***
Pierwsza sobota miesiąca – 5 września
kościół św. Piotra:
od godz. 17.00 jest możliwość spowiedzi świętej
Msza święta wigilijna z XXIII Niedzieli (Rok A)
o godz. 18.00
Po Mszy świętej nabożeństwo pierwszych sobót.

Jak je odprawiać?
Skąd wzięło się nabożeństwo pierwszych sobót? Dlaczego jest ich pięć? Jak odprawiać to nabożeństwo?
Nabożeństwo pierwszych sobót to wynagrodzenie składane Niepokalanemu Sercu Maryi. Zostało podyktowane przez Matkę Bożą podczas objawień fatimskich. „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje” – przekazała Matka Boża w Fatimie.
Dlaczego pięć sobót?
Pięć sobót nawiązuje do pięciu rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciwko Niepokalanemu Poczęciu, Jej Dziewictwu, Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka, bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki, bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.
Jak odprawiać nabożeństwo pierwszych sobót?
Nabożeństwo należy odprawiać przez 5 kolejnych pierwszych sobót miesiąca. Nabożeństwu towarzyszą 4 warunki.
Warunek 1: Spowiedź święta w pierwszą sobotę miesiąca.
Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.
Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:
Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas. Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Warunek 2: Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.
Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę:
Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.
Warunek 3: Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.
Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę:
Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.
Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić Modlitwę:
O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
Warunek 4: Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.
Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę:
Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie!
Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną)
- Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz.
- Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy.
- Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów:
- rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi,
- rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny,
- rozważ wcielenie Syna Bożego.
- Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj:
Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen.
- Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe.
Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża.

źródło: https://stacja7.pl/wiara/nabozenstwo-pierwszych-sobot-jak-je-odprawiac/
***
Dziś 6 września wspominamy w kalendarzu liturgicznym św. Matkę Teresę
Dlaczego Matka Teresa nazywała Matkę Boża swoją „towarzyszką podróży”?

Matka Teresa miała niezachwiane przekonanie, że Maryja ją wysłucha i spełni jej prośbę. Nie bez powodu nazywała Matkę Jezusa swoją towarzyszką podróży. Wiąże się z tym sympatyczna anegdota.
Pod koniec kwietnia zaczęłam sobie planować, jak dobrze przeżyć maj z Maryją: codzienny różaniec, w miarę możliwości codzienna msza święta, mniej sądów, więcej rozsądku.
I jak to zwykle bywa, życie regularnie wywraca mi plany do góry nogami, a wieczorem mogę tylko skonstatować, jak niewiele czasu poświęcam na modlitwę. 13 maja, w święto Matki Bożej Fatimskiej, obiecałam sobie, że odprowadzę córkę do szkoły, a potem pójdę na mszę na 8.30. I jeszcze nocą wezmę udział w pielgrzymce do siedmiu kościołów.
Matka Boża Fatimska
Oczywiście nic z tego nie wyszło: cały dzień w biegu, kompletnie zakręcona, nie znalazłam nawet chwili, żeby pomyśleć o Matce Bożej Fatimskiej, a co dopiero pielgrzymować do siedmiu kościołów. Udało mi się tylko w czasie obiadu króciutko opowiedzieć dzieciom historię Franciszka, Hiacynty i Łucji.
Wieczorem, kiedy sięgałam na półkę po książkę, którą dzieci chciały poczytać przed snem, na ziemię spadła jakaś karteczka. „A cóż to takiego?” – zapytałam głośno. Podnoszę i… tadam!!! Obrazek z Matką Bożą Fatimską!
„Spokojnie, jestem z Tobą”
Odruchowo uklękłam na dywanie pośród rozrzuconych zabawek, żeby Jej podziękować za ten cudowny prezent. Ona po prostu powiedziała: „Spokojnie, jestem z Tobą”.
Tak to właśnie jest. Matka Boża woła nas jako pierwsza, jak każda matka. Nie czeka, aż się odezwiesz, sama się troszczy. Maryja pozwala się znaleźć, zanim ja zdam sobie sprawę, że jej szukam.
Św. Teresa z Kalkuty i Matka Boża
We włoskiej książce Madre Teresa. Il mio segreto: prego uderzyły mnie anegdoty opowiadające o relacji świętej z Kalkuty z Matką Bożą.
W domu dla porzuconych dzieci Shishu Bhavan, czytamy w książce, Matka Teresa przyjmowała wiele dzieci. Niektóre z nich były w takim stanie, że nie miały szans na przeżycie. Ale ona nie przejmowała się, kiedy zarzucano jej, że w ośrodku jest wysoka śmiertelność. Zależało jej na tym, żeby dać tym najmniejszym choćby godzinę troski i miłości.
„Mamy je przyjmować i kochać”
“Nie troszczę się o to, co ludzie mówią o wskaźniku śmiertelności. Nawet jeśli umrą godzinę później, mamy je przyjmować i kochać. Nie chcę, żeby umierały, nie otrzymawszy choćby odrobiny opieki i miłości, ponieważ nawet najmniejsze dziecko jest w stanie to sobie uświadomić” – napisała.
W czasie odwiedzin zatrzymywała się przy łóżeczkach dzieci, bawiła się i rozmawiała z nimi, a kiedy widziała, że któreś z nich jest u kresu swojej drogi (…) owijała je w kocyk i odmawiała Zdrowaś, Maryjo, trzymając je w ramionach. Potem oddawała je którejś z sióstr lub opiekunce, przykazując, żeby tuliły je mocno do końca.
Jedno Zdrowaś, Maryjo i przytulanie. W tym obrazku jest czułość i ufność. Matka Teresa miała pewność, że żeby wezwać Matkę Bożą „teraz i w godzinie śmierci naszej”, wystarczy jedno Zdrowaś, Maryjo.
Matka Teresa: „Matka Boża jest moją towarzyszką podróży”
Matka Teresa miała mocne, niezachwiane przekonanie, że Matka Boża ją wysłucha i spełni jej prośbę. Zresztą jedno pociąga za sobą drugie. Nie bez powodu nazywała Matkę Jezusa swoją towarzyszką podróży. Wiąże się z tym sympatyczna anegdota.
Pewnego dnia Matka Teresa miała przewieźć pociągiem dużą, słynącą cudami figurę Matki Bożej, którą dostała od pewnego księdza. Miała darmowy bilet, na którym było napisane „Matka Teresa i osoba towarzysząca”, ale kontroler chciał, żeby zapłaciła za przewóz skrzyni z figurą…
Figura Matki Bożej podróżuje ze mną
„To jest osoba towarzysząca, powiedziałam. To figura Matki Bożej, która podróżuje ze mną jako osoba towarzysząca!”. No i zgodzili się na przewiezienie skrzyni. Odtąd mówię, że Matka Boża jest moją towarzyszką podróży” – czytamy w książce.
Tę historyjkę przypomniał mi brat Ettore Boschini, który jeździł z figurą Najświętszej Maryi Panny przymocowaną na dachu rozlatującego się samochodu.
„Latająca nowenna” Matki Teresy
Dopiero kilka lat temu odkryłam, że modlitwa, której mój dziadek nauczył moją mamę (obiecał 10 dolarów temu ze swoich dzieci, które się jej nauczy) i której ona nauczyła mnie (bez żadnego wynagrodzenia…), nazywa się Memorare i jest przypisywana św. Bernardowi z Clairvaux.
Kiedy Matka Teresa i jej siostry prosiły Matkę Bożą o jakąś pilną łaskę, odmawiały właśnie tę modlitwę, dziewięciokrotnie. Matka Teresa nazywała ją „latającą nowenną”.
Zawierzyć na kolanach
Pewnego dnia – był rok 1980 – Matka Teresa przywiozła do domu w Berlinie Wschodnim (pierwszego w komunistycznym kraju) pewną siostrę, która miała tam pracować. Tyle, że siostra nie miała wizy, więc miała prawo do pobytu tylko przez jeden dzień. Władze wyraziły się jasno: przed wieczorem hinduska siostra ma opuścić Berlin Wschodni. Wtedy Matka Teresa i siostry zaczęły odmawiać modlitwę św. Bernarda. Ktoś zadzwonił z informacją, że chyba nic nie da się zrobić, ale święta z Kalkuty nie podała się i znowu zaczęła odmawiać nowennę, tym razem na klęczkach. Przy ósmym powtórzeniu zadzwonił telefon: wiza przyznana – siostra może zostać.
A ja zmieniłam swoje plany: mniej miotania się na stojąco, więcej zawierzenia na klęczkach.
Silvia Lucchetti – Aleteia.pl
***
Pierwszy piątek miesiąca – 4 września
kościół św. Piotra:
– godzinna adoracja od godz. 18.00
– w tym czasie jest możliwość spowiedzi świętej
– Msza święta o godz. 19.00

Aby uczcić Najświętsze Serce Pana Jezusa w pierwszy piątek miesiąca według objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque należy:
1. Uczestniczyć we Mszy św. wraz z przyjęciem Komunii św. wynagradzającej Sercu Jezusa za grzechy swoje i całego świata.
2. Pomodlić się do Serca Pana Jezusa (np.: Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa i Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa).
Sakrament pokuty i pojednania (spowiedź św.) potrzebny jest do przywrócenia stanu łaski uświęcającej tylko tym, którzy zgrzeszyli śmiertelnie, aby mogli odprawić nabożeństwo pierwszego piątku.
***
Historia praktykowania pierwszych piątków miesiąca jako kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa
– W Paray-le-Monial we Francji, w zupełnym ukryciu w klasztorze sióstr wizytek, żyła skromna zakonnica św. Małgorzata Maria Alacoque (1647-1690). W tym samym czasie żył jezuita o. Kasper Drużbicki SI (1590-1662), prekursor kultu Bożego Serca w Polsce i Europie i oratorianin, ks. Jan Eudes (1601-1680), wychowanek kolegium jezuickiego w Caen, który założył Zgromadzenie Jezusa i Maryi i poświęcił się misji szerzenia kultu i nabożeństwa do Serca Pana Jezusa i do Serca Maryi. W latach 1673-1689 s. Małgorzata doświadczyła przed Najświętszym Sakramentem 80 prywatnych wizji i objawień związanych z tajemnicą Serca Jezusowego, z których 30 opisała na polecenie swojego pierwszego spowiednika i kierownika duchowego jezuity o. Klaudiusza de la Colombière SI. Podczas trzeciego wielkiego objawienia 2 lipca 1674 r. w piątek oktawy Bożego Ciała w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu ukazał się siostrze Jezus “jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, jaśniejącymi jak słońce”. Pan Jezus ponownie odsłonił swoją pierś i pokazał swoje Serce w pełnym blasku. Zażądał, aby w zamian za niewdzięczność, jaka spotyka Jego Serce i Jego miłość, okazaną rodzajowi ludzkiemu, dusze pobożne wynagradzały temuż Sercu zranionemu grzechami i niewdzięcznością ludzką. Pragnął, aby w duchu wynagrodzenia w każdą noc przed pierwszym piątkiem miesiąca odbywałą się godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu (tzw. godzina święta) oraz aby Komunia święta w pierwsze piątki miesiąca była ofiarowana w celu wynagrodzenia Boskiemu Sercu za grzechy i oziębłość ludzką. Podczas ostatniego wielkiego objawienia 10 czerwca 1675 r. w piątek po oktawie Bożego Ciała podczas adoracji Najśw. Sakramentu Jezus św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca, a w ostatniej z nich przyrzekł: “W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia”.
– S. Małgorzata zmarła w opinii świętości w klasztorze w Paray-le-Monial 17 października 1690 r., gdzie do dziś spoczywa jej ciało w Kościele Sióstr Wizytek. Już za życia s. Małgorzaty w obiegu była książeczka poświęcona czci Bożego Serca, napisana przez wizytkę s. J. M. Joly. Jean Croiset otrzymał ją od świętej i zachęcany przez kilka osób postanowił ją przejrzeć, poprawić i powiększyć. W ciągu kilku tygodni powstało poważne dzieło noszące tytuł: La dévotion au Sacré-Coeur de Notre-Seigneur Jésus-Christ (Nabożeństwo do Najświętszego Serca naszego Pana Jezusa Chrystusa).W ciągu trzech letnich miesięcy 1689 r. książka miała trzy wydania. W Paray-le-Monial została przyjęta z entuzjazmem. Pod koniec 1689 lub 1690 roku Croiset odwiedził Paray-le-Monial. Wizyta ta była dla niego nowym bodźcem do propagowania kultu Bożego Serca. W Wielki Czwartek 1690 r. otrzymał święcenia kapłańskie w zakonie jezuitów, a z nimi nowe możliwości oddziaływania na wiernych. Był ostatnim spowiednikem św. Małgorzaty Alacoque. Dzieło J. Croiseta cieszyło się popularnością w całej Francji, z aprobatą zostało przyjęte przez teologów. Przygotowano jego przekład na język włoski, a po 1697 r. było już znane w Polsce.
– Praktyka pierwszych piątków przyczyniła się do spopularyzowania częstego przystępowania do Komunii. Przez kilku papieży Stolica Apostolska potwierdzała wagę tych objawień stopniowo zatwierdzając formy kultu Serca Pana Jezusa.
– Biskupi polscy wysłali Memoriał Episkopatu Polskiego z 11 lutego 1764 r. do papieża Klemensa XIII, w którym obszernie zawarli historyczny przegląd kultu, a następnie uzasadniali bardzo głęboko godziwość i pożytki płynące z tego nabożeństwa. W odpowiedzi, 6 lutego 1765 r. Klemens XIII dekretem „Instantibus” wydanym przez Kongregację Obrzędów zatwierdził nabożeństwo do Serca Pana Jezusa dla Królestwa Polskiego, a także święto dla niektórych diecezji i zakonów. Tak opisuje to Sługa Boży Pius XII w encyklice “Haurietis aquas”: “Nie pod wpływem prywatnego objawienia, ale na prośby wiernych, na wniosek Kongregacji Rytów, ukazał się dnia 25 stycznia 1765 r. dekret Kongregacji Rytów, zatwierdzony dn. 6 lutego tegoż roku przez Papieża Klemensa VIII, udzielający pozwolenia Biskupem Polskim i Rzymskiemu Arcybractwu Serca Jezusowego na celebrowanie uroczystego święta ku czci Najświętszego Serca Jezusa. Aktem tym Stolica Apostolska wyraziła życzenie, żeby kult już istniejący i kwitnący rozwijał się jeszcze więcej w tym celu, by “ożywić symbolicznie wspomnienie miłości Bożej”, która sprawiła, że Zbawiciel nasz złożył ofiarę wynagradzającą za grzechy ludzkie.”
– 23 sierpnia 1856 r. w dekrecie św. Kongregacji Rytów papież bł. Pius IX w odpowiedzi na liczne prośby i życzenia biskupów Francji i całego prawie świata, rozszerzył uroczystość ku czci Najświętszego Serca Jezusa na cały świat i przepisał dla niej godne formy liturgiczne. Tak opisuje to Sługa Boży Pius XII w encyklice “Haurietis aquas”: “Po tej pierwszej aprobacie udzielonej w formie przywileju i w pewnych granicach, nastąpiła druga dopiero o wiek później, już o wiele donioślejsza, w formie więcej uroczystej. Mówić chcemy tu o przedtem wspomnianym dekrecie św. Kongregacji Rytów z dnia 23 sierpnia 1856 roku. Poprzednik nasz, Papież Pius IX w odpowiedzi na liczne prośby i życzenia Biskupów Francji i całego prawie świata, rozszerzył uroczystość ku czci Najświętszego Serca Jezusa na cały świat i przepisał dla niej godne formy liturgiczne. Zdarzenie to zasługuje na wieczną pamięć wiernych, albowiem, jak czytamy w liturgii tejże uroczystości, “odtąd kult Najświętszego Serca Jezusa jako rzeka wezbrana, usunąwszy wszelkie zapory, rozlał się na cały świat”.
– 18 września 1864 roku bł. Pius IX beatyfikował s. Małgorzatę Marię Alacoque, a dwa lata po uroczystej beatyfikacji, pod wpływem napływających nieustannie próśb i błagań, rozpoczęto proces kanonizacyjny.
– 28 czerwca 1889 roku Leon XIII podniósł dekretem uroczystość Serca Jezusowego do święta stopnia pierwszej klasy.
– 25 maja 1899 roku papież Leon XIII wydał encyklikę „Annum sacrum” o poświęceniu się ludzi Najświętszemu Sercu Jezusa, do której dołączył osobiście napisany akt oddania rodzaju ludzkiego Najśw. Sercu Pana Jezusa.
– 11 czerwca 1899 roku Leon XIII oddał Sercu Jezusowemu w opiekę cały Kościół i rodzaj ludzki.
– Papież Benedykt XV kanonizował s. Małgorzatę Marię Alacoque 13 maja 1920 roku, gdy w Europie wygasła burza wojenna.
– Papież Pius XI poświęcił Sercu Jezusowemu encyklikę „Miserentissimus Redemptor” 8 maja 1928 r. Wtedy nastąpiło bezpośrednie odniesienie do praktyki pierwszych piątków miesiąca i ich formalne zatwierdzenie przez papieża: “Za przyczynieniem się i wolą Boga stało się, że z dnia na dzień coraz bardziej wzrastała wśród wiernych chęć uczczenia Najświętszego Serca Jezusowego, stąd to tu i tam powstały owe sodalicje ku szerzeniu czci Boskiego Serca, stąd to ów zwyczaj przyjmowania Komunii św. wedle życzenia Jezusa Chrystusa w pierwszy piątek każdego miesiąca, który do czasów obecnych wszędzie się rozpowszechnił” (3). “Spośród praktyk, związanych najściślej ze czcią Najświętszego Serca, wybija się pobożna praktyka poświęcenia Sercu Jezusa samych siebie i wszystkiego, co posiadamy. (…) należy dołączyć jeszcze inny hołd (…) obowiązek godnego zadośćuczynienia Najświętszemu Sercu Jezusa. Albowiem jeśli poświęcenie się ma na celu głównie i przede wszystkim odwzajemnienie Stwórcy miłością za miłość, wynika stąd, że należy się zadośćuczynienie tej samej odwiecznej miłości za krzywdy wyrządzone jej bądź przez niedbalstwo i zapomnienie (…). Dla zmazania tych win, wśród wielu środków Jezus wskazuje św. Małgorzacie Marii dwa jako sobie najmilsze: aby ludzie w celu ekspiacji przyjmowali tzw. Komunię wynagradzającą i aby przez całą godzinę oddawali się modlitwie i błaganiu, co słusznie nazywano Godziną św. Te pobożne ćwiczenia Kościół nie tylko zatwierdził, lecz obdarzył także nader obfitymi łaskami” (12).
– Czcigodny Sługa Boży papież Pius XII w encyklice „Haurietis aquas” z 15 maja 1956 r. napisał: “Podamy dla przykładu, że dla ustalenia tego kultu i jego rozwoju dobrze zasłużyli się świeci; Bonawentura, Albert Wielki, Gertruda, Katarzyna Sieneńska, bł. Henryk Suso, Piotr Kanizy, Franciszek Salezy, Jan Eudes. Ten ostatni był autorem pierwszego officium liturgicznego ku czci Najświętszego Serca Jezusa. Na prośby biskupów francuskich pierwsze święto ku czci Najświętszego Serca Jezusa było dozwolone i obchodzone 20 października 1672 roku. Szczególne miejsce wśród promotorów tego najwznioślejszego kultu zajmuje św. Małgorzata Maria Alacoque. Przy pomocy swego duchowego przewodnika, bł. Klaudiusza de la Colombiere, przez wytrwałe i wspaniałe swoje wysiłki osiągnęła to, że kult przybrał pewne określone formy i rozwijał się dobrze wśród entuzjazmu wiernych, że wśród innych form pobożności odznaczał się i wyróżniał duchem miłości i wynagrodzenia. Wystarczy krótkie wspomnienie owych czasów, byśmy należycie zrozumieli, że swój niezwykły rozwój kult ten zawdzięczał temu, że zgadzał się doskonale z istotą chrześcijańskiej religii, religii miłości. Nałoży więc stwierdzić, że kult ten nie stąd wziął początek, że przez Boga był prywatnie objawiony, że nagle zjawił się w Kościele, ale ten kult wyrósł z wiary żywotnej i z gorliwej pobożności, a rozszerzali go ludzie obdarzeni łaskami, mający cześć dla Zbawiciela i dla jego chwalebnych ran, osoby, które w sposób wymowny przekonywały umysły i porywały serca dla tego kultu. Objawienia św. Małgorzaty Marii, jak wiemy, nie przyniosły żadnych nowych objawień, nie dodały nowych treści dla nauki katolickiej. Główna ich myśl polega na tym, że Chrystus Pan, okazując swe serce w sposób niezwykły i wyjątkowy, chciał wezwać umysły ludzi do rozważania i czczenia tajemnicy miłości, okazanej ludzkości przez Boga miłosiernego. Przez to szczególniejsze objawienie Chrystus w słowach wyraźnych, kilka razy powtórzonych, wskazał na Serce swoje, jako na symbol, któryby zachęcił ludzi do poznania i uznania swej miłości. Zarazem JEZUS uczynił to Serce jakby znakiem i poręczeniem miłosierdzia i łaski dla Kościoła w naszych czasach. […] Dlatego niech wszyscy będą o tym najmocniej przekonam, że w tym kulcie Najświętszego Serca Jezusa zewnętrzne praktyki pobożności nie zajmują pierwszego miejsca, i że ten kult jest ważny nie dlatego, że daje wiele dobrodziejstw. Chrystus Pan dlatego do objawień prywatnych dołączył pewne obietnice o łaskach, by ludzie najgłówniejsze obowiązki religii katolickiej miłości i ekspiacji wykonywali więcej gorliwie i tak lepiej zabezpieczyli swoje i bliźnich zbawienie”.
– Św. Jan Paweł II w czasie wizyty w Paray-le-Monial, 5 października 1986 roku miał mszę św. i Anioł Pański, nawiedził Klasztor wizytek, gdzie modlił się w Kaplicy Objawień oraz przy grobach św. Małgorzaty Marii Alacoque i bł. Klaudiusza La Colombiere. Następnie miał spotkanie z generałem jezuitów o. Peterem Hansem Kolvenbachem SI. Tego dnia papież tak modlił się w kaplicy objawień Serca Jezusa: „Składamy dzięki za szerokie rozpowszechnienie się adoracji i komunii eucharystycznej, które tu właśnie nabrały nowego rozmachu dzięki kultowi Serca Jezusa, rozwijanemu zwłaszcza przez Zakon Wizytek i Ojców Jezuitów, a następnie zatwierdzonemu przez papieży. Wiele owoców przyniosło nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca, wprowadzone w wyniku naglących wezwań skierowanych do Małgorzaty Marii”. Tego dnia św. Jan Paweł II w liście przekazanym na spotkaniu generałowi jezuitów o. Kolvenbachowi napisał: “Gorąco pragnę, byście z wytrwałością szerzyli prawdziwy kult Serca Jezusa i byście zawsze byli gotowi nieść skuteczną pomoc moim Braciom w Biskupstwie, by wszędzie rozwijać ten kult, troszcząc się o znalezienie najodpowiedniejszych środków do przedstawiania i praktykowania go, aby człowiek współczesny, ze swoją mentalnością i wrażliwością, odkrył w nim pełną odpowiedź na swoje pytania i oczekiwania“.
– W 1999 r. sto lat po encyklice Leona XIII, św. Jan Paweł II przynajmniej trzykrotnie odmówił Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego podczas czerwcowych nabożeństw jakie odprawiał w czasie siódmej pielgrzymki w Polsce: 6 czerwca w Elblągu dla 250 tys. wiernych m.in. powiedział: “Wynagradzajmy Sercu Bożemu za grzechy popełnione przez nas i przez naszych bliźnich. Wynagradzajmy za odrzucanie dobroci i miłości Boga. Przybliżajmy się każdego dnia do tego źródła, z którego płyną zdroje wody żywej.” Nabożeństwa czerwcowe odbyły się jeszcze z udziałem Jana Pawła II 7 czerwca w Toruniu i 11 czerwca w domu sióstr urszulanek szarych w kaplicy domowej, skąd w październiku 1978 r. wyjechał na konklawe do Rzymu, dokładnie 100 lat po tym jak uczynił to Leon XIII.
– 15 maja 2006 r. papież Benedykt XVI napisał List do przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego z okazji 50. rocznicy ogłoszenia Encykliki «Haurietis aquas».
***
Dziewięć pierwszych szans
Pierwsze piątki miesiąca znane są najczęściej od czasu Pierwszej Komunii św. W ten sposób uczyliśmy się m.in. systematyczności w praktykowaniu spowiedzi. Czy jednak dziś są one równie popularne jak dawniej?

fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela
***
Kapłani podkreślają, że penitentów jest mniej niż kiedyś. Bywają parafie, w których w pierwszy piątek miesiąca do spowiedzi systematycznie przystępuje tylko garstka tych najbardziej świadomych wiernych. Są jednak takie rejony Polski, gdzie wciąż w ten dzień do konfesjonałów ustawiają się długie kolejki. Co zatem zrobić: odpuścić sobie tę praktykę jako niemodną czy może jednak propagować i wskazywać aktualność przesłania pierwszych piątków?
Obietnice
Początki praktyki pierwszych piątków miesiąca sięgają 1673 r., gdy francuskiej zakonnicy – św. Małgorzacie Marii Alacoque podczas adoracji Najświętszego Sakramentu objawił się Pan Jezus. Przez ponad 1,5 roku Boski Mistrz ukazywał jej swoje Najświętsze Serce i zapraszał do umiłowania Go w tej tajemnicy. Orędzie zostało spisane i przekazane wiernym na całym świecie. Idea praktyki pierwszych piątków sprowadza się do podjęcia zaproszenia Pana Jezusa, by przez 9 kolejnych pierwszych piątków przystąpić do Komunii św. i ofiarować ją jako wynagrodzenie za grzechy własne i rodzaju ludzkiego. Kto zaś podejmie to zaproszenie, temu Boże Serce zapewni miłosierdzie w chwili zgonu – nie umrze bez Jego łaski.
Pan Jezus miał św. Małgorzacie przekazać jeszcze dwanaście innych obietnic dotyczących czcicieli Najświętszego Serca: „Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci. Wyleję obfite błogosławieństwo na wszystkie ich przedsięwzięcia. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia. Dusze oziębłe staną się gorliwymi. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych. Imiona tych, którzy rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w moim Sercu i na zawsze w Nim pozostaną. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci”.
Sianie
Najczęściej uczymy dzieci praktykowania pierwszych piątków przy okazji Pierwszej Komunii św. Duszpasterze podkreślają, że dzięki temu dzieci uczą się systematyczności w życiu duchowym. Co także istotne – gdy połączymy okres przygotowania do Pierwszej Komunii św. z nabożeństwem pierwszych piątków miesiąca, wydłużamy czas ich formacji liturgicznej do blisko 2 lat.
– W mojej wspólnocie parafialnej od wielu lat są praktykowane wśród dzieci, które były u Pierwszej Komunii św., spowiedź i Komunia św. w pierwsze piątki. Dzieci podczas „białego tygodnia” otrzymują książeczki, w których zbierają podpisy. W ciągu 9 lat, jak jestem proboszczem w tej parafii, zauważam, że taka forma pobożności jest dobrze przeżywana przez dzieci i rodziców – podzielił się swoim doświadczeniem ks. Jacek Makowski, proboszcz parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Bytoniu.
O tym, że warto szerzyć ideę tego nabożeństwa wśród najmłodszych, przekonany jest także ks. Michał Gławdel z parafii Trójcy Świętej w Gorzowie. Podkreśla jednak potrzebę odpowiedniego zmotywowania dzieci. – Do wielu spraw przymusić się nie da, ale można je pozytywnie wypromować. Osobiście już w czasie przygotowania do Pierwszej Komunii św., podczas comiesięcznych spotkań dla rodziców, podejmuję ten temat. Pierwszy raz na spotkaniu pt. „Spowiedź św. dziecka”, już w lutym, wyjaśniam wartość stałej, regularnej spowiedzi. Spotkania formacyjne kończymy tematem: „Komunia św. i co dalej?”. To katecheza w całości poświęcona formacji dziecka w klasie IV i klasach następnych, a szczególnie pierwszym piątkom miesiąca. Z pierwszymi piątkami startujemy po wakacjach. Czas urlopów, kolonii, obozów może być trudny dla praktyki pierwszych piątków, zaś w roku szkolnym mamy 10 miesięcy na naukę, a nam potrzeba ich tylko 9. Dzieci w październiku dostają motywacyjne kalendarze, by samemu się sprawdzić i kontrolować swoje postępy. To pozwala nam całość zakończyć w czerwcu wspólną rocznicą Komunii św. – podkreślił duchowny.
Owoce
Z czasem może się jednak zrodzić przekonanie, że pierwsze piątki są tylko dla najmłodszych. Ciekawe doświadczenie w tej sprawie mają duszpasterze z parafii Mariackiej w Słupsku. – Zaczęło się od tego, że nasz proboszcz przywiózł obrazki do zbierania pierwszych piątków i powiedział, że trzeba coś z tym zrobić – opowiada ks. Wojciech Marcinkiewicz. – Akurat ja miałem dyżur kaznodziejski i zdecydowałem się powiedzieć o pierwszych piątkach kazanie. To była ostatnia niedziela sierpnia ub.r. Na koniec powiedziałem, że przy wyjściu można zabrać ze sobą te obrazki i podjąć osobiście praktykę. Efekt był taki, że do maja przez tych 9 miesięcy przy konfesjonałach był prawdziwy tłum. Dopiero w czerwcu parafian przyszło mniej. Na koniec sierpnia znów przypomnimy o tej praktyce i zachęcimy do kolejnego cyklu. Także dzieci, które rok temu przystąpiły do Pierwszej Komunii św., podjęły tę praktykę. Gdy była kwarantanna i nie mogły wychodzić z domu, rodzice sami dzwonili na parafię i prosili, by kapłan przyszedł ze spowiedzią do ich dziecka.
Na praktykę pierwszych piątków warto spojrzeć jak na szansę dla całej rodziny, a szczególnie dla rodziców, którzy mają pomagać swoim dzieciom w rozwoju sumienia. – Pierwsza Komunia św. i pierwsza spowiedź za każdym razem były w naszej rodzinie wydarzeniem wyjątkowym – opowiadają Anna i Hubert Kowalewscy ze Szczecina. – Troje z naszych dzieci już je przeżywało. Rodzinna katecheza oraz parafialne przygotowania były bazą dla zachowania regularności przystępowania do comiesięcznej spowiedzi. Na początku zachętą dla dzieci były obrazki z zaznaczonymi pierwszymi piątkami miesiąca, rozdawane przez księdza proboszcza. Przywiązywaliśmy ogromną wagę do tego, aby wspólnie z dziećmi przygotowywać się i przystępować do spowiedzi. Jest to dla całej naszej rodziny bardzo ważne, że o relacji z Panem Bogiem, o modlitwie, o sakramentach rozmawiamy i nigdy nie sprowadziliśmy tego do jakichś „intymności”, o których się nie wspomina. Mimo że dzieci są już duże, mają 21, 18 i 13 lat, o zbliżającej się spowiedzi zwyczajnie przypominamy.
Dobrze wykorzystana praktyka pierwszych piątków z pewnością przyniesie obfite owoce w życiu zarówno parafii, jak i poszczególnych rodzin.
Bp Adrian Put –Tygodnik Niedziela
***
Rodzinny przewodnik po pierwszych piątkach
To pierwsze tak kompleksowe narzędzie, którym nie tylko pomagamy przeżyć nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca, ale robimy jeszcze dużo więcej dobrych rzeczy, które mogą wydać błogosławione owoce dla dziecka i całej rodziny – mówi Adrian Pakuła z Zespołu ODDANIE33.
Kamil Krasowski: Dwa miesiące temu na rynku wydawniczym ukazała się niezwykła publikacja SERCE9. Weź udział w przygodzie 9 pierwszych piątków. Szybko podbiła serca czytelników, stała się bestsellerem. Co to za projekt?
Adrian Pakuła: Przygotowaliśmy książkę dla dzieci, ale też dla rodziców, duszpasterzy i katechetów, która może stać się skuteczną pomocą w przeżyciu nabożeństwa dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. To bardzo dobra okazja do tego, by wiele duchowego dobra mogło się wydarzyć w życiu zarówno dzieci, jak i rodziców. Praktykując to nabożeństwo, uczymy dzieci comiesięcznej, regularnej spowiedzi św., a przy okazji pokazujemy, że warto uczestniczyć we Mszy św. nie tylko w dzień Pański, ale również w dni powszednie. Uczymy także, czym jest wynagrodzenie, bo w ramach nabożeństwa wyjaśniamy, że w każdy pierwszy piątek przyjmujemy Komunię św. jako wynagrodzenie Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za nasze grzechy. Zawsze przyświeca nam też piękna obietnica Pana Jezusa związana z tym nabożeństwem, bo myślę, że każdy, komu zależy na dziecku, najbardziej na świecie chciałby, żeby ono kiedyś poszło do nieba. Nabożeństwo jest jedną z ważnych i cennych dróg w tym kierunku, ponieważ nasz Zbawiciel obiecał, że każdy, kto odprawi nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków, nie umrze bez sakramentów, czyli w chwili śmierci będzie się znajdował w stanie łaski uświęcającej, a tym samym będzie miał zapewnione przejście do nieba. Dlatego te pierwsze piątki nazywamy takimi „biletami do nieba dla dzieci”. Książka SERCE9 to atrakcyjne narzędzie, wykorzystujące wszystko to, co może zainteresować dziecko pierwszymi piątkami i dopomóc mu w jeszcze głębszym przeżyciu tego nabożeństwa.
Jak strukturalnie prezentuje się publikacja, którą jako Zespół ODDANIE33 opracowaliście?
Zadbaliśmy o piękne grafiki, które bardzo się podobają dzieciom, zresztą nie tylko im. Postaraliśmy się, by forma przekazu tych duchowych treści była również urozmaicona. Znajdziemy w tej publikacji piosenki, rymowanki, a także duchowe pierwszopiątkowe zatrzymania, w których mamy piękne opowiadania o najważniejszych prawdach wiary: miłości, grzechu, wspólnocie czy Duchu Świętym. Można te treści odczytywać, można też skorzystać z kodów QR, żeby ich odsłuchać. W każdym z poszczególnych modułów znajdziemy refleksje o spowiedzi św. związane z tematem danego pierwszego piątku, po to, by inspirować i zachęcać dzieci do comiesięcznej spowiedzi, która wydaje błogosławione owoce. Dalej są refleksje o Eucharystii i zachęta do częstej Komunii św., nie tylko w niedziele czy święta. W książce znajdziemy również zadania do wykonania – w całej pozycji znajduje się ich dwadzieścia siedem. Przed każdym pierwszym piątkiem jest zadanie wprowadzające, bo jak wiadomo, lepiej coś przeżywamy, kiedy na coś oczekujemy. Później – zadanie na pierwszy piątek i po pierwszym piątku, np. by zaaranżować swój własny kącik modlitewny. Chodzi o to, żeby dziecko jak najbardziej w to nabożeństwo zaangażować, by nie zapomniało, że w nim uczestniczy. Tym, co wyróżnia tę publikację, są również ciekawostki, atrakcyjne nie tylko dla dzieci, ale również dla rodziców. Na końcu książki znajduje się coś, co docenili również dorośli – bardzo prosty, a jednocześnie głęboki rachunek sumienia. Jest to pierwsze tak kompleksowe, interaktywne i urozmaicone narzędzie, którym nie tylko dopomagamy przeżyć nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca, ale robimy jeszcze dużo więcej dobrych rzeczy, które mogą wydać błogosławione owoce dla dziecka i całej rodziny.
Jaki jest fenomen książki, która w ciągu pierwszych 48 godzin od premiery rozeszła się w liczbie 500 egzemplarzy, choć tak naprawdę jeszcze nie trafiła do księgarń?
Książka składa się z dwóch osobnych wersji publikacji – dla chłopców i dziewczynek. Skąd pomysł na taki podział?
To jedna z cech naszego podejścia do pracy, które wydaje piękne owoce. Jako Zespół ODDANIE33 próbujemy dotrzeć do każdego odbiorcy. Prawdą jest – co potwierdzimy pod każdym względem – że chłopcy i dziewczynki się różnią: wrażliwością estetyczną, tym, jakie kolory preferują, jakiej muzyki słuchają, i tym, że chłopcy wzorują się na przykładach chłopców, a dziewczynki – dziewczyn. Przygotowując publikację, uwzględniliśmy te wszystkie aspekty. W wersji dla chłopców przewodnikami po pierwszych piątkach są święci chłopcy, tacy jak Dominik Savio, Józef Sánchez del Río czy Staś Kostka, których piękne wizerunki możemy zobaczyć. Dziewczynki natomiast mają swoje święte patronki: Ritę z Cascii, Karolinkę Kózkównę czy Hiacyntę z Fatimy. Obie wersje różnią się kolorystyką, osobne piosenki są przygotowane dla chłopców i dziewczynek. I to się pięknie sprawdza. Oczywiście, z roku na rok chcemy to narzędzie jeszcze bardziej ulepszać i dostosowywać. Będziemy tworzyć różne materiały dodatkowe, które będą pomagać w nabożeństwie dziewięciu pierwszych piątków. Myślimy o grze planszowej, o kartach kolekcjonerskich z wizerunkami świętych czy specjalnych aplikacjach. Chcemy cały czas to rozwijać, żeby pierwsze piątki były czymś, co każde dziecko zna i w czym uczestniczy, by mogło dostąpić tej pięknej obietnicy, którą dał nam Pan Jezus.
rozmowę z Adrianem Pakułą przeprowadził Kamil Krasowski – Tygodnik Niedziela
***
LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENTY
w naszym ojczystym języku sprawowane są w kościele św. Piotra
46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS
W KAŻDY PIĄTEK JEST GODZINNA ADORACJA OD GODZ. 18.00
W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ.
***
W KAŻDĄ SOBOTĘ O GODZ. 18.00 JEST MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z NIEDZIELI
MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ JEST PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00
***
W PIERWSZE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ JEST NABOŻEŃSTWO PIĘCIU SOBÓB WYNAGRADZAJĄCYCH ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.
***
W DRUGIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ KORONKĄ DO SERCA BOLESNEJ MATKI PRZEBITEGO SIEDMIOKROTNIE MIECZEM BOLEŚCI.
***
W TRZECIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ NA RÓŻAŃCU O POKÓJ NA ŚWIECIE.
***
W KAŻDĄ NIEDZIELĘ MSZA ŚWIĘTA JEST O GODZ. 14.00
PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ JEST ADORACJA I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ OD GODZ. 13.30
***
I czwartek miesiąca – 3 września
MSZA ŚWIĘTA jest o godz. 19.00
po MSZY ŚWIĘTEJ GODZINNA ADORACJA w intencji kapłanów.
w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego (4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD)

Kaplice adoracji nie są jedynie schronieniem dla pobożnych wiernych. Są one pełnymi blasku ośrodkami intensywnego Boskiego działania, które wychodzi poza mury kaplicy – do domów, szkół i szpitali, a także do ciemnych i zimnych miejsc, w których dusze są zniewalane przez szatana – i przenika serca, uzdrawia chorych i nawołuje do powrotu do domu tych, którzy oddalili się ode Mnie. To właśnie dlatego dzieło nieustannej adoracji – albo choćby dłuższej codziennej adoracji – ma głęboko apostolski charakter i wyróżnia się nadprzyrodzoną owocnością. (z książki “IN SINU JESU” )
NIEOCENIONY DAR DLA LUDZKOŚCI
Sakrament kapłaństwa jest nieocenionym darem dla całej ludzkości, ponieważ przez posługę kapłanów Jezus uobecnia swoją zbawczą misję w świecie, przebacza grzechy, Eucharystii daje nam życie wieczne. Święty dar sakramentu kapłaństwa Pan Jezus składa w słabe i grzeszne ludzkie serca, a jego moc pochodzi nie od czlowieka, ale od samego Chrystusa. Bez kapłańskiej „posługi nie byłoby Eucharystii, misji i samego Kościoła” – napisał papież Benedykt XVI. Z tego nieocenionego daru, jakim jest sakrament kapłaństwa, mogą korzystać wszyscy.
Święty Jan Maria Vianney o kapłaństwie
W jednym ze swoich kazań Proboszcz z Ars tak mówił do swoich parafian o sakramencie kapłaństwa: „Gdyby nie było sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana wśród nas. Kto bowiem włożył Go do tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął wasze dusze do (społeczności) Kościoła, kiedyście się narodzili? Kapłan. A kiedy dusza popadnie w grzech śmiertelny, kto ją wskrzesi do życia? Kto przywróci jej spokój sumienia? Tylko kapłan. Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan.
Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Boską albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam Ciało i Krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczania wam grzechów. Jedynie kapłan ma władzę powiedzieć wam: »Idź w pokoju, przebaczam ci«.
Kapłaństwo jest naprawdę czymś bardzo wielkim. Kapłan zrozumie siebie dobrze dopiero w niebie. Gdybyśmy rozumieli na ziemi, czym jest kapłaństwo, umarlibyśmy nie z przejęcia, lecz z miłości. Kapłan nie jest jednak kapłanem sam dla siebie. Sam sobie nie może udzielić rozgrzeszenia. Nie może sam sobie udzielić żadnego sakramentu. Kapłan nie żyje dla siebie, żyje dla was. Po Bogu kapłan jest najważniejszy! Zostawcie parafię bez kapłana przez dwadzieścia lat, a zaczną w niej adorować cielca. Kiedy ktoś chce zniszczyć religię, najpierw atakuje kapłanów, gdyż tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary Mszy Świętej, nie ma kultu Bożego. Kapłaństwo to miłość Serca Jezusa. Kiedy spotykacie kapłana, zawsze myślcie o Jezusie”.
Znienawidzeni przez siły zła
Pan Jezus uświadamia nam, że Jego kapłani będą znienawidzeni i prześladowani przez siły zła: “Jeżeli was świat znienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: “Sługa nie jest wiekszy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,18-20). Złe moce za wszelką cenę chcą zniszczyć Kościół i dlatego z taka nienawiścią atakują kapłanów z zewnątrz o od wewnątrz. Strategią ich działalności jest kłamstwo, które ma pozory prawdy. I tak na przykład w środkach masowego przekazu podaje się nieprawdziwe informacje, plotki i pomówienia lub nagłaśnia się bolesne przypadki kapłanów, którzy tak jak Judasz zdradzili Jezusa, sugerując, że wszyscy kapłani są tacy sami jak ci nieliczni zdrajcy. W tej antykościelnej propagandzie – jak mówił św. Jan Paweł II – wypowiadane slowo jest spętane “kłamstwem, podstępem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych”. Powinniśmy zdecydowanie przeciwstawiać się tej antyklerykalnej kampanii, której celem jest ateizacja i wzbudzanie nienawiści do Kościoła i kapłanów. W jaki sposób? Święty Jan Paweł II daje nam odpowiedź: “Jezus pokazał nam, że modlitwa i post to najważniejsza i najskuteczniejsza broń przeciw mocom zła (por. Mt. 4,1-11), i pouczył uczniów, że niektóre złe duchy można wypędzić tylko w ten sposób por. Mk 9,29). Zdobądźmy się zatem na pokoręi odwagę modlitwy i postu, aby sprowadzić moc z Wysoka, która obali mury oszustwa i kłamstwa”(Evangelium vitae, 100).
z książki “IN SINU JESU”
***
Modliła się za kapłanów i wynagradzała Bogu za ich niewierności. Rok Służebnicy Bożej s. Wandy Boniszewskiej
W Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów od 2 sierpnia przeżywany jest Rok Sł. B. siostry Wandy Boniszewskiej CSA, ustanowiony z okazji setnej rocznicy jej przyjęcia do nowicjatu w tym Zgromadzeniu. Jest to czas wdzięczności za dar jej życia i powołania oraz szczególnej modlitwy o jej beatyfikację.
Służebnica Boża s. Wanda Boniszewska

Każdego drugiego dnia miesiąca w kaplicy Sióstr od Aniołów w Domu Generalnym w Konstancinie-Jeziornie sprawowana jest Msza święta w intencji beatyfikacji Służebnicy Bożej. 2 września Eucharystii przewodniczył delegat metropolity warszawskiego Trybunału Beatyfikacyjnego s. Wandy Boniszewskiej ks. kanonik dr Jacek Wiliński. W koncelebrze uczestniczył również ks. prałat Lech Sitek.
W homilii ksiądz kanonik przypomniał, że Pan Bóg pragnie być obecny w całym naszym życiu – nie tylko w świątyni i podczas modlitwy, ale także w naszych domach, obowiązkach, relacjach i codziennych decyzjach. Wiara ma przenikać codzienność i prowadzić nas do rozpoznawania Bożej woli.
Msza Święta sprawowana w intencji beatyfikacji Służebnicy Bożej s. Wandy Boniszewskiej

W tym świetle szczególnie wymowne jest świadectwo życia s. Wandy Boniszewskiej. Była świadoma swojego powołania i misji, którą otrzymała od Boga. Jej życie było naznaczone modlitwą, ofiarą i troską o innych, szczególnie o kapłanów i osoby konsekrowane. Wiernie podejmowała modlitwę i pokutę w ich intencji, powierzając Bogu ich życie i posługę, oraz wynagradzając za niewierności kapłanów.
Ks. Wiliński odwołał się również do wydarzenia przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone. Lud Boży znalazł się w sytuacji, w której po ludzku nie było wyjścia: przed nim było morze, za nim ścigające go wojsko egipskie. Dopiero całkowite zaufanie Bogu otworzyło drogę.
Także w naszym życiu stajemy wobec sytuacji, których nie potrafimy rozwiązać własnymi siłami. Świadectwo s. Wandy przypomina, że w takich momentach szczególnie potrzebne są modlitwa, zaufanie i wierność powołaniu. Bóg może otworzyć drogę tam, gdzie człowiek jej nie widzi.
Prośby o modlitwę przez wstawiennictwo Sł. B. s. Wandy Boniszewskiej

Ksiądz kanonik zachęcił nas, abyśmy bliżej poznawali osobę Służebnicy Bożej s. Wandy Boniszewskiej – jej życie, powołanie, duchowość i niezwykłe świadectwo wiary. Poznawanie jej historii może stać się dla nas inspiracją do głębszego przeżywania własnej relacji z Bogiem i odkrywania Jego działania w naszym życiu. Jesteśmy bardzo wdzięczne za Księdza obecność, modlitwę oraz wygłoszone do nas słowo.
Przeżywany Rok Sł. B. Siostry Wandy Boniszewskiej jest więc nie tylko wspomnieniem jej życia, ale również zaproszeniem skierowanym do każdego z nas, aby pytać Boga: „Do czego mnie powołujesz? Jaka jest Twoja wola wobec mojego życia?”
Niech kolejne miesiące tego wyjątkowego Roku będą czasem pogłębiania wiary, wdzięczności za świadectwo S. Wandy oraz gorliwej modlitwy o jej beatyfikację. Niech jej przykład uczy nas, że świętość rodzi się z codziennej wierności Bogu – w modlitwie, pracy, cierpieniu, służbie i miłości do drugiego człowieka.
Serdecznie zapraszamy każdego drugiego dnia miesiąca do wspólnej modlitwy w intencji beatyfikacji s. Wandy podczas Mszy św. w naszej kaplicy w Konstancinie-Jeziornie.
zdjęcia i tekst:s. Joanna Andruszczyszyna, CSA – Tygodnik Niedziela
***
3 września 2026
Św. Grzegorz Wielki i chorał gregoriański. Co dla muzyki kościelnej zrobił ten papież reformator?

***
Chorał gregoriański swoją nazwę zawdzięcza papieżowi Grzegorzowi Wielkiemu, który go zebrał i skodyfikował. Ten rodzaj śpiewu jest jednak znacznie starszy, bowiem wywodzi się z Rzymu już z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Rozwijał się w Europie zachodniej i centralnej przez całe średniowiecze – a nawet i później – i aż do dziś jest pierwszorzędnym śpiewem Kościoła katolickiego.
Już od pierwszych wieków chrześcijanie modlili się śpiewem psalmów. Ewangeliści Mateusz i Marek wspominają, że Chrystus wraz z Apostołami „odśpiewali hymn” zanim wyszli z Wieczernika na Górę Oliwną (Mt 26,30; Mk 14,26). Kiedy jeszcze w czasach apostolskich Rzym stał się centrum chrześcijaństwa, to tam również rozwijał się liturgiczny śpiew. Na przełomie VI i VII wielki papież Grzegorz Wielki (590-604) zebrał te śpiewy i ułożył w zorganizowany system. Tak historię śpiewu gregoriańskiego wyjaśnia papież Pius XII w wydanej w 1955 r. encyklice Musicae sacrae disciplina:
Liczne świadectwa Ojców i Pisarzy Kościoła stwierdzają, że z nastaniem wolności i pokoju dla Kościoła [Edykt mediolański z 313 r. – red.], psalmy i pieśni liturgiczne były w codziennym niemal użyciu. Co więcej, tworzono nowe rodzaje świętych pieśni, które bardziej udoskonalały Szkoły śpiewacze, szczególnie w Rzymie. Poprzednik zaś Nasz, błogosławionej pamięci święty Grzegorz Wielki, jak to przekazała nam tradycja, wszystko to, co zostawiły w spuściźnie dawne pokolenia, troskliwie zebrał i mądrze uporządkował, chroniąc czystość i całość śpiewu kościelnego odpowiednimi prawami i regułami.
Zbiór, w który św. Grzegorz Wielki zgromadził wszystkie znane dotąd śpiewy, nazwano Antyfonarzem. Choć oryginał tej księgi zaginął w X wieku, to przetrwały jego ręczne odpisy; najstarszy z nich pochodzi z klasztoru benedyktynów w St. Gallen w Szwajcarii. Reforma papieża Grzegorza miała jednak znacznie większe znaczenie; zjednoczyła bowiem Kościół – przynajmniej ten zachodni – pod względem liturgicznym. To właśnie dzięki temu papieżowi, a potem dzięki cesarzowi Karolowi Wielkiemu, większość Kościoła katolickiego sprawuje liturgię w ten sam rzymski sposób. Podobne było z muzyką kościelną, gdyż jest to zasługą właśnie św. Grzegorza, że śpiew gregoriański rozpowszechnił się na cały zachodni Kościół i tam się rozwijał.
Tradycyjnie śpiew gregoriański był śpiewem jednogłosowym, wykonywanym a cappella, jednak w VIII lub IX zaczęto chorał gregoriański ozdabiać towarzyszeniem organów. Niektóre zakony pozostały przy tradycyjnej formie śpiewu bez instrumentów, a inne przyjęły praktykę śpiewania go z organami. Również od IX w. zaczęto dopisywać do chorału gregoriańskiego drugą, zwykle niższą, równoległą linię melodyczną, nazywaną organum.
Chorał gregoriański początkowo przekazywany był wyłącznie ustnie, aż wreszcie w IX i X w. rozpoczęto jego spisywanie. Stało się to dzięki benedyktynowi Guidonowi z Arezzo, który opracował sposób zapisywania melodii za pomocą notacji liniowej. Najpierw była to jedna linia, a potem kilka, aż do czterech – i właśnie w taki sposób zapisuje się chorał gregoriański aż do dzisiaj. W późnym średniowieczu dołożono jeszcze jedną linię, otrzymując używaną również dziś w muzyce nowoczesnej – pięciolinię.
To właśnie śpiew gregoriański pozostał jedynym dopuszczonym do liturgii przez stulecia. Dopiero pod koniec średniowiecza zaczęły pojawiać się pierwsze kompozycje polifoniczne, czyli na kilka głosów jednocześnie. Ojcowie Soboru Trydenckiego (1545-1563) zastanawiali się jednak czy takie utwory powinny być w ogóle dopuszczone do wykonywania podczas Mszy św. Przekonał ich najwybitniejszy z katolickich kompozytorów – Giovanni Pierluigi da Palestrina – swoimi modlitewnymi kompozycjami. Utwory Palestriny, choć wielogłosowe, to często bazowały na melodii zaczerpniętej właśnie z chorału gregoriańskiego.
Rozwój muzyki polifonicznej i innych późniejszych form nie zmniejszył bynajmniej znaczenia śpiewu gregoriańskiego. Ten rozwijał się nadal, choć już w mniejszym stopniu; większość obchodów liturgicznych miała już bowiem opracowane śpiewy, a zatem potrzeba było stworzyć melodie tylko do nowo wprowadzanych świąt. Pomimo swojego bogatego dziedzictwa muzycznego Kościół zawsze utrzymywał chorał gregoriański na pierwszym miejscu. Tak pisał o nim w 1903 r. św. Pius X w motu prorpio Tra le sollecitudini:
Kościół przechował go wiernie przez wieki całe w księgach swych liturgicznych, podaje go wiernym jako śpiew swój własny, przepisuje, by w niektórych częściach liturgii używano wyłącznie tylko jego i cieszy się, że wskutek najnowszych poszukiwań naukowych przywrócono mu dawną jego nieskazitelność i czystość.
Warto podkreślić, że chorał gregoriański nigdy nie został „zniesiony” ani – przynajmniej oficjalnie – zdegradowany. Niestety dzisiaj rzadko już można go usłyszeć w kościołach – chyba że podczas Mszy św. sprawowanej w rycie tradycyjnym. Niesłusznie współczesne odejście od śpiewu gregoriańskiego tłumaczy się to potrzebą „rozumienia śpiewu przez uczestników liturgii”. Modlitewny śpiew łaciński potrafi bowiem znacznie bardziej przykuć uwagę uczestników liturgii i skierować ją ku Bogu niż współczesne śpiewy w językach narodowych. Co ciekawe, nawet dokumenty Soboru Watykańskiego II mówią wprost, że chorał gregoriański jest pierwszorzędnym (!) śpiewem Kościoła Rzymskiego.
Śpiew gregoriański Kościół uznaje za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w czynnościach liturgicznych powinien on zajmować pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu – czytamy w Konstytucji o Liturgii Świętej z 1963 r.
Mimo iż na pierwszy rzut oka chorał gregoriański może wydawać się mało wyszukanym, to jego budowa jest w rzeczywistości bardzo bogata. Ta jedna linia melodyczna zawiera niezwykle wysublimowany rytm, pełen melizmatów – coś, co bez wątpienia można nazwać sztuką wysoką. Jednak jego największą zaletą jest modlitewny charakter i adekwatne podłożenie melodii pod tekst, dające wrażenie niezwykłej płynności śpiewu. Korzyść ze słuchania śpiewu gregoriańskiego można odnieść nawet bez rozumienia jego słów; jeśli jednak posiada się przed oczami jego tłumaczenie, tym bardziej pomaga to w modlitwie.
Chorał gregoriański przetrwał w oryginalnej formie w wielu zakonach, które modlą się nim na co dzień. Największymi strażnikami tego rodzaju śpiewu są benedyktyni. W klasztorach takich jak Solesmes czy Fontgombault śpiew gregoriański jest integralną (!) częścią codziennej Mszy św. Przede wszystkim jednak trzeba pamiętać o pacierzach kapłańskich, czyli Brewiarzu, który duchowni odmawiają aż osiem razy dziennie; w niektórych klasztorach wszystkie te modlitwy śpiewa się na melodie chorałowe. Oczywiście w innych zakonach śpiew gregoriański też jest pielęgnowany; wydaje się jednak, że benedyktyni troszczą się o niego w sposób szczególny. I to właśnie z tego zakonu pochodził papież, który go zebrał i uporządkował, czyli św. Grzegorz Wielki.
Adrian Fyda/PCh24.pl
***

Pluscarden Abbey to jedyny średniowieczny klasztor w Szkocji, który do dziś służy celom, jakie przyświecały jego założycielom. Klimat toczącego się tu życia nie różni się niczym od tego, jaki znali modlący się w opactwie mnisi w XIII wieku.
Msza łacińska i śpiewy gregoriańskie są ogniwem spinającym siedem stuleci historii monastycyzmu.
Opactwo powstało w 1230 roku dzięki staraniom króla Szkocji, Aleksandra II. W tym czasie powstały także dwa inne domy, Beauly w Ross i Ardchattan w Argyll. Oba związane były z tradycją benedyktyńską.
Opactwo zamieszkali ojcowie valliskulianie. Ich nazwa pochodzi od nazwy doliny, w której znajduje się opactwo (łac. Vallis Caulium). Kim byli? Pochodzili od bł. Viarda, który jako kartuz otrzymał zezwolenie, aby stać się eremitą.
Po reformacji władze Szkocji zlikwidowały klasztory i zagrabiły ich majątki. Taki też los spotkał Pluscarden.
Budynki klasztorne zaczęły podupadać, a z czasem przeszły w ruinę. W tym czasie nielegalnie z punktu widzenia prawa świeckiego sprawowano tu Eucharystię.
W XVIII wieku, aby upokorzyć bardzo nielicznych katolików mieszkających w okolicy, rozebrano dużą część pozostałości dawnego klasztoru, aby zdobyty w ten sposób materiał użyć do budowy kościoła protestanckiego.
W 1897 r. John Crichton-Stuart, III markiz Bute, stał się właścicielem ruin Opactwa. Wcześniej, w 1868 r. przyjął on katolicyzm (co było ogromnym skandalem w tamtej epoce) i stał się nieformalnym przywódcą katolickiej arystokracji w Wielkiej Brytanii. Jego najmłodszy syn lord Colum Crichton-Stuart podarował w 1943 r. Opactwo Pluscarden benedyktynom z Prinknash. Dzięki pomocy lorda Crichton-Stuarta, benedyktyni rozpoczęli odbudowę Opactwa i w 1948 r. zamieszkali tam. W 1955 r. odbudowano częściowo kościół klasztorny. Pluscarden zyskało niezależność organizacyjną w 1966 r., a rangę opactwa otrzymało oficjalnie w 1974 r.
zdjęcie i informacje – ks. Mariusz Rosik – Ocalić od zapomienia. Pluscarden Abbey
***
Gregoriański śpiew Kościoła

fot. Ośrodek Formacji Liturgicznej
***
„Chorał gregoriański jest śpiewem własnym liturgii rzymskiej i w liturgii on powinien zajmować pierwsze miejsce”, II Sobór Watykański, Konstytucja o liturgii, rozdział VI poświęcony muzyce.
4 listopada 1963 roku II Sobór Watykański zalecił kultywowanie tradycji śpiewu chorału gregoriańskiego. Musimy poznać jego źródła i zrozumieć jego miejsce i zadanie w liturgii.
Pomaga nam w tym wyznanie Tomasza Mertona, konwertyty, cystersa trapisty, pisarza i współczesnego mistyka, dotyczące śpiewu gregoriańskiego: „Ciepło śpiewu gregoriańskiego jest pełne surowej powagi. Ukrywa się głęboko pod powierzchnią zwykłego wzruszenia i dlatego nigdy cię nie nuży. Ta muzyka wciąga cię w głąb, gdzie kołysze cię w skupieniu i pokoju i gdzie odnajdujesz Boga. Spoczywa w Nim i On cię uzdrawia swoją ukrytą mądrością”.
Początki muzyki kościelnej wywodzą się z tradycji synagogalnej, greckiej i bizantyjskiej. Pierwsze śpiewy liturgiczne w kościele to psalmy i hymny. Muzyka w Kościele jest uzupełnieniem liturgii i jej integralną częścią a chorał gregoriański jest śpiewem kościelnym występującym od początku Kościoła katolickiego. Jest on modlitwą śpiewaną przez jedną lub kilka osób. Melodyka dostosowana jest do skali przeciętnego głosu ludzkiego. Nigdy nie miał być śpiewem koncertowym czy też estradowym. Jest śpiewem jednogłosowym, bez względu ile osób śpiewa zawsze brzmi jedna i ta sama melodia (choć nie wszystkie średniowieczne melodie udało się odtworzyć). I ta sama melodia trwa przez wieki aż do dzisiejszych czasów.
Daje to uczestnikom liturgii poczucie trwania w Kościele w czasie i przestrzeni.. Chorał śpiewa się w języku łacińskim.
Chorał gregoriański jest muzyką wokalną dostosowaną do słów. Oznacza to, że tekst jest najważniejszy. Melodie gregoriańskie nie istnieją same dla siebie, są stworzone, aby uwypuklić tekst liturgiczny, z którym stoją w najściślejszym związku; melodia oddaje i podkreśla znaczenie słów. Melodia chorału jest dla tekstu dźwiękową szatą – ubiera go i ozdabia. Unika jednak ozdobników muzycznych i indywidualnych popisów wokalnych gdyż służy modlitwie, czyli rozmowie duszy z Bogiem. Stąd słuchając śpiewu chorałowego mamy odczucie dostojności i powagi, skupienia i „dotykania” Boga. Wszystko, co w naszej muzyce współczesnej, tak świeckiej jak i para religijnej, jest mdłe, sentymentalne, romantyczne, zniewieściałe – nie występuje w chorale gregoriańskim. Można powiedzieć zatem, że bogactwo tkwi w jego prostocie. To powoduje, że ten śpiew jest męski w swoim wyrazie i brzmieniu.
Śpiewy chorałowe są wtopione w liturgię. Chorał i liturgia to jedna nierozerwalna całość, jak dusza i ciało.
Wartość śpiewu gregoriańskiego jest doceniana i jest on stawiany kompozytorom i artystom za wzór, który wskazuje jak kościelna muzyka ma wyglądać i jakie cechy powinna posiadać. Wielu współczesnych wykonawców stylizuje swoją muzykę na wzór średniowiecznej nuty gregoriańskiej.
Chorał gregoriański zajmuje zaszczytne miejsce w liturgii Kościoła.
Jego rozkwit rozpoczął się za pontyfikatu św. Grzegorz Wielkiego w VI w. gdy papież zebrał i uporządkował zbiór używanych w liturgii melodii. Dzieło św. Grzegorza bardzo szybko rozszerzyło się na terenach dzisiejszych Włoch, a przez jego uczniów trafiło do Anglii. We Francji śpiew ten wprowadzany został przez króla Pepina. Na cześć św. Grzegorza Wielkiego nazwano zbiór tych melodii carmen gregorianum. Pierwszy raz użył tego określenia papież Leon IV około 850 roku.
Historycy i badacze dziejów Kościoła wymieniają wśród źródeł chorału gregoriańskiego księgi liturgiczne rękopiśmienne lub drukowane. Najstarsze teksty zawarte są w sakramentarzach: leoniańskim (V w.), galezjańskim (VII-VIII w.) oraz gregoriańskim (VIII w.). Z tych ksiąg powstały następnie mszały (Missalia plenaria), w Polsce najstarszym tego typu mszałem jest rękopis pochodzący z opactwa benedyktyńskiego Niederaltaich k. Pasawy (ok. 1070-1131).
Innymi źródłami są kantatoria, zawierające śpiewy solowe liturgii mszalnej, antyfonarze, graduały oraz procesjonały. Najstarsze rękopisy tych źródeł zawierające chorał gregoriański zachowały się w bibliotekach opactw benedyktyńskich Sankt Gallen, Metz, Einsiedeln, Monte Cassino.
W Polsce opracowano wydanie śpiewów oparte na dawnych rękopisach. Graduał i Antyfonarz zatwierdzone zostały w 1621 i 1628 roku przez Synod Piotrkowski i Uniwersytet Jagielloński.
Prace nad rekonstrukcją chorału gregoriańskiego rozpoczęto w XIX w. Największe znaczenie zyskali benedyktyni z opactwa Solesmes we Francji, którzy zrekonstruowali średniowieczną wersję chorału gregoriańskiego (słynna szkoła solesmeńska). Ich praca została zaakceptowana przez papieża Leona XIII a papież Pius X w encyklice Tra le Sollecitudini z 22 listopada 1903 roku zlecił im nową redakcję ksiąg liturgicznych. (tzw. Editio Vaticana). Następnie Pius XI ogłosił konstytucję Divini cultus, dotyczącą pielęgnowania chorału gregoriańskiego, a Pius XII wydał 2 encykliki potwierdzające dawne przepisy. W 1957 r. benedyktyni przygotowali nowe wydanie Graduału rzymskiego, które zostało ostatecznie zatwierdzone przez Sobór Watykański II zwołany przez papieża Jana XXIII w 1963 roku.
ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2012 ROKU.
***
Ksiądz Biskup Marek Mendyk:
Szkoła nie jest świecka. Szkoła jest publiczna
W przeddzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego bp Marek Mendyk mocno zabrał głos w sprawie obecności religii w szkole i kierunku wychowania młodego pokolenia. – Usiłuje się za wszelką cenę, także podstępem i także z łamaniem praw wyprowadzić religię ze szkoły – powiedział biskup świdnicki.
Słowa padły 29 sierpnia w katedrze świdnickiej podczas Mszy św. za Ojczyznę i NSZZ „Solidarność”, sprawowanej w związku z Dniem Solidarności i Wolności. Bp Marek Mendyk przypomniał w homilii wydarzenia sprzed ponad 45 lat, rolę św. Jana Pawła II w przemianach społecznych oraz znaczenie solidarności rozumianej jako odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Od historycznych doświadczeń przeszedł jednak do spraw bardzo aktualnych. W perspektywie rozpoczynającego się roku szkolnego zwrócił uwagę na spór dotyczący wychowania dzieci i młodzieży oraz miejsca religii w polskiej szkole.
– Wkrótce zacznie się rok szkolny. Trzeba stale – nie tylko dzisiaj – ale stale o tym mówić. Usiłuje się za wszelką cenę, także podstępem i także z łamaniem praw wyprowadzić religię ze szkoły, uczynić ze szkoły świecką placówkę. Zapominając przy tym, że szkoła nie jest świecka; szkoła jest publiczna i każdy ma do niej prawo – mówił bp Mendyk.
Biskup podkreślił, że w jego ocenie nie jest to jedynie dyskusja dotycząca organizacji zajęć czy liczby godzin katechezy. Problem jest znacznie głębszy i dotyczy odpowiedzi na pytanie o to, jaka wizja człowieka ma stać u podstaw wychowania młodego pokolenia.
– Atak na lekcję religii i wprowadzana siłą „edukacja zdrowotna” to tak naprawdę jeden poważny spór: spór o człowieka. Idzie o antropologię, nie o godziny dla katechetów, ale właśnie o wizję człowieka, z którym będzie można potem zrobić wszystko. Powtórzę jeszcze raz: nie chodzi o godziny w szkole, nie chodzi o etaty, ale o integralną wizję człowieka – zaznaczył.
W ten sposób bp Mendyk wskazał, że dyskusji o miejscu religii w szkole nie można sprowadzić do kwestii zawodowych katechetów. Chodzi przede wszystkim o rozumienie człowieka, wychowania, wolności rodziców oraz odpowiedzialności szkoły za formację młodego pokolenia.
Hierarcha połączył ten temat z dziedzictwem „Solidarności”, która przed laty upominała się o prawa i godność człowieka.
– Upomina się o człowieka Solidarność, upomina się Kościół. Dlaczego? Bo mamy integralną propozycję na wychowanie młodego pokolenia. Propozycję, za którą przemawiają całe wieki chrześcijaństwa – powiedział.
Wypowiedź biskupa świdnickiego, wygłoszona zaledwie kilka dni przed pierwszym szkolnym dzwonkiem, staje się tym samym apelem o poważną debatę nad przyszłością polskiej szkoły. Nie tylko nad programami i liczbą godzin, ale przede wszystkim nad tym, jakiego człowieka szkoła ma wychowywać i na jakim fundamencie ma budować jego rozwój.
Tygodnik Niedziela
***
Ks. Wojciech Węgrzyniak:
Już od dłuższego czasu intryguje mnie ten szczególny rodzaj homo sapiens, jakim jest minister oświaty Barbara Nowacka
Po usunięciu jednej godziny religii, wyrzuceniu jej z siatki godzin i wprowadzeniu edukacji zdrowotnej, cała Polska mogła zobaczyć, że na edukację zdrowotną zapisało się w roku 2025/2026 30% uczniów, licząc wszystkie poziomy edukacji. Na religię w roku 2024/2025 chodziło 75% uczniów. W roku 2025/26 pewno parę procent mniej.
Jaka jest reakcja minister?
Wprowadzić edukację zdrowotną jako przedmiot obowiązkowy, bo się sprawdził, bo jest potrzebny, bo dzieci i młodzież sobie tego życzą… Gdyby jeszcze na tym się skończyło, to wielu by rozumiało, że jak masz władzę, to siłą robisz po swojemu, mając nadzieję, że przeciwnicy nie będą krzyczeć. Ale to trzeba być homo sapiens. Nie wiem, czy to jest kwestia nieprzepracowanych traum dzieciństwa, osobistej urazy, dysfunkcji niektórych ośrodków, czy od lat pielęgnowanej nienawiści, ale pani minister nie potrafi się odnaleźć w tej kategorii.
Homo sapiens próbowałby się dogadać: jedna godzina religii obowiązkowa w zamian za zgodę na obowiązkową edukację zdrowotną. Homo barbarus zrobi na złość wszystko, żeby nie było żadnego kompromisu.
Homo sapiens uszanowałby wybór społeczeństwa i albo zrezygnował z edukacji zdrowotnej, albo zostawił ją dobrowolną. Homo barbarus wprowadzi ją na siłę, jakby zapomniał o tym, że rządzi dzięki demokracji a nie inteligencji.
Homo sapiens, nawet jakby wprowadził obowiązkową edukację zdrowotną, to by siedział cicho, mając nadzieję, że inne afery bardziej zaprzątają serca Polaków. Homo barbarus oskarża Kościół, że chce przymusowej religii.
Homo sapiens nie mówiłby o statystykach, bo one są gorsze dla edukacji zdrowotnej niż religii. Homo barbarus powtarza tezy o laicyzacji.
Homo sapiens zastanowiłby się, dlaczego uczniowie nie chcą chodzić na edukację zdrowotną. Homo barbarus wypomina biskupom, że dzieci coraz mniej chodzi na religię.
Homo sapiens powiedziałby, że szanuje każdą opinię, ale ma swoją własną. Homo barbarus zabroni wybranym przez siebie Polakom mieć swoje zdanie.
Homo sapiens mówiąc, że “musimy szanować wierzących i niewierzących”, uszanowałby przynajmniej w słowach. Homo barbarus będzie mówił “o rozpasaniu kleru”.
W “Quo Vadis” Sienkiewicza jest taki piękny list, w którym Petroniusz pisze do Nerona, by robił wszystko, nawet palił Rzym, tylko żeby nie śpiewał. Aż by się chciało napisać, żeby Pani Ministra robiła wszystko, co komuna już przerabiała w naszym kraju, tylko niech nie mówi, że jej zależy na uczniach. Niech nawet zamyka biskupów i księży, ale niech nie mówi, że jej zależy na dzieciach. Niech chociaż w tym jednym pozostanie homo sapiens.
Tygodnik Niedziela
Ks. Węgrzyniak:
Przestańcie kłamać. To KOŚCIÓŁ utrzymuje państwo, nie odwrotnie!!!
Jeszcze się nie zdarzyło w mojej historii z Twitterem, żeby tyle reakcji wywołało jedno zdanie: „Polsce bardziej potrzebny jest rozdział państwa od złodziei niż od Kościoła.”
Jeszcze się nie zdarzyło w mojej historii z Twitterem, żeby tyle reakcji wywołało jedno zdanie: „Polsce bardziej potrzebny jest rozdział państwa od złodziei niż od Kościoła.”
Wiadomo, że każde hasła są uproszczające i mogą budzić skrajne reakcje. Dlatego dodam parę myśli w sprawie rozdziału Kościoła od państwa, skoro temat ten wydaje się tak aktualny.
Po pierwsze, Kościół jest rozdzielony od państwa w tym sensie, że ani władze Kościoła nie wpływają na rządy w państwie ani władze państwowe nie ingerują w rządzenie Kościołem. I co jak co, ale parlamentarzyści, którzy uchwalają ustawy powinni znać statystykę, ile z przegłosowanych ustaw zostało uchwalonych tylko dlatego, że tak chciała Konferencja Episkopatu Polski.
Po drugie, musimy ustalić pojęcia i raz na zawsze zrozumieć, że Kościół to jest wspólnota ludzi a nie biskupi i księża. A skoro państwo składa się z obywateli, to znaczy, że państwo polskie z 90% składa się z Kościoła katolickiego. To Kościół płaci państwu polskiemu największe podatki i to Kościół w dużej mierze utrzymuje państwo polskie. Jeśli chcemy całkowitego rozdziału Kościoła od państwa, to nie ma problemu. Katolicy mogą przestać płacić podatki i zorganizować sobie swoje przedszkola, szkoły, uniwersytety, szpitale, straż, a nawet swoją policję. Z tych wszystkich podatków, które wpłacamy jako obywatele do państwa, zorganizujemy sobie spokojnie życie bez wypominania nam, że my tylko bierzemy od państwa.
Po trzecie, każdy kto myśli wie, że nie da się rozdzielić całkowicie żadnej organizacji od państwa, tylko trzeba się dogadać. Sprawy między państwem a Kościołem są dogadane i o tym mówi m.in. konkordat. Czy jednak możemy pewne rzeczy zmienić jak chociażby kwestię religii w szkole? Pewno, że możemy. Potrzebne są jednak dwa warunki.
Najpierw musimy przestać kłamać. Bo mantra o tym, że państwo płaci księżom na ubezpieczenia, albo że Fundusz Kościelny to są pieniądze darowane Kościołowi przez państwo to jedno wielkie kłamstwo. W skróci to jest tak: Państwo ukradło Kościołowi po wojnie majątki na niebywałą skalę. W zamian zobowiązało się, że z tych kradzionych dóbr łaskawie będzie wydzielać co roku jakąś daninę. Ale teraz już nie chce. Tak jakby złodziej ukradł milion i co roku okradzionemu zobowiązał się wypłacać po tysiąc złotych. Niestety po 30 latach zaczął krzyczeć, że on nie ma zamiaru finansować okradzionego. Każdy normalny w Kościele wolałby, żeby państwo oddało nam to, co zabrało a nie wymachiwało co jakiś czas tekstami o Funduszu.
Drugim warunkiem dogadania się jest uczciwość intelektualna i wzajemność. Jeśli mamy usunąć religię ze szkół, to usuńmy też przygotowanie do życia w rodzinie, edukację seksualną, godziny wychowawcze, wykłady na medycynie, które promują antykoncepcję. Usuńmy finansowanie szpitali, w których ma miejsce aborcja i in vitro. Usuńmy wszelkie dotacje stowarzyszeń, czasopism, organizacji, zajęć i ludzi, które głoszą wartości niezgodne z nauką Kościoła.
Rozumiem, że niewierzących denerwuje, że z ich pieniędzy opłacane są lekcje religii. Niech jednak i oni zrozumieją, jak bardzo nas, katolików boli, że za nasze pieniądze opłacani są ludzie, którzy niszczą nas samych i to, w co głęboko wierzymy.
Jeśli nie będziemy kłamać, jeśli postawimy na wzajemność i uczciwość intelektualną, wtedy możemy wiele spraw poukładać na nowo. Dlaczego by nie? Ale jeśli w całej dyskusji o rozdziale państwa od Kościoła, chodzi tylko o hucpę, darujmy sobie. Szkoda życia na takie potyczki. Szkoda też śmierci. Bo to ona często decyduje, że ludzie wolą jednak nie zamykać sobie drogi przez Kościół do nieba. Nawet jeśli ono nie jest dla wielu tak pewne jak dopłata z budżetu dla partii politycznych. I to dopłata głównie z pieniędzy katolików.
ks. Wojciech Węgrzyniak
***
87 ROCZNICA II WOJNY ŚWIATOWEJ

Wikipedia | Domena publiczna
***
1 września Kościół wspomina Najświętszą Maryję Pannę jako Królowę Pokoju. Jej obraz, czczony pod tym wezwaniem, znajduje się nad głównym ołtarzem klasztornego kościoła w Stoczku Warmińskim. Dzisiejsze święto Matki Bożej, jako Królowej Pokoju, wiąże się z objawieniami fatimskimi. Bowiem już wtedy, w roku 1917, z wielką troską napominała ludzkość mówiąc o strasznej alternatywie przed jaką stoi świat: “Jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to świat spotka okropna kara za jego zbrodnie, przez wojny, głód i prześladowania Kościoła oraz Ojca Świętego. Wtedy za następnego pontyfikatu (papieża o imieniu Pius XI) rozpocznie się druga wojna światowa, jeszcze straszniejsza od obecnie toczonej. Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniła życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają różaniec i pokutują za grzechy.”
I upomnienie nie zostało przyjęte, bo w pierwszy piątek miesiąca września 1939 roku rozpoczęła się właśnie hekatomba II wojny światowej.
Niemcy bez wypowiedzenia wojny o świcie przekroczyły na całej długości granice naszego państwa. Osamotniona Polska mimo bohaterskiego oporu trwającego ponad pięć tygodni nie mogła skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec i sowieckiej inwazji przeprowadzonej 17 września.
***
Obraz Matki Bożej Królowej Pokoju
Liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Królowej Pokoju obchodzimy 1 września, ponieważ data ta jest rocznicą wybuchu II wojny światowej. Wybór tego dnia ma głęboki wymiar symboliczny i modlitewny – w rocznicę rozpoczęcia tragicznego konfliktu Kościół w Polsce zwraca się o wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny jako dawczyni pokoju, jedności i pojednania między narodami.
Kult ten jest w Polsce związany z konkretnym miejscem i historią:
- Sanktuarium w Stoczku Warmińskim: Kult Maryi jako Królowej Pokoju rozwinął się wokół sanktuarium w Stoczku Klasztornym (Warmińskim). Świątynia ta powstała w XVII wieku jako wotum dziękczynne biskupa Mikołaja Szyszkowskiego za zawarcie pokoju ze Szwedami w Sztumskiej Wsi w 1635 roku.
- Święty Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Ojczyzny 19 czerwca 1983 roku na Jasnej Górze po raz kolejny koronował obraz Matki Bożej ze Stoczka Warmińskiego nazywając Ją Matką Pokoju i zawierzając Jej losy naszej Ojczyzny.
- W Stoczku Warmińskim był uwieziony przez komunistyczne władze błogosławiony Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. To właśnie tam w 1953 roku napisał on swój akt osobistego oddania się Matce Bożej.
Historia obrazu
Do nowej świątyni w Stoczku Klasztornym biskup Mikołaj Szyszkowski sprawdził w 1640 roku z bazyliki rzymskiej Matki Bożej Większej kopię obrazu Matki Bożej, Salus Populi Romani(Ocalenie Ludu Rzymskiego) i umieścił go w ołtarzu głównym.
Obraz Matki Bożej, którego kopia znajduje się w Stoczku Klasztornym jest wizerunkiem bardzo czczonym w całym Kościele już od średniowiecza, a zwłaszcza po bitwie pod Lepanto, która rozegrała się 7 października 1571 roku. W tym dniu wojska chrześcijańskie odniosły zwycięstwo nad wojskami tureckimi. Zwycięstwo floty chrześcijańskiej było wyraźnym znakiem i dowodem wstawiennictwa Matki Bożej. Aby wyprosić zwycięstwo i obronę chrześcijaństwa przed zalewem islamu, papież zarządził specjalne modlitwy w tej intencji. Obraz Matki Bożej był niesiony w procesji po ulicach Rzymu i odmawiano różaniec. Po zwycięstwie floty chrześcijańskiej nad turecką obraz Matki Bożej był czczony jako obraz Matki Bożej Zwycięskiej albo obraz Matki Bożej Różańcowej, a kult obrazu rozpowszechniał się po całym chrześcijańskim świecie.
Na ziemiach Rzeczypospolitej zauważa się rozwój kultu Matki Bożej Zwycięskiej zwłaszcza po Soborze trydenckim(1543-1563) i po zakończeniu Synodu Krakowskiego w 1621 roku, który polecił, aby Matka Boża była malowana na wzór obrazu częstochowskiego lub rzymskiego ”Salus Populi Romani”. Sytuacja polityczno – społeczna w jakiej znalazła się Rzeczypospolita w tym czasie sprawiła, że wizerunek Matki Bożej Zwycięskiej był przyjmowany jako znak szczególnej opieki Matki Bożej nad naszym narodem w obliczu zagrożenia ze strony wrogich mocarstw: Rosji, Turcji i Szwecji.
Budowa nowej świątyni w Stoczku Klasztornym jako wotum wdzięczności za podpisany rozejm ze Szwedami i obecność w niej kopi Obrazu Matki Bożej Zwycięskiej miało szczególne znaczenie dla ówczesnej Rzeczypospolitej.
Obraz Matki Bożej Stoczkowskiej namalowany na płótnie o wymiarach 230 cm wysokości i 166 cm szerokości jest oceniany przez historyków w sztuki jak obraz o „nieprzeciętnej wartości artystycznej”. Nie zachowały się żadne informacje na temat autora ani czasu wykonani kopi obrazu.
Obraz przedstawia całą postać Matki Bożej, która obiema rękoma podtrzymuje Dzieciątko Jezus. Wzrok Maryi i Dzieciątka jest zwróconej w kierunku patrzących. U stóp Matki Bożej widzimy półksiężyc, a w tle wokół postaci obłoki, od dołu obrazu mgliste, a wyżej coraz bardziej złociste. Postacie na obrazie są wielkości nieco większej niż naturalna. Oblicze Matki Bożej jest pełne pokoju , godności i wyraża dobroć Jej serca i gotowość niesienia pomocy. Dziecię Jezus trzyma w lewej ręce księgę Pisma Świętego a prawą unosi w geście błogosławieństwa. Palce prawej dłoni Maryi mają bardzo wymowną symbolikę i znaczenie. Trzy złączone palce wyrażają wiarę w Trójcę Świętą, a dwa pozostałe oznaczają unię hipostatyczną dwóch natur Jezusa Chrystusa – Jego Bóstwo i Człowieczeństwo. Taki sam jest układ palców prawej dłoni Dzieciątka Jezus. Treść obrazu jest bardzo wymowna i czytelna. Maryja jakby mówiła do patrzących, patrzcie na Jezusa, nie na mnie, On jest celem waszego życia, Jego słuchajcie.
Opisując obraz warto jeszcze zwrócić uwagę na pierścień na środkowym palcu prawej dłoni Matki Bożej. Jest to pewien szczegół, bardzo ważny, który znajduje się tylko na oryginalnym obrazie i niektórych kopiach, nie znajdziemy go natomiast na kopi obrazu Matki Pokoju w Stoczku Klasztornym. Pierścień na palcu Matki Bożej jest symbolem zaślubin i oblubieńczej miłości Maryi do Boga oraz wyraża Jej wierność Bogu. Przybywając do Matki Pokoju jako Oblubienicy Wiernej pielgrzymi mogą odnajdywać pokój i pojednanie z Bogiem i drugim człowiekiem. Wszyscy wierni mogą też znaleźć u Matki Bożej umocnienie swojej oblubieńczej wierności Bogu.
Kopia obrazu matki Bożej Stoczkowskiej została otoczona szczególna czcią wiernych. W 1670 roku obraz został przyozdobiony dwiema koronami, a w roku 1687 udekorowany srebrną szatą, podarowaną Matce Bożej przez biskupa Michała Radziejowskiego, bratanka króla Jana III Sobieskiego, jako wotum wdzięczności za zwycięstwo pod Wiedniem. Srebrna szata została wykonana w barokowym stylu i skomponowana z dużej ilości stylizowanych kwiatów: słoneczników, piwonii i żonkili. Na sukience Dzieciątka motywy kwiatów są drobne. Głowa Matki Bożej jest otoczona kolistym nimbem z gwiazdami, a Dzieciątka Jezus promienistą aureolą. Szatę wykonano z osiemdziesięciu darów wotywnych, co świadczy o szczególnej czci i otrzymywanych łaskach za wstawiennictwem do Matki Bożej.
ks. Wojciech Sokołowski MIC – Kustosz Sanktuarium
***

Zofia Kossak tu, na Wyspach Brytyjskich, będąc na emigracji, napisała “Rok polski” w 1955 roku. Cudownie wyraziła naszą tęsknotę za zwyczajną, ludzką Polską, gdzie “słowiki śpiewają, kukułka kuka i wróży”… Stworzyła książkę żywą i prawdziwą opisując polskie miesiące. Zacytuję fragment dotyczący właśnie września:
“Do niedawna słowo „wrzesień” budziło w umyśle każdego Polaka skojarzenia pełne słodyczy i barwy. Zieleń ustępująca miejsca purpurze i złotu, perlista biel obfitych ros rannych, niezmącenie modre niebo, fiolet śliw, granat jeżyn, rumieńce jabłek, czerwień pomidorów, kaliny, jarzębin, sady pełne zapachu owoców, brzęk os nad gruszkami, woń pietruszki i selerów niosąca się z warzywników — to wrzesień. Lasy zakwitające płomieniem albo koralem, błękitne dymy ognisk pastuszych snujące się ponad sczerniałe łęciny ziemniaczane; w młodych dębinach, zagajach świerkowych, urodzaj rydzów dorzucających swą jaskrawość do ogólnej złocistości, pod strzechami chat nad przyzbą pęki liści tytoniowych, mafcówek i żółte kolby kukurydzy — to i — to wrzesień...
… Takie zatem, a nie inne — i jakże pogodne — były do niedawna skojarzenia budzące się w umyśle polskim przy wspomnieniu września. Od dnia 1 września 1939 roku tamte wrażenia zapadły w niepamięć. Odtąd dla każdego Polaka, gdziekolwiek by się znajdował, wrzesień jest miesiącem klęski.
…Wrzesień…
Przez wyzłocony słońcem krajobraz tysiące zbiegów wędruje na wschód dziwacznymi taborami, gdzie chłopskie konie ciągną auta bez paliwa, wozy zaprzężone w krowy pośród morza pieszych. Wędrują, mijając po drodze żałosne szczątki zdruzgotanej państwowości polskiej w postaci uciekającej policji lub straży ogniowych. Wędrują ludzie obłąkani z rozpaczy, ludzie skowyczący z bólu jak zwierzęta, ludzie padający na szosie zamienionej w krwawe pobojowisko przez nurkujące nisko samoloty nieprzyjaciela. Wędrują dzieci płaczące, gdyż zgubiły w zamieszaniu rodziców, rodzice odchodzący od zmysłów, gdyż zgubili dzieci, żołnierze bez broni, bez oddziałów, pożary na prawo, pożary na lewo, łuny na wprost, zatarasowane drogi, a ponad wszystko, silniejsze niż ból i trwoga, poczucie, że Polska zginęła…
… Wrześniu, kto ciebie widział w owym kraju…
Tysiące oszalałych ludzi wędruje na wschód, tysiące wraca ze wschodu uderzywszy o ścianę nowego, nieoczekiwanego wroga, świat się kończy, zapada, gdy cofają się nazad w ręce tego samego nieprzyjaciela, przed którym pierzchali. Zdarzało się, że w tej ucieczce od ucieczki docierali do brzegu rzeki, pięknej polskiej rzeki Wieprz.
(Wieprz był niegdyś, niegdyś bóstwem opiekuńczym wód, przeto dostojna nazwa wyróżniała ten bieg wody spośród innych bystrzyc, pilic.) Stanęli nad brzegiem w miejscu gdzie był bród dzięki niskiej wodzie, a za nimi czerwoni tuż tuż, podobno o pare kilometrów zaledwie, a na drugim brzegu na drągach rozpięta widniała płachta z olbrzymią czarną swastyką. Za plecami wróg, przed nimi wróg i zabrakło już ojczyzny pod stopami. Już nie znajdziesz, Polaku, skrawka swojej ziemi, na której czułbyś się wolny. Nawet tyle co na grób. W niewysłowionej rozpaczy wołali, jak niegdyś ksieni Bronisława: Wzgórza, otwórzcie się i pochłonijcie nas! — Modlili się, by ulecieć w górę, jak ulatywał błog. Ładysław. Lecz święci milczeli i ziemia milczała.
Tylko modrzyło się pogodne niebo, błękitniała rzeka, bielił się piasek nadbrzeżny, a zarośla płonęły czerwienią i złotem. Przyroda zdawała się nie wiedzieć nic o narodzie, który konał w męce.
Potem zaczęły się wyraje ludzi, podobne odlotom jesiennym ptactwa. Choć poeci lubią porównywać człowieka do ptaków („gdybym ja była ptaszkiem z tego gaju”… – „gdyby orłem być…”), jest między nimi ta zasadnicza różnica: Ptak odlatuje i wraca. Człowiek, gdy się od ziemi oderwie — nie wróci. Tułacz podobien jest raczej drzewu wyrwanemu z gruntu, rzuconemu w przestrzeń siłą wybuchu, usycha bowiem jak drzewo.
Ptaki wracają. Bocian ląduje na swym starym gnieździe. Jaskółki świergocą pod tą samą strzechą, co osłaniała je zeszłego lata. Źórawie zapadną na opuszczone w tamtym roku oparzele. Skowronek, sygnaturka wiosny, zadzwoni nad głową rolnika o właściwej porze, a ludzie, zali powrócą?...
Czy stanie się jak w mickiewiczowskiej pieśni o żórawiach przelatujących nad dzikim ostrowem, co słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, rzuciły mu pióra, by skrzydła zrobił i do swoich wrócił? Czy też, widząc ciągnące do kraju klucze dzikich gęsi, wygnańcy tłuc się będą bezradnie po obcych podwórkach, nie mając już siły do lotu?
Jeśli zaś wrócą po latach, czy swoich poznają i będą od nich poznani? Może jedni i drudzy okażą się inni, niż byli w chwili rozstania? Ślady zarosła trawa zapomnienia i nikt wygnańców nie czeka? Bo istotą życia jest ciągła przemiana. Czas odpływa, unosi, przekształca i co minęło – nie wraca…
***
Co święta siostra Faustyna Kowalska mówiła
o drugiej wojnie światowej?

fot. Wikipedia
***
Święta siostra Faustyna zmarła na rok przed wybuchem II wojny światowej. Jednak już za swojego życia mówiła o okrutnej wojnie i cierpieniu Polaków.
Tym, którzy przeszli przez doświadczenie II wojny światowej, słowa zapisane w „Dzienniczku” św. Faustyny jawią się jako szczególna Ewangelia miłosierdzia Bożego napisana w perspektywie XX wieku – pisał Jan Paweł II.
święta siostra Faustyna o II wojnie światowej. Takie słowa skierowała do błogosławionego księdza Michała Sopoćki
W 1938 roku w szpitalu na krakowskim Prądniku, Faustyna kilku innym siostrom zakonnym, zapowiedziała wybuch II wojny światowej. Miała widzenia ogromnych zniszczeń, eksterminacji, prześladowań duchowieństwa.
Swojemu spowiednikowi, księdzu Sopoćce mówiła, że „w Polsce przyjdą bardzo ciężkie chwile. Widziałam rodaków wywożonych na wschód i zachód”.
Ważne słowa Pana Jezusa do Faustyny. Dotyczyły Polski
W ostatnim roku życia usłyszała wewnętrznie słowa Jezusa: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (Dz. 1732).
Te słowa były na różne sposoby interpretowane. Jan Paweł II w swojej wypowiedzi z 17 sierpnia 2002 roku mówił, że ową iskrą jest orędzie Miłosierdzia Bożego przekazane przez św. Faustynę. W jego opinii „iskra” nie jest pojedynczą, konkretną osobą, ale jest zadaniem czcicieli Bożego Miłosierdzia z Polski i całego świata, która przygotuje przemianę, w imię Bożego miłosierdzia, Polski i całego świata.
święty Jan Paweł II: Na ten czas Bóg przygotował posłannictwo Bożego Miłosierdzia
Posłannictwo Miłosierdzia Bożego miało swój czas, był to czas straszliwej II wojny światowej, straszliwej pod wielu względami, była to jakaś ostateczna eskalacja zła na naszym kontynencie. Na ten czas Bóg przygotował posłannictwo Bożego Miłosierdzia, którego świadkiem, rzecznikiem stała się ta prosta córka polskiej ziemi – mówił Jan Paweł II w Płocku, 7 czerwca 1991 roku.
święta siostra Faustyna o Ojczyźnie: „Rzucam się z ufnością w przepaść miłosierdzia i w nim zanurzam całą Polskę”
Faustyna codziennie modliła się za Polskę i ofiarowywała za nią cierpienia. W swoim „Dzienniczku” zapisała: „Ojczyzno moja kochana, Polsko, o gdybyś wiedziała, ile ofiar i modłów za ciebie do Boga zanoszę. Ale uważaj i oddawaj chwałę Bogu, Bóg cię wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna.” (Dz. 1038)
W innym miejscu pisała: „Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam, aby ją bronić. Nieustannie przypominam Bogu Jego obietnice miłosierdzia. Kiedy widzę Jego zagniewanie, rzucam się z ufnością w przepaść miłosierdzia i w nim zanurzam całą Polskę, a wtenczas nie może użyć swej sprawiedliwości. Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie.” (Dz 1188)
faustyna.pl, wikipedia, Onet Religia/Stacja7




Matka Teresa – właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu – urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje (dzisiejsza Macedonia) w rodzinie albańskiej. Została ochrzczona następnego dnia i ten dzień obchodziła później jako swoje urodziny. Dzieciństwo upłynęło jej w harmonii, pośród małych, codziennych spraw, w atmosferze wsparcia ze strony rodziny. W 1919 r. jej ojciec, kupiec, wyjechał w interesach. Wrócił z podróży w bardzo ciężkim stanie zdrowia i mimo natychmiastowej pomocy zmarł. Odbiło się to istotnie na sytuacji materialnej rodziny. Matka pozostała bez środków do życia. Choć nie było im łatwo, przyjmowali w swoich murach ubogich i szukających pomocy. Regularnie na posiłki przychodziła do nich pewna starsza kobieta. Matka mówiła wtedy do dzieci: “Przyjmujcie ją serdecznie, z miłością. Nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielicie się z innymi”. Ponadto matka odwiedzała raz w tygodniu staruszkę opuszczoną przez rodzinę, zanosiła jej jedzenie, sprzątała dom, prała, karmiła. Powtarzała dzieciom: “Gdy czynicie coś dobrego, róbcie to bez hałasu, jakbyście wrzucały kamyk do morza”.





