologów na Ostrowie Tumskim w Poznaniu zasadne jest postawienie tezy, iż Mieszko miał nie pogańskie, lecz chrześcijańskie korzenie.

    Chodzi o zbudowany przed 966 rokiem kamienny pałac Mieszka I, do którego przylegała kaplica.

    Jak mówił Urbańczyk, chrześcijaństwo do Wielkopolski mogli sprowadzić uciekinierzy z Wielkiej Morawy, która została zniszczona przez Madziarów w 906 r. – Taki sposób myślenia potwierdza m.in. nazwa Poznania, czyli najważniejszego grodu Mieszka, która niewątpliwie jest nawiązaniem do rodu Poznanów Morawskich – wyjaśnił i dodał, że ten sam kierunek wskazuje imię Świętopełk, które nadał swojemu młodszemu synowi.

    Święto Chrztu Polski ustanowił w lutym br. Sejm “w celu upamiętnienia chrztu Polski dokonanego 14 kwietnia 966r., zważywszy na doniosłość decyzji Mieszka I, cywilizacyjną wagę tego wydarzenia, kluczowe znaczenie dla rozwoju naszej Ojczyzny”. 14 kwietnia nie jest dniem wolnym od pracy.

    Gość Niedzielny 15/2019

    Nowenna Pompejańska Bez Granic

    2019-03-28 Warszawa (KAI) TYGODNIK NIEDZIELA

     Piotr Marcińczak

    W związku ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego, od 2 kwietnia do 25 maja trwać będzie „Nowenna Pompejańska Bez Granic” w intencji powrotu Europy do jej chrześcijańskich korzeni, w intencji rychłej beatyfikacji Roberta Schumana oraz z prośbą o wybór polityków, którzy będą chcieli go naśladować. Do włączenia się w modlitwę zachęca Instytut Myśli Schumana oraz Fundacja Królowej Różańca Świętego.

    Organizatorzy proszą, by włączyć się we wspólną modlitwę odmawiając przynajmniej jedną dziesiątkę różańca. Najwytrwalsi zaproszeni są do Nowenny Pompejańskiej, która polega na odmówieniu każdego dnia trzech części różańca. Zachęta skierowana jest zwłaszcza do czcicieli różańca, wspólnot różańcowych oraz parafii, które mogą zgłaszać kościoły stacyjne na każdy z 54 dni nowenny. Inicjatywa ma charakter międzynarodowy.

    Termin nowenny nie jest przypadkowy. Modlitwa rozpoczyna się 2 kwietnia w rocznicę śmierci św. Jana Pawła II, orędownika Europy budowanej na chrześcijańskich fundamentach. Pierwsza część nowenny, część błagalna, zakończy się 28 kwietnia w Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Część dziękczynna rozpocznie się 29 kwietnia, we wspomnienie św. Katarzyny Sieneńskiej, patronki Europy. Nowenna zakończy się 25 maja. Dzień później w większości krajów UE przypada głosowanie na posłów do Parlamentu Europejskiego.

    Organizatorzy, w których gronie znajduje się Senator RP Tadeusz Kopeć, propagator Nowenny Pompejańskiej w Polsce, zachęcają by do „nowenny Pompejańskiej Bez Granic” dołączyć tekst modlitwy maryjnej Jana Pawła II z 2003 r.:

    Maryjo, Matko nadziei, bądź z nami na naszych drogach! Naucz nas głosić Boga żywego; pomóż nam dawać świadectwo Jezusowi, jedynemu Zbawcy; spraw, byśmy służyli bliźniemu, otwierali się na potrzebujących, wprowadzali pokój, z zapałem budowali świat bardziej sprawiedliwy; wstawiaj się za nami, którzy działamy w historii, pewni, że plan Ojca się wypełni. Jutrzenko nowego świata, okaż się Matką nadziei i czuwaj nad nami! Czuwaj nad Kościołem w Europie: niech będzie odzwierciedleniem Ewangelii; niech będzie autentycznym miejscem komunii; niech żyje swoją misją głoszenia, celebracji i służby Ewangelii nadziei dla pokoju i radości wszystkich. Królowo pokoju, strzeż ludzkości trzeciego tysiąclecia! Czuwaj nad wszystkimi chrześcijanami: niech ufnie zdążają drogą jedności jako zaczyn zgody na kontynencie. Czuwaj nad młodzieżą, nadzieją przyszłego świata; niech wielkodusznie odpowiada na wezwanie Jezusa. Czuwaj nad ludźmi odpowiedzialnymi za narody: niech podejmują budowanie wspólnego domu, w którym szanować się będzie godność i prawa każdego. Maryjo, daj nam Jezusa! Spraw, abyśmy za Nim szli i kochali Go! On jest nadzieją Kościoła, Europy i ludzkości. On żyje z nami, pośród nas, w swoim Kościele! Z Tobą mówimy: „Przyjdź, Panie Jezu!” Niech nadzieja chwały wlana przez Niego w nasze serca przynosi owoce sprawiedliwości i pokoju!

    Nowenna Pompejańska, napisana przez bł. Bartola Longo, polega na odprawieniu trzech nowenn błagalnych i trzech nowenn dziękczynnych, w ramach których codziennie odmawiane są trzy części różańca. Odprawiający Nowennę Pompejańską odmawiają zatem trzy części różańca przez 54 dni.

    Read more: http://www.pch24.pl/to-obrzydliwosc-w-oczach-pana–ks–prof–chrostowski-o-homoseksualizmie-w-biblii,67180,i.html#ixzz5jewXbWrL

     
     

    Miesiąc maj jest dedykowany

    NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    Litania Loretańska (w najnowszej wersji)

    Kyrie, elejson. Christe elejson. Kyrie elejson.

    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Synu, Odkupicielu świata, Boże,

    Duchu Święty, Boże,

    Święta Trójco, Jedyny Boże,

    Święta Maryjo, módl się za nami.

    Święta Boża Rodzicielko,

    Święta Panno nad pannami,

    Matko Chrystusowa,

    Matko Kościoła,

    Matko łaski Bożej,

    Matko Miłosierdzia,

    Matko nieskalana,

    Matko najczystsza,

    Matko dziewicza,

    Matko nienaruszona,

    Matko najmilsza,

    Matko przedziwna,

    Matko dobrej rady,

    Matko Stworzyciela,

    Matko Zbawiciela,

    Panno roztropna,

    Panno czcigodna,

    Panno wsławiona,

    Panno można,

    Panno łaskawa,

    Panno wierna,

    Zwierciadło sprawiedliwości,

    Stolico mądrości,

    Przyczyno naszej radości,

    Przybytku Ducha Świętego,

    Przybytku chwalebny,

    Przybytku sławny pobożności,

    Różo duchowna,

    Wieżo Dawidowa,

    Wieżo z kości słoniowej,

    Domie złoty,

    Arko przymierza,

    Bramo niebieska,

    Gwiazdo zaranna,

    Uzdrowienie chorych,

    Ucieczko grzesznych,

    Pocieszycielko strapionych,

    Wspomożenie wiernych,

    Królowo Aniołów,

    Królowo Patriarchów,

    Królowo Proroków,

    Królowo Apostołów,

    Królowo Męczenników,

    Królowo Wyznawców,

    Królowo Dziewic,

    Królowo wszystkich Świętych,

    Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta,

    Królowo wniebowzięta,

    Królowo różańca świętego,

    Królowo rodziny,

    Królowo pokoju,

    Królowo Polski,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    K. Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko.

    W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

    Módlmy się.

    Panie, nasz Boże, daj nam, sługom swoim, cieszyć się trwałym zdrowiem duszy i ciała, †i za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, * uwolnij nas od doczesnych utrapień i obdarz wieczną radością. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    Antyfona

    Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko! Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona. O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza Pocie­szy­cielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj.

    Modlitwa św. Bernarda

    Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.

    W. Amen.

     

    Czerwiec jest miesiącem szczególnie poświęconym Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    . Józef Gaweł SCJ 
     
    Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 30-31

     Graziako

    Czerwiec jest miesiącem szczególnie poświęconym Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. To dobra okazja, aby przypomnieć i ponownie zobaczyć ogrom Bożej miłości, która wypływa z Bożego Serca

    Taki charakter nadały czerwcowi Siostry Najświętszego Serca Jezusowego z Paryża w pierwszej połowie XIX wieku. W klasztorze tym żyła założycielka tego zgromadzenia – św. Zofia Barat (1779 – 1865). Tam w 1833 r. z inicjatywy kilku pobożnych osób zaczęto obchodzić czerwiec jako miesiąc Serca Jezusowego. Papieże: bł. Pius IX, Leon XIII i św. Pius X obdarzyli licznymi odpustami te nabożeństwa odprawiane w kościołach.

    W sposób szczególny praktykę tę polecał św. Jan Paweł II. W swoich przemówieniach o kulcie Serca Pana Jezusa często wspominał o czerwcu, w którym wyrażamy Mu szczególną miłość i cześć. W jednym z przemówień podkreślił: „Miesiąc czerwiec jest w sposób szczególny poświęcony czci Serca Bożego. Nie tylko dzień – święto liturgiczne, które zwykle wypada w czerwcu – ale wszystkie dni. Z tym łączy się pobożna praktyka, aby codziennie odmawiać lub śpiewać Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jest to wspaniała modlitwa, w całości skupiona na tajemnicy wewnętrznej Chrystusa: Boga-Człowieka. Litania do Serca Jezusowego czerpie obficie ze źródeł biblijnych, a równocześnie odzwierciedla najgłębsze doświadczenia ludzkich serc (…). Przemawia ona szczególną głębią swych teologicznych treści w poszczególnych wezwaniach. Przez cały czerwiec trwa to pobożne skupienie, a szczytem jego jest uroczystość Bożego Serca”.

    O ważności tego nabożeństwa, w którym Jan Paweł II był wychowany w Polsce i wiernie je praktykował przez całe życie, świadczy udział Ojca Świętego w nabożeństwie czerwcowym w Elblągu 6 czerwca 1999 r., w czasie pielgrzymki do ojczyzny. Powiedział wtedy: „Dzisiejsze nabożeństwo poświęcone Sercu Pana Jezusa przypomina nam o tej miłości Boga, której człowiek usilnie pragnie, i wskazuje, że konkretną odpowiedzią na tę miłość jest zachowanie Bożych przykazań w codziennym życiu”. Wyraził także radość z uczestnictwa w tym nabożeństwie: „Cieszę się, że ta pobożna praktyka, aby codziennie w miesiącu czerwcu odmawiać albo śpiewać Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest w Polsce ciągle żywa i ciągle podtrzymywana”.

    Słowa św. Jana Pawła II powinny być dla nas zachętą do troski o wierność tej pięknej praktyce, aby nadal było kochane i czczone na naszej polskiej ziemi Serce Pana Jezusa, zarówno w naszych parafiach, jak i w rodzinach. Dodatkową zachętą do tego winna być historia tego nabożeństwa w naszej ojczyźnie, która nazywana była przez św. Jana Pawła II drugą ojczyzną kultu Serca Jezusowego. Ten kult miał wielki wpływ na naszą polską pobożność, w której łączył się kult maryjny z kultem Bożego Serca. Można dodać, że ten kult przyczynił się również do zachowania ducha polskości oraz integracji wszystkich Polaków spod trzech zaborów. Najlepszym tego przykładem jest wielki kapłan i patriota ks. Stanisław Stojałowski (1845 – 1911), który był żarliwym apostołem kultu Serca Jezusowego. Widział w nim doskonały środek do integrowania narodu polskiego rozdzielonego przez zabory. Głosił miłość Boga do ludzi, która domaga się odpowiedzi nie tyle w słowach, ile w czynach, i starał się, aby ten kult służył zbrataniu narodu i umacniał ojczyznę rozdartą od wewnątrz. Dużą moc jednoczącą upatrywał w nabożeństwach czerwcowych, których był gorliwym apostołem. Starał się, aby łączyły one Polaków z trzech zaborów.

    Nasz naród doświadczał szczególnej opieki Bożego Serca. Gdy zbliżało się wielkie niebezpieczeństwo nawałnicy sowieckiej w 1920 r., nasi biskupi zebrani na Jasnej Górze poświęcili Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Było to pierwsze poświęcenie ojczyzny, a dokonano go 27 lipca 1920 r. Biskupi wołali wtedy przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, którą ponownie obrali naszą Królową: „W chwili, gdy nad naszą Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy”. Przyrzekli wówczas, że będą szerzyć wśród wiernych nabożeństwo do Bożego Serca. Niedługo po tym poświęceniu miał miejsce Cud nad Wisłą. To poświęcenie sprzed 99 lat powinno być dla nas, żyjących dzisiaj, wyzwaniem, abyśmy byli wierni naszym korzeniom i chrześcijańskiej tradycji oraz pobożności. Do tej tradycji należy kult Serca Pana Jezusa.

    Z wielką radością i wdzięcznością przeżywaliśmy stulecie odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli, gdy Polski nie było na mapach Europy i nigdy miało już nie być. Polska została miłością wskrzeszona. Był to niewątpliwie cud wyproszony w gorliwej modlitwie przez całe pokolenia naszych rodaków oraz okupiony ich krwią i ofiarą. Niech znakiem zewnętrznym naszej wdzięczności będzie uczestnictwo w nabożeństwach czerwcowych. Niech one nadal nas ożywiają i przyciągają, abyśmy jak najwięcej owoców czerpali z dobrze przeżywanych pierwszych piątków miesiąca i nabożeństw czerwcowych. Przeżyjmy czerwiec z Najświętszym Sercem Jezusa, pamiętając o zbliżającym się jubileuszu 100-lecia poświęcenia naszej ojczyzny Bożemu Sercu.

    LITANIA DO NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.

    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.

    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, nieskończonego majestatu, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, świątynio Boga, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, przybytku Najwyższego, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, zelżywością napełnione, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających, zmiłuj się nad nami.

    Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych, zmiłuj się nad nami.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    K. Jezu cichy i pokornego serca.

    W. Uczyń serca nasze według Serca Twego. 

    Módlmy się. Wszechmogący, wieczny Boże, wejrzyj na Serce najmilszego Syna swego i na chwałę, i zadośćuczynienie, jakie w imieniu grzeszników Ci składa, † daj się przebłagać tym, którzy żebrzą Twojego miłosierdzia, * i racz udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

     
     
     

    ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO 9 CZERWCA 2019

    Duch Święty we własnej osobie

     

     Ks. Łukasz Janowski 
     
    Niedziela Ogólnopolska 23/2019, str. 14-15

     Graziako
    Bazylika św. Piotra w Watykanie – Katedra św. Piotra

    Jest żywą pamięcią Kościoła, pozwala nam zrozumieć słowa Jezusa i rozmawiać z Bogiem na modlitwie, sprowadza zrozumienie, a temu, kto Go przyjmuje, rozdaje prezenty od Boga – oto Duch Święty we własnej Osobie

    Jezus, zwracając się do Apostołów w czasie Ostatniej Wieczerzy, powiedział, że po swoim odejściu z tego świata ześle im dar Ojca – Ducha Świętego (por. J 15, 26). Ta obietnica spełniła się w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty zstąpił na uczniów Jezusa zgromadzonych w Wieczerniku.

    Dzieje Apostolskie opisują, że każdego z uczniów dotknął język ognia i zaczęli przemawiać w taki sposób, iż niektórym wydawało się to mową ludzi pijanych, inni natomiast, przybysze, którzy zjechali do Jerozolimy z różnych stron świata, osłupieli, bo każdy słyszał ich mówiących jego własnym językiem. Tłem tego tekstu jest starotestamentowe opowiadanie o budowie wieży Babel. Rezultatem tego przedsięwzięcia było pomieszanie języków. Ludność szukająca tylko siebie popada w takie rozbicie, że jeden człowiek nie rozumie drugiego. Tę myśl znajdziemy w relacji Nowego Testamentu o zesłaniu Ducha Świętego. Również dzisiaj rozdarcie i podział ludzkości sprawiają, że człowiek nie rozumie ani Boga, ani drugiego człowieka, ani nawet samego siebie. Duch Święty sprowadza zrozumienie.

    Papież Franciszek podczas jednej z katechez na temat darów Ducha Świętego przypomniał, że Chrystus otoczony chwałą nadal wypełnia swoją obietnicę, tzn. posyła Kościołowi Ducha Świętego, który „poucza nas, przypomina nam i pozwala nam mówić” z Bogiem. Duch Święty, który pochodzi od Ojca i Syna, jest owocem nadmiaru miłości, która istnieje między Bogiem Ojcem i Synem Bożym. On jest światłem, którego nie można zauważyć inaczej jak na oświetlonym przedmiocie, a tym przedmiotem jest objawiona w Jezusie miłość między Ojcem i Synem.

    Duch Święty jest duchowym nauczycielem, prowadzi nas po właściwej drodze przez różne sytuacje życiowe. Jest żywą pamięcią Kościoła, gdyż przypomina nam wszystko, co powiedział Jezus, i pozwala nam zrozumieć Jego słowa. Dzięki pomocy Ducha Świętego potrafimy interpretować wewnętrzne natchnienia i wydarzenia życia w świetle słów Jezusa. Duch Święty pozwala nam wreszcie rozmawiać z Bogiem na modlitwie, dlatego modlitwa jest dialogiem z Nim w Duchu Świętym, który modli się w nas i pozwala nam zwracać się do Boga: Ojcze, Tato – „Abba”. Nie jest to jakaś forma, jakiś zwykły zwrot, ale rzeczywistość: my naprawdę jesteśmy dziećmi Boga! W Liście do Rzymian św. Paweł pisze: „Ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8, 14). Dzień Pięćdziesiątnicy, w którym uczniowie zostali napełnieni Duchem Świętym, był dniem chrztu Kościoła, który w ten sposób narodził się do wyjścia, wyruszenia w drogę, aby głosić wszystkim Ewangelię.

    Zstąpienie Ducha Świętego, choć niezwykłe, nie pozostało czymś jednorazowym i ograniczonym jedynie do tamtej chwili. Jest to wydarzenie, które ponawiało się i wciąż się ponawia. Duch Święty przekazuje temu, kto Go przyjmuje, różne duchowe dary, czyli swoiste prezenty od Boga. Są nimi: mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność i bojaźń Boża. To są te dary, które otrzymujemy w sakramencie bierzmowania. Św. Paweł w Liście do Galatów wylicza natomiast dziewięć owoców Ducha Świętego, które stanowią trwały efekt rozwoju człowieka. Gdzie jest Duch Święty, tam są: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, życzliwość, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22-23). Dary Ducha Świętego to są te szczególne łaski, które udoskonalają życie człowieka, czynią je głębszym.

    Właściwością Ducha Świętego jest to, że „tchnie, kędy chce”, a więc udziela swego natchnienia w sposób całkowicie wolny, nieprzymuszony. Udziela swoich natchnień osobom, którym chce, i kiedy chce, rozdziela łaski, „jak chce”. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Różne są dary, ale Duch jest jeden. Różne są posługi, ale Pan jest jeden. Różne są działania, ale jeden jest Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich. (…) A wszystko to daje jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu, jak chce” (1 Kor 12, 4-6. 11). Duch Święty „tchnie, kędy chce” – to prawda, ale nie przez każdą trąbę. Jest On stale obecny i wciąż działa, tylko my zbyt często postępujemy po swojemu.

    W poniedziałek 10 czerwca DRUGI DZIEŃ ZIELONYCH ŚWIĄT – UROCZYSTOŚĆ NMP MATKI KOŚCIOŁA

     

    Maryi Panny Matki …brewiarz.pl

    Poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego – święto

    10 czerwca 2019 roku

    Święto Maryi, Matki Kościoła, obchodzone w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego, zostało wprowadzone do polskiego kalendarza liturgicznego 4 maja 1971 r. przez Episkopat Polski – za zgodą Pawła VI. Dzień ten został wybrany dlatego, że Zesłanie Ducha Świętego było początkiem działalności Kościoła. Jak podają Dzieje Apostolskie, w momencie Zesłania Ducha Świętego w Wieczerniku obecni byli wszyscy Apostołowie, którzy “trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 14). Matka Najświętsza, Oblubienica Ducha Świętego, mocą którego w dniu Zwiastowania poczęła Jezusa Chrystusa, przeżyła w Wieczerniku wraz z Apostołami zstąpienie Ducha Miłości na Kościół. Od tej chwili Maryja, Wspomożycielka Wiernych i Matka Kościoła, towarzyszy Kościołowi w świecie.

    Msza św. będzie w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego o godz. 19.00

    NIEDZIELA TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

    16 czerwca 2019

    top feature image

    W pismach  Kierkegaarda, duńskiego teologa i filozofa,  jest takie opowiadanie o europejczyku, który wyjechał na Daleki Wschód i zakochał się w pięknej Chince. Po powrocie bardzo za nią tęsknił. Każdego dnia wyczekiwał jej listu, który po pewnym czasie dotarł do niego od ukochanej, ale niestety, napisany po chińsku. Znalazł więc tłumacza i od niego dowiedział się, że również dziewczyna jest w nim zakochana. Nie wyobrażał sobie jednak, aby wciąż mógł z nią korespondować przy pomocy jakiegoś pośrednika. Zaczął więc sam studiować język swojej ukochanej. Ta jego miłość tak go zmobilizowała, że po jakimś czasie był już w stanie swobodnie rozczytywać chińskie znaki. W miarę postępu język chiński zaczął go coraz bardziej fascynować – tak, że po kilku latach został nawet wykładowcą chińskiej literatury i zupełnie zapomniał z jakiego powodu zaczął się uczyć tego języka. Teraz był już zakochany w tylko literach. Natomiast zapomniał o sercu. Oddał się zupełnie nauczaniu. Przestał być człowiekiem, który przede wszystkim został stworzony z miłości i do miłości.

    Właśnie dzisiejsza uroczystość Przenajświętszej Trójcy odsłania tajemnicę na czym polega prawdziwa miłość. Bóg stwarzając człowieka wypowiedział słowa: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz,  podobnego Nam…. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” Ale, niestety, człowiek poszedł za swoimi wątpliwościami, które włożył był w jego serce szatan. I ten dramat nieporozumienia wciąż trwa. Człowiek odtąd patrzy na Boga poprzez pryzmat swojej pomyłki – a nie odwrotnie.

    Tymczasem Bóg naprawdę kocha i kocha do końca, ale całkowicie w inny sposób niż zwykł czynić to człowiek. Pan Bóg patrzy na swoje oblicze i w ten sposób powstaje Jego Syn. I tym szczęściem i tą radością dzieli się. Wszystko złożył w miłości. Uzależnił swoje szczęście od kogoś Drugiego, w którym pokłada całe swoje upodobanie. Ks. Ludwik Evely pisze w ten sposób: „Ojciec nie zna Siebie w pełni Sam w sobie. Ojciec nie kocha siebie w pełni Sam w sobie. Kocha siebie w pełni dopiero w Synu swoim, który jest jedynym prawdziwym Jego obrazem, promieniowaniem Jego chwały i odbiciem Jego istoty.”  Taki właśnie jest Bóg na kartach Ewangelii. Nigdy nie sławi Sam siebie, nie mówi o sobie, ale wskazuje na swego Syna: „Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie.”

    Kiedy człowiek przeżywa prawdziwą miłość – doświadcza tego samego. Ma wielkie pragnienie, aby podzielić się tym wszystkim co przeżywa. To dlatego matka na pytanie: Jak się pani miewa? – od razu odpowiada, że Piotr zdrów, Ania to…, a Zosia tamto… Bo to co w niej najbardziej żywe – to są jej dzieci. W nich mieści się całe jej życie. Tylko one są dla niej najważniejsze. W nich złożyła swoje upodobanie.

    Bóg mówi: Popatrzcie na mojego Syna – a będziecie szczęśliwi tak jak ja. To jest echo znad Jordanu,  znad góry Tabor: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.” I to jest cała religia. Kiedy kapłan po konsekracji podnosi Ciało Bożego Syna Bóg Ojciec mówi: To jest mój Syn. Popatrzcie na mojego Syna, a będziecie szczęśliwi. Kiedyż wreszcie odważę się wyjść z ciasnego horyzontu mojego egoizmu? Bo jak wygląda na przykład moja modlitwa? Czy nie obraca się tylko i wyłącznie wokół moich spraw stając się przeciwieństwem prawdziwej modlitwy?

    Pan Bóg zaprasza człowieka w krąg Bożej Rodziny – a człowiek nie wierzy, żeby tak było można bez żadnej zasługi, bez żadnej zapłaty? Pismo święte bardzo wyraźnie mówi, że jeden jest Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także i my jesteśmy.

    Św. Jan od Krzyża  w swoim poemacie o stworzeniu świata napisał takie oto słowa, które są jakby listem pisanym przez Boga Ojca do swojego Syna Jezusa Chrystusa: „Chciałbym Ci dać Synu miłą Oblubienicę, aby mogła nas tu oglądać w bytu tajemnicy i chleba jeść z tego stołu, którego Ja pożywam i oglądać to piękno, które w Tobie odkrywam, by się ze mną cieszyła. Zaznała tchnienie szczęścia  na widok Twej piękności, Twego ze Mną istnienia. Niech się stanie – rzekł Ojciec. Dla Twojej to miłości i przez jedno to Słowo wywiódł świat z nicości.”

    Po to Pan Bóg stworzył człowieka, aby człowiek razem z Nim mógł oglądać Syna. Jeżeli jestem smutny to dlatego, że nie oglądam Syna. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu czy rzeczywiście adoruję Pana Jezusa? A może to ja chcę, aby Pan Jezus mnie adorował, bo bez przerwy mówię swój monolog i tylko o sobie i tylko o swoich sprawach. Nie inaczej jest przy spowiedzi kiedy klękam przed Chrystusem w osobie kapłana. Znowu tylko użalanie się nad sobą poprzez ustawiczne dreptanie w jakimś zaplątaniu się we własnym egoizmie.

    A tymczasem w Ewangelii według św. Jana Pan Jezus wyraźnie podaje główny motyw swojego pójścia na ukrzyżowanie: „Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. Wstańcie, idźmy stąd!” I rozpoczyna się Ogrójec, męka a potem śmierć. Od tamtej chwili trwa nieustanna Msza, na którą jestem zaproszony, aby być jej świadkiem. Wchodzę więc w progi kościoła i czynię  znak krzyża: w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – to znaczy wchodzę w tę przestrzeń, w której tętni prawdziwe Życie pomiędzy Jedynym Bogiem w Trójcy Jedynym prawdziwym.

    ks. Marian Łękawa SAC

    W czwartek 13 czerwca

    Tego dnia przypada ŚWIĘTO JEZUSA CHRYSTUSA, NAJWYŻSZEGO I WIECZNEGO KAPŁANA

    Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana obchodzone jest w Polsce od 2013 r. Ma ono przyczynić do świętości życia duchowieństwa oraz być inspiracją do modlitwy o nowe, święte i liczne powołania kapłańskie.
    Decyzję o wprowadzeniu święta podjęli biskupi zgromadzeni na 360. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Zakopanem w listopadzie 2012 r. W następstwie tej decyzji, w lutym 2013 r. Watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła dla Kościoła w Polsce nowe święto oraz zatwierdziła jego coroczne obchody na czwartek po Niedzieli Zesłania Ducha Świętego.
    Biskupi podkreślają, że święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana, wprowadzone w ostatnich dniach pontyfikatu papieża Benedykta XVI jest dla Kościoła w Polsce niejako jego testamentem duchowym.
    Egzegeza tekstu biblijnego ma prowadzić do modlitwy. Najlepszym zwieńczeniem tych rozważań będzie litania o Chrystusie-Kapłanie, odmawiana niegdyś w seminariach duchownych. Ojciec święty Jan Paweł II w swojej książce Dar i tajemnica poleca nam ją gorąco dla odnowienia żarliwości apostolskiej. Pisze tam między innymi: “W Ofierze Krzyża, upamiętnianej i uobecnianej w każdej Eucharystii, Chrystus ofiaruje siebie za zbawienie świata. Wezwania litanijne wyrażają całe bogactwo tej tajemnicy(…)  Jest w tych wezwaniach zawarte wielkie bogactwo teologicznej wizji kapłaństwa. Litania ta jest głęboko osadzona w Piśmie świętym, a zwłaszcza w “Liście do Hebrajczyków” (Dar i tajemnica, s. 77).

    Litania do Chrystusa Kapłana i Żertwy

    • Kyrie eleison Chryste eleison. Kyrie eleison.
    • Chryste usłysz nas Chryste wysłuchaj nas.
    • Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    • Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    • Duchu Święty, Boże,
    • Święta Trójco, jedyny Boże,
    • Jezu, Kapłanie na wieki, zmiłuj się nad nami.
    • Jezu, nazwany przez Boga Kapłanem na wzór Melchizedeka,
    • Jezu, Kapłanie, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą,
    • Jezu, Kapłanie wielki,
    • Jezu, Kapłanie z ludzi wzięty,
    • Jezu, Kapłanie dla ludzi ustanowiony,
    • Jezu, Kapłanie wszystkich wierzących,
    • Jezu, Kapłanie większej od Mojżesza czci godzien,
    • Jezu, Kapłanie prawdziwego przybytku,
    • Jezu, Kapłanie dóbr przyszłych,
    • Jezu, Kapłanie święty, niewinny i nieskalany,
    • Jezu, Kapłanie wierny,
    • Jezu, Kapłanie miłosierny,
    • Jezu, Kapłanie dobroczynny,
    • Jezu, Kapłanie pałający gorliwością o Boga i ludzi,
    • Jezu, Kapłanie na wieczność doskonały,
    • Jezu, Kapłanie, który wszedłeś do nieba,
    • Jezu, Kapłanie, siedzący po prawicy Majestatu na wysokości,
    • Jezu, Kapłanie wstawiający się za nami przed obliczem Boga,
    • Jezu, Kapłanie, któryś nam otwarł drogę nową i żywą,
    • Jezu, Kapłanie, któryś umiłował nas i obmył od grzechów Krwią swoją,
    • Jezu, Kapłanie, któryś siebie samego wydał jako Ofiarę i Hostię dla Boga,
    • Jezu, Ofiaro Boga i ludzi,
    • Jezu, Ofiaro święta,
    • Jezu, Ofiaro niepokalana,
    • Jezu, Ofiaro przyjęta przez Boga,
    • Jezu, Ofiaro przejednania,
    • Jezu, Ofiaro uroczysta,
    • Jezu, Ofiaro chwały,
    • Jezu, Ofiaro pokoju,
    • Jezu, Ofiaro przebłagania,
    • Jezu, Ofiaro zbawienia,
    • Jezu, Ofiaro, w której mamy ufność i śmiały przystęp do Boga,
    • Jezu, Ofiaro, która dwoje jednym uczyniła,
    • Jezu, Ofiaro od założenia świata ofiarowana,
    • Jezu, Ofiaro żywa przez wszystkie wieki.
    • Bądź nam miłościw, przepuść nam, Jezu.
    • Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Od zła wszelkiego, wybaw nas, Jezu.
    • Od nierozważnego wejścia na służbę Kościoła,
    • Od grzechu świętokradztwa,
    • Od ducha niepowściągliwości,
    • Od pogoni za pieniądzem,
    • Od wszelkiej chciwości,
    • Od złego używania majątku kościelnego,
    • Od miłości świata i jego pychy,
    • Od niegodnego sprawowania świętych Tajemnic,
    • Przez odwieczne Kapłaństwo Twoje,
    • Przez święte namaszczenie Boskości, mocą którego Bóg Ojciec uczynił Cię Kapłanem,
    • Przez Twego kapłańskiego Ducha,
    • Przez Twoje posługiwanie, którym na ziemi wsławiłeś Ojca Twego,
    • Przez krwawą ofiarę z Siebie raz na Krzyżu złożoną,
    • Przez tę samą ofiarę codziennie na ołtarzu odnawianą,
    • Przez Boską władzę, którą jako jedyny i niewidzialny Kapłan wykonujesz przez swoich kapłanów.
    • Abyś wszystkie sługi Kościoła w świętej pobożności zachować raczył, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
    • Aby ich napełnił Duch kapłaństwa Twego,
    • Aby usta kapłanów strzegły wiedzy,
    • Abyś na żniwo swoje robotników nieugiętych posłać raczył,
    • Abyś sługi Twoje w gorejące pochodnie przemienił,
    • Abyś pasterzy według Twego Serca wzbudzić raczył,
    • Aby wszyscy kapłani nienaganni byli i bez skazy,
    • Aby wszyscy, którzy zobaczą sługi ołtarzy, Pana uczcili,
    • Aby składali Ci ofiary w sprawiedliwości,
    • Abyś przez nich cześć Najświętszego Sakramentu rozkrzewić raczył,
    • Kapłanie i Ofiaro.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Jezu.
    • Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami, Jezu.
    • Jezu, Kapłanie, usłysz nas.
    • Jezu, Kapłanie, wysłuchaj nas.

    Módlmy się.  Boże, Uświęcicielu i Stróżu Twojego Kościoła, wzbudź w nim przez Ducha Twojego godnych i wiernych szafarzy świętych Tajemnic, aby za ich posługiwaniem i przykładem, przy Twojej pomocy, lud chrześcijański kierował się na drogę zbawienia.  Boże, Ty nakazałeś modlącym się i poszczącym uczniom oddzielić Pawła i Barnabę do dzieła, do którego ich przeznaczyłeś, bądź teraz z Twoim Kościołem trwającym na modlitwie, i wskaż tych, których do służby wybrałeś. Przez Chrystusa Pana naszego.

    Amen.

     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

    PROPOZYCJA MODLITWY NA WIGILIJNY WIECZÓR
    PROWADZĄCY:
    W IMIĘ OJCA I SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO.
    WSZYSCY:
    AMEN.
    Z EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA
    W   OWYM CZASIE WYSZŁO ROZPORZĄDZENIE   CEZARA   AUGUSTA, ŻEBY PRZEPROWADZIĆ SPIS LUDNOŚCI W   CAŁYM PAŃSTWIE. PIERWSZY TEN SPIS ODBYŁ SIĘ WÓWCZAS, GDY WIELKORZĄDCĄ SYRII BYŁ KWIRYNIUSZ. WYBIERALI SIĘ WIĘC WSZYSCY, ABY SIĘ DAĆ ZAPISAĆ, KAŻDY DO SWEGO MIASTA. UDAŁ SIĘ TAKŻE I JÓZEF Z GALILEI, Z MIASTA NAZARET, DO JUDEI, DO   MIASTA DAWIDOWEGO, ZWANEGO BETLEJEM, PONIEWAŻ POCHODZIŁ Z DOMU I RODU DAWIDA, ŻEBY SIĘ DAĆ ZAPISAĆ Z POŚLUBIONĄ SOBIE MARYJĄ, KTÓRA BYŁA BRZEMIENNA. KIEDY TAM PRZEBYWALI, NADSZEDŁ DLA MARYI CZAS ROZWIĄZANIA.
    PORODZIŁA SWEGO PIERWORODNEGO SYNA, OWINĘŁA GO W PIELUSZKI I POŁOŻYŁA W ŻŁOBIE, GDYŻ NIE BYŁO DLA NICH MIEJSCA W GOSPODZIE. W TEJ SAMEJ OKOLICY PRZEBYWALI W POLU PASTERZE I TRZYMALI STRAŻ NOCNĄ NAD SWOJĄ TRZODĄ. NARAZ STANĄŁ PRZY NICH ANIOŁ PAŃSKI I CHWAŁA PAŃSKA ZEWSZĄD ICH OŚWIECIŁA, TAK ŻE BARDZO SIĘ PRZESTRASZYLI. LECZ ANIOŁ RZEKŁ DO NICH: „NIE BÓJCIE SIĘ! OTO ZWIASTUJĘ WAM RADOŚĆ WIELKĄ, KTÓRA BĘDZIE UDZIAŁEM CAŁEGO NARODU: DZIŚ W MIEŚCIE DAWIDA NARODZIŁ SIĘ WAM ZBAWICIEL, KTÓRYM JEST MESJASZ, PAN. A TO BĘDZIE ZNAKIEM DLA WAS: ZNAJDZIECIE NIEMOWLĘ, OWINIĘTE W PIELUSZKI I LEŻĄCE W ŻŁOBIE”. I NAGLE PRZYŁĄCZYŁO SIĘ DO ANIOŁA MNÓSTWO ZASTĘPÓW NIEBIESKICH, KTÓRE WIELBIŁY BOGA SŁOWAMI: „CHWAŁA BOGU NA WYSOKOŚCIACH, A NA ZIEMI POKÓJ LUDZIOM JEGO UPODOBANIA”.  

    WSZYSCY:

    BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI

    PROWADZĄCY:

    PANIE BOŻE, OBDARZ MIŁOŚCIĄ, ZGODĄ I JEDNOŚCIĄ NASZĄ  RODZINĘ (można dodać własne intencje poszczególnych członków rodziny). CIEBIE PROSIMY.

    WSZYSCY:

    WYSŁUCHAJ NAS, PANIE.
    PANIE   BOŻE,   OTOCZ   BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM   I OBDARZ SWOIMI ŁASKAMI NASZYCH KREWNYCH. PRZYJACIÓŁ, SĄSIADÓW, ZNAJOMYCH. CIEBIE PROSIMY.
    WSZYSCY:
    WYSŁUCHAJ NAS, PANIE.
    PANIE BOŻE, POCIESZ LUDZI SAMOTNYCH, PRZYWRÓĆ ZDROWIE CHORYM, DAJ ULGĘ CIERPIĄCYM, PRZYJDŹ Z POMOCĄ BIEDNYM. CIEBIE PROSIMY.
    WSZYSCY:
    WYSŁUCHAJ NAS, PANIE.
    PANIE BOŻE, PRZYJMIJ DO SWOJEJ CHWAŁY NASZYCH BLISKICH ZMARŁYCH (można wymienić imiona). CIEBIE PROSIMY.
    WSZYSCY:
    WYSŁUCHAJ NAS.
    PROWADZĄCY:
    PANIE   BOŻE, NASZ DOBRY OJCZE, WYSŁUCHAJ NASZYCH MODLITW. ZEŚLIJ SWOJE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO NA NASZĄ RODZINĘ, ABYŚMY POTRAFILI JAK PASTERZE I ANIOŁOWIE CHWALIĆ CIEBIE I RADOWAĆ SIĘ NARODZENIEM TWOJEGO SYNA. Z UFNOŚCIĄ RAZEM WOŁAMY DO CIEBIE.
    WSZYSCY:
    OJCZE NASZ…

    NASTĘPNIE KAŻDY Z DOMOWNIKÓW BIERZE DO RĘKI OPŁATEK.

    PROWADZĄCY ODMAWIA MODLITWĘ:

    PANIE BOŻE, TY SPRAWIŁEŚ,   ŻE TEJ ŚWIĘTEJ NOCY ZABŁYSŁO ŚWIATŁO TWOJEGO SYNA. POBŁOGOSŁAW NAS I TE   OPŁATKI, KTÓRYMI   ZA CHWILĘ   SIĘ   POŁAMIEMY NA ZNAK NASZEJ WZAJEMNEJ MIŁOŚCI I PRZEBACZENIA. OBDARZ NAS WSZYSTKICH TWOIM POKOJEM, ABYŚMY WSPÓLNIE SŁAWILI TWOJĄ OJCOWSKĄ DOBROĆ. PRZEZ CHRYSTUSA, PANA NASZEGO. AMEN.

     

    Grudzień 2018 roku

    ze szkockich gór wrzosem pokrytych życzenia składam na nowe Boże Narodzenie

    W książce Willi Hoffsümmera przeczytałem takie opowiadanie:
    Nad jeziorem samotnie mieszkał stary człowiek. Z drugiej strony tego jeziora na skraju lasu mieszkał drugi człowiek. Też samotny i też już stary. Jesienią ten przy jeziorze ciężko zachorował. Odwiedzał go więc człowiek z pod lasu przynosząc za każdym razem cenny prezent.
    Chory bardzo był uradowany takim prezentem i wkrótce znowu doszedł do zdrowia.
    Tuż przed Bożym Narodzeniem zachorował drugi starzec. Teraz z kolei ten z nad jeziora każdego dnia swoim wolnym krokiem przychodził odwiedzać chorego starca pod lasem. Za każdym razem przynosił ten sam prezent. Prezent był dokładnie taki sam jaki i on otrzymywał podczas swojej choroby. Kiedy starzec z pod lasu już mógł wychodzić z domu razem obaj mężczyźni odbywali spacery wędrując powoli po lesie i wzdłuż jeziora. I obaj bardzo cieszyli się tym samym prezentem.
    A prezent był szczególny – bo w żadnym sklepie nie kupiony, w żaden kolorowy papier nie owinięty. Obaj starcy nie nosili go przy sobie, bo prezent ten był w nich.
    Od czasu betlejemskiej nocy taki prezent dany jest każdemu człowiekowi. Jest to tajemnica, która wciąż trwa. Wypełnia dzieje świata. Staje na progu każdego ludzkiego serca. Mieszkańcy Dawidowego miasta bardzo wiele stracili, bo nie otwarli swoich drzwi. Nie dopuścili, aby pod ich dachem narodziło się Boże Dziecię.
    Jak wiele traci człowiek nie widząc w tym Nowonarodzonym swojego człowieczeństwa. Przecież Boży Syn po to przyszedł na ten świat, aby do końca objawić człowieka samemu człowiekowi, ukazując jakie jest jego właściwe i definitywne powołanie.
    I moje życzenie, które składam Tobie mieści się w tych słowach, aby się nie bać, ale otworzyć drzwi swojego serca, bo On, Jezus, wciąż puka przez Maryję, przez Józefa, przez drugiego człowieka.
    Przyjąć Go – znaczy po prostu doświadczyć wypełnienia się słów Pisma: „…tym, którzy Go przyjęli, dało moc, aby stali się synami Bożymi”…
    Oby tak się stało i w naszych sercach. Tego bardzo życzę i o to bardzo się modlę. Chodząc po mokrych wrzosowiskach wzdłuż szkockich jezior również życzenia od Ciebie przyjmuję wdzięczny za każdą życzliwość a przede wszystkim modlitwę.
    ks. Marian pallotyn
     
     
     

    W dniu 22 sierpnia – w święto Maryi Królowej – cały Kościół

    odnawiał poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Maryi

    Ojciec Święty Pius XII, który dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., ustanawiając to święto w 1954 r.zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach:

    “Naszą Apostolską Władzą WYZNACZAMY I USTANAWIAMY ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ, które cały świat winien obchodzić corocznie w dniu 31 maja (dziś jest to dzień 22 sierpnia).Równocześnie ZARZĄDZAMY, aby w tym dniu odnawiano poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. To bowiem pozwala żywić niepłonną nadzieję, że nadejdą czasy pomyślne, rozjaśnione triumfem religii i chrześcijańskim pokojem” (Ad caeli Reginam 1954, Pius XII).

    Bądźmy wszyscy apostołami Maryi, by tego dnia zjednoczyła nas wspólna modlitwa, przez którą ponownie oddamy się Niepokalanemu Sercu Maryi – Sercu, które jest nam “schronieniem i drogą, która zaprowadzi nas do Boga”.

    Wspomnienie Maryi Królowej zostało wprowadzone przez papieża Piusa XII encykliką Ad caeli Reginam (Do Królowej niebios) wydaną 11 października 1954 r., w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Już w czasie Soboru Watykańskiego I w roku 1869 biskupi francuscy i hiszpańscy prosili o to święto. Pierwszy Kongres Krajowy Maryjny we Francji odbyty w Lyonie (1900) prośbę tę ponowił. Uczyniły to również międzynarodowe kongresy maryjne odbyte we Fryburgu (1902) i w Einsiedeln (1904). Od roku 1923 wyłonił się specjalny ruch pro regalitate Mariæ. Początkowo wspomnienie Maryi Królowej obchodzone było w dniu 31 maja, ale w wyniku posoborowej reformy kalendarza liturgicznego przesunięto je na oktawę uroczystości Wniebowzięcia Maryi – 22 sierpnia. To właśnie wydarzenie ukoronowania Maryi wspominamy w piątej tajemnicy chwalebnej różańca, a we wspomnienie dokonujemy aktu ponowienia poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Tytuł ten podkreślony został także w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele Lumen gentium: „Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panującego (por. Ap 19,16) oraz zwycięzcy grzechu i śmierci” (KK 59).

    • AKT POŚWIĘCENIA
      Akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi – Jasna Góra, 8 września 1946
      Błogosławiona Dziewico, Matko Boga Przeczysta! Jak ongiś po szwedzkim najeździe król Jan Kazimierz Ciebie za Patronkę i Królowę państwa obrał i Rzeczpospolitą Twojej szczególnej opiece i obronie polecił, tak w tę dziejową chwilę, my, dzieci narodu polskiego, stajemy przed Twym tronem w hołdzie miłości, czci serdecznej i wdzięczności. Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, cały naród i wskrzeszoną Rzeczpospolitą, obiecując Ci wierną służbę, oddanie zupełne oraz cześć dla Twych świątyń i ołtarzy. Synowi Twojemu, a naszemu Odkupicielowi ślubujemy dochowanie wierności Jego nauce i prawu, obronę Jego Ewangelii i Kościoła, szerzenie Jego królestwa.
      Pani i Królowo nasza! Pod Twoją obronę uciekamy się; macierzyńską opieką otocz rodzinę polską i strzeż jej świętości. Natchnij duchem nadprzyrodzonym i pobożnością naszą parafię; ochraniaj jej lud od grzechów i nieszczęść, a pasterza umacniaj i uświęcaj swymi łaskami. Narodowi polskiemu uproś stałość w wierze, świętość życia, zrozumienie posłannictwa. Złącz go w zgodzie i bratniej miłości. Daj tej polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Rzeczpospolitej Polskiej bądź Królową i Panią, natchnieniem i Patronką.
      Potężna Wspomożycielko wiernych! Otocz płaszczem opieki Papieża oraz Kościół święty. Bądź mu puklerzem: wyjednaj mu świętość i żarliwość apostolską, swobodę i skuteczne działanie. Powstrzymaj zalew bezbożnictwa. Ludom od Kościoła odłączonym wskaż drogę powrotu do jedności Chrystusowej owczarni. Okaż niewierzącym słońce prawdy i podbij ich dusze czułością Twego Niepokalanego Serca.
      Władna świata Królowo! Spojrzyj miłościwym okiem na troski i błędy rodzaju ludzkiego. Wyprowadź go z udręki i bezładu, z nieuczciwości i grzechów. Wyproś narodom pojednanie szczere i trwałe. Wskaż im drogę powrotu do Boga, by na Jego prawie budowały życie swoje. Daj wszystkim trwały pokój, oparty na sprawiedliwości, braterstwie, zaufaniu.
      Przyjmij naszą ofiarę i nasze ślubowanie, Matko Boga i nasza. Przygarnij wszystkich do swego Niepokalanego Serca i złącz nas na zawsze z Chrystusem i Jego świętym królestwem. Amen.
  • WIELKI TYDZIEŃ 2019 w kościele św. Szymona

    WIELKI CZWARTEK 18 kwietnia 2019

    MSZA WIECZERZY PAŃSKIEJ – godz. 19.00

    ADORACJA PANA JEZUSA W CIEMNICY – do godz. 21.00

    WIELKI PIĄTEK 19 kwietnia 2019

    LITURGIA NA CZEŚĆ MĘKI PAŃSKIEJ – godz. 19.00

    ADORACJA PRZY GROBIE PAŃSKIM – do godz. 21.00

    ROZPOCZĘCIE NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    W Wielki Piątek obowiązuje post ścisły (co do ilości i jakości)

    tj. ograniczenie się do spożycia trzech posiłków, dwóch lekkich i jednego do syta (od 18 do 60 r. życia), oraz wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, jak w każdy piątek (od 14 r. życia do jego końca).

    WIELKA SOBOTA 20 kwietnia 2019

    WIGILIA PASCHALNA W WIELKĄ NOC – godz. 21.00

    ADORACJA PRZY GROBIE PAŃSKIM OD GODZ. 15.00 – 16.00

    ŚWIĘCENIE POKARMÓW WIELKANOCNYCH: przed i po ADORACJI, jak również od g. 10 – 12

    Centrum całego roku liturgicznego jest Święte Triduum Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego, które osiąga szczyt w Niedzielę Zmartwychwstania. W tym roku Wielkanoc będziemy obchodzili 21 kwietnia.

    W każdą niedzielę – Paschę tygodnia, Kościół święty uobecnia wielkie wydarzenie, przez które Chrystus zwyciężył grzech i śmierć. Ze świąt Paschalnych wypływają wszystkie święte dni:
    – Środa Popielcowa, rozpoczynająca Wielki Post, jest w tym roku 6 marca;
    – uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego – 2 czerwca;
    – uroczystość Zesłania Ducha Świętego – 9 czerwca;

    – uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej – 20 czerwca.
    W dniu 1 grudnia przypada pierwsza Niedziela Adwentu.
    Równocześnie w święta Matki Bożej, Apostołów, świętych
    i we wspomnienie wiernych zmarłych, Kościół pielgrzymujący na ziemi głosi Paschę swojego Pana.

    Chrystusowi, który był, który jest i który przychodzi, Panu czasu i historii, niech będzie wieczna chwała przez wszystkie wieki wieków. Amen.

  • Modlitwa ekspiacyjna za grzech aborcji

    1 czerwca 2018 roku w czasie pierwszopiątkowego nabożeństwa Kościół modli się modlitwę wynagradzającą Panu Bogu za grzech aborcji.

    Pierwszego czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka. W tym dniu szczególnie podkreśla się, jak ważne są prawa dzieci i zapewnienie im bezpieczeństwa. Tymczasem tego jednego dnia na całym świecie, zgodnie z prawem, dziesiątki tysięcy dzieci zostanie zabitych przed narodzinami, w Polsce troje. Gdy całkowicie odwraca się wartości, dając ludziom prawo do zabijania tych najmniejszych i najbardziej bezbronnych, gdy mężczyźni zamiast bronić życia, przyczyniają się do jego niszczenia, a kobiety odrzucają dar macierzyństwa, gdy polscy politycy zwlekają z uchwaleniem prawa chroniącego życie chorych dzieci, a lobby aborcyjne naciska na kolejne kraje, aby zabijało się tam jak najwięcej małych ludzi, pragniemy zachęcić do modlitwy wyrażającej żal i przeprosiny.

    Polskie prawo wciąż gorzej traktuje dzieci chore i niepełnosprawne – to właśnie podejrzenie choroby pozwala na legalne zabicie dziecka nawet do 6 miesiąca ciąży. Konieczna jest najszybsza zmiana prawa, jednak politycy zwlekają z przyjęciem projektu #ZatrzymajAborcję. Ich bezczynność to potężne zaniechanie, za które także trzeba wynagrodzić Bogu. Każdego dnia w polskich szpitalach troje dzieci ginie z powodu złego stanu zdrowia. Jest to niesprawiedliwość społeczna dotykająca najsłabszych i niemogących się bronić.

    Modlitwa ekspiacyjna za grzech aborcji do odmówienia w czasie nabożeństwa pierwszopiątkowego (Światowy Dzień Dziecka, 1 czerwca 2018 r.):

    Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci!

    [W dniu, w którym świat obchodzi święto Dziecka,] pragniemy Ci podziękować za każde dziecko, które jest błogosławieństwem i darem od Ciebie, Boga Miłości i Boga Życia i z całego serca przeprosić, że często ten dar i błogosławieństwo Twoje odrzucamy.

    Przepraszamy za ojców, którzy odrzucili odpowiedzialność za swoje poczęte potomstwo i pozwolili dokonać aborcji lub nawet do niej nakłaniali, za to, że nie wspierali matek swoich dzieci i nie walczyli o zachowanie życia swojego potomstwa!

    Przepraszamy za kobiety, które odrzuciły powołanie do bycia kochającą mamą, a wybrały piętno śmierci!

    Przepraszamy za tych wszystkich, którzy wywierali presję ku podjęciu tragicznego wyboru śmierci, i którzy nie wspierali kobiet w wychowaniu dzieci!

    Przepraszamy za lekarzy i pracowników służby zdrowia, którzy zamiast ratować każde życie ludzkie, nawet te najmniejsze, neutralnie podchodzą do wyborów między życiem i śmiercią lub stają się szafarzami śmierci!

    Przepraszamy za polityków stanowiących prawo, którzy bardziej słuchają ludzi niż Ciebie (por. Dz 5, 29) i kompromisowo traktują ludzkie życie tolerując niesprawiedliwe prawo, które nie broni życia każdego człowieka!

    Przepraszamy za ludzi nauki i osoby kształtujące opinię publiczną, które deprecjonują wartość życia ludzkiego stawiając wyżej wartość wyboru planów życiowych!

    Przepraszamy za wszystkich, którzy przyczyniają się w jakikolwiek sposób do nastania bezdusznej cywilizacji śmierci!

    Przepraszamy za wszystkich, którzy nic nie uczynili, aby obronić najbardziej bezbronne, jeszcze nienarodzone dzieci, które same bronić się nie mogą!

    Nade wszystko przepraszamy za nas samych, że świadectwo naszego życia nie przyciąga innych do Chrystusa i wypełniania Jego wezwania: „to co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40)!

    Maryjo, Królowo Polski i Bogarodzico, która w pełni przyjęłaś dar Dziecięcia w swoim łonie (por. Łk 1, 26-38), wyproś nam u swego Syna Jezusa Chrystusa łaskę przebaczenia grzechów naszych popełnionych przeciwko dzieciom nienarodzonym!

    Boże Miłosierdzia, położyłeś przed nami „życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo” (Pwt 30, 19 i Pwt 30, 15).

    Błagamy, nie odbieraj nam Swojego błogosławieństwa!

    Błagamy, by Twoje słowo z Księgi Ezechiela stało się w nas ciałem: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali” (Ez 36, 26n)!

    Duchu Święty, Duchu Pocieszycielu, Duchu Prawdy, prowadź nas ku poszanowaniu godności każdego dziecka, które od poczęcia Bóg powołał do istnienia ku Swojej chwale! Dodaj nam odwagi i mądrości, byśmy zawsze wybierali życie, a nie śmierć, byśmy stale kroczyli drogami sprawiedliwości i miłości, zgodnie z wolą naszego Stwórcy. Amen.

     

     

     

     

  • Czyszczenie kościoła

    W pierwsze soboty miesiąca, po Mszy św. i nabożeństwie wynagradzającym Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny,  przypada nasz dzień czyszczenia kościoła św. Szymona. Serdecznie zapraszam (około 7 osób zupełnie wystarczy). W kruchcie kościoła jest karta, na którą proszę chętnych, aby wpisali swoje imię i nazwisko.

  • Często módlmy się modlitwą fatimską o nawrócenie grzeszników!

    13 maja, w setną rocznicę objawień fatimskich Ojciec Święty Franciszek kanonizował dwoje pastuszków z Fatimy – Hiacyntę i Franciszka. Również trwa proces wyniesienia na ołtarze siostry Łucji, która odchodząc z tego świata dwa miesiące przed św. Janem Pawłem II powiedziała: “W tym roku razem z papieżem idziemy do nieba”. Bardzo zachęcam do tej modlitwy, której słowa zostały podane dzieciom w Fatimie przez anioła przed ukazaniem się Pani Fatimskiej.

    Oto treść modlitwy:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, oddaję Wam cześć głęboką i ofiaruję Najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne we wszystkich tabernakulach całej ziemi, jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi ludzie obrażają Jezusa. Przez nieskończone zasługi Najświętszego Serca Jezusa i wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi modlę się o nawrócenie grzeszników.

    (modlitwę odmawia się trzy razy)