Category: 1sza strona

Najnowszy wpis pojawia się NA 1 STRONIE.

  • XVII NIEDZIELA ZWYKŁA  Rok B  29 lipca 2018

    XVII NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B 29 lipca 2018

    W roku bieżącym w czasie Mszy św. Kościół przekazuje swoim wiernym Słowa Ewangelii według św. Marka. Ale od dziś przez kilka niedziel, uczestnicząc w Wielkiej Tajemnicy Wiary, będziemy słuchać Ewangelii według św. Jana, z rozdziału szóstego, gdzie Chrystus stopniowo i coraz intensywniej podprowadza do właściwego zrozumienia co to znaczy Chleb życia, co to znaczy Eucharystia.

    Aby Słowo Boże dziś zasłyszane we mnie żyło pełniej – powinienem przypomnieć sobie czym jest chleb dla człowieka. Bo tak już bywa, że człowiek, dla którego chleb jest pożywieniem, dopiero wtedy kiedy odczuwa jego brak, zaczyna rozumieć jak wielkim skarbem jest kromka chleba.

    Ksiądz Cezary Jurkiewicz, mój współbrat na pierwszej mojej placówce po święceniach w Paryżu, który dopuścił mnie do przyjaźni z sobą pomimo czterdziestu lat różnicy, często opowiadał mi swoje koleje życia. I pamiętam jego komentarz do naszych pallotyńskich modlitw: „Dałeś im chleb z nieba, wszelki smak mający w sobie” – że on zrozumiał właściwe znaczenie tych słów dopiero w obozie koncentracyjnym w Dachau.

    Kiedy zmarł lekarz profesor Breitenbach, jego trzej synowie zaczęli rozdzielać spadek po ojcu zgodnie z jego ostatnią wolą. Były tam stare, ręcznie wykonane meble dębowe, ciężkie dywany i drogocenne obrazy. Przeglądając szuflady w jednej z nich znaleźli dziwny, twardy przedmiot owinięty w szary papier. Po odwinięciu zobaczyli skamieniałą połówkę bochenka chleba. I wtedy stara gospodyni opowiedziała zdumionym synom historię tego chleba: Było to w czasie I wojny światowej. Starszy pan wtedy właśnie ciężko zachorował. Do tej choroby dołączył się ogólny stan wyczerpania. Potrzebne było dobre odżywianie, ale to były bardzo trudne czasy. Właśnie w tym krytycznym momencie jeden ze znajomych przysłał pół bochenka chleba. Chociaż profesor bardzo się ucieszył z tego prezentu, to nie zjadł chleba. Wiedział, że w sąsiednim domu córka nauczyciela była chora i cierpiała z głodu. Powiedział wtedy: „Co tam ja… stary człowiek, młode życie bardziej tego potrzebuje”. I musiałam zanieść ten chleb do domu nauczyciela. Jak się później okazało, także jego żona nie chciała zatrzymać tego podarunku, lecz oddała go wdowie, która mieszkała na poddaszu. Ale i tutaj nie skończyła się dziwna podróż chleba. Staruszka zaniosła go bowiem do swojej córki, która razem z dwójką dzieci mieszkała na sąsiedniej ulicy w suterynie. Z kolei córka patrząc na ten chleb przypomniała sobie starego lekarza, który wyleczył jedno z jej dzieci z ciężkiej choroby i nie wziął za swoją pracę ani grosza. Poszła więc z tym pół-bochenkiem do mieszkania doktora, a my natychmiast rozpoznaliśmy ten chleb – zakończyła gospodyni. Kiedy pan profesor trzymał znowu w dłoniach ten kawałek chleba i słuchał opowieści o jego wędrówce, był poruszony do głębi i powiedział: „Tak długo, jak wśród nas panuje taka miłość, nie obawiam się o nas”. Ale chleba nie zjadł. Tylko powiedział do mnie: „Zachowamy go, a kiedy zacznie nas ogarniać małoduszność, wystarczy, że na niego popatrzymy”.

    Kiedy gospodyni skończyła opowiadać, trzej bracia jeszcze długo milczeli. Wreszcie najstarszy z nich powiedział: „Myślę, że powinniśmy podzielić się tym chlebem. Każdy z nas zachowa swój kawałek jako pamiątkę po naszym ojcu oraz jako przypomnienie tej ukrytej w człowieku siły, która nie opuszcza go nawet w największej potrzebie.”

    Cyprian Norwid w wierszu Moja piosnka podniósł chleb aż do wysokości boskiego rodowodu

    „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

    Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

    Dla darów Nieba… Tęskno mi, Panie…”

    Żyjąc z dala od Ojczyzny często widzę sponiewierany chleb, porzucony, jakby nie miał już żadnej wartości. Taki chleb z czym może się kojarzyć dzisiejszemu człowiekowi, który słucha o cudzie jego rozmnożenia? Doczesność jest tą pokusą, która wciąż idzie za człowiekiem i usiłuje sprowadzić Jezusa tylko do ziemskiego wymiaru. Ale Chrystus nie daje się zamknąć w takim ciasnym kole. Dlatego wychodzi na górę. Kto chce iść za Nim musi zadać sobie trud wspinania i szukania. I tłumy szły za Jezusem i byli zasłuchani tak bardzo, że nawet zapomnieli o jedzeniu. Jego słowa: „Starajcie się naprzód o Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” były rozumiane dosłownie.

    Jezusowy cud rozmnożenia chleba miał już swoją zapowiedź w Starym Testamencie, kiedy to prorok Elizeusz – jak opisuje dzisiejsze I Czytanie – cudownie nakarmił stu ludzi, mając tylko dziesięć jęczmiennych placków. Ale w tym miejscu ogarnia mnie niepokój, bo ci, którzy byli najbliżej nie uwierzyli w niemożliwe rzeczy, które sprawia Bóg. Bo jak wytłumaczyć nie zdziwienie, ale niedowierzanie najpierw sługi proroka, który pyta: „Jakże to rozdzielę między sto ludzi?” Zaś w Ewangelii Andrzej, brat Szymona Piotra mówi do Jezusa: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”

    Jak bardzo potrzebuję Bożej mocy, by móc wciąż przezwyciężać moją ludzką niemoc i wznosić się ponad to, co jest tylko doczesne. Bo można pozostać ze swoim brakiem zawierzenia, ale wtedy jest już tak jak napisał ks. Jan Twardowski: „Widzimy tylko chleb – nie widzimy Jezusa w Komunii świętej. Widzimy ciało – nie widzimy ducha. Widzimy ludzkie działanie – ale nie widzimy Bożej łaski”.

    ks. Marian Łękawa SAC 

  • komentarz do Liturgii Słowa na  XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    komentarz do Liturgii Słowa na XVI Niedzielę 22 lipca 2018

    Jezus Chrystus jest moim Pasterzem
    XVI Niedziela Zwykła – ROK B

    Liturgia Słowa z ostatnich dwóch niedziel skupia się wokół tajemnicy Bożego posłannictwa. W Starym Testamencie Bóg wybierał proroków, a kiedy nadeszła pełnia czasów posyła obiecanego i zapowiadanego po wielokroć i to nawet w najdrobniejszych szczegółach swojego Syna. I Boży Syn przyszedł i przywrócił mieszkańcom tej ziemi utraconą Bożą bliskość, swoją krwią wymazując ludzką winę. Aby zaś dokonane dzieło jednania trwało, Chrystus zechciał powołać najpierw apostołów, a potem we współpracy z ludem Bożym wciąż dokonuje nowych powołań, „bo żniwo jest wielkie a robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.

    W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaczyna już przygotowywać uczniów, którzy dopiero co powrócili ze swojej pierwszej misji, na przyjęcie wielkiej tajemnicy wiary. Tą tajemnicą będzie Eucharystia. Patrząc na zmęczonych pierwszych misjonarzy Jezus mówi do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Św. Marek zaznacza, że „nawet na posiłek nie mieli czasu”. Posiłkiem dla ciała jest chleb. Dlatego Chrystus już za niedługo powie o sobie, że „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

    Tymczasem może dziwić, że tak wielki tłum chodził za Jezusem, aby Go słuchać – a On wraz z uczniami oddala się „na miejsce pustynne osobno”. Jednak ludzie pragnący słuchać Jezusowych słów nie zniechęcają się. Szukają Chrystusa – tyle że na swój sposób, posługując się jedynie swoją intuicją, swoim tylko rozumowaniem, które w tym wypadku okazało się skuteczne, bo uprzedzili Chrystusa i oczekiwali już na Niego w miejscu, do którego On dopiero co przypłynął. Co znaczy więc „oddalenie się Jezusa”?

    Rozumiem dlaczego oddalił się od mieszkańców swojego miasta Nazaret, ponieważ chcieli Go strącić w przepaść. Albo innym razem doszło do takiej sytuacji wokół świątyni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie chcieli Jezusa ukamienować – a On zniknął im sprzed oczu. Ale tu? Przecież mieli dobrą wolę. Chcieli Go słuchać. A mimo to Jezus oddalił się. Dlaczego? Takie pytanie stawiam przede wszystkim samemu sobie: w jaki sposób ja szukam Boga w moim życiu? I czy zdaję sobie sprawę, że na nic byłoby moje szukanie, gdyby równocześnie sam Jezus mnie nie odnajdywał?

    Jacek Salij pisze, że „jeśli szukam osoby, jeśli szukam jej naprawdę, znajdę ją tylko wówczas, kiedy dam jej szansę, żeby również ona mogła mnie szukać. Jednostronne narzucanie się osobie, którą kocham, zdradza jakiś egocentryzm, jakiś niedostatek mojej miłości. Choćby to był mój własny współmałżonek, choćby to było moje rodzone dziecko – moja miłość powinna zostawić przestrzeń, aby ta bardzo bliska mi osoba mogła się ubiegać również o mnie. Bo jeśli ja kocham naprawdę, to pragnę serdecznie, aby ten, kogo kocham, nie był egocentrykiem, aby ukształtowała się w nim bezinteresowność wobec innych. Fałszywa to miłość, jeśli osobę, którą kocham, czynię jednostronnym odbiorcą moich usług i poświęceń. Czasem w ten fałszywy sposób kochamy nasze własne dzieci i jeszcze rozczulamy się nad sobą, że z miłości do dziecka nie oszczędzamy samych siebie. Tymczasem trzeba by raczej zauważyć, że fałszywą miłością wychowuję moje dziecko na egoistę i człowieka nieszczęśliwego. Bo człowiek, który nie nauczy się prawdziwie kochać, nie może być człowiekiem szczęśliwym.”

    Ten tekst bardzo dobrze przybliża zrozumienie sensu: dlaczego Pan ukrywa swoje oblicze przed człowiekiem? Dlaczego pozwala się szukać? Bóg daje człowiekowi wciąż szansę właściwego odnalezienia. Szukanie w sposób jednostronny nie jest właściwe.

    W dzisiejszej Ewangelii Jezus jawi się jako dobry pasterz, który poprzez swoje oddalenie w gruncie rzeczy szuka pogubionych. Bo może być tak, że ja jestem blisko Pana Jezusa, że ja z wielkim zainteresowaniem słucham Jego nauki i nic z tego nie wynika. A to znaczy, że jestem nadal zabłąkaną owcą. Wtedy dopiero naprawdę odnajdę Boga w moim życiu kiedy zrozumiem, że Jezus Chrystus jest moim Pasterzem. Tak właśnie tłumaczy o. Salij: „Nie wystarczy słuchać Jego nauki, trzeba się nią żywić. Trzeba żywić się Jego wolą, Jego mocą zbawiającą człowieka, Jego Ciałem. Właśnie po to, żeby nas odnaleźć i wyprowadzić na te wspaniałe pastwiska, Jezus niekiedy pozornie się od nas oddala. Chce nas sprowokować, abyśmy szukali Go więcej niż dotychczas.”

    Jest taki wiersz Cyrila Egana, w którym pewien człowiek wciąż czegoś szukał. Pewnego dnia ktoś zapytał go czego on właściwie szuka. Odpowiedział, że szuka Boga. I dodał:

    „Nie mów mi, że znajdę Go w swoim sercu,
    (chociaż w jakimś sensie to prawda;)
    I nie mów mi, że znajdę Go w drugim człowieku,
    (chociaż w jakiejś mierze i to jest prawdą;)
    To, czego szukam – to Bóg
    Bóg, który wkracza we wszystkie wymiary człowieczeństwa.”

    Panie, ja wiem, że w sercu moim wciąż ma swoje miejsce niepokój. Drzemią w nim jak w ciemnych zaułkach przeróżne pożądania, pretensje i urazy powiększane przez własny egoizm.

    Dlatego tym bardziej proszę i wołam z mojego oddalenia – ulecz Dobry Pasterzu moje zranienia.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz na XV Niedzielę zwykłą Rok B – 15 lipca 2018

    komentarz na XV Niedzielę zwykłą Rok B – 15 lipca 2018

    W Korei podczas ostatniej wojny w jednej z wiosek został ostrzelany katolicki Kościół. Figura Chrystusa, która stała na placu przed kościołem podczas strzelaniny została rozbita na wiele części.

    Grupa amerykańskich żołnierzy pomagała potem księdzu zebrać fragmenty figury, z których udało się złożyć prawie całą postać Chrystusa za wyjątkiem rąk. Zaproponowali więc księdzu, że polecą do Ameryki, aby zamówić nowe ręce. Ale ksiądz nie zgodził się.

    • Mam lepszą myśl – powiedział – zostawmy postać Chrystusa bez rąk. A na postumencie zrobimy napis: Przyjacielu, użycz mi swoich rąk.

    Ksiądz chciał w ten sposób wywołać refleksję u tych, którzy przechodząc, będą patrzeć na takiego Chrystusa, że oto Pan Bóg zechciał potrzebować naszych rąk, aby podnosiły tych, którzy upadli. Naszych nóg, aby szukały pogubionych. Naszych uszu, które słuchałyby samotnych i naszego głosu, który budziłby nadzieję.

    Ten obraz, myślę, że jest dobrym wprowadzeniem do rozważania dzisiejszego Słowa Bożego, w którym jest mowa o wybraniu, powołaniu i posłaniu. Pan Jezus powołuje Dwunastu i nie podaje żadnych wyjaśnień dlaczego akurat ci. I może dziwić, że właśnie wybrał takich zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się ludzi. A gdyby im czegoś brakowało w wypełnianiu zleconej misji – Jezus zapewnia, że będzie im to dodane.

    Hans Urs von Balthasar komentując ten tekst pisze: „Jednego brak im na pewno – i to właśnie otrzymują w chwili rozesłania – prawa głoszenia królestwa Bożego wraz z władzą nad duchami nieczystymi, co jest możliwe tylko wówczas, gdy posiadamy Ducha Świętego, który rozprzestrzeniając się, ogranicza sferę działania duchów nieczystych. Ponieważ otrzymują te rzeczy od Jezusa w darze, przeto żąda się od nich, by nie dodawali do tego własnych pomocy i środków perswazji; to dlatego nie mają zabierać ze sobą ani torby, ani chleba, ani pieniędzy, ani ubrań na zmianę, nie mają też upatrywać wygód, jeśli chodzi o dach nad głową. Zaś zlecona im misja ogranicza się do głoszenia, wzywania do nawrócenia, bez wymogu osiągnięcia sukcesu. Jeśli ich słowa nie odniosą skutku, nie ich to sprawa, wówczas mają po prostu ruszyć dalej”… Sama bowiem prawda ewangeliczna jest najbardziej przekonywająca.

    Dzisiejsze I Czytanie z Księgi proroka Amosa pokazuje Bożego wysłannika ze Starego Testamentu. Bowiem Bóg w każdym czasie zleca konkretne zadania. Za panowania króla Jerobama II, około 750 roku przed narodzeniem Chrystusa, Królestwo Izraela miało okres materialnej prosperity. I szerzyła się wtedy również niesprawiedliwość społeczna, wyzysk biednych. Moralna korupcja poszerzała swoje kręgi. Właśnie w taki czas Bóg wybiera i posyła proroka Amosa, który sam jest zdziwiony, że ma iść, aby głosić prawdę o Bogu i o ludzkich sprawach: „Nie jestem prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan”. Jego przepowiadanie spowodowało, że skazany został na wygnanie: „ Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy”.

    A kiedy nadeszła pełnia czasów, Bóg posyła swego Syna Jezusa Chrystusa, który z kolei powołuje galilejskich rybaków. Ani prorocy Starego Testamentu, ani Apostołowie nie pragnęli tej misji, nie wybierali jej sami; zostali po prostu postawieni na tej drodze. I pomimo zaskoczenia szli – byli posłani.

    Ten proces wciąż trwa poprzez wieki, poprzez kraje i tak Boże przesłanie dociera do ludzkich serc.

    Ojciec św. Jan Paweł II w Encyklice Misja Zbawiciela napisał zaraz na wstępie: „Wiara bowiem umacnia się, gdy jest przekazywana.”

    Wtedy ile odnajduje się przestrzeni w swoim sercu i w życiu społecznym, które stały się na powrót zupełnie sprofanowane i to nie tylko pod wpływem czasu.

    Jak to dobrze, że Boża ręka wciąż dotyka ludzkich ramion. I ci co są wolni od wewnętrznego oporu na pewno czują to dotknięcie i słyszą skierowane do nich słowo: „Idź, prorokuj do narodu mego”. Tak stają się posłanymi.

    Cyprian Norwid genialnie ujął poezją teologię takiej osoby przez Boga dotkniętej:

    „Duchowny gdzieżby, o promiennym czole
    I nie porywacz dusz intryg kleszczami,
    Lecz na pokory zasłanym popiele
    Z oczyma rzeczy przyszłych feniksami
    A od kochania cały w swym aniele,
    Poufny nawet srogi słów światłością
    Którego moc jest niemoc, niemocnością,
    Którego cichość jak olejek wonny
    A głośność jako wóz potwornokonny
    Z świętego Jana patmosowych mocy
    Którego wzrusza nawet kształt i wzięcie,
    Którego prostość jest jako obłocy
    Na uciszonym niebie o północy
    A drzwi jako zastygłe pieczęcie,
    A okno ptactwu przystępne głodnemu,
    Widzeniom dobrym i słońcu wschodniemu”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XIV Niedziela Zwykła – Rok B 8 lipca 2018

    Poznać i przyjąć Prawdę
    XIV Niedziela Zwykła – ROK B
    8 lipca 2018

    Objazdowy cyrk rozbił swój namiot na obrzeżach wsi. I zdarzyło się, że jednego wieczoru, tuż przed rozpoczęciem przedstawienia, na zapleczu cyrkowego taboru, powstał pożar. Właściciel próbował zaradzić nieszczęściu. Więc pierwszemu, którego spotkał ze swoich ludzi polecił, żeby czym prędzej biegł do wsi zorganizować pomoc w gaszeniu pożaru. Tym spotkanym był klaun przebrany już za błazna, gotowy na występ. Ogień był niebezpieczny nie tylko dla cyrku, bowiem z powodu wiatru bardzo łatwo i szybko mógł się rozprzestrzenić poprzez suche pola i objąć swym płomieniem całą wieś. Klaun biegł więc co sił w kierunku zabudowań i krzyczał, że pali się.

    Napotkanych ludzi błagał, żeby czym prędzej przyszli na pomoc. Ale ludzie nie brali jego dramatycznego zachowania poważnie. Po prostu – myśleli, że to jest jedna z jego sztuczek, aby zachęcić na występ. I czym głośniej nawoływał, tym głośniejszy wzbudzał śmiech. A ogień stawał się coraz większy, tak, że doszedł do wsi i spalił tam wiele domów.

    Głównym powodem dlaczego ludzie nie usłuchali klauna było to, że brali go tylko za błazna, myśląc, że próbuje ich rozbawić i zachęcić, aby przyszli na cyrkowy występ. Ta przeszkoda okazała się tak duża, że oni nie byli w stanie zrozumieć sytuacji. A sytuacja była bardzo niebezpieczna i to również dla nich samych. Mimo, że słyszeli o niej – nie usłuchali. A przecież wystarczyło, choćby na moment, aby zdać sobie sprawę, że może posługują się stereotypem, kalką. Potrzebny był im tylko błysk światła, który oni uznali, za zbędny i niepotrzebny.

    Na takim stereotypie stworzył swoją sztukę Carl Zuckmayer pt. Kapitan z Köpenick. Mieszkańcy Berlina rozumowali tak jak widzieli: skoro ktoś występuje w mundurze kapitana, musi być kapitanem. A kapitana trzeba słuchać i wykonywać jego rozkazy. I fałszywy kapitan świetnie wykorzystał ich mentalność.

    Bo człowiek często posługuje się takimi gotowymi szufladkami, oceniając innych według utartej, obiegowej matrycy.

    W dzisiejszym Bożym Słowie, jak mówi Ewangelia, Pan Jezus przychodzi do swojego rodzinnego miasta Nazaret. Mieszkańcy znali Go. Przecież wśród nich wzrastał. Wielu z nich widziało Go jak pomagał św. Józefowi w stolarskim zawodzie. I tak na Niego patrzyli. Mimo, że słyszeli o wielkiej popularności swojego Ziomka, o Jego cudownych czynach, to jednak kiedy stanął w ich synagodze i przeczytał święty tekst, a potem jednoznacznie stwierdził, że Pismo o Nim mówi – nie byli w stanie przyjąć. On, który od nich wyszedł: za kogo się uważa? „Wielu pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? A takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi? ”… Wydawało im się, że znają Go dobrze. Za dobrze, żeby się nabrać, iż stoi przed nimi Oczekiwany Mesjasz. Uwierzyli swoim utartym schematom, że Mesjasz ma przyjść przez nikogo nieznany, że wyzwoli ich z niewoli wrogów. Dlatego nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia, mimo, że na ich oczach naprawdę spełniały się przepowiadane proroctwa? Rozminęli się z Prawdą.

    Pan Jezus swoje odrzucenie tłumaczy powszechnym losem proroków, którzy nie znajdują uznania w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych, w swojej rodzinie. Hans Urs von Balthasar pisze, że „dopóki człowiek się opiera, nie może doznać uzdrowienia, zakłada ono bowiem całkowite zawierzenie. Boży wysłannik z taką właśnie sytuacją ma zawsze do czynienia”. Potwierdzeniem jest dzisiejsze I Czytanie, w którym Bóg wyraźnie powołuje proroka Ezechiela. Jego imię oznacza: „Bóg czyni mocnym”, bo dał mu trudne zadanie. Powołuje go jeszcze przed upadkiem Jerozolimy w 587 roku zanim narodził się Chrystus. I Bóg nie ukrywa trudności, przed którymi prorok będzie musiał stanąć. Tymi trudnościami będą: opór i zatwardziałość ludzi. To samo spotkało wcześniej i Izajasza i Jeremiasza i innych. Bo prorok nie może iść na żaden kompromis. On ma dokładnie przekazać słowa Pana. Nie jest sprawą proroka, czy ci, do których on mówi, posłuchają go, czy też nie.

    Dobrze jest postawić sobie pytanie: Dlaczego jest tak trudno człowiekowi poznać i przyjąć Prawdę, gdy Ona jest bardzo blisko? Czy częściej bywa rozpoznawana i przyjmowana przez tych, którzy przychodzą z daleka? Może to jest tak jak mówi przysłowie, że najciemniej jest pod latarnią. Tadeusz Żychiewicz napisał w ten sposób, że „tak bywa z prawdą zbyt bliską. To światło najwyraźniej świeci tym, którzy przychodzą z daleka, jak poganie. A kiedy się jest bardzo blisko i kiedy nazbyt się przywyka do darów Pana, trudno bywa pojąć te sprawy.”

    Św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu wyraźnie daje odpowiedź, że Boże dzieło nie ostoi się w człowieku, który widzi tylko swoją siłę i swoją wielkość. On, Paweł, nie mający najmniejszej wątpliwości, że jest słabym człowiekiem, zgodził się przyjąć Chrystusa do siebie całkowicie: „Najchętniej więc będę się chełpił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa”. I dlatego wiedział, że ilekroć niedomagał czy to poprzez swoją bezsilność, czy wtedy kiedy cierpiał – tylekroć zwyciężał w nim Jezusowy dar. „Moc bowiem w słabości się doskonali”.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    komentarz na uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela – 24.06.2018

    W dzisiejszą niedzielę liturgia Kościoła obchodzi uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. W kalendarzu kościelnym jest to wyjątek, ponieważ wspomnienie każdego ze świętych obchodzimy w dniu ich narodzin dla nieba – to znaczy w dniu przejścia z tego świata do oglądania Boga twarzą w twarz. Dlaczego ten wyjątek? Dlaczego właśnie dziś, w Dzień Pański, Kościół zamiast celebrować kolejną XII niedzielę zwykłą daje nam do rozważania tę wyjątkową postać w dniu jego narodzin? Św. Jan Chrzciciel jest ostatnim prorokiem, który zamyka Stary Testament i otwiera Nowy Testament. Boża zapowiedź, obietnica dana człowiekowi już od zarania dziejów, po nieszczęsnym grzechu pierworodnym, właśnie wypełnia się w tym nawoływaniu św. Jana Chrzciciela, żeby prostować ludzkie drogi, bo oto przychodzi nasz Pan i Zbawca, wyczekiwany Mesjasz.

    Warto tutaj zwrócić uwagę na znaczenie samego imienia, które każdy człowiek otrzymuje na początku swojej drogi. Nadane imię pomaga lepiej zrozumieć Boże sprawy. Mama Jana – Elżbieta – po hebrajsku znaczy: Bóg przyrzekł. Zaś jego ojciec Zachariasz – znaczy: Bóg pamięta. A ich syn Jan: Bóg jest łaskawy. Już same imiona wskazują na Bożą rzeczywistość, którą należy właściwie odczytać. Rodzina Zachariasza i sąsiedzi byli przeciwni imieniu Jan, bowiem tradycja nakazywała wybrać imię jego ojca albo dziadka, aby podkreślić przynależność do rodu. Ale to dziecię, urodzone z dwojga ludzi posuniętych w latach, z niepłodnej Elżbiety i z niedowierzającego w poczęcie syna Zachariasza, kiedy dorośnie, nie będzie się troszczyć o wąski rodzinny krąg, ale przede wszystkim o sprawy wypełnienia Bożych obietnic.

    Bardzo ważne jest właściwe odczytanie znaczenia imienia, które daje sam Bóg. Pismo Święte wyraźnie na to wskazuje zarówno w Starym Testamencie jak i w Nowym. W sakramencie chrztu otrzymałem imię tak naprawdę od samego Chrystusa. Dlatego święci: Bazyli i Grzegorz napisali: “Chociaż inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swoich zawodów lub czynów, my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami”. W sakramencie bierzmowania, będąc już świadomi naszej obecności w Bożym Kościele, wybieramy  nowe imię, które ma nam pomóc zrealizować nasze powołanie. Osoby, które składają śluby zakonne stają się osobami konsekrowanymi, to znaczy przeznaczonymi na wyłączną służbę Ewangelii – otrzymują nowe imię.

    Święty Jan Chrzciciel, poprzednik Pana Jezusa, według kalendarza – pół roku wcześniej urodzony i zarazem Jego krewny, jest jedynym prorokiem, któremu Bóg zlecił bezpośrednie przygotowanie ludzi uwikłanych w niewoli grzechu na przyjęcie Bożego Syna. Ci, którzy pytali Pana Jezusa kim jest Jan Chrzciciel – taką usłyszeli odpowiedź : “Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciela.” Ojciec dominikanin Jacek Salij pisze, że “Kościół od wieków domyśla się, że Jan Chrzciciel już w łonie matki został uwolniony od grzechu pierworodnego, mianowicie w momencie, kiedy jego matka Elżbieta spotkała się z brzemienną Synem Bożym Maryją. Toteż Jan jest jedynym świętym, którego narodzeniu poświęcone jest święto liturgiczne – podobnie jak narodzeniu Pana Jezusa oraz narodzeniu Matki Najświętszej”.

    Warto również rozważyć, ile dobra zostało wyzwolone w ludzkich sercach z powodu narodzin Jana Chrzciciela. Jego ojciec Zachariasz doznał łaski nawrócenia. Bo czym był znak odebrania daru mowy, jakie nastąpiło podczas jego spotkania z aniołem w przybytku Pańskim? Było znakiem jego niedowiarstwa. Zaś ósmego dnia po narodzinach, w dzień obrzezania, kiedy pytano go – jak ma być nazwane dziecię – napisał na podanej mu tabliczce: ”Jan będzie mu na imię”. I natychmiast otworzyły się jego usta i znowu mógł mówić, i wielbić Boga. Nastąpiło jego pełne nawrócenie, uwierzył w Boże dzieła, które są cudem w naszych oczach. Ta radość stała się udziałem całej rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Dlatego pełni zdumienia pytali: “Kim będzie to dziecię?” Bo widziano w tym wydarzeniu “rękę Pańską”.

    Taka prawdziwa radość właściwie zawsze powinna towarzyszyć przy narodzinach dziecka. I choć takie maleństwo jeszcze niczego nie potrafi rozumieć – już może obdarzać. Tak jak św. Jan Chrzciciel, który zanim nawrócił tysiące ludzi swoim nawoływaniem do pokuty – to mając zaledwie osiem dni nawrócił do Boga swojego własnego ojca.

    Opowiadał jeden z księży jak chrzcił maleńkiego Jasia. Jego narodziny sprawiły, że nawrócił do Pana Jezusa siedmioro ludzi. Najpierw jego rodzice wpadli w zachwyt. Z tego zachwytu postanowili zawrzeć sakrament małżeństwa i rozpoczęli życie z Jezusem: niedzielna Msza św., spowiedź św., modlitwa… Również rodzice chrzestni, którzy dotychczas żyli bez ślubu i zupełnie nie uczestniczyli w życiu Kościoła, zrobili to samo. Tak więc następnych czworo się nawróciło. Dołączyła do nich jeszcze siostra matki chrzestnej, kiedy zobaczyła co się dzieje i też się nawróciła.

    W to dzisiejsze święto narodzin św. Jana Chrzciciela uciszmy nasze serce, żeby stało się pustynią, bo wtedy usłyszymy jego głos, który nawołuje do nawrócenia. A ze skruszonym sercem łatwiej jest odczytać nasze imię, które nadał nam Bóg zanim jeszcze zaistnieliśmy w łonach naszych mam.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz do XI Niedzieli zwykłej   Rok B  17.06.2018

    komentarz do XI Niedzieli zwykłej Rok B 17.06.2018

    Dzisiejsze Boże Słowo kładzie nacisk na wiarę, która w ludzkim sercu wciąż ma możliwość wzrostu. Pan Jezus, aby przybliżyć rzeczywistość Królestwa Bożego często używa przypowieści, w których występuje ziarno i rola. Bowiem przez ten obraz można lepiej zrozumieć co dzieje sie w ludzkim sercu, na którym zostało posiane Słowo Boga.

    Są różne odmiany ziarna i są różne rodzaje gleby. I tutaj ważne jest uświadomienie sobie, że to nie gleba daje ziarno, tylko ziarno daje ziarno. Ale bez gleby ziarno ziarna nie wyda. Coś podobnego dzieje się we wnętrzu człowieczego serca. Dlatego losy wiary w człowieku są zależne od losów człowieka.

    Obserwując siebie i otaczający świat trzeba przyznać, że człowiekowi żyjącemu dziś bardzo często brakuje cierpliwości. To jest jakiś znak czasu. Ten wir życia, w którym upływa ludzkie życie, utrudnia widzenie dobra. A przecież to dobro już jest posiane i wciąż zasiewane, ale ludzkie oko nie widzi owego wzrostu, bo ono odbywa się niepostrzeżenie. Sprawia to Boża moc, że to co jest posiane rośnie, potem zakwita i na końcu wydaje owoc.

    Słyszłem kiedyś taką opowiastkę o pobożnym chłopcu, który znalazł się we śnie w sklepie. Za ladą stał anioł i sprzedawał różne rzeczy.

    – Co chciałbyś nabyć młodzieńcze? – zapytał anioł.

    – A co sprzedajesz?

    – Wszystko, czego byś zapragnął.

    – Pragnę nabyć miłości do Boga i do bliźniego – mówił pobożny chłopiec. Chciałbym także otrzymać żywą wiarę, abym potem mógł ją przekazywać.

    – O piękne rzeczy prosisz, chłopcze – odparł anioł, ale ja nie sprzedaję gotowych rzeczy. W tym sklepie są tylko nasiona tego czego pragniesz.

    Te maleńkie nasiona każdy z nas otrzymał w sakramencie chrztu. Wtedy nasi rodzice i rodzice chrzestni zapewnili Kościół, że będą dbać o rozwój posianego w nas Bożego życia. I ono wzrasta powoli nawet pomimo różnych przeciwności.

    Ziarnko gorczycy, o którym mówi dziś Pan Jezus, należy do najmniejszych spośród nasion. “Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. Ten obraz powolnego i prawie niedostrzegalngo wzrostu gorczycy z małego ziarnka Pan Jezus porównuje ze swoim Królestwem, które też wzrasta powoli i długo w ludzkim sercu. Wszystko ma swój czas i swoją kolejność. Nasienie posiane w ziemię najpierw daje źdźbło, potem kłos a w końcu pełne ziarno.

    Tu znowu posłużę się takim obrazem o człowieku, który chciał przyśpieszyć porę żniwa na swoim polu. Dlatego każdego dnia od rana do wieczora wyciągał źdźbła po kilka milimetrów. I choć wyglądało, że jego zboże jest wyższe niż jego sąsiadów – to jednak wkrótce przekonał się, pomimo tak wielkiego wysiłku, że nie pozostało mu nic innego jak jedynie zaorać swoje pole.

    Jak ważna jest cierpliwość, respektowanie kolejnych etapów życia i zaufanie do Siewcy, który wciąż obsiewa ludzkie poletka posługując się ludźmi. Tutaj warto przypomnieć św. Pawła, który wiele włożył wysiłku w głoszeniu Królestwa Bożego. Pomagali mu w tym między innymi Apollos, Barnaba, Tymoteusz. Do wiernych w Koryncie tak pisze: “Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”.

    To wzrastanie Kościoła wciąż trwa, choć tyle wieków już przeminęło i nikt nie zdołał, choć usiłowano po wielokroć zatrzymać Boży siew.

    Ci, którzy dziś znów wprzągają na to Boże pole cały arsenał diabelskich broni niech spojrzą na pierwszą gminę chrześcijańską zgromadzoną w Wieczerniku. A ja przypomnę takie wydarzenie z życia Jeana Fabrea, uczonego francuskiego, autora powszechnie znanego wielotomowego dzieła “Z życia owadów”. Otóż on w swojej rodzinnej miejscowości Serignan zaprzyjaźnił się z proboszczem. Któregoś dnia ks. proboszcz przygotowując na najbliższą niedzielę kazanie o boskim pochodzeniu Kościoła zapytał
:

    – Co by pan profesor powiedział na ten temat ludziom, którzy powątpiewają?

    – Odpowiedziałbym w ten sposób: Weźcie dwunastu mężczyzn z Serignan, uczcie ich przez trzy lata nowej nauki, a potem wyślijcie do Paryża, niech ją głoszą. Zobaczymy, jakie będą skutki teraz i potem, po dwóch tysiącach lat, czy ktoś będzie jeszcze o tym wydarzeniu coś wiedział.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz do X NIEDZIELI ZWYKŁEJ   ROK B  10 czerwca 2018

    komentarz do X NIEDZIELI ZWYKŁEJ   ROK B  10 czerwca 2018

    Boże Słowo, na tę niedzielę wypowiedziane, wyraźnie wskazuje, że człowiek źle wybiera, błędne podejmuje decyzje. I to od samego początku dziejów Adam i Ewa zbuntowali się przeciw Bogu a potem Kain zabił brata Abla. To były pierwsze błędne wybory, po których na przestrzeni wieków wciąż następują kolejne. Nie można tutaj nie zauważyć zbuntowanego Lucyfera, który  sprytnie wsącza w ludzkie serce swoją truciznę. Niestety, człowiek bardzo często ulega tej diabelskiej podpowiedzi: Czy aby rzeczywiście Bóg tak powiedział? A może Stwórca nie jest życzliwy swojemu stworzeniu? Adam, pierwszy człowiek i potem kolejni jego następcy na tej ziemi przyjmują ten diabelski tok myślenia, bo wydaje się, że ta argumentacja wygląda całkiem interesująco i nęcąco. Ale szatański rechot szybko daje o sobie znać w momencie kiedy człowiek zaczyna przeżywać lęk i wstyd. Ukrywa się przed swoim Bogiem, który go stworzył z miłości i dla miłości. Ta wątpliwość podsunięta przez ojca kłamstwa w wielu sercach znajduje podatny grunt. Tak było w raju. Tak było w przechodzeniu z ziemi niewoli do ziemi obiecanej. Wciąż szemrali mając pretensje do Mojżesza po co ich wyprowadzał: “Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek”. Serca ich wciąż jeszcze były w Egipcie, w domu niewoli. Bali się stanąć przed wyzwaniem do walki ze swoimi przeciwnikami, bo byli przerażeni widząc nagość swojej słabości. Słuchali bardziej ludzkich opinii, bo nie potrafili widzieć Bożej mocy, która przecież nieustannie ich prowadziła i to w dzień poprzez znak obłoku i w nocy – w świetlistym słupie. Dlatego oragrneło ich tchórzostwo i przestraszyli się. Zamiast iść do przodu – oni wracali na pustynię i w kółko chodzili przez lat 40. Ilu ludzi czyni dziś podobnie! Bo nie podejmują bitwy. Zlękli się. Ktoś w konfesjonale nie pokonał zniewalającego wstydu. Odbył spowiedź, ale świętokradczą. Od tamtego czasu cała jego religijność jest sztuczna i bez życia. Ktoś inny nie przeciwstawił się złu i niesprawiedliwości, bo bał się co inni powiedzą – ci ważni i wpływowi. Od czasu grzechu pierworodnego człowiek często nie umie wyjść z diabelskiej pułapki. W takim stanie żar jego życia gaśnie. Jest jakby zaplątany w pajęczynie, którą tka niewidoczny upadły anioł. Jedni szukają zapomnienia w alkoholu, w narkotykach czy w erotyce, w hazardzie. Inni żyją w ogromnym lęku przed potężnym dzisiejszym bożkiem, którego imię brzmi: co inni powiedzą o mnie. Za wszelką cenę trzeba się trzymać tzw. obowiązującej poprawności, bo w przeciwnym razie będzie się ośmieszonym i napiętnowanym.

    Nie trzeba być opętanym przez diabła w sposób spektakularny. Wystarczy po prostu przyjąć logikę świata i bardzo wielu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy – realizuje kompletnie wywrócony Boży świat. Ilu jest takich, którzy twierdzą, że są jak najbardziej wierzącymi, ale zabicie najbardziej bezbronnej istoty ludzkiej (dla uspokojenia sumienia używa się słowa ‘aborcja’) nazywają prawem kobiety, eutanazję – współczuciem, aby ulżyć w cierpieniu a różnego rodzaju zboczenia i dewiacje – obroną mniejszości, która też ma prawo i do małżeństwa i do adopcji. Ktoś sprytnie zdołał poprzeinaczać: w miejsce prawdy włożył fałsz a fałsz nazwał prawdą. Dlatego zło nazywa się dobrem i na odwrót – dobro złem. Skoro szatan odważył się kusić Syna Bożego po 40 dniowym poście i w zasadzie jego propozycje były całkiem sensownie: zamienić kamienie w chleb czy pokazać się światu. No, z trzecią pokusą przesadził chcąc pokłonu od samego Boga. Więc dlaczego najbliżsi nie mogą próbować przywołać Pana Jezusa do porządku, o czym jest mowa w dzisiejszej Ewangelii. Ojciec dominikanin Jacek Salij tak komentuje zaniepokojenie bliskich Chrystusa: “Nieraz samego nawet Pana Jezusa próbujemy przywołać do porządku. Oczywiście, że Go kochamy, modlimy się do Niego — ale zarazem uważamy, że Jego nauka jest nieżyciowa i wówczas wprowadzamy do niej nasze korekty. Łaskawie nie mamy nic przeciwko temu, że Pan Jezus broni trwałości małżeństwa. Ale On nauczał, że „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”. Chyba oszalał. Zgoda, że trzeba dążyć do zgody społecznej, ale modlić się za nieprzyjaciół? To przecież szaleństwo! Zgoda, że poczętemu życiu ludzkiemu należy się szacunek. Ale nie dopuszczać wyjątków? Przecież życie ma swoje twarde prawa, a my nie będziemy fanatykami.”

    Jednego bądźmy pewni: Jeżeli Pana Jezusa chcemy zmieścić w naszych poglądach i oczekiwaniach, po prostu unormalnić – to już nie jest prawdziwy Chrystus – taki dopasowany na naszą modłę. Pan Jezus mówi wyraźnie: “Kto chce iść za Mną, niech zaprze samego siebie i weźmie swój krzyż na ramiona i niech Mnie naśladuje”. Św. Paweł Apostoł ujął to w bardzo mocnych słowach: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (…) Spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia Słowa zbawić wierzących (…) Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest
 z Ducha Bożego. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić”.

    Kilkaset lat później abba Antoni (251-356), jeden z mnichów żyjący na pustyni, przepowiedział to co się dzieje za naszych dni: „Nadejdą czasy, w których ludzie zgłupieją i gdy ujrzą kogoś, kto nie jest szalony, zaatakują go, mówiąc: «Jesteś szaleńcem», tylko ze względu na to, że nie jest takim, jak i oni”.

    Tylko Pan Jezus tak naprawdę wyzwala z wszelkiego zniewolenia dając człowiekowi Bożą moc i wskazuje drogę jaką należy iść. Dziś, 10 czerwca, mija dokładnie 39 lat, jak św. Jana Pawła II wypowiedział znamienne słowa na krakowskich Błoniach, które zignorować nie można, właśnie teraz w tym obecnym świecie: “Musicie być mocni mocą wiary! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego! Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć”.

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA CZERWCA 2018

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA CZERWCA 2018

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    1. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.

    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.

    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.

    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.

    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    1. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu
    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca.

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca.

    Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca.

    Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokorą pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    1. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią?

    „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    1. Intencja wynagradzająca.

    Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    1. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane?

    „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    1. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne?

    Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    (Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl)

  • PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA CZERWCA 2018

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA CZERWCA 2018

    Pewnie każdy słyszał o tradycji pierwszych piątków miesiąca, ale mało kto wie, skąd de facto się wzięły. Przytaczamy najważniejsze fakty.

    Pierwszy piątek miesiąca – już sam fakt jego wyodrębnienia zwraca naszą uwagę, że jest to dzień szczególny. Wydaję mi się jednak, że wiedza, jaką posiadamy na temat jego wyjątkowości jest nikła, a czasem niekiedy żadna bądź mijająca się z rzeczywistym celem celebracji tego dnia. A skoro nie jesteśmy w pełni świadomi, dlaczego bierzemy udział w pierwszopiątkowej Eucharystii i co zapoczątkowało ten zwyczaj, nie wypełniamy całkowicie poleceń Jezusa.

    Tradycja pierwszego piątku jest o tyle ważna, że nie została ona ustanowiona po prostu przez władze Kościelne, ale została nam dana przez samego Chrystusa. Miało to miejsce podczas objawień, jakich doświadczyła francuska zakonnica, święta Małgorzata Maria Alacoque, podczas adoracji Świętego Sakramentu w klasztornej kaplicy. W czasie tych kilku spotkań Jezus odsłonił przed młodą kobietą swoje gorejące miłością serce i za jej pośrednictwem przekazał tę miłość wszystkim ludziom, gdyż, jak sam zaznaczył, nie mógł dłużej powstrzymać w sobie jej płomieni. Jak wspominała zakonnica, jego okaleczone serce otoczone było wówczas koroną cierniową zwieńczoną krzyżem, a z rany bił blask. Zlecił świętej, aby szerzyła wśród swych sióstr i braci wiarę w Niego oraz ogrom łask i miłosierdzia płynących dla nich z Jego serca, niezbędnych do Odkupienia, zaznaczając, że to dla ludzi jedyny ratunek.

    Objawienia miały ponadto charakter osobistego wyznania, podczas nich Chrystus powiedział Małgorzacie, że każdego dnia znosi udręki spowodowane niewdzięcznością ludzi, która jest cięższa do zniesienia, niż wszystkie cierpienia jakich doświadczył podczas życia na ziemi. Polecił jej, aby przynajmniej ona zadośćuczyniła mu za grzechy wszystkich ludzi, które tak ciężko mu znieść. Właśnie wtedy nakazał jej przystępować do Komunii Świętej najczęściej, jak będzie mogła, szczególnie w każdy pierwszy piątek miesiąca, a w każdą noc poprzedzającą ten dzień uczestniczyła przez godzinę w szczególnej adoracji. Objawienia te zapoczątkowały również tradycję dziewięciu pierwszych piątków, w których pełne uczestnictwo otwiera nam drogę do łaski pokuty i zbawienia.

    Ostatnim nakazem Chrystusa było ustanowienie nabożeństwa ku czci Jego Serca w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała, ze szczególnym uwzględnieniem przystępowania w tym dniu do Komunii Świętej. Udział w tej Eucharystii jest formą zadośćuczynienia za wszelkie obrazy, jakich Jezus od nas doznaje.

    To krótkie przypomnienie historii Jezusowych Objawień pozwala nam zrozumieć istotę pierwszych piątków miesiąca, ich wyjątkowości oraz niezwykłej wagi. Uczestnictwo w nich jest formą pokuty, dzięki nim możemy odkupić swoje winy, zadośćuczynić Jezusowi oraz dostąpić łaski zbawienia.

    Niestety, znaczenie tego dnia bywa często wypaczone, nie skupiamy się w nim głównie na Eucharystii, ale kładziemy nacisk zwłaszcza na pierwszopiątkową spowiedź. Takie przesunięcie punktu ważności może wynikać bezpośrednio z myślenia o konieczności czystości serca podczas przyjmowania ciała Chrystusa pod postacią chleba. Abyśmy mogli uczynić to godnie, potrzebny jest nam sakrament pojednania. Problem w tym, że zdarza się, iż pierwszy piątek tylko na nim kończymy, a idea, jaka temu dniu przyświeca, oparta jest jednak na przystąpieniu do Komunii Świętej. To właśnie pełny udział w Mszy Świętej pozwala nam na dostąpienie łask, jakich udziela nam Chrystus. Dzięki spowiedzi świętej przybliżamy się do Boga, ale to właśnie Eucharystia tę więź umacnia.

    Musimy umieć spojrzeć na celebrowanie pierwszych piątków miesiąca jak na wyjątkowy dar, jaki otrzymaliśmy od samego Jezusa. Mimo cierpień, jakich od nas doświadcza, dalej darzy nas bezgraniczną miłością. Gest, jaki w naszą stronę wykonuje Chrystus, jest niezwykłym aktem miłosierdzia, dowodem prawdziwej, nieskończonej miłości. Nie rezygnuje z nas, nie wątpi, ale zaprasza do siebie, daje szansę na poprawę. Zauważmy, że to On sam wyciąga do nas rękę, choć to przecież my zawiniliśmy, odsłania przed nami zranione serce i nawołuje do poprawy, pierwszy dąży do pojednania, bo pragnie dla nas naszego zbawienia.

    Oprócz obietnicy łaski zbawienia, gdy spełnimy polecenia Jezusa, złożył jeszcze przyrzeczenia, które rozproszone w zapiskach świętej Małgorzaty Marii, zostały zebrane i do dziś istnieją w formie tzw. 12 obietnic Jezusa:

     

    • Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.
    • Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.
    • Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.
    • Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.
    • Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.
    • Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.
    • Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    • Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.
    • Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.
    • Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.
    • Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.
    • Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

     

    Nie bójmy się zawierzyć Jezusowi tak, jak uczyniła to święta Małgorzata Maria i podążajmy za jej słowami: “We wszystkim co czynisz łącz się z Najświętszym Sercem naszego Pana Jezusa Chrystusa – na początku, by wykazać się chęcią służenia Mu, na końcu dla zadośćuczynienia.”

     Gość Niedzielny
    Magdalena Syrda  studentka filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego

     

     

  • Niedziela Trójcy Świętej

    Niedziela Trójcy Świętej

    W pismach  Kierkegaarda, duńskiego teologa i filozofa,  jest takie opowiadanie o europejczyku, który wyjechał na Daleki Wschód i zakochał się w pięknej Chince. Po powrocie bardzo za nią tęsknił. Każdego dnia wyczekiwał jej listu, który po pewnym czasie dotarł do niego od ukochanej, ale niestety, napisany po chińsku. Znalazł więc tłumacza i od niego dowiedział się, że również dziewczyna jest w nim zakochana. Nie wyobrażał sobie jednak, aby wciąż mógł z nią korespondować przy pomocy jakiegoś pośrednika. Zaczął więc sam studiować język swojej ukochanej. Ta jego miłość tak go zmobilizowała, że po jakimś czasie był już w stanie swobodnie rozczytywać chińskie znaki. W miarę postępu język chiński zaczął go coraz bardziej fascynować – tak, że po kilku latach został nawet wykładowcą chińskiej literatury i zupełnie zapomniał z jakiego powodu zaczął się uczyć tego języka. Teraz był już zakochany w tylko literach. Natomiast zapomniał o sercu. Oddał się zupełnie nauczaniu. Przestał być człowiekiem, który przede wszystkim został stworzony z miłości i do miłości.

    Właśnie dzisiejsza uroczystość Przenajświętszej Trójcy odsłania tajemnicę na czym polega prawdziwa miłość. Bóg stwarzając człowieka wypowiedział słowa: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz,  podobnego Nam…. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” Ale, niestety, człowiek poszedł za swoimi wątpliwościami, które włożył był w jego serce szatan. I ten dramat nieporozumienia wciąż trwa. Człowiek odtąd patrzy na Boga poprzez pryzmat swojej pomyłki – a nie odwrotnie.

    Tymczasem Bóg naprawdę kocha i kocha do końca, ale całkowicie w inny sposób niż zwykł czynić to człowiek. Pan Bóg patrzy na swoje oblicze i w ten sposób powstaje Jego Syn. I tym szczęściem i tą radością dzieli się. Wszystko złożył w miłości. Uzależnił swoje szczęście od kogoś Drugiego, w którym pokłada całe swoje upodobanie. Ks. Ludwik Evely pisze w ten sposób: „Ojciec nie zna Siebie w pełni Sam w sobie. Ojciec nie kocha siebie w pełni Sam w sobie. Kocha siebie w pełni dopiero w Synu swoim, który jest jedynym prawdziwym Jego obrazem, promieniowaniem Jego chwały i odbiciem Jego istoty.”  Taki właśnie jest Bóg na kartach Ewangelii. Nigdy nie sławi Sam siebie, nie mówi o sobie, ale wskazuje na swego Syna: „Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie.”

    Kiedy człowiek przeżywa prawdziwą miłość – doświadcza tego samego. Ma wielkie pragnienie, aby podzielić się tym wszystkim co przeżywa. To dlatego matka na pytanie: Jak się pani miewa? – od razu odpowiada, że Piotr zdrów, Ania to…, a Zosia tamto… Bo to co w niej najbardziej żywe – to są jej dzieci. W nich mieści się całe jej życie. Tylko one są dla niej najważniejsze. W nich złożyła swoje upodobanie.

    Bóg mówi: Popatrzcie na mojego Syna – a będziecie szczęśliwi tak jak ja. To jest echo znad Jordanu,  znad góry Tabor: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.” I to jest cała religia. Kiedy kapłan po konsekracji podnosi Ciało Bożego Syna Bóg Ojciec mówi: To jest mój Syn. Popatrzcie na mojego Syna, a będziecie szczęśliwi. Kiedyż wreszcie odważę się wyjść z ciasnego horyzontu mojego egoizmu? Bo jak wygląda na przykład moja modlitwa? Czy nie obraca się tylko i wyłącznie wokół moich spraw stając się przeciwieństwem prawdziwej modlitwy?

    Pan Bóg zaprasza człowieka w krąg Bożej Rodziny – a człowiek nie wierzy, żeby tak było można bez żadnej zasługi, bez żadnej zapłaty? Pismo święte bardzo wyraźnie mówi, że jeden jest Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także i my jesteśmy.

    Św. Jan od Krzyża  w swoim poemacie o stworzeniu świata napisał takie oto słowa, które są jakby listem pisanym przez Boga Ojca do swojego Syna Jezusa Chrystusa: „Chciałbym Ci dać Synu miłą Oblubienicę, aby mogła nas tu oglądać w bytu tajemnicy i chleba jeść z tego stołu, którego Ja pożywam i oglądać to piękno, które w Tobie odkrywam, by się ze mną cieszyła. Zaznała tchnienie szczęścia  na widok Twej piękności, Twego ze Mną istnienia. Niech się stanie – rzekł Ojciec. Dla Twojej to miłości i przez jedno to Słowo wywiódł świat z nicości.”

    Po to Pan Bóg stworzył człowieka, aby człowiek razem z Nim mógł oglądać Syna. Jeżeli jestem smutny to dlatego, że nie oglądam Syna. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu czy rzeczywiście adoruję Pana Jezusa? A może to ja chcę, aby Pan Jezus mnie adorował, bo bez przerwy mówię swój monolog i tylko o sobie i tylko o swoich sprawach. Nie inaczej jest przy spowiedzi kiedy klękam przed Chrystusem w osobie kapłana. Znowu tylko użalanie się nad sobą poprzez ustawiczne dreptanie w jakimś zaplątaniu się we własnym egoizmie.

    A tymczasem w Ewangelii według św. Jana Pan Jezus wyraźnie podaje główny motyw swojego pójścia na ukrzyżowanie: „Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. Wstańcie, idźmy stąd!” I rozpoczyna się Ogrójec, męka a potem śmierć. Od tamtej chwili trwa nieustanna Msza, na którą jestem zaproszony, aby być jej świadkiem. Wchodzę więc w progi kościoła i czynię  znak krzyża: w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – to znaczy wchodzę w tę przestrzeń, w której tętni prawdziwe Życie pomiędzy Jedynym Bogiem w Trójcy Jedynym prawdziwym.

    ks. Marian Łękawa SAC