Author: ks. Marian Łękawa SAC

  • I Niedziela Wielkiego Postu – ROK C

    Kusiciel i pokusy

    Każdego roku w I Niedzielę Wielkiego Postu podczas Liturgii Słowa słychać tę samą Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa na pustyni. Zmieniają się tylko Ewangeliści, ale obraz jest wciąż ten sam. Dzisiejszy opis według św. Łukasza podaje odwrotną kolejność wydarzeń w porównaniu z tekstem św. Mateusza. Prawdopodobnie po to, aby zakończyć kuszenie w Jerozolimie i ukazać w ten sposób posłannictwo Chrystusa jako podróż do świętego miasta.

    W scenie kuszenia na pierwszym planie uwidocznione jest jak Pan Jezus przyznaje się do Boga. W sąsiadujących tekstach ze Starego i NowegoTestamentu również pojawiają się dwa wyznania wiary. W każdym z nich położony jest bardzo wyraźny nacisk na moc, która pochodzi z wysoka, a która jest konieczna i nieodzowna dla każdego.

    Na początku mojego kolejnego Wielkiego Postu zdaję sobie sprawę jak bardzo, stale i wciąż i coraz usilniej, potrzebuję związania się z tą Bożą mocą. Dlatego wołam słowami dzisiejszego psalmu responsoryjnego: „Bądź ze mną Panie, w moim utrapieniu, Tyś moją ucieczką i twierdzą”. Bądź ze mną i ukaż mi wszystkie moje miejsca, gdzie szatan wciąż ma przystęp do mnie i usiłuje sprawować władzę nad moim życiem. Bo droga, którą odbywam, jest niebezpieczna. Otacza ją nie tylko przewrotność kusiciela, ale i drzemiące namiętności, wielorakie słabości, niedobre nawyki. Wszystko to jest we mnie i stale pobudza do złego.

    U Romana Brandstaettera znalazłem taki tekst:

    „Człowiek codziennie wychodzi na pustynię.
    I nie zna granic tej pustyni
    I codziennie kuszony jest człowiek,
    I nie zna granic tej pokusy.
    I codziennie walczy ze złem
    I nie zna granic tego zła.”

    Sceneria dzisiejszej Ewangelii jest scenerią, która wciąż się dzieje i ja też biorę w niej udział.

    Pierwsza pokusa dotyka bardzo czułej struny. Jest nią egoizm. Kiedy ludzkie serce zostaje owładnięte tą pokusą – nie potrafi ogarnąć już nic więcej, bo myśli jedynie tylko i wyłącznie o sobie i działa tylko wokół siebie. Człowiek współczesny ulega tej pokusie. I co jest bardzo niepokojące, że on nawet już nie widzi tej pokusy. Bo ona przybrała pozory dobra. Stąd dzisiejsze pomieszanie dobra ze złem stało się czymś powszechnym. Człowiek, w imię słusznego i należnego mu prawa broni swojej swobody, aby mógł czynić to co się mu podoba, na co ma ochotę. Nikt nie może mu zabronić iść w kierunku, który go pociąga. W takiej sytuacji ani rozum, ani obowiązek, ani dobro wspólne nie mają już nic do powiedzenia. Bo tu sam egoizm staje się już prawem i to zarówno w życiu poszczególnego człowieka, jak i społeczeństwa.

    Dlatego Ojciec Święty Jan Paweł II pisze wyraźnie o tym niebezpieczeństwie w encyklice Veritatis splendor: „Pojawia się dzisiaj groźba sprzymierzenia sił demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

    Również w drugiej pokusie jak często człowiek wystawia Pana Boga na próbę. Nie chcąc uznać za prawdę to co Bóg uznaje za prawdę – rozpoczyna dyskusję, targ z Panem Bogiem o granicę dzielącą dobro i zło. Próbuje ją przesunąć, żeby było mu łatwiej, przyjemniej i wygodniej.

    A kiedy nie zostaje usatysfakcjonowany – dotyka go kolejna pokusa, która jest już tylko konsekwencją dwóch poprzednich. Ten sam kusiciel, który zwiódł Adama i Ewę, który usiłował bezczelnie podejść Syna Bożego – doprowadza człowieka do bałwochwalstwa. Może to nawet wydawać się śmieszne, że człowiek współczesny wciąż jest wplątywany w tę samą awanturę, w jaką byli uwikłani ludzie ze Starego Testamentu. Bo fałszywe bóstwa człowiek stale i nieustannie kreuje na sposób swojego wyobrażenia. Wciąż odbywa się ich intronizacja na to miejsce w sercu, które należne jest tylko samemu Bogu. Jeden jedyny Bóg wie, jaką te bożki mają władzę i siłę nad człowiekiem. Fundowanie sobie fałszywych bóstw można porównać do baśniowego króla ze starożytności, który czegokolwiek się dotknął – to zamieniał na złoto. I to dzieje się w ludzkim sercu. Pan Bóg ustami psalmisty wyśmiewa się z takich fałszywych bóstw, ale nie wyśmiewa się z człowieka zaplątanego w złowrogie i podejrzane kulty. Dlatego nastąpiło Wcielenie, dlatego jest Kościół, są kapłani, których wciąż posyła Pan aż na krańce świata, aby oni, jak starotestamentowi prorocy, rozwalali te fałszywe bóstwa. Również za naszych dni, i to bardzo często, świadectwo ich życia dawane o Bogu jedynym, żywym i prawdziwym, wymaga aż śmierci męczeńskiej.

    Rozważając dzisiejsze Słowo Boże trzeba również zauważyć, jak diabeł sprytnie znalazł swoich wyręczycieli sam pozostając w cieniu. Nawet i niektórzy kapłani, może nieświadomi tego, że choć nie głoszą, iż diabeł nie istnieje, to na pewno mówią o nim rzadko albo wcale. A przecież podczas chrztu pada bardzo istotne pytanie do rodziców i chrzestnych, czy wyrzekają się szatana i wszystkich jego dzieł i pustych obietnic.

    Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa i mojej odpowiedzialności za siebie i za tych, których Pan postawił na mojej drodze często odmawiam modlitwę, którą zapamiętałem z ministranckich czasów. Wtedy po każdej Mszy św. kapłan wypowiadał ją u stopni ołtarza:

    „Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech mu rozkaże Bóg, pokornie prosimy, a Ty Książę wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz krążą po świecie, mocą Bożą strąć do piekła”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • ogłoszenia – marzec 2022

    OD PIĄTKU 30 LIPCA 2021 ROKU

    PO SPALENIU KOŚCIOŁA ŚW. SZYMONA

    LITURGIA NAJŚWIĘTSZEJ OFIARY MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA

    SĄ SPRAWOWANE W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    St Peter's Catholic Church
    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    ______________________________________________________________________________________________________________

    27 MARCA – IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    MSZA ŚW. W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA O GODZ. 14.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU Z ROZWAŻANIEM MĘKI PAŃSKIEJ – GORZKIE ŻALE

    RÓWNIEŻ W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 28.03.2022 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK – 29 MARCA VI SPOTKANIE KATECHEZY DLA DOROSŁYCH

    Od 22 lutego w każdy wtorek o godz. 18.30 w kaplicy izbie Jezusa Miłosiernego na nowo odczytujemy Katechizm Kościoła Katolickiego, gdzie podane są najważniejsze prawdy naszej wiary.

    Ta Katecheza jest propozycją dla każdego kto poprzez sakrament chrztu jest w Kościele Bożym i potrzebuje nieustannie coraz pełniej umacniać i pogłębiać przyjęty dar łaski wiary. Również jest zaproszeniem dla tych, którzy nie zostali nigdy w pełni wprowadzeni w chrześcijaństwo albo z różnych powodów od niego odeszli.

    Dla zainteresowanych szczegóły znajdują się na zakładce: Katecheza dla dorosłychkatecheza.kosciol.org

    GODZ. 18.30 – KATECHEZA

    GODZ. 19.00 – MSZA ŚWIĘTA

    GODZ. 19.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    _____________________________________________________________________________

    Bardzo zachęcam do czytania i słuchania SŁOWA BOŻEGO, szczególnie teraz w okresie Wielkiego Postu kiedy przeżywamy czas pokuty (polskie słowo “pokuta” przyjęło się od greckiego metanoia, które występuje w Nowym Testamencie a które znaczy: wewnętrzna przemiana).

    Otwarta Biblia przy świeczce
    pixabay.com

    ***

    Nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa (św. Hieronim) Pan nasz Jezus Chrystusa mówi: “Badajcie Pisma” oraz: “Szukajcie, a znajdziecie”; bo gdy nie będę karmił się Bożym Słowem mogę usłyszeć straszne stwierdzenie Chrystusa, który powiedział był Żydom: “Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej”. Apostoł Paweł napisał, że Chrystus jest mocą i mądrością Bożą; otóż ten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy i mądrości Bożej. Tak więc nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa. 
    Słowa zapisane w Biblii są słowami natchnionymi przez Ducha Świętego i dlatego mają moc dokonać prawdziwej przemiany naszych serc.
    Jak czytać Pismo Święte? O. Ludwik Mycielski OSB radzi, żeby nie rozpoczynać czytania Biblii tak, jak się zaczyna czytać inne książki – od jej początku. Przeciwnie: Biblię należy raczej czytać od końca, tzn. zaczynając od Nowego Testamentu. Kolejność przy tym nie jest obojętna. Najlepiej zacząć od historii powstawania Kościoła, a zatem od Dziejów Apostolskich. Potem czytać Listy św. Jana, cztery Ewangelie, Listy św. Pawła, Listy Apostolskie.
    Apokalipsę, mimo że opisuje współczesne życie Kościoła, należy raczej odłożyć na koniec: do czasu, kiedy zapoznasz się bliżej z apokaliptycznym gatunkiem literackim u proroków, zwłaszcza u Daniela i Ezechiela.
    Jeśli chodzi o Stary Testament, to nie należy zaczynać go od Księgi Rodzaju, gdyż wbrew pozorom pierwsze 11 rozdziałów tej Księgi – to najtrudniejsze rozdziały Biblii. O. Ludwik proponuje rozpoczynać od lektury Ksiąg najbliższych nam czasowo: Mądrości, Syracha, od Ksiąg Machabejskich, Przysłów, Hioba, Psalmów.
    Dopiero po jakimś czasie wyłania się cudowna Boża harmonia – jak Stary i Nowy Testament stanowią jedną zwartą całość – tworzą Biblię Katolicką.
    Zachęcam przeczytać z Katechizmu Kościoła Katolickiego Artykuł III – PISMO ŚWIĘTE (101 – 141)
    Zacytuję niektóre z tych punktów:

    105 Bóg jest Autorem Pisma świętego. “Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego.
    Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane”.

    106 Bóg natchnął ludzkich autorów ksiąg świętych. “Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki Jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał”.

    107 Księgi natchnione nauczają prawdy. “Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia”.

    108 Wiara chrześcijańska nie jest jednak “religią Księgi”. Chrześcijaństwo jest religią “Słowa” Bożego: “Słowa nie spisanego, lecz Słowa Wcielonego i żywego”. Aby słowa Pisma świętego nie pozostawały martwą literą, trzeba, by Chrystus, wieczne Słowo Boga żywego, przez Ducha Świętego oświecił nasze umysły, abyśmy “rozumieli Pisma”(Łk 24,45).

    III. Duch Święty – “Interpretator” Pisma świętego

    109 W Piśmie świętym Bóg mówi do człowieka w sposób ludzki. Aby dobrze interpretować Pismo święte, trzeba więc zwracać uwagę na to, co autorzy ludzcy rzeczywiście zamierzali powiedzieć i co Bóg chciał nam ukazać przez ich słowa.

    110 W celu zrozumienia intencji autorów świętych trzeba uwzględnić okoliczności ich czasu i kultury, “rodzaje literackie” używane w danej epoce, a także przyjęte sposoby myślenia, mówienia i opowiadania. Inaczej bowiem ujmuje się i wyraża prawdę w różnego rodzaju tekstach historycznych, prorockich, poetyckich czy w innych rodzajach literackich.

    111 Ponieważ Pismo święte jest natchnione, istnieje druga zasada poprawnej interpretacji, nie mniej ważna niż poprzednia, bez której Pismo święte byłoby martwą literą: “Pismo święte powinno być czytane i interpretowane w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane”.
    Sobór Watykański II wskazuje na trzy kryteria interpretacji Pisma świętego, odpowiadające Duchowi, który je natchnął.

    112 1. Zwracać uwagę przede wszystkim na “treść i jedność całego Pisma świętego”. Jakkolwiek byłyby zróżnicowane księgi, z których składa się Pismo święte, to jest ono jednak jedno ze względu na jedność Bożego zamysłu, którego Jezus Chrystus jest ośrodkiem i sercem, otwartym po wypełnieniu Jego Paschy.

    Serce Chrystusa oznacza Pismo święte, które pozwala poznać serce Chrystusa. Przed męką serce Chrystusa było zamknięte, ponieważ Pismo święte było niejasne. Pismo święte zostało otwarte po męce, by ci, którzy je teraz rozumieją, wiedzieli i rozeznawali, w jaki sposób powinny być interpretowane proroctwa.

    113 2. Czytać Pismo święte w “żywej Tradycji całego Kościoła”. Według powiedzenia Ojców Kościoła:  “Pismo święte jest bardziej wypisane na sercu Kościoła niż na pergaminie”. Istotnie, Kościół nosi w swojej Tradycji żywą pamięć słowa Bożego, a Duch Święty przekazuje mu duchową interpretację Pisma świętego “według sensu duchowego, który Duch daje Kościołowi”).

    114 3. Uwzględniać “analogię wiary”. Przez “analogię wiary” rozumiemy spójność prawd wiary między sobą i w całości planu Objawienia.

    Różne sensy Pisma świętego

    115 Według starożytnej tradycji można wyróżnić dwa rodzaje sensu Pisma świętego: dosłowny i duchowy; sens duchowy dzieli się jeszcze na sens alegoryczny, moralny i anagogiczny. Ścisła zgodność między tymi czterema rodzajami sensu zapewnia całe jego bogactwo w żywej lekturze Pisma świętego w Kościele:

    116 Sens dosłowny. Jest to sens oznaczany przez słowa Pisma świętego i odkrywany przez egzegezę, która opiera się na zasadach poprawnej interpretacji. “Wszystkie rodzaje sensu Pisma świętego powinny się opierać na sensie dosłownym”.

    117Sens duchowy. Ze względu na jedność zamysłu Bożego nie tylko tekst Pisma świętego, lecz także rzeczywistości i wydarzenia, o których mówi, mogą być znakami.
    1.Sens alegoryczny. Możemy osiągnąć głębsze zrozumienie wydarzeń, poznając ich znaczenie w Chrystusie. Na przykład przejście przez Morze Czerwone jest znakiem zwycięstwa Chrystusa, a przez to także znakiem chrztu.
    2. Sens moralny. Wydarzenia opowiadane w Piśmie świętym powinny prowadzić nas do prawego postępowania. Zostały zapisane “ku pouczeniu nas” (1 Kor 10, 11).
    3. Sens anagogiczny. Możemy widzieć pewne rzeczywistości i wydarzenia w ich znaczeniu wiecznym; prowadzą nas do naszej Ojczyzny. W ten sposób Kościół na ziemi jest znakiem Jeruzalem niebieskiego.

    119 “Zadaniem egzegetów jest pracować według tych zasad nad głębszym zrozumieniem i wyjaśnieniem sensu Pisma świętego, aby dzięki badaniu przygotowawczemu sąd Kościoła nabywał dojrzałości. Albowiem wszystko to, co dotyczy sposobu interpretowania Pisma świętego, podlega ostatecznie sądowi Kościoła, który ma od Boga polecenie i posłannictwo strzeżenia i wyjaśniania słowa Bożego”.

    Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego.

    IV. Kanon Pisma świętego

    120 Tradycja apostolska pozwoliła Kościołowi rozpoznać, jakie pisma powinny być zaliczone do ksiąg świętych. Pełna ich lista została nazwana “kanonem” Pisma świętego. Składa się on z 46 ksiąg Starego Testamentu (45, jeśli Księgę Jeremiasza i Lamentacje liczy się razem) i 27 ksiąg Nowego Testamentu.

    Stary Testament: Księga Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Liczb, Powtórzonego Prawa, Jozuego, Sędziów, Rut, dwie Księgi Samuela, dwie Księgi Królewskie, dwie Księgi Kronik, Księga Ezdrasza, Nehemiasza, Tobiasza, Judyty, Estery, dwie Księgi Machabejskie, Księga Hioba, Psalmów, Przysłów, Koheleta (Eklezjastesa), Pieśń nad pieśniami, Księga Mądrości, Mądrość Syracha (Eklezjastyk), Księga Izajasza, Jeremiasza, Lamentacje, Księga Barucha, Ezechiela, Daniela, Ozeasza, Joela, Amosa, Abdiasza, Jonasza, Micheasza, Nahuma, Habakuka, Sofoniasza, Aggeusza, Zachariasza, Malachiasza;

    Nowy Testament: Ewangelie według: św. Mateusza, św. Marka, św. Łukasza, św. Jana, Dzieje Apostolskie, Listy św. Pawła: do Rzymian, dwa Listy do Koryntian, do Galatów, Efezjan, Filipian, Kolosan, dwa Listy do Tesaloniczan, dwa Listy do Tymoteusza, Tytusa, Filemona, List do Hebrajczyków, List św. Jakuba, dwa Listy św. Piotra, trzy Listy św. Jana, List św. Judy, Apokalipsa.

    Stary Testament

    121 Stary Testament jest nieodłączną częścią Pisma świętego. Jego księgi są natchnione przez Boga i zachowują trwałą wartość, ponieważ Stare Przymierze nigdy nie zostało odwołane.

    122 Istotnie, ekonomia Starego Testamentu była przede wszystkim ukierunkowana na przygotowanie przyjścia Chrystusa, Odkupiciela świata. Chociaż księgi Starego Testamentu zawierają także “sprawy niedoskonałe i przemijające”, świadczą o Boskiej pedagogii zbawczej miłości Boga. Znajdują się w nich “wzniosłe nauki o Bogu oraz zbawienna mądrość co do życia człowieka i przedziwny skarbiec modlitwy, w którym wreszcie utajona jest tajemnica naszego zbawienia”.

    123 Chrześcijanie czczą Stary Testament jako prawdziwe słowo Boże. Kościół zawsze z mocą przeciwstawiał się idei odrzucenia Starego Testamentu pod pretekstem, że Nowy Testament doprowadził do jego przedawnienia (marcjonizm).

    Nowy Testament

    124 “Słowo Boże, które jest mocą Bożą ku zbawieniu każdego wierzącego, w pismach Nowego Testamentu znamienitym sposobem jest uobecnione i okazuje swoją siłę”. Pisma te przekazują nam ostateczną prawdę Objawienia Bożego. Ich centralnym przedmiotem jest Jezus Chrystus, wcielony Syn Boży, Jego czyny, Jego nauczanie, Jego męka i Jego zmartwychwstanie, a także początki Jego Kościoła pod działaniem Ducha Świętego.

    125 Ewangelie są sercem całego Pisma świętego, “są bowiem głównym świadectwem życia i nauki Słowa Wcielonego, naszego Zbawiciela”.

    126 W formowaniu Ewangelii można wyróżnić trzy etapy:
    1. Życie i nauczanie Jezusa. Kościół stanowczo utrzymuje, że cztery Ewangelie, “których historyczność bez wahania stwierdza, podają wiernie to, co Jezus, Syn Boży, żyjąc wśród ludzi, dla wiecznego ich zbawienia rzeczywiście uczynił i czego uczył aż do dnia, w którym został wzięty do nieba”.
    2. Tradycja ustna. “(Następnie) Apostołowie po wniebowstąpieniu Pana to, co On powiedział i czynił, przekazali słuchaczom w pełniejszym zrozumieniu, którym cieszyli się, pouczeni chwalebnymi wydarzeniami życia Jezusa oraz światłem Ducha Prawdy oświeceni”.
    3. Spisanie Ewangelii. “Święci autorzy napisali cztery Ewangelie, wybierając niektóre z wielu wiadomości przekazanych ustnie lub pisemnie; ujmując pewne rzeczy syntetycznie lub objaśniając, przy uwzględnieniu sytuacji Kościołów; zachowując wreszcie formę przepowiadania, ale zawsze tak, aby nam przekazać szczerą prawdę o Jezusie”.

    127 Ewangelia w poczwórnej formie zajmuje w Kościele wyjątkowe miejsce; świadczy o tym cześć, jaką otacza ją liturgia, i nieporównany wpływ, jaki zawsze wywierała na świętych:

    Nie ma takiej nauki, która byłaby lepsza, cenniejsza i wspanialsza niż tekst Ewangelii. Rozważajcie i zachowujcie to, czego nasz Pan i Nauczyciel, Jezus Chrystus, nauczał przez swoje słowa i co wypełniał przez swoje czyny.

    W czasie moich modlitw zatrzymuję się przede wszystkim przy Ewangelii; w niej znajduję wszystko, co konieczne dla mojej biednej duszy. Odkrywam w niej ciągle nowe światła, ukryty mistyczny sens.

    Jedność Starego i Nowego Testamentu

    128 Kościół już w czasach apostolskich, a potem nieustannie w swojej Tradycji, wyjaśniał jedność planu Bożego w dwóch Testamentach za pośrednictwem typologii. Rozpoznaje ona w dziełach Bożych Starego Testamentu figury tego, czego Bóg dokonał w pełni czasów w Osobie swego wcielonego Syna.

    W skrócie

    134  “Całe Pismo święte jest jedną księgą, a tą jedną księgą jest Chrystus, “ponieważ całe Pismo święte mówi o Chrystusie i całe Pismo święte wypełnia się w Chrystusie”.

    135 Pismo święte zawiera słowo Boże, a ponieważ jest natchnione, jest prawdziwie słowem Bożym.

    136 Bóg jest Autorem Pisma świętego, ponieważ natchnął jego ludzkich autorów; On działa w nich i przez nich. W ten sposób zapewnia nas, że ich pisma bezbłędnie nauczają prawdy zbawczej.

    137 Interpretacja Pism natchnionych powinna przede wszystkim zwracać uwagę na to, co Bóg przez świętych autorów pragnie objawić dla naszego zbawienia. “To, co pochodzi od Ducha, nie może być w pełni zrozumiane inaczej, jak tylko przez działanie tego samego Ducha”.

    138 Kościół przyjmuje i czci jako natchnione 46 ksiąg Starego Testamentu i 27 ksiąg Nowego Testamentu.

    139 Cztery Ewangelie zajmują centralne miejsce, ponieważ ich ośrodkiem jest Jezus Chrystus.

    140 Jedność obu Testamentów wynika z jedności zamysłu Boga i Jego Objawienia. Stary Testament przygotowuje Nowy, a Nowy wypełnia Stary. Stary i Nowy Testament wyjaśniają się wzajemnie; obydwa są prawdziwym słowem Bożym.

    141 “Kościół miał zawsze we czci Pisma Boże, podobnie jak samo Ciało Pańskie”. Pismo święte i Ciało Pańskie karmią całe życie chrześcijańskie i kierują nim. “Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce” (Ps 119, 105).

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski, jeden z najwybitniejszych polskich biblistów, wyjaśnia, jak czytać Biblię, aby ją rozumieć – że nie dzieli się wiedzą zaczerpniętą z książek, ale doświadczeniem swojego życia. Starożytna maksyma Ojców Kościoła uczy: „Jak Syn Boży, stając się człowiekiem, upodobnił się do ludzi we wszystkim oprócz grzechu; tak Słowo Boże, ubrane w ludzką szatę, upodobniło się do słowa ludzkiego we wszystkim, oprócz błędu”. Pismo Święte jest Słowem Boga, które zostało przekazane za pomocą słów ludzi, ugruntowanych w konkretnej kulturze i czasie. Zostało przekazane za pomocą ludzkich języków, gatunków i stylów literackich. Dlatego, aby móc je zrozumieć, musimy najpierw zrozumieć wszystkie te uwarunkowania.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA- 1 KWIETNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 18.00 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    GODZ. 18.30 – NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    GODZ. 19.00 – MSZA ŚW.

    SPOWIEDŹ ŚW. – PRZED MSZĄ ŚW. I PO MSZY ŚW.

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
     „Najświętsze Serce Jezusa”, obraz nieznanego artysty z XIX wieku/istockphoto

    ***

    Abp Gądecki w Zakopanem: Krzyż odkrywa egoizm, interesowność i chciwość
    Kraków, bazylika Św. Franciszka z Asyżu.fot. Roman Koszowski/GOŚĆ NIEDZIELNY

    ***

    Dobrze jest nie tylko pamiętać o Pierwszych Piątkach Miesiąca, ale również praktykować. W te dni szczególnie powinniśmy czynić zadość za nasze i całego świata grzechy. To właśnie w piątek Pan nasz Jezus Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową aż do śmierci a była to śmierć krzyżowa. To wtedy Jego Najświętsze Serce zostało przebite włócznią, z którego wypłynęła Krew i Woda. Dobrze jest przypominać słowa naszego Zbawiciela, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Pan nasz przekazał czcicielom swego przebitego Serca 12 cudownych i wspaniałych obietnic:

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 2 KWIETNIA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 16.30 – NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ DLA DZIECI I NIE TYLKO DLA DZIECI

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z V NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚW. NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    ______________________________________________________________________________________________________________

    NABOŻEŃSTWO PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    This image has an empty alt attribute; its file name is z13.jpg

    Ze wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ISTOTA NABOŻEŃSTWA PIĘCI PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    This image has an empty alt attribute; its file name is hero_fatima_maryja_figurka_naboc5bcec584stwo_our_lady_of_fatima_international_pilgrim_statue-flickr_cc.jpg

    Podczas drugiego objawienia dzieciom w Fatimie, 13 czerwca 1917 roku, Maryja powiedziała, że Franciszka i Hiacyntę zabierze już niebawem do nieba, a Łucję jeszcze pozostawi, by przekazała światu nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tak też się stało. Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a Hiacynta w lutym 1920.

    Pięć lat później osiemnastoletnia Łucja wstąpiła do klasztoru. Tam właśnie 10 grudnia 1925 roku ponownie ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, tym razem z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Matka Boża zwróciła jej uwagę na swoje otoczone cierniami i poranione Serce, a mały Jezus wezwał Łucję do współczucia ze zranionym ludzkimi grzechami Sercem Maryi. Matka Boża sama przekazała siostrze Łucji na czym polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca:

    1. Spowiedź w pierwszą sobotę. Niekoniecznie musi ona nastąpić dokładnie w ten dzień. Można odbyć ją wcześniej. Ważne, by zrobić to z intencją wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Maryi. Najlepiej wzbudzić w sobie tę intencję, przygotowując się do spowiedzi lub otrzymując rozgrzeszenie.
    2. Komunia Święta w pierwszą sobotę. Przyjmujemy ją z intencją wynagradzającą Sercu Matki Bożej za wszystkie zniewagi wyrządzone Jej przez nas i innych. Najbardziej oczywiste jest przyjęcie Komunii podczas Eucharystii, ale w szczególnych wypadkach można poprosić kapłana o udzielenie jej także poza mszą świętą.
    3. Jedna część (czyli pięć tajemnic) różańca w pierwszą sobotę. Odmawianie modlitwy różańcowej było przecież najważniejszą z próśb, jakie Maryja skierowała do trojga pastuszków w Fatimie. Rozpoczynając modlitwę, wzbudzamy intencję wynagradzającą – mówimy Matce Bożej, że chcemy modlić się o ratunek dla grzeszników obrażających Jej Serce, a Jej samej okazać w ten sposób naszą dziecięcą miłość. Po każdej tajemnicy należy pamiętać o modlitwie powierzonej dzieciom podczas objawień: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
    4. Kwadrans rozmyślania nad jedną z 20 Tajemnic Różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca. Ważne, by poświęcić piętnaście minut (poza odmawianiem różańca, dodatkowo) na medytację nad wydarzeniami z życia Jezusa i Maryi, nad którymi zatrzymujemy się w modlitwie różańcowej. Może to być po prostu serdeczna rozmowa naszego serca z Maryją o tym, co przeżywało Jej Serce w danym wydarzeniu. Tu także pamiętamy o intencji wynagradzającej za zniewagi uczynione Niepokalanemu Sercu w jakikolwiek sposób.

    Pan Jezus pytany przez siostrę Łucję o konkretny czas nabożeństwa – powiedział, że ci, którym trudno jest odbyć to nabożeństwo w pierwszą sobotę miesiąca (stale lub jednorazowo), mogą za zgodą kapłana zrobić to w następującą po niej niedzielę.

    Obietnice Matki Bożej

    Maryja obiecała, że tym, którzy odprawią nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, będzie towarzyszyć w godzinie ich śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia. Jednak ta, czy jakakolwiek inna obietnica nie jest istotą nabożeństwa wynagradzającego. Pan Jezus sam powiedział Łucji, że o wiele milsi są mu ci, którzy oprawiają to nabożeństwo nawet nieudolnie, ale ze szczerą intencją wynagrodzenia i pocieszenia Jego ukochanej Matki, niż ci, którzy robią to skrupulatnie, ale bezdusznie, tylko ze względu na obiecane łaski.

    Na to pytanie Łucji dlaczego pięć sobót – otrzymała odpowiedź, że to ze względu na pięć rodzajów zniewag, jakimi obrażane i ranione jest Serce Maryi. A są to obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciw Jej Dziewictwu, przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu, obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Poruszająca modlitwa bp. Schneidera

    „o przyspieszenie tryumfu Niepokalanego Serca Maryi”

    PCh24.pl

    ***

    O Niepokalane Serce Maryi, Święta Boża Rodzicielko i nasza czuła Matko, wejrzyj na cierpienie, które dotyka całą ludzkość z powodu szerzącego się materializmu, bezbożności i prześladowania wiary katolickiej.

    W naszej epoce Mistyczne Ciało Chrystusa krwawi z powodu wielu ran wywołanych w Kościele wskutek bezkarnego szerzenia herezji, usprawiedliwiania grzechów przeciw szóstemu przykazaniu, szukania królestwa ziemskiego zamiast niebieskiego, straszliwych przypadków świętokradztwa przeciw Najświętszej Eucharystii, zwłaszcza za sprawą praktyki Komunii na rękę, i wskutek protestantyzacji sposobu celebrowania Mszy Świętej.

    Pośród tych prób pojawiło się światło w postaci poświęcenia Rosji Twemu Niepokalanemu Sercu przez Papieża, w łączności z biskupami świata. W Fatimie prosiłaś o Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca. Błagaj swego Boskiego Syna o udzielenie szczególnej łaski Papieżowi, aby zatwierdził Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca.

    Oby Bóg Wszechmogący przyspieszył nadejście czasu, w którym Rosja nawróci się do jedności katolickiej, ludzkość zazna czasu pokoju, a Kościół dozna autentycznej odnowy w czystości wiary katolickiej, świętości kultu Bożego i świętości życia chrześcijańskiego. O Pośredniczko wszystkich łask, o Królowo Najświętszego Różańca i nasza słodka Matko, zwróć ku nam swoje miłosierne oczy i łaskawie wysłuchaj tej naszej ufnej modlitwy. Amen.

    + Athanasius Schneider

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Kraków: zapraszamy na Kobiecy Różaniec

    2 kwietnia w Bazylice Bożego Ciała (ul. Bożego Ciała 26) o godz. 8.00 odbędzie się Kobiecy Różaniec wynagradzający za grzechy, a szczególnie grzech aborcji. Będzie to jednocześnie zapoczątkowanie nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca.

    „Kobiety Krakowa odpowiadają na wezwanie Maryi z Fatimy. Idąc za przykładem naszych przodków, świętych polskich kobiet, patriotek, które umiały paść na kolana i błagać Boga o przebaczenie grzechów i błogosławieństwo dla siebie , dla rodzin, naszej Ojczyzny i całego świata podejmujemy nabożeństwo wynagradzające Pierwszych Sobót” – piszą organizatorzy wydarzenia.

    „Pragniemy wynagradzać naszej Matce i Królowej za zniewagi i bluźnierstwa jakich doznaje ona szczególnie na ziemi polskiej. Pokutujemy za grzechy nasze i innych grzeszników zwłaszcza za grzech aborcji” – dodają.

    Zapraszamy wszystkie kobiety. Czas zawalczyć ze złym, Wpatrzone w Maryję jesteśmy silne jak nigdy. PRZYBYWAJCIE! AVE MARYJA !!!

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Matka Teresa z Kalkuty o ,,największym niszczycielu pokoju’’

    Matka Teresa z Kalkuty o ,,największym niszczycielu pokoju’’ - zdjęcie
    fot. Suma Iyer via Wikipedia, CC BY-SA 4.0 / Pixabay, CC 0

    ***

    „Ale czuję, że największym niszczycielem pokoju jest aborcja, ponieważ jest to wojna przeciwko dziecku, bezpośrednie zabicie niewinnego dziecka, morderstwo dokonane przez samą matkę. A jeśli zaakceptujemy, że matka może zabić nawet własne dziecko, to jak możemy mówić innym ludziom, by nie zabijali się nawzajem” – powiedziała Matka Teresa z Kalkuty. Warto przypomnieć te słowa wielkiej świętej, które wygłosiła 5 lutego 1994 w Waszyngtonie, zwłaszcza teraz, kiedy nad światem wisi groźba ataku nuklearnego w związku z wojną na Ukrainie.

    Matka Teresa wypowiedziała te słowa w obronie nienarodzonych, kiedy prezydentem był proaborcyjny Bill Clinton. Dzisiaj Stanami Zjednoczonymi rządzi – jak się go określa – „najbardziej proaborcyjny prezydent w historii USA”, czyli Joe Biden. Jak na ironię „katolik”. Wzruszające są protesty przeciwko wojnie na Ukrainie, ale trudno przejść do porządku dziennego nad faktem, że często ci sami ludzie popierają inną wojnę: „wojnę przeciwko dziecku”.

    Jak pisze Louis Knuffke na łamach „Life Site News”: „Jesteśmy na wojnie, a nasze ręce są głęboko zanurzone we krwi. Ale to nie tutaj patrzy świat”. Dalej autor stwierdza: „Jeśli ludzkie życie na jego najbardziej bezbronnym etapie traktuje się jako tanie i bezlitośnie depce w imię wygody, wyzwolenia seksualnego, opieki zdrowotnej czy jakiegokolwiek innego eufemizmu, w imię jakiej logiki możemy zmienić zdanie i zakazać, potępić czy karać inne akty przemocy przeciwko życiu ludzkiemu?”

    Knuffke zauważa, że obrazy przedstawiające ofiary wojny często są zbyt traumatyczne, by przedstawiać je w mediach. „Jednak codziennie – pisze dalej – w dokładnie tych samych krajach, które potępiają okrucieństwa wojny, otwarcie bronimy w naszych sądach i legislaturach metody aborcji tak przerażające, że robi się niedobrze słysząc o wykonywaniu takich procedur, nie mówiąc już o ich oglądaniu”.

    Trudno wręcz porównać okrucieństwa wojny do praktyk, jakie się stosuje do zabijania niewinnych – także niewinnych żadnej zbrodni wojennej – dzieci nienarodzonych. Jedną z takich metod jest „rozczłonkowanie”. Jak pisze autor, „praktyka ta jest tak przerażająca, jak sugeruje to nazwa. Dziecko jest dosłownie rozczłonkowywane, kawałek po kawałku. Żaden obraz nie może adekwatnie przedstawić cierpienia i zgrozy tej rzeczywistości”.

    „Aborcja niszczy pokój, ponieważ niszczy miłość do małych dzieci. A kto nie akceptuje małych dzieci, nie akceptuje Chrystusa. Jeśli chcemy mieć pokój, wówczas musimy zaakceptować i chronić nienarodzone dzieci” – pisze Knuffke, przypominają jednocześnie, że sam Chrystus wybrał bycie bezbronnym dzieckiem przez 9 miesięcy w łonie Matki Bożej. Chrystus też powiedział: „Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mk 9,37).

    Fronda/jjf/LifeSiteNews.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    „Biada narodowi herodowych siepaczy, biada katom małych dzieci”

    Biblijne pouczenia odnoszące się do istnienia człowieka przed narodzeniem utwierdzają w przekonaniu, że każde ludzkie życie było oczekiwane, zaplanowane i dostrzeżone przez Boga, ponieważ to Stwórca jest dawcą życia, jego „początkiem”. Z tego powodu mówimy o świętości życia, bo człowiek stworzony został przez Najświętszego na Jego „obraz i podobieństwo”. Z tej samej przyczyny największym wrogiem życia jest największy przeciwnik Boga, diabeł, który – wedle słów samego Zbawiciela – od początku był zabójcą. Na procederze aborcji spoczywa więc piętno zdecydowanie szatańskie, bo „tylko szatan żąda ofiary z małych dzieci, domaga się jej, poczytuje ją za największy swój triumf, hołd swej potędze złożony” (Zofia Kossak, „Z otchłani”).

    Aby unaocznić radość i zachwyt Boga na widok człowieka, czyli „korony stworzenia”, mówi się czasem, że gdy Stwórca zobaczył swoje dzieło, był tak urzeczony, że „aż usiadł z wrażenia”. Życie ludzkie jest święte, bo należy do Boga. Prawdę tę przepięknie oddają słowa Psalmu: „ Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nietajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi” (Ps 139, 13–14). O tym, że w łonie matki dzieją się sprawy Boże, przypomina nam również biblijna historia rodziny machabejskiej. Matka zachęcając swych synów do męczeńskiej ofiary, woła do nich: „Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata, który ukształtował człowieka i wynalazł porządek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego, że gardzicie sobą teraz dla jego praw” (2 Mch 7, 22–23).

    Równie wymownie na ten temat pisał święty Paweł w liście do Efezjan (Ef 3, 14–16): „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi”. Tak więc, świat istot żyjących – o czym pisał też św. Jan Paweł II w „Liście do Rodzin” – „wpisany jest w ojcostwo samego Boga jako w swój odwieczny pierwowzór”.

    „Bóg stwarza mocą swego słowa: Niechaj się stanie (np. Rdz. 1,3). Rzeczą znamienną jest, iż to stwórcze słowo Boga — w przypadku stworzenia człowieka — dopełnione jest zwrotem: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26). Stwórca jak gdyby wchodził w siebie przed stworzeniem człowieka, szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu; tajemnicy, która poniekąd już tutaj objawia się jako Boskie My. Z tej tajemnicy Bóg wyprowadza stwórczo ludzką istotę. Czytamy: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27)” – pisał we wspomnianym liście Papież Polak.

    Do tych nowych istot Stwórca mówi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28). Jako że od Boga pochodzi „obraz i podobieństwo”, ludzkie rodzicielstwo istotowo jest podobne, ono jedno, do Boga samego. Stąd, pierwowzoru dla rodziny szukać należy w Bogu samym. Tę piękną myśl niech zamknie cytat z „Listu do Rodzin” św. Jana Pawła II: „Człowiek jest — jak stwierdza Sobór [KDK 24 – przyp. red.] — jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego. Geneza człowieka to nie tylko prawa biologii, to równocześnie stwórcza wola Boga. Należy ona do genealogii każdego z synów i córek ludzkich rodzin. Bóg chciał człowieka od początku — i Bóg go chce w każdym ludzkim poczęciu i narodzeniu. Bóg chce człowieka jako istoty do siebie podobnej, jako osoby. Człowiek ten — każdy człowiek — jest stworzony przez Boga dla niego samego. Odnosi się to do każdego człowieka, do wszystkich, również do tych, którzy przychodzą na świat z jakimś głębokim schorzeniem lub niedorozwojem. W osobową konstytucję każdego i wszystkich wpisana jest wola Boga, który chce, aby człowiek posiadał celowość jemu tylko właściwą. Bóg daje człowieka rodzinie i społeczeństwu. Rodzice, stając wobec nowej ludzkiej istoty, mają lub winni mieć pełną świadomość tego, że Bóg chce tego człowieka dla niego samego”.

    Wobec powyższego trzeba mocno podkreślić, że celowe niszczenie ludzkiego życia jest jednocześnie aktem wymierzonym w samego Stwórcę. W takim działaniu doszukiwać się należy zatem inspiracji demonicznej, gdyż – wedle słów samego Zbawiciela – Jego przeciwnik, Diabeł, od początku był zabójcą i kłamcą (por. J 8,44). Widzimy to przy okazji tak powszechnego i masowego dzisiaj dzieciobójstwa. Zakłamanie, jakie towarzyszy tej zbrodni, jest wprost niepojęte, nieludzkie, wręcz demoniczne. Ludzie nietknięci diabelskim pazurem kłamstwa bardzo dobrze rozpoznają to działanie. Ale najlepiej czują to ci, którym dane było zobaczyć zło w swoim najmroczniejszym wydaniu. Z takim świadectwem spotykamy się na kartach książki Zofii Kossak pt. „Z otchłani”.

    We wspomnieniach autorki z pobytu w niemieckim obozie zagłady Auschwitz przeczytać możemy: „Zdarzyło się kiedyś, że sonderkommando wyładowując skazane, przywiezione już o zmroku, nie zauważyło sześcioletniego chłopczyny, skulonego w kącie ciężarówki. Szofer spostrzegł go dopiero, wróciwszy autem do garażu. Wziął chłopczyka za rękę i pieszo poprowadził przez lagier, do krematorium, by tam został spalony. Ten dzieciak wiedział, co go czeka – rozumiał. Szlochał rozpaczliwie i błagał spotkane kobiety, żeby go ratowały. Rozdzierający jego płacz nie robił na żołnierzu większego wrażenia niż na rzeźniku kwik prosięcia niesionego w worku. I trzeba było na to patrzeć… (…) Dlatego zbrodnia popełniona na niewinnym dziecku jest czymś straszniejszym nad wszystkie inne zbrodnie, jest aktem, przed którym cofają się dzikie zwierzęta. Ciąży na niej piętno zdecydowanie szatańskie. Bo tylko szatan żąda ofiary z małych dzieci, domaga się jej, poczytuje ją za największy swój triumf i hołd swej potędze złożony. Szatan, książę Zła, potrzebuje tego, co z czynów ludzkich może być najgorszym – zatem mordowania niewinnych i bezbronnych dzieci. Nie zaspokoją go masakry popełnione w gwałcie wojennym, w krwawym szale, gdy mózg człowieka oślepiony nienawiścią lub zemstą nie widzi nic, nie wie nic, wyładowując swój rankor w niszczeniu wszystkiego, co stanie na drodze. Nie takich nieodpowiedzialnych aktów rozkiełznanej bestii ludzkiej domaga się Zły. On chce, by zbrodnia popełniona była świadomie na zimno, bez uniesienia, jako akt nieomal rytualny. I gdzie taka zbrodnia się dzieje, tam czart jest. Gdy zły człowiek morduje dziecko, aniołowie w niebie płaczą. Nie nad dzieckiem, o nie, ale nad mordercą. Gdyż biada mu! Biada narodowi herodowych siepaczy, biada katom małych dzieci!”.

    Biada ludzkości złożonej z tak wielu narodów herodowych siepaczy i katów, biada takiej ludzkości, gdyż wojnę wydała Bogu samemu…

    Anna Nowogrodzka-Patryarcha/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    • Więcej informacji na poszczególne dni tygodnia można znaleźć przesuwając zakładkę w dół.
    • Również zachęcam do zapoznania się z życiorysami świętych w Roku Liturgicznym, aby zobaczyć ilu orędowników jest nam danych na czas walki w przechodzeniu przez tę ziemię do pełni życia. Niech tekst zamieszczony poniżej ks. Venatius Oforka, teologa i misjonarza w Nigerii, który każdego dnia staje na arenie walki o ludzką duszę, zachęci nas do coraz bardziej świadomego przeżywania danego nam od Boga czasu.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ratunek świata przed nadchodzącą zgubą

    Po co nam umiejętność walki duchowej? W jaki sposób siły ciemności działają w naszym życiu? I w jaki sposób możemy się z nimi zmierzyć?

    Wezwanie do aktywnego uczestnictwa w walce duchowej ma nas zaangażować w kształtowanie wydarzeń, które mają wpływ na nasz ziemski i wieczny los. Dzieje się tak, ponieważ wiele wydarzeń, które mają miejsce na tym świecie, nie jest kontrolowanych jedynie przez fizyczne zasady lub siły, ale też przez zasady metafizyczne lub, co będzie bardziej trafnym określeniem, przez siły nadprzyrodzone.

    Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, że choć nieobecni fizycznie, cały czas są obok, a w katalogu świętych jest nieskończenie wiele niezapisanych stron, które stale są uzupełniane o nowe życiorysy. Wsłuchując się dalej w świadectwa niezwykłych żywotów, uświadamiałam sobie, że dotyczą one zwykłych ludzi, takich jak ja i moi bliscy, i każdy z nas może zostać takim bohaterem. Byłam pełna podziwu dla świętych i ich życiowej postawy oraz w pełni przekonana, że zasłużyli na to wysokie odznaczenie, jakim było wyniesienie ich na ołtarze, w myślach (z pełną powagą kilkuletniej dziewczynki) przytakiwałam słuszności tej decyzji. Zrozumiałam także, że akt czyjejś kanonizacji ma bardzo duże znaczenie dla nas, którzy dalej wiedziemy swój ziemski żywot.

    Większość tych przypadków zostaje najpierw zdeterminowana w sferze duchowej, z której biorą początek i pozwolenie. To dlatego można w niej znaleźć proroctwa i wizje, dzięki którym niektóre nadchodzące wydarzenia, jeśli Pan uzna to za konieczne, mogą zostać ujawnione, nim się wydarzą.

    Duchowe siły, które są także zaangażowane w determinowanie wydarzeń, które mają miejsce na płaszczyźnie realnej, są nie tylko pozytywne, lub, jak wolicie, boskie. Złe siły także stanowią część tej duchowej sieci sił, które mają wpływ na większość wydarzeń, które z kolei mają miejsce w świecie fizycznym. To dlatego szatan i jego pośrednicy mogą czasem właściwie przepowiedzieć przyszłość – ponieważ posiedli część wiedzy, która zostaje ujawniona w sferze duchowej.

    Modlitwa

    Modlitwa jest najbardziej słusznym i najłatwiej dostępnym środkiem do skorzystania z tej możliwości oferowanej przez duchową naturę ludzi. Przez modlitwę człowiek uwalnia się z ciężaru ciała, aby uczestniczyć w wydarzeniach mających miejsce na płaszczyźnie duchowej.

    Kiedy Jezus, podczas swojego duszpasterstwa na ziemi, podkreślał wagę modlitwy, po prostu informował nas o potrzebie korzystania z naszych praw do uczestnictwa w decyzjach, które kształtują nasze życie tu na ziemi oraz po nim. To, że uczynił modlitwę najważniejszym aspektem swojej posługi, pokazuje, że był zawsze dostępny na boskich radach, aby uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących Jego misji. Dało mu to możliwość trzymania w szachu knującego intrygi wroga w trwającej duchowej wojnie.

    Orędownictwo

    Poprzez orędownictwo chrześcijanie angażują się w trwającą duchową walkę i są w stanie udaremnić natarcie diabła przeciwko prawości oraz tym, którzy niosą świadectwo ewangelii Chrystusa. Kiedy nie ma orędowników, diabeł ma idealną okazję do czynienia zła, a liczba dusz, które zmierzają do potępienia, rośnie w postępie geometrycznym. Dlatego wezwanie do modlitwy jest dziś jeszcze bardziej naglące niż kiedykolwiek.

    Zacznij działać

    Istnieją silne znaki dowodzące tego, że cierpliwość boska zaczyna się wyczerpywać. Jest wielce prawdopodobne, że jeśli pilnie czegoś nie zrobimy, Boży gniew może dotknąć ludzkość. Przyniesie to straszny czas spustoszenia. Będzie wielkie cierpienie i ból bez wytchnienia, jeśli to zbliżające się niebezpieczeństwo nie zostanie zażegnane. Kto więc pójdzie do Pana w tej sprawie? Kto powstanie w obronie chwały Pana? Jedną z głównych możliwości w obecnym kłopotliwym położeniu zwrócenie się o wstawiennictwo. Wyznawcy, którzy nadal pozostają wierni Panu i nie zeszli ze starożytnej drogi, są wzywani do przyjęcia posługi orędownictwa oraz uratowania naszego świata od nadchodzącej zguby.

    fragment z książki ks. Oforki „Sztuka walki duchowej” – wydawnictwo: Esprit

    źródło: twojawalkaduchowa.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Anioł ukazując się dzieciom fatimskim wołał wtedy i woła dziś: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”

    To wezwanie ma przebłagać Bożą sprawiedliwość. Modlitwą różańcową błagajmy o nawrócenie naszych serc. Różaniec już wiele razy, jak pokazała historia, potrafił odmienić losy świata.

    Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

    fot. Grzegorz Gałązka/Niedziela

    ***

    Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.

    Usłysz krzyk wszystkich Twoich dzieci, udręczone błaganie całej ludzkości. Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy. Spraw, niech ustanie wojna (…), która zagraża Twoim stworzeniom na niebie, na ziemi i w morzu.

    Z Maryją, Matką Jezusa i naszą, błagamy Cię, przemów do serc ludzi odpowiedzialnych za losy narodów. Zniszcz logikę odwetów i zemsty, a poddaj przez Ducha Świętego nowe rozwiązania wielkoduszne i szlachetne, w dialogu i cierpliwym wyczekiwaniu – bardziej owocne niż gwałtowne działania wojenne. Amen.

    ______________________________________________________________________________________

    Modlitwa św. Jana Pawła II do Matki Bożej:

    O serce Niepokalane! Pomóż przezwyciężyć grozę zła, która tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości! (…) Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem całych społeczeństw. Pomóż nam mocą Ducha Świętego przezwyciężać wszelki grzech: grzech człowieka i „grzech świata”, grzech w każdej jego postaci. Niech jeszcze raz objawi się w dziejach świata nieskończona zbawcza potęga Odkupienia: potęga Miłości miłosiernej! Niech powstrzyma zło! Niech przetworzy sumienia. Niech w sercu Twym Niepokalanym odsłoni się dla wszystkich światło Nadziei. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Św. Jan Paweł II w swoich pielgrzymkach nawiedził również Ukrainę w roku 2001 i tam modlił się, aby “Boża Matka okryła swoim macierzyńskim płaszczem wszystkich ludzi dobrej woli, zamieszkujących ten wielki kraj”.

    File:Matka Boża Zarwanicka.jpg

    Ikona Matki Bożej Zarwanickiej z cerkwi greckokatolickiej św. Mikołaja w Kijowie.

    Przed tym wizerunkiem, który jest bardzo czczony na Ukrainie papież modlił się takimi słowami:

    Błogosławiona Dziewico Maryjo,
    Matko Boża Zarwanicka,
    dziękuję Ci za łaskę tej wizyty na Rusi Kijowskiej,
    z której światło Ewangelii promieniowało na cały kraj.

    Przed Twoim cudownym obrazem,
    strzeżonym w kościele św. Mikołaja,
    zawierzam Tobie, Matko Boga i Matko Kościoła,
    moją podróż apostolską na Ukrainę
    .

    Święta Matko Boża,
    osłoń macierzyńskim płaszczem wszystkich chrześcijan
    i wszystkich ludzi dobrej woli,
    zamieszkujących ten wielki kraj.

    Prowadź ich do swego Syna Jezusa,
    który dla wszystkich jest Drogą, Prawdą i Życiem.

    ***

    Podczas ceremonii powitalnej św. Jan Paweł II powiedział takie słowa, które teraz warto przypomnieć:

    „Przybywam do was, drodzy obywatele Ukrainy, jako przyjaciel waszego szlachetnego narodu. Przybywam jako brat w wierze, by objąć wszystkich chrześcijan, którzy wśród najcięższych udręk zachowali wierność Chrystusowi. Przybywam w miłości, by wyrazić wszystkim synom i córkom tego narodu o wszelkich kulturalnych i religijnych tradycjach mój szacunek i serdeczną przyjaźń. Pozdrawiam ciebie, Ukraino, dzielny i nieustępliwy świadku przywiązania do wartości wiary. Ile wycierpiałaś, by obronić w trudnych czasach wolność wyznawania wiary!”

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Uciekał przed wojną. Wykończony, prosił Maryję o ocalenie. Historia ikony Matki Bożej Zarwanickiej

    Matka Boża Zarwanicka
    Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    Ukraińscy grekokatolicy uważają ją za sanktuarium narodowe. W dziejach cerkwi Świętej Trójcy i Opieki Matki Bożej w Zarwanicy mieszają się ze sobą tradycje bizantyjska i łacińska, jak również złożona historia Europy Środkowowschodniej. Przed cudowną ikoną Matki Bożej Zarwanickiej modlił się w 2001 roku papież Jan Paweł II podczas apostolskiej podróży na Ukrainę.

    Wieś Zarwanica (ukr. Зарваниця) w obwodzie tarnopolskim na Podolu (w kierunku południowo-wschodnim od Lwowa), oddalona około 230 km od granicy z Polską, liczy niewiele ponad 300 mieszkańców. Położona w dolinie i otoczona wysokimi zboczami pokrytymi lasem, wydaje się nie tak łatwo dostępna jak inne europejskie miejsca pielgrzymkowe. Historia duchowa tego miejsca sięga kilkuset lat.

    W sytuacji, gdy nasz wschodni sąsiad padł ofiarą rosyjskiej agresji i doświadcza tragedii wojny, warto skierować swoje modlitwy do czuwającej nad tym miejscem Matki Bożej Zarwanickiej, przez wieki wspomagającej wstawiennictwem Ukrainę, Rzeczpospolitą i cały świat.

    Zarwanica. Zaczęło się od mnicha-uchodźcy

    Początki sanktuarium w Zarwanicy wydają się bardzo bliskie losom, które dzisiaj doświadczają Ukraińcy. Stare ruskie kroniki wspominają, że w połowie XIII w. prawosławny mnich z Kijowa uciekał przed niszczącymi miasto wojskami tatarskimi. Po długiej wędrówce znalazł się w lasach na Podolu. Głodny, spragniony i fizycznie wyczerpany znalazł w gęstwinie małe źródełko. Napił się wody i w półśnie modlił się do Matki Bożej o ocalenie.

    W widzeniu ujrzał Maryję w dolinie spowitej światłem i pięknym blaskiem, w towarzystwie dwóch aniołów. Bogurodzica trzymała w rękach białe lilie, uśmiechała się i dotknęła zakonnika gestem pocieszenia. Gdy mnich się obudził, ujrzał obok siebie ikonę przedstawiającą Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus. Postanowił zbudować małą kapliczkę i umieścić w niej ikonę.

    Wiadomość o cudownej ikonie szybko rozprzestrzeniła się po okolicy. Rezydujący na zamku w pobliskiej miejscowości Trembowla książę niedługo po objawieniach mnicha ciężko zachorował. Po gorącej modlitwie do Matki Bożej doznał uzdrowienia i w miejscu dotychczasowej kapliczki zbudował pierwszą, drewnianą cerkiew. Działała ona prawie 300 lat.

    Murowana świątynia

    Obszary Podola, na których znajdowała się Zarwanica, wraz z częścią terenów Rzeczpospolitej Obojga Narodów przyjęły w 1596 roku unię kościelną z Rzymem. W XVII w. cerkiewka doświadczyła nowych ataków ze strony wojsk Imperium Osmańskiego. Gdy ostatecznie nastał pokój z Turcją,  postanowiono wybudować świątynię murowaną. Były to czasy po synodzie zamojskim w 1720 roku, podczas którego w działającym w Rzeczpospolitej Kościele greckokatolickim wprowadzono reformy liturgiczne i obrzędowe, zbliżające ją do wzorców łacińskich. Stąd świątynia powstała w popularnym wówczas stylu późnobarokowym.

    Część środków na jej budowę wyłożył właściciel Zarwanicy, hrabia Mączyński, a dodatkową pulę stanowiło 8 tys. złotych polskich przeznaczonych na sanktuarium w testamencie starosty kaniowskiego, Mikołaja Bazylego Potockiego. Budowę ukończono niedługo przed rozbiorami, w 1754 roku. W cerkwi znalazła się oczywiście cudowna ikona Matki Bożej. Wystrój świątyni był dziełem Johanna Georga Pinsela, jednego z najwybitniejszych snycerzy działających wówczas w Rzeczpospolitej.

    Koronacja ikony

    Dzięki staraniom życzliwego grekokatolikom kardynała Giovanniego Simeoniego, pracującego w kongregacjach Kurii Rzymskiej, a w czasie końcówki pontyfikatu papieża Piusa IX watykańskiego Sekretarza Stanu, w latach sześćdziesiątych XIX w. koronowano ikonę. Proboszczem parafii był wówczas ks. Porfiriusz Mandyczewski.

    Koronacja ikony wiązała się z podniesieniem świątyni do rangi sanktuarium. Zarwanica i Podole miały niewątpliwe szczęście, że znajdowały się na terenie austriackiej Galicji, gdzie Kościół greckokatolicki, w przeciwieństwie do Rosji, mógł się swobodnie rozwijać. Lata od koronacji ikony do wybuchu I wojny światowej uchodzą za złotą epokę w dziejach sanktuarium, do którego ściągały tłumy pielgrzymów, miały miejsce liczne cuda uzdrowień i nawróceń.

    Kolejne krzyże

    Zarwanica doświadczona została podczas I wojny światowej, gdy spłonęły budynki wokół świątyni. Okres II Rzeczpospolitej był krótkim, spokojnym interwałem w heroicznych dziejach Kościoła greckokatolickiego w XX w. W sanktuarium chętnie bywali ówczesny greckokatolicki arcybiskup metropolita lwowski i halicki Andrzej Szeptycki i jego późniejszy następca, kardynał Josyf Slipyj, który po zajęciu Ukrainy przez ZSRR został wywieziony do łagrów na Syberii, gdzie spędził 18 lat i później zmarł na emigracji w Rzymie.

    W czasie II wojny światowej Niemcy zakazali kultu religijnego w sanktuarium, a nawet liturgii i nabożeństw polowych wokół niego. Gdy w 1946 roku władze radzieckie zlikwidowały Ukraińską Cerkiew Greckokatolicką na tzw. synodzie lwowskim i włączyły ją siłą do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, grekokatolicy aż do czasów pieriestrojki i końca lat osiemdziesiątych byli zmuszeni zejść do podziemia.

    Sanktuarium zostało zamknięte i ogrodzone zasiekami, pilnowali go żołnierze i funkcjonariusze KGB. Elementy kompleksu sanktuaryjnego ulegały stopniowej dewastacji. Pomimo tego okoliczna ludność i działający w ukryciu duchowni sprawowali liturgię i nabożeństwa w okolicznych lasach i pustych wiejskich domostwach, oddalonych od szlaków komunikacyjnych. Od połowy lat siedemdziesiątych XX w. działało w okolicy nawet tajne greckokatolickie seminarium duchowne.

    Jan Paweł II w Zarwanicy

    Powrót do życia liturgicznego i ponowny renesans sanktuarium w Zarwanicy rozpoczął się wraz z upadkiem ZSRR i odrodzeniem niepodległej Ukrainy. Na przełomie II i III tysiąclecia, dzięki ówczesnemu metropolicie Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego kardynałowi Lubomyrowi Huzarowi wybudowano w Zarwanicy nową, większą świątynię służącą tysiącom pielgrzymów, którzy nawiedzają sanktuarium.

    Od końca lat dziewięćdziesiątych XX w. w sanktuarium odbywają się pielgrzymki i spotkania pojednania, w których uczestniczą Polacy i Ukraińcy. W 1995 roku miało tam miejsce uroczyste oddanie Ukrainy w opiekę Matce Bożej. Przed kopią obrazu Matki Bożej Zarwanickiej, znajdującą się w greckokatolickiej cerkwi św. Mikołaja w Kijowie, modlił się w 2001 roku Jan Paweł II podczas swojej podróży apostolskiej na Ukrainę. Papież Franciszek z kolei pobłogosławił w 2017 roku nowe korony dla ikony.

    Łukasz Kobeszko/Aleteia.pl/02.03.22

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Polscy duchowni nie opuszczą Ukrainy.

    Chcą nieść pomoc i są gotowi na męczeństwo.

    Polscy duchowni znajdujący się na Ukrainie niosą pomoc wszystkim potrzebującym, oferując schronienie, jedzenie, a przede wszystkim posługę duchową. Około 300 zakonników i księży Kościoła katolickiego nie opuściło Ukrainy i zapowiedzieli, że pozostaną w tym kraju, by pomagać, nawet jeśli będzie wiązać się to z męczeństwem – podaje portal cruxnow.com.

    Duchowni odmówili opuszczenia Ukrainy. – W ostatnich godzinach słyszałem deklaracje, że zostaną, nawet za cenę męczeństwa – portal cruxnow relacjonuje wypowiedź ks. Leszka Kryża, szefa Biura Pomocy Kościołowi na Wschodzie Konferencji Episkopatu Polski.

    Ojciec Łukasz Wiśniewski, prowincjał dominikański w Polsce wspomniał o jednym z ukraińskich braci, który poprosił o wcześniejsze wyświęcenie, by mógł jak najszybciej udać się z posługą do swojego kraju. Prowincjał poinformował, że wszyscy bracia znajdujący się na Ukrainie chcą pozostać na miejscu, pomimo „tragicznej sytuacji” i objęcia walkami coraz większej części kraju.

    Budynki zakonników i kościoły służą za schronienie dla cywilów, którzy próbują przedostać się od wschodniej do zachodniej granicy.

    Ojciec Bartłomiej Przepeluk, jezuita wskazuje, że zakonnicy organizują schronienie dla przemieszczających się. Oferują jedzenie, picie i odpoczynek, zanim ludzie znów wyruszą w drogę.

    Pomoc oferują również pallotyni we Lwowie, Żytomierzu, Kijowie i Odessie oraz kapucyni, salezjanie i franciszkanie. Ludzie mają ukrywać się w piwnicach obiektów kościelnych i niższych kościołach.

    O. Stanisław Kawa, kustosz i przewodniczący Konferencji Przełożonych Zakonnych na Ukrainie zaznaczył, że „Franciszkanie przebywają z narodem Ukrainy”. Siedemnastu braci ma posługiwać w pięciu różnych miejscach m.in. we Lwowie i Boryspolu pod Kijowem. Zakonnik zwraca uwagę, że wiele osób nie może opuścić Ukrainy, ponieważ są schorowane, biedne, niepełnosprawne i ktoś się musi nimi zająć.

    Duchowni, którzy wypowiadali się dla cruxnow.com wskazali, że ważniejsza niż dostarczanie żywności oraz wszelkich materiałów pomocowych jest modlitwa. Apelują, by dużo się modlić o pokój.

    – Tyle miłości, tyle telefonów, tyle współczucia ile dostajemy i ile ja otrzymałem osobiście i cała Ukraina dostaje od Polski to trudno wyrazić słowami. Wiemy, jakie są historyczne problemy między Ukrainą a Polską, ale jednak w tym momencie po prostu Polska jest kimś najbliższym, kto współczuje, pomaga – mówi z klei ks. Andrzej Lalik, wikariusz parafii Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Mościskach, pod Lwowem.

    Ks. Lalik wskazuje, że do Polski – poza Ukraińcami – próbują przedostać się liczni Afrykańczycy, Azjaci i ludzie mówiący w różnych językach. Kapłan zwraca uwagę, że „wiele osób porzuca Ukrainę, bo ulegli panice”. Jego zdaniem, w zachodniej części Ukrainy jest bezpiecznie. Duchowny podkreślił, że nie zamierza opuszczać kraju. –  Nie zamierzam uciekać. Nie zamierzam się chować. Stoję na posterunku, jestem gotowy, aby wyspowiadać, aby mszę odprawiać. Modlimy się dużo. W parafii urządzamy adorację Najświętszego Sakramentu, różańce, drogi krzyżowe, koronki. Msze odprawiamy tak jak przed wojną. Nikt z nas, kapłanów nie uciekł. Wszyscy z diecezji są na swoim miejscu i są gotowi być z parafianami do końca – komentował w wywiadzie udzielonym KAI.

    źródło: cruxnow.com, thetablet.co.uk, KAI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ogromna pomoc Kościoła w Polsce dla uchodźców z Ukrainy - zdjęcie
    fot. Screenshot Youtube Fakt 24

    ***

    Ogromna pomoc Kościoła w Polsce dla uchodźców z Ukrainy

    Jak pokazują najnowsze dane w niesienie pomocy uchodźcom wojennym z Ukrainy zaangażowanych jest aż 156 męskich domów zakonnych.

    Obecnie w bezpośrednią pomoc dla ukraińskich uchodźców zaangażowanych jest 156 domów zakonnych, w których schronienie znalazło 738 rodzin, 3630 osób, spośród których 1483 to dzieci.

    W zakonnych parafiach i duszpasterstwach łącznie w 315 domach parafian przyjętych zostało dotychczas ponad 300 rodzin, 1333 osób, z czego 518 to dzieci. 4 zakonne ośrodki przyjęły pod swą opiekę 61 niepełnosprawnych, z czego 37 to dzieci.

    Łącznie w 41 wspólnotach lub dziełach zakonnych wydawane są posiłki, których liczba wynosi obecnie 530, a z dotychczasowej pomocy skorzystało już przynajmniej ok. 13 675 osób. Ponadto w 194 placówkach zakonnych wydano do tej pory 1868 paczek, z których skorzystało już 2639 osób.

    Domy, parafie, rektoraty i dzieła zakonne włączyły się w 30 miejscach w akcję Caritas Polska „paczka dla Ukrainy”, zbierając 1925 paczek, z których 735 już trafiło do magazynów Caritas. W 20 punktach na granicy działają zakonnicy, pomagając wielu osobom, we współpracy z 97 wolontariuszami związanymi z zakonami męskimi.

    Z pomocą humanitarną na Ukrainę wyruszyło przynajmniej 56 samochodów, wioząc 239,7 ton darów (m.in. leki, środki medyczne, żywność, generatory prądu, śpiwory, karimaty, koce, poduszki, kołdry, łóżka polowe, plecaki, bielizna i odzież, środki czystości, latarki, powerbanki, kosmetyki itp.).

    Ponadto w zakonnych placówkach organizowana jest opieka oraz zajęcia edukacyjno-rekreacyjne dla dzieci z Ukrainy (np. plastyczne, taniec, policyjne, szachowe, gry i zabawy) czy nauka języka angielskiego. Dzieci przyjmowane są do zakonnych przedszkoli i szkół.

    ren/ekai.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WSPÓLNOTA ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekazaliśmy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.

    Teraz, w Wielkim Poście, zbieramy fundusze dla naszych braci i sióstr na Ukrainie.

    Wsparcie dla Ukrainy

    Kochani Przyjaciele, jako pallotyni stajemy wszyscy wobec bezprecedensowej sytuacji ataku na wolną Ukrainę. Zarząd Prowincjalny jest w ciągłym kontakcie ze wszystkimi pallotyńskimi domami na Ukrainie. Słowa wielkiego podziękowania i uznania pragnę skierować do wszystkich Współbraci na Ukrainie, którzy z odwagą i poświęceniem służą w tej trudnej godzinie. Współbracia stają na wysokości zadania udzielając pomocy swoim parafianom i tym wszystkim, którzy się do nich zgłaszają. W naszych domach i kościołach w Kijowie, Odessie, Żytomierzu przebywają osoby szukające schronienia. Współbracia zapewniają im bezpieczne miejsce i wyżywienie. W Polsce Sekretariat ds. misji organizuje pomoc materialną, z którą można się zapoznać, wesprzeć i przekazać innym pod linkiem:   https://salvatti.pl/ukraina-pallotyni-w-parafiach-przyjmuja-uchodzcow/

    Proszę Was o modlitwę i wsparcie. Proszę Was i za Waszym pośrednictwem tych wszystkich, pośród których posługujecie. Drodzy Współbracia, nie dajmy się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężajmy!

    Ks. Zenon Hanas SAC Przełożony Prowincjalny

    Trwamy na modlitwie w intencji pokoju na Ukrainie. Prosimy o modlitwę post i wsparcie materialne dla Ukrainy.

    Można kierować pomoc poprzez POMOST Pallotyńskie Dzieło Pomocy dla Katolików na Wschodzie

    ul. Wilcza 8, 05-091 Ząbki nr konta bankowego: 33 1020 1127 0000 1902 0007 7248

    ______________________________________________________________________________________________________________


    Fundacja Salvatti zbiera dary materialne dla Ukrainy

    Za pośrednictwem Fundacji Salvatti.pl można przekazać dary materialne dla potrzebujących Ukraińców i uchodźców w Polsce.
    W klasztorze na Karczówce w Kielcach czekają miejsca dla uchodźców z Ukrainy.
    Miejsca dla uchodźców z Ukrainy przygotowali księża Pallotyni na kieleckiej Karczówce. Jak mówi ksiądz Jan Oleszko, wicerektor Kościoła pod wezwaniem świętego Karola Boromeusza na Karczówce, przygotowano około 50 miejsc. A pierwsi uchodźcy mają dotrzeć na Karczówkę w najbliższych godzinach.
    Trwa zbiórka rzeczy dla Ukraińców przebywających na kieleckiej Karczówce
    Przyjmujemy u nas szczególnie matki z dziećmi. Jeśli chodzi o zbiórkę rzeczy dla tych osób to na ten moment mamy zapas ubrań, zabawek i przyborów szkolnych. Natomiast potrzebna jest chemia do prania, proszki płyny, przydadzą się również środki higieniczne. Zbieramy także nadal suchy prowiant: makarony, ryże, kasze czy cukier.


    Prawie 30 uchodźców z Ukrainy znalazło już schronienie w klasztorze na kieleckim wzgórzu Karczówka. Kolejni są w drodze. W sumie ojcowie pallotyni przyjmą 50 osób, przede wszystkim kobiety i dzieci. Oprócz noclegu i wyżywienia zapewnią im także pomoc psychologiczną.
    ŚRODA POPIELCOWA 2 MARCA – Ł 431.70
    I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 6 MARCA – Ł 349.00
    PIĄTEK 11 MARCA – Ł 145.00
    SOBOTA 12 MARCA – Ł 135.00
    OD SZKOCKICH PARAFIAN ŚW. PIOTRA – Ł 1650.00
    II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 13 MARCA – Ł 314.05
    PIĄTEK 18 MARCA – Ł 90.OO
    SOBOTA 19 MARCA – Ł 75.00
    III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 20 MARCA – Ł 280.21
    PIĄTEK 25 MARCA – Ł 109.00
    SOBOTA 26 MARCA – Ł 271.00
    IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 27 MARCA – Ł 518.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czy poświęcenie Rosji

    Niepokalanemu Sercu Maryi nastąpiło zbyt późno?

    Proroctwo siostry Łucji

    EN_00087378_0157.jpg
    East News

    ***

    Wizjonerka z Fatimy wspomniała również o wojnie nuklearnej. Oto co powiedziała.

    W ostatnich dniach wielokrotnie była mowa o poświęceniu Rosji Najświętszej Maryi Pannie, zgodnie z prośbą przekazaną przez wizjonerkę z Fatimy, siostrę Łucję. Pojawiły się opinie, że to konieczne, by zatrzymać rosyjską inwazję na Ukrainę i groźbę wojny światowej. W książce Un cammino sotto lo sguardo di Maria (wydawnictwo Ocd) zamieszczono oryginalne teksty proroctw s. Łucji i wyjaśniono pewne mniej znane aspekty ofiarowania Rosji Najświętszej Maryi Pannie.

    Prośba Matki Bożej

    13 lipca 1917 r., w czasie objawień w Fatimie Matka Boża obiecała, że któregoś dnia wróci, by prosić o poświęcenie Rosji swojemu Niepokalanemu Sercu. 12 lat później, nocą 13 lipca 1929 r., siostra Łucja adorowała Najświętszy Sakrament, klęcząc przed tabernakulum oświetlonym jedynie drżącym płomykiem. Nagle po kaplicy rozlało się znajome światło.

    Łucja ujrzała Matkę Bożą, która powiedziała: „Nadszedł czas, kiedy Bóg chce, by ojciec święty w jedności z biskupami z całego świata poświęcił Rosję mojemu Niepokalanemu Sercu. To ją uratuje. Sprawiedliwość Boża potępiła wiele dusz za grzechy popełnione przeciwko mnie, dlatego przychodzę, by prosić o zadośćuczynienie. Poświęć się w tej intencji i módl się”.

    „Powiedziałam o tym spowiednikowi, a ten kazał mi zapisać, co poleciła mi Matka Boża” – mówi Łucja. Ale potem długo nic się nie działo. Żadnemu z kolejnych papieży nie udało się dokonać poświęcenia. Przełom nastąpił dopiero w latach 80., kiedy na tronie Piotrowym zasiadł Jan Paweł II.

    John Paul II
    WITSCHEL | DPA Picture-Alliance | AFP

    ***

    Prywatny list do Jana Pawła II

    13 maja 1982 r. siostra Łucja po raz pierwszy odbyła prywatną rozmowę z Janem Pawłem II. Przewidując, że nie będzie miała dużo czasu, przekazała papieżowi list z prośbą Matki Bożej:

    Jego Świątobliwość Jan Paweł II: pokornie błagam o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi w jedności z wszystkimi biskupami świata, aby to poświęcenie zjednoczyło wszystkich członków mistycznego ciała Chrystusa, którzy z Maryją, Matką Chrystusa i naszą Matką, powinni poświęcić się Panu, by dokończyć dzieła zbawienia świata (…).

    Trzecia część tajemnicy fatimskiej odnosi się do słów Matki Bożej: „W przeciwnym razie, [Rosja] rozleje swoje błędy po świecie, wytoczy wojny i będzie prześladować Kościół. Dobrzy ludzie będą męczennikami, ojciec święty będzie bardzo cierpiał, a wiele narodów zostanie unicestwionych”.

    Trzecia część tajemnicy, którą tak pragniecie poznać, to symboliczne objawienie odnoszące się do tej części przesłania, związane z przyjęciem tego, czego żąda od nas przesłanie: „Jeśli spełnią moje prośby, Rosja nawróci się i będzie pokój; w przeciwnym razie rozleje swoje błędy po świecie […]”.

    Tak więc, zważywszy, że nie spełniliśmy tego wezwania, musimy stwierdzić, że to się dokonało: Rosja zalała świat swoimi błędami. I choć na razie nie dostrzegamy spełnienia ostatniej części tego proroctwa, czujemy, że poczyniono już wielkie i bezpośrednie kroki”.

    Akt poświęcenia przez Jana Pawła II

    Później, w czasie pielgrzymki do Fatimy, Jan Paweł II dokonał poświęcenia, ale w oczach siostry Łucji nie odbyło się to zgodnie z żądaniem Maryi. Jeszcze tego samego roku nuncjusz apostolski w Portugalii, Sante Portalupi, odwiedził siostrę Łucję, a ona w czasie prywatnej rozmowy powiedziała mu, że poświęcenie zgodne z wolą Maryi nie miało jeszcze miejsca.

    Nuncjusz poinformował o tym papieża, a ten 25 marca 1984 r. przed figurą Matki Bożej Fatimskiej, sprowadzonej do Watykanu z Kaplicy Objawień, spełnił żądanie Maryi przedstawione 55 lat wcześniej.

    Słowa siostry Łucji

    W liście z sierpnia 1989 r. s. Łucja wyjaśniła kilka kwestii dotyczących poświęcenia, którego najpierw, nieskutecznie, dokonali Pius XII i Paweł VI, a skutecznie dopiero Jan Paweł II:

    „Czy poświęcenie świata zgodnie z prośbą Matki Bożej zostało dokonane? 31 października 1942 r. dokonał go Jego Świątobliwość Pius XII. Zapytano mnie później, czy było zgodne z prośbą Maryi. Odpowiedziałam, że nie, ponieważ zabrakło jedności ze wszystkimi biskupami świata. Potem 13 maja 1967 r. dokonał tego Jego Świątobliwość Paweł VI. Zapytano mnie, czy było zgodne z prośbą Maryi. Odpowiedziałam, że nie, z tego samego powodu: zabrakło jedności ze wszystkimi biskupami świata.

    Wreszcie 13 maja 1982 r. dokonał go Jego Świątobliwość Jan Paweł II. Kiedy zapytano mnie, czy było zgodne z prośbą Maryi, odpowiedziałam, że nie, ponieważ nadal zabrakło jedności z wszystkimi biskupami świata. Wtedy sam papież Jan Paweł II napisał do wszystkich biskupów świata z prośbą, by zjednoczyli się z nim. Sprowadził do Rzymu figurę Matki Bożej Fatimskiej (z kaplicy) i 25 marca 1984 r. publicznie, w jedności ze wszystkimi biskupami, którzy zechcieli się z nim zjednoczyć, dokonał poświęcenia tak, jak chciała Maryja. Zapytano mnie potem, czy było ono zgodne z prośbą Maryi i odpowiedziałam, że tak.

    Odtąd –  podsumowuje s. Łucja – poświęcenie jest dokonane. Dlaczego zatem Bóg chciał, by poświęcenie to nastąpiło w jedności ze wszystkimi biskupami świata? Ponieważ to jest wezwanie do jedności wszystkich chrześcijan – mistycznego ciała Chrystusa, na czele którego stoi papież, jedyny prawdziwy przedstawiciel Chrystusa na ziemi, któremu Pan Jezus powierzył klucze królestwa niebieskiego. Od tej jedności zależy wiara na świecie i miłość, która ma nas wszystkich jednoczyć w Chrystusie, tak jak On prosił Ojca: „Jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. […] Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś” (J 17,21-23).

    Jak widać, od jedności zależy wiara i miłość, które mają nas jednoczyć w Chrystusie, którego prawdziwym przedstawicielem na ziemi jest papież”.

    atomic bomb
    Everett Collection | Shutterstock

    ***

    „Tak, ale za późno”

    Jakiś czas później s. Łucja rozmawiała z o. Luisem Kondorem z diecezji fatimskiej, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym dwojga wizjonerów z Fatimy: Franciszka i Hiacynty. Na pytanie o. Kondora, czy poświęcenie Rosji Maryi rzeczywiście dokonało się tak, jak prosiła Matka Boża, siostra Łucja odpowiedziała: „Tak, ale za późno”.

    A na pytanie, co byłoby widzialnym znakiem przyjęcia ofiary przez Boga i spełnienia proroctwa, odpowiedziała: „Popatrzcie na wschód. Odpowiedź była widoczna”. Co wizjonerka z Fatimy chciała przez to powiedzieć?

    Ostatni tekst s. Łucji: wojna nuklearna

    W swoim ostatnim tekście s. Łucja tłumaczy, czym była „odpowiedź Nieba”, o której mówiła w rozmowie z o. Kondorem:

    Tego poświęcenia dokonał publicznie ojciec święty Jan Paweł II w Rzymie 25 marca 1984 r. przed figurą Matki Bożej czczoną w Kaplicy Objawień Cova da Iria w Fatimie. Ojciec święty napisał do wszystkich biskupów świata z prośbą, by zjednoczyli się z nim w tym akcie poświęcenia, sprowadził figurę do Rzymu specjalnie po to, by podkreślić, że będzie to poświęcenie, o jakie prosiła Matka Boża Fatimska.

    Powszechnie wiadomo, że działo się to w jednym z najbardziej krytycznych momentów w dziejach ludzkości, kiedy wielkie, wrogie mocarstwa planowały i przygotowywały wojnę nuklearną (atomową), która doprowadziłaby do zniszczenia jeśli nie całego, to dużej części świata. A to, co by zostało, jakie szanse miałoby na przetrwanie? A kto mógł skłonić tych arogantów okopanych w swoich wojennych planach i projektach, w nasyconych przemocą, ateistycznych ideologiach, tych ludzi pragnących zniewolenia i panowania, uważających się za władców całego świata, kto mógł ich skłonić do odwrócenia tego wszystkiego? Kto mógł żądać, by spotkali się i uścisnęli w pokoju? By zmienili swoje wojenne plany na pokojowe? By odrzucili agresję, przemoc i niesprawiedliwość na rzecz projektów pomocy i wsparcia, uznali prawa człowieka, obalili zniewolenie itd.?

    Kto, jeśli nie Bóg, mógł działać w tych umysłach, w tych wolach, w tych sumieniach, tak, by doprowadzić je do takiej zmiany, pozbawić lęku, obawy przed buntami ze strony popleczników i obcych? Tylko moc Boga, który działał, doprowadzając wszystkich do zaakceptowania takiej zmiany, w pokoju, bez buntów, bez sprzeciwów i warunków. Któż jak Bóg?

    Gelsomino del Guercio/Aleteia.pl – 09.03.22

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Trzecia Tajemnica Fatimska. Czy Jan Paweł II zawierzył Rosję Maryi? - zdjęcie
    fot. János Korom Dr. from Wien, Austria via Wikipedia, CC BY-SA 2.0 / Eric Draper – whitehouse.gov (wikipedia), CC0

    ***

    Trzecia Tajemnica Fatimska.

    Czy Jan Paweł II zawierzył Rosję Maryi?

    Wiele lat mogliśmy się przysłuchiwać dyskusji dotyczącej “trzeciej części fatimskiej tajemnicy”. Prześcigali się niektórzy “domniemani wizjonerzy” z różnych stron świata w odkrywaniu treści, jakie Matka Boża miała przekazać w Fatimie w 1917 roku, a które miały dotyczyć przyszłości świata. Opublikowanie jej treści nie zadowoliło wielu, a nawet zrodziło zadziwienie, gdyż w 2000 r. upubliczniona treść owej tajemnicy zupełnie odbiegała od oczekiwań, a jeszcze bardziej o różnego rodzaju przewidywań.

    Tendencja ta jednak dalej jest podsycana. Znów mówiąc o Fatimie głosi się nie Orędzie Matki Bożej, lecz kolejne sensacje. Wiele osób nie znających treści Fatimskiego Przesłania powtarza, a nawet czyni zarzut Kościołowi, iż dalej Rosja nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu Maryi. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy akt poświęcenia z 1984 roku nie czyni zadość prośbie Matki Bożej? Kto w tej sprawie może być właściwym autorytetem? Kto poza Siostrą Łucją i bł. Janem Pawłem II? Za życia ich stanowisko w tej sprawie było jednoznaczne: akt ten wypełnia prośbę Matki Bożej, poświęcenie Rosji dokonało się 25 marca 1984 r. Dzisiejsze dyskusje stają się jedynie okazją do podsycania klimatu sensacji i są bardzo szkodliwe dla uwewnętrznienia się treści Fatimskiego Orędzia w sercach ludzi wierzących.

    Przeczytaj poniższe teksty i na ich podstawie pomyśl, co stało się 25 marca 1984 roku!!!

    Matka Boża prosi o poświęcenie i o wynagrodzenie za grzechy w pierwsze soboty miesiąca. Czy są one powszechnie realizowane? Jeśli będzie powszechnie wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca, wówczas doświadczymy również owoców poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    1. Siostra M. Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca

    „Nie trzeba wyjaśniać, jak wszystko to zostało spełnione, ponieważ wszyscy o tym wiedzą, dlatego zobaczmy co dalej mówiła nam Nasza Pani: ‘Na końcu – to znaczy, po tym wszystkim – Moje Niepokalane Serce zatriumfuje’ – nad wszystkimi wojnami rozpętanymi na całym świecie poprzez błędy szerzone przez Rosję.
    Ojciec Święty dokona poświęcenia Rosji, która się nawróci. Słowo ‘nawróci się’ pochodzi od słowa ‘nawrócenie’, to znaczy zajdzie przemiana zła w dobro, i na pewien czas nastanie pokój na świecie. Obietnica pokoju odnosi się do wojen wywołanych na całym świecie przez błędy rozproszone przez Rosję. Konsekracja ta została publicznie dokonana przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Rzymie dnia 25 marca 1984 roku przed wizerunkiem Naszej Pani czczonym w Kaplicy Objawień w Fatimie, Cova da Iria [tak nazywa się miejsce, na którym wybudowano kaplicę], który Ojciec Święty – po tym jak napisał do wszystkich Biskupów świata, aby zjednoczyli się z Jego Świątobliwością w tym akcie konsekracji, jakiego zamierzał dokonać – celowo nakazał sprowadzić do Rzymu ten wizerunek, aby wyraźnie zaznaczyć, iż Konsekracja jakiej zamierzał dokonać przed tym wizerunkiem była spełnieniem prośby Naszej Pani w Fatimie”.

    Ciekawe jest również to, iż w dalszej części przywołanego tekstu znajdujemy swego rodzaju uzasadnienie, iż rzeczywiście miał miejsce akt, o który prosiła Matka Boża, a którego konsekwencją ma być nawrócenie Rosji. „Wszyscy doskonale wiedzą, iż przeżywaliśmy jeden z najbardziej krytycznych momentów historii ludzkości, kiedy wielkie mocarstwa, wrogie względem siebie, planowały przygotowania do wojny nuklearnej (atomowej), która zniszczyłaby świat, jeśli nie cały świat, to większą jego część, a co by pozostało, z jakimi szansami na przeżycie? I kto byłby w stanie odwieść tych aroganckich ludzi, otaczających się swoimi planami wojny, odwieść ich od gwałtownych zamysłów, ateistycznych ideologii propagujących zniewolenie i dominację ludzi, którzy uważają siebie za Panów całego świata, kto byłby stanie wszystko to przemienić na coś całkiem przeciwnego? Kto przyczyniłby się do prośby o spotkanie by objąć się w geście pokoju? Kto wpłynąłby na zmianę planów wojny na plany pokoju, zamianę agresywnych i gwałtownych niesprawiedliwości na projekty wsparcia i pomocy poprzez uznanie praw człowieka, zniesienie niewolnictwa, itp.? 
    Kto, jeśli nie Bóg, był w stanie działać w tych intelektach, w woli, w ich sumieniach, tak aby doprowadzić ich do tej zmiany, bez strachu, bez obawy przed zbuntowaniem przeciwników po swojej stronie i po stronie przeciwnej? Tylko moc Boga, która zadziałała we wszystkich, sprawiła, że przyjęli pokój, bez buntów, bez opierania się, bez stawiania warunków. Kto jest jak Bóg? Można powiedzieć więcej, [Bóg] sprawił, iż jeden z głównych szefów komunizmu ateistycznego zdecydował się wyruszyć w podróż do Rzymu by spotkać się z Ojcem Świętym który, być może niezależnie od tego i tak dokonałby konsekracji Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, o którą poprosiła Nasza Pani w Fatimie – i uznał go [Ojca Świętego] za najwyższego przedstawiciela Boga, Jezusa Chrystusa na ziemi, głowę jedynego prawdziwego Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa”.

    Pomimo tych znaków kwestia poświęcenia dalej jest poddawana w wątpliwość, gdyż fundamentalna obietnica pokoju nie stała się faktem. Wizjonerka z Fatimy odpowiada następująco: „Po tym wszystkim, jeszcze są ślepi, którzy nie widzą, albo nie chcą widzieć i mówią: Jednakże istnieją wojny na tym świecie poza tą jedną, a Nasza Pani obiecała pokój. Tak, Nasza Pani obiecała pokój, jeśli chodzi o wojny rozpętane na całym świecie przez ateistyczny komunizm nie uwzględniając wojen domowych, które zawsze były i będą, do czasu aż Bóg zechce przemienić świat – jak powiedział Jezus Chrystus – w nową ziemię i nowe Niebo, podobnie jak małe nasienie zasadzone w ziemi obumiera, a z tej pozornej śmierci kiełkuje nowe życie, nowa roślina bardziej bujna, wydzielająca zapachy najpiękniejszego kwiatu oraz wydająca najsmaczniejsze i najdelikatniejsze owoce. Jednakże dzień ten jeszcze nie nadszedł, nadejdzie, kiedy Bóg o tym zadecyduje, w planach Swojego ogromnego miłosierdzia. Miłosierdzie Pana wyśpiewywał będę na wieki!.
    I na pewien czas nastanie pokój na świecie. Obietnica pokoju odnosi się do wojen wywołanych na całym świecie przez ateistyczny komunizm, to nad tymi wojnami, o których wspomina Nasza Pani, Jej Niepokalane Serce odniesie zwycięstwo” (M. Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca, Jak postrzegam Przesłanie przez pryzmat czasów i wydarzeń, dz. cyt., s. 56-57).

    2. Rozmowa abp. T. Bertone z S. Łucją – Klasztor w Coimbrze, 17 listopada 2001 r.

    W ostatnich miesiącach, szczególnie po smutnym wydarzeniu, zamachu terrorystycznym z 11 września, w gazetach włoskich i zagranicznych pojawiły się artykuły dotyczące przypuszczalnych nowych objawień siostry Łucji, zapowiedzi listów upominających Ojca Świętego, apokaliptyczne reinterpretacje przesłania z Fatimy. Pojawiło się również podejrzenie, że Stolica Święta nie opublikowała całego tekstu trzeciej części tajemnicy i niektóre ruchy “fatimskie” na nowo powtórzyły oskarżenia, iż Ojciec Święty nie poświęcił jeszcze Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Stąd też uznano za konieczne zorganizowanie spotkania z siostrą Łucją, aby otrzymać niektóre wyjaśnienia i informacje bezpośrednio od “widzącej”, która jeszcze żyje. Odbyło się ono w obecności ojca Luisa Kondora SVD, wicepostulatora ds. błogosławionych Franciszka i Hiacynty, i przeoryszy Karmelu Świętej Teresy, za zgodą Jego Eminencji ks. kard. Józefa Ratzingera i dwóch ks. bp.: z Leiria-Fatima i z Coimbry. Rozmowa trwająca ponad dwie godziny miała miejsce w sobotę po południu, 17 listopada.

    Siostra Łucja, która 22 marca skończy 95 lat, była w doskonałej formie. Wyznała przede wszystkim swoją miłość i przywiązanie do Ojca Świętego, że modli się bardzo dużo za Niego i za cały Kościół. Cieszy się z rozpowszechniania jej książki “Apele i przesłania z Fatimy”, przetłumaczonej już na sześć języków (włoski, hiszpański, niemiecki, węgierski, polski i angielski). Otrzymuje wiele listów z podziękowaniami w tej sprawie.

    Przechodząc do problemu trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej, stwierdziła, że przeczytała bardzo uważnie i przemedytowała pismo opublikowane przez Kongregację Doktryny Wiary i potwierdza wszystko, co zostało tam napisane. A tym, którzy myślą, że coś z Trzeciej Tajemnicy zostało ukryte, odpowiada: “Wszystko zostało opublikowane, nie ma już więcej żadnej tajemnicy”. Temu zaś, kto mówi i pisze o nowych objawieniach odpowiada: “Nie ma w tym żadnej prawdy. Jeżeli miałabym nowe objawienia, nie powiedziałabym o nich nikomu, lecz przekazałabym je bezpośrednio Ojcu Świętemu”.

    Później siostra Łucja chętnie przywoływała wspomnienia ze swej młodości. Mówiła o trudnościach, jakie napotykała zanim została zakonnicą, a także o wspaniałomyślności i dobroci, jakiej doświadczyła. Wspominała np. “ferie” w Braga, które w latach 1921-1924 spędzała u pani Filomeny Mirandy, świadka od bierzmowania.

    Na pytanie: “Jaki wpływ miała na jej życie wizja z 13 lipca, zanim została spisana i przekazana Kościołowi?”, odpowiedziała: “Czułam się bezpieczna pod opieką Naszej Pani, która strzeże czujnie Kościoła i Papieża” i dodała nieujawniony szczegół do opowiadania o znanej wizji proroczej: podczas “wizji Nasza Pani, od której emanowało piękno, trzymała w prawej ręce Serce, a w lewej ręce Różaniec”. Co oznacza serce w ręku Madonny?

    “Jest to znak miłości, który chroni i zbawia. Jest to Matka, która widzi swoje dzieci cierpiące i cierpi wraz z nimi, także z tymi, którzy Jej nie kochają. Ponieważ chce uratować (zbawić) wszystkich i nie zgubić nikogo spośród tych, których Pan Jej powierzył, Jej serce jest pewnym, bezpiecznym schronieniem. Cześć oddawana Niepokalanemu Sercu Maryi jest środkiem zbawienia na trudne czasy Kościoła i świata. Bardzo właściwa jest refleksja ks. kard. Ratzingera, kończąca jego komentarz do trzeciej części Tajemnicy: “Moje Niepokalane Serce zatryumfuje”. Co to oznacza?

    Serce otwarte na Boga, oczyszczone przez kontemplowanie Boga jest silniejsze od karabinów i broni jakiegokolwiek rodzaju. “Fiat” Maryi, słowo Jej serca, zmieniło historię świata, ponieważ Ona dała temu światu Zbawiciela, ponieważ dzięki Jej “Tak” Bóg mógł stać się człowiekiem. Zły duch ma moc na tym świecie, widzimy i odczuwamy to nieustannie; on ma moc, ponieważ nasza wolność bezustannie pozwala na odwracanie się od Boga. Lecz od kiedy sam Bóg ma ludzkie serce, to ukierunkował wolność człowieka na dobro, na Boga. Wolność w kierunku zła nie ma już ostatniego słowa. Odtąd więc liczą się słowa: “Będziecie cierpieć prześladowania na świecie, ale miejcie odwagę; Ja zwyciężyłem świat” (J 15, 33). Przesłanie z Fatimy zaprasza nas, abyśmy zaufali tej obietnicy.

    Zadałem jeszcze trzy pytania:

    – Czy prawdą jest, że, rozmawiając z ks. Luigi Bianchi i ks. Jose dos Santos Valinho, Siostra podała w wątpliwość interpretację trzeciej części Tajemnicy? Siostra Łucja odpowiedziała: “Nie jest to prawda. Potwierdzam całkowicie interpretacją podaną w roku jubileuszowym”.

    – Co Siostra powie na temat stwierdzeń ojca Grunera, który zbiera podpisy, aby Papież w końcu poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi i twierdzi, że to się jeszcze nigdy nie dokonało? Siostra Łucja odpowiedziała: “Wspólnota z Karmelu wyrzuciła arkusze do zbierania podpisów. Ja już powiedziałam, że konsekracja, której pragnęła Nasza Pani, już się dokonała w 1984 r. i została przyjęta przez Niebo”.

    – Czy prawdą jest, że Siostra Łucja jest bardzo przejęta ostatnimi wydarzeniami i w ogóle nie śpi, tylko modli się dzień i noc? Siostra Łucja odpowiedziała: “Nie jest to prawda. Jakże mogłabym modlić się w ciągu dnia, gdybym nie wypoczęła w nocy? Ileż to spraw wkładają mi w usta! Ile spraw mi przypisują! Niech przeczytają moją książkę: tam są rady i apele, które odpowiadają pragnieniom Naszej Pani. Modlitwa i pokuta, z wielką wiarą w moc Bożą, zbawią świat”.

    3. Benedykt XVI

    Pośrednio odniósł się do tej kwestii również Benedykt XVI, zapytany przez dziennikarza, czy ma zamiar odnowić akt oddania się Matce Bożej na początku tego tysiąclecia. Odpowiedź Ojca Świętego była następująca: „Papieże – czy to Pius XII, czy Paweł VI, czy Jan Paweł II – dokonali wielkich aktów zawierzenia Najświętszej Maryi Pannie i uważam, że jako gesty wobec ludzkości, wobec samej Maryi, były one bardzo ważne. Myślę, że teraz ważne jest uwewnętrznienie aktu zawierzenia, pozwolenie, by nas przeniknął, by dokonał się w nas. Dlatego odwiedziłem kilka wielkich sanktuariów maryjnych na świecie: Lourdes, Fatimę, Częstochowę, Altotting… 
    Zawsze z tą intencją skonkretyzowania, uwewnętrznienia aktu zawierzenia, by stał się rzeczywiście naszym aktem. Sądzę, że wielki, publiczny akt został już zrealizowany” (Słowa te zostały zaczerpnięte z wywiadu z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, jaki miał miejsce w TV RAI UNO 22 kwietnia 2011).

    Tekst aktu poświęcenia – 25 marca 1984 r.

    Komu zatem wierzysz, komu ufasz, kto jest dla Ciebie drogowskazem?!

    Jeśli Matka Boża prosiła o poświęcenie Jej Niepokalanemu Sercu Rosji i świata oraz o wynagrodzenie w Pierwsze Soboty Miesiąca, zatem, jeśli do dziś nie ma powszechnej praktyki Pierwszych Sobót Miesiąca,to na jakiej podstawie domagamy się pełnych owoców np. nawrócenia Rosji?

    Zwycięstwa po poświęceniu w 1942 r. przez Pius XII

    W dniu 31 października 1942 r. w orędziu radiowym skierowanym do Portugalii z okazji zamknięcia jubileuszowego roku objawień w Fatimie, papież Pius XII poświęcił Kościół oraz cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Natomiast 8 grudnia tego samego roku ponowił uroczyście ten akt poświęcenia w Bazylice św. Piotra. 
    Ten akt miał zbawienne konsekwencje dla udręczonej wojną ludności i zapoczątkował koniec wojny. Bowiem po nim nastąpiła seria klęsk wojsk Paktu Trzech (Berlin, Rzym, Tokio) na wszystkich frontach. Zadziwiające jest to, że te klęski przypadały w znaczniejsze wspomnienia, święta lub uroczystości Maryjne.

    I tak, 2 lutego 1943 r. w święto Ofiarowania Pańskiego – czyli Matki Bożej Gromnicznej – skapitulowała pod Stalingradem armia niemiecka dowodzona przez Friedricha von Paulusa; 13 maja, w rocznicę pierwszego objawienia w Fatimie, padł Tunis, 15 sierpnia 1943 roku, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, poddała się Sycylia; 8 września 1943 r., w święto Narodzenia Maryi, skapitulowała Italia; 15 sierpnia 1944 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, alianci wylądowali w Tulonie i zachodnioniemiecki front został od strony południowej na całej linii zmuszony do odwrotu; 12 września 1944 r. -wspomnienie liturgiczne Imienia Najświętszej Maryi Panny – alianci nakreślili granice Niemiec; 12 października 1944 r., w wigilię ostatniego objawienia w Fatimie, alianci przekroczyli granice Niemiec; 8 maja 1945 r. – w miesiącu poświęconym Maryi oraz w święto Michała Archanioła, patrona Niemiec, skapitulowały ostatnie grupy wojsk niemieckich; 15 sierpnia 1945 r. skapitulowała ostatecznie Japonia. II wojna światowa została zakończona. 
    Papież Paweł VI już w czasie Soboru Watykańskiego II, 21.11.1964 r., ponowił to poświęcenie świata Matce Bożej. Siostra Łucja, wypowiadając się na temat tego aktu, powiedziała, iż Matka Boża życzy sobie, by papież razem ze wszystkimi biskupami dokonał tego aktu poświęcenia, i że życzenie to nie zostało jeszcze wystarczająco wypełnione. Przełomowym momentem, który rozpoczął upadek „imperium zła” – jak prezydent Ronald Reagan nazwał Związek Radziecki – był zamach na życie Jana Pawła II. Iście szatański pomysł mógł zrodzić się jedynie w umysłach ludzi oszalałych z nienawiści do Boga.

    Znaki po poświęceniu Niepokalanemu Sercu Maryi w 1984 r. przez Jana Pawła II
    „Odpowiedź z nieba” była szybka po poświęceniu 25 marca 1984r. Wkrótce potem, 13 maja 1984, w święto fatimskie zaszło wydarzenie, przemilczane przez środki masowego przekazu: z nieznanych przyczyn nastąpiła w Murmańsku ogromna katastrofa, w której uległa zniszczeniu większość radzieckiego arsenału broni jądrowej. Śmierć poniosło wówczas wiele tysięcy żołnierzy, nawet całe sztaby radzieckie z kilkoma marszałkami. Z powodu osłabienia potencjału atomowego ZSRR zdecydował się wówczas na politykę ustępstw zwaną pierestrojką. Rok później obejmuje rządy na Kremlu Michaił Gorbaczow. Rozpoczęła się tzw. pierestrojką, przebudowa systemu, która otworzyła imperium na świat. Od Polski poczynając, zaczęły się wyzwalać także inne narody należące do bloku komunistycznego. Odzyskano wolność religijną. Przełomowy był Rok Maryjny 1987/88, zakończony obchodami Millennium Chrztu Rosji. Ustanowiono w tym czasie hierarchię kościelną na Litwie, potem, po 62 latach, przybył pierwszy biskup na Białoruś, wrócili biskupi na Ukrainę, do Rosji i Kazachstanu. Odrodził się Kościół greckokatolicki, skazany na zagładę przez włączenie do prawosławia. Praktycznie wszędzie, gdzie są katolicy, można było utworzyć parafię, mógł przybyć kapłan. Jednym słowem: Rosja wraca do Boga. To nadzwyczajne i cudowne. Przez 70 lat – od rewolucji bolszewickiej po lata dziewięćdziesiąte – papieże byli największymi wrogami narodu rosyjskiego – takie przekonanie wszczepiano ludziom w komunistycznym Kraju Rad. I nieoczekiwanie, 1 grudnia 1989 r., Michaił Gorbaczow spotkał się z Janem Pawłem II w Watykanie. Sekretarz generalny KPZR wyznał później, że Papież Słowianin wywarł decydujący wpływ zarówno na niego samego, jak i na wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu bloku radzieckiego.

    Fronda/źródło: sekretariafatimski.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Fatima, nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca i nawrócenie Rosji

    Często zapominamy, że Matka Boża Fatimska poprosiła o powszechne odprawianie nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca w intencji nawrócenia Rosji.

    Matka Boża Fatimska ukazała się siostrze Łucji 10 grudnia 1925 roku. W trakcie objawienia Maryja zaapelowała o odprawianie nabożeństwa pierwszych sobót – m.in. w intencji nawrócenia Rosji oraz o zawierzenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Tp zawierzenie – szczególnie teraz – bywa przedmiotem gorących dyskusji.

    Zawierzenie Rosji Maryi

    Stolica Apostolska wielokrotnie podkreślała, że poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi dokonało się.Fakt ten potwierdziła s. Łucja w liście skierowanym do świętego Jana Pawła II. Pisała: „Tak, 25 marca 1984 roku stało się to, o co prosiła Matka Boża” (list z 8 listopada 1989 r.). Stąd też dalsza dyskusja na ten temat jest bezprzedmiotowa.

    Jednak warunkiem nawrócenia Rosji było nie tylko poświęcenie jej Sercu Maryi; Matka Boża zażądała także odprawiania nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca:

    Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii świętej w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie moje życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła.

    Czym jest nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca?

    Matka Boża Fatimska przekazała s. Łucji, z jakich elementów powinno „składać” się nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Są to:

    • Przyjmowanie Komunii Świętej przez pięć kolejnych pierwszych sobót.
    • Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca lub jej okolicach.
    • Odmówienie pięciu dziesiątek różańca – czyli jednej jego części – w pierwsze soboty miesiąca.
    • Piętnastominutowa medytacja nad odmawianymi tajemnicami różańcowymi.

    Wszystkie te uczynki powinny być wykonywane z intencją zadośćuczynienia za zniewagi popełnione wobec Niepokalanego Serca Maryi.

    Nawrócenie serca

    Przede wszystkim jednak nabożeństwo to nie ma być tylko mechanicznym odmawianiem modlitw i wypełnieniem innych praktyk wskazanych przez Matkę Bożą. Tu chodzi o prawdziwe nawrócenie serca.

    Ojciec Święty Benedykt XVI, kiedy był jeszcze kardynałem, tak wyjaśnił ten nadrzędny aspekt „tajemnicy” fatimskiej.

    Na koniec chciałbym wspomnieć o innym kluczowym znaczeniu „tajemnicy”, które zyskało słuszną sławę: „moje Niepokalane Serce zatriumfuje”. Co to oznacza? Serce otwarte na Boga, oczyszczone przez kontemplację Boga, jest potężniejsze niż karabiny i wszelkiego rodzaju broń.

    Przyszłość Rosji jest w rękach Boga, ale my także możemy odegrać swoją rolę, starając się o wewnętrzną odnowę serca, wpatrując się w Niepokalane Serce Maryi, inspirując się nim i przyśpieszając Jego triumf na całym świecie.

    Philip Kosloski/Aleteia.pl – 05.03.22

    ______________________________________________________________________________________________________________

    10 faktów na temat Fatimy, o których zbyt często zapominasz

    „Fatima jest największym wydarzeniem religijnym pierwszej połowy XX wieku, eksplozją nadprzyrodzoności, która przelewa się na ten świat uwięziony w materii” (Paul Claudel).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    O. prof. Andrzej Napiórkowski dla Frondy: Nie spłycajmy orędzia fatimskiego! - zdjęcie
    fot. Trappistmonkstuff via Wikipedia, CC 4.0

    ***

    O. prof. Andrzej Napiórkowski dla Frondy:

    Nie spłycajmy orędzia fatimskiego!

    W obliczu wojny na Ukrainie powracamy do objawień w Fatimie, w których kluczu chcemy odczytywać współczesne wydarzenia. W 1917 roku Maryja wzywała do nawrócenia. Przestrzegała też przed Rosją, prosząc katolików o modlitwę w intencji nawrócenia tego kraju. Dziś to orędzie nie traci nic ze swojej aktualności. Przypominamy wywiad, jakiego na temat objawień fatimskich udzielił nam w 2017 roku o. prof. Andrzej Napiórkowski.

    Łukasz Gut, Fronda.pl: 13 maja 1917 roku miało miejsce pierwsze objawienie w Fatimie. Jakie jest główne przesłanie orędzia z Fatimy?

    O. Andrzej Napiórkowski: Chciałbym zwrócić uwagę i zaakcentować, że objawienia w Fatimie wpisują się w tzw. stulecie maryjne, które trwało od 1854 roku do 1950 roku. Stulecie maryjne rozpoczęło się ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu NMP, a zakończyło się ogłoszeniem dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Na przełomie XIX / XX wieku było wiele innych objawień maryjnych, a kilka z nich zostało uznanych przez Magisterium Kościoła. Warto nadmienić, że jest to jedno z objawień prywatnych, oficjalnie uznanych przez Kościół. Były objawienia NMP Katarzynie Labouré, następnie objawienie w La Salette, później objawienie Bernadetcie Soubirous, dalej objawienie w irlandzkim Knock. Szkoda, iż pomijamy milczeniem objawienie na polskiej ziemi w Gietrzwałdzie na Warmii. Dlatego rzecz jasna objawienia maryjne w portugalskiej Fatimie w 1917 roku winny być widziane w szerszej perspektywie.

    Co łączy te wszystkie objawienia?

    Wszystkie te objawienia wzywają do nawrócenia. Podobnie jest z objawieniami NMP w Fatimie. Trzeba pamiętać, że wszystkie wymienione objawienia maryjne mają na celu zbliżyć ludzkość do Chrystusa. Kiedy Maryja objawia się w Fatimie, również wzywa do modlitwy, kładąc akcent na modlitwę różańcową. To nie jest nic nowego, bo przecież pamiętamy, iż Pismo Święte naucza nas, że nawrócenie odbywa się poprzez modlitwę, post i jałmużnę.

    Czy to, że objawienia miały miejsce w trakcie I wojny światowej przypomina nam o tym, że orężem, którym można zapewnić pokój na świecie nie jest broń, a modlitwa – w tym przypadku modlitwa różańcowa?

    Powiedzmy najpierw, że modlitwa różańcowa ma zakorzenienie biblijne. Pierwsza część „Zdrowaś Maryjo” modlitwy różańcowej jest pozdrowieniem Anioła Gabriela, które On wypowiada w chwili Zwiastowania. Kolejna część „Zdrowaś Maryjo”, zaczynająca się od słów „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42), to słowa Elżbiety, kiedy wychwala Maryję. Elżbieta proroczo wyznaje, iż Maryja jest matką Mesjasza. Trzecia część „Ave Maryja” to owoc chrześcijańskiej pobożności. Do modlitwy „Zdrowaś Maryjo” doszła ona w średniowieczu, kiedy wobec szerzących się chorób i epidemii wierzących błagali Maryję, aby stała przy każdym z nas w godzinę śmierci. Podobnie trzeba pamiętać, że biblijną modlitwą w różańcu jest także „Ojcze nasz”. Są to przecież słowa samego Jezusa Chrystusa.

    Dlatego objawienia maryjne prowadzą nas ostatecznie do Pisma Świętego, abyśmy bardziej odkrywali Jezusa. Taki właśnie zamiar przyświeca Maryi, kiedy wzywa chrześcijan i wszystkich ludzi do modlitwy – w tym przypadku do modlitwy różańcowej. Jak wiemy, Maryja dodała słowa „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Wniosek stąd następujący: nie spłycajmy orędzia fatimskiego. Tzw. „tajemnice fatimskie” nie są groźbą, ale zachęta naszej niebieskiej Matki, aby zwracać się częściej ku niebu! Modlitwa przynosi pokój, bo jest jednością człowieka z Bogiem. Pamiętajmy, że pokój nie wypływa z papierowych traktatów, jakie ludzie ciągle zawierają, ale z Bożego Ducha, który ma być trwale w ludzkim sercu i umyśle.

    Czy dla Polski, w której pobożność maryjna jest tak istotna, objawienia z Fatimy mają szczególne znaczenie?

    Jestem przekonany, że polska pobożność maryjna jest bardzo piękna i potrzebna. Z jednej strony zabezpiecza nas przed instytucjonalizmem czy nadmierną hierarchicznością w Kościele, a z drugiej czyni ten Kościół bardziej ciepłym i ludzkim. Pobudza do prostej i ufnej postawy wobec Chrystusa. Tego uczy nas właściwie rozumiana pobożność maryjna. Objawienia fatimskie oczywiście nas inspirują i są wezwaniem do modlitwy, ale pamiętajmy, że tyczyły się one bardziej Europy Zachodniej. Europa Środkowo-Wschodnia miała swoje zmagania z totalitaryzmem niemieckim i radzieckim. I Opatrzność Boża wspierała nas w inny sposób.

    Czy orędzie fatimskie jest nadal aktualne dla nas?

    Dzisiaj w Europie Zachodniej mamy sytuację bardzo dramatyczną, gdyż ściera się tam radykalnie ateistyczna koncepcja państwa z radykalną religijnością muzułmańską. Dlatego trzeba się pochylić z o wiele większą troską nad tymi formami bezbożnictwa i religijnego fundamentalizmu, jak nad tzw. „nawróceniem Rosji”. To na zachodzie Europy są dziś zamykane chrześcijańskie świątynie, bo na jej wschodzie remontowane i otwierane są wciąż nowe cerkwie.

    Mimo to orędzie fatimskie nie straciło na swej aktualności, ponieważ jest to wezwanie do nawrócenia, do poszukiwania Boga, do modlitwy. Jest to wezwanie, jakie Maryja kieruje nie tylko do obywateli tamtej części Starego Kontynentu, ale do nas wszystkich. NMP pragnie połączyć nas ze Zmartwychwstałym Panem. Uczy nas większej wrażliwości na pokój, który jest przecież rzeczywistością tak kruchą. Każdy ludzki grzech w ramach instytucji czy osoby ten pokój zaciemnia i niszczy.

    Bóg zapłać za rozmowę.

    Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Figura Pielgrzymującej Matki Bożej Fatimskiej nawiedzi Ukrainę

    Figura Pielgrzymującej Matki Bożej Fatimskiej wkrótce nawiedzi Ukrainę, aby nieść przesłanie pokoju i pojednania. Z prośbą o peregrynację wystąpił greckokatolicki arcybiskup Lwowa Ihor Woźniak. „U Matki znajdujemy schronienie w chwilach trudności. Dlatego do niej chcemy zwrócić się z błaganiem o pokój” – powiedział rektor fatimskiego sanktuarium podczas Mszy w intencji pogrążonej w wojnie Ukrainy.

    Ks. Carlos Cabecinhas podkreślił, że modlitwa o pokój jest misją Fatimy, dlatego codziennie w sanktuarium zanoszone są prośby o zakończenie wojny i nawrócenie Rosji. Zaznaczył, że peregrynacja figury ma być dla Ukraińców pomocą w odnalezieniu nadziei i oparcia w Bogu.

    Wizerunek Pielgrzymującej Matki Bożej Fatimskiej wyruszy z Lizbony do Krakowa, gdzie zostanie powitany i przewieziony na teren Ukrainy przez wspólnotę lwowskich grekokatolików.

    Oprócz codziennej modlitwy fatimskie sanktuarium przekazało także, za pośrednictwem portugalskiej Caritas, pomoc finansową dla Ukrainy oraz przyjęło 35 uchodźców, głównie kobiety i dzieci. We współpracy z lokalnymi władzami zobowiązało się do pomocy w integracji uchodźców oraz zaoferowało wsparcie w znalezieniu pracy, szkół dla dzieci i wyrobieniu dokumentów.

    Statua, która nawiedzi Ukrainę, jest 13. repliką fatimskiej figury stworzonej według wskazówek s. Łucji. Pierwsza figura pielgrzymująca Matki Boskiej Fatimskiej została poświęcona w 1947 r. Od tego czasu figura wielokrotnie przemierzyła cały świat, niosąc ze sobą orędzie pokoju i miłości. Pomysł peregrynacji wizerunku Maryi narodził się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Pewien proboszcz z Berlina zaproponował wówczas, aby figura Matki Boskiej z Fatimy nawiedziła wszystkie europejskie stolice i miasta będące siedzibami biskupstw.

    Po ponad pięćdziesięciu latach pielgrzymowania, podczas których figura odwiedziła 64 kraje na wszystkich kontynentach (niektóre z nich po kilka razy), władze sanktuarium uznały, że nie powinna ona opuszczać Fatimy tak często, a tylko w wyjątkowych wypadkach. W odpowiedzi na liczne, nadchodzące z całego świata, prośby o nawiedzenie przez wizerunek fatimski, wykonano kopie pierwszej figury pielgrzymującej; obecnie sanktuarium dysponuje 13 figurami pielgrzymującymi.

    źródło: KAI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Katolicki arcybiskup Moskwy:

    poświęcenie Rosji i Ukrainy Matce Bożej to światło w mrocznych czasach

    Żyjemy w mrocznych czasach i dlatego potrzebujemy światła, przynajmniej małych płomyków nadziei. Właśnie tym ma być zapowiedziane przez papieża poświęcenie Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi – mówi przewodniczący katolickiego episkopatu Rosji i ordynariusz archidiecezji Matki Bożej w Moskwie abp Paolo Pezzi. Przypomina, że Franciszek pragnie, aby cały Kościół włączył się w ten akt i modlił się o nadzieję dla ludów Rosji i Ukrainy.

    Monika Książek/Tygodnik Niedziela

    ***

    Rozmawiając z Radiem Watykańskim, włoski arcybiskup zapewnił, że w Rosji papieska inicjatywa została przyjęta z wielkim entuzjazmem. Poświęcenie Rosji Sercu Maryi jest dla miejscowych katolików bardzo ważne. Papieskie zaproszenie zostało odebrane jako gest wsparcia dla naszej nadziei, który obudził w nas pragnienie bycia faktycznymi budowniczymi pokoju właśnie poprzez tę konsekrację – powiedział abp Pezzi. Zwrócił on również uwagę na znaczenie faktu, że konsekracja odbędzie się jednocześnie w Rzymie i Fatimie.

    „Myślę, że ma to znaczenie bardzo symboliczne i napominające. Wiemy dobrze, że w czwartym orędziu, z lipca 1917 r., Maryja wyraźnie mówiła o nawróceniu Rosji. Sensem tej konsekracji jest właśnie nawrócenie naszych serc do Chrystusa, powrót do Chrystusa, aby dać Mu miejsce w naszym życiu. Wiemy, że On jest Księciem Pokoju, Tym, który – jak mówi św. Paweł – zjednoczył rozdzielone narody, zgromadził je w sobie. I wiemy Matka Boża właśnie poprzez swe Niepokalane Serce uczestniczy w tych cierpieniach Chrystusa, które trwają tam, gdzie nie ma pokoju, gdzie nie ma przyjaźni między ludźmi” – wskazał hierarcha.

    Zwracając się do rządzących Rosją i Ukrainą, abp Pezzi przypomniał wezwanie, od którego Jan Paweł II rozpoczął swój pontyfikat. Nie bójmy się Chrystusa, z Nim wszystko jest możliwe – podkreślił abp Pezzi.

    Zwrócił też uwagę na znaczenie przebaczenia w dążeniu do pokoju. Przypomniał w tym kontekście, szokujące, jak sam przyznał, słowa Papieża Franciszka, który w jednym z ostatnich wywiadów powiedział, że przebaczenie jest prawem każdego człowieka.

    Krzysztof Bronk/vaticannews.va/Moskwa/kai

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Różaniec mocniejszy niż broń jądrowa? Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych

    Przetrwanie wybuchu atomowego, o ile nie jest się w bezpiecznej odległości i w specjalnym okryciu ochronnym, jest niemożliwe. Świadczą o tym nie tylko próby tej broni na poligonach świata, lecz jej praktyczne użycie podczas jedynych w dziejach ludzkości śmiercionośnych uderzeń amerykańskiej armii na Japonię w sierpniu 1945 r. Jednak to, co niemożliwe, stało się realne za przyczyną cudownej interwencji z Nieba, o czym świadczy historia katolickich zakonników ocalonych od ognistej śmierci w Hiroszimie i Nagasaki. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych!

    Ludzie znajdujący się w pobliżu wybuchu bomby atomowej narażeni są na skutki emisji promieniowania cieplnego wysyłanego przez kulę ognistą, która przyczynia się do ogólnego zniszczenia wszystkiego, co znajduje się w zasięgu jej oddziaływania. Destrukcję powoduje również towarzysząca wybuchowi powietrznemu fala uderzeniowa. Odbita fala uderzeniowa, podobnie jak fala pierwotna, może pociągać za sobą odległe spustoszenia, gdyż wiatry związane z przejściem czoła fali uderzeniowej, nawet w odległości przekraczającej 10 km od wybuchu bomby 1-megatonowej, mogą wiać z prędkością 110 km/h, niszcząc budynki, mosty, instalacje, drzewa.

    W wyniku wybuchu bomby jądrowej dochodzi również do skażenia ziemi substancjami promieniotwórczymi. Cechą wybuchu jądrowego jest to, że oprócz promieniowania cieplnego powstaje niewidzialne promieniowanie jonizujące. Promieniowanie to poraża tylko organizmy żywe w strefie działania wybuchu jądrowego, a jego negatywne skutki zależą od całkowitej dawki pochłoniętego promieniowania, od szybkości pochłaniania, od tego jaka część ciała i jakie obszary były eksponowane, a także od ogólnej kondycji organizmu. Jeżeli dawka, jaką otrzymał ludzki organizm lub najbardziej czułe na promieniowanie organy, jest zbyt duża, to w następstwie choroby, zwanej popromienną, następuje śmierć.

    Hiroszima…

    Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia po jedynych w dziejach świata bombowych atakach U.S. Army na japońskie miasta: Hiroszimę i Nagasaki. Ataki poprzedziły prace amerykańskich naukowców nad konstrukcją bomby atomowej, o zakończeniu których Harry’ego Trumana poinformowano na Konferencji Poczdamskiej (17 lipca 1945 – 2 sierpnia 1945 r.) Wtedy to bowiem sekretarz wojny Henry Stimson obwieścił prezydentowi USA możliwość użycia broni jądrowej w najbliższym czasie. 26 lipca 1945 r. Truman ogłosił tzw. Deklarację Poczdamską, wzywającą Cesarstwo Wielkiej Japonii do bezwarunkowej kapitulacji. Tego też dnia na wyspę Tinian przybył ciężki krążownik „Indianapolis”, przywożąc elementy bomby o nazwie „Little Boy”. W tym samym czasie japoński rząd zdecydował, iż nie zgadza się postawione warunki. 

    6 sierpnia 1945 r. o godzinie 7.25 pilot amerykańskiego bombowca o nazwie „Enola Gay” przekazał, że warunki atmosferyczne and Hiroszimą są dobre. Pięćdziesiąt minut później po raz pierwszy w dziejach świata zdetonowano bombę atomową. O godzinie 8.16 (czasu Hiroszima) 508 m nad dziedzińcem szpitala Shima wybuchł „Little Boy”, zabijając około 30 proc. populacji miasta (70-90 tyś. mieszkańców). Większość znajdujących się w Hiroszimie budynków zostało zburzonych lub całkowicie uszkodzonych. Bomba eksplodowała nad miastem z oślepiającym błyskiem. Ognista kula w jednej chwili zwiększyła swą objętość. Piekielna temperatura stopiła wszystko w promieniu 300-400 m, w tym także znajdujących się w pobliżu epicentrum wybuchu ludzi. W odległości kilometra ciała ludzkie paliły się żywym ogniem. Dotkliwie poparzeni zostali ludzie znajdujący się nawet 3,5 km od miejsca eksplozji. Później pojawiła się fala uderzeniowa, zrównując z ziemią wszystko na swej drodze. Po pewnym czasie, na konające miasto spadł ciężki, czarny, radioaktywny deszcz. Gigantyczny grzyb dymu i pyłu uniósł się na wysokość 15 km i był jeszcze długo widoczny z odległości 600 km od miejsca eksplozji.

    Wydawało się, że najgorsze już nastąpiło, gdy ocalałej ludności przyszło mierzyć się z późniejszymi skutkami atomowego uderzenia. W ciągu pięciu lat na chorobę popromienną zmarły dziesiątki tysięcy ludzi. Jak się jednak okazało, nie wszyscy w ten sposób ucierpieli…

    Ludzie Boga

    W bezpośredniej bliskości epicentrum wybuchu bomby znalazło się czterech jezuitów: Hugo Lassalle, Hubert Schiffer, Wilhelm Kleinsorge i Hubert Cieślik. Zakonnikom nie tylko dane było przeżyć, lecz nie dotknęły ich także śmiercionośne skutki użycia broni jądrowej. Wiele lat później o. Schiffer na Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii (1976 r.) publicznie opowie o swojej historii, akcentując fakt, że zarówno on jak i pozostali duchowni żyją i cieszą się do tego momentu dobrym zdrowiem.

    Zgodnie z relacją, 6 sierpnia 1945 r. rankiem, gdy spożywał posiłek, coś błysnęło. W pierwszym momencie jezuita był przekonany, że w miejskim porcie eksplodował tankowiec. Następnie, jak mówił, „Nagle potężna eksplozja wstrząsnęła powietrzem. Niewidzialna siła uniosła mnie w górę, wstrząsała mną, rzucała, wirowała niczym liściem podczas jesiennej zawieruchy”. Gdy ojciec znalazł się na ziemi i otworzył oczy, zdał sobie sprawę, że wszystko wokół jego domu zostało zniszczone. On natomiast miał zaledwie zadrapania z tyłu szyi.

    Nieliczna wspólnota jezuitów, do której należał, mieszkała blisko kościoła parafialnego, oddalonego jedynie o osiem budynków od centrum wybuchu. Dom, w którym rezydowali, stał na swoim miejscu pośród zabudowań, które rozleciały się niczym domki z kart. W tym czasie, kiedy miasto niszczone było przez wybuch, wszyscy jezuici, nietknięci, oddalili się z miejsca katastrofy. Każda inna osoba, znajdująca się w tym momencie w odległości 1,5 km od centrum eksplozji, natychmiast ginęła.

    W dniu atomowej zagłady w Hiroszimie o. Schiffer miał trzydzieści lat. Kolejne lata duchowny przeżył w dobrym zdrowiu, co było przedmiotem późniejszych licznych badań, w których nie stwierdzono u niego i współbraci nigdy żadnych efektów ubocznych detonacji bomby jądrowej.

    Cud różańcowy?

    Jak można wytłumaczyć ten fenomen? Nie istnieje przecież na świecie taka broń, od skutków użycia której wolni byliby katoliccy zakonnicy. Ale jest coś, co sprawia, że takie sytuacje, jak opisana, są możliwe. Według relacji duchownych, ich cudowne ocalenie nie było dziełem przypadku. Mówili: „Jesteśmy przekonani, że przeżyliśmy, ponieważ żyliśmy przesłaniem fatimskim. Żyliśmy i codziennie głośno odmawialiśmy różaniec w naszym domu”. O. Schiffer był zdania, że od śmierci i wszystkich negatywnych następstw użycia broni atomowej uchroniła go Matka Boża. Mając na uwadze ten wręcz nieprawdopodobny przypadek, trzeba przyznać, że obecna była tam inna siła, której moc mogła przemienić energię i materię tak, by były one znośne dla ludzi. A to przekracza już naukowe wyjaśnienia.

    Ekspert w dziedzinie wybuchów jądrowych, dr Steven Rinehart z Departamentu Obrony USA, miał powiedzieć, że znajdująca się w obrębie 1 km od epicentrum wybuchu siedziba jezuitów powinna być ponad wszelką wątpliwość zniszczona i że takiego naporu ciśnienia, jakie wystąpiło po eksplozji bomby, nikt nie miał prawa w tej odległości przeżyć. Ludzie znajdujący się nawet w odległości 15 km od epicentrum wybuchu nie mieli – zdaniem naukowca – szans na przeżycie. „Rekonesans zdjęć z panoramicznego widoku z epicentrum wybuchu, gdzie znajdował się kiedyś szpital (Shima Hospital) w pobliżu domu jezuitów, ujawnił, że pozostały dwa budynki nietknięte. Sądzę nawet – mówił – że w budynkach widoczne były okna. Jednym z nich był kościół oddalany kilkaset metrów od pierwszego budynku, którego ściany wciąż stały. Jedynie zniknął dach”. Historia powtórzy się niebawem w Nagasaki, gdzie w porównywalny sposób ocaleni zostali inni zakonnicy.

    „Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” (Rdz 18,14) Z podobnym cudem możemy spotkać się na kartach Pisma Świętego. W Księdze Daniela czytamy (Dn 3,19-24):

    Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy bardziej niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Związano więc tych mężów w ich płaszczach, obuwiu, tiarach i ubraniach, i wrzucono do rozpalonego pieca. Ponieważ rozkaz króla był stanowczy, a piec nadmiernie rozpalony, płomień ognia zabił tych mężów, którzy wrzucili Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Trzej zaś mężowie, Szadrak, Meszak i Abed-Nego, wpadli związani do środka rozpalonego pieca. I chodzili wśród płomieni wysławiając Boga i błogosławiąc Pana.

    Niewątpliwie w historiach z Hiroszimy i Nagasaki znajdziemy jeszcze jedną wskazówkę, którą bardzo dobrze da się streścić w słowach przekazanych przez wizjonerkę z Fatimy, siostrę Łucję dos Santos, księdzu Augustínowi Fuentes z meksykańskiej diecezji w Veracruz:

    Proszę zauważyć, księże, że w tym ostatnim czasie, który przeżywamy, Matka Boża nadała modlitwie różańcowej nową skuteczność. Dała nam tę skuteczność w taki sposób, że nie ma takiego problemu, przejściowego czy duchowego, jak bardzo trudnym by nie był, w naszym życiu osobistym, w życiu naszych rodzin, świata czy zakonnych wspólnot, a nawet w dziejach ludów i narodów, których by nie rozwiązał różaniec. Oświadczam, nie ma tak trudnego problemu, którego by nie rozwiązał różaniec. Dzięki różańcowi się uratujemy. Uświęcimy. Pocieszymy Pana Jezusa i uzyskamy zbawienie dla wielu dusz.

    Anna Nowogrodzka-Patryarcha/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    25 MARCA

    UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO

    zdjecie
    fot.naszdziennik.pl


    GODZ. 18.00 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    GODZ. 18.30 – NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    GODZ. 19.00 – MSZA ŚW.

    Fundacja Solo Dios Basta zaprasza do modlitwy o nazwie „Adoracja bez granic”. Chodzi o wspólną adorację Najświętszego Sakramentu w dniu święta Zwiastowania Pańskiego 25 marca.

    Szczegółowe informacje o wydarzeniu są na stronie www.AdoracjaBezGranic.pl. Tam można sprawdzić mapę kościołów, w których będzie całodobowa adoracja.

    Jezus czeka na nas w tym sakramencie miłości. Nie odmawiajmy Mu naszego czasu, aby pójść spotkać Go w adoracji, w kontemplacji pełnej wiary, otwartej na wynagrodzenie za ciężkie winy i występki świata. Niech nigdy nie ustanie nasza adoracja.

    (św. Jan Paweł II o konieczności nieustannej adoracji Boga ukrytego w Hostii)

    Intencją tej modlitwy jest przede wszystkim: pokuta za nasze grzechy, o nawrócenie nas samych, o wybór „za życiem”, o pokój na świecie, a zwłaszcza na Ukrainie!

    Trwajmy w łasce uświęcającej, codzienne odmawiajmy różaniec w rodzinach, podejmujmy akty pokutne i często adorujmy Najświętszy Sakrament.

    Dzień Zwiastowania Pańskiego jest także Dniem Świętości Życia i duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

    CAŁONOCNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU W KAPLICY SIÓSTR BENEDYKTYNEK W LARGS. POCZĄTEK ADORACJI – PIĄTEK 25 MARCA GODZ.21.00. ZAKOŃCZENIE ADORACJI MSZĄ ŚW. W SOBOTĘ O GODZ. 5 RANO. PRZED MSZĄ ŚW. – GODZINKI KU CZCI NMP.

    fot.saletyni.pl

    ______________________________________________________________________________________________

    W ŚWIĘTO ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO 25 marca 2022 roku o godz. 17.00 w Bazylice św. Piotra w Rzymie papież Franciszek wraz z całym Kościołem dokonał odnowienia uroczystego Aktu poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Pannie.

    ***

    Akt poświęcenia świata przez Jana Pawła II

    1. “Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko!” Ze słowami tej antyfony, którą modli się od wieków Chrystusowy Kościół, stajemy dzisiaj przed Tobą, Matko, w czasie Jubileuszowego Roku naszego odkupienia. Stajemy w szczególnym poczuciu jedności z wszystkimi Pasterzami Kościoła, stanowiąc jedno ciało i jedno kolegium tak, jak z woli Chrystusa Apostołowie stanowili jedno ciało i jedno kolegium z Piotrem. W poczuciu tej jedności wypowiadamy słowa niniejszego Aktu, w którym raz jeszcze pragniemy zawrzeć “nadzieje i obawy” Kościoła w świecie współczesnym. Przed czterdziestu laty, a także w dziesięć lat później, Twój sługa papież Pius XII, mając przed oczyma bolesne doświadczenia rodziny ludzkiej, zawierzył i poświęcił Twemu Niepokalanemu Sercu cały świat, a zwłaszcza te narody, które ze względu na swą sytuację stanowią szczególny przedmiot Twej szczególnej miłości i troski. Ten świat ludzi i narodów mamy przed oczami również dzisiaj; świat kończącego się drugiego tysiąclecia, świat współczesny, nasz dzisiejszy świat! Kościół na Soborze Watykańskim II odnowił świadomość swego posłannictwa w świecie, pomny na słowa Pana: “Idźcie? i nauczajcie wszystkie narody? oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,19-20). I dlatego, o Matko ludzi i ludów, Ty która znasz “wszystkie ich cierpienia i nadzieje”, Ty, która czujesz po macierzyńsku wszystkie zmagania pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światłem i ciemnością, jakie wstrząsają współczesnym światem – przyjmij nasze wołanie skierowane w Duchu Przenajświętszym wprost do Twojego Serca i ogarnij miłością Matki i Służebnicy Pańskiej ten nasz ludzki świat, który Ci zawierzamy i poświęcamy, pełni niepokoju o doczesny i wieczny los ludzi i ludów. W szczególny sposób zawierzamy Ci i poświęcamy tych ludzi i te narody, które tego zawierzenia i poświęcenia najbardziej potrzebują. “Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko! Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych!”  

    2. Oto stojąc dzisiaj przed Tobą, Matko Chrystusa, pragniemy wraz z całym Kościołem, wobec Twego Niepokalanego Serca, zjednoczyć się z poświęceniem, w którym Syn Twój, z miłości ku nam, oddał się Ojcu: “Za nich – powiedział – Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17,19). Pragniemy zjednoczyć się z Odkupicielem naszym w tym poświęceniu za świat i ludzkość, które w Jego Boskim Sercu ma moc przebłagać i zadośćuczynić. Moc tego poświęcenia trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercu człowieka i w jego dziejach: jakie też rozniecił w naszych czasach. O jakże głęboko czujemy potrzebę poświęcenia za ludzkość i świat: za nasz współczesny świat w jedności z samym Chrystusem! Odkupieńcze dzieło Chrystusa ma się stawać przecież udziałem świata przez Kościół. Wyrazem tego jest obecny Rok Odkupienia: nadzwyczajny Jubileusz całego Kościoła. Bądź błogosławiona w tym Świętym Roku, Ty nade wszystko, Służebnico Pańska, która najpełniej jesteś posłuszna Bożemu wezwaniu! Bądź pozdrowiona Ty, która jesteś cała zjednoczona z odkupieńczym poświęceniem Twojego Syna! Matko Kościoła! Przyświecaj ludowi Bożemu na drogach wiary, nadziei i miłości! Pomóż nam żyć całą prawdą Chrystusowego poświęcenia za całą rodzinę ludzką w świecie współczesnym.  

    3. Zawierzając Ci, o Matko, świat, wszystkich ludzi i wszystkie ludy, zawierzamy Ci także samo to poświęcenie za świat, składając je w Twym macierzyńskim Sercu. O Serce Niepokalane! Pomóż przezwyciężyć grozę zła, która tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości! Od głodu i wojny, wybaw nas! Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny, wybaw nas! Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania, wybaw nas! Od nienawiści i podeptania godności dzieci Bożych, wybaw nas! Od wszelkich rodzajów niesprawiedliwości w życiu społecznym, państwowym i międzynarodowym, wybaw nas! Od deptania Bożych przykazań, wybaw nas! Od usiłowań zdeptania samej prawdy o Bogu w sercach ludzkich, wybaw nas! Od przytępienia wrażliwości sumienia na dobro i zło, wybaw nas! Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu, wybaw nas! Wybaw nas! Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi! Nabrzmiałe cierpieniem całych społeczeństw! Pomóż nam mocą Ducha Świętego przezwyciężać wszelki grzech: grzech człowieka i “grzech świata”, grzech w każdej jego postaci. Niech jeszcze raz objawi się w dziejach świata nieskończona zbawcza potęga Odkupienia: potęga Miłości miłosiernej! Niech powstrzyma zło! Niech przetworzy sumienia! Niech w Sercu Twym Niepokalanym odsłoni się dla wszystkich światło Nadziei! 

    Rzym, 25 marca 1984

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czy poświęcenie Rosji Matce Bożej zatrzyma wojnę?

    Prorocze słowa abpa Sheena o przesłaniu z Fatimy

    Czy poświęcenie Rosji Matce Bożej zatrzyma wojnę? Prorocze słowa abpa Sheena o przesłaniu z Fatimy - zdjęcie
    fot. János Korom Dr. from Wien, Austria – Fatima 0751 via: Wikipedia CC BY-SA 2.0

    ***

    Papież Franciszek 25 marca 2022 roku ma dokonać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Powraca, więc wołanie Matki Bożej z Fatimy, która prosiła o dokonanie takiego aktu, zapewniając, że przyniesie on pokój. Czy dokonanie zawierzenia zatrzyma wojnę na Ukrainę? Amerykański hierarcha – abp Fulton Sheen w swojej książce „Komunizm i sumienie zachodu” wyjaśnia wstrząsające słowa Maryi wypowiedziane w portugalskiej miejscowości i nawołuje do podjęcia konkretnych działań, które mają wprowadzić pokój. Przeczytaj premierowo fragment.

    Proroctwo z Fatimy się wypełnia?

    13 maja 1917 roku, w parafii Fatima w Portugalii troje dzieci – Hiacynta, Franciszek i Łucja – pasło owce, kiedy dzwony z wieży parafialnego kościoła zadzwoniły na Anioł Pański. Mali pastuszkowie uklęknęli i – jak to mieli w zwyczaju – odm wili razem różaniec. Kiedy skończyli, postanowili wybudować „mały domek”, w którym mogliby się chronić w burzowe dni. Małym architektom przeszkodził jednak oślepiający błysk. Z niepokojem spojrzeli w niebo. Nawet jedna chmurka nie przesłaniała blasku południowego słońca. Przestraszone dzieci rzuciły się do ucieczki, ale zaledwie dwa kroki przed nimi, wśród liści wiecznie zielonego dębu, ujrzały „piękną panią”, od której bił blask jaśniejszy niż słońce. Wykonując gest macierzyńskiej dobroci, piękna pani powiedziała: „Nie bójcie się, nie zrobię wam nic złego”. Dłonie miała złożone jak do modlitwy na wysokości piersi. Na prawej ręce miała zawieszony różaniec z lśniących pereł ze srebrnym krzyżem. Jej niewypowiedzianie piękną twarz spowijał blask jasny jak słońce, ale malował się na niej wyraz lekkiego smutku.

    Pierwsza odezwała się Łucja:

    – Skąd pani jest?

    – Jestem z nieba – odpowiedziała piękna pani.

    – Z nieba! A dlaczego pani tu przyszła? – zapytała Łucja.

    – Przyszłam was prosić, abyście przychodzili tu przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia, o tej samej godzinie. Potem powiem wam, kim jestem i czego chcę […].

    Odnosząc się do zapowiadanej wojny, Łucja mówiła: „Będzie straszna, straszna”. Kary Boże zawsze są warunkowe i można je odwrócić dzięki pokucie. Trzeba zwrócić uwagę, że Matka Boża powiedziała, iż drugiej wojny światowej można uniknąć, dodała bowiem:

    – Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy

    swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a ojciec święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą.

    Niemniej jednak przesłanie kończy się słowami nadziei i radości:

    – Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie.

    Czy ten czas zapowiadanego pokoju właśnie minął?

    Królowa Nieba czuwa nad swoimi dziećmi

    Nie zależy nam na udowadnianiu autentyczności zjawiska, które miało miejsce w Fatimie. Ci, którzy wierzą w królestwo ducha i w Matkę Bożą, nie potrzebują dowodów, a ci, którzy odrzucają Ducha, i tak by tych dowodów nie przyjęli. Powinniśmy natomiast zastanowić się, jakie znaczenie należy przypisywać „tańcowi słońca”, który wielu ludzi widziało w dniu 17 października 1917 roku. Niczego nie możemy powiedzieć na pewno, ponieważ jednak ogólne wrażenie było przerażające, możemy pokusić się o pewne spekulacje. Czy mogła to być zapowiedź dnia, w którym ludzie ukradną część energii atomowej ze Słońca i użyją jej nie do oświetlenia świata, ale do zrzucenia bomby z nieba na bezbronną ludność?

    W czasach, kiedy klęska głodu dotykała ziemię, kiedy wojny niszczyły gromadzone przez stulecia dziedzictwo ludzkości, kiedy człowiek był człowiekowi wilkiem, kiedy wielkie obozy koncentracyjne niczym Moloch pochłaniały miliony ludzkich istnień, ludzie zawsze mogli spoglądać ku niebu z nadzieją. Chociaż bowiem ziemia była okrutna, przynajmniej niebiosa pozostawały dla nas łaskawe. Czy to objawienie jest zapowiedzią, że na pewien czas niebiosa również zwrócą się przeciwko ludziom, a ogień z nieba zostanie skierowany przeciwko bezbronnym dzieciom Bożym? Nie wiemy, czy była to zapowiedź bomby atomowej. Jedno jednak jest pewne – nie oznaczało ono końca nadziei. Między ciemnymi chmurami wciąż bowiem widoczna jest wizja Pięknej Pani w niebiosach, która ma księżyc pod stopami, wieniec z gwiazd nad głową i jest obleczona w słońce. Niebiosa nie są nastawione przeciwko nam i nie dokonają zniszczenia, dopóki Ona jest Królową Nieba.

    Godzina zła nadeszła

    Być może jednak warto się zastanowić, dlaczego Wszechmogący Bóg w swojej opatrzności uznał za stosowne dać nam w tym czasie objawienie swojej Najświętszej Matki, aby ponownie zwrócić nas ku modlitwie i pokucie. Natychmiast przychodzi na myśl jedno wyjaśnienie. Ponieważ świat stracił Chrystusa, możliwe, że odzyska Go za pośrednictwem Maryi. Gdy nasz Najświętszy Pan miał dwanaście lat, zagubił się. Wtedy odnalazła Go Jego Matka. Teraz, kiedy znowu straciliśmy Go z oczu, być może właśnie dzięki Maryi świat odzyska swojego Boga i Zbawiciela. Inne wyjaśnienie może być takie, że Boża opatrzność kobiecie dała moc pokonania zła. W tym strasznym dniu, gdy zło po raz pierwszy pojawiło się na świecie, Bóg tak przemówił do węża w ogrodzie Eden: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę” [Rdz 3, 15]. Innymi słowy, zło będzie miało potomstwo. Ale dobro też doczeka się potomstwa. To dzięki potędze kobiety zło zostanie pokonane.

    Obecnie żyjemy w godzinie zła. Chociaż bowiem do dobra należy dzień, zło ma swoją godzinę. Nasz Pan, Jezus Chrystus, zapowiedział to w chwili, gdy Judasz przyszedł do Ogrodu Oliwnego: „To jest wasza godzina i panowanie ciemności” [Łk 22, 53]. W tej godzinie zło może tylko zgasić światła nad światem – ale może to zrobić. Skoro zatem żyjemy w godzinie zła, jak inaczej mamy przezwyciężyć ducha Szatana, jeśli nie mocą Kobiety, której Wszechmocny Bóg dał nakaz zmiażdżenia głowy węża?

    Objawienia fatimskie są dla nas przypomnieniem, że żyjemy we wszechświecie moralnym, w którym zło pokonuje samo siebie, a dobro samo podtrzymuje swoje istnienie. Są przypomnieniem, że zasadnicze problemy tego świata nie dotyczą polityki czy ekonomii, lecz ludzkich serc i dusz, a odnowa duchowa jest warunkiem polepszenia sytuacji społecznej. Rosja Radziecka nie jest jedynym zagrożeniem dla Zachodu. Za większe zagrożenie uznać należy proces niszczenia duchowości w świecie zachodnim, któremu Rosja nadała polityczną formę i społeczną substancję. Według słów Matki Bożej Fatimskiej druga wojna światowa wybuchła, ponieważ nie było poprawy ludzkich serc i dusz.

    Objawienia fatimskie były dla chrześcijan niezwykle przejmującym przypomnieniem, że tak zwany problem rosyjski jest problemem chrześcijan. Przypomnieniem, że wojna, obelgi i ataki nie wprowadzą Rosji do grona narodów kochających wolność. Można to zrobić tylko poprzez modlitwę, pokutę i zadośćuczynienie.

    Fronda.pl/fragment pochodzi z książki „Komunizm a sumienie zachodu” abp Fultona Sheena

    ______________________________________________________________________________

    Abp Fulton J. Sheen „Komunizm a sumienie Zachodu”

    O błędach wobec Rosji

    Instytut Globalizacji wydał jedną z ważniejszych książek abp Sheena, której przesłanie stało się nadzwyczaj aktualne w obecnej sytuacji międzynarodowej.

    Autor książki stawia szokującą tezę, że uległość świata zachodniego wobec ideologii komunistycznej, a nawet przyjmowanie jej elementów, jest dla niego zgubne. „Cechą charakterystyczną każdej upadającej cywilizacji jest brak świadomości mas o rozgrywającej się tragedii” – pisze Sheen.

    Zachód zachłysnął się leseferyzmem, człowiek oderwał się od wspólnoty religijnej i został wchłonięty przez wspólnotę polityczną. W kulturze dominuje jedyna emocja: rozpacz. Doszło także do powstania nowego typu liberalizmu lewicowego, będącego zaprzeczeniem wartości klasycznych. „Stary liberał był obrońcą kapitalizmu; nowy liberał działa przeciwko kapitalizmowi i żąda jakiejś formy kolektywizmu lub kontroli państwa. Stary liberał chciał wolności prasy, mowy i sumienia w granicach demokracji; nowy liberał działając przeciwko staremu liberalizmowi, chce wolności bez granic jako jej zabezpieczenia. Stary liberał buntował się przeciwko opodatkowaniu bez odpowiedzialności; nowy liberał żąda opodatkowania jako jałmużny bez odpowiedzialności”. Trudno o bardziej trafną diagnozę.

    Wychodzimy z pewnej epoki. Odejście od wolności powoduje, że niereligijna era cywilizacji, zapoczątkowana przez Oświecenie kończy się. Wchodzimy w ostatnią fazę religijną, w której konflikt toczy się między braćmi w Chrystusie, a towarzyszami Antychrysta. Na naszych oczach toczy się ostateczne zmaganie między Bogiem „Jestem, który Jestem” a demonem „jestem, którego nie ma”. Bo szatan, książę tego świata, próbuje udowodnić, że nie istnieje. „Jego logika jest prosta: skoro nie ma nieba, to nie ma piekła; skoro nie ma piekła, nie ma też grzechu; skoro nie ma grzechu, nie ma też sądu, a skoro nie ma sądu to zło jest dobrem, a dobro złem” – zauważa autor.

    Sheen zwraca uwagę na walkę, która toczy się na wielu płaszczyznach: ideologii, polityki, gospodarki, a co najważniejsze – na płaszczyźnie duchowej. Poszczególne rozdziały poświęcone są naturze komunizmu oraz wpływowi, który wywarł na świat i Rosję. Rosję, która działa wbrew Rosjanom i dzisiaj pokazuje swą najbardziej przerażającą twarz.

    PCh24.pl

    _____________________________________________________________________________________________________________

    Grzegorz Górny dla Frondy:

    Orędzie z Fatimy jest aktualne! Błędy Rosji nie zniknęły wraz z upadkiem komunizmu

    „Błędy Rosji, o których mówiła Matka Boża w swym objawieniu, nie zniknęły wraz z upadkiem komunizmu” – podkreślał w rozmowie z portalem Fronda.pl w 2017 roku Grzegorz Górny. Dziś te słowa zdają się być jeszcze bardziej aktualne. 

    Fronda.pl: 13 maja 1917 roku miało miejsce pierwsze objawienie w Fatimie. Jakie jest według Pana główne przesłanie orędzia fatimskiego?

    Grzegorz Górny: Można to rozpatrywać na kilku poziomach. Pierwszy jest to poziom duchowy i osobisty, a więc wezwanie do modlitwy, a zwłaszcza modlitwy różańcowej, pokuty i nawrócenia serca. Drugi poziom, również duchowy, jest jednak bardziej zbiorowy, dotykający wymiaru eklezjologicznego. Jest on związany z wezwaniem Matki Bożej do spełnienia dwóch warunków: nabożeństwa pierwszych pięciu sobót miesiąca i poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Pierwszy warunek skierowany jest do całego Kościoła, czyli wszystkich wierzących, a drugi do papieża w łączności z biskupami całego świata. W końcu można też powiedzieć o wymiarze bardziej intelektualnym.

    Co ma Pan na myśli?

    Mówiąc o aspekcie intelektualnym, trzeba uświadomić sobie, że wymiar duchowy i ziemski cały czas przenikają się między sobą. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że naszym dziejom towarzyszy historia zbawienia i że żyjemy zanurzeni w dwóch rzeczywistościach, a nasze wybory – nawet polityczne, zawodowe, publiczne – mają swój wymiar duchowy i moralny. Z drugiej strony nasze praktyki duchowe, takie jak post czy modlitwa, mogą mieć wymiar oddziałujący na sferę publiczną.

    Czyli to, że Bóg objawił się poprzez Maryję w trakcie I wojny światowej przypomina, że działa On w historii?

    Całe Objawienie chrześcijańskie mówi o tym, że Bóg działa w historii, był i jest nadal w niej obecny. Można powiedzieć za Benedyktem XVI, że Bóg jest Panem historii i świat nie wypadł z jego ręki.

    Czy dla Polski, kraju, w którym pobożność Maryjna odgrywa ważną rolę, setna rocznica objawień fatimskich jest szczególnie istotna?

    Fatima jest szczególnie związana z Polską bardziej nawet niż z jakimkolwiek innym krajem, poza Portugalią. Jest tak z kilku względów. Po pierwsze, z powodu osoby Jana Pawła II, papieża, który postanowił wypełnić orędzie fatimskie, a więc spełnić warunki, o których mówiła Matka Boża w Fatimie. Po drugie, Polska była drugim krajem na świecie po Portugalii, który dokonał zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, bo już w 1946 roku. Stało się to z inicjatywy prymasa Augusta Hlonda, którego zachęcił do tego podczas II wojny światowej papież Pius XII. Polska była właściwie pierwszym krajem, który na szeroką skalę podjął objawienie fatimskie zaraz po wojnie, z tymże potem od ok. 1948 roku było to bardzo mocno tłumione przez władze komunistyczne. W swojej książce „Tajemnice Fatimy” opisuję przykład Franciszkanów, skazanych na kilka lat więzienia tylko za to, że przepisywali ręcznie i odbijali przez kalkę treść orędzia fatimskiego.

    Orędzie z Fatimy jest nadal aktualne?

    O tym mówił papież Benedykt XVI w 2010 roku w Fatimie. Powiedział wówczas, że „łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. Dał tym samym do zrozumienia, że to objawienie jest nadal aktualne, bo aktualne jest wezwanie do nawrócenia i pokuty. Z drugiej strony błędy Rosji, o których mówiła Matka Boża w swym objawieniu, nie zniknęły wraz z upadkiem komunizmu, ale o tym szerzej piszę w swojej książce, której rozdział pt. „Antydekalog” poświęcam temu problemowi.

    Dziękuję za rozmowę.

    Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Putin to fałszywa alternatywa. Prawdziwą jest Fatima

    Odmawiajcie codziennie Różaniec
    Obraz Matki Bożej Fatimskiej w głównym ołtarzu sanktuarium w Turzy/fot. Przemysław Kucharczyk/Gość Niedzielny

    ***

    Przesłanie z Fatimy jest kluczem do interpretacji dramatycznych wydarzeń z ostatnich dwóch lat. W szczególności zaś tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie. Zrozumiałe, że to doświadczenie powinno być obce współczesnemu człowiekowi zanurzonemu w relatywizmie. Najbardziej jednak uderza ślepota tak wielu katolików niezdolnych, by wznieść się na poziom, który pozwala pojąć te wydarzenia mające miejsce w dramatycznych godzinach historii. A po pandemii Covid doświadczamy dramatycznej godziny wojny.

    Fakty są następujące: 21 lutego 2022 roku Władimir Putin w przemówieniu do narodu ogłosił uznanie niepodległości separatystycznych republik Doniecka i Ługańska, a następnie zlecił, by oddziały weszły w do rejonu Donbasu w celu zapewnienia pokoju. 24 lutego Putin ogłosił w kolejnym przemówieniu, że autoryzował specjalną operację militarną nie tylko w Donbasie, ale także na wschodniej Ukrainie. Rosyjska inwazja na Ukrainę wkrótce okazała się dużo większa i bardziej tragiczna niż tego oczekiwano, wywołując na całym świecie atmosferę głębokiego lęku.

    Jak zareagowały Włochy i Zachód w obliczu rosyjskiej agresji wymierzonej w Ukrainę? Z jednej strony był to wybuch uczuć oburzenia i solidarności z narodem ukraińskim. Jednakże z drugiej strony pojawiło się poczucie sympatii do inicjatywy Putina, co spowodowało powstanie frontu, który nazwę kolaboranckim. Określenie kolaboracjonizm wskazuje w języku politycznym na ideologiczne wsparcie dla obcego państwa, które dokonuje inwazji. Termin ten został ukuty w czasie II wojny światowej, by określić współpracę z hitlerowcami na okupowanych przez nich terytoriach.

    Kolaboracjonizm nie jest jedynie aktem kolaboracji, lecz ideologią – jednoznacznie lub w pewien sposób domniemaną. To zjawisko wskazuje, że inwazja Rosji na Ukrainę zasługuje na analizę pod względem trzech różnych ekspresji, jakie przybrała do tej pory.

    Pierwsze stanowisko należy do tych, którzy mówią lub myślą, że Putin całkowicie nie ma racji, ale że wygrywa i że stawianie mu oporu doprowadzi Europę i Ukrainę do większego zła niż zło inwazji. Na przykład według włoskiego dziennikarza Vittoria Feltriego, Zełeński jest gorszy od Putina, któremu wydał na rzeź swój nieprzygotowany naród. Cytuję: „Ukraiński lider powinien był się poddać i nie stawiać oporu. W rzeczywistości lepiej być pokonanym niż martwym”. Otóż „lepiej być pokonanym niż martwym” to slogan, który zawiera filozofię życia tych, którzy stawiają swój partykularny interes ponad wszelkie inne względy wyższego porządku. Nie ma wartości czy dóbr jakkolwiek wysokich, dla których warto się poświęcić i umrzeć.

    Jeśliby preferować rosyjską inwazję nad oporem, to oznacza, że życie – życie materialne – tak spokojne i długie, jak to możliwe, jest najwyższym i podstawowym dobrem. Jest to filozofia życia pacyfisty, który w latach 90. XX wieku, kiedy sowieci instalowali swoje pociski SS przeciwko Europie, sprzeciwiał się pociskom NATO sloganem: „Lepiej być czerwonym niż martwym”. To filozofia życia tych, którzy w 1939 roku zastanawiali się, czy słuszne było umierać za Gdańsk, według sloganu zainicjowanego przez socjalistycznego deputowanego Marcela Déata. Argumentowano, że nie było warto ryzykować wojny dla obrony miasta Gdańska, którego podbiciem ambicja Hitlera prawdopodobnie byłaby zaspokojona. A socjalista Déat będzie znany z założenia partii z inspiracji narodowo-socjalistycznych reprezentując typowy przykład kolaboracjonizmu.

    Jeśli jest to stanowisko, które zająć trzeba w obliczu agresora, to żądania Putina należy zaspokoić, by uniknąć śmierci i cierpienia ludzi. Nawet jeśli po Ukrainie miałby najechać kraje bałtyckie, a stosując szantaż nuklearny również Europę Zachodnią. Taka jest ta logika. Ukraińscy mężczyźni, którzy nie opuszczają swojego kraju albo wracają, by walczyć po zapewnieniu bezpieczeństwa swoich rodzin na Zachodzie – porzuceni przez relatywistyczną i bezwzględną Europę – wyrażają swoim wyborem przeciwną filozofię życia. To filozofia ludzi gotowych by poświęcić własne życie dla swojej wiary, z miłości do wolności i niepodległości swojej ojczyzny, z miłości do honoru i osobistej godności. Prawdziwy postęp, prawdziwy rozwój życia narodów jest silnie związany z tym duchem poświęcenia. To tutaj rodzą się uosobienia świętości i heroizmu.

    Drugie stanowisko kolaboracjonizmu można sformułować następująco: Putin nie ma racji, ale nie dotyczy to tylko jego. Albo – co sprowadza się do tego samego – Putin także ma swoje powody. Jakie są te powody? Na przykład fakt, że po upadku Muru Berlińskiego Zachód rzekomo upokorzył Rosję otaczając jej terytorium oddziałami NATO. Wydaje się to być rozsądny argument. Jednak, jeśli chcemy być całkowicie rozsądni, musimy pamiętać, że NATO zrodziło się jako system obrony przeciwko wojskom Paktu Warszawskiego; że Rosja nie wygrała, ale przegrała zimną wojnę i że zimna wojna pomiędzy dwiema superpotęgami wynikła z niefortunnego pokojowego Traktatu Jałtańskiego z lutego 1945 roku. Wówczas za zgodą zachodnich rządów Europę podzielono na dwie strefy wpływów. A komunizm sowiecki stał się absolutnym panem Europy Wschodniej.

    Pokój jałtański, który redefiniował granice Europy po II wojnie światowej, był z kolei owocem Traktatu Wersalskiego, który obarczył Niemcy całkowitą odpowiedzialnością za I wojnę światową. Narzucił też ciężkie sankcje na Niemcy i przekazał Polsce korytarz gdański. Czy powinniśmy powiedzieć, że Hitler miał swoje powody najechać Polskę, ponieważ miasto Gdańsk nie było mniej niemieckie niż Donbas rosyjski? Jakiekolwiek były jego powody, Hitler miał plan, który był równie ekspansyjny, jak plan Putina. A dzisiejszy historyk, tak jak wczorajszy polityk, nie zgadza się z Nevillem Chamberlainem, który 30 września 1938 r. wrócił triumfalnie z Monachium z kruchym pokojem w ręku. Ale zgadzamy się z Winstonem Churchillem, który powiedział: Otrzymaliście wybór pomiędzy wojną a hańbą, my wybraliśmy hańbę a i tak będziemy mieli wojnę.

    Być może po to, by uniknąć tego łatwego zastrzeżenia, kolaboracjonizm popada w trzecią formułę, bardziej spójną, ale jednocześnie bardziej zaskakującą niż pierwsze dwie. Przedstawiając prosto: wojna Putina jest wojną sprawiedliwą, a jeśli jest to wojna sprawiedliwa, opór ukraińskiego narodu jest niesprawiedliwy, a zachodnie sankcje na Rosję są niesprawiedliwe, ponieważ sankcje stosuje się wobec tych, którzy nie mają racji. A nie wobec tych, którzy mają rację.

    A dlaczego Putin miałby mieć rację, dlaczego jego wojna miałaby być sprawiedliwa? Nie tylko dlatego, że broni interesów narodowych swojego kraju zawstydzonego przez Zachód, jak mówią, ale ponieważ jego wojna ma wymiar etyczny. Jak Cerkiew prawosławna nas zapewnia słowami moskiewskiego patriarchy Cyryla, Putin walczy przeciwko zdeprawowanemu Zachodowi, który autoryzuje parady dumy gejowskiej. Ponadto sam Putin często przedstawia się jako obrońca rodziny i wartości tradycyjnych porzuconych przez Zachód.

    Jednakże w przemówieniu dla Klubu Wałdajskiego 22 października 2021 roku, w którym Putin zaatakował teorię gender i cancel culture, przyznał, że Rosja doświadczyła na długo przed Zachodem moralnej degradacji, którą on teraz potępia. 7 grudnia 1917 roku, kilka tygodni po przejęciu władzy przez bolszewików wprowadzono rozwody w Rosji. A aborcję zalegalizowano w roku 1920. I był to pierwszy raz na świecie, że zrobiono to bez żadnych ograniczeń. I to w Rosji wprowadzono przejście od rewolucji politycznej do rewolucji seksualnej, z np. eksperymentalnym przedszkolem Very Schmidt.

    Był to eksperyment stworzony w 1921 r. w centrum Moskwy, gdzie dzieci wprowadzano w przedwczesną seksualność. Hamulce dla aborcji i rewolucji seksualnej wprowadził jednak nie Putin, ale Stalin w 1936 roku. Uświadomił sobie bowiem, że jego polityka siły będzie podminowana przez upadek moralności w Rosji. I Putin kontynuuje w podobnym duchu. Rosja jest dzisiaj krajem charakteryzującym się aborcjami i rozwodami, mając największy wskaźnik rozwodów na świecie. Nawet jeśli zakazuje parad gejowskich.

    A jakie są tradycyjne wartości, z których Putin czerpie swą inspirację? Są to wartości moskiewskiego patriarchatu, który dzisiaj polega na Putinie, tak jak wczoraj polegał na Stalinie. Putin z kolei, podobnie jak Stalin, polega na patriarchacie moskiewskim. Patriarchat moskiewski wykorzystuje władzę polityczną, by bronić prymatu prawosławia. A państwo korzysta z Cerkwi, by skonsolidować poczucie tożsamości i patriotyzmu rosyjskiego narodu.

    Rosyjska misja imperialna nie koresponduje jedynie z geopolitycznymi ambicjami Putina, ale także z wymogami patriarchy Cyryla, który powierzył Putinowi misję stworzenia euroazjatyckiego III Rzymu na ruinach II katolickiego Rzymu, którego przeznaczeniem jest zniknąć, jak całego Zachodu. Jednak czy katolik może zaakceptować tę perspektywę? To ogromnie godne pożałowania, że katolicki arcybiskup taki jak Carlo Maria Viganò przedstawia wojnę Putina jako wojnę sprawiedliwą w celu pokonania Zachodu.

    Otóż Zachód jest pierworodnym synem Kościoła, dzisiaj coraz bardziej oszpeconym przez rewolucję, ale wciąż pierworodnym. Europejczyk, który się tego wypiera pod pretekstem walki z Nowym Ładem Światowym jest jak syn, który wypiera się swojej matki. Ponadto Nowy Ład Światowy jest starą utopią, która została zastąpiona nowym światowym nieładem. Władimir Putin jest jak George Soros agentem światowego nieładu. Putin, jak zauważa międzynarodowy ekspert Bruno Maçães, jest przekonany, że chaos jest fundamentalną energią władzy i że z dobrego powodu może on być uważany za Yaldabaotha, gnostyckiego demiurga, syna chaosu i lidera duchów świata podziemnego. A nowy nieporządek światowy przypomina nam o nieporządku doświadczonym przez zachodnie cesarstwo rzymskie pod wpływem inwazji barbarzyńców. 

    Wśród dat, które przeszły do historii, zapisał się 31 grudnia 406 r., kiedy masy ludów germańskich przekroczyły skuty lodem Ren i wtargnęły w granice imperium. Jeden z tych ludów, Wandalowie, wtargnęli do Galii, przeszli Pireneje, przekroczyli Cieśninę Gibraltarską, podzielili prowincje rzymskiej Afryki. Imperium rzymskie było pogrążone w relatywizmie i hedonizmie, tak jak Zachód jest dzisiaj. Jednym z wiodących centrów zepsucia była Kartagina. Stolica rzymskiej Afryki cieszyła się reputacją raju dla homoseksualistów.

    Ówczesny chrześcijański autor Salwian z Marsylii pisze, że barbarzyńskie armie potykały się wokół murów Kartaginy, kiedy chrześcijańscy wierni z miasta bawili się w cyrkach i szli do teatrów. Niektórym z nich podcinano gardła poza murami, gdy inni wciąż cudzołożyli w murach – pisze Salwian. Wandalowie zamiast tego, jak ludy germańskie opisane przez Tacyta, żyli w ascezie, niezepsuci przez pokusę publicznych widowisk, nie pobudzani bankietami. Ponieważ, jak pisze Tacyt, nie sprzyjają przywarom, a bycie zepsutym nie jest nazywane modą.

    Co powinni byli zrobić chrześcijanie? Otworzyć bramy Wandalom? Kilka kilometrów od Kartaginy w mieście Hippona, gdzie był biskupem, św. Augustyn medytował właśnie nad inwazją barbarzyńców, gdy skomponował swoje arcydzieło „Państwo Boże”. Prefektem rzymskiej Afryki był Bonifacjusz, wierny przyjaciel św. Augustyna, którego Prokopiusz z Cezarei, wraz z Flawiuszem Aecjuszem, nazwał „ostatnim prawdziwym Rzymianinem”.

    Biskup Hippony, św. Augustyn, nie wzywał do poddania, ale do stawiania oporu barbarzyńcom. I napisał do Bonifacjusza: „Pokoju nie szuka się, by wywołać wojnę, ale wojnę prowadzi się, by uzyskać pokój. A zatem pielęgnuj ducha pokoju, aby w zwycięstwie móc poprowadzić do dobra pokoju tych, których pokonasz”. Bonifacjusz zawarował się w Hipponie, oblegany przez Wandalów. A podczas oblężenia, które trwało 14 miesięcy, św. Augustyn zmarł w sierpniu 430 r. w wieku 76 lat. Dopiero, kiedy zamilkł jego głos, Wandalowie zdobyli miasto. Opór Bonifacjusza pozwolił wschodnim wojskom wylądować w Afryce i połączyć swoje siły z siłami Bonifacjusza.

    W ciągu tych samych lat inni biskupi zachęcali do oporu przeciwko barbarzyńcom. Św. Nikazy udał się na śmierć w katedrze w Reims. Św. Eksuperiusz, biskup Tuluzy, stawiał opór Wandalom, aż do swojej deportacji. Święty Lupus bronił Troyes, którego był biskupem. Święty Anian, biskup Orleanu, zorganizował obronę swojego miasta przeciwko Hunom, pozwalając rzymskim legionom dopaść Attylę i pokonać go. Katoliccy biskupi nie powiedzieli: Lepsi barbarzyńcy niż śmierć.

    Jeśli chcemy pozbyć się wojny, musimy pozbyć się przyczyn wojny. A prawdziwą i głęboką przyczyną wojny, pandemii i kryzysu gospodarczego, który nabiera kształtu na horyzoncie, są grzechy ludzkości, która odwróciła się plecami do Boga i Jego prawa.

    Podczas objawień fatimskich w 1917 roku Matka Boża powiedziała, że odejście narodów Europy od Boga prowadzi do Bożej kary w postaci wojny. Cytuję: „Bóg (…) ukarze świat za jego zbrodnie poprzez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii świętej w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    Przesłanie z Fatimy nie jest ogólnym zaproszeniem do modlitwy i pokuty. Jest to ponad wszystko obwieszczenie kary i ostatecznego triumfu Bożego miłosierdzia w historii. Są tacy, którzy myślą, że poświęcenia Rosji już dokonał Jan Paweł II. Kiedy w 25 marca 1984 na Placu św. Piotra poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi w odniesieniu do narodów, „których poświęcenia i powierzenia przez nas oczekujecie”.

    Siostra Łucja początkowo powiedziała, że była niezadowolona z tej konsekracji, w której Rosja nie była wprost wspomniana. Ale później zmieniła zdanie, uważając akt Jana Pawła II za ważny. Opinia siostry Łucji z pewnością jest autorytatywna, ale jest ona w sprzeczności z bardziej autorytatywnymi słowami Matki Bożej, które ta sama siostra Łucja nam przekazuje. 29 sierpnia 1931 r. w rzeczywistości siostra Łucja wysłała biskupowi Leirii straszne proroctwo naszego Pana. Otrzymała bezpośredni przekaz, według którego: „Oni nie chcą usłuchać mojej prośby. Jak król Francji, będą żałować i zrobią to, ale będzie to późno. Rosja już rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania przeciwko Kościołowi, Ojciec Święty wiele wycierpi”.

    Cóż, upłynęło 38 lat od 25 marca 1984 roku. Spektakularne rozwiązanie sowieckiego reżymu bez powstania czy wojen w roku 1991 wydaje się być i być może było częściowym wynikiem tego poświęcenia. Jednakże Rosja się nie nawróciła, a komunizm nie umarł. Władimir Putin jest narodowym komunistą, który nie wyparł się błędów komunizmu. A Chiny to oficjalnie kraj komunistyczny, który w marcu 2022 ogłosił, że jego przyjaźń z Rosją jest solidna jak skała. Jednak nawet wśród katolików są ci, którzy uważają Putina za przeszkodę do realizacji Nowego Ładu Światowego, tarczę przeciwko Antychrystowi, którym jest Zachód, którym jest Rzym Piotra.

    Mówi się, że wojna jest przedłużeniem stanu pogotowia pandemicznego i to nie może być zbieg okoliczności. Odpowiadamy: To prawda, przyjście wojny tuż po pandemii z jej skutkiem w postaci reżimu sanitarnego nie może być zbiegiem okoliczności. Ponieważ nie ma czegoś takiego, jak zbieg okoliczności. Ale Ten, który trzyma w dłoniach wątki wszechświata, nie jest Wielkim Bratem Orwella, jakimś bogiem wszechwiedzącym i wszechpotężnym, jak zły bóg gnostyków. To, co rządzi wszechświatem i prowadzi wszystko ku chwale Boga to Boża Opatrzność.

    Stąd wynikają kary, które chłoszczą nieskruszoną ludzkość dzisiaj. Epidemie, wojny, a jutro być może globalny kryzys gospodarczy, to wszystko nie jest przygotowaniem na przyjście Antychrysta, ale jest realizacją zlekceważonego proroctwa z Fatimy. Ukraińscy biskupi poprosili papieża Franciszka o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Gorliwie przyłączamy się do tego apelu, który nadchodzi z Kijowa. Z bombardowanego Kijowa.

    Z Moskwy nie przychodzi światło nadziei. Czy światło mogłoby przyjść z Kijowa? W Fatimie Matka Boża prorokowała nawrócenie Rosji. Ale nawrócenie oznacza powrót do źródeł, a źródła Rosji sięgają wstecz do nawrócenia świętego Włodzimierza, księcia Kijowa. Ruś kijowska była jednym z pierwszych narodów, które weszły w świat średniowiecznego chrześcijaństwa przed popadnięciem pod dominację Mongołów, a potem książąt Moskwy, którzy przejęli antyrzymskie dziedzictwo Bizancjum. Część narodu ukraińskiego zachowała katolicką wiarę i wówczas Sobór Florencki w roku 1439, a następnie Unia Brzeska w 1595 r. odnalazły dla nich drogą do Rzymu. Encyklika Orientales omnes ecclesias z 23 grudnia 1945 zachęca Ukraińców do trwania w ich wierności Rzymowi. I stwierdza tutaj: „Wyjawiajcie przebiegłe drogi tych, co obiecują ludziom ziemskie korzyści i większe szczęście w tym życiu, ale niszczą ich dusze. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je”.

    W V wieku Goci, Wandale i Hunowie najechali imperium rzymskie, by podzielić się jego łupami. Dzisiaj Rosja, Chiny, Turcja, świat arabski chcą przejąć bogate dziedzictwo Zachodu, który uważają, jak powiedziano, za śmiertelnie chory. Ktoś może powiedzieć: Gdzie jesteś Bonifacjuszu, który broniłeś Afrykę przed Wandalami? Gdzie jesteś Aecjuszu, który pokonałeś Hunów? Gdzie jesteście chrześcijańscy wojownicy, którzy chwyciliście za broń, by bronić świata, który umierał? Odpowiadamy, że przeciwko atakującym wrogom mamy potężne bronie. Przeciwko bombie nuklearnej grzechu Matka Boża włożyła w ręce papieża poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. I włożyła w nasze ręce Różaniec oraz nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Ale nade wszystko włożyła w nasze serca pragnienie triumfu Niepokalanego Serca nad ruinami reżymu Putina, reżymu chińskiego komunizmu, reżymu islamu i reżymów zepsutego Zachodu. Tylko Ona może tego dokonać. Nas poprosiła o niewzruszoną ufność, że tak się stanie, ponieważ nieomylnie to obiecała. To dlatego nasz opór trwa.

    Roberto de Mattei/17.03.2022

    Artykuł stanowi tłumaczenie spisanego materiału video „Russia’s War and the Message of Fatima” zamieszczonego przez Fondazione Lepanto na platformie YouTube/tłumaczył Jan Franczak

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Prof. Andrzej Nowak w PCh24:

    Ani Bruksela, ani Moskwa. Nasza tożsamość to papieski Rzym

    Nie mamy powodu kłaniać się fałszywym bożkom, niezależnie od tego, czy są na Kremlu, czy w Brukseli. Nie mamy żadnych obowiązków względem Rosji, mamy obowiązki wobec Europy. Jesteśmy jej częścią od 11 wieków i musimy walczyć o oblicze, ducha i serce Europy. Nasza tożsamość nie jest w „trzecim Rzymie”, w Moskwie, ale w Rzymie łacińskim i papieskim – mówił w rozmowie z PCh24 TV historyk profesor Andrzej Nowak.

    Krakowski historyk i sowietolog, profesor Andrzej Nowak, mówił w programie „Jaka jest prawda?” PCh24 TV o budowaniu przez Rosję wpływów w Europie. Jak wskazywał, Moskwie przez lata udało się stworzyć siatkę swoich zwolenników zarówno na prawicy, jak i na lewicy. W przypadku Polski, wskazywał, najbardziej prorosyjską politykę prowadziła jednak de facto Platforma Obywatelska.

    Profesor został na początku zapytany przez red. Tomasza Kolanka o oszczerczą kampanię, jaka jest dziś prowadzona wobec środowisk katolickich. Zarzuca im się prorosyjskość, tylko dlatego, że nie chcą pogodzić się z „brukselskim” liberalnym projektem społeczeństwa. Uczony wskazał, że tego rodzaju zarzuty mają podwójne korzenie. Z jednej strony to korzenie bardzo głębokie, sięgające czasów Oświecenia, z drugiej korzenie płytsze, związane z działalnością rosyjskich służb wywiadowczych.

    – Jest to spadek sięgający czasów Oświecenia. Wówczas w walce z tym, co Wolter nazywał hańbą, czyli z Kościołem katolickim, sięgano po każdy argument retoryczny, który pozwala zohydzić przeciwnika. Wolter akurat służył bardzo wiernie carycy Katarzynie za całkiem sporą ilość rubli. Od tego czasu datuje się symbioza między ludźmi, którzy atakują polskość jako fundament tradycji łacińskiej w centrum Europy Środkowo-Wschodniej a tymi, którzy szukają alternatywy na wschodzie Europy w despotycznej, carskiej Rosji. Tak było właśnie z Wolterem. Szydził z konfederatów barskich nazywając ich oszołomami, którzy przysięgają przed murzyńską Madonną – przepraszam za te obraźliwe określenia pochodzące z paszkwili Woltera na konfederatów barskich – że będą zabijać wrogów tej murzyńskiej Madonny. Przeciwstawiał tę ciemną, katolicką Polskę oświeconej, despotycznej władzy rosyjskiej, która powinna Polskę wyzwolić z tego przesądu – powiedział uczony.

    Jak wskazał, widać tutaj nadzieje najbardziej postępowych elit zachodniej Europy, że wspólnie z silną despotyczną Rosją uda się zrobić porządek z resztkami tego, co te postępowe elity nazywały katolicyzmem, łacińskim zapóźnieniem, przesądem i tak dalej.

    Następnie profesor mówił o tym, jak przez całe lata Rosja próbowała uwieść zachodnioeuropejską prawicę. Wskazał tu na postać Aleksandra Dugina.

    – Służby specjalne, KGB, wypuściły ze szczególną misją bardzo młodego wtedy chłopca, syna generała dywizji GRU, czyli wywiadu wojskowego, Aleksandra Dugina. Ta misja polegała na tym, aby służby sowieckie zaczęły penetrować prawicowe, a najlepiej skrajnie prawicowe, neopogańskie, środowiska w Europie Zachodniej. Młody Dugin nawiązuje te kontakty, starając się przedstawić sowiecką Rosję ostatnich lat jej istnienia jako jedyną alternatywę dla procesu zmian, jakie wiązano w kręgach radykalnie konserwatywnych z upadkiem Europy, z sukcesem marksistowskiego marszu przez instytucje. Dugin pokazywał paradoks: przychodzę tutaj z kraju, który ma czerwony sztandar, ale ten kraj kończy już czerwoną misję, zaczyna inną, starą, o wiele starszą od Związku Sowieckiego – misję zwróconą przeciwko wszelkiemu buntowi – powiedział rozmówca red. Tomasza Kolanka.

    Jak wskazał prof. Andrzej Nowak, Dugin wyrażał myśl, którą sformułował wcześniej Aleksander Sołżenicyn: że źródłem wszelkiej Rewolucji w świecie zachodnim jest bunt łacinników przeciwko prawdziwej wierze Kościoła prawosławnego. – A więc prawosławie jest tą najgłębiej konserwatywną siłą. Rosja to prawosławie, Rosja zawsze reprezentuje tę konserwatywną siłę, a Zachód się buntuje – stwierdził. Jak dodał prof. Nowak, w interpretacji Sołżenicyna sama Rosja padła w końcu ofiarą zaimportowanej z Zachodu Rewolucji.

    Jak dodał, Rosja jednocześnie budowała niemniej wielkie wpływy na lewicy i skrajnej lewicy. – Gdy sięgnie się do takich czasopism jak The Guardian, Le Monde czy niemieckich wpływowych pism lewicowych, to w żadnych innych pismach nie było w ostatnich latach tyle pochwał i nadziei wobec Putina, że tylko z Putinem i Rosją można zbudować jakiś nowoczesny i cywilizowany świat – podkreślił. Te wpływy były budowane na podstawowej koncepcji, w myśl której Rosja Putina jest jedyną siłą, która sprzeciwia się prawdziwemu imperializmowi – amerykańskiemu, dlatego każdy uczciwy lewicowiec powinien trzymać z Rosją Putina.

    – Dopiero w takim kontekście widzimy, że Putin wykorzystuje dosłownie każdy chwyt i przyczółek do budowania swoich wpływów. Z kolei ci, którzy walczą z tradycją katolicką w Europie, którzy walczą z tym systemem wartości, który reprezentuje na przykład Polonia Christiana, wykorzystają każdy epitet, każdy element w walce propagandowej, która ma zniszczyć tego wroga, tę hańbę, jak mówił Wolter. Teraz, kiedy Putin skompromitował się ostatecznie i otwarcie, realizując program agresji militarnej i trudno bronić Putina tak jawnie, jak robiły to wcześniej koła lewicowe i prawicowe, to przykleja się sugestię ale tylko jednej stronie: proszę bardzo, prawica jest związana z Putinem, jest przez niego manipulowana – powiedział profesor Nowak.

    Wreszcie uczony przestrzegł wszystkich przed uleganiem pokusie dostrzegania w Rosji jakiejkolwiek nadziei na uratowanie Europy przed upadkiem moralnym.

    – Najważniejsze jest, żeby naprawdę nie ulegać pokusie i nie szukać [nadziei] w imperialnej Rosji Władimira Putina, Aleksandra Dugina czy Aleksandra Sołżenicyna. Te Rosje różnią się od siebie pewnymi istotnymi niuansami, ale są w jednym wspólne: we wrogości wobec Zachodu i nienawiści wobec Polski. Tutaj jest między nimi zgodność. Chodzi o to, żeby nie szukać w Rosji nadziei na uratowanie Zachodu i cywilizacji chrześcijańskiej. To kompletna brednia i fałsz, w istocie bardzo łatwe do zdemaskowania – wskazał. Andrzej Nowak przypomniał, że chociaż Putin stroi się w piórka katechona, który miałby powstrzymywać rozkład gnilny Zachodu, to właśnie w Rosji w czasach Putina był najwyższy wskaźnik zachorowań na AIDS czy najwyższy wskaźnik aborcji. Przypomniał też, jak Władimir Putin pochwalił prezydenta Izraela, że zgwałcił siedem kobiet. „Zuch chłopak, wszyscy mu zazdrościmy” – powiedział wówczas Putin. – To jest moralność tego chrześcijańskiego katechona. Nie wspomnę o widocznej moralności tego katechona w postaci zrównywanych z ziemią miast ukraińskich, zabijanych tysiącami cywilów – skwitował prof. Nowak.

    Pytany przez red. Tomasza Kolanka o fałszywą alternatywę – albo Bruksela, albo Moskwa – wskazał na konieczność zwrócenia się w zupełnie innym kierunku – katolickim.

    – Nasza tożsamość nie jest w „trzecim Rzymie”, w Moskwie, która przybrała sobie ten tytuł jako podstawę antyzachodniej krucjaty. Nasza tożsamość jest w Rzymie, Rzymie papieskim i łacińskim, w którym przyjęliśmy chrzest 1050 lat temu. Jan Paweł II, a nie Cyryl, czyli pułkownik KGB Michajłow, jest dla nas ośrodkiem nadziei. Wspomnienie bł. prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego, ks. Jerzy Popiełuszko, św. Stanisław, św. Wojciech – to są patroni, do których możemy się uciekać, kiedy szukamy wsparcia duchowego w walce o uratowanie europejskiej cywilizacji opartej na chrześcijaństwie, opartej na tej kulturze, której symbolem są katedry – mówił rozmówca PCh24 TV.

    Wezwał następnie do tego, by zdecydowanie opowiadać się po stronie katolickiej Europy, której Polska jest częścią.

    – Jeśli ktoś chce bronić europejskiej tradycji opartej na krzyżu i na katedrze, to ma obowiązek walczyć o oblicze współczesnej Europy, nie odwracać się od niej. Nie mamy powodu kłaniać się fałszywym bożkom, niezależnie od tego, czy są na Kremlu, czy w Brukseli. Nie mamy żadnych obowiązków względem Rosji, oprócz tych, które wynikają z Ewangelii, obowiązków wobec każdego bliźniego. Nie mamy żadnych obowiązków wobec wspólnoty rosyjskiej. Natomiast mamy obowiązki wobec wspólnoty europejskiej. To nie jest fałszywa alternatywa, tylko to jest prawda. Jesteśmy częścią Europy od 11 wieków i w związku z tym jesteśmy zobowiązani, by walczyć o oblicze, ducha i serce Europy. Jeżeli ktoś nam mówi, że mamy skapitulować w tej walce i mamy powiedzieć, że jedyną alternatywą wobec Putina […] jest obecna polityka Brukseli […] to po prostu wyśmiejmy to jako fałszywą alternatywę. Przypomnijmy zasługi brukselskich urzędników i lewicowych polityków w torowaniu drogi agresji Putina. Oni są najbardziej pożytecznymi narzędziami Putina. Część z nich jest być może tylko pożytecznymi idiotami, a więc zostali przez Putina wykorzystani, inni są natomiast opłacani – tak jak kanclerz bądź co bądź socjaldemokracji niemieckiej, SPD – to nie jest partia prawicowa – który jest opłacany pensją w wysokości 1 mln euro rocznie przez agresora, mordercę dzieci wcześniej czeczeńskich, teraz ukraińskich, a w międzyczasie gruzińskich i syryjskich – powiedział krakowski historyk.

    Profesor Nowak zwrócił też uwagę na szczególną rolę, jaką odegrali Donald Tusk oraz Radosław Sikorski w budowaniu silnej pozycji Rosji w Europie Wschodniej. Obaj politycy „udowadniali na każdym kroku […], że Rosja jest absolutnie najważniejsza i priorytetowa”, skonstatował. – Trzeba to przypominać także dlatego, że Rosja ujawniła swoje agresywne zamiary nie w 2014 roku, ani rzecz jasna nie dopiero w 2022, ale swoje oblicze Rosja Władimira Putina pokazała od pierwszego dnia, kiedy Putin objął rządy Federacji Rosyjskiej. Przypomnijmy, 1 stycznia 2000 roku prezydent Putin dochodzi do władzy na fali poparcia, jakie zbudowała mu ludobójcza polityka w Czeczenii – podkreślił.

    Prof. Andrzej Nowak przypomniał, w 2007 roku na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium sam Putin powiedział, że Zachód jest dla niego śmiertelnym wrogiem i że Rosja będzie prowadziła bezwzględną wojnę aż do odbudowania imperium w skali Związku Sowieckiego. – Później zaczęła się polityka resetu realizowana przez Donalda Tuska, która wymagała całkowitego zamknięcia oczu na rzeczywistość – stwierdził.

    – Kiedy z fanfarami witano Władimira Putina na polskiej ziemi 1 września 2009 roku, armia Federacji Rosyjskiej przeprowadzała – oficjalnie, całkiem wprost i głośno o tym mówiąc  – w ramach manewrów Zapad taktyczny atak nuklearny na Warszawę, a Gazeta Wyborcza, premier Tusk, minister Sikorski zachłystywali się przyjaźnią polsko-rosyjską… Jak można patrzeć na takie państwo? Jak na państwo, które nie tylko nie pomoże żadnemu innemu napadanemu przez Rosję, ale i samo nie jest zdolne do żadnej obrony. […] Tusk był głównym sojusznikiem Putina w Europie Wschodniej przez siedem lat – stwierdził.

    Pach/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    2 MARCA – POCZĄTEK WIELKIEGO POSTU

    jest to czas szczególny – czas naszego nawrócenia

    000_9379QL.jpg
    Guglielmo Mangiapane / Pool / AFP / Vatican

    ***

    Środa Popielcowa rozpoczyna okres czterdziestodniowego przygotowania do najważniejszych uroczystości – Świąt Paschy, w którym dokonało się DZIEŁO ZBAWIENIA. Okres Wielkiego Postu trwa do początku liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w Wielki Czwartek.

    W ŚRODĘ POPIELCOWĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA MSZA ŚW. O GODZ. 20.00

    W CZASIE LITURGII POSYPANIE NASZYCH GŁÓW POPIOŁEM JEST ZNAKIEM NASZEJ GOTOWOŚCI DO POKUTY.

    Środa Popielcowa jest jednym z dwóch dni w roku, w którym katolicy podejmują post ścisły. W odpowiedzi na apel papieża Franciszka i przewodniczącego Episkopatu Polski, ks. arcybiskupa Stanisława Gądeckiego – post i modlitwę podejmujemy tego dnia w intencji Ukrainy.

    Podczas środowej audiencji 23 lutego papież Franciszek zwrócił się z apelem do wszystkich, zarówno wierzących, jak i niewierzących przypominając, że “Jezus nauczył nas, aby na diaboliczny bezsens przemocy odpowiadać orężem Boga: modlitwą i postem”.

    W Środę Popielcową, podczas audiencji, Papież powiedział: Dziękuję Polakom: Pierwsi pomogliście Ukrainie

    Papież podkreślił, że modlitwa i post są dzisiaj wyrazem błagania o pokój na Ukrainie oraz przypomniał, że pokój na świecie rozpoczyna się od osobistej przemiany serca i wejścia na drogę naśladowania Chrystusa.

    Ojciec Święty życzył uczestnikom audiencji środowej, aby podjęli z ufnością drogę wielkopostną jako okazję do wewnętrznego nawrócenia poprzez odnowione słuchanie Słowa Bożego, modlitwę oraz codzienną praktykę miłości bliźniego. Polakom podziękował za hojne wsparcie dla Ukrainy.

    „Pozdrawiam serdecznie wszystkich Polaków. Wy, jako pierwsi, wsparliście Ukrainę, otwierając swoje granice, swoje serca i drzwi swoich domów dla Ukraińców uciekających przed wojną – mówił Ojciec Święty. – Hojnie ofiarujecie im wszystko, czego potrzebują, by mogli żyć godnie, pomimo dramatu obecnej chwili. Jestem Wam głęboko wdzięczny i z serca Wam błogosławię!“

    W spontanicznych słowach Franciszek nawiązał też do franciszkanina, który na audiencji czytał po polsku streszczenie papieskiej katechezy.

    „Ten brat franciszkanin, który był spikerem po polsku – jest Ukraińcem. Jego rodzice w tej chwili są w schronie pod ziemią chroniąc się przed bombami nieopodal Kijowa. A on kontynuuje swoje obowiązki tutaj, z nami. Towarzysząc mu, towarzyszymy całemu narodowi, który cierpi z powodu bombardowań, towarzyszmy jego starszym rodzicom i wielu osobom starszym, które schroniły się w bunkrach. Nieśmy w sercu pamięć o tym narodzie, a tobie – papież zwraca się do franciszkanina – dziękuję za kontynuowanie pracy.“

    vaticannews.va

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Każdy z nas potrzebuje powracania na drogę nawrócenia, która prowadzi przez

    POST, MODLITWĘ I JAŁMUŻNĘ.

    Nawrócenie jest łaską. Rozpoczyna się od uznania swoich grzechów, które są ogromną niewdzięcznością wobec miłującego Boga od którego wszystko pochodzi. Moje usiłowanie dopasowywania Bożych darów do moich egoistycznych wyobrażeń rodzi niezmiennie dramaty i tragedie. Tak się dzieje od upadku pierwszych rodziców, bo nie potrafili przyjąć ani daru ani Dawcy. Dali się zwieść, bo zawierzyli nie Bogu, który nas stworzył z miłości i do miłości, ale temu, który jest ojcem kłamstwa.

    Post

    Post nie jest dietą. Dieta skupia nas na ciele, a post na duchu. Post jest ćwiczeniem się w wolności, przez podejmowanie wysiłku woli. Post, czyli powstrzymywanie się od jedzenia w ogóle, albo od jedzenia konkretnych potraw, przez ściśle określony czas, powinien prowadzić człowieka do jeszcze większej opanowania swoich pragnień. Motywem jest większa dyspozycyjność w szukaniu i realizowaniu woli Bożej. Droga ucznia Chrystusa, to droga współpracy z Bożą łaską. Ta z kolei, wymaga od nas zaangażowania, wysiłku woli i wewnętrznej wolności. Taką wewnętrzną wolność opisał św. Ignacy z Loyoli z 23 punkcie swoich Ćwiczeń Duchowych:

    Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony.
    Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu.
    I dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest jej zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. [Natomiast] trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni».

    W Środę Popielcową – zgodnie z kanonami 1251-1252 Kodeksu Prawa Kanonicznego – obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły (trzy posiłki w ciągu dnia, w tym tylko jeden – do syta). Prawem o wstrzemięźliwości są związani wszyscy powyżej 14. roku życia, a prawem o poście – osoby pełnoletnie do rozpoczęcia 60. roku życia. Prawo kanoniczne nie nakłada na wiernych natomiast obowiązku uczestniczenia w tym dniu w Eucharystii (chociaż jest to powszechną praktyką, z której nie powinno się rezygnować bez ważnej przyczyny)

    Modlitwa

    Nie chodzi o to, aby modlić się więcej, ale aby modlić się „głębiej”. Nie chodzi o to, żeby mnożyć modlitwy, ale żeby wreszcie modlitwa prowadziła rzeczywiście do najważniejszego, czyli do spotkania z Bogiem. Modlitwa niestety traktowana jest często jako magiczne zaklęcie… Im więcej – tym lepiej. Bliskie osoby często rozumieją się bez słów. Również modlitwa, im głębsza, tym prostsza. Im prostsza, tym częściej pozbawiona słów. Nawrócenie dokonuje się dzięki trwaniu w obecności Ojca, dzięki zapatrzeniu się w Jego oblicze, dzięki zasłuchaniu się w słowa, które wypowiada w milczeniu. Modlitwa staje się narzędziem nawrócenia, kiedy staje się rzeczywiście spotkaniem.

    Jałmużna

    Jałmużna jest pomocą w nawróceniu. Wyzwala nas z egoizmu, bo przesuwa nasze spojrzenie z nas samych na drugiego człowieka. Jałmużna, czyli dar serca, z tego co dla nas wartościowe, cenne dla innych. Im bardziej odczuwamy, że przywłaszczamy coś dla siebie, tym bardziej powinniśmy się tym z kimś podzielić z drugim. Jałmużną mogą być nie tylko pieniądze, choć to do one często nas powolutku zniewalają i to bez względu na to ile posiadamy. Jałmużną może być czas, albo uwaga, która poświęcamy innym, zwłaszcza jeśli dotychczas czas i uwagę poświęcaliśmy tylko sobie. Jałmużna nie z tego co nam zbywa, ale z tego co ma dla nas największą wartość, do czego jesteśmy przywiązani pozwala nam wyzwolić się z egoizmu.

    Uczynki miłosierdzia względem duszy:

    1. Grzeszących upominać.
    2. Nieumiejętnych pouczać. 
    3. Wątpiącym dobrze radzić. 
    4. Strapionych pocieszać. 
    5. Krzywdy cierpliwie znosić. 
    6. Urazy chętnie darować. 
    7. Modlić się za żywych i umarłych. 

    Uczynki miłosierdzia względem ciała:

    1. Głodnych nakarmić.
    2. Spragnionych napoić. 
    3. Nagich przyodziać. 
    4. Podróżnych w dom przyjąć. 
    5. Więźniów pocieszać. 
    6. Chorych nawiedzać. 
    7. Umarłych pogrzebać. 

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post. W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?  - zdjęcie
    fot. pixabay.com

    ***

    Wyzwolenie i uzdrowienie przez post.

    W jaki sposób post zbliża nas do Jezusa?

    SKACZESZ DO WODY ?

    Przekonajmy się na początku, czy jesteś zupełnie normalny. Wyobraź sobie, że pewnego grudniowego dnia idziesz wzdłuż rzeki. Jest siarczysty mróz. Nagle słyszysz krzyk tonącego dziecka. Ma ono 2 lub 3 latka. Jeśli to właśnie ty nie wskoczysz do wody, aby przyjść mu z pomocą, dziecko zginie. Co robisz? Czy skaczesz, chociaż wiesz, że woda jest lodowata? Tak ?

    Oczywiście, że skaczesz, bo chcesz uratować mu życie. Nie możesz pozwolić, by dziecko zginęło, skoro możesz je uratować. Przecież tak  łatwo jest wskoczyć do wody!

    Tak samo jest z postem. Pozwala on ci uratować wiele istnień ludzkich, nie dopuścić do śmierci wielu młodych ludzi i dzieci, do rozpadu wielu rodzin. Niestety, od prawie pół wieku na Zachodzie zapomnieliśmy o poście i dlatego śmierć zaczęła dokonywać niesłychanego wprost niesłychanego wprost spustoszenia. Czy zauważyliście zależność między zaniechaniem postu a nasileniem się napaści złego ducha? Szatan mógł łatwiej dostać się nawet do Kościoła, ponieważ jego drzwi nie były zamknięte. Matka Boża w Medjugoriu kieruje do nas pełne strapienia wołanie: „Zapomnieliście  o poście!”. Na Zachodzie został on porzucony, trzeba więc do niego powrócić. Jest to bardzo ważne. Matka Boża w Medjugoriu daje 5 podstawowych wskazań, które musimy wprowadzać w życie, jeśli chcemy być święci to znaczy mieć w sobie pełnię miłości a także zwyciężyć szatana. Są one podstawowe w naszej drodze do Boga. Drugie wskazanie jest właśnie tym, którego ludzie nie chcą stosować. W każdym zakątku świata mogę spotkać ludzi gorliwych, wprowadzających w życie słowa Matki Bożej z Medjugoria. Stwierdzam, że stosują się oni do  4 pozostałych wskazań: Msza św, czytanie Pisma św., spowiedź św., różaniec. Gdy jednak mówię do nich o poście, zwieszają głowę i nic nie odpowiadają , ponieważ go zaniechali. Nie zrozumieliśmy czym jest post!. W  Medjugoriu Matka Boża mówi o nim w bardzo piękny sposób. Odsłania piękno i sens postu jako potężnego narzędzia w naszych rękach, narzędzia mocy Bożej, działającej poprzez nas dokonującej niezwykłych rzeczy, których tak bardzo potrzebujemy.

    DWA DNI W TYGODNIU

    MATKA BOŻA prosi, byśmy pościli o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu – w środy i w piątki. Dlaczego właśnie w te 2 dni? Sama Matka Boża wraz ze św. Józefem, Jezusem i wszystkimi pobożnymi Żydami tamtych czasów – pościła 2 dni w tygodniu. W bardzo dawnym dokumencie Kościoła, Didache, pochodzącym z ok. 90 roku n.e., w którym pierwsi uczniowie mówią o życiu chrześcijan pierwszego wieku, czytamy: „Nie zachowujcie postu w tym samym czasie, co obłudnicy. Oni bowiem poszczą w poniedziałek i czwartek, wy natomiast pośćcie w środę i piątek”. To niezwykłe, że Matka Boża chce przywrócić tę tradycję pierwotnego Kościoła wg której sama żyła. Post wpisany jest w religię żydowską, w religię chrześcijańską, jak też i w inne religie. Stosuje go nawet medycyna i niektóre terapie. Każdy lekarz wie, że post jest dobry dla zdrowia.

    Matka Boża nie tłumaczy w swych orędziach, dlaczego mamy pościć właśnie w te dni. Miałam jednak okazję odkryć to dzięki członkom grupy modlitewnej, założonej przez Maryję w Medjugoriu. Przez całe lata nauczała ona tych młodych ludzi za pośrednictwem widzących. To piękne, że wszystko co czyni Maryja , ma tylko jeden cel: wskazywać na Jezusa. Przychodzi dla Jezusa, przychodzi po to, byśmy Go kochali, byśmy zbliżyli się do Jego Serca.

    W JAKI SPOSÓB POST ZBLIŻA NAS DO JEZUSA

    Maryja prosiła, by każdy czwartek był upamiętnieniem daru Eucharystii i kapłaństwa. Pamiątkę tę  mamy przeżywać z wielką miłością. Z radością, wiarą i dziękczynieniem mamy przypominać sobie, że Jezus dał nam swoje Ciało i Krew jako pokarm i napój.  Maryja jest tak bardzo rozmiłowana w Eucharystii, w Chlebie Życia, że daje nam całą środę na to, byśmy przygotowali się do przeżywania tej pamiątki. Maryja pragnie już od środy uwalniać nas od rozproszeń, od innych pokarmów, od zakupów, od przygotowywania posiłków i wszystkich trosk związanych z jedzeniem, abyśmy mogli rozsmakować się w chlebie, w tym pokarmie, który stanie się Ciałem samego Jezusa. Wybrał On bowiem właśnie chleb, by przemienić go w swoje Ciało. W środę nie powinniśmy myśleć o tym, co będziemy jeść następnego dnia. Mamy pościć z radością serca i rozsmakowywać się w chlebie. Mamy przygotowywać  się tak jak naród wybrany podczas swej wędrówki przez pustynię. Bóg zesłał im mannę, chleb z nieba. Lud, który miał prze niej przygotowywał. W taki sam sposób Maryja przygotowuje nas dzisiaj. W czwartek obchodzimy uroczystą pamiątkę ustanowienia Eucharystii, Chleba Życia. Ale Maryja nie chce, byśmy od razu w piątek zajadali się homarami po amerykańsku  czy innymi smakowitymi potrawami . Pragnie, byśmy w piątek nadal czuli smak chleba, aby jak najdłużej przeżywać tę tajemnicę . Podobnie jest z żydowskim szabatem. Dal Żydów jest to najważniejsze święto. Gdy nastaje wieczór i zachodzi słońce , gdy zbliża się koniec szabatu, Żydzi wciąż śpiewają Psalmy i hymny tak, jakby chcieli przedłużyć szabat. Nie chcą go utracić. Szabat jest jak narzeczona. Tak samo piątkowy post pozwala nam jak  najdłużej zachować smak chleba, który przypomina nam  Chleb Życia. Często wyobrażam sobie Matkę Bożą, która pozostała na ziemi wśród Apostołów po Wniebowstąpieniu Jezusa. Czy, gdy wchodziła do kuchni, mogła patrzeć na chleb tak samo, jak przed Ostatnią Wieczerzą? Gdy spoglądała na chleb, na pewno coś drżało w Jej matczynym Sercu: „Mój Syn przychodzi pod postacią chleba, to właśnie chleb stał się moim Synem”. – myślała z pewnością.  Można się domyślać, że nie patrzyła na chleb tak samo, jak na marchew czy ziemniaki. Patrząc na ziarna zboża, z których powstaje chleb, mamy przed oczami  całe dzieje Chrystusa, dzieje Odkupiciela. Gdy Jezus mówi w Ewangelii o ziarnie, widzimy siewcę  i ziarno, które musi obumrzeć. Dopiero gdy obumrze, przyniesie owoc obfity, wyda plon – 30-krotny, 60-krotny, 100-krotny. To całe dzieje śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i owoców Odkupienia. Aby ziarno stało się chlebem, trzeba je zmiażdżyć, by zrobić niego mąkę i dopiero z mąki upiec chleb. Tak samo został zmiażdżony Jezus: całe Jego ciało, dusza i serce, cała Jego osoba. Ziarno pszeniczne mówi o historii miłości Jezusa do nas. Jezus pozwolił się zmiażdżyć, abyśmy mogli  Nim się karmić i być przebóstwieni przez ten pokarm. Mówiąc o Chlebie Życia, Jezus powiedział: „kto spożywa ten chleb, ma życie wieczne” Jaki to chleb? „Ten, który daje wam Syn Człowieczy, nie ten, który jedli wasi ojcowie i pomarli”  /J 6,49-51/

    Dlatego w środy i piątki powinniśmy żyć miłością do chleba i historią naszego Odkupienia. Matka Boża chce nas w tym zanurzyć nie tylko duchowo, lecz także w wymiarze materialnym. Maryja jest niewiastą żydowską, bardzo konkretną. Zaleca nam post o chlebie, aby zmusić nas niejako  do  przebywania z Jezusem. Skupia naszą uwagę na miłości i obecności Jezusa i pozwala, byśmy wraz z Nią wielbili GO za to, że w swej pokorze stał się chlebem. Oto prawdziwy sens postu. W samym Medjugoriu Matka Boża dała nam kilka przykładów dla zilustrowania orędzia, które do nas kieruje i ukazania dobrodziejstw, jakie przynosi post o chlebie i wodzie. Tradycja żydowska, a także tradycja chrześcijańska, która jest jej przedłużeniem, uczy nas, że post ma wielką moc przeciwko szatanowi. Sprawa ta jest bardzo ważna, bo dzisiaj  szczególnie zmagamy się z siłami zła. Matka Boża wielokrotnie powtarza w Medjugoriu, że dziś szatan jest tak silny, jak nigdy dotąd. Trudno ogarnąć spustoszenia, jakich dokonuje w rodzinach, w młodych i dzieciach. Niestety dzisiaj na Zachodzie panuje kultura śmierci. Wielu pielgrzymów przyjeżdża do Medjugoria w stanie załamania, ponieważ ich dzieci biorą narkotyki, uprawiają nierząd czy zdążają drogą prowadzącą do śmierci. Podczas spotkań za mną ich rodzice proszą, by widzący pomodlili się o uwolnienie ich dzieci od narkotyków, czy nierządu. Zapewniwszy ich o modlitwie , pytam: „czy pościliście w intencji waszego dziecka?”. W odpowiedzi słyszę: „Bardzo się modlimy, odprawiamy nowenny do Najświętszej Krwi Chrystusa, odmawiamy różaniec”! „Ale nie odpowiadacie na moje pytanie. Czy również pościcie?”. „Ale, siostro, modlimy się!”. Przypominam wówczas o tym, że Maryja mówi o wojnach, które toczą się w rodzinach, w sercach ich dzieci. Może to właśnie taka wojna niszczy teraz życie ich dziecka. „Drogie dzieci – mówi Maryja – postem i modlitwą można powstrzymać wojny.”. Matka Boża nie mówi najpierw o wojnach między narodami, ale o wojnach w łonie rodzin. Mówi, że wojna zaczyna się w naszym sercu. Jeśli nienawidzę mego brata, jeśli zamknęłam drzwi przed jakimś człowiekiem i źle go osądziłam, jeśli go potępiłam, jeśli czuję do niego zazdrość, jeśli go obmawiam, jeśli w moim sercu pozostaje gorycz, wtedy toczy się w nim wojna, która tylko wydostaje się na zewnątrz. To przede wszystkim taką wojnę matka Boża chce usunąć z naszego serca. Jedynym sposobem jest post i modlitwa. Jeśli znajdziecie jakiś inny sposób, to jest to sposób podejrzany.

    Trzeba z niego zrezygnować. Jezus mówi podobnie. Pewnego dnia Apostołowie powrócili zasmuceni, bo tym razem  nie mogli pokonać zła, a przecież mieli w sobie moc Chrystusa. Czynili  cuda, uzdrawiali, uwalniali od złych duchów. Tego dnia się nie udało. Jezus wytłumaczył im, dlaczego tak się stało: „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. ?Mt 17,21/

    Nie zapominajmy o tych dwóch sposobach. Post to coś więcej, niż skok do lodowatej wody, by uratować jedno tonące dziecko. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, nie grozi nam zapalenie płuc. Możemy za to uratować życie wielu ludziom nie zapadając na żadną chorobę. Post przywraca zdrowie. Z wielu badań wynika, że na Zachodzie je się o 1/3 za dużo w stosunku to tego, co jest niezbędne dla organizmu. Wiele chorób, a nawet przedwczesnych zgonów, spowodowanych jest nadmiarem pokarmu. Tak więc post zrobi nam dobrze.

    Rodzice, którzy błagacie o uzdrowienie waszego dziecka, dzieci, które błagacie o pojednanie waszych rodziców, wiedzcie, że macie tę moc. Nie módlcie się bez postu i nie pośćcie bez modlitwy. Wszyscy święci pościli.

    W pierwszych tygodniach objawień ludzie z wioski i okolic z wielką uwagą wsłuchiwali się w każde słowo matki Bożej. Mniej więcej dwa miesiące później po rozpoczęciu objawienia Maryja powiedziała: „Szatan ma wobec tej parafii niszczycielski plan. Drogie dzieci, proszę wszystkich parafian, by przez 3 dni pościli o chlebie i wodzie i odmawiali różaniec, aby odnieść zwycięstwo nad szatanem”. Wszyscy jak jeden mąż zrobili to o co prosiła Matka Boża. Przez 3 dni pościli i modlili się jednym sercem, by Maryja mogła zmiażdżyć głowę węża. Czwartego dnia Matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci, dziękuję wam za modlitwy i post. Upadł szatański plan, odnieśliśmy zwycięstwo”. Nie powiedziała: „Odniosłam zwycięstwo”, ale: „Odnieśliśmy zwycięstwo”. Potrzebowała wieśniaków z parafii w Medjugoriu, aby zwyciężyć szatana. Jest to bardzo ważne, bo gdyby w tamtych dniach szatanowi udało się przeprowadzić swój plan, nie byłoby Medjugoria, nie byłoby tej całej rzeki błogosławieństwa, która rozlewa się po naszej ziemi od ponad 27 lat. Gdyby nie było Medjugoria, ileż ludzkich istnień nie zostałoby ocalonych, ileż rodzin nie zjednoczyłoby się na nowo, iluż młodych ludzi nie uniknęłoby samobójstwa!.Spójrzmy na dobro, jakie Medjugoriu przyniosło nam samym a wszystko dlatego, że kiedyś 500 parafian z tej wioski poświęciło 3 dni na to, by zwyciężyć szatana. Bóg mógł ofiarować światu Medjugoriu i miliony pielgrzymów mogą tam przybywać, by nabierać sił. Oto jaką moc ma ten, kto odpowiada „tak” na prośbę o post i modlitwę. W 1992 r. Matka Boża powiedziała do Iranki: „Drogie dzieci, proszę was, byście zwyciężali szatana”. Ależ kim ja jestem, bym mogła odnieść zwycięstwo nad szatanem? Czy Matka Boża prosi właśnie mnie, bym go zwyciężyła? Tak. Jestem dzieckiem Bożym i Maryja potrzebuje mnie, potrzebuje każdego z nas bez wyjątku. Mówi: „Kochane dzieci pragnę, abyście zrozumieli, że Bóg wybrał każdego z was, by go użyć w wielkim planie zbawienia ludzkości. Wy nie możecie pojąć, jak wielka jest wasza rola w planie zbawienia”. W tym samym orędziu skierowanym do Iranki Maryja wskazuje na broń, którą możemy zwyciężyć szatana: „Bronią, którą możecie zwyciężyć szatana, jest post i modlitwa. Módlcie się o pokój. Szatan chce zniszczyć tę odrobinę pokoju, którą macie”. W kwietniu 1992 r., gdy bomby zaczęły spadać na całą Bośnię-hercegowinę, a więc także wokół Medjugoria , patrzyliśmy na zniszczenie i śmierć. Pierwsze orędzie po tych bombardowaniach brzmiało: „Drogie dzieci….Tylko modlitwą i postem można wstrzymać wojnę…..Szatan chce w tych dniach zamętu sprowadzić na złą drogę jak najwięcej dusz. Dlatego wzywam was, abyście zdecydowali się na Boga a On was obroni i wskaże co powinniście czynić i jaką drogą iść”.

    Maryja mówiła to także przed wojną. Teraz musiała to powtórzyć.

    CIAŁO

    Dlaczego post tak bardzo osłabia szatana? Można powiedzieć, że wtedy, gdy ofiarujemy Bogu coś, co jest związane z naszym ciałem, oddajemy się MU naprawdę. Łatwo jest dać pieniądze, oddać swój czas, powiedzieć dobre słowo czy zaangażować się w jakąś służbę. Post dotyka nie tylko naszego ciała, lecz także czegoś witalnego. Musimy jeść, aby żyć. Post dotyka więc głębokiego zakorzenionych w nas przyzwyczajeń. Mówi o tym O.Slavko: „Post objawia nasze uzależnienia”. Gdy pościmy o chlebie i wodzie, widzimy, jak zaczynają migać w nas jakby małe światełka: kawa, papieros, wino, czekolada… Ale matka Boża nie przychodzi, by wytykać nam nasze przywiązania. Przychodzi po to, byśmy byli wolni, wyzwoleni. Uświadamiamy sobie, do jakiego stopnia jesteśmy przywiązani do naszych drobnych zwyczajów, do naszych planów. Gdy zaczynałam poć o chlebie i wodzie, od razu odkryłam radość, jaką daje wolność. Mogłam jeść, mogłam nie jeść. Było to dla mnie to samo. Pewna Angielka założyła zgromadzenie zakonne na prośbę Matki Bożej. Któregoś dnia spytałam ją, czy Maryja prosi jej wspólnotę o post. „Tak – odpowiedziała. Maryja prosi byśmy pościli codziennie”. „Codziennie? – spytałam. Ale to niemożliwe!”. „Ależ tak, pościmy codziennie – od drugiej do szóstej po południu”.

    Na to wybuchnęłam śmiechem, ale ona dodała: „My Anglicy, między 4 a 5 zawsze pijemy herbatę i jemy podwieczorek. Jeśli zabierze się Anglikowi herbatę, przestaje on być prawdziwym Anglikiem”. Każdy naród ma inny rodzaj przyzwyczajeń. Apostołowie często nie mieli czasu na jedzenie, ale to im nie przeszkadzało. Nie miało znaczenia, czy zjedli coś, czy te nie, bo ich najważniejszą troską było dzieło Boże. Gdy ofiarujemy coś, co związane jest z naszym ciałem to znak, że naprawdę oddajemy się Bogu. Post w pewien sposób stwarza przestrzeń w naszej duszy, sercu i ciele. Gdy nie jesteśmy zajęci jedzeniem, pojawia się owa przestrzeń dal Boga. Bóg zajmuje ją, przyjdzie do nas tak, jak nigdy przedtem. Jest to w naszym życiu niejako nowe terytorium przeznaczone wyłącznie dla Niego. Dlatego ci, którzy poszczą, mają szczególną wrażliwość i wyczucie duchowe. Otrzymują o wiele więcej natchnień niż ci, którzy nie poszczą.

    Pewna matka rodziny mieszkającej w Meksyku zaczęła pościć, ale potem przerwała post na rok. Po upływie roku na nowo go podjęła. Opowiadała mi, że w czasie gdy przestała pościć, w pewien sposób straciła natchnienie potrzebne do tego, by rozmawiać z dziećmi, mówić im o życiu, wprowadzać je w rzeczywistość. Ale, gdy tylko na nowo podjęła post powróciły dobre natchnienia. Słowa przychodziły spontanicznie. Czuła, że działa przez nią Duch Sw., i że  dziecko słucha jej całym sercem. To piękny przykład, mówiący o tej nowej przestrzeni, którą Duch Sw. Stwarza w nas przez post. To tak, jakby było w nas dodatkowe mieszkanie dla Trójcy Swiętej, które pozwalamy Jej zająć. Post jest przygotowaniem na spełnienie się dzieł Bożych i na wypełnienie się Jego woli wobec nas samych i wobec świata. Miałam wielką łaskę spotkania z pewnym świętym kapłanem, franciszkaninem, mieszkającym w pobliżu Medjugoria w Sirokim Briegu. Tysiące osób przybyło na jego pogrzeb. Miał on nie tylko dar uzdrawiania, lecz także potrafił czytać w duszach. Uzdrowił bardzo wiele dzieci. Mieszkańcy całej Bośni-Hercegowiny, a także Chorwacji, przyjeżdżali tam, by otrzymać jego błogosławieństwo. Natychmiast orientował się na czym polega czyjś problem. Gdy ktoś przychodził do niego z jakąś sprawą, on błogosławił go, to było wszystko. Uprawiał surową ascezę. Spał na ziemi i bardzo wiele pościł. Ta pełna miłości asceza pozwalała mu bardzo wiele wyjednać u pana. Stał się więc niezwykle popularny pomimo swego nieco gburowatego sposobu bycia.

    PRZYGOTOWANIE WIELKICH DZIEŁ BOŻYCH

    Jedna z moich znajomych Chorwatek z Medjugoria. Ivica, opowiadała mi historię, którą sama słyszała od swojej babci. Znała ona pewnego mnicha, do którego kiedyś przemówił Pan Bóg. Spytał go: „Zdenko, czy zgodzisz się pościć o chlebie i wodzie przez 7 lat?”. Mnich odp. Panu „tak”, co w rzeczywistości niewiele zmieniło jego obyczaje, bo bardzo często jego jedynym pożywieniem był chleb i woda. Pościł więc przez 7 lat. W ostatnim dniu siódmego roku Pan przemówił do niego jeszcze raz: „Zdenko czy zgodzisz się dodać do twojego postu jeszcze jeden rok”? Mnich i tym razem odp. „tak”. A w  ostatnim dniu ósmego roku – 24.06 1981 – w Medjugoriu po raz pierwszy objawiła się Matka Boża. Nie ma tu nic do dodania. Któż wie, jak w ukryciu przygotowywane są wielkie dzieła Boże? Tego dowiemy się w niebie.

    A oto inne zdarzenie związane ze wspomnianym franciszkaninem. Przyprowadzono do niego kobietę, którą codziennie przyłapywano na pijaństwie. W żaden sposób nie można było oderwać jej od alkoholu. Ojciec Zdenko powiedział do niej: „Nie będziesz już więcej piła. Obiecujesz?”. Kobieta obiecała a Ojciec pobłogosławił ją w imię Ojca i Syna i Ducha Swiętego . Nie piła przez następne 2 dni. Trzeciego dnia było bardzo ciepło i pokusa stawała się coraz silniejsza. Kobieta nalała  więc wina do dużego kubka i podniosła go do ust. W chwili, gdy jej wargi dotknęły brzegu kubka, zobaczyła nad kubkiem palec i usłyszała Gos O. Zdenko: „Mówiłem ci, żebyś  już więcej nie piła”. W szoku upuściła kubek na podłogę. Odtąd już na całe życie została uzdrowiona z alkoholizmu. Mnich ten po prostu modlił się i pościł. Ilu ludziom uratował życie?. Jest to tylko jedna z wielu anegdot. My także, tak samo jak on, możemy uczynić wiele dobra poprzez post i modlitwę. 25.07.1991 r. nasza matka prosiła: „W tym czasie pokój jest szczególnie zagrożony i Ja żądam od was, abyście odnowili post i modlitwę w waszych rodzinach. Drogie dzieci, pragnę żebyście zrozumieli powagę sytuacji i to, że wiele z tego, co się stanie zależy od waszej modlitwy”.

    POST JAKO OCHRONA

    Post ma jeszcze inny wymiar. Jest nim ochrona człowieka. Którzy rodzice i dziadkowie nie chcieliby, żeby ich dzieci i wnuki były chronione? Dzisiaj ubezpieczamy się na życie, na wypadek choroby czy powodzi. Ale ubezpieczenie na życie nigdy nikogo nie uchroniło od śmierci. Ubezpieczenie od wypadku działa tylko wtedy, gdy wypadek już nastąpił. W dodatku często okazuje się, że nie dopilnowaliśmy jakiegoś drobnego szczegółu a więc i tak nie wypłacają nam odszkodowania. Natomiast ubezpieczenie, jakim jest post , jest jak środek zapobiegawczy, chroni nas przed mogącym nadejść nieszczęściem. „Wiecie, drogie dzieci, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko i zmusić szatana, by nie kusił do zła i by oddalił się od tego miejsca. Szatan czyha, drogie dzieci, na każdego człowieka. Szczególnie pragnie w każdą codzienną sprawę wnieść niepokój u każdego z was”

    Przyznaję, że zdarza mi się wpadać w gniew, słysząc ludzi, którzy mówią: „Nie można wszędzie dopatrywać się szatana. W dodatku jego istnienie nie jest rzeczą pewną. Matka Boża  przypomniała w Medjugoriu, że szatan istnieje. Teologia Maryi na temat szatana zawarta jest w 4 zdaniach: Szatan istnieje. Dzisiaj jest tak silny jak nigdy przedtem. Działa nieustannie. Jego celem jest nasze zniszczenie: „Pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie, ale i przyrodę i planetę, na której żyjecie”. Maryja mówi także: „Poprzez modlitwę możecie go całkowicie rozbroić a sobie zapewnić szczęście”.

    Jeśli mam 10 dzieci i wiem, że  na zewnątrz grasuje zbrodniarz, który chce mordować i gwałcić, czy nie ostrzegę moich dzieci? Czy powiem im: „Możecie spokojnie iść na spacer do lasu”? Byłabym  wtedy współmorderczynią moich dzieci! Nie mamy dziś prawa ukrywać przed dziećmi, że istnieje walka duchowa, że działa nie tylko dobry Bóg, ale że jest także wróg i piekło. Jezus umarł na krzyżu nie na żarty. Umarł by uwolnić nas od zła i piekła. Również nie na żarty od tylu lat posyła do nas swoją Matkę w Medjugoriu, aby uprzedzić nas, że czas się nawrócić, bo istnieje zło, bo mamy wroga, bo istnieje przeciwnik, który „krąży jak lew ryczący”. Nie na darmo Maryja mówi do nas: „Szatan teraz jak nigdy dotąd, chce pokazać światu swe haniebne oblicze i oszukać jak najwięcej ludzi na drodze śmierci i grzechu”. Maryja przestrzega nas nie bez powodu. Dziś we Francji liczba samobójstw jest większa niż kiedykolwiek. W wyniku samobójstw śmierć ponosi więcej ludzi, niż w wyniku wojen, raka czy wypadków drogowych. Poprzez post i modlitwę możemy zostać ochronienie. „Módlcie się tyle, ile to możliwe i pośćcie – mówi Maryja. Trwajcie w modlitwie i ofierze a Ja was ochronię i wysłucham waszych modlitw”. Matka Boża widzi, że potrzebujemy Jej ochrony. Mówi: „To są szczególne czasy i dlatego jestem z wami , aby was kochać i chronić. „Wiecie, że z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    Czy modląc się do Najświętszej Maryi Panny myślimy o tym, że może Ona wszystkiego dokonać? Często zachowujemy się tak, jakby Bóg nie był wszechmogący, jakby nie był w stanie nam pomóc. Spróbujcie wyobrazić sobie, co znaczą słowa Maryi: „Z waszą pomocą mogę uczynić wszystko”.

    OCZYSZCZENIE ZE ZŁA

    W Medjugoriu Maryja zachęca nas do „Oddania Bogu całego zła, które się w nas nagromadziło, aby mógł nas oczyścić ze wszystkich grzechów popełnionych w przeszłości. Tylko w ten sposób, drogie dzieci, będziecie mogły rozpoznać całe zło, które jest w was, i oddać je Panu, aby całkowicie oczyścił wasze serca. Dlatego módlcie się nieustannie i przygotowujcie wasze serca przez ofiarę i post”.

    Od czasu, gdy osiągnęliśmy wiek, w którym byliśmy zdolni do popełniania grzechów, popełniliśmy ich wiele i gromadziliśmy je w sobie. Nawet po wyznaniu grzechów nosimy w sobie ich skutki. Maryja zaś mówi nam, że przez swą modlitwę pomoże nam uwolnić się od skutków grzechów, które popełniliśmy w przeszłości.

    Musimy oddać Bogu przeszłe zło. Prosi nas Ona, byśmy przygotowali nasze serca. Przygotowujemy serca przez post, by Maryja mogła uzdrowić nas z tego, co pozostawiły w nas przeszłe grzechy. Taka jest prawdziwa Mama. Gdy dziecko przewróci się  i zrobi sobie krzywdę, mama będzie je leczyć, by jego upadek nie miał żadnych złych zastępstw. Z grzechów obmywa nas tylko Krew Chrystusa. Mama zaś naprawia szkody. Przez post zapraszamy Maryję, by to czyniła. Dokona się to szybciej.

    PODPOWIEDZI SZATANA

    Wszystko to przyprawia Złego o wściekłość. Nasz post go przepędził. Jest w nas nowa przestrzeń dla Boga. Bóg wyzwala nas z przeszłego zła. Matka Boa uzdrawia nas i przywraca nam piękno. Wróg pała nienawiścią.

    W 1983 r. Maryja Panna skierowała ostrzeżenie do grupy modlitewnej w Medjugoriu: „Bądźcie roztropni. Szatan kusi wszystkich, którzy postanowili poświęcić się Bogu. Będzie im sugerował, że za dużo się modlą, za dużo poszczą, że powinni być jak inni młodzi ludzie, którzy poszukują przyjemności. Niech go nie słuchają i nie będą mu posłuszni Gdy będą utwierdzeni w wierze, szatan już nie będzie mógł ich zwodzić”.

    W tej dziedzinie nie może zabraknąć nam rozsądku. Najświętsza Maryja Panna zarzuca nam często jego brak. Co będzie robił szatan, gdy tylko zdecydujemy się na post? Będzie podpowiadał: „Pościć dwa dni w tygodniu? To za dużo! Będziesz się wyróżniać spośród innych! Widzisz przecież, że w tych dniach masz smutną minę. Zobacz, jaki jesteś chudy i blady! Nawet jeśli jest środa, możesz przecież zjeść befsztyk, to ci dobrze zrobi. Bóg nigdy nie chciał, żebyś był słaby, a post cię osłabi. Rób tak jak inni. Nikt nie wygłupia się tak, jak ty! Korzystaj z życia i jedz, co chcesz! Korzystaj”.!

    Czy Jezus powiedział kiedykolwiek w Ewangelii: „Róbcie tak, jak wszyscy”? Nie, życie chrześcijańskie nie polega na tym, by postępować jak inni, ale – jak Jezus. Mamy być uczniami, którzy wszędzie podążają za panem i działają tak, jak ON. Gdy przychodzi pokusa” „Rób tak, jak wszyscy” możemy być pewni od kogo to pochodzi Jest dobry sposób oddania się w ręce szatana: robić to, co wszyscy. Gdy szatan nas kusi, nie starajmy się mu odpowiadać, nie róbmy tego głupstwa! Jeśli mówi do nas: „Powinieneś coś zjeść! Widzisz, jaki jesteś bledziutki! Przecież  wszyscy jedzą!” nie trzeba odpowiadać: „Ale ja mam ochotę pościć, idź precz, jesteś wstrętny!”. Nigdy tak nie róbcie. Z szatanem nigdy  nie można wchodzić w dialog. Jeśli szatan nas niepokoi, powinniśmy zwrócić się do Boga: „Panie, niepokoi mnie diabeł. Zrób coś!” Szatan jest sprytniejszy od nas Jeśli wciągnie nas w dialog, wpadniemy w pułapkę. Tak wpadła w pułapkę Ewa. Gdyby zamiast wchodzić w dialog z szatanem powiedziała do Boga: „Panie, przyszedł do mnie wąż i to co mówi, jest przeciwieństwem tego, co powiedziałeś Ty. Co mam robić?” wówczas nie zjadłaby jabłka.

    Kiedy nasz post będzie przynosił owoce? Jeżeli będziemy pościli sercem Często w środę i w piątek rano mamy pokusę niezadowolenia, zaczynamy utyskiwać. Gdy jednak wchodzimy w ducha postu z ową miłością Chleba Życia, z miłością do Jezusa, który jest najważniejszy, wtedy pościmy sercem, bo kochamy Jezusa.

    W 1984 r. matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci!. Dziś was wzywam, byście zaczęli pościć z serca. Są ludzie, którzy poszczą, ponieważ wszyscy poszczą. Zaistniał obyczaj z którym nikt nie ma odwagi zerwać. Parafię proszę, by pościła z wdzięcznością za to, że Bóg pozwolił Mi pozostać tak długo w niej. Drogie dzieci, pośćcie i módlcie się z serca!”.

    Niech post będzie podziękowaniem za obecność Maryi, za Eucharystię.

    WYPEŁNIANIE SIĘ PLANÓW BOŻYCH

    Wszyscy pragniemy w pełni żyć powołaniem, jakie Bóg złożył w naszych sercach, gdy nas stwarzał. Chcielibyśmy, by wszystko się wykonało w dniu naszej śmierci. Chcielibyśmy usłyszeć, jak Pan mówi: „Cieszę się, bo pozwoliłeś mi wypełnić w tobie to wszystko, co dla ciebie zaplanowałem”. W 1985 r. Matka Boża powiedziała: „Szczególnie zachowajcie post. Gdyż poprzez post najwięcej osiągniecie i sprawicie Mi radość, bowiem wówczas spełni się cały plan, który Bóg postanowił zrealizować tu w Medjugoriu”.

    Gdy mówi Ona o planie w Medjugoriu, chodzi także  o plan dla każdego z nas. Poszcząc pozwalamy Bogu w pełni zrealizować Jego plan wobec nas, wobec naszej rodziny, wspólnoty. Pozwalamy Mu do końca wypełnić wszystkie Jego zamiary. Stwarzając nas, Bóg złożył w nas nadzieję. Kiedy się modlimy mamy nadzieję, że Bóg odpowie na naszą modlitwę. Podobnie Bóg. Patrząc  na nas, Am nadzieję, że pozwalamy rozrastać się wszystkim małym nasionkom, które złożył w naszym sercu i że zanim umrzemy, staniemy się podobni  do kwiatu otwartego na Jego łaskę, żyjąc w pełni owym „potencjałem” świętości, który w nas złożył. Post pozwala nam w pełni urzeczywistnić ów plan. Słuchajcie uważnie, to się wam spodoba. Czy pragniecie, by Bóg wysłuchał wszystkich waszych modlitw? Oto orędzie, które rozszerzy wasze horyzonty: „Modlitwa jest jedyną drogą, która prowadzi do pokoju. Jeśli modlicie się i prosicie, otrzymacie wszystko, o co będziecie prosić”.

    CZYŚCIEC

    Ci, którzy odeszli przed nami i teraz są w czyśćcu, bardzo cierpią. Jednym ze środków mogących przyczynić się do wyzwolenia dusz czyśćcowych jest post, który za nie ofiarujemy. Matka Boża w Medjugoriu mówi, że osoby te czekają na nasze modlitwy i ofiary. Post ma tu wielką moc. Przynieść kwiaty na grób kochanej osoby, postawić na komodzie jej zdjęcie, myśleć o dobru, które nam wyświadczyła, to bardzo miłe zwyczaje. Jednak w niczym jej  to nie pomaga. Jeśli chcemy przyspieszyć koniec jej straszliwych cierpień czyśćcowych  musimy pościć w jej intencji. Będzie to czyn bezinteresownej i doskonałej miłości, który uwolni ją od cierpień. Jeszcze raz nasza matka przychodzi nam z pomocą, dając nam po temu niezawodne środki. Oczywiście mówi nam o Mszy św. jako o najbardziej niezawodnym i najpiękniejszym sposobie pomocy duszom czyśćcowym, ale przypomina także o poście.

    UZDROWIENIA

    Matka Boża mówi również o uzdrowieniu. Wielu pielgrzymów prosi Maryję za pośrednictwem widzących, by wstawiała się za chorych. Bardzo leży Jej to na sercu. W czasie prawie każdego objawienia na górze Ivan mówi, że Gospa w szczególny sposób modliła się za chorych i za tych, których nosimy  w sercach. Jest Ona bardzo blisko wszystkich, którzy cierpią fizycznie, psychicznie i duchowo. Na początku objawień widzący zapytali Ją o kilkoro chorych. Tak odpowiedziała: „Miejcie silną wiarę, módlcie się i pośćcie a wyzdrowieją”.

    25.07.1982 r. dodała: „W intencji uzdrowienia chorych bardzo ważne jest odmawiać następ. Modlitwy : „Wierzę w Boga” siedem „Ojcze nasz”. „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała” oraz pościć o chlebie i wodzie . dobrze jest nałożyć ręce na chorych i modlić się. Dobrze jest namaścić chorych poświęconym olejem”. Gdy w naszej rodzinie ktoś choruje, jesteśmy przede wszystkim zatroskani o leczenie. Uganiamy się za najlepszymi lekarzami, za najskuteczniejszymi lekarstwami, wyjeżdżamy do Ameryki na konsultacje z największymi specjalistami. Jesteśmy gotowi zrobić dosłownie wszystko, wydać majątek, dla ratowania życia chorego, np. : dziecka.

    Ale wszystko to jest o wiele prostsze. Nieraz wystarczy modlić się i pościć. W wielu przypadkach modlitwa i post mogą wyjednać cudowne uzdrowienie chorego. Sakrament chorych proponowany przez Kościół katolicki, przynosi wielu chorym uzdrowienie. Nawet jeśli nie jest to uzdrowienie fizyczne, to chory otrzymuje pokój serca. Nie czekajmy aż chory będzie bliski śmierci, by wezwać księdza z olejami świętymi. Często chory tak bardzo boi się księdza, że jego widok może przyspieszyć śmierć. Boimy się  sakramentu „ostatniego namaszczenia”, ale przecież namaszczenie to nie musi być ostatnie. Może być pierwsze. Gdy ktoś zachoruje, trzeba od razu wezwać księdza i zacząć pościć za chorego. Kiedyś przyszła do mnie pewna pani chora na raka. Mówiła: „Mój problem polega na tym, że w mojej rodzinie nie ma ani jednego wierzącego . Nikt nie będzie za nie się modlił ani pościł”. Odpowiedziałam jej, że wobec tego my będziemy to robić zamiast rodziny. Odwiedzajcie chorych, których rodziny się nie modlą, mówcie im o Bogu, zwiastujcie Dobrą Nowinę, powiedzcie im, że będziecie modlić się za nich i pościć. Wyjednacie u Pana wiele uzdrowień. Gdy widzący pytają  Matkę Bożą, czy uzdrowi jakiegoś chorego, Ona bardzo często odpowiada: „Ja nie mogę uzdrowić. Uzdrawia sam Bóg. Ale dzieci, módlcie się a Ja będę modlić się z wami. Wierzcie wytrwale, pośćcie i czyńcie pokutę. Bóg wszystkim przychodzi z pomocą. Ja nie jestem Bogiem. Potrzebuję waszych ofiar i waszych modlitw”.

    A DZIECI?

    Często wyjaśniam dzieciom, czym jest ofiara. Proszę, by zamknęły oczy zastanowiły się, co mogą ofiarować. Mówię, że wieczorem Matka Boża przyjdzie po ich ofiarę, bo codziennie obchodzi ona cały dom i zbiera wszystkie ofiary do swego wielkiego kosza. Wtedy dzieci mocno zamykają oczy, modlą się w skupieniu, a potem mówią jaką ofiarę znalazły. Dzieci są niezwykle wspaniałomyślne, łatwo przyjmują taką propozycję. Nie chodzi o to by zmuszać dzieci do postu o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu, ale gdy zobaczą, jak rodzice poszczą, spytają: „A ja tato? Ja też chcę coś ofiarować!” I wyrzekną się cukierka czy loda, nie zjedzą ulubionego deseru, zrezygnują z oglądania telewizji.

    Trzeba jednak uważać na dzieci, czasem są one aż nazbyt bystre. Mój 6-letni siostrzeniec Franciszek Józef zorientował się w sytuacji i pewnego wieczoru po modlitwie przed posiłkiem powiedział d ojca: „tato, ja też dzisiaj poszczę”. Ojciec odpowiedział : „Postem będzie dla ciebie to, że zjesz danie, którego nie lubisz”. W przypadku dzieci ważne jest dozowanie. Są one bardzo wielkoduszne, Zamiast 10 brzydkich słów powiedzą tylko jedno, dobrze rozumieją, kiedy trzeba zrobić jakiś wyjątek.

    ZAWIESZENIE PRAW NATURY

    Matka Boża powiedziała: „Postem i modlitwami można powstrzymać wojny, można zawiesić prawa naturalne”. Zbyt mało uwagi przywiązujemy do tego orędzia. Post i modlitwa może zawiesić prawa naturalne! Znaczy to, że nieszczęścia, które mogą się wydarzyć /lawiny, trzęsienia ziemi/ mogą nie nadejść, jeśli ktoś w wiosce pości. Podam przykład pewnej osoby, która kiedyś opowiadała mi o swoim życiu. Było ono wyjątkowo grzeszne. Pracowała w szpitalu jako pielęgniarka. Był tam pewien lekarz, który bardzo się za nią modlił i pościł /dowiedziała się o tym później/ Usiłowała popełnić samobójstwo a ponieważ była pielęgniarką, wiedziała jaką dawkę leków zażyć, żeby się otruć. Połknęła leki, ale nazajutrz rano obudziła się rześka i zdrowa, nie odczuwając żadnych negatywnych objawów. Po dawce, którą zażyła było to zupełnie nienormalne. Był to dla niej szok. Przez cały dzień mówiła sama do siebie: „ktoś nie chce, żebym umarła. Czy to Bóg?”. Szok ten sprawił, że kilka tygodni później otworzyła się na Boga. Gdy powróciła do wiary, lekarz, który od dawna modlił się za nią i pościł, powiedział jej o tym a ona od razu wszystko zrozumiała. Post tego lekarza zawiesił prawa naturalne, przeszkodził, by środki chemiczne wywołały efekt w jej organizmie. Jest to jeden z wielu przykładów. We wszystkich szkołach są gaśnice na wypadek pożaru. We wszystkich domach jest aspiryna na wypadek bólu głowy. To właśnie post jest taką gaśnicą, taką aspiryną, przeciwdziałającą złu, które rozprzestrzenia się w nas, w naszych rodzinach, w społeczeństwie, w Kościele.

    UZDRAWIACZE

    Mówiłam już, że przez post możemy wyjednać o wiele więcej uzdrowień, niż nam się zdaje i że zamiast biegać od lekarza do lekarza lepiej jest modlić się i pościć. Ale uwaga! Wielu ludzi chodzi dzisiaj do uzdrawiaczy. Trzeba wiedzieć, że owi uzdrawiacze pewnego pięknego dnia otrzymali swój ar, ale nie wiadomo dokładnie skąd ten dar pochodzi. We Wspólnocie Błogosławieństw  często świadczymy „Usługi dla poszkodowanych”, tzn. pomagamy ludziom leczonym przez uzdrawiaczy. Jeśli ktoś pójdzie do uzdrawiacza z bólem lewego kolana, być może kolano przestanie go boleć. Nie wie on jednak, że choroba jedynie zmieniła miejsce. Zaatakuje inny organ i stanie się jeszcze dokuczliwsza. Człowiek taki powtórnie odwiedzi uzdrawiacza, a ten będzie na nowo odprawiał swoje czary i być może po raz drugi usunie ból. Potem ból pojawi się gzie indziej po raz trzeci i będzie jeszcze większy. A pewnego dnia człowiek ten obudzi się z lękiem nie do opanowania, będzie ogarnięty chęcią śmierci samobójstwa. Dlaczego znajdujemy ciało młodego  człowieka wiszące na sznurze, koro wcześniej nic nie wskazywało na to, że chce on popełnić ten czyn? W wielu wypadkach okazuje się, że w przeszłości matka chodziła z nim do uzdrawiacza . Uzdrawiacze wypowiadają nieco dziwne słowa /czasem wymieszane z modlitwami chrześcijan. Używają tajnych formuł, w których niby przypadkiem wymieniają imię zdrajcy – Judasza. Robią masaże itd. Ale swój dar otrzymują często od innej osoby, która z kolei otrzymała go jeszcze od kogo innego. A u początku tego łańcucha jest czarownik, który otrzymał ten dar od szatana, ponieważ szatan może „uzdrawiać”. Jezus mi nam w Ewangelii, że w czasach ostatecznych fałszywi prorocy będą czynić znaki i wspaniałe cuda, aby – jeśli to możliwe – pozyskać sobie wybranych Bożych. Jest to prawda. A ponieważ szatan nie robi prezentów, więc przemieszcza jedynie chorobę, czyniąc ją jeszcze cięższą. Dlatego ci, którzy chodzą do uzdrawiaczy , wciąż zapadają na zdrowiu a ich choroba przechodzi z ciała do serca a z serca do duszy. Wszystko zaczyna się od zwykłej choroby fizycznej a kończy się pokusami samobójstwa, głęboką depresją, straszliwą nienawiścią…

    Fronda/ S.Emmanuel

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dom zakonny stanął obok Planned Parenthood i spadła liczba aborcji

    Samplefot. Exe Lobaiza / Cathopic

    ***

    W Saint Louis naprzeciwko kliniki Planned Parenthood znajduje się klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Jak zaznaczają siostry, od czasu, gdy dom zakonny znajduje się w tym miejscu, liczba przeprowadzanych aborcji w klinice spadła.

    Klasztor, noszący imię patronki obrońców życia, Naszej Pani z Guadalupe, został założony w 2017 r. za aprobatą miejscowego biskupa, po tym, jak kilka katolickich małżeństw zaproponowało budowę kaplicy w pobliżu placówki Planned Parenthood. Jest miejscem, gdzie mogą spotykać i modlić się osoby działające w ruchach pro-life. Siostry towarzyszą poprzez modlitwę i gościnność wszystkim, którzy włączają się w budowanie społeczności broniącej życia. „Ludzie pytają: co robisz cały dzień? Odpowiadam wtedy: otwieram drzwi, gdy ktoś przyjdzie. Dzwonek do drzwi dyktuje nam to, co robimy” – mówi s. Ann Hall.

    Klasztor jest swoistą przystanią, do której zawsze mogą przyjść osoby chcące wesprzeć działania za życiem. Pomaga ludziom zbierać się razem. „W pewnym sensie jest to lodołamacz, który pozwala poznać ludzi i zachęca ich, by przyszli ponownie” – kontynuuje s. Hall. Ci, którzy są zbyt nieśmiali, by modlić się w intencji obrony życia pod samą kliniką, mogą przejść przez ulicę i modlić się w klasztornej kaplicy. Kilka razy w miesiącu odbywają tam się także wspólne spotkania, adoracje i obiady. Z gościny sióstr korzystają też archidiecezjalne grupy duszpasterskie pro-life, a także przygotowujący wiece antyaborcyjne.

    Klinika Planned Parenthood jest ostatnim miejscem w Missouri, gdzie wykonuje się aborcje chirurgiczne. „Od czasu otwarcia klasztoru ich liczba gwałtownie spadła, nie tylko w klinice, ale i w całym stanie” – powiedziała Amy Kosta, z organizacji St. Louis Life Runners. Klasztor i jego posługa pro-life przykuwają też uwagę innych miejsc diecezji.

    06 lutego 2022/Marek Krzysztofiak SJ/vaticannews.va/Saint Louis Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    _____________________________________________________________________________

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Aborcyjny Dream Team chwali się pomocą w aborcji. Matka była w 37. tygodniu ciąży!

    Grupa feministek pomagająca mordować nienarodzone dzieci – Aborcyjny Dream Team – pochwaliła się niedawno, że pomogła zabić dziecko gotowe do porodu. Jego matka była w 37. tygodniu ciąży! – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina.

    Jak czytamy na stronach Fundacji, feministki spod znaku pioruna przyznają, że pomaganie w aborcjach jest ich życiową pasją i misją, a za cel obrały sobie promowanie pozytywnego (!) przekazu dotyczącego aborcji.

    Za pośrednictwem mediów społecznościowych co jakiś czas Aborcyjny Dream Team chwali się swoimi morderczymi osiągnięciami. Uruchomiona przez nich infolinia umożliwia konsultacje aborcyjne i zamawianie tabletek poronnych oraz umawianie wyjazdów na zabicie dziecka za granicami Polski (w krajach, w których zabijanie dzieci przed narodzeniem jest legalne). Aborcjonistki z ADT uważają, że aborcja powinna być dostępna w każdym momencie ciąży na żądanie. Jak się okazuje również 9. miesiąc ciąży, według nich, jest odpowiednim momentem na zamordowanie dziecka!

    Aborcja w 9. miesiącu ciąży
    Aborcjonistki ostatnim wpisem na Facebooku wywołały spore oburzenie nawet wśród swoich zwolenniczek. Oznajmiły bowiem, że pomogły kobiecie będącej w 37. tygodniu ciąży dokonać aborcji. W komentarzach zawrzało (niektóre zostały już przez ADT skasowane).
    Aborcjonistki przyznały, że preferowaną metodą zabicia dziecka w tak zaawansowanym stadium rozwoju, jest rozszerzenie szyjki macicy umożliwiające wydobycie go narzędziami, a wcześniej podanie bezbronnemu dziecku morderczego zastrzyku, który zatrzymuje akcję serca!
    37. tydzień ciąży to etap, gdy dziecko oficjalnie uznaje się za donoszone, można je urodzić i oddać je do adopcji lub umieścić w oknie życia. Niestety aborcjoniści wkroczyły do gry i mały człowiek został zamordowany. Oto prawdziwa cywilizacja śmierci.

    Cel ostateczny – aborcja bez ograniczeń
    Jak podkreśla Fundacja Życie i Rodzina, działania Aborcyjnego Dream Teamu pokazują ostateczny cel proaborcyjnych aktywistów – aborcja bez żadnych ograniczeń. „Dla nich nie ma granic w bestialskim mordowaniu nienarodzonych. Chcą zabijać za wszelką cenę – w imię wyboru, komfortu, prawa, wpadki, choroby czy sytuacji finansowej – nieważne, każdy powód do zrobienia aborcji jest dobry” – czytamy.

    W swoich medialnych wypowiedziach zwolennicy aborcji podkreślają, że robią wszystko, by zmienić sposób mówienia o aborcji. W tym celu, m.in. zmieniają słownictwo około aborcyjne i odczłowieczają nienarodzone dzieci (nazywają je na wiele prześmiewczych sposobów, byle tylko nie zdefiniować ich jako ludzi).

    Te same osoby, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., dążą do ponownego zalegalizowania aborcji w naszym kraju. Chcą, by zabijanie dzieci w łonach matek było w świetle polskiego prawa możliwe i to bez ograniczeń. Wabią Polki zwodniczymi hasłami. Perfidnie i w kłamliwy sposób wykorzystują tragedie, takie jakie miały miejsce w szpitalu w Pszczynie czy w Częstochowie. Robią to, by nakręcać emocje. Wszystko po to, by zdobyć jak największe poparcie społeczne dla swoich morderczych postulatów i móc forsować je w Sejmie.
    Aborcja to przede wszystkim gigantyczny biznes. Wcale nie chodzi w nim o dobro kobiet, tu liczą się tylko zyski. Zarówno matka jak i dziecko są traktowane przedmiotowo. Aborcjoniści chcą, by aborcji było jak najwięcej, bo mają z tego ogromne pieniądze.

    Prawdziwe oblicze aborcjonistów
    Aborcjonizm w wersji light nie istnieje i przekonały się o tym feministki popierające wcześniej ADT. Nawet one uznały, że to za wiele. Może wreszcie zobaczą, kogo popierają i o co chodzi aborcyjnym aktywistom – zabijać wszystkie dzieci bez wyjątku i bez skrupułów. Fakt, że ADT pomógł zamordować dziecko gotowe do porodu, musi budzić obrzydzenie. Warto pamiętać, jakie są prawdziwe intencje feministek, szczególnie, gdy znów usłyszymy, jak z fałszywą troską pochylają się nad ciężarnymi w trudnej sytuacji życiowej…

    źródło: Fundacja Życie i Rodzina/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Macron, Metsola i oczekująca przepaść

    (fot. youtube)

    ***

    Każda wina musi zostać ukarana. Narody nie mają życia ponadziemskiego, dlatego jeżeli grzeszą, kara musi być wymierzona na tym świecie. O tym w kontekście coraz bardziej masowej zbrodni aborcji pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

    19 stycznia Emmanuel Macron, prezydent Republiki Francuskiej, inaugurował w Parlamencie Europejskim okres francuskiej prezydencji. Zaproponował wprowadzenie aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka w ramach Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Karta, zaaprobowana w Nicei w 2000 r. i ratyfikowana Traktatem lizbońskim w 2007, jest swego rodzaju europejskim statutem konstytucyjnym. Obok Macrona w Strasburgu obecna była maltańska eurodeputowana Roberta Metsola, wybrana dzień wcześniej na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego dzień wcześniej w Strasburgu, zastępując Davida Sassoli.

    Po wyborze Metsola, chciała uspokoić tych, których niepokoiły jej poprzednie wypowiedzi przeciwko aborcji. „W sprawie przerywania ciąży – powiedziała – moja linia będzie taka, jak Parlamentu”. Przerwanie ciąży, nie aborcja; takie podporządkowanie się decyzjom większości parlamentarzystów przypuszczalnie będzie miało zastosowanie nie tylko do aborcji, ale do każdej ohydy, jaką mogłoby to zgromadzenie zaaprobować. Następnego dnia przewodnicząca Metsola bez mrugnięcia okiem słuchała słów Macrona.

    Deklaracja Macrona o aborcji jako prawie człowieka, którą wygłosił przed zgromadzeniem plenarnym, gdzie znajdowało się wielu katolików i konserwatystów, stanowiła bezpośrednie wyzwanie – porównywalne do poprzednika Macrona, Jacque’a Chiraca, kiedy sprzeciwił się wszelkim nawiązaniom do chrześcijańskich źródeł Europy w Karcie Praw z szacunku dla świeckiej i rewolucyjnej tradycji Francji.

    Rewolucja francuska u progu XXI wieku wciąż wywiera wpływ; wszystkie współczesne i postmodernistyczne prawa mają swoje źródło w Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789, łącznie z feministycznym sloganem: „moje ciało, mój wybór”, na którym rzekome „prawo do aborcji” się opiera. Każdy, kto ma czyste sumienie, musi sprzeciwić się głoszeniu takich pseudo-praw stanowczym „Nie”, bez wyjątku i bezkompromisowo.

    Rozum, sumienie i prawo naturalne odciśnięte w naszych sercach mówią nam, że zabijanie niewinnej istoty ludzkiej nie jest dozwolone nigdy, w żadnych okolicznościach. Zakaz aborcji, dzieciobójstwa, eutanazji i generalnie zabójstwa opiera się na prawie, które jest absolutne; bez możliwych kompromisów i wyjątków. Jeśli dopuszcza się wyjątek w prawie moralnym, cała moralność upada.

    Pod tym względem gotowość Roberty Metsoli do kompromisu wygląda nie mniej poważnie niż antychrześcijańska prowokacja Emmanuela Macrona. Macron jest zaprzysięgłym wrogiem prawa naturalnego i chrześcijańskiego, usiłującym zamienić przestępstwo w prawo konstytucyjne. Roberta Metsola jest fałszywą przyjaciółką, która, akceptując przekształcenie występku w prawo, przyczynia się do psychologicznego i moralnego rozbrojenia obrońców życia. Rezultatem jest trywializacja zła, która doprowadziła w wielu krajach, w tym Włoszech, do masowego mordowania z pomocą pigułki aborcyjnej. Według doniesień w wielu regionach Włoch farmakologiczne środki aborcyjne typu „Zrób to sama” stały się podstawową metodą aborcji, znacznie przewyższając liczbę aborcji chirurgicznych („La Repúpblica”, 28 stycznia 2021 r.). Unikając psychologicznej traumy interwencji szpitalnej, sumienia coraz szybciej przyzwyczajają się do zła, co ma wprost trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.

    Ale musimy pamiętać, że za każdą winę jest kara. A im większa wina, tym większa kara. Winy indywidualne spotyka kara albo na tym świecie, albo na tamtym, przed lub po śmierci. Jednak kiedy winy są społeczne, popełniane przez naród albo przez kilka narodów, kara musi nastąpić na ziemi, ponieważ narody, przeciwnie do człowieka, nie mają swojego ponadziemskiego przeznaczenia.

    Trwająca pandemia, wiatry wojny nadciągające z Europy Wschodniej, możliwy wybuch kryzysu gospodarczego; wszystkie te niepokojące fakty powinny skłonić nas do refleksji. Kiedy brak refleksji, narody spieszą w lekkomyślnym zatraceniu ku oczekującej je przepaści. Tym, którzy myślą i mają prawe sumienie, pozostaje jedynie kontynuować modlitwę i walkę, powierzając wszystko rękom Boga.

    Roberto de Mattei/źródło: voiceofthefamily.com/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Warunki dobrej spowiedzi:

    1. Rachunek sumienia.
    2. Żal za grzechy. 
    3. Mocne postanowienie poprawy. 
    4. Spowiedź szczera. 
    5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. 

    _________________________________________________________________________

    Grzechy przeciwko Duchowi Św.:

    1. Zuchwałe dopuszczenie się grzechu
    2. Rozpaczanie lub wątpienie w miłosierdzie Boże
    3. Sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej
    4. Zazdroszczenie bliźniemu łaski Bożej
    5. Zatwardziałość serca na zbawienne napomnienia
    Odkładanie nawróceń i pokuty aż do śmierci.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Spowiedź to droga nawrócenia.

    Krótka historia sakramentu pokuty i pojednania

    Ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus przekazał Kościołowi misję udzielania ludziom łaski przebaczenia. W ciągu dziejów zmieniały się formy sakramentu pokuty i pojednania. 

    Historia każdego sakramentu zaczyna się od Jezusa Chrystusa. Nie inaczej jest w przypadku sakramentu pokuty i pojednania. Jezus nie tylko wzywał do nawrócenia, ale – co widać doskonale w scenie z paralitykiem – sam udzielał ludziom odpuszczenia grzechów. Czynił to na mocy swojej Bożej władzy (jako Syn Boży), ale zarazem czynił to jako człowiek (co tak bulwersowało faryzeuszy).

    Już w tej historii można dopatrzeć się zapowiedzi przekazania Boskiej władzy przebaczenia wspólnocie Kościoła. Otwarcie mówi o tym Jezus dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu. Sakrament spowiedzi jest bowiem owocem Paschy. To przez krzyż i zmartwychwstanie dokonało się pojednanie ludzi z Bogiem. Owoce tego Jezusowego dzieła pojednania mają być przekazywane ludziom poprzez Kościół. „Wieczorem owego pierwszego dnia… przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł (do apostołów): »Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane«” (J 20,19.22-23).

    Pan Jezus nie określił precyzyjnie, jak ma wyglądać sprawowanie sakramentu pokuty. Dał Kościołowi Ducha Świętego, który jest gwarancją Bożej obecności, a apostołom udzielił władzy „odpuszczania” i „zatrzymywania”. Historia sakramentu pokuty pokazuje, jak ta niezmienna władza była konkretnie sprawowana w zmieniających się warunkach historycznych. Ów skarb, jakim jest moc jednania ludzi z Bogiem, jest przechowywany w glinianym naczyniu Kościoła. Moc idzie od Boga, ale przez posługę kapłanów, którzy sami jako grzesznicy miłosierdzia potrzebują. 

    Jednorazowa i publiczna pokuta

    Już w Listach i Dziejach Apostolskich pojawia się problem grzechu występującego po chrzcie świętym. Budziło to zgorszenie i pewne zażenowanie młodej wspólnoty. W początkach Kościoła to chrzest był traktowany jako sakrament pojednania z Bogiem. Przyjmowali go dorośli, którzy wyznawali wiarę i nawracali się. Zanurzając się w wodzie chrztu, „topili” starego, grzesznego człowieka i zaczynali nowe życie. Panowało mocne przekonanie, że życie po chrzcie może i powinno być życiem wolnym od grzechu. Doświadczenie pokazało, że było to zbyt optymistyczne. Dzieło „Pasterz” Hermasa (ok. 150 po Chr.) jest najstarszym świadectwem mówiącym o odpuszczeniu grzechów po chrzcie. Przez kilka wieków dominowało w Kościele przekonanie, że po chrzcie pokuta jest możliwa tylko raz. Przyjmowano, że jest jakby drugim chrztem. Przy czym chodziło o ciężkie grzechy, za jakie uważano cudzołóstwo, morderstwo i apostazję.

    Problem pokuty nasilił się w związku z prześladowaniami chrześcijan przez Rzym. Nie wszyscy jednak byli gotowi na męczeństwo, niektórzy wypierali się Chrystusa (tzw. lapsi – upadli). Potem, gdy ustały prześladowania, chcieli wrócić do Kościoła, ale rygoryści odmawiali im tego prawa. W Kościele zwyciężyło jednak przekonanie, że nie należy im odmawiać Bożego miłosierdzia. Grzesznik musiał wyrazić przed wspólnotą swój żal i postanowienie poprawy. Następnie odbywał publiczną pokutę, którą nakładał na niego biskup (tzw. pokuta kanoniczna). Dopiero po okresie ekspiacji biskup udzielał przebaczenia, nakładając ręce i wypowiadając słowa rozgrzeszenia. Do VI wieku pokuta miała charakter jednorazowy i publiczny. 

    Wynalazek mnichów

    Spowiedź indywidualną zawdzięczamy mnichom pochodzącym z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Tak zwani mnisi iroszkoccy stali się wielkimi ewangelizatorami północnej i zachodniej Europy w VI i VII wieku. Oni rozpowszechnili w całym Kościele spowiedź uszną przed kapłanem i praktykę osobistej pokuty. Od VI wieku spowiadano się już częściej niż raz. Zwykle wtedy, gdy ktoś popełnił grzech ciężki. Nadal jednak było tak, że najpierw trzeba było odpokutować grzech, a potem u tego samego kapłana, który nałożył pokutę, prosić o rozgrzeszenie. Mnisi tworzyli tzw. księgi penitencjarne, zawierające katalogi wszelkich możliwych grzechów oraz odpowiadających im pokut zwanych taryfowymi. Określano precyzyjnie formę i czas pokutowania. Ciekawostka: duchowni mieli znacznie surowsze pokuty niż świeccy.

    Księgi z taryfowymi pokutami okazały się jednak ślepym zaułkiem. Pojawiały się wynaturzenia, bogaci zaczynali zastępować pokutne czyny określoną sumą pieniędzy. Około X wieku ustaliła się reguła, że penitent zaraz po wyznaniu grzechów uzyskuje rozgrzeszenie, a pokutę odprawia po spowiedzi. Porzucono księgi pokutne. Pokuta po spowiedzi stawała się coraz bardziej symboliczna. Na Soborze Laterańskim IV (1215 r.) zadecydowano, że wszyscy wierni mają obowiązek osobiście przynajmniej raz w roku wiernie wyznać wszystkie swoje grzechy kapłanowi. Później, już na Soborze Trydenckim (1545–1563), doprecyzowano, że obowiązek ten dotyczy jedynie grzechów ciężkich. Oczywiście chodzi o grzechy, których człowiek po dokładnym zbadaniu siebie jest świadomy. W roku 1304 papież Benedykt XI usankcjonował tzw. spowiedź generalną. Chodzi o spowiedź z całości życia, albo jakiegoś jego etapu, w której wyznajemy grzechy już wcześniej wyznane i odpuszczone. Spowiedź generalna jest nadal praktykowana i bywa pożyteczna w pewnych przełomowych życiowych momentach (np. przed ślubem czy święceniami).

    Średniowieczny Kościół rozwinął teologię sakramentu pokuty. Spierano się o rozłożenie akcentów. Święty Tomasz z Akwinu, jak zwykle, szukał mądrej równowagi. Akcentował, że na skuteczność sakramentu składają się zarówno elementy subiektywne, czyli akty samego penitenta: żal połączony z postanowieniem poprawy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie, jak i element obiektywny, którym jest sakramentalne rozgrzeszenie. W porównaniu z pierwszymi wiekami Kościoła najważniejsza zmiana polegała na odejściu od przesadnego akcentowania uczynków pokutnych, jakby „wypracowywania” przebaczenia. Pozostałością po starożytnej surowej praktyce pokutnej pozostała teologia odpustów. 

    Negowanie i obrona spowiedzi 

    Marcin Luter, twórca reformacji, sam do końca życia spowiadał się. Ale w swoich pismach raz uznaje spowiedź za sakrament, raz ją odrzuca. Nie podobało mu się kościelne przykazanie nakazujące przynajmniej raz w roku spowiadać się. Tak mocno akcentował konieczność zaufania Bożemu miłosierdziu, że negował znaczenie samej absolucji i ludzkich wysiłków pokutnych. Jak w wielu innych sprawach, tak i w tej wylał dziecko z kąpielą. Kościoły wyrosłe z reformacji ostatecznie odrzuciły spowiedź.
 Wspomniany już Sobór Trydencki w odpowiedzi na reformację uporządkował nauczanie o spowiedzi. Potwierdził nauczanie św. Tomasza z Akwinu. Akcentował, że spowiedź jest sakramentem powtarzalnym, że rozgrzeszenia może udzielać tylko kapłan. Potwierdził znane już wcześniej rozróżnienie na żal doskonały (z miłości) i niedoskonały (z lęku). Do otrzymania rozgrzeszenia wystarczy żal niedoskonały. To nauczanie pozostaje nadal aktualne.

    Na Soborze Watykańskim II zwrócono uwagę na wspólnotowy wymiar sakramentu pokuty. Podkreślono, że spowiedź to nie tylko pojednanie z Bogiem, ale także z Kościołem. Utrzymano jednak jako podstawową formę sakramentu indywidualną spowiedź. Drugą formą jest pojednanie większej liczby penitentów wraz z indywidualną spowiedzią. Trzecia forma, czyli tzw. absolucja generalna, jest możliwa tylko w sytuacjach nadzwyczajnych. Jan Paweł II w adhortacji „Reconciliatio et paenitentia” (1984 r.) zwrócił uwagę, że spowiedź nie jest tylko rodzajem procedury sądowej przed trybunałem miłosierdzia, ale ma również charakter „leczniczy”. „Pragnę leczyć, a nie oskarżać”, mówi św. Augustyn. „To dzięki lekarstwu spowiedzi doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz” – komentuje papież. „Każdy konfesjonał to uprzywilejowane i błogosławione miejsce, w którym (…) rodzi się nowy, nieskażony i pojednany człowiek – pojednany świat!”.

    Spowiedź w wielu krajach przeżywa kryzys. Konfesjonały służą tam za schowki na szczotki i szmaty. Księża przestali spowiadać, więc ludzie przestali chodzić do spowiedzi. Zachodnia cywilizacja głównie przy pomocy armii psychologów i medialnych inżynierów społecznych dokonuje zastępczego świeckiego „rozgrzeszenia”. Wmówiono społeczeństwom i niestety także wierzącym, że są bez winy. Mówimy już tylko o słabości, o rozpadzie małżeństwa, wypaleniu, niedostosowaniu czy traumie z dzieciństwa.

    Tam, gdzie nie ma przyznania się do winy, nie ma też nawrócenia i spowiedzi. Wtedy zło staje się nieuleczalne.

    ks. Tomasz Jaklewicz/Liturgia.wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Szczególna modlitwa św. Jana Pawła II, która daje nadzieję w trudnych czasach

    Św. Jan Paweł II był autorem wielu modlitw. Jednak żadna z nich nie daje takiej nadziei i takiego pokoju jak te kilka zdań.

    Pan Bóg jest Panem historii. Kiedy się nam wydaje, że prawie wszystko, po ludzku sądząc, jest stracone, Bóg wyznacza wybranym przez siebie ludziom specjalną misję, by objawić swoją potęgę i chwałę. Wybrany zza żelaznej kurtyny kard. Karol Wojtyła okazał się wkrótce “nowym Mojżeszem”, który pomógł odzyskać wolność i prawa człowieka tak wielu narodom na całym świecie. Zgłębiajmy mądre nauczanie, które nam pozostawił, abyśmy także dzisiaj przestali się lękać, bo losy świata i Kościoła są w Bożych rękach.

    Kard. Joseph Ratzinger powiedział o Janie Pawle II:

    Miłość do Chrystusa była najbardziej przemożną siłą w życiu naszego umiłowanego Ojca Świętego: wie o tym każdy, kto widział, jak się modlił, i słyszał, jak głosił słowo Boże. Dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł on dźwigać ciężar, który przerasta siły człowieka: mógł być Pasterzem owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego.

    Oto jedna z najpiękniejszych modlitw Jana Pawła II, którą wypowiedział 17 sierpnia 2002 roku w Łagiewnikach:


    Boże, Ojcze Miłosierny,

    który objawiłeś swoją miłość

    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym,

    Pocieszycielu, Tobie zawierzamy dziś losy

    świata i każdego człowieka.

    Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość,

    przezwycięż wszelkie zło,

    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi

    doświadczyć Twojego miłosierdzia,

    aby w Tobie, Trójjedyny Boże,

    zawsze odnajdywali źródło nadziei.

    Ojcze Przedwieczny,

    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,

    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa do św. Michała Archanioła. Dlaczego Jan Paweł II zachęcał do jej odmawiania?

    web-saint-michael-archangel-sky-martinidry-shutterstock_35555443
    Martinidry – shutterstock

    ***

    100 lat po tym, jak Leon XIII napisał swoją słynną modlitwę, Jan Paweł II wzywał katolików do odnowienia zwyczaju jej odmawiania.

    Jak Leon XXIII ułożył modlitwę do Michała Archanioła

    Modlitwa do Michała Archanioła została ułożona w 1884 r. przez papieża Leona XIII. Po odprawieniu mszy świętej papież pozostał w kościele, aby odmówić modlitwę dziękczynienia przy ołtarzu. Pod koniec usłyszał dialog – rozmowę dwóch głosów, z których jeden był łagodny, a drugi ostry. Przypominało to trochę „targowanie” się Szatana z Bogiem zapisane w Księdze Hioba.

    Szatan przechwalał się w ten mniej więcej sposób: choć Jezus powiedział, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, to on mógłby go zniszczyć, „gdyby tylko miał trochę czasu i mocy – w 75 do 100 lat”.

    Według ojca Domenico Pechenino, który zeznawał jako świadek tego wydarzenia, twarz papieża Leona, słyszącego ten dialog, wyrażała przerażenie i trwogę. W końcu jednak – wróciwszy do swoich zmysłów – lekko, ale zdecydowanie uderzył dłonią w blat i wstał. Udał się do swojego prywatnego gabinetu.

    Jego asysta podążyła za nim z niepokojem i troską, szepcąc: „Ojcze Święty, czy dobrze się czujesz? Potrzebujesz czegoś?”. Odpowiedział: „Nie, nie”. Około pół godziny później wezwał sekretarza jednej z kongregacji i wręczając mu kartkę papieru, poprosił o rozesłanie jej treści do wszystkich biskupów ordynariuszy na całym świecie.

    Modlitwa do Michała Archanioła odmawiana na koniec Mszy św.

    Modlitwa ta została rozpowszechniona jako modlitwa do św. Michała Archanioła. Dwa lata później papież Leon XIII zadekretował, że będzie ona odmawiana na koniec Mszy św. w całym Kościele. Po Soborze Watykańskim II odstąpiono od tego obowiązku, ale zalecano, aby wierni kontynuowali odmawianie jej prywatnie.

    Sto lat po tym, jak Leon XIII ułożył swoją modlitwę, Jan Paweł II – nie przywracając oficjalnie praktyki modlitwy po Mszy św. – poprosił wszystkich katolików, aby powrócili do tego błagania adresowanego do Księcia Aniołów.

    W 1984 r. – podczas międzynarodowego Roku Rodziny – przestrzegał, że los ludzkości jest w poważnym niebezpieczeństwie i wzywał ludzi Kościoła do odmawiania tej modlitwy codziennie, aby pokonać siły ciemności i zła na świecie.

    W swoim rozważaniu po „Regina Coeli” w niedzielę, 24 kwietnia 1994 r. Jan Paweł II także przywołał modlitwę papieża Leona XII, mówiąc: „Niech ta modlitwa umacnia nas do walki duchowej, o której mowa w Liście do Efezjan: W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi (Ef 6, 10). A jest to ta sama walka, do której odnosi się Apokalipsa, przywołując przed nasze oczy obraz św. Michała Archanioła. Przed oczami papieża Leona XIII była zapewne właśnie ta scena, kiedy pod koniec XIX stulecia zapoczątkował specjalną modlitwę do św. Michała”.

    Modlitwa do św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

    Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    3 MARCA I CZWARTEK MIESIĄCA

    W KAPLICY IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO MSZA ŚW. O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    ADORACJA
    Grant Whitty/Unsplash | CC0

    ***

    Pierwszy czwartek miesiąca szczególnie przypomina nam dzień Wielkiego Czwartku. To przypominanie jest anamnezą (słowo anamnesis pochodzi z języka greckiego, które znaczy: przypominać, czynić pamiątkę). Bowiem za każdym razem, kiedy Liturgia Kościóła celebruje Boże dzieło zbawienia, to jednocześnie to konkretne wydarzenie uobecnia się. Tym samym zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postanowił Pan Jezus dając Kościołowi wskazanie: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. Jest nam dane przeżywać dwa bardzo ważne wydarzenia, dwa sakramenty: ustanowienie Najświętszej Eucharystii i kapłaństwo.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii czyli jest to czas przede wszystkim dziękczynienia. Dziękujemy w nim za ten największy i cudowny dar i tym samym za cały Kościół Boży, dzięki któremu dokonuje się wciąż nasze zbawienie.

    W praktyce najlepszym uczczeniem tego dnia jest przyjęcie Komunii Świętej w duchu dziękczynienia za otrzymane dary. Przedłużając ten moment, dobrze jest poświęcić chwilę na adorację Najświętszego Sakramentu lub ofiarować Komunię świętą za tych, którzy z różnych powodów nie mają dostępu do Mszy świętej.

    W wielu kościołach tego dnia jest całodzienna lub całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Nasze trwanie przy Panu Jezusie eucharystycznym jest wyrazem wiary w Jego realną obecność pod postaciami chleba i wina.

    Sakrament Eucharystii związany jest z sakramentem kapłaństwa, bo to dzięki kapłanom Msza święta jest sprawowana w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postawnowił Pan Jezus, że poprzez kapłanów może w pełni dawać siebie i przebywać w naszych sercach w swoich sakramentalnych znakach.

    Pierwszy czwartek jest więc także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – modlitwy za kapłanów o wytrwanie w dobrym i godne sprawowanie świętych obrzędów.

    W modlitwie o nowe powołania do służby w Kościele ogarniamy nie tylko powołanych do kapłaństwa, ale również tych wszyskich, którzy wspomagają Kościół poprzez swoją posługę – a więc diakonów, osoby konsekrowane i liturgiczną służbę ołtarza.

    W tym dniu dobrze jest podziękować Panu Bogu za wszystkie te osoby, które pomagają nam na drodze do zbawienia i prosić Pana żniwa o robotników, bo “żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście tedy Pana żniwa, by wysłał robotników na żniwo swoje” (Łk 10, 2).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PRZYPOMNIENIE: W TRZECI PIĄTEK KAŻDEGO MIESIĄCA PRZYPADA NASZ OBOWIĄZEK SPRZĄTANIA KOŚCIÓŁA ŚW. PIOTRA.

    BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ PANIOM I PANOM, KTÓRZY PAMIĘTACIE O TYM. W KWIETNIU NASZ DZIEŃ PRZYPADA NA PIĄTEK 22-go po WIELKANOCY.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Przeżyj Drogę Krzyżową z Janem Pawłem II - zdjęcie
    fot. screenshot – YouTube (Radio Maryja)

    ***

    Przeżyj Drogę Krzyżową z Janem Pawłem II

    Św. Jan Paweł II niemal każdego dnia modlił się rozważając Drogę Krzyżową. Rozumiał, że tylko biorąc krzyż, można rzeczywiście stać się uczniem Jezusa. Zagłębianie się w tajemnie Golgoty pomagało mu odważnie brać każdego dnia swój własny krzyż. Prosząc o jego wstawiennictwo, razem ze świętym papieżem rozważmy Drogę Krzyżową.

    STACJA I
    Jezus na śmierć skazany

    Synu, kiedy odejdziesz, wzbierająca głębio
    odwieczna,
    w której wszystko ujrzałem –
    Ojcze, Miłość oznacza konieczność
    Wzbierania chwałą.
    (…)
    Synu, kiedy odejdziesz, Miłość odwieczna,
    któż ogarnie Cię nurtem najbliższym?

    Ojcze, opuszczam Twoje wejrzenie wzbierające
    zalewem słonecznym,
    obieram oczy ludzkie –
    obieram oczy ludzkie zalane światłem
    pszenicznym.

    (Pieśń o Bogu ukrytym, I. 14 )

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA II
    Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

    Uwielbiam cię, siano wonne, bo znajduję
    w tobie
    dumę dojrzałych kłosów.
    Uwielbiam cię, siano wonne, któreś tuliło w sobie
    Dziecinę bosą.

    Uwielbiam cię, drzewo surowe, bo nie znajduję skargi
    W twoich opadłych liściach.
    Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki
    W krwawych okiściach.

    Uwielbiam Cię, blade światło pszennego chleba,
    w którym wieczność na chwilę zamieszka,
    podpływając do naszego brzegu
    tajemną ścieżką.

    (Pieśń o Bogu ukrytym I. 11)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA III
    Pierwszy upadek Jezusa

    Nadzieja dźwiga się w porę ze wszystkich miejsc,
    jakie poddane są śmierci –
    nadzieja jest jej przeciwwagą,
    w niej świat, który umiera,
    na nowo odsłania swe życie.

    (Rozważania o śmierci IV. 1)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA IV
    Spotkanie z Matką

    Mój Synu – w tamtej mieścinie,
    gdzie ludzie znali nas razem,
    mówiłeś do mnie “matko”
    – i nikt nie przejrzał w głąb
    mijanych dnia każdego zdumiewających
    zdarzeń a życie Twoje się zlało z życiem
    ludzi ubogich, do których chciałeś
    należeć przez ciężką pracę rąk.

    Lecz ja wiedziałam, że światło,
    które snuje się w owych zdarzeniach
    jak włókno iskry głębokie pod korą dni
    jest Tobą. Nie było ono ze mnie –

    A ileż więcej miałam Ciebie w tym blasku
    i w tym milczeniu, niż miałam Ciebie
    z owocu ciała mojego i krwi. (…)
    Synu mój trudny i wielki, Synu mój prosty,
    przywykłeś we mnie na pewno do myśli
    wszystkich ludzi –
    w cieniu tych myśli czekasz głębokiej
    chwili serca, która się w każdym
    człowieku inaczej zaczyna
    a we mnie jest pełna matki –
    i pełnią tą nigdy się nie utrudzi.

    (Matka I. 3, I. 4)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA V
    Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż

    Duch się przesunął nagle, a ciało jeszcze zostało
    na dawnym swoim miejscu. Dlatego ogarnął mnie
    ból.

    I trwać on będzie tak długo, aż nie dojrzeje ciało
    w duchu znajdzie pokarm dla siebie, a nie jak
    dotąd głód.

    To są chwile, gdy miłość boli: tygodnie, miesiące, lata.
    Język i podniebienie jak korzeń suchego drzewa
    (…)

    Lecz suszę całego świata
    nie ja odczuwam, lecz On.
    (…)

    Chcę jednak być sprawiedliwy, więc targuję się
    z wami, siepacze, o tego drugiego Człowieka
    – (a przecież chcę wrócić do miasta).
    Targuję się z wami o to,
    co sprawiedliwość każe,
    co mnie słusznie winno ominąć,
    a co dla Niego jest łaską.

    (Profile Cyrenejczyka II. 11; III)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA VI
    Weronika ociera twarz Jezusowi

    Nikt Ci nie przeszkodził, Weroniko.
    Jesteś blisko. Ta chusta stała się wołaniem serc,
    wszystkich onieśmielonych serc, które przestają
    się przedzierać, widząc, że ścieżka twa
    jest równoległa do drogi Skazańca.
    (…)

    On odszedł. Kiedy odchodzi człowiek, bliskość
    ulatuje jak ptak, w nurcie serca zostaje wyrwa,
    w którą się wdziera tęsknota.

    Tęsknota – głód bliskości.

    ODKUPIENIE jest nieustanną bliskością
    TEGO, KTÓRY ODSZEDŁ.

    Ciemniejące płótno w twoich rękach przyciąga
    Niepokój świata.

    Stworzenia pytać będą o życiodajne źródło,
    które bije z twojej postaci
    Weroniko, siostro –

    Odkupienie szukało twego kształtu, by wejść
    w niepokój wszystkich ludzi.

    (Odkupienie szukało twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi IV. 4)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA VII
    Jezus drugi raz upada pod krzyżem

    (…)
    i mówiłeś
    uniżę się, bracie, uniżę
    nie osamotnię nigdy twoich oczu,
    naprzód ukryję się w krzyżu,
    potem chlebem w dojrzałym zbożu.
    Więc myślę:
    dlatego tak się uniżasz,
    by nie osamotnić w kosmosie
    moich ramion dalekich od krzyża (!!!)
    i mych oczu oddanych tęsknocie.

    (Pieśń o Bogu ukrytym II. 6)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA VIII
    Jezus pociesza płaczące niewiasty

    Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
    spragniony ciepła słonecznego.
    Więc przypłyń światło z głębin nie pojętego dnia
    i oprzyj się na mym brzegu.
    Płoń nie za blisko nieba
    I nie za daleko.
    Zapamiętaj, serce, to spojrzenie,
    w którym wieczność cała ciebie czeka.

    Schyl się, serce, słońce przybrzeżne,
    zamglone w głębinach ócz,
    nad kwiatem niedosiężnym,
    nad jedną z róż.

    (Pieśń o Bogu ukrytym I. 7)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA IX
    Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

    Aż dotąd doszedł Bóg i zatrzymał się krok od
    nicości,
    tak blisko naszych oczu.
    Zdawało się sercom otwartym, zdawało się sercom
    prostym,
    że zniknął w cieniu kłosów

    (Pieśń o Bogu ukrytym I. 12)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA X
    Jezus z szat obnażony

    Jesteś jednakże straszliwie niepodobny do Tego,
    którym jesteś –
    natrudziłeś się w każdym z nich.
    Zmęczyłeś się śmiertelnie.
    Wyniszczyli Cię –
    To się nazywa Miłosierdzie.

    Przy tym pozostałeś piękny.
    Najpiękniejszy z synów ludzkich.
    Takie piękno nie powtórzyło się już nigdy później –
    O, jakieś trudne piękno, jak trudne.
    Takie piękno nazywa się Miłosierdzie.

    (Ecco homo)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA XI
    Jezus do krzyża przybity

    DRZEWO mówiło tak:
    nie lękaj się, gdy umieram – nie lękaj się ze mną
    umrzeć, nie lękaj się śmierci – bo patrz, odzywam:
    śmierć tylko dotknęła kory.
    Nie lękaj się ze mną umrzeć i odżyć.
    Zasklepi się znak.
    Dojrzeję w nim wszystko na nowo –
    I owoc nie opadnie ciężarem własnym.
    DRZEWO odda owoce Temu, kto je szczepił –
    będziecie pożywać owoce wyrosłe na Mnie,
    Zranionym Drzewie.  

    (Opowieść o drzewie zranionym 4)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA XII
    Jezus na krzyżu umiera

    (…)
    Czy ty wiesz, czy ty wiesz, mój bracie
    jak miłuje nas Ojciec nasz?

    Ale głębi owych słów nikt nie zna,
    ale przyczyn najdalszych nikt nie wie,
    jaka to męka była bezbrzeżna
    ta samotność na krzyżowym drzewie.

    Lecz nie krew, która w drzewie rozkwitła,
    jak rozkwita każdy trud w jutrzejszym chlebie –
    tylko to odepchnięcie od Ojca,
    to odtrącenie…

    Za te słowa: Czemuś mnie opuścił,
    Ojcze, Ojcze – za Matki płacz –
    Ja na wargach Twoich odkupiłem
    dwa najprostsze słowa: Ojcze Nasz.

    ( Pieśń o Bogu ukrytym II. 10)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA XIII
    Jezus zdjęty z krzyża i oddany swojej Matce

    Proszę Cię, byś mnie ukrywał
    w miejscu niedostępnym,
    w nurcie cichego podziwu
    lub w nocy posępnej.

    bo wiem o takim ukryciu,
    że w nim nic nie rozproszę z tych słońc,
    które płoną pod horyzontem
    spojrzeń utkwionych w głąb.

    A wtedy dokona się cud przemiany:
    Oto Ty staniesz się mną –
    ja – eucharystyczny.

    (Pieśń o Bogu ukrytym II. 13)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    STACJA XIV
    Jezus złożony do grobu

    Jest taka Noc, gdy czuwając przy Twoim grobie,
    najbardziej jesteśmy Kościołem
    – jest to noc walki, jaką toczy w nas rozpacz
    z nadzieją: ta walka wciąż się nakłada
    na wszystkie walki naszych dziejów,
    napełnia je wszystkie w głąb
    (wszystkie one – czy tracą swój sens?
    Czy go wtedy właśnie zyskują?).

    Ten Nocy obrzęd ziemi dosięga swego początku.
    Tysiąc lat jest, jak jedna Noc.
    Noc czuwania przy Twoim grobie.

    (Wigilia Wielkanocna 1996)

    Któryś za nas cierpiał rany…

    Fronda/źródło: adonai.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Trzecia Tajemnica Fatimska. Czy Jan Paweł II zawierzył Rosję Maryi? - zdjęcie
    fot. János Korom Dr. from Wien, Austria via Wikipedia, CC BY-SA 2.0 / Eric Draper – whitehouse.gov (wikipedia), CC0

    ***

    Trzecia Tajemnica Fatimska.

    Czy Jan Paweł II zawierzył Rosję Maryi?

    Wiele lat mogliśmy się przysłuchiwać dyskusji dotyczącej “trzeciej części fatimskiej tajemnicy”.Prześcigali się niektórzy “domniemani wizjonerzy” z różnych stron świata w odkrywaniu treści, jakie Matka Boża miała przekazać w Fatimie w 1917 roku, a które miały dotyczyć przyszłości świata. Opublikowanie jej treści nie zadowoliło wielu, a nawet zrodziło zadziwienie, gdyż w 2000 r. upubliczniona treść owej tajemnicy zupełnie odbiegała od oczekiwań, a jeszcze bardziej o różnego rodzaju przewidywań.

    Tendencja ta jednak dalej jest podsycana. Znów mówiąc o Fatimie głosi się nie Orędzie Matki Bożej, lecz kolejne sensacje. Wiele osób nie znających treści Fatimskiego Przesłania powtarza, a nawet czyni zarzut Kościołowi, iż dalej Rosja nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu Maryi. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy akt poświęcenia z 1984 roku nie czyni zadość prośbie Matki Bożej? Kto w tej sprawie może być właściwym autorytetem? Kto poza Siostrą Łucją i bł. Janem Pawłem II? Za życia ich stanowisko w tej sprawie było jednoznaczne: akt ten wypełnia prośbę Matki Bożej, poświęcenie Rosji dokonało się 25 marca 1984 r. Dzisiejsze dyskusje stają się jedynie okazją do podsycania klimatu sensacji i są bardzo szkodliwe dla uwewnętrznienia się treści Fatimskiego Orędzia w sercach ludzi wierzących.

    Przeczytaj poniższe teksty i na ich podstawie pomyśl, co stało się 25 marca 1984 roku!!!

    Matka Boża prosi o poświęcenie i o wynagrodzenie za grzechy w pierwsze soboty miesiąca. Czy są one powszechnie realizowane? Jeśli będzie powszechnie wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca, wówczas doświadczymy również owoców poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    1. Siostra M. Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca

    „Nie trzeba wyjaśniać, jak wszystko to zostało spełnione, ponieważ wszyscy o tym wiedzą, dlatego zobaczmy co dalej mówiła nam Nasza Pani: ‘Na końcu – to znaczy, po tym wszystkim – Moje Niepokalane Serce zatriumfuje’ – nad wszystkimi wojnami rozpętanymi na całym świecie poprzez błędy szerzone przez Rosję.
    Ojciec Święty dokona poświęcenia Rosji, która się nawróci. Słowo ‘nawróci się’ pochodzi od słowa ‘nawrócenie’, to znaczy zajdzie przemiana zła w dobro, i na pewien czas nastanie pokój na świecie. Obietnica pokoju odnosi się do wojen wywołanych na całym świecie przez błędy rozproszone przez Rosję. Konsekracja ta została publicznie dokonana przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Rzymie dnia 25 marca 1984 roku przed wizerunkiem Naszej Pani czczonym w Kaplicy Objawień w Fatimie, Cova da Iria [tak nazywa się miejsce, na którym wybudowano kaplicę], który Ojciec Święty – po tym jak napisał do wszystkich Biskupów świata, aby zjednoczyli się z Jego Świątobliwością w tym akcie konsekracji, jakiego zamierzał dokonać – celowo nakazał sprowadzić do Rzymu ten wizerunek, aby wyraźnie zaznaczyć, iż Konsekracja jakiej zamierzał dokonać przed tym wizerunkiem była spełnieniem prośby Naszej Pani w Fatimie”.

    Ciekawe jest również to, iż w dalszej części przywołanego tekstu znajdujemy swego rodzaju uzasadnienie, iż rzeczywiście miał miejsce akt, o który prosiła Matka Boża, a którego konsekwencją ma być nawrócenie Rosji. „Wszyscy doskonale wiedzą, iż przeżywaliśmy jeden z najbardziej krytycznych momentów historii ludzkości, kiedy wielkie mocarstwa, wrogie względem siebie, planowały przygotowania do wojny nuklearnej (atomowej), która zniszczyłaby świat, jeśli nie cały świat, to większą jego część, a co by pozostało, z jakimi szansami na przeżycie? I kto byłby w stanie odwieść tych aroganckich ludzi, otaczających się swoimi planami wojny, odwieść ich od gwałtownych zamysłów, ateistycznych ideologii propagujących zniewolenie i dominację ludzi, którzy uważają siebie za Panów całego świata, kto byłby stanie wszystko to przemienić na coś całkiem przeciwnego? Kto przyczyniłby się do prośby o spotkanie by objąć się w geście pokoju? Kto wpłynąłby na zmianę planów wojny na plany pokoju, zamianę agresywnych i gwałtownych niesprawiedliwości na projekty wsparcia i pomocy poprzez uznanie praw człowieka, zniesienie niewolnictwa, itp.? 
    Kto, jeśli nie Bóg, był w stanie działać w tych intelektach, w woli, w ich sumieniach, tak aby doprowadzić ich do tej zmiany, bez strachu, bez obawy przed zbuntowaniem przeciwników po swojej stronie i po stronie przeciwnej? Tylko moc Boga, która zadziałała we wszystkich, sprawiła, że przyjęli pokój, bez buntów, bez opierania się, bez stawiania warunków. Kto jest jak Bóg? Można powiedzieć więcej, [Bóg] sprawił, iż jeden z głównych szefów komunizmu ateistycznego zdecydował się wyruszyć w podróż do Rzymu by spotkać się z Ojcem Świętym który, być może niezależnie od tego i tak dokonałby konsekracji Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, o którą poprosiła Nasza Pani w Fatimie – i uznał go [Ojca Świętego] za najwyższego przedstawiciela Boga, Jezusa Chrystusa na ziemi, głowę jedynego prawdziwego Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa”.

    Pomimo tych znaków kwestia poświęcenia dalej jest poddawana w wątpliwość, gdyż fundamentalna obietnica pokoju nie stała się faktem. Wizjonerka z Fatimy odpowiada następująco: „Po tym wszystkim, jeszcze są ślepi, którzy nie widzą, albo nie chcą widzieć i mówią: Jednakże istnieją wojny na tym świecie poza tą jedną, a Nasza Pani obiecała pokój. Tak, Nasza Pani obiecała pokój, jeśli chodzi o wojny rozpętane na całym świecie przez ateistyczny komunizm nie uwzględniając wojen domowych, które zawsze były i będą, do czasu aż Bóg zechce przemienić świat – jak powiedział Jezus Chrystus – w nową ziemię i nowe Niebo, podobnie jak małe nasienie zasadzone w ziemi obumiera, a z tej pozornej śmierci kiełkuje nowe życie, nowa roślina bardziej bujna, wydzielająca zapachy najpiękniejszego kwiatu oraz wydająca najsmaczniejsze i najdelikatniejsze owoce. Jednakże dzień ten jeszcze nie nadszedł, nadejdzie, kiedy Bóg o tym zadecyduje, w planach Swojego ogromnego miłosierdzia. Miłosierdzie Pana wyśpiewywał będę na wieki!.
    I na pewien czas nastanie pokój na świecie. Obietnica pokoju odnosi się do wojen wywołanych na całym świecie przez ateistyczny komunizm, to nad tymi wojnami, o których wspomina Nasza Pani, Jej Niepokalane Serce odniesie zwycięstwo” (M. Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca, Jak postrzegam Przesłanie przez pryzmat czasów i wydarzeń, dz. cyt., s. 56-57).

    2. Rozmowa abp. T. Bertone z S. Łucją – Klasztor w Coimbrze, 17 listopada 2001 r.

    W ostatnich miesiącach, szczególnie po smutnym wydarzeniu, zamachu terrorystycznym z 11 września, w gazetach włoskich i zagranicznych pojawiły się artykuły dotyczące przypuszczalnych nowych objawień siostry Łucji, zapowiedzi listów upominających Ojca Świętego, apokaliptyczne reinterpretacje przesłania z Fatimy. Pojawiło się również podejrzenie, że Stolica Święta nie opublikowała całego tekstu trzeciej części tajemnicy i niektóre ruchy “fatimskie” na nowo powtórzyły oskarżenia, iż Ojciec Święty nie poświęcił jeszcze Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Stąd też uznano za konieczne zorganizowanie spotkania z siostrą Łucją, aby otrzymać niektóre wyjaśnienia i informacje bezpośrednio od “widzącej”, która jeszcze żyje. Odbyło się ono w obecności ojca Luisa Kondora SVD, wicepostulatora ds. błogosławionych Franciszka i Hiacynty, i przeoryszy Karmelu Świętej Teresy, za zgodą Jego Eminencji ks. kard. Józefa Ratzingera i dwóch ks. bp.: z Leiria-Fatima i z Coimbry. Rozmowa trwająca ponad dwie godziny miała miejsce w sobotę po południu, 17 listopada.

    Siostra Łucja, która 22 marca skończy 95 lat, była w doskonałej formie. Wyznała przede wszystkim swoją miłość i przywiązanie do Ojca Świętego, że modli się bardzo dużo za Niego i za cały Kościół. Cieszy się z rozpowszechniania jej książki “Apele i przesłania z Fatimy”, przetłumaczonej już na sześć języków (włoski, hiszpański, niemiecki, węgierski, polski i angielski). Otrzymuje wiele listów z podziękowaniami w tej sprawie.

    Przechodząc do problemu trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej, stwierdziła, że przeczytała bardzo uważnie i przemedytowała pismo opublikowane przez Kongregację Doktryny Wiary i potwierdza wszystko, co zostało tam napisane. A tym, którzy myślą, że coś z Trzeciej Tajemnicy zostało ukryte, odpowiada: “Wszystko zostało opublikowane, nie ma już więcej żadnej tajemnicy”. Temu zaś, kto mówi i pisze o nowych objawieniach odpowiada: “Nie ma w tym żadnej prawdy. Jeżeli miałabym nowe objawienia, nie powiedziałabym o nich nikomu, lecz przekazałabym je bezpośrednio Ojcu Świętemu”.

    Później siostra Łucja chętnie przywoływała wspomnienia ze swej młodości. Mówiła o trudnościach, jakie napotykała zanim została zakonnicą, a także o wspaniałomyślności i dobroci, jakiej doświadczyła. Wspominała np. “ferie” w Braga, które w latach 1921-1924 spędzała u pani Filomeny Mirandy, świadka od bierzmowania.

    Na pytanie: “Jaki wpływ miała na jej życie wizja z 13 lipca, zanim została spisana i przekazana Kościołowi?”, odpowiedziała: “Czułam się bezpieczna pod opieką Naszej Pani, która strzeże czujnie Kościoła i Papieża” i dodała nieujawniony szczegół do opowiadania o znanej wizji proroczej: podczas “wizji Nasza Pani, od której emanowało piękno, trzymała w prawej ręce Serce, a w lewej ręce Różaniec”. Co oznacza serce w ręku Madonny?

    “Jest to znak miłości, który chroni i zbawia. Jest to Matka, która widzi swoje dzieci cierpiące i cierpi wraz z nimi, także z tymi, którzy Jej nie kochają. Ponieważ chce uratować (zbawić) wszystkich i nie zgubić nikogo spośród tych, których Pan Jej powierzył, Jej serce jest pewnym, bezpiecznym schronieniem. Cześć oddawana Niepokalanemu Sercu Maryi jest środkiem zbawienia na trudne czasy Kościoła i świata. Bardzo właściwa jest refleksja ks. kard. Ratzingera, kończąca jego komentarz do trzeciej części Tajemnicy: “Moje Niepokalane Serce zatryumfuje”. Co to oznacza?

    Serce otwarte na Boga, oczyszczone przez kontemplowanie Boga jest silniejsze od karabinów i broni jakiegokolwiek rodzaju. “Fiat” Maryi, słowo Jej serca, zmieniło historię świata, ponieważ Ona dała temu światu Zbawiciela, ponieważ dzięki Jej “Tak” Bóg mógł stać się człowiekiem. Zły duch ma moc na tym świecie, widzimy i odczuwamy to nieustannie; on ma moc, ponieważ nasza wolność bezustannie pozwala na odwracanie się od Boga. Lecz od kiedy sam Bóg ma ludzkie serce, to ukierunkował wolność człowieka na dobro, na Boga. Wolność w kierunku zła nie ma już ostatniego słowa. Odtąd więc liczą się słowa: “Będziecie cierpieć prześladowania na świecie, ale miejcie odwagę; Ja zwyciężyłem świat” (J 15, 33). Przesłanie z Fatimy zaprasza nas, abyśmy zaufali tej obietnicy.

    Zadałem jeszcze trzy pytania:

    – Czy prawdą jest, że, rozmawiając z ks. Luigi Bianchi i ks. Jose dos Santos Valinho, Siostra podała w wątpliwość interpretację trzeciej części Tajemnicy? Siostra Łucja odpowiedziała: “Nie jest to prawda. Potwierdzam całkowicie interpretacją podaną w roku jubileuszowym”.

    – Co Siostra powie na temat stwierdzeń ojca Grunera, który zbiera podpisy, aby Papież w końcu poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi i twierdzi, że to się jeszcze nigdy nie dokonało? Siostra Łucja odpowiedziała: “Wspólnota z Karmelu wyrzuciła arkusze do zbierania podpisów. Ja już powiedziałam, że konsekracja, której pragnęła Nasza Pani, już się dokonała w 1984 r. i została przyjęta przez Niebo”.

    – Czy prawdą jest, że Siostra Łucja jest bardzo przejęta ostatnimi wydarzeniami i w ogóle nie śpi, tylko modli się dzień i noc? Siostra Łucja odpowiedziała: “Nie jest to prawda. Jakże mogłabym modlić się w ciągu dnia, gdybym nie wypoczęła w nocy? Ileż to spraw wkładają mi w usta! Ile spraw mi przypisują! Niech przeczytają moją książkę: tam są rady i apele, które odpowiadają pragnieniom Naszej Pani. Modlitwa i pokuta, z wielką wiarą w moc Bożą, zbawią świat”.

    3. Benedykt XVI

    Pośrednio odniósł się do tej kwestii również Benedykt XVI, zapytany przez dziennikarza, czy ma zamiar odnowić akt oddania się Matce Bożej na początku tego tysiąclecia. Odpowiedź Ojca Świętego była następująca: „Papieże – czy to Pius XII, czy Paweł VI, czy Jan Paweł II – dokonali wielkich aktów zawierzenia Najświętszej Maryi Pannie i uważam, że jako gesty wobec ludzkości, wobec samej Maryi, były one bardzo ważne. Myślę, że teraz ważne jest uwewnętrznienie aktu zawierzenia, pozwolenie, by nas przeniknął, by dokonał się w nas. Dlatego odwiedziłem kilka wielkich sanktuariów maryjnych na świecie: Lourdes, Fatimę, Częstochowę, Altotting… 
    Zawsze z tą intencją skonkretyzowania, uwewnętrznienia aktu zawierzenia, by stał się rzeczywiście naszym aktem. Sądzę, że wielki, publiczny akt został już zrealizowany” (Słowa te zostały zaczerpnięte z wywiadu z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, jaki miał miejsce w TV RAI UNO 22 kwietnia 2011).

    Tekst aktu poświęcenia – 25 marca 1984 r.

    Komu zatem wierzysz, komu ufasz, kto jest dla Ciebie drogowskazem?!

    Jeśli Matka Boża prosiła o poświęcenie Jej Niepokalanemu Sercu Rosji i świata oraz o wynagrodzenie w Pierwsze Soboty Miesiąca, zatem, jeśli do dziś nie ma powszechnej praktyki Pierwszych Sobót Miesiąca,to na jakiej podstawie domagamy się pełnych owoców np. nawrócenia Rosji?

    Zwycięstwa po poświęceniu w 1942 r. przez Pius XII

    W dniu 31 października 1942 r. w orędziu radiowym skierowanym do Portugalii z okazji zamknięcia jubileuszowego roku objawień w Fatimie, papież Pius XII poświęcił Kościół oraz cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Natomiast 8 grudnia tego samego roku ponowił uroczyście ten akt poświęcenia w Bazylice św. Piotra. 
    Ten akt miał zbawienne konsekwencje dla udręczonej wojną ludności i zapoczątkował koniec wojny. Bowiem po nim nastąpiła seria klęsk wojsk Paktu Trzech (Berlin, Rzym, Tokio) na wszystkich frontach. Zadziwiające jest to, że te klęski przypadały w znaczniejsze wspomnienia, święta lub uroczystości Maryjne.

    I tak, 2 lutego 1943 r. w święto Ofiarowania Pańskiego – czyli Matki Bożej Gromnicznej – skapitulowała pod Stalingradem armia niemiecka dowodzona przez Friedricha von Paulusa; 13 maja, w rocznicę pierwszego objawienia w Fatimie, padł Tunis, 15 sierpnia 1943 roku, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, poddała się Sycylia; 8 września 1943 r., w święto Narodzenia Maryi, skapitulowała Italia; 15 sierpnia 1944 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, alianci wylądowali w Tulonie i zachodnioniemiecki front został od strony południowej na całej linii zmuszony do odwrotu; 12 września 1944 r. -wspomnienie liturgiczne Imienia Najświętszej Maryi Panny – alianci nakreślili granice Niemiec; 12 października 1944 r., w wigilię ostatniego objawienia w Fatimie, alianci przekroczyli granice Niemiec; 8 maja 1945 r. – w miesiącu poświęconym Maryi oraz w święto Michała Archanioła, patrona Niemiec, skapitulowały ostatnie grupy wojsk niemieckich; 15 sierpnia 1945 r. skapitulowała ostatecznie Japonia. II wojna światowa została zakończona. 
    Papież Paweł VI już w czasie Soboru Watykańskiego II, 21.11.1964 r., ponowił to poświęcenie świata Matce Bożej. Siostra Łucja, wypowiadając się na temat tego aktu, powiedziała, iż Matka Boża życzy sobie, by papież razem ze wszystkimi biskupami dokonał tego aktu poświęcenia, i że życzenie to nie zostało jeszcze wystarczająco wypełnione. Przełomowym momentem, który rozpoczął upadek „imperium zła” – jak prezydent Ronald Reagan nazwał Związek Radziecki – był zamach na życie Jana Pawła II. Iście szatański pomysł mógł zrodzić się jedynie w umysłach ludzi oszalałych z nienawiści do Boga.

    Znaki po poświęceniu Niepokalanemu Sercu Maryi w 1984 r. przez Jana Pawła II
    „Odpowiedź z nieba” była szybka po poświęceniu 25 marca 1984r. Wkrótce potem, 13 maja 1984, w święto fatimskie zaszło wydarzenie, przemilczane przez środki masowego przekazu: z nieznanych przyczyn nastąpiła w Murmańsku ogromna katastrofa, w której uległa zniszczeniu większość radzieckiego arsenału broni jądrowej. Śmierć poniosło wówczas wiele tysięcy żołnierzy, nawet całe sztaby radzieckie z kilkoma marszałkami. Z powodu osłabienia potencjału atomowego ZSRR zdecydował się wówczas na politykę ustępstw zwaną pierestrojką. Rok później obejmuje rządy na Kremlu Michaił Gorbaczow. Rozpoczęła się tzw. pierestrojką, przebudowa systemu, która otworzyła imperium na świat. Od Polski poczynając, zaczęły się wyzwalać także inne narody należące do bloku komunistycznego. Odzyskano wolność religijną. Przełomowy był Rok Maryjny 1987/88, zakończony obchodami Millennium Chrztu Rosji. Ustanowiono w tym czasie hierarchię kościelną na Litwie, potem, po 62 latach, przybył pierwszy biskup na Białoruś, wrócili biskupi na Ukrainę, do Rosji i Kazachstanu. Odrodził się Kościół greckokatolicki, skazany na zagładę przez włączenie do prawosławia. Praktycznie wszędzie, gdzie są katolicy, można było utworzyć parafię, mógł przybyć kapłan. Jednym słowem: Rosja wraca do Boga. To nadzwyczajne i cudowne. Przez 70 lat – od rewolucji bolszewickiej po lata dziewięćdziesiąte – papieże byli największymi wrogami narodu rosyjskiego – takie przekonanie wszczepiano ludziom w komunistycznym Kraju Rad. I nieoczekiwanie, 1 grudnia 1989 r., Michaił Gorbaczow spotkał się z Janem Pawłem II w Watykanie. Sekretarz generalny KPZR wyznał później, że Papież Słowianin wywarł decydujący wpływ zarówno na niego samego, jak i na wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu bloku radzieckiego.

    Fronda/źródło: sekretariafatimski.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC MARZEC 2022

    Intencja papieska:

    Módlmy się, abyśmy jako chrześcijanie, w obliczu nowych wyzwań bioetycznych wspierali zawsze ochronę życia modlitwą i działaniami społecznymi.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

      

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    * za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.  

    * za papieża Franciszka, aby Duch Święty prowadził go, a św. Michał Archanioł strzegł.

    * Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń. Usłysz krzyk wszystkich Twoich dzieci, udręczone błaganie całej ludzkości. Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy. Spraw, niech ustanie wojna (…), która zagraża Twoim stworzeniom na niebie, na ziemi i w morzu. Z Maryją, Matką Jezusa i naszą, błagamy Cię, przemów do serc ludzi odpowiedzialnych za losy narodów. Zniszcz logikę odwetów i zemsty, a poddaj przez Ducha Świętego nowe rozwiązania wielkoduszne i szlachetne, w dialogu i cierpliwym wyczekiwaniu – bardziej owocne niż gwałtowne działania wojenne. Ojcze, obdarz nasze czasy dniami pokoju. Niech już nie będzie więcej wojny. Amen.

    (Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój)

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    * Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca Świętego prosimy Bożą Matkę, która jest również i naszą Matką, aby wypraszała u Syna swego a Pana naszego Jezusa Chrystusa właściwe drogi życia dla naszych dzieci.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekazaliśmy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.

    Teraz, w Wielkim Poście, zbieramy fundusze dla naszych braci na Ukrainie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Weźmy sobie do serca słowa Najświętszej Maryi Panny, które wypowiedziała do s. Łucji:

    „Nie ma takiego problemu, ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego nie można byłoby rozwiązać przy pomocy Różańca”.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SAKRAMENT CHRZTU

    Ponieważ wciąż można się  spotykać z niezrozumieniem dlaczego nie każdy może być ojcem chrzestnym czy matką chrzestną, dlatego kolejny raz wyjaśniam:

    Na rodziców chrzestnych nie można wybierać osoby, które deklarują, że są niewierzące albo osoby tzw. wierzące, ale „niepraktykujące”.
    Rodzice chrzestni muszą spełniać warunki, które Kodeks Prawa Kanonicznego (Kan. 874 – § 1, ust. 1-3) jasno określa. To ma być osoba wierząca, która już przyjęła sakrament bierzmowania, uczestniczy w pełni w sakramencie Najświętszej Eucharystii  oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić.
    „Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. (Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 872)

    Między osobą ochrzczoną a osobą chrzczącą oraz między osobą chrzczoną a rodzicami chrzestnymi powstaje pokrewieństwo duchowe.

    „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną (officium). Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1255 / katechizm.opoka.org.pl).

    „Nie łatwo ukazywać otwarcie i bez kompromisów to, w co wierzymy, zwłaszcza w kontekście, w którym żyjemy, w obliczu społeczeństwa, które często uważa ludzi żyjących wiarą w Jezusa za niemodnych i nie na czasie. Na fali tej mentalności, może także pośród chrześcijan zaistnieć niebezpieczeństwo rozumienia relacji z Jezusem jako czegoś ograniczającego, czegoś utrudniającego samorealizację” (Homilia Benedykta XVI wygłoszona w niedzielę Chrztu Pańskiego, 13 stycznia 2013 / radiomaryja.pl).

    „Ci maluczcy muszą znaleźć w was i w swoich chrzestnych wsparcie i przewodnictwo na drodze wierności Chrystusowi i Ewangelii. Bądźcie dla nich przykładami żywej wiary, głębokiej modlitwy i aktywnego zaangażowania w życie Kościoła” (św. Jan Paweł II homilia na święto Chrztu Pańskiego 09.01.2000 / w2.vatican.va).

    „Kościół z radością wita nowo-ochrzczone dzieci, lecz zarazem pragnie, by ich rodzice, ojcowie i matki chrzestne wraz z całą wspólnotą uświadomili sobie poważny obowiązek świecenia dobrym przykładem, nauczania prawdy i autentycznej formacji chrześcijańskiej, by dziecko, w swoim stopniowym rozwoju pozostało wierne swym zobowiązaniom chrzcielnym” (św. Jan Paweł II, Homilia na niedzielę Chrztu Pańskiego, 09.01.1983 / w2.vatican.va).

    „Ten, kto za niemowlę odpowiada: Wierzę, nie przepowiada, że w przyszłości to niemowlę, gdy dojdzie do pełnoletności, będzie wierzyło. W przeciwnym razie powiedziałby: Będę wierzył. On raczej w imieniu dziecka wyznaje wiarę Kościoła, do którego zostaje ono włączone, którego sakramentu mu się udziela, i do którego [co do zachowania jego nauki i przykazań] jest ono przez kogoś innego zobowiązane. I nie ma w tym niczego niestosownego, że ktoś zobowiązuje kogoś do tego, co jest konieczne do zbawienia. Podobnie i chrzestny, odpowiadając w imieniu dziecka, przyrzeka dołożyć starań, by dziecko było wierzące. Wszystko to nie wystarczyłoby dla dorosłych, którzy mają używanie rozumu” (św. Tomasz z Akwinu “Summa Theologica”, III, q. 71, a. 1).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 19 MARCAUROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA

    Święty Józef, patron mężczyzn i trudnych czasów

    To przepotężny święty na trudne czasy, a przecież wiemy, co się dzieje na Ukrainie, wiemy jak wygląda życie społeczne, jak wyglądają obecnie relacje polityczne. To wyjątkowa postać, którą należy odświeżyć, przypomnieć, a może po prostu przedstawić nowemu pokoleniu – powiedział o świętym Józefie w rozmowie z PCh24TV Paweł Ozdoba, prezes Centrum Życia i Rodziny.

    Od dłuższego czasu Centrum prowadzi intensywne starania o to, by dzień wspomnienia świętego Józefa w kalendarzu liturgicznym, został oficjalnie uznany także Dniem Ojca. Powód jest oczywisty – opiekun Pana Jezusa w Jego młodych latach to idealny wzór dla każdego mężczyzny, zwłaszcza troszczącego się o swe dzieci.

    – Jest bardzo duża na to szansa. (…) Postulujemy ustanowienie Dnia Ojca na 19 marca, na uroczystość świętego Józefa. Wydaje się, że jest bardzo dobra atmosfera by to się udało – podkreślił Paweł Ozdoba w rozmowie z red. Pawłem Chmielewskim.

    Prezes CŻiR wspomniał o sporym społecznym poparciu dla inicjatywy. Stosowny apel do Marszałek Sejmu w tej sprawie poparło dotychczas 46 tysięcy osób. Przedstawiciele organizacji odbyli serię spotkań z polskimi biskupami. Duża część hierarchów poparła kampanię i udzieliła jej swego błogosławieństwa. – Ostatnie miesiące spędziliśmy nie tylko na rozmowach z przedstawicielami polskiego Kościoła, biskupami poszczególnych diecezji, ale także na spotkaniach z politykami, w tym również wysokimi urzędnikami państwowymi. Nie mogę zdradzać szczegółów, ale inicjatywa cieszy się naprawdę dużym poparciem – zapewnił Paweł Ozdoba. – Wydaje się, że panuje najlepsza atmosfera do przeprowadzenia tej inicjatywy skutecznie – dodał.

    Pomyślnym efektom rozmów na temat oficjalnego ogłoszenia dnia 19 marca Dniem Ojca na pewno sprzyjać będzie jeszcze większa mobilizacja społeczna wokół tej kwestii. Dlatego Centrum Życia i Rodziny zachęca osoby, które jeszcze tego nie uczyniły, aby dołączyły swój głos na stronie akcji DzienOjca.pl. – Święty Józef jest patronem wszystkich mężczyzn, w szczególności na trudne czasy – wskazał gość red. Pawła Chmielewskiego. – Mamy nadzieję, że w kalendarzu na 2023 rok Dzień Ojca będzie ujęty właśnie pod datą 19 marca. Byłaby to wielka sprawa i swego rodzaju pamiątka naszych czasów, po Roku Świętego Józefa, zważywszy że Jego osoba zaczyna skupiać coraz większą uwagę. I bardzo dobrze, bo to przepotężny święty na trudne czasy, a przecież wiemy, co się dzieje na Ukrainie, wiemy jak wygląda życie społeczne, jak wyglądają obecnie relacje polityczne. To wyjątkowa postać, którą należy odświeżyć, przypomnieć, a może po prostu przedstawić nowemu pokoleniu – podkreślił prezes Centrum Życia i Rodziny.

    Jak zauważyli rozmówcy, taki wzorzec męskości jak święty Józef, wymaga przypomnienia tym bardziej, im wyraźniej widoczne jest fiasko lansowanych przez Zachód wzorców wychowawczych, prowadzących młodych mężczyzn do kultu użycia i przyjemności, a przy tym w stronę zniewieścienia i  wyrzekania się odpowiedzialności za siebie samych oraz najbliższych.

    – Także w kontekście konfliktów wojennych mieliśmy wszechogarniający pacyfizm, wypieraliśmy przekonanie, że wojna kiedyś może nadejść, mniejsza czy większa. Dziś wiemy, że wojna jest tuż za rogiem, za naszą wschodnią granicą. Jednocześnie geopolitycy, stratedzy mówią, że ta wojna może się przelać na kolejne kraje, na przykład Polskę czy państwa bałtyckie. A zatem stuprocentowej pewności, ze jesteśmy bezpieczni nie ma, a więc męskość powinna być stawiana dziś na piedestale, o męskości powinno się mówić i do postaw męskich powinno się zachęcać – wskazywał Paweł Ozdoba.

    W kontekście bezpieczeństwa militarnego Polski gość PCh24TV odniósł się do ugruntowanych społecznie poglądów dotyczących prawa do posiadania broni. – Ten aspekt szerokiego pacyfizmu odegrał, niestety dużą rolę. Nawet sam postulat prawa do posiadania broni mam wrażenie, że jest uznawany za zjawisko skandaliczne. Taki przekaz funkcjonował generalnie w mediach liberalnych. Konserwatywna część opinii publicznej inaczej postrzega tę rzeczywistość. Jesteśmy także świadkami rozwoju klubów strzeleckich. Liczba osób, które skłaniają się do tego żeby mieć pozwolenie na posiadanie broni sportowej również się zwiększa. Myślę, że to dobry objaw. Świadomość tego, iż musimy bronić naszej Ojczyzny w chwili próby, jest coraz bardziej powszechna – powiedział.

    Jednak walka ma nie tylko wymiar fizyczny, lecz również duchowy. Po taki właśnie oręż sięgnąć można biorąc udział w innej kampanii Centrum, mianowicie „Post dla pokoju”. – To inicjatywa skierowana przede wszystkim do internautów. Zachęcaliśmy do samodyscypliny. Aby wziąć udział wystarczyło podjąć przed samym sobą deklarację codziennej modlitwy różańcowej, co najmniej dziesiątką, w intencji pokoju na Ukrainie. Ponadto zachęcaliśmy by zwracać się do świętego Michała Archanioła, który jest patronem tego kraju, oraz do dobrowolnych umartwień, zwłaszcza że trwa Wielki Post – podkreślił.

    Organizatorzy akcji cieszą się z dużego zainteresowania tą kampanią. Wyraża się ono w liczbie telefonów do Centrum czy komentarzy w mediach społecznościowych. –  Polacy skupili się na pomocy humanitarnej, i to bardzo dobrze, także siły międzynarodowe mówiły wielokrotnie o pomocy finansowej, materialnej dla Ukrainy, ale niewiele osób poza duchownymi wspominało o tym, że trzeba się modlić. I tej modlitwy wydawało nam się, że jest stanowczo za mało. A przecież ma ona bardzo duże znaczenie i właśnie w tak trudnej, kryzysowej sytuacji może być tym czynnikiem, który przeważy szalę zwycięstwa na stronę Ukrainy, czy też po prostu zakończenia tej wojny – brutalnej i odbierającej życie niewinnych osób – stwierdził gość PCh24TV.

    źródło: PCh24T

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA 30 KWIETNIA

    O GODZ. 10.00 W KAPLICY IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO – SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT KOBIET W PIŚMIE ŚWIĘTYM. ROZWAŻANIE ROZPOCZYNA SIĘ ŚPIEWEM GODZINEK DO CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW SPOWIEDZI ŚW. I KOMUNII ŚW.

    OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z III NIEDZIELI WIELKANOCNEJ

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W DRUGĄ SOBOTĘ KAŻDEGO MIESIĄCA PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    This image has an empty alt attribute; its file name is 50900.jpg
    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…
    

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Wiara Maryi w okresie Tajemnic Bolesnych

    I w życiu Matki Najświętszej przyszła godzina, kiedy Jej dusza miała być poddana najwyższej próbie. Cnoty teologiczne, którymi w całej pełni żyła, miały w tych chwilach dojść do najwyższego stopnia rozwoju na to, aby i nam służyć za wzór i za źródło mocy wtedy kiedy Panu Bogu podoba się poddać próbom i nasze dusze.

    Na tę próbę Maryja była od dawna przygotowana i słowami starca Symeona i niejednokrotnymi zapowiedziami własnego Jej boskiego Syna. Jak Apostołom tak i Matce swej musiał On nieraz mówić: iż potrzeba jest, aby szedł do Jeruzalem i wiele cierpiał od starszych i od doktorów i od przedniejszych kapłanów i był zabity i trzeciego dnia zmartwychwstał (Mt 16, 21).

    Pomimo jednak, że była Ona na to przygotowana, umysł nasz nie może sobie wyobrazić bólu i przerażenia, jakie musiało ogarnąć duszę Matki Bożej, gdy te groźne zapowiedzi doszły do urzeczywistnienia, gdy Syn Jej schwytany na modlitwie w Getsemani prowadzony potem od jednego trybunału do drugiego, ubiczowany i cierniem ukoronowany, wziął na plecy krzyż, na którym miał wkrótce zawisnąć, aby wszystkich pociągnąć do Siebie (J 12, 32).

    I w duszy Maryi musiała w tych chwilach zapanować godzina i moc ciemności, w której wiara Jej doszła do największej swej doskonałości. Bo jak każda cnota — wedle słów św. Pawła — w słabości wykazuje się doskonałą (2 Kor 12,9), tak samo i wiara: dopiero gdy umysł ogarną ciemności i siły jego przyrodzone zupełnie zaczną zawodzić, a on kieruje się tylko słowem Bożym i na prawdzie objawionej przez Boga opiera całe swe postępowanie, wtedy wiara jego dochodzi do pełni doskonałości jak ślicznie naucza z własnego i ze św. Teresy doświadczenia św. Jan od Krzyża.

    I umysł Matki Najświętszej w czasie męki Jej Syna musiała ogarnąć całkowita ciemność, gdy idzie o światło przyrodzone, a jedynie tylko nadprzyrodzone światło wiary dawało Jej tę moc, która sprawiła, że z daleka brała udział we wszystkich poniżeniach i udręczeniach swego Syna, od Getsemani aż do pretorium Piłata, że później krok w krok szła za Nim po Jego drodze krzyżowej i że wreszcie mężnie stała podle Jego krzyża (Jan 19, 25) póki nie wyzionął ducha.

    Z prawd wiary naszej jedna musiała w tej chwili ze szczególną siłą przeniknąć umysł Maryi, a był nią dogmat Odkupienia. Jak w chwili Zwiastowania cała Jej dusza skupiła się około tajemnicy Wcielenia, aby tymi słowami niech mi się stanie wedle słowa Twego (Łk 1,38) dać na nią przyzwolenie i tym samym wziąć w niej czynny udział, tak teraz w czasie męki dusza Maryi skupia się około tajemnicy Odkupienia.

    I tu także nie tylko wierzy Ona głęboko w tę tajemnicę, ale wierzy, że w dokonaniu się jej ma mieć swą cząstkę. Wierzy, że Bóg żąda i teraz od Niej, podobnie jak w chwili Zwiastowania dobrowolnego przyzwolenia, że jak w dokonaniu się Wcielenia tak i w dokonaniu się Odkupienia Ona jedna spośród całego stworzenia ma wziąć z pełną świadomością czynny udział.

    Łatwo teraz przedstawić sobie do jakiego stopnia doskonałości dochodzi wiara Matki Bożej w czasie męki Jej Syna! Z jednej strony najsilniejszy sprzeciw wszystkich przyrodzonych władz i skłonności natury ludzkiej, zupełna niemożność zrozumienia przyrodzonym światłem rozumu jak może coś równie ohydnego mieć miejsce i straszny rozdzierający aż do dna ból serca macierzyńskiego. A ponad tym ten sam rozum oświecony błyszczącym gdzieś tam w głębi tej ciemni dogmatem Odkupienia nie przestaje powtarzać: niech mi się stanie wedle słowa Twego.

    Nad całym tym buntem czynników przyrodzonych panuje całkowicie duch wiary. Pomimo ciemności, które zalegają Jej umysł i bólu, który przenika serce, Maryja wierzy, że na krzyżu odbywa się Odkupienie rodu ludzkiego; Ona w to wierzy i Ona tego chce, Ona chce w tym Odkupieniu współpracować Swym cierpieniem, bo wie, że Bóg się tego od Niej spodziewa, podobnie jak się spodziewał przyzwolenia na Wcielenie.

    Z Jej wiary wypływa i Jej męstwo, które sprawia, że nie słania się, nie mdleje, ale – jak św. Jan daje nam do zrozumienia – przez cały czas trwania męki krzyżowej z niesłychaną mocą ducha stoi wedle krzyża.

    o.Jacek Woroniecki OP, Macierzyńskie Serce Maryi, Lublin 2009, 224-226

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W SOBOTĘ – 26 LUTEGO 2022

    W KATEDRZE ŚW. ANDRZEJA UROCZYSTĄ MSZĄ ŚWIĘTĄ KONCELEBROWANĄ ROZPOCZĄŁ POSŁUGĘ ARCYBISKUPA KSIĄDZ BISKUP WILLIAM NOLAN

    Bishop William Nolan

    Pope Francis has named justice and peace champion Bishop William Nolan to lead the Archdiocese of Glasgow 

    Pope Francis has chosen Bishop William Nolan be the next Archbishop of Glasgow.
    Scottish Catholic Media Office
    Pope Francis has chosen Scotland’s justice and peace bishop, William Nolan, as the next leader of the Archdiocese of Glasgow.
    Bishop Nolan, 68, who shares Francis’ concerns for the plight of migrants, protection of the planet and opposition to the arms trade, will take charge of one of the UK’s largest Catholic communities. As Archbishop of Glasgow, his position will also give him a voice on the national stage.
    The archbishop-elect currently leads the Diocese of Galloway, in southwest Scotland, and is president of Justice and Peace Scotland, a national body that advocates on a variety of social issues from climate change to nuclear weapons. Last year, Bishop Nolan announced the establishment of a Scotland-wide “Care of Creation Office”, an initiative that had been inspired by the Pope’s encyclical on the environment, Laudato Si’ and established in time for the COP26 green summit in Glasgow. 
    “As Bishop of Galloway, Bishop Nolan presented a pastoral vision with a genuinely collaborative approach. He led with humility and determination, inspired by the initiatives of Pope Francis, and focussing on the needs of the Church for the 21st century,” Fr. William McFadden, Vicar General of the Diocese of Galloway, said. 
    Bishop Nolan succeeds Archbishop Philip Tartaglia, who died suddenly on 13 January 2021, which is also the feast day of St Kentigern, known as St Mungo, the patron saint of Glasgow. Aged 70, the archbishop, who had a heart condition, had recently tested positive for Covid-19.  
    Around a quarter of Scotland’s 800,000 Catholics live in the Archdiocese of Glasgow, which includes 89 parishes, 83 primary schools and 21 secondary schools. The archdiocese covers the majority of the city of Glasgow, the most populous in Scotland and the fourth-most populous in the UK, along with some areas on its outskirts. 
    Although the Archdiocese of St Andrews and Edinburgh is the Scottish diocese traditionally led by a cardinal, in 1994 Glasgow’s Archbishop Thomas Winning was given the red hat by Pope St John Paul II. Bishop Nolan’s focus on the social gospel would make him a strong contender for a red hat in the Francis papacy. Scotland is currently without a cardinal. 
    The Archdiocese of St Andrews and Edinburgh has been led since 2013 by Archbishop Leo Cushley, a former Vatican diplomat. He took over from the late Cardinal Keith O’Brien, who resigned amid scandal after he was accused of acts of sexual misconduct against priests and seminarians. He later gave up the rights and privileges associated with being cardinal.
    As Archbishop of Glasgow, Bishop Nolan could also be chosen as leader of Scotland’s bishops’ conference, a position which is voted for by fellow bishops. The current president is Bishop of Aberdeen Hugh Gilbert OSB, a Benedictine monk, although the post was previously held by Archbishop Tartaglia. 
    “I am well aware of my own inadequacies and of the difficulties the Church faces today,” the archbishop-elect said about his appointment. “Thank God therefore that we can sure of the presence and power of the Holy Spirit in the Church. As I leave the Diocese of Galloway behind, from now on I belong to Glasgow. And I assure the people of Glasgow of my commitment and dedication to them.” He added that he felt “overwhelmed by the trust Pope Francis is putting in me.”
    Alistair Dutton, chief executive of Sciaf, said: “A very warm congratulations to Bishop William Nolan who has been appointed as Archbishop of Glasgow by Pope Francis today. We deeply appreciate his presence on Sciaf’s Board and his commitment to social justice. Sciaf has benefited greatly from his leadership, most recently his contributions throughout Cop26. We wish him well as he concludes his time with the people and priests of Galloway and begins a new chapter in Glasgow.”…
    by Christopher Lamb/Tablet
    Bishop william nolan 103 team member
    fot. SCIAF
    Bishop Nolan William Nolan was born on 26th January 1954, the fourth of eleven children born to William and Catherine Nolan (both deceased). He was baptised in St Patrick’s Church, Craigneuk and educated at Cathedral Primary School in Motherwell, St Patrick’s Primary, Craigneuk, St Vincent’s College, Langbank (1965-67), and St Mary’s College, Blairs (1967-71). His senior seminary formation was at the Scots College, Rome (1971-78) where he graduated with a Licence in Sacred Theology. Father Nolan was ordained priest for the Diocese of Motherwell on 30th June 1977. He has ministered as assistant priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1978-1980; assistant priest of St David’s, Plains, 1980-1983; vice-rector of the Scots College, Rome, 1983-1990; assistant priest of St Bridget’s, Baillieston, 1990-1994; parish priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1994 to February 2015. He has held the posts of chairman of the Council of Priests, 1992-1998; chairman of the Committee for Ongoing Formation of Priests, 1993-2004; administrator, St John Ogilvie, Vicar General of Motherwell Diocese, June 2014 to February 2015. Bishop Nolan was nominated as Bishop of Galloway on 22nd November 2014 by Pope Francis, and Ordained in the Grand Hall, Kilmarnock on 14th February 2015 by Archbishop Leo Cushley of St. Andrew’s and Edinburgh.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    „24 godziny za pokój”. Modlitewne Jerycho przed Najświętszym Sakramentem

    unsplash.com/GS/PCh24.pl

    ***

    Rusza akcja „24 godziny za pokój”. Zapraszamy do podjęcia modlitewnego wyzwania. Od powietrza, głodu, ognia i wojny. Wybaw nas Panie!

    Akcja modlitewna „24 godziny za pokój”, to zachęta do podjęcia ofiary modlitwy – choćby jednej godziny – w intencji pokoju. Dołącz do modlitwy.

    4 – 5 marca 2022 – Bazylika Świętego Michała Archanioła na Skałce – Kraków, ul. Skałeczna 15

    Rozpoczęcie – 4 marca (piątek), godz. 19.00 – Msza Święta

    Adoracja i modlitwa różańcowa w intencji pokoju na Ukrainie.

    O każdej pełnej godzinie rozpoczęcie modlitwy częścią Różańca i suplikacjami

    Msz Święte o godz.: 24.00 – 7.00 – 8.00 – 10.30 – 16.00

    Zakończenie – 5 marca (sobota), godz. 19.00. – Msza Święta.

    W czasie trwania akcji modlitewnej będzie możliwość przystąpienia do spowiedzi.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Archidiecezja katowicka. Abp Adrian Galbas zachęca do przyłączenia się do inicjatywy modlitewnej "Adoracja bez granic"
    fot.PIXABAY.COM/PL

    ______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

  • VIII Niedziela Zwykła – ROK C

    Moc słowa

    Boże Słowo z dzisiejszej niedzieli znowu zostało posiane na glebie ludzkich serc, jak ziarno. Pan Jezus bardzo często posługuje się tym obrazem zasiewania poprzez swoje przypowieści. Teraz właśnie jest miejsce i czas, aby zdać sobie sprawę co się w głębi mojego serca rodzi – dobro czy zło, czystość czy nieczystość, prawda czy fałsz. Sam nie potrafię znaleźć odpowiedzi, bo za dużo wciąż we mnie ciemności. W takiej sytuacji bardzo jest ważne kogo pytam, przedzierając się przez  gąszcza i chaszcze niezrozumiałych moich codziennych sytuacji. Pan Jezus właśnie przypowieścią obrazuje tę człowieczą przestrzeń, w której tak łatwo można pogubić się. Dlatego stawia pytanie: “Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?”

    Władimir Sołowjow, filozof i poeta rosyjski, był kiedyś gościem w pewnym klasztorze. Po długiej rozmowie jednym z mnichów późną nocą wyszedł z jego celi. I kiedy znalazł się na ciemnym korytarzu nie potrafił odnaleźć drzwi do swojej celi, bo wszystkie wydawały mu się takie same.  Poczuł się zagubiony. Nie mógł trafić ani do siebie, ani z powrotem do mnicha, z którym rozmawiał. Nie chcąc zakłócać zakonnego silentium, postanowił resztę nocy spędzić na klasztornym korytarzu. Ciche spacerowanie wydawało mu się najlepszym sposobem, aby doczekać brzasku nowego dnia. I kiedy zaczęło już świtać od razu odnalazł bez trudności drzwi do swojej celi, koło której przecież tyle razy dopiero co minionej nocy przechodził, ale w ciemności nie rozpoznał jej. Komentując to wydarzenie napisał: „Podobnie jest z tymi, którzy szukają prawdy. W czasie nocnego czuwania przechodzą tuż obok niej, ale jej nie dostrzegają. Aby ją znaleźć, potrzeba promienia światła”.

    Święty Augustyn napisał, że „strumień łaski nie wspina się na wzgórza pychy, lecz spływa w doliny pokory”. A pokora jest po prostu wybraniem właściwego dla siebie miejsca. Wtedy dopiero człowiek naprawdę zbliża się do Boga.

    “Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”. W tym świecie, w którym żyjemy, jest tyle zła i okrucieństwa, hałasu i destrukcji, hardości i znieczulicy. W tej atmosferze czujemy całkowitą swoją bezsilność, jakbyśmy byli sparaliżowani. Ale nie ulegajmy fatalizmowi, że tylko zło jest zaraźliwe. Dobro potrafi być niesamowicie pociągające, choć działa dyskretnie. Św. Jan Paweł II w swojej encyklice o Bogu bogatym w miłosierdzienapisał, że miłość, dobroć “jest potężniejsza od śmierci, potężniejsza od grzechu i zła każdego, ona dźwiga człowieka z najgłębszych upadków i wyzwala z największych zagrożeń”.

    Pan Jezus nie tylko mówi, aby wydobywać dobro ze skarbca swego serca, ale sam z obfitości swego Bożego serca wypowiada ustami słowa pociesznia, pouczenia, upomnienia i podniesienia. Rozmawia ze wszystkimi, którzy się z Nim spotykają, którzy bardzo pragną Jego bliskości – jak Maria w Betanii siedziąca u Jego stop albo umiłowany uczeń Jan w wieczerniku niemal czujący bicie Bożego Serca. Pan Jezus nie żałuje nocy, kiedy Nikodem przychodzi, bo bardzo pragnie, właśnie nocą, wypowiedzieć swoją niemoc czy Samarytanka czerpiąc wodę ze studni nagle odkrywa żywą wodę. A nawet w ostatniej minucie, tuż przed śmiercią, z wysokości krzyża kanonizuje dobrego łotra. Wystarczyło tylko skruszone serce dotknięte łaską.

    Słowo, które wciąż wypowiada Boży Syn sprawia cud, przebacza grzechy, daje taką nie do pojęcia moc tym, których wybrał i przeznaczył – jak to śpiewamy w kolędzie: …i my czekamy na Ciebie, Pana, a skoro przyjdziesz na głos kapłana”. I jest nieustannie obecny. Także tu i teraz w tym świętym zgromadzeniu. Nie daj Boże, abym zmarnował tę Bożą bliskość.

    Dziękując Panu Bogu za dar języka, powinienem tylko pragnąć uwielbiać i dziękować, ale przecież dobrze wiem, jak bardzo trzeba mi przepraszać, że zbyt łatwo i często tym cudownym darem obrażam  Boski majestat i całe Boże dzieło, które jest obecne w mojej przestrzeni.

    Zapytano kiedyś Ezopa, greckiego bajkopisarza:

    –       Co jest najlepsze na świecie?

    –       Język.

    –       A co jest najgorsze?

    –       Język.

    Ten starożytny mędrzec znał dobrze możliwości człowieka i w jedną i w drugą stronę.

    Zakończę ten komentarz słowami sługi Bożego, który już wkrótce zostanie ogłoszony błogosławionym, ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski. Podczas swojego uwięzienia pod data 31 stycznia 1956 roku napisał był takie oto słowa:

    “Chroń mnie, Ojcze Prawdy, przed wyniosłym słowem. Gdy się modlę Tobie, w ciszy, Ty jeden znasz moją prawdę; nie dopuść, by słowa moje przerastały moją prawdę. Ty jeden znasz człowieka i nie trzeba, aby Ci cokolwiek mówić o człowieku. Nie dopuść, bym ja mówił Ci o sobie coś wielkiego, coś przerosłego, wygórowanego. Gdy Ci mówię, żem największy grzesznik, Ty wiesz, czy nie myślę czegoś na swoje usprawiedliwienie, czy nie widzę w duchu większych nad siebie grzeszników; nie dopuść, by między moim słowem a myślą była luka. Gdy Ci mówię, że Cię kocham, nie dopuść, bym Ci kłamał. Gdy mówię, że żałuję, nie pozwól, by serce zostało chłodne. Niech słowo moje będzie w prawdzie, niech będzie prawdziwe, oględne, ale rzetelne. Chroń mnie, Ojcze Słowa, od nadużycia słowa. Wejdź w świat moich myśli i uporządkuj je, bym nie starał się słowami i myślami zwodzić Ciebie, imponować Ci. Chroń mnie przed całą tą „literaturą”, przed wyobraźnią, przed twórczością, przed nadprodukcją słowa… Obym zamilkł nawet myślą, gdy stoję przed Tobą, który patrzysz w serca i czytasz w myślach…Scrutans corda et renes, Deus”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • VII Niedziela Zwykła – ROK C

    Przebaczenie 

    Pomiędzy rodzinami Kellych i Murphych istniał bardzo zadawniony spór. Nikt już nie pamiętał, jak to się zaczęło, ale wzajemne żale – prawdziwe i zmyślone – przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie. Kiedy umierał stary Kelly zawezwano księdza, aby udzielił mu namaszczenia i żeby skłonił do pojednania. Ksiądz rzeczywiście usilnie go namawiał, aby wreszcie zakończył odwieczny spór pomiędzy rodzinami i wybaczył Murphym, lecz starzec był nieugięty. Wtedy kapłan powiedział do niego w ten sposób:

    Wkrótce staniesz u stóp Bożego tronu i będzie z tobą niewesoło, jeżeli zabierzesz ze sobą do grobu swój gniew.

    Strach przed Boskim sądem nagle zmiękczył zawzięte serce umierającego starca. Wprawdzie niechętnie, ale jednak zgodził się przebaczyć. Ksiądz przywołał jego pięciu synów, którzy stanęli wokół łóżka i zażądał, aby powiedział w ich obecności o swoim pojednaniu.

    Cóż dzieci – mówił ojciec – pojednałem się z Bogiem i przebaczam Murphym na zawsze!

    W pokoju zapanowało milczenie. Trwało jednak niedługo, bo umierający Kelly po pewnej chwili dopowiedział kolejne zdanie:

    Ale zapamiętajcie sobie, wstanę z grobu, jeśli który z was im przebaczy!

    Niechęć do wybaczenia prawdziwego czy też wyimaginowanego zła, które ludzie zadają ludziom, jest jak trucizna, która niszczy życie człowieka i to nie tylko w wyrazie twarzy, ale przede wszystkim w sferze duchowej i uczuciowej. Takie rany bywają nieraz bardzo głębokie. Przebaczenie, które jest rzeczą niesamowicie trudną, staje się jeszcze trudniejsze, prawie że nie do pokonania, kiedy człowiek swoje urazy, swoją gorycz i żal wciąż w sobie odświeża. Takie życie z nienawiścią staje się prawdziwym koszmarem, bo wynaturza człowieka.

    Tymczasem Pan Jezus w dzisiejszym nauczaniu stawia bardzo wyraźne wymagania: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają”. A jednak pomimo radykalizmu tych słów nie można nie zgodzić się, że Chrystus ma tutaj całkowitą rację. Bowiem każda chęć odwetu nie tylko że nie wyrównuje krzywdy, ale rozkręca spiralę kolejnych odwetów powodując, że w krótkim czasie coraz więcej ludzi staje się jednocześnie i coraz głębiej krzywdzicielami i pokrzywdzonymi, a kołowrót zemsty toczy się coraz szybciej, niszcząc swoją machiną wszystkich, którzy w nim uczestniczą. Dlatego zaniechanie chęci odwetu, przynajmniej przez jedną ze stron, jest po prostu jedynym rozsądnym wyjściem.

    Mimo, że jest czymś zupełnie naturalnym, iż pierwszy odruch człowieka, którego dotyka krzywda, chce albo oddać, albo uciekać – w zależności od okoliczności. Ale Pan Jezus zdecydowanie sprzeciwia się takiemu postępowaniu. Mówi nie o odwecie – bo wtedy istniejące w ludzkim sercu możliwości czynienia dobra zostają przysłonięte chęcią zemsty. I nie o ucieczce – bo taka ucieczka paraliżuje całą dobrą energię ogarniając człowieka strachem. Co więcej: Chrystus nie kończy na tych wymaganiach. Idzie jeszcze dalej, bo mówi, że należy kochać swoich krzywdzicieli i swoich prześladowców – nie za ich uczynki, ale dlatego, że noszą w sobie człowieczeństwo. Bóg bowiem obdarzył każdego człowieka niepojętą godnością.

    O. Jacek Salij w książce pt. „Miłujcie nieprzyjacioły wasze” pisze dlaczego nie wolno nienawidzić ludzi: „Jeśli nienawidzę choćby tylko jednego człowieka, tym samym nie szanuję ludzkiej godności w ogóle, również swojej własnej. Bo wówczas siebie i innych szanuję przede wszystkim za dobre czyny, za odpowiadający mi sposób myślenia, za temperament, za pokrewieństwo lub przynależność do tego samego narodu – pomijam zaś w gruncie rzeczy to, co najważniejsze, to znaczy samo człowieczeństwo. Przykazanie miłości nieprzyjaciół niesłychanie poszerza nasze pojęcia na temat ludzkiej godności. Teoretycznie biorąc, jest ono wprawdzie konieczną konsekwencją wiary w rzeczywistość ludzkiego ducha. Praktycznie jednak ono tę wiarę ożywia i weryfikuje. Bazuje bowiem na przeświadczeniu, że w każdym człowieku jest coś głębszego niż jego przeżycia psychiczne, funkcje społeczne, kultura, czy nawet moralność.”

    Tutaj staje się bardziej zrozumiała cierpliwość, którą okazuje człowiekowi Bóg: „On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. Pan Jezus mówiąc o swoim Ojcu zachęca do naśladowania: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. Podnosi człowieka z tej ograniczonej ludzkiej zasady współżycia: „Jeżeli miłujecie tylko tych, którzy was miłują”… – do poziomu miłowania na sposób samego Boga. W liturgii Mszy św. Kościół się modli : „Byliśmy umarli z powodu grzechu i niezdolni zbliżyć się do Ciebie, ale Ty dałeś nam najwyższy dowód swego miłosierdzia, gdy Twój Syn, jedyny Sprawiedliwy, wydał się w nasze ręce i pozwolił się przybić do krzyża”. Dlatego Pan Jezus jest darem bezinteresownej miłości dla wszystkich, a więc i dla swoich wrogów. Wszystkich uczynił „Bożymi pomazańcami”.

    „Czym Saul był dla Dawida, tym dla nas jest każdy bliźni – namaszczony przebłagalną ofiarą śmierci Jezusa”, pisze Hans Urs von Balthasar.

    Żyjąc wśród swoich Rodaków, którzy zaznali wielorakich i ogromnych krzywd w czasie wojny i po jej zakończeniu, często w rozmowie dotyka się problemu: w jaki sposób ukarać ludzi, którzy czynili i czynią w swoim życiu tak wiele zła? Czasami trudno jest zauważyć, że to już przez sam fakt czynienia zła doznaje się kary. Pełnienie zaś dobra jest już nagrodą w samą w sobie. Na pewno złoczyńców można i trzeba karać, ale trzeba tutaj naśladować Boże karanie, to znaczy – prawdziwą karę czyniący zło sami sobie już wymierzyli i dlatego należy przede wszystkim im współczuć i modlić się za nich, aby doznali łaski nawrócenia.

    W 1944 roku w płonącej Warszawie Jan Romocki napisał krótką modlitwę:

    „Uchroń od zła i nienawiści
    Niechaj się odwet nasz nie ziści.
    Na przebaczenie im przeczyste
    Wlej w nas moc Chryste.”

    Zaś w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück znaleziono przy zabitym chłopcu tekst takiej oto modlitwy:

    „O Panie, pamiętaj
    nie tylko o kobietach i mężczyznach dobrej woli
    ale także o tych, których sumienie jest chore.
    Nie pamiętaj
    Wszystkich tych cierpień, które nam zadali;
    pamiętaj o owocach zrodzonych
    przez te cierpienia –
    naszej przyjaźni i lojalności
    naszej pokorze, naszej odwadze
    naszej hojności, otwartości naszych serc
    i gdy przyjdzie dla nich dzień sądu
    pozwól by wszystkie te owoce zrodzone w nas
    były ich wybawieniem.”

    Ks. Marian Łękawa SAC

  • VI Niedziela Zwykła – ROK C

    Prawdziwe szczęście i bogactwo

    Słyszałem takie opowiadanie o pasterzu, który mając tylko kilka owiec całymi dniami grał na piszczałce wyciętej z gałęzi czarnego bzu. W zależności od swojego nastroju grywał na niej raz cicho, raz głośno, a bywało i to często, że jego muzykowanie było smutne.

    Któregoś dnia, kiedy wygrywał jedną ze swoich melodii, ogarnęła go tęsknota za czymś doskonałym. Odtąd to pragnienie stawało się w nim coraz mocniejsze. Żył nadzieją, że przyjdzie taki moment w jego życiu, w którym odnajdzie wyczekiwaną doskonałość.

    I zdarzyło się, że pewnego poranka kiedy grał na swojej piszczałce, zauważył ptaka z piórami koloru tęczy, który siedział na gałęzi. Wyglądało to tak, jakby słuchał jego muzyki. Pasterz od razu pomyślał: „to jest wreszcie ta doskonałość, za którą tak bardzo tęskniłem”.

    Delikatnie zbliżył się do drzewa i to tak blisko, że ptak był już prawie w zasięgu jego ręki, ale on nagle zatrzepotał skrzydłami i uniósł się w powietrze. Po chwili usiadł na innym drzewie. Pasterz jednak bardzo pragnął posiąść tego ptaka i dlatego postanowił za nim iść. Ale za każdym razem, kiedy zbliżał się do niego, on odfruwał z jednej gałęzi na drugą, z jednego drzewa na inne. W tej wędrówce, idąc wciąż za ptakiem, pasterz najpierw zauważył rannego kosa, który był w niebezpieczeństwie, ponieważ czyhał na niego kot. Przegonił więc kota a tymczasem kolorowy ptak był już nad brzegiem rzeki. Kiedy już dochodził do niego, ptak znowu odleciał. Wtedy na nadbrzeżnych kamieniach zauważył trzepocącą się rybę, która bardzo chciała dostać się do wody. Pomógł jej wpuszczając ją do rzeki. Tym razem ptak pofrunął na krzak jałowca. Pobiegł za nim, a tam zobaczył zwiędnięty kwiat, który wyrastał z ziemi zupełnie wysuszonej. Więc przyniósł trochę wody z rzeki i podlał marniejącą roślinę. A ptak znowu uniósł się i odleciał, ale tym razem już na drugi brzeg, w stronę zachodzącego słońca.

    Pasterz tak sobie pomyślał: „Przecież ten ptak zrobił ze mnie głupka”. Rozczarowany szedł z powrotem do swoich owiec. Ale w tej powrotnej drodze zauważył jak pięknie rozwinął się kwiat, który on podlał. Nad brzegiem rzeki pluskała ryba, ciesząc się życiem. Dzięki niemu znowu była w wodzie. A w koronie jodły kos swoim śpiewem dziękował mu za ocalenie.

    Wtedy pasterz zrozumiał, jaki sens może mieć trwająca całe życie tęsknota za doskonałością, nawet jeżeli nie można jej chwycić do ręki.

    Człowiek na pewno jest gotów robić coś sensownego w swoim życiu, tylko bywa i to bardzo często, że ten człowieczy los staje się złożony i skomplikowany. Stwarza taką sytuację stania na rozdrożu, gdzie nie wiadomo w którą stronę iść. Przecież już samo słowo, którym posługuje się człowiek – jak różne mieści w sobie treści i jak różne ma znaczenia.

    Słowo Boże przeznaczone na dziś mówi o najpiękniejszym programie, który Pan Jezus przygotował dla każdego chrześcijanina. Ten program zawarty jest w Kazaniu na Górze. W taki właśnie sposób uczniowie Chrystusa poznają, jak mają żyć i jak postępować. Ale człowiek ze swoimi wątpliwościami wciąż pyta: Co to oznacza, kiedy Ewangelia mówi o „błogosławionych”? Na pewno nie są to ludzie „szczęśliwi” w takim sensie, w jakim rozumie je świat. Pismo św. po wielokroć zwraca uwagę, że Boże rozumowanie jest diametralnie różne od ludzkiego rozumowania: „Myśli moje nie są myślami waszymi, a drogi moje nie są drogami waszymi”. Mądrość w oczach Boga oznacza zgoła coś innego, aniżeli mądrość w oczach tego świata. Widać to wyraźnie na przykładzie samego Chrystusa, kiedy Go Herod w imię mądrości ziemskiej przyoblekł w szatę szaleńca i nazwał Go głupim, pomyleńcem i wyśmiał Go. I jak pisze ks. biskup Jan Pietraszko – „Echo tego Herodowego śmiechu tłucze się i odbija poprzez wszystkie ludzkie pokolenia. Prawdziwi uczniowie Chrystusa, ci, którzy prawdę Chrystusową biorą na serio, często słyszą tu, na tym świecie, pod swoim adresem to słowo: głupi, zacofany”.

    Ale gdyby nie ci „głupi i zacofani” – jak wyglądałby świat? Wyglądałby okropnie, gdyby nie było takich ludzi, którzy potrafią wciąż trwać w trudnym małżeństwie – choć mądrość tego świata nazywa ich frajerami, bo nie umieją ułatwić sobie życia. Jak wielkim błogosławieństwem jest znaleźć na tym świecie – cwanym, sprytnym i wyrachowanym – człowieka, który wierzy jeszcze w prawdziwą, bezinteresowną miłość i przyjaźń. Jak cenny jest, choć głupi w oczach świata, człowiek, który przebacza, który nie szuka odwetu. A jak potrzebnymi są ludzie czystego serca, którzy nie znają i nie próbują żadnych podstępów czy wykrętów. Są uczciwi wobec Boga i bliźnich. Są po prostu autentyczni. A ludzie cisi – przecież mogliby być mocni na sposób tego świata. Tymczasem oni posługują się inną mocą, nie widoczną dla oczu. Widoczny zaś staje się pokój, który jest owocem ich życia i który od nich rozprzestrzenia się. Ile zyskuje świat od ludzi czyniących miłosierdzie, którzy potrafią sami wiele wycierpieć, żeby tylko drugiemu przykrości i cierpienia nie zadać? To dzięki tym błogosławionym dane jest wciąż doświadczać śladów dotknięcia Bożej ręki, która nadaje ludzkiemu życiu ostateczny sens i wartość.

    Modlę się więc o wytrwałość ludzi błogosławionych, aby nie ulegli zniechęceniu, ale żeby wciąż ukazywali Boży obraz i Boże podobieństwo, które Stwórca umieszcza w każdym ludzkim sercu.

    Anna Świderkówna, wybitna znawczyni Biblii, w jednym ze swoich wywiadów mówiąc o błogosławionych z Kazania na Górze, taką daje radę: „trzy pierwsze błogosławieństwa określają postawę konieczną dla każdego, kto chce wejść do królestwa Bożego: przede wszystkim całkowite otwarcie na innych i na Boga oraz pełną gotowość przyjmowania. Bez takiej postawy nie nauczymy się nigdy, czym są prawdziwe szczęście i bogactwo”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • V Niedziela Zwykła – ROK C

    Boże wezwanie

    Słowo Boże przeznaczone na dzisiejszą niedzielę ukazuje Boże wezwanie, które Bóg kieruje do konkretnych ludzi. Pierwsze Czytanie dotyczy proroka Izajasza, któremu dane jest doświadczyć wizji Pana siedzącego na wysokim tronie pośród serafinów. Ta bliskość Bożego świata wywołuje u Izajasza przerażenie, bo zdaje sobie sprawę: „Jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!”

    Ten fakt uznania swojego grzechu, a tym samym swojej niemożności bycia w takim miejscu jest wejściem na prawdziwą drogę. Tą drogą jest oczyszczenie, którego dokonuje anioł poprzez dotknięcie ust Izajasza rozpalonym węglem wyjętym z ołtarza. Od tego momentu w Izajaszu narodził się prorok. Przyjmuje teraz Boże zaproszenie i oddaje się do całkowitej dyspozycji Boga. Odtąd Bóg poprzez usta Izajasza będzie przekazywał ludowi swoją mowę.

    Podobna sytuacja dokonuje się w życiu św. Piotra i jego towarzyszy w dzisiejszej Ewangelii, choć zupełnie w innej scenerii. Oni nie mieli wizji jak Izajasz i nie widzieli Boga na tronie – po prostu nad brzegiem jeziora spotkali Chrystusa. I to spotkanie rozpoczęło się od posłuszeństwa. Pomimo, że całą noc pracowali i nic nie ułowili, Piotr usłuchał Jezusowych słów: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”. Dla Piotra taka propozycja wydawała się zupełnie bez sensu, żeby łowić ryby o niewłaściwej porze. Noc jest najlepszą porą, choć co prawda, ta ostatnia – była zupełnie nieudaną i daremną pomimo wielkiego wysiłku. Szymon jednak zaufał Panu Jezusowi i swoim posłuszeństwem spowodował wydarzenie, które nie mieściło się już w głowie doświadczonego rybaka – cudowny połów: „zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały”.

    W tym obrazie zawarty jest jeszcze głębszy sens, który o. Jacek Salij odczytuje w ten sposób: „Życie tych ludzi, dopóki się nie spotkali z Jezusem, było może uczciwe, ale sensu było w nim zaledwie tyle, ile ryb w owym całonocnym chudym połowie. Wszystko w życiu apostołów zmieniło się dzięki spotkaniu z Jezusem: ich życie zaczęło aż się przelewać od sensu. Zauważmy, że Szymon Piotr reaguje podobnie jak prorok Izajasz. Jest przerażony. „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” – mówi do Pana Jezusa. Czuje się niegodny tak przemieniającego spotkania z Bogiem. Dary Boże wydają mu się zbyt drogocenne, żeby je wlewać w tak marne naczynie, jakim jest grzeszny człowiek. Ale właśnie dlatego, że rozpoznał zarówno wielkość darów Bożych, jak swoją własną niegodność, Szymon Piotr jest już dojrzały do apostołowania. „Nie bój się, odtąd już ludzi łowić będziesz!” – mówi mu Pan Jezus”.

    U św. Pawła przepaść pomiędzy jego osobą a powołaniem, którym obdarzył go Pan – jest daleko większa aniżeli u Izajasza czy Piotra. W dzisiejszym II Czytaniu apostoł Paweł stwierdza: „Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodnym zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”. Kiedy pędził na koniu drogą do Damaszku miał tylko jeden cel: odszukać wyznawców Chrystusa, ażeby wtrącać ich do więzień i całkowicie likwidować, nawet poprzez skazywanie na śmierć. I właśnie na tej drodze, nagle zostaje olśniony światłością z nieba, pada na ziemię i słyszy głos samego Jezusa: „Dlaczego Mnie prześladujesz?” W tym pytaniu zawarta jest nie tyle skarga, ile przede wszystkim moc Bożej miłości, która jest w stanie przemienić – tym razem nawet prześladowcę – na nowego człowieka. Z Szawła staje się Paweł. Ta przemiana bardzo dobitnie wyrażona jest w jego utracie wzroku. Stare oczy były dla niego źródłem fałszu, dlatego „dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”. A kiedy odzyskał wzrok i mógł znowu widzieć, jego oczy – przecież te same – były już zupełnie inne, widziały całkiem inaczej, widziały po prostu prawdziwie.

    W powołaniu św. Pawła Pan Bóg posługuje się pośrednikiem Ananiaszem. Najpierw jest on przerażony dowiadując się, że ma przyjść do niego Szaweł. Ale Pan Jezus od razu uspokaja go i uświadamia, że ten groźny i niebezpieczny człowiek jest naczyniem wybranym i że „bardzo wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia”. Ta droga upokorzenia i cierpienia rozpoczęła się dla Pawła od razu. Pan Jezus nie osobiście przekazuje mu treści powołania, ale każe iść do tych, których chciał zlikwidować: „Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Jego działalność misyjna jest właściwie drogą wielkiego cierpienia. Jak by tego było mało, Bóg zsyła na niego jakąś szczególną dolegliwość, „oścień dla ciała”, wysłannika szatana, „żeby się nie unosił pychą”. I mimo, że prosił Boga, aby zdjął z niego ten ciężar Pan odpowiedział: „Wystarczy ci mojej łaski”. Dlatego św. Paweł napisał, że pracował więcej od innych, ale zaraz też dodał: „nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną”.

    W każdym powołaniu, które daje Bóg, pojawia się zawsze lęk – co ciekawe – nawet i u Maryi bez grzechu poczętej, również. Ona także uznała siebie za niegodną „służebnicę Pańską” w Tajemnicy Zwiastowania. Ona, której „wielkie rzeczy uczynił Wszechmocny”.

    Pan Bóg wciąż i stale zaprasza człowieka do współpracy z Sobą. W każdym czasie zleca różnym ludziom wykonanie różnych zadań, bo różne są potrzeby Mistycznego Ciała, to znaczy Kościoła dotykającego krańców świata. Byleby tylko człowiek zdołał usłyszeć ten Boży głos i wyraził swoją zgodę, a odwagę da już sam Pan.

    Jan Paweł II chcąc pomóc dzisiejszemu człowiekowi usłyszeć Boga głos – wołał donośnie: „Dziś człowiek często nie wie, co nosi w sobie, w głębi swej duszy, swego serca. Jak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Pozwólcie więc, proszę Was z pokorą i ufnością, pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Jedynie On posiada słowa życia – tak: życia wiecznego”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • ogłoszenia – luty 2022

    OD PIĄTKU 30 LIPCA 2021 ROKU

    LITURGIA NAJŚWIĘTSZEJ OFIARY MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA

    SPRAWOWANE SĄ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

    fot. Grzegorz Gałązka/Niedziela

    ***

    Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.

    Usłysz krzyk wszystkich Twoich dzieci, udręczone błaganie całej ludzkości. Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy. Spraw, niech ustanie wojna (…), która zagraża Twoim stworzeniom na niebie, na ziemi i w morzu.

    Z Maryją, Matką Jezusa i naszą, błagamy Cię, przemów do serc ludzi odpowiedzialnych za losy narodów. Zniszcz logikę odwetów i zemsty, a poddaj przez Ducha Świętego nowe rozwiązania wielkoduszne i szlachetne, w dialogu i cierpliwym wyczekiwaniu – bardziej owocne niż gwałtowne działania wojenne. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Św. Jan Paweł II w swoich pielgrzymkach nawiedził również Ukrainę w roku 2001 i tam modlił się, aby “Boża Matka okryła swoim macierzyńskim płaszczem wszystkich ludzi dobrej woli, zamieszkujących ten wielki kraj”.

    File:Matka Boża Zarwanicka.jpg

    Ikona Matki Bożej Zarwanickiej z cerkwi greckokatolickiej św. Mikołaja w Kijowie.

    Przed tym wizerunkiem, który jest bardzo czczony na Ukrainie papież modlił się takimi słowami:

    Błogosławiona Dziewico Maryjo,
    Matko Boża Zarwanicka,
    dziękuję Ci za łaskę tej wizyty na Rusi Kijowskiej,
    z której światło Ewangelii promieniowało na cały kraj.

    Przed Twoim cudownym obrazem,
    strzeżonym w kościele św. Mikołaja,
    zawierzam Tobie, Matko Boga i Matko Kościoła,
    moją podróż apostolską na Ukrainę
    .

    Święta Matko Boża,
    osłoń macierzyńskim płaszczem wszystkich chrześcijan
    i wszystkich ludzi dobrej woli,
    zamieszkujących ten wielki kraj.

    Prowadź ich do swego Syna Jezusa,
    który dla wszystkich jest Drogą, Prawdą i Życiem.

    ***

    Podczas ceremonii powitalnej św. Jan Paweł II powiedział takie słowa, które teraz warto przypomnieć:

    „Przybywam do was, drodzy obywatele Ukrainy, jako przyjaciel waszego szlachetnego narodu. Przybywam jako brat w wierze, by objąć wszystkich chrześcijan, którzy wśród najcięższych udręk zachowali wierność Chrystusowi. Przybywam w miłości, by wyrazić wszystkim synom i córkom tego narodu o wszelkich kulturalnych i religijnych tradycjach mój szacunek i serdeczną przyjaźń. Pozdrawiam ciebie, Ukraino, dzielny i nieustępliwy świadku przywiązania do wartości wiary. Ile wycierpiałaś, by obronić w trudnych czasach wolność wyznawania wiary!”

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Polscy duchowni nie opuszczą Ukrainy.

    Chcą nieść pomoc i są gotowi na męczeństwo.

    Polscy duchowni znajdujący się na Ukrainie niosą pomoc wszystkim potrzebującym, oferując schronienie, jedzenie, a przede wszystkim posługę duchową. Około 300 zakonników i księży Kościoła katolickiego nie opuściło Ukrainy i zapowiedzieli, że pozostaną w tym kraju, by pomagać, nawet jeśli będzie wiązać się to z męczeństwem – podaje portal cruxnow.com.

    Duchowni odmówili opuszczenia Ukrainy. – W ostatnich godzinach słyszałem deklaracje, że zostaną, nawet za cenę męczeństwa – portal cruxnow relacjonuje wypowiedź ks. Leszka Kryża, szefa Biura Pomocy Kościołowi na Wschodzie Konferencji Episkopatu Polski.

    Ojciec Łukasz Wiśniewski, prowincjał dominikański w Polsce wspomniał o jednym z ukraińskich braci, który poprosił o wcześniejsze wyświęcenie, by mógł jak najszybciej udać się z posługą do swojego kraju. Prowincjał poinformował, że wszyscy bracia znajdujący się na Ukrainie chcą pozostać na miejscu, pomimo „tragicznej sytuacji” i objęcia walkami coraz większej części kraju.

    Budynki zakonników i kościoły służą za schronienie dla cywilów, którzy próbują przedostać się od wschodniej do zachodniej granicy.

    Ojciec Bartłomiej Przepeluk, jezuita wskazuje, że zakonnicy organizują schronienie dla przemieszczających się. Oferują jedzenie, picie i odpoczynek, zanim ludzie znów wyruszą w drogę.

    Pomoc oferują również pallotyni we Lwowie, Żytomierzu i Kijowie oraz kapucyni, salezjanie i franciszkanie. Ludzie mają ukrywać się w piwnicach obiektów kościelnych i niższych kościołach.

    O. Stanisław Kawa, kustosz i przewodniczący Konferencji Przełożonych Zakonnych na Ukrainie zaznaczył, że „Franciszkanie przebywają z narodem Ukrainy”. Siedemnastu braci ma posługiwać w pięciu różnych miejscach m.in. we Lwowie i Boryspolu pod Kijowem. Zakonnik zwraca uwagę, że wiele osób nie może opuścić Ukrainy, ponieważ są schorowane, biedne, niepełnosprawne i ktoś się musi nimi zająć.

    Duchowni, którzy wypowiadali się dla cruxnow.com wskazali, że ważniejsza niż dostarczanie żywności oraz wszelkich materiałów pomocowych jest modlitwa. Apelują, by dużo się modlić o pokój.

    – Tyle miłości, tyle telefonów, tyle współczucia ile dostajemy i ile ja otrzymałem osobiście i cała Ukraina dostaje od Polski to trudno wyrazić słowami. Wiemy, jakie są historyczne problemy między Ukrainą a Polską, ale jednak w tym momencie po prostu Polska jest kimś najbliższym, kto współczuje, pomaga – mówi z klei ks. Andrzej Lalik, wikariusz parafii Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Mościskach, pod Lwowem.

    Ks. Lalik wskazuje, że do Polski – poza Ukraińcami – próbują przedostać się liczni Afrykańczycy, Azjaci i ludzie mówiący w różnych językach. Kapłan zwraca uwagę, że „wiele osób porzuca Ukrainę, bo ulegli panice”. Jego zdaniem, w zachodniej części Ukrainy jest bezpiecznie. Duchowny podkreślił, że nie zamierza opuszczać kraju. –  Nie zamierzam uciekać. Nie zamierzam się chować. Stoję na posterunku, jestem gotowy, aby wyspowiadać, aby mszę odprawiać. Modlimy się dużo. W parafii urządzamy adorację Najświętszego Sakramentu, różańce, drogi krzyżowe, koronki. Msze odprawiamy tak jak przed wojną. Nikt z nas, kapłanów nie uciekł. Wszyscy z diecezji są na swoim miejscu i są gotowi być z parafianami do końca – komentował w wywiadzie udzielonym KAI.

    źródło: cruxnow.com, thetablet.co.uk, KAI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 26 LUTY 2022

    W KATEDRZE ŚW. ANDRZEJA UROCZYSTĄ MSZĄ ŚWIĘTĄ KONCELEBROWANĄ ROZPOCZĄŁ POSŁUGĘ ARCYBISKUPA KSIĄDZ BISKUP WILLIAM NOLAN

    Bishop William Nolan

    Pope Francis has named justice and peace champion Bishop William Nolan to lead the Archdiocese of Glasgow 

    Pope Francis has chosen Bishop William Nolan be the next Archbishop of Glasgow.
    Scottish Catholic Media Office
    Pope Francis has chosen Scotland’s justice and peace bishop, William Nolan, as the next leader of the Archdiocese of Glasgow.
    Bishop Nolan, 68, who shares Francis’ concerns for the plight of migrants, protection of the planet and opposition to the arms trade, will take charge of one of the UK’s largest Catholic communities. As Archbishop of Glasgow, his position will also give him a voice on the national stage.
    The archbishop-elect currently leads the Diocese of Galloway, in southwest Scotland, and is president of Justice and Peace Scotland, a national body that advocates on a variety of social issues from climate change to nuclear weapons. Last year, Bishop Nolan announced the establishment of a Scotland-wide “Care of Creation Office”, an initiative that had been inspired by the Pope’s encyclical on the environment, Laudato Si’ and established in time for the COP26 green summit in Glasgow. 
    “As Bishop of Galloway, Bishop Nolan presented a pastoral vision with a genuinely collaborative approach. He led with humility and determination, inspired by the initiatives of Pope Francis, and focussing on the needs of the Church for the 21st century,” Fr. William McFadden, Vicar General of the Diocese of Galloway, said. 
    Bishop Nolan succeeds Archbishop Philip Tartaglia, who died suddenly on 13 January 2021, which is also the feast day of St Kentigern, known as St Mungo, the patron saint of Glasgow. Aged 70, the archbishop, who had a heart condition, had recently tested positive for Covid-19.  
    Around a quarter of Scotland’s 800,000 Catholics live in the Archdiocese of Glasgow, which includes 89 parishes, 83 primary schools and 21 secondary schools. The archdiocese covers the majority of the city of Glasgow, the most populous in Scotland and the fourth-most populous in the UK, along with some areas on its outskirts. 
    Although the Archdiocese of St Andrews and Edinburgh is the Scottish diocese traditionally led by a cardinal, in 1994 Glasgow’s Archbishop Thomas Winning was given the red hat by Pope St John Paul II. Bishop Nolan’s focus on the social gospel would make him a strong contender for a red hat in the Francis papacy. Scotland is currently without a cardinal. 
    The Archdiocese of St Andrews and Edinburgh has been led since 2013 by Archbishop Leo Cushley, a former Vatican diplomat. He took over from the late Cardinal Keith O’Brien, who resigned amid scandal after he was accused of acts of sexual misconduct against priests and seminarians. He later gave up the rights and privileges associated with being cardinal.
    As Archbishop of Glasgow, Bishop Nolan could also be chosen as leader of Scotland’s bishops’ conference, a position which is voted for by fellow bishops. The current president is Bishop of Aberdeen Hugh Gilbert OSB, a Benedictine monk, although the post was previously held by Archbishop Tartaglia. 
    “I am well aware of my own inadequacies and of the difficulties the Church faces today,” the archbishop-elect said about his appointment. “Thank God therefore that we can sure of the presence and power of the Holy Spirit in the Church. As I leave the Diocese of Galloway behind, from now on I belong to Glasgow. And I assure the people of Glasgow of my commitment and dedication to them.” He added that he felt “overwhelmed by the trust Pope Francis is putting in me.”
    Alistair Dutton, chief executive of Sciaf, said: “A very warm congratulations to Bishop William Nolan who has been appointed as Archbishop of Glasgow by Pope Francis today. We deeply appreciate his presence on Sciaf’s Board and his commitment to social justice. Sciaf has benefited greatly from his leadership, most recently his contributions throughout Cop26. We wish him well as he concludes his time with the people and priests of Galloway and begins a new chapter in Glasgow.”…
    by Christopher Lamb/Tablet
    Bishop william nolan 103 team member
    fot. SCIAF
    Bishop Nolan William Nolan was born on 26th January 1954, the fourth of eleven children born to William and Catherine Nolan (both deceased). He was baptised in St Patrick’s Church, Craigneuk and educated at Cathedral Primary School in Motherwell, St Patrick’s Primary, Craigneuk, St Vincent’s College, Langbank (1965-67), and St Mary’s College, Blairs (1967-71). His senior seminary formation was at the Scots College, Rome (1971-78) where he graduated with a Licence in Sacred Theology. Father Nolan was ordained priest for the Diocese of Motherwell on 30th June 1977. He has ministered as assistant priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1978-1980; assistant priest of St David’s, Plains, 1980-1983; vice-rector of the Scots College, Rome, 1983-1990; assistant priest of St Bridget’s, Baillieston, 1990-1994; parish priest of Our Lady of Lourdes, East Kilbride, 1994 to February 2015. He has held the posts of chairman of the Council of Priests, 1992-1998; chairman of the Committee for Ongoing Formation of Priests, 1993-2004; administrator, St John Ogilvie, Vicar General of Motherwell Diocese, June 2014 to February 2015. Bishop Nolan was nominated as Bishop of Galloway on 22nd November 2014 by Pope Francis, and Ordained in the Grand Hall, Kilmarnock on 14th February 2015 by Archbishop Leo Cushley of St. Andrew’s and Edinburgh.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 26.02.2022KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I KOMUNII ŚW.

    * OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

    * O GODZ. 18.00 – MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VIII NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO W INTENCJI WSPÓLNOTY ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    VIII NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO – 27.02.2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚW. O GODZ. 14.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 28.02.2022 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    * PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LUTY 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    MÓDLMY SIĘ W INTENCJI ZAKONNIC I INNYCH KOBIET KONSEKROWANYCH – DZIĘKUJĄC IM ZA ICH MISJĘ I ODWAGĘ – ABY NADAL ODKRYWAŁY NOWE ODPOWIEDZI W OBLICZU WYZWAŃ NASZYCH CZASÓW.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BĘDĄC CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI JAK BOLEŚNIE RANIĄ NASZE GRZECHY TWOJE SERCE BOŻA I NASZA MATKO I SERCE TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, MODLIMY SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE, ABY ODNAWIAJĄC SWOJE ŚLUBOWANIA WYTRWAŁY NA DRODZE POWOŁANIA I MODLIMY SIĘ ZA OSOBY OBARCZONE CIĘŻKIM KRZYŻEM CIERPIENIA, ABY DZIĘKI BOŻEJ MOCY BYŁO IM DANE JUŻ TERAZ ZOBACZYĆ JAK BARDZO SĄ POTRZEBNI W MISJI RATOWANIA BIEDNYCH GRZESZNIKÓW.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekazaliśmy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WTOREK – 22 LUTY 2022

    33238 DNI TEMU, CO STANOWI 91 LAT, ŚW. FAUSTYNIE KOWALSKIEJ UKAZAŁ SIĘ PAN JEZUS MIŁOSIERNY. DZIŚ TEN WIZERUNEK ZNANY JUŻ JEST NA CAŁYM ŚWIECIE Z PODPISEM: JEZU, UFAM TOBIE!

    To wydarzenie miało miejsce w celi płockiego klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy Starym Rynku w niedzielę w dniu 22 lutego 1931 roku

    Wieczorem, kiedy byłam w celi – zapisała w swym „Dzienniczku” św. Siostra Faustyna – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. – Po chwili powiedział mi Jezus: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (Dz. 47)

    ***

    Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego został namalowany w Wilnie w 1934 roku pod okiem samej Siostry Faustyny w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego, a wystawiony do publicznej czci po raz pierwszy w Ostrej Bramie w 1935 roku.

    Od tego czasu powstało wiele obrazów. Najbardziej znany jest łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Hyły z kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Obraz ten powstał pod okiem krakowskiego kierownika duchowego Apostołki Bożego Miłosierdzia – o. Józefa Andrasza SJ, który poświęcił go w święto Miłosierdzia 16 kwietnia 1944 roku. Właśnie na tym wizerunku spełniły się słowa Pana Jezusa wypowiedziane do Siostry Faustyny przy pierwszym objawieniu: Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. Przed tym obrazem modlą się nie tylko pielgrzymi z całego świata, którzy fizycznie przybywają do tego świętego miejsca, ale także internauci korzystając z transmisji on-line oraz gigapikselowej prezentacji na stronie: www.faustyna.pl .

    fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ufam Tobie, Jezu

    Ufam Tobie, Jezu
    ISTOCKPHOTO; MONTAŻ STUDIO GN

    ***

    „Jezu, ufam Tobie”. Te trzy słowa są kluczem do Bożego miłosierdzia. „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność” – mówi Jezus św. Faustynie. Ale pierwsza jest ufność Boga względem mnie. Ufność rodzi ufność.

    Siostra Faustyna notuje w „Dzienniczku”: „W pewnej chwili zapytał mnie spowiednik [bł. ks. Michał Sopoćko – przyp. T.J.], jaki ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko nie mieści się na tym obrazie. Odpowiedziałam, że się pomodlę i odpowiem na przyszły tydzień. Kiedy odeszłam od konfesjonału – i przechodząc koło Najświętszego Sakramentu – otrzymałam wewnętrzne zrozumienie, jaki ma być ten napis. Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, to jest, że te trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezu, ufam Tobie”. Sam Jezus niejako podpowiedział, na czym Mu najbardziej zależy. Na ufności! To słowo powraca w „Dzienniczku” jak refren. Dlaczego? Na pewno nie chodzi o mechaniczne powtarzanie słów: „Jezu, ufam Tobie” czy traktowanie ich jak magicznej formuły. Bogu nie zależy na słowach, lecz na sercu każdego z nas.

    Kwestia zaufania jest aktualna zwłaszcza w czasach, gdy tak wiele nieufności w nas i wokół nas… Na przykład gdy słyszę o nowych przepisach o ochronie danych osobowych, to myślę, że świat zwariował. Elektroniczne sieci, kamery, komórki, GPS-y, Facebook itd. sprawiają, że jesteśmy widoczni wszędzie i zawsze dla tych, którzy chcą nas znaleźć. Żeby ukryć ten fakt, wprowadzamy jakieś biurokratyczne procedury, dzięki którym dostajemy złudzenie ochrony naszej prywatności. To jakiś absurd. Obawiam się, że ta rzekoma ochrona danych osobowych będzie powodowała raczej narastanie wzajemnej nieufności między ludźmi, niż kogokolwiek przed czymkolwiek chroniła. W kulturze, która promuje narcyzów skoncentrowanych na swojej osobie, swoich prawach, obojętnych na dobro wspólne, będziemy dla siebie jeszcze bardziej anonimowi, nieufni i podejrzliwi.

    Co to ma wspólnego ze słowami: „Jezu, ufam Tobie”? Sądzę, że sporo. Jezus, jako Bóg i jako człowiek, zaprasza nas do postawy zaufania. Mówi nam: „Człowieku, zaufaj człowiekowi, sobie i innym” oraz: „Człowieku, zaufaj Bogu”. Gdzie jest ufność, tam powstają więzi międzyludzkie i te duchowe – z Bogiem. Tam jesteśmy bliżej nieba. Gdzie potęguje się nieufność, tam otwiera się droga do piekła.

    Między karykaturą a oryginałem

    Obraz Chrystusa jest nam potrzebny bardziej niż dawniej, bo jesteśmy coraz bardziej wzrokowcami. Kultura medialna jest dziś raczej kulturą obrazu niż słowa. Na ekranach naszych komputerów wciąż klikamy w ikonki. No właśnie, ikonki. Bądźmy więc wdzięczni, że Jezus daje nam obraz, ikonę. Trzeba ją tylko „rozklikać”, uruchomić. Nacisnąć „enter” – wchodzę. Tym „enterem” jest właśnie ufność.

    Słowa: „Jezu, ufam Tobie” są integralną częścią obrazu Jezusa Miłosiernego. Warto zwracać uwagę na to, gdy kupujemy reprodukcje łagiewnickiego lub wileńskiego wizerunku. Tych słów na obrazie Jezusa Miłosiernego nie może zabraknąć. Pan Jezus powiedział św. Faustynie: „Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie”. I obiecał: „Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego”. Święty Paweł pisze: „On [Chrystus] jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15).

    Może wydawać się to dziwne, że Pan każe wykonać zakonnicy swój „portret” i zapewnia, że ten właśnie obraz będzie „naczyniem” na łaski. A może powodem tej wyjątkowej prośby jest fakt, że tak wiele fałszywych obrazów Boga stworzyliśmy sobie i wciąż stwarzamy? I nie chodzi w tej chwili o wizerunki w kościołach, ale o coś ważniejszego – o obraz Boga, który nosimy w sobie, w duszy. Jakże często jest on bardzo daleki od tego, który zostawił nam Chrystus w Ewangelii. Ta wewnętrzna „ikona” Boga bywa zniekształcona tak dalece, że zamiast zachęcać do ufności, bliskości czy modlitwy, może często odpychać od Boga, napawać lękiem, zniechęcać.

    W 2015 r. w kinach wyświetlano film pt. „Zupełnie Nowy Testament”. Bohaterem był Bóg, a dokładniej Jego karykatura. Bóg był ukazany jako zrzędny pijaczyna mieszkający w Brukseli, który siedzi w pidżamie i kapciach, pije wódkę, tyranizuje swoją rodzinę, całymi dniami przesiaduje przed „boskim” komputerem, zajmując się zatruwaniem ludziom życia przez przeróżne złośliwości. Film reklamowano jako „diabelsko śmieszną komedię”. Zaiste, było w tym coś diabolicznego. A gdzie szatan, tam i głęboki smutek maskowany rechotem. Przypominam ten film, bo jest to dobry przykład na to, jak bardzo zniekształcony obraz Boga może powstać w głowach i sercach współczesnych. Jeśli ktoś wyobraża sobie Boga jako patologicznego, zazdrosnego złośliwca, który utrudnia wszystkim życie swoimi przestarzałymi zasadami, to ostatnią rzeczą, jaką można zrobić, jest Mu zaufać. Robota diabła polega dokładnie na tym – na serwowaniu nam karykatury, zamiast autentycznego obrazu Boga, i osłabianiu zaufania do Niego.

    Tak było już w raju pod drzewem poznania dobra i zła. Nie ufajcie Bogu – wmawiał ludziom wąż starodawny. – On wam zabrania tylu rzeczy, bądźcie odważni, bądźcie sobą, wybierzcie wolność, czyli siebie. Ta diabelska propaganda w ciągle nowych wcieleniach mąci nam w głowach i sercach. Nie bez sukcesów, niestety. Dlatego tak aktualne są słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To odpowiedź na tę odwieczną pokusę.

    Kto więcej zaufa, więcej otrzyma

    W takim kontekście doceńmy dar, jakim jest wizerunek Jezusa Miłosiernego. Chrystus w ten sposób przychodzi nam z pomocą. Jego istotą jest połączenie prawdy o ukrzyżowaniu („spojrzenie Jezusa powinno być jak z krzyża”) i zmartwychwstaniu. Jezus usilnie prosił s. Faustynę: „Niech ten obraz będzie wystawiony na widok publiczny, niech ludzie modlą się przed nim, niech pomaga im odnowić obraz Boga Miłosiernego w sobie. Niech poczują siłę Mojego kochającego spojrzenia, niech wejdą w promieniowanie Mojego miłosierdzia. Niech spływa na nich Moje błogosławieństwo i przebaczenie”.

    Jezus jest niewyczerpanym źródłem łask. Daje nam wszystko, co potrzebne do świętości. Ale warunek korzystania z tych łask jest jeden: zaufanie. „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką Mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca”.

    Kiedy idziemy do źródła, możemy oczekiwać obfitości wody, ale jeśli nie zabierzemy ze sobą naczynia do czerpania, ta droga może okazać się daremna. Ksiądz Krzysztof Grzywocz podczas rekolekcji o ufności opowiadał m.in. historię pewnego człowieka, który modlił się przed wizerunkiem Jezusa w Łagiewnikach. Ów mężczyzna, patrząc na napis „Jezu, ufam Tobie”, ku własnemu zaskoczeniu wypowiedział nagle słowa: „Jezu, ja nie ufam Tobie”. Coś w nim pękło. Rozpłakał się, wzruszył. Odkrył, jak głęboko nie ufał ani sobie, ani innym, ani Bogu. I właśnie wtedy, gdy szczerze przed Jezusem przyznał się do swojej nieufności, miał wrażenie, że wreszcie modli się autentycznie. „Jaka ufność musiała go ogarnąć, aby takie słowa powiedzieć” – komentował ks. Grzywocz.

    Słyszałem kiedyś świadectwo dziewczyny, która opowiadała o początku swojej świadomej wiary. W jej parafii odbywało się przygotowanie do bierzmowania, nie zaliczyła obowiązkowych spotkań. Ostatnią szansą była oaza. Postanowiła „zapisać się na niby” do grupy oazowej, żeby załapać się na bierzmowanie. Animatorka na spotkaniu grupy postawiła pytanie: „Kim jest dla ciebie Jezus?”. Padały piękne odpowiedzi: jest Światłem, Dobrym Pasterzem, Drogą, Prawdą i Życiem, itd. Układała w głowie jakąś pobożną formułkę. Kiedy przyszła jej kolej, powiedziała głośno: „Jezus jest dla mnie nikim”. To był początek jej drogi wiary. Poczuła się przyjęta przez Jezusa ze swoją niewiarą, udawaniem. Tak się zaczęło w jej życiu coś pięknego.

    Przed Bogiem nie musimy niczego udawać, recytować pięknych zdań bez pokrycia. Przed Nim jesteśmy zawsze nadzy i nie musimy się tego wstydzić. Nie trzeba przykrywać swojej nędzy maską, grać pobożniejszych, niż jesteśmy. Możemy stanąć z naszym grzechem, brudem, zwątpieniem, nieczystością… Zapłakać jak Piotr. Poddać się. Bezbronnie. Ręce do góry. Panie, Ty wiesz, Ty wszystko wiesz.

    Ufność, czyli skok

    Jezu, ufam Tobie! Co znaczą te słowa? Jak je rozumieć?

    Jezu… Zauważmy, że zwracamy się tu do Pana po imieniu, bezpośrednio i osobiście. Nawet nie „Panie Jezu”, ale po prostu „Jezu”. „Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

    Ufam… Zaufanie pojawia się między osobami, które się znają, są sobie bliskie. Jeśli ufam Jezusowi, to znaczy, że znam Go na tyle, że mogę Mu ufać. Dzieci z natury ufają swoim rodzicom. Im bardziej jednak stajemy się dorośli, tym trudniej nam ufać. Tylko miłość burzy mur nieufności, podejrzliwości, dystansu. Ufam temu, o którym wiem, że mnie kocha i mi ufa. Ufność rodzi ufność. Aby zaufać, konieczna jest pokora, uznanie tego, że nie jestem samowystarczalny. Potrzebuję pomocy, potrzebuję kogoś, potrzebuję ciebie.

    Ufam… „Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli” (Ps 22). Tak wołano do Jezusa pod krzyżem. Zaufanie Jezusa do Ojca oznaczało wytrwałość w obliczu cierpienia i triumfu zła. Ufność nie traci nadziei w obliczu próby. Nie oczekuje natychmiastowej nagrody. Nie muszę wszystkiego rozumieć. Bóg wie lepiej. Ufność jest wciąż poddawana próbie. Wymaga nowych aktów woli, ponawiania zaufania. Każda pokonana próba wzmacnia ufność.

    Tobie… Jakbyśmy byli z Jezusem „na Ty”. Brzmi tu jakaś zażyłość. Święty Tomasz, gdy dotknął Zmartwychwstałego, wyznał: „Pan mój i Bóg mój”. Pan mu powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. To błogosławieństwo dla ufających, czyli wierzących pośrodku ciemności. Ufność jest skokiem. Jak w tym starym przykładzie o dziecku, które miało wyskoczyć przez okno z płonącego domu, ale w kłębach dymu nie widziało ojca. – „Skacz” – woła tata. „Ale tato, ja ciebie nie widzę”. „Skacz, jestem, złapię cię, nie bój się”. To jest właśnie zaufanie. Nie teoria, ale decyzja, powierzenie się. Skok… w mocne ramiona Zbawcy, Ratownika.

    „Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze”.•

    ks. Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Katedra św. Piotra darem Chrystusa dla Kościoła

    22 lutego zapalane są wszystkie świece w ołtarzu Katedry

    22 lutego zapalane są wszystkie świece w ołtarzu Katedry

    Liturgia łacińska celebruje święto Katedry św. Piotra. Chodzi o bardzo starą tradycję, której świadectwa mamy w Rzymie już pod koniec IV wieku, będącą wyrazam wdzięczności Bogu za misję powierzoną apostołowi Piotrowi i jego następcom. „Katedra” to dosłownie tron biskupa stojący w kościele będącym matką diecezji, z tej racji nazwany właśnie „katedrą”. Stanowi symbol władzy biskupa, w szczególności jego „magisterium”, to znaczy ewangelicznego nauczania, którego jako następca Apostołów ma on strzec i przekazywać dla dobra całej wspólnoty chrześcijańskiej. Kiedy biskup bierze w posiadanie Kościół partykularny, który został mu powierzony, to – w mitrze na głowie i z pastorałem w ręku – zasiada na katedrze. Z tego miejsca będzie przewodził, jako nauczyciel i pasterz, pielgrzymce wierzących, w wierze, nadziei i miłości.

    Co było zatem „katedrą” św. Piotra? Wybrany przez Chrystusa jako „skała”, na której zbuduje Kościół (por. Mt 16, 18), rozpoczął swoją posługę w Jerozolimie po Wniebowstąpieniu Pana i po Zesłaniu Ducha Świętego. Pierwszą „siedzibą” Kościoła był Wieczernik; jest prawdopodobne, że w tej sali, gdzie również Maryja, Matka Jezusa, modliła się razem z uczniami, było specjalne miejsce, zarezerwowane dla Szymona Piotra. Następnie siedzibą Piotra stała się Antiochia, miasto położone nad rzeką Orontes, w Syrii, w ówczesnych czasach trzecia metropolia imperium rzymskiego, po Rzymie i Aleksandrii w Egipcie. Pierwszym biskupem tego miasta, ewangelizowanego przez Barnabę i Pawła, gdzie „po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami” (Dz 11, 26), był Piotr. Martyrologium Rzymskie przed reformą kalendarza odnotowywało również specjalne obchody Katedry św. Piotra w Antiochii. Stamtąd Opatrzność poprowadziła Piotra do Rzymu, gdzie zakończył swój bieg w służbie Ewangelii męczeństwem. Dlatego siedziba w Rzymie, która otrzymała największy zaszczyt, przyjęła na siebie również posługę, jaką Chrystus powierzył Piotrowi, aby był w służbie wszystkich Kościołów partykularnych, celem budowania i jedności całego Ludu Bożego.

    Siedziba w Rzymie została w ten sposób uznana za siedzibę następców św. Piotra, zaś „katedra” Biskupa Rzymu reprezentuje katedrę Apostoła, któremu Chrystus kazał paść całą swoją owczarnię. Potwierdzają to najstarsi Ojcowie Kościoła, jak na przykład św. Ireneusz, biskup Lyonu, który w swoim traktacie Przeciw herezjom opisuje Kościół w Rzymie jako „największy i najstarszy, uznawany przez wszystkich; … założony i zbudowany w Rzymie przez dwóch najczcigodniejszych Apostołów, Piotra i Pawła”; i dodaje: „Z tym Kościołem, z racji jego najznakomitszego pochodzenia, musi zgadzać się Kościół powszechny, to znaczy wierni, którzy gdziekolwiek się znajdują” (Przeciw herezjom, III, 3, 2-3).

    Tertulian z kolei stwierdza: „Ten Kościół w Rzymie, jakże jest błogosławiony! Sami Apostołowie wlali w niego swoją krew, całą doktrynę” (Napomnienia dla heretyków, 36). Katedra Biskupa Rzymu reprezentuje nie tylko jego posługę wspólnocie rzymskiej, ale również jego misję przewodzenia całemu Ludowi Bożemu.

    Celebrowanie święta Katedry św. Piotra oznacza zatem przypisywanie jej wielkiego znaczenia i wymiaru duchowego oraz uznawanie jej za uprzywilejowany znak miłości Boga, odwiecznego i dobrego Pasterza, który chce zgromadzić cały swój Kościół i prowadzić go po drogach zbawienia. Spośród wielu świadectw Ojców chciałbym przytoczyć świadectwo św. Hieronima, pochodzące z jego listu do Biskupa Rzymu, szczególnie interesującego, gdyż zawarte jest w nim bezpośrednie odniesienie właśnie do „katedry” Piotra, przedstawiające ją jako pewny fundament prawdy i pokoju. Św. Hieronim tak pisze: „Postanowiłem zasięgnąć rady katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiał Apostoł; przychodzę teraz, aby prosić o pokarm dla mojej duszy tu, gdzie przedtem otrzymałem szatę Chrystusa. Nie idę za innym prymatem, jedynie za Chrystusowym; dlatego jestem w jedności z twoim błogosławieństwem, to znaczy z katedrą Piotra. Wiem, że na tej skale jest zbudowany Kościół” (Listy I, 15, 1-2).

    Drodzy Bracia i Siostry, w absydzie Bazyliki św. Piotra, jak wiecie, znajduje się monument poświęcony katedrze Apostoła, dzieło Berniniego, zrealizowane w formie wielkiego tronu z brązu, podtrzymywanego przez figury czterech Doktorów Kościoła, dwóch zachodnich, św. Augustyna i św. Ambrożego, oraz dwóch wschodnich, św. Jana Chryzostoma i św. Atanazego. Zapraszam Was, abyście się zatrzymali przed tym wymownym dziełem, które dziś możemy podziwiać, udekorowanym licznymi świecami, i pomodlili się w sposób szczególny w intencji posługi, jaką Bóg mi powierzył. Wznosząc wzrok ku witrażowi z alabastru, który otwiera się światłem wprost na katedrę, przyzywajcie Ducha Świętego, ażeby zawsze podtrzymywał swym światłem i swoją mocą moją codzienną posługę całemu Kościołowi. Za to, jak i za Wasze pobożne skupienie, z całego serca Wam dziękuję.

    papież Benedykt XVI/tłumaczył z języka włoskiego o. Jan Pach OSPPE/Tygodnik Niedziela 2006

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Przewodniczący KEP z „listem braterskiej troski” do niemieckiego Kościoła. Tematem niepokój wokół Drogi Synodalnej

    fot. Episkopat News

    ***

    Mając na uwadze komunię wiary i historii między Polską a Niemcami, chciałbym wyrazić moje głębokie zatroskanie i zaniepokojenie informacjami docierającymi ostatnio z niektórych środowisk Kościoła katolickiego w Niemczech – napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w liście skierowanym do przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec bp. Georga Bätzinga ws. niemieckiej „drogi synodalnej”.

    Przewodniczący Episkopatu przyznał, że Kościół katolicki w Niemczech jest ważny w Europie. „Dlatego z niepokojem patrzę na dotychczasowe działania niemieckiej +drogi synodalnej+. Obserwując jej owoce można odnieść wrażenie, że podstawą refleksji nie zawsze jest Ewangelia” – napisał.

    Abp Gądecki podkreślił, że będąc wiernym nauczaniu Kościoła „nie powinniśmy ulegać naciskom świata ani poddawać się wzorcom dominującej kultury, gdyż może to prowadzić do moralnego i duchowego zepsucia”. „Wystrzegajmy się powtarzania utartych sloganów i standardowych żądań typu: zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, komunia dla rozwiedzionych czy błogosławieństwo związków jednopłciowych” – zaapelował.

    „Mimo oburzenia, ostracyzmu i niepopularności Kościół katolicki – wierny prawdzie Ewangelii, a jednocześnie powodowany miłością do każdego człowieka – nie może milczeć i zgadzać się na tę nieprawdziwą wizję człowieka, a tym bardziej jej błogosławić ani promować” – zaznaczył Przewodniczący Episkopatu.

    Dodał, że współczesny kryzys Kościoła w Europie jest przede wszystkim kryzysem wiary. „Kryzys wiary jest jedną z przyczyn, dla których Kościół doświadcza trudności, gdy chodzi o głoszenie jasnej doktryny teologicznej i moralnej” – napisał. „Autorytet papieża i biskupów najbardziej potrzebny jest wówczas, gdy Kościół przeżywa trudny czas i gdy poddawany jest presji, aby odstąpić od nauczania Jezusa” – zauważył Przewodniczący Episkopatu.

    Abp Gądecki odniósł się w liście do dokumentów Kościoła katolickiego, nauczania papieża Franciszka, św. Jana Pawła II, św. Pawła VI, a także Kongregacji Nauki Wiary.

    Pełny tekst listu:

    Drogi Biskupie Georg,

    Kościół katolicki w Niemczech i w Polsce łączy ponad tysiąc lat wspólnej historii. Wyrasta ona z depozytu apostolskiej wiary w Jezusa Chrystusa, który złożony w ręce św. Piotra, został przekazany następcom apostołów – biskupom – przewodzącym,  nauczającym i uświęcającym poszczególne Kościoły lokalne. „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” (Mt 16,18-19).

    Owa komunia wiary wyraża się dobitnie m.in. w postaciach świętych, którzy cieszą się czcią zarówno katolików w Polsce, jak i w Niemczech. Myślę o św. Brunonie z Kwerfurtu, św. Jadwidze Śląskiej, św. Teresie Benedykcie od Krzyża (Edycie Stein) czy św. Maksymilianie Marii Kolbe. Szczególne znaczenie w naszych relacjach ma także wymiana listów dotyczących przebaczenia, stanowiąc początek ważnego i tak potrzebnego procesu pojednania, po trudnych doświadczeniach II wojny światowej. Był on wspierany zarówno przez Karola Wojtyłę, jak i bł. Stefana kard. Wyszyńskiego.  W latach późniejszych znalazł swój konkretny wyraz we wsparciu duchowym i materialnym, jakie otrzymywaliśmy od katolików niemieckich w okresie panowania komunizmu w naszej ojczyźnie.

    Z tych wszystkich powodów Kościół katolicki w Niemczech jest mi bardzo bliski i bardzo ważny. Mając na uwadze ową komunię wiary i historii między Polską a Niemcami, chciałbym wyrazić moje głębokie zatroskanie i zaniepokojenie informacjami docierającymi ostatnio z niektórych środowisk Kościoła katolickiego w Niemczech. W duchu chrześcijańskiej miłości pozwalam więc sobie skierować do Ciebie – jako przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec – ten pełen braterskiej troski list, w duchu współodpowiedzialności za powierzony nam przez Chrystusa depozyt świętej wiary apostolskiej.

    Jako pasterze Kościoła mamy świadomość, iż w świecie toczy się walka duchowa. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Chrystus odniósł zwycięstwo nad szatanem, a powinnością Kościoła jest urzeczywistnienie tego zwycięstwa w świecie. Pozwól, Drogi Bracie w biskupstwie, że podzielę się swoją obawą, co do słuszności tez stawianych przez niektóre środowiska Kościoła katolickiego w Niemczech, zwłaszcza w kontekście tzw. „drogi synodalnej”.

    Pokusa szukania pełni prawdy poza Ewangelią

    Kościół katolicki w Niemczech jest ważny na mapie Europy i mam świadomość, że albo będzie promieniował na cały kontynent swoją wiarą, albo też swoją niewiarą. Dlatego z niepokojem patrzę na dotychczasowe działania niemieckiej „drogi synodalnej”. Obserwując jej owoce można odnieść wrażenie, że podstawą refleksji nie zawsze jest Ewangelia. Zdarzało się tak w historii. Wystarczy wspomnieć tzw. Biblię Jeffersona (T. Jefferson, The Life and Morals of Jesus of Nazareth, Rough Draft Printing 2015). Amerykański prezydent stwierdził, że Ewangelie zawierają zdania niezwykle mądre i wzniosłe, które z pewnością pochodzą bezpośrednio od Jezusa, ale także zdania głupie i trywialne, jakie muszą pochodzić od niewykształconych apostołów. Przekonany, że dysponuje kryteriami pozwalającymi odróżnić jedne zdania od drugich, postanowił dokonać tego za pomocą nożyczek. W ten sposób powstał nowożytny apokryf, zdaniem jego autora, lepszy od oryginału. Nie da się wykluczyć, że właśnie w tych najtrudniejszych fragmentach Biblii, podpadających pod „nożyce Jeffersona”, wyraża się proprium christianum – to, co charakterystyczne dla chrześcijaństwa.

    Pokusa wiary w nieomylność nauk społecznych

    Jedną z dzisiejszych pokus w Kościele jest nieustanne konfrontowanie nauczania Jezusa z aktualnym dorobkiem psychologii i nauk społecznych. Jeśli coś w Ewangelii nie zgadza się z aktualnym stanem wiedzy w tych naukach, uczniowie, aby uchronić Mistrza przed kompromitacja w oczach współczesnych, próbują „zaktualizować” Ewangelię. Pokusa „unowocześnienia” w szczególny sposób dotyczy sfery tożsamości seksualnej. Zapomina się jednak, że stan wiedzy naukowej zmienia się często, i to niekiedy w sposób bardzo diametralny, np. za sprawą zmiany paradygmatu. Zmienność wpisana jest w samą naturę nauki, której dostępny jest jedynie fragment wszelkiej możliwej wiedzy. Odkrywanie błędów i ich analizowanie jest w nauce motorem postępu.

    Jednakże niektóre z naukowych pomyłek miały swoje dramatyczne konsekwencje. Wystarczy wspomnieć takie naukowe teorie jak rasizm czy eugenika. W oparciu o najnowsze zdobycze nauki, Kongres Stanów Zjednoczonych przegłosował w 1924 roku National Origin Act, nakładający restrykcyjne kwoty migracyjne na mieszkańców Europy Południowej i Środkowej oraz zakazujący niemal całkowicie imigracji z Azji. Głównym powodem było przekonanie, że narody takie jak np. Włosi czy Polacy są niższe rasowo. Z kolei w oparciu o wiedzę z zakresu eugeniki w Stanach Zjednoczonych w XX w. wysterylizowano przymusowo – jak się ocenia – około 70 tysięcy kobiet należących do mniejszości etnicznych (por. G. Consolmagno, Covid, fede e fallibilità della scienza, La Civiltà Cattolica 4118, s. 105-119). W tym i innych przypadkach mówimy o tzw. „naukowych błędach”. Obok nich istnieją jednak również „ideologiczne oszustwa”. Te legły u podstaw np. obserwowanej obecnie zmiany w podejściu do seksualności (J. A. Reisman, E. W. Eichel, Kinsey, Sex and Fraud: The Indoctrination of a People, Huntington House Publication, Lafayette 1990; J. Colapinto, As Nature Made Him. The Boy Who Was Raised As a Girl, Harper Perennial, New York-London-Toronto-Sydney 2006).

    Proces rozwoju wiedzy nie zatrzymuje się na naszym pokoleniu. Także pokolenia, które przyjdą po nas, będą musiały odłożyć na bok książki np. z zakresu psychologii czy nauk społecznych, które dzisiaj uważa się za nieomylne. Jak zatem powinien ustosunkować się Kościół do aktualnego stanu wiedzy naukowej, aby nie powtórzyć błędu, jaki popełnił w odniesieniu do Galileusza? Jest to poważne intelektualne wyzwanie, które musimy podjąć, czerpiąc z Objawienia i rzetelnych osiągnieć nauki.

    Pokusa życia z kompleksem niższości

    Mam świadomość, że katolicy ‒ nie tylko w Niemczech, ale również w Polsce ‒ żyją dzisiaj pod presją opinii publicznej, co powoduje, że niejeden z nich cierpi na swoisty kompleks niższości. Uczniom Chrystusa generalnie – jak pisał Papież Franciszek – zagraża dziś „pewien rodzaj kompleksu niższości, prowadzący do relatywizowania lub ukrywania swojej chrześcijańskiej tożsamości i przekonań. (…) Kończy się to tym, że grzebią radość z misji w pewnego rodzaju obsesji, by być jak wszyscy inni i mieć to, co inni posiadają” (Evangelii gaudium, 79).

    Papież Franciszek w przemówieniu do pracowników kurii rzymskiej podkreślał, że dzisiaj w Europie nie żyjemy już w „systemie chrześcijańskim” (Franciszek, Przemówienie do Kurii Rzymskiej z okazji Życzeń Bożonarodzeniowych, 21.12.2019 roku). Świat stał się pod wieloma względami bardziej pluralistyczny. Istotnym źródłem tej zmiany na Starym Kontynencie jest „głęboki kryzys wiary, który dotknął wielu ludzi”. Wiara „nie stanowi już oczywistej przesłanki życia wspólnego, a wręcz jest w istocie często negowana, wyszydzana, marginalizowana i wyśmiewana”. Niestety, „umysły [wielu] zaślepił bóg tego świata” (2 Kor 4,4). Zdrowej nauki znieść nie mogą, ale mnożą sobie nauczycieli według własnych pożądań (por. 2 Tm 4,3). Stąd ważność ostrzeżenia skierowanego do Rzymian: „Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2).

    Wierni nauczaniu Kościoła nie powinniśmy ulegać naciskom świata ani poddawać się wzorcom dominującej kultury, gdyż może to prowadzić do moralnego i duchowego zepsucia. Wystrzegajmy się powtarzania utartych sloganów i standardowych żądań typu: zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, komunia dla rozwiedzionych czy błogosławieństwo związków jednopłciowych. „Aktualizacja” definicji małżeństwa w Karcie Praw Podstawowych UE nie jest powodem, aby manipulować przy Ewangelii.

    Pokusa myślenia korporacyjnego

    Mam świadomość, że Kościół w Niemczech systematycznie traci wiernych, a liczba kapłanów z roku na rok się zmniejsza. Poszukuje zatem sposobów, aby utrzymać wiernych przy sobie i zachęcić młodych do wyboru kapłaństwa. Wydaje się jednak, że staje w tym zakresie wobec ryzyka myślenia korporacyjnego: „brakuje pracowników, obniżmy kryteria naboru”. Stąd postulat zniesienia obowiązku kapłańskiego celibatu znalazł się w tekście „Zobowiązanie do celibatu w posłudze kapłańskiej”, który 4 lutego br. został poddany pierwszemu czytaniu podczas zgromadzenia „drogi synodalnej” we Frankfurcie nad Menem. Odpowiedzi na pytanie o relację między wymaganiem kapłańskiego celibatu a liczbą powołań udzielił już św. Paweł VI: „Nie jesteśmy skłonni wierzyć, że dzięki zniesieniu celibatu kościelnego, natychmiast znacznie by wzrosła ilość powołań kapłańskich. Dzisiejsza bowiem praktyka Kościołów i innych wspólnot religijnych, które pozwalają swym duchownym na zawieranie małżeństw, zdaje się wskazywać na coś wręcz przeciwnego” (Sacerdotalis celibatus, 49).

    Przyczyny kryzysu leżą gdzie indziej. My, duchowni, staliśmy się niejednokrotnie jedynie ekspertami od polityki społecznej, migracyjnej, ekologicznej, co niewątpliwie nie wymaga życia w celibacie. Chrystus jednak, jak zaznacza Papież Franciszek, nie potrzebuje urzędników obsesyjnie zatroskanych o swój wolny czas i odczuwających „stanowczą potrzebę zachowania swojej przestrzeni autonomii, tak jakby zadanie ewangelizacji było niebezpieczną trucizną, a nie radosną odpowiedzią na miłość Boga, który nas wzywa do misji” (Evangelii gaudium, 81). Wierni zasługują na kapłanów, którzy oddają się w pełni do dyspozycji Chrystusa. Chrystus powołuje uczniów, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). Tym, co przyciąga ludzi do Kościoła i do kapłaństwa nie jest jeszcze jedna propozycja łatwego życia, ale przykład życia całkowicie poświęconego Bogu.

    W tym kontekście, niemiecka „droga synodalna” podjęła także kwestię święcenia kobiet przegłosowując 4 lutego br. we Frankfurcie nad Menem tekst „Kobiety w posługach i urzędach w Kościele”. Sprawa ta została definitywnie rozstrzygnięta przez św. Jana Pawła II. „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (Jan Pawel II, Ordinatio Sacerdotalis, 4).

    Przypominał o tym już wielokrotnie Papież Franciszek: „A w odniesieniu do wyświęcania kobiet, Kościół się wypowiedział i mówi: „nie”. Powiedział to Jan Paweł II w sposób ostateczny. Ta brama jest zamknięta, ale w tej sprawie chcę ci coś powiedzieć. Już to powiedziałem, ale powtarzam. Matka Boża, Maryja, była ważniejsza niż apostołowie, biskupi, diakoni i kapłani. Kobieta w Kościele jest ważniejsza niż biskupi i kapłani” (Franciszek, Konferencja prasowa podczas lotu z Rio de Janeiro do Rzymu 28.07.2013 roku).

    We współczesnym świecie często opacznie rozumie się równość, utożsamiając ją z ujednoliceniem. Każdą zaś różnicę traktuje się jako przejaw dyskryminacji. Ponadto kapłaństwo bywa błędnie rozumiane jako źródło dominacji i kościelnej kariery, a nie pokornej służby. Jan Paweł II w swoim nauczaniu na temat sakramentu święceń zarezerwowanego dla mężczyzn, odwoływał się do samej woli Chrystusa i Tradycji, wskazując jednocześnie na tzw. „komplementarność płci”. Kobiety pełniły bardzo ważną rolę w życiu Jezusa, obok Jakuba i Jana, mamy Marię i Martę. Były pierwszymi świadkami Zmartwychwstania. Mamy wreszcie Najświętszą Maryję Pannę, bez zgody której nie dokonałoby się misterium Wcielenia i od której Jezus uczył się bycia człowiekiem. Mimo że Chrystus łamał przyjęte w żydowskiej społeczności kanony dotyczące relacji mężczyzn z kobietami, gdzie wystarczy wspomnieć rozmowę z Samarytanką, nie pozostawił najmniejszej wątpliwości, że kapłaństwo jest powołaniem wyłącznie dla mężczyzn (por. Mulieris dignitatem, 26; Ordinatio Sacerdotalis, 2). Nie przeszkadzało to jednak kobietom odgrywać w Kościele role równie ważne, a niekiedy może ważniejsze, niż były udziałem mężczyzn. Lista świętych kobiet, które istotnie wpłynęły na losy Kościoła jest długa. Można na niej umieścić choćby św. Hildegardę z Bingen, św. Katarzynę Sieneńską, św. Jadwigę – królową Polski, św. Teresę z Avila czy św. Faustynę.

    Ponadto jedno z czterech forów „drogi synodalnej” przegłosowało dokument roboczy pt. „Życie w udanych związkach”, który popiera błędną i gorszącą praktykę błogosławieństwa związków jednopłciowych oraz podejmuje próbę zmiany nauczania Kościoła na temat grzechu czynów homoseksualnych.

    Katechizm wyraźnie odróżnia skłonności homoseksualne od czynów homoseksualnych. Uczy szacunku dla każdego człowieka niezależnie od jego skłonności, ale jednoznacznie potępia czyny homoseksualne, jako akty przeciwne naturze (por. Rz 1,24-27; 1 Kor 6,9-10).

    Mimo oburzenia, ostracyzmu i niepopularności Kościół katolicki – wierny prawdzie Ewangelii, a jednocześnie powodowany miłością do każdego człowieka – nie może milczeć i zgadzać się na tę nieprawdziwą wizję człowieka, a tym bardziej jej błogosławić ani promować.

    O niedopuszczalności błogosławieństwa par jednopłciowych przypomniała Kongregacja Nauki Wiary w liście z dnia 22 lutego 2021 roku: „W konsekwencji, aby być w zgodzie z naturą sakramentaliów, kiedy wzywa się błogosławieństwa dla jakichś relacji międzyludzkich, konieczne jest – oprócz właściwej intencji uczestniczących w tym osób – aby to, co jest błogosławione, było obiektywnie i pozytywnie ukierunkowane na otrzymanie i wyrażenie łaski, w funkcji planów Boga wpisanych w stworzenie i w pełni objawionych przez Chrystusa Pana. Dlatego tylko te rzeczywistości, które same w sobie są skierowane na służenie tym planom, są zgodne z istotą błogosławieństwa udzielanego przez Kościół. Z tego powodu nie jest dozwolone udzielanie błogosławieństwa związkom, także stałym związkom partnerskim, które zakładają praktykowanie seksualności poza małżeństwem (czyli poza nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety, który sam w sobie jest otwarty na przekazywanie życia), jak to ma miejsce w przypadku związków między osobami tej samej płci” (Kongregacja Nauki Wiary, Responsum ad dubium Kongregacji Nauki Wiary odnośnie udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci).

    Pokusa ulegania presji

    Współczesny kryzys Kościoła w Europie jest przede wszystkim kryzysem wiary. Aby rozmawiać o Bogu, musimy najpierw rozmawiać z Bogiem, który mieszka w głębinach naszego serca, tam, gdzie czujemy smak prawdy (R. Sarah, Służyć prawdzie, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2021, s. 148). Kryzys wiary jest jedną z przyczyn, dla których Kościół doświadcza trudności, gdy chodzi o głoszenie jasnej doktryny teologicznej i moralnej.

    Autorytet papieża i biskupów najbardziej potrzebny jest wówczas, gdy Kościół przeżywa trudny czas i gdy poddawany jest presji, aby odstąpić od nauczania Jezusa. Gdy przeżywa dramaty zbliżone do tych, jakie były doświadczeniem chrześcijan z Galacji. Potrzebny jest, aby powiedzieć z mocą: „Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową” (Ga 1,7).

    Papież Paweł VI, poddawany presji z powodu swojego stanowiska na temat antykoncepcji wyrażonego w encyklice Humanae vitae, napisał: „Czy należy prawo moralne obniżyć do poziomu tego, co ludzie zwykle robią, a więc sprowadzić moralność do poziomu obyczajów (które, nawiasem mówiąc, jutro mogą być jeszcze gorsze niż dzisiaj, i dokąd wówczas dojdziemy)? Czy też przeciwnie, należy utrzymać wysoki poziom ideału, nawet jeśli on jest trudny do osiągnięcia, nawet jeśli zwykły człowiek czuje się niezdolny, żeby do niego dojść, albo winny? Sądzę, że razem ze wszystkimi mędrcami, bohaterami i świętymi, powiedziałbym: wszyscy prawdziwi przyjaciele ludzkiej natury i prawdziwego ludzkiego szczęścia (wierzący i niewierzący), chociażby nawet protestowali i stawiali opór, w głębi serca podziękują autorytetowi, który będzie posiadał dosyć światła, siły i ufności na to, żeby nie obniżyć ideału. Nigdy prorocy Izraela ani apostołowie Kościoła nie zgodzili się na pomniejszenie ideału, nigdy nie złagodzili pojęcia doskonałości, nie starali się zmniejszyć odległości między ideałem a naturą. Nigdy oni nie zacieśnili pojęcia grzechu – wręcz przeciwnie”( Paweł VI, w: J. Guitton, Dialogi z Pawłem VI, Poznań 1969, s. 296).

    W podobnym duchu pisał papież Franciszek: „Zważywszy, że wiara jest jedna, powinna być wyznawana w całej jej czystości i pełni. Właśnie dlatego, że wszystkie prawdy wiary łączą się w jedno, negowanie którejś z nich, choćby spośród tych, które mogą wydawać się mniej ważne, oznacza szkodzenie całości. Każda epoka może uznawać pewne elementy wiary za łatwiejsze lub trudniejsze do przyjęcia: dlatego jest rzeczą ważną czuwać, aby przekazywany był cały depozyt wiary (por. 1 Tm 6,20), aby akcentowane były należycie wszystkie aspekty wyznania wiary. Ponieważ jedność wiary jest jednością Kościoła, ujęcie czegoś z wiary oznacza ujęcie czegoś z prawdy komunii” (Lumen fidei, 48).

    Drogi Bracie w biskupstwie,

    nasz stosunek do świata z zasady nie może być negatywny, Chrystus bowiem nie po to przyszedł na świat, aby świat potępić, ale aby świat zbawić (por. J 12,47). Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale aby się nawrócił i żył (por. Ez 33,11). Naszym zadaniem jest znalezienie skutecznych sposobów wzywania ludzi do nawrócenia. Na tym też polega Boże miłosierdzie. Jezus widząc tłum, zlitował się nad nim, „byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach” (Mk 6,34). Zdanie to nie oznacza, że w Izraelu nie było w tamtym czasie pasterzy, których pieczy powierzona była troska o Bożą owczarnię. Istniało jednak poważne ryzyko, że – jeśli przywódcy zawiodą – lud Boży, to znaczy należący do Boga, ulegnie rozproszeniu, a wiele owiec się zagubi lub padnie ofiarą drapieżnych bestii.

    Wiem – rozmawialiśmy o tym w czasie naszych spotkań, również ostatnio, w Poznaniu –  że jesteś głęboko przejęty losem powierzonej Ci owczarni i pragniesz, aby żadna z owiec się nie zabłąkała; aby każdy z powierzonych Ci wiernych osiągnął szczęśliwe życie wieczne z Chrystusem. Pozwól więc, że zakończę słowami, przytoczonego na początku Listu św. Pawła do Efezjan: „W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże ‒ wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień, ażebym jawnie ją wypowiedział, tak jak winienem” (Ef 6, 10-20).

    Z wyrazami głębokiego szacunku i braterskim pozdrowieniem w Chrystusie,

    + Stanisław Gądecki

    Arcybiskup Metropolita Poznański, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

    Warszawa, dnia 22 lutego 2022 roku

    W święto katedry św. Piotra

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 25 LUTY 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    * MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    * MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PRZYPOMNIENIE: W TRZECI PIĄTEK KAŻDEGO MIESIĄCA PRZYPADA NASZ OBOWIĄZEK SPRZĄTANIA KOŚCIÓŁA ŚW. PIOTRA O GODZ. 17.00

    BARDZO DZIĘKUJĘ PANIOM I PANOM, ŻE PRZYŚLIŚCIE TAK LICZNIE W MINIONY PIĄTEK.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W 2021 r. sekcja polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie zebrała 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan

    W 2021 r. polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie zebrała ponad 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan. Po Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Libanu trafiło już 950 tys. euro.

    fot. Karol Porwich /Niedziela

    ***

    Organizacja przypomniała, że XIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym poświęcony był wsparciu chrześcijan w Libanie.

    “Pomoc Kościołowi w Potrzebie nauczone doświadczeniem Iraku i Syrii, gdzie wojna i trudna sytuacja ekonomiczna zmusiły do ucieczki setki tysięcy chrześcijan, nie chciało dopuścić, by podobny scenariusz zrealizował się w Libanie.

    “Za każdym razem, gdy obywatel Libanu emigruje, przegrywamy nową bitwę” – powiedział maronicki patriarcha ks. kard. Béchara Boutros Raï.

    Dyrektor sekcji polskiej PKWP ks. prof. Waldemar Cisło poinformował, że organizacja przekazała do Libanu 950 tys. euro. Wyjaśnił, że stowarzyszenie może docierać do potrzebujących dzięki nawiązaniu współpracy z Kościołem maronickim, Kościołem grecko-melchickim i Kościołem chaldejskim.

    Wsparcie dla Libanu w 2021 r. uzupełniły transporty z pomocą humanitarną, możliwe dzięki życzliwości wojska. Wśród produktów było m.in. mleko w proszku, środki czystości i leki. Wśród darczyńców znaleźli się m.in.: Grupa PKP, Polfa Tarchomin, PGD Polska i IŁ Capital.

    Przypomniano, że dzięki pieniądzom z rezerwy premiera i inicjatywie podjętej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu do Libańczyków i do syryjskich uchodźców w Dolinie Bekaa trafiły paczki z żywnością.

    “Udało nam się zawieźć 10 tys. paczek żywnościowych i higienicznych” – wskazał ks. prof. Cisło.

    Poinformował, że w 2021 r. PKWP zebrało ponad 12 mln zł. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa różańcowa

    Różaniec

    Różaniec jest jedną z najbardziej popularnych modlitw na świecie. Znany jest – jeśli idzie o formę – od bardzo dawna w religiach Dalekiego Wschodu, w prawosławiu i oczywiście w katolicyzmie. Zwyczaj odmawiania różańców sięga czasów przed narodzeniem Chrystusa. W 1849 r. odkryto wśród ruin starożytnej Niniwy w ręku niewiasty coś w rodzaju różańca. Posążek pochodził z VIII, a może nawet IX w. przed Chrystusem. “Różańce” stosowali powszechnie w Indiach wyznawcy Wisznu i Siwy, także wyznawcy Buddy, lamowie w Tybecie, a nawet mahometanie w Syrii i północnej Afryce.
    Różaniec miał też różne formy. W Chinach np. były nim sznury z węzłami (tzw. sznury mnemotechniczne). Podobną formę miały sznury bramińskie. Najstarsza wzmianka o nich pochodzi z II w. po Chrystusie (księga Athararedd). Różaniec indyjskich siwaitów (czcicieli Siwy) miał formę sznurków z nanizanymi perełkami owocu aksza i składał się z 32, 64, 84 lub 108 paciorków. Podobne różańce mieli i mają dotąd mnisi buddyjscy. Różańce te ułatwiały modlitwę, zwłaszcza gdy pewne formuły stale się powtarzały. Czytamy o pierwszych pustelnikach, że wyznaczali sobie do codziennego odmawiania po 100 i więcej Ojcze nasz czy innych pacierzy.
    Sozomenos i Palladiusz (w. V) podają, że pierwsi chrześcijanie dla łatwiejszego zapamiętania ilości wyznaczonych sobie pacierzy liczyli je na palcach, potem posługiwali się kamykami. Tak czynił św. Paweł Pustelnik, który na 300 kamykach liczył 300 Ojcze nasz. Metodę udoskonalono, posługując się sznurkami z węzłami lub sznurkami z nanizanymi na nich pętelkami czy kawałkami drewna. Taki różaniec miał posiadać św. Pachomiusz (+ 346) i św. Benedykt z Nursji (+ 547). W grobie św. Gertrudy z Nivelles (+ 658) znaleziono sznurek z nawleczonymi kulkami. Byłby to więc najstarszy chrześcijański znaleziony różaniec. Najdawniejszy z zachowanych różańców pochodzi jednak dopiero z XIII w. Znaleziono jego rzeźbę na nagrobku Gerarda, rycerza zakonu templariuszy (+ 1273). Sznur przedstawia 158 nanizanych na nim paciorków. Około roku 1500 pojawiają się różańce, na które składają się paciorki ułożone w dziesiątki.

    Modlitwą najwcześniej i najpowszechniej odmawianą była Modlitwa Pańska. Kiedy powstały zakony, reguła zobowiązywała kapłanów do codziennego odmawiania 150 psalmów. Braci zakonnych natomiast zobowiązywano do odmawiania 150 Ojcze nasz. Dlatego tak ułożone modlitwy nazywano Psałterzem braci. Tak było u benedyktynów jeszcze w XI, u templariuszy – w XII, a nawet w XIII wieku.
    Od XII w. rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odmawiania Pozdrowienia Anielskiego. Wprowadzono je najpierw w formie antyfony do oficjum o Najświętszej Maryi Pannie w wieku XI, w tym samym czasie w modlitwie Anioł Pański, wreszcie jako odrębną modlitwę, powtarzaną wiele razy. Składała się ona początkowo jedynie ze słów anioła Gabriela: “Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 28). Potem zaczęto dodawać słowa, wypowiedziane do Maryi przez św. Elżbietę: “I błogosławiony owoc żywota Twojego” (Łk 1, 42). Tak było aż do wieku XII. Potem zaczęto dodawać słowa następne: “…Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Od XV w. ta forma przyjęła się już powszechnie w Kościele na Zachodzie. Zatwierdził ją św. Pius V w 1566 r., a w 1568 r. wprowadził ją do brewiarza.
    Ze średniowiecza pochodzi zwyczaj częstego powtarzania Pozdrowienia Anielskiego. Pustelnik Aybert z Hennegau (+ 1140) miał zwyczaj codziennie odmawiać je 150 razy. Za każdym razem przyklękał, a na końcu padał na twarz. Różaniec w postaci wielokrotnego odmawiania Pozdrowienia Anielskiego upowszechniał św. Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanów), dlatego nazywa się go ojcem różańca do Najświętszej Maryi Panny.
    Nie jest to jednak ścisłe. Różaniec bowiem w obecnej formie ustalił się dopiero w XV w. dzięki innemu dominikaninowi, bł. Alanusowi a la Roche (van den Clip), który żył w latach 1428-1475. On ustalił nazwę “Psałterz Maryi”, jak też i liczbę 150 Zdrowaś, które podzielił na dekady (dziesiątki), każda przeplatana Modlitwą Pańską. On też założył pierwsze bractwo różańcowe w Douai w 1470 r. W 1464 r. ukazała mu się Maryja. Poleciła mu propagować w swym imieniu różaniec i zakładać bractwa różańcowe. Przekazała mu również 15 obietnic dla tych, którzy będą odmawiać różaniec:

    Ktokolwiek będzie mi służył przez odmawianie różańca świętego, otrzyma wyjątkowe łaski.Obiecuję moją specjalną obronę i największe łaski wszystkim tym, którzy będą odmawiać różaniec.Różaniec stanie się bronią przeciw piekłu, zniszczy, pomniejszy grzechy, zwycięży heretyków.Spowoduje on, że cnoty i dobre dzieła zakwitną; otrzyma on od Boga obfite przebaczenie dla dusz; odciągnie serca ludu od umiłowania świata i jego marności; podniesie je do pożądania rzeczy wiecznych.Dusza, która poleci mi się przez odmawianie różańca, nie zginie.Ktokolwiek będzie odmawiał różaniec i odda się rozmyślaniu nad jego świętymi tajemnicami, nigdy nie będzie pokonany przez niepowodzenia. Bóg nie będzie karał w swojej sprawiedliwości, nie zginie śmiercią niespodziewaną, jeżeli będzie sprawiedliwym, wytrwałym w łasce Bożej i będzie godnym życia wiecznego.Ktokolwiek będzie miał prawdziwe nabożeństwo do różańca – nie umrze bez sakramentów Kościoła.Wierni w odmawianiu różańca będą mieli w życiu i przy śmierci światło Boże i pełnię Jego łaski.Uwolnię z czyśćca tych, którzy mieli nabożeństwo do różańca świętego.Wierne dzieci różańca zasłużą na wysoki stopień chwały w niebie.Otrzymacie wszystko, o co prosicie przez odmawianie różańca.Wszystkich, którzy rozpowszechniają różaniec, będę wspomagała w ich potrzebach.Otrzymałam od mojego Boskiego Syna obietnicę, że wszyscy obrońcy różańca będą mieli za wstawienników cały Dwór Niebieski w czasie życia i w godzinę śmierci.Wszyscy, którzy odmawiają różaniec, są moimi synami i braćmi mojego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa.Nabożeństwo do mojego różańca jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba.

    Różaniec

    Niemniej żarliwie nową formę modlitwy wprowadzali dominikanie: Michał Francois, a przede wszystkim Jakub Spranger (w. XV). Dzięki nim, jak też dzięki poparciu wielu zakonów i hierarchów, modlitwa różańcowa stała się własnością całego Kościoła łacińskiego w wieku XVI, a bractwa różańcowe spotykamy we wszystkich krajach, gdzie tylko dominikanie mieli swoje placówki.

    Z wolna zaczęto także wprowadzać do różańca tajemnice ku rozważaniu życia Chrystusa Pana i Maryi. W XVI w. ustalono ostatecznie 15 tajemnic i podzielono je na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych. Bulle papieskie, począwszy od papieża Sykstusa IV (+ 1484), wspominają o różańcu złożonym jedynie z 15 Ojcze nasz i 150 Zdrowaś. Dopiero bulla św. Piusa V z 17 marca 1569 r. po raz pierwszy zwraca uwagę, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym dla utrzymania odpustów. Ten zwyczaj utrwalił się szczególnie po zwycięstwie w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r., po której Pius V wprowadził święto Matki Bożej Różańcowej.
    Obok różańca “dominikańskiego” zaczęły pojawiać się przeróżne koronki. Szczególną sławę zdobyły sobie koronki zakonu serwitów i franciszkanów ku czci 7 Boleści i 7 Radości Najświętszej Maryi Panny. Bardzo je propagowali bernardyni, a w Polsce bł. Władysław z Gielniowa (1440-1505).
    Modlitwę różańcową popularyzowali liczni święci. Św. Stanisław Kostka (+ 1568) prosił, by przy śmierci dano mu do rąk różaniec, bo to najmilsza pamiątka od niebieskiej Matki. Św. Teresa z Avila (+ 1582) jako siedmioletnia dziewczynka z bratem wyszukiwała w ogrodzie ustronie, gdzie odmawiała z nim różaniec. Św. Karol Boromeusz (+ 1584) był jednym z najżarliwszych propagatorów bractw różańcowych. Św. Filip Nereusz (+ 1595) nawet w nocy nie rozstawał się ze swoim różańcem. Św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna de Chantal (+ 1541) ślubem zobowiązali się do codziennego odmawiania różańca. Św. Józef Kalasanty (+ 1648), św. Jan de la Salle (+ 1719) i św. Jan Bosko (+ 1888) wprowadzili codzienne odmawianie cząstki różańca świętego nie tylko w swoich rodzinach zakonnych, ale także wśród wychowanków. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort nosił przy sobie stale u pasa duży różaniec, podobnie św. Alfons Liguori (+ 1787).
    Najwięcej do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej w Kościele przyczynili się jednak papieże. Wśród nich pierwsze miejsce ma papież Klemens VIII (+ 1605), który wydał 19 bulli zachęcających wiernych do odmawiania tej modlitwy, oraz papież Leon XIII. W latach 1883-1898 wydał on aż 12 urzędowych pism dotyczących różańca świętego. Można je nazwać encyklopedią różańcową. Łącznie w całym swoim pontyfikacie zostawił on 22 oficjalne dokumenty dotyczące różańca. On też wprowadził nabożeństwa różańcowe w październiku. Pius XI i Pius XII codziennie ze swoimi domownikami odmawiali różaniec. Pius XI wydał osobny dokument O Różańcu Najświętszej Maryi Panny (z 29 września 1937 r.). Papieże Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II niejeden raz w swoich publicznych przemówieniach zachęcali wiernych do ukochania tej modlitwy.

    Jan Paweł II i różaniec

    W 2002 r. Jan Paweł II listem Rosarium Virginis Mariae dołączył do różańca także czwartą część – tajemnice światła (chrzest Chrystusa, pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, głoszenie Królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii). Ogłosił także czas od października 2002 do października 2003 Rokiem Różańca Świętego i wezwał wszystkich wierzących do częstszej i bardziej gorliwej modlitwy różańcowej.
    Do odmawiania różańca kilkakrotnie wzywała także Matka Boża w czasie swych objawień, m.in. w Lourdes (1858), w La Salette, w Fatimie (1917), w Beauraing (1932) i w Banneux (1933).




    Różaniec nie może zastąpić Mszy świętej czy uczestnictwa w innych celebracjach liturgicznych; nie stanowi konkurencji ani dla Liturgii Godzin, ani dla koronki do Miłosierdzia Bożego, ani dla innych form kultu. Jest natomiast wspaniałym i potężnym sposobem przeżywania naszej wiary w żywej łączności z Maryją, wraz z którą wędrujemy po drogach tajemnic naszego odkupienia. Zachęcamy do wytrwałej modlitwy różańcowej, szczególnie w październiku – powierzajmy Matce Bożej Ojca Świętego i wszystkie bliskie jego sercu sprawy.

    Za odmówienie w całości (i bez przerwy) przynajmniej jednej części różańca (pięciu dziesiątek) w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy pobożnym stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami można uzyskać odpust zupełny (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy). Więcej na temat odpustów i o różańcu – w naszej Czytelni.

     • Dokumenty i nauczanie papieskie o Różańcu
     • O historii Różańca
      • O modlitwie różańcowej
      • Rozważania tajemnic różańcowych
    Internetowa Liturgia Godzin

    *****

    WIERSZ O RÓŻAŃCU

    W małej izdebce, tuż obok łóżka,
    Z różańcem w ręku klęczy staruszka
    Czemuż to babciu mówisz pacierze?
    Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

    Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
    Moc mają ogromną, odpuszczają winy
    Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
    Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

    Pierwsza dziesiątka jest za papieża
    Niech nami kieruje, Bogu powierza.
    Druga w intencji całego Kościoła
    Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

    Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
    A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
    Czwartą odmawiam w intencji syna…
    Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

    Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
    Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
    Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
    Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

    Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
    Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
    I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
    Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

    Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
    Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
    Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
    Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

    Awantury, alkohol, płacz i siniaki
    Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
    Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
    Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

    Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
    Bogu polecam swych wnucząt udręki,
    Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
    Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

    „Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
    Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
    Na nic te posty i twoje modły,
    Bo los już taki musi być podły.”

    Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
    Wie, że jest chora, niedługo skona.
    Co będzie z synem, z jego rodziną?
    Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

    I zmarła nieboga. Wezwano syna
    Ten twardo powiedział – nie moja to wina.
    Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
    Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

    Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
    W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
    Nie ma paciorków – patrzy i nie wierzy,
    Palcami starte od milionów pacierzy.

    Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
    Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
    Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
    Wybacz mi – krzyknął – Boże mój kochany!

    Ożyło w końcu syna sumienie,
    Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
    Całował zimne swej matki dłonie,
    Twarz łzami zoraną i siwe skronie.

    Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
    Szczęście gościło w ich domu progu.
    I codziennie wieczorem, całą rodziną,
    Różaniec mówili za matki przyczyną..

    wiersz Jacka Daniluka z książki “Jego śladem” dedykowany św. Janowi Pawłowi II

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    O. Gabriele Amorth: Różaniec wywołuje paniczny strach u demona - zdjęcie
    fot. via Pixabay

    *****

    o. Gabriele Amorth:

    Różaniec wywołuje paniczny strach u demona

    Zmarły w 2016 roku egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    o. Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dom zakonny stanął obok Planned Parenthood i spadła liczba aborcji

    Samplefot. Exe Lobaiza / Cathopic

    ***

    W Saint Louis naprzeciwko kliniki Planned Parenthood znajduje się klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Jak zaznaczają siostry, od czasu, gdy dom zakonny znajduje się w tym miejscu, liczba przeprowadzanych aborcji w klinice spadła.

    Klasztor, noszący imię patronki obrońców życia, Naszej Pani z Guadalupe, został założony w 2017 r. za aprobatą miejscowego biskupa, po tym, jak kilka katolickich małżeństw zaproponowało budowę kaplicy w pobliżu placówki Planned Parenthood. Jest miejscem, gdzie mogą spotykać i modlić się osoby działające w ruchach pro-life. Siostry towarzyszą poprzez modlitwę i gościnność wszystkim, którzy włączają się w budowanie społeczności broniącej życia. „Ludzie pytają: co robisz cały dzień? Odpowiadam wtedy: otwieram drzwi, gdy ktoś przyjdzie. Dzwonek do drzwi dyktuje nam to, co robimy” – mówi s. Ann Hall.

    Klasztor jest swoistą przystanią, do której zawsze mogą przyjść osoby chcące wesprzeć działania za życiem. Pomaga ludziom zbierać się razem. „W pewnym sensie jest to lodołamacz, który pozwala poznać ludzi i zachęca ich, by przyszli ponownie” – kontynuuje s. Hall. Ci, którzy są zbyt nieśmiali, by modlić się w intencji obrony życia pod samą kliniką, mogą przejść przez ulicę i modlić się w klasztornej kaplicy. Kilka razy w miesiącu odbywają tam się także wspólne spotkania, adoracje i obiady. Z gościny sióstr korzystają też archidiecezjalne grupy duszpasterskie pro-life, a także przygotowujący wiece antyaborcyjne.

    Klinika Planned Parenthood jest ostatnim miejscem w Missouri, gdzie wykonuje się aborcje chirurgiczne. „Od czasu otwarcia klasztoru ich liczba gwałtownie spadła, nie tylko w klinice, ale i w całym stanie” – powiedziała Amy Kosta, z organizacji St. Louis Life Runners. Klasztor i jego posługa pro-life przykuwają też uwagę innych miejsc diecezji.

    06 lutego 2022/Marek Krzysztofiak SJ/vaticannews.va/Saint Louis Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    _____________________________________________________________________________

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Aborcyjny Dream Team chwali się pomocą w aborcji. Matka była w 37. tygodniu ciąży!

    Grupa feministek pomagająca mordować nienarodzone dzieci – Aborcyjny Dream Team – pochwaliła się niedawno, że pomogła zabić dziecko gotowe do porodu. Jego matka była w 37. tygodniu ciąży! – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina.

    Jak czytamy na stronach Fundacji, feministki spod znaku pioruna przyznają, że pomaganie w aborcjach jest ich życiową pasją i misją, a za cel obrały sobie promowanie pozytywnego (!) przekazu dotyczącego aborcji.

    Za pośrednictwem mediów społecznościowych co jakiś czas Aborcyjny Dream Team chwali się swoimi morderczymi osiągnięciami. Uruchomiona przez nich infolinia umożliwia konsultacje aborcyjne i zamawianie tabletek poronnych oraz umawianie wyjazdów na zabicie dziecka za granicami Polski (w krajach, w których zabijanie dzieci przed narodzeniem jest legalne). Aborcjonistki z ADT uważają, że aborcja powinna być dostępna w każdym momencie ciąży na żądanie. Jak się okazuje również 9. miesiąc ciąży, według nich, jest odpowiednim momentem na zamordowanie dziecka!

    Aborcja w 9. miesiącu ciąży
    Aborcjonistki ostatnim wpisem na Facebooku wywołały spore oburzenie nawet wśród swoich zwolenniczek. Oznajmiły bowiem, że pomogły kobiecie będącej w 37. tygodniu ciąży dokonać aborcji. W komentarzach zawrzało (niektóre zostały już przez ADT skasowane).
    Aborcjonistki przyznały, że preferowaną metodą zabicia dziecka w tak zaawansowanym stadium rozwoju, jest rozszerzenie szyjki macicy umożliwiające wydobycie go narzędziami, a wcześniej podanie bezbronnemu dziecku morderczego zastrzyku, który zatrzymuje akcję serca!
    37. tydzień ciąży to etap, gdy dziecko oficjalnie uznaje się za donoszone, można je urodzić i oddać je do adopcji lub umieścić w oknie życia. Niestety aborcjoniści wkroczyły do gry i mały człowiek został zamordowany. Oto prawdziwa cywilizacja śmierci.

    Cel ostateczny – aborcja bez ograniczeń
    Jak podkreśla Fundacja Życie i Rodzina, działania Aborcyjnego Dream Teamu pokazują ostateczny cel proaborcyjnych aktywistów – aborcja bez żadnych ograniczeń. „Dla nich nie ma granic w bestialskim mordowaniu nienarodzonych. Chcą zabijać za wszelką cenę – w imię wyboru, komfortu, prawa, wpadki, choroby czy sytuacji finansowej – nieważne, każdy powód do zrobienia aborcji jest dobry” – czytamy.

    W swoich medialnych wypowiedziach zwolennicy aborcji podkreślają, że robią wszystko, by zmienić sposób mówienia o aborcji. W tym celu, m.in. zmieniają słownictwo około aborcyjne i odczłowieczają nienarodzone dzieci (nazywają je na wiele prześmiewczych sposobów, byle tylko nie zdefiniować ich jako ludzi).

    Te same osoby, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., dążą do ponownego zalegalizowania aborcji w naszym kraju. Chcą, by zabijanie dzieci w łonach matek było w świetle polskiego prawa możliwe i to bez ograniczeń. Wabią Polki zwodniczymi hasłami. Perfidnie i w kłamliwy sposób wykorzystują tragedie, takie jakie miały miejsce w szpitalu w Pszczynie czy w Częstochowie. Robią to, by nakręcać emocje. Wszystko po to, by zdobyć jak największe poparcie społeczne dla swoich morderczych postulatów i móc forsować je w Sejmie.
    Aborcja to przede wszystkim gigantyczny biznes. Wcale nie chodzi w nim o dobro kobiet, tu liczą się tylko zyski. Zarówno matka jak i dziecko są traktowane przedmiotowo. Aborcjoniści chcą, by aborcji było jak najwięcej, bo mają z tego ogromne pieniądze.

    Prawdziwe oblicze aborcjonistów
    Aborcjonizm w wersji light nie istnieje i przekonały się o tym feministki popierające wcześniej ADT. Nawet one uznały, że to za wiele. Może wreszcie zobaczą, kogo popierają i o co chodzi aborcyjnym aktywistom – zabijać wszystkie dzieci bez wyjątku i bez skrupułów. Fakt, że ADT pomógł zamordować dziecko gotowe do porodu, musi budzić obrzydzenie. Warto pamiętać, jakie są prawdziwe intencje feministek, szczególnie, gdy znów usłyszymy, jak z fałszywą troską pochylają się nad ciężarnymi w trudnej sytuacji życiowej…

    źródło: Fundacja Życie i Rodzina/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Macron, Metsola i oczekująca przepaść

    (fot. youtube)

    ***

    Każda wina musi zostać ukarana. Narody nie mają życia ponadziemskiego, dlatego jeżeli grzeszą, kara musi być wymierzona na tym świecie. O tym w kontekście coraz bardziej masowej zbrodni aborcji pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

    19 stycznia Emmanuel Macron, prezydent Republiki Francuskiej, inaugurował w Parlamencie Europejskim okres francuskiej prezydencji. Zaproponował wprowadzenie aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka w ramach Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Karta, zaaprobowana w Nicei w 2000 r. i ratyfikowana Traktatem lizbońskim w 2007, jest swego rodzaju europejskim statutem konstytucyjnym. Obok Macrona w Strasburgu obecna była maltańska eurodeputowana Roberta Metsola, wybrana dzień wcześniej na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego dzień wcześniej w Strasburgu, zastępując Davida Sassoli.

    Po wyborze Metsola, chciała uspokoić tych, których niepokoiły jej poprzednie wypowiedzi przeciwko aborcji. „W sprawie przerywania ciąży – powiedziała – moja linia będzie taka, jak Parlamentu”. Przerwanie ciąży, nie aborcja; takie podporządkowanie się decyzjom większości parlamentarzystów przypuszczalnie będzie miało zastosowanie nie tylko do aborcji, ale do każdej ohydy, jaką mogłoby to zgromadzenie zaaprobować. Następnego dnia przewodnicząca Metsola bez mrugnięcia okiem słuchała słów Macrona.

    Deklaracja Macrona o aborcji jako prawie człowieka, którą wygłosił przed zgromadzeniem plenarnym, gdzie znajdowało się wielu katolików i konserwatystów, stanowiła bezpośrednie wyzwanie – porównywalne do poprzednika Macrona, Jacque’a Chiraca, kiedy sprzeciwił się wszelkim nawiązaniom do chrześcijańskich źródeł Europy w Karcie Praw z szacunku dla świeckiej i rewolucyjnej tradycji Francji.

    Rewolucja francuska u progu XXI wieku wciąż wywiera wpływ; wszystkie współczesne i postmodernistyczne prawa mają swoje źródło w Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789, łącznie z feministycznym sloganem: „moje ciało, mój wybór”, na którym rzekome „prawo do aborcji” się opiera. Każdy, kto ma czyste sumienie, musi sprzeciwić się głoszeniu takich pseudo-praw stanowczym „Nie”, bez wyjątku i bezkompromisowo.

    Rozum, sumienie i prawo naturalne odciśnięte w naszych sercach mówią nam, że zabijanie niewinnej istoty ludzkiej nie jest dozwolone nigdy, w żadnych okolicznościach. Zakaz aborcji, dzieciobójstwa, eutanazji i generalnie zabójstwa opiera się na prawie, które jest absolutne; bez możliwych kompromisów i wyjątków. Jeśli dopuszcza się wyjątek w prawie moralnym, cała moralność upada.

    Pod tym względem gotowość Roberty Metsoli do kompromisu wygląda nie mniej poważnie niż antychrześcijańska prowokacja Emmanuela Macrona. Macron jest zaprzysięgłym wrogiem prawa naturalnego i chrześcijańskiego, usiłującym zamienić przestępstwo w prawo konstytucyjne. Roberta Metsola jest fałszywą przyjaciółką, która, akceptując przekształcenie występku w prawo, przyczynia się do psychologicznego i moralnego rozbrojenia obrońców życia. Rezultatem jest trywializacja zła, która doprowadziła w wielu krajach, w tym Włoszech, do masowego mordowania z pomocą pigułki aborcyjnej. Według doniesień w wielu regionach Włoch farmakologiczne środki aborcyjne typu „Zrób to sama” stały się podstawową metodą aborcji, znacznie przewyższając liczbę aborcji chirurgicznych („La Repúpblica”, 28 stycznia 2021 r.). Unikając psychologicznej traumy interwencji szpitalnej, sumienia coraz szybciej przyzwyczajają się do zła, co ma wprost trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.

    Ale musimy pamiętać, że za każdą winę jest kara. A im większa wina, tym większa kara. Winy indywidualne spotyka kara albo na tym świecie, albo na tamtym, przed lub po śmierci. Jednak kiedy winy są społeczne, popełniane przez naród albo przez kilka narodów, kara musi nastąpić na ziemi, ponieważ narody, przeciwnie do człowieka, nie mają swojego ponadziemskiego przeznaczenia.

    Trwająca pandemia, wiatry wojny nadciągające z Europy Wschodniej, możliwy wybuch kryzysu gospodarczego; wszystkie te niepokojące fakty powinny skłonić nas do refleksji. Kiedy brak refleksji, narody spieszą w lekkomyślnym zatraceniu ku oczekującej je przepaści. Tym, którzy myślą i mają prawe sumienie, pozostaje jedynie kontynuować modlitwę i walkę, powierzając wszystko rękom Boga.

    Roberto de Mattei/źródło: voiceofthefamily.com/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 10 LUTY

    DZIŚ WSPOMINAMY 82 ROCZNICĘ PIERWSZEJ WYWÓZKI NASZYCH RODAKÓW NA SYBERIĘ

    „Ludzie marli jak muchy”.

    Nikt nie policzy ilu Polaków leży na cmentarzach Sybiru

    (zdjęcie ilustracyjne. fot. AB/PCh24/pl)

    ***

    W 82. rocznicę pierwszej sowieckiej deportacji Polaków na Wschód – z Grażyną Jedlińską o niedoli wywózki i katorgi na Syberii rozmawia Adam Białous. 

    Skąd Pani pochodzi i kiedy się pani urodziła?

    Urodziłam się 16 lipca roku 1926 w gajówce Bagryny na Polesiu. Mój ojciec miał nazwisko Dauksza. W roku 1920, jako legionista, walczył z Sowietami. Później, do czasu wojny, był gajowym. Moja mama miała na imię Maria. Gdy rozpoczęła się wojna ojca zmobilizowano. Pracował na lotnisku wojskowym w Żabczycach. Tam zgromadzono samoloty Łoś, które ocalały po niemieckich bombardowaniach. Ojciec zginął 21 września 1939 roku. Zabili go białoruscy komuniści, miejscowe bojówki. Wywlekli ojca do lasu – w miejsce zwane Biały Jaz i tam zastrzelili.

    Pogrzebaliśmy ojca nocą na cmentarzu we wsi Rutka, bo nas z domu rodzinnego Sowieci wyrzucili i byliśmy u mojej babci w Rutce. Moja starsza siostra, tej nocy kiedy ojca zabili, miała sen. On jej się przyśnił i mówił „Ruscy bandyci mnie zastrzelili. Strzelili w płuca i w oko. Kiedy zawiadomieni przez miejscowych Polaków o śmierci ojca pojechaliśmy furą wysłaną sianem po jego umęczone ciało, dokładnie takie właśnie miał rany…

    Po moim ojcu został nam kuferek. On go dostał jak był w Legionach. Ten kuferek jest obecnie prezentowany na wystawie w Muzeum Sybiru w Białymstoku. Ja przekazałam go do tego muzeum, żeby ludzie pamiętali o moim ojcu i tych ciężkich czasach – oby nie wróciły.

    fot. AB/PCh24.pl

    ***

    Czy po wkroczeniu Sowietów 17 września 1939 oprócz Pani ojca zamordowano jeszcze innych Polaków?

    Wówczas w tym miejscu – Biały Jaz zastrzelono też kilku miejscowych Polaków m.in. z rodziny ziemiańskiej Skirmontów. Zabili Aleksandra, Bolesława i Helenę Skirmontów. Oni mieli majątek i dwór w Korzeniewie. Komuniści przyszli po nich do dworu. Wyprowadzili ich na rozstrzelanie. Wykopali dół. Żadne nie zgodziło się żeby zawiązać im oczy. Aleksander odwrócił się do nich twarzą i powiedział – strzelajcie. Jak to było, to ja wiem od siostry, która już nie żyje. Wiem też od niej, że jeden z tych katów, którzy strzelali do Skirmontów popełnił samobójstwo, sumienie go strasznie gryzło. To był miejscowy Białorusin – komunista.

    W jakich okolicznościach wywieziono was na Sybir?

    Mama wiedziała, że Sowieci będą chcieli nas wywieźć na Sybir. Dlatego ukrywaliśmy się jak tylko było można. Miałam troje rodzeństwa. Starszą siostrę i dwóch braci, ja byłam najmłodsza. Wydali nas białoruscy komuniści. Wywieźli nas z Rutki 10 lutego 1940 roku. Ja miałam wtedy 13 lat. Przyszli po nas o 4 rano. Całe szczęście, że trafił nam się ludzki NKWD-zista. Pozwolił się spokojnie spakować, dzięki czemu mama mogło sporo rzeczy zabrać ze sobą, co nas później uratowało.

    Zebrali nas, wszystkie rodziny do wywózki,  koło szkoły. Potem ruszyliśmy. Jechały 45 fury ludzi i dobytku. Padał śnieg. Mróz był siarczysty. Tak dojechaliśmy do Pińska na dworzec. Był tylko ludzki jęk i płacz. Wpakowali nas do bydlęcych wagonów. Wieźli i wieźli, bez końca. Nikt się do snu nie przebierał, było za zimno. W tych samych ubraniach przez miesiąc. Niby paliło się w jakiejś kozie, ale to wszystko ciepło uchodziło przez szpary w deskach wagonu. Za ubikacją robiła dziura wyrąbana w podłodze. Jechaliśmy w takich nieludzkich warunkach dwa miesiące. Potem jeszcze 700 kilometrów sańmi. Dużo ludzi, w tym dzieci i starcy poumierali po drodze. Zawieźli nas w miejsce, od którego północny biegun był oddalony zaledwie o 300 kilometrów. Tam w najciemniejszą noc można było czytać gazetę. Żyli w tym łagrze zesłańcy wojskowi. Mieszkaliśmy w drewnianym baraku, którego pokrycie dachu stanowił mech.

    Jakie były warunki żywieniowe ?

    Do czasu wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej warunki życia były nienajgorsze. Chleba raczej starczało wszystkim. Ten kto pracował, dostawał kilogram cukru na miesiąc, dzieci po pół kilograma. Kiedy rozpoczęła się wyżej wspomniana wojna, stało się gorzej. Dostawaliśmy tylko po 80 deko suchego chleba dziennie. To była cała zapłata za naszą katorżniczą pracę. Był głód. Łatwiej było się wyżywić latem, bo można było grzybów nazbierać, czy najeść się tataraku. A tam lasy ogromne, bez końca. Jak raz nasza znajoma zapuściła się w tym lesie, to 16 dni błądziła, zanim ją znaleźli. Jadała co było w lesie i tak przeżyła. Dobrze, że nie trafiła na niedźwiedzia, albo wilka, bo to one by ją zjadły. My jak jechaliśmy siano kosić, to zawsze mieliśmy przygotowane kosy w razie ataku niedźwiedzia. Ja też w lesie zbłądziłam. Byłam m.in. gońcem z listami chodziłam i raz zabłądziłam jak wracałam. Modliłam się i po 6 kilometrach marszu znalazłam dobrą drogę. Dobrze, że przed zachodem słońca. 

    Czy katorżnicza praca zagrażała życiu?

    Nieludzka praca zimą była w lesie. Trzeba było ścinać drzewa i po kawałku wozić je nad rzekę. Dopiero wiosną, zwalano te kłody do rzeki i tak je transportowano. Praca była niebezpieczna. Ja pamiętam jedną Polkę o nazwisku Pietrucha, którą padające drzewo przygniotło na śmierć. Ale ofiar tej katorżniczej pracy było o wiele więcej. Opieka zdrowotna była taka, że najbliższy szpital znajdował się 100 kilometrów od naszego łagru. Poważnie ranni umierali więc przeważnie w drodze do szpitala.

    Czy wielu Polaków zmarło w miejscu katorgi?

    Ludzie chorowali na potęgę. Ja sama cudem wyszłam z duru brzusznego, który mnie mordował 21 dni. Wielu tam Polaków zmarło. Pamiętam jak do mojej mamy przychodzili rodacy i prosili ją o podarowanie jakiejś sukienki, żeby córkę czy żonę mieli w czym pochować. Mama dawała chętnie, mówiąc przy tym „jest przykazanie – umarłych pochować”. Mama miała te sukienki, bo wzięła je ze sobą, żebyśmy miały w czym do Polski wrócić. Ludzie umierali jak muchy. Moja koleżanka, wracała do Polski sama, bo na Sybirze zmarła cała jej rodzina. U rodziny Michałków zmarły rodzicom 2 dzieci. Dziewczynka miała 14 lat a jej braciszek 9. Dziewczynka kiedy umierała prosiła rodziców – „Pochowajcie nas razem ze Zdzisiem. Żebyśmy nie leżeli sami”. Taka była jej ostatnia prośba, żeby mogła spocząć w grobie razem z bratem. Ich mama dostała z tego wszystkiego pomieszania zmysłów. Tam gdzie żyliśmy założyliśmy cmentarz, ileż tam Polaków leży, dziś chyba nikt tego nie policzy.

    Jak wyglądała wasza droga powrotu do Polski?

    Pewna odwilż była, kiedy umówili się, chodzi mi o ten układ Sikorski – Majski, że będą robić w ZSRR armię polską generała Andersa. Ale nikt z naszych właściwie o tym nie wiedział, Ruscy nam nie powiedzieli. Dopiero kiedy armię Kościuszki robili, to już wtedy nam powiedzieli. Wtedy mój brat do tej armii wstąpił, dzięki temu nas, jego rodzinę, przewieźli z Syberii na Ukrainę. To było w roku 1943. Byliśmy wolni, ale głodni, dlatego trzeba było iść do pracy do kołchozu im. Woroszyłowa, założonego na ziemiach byłego, ogromnego majątku ziemskiego.

    Właściwie to pracowaliśmy tam w oddziale tego kołchozu, który nazywał się Grybionka. Chleba zawsze było w ZSRR mało. Moja mama marzyła tam, żeby chleba do syta się najeść. Dzięki Bogu doczekała się tego, kiedy wróciliśmy do Polski. 2 lipca 1946 roku, czyli po 8 latach na wywózce, wróciliśmy do Rutki na Polesiu, skąd nas wywieźli. Niestety te tereny zostały po stronie ZSRR. Mieszkaliśmy u wujka. Ciężko tam nam było się pomieścić. Więc jeszcze w roku 1946 wyjechaliśmy do Pińska. Ja tam zatrudniłam się w zakładach mięsnych, bo byłam już dorosła. Tam poznałam chłopaka, który wkrótce został moim mężem. Później wyjechaliśmy z mężem do Białegostoku, gdzie też pracowaliśmy w zakładach mięsnych. I tak dzieci porosły, życie zleciało. Mąż zmarł już kilka ładnych lat temu. Moje rodzeństwo już nie żyje, ja mam 96 lat i jestem ostatnia.

    Dziękuję za rozmowę

    Adam Białous/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 11 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    *MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    _________________________________

    UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ Z LOURDES

    DZIEŃ SZCZEGÓLNEJ PAMIĘCI ZA CHORYCH I CIERPIĄCYCH

    Our Lady of Lourdes
    Pascal Deloche | GoDong/Aleteia.pl

    ***

    Litania do Matki Bożej z Lourdes

    Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świata Boże,
    Duchu Święty Boże,
    Święta Trójco jedyny Boże,

    Najświętsza Panno w Lourdes objawiona, módl się za nami.
    Najświętsza Panno pokutę zalecająca,
    Najświętsza Panno, uzdrawiające źródło wskazująca,
    Najświętsza Panno potwierdzająca Swe Niepokalane Poczęcie,
    Niepokalana Córo Boga Ojca,
    Niepokalana Matko Syna Bożego,
    Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
    Niepokalana Świątynio Trójcy Przenajświętszej,
    Niepokalane odzwierciedlenie Mądrości Bożej,
    Niepokalana Jutrzenko sprawiedliwości,
    Niepokalana Arko Przymierza,
    Niepokalana Dziewico krusząca głowę węża piekielnego,
    Niepokalana Królowo nieba i ziemi,
    Niepokalana skarbnico łask Boskich,
    Niepokalana drogo do Jezusa wiodąca,
    Niepokalana Dziewico wolna od grzechu pierworodnego,
    Niepokalana bramo niebios,
    Niepokalana Gwiazdo morza,
    Niepokalana Matko Kościoła świętego,
    Niepokalane źródło wszelkich doskonałości,
    Niepokalana przyczyno naszej radości,
    Niepokalany wzorze wiary,
    Niepokalane źródło Bożej miłości,
    Niepokalany znaku naszego zbawienia,
    Niepokalane światło Aniołów,
    Niepokalana nauczycielko Apostołów,
    Niepokalana chwało Proroków,
    Niepokalana potęgo Męczenników,
    Niepokalana opiekunko Wyznawców,
    Niepokalany wzorze dziewiczej czystości,
    Niepokalana radości ufających Tobie,
    Niepokalana obrono grzeszników,
    Niepokalana pogromicielko wszelkiego zła,

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    O Maryjo bez grzechu poczęta
    Módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

    Módlmy się:
    Matko Najświętsza słynąca w Lourdes wielkimi łaskami, przez dobroć,
    jakiej dajesz tyle dowodów w tym wybranym miejscu, błagamy Cię pokornie, uproś nam wszystkie cnoty, aby nas uświęciły oraz wyjednaj nam zupełne zdrowie duszy i ciała i dopomóż, abyśmy go użyli na chwałę Boga, dla dobra bliźnich i zbawienia duszy.
    Amen.

    _________________________________________________

    Dzień Matki Bożej z Lourdes. “Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości” 

    Dziś dzień Matki Bożej z Lourdes. "Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości"
    Lourdes, grota/ fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    Ustanowiony przez św. Jana Pawła II Światowy Dzień Chorego, który przypada 11 lutego, we wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, obchodzony jest w tym roku pod hasłem “Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”.

    Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez papieża dla całego Kościoła powszechnego 13 maja 1992 r. w liście do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia kard. Fiorenzo Angeliniego. Ojciec Święty wyraził pragnienie, aby jeden dzień w roku był poświęcony “modlitwie, refleksji i dostrzeżeniu miejsca tych, którzy cierpią na duszy i na ciele”.

    Wyznaczył na ten dzień datę 11 lutego – wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża ukazała się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu objawień, w okresie od 11 lutego do 16 lipca.

    “Maryja rozpoczęła spotkanie z Bernadetą od znaku Krzyża, który w pewnym sensie jest syntezą naszej wiary” – zwrócił uwagę papież Benedykt XVI, 14 września 2008 – w czasie swojej pielgrzymki do Francji z okazji 150 rocznicy objawień w Lourdes.

    “Maryja mówi nam przez to, “że na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości.(…) Zachęca wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkich, którzy cierpią na duchu i na ciele, by podnosili oczy na Jezusowy Krzyż i w nim odnajdywali źródło życia, źródło zbawienia” – tłumaczył papież.

    W czasie objawienia 24 lutego 1858 Maryja dała Bernadecie nakaz: “Proście Boga o nawrócenie grzeszników”. Potem zapytała ją, czy “byłoby jej trudno uklęknąć i pocałować ziemię w akcie pokuty za grzeszników”. Tym samym Matka Boża zwróciła uwagę, że człowiek jest odpowiedzialny za zbawienie innych.

    W Lourdes Maryja nie nakazała Bernadecie przychodzić do groty, lecz zapytała ją, “czy byłaby tak dobra, by to uczynić”. Nie żądała także odmawiania różańca, ale sama dyskretnie, modląc się, zachęcała swym przykładem.

    “Biała Pani” wskazała także dziewczynce miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona. Pierwszy cud zapoczątkował szereg innych.

    18 stycznia 1862 roku komisja biskupa z Targes po wielu badaniach ogłosiła dekret, że “można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1864 ks. proboszcz Peyramale przystąpił do budowy świątyni. W roku 1875 poświęcił ją uroczyście abp Paryża Guibert. W uroczystości tej wzięło udział: 35 arcybiskupów i biskupów, 3 tys. kapłanów i 100 tys. wiernych. W roku 1891 papież Leon XII ustanowił święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które św. Pius X w 1907 r. rozciągnął na cały Kościół. Lourdes jest obecnie słynnym miejscem pielgrzymkowym, do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą jako Uzdrowienie Chorych.

    “Sanktuarium w Lourdes ma być przede wszystkim miejscem spotkania z Bogiem na modlitwie, a także miejscem służby braciom, w szczególności przez przyjmowanie chorych, ubogich i wszystkich cierpiących. W tym miejscu Maryja przychodzi do nas jak Matka, zawsze gotowa pomagać swym dzieciom. Przez blask Jej oblicza przebija Boże miłosierdzie” – powiedział papież Benedykt XVI 14 września 2008 r.

    Od blisko 150 lat Lourdes gości każdego roku ponad 6 mln pielgrzymów i zwiedzających. Pandemia koronawirusa zatrzymała ruch pielgrzymkowy. 17 marca 2020 roku po raz pierwszy od początku objawień sanktuarium zostało zamknięte i wprowadzono modlitwę za pośrednictwem Internetu.

    Sanktuarium poinformowało w komunikacie, że w tym roku, w piątek, grota w Lourdes zostanie udostępniona pielgrzymom. Będą mogli wejść do bazyliki Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, dotknąć Skały Massabielle i zbliżyć się do cudownego źródła – poinformowało sanktuarium w komunikacie.

    Hasłem papieskiego orędzia na 30. Światowy Dzień Chorego są słowa “Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”.

    Franciszek zwraca uwagę, że “chory jest zawsze ważniejszy od choroby” i “trzeba wsłuchać się w głos pacjenta, jego lęki i obawy”. “Nawet wtedy, gdy nie można wyleczyć, zawsze można otoczyć opieką, zawsze można pocieszyć, zawsze można sprawić, by pacjent poczuł bliskość, która świadczy o zainteresowaniu osobą bardziej niż jej chorobą” – wskazał papież.

    Zaznaczył, że “w czasie, kiedy panuje kultura odrzucania, a życie nie zawsze jest uznawane za godne przyjęcia i przeżywania” katolickie instytucje opieki zdrowotnej nazwał “domami miłosierdzia”, które “mogą być przykładem ochrony i troski o każde istnienie, nawet najbardziej kruche, od jego początku aż po naturalny kres”.

    Papież podkreślił, że “bliskość wobec chorych i ich duszpasterstwo nie jest zadaniem tylko niektórych duszpasterzy specjalnie przygotowanych”. “Odwiedzanie chorych jest zaproszeniem skierowanym przez Chrystusa do wszystkich Jego uczniów” – napisał w orędziu Franciszek.

    Głównym uroczystościom 11 lutego w stołecznym sanktuarium Matki Bożej z Lourdes o godz. 11.00 będzie przewodniczył bp Jacek Grzybowski. W trakcie liturgii będzie udzielany sakrament namaszczenia chorych, który wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest sakramentem udzielanym osobom umierającym.

    Kodeks Prawa Kanonicznego wskazuje, że sakrament namaszczenia chorych można przyjmować kilka razy w ciągu życia. Dotyczy to osób, które “po wyzdrowieniu znowu ciężko zachorują lub jeśli w czasie trwania tej samej choroby niebezpieczeństwo stanie się poważniejsze” – czytamy w dokumencie. Mogą go również przyjąć osoby w sędziwym wieku.

    Gość Niedzielny

    ____________________________________________________________________________

    ŚW. JAN PAWEŁ II – DWUKROTNY PIELGRZYM DO LOURDES

    Św. Jan Paweł II jako pierwszy papież w historii odwiedził Lourdes i to dwukrotnie. Pierwszy raz w 1983 r., a drugi w 2004 r. i była to jego ostatnia podróż zagraniczna. Żadnemu z jego poprzedników to się nie udało. Za każdym razem pragnął, by jego pielgrzymka wyglądała tak jak pielgrzymka każdego spośród sześciu milionów chorych i cierpiących, przybywających do tego sanktuarium. A we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, obchodzone co roku 11 lutego, ustanowił światowy dzień modlitw w intencji ludzi chorych.

    Historia Lourdes, małej mieściny, leżącej we Francji  u podnóża Pirenejów , która w połowie XIX wieku liczyła zaledwie cztery i pół tysiąca mieszkańców jest zadziwiająca. Nie dochodziła tu nawet kolej. Kobiety i dzieci w większości zajmowały się wypasaniem owiec i krów, a mężczyźni pracą w pobliskim kamieniołomie. Dziś Lourdes to prawie dwudziestotysięczne miasteczko, corocznie odwiedzane przez blisko sześć milionów osób. Pielgrzymi przychodzą do groty, aby napić się wody ze źródła, które wytrysnęło podczas dziewiątego objawienia Bernadetcie Soubirous.  

    Od czasu objawień Matki Bożej, czyli od 1858 r. do Biura Lourdes ds. Obserwacji Medycznej zgłoszono ponad  siedem tysięcy cudów, z których oficjalnie uznanych zostało siedemdziesiąt. 

    Pierwszy z cudów miał miejsce podczas siedemnastego objawienia i dotyczył bohaterki tych wydarzeń – samej Bernadety Soubirus. Nazwano go „cudem świecy”. Wszyscy zebrani widzieli jak dziewczynka modliła się w ekstazie, a palce jej prawej ręki wyciągniętej w kierunku Niepokalanej zanurzone były w płomieniu świecy i to aż przez szesnaście minut, bo tyle trwało objawienie.  Zdarzenie obserwował miejscowy lekarz, doktor Pierre Dozous, który zbadał dłoń Bernadety i nie znalazł tam jakichkolwiek znaku poparzenia. 

    Wiele czasu upłynęło zanim Kościół oficjalnie uznał objawienia w Lourdes. Bernadeta Soubirous musiała znieść wiele cierpień, szykan i prześladowań z tego powodu. Wstąpiła do zakonu Sióstr Miłosierdzia w Nevers i tam zmarła w wieku 35 lat. Jej ciało nie uległo rozkładowi i zachowało się do dzisiaj. Można je oglądać w szklanej trumnie w kaplicy klasztoru w Nevers. 

    Urodziła się w rodzinie biednego młynarza. Nie była zbyt rozgarnięta, za to niezwykle chorowita. Astma odbierała jej siły. Nie umiała czytać ani pisać i posługiwała się dialektem. Nie znała prawd wiary i miała poważne problemy w opanowaniu katechizmu, ale odznaczała się żarliwą wiarą. 

    11 lutego 1858 roku, jak co dzień razem z siostrą i koleżanką, zbierała chrust na opał. Gdy została sama, nieopodal groty Massabielle, czyli „starej skały” – usłyszała jakby podmuch wiatru i zobaczyła wielką światłość, z której wyłoniła się piękna kobieca postać z różańcem w ręku. Gdy towarzyszki Bernadetki zobaczyły ją klęczącą z wzniesionymi oczami ku niebu, śmiały się z niej i drwiły. Początkowo Bernadeta nie chciała im nic powiedzieć, ale w końcu uległa natarczywym pytaniom. Prosząc do dochowanie tajemnicy, opowiedziała o „Pięknej Pani”. Już o powrocie do domu dziewczynki wszystko zdradziły, a Bernadetka musiała odbyć rozmowę z matką, która ją ostro zrugała i zabroniła chodzenia do groty. Widząc jednak jej wielką rozpacz zmieniła zdanie po kilku dniach. Już trzy dni później –  14 lutego Bernadeta i jej dwie towarzyszki najpierw poszły do kościoła po wodę święconą, a potem w miejsce pierwszego objawienia.  Gdy odmawiały różaniec Matka Boża znowu się ukazała. Wtedy Bernadetka zaczęła ją kropić wodą święconą i mówić:  „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Piękna Pani z uśmiechem na ustach zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i bezgłośnie odmawiała różaniec.
    18 lutego Bernadetka wyposażona w papier i atrament poprosiła zjawę o napisanie Jej życzeń na kartce, którą ze sobą przyniosły. Usłyszała: „Pisanie tego, co ci chcę powiedzieć, jest niepotrzebne”. Matka Boża poprosiła, żeby dziewczynka przychodziła w to miejsce przez kolejnych piętnaście dni. 

    21 lutego, w niedzielę przy grocie razem z Bernadetką stało już kilka tysięcy ludzi. Wtedy Matka Boża prosiła, żeby Bernadetka modliła się za grzeszników. 

    25 lutego zgromadzeni zobaczyli, jak Bernadetta klęka i całuje ziemię. Na kolanach ruszyła w stronę rzeki, po czym zawróciła do groty. Schyliła się i wydrążyła dołek w suchej ziemi. Po chwili nabrała wody i podniosła do ust. W tym dniu Maryja powtórzyła: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Poleciła Bernadecie zjeść roślinę, która tam rosła, iść do źródła, napić się i obmyć się w nim. 

    Tak opisywała to spotkanie Bernadetka: 
    „Nie widząc źródła skierowałam się ku rzece. Pani jednak powiedziała mi, że to nie tam, i dała mi znak palcem, abym podeszła pod skałę. Zrobiłam tak. Znalazłam tam zaledwie odrobinę wody, jakby błoto, i z ledwością mogłam jej nabrać. Zaczęłam drążyć ziemię. Po chwili mogłam nabrać wody, ale trzy razy ją wyrzuciłam. Dopiero za czwartym razem mogłam się napić, tak bardzo woda była brudna”.  

    Źródełko, które wówczas wybiło, nigdy nie wyschło i wciąż jest narzędziem licznych uzdrowień.

    Spotkań z Maryją w ciągu paru miesięcy było osiemnaście. Ostatnie miało miejsce 16 lipca 1858 r. W przeciwieństwie do późniejszych objawień w Fatimie Matka Boża nie wyznaczała daty i godziny spotkania. Bernadeta pchana jakąś wewnętrzną siłą szła, by porozmawiać z Piękną Panią, która wzywała ludzi do modlitwy na różańcu i do pokuty. 

    Podczas trzynastego objawienia powiedziała: „Powiedz księżom, by wzniesiono tu kaplicę”. Bernadeta prośbę tę przekazała miejscowemu proboszczowi. Ten znalazł się w trudnej sytuacji, ponieważ władze kościelne nie życzyły sobie dalszego nagłaśniania tych wydarzeń i zabroniły procesji do groty. Proboszcz polecił Bernadetcie, by przy kolejnym widzeniu zapytała,  jak „zjawa”  ma na imię. Posłuszna Bernadeta zadała to  pytanie, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Zniecierpliwiony ksiądz oznajmił wszystkim, że kaplica zostanie zbudowana,  o ile postać wypowie swoje imię. 

    Kolejne dni nie przyniosły żadnych nowych wiadomości. Ci co nie wierzyli w prawdziwość objawień triumfowali. Ale Bernadetka dalej przychodziła pod grotę i w czasie szesnastego objawienia Matka Boża powiedziała jej: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Nie mogła widzieć ta mała analfabetka, że papież zaledwie cztery lata wcześniej ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi. To był dla proboszcza konkretny dowód na prawdziwość tych objawień. Matka Boża w Lourdes potwierdziła nauczanie Kościoła katolickiego.

    Matka Boża pragnęła, żeby na to miejsce przybywały pielgrzymki. Już sześć lat później, w roku 1864 przy poświęceniu figury zebrało się sześćdziesiąt tysięcy wiernych. Od roku 1872  się co rok odbywają narodowe pielgrzymki.  Pierwsza pielgrzymka Polaków przybyła tam już w roku 1867.  

    W czasie pielgrzymki do Lourdes w roku 1983 polski papież powiedział: 
    „Wydaje mi się, że w Lourdes jest obecna szczególna łaska. Posłanie jej proste i jasne, ale podstawowe. Zostało przekazane w sposób szczególnie silny, czysty i przejrzysty przez kilkunastoletnią dziewczynkę o duszy jasnej i odważnej.  Znaki są proste: wiatr, który przywodzi na myśl Ducha Świętego w dniu Zesłania, woda oczyszczająca i dająca życie, światło, znak krzyża, modlitwa różańcowa. Od początku chrześcijanie wezwani są, by przybywali tu tłumnie, całym Kościołem”.

    Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który odwiedził Lourdes. Nawet Jan XXIII, który wyraził takie życzenie, nie zdołał zrealizować tej pielgrzymki. 

    Na drodze papieża Wojtyły do Lourdes również stawały różne przeszkody. Zamach 13 maja 1981 r., który uniemożliwił jego obecność na odbywającym się w tymże roku Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym. 

    Dwa dni przed jego przybyciem do Lourdes – 12 sierpnia 1983 r., miał miejsce akt wandalizmu przy pierwszej stacji Drogi Krzyżowej eksplodowała bomba. Wbrew wszelkim przeszkodom  papież wołał w Lourdes: 
    „Niech nasze modlitwy się złączą, aby ofiarować razem z Maryją gorące błaganie za cały świat. Za wszystkich cierpiących głód, okropności wojny, za wszystkich prześladowanych, za chorych i opuszczonych. W sposób szczególny módlmy się za tych, którzy są prześladowani za wiarę. To Chrystus w nich cierpi”.

    Ojciec św. podobnie jak miliony pielgrzymów – zapalił świecę i napił się wody ze źródła. Powiedział wówczas do chorych: 
     „Chciałbym Was wszystkich objąć, jednego po drugim, w sposób serdeczny moimi ramionami i zapewnić Was, jak bardzo Wam jestem bliski i solidarny z Wami. Czynię to w sposób duchowy, powierzając Was macierzyńskiej miłości Matki Pana i prosząc Ją, by wybłagała Wam Błogosławieństwo i pocieszenie Jej Syna Jezusa”.

    13 maja 1992 r., na pamiątkę pierwszego objawienia w Lourdes, 11 lutego – Jan Paweł II ustanowił – Światowy Dzień Chorego. Była to 75 rocznica objawień w Lourdes i jednocześnie 11 rocznica zamachu na Placu św. Piotra. Ojciec Święty, ustanawiając Światowy Dzień Chorego, chciał zwrócić uwagę na sens cierpienia, który w kategoriach ludzkich nie jest możliwy do zrozumienia i człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak wobec majestatu choroby z pokorą zwrócić się do lekarza dusz i ciał, jakim jest Jezus Chrystus. 

    Jan Paweł II kochał chorych i niepełnosprawnych i poświęcał im dużo swojej uwagi. Sam zyskał przydomek „papieża cierpienia”. Cudem przeżył zamach na Placu św. Piotra 13 maja 1981 r. i związane z nim liczne zabiegi i operacje, aż wreszcie przyszła ciężka, nieuleczalna choroba z bolesnymi zabiegami medycznymi.  

    Gdy w 2004 r. przybył po raz drugi do sanktuarium w Lourdes sam był schorowany i cierpiący. Składała się na nią modlitwa różańcowa, procesja z pochodniami i medytacja. Swe pierwsze kroki skierował do Groty Objawień. Długo klęczał, a jego twarz przenikała modlitewna zaduma połączona z wyraźnym śladem cierpienia. Na jego twarzy pojawiły się łzy. Do zebranych chorych powiedział: „Jestem jednym z was. Wasze modlitwy czynię swoimi”

    Druga wizyta w Lourdes w 2004 roku była jego ostatnią podróżą zagraniczną. Na twarzy Ojca św. pojawiły się łzy. Mówił tam o cierpieniu, którego sam doświadczał, a które kryje w sobie wielką tajemnicę. Jan Paweł II wypowiedział wtedy, w przejmujący sposób, znamienne słowa: „Klękając tutaj, przy grocie Massabielskiej, ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki”

    Lidia Lasota/kalendarz rolników.pl/04.02.2021

    __________________________________________________________________

    Uzdrowienie chorych. Matka Boża z Lourdes

    Był 11 lutego 1858 r. gdy 14-letnia Bernadetta zobaczyła w grocie nieopodal Lourdes Białą Panią. Podczas osiemnastu objawień Maryja wzywała do modlitwy i pokuty oraz prosiła o wybudowanie kościoła w miejscu objawień.

    O Lourdes – miasteczku leżącym u stóp Pirenejów – zrobiło się głośno dzięki Matce Bożej. Maryja ukazała się tam w 1858 r. Bernardzie Marii Soubirous, zwanej przez bliskich Bernadetą. Rodzina dziewczyny była bardzo biedna. Sześć osób (rodzice i czworo dzieci) mieszkało w dawnej celi więziennej. Ojciec nie pracował. Zdarzało się, że młodszy brat Bernadety – Jean-Marie z głodu zjadał wosk z kościelnych świec.

    BERNARDE-MARIE SOUBIROUS
    fot. WIKIPEDIA

    Śliczna dziewczyna w białej sukni

    11 lutego Bernadeta z siostrą i koleżanką poszła zbierać gałęzie na opał. Przy grocie Massabielskiej zobaczyła unoszącą się nad krzakiem śliczną dziewczynę w białej sukni, która w prawej dłoni trzymała różaniec. Bernadeta, naśladując ją, uczyniła znak krzyża i zaczęła odmawiać różaniec. Biała Pani włączała się w modlitwę tylko na „Chwała Ojcu…”, kończące każdą dziesiątkę. Potem – znikła.

    Już wieczorem niemal całe miasteczko wiedziało o dziwnym zjawisku. Matka, nie wierząc Bernadecie, orzekła, że pewnie był to diabeł. „Diabeł nie odmawia różańca” – odpowiedziała rezolutnie dziewczyna. Na kolejnych spotkaniach z Białą Panią towarzyszyły Bernadecie setki, a potem tysiące mieszkańców Lourdes. Podpowiadali jej, o co ma pytać „zjawę”. Bernadeta nawiązała z nią dialog.

    „Jestem Niepokalanym Poczęciem”

    18 lutego Biała Pani wypowiedziała znamienne słowa: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym„. Trzy dni później wezwała: „Módlcie się za grzeszników”, a po kolejnych trzech dniach: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”. Prosiła też, by księża wybudowali przy grocie kaplicę, i aby przychodzono tam w procesji. Miejscowy proboszcz domagał się jednak cudu, chciał też poznać imię Białej Pani. Odpowiedź padła 25 marca: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”.

    Cudowne źródło

    Biała Pani wskazała Bernadecie miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce wydarzył się pierwszy cud: mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona.

    Osiemnaście spotkań Bernadety z Białą Panią zakończyło się 16 lipca. Już dwanaście dni później miejscowy biskup powołał komisję, która miała zbadać sprawę rzekomych objawień Matki Bożej. 18 stycznia 1862 r. w imieniu Kościoła orzekł o ich autentyczności.

    Zakończona misja

    Trzy lata później Bernadeta rozpoczęła nowicjat u sióstr posługujących chorym (Soeurs de la Charité et de l’Instruction Chrétienne de Nevers). W 1866 r. na zawsze opuściła Lourdes – przeniosła się do domu zgromadzenia w Nevers. – Moja misja w Lourdes jest skończona – oświadczyła. Rok później złożyła śluby zakonne. Została pomocnicą pielęgniarki w klasztornej infirmerii.

    Z pokorą znosiła upokorzenia ze strony innych sióstr, którym nie mieściło się w głowie, że Matka Boża mogła ukazać się prostej dziewczynie. Zdrowie Bernadety stale się pogarszało. Ostatnie pół roku spędziła w łóżku, które nazywała „białą kaplicą”. Umarła 16 kwietnia 1879 r. Miała zaledwie 35 lat.

    Po beatyfikacji w 1925 r., jej nienaruszone ciało umieszczono w relikwiarzu, w kaplicy klasztoru Saint-Gildard w Nevers, a osiem lat później została kanonizowana.

    70 cudów

    Od pierwszego uzdrowienia, 1 marca 1858 r., chorzy napływają do Lourdes, spodziewając się uzdrowienia ciała lub szukając sił do znoszenia cierpienia. Kościół katolicki uznał oficjalnie 70 cudów i ok. 7 tys. uzdrowień, których nie da się wyjaśnić naukowo. Siedem pierwszych cudów odegrało rolę w uznaniu objawień za prawdziwe.

    Od 1905 r. w sanktuarium działa biuro lekarskie, przyjmujące zgłoszenia przypadków uzdrowień i przeprowadzające wstępną konsultację wśród lekarzy obecnych w Lourdes. Jeśli wynik wstępnego dochodzenia jest pozytywny, sprawa jest przekazywana komitetowi medycznemu, który istnieje od 1947 r. Po przeprowadzeniu własnego dochodzenia wydaje on orzeczenie, że dany przypadek jest (lub nie jest) niewytłumaczalny według aktualnego stanu wiedzy medycznej.

    Lourdes – miejsce pielgrzymek

    Związek chorych z pirenejskim sanktuarium spowodował, że gdy w 1992 r. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego, na jego datę wybrał dzień pierwszego objawienia Matki Bożej w Lourdes. Tam też, w 1993, 2004 i 2008 r. odbyły się centralne obchody tego Dnia.

    Do Lourdes przybywają nie tylko chorzy. Od 1873 r. odbywa się francuska pielgrzymka narodowa organizowana z inicjatywy ojców asumpcjonistów. W pierwszej pielgrzymce wzięły udział 492 osoby. Dziś pątników jest 6-8 tys.

    Od ponad 60 lat do Lourdes przybywa też międzynarodowa pielgrzymka wojskowa. W pierwszej, w 1958 r., uczestniczyli wyłącznie żołnierze francuscy i niemieccy. W następnych latach do udziału w pielgrzymce zapraszani byli żołnierze z innych krajów europejskich oraz Ameryki Północnej i Australii. Polska była w 1991 r. pierwszym krajem z byłego bloku komunistycznego, którego żołnierze uczestniczyli w pielgrzymce.

    Pokutujcie!

    Na 52 hektarach w sanktuarium znajdują się 22 miejsca kultu. Do najczęściej odwiedzanych należą: grota, górujące nad nią bazylika Niepokalanego Poczęcia i bazylika Różańcowa, oraz podziemna bazylika św. Piusa X. Tę ostatnią poświęcił w 1958 r. legat papieski kard. Angelo Giuseppe Roncalli, który kilka miesięcy później został papieżem. Wymagane przez liturgię trzy okrążenia świątyni wykonał w odkrytym samochodzie. Gdy dziennikarze poprosili go o kilka słów do Francuzów, bez wahania powtórzył słowa Matki Bożej: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”.

    Pielgrzymom przybywającym do Lourdes na stałe posługuje 30 kapelanów, pochodzących z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych, a także siostry z pięciu zgromadzeń. Wspomaga im 300 stałych i 100 sezonowych pracowników świeckich i ok. 7 tys. wolontariuszy. 

    Paweł Bieliński/KAI, zś/Stacja7

    _____________________________________________________

    BERNADETTE-SOUBIROUS-LOURDES-FR503675A.jpg
    Fred de Noyelle / Godong/Aleteia.pl

    „Głupia prostaczka”, której objawiła się Maryja. Poruszająca historia Bernadety Soubirous

    Bernadeta wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania z dziękczynieniem cierpienia i upokorzeń.

    Od pierwszego objawienia w Lourdes w lutym 1858 roku ludzie traktowali małą wizjonerkę jak dzikie zwierzątko. Zresztą, po pewnym czasie Bernadeta sama czuła się zaszczuta. Ciągle ktoś chciał z nią rozmawiać, dyskutować albo przynajmniej na nią popatrzeć.

    Bernadeta Soubirous schowała się w… klasztorze

    Nie chciała sobą przesłaniać treści samych objawień – była świadoma, że teraz przyszedł czas działania Maryi. Rozwiązanie wkrótce przyszło samo: niewiele po ostatniej wizji zachorowała na zapalenie płuc. Leczyła się w szpitaliku Sióstr Miłosierdzia z Nevers i musiało to być dobre doświadczenie, bo postanowiła wstąpić do tego zgromadzenia i tak uciec przed ciekawskimi.

    Nie miała wykształcenia i była prosta w obejściu, więc nadawała się tylko do tzw. drugiego chóru, czyli sióstr pracujących fizycznie. Jednak równocześnie była chora na astmę i ogólnie słabego zdrowia, co wykluczało ciężkie prace. Przyjęto ją dzięki protekcji biskupa miejsca. Próg klasztoru przekroczyła 7 lipca 1866 roku wraz z dwiema innymi aspirantkami, mając 22 lata.

    Na drugi dzień przełożone zebrały całą wspólnotę (trzysta sióstr) w głównej sali i Bernadeta po raz pierwszy i ostatni opowiedziała im historię objawień. Od tego momentu miała być jedną z sióstr, a do tematu wizji nie wolno było wracać. Przynajmniej w gronie sióstr, bo do furty wciąż pukali dziennikarze (ci byli odsyłani) i osoby duchowne, w tym historycy, którzy „przesłuchiwali” s. Marię Bernardę. Cierpliwie odpowiadała na wciąż te same pytania i opowiadała wciąż i wciąż swoją historię.

    Dlaczego Maryja nie objawiła się komuś wykształconemu?

    Jednocześnie była w formacji. Jej bezpośrednią przełożoną była siostra ze szlacheckiej rodziny. Nie potrafiła zrozumieć, czemu Maryja objawiła się właśnie takiej „głupiej prostaczce”, a nie komuś z wysokiego rodu lub przynajmniej dobrze wykształconemu. Prawie do końca życia odrzucała prawdziwość tych wizji, a samą wizjonerkę uważała za małą spryciarkę, która chciała zwrócić na siebie uwagę i coś zyskać na twierdzeniu, że widziała Matkę Boga.

    Dlatego wyłapywała jej najmniejsze potknięcia, nie dawała zwolnień od obowiązków i do granic nerwicy natręctw pilnowała, czy Bernadeta wypełnia regułę. Wizjonerka przyjmowała to w pokorze, nawet fakt, że wciąż odkładano jej śluby wieczyste. Złożyła je prawie cudem – ponieważ przy kolejnym ataku choroby obawiano się, że umrze, dano jej zezwolenie na nie. Bernadeta tym razem jeszcze nie zmarła, ale śluby były już ważne.

    Praca św. Bernadety w szpitalu

    Wcześniej jednak było kilkanaście lat pracy w szpitalu, najpierw jako pomoc pielęgniarki, a potem jako siostra odpowiedzialna za szpital. Sama schorowana – do astmy wkrótce dołączył nowotwór kolana i gruźlica – doskonale rozumiała słabość innych. Chorzy byli zachwyceni jej delikatnością i wyczuciem. Miała w sobie wiele naturalnej radości i przyjazny sposób bycia. Siostry do niej lgnęły, szczególnie aspirantki i postulantki.

    Uważała się za ograniczoną i mało zdolną intelektualnie. Nie szukała wielkości. Świadczy o tym choćby następująca historia: ktoś przyniósł do klasztoru w Nevers informację, że w Lourdes można kupić zdjęcia Bernadety. Opłata za ich nabycie była śmiesznie mała. Wizjonerka skwitowała to słowami: „Widocznie tyle jestem warta”.

    Modlitwa – najważniejsze zadanie Bernadety

    Jednocześnie wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania w pokoju i z dziękczynieniem cierpienia fizycznego i upokorzeń.

    Jednym z ostatnich była chwila przydzielania nowym profeskom wieczystym ich miejsca w zgromadzeniu. Była wtedy wśród nich i s. Soubirous, jednak przełożone jakby o niej zapomniały. Dopiero biskup zwrócił uwagę, że jej nie dano żadnego miejsca. Zapytał więc, co umie. Odparła, że nic, tylko się modlić. Więc ordynariusz wyznaczył jej jako zadanie w zakonie modlitwę.

    Zmarła 16 kwietnia 1879 roku w wieku zaledwie 33 lat. Został po niej malutki notatnik duchowy, a w nim piękny duchowy „testament” – spisany niewiele przed śmiercią hymn dziękczynienia. Za wszystko.

    Elżbieta Wiater/Aleteia.pl

    Testament Bernadety Soubirous*

    Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie… dziękuje Ci, Jezu.

    Za dni, w który przychodziłaś, Maryjo, i za te, w które nie przyszłaś – nie będę Ci się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych, co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu… dziękuje Ci, Matko.

    Za ortografię, której nie umiałam nigdy, za to, że pamięci nigdy nie miałam, za moją ignorancję i za moją głupotę, dziękuję Ci.

    Dziękuję Ci, ponieważ gdyby było na ziemi dziecko o większej ignorancji i większej głupocie, byłabyś je wybrała…

    Za to, że moja mama umarła daleko, za ból, który odczuwałam, kiedy mój ojciec, zamiast uścisnąć swoją małą Bernadetę, nazwał mnie „siostro Mario Bernardo” … dziękuję Ci, Jezu. Dziękuję Ci za to serce, które mi dałeś, tak delikatne i wrażliwe, a które przepełniłeś goryczą…

    Za to, że matka Józefa obwieściła, że się nie nadaję do niczego, dziękuję…, za sarkazmy matki mistrzyni, jej głos twardy, jej niesprawiedliwości, jej ironię i za chleb upokorzenia… dziękuję.

    Dziękuję za to, że byłam tą uprzywilejowaną w wytykaniu mi wad, tak że inne siostry mówiły: „Jak to dobrze, że nie jestem Bernadetą”.

    Dziękuję, za to, że byłam Bernadetą, której grożono więzieniem, ponieważ widziałam Ciebie, Matko… tą Bernadetą tak nędzną i marną, że widząc ją, mówili sobie: „To ta ma być Bernadeta, którą ludzie oglądali jak rzadkie zwierzę?”.

    Za to ciało, które mi dałeś, godne politowania, gnijące…, za tę chorobę, piekącą jak ogień i dym, za moje spróchniałe kości, za pocenie się i gorączkę, za tępe ostre bóle… dziękuję Ci, mój Boże.

    I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakowało… dziękuję Ci, Jezu.

    _______________________________________________________________________________________

    Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

    LOURDES
    Andreas Franz Borchert CC/Aleteia.pl

    ***

    Historia objawień

    Lourdes – miasteczku leżącym u stóp Pirenejów – zrobiło się głośno dzięki Matce Bożej. Maryja ukazała się tam w 1858 r. Bernardzie Marii Soubirous, zwanej przez bliskich Bernadetą. Rodzina dziewczyny była bardzo biedna. Sześć osób (rodzice i czworo dzieci) mieszkało w dawnej celi więziennej. Ojciec nie pracował. Zdarzało się, że młodszy brat Bernadety – Jean-Marie z głodu zjadał wosk z kościelnych świec.

    Bernadeta była ładną dziewczyną, jednak po przebytej chorobie nie rosła. Miała tylko 140 cm wzrostu. Chorowała na astmę. Nie umiała czytać ani pisać, mówiła tylko miejscowym dialektem. Nauka sprawiała jej trudność. W wieku 14 lat chodziła do szkoły razem z siedmiolatkami, aby lepiej poznać katechizm. Inaczej nie zostałaby dopuszczona do I Komunii świętej.

    11 lutego Bernadeta z siostrą i koleżanką poszła zbierać gałęzie na opał. Przy grocie Massabielskiej zobaczyła unoszącą się nad krzakiem śliczną dziewczynę w białej sukni, która w prawej dłoni trzymała różaniec. Bernadeta, naśladując ją, uczyniła znak krzyża i zaczęła odmawiać różaniec. Biała Pani włączała się w modlitwę tylko na „Chwała Ojcu”…, kończące każdą dziesiątkę. Potem – znikła.

    Już wieczorem niemal całe miasteczko wiedziało o dziwnym zjawisku. Matka, nie wierząc Bernadecie, orzekła, że pewnie był to diabeł. – Diabeł nie odmawia różańca – odpowiedziała rezolutnie dziewczyna. Na kolejnych spotkaniach z Białą Panią towarzyszyły Bernadecie setki, a potem tysiące mieszkańców Lourdes. Podpowiadali jej, o co ma pytać „zjawę”. Bernadeta nawiązała z nią dialog.

    18 lutego Biała Pani wypowiedziała znamienne słowa: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym”. Trzy dni później wezwała: „Módlcie się za grzeszników”, a po kolejnych trzech dniach: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”. Prosiła też, by księża wybudowali przy grocie kaplicę, i aby przychodzono tam w procesji. Miejscowy proboszcz domagał się jednak cudu, chciał też poznać imię Białej Pani. Odpowiedź padła 25 marca: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”.

    Biała Pani wskazała Bernadecie miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce wydarzył się pierwszy cud: mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona.

    18 spotkań Bernadety z Białą Panią zakończyło się 16 lipca. Już 12 dni później miejscowy biskup powołał komisję, która miała zbadać sprawę rzekomych objawień Matki Bożej. 18 stycznia 1862 r. w imieniu Kościoła orzekł o ich autentyczności.

    Trzy lata później Bernadeta rozpoczęła nowicjat u sióstr posługujących chorym (Soeurs de la Charité et de l’Instruction Chrétienne de Nevers). W 1866 r. na zawsze opuściła Lourdes – przeniosła się do domu zgromadzenia w Nevers. – Moja misja w Lourdes jest skończona – oświadczyła. Rok później złożyła śluby zakonne. Została pomocnicą pielęgniarki w klasztornej infirmerii.

    Z pokorą znosiła upokorzenia ze strony innych sióstr, którym nie mieściło się w głowie, że Matka Boża mogła ukazać się prostej dziewczynie. Zdrowie Bernadety stale się pogarszało. Ostatnie pół roku spędziła w łóżku, które nazywała „białą kaplicą”. Umarła 16 kwietnia 1879 r. Miała zaledwie 35 lat.

    Po beatyfikacji w 1925 r., jej nienaruszone ciało umieszczono w relikwiarzu, w kaplicy klasztoru Saint-Gildard w Nevers, a osiem lat później została kanonizowana.

    69 cudów

    Od pierwszego uzdrowienia, czyli od 1 marca 1858 r. chorzy napływają do Lourdes, spodziewając się uzdrowienia ciała lub szukając sił do znoszenia cierpienia. Kościół katolicki uznał oficjalnie 69 cudów spośród prawie 7 tys. uzdrowień, nie dających się wyjaśnić naukowo. Siedem pierwszych cudów przyczyniło się do uznania objawień za prawdziwe.

    Od 1905 r. działa w sanktuarium biuro, przyjmujące zgłoszenia przypadków uzdrowień i przeprowadzające wstępną konsultację wśród lekarzy obecnych w Lourdes. Jeśli wynik wstępnego dochodzenia jest pozytywny, sprawę przekazuje się Międzynarodowemu Komitetowi Medycznemu, który istnieje od 1947 r. Po przeprowadzeniu dochodzenia wydaje on orzeczenie, że dany przypadek jest (lub nie jest) niewytłumaczalny według aktualnego stanu wiedzy medycznej.

    W 2006 r. Komitet zaproponował nowe zasady orzekania w tych sprawach. Obok kryteriów naukowych, w ocenie uzdrowień, jakie się tam dokonują, brana jest teraz pod uwagę również wiara osoby uzdrowionej i świadectwo jej życia chrześcijańskiego. Badanie każdego uzdrowienia obejmuje trzy etapy, w wyniku których orzeka się kolejno o uzdrowieniu „niespodziewanym”, „potwierdzonym” i „o charakterze wyjątkowym”.

    Pierwszy etap badania przypadku uzdrowienia przez Komitet obejmuje odtworzenie historii choroby, określenie osobowości pacjenta, ocenę, czy dane uzdrowienie przekracza zwyczajowe przewidywania medycyny, i ustalenie okoliczności uzdrowienia. Niektóre sprawy są wówczas odrzucone, a inne są kwalifikowane jako „uzdrowienia niespodziewane”. W tym drugim przypadku biskup diecezji, na której terenie mieszka osoba uzdrowiona, zostaje poinformowany, że taki fakt miał miejsce i że prowadzone są w tej sprawie badania. W 2005 r. 40 osób odpowiadało w Lourdes kryterium „uzdrowienia niespodziewanego”.

    Drugi etap, dotyczący już wyłącznie „uzdrowień niespodziewanych”, polega na studiach porównawczych całej dokumentacji medycznej sprzed uzdrowienia i po nim, aby – przy udziale większej liczby ekspertów – potwierdzić „niecodzienny charakter” uzdrowienia. W 2005 r. zanotowano pięć przypadków tego typu. Chodzi o osoby cierpiące wcześniej na powypadkowe zwyrodnienie rdzenia, ciężki przypadek choroby Crohna (zapalenie jelita cienkiego), poważne stwardnienie rozsiane, zanik mięśni i raka nerki.

    Ostatni, trzeci etap, to uznanie „wyjątkowego charakteru uzdrowienia w obecnym stanie wiedzy naukowej”. Zebrana dokumentacja jest wówczas przekazywana przez biskupa Tarbes-Lourdes ordynariuszowi diecezji osoby uzdrowionej. Obecnie rozpatrywany jest tylko jeden taki przypadek. Chodzi o Francuzkę, która „nie życzy sobie reklamy i pragnie zachować anonimowość”. U kobiety tej stwierdzono złośliwego chłoniaka opłucnej, a także ostrą białaczkę rdzenia kręgowego, połączoną z zaatakowaniem mózgu i nerwu ocznego. Choroby leczono za pomocą chemioterapii, ale bez zadowalającego wyniku. Uzdrowienie nastąpiło bez powikłań ani nawrotów 15 lat temu i zbiegło się z aktami pobożności chorej do Matki Bożej z Lourdes – stwierdza orzeczenie Międzynarodowego Komitetu Lekarskiego.

    Zmiany obowiązujących dotąd zasad były konieczne, gdyż, przy obecnym rozwoju medycyny, trudno rozpatrywać przypadki według kryteriów przyjętych w sanktuarium w XIX wieku. Wątpliwości budziło zwłaszcza pojęcie choroby nieuleczalnej oraz wymaganie, aby osoba, która doznała cudownego uzdrowienia, nie była wcześniej leczona. – Każdy z chorych, którzy przyjeżdżają dziś do Lourdes wcześniej przeszedł chemioterapię. Trudno więc określić co jest zasługą medycyny, a co dziełem nadzwyczajnej interwencji Bożej – wyjaśnia współprzewodniczący Komitetu prof. François-Bernard Michel, francuski pneumoalergolog należący do Narodowej Akademii Medycyny.

    Obok pojęcia cudu, które nie uległo zmianie, zostało wprowadzone „pojęcie «wiarygodnego świadectwa» osób, których wyleczenie jest związane z Lourdes. Badanie w sprawie uzdrowienia będzie dotyczyć odtąd nie tylko choroby, ale także osoby uzdrowionej i jej świadectwa wiary chrześcijańskiej” – tłumaczy bp Perrier.

    Profesor Michel podkreśla, że nie chodzi tu o „cuda z przeceny”, nie ma bowiem mowy o obniżeniu wymogów naukowych w badaniu przypadków uzdrowienia. Brana natomiast będzie pod uwagę zarówno ścisłość naukowa, jak też „wiara i przekonania osoby, która doświadczyła gwałtownej zmiany swego stanu zdrowia”.

    Międzynarodowy Komitet Medyczny w Lourdes zamierza też zajmować się przypadkami uleczenia z chorób psychicznych i umysłowych. Wiele osób chorych na depresję czy przeżywających osobiste problemy, po pielgrzymce do tamtejszego sanktuarium odzyskuje ochotę do życia, widzi na nowo jego sens – twierdzi prof. Michel.

    Nie tylko chorzy

    Związek chorych z pirenejskim sanktuarium spowodował, że gdy w 1992 r. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego, na jego datę wybrał dzień pierwszego objawienia Matki Bożej w Lourdes. Tam też, w 1993 i 2004 r. odbyły się centralne obchody tego Dnia.

    Sam papież miał odwiedzić sanktuarium w 1981 r., jednak przeszkodził mu w tym zamach na placu św. Piotra. Później Jan Paweł II przyjechał do Lourdes dwukrotnie – w 1983 i 2004 r. Gdy był tam po raz ostatni, kilka miesięcy przed śmiercią, siedząc na wózku inwalidzkim jako „chory pośród chorych”, drżącym głosem wypowiedział przejmujące słowa: „Ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki”. Zapalił świecę i napił się wody ze źródła w grocie Massabielskiej – tak jak czynią to wszyscy pielgrzymi.

    Do Lourdes przybywają jednak nie tylko chorzy. Od 1873 r. odbywa się francuska pielgrzymka narodowa organizowana z inicjatywy ojców asumpcjonistów. W pierwszej pielgrzymce wzięły udział 492 osoby. Dziś pątników jest 6-8 tys.

    Od niemal pół wieku do Lourdes przybywa też międzynarodowa pielgrzymka wojskowa. W pierwszej, w 1958 r., uczestniczyli wyłącznie żołnierze francuscy i niemieccy. W następnych latach do udziału w pielgrzymce zapraszani byli żołnierze z innych krajów europejskich oraz Ameryki Północnej i Australii. Polska, w 1991 r., była pierwszym krajem z byłego bloku komunistycznego, którego żołnierze uczestniczyli w pielgrzymce.

    Sanktuarium w Lourdes jest też miejscem narodzin ogólnoświatowego ruchu osób niepełnosprawnych „Wiara i Światło”, założonego przez Jeana Vaniera wraz z Marie-Helene Mathieu. Powstał on podczas pierwszej międzynarodowej pielgrzymki osób niepełnosprawnych umysłowo, ich rodzin i przyjaciół do sanktuarium Matki Bożej w Lourdes na Wielkanoc 1971 roku.

    „Droga jubileuszowa”

    Ordynariusz Tarbes-Lourdes podkreśla, że obchody tegorocznego Roku Jubileuszowego zostały organizowane w perspektywie nowej ewangelizacji. „Sanktuaria i pielgrzymki zajmują obecnie ważne miejsce w życiu religijnym, szczególnie osób bardzo oddalonych od codziennych praktyk religijnych. Sanktuaria są miejscem cichej ewangelizacji” – zauważa bp Jacques Perrier. Na temat atrakcyjności sanktuariów dyskutowali uczestnicy Kongresu Maryjnego i Mariologicznego, jaki odbył się w Lourdes w dniach 4-8 września 2008 r. pod hasłem „Objawienia Matki Bożej: między historią, wiarą i teologią”.

    Bogaty kalendarz Roku Jubileuszowego obejmował też m.in. sympozjum nt. aktualności orędzia z Lourdes dziś i w przyszłości, Festiwal Muzyki Sakralnej i jubileuszową 50. Międzynarodową Pielgrzymkę Wojskową. Przez cały rok są tam również przyjmowane pielgrzymki narodowe, m.in. francuska, portugalska, tamilska, cygańska i pielgrzymka anglofonów.

    Chorzy przybywający do Lourdes mogą przejść „drogę jubileuszową”. Rozpoczyna się ona przy chrzcielnicy w kościele parafialnym, gdzie została ochrzczona Bernadeta Soubirous, aby uświadomić sobie, że przede wszystkim była ona chrześcijanką, a nie wizjonerką. Następnymi etapami drogi są: ubogie domostwo rodziny Soubirous, co pomoże w zrozumieniu Bożych wyborów, oraz grota Massabielska, gdzie można przypomnieć sobie treść objawień lourdzkich, wzywających do pokuty za grzeszników i potwierdzających niepokalane poczęcie Maryi. „Droga jubileuszowa kończy się w kaplicy hospicjum, gdzie Bernadeta przyjęła I Komunię św., co oznacza, że cały szlak prowadzi od chrztu do Eucharystii” – wyjaśnia bp Perrier.

    Z okazji jubileuszu br. Jean-Paul Lécot skomponował mszę. Natomiast o. Ivan Rupnik wykonał mozaiki na fasadzie bazyliki Matki Bożej Różańcowej, przedstawiające tajemnice światła.

    Pielgrzymom przybywającym do Lourdes na stałe posługuje 30 kapelanów, pochodzących z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych, a także siostry z pięciu zgromadzeń i jednego stowarzyszenia świeckich. Wspomaga ich niemal 300 stałych i ponad 100 sezonowych pracowników świeckich oraz ok. 7 tys. wolontariuszy. Roczny budżet sanktuarium wynosi 18 mln euro (ok. 90 mln zł), z których 90 proc. pochodzi z ofiar pielgrzymów, darowizn i spadków.

    Lourdes należy na najliczniej odwiedzanych sanktuariów maryjnych w Europie. Corocznie przybywa tam 6 mln osób z całego świata (w okresie od marca do października). W obecnym Roku Jubileuszowym spodziewanych jest ponad 8 mln pielgrzymów.

    Na 52 hektarach w sanktuarium znajdują się 22 miejsca kultu. Do najczęściej odwiedzanych należą: grota, górujące nad nią bazylika Niepokalanego Poczęcia i bazylika Różańcowa, oraz podziemna bazylika św. Piusa X. Tę ostatnią poświęcił w 1958 r. legat papieski kard. Angelo Giuseppe Roncalli, który kilka miesięcy później został papieżem. Wymagane przez liturgię trzy okrążenia świątyni wykonał w odkrytym samochodzie. Gdy dziennikarze poprosili go o kilka słów do Francuzów, bez wahania powtórzył słowa Matki Bożej: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”.

    KAI/Aleteia.pl

    _________________________________________________________________________

    Rzeźbiarz Matki Bożej

    Dla wielu naszych rodaków przybywających do Lourdes miłym zaskoczeniem jest wiadomość, że cudowna figura Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, przed którą już od 140 lat modlą się miliony pielgrzymów, jest dziełem polskiego artysty. Pisał już na ten temat w obszernym artykule Bolesław Żynda w “Przewodniku Katolickim” z 9 lutego 1958 roku. Józef Hugo Fabisch pochodził z polskiej i chrześcijańskiej rodziny. Od rodziców otrzymał w spadku to, co najważniejsze – głęboką wiarę oraz szlachetne i wrażliwe na piękno i dobro serce słowiańskie. Jego matka, Franciszka Agata z domu Salon, urodziła się już we Francji (14 marca 1782 roku), w Eguilles (ujście Rodanu), natomiast ojciec, Karol Fabiś, przyszedł na świat 4 listopada 1759 roku w Andrychowie koło Wadowic. Jak wielu mieszkańców tej miejscowości, z zawodu był tkaczem. Po przybyciu do Francji kontynuuje swój zawód, prowadząc zakład tkacki w Aix-en-Provence. W tym mieście, 19 marca 1812 roku, urodził się im syn Józef.
    Nazwisko Fabiś z różnych względów, między innymi ze względu na trudność poprawnego wymawiania przez Francuzów, było przekształcane na Fabish i Fabisch… Sam artysta, jak wynika z dokumentów i listów, podpisywał się Fabisch.

    Czas wzrastania i poszukiwań

    Jak każdy dobry ojciec, Karol Fabiś pragnął wyuczyć syna zawodu, który sam wykonywał i przekazać mu to, co miał najlepszego – dorobek swego życia, warsztat tkacki.
    Jednak, widząc wielkie zdolności artystyczne syna, uszanował jego zamiłowanie i posłał go do miejscowej Szkoły Sztuk Pięknych. Po jej ukończeniu Fabisch podejmuje pracę, najpierw na miejscu, w Aix-en-Provence, a później jako profesor rysunków w liceum i Szkole Sztuk Pięknych w Saint-Etienne.
    Przełomowym momentem w jego życiu była podróż do Włoch, zwłaszcza do Rzymu i Florencji, podczas której odkrył swoje powołanie rzeźbiarza.
    W 1843 roku wystawia swoją pierwszą pracę “Magnificat”, która obecnie znajduje się w kościele Demi-Lune pod Lyonem. Wkrótce potem (1845) dostaje nominację na profesora rzeźby w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Lyonie.
    Jego bardzo liczne dzieła, wystawiane i nagradzane między innymi w Lyonie i Paryżu, można znaleźć przede wszystkim w kościołach Francji i poza jej granicami. W samym Lyonie mamy całą kolekcję jego rzeźb. Figury Fabischa, przedstawiające zwłaszcza Matkę Bożą, znajdujemy na przykład w takich kościołach Lyonu, jak św. Wincentego, św. Franciszka Salezego, św. Nizier, w kościele Szpitala Miejskiego, w kościele św. Polikarpa. Jego dziełem są figura Serca Jezusa Matki Bożej i główny ołtarz, a w katedrze: dwa ołtarze z płaskorzeźbami.
    W 1850 roku wygrywa konkurs wśród 32 artystów na figurę Matki Bożej, która umieszczona na wieży bazyliki Fourviére do dzisiaj góruje i czuwa nad Lyonem. To dzieło przynosi jemu największą sławę, tak za swój charakter monumentalny, jak i za zmysł religijny, z którego czerpał natchnienie.

    Nawet nagana jest pochwałą

    Jego dzieła są oceniane przez krytyków za godne mistrzów starożytnych, średniowiecznych i renesansu. W 1860 roku zostaje wybrany członkiem Akademii Nauk, Literatury i Sztuki w Lyonie. Ojciec Święty Leon XIII za całokształt twórczości religijnej ustanawia go Kawalerem Orderu Grzegorza Wielkiego.
    Jedyna nagana, jaka go spotkała, była związana z wykonaniem Muz na zamówienie rządu francuskiego. Przesiąknięty duchem laickim i wrogo nastawiony do Kościoła minister sztuk pięknych, oglądając gotowe rzeźby, z oburzeniem powiedział: “Nawet jego Muzy są klerykalne”. To powiedzenie zachwyciło ks. Peyramale, proboszcza Lourdes: “Muzy klerykalne! To najwznioślejszy sposób oceny i najpiękniejsza pochwała artysty”. Dlatego już 19 sierpnia 1863 r. pisze do swego biskupa Laurence w Tarbess: “Ta figura będzie arcydziełem z punktu widzenia sztuki i jednocześnie będzie przedstawiała Niepokalaną Dziewicę tak, jak Bernadetta Ją widziała”.
    Nie bez znaczenia przy wyborze Fabischa był też fakt, że to on właśnie wykonał piękną figurę Matki Bożej z La Salette i przy tej okazji rozmawiał z dziećmi, którym się Maryja ukazała. Posiadał więc ważne doświadczenie, jak to dzieło wykonać.
    Biskup Laurence z wielkim zadowoleniem przyjął wiadomość, że Józef Fabisch został wskazany przez fundatorki, panie Lacour, na wykonawcę figury Matki Bożej w Lourdes i kandydaturę tę bardzo chętnie zatwierdził.
    17 września 1863 roku przyjechał do Lourdes Józef Fabisch, aby samemu zobaczyć to cudowne miejsce i osobiście od Bernadetty dowiedzieć się, jak wyglądała Najświętsza Dziewica, której figurę miał wykonać. Bernadetta bardzo dokładnie przedstawiła, jak Maryja była ubrana, a nasz genialny artysta w sposób idealny na zawsze to utrwalił w białym, najczystszym kararyjskim marmurze.

    Spełnia wszelkie kryteria oceny

    Natychmiast po poświęceniu figury Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, ksiądz kan. M. Fourcade, sekretarz generalny biskupstwa w Tarbes pisze: “Figura jest wspaniała. Przedstawia wiernie w najdrobniejszych szczegółach moment, w którym Najświętsza Maryja Panna wypowiada słowa: “Jestem Niepokalane Poczęcie””.
    Nieco później Norbert Caste-ret, specjalista w tej dziedzinie, okiem znawcy oceni samo artystyczne wykonanie rzeźby: “Suknia, umarszczona wokół szyi i przepasana w talii, jest arcydziełem delikatności, a biały welon, zarzucony na głowę i obejmujący niemal całą postać, jest tak lekki, że zdaje się najsłabszy wietrzyk będzie nim powiewał”.
    Podobna była też opinia ks. Blanca, według którego Józef Fabisch w tym wypadku przeszedł samego siebie, wykonując, jak to tylko jest możliwie wiernie i jednocześnie zgodnie z regułami sztuki, najsłynniejszą figurę Maryi, jako Niepokalanego Poczęcia, zwanej powszechnie Matką Bożą z Lourdes.
    Dla nas i dla milionów pielgrzymów, którzy już od 140 lat przed figurą Najświętszej Dziewicy nieustannie się modlą i zawsze zostają wysłuchani, ta figura to przede wszystkim święta ikona w rzeźbie, widoczny i prawdziwy znak obecności Tej, która jako Matka Chrystusa i nasza Matka gromadzi nas przy sobie.

    ks. Jan Robakowski/Przewodnik Katolicki

    _________________________________________________________________________

    Zapomniany twórca figury Matki Bożej z Lourdes

    Figura Matki Bożej z Lourdes

    Próżno szukać o nim informacji w polskich encyklopediach i słownikach. Zwraca na niego uwagę dopiero napisany w języku polskim przez Agatę i Zbigniewa Judyckich, a przetłumaczony na język francuski przez Ryszarda Zienkiewicza słownik biograficzny zatytułowany Polacy we Francji. W notatce na 62 stronie (bez wizerunku postaci) zaznaczono, iż Fabisch Józef Hugo, rzeźbiarz (19 marca 1812, Aix-en-Provence – 7 września, Lyon) (…) wyrzeźbił sławną statuę Matki Bożej do groty w Lourdes.
    Kim był?
    Niemiecki Allgemeines Lexicon der Bildenden Künstler von der Antike bis zur Gegenwart Begründet von Ulrich Thieme und Felix Becker podaje, że Józef Hugo Fabisch, który urodził się w Aix-en-Provence, tam ukończył Akademię Sztuk Pięknych jako uczeń Simona Saint-Jeana. Później był nauczycielem w Akademii Sztuk Pięknych w Lyonie. Z licznych jego prac leksykon wymienia m.in.: marmurowy posąg Joanny d’Arc jako dziecka (1845), grupę w marmurze Jezus u Marii i Marty (1850) do kościoła Hotel-Dieu w Lyonie, ogromny posąg Najświętszej Maryi Panny w wieży kaplicy Fourviére w Lyonie, przeznaczony do kaplicy w Neuilly posąg Marii Magdaleny, wystawiony w Salonie w Paryżu w 1853 r., a w roku następnym w Salonie w Lyonie i potem jeszcze w Paryżu (1855), medaliony w brązie Ludwika XIII, Henryka IV, Ludwika XIV, Anny Austriaczki, kamienne figury przedstawiające Sprawiedliwość i Prawdę oraz Herkulesa na fasadę ratusza w Lyonie, marmurową grupę Assunta do kościoła św. Franciszka w Lyonie, a w muzeum w Havre figurę Rebeka, wystawianą w paryskim Salonie w 1861 r.
    W 1864 r. została ukończona statua Najświętszej Maryi Panny, umieszczona w grocie w Lourdes (pierwotnie ustawiona w krypcie bazyliki). W następnym roku w krypcie bazyliki w Lourdes stanęła grupa kamienna, przedstawiająca św. Dominika, otrzymującego wieniec z róż.
    Józef Hugo Fabisz (obok wersji niemieckiej: „Fabisch” istnieje też wersja francuska – „Fabiche”) jest także autorem rozprawy De la Dignité de l’art. (O godności sztuki), przechowywanej w Akademii w Lyonie.
    Brakuje informacji o jego rodzinie: – tej, z której pochodził, i którą założył. Data jego urodzin (1812 r.) jest ważna w naszych dziejach, a i miejsce urodzin – Aix-en-Provence (Francja) zdaje się wskazywać, że ojciec był prawdopodobnie polskim żołnierzem napoleońskim i emigrantem.
    W dorobku artystycznym Józefa Fabisza zwraca uwagę koncentracja na tematach religijnych i portretach, co pośrednio świadczy o tym, co go najbardziej interesowało, ale i kim byli zamawiający u niego prace. Nie bez znaczenia jest wybór trudnego materiału, jakim jest marmur. Z kolei o wartości estetycznej jego dorobku świadczą odznaczenia: złoty medal za Rebekę i Order Grzegorza Wielkiego.
    Statuę Matki Bożej do bazyliki w Lourdes wykonał z marmuru kararyjskiego, chociaż w 1813 r. istniały już trzy dokumenty potwierdzające eksploatację miejscowych złóż piaskowca, marmuru, łupku i wapienia.
    Na podkreślenie zasługuje również wielka aktywność artystyczna Józefa Fabisza. Niemiecki leksykon wymienia najważniejsze jego rzeźby, a zatem były także inne, o mniejszym znaczeniu. Pamiętając o jego oddaniu się pracy dydaktycznej, należy dostrzec w tym dowód nie tylko pracowitości, ale i umiłowania zawodu.
    Józef Fabisz w pełni zasługuje na przypomnienie w ponad 100 lat po śmierci i w związku z 140. rocznicą istnienia figury Matki Bożej w Lourdes. Ten obowiązek spoczywa przede wszystkim na nas, rodakach, szczególnie na emigracji, zwłaszcza w Lyonie, gdzie są dokumenty jego działalności i ślady pobytu, i gdzie prawdopodobnie żyją także jego potomkowie. Tymczasem przynajmniej w przewodnikach po Lourdes należałoby zamieszczać wzmiankę o Józefie Fabiszu jako twórcy statuy, by w ten sposób ocalić go od zapomnienia.

    Barbara Kubicka-Czekaj/Tygodnik Niedziela

    _________________________________________________________________

    Figura Maryi w grocie Massabielle – polski akcent

    sanktuarium w Lourdes

    Grota Massabielle, fot. Brunner Emmanuel, Manu25, wikimedia

    ***

    Niedawno w słynnym sanktuarium Maryjnym w Lourdes, u stóp Pirenejów, z okazji Światowego Dnia Chorego zgromadziły się rzesze pielgrzymów. Każdego roku to miejsce nawiedzają miliony ludzi, a wśród nich wielu pielgrzymów z Polski. Przybysze kierują swoje kroki również do groty Massabielle, w której Bernadecie Soubirous osiemnaście razy objawiała się Maryja w 1858 r. Być może jednak wielu pątnikom znad Wisły nie do końca znany jest fakt, że figura Maryi znajdująca się w grocie jest dziełem Józefa Hugona Fabisia – urodzonego we Francji potomka polskiego imigranta.

    Józef Hugo Fabiś (fr. Joseph-Hugues Fabisch lub Fabiche) nie jest postacią dobrze znaną w Polsce. Jego nazwiska raczej nie znajdziemy w wielu encyklopediach. Niemniej zapisał się trwale w dzieje sanktuarium w Lourdes. W związku z tym warto przytoczyć najważniejsze fakty dotyczące jego pochodzenia, życia oraz pracy nad słynną dziś na całym świecie figurą Maryi. Jedną z przyczyn wyboru właśnie jego jako autora rzeźby było dość nietypowe zdarzenie.

    Joseph-Hugues Fabisch,

    wikimedia fr (domena publiczna)

    ***

    Z ziemi polskiej do Francji

    Ojciec Józefa Hugona – Karol Fabiś – urodził się w Andrychowie koło Wadowic 4 listopada 1759 r. Matka artysty – Franciszka Agata z domu Salon – przyszła na świat już we Francji; miało to miejsce 14 marca 1782 r. w Eguilles (ujście Rodanu). Karol Fabiś był tkaczem i w tym zawodzie działał również po przybyciu nad Sekwanę. 19 marca 1812 r., w Aix-en-Provence, gdzie mieścił się zakład tkacki Karola i Franciszki Agaty, urodził się właśnie Józef Hugon, któremu rodzice od dzieciństwa wpajali wrażliwość na piękno i dobro oraz wiarę katolicką i polskie tradycje. To wszystko miało później istotny wpływ na jego twórczość artystyczną. Józef tworzył jako Fabisch (lub Fabiche), gdyż Francuzi mieli problem z poprawną wymową polskiego nazwiska.

    Nie tkacz, lecz artysta

    Karol Fabiś jak wielu ojców miał wielkie marzenie, żeby syn zastąpił go kiedyś w wykonywanym zawodzie. Jak to się jednak często zdarza wśród dzieci i młodych ludzi, Józef Hugon miał inne zainteresowania niż rodzice, które zostały ostatecznie przez nich zaakceptowane. Po ukończeniu Szkoły Sztuk Pięknych młody artysta znalazł pracę w rodzinnej miejscowości, którą jednak opuścił obejmując stanowisko profesora w Saint-Etienne.

    Wśród jego zamiłowań artystycznych na pierwsze miejsce wysunęła się w końcu rzeźba. Na taki kierunek rozwoju zainteresowań duży wpływ miała podróż Józefa do Włoch, gdzie zafascynował się dziełami dłuta wybitnych artystów renesansu.

    Pierwszym dziełem Fabischa był „Magnificat”, które możemy podziwiać współcześnie w kościele Demi-Lune pod Lyonem. Generalnie rzecz ujmując liczne prace potomka polskiego imigranta były nagradzane i wystawiane w głównych ośrodkach Francji, jak Paryż czy Lyon. To właśnie w tym drugim mieście, gdzie od 1845 r. pracował, znajdziemy bodaj najwięcej dzieł Józefa Hugona, rozsianych po różnych kościołach. Chyba najsławniejszym z nich jest figura Matki Bożej z wieży bazyliki Fourviére. Ta monumentalna rzeźba została wybrana spośród prac 32 artystów, zgłoszonych do konkursu.

    Maryja z bazyliki Fourvière – rzeźba autorstwa Fabischa, fot. wikimedia fr (domena publiczna)

    ***

    Nagana, będąca… pochwałą, u początków figury z Massabielle

    Fabisch spotykał się z powszechnym uznaniem (papież Leon XIII ustanowił go nawet Kawalerem Orderu Grzegorza Wielkiego), choć w 1860 r. musiał się zmierzyć z naganą i to nie byle kogo, bo samego francuskiego ministra sztuk pięknych. Fabisch wykonał na zamówienie rządu kilka rzeźb przedstawiających muzy, jednak gdy ujrzał je wspomniany minister, zdeklarowany antyklerykał, miał podobno powiedzieć:

    Nawet jego muzy są klerykalne!

    Co dla jednego było naganą, dla kogoś innego stało się inspiracją. Ówczesny proboszcz parafii w Lourdes, ks. Peyramale, zachwycił się tą naganą i uznał ją za najwyższą pochwałę:

    Muzy klerykalne! To najwznioślejszy sposób oceny i najpiękniejsza pochwała artysty.

    W sierpniu 1863 r. proboszcz Lourdes napisał do miejscowego biskupa wskazując osobę Fabischa, który zdawał się być idealnym kandydatem do wykonania figury Maryi. Miał też niebagatelne doświadczenie w rzeźbieniu podobizn Maryi, gdyż była ona jego ulubionym motywem w pracy artystycznej. Stworzył już w tej materii kilka arcydzieł jak wspomniana Maryja z Lyonu oraz rzeźba Matki Boskiej wykonana dla innego sanktuarium francuskiego – w La Salette.

    Wykonać niewykonalne

    Prócz ks. Peyramale również fundatorki figury, panie Lacour, opowiedziały się za kandydaturą Fabischa, którą biskup Laurence zatwierdził z radością. Józef Hugo Fabisch przybył do Lourdes i m.in. na podstawie rozmów z Bernadetą zebrał potrzebne informacje do stworzenia dzieła, które zdawało się niewykonalne: jak z pomocą ludzkich narzędzi wyrzeźbić podobiznę Maryi, z całym jej ponadnaturalnym pięknem. Artysta na potrzeby swojego dzieła wykorzystał najczystszy kararyjski marmur.

    Bernadeta Soubirous w grocie Massabielle (zdjęcie z 1863)

    wikimedia (domena publiczna)

    ***

    I stało się – Józef Fabisch wykonał jedno ze swoich najwspanialszych dzieł, które znalazło uznanie wśród przedstawicieli Kościoła i znawców sztuki. Można powiedzieć, że powstała rzeźba paradoksalna, gdyż w możliwie najdoskonalszy sposób mistrz połączył w niej elementy i prawidła artystycznego fachu z czymś pozaziemskich i absolutnie niezwykłym.

    Odwiedzając grotę Massabielle warto chociaż przez chwilę pomyśleć o polskim artyście, który wpisując się w Maryjny nurt narodu polskiego stworzył to cudne dzieło dla największego francuskiego sanktuarium. Warto też westchnąć w jego intencji do Tej, której tak wspaniałą podobiznę stworzył.

    W Lourdes znajduje się dom Polskiej Misji Katolickiej, gdzie można się zatrzymać i wybrać do pobliskiego sanktuarium.

    Artur Hanulainformacje z Przewodnika katolickiego i Tygodnika Niedziela

    __________________________________________________________________________

    Objawienia w Lourdes - gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości - zdjęcie
    fot. © Manuel González Olaecheay Franco via Wikipedia, CC BY-SA 3.0

    ***

    Objawienia w Lourdes – gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości.

         W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miej scach j ak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed “mądrymi i roztropnymi” – czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast “zostaje objawione prostaczkom” – czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: “Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

    Historia objawień

         Święta Bernadetta Soubirous przychodzi na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous. W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musi opuścić młyn w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania w Lourdes. Ich sytuacja materialna pogarsza się wtedy jeszcze bardziej. Ojciec i matka pracują jako najemni robotnicy. Bernadetta zastępuje ich w domu i opiekuje się młodszym rodzeństwem – siostrą Antosią oraz braćmi Janem-Marią i Justynem. Z tego powodu nie chodzi do szkoły i nie przygotowuje się do Pierwszej Komunii św.

         W 1855 r. epidemia cholery dociera do Lourdes. Umiera wielu ludzi. Zaraża się również jedenastoletnia Bernadetta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm – dziewczynka nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia. Na początku września 1857 r. rodzice wysyłają Bernadettę do rodziny Avarantów w pobliskiej wiosce Bertres, aby pomagała tam w pasieniu owiec.

         Wkrótce podejmuj decyzję o jej powrocie do Lourdes. Bernadetta wraca 21 stycznia 1858 r. i rozpoczyna przygotowanie do Pierwszej Komunii św. oraz naukę w szkole podstawowej, którą prowadziły siostry z Nevers. W krótkim czasie Bernadetta nauczyła się płynnie pisać i czytać. Kiedy wracała ze szkoły, pomagała matce w pracach domowych i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Bernadetta wychowywała się w atmosferze prostej i szczerej pobożności swoich rodziców, którzy codziennie modlili się razem z dziećmi. Przejęła od nich skarb żywej wiary i dziecięcego zaufania Bogu.

    Przełomowy dzień

         11 lutego 1858 r. Bernadetta razem z siostrą Antonią i sąsiadką Joanną wybrały się nad rzekę Gave, aby nazbierać suchych gałęzi do palenia w piecu. Kiedy podeszły do groty, nad którą wznosiła się skała, nazywana Massabielle, musiały przeprawić się przez przepływający tam strumień lodowatej wody. Po ściągnięciu butów Bernadetta zdejmowała pończochy, gdy nagle usłyszała dziwny szum wiatru. “Spojrzałam w stronę groty – pisała potem – i zobaczyłam, że z jej wnętrza wypłynął złocisty obłok, a tuż za nim wyszła tak niezwykle piękna Pani, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Miała białą szatę, welon także biały, błękitny pasek i żółte róże na stopach. Od razu popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i pokazała mi, bym podeszła do Niej, jak gdyby była moją matką. Cały mój strach zniknął, ale wydawało mi się, że straciłam świadomość tego, gdzie jestem. Przecierałam oczy, zamykałam je, otwierałam, lecz Pani wciąż stała na tym samym miejscu, dalej uśmiechając się do mnie – aż zrozumiałam, że to wszystko nie jest złudzeniem. Nie myśląc o tym, co robię, wzięłam w ręce swój różaniec i uklękłam. Pani skinęła głową na znak aprobaty i sama także wzięła do rąk różaniec, który miała przewieszony przez prawe ramię. Kiedy chciałam zacząć odmawiać różaniec i próbowałam podnieść dłoń do czoła, rękę miałam jakby sparaliżowaną – i dopiero kiedy Pani się przeżegnała, ja mogłam zrobić to samo. Jednak modliłam się sama, a Pani tylko przesuwała paciorki różańca w palcach, nie mówiąc nic. Dopiero na końcu każdej dziesiątki różańca odmawiała ze mną Chwała Ojcu… Kiedy skończyłam, dała mi znak, abym się do niej zbliżyła, ale się nie ośmieliłam. Wtedy nagle znikła”.

         Kiedy dziewczynki zobaczyły klęczącą Bernadettę, zaczęły się z niej wyśmiewać, mówiąc, że jest głupią dewotką. Jednak po chwili zrozumiały, że coś musiało się stać, i dlatego uporczywie dopytywały się swej koleżanki, co to było. Początkowo Bernadetta nic im nie chciała powiedzieć, ale w końcu uległa; opowiedziała swym towarzyszkom o ukazaniu się tajemniczej Pani, prosząc je o zachowanie całkowitej tajemnicy. Jednak po powrocie do domu dziewczynki szybko wszystko wypaplały, a Bernadetta musiała w szczegółach opowiedzieć matce o swym tajemniczym widzeniu. Matka skrzyczała ją za to, twierdząc, że są to tylko przywidzenia, i zakazała jej chodzenia do groty.

    “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie”…

         Spotkanie z tajemniczą piękną Panią, która wyglądała na młodą dziewczynę w wieku szesnastu lub siedemnastu lat, było dla Bernadetty tak wielkim przeżyciem, że od tamtej pory odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby jak najszybciej iść do groty na kolejne widzenie. Matka jednak kategorycznie zabraniała jej tego. Dopiero w niedzielę 14 lutego po Mszy św. uległa usilnym prośbom córki i wyraziła zgodę. Bernadetta razem z dwiema koleżankami natychmiast wyruszyły do groty Messabielle. Były uzbrojone w różańce oraz w butelkę ze święconą wodą. Chciały tajemniczą postać pokropić wodą święconą i w ten sposób sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem jakaś pułapka złego ducha. Po drodze przyłączyły się do nich jeszcze inne dziewczynki. Bernadetta doszła pierwsza do groty i od razu uklękła do modlitwy różańcowej. “Zaledwie skończyłam pierwszy dziesiątek – pisze – ujrzałam tę samą Panią. Natychmiast zaczęłam kropić ją wodą święconą, mówiąc, aby została, jeśli przychodzi od Boga, a jeśli nie – aby odeszła. Równocześnie przyspieszyłam kropienie wodą. Pani uśmiechnęła się do mnie i pochyliła głowę. Im więcej kropiłam, tym bardziej uśmiechała się i potakiwała głową. (…) Kiedy skończyłam różaniec, postać znikła”. Trzeba podkreślić fakt, że tylko sama Bernadetta widziała objawiającą się Postać. W czasie widzenia była w ekstazie, cała pochłonięta tym, co widzi, jakby oderwana od rzeczywistości, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.

         Po powrocie do domu Bernadetta usłyszała od matki, że już nigdy nie będzie jej wolno pójść do groty Massabielle. Wpływowa i bogata mieszkanka Lourdes, pani Peyret, trawiona wielką ciekawością, wymogła jednak na matce Bernadetty, aby ta zgodziła się na pójście swej córki na miejsce objawień. 18 lutego, w piątek, po porannej Mszy św. Bernadetta razem z paniami Peyret i Millet wyruszyły do Massabielle. Piękna Pani ponownie objawiła się i prosiła widzącą: “Czy będziesz uprzejma przychodzić tu przez piętnaście dni?”. Dziewczynka odpowiedziała, że z radością spełni Jej prośbę – i wtedy usłyszała: “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”.

         W czasie czwartego i piątego objawienia (19 i 20 lutego) Bernadetcie towarzyszyła dosyć duża gromadka ludzi. 20 lutego Maryja nauczyła ją modlitwy, którą Bernadetta odmawiała codziennie przez całe życie, ale jej tekstu nikomu nie przekazała. Podczas szóstego objawienia (21 lutego) Matka Boża prosiła o modlitwę za grzeszników. Wtedy też niewierzący lekarz, dr Dozous, chciał “zdemaskować oszustwo” – i dlatego postanowił zbadać dziewczynkę podczas ekstazy. Został głęboko poruszony jej zachowaniem i doświadczył obecności wielkiej tajemnicy. Od tego momentu rozpoczął się proces jego nawracania się. W swoim oświadczeniu dr Dozous stwierdził, że podczas ekstazy twarz Bernadetty stawała się nieziemsko piękna. Oznaczało to, że dziewczynka nawiązywała z kimś autentyczny kontakt. Podczas swych widzeń miała regularny puls, swobodny oddech i absolutnie nic nie wskazywało na jej nerwowe podniecenie.

    Wezwanie do pokuty i nawrócenia

         Ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło przybywać na miejsce objawień, władze bardzo się zaniepokoiły i próbowały przez zastraszanie i przesłuchania zabronić Bernadetcie przychodzenia do groty. Podczas siódmego objawienia (23 lutego) Maryja przekazała dziewczynce “trzy tajemnice” – dotyczące wyłącznie jej osoby – których Bernadetta nigdy nikomu nie wyjawiła. Matka Boża prosiła ją też o przekazanie księdzu proboszczowi prośby, aby wybudował kaplicę w miejscu objawień. Ksiądz Peyramale nie wierzył jednak w prawdziwość objawień i dlatego poprosił o czytelny znak – aby Bernadetta zapytała piękną Panią, jakie ma imię, gdyż on, jak powiedział, nie ma zwyczaju wierzyć tajemniczym nieznajomym. A jeśli zjawa nie powie, kim jest, to będzie wg niego oznaczało, że jest oszustką albo że Bernadetta ma halucynacje.

         Podczas ósmego objawienia Matka Boża przekazała orędzie wzywające do pokuty i nawrócenia oraz do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Mówiła: “Pokutujcie i módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników”. Następnego dnia (25 lutego) Maryja wskazała Bernadetcie miejsce na ziemi w grocie i kazała jej “napić się z tego zdroju, a potem się w nim obmyć”. A ponieważ nie było tam żadnego źródła, zaskoczona dziewczynka zaczęła rozgrzebywac ziemię i po chwili zauważyła wypływającą wodę. Nabrała więc dłońmi mulistej cieczy, napiła się jej, a następnie obmyła nią twarz, przez co pobrudziła ją sobie całą błotem. Wkrótce z tego miejsca zaczął płynąć wartki strumień krystalicznej wody. Wiadomość o źródle, które wytrysnęło w grocie, szybko rozeszła się po okolicy. Woda z tego źródła stała się znakiem uzdrawiającej łaski Bożej. Świadczą o tym tysiące uzdrowień niewytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia.

    Pierwsze cudowne uzdrowienia

         Następnego dnia Maryja nie objawiła się Bernadetcie, za to przy grocie wydarzył się pierwszy cud. Kamieniarz Luis Bouriette od dwudziestu lat nie widział na prawe oko, które zostało mu wybite podczas wypadku przy pracy. Żarliwie modlił się przed grotą Massabielle i kilkakrotnie przemył oczy wodą ze źródła. Wtedy stał się cud: jego prawe oko zostało na nowo stworzone, a Luis odzyskał zdolność widzenia.

         Drugie cudowne uzdrowienie nastąpiło 1 marca. Katarzyna Latapie po ciężkim wypadku i skomplikowanym złamaniu nie mogła otworzyć dłoni. Po modlitwie i zanurzeniu dłoni w źródle jej ręka powróciła do stanu przed wypadkiem.

         Woda ze źródła w grocie Massabielle stała się znakiem Bożego działania. W pobliżu pobudowano specjalne baseny, w których każdego roku, po modlitwie, zanurza się setki tysięcy chorych. Następują tam wtedy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. Badania wykazały, że jest to normalna woda, że nie ma ona żadnych właściwości antyseptycznych czy antybakteryjnych. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania przez kąpiel albo picie zanieczyszczonej wody z tych basenów, w których wcześniej zanurzono tysiące ludzi cierpiących na różne choroby. Jest to dla nauki wielka lekcja pokory wobec Bożej strategii działania, które wymyka się wszelkim laboratoryjnym badaniom i analizom. Nie jest to jakaś woda “magiczna”, ale zanurzenie się w niej, napicie się jej czy obmycie się nią ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Wtedy woda z Lourdes staje się znakiem, poprzez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych.

         Podczas objawień 27 lutego przed grotą zgromadziło się około 1000 ludzi. Z każdym dniem było ich coraz więcej. 3 marca zebrało się około 4000 osób, a 4 marca było ich już blisko 8000. Wśród nich znajdowali się dziennikarze lokalnych czasopism, w których niezadługo ukazały się artykuły pełne kpin i ironii. Teksty te stały się głównym źródłem informacji dla dzienników z Paryża i innych wielkich miast francuskich. Tylko artykuły Romana Capdevielle’a, znakomitego redaktora Memoriał des Pyrenees, przedstawiały w sposób bezstronny, wyważony oraz obiektywny fakty z groty Massabielle.

         Tego samego dnia, po skończonym objawieniu przy grocie, Bernadetta wracała do domu. Przy drodze spotkała niewidomą dziewczynę, Eugenię Troy, dotkniętą nowotworem rakowatym oczu, którą serdecznie uściskała i ucałowała, a następnie poprosiła ją, aby obmyła się wodą ze źródła z groty Massabielle. Kiedy Eugenia to uczyniła, została natychmiast uzdrowiona. Wieść o tym cudzie rozeszła się naokoło lotem błyskawicy.

    “Jestem Niepokalanym Poczęciem”

         W święto Zwiastowania, 25 marca, w nocy Bernadetta czuje nagle silne wewnętrzne przynaglenie, dlatego już o godzinie 5 rano udaje się do groty, razem ze swoimi rodzicami. Było jeszcze ciemno i panowała głęboka cisza, ale w miejscu objawień zgromadziła się już duża grupa ludzi, a wśród nich komisarz Jacomet. W czasie modlitwy różańcowej Bernadetcie objawia się piękna Pani. Podczas wcześniejszych objawień dziewczynka wielokrotnie pytała Ją o imię, ale w odpowiedzi otrzymywała tylko uśmiech. Tym razem ponownie zapytała zjawę, kim jest, i wtedy otrzymała długo oczekiwaną odpowiedź: “Jestem Niepokalanym Poczęciem”. Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię “Niepokalanie Poczęta”, tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła.

         Bernadetta szybko pobiegła do proboszcza Peyramale’a, aby przekazać mu to dziwne imię. Aby go nie zapomnieć, w drodze ciągle powtarzała: “Niepokalanie Poczęta”. Bernadetta nie wiedziała, że 8 grudnia 1854 r. w Bazylice Watykańskiej został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryii Panny. Kiedy proboszcz usłyszał z ust Bernadetty imię “Niepokalanie Poczęta”, z wrażenia aż zaniemówił. Zrozumiał bowiem, że Maryja użyła teologicznie doskonałej formuły, która potwierdzała dogmat ogłoszony cztery lata wcześniej. Maryja jest Niepokalanie Poczętą, ponieważ od momentu swego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, po to by mogła wypełnić misję Matki Zbawiciela. Dopiero wtedy proboszcz zrozumiał, że ma do czynienia z rzeczywistymi objawieniami Matki Bożej, a ta czternastoletnia dziewczynka, w swojej prostocie i niewiedzy, stała się przekazicielką orędzia Niepokalanej Pani dla całego świata. Widzenie 25 marca było przełomowe dla Bernadetty, gdyż dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że ta piękna Pani, która się jej objawia, to Matka Boża, a nie jakaś dusza czyśćcowa czy też halucynacja, jak to niektórzy próbowali jej sugerować.

    Dwa ostatnie objawienia

         7 kwietnia miało miejsce siedemnaste objawienie. Podczas ekstazy Bernadetta nieświadomie przesunęła swą prawą dłoń nad palący się płomień świecy, którą trzymała w lewej ręce. Przez blisko kwadrans płomień przenikał jej przez palce, a mimo to dziewczynka nic nie czuła; na jej dłoni nie pozostał najmniejszy znak oparzenia. Obserwował to wszystko wspomniany wyżej dr Dozous, który po skończonej ekstazie Bernadetty przeprowadził na niej eksperyment: wziął drugą zapaloną świecę i dotknął nią ręki dziewczynki, która natychmiast krzyknęła z bólu i z oburzeniem powiedziała: “Pan mnie parzy!”. Dla dra Dozousa stało się wówczas oczywiste, że ma do czynienia z faktem nadprzyrodzonym, co definitywnie przekonało go o prawdziwości objawień.

         A przy grocie dokonywały się kolejne cudowne uzdrowienia – choćby takie jak to z 2 maja, kiedy to zrozpaczona matka przez 15 minut zanurzała w cudownym źródle swojego umierającego 18-miesięcznego synka. Już następnego dnia dziecko wróciło do pełni zdrowia.

         Nadzwyczajne uzdrowienia zaczęły przyciągać na miejsce objawień tysiące ludzi. Władze chciały jednak za wszelką cenę zatrzymać narastającą falę pielgrzymek i dlatego zamknęły dostęp do groty. Decyzją mera miasta stała się ona nielegalnym miejscem kultu religijnego. Nie poparł jednakże tego zarządzenia biskup i ludzie nadal tłumnie przybywali do Massabielle. Ponadto pielgrzymi zaczęli pisać petycje do ministra do spraw wyznań o odwołanie zarządzenia prefekta. Prócz tego mimo ponawianych gróźb ze strony władz ludzie kilkakrotnie zburzyli ogrodzenie broniące dostępu do groty. Wiele osób zostało z tego powodu osądzonych i skazanych lub ukaranych mandatami. Bernadetta w ogóle nie angażuje się w narastający konflikt pomiędzy ludźmi i władzą.

         Postawa władz radykalnie się zmieniła dopiero w końcu września 1858 r. Wówczas to cesarz Napoleon III, po cudownym uzdrowieniu swojego syna, nakazał otworzenie pielgrzymom dostępu do groty. Jego dziecko wyzdrowiało po napiciu się wody z cudownego źródła i spożyciu ziół pochodzących z Massabielle.

         Tymczasem z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Bernadetta zostaje wysłana 8 maja na dwutygodniowe leczenie do pobliskiego sanatorium w Cauterets. Z wielkim utęsknieniem czekała i przygotowywała się na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej w dniu 12 czerwca 1858 r. Od tamtej chwili przyjmowanie Jezusa w Komunii św. stało się dla niej najważniejszym wydarzeniem i największym źródłem duchowej mocy. 16 lipca 1858 r., w święto Matki Boskiej z góry Karmel, po przyjęciu Komunii św. Bernadetta czuje wewnętrzne przynaglenie, aby udać się do groty na spotkanie z Niepokalaną Dziewicą. Dotarła tam tuż przed zachodem słońca. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się jej po raz ostatni. Bernadetta mówiła, że Maryja wtedy milczała i że była piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

         Warto w tym miejscu odnotować znamienny fakt, że w czasie objawień, od 11 lutego do 16 lipca 1858 r., nie odnotowano w rejonie Lourdes żadnych przestępstw i nikt nie został w tym okresie skazany na karę więzienia.

    Epilog

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes potwierdziły, że nauczanie Kościoła jest prawdą pochodzącą od Boga. 28 lipca 1858 r. ordynariusz Tarbes, bp Laurence, powołał komisję kanoniczną do zbadania prawdziwości objawień. Wielokrotnie przesłuchiwała ona Bemadettę i innych świadków, a także szczegółowo badała wszystkie przypadki cudownych uzdrowień. Po przyjęciu wyników prac komisji, 18 stycznia 1862 r., biskup Laurence wydał dekret uznający nadprzyrodzony charakter objawień w Lourdes. Czytamy w nim: “Uważamy za pewne, że Maryja Niepokalana, Matka Boża, rzeczywiście ukazała się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. i w dniach następnych osiemnaście razy w Grocie Massabielskiej, na peryferiach Lourdes, i że wszystkie te objawienia były prawdziwe. Wierni zatem mogą w nie wierzyć”.

         W roku 1866 Bernadetta wstąpiła do zakonu sióstr miłosierdzia w Nevers i pozostała tam aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1879 r. Lourdes tymczasem stało się jednym z największych sanktuariów w świecie. Obecnie każdego roku przybywa tam około 5 milionów pielgrzymów, aby prosić Maryję o uzdrowienie duszy i ciała. Sługa Boży Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do tego sanktuarium. Jego druga wizyta w Lourdes była zarazem jego ostatnią podróżą zagraniczną. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa: “Oto dotarłem do kresu mojej pielgrzymki”…



    ks. Andrzej Trojanowski TChr/Miesięcznik Miłujcie się!

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DRUGA SOBOTA MIESIĄCA – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VI NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO – O GODZ. 18.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278

    _________________________________________________________________________

    Przychodzę do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz

    Przychodzę do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz
    Bp Wiesław Lechowicz, w którego tarczy herbowej widnieje postać Dobrego Pasterza.
    fot. Joanna Sadowska/Gość Niedzielny

    ***

    Dziś ingres bp. Wiesława Lechowicza do katedry polowej w Warszawie.

    Uroczystość ingresu do katedry polowej Wojska Polskiego bp Wiesława Lechowicza odbędzie się dzisiaj, 12 lutego, o godz. 11.00 z udziałem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Salvatore Pennacchio.

    Wydarzenie będzie transmitowane przez: program 3. Telewizji Polskiej, TVP Polonia oraz stronę katedry polowej i Ordynariatu Polowego.

    W uroczystości weźmie udział delegacja z diecezji tarnowskiej na czele z biskupem tarnowskim Andrzejem Jeżem.

    Bp Wiesław Lechowicz przez 14 lat był biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej, z czego przez 11 lat pełnił funkcję delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej. Do czasu wyboru nowego delegata do spraw emigracji bp Lechowicz nadal będzie pełnił tę funkcję. „Z czasem, gdy nie będę już formalnie odpowiedzialny za Polonię, to ona i tak pozostanie w moim sercu i w moich modlitwach” – stwierdził w rozmowie z Biurem Prasowym KEP bp Lechowicz.

    Nawiązując z kolei do posługi w ordynariacie polowym bp Lechowicz zauważył, że przychodzi “do Ordynariatu Polowego nie jako żołnierz, ale jako biskup, pasterz”. “Moim pierwszym i najważniejszym zadaniem będzie przekazywanie żołnierzom, funkcjonariuszom i ich rodzinom Ewangelii, dzielenie się doświadczeniem Boga” – mówił w rozmowie z Biurem Prasowym KEP bp Lechowicz.

    Bp Wiesław Lechowicz będzie czwartym biskupem polowym od czasu przywrócenia Ordynariatu Polowego przez św. Jana Pawła II, 21 stycznia 1991 r. i szóstym biskupem polowym w historii zinstytucjonalizowanego duszpasterstwa wojskowego w Polsce. Jego dewizą biskupią są słowa In finem diligere (Do końca umiłować).

    Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 19 MARCA 2022

    UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA

    * GODZ. 10.00 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO: SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT KOBIET W PIŚMIE ŚWIĘTYM. ROZWAŻANIE ROZPOCZYNA SIĘ ŚPIEWEM GODZINEK DO CZCI NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    * GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    * MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z III NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU – O GODZ. 18.00

    * PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU POJEDNANIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 20.03.2022

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 14.00 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PONIEDZIAŁEK – 21.03.2022 – KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    * PORADNICTWO RODZINNE OD GODZ. 18.00 – 20.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    ***

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA NA MIESIĄC LUTY 2022

    Intencja ewangelizacyjna:

    MÓDLMY SIĘ W INTENCJI ZAKONNIC I INNYCH KOBIET KONSEKROWANYCH – DZIĘKUJĄC IM ZA ICH MISJĘ I ODWAGĘ – ABY NADAL ODKRYWAŁY NOWE ODPOWIEDZI W OBLICZU WYZWAŃ NASZYCH CZASÓW.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    ***

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    – ZA NASZYCH KAPŁANÓW, ABY DOBRY BÓG UMACNIAŁ ICH W CODZIENNEJ POSŁUDZE ORAZ O NOWE POWOŁANIA DO KAPŁAŃSTWA I ŻYCIA KONSEKROWANEGO.  

    – ZA PAPIEŻA FRANCISZKA, ABY DUCH ŚWIĘTY PROWADZIŁ GO, A ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ STRZEGŁ.

    – BĘDĄC CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI JAK BOLEŚNIE RANIĄ NASZE GRZECHY TWOJE SERCE BOŻA I NASZA MATKO I SERCE TWOJEGO SYNA A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, MODLIMY SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE, ABY ODNAWIAJĄC SWOJE ŚLUBOWANIA WYTRWAŁY NA DRODZE POWOŁANIA I MODLIMY SIĘ ZA OSOBY OBARCZONE CIĘŻKIM KRZYŻEM CIERPIENIA, ABY DZIĘKI BOŻEJ MOCY BYŁO IM DANE JUŻ TERAZ ZOBACZYĆ JAK BARDZO SĄ POTRZEBNI W MISJI RATOWANIA BIEDNYCH GRZESZNIKÓW.

    *** 

    Intencja dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II)

    i św. Moniki: 

    – ROZWAŻAJĄC DROGI ZBAWIENIA W TAJEMNICACH RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO PROSIMY BOŻĄ MATKĘ, KTÓRA JEST RÓWNIEŻ I NASZĄ MATKĄ, ABY WYPRASZAŁA U SYNA SWEGO A PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WŁAŚCIWE DROGI ŻYCIA DLA NASZYCH DZIECI.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Róża nr 1 św.Jana Pawła II

    Róża nr 2 św. Faustyny

    Róża nr 3 bł. ks. Jerzego Popiełuszki

    Róża nr 4 św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Róża nr 5 św. brata Alberta Chmielowskiego

    Róża nr 6 św. Jadwigi

    Róża nr 7 bł. ks Michała Sopoćki

    Róża nr 8 bł. Karoliny Kózkówny

    Róża nr 9 św. Andrzeja Boboli

    Róża nr 10 św. Teresy Benedykta od Krzyża

    Róża nr 11 św. Moniki

    Róża nr 12 bł. męczenników o. Michała i o. Zbigniewa

    Róża nr 13 św. Hiacynty i św. Franciszka

    Róża nr 14 Matki Bożej Częstochowskiej I

    Róża nr 15 Matki Bożej Częstochowskiej II

    Róża nr 16 Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

    Róża nr 17 Matki Bożej Miłosierdzia

    Róża nr 19 Matki Bożej Różańcowej

    Róża nr.18 bł. kard Stefana Wyszyńskiego

    Powstała kolejna 19 Róża Żywego Różańca.

    Na obecny czas wspólnota różańcowa potrzebuje jeszcze jedną osobę, abyśmy mogli modlić się razem we wspólnocie 380 osób.

    W Adwencie zbieraliśmy fundusze na pomoc dla naszych braci chrześcijan w Libanie. Bardzo dziękuję za wspaniałą odpowiedź. Zebraliśmy 3124 funtów brytyjskich, którą przekażemy przez katolicką organizację: Kościół w potrzebie.


    Więcej informacji na temat Żywego Różańca, o Patronach Róż i Tajemnicach Różańcowych można znaleźć na stronie: – https://zr.kosciol.org/roze

    W 2021 r. sekcja polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie zebrała 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan

    W 2021 r. polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie zebrała ponad 12 mln zł na wsparcie prześladowanych chrześcijan. Po Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Libanu trafiło już 950 tys. euro.

    fot. Karol Porwich /Niedziela

    ***

    Organizacja przypomniała, że XIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym poświęcony był wsparciu chrześcijan w Libanie.

    “Pomoc Kościołowi w Potrzebie nauczone doświadczeniem Iraku i Syrii, gdzie wojna i trudna sytuacja ekonomiczna zmusiły do ucieczki setki tysięcy chrześcijan, nie chciało dopuścić, by podobny scenariusz zrealizował się w Libanie.

    “Za każdym razem, gdy obywatel Libanu emigruje, przegrywamy nową bitwę” – powiedział maronicki patriarcha ks. kard. Béchara Boutros Raï.

    Dyrektor sekcji polskiej PKWP ks. prof. Waldemar Cisło poinformował, że organizacja przekazała do Libanu 950 tys. euro. Wyjaśnił, że stowarzyszenie może docierać do potrzebujących dzięki nawiązaniu współpracy z Kościołem maronickim, Kościołem grecko-melchickim i Kościołem chaldejskim.

    Wsparcie dla Libanu w 2021 r. uzupełniły transporty z pomocą humanitarną, możliwe dzięki życzliwości wojska. Wśród produktów było m.in. mleko w proszku, środki czystości i leki. Wśród darczyńców znaleźli się m.in.: Grupa PKP, Polfa Tarchomin, PGD Polska i IŁ Capital.

    Przypomniano, że dzięki pieniądzom z rezerwy premiera i inicjatywie podjętej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu do Libańczyków i do syryjskich uchodźców w Dolinie Bekaa trafiły paczki z żywnością.

    “Udało nam się zawieźć 10 tys. paczek żywnościowych i higienicznych” – wskazał ks. prof. Cisło.

    Poinformował, że w 2021 r. PKWP zebrało ponad 12 mln zł. (PAP)

    Magdalena Gronek/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa różańcowa

    Różaniec

    Różaniec jest jedną z najbardziej popularnych modlitw na świecie. Znany jest – jeśli idzie o formę – od bardzo dawna w religiach Dalekiego Wschodu, w prawosławiu i oczywiście w katolicyzmie. Zwyczaj odmawiania różańców sięga czasów przed narodzeniem Chrystusa. W 1849 r. odkryto wśród ruin starożytnej Niniwy w ręku niewiasty coś w rodzaju różańca. Posążek pochodził z VIII, a może nawet IX w. przed Chrystusem. “Różańce” stosowali powszechnie w Indiach wyznawcy Wisznu i Siwy, także wyznawcy Buddy, lamowie w Tybecie, a nawet mahometanie w Syrii i północnej Afryce.
    Różaniec miał też różne formy. W Chinach np. były nim sznury z węzłami (tzw. sznury mnemotechniczne). Podobną formę miały sznury bramińskie. Najstarsza wzmianka o nich pochodzi z II w. po Chrystusie (księga Athararedd). Różaniec indyjskich siwaitów (czcicieli Siwy) miał formę sznurków z nanizanymi perełkami owocu aksza i składał się z 32, 64, 84 lub 108 paciorków. Podobne różańce mieli i mają dotąd mnisi buddyjscy. Różańce te ułatwiały modlitwę, zwłaszcza gdy pewne formuły stale się powtarzały. Czytamy o pierwszych pustelnikach, że wyznaczali sobie do codziennego odmawiania po 100 i więcej Ojcze nasz czy innych pacierzy.
    Sozomenos i Palladiusz (w. V) podają, że pierwsi chrześcijanie dla łatwiejszego zapamiętania ilości wyznaczonych sobie pacierzy liczyli je na palcach, potem posługiwali się kamykami. Tak czynił św. Paweł Pustelnik, który na 300 kamykach liczył 300 Ojcze nasz. Metodę udoskonalono, posługując się sznurkami z węzłami lub sznurkami z nanizanymi na nich pętelkami czy kawałkami drewna. Taki różaniec miał posiadać św. Pachomiusz (+ 346) i św. Benedykt z Nursji (+ 547). W grobie św. Gertrudy z Nivelles (+ 658) znaleziono sznurek z nawleczonymi kulkami. Byłby to więc najstarszy chrześcijański znaleziony różaniec. Najdawniejszy z zachowanych różańców pochodzi jednak dopiero z XIII w. Znaleziono jego rzeźbę na nagrobku Gerarda, rycerza zakonu templariuszy (+ 1273). Sznur przedstawia 158 nanizanych na nim paciorków. Około roku 1500 pojawiają się różańce, na które składają się paciorki ułożone w dziesiątki.

    Modlitwą najwcześniej i najpowszechniej odmawianą była Modlitwa Pańska. Kiedy powstały zakony, reguła zobowiązywała kapłanów do codziennego odmawiania 150 psalmów. Braci zakonnych natomiast zobowiązywano do odmawiania 150 Ojcze nasz. Dlatego tak ułożone modlitwy nazywano Psałterzem braci. Tak było u benedyktynów jeszcze w XI, u templariuszy – w XII, a nawet w XIII wieku.
    Od XII w. rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odmawiania Pozdrowienia Anielskiego. Wprowadzono je najpierw w formie antyfony do oficjum o Najświętszej Maryi Pannie w wieku XI, w tym samym czasie w modlitwie Anioł Pański, wreszcie jako odrębną modlitwę, powtarzaną wiele razy. Składała się ona początkowo jedynie ze słów anioła Gabriela: “Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 28). Potem zaczęto dodawać słowa, wypowiedziane do Maryi przez św. Elżbietę: “I błogosławiony owoc żywota Twojego” (Łk 1, 42). Tak było aż do wieku XII. Potem zaczęto dodawać słowa następne: “…Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Od XV w. ta forma przyjęła się już powszechnie w Kościele na Zachodzie. Zatwierdził ją św. Pius V w 1566 r., a w 1568 r. wprowadził ją do brewiarza.
    Ze średniowiecza pochodzi zwyczaj częstego powtarzania Pozdrowienia Anielskiego. Pustelnik Aybert z Hennegau (+ 1140) miał zwyczaj codziennie odmawiać je 150 razy. Za każdym razem przyklękał, a na końcu padał na twarz. Różaniec w postaci wielokrotnego odmawiania Pozdrowienia Anielskiego upowszechniał św. Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanów), dlatego nazywa się go ojcem różańca do Najświętszej Maryi Panny.
    Nie jest to jednak ścisłe. Różaniec bowiem w obecnej formie ustalił się dopiero w XV w. dzięki innemu dominikaninowi, bł. Alanusowi a la Roche (van den Clip), który żył w latach 1428-1475. On ustalił nazwę “Psałterz Maryi”, jak też i liczbę 150 Zdrowaś, które podzielił na dekady (dziesiątki), każda przeplatana Modlitwą Pańską. On też założył pierwsze bractwo różańcowe w Douai w 1470 r. W 1464 r. ukazała mu się Maryja. Poleciła mu propagować w swym imieniu różaniec i zakładać bractwa różańcowe. Przekazała mu również 15 obietnic dla tych, którzy będą odmawiać różaniec:

    Ktokolwiek będzie mi służył przez odmawianie różańca świętego, otrzyma wyjątkowe łaski.Obiecuję moją specjalną obronę i największe łaski wszystkim tym, którzy będą odmawiać różaniec.Różaniec stanie się bronią przeciw piekłu, zniszczy, pomniejszy grzechy, zwycięży heretyków.Spowoduje on, że cnoty i dobre dzieła zakwitną; otrzyma on od Boga obfite przebaczenie dla dusz; odciągnie serca ludu od umiłowania świata i jego marności; podniesie je do pożądania rzeczy wiecznych.Dusza, która poleci mi się przez odmawianie różańca, nie zginie.Ktokolwiek będzie odmawiał różaniec i odda się rozmyślaniu nad jego świętymi tajemnicami, nigdy nie będzie pokonany przez niepowodzenia. Bóg nie będzie karał w swojej sprawiedliwości, nie zginie śmiercią niespodziewaną, jeżeli będzie sprawiedliwym, wytrwałym w łasce Bożej i będzie godnym życia wiecznego.Ktokolwiek będzie miał prawdziwe nabożeństwo do różańca – nie umrze bez sakramentów Kościoła.Wierni w odmawianiu różańca będą mieli w życiu i przy śmierci światło Boże i pełnię Jego łaski.Uwolnię z czyśćca tych, którzy mieli nabożeństwo do różańca świętego.Wierne dzieci różańca zasłużą na wysoki stopień chwały w niebie.Otrzymacie wszystko, o co prosicie przez odmawianie różańca.Wszystkich, którzy rozpowszechniają różaniec, będę wspomagała w ich potrzebach.Otrzymałam od mojego Boskiego Syna obietnicę, że wszyscy obrońcy różańca będą mieli za wstawienników cały Dwór Niebieski w czasie życia i w godzinę śmierci.Wszyscy, którzy odmawiają różaniec, są moimi synami i braćmi mojego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa.Nabożeństwo do mojego różańca jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba.

    Różaniec

    Niemniej żarliwie nową formę modlitwy wprowadzali dominikanie: Michał Francois, a przede wszystkim Jakub Spranger (w. XV). Dzięki nim, jak też dzięki poparciu wielu zakonów i hierarchów, modlitwa różańcowa stała się własnością całego Kościoła łacińskiego w wieku XVI, a bractwa różańcowe spotykamy we wszystkich krajach, gdzie tylko dominikanie mieli swoje placówki.

    Z wolna zaczęto także wprowadzać do różańca tajemnice ku rozważaniu życia Chrystusa Pana i Maryi. W XVI w. ustalono ostatecznie 15 tajemnic i podzielono je na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych. Bulle papieskie, począwszy od papieża Sykstusa IV (+ 1484), wspominają o różańcu złożonym jedynie z 15 Ojcze nasz i 150 Zdrowaś. Dopiero bulla św. Piusa V z 17 marca 1569 r. po raz pierwszy zwraca uwagę, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym dla utrzymania odpustów. Ten zwyczaj utrwalił się szczególnie po zwycięstwie w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r., po której Pius V wprowadził święto Matki Bożej Różańcowej.
    Obok różańca “dominikańskiego” zaczęły pojawiać się przeróżne koronki. Szczególną sławę zdobyły sobie koronki zakonu serwitów i franciszkanów ku czci 7 Boleści i 7 Radości Najświętszej Maryi Panny. Bardzo je propagowali bernardyni, a w Polsce bł. Władysław z Gielniowa (1440-1505).
    Modlitwę różańcową popularyzowali liczni święci. Św. Stanisław Kostka (+ 1568) prosił, by przy śmierci dano mu do rąk różaniec, bo to najmilsza pamiątka od niebieskiej Matki. Św. Teresa z Avila (+ 1582) jako siedmioletnia dziewczynka z bratem wyszukiwała w ogrodzie ustronie, gdzie odmawiała z nim różaniec. Św. Karol Boromeusz (+ 1584) był jednym z najżarliwszych propagatorów bractw różańcowych. Św. Filip Nereusz (+ 1595) nawet w nocy nie rozstawał się ze swoim różańcem. Św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna de Chantal (+ 1541) ślubem zobowiązali się do codziennego odmawiania różańca. Św. Józef Kalasanty (+ 1648), św. Jan de la Salle (+ 1719) i św. Jan Bosko (+ 1888) wprowadzili codzienne odmawianie cząstki różańca świętego nie tylko w swoich rodzinach zakonnych, ale także wśród wychowanków. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort nosił przy sobie stale u pasa duży różaniec, podobnie św. Alfons Liguori (+ 1787).
    Najwięcej do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej w Kościele przyczynili się jednak papieże. Wśród nich pierwsze miejsce ma papież Klemens VIII (+ 1605), który wydał 19 bulli zachęcających wiernych do odmawiania tej modlitwy, oraz papież Leon XIII. W latach 1883-1898 wydał on aż 12 urzędowych pism dotyczących różańca świętego. Można je nazwać encyklopedią różańcową. Łącznie w całym swoim pontyfikacie zostawił on 22 oficjalne dokumenty dotyczące różańca. On też wprowadził nabożeństwa różańcowe w październiku. Pius XI i Pius XII codziennie ze swoimi domownikami odmawiali różaniec. Pius XI wydał osobny dokument O Różańcu Najświętszej Maryi Panny (z 29 września 1937 r.). Papieże Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II niejeden raz w swoich publicznych przemówieniach zachęcali wiernych do ukochania tej modlitwy.

    Jan Paweł II i różaniec

    W 2002 r. Jan Paweł II listem Rosarium Virginis Mariae dołączył do różańca także czwartą część – tajemnice światła (chrzest Chrystusa, pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, głoszenie Królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii). Ogłosił także czas od października 2002 do października 2003 Rokiem Różańca Świętego i wezwał wszystkich wierzących do częstszej i bardziej gorliwej modlitwy różańcowej.
    Do odmawiania różańca kilkakrotnie wzywała także Matka Boża w czasie swych objawień, m.in. w Lourdes (1858), w La Salette, w Fatimie (1917), w Beauraing (1932) i w Banneux (1933).




    Różaniec nie może zastąpić Mszy świętej czy uczestnictwa w innych celebracjach liturgicznych; nie stanowi konkurencji ani dla Liturgii Godzin, ani dla koronki do Miłosierdzia Bożego, ani dla innych form kultu. Jest natomiast wspaniałym i potężnym sposobem przeżywania naszej wiary w żywej łączności z Maryją, wraz z którą wędrujemy po drogach tajemnic naszego odkupienia. Zachęcamy do wytrwałej modlitwy różańcowej, szczególnie w październiku – powierzajmy Matce Bożej Ojca Świętego i wszystkie bliskie jego sercu sprawy.

    Za odmówienie w całości (i bez przerwy) przynajmniej jednej części różańca (pięciu dziesiątek) w kościele, kaplicy publicznej, w rodzinie, wspólnocie zakonnej czy pobożnym stowarzyszeniu, połączone z rozmyślaniem nad rozważanymi tajemnicami można uzyskać odpust zupełny (odmówienie poza tymi miejscami lub wspólnotami – odpust cząstkowy). Więcej na temat odpustów i o różańcu – w naszej Czytelni.

     • Dokumenty i nauczanie papieskie o Różańcu
     • O historii Różańca
      • O modlitwie różańcowej
      • Rozważania tajemnic różańcowych
    Internetowa Liturgia Godzin

    *****

    WIERSZ O RÓŻAŃCU

    W małej izdebce, tuż obok łóżka,
    Z różańcem w ręku klęczy staruszka
    Czemuż to babciu mówisz pacierze?
    Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

    Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
    Moc mają ogromną, odpuszczają winy
    Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
    Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

    Pierwsza dziesiątka jest za papieża
    Niech nami kieruje, Bogu powierza.
    Druga w intencji całego Kościoła
    Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

    Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
    A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
    Czwartą odmawiam w intencji syna…
    Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

    Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
    Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
    Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
    Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

    Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
    Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
    I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
    Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

    Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
    Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
    Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
    Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

    Awantury, alkohol, płacz i siniaki
    Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
    Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
    Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

    Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
    Bogu polecam swych wnucząt udręki,
    Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
    Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

    „Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
    Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
    Na nic te posty i twoje modły,
    Bo los już taki musi być podły.”

    Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
    Wie, że jest chora, niedługo skona.
    Co będzie z synem, z jego rodziną?
    Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

    I zmarła nieboga. Wezwano syna
    Ten twardo powiedział – nie moja to wina.
    Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
    Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

    Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
    W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
    Nie ma paciorków – patrzy i nie wierzy,
    Palcami starte od milionów pacierzy.

    Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
    Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
    Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
    Wybacz mi – krzyknął – Boże mój kochany!

    Ożyło w końcu syna sumienie,
    Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
    Całował zimne swej matki dłonie,
    Twarz łzami zoraną i siwe skronie.

    Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
    Szczęście gościło w ich domu progu.
    I codziennie wieczorem, całą rodziną,
    Różaniec mówili za matki przyczyną..

    wiersz Jacka Daniluka z książki “Jego śladem” dedykowany św. Janowi Pawłowi II

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    O. Gabriele Amorth: Różaniec wywołuje paniczny strach u demona - zdjęcie
    fot. via Pixabay

    *****

    o. Gabriele Amorth:

    Różaniec wywołuje paniczny strach u demona

    Zmarły w 2016 roku egzorcysta Watykanu, jeden z najpopularniejszych duchownych, którzy stawali na froncie walki z szatanem, ojciec Gabriele Amorth przekonuje w swojej książce, że tylko jedna modlitwa wywołuje paniczny strach u demona – różaniec.

    Różaniec to potężny egzorcyzm – nie ma wątpliwości ojciec Gabriele Amorth. W świecie, w którym rządzi kozetka i tysiące – nierzadko sprzecznych – porad psychologów, słynny egzorcysta w książce „Mój różaniec” podsuwa nam niezawodny sposób rozwiązania wielu problemów duchowych. Te bowiem często rzutują na naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jak twierdzi watykański egzorcysta, żadna modlitwa, którą odmawia nie ma tak wielkiej mocy przepędzania złego ducha, co różaniec.

    Uznany autorytet w walce z demonami, ojciec Amorth udowadnia więc w swojej książce, że modlitwa Maryjna jest najpotężniejszym egzorcyzmem, zaś poprzez rozważanie tajemnic różańcowych, możemy odkrywać po raz kolejny ewangeliczną Dobrą Nowinę. Jeśli zatem poszukujemy rozwiązania wielu problemów wewnętrznych, trapią nas natrętne myśli lub czujemy się zagubieni i przygnieceni licznymi codziennymi sprawami, różaniec – udowadnia słynny egzorcysta – może stanowić wielką pociechę, a nawet darować nam uzdrowienie zarówno duchowe, jak i fizyczne.

    W książce, obok porad dotyczących tego, w jaki sposób zmagać się z zagrożeniami w życiu duchowym przy pomocy modlitwy różańcowej, znajdują się również niezwykłe rozważania, napisane przez ojca Amortha. Pozwalają one nie tylko odkrywać i przeżywać Ewangelię podczas modlitwy Maryjnej, ale również lepiej pojąć tajemnicę życia Matki naszego Boga.

    o. Gabriele Amorth, Mój różaniec, Wydawnictwo Esprit 2016

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Zachęta do podjęcia modlitwy w intencji

    DUCHOWEJ ADOPCJI POCZĘTEGO DZIECKA

    Matka Boża z Guadalupe – Patronka poczętego życia

    Zwykle Duchową Adopcję rozpoczynamy od złożenia przyrzeczenia, które powinno być składane w sposób uroczysty w kościele. Ale można również składać przyrzeczenie adopcyjne prywatnie, przed Krzyżem albo wizerunkiem Matki Bożej.

    ROTA PRZYRZECZENIA DUCHOWEJ ADOPCJI:

    Najświętsza Panno, Bogurodzico Maryjo,
    wszyscy Aniołowie i Święci.

    Wiedziony pragnieniem niesienia pomocy
    nienarodzonym, postanawiam mocno i przyrzekam,
     

    że od dnia ………………………………

    biorę w duchową adopcję jedno dziecko, 
    którego imię jedynie Bogu jest wiadome, 
    aby przez 9 miesięcy, każdego dnia, 
    modlić się o uratowanie jego życia 
    oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Amen



    Każdego dnia moimi zobowiązaniami adopcyjnymi będą:
      •  jedna Tajemnica Różańca Świętego
      •  moje dobrowolne postanowienia
      •  oraz poniższa modlitwa “Panie Jezu”: 
           

    TEKST CODZIENNEJ MODLITWY “PANIE JEZU”:

    Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, “Człowieka Zawierzenia”, który opiekował się Tobą po urodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady i które duchowo adoptowałem. Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę, aby zachowali je przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Duchowa adopcja może być podjęta jeden raz, ale może być podejmowana cyklicznie co 9 miesięcy, jednak zawsze po wypełnieniu poprzednich zobowiązań. Każdorazową nową Duchową Adopcję powinno poprzedzać nowe przyrzeczenie.

    Adoptujemy każdorazowo tylko jedno nieznane nam dziecko zagrożone aborcją. Pan Bóg-Dawca Życia zna jego imię i sam nam je wybiera.

    Postanowienia dodatkowe (dodatkowe praktyki) są uzupełnieniem Duchowej Adopcji. Są dobrowolne. Praktykowane ich może powiększyć nasze pragnienie zadośćuczynienia, dziękczynienia i wyproszenia łask u Bożej Opatrzności. Żeby podjęte postanowienia praktyk skutecznie i do końca wykonać, najlepiej jest podjąć jedną lub najwyżej dwie praktyki.

    Może się zdarzyć, że zapomnimy lub zaniedbamy nasze zobowiązania adopcyjne. Długa przerwa, na przykład miesięczna, przerywa Duchową Adopcję i wymaga podjęcia jej od początku. Należy wtedy odbyć spowiedź, ponowić przyrzeczenia i starać się je dotrzymać. W wypadku krótkiej przerwy należy Duchową Adopcje kontynuować, przedłużając praktykę o ilość dni opuszczonych.

    *****************************************************************

    Oszukiwanie natury

    Oszukiwanie natury

    Myśl wyrachowana: Gdy przyjemność staje się celem, cel staje się niczym.

    Gdy Wanda Półtawska obchodziła setną rocznicę urodzin, „Newsweek” uczcił ten jubileusz artykułem zatytułowanym: „To »przyjaciółka Jana Pawła II« odpowiada za patologiczny stosunek kościoła do seksu”.

    Autorzy, Stanisław Obirek i Artur Nowak, rozwinęli swą myśl, stwierdzając, że „Kościół zdradził własne idee, redukując rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”. Według nich duży wpływ na to miała właśnie Wanda Półtawska.

    Jedna kobieta wywarła taki wpływ na Kościół… no, no. Mnie jednak zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, bo skoro Kościół zredukował rolę kobiet do funkcji rozrodczych, to jakim cudem Wanda Półtawska takowy wpływ na tenże Kościół wywarła? Funkcjami rozrodczymi?

    Ale niech tam. Tylko co to właściwie ma znaczyć, że Kościół „stygmatyzuje poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego”? Żeby powtarzać takie rzeczy, trzeba być ignorantem albo świadomie szerzyć dezinformację. W tym przypadku z ignorancją raczej nie mamy do czynienia. Wystarczy pobieżnie znać stanowisko Kościoła w tej kwestii, żeby wiedzieć, że w swoim nauczaniu traktuje on seksualność z najwyższym szacunkiem – i właśnie dlatego sprzeciwia się sprowadzaniu jej do roli dostarczyciela przyjemności. I to jest prawdziwe redukowanie roli kobiet (mężczyzn zresztą też): mają być narzędziami osiągania doznań. Nic ponadto.

    Nie jest tak? Przecież „edukacja seksualna” w wydaniu liberałów koncentruje się niemal wyłącznie na nauczaniu technik seksualnych dla uzyskania „satysfakcji” i na sposobach uniknięcia wpisanych w naturę skutków takich zachowań. „Funkcje rozrodcze” kobiet i mężczyzn, o ile w tej optyce w ogóle się pojawiają, są jedynie powodem, żeby się przed nimi „zabezpieczyć”.

    To nie Kościół zapomniał, czym jest seksualność – to świat o tym zapomniał. Do tego stopnia, że stwierdzenie „seks zaistniał po to, żeby były dzieci”, budzi dziś pusty śmiech. A przecież to rzecz najoczywistsza. Nie po to w naturze istnieje wzajemne przyciąganie się przedstawicieli odmiennych płci, żeby im było „fajnie” i już. Tak bez celu. Przyjemność wpisana w dążenia seksualne to genialny mechanizm, który ma skłaniać do spłodzenia potomstwa. Przyjemność jest jak miąższ owocu, który zjadamy, uwalniając pestkę, z której ma szanse powstać nowy organizm. Tymczasem współcześnie dochodzi do samobójczego oddzielania przyjemności od celowości. Dla większej przyjemności niszczy się celowość. Przybywa miąższu, a pestki zaczynają zanikać. Już widzimy, jak skutkują próby oszukania natury: jako społeczeństwo jesteśmy coraz grubsi i wymieramy.

    Jeśli Kościół przed tym ostrzega, to nie „stygmatyzuje poczuciem winy”, tylko przedstawia niezaprzeczalne fakty. Jeśli ktoś z tego powodu czuje się winny, to może ma powód?•

    Nie ma, więc jest

    W „Krytyce Politycznej” tak napisali o Marszu Niepodległości: „Nie spalono nikomu mieszkania, nie zdewastowano Empiku, nie zaatakowano sqatu ani nie wyrwano świeżo posadzonych drzewek. I to w kontekście aktualnej sytuacji politycznej powinno nas najbardziej martwić”. Pewnie mają rację, bo jak stwierdzono w TVN, „marsz był najspokojniejszy od wielu lat, ale musimy pamiętać, że to nadal marsz nienawiści”. Na czym więc polega ta nienawiść? Na tym, że jej nie widać. Bo gdyby ją było widać, toby jej nie było. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech spojrzy na sytuację odwrotną – na przykład na manifestacje tzw. strajku kobiet: wrzask, wulgaryzmy, dewastacje, obrażanie funkcjonariuszy, a nawet ataki fizyczne. I co? I marsz miłości.•

    Troszczą się

    Parlament Europejski uczcił nasze Święto Niepodległości kolejną rezolucją przeciw Polsce (zapewne w ramach wsparcia w obliczu prób forsowania granicy). Kolejny raz PE przekroczył swoje kompetencje, wzywając Polskę do legalizacji aborcji (nazywając ją prawem człowieka), a jej ograniczenie nazywając naruszeniem praworządności. Eurodeputowani powtórzyli też stare kłamstwa o „strefach wolnych od LGBT” i dorzucili nowe: o morderczych dla polskich kobiet skutkach orzeczenia TK o niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Przy okazji sam skład TK określili jako niezgodny z prawem. I niech ktoś jeszcze mówi, że dla Zachodu Polska nie jest ważna.•

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    _____________________________________________________

    ************************************************************************************************************

    Bł. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    ***

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

    Katolicka Agencja Informacyjna

    ************************************************************************

    “W Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie”

    fot. wilkipedia

    ***

    Przypominamy ważne słowa św. Jana Pawła II o miłości, krzyżu i cierpieniu. (GOŚĆ NIEDZIELNY)

    *Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego (“Pamięć i tożsamość”).

    *Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze Paweł: “bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim… przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka – wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu czy św. Ignacy Loyola i wielu innych (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione (List Apostolski Salvifici Doloris).

    *Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle miłości Bożej, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. (…) Trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko (Olsztyn, 6 czerwca 1991).

    *Cierpienie ukrzyżowanego Boga nie jest tylko jakimś rodzajem cierpienia pośród innych, mniejszym czy większym bólem, lecz nieporównywalną miarą cierpienia. Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (“Pamięć i tożsamość”).

    *W odkupieńczej perspektywie męka Chrystusa poprzedza zmartwychwstanie. A więc również i ludzie są włączeni w tajemnicę Krzyża, by uczestniczyć z radością w tajemnicy zmartwychwstania. (…) Nie można zrozumieć tego błogosławieństwa, jeśli się nie uzna, że życie ludzkie nie ogranicza się do czasu spędzonego na ziemi, ale zwrócone jest całkowicie ku doskonałej radości i pełni życia w wieczności (Katechezy – Kościół, 27 kwietnia 1994).

    *Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie: “nie wierzą we Mnie”! I równocześnie z głębi tego cierpieniu, a pośrednio – z głębi grzechu, że “nie uwierzyli” – Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku. W głębi tajemnicy Krzyża działa Miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym (Encyklika Dominum et Vivificantem).

    ********************************

    Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autor: kapłan chcący zachować anonimowość, dobrze  znany redakcji strony „w obronie wiary”

    MODLITWA RODZICÓW, WINNYCH ZABÓJSTWA
    NIENARODZONYCH DZIECI

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

    ************************************************************************************************************

    Matka Boża z Guadalupe, patronka nienarodzonych

    Cud w Guadalupe

    Cud w Guadalupe?
    Niektórym udało się zrobić zdjęcie niezwykłego zjawiska/www.acimps.org

    ***

    Nagle z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi.

    Wszystko to działo się 30 kwietnia 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, odprawianej w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe.

    Zjawisko niewytłumaczalne
    Niezwykłe wydarzenie opisuje na swojej stronie internetowej (www.acimps.org) Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy, zwracając uwagę na podobieństwo zjawiska do obrazu powstającego podczas badań echograficznych płodu.

    Ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich, przestrzega jednak przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w Internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Argumentuje jednak, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Lewica zrobiła swoje
    W ostatnich tygodniach w Meksyku wielkie emocje wzbudzała dyskusja o aborcji. 25 kwietnia władze Miasta Meksyk zalegalizowały aborcję na życzenie kobiety w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Decyzję tę poprzedziły manifestacje jej przeciwników i zwolenników.

    Meksyk to drugi pod względem ludności katolicki kraj na świecie, a jego stolica jest największym miastem świata (prawie 25 milionów mieszkańców). Większość z nich to katolicy, ale władzę w mieście sprawuje lewicowa Partido de la Revolución Democrática (PRD). Burmistrz Marcelo Ebrard nie przejął się ani protestem Kościoła, ani manifestacjami przeciwników zmiany prawa.

    Leszek Śliwa/Gość Niedzielny

    _________________________________________________________________________________________________________

    10 tysięcy róż i Różańców dla Nancy Pelosi. Katolicy modlą się i poszczą za nawrócenie aborcjonistki

    Amerykańscy katolicy odpowiedzieli na wezwanie metropolity San Francisco, abp Salvatore Cordileone, podejmując post i modlitwę w intencji nawrócenia zdeklarowanej aborcjonistki Nancy Pelosi. Spikerka Izby Reprezentantów, podobnie jak prezydent Joe Biden, nazywa się „katoliczką” i bezpardonowo ogłasza, iż posiada niczym nie zachwiane prawo do przyjmowania Komunii Świętej.

    Nancy Pelosi to jedna z pierwszych osób w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jedna z bardziej radykalnych zwolenniczek „prawa” do zabijania nienarodzonych. Choć sama jest matką pięciorga dzieci, to od lat optuje za aborcją, również w późnych etapach ciąży, a w ostatnim czasie „zasłynęła” propagowaniem tzw. Ustawy o prawach reprodukcyjnych kobiet, której intencją było wprowadzenie nieograniczonej swobody uśmiercania poczętych dzieci.

    Na jej aborcyjną działalność zareagował abp Salvatore Cordileone, ordynariusz diecezji, której podlega Pelosi. Hierarcha wezwał spikerkę do nawrócenia, a katolików do postu i modlitwy różańcowej w tej intencji. Akcję podjął amerykański Instytut Benedykta XVI, który obecnie koordynuje jej ostatni element, jakim jest wysyłka róż do Waszyngtonu. Każda z 16 tysięcy osób, która włączyła się w inicjatywę, to jedna róża zakupiona dla Nancy Pelosi. Obecnie trwa przeliczanie róż i policzono ich ponad 10 tys.

    Jak informują organizatorzy, pierwsze kwiaty trafiły pod budynek Kongresu w Waszyngtonie 12 grudnia. – Święto Matki Bożej z Guadalupe, patronki nienarodzonych, jest odpowiednim dniem, aby wysłać deszcz róż do spikerki Pelosi. Każda reprezentuje katolika modlącego się i poszczącego w intencji nawrócenia Nancy Pelosi na Ewangelię Życia – powiedział abp Cordileone.

    – To właśnie oznacza równość: każde ludzkie życie jest równie święte. Spikerko Pelosi, kochamy cię. Nie jest za późno: wybierz życie – tak metropolita San Francisco zwrócił się do proaborcyjnej polityk. Z kolei dyrektorka Instytutu Benedykta XVI podkreśliła, że inicjatywa ma charakter modlitwy przebłagalnej, a nie wiecu politycznego. – Mamy nadzieję, że Matka Najświętsza poruszy jej matczyne serce, jak to pięknie ujął Arcybiskup [Cordieleone], aby objęła ona swoim współczuciem i szacunkiem dla równej godności wszystkich ludzi również dzieci w łonach matek – powiedziała.

    źródło: catholicnewsagency.com/PCh24pl

    ***************************************************

    100 rocznica legalizacji aborcji na świecie

    – 2,5 miliarda ofiar

    18 listopada 1920 roku w Związku Radzieckim oficjalnie wprowadzono zabijanie nienarodzonych dzieci. Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska z Human Life International Polska.

    Krucjata Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci/fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

    ***

    – 18 listopada 2020 roku mija niechlubna, setna rocznica legalizacji aborcji w wymiarze międzynarodowym – informuje w specjalnym komunikacie w imieniu Human Life International Polska – Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia Ewa H. Kowalewska.

    Aborcja 18 listopada 1920 roku została wprowadzona w Związku Radzieckim decyzją Narodowych Komisji Ochrony Zdrowia pt. „O ochronie zdrowia kobiet w sowieckich szpitalach”, co było zgodne z założeniami programowymi Lenina z 1913 roku. Pisał on wówczas: „klasa robotnicza potrzebuje koniecznej zmiany wszystkich ustaw, które zakazują aborcji i antykoncepcji”. – Ten właśnie program był realizowany przez władzę komunistyczną po objęciu przez niego władzy podczas Rewolucji Październikowej w Rosji – mówi Ewa Kowalewska zwracając uwagę, że komunizm uznaje niszczenie życia, tradycyjnej rodziny oraz wiary chrześcijańskiej za największe „osiągnięcia” rewolucji bolszewickiej. – Fakt ten jednoznacznie pokazuje, że propagowanie przerywania ciąży wyrasta z ideologii marksistowskiej – dodaje prezes Human Life International Polska.

    Z czasem kolejne kraje przyjmowały ustawodawstwo aborcyjne. Najpierw pod przymusem zrobiły to republiki ZSRR: Białoruś, Kazachstan, Turkmenistan, a w 1921 roku Ukraina, Gruzja, Armenia. Po II wojnie światowej tą samą drogą poszły: Szwecja (1946) i Japonia (1948). W latach 1955 – 57 ustawodawstwo to narzucono krajom przyłączonym do Związku Radzieckiego takim jak: Litwa, Łotwa i Estonia. Następnie pod naciskiem Rosji Sowieckiej zmieniono prawo w krajach tzw. bloku wschodniego: w Bułgarii, na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, Czechach i Rumunii (1956 rok). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku kolejno legalizowały aborcję kraje Europy Zachodniej i Azji. W USA stało się to w 1973 roku na podstawie precedensu sądowego Roe przeciwko Wade.

    – Zgodnie z wyliczeniem szacunkowym w ciągu ostatniego stulecia w łonach matek zginęło co najmniej dwa i pół miliarda dzieci – informuje Ewa Kowalewska zaznaczając, że ze względu na szokującą wielkość liczby aborcji wiele osób podaje zaniżone statystyki. Tymczasem Światowa Organizacji Zdrowia od lat siedemdziesiątych oficjalnie szacuje liczbę aborcji na świecie na ok. 50 mln rocznie. – Obecnie zarówno agendy ONZ, jak rządy licznych krajów promują aborcję pod hasłem promocji zdrowia reprodukcyjnego i rozszerzają jej dostępność. Wywierają też potężne naciski na kraje słabo uprzemysłowione, aby w ramach pomocy humanitarnej wprowadzały aborcję w ramach usług zdrowotnych wbrew woli rządów i obywateli, np. w Ameryce Południowej – komentuje Ewa Kowalewska i dodaje, że ta smutna rocznica powinna skłaniać do poważnych przemyśleń, a osoby wierzące do modlitwy ekspiacyjnej za przelaną rzekę krwi.

    Kościół katolicki w Kazachstanie podejmuje taką modlitwę we wszystkich parafiach stołecznej diecezji Astany w niedzielę 22 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla. Podobną modlitwę podejmuje też Kościół katolicki w Rosji. W katedrze w Moskwie adoracja Najświętszego Sakramentu będzie trwała nieustannie przez 36 godzin w dniach 19-21 listopada. Na Białorusi modlitwa ekspiacyjna będzie się odbywać kolejno w wybranych parafiach wszystkich diecezji od godz. 18:00 w dniu 19 listopada do 9:00 rano 21 listopada. Można się też przyłączyć do modlitwy na żywo w Witebsku lub Mohylewie. Dołącza także Ukraina i Litwa. Modlić się będą w Austrii i we Francji. W USA przyłącza się centrala HLI z prezydentem ks. Bouquet.

    Ewa Kowalewska zwraca uwagę, że Polska wyprzedziła wszystkich, gdyż modlitwa przebłagalna za grzech aborcji płynęła w dniach 1-8 listopada br. w ramach Różańca do Granic Nieba.

    Tygodnik Niedziela/KAI.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dom zakonny stanął obok Planned Parenthood i spadła liczba aborcji

    Samplefot. Exe Lobaiza / Cathopic

    ***

    W Saint Louis naprzeciwko kliniki Planned Parenthood znajduje się klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Jak zaznaczają siostry, od czasu, gdy dom zakonny znajduje się w tym miejscu, liczba przeprowadzanych aborcji w klinice spadła.

    Klasztor, noszący imię patronki obrońców życia, Naszej Pani z Guadalupe, został założony w 2017 r. za aprobatą miejscowego biskupa, po tym, jak kilka katolickich małżeństw zaproponowało budowę kaplicy w pobliżu placówki Planned Parenthood. Jest miejscem, gdzie mogą spotykać i modlić się osoby działające w ruchach pro-life. Siostry towarzyszą poprzez modlitwę i gościnność wszystkim, którzy włączają się w budowanie społeczności broniącej życia. „Ludzie pytają: co robisz cały dzień? Odpowiadam wtedy: otwieram drzwi, gdy ktoś przyjdzie. Dzwonek do drzwi dyktuje nam to, co robimy” – mówi s. Ann Hall.

    Klasztor jest swoistą przystanią, do której zawsze mogą przyjść osoby chcące wesprzeć działania za życiem. Pomaga ludziom zbierać się razem. „W pewnym sensie jest to lodołamacz, który pozwala poznać ludzi i zachęca ich, by przyszli ponownie” – kontynuuje s. Hall. Ci, którzy są zbyt nieśmiali, by modlić się w intencji obrony życia pod samą kliniką, mogą przejść przez ulicę i modlić się w klasztornej kaplicy. Kilka razy w miesiącu odbywają tam się także wspólne spotkania, adoracje i obiady. Z gościny sióstr korzystają też archidiecezjalne grupy duszpasterskie pro-life, a także przygotowujący wiece antyaborcyjne.

    Klinika Planned Parenthood jest ostatnim miejscem w Missouri, gdzie wykonuje się aborcje chirurgiczne. „Od czasu otwarcia klasztoru ich liczba gwałtownie spadła, nie tylko w klinice, ale i w całym stanie” – powiedziała Amy Kosta, z organizacji St. Louis Life Runners. Klasztor i jego posługa pro-life przykuwają też uwagę innych miejsc diecezji.

    06 lutego 2022/Marek Krzysztofiak SJ/vaticannews.va/Saint Louis Ⓒ Ⓟ/Kai.pl

    _____________________________________________________________________________

    Była dyrektorka „kliniki” aborcyjnej i działaczka pro-life: hierarchia katolicka legitymizuje aborcję

    Abby Johnson/źródło:You Tube

    ***

    Była dyrektorka „kliniki” Planned Parenthood w Teksasie, a obecnie jedna z czołowych działaczek pro-life w Stanach Zjednoczonych, wystąpiła na Catholic Identity Conference (konferencji o katolickiej tożsamości) w Pittsburgu. Aktywistka zaświadczyła, że przemysł aborcyjny nie cofnie się przed niczym, nawet przed doprowadzeniem do śmierci matki, w swoim zbrodniczym dążeniu do zapewnienia „prawa” do aborcji. Abby Johnson wyraziła też poważne wątpliwości odnośnie etyczności szczepionek i zaangażowania władz kościelnych w ich promowanie.

    Abby Johnson zwróciła uwagę na niesłychaną radykalizację agendy aborcyjnej, która nie tylko domaga się powszechnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie aż do końca ciąży, ale czyni z aborcji naczelny postulat lewicowej propagandy. – [Dawniej] kobiety nie stały na podium, krzycząc o aborcji. Kobiety nie były dumne z faktu, że zabiły swoje dzieci. Pewnego dnia widziałem kobietę noszącą koszulkę z napisem: „Dokonałam 21 aborcji” – mówiła.

    Mówczyni zwróciła uwagę na dramatyczny wzrost liczby aborcji od momentu precedensowego wyroku w słynnej sprawie Roe przeciwko Wade w roku 1973, ale także na zmianę postrzegania zabijania nienarodzonych. Aborcjoniści włączają je do leksykonu pojęć związanych z „opieką zdrowotną” i „planowaniem rodziny”, ukrywając tym samym morderczy i zbrodniczy charakter tego procederu.

    – Aborcja faktycznie pogłębiła problemy kobiet i rodzin. Dlaczego? Ponieważ to tylko kolejna forma nadużycia. To forma dehumanizacji. Jeśli jesteś gotów zabić najbardziej niewinnych, najbardziej bezbronnych członków swojego społeczeństwa, to jesteś gotów znęcać się i zabijać każdego innego. W rzeczywistości nie było to rozwiązanie, które obiecywali. To niesamowicie diaboliczne – uważa Abby.

    Była aborcjonistka opisała haniebne procedury wysyłkowej sprzedaży pigułek wywołujących poronienie przez Planned Parenthood. Jako pracowniczka „kliniki” aborcyjnego giganta była świadkiem sytuacji, w której po aborcję farmakologiczną zgłosiła się nieletnia dziewczyna niemająca dowodu osobistego. Władze „kliniki” uznały, że „pomogą” klientce i wówczas doszło do sfałszowania dokumentów i upozorowania korespondencji mailowej tak, by można było dokonać sprzedaży. Johnson wskazała przy tej okazji na niebezpieczeństwo płynące z takich sytuacji. Nastolatka, która bez konsultacji z lekarzem zabija w ten sposób swoje dziecko, pozostaje z jego szczątkami w swoim ciele, a to może spowodować krwawienia, zakażenie, a w ostateczności nawet śmierć. Ale „przemysł aborcyjny jest tak zdesperowany, by zabijać dzieci, że jest gotowy zabić przy okazji matkę”, podkreśliła działaczka.

    Abby Johnson odniosła się również do nieetycznych szczepionek, tworzonych z zaangażowaniem przemysłu aborcyjnego, ze smutkiem zauważając, że kompromis w tej dziedzinie nie kończy się na władzach świeckich, lecz dotyka również hierarchii kościelnej. Proliferka uznała w pewnym momencie, że nie może milczeć w tej sprawie i nagrała film, w którym oskarża amerykański episkopat o popieranie szczepień przeciw COVID-19, a częstokroć wręcz ich nakazywanie w poszczególnych diecezjach.

    To nagranie, wyznaje Johnson, „dosłownie uczyniło mnie persona non grata dla Kościoła katolickiego. Odwołano moje przemówienia w różnych diecezjach. Miałam odwołane wydarzenia z różnymi grupami opowiadającymi się za prawem do życia”. – Nigdy w życiu nie sądziłam, że jako osoba broniąca życia, mówiąc o tym, że abortowane dzieci są wykorzystywane w szczepionkach, spotkam się z próbami uciszania i cenzurowania ze strony Kościoła katolickiego i organizacji pro-life. A jednak do tego doszło. Taki jest stan naszego ruchu i taki jest stan naszego Kościoła. Właściwie powinnam powiedzieć – głównego nurtu Kościoła – ocenia Abby. Wskazuje przy tym na rażącą sprzeczność w stanowisku Watykanu, który określa, że aborcja jest złem, a jednocześnie włącza się w promocję „szczepionek” powstałych przy udziale tego samego zła i to uznaje za dobre.

    – Więc gdzie jesteś, Kościele? Gdzie jesteś, papieżu Franciszku? Dlaczego się nie odzywają? Milczą. Wiecie dlaczego? Ponieważ doskonale im pasuję przymusowe szczepienia. Dlatego. Nie mają problemu z tym, że jesteśmy zmuszani do szczepienia się. A ich milczenie mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć – podkreśla działaczka pro-life.

    Jednym z niewielu hierarchów Kościoła, którzy bezkompromisowo sprzeciwili się nieetycznym szczepionkom jest bp Athanasius Schneider, który podpisuje wiernym na całym świecie certyfikaty stwierdzające prawo do sprzeciwu wobec przyjęcia iniekcji eksperymentalnego preparatu z powodów religijnych. Kazachski biskup skrytykował władze kościelne, które oficjalnie włączyły się w kampanię promocyjną koncernów farmaceutycznych. „Jest to wielka nieodpowiedzialność Kościoła, łącznie z Watykanem i teologami, którzy uspokajają i zagłuszają sumienie ludu, paraliżując w ten sposób opór” – powiedział.

    źródło: lifesitenews.com/PCh24.pl

    ************************************************************************************************************

    28 LIPCA 2021

    Tragiczny bilans aborcji w 2021 roku.

    Zabito już ponad 24 mln nienarodzonych dzieci

    fot. Fixabay

    ***

    W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 roku na świecie zabito 24,2 mln dzieci nienarodzonych. Taką liczbę możemy znaleźć na stronie Worldometer, która opiera swoje szacunki na danych uzyskanych ze Światowej Organizacji Zdrowia. Oznacza to, że aborcja odpowiada w tym roku za ponad 40 proc. zgonów na całym świecie.

    Działająca od 2008 roku witryna Worldometer udostępnia aktualizowane liczniki i statystyki z zakresu różnych dziedzin wiedzy: populacji, rządu i ekonomii, społeczeństwa i mediów, środowiska naturalnego, żywności, wody, energii oraz zdrowia. Jeśli chodzi o tę ostatnią dziedzinę, jednym z uwzględnianych w statystykach zjawisk, jest nazywane aborcją zabójstwo dzieci nienarodzonych.

    Do połowy tego roku licznik Worldometer naliczył 24,2 mln aborcji. Żeby zobaczyć tę liczbę w odpowiedniej skali porównajmy ja z innymi danymi z działu zdrowie. Od stycznia 2020 roku do końca czerwca 2021 roku, czyli w ciągu 18 miesięcy, na całym świecie na chorobę Covid-19 zmarło 4,1 mln osób. W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku na świecie zmarło, nie uwzględniając aborcji, 33,4 mln ludzi.

    Zatem aborcja odpowiada za ponad 40 proc. zgonów na kuli ziemskiej. Poza tym należy nadmienić, że śmierć dziecka w wyniku aborcji nie jest wliczana do łącznego bilansu zgonów.

    „Nic nie zabija więcej ludzi niż aborcja. Nic. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje nienarodzonych dzieci za wartościowe istoty ludzkie. Być może dlatego, że przed urodzeniem są niewidoczne, nie mają głosu” – czytamy na stronie lifesite.com. Micaiah Bilger, publikująca na portalu dziennikarka, zauważa, że „gdyby społeczeństwo włożyło choć połowę wysiłku, który wkłada w ratowanie innych ludzi przed koronawirusem, rakiem, HIV, głodem itp. na ratowanie życia nienarodzonych dzieci, to można sobie tylko wyobrazić, ile jeszcze milionów niewinnych istnień zostałoby uratowanych od całkowicie możliwej do uniknięcia, niepotrzebnej śmierci”.

    źródła: lifesitenews.com, worldometer.com

    ************************************************************************************************************

    2021: Globalne ludobójstwo aborcyjne [RAPORT PCh24.pl]

    Jak podaje WHO, ponad 70 milionów ludzkich istnień ginie każdego roku w procederze dzieciobójstwa. Rok 2021 nie przyniósł w tym zakresie znaczących zmian liczbowych, ale pomimo to trzeba zauważyć, że działające od lat ruchy pro life coraz bardziej przebijają się do świadomości społecznej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Szereg stanów i miast wystąpiło przeciwko zabijaniu nienarodzonych, a przed Sądem Najwyższym przedstawiono argumenty, które mogą diametralnie odmienić tamtejsze prawodawstwo. Jak wyglądał ten rok nie tylko w USA, ale na całym świecie? Zapraszamy do lektury RAPORTU PCh24.pl!

    Karaiby i Ameryka Łacińska

    Karaiby i część Ameryki Łacińskiej to ostatnie miejsca w kręgu wpływów dawnej cywilizacji zachodniej, w których gdzieniegdzie wciąż obowiązują całkowite lub prawie całkowite zakazy aborcji. Wściekłość zwolenników dzieciobójstwa wywołują te kraje, gdzie aborcja „jeszcze” nie została zalegalizowana i gdzie nie udaje się tego przeprowadzić. I tak na Dominikanie aborcjoniści wylegli na ulice po tym, jak Izba Deputowanych odrzuciła projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który miał dekryminalizować proceder aborcji. Podobnie w Gwatemali aborcjonistyczne odium spadło na prezydenta, który zadeklarował, że jego kraj będzie „liderem pro life” i przykładem dla innych. W Gwatemali obowiązuje zakaz aborcji z wyjątkiem zagrożenia życia kobiety. Na pierwszy plan wybija się także Brazylia, w której wciąż większość aborcji jest karana (z wyjątkiem zagrożenia życia, gwałtu i bezmózgowia), a prezydent Jair Bolsonaro nie zamierza nic w tym względzie zmieniać.

    Aborcja wciąż zakazana jest (całkowicie bądź prawie całkowicie) także w Suriname, Hondurasie, Nikaragui, Salwadorze, Haiti i w kilku krajach wyspiarskich na Karaibach: na Jamajce, w Palau, Arubie i Curaçao. Można tu wymienić także państwo wyspiarskie Tonga w regionie Oceanii.

    Inne kraje Ameryki Łacińskiej, choć istnieją w nich silne stronnictwa zwolenników życia, nie miały tyle szczęścia i lewicowe lobby przeważyło tam szale życia i śmierci na korzyść tej drugiej. Tak stało się w Chile, gdzie głośnym echem odbiły się wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których – wbrew nadziejom, jakie dała pierwsza tura – zwyciężył reprezentant skrajnej lewicy i zagorzały aborcjonista. Wyścig o zdobycie „demokratycznej większości” za zabijaniem nienarodzonych zaczął się tam wcześniej i już we wrześniu parlamentarni aborcjoniści ogłaszali, iż są „na zielonej fali”. Obecna prezydentura wieści najgorsze zmiany w legislacji aborcyjnej i nie należy się spodziewać, że apel lokalnego episkopatu o poszanowanie „religijnego ducha narodu” i wartości życia przemówił do zadeklarowanego socjalisty Gabriela Borica. Niepokojący wyrok wydał też Sąd Najwyższy w Meksyku, który stwierdził, że karania za dzieciobójstwo w stanie Coahuila jest sprzeczne z konstytucją. Orzeczenie to stało się dla zwolenników aborcji probierzem do dalszej walki o powszechne „prawo” do zabijania nienarodzonych.

    Na koniec trzeba wspomnieć o ojczyźnie urzędującego papieża, Argentynie, gdzie w tym roku weszło w życie przegłosowane w grudniu roku ubiegłego „prawo” do zabijania dzieci „na życzenie” do 14 tygodnia ciąży. Parę miesięcy po uzyskaniu mocy przez nowe przepisy papież Franciszek spotkał się z prezydentem Alberto Fernandezem, który osobiście zgłosił projekt ustawy. W agendzie spotkania, obok rozmów na temat koronawirusa i walki z biedą, nie znalazło się miejsce na poruszenie kwestii aborcji zalegalizowanej z inicjatywy argentyńskiego przywódcy.

    Azja, kraje muzułmańskie i Afryka

    Liczba dzieci nienarodzonych mordowanych co roku w Azji jest trudna do dokładnego określenia ze względu na nieprzejrzyste raportowanie. „Liderami” w tym procederze są oczywiście Indie i Chiny oraz Rosja. W samych Indiach, jak podał parę lat temu proaborcyjny Instytut Guttmachera, dokonuje się nawet do 15 milionów aborcji rocznie. W Chinach liczbę tę szacuje się na 9, a nawet 13 milionów, podczas gdy w Rosji ginie w ten sposób nawet ponad 1,6 miliona dzieci. Mówi się też, że prawie 30 procent ciąż w tym regionie kończy się aborcją. I chociaż tylko kilkanaście krajów azjatyckich posiada liberalne prawo aborcyjne, to praktyka pozostaje zatrważająca. Całkowity zakaz aborcji obowiązuje w Laosie i na Filipinach, poza tym w większości krajów obowiązują zakazy prawie całkowite bądź częściowe.

    Wprawdzie w Chinach od jakiegoś czasu odbywa się zwrot w praktykowaniu aborcji, jednak należy zauważyć, że jego powodem nie jest poszanowanie dla wartości ludzkiego życia, lecz polityka partii komunistycznej, która zauważyła, że spadek demograficzny może zaszkodzić w drodze do stania się wiodącym mocarstwem rozciągającym swą dominację nad światem. W tym roku partia „dozwoliła” rodzinom na posiadanie trzeciego dziecka, a jej dygnitarze, na czele z Xi Jinpingiem, wypowiadali się już mniej przychylnie na temat aborcji.

    W islamie aborcja teoretycznie uznawana jest za złą i zakazaną, a w niektórych krajach obowiązują formalne zakazy (Egipt, Irak, Iran czy Palestyna). Jednak, jak to w islamie, prawo swoje, a jego wykładnia (szczególnie po zmroku) swoje. I tak okazuje się, że – choć tylko Turcja i Tunezja – dopuszczają dzieciobójstwo na życzenie – to i tak aborcyjna gehenna trwa tam w najlepsze, a izraelski magazyn Haaretz zauważył wręcz, że prawa aborcyjne są „łagodniejsze” (tzn. łatwiej dopuszczają zabijanie nienarodzonych) w niektórych krajach muzułmańskich niż w części amerykańskich stanów. I tak w Algierii, Maroku, Egipcie, Iranie, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Turcji czy Jemenie morduje się kilkaset tysięcy nienarodzonych dzieci rocznie, jak podaje czasopismo Reproductive Health Matters. Nie wspominając o wielu innych państwach, w których liczby te oscylują „tylko” wokół kilkudziesięciu tysięcy.

    Z kolei w Afryce mniej lub dalej idące ograniczenia aborcji wciąż obowiązują m. in. w Angoli, Kongo, Gabonie, Libii, na Madagaskarze, w Malawi, Nigerii, Senegalu, Sudanie, Tanzanii i Ugandzie. Jednocześnie Afryka jako region postkolonialny pozostaje obszarem zbrodniczych eksperymentów przemysłu aborcyjnego i proaborcyjnych organizacji międzynarodowych. W 2021 roku kampanię aborcyjną kontynuowała tzw. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a Fundacja Melindy i Billa Gatesów, ogłaszając budżet w kwocie 1,4 mld dolarów na promowanie aborcji i antykoncepcji, jednym z priorytetowych pól ekspansji uczyniła właśnie najludniejszy kraj Afryki – Nigerię.

    Stany Zjednoczone Ameryki i Kanada

    W sprawie aborcji w Stanach Zjednoczonych w roku 2021 działo się tak wiele, że można by im poświęcić osobny artykuł. Mieniący się „dobrym katolikiem” i tak nazwany przez papieża Franciszka, Joe Biden okazał się najbardziej proaborcyjnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, przynajmniej w perspektywie minionego półwiecza. Jako pierwszy od roku 1976 zdecydował się na nieumieszczenie przy budżecie federalnym tzw. poprawki Hyde’a zakazującej finansowania aborcji z pieniędzy podatników. Nie uczynili tego nawet Bill Clinton i Barack Obama. Biden, razem ze spikerką Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (również „katoliczką”) konsoliduje wszystkie siły rządowe, aby forsować nieskrępowane mordowanie dzieci nienarodzonych w majestacie prawa. Popiera on projekt tzw. Ustawy o ochronie praw reprodukcyjnych kobiet (przegłosowany w niższej izbie Kongresu i przekazany do senatu), a jego administracja „uwija” się w pracy nad możliwościami uchylenia klauzuli sumienia i zmuszenia chrześcijańskich pracowników opieki zdrowotnej do zabijania dzieci.

    Z drugiej strony katolicki gubernator Teksasu, Greg Abbott, jest niewątpliwie najgłośniejszym w tym roku obrońcą życia w USA. Stan Samotnej Gwiazdy stał się dzięki niemu liderem walki o uznanie wartości ludzkiego życia i jego ochronę prawną, co popchnęło go na wojenną ścieżkę ze skrajnie proaborcyjnym rządem „dobrego katolika” Bidena. Batalia sądowa już kilkukrotnie pokazywała słabość ideologicznych argumentów administracji federalnej, niemniej starcie pomiędzy Teksasem a przemysłem aborcyjnym wciąż trwa.

    Bezpośrednio w ślady Teksasu wstąpiła Floryda, również rządzona przez katolika o poglądach pro life, Rona DeSantis. Pod koniec grudnia swą legislacyjną ścieżkę rozpoczęła tam analogiczna do teksańskiej Ustawa o biciu serca. Co istotne, jeżeli uda się wprowadzić te zmiany legislacyjne, to aktualizacji uległoby samo pojęcie człowieka, obecnie zakłamywane przez lobby aborcyjne. Projekt ustawy zakłada bowiem usunięcie terminu płód i zastąpienie go terminem dziecko nienarodzone, co w praktyce oznaczałoby przywrócenie ludzkiej godności człowiekowi na etapie prenatalnym i prawne obalenie największego kłamstwa przemysłu aborcyjnego, który próbuje wmówić ludzkości, że płód nie jest człowiekiem.

    Jeszcze dalej niż Teksas i Floryda poszedł stan Ohio, którego republikańscy prawodawcy przyjęli tzw. Ustawę 2363 (od szacowanej liczby dzieci, które dziennie pochłania aborcja w USA). Nowe przepisy uznają dziecko nienarodzone za pełnoprawnego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki, a jego zabicie jest uważane za przestępstwo. W myśl ustawy aborcja będzie dozwolona jedynie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki, którego nie udało się uniknąć na drodze procedur medycznych.

    Pomimo tak ogromnego „hałasu” wokół Teksasu, należy jednak zauważyć, że to stan Missisipi może odegrać decydującą rolę w ewentualnym zniesieniu powszechnego „prawa” do aborcji. Sąd Najwyższy USA 1 grudnia wysłuchał argumentów w sprawie Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization. Stawka w tym procesie toczy się o przywrócenie pełnej niezależności stanów we wprowadzaniu całkowitych lub częściowych zakazów aborcji, co obecnie jest niemożliwe na mocy precedensowego wyroku z roku 1973 w słynnej sprawie Roe vs. Wade. Jeżeli wyrok okaże się pomyślny, a Roe wyląduje na śmietniku historii, to już teraz wskazuje się, że co najmniej 26 stanów utrzyma bądź przywróci legislację chroniącą życie poczęte. Pro futuro (na wypadek sukcesu w Sądzie Najwyższym) prawo całkowicie zakazujące aborcji podpisał już Greg Abbott w Teksasie.

    Niezależnie od prawodawstwa stanowego, skrępowanego obecnie precedensem Roe vs. Wade, kilkadziesiąt amerykańskich miast wzięło sprawy w swoje ręce, wprowadzając całkowity zakaz aborcji i określając się „sanktuariami dla nienarodzonych”. Tu znów pałeczka pierwszeństwa należy do Teksasu, ponieważ miasto Waskom właśnie w tym stanie jako pierwsze wypędziło „prawo” do aborcji poza „bramy miejskie”. W ślad za tym teksańskim miastem poszło już 40 innych na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego tak dużo o USA? Wiadomo przecież, że gdy Stany Zjednoczone kichają na resztę świata, to świat łapie przeziębienie, jak powiedziała cytowana przez Grzegorza Górnego na łamach „Niedzieli” prominentna afrykańska aborcjonistka Tlaleng Mofokeng. Lekarka, absolwentka Uniwersytetu KwaZulu-Natal w RPA, a obecnie specjalny sprawozdawca ds. praw zdrowotnych przy ONZ, wyraziła swoje daleko idące zaniepokojenie potencjalnym wpływem antyaborcyjnego przebudzenia w USA, który byłby jej zdaniem „katastrofalny” i spowodowałby lawinę „ataków na prawa reprodukcyjne” na całym świecie. Nie pozostaje nic, jak tylko zgodzić się z analizą pani Mofokeng i prosić Wszechmocnego, aby spełniły się jej obawy.

    Jak na razie jednak Stany zdają się być odosobnione (nie licząc kilku krajów Ameryki Łacińskiej) w swojej walce przeciwko cywilizacji śmierci. Wpływów amerykańskiego przebudzenia nie doświadcza też (przynajmniej w sferze legislacyjnej) sąsiednia Kanada, gdzie w drugim już pokoleniu rządzi lewicowy i fanatycznie proaborcyjny „klan” Trudeau. Dzieciobójstwo jest tam legalne na wszystkich etapach ciąży i bez konieczności wykazania przyczyn zdrowotnych (czyli „na życzenie”) oraz refundowana ze środków publicznych. Dzięki oddolnemu postępowi i zwiększeniu świadomości, czym naprawdę jest aborcja i jakie istnieją dla niej alternatywy, liczba aborcji w jednej z kanadyjskich prowincji spadła aż o 20 procent, na co momentalnie zareagował rząd Justina Trudeau. Wyraził on „zaniepokojenie” i w trybie pilnym zwiększył nakłady finansowe na propagowanie i praktykowanie dzieciobójstwa.

    W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w wyniku aborcji około 600 tys. dzieci, natomiast w Kanadzie pomimo radykalnie proaborcyjnego rządu zwraca się uwagę na stosunkowo „niewielką” liczbę, oscylującą poniżej granicy 100 tys.

    Europa i Polska

    Optymizmem nie napawa także sytuacja w Europie, szczególnie w Unii Europejskiej, która prowadzi coraz bardziej zmasowaną ofensywę aborcyjną. Zabijanie nienarodzonych jest „legalne” w większości państw. Tylko w dwóch krajach nie zniesiono (jeszcze?) całkowitego zakazu aborcji. Są to Malta i Andora, małe państewko leżące pomiędzy Francją i Hiszpanią. Do niedawna życie poczęte było chronione również w San Marino, ale i tam cywilizacja śmierci zaczęła zbierać swoje żniwo. We wrześniu rząd i mieszkańcy niegdyś katolickiej Najjaśniejszej Republiki San Marino uznali, że zabijanie nienarodzonych nie podlega już prawu naturalnemu, lecz może zostać „przegłosowane” w procesie demokratycznym. I tak odbyło się referendum, w wyniku którego po ponad 150 latach prawnej ochrony życie poczęte przestało mieć wartość. Aborcja „przeszła” miażdżącą większością 77 procent głosów, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony lokalnego biskupa.

    Z różnych proaborcyjnych „ośrodków” wychodzą naciski na ostatnie bastiony, w których zabijanie niechcianych dzieci nie jest w pełni „legalne”. W czerwcu Parlament Europejski przyjął skandaliczną rezolucję, wedle której uśmiercanie dzieci w łonach matek miałoby być „prawem człowieka”. Autorem dokumentu był Predrag Matić, eurodeputowany z Chorwacji, gdzie zabicie dziecka „na życzenie” jest dozwolone do 10 tygodnia ciąży. Podobne naciski występują choćby pomiędzy Wielką Brytanią i Irlandią Północną. W 2019 roku wprowadzono w Irlandii Północnej przepisy liberalizujące aborcję, niemniej ten niegdyś katolicki kraj wciąż opiera się całkowitemu dostosowaniu do „prawa” obowiązującego w Zjednoczonym Królestwie, co prowokuje coraz to nowe pogróżki ze strony rządu „katolika” i „konserwatysty” Borisa Johnsona.

    Nie trzeba nikomu przypominać, że aborcja wzbudzała żywe emocje również w Polsce. Opublikowany w styczniu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie stwierdził nic innego, jak prosty fakt, że każdy Polak (w tym na etapie prenatalnym) jest zgodnie z Konstytucją chroniony prawem. Pomimo iż wyrok nie mógł brzmieć inaczej, spowodował on piekielną furię zwolenników zabijania nienarodzonych, którzy masowo wylegli na ulicę i od wielu miesięcy nie przestają wszczynać proaborcyjnych ekscesów. Do nagonki na polski porządek konstytucyjny oficjalnie dołączył Parlament Europejski, który po szeregu ustnych „napomnień” przyjął rezolucję wzywającą do „poszanowania” tego, co zwolennicy dzieciobójstwa nazywają „prawami reprodukcyjnymi” (czyt.: nieskrępowana swoboda uśmiercania dzieci nienarodzonych).

    Nie można w tym kontekście zapomnieć o projekcie ustawy „Stop aborcji” przygotowanym przez Fundację Pro – Prawo do Życia. Zakładał on całkowite poszanowanie dla życia poczętego i penalizację dzieciobójstwa. 2 grudnia rozstrzygnęły się losy tego projektu, który został odrzucony przez większość posłów, z których zaledwie 48 zagłosowało za prawną ochroną życia. Aż 361 posłów (w tym większość reprezentantów PiS) oddało głos za utrzymaniem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, zaś 12 wstrzymało się od oddania głosu. Trudno jednak dziwić się takiemu wynikowi głosowania, zważywszy na konsekwentnie proaborcyjne deklaracje ze strony przywódcy partii, Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej jego brata, Lecha. Niestety, naiwnością byłoby sądzić, że obecna partia rządząca, z chlubnym wyjątkiem 41 posłów głosujących „za”, jest ugrupowaniem, które uczyni jakikolwiek realny krok w kierunku uszanowania świętości ludzkiego życia.

    Ataki na proliferów

    Rok 2021 obfitował w ataki na działaczy ruchów pro life na świecie. Aborcjoniści i aktywiści LGBT dopuszczali się licznych ekscesów, takich jak demolowanie „ciężarówki pro life” w Warszawie czy napaść niejakiego Michała Sz., występującego pod pseudonimem „Margot”, na zwolennika życia, nie wspominając o celebrycie Macieju Maleńczuku prawomocnie skazanym za atak na działacza pro life). To tylko poszczególne przykłady oddolnej agresji, odnotowywane na całym świecie, ważniejsza jednak wydaje się postawa wielu rządów, które nie tylko gorliwie promują aborcję, ale próbują ograniczać legalne sposoby zapobiegania dzieciobójstwu, choćby przez bezpośrednią pomoc zdesperowanym kobietom, które przychodzą do „klinik” aborcyjnych, by uśmiercić swoje dzieci.

    I tak hiszpański parlament, z inicjatywy socjalistów, prowadzi obecnie proces legislacyjny ustawy, w myśl której pokojowe protesty pod klinikami aborcyjnymi będą uznane za „nękanie” kobiet i przestępstwo. Podobne przepisy na poziomie lokalnym wydały władze Madrytu. Zdarzały się również akty zawodowych represji, tak jak w przypadku policjanta z amerykańskiego stanu Kentucky, przeciwko któremu przełożeni podjęli kroki dyscyplinarne za udział w publicznym Różańcu pod kliniką aborcyjną. Zdarzały się także aresztowania manifestujących pod „klinikami” (w tym osób duchownych, takich jak o. Fidelis Moscinski pojmany w Filadelfii), nawet jeżeli ich działania polegały wyłącznie na modlitwie, śpiewaniu pieśni religijnych i próbie kontaktu z kobietami, by nawiązać z nimi dialog na temat aborcji.

    Kościół wobec aborcji w roku 2021

    Jednym z głośnych tematów powiązanych z aborcją w 2021 roku był fakt wykorzystania „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego do produkcji bądź badań tzw. szczepionek przeciw COVID-19. W tej kwestii krytycznie wypowiadało się zaledwie kilku hierarchów Kościoła (przede wszystkim bp Athanasius Schneider, bp Joseph Strickland, abp Carlo Maria Viganò czy kard. Raymond Leo Burke). Przeciwko przymusowi szczepień wystąpili (wśród nielicznych) biskupi z afrykańskiego Togo, nie wspominając jednak o wątpliwościach moralnych odnośnie wykorzystania linii komórkowych abortowanych dzieci. Ponadto poszczególni kapłani, jak James Altman z USA, podnosili nieetyczność szczepień mających związek ze zbrodnią aborcji. Są to jednak bardzie nieliczne przykłady w strukturach Kościoła, których pozostała część – na czele z papieżem Franciszkiem – nie tylko nie ma wątpliwości co do eksperymentalnych preparatów, ale z zapałem godnym lepszej sprawy bierze udział w ich kampaniach promocyjnych oraz we wprowadzaniu przymusu szczepień i segregacji sanitarnej.

    Równie nieliczne były głosy sprzeciwu w łonie Kościoła wobec polityków, którzy mienią się być katolikami i publicznie przystępują do Komunii Świętej, jednocześnie popierając aborcję. Tu zasłynęli szczególnie abp Salvatore Cordileone z San Francisco czy bp Thomas Paprocki ze Springfield. Należy jednak zauważyć, że sprzeciw wobec zgorszenia, jakie sieją proaborcyjni „katoliccy” politycy nie wykroczył poza słowa, a wygłaszający je biskupi nigdy nie podjęli przewidzianych prawem kanonicznym działań, takich jak ogłoszenie ekskomuniki. Ogólnie rzecz biorąc, w przypadkach, które nie pociągały za sobą personalnych sporów z możnymi tego świata, episkopaty opowiadały się za życiem oraz za prawodawstwem szanującym życie, protestując (również tylko w sferze deklaratywnej) przeciwko postępującej na świecie liberalizacji dostępu do aborcji.

    źródło: PCh24.pl/opracował: Filip Obara

    _________________________________________________________________________________

    Abp Salvatore Cordileone:

    Aborcja stała się sakramentem świeckiej religii. Aborcjoniści są wyznawcami demona, składają krwawe ofiary Molochowi

    Arcybiskup Salvatore Joseph Codileone/ fot. OPWest

    ***

    Aborcja stała się religijnym rytuałem, jakby sakramentem tych, którzy wyznają pogański, demoniczny kult Molocha. Aborcjoniści naśladują starożytnych wyznawców demona, któremu składali ofiary z dzieci. Ataki na godność życia nie ustaną, dopóki diabeł nie wróci na zawsze do piekła, wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Musimy budować kulturę poszanowania dla godności ludziego życia, będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa. Mówił o tym arcybiskup Salvatore Cordileone.

    Metropolita San Francisco, abp Salvatore Cordileone, wygłosił kazanie na Mszy świętej dla uczestników Marszu dla Życia West Coast 22 stycznia. Wskazał w nim na diabelski charakter zbrodni aborcji.

    „Diabeł jest tym, który dzieli, oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem. Żeby przeciągnąć nas ku sobie i zabrać do piekła używa klasycznej strategii wojennej: dzielić i podbijać. Robi to jednak bardzo mądrze, bo wie, że gdybyśmy widzieli zło takim, jakie jest, wtedy byśmy je odrzucili” – mówił hierarcha.

    „W naszych czasach stało się to swoistą religią, która przybiera postać hiper-agresywnego, antychrześcijańskiego sekularyzmu. To wszystko nas dzisiaj otacza; ten rodzaj sekularyzmu ma wszelkie oznaki religii: nieomylne dogmaty, rytuały, świętych, twierdzenia wiary i potępienie heretyckich nauk oraz kary dla heretyków, którzy je publicznie wygłaszają; indeks ksiąg zakazanych, a nawet sakramenty. W tym ostatnim punkcie ta nowa religia naśladuje pogaństwo, które jest demoniczne, religie starożytnego biblijnego świata, praktyki, które zwodziły nawet wybrany Lud Boga” – wskazywał.

    Wskazał następnie, że Bóg bardzo wyraźnie zabraniał składania ofiar demonom z córek i synów wybranego przez Ludu. Jak mówi Księga Kapłańska 18, 21: „Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień5 dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” [przeprowadzanie przez ogień oznacza spalenie dziecka jako ofiary – red.]

    „Nowa świecka religia naszych czasów naśladuje tę praktykę w niemal sakramentalny sposób: istotnie, aborcja stała się dla nich ich świętym sakramentem, tym, co uważają za najświętsze, doktryną i praktyką, na której zbudowany jest cały system ich wierzeń” – podkreślił hierarcha.

    „To właśnie dlatego widoczna jest tak wściekła i brutalna reakcja na jakąkolwiek najmniejszą nawet regulację aborcji w prawie […]. Nie powinno być niczym zaskakującym, że jako pierwsza przeciwko Teksańskiej Ustawie o Biciu Serca wystąpiła Świątynia Szatana – i to właśnie na gruncie pozbawiania jej wolności religijnej: oni potrzebują aborcji by przeprowadzać swoje rytuały religijne” – wskazał.

    Jak podkreślił, także wielu chrześcijan dało się zwieść i stali się jak starożytni Izraelici, którzy składają ofiary Molochowi. „A jednak jest tylko jeden Najświętszy Sakrament. Żyć tak, jakby były dwa, oznacza desakralizację tego, co jest święte, na dwóch frontach: Chleba Życia na ołtarzu i ludzkiego życia w łonie” – powiedział.

    „Diabeł nie spocznie, dopóki nie zostanie pokonany i nie wróci na zawsze do piekła, gdy przyjdzie powtórnie nasz Pan. Ataki na godność życia ludzkiego będą prowadzone cały czas, będą coraz mocniejsze” – ostrzegł.

    Nawiązał następnie do słów gubernatora Kalifornii, który obiecał, że ten stan będzie „sanktuarium dla aborcji”. „To oznacza, że będzie sanktuarium dla zabijania, zabijania niewinnych, będzie stanem-sanktuarium dla kultu Molocha. Dlatego musimy kontynuować pracę na rzecz budowania kultury życia, musimy bronić życia, zapewniając kobietom, które przechodzą w ciąży kryzys, miłość i wsparcie” – wskazał arcybiskup.

    Jak stwierdził, wymaga to bycia prawdziwymi chrześcijanami, zachowywania czystego serca i czystego umysłu, wzroku, który będzie w drugim człowieku dostrzegał godność.

    PCh.24.pl/Pach/źródło: ncregister.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Aborcyjny Dream Team chwali się pomocą w aborcji. Matka była w 37. tygodniu ciąży!

    Grupa feministek pomagająca mordować nienarodzone dzieci – Aborcyjny Dream Team – pochwaliła się niedawno, że pomogła zabić dziecko gotowe do porodu. Jego matka była w 37. tygodniu ciąży! – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina.

    Jak czytamy na stronach Fundacji, feministki spod znaku pioruna przyznają, że pomaganie w aborcjach jest ich życiową pasją i misją, a za cel obrały sobie promowanie pozytywnego (!) przekazu dotyczącego aborcji.

    Za pośrednictwem mediów społecznościowych co jakiś czas Aborcyjny Dream Team chwali się swoimi morderczymi osiągnięciami. Uruchomiona przez nich infolinia umożliwia konsultacje aborcyjne i zamawianie tabletek poronnych oraz umawianie wyjazdów na zabicie dziecka za granicami Polski (w krajach, w których zabijanie dzieci przed narodzeniem jest legalne). Aborcjonistki z ADT uważają, że aborcja powinna być dostępna w każdym momencie ciąży na żądanie. Jak się okazuje również 9. miesiąc ciąży, według nich, jest odpowiednim momentem na zamordowanie dziecka!

    Aborcja w 9. miesiącu ciąży
    Aborcjonistki ostatnim wpisem na Facebooku wywołały spore oburzenie nawet wśród swoich zwolenniczek. Oznajmiły bowiem, że pomogły kobiecie będącej w 37. tygodniu ciąży dokonać aborcji. W komentarzach zawrzało (niektóre zostały już przez ADT skasowane).
    Aborcjonistki przyznały, że preferowaną metodą zabicia dziecka w tak zaawansowanym stadium rozwoju, jest rozszerzenie szyjki macicy umożliwiające wydobycie go narzędziami, a wcześniej podanie bezbronnemu dziecku morderczego zastrzyku, który zatrzymuje akcję serca!
    37. tydzień ciąży to etap, gdy dziecko oficjalnie uznaje się za donoszone, można je urodzić i oddać je do adopcji lub umieścić w oknie życia. Niestety aborcjoniści wkroczyły do gry i mały człowiek został zamordowany. Oto prawdziwa cywilizacja śmierci.

    Cel ostateczny – aborcja bez ograniczeń
    Jak podkreśla Fundacja Życie i Rodzina, działania Aborcyjnego Dream Teamu pokazują ostateczny cel proaborcyjnych aktywistów – aborcja bez żadnych ograniczeń. „Dla nich nie ma granic w bestialskim mordowaniu nienarodzonych. Chcą zabijać za wszelką cenę – w imię wyboru, komfortu, prawa, wpadki, choroby czy sytuacji finansowej – nieważne, każdy powód do zrobienia aborcji jest dobry” – czytamy.

    W swoich medialnych wypowiedziach zwolennicy aborcji podkreślają, że robią wszystko, by zmienić sposób mówienia o aborcji. W tym celu, m.in. zmieniają słownictwo około aborcyjne i odczłowieczają nienarodzone dzieci (nazywają je na wiele prześmiewczych sposobów, byle tylko nie zdefiniować ich jako ludzi).

    Te same osoby, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., dążą do ponownego zalegalizowania aborcji w naszym kraju. Chcą, by zabijanie dzieci w łonach matek było w świetle polskiego prawa możliwe i to bez ograniczeń. Wabią Polki zwodniczymi hasłami. Perfidnie i w kłamliwy sposób wykorzystują tragedie, takie jakie miały miejsce w szpitalu w Pszczynie czy w Częstochowie. Robią to, by nakręcać emocje. Wszystko po to, by zdobyć jak największe poparcie społeczne dla swoich morderczych postulatów i móc forsować je w Sejmie.
    Aborcja to przede wszystkim gigantyczny biznes. Wcale nie chodzi w nim o dobro kobiet, tu liczą się tylko zyski. Zarówno matka jak i dziecko są traktowane przedmiotowo. Aborcjoniści chcą, by aborcji było jak najwięcej, bo mają z tego ogromne pieniądze.

    Prawdziwe oblicze aborcjonistów
    Aborcjonizm w wersji light nie istnieje i przekonały się o tym feministki popierające wcześniej ADT. Nawet one uznały, że to za wiele. Może wreszcie zobaczą, kogo popierają i o co chodzi aborcyjnym aktywistom – zabijać wszystkie dzieci bez wyjątku i bez skrupułów. Fakt, że ADT pomógł zamordować dziecko gotowe do porodu, musi budzić obrzydzenie. Warto pamiętać, jakie są prawdziwe intencje feministek, szczególnie, gdy znów usłyszymy, jak z fałszywą troską pochylają się nad ciężarnymi w trudnej sytuacji życiowej…

    źródło: Fundacja Życie i Rodzina/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Macron, Metsola i oczekująca przepaść

    (fot. youtube)

    ***

    Każda wina musi zostać ukarana. Narody nie mają życia ponadziemskiego, dlatego jeżeli grzeszą, kara musi być wymierzona na tym świecie. O tym w kontekście coraz bardziej masowej zbrodni aborcji pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

    19 stycznia Emmanuel Macron, prezydent Republiki Francuskiej, inaugurował w Parlamencie Europejskim okres francuskiej prezydencji. Zaproponował wprowadzenie aborcji jako fundamentalnego prawa człowieka w ramach Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Karta, zaaprobowana w Nicei w 2000 r. i ratyfikowana Traktatem lizbońskim w 2007, jest swego rodzaju europejskim statutem konstytucyjnym. Obok Macrona w Strasburgu obecna była maltańska eurodeputowana Roberta Metsola, wybrana dzień wcześniej na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego dzień wcześniej w Strasburgu, zastępując Davida Sassoli.

    Po wyborze Metsola, chciała uspokoić tych, których niepokoiły jej poprzednie wypowiedzi przeciwko aborcji. „W sprawie przerywania ciąży – powiedziała – moja linia będzie taka, jak Parlamentu”. Przerwanie ciąży, nie aborcja; takie podporządkowanie się decyzjom większości parlamentarzystów przypuszczalnie będzie miało zastosowanie nie tylko do aborcji, ale do każdej ohydy, jaką mogłoby to zgromadzenie zaaprobować. Następnego dnia przewodnicząca Metsola bez mrugnięcia okiem słuchała słów Macrona.

    Deklaracja Macrona o aborcji jako prawie człowieka, którą wygłosił przed zgromadzeniem plenarnym, gdzie znajdowało się wielu katolików i konserwatystów, stanowiła bezpośrednie wyzwanie – porównywalne do poprzednika Macrona, Jacque’a Chiraca, kiedy sprzeciwił się wszelkim nawiązaniom do chrześcijańskich źródeł Europy w Karcie Praw z szacunku dla świeckiej i rewolucyjnej tradycji Francji.

    Rewolucja francuska u progu XXI wieku wciąż wywiera wpływ; wszystkie współczesne i postmodernistyczne prawa mają swoje źródło w Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789, łącznie z feministycznym sloganem: „moje ciało, mój wybór”, na którym rzekome „prawo do aborcji” się opiera. Każdy, kto ma czyste sumienie, musi sprzeciwić się głoszeniu takich pseudo-praw stanowczym „Nie”, bez wyjątku i bezkompromisowo.

    Rozum, sumienie i prawo naturalne odciśnięte w naszych sercach mówią nam, że zabijanie niewinnej istoty ludzkiej nie jest dozwolone nigdy, w żadnych okolicznościach. Zakaz aborcji, dzieciobójstwa, eutanazji i generalnie zabójstwa opiera się na prawie, które jest absolutne; bez możliwych kompromisów i wyjątków. Jeśli dopuszcza się wyjątek w prawie moralnym, cała moralność upada.

    Pod tym względem gotowość Roberty Metsoli do kompromisu wygląda nie mniej poważnie niż antychrześcijańska prowokacja Emmanuela Macrona. Macron jest zaprzysięgłym wrogiem prawa naturalnego i chrześcijańskiego, usiłującym zamienić przestępstwo w prawo konstytucyjne. Roberta Metsola jest fałszywą przyjaciółką, która, akceptując przekształcenie występku w prawo, przyczynia się do psychologicznego i moralnego rozbrojenia obrońców życia. Rezultatem jest trywializacja zła, która doprowadziła w wielu krajach, w tym Włoszech, do masowego mordowania z pomocą pigułki aborcyjnej. Według doniesień w wielu regionach Włoch farmakologiczne środki aborcyjne typu „Zrób to sama” stały się podstawową metodą aborcji, znacznie przewyższając liczbę aborcji chirurgicznych („La Repúpblica”, 28 stycznia 2021 r.). Unikając psychologicznej traumy interwencji szpitalnej, sumienia coraz szybciej przyzwyczajają się do zła, co ma wprost trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.

    Ale musimy pamiętać, że za każdą winę jest kara. A im większa wina, tym większa kara. Winy indywidualne spotyka kara albo na tym świecie, albo na tamtym, przed lub po śmierci. Jednak kiedy winy są społeczne, popełniane przez naród albo przez kilka narodów, kara musi nastąpić na ziemi, ponieważ narody, przeciwnie do człowieka, nie mają swojego ponadziemskiego przeznaczenia.

    Trwająca pandemia, wiatry wojny nadciągające z Europy Wschodniej, możliwy wybuch kryzysu gospodarczego; wszystkie te niepokojące fakty powinny skłonić nas do refleksji. Kiedy brak refleksji, narody spieszą w lekkomyślnym zatraceniu ku oczekującej je przepaści. Tym, którzy myślą i mają prawe sumienie, pozostaje jedynie kontynuować modlitwę i walkę, powierzając wszystko rękom Boga.

    Roberto de Mattei/źródło: voiceofthefamily.com/tłum. Jan J. Franczak/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________________

    Roberto de Mattei:

    Musimy prosić Boga o świętych, takich jak św. Józef

    Kryzys naszych czasów przeniósł się z płaszczyzny kulturowej i moralnej na psychologiczną – przy czym kryzys psychologiczny należy rozumieć w sensie etymologicznym, a więc jako dotyczący nauki o duszy. Ludzie ryzykują psychologiczne załamanie, kiedy zapominają o zasadniczym celu swojego życia: uświęcaniu się i chwale Bożej, pisze Roberto de Mattei.

    Włoski historyk Kościoła wskazuje, że współcześnie cierpimy z powodu bardzo poważnego kryzysu psychologicznego, to znaczy kryzysu związanego z rozumieniem ludzkiej duszy. „Stabilność psychologiczna, którą dają zdrowie, pieniądze i uczucia jest pozorna. Osoby, które wydają się silne, ale pozbawione są Boga, podobne są do domów zbudowanych na piasku, o których mówi Ewangelia. Wystarczy tylko odebrać im jedno z tych fałszywych dóbr, na których polegają, by wywołać psychologiczny kryzys”, napisał uczony. Takie społeczne katastrofy, jak wojna czy pandemia, powodują, że prawdziwsze niż kiedykolwiek stają się słowa naszego Pana: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7, 27).

    „W burzliwych dziejach historii musimy zrozumieć, że tylko w nas samych możemy znaleźć rozwiązanie problemów, które nas dotykają. Nie toczymy walki politycznej, społecznej ani medycznej; jesteśmy żołnierzami na długiej wojnie z ciałem, z diabłem i ze światem, która sięga samych początków stworzenia. W tej walce, jak wyjaśnia o. Réginald Garrigou-Lagrange (187-1974): wewnętrzne życie jest dla każdego z nas jedyną konieczną rzeczą. […] Prawdziwym życiem człowieka nie jest powierzchowne i zewnętrzne życie ciała, przeznaczone na rozkład i śmierć, ale nieśmiertelne życie duszy” – wskazał profesor de Mattei.

    Jak dodał uczony, Bóg nie domaga się od nas zbawiania społeczeństwa, ale zbawiania naszych dusz i wychwalania Go – także w społeczeństwie, poprzez publiczne świadectwo wierności wobec prawd Ewangelii. Roberto de Mattei jeszcze raz powołał się na o. Garrigou-Lagrange, by wskazać, że to, czego dziś potrzeba – to święci. To właśnie o świętych musimy prosić Boga, bo historia pokazuje, że w trudnych czasach – takich jak kryzys herezji albigensów czy kryzys protestancki – Bóg zawsze obdarzał swój lud świętymi. De Mattei zauważył, że możemy wokół siebie nie dostrzegać świętych, ale być może zapominamy, co jest właściwym kryterium świętości: nie są nim sensacyjne cuda, ale zdolność do cichego i wiernego życia w cnotach, czego przykładem jest św. Józef.

    „Nikt lepiej od św. Józefa nie wiedział, jak kruche jest Imperium Rzymskie za kurtyną pozorów; nikt tak jak on nie uświadamiał sobie zdrady Sanhedrynu. A jednak pogodził się z rzymskim prawem cenzusu czy żydowskimi nakazami obrzezania Jezusa, nie zachęcając nigdy do rebelii wobec autorytetu. W jego sercu nie było złości, ale spokój; jedyną nienawiścią, którą znał, była nienawiść wobec grzechu” – stwierdził profesor.

    „Rok św. Józefa ogłoszony przez papieża Franciszka dobiegł końca, ale nabożeństwo względem św. Józefa musi trwać dalej, by inspirować wiernych katolików i prowadzić ich do poszukiwania świętości, która jako swoją kulminację ma Jezusa Chrystusa” – zaznaczył historyk. Wezwał na koniec do ufności w Bożą Opatrzność i we wstawiennictwo Matki Bożej.

    źródło: rorate-caeli.blogspot.com/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Praktyczne wskazówki

    W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (po łacinie: vere, realiter et substantialiter) Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1374).

    W Eucharystii Boży Syn jest z nami całkowicie i Bogiem i Człowiekiem. Oto słowa św. Jana Pawła II: „W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas świadkami nadziei dla wszystkich. Jeżeli wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic”. (Encyklika Ecclesia de Eucharistia z 2003 r., nr 62).

    W roku 2004 św. Jan Paweł II rozpoczynając Rok Eucharystii w Kościele tak się modlił: „Panie Jezu, pozostań z nami (…). Wspieraj nas, gdy jesteśmy utrudzeni, przebacz nasze grzechy, kieruj naszymi krokami na drogach dobra (…). W Eucharystii jesteś lekarstwem na nieśmiertelność; obdarz nas pragnieniem pełni życia, które nam pomoże iść po tej ziemi jako ufni i radośni pielgrzymi, wpatrzeni zawsze w cel życia bez końca. Zostań z nami, Panie! Zostań z nami! Amen”. 

    Adobe Stock/Niedziela

    *****

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać? Wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Jeden z najpiękniejszych sposobów modlitwy

    Poświęcenie czasu na przebywanie z Jezusem w Eucharystii jest receptą na znalezienie jakże potrzebnego naszej duszy ukojenia.

    Adoracja jest jednym z najpiękniejszych sposobów modlitwy. To czas spędzony z Jezusem ukrytym w Eucharystii. Zazwyczaj w trakcie adoracji Najświętszy Sakrament jest odsłonięty, a biała hostia umieszczona jest w złotej lub srebrnej monstrancji. Jednak nawet wtedy, gdy Najświętszy Sakrament nie został wystawiony, możemy modlić się przed obecnym w tabernakulum Jezusem.

    Często wierni spędzają na adoracji jedną godzinę. Jest to praktyczne: w kościołach, w których trwa całodobowa, wieczysta adoracja, są harmonogramy najczęściej jednogodzinnych czuwań wiernych, tak aby Najświętszy Sakrament nigdy nie został pozostawiony bez adoracji.

    Za jednogodzinną adoracją przemawiają także głębsze względy – wszak Chrystus zapytał uczniów w ogrodzie Getsemani: „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny na modlitwie?”.

    Nauczyć się przebywania u stóp Jezusa

    Poniższe wskazówki mogą okazać się pomocne dla wszystkich, którzy nie mają większego wcześniejszego doświadczenia w adoracji.

    Po pierwsze, należy pamiętać, że tę godzinę spędza z wami sam Pan. Pozwólcie Mu na siebie patrzeć. Rozpocznijcie od adoracji. W jaki sposób adorować? Jednym ze sposobów jest adoracja na kolanach, w radości naszych serc, jednak konkretny sposób winien odzwierciedlać naszą miłość do innych osób.

    Powinniśmy zbliżać się do naszego Pana niczym pan młody, wpatrujący się w swoją narzeczoną prowadzoną do niego do ołtarza, jak matka patrząca na noworodka, czy jak syn lub córka wracający do domu rodzinnego po długiej podróży. Każdy, kto się kiedykolwiek zakochał, doskonale zna pragnienie wpatrywania się bez końca w oczy ukochanej osoby.

    Do tego właśnie poziomu intymności, wyciszenia siebie i radości winniśmy dążyć w trakcie adoracji. Nawet jeśli my sami tego nie odczuwamy, wiedzmy, że czyni to nasz Pan. Przebywanie w naszej bliskości cieszy Go o wiele bardziej, aniżeli my kiedykolwiek moglibyśmy radować się w Jego obecności.

    Dlaczego powinniśmy przebywać na adoracji? Po to, by nauczyć się przebywania u stóp Jezusa i obrać „lepszą cząstkę”, aby dostroić nasze uszy do słuchania słów Bożych, a nasze oczy uwrażliwić na Boże spojrzenie, abyśmy byli zdolni przyjąć to, o co się modlimy w Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Przebywanie w obliczu Eucharystii to audiencja u Króla Niebios. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać i trzymać się z dala?

    Jak wytrwać godzinę na adoracji?

    Jeżeli nie wiecie, co robić i co mówić w trakcie adoracji, pamiętajcie, że wszystkie relacje rozpoczynają się od chęci uczestniczenia, spędzania z kimś czasu. Idźcie przed Najświętszy Sakrament, a jeśli to wasza pierwsza adoracja, po prostu usiądźcie i kontemplujcie – tu jest Chrystus. To właśnie miłość.

    Jesteśmy wezwani, by być jak Chrystus, czy to w małżeństwie, życiu konsekrowanym, czy idąc w pojedynkę przez życie. Chrystus pozwolił, aby go poniżono, wylał dla nas ostatnią kroplę krwi. My sami, jako stworzenia upadłe, nigdy nie jesteśmy w stanie oddać się w całości, bez reszty. Adoracja Chrystusa Eucharystycznego pomoże nam zrozumieć, że miłość jest zawsze służbą i darem z całego siebie.

    Módlcie się Pismem Świętym. Czytajcie je, smakujcie i rozważajcie. Poproście Ducha Świętego, aby pomógł wam zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. Czytajcie słowa Pisma Świętego kilkukrotnie.

    Sam mówię własnym dzieciom, kiedy próbują coś ugotować, żeby przed rozpoczęciem przygotowywania potrawy trzykrotnie przeczytały przepis kulinarny. W ten sposób zapada on w pamięć, a oni mogą rozpocząć pracę z pewną wiedzą wstępną na temat tego, co będą musieli zrobić. Trzykrotna lektura fragmentu Pisma Świętego jest równie dobrym sposobem na głębszą refleksję nad słowami, które kieruje do nas Bóg.

    Odmawiajcie różaniec. Nikt nie zna Syna Bożego lepiej od Jego Matki, która może was nauczyć, jak patrzeć na Syna na krzyżu, jak usiąść u stóp Syna na Górze Błogosławieństw i jak uklęknąć przy Nim w adoracji. Módlcie się z Nią, a ona pomoże wam zrobić „wszystko, cokolwiek On wam powie”.

    Śpiewajcie we własnym sercu. Wielu z nas nie dysponuje pięknym głosem, lecz możemy śpiewać w głowie. Adoracja to szansa, aby zaśpiewać naszemu Panu w głowie ulubioną pieśń kościelną (niezależnie od pory roku), i to wszystkie zwrotki. Będziecie mogli skorzystać z wymarzonego przez was akompaniamentu i wychwalać Boga tak, jak byście byli profesjonalnymi śpiewakami. Dodatkową korzyścią jest to, że po powrocie z adoracji łatwiej będzie wam śpiewać w trakcie mszy świętej, niezależnie od pieśni.

    Jeśli nie godzina, to ile czasu?

    „Czyż nie możecie wytrwać ze mną jednej godziny?” – pyta Chrystus, a my, podobnie jak apostołowie, musimy przebudzić się i odpowiedzieć.

    Nie możecie przeznaczyć na adorację całej godziny? Naturalnie, wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. W takim razie ofiarujmy Bogu 12 minut każdego dnia, przed wyruszeniem do pracy, lub tyle samo minut po zakończeniu pracy, przez co w ciągu tygodnia ofiarujemy Bogu na adoracji 60 minut poza mszą św. Przekonacie się również, że przybycie przed Boże oblicze i przebywanie w Jego obecności staje się łatwiejsze, gdy wchodzimy coraz głębiej w tajemnicę obecności Chrystusa.

    Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament!

    Sherry Antonetti/Aleteia.pl

    ____________________________________________________________________________________________

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać? - zdjęcie

    Ks. Dolindo: jak często katolik powinien się spowiadać?

    “Klękamy przed kapłanem, wyznajemy nasze błędy, słuchamy jego rad oraz otrzymujemy pokutę. To nie jest niewola, to jest godność. Kiedy kapłan, drżąc w swoim sercu z powodu jego upokorzenia i pełni swojej funkcji, podnosi swoje poświęcone ręce nad naszą głowę; kiedy uniży się, by obdarzyć krwią Przymierza, za każdym razem, dziwiąc się wypowiadaniu słów, które dają życie, on – sam jako grzesznik – in persona Christi przebacza grzesznikowi. My, grzesznicy u jego stóp, wstając, nie czujemy, że popełniliśmy coś tchórzliwego. Jesteśmy u stóp człowieka, który reprezentuje Jezusa Chrystusa, aby złożyć wszystko, co skłoniło naszą duszę do podłości, jarzmo namiętności, miłość do ulotnych rzeczy świata, strach przed jego osądzaniem; byliśmy tam, aby odzyskać godność wolnych ludzi i dzieci Bożych” – pisał słynny włoski pisarza Alessandro Manzoni.

    Ks. Dolindo bardzo wiele w swoim życiu wycierpiał. Pisząc swoją Autobiografię, wyjaśnił, że Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból. Od dzieciństwa musiał znieść wiele chorób i materialną nędzę, łącznie z głodem. Ponadto jego ojciec był człowiekiem szorstkim i gniewnym i niebawem porzucił rodzinę. W 1905 roku Dolindo przyjął święcenia kapłańskie, następnie uczył teologii i śpiewu gregoriańskiego seminarzystów Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po dwóch latach kapłaństwa został poddany poważnej próbie życia przez Opatrzność. Oskarżony o rozsiewanie błędów teologicznych i herezji został suspendowany i poddany wieloletniemu dochodzeniu sądowemu prowadzonemu przez watykańskie Święte Oficjum.

    Odnosząc się do częstotliwości, z jaką katolicy powinni się spowiadać, ks. Dolindo zaleca, aby czynić to przynajmniej co kilka tygodni lub przynajmniej raz w miesiącu. – I róbcie to starannie, bo dobra spowiedź jest duchowym skarbem dla duszy i przynosi owoce w codziennym życiu – mawiał.

    Nauczał, że posiadając tak wielki skarb miłosierdzia, jaki jest zawarty w sakramencie pokuty, nie powinniśmy być na tyle nierozsądni, żeby żyć z dala od niego. Spowiedź oddala od nas bowiem gorycz, nędzę i niesprawiedliwości jakie spotykają nas na tym świecie.

    Spowiedź sprawia też, że wraz z nią ożywa dusza, grzech zostaje odpuszczony i nie chowa się w nas; odnajdujemy wartości stłamszone przez grzechy, gdyż znów stają się żywe, a przede wszystkim na nowo odzyskujemy kontakt z Bogiem.

    mp/deon.pl/fronda.pl

    ********************************

    5 powodów, dla których warto się spowiadać

    Dlaczego właściwie warto się spowiadać? Bo tego nauczyli mnie rodzice? Bo tak wypada? Nic z tych rzeczy. Oto 5 prawdziwych powodów dla których warto klęknąć do kratek konfesjonału!

    Adobe Stock

    *****

    1. Uporządkowanie życia

    Przygotowanie do spowiedzi, jak nic innego, pomaga przyjrzeć się naszemu życiu z innej perspektywy. Wertując swoje zachowania i motywacje możemy dowiedzieć się o sobie wielu ciekawych rzeczy. Co jeszcze jest we mnie nie tak? Co powinienem zmienić, poprawić? Spowiedź św. to sto razy lepszy motywator niż trener personalny czy światowej sławy coach. Niestety wymaga więcej odwagi.

    2. Braterska wymiana

    Klękając do kratek konfesjonału możesz mieć pewność, że wyznajesz grzechy samemu Jezusowi. Twoje usta i uszy księdza to tylko pośrednicy. Chodzi o relację twojego serca z sercem Jezusa. Mimo wszystko osoba i rola kapłana jest tutaj nieprzypadkowa. Moglibyśmy samodzielnie wyznać grzechy Bogu, klęcząc w kościelnej ławce. Pomyślałeś kiedyś, dlaczego sam Chrystus zapragnął, aby pośredniczyli w tym Jego apostołowie?

    Człowiek wyznając swoje przewinienia Bogu za pośredniczeniem księdza ma możliwość braterskiej wymiany. Ksiądz znając także swoje słabości powinien, w uniżeniu, słowami zmotywować penitenta do dalszej pracy nad sobą. Wypowiadając regułę przebaczenia grzechów otwiera nas na coś nieprawdopodobnego. Człowiek często musi coś usłyszeć, żeby to zrozumieć.

    3. Darmowe przebaczenie

    „Ja odpuszczam tobie grzechy..” – to głos Boga, który kolejny raz pragnie ci powiedzieć: jesteś dla mnie szalenie ważny/ważna! To co było jest nieważne, teraz jesteś już w pełni mój/moja. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zły, niedobry, nieważny. Jesteś moją miłością. Jestem zawsze z tobą!

    Uczucie przebaczenia to jak kamień spadający z serca. To co było się nie liczy. Czysty i dobry wracasz na ścieżki życia. Głowa do góry. Synu, córko Boga.

    4. Spotkanie z Jezusem

    To w sumie powinien być pierwszy powód, dla którego warto się spowiadać. Sam Jezus, który działa przez księdza w konfesjonale, w pełni dla ciebie. Nie musisz stresować się podchodząc do spowiedzi. Nie przejmuj się księdzem, który może wydawać ci się niemiły. Wchodzisz w przestrzeń spotkania z samym Jezusem. Reszta jest zupełnie nieważna. To jest wasz czas.

    5. Otwarcie drzwi

    Spowiedź i przebaczenie grzechów otwierają nas na pełnię spotkania z Bogiem. Odchodząc od konfesjonału, czysty, z godnością dziecka Bożego – masz możliwość przyjęcia Ciała Chrystusa. Możesz zjednoczyć się z samym Bogiem. Niepojęte. Cudowne. Spowiedź to klucz, Eucharystia otwieranie drzwi, za którymi czeka On – Jezus.

    Niech spowiedź nigdy nie będzie dla ciebie powodem do strachu. Zewnętrzne czynniki są zupełnie nieważne. Tu chodzi o Jezusa. I o ciebie – o twoje życie. Odwagi.

    “Co jest centrum, grzechy, czy też Ojciec, który wybacza wszystko? Do spowiedzi nie przystępuje się jako osoba karcona, która musi się upokorzyć, ale jako dziecko, które biegnie, by przyjąć uścisk Ojca. A Ojciec podnosi nas w każdej sytuacji, przebacza nam każdy grzech. Dam wam małą radę: po każdej spowiedzi zostańcie kilka chwil, aby zapamiętać przebaczenie, które otrzymaliście. Strzeżcie tego pokoju w swoim sercu, tej wolności, którą odczuwacie w swym wnętrzu.”

    Papież Franciszek do młodych na Słowacji, wrzesień 2021

    Damian Krawczykowski/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    z „Dzienniczka” św. siostry Faustyny na temat Sakramentu Pojednania:

    1448

    Powiedział mi Jezus – Córko moja, pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia (czyli w sakramencie pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni.

    1286

    Dzięki Ci, Panie, za spowiedź świętą,

    Za to źródło wielkiego miłosierdzia,

    Które jest niewyczerpane,

    Za tę krynicę łask niepojętą,

    W której dusze grzechem zmazane bieleją.

    647

    Jedną rzecz zrozumiałam, że muszę się wiele modlić za każdego spowiednika o światło Ducha Świętego, bo kiedy przystępuję do konfesjonału, [a] wpierw nie pomodliłam się gorąco, to niewiele mnie zrozumie spowiednik. Ojciec spowiednik zachęcał mnie do gorącej modlitwy: Niech siostra odprawia nowennę po nowennie, a Bóg łask nie odmówi.

    654

    Pragnę powiedzieć tę rzecz dziwną, która mi się pierwszy raz przydarzyła: kiedy spowiednik zaczął do mnie mówić, nie rozumiałam ani jednego słowa jego. – Wtem nagle ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego, który mi rzekł: W męce Mojej szukaj siły i światła. Po skończonej spowiedzi, rozważałam straszną mękę Jezusa i zrozumiałam, że to, co ja cierpię, jest niczym w porównaniu z męką Zbawiciela, a każda, nawet najmniejsza niedoskonałość była przyczyną tej strasznej męki. Wtem duszę moją ogarnęła tak wielka skrucha i dopiero w tym odczułam, że jestem w morzu niezgłębionego miłosierdzia Bożego. O, jak mało mam słów, ażeby wyrazić to, co przeżywam. Czuję, że jestem jak kropla rosy pochłonięta w głębie bezdennego oceanu miłosierdzia Boga.

    1602

    Dziś powiedział mi Pan: Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.

    *******

    Lęk i wstyd przed spowiedzią

    Również niezależnie od konfesjonału człowieka może ogarnąć przymus wyjawienia komuś zaufanemu całej prawdy o sobie. Nawet ktoś bardzo zamknięty i nieskory do zwierzeń znajdzie się czasem w sytuacji, że dosłownie musi opowiedzieć o sobie wszystko, nawet rzeczy najbardziej wstydliwe i kompromitujące.

    Niekiedy do takiego odsłonięcia się popycha człowieka jakieś nieszczęście, do którego bezwiednie sam się przyczynił. Na przykład rozpada nam się małżeństwo, a bardzo chciałbym je uratować, albo moje rodzone dziecko wpadło w towarzystwo narkomanów lub stanęło przed sądem dla nieletnich, czy może ktoś bardzo mi bliski usiłował popełnić samobójstwo. W takiej sytuacji przestaje się liczyć jakikolwiek wstyd. Człowiek chciałby tylko poznać swoje błędy i zmienić swoje postępowanie, byleby tylko mógł ocalić i odzyskać swoje dziecko albo uratować przed rozpadem swoją rodzinę. Otwiera więc przed drugim człowiekiem całego siebie, wierząc, że on pomoże mu zrozumieć istotę własnych błędów i poradzi, co robić.

    Gotowi ponadto jesteśmy pokazać jakiemuś mądremu i życzliwemu człowiekowi swoją słabość, nawet bardzo nas upokarzającą, jeśli po wielu bezskutecznych próbach doszliśmy do wniosku, że sami sobie z nią nie poradzimy. W pochodzących z V wieku Rozmowach Jana Kasjana znajduje się opowieść o młodym zakonniku, który nauczył się podkradać jedzenie z klasztornej spiżarni. Ponieważ nie udawało mu się zerwać własnymi siłami z tym nałogiem, pokonał palący go wstyd i wyznał to któremuś ze starych zakonników. Usłyszał w odpowiedzi słowa, które zawierały mniej więcej tę samą treść, jaka znajduje się w znanym czterowierszu Adama Mickiewicza:

    Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,

    Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.

    Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,

    Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.

    Jeśli człowiek, przynaglony opisaną wyżej potrzebą, przychodzi do sakramentu pokuty, i sam penitent i spowiednik powinni zadbać o to, żeby nie zabrakło w tej spowiedzi wymiarów ściśle religijnych, które stanowią przecież istotę sakramentu. Bo niedobrze by było, gdyby sakrament został wykorzystany tylko do zaspokojenia co prawda głębokiej, ale tylko ludzkiej potrzeby krytycznego spojrzenia na całe swoje życie i zmobilizowania się do jakiejś pozytywnej zmiany. W sakramencie pokuty chodzi jednak o to, żeby możliwie w całej prawdzie stanąć przed Bogiem, żeby próbować zrozumieć ból, jaki sprawiamy Bogu naszymi grzechami, żeby zawstydzić się swojej niewdzięczności wobec Boga i żeby przyłączyć się do potępienia, jakie przeciwko moim grzechom, z miłości do mnie, wypowiada Pan Jezus.

    Pragnę uzdrowienia

    Najważniejszym przecież powodem, dla którego przychodzę do spowiedzi jest to, że bardzo pragnę, ażeby Jezus zechciał mi przebaczyć i uzdrowić mnie, i przygarnąć do swego Serca. Co się dzieje, kiedy człowiek, nieraz po długim błądzeniu, przystępuje w końcu do sakramentu pokuty? Taki człowiek jakby “pozwala” Dobremu Pasterzowi, żeby wziął swoją zagubioną owieczkę na ramiona i przyniósł do owczarni. Spowiedź jest jakby jękiem, który przywołuje Dobrego Samarytanina, żeby się nade mną pochylił i opatrzył moje rany. Jest jakby powrotem syna marnotrawnego i jego wtuleniem się w ramiona Miłosiernego Ojca.

    W bardzo ostrych – ale jakże prawdziwych – obrazach opisywał odpuszczenie grzechów Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku. Przebaczenie win jest to, po pierwsze, wyrwanie z mojej duszy chwastów, “których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13). Po wtóre, jest to zburzenie domu, który został wybudowany bez fundamentu (Mt 7,26). Po trzecie, jest to zabicie grzesznika, który się we mnie rozpanoszył (Ef 4,22). To wyrywanie, burzenie i zabijanie – powiada Orygenes – jest warunkiem niezbędnym, abym mógł się stać miłą Bogu rolą uprawną, abym mógł rozpocząć budowanie na mocnym fundamencie i aby mógł się we mnie rozwijać człowiek nowy, prawdziwie Boży, zdolny do życia wiecznego (Wykład Księgi Jeremiasza, 1,l4–16).

    Oryginalnie argumentował Orygenes – dziś takiej argumentacji raczej się nie słyszy – dlaczego należy pokonać wstyd przed spowiedzią. Naszym śmiertelnym wrogiem – przypominał – jest szatan. To on pobudza nas i kusi do grzechu, i on oskarża nas przed Bogiem, kiedy grzech popełnimy. Jest jednak sposób na tego przeklętnika: jeśli my sami oskarżymy się przed Bogiem i ludźmi ze swoich grzechów, i uzyskamy Boże przebaczenie, wówczas szatan oskarżać nas już nie może (Wykład Księgi Kapłańskiej, 3,4).

    Trzy najczęstsze argumenty starożytnych chrześcijan, ażeby przezwyciężyć wstyd przed spowiedzią, można usłyszeć również w dzisiejszych kościołach. ,,Pokaż, żeś naprawdę znienawidził grzech” — przekonywał, w roku 380, do pokonania wstydu przed spowiedzią święty Grzegorz z Nazjanzu (Mowa, 40,27). Czasem dodawano, że wstyd spowiedzi można potraktować jako pokutę za grzech, a także jako zaporę przed grzechami przyszłymi. To zapewne miał na myśli święty Ambroży, kiedy pisał: “Wstydem jest dla każdego wyznawać swe grzechy, ale ten wstyd orze twoje pole, usuwa wciąż odradzające się ciernie, obcina kolce, przywraca dorodne owoce, które już zamierały” (O pokucie, 2,1,5).

    “Lepiej teraz przeżyć wstyd przed jednym człowiekiem, niż na Sądzie Ostatecznym wstydzić się wobec wszystkich narodów” – ten drugi argument przytaczam za jednym z wczesnośredniowiecznych synodów (Mansi 13,1026), ale analogiczną myśl znajdziemy u wielu znacznie wcześniejszych Ojców Kościoła. Można spojrzenie to uzupełnić ogromnie ważnym pytaniem: jakich grzechów podczas naszych spowiedzi my się nie wstydzimy? Czy zanikanie w naszym codziennym języku takich wyrazów, jak ,,bezwstyd” czy ,,bezwstydnik” nie sygnalizuje niepokojących zmian w naszej wrażliwości na zło i grzech?

    W sercu ukryte

    Do pokonania wstydu przed jasnym wyznaniem swoich grzechów starożytni chrześcijanie najczęściej zachęcali się za pomocą obrazu wizyty u lekarza. “Ci, którzy unikają oskarżenia się z grzechów, albo odkładają je z dnia na dzień – pisał na przełomie II i III wieku Tertulian – więcej myślą o tym, że łączy się to z doznaniem wstydu, niż o zbawieniu. Są podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy, i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości” (O pokucie, 10).

    I kontynuuje Tertulian swoje spojrzenie na wstyd przyznania się do grzechów w perspektywie metafory lekarskiej: “owszem, wyznać grzechy to tak jakby człowiek poddał się chirurgicznej operacji, albo jakimś innym uciążliwym zabiegom lekarskim. To boli! Ale ten ból przynosi zdrowie i usuwa bez porównania gorsze bóle choroby.”

    Niemal dwa wieki później, w roku 389, święty Hieronim skupi swą uwagę szczególnie na tym, żebyśmy się nie wstydzili wyznać grzechów popełnionych w samym tylko sercu, a więc tych grzechów, których żadne oko ludzkie nie zauważy: “Gdy w ukryciu ukąsi kogoś wąż–szatan i bez wiedzy [innych ludzi] wleje w niego jad grzechu, to jeśli ukąszony będzie milczał, nie czynił pokuty, ani nie powierzy swej rany bratu i nauczycielowi, wówczas brat i nauczyciel, którzy mają język zdolny do uleczenia, nie będą mogli łatwo mu pomóc. Jeśli więc chory wstydzi się powierzyć swą ranę lekarzowi, to nie znając lekarstwa, nie wyzdrowieje” (Komentarz do Księgi Eklezjastesa, 10,11).

    Czy rzeczywiście grzechy popełnione w samym tylko sercu są aż tak niebezpieczne? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się prowokująca teza, że mogą być one nawet bardziej niebezpieczne, niż grzechy jawne: “Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociażby były najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (nr 1456).

    Przełóżmy to na konkrety. Nawiązując do znanego przysłowia: zamiar kradzieży koniczka jest zapewne cięższym grzechem niż rzeczywista kradzież rzemyczka, a planowanie zabójstwa jest o wiele cięższym grzechem niż niejeden grzech popełniony słowem lub uczynkiem. Otóż z tej perspektywy można szczególnie wyraźnie zobaczyć, jakim błogosławieństwem jest dla nas możliwość wystawienia się na wstyd spowiedzi: wrzód nabrzmiewający w sercu zostaje przecięty, zanim przejawi się w złych czynach, a rany grzechów popełnionych zaczynają się goić. Najważniejsze jednak, że Miłosierny Ojciec rozpoznaje w marnotrawnym synu lub córce swoje ukochane dziecko.

    o. Jacek Salij OP/Tygodnik Idziemy

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    Czy z każdego grzechu trzeba się spowiadać od razu?

      Adobe Stock

    ***

    Jak dobrze wiemy z nauki Kościoła, grzechy dzielą się na powszednie i ciężkie. W czym tkwi ich różnica i czy z każdego grzechu trzeba od razu się spowiadać?

    Obecnie w teologii moralnej, czyli tej, która zajmuje się naszym postępowaniem i jego skutkami, częściej mówi się i pisze o tym, że grzechy dzielą się na śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie). W gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ nazewnictwo nie jest tu najważniejsze, ale to, czy popełniony przeze mnie grzech zagraża mojemu zbawieniu, a więc mojemu życiu wiecznemu, czy też nie wpływa bezpośrednio na to, że po tym życiu będę oglądał Pana Boga twarzą w twarz jako człowiek wiecznie szczęśliwy.

    Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego grzech to wykroczenie przeciw rozumowi, prawdzie, sumieniu. To brak miłości względem Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Niszczy on naturę ludzką i godzi w naszą solidarność (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1849). Tak naprawdę grzech niszczy relacje między osobą grzeszącą i Stwórcą, między grzesznikiem a innymi ludźmi, oraz uderza w tego, kto grzeszy. Innymi słowy – to rodzaj autodestrukcji.

    W przypadku grzechu śmiertelnego istnieją jednocześnie następujące okoliczności: odnosi się on do bardzo ważnej sprawy (poważna materia), jest dokonany w pełni świadomie (pełna świadomość) i z premedytacją (pełna dobrowolność). Precyzując owe 3 warunki, całkowita dobrowolność polega na tym, że nie tylko popełniam grzech, dopuszczam się go, ale pragnę go popełnić, chcę to zrobić; dalej – jestem świadom znaczenia grzechu i jego konsekwencji, czyli wybieram zło w pełni świadomie; a jeśli chodzi o jego poważną materię, to wyznaczają ją np. Boże przykazania – ich przekroczenie to grzech śmiertelny (takimi grzechami są też te tzw. wołające o pomstę do nieba, czyli: bratobójstwo, sodomia, uciskanie ubogich, wdów, sierot czy wstrzymywanie należnej zapłaty pracownikom). Aby na powrót uzyskać stan łaski uświęcającej, w przypadku grzechów śmiertelnych, należy jak najszybciej skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Nie można niejako „samemu” oczyścić się z ich ciężaru. Konieczna jest spowiedź.

    Grzech powszedni natomiast to wykroczenie przeciwko prawu Bożemu i moralności w materii lekkiej (może też być ciężkiej, ale bez całkowitej zgody bądź świadomości czynionego zła). Oczywiście, grzechy powszednie też należy wyznać przy najbliższej spowiedzi, ale one nie niszczą więzi z Panem Bogiem zadzierzgniętej podczas przyjęcia chrztu św.

    Warto zwrócić uwagę na to, że choć grzech ma wymiar osobisty, to w pewnych kontekstach możemy ponosić odpowiedzialność za grzechy innych. Sytuacje takie mają miejsce wtedy, kiedy np.: uczestniczymy w nich dobrowolnie i bezpośrednio; celowo aranżujemy, zlecamy czy też nakazujemy niewłaściwe postępowanie; nie wyjawiamy ich, choć jesteśmy do tego zobowiązani, nie przeszkadzamy w ich popełnieniu; chronimy tych, którzy popełniają złe rzeczy; milczymy, widząc cudzy grzech; pochwalamy go.

    W każdym razie najważniejsze jest stałe dbanie o to, aby być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli tak będzie, z jej pomocą unikniemy grzechów śmiertelnych, a i powszednie też będą się nam rzadziej przytrafiać.

    red. /ks.JP/Tygodnik Niedziela

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    RACHUNEK SUMIENIA

    Przygotowanie do spowiedzi

    Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    *****

    Modlitwa przed spowiedzią:

    Ojcze Niebieski, Ty znasz mnie do głębi – znasz każdy szczegół mego życia.
    Przeznaczyłeś mnie do życia z sobą w wieczności, często o tym zapominam.
    Jestem słaby, niestały, tak łatwo się wybielam, usprawiedliwiam.
    Pozwó1 mi widzieć siebie tak, jak Ty mnie widzisz.
    Osądzać bez wybiegów intencje, jakimi kieruję się w życiu.
    Oświeć mnie, abym rozpoznał swe grzechy przeciw Tobie i przeciwko moim bliźnim.
    Abym miał odwagę uznania, że źle postępuję, że potrzebuję zmiany postępowania, myślenia, nawrócenia.
    Daj łaskę prawdziwego żalu i poprawy, abym doznał radości Twojego przebaczenia.
    Niech Twoje miłosierdzie, Boże, uleczy moje rany, wzmocni moją wolę pełnienia Twojej woli.

    Kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi?
    Czy odprawiłem zadaną pokutę?
    Czy wynagrodziłem Bogu i bliźniemu za wyrządzone krzywdy?
    Czy podjąłem wysiłek wyzbywania się swoich wad, słabości, nałogów?

    Oceniając swoje postępowanie, stańmy przed obliczem Boga i odpowiedzmy sobie na
    następujące pytania:

    PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MÓWI:

    Miłuj Pana, Boga swego, całym sercem, całym duszą, całym swoim umysłem, całym sobą.

    Czy modlę się rano i wieczorem? Czy była to prawdziwa rozmowa mego serca z Bogiem, czy tylko zwykła formalność?
    Czy szukam u Boga rady, pomocy w cierpieniach, pokusach?
    Czy zastanawiam się nad tym, jaka jest względem mnie wola Boża?
    Czy w niedziele i święta uczestniczę we Mszy św. i troszczę się o to, by uczestniczyli w niej wszyscy domownicy?
    Czy proponuję swym bliskim wspólną modlitwę?
    Czy w niedziele nie wykonuję prac niekoniecznych?
    Czy wyznaję otwarcie swoją wiarę przez udział w niedzielnych Mszach św., w procesjach publicznych i wówczas, kiedy mnie o to pytają?
    Czy wspieram materialnie działalność parafii? Czy interesuję się jej potrzebami?
    Czy nie uchylam się od udziału w pracach na jej rzecz?
    Czy w miarę swoich możliwości biorę udział w działalności grup modlitewnych, grup troszczących się o katechizację dzieci i młodzieży?
    Czy wspomagam dzieła dobroczynne na rzecz ubogich, ludzi znajdujących się w trudnych okolicznościach?
    Czy staram się poznać naukę Kościoła przez lekturę stosownych książek, uczestniczenie w rekolekcjach, udział w spotkaniach grup formacyjnych?
    Czy zachęcam do tego swoich bliskich, swoje dzieci?
    Czy odrzucam horoskopy, karty do tarota, wróżbiarstwo, magię, treści głoszone przez
    wysłanników sekt i czuwam, by moi bliscy nie dali się w nie uwikłać?
    Czy czytam systematycznie katolicką prasę, słucham katolickich rozgłośni radiowych,
    oglądam katolickie programy telewizyjne?
    Czy oponuję, kiedy bluźni się Bogu, niesłusznie krytykuje Kościół?

    DRUGIE Z NAJWAŻNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ MÓWI:

    Miłuj bliźniego jak siebie samego.

    Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13,34).
    Kto mówi, że miłuje Boga, a bliźniego ma w nienawiści, jest kłamcą (por. 1 J 4, 20).

    Czy szanuję rodziców?
    Czy nie wyrządzam im przykrości, nie lekceważę, czy troszczę się o ich potrzeby?
    Czy się za nich modlę?
    Czy nie daję dzieciom złego przykładu (klątwy, pijaństwo, nieprzyzwoite żarty, stosowanie przemocy, spędzanie zbyt dużo czasu przed telewizorem)?
    Czy troszczę się o wychowanie dzieci w poszanowaniu godności własnej i innych?
    Czy wiem, jakie filmy oglądają? Jakie czytają czasopisma, książki? Z kim przebywają?
    Co robią z otrzymanymi pieniędzmi? Gdzie spędzają wolny czas? Czy nie pobłażam ich moralnym przewinieniom (lenistwu, samolubstwu, lekceważeniu bliźnich, przemocy, kradzieży, pijaństwu)?
    Czy interesuję się zachowaniem dzieci w szkole, wymagam od nich szacunku dla nauczycieli, odrobienia zadanych lekcji?
    Czy nie wtrącam się zbytnio w życie rodzinne dorosłych dzieci, wzniecając konflikty?
    Czy żyję w zgodzie z rodzeństwem, krewnymi i kolegami w szkole, w pracy?
    Czy traktuję życzliwie sąsiadów, współpracowników? Czy nie żywię do nich pretensji, urazów? Czy nie zazdroszczę im sukcesów, nie mszczę się, nie wzniecam nieporozumień?
    Czy solidnie wypełniam swoje obowiązki w pracy?
    Czy nie zatrzymuję lub nie pomniejszam słusznego wynagrodzenia za pracę?
    Czy nie szkodzę swojemu zdrowiu przez picie alkoholu, palenie?
    Czy nie trwonię pieniędzy na hazard (gry w karty, loterie)?
    Czy nie prowadziłem samochodu po wypiciu alkoholu lub z nadmierną szybkością?
    Czy nie używałem narkotyków lub nie dostarczałem ich innym?
    Czy kogoś nie uderzyłem, nie pobiłem?
    Czy unikam złego towarzystwa?
    Czy nie byłem powodem rozbicia własnej lub innej rodziny?
    Czy jestem czysty w myślach, pragnieniach?
    Czy nie oglądam filmów pornograficznych, czy nie kupuję takich czasopism?
    Czy nie lubuję się w nieprzyzwoitych rozmowach, żartach?
    Czy nie dopuściłem się z kimś nieprzyzwoitych czynów?
    Czy nie zdradziłem współmałżonka?
    Czy szanowałem poczęte życie?
    Czy nie dokonałem aborcji lub nie namawiałem do niej?
    Czy nie przywłaszczyłem sobie cudzej rzeczy, mienia publicznego, czy go bezmyślnie
    nie niszczyłem?
    Czy nie dałem się skusić łapówką?
    Czy oddałem długi, pożyczki?
    Czy nie jestem chciwy, pyszałkowaty? Czy nie wynoszę się nad innych?
    Czy nie chce zawsze postawić na swoim, skupić uwagi tylko na sobie?
    Czy umiem przebaczyć, być wyrozumiałym, cierpliwym, ustępliwym, usłużnym?
    Czy pomagam w codziennych pracach domowych?
    Czy nie uchylam się od odpowiedzialności za życie wspólnoty lokalnej, narodowej?
    Czy nie głosowałem na ugrupowania lub ludzi mających programy niezgodne z nauką katolicką?
    Czy zachowuję umiarkowanie w jedzeniu?
    Czy nie kupuję zbyt kosztownych lub niekoniecznych rzeczy?
    Czy nie odmawiam wsparcia ludziom wyciągającym do mnie rękę po pomoc?
    Czy pomagam innym, zwłaszcza swoim krewnym?
    Czy, na miarę swych możliwości, wspieram potrzebujących, zwłaszcza osoby starsze, wdowy, sieroty, rodziny wielodzietne, bezdomnych, chorych, potrzebujących leczenia, ofiary kataklizmów?
    Czy pamiętam, że kubek wody podany bliźniemu jest pomocą samemu spragnionemu Jezusowi?
    Czy nie kłamałem i czy z tego nie wynikła jakaś szkoda?
    Czy nie mówiłem źle o innych, nie oczerniałem ich, nie rzucałem podejrzeń?
    Czy nie zazdrościłem innym powodzenia?
    Czy dotrzymuję obietnic?
    Czy miałem odwagę bronienia prawdy?
    Czy prostowałem krzywdzące opinie o innych?
    Czy nie powtarzałem niesprawdzonych plotek?
    Czy w piątki zachowywałem wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych?
    Czy w Środę Popielcową i Wielki Piątek zachowywałem post ścisły?
    Czy jest we mnie prawdziwa chęć przemiany życia, czy tylko uzyskania rozgrzeszenia?
    Jaka jest moja wada główna?

    AKT ŻALU

    Boże, mój Ojcze, żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu, całym sercem skruszonemu.
    Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję. Nad wszystko, co jest stworzone, boś Ty Dobro Nieskończone.

    SPOWIEDŹ

    Spowiedź rozpoczynamy znakiem krzyża i słowami:
    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ostatni raz byłem u spowiedzi…
    Nałożona pokutę odprawiłem.
    Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami:
    Po wymienieniu grzechów mówimy:
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Za wszystkie serdecznie żałuję.
    Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
    Czekamy na wypowiedzenie nad nami słów rozgrzeszenia przez kapłana, modląc się np. słowami:
    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu… lub: Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.

    Modlitwa papieża Klemensa XI

    Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę,
    Ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję,
    Miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą.
    Żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
    Uwielbiam Ciebie jako Stwórcę wszechrzeczy.
    Napełnij mnie swoją mądrością. Otocz swoją dobrocią
    Chroń swoją potęgą. Ofiaruję Ci moje myśli,
    aby trwały przy Tobie; moje słowa i uczynki,
    aby były zgodne z Twoją wolą; i całe moje postępowanie,
    aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
    Chcę tego, czego Ty chcesz. Chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
    Proszę Cię, Panie, abyś oświetlił mój rozum,
    pobudził moją wolę, oczyścił intencje, uświęcił serce.
    Daj mi, Dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad,
    szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego,
    co sprowadza na świat zło.
    Pomóż mi zwyciężyć pożądliwości – umartwieniem,
    skąpstwo – jałmużną,
    gniewliwość – łagodnością,
    a lenistwo – pracowitością.
    Spraw, bym był skupiony w modlitwie,
    wstrzemięźliwy przy posiłkach, dokładny w pracy,
    wytrwały w podejmowanych działaniach.
    Naucz mnie, jak małe jest to, co ziemskie,
    jak wielkie to, co Boskie.
    Jak przemijające, co doczesne, jak nieskończone, co wieczne.
    Proszę o to przez Chrystusa, mojego Pana. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŚRODA – 2 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ


    „Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu” (Łk 2,22).

    Dzisiejsze święto Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni, zwane w Polsce świętem Matki Bożej Gromnicznej, jest pierwszym w roku liturgicznym świętem maryjnym. Kalendarz liturgiczny roku kościelnego celebruje bowiem cztery uroczystości Matki Bożej: Niepokalane Poczęcie (8 grudnia), Boże Macierzyństwo (1 stycznia), Zwiastowanie Pańskie (25 marca) i Wniebowzięcie (15 sierpnia). Celebruje nadto trzy święta maryjne: jako pierwsze właśnie Ofiarowanie Pańskie (2 lutego), Nawiedzenie św. Elżbiety (31 maja) i Narodzenie Najświętszej Maryi Panny (8 września). W końcu w całym Kościele obchodzi się osiem wspomnień maryjnych: Najświętszej Maryi Panny z Lourdes (11 lutego); Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca); rocznicę poświęcenia rzymskiej bazyliki Najświętszej Maryi Panny (5 sierpnia); Najświętszej Maryi Panny Królowej (22 sierpnia); Najświętszej Maryi Panny Bolesnej (15 września); Najświętszej Maryi Panny Różańcowej (7 października); Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny (21 listopada); Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny (sobota po uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa). Wiele Kościołów lokalnych oddaje nadto cześć Matce Bożej w tytułach wpisanych w ich tożsamość chrześcijańsko-narodową, jak chociażby my Polacy świętujemy uroczystość Matki Bożej Królowej Polski (3 maja), czy Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej (26 sierpnia), czy święto Matki Kościoła (poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego; wspomnienie to celebrują też Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Portugalczycy, wiele krajów Ameryki Łacińskiej, ale nie kraje o tradycji protestanckiej, jak Niemcy czy Holandia).

    Dzisiejsze święto określane jest po grecku jako „Hypapante” (Spotkanie – w nawiązaniu do spotkania Świętej Rodziny z Symeonem i Anną). Bł. papież Paweł VI, który przeprowadził posoborową reformę kalendarza liturgicznego, określił dzisiejsze święto „połączonym wspomnieniem Syna i Matki”. „Celebruje ono bowiem – wyjaśniał Paweł VI, nawiązując do słów Symeona (Łk 2,29-35) – tajemnicę zbawienia dokonanego przez Chrystusa, z którym Najświętsza Dziewica najściślej się zespoliła jako Matka cierpiącego Sługi Jahwe, jako wykonawczyni zadania powierzonego dawnemu Izraelowi i jako wzór nowego ludu Bożego, który wśród wiary i nadziei ustawicznie jest doświadczany cierpieniami i prześladowaniami” (Marialis cultus, nr 7).

    W Polsce, nazywając dzisiejszy dzień świętem Matki Bożej Gromnicznej, widzimy w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię Chrystusa – Światłość świata, i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła, rozjaśniając drogi naszego życia. W przeszłości częściej niż dzisiaj brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci, a także wówczas, gdy wiejskim, łatwopalnym domom groziły burze z piorunami. To od nich – gromów miały bronić poświęcone w święto Ofiarowania Pańskiego świece, zwane właśnie gromnicami. Gromnice do dziś zapala się i podaje się do ręki konającym, aby Maryja wprowadziła ich do wiekuistej światłości, chroniąc od napaści szatana i okazując im Jezusa, „jedyne Światło, które nie zna zmierzchu” (Obrzędy pogrzebu, nr 64).

    Z dzisiejszym świętem kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd i nazajutrz rozbieramy w kościołach szopki bożonarodzeniowe; kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia, zamyka się cykl ukazywania w liturgii Chrystusa jako Dziecko.

    Od 1997 r. w dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego obchodzimy też Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez św. Jana Pawła II. Wszak osoby obdarzone powołaniem do takiego stylu życia winny ofiarować Bogu całe swoje jestestwo, podobnie jak uczyniła to Maryja, która była pierwszą i najdoskonalszą uczennicą Chrystusa – prima et perfectissima Christi discipula (Marialis cultus, nr 35)co więcej, była niejako „pierwszą konsekrowaną” (Redemptionis donum (nr 17). Jako osoby konsekrowane jesteśmy więc wezwani, aby uobecniać Jej misję w Kościele i w świecie, przyjmując Ją jako pierwowzór naszej konsekracji w naśladowaniu Chrystusa i przedstawiając Ją Ludowi Bożemu przede wszystkim poprzez naśladowanie Jej cnót i odtwarzanie Jej postaw, aż do stania się znakiem Jej ustawicznej obecności wszędzie gdziekolwiek się znajdujemy.

    o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD/karmel.pl

    ___________________________________________________________________________

    Przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie

    Prezentacja Jezusa /Wikipedia

    ***

    Starotestamentowe prawodawstwo zawiera polecenie, do którego posłusznie zastosowali się Maryja i Józef: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. W każdym pokoleniu Izraelitów żywa była pamięć o ocaleniu pierworodnych podczas wyjścia z Egiptu. Świadomość, że pierworodni chłopcy są absolutną własnością Boga, sprawiała, iż 40 dni po narodzinach byli Mu ofiarowywani w specjalnym obrzędzie. Jeżeli przyszli na świat w Jerozolimie czy jej sąsiedztwie, ten obrzęd odbywał się na terenie świątyni jako miejscu szczególnej obecności Boga. „Wykupienie” pierworodnego łączyło się z „oczyszczeniem” matki. Benedykt XVI napisał: „Maryja nie potrzebuje oczyszczenia po urodzeniu Jezusa: narodzenie to przynosi oczyszczenie świata. Jest jednak posłuszna Prawu i właśnie w ten sposób służy spełnieniu się obietnic” (Jezus z Nazaretu).

    Ofiarowanie Jezusa, jako wypełnienie Prawa, pełniej odsłania, kim jest Niemowlę urodzone w Betlejem. Malachiasz, jeden z ostatnich proroków biblijnego Izraela, zapowiadał przybycie długo wyczekiwanego Pana do świątyni, do którego ona należy. Jego przyjście stanie się czasem definitywnego wyboru, który ukaże sens wybrania Izraela i zapoczątkuje całkowicie nowy etap historii zbawienia, gdyż „przetopi, oczyści i przecedzi synów Lewiego”, czyli starotestamentowych kapłanów i kapłaństwo. Ofiarowanie Jezusa w świątyni zapowiada położenie kresu ofiarom składanym ze zwierząt i pokarmowym oraz zastąpienie ich jedyną ofiarą Baranka, który gładzi grzechy świata.

    Połączenia początku i kresu życia Jezusa Chrystusa dokonał autor Listu do Hebrajczyków – pisma, które dobitnie podkreśla związek Starego i Nowego Testamentu. Ofiarowanie w świątyni jest jednym z tych wydarzeń, przez które Jezus całkowicie i pod każdym względem upodobnił się do braci, czyli synów Izraela. Ale nie jest tylko jednym z nich, bo Jego człowieczeństwo łączy się z Bóstwem, wskutek czego odwieczny zwyczaj nabywa nowej treści. Jezus, upodabniając się do braci, „stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem dla przebłagania za grzechy ludu”. Ofiarowanie Pańskie zapowiada więc tajemnicę Krzyża.

    Na terenie świątyni jerozolimskiej powtórzyła się sytuacja z Betlejem: w ludzie Bożego wybrania nie zabrakło tych, którzy cierpliwie czekali na wypełnienie obietnic Bożych. Nagrodą za ich cierpliwą wytrwałość był dar właściwego rozpoznania Pana i oddania Mu chwały. Starzec Symeon, określany jako sprawiedliwy, pobożny i wyczekujący pociechy Izraela, wieńczy nadzieję wszystkich sprawiedliwych Starego Testamentu. Owocem jego wiary i mądrości stały się słowa skierowane do Maryi, zapowiadające przyjęcie, ale i sprzeciw wobec Boga, który przyszedł do swojej własności: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Sprzeciw wobec Jezusa boleśnie rani Jego Matkę. W geście Maryi trzymającej na rękach nowonarodzonego Syna nietrudno rozpoznać podobieństwo do Piety – Matki, na której kolanach spoczywa Jego martwe ciało.

    ks. prof. Waldemar Chrostowski/Niedziela Ogólnopolska

    ___________________________________________________________

    Ks. Jan Glapiak: Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa - zdjęcie

    Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa

    Ofiarowanie Jezusa w świątyni objawia najważniejszą prawdę o Jego relacji z Bogiem – to relacja zależności, w której dokonuje się także nasze zbawienie.

    Maryja i Józef przynieśli Jezusa do świątyni jerozolimskiej, aby Go przedstawić Panu, jak jest napisane w Prawie Pańskim (por. Łk 2, 22-23). Poddanie Jezusa temu obrzędowi ukazuje posłuszeństwo Prawu i przynależność Jezusa do stworzenia: oto Słowo Odwieczne Ojca przyszło rzeczywiście na ten świat; Syn Boży prawdziwie stał się człowiekiem. Jest to również przyjęcie tej prawdy, że człowiek wraz z całym stworzeniem pochodzi od Boga i ma do Niego wrócić.ADVERTISEMENT

    Całkowita zależność od Boga

    Jezus nie zostaje przyniesiony do domu Bożego, aby zostać wykupionym, jak nakazywały przepisy Prawa Mojżeszowego, ale zostaje przedstawiony Panu, czyli poświęcony Mu na służbę. Jezus jako Syn Boży pochodzi od Boga oraz całkowicie do Niego należy. Także nasze zbawienie dokonuje się w całkowitej zależności od Boga i w pełnym oddaniu Mu naszego życia. Ofiarowanie siebie Bogu prowadzi do zmiany jakościowej naszego życia. W Bogu ma źródło nasza godność, a zarazem moc do wypełniania życia dobrem.

    Dziękujmy więc Panu Bogu za dar życia i za czas, który jest nam dany, by czynić dobro. Dziękujmy za zdrowie i wrodzone umiejętności, za wykształcenie i pracę, za rodzinę i przyjaciół, bo to wszystko otrzymaliśmy od Niego. Dziękujmy Bogu, naszemu Stwórcy, przez Jezusa Chrystusa, naszego jedynego Pośrednika, w Duchu Świętym, który nas uświęca. Wdzięczność to cecha ludzi szlachetnych. Nasza wdzięczność wobec Boga to uznanie Jego wielkości i dobroci względem stworzeń. To także wyraz naszej wiary w Tego, który zawsze pragnie naszego dobra. Dlatego mówimy: „Ojcze nasz, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi” i z największą ufnością oddajemy Mu całe nasze życie, aby to, co dobre, w nas pomnożył, a zachował od tego, co złe, by nasze życie było prawdziwie na Jego chwałę i stanowiło dobry przykład dla innych. Często oddawajmy się Bogu za pośrednictwem Maryi, wypowiadając słowa: „Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. (…) Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, aby cała moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim”.

    Maryja wzorem zawierzenia

    Z ufnością zwracajmy się do Boga przez Maryję, która jest dla nas wzorem całkowitego oddania się Bogu. Ona ciągle realizuje swoje słowa: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Podczas ofiarowania Pana Jezusa w świątyni Maryja słyszy słowa wypowiedziane przez starca Symeona: „A Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2, 35). Oznacza to, że w Jej życiu, oprócz tajemnic radosnych, będą także tajemnice bolesne. Ona będzie współcierpieć ze swoim Synem, kiedy nadejdzie Jego godzina. Będzie na drodze krzyżowej Jezusa i pod Jego krzyżem.

    W naszym życiu też są tajemnice bolesne. Jest wśród nas wiele osób cierpiących nie tylko ze względu na wiek. Jedni cierpią fizycznie, inni duchowo. Często od bólu fizycznego gorszy jest ból psychiczny, powodowany opuszczeniem, osamotnieniem, niezrozumieniem, krzywdą, czasami wyrządzoną przez najbliższych. A skoro tak jest, to zastanówmy się, czy Panu Bogu nie chodzi o to, abyśmy razem z naszą modlitwą ofiarowali Mu także nasze cierpienie? Bł. Jan Paweł II uczył nas tego – najpierw słowem, a potem przyjmowanym przez siebie cierpieniem – jak czerpać siły z Eucharystii poprzez łączenie swojej codziennej ofiary z Ofiarą Chrystusa dla dobra Kościoła i całej ludzkości. Albowiem nasz ból nie jest bezużyteczny, gdy jest złączony z cierpieniem Chrystusa. Wówczas jest on jak kropla wody, która – dodana do wina podczas Mszy świętej wraz z nim – przemienia się w Najdroższą Krew Chrystusa, wylaną dla zbawienia świata.

    Trwanie na modlitwie

    Przykładem życia całkowicie oddanego Bogu może być dla nas starzec Symeon. „Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczął na nim” (Łk 2, 25). Otrzymał on łaskę spotkania z Dzieciątkiem Jezus. Natomiast prorokini Anna „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą” (Łk 2, 37). Pójdźmy w ich ślady. Wielu już tak uczyniło, chociażby uczestnicząc w Jerychach Różańcowych, które polegają na trwaniu przez siedem dni na modlitwie różańcowej przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Jak prawdziwie spełniają się wówczas słowa bł. Jana Pawła II, że modlitwa różańcowa jest kontemplowaniem oblicza Chrystusa w szkole Maryi!

    Zadania na luty:

    1. Podziękujmy Bogu za dar życia, za zdrowie, pracę, nasze talenty, za rodzinę i przyjaciół; to wszystko pochodzi od Niego.

    2. Postarajmy się dostrzec obecność Boga również w sytuacjach trudnych – w chorobie, starości, różnego rodzaju przykrych wydarzeniach – i również za nie podziękujmy Panu Bogu.

    3. Podejmijmy dodatkowy rodzaj modlitwy, np. krótką cotygodniową adorację Najświętszego Sakramentu; niech to będzie wyraz naszego pragnienia jeszcze głębszego oddania się Bogu i trwania przy Nim całym sercem.

    ks. Jan Glapiak/Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ MODLITW ZA OSOBY KONSEKROWANE

    Zgodnie z decyzją ojca świętego Jana Pawła II od roku 1997 w święto Ofiarowania Pańskiego Kościół szczególnie zwraca uwagę na osoby konsekrowane, które dziś ponawiają swoje oddanie na zawsze i całkowicie Panu Bogu, aby mógł w nich działać tak jak chce i bez żadnych zastrzeżeń. Pięknie wyraził istotę takiego oddania właśnie św. Jan Paweł II: „Człowiek nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”.

    Osoby konsekrowane są żywym znakiem, że choć jesteśmy zanurzeni w doczesności, to celem naszego życia jest Królestwo Niebieskie. Życie konsekrowane jest drogą specjalnego naśladowania Jezusa Chrystusa i temu służą trzy rady ewangeliczne, które ślubują osoby konsekrowane: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo.

    • czystość jest wyrazem prawdziwej miłości,
    • ubóstwo jest znakiem wolności od różnego rodzaju form zniewolenia,
    • posłuszeństwo zaś oznacza dyspozycyjność dla miłości. (wzięte z wypowiedzi bp Jacka Kicińskiego, klaretyna, przewodniczącego Komisji KEP ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego).

    ___________________________________________________

    Życie konsekrowane przez profesję rad ewangelicznych jest trwałą formą życia, w której wierni pod działaniem Ducha Świętego naśladując dokładniej Chrystusa, oddają się całkowicie umiłowanemu nade wszystko Bogu, ażeby – poświęceni z nowego i szczególnego tytułu dla chwały Boga, budowania Kościoła i zbawienia świata – osiągnąć doskonałą miłość w służbie Królestwa Bożego i stawszy się w Kościele wyraźnym znakiem, zapowiadać niebieską chwałę.

    Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 573 – § 1

    WORLD DAY OF CONSECRATED LIFE

    Chrystus wzywa was, a świat na was czeka! Pamiętajcie, że królestwo Boże potrzebuje waszej hojności i pełnego poświęcenia. Nie zachowujcie się jak bogaty młody człowiek, który na zaproszenie Chrystusa nie był w stanie się zdecydować i zachował swój majątek. Zachowujcie się jak rybacy, którzy wezwanie przez Jezusa natychmiast porzucili wszystko i stali się rybakami ludzi.

    Musicie przywitać Maryję w swoim młodym życiu, jak apostoł Jan, który zabrał ją do swego domu. Pozwólcie jej stać się waszą Matką. Otwórzcie przed nią wasze serca i sumienia. Niech ona zawsze pomoże wam znajdować Chrystusa, aby „iść za Nim” na wszystkich ścieżkach życia.

    św. Jan Paweł II – 2 lutego 1989 r.

    ___________________________________________________________

    W Polsce obecnie jest ponad 31,1 tys. osób konsekrowanych. Obok zakonnych wspólnot męskich (59) i żeńskich (105) – w tym gronie są także dziewice konsekrowane i wdowy poświęcone Bogu, jak również pustelnicy, członkowie wspólnot i instytutów kościelnych.

    MATKA RÓŻA CZACKA
    błogosławiona Matka Róża Czacka/z archiwum Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

    Chciała służyć nie tylko „niewidomym na ciele”, ale także „niewidomym na duszy”

    ___________________________________________________________________________

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – POŚWIĘCENIE ŚWIEC GROMNICZNYCH

    Gromnica – czym tak naprawdę jest ta wyjątkowa świeca?

    2 lutego Kościół obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego, z którą nierozerwalnie związana jest tradycja tzw. gromnicy. Czym jest ta niezwykła świeca i dlaczego warto zadbać o nią już dziś?

    fot. Bożena Sztajer/Niedziela

    ***

    Jednym ze starszych świąt w Kościele jest uroczystość Ofiarowania Pańskiego, zwana też dawniej świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a u nas w Polsce nazwane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Podobno już w IV wieku obchodzono je uroczyście w Rzymie, za papieża Gelezjusza I, a z całą pewnością w wieku X, kiedy odnotowano, że w święto to odbywały się procesje ze światłem. W tym dniu święci się gromnice, które później daje się do dłoni osobom opuszczającym ten świat, by Matka Boża była przy nich aż do ostatniego tchnienia i zapewniła im szczęśliwą wieczność.

    Dawniej po powrocie z kościoła do domu w Gromniczną zapalano świecę i płomykiem zataczano krzyż na suficie izby. Obecnie nie przestrzega się już tego zwyczaju. Kiedyś gromnica bywała obowiązkowo wykonana z wosku i po zapaleniu pięknie pachniała. Już sam zapach miał właściwości lecznicze.

    Na Podkarpaciu Zofia Kurowska z Zaczernia zajmuje się wyrobem świec liturgicznych od wielu lat. Pierwsze gromnice wykonał jej ojciec we Lwowie w 1936 r. Do niedawna gromnicę robiło się ręcznie. Praca taka była bardzo trudna i długa. Ręcznie polewało się woskiem pszczelim gromnice warstwowo. Było to bardzo pracochłonne, ale ten trud się opłacał. Kiedy można było już zobaczyć pięknie zrobione świece. Teraz wyrób świec jest prosty, robi się je maszynowo. Dziennie robi się ich kilkadziesiąt.

    Dziś klienci oczekują tradycyjnych gromnic i z takimi idą do swoich kościołów 2 lutego. W Zaczerniu świece robi się w sposób tradycyjny. Do wyrobu tych świec dodaje się prawdziwy wosk pszczeli, resztę stanowi parafina.

    – Obok tych podstawowych składników, zawsze dodajemy do tego kawałek własnego serca. Bo przecież gromnica to nie jest taka zwykła świeca – to jest gromnica. Pamiętam, kiedy wyrabiam dziś gromnice, każdego dnia – towarzyszy mi myśl. O tym komu i w jakim celu ma ona później służyć – twierdzi Zofia Kurowska. – Nasze gromnice są w trzech diecezjach: rzeszowskiej, przemyskiej oraz sandomierskiej.

    Poświęconą w kościele zapaloną gromnicę starano się zanieść do domu, by od niej rozpalić ogień, który zwiastować miał zgodę i miłość w rodzinie. Z zapaloną świecą obchodzono całe gospodarstwo, aby odstraszyć zło. Poświęcone świece, jako znak Bożej jasności, zapalano w trudnych chwilach: podczas burzy stawiano te świece w oknach, gromnicami zażegnywano klęski gradowe, dymem z nich kreślono znaki krzyża na drzwiach, piecu i oknach jako „zapory” przeciw nieszczęściom i złu. Zapalenie gromnicy i wkładanie jej w ręce umierającego oznaczało, że na wzór „roztropnych panien” wychodzi on z płonącą lampą na spotkanie swojego Oblubieńca. Gromnice przechowywano w godnym miejscu i używano ją tylko do celów religijnych.

    Justyna Nędza/Niedziela

    Święto Matki Bożej Gromnicznej

    Pradawna uroczystość Matki Bożej Gromnicznej wywodzi się z opowiadania wg Ewangelii św. Łukasza (2. 22-39). Po 40 dniach od narodzenia Dzieciątka Jezus, zgodnie z przepisem prawa Pańskiego, Święta Rodzina udała się do świątyni jerozolimskiej, aby przedstawić pierworodnego Syna. W świątyni starzec Symeon i prorokini Anna wygłaszają przedziwne proroctwa o Dziecięciu, o świetle na oświecenie pogan, o mieczu boleści dla Matki.

    Na pamiątkę tego zdarzenia, a zwłaszcza tego światła Chrystusowego, chrześcijanie już od piątego wieku obchodzili święto, święcili świece i zapalali je w uroczystej procesji po ulicach. Od tych świec w różnych językach europejskich święto zwane było Candelaria, Chan-deleur Candelora. U nas świece nazwaliśmy gromnicami, a uroczystość, świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tematyka święta podkreślała aktywną rolę Maryi w ofiarowaniu Chrystusa i zespolenia Matki z dziełem Jej Syna. Stąd często nadawano świętu nazwę Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny, albo Ofiarowanie Pańskie.

    Decyzją cesarza Karola Wielkiego, święto zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego Kościoła pod maryjnym tytułem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a od średniowiecza należy do obowiązkowych świąt maryjnych Kościoła rzymskiego. W Polsce święto to, aż do roku 1951 było dniem wolnym od pracy i popularnie zwano je świętem Matki Bożej Gromnicznej. Reforma liturgiczna w 1960 r. przywróciła świętu charakter święta Pańskiego, pod nazwą Ofiarowanie Pańskie. W przedsoborowej liturgii przyjęło się, że święto Matki Bożej Gromnicznej kończyło okres Bożego Narodzenia.

    Według ludowych prognoz pogody Matka Boża Gromniczna rozpoczynała „ostatek zimy”: „Na Gromnicę masz zimy połowicę”, albo „Gdy na Gromnicę ciecze: zima się jeszcze przewlecze”, albo: Jasna Gromniczka zła orędowniczka”, albo „Jaka Gromnica bracie, tak św. Józef, Maciej”, albo o urodzajach: „Na Gromnicę jasno, to W stodole ciasno”. Powszechne też było przekonanie, że Matka Boża Gromniczna jest opiekunką zagród i ludzi, chroniącą przed napaściami wilków.

    brat Mateusz Miklos OFM/Niedziela

    Świeca wiary

    Po raz pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień zapalić od nowo poświęconego paschału.

    Zapalajmy ją częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie, kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony. Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten świat naszym bliskim.

    Opowiadała mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”, następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i to mi daje siłę.

    ***
    O Boże mój, gdzież jest moja gromnica?
    Oto burze nadchodzą, grzmoty, błyskawice.
    Postawię ją w oknie mojej duszy,
    a Ty, Maryjo, udziel mi nadziei.
    Zapalę ją w przedsionku mego serca,
    a Ty wypełnij je miłością.
    Umieszczę ją w oknie mego rozumu,
    a Ty spraw, aby zawierzyła do końca


    Twemu Synowi moja mała wiara.

    ks. Florian/Niedziela

    ______________________________________________________________________

    Gromniczna Matka Jezusowego Światła

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    Piotr Stachiewicz, „Matka Boża Gromniczna”

    ***

    Zaniesienie małego Jezusa do świątyni w Jerozolimie, „aby Go ofiarować Panu”, przez Maryję i Józefa, o którym pisze ewangelista Łukasz (por. Łk 2, 22-40), nazywano najpierw Świętem Spotkania, potem świętem Oczyszczenia Maryi, a dziś jest to święto Ofiarowania Pańskiego

    W Polsce święto Ofiarowania Pańskiego ma charakter zdecydowanie maryjny i zwykle zwane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tak jak Maryja wniosła Jezusa – Światło do świątyni jerozolimskiej, tak też przynosi dziś Jezusa – Światło wszystkim wierzącym. Symbolem tego Światła świata są poświęcane w kościołach gromnice.

    Jerozolimska tradycja

    W 1884 r. odnaleziony został rękopis ze szczegółowym zapisem pielgrzymki do Ziemi Świętej, którą prawdopodobnie od Wielkanocy 381 do Wielkanocy 384 r. odbyła hiszpańska pątniczka Egeria. Dzięki temu dokumentowi wiemy, że już pod koniec IV wieku w Palestynie obchodzono święto Czterdziestnicy, czyli Objawienia się oczekiwanego Mesjasza wybranej Reszcie Izraela, którą uosabiali starzec Symeon oraz prorokini Anna. Wówczas nazywano to wydarzenie Świętem Spotkania. 14 lutego – 40 dni po świętowaniu Bożego Narodzenia (w Palestynie Boże Narodzenie najpierw obchodzono 6 stycznia) wierni gromadzili się, aby upamiętnić dzień przyniesienia Jezusa do świątyni w Jerozolimie oraz dzień rytualnego oczyszczenia Maryi. Egeria była tak zachwycona procesją do Bazyliki Zmartwychwstania w Jerozolimie, że zanotowała w swoim dzienniku: „Wszystko odbywa się jak zwykle z największą radością, jak na Wielkanoc”. Szybko uroczystość ta na Wschodzie zyskała nazwę „Święto Spotkania”, ponieważ lud oczekiwał objawienia się obiecanego Mesjasza właśnie w świątyni jerozolimskiej.

    Dopiero w II wieku Święto Spotkania trafiło do kalendarza liturgicznego Kościoła w Rzymie. Wyznaczono jego celebrację na dzień 2 lutego, ponieważ 40 dni liczono od Bożego Narodzenia, które w Rzymie świętowano 25 grudnia. Z czasem akcenty przeżywania tego święta zostały przesunięte tak, że zyskało ono nową nazwę – „Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny”. Pod tą nazwą funkcjonowało aż do reformy kalendarza liturgicznego, po Soborze Watykańskim II. Świętu przywrócono wówczas pierwotny charakter, nazywając je „Świętem Przedstawienia Pana”, co w Polsce zostało przetłumaczone, chyba niezbyt szczęśliwie, jako „Święto Ofiarowania Pańskiego” – lepsza byłaby nazwa: „Przedstawienia Pana”.

    Gromniczna

    2 lutego obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego, Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa nie jest najważniejsza, natomiast doniosła jest wielowiekowa tradycja, która łączy to święto z gromnicą, a więc świecą, którą w tym dniu pobłogosławi się w kościele na pamiątkę słów sędziwego Symeona, który dziękował Bogu, że już może odejść, bo jego oczy ujrzały zbawienie, „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (por. Łk 2, 32). Maryja, jak każda izraelska kobieta, chciała się poddać oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo poczęła i porodziła dziewiczo, ale uczyniła to w wielkiej pokorze Służebnicy Pańskiej. Maryja z Józefem pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga sędziwych sprawiedliwych Izraela, Symeona i Anny, którzy długo wyczekiwali Zbawiciela, trwając przy świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, więc gdy Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do świątyni, Symeon wyśpiewał pieśń uwielbienia Boga oraz otwarcia sobie bram nieba: „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju” (Łk 2, 29).

    Jezusowe światło

    Poświęcona świeca, gromnica, jest symbolem Pana Jezusa, Światłości ze Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Obraz Piotra Stachiewicza ukazuje Maryję z zapaloną gromnicą, na którym – jako Opiekunka ludzkich siedzib – odpędza wygłodniałe wilki. Podobną scenę utrwalił na rysunku Wojciech Grabowski. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd „gromnica”) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Tradycje związane z tym świętem drogie mi są od dzieciństwa. Dymem płomienia gromnicy znaczyliśmy krzyżyk na tragarzu sufitu izby oraz nad drzwiami i oknami. Obchodziliśmy zabudowania gospodarcze oraz okadzali dłonie do ciężkiej pracy w polu i w lesie. Ten zwyczaj nadal pielęgnuje się w domu mojej siostry w Słopnicach Królewskich. Gromnice zapala się przy konających, by mieli przed oczyma światłość wiekuistą i wzywali Maryję, Patronkę dobrej śmierci.

    Maryjo, chroń polski dom przed wilkami

    Co do wilków, te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy, zmuszanie do życia, jakby Boga nie było. Duchowe drapieżniki, wilki z europejskich salonów oraz karczm zdrady narodowej, porywają niewinne dusze małych dzieci i młodzieży przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga. Nigdy chyba jeszcze ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak czynią to teraz.

    Ufam, że nie dojdzie do oskarżenia Kazimiery Iłłakowiczówny o polski nacjonalizm i faszyzm, bo w wierszu „Matka Boska Gromniczna” napisała:„(…)

    „Faryzejskie oczy
    zdradliwie błyszczą nocą
    Mówiła im po imieniu
    – odpędzała gromnicą.

    Najedli się tego ognia,
    nasycili – na wieczność!
    Boją się go do dzisiaj
    i ratują ucieczką.

    Matko Boska Gromniczna
    – nad przeręblą stojąca
    Każ bać się tego ognia
    Tym, którzy mają wilcze serca”.
    (Luty 1980 r.)

    Niech wolno mi będzie zakończyć osobistą modlitwą z tomiku „W ramionach Matki”:

    „Zapal mnie ogniem Twego Syna
    niech osłonięty od wichur
    płaszczem Twego Serca
    płonę czystym ogniem
    i wypalę się do końca”.


    o. dr Jan Pach, paulin, mariolog
    / Tygodnik Niedziela

    ___________________________________________________________________________________________

    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!

    Jednym z najpiękniejszych kalendarzy lat trzydziestych był „Kalendarz Królowej Apostołów”, wydawany przez Księży Pallotynów. I właśnie tam widziałem reprodukcję obrazu, która na długo utkwiła mi w pamięci.

    Oto jest noc, zasypane śniegiem wiejskie chaty, nigdzie nie widać nawet nikłego blasku świecy, cała wieś pogrążona jest we śnie. Bliżej widać drzewa, tuż za wioską rozciąga się gęsty las. Na jego skraju wyraźnie widoczna jest wataha wilków: wygłodniałych, złych, szykujących się do ataku na ludzkie siedziby. I nagle z boku obrazu wyłania się przepiękna, świetlista postać, odziana – mimo mrozu – jedynie w białą szatę. Postać kobieca, tchnąca dobrocią i spokojem, rusza prosto na stado wilków i odpędza je od domostw tych, którzy pogrążeni we śnie, nawet nie domyślają się niebezpieczeństwa. Wilki warczą, ale cofają się, gdyż Pani ta trzyma w ręku świecę, której drapieżniki najwyraźniej się boją. Pod obrazem widniał podpis: Matka Boża Gromniczna…

    Nie pamiętam już, kto był autorem tego obrazu, ani wszystkich szczegółów, bo od tamtego czasu upłynęło już wiele lat. Jednak od spotkania z tym obrazkiem w kalendarzu katolickim tytuł Matka Boża Gromniczna kojarzy mi się zawsze z ową piękną Panią, która czuwa nad człowiekiem i chroni go oraz jego bliskich od niebezpieczeństwa.

    2 lutego obchodzimy święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, od reformy kalendarza liturgicznego nazywające się Świętem Ofiarowania Pańskiego. Nazwa nie jest tu jednak najważniejsza, natomiast niezwykle ważna jest wielowiekowa tradycja łącząca to święto z gromnicą, a więc świecą, która w tym dniu jest pobłogosławiona w kościele przez kapłana na pamiątkę słów starca Symeona, który nazwał Dziecię Jezus Światłem na oświecenie pogan.

    Zapewne słyszeliśmy, jak do tego doszło. Maryja, jak każda kobieta izraelska, chciała poddać się oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo porodziła bez utraty dziewictwa, ale chciała. Ona i św. Józef pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga staruszków – Symeona i Anny, którzy wyczekiwali Zbawiciela, codziennie trwając przy Świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, ale kiedy wreszcie Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Symeon wyśpiewał przepiękną pieśń, którą Kościół uczynił częścią modlitwy brewiarzowej i kazał swoim kapłanom, zakonnikom i wszystkim, którzy w tej doskonałej modlitwie chcą brać udział, odmawiać w ostatniej modlitwie danego dnia, czyli tzw. komplecie.

    To wtedy właśnie Maryja usłyszała proroctwo o Jezusie, że Jej duszę kiedyś przeniknie miecz, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Od pierwszych wieków chrześcijaństwa Kościół święci w tym dniu świece i odwołuje się do wstawiennictwa Matki Zbawiciela, stąd popularnie to święto po dziś dzień nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. Poświęcona świeca jest symbolem Pana Jezusa, jako Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Stąd opisany przeze mnie na początku obraz ukazujący Maryję, jako opiekunkę ludzkich siedzib. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice, jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd gromnica) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Co do wilków, to te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy czy sam szatan. Te „duchowe drapieżniki” porywają nawet niewinne dusze małych dzieci przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga, czyniąc je przez to martwymi. Nigdy chyba jeszcze od czasów Cesarstwa Rzymskiego ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak robią to teraz. Grzech stał się czymś, co „robią wszyscy”. Czy ci nieszczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę z tego, że razem z tymi „wszystkimi” mogą przegrać życie, a co gorsza – całą wieczność?

    Drodzy Czciciele Matki Bożej! Weźmy Jej świece, zaufajmy, że przez ten znak Maryja będzie nas chronić od zła fizycznego, a przede wszystkim od duchowego. Módlmy się, by kiedyś, kiedy będą się zamykać na zawsze nasze oczy na tym świecie, ostatnią rzeczą, jaką ujrzymy, było światło gromnicy. Amen.

    tekst ukazał się w 86. numerze „Przymierza z Maryją” z 2016 roku

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I CZWARTEK MIESIĄCA – 3 LUTY – KAPLICA-IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.30

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    ADORACJA
    Grant Whitty/Unsplash | CC0

    ***

    Pierwszy czwartek miesiąca szczególnie przypomina nam dzień Wielkiego Czwartku. To przypominanie jest anamnezą (słowo anamnesis pochodzi z języka greckiego, które znaczy: przypominać, czynić pamiątkę). Bowiem za każdym razem, kiedy Liturgia Kościóła celebruje Boże dzieło zbawienia, to jednocześnie to konkretne wydarzenie uobecnia się. Tym samym zbawcze dzieło Chrystusa jest kontynuowane w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postanowił Pan Jezus dając Kościołowi wskazanie: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

    W czwartek, poprzez anamnezę, uczestniczymy w Ostatniej Wieczerzy i z Jezusem wchodzimy na drogę Jego Męki. Jest nam dane przeżywać dwa bardzo ważne wydarzenia, dwa sakramenty: ustanowienie Najświętszej Eucharystii i kapłaństwo.

    Pierwszy czwartek miesiąca jest dniem Eucharystii czyli jest to czas przede wszystkim dziękczynienia. Dziękujemy w nim za ten największy i cudowny dar i tym samym za cały Kościół Boży, dzięki któremu dokonuje się wciąż nasze zbawienie.

    W praktyce najlepszym uczczeniem tego dnia jest przyjęcie Komunii Świętej w duchu dziękczynienia za otrzymane dary. Przedłużając ten moment, dobrze jest poświęcić chwilę na adorację Najświętszego Sakramentu lub ofiarować Komunię świętą za tych, którzy z różnych powodów nie mają dostępu do Mszy świętej.

    W wielu kościołach tego dnia jest całodzienna lub całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Nasze trwanie przy Panu Jezusie eucharystycznym jest wyrazem wiary w Jego realną obecność pod postaciami chleba i wina.

    Sakrament Eucharystii związany jest z sakramentem kapłaństwa, bo to dzięki kapłanom Msza święta jest sprawowana w każdym miejscu i w każdym czasie. Tak postawnowił Pan Jezus, że poprzez kapłanów może w pełni dawać siebie i przebywać w naszych sercach w swoich sakramentalnych znakach.

    Pierwszy czwartek jest więc także dniem wdzięczności za dar kapłaństwa, a co za tym idzie – modlitwy za kapłanów o wytrwanie w dobrym i godne sprawowanie świętych obrzędów.

    W modlitwie o nowe powołania do służby w Kościele ogarniamy nie tylko powołanych do kapłaństwa, ale również tych wszyskich, którzy wspomagają Kościół poprzez swoją posługę – a więc diakonów, osoby konsekrowane i liturgiczną służbę ołtarza.

    W tym dniu dobrze jest podziękować Panu Bogu za wszystkie te osoby, które pomagają nam na drodze do zbawienia i prosić Pana żniwa o robotników, bo “żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście tedy Pana żniwa, by wysłał robotników na żniwo swoje” (Łk 10, 2).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 4 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ – GODZINNA ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    *MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
     „Najświętsze Serce Jezusa”, obraz nieznanego artysty z XIX wieku/istockphoto

    ***

    Dobrze jest nie tylko pamiętać o Pierwszych Piątkach Miesiąca, ale również praktykować. W te dni szczególnie powinniśmy czynić zadość za nasze i całego świata grzechy. To właśnie w piątek Pan nasz Jezus Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową aż do śmierci a była to śmierć krzyżowa. To wtedy Jego Najświętsze Serce zostało przebite włócznią, z którego wypłynęła Krew i Woda. Dobrze jest przypominać słowa naszego Zbawiciela, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Pan nasz przekazał czcicielom swego przebitego Serca 12 cudownych i wspaniałych obietnic:

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 5 LUTY – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    *GODZ. 16.30 – W SALI PARAFIALNEJ przy KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – PROJEKCJA FILMU ANIMOWANEGO: NAJWIĘKSZY Z CUDÓW na temat MSZY ŚWIĘTEJ według mistyczki Cataliny Rivas

    Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy pragną lepiej poznać na czym polega SAKRAMENT NAJŚWIĘTSZEJ EUCHARYSTII

    *OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚWIĘTA

    *GODZ. 18.00 – MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z V NIEDZIELI ZWYKŁEJ

    *PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    * Medytacja – III Tajemnica Światła

    * Modlitwa Różańcowa

    Teksty ze Wspomnień Siostry Łucji:

    Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”.

    Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:

    „Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wiel­biono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi?”

    _______________________________________________________________________

    ISTOTA NABOŻEŃSTWA PIĘCI PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Podczas drugiego objawienia dzieciom w Fatimie, 13 czerwca 1917 roku, Maryja powiedziała, że Franciszka i Hiacyntę zabierze już niebawem do nieba, a Łucję jeszcze pozostawi, by przekazała światu nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Tak też się stało. Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a Hiacynta w lutym 1920.

    Pięć lat później osiemnastoletnia Łucja wstąpiła do klasztoru. Tam właśnie 10 grudnia 1925 roku ponownie ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, tym razem z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Matka Boża zwróciła jej uwagę na swoje otoczone cierniami i poranione Serce, a mały Jezus wezwał Łucję do współczucia ze zranionym ludzkimi grzechami Sercem Maryi. Matka Boża sama przekazała siostrze Łucji na czym polega nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca:

    1. Spowiedź w pierwszą sobotę. Niekoniecznie musi ona nastąpić dokładnie w ten dzień. Można odbyć ją wcześniej. Ważne, by zrobić to z intencją wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Maryi. Najlepiej wzbudzić w sobie tę intencję, przygotowując się do spowiedzi lub otrzymując rozgrzeszenie.
    2. Komunia Święta w pierwszą sobotę. Przyjmujemy ją z intencją wynagradzającą Sercu Matki Bożej za wszystkie zniewagi wyrządzone Jej przez nas i innych. Najbardziej oczywiste jest przyjęcie Komunii podczas Eucharystii, ale w szczególnych wypadkach można poprosić kapłana o udzielenie jej także poza mszą świętą.
    3. Jedna część (czyli pięć tajemnic) różańca w pierwszą sobotę. Odmawianie modlitwy różańcowej było przecież najważniejszą z próśb, jakie Maryja skierowała do trojga pastuszków w Fatimie. Rozpoczynając modlitwę, wzbudzamy intencję wynagradzającą – mówimy Matce Bożej, że chcemy modlić się o ratunek dla grzeszników obrażających Jej Serce, a Jej samej okazać w ten sposób naszą dziecięcą miłość. Po każdej tajemnicy należy pamiętać o modlitwie powierzonej dzieciom podczas objawień: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
    4. Kwadrans rozmyślania nad jedną z 20 Tajemnic Różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca. Ważne, by poświęcić piętnaście minut (poza odmawianiem różańca, dodatkowo) na medytację nad wydarzeniami z życia Jezusa i Maryi, nad którymi zatrzymujemy się w modlitwie różańcowej. Może to być po prostu serdeczna rozmowa naszego serca z Maryją o tym, co przeżywało Jej Serce w danym wydarzeniu. Tu także pamiętamy o intencji wynagradzającej za zniewagi uczynione Niepokalanemu Sercu w jakikolwiek sposób.

    Pan Jezus pytany przez siostrę Łucję o konkretny czas nabożeństwa – powiedział, że ci, którym trudno jest odbyć to nabożeństwo w pierwszą sobotę miesiąca (stale lub jednorazowo), mogą za zgodą kapłana zrobić to w następującą po niej niedzielę.

    Obietnice Matki Bożej

    Maryja obiecała, że tym, którzy odprawią nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, będzie towarzyszyć w godzinie ich śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia. Jednak ta, czy jakakolwiek inna obietnica nie jest istotą nabożeństwa wynagradzającego. Pan Jezus sam powiedział Łucji, że o wiele milsi są mu ci, którzy oprawiają to nabożeństwo nawet nieudolnie, ale ze szczerą intencją wynagrodzenia i pocieszenia Jego ukochanej Matki, niż ci, którzy robią to skrupulatnie, ale bezdusznie, tylko ze względu na obiecane łaski.

    Na to pytanie Łucji dlaczego pięć sobót – otrzymała odpowiedź, że to ze względu na pięć rodzajów zniewag, jakimi obrażane i ranione jest Serce Maryi. A są to obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciw Jej Dziewictwu, przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu, obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki oraz bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    ____________________________________________________________________

    W czasie każdej Mszy św. kapłan modli się po wspólnej modlitwie OJCZE NASZ: …“Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze byli wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu”… A przecież żyjemy w czasach ogromnego zamętu głęboko zanurzeni w grzechach wołających o pomstę do Nieba. Nie dajmy się zwieść również i tym, którzy powołują się na słowa z Dzienniczka św. siostry Faustyny o iskrze wychodzącej z Polski a pomijają istotny warunek postawiony przez Pana Jezusa: „jeśli posłuszna będzie Woli Mojej”! Czy ten warunek spełnia się?! Teraz jest czas na pokutę a nie łudzenie się wywyższeniem. Pan nasz Jezus Chrystus kiedy mówił o swoim wywyższeniu – to mówił o swojej śmierci krzyżowej. Weźmy sobie do serca słowa Bożej Matki, która mówi co mamy czynić: “odmawiajcie różaniec i czyńcie pokutę”.

    Warto zapamiętać słowa siostry Łucji: “zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”…

    Antonio Borelli w swojej książce „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?” tak komentuje tę część:

    „Zatem pierwszym punktem do zapamiętania jest to, że ludzkość jest w takim stopniu oddalona od Boga i Jego Kościoła co wyraźnie manifestuje się przez teoretyczne i/lub praktyczne odrzucenie jego nauki i moralności że stanowi to akt buntu przeciwko Bogu, zasługujący na najwyższą karę. Tak istotny wniosek nasuwa się, gdyż wielu dzisiejszych katolików, włącznie z tymi najbardziej znanymi, myśli, mówi i czyni jakby obecna sytuacja świata taka nie była.
    Jednakże Matka Boża interweniuje i uzyskuje od Boga, żeby Anioł nie doprowadził swojego działania do końca, co równałoby się zniszczeniu świata. Płomienie rzucane przez Anioła w kierunku ziemi „gasły w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku” pisze siostra Łucja. Oznacza to, że Matka Boża posiada miłosierne zamiary w stosunku do świata i chce dać mu szansę zbawienia. Lecz do tego konieczne jest, aby ludzkość uznała swój grzech i uczyniła pokutę. Dlatego na końcu tej sceny „Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!”.
    Fakt, że Anioł wołał „mocnym głosem” i powtarzał okrzyk „Pokuta” trzykrotnie, wskazuje, że nie chodzi tu o pokutę płynącą z powierzchowności ducha, ale o poważną pokutę, która prowadzi do głębokiego nawrócenia. Wskazuje to ponownie na powagę stanu oddalenia od Boga, w jakim ludzkość się znajduje.

    (fragmenty książki Antonio A. Borellego „Fatima – orędzie tragedii czy nadziei?”, Kraków 2001, str. 34)

    SOBOTA – 12 LUTY 2022 – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    GODZ. 17.00 – KATECHIZACJA DLA DZIECI PRZYGOTOWUJĄCYCH SIĘ DO SAKRAMENTÓW POJEDNANIA I EUCHARYSTII

    MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z VI NIEDZIELI OKRESU ZWYKŁEGO – O GODZ. 18.00

    *PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00 MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ

    *PO MSZY ŚWIĘTEJ NABOŻEŃSTWO DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***


    MODLITWA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

              
    Matko Bolesna stojąca pod krzyżem, naucz nas trwać mężnie przy cierpiących i współcierpieć z nimi, jak Ty na Kalwarii. Matko Ukrzyżowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia, tak jak ofiarowałaś Mękę Twego Syna i swój ból matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmować z gotowością każdą wolę Bożą, w cierpieniu zachować ufność, znosić je mężnie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywać je z miłością dla zbawienia świata. Matko Bolesna, pomóż nam i wszystkim ludziom udręczonym, odkrywać w cierpieniu głęboki sens. Uproś, aby cierpienia chrześcijan stały się wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata
    i przyczyniły się do jego zbawienia. Amen.

    KORONKA (RÓŻANIEC) DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOSKIEJ  

       
    Koronka (Różaniec) do Siedmiu Boleści Matki Bożej składa się z siedmiu tajemnic, w których rozważamy najboleśniejsze momenty z życia Matki Bożej. Rozważając te tajemnice w szczególny sposób czcimy Matkę Bożą Bolesną i upraszamy dla siebie i bliźnich potrzebne łaski w tym życiu, a zwłaszcza w godzinę naszej śmierci.            

    W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


    Modlitwa wstępna
    :

    Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków. Amen!
    Ku Tobie Święta Matko wznosimy serca swoje, aby współczuć w Boleściach Twoich.

    BOLEŚĆ I – Proroctwo Symeona

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść, która przeszyła Serce Twoje, gdyś słyszała prorocze słowa starca Symeona o Męce Jezusa, Syna Twojego, racz nam wyjednać łaskę uświęcenia naszego życia i cierpliwego znoszenia cierpień i przeciwności.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ II – Ucieczka do Egiptu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść Twoją, której doznałaś uciekając z Synem Twoim przed Herodem do Egiptu, uproś nam łaskę wiernego poddania się Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka.


    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ III – Szukanie Jezusa

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś szukając zgubionego Jezusa, uproś nam łaskę, abyśmy nigdy Go nie utracili. Tym, którzy zgubili Jezusa, na grzesznych drogach swojego życia dopomóż Go odnaleźć w Sakramentach Świętych.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ IV – Spotkanie z Synem na drodze Krzyżowej

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś spotkawszy Jezusa na drodze Krzyżowej, gdy na Swoich Ramionach dźwigał grzechy moje i całej ludzkości, uproś nam łaskę, abyśmy już nigdy nie obarczali Jezusa najmniejszymi grzechami. Prosimy Cie o łaskę miłości do Krzyża oraz cierpliwości i wytrwałości w niesieniu codziennych krzyży całego naszego życia dla ratowania dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ V – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść jaką przeżyłaś u stóp Krzyża patrząc na Mękę i śmierć Twojego Syna, uproś nam łaskę szczerego żalu i pokuty oraz nawrócenie zatwardziałych grzeszników, szczególnie konających i Łaskę Miłosierdzia Bożego dla świata całego.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…      

    BOLEŚĆ VI – Maryja trzyma martwe Ciało Syna

    Matko Najboleśniejsza! Przez łzy, którymi obmywałaś Rany Jezusa złożonego w Twoich Ramionach oraz przez Twoje Matczyne i Krwawe łzy, które wylewasz nad całą grzeszną ludzkością stojącą w obliczu zagłady, prosimy Cię, ratuj dusze idące na potępienie, ratuj dusze w czyśćcu cierpiące, ratuj zagrożoną młodzież i nasze rodziny. Dla pocieszenia Twojego Zbolałego Serca i otarcia Twoich Łez ofiarujemy Ci Maryjo nasze serca, cierpienia, ofiary, łzy i modlitwy i całe nasze życie w ofierze miłości dla ratowania zagubionych dusz.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    BOLEŚĆ VII – Złożenie Jezusa W Grobie

    Matko Najboleśniejsza! Przez Boleść rozstania z Jezusem złożonym w grobie, uproś nam łaskę, aby umarły w nas wszystkie złe skłonności i przywiązania do grzechu. Abyśmy żyli w świętości i miłości dla Chwały Bożej i ratowania dusz, przez Chrystusa i z Chrystusem, a po śmierci osiągnęli życie wieczne.

    1 Ojcze nasz…7 Zdrowaś Maryjo…1 Chwała Ojcu…

    Modlitwa na zakończenie: 

    O Święta Matko, którą Wszechmogący Bóg wybrał na Matkę Odkupiciela świata i upodobnił w cierpieniach do Swego Syna Ukrzyżowanego, niech boleść Twoja pobudzi nas do miłości Jezusa i Ciebie. O Królowo Męczenników, udziel nam podobnej cierpliwości i męstwa w znoszeniu cierpień z jakimi Ty stałaś pod krzyżem, Syna Twego. Amen.

    Na uczczenie łez, które Najświętsza Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała oraz na uproszenie łaski odpustu przypisanego do tej modlitwy odmówmy 3 razy: Zdrowaś Maryjo…
    Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie…

    LITANIA DO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ


    Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!
    Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
    Synu, Odkupicielu świata, Boże zmiłuj się nad nami
    Duchu Święty, Boże zmiłuj się nad nami
    Święta Trójco, Jedyny Boże zmiłuj się nad nami

    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta Boża Rodzicielko
    Święta Panno nad pannami
    Matko męki krzyżowe Twego Syna cierpiąca
    Matko Bolesna
    Matko płacząca
    Matko żałosna
    Matko opuszczona
    Matko stroskana
    Matko mieczem przeszyta
    Matko w smutku pogrążona
    Matko trwogą przerażona
    Matko sercem do krzyża przybita
    Matko najsmutniejsza
    Krynico łez obfitych
    Opoko stałości
    Nadziejo opuszczonych
    Tarczo uciśnionych
    Wspomożenie wiernych
    Lekarko chorych
    Umocnienie słabych
    Ucieczko umierających
    Korono Męczenników
    Światło Wyznawców
    Perło panieńska
    Radości Świętych Pańskich

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

    Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że obok Twojego Syna, wywyższonego na krzyżu, stała współcierpiąca Matka, daj, aby Twój Kościół uczestniczył razem z Maryją w męce Chrystusa i zasłużył na udział w Jego zmartwychwstaniu. Który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    BOŻA MATKA BOLEŚCIWA

    Radków
    fot. Jan Nitecki/Radków/Tygodnik Niedziela

    ***

    Pannę Maryję nazywamy Najświętszą Panną. Nazwa ta odnosi się raczej do Jej obecnego stanu w niebie, bo gdy wyobrażamy Ją sobie żyjącą na ziemi, to najlepiej odpowiada Jej nazwa Matki Boskiej Bolesnej. To zupełnie zrozumiałe: cierpienie Chrystusa musiało odbić się na Maryi, przecież Ona była Mu najbliższą. Jeśli wichura złamie drzewo, to zniszczyć potrafi i kwiaty. Jeśli cierpiał Chrystus, to cierpiała i Maryja.

    Zwykle mówi się o siedmiu boleściach Najświętszej Panny, o jakich?

    1. Pierwsza boleść spotkała Ją jeszcze przed narodzeniem Pana Jezusa, kiedy musiała wyjść za mąż za Józefa i porzucić świątynię, przy której postanowiła spędzić całe życie na służbie Bożej. Dużo bólu kosztowała Ją ta decyzja, ale wykonała ją zgodnie z wolą Bożą.

    2. Druga boleść była dotkliwsza. Św. Józef z początku nie wiedział, że Bóg w cudowny sposób chce zesłać Swojego Syna na świat. Był zaskoczony niewytłumaczonym macierzyństwem Najświętszej Panny i postanowił z Nią zerwać. Możemy sobie wyobrazić, jak ten moralny cios dotknął Maryję!

    3. Niedługo potem nawiedza Ją nowy ból, oto szuka schronienia w świętą noc i nie znajduje go, idzie więc do zimnej groty pasterskiej, by tam wydać na świat Zbawiciela!…

    4. Czterdziestego dnia po Narodzeniu Chrystusa idzie do świątyni, by Go ofiarować Bogu, a tam stary Symeon przepowiada, że smutna przyszłość Ją czeka, miecz boleści przeszyje Jej duszę (Łk 2,35). Jaki smutek owładnął duszą Maryi po słowach Symeona! Bolesną jest rana fizyczna, ale stokroć bardziej boli rana zadana duszy. Słowa Symeona zraniły do głębi duszę Maryi i ciążyły nad Nią te koszmarne chmury smutku. Są słowa, które całe życie pamiętamy. Człowiek nie może zapomnieć ostatnich słów kochanych osób. Pamiętamy przestrogi konającego ojca, matki. Słowa Symeona tak głęboko utkwiły w sercu Maryi, że nie dawały Jej spokoju. Karmiąc małego Jezusa pamiętała, że chowa Go na mękę, na śmierć, że duszę Jej przeszyje miecz boleści.

    Wyobrażam sobie dom Nazaretański, pełen smutnego wyczekiwania śmierci Chrystusowej. Krajało się z bólu serce Maryi, kiedy słuchała w świątyni słów Izajasza proroka o mękach Zbawiciela, że będzie „mężem boleści”, „ubity”, „jako trędowaty” „uniżony”, „wzgardzony”, że przebiją Jego ręce i nogi… Wiadomości te musiały bardzo zasmucać serce Najświętszej Panny.

    5. Matka Boska przeżyła wiele utrapień, niedostatku i boleści w czasie ucieczki do Egiptu.

    6. Niedługo potem musiała się rozstać na pewien czas z 12-letnim Jezusem i z niepokojem szukać Go; było to jakby przygotowanie do rozstania się z Jezusem, skazanym na śmierć. Maryja chcąc zbliżyć się do nas, musiała przeżyć największe cierpienie: rozstać się ze Swym Synem.

    7. Był to największy ból, jakiego doznała Maryja. Pewnego dnia usłyszała smutną nowinę, że Judasz wydał Chrystusa, że żołdactwo z rozkazu przełożonych świątyni uwięziło Go, że Piotr się Go wyparł. Słyszała złowrogie okrzyki rozjuszonego tłumu — ukrzyżuj Go!… widziała Swego najukochańszego Syna biczowanego, w cierniowej koronie. Teraz rozumiemy dlaczego Kościół katolicki nazywa Najświętszą Pannę „Matką Bolesną”, „Królową Męczenników”, bo męką i cierpieniem duchowym przeżyła wszystkie boleści, jakie mogą spotkać człowieka. Chrystusa skazali na śmierć. Włożono Mu ciężki krzyż na ramiona. Pochód ruszył, słychać urągania, szyderstwa, potwarze. Chrystus ledwie idzie pod ciężarem krzyża.

    Na rogu jednej ulicy zachodzi wzruszająca scena, którą by się przejęli na pewno wrogowie Chrystusa, gdyby ich nie zaślepiała nienawiść. Tłum rozstąpił się, a przed skrwawionym Chrystusem stanęła Marja! Napróżno Ją wstrzymywali krewni, znajomi – koniecznie chciała widzieć Swego ukochanego Syna. Było to smutne spotkanie! „Im większa, miłość, tym głębszy ból” – mówi św. Augustyn.

    Im większa miłość! Czy może istnieć miłość macierzyńska, która by dorównała miłości Maryi? Kto znał tak dobrze Chrystusa, jak Ona? Dobrze wiedziała, kim jest Chrystus: że jest Synem Bożym bez grzechu, pełen doskonałości, mądrości, dobroci, miłości. A teraz na śmierć Go prowadzą!

    Nastąpiło ukrzyżowanie, śmierć i pogrzeb. Najświętsza Panna przez cierpienia musiała Sobie wysłużyć zasługi wobec Boga… dusza Jej, lgnąc do strasznego drzewa krzyża, godziła się z wolą Bożą. Co wycierpiała Maryja pod krzyżem, tego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Co przeżywała, kiedy Syn Jej konał, kiedy Go zdjęto z krzyża i umieszczono na Jej łonie! Św. Hieronim mówi, że tyle dostała ran, ile miał Chrystus na Swym ciele. Ból ten można opisać tylko słowami Pisma Świętego: „Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje” (Lm 2, 13). Kiedyś śpiewałaś Magnificat – a teraz smucisz się i bolejesz? Smutną jesteś, bo  na wskroś przeszyta jest Twoja dusza. Słusznie możesz powiedzieć o Sobie słowami Noemi: „Nie nazywajcie Mię Noemi (to jest piękna), ale Mię zwijcie Mara (to jest gorzka), bo Mię gorzkością wielką napełnił Wszechmogący” (Rt 1,20). „Wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę obaczcie i przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść Moja?” (Lm 1 12).

    bp dr Tihamer Toth, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Kraków 1934, s. 275-278

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Cierpienia Maryi

    fragment figury Matki Bożej Bolesnej

    ***

    Według niezmiennej tradycji Kościoła, boleść Najświętszej Panny na Kalwarii była większa od wszystkich boleści ludzkich. Wystarczy choć trochę się zastanowić, aby się przekonać, że nie mogło być inaczej. Decydują tutaj dwa powody, albo raczej dwie strony tego samego faktu: świadomość męki Jej Syna.

    Przedmiotowo boleść Bogarodzicy była niezmiernie wielka. Cierpienie psychiczne jest przedmiotowo tym większe, im większa jest sprzeczność między przedmiotem woli a spostrzeżonym faktem. Otóż trudno sobie wyobrazić sprzeczność większą niż ta, która istniała w duszy Najświętszej Panny na Kalwarii.

    Matka Boża kochała swego Syna całym napięciem swej potężnej i szlachetnej woli jako Boga, którego znała lepiej i głębiej od największych teologów. Czym musiała być ta wiedza, nie możemy mieć wyobrażenia nawet w przybliżeniu. Dla ilustracji warto jednak przytoczyć fakt: na przykład -przerwanie pisania „Summy teologicznej” przez św. Tomasza. „Summa” św. Tomasza jest – jak wiadomo – dziełem, jakiego drugiego nie ma w teologii, i daje najgłębsze poznanie Boga, jakie rozumowo jest możliwe. Teolog, który „Summę” studiuje serio, im bardziej ją poznaje, z tym większą oczywistością widzi swoją nicość wobec tytanicznego umysłu i głębi mistrza z Akwinu. Otóż ten mistrz pewnego razu powiedział swojemu towarzyszowi, że więcej pisać nie może, bo Bóg mu pokazał rzeczy, wobec których cała „Summa” wydaje się mu niczym. Czymże musiała być wobec tego wiedza Najświętszej Panny, wobec której św. Tomasz jest tylko nic nie znaczącym pyłkiem? Jak wspaniale i głęboko musiała ujmować wielkość Boga w tej chwili właśnie, kiedy zniżał się aż do męki krzyżowej za obrażających go ludzi. Jaki poryw miłości i uwielbienia musiała ta wiedza wywołać w duszy tak wspaniale wyposażonej, tak prawej, i tak potężnej, jaką staraliśmy się opisać powyżej.

    Tego oczywiście żadne ludzkie słowa nie potrafią wyrazić. Ale to, cośmy powiedzieli, powinno wystarczyć dla zrozumienia, że kontrast między tym uczuciem miłości i uwielbienia dla osoby Boga, który był Jej Synem, a tym, co miała przed oczyma na Kalwarii, musiał być niezmierny. Wiemy, że męka Chrystusa Pana była największą, z tych, o których można pomyśleć. Św. Tomasz, zwykle tak suchy i naukowy, zostawił nam na ten temat rozdział, który przejąć może każdego, kto go zrozumie. Na Kalwarii odbywała się tragedia, z której sobie tylko słabo zdajemy sprawę: nad Bogiem, a więc uosobieniem – dosłownie – wszelkiej szlachetności, dobroci, godności i w ogóle wszystkich wartości, pastwiły się moralnie i fizycznie, z wyrafinowanym chamstwem, brutalne ręce i dusze oprawców, a równocześnie wisiała nad nim straszliwa groza grzechów całego świata w czasie i przestrzeni: tego ponawianego chamstwa wszystkich nas, którzy moralnie poniewieramy nadal na każdym kroku Krew i Mękę naszego Boga i Zbawiciela. Nie wchodzimy tutaj w to, czy Najświętsza Panna na równi z Chrystusem Panem przewidywała również te przyszłe zbrodnie, choć zdaje się dość prawdopodobne. Ale w każdym razie dzięki znajomości Swojego Syna doskonale wczuwała się w Jego cierpienia.

    Omówiliśmy pokrótce cierpienia ze stanowiska przedmiotu, tj. obrazów, które Najświętsza Panna miała na Kalwarii. Aby jednak w pełni zrozumieć wielkość tego cierpienia, wypada także zwrócić uwagę na jego stronę podmiotową, tj. na działanie, które te wyobrażenia wywierały na duszę Bogarodzicy.

    To działanie musiało być znacznie większe niż w każdym innym człowieku, a to z powodów wyłuszczonych powyżej. W duszy cierpiącej Matki istniała przede wszystkim bystrość zmysłów, która aż do najdrobniejszych szczegółów rejestrowała przebieg męki; bogactwo wyobrażeń kojarzących się natychmiast z niezmierną siłą około każdego z tych szczegółów: potężne uczucia rodzące się z tak powstałych kompleksów; wreszcie energia psychiczna, która pozwalała na skupienie wielkiej ilości elementów w polu świadomości, i wytrzymałość fizyczna, sprawiająca, że Najświętsza Panna cierpiała z pełną świadomością. Jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że ta wytrzymałość sama nie starczyłaby na zachowanie przytomności; że wchodziła w grę specjalna pomoc Boża, podtrzymująca siły Bogarodzicy, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że wiedza, będąca podstawowym powodem cierpienia, była po części również nadprzyrodzona.

    Wynikiem tych czynników przedmiotowych i podmiotowych musiał być jakiś potworny skurcz boleści, o którym nawet w przybliżeniu nie mamy wyobrażenia. Wystarczy widzieć zwykłą matkę przy śmierci dziecka, aby sobie zdać sprawę nie z wielkości cierpienia Najświętszej Panny, ale przynajmniej z tego, że ocenić tej wielkości nie możemy.

    o.Józef M. Bocheński, Kazania i przemówienia, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2000, s. 57-59.

    ______________________________________________________________________________________________________________



    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    _____________________________________________________________________________________________________________

  • IV Niedziela Zwykła – ROK C

    Bezinteresowna miłość

    Dzisiejsza Ewangelia jest kontynuacją rozpoczętego w poprzednią niedzielę spotkania Pana Jezusa w synagodze z mieszkańcami Jego rodzinnego miasta Nazaret. Kiedy Chrystus czytał tekst Pisma – towarzyszył Mu zachwyt, bowiem słuchających ogarnęła duma. Przecież to był ich Ziomek, którego sława stawała się coraz większa. Pewnie już snuli plany ile ich miasto i oni sami będą mogli na Nim skorzystać. A tymczasem aż dziw bierze, że nastrój w przeciągu jednego przedpołudnia uległ tak gwałtownej i całkowitej zmianie.

    Zniknął zachwyt i entuzjazm. Nagle wszystkich ogarnęła nienawiść. Na tych samych twarzach, dopiero co pełnych zachwytu, pojawił się wyraz gniewu: „Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się”. Co było powodem takiej natychmiastowej zmiany?

    O. Jacek Salij wymienia dwa powody. „Pierwszy powód był zupełnie banalny: Nawet wówczas, kiedy Jezus budził w nich podziw, zachwyt i entuzjazm, oni Go nie kochali. Bo tylko wówczas, kiedy nie kocham tego, kogo podziwiam, mój podziw łatwo zamienia się w zawiść i zazdrość, a nawet w bezinteresowną nienawiść. Zapis Ewangelisty Łukasza uderza swoją psychologiczną prawdziwością: „Wszyscy przyświadczali Jezusowi i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”. I zaraz następne zdanie informuje nas, jak w tych ludziach, którzy podziwiali Jezusa, ale Go nie kochali, zaczyna rozkręcać się mechanizm zawiści. „Czyż to nie jest syn Józefa?” zaczynają studzić swój własny entuzjazm.

    Ale wydarzenia nie potoczyłyby się tak dramatycznie, mieszkańcy Nazaret nie wyrzekliby się Jezusa, gdyby nie drugi powód. Otóż ten drugi powód ich gniewu był w samym Panu Jezusie. Mianowicie Pan Jezus nie zamierzał im się przypochlebiać ani zabiegać o ich przychylność za wszelką cenę, a przede wszystkim nie za cenę prawdy. Myślę, że nie trzeba specjalnie podkreślać, że On dlatego nie przypochlebia się człowiekowi, bo On człowieka kocha”.

    Tutaj muszę zauważyć, że nie tylko wtedy – mieszkańcom Nazaret – było tak trudno uwierzyć i przyjąć wszystkie słowa, które wypowiedział Chrystus po przeczytaniu Izajaszowego proroctwa. Oni znali Jezusa od najmłodszych lat. Przecież wśród nich wzrastał najpierw jako dziecko i młodzieniec, a potem jako dorosły mężczyzna. Więc w takiej sytuacji jak przyjąć to co mówił ich krajan o sobie i o nich?

    A może tu rozpoznam siebie? Jestem jednym z pośród nich – mieszkańcem „mojego” Nazaret. Przebywam od najmłodszych lat w Kościele. Owszem, wyznaję i wierzę, że Pan obecny jest w moim życiu i oczekuję Jego przyjścia w chwale, ale czy nie stawiam Bogu, w miarę mijających lat, moich przeróżnych warunków: o ile Jego moc będzie realizować moje plany, moje marzenia i oczywiście, bez żadnego mojego wysiłku i pracy… Duch dzisiejszego czasu przelewa się, jak ogromna fala, nie tylko na zewnątrz mojego wnętrza. Ileż razy byłem pełen pretensji do Pana Boga, gdy przypominał mi prawdę poprzez swoje Słowo albo poprzez zdarzenia. A ta prawda nie była po mojej myśli i bywało, że bolało, kiedy czułem jej dotyk, aż do wywołania we mnie gniewu. Miałem pretensję, że Boże błogosławieństwo było widoczne raczej u tych, którzy nie wydawali mi się być po mojej stronie – a ja oddany Panu Bogu na służbę Jego Ewangelii – dlaczego więc nie dzieje się w moim życiu tak jakbym chciał?

    A w innych sytuacjach, kiedy Jezusowe wymagania są niewygodne – od razu znajduje się „ten odrzucony”, który szczególnie w takich momentach jest blisko i podsuwa swój wywód: „Przecież teraz są już inne czasy. Owszem, stare prawdy może były dobre kiedyś, ale nie dziś, nie teraz”. I człowiek wchodzi na niebezpieczną krawędź, na której trzeba opowiedzieć się, czy zdecydowany jestem iść tylko za Chrystusem przyjmując całą Jego prawdę? Bo w przeciwnym razie, może wydarzyć się to co miało miejsce na stoku góry, na której miasto Nazaret było zbudowane: Pan Jezus niepostrzeżenie oddalił się.

    Żeby, nie daj Boże, do tego nie doszło – muszę odnaleźć w sobie, przykrytą moim egoizmem, bezinteresowną miłość – o jakiej pisze św. Paweł w dzisiejszym liście do Koryntian.

    Modlę się więc o odwagę, aby nie bać się zrzucić z siebie swoje przyzwyczajenia, które spowodowały, że aż strach napisać – moje „oswojenie” z Panem Bogiem. Taki stan bardzo dobrze oddaje obraz zakochanych, którzy przyzwyczaili się do siebie. Pewnego dnia stwierdzają z przerażeniem wzajemną obojętność. Już nie mają o czym rozmawiać. Coraz bardziej wypełnia ich nuda. Potrzeba wtedy jakiegoś wstrząsu, aby zdać sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i stanąć w prawdzie.

    To właśnie czyni Pan Jezus. A czyni to dlatego, ponieważ mnie kocha i dlatego stale powraca ze swoim darem, jakim jest mój żal w spowiedzi, a potem Boży pokarm na dalszą drogę.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • III Niedziela Zwykła – ROK C

    Całkowicie zaufać Jego Słowu

    W dzisiejszym I Czytaniu jest wzruszający opis, jak to Naród Wybrany, po powrocie z wygnania w 488 roku przed Chrystusem, przeżywa Święto Namiotów. Kapłan Ezdrasz, na drewnianym podwyższeniu, otworzył Księgę, a cały zgromadzony lud podniósł się i z należnym szacunkiem słuchał świętych słów.

    Jeszcze z ministranckich czasów pamiętam taki obraz: kapłan stał na ambonie i zanim zaczął czytać tekst Pisma św. wypowiadał słowa: „Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego, a nam na zbawienny pożytek czyta Kościół święty, Matka nasza, Ewangelię”. Wszyscy obecni w kościele w postawie stojącej robili – tak jak i dziś – na czole, na ustach i na sercu znak krzyża, aby usłyszane Słowa Boże pozostały w pamięci, w mowie i w sercu.

    Te dwa szczegóły: kapłan stojący na podwyższeniu i otwarcie Księgi, która jest Księgą życia, mają tutaj swoje szczególne znaczenie. Kapłan Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu nie tylko dlatego, aby lepiej być słyszanym. Jest to przede wszystkim zapowiedź krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata. Pan Jezus stale przygotowywał swoich uczniów na ten moment: „A Ja gdy zostanę podwyższony wszystkich pociągnę do siebie”. Z kolei Księga życia dopóki jest zamknięta – dopóty człowiek trwa w swojej niemocy i w swoim poniżeniu. Dopiero kiedy Słowo Boga jest czytane i znajduje rezonans w ludzkich sercach – wtedy ci, którzy je przyjmują odnajdują w sobie moc, która jest mocą Bożą. I mogą się podnieść i wyzwolić. Dlatego dzień, w którym kapłani otwierają Biblię, aby ją czytać we wspólnocie, jest naprawdę dniem radości: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano, że pójdziemy do Domu Pana” – mówi psalmista. A słowa Nehemiasza, kończące dzisiejsze Czytanie, czyż nie dotyczą i nas, uczestników niedzielnej Eucharystii?: „A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest ostoją waszą”.

    Zaś dzisiejsza Ewangelia jest już wypełnieniem Starotestamentowej zapowiedzi. Bo oto przychodzi do synagogi, w swoim rodzinnym mieście, w dzień szabatu, sam Chrystus Pan. Wstaje i czyta proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. A więc nic dziwnego, że „oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”.

    W Starym Testamencie jubileuszowy rok obchodzono co 49 lat. Polegał on na powszechnej amnestii. Niewolników obdarzano wolnością, dłużnikom darowano długi. Ale odkąd Syn Boży przyszedł na tę ziemię, aby wypełnić Boży zamysł – rok łaski nie obejmuje już tylko 365 dni, ale trwa i trwać będzie nieustannie aż do ostatniego wieczoru świata. Dlatego charakter wiary chrześcijańskiej jest zdecydowanie radosny. I jeżeli papieże ogłaszają w Kościele jubileuszowe lata, to po to, aby przypominać i odnawiać tę prawdę, że chrześcijaństwo ze swej natury jest orędziem wyzwolenia.

    O. Jacek Salij, dominikanin, pisze, „że sama logika naszej wiary domaga się od nas tego, abyśmy usłyszeli Chrystusową obietnicę wolności i starali się wyzwolić z niewoli naszych lęków, czy różnych ciemnych namiętności, nałogów, czy chorobliwych ambicji”.

    I tak się wciąż dzieje, że kiedy człowiek naprawdę uwierzy w Ewangelię – to przekonuje się jaką moc ma Ewangelia i jak potrafi prowadzić człowieka, nieraz po trudnych ścieżkach, dając mu prawdziwe wyzwolenie.

    Tu posłużę się konkretnym przykładem, aby lepiej zrozumieć co to znaczy „wierzyć”. To znaczy po prostu całkowicie zawierzyć siebie Panu Bogu – bo „Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem”.

    Kardynał Miloslav Vlk, prymas Czech, zanim stał się osobą znaną i szanowaną nie tylko w Kościele, ale i w świecie, przeszedł bardzo wiele doświadczeń i prób. Długo nie mógł być przyjęty do seminarium duchownego, bo w szkole średniej nie wstąpił do organizacji prokomunistycznej. Nie został również przyjęty na studia mimo dobrze zdanej matury. I w tamtym czasie pojechał do pewnego sanktuarium maryjnego. Podczas Mszy św. usłyszał słowa, które utkwiły mu w pamięci: „Upokórzcie się pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili”. Zrozumiał wtedy, że bardziej trzeba polegać na Słowie Bożym niż na ludziach. Toteż cierpliwie czekał na przyjęcie do seminarium, co nastąpiło w 1964 roku po 12 latach starań. Gdy został wyświęcony na księdza, był gorliwym kapłanem, za co władze państwowe przerzucały go na trudne parafie. W końcu w 1978 roku, po 10 latach pracy duszpasterskiej, władze wymówiły mu umowę o pracę. Ks. Vlk przyjął to doświadczenie, wyjechał do Pragi i tam przez 10 lat mył szyby wystawowe. Msze św. mógł tylko odprawiać potajemnie u swoich przyjaciół.

    Po upadku komunizmu w 1989 roku ks. Vlk mógł już swobodnie pracować na parafii. Niedługo został biskupem, potem arcybiskupem w Pradze, a w końcu w 1994r. – kardynałem.

    Kiedy w Watykanie odbierał biret kardynalski, podczas liturgii Słowa usłyszał, o dziwo, te same słowa, co przed 42 laty w maryjnym sanktuarium: „Upokórzcie się pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili”.

    Jak nieprawdopodobnymi drogami prowadzi Bóg tych, którzy mają odwagę całkowicie zaufać Jego Słowu. Jeżeli tylko człowiek pragnie słuchać Bożego Słowa – to na pewno usłyszy Je, bo Kościół święty, Matka nasza, wciąż czyta pełnym głosem Ewangelię stojąc na miejscu podwyższonym.

    Ks. Marian Łękawa SAC 

  • II Niedziela Zwykła – ROK C

    Nieustanna prośba Maryi

    Z dzisiejszą niedzielą liturgia Kościoła dopełnia Bożego Objawienia, które jawi się w kształcie tryptyku. Każdego tygodnia następowała kolejna Jego odsłona. W pierwszym obrazie był pokłon Mędrców z pogańskiego świata. W drugim – ukazuje się Duch Święty i słychać głos Boga Ojca podczas chrztu Syna Bożego w wodach Jordanu. I dziś trzeci obraz opisujący cud przemiany wody w wino. To wydarzenie kończy się stwierdzeniem: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.”

    W maleńkiej mieścinie, jaką była Kana Galilejska, odbywało się zwykłe wesele i pewnie w niezbyt zamożnej rodzinie, skoro zabrakło wina. Młodzi zaprosili na swoje zaślubiny Pana Jezusa, Jego Matkę i uczniów. Zapraszając nie zdawali sobie sprawy, że oto będą świadkami niezwykłych wydarzeń. Bowiem właśnie w tych wydarzeniach ujawniły się Boże Tajemnice. Maryja, Matka Jezusowa, odegrała tu bardzo istotną rolę. Ona pierwsza swoimi matczynymi oczyma zauważyła i przewidziała nie tylko to, że może nastąpić przykra sytuacja upokarzająca młodą parę w oczach współbiesiadników, ale przede wszystkim – będąc najbardziej obeznaną z tajemnicą przemienienia – zdawała sobie sprawę, czego człowiekowi najbardziej brakuje. Pragnęła jak najszybciej doczekać się narodzin nowego człowieka, który ma nie tylko ludzką naturę, lecz także Boską. Chociaż nie widziała jeszcze żadnego cudu swojego Syna, zwróciła się do Niego z gorącą prośbą. Odtąd ta Jej prośba już nie zamilknie, ale pozostanie prośbą nieustanną, zawsze obecną w Kościele. Wtedy jaką mogła mieć pewność, że Syn wysłucha swoją Matkę, skoro usłyszała: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”

    Św. Augustyn twierdzi, że Pan Jezus przygotowując się do wypełnienia najważniejszego Bożego dzieła – dlatego właśnie w taki niezrozumiały i trudny do przyjęcia sposób odpowiedział swojej Matce: „Nie urodziłaś tego, co jest we mnie cudem, lecz urodziłaś moją słabość. Dopiero wówczas cię uznam, gdy właśnie ta słabość zawiśnie na krzyżu.”

    Udział Maryi w Bożym planie najwyraźniej ukazuje się w Ewangelii według św. Jana. Najpierw jest Ona obecna przy rozpoczęciu publicznej działalności Pana Jezusa, które miało miejsce właśnie w Kanie Galilejskiej. A kiedy nastąpił kulminacyjny moment w dziele zbawienia św. Jan opisze w jaki sposób Maryja była obecna pod krzyżem. Matka Boża najpierw zachęcała swojego Syna, aby dokonał cudu przemiany. Zaś na Kalwarii, wiszący Chrystus na krzyżu powierzył swoją Matkę Janowi, a tym samym całemu Kościołowi.

    Również Hans Urs von Balthasar bardzo wnikliwie tłumaczy tę sytuację z dzisiejszej Ewangelii: „Jezus, świadom, że jedynym cudem, jaki zlecił Mu Ojciec, ma być Krzyż, nie chce dać się zepchnąć na pozycję cudotwórcy, czego wciąż będzie się domagał nienasycony lud. I teraz Maryja wypowiada swe najpiękniejsze słowa, gdy zostawiając decyzję Jezusowi, poucza jednocześnie sługi, by byli Mu posłuszni: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Objawia się tu, przez nikogo nie spostrzeżona, chwała Maryi. Jezus nie oprze się sugestii Maryi, gdyż słowa Matki współgrają z Jego najgłębszą istotą. Nie dowiemy się, czy ta przemiana bezwartościowej materii w bezcenny dar została w ogóle dostrzeżona, czy uznano Go wówczas za cudotwórcę, czego zawsze starał się unikać. Ewangelista zdradzi nam tylko tyle, że Jego uczniowie „uwierzyli w Niego”; dla Jezusa jest to jedyne osiągnięcie godne tego miana. Później wiele Jego cudów, o których nakazuje milczeć, wzbudzi powszechną sensację, utrudniając Mu wypełnienie właściwej misji.”

    Poprzez ten pierwszy cud Chrystusa w Kanie Galilejskiej można zobaczyć na czym polega Tajemnica Bożych Narodzin i w jaki sposób te narodziny Bożego Syna spowodowały całkowitą przemianę ludzkiego życia. Zanim dokonało się Wcielenie Jezusa Chrystusa, ludzkie życie było jak ta woda, która wypełniała, aż po brzegi, kamienne stągwie. Przy czym znaczenie i symbolika tej wody nie jest tutaj źródłem życia, ani też nie służy, by ugasić ludzkie pragnienia. Ona jest tu przeznaczona, w tych sześciu wielkich dzbanach, po 100 litrów każdy, do zachowywania żydowskich zwyczajów, jakimi między innymi było mycie rąk przed posiłkiem. A więc jest symbolem rytuału, obrzędu, starych tradycji. Tak samo jak weselne wino, które już się skończyło – według starosty weselnego było dużo gorsze od nowego. To stare wino symbolizuje tutaj Torę.

    Ojciec Anselm Grün, benedyktyn, pisze nawet, że ta „woda w dzbanach jest już nieświeża, zwietrzała i chociaż pomaga utrzymać czystość, nie może być jednak trunkiem jednoczącym świętujących gości. Można powiedzieć, że Chrystus poprzez wcielenie przemienił naszą ludzką naturę i nasze zwietrzałe życie w wino, tak jak wodę w kamiennych dzbanach. Dzięki Jego wcieleniu nasze życie nabrało smaku. Psalmista mówi o winie, że raduje ono serce człowieka. Wino wprawia nas w radosny nastrój, rozwiązuje nam języki, pomaga nawiązać kontakt z drugim człowiekiem i zjednoczyć biesiadników. Wcześniej, nawiązując do ewangelii, byliśmy wodą, bez smaku, zwietrzali, nieświeży. Byliśmy, jak tych 6 kamiennych dzbanów, twardymi, nieugiętymi, skostniałymi, ziemskimi istotami. Liczba „6” wskazuje na naszą niedoskonałość. Według Jana Jezus dokonuje 7 cudów, aby wypełnić życie człowieka Boską doskonałością. W pierwszym cudzie pod liczbą „6” kryje się niedoskonałość naszego życia. Czegoś nam brakuje, czegoś istotnego, nie tworzymy jednolitej całości. Dopiero gdy przyłączy się do nas Chrystus, powstanie „7”, święta liczba. Siódmy dzban Jezus otworzy na krzyżu, gdy żołnierz przebije włócznią Jego serce. Ofiaruje nam wówczas swoją krew i życiodajną wodę, przemieni cały świat swoją miłością i duchem.”

    Czy zauważam z każdym Nowym Rokiem coraz lepiej nie tylko to co Jezus uczynił, ale to co wciąż czyni i we mnie i w nas? Blisko zaś Jezusa zawsze obecna jest Boża Matka i Jej nieustanna modlitwa.

    ks. Marian Łękawa SAC